Rynki finansowe gospodarek wschodzących – czas zapiąć pasy

Banki centralne z rynków wschodzących są obecnie między młotem a kowadłem: wzrost gospodarczy wymaga obniżenia stóp, ale spowolnienie cięć w głównych gospodarkach skłania je do tego samego i podnosi rentowność (koszt obsługi) ich papierów skarbowych.

  • Od końca 2023 r. wiele rynków wschodzących weszło na ścieżki normalizacji polityki pieniężnej, napędzane lokalną dezinflacją, obawami o gospodarcze skutki wysokich stóp procentowych oraz zaufaniem do przewidywanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez główne banki centralne
  • Ryzyko opóźnienia obniżek stóp procentowych przez Fed rzuca cień na rynki wschodzące, które stanęły w obliczu zwiększonej zmienności i deprecjacji walut. W rezultacie banki centralne z rynków wschodzących znalazły się między młotem a kowadłem, nie będąc w stanie zapewnić oczekiwanych jeszcze miesiąc temu obniżek stóp procentowych
  • Zmiana ta spowodowała wzrost rentowności obligacji skarbowych, przekraczając nasze i rynkowe oczekiwania na koniec tego roku, choć spready obligacji w twardej walucie pozostają wąskie. W przyszłości Allianz Trade spodziewa się stopniowego spadku rentowności zgodnie z głównymi rynkami obligacji (które powinny zakończyć rok blisko 6% wobec obecnych 6,7%), ale nieznacznego ruchu w górę spreadów w twardej walucie (do 225 pb z 200 pb w naszym głównym benchmarku)
  • Choć sytuacja ta może zasadniczo stwarzać pewne możliwości, pozostajemy bardzo ostrożni, ponieważ wzrosło również ryzyko pogorszenia sytuacji – a niepewność stopniowo przekłada się na wyższe efektywne koszty długu.

Ryzyko opóźnionego złagodzenia amerykańskiej polityki pieniężnej rzuca cień na gospodarki wschodzące. Ponieważ oczekiwania rynkowe zmieniają się w kierunku potencjalnie mniejszej liczby obniżek stóp procentowych Fed w tym roku, rynki wschodzące (EM) odczuwają „szczypanie” – co prawda udało im się wytrzymać stopniową zmianę oczekiwań (odnośnie inflacji i stóp procentowych w USA) obserwowaną w I kwartale, to marcowy raport o inflacji w USA wywołał już fale uderzeniowe w postaci odpływu kapitału, deprecjacji walut i zmienności aktywów finansowych.

Słabość kursów walutowych to sygnał ostrzegawczy. Umocnienie USD – które wykracza poza waluty rynków wschodzących, wpływając również na główne waluty, takie jak EUR czy JPY – jest odzwierciedleniem zmieniających się nastrojów inwestorów, przy czym aktywa denominowane w USD stają się coraz bardziej popularne wraz ze wzrostem stóp procentowych. Ta ucieczka do przystani – tymczasowo zaostrzona przez rosnące napięcia między Izraelem a Iranem – jest dowodem na kruchość obecnego otoczenia rynkowego. Niektóre z walut, które są faworytami inwestorów w handlu carry trade w tym cyklu, takie jak MXN i BRL, są jednymi z najbardziej dotkniętych (wykres 1), choć na razie nie jest to znak, że rynki bardziej martwią się o te kraje niż o inne. Jednak w przypadku krajów, które borykają się z innymi problemami, takimi jak rosnące napięcia polityczne z powodu zbliżających się wyborów, sytuacja ta może nasilić odpływy (środków za granicę). Brak natychmiastowej reakcji rynku również niekoniecznie jest pozytywny: dla krajów interweniujących na rynkach w celu utrzymania określonych kursów wymiany lub kontrolowania deprecjacji, obrona ich pozycji stała się droższa pod względem rezerw walutowych. Im dłużej ta sytuacja będzie trwać, tym bardziej skomplikowane będzie utrzymanie tych polityk.

Wykres 1: Wyniki walutowe wybranych walut rynków wschodzących w stosunku do dolara amerykańskiego od 9 kwietniaWyniki walutowe wybranych walut rynków wschodzących w stosunku do dolara amerykańskiego od 9 kwietnia

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Banki centralne z rynków wschodzących znajdują się obecnie między młotem a kowadłem. Od końca 2023 r. wiele rynków wschodzących weszło na ścieżkę normalizacji polityki pieniężnej, napędzaną obiecującym kierunkiem krajowej dezinflacji, rosnącymi obawami o gospodarcze i fiskalne skutki wysokich stóp procentowych oraz zaufaniem do przewidywanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez główne banki centralne. Płynna reakcja rynków zdawała się aprobować podejmowanie przez rynki wschodzące proaktywnych kroków bez czekania na inicjatywę Fed[1] . Teraz jednak sytuacja uległa zmianie. Ponieważ rynki zmniejszyły swoje oczekiwania dotyczące cięć w gospodarkach rozwiniętych, zrobiły to samo w przypadku rynków wschodzących; w niektórych przypadkach korekta oczekiwań na najbliższych 12 miesięcy przekroczyła 100 punktów bazowych (wykres 2). Chociaż jest to konieczne do utrzymania stabilności finansowej, nie ułatwia to sytuacji w gospodarkach, które nadal wymagają poluzowania polityki pieniężnej (i obniżenia stóp – kosztu finansowania) w celu przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

Wykres 2: Porównanie oczekiwanych przez rynek obniżek stóp procentowych (pb) w kolejnych 12 miesiącach: wycena z połowy marca vs. wycena z końca kwietnia

Porównanie oczekiwanych przez rynek obniżek stóp procentowych (pb) w kolejnych 12 miesiącach

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Rentowności obligacji rynków wschodzących wzrosły powyżej oczekiwanych przez nas wartości na koniec roku, ale należy zachować ostrożność, ponieważ ryzyko spadkowe również rośnie. Kraje rozwijające się nie tylko bardzo skutecznie przeciwdziałały presji inflacyjnej i zarządzały cyklem zacieśniania[2] , ale w tym roku udało im się również wyemitować znaczną część potrzeb pożyczkowych na 2024 r., jeśli chodzi o dług denominowany w walutach obcych, korzystając z korzystniejszych warunków rynkowych. W związku z tym, mimo że wyższe stopy refinansowania mogłyby zagrozić zdolności obsługi zadłużenia, rynki utrzymały stabilną wycenę premii za ryzyko dla głównych państw z grona rynków wschodzących. Konsensus rynkowy jest na razie taki, że dopóki obecna przecena jest „tylko” opóźnieniem cięć Fed do 2025 r., a nie wyższymi stopami końcowymi, wpływ na rentowności na rynkach wschodzących również powinien być tymczasowy. Niemniej jednak ryzyko spadkowe (obligacji skarbowych) wzrosło w porównaniu z prognozą Allianz Trade jeszcze z marca i będzie się utrzymywać, im dłużej utrzymywać się będzie niepewność, ponieważ będzie się ona stopniowo przekładać na wyższe efektywne koszty długu. Obecnie rentowności naszego benchmarkowego indeksu obligacji skarbowych w twardej walucie wynoszą 6,7% w porównaniu z 6,2% na początku roku, podczas gdy spready nawet się zawęziły (200 pb w porównaniu z 215 pb na początku roku). W przyszłości Allianz Trade spodziewa się umiarkowanego rozszerzenia spreadów dla obligacji w twardej walucie do 225 pb do końca roku, podczas gdy rentowności ogółem powinny spaść do 6,25%, dzięki spadkowi stóp wolnych od ryzyka. Podobnie oczekujemy, że rentowności obligacji w walucie lokalnej spadną do końca roku (blisko 6% dla naszego benchmarku), chociaż początkowe oczekiwania dotyczące stosunkowo słabszego dolara w 2024 r. zmniejszyły się.

[1] Lub, w przypadku krajów Europy Wschodniej, EBC. Chociaż w tym przypadku skala szoku inflacyjnego z 2022 r. była większa w ujęciu bezwzględnym i względnym (w porównaniu ze średnią inflacją w ich najnowszej historii).

[2] Prawdopodobnie jednym z najlepszych regionów pod tym względem jest, z wyjątkami, Ameryka Łacińska.

Wyższa na dłużej – rentowność papierów skarbowych w USA

  • Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły powyżej 4,6% w związku z oczekiwaniami wolniejszego cyklu obniżek stóp procentowych przez Fed, który niedawno przyznał, że powrót inflacji do celu zajmuje więcej czasu.
  • Ale nawet jeśli Fed wprowadzi w tym roku tylko dwie obniżki stóp – w porównaniu z naszymi początkowo oczekiwanymi czterema – nadal Allianz Trade spodziewa się korekty rentowności długoterminowych obligacji z obecnych poziomów w dół.
  • Rynkowe wyceny stóp docelowych są znacznie powyżej naszych szacunków, a zatem są gotowe do korekty w dół, co pociągnie w dół również rentowność długoterminowych obligacji skarbowych.

Długoterminowe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych przekroczyły 4,6%, ponieważ ponownie wzrosły szanse na to, że Fed pozostanie na wyższym poziomie przez dłuższy czas. Po trzech z rzędu pozytywnych niespodziankach inflacyjnych, prezes Fed Powell przyznał w zeszłym tygodniu, że powrót inflacji do celu potrwa „dłużej niż oczekiwano”. Przywołuje to bolesne wspomnienia z 2022 r., kiedy to Powell przyznał, że gwałtownie rosnąca inflacja wcale nie była przejściowa, lub z III kwartału 2023 r., kiedy to po raz pierwszy pojawiła się mantra „wyżej przez dłuższy czas”. Obecnie obawy o reflację (skok inflacji jako odreagowanie kształtowania się cen poniżej kosztów produkcji) nie tylko po raz kolejny doprowadziły do silnej wyprzedaży długoterminowych obligacji (ponad 70 pb od początku roku), ale także znacznie opóźniły oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych. Mimo że wskaźniki wyprzedzające, takie jak koszty produkcji w sektorze usług, wskazują na zmniejszenie presji cenowej, istnieje ryzyko mniejszej liczby cięć stóp przez Fed, niż początkowo oczekiwaliśmy. Wykres 1 przedstawia alternatywny scenariusz, w którym nasz długo utrzymywany postulat czterech kolejnych obniżek stóp procentowych, począwszy od lipca, został zrewidowany do zaledwie dwóch cięć w tym roku: pierwszej we wrześniu i drugiej w grudniu.

Wykres 1: Bazowe oczekiwania polityki pieniężnej Allianz Research i alternatywna ścieżka Fed (fioletowy), w %Bazowe oczekiwania polityki pieniężnej Allianz Research i alternatywna ścieżka Fed

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Po tych cięciach o 50 pb w 2024 r. nastąpiłyby cięcia o 125 pb w przyszłym roku, kończąc na tej samej stopie końcowej 3,5-3,75%, jakiej wcześniej oczekiwano. W przypadku EBC trzymalibyśmy się naszego marcowego wezwania do tylko dwóch obniżek stóp w tym roku, a następnie czterech w przyszłym roku i stopy końcowej na poziomie 2,25%, która ma zostać osiągnięta do 2026 r.

Rynkowe wyceny docelowych stóp procentowych są jednak nadal wyższe od naszych oczekiwań, prawdopodobna jest więc ich korekta, która prawdopodobnie pociągnie w dół również obligacje długoterminowe. Wykres 2 przedstawia ostatnie ruchy rentowności 10-letnich obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące ostatecznych stóp procentowych – zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i strefy euro. Nawet bez analizy statystycznej oczywiste jest, że oczekiwane stopy końcowe i rentowność długoterminowych obligacji idą obecnie w parze. W rzeczywistości delta między stopą docelową w USA a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych od około roku waha się w wąskim przedziale około 60 pb. Ponieważ rynki wyceniają obecnie stopę docelową powyżej 4,1% (z 3,2% na początku roku) to rentowność 10-letnich obligacji również wzrosła z 3,9% do 4,6%. Obecna rynkowa wycena docelowej stopy Fed jest obecnie wyraźnie wyższa od naszych szacunków. Nadal oczekujemy, że Fed obniży docelowy zakres swojej polityki do 3,50-3,75% w ciągu najbliższych dwóch lat, nawet przy naszej zrewidowanej ścieżce polityki pieniężnej. Biorąc pod uwagę własne szacunki Fed dotyczące neutralnej stopy procentowej na poziomie 2,7% , nasze oczekiwania dotyczące docelowej stopy procentowej są nadal po jastrzębiej stronie. Warto zauważyć, że rzeczywista stopa procentowa Fed była w większości poniżej stopy neutralnej przez ostatnie dziesięciolecia . W związku z tym jesteśmy przekonani, że patrząc przez pryzmat obecnej zmienności danych gospodarczych, zarówno długoterminowe rentowności, jak i stopa końcowa są gotowe do korekty, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych zbliży się w ciągu roku do poziomu około 4,1%.

Wykres 2: Rentowność długoterminowych obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące stóp docelowychRentowność długoterminowych obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące stóp docelowych

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Notes: Stopy końcowe pochodzą z kontraktów terminowych rynku pieniężnego na koniec 2026 r.

Czynniki strukturalne również wskazują na korektę. Wykres 3 przedstawia wkład w zmiany w skali roku dla naszej prognozy wartości godziwej dla rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich . Szacujemy, że wartość godziwa spadnie z 4,1% na koniec 2023 r. do 3,7% i 3,6% odpowiednio w 2024 i 2025 r., biorąc pod uwagę obniżki stóp procentowych o 100 pb w tym roku i 75 pb w przyszłym roku. Normalizacja oczekiwań inflacyjnych jest kolejnym ważnym czynnikiem, który zwiększa presję na spadek, podczas gdy rosnąca nierównowaga popytu i podaży obligacji działa jako siła przeciwdziałająca, biorąc pod uwagę duży deficyt fiskalny w USA i trwające zacieśnianie ilościowe. Jeśli zastosujemy naszą zrewidowaną prognozę cięć tylko o 50 pb w tym roku i 125 pb w przyszłym roku, a także nieco wolniejszą normalizację oczekiwań inflacyjnych przy bardziej lepkiej inflacji, nadal Allianz Trade spodziewałby się, że wartość godziwa wyniesie około 4,0% na koniec tego roku i 3,9% na koniec przyszłego roku. Szacunki te są również znacznie poniżej obecnych poziomów i rynkowych stóp docelowych.

Rysunek 3: Wkład modelu wartości godziwej Allianz Research w zmiany długoterminowych stóp procentowych, w punktach bazowych

Wkład modelu wartości godziwej Allianz Research w zmiany długoterminowych stóp procentowych, w punktach bazowychŹródła: LSEG Datastream, Bloomberg, Allianz Research

Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy umiarkowanie pozytywnie nastawieni do długotrwałego trwania przy obecnych poziomach rentowności w Stanach Zjednoczonych, ale bardziej ostrożni w strefie euro, gdzie widzimy mniej błędnych wycen w odniesieniu do zarówno stóp docelowych, jak i rentowności 10-letnich niemieckich obligacji skarbowych. Allianz Trade spodziewa się niższych długoterminowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych bez względu na to, czy spojrzymy na (obecną) wycenę stóp końcowych, czy na czynniki strukturalne. W strefie euro mamy jednak nieco niższe przekonanie do długich terminów zapadalności, biorąc pod uwagę, że obecne wyceny stawiające na stopy docelowe na poziomie 2,5% nie są zbyt odległe od naszych szacunków na poziomie 2,25%. Ponadto nasz model wartości godziwej sugeruje, że Bund – niemieckie obligacje skarbowe sa wyceniane uczciwie przy obecnych poziomach rentowności wynoszących około 2,5%.

Przywrócenie VAT na żywność napędza inflację

Inflacja CPI w kwietniu wyniosła 2,4 proc. r/r. Odczyt jest zgodny z konsensusem rynkowym. Jednocześnie inflacja ponownie zaczęła rosnąć względem odczytu z marca, gdzie wyniosła 2 proc. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost cen o 1 proc.

Tego, że wskaźnik inflacji w tym miesiącu nie spadnie, można było być pewnym. W głównej mierze przyczyniło się do tego przywrócenie wyższej stawki VAT na żywność. Chociaż w odczycie inflacji widzimy, że „wojna cenowa” jest nadal prowadzona, niektóre dyskonty wstrzymują się z podwyższaniem cen niektórych produktów. Całościowy efekt przywrócenia wyższej stawki VAT jest zatem rozłożony w czasie i będzie widoczny jeszcze w maju. Wyższa inflacja w kwietniu wynikała również z wyższych cen paliw.

W kwietniu obserwujemy z kolei dalszy spadek inflacji bazowej, która znalazła się prawdopodobnie blisko poziomu 4 proc. r/r. Ogólnie dzisiejsze odczyty można uznać za pozytyw, jednak nie wpływają one na perspektywy dla stóp procentowych. Do pierwszych obniżek jeszcze sporo czasu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Już jutro decyzja Fed. Czego możemy oczekiwać?

Dane za I kwartał 2024 roku wskazują, że proces dezinflacyjny w USA zatrzymał się a ceny w ostatnim czasie ponownie zaczęły rosnąć. Obniżka stóp procentowych przez Fed, jeszcze nie tak dawno oczekiwana w terminie czerwcowym, teraz została przez rynek odłożona w czasie. Powell prawdopodobnie będzie chciał mieć więcej argumentów aby podjąć decyzję o redukcji kosztu pieniądza, a to może zająć trochę więcej czasu. Oczekujemy, że w środę Fed przyjmie postawę nieco bardziej restrykcyjną a komunikat płynący z banku może być zinterpretowany jako „jastrzębi”, co może wywołać spadki na giełdach oraz silniejszego dolara.

W niedawnym swoim wystąpieniu publicznym Powell przyznał, że bank nie otrzymał jeszcze danych, które dałyby mu niezbędną pewność, że inflacja będzie trwale zbliżać się do celu 2 proc. Dane za ostatnie miesiąca pokazują na stabilizację lub lekkie podbicie w górę wskaźników inflacyjnych. Te same tendencje widać zarówno w indeksach CPI jak również w deflatorach PCE. Inflacja „supercore” wyniosła ostatnio po zaokrągleniu 4,8 proc. w ujęciu rok do roku a usługowa 4 proc. co dało CPI bazowe w marcu na poziomie 3,8 proc. Nieco niższe wartości wskazują miary preferowane przez Fed. PCE wzrosło w marcu do 2,7 proc. a bazowy utrzymał się na poziomie 2,8 proc. r/r.

Fed z pewnością dużą uwagę przywiązuje do miar bazowych, które są decydujące dla podstawowego trendu. Te sygnalizują, że presja inflacyjna rośnie. W każdym z ostatnich trzech miesięcy dynamika m/m wyniosła 0,4 proc. , co oznacza, że w tym okresie ceny rosły w rocznym tempie 4,5 proc. – to zdecydowanie wyżej niż zakłada cel Rezerwy Federalnej.

Za wzrost odpowiadają głównie ceny usług podstawowych, w tym znajdują się czynsze, których podwyżki w marcu były ponownie wysokie. Inne usługi również zwyżkowały, co jest pokłosiem sytuacji na rynku pracy, a dokładnie mówiąc wynikają one ze wzrostu płac.

Wysokie odczyty inflacji w ujęciu bazowym i nominalnym nie przejdą niezauważone przez amerykański bank centralny. Fed otrzymał paczkę danych, które mogą powodować większą niepewność co do trwałego osiągnięcia celu inflacyjnego.

Sytuacja na rynku pracy jest wciąż dobra i stabilna. W marcu zostało wykreowanych ponad 300 tys. nowych miejsc pracy i nawet jeśli te dane ulegną rewizji w dół, wynik i tak będzie powyżej średniej. Stopa bezrobocia pozostaje wciąż na bardzo niskim poziomie 3,8 proc. Wskaźnik aktywności zawodowej w ostatnim czasie minimalnie zwiększył się do 62,7 proc. Lekkie oznaki schłodzenia wskazuje ankieta JOLTS, która określa siłę popytu na pracę oraz wielkość rotacji pracowników. Tygodniowe dane wskazujące na liczbę zasiłków dla bezrobotnych plasują się powyżej 200 tys. i można uznać, że znajdują się w stabilnej konsolidacji. Sytuacja na rynku pracy jest komfortowa dla Fed i nie wywołuje żadnej presji na łagodzenie warunków monetarnych.

Fed na najbliższym posiedzeniu oczywiście zostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie (korytarz 5,25-5,5 proc.). Oczekujemy, że zostanie powtórzony komunikat, że ich poziom pozostanie podwyższony tak długo, jak będzie to konieczne i że Fed potrzebuje więcej danych do oceny sytuacji. Uważamy, że rynek może być wrażliwy na każdą informację, która będzie podważać realizację trzech obniżek stop procentowych w tym roku. Przypomnijmy, że zgodnie z marcowym „dot plot” mediana oczekiwań wskazywała na „trzy kroki w dół” w 2024 roku, podobnie jak określał to wykres z grudniowej projekcji. Jeśli rynek doszuka się zanegowania takiego scenariusza, wówczas będzie to odebrane jako kolejny „jastrzębi zwrot’’, który może wywołać przecenę na Wall Street, podbicie rentowności amerykańskich obligacji oraz silniejszego dolara.
Szansa na czerwcową obniżkę jest w tym momencie wyceniana przez rynek na mniej niż 10 proc. Teraz spekuluje się o wrzęsniu, ale nie można wykluczyć, że dojdzie do tego dopiero w grudniu. Jeśli tak by się stało, wówczas Fed utrzymałby koszt pieniądza na wysokim poziomie przez 17 miesięcy. To dłużej niż w poprzednich cyklach.

Oprócz decyzji w sprawie stóp, mogą pojawić się te dotyczące redukcji bilansu Fed. W wyniku ostatnich kryzysów (pandemia, wojna) bank centralny rozszerzył zakres skupu papierów wartościowych z rynku. Teraz, poczynając od czerwca 2022, trwa już proces QT – potocznie nazywany zacieśnianiem ilościowym Od wspomnianej daty Rezerwa Federalna zmniejszyła zasoby posiadanych obligacji o prawie 1,6 biliona USD. Daje to redukcję 18 proc. Być może instytucja będzie chciała zmniejszyć tempo tego procesu, aby uniknąć napięć na rynku.

Już w marcowym protokole po posiedzeniu wskazano, że ta redukcja ma zostać spowolniona dość szybko. Obecnie Fed nadal posiada 2,4 biliona dolarów w obligacjach zabezpieczonych hipoteką (MBS), które są wycofywane z portfela Fed bardzo powoli ze względu na ich długi termin zapadalności.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek najmu z pierwszym w tym roku miesięcznym spadkiem podaży

W marcu baza mieszkań na wynajem zanotowała pierwszy spadek od początku roku. Po obserwowanym od 2024, stopniowym odbudowywaniu się oferty, w ostatnich dniach kwartału na rynku widać było uszczuplenie liczby aktywnych ogłoszeń o 2% m/m. Według danych Otodom marzec zamknął się podażą na poziomie 26,6 tys. – w ujęciu rocznym to jednak wciąż wzrost o niemal 20%. Jednocześnie w sektorze zauważalne są też coraz wyraźniejsze symptomy przygotowywania się do majówki i sezonu turystycznego. W Trójmieście dwucyfrowy spadek liczby dostępnych lokali m/m jest najpewniej efektem odpływu mieszkań z wynajmu długoterminowego na krótkoterminowy.

W marcu mniejszej bazie aktywnych ogłoszeń towarzyszył delikatny, obserwowany zazwyczaj o tej porze, spadek popytu. Jest on spowodowany niczym więcej, jak cyklicznością rynku nieruchomości, który przeżywa sezonowe wahania. Pomimo że miniony miesiąc był dłuższy od lutego, to liczba wyszukiwań spadła o 4% m/m i wyniosła 1,4 mln. Jednak w porównaniu do ubiegłego roku zainteresowanie lokalami na wynajem jest cały czas wyższe i to o 8%. Największe wzmocnienie popytu w ujęciu rocznym odnotowuje Łódź – tam liczba zapytań wzrosła o ponad 25%. Dalej na podium są Kraków i Katowice.

Niemniej jednak niższą aktywność ze strony najemców potwierdza również dalszy spadek poziomu rotacji ofert (liczba ogłoszeń opublikowanych w trakcie całego miesiąca, która została zdjęta z serwisu przed 31 marca 2024 roku). W marcu wyniósł on 6,5 tys. – to mniej o 4% w stosunku do lutego i o 20% w ujęciu rocznym.

Trójmiasto ze wzrostem w segmencie najmu krótkoterminowego

W przeciwieństwie do poprzednich miesięcy pierwszego kwartału 2024 liczba dostępnych ofert na wynajem powiększyła się w ujęciu miesięcznym jedynie w czterech miastach wojewódzkich: Białymstoku (2%), Opolu (4%), Rzeszowie (8%) oraz Zielonej Górze (2%). Po przeciwległej stronie jest Trójmiasto. Tam podaż zmniejszyła się o 12%, czyli o 123 ogłoszenia. To może zwiastować jeden z sygnałów nadchodzącego sezonu turystycznego, który przypada na miesiące letnie i zmiany przeznaczenia lokali – pod wynajem krótkoterminowy. Czy Polacy wybiorą Gdańsk, Sopot lub Gdynię także na tegoroczną majówkę?

Trójmiasto zapewnia wszystkie atuty dużego ośrodka miejskiego, atrakcyjne z punktu widzenia turystów nastawionych na “city-break”, przy jednoczesnym dostępie do morza. Te walory sprawiają, że jest jedynym z miast wojewódzkich, charakteryzującym się odwrotną dynamiką zmian stanu dostępnej oferty mieszkań na wynajem. Jeśli powtórzą się zeszłoroczne trendy, to już za chwilę trójmiejska baza lokali osiągnie najniższy wskaźnik dostępności, a potem ekspresowo, w ciągu dwóch miesięcy, wzrośnie nawet dwukrotnie. Odpowiedzialna jest za to między innymi zmiana modelu wynajmu mieszkań z długoterminowego na krótkoterminowy, będąca pokłosiem wspomnianego wakacyjnego charakteru Gdańska, Gdyni i Sopotu tłumaczy Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom. 

W związku z powyższym w Trójmieście liczba dostępnych mieszkań stopniowo maleje nie tylko od początku roku, ale właściwie od października 2023. To trend zupełnie odwrotny niż w miastach takich jak Wrocław, Poznań czy Warszawa, w których szczyt sezonu na rynku najmu wyznacza okres tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Kontynuacja spadku ofertowych stawek najmu

Osoby poszukujące mieszkania spotkały się w marcu z dalszym wyhamowywaniem średniej stawki ofertowej najmu. Ten trend utrzymuje się w miastach wojewódzkich od trzech miesięcy. Pod koniec kwartału średnia kwota czynszu spadła do poziomu 3500 zł, a więc o 65 zł m/m. W skali roku oznacza to jednak wzrost o 4%. Największa korekta cen dotyczyła Warszawy (-4%), która ma najpotężniejszą bazę ogłoszeń i przez to też znacząco wpływa na średnią dla wszystkich miast.

Najtańszym ośrodkiem wojewódzkim pod względem średniej kwoty najmu pozostają Kielce (nieco ponad 1900 zł). Relatywnie niską stawką charakteryzuje się też Łódź, która jako jedyna odnotowuje silny spadek przeciętnego czynszu w ujęciu rocznym (-6%). W marcu za wynajem mieszkania trzeba tam było zapłacić średnio 2100 zł.

Należy podkreślić, że średnie stawki najmu w miastach wojewódzkich są mocno zróżnicowane. Na przykład w Kielcach czy Białymstoku czynsz jest niemal o 20% niższy niż w podobnym pod względem wielkości i lokalizacji Lublinie. Może to wynikać z dysproporcji w cenach mieszkań na rynku deweloperskim, które są następnie oferowane na wynajem. Właściciele lokali uwzględniają bowiem koszty nabycia nieruchomości w kwocie najmu. A im wyższe stawki najmu w danym mieście, tym atrakcyjniejszy rynek dla inwestorów indywidualnych kupujących mieszkania z myślą o późniejszym wynajmie  – mówi Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.Rynek najmu z pierwszym w tym roku miesięcznym spadkiem podaży

Preferencje najemców wciąż takie same

Marzec nie zaskoczył też pod względem preferowanych przez najemców parametrów mieszkań. Najczęściej wyszukiwaną kombinacją były lokale 2-pokojowe o minimalnym metrażu 40 mkw., a na drugim miejscu utrzymały się 3 pokoje z powierzchnią co najmniej 50 mkw. Z kolei pod kątem wybieranych stawek czynszu interesująco wypada Rzeszów. W tym mieście poszukiwane ceny najmu dogoniły realia rynkowe. W marcu w stolicy Podkarpacia najczęściej selekcjonowaną opcją były mieszkania 3-pokojowe w kwocie do 3000 zł. Z kolei w Warszawie najchętniej szukano lokali 2-pokojowych, ale w cenie do 3500 zł.

