Na świecie operacje wykonuje już niemal 6 tys. robotów chirurgicznych. W Polsce do dyspozycji jest tylko 14, jednak z roku na rok ich przybywa

– W Polsce jest zainstalowanych 14 robotów chirurgicznych, które pracują i czynnie wykonują operacje – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk z warszawskiego Szpitala Medicover. Statystyki pokazują, że to wciąż o wiele mniej niż europejska średnia, jednak takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych przybywa z każdym rokiem. Także lekarze korzystają z nich coraz chętniej, m.in. ze względu na większe bezpieczeństwo, precyzję i mniejsze ryzyko powikłań pooperacyjnych. Lista zastosowań robotów da Vinci jest bardzo szeroka szczególnie w ginekologii, a w ostatnich latach zyskują one dużą popularność zwłaszcza w leczeniu endometriozy, która dotyka szacunkowo nawet co dziesiątą kobietę.

– Najwięcej robotów chirurgicznych pracuje w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest ich ok. 4 tys. W Europie mamy około tysiąca robotów, które przeprowadzają operacje. W Polsce jest ich 14 i do Niemiec, które mają ich ok. 140, wciąż trochę nam brakuje. Natomiast rynek robotyki cały czas się rozwija i z każdym rokiem będzie podłączanych coraz więcej robotów, w asyście których można będzie przeprowadzać coraz bardziej skomplikowane operacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Bubak-Dawidziuk, lekarz ginekolog i certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover.

Robot chirurgiczny da Vinci jest w tej chwili najbardziej rozpowszechnionym urządzeniem tego typu. Jest wykorzystywany przede wszystkim w chirurgii ogólnej, urologii i ginekologii, choć lista jego zastosowań jest dłuższa (może być wykorzystywany w ok. 170 typach zabiegów). Jak wynika z szacunków amerykańskiego producenta Intuitive Surgical, statystycznie na świecie średnio co 26 sekund jest przeprowadzany zabieg z wykorzystaniem robota da Vinci.

– Pierwsze operacje robot da Vinci wykonywał już 20 lat temu, po zatwierdzeniu przez amerykańską FDA [Agencja Żywności i Leków – red.]. Od tego czasu lista jego zastosowań rozszerza się o coraz liczniejsze specjalizacje. Obecnie zarówno urolodzy, jak i chirurdzy, ginekolodzy, kardiolodzy czy laryngolodzy wykonują coraz więcej operacji w jego asyście. Szacuje się, że tylko w dziedzinie ginekologii jest ponad 20 typów takich operacji – wskazuje lekarz ginekolog.

Jak wynika z raportu „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce 2020” PMR i Upper Finance, do tej pory na całym świecie zainstalowano około 5,7 tys. robotów da Vinci, za pomocą których wykonano ponad 7,2 mln operacji. Najwięcej w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden taki aparat przypada na około 90 tys. mieszkańców. W Europie jeden przypada na 749 tys. osób, natomiast w Polsce – na 3,4 mln. To jednak i tak duży wzrost względem 2019 roku, bo liczba takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych rośnie z każdym rokiem.

– Jednym z tych miejsc, gdzie możemy wykonywać bardzo złożone operacje w asyście robota da Vinci, jest Szpital Medicover. Dzięki niemu mamy możliwość nowoczesnego, szybkiego leczenia pacjentek z problemami ginekologicznymi i urologicznymi – wskazuje dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

Jak podkreśla, zabiegi przeprowadzane w asyście robota chirurgicznego wiążą się z całym szeregiem korzyści zarówno po stronie lekarzy, jak i pacjentek. Takie operacje są krótsze i bezpieczniejsze, a pacjent traci mniej krwi i jest w mniejszym stopniu narażony na powikłania.

– W ginekologii są to zabiegi mało inwazyjne, które wykonujemy przez niewielkie otwory w obrębie jamy brzusznej. To są około jednocentymetrowe nacięcia w powłokach, a więc mamy mały uraz tkanek i mniejsze blizny pooperacyjne. Pacjentka dużo szybciej może wrócić do normalnego funkcjonowania po operacji. Poza tym obserwujemy niewielkie śródoperacyjne utraty krwi, a tym samym szybsze gojenie związane z mniejszym poziomem niedokrwistości. Takie zabiegi są na dodatek bardzo precyzyjne, bo dzięki 10-krotnemu powiększeniu możemy bardzo dokładnie oglądać i preparować struktury. Mówimy tu już nawet o mikrochirurgii – podkreśla lekarz ginekolog z warszawskiego Szpitala Medicover.

W ginekologii lista zastosowań robotów chirurgicznych da Vinci jest bardzo szeroka. W ich asyście można przeprowadzać zarówno mało inwazyjne zabiegi w łagodnych schorzeniach, jak również w poważniejszych chorobach nowotworowych.

– W szpitalu operujemy m.in. mięśniaki macicy, możemy wyłuszczać torbiele, wycinać macicę – czyli przeprowadzić histerektomię. Da Vinci jest pomocny także w przypadku chorób onkologicznych, np. jeżeli chcemy leczyć raka trzonu macicy. Korzyści jego wykorzystania obserwowane są szczególnie przy zabiegach u pacjentek z dużym BMI, nawet ze skrajną otyłością, które również szybko wracają do zdrowia – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

W ostatnich latach roboty da Vinci zyskują też dużą popularność w leczeniu endometriozy, która szacunkowo dotyka nawet co 10. kobietę. To choroba bardzo bolesna, która przysparza kobietom bólu głównie przed miesiączkami i w ich trakcie. Wśród pacjentek leczonych z powodu niepłodności w około 50–60 proc. przypadków diagnozuje się właśnie endometriozę.

 Endometrioza to choroba, która wiąże się z obecnością błony śluzowej macicy poza nią. Najczęściej ta błona osiada w jamie brzusznej i tam te komórki endometrium zaczynają rosnąć i powodować problemy, głównie bólowe, zlokalizowane np. w okolicy nerwów więzadeł krzyżowych. Z czasem choroba zaczyna się rozwijać. W zaawansowanych przypadkach narządy wewnątrz jamy brzusznej wyglądają tak, jakby w jej środku wszystko zaczęło się ze sobą sklejać. Dlatego tak liczne są dolegliwości zgłaszane przez pacjentki – począwszy od narządu rodnego po przewód pokarmowy, gdzie mogą być np. zrośnięte pętle jelita, które powodują niedrożność – wyjaśnia lekarz ginekolog.

Robot da Vinci, m.in. dzięki wysokiej precyzji i kamerze 3D o wysokiej rozdzielczości, pozwala bardzo dokładnie zobaczyć i zoperować chore narządy, usuwając ogniska endometriozy przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa pacjentki. Umożliwia operowanie w 10-krotnym powiększeniu, podczas gdy klasyczna laparoskopia oferuje czterokrotne.

 Dzięki dużemu powiększeniu możemy obserwować zmiany endometrialne z bardzo dużą dokładnością i mamy lepszą możliwość ich usunięcia. Robot, działając bardzo precyzyjnie, pozwala nam rozdzielić drobne zrosty. Jeżeli mamy np. zrośnięte pętle jelitowe, bardzo ważne jest oddzielenie w granicach zdrowych tkanek bez uszkodzenia sąsiadujących narządów – mówi certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover. – Bardzo precyzyjnie możemy również uwalniać nerwy miednicy mniejszej od choroby, co pozwala nam uwolnić pacjentkę od bólu. 

Nowe badania amerykańskiej agencji rządowej potwierdzają skuteczność szczepionek mRNA w realnym użyciu. Nawet 80 proc. ochrony już po pierwszej dawce

Szczepionki mRNA zapewniają 90-proc. ochronę przed zakażeniem koronawirusem po przyjęciu dwóch dawek i 80-proc. ochronę po przyjęciu tylko jednej dawki – wynika z badań przeprowadzonych na personelu medycznym przez amerykańską agencję Centers for Disease Control and Prevention. Ochrona rozpoczyna się dwa tygodnie po otrzymaniu zastrzyku.  – Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor CDC.

W badaniu przeprowadzonym przez amerykańską agencję rządową, wchodzącą w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, wzięło udział 3950 osób szczepionych preparatami Pfizer i Moderna. Okres obserwacyjny obejmował 13 tygodni w okresie od 14 grudnia 2020 roku do 13 marca 2021 roku. Wyniki wskazują na to, że po drugiej dawce szczepionki ryzyko zakażenia zmniejszyło się o 90 proc. co najmniej dwa tygodnie od jej przyjęcia. Po podaniu pojedynczej dawki ryzyko zakażenia SARS-CoV-2 przez uczestników zmniejszyło się w tym okresie o 80 proc. Po podaniu każdej dawki szczepionki organizm potrzebował około dwóch tygodni, aby wytworzyć przeciwciała chroniące przed infekcją.

– Nasze badanie pokazuje, że podejmowane wysiłki w zakresie szczepień przynoszą efekty. Autoryzowane szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 zapewniły rzeczywistą ochronę przed infekcją personelu medycznego, ratowników i innych podstawowych pracowników pierwszej linii walczących z koronawirusem – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor amerykańskiej agencji rządowej Centers for Disease Control and Prevention (CDC).

Ustalenia CDC stanowią potwierdzenie wyników badań klinicznych III fazy, które zostały przeprowadzone na szczepionkach, jeszcze zanim otrzymały zezwolenie na użycie od amerykańskiej FDA. Warto zauważyć, że badania kliniczne oceniały skuteczność szczepionki przeciwko chorobie COVID-19. Badanie przeprowadzone przez CDC dało odpowiedź na pytanie o skuteczność szczepionki przeciwko infekcjom koronawirusem, również takim, które przebiegały bezobjawowo. Uczestnicy co tydzień samodzielnie pobierali wymazy do testów laboratoryjnych RT-PCR. Bezobjawowe zakażenie SARS-CoV-2 zostało stwierdzone u 10,7 proc. obserwowanych.

– Potwierdzenie skuteczności szczepionek w realnych warunkach powinno dać nadzieję milionom ludzi, którzy każdego dnia otrzymują szczepionki przeciwko COVID-19. Powinno też dodać otuchy tym, którzy będą mieli okazję zaszczepić się w nadchodzących tygodniach. Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – twierdzi dr Rochelle P. Walensky.

Według danych opublikowanych przez Our World in Data w Stanach Zjednoczonych podano dotychczas 146 mln dawek szczepionki przeciw SARS-CoV-2. Pełne szczepienie przeszło 52,6 mln ludzi, co stanowi 16 proc. populacji tego kraju.

W Polsce pełnemu szczepieniu poddanych zostało dotąd 2 mln ludzi, czyli 5,25 proc. populacji. To wynik zbliżony do poziomu wyszczepienia Brytyjczyków, Hiszpanów i Włochów.

W ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się nawet 21 gramów mikroplastiku. Wykryto go już nawet w powietrzu czy butelkowanej wodzie

Morski Instytut Rybacki podaje, że ok. 10 proc. odpadów przemysłowych i komunalnych trafia bezpośrednio do ekosystemów morskich. Obecnie ocenia się, że jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla środowiska są mikroplastiki produkowane jako dodatek do kosmetyków i środków czystości czy powstające w efekcie destrukcji i rozdrobnienia tworzyw sztucznych. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że mikroplastik został wykryty w wodzie morskiej, słodkiej, ściekach, żywności, powietrzu czy butelkowanej wodzie pitnej, a to nie pozostaje bez konsekwencji na zdrowie człowieka.

– Szacuje się, że do 2017 roku wyprodukowaliśmy około 8,3 mld ton plastiku, a w ciągu ostatnich 40 lat jego produkcja wzrosła 40-krotnie i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Nie pozostaje to bez wpływu na środowisko naturalne, a w konsekwencji również  człowieka. Liczne raporty naukowców z całego świata potwierdzają powszechną obecność niewielkich fragmentów plastiku, tzw. mikroplastiku, przede wszystkim w ekosystemach morskich. Przyczyną tego stanu rzeczy jest m.in. niewłaściwe zagospodarowanie odpadów – rocznie aż 6,5 mln ton tworzyw sztucznych wyrzuca się ze statków do mórz i oceanów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Nie bez znaczenia dla naszego zdrowia jest również mikroplastik pochodzący z gospodarstw domowych, którego źródłem są produkty chemii gospodarczej i kosmetyki. Pozostałości kosmetyków są spłukiwane wodą, następnie trafiają do wód ściekowych, a stamtąd do systemów oczyszczania ścieków. Jeżeli system oczyszczania nie jest w stanie ich wyłapać, system uzdatniania wody też nie zapewnia pełnej filtracji tego typu mikrocząstek, przez co trafia również do naszych kranów. Jednak mikroplastik pochodzący z kosmetyków stanowi jedynie 2 proc.

– Mikroplastiki stanowią poważne zagrożenie, ponieważ ich niewielkie rozmiary czynią je dostępnymi dla wielu organizmów, począwszy od drobnych jak plankton, przez małże, ryby, a skończywszy na wodnych ssakach. Dlatego jedząc ryby, owoce morza, sól morską, lecz także miód, a nawet pijąc wodę butelkowaną, dostarczamy mikroplastiki do swojego organizmu – mówi Krystian Szczepański

Do innych istotnych źródeł mikroplastiku należy także pranie syntetycznych ubrań (35 proc.), ścieranie opon samochodowych podczas jazdy (28 proc.) oraz pył miejski (24 proc.). Ostatnie badania IOŚ-PIB pokazują, że mikroplastiki są obecne nie tylko w ekosystemach morskich, lecz także w znacznych ilościach w powietrzu. Każdego roku wdychamy nawet dziesiątki tysięcy maleńkich kawałków tworzyw sztucznych. Według badania World Wildlife Fund ludzie konsumują około 5 g plastiku tygodniowo, z kolei według badań niemieckiego oddziału WWF w Hamburgu z 2019 roku w ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się go ok. 21 g.

– W IOŚ-PIB prowadziliśmy analizę filtrów z poborników określających zanieczyszczenie powietrza oraz kolektory opadu. Na podstawie zebranego materiału  zidentyfikowano szereg cząstek, które sklasyfikowano jako syntetyczny polimer. Musimy pamiętać, że to wszystko jest ze sobą  powiązane. To, że zmyjemy to w naszych kranach, nie znaczy, że to gdzieś znika. Wszystko krąży w środowisku i potem znowu wraca do nas, do naszych organizmów i staje się bardzo dużym zagrożeniem dla naszego zdrowia – tłumaczy dyrektor IOŚ-PIB.

O tym, że mikroplastik unosi się w powietrzu, może świadczyć fakt, że naukowcy odkryli go w próbkach śniegu z Arktyki. Żeby tam trafić, musiał być przenoszony w powietrzu. W 2019 roku krakowscy naukowcy w specjalnych pojemnikach na dachu Uniwersytetu Pedagogicznego umieścili szklane naczynia, w których osiadały zanieczyszczenia powietrza. Podczas analizy okazało się, że pośród zanieczyszczeń dużo było również mikrowłókien plastiku.

ONZ już kilka lat temu ostrzegała, że wkrótce w oceanach może być więcej plastiku niż ryb. W 2016 roku Morski Instytut Rybacki zbadał próbki osadów piasku polskiego Wybrzeża. Okazało się, że średnio w piasku znajdowało się 55 drobin/50 cm3 osadu. Największą liczbę mikrocząstek odnotowano w klasie wielkości 200-500 µm. Zidentyfikowane w próbkach piasku plaż drobiny mikroplastików można zaliczyć przede wszystkim do wtórnej grupy, powstałej w wyniku degradacji zdecydowanie większych obiektów.

Tymczasem mikroplastik ma niekorzystny wpływ na nasze zdrowie.

– Im mniejsze substancje, tym łatwiej dostają się poprzez nasz układ pokarmowy czy oddechowy do naszych organizmów. Mikroplastik ulega akumulacji w organach człowieka i wchodzi do krwiobiegu. Należy tu także wspomnieć o roli mikroplastiku jako nośnika zanieczyszczeń. Efekt toksyczny może, ale nie musi wynikać z działania samych cząstek mikroplastików, lecz właśnie z obecności na jego powierzchni zanieczyszczeń, które wykazują właściwości genotoksyczne oraz kancerogenne – wskazuje ekspert.

Aby zmniejszyć ilość plastiku krążącą w środowisku, Unia Europejska zakazała m.in. obrotu jednorazowymi produktami, czyli talerzami, sztućcami czy słomkami. Dyrektywa plastikowa zakłada też, że od 2025 roku producenci muszą zrezygnować z plastikowych słomek przytwierdzonych do kartonowych pojemników, z rynku mają zniknąć plastikowe butelki z nakrętkami luzem. Dodatkowo plastikowe butelki będą musiały być wykonane w minimum 25 proc. z materiału pochodzącego z recyklingu (od 2030 roku w 30 proc.).

–  Unia Europejska w zakresie klimatu i odpadów jest pewnego rodzaju liderem i pokazuje, w jaki sposób tego typu problemy wynikające z egzystencji człowieka powinny być rozwiązywane. Jednak musimy myśleć także o tym, jak inne części świata powinny radzić sobie z tego typu wyzwaniami. Nawet jeśli w całej UE ograniczymy wyroby z tworzyw sztucznych i emisje mikroplastików do środowiska, ale pozostałe kraje nie zmienią swojej polityki w tym zakresie, to mikroplastik obecny chociażby w ekosystemach morskich będzie dla nas zagrożeniem – twierdzi dr inż. Krystian Szczepański.

Szacuje się, że tylko niespełna 10 proc. światowego plastiku podlega recyklingowi. Ponad 30 proc. jest składowana, a około jedna trzecia trafia do oceanów. Z kolei według danych Eurostatu w krajach członkowskich Unii Europejskiej zbierane odpady z tworzyw sztucznych podlegają w 39 proc. spalaniu, w 31 proc. składowaniu, zaś w 30 proc. recyklingowi. Jednak popyt na tworzywa sztuczne pochodzące z recyklingu stanowi zaledwie 6 proc. zapotrzebowania na tworzywa sztuczne w Europie, co powoduje, że połowę tworzyw sztucznych zebranych w celu recyklingu wywozi się do innych krajów spoza UE.

Digitalizacja na tak, przed chmurą wciąż obawy

Nowa rzeczywistość podkreśliła potrzebę cyfrowej transformacji, choć w wielu przypadkach wdrożenie i skalowanie usług chmurowych pozostaje wyzwaniem. Jak wskazuje Iron Mountain, pandemia w początkowym etapie przyspieszyła wdrażanie rozwiązań cyfrowych, lecz dzisiaj zainteresowanie pozostaje na stałym, choć nierosnącym poziomie. Firmy, bardziej niż pełnego przejścia do chmury, szukają rozwiązań cyfrowych gwarantujących bezpieczeństwo danych.

Jak wynika z badania EY Digital Investment Index, 79% przedsiębiorców uznaje, że ich działania cyfryzacyjne zatrzymują się w początkowej fazie, a przyczyny tej sytuacji są mnogie: od braku pracowników, budżetu czy dostępu do danych[1]. Wzmożone zainteresowanie digitalizacją w ubiegłym roku wiązało się z koniecznością organizacji zdalnego funkcjonowania wielu firm. Dzisiaj większość z nich wypracowała własne procedury, procesy i mechanizmy operacyjne. Z tego względu większym zainteresowaniem cieszą się dzisiaj usługi pomocnicze bądź dające dodatkowe zabezpieczenie dla posiadanych zasobów.

W nowej rzeczywistości, gdy większość nas funkcjonuje zdalnie bezpieczeństwo dokumentów i danych jeszcze mocniej rośnie na znaczeniu. Potwierdzają to sytuacje takie, jak pożar archiwum z 20 tys. metrów bieżących dokumentów urzędu miasta w Krakowie. Dokumentacja nie została zdigitalizowana, wskutek czego większość danych przepadło, wśród których znajdowały się także informacje siedmiu publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Pandemia bez wątpienia pokazała znaczenie cyfryzacji dokumentów, co zauważyliśmy w wysokim popycie na wszelkie usługi związane z digitalizacją, szczególnie na początku ubiegłego roku. Dzięki przetwarzaniu dokumentów do wersji cyfrowej, firmy mogą korzystać z nich w sposób umożliwiający wszystkim symultaniczny dostęp, przydatny w pracy zdalnej – zauważa Marcin Mandryk, Sales Operations Executive CEE & Product Manager Iron Mountain Polska. – Sam dokument dzisiaj nie jest potrzebny, liczą się informacje, które są w nim zawarte.

Jak podkreśla Iron Mountain, zainteresowanie digitalizacją wciąż jest wysokie, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, gdzie firmy zależnie od wielkości i sektora widzą szanse i korzyści z cyfryzacji dokumentów. Jednak dzisiaj znaczna część zapytań wiąże się z rozwiązaniami i usługami, które oferują zabezpieczenie dokumentacji i danych na wypadek wypadków losowych, takich jak choćby w Krakowie. Duży wzrost notują zapytania o uporządkowanie dokumentacji zgodnie z obowiązującymi przepisami RODO –  szczególnie w Polsce o około 30% i na Węgrzech – 10%.

Digitalizacja dokumentów pozwala na rejestrację podstawowych informacji umożliwiających identyfikację przy zachowaniu minimalizacji przetwarzania danych osobowych. Kierowanie się indeksem wiodących pozwala przeprowadzać operacje na dokumentach bez powiązywania ich bezpośrednio z osobą. Dodatkowo w przypadku pracy zdalnej pozwala na jej ciągłość i bezpieczny dostęp do informacji. Firmy, które funkcjonują zdalnie w nowej rzeczywistości obecnie udoskonalają wdrożone procedury i szukają rozwiązań, które je usprawnią. Jednak, jak dostrzega Iron Mountain, pomimo otwarcia na digitalizację, zainteresowanie rozwiązaniami wyłącznie chmurowymi jest wciąż niewielkie w całym regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Brak dużego zainteresowania chmurą pokazuje wciąż obecny brak zaufania do technologii i odpowiednich regulacji prawnych na poziomie ogólnym, a także dopasowanym do każdego sektora. Cały czas widoczne są bariery na poziomie świadomości digitalizacji i płynących z niej korzyści, szczególnie wśród mniejszych firm, które wciąż są przywiązane do papieru i korzystają z obu wersji dokumentów jednocześnie. Przez to rozwój chmury będzie postępował w nieco wolniejszym tempie – dodaje Mandryk.

Częściej korzyści z digitalizacji i rozwiązań chmurowych dostrzegają dzisiaj klienci instytucjonalni, przede wszystkim w krajach bałtyckich, gdzie przoduje Estonia. Z kolei w Polsce podejście różni się w zależności od sektora – banki i firmy ubezpieczeniowe są bardziej otwarte i chętne na wdrożenia. Coraz częściej pojawia się też digitalizacja rozwiązań dla osób indywidualnych w zakresie usług retailowych, dostawców prądu, gazu czy wodociągów. Choć zmiany w funkcjonowaniu biznesu na całym świecie przyspieszyły cyfrową transformację, wciąż w wielu krajach i sektorach ten proces przebiega w jednostajnym i długofalowym tempie.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/news/2020/12/67-procent-firm-z-caleg-swiata-zamierza-inwestowac-w-internet

Globalne centrum wsparcia w Indiach? To już przeszłość W dobie pandemii Europa wraca do łask

Sprawne działanie globalnej organizacji to priorytet nie tylko w czasach zawirowań gospodarczych. W ostatnich latach – ze względów finansowych – zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne centra wsparcia przenoszone były z Europy czy Ameryki Północnej do państw, gdzie koszty pracy są znacznie niższe. Pandemia koronawirusa spowodowała odwrócenie trendu. Dowodzą tego m.in. działania Luxoft dla jednego z globalnych banków inwestycyjnych. Potencjał tkwiący w branży jest spory – jak dowodzą badania rynkowe, działania IT typu user support/service desk w 2020 roku stanowiły 38 proc. procesów  wspieranych przez centra usług biznesowych w Polsce[1].

Pandemia koronawirusa postawiła przed setkami tysięcy przedsiębiorstw na całym świecie nowe wyzwania. Jednym z nich okazało się szybkie i efektywne wdrożenie modelu pracy zdalnej lub hybrydowej. O ile w przypadku państw unijnych powszechna dostępność do elektryczności czy szybkiego łącza internetowego jest oczywistością, o tyle w krajach rozwijających się może ona stanowić znaczną barierę.

W jednej z czołowych instytucji finansowych ryzyko z tego tytułu było znaczące – wielu użytkowników wewnętrznego systemu mogło zostać bez adekwatnej pomocy. Zapadła szybka decyzja – niezbędne jest przeniesienie części działań z Indii do nowej lokalizacji. Wybór padł na Wrocław, a o pomoc poproszono Luxoft Poland – lidera w branży IT. Dzięki współdziałaniu z firmą, w niezwykle krótkim czasie udało się zbudować kilkudziesięcioosobowy team wsparcia dla użytkowników anglojęzycznych. Kooperacja między bankiem a firmą IT rozpoczęła się jednak jeszcze w 2018 roku, kiedy bank chciał rozwinąć możliwości swojego centrum wsparcia technicznego przy pomocy zewnętrznych dostawców, i objęła szeroki zakres usług – od etapu budowy infrastruktury, po obsługę działań dla użytkownika końcowego, w tym m.in. zarządzanie incydentami.

– Wiele firm korzystało z możliwości organizowania wsparcia technicznego w Indiach z uwagi na niskie koszty pracy. Okazało się jednak, że nie tylko cena odgrywa tutaj sporą rolę, ale także ryzyko związane z takim outsourcingiem. Pandemia zmusiła przedsiębiorstwa do spojrzenia na temat z innej strony. Praca zdalna, ograniczenia w przemieszczaniu się czy podróżach międzynarodowych – wszystko to spowodowało, że organizowanie zespołów w odległych państwach stało się po prostu ryzykowne. W tym kontekście europejskie lokalizacje w wielu przypadkach stały się na powrót atrakcyjne – podkreśla Artur Górecki, Delivery Director w Luxoft Poland, firmie będącej światowym liderem w branży IT.

Pomoc całą dobę, siedem dni w tygodniu

Działanie 24/7, w trybie „follow the sun”, sprawia, że użytkownicy oczekują całodobowego wsparcia w zakresie obsługi infrastruktury technicznej. Luxoft na przestrzeni ostatnich trzech lat zbudował od zera niemal studwudziestoosobowy team, który zapewnia globalne wsparcie on-shore i off-shore, zintegrowane ze wszystkimi procesami wspierającymi w firmie klienta – a znaczna część specjalistów pracuje w Polsce – we Wrocławiu i Krakowie.

– Należy podkreślić, że bank chciał rozwinąć usługi z sektora, który nie był dziedziną tradycyjnej specjalizacji Luxoftu. Luxoft zajmuje się oprogramowaniem, nie zaś dostarczaniem wsparcia dla użytkownika końcowego. A to właśnie interesowało naszego klienta. Zdecydowaliśmy jednak podjąć się wdrożenia wieloaspektowej strategii w celu rozwinięcia nowych możliwości w banku. Usprawniliśmy procesy. Członków zespołu świadczącego usługi przeszkoliliśmy i certyfikowaliśmy w zakresie ITIL4 (najnowszej wersji najlepszych praktyk zarządzania usługami IT). Te i inne konsekwentnie prowadzone działania umożliwiły nam zbudowanie dedykowanego zespołu w obszarze wsparcia klienta końcowego (w jęz. angielskim i niemieckim) na poziomie L1/L2 we Wrocławiu, a następnie także rozszerzenie go na inne lokalizacje w Polsce – wyjaśnia Artur Górecki z Luxoft Poland.

Sprawne wsparcie użytkownika końcowego w banku jest kluczowe z punktu widzenia jakości i komfortu pracy. W przypadku jakichkolwiek problemów oferowana jest natychmiastowa pomoc na poziomie 1 i 2, dzięki której można rozwiązać podstawowe i nieco bardziej skomplikowane usterki zgłaszane przez użytkowników w zakresie środowiska pracy. W takim service desku, oprócz konsultantów, pracują również managerowie zarządzający kolejką zgłoszeń czy zasobami. Jest to więc, wbrew pozorom, zaawansowana organizacja.

W przypadku poważniejszych przypadków, które wymagają przywrócenia całego systemu do pełnej funkcjonalności, wymagana jest koordynacja działań wielu specjalistów z różnych działów – zarówno z wewnątrz, jak i na zewnątrz, którzy dodatkowo rezydują w różnych, oddalonych od siebie geograficznie lokalizacjach.

Inne obszary supportowe, w których zaangażowani są eksperci Luxoft, to wsparcie w zakresie użytkowania i administrowania rozmaitych aplikacji biznesowych wdrożonych banku, a także zaawansowane projekty rozwojowe czy migracyjne, związane z modyfikacjami platform systemowych.

– Luxoft nie spoczywa na laurach i szuka nowych sposobów na wdrożenie nowo zdobytych możliwości. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca odbyły się trzy sesje case study z menedżerami Luxoft, którzy kontaktowali się z potencjalnymi klientami zainteresowanymi nowymi usługami z zakresu wsparcia technicznego – podsumowuje Artur Górecki.

[1] https://absl.pl/storage/app/uploads/public/5ee/887/8d5/5ee8878d59858995982318.pdf

Firmy rodzinne na GPW

  • Już co trzecia spółka notowana na warszawskiej giełdzie to firma rodzinna.
  • Inwestorzy je lubią, bo dawały im w pandemii wyższą rentowność i mniejszą zmienność kursów.
  • Wyzwaniem będzie jednak zmiana pokoleniowa właścicieli tych spółek – wynika z raportu Grant Thornton przygotowanego pod patronatem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Przez ostatnie dekady systematycznie rośnie znaczenie firm rodzinnych w polskiej gospodarce. Już dawno przestały być one dla największych międzynarodowych podmiotów obecnych na polskim rynku jedynie drobnym lokalnym biznesem, z niewielkimi udziałami w rynku, a stały się dla nich silną konkurencją. Nic więc dziwnego, że polski prywatny, rodzinny biznes jest w coraz większym stopniu obecny na polskim rynku kapitałowym.

Jak pokazuje raport firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton „Firmy Rodzinne na GPW”, na Głównym Rynku GPW notowanych jest obecnie 139 spółek rodzinnych, czyli 32 proc. wszystkich podmiotów tego parkietu. Tylko w latach 2011-2020 na GPW zadebiutowały 64 spółki definiowane na potrzeby raportu jako rodzinne. Najwięcej firm rodzinnych na GPW ma swoje siedziby w województwie mazowieckim (41), dolnośląskim (17) i wielkopolskim (15).

