Kraków najbardziej zakorkowaną aglomeracją w Polsce – sprawdź ranking najbardziej zakorkowanych miast w Polsce

Miastem, które w Polsce najbardziej boryka się z problemem tzw. wąskich gardeł komunikacyjnych jest Warszawa, zarówno pod względem ich ilości jak i długości. Wśród 7 największych polskich miast, najlepiej pod tym względem wypadają Katowice gdzie wąskich gardeł nie ma i Gdańsk, gdzie zidentyfikowano tylko jedno takie miejsce. Zdaniem ekspertów Deloitte i Targeo.pl władze samorządowe polskich aglomeracji powinny skupić się na rozwiązaniu problemu wąskich gardeł, które przyczyniają się do powstawania korków. Uruchomiony dziś w Warszawie przez Targeo i Deloitte licznik kosztów korków, ma pomóc kierowcom i władzom miasta w monitorowaniu na bieżąco sytuacji na warszawskich ulicach.

Czas spędzony w korkach można byłoby przeznaczyć na pracę lub odpoczynek. Zatem z ekonomicznego punktu widzenia jest to strata, której rozmiar można oszacować jako koszt utraconych korzyści. Kierowcy pracujący w siedmiu największych miastach Polski – Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Gdańsku – stracili w korkach w 2013 r. łącznie średnio 13,1 mln zł dziennie, czyli 289 mln zł miesięcznie i 3,46 mld zł rocznie.

„Przez ostatnie lata największe postępy w rozładowywaniu korków poczyniły Gdańsk i Warszawa. Jednak we wszystkich analizowanych przez nas miastach widzimy, że nawet niewielka poprawa, liczona dziennie w minutach, nabiera makroekonomicznego znaczenia i w skali roku daje spore oszczędności” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Business Consulting.

Jedną z przyczyn powstawania korków są właśnie wąskie gardła komunikacyjne. Wąskie gardła to odcinki drogi o długości co najmniej 500 metrów, na których łączny czas utrudnień w obu szczytach: porannym (godz. 7.30 – 9.30) i popołudniowym (godz. 15.00 – 18.00) wynosi średnio co najmniej 1,5 h dziennie.

W raporcie Deloitte i Targeo.pl dla każdego miasta wytypowano takie właśnie odcinki stałych zatorów. „Analizując wąskie gardła staramy się znaleźć źródło problemu. Zaskakująco często, pojedynczy korek, którego długość i czas zmienia się w ciągu dnia, rozładowuje się w jednym, konkretnym miejscu. I właśnie tam zwykle jest przyczyna pierwotna – sygnalizacja świetlna, zwężenie albo roboty drogowe” – mówi Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl.

Oceniając wąskie gardła eksperci brali pod uwagę stopień ich uciążliwości dla kierowców, czyli ich długość, czas trwania utrudnień w ciągu dnia i opóźnienie generowane w godzinach szczytu. „Miasto może mieć małą ilość wąskich gardeł, ale w newralgicznych jego punktach. Ważna jest też ich lokalizacja z punktu widzenia np. rozwoju miasta, ośrodków edukacyjnych, politycznych czy turystycznych, ścisłe centrum miasta, miasteczka biznesowe, trasy tranzytowe etc. Niektóre wąskie gardła mogą być łatwo udrożnione, a inne mogą wymagać znacznych i kosztownych zmian w organizacji ruchu. Dlatego każdy ze wskazanych odcinków należy analizować i oceniać indywidualnie” – dodaje Rafał Mikołajczak.

Wąskie gardła najbardziej dotykają Warszawę. Występują one głównie na drogach prowadzących do centrum miasta z dalszych dzielnic oraz na trasach tranzytowych, jak remontowana obecnie Trasa Toruńska czy Aleja Krakowska. Występują także w lokalizacjach, w których mieści się dużo biurowców, jak ulice Marynarska i Postępu na Służewcu.

Z ośmioma wąskimi gardłami muszą borykać się mieszkańcy Krakowa, który w tej chwili jest najbardziej zakorkowaną aglomeracją w Polsce. Stojąc w korkach, krakowscy kierowcy tracą miesięcznie prawie osiem godzin. Wśród tych najtrudniejszych miejsc znajdują się m.in. ulice Prądnicka (w stronę krajowej „siódemki”), Konopnickiej, Nawojki, Czarnowiejska czy Nowohucka. W ciągu trzech ostatnich lat władzom Krakowa udało się zredukować trzy wąskie gardła.

Po pięć takich miejsc mają Łódź, Wrocław i Poznań. „Gdy spojrzymy na mapy poszczególnych miast można zauważyć, że wąskie gardła bezpośrednio sąsiadują ze sobą, wskazując skrzyżowanie lub odcinek drogi, który jest pierwotnym powodem problemu. Dalsza analiza opóźnień w ich otoczeniu pokazuje, że często możemy tam zaobserwować kumulacje kilku ponadprzeciętnych utrudnień w bezpośrednim sąsiedztwie. Takie informacje warto byłoby dokładnie analizować pod kątem możliwych usprawnień w organizacji ruchu” – mówi Rafał Antczak.

Warto zwrócić uwagę, że w miastach najmniej zakorkowanych wąskie gardła praktycznie nie występują – w Gdańsku wytypowano tylko jeden taki odcinek (fragment ulicy Wyspiańskiego), a w Katowicach – żadnego. Wszystkie miasta poprawiły komfort jazdy swoim kierowcom i przez trzy lata znacząco zredukowały liczbę i długość wąskich gardeł. Najlepiej pod tym względem poradził sobie Gdańsk, który jeszcze w 2011 roku miał ich aż dwanaście o łącznej długości nieco ponad 20 km. Natomiast o połowę zmniejszyła się liczba wąskich gardeł w Poznaniu i Wrocławiu.

W Warszawie ruszył licznik kosztów korków

Wczoraj w Warszawie zaczęła działać multimedialna tablica świetlna LED, prezentująca bieżące informacje o utrudnieniach w ruchu i aktualnych czasach dojazdu w różne miejsca Warszawy. Licznik kosztów korków znaleźć można przy Rondzie Romana Dmowskiego, na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Inicjatywa jest wspólnym projektem Targeo.pl, firmy doradczej Deloitte oraz Hator – operatora wielkoformatowych nośników reklamy zewnętrznej.

Pomysł powstania licznika zrodził się w marcu br. przy okazji publikacji najnowszego „Raportu o korkach w 7 największych miastach Polski”. Firma Deloitte i serwis Targeo.pl już po raz trzeci podjęły się przeanalizowania wpływu korków i utrudnień drogowych na statystycznego kierowcę oraz na polską gospodarkę. „Zainteresowanie naszymi analizami było ogromne. Uznaliśmy więc, że warto kontynuować temat, który jest ważny nie tylko dla samych kierowców, ale także jest istotny z punktu widzenia ekonomii miast. Stojący w korkach Polacy tracą rocznie 3,5 mld zł, przy czym największe koszty ponoszą właśnie stołeczni kierowcy, w przypadku których jest to aż 3,5 tys. zł per capita rocznie. Mamy nadzieję, że dzięki licznikowi kosztów korków, przynajmniej w jakimś stopniu uda się poprawić te wyniki, poprzez na początku większą świadomość problemu i dyskusję wokół tematu, a kończąc na propozycjach rozwiązań” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu, Deloitte Business Consulting.

Należąca do firmy Hator interaktywna tablica świetlna przekazuje kierowcom trzy rodzaje informacji:

korki wykryte na trasie kierowców przejeżdżających obok tablicy (gdzie zaczyna się i kończy utrudnienie oraz ile czasu zajmie przejechanie go),
czas dojazdu do wybranych popularnych punktów/ miejsc w zależności od kierunku jazdy,
koszt korków za ostatni dzień roboczy i ostatnie cztery tygodnie oraz zmiana procentowa dla obu tych wartości względem poprzedniego mierzonego okresu.

Targeo.pl zbiera i analizuje dane o korkach, a firma Deloitte oblicza ich skutki finansowe. „Na ekranie widoczne są informacje o sytuacji na drogach w kierunku południowo-zachodnim, czyli okolicach Ursynowa, Piaseczna, Janek, Lotniska im. Fryderyka Chopina, ulic Puławskiej, Grójeckiej, Alei Jerozolimskich oraz Żwirki i Wigury – co jest zgodne z kierunkiem jazdy większości kierowców widzących tablicę. W godzinach szczytu tablica będzie dodatkowo pokazywać licznik kosztu korków od początku danego dnia” – zapowiada Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl. Tablica będzie wyświetlała dane w dni robocze w porannym i popołudniowym szczycie komunikacyjnym (a zatem w godz. 7.30 – 9.30 oraz 15.00 – 18.00).

Lokalizację tablicy przy Rondzie Romana Dmowskiego, na dachu budynku Cepelii, wybrano nieprzypadkowo. Jest to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w stolicy, charakteryzujące się maksymalnym natężeniem ruchu samochodowego oraz publicznej komunikacji miejskiej. W pobliżu znajdują się Rotunda PKO BP, Pałac Kultury i Nauki, Dworzec Centralny, biurowce, hotele oraz centra handlowe.

Raport Deloitte i Targeo.pl pokazał, że w ostatnich latach, jeżeli chodzi o utrudnienia w ruchu, Warszawa poprawiła swoją sytuację. „W 2011 roku miesięczne opóźnienie spowodowane przez korki wynosiło niemal dziewięć godzin. W ubiegłym roku było to już siedem godzin i piętnaście minut. Można więc powiedzieć, że kierowca dojeżdżający w godzinach szczytu do pracy 10 km, oszczędza obecnie niemal dwie godziny miesięcznie w stosunku do czasu, który tracił w korkach trzy lata temu” – mówi Rafał Mikołajczak.

Stolica nadal boryka się jednak z problemem tzw. wąskich gardeł komunikacyjnych, czyli odcinków, na których powstają codzienne, lokalne utrudnienia w ruchu. W najnowszej edycji raportu pokazano dziesięć największych wąskich gardeł według danych z marca 2014. Są to głównie drogi prowadzące do centrum miasta z dalszych dzielnic oraz trasy tranzytowe, jak remontowana obecnie Trasa Toruńska czy Aleja Krakowska. Do tego dochodzą także lokalizacje, w których mieści się dużo biurowców, jak chociażby ulice Marynarska i Postępu na Służewiu. Trzeba jednak przyznać, że od 2011 roku takich trudnych, korkujących się miejsc w stolicy ubyło, jak również zmniejszyła się ich łączna długość.

„Chcemy ułatwić utrzymanie tego pozytywnego dla stolicy trendu, między innymi poprzez dostarczanie na bieżąco aktualnych informacji o korkach i miejscach ich powstawania. To jeden z głównych celów, które stawiamy sobie uruchamiając licznik kosztów korków w Warszawie” – podkreśla Rafał Mikołajczak.

Od godziny 7.30, czyli początku szczytu porannego, w ciągu godziny koszt korków dla warszawskich kierowców wyniósł prawie milion złotych (993 594 PLN). To spadek o 17 proc. w stosunku do ostatniego dnia roboczego, czyli poniedziałku oraz o 15 proc. w porównaniu do ostatniego miesiąca. O godz. 8.47 kierowca, który chciał dojechać z Ronda Romana Dmowskiego przykładowo na Ursynów potrzebował 17 minut. Na dojazd do Piaseczna musiał poświęcić 30 minut.

BNP Paribas Real Estate: Nowy Dyrektor Techniczny w Dziale Property Management

Do Działu Property Management firmy BNP Paribas Real Estate dołączyła Barbara Berta, która objęła stanowisko Dyrektora Technicznego. Dział Property Management firmy BNP Paribas Real Estate dostarcza klientom kompleksowych rozwiązań z zakresu zarządzania nieruchomościami dbając o bieżącą i przyszłą wartość należących do klientów obiektow. BNP Paribas Real Estate zarządza nieruchomościami handlowymi, biurowymi i magazynowymi.

Barbara Berta posiada 15 letnie doświadczenie na rynku nieruchomości komercyjnych i przemyslowych. Przed dołączeniem do BNP Paribas Real Estate, Barbara pracowała na stanowisku Głównego Kierownika Technicznego w firmie DTZ Polska, gdzie odpowiadała za zarządzanie technicznym aspektem funkcjonowania nieruchomości komercyjnych – handlowych, biurowych i magazynowych. Przez ponad 10 lat pracowała również w grupie L’Oréal Polska, w której zajmowała się zarządzaniem portfelem 35 nieruchomości różnego typu w tym budynków wpisanych do Krajowego Rejestru Zabytków.

W BNP Paribas Real Estate, Barbara Berta zarządza zespołem technicznym i odpowiada za nadzór nad funkcjonowaniem nieruchomości z portfolio firmy. Zajmuje się między innymi optymalizacją kosztów utrzymania nieruchomości, czy też doradztwem technicznym przy rozbudowach i przebudowach obiektów, a także certyfikacją obiektów.

Celem BNP Paribas Real Estate jest dostarczanie klientom firmy najwyższej jakości usług związanych z zarządzaniem nieruchomościami. Zarządzamy każdym aspektem funkcjonowania centrów handlowych, budynków biurowych oraz nieruchomości magazynowych dbając o wzrost wartości obiektów zgodnie z celami biznesowymi wytyczonymi przez naszych Klientów. Dzięki naszym efektywnym procedurom oraz ustandaryzowanym systemom raportowania nasi klienci mogą na bieżąco monitorować stan nieruchomości i realizację założonych celów biznesowych – mówi Grzegorz Dudziak, Dyrektor Działu Property Management w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Nasza firma jest jednym z największych zarządców nieruchomościami w Europie. Dodatkowo oferujemy pełen zakres usług doradczych na rynku nieruchomości komercyjnych obejmujący: rynki kapitałowe, wynajem powierzchni handlowych, biurowych i magazynowych, wyceny nieruchomości, konsulting oraz badania rynkowe – dodaje Grzegorz Dudziak.

Wirtualnie po władzę realną, czyli politycy w internecie

Ile razy wpis polityka na Twitterze stał się tematem dyskusji w innych mediach? Ile razy do internetu wyciekły materiały związane z działalnością polityków, które wywołały burzę? Wkrótce wybory do Parlamentu Unii Europejskiej. Polityki w internecie jest więc jeszcze więcej niż zwykle. Jak kandydaci wykorzystują to wielowymiarowe medium? Czy jest ono w większej mierze źródłem politycznych sukcesów czy porażek?

Internet to nie chwilowa moda, która minie jak każda inna. To medium do którego przeniosła się część realnego świata. Jak powiedzą inni, może nie tyle się przeniosła, co znalazła w nim uzupełnienie, którego nie da się zagłuszyć. Nie ulega więc wątpliwości, że w internecie trzeba być, szczególnie gdy chce się zyskać popularność i sympatię. Dotyczy to także polityków. Samo „bycie” jednak nie wystarczy. Internet jest doskonałym narzędziem uzupełniającym komunikację z wyborcami, zarówno w kontekście bezpośredniego z nimi kontaktu, jak i relacji ze środkami masowego przekazu. Bez wątpienia zyskuje ten, kto korzysta z niego w ramach przemyślanej, profesjonalnie przygotowanej strategii – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365 NET.

Pierwszym podstawowym sposobem obecności polityków i partii w internecie są oczywiście strony www. W tym kontekście ważna jest aktualność informacji i naprawdę profesjonalnie zrobiona strona. Politycy chętnie korzystają dziś też z serwisów społecznościowych. Szczególnie upodobali sobie oni Twittera. Jest on bowiem formą niemal błyskawicznego przekazu informacji oraz narzędziem stałego kontaktu z wyborcami. Często jednak politycy zapominają, że wszystko co napiszą na Twitterze może zostać potraktowane nie jako ich prywatny komentarz, ale komunikat o charakterze oficjalnym. Tweetowanie w wydaniu polityków wymaga więc nie tylko błyskawiczności, ale także pewnej dojrzałości i zrozumienia zasad, którymi kieruje się komunikacja w internecie. Jak pokazuje praktyka, różnie z tym bywa.

Partie polityczne upodobały sobie także YouTube. Korzystają z niego szczególnie podczas trwania kampanii wyborczych. Na swoich kanałach umieszczają spoty, które żyją znacznie dłużej niż w innych mediach. W telewizji natomiast, gdy mowa o spotach i rozmachu kampanii, często sięga się właśnie po dane dotyczącej liczby wyświetleń na YouTubie. Dzięki internetowi kampania jest zatem bardziej dynamiczna, nabiera większych rozmiarów.

O tym jaką rolę w komunikacji politycznej odgrywa internet świadczy chociażby to, ze korzystają już z niego także ci politycy, którzy wydają się być bardzo konserwatywni, tradycyjni, niejako nieprzystający do nowoczesnych technik przekazu. Internet daje politykom możliwość samodzielnego kreowania przekazu i to bezpłatnie, lub przy stosunkowo niewielkich kosztach. Dodatkowo, jest on doskonałym narzędziem kształtowania wizerunku. Polityk nieobecny na przykład na Twitterze, to dla wielu polityk nienowoczesny, odbiegający od wymogów współczesności.

Obecność polityków w internecie może przynieść korzystne rezultaty także dla samego wyborcy. Nie chodzi tu tylko o możliwość szybszej, częstszej i prowadzonej na większa skalę komunikacji, ale także o wymogi stawiane politykom właśnie przez to medium. Internet zmusza bowiem do kreatywności, bardziej przemyślanych działań i do większej odpowiedzialności za nie. Trwałość przekazu, życie własnym życiem umieszczanych tam treści powoduje, że dużo stracić może też ten, kto nieporadnie korzysta z tego narzędzia. Wniosek zatem jest dziecinnie prosty- w świecie wirtualnym należy być ale w formie szczególnie przemyślanej, uważnie i odpowiedzialnie. Władza to bowiem stawka naprawdę wysoka.