Bank Pekao z rekordowymi wynikami w I kwartale 2024 r.

Solidne wyniki wszystkich obszarów i wzrost dochodowości w kluczowych segmentach działalności przełożyły się na kolejny bardzo dobry pod względem wyników kwartał Banku Pekao. Pierwszy kwartał 2024 roku to w szczególności wysokie dynamiki w bankowości detalicznej, w tym skokowy wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych i znacznie wyższa sprzedaż pożyczek gotówkowych. To także rekordowa kwartalna sprzedaż nowych kont osobistych i wcześniejsze od założeń osiągnięcie 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej. Pierwsze trzy miesiące roku przyniosły również bardzo znaczącą pozytywną dynamikę finansowań MŚP i stabilizację portfela kredytów korporacyjnych oraz utrzymanie niskich kosztów ryzyka.

Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Za nami bardzo mocny początek roku. Skutecznie wykorzystaliśmy okres wyższych stóp procentowych wypracowując bardzo pokaźne zyski. Dobrze przygotowaliśmy się do rządowego programu Bezpieczny Kredyt, dzięki czemu w pierwszym kwartale na zakończenie tego projektu zanotowaliśmy jeszcze sześciokrotny wzrost sprzedaży hipotek. Na naszą rentowność przekłada się również fakt, że efektywnie realizujemy cyfrową transformację. Mamy już ponad 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej, a więc już teraz osiągnęliśmy cel, który założyliśmy na koniec 2024 r. – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I kw. 2024 r. wyniósł 1,514 mld zł wobec 1,446 mld zł zysku netto rok wcześniej.

Pozytywna dynamika zysku netto w ujęciu rok do roku wynikała przede wszystkim ze wzrostu wyniku odsetkowego, z kolei nieco wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 były obciążenia regulacyjne i koszty operacyjne.

Rekordowo wypadł pierwszy kwartał 2024 roku w bankowości detalicznej. Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Pekao na koniec marca przekroczyła poziom 3,2 mln osób wobec 2,9 mln rok wcześniej, tym samym osiągając wcześniej strategiczny cel przewidziany na koniec 2024 roku. Największa była w skali kwartału liczba nowych rachunków bieżących otwartych przez klientów indywidualnych, od stycznia do marca wyniosła ona 167 tys.

Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych zwiększyła się rok do roku aż o 22 proc., notując w marcu rekordową miesięczną sprzedaż – spośród pożyczek gotówkowych 83 proc. udzielono poprzez bankowość cyfrową.

Nowa sprzedaż kredytów hipotecznych w I kw. 2024 roku była sześciokrotnie wyższa niż rok wcześniej, sięgając 4,3 mld zł. To w dużej mierze efekt programu Bezpieczny Kredyt 2%. W sumie, licząc do końca marca Bank Pekao zawarł ponad 25 tys. umów w tym programie na kwotę ponad 10,3 mld zł.

Dwucyfrowy (11 proc.) był w I kw. 2024 w ujęciu rok do roku wzrost wolumenu finansowań dla MŚP. Z kolei wzrost wolumenu finansowań w połączonych segmentach MŚP i MID, drugi kwartał z rzędu wyniósł solidne 4 proc., portfel kredytów korporacyjnych ustabilizował się kwartał do kwartału, mimo niesprzyjającego otoczenia gospodarczego.

Jak zawsze konsekwentnie Bank Pekao trzymał pod kontrolą koszty, osiągając w okresie styczeń-marzec wskaźnik koszty/dochody na poziomie 39,3 proc., lepszym od założonego celu na koniec 2024 roku na poziomie 42 proc.

Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 39 pb dzięki odpowiedzialnemu podejściu do zarządzania bilansem. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to przedział 50-60 pb.

Sezon turystyczny rusza: hotelarze liczą na wzrost liczby turystów i spadek zadłużenia

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.[1] W połączeniu z widocznym w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK spadkiem zaległego zadłużenia, jest to dobry prognostyk na przyszłość. Na pewno chętnie gości przyjmą hotelarze z woj. łódzkiego, których zaległości są najwyższe na tle pozostałych regionów –  sięgają blisko 237 mln zł.  

Początek roku nie był dla branży noclegowej najlepszy, ale przedsiębiorcy są raczej optymistycznie nastawieni do najbliższego sezonu. – W marcu hotele odnotowały wyniki na poziomie lutego i wciąż są one słabsze w porównaniu do poprzedniego roku – wynika z najnowszej comiesięcznej ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego dotyczącej sytuacji w branży. Hotelarze oceniają okres Świąt Wielkanocnych jako udany, równie optymistycznie zapowiada się majówka. (…) Prognozy są o kilkanaście pp. lepsze niż w analogicznym okresie rok temu, co wskazuje na powolną, ale jednak poprawę w wydłużaniu okienka rezerwacyjnego[2].

Liczba turystów zimą zmalała, a ci co wyjeżdżali częściej kierowali się ku morzu

Mimo że w ostatnich dwóch latach wydawało się, że branża noclegowa podnosi się po bardzo słabym przełomie lat 2020/2021 wywołanym pandemią COVID 19, to styczeń br. pokazał, że do kompletnego wyjścia z kryzysu może być jeszcze długa droga. Mimo ferii zimowych, początek roku dla oferujących zakwaterowanie był słabszy nie tylko niż grudzień 2023, ale też od stycznia zeszłego roku. Dane zebrane przez IGHP pokazują, że aż 1/3 obiektów noclegowych mogła liczyć na frekwencję nie wyższą niż 30 proc. Obłożenie powyżej 70 proc. odnotowano jedynie w 8 proc. obiektów. Zapytani przez Izbę przedsiębiorcy zauważyli też, że turyści mniej chętnie rezerwują noclegi z wyprzedzeniem. W styczniu jedynie 14 proc. obiektów miało więcej niż 50 proc. rezerwacji na luty. Jak czytamy w podsumowaniu ankiety, tylko 36 proc. obiektów turystycznych zapełniło się w okresie ferii w ponad połowie.[3]

Dane dla całego kraju to wartości uśrednione, gdy przyjrzymy się poszczególnym regionom, to widać, że bardzo się one od siebie różnią. Polacy zamiast zimowych wędrówek w górach, częściej wybierali spacery po plaży. – To był najlepszy początek roku dla zachodniopomorskiej turystyki od 2019 r. (…) Obłożenie hoteli oceniane jest na ok. 70 proc.[4] – mówiła portalowi turysci.pl Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Zainteresowaniem coraz większej grupy turystów cieszą się przede wszystkim ośrodki oferujące coś więcej niż zakwaterowanie, np. SPA czy animacje dla dzieci.

Pandemię udało się przetrwać, z inflacją może być trochę gorzej

Pandemia COVID-19 wywarła znaczący wpływ na kondycję finansową firm w wielu sektorach. Liczba biznesów z problemami finansowymi w branży zakwaterowania wzrosła, ale jeśli chodzi o zaległości nie było najgorzej. Duże ograniczenia w prowadzeniu działalności zrekompensowały hotelarzom wprowadzone w listopadzie 2020 roku tarcze pomocowe. Pozytywnie na branżę wpłynęło też wprowadzenie w sierpniu 2020 r. programu Polski Bon Turystyczny (PBT). W okresie jego obowiązywania wykorzystano 3,7 mln bonów. Dzięki tym działaniom, mimo trudności wywołanych pandemią, udało się hotelarzom zmniejszyć problemy finansowe. Wg danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK zanotowano w tym okresie spadek ogólnej wartości przeterminowanych zobowiązań zarówno faktur jak i kredytów. W lutym 2022 roku wynosiły one 1 019 mln złotych – o ponad 53 mln zł mniej niż w lutym 2020 roku, czyli tuż przed pandemią.

Sytuacja wkrótce się jednak zmieniła. Przestały obowiązywać ograniczenia w działalności hoteli, ale zakończyło się państwowe wsparcie, przyspieszył wzrost inflacji, a po chwili wybuchła wojna za wschodnią granicą. Konsumenci i firmy stali się bardziej ostrożni w wydatkach, a zaległości branży znowu rosły. Sytuacja w końcu się ustabilizowała i ostatecznie przeterminowane zobowiązania hotelarzy zarejestrowane w lutym 2024 wyniosły 960 mln zł, czyli o blisko 20 mln zł mniej niż rok wcześniej.

— Rosnąca inflacja zmusiła wielu Polaków do zweryfikowania swoich możliwości finansowych. Jednocześnie 40 proc. z nas w obliczu trwającej dekoniunktury deklaruje właśnie, że będzie oszczędzać, a 20 proc. mówi o konieczności zbudowania poduszki finansowej na trudne czasy. Z drugiej strony widać jednak, że po kilku ostatnich latach Polacy mają dość ograniczeń i chcą wrócić do „normalności”, czyli np. do wyjazdów. Może im sprzyjać wzrost realny wynagrodzeń. W marcu przeciętne wynagrodzenie wzrosło do rekordowej kwoty 8 408,8 zł co oznacza skok r/r o 12 proc. nominalnie czyli przy inflacji na poziomie 2 proc., realne wynagrodzenia wzrosły około 10 proc. – zauważa prof. Waldemar Rogowski, analityk BIG InfoMonitor.

Hotelarze z woj. łódzkiego najbardziej zadłużeni

Największe zaległe zadłużenie, bo blisko 237 mln zł, należy do przedsiębiorców z województwa łódzkiego. Ten sam region obok Mazowsza przoduje w wysokości zobowiązań w przeliczeniu na jednego niesolidnego dłużnika. Gdy spojrzymy na liczbę obiektów z nieopłaconymi zaległościami, to zdecydowanym liderem jest Mazowsze, gdzie zadłużonych jest 366 firm oferujących zakwaterowanie. Co ciekawe, udział przedsiębiorców z przeterminowanym zadłużeniem w regionach, które mocno kojarzą się z turystyką, jest stosunkowo niewielki: 1,4 proc. w Pomorskiem i Zachodniopomorskiem, 2,2 proc. w województwie małopolskim i 3,2 proc. na Podkarpaciu. Najniższe zadłużenie odnotowano dla województw: lubuskiego, opolskiego, kujawsko-pomorskiego i świętokrzyskiego.Hotelarze z woj. łódzkiego najbardziej zadłużeni

Turystów było mniej, ale sytuacja się poprawia

Według danych GUS z usług hotelowych w Polsce skorzystało w 2023 roku 36,2 mln turystów, którym udzielono 92,8 mln noclegów i w porównaniu z 2022 r. był to skok o odpowiednio 5,8 proc. i 3,2 proc.[5] Zdecydowanie więcej też niż w 2021 r. gdy turystów było jedynie 22,2 mln i w najsłabszym, głównie z powodu lockdownu roku 2020, gdy obiekty noclegowe przyjęły jedynie 17,9 mln osób.[6] Gdy porównamy dane za styczeń 2024 z tym samym okresem w latach ubiegłych, widać, że sytuacja się stabilizuje. GUS informuje bowiem, że w pierwszym miesiącu tego roku z usług hotelarskich skorzystało 1,86 mln turystów, czyli tylko nieznacznie mniej niż rok temu. Dobrze wyglądają też dane jeśli chodzi o aktualne rezerwacje. 41 proc. obiektów deklaruje obłożenie w kwietniu na poziomie 30-50 proc. Ponad połowa miejsc zarezerwowana jest w 35 proc. hoteli i pensjonatów. – Wyraźna poprawa prognoz to efekt dobrze zapowiadającego się długiego weekendu majowego, który, z uwagi na tegoroczny układ kalendarza, część gości może rozpoczynać już 26 kwietnia – czytamy w raporcie IGHP.[7]

[1] Turyści w bazie noclegowej. Grudzień 2023 roku . https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/kultura-turystyka-sport/turystyka/turysci-w-bazie-noclegowej-grudzien-2023-roku,5,137.html

[2] GUS. Wykorzystanie turystycznych obiektów noclegowych w 2021 roku.

[3] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=78241

[4] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/kultura-turystyka-sport/turystyka/wykorzystanie-turystycznych-obiektow-noclegowych-w-2023-roku,18,2.html

[5] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=78241

[6] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=77057

[7] https://turysci.pl/gorale-placza-a-w-innych-regionach-euforia-najlepsze-ferie-zimowe-od-2019-roku-nk-nk-260224?_gl=1*1or8ke5*_ga*MjA3MzM3NDY1NC4xNzA3OTk2MjMz*_ga_48J0V8GDYW*MTcxMDE2NDIxNC4xLjAuMTcxMDE2NDIxNC42MC4wLjA.

Rynek kredytów dla mikroprzedsiębiorców. Usługi i handel liderują w liczbie i wartości kredytów

W marcu 2024 r., w porównaniu do marca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-4,5%) i na niższą wartość (-3,3%). W ujęciu liczbowym r/r ubyło kredytów obrotowych (-6,0%), kredytów w rachunku bieżącym (-9,3%) i kredytów inwestycyjnych (-37,4%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę roczną odnotowały jedynie kredyty inwestycyjne (+9,3%). Natomiast spadek wartości sprzedaży nastąpił w kredytach w rachunku bieżącym (-17,7%) oraz w kredytach obrotowych (-4,6%).

W pierwszym kwartale 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (+2,0%) i na wyższą kwotę (+2,3%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+2,4%), jak i wartościowym (+2,1%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Spadła natomiast liczba udzielonych kredytów inwestycyjnych i w rachunku bieżącym. W ujęciu wartościowym w kredytach inwestycyjnych (+4,4%) wystąpił wzrost sprzedaży. Natomiast ujemną dynamiką wartości charakteryzowały się kredyty w rachunku bieżącym (-7,1%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikrofirm według produktów kredytowych

Marcowy odczyt BIK Indeksu jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,46% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym i akceptowalnym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w marcu 2024 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,93%, kredyty w rachunku bieżącym 4,35% oraz kredyty obrotowe 8,42%.

W marcu 2024 r. w porównaniu do lutego 2024 r. ogólny Indeks jakości pogorszył się (wzrósł) o (+0,30). Natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do marca 2023 r., ogólny Indeks polepszył się (spadł) o (-0,90). W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-2,80). Polepszył się również Indeks kredytów w rachunku bieżącym (-0,71). W tym okresie pogorszenie (wzrost) odnotował Indeks kredytów inwestycyjnych (+0,89).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Na 13,8 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w marcu br., 6,7 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,6%) i 3,1 tys. handlowe (22,7%). Łącznie 71,2% udzielonych w marcu 2024 r. kredytów przypada więc na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 2,128 mld zł, banki udzieliły 820 mln zł (38,5%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 522 mln zł (24,5%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w marcu 2024 r. to 63% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W marcu 2024 r. dodatnia dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania usług (+0,5%).

W ujęciu wartościowym w marcu 2024 r. w porównaniu do marca 2023 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm usługowych (+7,7%). Mniejsze wzrosty odnotowały kredyty udzielone firmom produkcyjnym (+3,4%). Spadła wartość kredytów udzielonych firmom handlowym (-15,0%) oraz budowlanym (-10,6%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w marcu 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy budowlane – wartość Indeksu wyniosła 6,07%. Najlepszy (najniższy) odczyt w marcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora handlu i wyniósł on 5,14%.

W porównaniu do marca 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech branżach, najbardziej w handlu (-1,75) i usługach (-0,92). Pogorszył się (wzrósł) w budownictwie (+0,70).

Wezwanie do zapłaty – Twoje narzędzie w negocjacjach z dłużnikiem

windykacja online

W dzisiejszych czasach każdy przedsiębiorca musi mierzyć się z różnorodnymi wyzwaniami, a jednym z nich jest odzyskiwanie należności od dłużników. Wezwanie do zapłaty nie tylko jest formalnym krokiem w kierunku rozwiązania tego problemu, ale także ważnym elementem negocjacji z dłużnikiem. Jakiego narzędzia użyć, aby przyniosło oczekiwane efekty?

Strategie negocjacyjne z wykorzystaniem wezwania do zapłaty

Wykorzystanie wezwania do zapłaty jako narzędzia w negocjacjach z dłużnikiem wymaga nie tylko zrozumienia jego podstawowej funkcji jako przypomnienia o zaległościach, ale także umiejętnego wykorzystania tego dokumentu jako punktu wyjścia do konstruktywnego dialogu. Wezwanie do zapłaty, gdy jest właściwie skonstruowane i personalizowane, może otworzyć drogę do rozwiązań, które zadowolą obie strony i pozwolą na utrzymanie długofalowej relacji biznesowej.

Ustalenie realistycznych ram czasowych i opcji uregulowania długu

Kluczowym elementem windykacji należności  jest jasne określenie terminów płatności. Zapewnienie realistycznego, ale również ostatecznego terminu do uregulowania zobowiązania podkreśla powagę sytuacji, jednocześnie dając dłużnikowi konkretny termin. Ważne jest, aby ten czas był dostosowany do możliwości płatniczych dłużnika. Proponowanie elastycznych rozwiązań, takich jak płatność ratalna czy częściowe umorzenia za wcześniejszą spłatę, może również znacząco zwiększyć skuteczność wezwania.

Zastosowanie jasnych i  konkretnych zwrotów do dłużnika

Wezwanie powinno być jasne i zrozumiałe, unikaj prawnych żargonów, które mogą być niezrozumiałe dla odbiorcy. Dobrze jest również zawrzeć w wezwaniu krótkie przypomnienie o konsekwencjach braku zapłaty, które jednak powinno być przedstawione w sposób nieagresywny, lecz informatywny. 

Otwartość na negocjacje z dłużnikiem

Zakończenie wezwania powinno zachęcać do kontaktu i dialogu. Należy podkreślić gotowość do wysłuchania dłużnika i rozważenia jego propozycji. Można to wyrazić, zapraszając do bezpośredniego kontaktu w celu omówienia możliwych rozwiązań.

Stosując te techniki, można nie tylko zwiększyć efektywność wezwania do zapłaty, ale także przyczynić się do budowania trwałych, pozytywnych relacji z klientami, co jest bezcenne w każdej dziedzinie biznesu.

Porównanie wezwania do zapłaty z innymi formami przypomnień o długu

W procesie odzyskiwania należności przedsiębiorcy często zastanawiają się, która forma przypomnienia o zaległym długu będzie najbardziej skuteczna. Wezwanie do zapłaty jest jednym z najpopularniejszych narzędzi, jednak istnieją również inne sposoby komunikacji z dłużnikiem, które warto rozważyć.

Wezwanie do zapłaty to formalny dokument wysyłany przez wierzyciela do dłużnika, w którym jasno określa się wysokość długu, termin płatności oraz ewentualne konsekwencje braku spłaty. Jest to skuteczne narzędzie, które od razu sygnalizuje dłużnikowi powagę sytuacji oraz może być podstawą do podjęcia dalszych kroków prawnych.

Monit, z kolei, to mniej formalna forma przypomnienia o zaległym długu. Zazwyczaj ma on charakter bardziej przyjacielski i nieformalny, mogąc być wysyłany w formie maila lub listu. Choć jest mniej rygorystyczny niż wezwanie do zapłaty, może być skutecznym sposobem na nawiązanie komunikacji z dłużnikiem na wczesnym etapie zadłużenia.

Przedsądowe wezwanie do zapłaty jest bardziej formalnym dokumentem, zawierającym ostrzeżenie o możliwych konsekwencjach prawnych w przypadku braku uregulowania długu. Stanowi on krok bliższy podjęciu działań sądowych i jest stosowany, gdy inne formy przypomnień okazują się nieskuteczne.

Warto również zauważyć, że dobrym rozwiązaniem dla przedsiębiorców poszukujących skutecznej windykacji należności, może być skorzystanie z programu do zlecenia windykacji online. Możliwość wysłania wezwania do zapłaty za pomocą programu do przeprowadzenia windykacji online to dodatkowa korzyść, jaką oferuje platforma windykacja-online. Dzięki programowi do zlecenia zdalnej windykacji, można skutecznie monitorować postęp procesu windykacyjnego i mieć pewność, że sprawa zostanie załatwiona w sposób profesjonalny i skuteczny. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat wezwania do zapłaty i jak skorzystać z programu do zlecenia windykacji online, zapoznaj się: www.windykacja-online.pl/wezwanie-do-zaplaty

Jak działa narzędzie windykacja-online?

Dzięki narzędziu windykacja-online, proces odzyskiwania należności staje się szybki, łatwy i niezwykle skuteczny dla każdego przedsiębiorcy. Zlecenie windykacji jest niezwykle prostym procesem, który można zrealizować zaledwie kilkoma kliknięciami, bez potrzeby posiadania specjalistycznej wiedzy z zakresu windykacji.

Korzystając z platformy windykacja-online, nie musisz martwić się skomplikowanymi formalnościami ani trudnościami technicznymi. Wystarczy wypełnić prosty formularz online, podając podstawowe informacje dotyczące długu i dłużnika oraz załączając niezbędne dokumenty potwierdzające zadłużenie.

Po wysłaniu zlecenia, cały proces odzyskiwania należności zostaje uruchomiony automatycznie, a specjaliści ds. windykacji-online podejmują odpowiednie kroki w celu odzyskania długu. Wszystkie działania są prowadzone w sposób transparentny, a użytkownik otrzymuje regularne aktualizacje na temat postępów w procesie.

Dzięki windykacji-online możesz mieć pewność, że Twoje należności są w najlepszych rękach. Skuteczność działania platformy windykacja-online została potwierdzona przez ponad 80% odzyskanych zobowiązań, co oznacza, że masz dużą szansę na odzyskanie swoich pieniędzy szybko i bezproblemowo.

Korzystając z programu, oszczędzasz czas i zasoby, które mogą być lepiej wykorzystane na rozwój Twojej działalności. To także gwarancja profesjonalnego podejścia do odzyskiwania należności, bez konieczności angażowania się osobiście w cały proces windykacji. Dzięki temu możesz skoncentrować się na rozwoju swojego biznesu, mając pewność, że Twoje finanse są w bezpiecznych rękach.

Wzrosty cen kakao na giełdach szybko się nie zatrzymają

Ceny kakao na światowych giełdach szybko się nie zatrzymają. Mogą dojść nawet do 15 tys. USD za tonę. Polacy wkrótce mocnej to odczują. I to nie tylko na słodyczach.

Obecnie cena tony kakao na światowych giełdach osiągnęła rekordowy poziom – ponad 11 tys. USD. Jednak autorzy raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” uważają, że nie jest to jeszcze szczyt. Prognozują, że w tym roku wartość ta przekroczy 12-13 tys. USD, a nawet może zbliżyć się do 15 tys. USD. Przewidują też, że w br. niedobór surowca na świecie mocno się pogłębi. Do tego afrykańscy rolnicy informują, że tegoroczne zbiory będą bardzo słabe, głównie przez nieurodzaj, ale też przez inne czynniki. Wielu z nich już zrezygnowało z nieopłacalnej produkcji. W tej sytuacji produkty mające w składzie kakao, w tym art. spożywcze, kosmetyki czy suplementy, będą dalej coraz bardziej drożeć. Na przełomie marca i kwietnia br. ceny słodyczy i deserów w polskich sklepach rdr. wzrosły o niespełna 10%, a samych wafelków – o ponad 30%. Kolejne zwyżki mogą być jeszcze większe.

Jak informuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito, na londyńskiej giełdzie ceny tony kakao wzrosły od maja 2023 roku z poziomu nieco ponad 2 tys. GBP do wartości przeszło 10 tys. GBP w drugiej połowie kwietnia 2024 roku. To daje aż 5-krotny wzrost na przestrzeni niecałych 12 miesięcy.

– Jeszcze w grudniu ub.r. ceny kakao wynosiły niewiele ponad 4 tys. USD. Ich gwałtowny wzrost rozpoczął się dopiero miesiąc później, gdy urosły o ponad 700 USD za tonę. Potem były jeszcze wyższe, bo w lutym osiągnęły poziom ok. 6,3 tys. USD, a w kwietniu przekroczyły już 11 tys. USD za tonę. Na początku kwietnia ceny spadły poniżej 10 tys. USD, ale już kilka tygodni później były o ponad tysiąc dolarów wyższe. I większość specjalistów na rynku uważa, że dalej będą rosły – komentuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Natomiast Robert Biegaj, konsultant merytoryczny ww. raportu i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista, mówi wprost, że nic nie zatrzyma dalszego wzrostu cen kakao na światowych giełdach. – Nie sądzę, żeby 11 tys. USD za tonę to był szczyt. Uważam, że jeszcze w tym roku cena przekroczy 12-13 tys. USD, a być może nawet zbliży się do 15 tys. USD. Podstawowym powodem jest to, że sytuacja na największych rynkach producenckich, głównie w Afryce, nie ma szans na poprawę. Tamtejsi rolnicy informują, że tegoroczne zbiory będą bardzo słabe, głównie przez nieurodzaj, ale też przez inne czynniki – tłumaczy Biegaj.

Do tego dr Rybacka dodaje, że obfite deszcze, susza i silny wiatr od dłuższego czasu nie sprzyjają plonom w Ghanie i w Republice Wybrzeża Kości Słoniowej. Te dwa kraje są odpowiedzialne za ponad 50% światowej produkcji kakao. Zdaniem ekspertki, wsparciem mogłoby być zwiększenie podaży ze strony innych rejonów świata, np. Ekwadoru czy Brazylii, które wspólnie mają ok. 10% udziału w globalnym wytwórstwie. Jednak zintensyfikowanie produkcji to długotrwały proces, a pierwsze jego efekty można byłoby zobaczyć dopiero za kilka lat.

– Kakao jest mało odporne na zmiany pogodowe. Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju przewiduje, iż w obecnym roku jego niedobór wyniesie 374 tys. ton. W zeszłym sezonie było to 74 tys. ton. Dlatego trend wzrostowy cen na światowych rynkach w dalszym ciągu będzie się utrzymywać. Sytuacja jest bardzo trudna. Poprawić by ją mogły tylko przemyślane działania, które zwiększyłyby zbiory. Jednak wiązałoby się to z koniecznością inwestycji po stronie krajów, w których uprawiany jest kakaowiec, a także z walką z ociepleniem klimatu w skali całego świata – podkreśla dr Fiks.

Z kolei Robert Biegaj zwraca uwagę na to, że zdecydowana większość rolników uprawiających kakao żyje w skrajnym ubóstwie. Problem jest spory i będzie narastał, bo są oni zmuszeni do zmiany zajęcia, skoro to nie pozwala im utrzymywać swoich rodzin. I to w dużej części już się dzieje. Obecnie nawet znaczący wzrost cen na rynkach jest niewystarczającym warunkiem do osiągnięcia dochodu zaspokajającego potrzeby rolników. I to nie wróży nam niczego dobrego.

– Moim zdaniem, jedyną szansą na poprawę sytuacji rolników jest to, że ceny na światowych giełdach będą dalej rosły i zachęcą ich do utrzymania bądź wznowienia produkcji. Wówczas zrównoważy się podaż z popytem. I ostatecznie kakao przestanie być towarem deficytowym. Tylko to dłuższy proces, bo zwiększenie produkcji zajmuje średnio 4-5 lat, aby drzewo kakaowe wydało owoce – uzupełnia Robert Biegaj.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w marcu br. słodycze i desery znalazły się w TOP3 najbardziej drożejących kategorii spośród 17 monitorowanych. Ich ceny poszły w górę o 9,6% rdr. I tak dla przykładu wafelek w czekoladzie rok do roku podrożał aż o 30,7%, a baton – o 16,8%. Do tego widać, że w kwietniu br. (wg wstępnych szacunków) sytuacja dalej się pogarsza. Do tego eksperci z Centrum Analiz Rynkowych UCE RESEARCH przewidują, że majowe wzrosty mogą być jeszcze większe.

– W dalszym ciągu szczególnie będą drożeć kakaowe i czekoladowe wyroby, w których udział kakao jest największy. Jeśli jednak duży wzrost cen spowoduje znaczny spadek popytu, to może dojść do sytuacji, w której producenci zaczną szukać możliwości zmniejszenia użycia kakao w swoich produktach. Może to dotyczyć np. wyrobów mlecznych kakaowych czy czekoladowych płatków śniadaniowych – analizuje dr Artur Fiks.

Według dr Rybackiej, wysokie ceny kakao już odczuwają wytwórcy art. spożywczych, zakłady przetwórcze, cukiernie i restauracje. Ekspertka podkreśla też, że surowiec ten wykorzystuje się również w kosmetyce i medycynie. Zatem wzrosty jego cen będą odczuwalne przy zakupie kosmetyków, a także leków i suplementów bazujących na kakao.

– Kakaowiec kwitnie i owocuje przez cały rok, a główny okres zbiorów przypada od września do marca. Jeśli kolejne zbiory będą poniżej oczekiwań, to w III i IV kwartale 2024 roku konsumentów czekają następne podwyżki cen w ww. kategoriach – podsumowuje ekspertka Uniwersytetu WSB Merito.

Robert Milewski nowym Wiceprezesem Zarządu Nest Banku

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Roberta Milewskiego do Zarządu Nest Banku. Robert objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za Pion Ryzyka (CRO).

Robert Milewski związany jest z bankowością od 2004 roku. Ukończył Wydział Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Karierę zawodową rozpoczynał w Banku Handlowym w Warszawie jako analityk w obszarze modeli ryzyka kredytowego. Doświadczenie zawodowe w zakresie zarządzania ryzykiem rozwijał m.in. w Polbanku EFG, ING Banku Śląskim, mBanku oraz ponownie w Citi Handlowym. W Polbanku EFG współtworzył obszar ryzyka od podstaw, a w ING Banku Śląskim rozwijał procesy raportowania ryzyka. Jako dyrektor zarządzający obszarem ryzyka w mBanku odpowiadał za zarządzanie ryzykiem portfela detalicznego i mikrofirm, infrastrukturę ryzyka oraz cały obszar raportowania bankowości detalicznej. W kolejnej roli w Citi Handlowym jego obszar odpowiedzialności został poszerzony o modele ryzyka, nadzór nad strategią windykacyjną oraz przeciwdziałanie wyłudzeniom. Był również członkiem Rady Nadzorczej Biura Informacji Kredytowej S.A.

Od 27 kwietnia 2024 roku Robert Milewski objął funkcję Wiceprezesa Zarządu Nest Banku nadzorującego Pion Ryzyka (CRO). Tym samym będzie odpowiedzialny za realizację strategii i budżetu banku w zakresie działalności Pionu Ryzyka, a także monitorowanie pracy podległych departamentów oraz nadzorowanie procesów identyfikacji, pomiaru, limitowania, monitorowania i raportowania ryzyka.

20 lat gonienia Niemiec – jak Polska korzysta na członkostwie w UE?

Mija 20 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej. To okres podsumowań, patrzenia jak przez te lata zmieniała się gospodarka oraz społeczeństwo.

Dwukrotny zysk

Pozytywną implikacją członkostwa naszego kraju w Unii Europejskiej są zyski ekonomiczne. Jesteśmy dzisiaj dwa razy bogatsi niż 20 lat temu. W PKB per capita według parytetu siły nabywczej przybyło nam ponad 115 proc. To więcej niż w jakimkolwiek dużym kraju w UE. Równać się z nami mogą tylko Rumuni, czy nieduże europejskie huby finansowe jak Cypr, czy Irlandia. W Czechach ten sam wzrost wyniósł 41 proc., a w Niemczech 21 proc. rok temu.zyski ekonomiczne jak Polska korzysta na członkostwie w UE

Źródło: VeloBank, MFW.

Wyższe wynagrodzenia

W ciągu 20 lat nasze pensje wzrosły ponad trzykrotnie. Przeciętny Polak zarabiał w połowie 2004 r. około 2400 brutto zł, a dzisiaj to już ponad 8000 brutto zł. W 2004 r. przeciętny Niemiec zarabiał około 6,4 razy więcej od Polaka – nasza miesięczna pensja była w przeliczeniu niższa niż 500 euro, a Niemca wynosiła ponad 3000 euro. Aktualnie, różnica w wynagrodzeniach między naszym krajem a Niemcami nadal występuje, ale jest znacznie niższa – wynosi 3,4-krotność. Gdy u nas przeciętna miesięczna płaca brutto to równowartość około 1600 euro, to w Niemczech wynosi ona ponad 5000 euro. Podobna różnica wynagrodzeń – wynosząca 3-krotność – występuje pomiędzy Ukrainą a Polską.

PKB w górę o 40 proc.

Szacunki różnych ośrodków badawczych są jednoznaczne i pokazują, że gdybyśmy członkiem UE nie zostali to PKB Polski mogłoby być mniejsze o 40 proc. Z każdą rocznicą te wartości się powiększają, bo wpływ wymiany handlowej, środków europejskich i harmonizacji prawa, jest coraz większy dla naszej wymiany gospodarczej. Żaden kraj z regionu nie skorzystał tak bardzo na rozszerzeniu UE jak Polska. Wolny, wspólny rynek sprawił, że polski eksport dóbr i usług jest dzisiaj trzy razy większy, niż gdy wchodziliśmy do UE. Stanowi dwie trzecie naszego PKB (63 proc.), czyli ponad trylion złotych rocznie. Dodatkowo, w kolejnych latach notujemy dodatni bilans handlu zagranicznego. Otwarcie rynku pozwoliło także polskim przedsiębiorcom, zwłaszcza budowlanym, na udział w przetargach na terenie całej UE na równych zasadach.

Po akcesji w 2004 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce wyraźnie wzrosły. Jesteśmy w ostatnich latach liderem ich przyciągania. Do tej pory kapitał zagraniczny zainwestował w Polsce równowartość 39 proc. polskiego PKB. Biorąc pod uwagę wielkość naszej gospodarki to liczba dwukrotnie wyższa niż w Chinach gdzie było 21 proc. Przynosząc swój know-how, tworząc ekosystem poddostawców, a także możliwość spin-offów, które zakładają Polacy, inwestycje te podniosły dynamikę wzrostu gospodarczego.

Otwarte granice i wspólny rynek pracy

Ważnym krokiem dla integracji europejskiej był także 2007 rok, kiedy Polska przystąpiła do układu z Schengen. W 2021 roku 190 tys. Polaków przekraczało granicę, by pracować w innym kraju UE, głównie w Niemczech, ale też m.in. w Czechach. Polacy zostali trzecią największa grupa migrantów zarobkowych w UE. Więcej osób mieszka we Francji, ale pracuje w innym kraju członkowskim – robi tak 424 tys., a w Niemczech 213 tys. W całej Unii to 1,6 mln osób.

Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku

Ebury: posiedzenie FOMC będzie trudnym sprawdzianem umiejętności prezesa Jerome’a Powella

Wskaźniki PMI są najlepszymi wyprzedzającymi danymi dla europejskich gospodarek, a ich ubiegłotygodniowa publikacja rysuje obraz szybko poprawiających się perspektyw wzrostu, szczególnie dla sektora usługowego.

Na plus zaskoczyły szczególnie odczyty z Wielkiej Brytanii – wskaźnik zbiorczy na poziomie 54 pkt oznacza dość silny wzrost w gospodarce w stanie pełnego zatrudnienia. Dzięki temu funt doświadczył silnej aprecjacji względem pozostałych walut G10 (z wyjątkiem dolara australijskiego). Najsłabiej w ubiegłym tygodniu radził sobie jen japoński, który stracił ponad 2%. Bank Japonii zdaje się nie przejmować tym, że waluta znalazła się w ujęciu nominalnym na najniższych poziomach od wczesnych lat 80., a w ujęciu skorygowanym o inflację – od lat 60.

Kalendarz na ten tydzień jest wypełniony po brzegi. Pierwszym istotnym odczytem będzie wstępny raport dotyczący dynamiki PKB strefy euro w I kwartale publikowany we wtorek (30.04). Następnego dnia, w środę (01.05) odbędzie się majowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, podczas którego rynki oczekują potwierdzenia, że obniżka stóp procentowych w czerwcu jest wykluczona. Czwartek (02.05) przyniesie wstępny odczyt kwietniowej inflacji CPI w strefie euro, a tydzień zostanie zamknięty raportem NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 03.05).

PLN

Sentyment w ubiegłym tygodniu był zasadniczo pozytywny dla aktywów ryzykownych. Polski złoty doświadczył jednak deprecjacji w parze z euro i radził sobie gorzej od innych walut regionu. Może mieć to związek z serią rozczarowujących publikacji z Polski, w obliczu których na rynku pojawiły się wątpliwości, czy dotychczas szacowany przez konsensus wzrost dynamiki PKB rzędu 3% w 2024 r. nie jest przesadzony. Dane zawiodły praktycznie na całej linii (w tym szczególnie strona produkcyjna), niemniej z naszej perspektywy jest zbyt wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków. Jeśli jednak kolejne dane będą ukazywać niższą dynamikę wzrostu gospodarczego, może to zachęcić rynek do zwiększenia wycen obniżek stóp procentowych w tym roku, co mogłoby negatywnie odbić się na złotym.

Mając na uwadze kalendarz bogaty w dane makroekonomiczne, majówkowy tydzień na rynku walutowym może być interesujący. Z krajowego punktu widzenia warto będzie obserwować przede wszystkim wtorkową (30.04) publikację wstępnych danych o inflacji w kwietniu, która według oczekiwań może podbić do okolic środka celu inflacyjnego (2,5% ± 1 pp.). Ważne będą także czwartkowe dane PMI dla przemysłu. Pomimo przerwy w handlu w Polsce ze względu na majówkę, na wyższą zmienność na lokalnym rynku mogą wpływać wydarzenia z rynku zagranicznego, tj. dane ekonomiczne ze światowych gospodarek lub zmiana narracji banków centralnych.

EUR

Zdrowe odbicie kwietniowych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej podkreśla pozytywny trend wzrostowy gospodarki strefy euro, która w drugiej połowie 2023 r. ledwo uniknęła technicznej recesji. Warto zauważyć, że indeks zbiorczy jest odbiciem ogromnej dychotomii między doświadczającym coraz silniejszej recesji sektorem przemysłowym a zdrowo rozwijającym się sektorem usługowym, wspieranym bezsprzecznie przez pełne zatrudnienie w gospodarce i korzystny bilans na rachunkach gospodarstw domowych.

Pozytywne zaskoczenie nie wydaje się wystarczające, aby Europejski Bank Centralny porzucił swoje zobowiązanie do obniżki stóp procentowych w czerwcu. Niemniej, wszelkie dalsze ruchy będą zależały od tego, jak będzie się kształtowała różnica między ścieżkami inflacji w strefie euro i USA. Aktualny obraz tej różnicy poznamy po publikacji wstępnego odczytu inflacji CPI w strefie euro w kwietniu (czwartek 02.05).

USD

Raport dotyczący dynamiki PKB USA w I kwartale zawierał dokładnie to, czego Rezerwa Federalna nie chciała widzieć. Nie dość, że presja inflacyjna była zaskakująco wysoka, to silny popyt wewnętrzny został zrównoważony przez słabe wyniki handlowe, co wskazuje, że nadmierna wycena dolara szkodzi konkurencyjności USA.

Środowe (01.03) posiedzenie FOMC będzie trudnym sprawdzianem umiejętności prezesa Jerome’a Powella. Czerwcowa obniżka stóp procentowych została właściwie wykluczona – zarówno przez rynki, jak i w komunikatach Fedu. Pozostają jednak pytania o to, czy zasadne są jakiekolwiek cięcia kosztu pieniądza, a nawet o możliwość dalszego zacieśniania w obliczu odbicia presji inflacyjnej. Dolar amerykański doświadczył już silnej aprecjacji i może mieć trudności z dalszym umocnieniem, chyba że rynek zacznie wprost wyceniać podwyżki stóp procentowych, czego się nie spodziewamy.

GBP

Znaczne pozytywne zaskoczenie kwietniowymi wskaźnikami PMI sprawiło, że obniżki stóp procentowych Banku Anglii przed nadejściem września są jeszcze mniej prawdopodobne. Zbiorczy PMI dla Wielkiej Brytanii jest najwyższy od trzech lat i znacznie przekracza graniczny poziom 50 pkt. Ubiegłoroczna techniczna recesja okaże się najprawdopodobniej płytka i krótkotrwała, a II kwartał tego roku może przynieść istotne odbicie wzrostu.

Kwitnący sektor usługowy stanowi wyraźny kontrast dla będącego wciąż w recesji sektora przemysłowego, jednak to właśnie w usługach czają się wciąż zagrożenia inflacyjne. Rosnąca gospodarka w połączeniu z pełnym zatrudnieniem i uporczywą presją inflacyjną prawdopodobnie sprawią, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii pozostaną na stosunkowo wysokim poziomie, więc spodziewamy się dalszego umocnienia funta. Rynki swap wciąż wyceniają pierwszą obniżkę stóp procentowych Banku Anglii podczas sierpniowego posiedzenia, a w dalszej części roku oczekiwane jest stopniowe rozluźnianie polityki pieniężnej.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Wyniki XTB lepsze od oczekiwań analityków: 302,7 mln zł zysku i ponad 129 tys. nowych klientów

  • Skonsolidowany zysk netto w I kwartale 2024 r. wyniósł 302,7 mln zł
  • W I kwartale 2024 roku pozyskano rekordowe 129,7 tys. nowych klientów, a ich łączna liczba przekroczyła 1 mln użytkowników na całym świecie
  • Wzrost wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD o 6,5% r/r – z 1,85 mln do 1,96 mln lotów
  • Wzrost wartości depozytów netto o 85,0% r/r. Na koniec I kwartału 2024 ta wartość wyniosła ponad 1,89 mld PLN

XTB poinformowało właśnie o wstępnych wynikach finansowych za I kwartał 2024 roku. W tym okresie spółka wypracowała 302,7 mln zł skonsolidowanego kwartalnego zysku netto, czyli więcej niż zakładał rynkowy konsensus. Jest to efekt długich trendów na rynkach akcyjnych i towarowych, które są atrakcyjne dla inwestorów. W tym czasie baza klientów powiększyła się o rekordowe 129,7 tys. nowych inwestorów.

W I kwartale 2024 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 302,7 mln zł wobec 302,8 mln zł rok wcześniej. Oznacza to, że spółka jest w stanie generować powtarzalne wyniki, utrzymując zysk netto na poziomie z rekordowego pod tym względem okresu. Przychody z działalności operacyjnej zanotowane w I kwartale 2024 roku osiągnęły wartość 556,0 mln zł (w I kwartale 2023 r.: 537,6 mln zł) przy kosztach działalności operacyjnej na poziomie 204,7 mln zł (I kw. 2023 r.: 184,2 mln zł).

W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku, XTB pozyskało 129,7 tys. nowych klientów, czyli znacząco powyżej kwartalnego celu zakładającego przyrost o 65-90 tys. klientów. Na koniec marca, z platformy inwestycyjnej XTB korzystało łącznie 1,02 mln klientów w porównaniu z 703,9 tys. na koniec I kwartału poprzedniego roku. Istotnie wzrosła również liczba aktywnych klientów – w I kwartale wyniosła ona 378,5 tys. w porównaniu z 260,1 tys. w I kwartale 2023 roku. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I kwartale wzrósł on do 1,96 mln transakcji wobec 1,85 mln w analogicznym okresie 2023 roku (wzrost o 6,5%). Rentowność na lota w I kwartale 2024 roku wyniosła 283 zł. Warto również podkreślić dynamiczny wzrost depozytów netto, które na koniec minionego kwartału wyniosły 1,89 mld zł i są większe o 85,0% względem analogicznego okresu rok wcześniej. Na wyróżnienie zasługuje również ponad 71% wzrost wartości obrotu akcjami w wartości nominalnej – w I kwartale 2024 roku wyniósł on 1,87 mld dolarów amerykańskich, a w I kwartale 2023 wynosił 1,09 mld dolarów.

Omar Arnaout, prezes zarządu XTB
Omar Arnaout, prezes zarządu XTB

– Utrzymaliśmy rekordowy poziom wyników, który osiągnęliśmy w pierwszym kwartale przed rokiem. To dowodzi, że nasz model biznesowy pozwala na wypracowanie powtarzalnych wyników. Naszym celem pozostaje dynamiczne zwiększanie liczby klientów. Pozyskanie niemal 130 tys. nowych użytkowników w I kwartale 2024 roku jest doskonałym dowodem na skuteczność naszych działań – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, w I kwartale 2024 r. prym wiodły CFD oparte na towarach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 48,7% wobec 48,8% rok wcześniej. W tym przypadku najzyskowniejszymi instrumentami w tej klasie okazały się CFD oparte na notowaniach cen gazu ziemnego, złota oraz kakao. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów w I kwartale 2024 r. wyniósł 41,9%, w porównaniu z 45,3% I kwartale 2023 r. Najbardziej zyskownymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na niemiecki indeks akcji DAX (DE30) oraz amerykańskie indeksy – US 100 i US 500. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 6,7% wszystkich przychodów, wobec 4,2% rok wcześniej.

Koszty działalności operacyjnej w I kwartale 2024 r. ukształtowały się na poziomie 204,7 mln zł i były o 20,5 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku (184,2 mln zł w I kwartale 2023 r.). Najistotniejsze zmiany (+9,5 mln zł) odnotowano w kosztach wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, co jest związane z dynamicznym rozwojem firmy.

– To był dla nas bardzo obiecujący początek roku, który utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy na dobrej drodze, by stać się najpopularniejszą, uniwersalną aplikacją inwestycyjną w Europie. Wierzę, że kolejne miesiące i rozszerzenie oferty produktowej o nowe produkty wzmocnią naszą przewagę konkurencyjną. Już teraz widzimy, że nasi nowi klienci w Unii Europejskiej coraz chętniej wybierają pasywne produkty inwestycyjne i spodziewamy się wzmocnienia tego trendu w tym, jak i w kolejnych latach – komentuje Omar Arnaout.

E-Doręczenia: opóźnienia i nowelizacje. Czego się spodziewać?

23 kwietnia br. Ministerstwo Cyfryzacji zorganizowało spotkanie dotyczące ustawy o e-Doręczeniach. Spotkanie poprowadził Michał Gramatyka, Sekretarz Stanu w resorcie cyfryzacji, któremu towarzyszył Ignacy Niemczycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Podczas spotkania zaprezentowano zmiany do projektu ustawy o e-doręczeniach oraz harmonogram prac wraz z działaniami towarzyszącymi, mającymi na celu usprawnienia wdrożenia usługi rejestrowanego doręczenia elektronicznego w Polsce.

Minister Gramatyka poinformował, że przygotowane przez jego resort propozycje zmian mają służyć zapewnieniu skutecznego wdrożenia nowego narzędzia zarówno przez podmioty publiczne jak i niepubliczne, w tym przedsiębiorstwa.

Podobne konsultacje rozpoczęły się także ze środowiskami zawodów zaufania publicznego oraz samorządami, które sygnalizowały potencjalne problemy związane z wejściem w życie ustawy w październiku br.

Inicjatywa Ministerstwa Cyfryzacji została poprzedzona analizą sytuacji, w efekcie której okazało się, że aż 75% instytucji, publicznych nie jest przygotowanych organizacyjnie do elektronicznego obiegu dokumentów, a 70% nie złożyło do tej pory nawet wniosku o ADE (adres doręczeń elektronicznych). – zauważa Wojciech Płażalski, ekspert BCC ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy.

Planowane są dwie nowelizacje: Pierwsza ma wydłużyć okres implementacji narzędzia (system EZD) dla instytucji publicznych, nie wstrzymując działania ustawy na zasadzie dobrowolności. Druga nowelizacja musi przejść z powodzeniem cały proces legislacyjny przed 1 października br. (kiedy ustawa zacznie obowiązywać wszystkie podmioty), aby wprowadzić okres przejściowy dający równoważność doręczeń różnymi kanałami tj.będzie dopuszczał na takich samych zasadach różne formy korespondencji tj.: doręczenia elektroniczne, doręczenia drogą  pocztową (Poczta Polska) oraz komunikację za pośrednictwem ePUAP do 31.12.2025.

Do tego czasu, zgodnie z planami Ministerstwa Cyfryzacji ma być sfinalizowana duża nowelizacja uszczegóławiająca wiele elementów, które w tej chwili są nierealistyczne, niedoprecyzowane lub trudne do spełnienia po stronie instytucji publicznych, szczególnie samorządów. Będzie to też czas dla przedsiębiorców i innych podmiotów niepublicznych na wdrożenie kwalifikowanych usług rejestrowanego doręczenie elektronicznego oraz wdrożenie e-Doręczeń we wszystkich procesach w organizacjach. – mówi ekspert BCC.

Ministerstwo Cyfryzacji chce zapewnić maksymalną funkcjonalność i interoperacyjność usługi, dlatego będzie prowadzić równolegle rozmowy z resortami finansów i sprawiedliwości, które pracują nad własnymi narzędziami w tym zakresie. Podczas spotkania przedstawiciel MRiT poinformował, że jego resort będzie odpowiadać za promocję i komunikację e-Doręczeń wśród obywateli i przedsiębiorców. Generalnym celem resortów jest ograniczenie użycia papieru w obiegu administracyjnym i gospodarczym.

Inicjatywa MC poprzedziła spodziewaną decyzję Ministerstwa Finansów, które ostatecznie, po analizach technicznych i merytorycznych, zapowiedziało przesunięcie daty wejścia w życie KSeF na 1 lutego 2026 r. dla podmiotów, których wartość sprzedaży w poprzednim roku podatkowym przekroczyła kwotę 200 mln zł, a od 1 kwietnia 2026 r. dla wszystkich przedsiębiorców. Przeprowadzony przez MF audyt potwierdził zgłaszane wcześniej przez przedsiębiorców sygnały o nieprawidłowościach.

„Porządki w ministerstwach trwają w najlepsze. Niestety musimy znowu uzbroić się  w cierpliwość. Jednocześnie powinniśmy oczekiwać, że wszystkie opóźniające się wdrożenia, które miały polegać na szerokim i efektywnym wykorzystaniu narzędzi cyfrowych zostaną ostatecznie naprawione, aby jak najszybciej zacząć konsumować korzyści, jakie niosą zarówno dla administracji jak i przedsiębiorców oraz wszystkich obywateli.                     – skomentował Wojciech Płażalski.

Czy to koniec korekty na Wall Street?

Piątkowe dane PCE, które są preferowana przez Fed miarą inflacji okazały się lekko wyższe od oczekiwań. Brak dużej negatywnej niespodzianki spowodował, że nastroje na rynkach polepszyły się co było zobrazowane dynamicznymi wzrostami indeksów. Nasdaq Composite zyskał aż 2 proc., SP500 1 proc. a Dow Jones 0,4 proc. Wzrosty były widoczne również w Europie. DAX zamknął dzień z wynikiem 1,4 proc. Na rynku walutowym kurs EUR/USD po spadku do 1,0680 ponownie wrócił powyżej 1,07. Dużo dzieje się na japońskim jenie. JPY tracił w piątek rano po decyzji w sprawie stóp procentowych oraz dziś w godzinach nocnych po decyzji w sprawie stóp procentowych. W poniedziałek nad ranem waluta dynamicznie zaczęła się umacniać i z poziomu 160,00 para USD/JPY spadła w okolice 155,00. Możliwe, że doszło do interwencji walutowej.

Preferowana przez Fed miara inflacji, czyli bazowy deflator PCE uplasował się na poziomie 2,8 proc. Tu prognozy wskazywały na lekki spadek do 2,7 proc. Ogólny deflator PCE zanotował wyższą dynamikę niż poprzednio i wyniósł 2,7 proc. Dynamiki miesięczne wyniosły 0,3 proc. i były zgodnie z konsensusem. Dane w pewnym stopniu spowodowały, że jeszcze bardziej spadły oczekiwania na czerwcową obniżkę stóp przez Fed. Widać, że proces inflacyjny ponownie nabrał dynamiki na początku 2024 roku i jednocześnie spowodował, że dystans do celu Rezerwy Federalnej nieco się oddalił. Już czwartkowe dane zaskoczyły w górę. Deflator PCE w całym pierwszym kwartale urósł do 3,4 proc. z poziomu 1,8 proc. kw/kw. a bazowa miara zwyżkowała do 3,4 proc. z 2 proc. kw/kw. poprzednio. Zestaw tych publikacji dowodzi uporczywości inflacji. Problemem wciąż są usługi, gdzie tempo wzrostu cen jest podobne do tego obserwowanego w 2022 roku. Można uznać, że ubiegłotygodniowe dane wzmocniły „jastrzębią” frakcję Fed-u. Na ten moment rynek niemal w pełni odrzucą możliwość łagodzenia warunków monetarnych w USA w połowie roku. To czy Fed podejmie takie kroki w kolejnych miesiącach II połowy roku coraz bardzie staje się wątpliwe.

Dolar na skutek piątkowych oraz czwartkowych danych nie zyskał jakoś szczególnie. Pierwsza reakcja wskazywała na aprecjację ale w kolejnych godzinach sytuacja ulegała odwróceniu. Kurs EUR/USD wciąż znajduje się powyżej 1,07. Nadal jesteśmy w fazie krótkoterminowego odbicia głównej pary walutowej, które trwa od połowy kwietnia. Zmienność jednak w ostatnich dniach nie należy od najwyższej. Indeksy giełdowe jak na razie nie kontynuują kwietniowej korekty. Widoczna jest poprawa nastrojów. W górę ponownie kierują się spółki technologiczne. Po sesji otrzymaliśmy bardzo dobre rezultaty raportowane przez Alphabet oraz Microsoft. W tym tygodniu uwaga będzie skupiona na spółce Amazon (wtorek) oraz Apple (czwartek).

Piątek był trudnym dniem dla jena. Para walutowa USD/JPY osiągnęła dziś w nocy poziom 160,00 – najwyższy od 1990 roku. Rano nastąpił mocny spadek do 155,00. Deprecjacja JPY to pokłosie decyzji BoJ, który pozostawił stopy proc. na niezmienionym poziomie. Krótkie oświadczenie Banku Japonii nie spełniło oczekiwań tej części rynku, która spodziewała się wyraźniejszego sygnału dalszych podwyżek. Poniedziałkowa aprecjacja JPY to być może efekt interwencji banku centralnego lub Ministerstwa Finansów. Na ten moment to jedynie spekulacje. Argumenty za słabym jenem wciąż są silne biorąc pod uwagę dane o inflacji oraz obecną politykę pieniężną BoJ.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Surowe kary dla podmiotów finansowych oraz ich dostawców za naruszenia rozporządzenia DORA

Rozporządzenie DORA to wciąż dla wielu podmiotów finansowych oraz ich dostawców usług z sektora ICT pieśń przyszłości. Tymczasem zegar tyka i do stycznia 2025 r., kiedy nowe przepisy zaczną obowiązywać, zostało coraz mniej czasu. Te podmioty sektora finansowego, które nie będą zgodne z rozporządzeniem w godzinie zero, boleśnie odczują to m. in. w swoich bilansach. Właśnie opublikowano projekt dostosowujący polskie ustawy do nowego prawa, gdzie określono surowe kary za nieprzestrzeganie DORA.

Nie jest wiedzą tajemną, że skuteczne egzekwowanie prawa wymaga ustalenia sankcji za jego nierespektowanie. Tak też jest z DORA. Unijne Rozporządzenie o operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego zawiera szereg artykułów poświęconych zagadnieniom kontroli i nadzoru, a także możliwości zastosowania kar administracyjnych i środków naprawczych. Środki te będą dotyczyć wszystkich podmiotów rynku finansowego, które mają obowiązek stosować przepisy DORA. Osobną kategorią kar zostaną objęci kluczowi zewnętrzni dostawcy usług ICT. W ich przypadku system nadzoru i kar jest nieodłącznym elementem tzw. ram nadzoru nad kluczowymi zewnętrznymi dostawcami usług ICT – jednego z kluczowych filarów DORA.

Dostęp do dokumentów, kontrole i przesłuchania dla „właściwego organu”

środki KNF DORANad przestrzeganiem zasad zgodności z DORA będzie czuwać organ właściwy dla instytucji płatniczych, kredytowych czy ubezpieczycieli, czyli Komisja Nadzoru Finansowego. Na stronie internetowej tej instytucji działa mikroserwis dotyczący informacji o DORA.

O karach administracyjnych i środkach naprawczych za nieprzestrzeganie rozporządzenia DORA będą decydować państwa członkowskie w przyjętych przez siebie aktach prawnych. Te akty jednak nie będą działać w próżni, ponieważ DORA zawiera szereg wytycznych i zasad, które muszą być spełnione w celu prawidłowego sprawowania nadzoru. Wiadomo, że KNF będzie miał szerokie uprawnienia, jeśli chodzi o możliwość ustalenia potencjalnych naruszeń. Będzie on mógł m. in.:

  • mieć dostęp do wszelkich dokumentów lub danych, które uzna za istotne z punktu widzenia wykonywania swoich obowiązków;
  • przeprowadzać dochodzenia lub kontrole na miejscu. W ramach tych czynności przedstawiciele podmiotów finansowych mogą być wzywani do złożenia ustnych lub pisemnych wyjaśnień, a każda osoba fizyczna lub prawna, która będzie miała stosowną wiedzę, będzie mogła być przesłuchana w celu zbierania informacji będących przedmiotem dochodzenia, o ile wyrazi na to zgodę;
  • zastosować środki naprawcze w odniesieniu do naruszeń wymogów rozporządzenia DORA.

