Kupić czy wynająć biuro?

Pytanie „kupić czy wynająć biuro” dotyczy nie tylko kwestii finansowych. Co najmniej równie istotna jest strategia rozwoju firmy i jej model biznesowy. Na rynku nieruchomości biurowych tylko ok. 10% ofert to powierzchnia na sprzedaż. Analizujemy komu, kiedy i gdzie opłaca się kupić biuro, a dla kogo lepszy będzie wynajem.

Jeśli można przewidywać, że liczba pracowników będzie regularnie rosła lub firma będzie rozbudowywała swoje zaplecze techniczne, to lepiej powierzchnię biurową wynająć. Zwłaszcza w przypadku młodych firm liczy się przede wszystkim elastyczność. Poza tym kupno biuro wymaga znacznego kapitału. Jeśli firma dopiero rozpoczyna działalność, to lepiej zainwestować go w ludzi czy sprzęt.

Zalety wynajmu

  • Większa elastyczność
  • Więcej środków na rozwój firmy
  • Brak odpowiedzialności za utrzymanie powierzchni

W innej sytuacji są firmy ustabilizowane. Zwykle mają już zdolność kredytową lub mogą sobie pozwolić na zamrożenie kapitału. Decyzja o kupnie lub wynajęciu biura zależy jednak od branży, charakterystyki klientów i wybranego modelu biznesowego.

Zalety kupna

  • Niezależność od właściciela
  • Pełna swoboda w aranżacji
  • Możliwość odzyskania zainwestowanych środków
  • Wzmocnienie wizerunku

Kiedy biuro wzmacnia firmę

W przypadku niektórych branż i profesji niebagatelne znaczenie ma lokalizacja biura. Na przykład prestiżowy adres w dłuższej perspektywie wzmacnia wizerunek firmy, budując poczucie stabilności i zaufania. Dzięki temu partnerzy oraz klienci biznesowi postrzegają jej rynkową pozycję jako mocno ugruntowaną. Wszystko to wartości nie do przecenienia w biznesie. Kto szuka tego rodzaju biur?

Przede wszystkim kancelarie prawne, firmy z branży finansowej, usług medycznych, a także IT i multimediów oraz reklamy. Przy czym oprócz najwyższego standardu i najlepszej lokalizacji biorą pod uwagę także wartość otoczenia oraz dodatkowe usługi. Takie firmy mają sprecyzowane potrzeby – mówi Ewa Omasta, manager ds. sprzedaży i marketingu OVO Wrocław, inwestycji oferującej m.in. luksusowe biura.

Biura w OVO, wielofunkcyjnym obiekcie w centrum stolicy Dolnego Śląska, oferują m.in. 24-godzinny dostęp, wejście przez osobną klatkę schodową, prestiżowe lobby, sale centrum konferencyjnego, jak również dostęp do usług hotelu DoubleTree by Hilton i innych części budynku, w tym możliwość korzystania z basenu czy fitness clubu.

Czy biuro tego rodzaju lepiej kupić czy wynająć? – Warto wziąć pod uwagę, że pięciogwiazdkowe powierzchnie biurowe nie zawsze są dostępne od zaraz. Nieraz trzeba na nie czekać przez dłuższy czas. Tym bardziej, że na rynku zdecydowanie dominują oferty biur na wynajem. W sumie tylko ok. 10% to powierzchnie na sprzedaż. Dlatego w przypadku biur najwyższej klasy, jeśli mamy taką możliwość, to lepiej zdecydować się na kupno – mówi Krzysztof Jabłoński z Iglica Nieruchomości.

Dobrze to policzmy

Kupno biura oznacza oczywiście znaczny jednorazowy wydatek lub konieczność spłacania kredytu. Z kolei w przypadku najmu musimy się liczyć z comiesięcznym czynszem, zwykle wysokim w przypadku najciekawszych lokalizacji. Który wariant jest najbardziej opłacalny? Inwestorzy OVO Wrocław przygotowali analizę finansową, przy założeniu, że chodzi o biura klasy A+ o powierzchni 140 mkw., w okresie 10 lat.

Wzięliśmy pod uwagę wszystkie najważniejsze czynniki, w tym oprocentowanie kredytu na kupno, wysokość czynszu, inflację, kwestie podatkowe, a nawet koszt wyposażenia. Przyjęliśmy ostrożne wartości bazowe, ale z analizy wynika, że zdecydowanie korzystniejsze jest kupno biura niż jego wynajem – mówi Sylwester Roszewski, dyrektor finansowy w spółce Wings Properties.

Różnica pomiędzy kosztami wynajmu, a kupna i następnie sprzedaży, to aż 751 tys. zł. Po sprzedaży biura po 10 latach całkowity koszt wyniósł jedynie 152 tys. zł.

Kupno tego rodzaju biura można potraktować jak inwestycję długofalową. Podaż powierzchni poza centrum stale będzie rosła, natomiast naprawdę dobrych lokalizacji, a do tego ze świetną dostępnością komunikacyjną, jest niewiele – dodaje Krzysztof Jabłoński.

Rynki godzą się z Fed

Michał Stanek
Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej
źródło: AgioFunds TFI S.A.

Proces godzenia się, rozpoczęty tuż po publikacji danych Departamentu Pracy, miał na większości rynków gwałtowny charakter, co nie oznacza, że został w piątek zakończony. Jego kontynuacji można się w szczególności spodziewać po nowojorskiej giełdzie, która zareagowała najsłabiej. Waga wydarzenia, które wkrótce nadejdzie jest zbyt duża, by jego perspektywę inwestorzy skwitowali obojętnością, której wyrazem były symboliczne zmiany wartości indeksów na Wall Street. Prawdopodobnie potrzebują oni nieco więcej czasu, by się w nowej sytuacji znaleźć. Trudno przypuszczać, by mieli powody świętować nadejście ery nieco droższego pieniądza. Skalę ewentualnej przeceny akcji może jednak skutecznie hamować przekonanie, że Fed poprzestanie na jednej podwyżce, a z kolejnymi wstrzyma się do czasu solidniejszej poprawy w gospodarce.