Wind Mobile nominowany do Diamentów Private Equity

Wind Mobile, dostawca innowacyjnych technologii dla sektora telekomunikacyjnego, uzyskał nominację do prestiżowej nagrody Diamenty Private Equity 2014.

Spółka okazała się jedną z najczęściej zgłaszanych do konkursu przez sektor ventures capital i private quity. W dniu 15 maja br. spośród najliczniej zgłoszonych kandydatów Kapituła Konkursowa nominowała firmy i osobowości w dziesięciu kategoriach. Wind Mobile uzyskał nominację w kategorii Spółka Portfelowa (Small Cap) wraz z LiveChatSoftware oraz PKL.

Uzyskana nominacja to dla nas wielkie wyróżnienie, szczególnie, że wyraża uznanie bardzo dla nas istotnej branży. Cieszy mnie, że sukcesy Spółki oraz jej dynamiczny rozwój, zostały docenione przez tak szacowną Kapitułę. Wierzę również, że dzięki przejęciu Software Mind, obranej strategii zagranicznej oraz nadchodzącemu przejściu na parkiet główny, będziemy jeszcze bardziej zauważalni i doceniani przez ten sektor. – mówi Rafał Styczeń, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile SA.

Nagrody Diament Private Equity 2013 są przyznawane przez Executive Club, organizację zrzeszającą przedstawicieli top managamentu, oraz kapitułę, która składa się z wybitnych teoretyków i praktyków z obszaru ekonomii oraz gospodarki. Laureaci zostaną ogłoszeniu podczas uroczystej Gali konferencji Private Equity Forum, która odbędzie się 3 czerwca 2014 roku w Warszawie.

Więcej obowiązków dla sprzedających – większe prawa dla konsumentów

Choć tradycyjny sposób robienia zakupów jest nadal popularny, to jednak z roku na rok Polacy coraz częściej kupują przeróżne produkty przez Internet. Widocznym trendem w handlu elektronicznym jest też m-commerce, czyli sprzedaż za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Postęp tej w dziedzinie sprawia, że potrzebne są nowe rozwiązania prawne, które – nie tylko – jasno określą zasady dla właścicieli e-sklepów, ale będą też chronić konsumentów, którzy z tego typu usług korzystają.

Ogromny wybór towarów, niższe niż w sklepie ceny i wygoda – możliwość zakupów bez wychodzenia z domu. Szybko i o dowolnej porze można kupić praktycznie wszystko. To wszystko sprawia, że coraz większa liczba osób kupuje przez Internet. Niestety – nie zawsze transakcja zawierana na odległość jest z korzyścią dla konsumenta. Jak w każdej branży, również i w tej, zdarzają się nieuczciwi przedsiębiorcy. I choć klienta chroni prawo konsumenckie, jego przepisy bywają różne interpretowane. Jak wyjaśnia Marek Kutarba, redaktor naczelny Tygodnika Biznes i Prawo „Obecne prawo konsumenckie daje dość dużą ochronę. Mogłoby się wydawać, że zmiany nie są aż tak potrzebne. Natomiast często jest tak, że przepisy sobie, a życie sobie”.

Wszytko, zmieni się po wejściu w życie nowego prawa konsumenckiego, które jest w trakcie dopasowywania do tego, działającego we wszystkich krajach Unii Europejskiej. „[…] Zmiany są o tyle dobre, że wyjaśnią sytuację zarówno po stronie klienckiej, jak i po stronie przedsiębiorcy. Strony będą w stanie dużo łatwiej zrozumieć, które obowiązki, kogo obciążają. To poprawi relację między obydwoma stronami” – zaznacza Marek Kutarba.

Rewolucję przejdą sprzedawcy internetowi. Będą oni musieli wprowadzić treści dotyczące m.in. informacji o prawie do odstąpienia od umowy, czy zmienić wygląd strony z podsumowaniem zamówienia oraz nazwą przycisku „kup teraz”. Jednak nowe zapisy ustawy konsumenckiej dotyczyć będą też sprzedaży tradycyjnej.

Jak podkreśla Krzysztof Czyżewski, adwokat z kancelarii adwokackiej Czyżewscy „[…] ustawa konsumencka, będzie regulowała wiele kwestii klienta, które były dla niego niejasne, wywoływały kontrowersje, przez co konsumenci nie wiedzieli co robić. Nowe przepisy dają im sporo uprawnień. Są nimi m.in. dłuższy termin na odstąpienie od umowy, również wtedy, gdy przedsiębiorca nie poinformuje konsumenta o jego prawach”. Do tej pory na odstąpienie od umowy było 10 dni, po zmianach termin ten wydłużony zostanie do 14 dni. „[…] kolejną kwestią – do tej pory nieuregulowaną – jest kwestia zwrotu towarów” – dodaje Krzysztof Czyżewski. Obecnie reklamowane towary mogą być naprawiane wiele razy. Nabywca nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada nie jest istotna. Dzięki nowej ustawie, jeśli nabyta rzecz okaże się wadliwa, będzie można od razu zażądać zwrotu pieniędzy lub wymiany na nową.

Nowe regulacje są odpowiedzią na rozwój różnych form sprzedaży, przede wszystkim tej w Internecie. I choć wydaje się, że proponowane rozwiązania prawne przyniosą więcej korzyści konsumentom, to przedsiębiorcom również usprawnią funkcjonowanie. Sprzedający będą wiedzieć jak dokładnie wypełniać swoje obowiązki.

Termin wejścia w życie nowej ustawy konsumenckiej – wynikający z dyrektywy unii Europejskiej – upływa 13 czerwca. Tak się jednak nie stanie. Jak zaznaczają eksperci, mimo zaawansowanych i szybkich prac nad regulacjami, to Sejm przyjął ustawę dopiero 9 maja. Musi ona jeszcze zostać przyjęta przez Senat i podpisana przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ponadto, aby nowa ustawa konsumencka weszła w życie potrzebny jest czas, dany przedsiębiorcom, żeby dostosowali swoje zasady sprzedaży towarów. Prognozuje się, że ustawa zacznie obowiązywać na przełomie roku 2014 – 2015.

Nowelizacja specustawy terminalowej w Senacie. Umożliwi powstanie 3,4 tys. km gazociągów i zmniejszy zależność energetyczną od Rosji

CEO Magazyn Polska

Dzięki nowelizacji specustawy terminalowej z 2009 r. w Polsce może powstać blisko 3,5 tys. km nowych gazociągów. Dziś zmianą prawa zajmie się Senat. W początkowym etapie gazoport będzie mógł przyjmować 5 mld metrów sześciennych gazu, czyli jedną trzecią polskiego zapotrzebowania. Pozwoli to na uniezależnienie się od Rosji i stworzy podwaliny proponowanej przez premiera Tuska europejskiej Unii Energetycznej.

Przede wszystkim uniezależniamy się od jednego, wschodniego kierunku dostaw gazu. Zużywamy około 15 mld metrów sześciennych tego surowca rocznie. Dzięki terminalowi mamy przygotowane możliwości odbioru, praktycznie z całego świata, bo i z kierunku afrykańskiego, i amerykańskiego, i azjatyckiego, gazu skroplonego w ilości 5 mld metrów sześciennych, a więc 30 proc. naszego zapotrzebowania. Kolejne 30 proc. wydobywamy z własnych źródeł – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa. – Zaopatrzenie w gaz naszych przedsiębiorców i gospodarstw domowych będzie więc bardzo zrównoważone, co podniesie bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Dostawy gazu poprzez terminal skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Świnoujściu będą realizowane od 2015 r. W 2009 r. przyjęta została specustawa terminalowa, która ułatwiła proces inwestycyjny dotyczący nie tylko samego gazoportu, lecz także towarzyszących mu instalacji przesyłowych, czyli rurociągów. Nowelizacja, którą pod koniec kwietnia przyjął jednogłośnie Sejm, dziś trafi pod obrady Senatu.

Jak podkreśla Karpiński, dzięki nowelizacji ustawy terminalowej możliwe będzie jeszcze lepsze wykorzystanie możliwości gazoportu. Po jego rozbudowie może on przyjmować nawet 7,5 mld metrów sześciennych LNG rocznie. Nowelizacja umożliwi nie tylko skuteczniejsze rozprowadzenie gazu w kraju, lecz także włączenie się w system rurociągów europejskich.

Zmiana przepisów pozwala nam na szybkie, skuteczne przeprowadzenie procesów inwestycyjnych dla rurociągów gazowych o długości prawie 3,5 tysiąca kilometrów. Będziemy mogli skutecznie rozprowadzać na terenie kraju gaz skroplony, a także ten gaz, który będziemy mogli przyjmować z innych kierunków dzięki interkonektorom łączącym nas z sąsiadami, czyli Niemcami, Czechami czy Słowakami – mówi Włodzimierz Karpiński.

Dodaje, że rurociągi zbudowane dzięki nowelizacji ustawy terminalowej podniosą bezpieczeństwo energetyczne kraju i całej Unii Europejskiej. Nowe prawo ułatwi m.in. realizację korytarza energetycznego od Morza Bałtyckiego do Adriatyku. Karpiński podkreśla, że to praktyczne działanie, które realizuje proponowaną przez premiera Donalda Tuska ideę Unii Energetycznej.

Nowelizacja ma ułatwić budowę gazociągów m.in. poprzez nadanie nowych uprawnień administracyjnych wojewodom oraz ujednolicenie zasad związanych z decyzjami lokalizacyjnymi. Inwestorzy nie będą musieli na przykład uzyskiwać oddzielnej zgody wojewody na wycinkę drzew po uzyskaniu decyzji lokalizacyjnej. Zwiększy się też zakres inwestycji, które będą mogły być realizowane w ramach specustawy.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju pracuje nad ustawą korytarzową, która usprawni realizacje inwestycji służących celom publicznym w sensie inwestycyjnym. Zrobiliśmy wycinkową ustawę dotyczącą terminalu i instalacji towarzyszących i poprzez usprawnienie procesu inwestycyjnego możemy odblokować potencjał spółek Skarbu Państwa, które już mają w swoim portfelu projekty inwestycyjne o wartości 18 mld złotych – zapowiada Karpiński.

Przypomina, że w latach 2004–2006 w Polsce w ramach starych przepisów zbudowano tylko ok. 90 km gazociągów. W latach 2007–2013 powstało ok. 1200 km, w tym 940 km objętych specustawą terminalową obowiązującą od 2009 r. (poza samym gazoportem w Świnoujściu). Dzięki nowelizacji ustawy otwiera się możliwość budowy kolejnych 3,4 tys. km gazociągów.

Warszawa chce stworzyć przestrzeń dla innowacyjnych firm

CEO Magazyn Polska

Stołeczny samorząd podpisał list intencyjny w sprawie utworzenia kompleksowego systemu wsparcia lokalnych start-upów. Projekt ma pomagać najmniejszym firmom w zdobywaniu kapitału na start i rozwój. Blisko 90 proc. warszawskich firm stanowią małe i mikropodmioty, dlatego prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz liczy, że projekt przyczyni się do wzrostu ich konkurencyjności, a w konsekwencji – do szybszego rozwoju miasta. Partnerami miasta w tym projekcie są Giełda Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenie Aula.

– Wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych będziemy promować i zachęcać wszystkich, którzy chcą w start-upy zainwestować, po to, żeby one mogły funkcjonować, żeby było jak najmniej nieudanych inicjatyw. Chociaż w Ameryce często się mówi, że jak ktoś chociaż raz nie zbankrutował, to znaczy, że nie ma doświadczenia. Niemniej jednak chcielibyśmy, żeby one się kończyły powodzeniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy.

Warsaw Startup Space to wspólny projekt m.st. Warszawa, Giełdy Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenia Aula. Według prezesa GPW, ma on stworzyć kompleksową przestrzeń dla młodych przedsiębiorców, która będzie ułatwiała zakładanie i rozwijanie własnego biznesu.

– Będzie to polegało na zapewnieniu im przestrzeni fizycznej, dostępu do odpowiednich urządzeń teleinformatycznych, aparatury, porad finansowych, prawnych, marketingowych, finansowania i promocji – wyjaśnia Adam Maciejewski, prezes GPW.

Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe, polega na poszukiwaniu inwestorów, którzy będą skłonni wyłożyć niewielkie sumy pieniędzy na innowacyjny projekt. Niewielkie kwoty w formie pożyczki, darowizny lub zakupu udziałów pozwalają zbierać kapitał nawet bardzo ryzykownym przedsięwzięciom, które nie mogą liczyć na sfinansowanie poprzez np. kredyt bankowy. Również regulowany rynek kapitałowy oraz rynek długu, ze względu na koszty wejścia oraz emisji, pozostają poza zasięgiem większości młodych przedsiębiorców. Crowdfunding pozwala wypełnić tę lukę i uchronić przed wykluczeniem z rynku finansowego wiele ryzykownych i śmiałych inicjatyw.

Obok braku środków finansowych, w przypadku start-upów sporą barierą rozwoju mogą być podatki oraz składki ZUS. Według organizacji zrzeszających pracodawców, problemem jest nie tylko ich wysokość, lecz również złożoność samego systemu. W przypadku bardzo ryzykownych start-upów może to zniechęcać potencjalnych innowatorów do wejścia na rynek ze swoimi pomysłami. Prezydent Warszawy zwraca jednak uwagę, że przedsiębiorcy mają pewną elastyczność, bo mogą rozliczać się liniowo według stawki 19 proc.

– Kwestia systemu podatkowego to jest oczywiście kwestia ogólnopaństwowa. Ale biorąc pod uwagę to, że start-upy mogą płacić podatek PIT 19-proc., to jest już pewien postęp w porównaniu do sytuacji przedtem – uważa prezydent Warszawy.

Według Gronkiewicz-Waltz także regulacje dotyczące zakładania działalności gospodarczej są obecnie znacznie bardziej przyjazne, niż to było w przeszłości. Niemniej jednak, Polska jako kraj członkowski UE nie może w dowolny sposób kształtować swoich regulacji, bo jest ograniczona przez prawo europejskie. Zdaniem Gronkiewicz-Waltz, niska innowacyjność polskich firm jest uwarunkowana także kulturą, która na tle tle kultury proinnowacyjnej w USA jest widoczną barierą rozwoju start-upów.

– Zakładanie działalności już jest dość szybkie, bo rejestruje się u nas w każdej dzielnicy, można nawet online założyć działalność gospodarczą. Nie ma tutaj problemu. Na pewno nie ma u nas jeszcze takiej kultury biznesowej jak w Stanach Zjednoczonych, a jesteśmy w Europie i też jesteśmy trochę ograniczani niektórymi przepisami Unii Europejskiej. Niemniej jednak będziemy się starali, żeby było jak najłatwiej – mówi prezydent Warszawy. 

Długoterminowym celem projektu Warsaw Startup Space jest wspieranie innowacyjności polskiej gospodarki oraz promowanie wizerunku Warszawy jako miasta przedsiębiorczego i dynamicznego. To z kolei ma przyciągać kolejnych inwestorów i przedsiębiorców – zarówno do miasta, jak i na rynek kapitałowy. Stołeczny samorząd podejmuje także inne inicjatywy, które mają wspierać rozwój lokalnej przedsiębiorczości i innowacyjności. 

 Z Unii Europejskiej przydzieliliśmy ponad 60 mln zł dla ponad 3 tys. przedsiębiorców i będziemy to kontynuować. Teraz mamy więcej, mamy ponad 100 mln zł środków z Unii. To jest pomoc w infrastrukturze, jest Centrum Przedsiębiorczości na Smolnej, gdzie można uzyskać wszelkie informacje, jeśli się chce założyć działalność gospodarczą, różnego typu usługi innowacyjne. I tam też przedsiębiorcy mogą się spotkać, podzielić się informacjami, mogą też początkowo wynająć, po cenach nierynkowych taką powierzchnię, jeśli jeszcze nie mają środków na biuro – wyjaśnia Hanna Gronkiewicz-Waltz.

W Łodzi już ponad 700 budynków na liście zabytków. Na ich rewitalizację miasto otrzyma 2 mld zł z nowej unijnej perspektywy finansowej

CEO Magazyn Polska

Setki niszczejących w Łodzi zabytkowych kamienic i budynków pofabrycznych ma szansę odzyskać dawną świetność dzięki funduszom unijnym. Samo miasto może rozkwitnąć w ramach unii miast przemysłowych w Europie. Jej utworzenie chce w Parlamencie Europejskim forsować Krzysztof Malarecki, kandydat PO w eurowyborach startujący z Łodzi.

Łódzka Manufaktura czy Fabryka Sztuki to pozytywne przykłady rewitalizacji XIX-wiecznych powierzchni fabrycznych. W tych uratowanych przed upadkiem postindustrialnych przestrzeniach powstały prężnie dziś działające instytucje kulturalne i podmioty komercyjne. Na ratunek jednak czekają jeszcze setki innych budynków, głównie mieszkalnych.

– Tych budynków wpisanych na listę zabytków jest ponad 700, a 1,5 tys. jest na liście starających się o ten status. To jest głównie lista złożona z prywatnych willi, domów, jakby pomijała trochę te przemysłowe obiekty, które też są piękne – mówi Krzysztof Malarecki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że opuszczone i upadające nieruchomości o charakterze przemysłowym, które nie mają możliwości powrotu do swojej dawnej działalności gospodarczej, można ocalić, tworząc w nich centra kultury i sztuki. Miałoby się to dokonać w ramach platformy zrzeszającej dawne europejskie ośrodki przemysłowe, które łączy nie tylko podobna historia, lecz także wspólny problem: duża liczba pustostanów po dawnych zakładach produkcyjnych.

Wychodzę z takim projektem i będę go forsował, kiedy dostanę zaufanie wyborców. Postrzegam Parlament Europejski jako idealną platformę, w ramach której powinniśmy stworzyć unię miast poprzemysłowych w Europie, takich jak Manchester City, Düsseldorf, a w Polsce Bytom. Wydaje mi się, że taka unia dałaby niesamowitą perspektywę rozwoju dla takiego miasta jak Łódź – wyjaśnia kandydat Platformy w wyborach do PE.