Nakazy, publiczna demaskacja, a nawet 21 mln złotych kary

Kary KNF DORAOrgan nadzoru, żeby mógł efektywnie pełnić swoją funkcję, będzie posiadał w swoim arsenale narzędzia umożliwiające mu egzekwowanie należytego stosowania wymogów z DORA. Narzędzia te powinno zapewnić mu państwo członkowskie, które powierzy właściwemu organowi uprawnienie do stosowania kar administracyjnych lub środków naprawczych w przypadku naruszeń rozporządzenia. Ustawodawca unijny daje tu jednak pewne wytyczne, które krajowe prawodawstwo musi wziąć pod uwagę. Rządowe Centrum Legislacji 18 kwietnia opublikowało projekt dostosowujący polskie ustawy do nowego prawa.

Do zestawu narzędzi dostępnych KNF należeć więc będzie m. in. wydanie danemu podmiotowi nakazu zaprzestania działań naruszających rozporządzenie oraz aby powstrzymał się od ponownego podejmowania tego postępowania. Kolejnym jest zakaz pełnienia funkcji członka zarządu, rady nadzorczej albo innej funkcji kierowniczej osobie odpowiedzialnej za naruszenie przez okres od miesiąca do roku. Ostatecznym środkiem, jaki będzie mógł zastosować organ nadzoru w razie notorycznych naruszeń będą kary pieniężne. W przypadku osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej może być to nawet kwota 20 869 500 zł lub 10 proc. przychodów netto z ostatniego roku, a w przypadku osoby fizycznej nawet 3 042 410 zł.

DORA przewiduje także wydawanie publicznych ogłoszeń, w ramach których mogą zostać ujawnione do wiadomości publicznej informacje wskazujące tożsamość osoby oraz charakter naruszenia. Dotyczy to także danych osoby fizycznej, na przykład prezesa spółki, w której stwierdzono naruszenie.

Najwyższa kara? Możliwa, ale nie od razu

Sposób procedowania, stosowania środków naprawczych i kar administracyjnych jest już znany przedsiębiorstwom z innych aktów prawnych. Również rozporządzenie RODO przewiduje ich miarkowaniei takie postępowanie, aby przede wszystkim dążyć do zaprzestania naruszeń i zgodności z rozporządzeniem, a sankcje finansowe stosować dopiero za największą skalę nieprawidłowości. W podobny sposób kwestie te rozstrzyga DORA w odniesieniu do podmiotów finansowych. Stąd ustalając rodzaj i poziom kary administracyjnej lub środka naprawczego, organ nadzoru bierze pod uwagę: zakres, to, czy naruszenie ma charakter umyślny, czy jest wynikiem zaniedbania oraz szereg innych okoliczności.

Dlatego zanim właściwy organ zdecyduje o karze dla podmiotu nieprzestrzegającego lub niedostosowanego do wymagań DORA, w pierwszej kolejności weźmie pod uwagę takie czynniki, jak m. in.:

  • istotność naruszenia, jego wagę oraz czas trwania;
  • stopień przyczynienia się osoby fizycznej lub prawnej do naruszenia, a także sytuację finansową osoby odpowiedzialnej za doprowadzenie do niezgodności lub naruszenia;
  • skalę korzyści uzyskaną przez podmiot finansowy albo skalę strat, a także, o ile będzie można to ustalić, straty poniesione przez osoby trzecie w wyniku naruszenia.

Organ będzie brał również pod uwagę, w jakim zakresie podmiot z nim współpracował oraz czy wcześniej już miały miejsce naruszenia, czy jest to może pierwszy taki przypadek.

Szczególne kary dla kluczowych zewnętrznych dostawców usług ICT

Ramy nadzoru nad kluczowymi zewnętrznymi dostawcami usług ICT przewidują postępowanie oraz kary dla szczególnej kategorii podmiotów wyznaczonych zgodnie z odpowiednimi przepisami DORA. Wiodący organ nadzorczy (wskazany przez Europejski Urząd Nadzoru) posiada szczególne uprawnienia wobec wskazanych dostawców usług ICT, które obwarowane są oddzielnym rodzajem kar. To tzw. okresowa kara pieniężna, która jest nakładana za każdy dzień, do czasu zastosowania się do środków wskazanych przez wiodący organ nadzorczy. Jej wysokość może wynieść maksymalnie 1 proc. średniego dziennego światowego obrotu kluczowego dostawcy usług ICT w poprzedzającym roku obrotowym.

Za co można otrzymać taką karę? Za całkowite lub częściowe niedostosowanie się do środków, które podmiot powinien podjąć w wyniku tego, że wiodący organ nadzorczy np. wystąpi z wnioskiem o przekazanie stosownych informacji i dokumentów, będzie prowadził ogólne dochodzenia i kontrole, wystąpi z wnioskiem o złożenie sprawozdań po zakończeniu działań nadzorczych albo wyda zalecenia dotyczące wskazanych obszarów. Kara ta nie może być stosowana dłużej niż przez sześć miesięcy po powiadomieniu kluczowego zewnętrznego dostawcy usług ICT o decyzji nakładającej tę karę.

Pociąg z napisem DORA odjeżdża. Pozostało kilka miesięcy

Dokładny zakres kar administracyjnych i środków naprawczych, związanych z nieprzestrzeganiem założeń DORA powinien być znany przed 17 stycznia 2025 roku. Do tej daty państwa członkowskie muszą m. in. powiadomić Komisję o przepisach ustawowych, wykonawczych i administracyjnych wykonujących przepisy rozdziału dotyczącego kar i postępowań w sprawach o naruszenie. Wtedy będzie też wiadomo, czy Polska zdecyduje się na pozostanie przy środkach administracyjnych, czy przyjmie przepisy karne odnoszące się do naruszeń wymogów DORA.

Wszyscy pamiętamy, jaką rewolucję kilka lat temu wywołało wejście w życie rozporządzenia RODO. Zmiany wprowadzone przez DORA będą podobnej skali, bo jest to akt będący ważnym elementem transformacji cyfrowej i cyberbezpieczeństwa całej Unii Europejskiej. Największe podmioty finansowe oraz ich podwykonawcy od dawna pracują już nad audytem swoich procedur i szkolą swoje zespoły wiedząc, że do wymaganych zmian nie da się dostosować w miesiąc czy dwa. Zwlekanie w tej sprawie może wywołać poważne konsekwencje w obszarze odporności cyfrowej, a potencjalna kara pieniężna jest tylko jedną z nich.

Autor: Katarzyna Armińska-Waszczyk jest radcą prawnym i właścicielką gdańskiej kancelarii armińska radcowie prawni. Współpracuje z dużymi spółkami z branży technologicznej.

Ponad połowa Polaków twierdzi, że w rocznym rozliczeniu otrzymuje zwrot podatku. Dopłaca tylko co dziesiąty

Z badania „Dodatkowa emerytura i ulga z tytułu IKZE” przeprowadzonego na zlecenie Goldman Sachs TFI wynika, że dopłacających fiskusowi jest znacznie mniej, bo jedynie 9%, wobec tych, którzy otrzymują zwrot (57%) „Na zero” w rocznym rozliczeniu ze skarbówką wychodzi jedna trzecia podatników (34%). Średnia deklarowana wielkość zwrotu wynosi 1 560 zł, a średnia dopłata do podatku to 1 650 zł.

Zwrot podatku otrzymują zwykle osoby pracujące na podstawie umowy o pracę, pozostające w związkach małżeńskich, pobierające świadczenia socjalne i korzystające z ulg podatkowych.

Konieczność dopłaty dotyczy głównie zarabiających ponadprzeciętnie i dobrze oceniających swój poziom życia. W tej grupie jest wyraźny udział osób prowadzących działalność gospodarczą, którzy jak pokazuje badanie Goldman Sachs TFI, dopłacają najwięcej.

Dopłata do podatku na działalności – 6 razy więcej niż na etacie

Średnia roczna dopłata deklarowana w badaniu przez osoby prowadzące działalność gospodarczą wynosiła ok. 5 910 zł. To prawie 6 razy więcej niż do podatku dopłacają zatrudnieni na etacie, biorący udział w badaniu. W przypadku zwrotu średnia kwota dla prowadzących działalność wynosi 1 734 zł i jest to wartość zbliżona do średniej deklarowanej dla wszystkich innych uczestników badania.

Ulgi podatkowe dla każdego

Polacy mogą korzystać z ogólnodostępnych ulg podatkowych, które pozwalają obniżyć podstawę opodatkowania, a w efekcie – zmniejszyć dopłatę lub zwiększyć zwrot. Jednym z łatwiejszych sposobów uzyskania ulgi podatkowej jest inwestowanie na dodatkową emeryturę poprzez IKZE – Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. Równowartość wpłat na IKZE, do określonego limitu, może być odliczona od podstawy opodatkowania (dochodu). Oznacza to, że pracujący na etacie mogą odliczyć ok. 3 000 zł, rocznie, zaś prowadzący działalność gospodarczą mogą odzyskać od fiskusa nawet 4 500 zł każdego roku.

– Z odliczenia od dochodu wpłat dokonanych na IKZE mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na zasadach ogólnych, ryczałtem lub w formie podatku liniowego oraz którzy rozliczają się zarówno samodzielnie, jak i wspólnie z małżonkiem lub jako rodzic samotnie wychowujący dziecko. Nie ma także znaczenia, czy podatnik otrzymuje przychody z tytułu umowy o pracę, zlecenie, dzieło, czy też prowadzonej działalności gospodarczej – informuje Radosław Sosna, Executive Director, Head of Sales & CX w Goldman Sachs TFI.

Warto zauważyć, że w przypadku IKZE nie ma żadnego przymusu regularnych i konkretnych wpłat. Im większa wpłata, tym wyższa będzie emerytura w przyszłości i ulga podatkowa w danym roku aż do ustawowego limitu, co oznacza podwójną korzyść dla posiadaczy IKZE – przypomina Sosna.

Roczny limit wpłat do IKZE w 2024 r.

Inwestujących w dodatkową emeryturę na IKZE obowiązują limity rocznych wpłat. W 2024 r. wynosi on 9 388,80 zł dla etatowców (o 1 066,80 zł więcej niż w 2023 r.) i pozwala na odliczenie od dochodu kolejno: 1 127 zł przy stawce PIT 12% lub 3 004 zł przy stawce PIT 32%. Z kolei osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą mogą w tym roku wpłacić na IKZE maksymalnie 14 083,20 zł (o 1 600,20 zł więcej niż rok wcześniej), a maksymalna ulga podatkowa wynosi 4 507 zł (dla stawki podatkowej 32%).

Nowa era benefitów na nowe oczekiwania pracowników

W erze, gdy równowaga między życiem zawodowym a osobistym jest coraz bardziej ceniona, firmy prześcigają się w kreowaniu środowisk pracy odpowiadających na te potrzeby. Zbliżające się Święto Pracy pozwala przyjrzeć się tej ewolucji z większą uwagą. Podczas gdy samo święto historycznie nawiązuje do działań na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy, to dziś obchodząc je, jesteśmy już znacznie dalej. Dzień pracy skracamy o godzinę, tydzień do czterech dni… Nowe benefity sięgają od tych najpotrzebniejszych (jak te w zakresie wsparcia zdrowia psychicznego pracowników), po te bardziej awangardowe. Najnowsze badanie Pracuj.pl ujawnia, czy to echo dawnych tradycji, czy dzisiejsza innowacyjność przyciąga pracowników do firm.

Najważniejsze informacje:

  • 13% badanych może korzystać ze wsparcia psychologicznego dofinansowanego przez pracodawcę.
  • 11% respondentów może przyprowadzać do biura dziecko i tyle samo – zwierzę.
  • W miejscu pracy 1 na 5 badanych funkcjonuje elastyczny wymiar pracy.
  • Najważniejsze dla pracowników pozostają jednak satysfakcjonujące wynagrodzenie (57%) i stabilność zatrudnienia (41%).

Wymyślne benefity zaczynają się od solidnych podstaw

Z badania wynika, że najważniejsze w pracy wciąż są dla nas te aspekty, o które walczyły poprzednie pokolenia. Atrakcyjne wynagrodzenie i stabilność zatrudnienia to podstawowe czynniki, które badani przez Pracuj.pl wskazują jako najważniejsze benefity pracownicze. Mimo to dziś, żeby wyróżnić się na konkurencyjnym rynku pracy i przyciągnąć najlepszych kandydatów, pracodawcy starają się zaoferować o wiele więcej niż dobrze płatną, pewną pracę. Sięgają więc po benefity, które stają się coraz ciekawsze i coraz bardziej nietypowe.

Z zagranicy docierają do nas informacje o coraz bardziej wyszukanych benefitach wprowadzanych przez firmy. Niektóre z nich brzmią wręcz nieprawdopodobnie – jak choćby czas wolny w środku dnia pracy, który pracownicy mogą przeznaczyć na… surfowanie. Swój zespół zachęca do tego firma produkująca odzież outdoorową, Patagonia. Co więcej, firma informuje pracowników w ogólnofirmowych komunikatach na temat tego, kiedy przewidywane są szczególnie dobre warunki do surfowania. W kalifornijskiej siedzibie Netflixa nie ma z kolei oficjalnych godzin pracy – firma nie rejestruje dni urlopowych ani przepracowanych godzin. W tym kontekście postulat czterodniowego tygodnia pracy, podnoszony co jakiś czas w Polsce, wydaje się mało postępowy.

Od awangardy do standardu

Nie wszystkie nietypowe benefity mają szansę stać się standardem na rynku pracy. Niektóre jednak powoli pokonują tę ścieżkę – jak choćby te, które wspierają zdrowie psychiczne pracowników. Choć nadal nie są powszechne, co pokazują dane Pracuj.pl, to coraz więcej osób przynajmniej o nich słyszało.

To istotne, bo miliony Polek i Polaków zmagają się z trudnościami psychicznymi. Coraz częściej mówi się o zaburzeniach lękowych, które – jak pokazują statystyki – są częstsze niż depresja. Rosnąca otwartość na zagadnienia związane ze zdrowiem psychicznym powoduje, że takie benefity, jak bezpłatne konsultacje z psychologiem czy terapeutą (niezależnie od tego, czy w formie stacjonarnych, klasycznych sesji czy asynchronicznego czatu z psychologiem) jeszcze kilka lat temu były czymś wyjątkowym, a dziś dołączają do klasycznego wachlarza pozapłacowych dodatków, z których chętnie korzystają pracownicy.

Podobnie z możliwością przychodzenia do pracy z własnym zwierzęciem. Jeszcze jakiś czas temu było to ekstrawagancją, dziś umożliwia to coraz więcej firm. A biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce więcej jest obecnie gospodarstw domowych posiadających zwierzę niż dziecko, wybór benefitów związanych z pupilami z pewnością będzie się rozszerzać. Choćby o ubezpieczenie weterynaryjne, które już teraz oferują niektóre firmy.

Wachlarz benefitów pozapłacowych powiększa się niemal z każdym rokiem, a jego granice wyznacza jedynie kreatywność pracodawców. I choć wiele nietypowych, nowych benefitów ma niewielką szansę przyjąć się powszechnie, to jednak te, które zaspokajają realne potrzeby pracowników, zostają często na stałe i stają się rynkowym standardem. Aby tak się stało, benefity muszą wnosić konkretną wartość dla pracowników. Tylko wtedy bowiem wpłyną na poprawę ich dobrostanu i jednocześnie staną się atrakcyjne – a o to przecież w benefitach pozapłacowych chodzi – komentuje Jolanta Lewandowska–Bitkowska, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Z najnowszego badania Pracuj.pl wynika, że o wsparciu psychologicznym dofinansowanym przez pracodawcę słyszało kiedykolwiek 17% badanych, a 13% z nich przyznało, że taki benefit funkcjonuje w ich miejscu pracy. Podobnie wypada możliwość przychodzenia do biura ze zwierzęciem – słyszało o niej 18% badanych przez Pracuj.pl, a 11% z nich sama może obecnie skorzystać z takiego udogodnienia.

Polacy wśród najbardziej zapracowanych

Pomimo tego, iż dzietność w Polsce regularnie spada, osoby, które decydują się na potomstwo, coraz częściej mogą liczyć na dodatkowe wsparcie od swoich pracodawców. Może ono przybierać różną formę – jak choćby możliwość przyprowadzania do biura dziecka i pozostawienia go pod profesjonalną opieką zapewnioną przez firmę. Z takim benefitem, jak pokazało badanie Pracuj.pl, spotkało się kiedykolwiek 20% respondentów. Z kolei w miejscach pracy 11% z nich obecnie istnieje taka możliwość.

Sporym ułatwieniem dla rodziców (choć nie tylko dla nich) może być także bardziej elastyczne podejście do godzin świadczenia pracy. Jeśli chodzi o skrócenie standardowego czasu pracy, to 1 na 5 badanych (21%) spotkało się z czterodniowym tygodniem pracy, a 1 na 10 obecnie może skorzystać z takiej możliwości. Niemal tyle samo (22%) słyszało o siedmiogodzinnym dniu pracy, a w miejscu zatrudnienia 12% respondentów taki benefit funkcjonuje obecnie.

Z elastycznym czasem pracy, ustalanym przez pracownika, spotkało się najwięcej, bo 28% badanych, a 1 na 5 przyznaje, że takie rozwiązanie już teraz funkcjonuje w jego miejscu pracy.

W kontekście czasu wolnego od pracy coraz częściej mówi się także o beneficie przeznaczonym dla kobiet, jakim jest tzw. urlop menstruacyjny. To dodatkowe płatne dni wolne, z których mogą skorzystać kobiety. Z takim benefitem kiedykolwiek spotkało się 14% badanych przez Pracuj.pl, a 9% przyznaje, że już teraz funkcjonuje on w ich miejscu zatrudnienia.

Czas pracy w Polsce reguluje kodeks pracy. Wynosi on 40 godzin tygodniowo, czyli 8 godzin dziennie i tylko osoby, które posiadają orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym lub znacznym mogą pracować o godzinę dziennie krócej. Inaczej jest za granicą, gdzie niektóre kraje już teraz wprowadziły lub testują skrócony dzień pracy. Jest tak m.in. we Francji, Niemczech, Danii, Szwecji czy Holandii. W niektórych z tych państw pracownicy spędzają w pracy nawet prawie 10 godzin mniej tygodniowo niż Polacy. Nic dziwnego zatem, że do Sejmu trafiają już wnioski postulujące skrócenie dnia pracy z ośmiu do siedmiu godzin. Wydaje się jednak, że czeka nas jeszcze długa droga, zanim taki scenariusz będzie miał szansę na realizację w Polsce – dodaje Agata Roszkiewicz, Ekspertka ds. wynagrodzeń i benefitów w Pracuj.pl.

Stabilność przede wszystkim

A jakie aspekty pracy najbardziej cenią sobie pracownicy? Czy na pewno te najbardziej wyszukane?

Respondenci uznali za najważniejsze przede wszystkim satysfakcjonujące wynagrodzenie, wskazane przez 57% badanych. Na drugim miejscu pod względem ważności uplasowała się stabilność i bezpieczeństwo zatrudnienia, którą podkreśla 41% respondentów.

Przyjazny i zmotywowany zespół również znalazł uznanie – na ten aspekt wskazało 29% respondentów To nieco wyższa pozycja  niż możliwości rozwoju zawodowego oraz równowaga między pracą a życiem prywatnym (work–life balance) – każde z nich otrzymało 28% wskazań. Elastyczne godziny pracy (np. elastyczny grafik) zostały podkreślone przez 24% badanych, natomiast możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej okazała się ważna dla 20% respondentów.

Mniej istotne, ale wciąż znaczące dla części pracowników, okazały się dostęp do dofinansowywanych kursów i szkoleń (16% wskazań), oraz benefity i świadczenia pozapłacowe, takie jak opieka medyczna, karty zniżkowe czy karta sportowa, (14%). Firmowe wsparcie dla młodych rodziców, w tym dodatkowe urlopy i dofinansowanie przedszkola, uznaje za ważne 10% badanych – choć należy mieć na uwadze, że grupa badana nie składała się wyłącznie z rodziców, co może wpływać na wynik. Na dalszym planie znalazły się pozycja firmy na rynku i jej renoma, co jest ważne tylko dla 8% respondentów, oraz działania proekologiczne i charytatywne firmy, które zainteresowały 6% badanych.

W obliczu obchodów Święta Pracy, będącego przypomnieniem starań, jakie poprzednie pokolenia podejmowały walcząc o lepsze warunki pracy i dobre traktowanie w miejscu zatrudnienia, tym ciekawsze są obserwacje czynników, które w dzisiejszych czasach są dla pracowników najistotniejsze. Jasno widać, że dziś – podobnie, jak przed laty – liczy się przede wszystkim nie kreatywność w wymyślaniu benefitów, lecz to, czy wpływają one bezpośrednio na ich życie i ogólny dobrostan, zapewniając stabilność i bezpieczeństwo.

​O BADANIU

Badanie „Nowe trendy w rekrutacji – nowe oczekiwania” zostało przeprowadzone w marcu 2024 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2059 Polaków w wieku 18–65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Polacy a niedziele handlowe. Zdania konsumentów jak i przedsiębiorców są mocno podzielone

Jedynie w 7 z 52 niedziel w 2024 roku możemy swobodnie zrobić zakupy. Czy w tych dniach Polacy szturmem ruszają do sklepów? Czy brakuje nam niedzielnych zakupów? I w jaki sposób to ograniczenie wpłynęło na domowe budżety? Odpowiedź na te pytania zawiera raport z badania “Polacy a handel w niedzielę” przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor.  Nastawienie do niedziel handlowych jest mocno polaryzujące, także wśród przedsiębiorców. Nie dla wszystkich jest to bowiem opłacalny interes. W lutym br. zaległe zobowiązania handlu detalicznego przekroczyły rekordowe 3,2 mld zł.

6 lat temu obowiązywać zaczęły przepisy o częściowym ograniczeniu handlu w niedzielę. Zarówno zwolennicy, jak i będący wówczas w zdecydowanej większości przeciwnicy tego rozwiązania głośno wypowiadali swoje argumenty. Jak wynika z przytaczanego przez Rzeczpospolitą badania UCE Research, odsetek krytyków spadł w tym roku do poziomu 46 proc., zwolennicy stanowią natomiast 44 proc. badanych. Mimo, że na przestrzeni tego czasu niedziel handlowych w kalendarzu regularnie ubywa, Polacy nadal są w tej sprawie podzieleni. Z zakazem wydają się za to godzić sieci handlowe, które po początkowym buncie, przestały ostatnio szukać sposobów, żeby jednak otworzyć sklepy w niedzielę.

Z badania “Polacy a handel w niedzielę” przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor możemy wynika, że dla 18 proc. Polaków to czy sklepy są otwarte siedem dni w tygodniu, czy jedynie w ciągu sześciu dni, nie ma żadnego znaczenia. Zwolenników rozwiązań totalnych i takich, które dopuszczają handel w każdą niedzielę lub całkowicie go zakazują jest równo po 21 proc. Pozostałe 40 proc. respondentów wybiera opcje pośrednie, czyli handel możliwy w niektóre niedziele. Jednak większość chciałaby, by było ich więcej.

1 Polacy a handel w niedzielę

Źródło: Badanie “Polacy a handel w niedzielę” dla BIG InfoMonitor

Największa grupa zwolenników zakazu (52 proc.) argumentuje to tym, że zakupy można zrobić w pozostałe dni tygodnia, a ten jeden dzień powinien być zarezerwowany dla rodziny. Więcej wolnego czasu dla siebie lub rodziny to kolejne powody przytaczane przez popierających obecne rozwiązanie. Można uznać, że ten argument rzeczywiście się sprawdził, bo więcej czasu z bliskimi z powodu zamkniętych w niedzielę sklepów spędza blisko 20 proc. Polaków. Wśród przeciwników ograniczania swobodnego handlu króluje natomiast (48 proc.) argument o wolności wyboru jaką powinien mieć człowiek w zakresie decyzji o sposobie spędzania czasu. 40 proc. badanych, którzy są za uwolnieniem handlu podnosi też kwestie dużego ruchu i kolejek jakie tworzą się w sklepach w sobotę.

Jeśli chodzi o wpływ ograniczenia handlu na budżet i sposób robienia zakupów, to niewiele się zmieniło. Nawet 87 proc. ankietowanych deklaruje, że wydaje na zakupy tyle samo co wcześniej. Niewielki odsetek tych, których wydatki wzrosły, wydaje więcej kupując przez internet lub na różnego rodzaju rozrywkę. Średnio co piąty respondent wydający więcej uzasadnia to częstszymi wizytami w restauracjach, wyjściami do kina, teatru lub na koncerty.

Wśród „innych powodów” wskazywano przede wszystkim na fakt kupowania na zapas, co kończy się marnowaniem produktów spożywczych oraz na dokonywanie zakupów w sklepach otwartych w niedziele, które są zwykle droższe w porównaniu z innymi punktami handlowymi, ale to nieliczna grupa osób.

A zaległości w handlu w górę

Zadłużenie sektora handlu detalicznego regularnie wzrasta. Wg danych zgromadzonych  w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, na koniec lutego suma zaległości wobec dostawców i banków przedsiębiorstw z tego sektora zbliżyła się do rekordowych 3,2 mld zł. W ciągu roku wzrosła o blisko 349 mln zł (12,4 proc.). 35,2 tys. (aktywnych, zamkniętych i zawieszonych) firm ma przeterminowane zobowiązania, średnio na detalistę przypada 90 tys. zł długów.

2 zadłużenie handlu

Źródło: Dane BIG InfoMonitor i BIK

– Polacy boją się o kondycję swoich budżetów domowych, co wpływa bezpośrednio na przychody handlu, który odczuwa zachowawczość i uważność podczas dokonywania zakupów. Co istotne, nie pomógł tu solidny przypływ gotówki do portfeli milionów Polaków. Mowa m.in. o podwyżce płacy minimalnej czy waloryzacji emerytur i rent, spodziewanym wzroście 500 plus do 800 zł na dziecko, czy dalszym wzroście wynagrodzeń w gospodarce, także w ujęciu realnym, czyli powyżej inflacji. Mniejszy podatek na żywność też nie pomógł handlującym w tej kategorii. Handel musi więc walczyć o każdego klienta – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Ograniczenie handlu w niedzielę dzieli też samych przedsiębiorców

Nie dla wszystkich jest to bowiem opłacalny interes. – Nie cieszymy się z niedziel, my do nich dokładamy. Nie robimy wtedy biznesu, nikt też nie chce pracować w niedzielę, bez względu na to, czy mu się płaci podwójnie czy nie – wyjaśniał w Rzeczpospolitej prezes sieci Rossmann Marcin Grabara. Inaczej wygląda sytuacja w galeriach, które w handlowe niedziele nadal cieszą się popularnością. Polska Rada Centrów Handlowych opublikowała swoje stanowisko w tej sprawie. Czytamy w nim, że: Możliwość swobodnego handlu w niedziele może być jednym z silnych bodźców do wzrostu sprzedaży detalicznej, konsumpcji gospodarstw domowych i polskiego PKB. (…) Klienci powinni mieć wolny wybór i jeśli chcą robić zakupy w niedzielę, powinni mieć taką możliwość.[1]

 

3 Polacy a handel w niedzielę przedsiębiorcy

Źródło: Badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor

– Zdanie co do niedziel wolnych w handlu jest mocno polaryzujące także w sektorze MŚP. Nie brakuje zwolenników każdego praktycznie wariantu, ale tylko 19,4 proc. badanych podziela opinię o całkowitym zakazie i zamknięciu handlu we wszystkie niedziele. Większość jednak chciałaby powrotu handlowych niedziel, różny jest tylko zakres, z przewagą jednak głosów na wszystkie handlowe niedziele (18,8 proc.) – dodaje Sławomir Grzelczak. Co ciekawe wśród MŚP w sektorze handlowym największa grupa, bo aż 29 proc. nie ma zdania lub nie interesuje się tematem handlowych niedziel. Z drugiej strony 25 proc. przedstawicieli tej samej grupy optuje za całkowitym zniesieniem tego ograniczenia.

Czy wrócimy więc do sytuacji, gdy zakupy możliwe były przez cały tydzień? Być może. Projekt ustawy łagodzącej ograniczenie i dopuszczającej 2 niedziele handlowe w miesiącu złożyli w Sejmie pod koniec marca posłowie Polski 2050. Zgodnie z projektem za pracę w niedzielę przysługiwałoby podwójne wynagrodzenie, a pracodawca miałby obowiązek wyznaczyć pracownikowi dzień wolny 6 dni przed albo 6 dni po dniu pracy w niedzielę. Propozycja ta spotkała się z krytyką. Autorzy zapowiadają jednak, że liczą iż uda im się przekonać wszystkich koalicjantów.