W zarządzaniu firmami rodzinnymi dostrzec można perspektywę długoterminową. Dzięki temu lepiej niż inne spółki radzą sobie one w okresach rynkowych turbulencji. Może to również wynikać z większej skłonności do kumulowania i reinwestowania kapitału, co wiąże się z mniejszą skłonnością do wypłaty dywidendy dla inwestorów. Spółki rodzinne powinny być zatem atrakcyjną alternatywą dla inwestorów poszukujących bezpiecznych długoterminowych inwestycji – komentuje Dariusz Bednarski, wiceprezes Grant Thornton, partner zarządzający Departamentem Doradztwa.

Choć dla firm o charakterze rodzinnym ważniejszym celem niż bieżący wynik finansowy jest długoterminowy, bezpieczny rozwój, to przedsiębiorstwa te w wielu przypadkach – zwłaszcza w okresach rynkowych zawirowań jak pandemia – wykazują wyższą rentowność niż spółki nierodzinne. Rentowność EBITDA w ostatnich zaraportowanych 12 miesiącach (IVQ’19-IIIQ’20) dla spółek rodzinnych wynosiła 12,3%, tymczasem dla pozostałych 10,8%. Zysk netto w tym okresie wyniósł w spółkach rodzinnych 2,7%, a dla pozostałych spółek odnotowano stratę na poziomie 1,5%. Jeszcze większe różnice widać na rentowności kapitału własnego (ROE), który wyniósł odpowiednio 5,1% i -2,2%.

Wykres 1. Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW

Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

O tym, że inwestorzy dużym zaufaniem, zwłaszcza w trudnych czasach, np. pandemii, obdarzają spółki zarządzane przez prywatnych właścicieli, świadczy też opracowany przez Grant Thornton indeks GT Rodzinne, obrazujący zachowanie akcji 20 największych spółek rodzinnych na GPW, według metodologii analogicznej do tworzenia indeksu WIG20. W okresie styczeń 2015 – luty 2021 indeks GT Rodzinne wzrósł o około 40%, natomiast spółki z WIG20 straciły w tym samym okresie na wartości około 16%. Ciekawa jest również analiza kształtowania się stopy zwrotu w pandemicznym okresie luty 2020 r. – luty 2021 r. Spółki z GT Rodzinne zyskały 57%, a WIG20 stracił 5%.

Biznesy rodzinne odpowiadają za około 2/3 polskiego PKB, stymulując wzrost gospodarczy i wzmacniając krajową przedsiębiorczość. W najnowszym indeksie Niemieckiej Fundacji Firm Rodzinnych Polska plasuje się na 12. miejscu wśród 21 analizowanych krajów pod względem warunków prowadzenia działalności gospodarczej, wyprzedzając takie państwa, jak Belgia, Niemcy czy Japonia – zaznacza Marek Dietl, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Polscy przedsiębiorcy są emocjonalnie związani ze swoimi biznesami, które tworzyli od podstaw przez 30 lat wolnej gospodarki. Miedzy innymi dlatego biznesy rodzinne coraz chętniej wybierają drogę przez giełdę, która umożliwia pozyskiwanie kapitału na rozwój przy jednoczesnym zachowaniu kontroli właścicielskiej – dodaje.

Niepokojący dla inwestorów może być natomiast fakt, że wśród notowanych na GPW firm rodzinnych nadal niewiele jest takich, które mają uporządkowaną kwestię sukcesji pokoleniowej. Widać to na przykład po akcjonariacie analizowanych przedsiębiorstw. Choć wielu twórców i głównych akcjonariuszy spółek rodzinnych zbliża się obecnie do wieku emerytalnego i z problemem sukcesji wkrótce będą musieli się zmierzyć, to tylko w przypadku 17 proc. tych spółek akcje są już w rękach przynajmniej jednego sukcesora.

Sukcesorzy relatywnie rzadko są też obecni w najważniejszych organach spółek. Obecnie jedynie w co szóstej (16%) spółce rodzinnej przedstawiciel pokolenia sukcesorów zasiada w zarządzie, a w co piątej (22%) w radzie nadzorczej. Tymczasem aż połowa firm w zarządach i radach nadzorczych jako jedynego przedstawiciela rodziny posiada nestora (odpowiednio 55% i 48%).

Wykres 2. Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy

Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

Czas na agrowoltaikę

Technologia produkcji energii ze źródeł odnawialnych wciąż się rozwija. Jednym z nowszych trendów na rynku OZE jest agrowoltaika – czyli połączenie rolnictwa i hodowli zwierząt z produkcją energii ze słońca. Rozwiązanie to powoli wchodzi na rynki europejskie, a tym samym do Polski. Agrowoltaika to bardzo kuszące rozwiązanie dla właścicieli ziem, którzy chcą nadal wykorzystywać je pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Zainstalowane na większej wysokości panele fotowoltaiczne są ustawione pod odpowiednim kątem i z zachowaniem przestrzeni – pozwalają więc na wykorzystanie ziemi, która znajduje się pod nimi. Dzięki temu rolnik może zarabiać na dwa sposoby – sprzedając owoce swojej pracy, a także produkując prąd dla siebie lub na sprzedaż.

– Dotychczas stawiano panele fotowoltaiczne w tradycyjny sposób, wyłączając grunty z produkcji rolnej. Agrowoltaika zakłada, że wciąż można wykorzystywać grunty pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Czyli z tego samego hektara otrzymujemy symultanicznie produkcję energii ze źródeł odnawialnych i uprawę rolną – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Agrowoltaika ma też inne zalety. Przede wszystkim chroni grunty przed nadmierną perspiracją, czyli przesuszaniem. To szczególnie ważne, ponieważ ze względu na zmiany klimatyczne susze będą się zdarzać coraz częściej. Wysokie konstrukcje fotowoltaiczne potrafią również chronić uprawy przed gwałtownymi zmianami pogody – takimi jak grad czy deszcz nawalny. Agrowoltaika jest zatem dodatkową szansą dla rolnika. Zapewnia zabezpieczenie jego tradycyjnego źródła zarobkowania – w postaci hodowli lub uprawy rolnej – i daje mu możliwość dodatkowego źródła dochodów w postaci fotowoltaiki. W ten sposób uniezależnia go od zmian na rynkach rolnych i daje większe bezpieczeństwo finansowe – wskazuje Karbowy.

Zmiany nawyków pracy w czasie pandemii. Co drugi pracownik ocenia je pozytywnie

Rok po wybuchu pandemii warto przeanalizować zmiany, jakie zaszły w trybie i nawykach pracy pracowników. Wielu z nich już od ponad dwunastu miesięcy nieprzerwanie pracuje z domu, często łącząc zobowiązania zawodowe i rodzicielskie. W konsekwencji zmianie uległo nie tylko miejsce, z którego wykonują swoje obowiązki, ale też dotychczasowe przyzwyczajenia. Chociaż na przestrzeni roku sposób, w jaki pracujemy, niezaprzeczalnie uległ transformacji, to zdaniem pracowników objętych badaniem Hays Poland najczęściej są to zmiany na lepsze.

Co drugi pracownik w okresie pandemii zmienił swoje nawyki pracy. Takie wnioski płyną z sondażu internetowego przeprowadzonego przez Hays Poland w marcu 2021 roku na grupie ponad 1,5 tys. specjalistów i menedżerów. W badaniu nawyki zostały zidentyfikowane jako sposób i organizacja pracy w czasie pandemii, a także wszelkie aspekty z nią związane. Zmiany w tym zakresie zaobserwowało 55 proc. respondentów.

Praca na nowo

Zmiany najczęściej dotyczyły trybu wykonywania pracy, np. zastąpienia tradycyjnej pracy w biurze modelem zdalnym lub hybrydowym, na co wskazało 81 proc. respondentów. Kolejne 48 proc. zadeklarowało pracę w godzinach innych niż przed pandemią.

Zmiana godzin pracy w części przypadków była zapewne podyktowana odmiennymi potrzebami biznesowymi firmy i odgórnymi ustaleniami. Jednak pewniejszym wydaje się stwierdzenie, iż zmiana nawyków wynika głównie z wdrożenia pracy zdalnej. Z jednej strony wiąże się to dla pracowników z oszczędnością czasu, dającą możliwość wcześniejszego rozpoczęcia pracy. Beneficjentami są zarówno osoby pracujące w modelu home office, jak również te dojeżdżające do biura, które w wyniku mniejszego natężenia ruchu nie tracą czasu w korkach. Z drugiej strony rozmycie granic pomiędzy sferą prywatną i zawodową oraz konieczność jednoczesnego łączenia różnych obowiązków, częściej wymaga pracy poza standardowymi godzinami, np. późnym wieczorem, gdy dzieci już śpią – zaznacza Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

Znajduje to odzwierciedlenie w odpowiedziach respondentów badania. Wśród osób, które zadeklarowały zmianę nawyków pracy, 31 proc. wskazało na inny rozkład dnia, np. dłuższe przerwy, które idą w parze ze zmianą godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Kolejnych 16 proc. respondentów zadeklarowało zmianę dni, w których zazwyczaj pracują. Może to oznaczać zarówno otwarcie się na wykonywanie obowiązków zawodowych w dni standardowo wolne od pracy, jak i skrócenie tygodnia pracy.

Zmiany nawyków obejmują również takie aspekty jak dress code (50 proc. wskazań) oraz posiłki w czasie pracy (28 proc.). Okres pandemii zmienił standardy ubioru obowiązujące w sferze biznesowej. Formalny strój występuje rzadziej zarówno podczas wideo konferencji, jak i w biurach, gdzie obecnie przebywa mniej współpracowników oraz klientów. Kwestia nawyków żywieniowych wymagałaby głębszej analizy. Z pewnością istnieje grupa pracowników, która w wyniku pracy zdalnej poprawiła swoje nawyki i odżywia się lepiej, samodzielne przygotowując posiłki. Obok zapewne funkcjonują jednak osoby, którym w warunkach home office trudno jest oderwać się od komputera i wygospodarować czas na posiłek.

Które nawyki pracy uległy zmianie w czasie pandemii?

81% Tryb pracy (np. zdalny lub hybrydowy)
50% Dress code
48% Godziny pracy
31% Rozkład dnia pracy
28% Przerwy na posiłki
16% Dni pracy

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Brak granic

Zmiana trybu życia wywołana przez pandemię oraz popularyzacja pracy zdalnej sprawiły, że pracodawcy i pracownicy bardziej elastycznie postrzegają czas pracy. Po ponad roku od wybuchu pandemii w Polsce, firmy wiedzą, jakie rozwiązania i strategie zdają egzamin. Ufają swoim zespołom oraz wykazują się większym zrozumieniem wobec indywidualnych potrzeb.

Część pracodawców otwiera się również na ewentualność skrócenia tygodnia pracy, jeśli pracownik wykazuje się wysoką wydajnością i jest w stanie wykonać wszystkie swoje obowiązki w krótszym czasie. Jest to rozwiązanie, które w Polsce wciąż nie cieszy się dużą popularnością, natomiast organizacje coraz częściej rozliczają pracowników z rzeczywistych efektów ich pracy, a nie czasu spędzonego przed komputerem. Istnieje zatem przestrzeń do testowania tego typu rozwiązań w niedalekiej przyszłości.

Jednocześnie w wyniku pracy zdalnej zatrudnieni mniej stanowczo stawiają granice pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym.

– Pracownicy czasem zajmują się prywatnymi sprawami w ciągu dnia pracy, ale też włączają komputer w weekend, chociaż przed pandemią im się to nie zdarzało. Profesjonaliści cenią sobie elastyczność i większą niezależność, natomiast należy uważnie przyglądać się również potencjalnym zagrożeniom. Każdy pracownik powinien mieć możliwość i nawyk całkowitego odcinania się od pracy, bez względu na okoliczności i model, w którym realizuje swoje obowiązki. Tylko wtedy możliwy jest prawdziwy odpoczynek i regeneracja sił, tak istotne w obecnych, wciąż trudnych dla wielu osób czasach – komentuje Agnieszka Kolenda.

Zmiany na lepsze

Zachodzące w okresie pandemii zmiany nawyków pracy przez profesjonalistów najczęściej są oceniane pozytywnie. Takiej odpowiedzi udzieliło 54% respondentów sondażu Hays, a kolejnych 17 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Jak oceniasz zmiany nawyków pracy, które zaszły w Twoim życiu zawodowym w czasie pandemii?

54% Pozytywnie
17% Nie mam zdania
29% Negatywnie

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Co to oznacza dla pracodawców? Zdaniem Agnieszki Kolendy z Hays Poland, przede wszystkim zadanie uwzględnienia tych nowych nawyków w modelu pracy obowiązującym po zakończeniu pandemii. – Pracownicy będą oczekiwać dostępu do pracy zdalnej, większej elastyczności w zakresie decydowania o czasie pracy, rozliczania za efekty pracy oraz możliwości łączenia obowiązków zawodowych i prywatnych, gdy wystąpi taka potrzeba. Oczywiście obie strony zdają sobie sprawę, że obecny czas jest okresem przejściowym, a przez to wyjątkowym. Jednak całkowity powrót do standardów sprzed pandemii wydaje się być mało prawdopodobny – dodaje.

Dostęp do pracy zdalnej, a także większa niezależność w decydowaniu o kształcie dnia i godzinach pracy, umożliwiły pracownikom dopasowanie tych aspektów do własnych preferencji. Zmiany nawyków pozwoliły m.in. zaoszczędzić czas przeznaczany na dojazd do biura, wydłużyć sen czy poświęcać więcej uwagi bliskim. To wszystko może istotnie wpływać na odczuwaną satysfakcję oraz skuteczność w pracy.

Łodź – nowy kierunek rozwoju projektów magazynowych

Region Polski Centralnej, położony na skrzyżowaniu dwóch kluczowych autostrad kraju, to jeden z największych rynków powierzchni magazynowych w Polsce. Tutejsze lokalizacje logistyczne posiadają dużo zalet, a sam region – pomimo swojej wielkości – nadal posiada potencjał na rozwój – mówi Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield.

Region Polski Centralnej obejmuje między innymi miasto Łódź wraz z lokalizacjami okalającymi, tj. Konstantynowem Łódzkim, Pabianicami, gminą Nowosolna, Strykowem oraz Piotrkowem Trybunalskim. Jest niezwykle dynamicznie rozwijającym się regionem. Tylko w okresie ostatnich 5 lat jego zasoby, zwiększyły się o ponad 2 miliony mkw., w tym około 730 tys. mkw. samej Łodzi i okolicach, co oznacza trzykrotny wzrost wielkości tego rynku!

Zalety magazynów w Polsce Centralnej

Niewątpliwym atutem regionu Polski Centralnej jest jego centralne położenie geograficzne oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa. Mamy tutaj dostęp do dwóch autostrad – A1 oraz A2 – a także do drogi ekspresowej S8, łączącej aglomeracje: wrocławską, łódzką, warszawską i białostocką.

Główne ośrodki i dzielnice przemysłowo-magazynowe w Łodzi i okolicach skierowane są głównie w pobliskiej odległości do tras szybkiego ruchu, okalających Łódź. Przez wiele lat największym skupiskiem magazynów był Stryków, głównie ze względu na krzyżujące się tu autostrady A1 i A2 ale również region łódzkiego Widzewa. W przypadku tej dzielnicy potencjał do budowy nowych magazynowych gwarantowała nie tylko bliskość i dojazd do węzła A1, lecz również duża liczba wolnych terenów inwestycyjnych oraz otwartość miasta na współpracę z deweloperami, poprzez planistykę ukierunkowaną na przemysł oraz odpowiednią komunikację miejską.

Lokalizacje hal magazynowych w Łodzi

Dziś główne ośrodki nowoczesnych magazynów na łódzkim Widzewie skumulowane są w rejonie ul. Ofiar Terroryzmu 11 Września, ul Tomaszowskiej / Jędrzejowskiej, ul. Niciarnianej, ul. Zakładowej oraz ul.Transmisyjnej. Swoje parki magazynowe zdecydowali się ulokować tu tacy deweloperzy jak m.in. Panattoni, Prologis, Segro, MLP, 7R, Logicor czy City Link.

Patrząc jednak na mapę dostępnych i planowanych terenów inwestycyjnych w aglomeracji łódzkiej, trzeba zwrócić na pewno uwagę na coraz mocniej rozwijający się obszar zachodnio-południowy, czyli okolice Konstantynowa Łódzkiego czy Ksawerowa.

Potencjał rozwoju rynku magazynowego w Łodzi

Potencjał rozwoju regionu Polski Centralnej wzrasta wraz z budową drogi ekspresowej S14, czyli tzw. zachodniej obwodnicy Łodzi, oraz obwodnicy Pabianic. W przyszłości trasa połączy autostradę A2 (węzeł Emilianów) z drogą ekspresową S8 (węzeł Róża), biegnąc na południe po zachodniej stronie Łodzi, Zgierza i Pabianic. Łączna długość tej trasy to ok. 41 km. W całości przebiegać będzie w województwie łódzkim, na obszarze gmin Zgierz, Aleksandrów, Konstantynów i Pabianice oraz trzech dzielnic Łodzi (Górnej, Polesia i Bałut). Nowy fragment drogi ekspresowej S14, którego zakończenie budowy planowane jest na 2023 rok, domknie tzw. ring dróg szybkiego ruchu wokół Łodzi.

W związku z inwestycjami drogowymi, rośnie zainteresowanie inwestorów zakupem i realizacją projektów magazynowych w tej okolicy. To właśnie w rejonie Ksawerowa czy w pobliżu Konstantynowa Łódzkiego przygotowane zostały tereny inwestycyjne o łącznej wielkości ok. 400 ha. Widzimy również dużą aktywność deweloperów, powstają nowe projekty magazynowe np. Panattoni Park Łodź West w miejscowości Niesięcin czy 7R Park Łódź West II zlokalizowany przy ulicy Maratońskiej w Łodzi. Zachodnio-południowa strona aglomeracji łódzkiej staje się zatem świetną alternatywą, odciążającą tym samym mocno eksploatowany obecnie Widzew.

Autor: Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych Cushman & Wakefield

Kredyt czy pożyczka? Gdzie pożyczyć pieniądze?

Kupno samochodu, wyjazd na wakacje, ważne, duże uroczystości rodzinne, leczenie nierefundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia… To tylko niektóre przykłady wydatków, które bywają zbyt wysokie jak na możliwości budżetu większości z nas. Problem jednak w tym, że wiele z nich jest absolutnie niezbędnych – zwłaszcza, jeśli chodzi o wizyty u lekarza czy zakup lub naprawę ważnych sprzętów domowych.

Co zrobić w podobnej sytuacji? Najlepszym – i często jedynym – rozwiązaniem okazuje się wówczas pożyczenie pieniędzy. Do wyboru mamy wtedy tradycyjne kredyty bądź ofertę sektora pozabankowego (porównaj pożyczki online na FinansowySupermarket.pl). Która z tych opcji będzie lepsza? Na jakie czynniki powinniśmy zwrócić szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji? Jakie są najważniejsze różnice między oboma rodzajami produktów finansowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnej części tekstu.

Kredyt czy pożyczka – porównanie. Która opcja będzie lepsza w danym przypadku?

Kredyty bankowe są wybierane przede wszystkim przez klientów ceniących sobie tradycyjne, sprawdzone rozwiązania. Sprzyja temu też nie do końca dobra opinia, która wciąż – mimo zdecydowanej poprawy w całej branży – ciągnie się za sektorem pozabankowym. Za ich wyborem przemawia też niższe oprocentowanie, które jest wynikiem mniejszego ryzyka ponoszonego przez kredytodawcę (w związku z bardziej restrykcyjną oceną zdolności kredytowej klientów). Więcej na temat: kredyt gotówkowy – dowiedz się więcej na FinansowySupermartket.pl.

Pożyczki pozabankowe są wprawdzie nieco droższe od kredytów, jednak nie oznacza to, że nie mają żadnych zalet. Mniej rygorystyczna ocena zdolności sprawia, że o tego typu finansowanie mogą ubiegać się również osoby, które z różnych względów nie mogłyby otrzymać kredytu bankowego. To też dobre rozwiązania dla klientów ceniących sobie skrócone do minimum formalności oraz niedługi czas rozpatrywania wniosku – w niektórych przypadkach, aby pieniądze znalazły się na naszym koncie potrzebny jest tylko kwadrans.

Kredyt w banku czy firmie pożyczkowej? Najważniejsze parametry produktu

Niezależnie od tego, na którą z powyższych opcji się zdecydujemy, przed wyborem konkretnej oferty warto ją dokładnie przeanalizować i upewnić się, że rzeczywiście wybieramy tę, która będzie najkorzystniejsza i najlepiej dopasowana do naszych potrzeb. Tu największe znaczenie mają następujące parametry:

  • RRSO – czyli roczna rzeczywista stopa oprocentowania. Ten wskaźnik mówi nam, jaki jest stosunek wszystkich kosztów (prowizji, oprocentowania i ubezpieczenia) do pożyczonej kwoty;
  • okres kredytowania – im będzie on dłuższy, tym niższa okaże się miesięczna rata. Należy jednak pamiętać, że w takim przypadku wzrosną ogólne koszty w całościowym ujęciu;
  • dodatkowe opłaty – ważne przede wszystkim dla klientów wybierających ofertę banków, które przyznanie finansowania uzależniają często od wykupienia ubezpieczenia lub założenia konta – nierzadko płatnego;
  • wymagania pożyczko/kredytodawcy – jeśli nie jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę na czas nieokreślony lub mamy niekorzystną historię kredytową, musimy liczyć się z odmową w banku i części firm pożyczkowych.

Tradycyjny kredyt czy pożyczka pozabankowa? Jak znaleźć najkorzystniejsze oferty?

Wybór zarówno kredytu, jak i pożyczki może sprawiać pewne problemy. Części z nich unikniemy, zestawiając ze sobą jak najwięcej ofert i porównując je pod kątem kosztów, dostępnych kwot oraz okresu kredytowania. W tym zadaniu pomogą nam internetowe porównywarki i rankingi.

Zakupy na Wielkanoc 2021 zrobimy online – 8 na 10 osób użyje do tego smartfona

Według najnowszego badania Easter Holiday Survey Europe przeprowadzonego przez AdColony aż 60 proc. osób uznaje obecnie bezpieczeństwo za kluczowy powód, dla którego robi zakupy online a nie stacjonarnie. Zdecydowanie ważniejszy od takich czynników, jak atrakcyjna cena czy wygoda korzystania z ofert. Dlatego też ponad 60 proc. badanych Europejczyków przyznało, że zakupy na Wielkanoc zrobi przez Internet, aż 8 na 10 użyje do tego smartfona. Kto najczęściej kupuje online – Zetki czy Silversi? I co kupimy w tym roku na przysłowiowego „zajączka”?

To już drugie Święta Wielkanocne, które będziemy obchodzić w cieniu pandemii i obostrzeń. Kolejny lockdown przyniósł jeszcze większe ograniczenia, także w kontekście zakupowym. Nie zmieniło to jednak zamiarów konsumentów, którzy planują wydać na Wielkanoc 2021 aż 2 razy więcej niż w 2020 roku, z czego znaczną część wydadzą przez Internet.[1]

Zakupy na Wielkanoc 2021: zadecyduje bezpieczeństwo, cena i wygoda

Najczęstszym powodem robienia zakupów online jest bezpieczeństwo – na ten czynnik wskazało niemal dwukrotnie więcej osób niż na cenę, która znalazła się na drugim miejscu. 36 proc. ankietowanych wybiera zakupy bezpośrednio z aplikacji bądź strony sklepu z powodu atrakcyjnych promocji, 26 proc. ze względu na szerszy asortyment, a pozostali wskazywali również na wygodę.

Według raportu E-commerce w Polsce w 2020 roku to właśnie kwestie finansowe jak: atrakcyjna cena towaru, niskie koszty dostawy oraz wcześniejsze pozytywne doświadczenia kupującego wpływały na selekcję konkretnego miejsca, gdzie internauci dokonują zakupów.[2] Z kolei jak pokazuje badanie AdColony, dziś to bezpieczeństwo jest kluczowym powodem, na który wskazało 60 proc. osób. Konsumenci stają się bardziej świadomi swoich wyborów i wygody związanej z procesem zakupowym online i chętniej korzystają z aplikacji mobilnych na telefon. Cieszą się one dużym zainteresowaniem nie tylko u młodego pokolenia, ale także stale rosnącej grupy wiekowej 45+ komentuje – Michał Giera, Prezes Zarządu, Mobiem Polska.

Pokolenie Zet i pokolenie Silvers robią zakupny online najczęściej

Nikogo nie dziwi fakt, że to młodzi najczęściej sięgają po telefon, by zrobić zakupy przez Internet. Według badania AdColony stanowili oni 1/3 respondentów, którzy pozytywnie reagowali na tę formę zakupów. W zestawieniu najczęściej kupowanych produktów przez pokolenie Z są ubrania, kosmetyki, obuwie oraz książki.

Za pokolenie Silvers uznaje się osoby po 55 roku życia, czyli około 9 mln Polaków[3]. To osoby, które w coraz mniejszym stopniu są wykluczone cyfrowo. Już kilka lat temu 45 proc. konsumentów z tej grupy wiekowej korzystało z internetu[4]. Zwolennicy zakupów online w tym przedziale wiekowym zwracają szczególną uwagę na poczucie bezpieczeństwa, wygodę, na łatwe poruszanie się po stronie sklepu, dostępności promocji oraz sposoby dostawy. Częściej też dokonują zakupów w przy użyciu komputera niż smartfona.

Ponad 6 na 10 osób zakupy woli robić w aplikacji mobilnej

Ten wysoki odsetek to zapewne rezultat braku ograniczeń godzinowych przy zamówieniach online, wygody i braku konieczności wychodzenia z domu czy w końcu intuicyjności, jaką dają serwisy internetowe. Podstawą projektowania sklepów i stron www jest obecnie responsywność względem urządzeń mobilnych i zapewnienie coraz to nowych form płatności jak Apple Pay, PayPal czy Blik oraz e-portfele, które cieszą się dużym zainteresowaniem i zaufaniem wśród świadomych konsumentów.

Reklamy na Wielkanoc – chętnie oglądamy i kupujemy

Aż 7 na 10 pytanych dokonało zakupów bezpośrednio przez kliknięcie reklamy na telefonie jak wynika z danych AdColony. Tyle samo badanych przyznało, że kupiłoby produkt i uznałoby go za atrakcyjny, gdyby był on dostosowany do ich potrzeb. Co więcej, ponad połowa respondentów potwierdziła także, że kliknęła w reklamę na smartfonie podczas robienia zakupów.

Konsumenci podczas nałożonych obostrzeń w dużej mierze spędzają czas w domu na swoich urządzeniach mobilnych, zwłaszcza smarfonach korzystając z social mediów, aplikacji i gier. Jest to ogromna szansa dla reklamodawców, którzy za pomocą reklamy mobilnej mają możliwość dotrzeć do swojej grupy docelowej. W czasie świąt wielkanocnych konsumenci zwracają na nie szczególną uwagę i są bardziej podatni na wszelkiego rodzaju promocje, oferty specjalne i kupony rabatowe. Jak wynika z badań aż 71 proc. konsumentów byłoby w stanie kupić produkt lub usługę, gdyby ta była dostosowana do ich potrzeb i oczekiwań.Michał Giera, Mobiem Polska.

Święta wielkanocne 2021: Jakie produkty będziemy kupować?

Mimo obecnej sytuacji Polacy nie rezygnują z zakupów świątecznych oraz tradycyjnego kupowania prezentów na „zajączka”, które w wielu rodzinnych domach jest nieodłącznym elementem świąt. Co dokładnie znajdzie się na liście zakupów na święta? Będą to zazwyczaj drobne upominki jak słodycze, ubrania, kosmetyki, rzadziej obuwie i sprzęty AGD. W tym roku 61 proc. osób chce zamówić wybrany prezent ze strony sklepu do domu, aby potem wręczyć go bliskiej osobie, 24 proc. respondentów zadeklarowało, że wykona bezpośrednią wysyłkę do domu odbiorcy, a pozostała część chce zamówić go do siebie, aby potem na własną rękę móc go wysłać pod wskazany adres.

Po pandemii nie zrezygnujemy z zakupów online

Branża e-commerce z roku na rok rozwija się i dostosowuje biznes pod nowe warunki. Pewne jest, że nawyki związane z zakupami online przez konsumentów przełożą się na stały trend w przyszłości. Kryzys wywołany pandemią niesie za sobą także pozytywne skutki jakimi są chociażby oszczędzanie i zwiększona świadomość konsumentów, 75 proc[5]. z nich twierdzi, że od czasu pierwszego lockdownu kupuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Polacy po zniesieniu obostrzeń i otwarciu wszystkich sklepów nie zrezygnują z zakupów online. Jak wynika z raportu ECPR 58 proc. respondentów przyznaje, że nadal będzie dokonywało zakupów właśnie w ten sposób.

– Skutki wywołane pandemią, która zaskoczyła nie tylko przedsiębiorców, ale także konsumentów, w dalszym ciągu odbijają się sytuacji finansowej obu grup. Mimo wszystko sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy ma również paradoksalnie swoje pozytywy w postaci zwiększenia świadomości kupujących w temacie finansów osobistych i potrzeby oszczędzania na tzw. czarną godzinę. Powinniśmy nauczyć się planować nasze wydatki z większą rozwagą, w perspektywie dalszych zmian. Wśród ekspertów nie brakuje bowiem głosów, że „prawdziwy” kryzys ekonomiczny związany z pandemią Covid-19 dopiero niestety nas czeka – zauważa Agnieszka Surowiec, ekspert Intrum.

[1] UCE RESEARCH dla grupy Blix

[2] E-commerce w Polsce 2020

[3] GUS

[4] Research Mix, „Polski konsument 50+”

[5] European Consumer Payment Raport 2020

GPW wprowadza „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021″

  • Rada Giełdy przyjęła nowy zbiór zasad ładu korporacyjnego dla spółek notowanych na GPW
  • „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021” wejdą w życie 1 lipca 2021 r.

29 marca 2021 r. Rada Giełdy podjęła uchwałę w sprawie przyjęcia „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” (DPSN 2021). Jest to kolejna wersja zbioru zasad ładu korporacyjnego, którym od 2002 roku podlegają spółki notowane na Głównym Rynku GPW.

