Sektor inwestycyjny w Polsce między technologicznym optymizmem a globalną konkurencją

Blisko 60 proc. przedstawicieli polskiej branży inwestycyjnej patrzy w przyszłość z optymizmem, a jednocześnie uważnie spogląda dziś na zagraniczną konkurencję. Według najnowszego raportu Accenture: Barometr nastrojów w branży inwestycyjnej 84 proc. respondentów wskazuje ekspansję zagranicznych fintechów jako jedno z głównych zagrożeń. Jednocześnie sektor wiąże duże nadzieje z cyfryzacją i sztuczną inteligencją, choć tylko co trzecia firma mierzy efekty tych inwestycji.

Trzecia edycja raportu Accenture pt. Barometr nastrojów w branży inwestycyjnej koncentruje się na tym, jak branża ocenia siebie z perspektywy decyzji podejmowanych wewnątrz organizacji. Głos oddano osobom odpowiedzialnym za strategię, ofertę, technologię, bezpieczeństwo oraz relacje z klientami i regulatorami. Z tego zbiorowego portretu wyłania się sektor, który ma świadomość, że nadszedł czas zmian, nie tylko w zakresie oferty czy technologii, lecz modelu myślenia o konkurencji, kliencie i własnej przewadze.

Dobrze skalkulowany optymizm

Jak więc wyglądają nastroje w rodzimej branży inwestycyjnej? Ogólnie rzecz biorąc są pozytywne – blisko 60 proc. ankietowanych deklaruje optymizm względem przyszłości, przy czym 45 proc. określa go jako umiarkowany. Nie jest to jednak efekt nastawienia, lecz wyważona ocena aktualnej sytuacji, tak rynkowej, jak i koniunkturalnej.

W perspektywie do 2030 r. branża największych szans upatruje poza własnymi strukturami. Najwyżej ocenione zostały czynniki zewnętrzne, które uzyskały średnio 8,37 pkt. w 12-punktowej skali. Respondenci wskazują tu przede wszystkim wzrost zamożności Polaków, sprzyjające zmiany podatkowe i regulacyjne oraz rosnącą świadomość inwestorów. Na drugim miejscu znalazła się transformacja cyfrowa i innowacje technologiczne z wynikiem 7,8 pkt. Najniżej oceniono natomiast ofertę produktową, która uzyskała 4,33 pkt., co można odczytywać jako sygnał, że sama konstrukcja produktów przestaje być dziś głównym polem przewagi konkurencyjnej.

Coraz wyższe nadwyżki finansowe Polaków przestają zalegać na rachunkach i są lokowane w nowoczesnych, efektywnych kosztowo rozwiązaniach, takich jak ETF-y czy akcje ułamkowe. Kluczowym katalizatorem jest tu technologia, która dzięki hiperpersonalizacji i GenAI odczarowuje inwestowanie, czyniąc je niemal tak intuicyjnym jak codzienne e-zakupy. Firmy inwestycyjne skutecznie monetyzują ten trend, oferując „uproszczoną złożoność”, czyli szeroki wachlarz globalnych aktywów przedstawiony w sposób, który wzmacnia pewność podejmowanych decyzji. W efekcie polski rynek staje się jednym z najdynamiczniej cyfryzujących się hubów inwestycyjnych w regionie, z dużym potencjałem dalszej ekspansji – zwraca uwagę Tomasz Bilczyński, Dyrektor Obszaru Domów i Biur Maklerskich, Accenture Polska.

Luka rozliczalności

Cyfryzacja usług finansowych i rozwój platform inwestycyjnych to dziś, w oczach sektora, najważniejsze obszary rozwoju rynku inwestycyjnego spośród 12 analizowanych w badaniu czynników. Aż 62 proc. przedstawicieli firm wskazało je jako jeden z trzech kluczowych motorów wzrostu. Wysoko uplasowała się również sztuczna inteligencja, która zajęła trzecie miejsce w rankingu (48 proc.), wyprzedzając tym samym edukację inwestorów (40 proc.) czy korzystne zmiany podatkowe (38 proc.).

Co warte podkreślenia, to fakt, że AI przeszła już drogę od eksperymentu do strategii. Dla 51 proc. jest to jeden z kilku głównych kierunków inwestycji, a dla 16 proc. absolutny priorytet. Zaledwie 6 proc. badanych deklaruje, że nie inwestuje jeszcze w generatywną AI. Niestety widać też poważny rozdźwięk pomiędzy ambicjami, a rozliczalnością: w 36 proc. przypadków sukces inicjatyw związanych z AI nie jest mierzony w ogóle.

Prościej nie znaczy mniej

A co ze wspomnianą wcześniej ofertą produktową? Uproszczenie jest najczęściej wskazywanym obszarem do poprawy, deklaruje je ponad połowa ankietowanych firm (52 proc.). Źródło tej potrzeby wynika z obserwacji klientów. Blisko połowa przedstawicieli sektora przyznaje, że inwestorzy oczekują rozwiązań zrozumiałych i przejrzystych, a 30 proc. badanych mówi wprost, że obecna oferta potrafi przytłaczać klientów.

Nie oznacza to jednak odwrotu od ambicji rozwojowych. Równolegle 66 proc. ankietowanych uważa, że aktywa cyfrowe staną się istotnym, a w praktyce niezbędnym elementem oferty firm inwestycyjnych. Dla 20 proc. nie są już eksperymentem, lecz obszarem strategicznym i potencjalnym motorem wzrostu. Sektor wyraźnie liczy przy tym na młodszych klientów, którzy według 80 proc. respondentów będą główną siłą napędową popytu na aktywa cyfrowe. Mniejszy, choć nadal zauważalny potencjał dostrzegany jest również w segmencie klientów zamożnych oraz w zastosowaniach korporacyjnych. Cyfrowa transformacja oferty nie kończy się jednak na kryptoaktywach. 44 proc. badanych dostrzega szansę w wykorzystaniu technologii blockchain do tokenizacji funduszy i papierów wartościowych.

Mimo że rozporządzenie MiCA już obowiązuje na poziomie UE, polski rynek wciąż funkcjonuje w warunkach regulacyjnej niepewności wokół krajowych ram dla rynku aktywów cyfrowych. Tymczasem globalny kapitał jest już o krok dalej – ocenia Adam Wdowczyk, Architekt w globalnym zespole Aktywów Cyfrowych Accenture. – Przykład takich instytucji jak BlackRock pokazuje, że pytanie nie dotyczy już samej obecności w tym obszarze, lecz sposobu wykorzystania tokenizacji, infrastruktury blockchain i wybranych elementów DeFi do budowy nowych produktów, usług i przewagi konkurencyjnej. Najwięksi gracze testują dziś mosty między tradycyjnymi finansami a nową infrastrukturą rynkową, licząc na większą efektywność, płynność i szerszy dostęp do inwestycji – dodaje.

Zagraniczna ofensywa

Choć raport Accenture przynosi branży inwestycyjnej w Polsce wiele powodów do umiarkowanego optymizmu, nie brakuje w nim również wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Sektor widzi szanse we wzroście zamożności Polaków, cyfryzacji i rozwoju nowych technologii, ale jednocześnie ma świadomość, że te same czynniki przyciągają uwagę coraz silniejszych graczy z zewnątrz. Jeśli więc branża czegoś obawia się dziś najbardziej, to właśnie rosnącej presji ze strony zagranicznej konkurencji.

Oferta międzynarodowych fintechów stała się dla polskiego klienta naturalnym punktem odniesienia. Coraz częściej porównuje on dostępne propozycje nie w ramach lokalnego rynku, lecz w perspektywie globalnej. A ponieważ jest bardziej świadomy, otwarty na cyfrowe rozwiązania i mniej skłonny do akceptowania skomplikowanych procesów czy nieprzejrzystych opłat, przewaga lokalnych instytucji przestaje być czymś oczywistym.

Skala tych obaw jest bardzo konkretna. Aż 84 proc. ankietowanych wskazuje atrakcyjniejsze warunki kosztowe oferowane przez zagraniczne podmioty jako jedno z głównych zagrożeń. Na liście znalazły się także lepsze doświadczenie użytkownika (78 proc.) oraz regulacje ograniczające konkurencyjność polskich firm inwestycyjnych (56 proc.), które dodatkowo wzmacniają pozycję międzynarodowych graczy.

W takim układzie uproszczenie oferty przestaje być wyłącznie elementem porządkowania portfolio produktów, a staje się narzędziem obrony konkurencyjności w walce o klienta, jego zaufanie i miejsce na rynku, na którym porównuje się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a wybacza coraz rzadziej.

Rywalizacja szpitali o kadry to skutek problemów systemowych, a nie tylko presji płacowej

Nagłówki o rosnących wynagrodzeniach lekarzy i „przeciąganiu” specjalistów między placówkami opisują przede wszystkim skutek, a nie przyczynę. W warunkach trwałego deficytu kadr i fragmentacji świadczeń rywalizacja staje się naturalnym mechanizmem obronnym podmiotów, które próbują utrzymać ciągłość pracy oddziałów. Jeśli jednak system wynagradza gaszenie pożarów, a nie modernizację, to koszty rosną szybciej niż dostępność i jakość. Wyjście z tej spirali wymaga twardych narzędzi: danych kosztowych, koordynacji regionalnej, inwestycji w odporność infrastruktury oraz kultury organizacyjnej opartej na sprawiedliwości (Just Culture) i odpowiedzialnym governance (JustCouncil).

– W Polsce potrzebujemy nie wyłącznie jednej „dużej ustawy”, ale programu wdrożeniowego, który daje dyrektorom narzędzia i przykłady: jak obniżać koszty energii bez ryzyka klinicznego, jak ustawiać KPI, jak wdrażać kulturę zgłaszania, jak budować cyberodporność. Polska Federacja Szpitali może pełnić rolę platformy standaryzacji i upowszechniania praktyk, a Healthcare Poland – rolę środowiska pilotaży i LivingLab, które zamieniają koncepcje w operacyjne playbooki i „success stories” możliwe do replikacji – tłumaczy Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.

Co jest prawdą w tezie „szpitale rywalizują” – i dlaczego to nie jest kwestia „złej woli”

Rywalizacja dotyczy głównie kadr, ponieważ niedobór lekarzy i pielęgniarek w Europie jest zjawiskiem strukturalnym, a nie epizodem. W takiej sytuacji rynek pracy reaguje przewidywalnie: stawki rosną, a podmioty budują przewagę dostępem do personelu. W Polsce problem jest wzmacniany przez: duplikację podobnych zakresów w tej samej geografii, słabą koordynację ścieżki pacjenta między poziomami opieki, presję utrzymania kontraktów i dyżurów przy ograniczonej elastyczności organizacyjnej.W debacie publicznej słusznie pada argument, że sama dyskusja o pensjach jest wtórna wobec jakości planowania systemu – w tym użyteczności map potrzeb zdrowotnych oraz realnego sterowania siecią świadczeń. To jest sedno: rywalizacja jest objawem bodźców wbudowanych w system, a nie „zepsutych” intencji menedżerów.

Dlaczego „system nie działa” – precyzyjnie: działa poniżej potencjału, bo premiuje reakcję zamiast modernizacji

W praktyce system „nie działa” wtedy, gdy pacjent doświadcza kolejek i braku ciągłości, a personel – przeciążenia i chaosu. Mechanizm jest samonapędzający: rosną koszty osobowe i koszty utrzymania infrastruktury, co ogranicza inwestycje w procesy, cyfryzację i energię; brak inwestycji pogarsza efektywność; gorsza efektywność wymusza jeszcze więcej działań doraźnych. To spiralny model ryzyka.

Kluczowe jest przejście od zarządzania „produkcją świadczeń” do zarządzania wartością: jakością kliniczną, bezpieczeństwem, doświadczeniem pacjenta oraz odpornością operacyjną. Bez wspólnego języka kosztów i mierników – dyskusja o finansowaniu pozostaje emocjonalna. Dlatego fundamentalne znaczenie mają dane kosztowe i taryfikacja oraz spójne KPI operacyjne (czas diagnostyki, wykorzystanie bloku, długość pobytu, readmisje, koszt energii na m²/łóżko, zdarzenia niepożądane).

Zrównoważony rozwój szpitali jako rdzeń reformy: koszt, odporność i bezpieczeństwo, a nie „dodatkowa agenda”

Zrównoważony rozwój w ochronie zdrowia bywa błędnie sprowadzany do komunikacji wizerunkowej. W rzeczywistości jest to twarde narzędzie zarządcze: (1) stabilizuje koszty energii i mediów, (2) zmniejsza ryzyko przerw w działaniu (resilience), (3) porządkuje łańcuch dostaw i gospodarkę odpadami, (4) ułatwia dostęp do finansowania inwestycji oraz zgodność z rosnącymi wymaganiami raportowania.

Światowe instytucje traktują ten kierunek jako integralny element zdrowia publicznego. WHO publikuje wytyczne dla placówek dot. odporności klimatycznej i środowiskowej, a globalne analizy szacują udział ochrony zdrowia w emisjach na kilka procent, z dominującym wkładem łańcucha dostaw. To oznacza, że „zielony szpital” to w praktyce: lepiej zaprojektowane budynki, mniejsze zużycie energii i wody, mniejsze marnotrawstwo, lepsza logistyka oraz bardziej przewidywalne koszty – czyli konkretna poprawa warunków pracy i jakości usług.

Dobre praktyki, które przynoszą efekty, mają wspólną cechę: zaczynają od redukcji zużycia (audyt, automatyka, termomodernizacja), a dopiero potem zmieniają źródła (PV, pompy ciepła, magazyny energii tam, gdzie mają uzasadnienie). Równolegle wzmacniają zakupy (standaryzacja asortymentu, ocena dostawców, redukcja odpadów) i integrują to z zarządzaniem jakością oraz bezpieczeństwem.

Just Culture i JustCouncil jako „spoiwo” zmian

Just Culture – rozumiana jako sprawiedliwe, systemowe podejście do incydentów – zwiększa zgłaszalność, uczenie się organizacji i retencję personelu. Równolegle JustCouncil (w ujęciu governance) pomaga trzymać proporcję: nie uciekamy w „szukanie winnych”, ale też nie rozmywamy odpowiedzialności. Taka kultura jest warunkiem, by modernizacja była przyjęta pozytywnie: jako projekt wzmacniający profesjonalizm, bezpieczeństwo i przewidywalność pracy.

Wnioski i rekomendacje operacyjne (dla decydentów, płatnika i zarządzających)

  • Ustabilizować architekturę sieci świadczeń: koordynacja regionalna, ograniczanie nieuzasadnionej duplikacji, wspólne ścieżki pacjenta.
  • Wzmocnić język danych: standard kosztów (AOTMiT), KPI operacyjne i jakościowe, przejrzystość w finansowaniu i inwestycjach.
  • Traktować zrównoważony rozwój jako projekt kosztowo-bezpiecznościowy: audyty energii, plan redukcji zużycia, EPC/ESCO tam gdzie sensowne, zakupy i odpady.
  • Wdrożyć Just Culture jako standard bezpieczeństwa: algorytmy reakcji na incydenty, ochrona raportowania, uczenie się, rozróżnienie błędu i lekkomyślności.
  • Połączyć modernizację energetyczną, cyfryzację i cyberbezpieczeństwo z programem kompetencyjnym dla menedżerów i zespołów.

Grupa PTWP z mocnym początkiem 2026 roku – wzrost zasięgów, przejęcie i przygotowania do EEC

0

Grupa PTWP rozpoczęła 2026 rok od intensywnych działań i umacniania pozycji w kluczowych segmentach działalności. Już w pierwszych dwóch miesiącach br. portale Grupy zajęły pierwsze miejsce w kategorii biznes, finanse i prawo według Gemiusa. Grupa PTWP z sukcesem zrealizowała pierwsze autorskie wydarzenia i sfinalizowała przejęcie 100% udziałów w wydawcy czasopism branżowych Elamed Media Group. Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem intensywnych przygotowań do 18. edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego – flagowego wydarzenia PTWP i największego kongresu biznesowego w Europie Centralnej.

W styczniu 2026 r. portale Grupy PTWP odwiedziło ponad 10,6 mln realnych użytkowników, co pozwoliło na osiągnięcie pozycji lidera w kategorii biznes, finanse i prawo według badania Gemius. W lutym wynik wyniósł 9,9 mln użytkowników, umacniając portale Grupy jako najczęściej odwiedzane media branżowe w Polsce. Stały wzrost zasięgów to efekt skutecznie egzekwowanej strategii rozwoju treści, narzędzi technologicznych i dostosowania oferty informacyjnej do oczekiwań profesjonalnych użytkowników.

Od początku roku konsekwentnie realizujemy wszystkie założenia biznesowe oraz rozwojowe Grupy PTWP. Działamy w kilku komplementarnych segmentach, dlatego kluczowe jest dla nas utrzymanie odpowiedniej dynamiki wzrostu w każdym z tych obszarów. Rozwijamy się organicznie, równolegle wzmacniając potencjał Grupy poprzez dobrze przemyślane akwizycje, takie jak przejęcie Gremi Media, czy ostatnio Elamed Media Group. Najbliższe tygodnie będą okresem intensywnej pracy nad strategicznymi projektami Grupy, w tym nad 18. edycją Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wydarzenia, które od lat stanowi centralny punkt debaty gospodarczej w regionie Europy Centralnej – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W pierwszych tygodniach 2026 r. Grupa PTWP zrealizowała szereg wydarzeń autorskich, m.in. cykl regionalnych konferencji dla rolników, 4 Design Days, Property Forum „Pomysł na miasto”, EEC Trends oraz Future Retail Congress, czy Targi ExpoGołębie i Ogólnopolską Wystawę Gołębi Pocztowych, tylko dwa ostatnie wydarzenia przyciągnęły rekordowe 15 tys. uczestników.

W terminie 12–13 marca w Katowicach odbędzie się XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych, czyli największe wydarzenie dotyczące systemu ochrony zdrowia w Polsce. Równolegle trwają zaawansowane przygotowania do XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbędzie się od 22 do 24 kwietnia 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku w Katowicach. Program tegorocznej edycji obejmuje 220 sesji w ramach 19 ścieżek tematycznych, poświęconych m.in. transformacji energetycznej, konkurencyjności gospodarki, cyfryzacji, technologii, geopolityce i jakości życia.

Szereg procesów i zmian zachodzi również w ramach działań operacyjnych w Gremi Media.  Mają one na celu znalezienie synergii w ramach całej Grupy i optymalizację działalności. 19 marca w siedzibie GPW w Warszawie odbędzie się pierwsze wspólne wydarzenie zespołów Rzeczpospolitej, Parkietu i PTWP: Forum Rynku Finansowego oraz gala Byki i Niedźwiedzie.

Istotnym elementem działalności Grupy pozostaje zarządzanie Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Jak w lutym 2026 roku zaraportowała spółka Event Center, w minionym roku obiekty odwiedziło ponad milion gości w ramach 826 wydarzeń, kongresów, konferencji oraz wydarzeń sportowych i kulturalnych. Grupa nie zwalnia tempa, zwłaszcza w roku, w którym Spodek świętuje swoje 55-lecie, a kalendarium na 2026 rok zapowiada się równie interesująco – w planie imprez znajdują się zarówno powroty dobrze znanych wydarzeń, jak i nowe projekty, które jeszcze mocniej podkreślą pozycję tych obiektów na eventowej mapie kraju.

XTPL rusza ze sprzedażą systemu ODRA – pierwszy klient z Doliny Krzemowej

XTPL dostarczy pierwszy w historii autorski system ODRA do odbiorcy przemysłowego z siedzibą w Dolinie Krzemowej, USA. Klient specjalizuje się w zaawansowanym pakowaniu półprzewodników (ang. advanced packaging), świadcząc usługi dla klientów z sektora technologicznego i obronnego, w tym wiodących spółek z indeksów S&P500 i Nasdaq 100 oraz globalnych grup zbrojeniowych. Zamówienie oznacza dla XTPL rozpoczęcie komercjalizacji nowej linii biznesowej o znacząco wyższym potencjale skalowania i generowania przychodów względem urządzeń DPS. W ocenie Zarządu, systemy ODRA będą jednym z głównych kontrybutorów, obok modułów UPD, do realizacji celu strategicznego w postaci osiągnięcia 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w 2028 roku. Klient sygnalizuje zainteresowanie zakupem kolejnych jednostek, po zakończeniu instalacji i walidacji pierwszego systemu. Wartość zamówienia wynosi ok. 400-500 tys. USD, a dostawa planowana jest w drugiej połowie 2026 roku.

XTPL ODRA
XTPL ODRA

– Pierwsze w historii zamówienie systemu ODRA to przełomowy moment dla XTPL. Uzyskujemy rynkową walidację naszej nowej linii biznesowej i znacząco wzmacniamy potencjał przychodów w bieżącym roku oraz w horyzoncie Strategii. Wartość zamówienia na poziomie ok. 0,4-0,5 mln USD za pojedynczą jednostkę ODRA, oznacza ponad dwukrotnie wyższą cenę względem demonstratorów naszej technologii w postaci urządzeń DPS. Przeznaczeniem systemu ODRA nie są już prace B+R, tylko małoskalowa produkcja przemysłowa o charakterze HMLV, która generuje zainteresowanie przede wszystkim ze strony klientów korporacyjnych i sektora obronnego. Ten profil odbiorców, w połączeniu z wielkością rynku advanced packaging, sprawiają, że nasza nowa linia biznesowa ma potencjał do wielokrotnych zamówień od pojedynczych klientów. Nasz odbiorca z Doliny Krzemowej już sygnalizuje zainteresowanie kolejnymi systemami ODRA, a my prowadzimy równoległe rozmowy z szeregiem potencjalnych kontrahentów z Ameryki Płn., Europy i Azji – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje cztery linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (demonstrator technologii do B+R), systemy ODRA do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV oraz High Performance Materials (nanotusze zużywane przez UPD, DPS i ODRA).

– Klient z Doliny Krzemowej zakupił od nas w 2025 roku urządzenie DPS i wykorzystywał je do wstępnej ewaluacji technologii XTPL. Zamówienie systemu ODRA odzwierciedla pozytywne efekty tych testów oraz gotowość do przejścia z urządzenia prototypowego, na bardziej zaawansowane i produkcyjnie zorientowane narzędzie. Wzmocni ono ofertę klienta, który świadczy usługi prototypowania i produkcji małoseryjnej dla wymagających odbiorców z sektora technologicznego i obronnego, w tym wiodących spółek z indeksu S&P500 i Nasdaq 100 oraz globalnych grup zbrojeniowych. Jego ponad 50-letnie doświadczenie na rynku, w połączeniu z obiektem spełniającym wymogi ITAR umożliwiającym realizację projektów dla sektora obronnego oraz członkostwo w konsorcjum budującym centrum R&D zaawansowanego pakowania półprzewodników, stanowią doskonałe miejsce dla rozprzestrzeniania się technologii XTPL. Potencjał jej skalowania jest obecnie najwyższy w historii – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

ODRA (wcześniej DPS+) stanowi czwartą, najnowszą linię biznesową XTPL, która wypełni niszę pomiędzy urządzeniami DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Urządzenie cechuje ponad 2x wyższa cena jednostkowa niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż oraz możliwości generowania wielokrotnych zamówień od pojedynczych klientów.

Celem XTPL jest dostarczenie w tym roku systemów ODRA do pierwszych odbiorców. W ocenie Zarządu, linia biznesowa ODRA, ze względu na wielkość rynku i profil klientów, cechuje się znacznie wyższym potencjałem skalowania i generowania przychodów niż urządzenia DPS, będące demonstratorem technologii XTPL dostarczonym w latach 2021-2026 w liczbie 45 szt. do instytutów badawczych, uniwersytetów i laboratoriów B+R dużych firm z Ameryki Płn., Azji i Europy.

Odbiorcą pierwszego systemu ODRA jest klient przemysłowy z siedzibą w Dolinie Krzemowej (Kalifornia, USA). Specjalizuje się w zaawansowanym pakowaniu półprzewodników (advanced packaging), świadcząc usługi prototypowania i produkcji małoseryjnej (HMLV) dla wymagających klientów z sektora technologicznego i obronnego. Obiekt klienta posiada certyfikację ITAR (International Traffic in Arms Regulations), umożliwiającą współpracę z kontrahentami sektora obronnego. Jest również członkiem prestiżowego, międzynarodowego konsorcjum powołanego do budowy centrum R&D zaawansowanego pakowania półprzewodników w Dolinie Krzemowej, koncentrującym się na technologiach back-end packaging nowej generacji (2.5D, 3D) dla AI i autonomicznej jazdy. Posiada ponad 50 lat doświadczenia, obsługując podmioty z USA, Kanady i Europy, a projekty jego klientów końcowych związane są m.in. z AI, 5G i innymi zaawansowanymi technologiami.

Granice autonomii sztucznej inteligencji. Model Human on the loop w zarządzaniu AI

Dynamiczny rozwój agentów AI coraz silniej wpływa na sposób, w jaki organizacje automatyzują procesy, analizują dane i podejmują decyzje operacyjne. Wraz z rosnącą złożonością systemów opartych na sztucznej inteligencji rośnie znaczenie modeli zarządzania, które jasno określają rolę człowieka w nadzorze nad technologią – co znajduje odzwierciedlenie m.in. w europejskim podejściu do AI i regulacjach takich jak AI Act. Coraz częściej pytanie nie brzmi już, czy organizacje powinny korzystać z agentów AI, ale jak daleko mogą pozwolić im sięgać w procesach decyzyjnych. W tym kontekście model Human on the loop zyskuje na znaczeniu jako sposób łączenia innowacji z odpowiedzialnością – zakładając, że to ludzie definiują cele działania systemów i reagują w sytuacjach wymagających oceny ryzyka lub kontekstu.

Agenci AI w organizacjach: automatyzacja z jasno określoną odpowiedzialnością

Wraz z rosnącą liczbą zastosowań agentów AI organizacje coraz częściej delegują systemom zadania wymagające koordynacji wielu procesów – od analizy danych, przez rekomendacje operacyjne, po optymalizację działań w czasie rzeczywistym. Agenci działają jednak w ramach wcześniej zaprojektowanych reguł i scenariuszy, a ich skuteczność zależy od jakości nadzoru oraz jasno zdefiniowanych granic decyzyjnych.

W praktyce rosnąca autonomia agentów AI może prowadzić do zjawiska iluzji kontroli – sytuacji, w której organizacja formalnie deklaruje nadzór człowieka, ale w rzeczywistości nie dysponuje ani odpowiednimi narzędziami, ani kompetencjami, by skutecznie analizować decyzje podejmowane przez systemy. Im bardziej złożony ekosystem agentów, tym trudniej zidentyfikować moment, w którym rekomendacja algorytmu przestaje być wsparciem, a zaczyna faktycznie zastępować decyzję człowieka. To właśnie dlatego coraz więcej firm odchodzi od myślenia o AI jako o samodzielnym podmiocie decyzyjnym na rzecz modeli, w których technologia realizuje zadania, a odpowiedzialność pozostaje po stronie człowieka.

Human on the loop jako model nadzoru nad decyzjami podejmowanymi przez AI

Model Human on the loop odpowiada na potrzebę pogodzenia automatyzacji z kontrolą nad procesami decyzyjnymi. Zakłada on, że człowiek nie ingeruje w każdą pojedynczą operację, lecz sprawuje stały nadzór nad działaniem grup agentów, monitoruje ich efekty i reaguje w sytuacjach wymagających oceny kontekstu lub ryzyka.

W tym ujęciu rola człowieka nie ogranicza się do biernego monitorowania wyników. Obejmuje ona m.in. projektowanie scenariuszy decyzyjnych, definiowanie progów ryzyka, ustalanie momentów eskalacji oraz regularną ocenę tego, czy cele agentów AI pozostają spójne z celami biznesowymi organizacji. Człowiek staje się więc nie tyle „kontrolerem”, co kuratorem procesu decyzyjnego, odpowiedzialnym za jego logikę, spójność i konsekwencje.

Od autonomii do kontroli: gdzie przebiegają granice decyzyjności systemów AI

Rosnące możliwości agentów AI sprawiają, że granice ich autonomii stają się jednym z kluczowych tematów w zarządzaniu technologią. W modelu Human on the loop autonomia systemów jest celowo ograniczona do obszarów, w których decyzje można jednoznacznie opisać regułami lub danymi.

Coraz częściej granice te wyznacza nie poziom złożoności zadania, lecz jego potencjalny wpływ na ludzi, reputację organizacji lub konsekwencje prawne. Decyzje operacyjne, które można łatwo odwrócić lub skorygować, są naturalnym obszarem autonomii systemów. Inaczej wygląda to w przypadku rekomendacji wpływających na klientów, pracowników czy partnerów biznesowych – tam brak interwencji człowieka może oznaczać nie tylko błąd operacyjny, lecz także utratę zaufania lub trudności w wyjaśnieniu, dlaczego dana decyzja została podjęta.

Regulacje jako punkt odniesienia: human oversight w świetle europejskich ram prawnych

Europejskie regulacje dotyczące sztucznej inteligencji wzmacniają znaczenie nadzoru człowieka nad systemami automatycznymi. AI Act oraz wytyczne instytucji unijnych jasno wskazują, że w przypadku rozwiązań o podwyższonym ryzyku konieczne jest zapewnienie możliwości ingerencji, zatrzymania procesu lub zmiany decyzji podejmowanej przez algorytm. Model Human on the loop wpisuje się w te wymagania, oferując ramy organizacyjne, które ułatwiają spełnienie obowiązków regulacyjnych bez rezygnacji z innowacji.

W środowiskach opartych na agentach AI skala i tempo działania systemów wymagają jasnych mechanizmów nadzoru człowieka – nie po to, by ograniczać innowacje, lecz by zapewnić bezpieczeństwo, transparentność i zgodność z regulacjami. W praktyce model Human on the loop może stać się narzędziem porządkującym odpowiedzialność za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

Zaufanie, przejrzystość i rozliczalność – fundamenty odpowiedzialnego wykorzystania agentów AI

W miarę jak AI staje się integralnym elementem procesów biznesowych, zaufanie do sposobu jej działania nabiera kluczowego znaczenia. Organizacje oczekują dziś nie tylko efektywności, ale także przejrzystości mechanizmów decyzyjnych oraz realnej możliwości audytu działań systemów.

Model Human on the loop wspiera takie podejście, wzmacniając poczucie kontroli i odpowiedzialności po stronie człowieka. W dłuższej perspektywie to właśnie połączenie innowacji z jasno zdefiniowanym nadzorem może stać się jednym z najważniejszych czynników budujących trwałe zaufanie do sztucznej inteligencji – zarówno w organizacjach, jak i w całej europejskiej gospodarce.

Polak pokieruje rozwojem marek Armani Beauty i Valentino Beauty w grupie L’Oréal

Grupa L’Oréal poinformowała o powołaniu Krzysztofa Bożka na stanowisko Europe Zone Brand Business Director dla marek Armani Beauty i Valentino Beauty. Będzie on pracował w centrali firmy w Paryżu i odpowiadał za rozwój tych brandów w regionie europejskim.

Krzysztof Bożek jest związany z Grupą L’Oréal od 13 lat. W tym czasie zajmował się rozwojem marek na rynku polskim i w krajach bałtyckich. W swojej dotychczasowej pracy łączył doświadczenie zdobyte w segmencie dóbr luksusowych z praktyką wyniesioną z rynku masowego.

Przez ostatnie 3,5 roku pełnił funkcję Brand Business Unit Directora marek YSL, Prada i Miu Miu na rynku polskim i bałtyckim. W tym okresie marka YSL po raz pierwszy zajęła pierwsze miejsce na rynku selektywnym, a zapach Libre został liderem swojej kategorii. W tym czasie firma rozwijała także działania w obszarze Advocacy & Influence, dzięki którym YSL przez 21 miesięcy utrzymywało pozycję lidera pod względem Share of Engagement (SOE).

Bożek odpowiadał również za wprowadzenie na rynek marki Prada Beauty, która w krótkim czasie awansowała na 7. miejsce na rynku zapachów. Wśród projektów realizowanych pod jego kierownictwem znalazły się także działania związane z obecnością marki YSL na festiwalu Open’er oraz wdrożenie konceptu YSL Beauty Light Club. Projekty te zostały wyróżnione dwiema srebrnymi nagrodami EFFIE.

Prywatnie Krzysztof Bożek interesuje się kulturą Japonii, w tym jej estetyką i kinem.

Przez wojnę w Iranie inwestorzy kupują safe haven, kurs dolara zyskuje

Rozpoczął się drugi tydzień wojny w Iranie, a rynki przygotowują się na możliwość, że trochę ona potrwa.

Kluczowe punkty:

  • PLN pod presją w obliczu odwrotu od walut europejskich i EM.
  • Cieśnina Ormuz jest właściwie zamknięta, ceny ropy przekraczają 100 USD za baryłkę.
  • USD pozostaje najchętniej wybieranym aktywem safe haven.
  • Inwestorzy nie przejęli się słabym lutowym raportem NFP.
  • EUR osłabia się względem innych walut G10 przez obawy dot. rosnących cen gazu ziemnego.
  • Zmiana na rynkach swap – wyceniają podwyżki stóp w gospodarkach G10 w 2026 r.

Akcje i obligacje spadły w tandemie, co jest zjawiskiem nietypowym i potencjalnie niepokojącym. Na rynku walutowym dolar amerykański utrzymał swój status najlepszej bezpiecznej przystani w czasach geopolitycznych zawirowań. Bardziej ogólnie: amerykańskie aktywa radzą sobie najlepiej na świecie, co jest odwróceniem trendu „sell America”, który pojawił się po ubiegłorocznych szokach celnych. W tym zamieszaniu bardzo dobrze radzi sobie również dolar kanadyjski, który zyskuje na geograficznej izolacji kraju i jego statusie eksportera energii. Korona norweska (również eksporter ropy) i frank szwajcarski (safe haven) dołączyły do nich na górze zestawienia walut G10 za ubiegły tydzień.

Kalendarz ekonomiczny i polityczny na ten tydzień jest skromny, rozwój wojny z Iranem powinien być więc dla rynków znacznie istotniejszy. Trwające dłużej walki, wyższe ceny energii (kontrakty futures na ropę przekroczyły już 100 USD za baryłkę) i zburzenie łańcuchów dostaw zaszkodzi szczególnie obszarom importującym energię, zwłaszcza Chinom i strefie euro. Zyskają za to producenci energii, którzy są daleko od konfliktu, jak Kanada, Norwegia i Ameryka Łacińska. Dokładnie takie ruchy zaobserwowaliśmy jak dotąd na rynku.

PLN

Konflikt na Bliskim Wschodzie wyrwał złotego z trwającego od wielu miesięcy letargu. Wzrost pary EUR/PLN o ponad 1% we wtorek był największym jednodniowym ruchem od kwietnia zeszłego roku. Choć zmienność na rynku walutowym nieco zmalała z ostatnich maksimów, inwestorzy pozostają ostrożni ze względu na znaczny wzrost cen surowców energetycznych, który może podbić inflację i osłabić wzrost gospodarczy. Ryzyko silniejszej presji cenowej wpływa na obligacje – rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła do poziomu blisko 6%, wokół którego oscylowała w początkach 2025 r.

Uwaga w kraju skupiła się na decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Choć jej przewidzenie było na krótko przed posiedzeniem trudne, bank zgodnie z naszymi oczekiwaniami dokonał obniżki stóp procentowych o 25 pb., co zwiększyło presję spadkową na złotym. Standardowo bank powinien ignorować szoki podażowe, wszystko jednak zależy oczywiście od tego, czy przekładają się one na oczekiwania inflacyjne i są długotrwałe. W obecnym środowisku nie mamy wątpliwości, że po ostatnim cięciu RPP wstrzyma się na razie od dalszego rozluźniania polityki monetarnej – co najmniej do czasu, kiedy sytuacja na rynku energetycznym ustabilizuje się, a niepewność spadnie. W tym tygodniu uwaga skupi się na danych inflacyjnych za styczeń i luty (piątek 13.03), które zostaną obliczone zgodnie ze zaktualizowanym koszykiem inflacyjnym. Złoty będzie jednak reagować głównie na wiadomości spoza kraju i zmiany w globalnym sentymencie do ryzyka.

EUR

Odwrócenie handlu „sell America”, spowodowane napływem kapitału do dolara jako safe haven, nie było łaskawe dla euro, którego kurs spadł blisko dolnej granicy przedziału z kilku ostatnich miesięcy. Inflacja w lutym, jeszcze przed pojawieniem się wpływu szoku energetycznego, zaskoczyła znacznie w górę. Potwierdza się nasz pogląd, że kolejnym ruchem Europejskiego Banku Centralnego będzie podwyżka stóp procentowych, a rynki swap w odpowiedzi na ścieżkę presji cenowej wyceniają obecnie niemal w pełni dwa takie ruchy do końca roku.

Będziemy uważnie obserwować ankiety biznesowe, by ocenić siłę oddziaływania wojny w Iranie, jako że stagflacyjne otoczenie wydaje się ponownie realną możliwością dla strefy euro. Oczywiście skala szkód będzie w dużej mierze zależna od czasu trwania konfliktu, w szczególności od tego, jak długo zaburzony będzie ruch jednostek przez Cieśninę Ormuz.  Przy obecnych poziomach kursu EUR/USD uważamy, że rynki wyceniają już wojnę trwającą tygodnie, a nie dni, para może jednak jeszcze spaść, jeśli dojdzie do dalszej eskalacji i dłuższego okresu zakłóceń dostaw ropy.

USD

Jak zwykle w okresach rynkowej niepewności dolar ze względu na swoją płynność jest postrzegany jako najlepsza waluta safe haven, a dodatkowo wspiera go wzrost cen ropy, jako że USA są eksporterem energii netto. Opublikowany w ubiegłym tygodniu raport NFP (non-farm payrolls) za luty był dość słaby, stanowił przeciwieństwo silnego styczniowego. Liczba miejsc pracy netto spadła, a stopa bezrobocia wzrosła – oba odczyty zrównoważyły wcześniejsze dobre dane. Zauważamy, że słabość ta wydaje się sprzeczna z danymi z innych obszarów, co wzbudza w nas coraz większy sceptycyzm względem jakości ankiet, z których wynika. Rynki w dużej mierze zignorowały te dane, a inwestorzy skupili się w pełni na wojnie w Iranie.

Zmiana wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen ropy była w USA znacznie słabsza niż po drugiej stronie Atlantyku, stopień ich oddziaływania na inflację jest tam bowiem niski. W kontraktach futures w dalszym ciągu przekroczona jest pełna wycena kolejnej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej przed końcem roku, a prawdopodobieństwo takiego ruchu w czerwcu wynosi ok. 50%. Publikowany w środę (11.03) raport inflacyjny za luty nie będzie jeszcze odzwierciedlać niedawnego skokowego wzrostu cen energii, niemniej będzie istotny, jako że uwaga odwraca się od wzrostu gospodarczego ku nowej presji wzrostowej na ceny spowodowanej wojną.

GBP

Wielka Brytania nie jest tak zależna od eksportu energii jak strefa euro. W związku z tym funt radził sobie lepiej niż wspólna waluta, nie tak dobrze jednak jak dolar. Niemniej Wyspy są zdecydowanie importerem netto ropy, co oznacza, że są znacznie bardziej niż USA narażone na inflację importowanej ropy. Obawy o presję cenową spowodowały silną wyprzedaż na rynku obligacji i zmianę wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych Banku Anglii. Rynki swap, które wcześniej niemal w pełni wyceniały dwie ich obniżki w 2026 r., teraz dostrzegają możliwość podwyżki.

Uważamy, że przynajmniej na razie dodatkowe cięcia Komitetu są całkowicie wykluczone. W przeciwieństwie do sytuacji w strefie euro, w Wielkiej Brytanii inflacja przekracza znacząco cel, a liberalizacja brytyjskich rynków, odchodzenie od krajowego wydobycia ropy i ograniczone możliwości magazynowania oznaczają, że wyższe ceny ropy szybko przełożą się na rachunki gospodarstw domowych. Połączenie tych czynników ryzyka z niepewnym i niezdecydowanym podejściem premiera Keira Starmera do konfliktu w Iranie może sprawić, że funtowi trudno będzie utrzymać zyski względem euro.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rynki inwestycyjne CEE nabierają rozpędu – w regionie ulokowano 11,3 mld euro

Aktywność inwestycyjna na rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) wyraźnie przechodzi do ofensywy. W 2025 roku łączny wolumen inwestycji osiągnął 11,3 mld euro, co oznacza wzrost o 34% rok do roku oraz poziom o 24% wyższy od średniej z ostatnich pięciu lat, wynika z najnowszego raportu Investment Market CEE 2025. Wzrost ten odzwierciedla rosnącą aktywność inwestorów krajowych i regionalnych, podkreślając coraz większą rolę rynków CEE w europejskim krajobrazie inwestycyjnym.

Za ożywieniem stoją poprawiające się warunki makroekonomiczne oraz rosnąca aktywność inwestorów krajowych i regionalnych, co wzmacnia pozycję CEE jako jednego z najbardziej odpornych regionów inwestycyjnych w Europie.

Polska liderem wzrostu gospodarczego w regionie

Sytuacja makroekonomiczna w krajach CEE pozostaje zróżnicowana, jednak do 2027 roku oczekiwane jest przyspieszenie wzrostu w całym regionie. Polska utrzymuje pozycję lidera zarówno w regionie, jak i na tle Europy. Wzrost PKB w 2025 r. wynosił 3,4%, a w 2026 roku prognozowany jest na 3,7%, wyraźnie powyżej średniej dla UE w okolicach 1,4-1,5%.

W Czechach prognozowany jest stabilny wzrost na poziomie 2,6% w 2025 r. oraz 2,9% w latach 2026–2027, natomiast Węgry mają odbić z poziomu 0,4% w 2025 r. do 2,3% w 2026 r. W Rumunii wzrost PKB ma wynieść 0,7% w 2025 r. oraz 1,1% w 2026 r., by przyspieszyć do 2,1% w 2027 r., podczas gdy gospodarka Słowacji spowolni z 0,8% w 2025 r. do 0,6% w 2026 r., a następnie odbije do 2,3% w 2027 r.

Wzrost gospodarczy oraz poprawa warunków finansowania przekładają się na większą aktywność inwestycyjną.

Na tym tle wyróżnia się Polska, która swoją pozycję zawdzięcza silnemu wzrostowi gospodarczemu oraz odpornemu rynkowi najemców.

Rekordowy wzrost inwestycji napędzany kapitałem regionalnym

Ożywienie w 2025 roku było napędzane przede wszystkim przez inwestorów krajowych i regionalnych. Kapitał krajowy odpowiadał za 86% wolumenu inwestycji w Czechach, 37% w Rumunii, 18% w Polsce, co stanowiło rekordowy poziom, oraz 12% na Słowacji.

Czeskie fundusze stały się dominującym źródłem kapitału w regionie, inwestując 3,8 mld euro na rynku krajowym, niemal 1,1 mld euro w Polsce oraz ponad 430 mln euro na Słowacji. W 2025 roku były tym samym największym źródłem kapitału inwestycyjnego na polskim rynku.

„W 2025 roku 48% wolumenu inwestycji w Polsce pochodziło z kapitału z regionu CEE, co stanowi najwyższy udział odnotowany dotychczas na naszym rynku. Zaobserwowaliśmy również wyraźny wzrost aktywności inwestorów krajowych -udział polskiego kapitału wzrósł do 18% z 9% rok wcześniej. Skala zaangażowania samego kapitału czeskiego, niemal 1,1 mld euro zainwestowane wyłącznie w Polsce, wyraźnie pokazuje, że inwestorzy regionalni coraz silniej kształtują płynność rynków CEE. Transgraniczne przepływy kapitału w regionie stają się trwałym elementem rynku, a nie jedynie zjawiskiem cyklicznym,” – komentuje Krzysztof Cipiur, Managing Director, Head of Capital Markets w Knight Frank Polska.

Czechy i Słowacja napędzają odbicie rynku

Dynamika inwestycji była zróżnicowana pomiędzy poszczególnymi rynkami. W Czechach wolumen transakcji wyniósł 4,39 mld euro, co oznacza wzrost o 137% rok do roku, natomiast Słowacja odnotowała 138% wzrostu, przekraczając poziom 900 mln euro.

W Polsce nastąpiła umiarkowana korekta po bardzo silnym roku wcześniejszym. Wolumen spadł o 12% do 4,5 mld euro. Z kolei Rumunia odnotowała spadek o 27% do poziomu 540 mln euro.

Na rynek powróciły również duże transakcje, w tym zakup kompleksu mixed-use Palladium w Pradze za ponad 700 mln euro, co było największą transakcją pojedynczego aktywa w regionie CEE w 2025 roku oraz transakcja sale-and-leaseback aktywów przemysłowo-logistycznych Eko Okna w Polsce o wartości 253 mln euro.

Biurowce ponownie największym segmentem inwestycyjnym

Sektor biurowy odzyskał pozycję największego segmentu inwestycyjnego, odpowiadając za 32% całkowitego wolumenu inwestycji w regionie CEE. Udział biur w transakcjach wyniósł niemal 50% na Węgrzech, 39% w Polsce oraz 36% w Rumunii.

Strategie inwestorów stopniowo przesuwają się w kierunku aktywów typu core i core+, czemu sprzyjają oczekiwania wzrostu czynszów oraz ograniczona podaż nowych projektów na regionalnych rynkach biurowych.

Sektor przemysłowo-logistyczny pozostaje strukturalnym filarem rynku, przyciągając w 2025 roku 2,8 mld euro inwestycji, natomiast segment handlowy odpowiadał za 1,9 mld euro, czyli 17% całkowitej aktywności, głównie dzięki transakcjom dotyczącym parków handlowych.

Rynek czeski punktem odniesienia dla wycen

Najniższe w regionie stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów (prime yields) utrzymały się w Czechach, gdzie spadły do 5,0% dla biur i magazynów oraz 5,75% dla centrów handlowych, co odzwierciedla wysoką płynność rynku oraz silną konkurencję inwestorów.

Na pozostałych rynkach CEE stopy kapitalizacji ustabilizowały się w przedziałach: 6,0%–7,25% dla biur, 6,0%–7,5% dla aktywów przemysłowo-logistycznych, 6,25%–7,25% dla centrów handlowych.

„W kontekście regionu CEE Czechy pełnią rolę swoistej kotwicy płynności. Głębokość lokalnego kapitału oraz przewidywalność wycen zapewniają stabilność dla całego regionu, szczególnie w okresach, gdy kapitał międzynarodowy jest bardziej selektywny,” – mówi Josef Karas, Head of Investment w Knight Frank Czech Republic.

Perspektywy na 2026 rok: stabilizacja i powrót kapitału międzynarodowego

Nastroje inwestorów w regionie CEE powinny pozostać pozytywne w 2026 roku. W Polsce oczekiwane jest wzmocnienie aktywności inwestycyjnej, wspierane przez ożywienie w sektorze biurowym, stabilny popyt na powierzchnie logistyczne oraz rosnącą rolę kapitału krajowego, który potroił się rok do roku.

Rynek inwestycyjny na Węgrzech ma się stabilizować wraz z selektywnym powrotem inwestorów koncentrujących się na najlepszych aktywach spełniających standardy ESG.

„Większa transparentność wycen oraz bardziej atrakcyjne premie za ryzyko powinny stopniowo odbudowywać zaufanie inwestorów do rynku węgierskiego, przy czym przepływy kapitału będą prawdopodobnie koncentrować się na najlepszych aktywach biurowych i logistycznych,” – mówi Erika Loska, National Director w Knight Frank Hungary.

Rumunia może skorzystać na potencjalnym powrocie na rynek portfela logistycznego o powierzchni 380 000 m kw., co mogłoby znacząco zwiększyć wolumen transakcji.

„Po słabszym roku spodziewamy się odbicia aktywności inwestycyjnej w Rumunii. Duże możliwości inwestycyjne w sektorze logistycznym mogą istotnie zmienić dynamikę rynku w 2026 roku oraz wzmocnić pozycję Rumunii w regionalnym segmencie przemysłowym,” – mówi Horatiu Florescu Papakonstantinou, Chairman & CEO w Knight Frank CSEE.

Na Słowacji wolumen inwestycji może spaść po rekordowym roku – głównie z powodu ograniczonej podaży produktów inwestycyjnych, a nie słabszego popytu.

Wzrost czynszów kluczowym czynnikiem wzrostu wartości

„Oczekujemy, że prime yields w regionie CEE pozostaną w 2026 roku w dużej mierze stabilne, a wzrost wartości kapitałowej aktywów będzie coraz częściej wynikał ze wzrostu czynszów, a nie dalszej kompresji stóp kapitalizacji. Silne rynki najemców w Warszawie, w połączeniu z ograniczoną nową podażą, powinny wspierać wzrost czynszów w najlepszych aktywach biurowych,” – mówi Charles Taylor, CEO w Knight Frank Polska.

Biorąc pod uwagę prognozy wzrostu gospodarczego w regionie, który do 2027 roku ma wyraźnie przewyższać średnią UE, rynki CEE pozostają jednymi z najbardziej atrakcyjnych kierunków inwestycyjnych w Europie.

Wybory korespondencyjne: WSA uchyla 27 mln zł kary UODO dla Poczty Polskiej

0

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), który nałożył na Pocztę Polską karę w wysokości 27 mln zł za przetwarzanie danych osobowych około 30 mln obywateli podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych w 2020 roku. Sąd uznał, że w momencie podejmowania działań spółka działała na podstawie obowiązującej decyzji premiera, która korzystała z domniemania legalności.

Wyrok zapadł 5 marca 2026 r. w sprawie o sygnaturze II SA/Wa 837/25. Sąd rozpatrywał skargę Poczty Polskiej na decyzję Prezesa UODO z 2025 roku i uznał ją za zasadną, uchylając decyzję w części dotyczącej spółki.

Sąd: decyzja premiera wiązała Pocztę Polską

W uzasadnieniu wyroku WSA wskazał, że kluczowe znaczenie ma fakt, iż w chwili przetwarzania danych osobowych w obrocie prawnym funkcjonowała decyzja Prezesa Rady Ministrów z 16 kwietnia 2020 r. Zobowiązywała ona Pocztę Polską do podjęcia działań związanych z organizacją wyborów korespondencyjnych na Prezydenta RP.

Sąd podkreślił, że taka decyzja – dopóki nie zostanie uchylona lub uznana za nieważną – korzysta z domniemania legalności i jest wiążąca dla jej adresata. Oznacza to, że podmiot, który otrzymał decyzję administracyjną, ma obowiązek ją wykonać.

WSA zaznaczył również, że Poczta Polska nie była uprawniona do samodzielnego oceniania legalności decyzji premiera. Spółka mogła jedynie zaskarżyć ją w trybie przewidzianym przez prawo administracyjne, ale samo wniesienie skargi nie dawało podstaw do odmowy jej wykonania.

W ocenie sądu odmowa realizacji polecenia mogłaby doprowadzić do zastosowania administracyjnego przymusu egzekucyjnego.

Przetwarzanie danych jako skutek decyzji

Sąd zwrócił uwagę, że nie wszystkie skutki wykonania decyzji, która później zostaje uznana za nieważną, mogą zostać cofnięte. Do takich skutków należy m.in. proces przetwarzania danych osobowych oraz upływ czasu.

Dlatego – zdaniem WSA – organ nadzorczy powinien w pierwszej kolejności ocenić, czy w chwili podejmowania działań Poczta Polska miała formalną podstawę prawną do przetwarzania danych w ramach realizacji polecenia premiera.

Skoro taka decyzja istniała i pozostawała w obrocie prawnym, to – według sądu – nie można automatycznie uznać, że spółka działała bez podstawy prawnej.

Spór o dane 30 milionów obywateli

Sprawa ma swój początek w 2020 roku, w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19. W związku z zagrożeniem epidemicznym rząd planował przeprowadzenie wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej, aby ograniczyć ryzyko zakażeń wynikających z gromadzenia się wyborców w lokalach wyborczych.

W tym celu konieczne było pozyskanie danych osobowych obywateli z rejestru PESEL.

Na podstawie decyzji premiera z 16 kwietnia 2020 r.:

  • 20 kwietnia 2020 r. Poczta Polska wystąpiła do Ministerstwa Cyfryzacji o przekazanie danych,
  • 22 kwietnia dane zostały przekazane spółce na płycie DVD,
  • obejmowały one m.in.
    • numer PESEL,
    • imię i nazwisko,
    • adres zameldowania,
    • informacje o czasowym pobycie za granicą.

Łącznie dotyczyły one około 30 milionów pełnoletnich obywateli Polski.

Dane były przetwarzane przez około miesiąc. Zostały zniszczone między 15 a 22 maja 2020 r., gdy stało się jasne, że wybory nie odbędą się w planowanym terminie ani w formie korespondencyjnej.

RPO zaskarżył decyzję premiera

Jeszcze w trakcie przygotowań do wyborów decyzję premiera zaskarżył do sądu administracyjnego Rzecznik Praw Obywatelskich.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 15 września 2020 r. uznał, że decyzja premiera została wydana bez podstawy prawnej i z rażącym naruszeniem prawa.

Orzeczenie to zostało później utrzymane w mocy przez Naczelny Sąd Administracyjny, który w czerwcu 2024 roku potwierdził nieważność decyzji.

Kara 27 mln zł od UODO

Po ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy przez sądy administracyjne Prezes UODO wszczął postępowanie dotyczące przetwarzania danych osobowych przez Pocztę Polską i Ministerstwo Cyfryzacji.

Postępowanie zakończyło się 17 marca 2025 r. wydaniem decyzji, w której organ uznał, że działania spółki naruszały podstawowe zasady ochrony danych osobowych.

UODO wskazał w szczególności na:

  • bardzo dużą skalę przetwarzania danych, obejmującą niemal 80 proc. populacji Polski,
  • brak wystarczającej podstawy prawnej,
  • możliwość powstania szkód niematerialnych u obywateli, takich jak utrata poczucia kontroli nad własnymi danymi.

Zdaniem organu nadzorczego Poczta Polska – jako spółka Skarbu Państwa wykonująca zadania publiczne – powinna była przeprowadzić dogłębną analizę prawną decyzji premiera przed rozpoczęciem przetwarzania danych.

W rezultacie na spółkę nałożono karę administracyjną w wysokości 27 mln zł.

Jednocześnie UODO uznał, że także działania Ministerstwa Cyfryzacji były niezgodne z prawem. Na ministra nałożono karę w wysokości 100 tys. zł, czyli maksymalną możliwą dla podmiotów publicznych.

Wyrok nie jest prawomocny

Decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 5 marca 2026 r. uchylająca karę dla Poczty Polskiej nie jest jeszcze prawomocna.

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który ostatecznie rozstrzygnie spór.

Sprawa dotycząca przetwarzania danych 30 milionów obywateli podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych pozostaje jednym z najbardziej znaczących sporów prawnych w Polsce dotyczących relacji między decyzjami administracji publicznej a ochroną danych osobowych.

Luka dochodowa pomiędzy płciami – liczy się dochód przez całe życie, nie tylko płaca

Koniec ery walki o same stawki godzinoweczas zmierzyć się z ukrytą luką dożywotnich dochodów. Raport Allianz Trade ujawnia, dlaczego kluczem do finansowego równouprawnienia kobiet nie jest tylko wyższa pensja, ale też: czas pracy (lepsze wsparcie w pracy w niepełnym wymiarze i bez pogorszenia warunków wynagrodzenia oraz rozwoju/awansu, ale też lepsza rekompensata w systemie emerytalnym za urlop macierzyński), edukacja finansowa (zarządzanie kapitałem to nie tylko domena mężczyzn) i odwaga w świecie AI (mniejsza absorbcja nowych technologii niż mężczyźni – ryzyko wzrostu luki kompetencyjnej w przyszłości).

  • Postęp jest widoczny, ale strukturalne nierówności w liczbie godzin pracy generują blisko 24% różnicę w emeryturach – raport Allianz Trade wskazuje, że mimo wzrostu aktywności zawodowej kobiet i spadku luki płacowej (wg. OECD do średnio 13,7%), czas poświęcony na macierzyństwo i inne obowiązki opiekuńcze wpływa na niższe emerytury.
  • Polska wśród liderów wyrównywania dochodów – wprowadzenie zintegrowanego modelu oceny dochodów pokazuje zróżnicowane trajektorie w poszczególnych krajach, gdzie liderzy (np. Polska) osiągają relatywnie niskie luki (także w porównaniu do okresów wcześniejszych będącym punktem odniesienia), podczas gdy w np. Niemczech utrzymują się wysokie dysproporcje.
  • Kluczem do analizy jest dochód w ciągu całego życia. Raport wprowadza model łączący zarobki, zyski kapitałowe i emerytury, pokazując, że dla pokolenia 2000 luka ta spadła do 16% (w porównaniu do luki 33% u rocznika 1975).
  • Przyszłość równości zależy od liczby godzin pracy, a nie tylko stawek. Największy wpływ na różnice dochodowe mają dysproporcje w wymiarze czasu pracy, a kraje takie jak Polska czy Szwecja radzą sobie z tym lepiej niż np. Niemcy czy Szwajcaria.
  • W efekcie – występuje istotna różnica pomiędzy kobieta a mężczyzną w kapitale zgromadzonym przez całe życie: w Polsce wg. Działu Badań Ekonomicznych Allianz Trade jest to średnio 2 mln. złotych (455 tys euro).
  • Polityka publiczna musi wspierać pełnoetatowe zatrudnienie. Aby przyspieszyć zmiany, niezbędne są reformy ułatwiające opiekę nad dziećmi oraz eliminacja mechanizmów podatkowych zniechęcających do pracy drugą osobę w gospodarstwie domowym.
  • Ryzyko nowej luki kompetencyjnej kobiet – kobiety w UE wykazują o 16% niższy poziom wykorzystania sztucznej inteligencji, co może ograniczyć ich udział w przyszłych zyskach z produktywności i technologicznej transformacji.
  • Edukacja finansowa jako klucz do wyższych emerytur. Ponieważ finanse publiczne są bardzo obciążone, kobiety powinny skupić się na inwestycjach prywatnych – wzrost wiedzy finansowej może podnieść stopy zwrotu z ich oszczędności/inwestycji nawet o 1,5 pkt proc.

Niwelowanie luki dochodowej między płciami: od wypłaty do emerytury

Wykres 1: Globalna ewolucja nieskorygowanych różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, w %

Wykres 1: Globalna ewolucja nieskorygowanych różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, w %

Kobiety poczyniły wymierny postęp w ostatnich dekadach w zakresie zmniejszania luku płacowej i zwiększania aktywności zawodowej – jednak różnice strukturalne nadal się utrzymują. W krajach OECD nieskorygowana luka płacowa (wyrażona jako procentowa różnica między średnimi zarobkami wszystkich mężczyzn i kobiet, bez uwzględnienia różnic w rodzaju pracy, liczbie przepracowanych godzin, doświadczeniu czy stażu) spadła z 21% na początku lat 2000. do 13,7% w 2024 roku. Wskaźnik aktywności zawodowej kobiet systematycznie wzrastał do poziomu 71%, w porównaniu do 81% u mężczyzn. Jednak pojedyncze wskaźniki nie oddają w pełni ekonomicznego wpływu tych dysproporcji, ponieważ kluczowe różnice strukturalne pozostają bez zmian: kobiety nadal pracują mniej płatnych godzin, częściej doświadczają przerw w karierze i otrzymują średnio o 23,7% niższe świadczenia emerytalne niż mężczyźni.

Chodzi o coś więcej niż równą płacę: ostatecznie liczy się dochód przez całe życie. Niższe zarobki w latach aktywności zawodowej ograniczają zdolność oszczędzania, zwroty z inwestycji i uprawnienia emerytalne. Aby zmierzyć ten skumulowany efekt, Allianz Trade opracował zintegrowany model cyklu życia, który łączy dochody z pracy, dochody kapitałowe i emerytury w jednolity miernik dochodu dożywotniego. Model ten śledzi sytuację kobiet i mężczyzn urodzonych w latach 1975, 2000 i 2025 w głównych krajach OECD. Nasze wyniki pokazują, że luki w dochodach dożywotnich w 14 analizowanych krajach wyraźnie maleją między pokoleniami: z około 33% dla osób urodzonych w 1975 r. do 16% dla rocznika 2000. Ta różnica w dochodzie dożywotnim wynika głównie z dochodów z pracy (79%), a następnie z emerytur (16%) i dochodów kapitałowych (5%). Przy założeniu kontynuacji obecnych trendów strukturalnych, postęp prawdopodobnie wyhamuje, pozostawiając lukę dochodową na poziomie 16% również dla osób urodzonych w 2025 roku.

Wykres 2: Globalne wskaźniki aktywności zawodowej według płci w 2023 r., w wieku 15–64 lat, w %

Wykres 2: Globalne wskaźniki aktywności zawodowej według płci w 2023 r., w wieku 15–64 lat, w %

Źródła: OECD, Allianz Trade Research

Wyniki na poziomie poszczególnych krajów wskazują na wyraźnie rozbieżne trajektorie: prognozuje się, że Szwecja osiągnie niemal pełną równość (-2%), a za nią uplasują się USA i Hiszpania (około 7%), podczas gdy Francja, Czechy i Belgia zbliżają się do niskich poziomów dwucyfrowych. W przeciwieństwie do nich, Włochy, Niemcy i Szwajcaria nadal wykazują znaczne luki przekraczające 20% w cyklu życia kobiet i mężczyzn urodzonych w 2025 roku. Wskazuje to na potrzebę dalszych reform w celu stworzenia równych warunków, które sprzyjałyby zbieżności dochodów dożywotnich.

Przy obecnych trendach strukturalnych postęp (w wyrównywaniu dochodów pomiędzy płciami) spowalnia – a głównym czynnikiem sprawczym jest liczba przepracowanych godzin, a nie stawki godzinowe. Przeniesienie uwagi z perspektywy pokoleniowej na dynamikę rocznych dochodów z pracy wyraźnie pokazuje tę rozbieżność: grupa liderów – Szwecja, USA, Hiszpania, Francja, Czechy, Belgia, Polska i Holandia – ma według prognoz odnotować spadek rocznych luk w dochodach z pracy poniżej 10% do końca stulecia. W krajach pozostających w tyle – Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Danii, Austrii i Szwajcarii – znaczne różnice utrzymują się, ponieważ strukturalne dysproporcje w zatrudnieniu na pół etatu przeważają nad korzyściami wynikającymi ze wzrostu aktywności zawodowej i płac godzinowych. Przyszłość wyrównania dochodów płci będzie zatem zależeć w mniejszym stopniu od równości stawek godzinowych, a w większym od rozkładu godzin pracy w całym życiu.

Wykres 3: Globalna ewolucja różnic w wysokości emerytur kobiet i mężczyzn, w %

Wykres 3: Globalna ewolucja różnic w wysokości emerytur kobiet i mężczyzn, w %

Źródła: OECD, Allianz Trade Research

Szybsze niwelowanie luk dochodowych wymaga zmian strukturalnych. Aby zamknąć lukę w dochodach z pracy, polityka publiczna musi przejąć inicjatywę. W opinii Allianz Trade rozszerzenie dostępu do niedrogiej opieki nad dziećmi, ograniczanie czynników zniechęcających (do pracy) osoby zarabiające jako drugie w gospodarstwie domowym oraz wspieranie ciągłego zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin pozwoliłoby niwelować źródło dysproporcji – stanowiąc jednocześnie rozsądną politykę fiskalną, która z czasem może się zwrócić. Jednocześnie kobiety muszą zmniejszać rodzące się luki w adaptacji sztucznej inteligencji (AI) – wynoszące obecnie 16% w całej UE – aby zapewnić sobie pełny udział w przyszłych zyskach z wydajności i transformacji technologicznej. W odniesieniu do luki emerytalnej, konstrukcja publicznych systemów emerytalnych może pomóc zamortyzować skumulowane skutki przerw w karierze i niższych zarobków przez całe życie. Jednak w czasach coraz bardziej obciążonych finansów publicznych, większego znaczenia nabierze prywatne zabezpieczenie emerytalne. Kobiety powinny zatem skupić się na wzmacnianiu swojej wiedzy finansowej, co może pomóc im zwiększyć roczne stopy zwrotu z inwestycji nawet o 1,5 pkt proc., a także generalnie – zacząć oszczędzać i inwestować tak wcześnie, jak to możliwe, aby w pełni korzystać z potęgi procentu składanego.

UE–Indie: historyczna umowa handlowa. Pięć rzeczy, które biznes powinien wiedzieć o Indiach

27 stycznia 2026 roku Unia Europejska i Indie sfinalizowały jedną z najważniejszych umów handlowych ostatnich dekad. Porozumienie, które po ratyfikacji ma podwoić wzajemny handel, otwiera europejskim firmom dostęp do rynku liczącego prawie 1,5 mld mieszkańców i najszybciej rosnącej klasy średniej na świecie.  Dla biznesu w Polsce to nie tylko nowa szansa – to także test przygotowania.

Umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami zakłada niemal pełną liberalizację handlu towarami i znaczące otwarcie rynku usług. Indie mają znieść lub obniżyć cła na 96,6% wartości eksportu towarów z UE. Oznacza to istotne zmniejszenie barier taryfowych m.in. w sektorze motoryzacyjnym (gdzie maksymalne cła na samochody sięgają dziś nawet 110%), a także w branży maszynowej, farmaceutycznej, chemicznej czy kosmetycznej. Umowa przewiduje również szerszy dostęp do indyjskiego rynku usług, w tym finansowych i transportu morskiego, oraz wzmocnienie ochrony własności intelektualnej. Dotychczas Indie były dla wielu europejskich firm rynkiem wymagającym – zarówno pod względem regulacyjnym, jak i operacyjnym. Wynegocjowana umowa ma stopniowo ograniczać część istniejących barier i ułatwiać współpracę gospodarczą.

Pięć kluczowych wniosków dla biznesu

  1. Indie to nie jeden rynek, a błędy w założeniach kosztują najwięcej

Najczęstszą pułapką firm jest traktowanie Indii jak jednego, spójnego rynku. Tymczasem to federacja 28 stanów i 8 terytoriów związkowych, różniących się językiem, kulturą, religią, poziomem rozwoju i lokalnymi regulacjami.

Zawsze doradzam, by zacząć od jednego regionu. Przetestować tam dany model biznesowy, sprawdzić reakcję rynku i dopiero później skalować działalność – podkreśla dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Brak tej strategii prowadzi do rozproszenia kosztów, nieczytelnej komunikacji marketingowej i niskiej skuteczności sprzedaży.

  1. Bez głębokiego researchu rynek szybko weryfikuje

W Indiach wiele branż rozwija się regionalnie. Mumbaj jest finansową stolicą kraju i jednym z najważniejszych centrów biznesowych, Bengaluru uznawane jest za globalny hub technologiczny i IT, a Hyderabad łączy silny sektor technologiczny z jednym z największych w Indiach klastrów farmaceutycznych i biotechnologicznych. Stan Tamil Nadu – szczególnie region Chennai – jest natomiast jednym z kluczowych hubów produkcyjnych Indii oraz liderem w rozwoju energii odnawialnej, zwłaszcza w sektorze energii wiatrowej i słonecznej. To efekt lokalnych polityk rozwojowych, uwarunkowań historycznych oraz koncentracji kapitału, infrastruktury i talentów, które tworzą naturalne przewagi dla inwestorów.

Indii nie da się poznać zza biurka. Trzeba tam pojechać, zobaczyć, jak działa administracja, jak buduje się relacje biznesowe i jak naprawdę wygląda proces sprzedażymówi ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich. – To rynek bardzo zróżnicowany regionalnie i kulturowo. To, co działa w jednym stanie czy regionie, niekoniecznie sprawdzi się w innym. Nawet takie elementy jak model dystrybucji czy oczekiwania klientów mogą się znacząco różnić. Dlatego lokalna adaptacja i obecność na miejscu są często warunkiem skutecznego wejścia na rynek.

  1. Indie na drodze do globalnego hubu produkcyjnego

Ostatnie lata pełne napięć geopolitycznych i zakłóceń w handlu międzynarodowym pokazały, jak kruche są globalne łańcuchy dostaw. Indie stają się dziś jednym z głównych kierunków relokacji produkcji.

Lokalna produkcja to niższe koszty, krótsze łańcuchy dostaw i większe zaufanie klientów. Indyjski konsument chętniej kupuje produkt wytwarzany na miejscu – zauważa dr Latymowicz.

Coraz więcej polskich firm po okresie eksportu decyduje się na otwieranie magazynów w Indiach, a dalszej perspektywie budowę zakładów w Indiach, by zwiększyć skalę i rozpoznawalność marki.

  1. Skala, jakiej Europa nie zna, i która wymaga innego myślenia o marce

Indyjska klasa średnia liczy dziś, według różnych szacunków, ponad 430 mln osób – to rynek konsumencki porównywalny skalą z całą populacją Unii Europejskiej. To młodzi, cyfrowi i coraz bardziej świadomi konsumenci. Europejskie pochodzenie wciąż kojarzy się im z jakością i prestiżem, ale oczekują marek, które rozumieją lokalny rynek i potrafią dopasować ofertę do indyjskich realiów.

W Indiach nie wygrywa ten, kto jest najtańszy, ale ten, kto potrafi stać się „lokalny”, zachowując jednocześnie europejską wiarygodność – podkreśla partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART. – Firmy, które budują w Indiach markę, a nie tylko kanał sprzedaży, mają szansę stać się częścią codziennego życia konsumentów. A to jest prawdziwa skala – dodaje.

  1. Prawo i regulacje: dostosowanie modelu działalności

Umowa handlowa otwiera drzwi, ale nie ujednolica systemów prawnych ani nie znosi automatycznie wymogów regulacyjnych. Indie funkcjonują w systemie common law i mają rozbudowany system regulacji branżowych oraz przepisów stanowych. W praktyce oznacza to, że wejście na rynek wymaga dopasowania modelu działalności do lokalnych realiów – od sposobu prowadzenia biznesu i współpracy z partnerami po wymogi regulacyjne i administracyjne.

– Częstym błędem jest kopiowanie europejskich modeli działalności bez uwzględnienia indyjskiej specyfiki – mówi dr Judyta Latymowicz. – W Indiach kluczowe jest właściwe zaprojektowanie strategii wejścia na rynek: gdzie i w jaki sposób działać – czy za pośrednictwem importera lub dystrybutora, czy poprzez własną spółkę w Indiach – a także odpowiednie ułożenie struktury działalności. Sam dobry produkt nie wystarczy – równie ważne jest dopasowanie modelu biznesowego do realiów rynku indyjskiego. Dopiero połączenie strategii z odpowiednim modelem operacyjnym daje realną szansę na sukces – wskazuje ekspertka.

Ropa wystrzeliła, dolar się umacnia. Rynki reagują na napięcia na Bliskim Wschodzie

W weekend doszło do eskalacji walk i ataków na infrastrukturę energetyczną. Baryłka ropy wyrażona w PLN podczas ataku Rosji na Ukrainę była o 35% droższa. Dlaczego zatem już teraz tak bardzo się nas straszy? Na rynku walutowym trwa ucieczka do dolara.

Poniedziałkowy szok cen ropy

W weekend doszło do czegoś, czego obawiała się część analityków. USA zaatakowały infrastrukturę energetyczną w Iranie, w tym magazyny ropy naftowej. Warto jednak zwrócić uwagę, że ataki były celowane w obiekty zapewniające dostawy surowca na rynek wewnętrzny. Efektem tych działań lokalnie jest ograniczenie sprzedaży benzyny w samym Teheranie. Natomiast globalnie na otwarciu notowań mamy szaleństwo. Jeszcze w piątek kończyliśmy dzień z baryłką czarnego złota w okolicy 93 USD. Piątkowe wzrosty – biorąc pod uwagę nadchodzący weekend – nie były zaskoczeniem. Inwestorzy przygotowywali się bowiem na możliwą eskalację. O tym, że przygotowali się zbyt mało, najlepiej świadczy to, co wydarzyło się dzisiaj na otwarciu rynków: cena wyskoczyła niemal od razu pod 120 USD. Potem, po 6:00 czasu polskiego, notowania zaczęły spadać. Podczas pisania tego tekstu, nadal jesteśmy powyżej poziomu 105 USD za baryłkę.

Czy już trzeba się bać?

Sam poziom cen ropy powyżej 100 USD za baryłkę – szczególnie przy dolarze po 3,72 zł – nie jest czymś, co powinno powodować blady strach. To jednak czynnik, który odczujemy w naszych portfelach. Jak mocno? To niestety zależy od tego, jak bardzo uda się zbudować atmosferę strachu. Analitycy chcący uspokoić sytuację podają jako przykład pierwsze miesiące rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dzisiaj baryłka kosztuje około 400 zł. W 2022 roku oglądaliśmy dolara po 4,50 zł i ropę po 120 USD za baryłkę. W rezultacie cena złotowa baryłki ropy wynosiła wówczas około 540 zł. W tym miejscu warto przypomnieć, że szczyty cenowe dolara przypadały już na moment spadków cen ropy. Co to oznaczało dla naszych portfeli? W 2022 roku, przy baryłce o 35% droższej niż obecnie, ceny paliw na stacjach sięgały w szczytowym momencie 8,51 zł, a benzyny 7,84 zł. Trzeba jednak pamiętać, że mowa o cenach średnich. Wszyscy pamiętamy też wskazania, na których były wyższe wartości. Czy teraz będzie tak samo? Nie wiadomo, gdzie dotrze baryłka ropy. Teraz od rynku odcinane jest nie tyle jedno państwo-producent od części odbiorców, ile nawet 20% światowego wydobycia. Jeżeli sytuacja nie będzie eskalować, nie powinniśmy się zbliżyć nawet do tamtych poziomów cen paliw.

Jak waluty?

Rynki walutowe podchodzą do sytuacji znacznie spokojniej niż rynek ropy czy gazu. Dzisiaj co prawda kurs euro na otwarciu znów wyskoczył do 4,30 zł. To jednak poniżej zeszłotygodniowych szczytów, a nie kilkanaście procent powyżej – jak w przypadku ropy naftowej. Dolar dalej zachowuje się jak bezpieczna przystań i w rezultacie zyskuje względem innych walut. Na głównej parze walutowej świata widzieliśmy dzisiaj rano odbicie tuż przed poziomem 1,15. Był to najsilniejszy dolar od listopada. Względem złotego dolar, osiągając poziom 3,73 zł, był najdroższy od sierpnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak odczytów mogących rywalizować z wydarzeniami w geopolityce.

Ropa najdroższa od 2022 roku

Ceny ropy gwałtownie wzrosły w reakcji na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz ryzyko zakłóceń w fizycznych przepływach surowca, co przełożyło się na wyraźny wzrost premii za ryzyko. Notowania Brent w szczytowym momencie dzisiejszej sesji skoczyły nawet o 29 proc., osiągając 119,50 dolara za baryłkę, po bardzo mocnym poprzednim tygodniu, a amerykańska ropa WTI również dynamicznie zyskała, chwilowo rosnąc o około 31 proc. Część wzrostu została później skorygowana po sygnałach, że państwa konsumenckie rozważają uwolnienie części strategicznych rezerw, co rynek odebrał jako próbę ograniczenia krótkoterminowego niedoboru.

Najważniejszym źródłem niepewności jest praktyczne wstrzymanie żeglugi przez cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą. Doniesienia o atakach na infrastrukturę energetyczną dodatkowo wzmocniły obawy o ciągłość dostaw, automatycznie podbijając premię za ryzyko nie tylko na rynku ropy, lecz także gazu. W sytuacji realnych ograniczeń eksportu część eksporterów zaczęła odczuwać narastające problemy logistyczne i magazynowe, co mogło wymuszać czasowe redukcje wydobycia, gdy zapasy szybko zapełniają się w pobliżu terminali i rafinerii. Irak zaczął ograniczać produkcję już tydzień wcześniej, co sugeruje, że presja po stronie operacyjnej narastała stopniowo, zanim została w pełni zdyskontowana w cenach.

Rządy krajów G7 mają omawiać możliwość skoordynowanego uwolnienia ropy z rezerw strategicznych, a operacja mogłaby być prowadzona we współpracy z Międzynarodową Agencją Energetyczną. Skala potencjalnego ubytku podaży pozostaje jednak znacząca. JPMorgan w nocie z 8 marca wskazuje, że wyłączenia wydobycia w regionie mogą wzrosnąć do ponad 4 mln baryłek dziennie do końca przyszłego tygodnia. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ Bliski Wschód odpowiada za około jedną trzecią globalnej podaży, więc każde trwalsze ograniczenie produkcji lub eksportu ma konsekwencje wykraczające daleko poza rynek lokalny.

Wzrost cen surowca szybko przeniósł się na rynki produktów paliwowych i zaczął wymuszać reakcje polityczne. Chiny miały polecić największym rafineriom ograniczenie eksportu diesla i benzyny, co wzmacnia bezpieczeństwo podaży na rynku krajowym, ale jednocześnie może usztywniać globalny bilans paliw. Korea Południowa analizuje natomiast instrumenty osłonowe, w tym możliwość administracyjnego ograniczania cen detalicznych paliw lub czasowych ulg podatkowych. W Stanach Zjednoczonych ceny benzyny wzrosły do najwyższego poziomu od sierpnia 2024 roku, zyskując wymiar polityczny w kontekście presji inflacyjnej i zbliżających się wyborów „midterms”, a w Wielkiej Brytanii coraz częściej pojawiają się zapowiedzi działań łagodzących koszty energii dla gospodarstw domowych, jeśli utrzymanie wysokich cen surowców zacznie wyraźnie pogarszać nastroje konsumentów i perspektywy wzrostu.

Połowa europejskich organizacji uwzględnia suwerenność cyfrową w swojej strategii chmurowej

0

W obliczu rosnących napięć geopolitycznych, gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji oraz coraz bardziej złożonego krajobrazu regulacyjnego kwestia suwerenności cyfrowej staje się kluczowa dla europejskich organizacji. Jak pokazują najnowsze dane z raportu The On-Demand Tech Paradox: Balancing Speed and Spend, już połowa firm w Europie uwzględnia suwerenność chmury w swoich strategiach – to wyraźny wzrost względem poprzedniej edycji badania.

Europa liderem zmian

Według raportu Capgemini, globalnie już 46% organizacji uwzględnia aspekt sovereignty w swoich strategiach rozwoju technologicznego. Warto odnotować, że w 2022 r. odsetek ten był zdecydowanie niższy i wynosił tylko 31%. Widać wyraźnie, że cyfrowa niezależność staje się coraz wyższym priorytetem dla biznesu. Co więcej, Europa pozostaje liderem tych zmian – 50% europejskich organizacji posiada dobrze zdefiniowaną strategię suwerenności chmurowej lub jest w trakcie jej przygotowywania. Najbardziej zaawansowany jest sektor produkcji przemysłowej, w którym 60% przedsiębiorstw prowadzi aktywne działania w tym obszarze. W administracji publicznej odsetek ten wynosi 57%, a w usługach finansowych 53%.

– Europejskie przedsiębiorstwa i instytucje publiczne stają przed coraz większymi wyzwaniami związanymi z kontrolą nad danymi. W sektorze publicznym priorytetem jest odporność usług, takich jak portale podatkowe czy systemy miejskie, które mogą być zagrożone w sytuacji cyberataków lub presji geopolitycznej na dostawców chmurowych. W sektorze prywatnym z kolei pojawia się ryzyko, że dane wrażliwe, objęte tajemnicą handlową lub istotne z perspektywy konkurencyjności, mogą podlegać obcemu ustawodawstwu. Organizacje coraz częściej podkreślają, że w sytuacji tak złożonych uwarunkowań suwerenność cyfrowa przestaje być opcją, a staje się koniecznością – podkreśla Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure w Capgemini Polska.
Szersza definicja suwerenności

W ostatnich latach znacząco ewoluowało również samo pojęcie suwerenności chmury. W 2022 roku, dla 43% kadry kierowniczej oznaczała ona przede wszystkim fizyczną lokalizację danych. Dziś taką definicję wskazuje jedynie 25% respondentów. Coraz powszechniej suwerenność jest utożsamiana z korzystaniem z usług dostawców funkcjonujących w tej samej jurysdykcji prawnej oraz z przechowywaniem i przetwarzaniem danych w granicach krajowych lub regionalnych.

– Równocześnie rośnie znaczenie modeli wsparcia, w których globalne technologie mogą być obsługiwane przez lokalnego, odpowiednio certyfikowanego partnera. Dla lokalnych usługodawców to wyzwanie aby budować zespoły, tworzyć architektury i implementować rozwiązania, które spełnią wymagania suwerenności danych. To bardziej dojrzałe podejście, które łączy potrzebę kontroli z dostępnością innowacyjnych rozwiązań – dodaje Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure w Capgemini Polska.

Organizacje są gotowe zapłacić więcej za bezpieczeństwo i niezależność

Raport Capgemini wskazuje, że uwzględnienie aspektu suwerenności w strategii chmurowej wiąże się ze wzrostem kosztów operacyjnych – potwierdza to aż 51% organizacji. Wynika to m.in. z ograniczeń infrastruktury lokalnej, bardziej rygorystycznych wymogów zgodności czy mniejszej elastyczności dostawców. Jednocześnie wiele organizacji jest gotowych na zwiększenie budżetu, aby zapewnić długoterminową ochronę danych – 42% decydentów deklaruje gotowość zapłacenia średnio o 11% więcej. Jednocześnie organizacje starają się równoważyć bezpieczeństwo z efektywnością kosztową. Najpopularniejszym podejściem (68% wskazań) jest integrowanie suwerennej chmury z już istniejącą infrastrukturą.

Suwerenność w dobie AI

Kwestia suwerenności i kontroli nad danymi nabiera szczególnego znaczenia w kontekście gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji. Według opracowania Capgemini Safeguarding Europe in the Age of AI, sztuczna inteligencja staje się kluczowym czynnikiem transformacji w obszarach tak strategicznych jak bezpieczeństwo narodowe, operacje wojskowe czy zarządzanie kryzysowe. Technologie cyfrowe, a zwłaszcza rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, pełnią rolę motoru innowacji w sektorze obronnym. Aby Europa mogła zachować autonomię w kluczowych domenach i budować odporność w obliczu nowych zagrożeń, musi dysponować pełną kontrolą nad technologiami, na których opiera się rozwój i wdrażanie AI.

Suwerenność w kontekście AI oznacza przede wszystkim posiadanie i kontrolowanie infrastruktury, na której szkolone są modele, oraz zapewnienie pełnego bezpieczeństwa danych, zwłaszcza wrażliwych informacji. Wymaga to budowania suwerennych chmur, które gwarantują zgodność z krajowymi i regionalnymi protokołami bezpieczeństwa, a także inwestowania w centra danych, zdolne obsługiwać bezprecedensowe ilości informacji generowanych w sektorach strategicznych. Jednocześnie organizacje muszą przeciwdziałać zagrożeniom, takim jak zatruwanie danych, które mogłoby podważyć skuteczność systemów AI i stanowić realne zagrożenie dla suwerenności operacyjnej.

Grunty premium to dziś nie tylko adres. Liczy się dostęp do mocy i infrastruktury

Po okresie dużych wahań związanych z pandemią oraz rynkowej korekcie w latach 2023-2024, w 2025 roku rynek gruntów inwestycyjnych wszedł w fazę stabilizacji. Deweloperzy mieszkaniowi napotykali trudności w pozyskiwaniu działek w dobrych lokalizacjach. Natomiast coraz większą rolę zaczęły odgrywać inwestycje w centra przetwarzania danych i magazyny energii. Rynek przeszedł istotne zmiany. Zakończył się czas masowego kupowania gruntów budowlanych, a zainteresowanie dużymi galeriami handlowymi wyraźnie spadło. Lokalizacja przy autostradzie przestała być już kluczowym kryterium. W branżach związanych z energetyką i cyfryzacją najważniejszym zasobem stała się moc przyłączeniowa. Wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym czynnikiem wpływającym na wycenę gruntów.

Według danych za 2025 rok, polska gospodarka odnotowała wzrost PKB na poziomie ok. 3,4% (zgodnie z prognozami EY i Komisji Europejskiej). Jak komentuje Mariusz Urbański, analityk i wieloletni ekspert rynku nieruchomości z firmy INWI Development, spadająca inflacja dała pewien oddech. Jednak wysoki koszt pieniądza w pierwszej połowie roku nadal limitował aktywność spekulacyjną. Inwestorzy, zamiast agresywnego skupowania banków ziemi, przyjęli strategie „wait-and-see” lub koncentrowali się na aktywach typu „core” w największych ośrodkach miejskich.

– Zeszły rok w tzw. mieszkaniówce upłynął pod znakiem dalszej polaryzacji. Zgodnie z danymi GUS-u, liczba rozpoczętych budów w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku spadła o ok. 8,5% rok do roku. To było bezpośrednim skutkiem ostrożności deweloperów oraz ograniczonej podaży gruntów z uregulowaną sytuacją prawną – dodaje ekspert.

W opinii Mariusza Urbańskiego, jednym z najważniejszych zjawisk okazał się trwały wzrost cen ofertowych gruntów pod zabudowę – nawet w warunkach osłabienia koniunktury na rynku mieszkań. – Najnowsze raporty wskazują, że ceny gruntów inwestycyjnych pozostają odporne na cykl gospodarczy i rosną głównie z powodu niedoboru gruntów z uregulowaną sytuacją planistyczną, czyli tzw. czystych działek, a także oczekiwań związanych z zapowiadaną reformą planowania przestrzennego w Polsce – wskazuje znawca rynku.

Jak podkreślają rynkowi eksperci, nawet przy obniżonej aktywności deweloperskiej popyt na atrakcyjnie położone działki – zwłaszcza w stolicach województw – przewyższa podaż. Efekt ten jest silniejszy w takich aglomeracjach jak Warszawa, gdzie dziesiątki transakcji zakupów gruntów przez krajowych i zagranicznych inwestorów potwierdzają trend umiarkowanego wzrostu cen i dużej konkurencji o najlepsze parcele.

– Co istotne, grunty pod budownictwo wielorodzinne w Warszawie, Krakowie i Trójmieście osiągnęły w 2025 roku rekordowe wyceny. W stolicy średnie ceny transakcyjne w topowych dzielnicach nierzadko przekraczały 3000-5000 PLN za PUM (Powierzchnię Użytkową Mieszkalną), a udział kosztu gruntu w cenie końcowej mieszkania w największych aglomeracjach zbliżył się do granicy 20-25% – informuje Mariusz Urbański.

Ten segment był jednym z najaktywniejszych na rynku, mimo wyhamowania dynamiki sprzedaży samych mieszkań. Inwestorzy wskazują na niską podaż dobrze przygotowanych działek, tj. tzw. czystych gruntów z planami miejscowymi. – To podtrzymuje presję cenową na poziomie ofertowym i transakcyjnym. Deweloperzy coraz częściej decydowali się na rewitalizację terenów poprzemysłowych, mimo wyższych kosztów remediacji gruntu, gdyż działki „greenfield” w granicach miast stały się towarem deficytowym – tłumaczy ekspert z INWI Development.

Warto również podkreślić, że po latach boomu rynek gruntów logistycznych w 2025 roku wszedł w fazę dojrzałości. Według raportów agencji AXI IMMO oraz JLL, podaż nowej powierzchni magazynowej wyhamowała, a rynek skupił się na absorpcji istniejących zasobów (pustostany na poziomie ok. 8,2%). Ceny gruntów logistycznych ustabilizowały się, a w mniej kluczowych lokalizacjach odnotowano nawet lekkie korekty. Jednakże tzw. „Wielka Szóstka” (Warszawa, Śląsk, Polska Centralna, Wrocław, Poznań, Trójmiasto) utrzymała wysokie wyceny.

– W 2025 roku kluczowym trendem roku był nearshoring. To przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu. Zwiększyło to popyt na grunty pod obiekty typu BTO, tj. Build-to-Own, dla firm produkcyjnych, zwłaszcza na zachodzie i południu Polski. To potwierdzają kolejne doniesienia o nowych inwestycjach – wyjaśnia Urbański.

W ub.r. praktycznie nie odnotowano natomiast transakcji dostaw gruntu pod wielkopowierzchniowe galerie handlowe w dużych miastach. Rynek gruntów handlowych przeniósł się do miast powiatowych i mniejszych miejscowości, głównie poniżej 20 tys. mieszkańców. – Deweloperzy masowo poszukiwali działek o powierzchni 1-2 ha pod parki handlowe, tj. tzw. convenience centers. Działki te muszą charakteryzować się doskonałą widocznością i bezpośrednim zjazdem z dróg krajowych lub wojewódzkich. Ceny w tym segmencie pozostały stabilne, ale konkurencja o najlepsze narożniki w mniejszych miastach była w 2025 roku zacięta – zaznacza Mariusz Urbański.

Właśnie te dwa sektory dyktowały nowe warunki gry. Polska ugruntowała w ub.r. swoją pozycję jako hub centrów przetwarzania danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Popyt na nowe inwestycje napędzany jest dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji (AI) oraz usług chmurowych. Kluczowym kryterium nie była tu cena za metr kwadratowy, ale dostępność mocy przyłączeniowej (rzędu kilkudziesięciu MW) oraz światłowodów.

– Warszawa i jej okolice pozostały absolutnym liderem, skupiając ok. 80% rynku, choć inwestorzy zaczęli spoglądać w stronę Poznania i Katowic, ze względu na trudności z dostępem do prądu na Mazowszu. Raporty PMR wskazują, że moc centrów danych w Polsce ma szansę podwoić się do 2030 roku. To w 2025 roku napędzało spekulacyjny skup gruntów z zabezpieczonymi warunkami przyłączenia – wskazuje znawca rynku z INWI Development.

Prawdziwy rozkwit przeżywał w 2025 roku rynek gruntów pod magazyny energii wielkoskalowej, stymulowany potrzebą stabilizacji sieci OZE. – W przeciwieństwie do farm fotowoltaicznych, magazyny energii nie wymagają hektarów ziemi. Często wystarczy 0,5-2 ha. Jednak oczekują oni bezpośredniego sąsiedztwa Głównych Punktów Zasilania. Działki położone w promieniu 500 metrów od GPZ zyskały status premium. Inwestorzy, tacy jak Enea czy prywatne fundusze, aktywnie poszukiwali gruntów klasy IV-VI, oferując właścicielom atrakcyjne stawki dzierżawy, często wyższe niż pod fotowoltaikę, pod warunkiem możliwości uzyskania warunków przyłączeniowych – twierdzi Mariusz Urbański.

Rok 2025 na rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce można podsumować słowem „selekcja”. Skończył się czas kupowania wszystkiego, co ma status „budowlany”. W mieszkaniówce widać było dalszy wzrost cen gruntów w miastach wojewódzkich. Z kolei w logistyce nastąpiła stabilizacja stawek. W energetyce i cyfryzacji głównie liczyła się moc przyłączeniowa, która stała się nową walutą. Obecnie należy spodziewać się, że to właśnie dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym driverem wartości gruntów. Dla właścicieli ziemskich oznacza to konieczność nie tylko „odrolnienia” ziemi, ale przede wszystkim – zadbania o jej uzbrojenie w media o odpowiednich parametrach.

Agresywne praktyki rynkowe deweloperów. Prezes UOKiK stawia zarzuty trzem spółkom

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty trzem firmom deweloperskim w związku z podejrzeniem stosowania agresywnych praktyk rynkowych wobec nabywców mieszkań. Postępowania dotyczą spółek Idea-Inwest, M2R oraz Jelbud – Charłampowicz, Kusz. Zdaniem urzędu działania tych przedsiębiorstw mogły wywierać niedopuszczalną presję na konsumentów, prowadząc do podejmowania przez nich decyzji niekorzystnych finansowo lub do rezygnacji z przysługujących im praw.

Sprawa została wszczęta po licznych skargach kierowanych do UOKiK przez osoby, które zawarły umowy deweloperskie. Z przekazanych do urzędu informacji wynikało, że niektóre firmy próbowały zmieniać warunki uzgodnione wcześniej z klientami już po podpisaniu umów. Po analizie zgromadzonych materiałów – w tym umów, korespondencji między stronami oraz wyjaśnień przedsiębiorców – prezes UOKiK zdecydował o wszczęciu postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Postępowania obejmują inwestycję Sky Garden w Szczecinie realizowaną przez spółkę Idea-Inwest, projekt Levityn Apartamenty w Pabianicach prowadzony przez firmę M2R oraz inwestycję przy ul. Kąpielowej 5B i 5C w Karpaczu realizowaną przez spółkę Jelbud – Charłampowicz, Kusz.

Warunek przeniesienia własności: podpisanie aneksu i dopłata

W przypadku dwóch pierwszych spółek – Idea-Inwest oraz M2R – zastrzeżenia urzędu dotyczą sposobu komunikowania się z klientami w sprawie zmiany ceny mieszkań. Z przekazanych przez konsumentów pism wynikało, że deweloperzy informowali ich o konieczności podpisania aneksów do wcześniej zawartych umów deweloperskich. Dokumenty te przewidywały podwyższenie uzgodnionej wcześniej ceny lokalu.

Jednocześnie z treści korespondencji miało wynikać, że brak zgody na nowe warunki może skutkować brakiem przeniesienia własności mieszkania. Deweloperzy sugerowali również możliwość skierowania sprawy na drogę sądową w celu dochodzenia podwyższenia ceny. W przekazie pojawiały się także argumenty o zagrożeniu dla bezpieczeństwa inwestycji lub o potencjalnych stratach finansowych przedsiębiorcy w przypadku braku dopłat ze strony nabywców.

Zdaniem UOKiK takie komunikaty mogły wywoływać u konsumentów poczucie realnego zagrożenia. Osoby, które często wpłaciły już znaczące środki – nierzadko sięgające kilkuset tysięcy złotych – mogły obawiać się, że w przypadku odmowy podpisania aneksu nie staną się właścicielami kupionego mieszkania. W ocenie urzędu mogło to stanowić formę niedopuszczalnego nacisku, ograniczającego swobodę decyzji konsumentów.

Rezygnacja z kar umownych w zamian za przeniesienie własności

Druga część postępowania dotyczy działań dewelopera Jelbud – Charłampowicz, Kusz realizującego inwestycję w Karpaczu. Spółka wysyłała do nabywców mieszkań pisma zawierające propozycję zwolnienia jej z długu wynikającego z opóźnienia w przeniesieniu własności lokali.

Z przekazywanych dokumentów wynikało, że nabywcy mieli zrezygnować z dochodzenia kar umownych należnych im z tytułu opóźnienia. W zamian deweloper oferował zawarcie porozumienia umożliwiającego zakończenie inwestycji i przeniesienie własności mieszkań.

W korespondencji spółka wskazywała również na trudną sytuację finansową oraz ryzyko niewypłacalności w przypadku dochodzenia przez klientów roszczeń. Sugerowano także możliwość wszczęcia postępowania restrukturyzacyjnego. Zdaniem UOKiK tego rodzaju informacje mogły wywołać presję na konsumentów i skłonić ich do rezygnacji z dochodzenia swoich praw.

Szczególnie istotny jest fakt, że część nabywców mieszkań w Karpaczu czekała na przeniesienie własności lokalu nawet dwa lata. W takiej sytuacji propozycja zrzeczenia się roszczeń mogła być dla wielu osób trudna do odrzucenia.

UOKiK sprawdzi, czy doszło do agresywnych praktyk rynkowych

Jak podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny, istotą agresywnych praktyk rynkowych jest wywieranie niedozwolonego nacisku na konsumentów w sposób, który ogranicza ich swobodę podejmowania decyzji.

Według szefa urzędu zakup mieszkania jest jedną z najważniejszych inwestycji w życiu wielu osób. W większości przypadków jest on finansowany kredytem hipotecznym, a konsumenci angażują w niego znaczną część swoich oszczędności. W takiej sytuacji informacje o możliwych problemach finansowych dewelopera czy o ryzyku nieukończenia inwestycji mogą wywoływać duży niepokój.

W ocenie prezesa UOKiK właśnie tego rodzaju obawy mogły skłaniać nabywców mieszkań do zaakceptowania nowych, mniej korzystnych warunków. Część z nich mogła podpisać aneksy podwyższające cenę lokalu lub zrezygnować z dochodzenia kar umownych jedynie z obawy przed utratą możliwości uzyskania własności mieszkania.

Możliwe konsekwencje dla przedsiębiorców

Postępowania prowadzone przez UOKiK mają ustalić, czy działania deweloperów rzeczywiście stanowiły naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, przedsiębiorcom grożą poważne konsekwencje finansowe.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami kara administracyjna może wynieść nawet do 10 procent rocznego obrotu przedsiębiorcy. Ostateczna decyzja w sprawie ewentualnych sankcji zostanie podjęta po zakończeniu prowadzonych postępowań.

Sprawa pokazuje, że urząd uważnie monitoruje rynek nieruchomości i reaguje na sygnały napływające od konsumentów. W kontekście rosnących cen mieszkań oraz dużej skali inwestycji deweloperskich kwestia ochrony praw nabywców lokali pozostaje jednym z ważniejszych obszarów działalności regulatora rynku.

Energia, inflacja i giełdy. Jak wojna z Iranem może przetasować globalne rynki

  • Ataki USA i Izraela na Iran będą wpłyną na rynki energii, koszty transportu, ryzyko inflacji i sytuację finansową – ale wszystko zależy od tego, jak długo potrwa konflikt. Chociaż przedłużająca się wojna może spowodować powrót szoku inflacyjnego podobnego do tego z 2022 r., nadal spodziewamy się stosunkowo krótkotrwałej eskalacji, przy czym ceny ropy powinny wynieść 70 USD/bbl (o ponad 15% więcej niż poprzednie szacunki; szczytowy poziom powinien wynieść 85 USD/bbl), a konsekwencje dla globalnego PKB i inflacji powinny być ograniczone. Nie zmieniłoby to jednak kursu EBC i Fed, ponieważ w Europie i Stanach Zjednoczonych 10% wzrost ceny ropy prowadzi do wzrostu inflacji o około 0,1-0,2 pp w perspektywie krótkoterminowej. Konflikt trwający dłużej niż cztery do sześciu tygodni miałby większy wpływ na gospodarkę i rynki: można przyjąć, że trzy miesiące to punkt zwrotny w kierunku ryzyka zmiany trendu i scenariusza recesji. Jednak administracja amerykańska ma motywację do szybkiego zakończenia konfliktu, ponieważ wyższe ceny ropy pogłębiające kryzys jej dostępności mogą oznaczać mniejsze poparcie w listopadowych wyborach uzupełniających.
  • Żegluga przez Cieśninę Ormuz – krytycznie istotna dla 30% globalnego przepływu węglowodorów – oraz zakłócenia w produkcji ropy naftowej w Zatoce Perskiej pozostają kluczowymi obszarami oddziaływania konfliktu na gospodarkę. Natychmiastowa reakcja rynku była spowodowana raczej zakłóceniami w żegludze morskiej niż niedoborem surowca: ceny ropy wzrosły do około 82 USD/bbl (wzrost o +13% po otwarciu rynku 2 marca), a dane dotyczące żeglugi wskazują obecnie, że ponad 200 tankowców i statków LNG kotwiczy poza Cieśniną Ormuz, co odzwierciedla problemy związane z ubezpieczeniem od ryzyka wojny i zapobiegawcze wstrzymanie działalności. Przedłużający się konflikt ze znacznymi zakłóceniami w Cieśninie Ormuz może spowodować może spowodować wzrost ceny ropy do 100 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. jej cena powinna nadal wynosić około 70 USD/bbl, ponieważ rynek ostatecznie się dostosuje. W scenariuszu skrajnego ryzyka, w którym reżim irański atakuje infrastrukturę energetyczną w regionie na większa skalę i zakłóca żeglugę w cieśninie, cena ropy Brent może wzrosnąć powyżej 130 USD/bbl, a następnie ustabilizować się na poziomie 80 USD/bbl do końca 2026 r.
  • W przypadku rynków ograniczenia polityczne kształtują kontekst, ponieważ rosnące obawy dotyczące inflacji opóźniać mogą obniżki stóp procentowych, utrzymując podwyższoną zmienność pomimo dotychczas jedynie umiarkowanej korekty cen. Inflacja napędzana cenami ropy prawdopodobnie będzie nadal wywierać presję na stopy procentowe i osłabiać oczekiwania dotyczące łagodzenia polityki pieniężnej. Podwyższone wyceny pozostawiają akcje i kredyty podatne na ryzyko, jeśli koszty energii pozostaną wysokie, a wzrost gospodarczy spowolni. W lepszej sytuacji są obecnie sektory obronny, dóbr konsumpcyjnych o charakterze niecyklicznym i energetyczny (zwłaszcza sektor upstream – poszukiwania i wydobycia, LNG spoza Zatoki Perskiej i niektóre rafinerie) podczas gdy sektory narażone na wpływ czynników makroekonomicznych i energochłonne nadal borykają się z trudnościami (np. linie lotnicze, petrochemia itp.), a sektor technologiczny znajduje się w niejednoznacznej sytuacji. Niedawny wzrost cen zabezpieczeń CDS może pomóc ograniczyć rozszerzanie się spreadów. Z drugiej strony, na rynkach prywatnych może dojść do spowolnienia dystrybucji PE (wypłaty zysków inwestorom w ramach funduszy Private Equity) i niewielkiego wzrostu spreadów prywatnego długu. Rynki stoją przed rozbieżnymi wynikami, co wymaga pozycjonowania w scenariuszu bazowym z zabezpieczeniem przed zmianami reżimu. W scenariuszu bazowym krótki koniec krzywej pozostaje stabilny, środkowa część korzysta z ponownej wyceny wzrostu, a długi koniec dryfuje w kierunku 4,3% dla 10-letnich obligacji amerykańskich i 2,7% dla obligacji (Bundów) niemieckich; w scenariuszu ryzyka skrajnego inflacja powoduje wzrost tych wartości do 5,0% i 3,2%, wraz z odbudową premii terminowych i utratą walorów zabezpieczających obligacje nominalne. Akcje mogą doświadczyć umiarkowanej korekty, zanim powrócą do wysokich jednocyfrowych zwrotów w scenariuszu bazowym, ale spadną o około 20% w scenariuszu skrajnym, ponieważ utrzymująca się inflacja cen energii obniża stopy dyskontowe i zyski. W scenariuszu bazowym rentowność obligacji korporacyjnych o wysokim ratingu utrzymuje się na poziomie około 85 pb, a w scenariuszu skrajnym wzrasta do 125 pb, podczas gdy rynki prywatne wykazują rozbieżności: stopy zwrotu z infrastruktury wynoszą 10% w scenariuszu bazowym i 6% w warunkach napięć, wskaźnik P/E waha się od +12% do -12%, a spready dla długu prywatnego (prywatnych obligacji) rosną z 500 do 650 pb w związku z osłabieniem wskaźników pokrycia.

Zakres i czas trwania konfliktu: trzy scenariusze pozwalające określić jego skutki Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały kluczowe cele infrastruktury wojskowej i cywilnej w Iranie po tygodniach bezowocnych negocjacji dyplomatycznych w sprawie nowego porozumienia nuklearnego. W wyniku tych ataków zginął najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei oraz wielu wysokich rangą funkcjonariuszy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i wywiadu, co wywołało pytania dotyczące przyszłego przywództwa w tym kraju. W przeciwieństwie do krótkotrwałej wojny z czerwca 2025 r., Stany Zjednoczone ogłosiły „poważne operacje bojowe”, co sprawia, że konflikt ten różni się zasadniczo pod względem czasu trwania i ryzyka eskalacji. Iran zareagował atakami na infrastrukturę wojskową USA w Zatoce Perskiej i na Bliskim Wschodzie, zakłócając ruch lotniczy i działalność gospodarczą. Kluczowe pytania dotyczą wpływu konfliktu na rynki energii, a także potencjalnego ryzyka skrajnej eskalacji ku powszechnej wojnie w regionie.

Nieliniowy wstrząs geopolityczny będzie miał wpływ na rynki energii, koszty żeglugi, ryzyko inflacji i sytuację finansową. Eskalacja znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka skrajnego, szczególnie w Cieśninie Ormuz, krytycznym punkcie przeładunkowym, przez który przepływa około 20 mln baryłek ropy dziennie i 30% światowego tranzytu węglowodorów transportowanych drogą morską (ropa i gaz LNG). Wstępne wskaźniki wskazują już na poważne zakłócenia operacyjne: po atakach liczba przepraw spadła o ponad 70%, a główne linie żeglugowe (w tym Maersk) tymczasowo omijają cieśninę Ormuz, co 24 godziny ponownie oceniając decyzje dotyczące tras. Irańska Gwardia Rewolucyjna podobno ostrzegła statki handlowe przed przepływaniem przez cieśninę za pomocą transmisji VHF (morska transmisja radiowa), nawet jeśli egzekwowanie tego zakazu pozostaje nie w pełni skuteczne. Biorąc pod uwagę kluczowe znaczenie cieśniny Ormuz dla globalnych przepływów energii, nawet częściowe zakłócenie stanowi wstrząs większy niż niedawne incydenty na Morzu Czerwonym.

W miarę rozwoju konfliktu to jego długość zadecyduje o stopniu i trwałości jego wpływu na gospodarkę światową. Prezydent Trump wspomniał o czterotygodniowym okresie potrzebnym do przeprowadzenia trwałych negocjacji i zmiany irańskiego reżimu w kierunku „pragmatycznego przywódcy”. Jeśli tak się stanie, wysokie zapasy ropy i gazu powinny sprawić, że szok będzie znośny dla światowej gospodarki. Inne kluczowe kwestie to zdolność militarna Iranu do podtrzymania kontrofensywy – zapasy rakiet Teheranu pozostają znakiem zapytania – a także gotowość Białego Domu do kontynuowania ofensywy. Prezydent Trump zaznaczył, że ataki będą kontynuowane do momentu osiągnięcia celów wojskowych (bez podawania szczegółów dotyczących tych celów), ale zaproponował również irańskiemu reżimowi drogę do deeskalacji, zakończenia ofensywy i złagodzenia sankcji gospodarczych, jeśli wybrany zostanie pragmatyczny przywódca. Prezydent Trump ma motywację, aby zakończyć ofensywę raczej wcześniej niż później, ponieważ wyższe ceny ropy pogłębiające kryzys jej dostępności mogą mieć negatywny wpływ na listopadowe wybory śródokresowe do Kongresu.

Tabela 1: Scenariusze dotyczące Iranu

Scenariusze dotyczące Iranu

Źródło: Allianz Research

* Prognozy Allianz Research na 2026 r. przed rozpoczęciem wojny na Bliskim Wschodzie, pozostałe liczby w tej kolumnie odnoszą się do wartości bieżących/od początku roku

Ścieżki oddziaływania: następstwa makroekonomiczne i rynkowe

Mechanizmy transmisji są wielopoziomowe i chociaż niektóre z nich są już aktywne (ceny energii), to inne mogą być  zakłócone.

  1. Wszystko kręci się wokół cen energii. Trwający konflikt w Iranie doprowadził do ataków odwetowych, które zakłóciły transport surowców energetycznych i szybko rozprzestrzeniły się na całą Zatokę Perską. Bezpośrednia reakcja rynku wynika raczej z zakłóceń w transporcie morskim niż z niedoborów na poziomie złóż: ceny ropy wzrosły do około 82 USD/bbl (wzrost o +13% po otwarciu rynku 2 marca), a dane dotyczące transportu wskazują obecnie, że ponad 200 tankowców i statków LNG kotwiczy poza Cieśniną Ormuz, co odzwierciedla problemy związane z ubezpieczeniem od ryzyka wojennego i zapobiegawcze wstrzymanie działalności. W scenariuszu bazowym Allianz Trade, zakładającym zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem w ciągu czterech tygodni, w połączeniu ze zmianą władzy w Iranie, cena ropy Brent może wzrosnąć do 85 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. powinna wynieść około 70 USD/bbl. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, a zakłócenia w Cieśninie Ormuz będą znaczące, cena ropy może osiągnąć 100 USD/bbl, ale pod koniec 2026 r. powinna wynieść około 70 USD/bbl, ponieważ rynek ostatecznie dostosuje się do sytuacji w dłuższym okresie. W scenariuszu eskalacji – skrajnego ryzyka, w którym reżim irański atakuje infrastrukturę energetyczną w regionie i zakłóca żeglugę w cieśninie, cena ropy Brent może wzrosnąć powyżej 130 USD/bbl, a następnie ustabilizować się na poziomie 80 USD/bbl do końca 2026 r.

Czas ma kluczowe znaczenie: im dłuższe zakłócenia w cieśninie Ormuz lub w wydobyciu i przetwórstwie węglowodorów (w przypadku uszkodzeń infrastruktury), tym większe ryzyko wzrostu światowych cen energii. Ostatnie ogłoszenia dotyczące wielkości produkcji (tj. wzrost dostaw OPEC+ o 206 tys. baryłek dziennie) nie uspokoją rynków, ponieważ są one marginalne pod względem ekonomicznym i nadal będą przechodzić przez cieśninę. Dla Europy gaz pozostaje kluczowym czynnikiem podatności na zagrożenia. Prawie cały LNG z Kataru przechodzi przez cieśninę Ormuz, a około jedna piąta światowego handlu LNG odbywa się przez tę cieśninę. Zakłócenia szybko przenoszą się zatem na kształtowanie się światowych cen spotowych LNG i fizyczną dostępność tego surowca. Ponieważ zima w regionie dobiega końca, nie stanowi to bezpośredniego zagrożenia, ale przedłużające się zakłócenia mogą spowodować wzrost rachunków za gaz w sezonie uzupełniania zapasów. Strategiczne bufory również są asymetryczne. W UE jest wymóg utrzymywania strategicznych rezerw netto  na poziomie 90 dni zapotrzebowania w odniesieniu do importowanej ropy naftowej, a na dzień 28 lutego unijne zapasy gazu wynosiły 30% (w porównaniu z 38% rok temu). Japońskie rezerwy awaryjne ropy naftowej wynosiły 254 dni zużycia, podczas gdy zapasy LNG wynosiły około trzech tygodni. Indie mają zapasy na około dwa miesiące pokrycia importu, a Chiny około 90 dni. Jednak niektóre gospodarki wschodzące mają mniejsze rezerwy. Na przykład Tajlandia zdecydowała się zakazać re-eksportu paliw, aby chronić swoje krajowe dostawy. Aby uniknąć ponownego szoku inflacyjnego w stylu z 2022 r., konieczne jest przywrócenie zaufania do żeglugi i szybka deeskalacja napięć.

  1. Inflacja i reakcje banków centralnych będą zależały od długości trwania konfliktu i funkcji reakcji polityki fiskalnej. Największym powodem do niepokoju jest szok inflacyjny spowodowany wyższymi cenami ropy. W Europie i Stanach Zjednoczonych 10-procentowy wzrost cen ropy powoduje w krótkim okresie wzrost inflacji o około 0,1-0,2 punktu procentowego. Nowa wartość bazowa Allianz Trade wynosząca 70 USD/bbl w porównaniu z około 60 USD/bbl miałaby zatem jedynie niewielki, nieistotny wpływ na inflację, nie zmieniając kursu EBC i Fed. Jednak w scenariuszu przedłużającej się wojny, przy gwałtownym wzroście cen ropy do 100 USD/bbl lub więcej, inflacja wzrosłaby o około +0,5 pp. Równolegle rosnące ceny oleju bunkrowego (paliwa okrętowego) mogą również stanowić kanał przeniesienia konfliktu na gospodarkę, skutkując prawdopodobnie wzrostem stawek frachtu kontenerowego. Ponieważ koszty paliwa stanowią około 35% całkowitych kosztów operacyjnych, a ceny oleju bunkrowego wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o około +20%, wzrost kosztów paliwa o 40-50% mógłby przełożyć się na podwyższenie kosztów frachtu przez przewoźników o 15-20% aby zrównoważyć ten wpływ, co ostatecznie mogłoby wpłynąć na inflację o 0,3-0,5 pp, ponieważ fracht morski stanowi zazwyczaj 2-3% ostatecznej ceny detalicznej produktów przemysłowych. Chociaż przedłużająca się wojna mogłaby podnieść ceny oleju bunkrowego jeszcze bardziej, nie spodziewamy się, aby stawki frachtu morskiego osiągnęły maksima po Covid, ponieważ wzrost handlu ulega spowolnieniu w 2026 r., pojemność floty ma wzrosnąć o około +8% r/r, a zmiana tras stała się standardową praktyką.

Jednak EBC i Fed prawdopodobnie zareagowałyby inaczej na wyższą inflację, biorąc pod uwagę odmienne uwarunkowania gospodarcze. W strefie euro inflacja i oczekiwania inflacyjne są już ustabilizowane wokół poziomu docelowego, co sprawia, że drugorzędne skutki wyższych cen energii dla szerszej dynamiki cen i płac są mniej prawdopodobne; EBC zignorowałby ten negatywny szok podażowy i utrzymałby stopy procentowe na stałym poziomie 2%, tak samo jak w scenariuszu bazowym Allianz Trade. W Stanach Zjednoczonych inflacja utrzymuje się powyżej celu od 2021 r., a ostatnie dane wskazują, że presja cenowa jest daleka od opanowania (w styczniu bazowy wskaźnik PPI przyspieszył do +3,6% r/r). Ponadto dynamika wzrostu gospodarczego jest bardziej stabilna niż w strefie euro, co zwiększa ryzyko wzrostu inflacji, jeśli bank centralny będzie prowadził zbyt akomodacyjną politykę. W związku z tym spodziewamy się, że Fed powstrzyma się od dalszych obniżek stóp procentowych w 2026 r. (w porównaniu z oczekiwaną w scenariuszu bazowym Allianz Trade obniżką stóp procentowych w czerwcu) i utrzyma stopy procentowe na wysokim poziomie 3,75%. Możliwe reakcje fiskalne rządów, jak w latach 2022–2023, również oznaczałyby ryzyko wzrostu inflacji, sprawiając, że banki centralne byłyby bardziej skłonne do utrzymania stóp bez zmian lub do ich podwyższenia zamiast obniżki. Jednak biorąc pod uwagę napiętą sytuację fiskalną w wielu krajach, działania fiskalne będą prawdopodobnie ograniczone do symbolicznych środków, takich jak obniżki podatków od produktów energetycznych.

  1. Konsekwencje dla sektora paliwowego: W scenariuszu bazowym Allianz Trade dynamika cen energii wiąże się przede wszystkim z szokiem zmienności, a nie z trwałym szokiem podażowym, przy czym ceny ropy naftowej na krótko osiągną wyższy poziom, a następnie unormalizują się wraz z deeskalacją konfliktu i utrzymaniem przepływów przez Cieśninę Ormuz na zasadniczo niezmienionym poziomie. Przy uwzględnieniu premii za ryzyko w kosztach transportu oraz tymczasowym wzroście kosztów ubezpieczenia i kontraktów terminowych, głównymi beneficjentami są przedsiębiorstwa zajmujące się wydobyciem, zwłaszcza producenci spoza regionu Zatoki Perskiej, którzy mają bezpośredni wpływ na ceny spotowe. Zintegrowane koncerny naftowe również skorzystałyby na krótkoterminowym wzroście przepływów pieniężnych i lepszych wynikach handlowych, eksporterzy LNG spoza Zatoki Perskiej mogliby wykorzystać okazję do oportunistycznego zwiększenia marży w Europie i Azji, niektóre rafinerie skorzystałyby na wyższych marżach na destylaty (krakingi) średnie, przedsiębiorstwa żeglugowe mogłyby wykorzystać zwiększone ryzyko geopolityczne i niepewność na rynku (ropy naftowej) do wprowadzenia podwyżek stawek frachtowych lub dopłat, a sektor obronny również skorzystałby na obecnej sytuacji. Względnymi przegranymi są linie lotnicze, które borykają się z wyższymi kosztami paliwa lotniczego (z ograniczonymi możliwościami natychmiastowego przeniesienia kosztów na pasażerów) i zakłóceniami w działalności w regionie, producenci petrochemiczni narażeni na inflację surowców i niższe marże w sektorze downstream, europejskie przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zużywające duże ilości gazu, wrażliwe na zmiany cen LNG i ograniczenia polityczne dotyczące dostosowań taryf, a także sektory dóbr luksusowych w gospodarkach importujących energię, w których tymczasowa inflacja cen paliw obniża realne dochody i osłabia zaufanie.
  2. Rosnące ryzyko płynności przy bardziej niepewnym wsparciu Fed. Utrzymanie się ceny ropy Brent na poziomie 85–100 USD/bbl byłoby poważnym szokiem dla instrumentów zabezpieczających i ogromnym ograniczeniem bilansowym dla (zwłaszcza europejskich) ich głównych dealerów i/lub banków. Wraz ze wzrostem popytu na USD (zabezpieczenia – hedging, import energii itp.) baza EUR/USD ulegnie dalszemu poszerzeniu z obecnego poziomu -25 pb. Nadal mamy długą drogę do osiągnięcia poziomów kryzysowych. Podczas kryzysu płynnościowego w marcu 2020 r. osiągnął on poziom -90 pb, zanim Fed otworzył linie swapowe i ponownie go ustabilizował. Jeśli blokada cieśniny Ormuz będzie trwała, a kwestia linii swapowych stanie się bardziej paląca, dealerzy (europejscy) mogą stanąć w obliczu luki w finansowaniu. Różnica polega na tym, że Kevin Warsh jako nowy prezes Fed może być bardziej niechętny do rozszerzania swojego bilansu na rzecz międzynarodowej stabilizacji monetarnej.
  3. Można spodziewać się ostrzejszych reakcji rynku. Ze względu na krótkotrwałe wstrząsy na Bliskim Wschodzie w ostatnich dziesięcioleciach, rynki opierają się obecnie na scenariuszu bazowym szybkiej stabilizacji. Jednak rozkład ryzyka wyraźnie się zmienił. Indeks VIX wzrósł już powyżej 25, a struktura terminowa jest obecnie silnie odwrócona, a kontrakty terminowe na indeks ponownie obniżają jego cenę do średniego długoterminowego poziomu około 22 już za trzy tygodnie. Ryzyko inflacji spowodowane cenami ropy naftowej powoduje większą zmienność stóp procentowych, zwłaszcza jeśli rynki początkowo wyceniają niższe rentowności bezpiecznych aktywów, zanim dokonają ponownej wyceny inflacji. Powinno to faworyzować krótkoterminowe instrumenty amerykańskiej krzywej jako najczystsze bezpieczne aktywa. Ze względu na wysokie wyceny i oczekiwania dotyczące zysków, akcje i kredyty wciąż są narażone na korektę w związku z wyższymi cenami energii, stopami procentowymi i niższym wzrostem gospodarczym. Można zakładać, że największe korzyści z przemieszczenia zasobów i eskalacji napięć geopolitycznych prowadzących do wojny odczują wyceny akcji spółek z sektora obronnego. Ogólnie rzecz biorąc można oczekiwać, że sektory niecykliczne osiągną lepsze wyniki niż sektory narażone na wpływ czynników makroekonomicznych i energochłonne, np. sektory dóbr konsumpcyjnych niecyklicznych i energetyczny powinny odnieść korzyści w porównaniu z presją na sektory chemiczny i lotniczy. Sektor technologiczny, który w ostatnich miesiącach znajdował się pod presją, może znaleźć wsparcie w niższym ryzyku cyklicznym, ale presja utrzymuje się ze względu na wyższe koszty finansowania centrów danych i wyższe stopy procentowe, które zmniejszają atrakcyjność wzrostu. Hedging CDS inwestorów w ostatnich miesiącach zrównoważył wzrost wartości obligacji korporacyjnych. Te ostatnie działania związane z zarządzaniem ryzykiem powinny pomóc w ograniczeniu wzrostu spreadów. W przypadku rynków prywatnych krótkoterminowym skutkiem będzie prawdopodobnie dalsze zamrożenie dystrybucji funduszy PE i aktywności związanej z wycofywaniem z inwestycji, a także wzrost spreadów w przypadku długu prywatnego (choć nie do alarmującego poziomu). Tymczasem kapitał własny w sektorze infrastruktury prawdopodobnie okaże się wyraźnym zwycięzcą strukturalnym, niezależnie od scenariusza, ponieważ aktywa związane z bezpieczeństwem energetycznym, LNG i sieciami elektroenergetycznymi prawdopodobnie będą nadal wyceniane wyżej.
  4. Konsekwencje dla rynków:
  1. Stopy procentowe (EUR i USD): Kluczową kwestią nie jest to, czy inflacja wzrośnie, ale czy wzrośnie na tyle, aby zmienić obecne oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Szoki naftowe spowodowane podażą różnią się zasadniczo od tych spowodowanych popytem, jeśli chodzi o ich wpływ na stopy procentowe. Obniżają one realne dochody i spowalniają wzrost gospodarczy, jednocześnie podnosząc ogólny wskaźnik CPI, co rodzi dylemat polityczny, który sprawia, że banki centralne wstrzymują się z podwyżkami, zamiast je wprowadzać. Rynki są świadome tej dynamiki, reakcja krzywej inflacji na szoki podażowe jest historycznie stonowana w porównaniu z początkowym ruchem cen ropy naftowej. W naszym scenariuszu bazowym ceny ropy Brent osiągają szczytowy poziom 85 USD/bbl i ustabilizują się na poziomie 70 USD/bbl, przyczyniając się jedynie do wzrostu inflacji o 0,1-0,2 pp po obu stronach Atlantyku. W tym scenariuszu EBC utrzymuje stopę procentową na poziomie 2,0%, a Fed na poziomie 3,5%. Kolejna dynamika krzywej charakteryzuje się utrzymującym się poziomem na początku krzywej z odroczonymi obniżkami oraz wyższym poziomem na końcu krzywej spowodowanym premią terminową. W naszym scenariuszu bazowym 10-letnie obligacje amerykańskie osiągają poziom 4,3%, a 10-letnie obligacje niemieckie – 2,7%. Najważniejszą kwestią w zakresie polityki pieniężnej jest to, czy obligacje nominalne zachowają w takim otoczeniu swoją zdolność do zabezpieczania portfela. Obligacje rządowe faktycznie pełniły rolę bezpiecznej przystani, ponieważ ich rentowności wzrosły. Chociaż wydaje się to wynikać z mechanizmów rynkowych w perspektywie krótkoterminowej (likwidacja zabezpieczeń), może to być pierwsza wskazówka, że w warunkach inflacji napędzanej podażą tradycyjna korelacja między obligacjami a akcjami ulega osłabieniu, podobnie jak w okresie reflacji po pandemii COVID-19 (wykres 1). Jeśli scenariusz ten się zrealizuje, będzie to silnym argumentem za przeniesieniem ekspozycji duration (miara wrażliwości ceny obligacji na zmiany stóp procentowych – huśtawka stóp procentowych z jednej i cen obligacji z drugiej strony) z instrumentów nominalnych na instrumenty indeksowane inflacją.

Wykres 1: Korelacja między akcjami i obligacjami a inflacją podażową

Korelacja między akcjami i obligacjami a inflacją podażową

Uwagi: Inflacja napędzana podażą według Shapiro (2022) w porównaniu z 12-miesięcznymi korelacjami kroczącymi z częstotliwością tygodniową dla indeksu S&P 500 i 7-10-letnich rentowności amerykańskich obligacji skarbowych.

Źródła: San Francisco Fed, LSEG Workspace, Allianz Trade Research

W przypadku przedłużającego się konfliktu Fed utrzymałby stopę procentową na poziomie 3,75% nie dlatego, że inflacja jest napędzana popytem, ale raczej dlatego, że nie może pozwolić sobie na drugą z rzędu spiralę cen energii przy nadal nie w pełni ustabilizowanych oczekiwaniach inflacyjnych. W związku z tymi wydarzeniami oczekiwać też można, że rządy wdrożą również działania fiskalne. Działania te prawdopodobnie zwiększą podaż długu państwowego, co przełoży się na wyższą premię terminową. W rezultacie rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych może powrócić do przedziału 4,5–5,0%, a krzywa rentowności ulegnie spłaszczeniu.

  1. Kredyty publiczne (inwestycyjne): Chociaż podstawowe warunki kredytowe są stabilne w scenariuszu bazowym, połączenie niższych stóp wzrostu i wyższych stóp procentowych w scenariuszach pesymistycznych stanowi wyzwanie dla spreadów, które nadal są bliskie historycznych minimów, zwłaszcza jeśli kwestia płynności zyska na znaczeniu. Odporność rynku kredytowego w warunkach bazowych wynika przede wszystkim z dwóch kluczowych czynników: krótkotrwałości konfliktu, który ogranicza szkody makroekonomiczne, oraz stabilnych wskaźników kredytowych i perspektyw zysków w środowisku cen ropy naftowej na poziomie 85–70 USD/bbl. Ponadto zabezpieczenia CDS zgromadzone przez inwestorów w ostatnich miesiącach powinny pomóc w ograniczeniu odpływu kapitału. W obszarze kredytów euro szczególną uwagę należy zwrócić na sektor bankowy ze względu na jego dominującą pozycję rynkową oraz miejsce na styku finansowania surowców i płynności USD. Dotychczasowa defensywna charakterystyka sektora bankowego w przypadku gwałtownych wzrostów cen ropy może zostać podważona w sytuacji bardziej ekstremalnych zaburzeń na rynku energii, gdy płynność w USD jest ograniczona. Ze względu na wysoką rangę i jakość kredytów o ratingu inwestycyjnym przewidujemy (jedynie) umiarkowane rozszerzenie spreadów w większości scenariuszy, ale skrajne scenariusze mogą wiązac się z większą awersją do ryzyka i kanibalizacją popytu inwestorów przez obligacje skarbowe, co spowoduje zbliżenie spreadów do mediany, co jest również zgodne z wskaźnikami kredytowymi. W związku z tym nawet w przypadku realizacji ryzyka skrajnego, spodziewamy się powrotu do fundamentów.
  2. Akcje spółek notowanych: Podwyższone warunki wyjściowe zwiększają ryzyko spadków, zwłaszcza na rynku amerykańskim. Eskalacja konfliktu z Iranem zwiększyła ryzyko makroekonomiczne w sytuacji już wysokich wycen rynkowych i oczekiwań dotyczących zysków, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Chociaż aktywa ryzykowne mogą początkowo reagować zbyt gwałtownie, prawdopodobnie przeważą czynniki fundamentalne, a ich ograniczony wpływ na wzrost PKB będzie wspierał szersze zyski rynkowe. Sektory niecykliczne powinny pozostać odporne, ale branże zależne od energii, takie jak linie lotnicze i chemia, mogą znaleźć się pod presją. Wyceny na rynku amerykańskim, zwłaszcza w sektorze technologicznym, są podatne na wzrost stóp procentowych lub spowolnienie wzrostu gospodarczego, co może potencjalnie prowadzić do przejścia w kierunku bardziej znormalizowanych wycen w bardziej ryzykownym otoczeniu globalnym. W niekorzystnych scenariuszach rynki akcji mogą odnotować znaczne spadki — nawet do -20 punktów procentowych w przypadku akcji amerykańskich — spowodowane powrotem do średniej wycen (2/3) i cyklicznością zysków (1/3). Przy spadku o -10 punktów procentowych spodziewalibyśmy się, że akcje strefy euro będą mniej narażone na te dwa czynniki, ale nie mogą one uciec od szerszego apetytu na ryzyko i realokacji kapitału do obligacji skarbowych oferujących wyższe zyski.
  3. Rynki kapitału prywatnego: Infrastruktura okazała się odporną klasą aktywów w tym okresie niepewności. Kluczową pytanie brzmi: czy fundusze private equity i private debt posiadają wystarczające rezerwy, aby przetrzymać zmiany makroekonomiczne bez wywoływania niezamierzonych problemów z dystrybucją zysków. Infrastruktura jest jedyną klasą aktywów na rynkach prywatnych, która czerpie siłę z tych samych czynników, które destabilizują wszystko inne. Bezpieczeństwo energetyczne stało się z dnia na dzień imperatywem politycznym, a kapitał już przeznaczony na terminale LNG, sieci energetyczne i dywersyfikację rurociągów będzie teraz płynął szybciej i przy strukturalnie wyższych wycenach. W scenariuszu bazowym spodziewamy się w 2026 roku stóp zwrotu na poziomie +10%, które utrzymają się w granicach +5-6% nawet w przypadku przedłużającego się konfliktu, ponieważ przeszacowanie wynikające z niedoborów okaże się trwałe. Przypomina to sytuację europejskiej infrastruktury energetycznej po 2022 roku, kiedy to została ona trwale przewartościowana (re-rated) i nie było już powrotu do poprzedniego stanu.

Rynek private equity to zupełnie inna kwestia. Spółki portfelowe same w sobie nie stanowią problemu; sektory dóbr podstawowych, ochrony zdrowia i technologii są w dużej mierze odizolowane od wstrząsów. Jednak machina transakcyjna, która pozwala na ich monetyzację, napotyka trudności, gdy rosną stopy procentowe i zmienność, mnożniki M&A ulegają kompresji, a apetyt na ryzyko słabnie. Obserwowaliśmy to dokładnie w 2022 roku, kiedy globalny wolumen transakcji spadł o około 35%, a dystrybucje zysków dla inwestorów (LP) gwałtownie się skurczyły. Nasz scenariusz bazowy zakładający +12% zwrotu z PE w 2026 roku zmienia się w -12% w scenariuszu pesymistycznym, gdy okna wyjścia z inwestycji się zamykają, okresy utrzymywania aktywów wydłużają, a wyceny księgowe (marks) znajdują się pod presją, co powoduje rzeczywisty stres związany z krzywą J dla inwestorów zarządzających zobowiązaniami płynnościowymi. Private debt znajduje się w silnej pozycji – sprzyja mu zmienne oprocentowanie, uprzywilejowanie w strukturze długu (senior secured) oraz zaostrzone i wydłużone standardy udzielania finansowania (underwriting) w środowisku wysokich stóp procentowych. Spodziewamy się, że spready kredytowe na rynku średnich przedsiębiorstw (middle market) wzrosną z 500 punktów bazowych (bps) w scenariuszu bazowym do 650 bps w scenariuszu negatywnym. Wynika to z presji na wskaźniki pokrycia długu w narażonych pionach, takich jak energochłonne branże: chemiczna, opakowaniowa oraz dobra konsumpcyjne wyższego rzędu (consumer discretionary), co wymaga aktywnego zarządzania portfelem. Podsumowując, rynki (długu) prywatne(go) nie są odizolowane od szoków inflacyjnych, ale historia sugeruje, że aktywa prywatne są bardziej odporne na szoki podażowe, szczególnie w przypadku infrastruktury (Wykres 2).

Wykres 2: Historycznie infrastruktura osiągała lepsze wyniki niż inne klasy aktywów w warunkach wysokiej inflacji (średnia roczna stopa zwrotu)

Źródła: Blackrock (link), Allianz Research

Uwaga: Bloomberg, Barclays. EDHEC dla akcji infrastrukturalnych; NCREIF dla globalnych nieruchomości; MSCI dla globalnych akcji; BBG Barclays Global Aggregate Index TR dla globalnych instrumentów stałodochodowych, stan na 22 maja 2023 r. (dane roczne od 2001 r.). Okresy wysokiej inflacji to okresy, w których amerykański wskaźnik CPI przekracza 2,5%. Okresy wysokiego wzrostu to okresy, w których PKB w Stanach Zjednoczonych przekracza 2,5%, a okresy niskiego wzrostu to okresy, w których PKB w Stanach Zjednoczonych jest niższe niż 2,5%.

  1. Implikacje dla regionu Zatoki Perskiej. Pierwszym efektem konfliktu dla regionu było zamknięcie przestrzeni powietrznej, co spowodowało zakłócenia lotów na całym świecie, ponieważ w Zatoce Perskiej znajdują się jedne z najbardziej ruchliwych lotnisk na świecie (zwłaszcza lotnisko w Dubaju). Ponadto odwet Iranu przeniósł konflikt na Zatokę Perskią, ponieważ rakiety były widoczne na horyzoncie głównych miast regionu, a ich szczątki dotarły do kilku obiektów infrastruktury cywilnej w Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Długość wojny zadecyduje o jej pełnym wpływie na region, ponieważ w regionie uzależnionym od importu może dojść do wyczerpania zapasów żywności, jeśli zakłócenia w głównych portach będą długotrwałe, aktywność gospodarcza zostanie wstrzymana, a liczba turystów spadnie przez dłuższy okres. W czerwcu 2025 r. 12-dniowa wojna miała jedynie tymczasowy wpływ na aktywność gospodarczą, nastroje konsumentów w Arabii Saudyjskiej pogorszyły się, aby odzyskać równowagę zaledwie miesiąc później, a indeksy giełdowe w regionie również poniosły tymczasowe straty, odnotowując odbicie w kształcie litery V pod koniec czerwca 2025 r. i zamykając miesiąc na plusie. Jako że w ostatnich latach konfliktów między Izraelem, USA a Iranem region pozostawał w większości nietknięty, Zatoka stoi obecnie przed największym wyzwaniem – stabilność irańskiego reżimu zostaje podana w wątpliwość, co wystawia na próbę lokalne systemy bezpieczeństwa i mechanizmy gospodarcze.

 

Tabela 2: Scenariusze po interwencji Stanów Zjednoczonych

Kontynuacja reżimu Zmiana reżimu Upadek reżimu
Duchowni utrzymują władzę przy wsparciu IRGC (Gwardii Rewolucyjnej) Zmiana reżimu w stylu hiszpańskim Rozpad w stylu radzieckim Rozpad w stylu syryjskim Rozpad w stylu jugosłowiańskim
Średnie prawdopodobieństwo Niskie prawdopodobieństwo Wyższe prawdopodobieństwo Średnie prawdopodobieństwo Najniższe prawdopodobieństwo
W skrócie: Reżim skutecznie radzi sobie z następstwami śmierci ajatollaha Chomeiniego. Nowy duchowny mianowany (co się dokonało) przy wsparciu IRGC, status quo pozostaje bez zmian przy nasileniu represji wewnętrznymi, ale osiąga porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi. W skrócie: Po śmierci ajatollaha Chomeiniego nowo mianowany autokrata prowadzi reżim przez proces liberalizacji gospodarczej i politycznej. W skrócie: Po upadku rządów duchownych następuje wprowadzenie reżimu wojskowego; kluczowe role przywódcze przejmują członkowie IRGC (np. przewodniczący parlamentu Ghalibaf). W skrócie: upadek reżimu prowadzi kraj na drogę wojny domowej między różnymi frakcjami. Możliwy rozłam wewnątrz IRGC. Wysokie ryzyko rozszerzenia konfliktu na Irak. W skrócie: upadek reżimu, regiony z większością nieperską grożą secesją, zwłaszcza Kurdowie i Azerowie na północnym zachodzie, Beludżowie na południowym wschodzie i Arabowie na południu.
Konsekwencje geopolityczne: brak większych zmian, chyba że reżim przyjmie pojednawcze stanowisko wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Konsekwencje geopolityczne: Iran powraca na arenę międzynarodową, zbliżając się do krajów zachodnich. Wpływ na Jemen, Liban i Irak, w których reżim irańskich duchownych od dziesięcioleci miał ogromny wpływ. Konsekwencje geopolityczne: brak istotnych zmian, chyba że reżim przyjmie koncyliacyjny ton wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Konsekwencje geopolityczne: Szeroko pojęty region Bliskiego Wschodu może doświadczyć większej niestabilności ze względu na trwający konflikt wewnętrzny Konsekwencje geopolityczne: Szeroko pojety region Bliskiego Wschodu może doświadczyć większej niestabilności w związku z trwającym konfliktem wewnętrznym.

Źródła: Foreign Affairs, Allianz Research

Region Bliskiego Wschodu doświadczył kilku interwencji zagranicznych i zmian reżimów, które dostarczają kluczowych wniosków dla analizy obecnej sytuacji – mowa w szczególności o rewolucji irańskiej z 1979 r., która obaliła dynastię Pahlawich, oraz o odsunięciu od władzy Saddama Husajna i partii Baas w 2003 r.

Próżnia decyzyjna. Następstwa amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. – usunięcie najwyższego kierownictwa państwa po ponad 20 latach rządów oraz późniejszy wzrost wpływów zewnętrznych (USA i Iranu) – doprowadziły do całkowitego zerwania ciągłości instytucjonalnej. Skutkiem była długotrwała niestabilność wywołana druzgocącym ciosem dla gospodarki oraz wybuchem wojny domowej. Lata próżni u sterów władzy oraz katastrofalne warunki społeczno-ekonomiczne stały się pożywką dla ekspansji terroryzmu.

Siła aparatu bezpieczeństwa. Zarówno podczas obalenia szacha w 1979 r., jak i inwazji na Irak w 2003 r., siły zbrojne uległy błyskawicznemu rozkładowi, a dezercje były masowe. Tymczasem podczas ostatnich demonstracji w Iranie nie odnotowano przypadków dezercji ani publicznych głosów sprzeciwu wewnątrz kierownictwa wobec Najwyższego Przywódcy Chameneiego. Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) jest znacznie silniej zintegrowany ideologicznie z tkanką ekonomiczną i polityczną reżimu. Historia uczy, że sama siła militarna nie gwarantuje szybkiej zmiany reżimu, dopóki jego wewnętrzne struktury pozostają nienaruszone.

Rozprzestrzenianie się konfliktu w regionie. Inwazja na Irak w 2003 r. wywołała masowe przesiedlenia, a fala uchodźców dotarła do krajów sąsiednich. Z kolei polityczne oddziaływanie rewolucji irańskiej było odczuwalne w całym regionie przez dekady. Zmiana reżimu lub jego destabilizacja mogą mieć nieprzewidywalne skutki dla państw ościennych.

Analiza ostatnich wydarzeń geopolitycznych i ich wpływu na rynki – w odniesieniu do akcji, rentowności obligacji, cen ropy, wahań walut, złota i spreadów IG (investment grade) – stanowi użyteczne narzędzie do oceny wpływu obecnego konfliktu na makroekonomię i rynki. Historia pokazuje, że wpływ konfliktów zbrojnych bywa zazwyczaj krótkotrwały i umiarkowany (Wykres 4). Niemniej jednak różnorodność zdarzeń, ich horyzont czasowy i zasięg geograficzny sprawiają, że analogie historyczne pozostają niejednoznaczne. Największą wrażliwość wykazują zazwyczaj giełdy i ropa naftowa, choć kierunek i skala reakcji cenowych są zróżnicowane. W przypadku ropy kluczowe są obawy o podaż, a nie tylko chwilowy wzrost „premii geopolitycznej”. Wydarzenia długotrwałe, wywołujące zmiany strukturalne – jak pierwsza wojna w Zatoce Perskiej czy inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 r. – generują silniejsze, choć często opóźnione skutki rynkowe. Choć jest zbyt wcześnie, by przesądzać o losach obecnego konfliktu z Iranem, nasz scenariusz ryzyka skrajnego (tail-risk) wpisuje się w tę drugą kategorię: zakłada on trwały wzrost cen ropy w dłuższym terminie z kaskadowymi konsekwencjami dla globalnych rynków kapitałowych.

Wykres 4: Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodneHistorycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne 2 Historycznie rzecz biorąc, reakcje rynku na konflikty okazują się dość łagodne 3

Zadłużenie kobiet rośnie szybciej niż mężczyzn. W tle luka płacowa i niższe emerytury

  • Średnia wartość zobowiązania finansowego kobiet wzrosła o 4% na przestrzeni roku, do poziomu prawie 6,3 tys. zł – wynika z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej.
  • Kobiety stanowią jedynie 35,5% wszystkich dłużników, a liczba zadłużonych kobiet spadła w ciągu roku. Choć w grupie wiekowej 65+ stosunek zadłużonych kobiet do mężczyzn jest prawie równy.
  • Wpływ na wyższe średnie zadłużenie kobiet mają m.in. luka płacowa (panie zarabiają o 800 zł mniej) oraz wyższa średnia długość życia (kobiety żyją o 8 lat dłużej).

Pod koniec zeszłego roku średnia wartość pojedynczego zobowiązania wśród kobiet wzrosła do poziomu 6285 zł, czyli o 265 zł więcej niż na koniec 2024 r. Dla porównania, średnia ta w przypadku mężczyzn wynosiła na koniec grudnia 5470 zł, czyli jedynie o 73 zł więcej niż pod koniec 2024 r. Trzeba też zauważyć, że mimo rosnącej wartości pojedynczego zobowiązania udział kobiet w całkowitej liczbie dłużników maleje. Pod koniec 2025 r. panie stanowiły jedynie 35,5% wszystkich zadłużonych, to o 1,59 p.p. mniej niż rok wcześniej.

Należy również zwrócić uwagę, że odsetek zadłużonych kobiet rośnie wyraźnie w przedziale wiekowym 65+. Choć nadal dominują tu mężczyźni, to już tylko nieznacznie. Panie w tej grupie wiekowej stanowią 49,3% zadłużonych. Jedną z przyczyn jest zapewne wciąż obecna luka płacowa, która ma wpływ nie tylko na codzienne finanse w trakcie kariery zawodowej, ale również na wysokość emerytury. Kolejnym czynnikiem jest fakt, że kobiety żyją o ok. 8 lat dłużej niż mężczyźni. W efekcie ich pożyczki, uzupełniające ewentualne braki emerytalne, są nie tylko wyższe, ale zaciągane są w dłuższym okresie – zauważa ekspertka ERIF BIG Katarzyna Skrzypczyńska.ERIF - Zadluzenie wg grup wiekowych ERIF - Srednia wartosc zobowiazania

Panie zarabiają prawie 800 zł mniej

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego (Rozkład wynagrodzeń w gospodarce narodowej w sierpniu 2025 r.) przeciętne wynagrodzenie kobiet w gospodarce narodowej to 8424,71 zł brutto. Dla porównania – mężczyźni zarabiają średnio 9220,24 zł brutto, czyli prawie 800 zł więcej. To duża dysproporcja i nic nie zapowiada szybkiej zmiany tego stanu rzeczy. Ponieważ, patrząc na dane GUS, widzimy, że zarobki kobiet i mężczyzn rosną w podobnym tempie w skali roku, odpowiednio o 8 i 7%.

Różnice w zarobkach mają bezpośredni wpływ na konieczność zaciągania zobowiązań finansowych. Jednak biorąc pod uwagę skalę tego rozdźwięku i fakt, że mimo wszystko panie stanowią jedynie ok. 1/3 polskich dłużników, można wysnuć wniosek, że podchodzą one bardziej odpowiedzialnie do zarządzania swoim budżetem. Kobiety częściej planują wydatki z wyprzedzeniem, ostrożniej podchodzą do ryzyka i rzadziej decydują się na impulsywne zakupy. Dysproporcja płacowa nie przekłada się więc automatycznie na większe problemy finansowe, a raczej uwypukla różnice w podejściu do zarządzania pieniędzmi – dodaje Katarzyna Skrzypczyńska.

Z jakiego powodu mamy długi?

Z analizy danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej wynika, że najczęstszymi zadłużeniami są pożyczki pozabankowe, które stanowią 20% zobowiązań. Na drugim miejscu znajdują się różnego rodzaju usługi związane z multimediami (telekomunikacyjne, telewizja cyfrowa, abonamenty, raty za sprzęt kupowany u operatorów) – 18% długów Polaków. Na kolejnych miejscach znajdują się z kolei alimenty (16%), zobowiązania sądowe (15%) i wobec banków (14%).

Obcokrajowcy dostają coraz mniej świadczeń z puli 800 plus. Spadek rok do roku jest przeszło 4-proc.

W grudniu 2025 roku liczba dzieci obcokrajowców otrzymujących świadczenie wychowawcze 800+ spadła o 6,5% rdr. Podobny trend widać też w innych aspektach. W ubiegłym roku przeznaczono na ten cel ponad 3,2 mld zł, czyli o przeszło 4% mniej niż rok wcześniej. Zdecydowanie najwięcej przypadków dotyczyło dzieci wnioskodawców, którzy wskazali obywatelstwo ukraińskie. Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu widzimy obywatelstwa białoruskie, rumuńskie, rosyjskie i wietnamskie. Komentujący te dane eksperci mówią, że to wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców.

Świadczenie wychowawcze 800+ jest wypłacane na dzieci wnioskodawców, którzy we wniosku podali obywatelstwo inne niż polskie. Według danych ZUS, w grudniu 2025 roku liczba takich przypadków wyniosła 325,3 tys. To o 6,5% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy było ich 347,7 tys.

– Mamy tendencję malejącą. To nie jest jakieś tąpnięcie, ale zmniejszenie liczby beneficjentów. Wynika to m.in. z wprowadzenia przepisu, który uzależnia wypłatę świadczenia od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ponadto, wnioskodawcami były też osoby, które przyjechały do naszego kraju na krótki okres i już wyjechały. Moim zdaniem, sytuacja będzie się stabilizować. To rozwiązanie dotyczy bowiem dzieci, których rodzice w jakiś sposób już się tutaj zadomowili i pracują – komentuje Bartosz Marczuk z Instytutu Sobieskiego, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, gdzie odpowiadał m.in. za wdrożenie Programu 500+.

W 2025 roku przeciętna miesięczna liczba wypłaconych ww. świadczeń wyniosła 317,9 tys. To o 5,4% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 336,2 tys. Z danych ZUS wynika też, że w ubiegłym roku przekazano do rodzin 3,271 mld zł. To o 4,2% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 3,413 mld zł.

– To wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców. Należy podkreślić, że nie jest to tylko wynik zmian demograficznych, ale przede wszystkim efekt skuteczniejszego kontrolowania mechanizmów przyznawania świadczeń. Najważniejsza zmiana to wprowadzenie mechanizmu, który można nazwać wsparciem za integrację. W efekcie od obywateli innych państw wymagana jest aktywność zawodowa i realizacja obowiązku szkolnego – podkreśla dr Antoni Kolek z Katedry Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego.

Z kolei Bartosz Marczuk zwraca uwagę na wskaźniki zatrudnienia osób, które przyjeżdżają do Polski. Wśród tych przybyłych po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie to ponad 70%. A biorąc pod uwagę ludzi przebywających już wcześniej, to przeszło 90%. Ekspert dodaje, że ogólne wydatki na 800+ sięgają ok. 63 mld zł rocznie. Kwota wydawana na dzieci cudzoziemców stanowi więc niewielką część.

– Zmiana, którą określiłem wsparciem za integrację, ma podwójny wymiar. Po pierwsze, finansowy, bowiem ogranicza wydatki budżetowe i eliminuje tzw. wędrówkę socjalną. Po drugie, społeczny, co sprzyja realnej integracji migrantów w edukacji i na rynku pracy, a w dłuższym okresie jest korzystne dla gospodarki – przekonuje dr Antoni Kolek.

Biorąc pod uwagę przeciętną miesięczną liczbę wypłaconych ww. świadczeń w 2025 roku, w przypadku 262,8 tys. dzieci wnioskodawcy wskazali obywatelstwo ukraińskie (rok wcześniej – 284,5 tys.). Natomiast kwota wypłaconych ww. świadczeń wychowawczych wyniosła 2,715 mld zł (w 2024 roku – 2,893 mld zł).

– Dominacja grupy obywateli Ukrainy wśród świadczeniobiorców-cudzoziemców pozostaje wyraźna, jednak jest już bardziej przewidywalna. Spadek kwot wypłat pokazuje zarówno migrację cyrkulacyjną, jak i efektywność systemu w eliminowaniu nadużyć dzięki cyfryzacji i integracji z rejestrami Straży Granicznej. Z perspektywy budżetu spadek wydatków jest pożądany. Polska przestaje pełnić rolę pasywnego donatora, stając się aktywnym partnerem wspierającym osoby realnie osiedlone w kraju – stwierdza ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu widzimy dzieci wnioskodawców z obywatelstwem białoruskim – 23,4 tys. i z wypłaconą kwotą 233,8 mln zł (rok wcześniej – 23,4 tys. i 234,8 mln zł), rumuńskim – 5,8 tys. i 59 mln zł (poprzednio – 4,1 tys. i 42,2 mln zł), rosyjskim – 3,7 tys. i 36,8 mln zł (3,8 tys. i 37,4 mln zł), wietnamskim – 2,5 tys. i 25,5 mln zł (2,5 tys. i 25,1 mln zł), a także indyjskim – 2,5 tys. i 25,4 mln zł (2,2 tys. i 22,7 mln zł). Następne są osoby z obywatelstwem gruzińskim – 1,7 tys. i 17,7 mln zł (1,6 tys. i 16,1 mln zł), bułgarskim – 1,7 tys. i 16,6 mln zł (1,7 tys. i 16,3 mln zł), mołdawskim – 1 tys. i 10,5 mln zł (948 i 9,7 mln zł), jak również armeńskim – 731 i 7,4 mln zł (712 i 7,1 mln zł).

– O tej kolejności decyduje liczba cudzoziemców mieszkających w Polsce. Głównie przyjeżdżają do nas Ukraińcy, co było widoczne już przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Oni stanowią zdecydowaną większość tej grupy. Oprócz nich mamy Białorusinów i obywateli państw Unii Europejskiej. Ta struktura przekłada się więc na zainteresowanie składaniem wniosków o przyznanie 800+ – wyjaśnia Bartosz Marczuk.

Od lutego br. zmieniono zasady wypłacania świadczenia wychowawczego dla obywateli Ukrainy ze statusem UKR. Wcześniej zapowiedziano, że nowe przepisy obejmą około 150 tys. osób. One, aby pobierać 800+, muszą ponownie złożyć wniosek i spełnić warunek aktywności zawodowej. Bartosz Marczuk przyznaje, że był zwolennikiem uzależnienia wypłaty środków od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ekspert zaznacza, że byłby bardziej ostrożny z wprowadzeniem wymogu związanego z pracą. W naszym interesie jest, aby te osoby wiązały się z Polską. Zmiana może sprawić, że zechcą wyjechać do Europy Zachodniej, gdzie nie ma takich obostrzeń. A z różnych raportów wynika, że Ukraińcy więcej wnoszą do budżetu państwa, niż z niego pobierają.

– Nowy okres świadczeniowy Programu 800+ stanowi przełom w zarządzaniu środkami publicznymi przeznaczonymi na wsparcie obcokrajowców. Kluczowym elementem tej zmiany nie są same przepisy, ale technologiczna integracja systemów państwowych, która w praktyce ogranicza systemowe luki. Natomiast należy pamiętać o tym, że z systemu wychodzą 18-latkowie, a nowi świadczeniobiorcy reprezentują znacznie mniej liczne roczniki. Przykładowo, w 2008 roku urodziło się 414 tys. osób, a w ubiegłym roku – ok. 238 tys. Zatem, według obecnego stanu, każdego roku będzie o ok. 170 tys. mniej świadczeniobiorców, a koszt świadczeń będzie o około 1,7 mld zł niższy – analizuje dr Antoni Kolek.

Natomiast Bartosz Marczuk szacuje, że zmiana dotycząca obywateli Ukrainy ze statusem UKR pozwoli na zaoszczędzenie 100-200 mln zł. Według eksperta, rodzi się tylko pytanie, czy etyczne jest zabieranie świadczenia 800+ np. matce, która uciekła z Ukrainy przed rosyjskimi bombami, a w Polsce opiekuje się trojgiem nieletnich dzieci i nie ma możliwości pracowania. Były podsekretarz stanu w MRPiPS wskazuje też sytuację, w której z pracy zostaje zwolniona kobieta samotnie wychowująca dzieci. Konsekwencją tego będzie utrata świadczenia wychowawczego.

7R wchodzi na rynek niemiecki z partnerstwem inwestycyjnym o wartości 200 mln EUR

0

7R realizuje kolejny etap rozwoju działalności, wchodząc na rynek niemiecki. W 2025 r. 7R podpisało wiążącą umowę nabycia pierwszej inwestycji w Niemczech. Teraz, kontynuując strategię biznesową, 7R zawarło partnerstwo z profesjonalnym inwestorem (Separately Managed Account – SMA), którego celem jest zainwestowanie 200 mln EUR w rozwój nowoczesnych projektów przemysłowych, magazynowych i logistycznych w Niemczech.

Nawiązane partnerstwo to naturalna kontynuacja naszych konsekwentnych i skutecznych działań realizowanych dotychczas w Polsce i Czechach, a jednocześnie istotny krok w rozwoju 7R na kluczowych rynkach europejskich. Wejście do Niemiec potwierdza dojrzałość naszej platformy operacyjnej oraz gotowość do jej dalszego skalowania. Dzięki wsparciu kapitału instytucjonalnego i konsekwentnie realizowanej, zdyscyplinowanej strategii inwestycyjnej jesteśmy dobrze przygotowani do dostarczania wysokiej jakości, nowoczesnych projektów przemysłowo-logistycznych, odpowiadających na rosnące potrzeby niemieckiego rynku – skomentował Andrzej Wroński, CEO 7R.

7R jest spółką portfelową Urban Partners, należącą do Nordic Strategic Fund V (NSF V). Urban Partners to wiodący europejski inwestor, działający w sektorze nieruchomości miejskich, który zarządza aktywami o wartości 25 mld EUR. W ich skład wchodzi ponad 2 mln mkw. zrównoważonych aktywów logistycznych i przemysłowych w portfelu oraz projekty w fazie realizacji w Europie Północnej, z czego 250 tys. mkw. zlokalizowanych jest w Niemczech.

7R planuje ekspansję na rynku niemieckim poprzez realizację 1–2 akwizycji gruntowych oraz nabycie 1–2 istniejących aktywów w 2026 roku. Strategia spółki koncentruje się na działalności w miastach tzw. BIG 7 (Berlin, Hamburg, Monachium, Kolonia, Frankfurt, Stuttgart oraz Düsseldorf). W tych lokalizacjach firma będzie rozwijać dwie linie obiektów — 7R City Flex oraz 7R City Park — tj. nieruchomości zlokalizowane w granicach miast lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie, zaprojektowane z myślą o zapewnieniu efektywnej logistyki w pobliżu dynamicznie rozwijających się centrów miejskich.

Niemcy stanowią jeden z najbardziej atrakcyjnych i największych rynków nieruchomości magazynowych w Europie, napędzany siłą krajowej bazy przemysłowej, centralnym położeniem geograficznym oraz wysoko rozwiniętą infrastrukturą transportową. Jako największa gospodarka kontynentu oraz kluczowy węzeł logistyczny dla europejskiej wymiany handlowej, Niemcy generują stabilny i długoterminowy popyt na nowoczesne powierzchnie magazynowe. Skala rynku, jego odporność na wahania koniunkturalne oraz potencjał dalszego wzrostu czynią Niemcy strategicznym kierunkiem dla inwestorów, deweloperów oraz najemców poszukujących ekspozycji na jeden z najważniejszych rynków łańcucha dostaw w Europie. Jesteśmy w pełni gotowi na ten krok i zamierzamy na rynku niemieckim wykorzystać nasze przewagi biznesowe oraz doświadczenia funkcjonowania w niezwykle konkurencyjnym i dynamicznym otoczeniu. Obecnie finalizujemy przygotowania do naszego pierwszego projektu w Niemczech, a równolegle prowadzimy rozmowy dotyczące kolejnych możliwości inwestycyjnych – powiedziała Magdalena Uler-Kłeczek, Członkini Zarządu i CIO w 7R.

Rynek powierzchni magazynowych i logistycznych w Niemczech odnotował w 2025 r. wolumen transakcji najmu na poziomie blisko 6,1 mln mkw., co oznacza istotny wzrost o 14% w porównaniu z 2024 r. Łącznie podpisano więcej umów niż rok wcześniej, a przede wszystkim odnotowano większą liczbę transakcji wielkopowierzchniowych, które w naturalny sposób silnie wpływają na łączny wynik rynku. Jak wynika z danych, segment obiektów o powierzchni od 20 000 m² wzrósł aż o 30%. W tej kategorii powierzchni szczególnie wyróżniają się operatorzy logistyczni, odpowiadający za niemal połowę zarejestrowanego wolumenu najmu. Odzwierciedla to fakt, że wiele branż docenia elastyczność oferowaną przez operatorów logistycznych, zwłaszcza w okresach spowolnienia gospodarczego. Dane wskazują także na ponowną wyraźnie większą aktywność rynkową podmiotów z sektora e-commerce, które jednak często powierzają obsługę swojej działalności w Niemczech operatorom logistycznym.

Kredyt trochę łatwiejszy, mieszkanie nadal trudne do kupienia

62% badanych uważa, że obecnie mało kogo w ich otoczeniu stać na zakup mieszkania lub domu. To mniej niż rok temu, ale i tak wciąż silne pozostaje poczucie, że taki zakup jest poza zasięgiem wielu osób – wynika z badania „To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026”. 

To wciąż bardzo mocny sygnał społeczny: większość z nas ma poczucie, że zakup mieszkania czy domu jest poza zasięgiem osób z naszego otoczenia. Pocieszeniem jest jednak to, że na przestrzeni ostatniego roku napięcie trochę spadło. W opinii Polaków dostępność mieszkaniowa jest nieco większa, chociaż oczywiście nie możemy mówić o przełomie, bardziej o delikatnym oddechu – mówi Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w portalu ogłoszeniowym Nieruchomosci-online.pl.

Jak wynika z najnowszej edycji badania To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026”, 62% osób jest zdania, że obecnie mało kogo z ich otoczenia stać na zakup mieszkania lub domu. To o 9 p.p. mniej niż w IV kwartale 2025 r., kiedy odsetek pesymistów wyniósł aż 71%.

Należy jednak pamiętać, że końcówka roku to często moment, kiedy podsumowuje się rok i planuje wydatki na kolejny. Wtedy szczególnie mocno widać, jak dużym obciążeniem jest zakup nieruchomości. Siadamy z kartką, patrzymy na rachunki, koszty życia i zderzamy to z myślą o racie albo wkładzie własnym. Nic dziwnego, że w takim momencie wielu osobom wydaje się, że na dom czy mieszkanie stać dziś tylko nielicznych – komentuje Anna Zachara-Widła.

Dlatego tak ważne jest porównanie nastrojów rok do roku. W tym przypadku odsetek osób wyrażających opinię, że mało kogo z otoczenia stać na własne mieszkanie, spadł w I kwartale 2026 r. o 7 p.p. (z 69% w I kwartale 2025 r.). To nadal wysoki wynik, ale pokazuje, że poczucie niedostępności nieco się obniżyło.

O kredyt łatwiej, ale wciąż trudno

Podobny kierunek widać w ocenach finansowania – Polacy rzadziej niż rok temu twierdzą, że bardzo trudno jest uzyskać kredyt mieszkaniowy.

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z agencją badawczą Inquiry wśród 1019 dorosłych Polaków, opinię, że bardzo ciężko jest dostać kredyt na mieszkanie, wyraziło w I kwartale 2026 r. 42% badanych. W I kwartale 2025 r. – a więc jeszcze przed ubiegłoroczną serią obniżek stóp procentowych – było to 50%.

Wyniki badania Nieruchomosci-online.pl można odczytywać jako potwierdzenie danych płynących z rynku kredytowego. Jak wskazują raporty AMRON-SARFiN, w 2025 r. udzielono w Polsce 232 tys. kredytów mieszkaniowych. W 2024 r. podpisano 202 tys. takich umów. Wzrost liczby kredytów hipotecznych w 2025 r. był częściowo napędzany refinansowaniami, ale jak twierdzą eksperci, nawet po ich odjęciu liczba kredytów była wyższa niż rok wcześniej.

Mimo poprawy dostępności finansowania, nastroje kupujących wciąż są jednak stonowane. Część osób reprezentujących potencjalny popyt wstrzymuje się przed zaciągnięciem zobowiązania nie tylko dlatego, że kredyt nawet przy niższym oprocentowaniu wciąż pozostaje drogi. Znaczenie mają też m.in. pojawiające się obawy o stabilność zatrudnienia i domowych finansów, czy wciąż żywa pamięć o tym, jak mocno w ostatnich latach potrafiła zmienić się rata.

Zakup? Wciąż ostrożność wygrywa z entuzjazmem

Wprawdzie wzrasta poczucie, że w ostatnim roku nieruchomości i kredyty stały się nieco bardziej dostępne, ale nie zmienia to faktu, że zakup mieszkania czy domu pozostaje trudny.

Wyniki badania To my. Polacy o nieruchomościach” pokazują, jak pierwsze miesiące tego roku oceniane są pod kątem dogodnego momentu na kupno nieruchomości. W opinii 26% badanych I kwartał 2026 r. to dobry czas na zakup (rok wcześniej, w I kwartale 2025 r. twierdziło tak 23% ankietowanych). Polacy wciąż są częściej pesymistami niż optymistami pod tym względem, ponieważ w opinii 36% badanych I kwartał 2026 r. to zły moment na transakcję.

Warto pamiętać, że odpowiedź na pytanie „Czy to dobry czas na zakup mieszkania?” nie wynika wyłącznie z cen czy zdolności kredytowej. To także wypadkowa tego, co aktualnie dzieje się dookoła: sytuacji gospodarczej, geopolityki, nastrojów społecznych, poczucia bezpieczeństwa finansowego związanego z zarobkami i kosztami życia. Takich hamulców, które powstrzymują nas przed decyzją zakupową, może być wiele. Na początku roku dzieje się bardzo dużo, dlatego część osób bardzo ostrożnie podchodzi do planów zakupowych – mówi Anna Zachara-Widła, Customer Voice Expert w Nieruchomosci-online.pl.

––––

Badanie „To my. Polacy o nieruchomościach – I kwartał 2026” zostało zrealizowane w lutym przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl na reprezentatywnej grupie 1019 dorosłych Polaków.

Konrad Rosiński i Bartosz Kolek dołączają do zarządu Finpulse

Zarząd Finpulse S.A. został wzmocniony przez zespół dwóch doświadczonych menedżerów rynku zarządzania wierzytelnościami – Konrada Rosińskiego i Bartosza Kolka, związanych przez ostatnie lata z Grupą kapitałową Axfina Holding AG. Obaj posiadają ponad 15-letnie doświadczenie w branży oraz wieloletnią praktykę na stanowiskach zarządczych. Wzmocnienie Zarządu Finpulse S.A. to element strategii skalowania działalności i budowy silnej pozycji spółki na rynku.

Konrad Rosiński wcześniej związany był m.in. z Grupą Kapitałową DTP (obecnie PRA Group) czy Grupą kapitałową Vindix (obecnie Grupa Polsat). Bartosz Kolek przez wiele lat pełnił funkcje zarządcze w KRUK S.A., w tym jako dyrektor zarządzający w Kruk España.

Rozwijamy Finpulse w sposób odpowiedzialny, konsekwentny i długofalowy, a rosnąca skala zarządzanych portfeli wymaga silnych kompetencji transakcyjnych oraz operacyjnych na poziomie Zarządu. Dołączenie Konrada Rosińskiego i Bartosza Kolka to kluczowy element rozwoju organizacji gotowej na dynamiczny wzrost i kolejne wyzwania – mówi Kamil Hajduk, prezes Zarządu Finpulse S.A. – Panowie współpracowali ze sobą przez wiele lat i stanowią zgrany, bardzo mocny kompetencyjnie zespół. Posiadają bogate doświadczenie menedżerskie oraz udział w kilku projektach zakończonych exitem, dzięki czemu dołączając do Zarządu Finpulse w sposób naturalny i mocno ustrukturyzowany przejmują procesy operacyjne w spółce. Na poziomie Zarządu analizujemy wiele możliwych scenariuszy rozwoju i skalowania, w tym potencjalny debiut giełdowy. Wzmocnienie zespołu zarządczego jest jednym z kroków przygotowujących spółkę do funkcjonowania w ramach strategicznej, długofalowej ekspansji rynkowej oraz w standardach rynku publicznego – dodaje prezes Kamil Hajduk.

Nowi członkowie Zarządu łączą doświadczenie w obszarze prawa i transakcji M&A z praktyką skalowania operacji, pozyskiwania finansowania zewnętrznego, pracy na danych oraz zarządzania strukturami w środowisku wymagającym wysokiej efektywności.

Rynek wierzytelności w Polsce premiuje dziś organizacje, które potrafią sprawnie podejmować decyzje inwestycyjne i skutecznie zarządzać portfelami po ich zakupie. Naszym celem jest przełożenie rosnącej aktywności inwestycyjnej na powtarzalne, mierzalne wyniki – zaznacza Bartosz Kolek, członek Zarządu Finpulse S.A.

Bartosz Kolek posiada ponad 15-letnie doświadczenie w zarządzaniu operacjami, rozwoju biznesu i transformacjach organizacyjnych w sektorze finansowym. Pełnił kluczowe funkcje zarządcze zarówno w Polsce i za granicą, odpowiadając za skalowanie działalności, budowę struktur operacyjnych, analitykę danych oraz projekty akwizycyjne.

Finpulse w krótkim czasie zbudował obecność na rynku zarządzania wierzytelnościami. To moment, w którym równie ważne jak tempo działania staje się bezpieczeństwo transakcyjne, jakość decyzji i uporządkowane procesy korporacyjne. Jesteśmy dobrze przygotowani do tego, by dalszy rozwój był nadal dynamiczny, ale przede wszystkim stabilny i dobrze zabezpieczony prawnie – podkreśla Konrad Rosiński, członek Zarządu Finpulse S.A.

Konrad Rosiński jest radcą prawnym oraz ekspertem w zakresie prawa korporacyjnego i transakcji M&A, z ponad 15-letnim doświadczeniem w sektorze finansowym. W swojej karierze współtworzył i zarządzał spółkami, które zostały przejęte przez inwestorów strategicznych, uczestnicząc w pełnych procesach – od przygotowania struktury sprzedaży i negocjacji po finalizację transakcji. Kierował również pracą rozbudowanych zespołów kancelarii prawnych. Posiada także doświadczenie we współpracy z organami nadzoru, wprowadzaniu spółek na rynek regulowany oraz doradztwie przy emisjach instrumentów dłużnych.

Wrocławska spółka Finpulse S.A. działa w branży zarządzania wierzytelnościami, inwestując w portfele wierzytelności oraz świadcząc usługi profesjonalnej obsługi i dochodzenia roszczeń. Spółka dostrzega szanse inwestycyjne nie tylko w klasycznych portfelach wierzytelności zabezpieczonych i niezabezpieczonych, lecz także w segmencie wierzytelności korporacyjnych i bardziej złożonych projektów restrukturyzacyjnych.

– Łączymy kompetencje syndyka z praktyką rynku zarządzania wierzytelnościami, tworząc unikalny na polskim rynku model działania. Dzięki wieloletnim doświadczeniom zarządu oraz zespołu Finpulse wierzymy w sukces również w tym obszarze – podsumowuje Kamil Hajduk.

Aż 71 proc. Polaków nie czuje się docenianych w pracy

Docenianie staje się dziś jednym z najbardziej niedoszacowanych obszarów zarządzania – taki wniosek można wysnuć na podstawie wyników najnowszej edycji badania realizowanego co roku przez Enpulse i Nais. W raporcie „Czy czujesz się doceniany? 2026” czytamy, że aż 71 proc. Polaków nie czuje się zauważanych w pracy – to najwyższy wynik w historii badania. Tomasz Szklarski z Enpulse wskazuje, że pracownik niedoceniony to koszt dla organizacji, a w obecnej sytuacji gospodarczej firmy nie mogą sobie na to pozwolić.

Z badania Enpulse i Nais wynika, że jedynie 29 proc. pracujących Polaków czuje się w pracy docenione, podczas gdy 57 proc. mówi wprost, że tak nie jest. Jeśli do tej ostatniej grupy doliczymy odpowiedzi neutralne – często będące sygnałem braku realnego uznania – skala niedocenienia rośnie do 71 proc. To o 7 p.p. więcej niż w 2025 roku i o 8 p.p. więcej niż dwa lata temu. Tegoroczne wyniki pokazują, że to nie chwilowe pogorszenie nastrojów, ale trend, który się utrwala.

Najciekawsze – i jednocześnie najbardziej niepokojące – jest to, że zmienia się sposób, w jaki ludzie odpowiadają – mówi Tomasz Szklarski. – Skrajne opinie są na podobnym poziomie jak wcześniej, ale znika „środek”. Coraz mniej osób mówi „raczej tak” albo „raczej nie”. Trochę tak, jakby pracownicy przestawali się wahać. Ci, którzy jeszcze rok temu nie byli pewni, czy czują się doceniani, dziś częściej mówią wprost: nie jestem doceniany w pracy. To pokazuje, że rośnie nasza świadomość i poczucie własnej wartości – coraz więcej Polaków wie, że zasługuje na docenianie i dostrzega jego brak. To sygnał zmian zachodzących na rynku pracy – podkreśla Tomasz Szklarski, współtwórca platformy Enpulse, nowoczesnego narzędzia HR wspierającego pracodawców w budowaniu zaangażowania pracowników.

Czy potrafimy doceniać swoje zaangażowanie?

W sytuacji, gdy organizacje zawodzą w obszarze uznania, pracownicy coraz częściej próbują radzić sobie sami. Wyniki badania Enpulse i Nais wskazują, że Polacy własnymi siłami podtrzymują swoją motywację oraz poczucie sensu pracy. Od kilku lat na stabilnym poziomie utrzymuje się udział osób, które deklarują, że potrafią docenić wkład, jaki ich codzienne zaangażowanie wnosi do organizacji. W 2024 roku odsetek ten wyniósł 72 proc., w 2025 – 71 proc., a w bieżącym roku ponownie 72 proc.

Mimo spadającego poczucia zewnętrznego uznania większość osób nadal potrafi dostrzec wartość swojej pracy. To przykład tzw. self-leadership, czyli umiejętności budowania swojego zaangażowania. Czy to dobry kierunek? To z jednej strony ogromny atut – świadczy o dojrzałości i wewnętrznej sile pracowników. Z drugiej jednak pokazuje, że organizacje zaczynają oddawać odpowiedzialność za zaangażowanie w ręce samych pracowników. To niestety droga donikąd, bo nawet najwyższa motywacja wewnętrzna nie utrzyma się długo bez autentycznego uznania ze strony firmy – podkreśla Tomasz Szklarski.

Cisi zabójcy doceniania

Wyniki badania „Czy czujesz się doceniany 2026?” wskazują wyraźnie na dwa elementy, które wpływają na niskie poczucie doceniania wśród pracowników.

Pierwszym z nich jest nieregularność feedbacku. Z raportu Enpulse wynika, że większość Polaków przyznaje, że docenianie w ich organizacji zdarza się rzadko. Na przestrzeni ostatnich trzech lat widać wzrost tej grupy: z 40 proc. w 2024 roku, przez 43 proc. w 2025 roku, do 45 proc. w 2026 roku. Regularne docenianie – co miesiąc lub co kwartał – deklaruje jedynie 20 proc. respondentów (w każdej z tych kategorii), a częstsze – co najmniej raz w tygodniu – 19 proc. badanych. Co szczególnie niepokojące, 16 proc. pracowników przyznaje, że nigdy nie czuło się docenione w pracy.

Drugim wyzwaniem pozostaje niedopasowanie form uznania do realnych potrzeb pracowników. Najczęściej wskazywaną preferowaną formą docenienia jest bonus finansowy – tak odpowiedziało 60 proc. respondentów, czyli o 8 p.p. więcej niż w 2025 roku i o 2 p.p. więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie samo podziękowanie jako najbardziej pożądana forma uznania traci na znaczeniu – wskazało je 14 proc. badanych, o 5 p.p. mniej niż w dwóch poprzednich edycjach badania. W praktyce jednak to właśnie pochwała od przełożonego lub krótkie „dziękuję” za dobrze wykonaną pracę są tym, z czym pracownicy spotykają się najczęściej.

Niedopasowanie i zbyt rzadka częstotliwość doceniania nie są zjawiskiem nowym. Obserwujemy je konsekwentnie od kilku lat i widzimy, że zamiast znikać, problem się pogłębia – mówi Tomasz Szklarski. To jak z tankowaniem auta. Jeśli robisz to nieregularnie albo wlewasz paliwo słabej jakości, nawet najlepszy silnik nie pojedzie daleko. A gdy postępujesz tak przez dłuższy czas, ryzykujesz poważną awarię. Z docenianiem jest dokładnie tak samo – gdy jest rzadkie albo niedopasowane, nie daje energii do działania, tylko stopniowo osłabia relację między pracownikiem a firmą – dodaje ekspert.

Generacja Z jako barometr doceniania

Tę przepaść między tym, jak powinno być, a tym, jak jest, najbardziej dostrzegają młodzi pracownicy. Gdy przyjrzymy się wynikom badania Enpulse w podziale na wiek, widać wyraźne różnice pokoleniowe dotyczące poczucia doceniania. Jeśli odpowiedzi neutralne potraktujemy jako sygnał potencjalnego braku realnego poczucia docenienia, najwyższy odsetek osób nieodczuwających uznania występuje w grupie 25–29 lat – aż 79 proc. Niewiele niższy wynik osiągają najmłodsi pracownicy, do 24. roku życia – 76 proc. Warto dodać, że w obu tych grupach wskaźnik znacząco wzrósł względem poprzedniej edycji badania – o 16 p.p. – a w porównaniu z 2024 rokiem odpowiednio o 8 p.p. (25–29 lat) i aż o 20 p.p. (do 24 lat). Co ważne, wśród starszych pracowników poziom poczucia niedocenienia jest wyraźnie niższy i nie rośnie tak dynamicznie.

Jeśli młodzi mówią dziś, że nie czują autentycznego uznania, to mamy poważny problem – komentuje Tomasz Szklarski.Pierwsze lata pracy kształtują standard zaangażowania na lata. Jeżeli dziś Zetki dostają tylko suche komunikaty zamiast „meaningful feedback”, szybko nauczą się, że nie warto angażować się ponad minimum. Oznacza to, że jeśli dziś nie zbudujemy z nimi relacji opartej na autentycznym uznaniu, jutro możemy mieć problem z utrzymaniem odpowiedzialnych i zaangażowanych zespołów – dodaje.

Warto też zaznaczyć, że młodzi relatywnie częściej niż starsi pracownicy deklarują, że otrzymują regularny feedback – nawet co najmniej raz w tygodniu (30 proc. wobec 8–9 proc.), a jednocześnie czują się najmniej doceniani na tle innych grup wiekowych. To pokazuje, że sama liczba komunikatów nie wystarcza.

Mamy tu przykład paradoksu współczesnych organizacji: komunikatów przybywa, ale nie zawsze rośnie ich jakość. Feedback bywa techniczny i skupiony na efekcie, a brakuje w nim elementu zauważenia człowieka. Pokolenie Z, które szczególnie ceni rozwój, autentyczność i sens, bardzo szybko wychwytuje tę różnicę. Dlatego młodzi są dziś najbardziej czułym wskaźnikiem jakości przywództwa – jeśli oni nie czują się docenieni, to sygnał ostrzegawczy dla całej organizacji – podkreśla Tomasz Szklarski.

Pracownik niedoceniony to pracownik kosztowny

Wyniki badania Enpulse powinny stanowić przestrogę dla polskich pracodawców. Pokazują spadek poczucia doceniania oraz rosnącą rozbieżność między tym, czego pracownicy oczekują, a tym, co realnie otrzymują. To niedopasowanie rodzi frustrację i poczucie niesprawiedliwości, które z czasem przekładają się na spadek zaangażowania i ryzyko wypalenia. To z kolei oznacza już realne koszty dla organizacji. Według badań Gallup niska aktywność i zaangażowanie pracowników kosztują światową gospodarkę 8,9 biliona USD rocznie, co stanowi około 9 proc. globalnego PKB.

– W wielu firmach widać dziś wyraźną lukę percepcyjną: większość menedżerów uważa, że dobrze docenia zespół, ale potwierdza to jedynie około jedna trzecia pracowników. Co ważne, problemem może nie być brak intencji, a jakość doceniania – a raczej jej brak. Lekceważenie tego może mieć poważne konsekwencje biznesowe. Gdy pracownicy czują się niedoceniani, spada ich inicjatywa, rośnie ostrożność w działaniu, decyzje podejmowane są wolniej i coraz częściej ograniczają się do realizacji minimum. Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w wynikach finansowych firmy – mówi Tomasz Szklarski.

Media podają, że organizacje, gdzie kultura doceniania jest na niskim poziomie, notują o 18 proc. niższą produktywność, o 23 proc. niższą rentowność oraz nawet o 43 proc. wyższą rotację w porównaniu z zespołami o wysokim zaangażowaniu. W skali całej organizacji przekłada się to na realne koszty i osłabienie przewagi konkurencyjnej.

– W 2026 roku pytanie nie brzmi więc „czy warto doceniać?”, ale „czy stać nas na to, by tego nie robić?”. W realiach rynku, gdzie benefity są coraz bardziej porównywalne, to jakość relacji i autentyczne uznanie stają się przewagą konkurencyjną – dodaje ekspert.

Nota metodologiczna: Badanie „Czy czujesz się doceniany? 2026” miało charakter ilościowy i zostało przeprowadzone metodą CAWI, z wykorzystaniem dedykowanej platformy badawczej Enpulse. Zrealizowano je w okresie od początku listopada 2025 do końca stycznia 2026 włącznie. W badaniu zastosowano nielosowy dobór próby, oparty na dobrowolnym zgłaszaniu się uczestników. Liczebność próby wyniosła 1039 respondentów.

Sprzedający wstrzymują się z decyzją? Rynek wtórny wyraźnie zwalnia

Choć początek roku zwykle przynosi wzrost aktywności sprzedających na rynku wtórnym, tym razem sytuacja wygląda inaczej. W największych miastach liczba ofert mieszkań z drugiej ręki zaczęła się kurczyć, co o tej porze roku jest zjawiskiem raczej nietypowym. Co więcej – jak wynika z danych portalu GetHome.pl – mimo malejącej podaży w części metropolii ceny spadły. Wygląda na to, że rynek wtórny coraz mocniej odczuwa konkurencję ze strony deweloperów.

Po spokojniejszym okresie zimowym w lutym pojawia się więcej osób poszukujących mieszkań, a sprzedający chętniej wystawiają nowe ogłoszenia. Tym razem jednak sytuacja nie do końca wpisuje się w ten schemat – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I dodaje, że zaskakująco mało – w porównaniu z poprzednimi latami – było mieszkań wystawionych na sprzedaż.

O 15% mniej ofert niż rok temu

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że pod koniec lutego w całym kraju dostępnych było około 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań. To praktycznie tyle samo co miesiąc wcześniej, ale jednocześnie aż o około 15% mniej niż w lutym ubiegłego roku.

Nie jest to wprawdzie pierwszy raz, gdy oferta na rynku wtórnym wyraźnie się kurczy. Podobna sytuacja miała miejsce na początku 2024 roku, kiedy rynek przeżywał gwałtowny wzrost popytu napędzany programem „Bezpieczny Kredyt 2%”. Wówczas mieszkania znikały z ogłoszeń w szybkim tempie.

Również w tym roku widać wyraźne oznaki ożywienia po stronie kupujących. W lutym z portali ogłoszeniowych zniknęło aż 29,5 tys. ofert – o 34% więcej niż w styczniu. Część z nich mogła zostać wycofana z innych powodów, na przykład z powodu zmiany planów właścicieli, jednak skala zjawiska sugeruje, że wiele transakcji faktycznie doszło do skutku.

Jednocześnie nie pojawiła się typowa dla tego okresu fala nowych ogłoszeń. W lutym na rynek trafiło około 29 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki – o 17% mniej niż rok wcześniej. W poprzednich latach liczba nowych ogłoszeń była w tym okresie wyraźnie większa.Rynek wtórny_luty 2026-oferta-kraj

Sprzedający czekają na lepszy moment?

Zdaniem Marka Wielgo, eksperta portalu GetHome.pl, jedną z przyczyn mniejszej aktywności sprzedających może być wyjątkowo silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Kupujący mają obecnie bardzo szeroki wybór nowych mieszkań oferowanych przez deweloperów. Tak duża podaż powoduje presję na ceny, szczególnie w segmencie mieszkań używanych. W takiej sytuacji część właścicieli mieszkań mogła uznać, że nie jest to najlepszy moment na sprzedaż i odkładać decyzję na później.

Oferta maleje w niemal wszystkich metropoliach

Spadek liczby ogłoszeń widać także w największych miastach. W Warszawie w lutym liczba unikalnych ofert zmniejszyła się z 16,2 tys. do 16,1 tys., czyli o ok. 1%. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w Krakowie i w Trójmieście, gdzie liczba ogłoszeń również skurczyła się o ok. 1%, do poziomu ok. 8,1 tys. mieszkań.

Nieco większe spadki odnotowano w Łodzi i Poznaniu. W pierwszym z tych miast oferta zmniejszyła się o ok. 2%, do 4,9 tys. mieszkań, natomiast w stolicy Wielkopolski o ok. 3%, do ok. 3,6 tys. lokali. Najwyraźniej zmiana była widoczna we Wrocławiu, gdzie liczba dostępnych mieszkań spadła aż o ok. 5% i pod koniec lutego wynosiła ok. 7,9 tys. Jedynie w Katowicach sytuacja pozostała stabilna – liczba ofert utrzymała się na poziomie ok. 2,3 tys. mieszkań.

Jeszcze wyraźniej różnice widać w ujęciu rocznym. We wszystkich metropoliach liczba dostępnych mieszkań jest dziś zdecydowanie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano we Wrocławiu – aż o 30%. Bardzo duże spadki pojawiły się także w Krakowie (o 28%), Warszawie (o 24%) oraz w Łodzi (o 21%).Rynek wtórny_luty 2026-oferta-miasta

Jednocześnie, jak podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, we wszystkich metropoliach liczba ofert na rynku wtórnym jest dużo niższa niż przed rokiem. We Wrocławiu spadek ten sięga 30%! Potężne spadki rok do roku Adradar odnotował także w Krakowie (-28%), Warszawie (-24%) i Łodzi (-21%).

Ceny nie reagują jednoznacznie

Teoretycznie kurcząca się oferta powinna sprzyjać wzrostowi cen mieszkań. Tymczasem lutowe dane pokazują bardziej zróżnicowany obraz rynku.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki spadła o ok. 1% w Krakowie, gdzie wynosi obecnie ok. 16,9 tys. zł oraz w Katowicach – do poziomu ok. 11,7 tys. zł za metr. W Warszawie sytuacja pozostała stabilna – średnia cena utrzymała się na poziomie ok. 18 tys. zł za metr kwadratowy. Podobnie było w Łodzi, gdzie metr mieszkania kosztuje średnio ok. 8,8 tys. zł.

W pozostałych analizowanych metropoliach odnotowano w lutym niewielkie wzrosty. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się o ok. 1% i wynosi obecnie ok. 16,6 tys. zł. Taki sam wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie średnia sięga ok. 13,7 tys. zł za metr. W Poznaniu z kolei metr kwadratowy mieszkania z rynku wtórnego kosztuje średnio ok. 12,1 tys. zł, co również oznacza wzrost o ok. 1%.

W dłuższej perspektywie – czyli w porównaniu z lutym ubiegłego roku – w większości metropolii ceny mieszkań z drugiej ręki nadal są wyższe. Najbardziej wzrosły w Trójmieście, gdzie średnia cena metra kwadratowego jest dziś o ok. 5% wyższa niż rok temu. W Poznaniu wzrost wynosi ok. 4%.

Nieco mniejsze podwyżki odnotowano w Łodzi, gdzie ceny są o ok. 2% wyższe niż przed rokiem, a także w Warszawie i Katowicach – w obu tych miastach wzrost wynosi ok. 1%.

Jedynie w dwóch największych rynkach – w Krakowie i we Wrocławiu – średnie ceny mieszkań z drugiej ręki pozostają niższe niż rok wcześniej. W Krakowie różnica wynosi ok. 3%, natomiast we Wrocławiu sięga ok. 5%.

Teoretycznie kurcząca się oferta powinna sprzyjać wzrostowi cen mieszkań. Tymczasem lutowe dane pokazują bardziej zróżnicowany obraz rynku.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki spadła o 1% w Krakowie, gdzie wynosi obecnie ok. 16,9 tys. zł oraz w Katowicach – do poziomu ok. 11,7 tys. zł za metr. W Warszawie sytuacja pozostała stabilna – średnia cena utrzymała się na poziomie ok. 18 tys. zł za metr kwadratowy. Podobnie było w Łodzi, gdzie metr mieszkania kosztuje średnio ok. 8,8 tys. zł.

W pozostałych analizowanych metropoliach odnotowano w lutym niewielkie wzrosty. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się o 1% i wynosi obecnie ok. 16,6 tys. zł. Taki sam wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie średnia sięga około 13,7 tys. zł za metr. W Poznaniu z kolei metr kwadratowy mieszkania z rynku wtórnego kosztuje średnio ok. 12,1 tys. zł, co również oznacza wzrost o 1%.

W dłuższej perspektywie – czyli w porównaniu z lutym ubiegłego roku – w większości metropolii ceny mieszkań z drugiej ręki nadal są wyższe. Najbardziej wzrosły w Trójmieście, gdzie średnia cena metra kwadratowego jest dziś o 5% wyższa niż rok temu. W Poznaniu wzrost wynosi 4%.

Nieco mniejsze podwyżki odnotowano w Łodzi, gdzie ceny są o 2% wyższe niż przed rokiem, a także w Warszawie i Katowicach – w obu tych miastach wzrost wynosi 1%.

Jedynie w dwóch największych rynkach – w Krakowie i we Wrocławiu – średnie ceny mieszkań z drugiej ręki pozostają niższe niż rok wcześniej. W Krakowie różnica wynosi 3%, natomiast we Wrocławiu sięga 5%.Rynek wtórny_luty 2026-cena m kw-miasta

Malejąca liczba ofert na rynku wtórnym nie oznacza już automatycznie wzrostu cen. Kluczową rolę zaczyna odgrywać konkurencja między rynkiem wtórnym a pierwotnym, a ta w ostatnich miesiącach wyraźnie się zaostrzyła. Deweloperzy dysponują obecnie bardzo dużą ofertą mieszkań, a dodatkowo w ostatnim roku wyraźnie zwiększyli podaż lokali relatywnie tańszych, skierowanych do klientów kredytowych – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Polacy z większym spokojem patrzą na finanse. Rośnie też apetyt na zakup aut

Mimo utrzymującej się presji inflacyjnej i rosnących kosztów życia, Polacy coraz pewniej patrzą na swoje finanse. Jak pokazuje najnowsze badanie „Portfele Polaków pod lupą”, przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia, na zlecenie Volkswagen Financial Services, poprawiają się zarówno nastroje konsumenckie, jak i ocena sytuacji gospodarczej kraju – niemal co trzeci badany uważa ją za co najmniej dobrą. Jeszcze lepiej Polacy oceniają własne domowe budżety: 42% opisuje je jako raczej dobre lub bardzo dobre. W efekcie rośnie apetyt zakupowy: prawie połowa respondentów planuje w ciągu najbliższego roku nabyć samochód.

Polacy ostrożnie, ale z optymizmem patrzą na swoje finanse i przyszłe zakupy

Z roku na rok rośnie odsetek osób pozytywnie oceniających sytuację gospodarczą kraju. W 2023 roku tylko 16% respondentów uważało, że sytuacja gospodarcza w Polsce jest co najmniej dobra. W 2024 z kolei odsetek ten wzrósł do 18%, by w 2025 roku osiągnąć 29%. Tak wyraźny wzrost optymizmu pokazuje, że Polacy coraz częściej dostrzegają oznaki stabilizacji gospodarczej i z większą pewnością patrzą w przyszłość. Odbudowujące się zaufanie do kondycji gospodarki sprzyja również podejmowaniu bardziej zdecydowanych decyzji finansowych, tym bardziej że aż 42% Polaków deklaruje dobrą lub bardzo dobrą sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego.

Na rynku widoczna jest stabilizacja. Polacy kupują świadomie – wiedzą, czego chcą, ile chcą wydać i czego oczekują od samochodu oraz producenta. To sprawia, że nadchodzący rok może być dla motoryzacji okresem dalszego umacniania się popytu, szczególnie w segmencie aut sprawdzonych i budzących zaufanie – podsumował Michał Dyc, Dyrektor Departamentu Sprzedaży w Volkswagen Financial Services.

Pokolenie Z i Millenialsi oceniają obecną sytuację gospodarczą bardzo podobnie – co czwarta osoba z tych grup uważa, że jest ona dobra lub bardzo dobra. Wśród osób w wieku 45–65 lat co trzeci badany uważa, że w Polsce jest przynajmniej dobrze, co pokazuje, że starsze pokolenie patrzy na kondycję gospodarki nieco przychylniej niż młodsi.

Rynek wtórny dominuje, ale rośnie popyt na auta nowe

Niemal połowa badanych Polaków – 42% – planuje zakup samochodu w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Choć samochody używane nadal cieszą się największym zainteresowaniem – wskazuje je 58% planujących zakup – to udział nowych aut sukcesywnie rośnie (42% planujących zakup). Polacy wybierają je przede wszystkim ze względu na argumenty praktyczne: niezawodność, którą wskazuje 68% badanych, oraz najnowsze systemy bezpieczeństwa, istotne dla 53% respondentów.

Milenialsi są dziś zdecydowanie bardziej gotowi na zakup samochodu niż przedstawiciele pokolenia Z. Najmłodsi przebadani Polacy, w wieku 18–24 lat, najrzadziej planują zakup auta – odkładają tę decyzję częściej niż osoby po 55. roku życia. Widać wyraźnie, że to nie Zetki, lecz właśnie Millenialsi napędzają popyt na rynku motoryzacyjnym – powiedział Dariusz Brodnicki, Dyrektor Departamentu Marketingu i Brand Managementu w Volkswagen Financial Services.

Chińskie marki zyskują uwagę, ale zaufanie nadal po stronie marek sprawdzonych

Chińskie marki coraz częściej pojawiają się wśród rozważanych opcji, zwłaszcza przy zakupie nowego samochodu. Zainteresowanie nimi deklaruje co trzecia osoba planująca kupić auto z salonu (36%), podczas gdy w przypadku aut używanych jest to 23%. W praktyce oznacza to, że chińskie modele zaczynają być postrzegane jako realna alternatywa przede wszystkim dla klientów szukających nowych samochodów. Najmocniej przyciąga ich atrakcyjna cena, ale wciąż sporą barierą pozostają obawy o jakość.

Najczęstsze powody zakupu nowego auta to niezawodność i bezpieczeństwo. Jednocześnie to właśnie te aspekty budzą największe obawy wobec marek chińskich. Choć zainteresowanie nimi rośnie, szczególnie w segmencie samochodów nowych, Polacy wciąż chętniej stawiają na marki, co do których mają pewność, że otrzymają dokładnie to, czego szukają – powiedział Dariusz Brodnicki, Dyrektor Departamentu Marketingu i Brand Managementu w Volkswagen Financial Services.

Zetki najmniej wierzą w technologię elektryczną?

Choć dziś elektromobilność pozostaje w Polsce wyborem niszowym – 4% badanych planuje zakup samochodu elektrycznego – badanie „Portfele Polaków pod lupą”, przeprowadzone na zlecenie Volkswagen Financial Services – lidera w finansowaniu samochodów osobowych w Polsce, pokazuje wyraźnie, że istnieją konkretne czynniki, które mogłyby zwiększyć zainteresowanie kierowców. Respondenci wskazują przede wszystkim na dofinansowania, rozwój infrastruktury oraz spadek cen – czyli obszary, które realnie mogą się poprawiać wraz z rozwojem rynku.

Zaskakująco wypadają różnice pokoleniowe: najmłodsi przebadani Polacy (18–24 lat) częściej niż starsze grupy wskazują, że technologia elektryczna jest zbyt młoda i nie budzi ich pełnego zaufania. Natomiast osoby w wieku 45–54 lat wykazują rosnącą otwartość, wskazując na ekologiczne i kosztowe zalety aut elektrycznych.

Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services
Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services

Różnice pokoleniowe w podejściu do elektromobilności są dziś wyjątkowo wyraźne, dlatego w Volkswagen Financial Services tak mocno stawiamy na edukację i rzetelne informacje. W ramach programu ELECTRIFY pokazujemy klientom, jak naprawdę wygląda codzienne użytkowanie samochodu elektrycznego, rozwiewamy techniczne obawy i pomagamy dobrać formę finansowania najlepiej dopasowaną do ich stylu życia. Oferujemy także finansowanie sprawdzonych używanych elektryków, które dla wielu kierowców stanowią bardziej dostępny i bezpieczny sposób wejścia w świat emobilności. Naszym celem jest, aby każdy – niezależnie od wieku i doświadczeń – mógł podjąć najlepszą dla siebie decyzję – skomentował Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services.

Finansowanie zakupu: wciąż króluje gotówka

Polacy pozostają wyjątkowo zachowawczy w zakresie finansowania pojazdów. Gotówka jest wciąż najpopularniejszą metodą – deklaruje ją 76% kupujących samochód używany oraz 56% nabywców aut nowych. Przy zakupie auta najczęściej celują w budżet 25–50 tys. zł w przypadku modeli używanych i 100–150 tys. zł w przypadku nowych.

Niemal dwie trzecie osób planujących zakup auta uznaje, że najbardziej komfortowa wysokość raty to kwota nieprzekraczająca 1000 zł miesięcznie. Najmłodsi dorośli (18–24 lata) najczęściej wybierają płatność gotówką, ale to właśnie oni częściej niż starsze grupy rozważają najem długoterminowy.

W ostatnich latach obserwujemy stopniową zmianę podejścia kierowców do sposobu korzystania z samochodów – coraz częściej liczy się nie sam produkt, lecz wygoda i przewidywalność związana z jego użytkowaniem. Jeszcze w ubiegłym roku najem wskazywało 5% badanych, choć aż 49% uznawało go za atrakcyjne rozwiązanie. Tegoroczne wyniki wskazują, że 9% planujących zakup nowego samochodu deklaruje wybór najmu. Odpowiadamy na te potrzeby, oferując szeroki wybór finansowania – od najmu, przez kredyt klasyczny, po kredyt „jak abonament” – dostępnych także dla samochodów używanych. Szczególnie popularnością cieszą się dziś sprawdzone auta z naszego VW FS STORE w Warszawie, w tym również używane elektryki z certyfikatem kondycji baterii. Dzięki pełnej weryfikacji technicznej i potwierdzonej historii serwisowej klienci zyskują pewność, że wybierają pojazd bezpieczny, a sama decyzja finansowa staje się znacznie prostsza – powiedział Michał Dyc, Dyrektor Departamentu Sprzedaży w Volkswagen Financial Services.

Portale ogłoszeniowe na pierwszym miejscu, liczymy się też z radami od znajomych

W procesie poszukiwania samochodu najważniejszym źródłem informacji są portale ogłoszeniowe – korzysta z nich 67% Polaków. Ważną rolę odgrywają również rekomendacje znajomych, rodziny i mechaników. Różnice pokoleniowe są tu bardzo wyraźne: młodsi przebadani Polacy, szczególnie z grup 18–24 i 25–34 lata, czerpią wiedzę głównie z mediów społecznościowych, takich jak YouTube, TikTok czy Instagram, natomiast starsi preferują bezpośredni kontakt z salonem sprzedaży i rozmowę z doradcą.

Badanie „Portfele Polaków pod lupą” zostało przeprowadzone w grudniu 2025 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie marki Volkswagen Financial Services. Wzięło w nim udział 1102 klientów indywidualnych oraz 201 firm. W przypadku klientów indywidualnych badanie zrealizowano metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing) na panelu internetowym ePanel.pl, natomiast w przypadku firm wykorzystano metodę CATI (Computer-Assisted Telephone Interviewing).

Kobiety w branży technologicznej nadal zbyt rzadko trafiają na stanowiska decyzyjne

Choć to kobiety częściej niż mężczyźni kończą studia, ich obecność w najbardziej specjalistycznych zawodach technologicznych nadal jest niższa. Wyzwanie nie dotyczy dziś braku możliwości edukacyjnych, lecz przede wszystkim sposobu, w jaki wchodzą do branż technicznych i jakie role obejmują na początku kariery. To właśnie pierwsze doświadczenia zawodowe w największym stopniu wpływają na późniejszą reprezentację kobiet w sektorach cyfrowych i inżynieryjnych, podkreślają eksperci Gi Group Holding.

Kobiety częściej z dyplomami, ale jeszcze niewystarczająco obecne w branży tech

Z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że w 2024 r. 55% kobiet w wieku 25–34 lata posiadało dyplom uczelni wyższej, podczas gdy wśród mężczyzn odsetek ten wyniósł 42%. Oznacza to, że w młodszych grupach wiekowych to kobiety częściej osiągają wyższy poziom wykształcenia. Ich udział nie jest jednak równomierny na wszystkich kierunkach kształcenia – jak pokazują analizy PARP, kobiety nadal rzadziej niż mężczyźni wybierają studia z zakresu nauk ścisłych i technicznych (STEM), częściej natomiast decydują się na kierunki humanistyczne, pedagogiczne czy prawo. Taki profil specjalizacji ma znaczenie nie tylko statystyczne, lecz również ekonomiczne – otwiera drogę do sektorów o większym potencjale wzrostu i wyższych wynagrodzeniach.

Dane potwierdzają skalę zjawiska. Z raportu Komisji Europejskiej „Monitor Kształcenia i Szkolenia 2025” wynika, że w 2023 r. kobiety stanowiły już 34,1% osób kończących kierunki STEM w Polsce (średnia unijna: 32,3%, w skali globalnej to 35%). Ich udział jest jednak niższy na kierunkach związanych z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi (ICT), gdzie stanowią jedynie 17% ogółu studiujących.

O ile poziom wykształcenia nie jest dziś barierą, o tyle wybór określonych kierunków edukacji oraz pierwszych ról zawodowych determinuje dostęp do branż o najwyższej innowacyjności i dynamice wynagrodzeń. W tym kontekście rosnące zapotrzebowanie na kompetencje STEM jest niebagatelną szansą na atrakcyjne perspektywy rozwoju zawodowego. Wejście do ról inżynieryjnych czy programistycznych na początku kariery ma długofalowe konsekwencje dla obecności kobiet w sektorze cyfrowym oraz ich większego udziału w procesach tworzenia i rozwoju technologii – wyjaśnia Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Kobiety w IT

Z raportu „Kobiety w IT w 2024” przygotowanego przez No Fluff Jobs wynika, że droga wielu Polek do branży technologicznej prowadzi przez przebranżowienie – taką ścieżkę wskazuje 42% specjalistek pracujących w IT. Oznacza to, że dla wielu z nich sektor ten nie jest naturalną kontynuacją studiów, lecz świadomie wybraną zmianą kierunku kariery. Wejście do branży często poprzedza samodzielna nauka lub kursy online, co pokazuje, że rozwój kompetencji technologicznych odbywa się w dużej mierze poza formalnym systemem edukacji. Najczęściej wybierane specjalizacje to Testing/QA (13%), UX/UI/Design (11%) oraz Frontend (9,7%). Wyraźnie widać koncentrację w obszarach związanych z jakością, projektowaniem i warstwą wizualną produktów cyfrowych, rzadziej natomiast w najbardziej zaawansowanych rolach backendowych i infrastrukturalnych, bezpośrednio powiązanych z architekturą systemów.

Według danych Eurostatu z 2024 roku kobiety stanowią w Polsce około 17,5% całego sektora ICT, przy średniej unijnej na poziomie 19,5%, co pokazuje skalę ich niedoreprezentowania w branży technologicznej. Co istotne, nawet w obrębie samego sektora technicznego często obejmują stanowiska o charakterze koordynacyjnym, użytkowym lub projektowym, rzadziej natomiast role stricte programistyczne czy infrastrukturalne. W efekcie wiele absolwentek kierunków technicznych trafia do branży technologicznej, jednak nie zawsze pracuje bezpośrednio przy tworzeniu rdzenia technologii.

Różnice są szczególnie widoczne na najwyższych szczeblach zarządzania. Analizy branżowe dotyczące spółek sektora teleinformatycznego w Polsce wskazują, że w 2023 r. kobiety zajmowały 48 z 452 najwyższych stanowisk kierowniczych, co oznacza udział na poziomie 10%. Dane te pokazują, że mimo rosnącej liczby kobiet w branży technologicznej, ich reprezentacja w rolach strategicznych i decyzyjnych pozostaje ograniczona.

–  Warto zwrócić uwagę na zmianę zachodzącą na poziomie globalnym. Kobiety coraz częściej obejmują funkcje CTO, CIO czy CEO w dużych organizacjach technologicznych, a branżowe zestawienia prezentują rosnącą liczbę liderek pełniących najwyższe role technologiczne. Przykłady z ostatnich lat obejmują m.in. Ginni Rometty (IBM) czy Susan Wojcicki (YouTube). Mimo to dane dotyczące największych korporacji pokazują, że udział kobiet na stanowiskach CEO wciąż pozostaje niski i w 2025 r. wynosił 11% w firmach z listy Fortune 500 – wyjaśnia Daniel Piaszczyk, Senior Partner, Head of Information Technology w Wyser Executive Search.

Pierwsze zawodowe role

Analiza danych pokazuje, że kobiety częściej rozpoczynają karierę w rolach projektowych, testowych lub organizacyjnych, rzadziej natomiast w stanowiskach bezpośrednio związanych z tworzeniem i rozwojem technologii. W efekcie w najbardziej zaawansowanych obszarach inżynieryjnych dominują mężczyźni, podczas gdy kobiety koncentrują się w segmentach wspierających funkcjonowanie projektów technologicznych.

–  Silnie zakorzenione stereotypy dotyczące ról ‘męskich’ i ‘kobiecej’ ścieżki zawodowej wciąż działają jak filtr, który ogranicza liczbę kobiet w wielu branżach. Widać to także w specjalizacjach inżynieryjnych czy programistycznych, gdzie utarte przekonania wpływają na wybory edukacyjne i pierwsze kroki zawodowe – komentuje Daniel Piaszczyk, Senior Partner w Wyser Executive Search.

Poza branżą IT część absolwentek kierunków technicznych podejmuje zatrudnienie w zawodach wymagających kompetencji analitycznych, lecz niebędących klasycznym rdzeniem STEM – takich jak analityka biznesowa i data analysis, projektowanie UX/UI, zarządzanie projektami technicznymi czy consulting technologiczny. To naturalna ścieżka łącząca kompetencje techniczne z umiejętnościami komunikacyjnymi i biznesowymi. W niektórych przypadkach daje ona większą elastyczność i komfort pracy, ale jednocześnie ogranicza udział kobiet w bezpośrednim tworzeniu i rozwoju technologii.

Taki podział wpływa na całą strukturę kompetencyjną sektora. Role związane z architekturą systemów, programowaniem czy strategicznym rozwojem produktów technologicznych mają największy wpływ na kierunek innowacji oraz poziom wynagrodzeń. Ograniczona obecność kobiet w tych obszarach przekłada się nie tylko na statystyki zatrudnienia, lecz także na ich udział w procesach decyzyjnych i kształtowaniu przyszłości branży cyfrowej – dodaje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Potencjał kobiet w technologiach wciąż niewykorzystany. Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyny mają charakter zarówno strukturalny, jak i kulturowy. Branża IT i sektory inżynieryjne wciąż pozostają silnie zmaskulinizowane, co wpływa na środowisko pracy, modele przywództwa oraz sposób budowania zespołów. Kobiety częściej wybierają role, które łączą kompetencje techniczne z analizą, projektowaniem lub komunikacją, ponieważ oferują większą przewidywalność ścieżki kariery oraz bardziej partnerskie środowisko pracy. Znaczenie ma również etap pierwszego zatrudnienia: jeśli start kariery odbywa się w obszarach wspierających, późniejsze przejście do rdzenia technologii jest trudniejsze. Dodatkowo część kobiet podejmuje świadomą decyzję o wyborze sektorów dających większą elastyczność organizacyjną lub lepszą równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. W efekcie nawet rosnąca liczba absolwentek kierunków technicznych nie przekłada się automatycznie na ich proporcjonalną obecność w najbardziej zaawansowanych i strategicznych obszarach.

Wyzwaniem nie jest poziom wykształcenia, lecz sposób włączania kobiet w najbardziej zaawansowane segmenty rynku pracy. To tam rozstrzyga się ich długofalowa obecność w zawodach technicznych o strategicznym znaczeniu dla rozwoju gospodarki i transformacji cyfrowej. Kluczowe jest więc nie tylko to, jakie kompetencje kobiety zdobywają na etapie edukacji, ale także jakie role obejmują na początku kariery zawodowej – podsumowuje Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.

Znikające i odrzucone faktury – bałagan w KSeF po pierwszym miesiącu działania

Krajowy System e‑Faktur (KSeF) działa już ponad miesiąc. Po awariach Profilu Zaufanego oraz początkowych trudnościach związanych z wdrożeniem i adaptacją do nowych procesów część firm zwraca uwagę na problemy z widocznością e‑faktur w KSeF i przyjmowaniem ich przez odbiorców. Księgowi częściej niż zakładano weryfikują obieg faktur ręcznie, aby upewnić się, że dokumenty są dostępne po stronie odbiorcy.

Pierwsze doświadczenia przedsiębiorców pokazują, że obsługa e‑faktur w KSeF wiąże się z większą liczbą komunikatów i dokumentów operacyjnych niż w dotychczasowych rozwiązaniach. Przy braku powiadomień i narzędzi ułatwiających automatyczne pobieranie danych, firmy wdrażają dodatkowe procedury kontrolne.

Faktura niewidoczna u odbiorcy

Przedsiębiorcy wskazują, że część faktur jest odrzucana przez KSeF mimo prawidłowego wysłania, a na tym etapie Ministerstwo Finansów nie przedstawia jednoznacznych przyczyn takich odrzuceń – mówi Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Zgłaszane są również przypadki, w których faktura otrzymuje numer KSeF i status „przyjęta”, natomiast odbiorca nie widzi jej w swoim systemie księgowym ani w panelu KSeF. Dla przedsiębiorców jest to istotne, ponieważ utrudnia potwierdzenie, że dokument jest dostępny po stronie kontrahenta – nawet jeśli wystawca dysponuje Urzędowym Potwierdzeniem Odbioru potwierdzającym prawidłowe złożenie faktury w KSeF.

Faktury nie trafiają więc do KSeF w prawidłowy sposób, a jeśli zostaną zapisane w systemie, to zdarza się, że pojawiają się w nieodpowiednim module. W efekcie kontrahent nie otrzymuje niezbędnych dokumentów i nie może odliczyć VAT. Wobec tych problemów część przedsiębiorstw, zwłaszcza przy dużej skali fakturowania, musi częściej monitorować statusy dokumentów i porównywać dane pomiędzy systemami firmowymi a KSeF – komentuje Joanna Łuksza.

Stanowisko MF i rekomendowane działania

Ministerstwo Finansów wskazuje, że faktury, które otrzymały numer KSeF, są zapisane w systemie i nie są z niego usuwane. Jednocześnie jako potencjalne źródła trudności wymienia m.in. kwestie integracyjne oraz zgodność z wymaganiami formatów XML.

Jako rozwiązanie doraźne rekomendowana jest ponowna wysyłka faktur, co w wielu przypadkach ma skutkować ich widocznością po stronie odbiorcy. Przy większej skali odrzuceń MF rekomenduje też wdrożenie narzędzi wspierających kontrolę poprawności plików XML w systemach fakturujących. Równolegle prowadzone mają być prace nad dokładnym zdiagnozowaniem przyczyny i wprowadzeniem usprawnień.

W obecnej sytuacji przedsiębiorcy powinni wzmocnić kontrolę obiegu e-faktur: na bieżąco monitorować statusy w KSeF, archiwizować UPO oraz szybko reagować na odrzucenia, ponawiając wysyłkę dokumentu. Dobrym krokiem jest też uzgodnienie z kontrahentami prostej procedury potwierdzania, czy faktura jest widoczna po ich stronie. Do czasu pełnego ustabilizowania działania systemu kluczowe jest dokumentowanie każdego kroku i szybkie wyjaśnianie rozbieżności, aby nie blokować rozliczeń i prawa do odliczenia VAT – ekspertka IFIRMA.PL.

Kompetencje mają równe, pewność siebie już nie. Dlaczego kobiety nadal zaniżają swoje oczekiwania finansowe?

Mają takie same dyplomy, doświadczenie i efektywność, a jednak na starcie oczekują mniej. Choć sytuacja zawodowa Polek w ostatnich latach się poprawia – nadal zmagają się z luką płacową, stanowią mniejszość na stanowiskach zarządczych. Czy to wina systemu, efekt wychowania czy jeszcze czegoś innego?

Kobiety i mężczyźni w rekrutacji

– Przez kilka lat byłam rekruterką w sektorze IT. W tych zawodach dominują mężczyźni, więc siłą rzeczy aplikacje kobiet stanowiły tam mniejszość. Teraz jestem w odwrotnej sytuacji – rekrutuję do firmy obsługującej payroll, w której większość pracujących stanowią kobiety – mówi Joanna Lipińska, Talent Acquisition Business Partner w ADP Polska. – Widzę ogromne różnice między obiema branżami. Kandydatki do pracy w IT zazwyczaj były świetnie przygotowane, posiadały certyfikaty, brały udział w konferencjach, miały stworzone swoje portfolio na github, a za tym wszystkim stał duży brak pewności siebie. Miały często problem z oszacowaniem swojej wartości rynkowej, zaniżały swoje oczekiwania finansowe. Wszystkie te zachowania widać także u kobiet szukających pracy w sfeminizowanej branży, jednak w dużo mniejszym natężeniu.

Zdaniem ekspertki, zahukanie kobiet w IT wynika z powszechności pewnego typu zachowań pracowników. Tworzą oni „boys club” o określonej kulturze, w której ceni się bezpośrednią, wręcz dosadną komunikację i pomija różne niuanse, a poczucie prestiżu zawodu w połączeniu z niewielką reprezentacją w nim kobiet tworzy seksizm.  Pracujące w IT kobiety miały powtarzające się doświadczenia bagatelizowania ich pomysłów, pomijania ich na zebraniach i wzajemnego faworyzowania się mężczyzn. Praca w takich okolicznościach odbija się na samoocenie.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że taka sytuacja w IT jest stosunkowo nowa. Kilkadziesiąt lat temu to kobiety tworzyły pierwsze języki programowania, a zespół Margaret Hamilton w MIT Instrumentation Laboratory opracował kod do nawigacji dla programu Apollo, dzięki czemu misja na Księżyc skończyła się sukcesem. Zawód programistów dopiero później stał się powszechniejszy i zaczął kojarzyć się z prestiżem i dobrymi zarobkami.

Kultura organizacyjna ma znaczenie

Joanna Lipińska zwraca uwagę, że w jej obecnym miejscu pracy, gdzie to mężczyźni stanowią mniejszość pracowników – nie mają oni zauważalnych problemów z pewnością siebie i oceną własnych umiejętności. Podobnie zresztą jest wśród kobiet. Problemy dostrzegane w IT, o ile tu występują, to dużo rzadziej.

– Część takich niepożądanych zachowań wynika z samej kultury organizacyjnej. W każdej firmie istnieją pewne wartości, nawet na poziomie nieuświadomionym. One wspierają konkretny zestaw praktyk, decydujących np. o awansach, doceniających pewien styl komunikacji, kształtujących atmosferę w firmie. Niektórzy się w tym nie odnajdują – stąd poczucie niedocenienia, stres w niedzielę wieczorem. I odwrotnie, kultura organizacyjna może sprawiać, że pracownik zaczyna rozkwitać, myśleć o sobie inaczej. Nie musi to się przekładać na prosto liczoną efektywność pracy, bo sumienna i obowiązkowa osoba robi to co do niej należy nawet, gdy okoliczności nie sprzyjają i przypłaca to stresem. Długofalowo jednak taka osoba ma większe szanse na rozwój kompetencji, uczenia się nowych rzeczy, gotowość, by sięgnąć po więcej – mówi Joanna Lipińska.

Istotną zmianę wprowadziły także przepisy antydyskryminacyjne. Nowelizacja Kodeksu pracy z 2004 roku wprowadziła m.in. definicje dyskryminacji bezpośredniej i pośredniej. Kolejna nowelizacja z 2019 roku przesądziła, że każde nieuzasadnione gorsze traktowanie jest dyskryminacją, nawet jeśli cecha nie jest wprost wymieniona w ustawie. Badania pokazują jednak, że nadal mamy co nadrabiać. Kobiety i mężczyźni inaczej oceniają równość szans na awans i sprawiedliwe wynagrodzenie. Według raportu „Kobiety na rynku pracy 2024” (Hays Poland) aż 56 proc. respondentek uważa, że ze względu na płeć nie każdy ma takie same możliwości starania się o wyższe stanowisko. Podobnej odpowiedzi udzieliło zaledwie 21 proc. mężczyzn. 41 proc. respondentek uważa, że szanse są równe, podczas gdy wśród mężczyzn jest to aż 72 proc. badanych. W świetle tych samych badań, rok 2025 pokazuje nieco korzystniejszy trend: w zeszłym roku liczba respondentek uważających, że ze względu na płeć nie każdy ma takie same możliwości starania się o wyższe stanowisko wyniosła 37 proc. Świadomość wzrosła za to u mężczyzn – 30 proc. zauważało, że płeć odgrywa rolę przy staraniu się o awans. Równość szans dostrzegało też więcej kobiet, bo aż 52 proc., podczas gdy spadek przekonania zaczyna być bardziej uchwytny u mężczyzn – 68 proc.

Badanie „People at work” z 2025 roku, przeprowadzone przez ADP Research pokazuje, że 40 proc. Polek czuje się niesprawiedliwie wynagradzanych (w porównaniu z 25 proc. Polaków). Był to jeden z najwyższych wyników spośród 34 badanych krajów. Dysproporcja między kobietami i mężczyznami (15 punktów procentowych) również należała do najwyższych na świecie.

Na poziomie rekrutacji wciąż widać, że kobiety są ostrożniejsze, mają mniej odwagi, choć poziom tych zachowań może być różny w zależności od branży. Kobiety surowiej się oceniają, uważnie czytają ogłoszenia i są mniej skłonne aplikować, gdy nie spełniają wszystkich wymagań. Mężczyźni wysyłają CV nawet gdy tylko w połowie pasują do profilu kandydata. Jeśli ktoś umniejsza sobie na poziomie rekrutacji, to taka postawa utrzymuje się, gdy już dostanie pracę – wskazuje Joanna Lipińska. Według rekruterki, widać pokoleniową zmianę. Osoby dopiero wchodzące na rynek pracy, z niewielkim doświadczeniem zawodowym, niezależnie od płci nie oceniają się tak surowo i wierzą, że wszelkie braki można nadrobić.

Siedź w kącie a znajdą cię?

Poczucie niepewności w sytuacjach zawodowych jest też pokłosiem określonego wychowania i wczesnej edukacji. Dziewczynki są socjalizowane do innych postaw i zachowań niż chłopcy. U jednych premiowana jest grzeczność, u drugich przebojowość. Wzorce wychowania zmieniają się z czasem. Często zapominamy też, że nasze zachowania to nie tylko efekt socjalizacji, ale też indywidualnych cech. Przykład? Odsetek osób o cechach psychopatycznych jest mniej więcej stały w populacjach i wynosi ok. 1 procenta. Jednak analizy Paula Babiaka i Roberta D. Hare’a sugerują, że w grupie dyrektorów i managerów wysokiego szczebla takie osób może być od trzech do nawet 20 procent, w zależności od sektora.

Na grupach w mediach społecznościowych dla kobiet poszukujących pracy, jak „Give her a job” powtarza się pewien typ pytań. „Czy wypada skontaktować się z rekruterem, jeśli…?” „Aplikowałam kiedyś do firmy X, jednak nie zostałam przyjęta. Teraz widzę podobne ogłoszenie. Czy mogę znów się zgłosić i jak to zostanie odebrane?”.    Z takich pytań przebija obawa o ocenę, niechęć do zabierania czasu rekruterowi. Ja twierdzę, że zawsze warto próbować. Nasza sytuacja zawodowa zmienia się, nabywamy doświadczenie, zmieniają się oczekiwania firmy. Nawiązanie bezpośredniego kontaktu z rekruterem to dowód proaktywnej postawy i chęć bycia zapamiętanym – podkreśla Joanna Lipińska.

Rok 2026 – czas selektywnego rynku pracy i zrozumienia pokolenia Z

Rok 2026 zapowiada się jako czas utrwalenia nowego porządku na rynku pracy. To rzeczywistość bardziej selektywna, mniej wyrozumiała wobec braku doświadczenia. Choć gospodarka nie hamuje, wejście na rynek pracy bez praktyki staje się jednym z największych wyzwań dla osób rozpoczynających karierę.

Potwierdzają to dane z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” Personnel Service z końca 2025 roku. Ponad 40 proc. badanych uważa, że proces poszukiwania pracy trwa dziś znacznie dłużej niż dwa–trzy lata temu. Rekrutacje pojawiają się rzadziej, są bardziej rozciągnięte w czasie i dotyczą ściśle określonych ról. Pracodawcy coraz częściej oczekują gotowości do pracy „od pierwszego dnia”, co oznacza, że sama motywacja przestaje wystarczać — liczą się konkretne kompetencje, umiejętności i doświadczenie, nawet na poziomie juniorskim.

Jednocześnie zmieniają się oczekiwania samych kandydatów. Przedstawiciele pokolenia Z coraz wyraźniej komunikują, że praca to dla nich nie tylko źródło dochodu. Oprócz wynagrodzenia kluczowe znaczenie mają dobra atmosfera, poczucie docenienia przez przełożonych oraz równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Work-life balance przestaje być dodatkiem do oferty, a staje się jednym z jej fundamentów. Zrozumienie młodego pokolenia nie oznacza jednak rezygnacji z zasad, lecz elastyczność i gotowość do dialogu. Zetki oczekują jasnych warunków, partnerskich relacji i precyzyjnych informacji o zakresie obowiązków.

Na rosnącą wagę równowagi między pracą a życiem prywatnym zwraca uwagę Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska. Jak podkreśla, work-life balance stał się dziś kluczowym elementem nowoczesnej kariery zawodowej. Pracownicy coraz częściej poszukują inspiracji i rozwiązań, które pozwolą im łączyć pracę z życiem osobistym — obejmującym rodzinę, relacje społeczne, rozrywkę i odpoczynek. To podejście, wymaga od pracodawców i pracowników elastyczności, otwartości na wzajemne potrzeby oraz realnego wsparcia w rozwoju osobistym i zawodowym. „Samoświadomość, efektywność i koncentracja na najważniejszych zadaniach” — podkreśla Pałysiewicz, wskazując na znaczenie wzajemnej inspiracji i wspólnego poszukiwania satysfakcjonujących rozwiązań po obu stronach relacji pracownik–pracodawca.

Nie można przy tym pominąć szerszego kontekstu, w jakim na rynek pracy weszło pokolenie Z. To generacja ukształtowana przez niepewność gospodarczą, dynamiczny rozwój technologii i niestabilne modele zatrudnienia. Dorastanie w świecie mediów społecznościowych, ciągłych porównań i presji szybkiego sukcesu spotyka się z brakiem trwałych wzorców zawodowych. Młodzi pracownicy doskonale zdają sobie sprawę, że „bezpieczna praca do emerytury” jest dziś raczej wyjątkiem niż regułą, co dodatkowo potęguje stres i ostrożność w podejmowaniu decyzji zawodowych.

Zmianie ulega także organizacja pracy. Po okresie intensywnego rozwoju pracy zdalnej coraz więcej firm wraca do modeli stacjonarnych lub hybrydowych, argumentując to potrzebą większej kontroli nad procesami i efektywnością zespołów. Dla młodych kandydatów oznacza to mniejszą elastyczność i ograniczenie możliwości aplikowania na oferty poza miejscem zamieszkania. Jak zauważa Anna Gniadek, ekspertka rynku pracy, „w 2026 r. miejsce zamieszkania ponownie staje się jednym z kluczowych czynników wpływających na dostęp do pracy”. Dla młodych osób z mniejszych miejscowości oznacza to konieczność planowania przeprowadzki lub pogodzenia się z ograniczonym wymiarem pracy zdalnej. Mieszkańcy dużych miast zyskują większy wybór ofert, ale jednocześnie muszą liczyć się z ostrzejszą konkurencją.

Rynek pracy wchodzi więc w fazę, w której przestaje być uniwersalny. Staje się selektywny i wymagający świadomej strategii już na samym początku kariery. Dla młodych kandydatów rok 2026 będzie nie tyle czasem spektakularnych możliwości, ile sprawdzianem umiejętności dostosowania się do nowych reguł gry — z jednej strony bardziej wymagających, z drugiej coraz wyraźniej uwzględniających ludzkie potrzeby i granice.

Polski Zielony Fundusz inwestuje 55 mln zł w pięć biogazowni

Polski Zielony Fundusz Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (PZF), zarządzany przez ARP Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, zawarł 3 marca 2026 roku kolejną umowę inwestycyjną. To już trzecia transakcja funduszu w ciągu ostatnich miesięcy. Przedmiotem umowy jest zakup pięciu biogazowni na polskim rynku, ich rozbudowa i potencjalnie – rozszerzenie do biometanowni. Zaangażowanie finansowe PZF w ten projekt wyniesie 55 mln zł.

Partnerem operacyjnym przedsięwzięcia jest Neo Bio Energy sp. z o.o. (NBE) – lider polskiego rynku biogazu. Spółka posiada 26 biogazowni składowiskowych, co czyni ją niekwestionowanym numerem jeden w tym segmencie w Polsce. Od 2024 roku NBE rozwija drugi filar działalności, inwestując w biogazownie rolnicze. W ramach współpracy PZF i NBE utworzą spółkę holdingową, która będzie właścicielem spółek projektowych zarządzających poszczególnymi instalacjami.

Kolejna inwestycja Polskiego Zielonego Funduszu w biogazownie to dowód na to, że konsekwentnie realizujemy strategię budowania zielonego portfela opartego na realnych i sprawdzonych projektach. Neo Bio Energy to partner z niekwestionowaną pozycją na rynku oraz ogromnym doświadczeniem operacyjnym. Wspólnie tworzymy fundamenty pod rozwój polskiego rynku biogazu, który ma szansę stać się istotnym filarem naszej energetyki. Co istotne, w tej transakcji 116 mln zł pochodzi z finansowania bankowego – to sygnał, że instytucje finansowe dostrzegają potencjał i dojrzałość tego typu projektów. Nie tylko dostarczamy kapitał, ale przede wszystkim otwieramy drogę dla kolejnych inwestorów, pokazując, że zielona transformacja może być biznesowo efektywna – powiedział Prezes Zarządu ARP TFI Michał Handzlik.

Łączne nakłady inwestycyjne na realizację projektu szacowane są na 233 mln zł. Proces akwizycji wszystkich pięciu biogazowni został już rozpoczęty.

– To kolejny milowy krok dla Neo Bio Energy służący do rozwoju działalności w obszarze biogazu i biometanu. Podpisana umową daje nam podwójną wartość – z jednej strony kapitał pozwalający na dalsze akwizycje i zwiększanie stanu aktywów, z drugiej stabilny partner, który wnosi również swoją wiedzę i doświadczenie. Z satysfakcją patrzę na rozwój grupy Neo Bio Energy, tym bardziej, że robimy to jak dotąd w ramach krajowych środków, wspieranych przez krajowe instytucje. Moim marzeniem jest, aby docelowa produkcja biometanu zasilała również krajowy przemysł wpływając na redukcję CO2 oraz przyczyniając się do polepszania warunków życia dla kolejnych pokoleńpowiedział Prezes Zarządu Neo Bio Energy Piotr Beaupré.

Pamiętać należy, że na ten milowy krok składają się setki pojedynczych kroków wykonywanych codziennie przez naszych współpracowników i partnerów. Nie sposób wyrazić wdzięczności za ich zaangażowanie, pokonywanie trudności i przekonanie o właściwych wyborach. Nawet jeśli nie co dzień świętujemy podpisywanie kolejnych umów wspierających nasz rozwój, to dokonuje się on każdego dnia bez wątpienia. Poprzez te wszystkie małe, niewidoczne czynności, które składają się na większą całość. To wspaniali ludzie, dla których praca jest również misją. – dodaje Sławomir Nowicki – Dyrektor Generalny.  

Trzy inwestycje w portfelu Polskiego Zielonego Funduszu

W grudniu 2025 roku PZF zrealizował swoją pierwszą inwestycję, obejmującą zakup 50% udziałów w dwóch farmach fotowoltaicznych. Projekt w Prusinowie (woj. wielkopolskie) obejmuje funkcjonujący już zespół farm o mocy 15 MW, który ma zostać rozbudowany o kolejne 15 MW, do łącznej mocy 30 MW. Inwestycja zakłada również budowę magazynów energii. Całkowita wartość tego projektu przekracza 100 mln zł, a zaangażowanie PZF wyniosło 17 mln zł.

Na początku 2026 roku Polski Zielony Fundusz przystąpił do ambitnego projektu budowy dziewięciu nowoczesnych biometanowni rolniczych w północnej Polsce. Każda z instalacji będzie miała moc 0,99 MW. Łączna wartość projektu to blisko 400 mln zł, z czego zaangażowanie kapitałowe PZF wyniesie 59 mln zł. W Polsce funkcjonuje obecnie jedynie jedna biometanownia, dlatego inwestycja ma charakter przełomowy i zasadniczo przyspieszy rozwój tej technologii w kraju.

Najnowsza inwestycja z Neo Bio Energy to trzecia umowa w portfolio funduszu i jednocześnie drugi projekt w obszarze biogazu i biometanu. Potwierdza ona konsekwentną realizację strategii inwestycyjnej PZF, skoncentrowanej na odnawialnych źródłach energii i transformacji energetycznej polskiej gospodarki.

Biogaz i biometan szansą dla polskiej energetyki

Przedstawiciele ARP TFI podkreślają, że projekty biogazowe i biometanowe mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Krajowy potencjał surowcowy umożliwia produkcję od 5 do 6 mld m³ biometanu rocznie, co odpowiada około 1/4 obecnego zużycia gazu ziemnego w Polsce.

Polski Zielony Fundusz konsekwentnie wspiera transformację polskiej gospodarki, angażując się w projekty przyczyniające się do dekarbonizacji sektora energetycznego, przemysłu i lokalnej infrastruktury. Fundusz koncentruje się na odnawialnych źródłach energii – farmach wiatrowych, fotowoltaicznych, biogazowych oraz magazynach energii. Tworzone instrumenty mają również na celu rozwój rynku inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Misją funduszu jest wsparcie zielonej transformacji polskiej gospodarki i dekarbonizacji sektora energetycznego.

ARP Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych

Spółka z Grupy Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., zarządzająca funduszami inwestycyjnymi wspierającymi kluczowe procesy zielonej transformacji gospodarki – w szczególności w obszarach energetyki odnawialnej, czystego przemysłu, zielonej infrastruktury i chemii. Działa na zasadach rynkowych, koncentrując się na projektach o wysokim potencjale środowiskowym i rozwojowym. Pierwszym funduszem zarządzanym przez ARP TFI jest Polski Zielony Fundusz FIZ (PZF) o obecnie zebranym kapitale 309 mln zł. PZF inwestuje 20–60 mln zł w pojedyncze projekty, obejmując udziały mniejszościowe lub większościowe, na zasadach rynkowych, z perspektywą wyjścia z inwestycji w horyzoncie 3–5 lat. ARP TFI jest członkiem Invest Europe i Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK), aktywnie uczestnicząc w rozwoju rynku kapitałowego i wspieraniu zrównoważonej transformacji w Polsce.

Neo Bio Energy sp. z o.o

Neo Bio Energy Sp. z o.o., spółka z Grupy Neo Energy Group, jest jednym z wiodących operatorów i inwestorów biogazowni w Polsce, zarządzając portfolio instalacji o łącznej mocy ok. 30 MW. Spółka eksploatuje biogazownie rolnicze, komunalne i składowiskowe, odpowiadając za znaczącą część produkcji energii z biogazu składowiskowego w kraju. Równolegle rozwija nowe projekty biogazowe i biometanowe, wzmacniając krajowy łańcuch wartości w obszarze bioenergii.

System się nie zawalił, ale stres pozostał. Jak firmy oceniają pierwszy miesiąc KSeF?

„Lęk przed odpowiedzialnością dominował” – pracownicy bali się i boją nadal KSeF.

– Ta zmiana w wielu firmach przyniosła prawdziwą rewolucję i nie możemy ukrywać, że dla płynności działania wielu firm lepiej byłoby, by Krajowy System e-faktur nie wystartował w lutym, a przykładowo jesienią. Nadal widzimy wiele obaw ze strony przedsiębiorców. Przed nami drugi test działania systemu, czyli wdrożenie systemu w małych i średnich przedsiębiorstwach – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Jak przedsiębiorcy oceniają pierwszy miesiąc działania KSeF w Polsce?  Z jednej strony słyszymy, że „system się nie zawalił”, ale z drugiej, że przedsiębiorcy miewają problemy z opanowaniem systemu, zrozumieniem jego mechanizmów i koordynacją dotychczasowych działań w firmach z nowymi oczekiwaniami.

– Już miesiąc, większość firm działa, ale też wiele bardzo mocno zwraca uwagę na problemy jakie niesie KSeF. System wdrożony został w atmosferze szumu informacyjnego, chaotycznych informacji i w trudnym dla przedsiębiorców czasie. Północna Izba Gospodarcza konsekwentnie przekonuje, że takie zmiany powinny być wdrażanie, gdy przedsiębiorcy i urzędnicy będą gotowi. Czy tutaj wszyscy byli? To pytanie zostawiam otwarte – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Doceniam pracę przedstawicieli KAS, informatyków i księgowych. Bez nich to wdrożenie, by się nie udało – dodaje prezes Mojsiuk.

– Mimo wielomiesięcznych przygotowań pierwszy miesiąc działania KSeF był dla wielu firm zaskoczeniem. W praktyce księgowi zamiast sporządzać sprawozdania roczne i rozliczenia, często pełnili rolę infolinii: pomagali w logowaniach i tłumaczyli klientom procesy, które opisano językiem trudnym nawet dla osób obytych z językiem portali podatkowych. Najwięcej frustracji budziły kwestie dostępu i nadawania uprawnień oraz mało intuicyjna logika wystawiania certyfikatów. Klienci zgłaszali też, że infolinia KSeF odsyła ich do księgowych, co przerzuca ciężar wdrożenia na biura rachunkowe. Do tego doszedł szum informacyjny i nadinterpretowanie hasła „automatyzacja” – KSeF nie w każdym przypadku skraca pracę, a często ją wydłuża przez dodatkową weryfikację, ryzyko duplikatów i nowe obowiązki raportowe.  Obecnie za luty trzeba wskazać w deklaracji VAT w jaki sposób faktura została wystawiona – czy dotarła do klienta jako e-faktura czy pdf. Pojawiły się też pierwsze fałszywe faktury i próby wyłudzania danych – mówi ekspertka Północnej Izby Gospodarczej Agnieszka Zamaro–Wiśniewska.

– W wielu firmach zabrakło też przygotowania pracowników wystawiających faktury – pojawiają się obawy przed przypisaniem czynności i odpowiedzialności do konkretnej osoby, szczególnie gdy wymagane są formalne mechanizmy uwierzytelniania danymi z profilu zaufanego – dodaje Agnieszka Zamaro – Wiśniewska.

Z perspektywy biur rachunkowych istotnym utrudnieniem była zmienność środowiska wdrożeniowego: częste aktualizacje i poprawki po stronie systemów finansowo-księgowych oraz integracji, które potrafiły wstrzymywać bieżącą pracę.

Cieśnina Ormuz: skutki wykraczają poza rynek ropy. Azja płaci najwyższą cenę

Analiza Dun & Bradstreet* pokazuje, że zakłócenia płynnego transportu w Cieśninie Ormuz najbardziej uderzą w państwa azjatyckie. W tym przede wszystkim w Chiny i Japonię jako największych bezpośrednich nabywców ropy z Zatoki Perskiej, ale także w Indie, Tajlandię i Koreę oraz w kraje z regionu Południowo-Wschodniej Azji, w tym przede wszystkim chińskie Tajpej, Singapur, Filipiny czy Indonezję. Negatywne skutki zakłóceń transportu w Zatoce w pierwszej kolejności dotkną szeroko rozumiane branże upstream, a następnie przełożą się na wzrost kosztów we wszystkich sektorach gospodarki — w usługach, energetyce, przemyśle chemicznym, transporcie, budownictwie oraz produkcji przemysłowej.

Poza surowcami energetycznymi region Zatoki Perskiej odgrywa również istotną rolę jako centrum handlu, lokowania kapitału i inwestycji. Wszelki przepływ towarów i usług niezwiązanych z energią jest ściśle powiązany z handlem hurtowym i detalicznym, budownictwem, nieruchomościami, usługami finansowymi i działalnością sektora publicznego. Oznacza to, że w krótkiej perspektywie czasu można spodziewać się dodatkowych trudności w gromadzeniu zapasów, opóźnień wydatków inwestycyjnych (capex) oraz napięć finansowych.

*Źródło: analiza żeglugi Dun & Bradstreet oraz tabele OECD Inter‑Country Input‑Output (ICIO)

  • Dane Dun & Bradstreet dotyczące rezerwacji kontenerów morskich (TEU) pokazują, że wolumen importu anulowanych rezerwacji dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz osiągnął najwyższy poziom od 2024 roku.
  • 1 marca: anulowano rezerwację 3 072 TEU (kontenerów 20‑stopowych), jednocześnie zarezerwowano 811 TEU.
  • 2 marca: anulowano rezerwację 11 865 TEU, a zarezerwowano 7 653 TEU.
    • Liczba zarezerwowanych kontenerów 2 marca 2026 roku była najniższą wartością biorąc pod uwagę poniedziałkowe rezerwacje w całym 2026 roku oraz drugim najniższym wynikiem w dniach roboczych w br.
    • Natomiast dzienna liczba anulowanych rezygnacji 2 marca br. była najwyższą od początku 2024 roku.
  • 3 marca: anulowano rezerwację 21 762 TEU wobec 1 915 TEU potwierdzonych rezerwacji.
    • Wolumen potwierdzonych rezerwacji 3 marca był najniższy spośród wszystkich dni roboczych od 2024 roku.
    • Natomiast liczba anulowanych rezerwacji była ponad dwukrotnie wyższa niż w każdym dniu od 2024 roku.
    • Wolumen potwierdzonych rezerwacji 3 marca br. stanowił jedynie 13 proc. całkowitej liczby potwierdzonych rejestracji w porównaniu do poprzedniego tygodnia.
  • Podsumowując: od 1 do 3 marca wolumen rezerwacji związany z importem spadł o 59 proc. w porównaniu z tygodniem minionym. Jednocześnie liczba anulowanych rezerwacji kontenerów wzrosła o 364 proc.
  • Znacząco spadł również wolumen rezerwacji w przypadku eksportu. Od połowy lutego 2026 roku – o ponad 40 proc. spadł wolumen potwierdzonych zamówień, z poziomu 34 790 TEU z 15 lutego br., do poziomu 19 863 TEU z 3 marca br. Spadek rezerwacji odzwierciedla rosnącą ostrożność eksporterów z regionu Zatoki Perskiej w miarę nasilającej się eskalacji napięcia.
  • 3 marca zarejestrowano 1 095 TEU ładunków opuszczających region Cieśniny Ormuz, jednocześnie anulowano odprawę 1 319 TEU załadunków – to pierwszy raz w historii, kiedy wolumen anulowanych ładunków z Zatoki Perskiej przewyższył liczbę odprawionych i zarezerwowanych ładunków w ciągu jednego dnia.
  • W okresie od 1 do 3 marca wolumen rezerwacji ładunków eksportowych spadł o 40 proc. w porównaniu z tygodniem poprzedzającym, podczas gdy liczba anulowanych ładunków wzrosła o 56 proc.

*Za przesyłki przechodzące przez Cieśninę Ormuz uznaje się takie, w których jeden z portów — załadunku lub rozładunku — znajduje się w Iraku, Iranie, Kuwejcie, Katarze, ZEA, Bahrajnie lub w saudyjskich portach Ad‑Dammam bądź Jubail, a drugi port leży poza tym regionem.

Dlaczego 73% strategii marketingowych kończy się porażką i jak tego uniknąć

Większość firm tworzy strategie marketingowe, które nigdy nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Problem rzadko leży w braku budżetu czy złych narzędziach. Leży w błędach, które popełnia się jeszcze zanim pierwsza kampania zostanie uruchomiona.

Najdroższy błąd w marketingu: działanie bez strategii

McKinsey szacuje, że firmy, które inwestują w marketing bez spójnej strategii marketingowej, marnują przeciętnie 40% swojego budżetu reklamowego. To nie jest abstrakcyjna statystyka. Dla firmy wydającej 20 000 zł miesięcznie na marketing oznacza to 96 000 zł rocznie wyrzuconych w błoto.

Paradoks polega na tym, że większość tych firm wierzy, że strategię posiada. Tyle że za „strategię” uznaje zbiór nieskoordynowanych działań: kampanię Google Ads tu, posty na Instagramie tam, newsletter co dwa tygodnie. Prawdziwa strategia marketingowa to coś zupełnie innego. To odpowiedź na fundamentalne pytanie: w jaki sposób nasza firma zamierza wygrywać na rynku?

Anatomia porażki: trzy błędy, które zabijają strategię marketingową

Błąd nr 1: Strategia zaczyna się od kanałów, a nie od klienta

Typowy scenariusz wygląda tak: zarząd decyduje, że „trzeba być na TikToku”, albo że „potrzebujemy lepszego SEO”. Następnie szuka agencji lub specjalisty, który to zrealizuje. Problem? Nikt nie zadał pytania, czy docelowy klient w ogóle korzysta z TikToka, ani czy SEO to najefektywniejszy kanał dotarcia w danej branży.

Skuteczna strategia marketingowa zaczyna się od dogłębnego zrozumienia klienta: jego problemów, procesów decyzyjnych, obaw i aspiracji. Dopiero na tej podstawie dobiera się kanały, formaty i komunikaty. Odwrotna kolejność to przepis na kosztowną porażkę.

Błąd nr 2: Brak jednoznacznego pozycjonowania

Wiele firm próbuje być „dla każdego”. Oferują „kompleksową obsługę”, mają „indywidualne podejście” i „najwyższą jakość”. Problem w tym, że dokładnie to samo mówi ich konkurencja. Kiedy wszyscy komunikują to samo, nikt nie jest zapamiętywany.

Strategia marketingowa wymaga odwagi: trzeba zdecydować, czym firma NIE jest, żeby jasno zakomunikować, czym jest. Najbardziej rozpoznawalne marki na świecie nie próbują zadowolić wszystkich. Celowo zawężają swoje pole, żeby dominować w wybranym segmencie.

Błąd nr 3: Strategia jako dokument, a nie proces

Trzecim zabójcą skuteczności jest traktowanie strategii marketingowej jako jednorazowego dokumentu. Firma zleca opracowanie strategii, dostaje 50-stronicowy PDF, prezentuje go zarządowi, a potem plik ląduje na dysku i nikt do niego nie wraca.

Strategia marketingowa, która działa, to proces ciągły. Zakłada regularne cykle analizy danych, weryfikacji założeń i korekty kursu. Rynek nie stoi w miejscu i strategia też nie powinna.

Czego uczy nas podejście najskuteczniejszych agencji reklamowych

Interesującym punktem odniesienia jest to, jak do tworzenia strategii podchodzą najlepsze agencje reklamowe. W przeciwieństwie do wielu wewnętrznych zespołów marketingowych, doświadczona agencja reklamowa wypracowuje metodologie, które eliminują opisane wyżej błędy systemowo, a nie incydentalnie.

Dobra agencja reklamowa wymusza na kliencie przejście przez etap analityczny, zanim cokolwiek zostanie uruchomione. Wymaga dostępu do danych sprzedażowych, przeprowadza wywiady z klientami i analizuje konkurencję w sposób ustrukturyzowany. To niewygodne, bo wydłuża czas do startu kampanii, ale drastycznie zwiększa szanse powodzenia.

Przykładem takiego podejścia na polskim rynku jest agencja Owocni.pl, która swój proces strategiczny opiera na twardych danych i testowaniu hipotez zamiast na intuicji i trendach. Ich metodologia zakłada, że żadna strategia marketingowa nie jest ostateczna, lecz stanowi punkt wyjścia do iteracyjnej optymalizacji opartej na mierzalnych wynikach.

Siedem pytań, które weryfikują jakość Twojej strategii marketingowej

Zanim wydasz kolejną złotówkę na marketing, odpowiedz uczciwie na poniższe pytania. Każde „nie” oznacza lukę w strategii, która prawdopodobnie kosztuje Cię pieniądze.

Czy potrafisz w jednym zdaniu opisać, czym Twoja firma różni się od trzech głównych konkurentów? Jeśli nie, Twoje pozycjonowanie jest zbyt rozmyte. Klienci nie widzą powodu, żeby wybrać akurat Ciebie.

Czy wiesz, który kanał marketingowy przynosi najniższy koszt pozyskania klienta? Bez tej wiedzy alokujesz budżet na podstawie przeczuć, a nie danych.

Czy Twoja strategia marketingowa definiuje, z jakich działań rezygnujesz? Strategia to tyle samo decyzji o tym, czego NIE robić, co o tym, co robić. Jeśli Twoja strategia nie mówi „nie” żadnemu kanałowi czy segmentowi, prawdopodobnie jest zbyt rozproszona.

Czy masz udokumentowane persony klientów oparte na badaniach, a nie na domysłach? Persona oparta na danych i persona oparta na intuicji to dwa zupełnie różne narzędzia. Tylko ta pierwsza jest przydatna.

Czy cały zespół zna strategię i potrafi ją wyjaśnić? Strategia marketingowa, którą zna tylko dyrektor marketingu, nie jest strategią. To prywatna notatka.

Czy co miesiąc analizujesz wyniki i weryfikujesz założenia? Strategia bez cyklu rewizji to strategia, która starzeje się z każdym dniem.

Czy Twoja komunikacja jest spójna we wszystkich kanałach? Jeśli strona mówi jedno, social media drugie, a handlowcy trzecie, klient otrzymuje niespójny obraz marki, który podkopuje zaufanie.

Jak wygląda proces tworzenia strategii marketingowej, która działa

Na podstawie doświadczeń firm, które osiągają ponadprzeciętne wyniki, można wskazać powtarzalny schemat skutecznego procesu strategicznego.

Faza 1: Diagnoza (2 do 4 tygodnie). Analiza danych wewnętrznych, badanie rynku, audyt konkurencji, wywiady z klientami. To najważniejsza faza i jednocześnie ta, którą firmy najczęściej pomijają lub realizują powierzchownie.

Faza 2: Synteza i wybory strategiczne (1 do 2 tygodnie). Na podstawie diagnozy formułuje się pozycjonowanie, definiuje segmenty docelowe i ustala priorytety. Tu zachodzą kluczowe decyzje: na czym się skupiamy, z czego rezygnujemy.

Faza 3: Plan taktyczny (1 do 2 tygodnie). Przełożenie wyborów strategicznych na konkretne działania: kanały, formaty, budżet, harmonogram, KPI.

Faza 4: Wdrożenie z pętlą zwrotną (ciągłe). Realizacja planu z regularnymi punktami kontrolnymi. Dane z realizacji zasilają korektę strategii.

Szczegółowe omówienie każdej z tych faz, wraz z konkretnymi narzędziami i szablonami, opisuje m.in.strona na temat strategii marketingowej na Owocni.pl, która stanowi dobre kompendium wiedzy dla firm planujących uporządkowanie swoich działań marketingowych.

Rola agencji reklamowej w erze AI i automatyzacji

Rok 2026 przynosi fundamentalne pytanie: skoro AI potrafi generować treści, analizować dane i optymalizować kampanie, to czy agencja reklamowa jest jeszcze potrzebna?

Odpowiedź jest nieoczywista. AI radykalnie przyspiesza realizację taktycznych zadań marketingowych. Natomiast tworzenie strategii marketingowej wymaga czegoś, czego algorytmy wciąż nie dostarczają: zdolności do zadawania właściwych pytań, rozumienia kontekstu biznesowego i podejmowania odważnych wyborów strategicznych pod presją niepewności.

Najlepsza agencja reklamowa w 2026 roku nie jest tą, która „też używa AI”. Jest tą, która potrafi połączyć możliwości technologii z ludzką intuicją strategiczną i wieloletnim doświadczeniem rynkowym. AI staje się narzędziem w rękach stratega, a nie jego zamiennikiem.

Dlatego rola profesjonalnej agencji reklamowej paradoksalnie rośnie. Firmy mają dostęp do coraz większej liczby narzędzi, ale coraz mniej czasu i kompetencji, żeby z nich mądrze korzystać. Strategia marketingowa, która integruje te narzędzia w spójny system, staje się ważniejsza niż kiedykolwiek.

Podsumowanie: strategia to nie dokument, to sposób myślenia

Firmy, które traktują strategię marketingową jako żywy proces oparty na danych, konsekwentnie wygrywają z tymi, które polegają na intuicji i reaktywnym działaniu. Niezależnie od branży i skali, fundamenty pozostają te same: zrozumienie klienta, odważne pozycjonowanie, spójność komunikacji i ciągła optymalizacja.

Jeśli Twoja obecna strategia nie spełnia tych kryteriów, rozważ współpracę z doświadczoną agencją reklamową, która pomoże Ci przejść od chaotycznych działań do systematycznego wzrostu. Kluczem jest wybranie partnera, który zaczyna od pytań i danych, a nie od gotowych rozwiązań.

Kluczowy raport z rynku pracy USA. NFP zdecyduje o kierunku dolara i obligacji

Dzisiejsza publikacja raportu Non-Farm Payrolls przypada na okres podwyższonej nerwowości, ponieważ te dane mogą szybko przestawić oczekiwania dotyczące tegorocznych obniżek stóp procentowych przez Fed. W ostatnich dniach obligacje skarbowe USA znajdowały się pod silną presją, a ich rentowności rosły. Inwestorzy zaczęli mocniej wyceniać ryzyko wzrostu inflacji wynikające z droższej energii po eskalacji konfliktu z Iranem. Najbardziej widać to na dwuletnich obligacjach USA, które są najsilniej powiązane z oczekiwaniami wobec polityki Fed — ich rentowności wzrosły do najwyższego poziomu od ponad miesiąca. Rentowność dziesięciolatek w tym tygodniu doszła w okolice 4,175%.

To przesunięcie na rynku stopy procentowej przełożyło się na ostrożniejsze podejście do cięć w 2026 roku. Handel opcjami na stopę SOFR zaczął wskazywać scenariusz zaledwie jednej obniżki stóp w tym roku zamiast wcześniejszych, bardziej gołębich założeń. W tle pozostaje fakt, że inflacja wciąż znajduje się powyżej celu Fed. Preferowana miara inflacji miała zakończyć poprzedni rok w okolicach 2,9% przy celu 2%, dlatego część rynku zakłada, że bank centralny będzie szczególnie wrażliwy na każdy sygnał ponownego wzrostu presji cenowej.

Konsensus ekonomistów przed NFP zakłada przyrost zatrudnienia o 55 tys. w lutym po 130 tys. miesiąc wcześniej. Stopa bezrobocia, po spadku do 4,3% w styczniu, ma pozostać bez zmian. Dla rynków kluczowe będzie odchylenie od tych liczb, bo to duża niespodzianka (w jedną lub drugą stronę) ma największy potencjał do ruchu na dolarze, obligacjach i indeksach. Jeżeli raport okaże się wyraźnie słabszy od prognoz, rynek może wrócić do mocniejszej wyceny obniżek stóp. W takim scenariuszu rentowności obligacji zwykle spadają, a dolar często traci na wartości. Dla indeksów giełdowych taka interpretacja bywa korzystna, ponieważ niższe rentowności poprawiają warunki finansowania i wspierają wyceny spółek. Jednocześnie zbyt słaby raport może budzić obawy o tempo wzrostu gospodarczego, więc reakcja giełdy będzie zależała od tego, czy inwestorzy uznają dane za „zdrowe schłodzenie”, czy za sygnał wyraźniejszego pogorszenia koniunktury.

Jeżeli NFP będzie wyraźnie mocniejszy od oczekiwań, rośnie ryzyko dalszego ograniczania zakładów na cięcia, a narracja o dłuższym utrzymaniu restrykcyjnych warunków finansowych może się utrwalić. W takim układzie szczególnie wrażliwe bywają segmenty rynku zależne od niskich rentowności, w tym spółki technologiczne. Warto też pamiętać, że NFP nie zamyka tematu: kolejnym punktem, który może przesądzić o kierunku, będzie publikacja CPI w przyszłym tygodniu. Dlatego nawet po raporcie z rynku pracy rynek może szukać potwierdzenia w danych inflacyjnych, zwłaszcza że ostatnie wzrosty cen energii ponownie stawiają pytanie o to, czy dezinflacja nie wyhamuje. W tym kontekście ostatnia rekomendacja JPMorgan, aby realizować zyski na taktycznych krótkich pozycjach w dwuletnich obligacjach, które rekomendowali w lutym, można odczytywać jako sygnał, że część instytucji widzi już ograniczoną przestrzeń do dalszego wzrostu rentowności bez bardzo mocnego impulsu z danych.

Dla oceny raportu, poza samą liczbą nowych miejsc pracy, liczyć się będzie stopa bezrobocia oraz struktura zatrudnienia. Rynek będzie szukał odpowiedzi, czy ewentualne osłabienie ma charakter rozproszony i łagodny, czy też pojawiają się pierwsze pęknięcia w konkretnych sektorach. W praktyce to właśnie połączenie NFP i przyszłotygodniowego CPI ma największą szansę „odblokować” kierunek dla dolara i indeksów na kolejne tygodnie.

Zalety programu dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin

Zarządzanie wspólnotą mieszkaniową to codzienne wyzwanie, które wymaga precyzyjnego prowadzenia rozliczeń, nadzoru nad funduszem remontowym, planowania inwestycji i sprawnej komunikacji z właścicielami lokali. W takich warunkach niezawodny program dla wspólnot mieszkaniowych może stać się kluczowym wsparciem – automatyzuje powtarzalne zadania, usprawnia obieg dokumentów i pozwala skoncentrować się na strategicznych decyzjach, zamiast na czasochłonnej administracji.

Program dla wspólnot mieszkaniowych – oszczędność czasu i automatyzacja procesów

Codzienna praca zarządcy wspólnoty mieszkaniowej to wiele powtarzalnych, czasochłonnych zadań – od monitorowania wpłat właścicieli, po księgowanie faktur i przygotowywanie sprawozdań. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin eliminuje te ręczne czynności, automatyzując procesy finansowe i administracyjne, dzięki czemu możesz poświęcić więcej czasu na zarządzanie i rozwój wspólnoty.

Automatyczne księgowanie opłat właścicieli i faktur

System samodzielnie rejestruje wszystkie wpłaty właścicieli i kontrahentów oraz księguje faktury wspólnoty. To oznacza, że nie musisz przepisywać danych do bankowości elektronicznej ani pilnować każdej transakcji ręcznie. Wszystkie operacje są dostępne w jednym miejscu, co ułatwia monitorowanie finansów i szybkie wychwycenie ewentualnych nieprawidłowości.

Szybsze rozliczenia, sprawozdania i generowanie deklaracji

Dzięki automatyzacji, program Mieszczanin przygotowuje rozliczenia okresowe, sprawozdania roczne oraz deklaracje podatkowe – gotowe do wysyłki do właścicieli i urzędów. Proces, który wcześniej zajmował godziny, teraz przebiega w kilku kliknięciach, a Ty masz pewność, że wszystkie dokumenty są zgodne z obowiązującymi przepisami i aktualnymi wymogami księgowymi.

Lepsza współpraca zarządu i zespołu dzięki modułowej strukturze

Skuteczne zarządzanie wspólnotą mieszkaniową wymaga koordynacji wielu osób – od prezesa zarządu, przez księgowych, po kierowników technicznych. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin został zaprojektowany modułowo, co oznacza, że każdy dział w Twojej organizacji może korzystać tylko z tych funkcji, które są mu niezbędne, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej spójności danych.

Dostosowanie systemu do potrzeb wspólnoty i indywidualnych procedur

Różne wspólnoty mieszkaniowe mogą mieć zróżnicowane potrzeby, zależnie od sposobu rozliczania mediów, a także wybranej metody księgowej czy sposobu organizacji zebrań. Modułowa budowa programu Mieszczanin pozwala skonfigurować system dokładnie według potrzeb Twojej wspólnoty. Możesz wybrać tylko te moduły, które są aktualnie potrzebne, a w miarę rozwoju wspólnoty – w prosty sposób rozszerzać funkcjonalności systemu, np. o możliwość organizowania zebrań online.

Centralizacja danych i ułatwiony dostęp dla pracowników

Wszystkie informacje – od dokumentów finansowych, przez ewidencję lokali, po historię zgłoszeń usterek – są dostępne w jednym miejscu. Dzięki temu Twój zespół nie traci czasu na wyszukiwanie danych w różnych folderach czy systemach, a komunikacja wewnętrzna staje się płynna. Każdy pracownik ma dostęp do potrzebnych informacji w zależności od przydzielonych uprawnień, co minimalizuje ryzyko błędów i usprawnia podejmowanie decyzji.

Dzięki temu modułowemu podejściu, współpraca między zarządcą a zespołem staje się prostsza, bardziej przejrzysta i efektywna, a Ty zyskujesz pełną kontrolę nad działaniem wspólnoty.

Zwiększenie zadowolenia mieszkańców poprzez nowoczesną komunikację

Dobra komunikacja z właścicielami lokali to jeden z najważniejszych elementów skutecznego zarządzania wspólnotą mieszkaniową. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin ułatwia zarówno codzienny kontakt, jak i realizację formalnych obowiązków, dzięki czemu mieszkańcy czują się informowani i zaangażowani w życie wspólnoty.

Portal mieszkańca e-kartoteka – rozrachunki, płatności online, zgłoszenia usterek

Dzięki portalowi e-kartoteka właściciele lokali mają stały dostęp do swoich rozrachunków, historii płatności oraz dokumentów wspólnoty. Mogą dokonywać opłat online, zgłaszać usterki i monitorować postęp prac naprawczych. Dwustronna komunikacja umożliwia szybkie odpowiadanie na pytania i prośby mieszkańców, co znacząco zwiększa ich zadowolenie i zaufanie do zarządcy.

Masowa korespondencja papierowa, mailowa i SMS – szybka i wygodna

Program Mieszczanin pozwala również na wygodne przygotowanie korespondencji masowej. Możesz w kilku kliknięciach wysłać informacje, powiadomienia czy wezwania do zapłaty zarówno w formie papierowej, mailowej, jak i SMS. To rozwiązanie skraca czas potrzebny na przekazanie istotnych informacji i eliminuje ryzyko, że ważne komunikaty zostaną pominięte.

Pełna kontrola nad dokumentacją, funduszem remontowym i zasobami wspólnoty

Skuteczne zarządzanie wspólnotą mieszkaniową wymaga nie tylko kontroli nad finansami, ale też pełnej przejrzystości w dokumentacji, ewidencji budynków i planowaniu remontów. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin pozwala zebrać wszystkie te informacje w jednym, spójnym systemie, co znacząco ułatwia zarządcy codzienną pracę i minimalizuje ryzyko błędów.

Ewidencja budynków i lokali oraz planowanie remontów

System umożliwia dokładną rejestrację wszystkich lokali i budynków wchodzących w skład wspólnoty – wraz z historią remontów, planami inwestycyjnymi oraz dokumentacją techniczną. Dzięki temu zarządca ma pełny wgląd w stan zasobów i może efektywnie planować prace remontowe czy przeglądy techniczne. Modułowa struktura programu pozwala przypisać zadania konkretnym pracownikom lub firmom zewnętrznym, monitorować postęp prac i generować raporty, które są gotowe do udostępnienia właścicielom lokali lub organom nadzorującym.

Bezpieczeństwo danych i ułatwiona obsługa zebrań oraz uchwał

Wszystkie dokumenty i dane finansowe są przechowywane w bezpiecznym środowisku, zgodnym z obowiązującymi przepisami, w tym RODO. Program Mieszczanin umożliwia łatwe prowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów, organizację zebrań wspólnoty, elektroniczne głosowanie nad uchwałami oraz archiwizację decyzji. Dzięki temu masz pewność, że wszystkie informacje są aktualne, dostępne tylko dla uprawnionych osób i łatwe do udostępnienia w razie potrzeby.

Dzięki pełnej kontroli nad dokumentacją, funduszem remontowym i zasobami wspólnoty codzienne obowiązki stają się bardziej przewidywalne i uporządkowane, a zarządca zyskuje spokój i pewność, że nic nie zostanie pominięte.

Czytaj wiecej o elektronicznym obiegu dokumentów: https://www.mieszczanin.pl/blog/elektroniczny-obieg-dokumentow-czym-jest/

Elastyczne pakiety i skalowalność systemu dla wspólnoty

Każda wspólnota mieszkaniowa może mieć inne potrzeby. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin został zaprojektowany tak, aby zapewnić maksymalną elastyczność i dopasowanie do indywidualnych wymagań każdej wspólnoty. Przykładowym aspektem, który umożliwia personalizację, jest wygląd wydruków dla mieszkańców. Dodatkowo, tak jak już wcześniej wspominaliśmy, system może być rozwijany w czasie, wraz z rozwojem firmy zarządzającej lub rosnącymi potrzebami wspólnoty mieszkaniowej.

Pakiet podstawowy, rozszerzony i kompleksowy – dopasowanie do liczby lokali i potrzeb

System oferuje trzy główne pakiety funkcjonalne: podstawowy, rozszerzony i kompleksowy. Pakiet podstawowy jest idealny dla niewielkich wspólnot od 500 lokali, obejmując ewidencję budynków i lokali, podstawową księgowość, rozrachunki z właścicielami oraz możliwość prowadzenia dokumentacji i korespondencji. Pakiet rozszerzony wprowadza dodatkowe funkcje, takie jak automatyczne fakturowanie, ewidencja przeglądów technicznych, obsługa usterek i ankiety w e-kartotece. Natomiast pakiet kompleksowy pozwala w pełni zarządzać całym majątkiem wspólnoty, w tym prowadzić własną księgowość zarządcy, obsługę kadrowo-płacową, automatyzację sprawozdań i integrację z systemami urzędowymi.

Łatwe rozszerzanie funkcji w miarę rozwoju wspólnoty

W miarę rozrostu wspólnoty lub zmiany potrzeb, program Mieszczanin pozwala w prosty sposób rozszerzać zakres funkcji, dodając kolejne moduły lub przechodząc na wyższy pakiet. Dzięki temu system rośnie razem z Twoją wspólnotą, a Ty nie musisz zmieniać całego oprogramowania ani tracić czasu na migrację danych. Skalowalność programu zapewnia również, że wszystkie procesy pozostają spójne i zintegrowane, niezależnie od liczby lokali, dokumentów czy użytkowników.

Takie podejście gwarantuje, że zarządca może elastycznie reagować na zmieniające się potrzeby wspólnoty, a właściciele lokali zawsze mają dostęp do aktualnych informacji i rozliczeń.

Dlaczego warto wybrać program Mieszczanin do zarządzania wspólnotą?

Wybór odpowiedniego systemu do zarządzania wspólnotą mieszkaniową ma realny wpływ na codzienną pracę zarządu, księgowości i całego zespołu administracyjnego. Program dla wspólnot mieszkaniowych Mieszczanin łączy w sobie wieloletnie doświadczenie w branży, zaufanie wielu klientów oraz kompleksowe wsparcie techniczne, dzięki czemu możesz mieć pewność, że Twoja wspólnota jest w dobrych rękach.

System usprawnia codzienne obowiązki – od księgowości i rozliczeń, przez planowanie remontów, po komunikację z właścicielami lokali. Dzięki centralizacji danych i automatyzacji procesów zarząd szybciej podejmuje decyzje, a praca zespołu staje się bardziej efektywna i przejrzysta.

Wybierając program Mieszczanin, zyskujesz nie tylko nowoczesne narzędzie do zarządzania wspólnotą, ale także partnera, który stale rozwija oprogramowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami i technologicznymi standardami.

Sprawdź program Mieszczanin i przekonaj się, jak łatwe może być zarządzanie Twoją wspólnotą mieszkaniową już dziś.

Prefabrykacja w halach przemysłowych – kiedy warto ją wybrać i co zyskasz dzięki temu rozwiązaniu?

Prefabrykacja w budownictwie to rozwiązanie, które w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w sektorze obiektów przemysłowych. Polega na przygotowaniu elementów konstrukcyjnych w kontrolowanych warunkach zakładu produkcyjnego, a następnie transporcie ich na plac budowy i szybkim montażu. W przypadku hal przemysłowych oznacza to znaczną oszczędność czasu, większą precyzję prac i wyższą jakość wykonania całego obiektu. Kiedy warto postawić na prefabrykację i jakie realne korzyści daje inwestorowi to rozwiązanie?

Czym jest prefabrykacja w budownictwie przemysłowym?

Prefabrykacja w budownictwie polega na wytwarzaniu elementów konstrukcyjnych – takich jak słupy, belki, płyty ścienne czy stropy – poza placem budowy, w wyspecjalizowanych zakładach. Tam proces przebiega pod ścisłą kontrolą jakości, co pozwala ograniczyć błędy wykonawcze i zapewnić powtarzalność parametrów technicznych. W halach przemysłowych prefabrykacja obejmuje najczęściej konstrukcje żelbetowe lub stalowe, a także obudowy z płyt warstwowych.

Dzięki temu etap prac na placu budowy ogranicza się głównie do montażu, co znacznie skraca czas realizacji inwestycji. W praktyce oznacza to możliwość oddania obiektu do użytku w ciągu kilku miesięcy – nawet w przypadku dużych powierzchni magazynowych czy produkcyjnych.

Prefabrykowane hale przemysłowe – kiedy to się opłaca?

Prefabrykowane hale przemysłowe sprawdzają się szczególnie tam, gdzie kluczowe są: czas, powtarzalność i bezpieczeństwo. Jeżeli inwestorowi zależy na jak najszybszym rozpoczęciu działalności, prefabrykacja staje się naturalnym wyborem. To także technologia preferowana przy projektach wielkopowierzchniowych, gdzie liczy się logistyka i precyzja montażu.

Kolejnym aspektem jest lokalizacja. Prefabrykacja umożliwia ograniczenie czasu pracy na działce budowlanej. To ma ogromne znaczenie w przypadku budowy centr logistycznych czy na terenach o trudnych warunkach gruntowych. Wówczas możliwość dostarczenia gotowych elementów i ich szybkiego zmontowania na miejscu eliminuje ryzyko opóźnień związanych z pogodą czy ograniczoną przestrzenią manewrową.

Jakie korzyści daje technologia prefabrykacji?

Prefabrykacja w halach przemysłowych nie jest jedynie kwestią szybszego montażu. To przede wszystkim zmiana podejścia do całego procesu inwestycyjnego – od projektowania, przez logistykę, aż po eksploatację budynku. Korzyści wynikających z prefabrykacji jest wiele, a najważniejsze z nich to:

Szybka realizacja hali

Prefabrykowane elementy konstrukcyjne przygotowywane są równolegle z pracami ziemnymi i fundamentowymi. Dzięki temu montaż konstrukcji następuje niemal natychmiast po zakończeniu robót fundamentowych, co skraca harmonogram całej inwestycji nawet o kilkadziesiąt procent.

Wysoka jakość i precyzja wykonania

Kontrolowane warunki produkcji pozwalają zachować najwyższą jakość każdego elementu – niezależnie od pogody czy czynników zewnętrznych. To zmniejsza ryzyko wad konstrukcyjnych i obniża koszty ewentualnych napraw w przyszłości.

Optymalizacja kosztów

Choć koszt jednostkowy prefabrykatów bywa wyższy niż tradycyjnych rozwiązań, oszczędności wynikają z krótszego czasu budowy, mniejszych nakładów robocizny na miejscu oraz ograniczenia ryzyka opóźnień. Dodatkowo szybkie uruchomienie działalności oznacza szybszy zwrot z inwestycji.

Efektywna budowa hali w trudnych warunkach

Prefabrykacja minimalizuje zależność od warunków atmosferycznych – większość prac odbywa się w fabryce. To szczególnie ważne w polskim klimacie, gdzie sezon zimowy tradycyjnie ogranicza możliwość prowadzenia robót budowlanych.

Prefabrykacja a wymagania techniczne i prawne

Prefabrykacja nie zwalnia inwestora ani wykonawcy z obowiązku spełnienia wszystkich wymagań prawa budowlanego i norm europejskich. Elementy prefabrykowane muszą odpowiadać standardom nośności, odporności ogniowej i izolacyjności.

Zastosowanie prefabrykatów nie zmienia także wymagań dotyczących BHP czy przepisów PPOŻ. Hala przemysłowa, niezależnie od technologii budowy, musi spełniać aktualne warunki techniczne (WT 2021), w tym wymagania dotyczące izolacyjności cieplnej, bezpieczeństwa konstrukcji i dostępności dla osób niepełnosprawnych.

Prefabrykowane elementy konstrukcyjne w praktyce

Dzięki prefabrykacji montaż hali odbywa się w sposób modułowy – krok po kroku powstaje kompletna konstrukcja gotowa do dalszych prac instalacyjnych i wykończeniowych. W prefabrykowanych halach przemysłowych najczęściej stosuje się takie elementy jak:

  • prefabrykowane słupy i belki żelbetowe – przenoszące główne obciążenia konstrukcji
  • ściany i płyty żelbetowe – stosowane w obiektach wymagających wysokiej odporności ogniowej
  • stropy prefabrykowane – wykonywane fabrycznie dla większej dokładności
  • obudowy z płyt warstwowych – łączące funkcję przegrody i izolacji termicznej.

Halbud – ekspert od prefabrykowanych hal przemysłowych

Na rynku budownictwa przemysłowego prefabrykacja jest rozwiązaniem wymagającym wiedzy i doświadczenia. To technologia, która przynosi inwestorowi realne oszczędności, ale tylko wtedy, gdy jest odpowiednio zaplanowana i zintegrowana z całym procesem budowlanym.

Firma Halbud jako generalny wykonawca prefabrykowanych hal przemysłowych od lat realizuje inwestycje w systemie „zaprojektuj i wybuduj”, w tym z wykorzystaniem prefabrykacji. Dzięki temu inwestorzy otrzymują obiekt zgodny z aktualnymi przepisami prawa, zoptymalizowany pod kątem kosztów i gotowy do użytkowania w rekordowo krótkim czasie.

Nowa faza rozgrywki o zarząd NBP

W naturalny sposób uwaga obserwatorów skupia się aktualnie na obniżce stóp przez RPP, ale też na nowym zaangażowaniu prezesa NBP w kwestie obronności. To ostatnie może mieć wymierne przełożenie także na sytuację kadrową, a co za tym idzie formalno-prawną w zarządzie banku centralnego. Dlatego konsekwencje wystąpień prof. Glapińskiego z ostatnich dni mogą być większe, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Złote występy

Konferencja prezesa NBP dostarczyła wczoraj całkiem sporo wrażeń, nawiązując tym samym do najlepszych występów prof. Adam Glapińskiego. Jednak na temat tego wydarzenia, samej decyzji RPP (obniżka stóp o 25 pb) oraz wciąż nie do końca jasnej propozycji finansowania polskich zbrojeń z udziałem NBP napisano już wiele. Dlatego proponuję przyjrzeć się (na razie raczej pomijanemu w publicznym dyskursie) aspektowi, na który nowe polityczne zaangażowanie (trudno to inaczej określić) szefa banku centralnego może mieć bezpośredni wpływ.

Bez prawej ręki?

Już za dwa dni kończy się 6-letnia kadencja Pierwszego Zastępcy Prezesa NBP Marty Kightley. Powiedzieć, że to prawa ręka prof. Glapińskiego, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Tajemnicą poliszynela jest, że zasadniczo to wiceprezeska Kigthley zajmuje się bieżącym zarządzaniem pracami banku, a jej szef pełni bardziej rolę porównywalną do przewodniczącego Rady Nadzorczej. Dlatego dla wszystkich było jasne, że szef NBP będzie chciał powołać swoją zastępczynię na drugą kadencję. Odpowiedni dokument wpłynął w ostatnich dniach do Kancelarii Prezydenta, ponieważ to właśnie prezydent powołuje na stanowiska w zarządzie NBP na wniosek prezesa banku centralnego. Właśnie w tym miejscu zaczynają się schody dla Glapińskiego. Ponieważ, o ile to prezydent powołuje, o tyle niezbędna w tym procesie jest kontrasygnata premiera. A w tym przypadku szef rządu nie jest zobowiązany żadnymi terminami i tak naprawdę nikt nie może go zmusić do złożenia takiego podpisu. W takim wypadku w zarządzie NBP pojawi się po prostu wakat.

NBP bez zarządu?

Jeszcze sam jeden wakat może nie będzie tak dużym problemem (chociaż akurat brak Marty Kightley nie będzie łatwy do uzupełnienia, tym bardziej że z powodu wewnętrznych konfliktów Adam Glapiński odebrał nadzór nad departamentami aż czterem członkom zarządu NBP), ale dalej robi się już niebezpiecznie. Jeszcze w marcu wygasa kadencja kolejnego członka zarządu, Piotra Pogonowskiego, a w listopadzie następnego, czyli Adama Lipińskiego. Jeśli do tego czasu premier Donald Tusk nie złoży kontrasygnaty chociaż pod jednym wnioskiem o powołanie nowego przedstawiciela do zarządu, to tenże straci formalno-prawne podstawy do dalszej działalności (ustawa o NBP jasno mówi, że w skład zarządu wchodzi Prezes oraz 6-8 członków). Chociaż w Polsce przyzwyczailiśmy się już trochę, że kluczowe organy aktualnie niekoniecznie działają (np. Trybunał Konstytucyjny), to paraliż banku centralnego może mieć trudne do wyobrażenia konsekwencje, ponieważ fundamentalnie podważałby zaufanie świata finansów do naszego kraju.

Porozumienie do kosza?

Według medialnych doniesień wszystkie strony zdawały sobie sprawę z ryzyk związanych z brakiem porozumienia i w ostatnich miesiącach były prowadzone całkiem owocne negocjacje (zresztą ocieplenie stosunków na linii NBP – Ministerstwo Finansów było wyraźnie widoczne). Ich efektem miała być najpierw zgoda na powtórne powołanie Marty Kightley (jako przedstawicielki szefa banku), następnie swojego człowieka miał wskazać premier, a ostatni jesienny wakat zapełniłaby osoba desygnowana przez prezydenta. Dlatego tak istotne w tym kontekście było środowe wspólne wystąpienie Glapińskiego i Nawrockiego, które wybrzmiało jak rękawica rzucona rządowi w sprawie programu SAFE. Ta jedna decyzja polityczna mogła przekreślić rozmowy, prowadzone starannie i w cieniu, których rezultatem miało być utrzymanie stabilności Narodowego Banku Polskiego. Oczywiście wszyscy mają wciąż czas na osiągnięcie porozumienia, ale ponowne wyraźne ustawianie się szefa NBP po jednej stronie sporu politycznego może mocno utrudnić szybkie osiągnięcie kompromisu. Z pewnością będziemy się przyglądać dalszemu rozwojowi tej sytuacji.

Piątkowa gra pod weekend

W piątek przed południem na rynkach powoli widać przygotowania inwestorów do weekendowej przerwy w notowaniach. Skupiają się one głównie na ograniczeniu ekspozycji na ryzyko w związku z trwająca wojną na Bliskim Wschodzie. Do drastycznych zwyżek wróciła ropa naftowa, ale w trakcie piątkowej sesji dwa razy szybciej od londyńskiej Brent rośnie wycena amerykańskiej odmiany WTI. Można to uznać za ciekawy efekt zapowiedzi rządu USA o interwencji na rynku kontraktów terminowych surowca, która miałby powstrzymać dalsze mocne wzrosty. Niemniej perspektywa 100 USD za baryłkę zdaje się coraz bliższa. Azjatyckie parkiety nie dały dziś jednoznacznych sygnałów, pod presją znalazł się Mumbaj czy Sydney, ale dobrze albo świetnie poradziły sobie Tokio i Hongkong. Europejski handel zaczął się pozytywnie, ale im dalej w sesję, tym gorzej i w południe dominuje już kolor czerwony. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa – WIG20 oddaje blisko 0,8%. Na rynku walutowym klasyczny przepływ risk off w kierunku dolara. Kurs EUR/USD testuje obszar wokół 1,158 USD, którego przełamanie otworzy ścieżkę do jesiennych dołków poniżej 1,15 USD. Taki układ szerokiego rynku oznacza klasyczną presję na złotego. Kurs dolara znowu próbuje wyjść powyżej 3,70 zł, kurs euro sięga 4,28 zł, a kurs franka zbliża się do 4,73 zł.

Kobiety nadają rytm branży zdrowia i urody. Startuje kampania #WomenWhoInspireLMPAY

Kampania #WomenWhoInspireLMPAY wyróżnia kobiety w health, beauty i wellbeing w całej Polsce.

W branżach health, beauty i wellbeing kobiety odgrywają kluczową rolę i nadają rytm każdemu z tych sektorów – codziennie inspirują rozwój, wyznaczają standardy i wnoszą energię do tych pełnych pasji i troski o zdrowie i samopoczucie obszarów.

Dane pokazują, jak dynamicznie rozwijają się te branże oraz jak duży wpływ na ich codzienne funkcjonowanie mają kobiety.

Na koniec 2024 r. w Polsce działało:
• ponad 132 000 salonów fryzjerskich, kosmetycznych i stylizacji paznokci oraz około 10 000 gabinetów SPA – 94,1% osób zatrudnionych stanowią kobiety,
• ponad 200 000 placówek ochrony zdrowia i usług opiekuńczych – około 82% personelu to kobiety.

Źródła: BeautyRazem.pl, Raport Dun & Bradstreet, GUS

Kobiety inspirują i kształtują branżę

„Kiedy w 2010 roku zakładałem firmę, poznałem wiele niesamowitych kobiet – profesjonalistek i przedsiębiorczyń w sektorach zdrowia i urody. Ich pasja, energia i profesjonalizm były dla mnie inspiracją. Od tamtej pory naszą misją jest wspierać firmy w tych sektorach i tworzyć rozwiązania, które pomagają kobietom oraz całej branży rozwijać się jeszcze szybciej” – mówi Jakub Czarzasty, założyciel i CEO LM PAY S.A.

Relacje, spotkania i wspólna energia

LM PAY S.A. od lat opiera swój biznes na relacjach i zaufaniu. „Codziennie obserwuję, jak kobiety w sektorach health, beauty i wellbeing dzielą się doświadczeniem i wspierają nawzajem. Wśród osób, które znam – zarówno w zespole, jak i wśród naszych partnerów – widzę tę samą energię: kobiety kobietom, w relacjach pełnych pasji, kreatywności i wzajemnego wsparcia. Choć znam świetnych mężczyzn, którzy czują się dobrze w tych sfeminizowanych branżach – to statystyki jednoznacznie pokazują, że kobiety nadają rytm pracy, inspirują codzienne działania i kształtują każdy z tych sektorów” – podkreśla Olga Gójska, Członek Zarządu, Dyrektor Sprzedaży i Obsługi Klienta LM Pay S.A.

Kobieca kampania w branży zdominowanej przez kobiety

„W marcu 2026 chcemy zaprosić całą branżę do doceniania kobiet, które zawodowo troszczą się o zdrowie i urodę. W ramach kampanii #WomenWhoInspireLMPAY chcemy zjednoczyć i wyróżnić wszystkie kobiety związane z health&beauty i powiedzieć „Dziękujemy!” To dla nas ważne, aby dzielić się doświadczeniem, wspierać rozwój kompetencji i inicjatywy kobiet.” – dodaje ekspertka

#WomenWhoInspireLMPAY to nie tylko kampania – to zaproszenie do obserwowania, dzielenia się doświadczeniem i inspirowania się nawzajem.

O LM PAY S.A.

LM PAY S.A. to polski fintech specjalizujący się w płatnościach odroczonych i ratalnych dla sektora zdrowia i urody. Firma działa od 2010 roku i współpracuje z tysiącami klinik, gabinetów i salonów w całej Polsce. Jej flagowe marki – MediRaty i MediPay CARE NOW PAY LATER – umożliwiają klientom finansowanie prywatnych usług medycznych i estetycznych. Z rozwiązań LM PAY korzysta rocznie ponad 50 000 pacjentów. Spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Düsseldorfie.

Więcej informacji: www.lmpay.pl

Nowa kampania cyberszpiegowska z Chin. Ataki dotknęły również Polskę

Chińscy hakerzy, najprawdopodobniej powiązani z grupą APT41, prowadzą kampanię cyberszpiegowską wycelowaną w ministerstwa oraz instytucje publiczne w Azji oraz kilku krajach europejskich, w tym w Polsce – ostrzega Check Point Research. To nie kolejny malware, a model włamania, który ma symulować korzystanie z popularnych usług chmurowych.

Powiązana z Chinami operacja jest aktywna co najmniej od połowy 2024 r. i uderza głównie w administrację oraz sektor publiczny w Azji Południowo-Wschodniej, ale odnotowano też ofiary w Europie, o podnosi ryzyko dla instytucji m.in. w Polsce, na Węgrzech i we Włoszech.

Jak wynika z analiz Check Point Research, operatorzy łączą dwa wektory wejścia: wykorzystanie podatności w serwerach oraz phishing (m.in. odnotowano kampanię podszywającą się pod oficjalną korespondencję, kierowaną do instytucji rządowych w Uzbekistanie). Po uzyskaniu dostępu utrzymują obecność poprzez podszywanie się pod legalne usługi Windows, a do sterowania używają autorskiego backdoora GearDoor, który wymienia polecenia i wyniki przez pliki w Google Drive (foldery per zainfekowana maszyna, pliki udające np. grafiki czy archiwa).

Silver Dragon odzwierciedla obecny trend w nowoczesnym cyberszpiegostwie – napastnicy wykorzystują różne wektory początkowego dostępu, ukrywają się w zaufanych usługach Windows oraz na powszechnie używanych platformach, takich jak Google Drive – podkreśla Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w Check Point Software.

W zestawie narzędzi pojawiają się też komponenty do obserwacji użytkownika (np. mechanizm zrzutów ekranu „tylko gdy coś się zmienia”) oraz Cobalt Strike, często z komunikacją maskowaną. Cobalt Strike to komercyjny zestaw narzędzi do testów bezpieczeństwa (tzw. red teaming), używany przez specjalistów do symulowania ataków w firmach. Jednocześnie z narzędzi korzystają coraz częściej cyberprzestępcy i grupy APT, bo świetnie nadaje się do „prowadzenia” włamania po wejściu do sieci.

Badanie pokazuje, że bezpieczeństwo nie może już traktować ruchu chmurowego i kluczowych komponentów systemu operacyjnego jako z natury bezpiecznych. Aby utrzymać ochronę, organizacje — zwłaszcza instytucje rządowe — muszą priorytetowo wdrażać szybkie łatanie wystawionych na internet serwerów, wzmacniać zabezpieczenia poczty oraz prowadzić ciągły monitoring zmian na poziomie usług i „sankcjonowanej” aktywności w chmurze – dodaje ekspert Check Pointa.

Udostępnione analizy wskazują, że celem operacji było długotrwałe pozyskiwanie informacji, w tym obserwacja aktywności użytkowników oraz potencjalny dostęp do plików i danych w środowisku organizacji. Silver Dragon podkreśla szerszy, strategiczny trend w zaawansowanych operacjach cyberszpiegowskich. Zamiast opierać się wyłącznie na własnej, „szytej na miarę” infrastrukturze, cyberszpiedzy coraz częściej zaszywają się w legalnych systemach przedsiębiorstw oraz zaufanych usługach chmurowych. To ogranicza widoczność dla tradycyjnych zabezpieczeń brzegowych i wydłuża czas niejawnej obecności atakujących w sieciach ofiar.

Wnioski po konferencji prezesa NBP: narracja ostrożniejsza, ścieżka dalszych obniżek mniej pewna

Dzisiejsza konferencja prasowa po wczorajszej decyzji NBP w sprawie stóp procentowych nie przyniosła wielu niespodzianek. W związku z tym rynkowe wyceny stóp procentowych oraz kurs złotego niemal nie uległy zmianie.

Prezes Glapiński uzasadnił wczorajsze cięcie stóp procentowych, podkreślając szereg wspierających je czynników, w tym słabszy wzrost płac (dynamika spadła do ok. 6%) oraz dane sugerujące, że gospodarce nie grozi przegrzanie.

Chociaż eskalacja na Bliskim Wschodzie nie wpłynęła na środową decyzję, zwiększa ona niepewności co do perspektyw. W tym kontekście prezes położył większy nacisk na utrzymanie otwartych opcji i unikanie precyzyjnego sygnalizowania rynkom co może się zdarzyć – choć zasugerował jednocześnie, że perspektywy cięć pogorszyły się. Jednocześnie niejako bagatelizował potencjalny wpływ sytuacji na Bliskim Wschodzie inflację.

W przeciwieństwie do niektórych obserwatorów rynku nie uważamy, że istnieje istotne ryzyko, iż cięcie (ku któremu się skłanialiśmy) okaże się błędem. Uważamy, że było ono uzasadnione otoczeniem gospodarczym charakteryzującym się stłumioną presją cenową i zachęcającymi perspektywami inflacyjnymi. Sądzimy, że ten szok podażowy – choć wymaga monitorowania – nie powinien mieć zbyt dużego wpływu na politykę banku, choć oczywiście wszystko zależy od jego skali i skutków dla szerszej presji cenowej.

Nadal uważamy, że stopy procentowe prawdopodobnie spadną dalej do 3,5%, choć Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się i oczekujemy, że na razie wstrzyma się z dostosowaniami stóp.