Źródło: Badanie “Polacy a handel w niedzielę” zrealizowane przez Quality Watch na próbie 1090 dorosłych Polaków, techniką wywiadów telefonicznych, grudzień 2023

Źródło: Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, 05.04-19.04.2024

[1] https://prch.org.pl/stanowisko-prch-w-sprawie-niedziel-handlowych/

Promocja na paliwo to tylko chwilowa ulga. Po majówce będzie drogo

Wysokie ceny paliw w ostatnim czasie to efekt napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie, która potencjalnie obniża dostępną podaż ropy na rynku. Oczywiście w tym momencie obserwujemy deeskalację sytuacji pomiędzy Izraelem i Iranem, co teoretycznie powinno skutkować cofnięciem cen surowca, tak jak było to w październiku i listopadzie zeszłego roku. Z drugiej strony musimy mieć na uwadze utrzymanie porozumienia o cięciu produkcji ropy ze strony kartelu OPEC+, co nie pozwala na duże spadki cen. To właśnie to powoduje, że po majówkowej promocji Orlenu, ceny paliw nie tylko wrócą do poprzednich poziomów, ale najprawdopodobniej mogą przebić poziom 7 zł za litr.

Podobnie jak w niedalekiej przeszłości, Orlen proponuje promocję na paliwa na poziomie 30 gr na litrze dla posiadaczy aplikacji. Obniżka ta jest jeszcze większa, jeśli posiadamy kartę Dużej Rodziny. Warto jednak pamiętać, że jest to promocja chwilowa i ceny powrócą do normalnych poziomów po 5 maja. Średnia cena benzyny 95 przekroczyła poziom 6,70 w mijającym miesiącu, pierwszy raz od kwietnia 2023 roku. Ceny ropy są również podobne do poziomów z zeszłego roku, kiedy to OPEC+ w końcówce marca zdecydował się na dodatkowe dobrowolne cięcia produkcji. Niemniej na ten moment nierzadko tankujemy już przy poziomie 6,90 zł za litr, nawet pomimo tego, że ceny ropy są odległe od poziomów z września zeszłego roku czy poziomów z 2022 roku. Powodem wzrostu cen jest utrzymujący się wysoki popyt na paliwa, w szczególności w Europie. Tzw. “crack-spread”, który może być wskaźnikiem dla popytu w Europie, utrzymuje się trendzie wzrostowym od października zeszłego roku i pozostaje na poziomach podobnych, kiedy to rok temu za litr baryłki ropy Brent płaciliśmy 90-95 USD. Odwrotna sytuacja ma miejsce w USA, gdzie crack-spread, czyli wyznacznik dla popytu notuje w ostatnim czasie spadki.

Wobec tego nie można wykluczyć sytuacji, w której ceny paliw powrócą powyżej poziomu 7 zł za litr, jeśli ceny ropy utrzymają się na wysokim poziomie. Popyt raczej nie powinien spaść w najbliższym czasie, a zbliżający się okres letni sugeruje nawet jego odbicie, co przy ograniczonych mocach rafineryjnych w Europie może skutkować dalszym wzrostem cen paliw.

Ceny są jeszcze odległe od poziomów, które mogłyby doprowadzić do tzw. destrukcji popytu, ale nie można wykluczyć działań idących w kierunku obniżenia cen ropy. W USA zbliżają się wybory prezydenckie, dlatego prezydent Joe Biden będzie starał się obniżyć ceny w końcówce wakacji. Dodatkowo, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie przybierze na sile, kraje takie jak Arabia Saudyjska mogą być zmuszone do tego, aby przywrócić część produkcji.

Niemniej nawet z promocją na tankowanie, która nie obowiązuje na wszystkich stacjach, będzie drożej niż w zeszłym roku, co z kolei podnosi kwestie związaną z możliwym odbiciem inflacji, co z kolei nie jest dobrą informacją dla tych, którzy oczekują obniżek stóp procentowych w tym roku.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Dolar w odwrocie?

Słabsze dane z USA powodują, że kapitał wraca na naszą stronę oceanu. Pomimo tego jednak złoty wcale nie zyskuje, a wręcz traci. Widać, że kapitał stara się unikać ryzykownych kierunków, a za taki jednak nasz region nadal może uchodzić.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie zachwyciły rynków. Było to widać po reakcji głównej pary walutowej. Kurs EURUSD po raz pierwszy od 12 kwietnia przebił poziom 1,07. Głównym powodem jest odczyt PKB, który wyniósł 1,6% wobec oczekiwanych 2,4%. Trzeba oczywiście pamiętać, że to dane annualizowane. Oznacza to, że realnie różnica jest mniejsza, bo annualizacja pokazuje, jak zachowywałby się wskaźnik, gdyby tak wyglądał cały rok. Należy to zatem traktować jako odczyt o około 0,2% gorszy w ujęciu rocznym w przypadku danych państw, które pokazują wyniki w standardowy sposób. Słabszy odczyt był dodatkowo odrobinę stonowany przez lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Mniej było bowiem wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Słabe dane z Wielkiej Brytanii

Na Wyspach publikowany jest wskaźnik sprzedaży detalicznej według CBI. Skrót ten oznacza Konferencje Brytyjskiego Przemysłu. Powstaje on poprzez badanie ankietowe kierunku zmian sprzedaży detalicznej w badanych punktach. Badanie jest bardzo szerokie i obejmuje około 40% zatrudnionych pracowników. Ta publikacja, podobnie jak inne tego typu ankiety, bada tylko fakt wzrostu lub spadku, a nie jego skalę. Widać to wyraźnie po wczorajszych danych. Odczyt wyniósł -44 pkt. To nie znaczy, że sprzedaż spadła o 44%, ale że w dużej części firm spadły obroty chociaż odrobinę. Rynek przyjął te dane dość spokojnie.

Turcja nie zmienia stóp procentowych

Wczoraj Bank Centralny Turcji nie zmienił stóp procentowych. Główna stopa procentowa jest na bardzo wysokim poziomie równych 50%. Wydaje się to bardzo wysokim poziomem, ale trzeba pamiętać, że inflacja jest na poziomie 68,5%. W dalszym zatem ciągu inflacja wyraźnie przekracza stopy procentowe. Jak widać, posprzątanie sytuacji gospodarczej w tym kraju jest w dalszym ciągu problemem. Trzeba pamiętać, że zachodnia inflacja wynikająca z zalania gospodarki to zjawisko, które padło na grunt początkowo relatywnie niskiego poziomu cen. W Turcji z kolei dwucyfrowy wskaźnik inflacji nie jest niestety niczym nadzwyczajnym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny ubezpieczeń na świecie stabilizują się – raport Marsh

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 1% w pierwszym kwartale 2024 r. (spadek z 2% w Q4 2023) – wynika z najnowszego raportu Global Insurance Market Index, opublikowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę ds. ryzyka.

W pierwszym kwartale 2024 r. stawki ubezpieczeniowe kształtowały się na podobnym poziomie, z niewielkimi spadkami w niemal wszystkich regionach na świecie. Było to w dużej mierze spowodowane kontynuacją tendencji spadkowej w liniach finansowych i profesjonalnych oraz cybernetycznych, a także rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli na globalnym rynku ubezpieczeń majątkowych.

W Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Indiach, Azji, w regionie Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i w Afryce stawki ubezpieczeniowe spadły średnio o 2%. Jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i Europie ceny ubezpieczeń wzrosły o 3%, a w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – o 5%.

Kluczowe wnioski:

  • Ceny polis majątkowych na świecie wzrosły średnio o 3% w pierwszym kwartale 2024 r. (spadek w porównaniu do 6% w Q4 2023). W Stanach Zjednoczonych, firmy prowadzące działalność w strefach zwiększonego ryzyka katastroficznego, takich jak Zatoka Meksykańska, wybrzeże Atlantyku i w Kaliforni, zaczęły odnotowywać niższe wzrosty lub nawet spadki stawek, co stanowi zmianę w porównaniu z wysokimi wzrostami widocznymi w ostatnich latach.
  • Stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 3% (utrzymując poziom z pięciu poprzednich kwartałów).
  • Siódmy kwartał z rzędu obserwujemy spadek cen w liniach finansowych i profesjonalnych. W wyniku dalszych obniżek i zwiększonej konkurencji o klientów – szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, regionie Pacyfiku i Kanadzie – stawki spadły średnio o 7% w Q1 2024 (w porównaniu do 6% spadku w poprzednim kwartale).
  • Ceny polis cybernetycznych na świecie spadły o 6% (3% spadek w Q4 2023). Ubezpieczyciele w coraz większym stopniu koncentrują się na systemach kontroli cyberbezpieczeństwa organizacji, zazwyczaj wymagając poprawy odporności cybernetycznej z roku na rok.

„Utrzymujące się umiarkowane tempo wzrostu stawek ubezpieczeniowych oraz zwiększony apetyt ubezpieczycieli, szczególnie w przypadku dobrze zarządzanych ryzyk, są mile odbierane przez klientów, którzy nadal zmagają się z niepewnością gospodarczą i geopolityczną. W szybko zmieniającym się krajobrazie ryzyka, organizacje pozostają pod presją związaną z poprawą swoich możliwości w zakresie zarządzania ryzyka i zwiększenia odporności na globalne zawirowania i niespodziewane wydarzenia. W ramach naszej ścisłej współpracy z klientami zapewniamy odpowiednie narzędzia do radzenia sobie z tymi wyzwaniami i czerpania korzyści z poprawy warunków rynkowych” – komentuje wyniki raportu Pat Donnelly, President, Marsh Specialty and Global Placement, Marsh.

Marcin Zimowski – Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych w Marsh Polska: „Najnowszy raport przynosi pocieszające wiadomości dla poszukujących ochrony ubezpieczeniowej, aczkolwiek warto zauważyć, że Europa (z wyłączniem UK) pozostaje jednym z niewielu regionów (obok USA i Ameryki Południowej), w którym nie obserwujemy jeszcze spadku stawek, lecz jedynie spowolnienie ich wzrostu. Rynek polski wydaje się podążać za trendem. Coraz większa liczba odnowień, przy założeniu niezmienionych parametrów ochrony i dobrym poziomie szkodowości, kończy się ustaleniem stawek na poziomie niezmienionym w stosunku do roku poprzedniego, względnie nieznacznie podwyższonych. Powoli pojawiają się też przypadki, w których możliwe było uzyskanie niespotykanych od dawna zniżek. Warto jednak wziąć pod uwagę, że poziom inflacji w Polsce był wyższy niż w wielu innych krajach, a co za tym idzie przeciętny koszt odtworzenia mienia po szkodzie, jak również oczekiwania poszkodowanych co do wysokości świadczeń istotnie wzrosły, co przekłada się na koszty ubezpieczycieli. Polski rynek pozostaje też relatywnie wąski (z perspektywą dalszego zmniejszenia liczby podmiotów aktywnych w sektorze ubezpieczeń dla dużego biznesu w najbliższej przyszłości), co nie sprzyja nasilaniu się konkurencji – choć ceny nie rosną już w takim tempie jak jeszcze kilka kwartałów temu, jednak wciąż obserwujemy dość duże wymagania odnośnie jakości ryzyka, niezbyt agresywne zabieganie o nowy biznes po stronie ubezpieczycieli i długi czas oczekiwania na propozycję warunków ubezpieczenia.”

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska dodaje: „Wzrosty stawek w ubezpieczeniach majątkowych wyhamowały. Odnowienia w Q1 2024 były finalizowane na tym samy poziomie stawek jak w roku ubiegłym lub nawet z nieznacznymi zniżkami. W dalszym ciągu problemem rynku jest niewystarczająca pojemność, co powoduje, że finalnie klient otrzymuje mniej ofert do wyboru ze względu na większą ilość uczestników pooli koasekuracyjnych w danym ryzyku.”

Małgorzata Splett – Dyrektor Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE podsumowuje: „Na rynkach Europy Kontynentalnej i UK obserwujemy jeszcze wyższe niż kwartał temu zniżki stawek ubezpieczeń linii finansowych W ubezpieczeniu D&O mówimy o średniej redukcji na poziomie 5-15% w obu regionach. Rynek coraz częściej był elastyczny w zakresie umów długoterminowych, co do niedawna nie było powszechnie oferowane. Oszczędności w koszcie polisy D&O Klienci zwykle przeznaczali na zwiększenie limitów polis crime. Nie widzimy takiej tendencji na polskim rynku ubezpieczeń D&O, gdzie średnie stawki wciąż rosną i nadal są jednak bardziej konkurencyjne niż stawki polis podstawowych oferowanych przez rynki zagraniczne. Interesujące będzie obserwować, czy rynek polski zaliczy spadek stawek polis D&O w ciągu najbliższych miesięcy, czy oprze się temu trendowi, biorąc pod uwagę rosnącą jednak szkodowość. W ciągu ostatniego kwartału obserwujemy coraz więcej przypadków uruchomienia polis D&O, szczególnie wynikających ze zmian w zarządach spółek Skarbu Państwa.

Europejski rynek ubezpieczeń cyber oferuje niższe o ok. 7% stawki niż kwartał temu. Niższe koszty głównie dotyczyły warstw nadwyżkowych polis, ale szczególnie dla bardzo dużych organizacji (przychody powyżej 1mld PLN) konkurencyjny koszt i zniżkę stawki można było zaobserwować w przypadku polis podstawowych. Wielu klientów europejskich zdecydowało się na wyższe limity lub niższe udziały własne, wykorzystując ten dobry moment na rynku.

Klienci polscy są zdecydowanie bardziej świadomi ryzyka cyber i z pewnością tę świadomość i zainteresowanie dobrą ochroną przez zarządy spółek napędzają nowe europejskie regulacje, które za chwilę ujrzą lokalne światło dzienne – NIS2 i DORA. Pierwszy raz od początku pandemii możemy też powiedzieć, że rynek polski jest zdecydowanie bardziej konkurencyjny i cenowo i zakresowo”.

Maciej Kalbus – Zastępca Dyrektora Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska dodaje: „W roku 2023 rynek ubezpieczenia należności po raz pierwszy zanotował niewielki 2% spadek składki przy 5% wzroście ekspozycji i wzroście ubezpieczanych obrotów o 28% w porównaniu do roku 2022. Te dane ilustrują, że mieliśmy do czynienia z rynkiem Ubezpieczającego i z taką sytuacją mieliśmy także do czynienia w pierwszym kwartale 2024 roku. Polski rynek ubezpieczenia należności charakteryzuje wysoka konkurencyjność, co przekłada się na silną presję na warunki cenowe i to pomimo rosnącej szkodowości. Wzrost szkodowości rok do roku wyniósł 75%.

Zakładamy, że rosnąca liczba niewypłacalności i szkód będzie miała wpływ na oferty dla firm, które borykają się ze wzrostem przeterminowań, zleceń windykacyjnych i tym samym ze wzrostem szkodowości. Jedynie w przypadku tych firm spodziewamy się wzrostów cen.

Polityka limitowa Ubezpieczycieli pozostaje nieco bardziej restrykcyjna co dobrze ilustruje fakt, że w 2023 roku ekspozycja wzrosła o jedynie 5% przy 28% wzroście obrotów. Ubezpieczyciele unikają masowych redukcji o charakterze portfelowym, ale zwiększyła się presja na dostosowanie ekspozycji limitowej do faktycznych potrzeb ubezpieczających.”

Frankowicze triumfują. Sąd Najwyższy potwierdza nieważność umów walutowych

Frankowicze mogą odetchnąć z ulgą – Sąd Najwyższy w uchwale pełnej Izby Cywilnej potwierdził dotychczasowe orzecznictwo co do nieważności umów powiązanych z walutą obcą. Na treść uchwały przyszło czekać ponad trzy lata ze względu na spór co do bezstronności tzw neosędziów biorących udział w podejmowaniu tejże uchwały. Ostatecznie tzw starzy sędziowie Sądu Najwyższego odmówili udziału w posiedzeniu. Również jednak wśród sędziów podejmujących uchwałę nie było jednomyślności, gdyż swe zdania odrębne zgłosiło aż 6 Sędziów. Dyskusja musiała być burzliwa, gdyż ogłoszenie uchwały odbyło się z kilkugodzinnym opóźnieniem.

Najważniejsze jednak, że treść uchwały jest zgodna z wykładnią prawa unijnego i stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także z stanowiskiem zdecydowanej większości sędziów sądów powszechnych. Pozostaje tylko wierzyć, że zapadła uchwała przekona sędziów dotąd nieprzekonanych i uważających, że co do tych umów należy dokonywać tzw. odfrankowienia. Sąd Najwyższy potwierdził bowiem, że kredyty powiązane z walutą obcą są nieważne, oraz, że w takim przypadku żadnej ze stron nie przysługuje prawo do żądania odsetek, waloryzacji ani innej formy wynagrodzenia za udostępniony kapitał. Jak podkreśliła Sędzia sprawozdawca, banki nie mogą czerpać żadnych korzyści ze swojej nieuczciwości. Sędziowie uznali również, że roszczenie banku o zwrot udostępnionego kapitału zaczyna się przedawniać od momentu, kiedy kredytobiorca w sposób wyraźny zakwestionuje ważność umowy kredytowej.

Należy przypomnieć, że w ostatnim czasie pojawiło się kilka wyroków, w których SN uznał, że klauzule przeliczeniowe można zastąpić średnim kursem NBP. Sąd Najwyższy wskazał, że taka praktyka jest niedopuszczalna ze względu na sprzeczność z prawem unijnym. Zastosowanie takiej konstrukcji zniszczyłoby bowiem skutek odstraszający dyrektywy, gdyż ewentualne negatywne skutki finansowe byłyby dla banków niezauważalne i doprowadziłoby to do ich bezkarności.

Autor: Izabela Libera z poznańskiej Kancelarii Radców Prawnych Libera i Wspólnicy

Co dalej ze złotem? Na rozdrożu między rekordami a korektą

Kontrasty na rynku złota są w tym momencie widoczne jak nigdy wcześniej. Dopiero co notowane były historyczne szczyty na poziomie nieco powyżej 2430 dolarów za uncję, a kilka dni później zanotowana była największa dzienna strata od wielu lat. Co więcej, złoto pozostaje zaledwie 5% od historycznych szczytów, przy rentownościach w USA sięgających ponad 4,6% oraz funduszach ETF, utrzymujących najmniejszą ilość złota od września 2019 roku. Czy przy takich skrajnościach cena złota powyżej 2300 dolarów za uncję nie wydaje się zbyt wysoka? Czy może jednak odwrócenie niektórych warunków może sprawić, że spełnią się niektóre prognozy instytucji finansowych mówiących o poziomie 3000 dolarów za uncję?

Banki centralne i inwestorzy indywidualni wciąż kupują złoto

Analizując rynek surowców, niemal zawsze patrzymy na relację podaży i popytu. W przypadku złota od lat obserwujemy utrzymującą się nadpodaż, ale w tym przypadku nie stanowi to takiego problemu jak dla ropy czy metali przemysłowych, które nie mają charakteru aktywa mającego utrzymać pewną wartość. Największą częścią globalnego popytu na złoto jest sektor jubilerski, którego udział nierzadko przekraczał 50%. Warto jednak zauważyć, że popyt ten jest raczej stały lub jego dynamika zmian nie jest zbyt duża z roku na rok. Zdecydowanie większe zmiany obserwujemy w popycie inwestycyjnym na złoto fizyczne oraz ze strony banków centralnych. To właśnie w ostatnim czasie rośnie udział tych dwóch grup do poziomu blisko 50%, choć jeszcze niedawno były to poziomy poniżej 50%. Jeśli dołożymy do tego fundusze ETF, które również inwestują w złoto fizyczne, to udział w pewnym momencie zbliżał się do 60%. Miało to miejsce w 2020 roku, kiedy to ogromna płynność na rynku wywołana działaniami banków centralnych i rządów w trakcie pandemii spowodowała szał zakupowy na wielu rynkach. Od tamtej pory inwestorzy wycofują jednak swoje środki z funduszy ETF, kierując się bardziej w stronę rynku akcji czy nawet w ostatnim czasie rynku kryptowalut. Czy obniżki stóp procentowych w USA mogłyby jednak zmienić ten trend?

Fed pozostaje jastrzębi, ale wciąż chce obniżyć stopy

Złoto pozostawało na wysokich poziomach w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach, nawet pomimo potężnego wzrostu stóp procentowych w USA oraz w większości najważniejszych gospodarek na świecie. Sytuacja ta pokazywała, że złoto trzyma swą wartość w chwili dużej niepewności dotyczącej dalszej walki z inflacją. Niemniej, spekulacje na temat obniżek, które pojawiły się końcem zeszłego roku, doprowadziły do tego, że złoto na stałe zameldowało się powyżej 2000 USD za uncję.  Co więcej, obniżki stóp, a raczej oczekiwanie na obniżki  w poprzednich latach, powodowało wzrosty cen złota. Wobec tego mogłoby wydawać się, że przedłużający okres oczekiwania na obniżki sprzyja dalszym wzrostom cen złota. W tym jednak przypadku pojawił się zbieg okoliczności w postaci wybuchu szeregu konfliktów geopolitycznych na świecie, które wraz z rosnącym popytem na złoto powodowały dalszy jego wzrost. Jeśli napięcie się utrzyma, a stopy procentowe będą obniżane, to może w jeszcze większym stopniu pobudzić chęć kupowania złota, również ze strony funduszy ETF, które stanowią ostatni klocek w budowie wieloletniej hossy na rynku metali szlachetnych.

Czy geopolityka ma znaczenie dla złota?

Wojna między Rosją i Ukrainą doprowadziła do wzrostu cen złota powyżej 2000 USD za uncję. Niemniej od marca 2022 roku zdecydowanie najważniejszą kwestią dla kierunku cen złota było zachowanie dolara oraz rentowności. Sytuacja uległa zmianie w październiku zeszłego roku, kiedy rozpoczął się konflikt między Izraelem oraz Hamasem, który przerodził się w kilka innych punktów zapalnych na Bliskim Wschodzie. Generalnie geopolityka ma raczej ograniczony wpływ na złoto w długim terminie, ale jeśli w parze idzie wzrost popytu na złoto ze strony funduszy hedgingowych, wtedy sytuacja nabiera zupełnie innego kształtu. Fundusze znacznie zwiększyły ilość pozycji długich na kontraktach terminowych, choć i tak ich ilość pozostaje daleko od ekstremalnie wysokich poziomów, które obserwowaliśmy w 2020 roku. To pokazuje, że potencjalnie może być jeszcze miejsce do dalszych wzrostów, w szczególności, jeśli popatrzymy sobie na to, co dzieje się w Chinach.

Chiny oszalały na punkcie złota

Chiny od dawna stanowiły jeden z największych konsumentów złota, próbując prześcignąć pod tym względem Indie. W tym momencie, kiedy cały świat próbuje odchodzić od dolara i zwiększyć swoją dywersyfikację rezerw, kieruje się właśnie w kierunku złota. Ludowy Bank Chin kupuje złoto nieprzerwanie od 17 miesięcy. Chiny znajdują się obecnie na 6. miejscu pod względem ilości trzymanego złota, ale niewiele brakuje, aby przeskoczyć takie kraje jak Rosja, Francja czy Włochy. Co więcej, dosyć często spekuluje się na temat tego, że oficjalne zakupy złota przez PBOC to jedynie cząstka realnych zakupów przez Chiny.

Szaleństwo ma również miejsce na chińskim rynku kontraktów terminowych, gdzie liczba długich pozycji na złocie przekroczyła 300 tys. kontraktów i osiągnęła najwyższe w historii wartości, co odpowiada ponad 300 tonom złota. Jest to zdublowanie długich pozycji w porównaniu do początku 2023 roku. Może to być również powiązane z zakazem handlu kryptowalutami oraz ogólnym trendem szukania bezpiecznych przystani przed niepewnością związaną z wciąż wysoką inflacją, sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie, napięciem stosunków między USA oraz Chinami czy zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w USA.

Jakie jest ryzyko dla złota?

Z pewnością ryzykiem dla ceny złota jest kompletna deeskalacja sytuacji geopolitycznej na świecie, co zmniejszyłoby popyt na bezpieczne aktywa. Z drugiej strony rynki akcji pozostają bardzo mocno wykupione, dlatego ryzyko na rynku pozostaje bardzo wysokie. Drugim czynnikiem, który zagraża złotu oraz innym kruszcom jest potencjalny powrót wysokiej inflacji, który zmusiłby banki centralne do powrotu do podwyżek stóp procentowych. Oczywiście można stwierdzić, że złoto po osiągnięciu historycznych szczytów wydaje się być przewartościowane, ale patrząc na kruszec w relacji cen innych aktywów takich jak miedź, ropa, S&P 500 czy względem wciąż ogromnych bilansów banków centralnych, wydaje się, że złoto wciąż może mieć przed sobą kolejne historyczne szczyty. Poziom 2500 dolarów za uncję nie wydaje się odległy, a coraz więcej instytucji finansowych przedstawia prognozy, w których 3000 dolarów wydaje się być scenariuszem bazowym jeszcze na 2024 rok. Oczywiście należy pamiętać, że ewentualna inwestycja w złoto powinna stanowić jedynie część całego portfela inwestycyjnego oraz sama inwestycja powinna być traktowana w kontekście długoterminowym. Patrząc na 5- czy 10-letnie okresy inwestycyjne w ostatnich 30 latach, mieliśmy bardzo mało sytuacji, w których zwrot z takiej inwestycji był ujemny.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Branża wynajmu długoterminowego aut w Polsce rośnie o 8,3% r/r

Co czwarty nowy samochód osobowy nabywany przez firmy w pierwszym kwartale 2024 znajdował się w wynajmie długoterminowym.

Rynek motoryzacyjny w Polsce kontynuuje odbudowę po okresie obniżonej sprzedaży spowodowanej pandemią, a następnie dostępnością nowych samochodów. W pierwszym kwartale 2024 roku ruch w polskich salonach był znacznie większy, niż w analogicznym czasie rok temu. Sprzedaż nowych aut osobowych urosła o prawie o 13%, ożywienie było widoczne w każdej grupie klientów oraz wszystkich dostępnych formach finansowania. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), w wynajmie długoterminowym znalazło się co czwarte nowe auto osobowe nabywane w tym czasie przez firmy, a sprzedaż w tej formie finansowania była wyższa o 9,6% niż w porównywalnym czasie rok temu. Dynamika wzrostu branży wynajmu długoterminowego samochodów (łączna flota) w Polsce osiągnęła w pierwszym kwartale poziom 8,3% r/r. Zgodnie z danymi PZWLP, wzrost odnotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie aut), na koniec marca wyniósł on 4,6% r/r.

Od początku stycznia do końca marca bieżącego roku z polskich salonów wyjechało łącznie blisko 139 tys. nowych aut osobowych, więcej o prawie 13% niż rok wcześniej. To najlepszy pod tym względem pierwszy kwartał od pięciu lat. Ostatni raz większą wartość odnotowano w pierwszym kwartale 2019 r., wówczas sprzedaż samochodów w naszym kraju była o ok. 1 tys. aut większa i wyniosła niecałe 140 tys. nowych samochodów osobowych. Powrót do normalności i stanu sprzed pandemii, kiedy rozpoczęły się trudności gospodarcze, wpływające silnie także na rynek motoryzacyjny, jest coraz bardziej widoczny.

Nie jest zaskoczeniem, że za większość sprzedaży nowych aut w pierwszym kwartale 2024 r. odpowiadały przede wszystkim firmy, które nabyły 67,7% wszystkich sprzedanych samochodów. Zjawiskiem rzadko spotykanym na polskim rynku był natomiast znacznie większy niż w przypadku firm wzrost sprzedaży do klientów indywidualnych. O ile firmy nabyły o 8,1% więcej nowych aut aniżeli w porównywalnym czasie rok temu, wzrost sprzedaży do klientów indywidualnych osiągnął imponującą wartość prawie 24% r/r.

Co czwarte nowe auto osobowe nabywane przez firmy i przedsiębiorców w Polsce w wynajmie długoterminowym

W pierwszym kwartale bieżącego roku firmy zakupiły łącznie blisko 94 tys. nowych samochodów osobowych, o 8,1% więcej niż w analogicznym czasie zeszłego roku. Wzrost sprzedaży został odnotowany we wszystkich formach finansowania, jednakże największy wystąpił w przypadku wynajmu długoterminowego aut i wyniósł 9,6% r/r. W pozostałych rodzajach finansowania, a więc w kredycie, klasycznym leasingu oraz zakupie ze środków własnych liczonych razem, firmy i przedsiębiorcy nabyli o 7,6% więcej osobówek niż rok temu.Dynamika sprzedaży aut do firm w Polsce - I kw. 2024

Branża wynajmu długoterminowego nabyła na potrzeby oferowanych usług 22,8 tys. nowych aut osobowych, co oznacza, że jej udział w całkowitej sprzedaży do firm w pierwszym kwartale 2024 r. wyniósł 24,3% i nieznacznie (o 0,3 p.p.) zwiększył się w porównaniu z pierwszym kwartałem zeszłego roku.Udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży aut do firm - I kw. 2024Poziom sprzedaży w wynajmie długoterminowym aut w latach 2020-24

Wynajem długoterminowy niezmiennie utrzymuje dobrą dynamikę wzrostu

Dane PZWLP po pierwszym kwartale 2024 roku potwierdzają, że branża wynajmu długoterminowego w Polsce, pomimo niesprzyjających czynników makroekonomicznych np. obniżonego tempa wzrostu gospodarczego, czy wysokich kosztów prowadzenia działalności biznesowej, zachowuje dobrą dynamikę rozwoju. Pod względem najważniejszego dla branży wskaźnika, a więc łącznej floty pojazdów znajdującej się w usłudze Full Serwis Leasing, wynajem długoterminowy odnotował po pierwszym kwartale wzrost na poziomie 8,3% r/r.Dynamika wzrostu wynajmu długoterminowego w latach 2022-24

Niezależnie od sytuacji na rynku motoryzacyjnym, czy czynników makroekonomicznych, rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce nieprzerwanie rośnie, a dynamika tego wzrostu utrzymuje się na dobrym poziomie, oscylującym w ostatnim czasie w okolicach 8 – 9 procent – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Obecnie co czwarte nowe auto osobowe jest finansowane przez firmy i przedsiębiorców w naszym kraju właśnie w ten sposób. Polski rynek jest jednak wciąż bardzo daleki od nasycenia wynajmem długoterminowym, w niektórych krajach Europy Zachodniej w wynajmie długoterminowym znajduje się bowiem nawet 70 – 80 procent wszystkich aut użytkowanych przez firmy. W Polsce wynajem długoterminowy każdego roku zyskuje coraz większą liczbę zwolenników, nie tylko wśród dużych korporacji, ale coraz częściej również wśród mikro i małych przedsiębiorców. W odróżnieniu od konkurencyjnych form finansowania, w przypadku wynajmu długoterminowego w większości przypadków nie jest wymagana żadna opłata wstępna, a w stałej miesięcznej racie zawarte są już wszystkie koszty związane z samochodem – od finansowania pojazdu, przez serwis i naprawy, na ubezpieczeniu i oponach kończąc. Przedsiębiorca korzystający z wynajmu zyskuje dzięki temu nie tylko duży komfort, ale i stabilność kosztów związanych z samochodem, co ułatwia planowanie i jest nie do przecenienia w trudniejszych czasach gospodarczych.

Na koniec marca 2024 r. łączna flota aut w wynajmie długoterminowym firm skupionych w PZWLP wyniosła 264,5 tys. samochodów. Wśród najpopularniejszych modeli znalazły się Skoda Octavia, Toyota Corolla, Volkswagen Golf i Hyundai i30.

Transformacja napędów w wynajmie długoterminowym coraz bardziej wyraźna – najszybciej rośnie udział hybryd i samochodów elektrycznych

Szybka transformacja napędów stosowanych w samochodach jest doskonale widoczna na przykładzie wynajmu długoterminowego w Polsce. Zgodnie z danymi PZWLP, na koniec pierwszego kwartału nadal dynamicznie spadał udział aut z silnikami dieslowskimi, które reprezentowały już tylko 1/3 (33%) wszystkich pojazdów, a ich odsetek zmniejszył się w ciągu roku o 4,6 p.p. Auta wyposażone w silniki benzynowe stanowiły natomiast 54,3% i zwiększyły swój udział w łącznym parku aut o 0,8 p.p. Zdecydowanie najszybciej rośnie natomiast udział samochodów z napędami ekologicznymi, rozumianymi jako wszelkiego typu hybrydy oraz auta w pełni elektryczne (BEV) – na koniec pierwszego kwartału pojazdy tego typu stanowiły już 12,7% ogółu, a ich odsetek zwiększył się w ciągu roku aż o 3,8 p.p. Dodatkowo, coraz bardziej liczne stają się samochody w pełni elektryczne (BEV), które stanowiły 2,6% łącznego parku pojazdów w wynajmie długoterminowym. Udział „elektryków” powiększył się w ciągu roku o 1,2 p.p., czyli de facto uległ niemalże podwojeniu.Napędy w wynajmie długoterminowym - I kw. 2024

Transformacja napędów rozgrywa się na naszych oczach i w przypadku wynajmu długoterminowego bardzo szybko postępuje – mówi Piotr Wróbel, Członek Zarządu PZWLP.

Pozytywnym zjawiskiem jest najszybszy wzrost udziału aut z ekologicznymi jednostkami napędowymi, w tym aut w pełni elektrycznych. Jeszcze niedawno elektryki stanowiły w wynajmie długoterminowym w zasadzie marginalną część, obecnie ich liczba nadal nie jest wielka, ale zmianę tę można już określić jako jakościową, samochody elektryczne stanowią już dobrze widoczną część ogółu pojazdów. Wynajem długoterminowy jest obecnie najlepszym sposobem na sfinansowanie przez firmę czy przedsiębiorcę auta elektrycznego, gdyż pozwala na zniwelowanie większości wciąż istniejących obaw związanych z użytkowaniem tego typu pojazdów. W wynajmie długoterminowym klient zyskuje bowiem możliwość wygodnego korzystania z publicznej infrastruktury ładowania i rozliczania transakcji tego typu, nie musi martwić się o wartość auta przy jego odsprzedaży, ma zapewnioną stałą opiekę serwisową samochodu i ponadto może skorzystać z rozwiązań zapewniających ładowanie pojazdów w swojej siedzibie czy też w domach pracowników. Szybki wzrost liczby aut elektrycznych w wynajmie długoterminowym będzie w naszej ocenie stałym trendem w najbliższym czasie.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2024 roku była nieznacznie (o 0,8% i 1 g/km) wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 133,2 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 142,9 g/km i była wyższa o 22% i 25,8 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023. Relatywnie duży wzrost średniej emisji dwutlenku węgla w przypadku aut dostawczych jest wynikiem bardzo niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego, kiedy branża wynajmu długoterminowego w Polsce jednorazowo dostarczyła dużą liczbę w pełni elektrycznych samochodów dostawczych w ramach realizowanych kontraktów.Emisja CO2 nowych aut w wynajmie długoterminowym - I kw. 2024

Branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) z 4,6% wzrostem na koniec marca

Jak wynika z danych PZWLP, wzrost w pierwszym kwartale 2024 roku został odnotowany także przez branżę Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w Polsce. Dynamika rozwoju w tym przypadku wyniosła 4,6% r/r.Dynamika wzrostu Rent a Car w latach 2022-24

Po okresie rosnącej dynamiki wzrostu w drugiej połowie ubiegłego roku, branża Rent a Car notuje na koniec pierwszego kwartału 2024 ponownie niższą dynamikę rozwoju – mówi Tomasz Kapelko, Członek Zarządu PZWLP. – Wzrost na poziomie 4,6 procent rok do roku nie jest duży, ale nie jest też powodem do niepokoju i nie oceniamy go negatywnie. Niestety, wciąż swoje piętno na branży Rent a Car w Polsce odciskają czynniki makroekonomiczne, które mają decydujący wpływ na popyt na usługi wypożyczalni samochodów. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z chwilową korektą dynamiki wzrostu branży, ale na ostateczne oceny musimy poczekać przynajmniej do momentu aż poznamy dane za pierwsze półrocze.   

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2024 roku prawie 20 tys. aut.

 * – bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Grupa PMPG Polskie Media osiągnęła 47,2 mln PLN przychodów ze sprzedaży w 2023 r.

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za 2023 rok. Grupa wygenerowała 47,2 mln PLN przychodów ze sprzedaży,
a EBITDA oraz zysk netto osiągnęły wartość kolejno 2,6 i 2,4 mln PLN. Zarząd grupy pod koniec zeszłego roku podjął decyzję o utworzeniu odpisu na udziały i pożyczki w spółce zależnej B8 International z siedzibą w Szwajcarii, co ma być pierwszym krokiem w porządkowaniu struktury Grupy. Chce ona zakończyć prowadzenie działalności w obszarach nie będących zgodnymi z nową strategią, która ma zostać opublikowana do końca I półrocza br.

– Aktualnie intensywnie pracujemy nad finalizacją strategii rozwoju, której szczegóły zamierzamy przedstawić do końca czerwca tego roku. Niemniej jednak, już teraz podejmujemy konkretne kroki mające na celu oczyszczenie struktury Grupy oraz zakończenie działalności w obszarach, które nie wspierają naszej długoterminowej wizji. Z tego powodu w grudniu 2023 roku utworzyliśmy odpisy na udziały i pożyczki w spółce B8 International na kwotę blisko 4 mln PLN. Jest to krok, który pozwoli nam się skoncentrować na kluczowych obszarach działalności Grupy i zapewnić jej stabilność oraz spójność – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu PMPG Polskie Media.

W ubiegłym miesiącu Grupa poinformowała o zakończeniu przeglądu opcji strategicznych, którego efektem będzie publikacja nowej strategii. Ma ona zakładać dalszą transformację Grupy i skupienie się na budowaniu zdywersyfikowanego portfolio dóbr cyfrowych, wytwarzanych w oparciu o jej własne zasoby jak i nabywane poprzez inwestycje, w tym także na zasadzie transakcji media for equity. PMPG Polskie Media chce także skupić się na mocniejszym rozwoju Orlego Pióra oraz AWR Wprost, co ma zostać zrealizowane przy pomocy zewnętrznych inwestorów.

Widzimy wiele możliwości na dalszy rozwój Grupy. Chcemy poszerzać grupę docelową naszych dwóch wiodących serwisów – dorzeczy.pl oraz wprost.pl, m.in. poprzez uruchamianie nowych formatów. Zauważamy także duży potencjał w związku z inwestycjami typu media for equity, które będą uzupełnieniem naszej obecnej działalności inwestycyjnej – dodaje Katarzyna Gintrowska.

PMPG Polskie Media historycznie ma już na swoim koncie udane tego typu przedsięwzięcia. Przykładem jest RedDeer.Games – jeden z czołowych wydawców gier indie, który regularnie pojawia się na czele rankingów sprzedaży, a jego wartość stale wzrasta. Spółka obecnie kładzie duży nacisk na prace nad swoim największym projektem „Zły – The Evil One”, który ma być jej pierwszą produkcją typu AA, a przychody uzyskane z tego tytułu mają pozwolić studiu znacząco przeskalować swoją działalność. PMPG posiada pakiet około 20% udziałów w tej inwestycji.

FABRITY skupiło 192,5 tys. akcji własnych, wypłaci dywidendę

W skupie akcji własnych o charakterze dywidendowym, przy wysokiej redukcji zapisów (ponad 90%), spółka Fabrity Holding nabyła 192,5 tys. akcji, które reprezentują 7,83% kapitału zakładowego. Transakcji miała wartość 7,7 mln zł, a spółka zamierza dodatkowo wypłacić akcjonariuszom około 7 mln zł w formie tradycyjnej dywidendy.  

Cieszymy się z dużego zainteresowania ofertą, które pokazuje, że zadziałała formuła skupu o charakterze dywidendowym, równo traktująca wszystkich akcjonariuszy na jasnych zasadach. Tym samym zrealizowaliśmy uchwałę Walnego Zgromadzenia ze stycznia br., która była elementem dystrybucji zysków do akcjonariuszy. Oprócz przeprowadzonego skupu akcji zamierzamy wypłacić jeszcze dywidendę, aby łącznie do akcjonariuszy trafiło w tym roku zapowiedziane wcześniej około 15 mln zł. Uchwałę w sprawie finalnej kwoty dywidendy i terminu jej wypłaty podejmie najbliższe Walne Zgromadzenie komentuje Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Spodziewana łączna wypłata 15 mln zł za rok 2023 to w przeliczeniu około 6 zł na akcję. Z kolei za lata 2021-2022 trafiło do akcjonariuszy tytułem dywidendy łącznie 12,4 zł na akcję. Jest to efektem skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki Oktawave w czerwcu 2022. Tegoroczna dystrybucja środków do akcjonariuszy jest związana m.in. z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu zeszłego roku. Poza dynamicznie rosnącym software housem Fabrity (spółka zależna), w portfolio notowanej na GPW Fabrity Holding pozostaje też PerfectBot – czatbot nowej generacji, który komercjalizuje produkt oparty na rozwiązaniach sztucznej inteligencji (GPT). Poza tym, w lutym br. Grupa Fabrity Holding przejęła pakiet kontrolny w poznańskiej spółce Panda Group, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce.

Rozliczony 25 kwietnia br. skup 192,5 tys. akcji własnych Fabrity Holding jest efektem zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji, jakie spółka wystosowała do akcjonariuszy 11 kwietnia br. Akcjonariusze mogli odpowiedzieć na zaproszenie spółki w dniach 15-22 kwietnia br. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu i rozliczeniu skupu akcji własnych było Biuro Maklerskie PKO BP.

Kompap z 4,2 mln zł zysku netto i planem dywidendy za 2023 r.

Giełdowa grupa Kompap, należąca do wiodących podmiotów w branży poligraficznej w Polsce, w 2023 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 118,48 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 6% r/r. Grupa wypracowała też blisko 12,83 mln zł EBITDA oraz 4,2 mln zł zysku netto, którym chciałaby się podzielić z akcjonariuszami. Zarząd Kompapu zarekomendował bowiem wypłatę dywidendy w wysokości 1,05 zł za akcję. W 2024 r. grupa zakłada dalszy rozwój organiczny, ale niewykluczone są także akwizycje. Sprzyjać tym planom może sprzedaż nieruchomości w centrum Olsztyna.

„W minionym roku nasza grupa znowu zwiększyła sprzedaż, co nas cieszy, chociaż nie było to łatwe zważywszy sytuację rynkową oraz wyzwania, z którymi mierzy się nasza partnerska branża wydawnicza. Jednocześnie wyniki grupy Kompap były pod wpływem słabnącej wobec funta i euro złotówki, co obniżyło rentowność naszej sprzedaży eksportowej. Na zagraniczne rynki sprzedajemy bowiem książki w obcej walucie, a za surowce płacimy w krajowej. Musieliśmy też zmierzyć się z rosnącymi kosztami wynagrodzeń, energii i ogrzewania. Mimo to wypracowaliśmy zysk netto i EBITDA na solidnym poziomie. Porównując wyniki rok do roku warto też pamiętać, że w 2022 r. wynik netto został jednorazowo zwiększony przez 1,2 mln zł zysku na okazjonalnym nabyciu Komunikacji Masowej. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami spółka ta radzi sobie bardzo dobrze, i sprzedażowo, i wynikowo, tworząc ważny obszar naszego biznesu obok mocnych fundamentów w segmencie druku dziełowego – mówi Waldemar Lipka, prezes Kompapu.

W 2023 r. Kompap z myślą o zwiększaniu sprzedaży zainwestował w nowoczesne wyposażenie swoich drukarni. Wśród tych inwestycji był zakup ośmiokolorowej maszyny drukującej Komori, sprowadzonej z Japonii, za którą zapłacono ok. 10 mln zł. Od jesieni obsługuje ona zamówienia OZGraf. Inną ważną inwestycją było zakupienie za ponad 4 mln zł nowej wydajnej maszyny drukującej na potrzeby Komunikacji Masowej. W tym roku Kompap kupił też nową wielofunkcyjną maszynę do drukarni w Białymstoku w wartości 5 mln zł.

– Cały czas unowocześniamy nasze drukarnie, żeby móc drukować szybciej, wydajniej i w coraz lepszej jakości. Kupujemy też urządzenia pozwalające optymalizować koszty produkcji, a nawet zwiększać przychody. Jednym z nowych nabytków jest np. urządzenie do cięcia papieru, co pozwala nam obniżać koszty. Zamówiliśmy też nową maszynę do kolorowania brzegów książek w odpowiedzi na oczekiwania rynku. Inwestycje pozwalają nam skrócić czas realizacji zleceń i przygotowywać mniejsze nakłady w dobrej cenie. Takie są też preferencje wydawców, którzy wolą zlecić mniejszy nakład, a potem kilka dodruków niż zaryzykować jednorazowy duży nakład, który się nie sprzeda. My dostosowujemy się do tych realiów i dzięki temu możemy być bardziej konkurencyjni – wyjaśnia prezes Kompapu.

Wypracowany w ten sposób zysk za 2023 r. spółka chciałaby przeznaczyć m.in. na wypłatę dywidendy. Zarząd Kompapu zarekomendował, aby wyniosła ona 1,05 zł na akcję. Łączna kwota do podziału między akcjonariuszy wyniosłaby zatem  4,91 mln zł i zostałaby pokryta z bieżącego zysku netto oraz zysków wypracowanych wcześniej. Ten plan musi zostać jeszcze zatwierdzony przez walne zgromadzenie akcjonariuszy.

– Mamy ambicję bycia spółką dywidendową, a dodatkowo chcemy, aby wypłata dla akcjonariuszy systematycznie rosła. Nasza grupa się rozwija i notuje dobre wyniki, dzięki czemu po raz kolejny możemy się wywiązać się z tych deklaracji. Wpływ na rekomendację zarządu odnośnie do dywidendy miało także ważne wydarzenie sprzed kilku tygodni. Otrzymaliśmy bowiem decyzję ustalającą warunki zabudowy na działce w centrum Olsztyna, gdzie znajduje się obecnie nasza drukarnia – OZGraf. Już od pewnego czasu planowaliśmy wyprowadzkę zakładu z centrum miasta, by móc optymalniej zarządzić  naszym majątkiem – mówi Waldemar Lipka.

Przy ul. Towarowej w Olsztynie, gdzie dziś jest OZGraf, w przyszłości będą mogły powstać wielorodzinne budynki mieszkalne. Kompap czeka obecnie na uprawomocnienie się decyzji o warunkach zabudowy. Potem zarząd będzie dążył do sprzedaży tej nieruchomości, tak by wpływy mogły być przeznaczone zarówno dalszy rozwój grupy, jak i na wypłatę nowej dywidendy. Zarząd bowiem rozważa podzielenie się zyskiem ze sprzedaży tej nieruchomości z akcjonariuszami. Drukarnia miałaby zaś nadal działać w Olsztynie, ale w nowej, bardziej dogodnej dla tego typu zakładu produkcyjnego lokalizacji.

XTPL osiąga rekordowe przychody w 2023 roku i stawia ambitne cele na przyszłość

XTPL wygenerował w 2023 roku 15,5 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,4 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. To najwyższy wynik w historii rozwoju Spółki i wzrost w ujęciu rok do roku o odpowiednio 21% oraz 34%. Do wyniku mocno kontrybuował również rekordowy IV kwartał w którym XTPL zrealizował 4,6 mln zł przychodów, w tym 4,2 mln zł ze sprzedaży komercyjnej, notując dynamikę wzrostu na poziomie odpowiednio 8% oraz 25% r/r. Osiągnięta sprzedaż to wynik rozwoju wszystkich trzech linii biznesowych Spółki, w tym wysoka ilość zamówień urządzeń Delta Printing System oraz kolejne istotne postępy w procesach wdrażania technologii XTPL na przemysłowe linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki. Realizując przyjętą w 2023 roku Strategię na lata 2023-2026, XTPL zwiększa inwestycje w skalowanie firmy, w tym wzrost zdolności produkcyjnych, rozbudowę zespołu oraz działania nakierowane na zwiększenie sprzedaży w kolejnych okresach. Celem XTPL jest osiągnięcie 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku.

– Za nami rekordowy rok i kwartał pod względem sprzedaży komercyjnej w wyniku rozwoju wszystkich trzech linii biznesowych. Wzmożony popyt na nasze rozwiązania, w połączeniu z wysokim poziomem zaawansowania rozwijanych projektów nakierowanych na wdrożenie przemysłowe technologii XTPL, stanowił ważny punkt w rozwoju naszej Spółki. Zdecydowaliśmy, że chcemy istotnie przyspieszyć dalszy wzrost i wykorzystać sprzyjający moment do przeskalowania naszej firmy – zarówno organizacyjnie, jak i sprzedażowo. Przeprowadziliśmy z sukcesem w lipcu ubiegłego roku ofertę publiczną z której pozyskane środki w wysokości ponad 34 mln zł netto zabezpieczają pierwszy etap naszych planów inwestycyjnych, stanowiący ważny element przyjętej Strategii XTPL na lata 2023-2026. Celujemy ambitnie i chcemy 10-krotnie zwiększyć nasze przychody komercyjne z 10 mln zł zanotowanych w 2022 roku do 100 mln zł do końca 2026 roku – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– Zgodnie z tym horyzontem rozpoczęliśmy już kluczowe inwestycje m.in. we wzrost zdolności produkcyjnych, rozbudowę zespołu oraz działania nakierowane na sprzedaż, w tym zatrudnienie Dyrektora Sprzedaży na Amerykę Płn. i plan otwarcia w drugim półroczu 2024 centrum sprzedażowo-demonstracyjnego w Bostonie. Jesteśmy gotowi mocniej zaistnieć na tym kluczowym dla branży technologii addytywnych rynku. XTPL jeszcze kilka lat temu był małym startupem o profilu R&D, obecnie jesteśmy dojrzałą firmą skutecznie i globalnie komercjalizującą swoją technologię, z zamiarem istotnego przeskalowania biznesu w horyzoncie do końca 2026 roku. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyliśmy dwukrotnie zatrudnienie i na przyszły sukces XTPL, w ułożonej oraz dopasowanej do strategicznych planów strukturze, pracuje obecnie ponad 90 wysokiej klasy ekspertów. Wierzę, że przełoży się to na końcowy sukces, w tym pierwsze wdrożenie technologii XTPL z międzynarodowym producentem zaawansowanej elektroniki – dodaje Filip Granek.

W 2024 roku XTPL wygenerował 15,5 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,4 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, co stanowi wzrost o odpowiednio 21% oraz 34% w ujęciu rok do roku. Pozostałą wartość stanowią dotacje, co oznacza rekordowy poziom 87% przychodów ze sprzedaży komercyjnej. EBITDA w 2023 roku wyniosła -3,0 mln zł, co jest zgodne z założeniami Strategii i wdrażanym planem inwestycyjnym nakierowanym na skalowanie biznesu XTPL. Poziom środków pieniężnych, który na koniec 31.12.2023 roku wyniósł 27,3 mln zł, w pełni zabezpiecza pierwszy etap tych inwestycji. Przepływy pieniężne netto w 2023 roku wyniosły 21,2 mln zł do czego w głównym stopniu kontrybuowało zaksięgowanie środków pozyskanych z zakończonej w lipcu ubiegłego roku oferty publicznej w kwocie 34,6 mln zł netto.

– To był kolejny z rzędu bardzo dobry okres 12 miesięcy. W pełni wykorzystaliśmy aktualne na ubiegły rok moce produkcyjne w linii urządzeń Delta Printing System i zrealizowaliśmy łącznie 13 dostaw tych demonstratorów technologii XTPL do klientów przemysłowych oraz środowisk naukowych. Istotne postępy miały miejsce także w zakresie rozwijanych przez nas projektów nakierowanych na wdrożenia przemysłowe. W połowie ubiegłego roku przeszliśmy do kluczowego, czwartego etapu tego procesu, czyli budowy prototypu przemysłowego urządzenia z naszym modułem w jego centrum z dwoma klientami. Notowanym na Nasdaq 100 jednym z największych na świecie wytwórcą maszyn przemysłowych dla producentów elektroniki nowej generacji oraz z HB Technology z Korei Płd., producentem przyrządów do testowania i naprawy urządzeń dla m.in. Samsung Display Corporation czy Beijing BOE Display Technology. W ostatnich tygodniach nasz koreański partner zamówił kolejny moduł do wdrożeń przemysłowych, dzięki czemu wkrótce prototyp urządzenia przemysłowego będzie testowany zarówno u klienta końcowego, jak i u HB Technology. Z kolei w ostatnich dniach poszerzyliśmy grono partnerów przemysłowych o wiodącego producenta maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin, do którego dostarczymy moduł do wdrożeń przemysłowych w najbliższych miesiącach – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

– Decyzja o skalowaniu biznesu obciąża w okresie wzmożonych inwestycji nasz cash flow, natomiast patrzymy na nasz cel w horyzoncie Strategii i skupiamy się na budowie istotnie większego potencjału pod możliwe do wygenerowania wyniki w kolejnych latach, również po 2026 roku. Rozbudowa zespołu, nowe systemy do zarządzania projektami, rosnąca aktywność na globalnych konferencjach branżowych, kolejni dystrybutorzy czy zwiększenie mocy wytwórczych w obrębie wszystkich linii biznesowych, są niezbędne do realizacji tego planu. Warto podkreślić, że inwestycje wdrażamy zgodnie z budżetem i Strategią, a wraz z przekładaniem się tych działań na efekty w postaci nowych zamówień, będzie to wspierać naszą pozycję gotówkową. Duża część z istotnych inwestycji została już przeprowadzona w ostatnich trzech kwartałach, dlatego spodziewamy się niższego poziomu wydatków w pozostałych okresach 2024 roku – dodaje Jacek Olszański.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Spółka posiada 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii znajdujące się co najmniej na drugim etapie tego procesu, z czego najbardziej zaawansowane są 4 projekty obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Łączny potencjał tych 9 projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin, czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Strategia XTPL na lata 2023-2026 zakłada koncentrację na dwóch głównych obszarach działalności. Pierwszym jest rozwój biznesu i sprzedaży w celu realizacji przychodów komercyjnych na poziomie 100 mln zł do końca 2026 roku i osiągnięcie pierwszych wdrożeń technologii XTPL na przemysłową skalę. Ponadto planowane jest poszerzenie rozwijanych projektów o nowe branże w postaci telekomunikacji i biosensorów, a także dalsza rozbudowa międzynarodowej sieci dystrybutorów i utworzenie stacjonarnych centr sprzedażowych w kluczowych technologicznie destynacjach: USA, Tajwan, Korea Płd. Drugi obszar to rozwój operacyjny i całej organizacji celem istotnego zwiększenia zdolności produkcyjnych we wszystkich trzech liniach biznesowych oraz kontynuacja prac B+R nad istniejącym portfolio oraz przyszłymi produktami Spółki. W efekcie XTPL buduje silną i rozpoznawalną markę na globalnym rynku podmiotów specjalizujących się w technologii ultraprecyzyjnego druku dla branży elektronicznej.

Deficyt pracowników w produkcji i logistyce. Jakimi zarobkami kuszą pracodawcy?

Bezrobocie rejestrowane w Polsce spada, a pracodawcy wciąż narzekają na deficyty kadrowe. Problem dotyczy m.in. branży logistycznej i produkcyjnej, gdzie brakuje nie tylko fachowców o wąskich i specjalistycznych kwalifikacjach, ale też operatorów wózków widłowych i pracowników fizycznych. Agencja zatrudnienia Trenkwalder przeanalizowała, jak na przestrzeni roku zmieniły się wynagrodzenia na najbardziej popularnych stanowiskach fizycznych w tych branżach.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec marca 2024 r. wyniosła 5,3%, co oznacza spadek o 0,1 punktu procentowego w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W ubiegłym miesiącu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 85,8 tys. wolnych etatów i miejsc aktywizacji zawodowej. Najwięcej (5,8%) ofert dotyczyło pracowników produkcji.

– W przypadku firm produkcyjnych największe deficyty występują wśród stanowisk mocno wyspecjalizowanych, jak elektromonterzy, mechanicy w działach utrzymania ruchu, automatycy, elektrycy, spawacze, ślusarze, operatorzy maszyn CNC. Brakuje także operatorów wózków widłowych oraz pracowników fizycznych wykonujących proste, powtarzalne czynności. W przypadku branży logistycznej od lat na podium są kierowcy ciężarówek.mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjny agencji zatrudnienia Trenkwalder.

ZAROBKI PRACOWNIKÓW FIZYCZNYCH W PRODUKCJI I LOGISTYCE

Jak zauważa ekspertka agencji Trenkwalder, wpływ na tę sytuację ma m.in. odpływ pracowników z Ukrainy, którzy wybierają dziś wyjazd dalej na zachód i jednocześnie brak ułatwień w zatrudnianiu pracowników z krajów Dalekiego Wschodu. Warunki inflacji i gospodarki w Polsce skłaniają również coraz więcej Polaków do wyjazdu zarobkowego za granicę, np. do Niemiec czy Holandii. Sytuacji w branży produkcyjnej i logistycznej nie poprawiły nawet podwyżki, którymi zostały na przestrzeni ostatniego roku objęte stanowiska fizyczne. Jak wynika z analizy porównawczej wynagrodzeń w pierwszym kwartale 2023 i 2024 roku, przeprowadzonej przez agencję zatrudnienia Trenkwalder na podstawie prowadzonych rekrutacji w wybranych województwach, średnie wynagrodzenie na stanowisku operatora wózka widłowego wzrosło o ok. 9,7%, na stanowisku pracownika logistyki – ok. 11,5%, a na stanowisku operatora produkcji –
ok. 10,5%.

– W pierwszym kwartale 2023 roku mediana wynagrodzeń dla operatora wózka widłowego wynosiła 4 600 złotych brutto, pracownika logistyki – 4 305 złotych brutto, a pracownika produkcyjnego – 4200 złotych brutto. Obecnie mediana dla tych stanowisk wynosi odpowiednio 5 047, 4 800 i 4 642 złotych bruttomówi Ewelina Glińska-Kołodziej. – W lipcu tego roku planowana jest kolejna podwyżka wynagrodzenia minimalnego do 4300 zł brutto, co może mieć wpływ na oczekiwania płacowe pracowników na tych stanowiskach. dodaje Glińska-Kołodziej.Wynagrodzenia pracowników fizycznych - województwa łącznie

Analiza przeprowadzona przez agencję Trenkwalder pokazuje, że operatorzy wózków widłowych mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenie w województwie małopolskim (5 873 złotych brutto) oraz łódzkim (5400 złotych brutto), natomiast pracownicy logistyki w województwie mazowieckim (5 100 złotych brutto) i województwie łódzkim (5 000 złotych brutto). Łódzkie to również województwo z najwyższą medianą wynagrodzeń pracowników produkcyjnych – 4 750 złotych brutto.Wynagrodzenia - operator wózka widłowegoWynagrodzenia - pracownik logistykiWynagrodzenia - pracownik produkcyjny

RYNEK ZACZYNA WALCZYĆ O PRACOWNIKÓW FIZYCZNYCH

Sytuacja na rynku pracy sprawia, że pracodawcy coraz uważniej wsłuchują się w potrzeby pracowników fizycznych. A dla nich – jak zauważa Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjna agencji zatrudnienia Trenkwalder – najważniejszymi kryteriami przy wyborze miejsca zatrudnienia są oferowane wynagrodzenie, możliwe dodatki i premie, ale także godziny pracy. Kandydaci zdecydowanie wybierają pracę od poniedziałku do piątku niż pracę w weekendy czy w systemie równoważnym.

– Pracodawcy chcą dziś przyciągać pracowników fizycznych wynagrodzeniami uwzględniającymi pakiety dodatków za czas pracy. Dodatkowo pakiety benefitów dla pracowników fizycznych są coraz częściej takie same, jak dla pracowników biurowych. Widoczny jest też trend zatrudniania bezpośrednio na etat, co ma na celu silniejsze związanie pracownika z firmą.podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

Według ekspertów, aby sytuacja na polskim rynku pracy uległa widocznej poprawie, konieczne są zmiany legislacyjne zmierzające do rozszerzenia listy tzw. państw „uprzywilejowanych” (Ukraina, Białoruś, Gruzja, Mołdawia, Armenia) o uproszczonej procedurze zatrudniania lub stworzenie procedur, które pozwolą sprawnie, w sposób przewidywalny i legalny zatrudniać migrantów zarobkowych spoza Europy.

– Bardzo widoczny jest obecnie odpływ pracowników ukraińskich, co przy nisko utrzymującym się poziomie bezrobocia jeszcze bardziej wzmaga presję płacową czy wzrost rotacji. Nie zatrzymamy tego zjawiska, jeśli nie rozszerzymy listy obywateli z państw „uprzywilejowanych”, którzy mogą pracować w Polsce.mówi Wojciech Ratajczyk, Wiceprezes Polskiego Forum HR, Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder.  – Lista ta powinna być na pewno rozszerzona o te kraje azjatyckie, które już się sprawdziły, np. Filipiny, Indie, Bangladesz czy Pakistan. Dużo mówi się też w tym kontekście również o Ameryce Południowej i Afryce.

Problem braku rąk do pracy to temat znany od lat. Jednak obecnie, polscy przedsiębiorcy odczuwają dotkliwie skutki niedoborów kadrowych. Kurczenie się rynku pracy jest spowodowane m.in. wyzwaniami natury demograficznej. Według kalkulacji ZUS w latach 2023-2027 na emeryturę  będzie odchodzić rocznie około 300 tysięcy osób, ponieważ uprawnienia emerytalne uzyskają roczniki wyżu demograficznego.

Rynek mieszkaniowy w I kwartale 2024: stabilizacja cen, powrót podaży i spadek cen gruntów

W pierwszym kwartale roku sytuacja na rynku mieszkaniowym zaczęła się stabilizować. Podaż nadal się odbudowywała, a tempo wzrostu cen wyhamowało do poziomu 3% kw/kw. Skutki wygaszonego programu BK 2% widoczne były wciąż na rynku wtórnym, gdzie średnie stawki ofertowe podniosły się o 4% kw/kw. Wzrosty cen rozlały się także na mniejsze miejscowości. Z kolei grunty potaniały o blisko 3,5% kw/kw, czyli najmocniej od prawie sześciu lat. Jak w kolejnych miesiącach zachowa się rynek mieszkaniowy? W dużej mierze zadecyduje o tym zapowiadamy program #NaStart – wynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityki Insight.q1-2024tempo-wzrostu-cen-mieszkan-w-polsce

Wygaszenie programu BK 2% nie wstrząsnęło rynkiem mieszkaniowym. Zainteresowanie kredytami hipotecznymi i zakupem własnego M wyhamowały, ale nie wygenerowały silnych zawirowań. W dużej mierze to efekt wzrostu dochodów potencjalnych nabywców mieszkań. Dwucyfrowa podwyżka płacy minimalnej, zwiększenie wynagrodzeń w sektorze publicznym oraz wyższe świadczenia wychowawcze wpłynęły pozytywnie na zdolność kredytową gospodarstw domowych. Nie bez znaczenia była też malejąca w zaskakującym nawet dla analityków tempie inflacja.

W pierwszym kwartale 2024 roku znacząco osłabł wpływ anomalii w otoczeniu rynku nieruchomości. Zakończył się okres dynamicznego wzrostu poziomu inflacji oraz zmian w polityce pieniężnej i kredytowej. Koszty prowadzenia prac budowlanych przestały rosnąć. Przede wszystkim jednak zakończono rządowy program preferencyjnych kredytów, który w drugiej połowie 2023 roku rozgrzał do czerwoności sektor mieszkaniowy. Splot tych czynników sprawił, że pierwsze trzy miesiące roku upłynęły pod znakiem stabilizacji na rynku. To, jak długo potrwa, zależeć będzie m.in. od kształtu nowego programu #NaStart– podkreśla dr hab. Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Wiosenne odbicie podaży

O powrocie sektora mieszkaniowego na spokojniejsze tory świadczy stopniowe odbudowywanie się bazy dostępnych mieszkań na sprzedaż. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba nowych ofert w serwisie Otodom wyniosła 159 tys. To najwięcej od II kwartału 2022 roku. Na 7 głównych rynkach do sprzedaży trafiło o 120% więcej lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Jednak bardziej znaczący wzrost podaży widoczny był na rynku wtórnym.

A wśród nieruchomości z drugiej ręki najszybciej przybywało ofert mieszkań wybudowanych w latach 1990-2015 oraz tych oddanych do użytkowania niedawno. To sugeruje, że osoby które kupiły wcześniej lokale z myślą o wynajmie lub w celach spekulacyjnych, decydują się obecnie na ich sprzedaż. Motywacją mogą być zatrzymanie wzrostu stawek czynszów oraz niepewność związana z zapowiadanym kolejnym programem stymulującym popyt.

Boom cenowy dogonił rynek wtórny i mniejsze miejscowości

Na początku roku wzrost cen mieszkań spowolnił. Jednak potencjalni nabywcy nadal muszą się liczyć z wyższymi o średnio 3% stawkami ofertowymi niż kwartał wcześniej.  W podwyżkach wyraźnie przoduje rynek wtórny. Według danych Otodom Analytics w I kw. roku wyniosły one 4% kw/kw, podczas gdy w przypadku mieszkań od deweloperów było to średnio 2,5% kw/kw. Jak wskazują eksperci, właścicieli nieruchomości do podnoszenia oczekiwań cenowych zachęciły najprawdopodobniej silne podwyżki  na rynku deweloperskim w ubiegłym roku.

q1-2024ceny-ofertowe-mieszkan-w-podziale-na-typ-rynkuW latach 2021-2023 w całej Polsce deweloperzy oddawali średnio 140 tys. mieszkań rocznie. Można szacować że nawet połowa tych mieszkań została kupiona w celach inwestycyjnych. Wielu kupujących decyzję czy przeznaczy zakupione lokale na wynajem czy na sprzedaż, odkładało na moment odbioru mieszkania od dewelopera. Niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu oferta mieszkań deweloperskich, którą obserwowaliśmy w całym 2023 roku, skłoniła właścicieli oddanych niedawno do użytku mieszkań do wystawienia tych lokali na sprzedaż. W efekcie liczba mieszkań oferowanych na rynku wtórnym wyraźnie wzrosła, nie wywołując jednak żadnych obniżek czy choćby stabilizacji cen. Stało się tak ponieważ o ich wysokość decydowali pojedynczy właściciele, których oczekiwania ukształtowały rosnące pod wpływem BK 2% jeszcze niedawno ceny mieszkań  na rynku oferowanych przez firmy deweloperskie – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics.

Co ciekawe, bez względu na wielkość miejscowości tempo wzrostu średnich stawek ofertowych było podobne. Oscylowało wokół 3,5-3,8% kw/kw. Wyjątek stanowiły jedynie duże miasta, liczące 100-500 mieszkańców (+2%) To potwierdza, że ubiegłoroczne wzrosty cen obserwowane dotychczas w największych i najbardziej popularnych lokalizacjach, rozlały się obecnie na mniejsze rynki.q1-2024ceny-ofertowe-mieszkan-w-podziale-na-wielkosc-miejscowosci

Największy spadek cen ziemi od sześciu lat

W pierwszym kwartale roku odnotowano największy od II kw. 2018 roku spadek cen ziemi – o blisko 3% kw/kw.

W efekcie na początku roku nabywcom niezabudowanych gruntów przyszło zapłacić średnio 236 zł/mkw., podczas gdy kwartał wcześniej było to 244 zł/mkw. Z czego to wynika? Eksperci wskazują kilka przyczyn.

Przede wszystkim – niski popyt na ziemię ze strony deweloperów, zwłaszcza w małych i średnich miastach. Stosunkowo wolniejszy wzrost cen niż w metropoliach zniechęcał ich bowiem do nowych inwestycji. Z kolei inwestorów prywatnych do zakupów gruntów zdemotywowały wysokie koszty materiałów budowlanych oraz robocizny.  Do samodzielnej budowy domu nie zachęcił także program preferencyjnych kredytów –  według danych BGK mniej niż co dziesiąty beneficjent BK2% przeznaczył środki na ten cel.

Polskie firmy przyspieszają transformację cyfrową – kluczowe wnioski z raportu KPMG

Jedna trzecia firm w Polsce zamierza zwiększać wydatki na realizację transformacji cyfrowej w ciągu najbliższego roku, a 18% planuje zatrudniać nowych pracowników wspierających rozwój cyfryzacji organizacji. W trzeciej edycji badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft, wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wzrósł względem poprzedniego roku z 4,4 do 5,1 pkt w dziesięciostopniowej skali. Najwyższy wynik osiągnęła branża finansowa zdobywając 6,2 pkt. Z raportu wynika, że 28% organizacji korzysta już z narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję, a kolejne 30% planuje wdrożenie takich rozwiązań w ciągu najbliższego roku. Jednocześnie aż 65% przedsiębiorstw nie mierzy efektywności działania narzędzi opartych na AI.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu po raz pierwszy przekroczył 5 pkt

W tegorocznej, trzeciej już edycji badania po raz pierwszy można zauważyć optymistyczne zmiany dotyczące podejścia firm funkcjonujących na polskim rynku do transformacji cyfrowej. W 2024 roku wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wzrósł do 5,1, wobec 4,4 pkt w roku 2023. Najwyższy wynik uzyskał potencjał do transformacji (5,6 pkt), na drugim miejscu uplasowała się implementacja technologii (5,4 pkt), na trzecim cyberbezpieczeństwo i ryzyko (4,9 pkt), a zestawienie zamyka strategia cyfryzacji z wynikiem 4,3 pkt. Każdy z omawianych obszarów zanotował poprawę w stosunku do poprzedniego roku oraz do pierwszej edycji badania przeprowadzonej w 2022 roku.

Biorąc pod uwagę poszczególne sektory, najwyższy wskaźnik Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu osiągnął sektor finansowy (6,2 pkt – wzrost o 1,1 pkt względem 2023 roku). Na drugim miejscu, z niewielką stratą, znalazł się sektor technologiczny. Firmy z tej branży zdobyły 6 pkt. Podium, z wynikiem 5,6 pkt,  zamyka sektor motoryzacyjny. Z kolei najniższy wskaźnik – 4,2 pkt – osiągnęła branża budownictwa i nieruchomości.

Po dwóch latach od opublikowania pierwszej edycji „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” jesteśmy w punkcie, z którego powinniśmy startować. To równocześnie dobra i zła informacja. Dobra dlatego, że biznes zmierza we właściwym kierunku – polskie przedsiębiorstwa przekroczyły połowę dziesięciopunktowej skali, urósł odsetek organizacji posiadających lub zamierzających stworzyć formalny dokument strategii cyfrowej, coraz więcej firm planuje zwiększenie wydatków na transformację cyfrową i zatrudnienie nowych osób do wspierania tego obszaru. W polskim biznesie zaczyna się pojawiać na dobre sztuczna inteligencja, a zagadnienie cyberbezpieczeństwa funkcjonuje coraz bardziej w praktyce, a nie tylko w teorii. Sektor finansowy wysunął się zdecydowanie na prowadzenie, osiągając najwyższy wskaźnik „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu”. Branża finansowa może pochwalić się między innymi znakomitymi wynikami w obszarze cyberbezpieczeństwa, poziomu inwestycji w transformację cyfrową oraz zaangażowaniem w rozwijanie kompetencji pracowników. Z drugiej strony jesteśmy jednak na początku drogi i wciąż mocno odstajemy od liderów w Europie i na świecie – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Consultingu, Lider ESG w KPMG w Polsce.

33% polskich firm planuje zwiększyć wydatki przeznaczone na realizację transformacji cyfrowej

W porównaniu z poprzednią edycją badania, w tym roku zdecydowanie zwiększył się odsetek firm deklarujących wzrost wydatków na realizację cyfrowej transformacji. Obecnie 33% firm w Polsce chce zwiększyć finansowanie transformacji cyfrowej – co oznacza wzrost aż o 19 punktów procentowych względem 2023 roku, kiedy firm ograniczyły inwestycje w tym obszarze z uwagi na wyzwania gospodarcze. Wśród organizacji, które planują zwiększyć finansowanie cyfrowej transformacji, aż 11% planuje je podnieść w dużym stopniu. Lepsze niż w zeszłym roku są również plany przedsiębiorstw związane z zatrudnianiem pracowników oddelegowanych do realizacji transformacji cyfrowej. 18% organizacji chce zwiększyć liczbę etatów, wobec zaledwie 7% w 2023 roku.

W tegorocznej edycji badania o 6 punktów procentowych zwiększył się odsetek firm posiadających formalny dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej – wynosi on 27%, kolejne 20% badanych organizacji planuje przygotować strategię w ciągu najbliższego roku. Z badania KPMG wynika, że przedsiębiorstwa, które posiadają strategię cyfrowej transformacji, osiągnęły znacznie większy główny wskaźnik „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu”. Wyniósł on 6,1 pkt i był o 1,4 pkt wyższy niż średnia dla organizacji, które takiego dokumentu nie posiadają.

Wyniki tegorocznego badania jednoznacznie wskazują, że w kontekście posiadania formalnej strategii rozwoju cyfrowego mamy jeszcze wiele do zrobienia. Taki dokument ma 42% dużych firm, niespełna 27% średnich i tylko 13% małych organizacji. Bez wątpienia jesteśmy w momencie kluczowym i wyjątkowym dla rozwoju AI, a cyfrowy dług zmniejsza innowacyjność biznesu. To bardzo ważne, żeby każda firma w swojej strategii uwzględniała transformację cyfrową, ponieważ to właśnie ma kluczowy wpływ na przyszły wzrost oraz zwiększanie przychodów. Bardzo cieszy fakt, że na pozycji lidera pod względem istnienia formalnego dokumentu transformacji cyfrowej plasuje się sektor finansowy. W tym niezwykle dynamicznym środowisku biznesowym zwinność jest kluczowa. Właściwie wszystkie firmy, a szczególnie te organizacje, które reprezentują sektor regulowany, muszą być dzisiaj gotowe dostosowywać się do szybko zmieniających się warunków rynkowych – mówi Tomasz Dreslerski, Dyrektor Segmentu Enterprise w polskim oddziale Microsoft. 

Z badania KPMG wynika, że polskie przedsiębiorstwa najczęściej sięgają po rozwiązania mobilne, które wdrożyło już 67% organizacji, a kolejne 36% firm planuje to zrobić w ciągu 12 miesięcy. W największym stopniu z rozwiązań mobilnych korzysta branża technologiczna. Na drugim miejscu uplasował się wspomagany komputerowo proces decyzyjny – 60% firm regularnie używa tej technologii. Podium zamyka automatyzacja i robotyzacja, z udziałem 48%.

Raportowanie ESG – najczęściej w arkuszu kalkulacyjnym

3% firm biorących udział w badaniu zadeklarowało, że nie używa narzędzi i technologii do raportowania ESG. Zdecydowana większość, bo aż 92% posługuje się arkuszami kalkulacyjnymi. 51% organizacji wykorzystuje systemy zarządzania danymi, a 36% narzędzia analityczne i wizualizacyjne. Na specjalistyczne oprogramowanie ESG zdecydowało się jak dotąd 22% przedsiębiorstw. 8% firm zadeklarowało, że wykorzystuje też inne narzędzia. Wśród odpowiedzi pojawiły się m.in. systemy ERP, systemy chmurowe oraz własne narzędzia tworzone wewnątrz organizacji. 10% ankietowanych twierdzi, że nie widzi żadnych korzyści płynących z wykorzystywania narzędzi i technologii do raportowania ESG. Najczęściej wymienianymi przez respondentów korzyściami były: poprawa jakości danych (62% odpowiedzi)zwiększenie efektywności raportowania (61%) oraz  zminimalizowanie ryzyka błędnych danych (58%).

71% firm w Polsce korzysta z chmury

Rozwiązania chmurowe wciąż zyskują na popularności. Szereg zalet powoduje, że coraz więcej firm decyduje się na migrację swoich aplikacji i danych do chmury – w obecnej edycji badania na takie rozwiązanie zdecydowało się już 71% przedsiębiorstw. Firmy najczęściej korzystają z  modelu usług chmurowych w formule Software as a Service (SaaS), czyli zestaw aplikacji, platform i infrastruktury udostępniony przez dostawcę – jego wdrożenie deklaruje 43% respondentów. Na drugim miejscu znalazła się chmura prywatna z własną mocą obliczeniową, którą wdrożyło 39% organizacji. Z badania KPMG wynika, że w perspektywie trzech lat przedsiębiorstwa będą korzystać głównie z chmury prywatnej (80% odpowiedzi).

Mimo że wiedza na temat usług chmurowych staje się powszechnie dostępna, respondenci wciąż wyrażają szereg obaw dotyczących korzystania z tego typu rozwiązań. Zaledwie 2% firm deklaruje, że nie dostrzega żadnych zagrożeń związanych z użytkowaniem chmury. Największe obawy firm budzi bezpieczeństwo informacji, na które wskazało 79% respondentów, co oznacza wzrost o 11 punktów procentowych w porównaniu z poprzednią edycją badania.

Sztuczna inteligencja w coraz większej liczbie firm

Dynamicznie rośnie znaczenie i popularność sztucznej inteligencji (AI) w polskich firmach. Wyniki tegorocznej edycji badania pokazują, że sztuczną inteligencję wdrożyła już ponad jedna czwarta organizacji – 28% respondentów potwierdziło, że ich przedsiębiorstwa korzystają z narzędzi opartych na tej technologii. Oznacza to wzrost o 13 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Spośród firm, które nie używają jeszcze tej technologii, 30% planuje jej wdrożenie w ciągu roku. Największe zaawansowanie w wykorzystaniu sztucznej inteligencji wykazują sektory motoryzacyjny (47%) oraz finansowy (40%). Warto zaznaczyć, że 65% firm korzystających z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji nie mierzy jej efektywności. Spośród organizacji, które dokonują pomiarów efektywności wdrożonych rozwiązań AI żadna firma nie oceniła ich jako nieskuteczne.

Najczęściej wybieranym przez firmy systemem informatycznym w tym roku okazał się ERP, czyli system do planowania zasobów przedsiębiorstw. Został on wdrożony przez 38% organizacji, kolejne 11% jest obecnie w fazie wprowadzania. Ubiegłoroczny zwycięzca – CRM, czyli system do zarządzania relacjami z klientami, w tym roku został wskazany przez ponad jedną trzecią respondentów, a 12% organizacji wdrażało go w czasie prowadzenia badania. Najrzadziej polskie firmy sięgają po ERM, system wspomagający zarządzanie relacjami w przedsiębiorstwie. Taką odpowiedź wybrało 22% ankietowanych. Miano najbardziej perspektywicznego systemu przypadło CRM – 20% firm planuje jego wdrożenie w ciągu kolejnego roku.

Chociaż rozwiązania chmurowe wciąż są przez wielu uważane za coś nowego w świecie technologii w biznesie, to zdecydowanie najgłośniejszym tematem, przyćmiewającym temat migracji do chmury pozostaje sztuczna inteligencja. Rozwój tej technologii jest niesamowicie dynamiczny, ale na szczęście polskie firmy widzą potrzebę inwestowania w AI. Wzrost zainteresowania sztuczną inteligencją, jako narzędziem biznesowym jest zauważalny, co podkreśla potrzebę wykorzystania tej technologii do poprawy operacyjnej i strategicznej efektywności przedsiębiorstw. Kluczem do sukcesu jest jednak świadomość, odpowiednie zarządzanie oraz monitorowanie skuteczności wdrażanych rozwiązań, co pozwoli firmom efektywnie przekształcić swoje operacje i wyprzedzić konkurencję w erze cyfrowejRadosław Kowalski, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Data Intelligence Solutions w KPMG w Polsce.

W ponad 7 na 10 firmach istnieją sformalizowane procedury dotyczące zarzadzania cyberbezpieczeństwem

72% ankietowanych deklaruje, że w ich firmach stworzono i wdrożono polityki oraz procedury w obszarze cyberbezpieczeństwa. Odsetek tych organizacji wzrósł w ciągu roku o 12 punktów procentowych. Najlepiej pod tym względem wypadają sektory finansowy i motoryzacyjny, gdzie formalne zarządzanie cyberbezpieczeństwem deklaruje 87% respondentów, oraz branża life sciences, z 86% takich odpowiedzi. Jednocześnie 57% respondentów uważa, że ich przedsiębiorstwo jest bardzo dobrze lub dobrze chronione przed cyberzagrożeniami. Kolejne 31% ankietowanych uważa, że ich firma jest bezpieczna w umiarkowanym stopniu.

Ponad jedna czwarta  respondentów zamierza w ciągu najbliższego roku znacznie zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo. Odsetek tych firm wzrósł dwukrotnie – w 2023 roku takie działania deklarowało 13% organizacji.

Bezrobocie znów spada

Patrząc na dane makroekonomiczne i czytając doniesienia z mediów, można się pogubić. W mediach coraz częściej słyszymy o masowych zwolnieniach, a stopa bezrobocia spada. Zwalnianie jest najwyraźniej bardziej medialne od zatrudniania. Lepsze dane z Niemiec i słabsze zza oceanu.

Lepsze dane zza Odry

Wczoraj poznaliśmy dane z indeksu Ifo. Wynik 89,4 pkt to najlepszy wynik od maja zeszłego roku i lepszy od oczekiwań rezultat o 0,5 pkt. Wydawać by się mogło, że dla tych danych 0,5 pkt to nie jest duża różnica. Inwestorzy od dłuższego czasu czekali jednak na sygnał do odbicia na głównej parze walutowej. Widać było, że część z nich znalazła go po danych z Niemiec. Było widać poranne odbicie na głównej parze walutowej. Pod koniec dnia zostało ono tylko dodatkowo wzmocnione przez dane zza oceanu.

Bezrobocie w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wartość stopy bezrobocia w naszym kraju. Wynosi ona 5,3% i jest dokładnie zgodna z oczekiwaniami. Tłumaczy to, dlaczego pomimo spadku nie było widać dużej reakcji na rynkach. Warto zwrócić uwagę na fakt, że jesteśmy pod kątem bezrobocia w lepszej sytuacji niż rok temu. Już piąty miesiąc z rzędu jesteśmy ze stopą bezrobocia o 0,1% poniżej poziomów z zeszłego roku, co jest bardzo dobrą wiadomością. Należy zwrócić uwagę, że w Polsce znacznie popularniejszą miarą bezrobocia jest liczenie stopy bezrobocia jako liczby osób zarejestrowanych jako bezrobotne względem ogółu. Jest też metoda BAEL, która mierzy osoby aktywnie poszukujące pracy. Ta metoda daje korzystniejsze rezultaty, gdyż nie uwzględnia osób, które są na bezrobociu, ale nie szukają nowego zatrudnienia.

Zamówienia w USA

Środa zakończyła się ważnymi danymi z Ameryki Północnej. W USA zamówienia na dobra bez środków transportu rosły o 0,2% wobec oczekiwanych 0,3%, co było niemiłą niespodzianką. Z drugiej strony lepszy wynik uzyskały zamówienia na dobra trwałego użytku, które z kolei okazały się lepsze od oczekiwań. Trzeba jednak pamiętać, że te zamówienia w ostatnich czasach zachowywały się dużo słabiej, stąd może poziom procentowego wzrostu jest atrakcyjny, ale poziomy nadal nie są przesadnie wysokie. Do danych z USA warto dołożyć słabszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej z Kanady. W rezultacie kapitał po południu dalej płynął z USA do Europy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Transakcje na polskim rynku VC w I kwartale 2024 r.

PFR Ventures i Inovo VC przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w pierwszym kwartale 2024 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 30 spółek pozyskało 173 mln PLN od 35 funduszy.

W pierwszym kwartale 2024 roku przez polski rynek VC przepłynęło 173 mln PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 30 transakcjach w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Porównując najgorszy i najlepszy pierwszy kwartał z lat 2019-2023, można mówić, że wartość inwestycji wzrosła o 56% lub spadła o 72%. Względem analogicznego okresu z 2023 roku jest to spadek o 61%.

Transakcje na polskim rynku VC w Q1 2024
Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

Otwarcie roku to przede wszystkim istotny spadek samej liczby spółek, które pozyskały finansowanie. Jest to związane z zakończeniem horyzontu inwestycyjnego funduszy bazujących na środkach unijnych z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Fundusze te odpowiadały w ostatnich latach za zdecydowaną większość transakcji na naszym rynku.

– Mimo spadków, dostępność środków VC jest diametralnie lepsza niż przed 2019 rokiem. Zakładamy, że sytuacja poprawi się w drugiej połowie roku, po uruchomieniu nowych funduszy z programu FENG. Oznacza to, że także drugi kwartał będzie trudnym okresem dla spółek poszukujących finansowania. W ramach FENG planujemy zainwestowanie w około 40 zespołów VC, które zasilone zostaną ponad 3,1 mld PLN. Na tę kwotę składają się środki PFR Ventures oraz inwestorów prywatnych – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.

– Warto zauważyć, że względem wcześniejszych lat, rynek jest w dobrej kondycji. Rośnie liczba nowych polskich przedsiębiorców rozpoczynających nowe projekty technologiczne i jesteśmy w środku rewolucji technologicznej prowadzonej przez AI. Dlatego jestem spokojny, że i w tym roku sięgniemy poziomów z lat 2020 i 2023, a łączna wartość finansowania VC w całym 2024 roku wyniesie ponad 2 mld PLN – wskazuje Karol Lasota, principal w Inovo VC.

Niska liczba transakcji nie wpłynęła istotnie na rodzaj transakcji dokonywanych przez fundusze. Wciąż ponad 80% z nich to rundy o charakterze zalążkowym. Odnotowaliśmy także 5 inwestycji na poziomie rund A i B. Znacząca zmiana nastąpiła w zakresie mediany transakcji, która w ostatnich 2 kwartałach wzrosła z 1 do 3 mln PLN. Jest to związane z wygaszeniem aktywności funduszy z portfela Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które mogły inwestować właśnie do 1 mln PLN.

4 z 30 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. Zapewniły one blisko 30% kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Większość transakcji przeprowadzona została przy istotnym udziale prywatnych polskich funduszy i aniołów biznesu. 36% kapitału dostarczyły fundusze międzynarodowe.