Na rewitalizację zabytkowych budynków w samym województwie łódzkim przeznaczono 2 mld zł z nowej unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014-2020.

Nie wyobrażam sobie możliwości skutecznej rewitalizacji tych zabytków bez pomocy unijnej, dlatego powinniśmy wykorzystać najbliższe 7 lat. Wydaje mi się, że ich właściwe zagospodarowanie może naprawdę zmienić Łódź w perłę miast polskich – zaznacza Malarecki.

Jednak oprócz zabytków ponownego zagospodarowania wymaga też wiele łódzkich nieruchomości o charakterze mieszkalnym. W ich odbudowie pomóc może system nisko oprocentowanych kredytów, które mogłyby być udzielane wspólnotom mieszkaniowym.

Żeby nie tworzyć wspólnoty mieszkaniowej, kiedy już mamy klucz i zbudowane mieszkanie, i w jej ramach dyskutować o tym, gdzie wywozić śmieci, tylko żeby spróbować skupić się przed odbudowaniem domu i właśnie te prywatne kamienice, prywatne domy powinny być terenem działań takich skupisk, które ja nazywam inwestycyjnymi wspólnotami samorządowymi. One miałyby nisko oprocentowane kredyty, które można byłoby uzyskać, działając na platformie Parlamentu Europejskiego – tłumaczy polityk.

Kolejnym etapem tego planu jest powołanie wśród eurodeputowanych grupy ekspertów, których zadaniem będzie wypracowanie dla wspólnot inwestycyjnych tanich kredytów. Ich koszty – jak zakłada Malarecki – nie przekraczałyby średnich kosztów najmu. Atrakcyjne pożyczki mają być wabikiem dla młodych ludzi, którzy z zapałem zabiorą się za remonty zniszczonych secesyjnych kamienic oraz odbudowę pofabrycznych pustostanów, tworząc w nich np. lofty.

Słaby rok polskiej wieprzowiny. Wznowienie eksportu na Ukrainę nie pomoże w wyraźny sposób

CEO Magazyn Polska

Do tej pory eksport mięsa w porównaniu z ubiegłym rokiem jest niższy o blisko 20 proc., głównie przez zakaz importu mięsa do wielu krajów, głównie na Wschodzie. Przedstawiciele branży podkreślają, że jeśli nie uda się odzyskać rynków wschodnich i azjatyckich, to w kolejnych miesiącach spadek może być jeszcze większy. Zgodnie z informacjami ministra rolnictwa Marka Sawickiego możliwe, że w najbliższych tygodniach polska wieprzowina zacznie znów trafiać na Ukrainę, a również Chiny ograniczą obowiązujący zakaz.

– Początek roku dla nas był niezwykle obiecujący, ale tylko do czasu. 18 lutego w Polsce zarejestrowano u dzików dwa przypadki afrykańskiego pomoru świń. Pojawił się drastyczny spadek cen żywca wieprzowego, jak również utrata możliwości eksportowej poprzez zablokowanie wielu rynków światowych – mówi agencji Newseria Biznes Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.

W 2013 roku m.in. na rynki Chin, Rosji i Ukrainy trafiło niemal 190 tys. ton wieprzowiny o wartości 1,7 mld zł. Jak zaznacza Różański, to oznacza zmniejszenie polskiego eksportu o 200-300 mln dolarów w porównaniu z ubiegłym rokiem. Możliwe, że w najbliższych tygodniach embargo na wieprzowinę zniesie Ukraina. Może to jednak tylko w nieznaczny sposób zrekompensować polskim przedsiębiorcom straty związane z blokadą ze strony Rosji, bo w ubiegłym roku tylko nieco ponad 2 proc. naszego eksportu przypadło na Ukrainę.

– Mamy problem, który dotyczy dwóch aspektów. Pierwszy aspekt to utrata rynków wschodnich, drugi aspekt to utrata bardzo dobrze rozwijających się rynków azjatyckich. Dlatego ten rok nie będzie zaliczał się do wzrostowych, jak było do tej pory – wyjaśnia Wiesław Różański.

Zapisy dotyczące zakazu importu wieprzowiny z kraju, w którym zanotowano przypadki afrykańskiego pomoru świń, dotyczą 22 krajów na świecie. Obecnie Polska może eksportować wieprzowinę do wszystkich krajów Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Hongkongu i Wietnamu.

– To kraje, które nie są obarczone zakazem eksportu. I do nich eksportujemy, próbujemy sobie radzić na tych rynkach i mam nadzieję, że sobie poradzimy – podkreśla Wiesław Różański.

W ostatnim tygodniu Marek Sawicki odwiedził Singapur, Chiny i Koreę Południową. Podczas rozmów z przedstawicielami władz poruszono m.in. zagadnienia dotyczące zniesienia zakazu importu polskiej wieprzowiny.

Polskie firmy nie nadążają za nowymi światowymi trendami w sprzedaży

0

CEO Magazyn Polska

Dynamiczny proces sprzedaży, rozwijanie talentów handlowców i trafna ocena szans sprzedażowych – te cechy wyróżniają najlepszych sprzedawców. W Polsce takie rozwiązania stosuje niewielka liczba przedsiębiorstw. Przykładowo formalny coaching obecny jest w mniej niż co piątej firmie. Rodzimym przedsiębiorcom pozostaje więc podpatrywanie najlepszych i wdrażanie najnowszych rozwiązań, które oni stosują.

Stosowana dotychczas metodologia i procesy oraz sposób zarządzania siecią handlową mogą zabijać sprzedaż – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Petryniak, dyrektor programów strategicznych ICAN Institute, wydawcy „Harvard Business Review Polska”. – Na szczęście wiemy, jakie modele stosują najlepsze firmy sprzedażowe na świecie, które konsekwentnie realizują cele sprzedażowe, więc możemy je wykorzystywać – dodaje.

Według badania przeprowadzonego przez CSO Insights wśród ponad 1,2 tys. firm na świecie, tym, co wyróżnia przedsiębiorstwa będące liderami sprzedaży, jest między innymi dynamiczny proces sprzedażowy, uwzględniający np. zmieniającą się koniunkturę czy pojawienie się nowych rywali na rynku.

Najlepsze firmy wyróżnia koncentracja menadżerów sprzedaży na rozwijaniu talentów handlowców, m.in. poprzez systematyczny coaching sprzedażowy – zauważa Magdalena Petryniak. – Istotna jest także efektywność zarządzania procesem sprzedaży i ocena szans na zawarcie korzystnej umowy.

Polskie przedsiębiorstwa nie odstają od światowej średniej. Do globalnej czołówki jednak wciąż im daleko.

– Formalny lub dynamiczny proces sprzedaży stosuje w Polsce mniej niż 40 proc. organizacji – mówi Petryniak. – Jedynie w 17 proc. organizacji wymagany jest formalny proces coachingu sprzedażowego. Z kolei tylko 40 proc. menadżerów sprzedaży celnie identyfikuje plany sprzedażowe. 

Krajowym firmom pozostaje więc uczenie się od najlepszych.

Mają one jeszcze dużo do zrobienia w prowadzeniu formalnego procesu zarządzania sprzedażą czy formalnego coachingu handlowców – zauważa dyrektor programów strategicznych w ICAN Institute. – Warto, by zainteresowały się nowymi metodologiami, takimi jak na przykład insight selling, które wprowadzają duże zmiany w rozmowie handlowej. Albo by powiązały coaching sprzedażowy z procesem sprzedażowym w firmie i procesem zakupowym u klienta. To najnowsze praktyki, które pozwalają zwiększyć efektywność – dodaje. 

Dziś planowanie skutecznej sprzedaży musi odnieść się do dwóch kluczowych zmian. Po pierwsze, do historii powoli przechodzi model, kiedy niezależni sprzedawcy sami kontrolowali własny proces sprzedażowy. Siły sprzedażowe coraz częściej oparte są na podziale pracy i zespołach. W nowym modelu sprzedaży kluczową rolę odgrywają menedżerowie i osoby zarządzające sprzedażą. Drugą zmianą jest pojawienie się dynamicznych procesów opartych na nowym rodzaju rozmowy handlowej (tzw. insight selling), która wykracza poza prezentację oferty, perswazję i konsultację, a proponowane klientowi rozwiązanie coraz częściej jest projektowane wspólnie z nim.

W badaniu CSO Insights „Optymalizacja zarządzania sprzedażą” wzięło udział 1200 firm różnej wielkości z całego świata. Zebrano wówczas mierniki dotyczące 122 wskaźników efektywności zarządzania sprzedażą. Pytania dotyczyły m.in. rotacji na stanowisku handlowca, procesu coachingowego dla handlowców, czasu poświęcanego na szkolenie i trening, a także działalności kierowników sprzedaży.

Sposoby skutecznej sprzedaży na współczesnych rynkach będą jednym z tematów organizowanej dziś przez „Harvard Business Review Polska” konferencji „Przywództwo w sprzedaży”. Gościem specjalnym będzie Linda Richardson, wiodący ekspert sprzedaży na świecie, laureatka Top Sales and Marketing Award i autorka 10 bestsellerów dotyczących tematyki sprzedaży i zarządzania.

Już 7-latki powinny się uczyć programowania. Na Zachodzie to standard, w Polsce jeszcze rzadkość

CEO Magazyn Polska

W Polsce wciąż brakuje nauki programowania w szkołach podstawowych. Na świecie programowanie uważane jest za kluczową nowoczesną kompetencję i uznawane za trzeci język, którego należy uczyć się równolegle z ojczystym i obcym. Dlatego na Zachodzie tego rodzaju zajęcia od lat znajdują się w planie zajęć nawet najmłodszych uczniów.

Również niektóre kraje naszego regionu doceniają wagę tej umiejętności, np. Estonia zajęcia z programowania dla siedmiolatków i ośmiolatków wprowadziła dwa lata temu. Dzieci uczą się tam równolegle czytania i pisania wraz z poznawaniem tajników kodowania. Podobnie w Wielkiej Brytanii, która rok temu wprowadziła ten przedmiot do programu nauki dla najmłodszych.

Należy pamiętać, że nasze dzieci, czyli dzisiejsi kilkulatkowie, będą wykonywały w przyszłości takie zawody, o których dzisiaj wiemy niewiele. Nie wiedząc praktycznie nic na temat zawodów przyszłości, ale mając świadomość, że będą oparte na technologii, staramy się edukować dzieci i młodzież. Chcemy redukować pasywny odbiór technologii i internetu i tworzyć aktywne postawy w technologii – wyjaśnia Blanka Fijołek, CSR & Sponsorship Manager z firmy Samsung, która zainicjowała program „Mistrzowie Kodowania”.

Program polega na wprowadzeniu regularnych zajęć kodowania, opartych na scenariuszach organizatorów. Scenariusze bazują na programie Scratch, na którym dzieci uczą się podstaw programowania. Po kilku modułach lekcyjnych są w stanie tworzyć własne gry. W kolejnym semestrze uczniowie będą w stanie zaprogramować aplikacje. Program ma wykształcić w dzieciach umiejętność analitycznego myślenia oraz pracy zespołowej.

To jest metoda, która angażuje zarówno dzieci, jak i nauczyciela. Stwarza pole do współpracy. Szereg problemów, które pojawiają się w trakcie pracy, zachęca do kooperacji. Wzmaga to system warsztatowy zajęć. Dzieci uczą się równolegle i uzupełniają wiedzę z zakresu matematyki – mówi agencji informacyjnej Newseria Fijołek.

W programie „Mistrzowie Kodowania” uczestniczy obecnie ponad 200 szkół z całej Polski. Nauką objęte są dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat. Inicjatorem programu jest Samsung Electronics Polska. Merytorycznie firmę wspiera Centrum Edukacji Obywatelskiej oraz Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów. Projekt ma poparcie Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Patronat nad programem objęła Anna Komorowska.

Branża hotelarska powoli wychodzi z kryzysu. Najlepiej radzą sobie obiekty SPA i wypoczynkowe

0

CEO Magazyn Polska

Hotelarze wciąż odczuwają skutki spowolnienia gospodarczego, szczególnie prowadzący obiekty konferencyjne. W niektórych miastach średnia frekwencja w ubiegłym roku była poniżej 50 proc. Tak było na przykład w Poznaniu, natomiast w Toruniu i Łodzi nie dobiła nawet do 40 proc. Zdecydowanie najlepiej radzą sobie hotele w Warszawie, Szczecinie i Krakowie. Choć w większych miastach coraz poważniejszą konkurencją dla hoteli stają się apartamenty i mieszkania prywatne na krótkoterminowy wynajem.

Ze spowolnieniem gospodarczym najlepiej poradziły sobie hotele typu SPA i obiekty wypoczynkowe, które nawet w czasie największego dołka przyciągały klientów. Gorzej radzą sobie obiekty konferencyjne. Wstępne dane za ubiegły rok wskazują, że średnie obłożenie w największych miastach w Polsce wahało się miedzy 62 a 70 proc.

Liderem jest Warszawa, za nią – Szczecin i Kraków. Ale są też duże miasta, jak Poznań, w których frekwencja wyniosła mniej niż 50 proc. W mniejszych miastach, jak Toruń czy Lublin, średnia frekwencja za ubiegły rok potrafiła nie dojść nawet do 40 proc. Oczywiście są hotele, które mają frekwencję wyższą, ale mówimy o pewnej średniej w danym mieście – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Piasta z Instytutu Hotelarstwa.

Na frekwencję w hotelach wpływa również sezonowość. Dobrze – na tle rynku – radzą sobie obiekty w górach, gdzie sezon trwa praktycznie cały rok. Nieco gorzej mają się obiekty nadmorskie i w okolicach jezior, gdzie turyści przyjeżdżają głównie latem. W stolicy i innych dużych miastach najlepszy okres dla hoteli jest maj i czerwiec oraz wrzesień i październik.

W wakacje lub w niektóre weekendy w pięciogwiazdkowych hotelach w Warszawie można kupić nocleg za 50 euro, podczas gdy w okresie najwyższej frekwencji, w szczytowych dniach sprzedaży, te same pokoje potrafią kosztować ponad 1 tys. euro – wyjaśnia Jacek Piasta.

W dużych miastach hotelarzom przybywa konkurencji. Goście coraz częściej sięgają po ofertę aparthoteli, apartamentów lub mieszkań prywatnych na krótkoterminowy wynajem.

Cena idzie wraz z jakością i bezpieczeństwem. Zwykle oferty aparthoteli czy apartamentów są korzystniejsze cenowo od oferty hotelowej, ale też trzeba mieć świadomość tego, że będąc klientem apartamentu, nie mamy zapewnionego takiego bezpieczeństwa, jak będąc gościem typowego hotelu – przekonuje ekspert z Instytutu Hotelarstwa.

Piasta podkreśla, że kryzys w branży doprowadził do zamknięcia kilku obiektów.

Ostatnie kilka lat spowolnienia gospodarczego wyrzuciło poza rynek obiekty, które powstawały z przymrużeniem oka. Czyli, kiedy ktoś dostał dotację unijną albo kiedy miał taką sposobność, żeby hotel pobudować, zaczynał biznes. W ciągu ostatnich kilku lat rynek brutalnie zweryfikował takie obiekty. Zostały te, które dobrze rzemieślniczo prowadzą swoją pracę, dbają o gościa i jakość, śledzą rynek i dostosowują ceny – wyjaśnia Jacek Piasta.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że liczba hoteli systematycznie rośnie. Na koniec lipca ub. r. było 2107 tego typu obiektów, o 4,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Cztery lata temu na rynku funkcjonowało 1877 hoteli.

Polacy uważają się za odpowiedzialnych kierowców, ale chętnie łamią przepisy

CEO Magazyn Polska

Polacy wysoko oceniają swoje umiejętności prowadzenia samochodu. Z badań przeprowadzonych przez firmę Shell wynika, że ponad 80 procent Polaków uważa, że jest kierowcą bezpiecznym i odpowiedzialnym. Jednocześnie blisko połowa z nas przyznaje się do świadomego łamania przepisów ruchu drogowego.

Badanie „Bitwa pokoleń Shell FuelSave” zostało przeprowadzony w sześciu krajach na całym świecie, w tym w Polsce. Miało ono pokazać, jak różnice wieku wpływają na sposób zachowania się za kierownicą i jakie jest zdanie kierowców o sobie. Badano dwie grupy pokoleniowe: 18-35 lat, oraz 50-65 lat. W obu tych grupach ponad 80 proc. respondentów stwierdziło, że prowadzi samochód w sposób bezpieczny dla innych uczestników ruchu drogowego. 

 
Mamy dosyć spore poczucie własnej wartości, jeżeli chodzi o prowadzenie pojazdu. Co ciekawe ponad 50 proc. młodych kierowców wskazywała na rodziców czy starsze pokolenie jako tych bardziej doświadczonych kierowców niż na siebie samych. Wydawałoby się, że będzie zupełnie odwrotnie, a tu się okazuje, że młode pokolenie było w tym zakresie bardzo skromne – mówi Agata Hinc, rzecznik prasowy Shell Polska, agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Młodsze pokolenie natomiast dużo częściej przyznaje się do szybkiej jazdy i świadomego łamania przepisów ruchu drogowego. Taki sposób prowadzenia samochodu zadeklarowało aż 50 proc. badanych z młodszej grupy, i tylko 25 proc. ze starszej.

Na to wpływają między innymi kwestie finansowe, bo wiadomo, że jak się już zostanie złapanym na łamaniu przepisów, to wiążą się z tym kary. Młodszych pewnie mniej to przeraża, bardziej starszych. Starsi bardziej dbają również o bezpieczeństwo na drodze. Zwracają uwagę zarówno na ekonomikę jazdy, jak i na bezpieczeństwo – dodaje Agata Hinc.

Badanie pokazało ponadto, że polscy kierowcy chętnie poszerzają swoją wiedzę w zakresie ekonomicznej jazdy. Aż 80 procent ankietowanych chciałoby wiedzieć więcej na temat bardziej oszczędnego prowadzenia samochodu.

Razem w UE, razem na świecie – Polsko-Brytyjskie Forum Gospodarcze

W dniach 21-22 maja 2014 r. w Londynie odbędzie się Polsko-Brytyjskie Forum Gospodarcze – Strengthening business relations within EU and worldwide – Seizing the Opportunity: Partnerships for Growth. Wydarzenie poświęcone będzie polsko-brytyjskiej współpracy gospodarczej w ramach Unii Europejskiej, a także wspólnym inicjatywom realizowanym na rynkach trzecich.

Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, współpraca gospodarcza pomiędzy Polską a Wielką Brytanią, cechuje się rosnącą dynamiką. Od 2005 r. Polska awansowała w rankingu największych brytyjskich importerów aż o 13 pozycji, wyprzedzając takie państwa, jak Korea Południowa, Indie, Rosja, Kanada czy Japonia. Wielka Brytania jest obecnie 2. największym importerem polskich towarów i usług, a wartość polskiego eksportu na Wyspy w 2013 r. przekroczyła 41,5 mld złotych – co oznacza niemal trzykrotny wzrost w porównaniu do 2004 r. (14,7 mld złotych).

Polskę i Wielką Brytanię łączy również szereg wspólnych przedsięwzięć. Na przykład produkcja systemów napędowychsześciu samochodów ze ścisłej czołówki Rajdu Dakar realizowana jest w zakładach brytyjskiej firmy GKN Driveline w Oleśnicy. Z kolei stale zyskujący w Polsce na popularności przewoźnik Polski Bus należy do brytyjskiego Stagecoach Group.

Również polskie firmy chętnie inwestują na Wyspach – np. krakowski InPost posiada tam sieć ponad 800 paczkomatów, a nowe punkty odbioru zostaną umieszczone już niebawem przy stacjach londyńskiego metra. Według szacunków Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej w Wielkiej Brytanii funkcjonuje już ponad 40 000 firm założonych przez Polaków.

Pomimo coraz intensywniejszej współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a Wielką Brytanią, obie strony uważają, że istnieje jeszcze duży potencjał jej dalszego rozwoju, w szczególności w zakresie współdziałania na rynkach trzecich. Perspektywy tej kooperacji oraz nowe możliwości, jakie niesie ze sobą dalsze zacieśnianie dwustronnych relacji gospodarczych, będą głównymi tematami dyskusji podczas Polsko-Brytyjskiego Forum Gospodarczego.

Pierwszy dzień Forum, pod hasłem „Obchody 10-lecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej” odbędzie się w Guildhall, City of London. W dyskusjach udział wezmą m.in. Lord Mayor City of London Alderman Fiorna Wolf, minister bez teki Kenneth Clarke, minister Biznesu, Innowacji i Zdolności Vince Cable, prezes NBP prof. Marek Belka, wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Kacperczyk, wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski, dyrektor UK Trade and Investment w Polsce Martin Oxley i inni. Drugiego dnia w Centrum One Great George Street odbędzie się konferencja poświęcona współpracy handlowej i inwestycyjnej. Tego dnia odbędą się również wizyty w wybranych brytyjskich przedsiębiorstwach. Będzie to doskonała okazja dla przedstawicieli polskich i brytyjskich firm do nawiązania interesujących kontaktów i partnerstw o charakterze biznesowym.

Organizatorem Polsko-Brytyjskiego Forum Gospodarczego jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP we współpracy z Ambasadą RP w Londynie, Ambasadą Brytyjską w Warszawie, UK Trade and Investment (UKTI), City of London Corporation, Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ S.A.), PwC oraz Headlines Porter Novelli.

Więcej informacji na temat wydarzenia można znaleźć na stronie internetowej: www.polishbritishforum.pl

UOKiK wygrywa w Sądzie: Metrohouse & Partnerzy

0

Zobowiązywanie konsumenta do zapłaty pełnej prowizji, gdy sprzedaż nieruchomości odbywała się bez udziału pośrednika jest niezgodne z prawem. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się ze stanowiskiem UOKiK

Wyrok sądu dotyczy UOKiK z listopada 2012 r. Urząd stwierdził wówczas, że we wzorcach umownych spółki Metrohouse & Partnerzy, zajmującej się pośrednictwem w sprzedaży nieruchomości, znalazły się postanowienia tożsame z klauzulami niedozwolonymi. Przedsiębiorca m.in. zastrzegał w umowach na wyłączność prawo do obciążenia pełną prowizją konsumenta, który sprzedał mieszkanie na własną rękę. Tymczasem zgodnie z prawem, pośrednikowi nie należy się pełne wynagrodzenie, jeżeli sprzedaż nieruchomości nie nastąpiła w wyniku jego działań.

Sąd podzielił stanowisko UOKiK i utrzymał karę pieniężną w łącznej wysokości 45 447 zł. Wyrok SOKiK w Warszawie z 29 kwietnia 2014 r. (XVII AmA 41/13) nie jest prawomocny, przedsiębiorcy przysługuje apelacja.

K. Marcinkiewicz: powinien powstać polsko-chiński fundusz wspierający wzajemne inwestycje na obu rynkach. Trwają rozmowy

Polskie firmy mają ciekawe pomysły i dobre produkty, ale do zawojowania chińskiego rynku często brakuje kapitału. Dlatego, według byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, oba kraje powinny dążyć do utworzenia funduszu, który byłby współinwestorem dla takich projektów. Jednocześnie wspierałby chiński kapitał na polskim rynku.

Jak podkreśla Kazimierz Marcinkiewicz, nadwyżki kapitału w Chinach powodują, że Polacy chcą zachęcać Chińczyków do inwestowania na Wisłą. Rozmowy na ten temat trwają, ale jest to proces długotrwały.

Trzeba doprowadzić do tego, aby powstał fundusz chińsko-polski, który byłby podmiotem wprowadzającym chiński kapitał na polski rynek, a jednocześnie byłby współinwestorem dla tych inwestycji. Myślę także, że warto zastanowić się nad tym, czy wzorem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju nie stworzyć pewnego rodzaju wspólnego banku, który mógłby nie tylko wprowadzać inwestycje chińskie do Polski, lecz także mógłby pomagać polskim inwestorom inwestować w Chinach – przekonuje były premier w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Polskie firmy mają już ofertę odpowiednią dla konsumentów z Chin: to nie tylko ciekawe projekty, lecz także dobre jakościowo produkty. Największym problemem pozostaje brak kapitału.

Firmy nie są w stanie podołać takim obciążeniom finansowym. W związku z tym instytucjonalizacja tej współpracy wydaje się bardzo potrzebna – podkreśla Marcinkiewicz.

Dzięki niej łatwiejsze byłoby również nawiązywanie i utrzymywanie wzajemnych kontaktów między przedsiębiorców wywodzących się z odmiennych kręgów kulturowych.

Rozmowy nad usprawnieniem współpracy cały czas trwają i dotyczą także pewnych kwestii kulturowych. W Polsce jesteśmy np. bardzo przeregulowani, każdy spór właściwie trafia do sądu, a to strasznie wszystko wydłuża. Chińczycy do czegoś takiego nie są przyzwyczajeni. My też chyba musimy brać pod uwagę to, że jak inwestor z innego świata chce włożyć swój kapitał do Polski, to trzeba mu to umożliwić być może trochę bardziej – przekonuje Marcinkiewicz.

Najbardziej perspektywiczne branże dla inwestorów z Państwa Środka to wciąż energetyka i infrastruktura.

Chińczycy, jak wielu innych inwestorów, najchętniej inwestowaliby w energetykę i infrastrukturę. Nie zawsze to jest możliwe, ale pojawiają się nowe ciekawe dziedziny, np. logistyka, turystyka czy przemysł spożywczy – uważa były premier Kazimierz Marcinkiewicz. – Przemysł spożywczy i całe rolnictwo w Polsce się rozbudowuje. Dziś największe firmy z tego sektora osiągnęły rozmiar średnich firm, więc one będą musiały się konsolidować. Kapitał chiński mógłby w to wejść i uczestniczyć w tej konsolidacji.

Tym samym otworzyłby polskim produktom rolno-spożywczym dostęp do ogromnego chińskiego rynku.

Z podanych na początku maja informacji wynika, że Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych obsługuje siedem chińskich projektów o wartości 59,5 mln euro, które w przyszłości mogą stworzyć 1700 miejsc pracy. Skala inwestycji z Państwa Środka nad Wisłą jest wciąż niewielka. Inwestycje Chin w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej wynoszą mniej więcej tyle samo, co chińskie inwestycje w Szwecji.

K. Marcinkiewicz: powinnien powstać polsko-chiński fundusz wspierający wzajemne inwestycje na obu rynkach. Trwają rozmowy

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy mają ciekawe pomysły i dobre produkty, ale do zawojowania chińskiego rynku często brakuje kapitału. Dlatego, według byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, oba kraje powinny dążyć do utworzenia funduszu, który byłby współinwestorem dla takich projektów. Jednocześnie wspierałby chiński kapitał na polskim rynku.

Jak podkreśla Kazimierz Marcinkiewicz, nadwyżki kapitału w Chinach powodują, że Polacy chcą zachęcać Chińczyków do inwestowania na Wisłą. Rozmowy na ten temat trwają, ale jest to proces długotrwały.

Trzeba doprowadzić do tego, aby powstał fundusz chińsko-polski, który byłby podmiotem wprowadzającym chiński kapitał na polski rynek, a jednocześnie byłby współinwestorem dla tych inwestycji. Myślę także, że warto zastanowić się nad tym, czy wzorem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju nie stworzyć pewnego rodzaju wspólnego banku, który mógłby nie tylko wprowadzać inwestycje chińskie do Polski, lecz także mógłby pomagać polskim inwestorom inwestować w Chinach – przekonuje były premier w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Polskie firmy mają już ofertę odpowiednią dla konsumentów z Chin: to nie tylko ciekawe projekty, lecz także dobre jakościowo produkty. Największym problemem pozostaje brak kapitału.

Firmy nie są w stanie podołać takim obciążeniom finansowym. W związku z tym instytucjonalizacja tej współpracy wydaje się bardzo potrzebna – podkreśla Marcinkiewicz.

Dzięki niej łatwiejsze byłoby również nawiązywanie i utrzymywanie wzajemnych kontaktów między przedsiębiorców wywodzących się z odmiennych kręgów kulturowych.

Rozmowy nad usprawnieniem współpracy cały czas trwają i dotyczą także pewnych kwestii kulturowych. W Polsce jesteśmy np. bardzo przeregulowani, każdy spór właściwie trafia do sądu, a to strasznie wszystko wydłuża. Chińczycy do czegoś takiego nie są przyzwyczajeni. My też chyba musimy brać pod uwagę to, że jak inwestor z innego świata chce włożyć swój kapitał do Polski, to trzeba mu to umożliwić być może trochę bardziej – przekonuje Marcinkiewicz.

Najbardziej perspektywiczne branże dla inwestorów z Państwa Środka to wciąż energetyka i infrastruktura.

Chińczycy, jak wielu innych inwestorów, najchętniej inwestowaliby w energetykę i infrastrukturę. Nie zawsze to jest możliwe, ale pojawiają się nowe ciekawe dziedziny, np. logistyka, turystyka czy przemysł spożywczy – uważa były premier Kazimierz Marcinkiewicz. – Przemysł spożywczy i całe rolnictwo w Polsce się rozbudowuje. Dziś największe firmy z tego sektora osiągnęły rozmiar średnich firm, więc one będą musiały się konsolidować. Kapitał chiński mógłby w to wejść i uczestniczyć w tej konsolidacji.

Tym samym otworzyłby polskim produktom rolno-spożywczym dostęp do ogromnego chińskiego rynku.

Z podanych na początku maja informacji wynika, że Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych obsługuje siedem chińskich projektów o wartości 59,5 mln euro, które w przyszłości mogą stworzyć 1700 miejsc pracy. Skala inwestycji z Państwa Środka nad Wisłą jest wciąż niewielka. Inwestycje Chin w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej wynoszą mniej więcej tyle samo, co chińskie inwestycje w Szwecji.

 

GPW będzie zachęcać Polaków do inwestowania na giełdzie i budować pozytywny wizerunek rynku kapitałowego

CEO Magazyn Polska

Giełda Papierów Wartościowych ruszyła z kampanią wizerunkową promującą rynek kapitałowy. Celem jest podkreślenie roli, jaką giełda odegrała w procesie budowania wolnego rynku w Polsce, powiązanie 23 lat istnienia warszawskiego parkietu z przypadającymi na ten rok obchodami 25-lecia transformacji ustrojowej oraz zachęcenie Polaków do inwestowania swoich oszczędności na GPW.

Giełda już odgrywa bardzo dużą rolę w rozwoju polskiej przedsiębiorczości, ale ciągle za małą. Dlatego powinna zdecydowanie mocniej otworzyć się na nowych inwestorów – m.in. poprzez takie kampanie, które przypominają o jej podstawowej roli, jaką jest pozyskiwanie kapitału dla polskich firm i skuteczna alokacja oszczędności Polaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych.

Główną ideą kampanii jest zwrócenie uwagi na rolę, jaką giełda odegrała w procesie transformacji ustrojowej w Polsce, oraz przekonanie Polaków, że inwestowanie to dobry sposób na pewne i bezpieczne lokowanie swoich oszczędności. GPW chce przypomnieć w kampanii o 23 latach sukcesów warszawskiego parkietu. Jak podkreśla Maciejewski, okazją jest m.in. 25. rocznica transformacji ustrojowej w Polsce.

Doszliśmy do wniosku, że wiosna i 25-lecie wolności polskiej jest dobrym momentem, żeby przypomnieć o sukcesach giełdy i po prostu stworzyć dobrą atmosferę wokół rynku kapitałowego. Te 23 lata to lata praktycznie samych sukcesów polskiego rynku kapitałowego i polskiej giełdy  – przypomina Maciejewski.

Na giełdzie w Warszawie jest obecnie notowanych łącznie niemal 900 spółek – 455 na głównym parkiecie GPW oraz 439 na alternatywnym rynku NewConnect. Zdecydowana większość z nich to spółki z sektora prywatnego, które dzięki środkom ze sprzedaży akcji mogły rozwijać się i inwestować w nowe produkty i usługi, a co za tym idzie – aktywnie wspierały rozwój polskiej gospodarki w ostatnim ćwierćwieczu.

Dzięki takiemu rozwojowi GPW jest dziś największą giełdą w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak prezes Maciejewski zauważa, że rynek wciąż ma ogromny, niewykorzystany potencjał, a wielu Polaków oraz przedsiębiorstw obawia się inwestować na GPW. Ma się to zmienić m.in. dzięki rozpoczętej dziś kampanii wizerunkowej.

Musimy to zmienić różnymi metodami. Oczywiście robimy to przede wszystkim poprzez działania typowo edukacyjne. Corocznie kształcimy kilkanaście tysięcy osób, które są zainteresowane rynkiem kapitałowym, ale to jest wciąż za mało. Ważne, żeby stworzyć zarówno jasny wizerunek polskiego rynku kapitałowego i polskiej giełdy, jak i wizerunek miasta jako Warsaw Capital City – przekonuje Maciejewski.

Kampania, którą realizuje agencja kreatywna Adbirds, będzie widoczna na ulicach Warszawy, w komunikacji miejskiej, prasie, internecie i telewizji. W ramach kampanii uruchomiona została specjalna edukacyjna podstrona www.gpw.pl/inwestuj, objaśniająca podstawy inwestowania na giełdzie. Partnerem kampanii jest Miasto Stołeczne Warszawa.

Polska gospodarka może przyspieszyć dzięki gazowi łupkowemu i współpracy między Europą a USA

CEO Magazyn Polska

Tani gaz z łupków zwiększył konkurencyjność gospodarki Stanów Zjednoczonych. Może pomóc także polskiej, o ile wydobycie okaże się opłacalne – uważa Howard Chase z koncernu chemicznego Dow Europe.  Kolejnym pozytywnym bodźcem dla Polski i Unii Europejskiej może stać się umowa o wolnym handlu z USA.

Stwierdzenie, że gaz łupkowy jest rewolucją, jest całkowicie prawdziwe. Sprowadza on przemysł z powrotem do Stanów Zjednoczonych, ponieważ mamy duże zasoby taniego surowca, idealnego do wyrobu chemikaliów. Dlatego szybko rosną inwestycje branży chemicznej w USA – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Howard Chase, director of government affairs w Dow Europe.

Jednym z głównych powodów powrotu przemysłu do Stanów Zjednoczonych jest tania energia pozyskiwana właśnie z gazu łupkowego, który w Europie budzi kontrowersje, szczególnie ze względów bezpieczeństwa i jego wpływu na środowisko.

Użycie chemikaliów w wydobywaniu gazu łupkowego musi być bezpieczne. W pełni popieramy regulacje zapewniające pełną przejrzystość tego procesu. Uważamy, że szczelinowanie hydrauliczne nie powoduje problemów, ale musi być uregulowane, nadzorowane przez odpowiednie władze i spełniać standardy bezpieczeństwa – twierdzi Chase.

Podkreśla, że jeśli złoża gazu łupkowego w Polsce okażą się wystarczająco bogate i będą mogły być bezpiecznie eksploatowane, to może to pobudzić rozwój przemysłu także w Polsce.

To dobra informacja dla polskiego i europejskiego przemysłu. Ale wciąż pozostaje „jeśli”. O polskim gazie łupkowym wciąż niewiele wiadomo, jednak warto próbować, testować, rozwijać różne techniki i sprawdzać, co można w tej sprawie zrobić – tłumaczy Howard Chase.

Trzeba też wykazać się cierpliwością – badania i dobór rozwiązań technicznych, zdaniem przedstawiciela Dow Europe, mogą trwać dość długo. Potrzebny jest też program prac związanych z badaniem i wydobyciem gazu łupkowego oraz jego konsekwentna realizacja.

Kolejnym pozytywnym impulsem dla gospodarki może być porozumienie o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi – Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP).

To niejedyny warunek wzrostu konkurencyjności Europy, ale z pewnością może popchnąć europejską gospodarkę do przodu. Gospodarki europejska i amerykańska są w przybliżeniu podobnej wielkości – możemy sprawić, by zaczęły sprawniej współpracować – uważa dyrektor z Dow Europe. – Wielkie międzynarodowe firmy, jak Dow, zyskają na umowie handlowej, ale te korzyści przejdą również na naszych klientów w Europie i  Polsce. Klientów, którzy używają naszych produktów i dzięki którym ich praca jest bardziej wydajna i konkurencyjna – przekonuje.

Dow Europe, europejskie ramię koncernu Dow Chemical Company, z jednej strony jest dostawcą amerykańskich technologii wydobycia gazu łupkowego oraz wykorzystywanych przy wydobyciu specjalistycznych chemikaliów, a z drugiej – konsumentem gazu wykorzystywanego podczas produkcji chemikaliów.

Dziś akcjonariusze Energi zdecydują o wypłacie dywidendy

0

CEO Magazyn Polska

Dywidendę w wysokości złotego za akcję proponuje w tym roku zarząd Energi. Dziś o jej wypłacie zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Firma zapowiada, że w przyszłym roku podzieli się zyskami z akcjonariuszami w jeszcze większym stopniu. Koncern realizuje inwestycje w obszarze dystrybucji i energii odnawialnej. Planuje kolejne projekty, ale uzależnia je od nowego prawa o energetyce odnawialnej.

Dziś ZWZA Energi zadecyduje o wypłacie dywidendy za 2013 rok. Spółka w tym czasie zarobiła na czysto prawie 764 mln złotych, co daje 1,86 zł na akcję. Z tego zarząd proponuje wypłacenie 1 złotego na akcję. Rada nadzorcza przyjęła zarekomendowaną przez zarząd wypłatę dywidendy.

O wysokości zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Zakładamy, że zgodzi się z naszą rekomendacją – 1 zł na akcję. W przyszłym roku, zgodnie z obietnicą podczas debiutu giełdowego, będziemy rekomendować dywidendę wyższą – nawet o 20 proc. – informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Bieliński, prezes koncernu Energa.

Zgodnie w Wieloletnim Planem Inwestycji Strategicznych spółka pracuje nad projektami dwóch farm wiatrowych (Parsówek i Myślino) i dwóch małych źródeł fotowoltaicznych (Czernikowo i Gdańsk).

Obecny poziom inwestycji w OZE wiąże się z naszymi przewidywaniami dotyczącymi wejścia w życie nowego prawa o energetyce odnawialnej. Uważamy, że wejdzie ono w życie na przełomie 2015 i 2016 roku, więc dziś realizujemy te inwestycje, które zostaną zakończone przed wejściem w życie nowego prawa – tłumaczy prezes.

Kolejne inwestycje w OZE zależą właśnie od tego, jaki będzie ostateczny kształt nowych regulacji. Prace nad długo oczekiwaną ustawą trwają. Na początku kwietnia projekt został przyjęty przez rząd.

Jednak kluczowe inwestycje – z punktu widzenia i firmy, i odbiorców – dotyczą dystrybucji. W I kwartale br. ze 195 mln zł nakładów inwestycyjnych Grupy wydatki w tym segmencie wyniosły 154 mln zł. Dotyczą one m.in. modernizacji sieci, w tym także wdrażania elementów sieci inteligentnej smart grid.

Jak podkreśla prezes Energi, to przedsięwzięcia bezpośrednio podnoszące bezpieczeństwo dostaw energii.

Zdecydowanie więcej środków wydajemy w segmencie dystrybucji. Mamy ambicje, by w sensie rzeczowym wykonać ten sam plan, ale przy niższych nakładach finansowych. Widzimy faktycznie zmniejszenie CAPEX [wydatki inwestycyjne – red.], porównując I kw. tego i poprzedniego roku. To efekt harmonogramów prac i wydawania środków – mówi Mirosław Bieliński.

Szacunki firmy mówią o stabilizacji cen energii elektrycznej. Ewentualne zmiany nie będą odczuwalne dla rynku.

Z naszego punktu widzenia i z punktu widzenia naszych klientów istotne jest wprowadzenie obowiązków związanych z żółtymi i czerwonymi certyfikatami. To jest czynnik kosztowy dla regulowanej przez prezesa URE ceny dla odbiorców indywidualnych. Nie wiemy, czy URE podnosząc nam z jednej strony koszty, zgodzi się też na podniesienie cen. Przewidywania branży są pesymistyczne w tym zakresie – podkreśla Mirosław Bieliński.

Jego zdaniem, w dłuższym okresie również więcej dobrych informacji jest dla konsumentów energii niż dla jej wytwórców, a więc ceny powinny utrzymywać się na poziomie uważanym przez wytwórców energii za niski.

Energa w pierwszym kwartale osiągnęła zysk netto ok. 323 mln zł. Rok wcześniej w tym samym okresie wypracowała niecałe 181 mln zł czystego zysku. Wzrosła też rentowność sprzedaży. Mimo poprawy wyników spółka zanotowała spadek przychodów ze sprzedaży o 19 proc. Przychody w wytwarzaniu i dystrybucji wzrosły w I kwartale o odpowiednio  26 proc. i 8 proc. Po 20 czerwca spółka wejdzie w skład indeksu WIG30.

La Mania coraz bardziej rozpoznawalna w Wielkiej Brytanii

CEO Magazyn Polska

Firma La Mania Joanny Przetakiewicz osiągnęła sukces nie tylko w Polsce. Ubrania zaprojektowane przez Przetakiewicz stały się na tyle popularne Wielkiej Brytanii, że projektantka otworzyła własne stoisko w luksusowym domu towarowym Harrods. Butik Przetakiewicz szybko staje się rozpoznawalny, a klienci coraz częściej o niego pytają.

Joanna Przetakiewicz przyznaje, że marka La Mania staje się coraz bardziej rozpoznawalna w Londynie. W ciągu ostatnich dwóch lat sklep znacząco zyskał na popularności.

Robię czasami test, przychodzę do Harrodsa i pytam: „Podobno jest tutaj La Mania, gdzie?”. I zastanawiam się, czy panie, które pracują w tym gigantycznym domu towarowym, gdzie pracuje kilkadziesiąt tysięcy osób, rozpoznają markę. Dwa lata temu jeszcze nikt nie wiedział, gdzie jest La Mania. Dzisiaj wszyscy wiedzą. Właśnie to jest najlepszy dowód na to, że każda publikacja czyni nas bardziej znanym – mówi Joanna Przetakiewicz agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Zainteresowanie i rozpoznawalność polskiej marki stale rosną. La Mania pojawiła się na głównej bożonarodzeniowej wystawie w Harrodsie w towarzystwie Toma Forda i Christiana Diora.

– Rośnie zainteresowanie marką i jej rozpoznawalność, a to jest najistotniejsze. Ktoś, kto odwiedza Harrodsa, Josefa lub inne miejsca, w których jesteśmy, pyta, jak trafić do naszego stoiska – mówi Przetakiewicz.

La Mania to pierwsza polska marka, która zaistniała w Harrodsie, uznawanym za najbardziej prestiżowy dom towarowy w Londynie.

Partnerstwo publiczno-prywatne dla wielu samorządów jedyną szansą na zrealizowanie drogich inwestycji infrastrukturalnych

CEO Magazyn Polska

Skomplikowana i niejasna sytuacja prawna utrudniają inwestycje w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Mimo to będzie ono coraz szerzej wykorzystywana, zwłaszcza przez polskie samorządy. Dla nich może być to jedyna szansa na przeprowadzenie kosztownych inwestycji.

Widzimy duże zaangażowanie samorządów. One wierzą w to, że będzie można rozwiązywać swoje problemy i zaspokajać potrzeby, których jest dużo, nie tylko poprzez wykorzystanie środków unijnych i ze swojego budżetu, lecz także poprzez wykorzystanie środków, które przynosi formuła partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Jestem głęboko przekonany, że liczba tych projektów będzie znacznie większa, że będziemy je widzieć – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Wieczorek, wiceprezes wykonawczy Skanska AB.

Wieczorek przyznaje, że partnerstwo publiczno-prywatne to bardzo skomplikowana formuła inwestycji. Uczestniczą w niej trzy strony: zamawiająca instytucja publiczna, prywatny wykonawca oraz finansujący przedsięwzięcie bank. By PPP było udane, wszystkie trzy strony muszą na tym zyskać. Wiceprezes Skanska AB podkreśla, że nie ma mowy o tym, by którakolwiek ze stron była stratna.

Dla strony publicznej korzyścią jest przeprowadzenie inwestycji bez uszczerbku dla budżetu. Z kolei strona prywatna zyskuje zwykle po oddaniu inwestycji, np. na opłatach za przejazd, które pobiera na mocy umowy przez wiele lat.

Choć Unia Europejska zachęca do PPP, nadal niejasne są przepisy dotyczące tej formuły. Jak przypomina Wieczorek, nie ma zgody co do tego, czy środki i gwarancje na PPP powinny być wliczane do długu publicznego, czy nie. To dodatkowo utrudnia inwestycje w tej formule, choć Wieczorek jest pewien, że będzie ich przybywać.

My jako Skanska, która ma potężną wiedzę i doświadczenie w realizacji takich projektów, czego przykładem jest chociażby autostrada A1 Toruń – Gdańsk, zbudowana w tej formule, będziemy istotnym graczem na tym rynku – zapewnia Roman Wieczorek.

Skanska była wykonawcą 150-kilometrowego odcinka A1. Spółka wykonała 80 proc. prac trwających od 2004 do 2011, które łącznie były warte 1,25 mld euro. Zgodnie z umową koncesyjną do 2039 r. autostradą będzie zarządzać spółka Gdańsk Transport Company, w której Skanska ma 30 proc. udziałów.

Szwedzki koncern ma specjalne biuro, które zajmuje się projektami PPP. Jego siedziba znajduje się w Londynie.

Polacy coraz częściej szukają pracy przez media społecznościowe. Również firmy przekonują się do tej formy rekrutacji

CEO Magazyn Polska

Bezrobocie powoli spada, ale rynek pracy należy wciąż do pracodawcy. Najbardziej poszukiwani są specjaliści, zarówno fizyczni, jak i umysłowi, informatycy i inżynierowie. Kandydaci coraz częściej szukają pracy przez media społecznościowe. Także firmy powoli wykorzystują ten sposób do rekrutacji pracowników. Jak jednak podkreślają eksperci, w porównaniu z krajami zachodniej Europy czy Stanami Zjednoczonymi wciąż niewiele pracodawców stawia na tę formę rekrutacji.

Blisko 60 proc. Polaków deklaruje, że korzysta z mediów społecznościowych. Większość to ludzie młodzi, którzy coraz częściej wykorzystują je przy poszukiwaniu pracy. Także pracodawcy przekonują się do e-rekrutacji, jednak dzieje się to powoli i dotyczy tylko części rynku.

Na pewno agencje rekrutacyjne, firmy, które zajmują się poszukiwaniem pracowników, zwróciły uwagę na ten sposób rekrutacji. Obecnie 80 proc. naszych działań rekrutacyjnych to właśnie wykorzystanie tych mediów. Jeśli chodzi o firmy docelowe, które same szukają pracowników, to statystyki mówią, że jest dość niski procent firm, które pozyskują kandydatów z tego źródła – mówi agencji Newseria Biznes Hanna Listek, dyrektor zarządzający w Polski HR Doradztwo Personalne.

W Polsce prawie co piąty pracodawca deklaruje, że przy szukaniu kandydatów korzystało z takich mediów, jak Facebook, Twitter czy LinkedIn. Z roku na rok odsetek ten jest coraz większy, ale w porównaniu z innymi krajami – wciąż niewielki (np. w USA odsetek wynosi 89 procent). Zdaniem Hanny Listek ze względu na możliwość bezpośredniego dotarcia do grupy docelowej i na związaną z tym większą skuteczność firmy coraz częściej będą jednak z tych mediów korzystały.

Powoli poprawia się sytuacja na rynku. Bezrobocie w kwietniu spadło do 13 procent (spadek o 0,5 pkt procentowego) i według szacunków ministra pracy w maju zmniejszy się o kolejne 0,5 pkt proc. PKB w I kwartale wzrosło natomiast o 3,3 procent. Zdaniem Listek mimo to rynek wciąż jeszcze będzie korzystny dla pracodawcy, choć istnieją branże, w których trudno o pracownika. 

– Na pewno poszukiwani będą wysoko wykwalifikowani specjaliści, zarówno fizyczni, jak i umysłowi. Poszukiwani także są informatycy. Branżą, która mocno się rozwija, jest zarówno logistyka, jaki i budownictwo, meblarstwo. Także firmy produkcyjne oraz branża automotive będą potrzebowały wysokiej klasy specjalistów. W cenie zawsze są inżynierowie, dlatego nie powinni oni mieć problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy – wyjaśnia Hanna Listek.

Ruszyły prace sezonowe, więc pojawia się dużo ofert m.in. dla pracownicy obsługujących stanowiska handlowe.

Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji: Europa musi otworzyć się na migrację z południa globu

CEO Magazyn Polska

Europejczycy muszą otworzyć się na imigrantów, dzięki czemu skorzysta cała wspólnota – apeluje Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji. Nieracjonalna obawa przed osobami spoza UE ma podłoże ekonomiczne, tożsamościowe oraz związane z bezpieczeństwem. W Europie żyje już jednak ponad 20 milionów imigrantów spoza wspólnoty, a na całym świecie  miliard imigrantów.

Myślę, że możemy się spodziewać jeszcze większej migracji do Europy, zwłaszcza że mamy starzejące się społeczeństwa, więcej osób umiera, niż się rodzi, i zwyczajnie potrzebujemy więcej rąk do pracy. Potrzebujemy więc planu działania w dużej skali, ale także w skali średniej i na poziomie podstawowym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes William Lacy Swing, dyrektor generalny Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji.

Zgodnie z danymi Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) na całym świecie jest już nawet miliard imigrantów. 250 milionów spośród nich wyjechało do innego kraju, a reszta przemieszcza się w obrębie jednego państwa. Jak podaje Eurostat, na terenie UE w 2013 r. żyło ponad 20 mln osób z pozaunijnym obywatelstwem. Dane nie uwzględniają migrantów nieudokumentowanych, których, według szacunków przygotowanych dla Komisji Europejskiej, może być nawet ok. 4 mln.

Swing podkreśla, że tak wielkich fal migracji jak obecnie nie notowano jeszcze w historii. To duże wyzwanie, ale i szansa, zwłaszcza dla starzejących się społeczeństw. Choć wiele osób obawia się napływu imigrantów, mogą na tym skorzystać zarówno kraje przyjmujące, jak i kraje, z których oni pochodzą, np. poprzez przesyłane z powrotem do rodziny pieniądze.

Staramy się zachęcić kraje do tego, by stworzyły ramy, które uregulują i ułatwią legalną migrację, które pozwolą zmniejszyć liczbę osób podróżujących bez odpowiednich dokumentów i dadzą pewność, że chronione są prawa człowieka – tłumaczy Swing. – Wiele obaw nie ma żadnych podstaw, a wynikają one z trzech rzeczy. Pierwsza to globalny kryzys finansowy i gospodarczy. Druga to środki bezpieczeństwa, które zostały wprowadzone po zamachach 11 września, zgodnie z którymi każdy jest potencjalnym terrorystą. Trzecia to bardzo nieracjonalny strach przed utratą tożsamości, i swojej własnej, i narodowej.

Swing przyznaje, że choć polityka antymigracyjna jest oparta na strachu i stereotypach, jest ona obecnie bardzo silna. Zarządzanie migracją to duże wyzwanie dla IOM. Swing podkreśla, że społeczeństwa w Europie muszą być uświadamiane, że napływ imigrantów, szczególnie z południa globu, może być korzystny.

Dodaje, że wyzwania związane z migracją istnieją też na poziomie regionalnym. O ile na południu Europy istnieje konieczność rozwiązania sytuacji napływu imigrantów z Afryki, to w Europie Wschodniej i Polsce w szczególności znaczenie ma sytuacja na Ukrainie. Swing nie chce jednak przewidywać, czy kryzys w tym kraju skłoni Ukraińców do wyjazdu.

Sytuacja w tej chwili jest zbyt niestabilna, by wiedzieć to na pewno. Wasze kraje mają długą historię wzajemnego sąsiedztwa, dlatego jeśli przyjedzie do was duża liczba Ukraińców, będziecie chcieli, by czuli się u was komfortowo, dopóki sytuacja w ich kraju się nie wyjaśni. Tworzenie jakichkolwiek prognoz w tej chwili jest niebezpieczne, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń – podkreśla Swing.

LZMO kończy emisję obligacji na rozwój spółki. Zakłady w Lubsku produkują nowoczesne kominy na eksport

CEO Magazyn Polska

Dziś kończy się emisja 2,5-letnich obligacji spółki LZMO z Lubska. Firma liczy na pozyskanie 8 mln zł, dzięki którym będzie mogła zwiększyć produkcję systemów kominowych w przyszłościowej technologii izostatycznej. W całej Europie jest tylko trzech przedsiębiorców, którzy korzystają z tej technologii. LZMO ma już liczne kontrakty zagraniczne.

LZMO podpisało szereg umów na dostawę systemów kominowych do krajów sąsiednich, przede wszystkim do Czech, na Słowację, do Austrii, ale również do krajów bałkańskich i nadbałtyckich  bardzo dobre kontrakty, oraz do jednego z krajów pozaeuropejskich. Są to kontrakty z dużymi liczącymi się na każdym rynku graczami. One wymagają tego, żeby skutecznie zatowarować dany rynek, potrzeba po prostu większej produkcji dostarczonej w stosunkowo krótkim czasie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Janus, prezes zarządu IndygoTech Minerals, holdingu, który ma 41 proc. udziału w kapitale zakładowym LZMO.

Na początku maja firma rozpoczęła realizację zamówień na rynku litewski, łotewski i estoński. A kilka dni temu rozpoczęła współpracę z partnerem na Bliskim Wschodzie. Władze LZMO zapowiadają, że ten rok ma w dalszym ciągu upływać pod znakiem dynamicznego zwiększania eksportu.

Spółka LZMO powstała na bazie Lubuskich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych. Od maja 2011 r. w nowym zakładzie firma specjalizuje się w budowie systemów kominowych. To właśnie na zwiększenie ich produkcji w związku z licznymi kontraktami potrzebne są dodatkowe środki.

2,5-letnie obligacje, których emisja kończy się dzisiaj, mają zapewnić do 8 mln zł, które w całości zostaną przeznaczone na kapitał obrotowy spółki. Obligacje są oprocentowane na 8,75 proc. Ich przydział zaplanowano na 22 maja.

Jak podkreśla Janus, technologia izostatyczna, w której produkuje LZMO, jest bardzo przyszłościowa. Spółka nie musi się obawiać braku zamówień, bo w całej Europie, według Janusa, jest obecnie tylko trzech producentów, którzy stosują tę technologię.

Jest to technologia przyszłości. Obecne kominy są produktem schodzącym, królowały na rynku przez około 40 lat i właśnie jesteśmy świadkami narodzin nowego rodzaju komina. Jest to komin izostatyczny. Zarówno jakość i wymagania technologiczne, jak i efektywność energetyczna tego komina są nieporównywalnie większe – przekonuje Janus.

Kominy produkowane przez LZMO są montowane przede wszystkim w domach jednorodzinnych.

Janus dodaje, że w ramach holdingu IndygoTech Minerals realizowane są też inne projekty. Holding ma 49 proc. udziałów w spółce Baltic Ceramics Investments. Zarządza ona budową pierwszej w UE fabryki proppantów ceramicznych, które są niezbędne w procesie wydobywania węglowodorów, w tym gazu łupkowego. W Lubsku powstaje za 47,3 mln zł fabryka, która ma zapewnić ok. 5 proc. światowego zapotrzebowania na ten produkt.

Holding ma też 63 proc. udziałów w spółce Industry Technologies, która ma zajmować się produkcją izolatorów dla średnich i wysokich napięć.

Helmut Langanger nowym Przewodniczącym Serinus, Sebastian Kulczyk wchodzi do Rady Dyrektorów

Podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy w Calgary, Rada Dyrektorów Serinus Energy powołała na Przewodniczącego Helmuta Langangera, dotychczasowego Dyrektora. Nowym członkiem Rady Dyrektorów został Sebastian Kulczyk.

Helmut Langanger
Helmut Langanger

Helmut Langanger zastąpił na stanowisku Przewodniczącego Rady Dyrektorów Dariusza Mioduskiego, który przestał pełnić tę funkcję wraz z Walnym Zgromadzeniem. H. Langanger posiada ponad 40 lat doświadczenia w branży energetyczno-paliwowej.. Karierę rozpoczął w 1974 roku w OMV – spółce notowanej na wiedeńskiej giełdzie papierów wartościowych, największej spółce działającej w sektorze ropy i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. W trakcie pracy w Austrii, pan Langanger pełnił funkcje m.in. Wiceprezesa, Członka Zarządu oraz Dyrektora Zarządzającego. W latach 2002-2010, gdy był Dyrektorem Zarządzającym OMV, spółka zwiększyła wydobycie z 80.000 do 320.000 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Z Serinus Energy związany jest od 2011 roku.

Nowym Dyrektorem Spółki został Sebastian Kulczyk – kluczowa osoba w Kulczyk Investments, firmie będącej głównym akcjonariuszem Serinus. Decyzja o wejściu do Rady Dyrektorów świadczy o zaangażowaniu Kulczyk Investments w działalność Serinus Energy i roli Spółki w strategii inwestycyjnej Holdingu. Kulczyk Investments niezmiennie wspiera Serinus Energy jako większościowy akcjonariusz i nadal zamierza aktywnie uczestniczyć w zarządzaniu Spółką. Od stycznia 2014, jako Prezes Zarządu Kulczyk Investments, Sebastian Kulczyk zarządza międzynarodową grupą kapitałową prowadzącą projekty inwestycyjne w ponad 30 państwach na 4 kontynentach. Związany z Kulczyk Investments od 2010 r., gdzie początkowo nadzorował sektor zasobów naturalnych, a następnie od grudnia 2011 do grudnia 2013, jako członek Zarządu odpowiadał za rozwój  grupy. W latach 2008-2010 pracował w Lazard, londyńskiej niezależnej spółce doradztwa inwestycyjnego, a w latach 2006-2008 był Prezesem Zarządu w funduszu inwestycyjnym Phenomind Ventures, wspierającym polskie spółki z branży nowych technologii. W latach 2000-2011 był członkiem zarządu i współwłaścicielem agencji interaktywnej Goldensubmarine. Jest absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na kierunku Zarządzanie i Marketing, studiował również zarządzanie projektami inwestycyjnymi i zasobami ludzkimi na London School of Economics.

 

Wzrost przychodów Serinus o 25% w I kw. 2014 – do niemal 36 mln USD

Serinus Energy zanotował niemal 36 mln USD przychodów brutto w I kwartale 2014 roku. Pomimo niespokojnej sytuacji na Ukrainie, produkcja Spółki na tamtejszych aktywach wynosi 3,504 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. Na nadchodzące miesiące zaplanowano intensywne prace w Tunezji oraz nowe odwierty i stymulację już istniejących na Ukrainie.

Podsumowanie

Produkcja w I kwartale wyniosła 4,849 boe/d, co oznacza wzrost o 54 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 roku.

Średnia produkcja netto dla Serinus na ukraińskich aktywach osiągnęła poziom 3,504 boe/d, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

• Kwartalne przychody brutto wzrosły o 25 proc. do 35,9 mln USD, z czego 28,8 mln USD to część przypadająca na akcjonariuszy SEN.

Wartość retroaktywna netto (netback) w Tunezji utrzymała wysoki poziom – 65,86 USD za baryłkę. Netback na Ukrainie wyniósł 5,14 USD za tysiąc m sześc. gazu (30,85 USD za baryłkę ekwiwalentu ropy naftowej). Wynik ten jest efektem obniżki cen gazu importowanego z Rosji oraz pogorszenia kursu ukraińskiej hrywny w stosunku do dolara amerykańskiego.

Przepływy środków z działalności operacyjnej wzrosły o 49 proc. w stosunku do I kwartału 2013 oraz 2 proc. w porównaniu do IV kwartału i osiągnęły poziom 14,9 mln USD. Kwota przypadająca na akcjonariuszy Serinus wynosi 11.3 mln USD.

• W I kwartale br. Serinus zanotował stratę netto w wysokości 16,2 mln USD. Czynnikiem, który w istotny sposób wpłynął na wynik jest ujęcie niezrealizowanych ujemnych różnic kursowych w wysokości 18,9 mln USD. W przypadku umocnienia kursu hrywny ta niezrealizowana strata może być częściowo lub w całości odrobiona.

Dochód netto za I kwartał br., przed ujęciem niezrealizowanych różnic kursowych, wyniósł 2,7 mln USD (1,7 mln USD dla akcjonariuszy Serinus).

• W marcu Spółka uruchomiła nową stację przetwórstwa gazu na polu Makiejewskoje. Od tamtego momentu wydobycie, do tej pory ograniczone technologiczne, stopniowo wzrasta.

• Podczas testów strefy S7 na odwiercie M-17, uzyskano przepływ gazu na poziomie ponad 25 tys. m sześc. dziennie. Wcześniej do tej formacji nie były przypisane żadne wielkości rezerw, zatem jest to całkiem nowe odkrycie na terenie pola Makiejewskoje. Nadal odbywają się testy strefy S6. Rejestry wykazały obecność w niej warstwy gazu o grubości 9 metrów, potencjalnie opłacalnego do wydobycia.

Przepływ gazu uzyskano również podczas testów odwiertu O-24. Zostanie on poddany stymulacji w tym roku.

Średnia dzienna produkcja w drugim kwartale na dzień 14 maja 2014 wynosi 4.873 baryłek ekwiwalentu ropy (boe/d).

• Pomimo zawirowań politycznych na terenie Ukrainy, praca na aktywach Serinus odbywa się bezproblemowo, a załoga jest bezpieczna.

„Pierwszy kwartał 2014 roku był dla nas okresem wytężonej pracy oraz śledzenia rozwoju sytuacji na Ukrainie. Nasze prace nie zostały dotychczas zakłócone przez zawirowania polityczne i nadal regularnie zwiększamy wydobycie. Podczas nadchodzących miesięcy zamierzamy kontynuować wzrosty na Ukrainie a także  pracować nad modernizacją istniejących i wykonaniem nowych odwiertów w Tunezji.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Perspektywy

• Spółka planuje w tym roku wykonać jeszcze cztery odwierty na ukraińskich aktywach. Trwają prace nad pierwszym z nich – O-11. Operacje Serinus na Ukrainie finansowane są ze środków pozyskanych z bieżącej działalności.

• Przed końcem roku Spółka przeprowadzi program szczelinowania hydraulicznego, który obejmować będzie m.in. odwierty NM-3, O-11, O-15 oraz prawdopodobnie strefę S7 na M-17.

• W kwietniu rozpoczęły się prace modernizacyjne nad odwiertami CS-Sil-1 i CS-Sil-10 w Tunezji. Ciśnienie i poziomy produkcji w pierwszym z nich rosną w miarę oczyszczania otworu.

• W ciągu trzeciego tygodnia maja rozpocznie się modernizacja odwiertów EC 4, ECS-1, CS-11 oraz CS-8bis na terenie pola Ech Chouech w Tunezji. Prace mają na celu zwiększenie lub ponowne uruchomienie produkcji.

• Dwa nowe odwierty zostaną wykonane na terenie pola Sabria w Tunezji. Początek prac przewidziano na pierwszy tydzień czerwca. Na prace nad każdym z tych odwiertów przeznaczone zostanie 14,4 mln USD (6,5 mln USD netto dla Serinus).

• Polska spółka Geofizyka Toruń wykona w maju i czerwcu na zlecenie Serinus badania sejsmiczne 3D na terenie koncesji Sanrhar. Obejmą one teren 203.5 km² i potrwają ok. 6-7 tygodni.

• Na terenie Rumunii, Spółka zaplanowała wykonanie dwóch nowych odwiertów oraz badań sejsmicznych 3D, które obejmą teren o powierzchni 180 km². Przewiduje się, że każdy odwiert kosztować będzie 3 mln USD, a prace nad pierwszym rozpoczną się w listopadzie. Badania sejsmiczne zaplanowano na wrzesień.

Wzrost przychodów Serinus o 25% w I kw. 2014 – do niemal 36 mln USD 1

Powered by WPeMatico

Serinus odkrywa nowe złoże na odwiercie M-17

Podczas testów strefy S7 na odwiercie Makiejewskoje-17 spółka Serinus Energy uzyskała przepływ gazu na poziomie ponad 25 tys. m sześc. dziennie. Wcześniej do tej formacji nie były przypisane żadne wielkości rezerw, zatem jest to całkiem nowe odkrycie na terenie pola Makiejewskoje.

Nowe dane wskazują, że strefa S7 zawiera warstwę gazu opłacalnego do wydobycia, o grubości 5,5 metra. Wcześniej rejestry wskazywały tę formację jako potencjalnie zawierającą węglowodory, ale uznawano, że do rozpoczęcia produkcji niezbędne będzie przeprowadzenie stymulacji. Według obecnych danych, może to nie być konieczne. Spółka zaznacza jednocześnie, że strefa nadal brana jest pod uwagę w planowanym na październik programie stymulacji.

Serinus planuje rozpoczęcie wydobycia z dwóch stref odwiertu M-17: S6 i S7. Stymulacja hydrauliczna wymagana będzie jedynie w przypadku pierwszej z nich. Aby rozpocząć wydobycie ze strefy S7, konieczne będzie zastosowanie urządzenia „snubbing unit”, które obecnie używane jest przy odwiercie Olgowskoje-4. Do czasu przetransportowania sprzętu, na terenie Makiejewskoje-17 odbywać się będą dalsze testy strefy S6. Rejestry wykazały obecność w niej warstwy gazu o grubości 9 metrów, potencjalnie opłacalnego do wydobycia.

„Wyniki testów odwiertu M-17 są dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Braliśmy pod uwagę rozpoczęcie wydobycia ze strefy S6, ale mało kto spodziewał się, że S7 zawiera aż tak duże ilości gazu. Gdy tylko dostępne będą odpowiednie urządzenia, ruszymy z kolejnymi pracami przy tej strefie. Cieszymy się z kolejnego sukcesu, szczególnie, że został on osiągnięty  w trudnych warunkach. Należą się za to specjalne podziękowania dla kolegów z KUB-Gasu. Najważniejsze jest jednak to, że nasze prace odbywają się bez jakichkolwiek zakłóceń.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Prace nad odwiertem Makiejewskoje-17 rozpoczęły się w listopadzie 2013 roku. Całkowitą głębokość 3 445 metrów osiągnął on w marcu bieżącego roku. Celem prac było zbadanie stref geologicznych i potencjału złóż, z których trwa wydobycie na odwiercie M-16.

Pole Makiejewskoje jest najbardziej produktywną koncesją Serinus na Ukrainie. Wydobycie prowadzone jest z sześciu odwiertów produkcyjnych i wynosi 422 tys. m sześc. gazu dziennie (294 tys. m sześc. dziennie przypadające na 70 proc. udziału Serinus). Pochodzi z niego ok. 48 proc. całkowitej ukraińskiej produkcji Spółki.

Serinus odkrywa nowe złoże na odwiercie M-17 2

Powered by WPeMatico

Jakub Korczak o obecnej sytuacji na Ukrainie: Serinus pracuje bez zmian

W ostatnich dniach odnotowaliśmy znaczący spadek kursu akcji Serinus Energy, który, jak się wydaje, jest wynikiem reakcji inwestorów na trudną sytuację na wschodzie Ukrainy. Kierownictwo Spółki pragnie zapewnić, iż Serinus pracuje bez zakłóceń, a produkcja odbywa się bez przestojów, zaś gaz jest sprzedawany obecnie po wyższych cenach, obowiązujących od 1 kwietnia. Płatności za surowiec realizowane są bez opóźnień.

Na bieżąco otrzymujemy raporty o postępach prac na Ukrainie. Wskazują one, że prace przebiegają bez zakłóceń, zarówno jeśli chodzi o wydobycie, jak i nowe odwierty czy analizy – Serinus pracuje normalnie.

Ceny gazu, zgodnie z zapowiedziami, w drugim kwartale wzrosły. Obecna oficjalna stawka to ok. 430 USD, wobec 285 USD wcześniej. Wzrost wynika z faktu, że cena gazu na rynku lokalnym jest odnoszona do ceny surowca kupowanego od Rosji, a ten istotnie podrożał. Stawka cenowa Serinusa jest, podobnie jak w przeszłości, o 10 proc. niższa od oficjalnej z uwagi na fakt, że Spółka sprzedaje gaz poprzez hurtowników.

Spółka odczuwa natomiast osłabienie hrywny. Serinus realizuje przychody w tamtejszej walucie, ale część kosztów, około 15 proc., generowane jest w innych walutach. Spółka utrzymuje rezerwę gotówkową w hrywnach.

Serinus podtrzymuje cel na ten rok, jakim jest wykonanie na Ukrainie trzech odwiertów i zwiększenie wydobycia do 28 mln stóp sześc. z 22 mln stóp na koniec 2013 r.

Sytuacja na Ukrainie na razie nie wpływa na strategię działania Serinusa w regionie. Kierownictwo Spółki uważnie śledzi sytuację i podejmuje wszelkie kroki dla zapewnienia bezpiecznej i ciągłej produkcji.

 

Nowy odwiert na Ukrainie – Serinus nie zwalnia tempa prac

Serinus Energy rozpoczął prace wiertnicze nad odwiertem O-11, kolejnym na polu Olgowskoje, gdzie już jest prowadzona produkcja z 10 odwiertów – niemal połowa wydobycia na Ukrainie pochodzi z tego pola. Długość docelowa O-11 wynosi 3.200 m. Planowany czas realizacji to 70 dni.

Celem odwiertu, nad którym rozpoczęto właśnie prace, jest dokładniejsze zbadanie dwóch stref podziemnych – z jednej z nich od lipca trwa wydobycie na odwiercie O-15. Nowy otwór znajduje się w odległości ok. 1 km na południowy-wschód od O-15, który uzyskał podczas testów w lipcu 2013 przepływ gazu na poziomie 42,5 tys. metrów sześc. gazu dziennie. Przewiduje się, że obydwie strefy badane przez odwiert O-11 będą wymagały stymulacji, aby można było rozpocząć produkcję na skalę komercyjną.

„Poprzez odwiert O-11 chcemy maksymalnie wykorzystać możliwości produkcyjne odkrytych złóż. Jeśli uda się również dokonać odkrycia, a stymulacja się powiedzie, to nowy odwiert może okazać się jednym z lepszych na polu Olgowskoje.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej Serinus Energy.

Produkcja z pola Olgowskoje prowadzona jest obecnie z dziesięciu odwiertów i wynosi 382 tys. m sześc. gazu dziennie (269 tys. m sześc. gazu dziennie przypadające na 70 proc. udział Serinus). Pole Olgowskoje odpowiada za 43 proc. całego wydobycia Serinus Energy na Ukrainie.

Nowy odwiert na Ukrainie – Serinus nie zwalnia tempa prac 3

Powered by WPeMatico

Wzrost rezerw ropy i gazu Serinus Energy o 129% – ich wartość to ponad 600 mln USD

Serinus Energy dokonała corocznej oceny rezerw na swoich koncesjach. Zgodnie z raportem niezależnej firmy inżynieryjnej RPS z Kanady, zasoby potwierdzone, prawdopodobne i możliwe (3P) wzrosły o 129 proc. w porównaniu do oszacowania z 2012 r. Ich wartość bieżąca netto (Net Present Value), przy zastosowaniu 10 proc. stopy dyskontowej, wzrosła o 77 proc. i dzisiaj wynosi niemal 666 mln USD.

Ewaluacji dokonano według wytycznych Canadian National Instrument 51-101 – Standards of Disclosure for Oil and Gas Activities. Dotyczą one zasobów należących do udziału Serinus Energy na polach na Ukrainie i w Tunezji.

  • Rezerwy typu 1P (Potwierdzone) wzrosły o 59 proc.,
  • Rezerwy typu 2P (Potwierdzone i Prawdopodobne) wzrosły o 119 proc.,
  • Rezerwy typu 3P (Potwierdzone, Prawdopodobne i Możliwe) wzrosły o 129 proc.,
  • Wskaźnik Żywotności Rezerw (Reserve Life index – RLI), obliczony na podstawie dzielenia rezerw (według stanu na 31 grudnia 2013 r.) przez roczną wielkość produkcji na koniec roku, wyniósł 4,7 lat dla kategorii 1P oraz 11,3 lat dla 2P.

Głównym czynnikiem wzrostów było przejęcie spółki Winstar Resources oraz jej koncesji w Tunezji. Rezerwy typu 1P, 2P i 3P wzrosły dzięki tej transakcji odpowiednio o 3,74, 11,5 oraz 23,9 miliony baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Zmiana ogólnej ilości zasobów na Ukrainie wynika z korekty przypisanych do odwiertu K-7. Są one niższe o 1,95 Bcf w przypadku kategorii 1P i 4,2 Bcf w przypadku kategorii 2P.

Szczegółowe dane dotyczące zasobów przedstawione są w poniższej tabeli:

tabela2 pl.png

RPS Energy Canada Ltd przedstawiła również swoje prognozy dotyczące cen surowców na Ukrainie. Według ich analiz, pomimo możliwych spadków w ciągu najbliższych pięciu lat, w dłuższej perspektywie, ceny będą rosnąć:

tabela5 pl.png

 

„Wyraźne wzrosty we wszystkich kategoriach rezerw są wymiernym dowodem, jak ważnym rokiem był dla Serinus Energy 2013. Teraz zadaniem, nad którym musimy się szczególnie skupić jest wykorzystanie tego wzrastającego potencjału poprzez umiejętne zarządzanie i skuteczne prace wiertnicze. Jak każda doświadczona spółka w sektorze ropy i gazu, zaznaliśmy już zarówno serii sukcesów i istotnych odkryć, jak również trudnych chwil, dzięki czemu łatwiej nam przewidzieć, co może przynieść przyszłość. Programy prac oraz ich miejsca czasami się zmieniają, ale strategia nadal pozostaje niezmieniona – konsekwentny i stabilny wzrost wartości Spółki.” – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Dyrektor Generalny.

 

Ekwiwalent ropy naftowej i gazu

Informacja o produkcji jest z reguły podawana w jednostkach takich jak baryłki ekwiwalentu ropy naftowej („boe” lub „Mboe” lub „MMboe”) lub też w jednostkach ekwiwalentu gazu („Mcfe” lub „MMcfe” lub „Bcfe”). Jednakże określenia boe lub Mcfe mogą być mylące, w szczególności gdy używane są w oderwaniu od kontekstu. Współczynnik konwersji na boe, gdzie 6 Mcf = 1 baryłka, lub na Mcfe, gdzie 1 baryłka = 6 Mcf, wynika z metody zakładającej równoważność energetyczną w odniesieniu do danych z pomiarów uzyskanych na końcówce palnika, co nie odnosi się do wartości występujących na głowicy.

 

Podstawowe pojęcia

„Rezerwy” są to zasoby węglowodorów, które oczekuje się, że będą komercyjnie zdatne do wydobycia w wyniku realizacji projektów zagospodarowania ze znanych akumulacji, od określonej daty, pod określonymi warunkami. Rezerwy muszą spełniać cztery kryteria: muszą być odkryte, zdatne do wydobycia, w ilościach zdatnych do komercyjnego wydobycia i obecne w złożu (na dzień oceny) w oparciu o zastosowany projekt zagospodarowania. Rezerwy dzieli się dalej według prawidłowości oszacowania, a następnie według zaawansowania projektu i/lub statusu zagospodarowania i wydobycia.

„Zasoby Potwierdzone” to wielkości wydobycia węglowodorów, które na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych można oszacować z rozsądną pewnością jako komercyjnie zdatne do wydobycia od określonej daty, ze znanych horyzontów złożowych i w określonych warunkach gospodarczych, z wykorzystaniem określonych metod operacyjnych i w oparciu o określone regulacje administracyjne.

„Zasoby Prawdopodobne” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Potwierdzonych, ale wyższe niż w przypadku Zasobów Możliwych.

„Zasoby Możliwe” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Prawdopodobnych. Prawdopodobieństwo, że rzeczywiste wydobyte ilości będą równe lub przekroczą sumę Zasobów Potwierdzonych, Prawdopodobnych i Możliwych wynosi 10%.

„Zasoby Warunkowe” to ilości ropy naftowej lub gazu ziemnego, które według szacunków na dany dzień mogą potencjalnie zostać pozyskane ze znanych akumulacji przy zastosowaniu istniejącej technologii lub postępu technicznego, ale wobec których dany projekt czy projekty nie osiągnął jeszcze stopnia zaawansowania pozwalającego na komercyjne zagospodarowanie ze względu na jedno lub więcej uwarunkowań. Uwarunkowania te mogą mieć charakter ekonomiczny, prawny, środowiskowy, polityczny, jak też wypływać z regulacji lub braku rynku. Zasoby Warunkowe dzielą się na kategorie: Low Estimate (1C), Best Estimate (2C) i High Estimate (3C), w relacji do stopnia pewności związanego z szacunkami, a w zależności ekonomicznej opłacalności mogą być dzielone na podkategorie.

 

Wzrost rezerw ropy i gazu Serinus Energy o 129% - ich wartość to ponad 600 mln USD 4

Powered by WPeMatico

Przepis na dobre SEO

Pamiętasz, kiedy po raz ostatni zaglądałeś na drugą stronę wyników wyszukiwania? Odpowiedź jest prosta. Nigdy. Z tego właśnie powodu marketingowcy zrobią wszystko co w ich mocy, aby upewnić się, że ich marka pojawia się jako pierwsza, lub w najgorszym wypadku druga pozycja w wynikach Google.

Najważniejszym elementem w trakcie tworzenia contentu strony www jest analiza zdolnościowych treści do wyszukiwania. Wszak optymalizacja pod kątem wyszukiwarek to główny składnik sukcesywnej kampanii mającej na celu wsparcie lub wzmocnienie widoczności marki w Internecie.

Spójna strategia SEO musi obejmować wszystkie elementy marki: stronę internetową, blog, media społecznościowe oraz funkcjonujące w sieci materiały video – mówi Kamila Szwagiel, Project Manager GRUPA 365NET – Strona www powinna być jednak pierwszą rzeczą na którą potencjalny użytkownik sieci natknie się podczas wyszukiwania informacji związanych z marką w Internecie- dodaje. To, że strona powinna robić doskonałe pierwsze wrażenie jest oczywiste. Jak sprawić jednak aby klient z łatwością odnalazł nas w sieci?

Tytuł strony. Należy on do najczęściej lekceważonych aspektów SEO. Niesłusznie. Jest to pierwsza informacja odczytywana przez roboty wyszukiwarek, dzięki której określany jest profil strony. Ponadto pełni on kluczową rolę w zachęceniu użytkownika do odwiedzenia strony, którą znajdzie w wynikach wyszukiwania. Zaleca się aby był on nie dłuższy niż 70 znaków ze spacjami, interesujący oraz by zawierał w swojej treści kilka podstawowych słów kluczowych.
Opis strony, czyli meta opis. Jest to tekst, który wyświetla się użytkownikom pod linkiem prowadzącym do strony. Powinien zawierać logiczne i zachęcające zdania . Nie powinien natomiast przekraczać 150 znaków. Pomimo tego, iż nie pomaga on bezpośrednio w osiągnięciu lepszej pozycji, bez wątpienia pozwala efektywnie wykorzystać swoje stanowisko.

Nagłówek H1, podobnie jak tytuł na każdej stronie powinien występować tylko raz oraz zawierać jedno podstawowe słowo kluczowe. Warto ograniczyć jego długość do 70-80 znaków ze spacjami.

Treść/tekst właściwy. Liczy się tu kreatywność, intuicja i świadomość potrzeb potencjalnego użytkownika strony. Treść powinna być przejrzysta, podzielona na akapity, opatrzona nagłówkami. Warto umieszczać w treści więcej niż jedną frazę kluczową. Optymalnym rozwiązaniem jest wstawienie ich na początku, w środku i na końcu tekstu.

Obrazy/zdjęcia. Kolejny z pomijanych atutów SEO. Warto upewnić się, że tytuły dodawane do fotografii są odpowiednio dopasowane do treści umieszczonej pod zdjęciem. Pamiętajmy, że wyszukiwarki nie widzą tekstu osadzonego wewnątrz grafiki, dlatego powinien on zostać umieszczony w formacie HTML.

Linki wewnętrzne. Ważne jest aby układały się w logiczną całość, pełniły rolę przewodnika po stronie www. Maksymalna liczba kliknięć pozwalająca na znalezienie się w dowolnym miejscu na stronie nie powinna przekraczać trzech. W innym wypadku możemy zniechęcić potencjalnego użytkownika.

Linki zewnętrzne. Oprócz linków wewnętrznych na stronie www powinny znaleźć się również łączniki prowadzące do innych witryn.W zależności od rodzaju witryny powinniśmy w ostrożny sposób dobierać sposób linkowania. Podane w zbyt dużej ilości mogą zmniejszać konwersje na stronie poprzez utratę użytkowników w trakcie odwiedzin.
Optymalizacja pod kątem SEO to optymalne wykorzystanie możliwości w celu podniesienia pozycji strony. Podjęcie działań SEO powinno nastąpić równocześnie albo przed promocją nowej witryny i powinno zostać powierzone osobom specjalizującym się w tym zakresie. Dzięki temu możemy mieć pewność, iż zostaną spełnione wszystkie istotne warunki, od analizy treści i struktury strony przez porady techniczne i badanie słów kluczowych po ekspertyzy dotyczące poszczególnych rynków oraz regularne raportowanie potwierdzające skuteczność działań.

Prof. Jan Winiecki z RPP felietonistą Bankier.pl

Profesor Jan Winiecki, członek Rady Polityki Pieniężnej i znany polski ekonomista, został felietonistą portalu Bankier.pl. Dzięki temu Dział Analiz Bankier.pl, portalu giełdowego nr 1, wzbogacił się o autora znanego z licznych publikacji w wydawnictwach międzynarodowych (kilkanaście książek w jęz. angielskim), setek artykułów publikowanych na całym świecie, a także z uprawianej od wielu lat publicystyki i felietonistyki. Znany jest ze swej liberalnej, wolnorynkowej filozofii i jednoznacznych poglądów.

Od maja czytelnicy portalu Bankier.pl mogą znowu czytać najnowsze teksty prof Jana Winieckiego, w tej kadencji członka RPP. Prof. Winiecki współpracował już z Bankier.pl w latach 2002–06, kiedy to obok pracy akademickiej, był także doradcą ekonomicznym jednego z banków.

– Profesor Winiecki znany jest ze swoich wyrazistych poglądów, które bardzo często idą pod prąd nadmiernie uproszczonej wizji ekonomii, szczególnie często prezentowanej w realiach polskiej debaty gospodarczej. Dlatego cieszymy się, że tak nieszablonowa osobowość i autorytet dołączy do grupy autorów publikujących na łamach Bankier.pl – podkreśla dr Bogusław Półtorak, redaktor naczelny Grupy Bankier.pl. Skomplikowane tematy podejmowane są przez niego lekkim językiem, a używane porównania szybko trafiają do wyobraźni czytelników. To sprawia, że zagadnienia z pozoru trudne stają się interesujące i zrozumiałe nawet dla osób nie zainteresowanych tematyką ekonomiczną – dodaje.

Więcej informacji: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Winiecki-Taniec-tchorza-nad-gornictwem-3126043.html

Profesor Jan Winiecki – polski ekonomista i felietonista, w tej kadencji członek Rady Polityki Pieniężnej, uprzednio profesor Uniwersytetu Aalborg (Dania) i Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie n. Odrą, współzałożyciel i prezes fundacji Centrum im. A. Smitha; b. członek Rady Nadzorczej EBOiR, współzałożyciel i przez cztery kadencje przewodniczący rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich; laureat Nagrody Kisiela.

Zmiana stanowiska w przedemerytalnym okresie ochronnym?

Zmiany struktury zatrudnienia wymagają niekiedy trudnych decyzji dotyczących zwolnienia części załogi lub modyfikacji zakresu ich obowiązków. Czy można przenieść podlegającego okresowi ochronnemu pracownika na inne stanowisko? Kiedy i na jakich zasadach jest to możliwe? Tłumaczy Izabela Tomasik, aplikant radcowski w TGC Corporate Lawyers.

Zmiana stanowiska i idąca za tym zmiana zakresu obowiązków pracownika jest ingerencją w istotne postanowienia umowy o pracę. Co za tym idzie, aby były one skuteczne, modyfikacje wymagają uzyskania zgody pracownika (zawarcie porozumienia), bądź też wypowiedzenia dotychczasowych warunków zatrudnienia przez pracodawcę.

Artykuł 39 k.p. stanowi, iż pracownikowi znajdującemu się w tzw. okresie ochronnym (tj. takiemu, któremu brakuje nie więcej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego) pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę (art. 39 k.p.), jeżeli okres zatrudnienia umożliwia pracownikowi uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku.

Zakaz ten obejmuje także zmianę warunków pracy lub płacy poprzez wypowiedzenie zmieniające. Wyjątkowo jednak pracodawca może wypowiedzieć te warunki pracownikowi w wieku przedemerytalnym. Dzieje się tak w sytuacji, gdy wypowiedzenie stało się konieczne ze względu na:
a) wprowadzenie nowych zasad wynagradzania dotyczących ogółu pracowników zatrudnionych u danego pracodawcy lub tej ich grupy, do której należy pracownik,
b) stwierdzoną orzeczeniem lekarskim utratę zdolności do wykonywania dotychczasowej pracy albo niezawinioną przez pracownika utratę uprawnień koniecznych do jej wykonywania (art. 43).

O ile więc nie zachodzą przesłanki z art. 43 k.p., pracodawca może wprowadzić omawiane zmiany jedynie na mocy obopólnej zgody.

Rozwiązaniem (jednak tylko o charakterze czasowym!) może być przeniesienia pracownika do innej pracy. Warunkiem skutecznego zastosowania tej instytucji jest wystąpienie uzasadnionych potrzeb pracodawcy. Powierzenie pracownikowi innej pracy nie może jednak prowadzić do obniżenia wynagrodzenia i musi odpowiadać kwalifikacjom pracownika. Przepis ten ma więc charakter gwarancyjny. Okres, na który pracodawca powierza pracownikowi inna pracę nie może przekroczyc 3 miesięcy w roku kalendarzowym (art. 42 § 4 k.p.)

950 mln zł – przychody ze składek brutto TUiR „WARTA” S.A.

Majątkowa Warta zebrała w I kwartale 2014 r. ponad 950 mln zł składek. Oznacza to dynamikę na poziomie ponad 102%. Wzrost na bardzo konkurencyjnym rynku wynika z dobrej sprzedaży zarówno ubezpieczeń indywidualnych jak i korporacyjnych. Mocną pozycję spółki podkreśla znakomita ocena ratingowa na poziomie A+ z perspektywą stabilną, przyznana przez Standard & Poor’s.

– Dobre wyniki osiągnięte w I kwartale 2014 r. przez spółkę majątkową są efektem zmian wdrożonych w ostatnich miesiącach w obszarze produktów i sprzedaży. Z początkiem roku wprowadziliśmy zupełnie nową ofertę ubezpieczeń komunikacyjnych. Uwzględnia ona różne potrzeby klientów marek HDI i Warty. Zgodnie z tym założeniem zmodfikowane zostały też ubezpieczenia mieszkaniowe oraz dla małych i średnich firm. Dzięki temu nasza spółka ma ofertę dla każdego Polaka. Równocześnie wszyscy nasi agenci posiadają w swoim portfelu zarówno ubezpieczenia marki HDI, jak i Warty. Szeroka, odpowiednio spozycjonowana oferta pozwoliła osiągnąć świetne wyniki sprzedażowe mimo, że ostra konkurencja cenowa wciąż trwa. Najlepiej widać to w ubezpieczeniach Autocasco, w których dynamika wyniosła prawie 106%. Część agentów sprzedająca dotąd głównie ubezpieczenia OC, po odpowiednim przeszkoleniu i wyposażeniu w nową paletę produktów, wykazuje bardzo dobre wyniki sprzedaży AC. Na przykład w sieci HDI przeciętna dynamika nowej sprzedaży AC sięgnęła w marcu niemal 200%. Rośnie też sprzedaż innych dobrowolnych opcji ubezpieczeń komunikacyjnych. Te wyniki do dobry prognostyk na dalszą część roku – mówi Jarosław Parkot, prezes TUiR „WARTA” S.A. i TUnŻ „WARTA” S.A.

W efekcie majątkowa Warta osiągnęła niemal 102% dynamikę wzrostu przychodów ze składek z ubezpieczeń indywidualnych. W ubezpieczeniach korporacyjnych wyniosła ona prawie 103%. To znakomite wskaźniki, pokazujące równomierny rozwój w kluczowych liniach biznesu. Dzięki odpowiedniej selekcji ryzyka spółka może mieć atrakcyjną ofertę dla klientów i jednocześnie osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Wynik techniczny na poziomie prawie 41 mln zł jest ponad dwukrotnie lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. To właśnie bardzo dobra rentowność z działalności typowo ubezpieczeniowej pozwoliła wykazać spółce ponad 69 mln zł zysku netto.

Spółka życiowa Warty zebrała prawie 221 mln zł składek. Stabilnie rozwijają się ubezpieczenia o strategicznym dla spółki znaczeniu, czyli ze składką regularną (102% dynamiki) oraz ubezpieczenia grupowe (107% dynamiki). Towarzystwo notuje też bardzo dobre wyniki finansowe. Wynik techniczny wyniósł 13 mln zł, a wynik finansowy netto ponad 10 mln zł.

– W ubezpieczeniach na życie mamy zupełnie nową ofertę. Cały czas pracujemy nad rozwojem sieci dystrybucji np. przez zachęcanie agentów majątkowych do sprzedaży ubezpieczeń na życie. W ostatnim czasie ułatwiliśmy im pracę, wprowadzając wszystkie rodzaje ubezpieczeń do jednego systemu sprzedażowego. W obszarze bancassurance spodziewam się, że banki zgodnie z Rekomendacją U będą dokonywały dywersyfikacji w zakresie skali i liczby współpracujących podmiotów. To dla nas szansa na rozwój współpracy z obecnymi partnerami i pozyskanie kolejnych – mówi Jarosław Parkot.

Obie spółki tradycyjnie gwarantują swoim klientom stabilność. Wskaźniki bezpieczeństwa finansowego kształtują się na poziomie wyższym od wymogów ustawowych. W I kwartale 2014 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR WARTA wyniósł 317%, a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 123%. Dla spółki życiowej te wskaźniki wyniosły odpowiednio 244% i 113%. Warto też przypomnieć, że agencja ratingowa Standard & Poor’s przyznała Warcie ocenę na poziomie A+ z perspektywą stabilną. To znakomite potwierdzenie stabilności i siły finansowej ubezpieczyciela.

– Jestem dumny, że agencja podjęła tak rzadko spotykaną decyzję o przyznaniu spółce zarejestrowanej w danym kraju oceny wyższej niż rating państwa, w którym działa. Dodatkowo, Warta jest jedynym z zarejestrowanych w Polsce ubezpieczycieli z oceną na takim poziomie. Dla wszystkich naszych partnerów i kontrahentów to potwierdzenie, że Warta, teraz oceniona jako główna spółka Grupy Talanx, jest firmą stabilną i silną finansowo, o wyjątkowo mocnej pozycji. Dlatego cieszę się, że Talanx wszedł na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. To sygnał, że nasz akcjonariusz bardzo poważnie traktuje swoją obecność w Polsce. Obecnie Polska jest dla Talanx drugim co do wielkości rynkiem, poza rodzimym niemieckim – mówi Jarosław Parkot.

9 na 10 Polaków nie ufa politykom!

Zawód polityka od lat cieszy się − zarówno wśród Polaków, jak i innych Europejczyków − małym zaufaniem. Jak pokazują wyniki najnowszego badania European Trusted Brands przeprowadzonego przez Reader’s Digest, zaledwie 9% ankietowanych mieszkańców starego kontynentu ufa przedstawicielom sceny politycznej.

Niepokojący spadek zaufania do polityków odnotowywany został już kilka lat temu. Tendencja ta szczególnie widoczna jest w Polsce. Jedynie 3% Polaków deklaruje, że ufa przedstawicielom sceny politycznej, podczas gdy aż 93% polskich respondentów przyznaje, że w ogóle nie ma zaufania do polityków. Na liście najmniej zaufanych grup zawodowych znaleźli się także pracownicy call center (ufa im 11% ankietowanych), piłkarze (12%) i agenci nieruchomości (13%).

− Różnica pomiędzy stopniem zaufania Polaków do polityków a deklarowanym zaufaniem do przedstawicieli innych zawodów jest uderzająca. Jeśli pracownikom call center ufamy bardziej niż osobom decydującym o najważniejszych sprawach w kraju, to jest to powód do niepokoju – mówi Piotr Wierzbowski, redaktor naczelny polskiego wydania Reader’s Digest. Obok Polski politycy najmniejszym zaufaniem cieszą się we Francji (nie ufa im 94% ankietowanych) oraz w Rosji (91%).

Podobnie jak przed rokiem, tak i tym razem Polacy wybrali polityków godnych zaufania. Największym zaufaniem rodaków cieszy się prezydent Bronisław Komorowski (14%). Niewiele gorszy wynik uzyskali Ryszard Kalisz (13%) oraz premier Donald Tusk (12%). Na kolejnych miejscach znaleźli się: Jarosław Kaczyński (8%), Janusz Palikot (6%) i Aleksander Kwaśniewski (5%).

Z najnowszego badania European Trusted Brands wynika, że europejscy respondenci nie mają również zaufania do rządu oraz jego polityki. Choć Polacy są większymi optymistami niż pozostali Europejczycy i bardziej pozytywnie postrzegają swoją przyszłą sytuację materialną, to większość polskich ankietowanych (85%) nie wierzy, że to właśnie rząd zmieni te warunki na lepsze. Podobnego zdania są Francuzi (84%) i Słoweńcy (89%), natomiast największe nadzieje związane z poprawą stanu ekonomicznego mają Szwajcarzy. Połowa szwajcarskich respondentów wierzy, że polityka rządu wpłynie na poprawę ich sytuacji finansowej w przyszłości.

Wind Mobile S.A. zwiększy zysk o 228%

Pierwszy kwartał tego roku oraz akwizycja Software Mind stworzyły solidne fundamenty dla prognozowanego rocznego wzrostu zysku netto o 228%, a przedstawiona na konferencji strategia globalnego rozwoju wraz z akwizycją na rynkach MENA jeszcze bardziej obiecująco zapowiadają kolejne lata.

W opublikowanym raporcie na I kwartał 2014, Spółka osiągnęła przychody netto ze sprzedaży w wysokości 2 656 430,64 zł przy rentowności EBITDA na poziomie 918 853,26 zł oraz zysku netto w wysokości 524 553,24 zł. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku firma zanotowała wzrosty we wszystkich wymienionych obszarach, z których największy progres osiągnięto na poziomie EBITDA – wzrost o 15,70%.

Realizacja przejęcia Software Mind to zamknięcie jednego z wcześniej zapowiedzianych etapów, który w wynikach Spółki będzie prezentowany od drugiego kwartału 2014. Na podstawie skonsolidowanych wyników Spółka opublikowała prognozę przychodów ze sprzedaży netto w wysokości 61,2 mln zł oraz zysku netto na poziomie 8,9 mln zł.

Dzięki akwizycji poszerzyliśmy nie tylko naszą ofertę o dwa rewelacyjne produkty: iLumio ora Video Branch, ale udało nam się wejść w dwie znaczące branże – Finance i Travel – ze świetnymi referencjami, takimi jak mBank, Raiffeisen, BZ WBK, hotel Arłamów czy hotel Mikołajki. Już teraz adresujemy nasze produkty do odbiorców na rynkach Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, na których nasza kolejna akwizycja znacznie zwiększy potencjał połączonych spółek. Cieszy mnie również uzyskanie kapitalizacji powyżej 100 milionów złotych, niemniej uważam że mamy potencjał na wielokrotne jej zwiększenie w najbliższych kilku latach. – mówi Rafał Styczeń, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile SA.

W związku z ukierunkowaniem na rynki Bliskiego Wschodu, Spółka weszła w kolejny etap finalizacji przejęcia na tym rynku, angażując firmy Baker&McKanzie oraz Grant Thornton, jako agencje realizujące proces prawnego i finansowego due diligence przejmowanej organizacji.

Cieszę się, że rozwój firmy wkracza w okres tak dynamicznych wzrostów, pozwalających prezentować tak optymistyczne prognozy. Dotychczasowi inwestorzy już się przyzwyczaili, że realizujemy nasze obietnice finansowe, więc i tym razem nie może być inaczej. – mówi Tomasz Kiser, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile SA.

Rządowe propozycje podatków od wydobycia gazu i ropy mogą spowolnić inwestycje polskich firm

CEO Magazyn Polska

Nawet 40 proc. podatku mogą zapłacić firmy zajmujące się wydobywaniem gazu i ropy w Polsce, w tym – gazu łupkowego. Proponowane przez rządu obciążenia uderzą przede wszystkim w polskie firmy, bo zagraniczne koncerny zmniejszyły swoją obecność w naszym kraju. Wysoki podatek może zaszkodzić dalszym inwestycjom przedsiębiorstw, co z kolei jest sprzeczne z założeniem zwiększania bezpieczeństwa energetycznego kraju. Ekspert Instytutu Sobieskiego apeluje, by w trakcie prac w Sejmie zmniejszyć i uprościć podatki w tym sektorze.

Są trzy flagowe spółki: PGNiG, KGHM i Orlen, są to spółki giełdowe. Jeżeli one będą miały duże obciążenie podatkowe, może to wpłynąć na ich poziom inwestycji, również na poziom wypłacanej dywidendy dla akcjonariuszy. Więc oprócz ryzyka regulacyjno-gospodarczego pojawia się też kwestia rynku kapitałowego, trudno od tego uciec – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Zajdler, ekspert Instytutu Sobieskiego.

W Sejmie trwają obecnie prace nad trzema ustawami, które wpłyną na poziom opodatkowania działalności związanej z wydobyciem gazu i ropy. Jak podkreśla Zajdler, obciążenie dotyczyć będzie zarówno zysku, przychodu, jak i kosztu wydobycia. Całkowity podatek może sięgnąć 40 proc., choć analizy rynkowe wskazują, że może być nawet wyższy.

Zupełnie nowym obciążeniem będzie planowany podatek węglowodorowy. Zgodnie z rządowym projektem ma on być pobierany od 2020 r. i wynieść od 0 do 25 proc. Stawka ma zależeć od relacji przychodów do wydatków. Zajdler zauważa jednak, że do kosztów nie będą wliczane wszystkie pozycje, które normalnie uważa się za koszty kwalifikowane wydobycia. Oznacza to, że przedsiębiorcy nie mogą być pewni tego, jaka dokładnie będzie wysokość tego podatku. Zgodnie z rządową propozycją podatku nie zapłacą spółki, których działalność wydobywcza nie przyniesie zysku lub nie będzie on znaczny (uzyskane przychody nie będą 1,5 raza większe od poniesionych kosztów).

Druga z tych ustaw już wcześniej funkcjonowała i opodatkowywała miedź i srebro. W tym projekcie rozszerzono zakres tej ustawy na gaz ziemny oraz ropę naftową, i tutaj jest opodatkowany przychód. Natomiast trzecia ustawa to jest Prawo geologiczne i górnicze, w której już było opodatkowane wydobycie gazu ziemnego i ropy naftowej – przypomina Zajdler.

Wysokość podatku od kopalin, rozszerzonego na gaz i ropę, będzie zależało od rodzaju złoża. W przypadku gazu konwencjonalnego wyniesie 3 proc. wartości wydobytego surowca, a gazu łupkowego – 1,5 proc. Dla ropy naftowej konwencjonalnej i z łupków stawki mają wynieść odpowiednio 6 proc. i 3 proc. Również, jak zauważa Zajdler, w ramach Prawa geologicznego i górniczego stawki podatków wzrosną półtora raza dla ropy naftowej i nawet czterokrotnie dla gazu.

Rząd zakłada, że w latach 2020–2029 budżet państwa zyska nawet do 16 mld zł dzięki tym podatkom. Zajdler ocenia jednak, że takie obciążenie działalności wydobywczej nie zachęca przedsiębiorstw do poszukiwania i wydobycia ropy i gazu. To działanie jest sprzeczne z celem zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski, bo nie promuje większego udziału krajowych źródeł energii. Zajdler ocenia, że wspieranie wydobycia na terytorium Polski jest równie ważne, jak głośna ostatnio idea unii energetycznej.

Do tego podatki uderzą przede wszystkim w polskie firmy, bo zagraniczne koncerny zmniejszyły swoją obecność w obszarze poszukiwania i wydobycia gazu i ropy z łupków w Polsce.

Z punktu widzenia działania samych spółek to niewątpliwie wpłynie zarówno na ich bilans, dlatego że to jest dodatkowe obciążenie, które wpływa na rentowność. To również wpłynie na pewne pozycjonowanie spółek, bo jeżeli będą miały mniej pieniędzy własnych na inwestycje, to resztę będą musiały pożyczyć na rynku. Te przepisy trochę zniechęcają do tego, żeby taką działalność prowadzić, a zwłaszcza angażować się w działalność, która jest obciążona dużym ryzykiem – ocenia Zajdler.

Zajdler obawia się też, że poprzez swoje działania państwo może zaszkodzić innym, mniejszościowym udziałowcom dużych spółek wydobywczych.

Na pewno to wpłynie na wycenę takiej spółki i jej postrzeganie w oczach inwestorów. Jeżeli ta wycena będzie niższa niż teraz, to będzie wpływało na koszt pozyskania kapitału przez spółkę na dalszy rozwój i inwestycje – przewiduje Zajdler. – Rodzi się wątpliwość, czy to nie jest krzywdzenie mniejszych akcjonariuszy, że państwo trochę wcześniej, zanim zysk w formie dywidendy jest im wypłacony, bierze sobie jakąś większą część.

Dodaje, że brakuje jasności co do sposobów wyliczania niektórych podatków, zwłaszcza związanych z ceną sprzedaży surowca. W jego ocenie niektóre elementy ryzyka można by wykluczyć, regulując opodatkowanie działalności wydobywczej jedną ustawą. Podkreśla, że sama wysokość opodatkowania nie jest takim problemem, jak jego skomplikowanie i rozbicie na trzy ustawy. W Rumunii podobny podatek wynosi 30 proc., ale jest stabilny i przejrzysty.

W ubiegłym roku Polacy wydali 35 mld zł na prywatne leczenie i leki. Brakuje systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok rosną w Polsce wydatki na prywatną służbę zdrowia. W ubiegłym roku wydaliśmy na ten cel rekordowe 35 mld zł, w tym 23 mld zł na leki  również te bez recepty  i suplementy diety. Dlatego eksperci podkreślają, że potrzebny jest w Polsce system dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Powinien on oferować ubezpieczonym usługi, które odpowiadają ich potrzebom, powinien być masowy, a jednocześnie pozwolić na efektywne finansowanie publicznej opieki zdrowotnej.

Od 15 lat trwa w Polsce dyskusja na temat wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Jest to bardzo potrzebne nie tylko sektorowi ubezpieczeniowemu, lecz przede wszystkim systemowi opieki zdrowotnej. Polska pod tym względem jest w ogonie Europy, w większości krajów europejskich dodatkowe, prywatne ubezpieczenia zdrowotne rozwinęły się i stanowią dziś efektywny strumień finansowania opieki zdrowotnej obok systemu publicznego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

W Polsce obowiązuje publiczny system opieki zdrowotnej, który ma zapewnić wszystkim ubezpieczonym opiekę. To jednak teoria, bo długie kolejki do lekarzy powodują, że często Polacy decydują się na prywatną wizytę. W ubiegłym roku wydaliśmy na leczenie z własnej kieszeni 35 mld zł, ponad 4,5 proc. więcej niż w 2012 roku. W tym tempo może być jeszcze szybsze.

Problem polega na tym, że nie istnieje ucywilizowany strumień prywatnego finansowania opieki zdrowotnej, i z tego względu wydajemy te pieniądze w ponad 90 proc. przypadków w systemie fee-for-service, czyli płacąc za usługę czy za produkt – mówi Dorota M. Fal. – Z tych 35 mld zł ponad 23 mld to wydatki na leki. Najwięcej w Europie i na świecie na suplementy diety i leki OTC, czyli leki dostępne bez recepty (12 mld zł). Leczymy się sami, często ulegając reklamie.

Dlatego według ekspertów potrzebny jest w kraju system dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Dziś z dodatkowego ubezpieczenia korzysta 2,5 mln osób. Z tego mniej niż 800 tys. płaci za to z własnej kieszeni, pozostała grupa to ubezpieczeni przez firmy w ramach abonamentów medycznych.

Zdaniem przedstawicielki PIU system powinien spełniać co najmniej trzy warunki. Po pierwsze, powinien oferować to, czego ubezpieczeni potrzebują, i tylko pod takim warunkiem wykupią oni dobrowolne ubezpieczenie.  Po drugie, system musi być masowy, bo im więcej osób będzie z niego korzystać, tym będzie on bardziej dostępny cenowo.

Po trzecie, system powinien stworzyć sytuację win-win, w której wygrywają zarówno pacjenci, jak i świadczeniodawcy. Ten system wleje dodatkowe pieniądze świadczeniodawcom, czyli szpitalom, które się zadłużają, jak i całemu systemowi opieki zdrowotnej – podkreśla Dorota M. Fal. – Bez względu na to, jak będzie wyglądał system prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, każdy z nas, który z nich skorzysta, zrobi miejsce, to znaczy zostawi swoje pieniądze w systemie publicznym, bo obowiązkową składkę zdrowotną tak czy inaczej będziemy płacić, dla kogoś, kogo na prywatne ubezpieczenie nie stać.

Fal przekonuje, że stworzenie sprawnego systemu wymaga porozumienia wszystkich partii politycznych, instytucji, świadczeniodawców i świadczeniobiorców. Dodaje, że taki system od kilku lat obowiązuje w Holandii i przynosi efekty. Pod względem zadowolenia społeczeństwa z opieki zdrowotnej kraj ten nieprzerwanie od 2005 roku plasuje się w pierwszej trójce rankingu (Polska – w trzeciej dziesiątce).