Prawdziwy nokaut miał miejsce w przypadku kursu euro, który poszedł w piątek w dół w kilka chwil o niemal 2 centy, kończąc dzień nieznacznie powyżej 1,074 dolara., czyli na poziomie najniższym od kwietnia. Równie silną reakcję wywołała jedynie niedawna deklaracja EBC sugerująca rozszerzenie programu skupu obligacji. Choć można się spodziewać kontynuacji osłabienia wspólnej waluty, to jednak nowe minima jej kursu byłyby prawdopodobne jedynie gdyby EBC przeszedł od deklaracji do czynów. To zaś może nastąpić najwcześniej w grudniu.

Bardzo silne ruchy zanotowano na rynkach obligacji skarbowych. Mocno w dół poszły ceny papierów zdecydowanej większości państw. W efekcie rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich skoczyła do ponad 2,3 proc., osiągając poziom najwyższy od lipca. Największą procentową zwyżkę zanotowały jednak obligacje niemieckie. Charakterystyczne, choć tylko pozornie zaskakujące, było zachowanie indeksów na głównych giełdach europejskich, które po publikacji danych z USA dynamicznie poszły w górę. Inwestorzy europejscy, a w szczególności niemieccy, mieli powody do zadowolenia, licząc na to, że osłabienie wspólnej waluty przysłuży się eksportowi, a tym samym będzie sprzyjać gospodarce.

Największą zagadką będzie reakcja giełd rynków wschodzących, które mogą najmocniej ucierpieć z powodu podwyżki stóp przez Fed. W piątek mocniejsze spadki zanotowały indeksy w Rosji i Brazylii, a więc krajów zależnych od cen surowców. Kolejne dni mogą być dla tych rynków bardzo nerwowe. Same surowce bezpośrednio po publikacji amerykańskich danych zbyt mocno nie taniały. Notowania amerykańskiej ropy WTI zniżkowały o niecałe 2 proc. Spore, przekraczające 1,5 proc., spadki miały miejsce w przypadku złota i srebra. Notowania złota, dołujące już od połowy października, dotarły w piątek w okolice sierpniowego dołka na poziomie 1084 dol. za uncję.

Fiskus usprawnia proces elektronicznych kontroli podatkowych

Od przyszłego roku przedsiębiorstwa będą musiały przekazywać do urzędów skarbowych informacje w postaci jednakowych plików elektronicznych. Nowe przepisy mają usprawnić proces kontroli, ale też ułatwić wymianę danych między firmami.

Dotychczas fiskus przyjmował dane w różnych formatach plików, np. PDF. Od 2016 r. przedsiębiorcy będą przekazywać informacje za pośrednictwem łatwego w obsłudze programu analizy statystycznej. Elektroniczne kontrole mają obejmować księgi rachunkowe, dowody księgowe oraz deklaracje podatkowe. Dzięki nowemu systemowi urzędy skarbowe będą mogły w łatwy sposób sięgać do dowolnych danych i niemal natychmiast je weryfikować.

„Usprawnienie elektronicznych kontroli podatkowych z pewnością ułatwi pracę urzędników. Weryfikacja danych stanie się nieporównywalnie prostsza, szybsza i dokładniejsza. Z pewnością przyczyni się to do zmniejszenia skali oszustw podatkowych, które mają miejsce w kraju” – mówi serwisowi infoWire.pl Bogdan Zatorski, ekspert konsultingu biznesowego w firmie Sage. Co więcej, nowy system ma usprawnić wymianę danych między przedsiębiorcami. Za pomocą opracowanego programu będą oni mogli przesyłać do siebie dowody księgowe, np. faktury sprzedaży.

Wprowadzenie zmian wiąże się z kosztami zarówno po stronie firm, jak i państwa. Przedsiębiorcy będą zmuszeni dostosować swoje oprogramowanie finansowo-księgowe do wymogów stawianych przez administrację podatkową. Z kolei państwo musi zainwestować w przygotowanie systemu odbierania i przetwarzania danych. Szacuje się, że wyda na to prawie 100 mln zł.

LS Tech-Homes S.A. pozyskuje inwestora finansowego

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2012 r., podpisała umowę inwestycyjną z ARP Venture sp. z o.o. Emitent osiągnął także w 3 kw. br. wysoki wzrost przychodów ze sprzedaży w ujęciu rdr.

 Zawarta w dniu 05.11.2015 r. umowa inwestycyjna z ARP Venture sp. z o.o. określa podstawowe warunki dokonania inwestycji w LS Tech-Homes S.A. w wysokości do 20 mln zł, na którą składa się forma kapitałowa w drodze objęcia akcji nowej emisji (do 5,2 mln zł), finansowanie długiem konwertowalnym na kapitał Spółki (9,8 mln zł) oraz finansowanie dłużne niekonwertowalne (5 mln zł). ARP Venture obejmie 4.227.642 akcji Emitenta w ramach nowej emisji akcji serii I. Pozyskane przez LS Tech-Homes S.A. środki zostaną przeznaczone na rozbudowę parku maszynowego i uruchomienie masowej produkcji w 4 obiektach przemysłowych i w takich obszarach jak:

  • Obiekty wojskowe
  • Domy socjalne
  • Domy dla uchodźców
  • Domy rekreacyjne
  • Konstrukcje kompozytowe dla drogownictwa, kolejnictwa i górnictwa

„Wszystkie te obszary, już rozpoznane przez firmę i zainicjowane podpisaniem pierwszych umów z zainteresowanymi klientami, wymagają zwiększenia mocy produkcyjnych, zastosowania filozofii nowoczesnych modułowych rozwiązań, pasywnego budownictwa, jak i stałych studiów rynkowych, architektonicznych oraz technologicznych.” – ocenia Leszek Surowiec, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

W 3 kw. 2015 r. Spółka zanotowała stratę netto w wysokości 41 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.197 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku strata netto Emitenta sięgnęła 716 tys. zł, a wartość sprzedaży ukształtowała się na poziomie 828 tys. zł. Od początku 2015 r. LS Tech-Homes S.A. wypracował 3.331 tys. zł przychodów ze sprzedaży wobec 1.599 tys. zł rok wcześniej. Wzrost wartości sprzedaży w ujęciu rdr. był wynikiem podpisywania nowych kontraktów handlowych oraz realizowania kolejnych dostaw.

„Po okresie badawczym, wdrożeniowym i inwestycyjnym, gdzie wyłożyliśmy wiele środków finansowych, przychodzi czas na wzrost produkcji i sprzedaży, stąd obecnie kładziemy nacisk na handel i sprzedaż. Potwierdzeniem tego jest rozpoczęcie kontraktu na dostawę modułowych rozwiązań do wznoszenia obiektów wojskowych oraz realizacja domów dla kadry naukowej przy Akademii Rybołówstwa w Angoli i kontrakt na dostawę mobilnych domów rekreacyjnych w Chorwacji. Rozmawiamy z partnerami i określamy nisze rynkowe, gdzie wykorzystany będzie nasz potencjał produkcyjny, co pozwoli nam na osiągnięcie progu rentowności już w przyszłym roku. Nowa oferta Spółki i jej moce produkcyjne umożliwią negocjacje większych kontraktów i wyjście z ofertą na większe rynki w Europie, a także w Ameryce Północnej i Południowej. Kontrakty te są już wstępnie negocjowane. Są to cechy składające się na stworzenie uznanej marki w żywotnej branży na świecie, jaką jest szeroko rozumiane budownictwo i projekty infrastrukturalne.” – zakończył Prezes Surowiec.

 Spółka realizuje obecnie budowę nowych obiektów produkcyjnych w Koniecwałdzie i Studzienicach, przeprowadzając m.in. przetargi na zakup sprzętu. Aktualny stopień zaawansowania prac znajduje się na bardzo wysokim poziomie. Oddanie nowych hal zostało zaplanowane do końca 2015 r., a po ich budowie LS Tech-Homes S.A. będzie posiadał łącznie ponad 9.000 m2 powierzchni produkcyjnej, na którą będą się składały 3 linie do produkcji paneli, 2 linie pultruzji oraz 1 linia laminacji, a także kompletna linia do montażu ścian i modułów 3D. Umożliwi to Emitentowi ponad 3-krotnie zwiększyć jego wydajność i tym samym opracować strategię realizacji dużych projektów.

 LS Tech-Homes S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od czerwca 2012 r. Zajmuje się ona wdrażaniem nowoczesnych technologii kompozytowych dla różnych gałęzi przemysłu. Głównymi produktami Spółki są płyty magnezowe MgO GREEN oraz płyty kompozytowe – SIP MgO GREEN.

 

Flowmon Networks trzeci rok z rzędu wśród najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej

Flowmon Networks (dawniej Invea Tech) znalazł się trzeci rok z rzędu w prestiżowym zestawieniu „Deloitte Technology Fast 50 CE”, rankingu pięćdziesięciu najszybciej rozwijających się i najbardziej innowacyjnych firm technologicznych w Europie Środkowej. Flowmon Networks jest jedną z czterech firm, które ukazują się regularnie w tym zestawieniu od 2013 roku i jedyną z tej czwórki, która awansowała w rankingu.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 bazuje na procentowym wzroście przychodów przez ostatnie cztery lata. Flowmon Networks zajął dwudzieste drugie miejsce w Europie Środkowej osiągając 480 proc. wzrost przychodów w tym okresie. „Cieszymy się, że trzy lata pod rząd znajdujemy się w rankingu Technology Fast 50. Od początku budowaliśmy naszą firmę w oparciu o innowację w technologii i zasady zrównoważonego rozwoju. Uznanie ekspertów Deloitte potwierdza wieloletni rozwój naszej firmy i upewnia nas, że to właściwa droga” – mówi Rostislav Vocilka, Chief Executive Officer w Flowmon Networks.

 

Flowmon

To już 16 edycja rankingu Deloitte Technology Fast 50 w Europie Środkowej. „Uważamy, że ważne jest uhonorowanie liderów branży, którzy potrafią przemienić świetne pomysły we wspaniałą rzeczywistość. Jesteśmy dumni, że możemy zaprezentować tegorocznych liderów innowacyjności“ – przedstawiał tegoroczny raport Alastair Teare, CEO w Deloitte Central Europe.

Flowmon Networks jest twórcą rozwiązania Flowmon, które łączy zaawansowaną technologię monitorowania ruchu sieciowego z analizą behawioralną sieci, pomagając firmom zarządzać ich sieciami komputerowymi i chronić przed zaawansowanymi zagrożeniami cybernetycznymi. „Nasze rozwiązanie, analizując niezbędne informacje o pakietach w komunikacji sieciowej, wykorzystuje metody sztucznej inteligencji. Dostarcza profesjonalistom IT kluczowych danych potrzebnych do zarządzania i ochrony ich sieci. Rozwiązanie Flowmon jest używane globalnie przez firmy, które chcą naprawdę wiedzieć co się dzieje w ich sieci. Są to m.in. T-Mobile, SEGA, Raiffeisenbank czy Orange” – dodaje Petr Springl, Product Director w Flowmon Networks.

Według raportu Fast 50, tempo zmian wśród najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej jest naprawdę szybkie i nieustanne, gdyż cztery na pięć notowanych firm są nowymi wpisami. Ponad połowa firm wymienionych w rankingu koncentruje się na oprogramowaniu. Jedna czwarta z firm działa w sektorze mediów a reszta zajmuje się usługami internetowymi, telekomunikacją i sieciami komputerowymi.

Rozwiązania w chmurze dzięki funduszom unijnym

Model Cloud coraz bardziej upowszechnia się wśród polskich przedsiębiorców. Prawie połowa respondentów biorących udział w badaniu Ipsos MORI na zlecenie Microsoft[1] wskazała, że przetwarzanie danych w chmurze ma kluczowe znaczenie dla każdej małej firmy, która chce się rozwijać. Korzyści wynikające z wprowadzenia chmury, takie jak optymalizacja wydatków na IT, podniesienie produktywności pracy, czy większa elastyczność działania, w tym tworzenia nowych produktów, usług czy kampanii mogą stać się udziałem jeszcze większej grupy polskich firm. Tym bardziej, że opłaty za korzystanie z usług w chmurze mogą być finansowane z funduszy europejskich. Wytyczne w zakresie kwalifikowalności dla najpopularniejszych funduszy wskazują wprost na taką możliwość.

Obecni i potencjalni beneficjenci funduszy europejskich, osoby przygotowujące projekty z myślą o unijnym dofinansowaniu mają niekiedy wątpliwości dotyczące możliwości finansowania z tego źródła usług i aplikacji udostępnianych w chmurze. Istnieje dość rozpowszechniony pogląd, zgodnie z którym wydatki na tego rodzaju usługi nie mogą być zakwalifikowane do refundacji. Fakty są jednak inne. Aktualne wytyczne w zakresie kwalifikowalności wydatków w najpopularniejszych funduszach – Europejskim Funduszu Rozwoju Regionalnego, Europejskim Funduszu Społecznym oraz Funduszu Spójności mówią wprost:

„Niżej wymienione kategorie wydatków kwalifikują się do współfinansowania z funduszy strukturalnych oraz Funduszu Spójności […]: l) wydatki poniesione z tytułu korzystania z infrastruktury udostępnionej w technologii chmury obliczeniowej”[2]

Cytowany dokument, przyjęty przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju stanowi podstawę, na której opracowywane są wytyczne dla poszczególnych programów operacyjnych. Przy czym, wytyczne programowe nie mogą być sprzeczne z tą podstawą. Często zdarza się więc, że instytucja zarządzająca danym programem wiernie kopiuje zapisy ze wspomnianych wytycznych.

„Beneficjenci krajowych programów wspieranych ze środków UE musieli długo czekać na upewnienie się co do kwalifikowalności wydatków na chmurę obliczeniową. W kwietniu br. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju opublikowało „Wytyczne w zakresie kwalifikowalności wydatków w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Funduszu Spójności na lata 2014-2020″, które jednoznacznie rozstrzygają tę kwestię – komentuje dr hab. Andrzej Sobczak, profesor SGH, kierownik Zakładu Systemów Informacyjnych w Instytucie Informatyki i Gospodarki Cyfrowej SGH. (…) Wydaje się więc, że wyjaśnienia podnoszonych dotychczas wątpliwości pozwolą w bieżącej perspektywie finansowej na dużo szersze wykorzystywanie usług w chmurze, które z wielu powodów są bardzo korzystne dla użytkowników – umożliwiając im m.in. elastyczne gospodarowanie zasobami obliczeniowymi w zależności od potrzeb oraz optymalizację wydatków na infrastrukturę IT”.

Chmura sprzyja rozwojowi przedsiębiorstw

Badania Business Consulting Group z 2014 roku realizowane wśród polskich firm z segmentu MŚP potwierdzają, że przedsiębiorstwa inwestujące w najnowsze rozwiązania mobilne i usługi chmurowe rosną szybciej w obszarze przychodów (21 p.p.) oraz zatrudnienia (9 p.p.), co daje im przewagę konkurencyjną na rynku. Atuty cyfryzacji dostrzega również Konfederacja Lewiatan wskazująca, że dla niemal 2/3 „cyfrowych” mikro- i małych przedsiębiorstw, które aktywnie wykorzystują technologie, priorytetami są cele długofalowe i dynamiczny rozwój. „Cyfrowe” organizacje budują przewagę konkurencyjną w oparciu o jakość i wąską specjalizację, natomiast analogowe opierają swoją konkurencyjność głównie na niskiej cenie.

„Czy informatyzację najmniejszych podmiotów przyspieszą fundusze unijne? Przygotowywane obecnie wsparcie w regionalnych programach operacyjnych stworzy firmom taką możliwość. We wszystkich RPO zaplanowano wsparcie – dotacyjne, jak i zwrotne – na umacnianie konkurencyjności MŚP i rozwój ich innowacyjności. W ramach tego schematu niektóre regiony będą promować instrumenty wsparcia konkretnie na rzecz zwiększania zastosowań technologii informacyjno-komunikacyjnych w działalności firm, takich jak wdrażanie systemów informatycznych, rozwój e-biznesu czy TIK usprawniające zarządzanie procesami biznesowymi – mówi Łukasz Dyba, ekspert Konfederacji Lewiatan. W odniesieniu do rozwiązań chmurowych, nowością w tej perspektywie finansowej będzie możliwość wykorzystania unijnych środków również na wydatki związane z korzystaniem z infrastruktury udostępnionej w tej technologii. Dla najmniejszych podmiotów oznacza to dodatkową korzyść z wdrażania ICT w postaci minimalizacji kosztów korzystania z infrastruktury bez konieczności jej zakupu.”

Wytyczne nie są ustalane raz na całą perspektywę finansową. Co do zasady jednak nie powinny być zmieniane częściej niż raz na rok. W szczególnych okolicznościach mogą zostać zaktualizowane wcześniej. Należy pamiętać, że obowiązujące dla beneficjenta są wytyczne z momentu, w którym miał miejsce wydatek – nie z daty złożenia wniosku. Warto więc śledzić zmiany w wytycznych, zwłaszcza na przełomie roku kalendarzowego.

Chmura korzyści

Wśród rozwiązań chmurowych, które są najczęściej stosowane przez polskie firmy można wymienić e-mail, wymianę dokumentów oraz przechowywanie/backup danych. Mimo rosnącej popularności chmury w Polsce, w tym obszarze wciąż gonimy Europę. Wg badań Ipsos MORI realizowanych w tym roku, zdalne połączenie z firmą za pośrednictwem usług chmurowych deklaruje 33% rodzimych respondentów, podczas gdy średnia europejska sięga 40%. Na możliwość przechowywania danych w chmurze wskazuje 22% polskich firm, co jest wynikiem niższym o 11 p.p. w porównaniu do reszty krajów Starego Kontynentu. O wciąż niskiej adopcji chmury w Polsce świadczy również fakt, że 24% pracowników rodzimych przedsiębiorstw nie musi być w biurze, by sprawnie wykonać swoją pracę. Średni odsetek respondentów z innych krajów europejskich sięga aż 40%.

„Zaletą chmury, która może ostatecznie przekonać „funduszowego” klienta do wybrania tego rozwiązania, jest brak konieczności ponoszenia dużego, jednorazowego kosztu. Utrzymanie płynności bywa problemem w przypadku przedsięwzięć (współ-) finansowanych z funduszy europejskich. Kolejny atut usług Cloud wynika z zapewnienia dostępu do zawsze legalnych i na bieżąco aktualizowanych  wersji oprogramowania, które nie tylko zapewniają najwyższą wydajność i nowe funkcjonalności, ale również odpowiadają na aktualne wyzwania związane z cyberprzestępczością. Zaufany dostawca chmury może zapewnić znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa informatycznego, niż firmy są w stanie zrobić to samodzielnie” – przekonuje Michał Jaworski, dyrektor ds. strategii technologicznej w polskim oddziale Microsoft.

[1] Badanie „Nowoczesne IT w MŚP 2014”, przeprowadzone przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft.

[2] pkt. 6.11, Wytyczne w zakresie kwalifikowalności wydatków w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Funduszu Spójności na lata 2014-2020 MIiR/H 2014-2020/12(01)/04/2015/

 

UniDoradca – narzędzie profesjonalnego doradcy finansowego

Ruszył nowy portal internetowy Union Investment TFI dedykowany doradcom finansowym

Portal „UniDoradca” to rozwinięcie funkcjonującej od lat platformy wiedzy i rozwoju zawodowego online. Głównym powodem odświeżenia i rozbudowania strony właśnie teraz jest obserwowane przez Union Investment TFI rosnące znaczenie szybkiego dostępu do rzetelnej wiedzy i informacji przez profesjonalnych doradców finansowych w procesie oferowania konkretnych rozwiązań inwestycyjnych.

Jesteśmy świadkami dynamicznego rozwoju oferty produktowej asset managerów, powstawania nowych TFI i funduszy autorskich. Coraz bogatsza paleta dostępnych rozwiązań inwestycyjnych to jednak nie tylko korzyść, szansa na zysk oraz możliwość dywersyfikacji portfela, ale też nie lada wyzwanie dla inwestorów – mówi Tomasz Mirek, dyrektor ds. sprzedaży detalicznej w Union Investment TFI.

Dlaczego wyzwanie? – Produkty inwestycyjne same w sobie nie są łatwe i proste, stąd dla wielu klientów nie są rozwiązaniami pierwszego wyboru. Dlatego rozeznanie się wśród kilkuset funduszy o zróżnicowanych strategiach inwestycyjnych wymaga  czasu i niejednokrotnie fachowej wiedzy. Wybór konkretnych produktów do portfela nie jest łatwy, niezależnie czy dokonuje go inwestor detaliczny, czy inwestor korzystający z usługi private banking oraz wealth management. Wsparcie profesjonalnego doradcy w tak złożonym otoczeniu rynkowym bywa więc nieocenione.  W rezultacie ewoluujących potrzeb klientów, obserwujemy także inną, istotną zmianę. Sukcesywnie rośnie liczba doradców finansowych – zarówno tych reprezentujących banki i inne instytucje finansowe, jak i niezależnych ekspertów – dodaje Tomasz Mirek.

Union Investment TFI zdecydowało się wesprzeć ich codzienną pracę z klientami,  udostępniając wygodne i poręczne narzędzie do pogłębiania swojej wiedzy oraz wymiany doświadczeń.

W celu ułatwienia pracy doradcom, portal UniDoradca został podzielony na kilka czytelnych sekcji. Użytkownicy uzyskają dostęp m.in. do informacji rynkowych (komentarze, analizy, typy inwestycyjne), specjalistycznej wiedzy o funduszach i rynkach kapitałowych w ramach e-learningu oraz narzędzi pomocnych w codziennej pracy z klientami (informacje o funduszach, wyceny, kalkulatory inwestycyjne).

Polski eksport może oswoić Azję zaczynając od Malezji

Eksperci AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej wymianę walut i przelewy zagraniczne dla firm, oceniają, że dla wszystkich przedsiębiorców, którzy chcą szukać swojej szansy w Azji, trafną decyzją mogą być kraje Azji Południowo-Wschodniej. Wśród nich warto zwrócić uwagę na Malezję, a w drugiej kolejności na Indonezję.

Wg Banku Światowego Azja Wschodnia jest jedną z głównych sił napędowych wzrostu światowej gospodarki a jej rynki odpowiadają za ok. 2/5 globalnego wzrostu gospodarczego[1]. – Azja jest ogromnym, różnorodnym kontynentem i bardzo cieszy to, że przestaje być w Polsce oceniana tylko i wyłącznie przez pryzmat Chin. W przypadku Chin przytłacza nas na razie import. Inne kraje azjatyckie w większości są dużo bardziej chłonne eksportu, w tym eksportu z Polski – mówi Radosław Jarema, szef polskiego oddziału AKCENTY. Właśnie ze względu na niejednorodność Azji sugeruje on eksporterom koncentrację na konkretnych częściach lub krajach tego kontynentu. Można je poznać podczas targów i spotkań dla eksporterów i importerów, w tym m.in. podczas Kongresu Asia Trade „know how” połączonego z targami, który odbędzie się w Ostródzie w dniach 19-21 listopada br. Na evencie pojawią się także przedstawiciele takich państw jak Indie, Wietnam, Afganistan, Iran, Filipiny czy Malezja. – Każdy z krajów Azji Południowo-Wschodniej oferuje inne możliwości polskim firmom, ale wydaje się, że niektóre są pod kątem rozpoczęcia ekspansji w regionie szczególnie atrakcyjne. Takim ciekawym rynkiem jest Malezja – podkreśla Radosław Jarema. Kraj ten będzie można bliżej poznać choćby podczas seminarium „Możliwości biznesowe i inwestycyjne w Malezji”, które odbędzie się 17 listopada br. w Warszawie i które poprowadzą eksperci Ambasady Malezji, Malezyjskiej Organizacji ds. Rozwoju Inwestycji (MIDA) oraz Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Malezja na dobry początek

Ekspert AKCENTY wskazuje, że Malezja będzie dobrym przyczółkiem w Azji dla rodzimych firm choćby ze względu na obecność wspierającego polski biznes Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji. Oddział przy Ambasadzie w Kuala Lumpur jest jednym z zaledwie dwóch WPHI na cały region Azji Południowo-Wschodniej. Jednocześnie Malezja należy do najszybciej rozwijających się na świecie i wschodzących gospodarek regionu określanych mianem azjatyckich tygrysów. W 2014 r. gospodarka tego kraju rosła w tempie 6 proc. podczas, gdy średnia dla całego świata to 2,9 proc.[2]. Dochód narodowy Malezji wzrósł w latach 2009-2014 aż o 47 proc[3]. Malezja oferuje jednocześnie bardzo sprzyjające warunki dla wymiany międzynarodowej i inwestycji. W rankingu konkurencyjności 144 światowych gospodarek porównanych w analizie The Global Competitiveness Index 2014–2015[4] Malezja plasuje się na bardzo wysokim 20. miejscu wyprzedzając takich azjatyckich gigantów jak Chiny (28. miejsce) czy Indie (71. miejsce). Jeszcze lepiej Malezja oceniana jest w najnowszym rankingu Doing Business 2015, gdzie zajmuje 18. miejsce[5]. – Malezja może być swoistą bramą do rynków sąsiednich i całego regionu nie tylko ze względu na dogodne warunki do prowadzenia biznesu. Zachętą dla polskich eksporterów powinno być też atrakcyjne położenie tego kraju, który jedną nogą jest na kontynencie a drugą na wyspach. Dzięki tak niezwykłej lokalizacji z Malezji można rozpocząć ekspansję w górę na kraje półwyspu i kontynentu oraz na rynki wyspiarskie, rozrzucone po Archipelagu Malajskim – zauważa Radosław Jarema.

Nasze szanse w Malezji…

Malezyjski rynek jest coraz mocniej zainteresowany towarami z Polski, co pokazują m.in. dane GUS. W I półroczu 2015 r. wartość polskiego eksportu do tego państwa wzrosła o ponad 30 proc. r/r osiągając wartość 3707,8 mln zł. Jak zauważa ekspert AKCENTY, realne obroty mogą być w rzeczywistości dużo wyższe. – Część towarów z Polski trafia na rynek malezyjski przez kraje trzecie, np. przez Singapur, Chiny czy Hongkong. W wielu przypadkach pośrednictwo jest zbędne i nie pozwala uzyskać pełnej marży wywozu polskim eksporterom – dodaje Radosław Jarema.

Na razie w polskim eksporcie do Malezji pierwszą pozycję zajmuje miedź i artykuły z niej. Wśród eksportowanej do Malezji żywności króluje serwatka, rozwijamy też wywóz drobiu i nabiału. – Wielu polskich produktów Malezyjczycy jeszcze nie odkryli. Duże perspektywy stoją przed polską branżą spożywczą, bo żywność z Europy jest w Azji szczególnie ceniona. Malezyjczycy kojarzą produkty europejskie z najwyższą jakością i wysokimi standardami produkcji. Polscy eksporterzy powinni z takim właśnie hasłem szukać możliwości biznesowych w Malezji – mówi Jarema. Obecnie jesteśmy także ważnym dostawcą na rynek malezyjski brzytw, maszynek do golenia i żyletek, maszyn i urządzeń elektrycznych oraz mechanicznych a także kauczuku i wyrobów z tego materiału.

… a także w Indonezji

Rozglądając się po sąsiadujących z Malezją rynkach warto zwrócić szczególną uwagę na Indonezję, gdzie w ekspansji może pomóc doświadczenie zdobyte na rynku malezyjskim. Oba te kraje łączy dominacja religii muzułmańskiej i położenie w wyspiarskiej części regionu. W stolicy, przy Ambasadzie w Dżakarcie, funkcjonuje właśnie drugi Wydział Promocji Handlu i Inwestycji w tym regionie.  – Na razie oprócz podobieństwa flag Polskę i Indonezję łączy dość niska wymiana handlowa, niestety z dużą przewagą importu pod banderą czerwono-białą. Mamy z Indonezją spory, bo ponad miliardowy deficyt. Eksport w I półroczu br. osiągnął wartość zaledwie 211,3 mln zł, podczas gdy Indonezja to ogromny rynek, pod względem liczby ludności 4. kraj świata! Potencjał dla towarów z Polski jest więc tam olbrzymi – wskazuje przedstawiciel AKCENTY. Do Indonezji Polska wysyła głównie kosmetyki (do makijażu i perfumy) oraz nabiał, w tym przede wszystkim (popularną także w Malezji) serwatkę.

Jedyny właściwy kierunek: dywersyfikacja

W strukturze odbiorców polskiego eksportu dominuje Europa a w głównej mierze Unia Europejska. Tak będzie jeszcze pewnie przez długi czas, choćby ze względu na kwestie logistyczne. Kryzys rosyjski pokazał jednak, że mocne powiązanie handlu zagranicznego z jednym kierunkiem może być pułapką. Dywersyfikacja kierunków i rozwijanie współpracy z odleglejszymi regionami świata to jedno z najważniejszych zadań dla polskiego eksportu na najbliższe lata – wskazuje Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

[1] World Bank, Overview, http://www.worldbank.org/en/region/eap/overview.

[2] World Bank, http://www.worldbank.org/.

[3] Economic Transformation Programme, 2014 Annual Report, http://etp.pemandu.gov.my/annualreport2014/.

[4] World Economic Forum, The Global Competitiveness Report 2014–2015, http://www3.weforum.org/docs/WEF_GlobalCompetitivenessReport_2014-15.pdf.

[5] World Bank Group, Doing Business 2015: Going Beyond Efficiency, http://www.doingbusiness.org/reports/global-reports/doing-business-2015.

Szczęśliwi pracownicy to informatycy

Na ogólny poziom satysfakcji zawodowej składa się wiele czynników: wysokość wynagrodzenia, relacje z szefem, atmosfera w pracy, ciekawe projekty, benefity pozapłacowe. Jaki sektor gospodarki jest najbardziej zadowolony z wykonywanego zawodu? Na czoło wysuwają się informatycy jako stosunkowo dobrze opłacani, mający pozytywne kontakty zarówno z przełożonymi jak i kolegami, lecz jednocześnie mało przywiązani do firmy, w której pracują. Jak szczęśliwi są polscy pracownicy?

Wysoka satysfakcja z wykonywanej pracy to dziś niestety niezbyt częste zjawisko. Pomimo dużego popytu na pracę, coraz większych możliwości rozwoju i wyższych zarobków, nadal można spotkać się z opiniami o niezadowoleniu z wykonywanego zajęcia. Jakie są części składowe satysfakcji zawodowej?

Według danych Diagnozy Społecznej 2013, porównującej wybrane wskaźniki w latach 2009 i 2013, najważniejszą dla 64 procent Polaków cechą pracy zawodowej jest odpowiednia płaca (choć co ciekawe, znaczenie tego wskaźnika na przestrzeni 4 lat spadło aż o 11 proc.). W dalszej kolejności cenimy sobie stabilne zatrudnienie – 56 procent, a także mało stresującą pracę – 54 procent respondentów.

Jedynie 3 proc. ankietowanych wskazuje prestiż społeczny wykonywanego zawodu i możliwość pracy w domu. Na ostatnim miejscu uplasował się długi urlop. Różnice widać też przy podziale wyników ze względu na płeć. Dla kobiet najistotniejsze są stabilna i spokojna praca dająca możliwość rozwoju, zaś dla mężczyzn – zawód oferujący dużą samodzielność i szybki awans. W obu kategoriach wynagrodzenie znalazło się na szczycie listy. Ile więc powinien zarabiać pracownik, aby być w pełni usatysfakcjonowany?

Pieniądze dają szczęście… do pewnego momentu

Jak dowiedli naukowcy z Woodrow Wilson School Uniwersytetu Princeton – roczne wynagrodzenie na poziomie 75 tysięcy dolarów to maksymalna kwota, która może mieć wpływ na poczucie szczęścia. Zarobki powyżej tego pułapu nie mają już takiej mocy, która czyniłaby pracownika bardziej zadowolonym z życia. Warto zaznaczyć, że nie wpływa to np. na dobry nastrój danego dnia, lecz na ogólnie pojęty dobrostan. Trudno wprost przeliczyć to na polskie realia, ale można powiedzieć, że pensja powyżej 20 000 PLN miesięcznie przeciętnie rzecz biorąc nie przełoży się na większy poziom szczęścia.

I choć pieniądze są głównym powodem, dla którego pracujemy, to jednak nie można wiązać wysokości zarobków wprost z dobrym samopoczuciem zawodowym. Według firmy badawczej Sedlak & Sedlak jest to zdecydowanie bardziej złożone pojęcie.

ogolna satysfakcjaBadając wskaźnik ogólnej satysfakcji z pracy na potrzeby portalu badaniahr.pl, kierowaliśmy się kilkoma czynnikami, które mogą wpływać na tę ocenę. To między innymi zadowolenie z otrzymywanego wynagrodzenia, dobre relacje z przełożonymi i współpracownikami, lecz także np. poziom więzi z firmą. Z badania wynika, że jednymi z bardziej ukontentowanych są pracownicy sektora technologii informatycznych, gdzie wskaźnik ogólnej satysfakcji osiągnął wartość 3,34 przy maksymalnej ocenie równej 5. Są też stosunkowo dobrze wynagradzani: i w tym aspekcie uplasowali się na pierwszym miejscu z wartością 2,7, wyprzedzając między innymi usługi dla biznesu (konsulting, outsourcing, rachunkowość i inne, 2,63), organizacje pozarządowe (2,6), czy sektor ubezpieczeniowy (2,52) – mówi dr Piotr Sedlak, zajmujący się badaniami postaw i opinii pracowników w Sedlak & Sedlak.

satysfakcja z wynagrodzeniaKochaj szefa swego. Współpracowników też.

Ważnym elementem są także relacje ze współpracownikami i przełożonymi. Pracujący z reguły dość dobrze oceniają swoje kontakty z kolegami z pracy – w raporcie Sedlak & Sedlak to jedne z wyższych wskazywanych wartości. Pracownicy firm IT są najbardziej zadowoleni: średnia ocena wynosi 3,98. Niemal tradycyjnie na drugim miejscu znajdziemy usługi dla biznesu (3,85), zaś na trzecim – media, wydawnictwa, reklamę i PR (3,78). Co decyduje o prymacie akurat tych sektorów biznesu?

relacja z wspolpracownikamiW branży informatycznej pracownicy bardzo często działają w zespołach realizując wielomiesięczne projekty w kraju i za granicą. Dlatego ogromną wartością jest wsparcie kolegów z pracy na wielu płaszczyznach: możliwość skonsultowania problemu, wzajemna pomoc, a także pozytywne relacje w zespole. Nawet w najbardziej pracowitym momencie warto znaleźć choć chwilę na wspólną kawę i oderwanie się od tematów projektowych. Firmy IT kładą duży nacisk na budowanie tych relacji, stąd wartość wskaźnika kształtująca się na poziomie niemal 4 punktów – mówi Sylwia Wieteska z Hicron.

Ogromne znaczenie ma w tym przypadku także inicjatywa przełożonych: organizacja spotkań integracyjnych, wsparcie nie tylko w zakresie zawodowym, ale również w rozwoju osobistym i w obszarze hobby. Buduje to poczucie wartości pracownika, a także pozytywnie wpływa na jakość pracy. Tutaj także, według raportu Sedlak & Sedlak, prym wiodą informatycy: w tej branży wskaźnik oceny relacji z przełożonymi jest najwyższy i wynosi 3,54. Nieco słabiej wypadł sektor usług dla biznesu (3,46) oraz budownictwo, przemysł lekki i ubezpieczenia (3,43).

relacja z szefemPrzywiązani czy niewierni?

Przy omawianiu poziomu więzi z firmą można by założyć, że i tutaj informatycy znajdą się na czele stawki. Plasują się jednak dopiero na czwartym miejscu (2,97), wyprzedzani przez naukę i szkolnictwo (3,19), energetykę i ciepłownictwo (3,12) oraz rolnictwo (3,00). Skąd ta zmiana trendu?

Rynek IT nadal cierpi z powodu niedoboru kompetentnych pracowników, zwłaszcza o niszowych kwalifikacjach. Z tego powodu musimy liczyć się z dużą rotacją i wręcz walką o najlepszych pomiędzy firmami oferującymi liczne benefity i coraz wyższe stawki. Z tego powodu informatycy nie przywiązują się do jednego miejsca pracy, gdyż naturalną ścieżką kariery staje się już częsta zmiana firmy w poszukiwaniu lepszych warunków. Często nie ma nawet mowy o poszukiwaniu: procesami rekrutacyjnymi zajmują się profesjonalni headhunterzy – tłumaczy Sylwia Wieteska z Hicron.

Szczęście informatyka – części składowe

Co jest najważniejszym czynnikiem warunkującym ogromne zadowolenie z pracy, jakie reprezentują pracownicy firm IT? To relacje ze współpracownikami. W dalszej – ocena autonomii w pracy: to ludzie ambitni, lubiący mieć wpływ na swoje działania, do czego przyczynia się także wspomniany wyżej projektowy tryb pracy.

Informatycy zwracają uwagę na oferowane przez pracodawcę wartości dodane, nawet te niematerialne. Ważne jest dla nich otoczenie w którym pracują, jak choćby widok z okien biura, możliwość skorzystania z konsoli do gier i nowoczesnego sprzętu biurowego. Sektor IT można uznać za najbardziej „rozpieszczany”, lecz warto pamiętać, że to od niego rozpoczęła się era „rynku pracownika”, coraz też trudniej obyć się w biznesie bez efektów ich pracy.

Rynek szpitali publicznych w Polsce – nasycenie rynku, kontrakty z NFZ, planowane przekształcenia

Jak wynika z najnowszego raportu firmy PMR „Rynek szpitali publicznych w Polsce. Plany inwestycyjne i analiza porównawcza województw”, w Polsce działa około 540 publicznych szpitali liczących 5 łóżek i więcej, wyłączając szpitale o charakterze wyłącznie uzdrowiskowym, rehabilitacyjnym, sanatoryjnym, opiekuńczym, leczenia uzależnień, nefrologicznym itp. 

Liczba placówek zmniejszyła się nieznacznie w porównaniu ze styczniem 2014 r., w związku z przekształceniami szpitali publicznych w podmioty niepubliczne, zakończeniem działalności przez część podmiotów lub połączeniami szpitali.

W przeciwieństwie do segmentu szpitali niepublicznych, w żadnym z województw liczba szpitali nie przekracza 100. Przyczyną jest fakt, że są to duże jednostki. Najwięcej szpitali i najwięcej łóżek w szpitalach znajduje się w województwie mazowieckim.

Chociaż liczba szpitali niepublicznych i publicznych w Polsce jest zbliżona, łączna liczba łóżek w szpitalach jest znacznie większa w placówkach publicznych. Dlatego też nasycenie łóżkami w szpitalach publicznych jest stosunkowo wysokie i wynosi średnio około 200 osób na 1 łóżko szpitalne (w przypadku szpitali niepublicznych jest to cztery razy więcej). Przy analizie obu segmentów wyraźnie widać komplementarność pod względem występowania szpitali publicznych i niepublicznych w poszczególnych województwach. W regionach gdzie nasycenie łóżkami w szpitalach niepublicznych jest najniższe, jednocześnie występuje najwyższe nasycenie łóżkami w szpitalach publicznych. Są to województwa podlaskie, lubelskie, świętokrzyskie i podkarpackie. Województwa te cechują się najniższym PKB per capita wśród wszystkich województw w Polsce (a według danych Eurostatu zaprezentowanych w maju 2015 r., należą one również do 20 najbiedniejszych województw w UE, z PKB per capita wynoszącym 48-49% średniej UE).

Województwo pomorskie, gdzie w ostatnich latach przekształciła się największa liczba szpitali, cechuje się największym nasyceniem łóżkami w szpitalach niepublicznych – około 400 mieszkańców/łóżko i najniższym w przypadku placówek publicznych – około 500 mieszkańców/łóżko.

Kontrakty z NFZ

Łączna wartość kontraktów na leczenie szpitalne w szpitalach publicznych w Polsce w 2015 r. wyniosła ponad 25 mld zł (dla porównania w 2014 r. było to 24,7 mld zł). Najwyższe kontrakty miały podpisane placówki w województwach mazowieckim (4,1 mld zł) i śląskim (2,8 mld zł), a wysokość kontraktu przypadającego na 1 placówkę była najwyższa w województwach kujawsko-pomorskim i małopolskim. Jednak nawet biorąc pod uwagę mniejszą liczbę szpitali publicznych ze względu na przekształcenia, przyrost kwoty jest niezadowalający w stosunku do potrzeb.

Planowane przekształcenia szpitali

Z badań przeprowadzonych specjalnie na potrzeby raportu PMR wynika, że coraz mniej szpitali publicznych planuje przekształcenie. Obecnie przekształcenie planuje 7% szpitali publicznych, w 2012 r. było to 27%. Spadek ten po pierwsze wynika z faktu, że część szpitali w międzyczasie już przekształciła się. Również część szpitali w tej chwili nie kwalifikuje się do przekształcenia z powodu dobrych wyników finansowych. Część przedstawicieli szpitali uważa z kolei, że forma prawna nie ma wpływu na zarządzanie i wynik finansowy.