W gronie największych transakcji znalazły się rundy Saleor Commerce (32 mln PLN) oraz Vasa Therapeutics (24 mln PLN). Obie inwestycje miały charakter zalążkowy i sfinansowane zostały przy znaczącym udziale zagranicznego kapitału. Pięciu innym spółkom udało się pozyskać środki w przedziale od 10 do 20 mln PLN.

Pełen raport do pobrania tutaj: https://pfrventures.pl/2024Q1

Straty od 60 do nawet 100%. Dramatyczna sytuacja zachodniopomorskich winnic

Przymrozki mogą zagrozić istnieniu wielu zachodniopomorskich winnic. „Całkowite straty na plantacjach mogą sięgać nawet 60%”.

Stowarzyszenia zrzeszające winiarzy przyznają, że kwietniowe przymrozki mogły spowodować zniszczenie nawet 60% upraw. Informacje Północnej Izby Gospodarczej potwierdzają te statystyki. Duże winnice walczą poprzez ogrzewanie plantacji, te mniejsze, rodzinne, nie mające tak wielkich funduszy przyznają, że sytuacja jest dla nich dramatyczna.

– Enologia stała się dumą Pomorza Zachodniego. Musimy więc pomoc zachodniopomorskim winnicom, jeżeli okaże się, że mrozy okażą się dla ich plonów zabójcze. Obecnie sytuacja w wielu plantacjach winorośli, ale także np. w sadach, wygląda dramatycznie. Po najcieplejszym marcu w historii przyszedł kwiecień, który chyba jest najmroźniejszym kwietniem od lat – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Najbardziej martwimy się o małe, rodzinne winnice. Takich na Pomorzu Zachodnim jest najwięcej

Plantacje winnic od lat są dumą Pomorza Zachodniego. Województwo zachodniopomorskie, staje się poza województwem lubuskim najważniejszym miejscem w kraju, gdzie powstają nowe winnice i enologia staje się nie tylko biznesem, ale i kierunkiem akademickim czy nawet atrakcją turystyczną.

Obecna sytuacja meteorologiczna powoduje, że wiele upraw winorośli dosłownie walczy o przetrwanie. W Północnej Izbie Gospodarczej zrzeszonych jest obecnie kilka winnic. Sytuacja wymaga pilnego działania interwencyjnego.

– Sytuacja jest bardzo poważna. Całą Polskę obiegły zdjęcia jak plantatorzy walczą o to, by uratować winne gałązki. Obecna sytuacja pogodowa spowodowała, że przyszłość wielu plantacji stanęła pod znakiem zapytania. Z rozmów z winnicami z regionu wynika, że w niektórych przypadkach zagrożone są nawet całe uprawy. W ryzyko kwietniowej aury wpisane są przymrozki, ale wielu plantatorów przyznaje, że ich czujność została uśpiona przez rekordowo ciepły marzec, który czasami przynosił temperatury powyżej 25 stopni Celsjusza, a w kwietniu przez niemal tydzień, każda noc zbliżała się temperaturą do zera – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Zachodniopomorskie winnice to nie tylko wielkie plantacje, ale też bardzo często rodzinne uprawy, które z pasji stały się sposobem na życie i zarabianie pieniędzy. Martwimy się o nie, bo jeżeli tutaj dojdzie do straty powyżej 60% uprawy, to trudno spodziewać się, by taka plantacja przetrwała. Apelujemy do Ministerstwa Rolnictwa, a także do władz samorządowych, by przyjrzały się sytuacji winnic i sadowników. Być może uda się uruchomić środki, które pomogą tym firmom przetrwać. Obecnie możemy mieć tylko nadzieję na szybką zmianę pogody – mówi Hanna Mojsiuk.

Poza winnicami, wiosenne przymrozki poważnie skomplikowały funkcjonowanie w zachodniopomorskich sadach czy na gospodarstwach rolnych. Taka sytuacja powoduje, że groźba wzrostów cen owoców, warzyw, przetworów i naturalnego wina, staje się niestety realna.

Wegetacja roślin wystartowała miesiąc za wcześnie. To dlatego mrozy są zabójcze dla winorośli

Sadownicy i hodowcy winorośli zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że przeżywają teraz bardzo trudny czas.  Trwa walka o ratowanie dobytku i tegorocznych plonów.

– To konsekwencje zmian klimatu. Minus dwa czy minus trzy stopnie to nie byłby problem, problemem jest minus siedem stopni, a mieliśmy takie momenty. Jeżeli mamy straty na poziomie 100%, a takie sytuacje się zdarzają, to w tym roku są to straty nie do odrobienia. Na pewno jeszcze przed nami szacowanie konsekwencji tej sytuacji. Ten rok będzie trudnym rokiem dla wielu winiarzy – mówi Ireneusz Ochmian, współwłaściciel winnicy Pałacu Rajkowo.  – Mamy końcówkę kwietnia, a pędy wyglądają jakby były z końca maja. Ruszyła miesiąc wcześniej wegetacja, a przymrozki okazały się dla nich groźne – mówi Ireneusz Ochmian. – Straty będą gigantyczne, szczególnie jeżeli mrozy nie odpuszczą – dodaje ekspert.

– To jest armagedon. Jesteśmy zmartwieni i przerażeni. Obecna pogoda to zabójstwo dla winorośli, to jest niepowetowana starta, przecież mamy nawet minus dwa stopnie na termometrach, a jeszcze kilkanaście dni temu wiele osób czuło lato. Wiele osób z niepokojem patrzy na majowe prognozy. Przed nami jeszcze „Zimna Zośka”, która zawsze dla winnic była trudnym czasem na który się przygotowywaliśmy – mówi Ilona Jassa, właścicielka Winnicy Jassa.

Ceny mieszkań w I kwartale 2024 r.: wzrost nawet o 42% r/r.

Nawet o 3500 zł za 1m2 w ciągu ostatniego roku zdrożały mieszkania w miastach wojewódzkich. Najwyższe stawki obowiązują w Warszawie, gdzie cena za 1m2 na rynku wtórnym to już ponad 18,5 tys. zł. Najszybciej rosły ceny w Katowicach – w pierwszym kwartale były one wyższe aż o 42%. w ujęciu r/r. Mieszkania w cenie poniżej 10 tys. zł za 1m2 na rynku pierwotnym to już rzadkość – takie stawki obowiązują już tylko w 5 województwach.

Jeśli ktoś spodziewał się obniżek cen mieszkań na początku 2024 r., to może czuć się rozczarowany. Przewidywano, że stawki ustabilizują się wraz z zakończeniem  przyjmowania wniosków w programie Bezpieczny Kredyt 2%. Jednak rynek cały czas podgrzewa informacja o nowym rządowym dofinansowaniu. W obawie przed dalszymi wzrostami cen, na zakupy ruszyli więc ci, którzy obawiają się, że nie spełnią jego kryteriów. Eksperci multiporównywarki rankomat.pl na podstawie danych za I kw. 2024 r., porównali ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym w 18 miastach wojewódzkich. Pokazane ceny ofertowe pochodzą z bazy danych RynekPierwotny.pl i GetHome.pl – portali z branży nieruchomości. Porównanie rankomat.pl dotyczy analogicznych okresów, czyli I kw. 2024 r. oraz I kw. 2023 r.

– Na początku kwietnia zostały przedstawione szczegółowe założenia nowego rządowego programu Kredyt mieszkaniowy #naStart. Choć następca „Bezpiecznego Kredytu 2%” ma o wiele bardziej skomplikowane zasady i przyniesie korzyści zdecydowanie mniejszej grupie osób, najnowsze informacje o jego założeniach spowodowały ożywienie popytu na nieruchomości. Kupujący zaczęli rezerwować mieszkania i wyczekują startu nowego programu. Nowe rządowe wsparcie niemal z pewnością przełoży się na dalszy wzrost cen nieruchomości. Jeśli tempo wzrostów się utrzyma, to za rok, czyli na początku 2025 r. cena metra kwadratowego podrożeje o kilka, a nawet kilkanaście procent, co w niektórych lokalizacjach może oznaczać wzrosty sięgające nawet 2000 zł – komentuje Konrad Pluciński, analityk rynku nieruchomości rankomat.pl.

Rynek pierwotny –  czołówka bez zmian: najdrożej w Warszawie, Krakowie i Gdańsku

Podobnie jak w IV kwartale 2023 r., mieszkania z rynku pierwotnego nadal są najdroższe w Warszawie, gdzie za 1m2  w I kwartale 2024 r. trzeba już zapłacić średnio 17,5 tys. zł. Na drugim miejscu niezmiennie plasuje się Kraków z ceną ponad 16 tys. zł za 1m2, podium zamyka Gdańsk, gdzie 1m2 mieszkania kosztuje już niemal 15 tys. zł. Najtaniej, nowe mieszkanie w minionym kwartale można było kupić w Gorzowie Wielkopolskim (ponad 7 tys. zł za 1m2), Zielonej Górze (niemal 7,5 tys. zł za 1m2)  i Opolu (7,7 tys. zł za 1m2). To jedne z niewielu miast, w których jeszcze obowiązuje cena poniżej 10 tys. zł za 1m2. Mieszkania poniżej tego progu dostępne są tylko w Bydgoszczy (w cenie 9,8 tys. za 1m2) oraz w Kielcach (9,7 tys. zł).Rankomat.pl - ceny mieszkań na rynku pierwotnym - i kw. 2024 r.

Rekordy cenowe również na rynku wtórnym: 18,5 tys. zł za 1m2 w Warszawie

Mieszkania z rynku wtórnego także notują historyczne ekstrema. Warszawa jest na prostej drodze do osiągnięcia 20 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz to już 18,5 tys. zł, a jeszcze rok temu stawka wynosiła 15 tys. zł. Tuż za stolicą uplasował się Kraków z niewiele niższą stawką (17,5 tys. zł). W Gdańsku za 1m2 mieszkania trzeba było zapłacić niemal 15,3 tys. zł, a we Wrocławiu 13,7 tys. zł.

Próg 10 tys. zł za 1m2 przekroczyły Katowice, Szczecin i Białystok, a tuż pod nim znajdują się Lublin (9,6 tys. zł) i Olsztyn (9,5 tys. zł). W pozostałych miastach wojewódzkich mieszkania z rynku wtórnego kosztują co najmniej 8 tys. zł. Wyjątek stanowi tylko Gorzów Wlkp., gdzie stawka jest wyraźnie niższa (6,4 tys. zł), a nawet okazała się minimalnie korzystniejsza dla kupujących niż przed rokiem.Rankomat.pl - ceny mieszkań na rynku wtórnym - 1 kw. 2024 r.

W Krakowie i Katowicach mieszkania drożeją najszybciej

Na rynku pierwotnym przez ostatni rok najbardziej wzrosły ceny 1m2 w Krakowie – mieszkania podrożały tam o 25%. Prawie takie samo tempo wzrostu zanotowały Gdańsk i Białystok (+24%). Niewiele wolniej rosła cena mieszkań w Katowicach i Lublinie – o 22% porównując ceny z I kwartału r/r. Minimalna korekta cenowa w ciągu 12 miesięcy wystąpiła w Szczecinie, na poziomie zaledwie +1%, a Opole pod kątem cen mieszkań zanotowało nawet spadek (-3%).

Na rynku wtórnym mieszkania drożały znacznie gwałtowniej. W Katowicach ceny w ujęciu r/r. wzrosły aż o 42%, w Krakowie o 34%. W porównaniu Olsztyn zanotował wzrost cen mieszkań o 29%, Wrocław o 25% i prawie tyle samo Kielce (+24%). Na podobnym poziomie utrzymały się ceny w Gorzowie Wlkp. – stawki za 1m2 niezauważalnie spadły o 0,17%.

Niezależnie od rynku najszybciej drożeją małe i średnie mieszkania. Kawalerki i mieszkania z dwoma pokojami najszybciej też znajdują nowych właścicieli. W tym segmencie najtrudniej też o negocjacje warunków ze sprzedającym. Dłużej na nabywcę czekają większe lokale, w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, oraz w gorszym stanie technicznym. Jednak w tym przypadku rynek również jest zróżnicowany i popyt jest inny w zależności od miasta.Rankomat.pl - tempo wzrostu cen mieszkań

Kluczowa rola wodoru w transformacji energetycznej i osiągnięciu neutralności klimatycznej

W kontekście założonych ram czasowych osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 r., wodór zyskuje na znaczeniu. Aby osiągnąć neutralność klimatyczną w wyznaczonym czasie, zapotrzebowanie na zielony wodór może wzrosnąć do 170 mln ton (MtH2eq) w 2030 roku i do 600 MtH2eq w 2050 roku., wynika z raportu pt. “Green hydrogen: Energizing the path to net zero”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Eksperci szacują, że w 2050 r. zielony wodór będzie stanowił 85 proc. całego rynku wodoru.

Potrzeba osiągniecia zerowej emisji netto jest powszechnie uznanym globalnym celem, trwa natomiast debata na temat tempa i skali zmian, które dotkną państwa i poszczególne branże. Szybkość transformacji będzie podyktowana rachunkiem fizycznych i ekonomicznych szkód związanych ze zmianami klimatycznymi, a także kosztami dekarbonizacji, na które wpłynie wzajemne oddziaływanie podaży i popytu na starą i nową energię. Podczas gdy największe zmiany w koszyku energetycznym będą dotyczyć energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, od 15 proc. do 30 proc. przyszłego zapotrzebowania na energię będzie prawdopodobnie zaspokajane przez wodór. Wynika to z potrzeb sektorów gospodarki, które trudno zelektryfikować, ale też z popytu na nowe produkty i usługi, jak np. zielona stal. Rozwój zielonego wodoru jest kluczowym elementem na ścieżce przejścia od wysokoemisyjnego systemu energetycznego do gospodarki o zerowej emisji netto do 2050 roku.

Zapotrzebowanie i rynki zbytu

Aby osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku, zapotrzebowanie na zielony wodór może wzrosnąć do 170 mln ton (MtH2eq) w 2030 roku i do 600 MtH2eq w 2050 roku. Oczekuje się, że popyt będzie początkowo opierał się na dekarbonizacji istniejących przemysłowych za stosowań wodoru (95 MtH2eq), w szczególności w produkcji na wozów. Do 2050 roku przemysł (metalurgia, chemia, cement i wysokotemperaturowe procesy technologiczne) oraz transport (lotnictwo, żegluga i ciężki trans port drogowy) mogą odpowiadać odpowiednio za 42 proc. i 36 proc. całkowitego zapotrzebowania na czysty wodór.  – Dzięki dekarbonizacji i rozwojowi nowych rozwiązań możliwe jest ograniczenie skumulowanych emisji do 2050 roku o ok. 85 GtCO2eq, czyli ponad dwukrotnie więcej niż globalna emisja CO2 w 2021 roku. Choć oczekujemy, że popyt wzrośnie najszybciej w gospodarkach uprzemysłowionych, czysty wodór może również stanowić dużą szansę na zrównoważony wzrost dla krajów rozwijających się. To z kolei daje potencjał powstania globalnego rynku wodoru – mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Energy, Resources & Industrials, Deloitte.

Do 2050 r. cztery regiony będą łącznie odpowiedzialne za około 45 proc. globalnej produkcji wodoru i 90 proc. handlu: Afryka Północna i Australia mają największy potencjał eksportowy (odpowiednio 44 MtH2eq i 16 MtH2eq) w porównaniu z ich krajowym zapotrzebowaniem. Kolejne miejsca zajmują Ameryka Północna (24 MtH2eq) i Bliski Wschód (13 MtH2eq). Z kolei Japonia i Korea Południowa, borykające się z ograniczeniami w zakresie dostępności zasobów i gruntów, mogą być w dużym stopniu zależne od globalnego handlu, importując 90 proc. swojego zapotrzebowania w latach 2030-2050.

Europa, Chiny i Indie mają potencjał produkcji znacznych ilości wodoru, ale prawdopodobnie również będą polegać na imporcie przez cały okres transformacji. W 2050 r. globalny handel między głównymi regionami może wygenerować ponad 280 mld dol. rocznych przychodów z eksportu. Główni odbiorcy to Afryka Północna (110 mld dol. rocznie), Ameryka Północna (63 mld dol.), Australia (39 mld dol.) i Bliski Wschód (20 mld dol.). Wolny i zdywersyfikowany handel może znacznie obniżyć koszty, poprawić bezpieczeństwo energetyczne i wspierać rozwój gospodarczy na rynkach rozwijających się i wschodzących. Przychody z eksportu czystego wodoru mogą pomóc dzisiejszym eksporterom paliw kopalnych zrównoważyć malejące przychody z ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla.

Wspólny europejski rynek handlu wodorem

Europa importuje 43 proc. swojego zużycia wodoru i jego pochodnych, a jej głównym dostawcą jest Afryka Północna, która zgodnie z modelowaniem Deloitte do 2050 r. będzie zapewniać 2/3 europejskiego importu. Jednocześnie produkcja wodoru na naszym kontynencie utrzyma się na znacznym poziomie – w 2050 r. osiągnie pułap 55 MtH2eq. Niskoemisyjny wodór jest na wysokiej pozycji w agendzie polityki energetycznej UE, a dużym wyzwaniem dla regionu będzie stworzenie wspólnego rynku do handlowania wodorem. Gospodarka oparta na zielonym wodorze będzie wymagać intensywnych działań politycznych i wsparcia regulacyjnego przynajmniej do połowy lat 30. XXI wieku, aby rozwijać rozwiązania na odpowiednią skalę. Mechanizm IPCEI Hydrogen (ang. Important Projects of Common European Interest) zapewniający bezpośrednie dotacje UE powiązane z czystym wodorem oraz niemiecki instrument H2Global (umowy odbioru z publicznym wsparciem) są przykładami takiego wsparcia publicznego.

Dla stworzenia wspólnego europejskiego rynku wodoru kluczowa jest również dostępność infrastruktury pozwalającej na zaspokojenie podaży i popytu. Do aktualnych wyzwań zalicza się zatem zapewnienie infrastruktury transportowej i magazynowej oraz ustalanie zasad współpracy transgranicznej. W przypadku średnich odległości (do 3000 km) sprężanie i transport rurociągowy są konkurencyjnymi opcjami w porównaniu z transportem samochodowym, kolejowym lub morskim.

Najbardziej obiecującą opcją dla transportu średniego zasięgu są rurociągi łączące centra popytu z pobliskimi zakładami produkcyjnymi lub terminalami importowymi. Będzie to prawdopodobnie wymagało szeroko zakrojonego planowania regionalnego i krajowego, ponieważ rurociągi są trwałymi aktywami o dużych początkowych potrzebach inwestycyjnych. Pod tym względem zmiana przeznaczenia dawnych gazociągów może mieć realną wartość. W granicach istniejącej infrastruktury pozwoliłoby to obniżyć koszty transportu w Europie o 55-68 proc. w porównaniu z budową nowych rurociągów – mówi Robert Karczmarczyk, Deloitte.

Zapewnienie długoterminowej odporności i bezpieczeństwa energetycznego

Strategie krajowe związane z wodorem powinny koncentrować się na dywersyfikacji dostaw, zwłaszcza w fazie rozruchu. Odporność dostaw energii i surowców może mieć kluczowe znaczenie dla uniknięcia wąskich gardeł podczas zwiększania skali gospodarki wodorowej. Po stronie konsumentów należy zapewnić odporne struktury dostaw czystego wodoru i unikać koncentracji rynku, aby wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne i poprawić konkurencję. Zarówno wsparcie publiczne, jak i strategie prywatne powinny wyraźnie wspierać sojusze z przyszłymi krajami produkcyjnymi i obejmować zróżnicowaną infrastrukturę, taką jak gigafabryki elektrolizerów i odnawialnych źródeł energii. Transport morski jest kluczową opcją elastyczności dla przyszłego rynku czystego wodoru. Terminowe uruchomienie terminali eksportowych i importowych, a także dostępność flot tankowców, może być ważnym aspektem zorientowanego na odporność rozwoju wodoru.

W warunkach ostrej konkurencji i podwyższonych napięć geopolitycznych w wielu częściach świata, polityka dotycząca rurociągów powinna być starannie opracowana i zapewniać właściwą równowagę między polityką zagraniczną, polityką energetyczną i prawami człowieka. Rządy powinny wprowadzić zabezpieczenia pozwalające na radzenie sobie z potencjalnym niewykorzystaniem rurociągów, zwłaszcza w fazie rozruchu– mówi Marta Iwańczuk-Grzwyna, Deloitte.

Gospodarka wodorowa może być jednym z głównych elementów transformacji sektora energetycznego, w tym przekwalifikowania zawodowego. Potencjalnie doprowadzi ona do powstania nawet miliona nowych miejsc pracy rocznie do 2030 r., a ta liczba zwiększy się dwukrotnie w ciągu dwudziestu lat. Zapewnienie odpornych dostaw wodoru wiąże się również z przyjęciem minimalnych standardów dla strategicznych rezerw wodoru lub innych koncepcji gromadzenia zapasów. Bezpośredni i pośredni wkład gospodarki wodorowej w tworzenie lokalnej i regionalnej wartości może pomóc we wspieraniu wzrostu gospodarczego i stabilności politycznej.

Spadek dostępności atrakcyjnych biur w centrum Warszawy

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie, 1 kwartał 2024 r.” warszawski rynek biurowy wkracza w okres intensyfikacji działań w zakresie konwersji i modernizacji budynków biurowych. Wraz ze spadkiem dostępności biur w centralnych lokalizacjach w pierwszym kwartale br. wzrosło zainteresowanie najemców biurowcami położonymi poza centrum. Aktywność deweloperów utrzymuje się na stabilnym, choć stosunkowo niskim jak dla Warszawy poziomie, przy znaczącej koncentracji w strefach centralnych, na które przypada prawie 90% całkowitego wolumenu powierzchni biurowej pozostającej w budowie.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6,24 mln mkw., a nowa podaż przekroczyła 48 700 mkw. W tym czasie oddano do użytkowania trzy nowe budynki biurowe oraz ukończono modernizację jednego obiektu. Wśród największych ukończonych inwestycji znalazły się kolejne dwa budynki w ramach kompleksu biurowego LIXA (D i E o łącznej powierzchni ponad 26 000 mkw., Zachodnie Centrum) oraz Saski Crescent (15 500 mkw., Centralny Obszar Biznesu), który powrócił na rynek w nowej odsłonie. W całym 2024 roku nowa podaż może przekroczyć 100 000 mkw. i choć będzie o prawie 70% wyższa niż w ubiegłym roku, to nadal będzie to drugi najniższy poziom w historii warszawskiego rynku biurowego.

Na koniec marca 2024 roku w budowie pozostawało prawie 280 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w czwartym kwartale ubiegłego roku. Ponad 41 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację.

– W nadchodzących latach coraz częściej będziemy świadkami intensywnych działań w zakresie unowocześniania i zmiany funkcji istniejących obiektów oraz zastępowania starszych biurowców nowoczesnymi budynkami. Warto podkreślić, że przeprowadzanie modernizacji jest także doskonałą okazją do poprawy efektywności energetycznej budynku biurowego zgodnie z normami wynikającymi z przepisów unijnych. Efektem jest wówczas mniejsze zużycie energii, które przekłada się na niższe koszty eksploatacyjne dla najemców oraz zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku popyt brutto na warszawskim rynku biurowym wyniósł prawie 139 400 mkw., co stanowi spadek o ponad 11% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 roku i o 45% w stosunku do czwartego kwartału. W analizowanym okresie żadna z podpisanych umów najmu nie przekroczyła 10 000 mkw.

– Ze względu na malejącą dostępność opcji najmu w strefach centralnych większym zainteresowaniem najemców w pierwszym kwartale 2024 roku cieszyły się lokalizacje poza centrum stolicy, na które przypadło ponad 64% całkowitego zarejestrowanego popytu (89 300 mkw.). Z kolei w strefach centralnych podpisano umowy najmu na łącznie 50 100 mkw. W strukturze popytu największy udział miały nowe umowy – 45%. Na pozostałe 55% złożyły się renegocjacje i odnowienia umów (36%), ekspansje (10%), transakcje na potrzeby własne (6%) oraz przednajmy (3%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym kwartale były firmy z sektora produkcyjnego (13,0%), IT (12,7%) oraz handlu (10,4%) – mówi Anna Szymańska, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Na koniec marca 2024 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 11,0%, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem (o 0,6 p.p.) oraz spadek w ujęciu rok do roku (o 0,6 p.p.). W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 725 000 mkw. wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. Co ciekawe, biurowce wybudowane w centralnych lokalizacjach po 2020 roku oferują niewiele ponad 55 000 mkw. biur, co przekłada się na stopę pustostanów wynoszącą ok. 7,1%, czyli znacznie niższą od średniej dla całej Warszawy.

– Na rynku warszawskim obserwujemy dalsze pogłębianie się różnic pomiędzy stawkami czynszu. W przypadku starszych budynków biurowych wynajmujący coraz częściej muszą oferować bardzo atrakcyjne czynsze, aby przyciągnąć najemców. Natomiast w najbardziej popularnych lokalizacjach i biurowcach oferujących inteligentne rozwiązania technologiczne oraz z zakresu ESG czynsze utrzymują się na dość wysokim poziomie i wynajmujący są mniej skłonni do znaczących ustępstw. Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku miesięczne stawki czynszu za wynajem biura w najbardziej atrakcyjnych budynkach w centrum stolicy utrzymywały się w przedziale 22-26 euro za mkw., natomiast poza centrum wynosiły 16-18 euro za mkw. – dodaje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Dobry I kwartał nie powstrzymał wyprzedaży akcji spółki Meta Platforms

Wczorajsza sesja na Wall Street była mało zmienna a indeksy giełdowe zakończyły sesję w okolicy punktu odniesienia. W handlu posesyjnym mocno spadły akcje Meta Platforms (ponad 15 proc.) mimo dobrych wyników za I kwartał. Otrzymaliśmy „jastrzębie” komentarze z EBC oraz BoE. Dziś rynek czeka na odczyt PKB z USA za I kwartał.

Wczoraj mocno rosły rentowności 10-letnich niemieckich oraz brytyjskich obligacji rządowych. To pokłosie m.in. słow Joachima Nagela – wchodzącego w skład Rady Prezesów EBC oraz szefa Bundesbanku. Wyraził on wątpliwości co do kolejnych obniżek stóp procentowych. Przyznał on, ze po możliwej redukcji kosztu pieniądza przez EBC w czerwcu, kolejne kroki niekoniecznie muszą nastąpić. Nagel nie jest jeszcze w pełni przekonany, że inflacja zmierza w kierunku celu. Oznacza to, że obniżka w połowie roku może być jedynie formą dostosowania polityki monetarnej. Z kolei główny ekonomista Banku Anglii Huw Pill powiedział, że popiera stosunkowo ostrożne podejście do obniżek stóp procentowych i wciąż zaznaczał obawy o dalsza ścieżkę dezinflacyjną.

Wall Street wczoraj wyczekiwała na wyniki spółki Meta Platforms, właściciela platformy Facebook, Instagram oraz komunikatora Whatsapp. Akcje spadły w handlu posesyjnym ponad 15 proc. w okolice poziomu 419 USD. Przypomnijmy, że historyczny rekord został wyznaczony na początku kwietnia w okolicy 530 USD. Raport za ostatnie 3 miesiące przebił szacunku analityków. Zysk zwiększył się o 117 proc. do 12,37 mld USD a przychody uplasowały się na poziomie 36,46 mld USD co dało wzrost o 27 proc. Rynek w dużej mierze zdyskontował pozytywne informacje już wcześniej a uwaga skupiła się na tym co przed nami. Prognozy Mety na II kwartał co do przychodów ukształtowały się nieco poniżej oczekiwań. Spółka średnio zakłada, że przychody uplasują się w okolicy 37,75 mld co jest rezultatem nieco gorszym od szacunków na poziomie 38,3 mld USD. Aktualne spadki należy traktować jako korektę spadkową, perspektywy dla spółki są nadal bardzo dobre, więc tendencja wzrostowa nie powinna zostać zdestabilizowana.

Z europejskich danych otrzymaliśmy wczoraj wskaźnik Ifo, który urósł w kwietniu do poziomu 89,4 pkt. z 87,9 pkt. w marcu. To przekroczyło oczekiwania rynkowe. Poprawiły się perspektywy biznesowe na kolejne sześć miesięcy (89,9 pkt.) a ocena bieżącej sytuacji urosła do 88,9 pkt. z 87,7 poprzednio. Klimat biznesowy polepszył się w głównych sektorach. Na dane euro nie zareagowało jakoś szczególnie. Kurs EUR/USD po wyznaczeniu dziennego minimum na 1,0678 powrócił do wzrostów zbliżając się dziś rano do 1,0730. Korekta wzrostowa, która trwa od 16 kwietnia jest zatem kontynuowana. Kurs przełamał poziom zniesienia wewnętrznego Fibo 38,2 proc. ostatniego impulsu spadkowego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers