Rynki rozwinięte wciąż najbardziej perspektywiczne

O sytuacji w Chinach, USA oraz klasach aktywów z największym potencjałem rozmawiamy z Robertem Ślepaczukiem, szefem inwestycji ilościowych, oraz Radosławem Piotrowskim, zarządzającym funduszami w Union Investment TFI.

Radosław PiotrowskiSytuacja na światowych rynkach jest niepewna, wciąż istnieje sporo czynników ryzyka. Jakie klasy aktywów są obecnie najlepszym wyborem?

R.P.: Za granicą preferujemy bezpieczniejsze i silniejsze fundamentalnie akcje oraz obligacje skarbowe krajów rozwiniętych. Szczególnie tych, które mają jeszcze szansę skorzystać na luzowaniu monetarnym prowadzonym przez banki centralne (np. w Europie i Japonii). W funduszu aktywnej alokacji aktywów szukamy wartości dla inwestorów także przy wykorzystaniu dodatkowych pomysłów inwestycyjnych, czyli nadzwyczajnych okazji rynkowych o charakterze long-short lub market-neutral.

Co z Chinami, czy w dalszym ciągu lepiej je omijać?

R.P.: Chiński rząd robi, co może, żeby pobudzić słabnący wzrost gospodarczy. Na przykład ostatnio, chcąc zwiększyć popyt, obniżył podatek od sprzedaży samochodów. Z kolei dane napływające z Chin budzą mieszane uczucia. Obserwujemy stabilizację wskaźnika PMI w okolicach 50 pkt (we wrześniu 49,8 pkt), a tzw. indeks premiera Li (Li Keqiang Index), który w przeszłości był dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym w chińskiej gospodarce, odbił nieco w górę. Odczyty te trudno jednak obecnie uznać za wyraźną zapowiedź poprawy sytuacji gospodarczej w Państwie Środka. To wszystko skłania nas do tego, żeby jeszcze poobserwować rozwój sytuacji i wstrzymać się z odważniejszym inwestowaniem w Chinach.

A jak Panowie oceniają rynek amerykański?

R.Ś.: Do rynku amerykańskiego (szczególnie akcji) podchodzimy dość ostrożnie. Przede wszystkim ze względu na zaawansowaną fazę cyklu koniunkturalnego oraz obawy odnośnie do skali spowolnienia globalnej gospodarki i jej przełożenia na zyski spółek. Martwić może także duży w ostatnich miesiącach spadek indeksu PMI dla amerykańskiego przemysłu. Istnieje też niepewność co do momentu, w którym rozpocznie się podwyżka stóp procentowych w USA. Wygląda na to, że zacieśnianie polityki pieniężnej zostanie odsunięte w czasie, m.in. na skutek pogorszenia się danych makro na świecie i braku presji inflacyjnej w USA. Ale przedstawiciele Fedu (przynajmniej na razie) zapewniają, że wciąż jest to bazowy scenariusz.

Jednak brak podwyżek powinien być pozytywny przynajmniej dla części giełd?

Robertem ŚlepaczukiemR.Ś.: Zdecydowanie tak. Odsunięcie podwyżek stóp przez Fed oznacza, że przez jakiś czas dolar nie będzie się dalej silnie umacniał. To dobra wiadomość głównie dla rynków rozwijających się, które od początku tego roku odnotowały bardzo duże spadki – zarówno cen akcji, jak i walut lokalnych.

Home Invest kończy budowę „Krasińskiego 58” na Żoliborzu, rusza sprzedaż w dwóch kolejnych inwestycjach

Dobiega końca budowa osiedla mieszkaniowego „Krasińskiego 58”, inwestycji realizowanej przez Home Invest na warszawskim Żoliborzu. Sprzedanych zostało już ponad 80% wszystkich mieszkań. Deweloper rozpoczął też przedsprzedaż lokali w dwóch innych inwestycjach, zlokalizowanych w dobrze skomunikowanych dzielnicach Warszawy – na Bielanach i Włochach.

„Krasińskiego 58” to inwestycja o pięciopiętrowej zabudowie z wewnętrznym dziedzińcem, małą architekturą oraz placem zabaw dla dzieci. Każdy lokal posiada dodatkową powierzchnię w postaci ogródka (na parterze) oraz balkonu (na piętrach). Funkcjonalne układy mieszkań pozwalają na dostosowywanie ich do indywidualnych potrzeb. Mieszkania posiadają także oddzielne widne kuchnie lub aneksy z oknem, gdzie istnieje możliwość wydzielenia kuchni. Budowa osiedla rozpoczęła się w czerwcu 2014 roku.

– Satysfakcjonująca sprzedaż jest z pewnością efektem dobrej lokalizacji, w prestiżowej dzielnicy Warszawy, jaką jest Żoliborz. Komfortowa komunikacja z centrum, bliskość terenów zielonych oraz galerii handlowej, zachęcają klientów do zakupu mieszkania przy ulicy Krasińskiego. Obecnie w ramach promocji oferujemy także 50% zniżkę na miejsce postojowe na tym osiedlu  – mówi Janusz Miller, dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest.

Bielany w cenie

W sierpniu Home Invest rozpoczął budowę II etapu bielańskiego osiedla „Na Sokratesa”, w którym znajdzie się 186 mieszkań o zróżnicowanej powierzchni. Ceny zaczynają się już od 6 899 złotych za metr kwadratowy. Dotychczas były podpisywane umowy rezerwacyjne, natomiast od października klienci mogą się już decydować na umowy deweloperskie.

II etap inwestycji „Na Sokratesa” to budynek B o wysokości od 7 do 9 pięter. W ofercie znajdują się mieszkania o powierzchni od 29,49 do 67,71 m2. Dużą zaletą pomieszczeń jest zapewniony podział stref funkcjonalnych na część dzienną i nocną. Ponadto, wszystkie mieszkania będą posiadały balkony, loggie lub ogródki na parterze.

Pierwszy etap, którego budowa ma zostać zakończona w pierwszym kwartale przyszłego roku, sprzedaje się na satysfakcjonującym poziomie – na chwilę obecną ponad 60% mieszkań znalazło swoich nabywców. Podobnie jak w przypadku Żoliborza, tak i tutaj największym atutem osiedla jest jego lokalizacja, zaledwie pięć minut od Metra Młociny. W pobliżu są też liczne przystanki autobusowe i tramwajowe. Zielona dzielnica, jaką są Bielany (30% powierzchni zajmują tereny zielone) jest wymarzonym miejscem dla osób aktywnych fizycznie, ale też tych szukających wyciszenia w kontakcie z przyrodą.

Także na Bielanach deweloper w październiku oferuje zniżki na miejsca postojowe – przy I etapie inwestycji miejsce można kupić z 20% rabatem, zaś w przypadku II etapu, cena jest o połowę niższa.

Powstanie osiedle w dzielnicy Włochy

Najnowszy projekt firmy Home Invest, osiedle mieszkaniowe „Monte Verdi” w dzielnicy Włochy, jest na etapie przedsprzedaży i podpisywania umów rezerwacyjnych. Kameralna inwestycja, z lokalami użytkowymi w parterze budynku, będzie się znajdować w bliskim położeniu od stacji PKP Warszawa Włochy, z której dojazd do centrum stolicy wynosi około 10 minut. W najbliższej okolicy znajdą się także liczne punkty usługowo-handlowe, ścieżki rowerowe wraz ze stacją Veturilo oraz liczne tereny zielone.

– Bardzo dobre skomunikowanie tej lokalizacji poprzez kolej miejską i podmiejską sprawia, że dojazd do pracy, szkół czy przedszkoli w innych dzielnicach miasta, nie będzie stanowił większego problemu. Bliskie sąsiedztwo terenów zielonych oraz niskiej, kameralnej zabudowy powoduje, że lokalizacja ta będzie dobrym miejscem dla osób ceniących sobie spokój i odpoczynek od zgiełku miasta – mówi Janusz Miller.

Home Invest w poprzednich latach z sukcesem zrealizował inne inwestycje, w których wszystkie mieszkania znalazły swoich nabywców – cztery etapy „Wola Prestige” (661 mieszkań) na Woli oraz „Miłosna Park” (117 mieszkań) w Wesołej. Deweloper nadal poszukuje gruntów na terenie Warszawy, które mogłyby być przeznaczone pod nowe inwestycje mieszkaniowe.

Rośnie zainteresowanie instalacjami fotowoltaicznymi. Do końca roku Polski Prąd planuje pozyskać zamówienia na łączną moc do 3 MW

CEO Magazyn Polska

Polski Prąd tylko w sierpniu i wrześniu 2015 roku pozyskał zlecenia na instalację paneli fotowoltaicznych na łączną sumę 5 mln zł. W całym roku spółka spodziewa się zawarcia umów na całkowitą moc zainstalowaną do 3 MW. Największym popytem cieszą się mikrogeneracje o mocy 30-40 kW. Niestety, mimo rosnącego zainteresowania energetyką odnawialną ogólna świadomość rynku jest nadal niewielka. Z danych firmy wynika jednak, że co piąte przedsiębiorstwo z sektora MŚP, do którego Polski Prąd dociera, jest zainteresowane instalacją.

– Obserwujemy duży ruch w segmencie instalacji fotowoltaicznych, szczególnie wśród małych i średnich firm. Zarówno w sierpniu, jak i we wrześniu pozyskaliśmy zlecenia na sumę około 2,5 mln zł miesięcznie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Owczarski, prezes spółki Polski Prąd.

Łączna moc instalacji fotowoltaicznych, na które Polski Prąd uzyskał zamówienia tylko w sierpniu wyniosła blisko 400 kW. Ogółem w ostatnich dwóch miesiącach (tj. sierpień i wrzesień 2015 rok) zamówienia złożyło około 40 firm, przy czym średnia wartość jednej instalacji wyniosła 200300 tys. zł.

Obserwujemy zainteresowanie firm z praktycznie każdego sektora. Są to zarówno gospodarstwa rolne, hotele, jak i firmy produkcyjne czy usługowe – tak naprawdę decyduje nie tyle branża, ile posiadany budynek, czyli dach bądź grunt, na którym można postawić instalację fotowoltaiczną – wyjaśnia Owczarski.

Według definicji zawartej w ustawie o odnawialnych źródłach energii maksymalna moc mikrogeneracji nie może przekroczyć 40 kW mocy zainstalowanej.

– Takie instalacje są dużo łatwiejsze w przyłączeniu, a dystrybutor ma obowiązek na własny koszt tę instalację przyłączyć i wymienić licznik na dwukierunkowy. I większość naszych instalacji to właśnie segment 30–40 kW – tłumaczy prezes Polskiego Prądu.

Oprócz mikroinstalacji warszawska spółka ma także zamówienia na instalacje o większej mocy. Składają je klienci, którzy mają zamiar wytwarzać prąd jedynie na własne potrzeby. Nie interesuje ich działanie na zasadach prosumenta, w których nadwyżki wyprodukowanej energii odsprzedawane są do sieci.

– Świadomość rynku jest jeszcze niewielka. Firmy nie tyle zgłaszają się do nas, ile my rozszerzyliśmy ofertę od energii elektrycznej właśnie po instalacje fotowoltaiczne – mówi ekspert.

W wielu przypadkach okazuje się, że potencjalni klienci mają niewielką wiedzę na temat możliwości zainstalowania paneli słonecznych. Po przedstawieniu zalet, które oferuje taka inwestycja, okazuje się, że wielu z nich wyraża duże zainteresowanie ofertą.

– Trudno przedstawić mi dane, ale prawie jedna piąta firm, które odwiedzamy i z którymi rozmawiamy o sprzedaży energii, jest zainteresowana zakupem instalacji fotowoltaicznej – tak Paweł Owczarski ocenia potencjalny popyt na produkty i usługi oferowane przez firmy z sektora, w którym działa Polski Prąd.

Zarząd spółki zakłada, że do końca roku firmie uda się podpisać umowy na kupno i instalację paneli o łącznej mocy do 3 MW.

Perspektywa wzrostu stóp procentowych w USA się oddala

CEO Magazyn Polska

Z powodu słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy znacznie odsunęła się w czasie możliwość wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Obecnie inwestorzy spodziewają się raczej, że Fed rozpocznie zacieśnianie polityki monetarnej na przełomie lutego i marca 2016 roku. Wszystko uzależnione jest jednak od kolejnych odczytów dotyczących poziomu inflacji i sytuacji na rynku pracy.

W tej chwili już nikt nie wie, kiedy będzie podwyżka stóp w Stanach Zjednoczonych, dlatego że ostatni raport z amerykańskiego rynku pracy był bardzo słaby. Mało tego, dane z poprzednich miesięcy zweryfikowano w dół, i to znacznie, szczególnie za sierpień – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Ostatnie dane dotyczące sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych okazały się wyraźnie gorsze od oczekiwań. Liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym we wrześniu 2015 roku wzrosła o 142 tys., podczas gdy analitycy oczekiwali wzrostu o ponad 200 tysięcy. Dodatkowo zrewidowano w dół dane za sierpień. Wówczas powstało tylko 136 tys. nowych miejsc pracy (wobec pierwotnego odczytu na poziomie 173 tys.).

– To była znaczna rewizja w dół, z czego wynika, że wcale nie jest tak dobrze, jak oczekuje Fed. A Fed ma dwa mandaty: jeden to jest inflacja, a drugi to właśnie rynek pracy. Jeżeli inflacja jest ciągle około zera, ostatnie dane wyniosły tylko 0,2 proc., a sytuacja na rynku pracy nie jest tak dobra, jak się wydawało, to raczej w tym roku takiej podwyżki nie zobaczymy – ocenia Kuczyński.

Inwestorzy oczekują obecnie pierwszych podwyżek stóp procentowych za oceanem dopiero na przełomie lutego i marca 2016 roku. Jak jednak zaznacza ekspert, ostateczny termin uzależniony jest od kolejnych danych napływających z amerykańskiego rynku pracy.

– Może się okazać, że np. rewizja tych ostatnich danych będzie mocno w górę, a wtedy znowu zmienimy spojrzenie na podwyżki stóp – zwraca uwagę główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Piotr Kuczyński w rozmowie z agencją informacyjną Newseria odnosi się także do opinii, w której Fed przegapił odpowiedni moment na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych. Zdaniem analityka do tej pory amerykańskie władze monetarne nie miały jeszcze okazji do tego, aby zacząć zacieśniać prowadzoną politykę.

– Fed w zasadzie nie miał takiej możliwości w ogóle, tzn. możliwość miał, tylko wtedy być może zamordowałby wzrost gospodarczy. Podnoszenie przez Fed stóp przy inflacji rzędu 0,2 proc., która jest bliska deflacji, byłoby lekko bezsensowne – zwraca uwagę.

W czwartek okaże się, o ile zmieniły się ceny we wrześniu. Prognozowany jest nawet ich spadek o 0,2 proc. rok do roku.

Według głównego analityka Domu Inwestycyjnego Xelion wzrost kosztu pieniądza o 25 punktów bazowych w obecnej chwili nie zrobiłby na inwestorach większego wrażenia. Bez względu na to, czy nastąpi w tym czy przyszłym roku.

W ciągu ośmiu sesji giełdowych, począwszy od 29 września, indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych notowały ponad 6-7-procentowe wzrosty. Wielu analityków uważa, że powodem silnego popytu jest wstrzymanie się Fedu przed rozpoczęciem podwyżek stóp procentowych. Według Piotra Kuczyńskiego ostatnia szarża to jednak początki typowego w IV kwartale roku „strojenia okienek”.

– A prawda jest taka, że po prostu rozpoczął się IV kw. i po fatalnym III kw. zarządzający funduszami zrobią wszystko, żeby IV był dobry, po to, żeby dostać premię, przecież to o to chodzi – wyjaśnia.

Euroobligacje państw Europy Środkowo-Wschodniej i listy zastawne mogą być dochodowym dodatkiem do portfela obligacji

CEO Magazyn Polska

Polscy inwestorzy szukają sposobów korzystniejszego ulokowania środków niż bardzo nisko oprocentowane lokaty czy obligacje skarbowe. Ciekawą opcją są euroobligacje państw naszego regionu, papiery zmiennokuponowe oraz od przyszłego roku szerzej dostępne listy zastawne.

W Polsce od ponad roku panuje deflacja. We wrześniu, jak podał w szybkim szacunku Główny Urząd Statystyczny, ceny były o 0,8 proc. niższe niż rok wcześniej. Dlatego jeszcze w marcu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe NBP do rekordowo niskiego poziomu. Od tego czasu stopa referencyjna wynosi zaledwie 1,5 proc. Skutkiem jest najniższe w historii oprocentowanie obligacji skarbowych i lokat bankowych. Dziś trudno na nich zarobić choćby 3 proc. rocznie. Inwestorzy szukają więc innych metod pomnażania swoich pieniędzy.

– Dosyć aktywnie uczestniczymy na rynku euroobligacji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Gołębiewski, zarządzający BPH TFI. – To są najczęściej obligacje państw z grupy CEE, czyli z Europy Środkowo-Wschodniej, które zdecydowały się wyemitować swoje zobowiązania, czyli obligacje, na rynku szerszym, dostępnym również dla zagranicznych inwestorów, czyli w walucie wspólnej lub w dolarze.

Euroobligacje części państw naszego regionu są znacznie lepiej oprocentowane niż podobne papiery z Europy Zachodniej.

– To państwa takie jak chociażby Czechy, Węgry czy również Chorwacja, Serbia, czyli państwa, które mają nieco większe ryzyko polityczne czy związane z aktywnością gospodarczą, nieco słabszy profil kredytowy, a z tym się wiąże to, że ich obligacje są oprocentowane wyżej ocenia Paweł Gołębiewski. – Uważamy, że to jest cenny składnik naszego portfela i chętnie angażujemy się na tym rynku.

Ponieważ są to papiery obarczone nieco większym ryzykiem, fundusze inwestują w nie w ramach wyznaczonych limitów. Dają one dodatkową stopę zwrotu w portfelu, ale nie są głównym czynnikiem, który tę stopę generuje.

Kolejnymi papierami, na które zwracają uwagę inwestorzy są obligacje, których oprocentowanie zmienia się wraz ze zmianą stóp procentowych. Na razie są one najniższe w historii, ale jeśli inwestuje się w obligację 10-letnie, to warto się zabezpieczyć na wypadek podwyżek stóp.

– Warte uwagi są obligacje poza benchmarkiem, obligacje zmiennokuponowe, czyli takie, które kiedyś, w dłuższej perspektywie czasu i podwyżek stóp procentowych, mogą zachowywać się lepiej niż obligacje stałokuponowe skarbowe mówi zarządzający BPH TFI. Ciekawe są również obligacje indeksowane do inflacji, które w mniejszym stopniu są wrażliwe na zaskoczenia inflacyjne w górę. One pozwalają klientom na zarabianie w sytuacji, gdy inflacja będzie się zwiększała.

Od przyszłego roku pojawią się w Polsce kolejna możliwość inwestowania zwraca uwagę Paweł Gołębiewski, zarządzający BPH TFI.

– Ciekawym rozwiązaniem są w mojej opinii także listy zastawne. Mamy przegłosowaną już zmianę ustawy. Od 1 stycznia 2016 roku te instrumenty będą cieszyły się większym zainteresowaniem, a cały czas widzimy tam bardzo dużą różnicę w wycenie w stosunku do tego, jak jest prawdziwa wartość tego instrumentu.

 

Velux zainwestuje w tym roku 100 mln zł w fabryki w Polsce. Zatrudnienie wzrośnie do 3,5 tys. osób

CEO Magazyn Polska

Tegoroczny program inwestycyjny Grupy Velux i spółek siostrzanych w zakładach w Gnieźnie, Namysłowie i Wędkowach zakłada zwiększenie zatrudnienia do 3,5 tys. osób i wzrost powierzchni fabryk o 17 tys. mkw. Inwestycje warte 100 mln zł mają zakończyć się w I połowie 2016 roku. Dzięki nim już w tym roku dynamika wzrostu przychodów ma być znacznie większa niż w 2014 roku.

Ostatnie trzy lata oraz 2015 rok to okres wzmożonych inwestycji w naszej firmie. Większość z nich była związana z wprowadzeniem na rynek nowej, bardziej energooszczędnej i bardziej komfortowej generacji okien – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska.

Inwestycje realizowane przez Grupę Velux oraz jej spółki siostrzane w latach 2012-2014 wyniosły łącznie 350 mln zł. W tym roku nakłady wyniosą dodatkowe 100 mln zł. Grupa prowadzi teraz trzy duże projekty inwestycyjne w zakładach w Gnieźnie, Namysłowie oraz Wędkowach koło Tczewa. Po ich zakończeniu znacząco zwiększy się oferta oraz potencjał produkcyjny spółki.

Na ukończeniu jest rozbudowa fabryki okuć w Gnieźnie, która będzie przejmowała coraz więcej globalnej produkcji okuć dla Grupy Velux. Jednocześnie w Namysłowie ruszyła budowa nowej hali na komponenty produkcyjne, dzięki której zwiększymy elastyczność i efektywność naszej produkcji oraz wdrożymy bardziej zaawansowane produkty – informuje Siwiński.

W pomorskim zakładzie należącym do spółki siostrzanej Grupy Velux powstaje natomiast lakiernia proszkowa, której powierzchnia wyniesie 10 tys. mkw. W wyniku realizowanych działań łączne zatrudnienie zwiększy się do około 3,5 tys. osób. Wzrośnie także sprzedaż na eksport spółki.

Rola naszych zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Polsce w globalnym systemie produkcyjnym Grupy rośnie systematycznie. Można powiedzieć, że Polska stanowi strategiczne zaplecze produkcyjne dla naszej organizacji. Większość produktów, które wytwarzamy, jest sprzedawana na rynkach eksportowych – tłumaczy dyrektor generalny Velux Polska.

Do najważniejszych rynków eksportowych należą: Francja, Niemcy, Wielka Brytania oraz kraje skandynawskie.

W związku z inwestycjami, jakie prowadzimy, nasze tegoroczne przychody będą wykazywały dużo wyższą dynamikę niż w latach poprzednich – ocenia Siwiński.

Przychody uzyskane przez Grupę Velux i spółki siostrzane w 2014 roku w Polsce wyniosły 1,43 mld zł (wzrost o 4 proc. rok do roku). Plasowało to firmę na pozycji największego producenta i eksportera okien w naszym kraju.

Według badań Centrum Analiz Branżowych, na które powołuje się spółka, udział Grupy Velux i spółek siostrzanych w krajowej produkcji wynosił ponad 15 proc. Udział w produkcji okien z drewna sięgał w ubiegłym roku 45 proc.

Obserwujemy pewne symptomy ożywienia na rynku budowlanym. Skupiamy się głównie na rynku budownictwa indywidualnego. Parametry tego rynku są bardzo obiecujące, ale jest za wcześnie, by ocenić ich wpływ. Moim zdaniem branża stolarki w tym roku osiągnie na rynku polskim poziom lekko powyżej ubiegłorocznego – dyrektor Jacek Siwiński.

Firma Velux obchodzi w tym roku 25-lecie działalności w Polsce. Jak podkreśla Siwiński, w tym czasie znacząco zmieniła się oferta spółki, bo zmieniły się także oczekiwania klientów wobec okien.

Dzisiejsze okna różnią się zasadniczo od tych produkowanych 25 lat temu. Głównie chodzi tu o energooszczędność, która polega na lepszej termoizolacyjności okien, ale też i lepszej zdolności do absorpcji darmowej energii słonecznej z otoczenia, czyli na tzw. bilansie energetycznym – wyjaśnia Jacek Siwiński. – Dziś okna można kupić z szybami, na których są różne specjalne powłoki, wpływające na takie parametry, jak energooszczędność, czystość szyby czy jej parowanie. Dostępna jest również szeroka oferta akcesoriów do okien związana z regulacją światła, z ochroną przed ciepłem, z automatyką. Wszystko po to, by zwiększyć energooszczędność, bezpieczeństwo i komfort użytkowania – dodaje.

Zmiany w przepisach o bezpieczeństwie imprez masowych. Skorzystają na nich głównie organizatorzy

0

CEO Magazyn Polska

Nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych ułatwi organizację meczów. Kompatybilne systemy elektroniczne będą musieli zapewnić organizatorzy tylko trzech najwyższych ligowych klas rozgrywkowych. Skrócony zostanie też termin na zgłoszenie imprezy – z 30 do 14 dni. Zdaniem ekspertów zmiany idą w dobrym kierunku, konieczne są jednak dalsze ułatwienia dotyczące np. składania dokumentów. Znika też obowiązek posiadania karty kibica, a przy zakupie biletu nie będzie już wymagany wizerunek twarzy.

Nowelizacja jest obszerna, zostało zmienionych ponad 20 przepisów. To w pewnym stopniu rewolucja dla organizatorów imprez masowych, przedsiębiorców. Przede wszystkim należy wskazać, że zmiana dotyczy meczów piłki nożnej. Od teraz łatwiej będzie można nabyć bilet na mecz, zrezygnowano z obowiązku gromadzenia wizerunku twarzy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mateusz Dróżdż, radca prawny z Katedry Prawa Gospodarczego Uczelni Łazarskiego.

Rezygnacja z obowiązku wizerunku twarzy jest korzystna z punktu widzenia kibiców. Do zakupu biletów wystarczy imię, nazwisko i PESEL. Do sprzedaży dopuszczone zostaną też bilety na miejsca stojące (nie więcej niż 25 proc. wszystkich miejsc). Tylko w ramach rozgrywek UEFA i FIFA na biletach nie znajdzie się nic oprócz numeru miejsca siedzącego.

Nowelizacja wprowadza też ułatwienia dla organizatorów meczów.

Kompatybilne systemy elektroniczne, czyli tzw. bramki, przez które przechodzimy przed meczem, będą musieli posiadać tylko organizatorzy meczów trzech najwyższych klas rozrywkowych mężczyzn. W znacznym stopniu ograniczy to kwestie finansowe klubów z II, III i IV ligi, ponieważ nie były one w stanie spełnić tego obowiązku – tłumaczy Dróżdż.

Skrócony zostanie też termin, w którym będzie można zgłaszać masową imprezę – w uzasadnionych przypadkach z 30 do 14 dni. Będzie to możliwe, jeśli potrzeba organizacji wynikła z nagłych przyczyn, a charakter imprezy nie jest sprzeczny z przeznaczeniem obiektu określonym w projekcie budowlanym.

Zdaniem eksperta zmiany mogą być korzystne dla sektora biznesowego, bo ułatwienia w sprzedaży biletów to większy zysk. Nowelizacja jest krokiem w dobrym kierunku, choć – jak podkreśla Dróżdż – konieczne są dalsze ułatwienia.

Powinny zostać zniwelowane obowiązki dotyczące dokumentów, jakie należy złożyć, żeby zorganizować imprezę masową, bo teraz ten katalog jest bardzo obszerny. Jest praktycznie niemożliwe, żeby wszystkie załączniki złożyć do organu bez jakiegokolwiek błędu. Dlatego też artykuły 25. i 26. ustawy powinny być jeszcze zmienione – ocenia ekspert z Uczelni Łazarskiego.

Zmiany w ustawie odczują również kibice. Za posiadanie wyrobów pirotechnicznych podczas zorganizowanego przejazdu kibiców można zostać ukaranym aresztem, karą ograniczenia wolności lub grzywną nie niższą niż 3 tys. zł. Co więcej, w takiej sytuacji obowiązkowo będzie także orzekany zakaz stadionowy.

To rzecz mocno kontrowersyjna, pojawiają się kwestie dotyczące zgodności tego przepisu z konstytucją. Jednocześnie będzie też możliwość orzeczenia zakazu stadionowego za popełnienie tzw. występku chuligańskiego. Nawet za kąpiel w fontannie, jeżeli zostanie uznana za takie wykroczenie, będzie można orzec zakaz stadionowy – podkreśla Dróżdż.

Nowelizacja Kodeksu wykroczeń budzi najwięcej wątpliwości. Przepisy nie wskazują okoliczności posiadania wyrobów pirotechnicznych, które mogą w żaden sposób nie wskazywać na ich użycie w celu popełnienia przestępstwa. Kontrowersje dotyczą też pojęcia zorganizowanego przejazdu. Zakaz stadionowy mogą też spowodować wykroczenia niezwiązane z imprezą masową, np. nieopuszczenie zbiegowiska mimo wezwań, naruszanie ciszy nocnej czy drobne akty wandalizmu.

Kary będą za środki pirotechniczne podczas przejazdu, podczas trwania imprezy masowej czy wyrzucenie jakiegoś przedmiotu na murawę. Wachlarz sankcji jest bardzo szeroki – mówi radca prawny. – Ustawa jest słaba, wymaga tak naprawdę napisania od nowa. Przede wszystkim ustawodawca powinien kibiców traktować bardziej jako konsumentów, a nie potencjalnych chuliganów.

Zmiany w ustawie dotyczą również zakazu klubowego. Osoba nim ukarana będzie mogła wnieść wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy do klubu, zamiast jak dotychczas do właściwego podmiotu prowadzącego rozgrywki, czyli PZPN-u lub Ekstraklasy.

Ustawa została podpisana przez prezydenta 6 października i zacznie obowiązywać w ciągu 30 dni od ogłoszenia.