– Dokument przygotowany przez Giełdę wspólnie z Komitetem ds. Ładu Korporacyjnego działającym przy GPW odzwierciedla aktualne trendy i europejskie regulacje w obszarze corporate governance. Przejrzysta struktura nowego dokumentu, jego krótka forma i przystępny język powinny przyczynić się do lepszego zrozumienia tematyki ujętej w Dobrych Praktykach i dzięki temu zwiększyć nią zainteresowanie spółek i akcjonariuszy – powiedział Jakub Modrzejewski, Wiceprezes Rady Giełdy, przewodniczący Komitetu
ds. Regulacji i Ładu Korporacyjnego.

Przyjęty zbiór Dobrych Praktyk 2021 jest wynikiem pracy ekspertów reprezentujących różne grupy uczestników rynku kapitałowego, wchodzących w skład Komitetu Konsultacyjnego GPW ds. Ładu Korporacyjnego. Projekt Dobrych Praktyk został poddany publicznym konsultacjom, w których wzięli udział m.in. przedstawiciele emitentów i inwestorów giełdowych, a także instytucje i stowarzyszenia obecne
na rynku kapitałowym.

Celem DPSN 2021 jest podniesienie jakości i zwiększenie przejrzystości polskiego rynku kapitałowego. To bardzo istotne i cenne, że Dobre Praktyki są tworzone przez uczestników rynku. Giełda jest depozytariuszem tego zbioru zasad,  natomiast dzięki dużemu zaangażowaniu Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW, jak i szerokim konsultacjom społecznym,  Dobre Praktyki zostały w istocie stworzone przez rynek i dla rynku. Mamy nadzieję, że uczestnicy polskiego rynku kapitałowego będą aktywnie wspierać Dobre Praktyki i zaangażują się również w monitorowanie ich stosowania
przez spółki giełdowe
– podkreślił Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

W porównaniu do wersji Dobrych Praktyk obowiązującej od 2016 roku zmieniono strukturę dokumentu. Zrezygnowano z dotychczasowego podziału na rekomendacje i zasady. Każdy z rozdziałów składa się z zasad ogólnych, wskazujących cele, do których powinna dążyć spółka w danym obszarze, a także z zasad szczegółowych podlegających obowiązkowi raportowania. W dalszym ciągu istotną rolę w prawidłowej interpretacji Dobrych Praktyk odgrywają zasady proporcjonalności i adekwatności, przez pryzmat których spółki i akcjonariusze powinni oceniać sposób stosowania poszczególnych zasad.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku w nowych Dobrych Praktykach znalazły się zagadnienia ESG, m. in. kwestie ochrony klimatu, zrównoważonego rozwoju, różnorodności w składzie organów spółek i równości wynagrodzeń. W nowe zasady ujęto także takie tematy jak sposób podziału zysku, emisja akcji z wyłączeniem prawa poboru, czy też skup akcji własnych. W lepszym zrozumieniu syntetycznie ujętych zasad pomogą Wskazówki Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego, na które złożą się przede wszystkim odpowiedzi na pytania i uwagi zgłaszane Giełdzie przez odbiorców Dobrych Praktyk. Wskazówki zostaną opublikowane jeszcze przed wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021.

Niektóre zasady Dobrych Praktyk 2021 odnoszą się do rady nadzorczej lub jej członków, bądź też do walnego zgromadzenia lub wprost do akcjonariuszy. Z tego też względu wszystkie organy spółki powinny podjąć działania, które w efekcie umożliwią stosowanie zasad w jak najszerszym zakresie przez wszystkich ich adresatów. Jeżeli stosowanie zasady wymaga przygotowania regulacji wewnętrznych lub dokonania zmian w obowiązujących już dokumentach korporacyjnych, bądź też podjęcia określonych decyzji przez odpowiednie organy, warto jak najszybciej rozpocząć prace w tym zakresie.

Wraz z wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021 Giełda będzie monitorować sposób wypełniania przez emitentów regulacji dotyczących zasad ładu korporacyjnego, przywiązując szczególną wagę do weryfikacji jakości wyjaśnień publikowanych przez spółki w oparciu o zasadę comply or explain. Bezpośredni wpływ na skuteczność tych działań będzie jednak mieć niewątpliwie zaangażowanie bezpośrednio zainteresowanych, w tym inwestorów, analityków, ekspertów.

– Do aktywności w zakresie weryfikacji jakości ładu korporacyjnego w spółkach giełdowych mają zachęcić nowe rozwiązania w zakresie lepszej wizualizacji publikowanych przez spółki informacji na temat stosowania zasad. Liczymy na to, że umożliwienie inwestorom i analitykom przeglądania oświadczeń w różnych zestawieniach i wariantach, porównywanie spółek np. pod względem stosowania przez nie zasad, zwiększy zainteresowanie tematyką ładu korporacyjnego i bardziej zaangażuje akcjonariuszy. Nowe narzędzie wizualizacyjne zostanie przez Giełdę udostępnione na stronie internetowej GPW wraz z wejściem w życie nowych Dobrych Praktyk – poinformowała Agnieszka Gontarek, dyrektor Działu Emitentów GPW, przewodnicząca Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW.

Nowe zasady wejdą w życie 1 lipca 2021 r. Pierwsze informacje dotyczące stosowania Dobrych Praktyk 2021 spółki będą zobowiązane opublikować w terminie do 31 lipca 2021 roku.

Barometr Rynku Pracy XV – wzrasta lęk przed utratą pracy z powodu automatyzacji

28% pracujących Polaków lęka się utraty pracy z powodu automatyzacji, 20% więcej niż w lipcu 2020 roku. Tymczasem wdraża ją obecnie już ponad 37% firm, a 65,4% wyraża nią zainteresowanie. Robotyzacja jest antidotum na brak specjalistów w określonych dziedzinach oraz luki kompetencyjne. Znacząco wpływa na wydajność i konkurencyjność, wynika z XV „Barometru Rynku Pracy” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Work Service.

 

– Rozwój automatyzacji produkcji, internet rzeczy, uczenie się maszynowe, automatyzacja obsługi klienta coraz bardziej wpływają na rynek pracy, zmieniając strukturę zawodów i oczekiwania firm dotyczące kompetencji pracowników. OECD szacuje, że w Polsce w ciągu najbliższych 15-20 lat 19,8% miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych, 30,6% powinna się liczyć ze znacznym ryzykiem zmiany. Za tym procesem kryją się zmiany w zapotrzebowaniu firm na nowe zawody i kompletnie nowe umiejętności. Konsekwencją są obawy pracowników. Pewność zatrudnienia będzie coraz bardziej związana z koniecznością podnoszenia kwalifikacji, często też wręcz zmianą zawodu – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Obawy przed automatyzacją

Polacy coraz bardziej zauważają wpływ postępujących zmian technologicznych na perspektywy zatrudnienia. Wiele powtarzalnych, prostych, ale też niebezpiecznych i skomplikowanych czynności jest już wykonywana przy użyciu robotów lub wyłącznie przez nie.

Jednocześnie odsetek pracujących Polaków obawiających się automatyzacji (częściowego lub całkowitego zastąpienia wykonywanej przez ludzi pracy fizycznej i umysłowej pracą maszyn) wzrósł na przestrzeni roku aż trzykrotnie. Podczas gdy w lutym i lipcu 2020 roku lękało się jej ok. 10% badanych, pod koniec roku było to już 28%. Z około 90% w lutym i lipcu 2020 roku do 62% w grudniu zmalało grono spokojnych o miejsce pracy. Jednocześnie wzrosła liczba niezdecydowanych.Barometr Rynku Pracy XV 2 Barometr Rynku Pracy XV

W gronie niepewnych o swoją zawodową przyszłość z powodu robotyzacji są przed wszystkim pracownicy sektora produkcji i handlu, najmłodsi pracownicy, młodsi specjaliści, pracownicy fizyczni, najmniej zarabiający, a także osoby pracujące na podstawie umowy o dzieło lub na niepełny etat. Najrzadziej niepokoją się osoby piastujące stanowiska kierownicze i pracownicy sektora publicznego, wynika z najnowszego „XV Barometru Rynku Pracy”.

Zmiany w strukturze zawodów

Postępujący rozwój technologii nieodwołalnie zmienia rynek pracy, sprawiając, że część zawodów znika, pojawiają się nowe, znacząco wpływa na zmiany oczekiwań kompetencyjnych pracodawców wobec kandydatów oraz zatrudnionych pracowników. Wymaga to zmiany podejścia pracowników i ich otwartości na zdobywanie nowych umiejętności. Obecnie przekwalifikowanie się bierze pod uwagę ponad 65% osób rozważających zmianę pracy lub obawiających się zwolnienia. Odsetek ten jest obecnie znacznie, gdyż o 20%, wyższy niż we wcześniejszych falach badania.

– Chęć zmiany z pewnością wynika z obecnego poczucia niepewności powodowanej ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami pandemii – 34,6% pracujących Polaków obawia się utraty pracy w ciągu najbliższych dwóch lat. Automatyzacja także odgrywa tu niebagatelną rolę  – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.Barometr Rynku Pracy XV 3 Barometr Rynku Pracy XV 4

Automatyzacja rozwiązaniem problemów kadrowych?

Jak wynika z badania, firmy wdrażają automatyzację przede wszystkim po to, by ograniczyć braki kadrowe (30,3%). Umożliwia im ona także podejmowanie lepszych decyzji biznesowych (28,4%), zmniejszenie kosztów (25,7%), podwyższenie jakości, wydajności i konkurencyjności (21,3%). Istotnym czynnikiem jest zwiększenie bezpieczeństwa i komfortu pracy – na początku ubiegłego roku był on na pierwszym miejscu obok komfortu pracy oraz redukcji kosztów.

– Mimo rosnącego bezrobocia nie zwiększa się dostępność pracowników o oczekiwanych kompetencjach. Odsetek przedsiębiorstw, które odczuwają bariery w prowadzeniu działalności wynikające z niedoboru pracowników w różnych branżach, rośnie w ostatnich miesiącach. Może to oznaczać – obserwowany w badaniach międzynarodowych, m.in. OECD – wzrost dynamiki oczekiwań kompetencyjnych pracodawców, związany ze zmianą treści pracy będącej wynikiem digitalizacji – komentuje dr hab. Łukasz Sienkiewicz, prof. Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Instytutu Analiz Rynku Pracy.Barometr Rynku Pracy XV 5

37% firm już się automatyzujeBarometr Rynku Pracy XV 6 Barometr Rynku Pracy XV 7

W porównaniu z lutym 2020 roku niemal dwukrotnie wzrosła liczba firm, które wdrażają automatyzację lub ją planuje w najbliższym czasie, w szczególności dotyczy to małych i średnich firm. Obecnie to 37% przedsiębiorstw podczas gdy na początku 2020 roku było to 19%. Aż 63% przedsiębiorstw jest nią zainteresowanych, 17% więcej rok do roku. W największym stopniu są to duże przedsiębiorstwa – blisko połowa z nich ją wdraża lub to planuje. To przede wszystkim firmy branży przemysłowej – ponad 87% z nich, z czego aż 60,8% ją wdraża lub to planuje. W porównaniu z początkiem 2020 roku liczba przedsiębiorstw, które już wprowadziły automatyzację wzrosła dwukrotnie w branży handlowej, przemyśle i sektorze publicznym, aż trzykrotnie w przypadku usług.Barometr Rynku Pracy XV 8Barometr Rynku Pracy XV 9

Wraz z rozwojem technologii wyzwaniem staje się zarządzenie procesem adaptacji firm i pracowników do nowych uwarunkowań związanych z robotyzacją.

– Automatyzacja jest jednym z rozwiązań dla rosnącego problemu niedoboru rąk do pracy, chociaż wykorzystanie jej potencjału wymaga równoczesnego inwestowania w rozwój kadr, które będą uczestniczyć w tych procesach. Mogłoby jednocześnie zmniejszyć skalę obaw pracowników przed negatywnymi skutkami automatyzacji dla zatrudnienia. W dłuższej perspektywie ważne jest myślenie o rozwoju pracowników i dbaniu o to, aby wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych było połączone z przygotowaniem kadr – komentuje dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH.

Euro za 4,67!

Brak ważnych danych makroekonomicznych i strach związany z pandemią coraz mocniej ciążą złotemu. Wielu inwestorów szykuje się z pewnością na realizację zysków, dlatego można spodziewać się silnej korekty, pytanie: kiedy.

Gdzie jest granica ruchu na złotym względem … ?

Wielu analityków zadaje sobie od kilku dni to pytanie. Po wyraźnym przebiciu poziomu 4,60 zł kolejne poziomy pękają bardzo łatwo. Wczorajszy dzień doprowadził nas powyżej 4,67 zł za jedno euro. W rezultacie, w górę idą też inne waluty. Trudne chwile przeżywają kredytobiorcy frankowi, którzy znów widzą poziomy powyżej 4,20 zł. Wczoraj było to nawet 4,23 zł. To jednak nie tak źle, jak niemal 4,35 zł z października. Dolar już nie pamięta czasów z grudnia, kiedy spadł poniżej 3,70 zł. Dzisiaj jest to już 3,96 zł. Funt z kolei sięgnął 5,45 zł, dla przypomnienia pod koniec 2020 roku oscylował w okolicach 5 zł.

Dalszy odwrót od liry tureckiej

Po zdymisjonowaniu szefa Banku Centralnego Turcji jeszcze nie opadł kurz na rynku, a turecka waluta znów jest wyraźnie w odwrocie. Patrząc na skalę ruchu, zmiany nie wydają się zbyt duże, ale to tylko kwestia perspektywy. Wczoraj za jedno euro płacono 9,55 liry, dzisiaj jest już to 9,8 liry. To prawie 3% różnicy w niewiele ponad jeden dzień. Rynki nie tylko boją się rozwoju pandemii i wycofują środki z ryzykownych destynacji, ale również po prostu obawiają się dalszego rozwoju sytuacji. Dodatkowym ryzykiem jest to, że nie wiadomo, jak nisko spadną stopy procentowe, bo to, że spadną, jest niemalże pewne, skoro obecnego szefa banku zwolniono za ich podniesienie.

Ropa próbuje forsować 65 dolarów za baryłkę

Ostatni spadek cen ropy spowodowany był przez rozwój sytuacji pandemicznej. Na to nałożył się kilkudniowy przestój ruchu handlowego w kanale sueskim. Wydarzenie to z jednej strony powinno windować ceny czarnego złota, bo ograniczają dostawy na rynki. Z drugiej strony trasą to pływa istotna część światowego handlu morskiego i to, że został on wstrzymany, odbije się z pewnością na wynikach wzrostu gospodarczego. To z kolei będzie ograniczać wzrost cen ropy. Obecnie inwestorzy nie są pewni co do dalszego rozwoju sytuacji, dlatego surowiec zatrzymał się w okolicach 65 dolarów za baryłkę w ostatnich dwóch tygodniach w tych rejonach odbijał się wielokrotnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fiskus nie może odmawiać grupie kapitałowej prawa do obniżenia CIT tylko dlatego, że dokonujące transakcji spółki mają siedziby w innych państwach UE

Międzynarodową grupę kapitałową tworzyło sześć spółek. Jedna z zależnych spółek ze Szwecji zapłaciła innej, z siedzibą we Francji, odsetki od zaciągniętej pożyczki na zakup akcji w kolejnej spółce z grupy. Chciała zaliczyć wydatki poniesione na spłatę tych odsetek do kosztów uzyskania przychodu, ale nie zgodził się na to organ podatkowy. Stwierdził, że spółki dokonały między sobą transakcji wyłącznie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej. W styczniu 2021 r. korzystny dla przedsiębiorcy wyrok wydał Trybunał Sprawiedliwości UE, orzekając, że prawo Unii Europejskiej sprzeciwia się takim uregulowaniom krajowym, które odbierają spółce prawo do odliczenia odsetek zapłaconych spółce należącej do tej samej grupy kapitałowej, ale mającej siedzibę w innym państwie UE, „podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim” (sprawa C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket).

Jak stanowi treść art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej: „Ograniczenia swobody przedsiębiorczości obywateli jednego Państwa Członkowskiego na terytorium innego Państwa Członkowskiego są zakazane w ramach poniższych postanowień. Zakaz ten obejmuje również ograniczenia w tworzeniu agencji, oddziałów lub filii przez obywateli danego Państwa Członkowskiego, ustanowionych na terytorium innego Państwa Członkowskiego. (…) swoboda przedsiębiorczości obejmuje podejmowanie i wykonywanie działalności prowadzonej na własny rachunek, jak również zakładanie i zarządzanie przedsiębiorstwami, a zwłaszcza spółkami (…) na warunkach określonych przez ustawodawstwo Państwa przyjmującego dla własnych obywateli” (Wersja skonsolidowana Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, Dz.Urz. UE C 326, 26/10/2012).

Spłata odsetek od pożyczki na wykup akcji w ramach jednej grupy podatkowej

Lexel to szwedzka spółka, która w 2011 r. nabyła 15% akcji w SESI (Schneider Electric Services International SPRL z siedzibą w Belgi) należącej do SEE (Schneider Electric España SA z siedzibą w Hiszpanii), zaciągając na ten cel pożyczkę w wewnętrznym banku grupy kapitałowej Schneider Electric pod nazwą Bossière Finances SNC (dalej: BF). Schneider Electric (dalej: SE) to spółka dominująca z siedzibą we Francji. Tam też siedzibę ma BF. Lexel, BF, SESI i SEE są – bezpośrednio lub pośrednio – spółkami zależnymi Schneider Electric Industries (dalej: SAS). Następnie Lexel zapłacił BF odsetki od przedmiotowej pożyczki w łącznej kwocie ponad 11 mln euro. SEE oświadczyła, że sprzedała swoje udziały w SESI, bo potrzebowała środków na spłatę swoich pożyczek, zaciągniętych na zakup spółki spoza grupy Schneider Electric. Bossière Finances SNC natomiast pokrył z wpłaty odsetek straty powstałe w ramach działalności spółek we Francji, a pokrywając straty, brak było obciążenia podatkiem od odsetek.

Znaczna korzyść podatkowa

Szwedzki organ podatkowy uznał, że Lexel nie będzie mógł odliczyć kosztów zapłaconych odsetek, powołując się na przepis paragrafu 10d ust. 3 rozdziału 24 szwedzkiej ustawy o podatku dochodowym, który stanowi, że koszty z tytułu odsetek nie podlegają odliczeniu, jeśli głównym powodem zaciągnięcia przez przedsiębiorstwa powiązane zobowiązania jest uzyskanie przez nie znacznej korzyści podatkowej. A według tamtejszego fiskusa dokonane w ramach grupy kapitałowej transakcje miały jedynie na celu umożliwienie odliczenia kosztów z tytułu odsetek związanych z nabyciem akcji w SESI w Szwecji zamiast w Hiszpanii oraz zostały dokonane z zamiarem uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Uzasadnione w oczach organów ograniczenie swobody przedsiębiorczości

Rozpoznający skargę spółki Lexel sąd administracyjny w Sztokholmie stanął po stronie organów podatkowych. Jednocześnie zaznaczył, że ów przepis nie miałby zastosowania, gdyby BF również, tak jak Lexel, miał siedzibę w Szwecji. Obie spółki miałyby wówczas możliwość dokonywania wewnątrzgrupowych transferów finansowych zgodnie z regulacjami rozdziału 35 tej ustawy, a transakcje te nie byłyby wówczas traktowane jako dążące jedynie do uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Spółka przegrała również przed apelacyjnym sądem administracyjnym w Szwecji, który obstając za wcześniejszym stanowiskiem organów (także tym, że choć w tej sprawie zastosowanie przedmiotowego przepisu art. 10d ust. 2 rozdziału 24 powoduje ograniczenie swobody przedsiębiorczości wyrażonej w art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu UE), orzekł, że ograniczenie to może jednak być uzasadnione zwalczaniem unikania opodatkowania i koniecznością utrzymania zrównoważonego podziału władztwa podatkowego pomiędzy państwami członkowskimi.

Nie można różnicować sytuacji prawnej spółek tylko ze względu na położenie ich siedzib

Lexel się nie poddała i wniosła skargę kasacyjną. Najwyższy sąd administracyjny w Szwecji powziął wątpliwości, czy aby to ostatnie stwierdzenie sądu apelacyjnego, wyrażanego również przez sąd i organy podatkowe na wcześniejszych etapach sprawy, jest słuszne. Dlatego też wystąpił do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, czy odebranie spółce prawa do odliczenia odsetek na tej podstawie, że celem ich powstania było dążenie do uzyskania przez grupę kapitałową znacznej korzyści majątkowej, podczas gdy korzyści takiej by się nie dopatrywano, gdyby obie spółki: dłużnik i wierzyciel były spółkami szwedzkimi, nie stoi jednak w sprzeczności z regułą swobody przedsiębiorczości wyrażoną w art. 49 TFUE. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wydanym 20 stycznia 2021 r. wyroku orzekł:

„Artykuł 49 TFUE należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie uregulowaniu krajowemu (…), zgodnie z którym spółka z siedzibą w danym państwie członkowskim nie jest uprawniona do odliczenia odsetek zapłaconych należącej do tej samej grupy spółce z siedzibą w innym państwie członkowskim, na tej podstawie, że łączące je zobowiązanie zaciągnięto prawdopodobnie głównie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej, podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim, ponieważ w takim przypadku znajdowałyby do nich zastosowanie przepisy dotyczące wewnątrzgrupowych transferów finansowych” (Wyrok w sprawie C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket z 20 stycznia 2021 r.).

Podsumowanie

W oparciu o powyższe orzeczenie Trybunału przedsiębiorcy, grupy kapitałowe, którym organy podatkowe odmówiły określonych praw, wskazując na wewnątrzgrupowe powiązania i zarzucając transakcjom jedynie nakierowanie na dążenie do uzyskania korzyści podatkowej, mogą zrewidować podjęte przez te organy w ich sprawach rozstrzygnięcia. Być może także w ich przypadku fiskus dopuścił się naruszenia unijnej zasady swobody przedsiębiorczości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ID Logistics podsumowuje 2020: dobre wyniki i szybki rozwój na rynkach międzynarodowych

  • Poprawa wszystkich wskaźników finansowych w 2020 roku
  • Przychody: + 7,1 proc. do ponad 1,642 mld EUR, bazowy dochód operacyjny: + 12 proc. do 60,5 mln EUR
  • Przepływy pieniężne z operacji: + 27 proc. do 154,2 mln EUR

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów specjalizujących się w zarządzaniu projektami logistycznymi w ramach kompleksowych łańcuchów dostaw, podsumowała wyniki finansowe za 2020 rok. W ciągu 12 miesięcy ub.r.  jej przychody wzrosły o 7,1 proc. do ponad 1 642 mld EUR, dochód z działalności operacyjnej wyniósł 60,5 mln EUR i zwiększył się o 12 proc.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, skomentował: „Osiągnęliśmy trzy cele, które wyznaczyliśmy sobie na początku kryzysu pandemicznego. Ochroniliśmy nasze zespoły i żadna z 340 lokalizacji ID Logistics nie została zamknięta z powodu pandemii.  Udało się nam wspierać klientów i w rekordowo krótkim czasie wdrażać rozwiązania e-commerce. Wreszcie, dzięki restrykcyjnemu zarządzaniu przepływami finansowymi, wyszliśmy z tego kryzysu silniejsi niż wcześniej i teraz możemy kontynuować realizację ambitnej strategii rozwoju. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim naszym zespołom za niezawodne zaangażowanie a klientom za ich zaufanie i lojalność”.

Zrównoważony wzrost przychodów

W 2020 r. przychody Grupy ID Logistics wyniosły ponad 1 642 mld EUR i wzrosły o 7,1 proc. (4,9 proc. like-for-like). We Francji, rynku macierzystym Grupy, sprzedaż osiągnęła poziom 721 mln EUR i zwiększyła się o 0,9 proc. Przejściowy spadek w II kwartale (-5,9 proc.) w warunkach twardego lockdownu, został zrównoważony ożywieniem w drugiej połowie roku (+ 3,1 proc.). Przychody z działalności ID Logistics na rynkach międzynarodowych wzrosły o 12,5 proc. do 921,8 mln EUR. Wynik ten uwzględnia niekorzystny wpływ kursów wymiany walut, szczególnie odczuwany w Ameryce Łacińskiej oraz zmiany w zakresie konsolidacji biznesu (zakończenie działalności w RPA w sierpniu 2019 oraz w Chinach w czerwcu 2020, przyłączenie amerykańskiej firmy Jagged Peak od grudnia 2019). Po uwzględnieniu tych czynników, wzrost przychodów wyniósł 8,7 proc.

E-commerce silny jak nigdy dotąd

W ub.r. po raz kolejny najszybciej rozwijającym się obszarem działalności ID Logistics był e-commerce. Grupa potwierdziła swoje kompetencje w obsłudze tego sektora usług, stanowiącego obecnie 25 proc. jej przychodów.

Bazowy dochód operacyjny wzrasta o 12 proc.

W 2020 r., mimo kryzysu COVID-19 i kosztów uruchomienia 18 nowych lokalizacji, poprawiła się rentowność operacyjna Grupy. Bazowy dochód operacyjny wzrósł o 12 proc. do 60,5 mln EUR z 54 mln EUR w 2019, natomiast stała marża operacyjna zwiększyła się o 20 punktów bazowych do 3,7 proc.

We Francji bazowy dochód operacyjny spadł do 26,6 mln EUR, czyli 3,7 proc. przychodów, w porównaniu z 29 mln EUR i 4,1 proc. w 2019. Wzrost produktywności nowych projektów częściowo zrównoważył dodatkowe koszty związane z COVID-19 (maski, żele antybakteryjne, zachowanie dystansu, spadek produktywności).

Na rynkach międzynarodowych bazowy dochód operacyjny wzrósł do 33,9 mln EUR, co stanowi marżę 3,7 proc. w porównaniu z 25 mln EUR i 3,1 proc. w 2019 r. Na poprawę rentowności wpłynęła dobra kontrola nad uruchamianiem nowych magazynów i podjęcie konkretnych działań wobec najmniej rentownych operacji. W znacznym stopniu zrównoważyły one niekorzystne skutki kryzysu COVID-19, który dotknął wszystkie kraje Grupy.

Dochód netto wzrasta o 67 proc.

W ub.r. skonsolidowany dochód netto Grupy ID Logistics wzrósł o 67 proc. do 28,2 mln EUR (16,9 mln EUR rok wcześniej). Obejmuje on jednorazowe koszty 3,4 mln EUR (związane m.in. z zakończeniem działalności w Chinach i restrukturyzacją w Hiszpanii). Dla porównania rok wcześniej było to 7,3 mln EUR (koniec działalności w RPA i przejęcie Jagged Peak w USA).

Zarządzanie środkami pieniężnymi i zdolność inwestycyjna

W 2020 r. ID Logistics wykazał się dobrym zarządzaniem kapitałem obrotowym, przy jednoczesnym utrzymaniu stałego tempa inwestycji operacyjnych wspierających rozwój klientów. Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wzrosły o 27 proc. do 154,2 mln EUR.

Perspektywy rozwoju biznesu

Dzięki dobrym wynikom za 2020 rok oraz umocnieniu pozycji w obsłudze sektora e-commerce, ID Logistics zamierza kontynuować dynamiczny rozwój, przy jednoczesnym zachowaniu ostrożności wobec kryzysu związanego z COVID-19. Pandemia pokazała jak decydujące znaczenie mogą mieć organizacje logistyczne klientów, gdy są dobrze zorganizowane, elastyczne i globalne. ID Logistics odgrywa aktywną rolę we wprowadzanych zmianach, już teraz wdrażanych na coraz większą skalę. Jednocześnie ID Logistics realizuje ambitne cele w ramach CSR, zarówno w odpowiedzi na oczekiwania klientów jak i w wymiarze społecznym na rzecz Grupy. Jednocześnie firma nadal rozważa możliwości rozwoju zewnętrznego, w szczególności w Europie Płn. i USA.

OANDA sfinalizowała przejęcie TMS Brokers

Grupa OANDA Global Corporation sfinalizowała przejęcie Domu Maklerskiego TMS Brokers SA (TMS) – jednego z największych brokerów w Polsce. W zeszłym tygodniu Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła sprzeciwu wobec transakcji nabycia akcji TMS.

Gavin Bambury, prezes OANDA, powiedział: „Przejęcie TMS to początek nowego, ekscytującego etapu rozwoju dla OANDA. Dzięki transakcji nie tylko zwiększymy skalę działalności na polskim rynku, ale również będziemy mogli poszerzyć zasięg geograficzny w regionie bałtyckim i Europy Wschodniej. Nabycie polskiej spółki to dla nas również szansa na wzmocnienie kompleksowej oferty, na czym skorzystają klienci na całym świecie. Bardzo cieszymy się na dołączenie zespołu TMS do naszych szeregów”.

„Bazując na światowej marce i doświadczeniu, OANDA od wielu lat łączy innowacyjność z przełomową technologią, aby dostarczać najwyższej klasy obsługę i produkty do inwestowania online dla klientów na całym świecie. Jesteśmy zachwyceni, że stajemy się częścią rodziny OANDA w tak ciekawym momencie w 25-letniej historii firmy” – powiedział Marcin Niewiadomski, CEO TMS.

Oferta TMS, najstarszego w Polsce domu maklerskiego oferującego usługi obrotu walutami, obejmuje tysiące produktów inwestycyjnych dostępnych na globalnych rynkach finansowych, w tym waluty, indeksy, towary, akcje, kryptowaluty i fundusze ETF z największych na świecie giełd. Firma zapewnia ponadto dostęp do usług doświadczonych doradców, sprawdzonych rozwiązań edukacyjnych i innowacyjnych narzędzi giełdowych. Na przestrzeni lat za swoją działalność została utytułowana szeregiem prestiżowych nagród.

OANDA z kolei łączy najnowocześniejszą technologię tradingową z wysokiej jakości egzekucją zleceń, oferując szeroki wachlarz instrumentów finansowych, w tym usługi obrotu indeksami na światowych rynkach, towarami, obligacjami skarbowymi, metalami szlachetnymi i walutami, za pośrednictwem jednej z najszybszych platform giełdowych na rynku. Jednym z celów firmy jest pomaganie klientom w zdobywaniu wiedzy pozwalającej im z powodzeniem inwestować samodzielnie – m.in. poprzez nagradzany program edukacyjny, bieżące komentarze rynkowe i całą paletę zaawansowanych aplikacji do tworzenia wykresów i narzędzi inwestycyjnych.

„Jestem przekonany, że TMS dzięki swojej silnej pozycji w Polsce oraz bogatej ofercie doskonale wpasuje się w globalną, technologiczną Grupę OANDA. Życzę kierownictwu OANDA i TMS wszystkiego najlepszego w ich wspólnej drodze rozwoju” – powiedział Artur Haze, Partner Zarządzający ForeVest Capital.

Przejęcie TMS to już druga inwestycja, jakiej OANDA dokonała w Polsce w ostatnim roku. W 2020 r. firma otworzyła w Krakowie centrum usług wspólnych, które aktualnie zatrudnia prawie 100 osób.

Bambury dodał: „Transakcja obejmująca TMS wpisuje się w ambitny plan rozwoju, stanowiąc pierwsze z szeregu strategicznych przejęć, których zamierzamy dokonać w nadchodzących latach w ramach wzmacniania naszej reputacji jako jednej z najbardziej zaufanych na świecie firm oferujących usługi dla inwestorów detalicznych”.

Zmiany w INTERSPORT Polska S.A.: Kaczmarek u steru firmy

Z końcem marca br. Marek Kaczmarek objął stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A., zastępując dotychczas pełniącego tę funkcję Artura Mikołajko. Jest to kolejny etap w rozwoju firmy. Nowy Prezes stawia m.in. na podniesienie wartość akcji Spółki poprzez poprawę modelu biznesowego wpisującego się w światowe trendy omnichanelowego handlu detalicznego.

INTERSPORT Polska S.A., będąca wyłącznym partnerem biznesowym Grupy INTERSPORT w naszym kraju, to sieć specjalistycznych sklepów sportowych z markową odzieżą, obuwiem i sprzętem. Znaczącą część oferty firmy stanowi asortyment największych światowych marek, takich jak: Nike, Adidas, Under Armour, Reebok, Salomon, The North Face, Viking, Uvex, 4F. Kolekcja wzbogacana jest markami uzupełniającymi oraz markami własnymi INTERSPORT. Firma obecnie prowadzi sprzedaż w 35 sklepach zlokalizowanych w wiodących centrach handlowych największych miast Polski oraz znacznie podnosi udział sprzedaży w kanale e-commerce. Grupa INTERSPORT posiada łącznie 5.421 punktów sprzedaży w 57 krajach na pięciu kontynentach.

Od 29 marca 2021 roku za działania INTERSPORT Polska S.A., pełniąc funkcję Prezesa Zarządu Spółki, będzie odpowiadał Marek Kaczmarek, związany z firmą od 01 stycznia 2020 r. Wcześniej obejmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu, co umożliwiło mu zapoznanie się ze wszystkimi procesami operacyjnymi oraz specyfiką prowadzonego biznesu.

Pandemia jest dla naszej branży ciężkim czasem, ale również dzięki niej i lockdownowi mogliśmy uświadomić sobie czego tak naprawdę potrzebują nasi Klienci, i co w związku z tym musimy zmienić. Naszym głównym celem będzie m.in. poprawa modelu biznesowego, który wpisze się w światowy trend omnichanelowego handlu detalicznego. Wiąże się to nierozerwalnie z m.in. wprowadzeniem dynamicznego rozwoju kanału e-commerce, wymianą środowisk IT oraz digitalizacją sieci – wskazuje Marek Kaczmarek Prezes Zarządu Spółki firmy INTERSPORT Polska S.A. Co więcej, dołożę wszelkich starań, aby odbudować DNA zespołu w kontekście misji, która wpisuje się w hasło przewodnie THE HEART OF SPORT, a także sprawię, aby żywy organizm, jakim jest zespół INTERSPORT, żył sportem, dzielił te same emocje i inspirował naszych klientów. Udowadniał, że w sporcie jest miejsce dla wszystkich – dodaje.

W najbliższym czasie firma ma zamiar wdrożyć działania usprawniające. Obejmą one wszystkie obszary funkcjonowania INTERSPORT Polska. Należeć do nich będzie m.in. optymalne wykorzystanie pomocy finansowej ze strony Skarbu Państwa, restrukturyzacja kosztowa i dyscyplina budżetowa. Spółka planuje wdrożyć również udoskonalenie modelu biznesowego i strategię komunikacji marketingowej.

Już na stanowisku Wiceprezesa Zarządu Marek Kaczmarek proponował liczne usprawnienia, które są obecnie systematycznie wdrażane w sieci INTERSPORT. Udało mu się m.in. przeprowadzić transformację nowego konceptu sklepu formatu 2.0 w wybranych salonach i stworzyć nowe standardy logistyczne dla kanałów e-commerce. Nowy Prezes wsparł również proces pozyskania finasowania (pożyczka płynnościowa) z PFR, a także usprawnił działania handlowe, które doprowadziły do znacznego wzrostu zysku ze sprzedaży w obu kanałach produktów w 1Q 2021. Przykładowo w lutym br. był on większy o ponad 22% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.

Co więcej, do 01 kwietnia 2021 r. nowym Członkiem Rady Nadzorczej zostaje Wojciech Mikulski.

Złoty najsłabszy od 12 lat

W minionym tygodniu kurs EUR/PLN zwyżkował do najwyższego od 2009 roku poziomu 4,65. Złoty był najgorzej radzącą sobie walutą regionu Europy Środkowo-Wschodniej w ubiegłym tygodniu. Nawet pomimo wzrostu notowań eurodolara w piątek, doszło do dalszego osłabienia złotego, co wskazuje na to, że na kurs złotego mają wpływ czynniki lokalne, m. in. łagodna polityka pieniężna, odróżniająca NBP od banków centralnych regionu.

We wtorek kontenerowiec Evergreen zablokował Kanał Sueski, który jest głównym szlakiem morskim łączącym handel Azji z Europą. W nocy z niedzieli na poniedziałek ściągnięto kontenerowiec z mielizny i przywrócono statek do stanu pływającego. Według informacji z Bloombega, nie jest jeszcze wiadomo kiedy Kanał Sueski zostanie ponownie otwarty dla statków.

Tydzień po tym jak agencja Fitch potwierdziła rating Polski na poziomie „A-” z perspektywą stabilną, Japońska agencja JCR również wydała podobną ocenę ratingową utrzymując długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie „A” z perspektywą stabilną. Na piątek 2 kwietnia agencja S&P ma zaplanowany przegląd polskiego ratingu.

Bieżący tydzień na wielu rynkach, w tym polskim i amerykańskim, będzie krótszy o jeden dzień –piątek, z racji Świąt Wielkanocnych. Prawdopodobnie będzie się również charakteryzował obniżoną aktywnością na rynkach. Jednak wcześniej przyniesie dane o sprzedaży detalicznej i inflacji w Niemczech oraz europejskie indeksy koniunktury ESI i PMI, a także inflacji w Polsce w marcu.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

W pandemii spadły zaległości handlujących alkoholami

Choć pandemia odcisnęła piętno na gospodarce, siejąc pogrom w wielu branżach, to akurat rynek sprzedaży alkoholu szczególnie nie ucierpiał. Polacy przeznaczyli w ub.r. na trunki o 7 proc. pieniędzy więcej niż wcześniej, w sumie ponad 39 mld zł, czyli jedną trzecią wszystkich wydatków na artykuły spożywcze. Sprzedawcy wielu innych towarów mogliby pozazdrościć handlującym alkoholami, których łączne zaległości zmniejszyły się do 123,2 mln zł, głównie dzięki hurtowniom, odnotowującym 14-proc. spadek. Producentom napojów z procentami nie poszło już jednak tak dobrze – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zamknięcie gastronomii, ograniczenia w organizowaniu imprez masowych, wesel czy większych spotkań towarzyskich, zmiany w trybie życia i sposobach robienia zakupów, wreszcie 10-proc. wzrost akcyzy na alkohole, który obowiązuje od stycznia 2020, stworzyły unikalny koktajl czynników, który zamieszał rynkiem alkoholi. W styczniu 2021 r. doszedł do tego jeszcze podatek od alkoholi w małych opakowaniach (poniżej 300 ml), czyli tzw. małpek.

Jednak największa wartościowo grupa produktów, na którą Polacy wydali w ub.r. ponad 39 mld zł, okazała się stabilna pod względem wielkości, choć w samym koszyku z alkoholem pojawiło się kilka zmian. Np. spore wzrosty odnotowały mniejsze kategorie, takie jak whisky, gin, rum, tequila, spadła natomiast sprzedaż piwa.

NielsenIQ podaje, że alkohole w 2020 r. stanowiły prawie jedną trzecią wartości kupionych produktów spożywczych FMCG, a wartość sprzedaży wzrosła ogółem o 7 proc. W ujęciu ilościowym sprzedaż jednak spadła, z powodu piwa, które straciło 1,6 proc. ilościowo, choć wartościowo zyskało 3,1 proc.

Spadają zaległości sprzedawców napojów alkoholowych

– Od dłuższego czasu widzimy, że wiele branż znajduje się na granicy przetrwania – albo ze względu na obostrzenia sanitarne blokujące ich działania, albo też z powodu wywołanych pandemią zmian zachowań konsumentów. Odmienne podejście kupujących przynajmniej dla hurtowni i sklepów detalicznych oferujących alkohol, okazało się jednak dość łagodną próbą. Tak przynajmniej można sądzić po zmianie poziomu zaległości firm zajmujących się sprzedażą napojów alkoholowych. Ich przeterminowane zobowiązania spadły – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wynika, że sprzedawcy alkoholi mieli na koniec stycznia 123,2 mln zł zaległości – o 10,5 mln zł mniej niż na koniec marca zeszłego roku. Spadek przeterminowanych zobowiązań był przede wszystkim zasługą hurtowni, których zaległości wobec dostawców i banków obniżyły się przez 10 miesięcy o ponad 9 mln zł do 57,6 mln zł. Punkty detaliczne również obniżyły długi, z 66,9 mln zł do 65,6 mln zł.

Udział firm z zaległościami utrzymuje się jednak na podobnym poziomie jak wcześniej. W przypadku hurtowni problemy ma ok. 13 proc. działających, zawieszonych i zamkniętych biznesów (303 firmy), a w detalu ok. 12 proc. (981 firm, o 9 mniej niż 10 miesięcy wcześniej). Nie da się ukryć, że jest to spory odsetek niesolidnych firm, w sumie co najmniej co ósme przedsiębiorstwo zajmujące się tą działalnością nie płaci w terminie dostawcom lub bankom. Biorąc pod uwagę, że w przypadku wszystkich przedsiębiorstw udział niesolidnych płatników jest o połowę niższy, oznacza to jednak znaczące ryzyko sprzedaży z odroczonym terminem płatności firmom handlującym alkoholami. W sumie tym istotniejszy jest fakt, że sytuacja nie pogorszyła się bardziej.

Obronną ręką z koronakryzysu nie udało się natomiast wyjść producentom alkoholi, wprawdzie liczba firm, które nie dają rady rozliczać się z dostawcami i bankami w terminie zmalała z 90 do 78, ale zaległości tej mniejszej grupy niesolidnych płatników wzrosły w 10 miesięcy o ponad 70 proc., z niemal 54 mln zł do 92,5 mln zł. Lockdowny szczególnie dały się we znaki pomniejszym browarom, które zaopatrywały lokalny rynek, pobliskie puby i restauracje. Gdy te nie działają, zbytu nie ma. Zaległości producentów piwa wzrosły w okresie pandemii czternastokrotnie – z 1,4 mln do ponad 20 mln zł. W przypadku firm destylujących, rektyfikujących i mieszających alkohole podwyższyły się o niemal połowę do 63,6 mln zł wobec 43,9 mln zł po I kw. 2020 r. Nieznacznie tylko pogorszyło się natomiast po stronie producentów win gronowych oraz win owocowych i cydrów. Dla porównania przeterminowane zobowiązania producentów napojów bezalkoholowych, wód mineralnych i pozostałych wód butelkowanych nie zmieniły się w ogóle (26,16 mln zł). W te akurat biznesy obok zmian zachowań konsumentów wynikających z narzuconych przez reżim sanitarny ograniczeń, od stycznia tego roku uderzył też podatek cukrowy.

Zamiast gotowych drinków, droższe trunki w domu

Pandemia najbardziej surowo obeszła się z kategorią gotowych drinków, gdzie kluczowa dla sprzedaży okazała się pogoda, możliwość spotkań i obostrzenia. Według NielsenIQ ich sprzedaż obniżyła się o 14,7 proc. ilościowo i 9,6 proc. wartościowo. Straciło też piwo, 1,6 proc. wolumenu, co oznacza ponad 52 mln litrów mniej sprzedanego towaru. To dlatego, mimo że większość kategorii alkoholowych utrzymała sprzedaż lub nawet zanotowała wzrost, cały koszyk, ze względu na zmniejszony wolumen piwa, spadł o 1 proc.

Wzrósł natomiast popyt na trunki z wyższej półki cenowej oraz te mniej popularne, co przełożyło się na najszybszy przyrost sprzedaży rumu (30 proc. w ujęciu ilościowym), ginu (26 proc.) i tequili (20 proc.). Zyskały też m.in. wina musujące, np. spożycie prosecco – podniosło się o 27,7 proc., zyskując wręcz na przesunięciu konsumpcji z gastronomii do domów. Tego samego nie można już powiedzieć o cydrze, który okazał się najbardziej spadającą grupą alkoholi (-21 proc.) w minionym roku.

Zmiany, zmianami, ale nadal to piwa sprzedaje się najwięcej, wraz z wódką, winem stołowym i whisky stanowi ono w ujęciu ilościowym 98 proc. koszyka alkoholi. Co ciekawe, rośnie sprzedaż piwa bezalkoholowego, o 23 proc. w ujęciu wartościowym, mimo że jest średnio droższe niż piwo alkoholowe. Pandemia nie zahamowała tego trendu i w opinii NielsenIQ w 2021 r. piwo bezalkoholowe będzie napędzać sprzedaż tej kategorii. Osiągnęło ono 1 mld zł w sprzedaży w 2020 roku.

InPost opublikował wyniki finansowe za 2020 i prognozę na 2021 r.

Przychody wzrosły o 104% do 2,53 mld zł, EBITDA o 184% do 994 mln zł, marża EBITDA wzrosła o ~ 1100 pb do 39,3%, a skorygowany poziom EBITDA zwiększył się o 186% do 1,00 mld zł. W tym okresie wydatki inwestycyjne wzrosły o 68% do 537 mln zł, a wolne przepływy pieniężne zwiększyły się dziesięciokrotnie – do 380 mln zł. Spółka zakończyła rok z dźwignią finansową pro-forma netto na poziomie 2,4x[1].

W 2020 roku InPost zwiększył wolumen przesyłek o 115% do 310 mln, a sieć Paczkomatów® wzrosła o 47% do 12.254 maszyn. Łączna liczba skrytek w Polsce wzrosła o 78%, do prawie 1,5 mln, wdrożono system bezdotykowych odbiorów z Paczkomatów i zwrotów bez etykiet – dzięki rewolucyjnej aplikacji InPost Mobile, która ma już 6 mln użytkowników. InPost realizował strategię przyspieszonej ekspansji międzynarodowej, ze wzrostem wolumenu w Wielkiej Brytanii o 400% w czwartym kwartale 2020 (rok do roku).

Rafał Brzoska
Rafał Brzoska, prezes InPost

„Pandemia COVID-19 przyspieszyła strukturalne zmiany w kierunku gospodarki cyfrowej – tym samym InPost miał świetny rok 2020. Podjęliśmy wiele działań, aby wzmocnić naszą ogólnoeuropejską strategię rozwoju i osiągnęliśmy znakomite wyniki finansowe. Przychody wzrosły ponad dwukrotnie, skorygowany poziom EBITDA przekroczył 1 mld zł, a wolne przepływy pieniężne wzrosły dziesięciokrotnie, podczas gdy wciąż zwiększaliśmy inwestycje w Polsce i Wielkiej Brytanii. Liczba przesyłek zwiększyła się ponad dwukrotnie, sieć Paczkomatów® także rosła dynamicznie i wprowadziliśmy liczne innowacje – jak nasza aplikacja mobilna, bezdotykowy odbiór paczek czy zwroty bez etykiet. Ta niezwykła dynamika utrzymywała się nadal na początku 2021 roku, stąd zakładamy dalsze znaczące wzrosty. Paczkomaty® są najbardziej ekologiczną formą dostawy – w ciągu roku zmniejszyliśmy emisję CO2 w porównaniu do tradycyjnych form dostawy o 180.000 ton, jednocześnie redukując ruch uliczny i poziom hałasu. W odpowiedzi na wiele wyzwań, jakie COVID-19 postawił przed naszymi społecznościami, Paczkomaty® InPost szybko stały się najbezpieczniejszą formą odbioru przesyłek dla kilkudziesięciu milionów konsumentów – dzięki zdalnemu otwieraniu skrytek. Od początku 2021 roku osiągnęliśmy również dwa ważne kamienie milowe. Po pierwsze, udany debiut na giełdzie EURONEXT Amsterdam i zakończoną sukcesem największą w historii ofertę publiczną polskiej firmy na europejskim rynku kapitałowym. Po drugie, ogłosiliśmy planowane przejęcie Mondial Relay – co przyspieszy naszą międzynarodową ekspansję, zapewniając obecność na jednym z największych rynków e-commerce w Europie. W połączeniu z szybkim rozwojem w Wielkiej Brytanii, będziemy wiodącą w Europie platformą dostaw dla e-commerce umożliwiającą odbiór przesyłek poza adresem odbiorcy. Chciałbym szczególnie podziękować naszym pracownikom za ich poświęcenie i pasję, a także naszym klientom, partnerom i inwestorom za ich stałe wsparcie. Dzięki naszym wspólnym wysiłkom i jasnej misji z optymizmem patrzymy w przyszłość – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

W styczniu 2020 roku InPost z sukcesem sfinalizował IPO i rozpoczął na giełdzie EURONEXT Amsterdam notowania pod symbolem „INPST”. Ze względu na duże zainteresowanie inwestorów zapisy na akcje zostały skrócone. Całkowity wyemitowany i pozostający w obrocie kapitał zakładowy składa się z 500.000.000 akcji zwykłych. Liczba akcji zwykłych w ofercie obejmującej pełne wykonanie Opcji Dodatkowego Przydziału wyniosła 201.250.000, co stanowi 40,3% ogólnej liczby akcji.

InPost planuje akwizycję Mondial Relay, wiodącej francuskiej platformy dostaw przesyłek e-commerce, za ok. 565 milionów euro (ok. 2,6 mld zł). Tym samym InPost znacząco rozszerzy zakres działalności, przyspieszając rozwój międzynarodowy oraz umocni swoją pozycję jako wiodącego gracza na europejskim rynku dostaw dla e-commerce. Transakcja zostanie sfinalizowana po uzyskaniu opinii Rady Pracowniczej Mondial Relay oraz pod warunkiem uzyskania zgody organów regulacyjnych. Finansowanie pomostowe transakcji w okresie 365 dni zapewni konsorcjum siedmiu banków. Spółka zakłada, że zamknięcie transakcji nastąpi do końca drugiego kwartału 2021 roku. W okresie 12 miesięcy 2020 Mondial Relay uzyskał przychody ze sprzedaży w wysokości 437 mln euro oraz wypracował około 60 mln euro EBITDA.

Perspektywa 2021

Prognozy dotyczące segmentu międzynarodowego uwzględniają wpływ pro-forma planowanego nabycia Mondial Relay.

Grupa Kapitałowa Inpost S.A. (z uwzględnieniem spodziewanego wpływu pro-forma z nabycia Mondial Relay)

Mln zł, chyba że określono inaczej  

FY 2020A

 

FY2021E

FY2020A

(pro-forma) [2]

FY 2021E

(pro-forma) [3]

Liczba Paczkomatów 12,254 16.5-18.5 tys. 12,254 16.5-18.5 tys.
Wolumen paczek (w milionach) 310 445-465 441 615-645
Przychody 2,532 3,460-3,610 4,498 5,665-5,910
Skorygowana marża EBITDA 39.7% Niskie 40% 28.3% Niskie 30%
Nakłady inwestycyjne 537 700-745 609 850-945
Konwersja gotówki 38% Średnie 40%[4] 43.8%[5] Średnie 40%[6]

Segment Polska

  Rok finansowy 2020A Rok finansowy 2021E
Liczba Paczkomatów (#) 10776 14,500-15,500
Wolumen / wzrost liczby przesyłek paczkomatowych 247,2 milionów 45-50% r / r
Wolumen / wzrost liczby przesyłek kurierskich 60,6 milionów 25-30% r / r
Paczkomaty – przychody/wzrost 1815,3 mln zł 40-45% r / r
Przesyłki do domów – przychody/wzrost 634,9 mln zł 25-30% r / r
Skorygowana marża EBITDA 41,7% 43-45%
Nakłady inwestycyjne 509,1 mln zł 600-625 mln zł

Segment międzynarodowy (z uwzględnieniem spodziewanego wpływu pro-forma nabycia Mondial Relay)

  Rok finansowy 2020A Rok finansowy 2021E (pro forma)[7]
Liczba Paczkomatów (#) 1478 2000-3000
Wolumen przesyłek 2,2 milionów 180-195 milionów
Całkowite przychody – rynki zagraniczne   17,7 mln zł 2260-2380 mln zł
Skorygowana marża EBITDA (249%) Kilkanaście
Nakłady inwestycyjne 27,4 mln zł 250-320 mln zł

Przegląd finansowy i operacyjny za rok finansowy 2020

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Przychody 2532,1 1242,6 104%
W tym: Polska 2514,4 1235,6 103%
W tym: Rynki zagraniczne    17,7 7,0 153%
EBITDA 994,3 350,1 184%
W tym: Polska 1038,4 375,6 176%
W tym: Rynki zagraniczne (44,1) (25,5)  
Marża EBITDA 39,3% 28,2% + 1110 pb
Skorygowana EBITDA[8] 1004,4 351,8 186%
W tym: Polska 1048,5 377,3 178%
W tym: Międzynarodowe (44,1) (25,5)  
Skorygowana marża EBITDA 39,7% 28,3% + 1140 pb
Nakłady inwestycyjne 536,5 319,7 68%
     % przychodu 21,2% 25,7%  
Wolne przepływy gotówkowe (FCF)[9] 379,8 34,9 988%
Konwersja gotówki[10] 38% 10%  
Dźwignia finansowa netto[11] 2,4x 2,2x  

 

 

Paczkomaty i wolumeny paczek

  Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Liczba Paczkomatów 12254 8352 47%
Polska 10776 7186 50%
Międzynarodowe 1478 1166 27%
Całkowity wolumen paczek (w milionach) 310,0 144,0 115%
Doręczenia do paczkomatów – Polska 247,2 103,1 140%
Doręczenia kurierskie 60,5 40,4 50%
Rynki zagraniczne 2,2 0,5 340%

 

 Przychody i inne dochody operacyjne

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 2514,4 1235,6 103%
Segment Paczkomatów 1815,3 776,4 134%
Segment doręczeń kurierskich 634,9 420,1 51%
Inne 66,8 71,4 (6)%
Eliminacja międzysegmentowa (2,7) (32,3)  
Rynki zagraniczne 17,7 7,0 153%
RAZEM 2532,1 1242,6 104%

Zysk brutto

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 1333,0 560,1 138%
Marża brutto (%) 53,0% 45,3% 1,230 pb
Segment Paczkomatów 1074,0 418,9 156%
Marża brutto (%) 59,2% 54,0% 520 pb
Segment doręczeń kurierskich 198,3 106,6 86%
Marża brutto (%) 31,2% 25,4% 580 pb
Inne[12] 62,1 50,2 24%
Eliminacja międzysegmentowa[13] (1,4) (15,6)  
Rynki zagraniczne (9,8) (7,4)  
Marża brutto (%) (55,4%) (105,7%)  
RAZEM 1323,2 552,7 139%
Marża brutto (%) 52,3% 44,5% 780 pb

 

EBITDA

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 1038,4 375,6 176%
Marża EBITDA (%) 41,3% 30,4% 1090 pb
Rynki zagraniczne (44,1) (25,5) nieistotne
Marża EBITDA (%) nieistotne nieistotne  
RAZEM 994,3 350,1 184%
Marża EBITDA (%) 39,3% 28,2%  

 

Podsumowanie przepływów pieniężnych i wydatków inwestycyjnych

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
EBITDA 994,3 350,1 184%
Zmiany w kapitale obrotowym (78,0) 4,5  
Wolny przepływ gotówkowy z działalności operacyjnej[14] 916,3 354,6 153%
CAPEX (536,5) (319,7) 68%
Wolne przepływy gotówkowe (FCF) 379,8 34,9 988%
Współczynnik konwersji wolnych przepływów pieniężnych[15] 38% 10%  

 

Bilans

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Dług pro-forma 2535,1 894,9 183%
Środki pieniężne i ich ekwiwalenty 139,4 113,0 24%
Dług pro-forma netto[16] 2395,7 781,9 206%
Dźwignia finansowa pro-forma netto[17] 2,4x 2,2x  

 

[1]Informacje finansowe pro-forma oparte są na skonsolidowanych informacjach finansowych InPost SA oraz Integer.pl z uwzględnieniem „Transakcji reorganizacji i refinansowania”, które miały miejsce w styczniu 2021 r. zgodnie z opisem w Prospekcie oferty publicznej

[2]6,17,21,22  Assumes full year contribution of Mondial Relay for 2021

18,19, 20 Defined as Adjusted EBITDA – Change in Net Working Capital – Maintenance and Expansion Capex. Before IFRS-16 lease payments)/Adjusted  EBITDA

18 Zakłada całoroczny wpływ pro-forma Mondial Relay na 2021 rok

[8]Zdefiniowana jako EBITDA skorygowany o wypłaty w formie akcji zgodnie z MSSF2

[9]Zdefiniowana jako EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję, przed płatnościami leasingowymi zgodnie z MSSF-16

[10]Zdefiniowana jako EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję, przed płatnościami leasingowymi zgodnie z MSSF-16 / poziom EBITDA

[11]Zdefiniowany jako dług netto pro-forma ÷ EBITDA

[12]Inne obejmują głównie produkcję i sprzedaż Paczkomatów (na rzecz osób trzecich) oraz usługi marketingowe i informatyczne (na rzecz osób trzecich)

[13]Transakcje pomiędzy segmentami są eliminowane w momencie konsolidacji i odzwierciedlane w wierszu „eliminacja między segmentami”.

[14]Zdefiniowana jako poziom EBITDA skorygowany o zmiany Kapitału Obrotowego

[15]Zdefiniowana jako poziom EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję. (przed ratami leasingowymi wg MSSF-16) / poziom EBITDA

[16]Informacje finansowe pro-forma oparte są na skonsolidowanych informacjach finansowych InPost SA oraz Integer.pl z uwzględnieniem „Transakcji reorganizacji i refinansowania”, które miały miejsce w styczniu 2021 r. zgodnie z opisem w Prospekcie oferty publicznej

[17]Zdefiniowany jako dług netto pro-forma ÷ poziom EBITDA

Więcej polityki fiskalnej

Rynek obligacji skarbowych USA przypomina o sobie, a rentowności 10-latek rosną do 1,74 proc., gdyż inwestorzy wyczekują na ogłoszenie nowych planów fiskalnych prezydenta USA Bidena. Jednak reakcja dolara nie jest spójna ze stratami względem większości walut G10. Przepływy na koniec kwartału zaburzają obraz.

Nowe tegoroczne szczyty rentowości 10-letnich obligacji skarbowych USA przypominają o wyjątkowości gospodarki. Inwestorzy skupiają się na sile ożywienia oraz perspektywach inflacji w obliczu aktywnej polityki fiskalnej Białego Domu. Od początku tygodnia toczy się dyskusja, co przyniesie przemówienie prezydenta Bidena dotyczące dalszych planów fiskalnych skoncentrowanych na wydatkach infrastrukturalnych. Mówi się o pakiecie wartym 3 bln USD, jednak dla wydatków od razu szuka się źródeł finansowania z główną uwagą na podwyżce podatku od przedsiębiorstw z 21 proc. do 28 proc. i odwróceniu obniżki z 2017 r. Rozważane są też podatki dochodowe dla zarabiających powyżej 400 tys. USD rocznie i kolejny próg powyżej 1 mln USD. Na celowniku administracji ma być też wyższe opodatkowanie zysków pochodzących z zagranicznych filii spółek.

Choć wyższe podatki są zagrożeniem dla nastrojów (głównie na Wall Street), rynki aktualnie mogą być bardziej skupione na determinacji rządu do wydatków i wsparcia ożywienia. Inna sprawa, że sporo z propozycji będzie wymagało międzypartyjnego porozumienia, inaczej nie przejdzie przez podzielony Senat. Nawet jeśli Demokraci chcieliby obejść opór Republikanów drogą rewizji budżetu, takie posunięcie można wykorzystać tylko raz w roku fiskalnym, a co już zostało użyte przy poprzednim pakiecie fiskalnym. Im bardziej ambitny będzie nowy pakiet, tym bardziej realne jest jego zatwierdzenie dopiero w IV kwartale. W efekcie reakcje rynkowe na pakiet aktualnie nie powinny być trwałe i silne.
We wtorek na rynkach nie wyłania się jednolity motyw przewodni. Wyższe rentowności obligacji pomagają dolarowi tylko w relacji do innych bezpiecznych przystani – JPY i CHF. EUR/USD pozostaje nisko blisko 1,1750, a ciężarem dla euro jest rozwój trzeciej fali zachorowań. Pozostałe waluty G10 realizują umiarkowane odbicie, pośrednio wynikające z pozytywnych informacji dotyczących szczepionek. Wczoraj podano, że badania przeprowadzone poza laboratorium przez Pfizer Inc. i Moderna Inc. pokazały, że ich szczepionki skutecznie zapobiegały infekcjom koronawirusem. Natomiast w USA do 19 kwietnia 90 proc. dorosłych amerykanów dostanie możliwość wykonania szczepienia. Inwestorzy szukają punktów zaczepienia dla odbudowy optymizmu i będą takich szukać też m.in. w indeksach PMI z Chin (śr, czw), ISM z USA (czw) i raporcie NFP (pt). Po drodze jednak zakłócenia prawdopodobnie będą generować przepływy związane z rozliczaniem miesiąca i kwartału oraz obniżająca się płynność przed świętami.

Poniedziałek przyniósł kolejny dzień osłabienia złotego z EUR/PLN wywindowanym ponad 4,67. Pogarszająca się sytuacja covidowa w kraju i Europie pozostaje negatywnym tłem, a przełom miesiąca i bliskość świąt obniża płynność, potęgując przecenę. Koniec miesiąca i przerwa świąteczna mają też drugą stronę medalu, gdyż mogą skłaniać do realizacji zysków po ostatnich wzrostach par złotowych, na chwilę ściągając kurs kilka groszy niżej. Ale techniczne wahania nie odmieniają generalnego pesymizmu, który będzie się utrzymywał do czasu, aż nie wyjaśni się kwestia wpływu wyroku sądowego w sprawie franków lub pojawią się sygnały słabnięcia trzeciej fali zachorowań.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PARP: Gospodarka coraz bardziej inteligentna dzięki współpracy firm z parkami technologicznymi

Do budowania gospodarki inteligentnej – wyspecjalizowanej, opartej na wiedzy, technologii i nowatorskich rozwiązaniach o międzynarodowym potencjale – konieczna jest synergia całego narodowego systemu innowacji. Oferta Ośrodków Innowacji, różnych instytucji wspierających przedsiębiorstwa, powinna sprzyjać rozwojowi biznesu w kluczowych obszarach gospodarki, w tym tych określonych również w katalogu tzw. inteligentnych specjalizacji. Obecnie największą gotowość do rozwijania inteligentnych specjalizacji przedsiębiorstw odznaczają się parki technologiczne, wynika z publikacji PARP oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii „Gotowość Ośrodków Innowacji do wspierania inteligentnej specjalizacji gospodarki”.

Wydatki ponoszone w ramach polityki innowacyjnej w Polsce – podobnie jak w pozostałych państwach członkowskich UE – są ukierunkowywane na tzw. inteligentne specjalizacje (na poziomie krajowym i regionalnym). Koncepcja inteligentnych specjalizacji (IS) polega na określeniu priorytetów gospodarczych w obszarach badań, rozwoju i innowacji (B+R+I) oraz skupieniu na nich inwestycji, co sprzyjać ma zwiększeniu konkurencyjności na rynkach zagranicznych. Powstanie polityki rozwoju opartej na koncepcji IS (smart specialisations) było reakcją na wcześniejsze rozproszenie ograniczonych pieniędzy publicznych pomiędzy szereg zaawansowanych technologicznie dziedzin, a w konsekwencji osiąganie stosunkowo niewielkiego postępu w kluczowych obszarach i niepełnego wykorzystania potencjału unijnej gospodarki, w szczególności poszczególnych jej regionów geograficznych.

Inteligentne specjalizacje nie są tożsame z branżą (sektorem). Oznaczają one obszary gospodarcze powiązane wiedzą (np. z zakresu zastosowania danej technologii) i aktywnością (zazwyczaj międzysektorową) w innowacjach. Mogą one odwoływać się do istniejących wyzwań społecznych (w tym zdrowotnych), dotyczących środowiska czy też bezpieczeństwa obywateli (w tym cyfrowego). Tym samym, mogą być również szansą na znalezienie rozwiązań z wykorzystaniem badań i innowacji dla problemów, które dotykają społeczeństwa i europejskie gospodarki w związku z pandemią koronawirusa, oraz stać się fundamentem odbudowy przyszłego wzrostu po kryzysie – ocenia Jacek Pokorski, kierownik z Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

W rezultacie wprowadzania w życie tej koncepcji, część pieniędzy publicznych, przekazywanych do sektora przedsiębiorstw, przeznaczana jest na dofinansowanie projektów innowacyjnych mieszczących się w – priorytetowych dla gospodarki – regionalnych lub krajowych inteligentnych specjalizacjach.

Realizacja tych przedsięwzięć może być wspomagana usługami, wykonywanymi dla przedsiębiorców przez Ośrodki Innowacji. Misją Ośrodków Innowacji jest wsparcie MŚP m.in. w obszarze współpracy z sektorem nauki, w promocji polskich innowacji na rynkach zagranicznych, w pozyskaniu finansowania zewnętrznego czy w dokonywaniu nowych inwestycji w innowacje. W ten sposób działalność Ośrodków może wspierać wdrażanie polityki innowacyjnej, z uwzględnieniem koncepcji IS.

Parki przecierają szlaki

Z publikacji przygotowanej przez PARP i MRPiT wynika, że największą gotowością do wspierania rozwoju gospodarki opartej o inteligentne specjalizacje odznaczają się parki technologiczne. Parki pomagają firmom m.in. udostępniając infrastrukturę materialną (maszyny, urządzenia, aparaturę laboratoryjną i badawczą) oraz wspierając budowę powiązań kooperacyjnych.

Działalność parków w Polsce jest zbudowana średnio wokół trzech krajowych inteligentnych specjalizacji (KIS). Są to: „Zdrowe społeczeństwo”, „Innowacyjne technologie i produkty…” oraz „Biotechnologiczne i chemiczne procesy, bioprodukty…”. Wsparcie pięciu i więcej KIS realizuje obecnie 7 z 33 badanych parków. Są nimi w dalszej kolejności: „Energetyka” oraz „Inteligentne sieci i technologie informacyjno-komunikacyjne”. Ponadto, większość przedstawicieli pozostałych badanych parków technologicznych, planuje wyspecjalizowanie się w ciągu najbliższych kilku lat w oferowaniu usług dla firm w ramach wybranych KIS.

W ramach badania nie zidentyfikowano parku o specjalizacji w zakresie „Gospodarki o obiegu zamkniętym” (GOZ), co może wskazywać na istotną lukę w realnym potencjale tego typu Ośrodków Innowacji, w odniesieniu do możliwości wspieraniu firm w transformacji w kierunku GOZ.

Wśród pozostałych typów badanych Ośrodków Innowacji (inkubatory technologiczne, centra transferu technologii, komercyjne ośrodki), wyraźnie sprecyzowana specjalizacja występowała stosunkowo rzadko. W przypadku centrów transferu technologii (CTT) jeśli występowała, to miała ona charakter pośredni, wynikający z profilu badawczego jednostki naukowej, w której funkcjonuje dane centrum.

Niezależnie od typu Ośrodka, najskromniejsze wsparcie środowiska instytucji otoczenia biznesu dotyczy inteligentnych specjalizacji w obszarze transportu i elektroniki („Rozwiązania transportowe przyjazne środowisku”, „Elektronika i fotonika”).

Publikacja, podejmując problematykę zdolności i potencjału Ośrodków Innowacji do świadczenia firmom adekwatnych usług proinnowacyjnych wpisujących się w koncepcję KIS, sonduje również zainteresowanie Ośrodków rozwijaniem i ukierunkowaniem w przyszłości swojej oferty usługowej na inteligentne specjalizacje gospodarki.

Zaobserwowane w badaniu prawidłowości (zwłaszcza potencjał nominalny Ośrodków) nie świadczą jeszcze o realnym zapleczu i aktualnej gotowości sektora Ośrodków Innowacji do obsłużenia strategicznych kierunków gospodarki związanej z Przemysłem 4.0 (profil gospodarczy bliski specjalizacji „Automatyzacja i robotyzacja”) czy Gospodarką o obiegu zamkniętym. Jednakże dzięki systemowi odpowiednich zachęt, można oczekiwać realnej koncentracji Ośrodków na tych specjalizacjach w przyszłości – dodaje Jacek Pokorski z PARP.

Ośrodki Innowacji w realizacji swojej misji na rzecz przedsiębiorstw, napotykają na liczne bariery. Najczęściej wskazywane przez respondentów bariery to brak stabilnych źródeł finansowania, brak wysokiej klasy specjalistów oraz ograniczony popyt ze strony przedsiębiorców na oferowane usługi. W przypadku parków technologicznych i części inkubatorów, ta ostatnia bariera szczególnie kontrastuje z wysokimi koszami utrzymania specjalistycznej infrastruktury badawczo-rozwojowej i laboratoryjnej (tylko częściowo przychody ze świadczenia usług pokrywają koszty bieżącego utrzymania tej infrastruktury).

– W odpowiedzi na zaobserwowane bariery rozwojowe ośrodków oraz przede wszystkim w oparciu o potrzeby firm wkrótce uruchomimy nowy model akredytacji Ośrodków Innowacji który ma przyczynić się do zwiększenia popytu firm  na zaawansowane, wyspecjalizowane i wysokiej jakości usług proinnowacyjne – mówi dr Beata Lubos z Departamentu Innowacji i Polityki Przemysłowej w Ministerstwie Rozwoju Pracy i Technologii.

Nowa oferta dla Ośrodków Innowacji posłuży wypełnianiu przez nie kluczowych funkcji wspierających przedsiębiorstwa, takich jak np. inkubacja technologiczna, akceleracja, badania i rozwój, demonstracja, doradztwo we wdrożeniu innowacji. – Będą one rozwijać przedsiębiorstwa w specjalizacjach zgodnych z KIS, dotyczących nowych kierunków transformacji przemysłu, związanych z cyfryzacją, zieloną gospodarką, przemysłem 4.0 czy zdrowym społeczeństwem. Projektowane działania wspierające Ośrodki będą miały na celu budowanie i wzmacnianie ich kompetencji dostosowanych do aktualnych trendów gospodarczych, z jednoczesnym promowaniem popytu na te usługi wśród przedsiębiorstw – dodaje Beata Lubos z MRPiT.

Fast foody wciąż na dużym minusie. Wizyt jest o ponad 40% mniej niż przed pandemią

Analiza ponad 8 mln wizyt konsumenckich, zarejestrowanych w 750 restauracjach największych sieci typu fast food, wykazała, że ruch spadł tam średnio o 40,5% w relacji rocznej. Najpoważniejsze straty, powyżej 40%, odnotowano w woj. podlaskim, mazowieckim, pomorskim, łódzkim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim. Z kolei najmniejsze spadki były w lubuskim, świętokrzyskim i podkarpackim – poniżej i nieco ponad 30%.

Z ogólnopolskiego badania Proxi.cloud i UCE RESEARCH wynika, że w czasie pandemii ruch w lokalach typu fast food spadł o 40,5%. Jak informuje Karolina Sędzimir z Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego, w ostatnim roku wiele restauracji działających na polskim rynku straciło nawet 60-80% obrotów. Zdaniem eksperta, zmniejszenie ruchu na poziomie 40% wskazuje na relatywnie dobrą sytuację ww. segmentu rynku w obecnych warunkach jego funkcjonowania.

– Obostrzenia rządowe mocno uderzyły w całą gastronomię. Do tego część społeczeństwa sama ograniczyła wyjścia z domów. Największy spadek liczby wizyt nastąpił podczas pierwszego lockdownu. Tygodniowy ruch obniżył się wówczas do ok. 19% względem średniego wyniku z 2019 roku. Od tego czasu, pomimo późniejszego luzowania restrykcji, maksymalna wartość, jaką osiągnęły takie restauracje, wyniosła 76%. To było w tygodniu 22-28.06.2020 roku – relacjonuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.

W opinii Karoliny Sędzimir, na powrót do stanu sprzed pandemii pozwoli zwiększenie mobilności Polaków, otwarcie galerii handlowych i częstsze organizowanie spotkań towarzyskich poza domem. Zniesienie ograniczeń epidemicznych w cieplejszej części br. prawdopodobnie wpłynie na realizację odłożonego popytu na usługi gastronomiczne. Lokale, które przetrwają, odnotują wówczas więcej wizyt. Jednak według analityków z UCE RESEARCH, to nie jest takie pewne, bo obecnie rząd ponownie zamyka gospodarkę i do końca nie wiadomo, na jak długo będą wprowadzone nowe obostrzenia.

– Restauracje odbiją sobie ww. spadek ruchu, gdy zostanie zaszczepiony odpowiedni – według epidemiologów – procent społeczeństwa. To pozwoli rządowi faktycznie odmrozić gospodarkę. Należy jednak dodać, że tego typu sieci są obecnie na uprzywilejowanej pozycji, bo przed pandemią szeroko oferowały usługę dowozów jedzenia do domów i drive-thru w lokalach stacjonarnych. Dzięki tym dwóm kanałom spadek ruchu nie musi mocno wpływać na przychody. Co więcej, branża fast food ma teraz szansę na zdobycie większego udziału w rynku – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Z analizy również wynika, że ruch w tego typu restauracjach najbardziej spadł w woj. podlaskim (44,1%), mazowieckim (44%), pomorskim (43,8%), łódzkim (43,7%), dolnośląskim (43,2%), małopolskim (42,4%) oraz wielkopolskim (41,7%). Widać zatem, że wyniki są dość mocno wyrównane.

– Z wyjątkiem podlaskiego, ww. województwa mają znaczące ośrodki miejskie, w których często następowało przejście na pracę zdalną ze względu na duży udział osób pracujących w biurach i w urzędach. To skłoniło do samodzielnego przygotowywania posiłków w domach. Upowszechniło się też zamawianie cateringów dietetycznych i nastąpiła zmiana wzorców konsumpcyjnych związanych ze zdrowym stylem życia. Warto też pamiętać o spadku wizyt turystów i studentów w tamtejszych miastach wojewódzkich – zaznacza ekspert z Banku PKO BP.

Z kolei w najmniejszym stopniu obniżył się ruch w woj. lubuskim (27,3%), świętokrzyskim (28,7%) i podkarpackim (33,3%). Jak wyjaśnia Adam Grochowski, w tych częściach kraju jest mniej galerii handlowych, w których sieci fast foodów mają swoje lokale. A ograniczenie działalności tego typu miejsc w dużym stopniu wpłynęło na wyniki. Dodatkowo w ww. województwach są mniej dostępne usługi polegające na dostarczaniu dań z restauracji wprost do domów klientów. Konsumenci częściej osobiście odbierają swoje zamówienia. Dlatego w czasie pandemii nie nastąpiły tak znaczące różnice.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Analiza została wykonana na podstawie monitoringu ruchu wokół blisko 750 największych restauracji typu fast food (McDonald’s, KFC, Burger King i Subway). Obserwowano prawie 826 tys. Polaków, którzy od początku lutego 2020 roku do końca stycznia 2021 roku i w ciągu poprzednich 12 miesięcy odbyli łącznie ponad 8,1 mln wizyt. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów.

Ponad 186 tys. zł może stracić kredytobiorca frankowy decydując się na ugodę z bankiem

  • Zmiany warunków umowy kredytowej proponowane przez banki w ramach ugody nie są najkorzystniejszą opcją dla kredytobiorców.
  • Koncentrują się na zminimalizowaniu strat instytucji, a nie na interesie ich klientów.
  • Przykładowe wyliczenia E-Kancelarii pokazują, że rozwiązanie problemu w procesie sądowym pozwala zyskać nawet kilkaset tysięcy zł.

Propozycja Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) dotycząca systemowego rozwiązania problemu kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich nie jest najlepszą z dostępnych opcji. W każdym razie dla frankowiczów. Według wyliczeń E-Kancelarii, przykładowy kredytobiorca podpisując ugodę może stracić nawet 186 tys. zł. Wciąż nie ma ujednoliconej wersji ugody z kredytobiorcami, co sprawia, że proponowane przez banki warunki nowych umów koncentrują się na zminimalizowaniu strat instytucji, a nie na interesie ich klientów. Niektórzy z nich nie są świadomi, że ich straty mogą sięgać nawet kilkaset tysięcy zł.

Ugoda? Najkorzystniejsza zazwyczaj tylko dla banku

Ugody oferowane przez banki nie są rozwiązaniem zapewniającym maksimum korzyści dla kredytobiorców. Jasno pokazują to przykładowe wyliczenia przygotowane przez E-Kancelarię w oparciu o propozycję KNF-u.

Przeprowadzona symulacja pozwoliła nam na zobrazowanie możliwości dostępnych rozwiązań. Analizowane przez nas, oferowane przez banki do tej pory, ugody nie gwarantowały kredytobiorcom najkorzystniejszego dla nich wyjścia z sytuacji. Zestawienie kwoty kredytu po skorzystaniu z pozornie intratnej ugody z kwotą po odfrankowieniu bądź unieważnieniu jasno wskazuje, że korzystniejszym dla kredytobiorców rozwiązaniem jest podejmowanie kroków prawnych, mówić wprost proces z bankiem – mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o.

Droga sądowa najlepszą alternatywą dla ugody

Orientacyjne wyliczenia przygotowane zostały dla kredytobiorcy z umową kredytową zawartą na kwotę 250 tys. zł, przy kursie CHF wynoszącym 2,2792 zł. Zawarcie ugody na warunkach proponowanych przez KNF spowoduje spadek salda kredytu z 235 892 zł do 186 710 zł. Alternatywą jest rozwiązanie sądowe. Podjęcie działań za pośrednictwem profesjonalnej kancelarii prawnej może prowadzić do dwóch przedstawionych poniżej rozwiązań:

  • Odfrankowienie umowy kredytowej. Kredytobiorca pozbywa się ryzyka walutowego. Obca waluta zastępowana jest w umowie polskim złotym, co wpływa na drastyczne obniżenie kosztów kredytu. W opisywanym przypadku saldo kredytu spada o ponad 98 tys. zł w porównaniu do kwoty po ugodzie.
  • Unieważnienie. Orzekane, gdy sąd uzna, że charakter oraz zakres niedozwolonych klauzul nie pozwala, aby umowa była wykonywana dalej, mimo usunięcia niedozwolonych klauzul. Saldo kredytu w przedstawionym przykładzie wyniesie 0 zł.
Saldo kredytu po zaliczeniu nadpłaty na kapitał
Kredyt zawarty Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 235 892 zł 186 710 zł 88 161 zł 0 zł

 

Polacy coraz częściej decydują się na procesy

Dogłębne przeanalizowanie otrzymanych od banku propozycji jest oczywiście zasadne, jednak nasze doświadczenie oraz twarde dane jasno wskazują na korzyści płynące z podjęcia kroków prawnych. Przekonuje się o tym coraz więcej kredytobiorców, którzy zdecydowali się na rozwiązanie swojego problemu na drodze sądowej – dodaje Piotr Maciągowski.

Już 8 proc. (źródło: Rzeczpospolita) spośród posiadaczy kredytów CHF zdecydowało się zawalczyć

o swoje prawa w sądzie, a eksperci E-Kancelarii przewidują dynamiczny wzrost pozwów. Korzystne w większości wyroki sądów przekonują kolejnych frankowiczów do podjęcia kroków prawnych.

Porównanie sald i rat kredytów

Kwota kredytu 250 000zł

Saldo kredytu po zaliczeniu nadpłaty na kapitał
Kredyt Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 235 892 zł 186 710 zł 88 161 zł 0 zł
Wariant II 292 110 zł 169 921 zł 71 399 zł 0 zł
Wariant III 353 789 zł 162 581 zł 64 270 zł 0 zł

 

Porównanie RATY kredytu spłacanego obecnie z propozycją ugody wg. KNF oraz skutkiem wyroku sądu
Kredyt Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 1 250 zł 1 283 zł 502 zł 0 zł
Wariant II 1 519 zł 1 114 zł 384 zł 0 zł
Wariant III 1 804 zł 893 zł 325 zł 0 zł

 

Wariant I Kurs CHF 2,2792zł
Wariant II Kurs CHF 2,0881zł
Wariant III Kurs CHF 2,8969zł

 

Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości przez pryzmat pandemii

Jak będzie wyglądać polska gospodarka w latach 30-tych XXI wieku? Polski Instytut Ekonomiczny zapytał ekspertów o opinie na temat rozwoju jej poszczególnych obszarów. Aż 95 proc. z nich twierdzi, że zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w miksie energetycznym do 30 proc. w dużym stopniu przysłuży się rozwojowi Polski, a 67 proc. badanych sądzi, że pandemia przyspieszy proces dekarbonizacji energetyki. Jednocześnie, pojazdy o napędzie alternatywnym mają być powszechnie stosowane w transporcie drogowym do 2035 r. Co drugi ekspert uważa, że siła nabywcza wynagrodzeń w Polsce dorówna średniej UE najwcześniej w 2037 r. Twierdzą oni również, że w 2039 r. lub później udział wyrobów wysokiej techniki w krajowym eksporcie przekroczy poziom średniej unijnej, a przeciętna długość życia w zdrowiu osiągnie wynik 75 lat życia dla kobiet oraz 70 lat dla mężczyzn. To wnioski płynące z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości przez pryzmat pandemii”.

Pod koniec 2019 r. PIE zaprezentował pierwszą edycję raportu „Foresight Polska 2035”. Pandemia zweryfikowała postawy ekspertów, dlatego badanie powtórzono pod koniec 2020 r. Tak jak w pierwszym badaniu, badano opinie na temat perspektyw rozwoju sześciu obszarów  polskiej gospodarki: 1. Kapitał ludzki, 2. Cyfryzacja, 3. Transport, 4. Energia, 5. Środowisko, 6. Bezpieczeństwo narodowe. Okazuje się, że pandemia w znaczącym stopniu wpłynęła na postrzeganie zjawisk społeczno-gospodarczych przez fachowców. Najbardziej widoczna korekta nastąpiła w odniesieniu do obszarów energii i ochrony środowiska. Zdecydowana większość (95 proc.) pytanych ekspertów jest zdania, że z punktu widzenia rozwoju społeczno-gospodarczego Polski kluczowe jest zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w zużyciu energii finalnej do 30 proc. z obecnych 11 proc. Podobnie, 88 proc. pytanych za priorytet uważa eliminację spalania paliw stałych, zaś 83 proc. jako bardzo istotne postrzega zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do poziomu średniej UE. W opinii ankietowanych, pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie realizacji tych zjawisk.

Pytani przez nas eksperci dostrzegają wpływ pandemii COVID-19 na krajobraz społeczno-gospodarczy. Znacznie większe znaczenie niż jeszcze rok temu przypisywane jest nie tylko kwestiom związanym z energią i ochroną środowiska, ale także tym dotyczącym cyfryzacji i cyberbezpieczeństwa. Przewidywane jest przyspieszenie rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych pozwalających ograniczyć zjawisko szarej strefy. Również wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych ma ulec znacznemu zwiększeniu. Należy jednak odnotować, że postrzeganie poszczególnych zjawisk jako pożądanych nie zawsze wiąże się z prawdopodobieństwem ich wystąpienia. O ile osiągnięcie 30 proc. poziomu odnawialnych źródeł energii w zużyciu energii finalnej
w 2030 r. za potrzebne uważa aż 95 proc. ekspertów, to za prawdopodobne już tylko 67 proc.
– mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

  1. Kapitał ludzki

Ponad połowa ekspertów zapytanych o wpływ pandemii na tempo procesu ustawicznego kształcenia w Polsce uznała, że pandemia przyspieszy osiągnięcie przez nasz kraj jednego z najwyższych wskaźników w UE w zakresie udziału społeczeństwa w tego rodzaju kształceniu. Obecnie  36 proc. ekspertów uważa, że zjawisko to zrealizuje się w latach 2026-2035, rok wcześniej tego zdania było tylko 17 proc. pytanych.

Jeżeli chodzi o wzrost przeciętnego trwania życia w zdrowiu, to zdaniem ekspertów pandemia wpłynie na opóźnienie w tym obszarze. Ponad 70 proc. badanych uważa, że osiągnięcie przez kobiety przeciętnego wieku 75 lat w zdrowiu oraz przez mężczyzn 70 lat, przesunie się w czasie z powodu pandemii, a połowa ekspertów wskazuje,  że nastąpi to nie wcześniej niż za 18 lat. Takie rezultaty można wiązać z obserwowaną dużą śmiertelnością na COVID-19 wśród populacji osób starszych.

Ponadto, badani twierdzą, że pandemia koronawirusa przyspieszy osiągnięcie średniej unijnej siły nabywczej wynagrodzeń w Polsce. Takiego zdania jest 66 proc. ekspertów. Jednocześnie, niemal co trzeci (29 proc.) twierdzi, że w wyniku pandemii proces konwergencji w tym obszarze się opóźni.

  1. Cyfryzacja

Jak wynika z analiz, zdecydowana większość ekspertów (86 proc.) jest zdania, że pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie rozwoju technologii informacyjnych
i komunikacyjnych, które przyczynią się do ograniczenia szarej strefy. Taki obrót spraw jest nie tylko pożądany, ale postrzegany również jako bardzo prawdopodobny. Prawdopodobieństwo rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych, ograniczających szarą strefę w kraju osiąga poziom bliski 80 proc.

Nieco mniej niż połowa (45 proc.) uważa, że pandemia wpłynie na przyspieszenie udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie do poziomu przekraczającego unijną średnią. Jednak ponad połowa (55 proc.) twierdzi inaczej: 29 proc. wskazuje na neutralność oddziaływania pandemii w tej kwestii, zaś 26 proc. jest przekonanych, że
w jej wyniku ten proces się opóźni. Co ciekawe, w porównaniu z rezultatami z 2019 r., zmniejszył się odsetek ekspertów wskazujących na duże znaczenie osiągnięcia wysokiego udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie z perspektywy rozwoju Polski
(z 69 proc. do 64 proc.).

  1. Transport

W przypadku wpływu pandemii COVID-19 na szybkość upowszechnienia się pojazdów
o napędzie alternatywnym, eksperci nie mieli jednolitego stanowiska. 38 proc. uznało, że pandemia nie wpłynie na wzrost udziału takich pojazdów w transporcie drogowym, zaś zdaniem 36 proc. przyspieszy ten wzrost. Z kolei 26 proc. pytanych twierdzi, że pandemia ten proces opóźni. Jednocześnie, w porównaniu z badaniem z 2019 r., z 37 proc. do 40 proc. podniósł się odsetek ekspertów postrzegających wzrost udziału pojazdów
o napędzie alternatywnym jako ważny dla rozwoju Polski. Znacznie bardziej jednomyślni byli badani, jeżeli chodzi o upowszechnienie się dronów w polskiej przestrzeni kosmicznej. Prawie 70 proc. z nich uznało, że pandemia przyspieszy ten proces. Przeciwnego zdania był jedynie co dziesiąty pytany.

  1. Energia

Dużą zgodność opinii odnotowano w odniesieniu do kwestii wpływu pandemii na tempo osiągnięcia przez Polskę udziału źródeł odnawialnych w zużyciu energii finalnej
w wysokości ponad 30 proc. Większość ekspertów (67 proc.) twierdzi, że pandemia przyspieszy realizację tego celu, a zaledwie 14 proc. uważa, że opóźni. Jednocześnie, z 91 proc. do 95 proc. wzrósł udział badanych, którzy postrzegają wzrost udziału czystej energii za ważny dla rozwoju Polski. Ponadto, z 69 proc. do 83 proc. wzrósł odsetek pytanych uważających, że 30 proc. poziom udziału OZE w krajowym miksie energetycznym nastąpi w okresie 2026-2035. Jeżeli chodzi o energetykę jądrową, to co trzeci (33 proc.) badany ekspert uważa, że pandemia opóźni budowę, zaś niemal co czwarty (24 proc.), że przyspieszy. Wzrósł także (z 49 proc. do 55 proc.), odsetek twierdzących, że budowa elektrowni jądrowej ma duże znaczenia dla rozwoju społeczno-gospodarczego kraju.oze pandemia

  1. Środowisko

Z 86 proc. do 88 proc. wzrósł odsetek ekspertów będących zdania, że wyeliminowanie ze spalania na terenach miast paliw stałych ma duże znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego. Co istotne, aż 71 proc. badanych przewiduje, że paliwa stałe przestaną być spalane na terenach miast w okresie 2026-2035.

  1. Bezpieczeństwo narodowe

W ostatnim z badanych obszarów, zdecydowana większość (64 proc.) ekspertów uznała, że pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie skutecznej walki z cyberzagrożeniami. Przeciwnego zdania jest co piąty (21 proc.) z nich. Niemal jednomyślni byli badani
w odniesieniu do tezy o istotnym znaczeniu rozwoju technologii i rozwiązań w obszarze cyberbezpieczeństwa dla rozwoju Polski. Z takim stwierdzeniem zgodziło się aż 93 proc. pytanych.

Ponad połowa ekspertów (54 proc.) uznała, że pandemia COVID-19 nie wpłynie na to, czy Polska zacznie wcześniej skutecznie odpierać próby hybrydowej destabilizacji ze strony Rosji. 30 proc. pytanych uważa, że pandemia przyspieszy osiągnięcie takiego stanu, zaś niemal co piąty (17 proc.), że opóźni. Podzielone zdania mieli badani w odniesieniu do kwestii zbudowania przez Polskę odporności na próby hybrydowej destabilizacji ze strony Rosji. Po ok. 40 proc. ekspertów uznało, że najbardziej prawdopodobnym terminem
w tym przypadku jest zarówno okres 2026-2035, jak i czas do końca 2025 r.

Kryzys w Polsce najmocniej dotyka małe rodzinne firmy – 75% wzrost niewypłacalności – raport Euler Hermes

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2021 r. w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano informacje o 316 niewypłacalnościach polskich firm, tj. o 75% więcej niż przed rokiem (181 niewypłacalności w I-II 2020 r.). Analiza obrotów i zatrudnienia wskazuje, że płynność masowo tracą firmy najmniejsze, często rodzinne – będące jednocześnie już wiele lat na rynku, co wyklucza problemy dotykające nowicjuszy w biznesie.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego. Wiążą się z brakiem środków na pokrycie zobowiązań u dostawcy, powodując efekt domina – ich kłopoty z płynnością.

  • Usługi – odczuwają nie tylko skutki zamknięcia (jeszcze drugiego) gospodarki, ale także kryzysowych budżetów samorządów, firm i konsumentów. Oprócz dotychczasowych niewypłacalności w HoReCa czy w ochronie zdrowia pojawiły się problemy firm utrzymania zieleni, ochrony, pośrednictwa pracy, opieki przedszkolnej
  • Kryzys w rolnictwie: produkcja podstawowych art. spożywczych areną niewypłacalności w skali, jakiej nigdy nie widziano (w samym lutym niewypłacalność 18 przedsiębiorców agro-rolniczych z sektora upraw i chowu). Efekt domina w otoczeniu rolnictwa – problemy wyspecjalizowanych firm obsługi upraw i chowu, dostawców agrochemii i pasz, maszyn ale też firm skupujących i handlujących płodami i żywcem oraz mięsem
  • Produkcja – oprócz produkcji rolnej (i spożywczej) liczne problemy w sektorze metalowo-maszynowym oraz w produkcji na rzecz budownictwa (konstrukcje, elementy metalowe, z tworzyw sztucznych oraz drewniane)
  • Budownictwo – spowolnienie w II połowie ubiegłego roku w realizacji dotychczasowych kontraktów i w rozpoczynaniu kolejnych uderza w dużym stopniu w firmy budownictwa specjalistycznego, także związanego z inwestycjami infrastrukturalno-drogowymi

niewypłacalne firmy– Czy trzecia fala pandemii zakłóci ożywienie? Jak na razie firmy odczuwają ,jeszcze skutki drugiego lockdownu, ogłoszonego w IV kwartale ubiegłego roku. Po złych wynikach, w zawsze najlepszym dla handlu ostatnim kwartale roku zarządzający nimi nie czekali i składali do sądów wnioski o ochronę przed wierzycielami – lub też to oni wnioskowali o upadłość dłużników. Zwłaszcza małych, ale stabilnych dotychczas firm rodzinnych, obecnych na rynku od wielu lat, a nie startupów, płacących frycowe debiutantów – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Zwłaszcza w sektorze usług, w którym liczba niewypłacalności była przeszło trzykrotnie większa – 131 w styczniu-lutym 2021 r. wobec 45 przed rokiem (procentowy wzrost liczby niewypłacalności o 190%). Przednówek jest niełatwy także dla budownictwa (skala omawianych zdarzeń wzrosła o +45% r/r, w samym styczniu z 7 przed rokiem do 17 w styczniu br., za okres I-II to 30 niewypłacalności obecnie wobec 22 przed rokiem). Co istotne, w żadnym z sektorów gospodarki nie było spadku r/r liczby niewypłacalności. Także w produkcji (niewypłacalności +42% r/r, warto wspomnieć częste w opublikowanych niewypłacalnościach kategorie: rolnictwo-żywność, stal, sektor maszynowy) i w handlu (niewypłacalności +31% r/r przede wszystkim żywność, ale także inne artykuły konsumpcyjne, w tym wyposażenia wnętrz).

Deloitte: W porównaniu do innych krajów koszt zwolnienia pracownika w Polsce nie należy do najniższych

Prawo pracy na całym świecie zmienia się dynamicznie i charakteryzuje się coraz większym poziomem złożoności. W raporcie „International Employment Law Guide” eksperci firmy doradczej Deloitte przeanalizowali prawo dotyczące zatrudnienia i zwolnień w ponad 60 państwach, w tym również w Polsce. Aż 37 z nich gwarantuje pracownikom zarówno okres wypowiedzenia, jak i odszkodowanie w przypadku zwolnienia z pracy. Osobne normy prawne stworzono w większości krajów na potrzeby zwolnień grupowych. Redukcja zatrudnienia w czasie pandemii może wiązać się z dodatkowymi formalnościami, w szczególności, jeżeli pracodawca skorzystał z dofinansowania na ochronę miejsc pracy w ramach tzw. tarcz antykryzysowych. W większości przypadków wyłączona jest możliwość wypowiadania umów o pracę z przyczyn niedotyczących pracowników, co najmniej w okresie otrzymywania takiego wsparcia.

Jak wynika z raportu Deloitte, niezależnie od lokalizacji i bez względu na specyfikę kraju czy regionu, przy zatrudnianiu pracownika bierze się pod uwagę podobne kwestie. W większości państw jeszcze przed zatrudnieniem należy stać się podmiotem prawnym. Taka konieczność nie zachodzi w 16 badanych krajach, w tym także w Polsce.

Prawie wszędzie pozwala się na włączenie do umowy o pracę zapisu o okresie próbnym. Wyjątkiem są Chile i Belgia, gdzie jest to prawnie zabronione. – Długość takiego okresu różni się w zależności nie tylko od państwa, ale również pełnionej funkcji. We Francji pracownik biurowy może pracować w taki sposób maksymalnie przez dwa miesiące, ale już menedżer nawet przez cztery. W Polsce, bez względu na zajmowane stanowisko, czas ten nie może przekroczyć trzech miesięcy, a ustalenie między stronami ewentualnego okresu próbnego powinno mieć miejsce w umowie o pracę na okres próbny – mówi Jakub Gilgenast, radca prawny, Senior Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Różne formy wypowiedzenia

Eksperci Deloitte wskazują, że generalne zasady dotyczące rozwiązywania indywidualnych umów o pracę są zbliżone w większości państw. Chociaż obowiązuje ta sama zasada to interpretacja i kontekst prawny mogą się od siebie znacznie różnić.

Wśród analizowanych państw, 70 proc. gwarantuje pracownikom okres wypowiedzenia. W większości przypadków można go zastąpić jednorazowym odszkodowaniem wyrównawczym lub urlopem, kiedy pracownik nie wykonuje swoich obowiązków, ale otrzymuje wynagrodzenie.

W Polsce wyróżnia się zwolnienie z zachowaniem okresu wypowiedzenia, ale również takie ze skutkiem natychmiastowym, w tym dyscyplinarne z powodu jawnego naruszenia zasad przez pracownika. Wypowiedzenie umowy zawartej na czas nieokreślony musi być uzasadnione w sposób konkretny i zrozumiały dla pracownika, z tego powodu rekomendowane i praktykowane jest rozwiązanie umowy za porozumieniem obu stron.

Okres wypowiedzenia różni się w Polsce w zależności od stażu pracy. To dwa tygodnie w przypadku pracownika, który był zatrudniony krócej niż pół roku, miesiąc wypowiedzenia, kiedy ktoś pracował powyżej sześciu miesięcy i aż trzy miesiące dla pracownika ze stażem dłuższym niż trzy lata.

–  Zwolnienie pracownika w Polsce nie jest rzeczą prostą. W przypadku umów na czas nieokreślony konieczne jest podanie rzetelnego, uzasadnionego i konkretnego powodu, aby to zrobić. Z kolei w przypadku zwolnienia dyscyplinarnego, obowiązkiem pracodawcy jest wykazanie, że doszło do ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. Jeśli zaś chodzi o wypowiedzenie umowy z przyczyny niedotyczącej pracownika, to w wielu przypadkach należy posiłkować się zasadami zwolnień grupowych, np. dotyczącymi odprawy. Decyzja o zwolnieniu niesie za sobą wiele kroków prawnych i finansowych – mówi Kinga Jezierska radca prawny, Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Cały proces jest obecnie bardziej złożony przez pandemię Covid-19. Podmioty korzystające z dofinansowania państwowego do wynagrodzeń (w ramach tzw. tarczy antykryzysowych) nie mogą wypowiadać umów o pracę z przyczyn niedotyczących pracowników.

Zwolnienie – i co dalej?

Eksperci firmy Deloitte przyjrzeli się również hipotetycznym przypadkom zwolnień indywidualnych, by przeanalizować, jakie prawa przysługują pracownikom w przypadku utraty pracy w różnych państwach.

Trzydziestolatek zatrudniony jako radca prawny w firmie IT, ma czteroletni staż pracy i roczny dochód podstawowy równy 30 tys. euro, w przypadku zwolnienia z przyczyn niedotyczących pracownika w Polsce, może on liczyć na wynagrodzenie za okres wypowiedzenia albo odszkodowanie (zasadniczo odpowiadające okresowi wypowiedzenia), a dodatkowo może otrzymać odprawę pieniężną oraz świadczenia socjalne. Dla porównania – jego odpowiednikowi w Grecji czy na Ukrainie przysługuje tylko odprawa.

Czterdziestodziewięciolatek na analogicznym stanowisku, ze stażem pracy równym 11 lat i rocznym dochodem na poziomie 120 tys. euro przy zwolnieniu z przyczyn niedotyczących pracownika, również może otrzymać odszkodowanie zamiast okresu wypowiedzenia, odprawę pieniężną i opłaty socjalne. Są to jednak kwoty wyższe niż w przypadku pracownika z krótszym stażem. Dla porównania, mniejsze rekompensaty otrzymują zwolnieni z m.in. Litwy, Norwegii czy Singapuru.

Wśród 62 państw, które przeanalizowali eksperci Deloitte w ramach badania, Polska znalazła się w środku zestawienia pod względem kosztów zwolnienia. Ogólna analiza raportu prowadzi więc do wniosku, że na tle innych krajów koszt zwolnienia pracownika w Polsce nie należy do najniższych.

Zwolnienia grupowe na innych zasadach

W większości państw stosuje się specjalne procedury w przypadku zwolnień grupowych. W Polsce również istnieje osobna regulacja, ale nawet w tym przypadku mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy pracownicy pod szczególną ochroną nie mogą zostać zwolnieni, a jedynie zmianie mogą ulec warunki ich pracy i płacy. Ustawa przewiduje także wysokość odpraw, które różnią się w zależności od stażu zatrudnionego.

W Polsce, w przypadku zwolnienia grupowego przez pracodawcę, zatrudniającego co najmniej 20 pracowników przyznawana jest odprawa pieniężna w wysokości uwarunkowanej stażem pracy. Osoby pracujące mniej niż dwa lata otrzymują miesięczne wynagrodzenie, od dwóch do ośmiu lat – dwie pensje, a pracujący powyżej ośmiu lat – trzy wypłaty.

Procedura zwolnień grupowych jest sformalizowana, wymaga wprowadzenia określonych regulacji, ustaleń z reprezentantami pracowników czy związkami zawodowymi oraz poinformowaniem urzędu pracy, a to wszystko przy zachowaniu ustawowych terminów. Sam dobór osób typowanych do zwolnień grupowych wymaga zastosowania określonych kryteriów i uzasadnienia.

Warto podkreślić, że pracownicy bardzo dobrze znają swoje przywileje, chętnie konsultują się w kwestiach prawnych i szukają optymalnych rozwiązań. Stale wzrasta ich świadomość, dlatego uważnie przyglądają się pracodawcom i ich działaniom w obszarze polityki zatrudnienia. Pracownicy oczekują od firm jasnych standardów w zakresie prawa pracy – mówi Natalia Mateja, aplikant radcowski, Senior Associate w kancelarii Deloitte Legal.

O raporcie

„International Employment Law Guide” to przewodnik po warunkach zatrudnienia i zwolnień obowiązujących w 62 państwach. Zawiera podsumowanie krajowych przepisów z zakresu prawa pracy, bez podziału na konkretne branże. Zestawienie nie obejmuje regulacji regionalnych, z wyjątkiem Kanady, gdzie przeanalizowano także Ontario i Quebec.

Niestabilność przepisów najniżej ocenionym przez firmy obszarem polskiego systemu podatkowego

Pomimo niewielkiej poprawy ogólna ocena polskiego systemu podatkowego wśród firm pozostaje nadal na niskim poziomie i wynosi 2,18 pkt w pięciostopniowej skali. Bez zmian względem poprzednich edycji badania najniżej ocenianymi obszarami są: stabilność przepisów podatkowych oraz wcześniejsze informowanie o planowanych zmianach w prawie podatkowym. Najwięcej trudności firmom w Polsce sprawiają zagadnienia związane z cenami transferowymi oraz zbyt duża liczba wymaganych deklaracji i informacji. Spośród rozwiązań przeciwdziałających ekonomicznym skutkom COVID-19 dostępnych w tarczach antykryzysowych najkorzystniejsze zdaniem firm było zwolnienie ze składek ZUS – wynika z badania KPMG, w którym udział wzięło 161 dyrektorów finansowych, głównych księgowych i szefów działów podatkowych, którzy wypełnili ankietę podczas XI Kongresu Podatków i Rachunkowości KPMG.

Wciąż bardzo niska ocena polskiego systemu podatkowego wystawiona przez firmy

Średnia ocena polskiego systemu podatkowego wzrosła o 0,12 pkt w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania i wynosi 2,18 pkt (w pięciostopniowej skali). Oznacza to, że podobnie, jak w ubiegłych latach podatnicy nie najlepiej oceniają polski system podatkowy. Jego ocena powstaje w wyniku średniej poszczególnych elementów systemu, spośród których najniżej oceniono stabilność przepisów podatkowych (1,5 pkt) oraz wcześniejsze informowanie o planowanych zmianach w prawie podatkowym (1,7 pkt) – jest to najniższy wynik tego obszaru do kilku lat. Pozostałe elementy systemu podatkowego zostały w tym roku ocenione nieco lepiej. Największy wzrost oceny, o 0,4 pkt dotyczy możliwości konstruktywnej wymiany argumentów podczas kontroli podatkowej, która została oceniona na 2,6 pkt. Warto dodać, że jest to najwyższa ocena tego obszaru od 2018 roku. Zdaniem firm, które wzięły udział w badaniu, poprawia się również nastawienie urzędników administracji podatkowej – ocena tego elementu wzrosła o 0,2 pkt w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania KPMG.

Nie najlepsze oceny, jakie polskiemu systemowi podatkowemu wystawiają przedsiębiorcy wynikają przede wszystkim z braku stabilności przepisów oraz sposobu komunikowania o wprowadzanych zmianach. Trudno się temu dziwić, co roku podatnicy muszą poświęcać bardzo dużo czasu na przygotowanie się do nowelizacji przepisów, co wciąż skutkuje niską pozycją Polski w rankingach jakości prowadzenia biznesu. Przy czym paradoksalnie wydaje się, że w wielu przypadkach podatnicy muszą uczyć się nowych regulacji razem z urzędnikami – szybkość wprowadzania trudnych przepisów podatkowych i proceduralnych nie wpływa pozytywnie na jakość prawa. Przywykliśmy już także do informacji o wprowadzaniu zmian dokonywanych na ostatnią chwilę, a nawet przy użyciu nieformalnych kanałów komunikacji jak Twitter. To, że się przyzwyczailiśmy nie oznacza jednak, że oceniamy tego typu praktyki dobrze – takie działania na pewno nie służą budowaniu zaufania podatników – mówi Anna Sińczuk, Partner w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.ocena polskiego systemu podatkowego

Ceny transferowe problematyczne dla większości podatników

Niezmiennie od kilku lat firmy biorące udział w badaniu KPMG deklarują, że kwestią podatkową, która sprawia im najwięcej trudności pozostają zagadnienia związane z cenami transferowymi. Blisko 80% ankietowanych przyznaje, że są one problematyczne lub bardzo problematyczne. Kłopoty sprawia również liczba przygotowywanych deklaracji i informacji, niezbędnych do wypełnienia obowiązków podatkowych. Blisko 70% ankietowanych uczestników XI Kongresu Podatków i Rachunkowości KPMG wskazało na istotne trudności, jakie sprawia pobór podatku u źródła od płatności za granicę. Za najmniej problematyczne firmy z kolei uznają kwestie związane z funkcjami płatnika z tytułu PIT i ZUS, które nie sprawiają problemów lub są umiarkowanie problematyczne dla 68% respondentów.

Ceny transferowe w obecnym roku ponownie przysporzą podatnikom problemów. Na pewno najwięcej trudności sprawi rozszerzenie obowiązku sporządzania dokumentacji cen transferowych do transakcji dokonywanych z niepowiązanymi kontrahentami, którzy dokonują jakichkolwiek rozliczeń z podmiotami z raju podatkowego. Towarzyszy mu nałożenie na podatników bliżej niesprecyzowanego obowiązku dochowania należytej staranności. Kuriozalnie, całość zmian organy uzasadniają działaniem dla dobra uczciwych podatników – mówi Monika Palmowska, Partner w Zespole ds. Cen Transferowych w KPMG w Polsce.

Wyzwaniem dla firm okazało się również dostosowanie do wprowadzanych zmian podatkowych. Najbardziej wymagające wg respondentów badania KPMG pod względem konieczności poświęcenia zasobów kadrowych lub finansowych okazało się dostosowanie do zastąpienia deklaracji VAT rozbudowanym Jednolitym Plikiem Kontrolnym dla celów VAT. Duże zaangażowanie było również konieczne, aby dostosować się do wymogów wprowadzających możliwość wykonania przelewu w kwocie przekraczającej 15 tys. złotych na rachunek kontrahenta, który znajduje się na tzw. białej liście VAT oraz wprowadzenie nowej matrycy VAT.

Niektórzy zagraniczni specjaliści w zakresie VAT chwalą polskie organa skarbowe za stosowanie nowoczesnych technologii w celu skutecznego ograniczenia luki w VAT. Zmniejszenie luki VAT jest faktem, warto jednak pamiętać, że wprowadzenie rozwiązań takich jak nowe JPK VAT czy biała lista VAT oznacza bardzo poważne obciążenia dla podatników, zarówno w wymiarze finansowym (konieczność wdrożenia nowych rozwiązań IT), jak i czasu poświęconego przez wewnętrzne służby finansowe czy IT. Biorąc powyższe pod uwagę, warto się zastanowić czy obciążenia przedsiębiorców w zakresie raportowania nie są nadmierne. Wydaje się, że w wielu przypadkach wymagane jest raportowanie informacji znanych już organom skarbowym z innych źródeł (np. transakcje z podmiotami powiązanymi w JPK VAT). Z drugiej strony z uznaniem należy przyjąć próby uproszczenia systemu VAT takie jak Slim VAT. Dobrze jednak, aby w przyszłości były one bardziej skuteczne niż w przypadku nowych zasad rozliczania faktur korygujących – mówi Piotr Żurowski, Partner w Zespole ds. Podatków Pośrednich w KPMG w Polsce

Zwolnienie ze składek ZUS najkorzystniejszym wg firm rozwiązaniem w ramach tarcz antykryzysowych

Spośród dostępnych w ramach tarcz antykryzysowych rozwiązań, za najbardziej korzystne firmy uznały zwolnienie ze składek ZUS. Organizacje w dużym stopniu doceniły również świadczenia oferowane w ramach Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – dofinansowanie wynagrodzeń związanych z obniżeniem pracownikom wymiaru czasu pracy oraz dofinansowanie wynagrodzeń związanych z przestojem. Z kolei gwarancje oferowane w ramach Funduszu Gwarancji Płynnościowych były zdaniem respondentów badania najmniej korzystne z punktu widzenia potrzeb ich firm. Uczestnicy XI Kongresu Podatków i Rachunkowości KPMG zostali poproszeni również o wskazanie własnych pomysłów na zmiany w przepisach podatkowych, które związane byłyby z przeciwdziałaniem negatywnym skutkom pandemii COVID-19. Wśród sugerowanych przykładów takich zmian najczęściej pojawiały się postulaty związane z całkowitym zwolnieniem przedsiębiorców ze składek ZUS, dopłatami w wysokości 100% do wynagrodzeń pracowników w przypadku całkowitego przestoju wybranej branży oraz wydłużeniem terminów na złożenie sprawozdań finansowych lub deklaracji podatkowych.

Realizacja strategii podatkowej – nowy obowiązek sprawozdawczy dla podatników CIT

W 2021 roku na podatników CIT został nałożony nowy obowiązek sprawozdawczy – konieczność publikacji informacji o realizowanej przez firmę strategii podatkowej. Wśród uczestników XI Kongresu Podatków i Rachunkowości, którzy wzięli udział w badaniu KPMG – 12% zadeklarowało rozpoczęcie prac związanych z przygotowaniem odpowiednich dokumentów i informacji. Blisko połowa (45% wskazań) planuje dopiero rozpocząć działania dot. raportowania realizacji strategii podatkowej. Z kolei 39% respondentów przyznało, że ich firma nie ma obowiązku przygotowania tego typu informacji. Analizując tylko firmy, które zostały objęte nowym obowiązkiem, pod koniec stycznia br. 3/4 przedsiębiorstw nie rozpoczęło jeszcze prac nad przygotowaniem odpowiednich dokumentów i informacji.

Inną, wprowadzoną od 2021 roku zmianą jest alternatywny system opodatkowania dochodów spółek kapitałowych w formie ryczałtu – czyli tzw. estoński CIT. Głównym założeniem tej formy opodatkowania jest umożliwienie niektórym podatnikom podatku dochodowego od osób prawnych, spełniającym określone warunki, odprowadzania podatku dopiero w momencie wypłaty zysków na rzecz swoich wspólników. Tymczasem 76% ankietowanych przedstawicieli firm przyznało, że ich firmy analizowały możliwość zmiany modelu opodatkowania organizacji na estoński CIT, jednak nie spełniały wymogów ustawowych lub takie rozwiązanie nie było dla nich korzystne. Z kolei 1/5 respondentów przyznała, że ich organizacje nie przeprowadziły jeszcze analizy zmiany opodatkowania na estoński CIT.

Popularność estońskiego CITu wśród przedsiębiorców może przy obecnych warunkach znacznie odbiegać od oczekiwań Ministerstwa Finansów. Barierę wejścia do tego systemu stanowi przede wszystkim zawężenie go wyłącznie do spółek kapitałowych z udziałem osób fizycznych i nieposiadających udziałów w innych spółkach. Wyłącza to z zakresu estońskiego CIT większe grupy kapitałowe. Dziwią także utrudnienia, które stawiane są spółkom komandytowym – nowym, pełnoprawnym podatnikom CIT. Są one wyłączone z tych przywilejów, a ponadto obecne przepisy powodują, że przekształcenie takiej spółki w spółkę kapitałową w celu bezpośredniego przystąpienia do systemu estońskiego CIT jest zdarzeniem opodatkowanym – mówi Przemysław Szywacz, Partner w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.

Kontrole cały czas skuteczne

Kontrola podatkowa za lata 2019-2020 była przeprowadzona w blisko co trzeciej firmie biorącej udział w badaniu KPMG. Z kolei w 18% organizacji przeprowadzona była kontrola celno-skarbowa. W trakcie kontroli podatkowych organy najczęściej (74% wskazań) weryfikowały poprawność rozliczeń podatku VAT, natomiast poprawność rozliczeń podatku CIT dotyczyła 35% kontroli podatkowych. Najczęściej kontrolowanym w trakcie kontroli celno-skarbowej obszarem były z kolei zagadnienia związane z poprawnością rozliczeń podatku dochodowego od osób prawnych – kontrola w tym zakresie dotyczyła ponad połowy kontrolowanych firm (53% wskazań). W wyniku przeprowadzanych kontroli podatkowych lub celno-skarbowych, obszar cen transferowych był zakwestionowany w 29% przypadków. 21% zakwestionowanych przez organy podatkowe zagadnień dotyczyło poprawności rozliczeń nakładów inwestycyjnych. Wśród innych często kwestionowanych tematów respondenci badania wskazywali na: zagadnienia związane z WHT, zwrot VAT, stosowanie ustawy hazardowej oraz akcyzę.

40% przeprowadzanych kontroli zakończyło się wykryciem nieprawidłowości: w co piątej firmie wszczęto postępowanie podatkowe, kolejne 20% firm dobrowolnie dokonało korekty deklaracji zgodnie z wynikiem przeprowadzonej kontroli. W wyniku wszczętej kontroli podatkowej lub celno-skarbowej większość firm (62% wskazań), nie wygrała sporu z organem podatkowym. Podatnicy, którzy taki spór wygrali – najczęściej dokonywali tego na etapie postępowania podatkowego (20% wskazań). 5% organizacji przyznało, że spór wygrali na etapie postępowania odwoławczego lub w wyniku wygranej sprawy przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym. W przypadku 8% uczestników badania, spór z organem podatkowym udało się wygrać dopiero przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.

Statystyki wskazują, że z roku na rok liczba kontroli podatkowych oraz celno-skarbowych maleje, ale rośnie ich skuteczność. Dotyczy to także 2020 r., kiedy to liczba kontroli spadła w wyniku obiektywnych utrudnień w możliwości ich prowadzenia, ale nie przełożyło się to znacznie na proporcjonalny spadek skuteczności kontroli czy kwoty ostatecznych ustaleń. Kwota zidentyfikowanych nieprawidłowości w pierwszych 3 kwartałach 2020 r. wyniosła przeszło 7,3 mld zł. W latach 2019-2020 średnio 93% kontroli podatkowych zakończono stwierdzeniem nieprawidłowości, a w przypadku wyspecjalizowanych kontroli celno-skarbowych skuteczność ta sięgała 84%. W około 1/3 przypadków kontroli zakończonych w 2020 r. podatnicy korygowali dobrowolnie swoje rozliczenia, co wskazuje na znaczną skuteczność kontrolujących w identyfikowaniu błędów w rozliczeniach oraz typowaniu podatników do kontroli – mówi Wojciech Majkowski, Dyrektor w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce

Branża winiarska w rok od pierwszego lockdownu

Pandemia bardzo utrudniła funkcjonowanie branży winiarskiej, ale w ostatecznym rachunku jej nie zaszkodziła – tak można podsumować ostatnich dwanaście pandemicznych miesięcy. Jak mówią szefowie firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, wino wychodzi z kryzysu obronną ręką.  Ale także i w tej branży są kategorie, które pandemia niemal pogrążyła.

W pandemii wybieramy wino

COVID-19 spowodował zmianę trybu życia, co niewątpliwie przełożyło się na zachowania konsumenckie. Jak pokazują badania, spożycie wina rośnie, mimo paraliżu jego dystrybucji w kanale HoReCa.

Zgodnie z danymi firmy NielsenIQ rynek win spokojnych ilościowo wzrósł niemal o 8%, a wartościowo ponad 10% w okresie rocznym 2020 vs 2019. Sprzyja temu kultura spożywania wina – pijemy je chętnie przy okazji mniejszych spotkań, we dwoje, albo sami, do posiłku czy w ramach wieczornego relaksu. Stanowią one również doskonałe uzupełnienie potraw, a czas pandemii dla wielu z nas okazał się czasem kulinarnych odkryć i eksperymentów – mówi Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group. – Chętnie gotujemy, odważniej też dobieramy wina do przygotowywanych dań. Szczególnie sprawdzają się tu wina białe, które jako mniej zobowiązujące, stanowią kompromis pomiędzy potrzebami kobiet i mężczyzn podczas spędzanych wspólnie w domu wieczorów i weekendówzauważa Jakub Nowak.

Ciekawe jest też to, co wydarzyło się na rynku win musujących. – Tu firma NielsenIQ także  odnotowała wzrosty i to bardzo znaczące – wolumen sprzedaży win z bąbelkami powiększył się o ponad 15%. To dowód na diametralną zmianę modelu konsumpcji tych napojów. Mimo ograniczeń w organizacji dużych uroczystości, spożyliśmy ich więcej – na co dzień, w domu, w trakcie niewielkich spotkań – zwraca uwagę Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa.

Wygrani i przegrani

Oprócz segmentu win spokojnych i musujących, wygranymi czasu pandemii byli też producenci grzańców. W związku z ograniczeniami w działalności stoków narciarskich czy organizacji jarmarków świątecznych, ich konsumpcja z powodzeniem przeniosła się do domów.

Obroniły się silne marki – dodaje Tomasz Leszko, Członek Zarządu, Dyrektor ds. Marketingu w firmie Henkell Freixenet Polska. – Konsumenci w niepewnych czasach potrzebują gwarancji jakości, której mogą zaufać. To właśnie zapewnia mocna marka. Dla przykładu, nasza sztandarowa marka prosecco jest trwale zakorzeniona w świadomości konsumenta, a o jej wysokiej akceptacji najlepiej świadczy dynamika na poziomie znacząco przewyższającym wzrost całej kategorii. Poza tym w trudnych czasach chętnie sięgamy po odrobinę przyjemności, która choćby w niewielkim stopniu zrekompensuje nam niedogodności związane z narzuconymi ograniczeniami – uważa Tomasz Leszko.

Ale niestety nie cała branża widzi przyszłość w jasnych barwach. Ci, którzy postawili na cydr, kolejny rok z rzędu odnotowali spadki sprzedaży. – Jedynie w minionym roku było to ponad 20%. Rynek tego produktu, tak popularnego w wielu krajach Europy, w Polsce redukuje się wręcz dramatycznie – zauważa Magdalena Zielińska, Prezes ZP PRW. – Koronawirus z pewnością mu nie pomógł, ale podstawą porażki tej kategorii jest niekorzystne środowisko prawne, w którym cydr próbował zaistnieć i brak zrozumienia wśród prawodawców. To wielka strata, szczególnie dla polskiego sadownictwa.

Jak dodaje z kolei Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group, konkurencja piw smakowych, które mają dużo bardziej uprzywilejowaną pozycję na rynku – możliwość reklamy i niską stawkę akcyzy –  powoduje, że cydry przegrywają tę nierówną walkę. – Dodając do tego bierną postawę lidera rynkowego i brak działań pobudzających kategorię, cydr ma słabe perspektywy – mówi Jakub Nowak.

Biznes w czasie zarazy

Ostatni rok był wyzwaniem dla wielu branż, również winiarskiej. I to na różnych poziomach funkcjonowania. Istotną kwestią było chociażby zabezpieczenie logistyczne. – W okresie bezprecedensowego dotychczas lockdownu w pierwszej połowie 2020 roku, przerwane zostały łańcuchy dostaw – nie wszystkie firmy były na to przygotowane. Nasza firma, dzięki poczynionym wcześniej inwestycjom w najnowocześniejsze linie produkcyjne do rozlewu wina oraz technologie do jego przechowywania, zapewniło klientom ciągłość i bezpieczeństwo dostaw – mówi Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group.

Dywersyfikacja – to z kolei podkreśla Artur Boruta, Dyrektor Zarządzający krakowskiego Domu Wina.  – Ostatnie miesiące pokazały, że skupienie się na jednym kanale sprzedaży, np. HoReCa, mogłoby skończyć się tragicznie. Każdy zapewne zdawał sobie sprawę, jak ważne jest mieć kontakt z klientem ostatecznym, ale po pandemicznym roku widać jak na dłoni, że obronną ręką wyjdą z tej sytuacji ci, którzy mają solidne bazy danych stałych klientów. Handlowcy, którzy działają z takimi właśnie podmiotami sprzedają dużo więcej niż przed pandemią. Handlowcy, którzy opierali swoje działania na pracy z hotelami i restauracjami – nerwowo czekają na koniec obostrzeń.  Największą widoczną zmianą w działaniu firm naszej branży jest błyskawiczna konieczność przestrojenia się na on-line’owy sposób kontaktu z klientami. Rok temu nikt nie pokusiłby się o zrobienie degustacji win na odległość lub przeprowadzenie szkolenia personelu sklepów specjalistycznych bez osobistej wizyty. Dziś stało się to na porządku dziennym – opowiada Artur Boruta.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Końca epidemii nie widać, wielu ma jednak nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy sytuacja w kraju i na świecie będzie się normalizować. Czy ceny wina wzrosną? Najprawdopodobniej tak.

– Wzrastać będą ceny wszystkich świadczeń potrzebnych do importu i dystrybucji wina –  od minimalnej płacy począwszy, przez koszty utrzymania lokali, magazynów, obsługi logistyki, aż po te związane z transportem skończywszy. Ale największe oddziaływanie na cenę będą miały kursy walut, które obecnie idą cały czas w górę – zauważa Artur Boruta z Domu Wina.

Szczególnym zagadnieniem jest kwestia nieusankcjonowania w Polsce sklepów internetowych z winem. Tymczasem pandemia spowodowała, że klienci coraz chętniej decydują się na zakupy bez wychodzenia z domu.

Szacunki wskazują, że w 2020 r. ta forma sprzedaży odnotowała kilkudziesięcioprocentowy wzrost obrotów i  rozwój będzie z pewnością kontynuowany, a  e-commerce będzie miał coraz większy udział w handlu. W Polsce sprzedaż napojów alkoholowych przez Internet nie jest uznana za legalną. Fakt ten nie przystaje do otaczającej rzeczywistości – jesteśmy wyjątkiem w Unii Europejskiej. A przecież można to zorganizować w sposób odpowiedzialny i bezpieczny – podsumowuje Magdalena Zielińska, Prezes ZP PRW.

Nowoczesna instalacja w Bełchatowie przekształci odpady komunalne w energię i ciepło dla mieszkańców. Będzie gotowa w 2024 roku

Za trzy lata będzie gotowa nowoczesna instalacja termicznego przetwarzania z odzyskiem energii, którą spółka PGE Energia Ciepła wybuduje w sąsiedztwie bełchatowskiej elektrowni. Instalacja będzie przetwarzać rocznie 180 tys. odpadów komunalnych. Odzyskana z nich energia trafi do sieci elektroenergetycznej, natomiast ciepło popłynie do domów i mieszkań przyłączonych do sieci ciepłowniczej Bełchatowa. Instalacja ITPOE, a także planowane dalsze inwestycje PGE – w tym m.in. farmy wiatrowe i fotowoltaiczne oraz akumulatory energii – przyczynią się też do ochrony środowiska i poprawy jakości powietrza w regionie.

– Instalacja termicznego przetwarzania z odzyskiem energii pozwala wyeliminować inne, przestarzałe źródła ciepła. Jest to po prostu elektrociepłownia opalana odpadami. Natomiast emisja spalin z takiej instalacji jest znacznie mniejsza niż w przypadku spalania węgla czy biomasy. Dlatego jest to inwestycja proekologiczna, która poprawia jakość powietrza w regionie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. inż. Grzegorz Wielgosiński, profesor Politechniki Łódzkiej, dziekan Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska.

Nowa inwestycja jest częścią transformacji energetycznej kompleksu górniczo-energetycznego Bełchatów. Obiekt będzie spełniać bardzo rygorystyczne, europejskie normy środowiskowe (BAT) i zostanie wyposażony m.in. w system monitoringu emisji zanieczyszczeń. Automatyczny system zabezpieczeń poinformuje też o każdym, nawet najmniejszym przekroczeniu norm emisji.

– Grupa Kapitałowa PGE ma w planach szereg różnych przedsięwzięć dla regionu bełchatowskiego. Poza budową instalacji termicznego przetwarzania z odzyskiem energii w tym regionie planowane są też farmy wiatrowe o mocy ok. 100 MW, farmy fotowoltaiczne o mocy 600 MW, akumulatory energii – czyli dość nowatorskie rozwiązanie – o mocy 300 MW. W ubiegłym tygodniu został też podpisany list intencyjny, zmierzający do utworzenia w Bełchatowie Centrum Rozwoju Kompetencji, które będzie kształcić kadry dla nowej energetyki i pomagać w przebranżowieniu pracowników tutejszych zakładów – wymienia Przemysław Kołodziejak, prezes zarządu PGE Energia Ciepła.

Instalacje termicznego przetwarzania z odzyskiem energii działają już od kilku lat m.in. w Bydgoszczy, Koninie, Białymstoku, Krakowie, Poznaniu i Szczecinie. Podobną inwestycję prawie trzy lata temu spółka PGE Energia Ciepła wybudowała też w Rzeszowie. Instalacja utylizuje rocznie ok. 100 tys. ton odpadów komunalnych, przekształcając je w ciepło i energię elektryczną, z której następnie korzystają samorząd i mieszkańcy. PGE Energia Ciepła z Grupy PGE przygotowuje się do budowy w instalacji w Rzeszowie II linii technologicznej, której roczna wydajność będzie wynosić 80 tys. ton. Projekt zostanie zakończony w 2023 roku. Rzeszowska instalacja spełnia wyśrubowane normy ekologiczne UE m.in. w zakresie emisji CO2, które są dziesięciokrotnie niższe niż dla jednostek spalających węgiel kamienny.

Podobna  instalacja powstanie też w sąsiedztwie bełchatowskiej elektrowni. Zgodnie z harmonogramem wybór generalnego wykonawcy inwestycji ma się odbyć w przyszłym roku, a ITPOE w Bełchatowie ma być gotowa w 2024 roku. Instalacja będzie przetwarzać rocznie 180 tys. odpadów komunalnych, a odzyskana z nich energia trafi do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Z kolei ciepło popłynie do domów i mieszkań przyłączonych do sieci ciepłowniczej Bełchatowa.

– Instalacja w Bełchatowie będzie uzupełnieniem funkcjonującego w regionie systemu gospodarki odpadami. Będzie utylizować te odpady, które nie mogą zostać przetworzone w żaden inny sposób – zabrudzone i nienadające się do recyklingu, ale do ich wyprodukowania została już zużyta energia, którą w pewnym stopniu można odzyskać – mówi Przemysław Kołodziejak.

Do ITPOE w Bełchatowie będą trafiać odpady pochodzące z instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania, a więc pozbawione frakcji biologicznej. To gwarantuje, że nie będą emitowane uciążliwe zapachy. Nie będą też przetwarzane odpady niebezpieczne.

Co istotne, dzięki budowie nowoczesnej instalacji w okolicach Bełchatowa nie będą powstawać nowe składowiska odpadów. Inwestycja przyczyni się też do poprawy jakości powietrza w regionie, ponieważ w trakcie eksploatacji ograniczy do minimum emisję tlenków siarki, azotu i pyłów.

– Instalacje tego rodzaju mają specjalny system oczyszczania spalin. Trzeba pamiętać, że odpady trafiające do takiej instalacji nie są jednorodne i w związku z tym pojawiają się różnego rodzaju związki chemiczne, które będą termicznie przetwarzane, ale system oczyszczania spalin jest przygotowany na takie substancje​. Według Szwedów, produkujących aż 60 proc. ciepła z odpadówelektrociepłownie opalane odpadami komunalnymi mają najczystsze kominy, a więc są bezpieczne zarówno dla środowiska, jak i ludzi mieszkających w pobliżu – wyjaśnia Grzegorz Pelczar, dyrektor projektu budowy ITPOE Bełchatów w PGE Energia Ciepła.

Prezes zarządu PGE Energia Ciepła podkreśla, że nowo powstająca ITPOE będzie oparta na nowoczesnych i sprawdzonych w Europie technologiach. Podobne instalacje z powodzeniem działają już bowiem m.in. w Paryżu, Londynie, Wiedniu i Sztokholmie.

– Technologia, która ma zostać zastosowana w Bełchatowie, funkcjonuje w ponad 400 lokalizacjach w całej Europie. Można powiedzieć, że dzisiaj jest jedyną tego typu pewną i sprawdzoną technologią. Wszystkie funkcjonujące polskie instalacje termicznego przetwarzania oparte są właśnie na niej – dodaje dr hab. inż. Grzegorz Wielgosiński.

Home office okazuje się bardziej męczący niż tradycyjny model pracy. Syndrom wypalenia zawodowego będzie przybierać na sile

Zespół naukowców z Uniwersytetu Stanforda wykazał, że praca zdalna i komunikacja online są bardziej męczące niż ich tradycyjna forma. Brak bezpośredniego kontaktu, możliwości zobaczenia mimiki i mowy ciała współpracowników oraz ciągłe obserwowanie swojego wyglądu i zachowania na ekranie wpływają na powstanie nowego zjawiska nazwanego „zoom fatigue”. To syndrom przemęczenia pracą online i wypalenia związanego z nadużywaniem wirtualnych platform komunikacyjnych. – Jeśli pandemia będzie się przedłużała, to ten wpływ będzie coraz bardziej negatywny – podkreśla dr Dagmara Kawoń-Noga, pedagog, wykładowca i metodyk Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Od marca ubiegłego roku w trybie całkowicie zdalnym pracuje aż 6 na 10 Polaków. Pracownicy nie są jednak do końca zadowoleni z tego modelu, skarżąc się m.in. na zacieranie granicy między życiem prywatnym i zawodowym oraz brak bezpośredniego kontaktu z innymi pracownikami. Prawie 20 proc. przyznało, że ich relacje z kolegami z firmy pogorszyły się w związku z pracą zdalną – wynika z badania CBRE i Grafton Recruitment. Eksperci wskazują, że o ile jeszcze przed pandemią wiele osób marzyło o home office, o tyle teraz, po roku pracy zdalnej, większość osób tęskni za możliwością powrotu do biura. Tylko 25 proc. pracowników chce wykonywać swoje obowiązki całkowicie zdalnie po zakończeniu pandemii COVID-19.

– Kiedy zaczęła się pandemia, widzieliśmy wiele korzyści w tym, że będziemy pracować w komfortowych, domowych warunkach, nie będziemy musieli codziennie jeździć do firmy. Wydawało nam się, że będziemy oszczędzać czas i pieniądze. Ale z czasem okazało się, że praca i edukacja zdalna bardzo negatywnie wpływają na nasze samopoczucie. Powodują silny stres, lęk i przemęczenie tym, że codziennie musimy się włączać i logować do obowiązków w przestrzeni wirtualnej. Badania pokazują, że osoby, które przez pandemię zostały przymuszone do pracy zdalnej, częściej odczuwają silne przemęczenie takim modelem i niesie to za sobą negatywne skutki w przestrzeni społecznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Dagmara Kawoń-Noga.

Z badania „Efektywność pracy zdalnej”, przygotowanego dla Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, wynika też, że home office wydłuża czas pracy. Aż 45 proc. pracowników poświęca na pracę zdalną więcej czasu niż w siedzibie firmy. Jednocześnie co drugi przyznaje, że brakuje mu bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami, wspólnych rozmów, spotkań na korytarzu czy w firmowej stołówce, a 39 proc. czuje wyraźną potrzebę regularnych spotkań.

Te na przestrzeni ostatniego roku przeniosły się głównie na platformy komunikacyjne typu Zoom czy Microsoft Teams. Z danych tego ostatniego wynika, że cyfrowa intensywność dni roboczych od zeszłego roku znacznie wzrosła, podobnie jak średnia liczba czatów i spotkań online. Od lutego 2020 roku czas poświęcany na cotygodniowe spotkania przez użytkowników aplikacji Teams wzrósł ponad dwukrotnie – o 148 proc. Z kolei opracowany przez Microsoft „Work Trend Index”, oparty na wnioskach z ponad 30 projektów badawczych, potwierdza, że spotkania online okazują się być dużo bardziej męczące niż bezpośrednia współpraca.

– Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda zauważyli, że poważne obniżenie naszej formy wynika przede wszystkim z tego, że całą przestrzeń edukacyjną i zawodową opieramy na telekonferencji. Takie spotkania są pozbawione naturalnego kontaktu społecznego, w trakcie telekonferencji nie jesteśmy w stanie obserwować bezpośrednio mowy ciała, mimiki, gestykulacji osób, z którymi pracujemy. Brak tego komunikatu powoduje, że mocno się męczymy, bo mowa ciała jest bardzo ważnym kanałem komunikacyjnym. Informuje nas o tym, jakie są autentyczne intencje i postawy osób, z którymi współpracujemy – podkreśla ekspertka WSB w Opolu.

Badanie „Nonverbal Overload: A Theoretical Argument for the Causes of Zoom Fatigue”, przeprowadzone przez zespół naukowców z Uniwersytetu Stanforda, wykazało, że brak możliwości obserwowania mimiki, gestykulacji i mowy ciała osób współuczestniczących w komunikacji oraz ciągłe utrzymywanie kontaktu wzrokowego czy obserwowanie swojego wyglądu i zachowania na ekranie wpływają na powstanie nowego zjawiska, nazwanego „zoom fatigue”. To syndrom przemęczenia pracą online i wypalenia związanego z nadużywaniem wirtualnych platform komunikacyjnych, który powoduje m.in. stres, wycofanie i zaburzone poczucie bezpieczeństwa.

– W czasie telekonferencji widzimy również siebie, co z psychologicznego punktu widzenia jest bardzo niekorzystne, ponieważ jesteśmy wtedy bardziej krytyczni. Sprawdzamy, jak wyglądamy, jak jesteśmy uczesani i ubrani. Przez to, że skupiamy się na sobie, nie jesteśmy w stanie w odpowiedni sposób skupić się na merytorycznej warstwie przekazu, który budujemy albo odbieramy – mówi dr Dagmara Kawoń-Noga.

Jak wskazuje, przemęczenie zdalną pracą to tylko część problemu, bo rok temu do online’u przeniosły się nie tylko służbowe spotkania, lecz także pozostałe aspekty prywatnego życia. W efekcie przed ekranami i w internecie spędzamy zdecydowanie więcej czasu niż jeszcze przed pandemią, co tylko potęguje syndrom „zoom fatigue”.

– Jeśli pandemia będzie się przedłużała i będziemy zmuszeni do tego, żeby w dalszym ciągu funkcjonować w przestrzeni wirtualnej, to ten wpływ będzie coraz bardziej negatywny. Już teraz eksperci alarmują, że coraz więcej ludzi, bez względu na wiek, potrzebuje wsparcia psychologicznego bądź psychiatrycznego. U osób, które pracują i funkcjonują w ten sposób, pojawiają się stany lękowe i depresyjne, więc należy spodziewać się nasilenia tego typu objawów i zwiększenia liczby ludzi, którzy będą je odczuwać – przestrzega ekspertka opolskiej WSB.

Jak podkreśla, profilaktyka tkwi w odpowiednim organizowaniu interakcji online oraz budowaniu nowej kultury komunikacji.

– Z badań HRK wynika, że dla 43 proc. badanych szczera, dwustronna komunikacja powinna być podstawą wszelkiej działalności społecznej, dlatego że dzięki temu możemy w bezpiecznych, przyjaznych warunkach wymieniać informacje i w ten sposób niwelować stres i strach przed komunikowaniem się – wyjaśnia dr Dagmara Kawoń-Noga. – Innym sposobem jest współpraca z branżą IT, która nie tylko buduje i tworzy platformy dedykowane do pracy w trybie online, ale również może je modyfikować w taki sposób, by zmniejszać ilość stresorów.

Branża targowa postuluje do rządu o wsparcie na poziomie 400–500 mln euro. Pieniądze miałyby trafić głównie do małych i średnich firm na ich uczestnictwo w takich imprezach

W ciągu roku po wybuchu pandemii koronawirusa firmy z branży eventowej odnotowały średnio spadek rocznych przychodów o 73 proc. W efekcie redukcja zatrudnienia wyniosła ponad 60 proc., mimo że zdecydowana większość firm skorzystała z tarcz antykryzysowych – wynika z badania Rady Przemysłu Spotkań i Wydarzeń. – Branża targowa jest kluczowym sektorem dla odbudowy gospodarki po pandemii. Trudno sobie wyobrazić powrót na ścieżkę rozwoju bez takich wydarzeń jak targi czy kongresy – mówi Beata Kozyra, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego, i podkreśla, że wsparcie dla branży powinno uwzględniać m.in. dofinansowanie udziału małych i średnich firm w targach.

Wiele branż zostało dotkliwie poszkodowanych podczas pandemii, ale nie da się ukryć, że branża targowa również do takich należy. W lutym minął rok, odkąd nie odbywają się targi, z krótką przerwą na odmrożenie w czasie wakacji letnich. Jednak sezon wakacyjny zawsze był martwy dla targów i kongresów, zatem praktycznie od 13 miesięcy nie funkcjonujemy. Firmy branży targowej nie osiągają przychodów. Dotyczy to 5 tys. przedsiębiorstw, które w sumie szacują straty na ponad miliard złotych – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Beata Kozyra.

Jak wynika z danych branżowych oraz GUS, przed pandemią ponad 3 mln osób rocznie brało udział w targach, ok. 16 mln spotykało się w celach biznesowych. Dodatkowo co roku odbywało się prawie 70 tys. różnych wydarzeń artystycznych i rozrywkowych, w których uczestniczyło 16 mln widzów. Branże te odpowiadały za ok. 15 proc. PKB i milion miejsc pracy. To pokazuje, jak ważne są one dla krajowej gospodarki.

Z ankiety przeprowadzonej wśród firm z tych branż wynika, że wszystkie odnotowały spadek przychodów w okresie marzec 2020 – luty 2021 roku. Średnio wyniósł on 73 proc. Dwie trzecie firm przyznaje, że straciły między 75 a 100 proc. obrotów. W związku z tym redukcja zatrudnienia sięgnęła 63 proc., przy czym spadek zatrudnienia osób na umowę o pracę sięgnął 26 proc., a zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych lub B2B  – 72 proc. Prawie 40 proc. firm przemysłu spotkań i wydarzeń, do którego należy również branża targowa, rozważa w tym roku zamknięcie lub zawieszenie działalności. Wiele firm zdecydowało się na zmianę profilu działalności.

Dotyczy to szczególnie firm projektujących i budujących stoiska targowe, bo ich kompetencje pozwalają na to, żeby wejść na rynek np. projektowania i produkcji mebli lub domów drewnianych. Aczkolwiek wejście na te rynki w dobie pandemii jest bardzo trudne i nawet jeśli te firmy próbują się przebranżowić, to upłynie sporo czasu, zanim zaczną czerpać zyski z tych nowych rynków – przewiduje prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Na koniec lutego br. liczba zakontraktowanych projektów stanowiła zaledwie 6 proc. łącznej liczby projektów zrealizowanych w 2019 roku, a co trzecia firma nie miała w planach żadnej realizacji. Dlatego branża targowa liczy na dalszą pomoc rządu, ale nie tylko bezpośrednie wsparcie działalności, ale przede wszystkim pieniądze na dofinansowanie udziału w targach głównie dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Trudno jest dzisiaj oszacować potrzebną kwotę, ale myślę, że 400–500 mln euro to jest suma, która pozwoliłaby zaspokoić potrzeby przede wszystkim małych i średnich przedsiębiorstw w kwestii uczestnictwa w targach czy kongresach, szczególnie międzynarodowych – uściśla Beata Kozyra.

Jak zaznacza, powinna to być pomoc dedykowana dla branży targowej. Firmy liczyły, że takie wsparcie zostanie uwzględnione w Krajowym Planie Odbudowy. Nie wiadomo jednak, czy taka pula się w nim pojawi. W KPO zaplanowano bowiem środki, które mają być skierowane m.in. do branży turystycznej, kulturalnej oraz segmentu HoReCa.

Nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy w branży turystycznej jest również ujęta branża targowa. Trudno nam pokusić się o jakiekolwiek założenia. Jeśli nawet branża targowa jest tam ujęta, to kwota w wysokości 300 mln euro na wszystkie wspomniane branże jest zdecydowanie za mała i w żaden sposób nie wystarczy nawet na małe projekty wspierające firmy. Poza tym pomoc z KPO jest odłożona w czasie, bo zapewne wnioskowanie po jakiekolwiek fundusze będzie możliwe dopiero pod koniec tego roku albo w przyszłym roku – dodaje prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Według ankiety przeprowadzonej wśród członków izby znaczna część z nich skorzystała z rządowej pomocy w ramach tarczy antykryzysowej. Dopłaty do wynagrodzenia pracowników otrzymało 81 proc. firm, z abolicji lub odroczenia składek ZUS skorzystało 70 proc. zrzeszonych firm, a z bezzwrotnych pożyczek dla mikrofirm 32 proc. Dotacje z PFR otrzymało 81 proc. członków PIPT.

 Doraźna pomoc rządu na pewno powinna być kontynuowana dla całego sektora targowego i powinna być przedłużona, ponieważ już dzisiaj wiemy, że z dużym prawdopodobieństwem nie wrócimy do pracy wcześniej niż jesienią, co oznacza dziewięć miesięcy roku bez dochodów – zauważa Beata Kozyra.

Jak podkreśla, problemem jest również to, że nie wszystkie firmy zostały uwzględnione w dostępie do środków pomocowych.

20 proc. firm nie dostało praktycznie niczego, ponieważ chociaż ich kody PKD zostały przyjęte np. w tarczy PFR, ale nie ma tam pomocy dla jednoosobowych działalności gospodarczych – wyjaśnia prezes PIPT. – Pomoc dla nich jest dostępna w tarczy 8.0, natomiast nie ma tam uwzględnionych PKD, o które cały czas walczymy – 73.11.Z [działalność agencji reklamowych – red.]. Zresztą pomoc w postaci abolicji składek ZUS czy dofinansowania części do wynagrodzeń jest – umówmy się – minimalna w momencie, kiedy firmy mają inne duże koszty comiesięcznej działalności.

Poza tym również dużym firmom trudniej jest pozyskać dofinansowanie w ramach tarczy finansowej PFR.

Do tego są potrzebne oddzielne umowy i dużo bardziej restrykcyjne warunki. Wśród naszych firm członkowskich mamy duże firmy i wiemy, że one do tej pory nie dostały jeszcze dofinansowania subwencji z tarczy, o co cały czas walczą – podkreśla Beata Kozyra i nie ukrywa, że izba rozważa złożenie pozwów o odszkodowania od państwa. – Czekamy jednak na odpowiednie przepisy i działania rządu. Obserwujemy je i oceniamy. Jeśli uznamy, że pozwy sądowe mogą odnieść skutek, będziemy się nad tym zastanawiać. Obecnie rozmawiamy z rządem, negocjujemy i liczymy na wsparcie.

Jak wyjaśnia, na wsparcie dla krajowych branż targowych zdecydowały się m.in. rządy w Niemczech (ok. 600 mln euro), Francji i Hiszpanii. Dzięki pomocy państwa firmy z innych krajów będą dobrze przygotowane do wznowienia działalności po odmrożeniu gospodarki i mogą przejąć organizację kluczowych imprez targowych w Europie, również w Polsce.

Niejasny wybór dostawcy fregat dla Marynarki Wojennej. Posłowie wzywają MON do zapewnienia transparentnego przetargu

W połowie marca MON uruchomił procedurę pozyskania dla Marynarki Wojennej trzech fregat w ramach programu Miecznik. Pojawiły się już wątpliwości co do konkurencyjnego charakteru tego zakupu. Według medialnych doniesień PGZ Stocznia Wojenna miała zaproponować MON tylko jedną ofertę na te okręty, opracowaną wspólnie z brytyjskim koncernem Babcock.  Posłowie zwracają uwagę na niejasną procedurę wyboru partnera do budowy fregat i apelują do MON o zapewnienie jej transparentności. – Miecznik będzie kosztował ponad 2 mld zł – mówi poseł Paweł Poncyljusz z sejmowej Komisji Obrony Narodowej. – Przetarg powinien więc mieć jasny i otwarty charakter.

Marynarka Wojenna jest w tej chwili najbardziej zaniedbanym i niedoinwestowanym rodzajem Sił Zbrojnych RP. Jednostki będące na jej wyposażeniu mają po kilkadziesiąt lat i są wycofywane z użytku. Dlatego zakupy nowych okrętów to jedna z najbardziej palących potrzeb polskiej armii. W połowie marca szef MON Mariusz Błaszczak oficjalnie uruchomił procedurę zakupu trzech fregat w ramach programu Miecznik. Ich budowa wymagać będzie współpracy z wybranym zagranicznym dostawcą technologii, gdyż polskie stocznie nie mają odpowiednich kompetencji, by samodzielnie podjąć się budowy tak skomplikowanych okrętów jak fregaty.

– Kto by nie był wykonawcą tego programu po polskiej stronie, będzie musiał posiłkować się partnerami zagranicznymi. Dostawca technologii nie jest jednak wyłaniany na zasadzie przetargu na poziomie ministerstwa czy Polskiej Grupy Zbrojeniowej, tylko w dość mętnym systemie dobierania partnerów na zasadzie widzimisię czy prywatnych kontaktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes poseł Paweł Poncyljusz, członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Według zapowiedzi MON wiodącą rolę w programie Miecznik ma odgrywać polski przemysł stoczniowy we współpracy z partnerem zagranicznym. Tymczasem wokół ogłoszonej procedury zakupu fregat już pojawiło się wiele niejasności, związanych przede wszystkim z bardzo szybkim zawarciem umowy na okręty zaplanowanym przez szefa MON do połowy tego roku, czyli w ciągu trzech miesięcy. Tak szybki zakup rodzi wątpliwości, gdyż daje zbyt mało czasu, by móc przeprowadzić konkurencyjny przetarg otwarty dla wielu ofert. Tym bardziej że według  doniesień portalu Onet z 16 marca MON rozważa tylko jedną propozycję, złożoną wspólnie przez PGZ Stocznię Wojenną i brytyjski koncern Babcock International.

– Podstawowym zarzutem, jaki dziś stawiamy Ministerstwu Obrony Narodowej, jest nietransparentny wybór partnera, o ile ten partner jest. Skoro minister Błaszczak podpisuje decyzję o uruchomieniu po raz kolejny programu Miecznik – i to praktycznie z dnia na dzień – to oznaczałoby, że jakiś partner został wybrany. Nie wiemy jednak, w jakim trybie, czy dokonano wcześniej jakichkolwiek analiz albo porównania ofert, aby z jednej strony zoptymalizować cenę, a z drugiej – zagwarantować polskim przedsiębiorstwom odpowiedni transfer technologii – wymienia Paweł Poncyljusz.

Według medialnych doniesień wybór brytyjskiej firmy miał już zostać podjęty i to bez zachowania jakiejkolwiek procedury i transparentności – na podstawie wewnętrznych, gabinetowych ustaleń. Do wyboru oferty stworzonej z koncernem Babcock miał w szczególności zachęcać MON wiceprezes stoczni wojennej Cezary Cierzan, były komandos morskiej jednostki Formoza, za którego karierą w przemyśle stoczniowym stoi, według źródeł Onetu, wiceszef MON Sebastian Chwałek. Jak informuje portal, w prezentacji dla ministra Błaszczaka miały zostać zatuszowane rzeczywiste koszty projektu, który miałby być realizowany przez należącą do PGZ Stocznię Wojenną we współpracy z brytyjskim partnerem.

– MON w trakcie posiedzenia sejmowej komisji nie chciało odnieść się do tych informacji – mówi poseł. – Doniesienia Onetu dotyczące tego, że wiceprezes Stoczni Wojennej rzekomo składał jakąś konkretną ofertę do ministra Błaszczaka, są o tyle złe, że pokazują absolutny brak transparentności w wyborze oferty i omijanie postępowań przetargowych. Zakupy sprzętu wojskowego powinny być prowadzone w oparciu o prawo zamówień publicznych.

To właśnie transparentność i konkurencyjność wyboru dostawcy fregat, ale też każdego innego uzbrojenia dla polskiej armii jest gwarancją braku nieprawidłowości, ale też i uzyskania najlepszej ceny oraz warunków współpracy dla polskiego przemysłu.

– Jestem zwolennikiem, aby przy zamawianiu jakiegokolwiek nowoczesnego sprzętu obowiązywała jak największa transparentność. To znaczy, żeby można było porównywać konkretne oferty, nie zamykać się na różnego rodzaju rozwiązania, porównywać parametry danego sprzętu i dopiero na tej podstawie wybierać partnerów czy też technologie, z których Polska będzie chciała skorzystać – zauważa Paweł Poncyljusz. – Ważna jest też kwestia transferu technologii do polskich podmiotów, tak aby „local content” nie opierał się jedynie na spawaniu kadłuba i na pracach związanych z ostatecznym montażem.

Jak wskazuje poseł sejmowej Komisji Obrony Narodowej, kontrowersje budzi także m.in. to, że początkowo w programie Miecznik była mowa o korwetach, które teraz zostały zamienione na większe fregaty. W ubiegłotygodniowym wywiadzie dla TVP Info Mariusz Błaszczak uzasadniał, że jest to zgodne ze strategiczną koncepcją bezpieczeństwa morskiego RP wypracowaną przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, a budowa fregat – jako wielozadaniowych jednostek o większej sile rażenia – będzie służyła odstraszaniu potencjalnych agresorów.

– Dla nas, jako Komisji Obrony Narodowej i posłów zajmujących się obronnością, ważniejsze jest to, aby MON pokazał, w jaki sposób doszedł do pewnych ustaleń, dlaczego taka technologia, dlaczego taki partner. Dotychczasowe doświadczenia pokazują bowiem, że kiedy MON zbyt wcześnie wyłania partnera, to potem cena rośnie drastycznie, nieadekwatnie do innych ofert na rynku – mówi poseł.

Polacy odkryli prawdziwe pochodzenie dinozaurów. Dwunożność nabyły w toku ewolucji, zupełnie jak ludzie

Dinozaury powstały bezpośrednio z czworonożnych zwierząt, nie zaś – jak wcześniej sądzono – z dwunożnych. Polscy naukowcy ustalili, że przednie kończyny odnalezionego w Krasiejowie pod Opolem nowego pradinozaura – Silesaurus opolensis – były w pełni wyprostowane i miały zmniejszone mięśnie związane z wysuwaniem, cofaniem i zginaniem. W ten sposób opracowali całkowicie innowacyjną hipotezę powstania dinozaurów. – W związku z dwunożnością kończyna przednia została zwolniona z funkcji lokomotorycznych i mogła zostać wykorzystana do nowych celów – tłumaczy dr Mateusz Tałanda z Instytutu Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Warszawskiego.

– Pierwsze dinozaury były zwierzętami dwunożnymi i, co ciekawe, osiągnęły tę dwunożność w bardzo podobny sposób co ludzie. Ich główka kości udowej zakrzywia się do środka, wchodząc w panewkę biodrową zupełnie jak u ludzi. To oczywiście przystosowanie do tego, by skuteczniej dźwigać ciężar ciała na swoich kończynach, by tracić mniej energii. Jeżeli te kończyny są podciągnięte pod tułów, zwierzę może skuteczniej chodzić – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Mateusz Tałanda z Instytutu Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Warszawskiego.

Naukowcy niemal z każdym rokiem dowiadują się czegoś nowego na temat dinozaurów. W 2020 roku opublikowano wyniki badań, z których wynika, że niektóre kluczowe cechy dinozaurów, takie jak stałocieplność i izolujące okrycia ciała, wyewoluowały na wczesnym etapie ich historii. Z kolei w badaniu Cretaceous Research paleontolodzy opisali nowy gatunek hadrozaura, znaleziony w Maroku. Ajnabia żył pod koniec kredy, w czasie gdy Afrykę oddzielono od innych kontynentów głębokimi kanałami wodnymi. Pływanie byłoby jedynym sposobem, w jaki dinozaur mógł dotrzeć do prehistorycznej Afryki z Europy lub Azji. W „Nature” opublikowano zaś artykuł, z którego wynika, że jaja części dinozaurów (rotoceratops i mussaurus) bardziej przypominały skórzaste jaja żółwi. Odkrycie może tłumaczyć, dlaczego jaja były tak trudne do znalezienia dla wielu gatunków dinozaurów – bardziej miękkie jaja rozkładały się łatwiej niż te o twardej skorupce.

Polacy zmienili natomiast spojrzenie na wczesne etapy ewolucji dinozaurów – odkryli, że wbrew wcześniejszym hipotezom zwierzęta wywodziły się z czworonożnych przodków, a dwunożność nabyły w trakcie ewolucji.

– Nasze badania pokazały, że bezpośredni przodkowie dinozaurów byli jednak wciąż zwierzętami czworonożnymi i dwunożność pojawiła się razem z ich pojawieniem się, czyli jest to cecha wyłącznie dinozaurów. Najpierw kończyny podciągnęły się pod tułów, następnie kończyny tylne stały się główną, prawie wyłączną siłą napędową zwierzęcia i dopiero później kończyny przednie, które były bardzo długie lub cienkie, oderwały się od ziemi. Przodkowie dinozaurów chodzili trochę na zasadzie nordic walking – tłumaczy Mateusz Tałanda.

Polacy twierdzą, że silezaur miał rozbudowane prostowniki i zginacze kolan. Kończyna tylna pełniła funkcję napędową, zaś kończyny przednie stanowiły podporę. To w wyniku ewolucji przednie kończyny mogły być wykorzystane do innych zadań niż do poruszania się.

– To, dlaczego dinozaury były takie duże, od lat fascynowało naukowców. Powstało wiele dyskusji na ten temat. Jednym z powodów była właśnie efektywna lokomocja. One były w stanie skutecznie dźwigać ciężar swojego ciała, natomiast bez tych adaptacji nie byłoby to możliwe, nie każde zwierzę osiągnęło tak duże rozmiary jak dinozaury, są one pod tym względem wyjątkowe. Nasze badania pokazują m.in., dlaczego tak się stało – mówi ekspert.

Polacy chcą uczynić z polskiego pradinozaura – Silesaurus opolensis – modelowy organizm w badaniach nad dinozaurami. Dotychczas tę rolę pełnił amerykański Tyrannosaurus rex, czyli tyranozaur. Silezaur ma jednak szansę wnieść znacznie więcej do rozważań nad ewolucją wczesnych dinozaurów. Wiele aspektów anatomii czy fizjologii Silesaurus zostało poznanych dzięki wcześniejszym pracom polskich naukowców. W trakcie opracowywania są kolejne.

– Znaleziska z terenów Polski są świetnie zachowane. Te kości są zachowane w trójwymiarowy sposób, one nie są zmiażdżone przez osad i bardzo dobrze widać na tych kościach przyczepy poszczególnych mięśni. Mogliśmy bardzo wiarygodnie zrekonstruować umięśnienie tego zwierzęcia, czyli coś, co wcześniejsi badacze ze Stanów Zjednoczonych czy z Wielkiej Brytanii robili metodą ekstrapolacji – wskazuje dr Mateusz Tałanda.

Nowy, niezwykle czuły rezonans magnetyczny pozwoli lepiej badać strukturę białek. Pomoże opracować m.in. lek na alzheimera

Ultraczuły rezonans magnetyczny o częstotliwości 1,2 GHz będzie mógł być wykorzystywany do badania struktury białek. Dzięki wysokiej precyzji pomiaru pomoże opracować lek na alzheimera, a także przyczyni się do opracowania nowych, bezpiecznych antybiotyków o działaniu skupionym wyłącznie na szkodliwych bakteriach. Pomoże także prowadzić badania translacyjne dotyczące starzenia się i chorób neurodegeneracyjnych związanych z wiekiem.

– Nowy 1,2-gigahercowy system spektroskopii magnetycznego rezonansu jądrowego będzie ważnym elementem Centrum Biologii Strukturalnej Jülicha (JuStruct – przyp. red.). Przyczyni się do badań translacyjnych dotyczących starzenia się i chorób neurodegeneracyjnych związanych z wiekiem – podkreśla prof. Dieter Willbold, dyrektor Instytutu Biofizyki Uniwersytetu Heinricha Heinego (HHU) w Düsseldorfie oraz dyrektor IBI-7 w centrum naukowo-badawczym Forschungszentrum Jülich (FZJ).

Badanie z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego jest bezinwazyjne i pozwala na uzyskiwanie obrazów wnętrza obiektów, takich jak jamy ciała czy narządy. Choć metoda ta jest znana od dziesięcioleci, to aparaty do przeprowadzania badań są coraz doskonalsze i dają coraz lepsze możliwości diagnostyczne, zwłaszcza w obrębie badania tkanek ludzkiego ciała. Dotychczas stosowane rezonansy zapewniały częstotliwość od poniżej 100 MHz do maksymalnie 850 MHz. Rezonans o częstotliwości 1,2 GHz umożliwia badanie struktury białek, które nie są ani zdolne do krystalizacji, ani rozpuszczalne. Może być to kluczowym elementem w procesie opracowywania nowych leków na dotychczas nieuleczalne choroby.

– Nasze badania już przyczyniły się do opracowania kandydata na lek na chorobę Alzheimera, który właśnie wchodzi do II fazy badania klinicznego – zapowiada prof. Dieter Willbold.

Badania z wykorzystaniem NMR mogą posłużyć również do stworzenia nowych klas antybiotyków o niewykorzystanych dotychczas mechanizmach działania. Naukowcy z uniwersytetu w holenderskim Utrechcie wspólnie z naukowcami z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk przeprowadzili w tej technologii badania nad antybiotykami skupiającymi swoje działanie na lipidzie, zwanym bakteryjną piętą achillesową. Takie antybiotyki zabijałyby patogeny oporne na wiele leków w stężeniach nanomolekularnych, bez powodowania oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe.

– Ultrawysokie pole NMR przyspieszy również nasze projekty opracowywania nowych klas antybiotyków, które prowadzimy we współpracy z firmą biofarmaceutyczną AiCuris, zajmującą się antyinfekcją – dodaje prof. Andrew Dingley, lider grupy w IBI-7.

Badania nad nowymi, bezpiecznymi antybiotykami są szczególnie istotne, ponieważ rośnie zjawisko oporności patogenów na środki przeciwdrobnoustrojowe, czyli AMR. Z badania przeprowadzonego na zlecenie premiera Wielkiej Brytanii wynika, że do 2050 roku w wyniku AMR umrze 10 mln osób.

Branża cyfrowa z krajów Trójmorza apeluje do Komisji Europejskiej o reformę opłaty reprograficznej

Branża cyfrowa krajów Trójmorza – CEE Digital Coalition – wezwała Komisję Europejską do dialogu w sprawie obecnego kształtu opłaty reprograficznej w krajach Unii oraz podjęcia prac nad reformą tego archaicznego systemu. Apel ma związek z otwarciem dyskusji o przyszłości opłaty reprograficznej w Polsce i zapowiedziami rozszerzenia jej m.in. o smartfony, tablety i telewizory smart.

Pod wspólnym stanowiskiem podpisało się 10 organizacji branży cyfrowej z 9 państw należących do grupy państw Trójmorza: Bułgarii, Czech, Węgier, Łotwy, Litwy, Rumunii, Słowacji, Słowenii oraz Polski. Organizacje wzywają Komisję Europejską, by przedyskutować temat dzisiejszego kształtu i przyszłości systemu opłaty reprograficznej w Unii Europejskiej. Powód? Obecny system nie jest spójny dla całej Unii Europejskiej, co kłóci się z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego oraz nie odpowiada na dzisiejsze wymagania technologii i społeczeństwa.

Pretekstem do podjęcia tematu przez CEE Digital Coalition jest zapowiedź rozszerzenia opłaty reprograficznej w Polsce, m.in. na tablety, smartfony i telewizory smart. – Organizacje branżowe z krajów Trójmorza zgadzają się, że system oparty na opłacie reprograficznej jest przestarzały i nieefektywny. Samo poszerzanie listy o kolejne sprzęty do niczego nie doprowadzi. Potrzebna jest gruntowna reforma tego systemu, by z jednej strony spełnić oczekiwania twórców, a z drugiej przedsiębiorców oraz konsumentów – tłumaczy prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, który podpisał się pod stanowiskiem.

Nowy system powinien być wspólny dla całej UE

Jak podkreślono w stanowisku, Koalicja Cyfrowa podziela wspólny cel umacniania Jednolitego Rynku Cyfrowego w naszym regionie i w całej Unii Europejskiej oraz zabiega o tworzenie jednolitego środowiska regulacyjnego przystosowanego do realiów współczesnej Europy. Zdaniem branży obecny system wynagradzania pracy społeczności twórców oparty o opłatę reprograficzną jest przestarzały i niedostosowany do dzisiejszych warunków. Zgadzamy się, że praca artystów zasługuje na system godnego i sprawiedliwego finansowania. Powinien on jednak mieć na względzie wszystkie podlegające mu podmioty. Będąc zobowiązanymi do uwzględniania opłaty reprograficznej w cenach urządzeń zgodnie z krajowymi przepisami i przekazywania środków organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, producenci i dystrybutorzy urządzeń elektronicznych są kluczowym elementem obowiązującego mechanizmu. System ten nie odpowiada jednak dzisiejszym warunkom technologicznym i zachowaniom społecznym” – zauważono w stanowisku.

Archaiczność opłaty reprograficznej

CEE Digital Coalition przypomina, że opłata reprograficzna to twór z lat 60. XX wieku. Od tego czasu nastąpił ogromny postęp technologiczny, co też przełożyło się na zmianę sposobu obcowania z wytworami pracy artystów, np. poprzez streaming. „Nowe modele odbioru zastąpiły nawyk kopiowania wytworów kultury. W tym samym czasie mechanizm opłaty reprograficznej nie ewoluował, stając się przestarzałym. Nowe metody prowadzenia biznesu i modele usługowe wyprzedziły nieaktualne ramy opłaty reprograficznej, odbiegającej od dzisiejszych realiów konsumowania i doświadczania dzieł kultury. Wraz z zanikaniem uzasadnionych podstaw dla opłaty, system nie jest w stanie nadążyć za technologią, rozwojem urządzeń i aktualnymi sposobami kontaktu z kulturą, a ponadto nie spełnia celu, w jakim powstał” – argumentują organizacje z branży cyfrowej.  Dlatego – jej zdaniem –  wymagana jest reforma tego przestarzałego mechanizmu, aby zapewnić możliwość rekompensaty i finansowania ciężkiej pracy środowisk artystycznych, jednocześnie odpowiadając na aktualne warunki technologiczne i szanując istotną rolę naszej branży w  omawianym systemie.

Obecny system niekorzystny dla artystów, przedsiębiorców i konsumentów

Kolejnym argumentem za potrzebą reformy jest fakt, że dzisiejszy system nie radzi sobie z nadejściem nowych rozwiązań, które powstają szybciej, niż możliwe jest dostosowanie ram prawnych do dostępnych na rynku produktów i usług. Co więcej, aktualny niejednolity system jest nieefektywny w skali Europy, ponieważ rozbieżności w jego działaniu występują nawet na poziomie blisko współpracujących państw naszego regionu. Stoi on tym samym w sprzeczności z ideą integracji. Dlatego zdaniem sygnatariuszy listu należy jak najszybciej gruntownie przebudować system finansowania pracy artystów opartego na opłacie reprograficznej.Dalsze odwlekanie tego procesu wraz z nieuchronnym rozwojem nowych urządzeń, modeli biznesowych i sposobów obcowania z tworami artystów na całym świecie, wzmoży jedynie opisane trudności w całej Europie. Zachęcamy Komisję Europejską, by odpowiedziała na wezwanie do opracowania nowego, uniwersalnego i sprawiedliwego modelu, gwarantującego dobrobyt artystów oraz branży cyfrowej i nowoczesnych technologii w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz w całej Unii Europejskiej”.

Organizacje branży cyfrowej z krajów Europy Środkowo-Wschodnije wzywają też Komisję Europejską, by ta dołączyła do dialogu i zaakceptowała zaproszenie na spotkanie z przedstawicielami  branży cyfrowej Europy Środkowo-Wschodniej, aby przedyskutować temat dzisiejszego kształtu i przyszłości systemu opłaty reprograficznej w Unii Europejskiej.

CEE Digital Coalition to koalicja organizacji branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z krajów należących do Inicjatywy Trójmorza. Powstała we wrześniu 2020 r. z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska, a jej celem jest pełnienie roli branżowego think tanku dla rządów państw z Europy Środkowo-Wschodniej.

Podsumowanie roku 2020 w handlu tradycyjnym

Rok 2020 z pewnością nie był taki, jakiego wszyscy oczekiwaliśmy, kiedy świętowaliśmy jego rozpoczęcie. Mówiło się już od pewnego czasu o nadchodzącym kryzysie, ale zapewne niewielu spodziewało się aż takiego trzęsienia ziemi, jakiego byliśmy świadkami. Był to rok naznaczony przez pandemię, która wywarła wpływ na wiele aspektów naszego życia. Branża FMCG, podobnie jak wiele innych, przeszła prawdziwą próbę polegającą między innymi na konieczności implementacji błyskawicznych zmian w zależności od wprowadzanych obostrzeń i zmieniających się zachowań konsumentów. Na podstawie danych pochodzących z M/platform, cyfrowej platformy usługowej, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, mogliśmy obserwować, jakiej natury zmiany widoczne były w handlu tradycyjnym w Polsce.

Jakie zmiany zaszły w naszych zwyczajach zakupowych?

Placówki handlu tradycyjnego, zwłaszcza w pierwszej fazie pandemii, cieszyły się w 2020 roku dużą popularnością. Z uwagi na zalecany dystans społeczny oraz względy sanitarne, jako konsumenci wybieraliśmy często sklepy o mniejszej powierzchni, a także te zlokalizowane bliżej naszego miejsca zamieszkania. Znaczący wzrost odwiedzin sklepów tradycyjnych nastąpił oczywiście w tygodniu 11-tym 2020 roku, a zatem w okresie kiedy Główny Inspektorat Sanitarny zarekomendował odwołanie zamkniętych imprez masowych powyżej 1000 osób, profilaktycznie (początkowo na dwa tygodnie) zamknięte zostały placówki oświatowe, a następnie zamknięto granice Polski dla ruchu lotniczego oraz kolejowego. W kolejnych zaś kilku tygodniach kupowaliśmy znacznie więcej, ale częstotliwość naszych wizyt w tradycyjnych sklepach wyraźnie spadła, a liczba generowanych w tego typu placówkach paragonów zmniejszyła się nawet o blisko 30% w stosunku do średniej ze stycznia i lutego.

Wraz ze stopniowym znoszeniem obostrzeń, sytuacja nie tylko zaczęła wracać do normy, ale przez dużą część roku nasze wizyty w „osiedlowych” sklepach stały się nawet częstsze niż wcześniej i dopiero od 42-giego tygodnia można było zaobserwować ponownie spadek ich częstotliwości. Jednak rzadsze zakupy w sklepach tradycyjnych wcale nie oznaczały automatycznie obniżenia wartości sprzedaży kategorii FMCG, bowiem istotne zmiany zachodziły także w naszym koszyku zakupowym.

Jak zmieniała się wartość koszyka zakupowego?

Przed pandemią, wartość przeciętnego koszyka zakupowego Polaków w sklepach handlu tradycyjnego nie przekraczała 20 złotych, a w okresie gorączki zakupów świąteczno-noworocznych wzrastała o ponad 20%. Podobnie jak w wielu innych obszarach, także i w przypadku koszyka zakupowego, COVID-19 zmodyfikował jednak nasze zwyczaje.

Pierwsza, bardzo zauważalna zmiana dotycząca zresztą nie tylko handlu tradycyjnego zaszła w 11-tym tygodniu 2020 roku, kiedy to wprowadzane i planowane obostrzenia sprawiły, że Polacy ruszyli masowo na zakupy, przygotowując się na bardzo niepewną i niespodziewanej natury przyszłość. W 11-tym tygodniu 2020 roku wartość średniego koszyka w sklepie tradycyjnym osiągnęła poziom znany wcześniej jedynie z okresu zakupów świąteczno-noworocznych, ale jeszcze większe wzrosty nastąpiły dopiero później. Niepewność towarzysząca Polakom, zbliżająca się Wielkanoc i nasze przyzwyczajenie do zwyczajowych większych zakupów świątecznych, a w tym wypadku także i zakupów na zapas sprawiły, iż wartość koszyka zakupowego w tradycyjnych sklepach biła rekordy. Pozostawaliśmy w domach, znacznie rzadziej bywaliśmy w sklepach, ale podczas pobytu w placówce handlowej zdecydowanie kupowaliśmy więcej. Począwszy od tygodnia 13-tego, rozpoczęliśmy uzupełnianie zapasów i przygotowania do Wielkanocy. W tygodniu 15-tym 2020 (tydzień z niedzielą wielkanocną), wartość koszyka w sklepie tradycyjnym była wyższa o ponad 60% od średniej wartości koszyka z okresu styczeń-luty.

Drugą istotną zmianę zaobserwować można było w kolejnych wielu tygodniach 2020 roku, kiedy w pewien sposób przywykliśmy do nowej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Wraz ze znoszeniem obostrzeń, nasze wizyty w sklepach tradycyjnych stały się ponownie częstsze, ale co istotne średnia wartość przeciętnego koszyka zakupowego była już wyraźnie wyższa i taka pozostała. W okresie od czerwca do września 2020 roku, średnia wartość koszyka była wyższa o kilka do kilkunastu nawet procent w stosunku do tygodni sprzed pandemii.

 

W ostatnim kwartale roku, kiedy nadszedł okres sprzyjający przeziębieniom, ponownie odwiedzaliśmy tradycyjne sklepy  rzadziej za to wartość koszyka zakupowego osiągnęła poziom o 20% wyższy niż średnia z okresu styczeń-luty. W końcówce roku odnotowane zostały standardowe wzrosty wartości koszyka zakupowego w okresie świąteczno-noworocznym, przy czym w 2020 roku wydaliśmy podczas pojedynczych zakupów o 22% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Jaka przyszłość czeka sklepy tradycyjne?

Pandemia udowodniła, iż polscy konsumenci nadal doceniają sklepy w swoim bliskim sąsiedztwie i chętnie robią w nich zakupy. Udowodniła także, że podobnie jak dzieje się to w przypadku innych formatów sklepów, także i tradycyjne sklepy potrzebują dostepu do nowoczesnych technologii, które pomogą im rozwijać biznes. Narzędzia wspierające detalistów w procesie zamówień i planowania promocji, sprawna komunikacja z kupującymi, informacje o najnowszych promocjach w punktach detalicznych, usługa „zamów i odbierz” czy dostawy do domu – to rzeczywistość znana polskim konsumentom. To jednocześnie rzeczywistość, w jakiej mogą pracować także właściciele tradycyjnych sklepów, dzięki dostępnym na polskim rynku rozwiązaniom. A małe, tradycyjne placówki mają to do siebie, że potrafią przystosować się do nowych warunków szybko i umiejętnie wykorzystać przewagi, jakie oferuje im technologia, bowiem doskonale znają swoich konsumentów i ich potrzeby.

Ewa Rybołowicz, Dyrektor ds. analiz rynkowych COMP Centrum Innowacji

Wegański czy roślinny – który produkt chętniej kupują konsumenci?

Kampania RoślinnieJemy opublikowała wyniki badań opinii publicznej dotyczących nazewnictwa i umiejscowienia produktów roślinnych na półkach sklepowych. Aż 68% konsumentów wskazuje oznaczenie “produkt roślinny” jako bardziej skłaniające do zakupu, a prawie połowa badanych częściej kupowałaby roślinne alternatywy mięsa i nabiału, gdyby znajdowały się one na półkach w bezpośrednim sąsiedztwie ich tradycyjnych analogów.

Badania zostały przeprowadzone we wrześniu 2020 r. przez Panel Ariadna. Ankietowanych zapytano o skojarzenia z określeniami “wegański” i “roślinny”, preferowane nazewnictwo produktów w tej kategorii oraz wskazanie, jaka lokalizacja produktów roślinnych na półkach sklepowych bardziej zachęci do ich kupna.

Poproszeni o wybór pomiędzy produktem „100% wegańskim”, a „100% roślinnym”, 68% respondentów wskazało produkt „100% roślinny” jako oznaczenie, które bardziej skłoni ich do jego zakupu. Jedynie 10% uważa oznaczenie „100% wegański” jako bardziej zachęcające, natomiast 22% nie miało na ten temat zdania.

Okazuje się, że samo słowo “wegański” może budzić w części konsumentów negatywne skojarzenia (w 2018 roku badacze firmy Mattson stwierdzili, że słowo “vegan” kojarzy się często z wyrzeczeniami, restrykcjami oraz pewnym wykluczeniem społecznym z uwagi na silnie związane z nim wartości etyczne, z którymi nie każdy konsument musi się utożsamiać). Produkty oznaczone jako “roślinne” są postrzegane jako bardziej wartościowe, smaczne i przyjazne środowisku. Co więcej, są też uważane za zdrowe dwukrotnie częściej (52%) niż produkty oznaczone jako “wegańskie” (24%). Określenie “wegańskie” sugeruje też dużej części konsumentów (32%), że produkt jest przeznaczony tylko dla wegan, wykluczając tym samym innych potencjalnych nabywców.

Ankietowani zostali również zapytani o umiejscowienie na sklepowych półkach roślinnych zamienników nabiału. Aż 48% częściej kupowałaby roślinne alternatywy mięsa i nabiału, gdyby znajdowały się one na półkach w bezpośrednim sąsiedztwie ich tradycyjnych analogów. Na pytanie “Jakie umieszczenie roślinnych odpowiedników nabiału w sklepach byłoby dla Ciebie intuicyjnie najlepsze?” jedynie 25% badanych wskazało na dział z wyłącznie roślinną żywnością jako najlepsze rozwiązanie. Najwięcej badanych (36%) wskazało regały z ich konwencjonalnymi odpowiednikami (np. półki z nabiałem).

Co trzeci Polak twierdzi, że oznaczenie “wegański” wskazuje, że taki produkt dedykowany jest wyłącznie dla wegan, a dla niemalże 20% z nas taki komunikat odbierany jest jako sygnał – to produkt nie dla mnie – mówi Sabina Sosin z kampanii RoślinnieJemy – Aby trafić do szerszego grona konsumentów, osoby odpowiedzialne za merchandising w sieciach handlowych powinny testować rozmaite rozwiązania, w tym umieszczanie produktów roślinnych w pobliżu ich odzwierzęcych sąsiadów – prawdopodobnie z korzyścią dla konsumentów, środowiska i szansą na zwiększenie wolumenu ich sprzedaży. Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby wspólnie pracować nad roślinnymi innowacjami do kontaktu – teraz jest najlepszy czas – dodaje Sosin.

Co trzeci przedsiębiorca skarży się na nieuregulowane faktury

Ponad 70 proc. przedsiębiorców poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty. Innym dużym problemem dla firmowych finansów są opóźnienia w płatnościach, na które narzeka już co trzeci przedsiębiorca. Z kolei ci, którzy sami nie płacą w terminie, tłumaczą się słabymi wynikami sprzedażowymi oraz oczekiwaniem na przelew od swoich kontrahentów. Takie wnioski płyną z VII edycji badania „KoronaBilans MŚP” przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Główne wnioski z VII edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP” dotyczące zatorów płatniczych oraz kosztów pandemii:

  • Co trzeci przedsiębiorca skarży się na opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów. Opóźnienia wynoszą przeważnie do miesiąca.
  • NOWOŚĆ: Blisko 30 proc. firm przyznaje, że nie reguluje na czas swoich zobowiązań. Połowa z nich tłumaczy się słabą sytuacją finansową, co trzeci sam czeka na przelewy od kontrahentów.
  • Nieznacznie spadł odsetek firm, które przyznają, że poniosły dodatkowe koszty w związku z pandemią. W lutym 2021 r. dotyczyło to 71,4 proc. przedsiębiorców (w poprzedniej edycji badania 74,3 proc.).
  • Najwięcej dodatkowych środków pochłonęło zabezpieczenie pracowników (ponad 95 proc.), zakup dodatkowych sprzętów i oprogramowania (ponad 30 proc.) oraz wykonanie testów na koronawirusa wśród załogi (20 proc.).
  • Więcej, bo 66,8 proc. firm posiada zobowiązania finansowe. Wzrósł również odsetek przedsiębiorców, którzy podpisali nowe zobowiązania w czasie trwania pandemii (z 26,9 proc. do 35,3 proc.).
  • Z 14,5 proc. do 16,9 proc. wzrosła grupa firm, które przewidują problemy ze spłatą rat kredytowych lub/i leasingowych w ciągu najbliższych trzech miesięcy na skutek pandemii koronawirusa. Równocześnie co czwarty przedsiębiorca nie ma pewności, czy w niedługiej przyszłości będzie w stanie regulować swoje zobowiązania.

W najnowszej edycji cyklicznego badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP” 32 proc. firm skarży się na kłopoty z uzyskaniem na czas płatności od swoich kontrahentów. Najczęściej dotyczy to małych i średnich przedsiębiorstw z sektora usługowego. Prawie 30 proc. firm przyznaje, że z powodu pandemii nie opłaca swoich faktur na bieżąco. Najczęściej takie problemy zgłasza branża produkcyjna. Opóźnienia wynoszą przeważnie do miesiąca. Co druga firma mówi, że powodem są słabe wyniki sprzedażowe i mniej zleceń, a co trzecia sama czeka na płatność ze strony kontrahentów.

Rośnie liczba zobowiązań

Jak wynika z przeprowadzonego badania, o ponad 8 pp. wzrósł odsetek firm, które w czasie pandemii sięgnęły po dodatkowe finansowanie i podpisały umowy kredytowe lub leasingowe. W ostatnim czasie zdecydowało się na to już ponad 35 proc. przedsiębiorstw. Równocześnie część z nich przewiduje, że w najbliższych trzech miesiącach może mieć problemy ze spłatą rat kredytowych. Takie obawy ma już prawie 17 proc. firm. Co czwarta nie potrafi jednoznacznie stwierdzić, czy jej sytuacja finansowa pozwoli, by na bieżąco opłacać faktury i płacić raty kredytowe.

Zobowiązania finansowe w postaci kredytu lub leasingu posiada 2/3 przedsiębiorców. Dodatkowo, do ponad 35 proc. wzrósł odsetek tych firm, które zdecydowały się zaciągnąć dodatkowe zobowiązania już w trakcie pandemii. Widać więc, że część przedsiębiorców posiada zdolność kredytową. Z drugiej strony, jak wynika z naszego badania, zwiększyło się grono firm, które nie mają pewności, czy w najbliższym czasie będą w stanie spłacać zaciągnięte zobowiązania. Takie przypuszczenia lub wątpliwości ma ponad 42 proc. przedsiębiorców – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Wysokie koszty pandemii

Odsetek firm, które w związku z pandemią musiały ponieść dodatkowe koszty, nieznacznie spadł. Wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie i dotyczy ponad 71 proc. przedsiębiorców. Zdecydowana większość z nich (prawie 90 proc.) przeznaczyła na ten cel do 1/4 swojego firmowego budżetu. Blisko co dziesiąty badany mówi już jednak o kosztach w wysokości od 26 do 50 proc. wydatków firmowych.

Najczęściej dodatkowe środki przedsiębiorcy przeznaczali na odpowiednie zabezpieczenie pracowników – zakup maseczek, przyłbic, rękawiczek, płynu do dezynfekcji rąk oraz na odkażanie pomieszczeń. Takie działania deklaruje ponad 95 proc. badanych. Na drugim miejscu znalazły się zakupy nowego sprzętu oraz oprogramowania (ponad 30 proc.), które posłużyć miały przystosowaniu do zmienionego w czasie pandemii trybu pracy. Co piąty przedsiębiorca dodatkowe środki przeznaczył na wykonanie testów na koronawirusa wśród załogi. 13 proc. firm musiało zmierzyć się z kosztami spowodowanymi przebywaniem swoich pracowników na kwarantannie lub na zwolnieniu chorobowym, na miejsce których trzeba było zatrudnić dodatkowe osoby.

Ponadplanowe wydatki wyraźnie uszczupliły finanse firm. Zestawiając to z rosnąca liczbą  przedsiębiorstw, które w czasie pandemii zaciągają kolejne zobowiązania, można się spodziewać, że w najbliższym czasie zjawisko zatorów płatniczych będzie się nasilać. Z drugiej strony przedsiębiorcy nadal wstrzymują się z odzyskiwaniem swoich należności i można odnieść wrażenie, że pobłażając dłużnikom, bagatelizują zagrożenie, jakim jest utrata własnej płynności finansowej. Tymczasem o skuteczności windykacji decyduje w dużej mierze czas, jaki upłynął od terminu wymaganej zapłaty. Im szybciej faktury zostaną przekazane firmie windykacyjnej, tym większa szansa na zwrot pieniędzy. O wiele łatwiej jest odzyskać pieniądze, jeśli od terminu płatności minął miesiąc, góra dwa, a znacznie trudniej gdy faktura jest przeterminowana rok lub więcej – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

VII edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International w lutym 2021 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęła grupę 301 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.