Benzyna i olej napędowy będą drożeć. Cena diesla w obrocie hurtowym jest już wyższa niż popularnej benzyny 95

CEO Magazyn Polska

Czas wyjątkowo taniej benzyny i oleju napędowego dobiega końca – prognozują eksperci e-petrol.pl. Przy obecnych cenach hurtowych, które nie pozostawiają miejsca na marżę sprzedawców, podwyżki w detalu są nieuniknione. W hurcie i na niektórych stacjach zmiany już są widoczne. Obecnie cena benzyny w detalu o około 20 groszy za litr przekracza wartość diesla. Wkrótce jednak te proporcje mogą się odwrócić.

W cenach hurtowych mogliśmy już zaobserwować ważną zmianę: przeskoczenie cen oleju napędowego nad wartość benzyny – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw platformy e-petrol.pl. – Obecnie diesel jest droższym paliwem i wydaje się, że w najbliższych kilku tygodniach możemy zaobserwować przełożenie tego zjawiska na detal.

Jak wynika z piątkowej analizy e-petrol.pl, na hurtowym rynku paliw w ubiegłym tygodniu miał miejsce systematyczny wzrost notowań benzyny i oleju napędowego. W porównaniu z początkiem października 95-oktanowa benzyna zdrożała o blisko 80 zł. Za metr sześcienny tego paliwa u krajowych producentów trzeba było zapłacić średnio 3460,60 zł. Nieco mniejsza była skala wzrostu oleju napędowego. Od początku miesiąca w cennikach rafinerii diesel podrożał o około 70 zł i obecnie kosztuje przeciętnie 3469 zł za metr sześcienny.

Diesel będzie niebawem paliwem droższym od benzyny na stacjach benzynowych, co zdarza od kilku lat późną jesienią oraz wczesną zimą i wydaje się, że w tym roku tak będzie również – przekonuje Jakub Bogucki. – Natomiast między wartością tych podstawowych paliw na razie jeszcze jest dość spora różnica.

Przez pierwsze dni października na stacjach benzynowych ceny spadały. Za litr 95-oktanowej benzyny płacono średnio 4,45 zł, o 4 grosze mniej niż tydzień wcześniej. Autogaz podrożał o 1 grosz – do 1,82 zł za litr. Średnia cena oleju napędowego utrzymała się na poziomie 4,26 zł. Jest to wieloletnie minimum cen tego paliwa.

Między cenami benzyny a diesla jest więc jeszcze około 20 groszy różnicy na stacjach – zauważa Jakub Bogucki. – Ale wydaje się, że ze spadkami, które obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach, będziemy musieli się pożegnać. Już mamy do czynienia z niewielką podwyżką cen oleju napędowego. Benzynę prawdopodobnie niebawem też to czeka.

Prognozowane przez e-petrol.pl przedziały cenowe dla poszczególnych gatunków paliw w tym tygodniu wynoszą: 4,39–4,50 zł za litr 95-oktanowej benzyny, 4,26–4,37 zł za litr oleju napędowego i 1,81–1,90 zł w przypadku autogazu.

Polska inwestuje w najnowocześniejsze technologie kosmiczne. Z efektów tych prac mogłaby korzystać administracja

Stworzenie Polskiej Agencji Kosmicznej nie tylko pozwoli zwiększyć udział polskich naukowców w badaniach przestrzeni okołoziemskiej, lecz także pozwoli polskim firmom na udział w unijnych programach badawczych. Zwiększy również dostępność technologii stworzonych przy okazji eksploracji kosmosu. Może wspierać nawet działania polskiej administracji.

Dzięki udziałowi Polski w pracach Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) nastąpi transfer technologii kosmicznych do biznesu. To, co naukowcy tworzą w celu poznawania wszechświata, szybko staje się przydatne także na Ziemi. Wielu powstałych w ten sposób urządzeń używamy na co dzień, często nawet nie zdając sobie sprawy z ich pochodzenia.

Z nowoczesnymi technologiami kosmicznymi spotykamy się, jadąc samochodem, pociągiem, lecąc samolotem czy nawet w precyzyjnym rolnictwie, co jest dużym ułatwieniem w produkcji rolnej i sadowniczej. Mamy z nimi do czynienia także w zarządzaniu kryzysowym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Świerczyński, ekspert technologii kosmicznych w Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE.

Jak podkreśla, transfer technologii kosmicznych do innych dziedzin gospodarki już dziś ma miejsce, ale dzięki zwiększeniu zaangażowania Polski i krajowych firm w działalność ESA będzie możliwy na szerszą skalę.

To jest dobra perspektywa nie tylko dla naszych firm kosmicznych, lecz także dla firm z innych branż, które będą korzystały z tych usług i produktów. Co więcej, nowe produkty, dzięki danym, które wkrótce otrzymamy z dwóch flagowych programów: Galileo i Copernicus, będą się rozwijać i będą służyły nam obywatelom i społeczeństwu – podkreśla Świerczyński.

Kosmiczne technologie mogą być przydatne w niemal każdej dziedzinie życia. Dzięki nim otrzymamy nie tylko nowocześniejsze urządzenia, lecz także możliwość sprawniejszego działania administracji.

Administracja na poziomie regionalnym i lokalnym powinna zrozumieć, że te technologie są potrzebne, czy to w dziedzinie zarządzania kryzysowego, czy katastru, czy to w dziedzinie geodezji, kartografii itp. – wymienia Piotr Świerczyński. – Tutaj jest wiele do zrobienia. Myślę, że trzeba pokazać zarówno społeczeństwu, jak i naszej administracji, że dzięki tym technologiom możemy łatwiej pewne dane przetworzyć, przeanalizować, przedstawić i z tego korzystać.

Polska płaci 30 mln zł rocznej składki na rzecz Europejskiej Agencji Kosmicznej. Mamy zagwarantowane, że znacząca część tej kwoty wróci do polskich firm w postaci kontraktów. Możliwości rozwoju biznesu kosmicznego są jednak dużo większe. Jak podkreślają eksperci, w ostatnim czasie wiele dzieje się w tym nieco zaniedbanym sektorze gospodarki.

Polski rząd zdecydował o wejściu do Europejskiej Agencji Kosmicznej, powstaje Polska Agencja Kosmiczna i inwestujemy w najnowocześniejsze technologie na świecie. Myślę, że ten proces przyspieszy, nawet nie będziemy zdawali sobie sprawy z tego, jak szybko – ocenia ekspert technologii kosmicznych. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że powstaje Polska Agencja Kosmiczna, której zadaniem będzie również wpływanie na system legislacyjny, który spowoduje, że również nasza polska administracja będzie bardziej niż dotychczas korzystała z technologii kosmicznych czy satelitarnych.

Połowa klientów obawia się wykorzystania ich danych osobowych przez firmy

CEO Magazyn Polska

Konsumenci coraz lepiej zdają sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń związanych ze zbieraniem danych osobowych przez obsługujące ich firmy. Połowa przyznaje, że budzi to ich obawy. Jednocześnie jedna piąta podkreśla, że ważna jest dla nich spersonalizowana oferta. Na satysfakcję klientów duży wpływ ma także poziom obsługi. Ponad 60 proc. konsumentów chętnie podzieli się pozytywnym doświadczeniem kontaktu z rodziną czy znajomymi.

W kontekście big data ważne jest, że aż 50 proc. ankietowanych osób obawia się, w jaki sposób są przetwarzane ich dane osobowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Kaczmarek, analityk dostarczającej rozwiązania w zakresie analizy danych firmy Verint. – Organizacje, które zbierają dane osobowe, proszą klientów o zgodę na ich przetwarzanie, ale budzi to obawę odbiorców.

Z drugiej jednak strony, jak wynika z wyników badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Verint, część klientów nadal zadowolona jest z tego, że firmy coś o nich wiedzą i znają ich historię. Blisko 20 proc. chce, aby obsługująca ich organizacja umiała dopasować swoją ofertę i postępowanie do ich aktualnych potrzeb. Bez gromadzenia i przetwarzania danych osobowych nie jest to jednak możliwe

Gdy przeprowadzaliśmy podobne badanie dwa lata temu, dla klientów ważne było przede wszystkim to, aby firma kierowała spersonalizowaną pod ich kątem obsługę – zauważa Monika Kaczmarek. – Dzisiaj obsługa staje się trochę mniej ważna. Większość klientów oczekuje od firmy przede wszystkim jasnej i prostej odpowiedzi na pytania. Odbiorcy końcowi oczekują tego, że organizacje, współpracując z nimi, po prostu ułatwią im życie.

Jak wynika z badania, dobra obsługa korzystnie wpływa na lojalność konsumentów. Prawie 90 proc. badanych stwierdziło, że ma wtedy lepszą opinię o marce. W badaniu przeanalizowano także wpływ słabej obsługi na zmianę dostawcy. Mimo że najważniejszą przyczyną zmiany dostawcy, podobnie jak dwa lata temu, jest wyższa niż u konkurencji cena (31 proc.), kolejne miejsca zajmuje nieuprzejmy personel (18 proc.) i zbyt wiele błędów podczas obsługi (16 proc.).

Analiza wykazała także, że pozytywne doświadczenia mogą mieć istotny wpływ promocję marki. 61 proc. respondentów stwierdziło, że o takiej sytuacji powiedziałoby rodzinie i znajomym, a ponad jedna czwarta (27 proc.) dołączyłaby do programu lojalnościowego. Tylko 15 proc. nie zmieniłoby swojego zachowania.

Marketing szeptany w dalszym ciągu jest dobrą drogą komunikacji i promocji – komentuje Monika Kaczmarek. – Przewaga konkurencyjna danej organizacji rośnie, gdy jest w stanie sprostać wymaganiom konsumentów. Warto zatem się temu przyjrzeć i zadbać o nich. Obsługa nie zawsze jest na odpowiednim poziomie. Istotne jest zatem, aby przyjrzeć się również pracownikom, którzy współpracują z klientami, jaki jest poziom usługi dostarczanej klientom.

Badanie na zlecenie firmy Verint zostało przeprowadzone w formie wywiadów z ponad 18 tys. klientów z Niemiec, Francji, Holandii, Polski, Wielkiej Brytanii, Republiki Południowej Afryki, Stanów Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii.