Mirosław Koszany odchodzi ze Spółki Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A.

Mirosław Koszany z końcem marca br. przestaje pełnić funkcję Prezesa Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. i odchodzi ze Spółki. Zamierza teraz zostać niezależnym ekspertem oraz zajmować się wycenami nieruchomości, a w dalszej perspektywie także doradztwem na rynku nieruchomości.

Mirosław Koszany z Biurem Inwestycji Kapitałowych związany był przez 22 lata. Pod jego kierownictwem spółka mocno rozwinęła działalność na rynku nieruchomości komercyjnych. Obecnie jest uznanym deweloperem, specjalizującym się w budowie i wynajmie nowoczesnych powierzchni magazynowych. Kierowana przez niego spółka BIK swoją działalność koncentruje obecnie na obszarze województwa małopolskiego, śląskiego i dolnośląskiego. W ramach ekspansji była aktywna również w obszarze budowy obiektów handlowych, które powstały m.in. w Puławach, Bielsku Białej i Radomiu. Mirosław Koszany zrealizował także kilka transakcji obejmujących sprzedaż aktywów magazynowych (m.in. w Pruszczu Gdańskim, Ożarowie Mazowieckim i Sosnowcu) oraz handlowych (w Puławach i Radomiu) na rzecz funduszy inwestujących w nieruchomości komercyjne. W 2016 r. z sukcesem przeprowadzona została publiczna emisja akcji, a spółka zadebiutowała na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Po pięciu latach obecności na giełdzie spółka pozyskała nowego Inwestora, skandynawski fundusz NREP, który za około 100 mln zł skupił wszystkie akcje BIK i wycofał ją z obrotu na rynku publicznym.

– Przez te minione 22 lata udało nam się wspólnie osiągnąć bardzo dużo. Biuro Inwestycji Kapitałowych stało się znaczącym graczem na rynku nieruchomości komercyjnych.  Pozostawiam spółkę w bardzo dobrej kondycji finansowej. Z nowym właścicielem firma ma świetne perspektywy do dalszego rozwoju. Doszedłem jednak do wniosku, że należy zakończyć ten etap w mojej karierze. Czuję się spełniony zawodowo i z satysfakcją oceniam miniony okres mojej pracy. Mam poczucie, że przekazuję „swoje dziecko” w dobre ręce. Bazując na zdobytym doświadczeniu i posiadanych kompetencjach zamierzam teraz skoncentrować się na świadczeniu usług w zakresie wycen nieruchomości. W dalszej perspektywie będę chciał oferować również usługi doradztwa na rynku nieruchomości – powiedział Mirosław Koszany.

Mirosław Koszany posiada uprawnienia zawodowe w zakresie szacowania nieruchomości (tytuł rzeczoznawcy majątkowego nr 5723). Jest absolwentem Politechniki Śląskiej oraz studiów podyplomowych z zakresu zarządzania. Regularnie uczestniczy w szkoleniach i konferencjach branżowych, często komentując sytuację na rynku nieruchomości komercyjnych.

BIK jest polskim deweloperem logistycznym należącym do funduszu inwestycyjnego NREP NSF IV. Działalność BIK nadzorowana jest przez Logicenters – platformę logistyczną NREP. Spółka zarządza aktualnie czterema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II, BIK Park Sosnowiec II oraz BIK Park Wrocław I.

Rosja atakuje prawo własności. Interesy polskich firm zagrożone?

Rosja wprowadziła dekret, który przyzwala na kradzież. Tak o braku odszkodowań za naruszenie prawa patentowego mówią eksperci. Rosjanie bezkarnie mogą korzystać z technologii czy znaków towarowych, których właścicielami są przedstawiciele “nieprzyjaznych państw”. Czy rzeczywiście własność intelektualna pochodząca z krajów sprzeciwiających się agresji Rosji w Ukrainie są zagrożone? 

Agresja Rosji na Ukrainę pociągnęła za sobą sankcję wymierzone w państwo rządzone przez Władimira Putina. Wiele firm zdecydowało się po prostu zaprzestać działalności w kraju agresora, aby wywierać wpływ nie tylko na rządzących, ale też całe społeczeństwo. Władze Rosji zareagowały szybko, a uchwalone nowe przepisy brzmią dla – jak to określono w dekrecie –  “nieprzyjaznych państw” dość złowrogo.

W skrócie – jeśli na terenie Rosji zostanie użyty wbrew woli prawnego właściciela wzór użytkowy, przemysłowy prawo do wynalazku, to jeśli właściciele prawni dopuszczają się ”nieprzyjaznych działań przeciwko rosyjskim podmiotom prawnym i osobom fizycznym”, to nie będą mogli liczyć na jakiekolwiek odszkodowanie.

De facto oznacza to, że ”zagraniczne” technologie i pomysły mogą być kopiowane i używane bez żadnych umów i opłat. Jasno widzimy, że ten dekret ma dwie funkcje. Propagandową, aby podkreślić, że Rosja będzie chroniła swoją gospodarkę i społeczeństwo z całej siły, nawet jeśli faktycznie zapisy te pozostaną tylko na papierze. Druga funkcja – odstraszająca – ma skłonić wahających się przed wyjściem z Rosji, żeby raz jeszcze przemyśleli swoje stanowisko, a sam fakt wprowadzenia tak niejasnej kategorii jak “nieprzyjazne państwo” wskazuje, że i tak ewentualne decyzje nie będą zapadały przed sądem, a w gabinetach na Kremlu – komentuje Marek Czyżewski, prezes zarządu Pravna Group, do której należy serwis Pravna.pl, zajmujący się m.in. pomocą prawną przy zastrzeganiu znaków towarowych.

Uderzenie w patent to cios we własność

Przypomnijmy, że ochrona patentowa daje osobie uprawnionej monopol na komercyjne wykorzystanie swojego rozwiązania. Może decydować o sprzedaży do niego praw lub udzieleniu licencji osobom trzecim. Osoba posiadająca patent może dochodzić swoich roszczeń na drodze postępowania cywilnego względem osób, które naruszyły prawo do patentu. Uprawniony może żądać m.in. natychmiastowego zaprzestania stosowania tych praktyk, wycofania z obrotu wytworów z wykorzystaniem patentu, a także zwrotu korzyści uzyskanych niezgodnie z prawem.

Natomiast zmiany w rosyjskim prawie sprawiają, że kradzież jest… zgodna z prawem. Dla przykładu – nielegalne korzystanie z rozwiązań technologicznych i piractwo komputerowe może być na porządku dziennym. To sposób, by nie sparaliżować dziedzin, które opierają się na oprogramowaniu państw zachodnich.

Rosja chce iść o krok dalej i brak ochrony może dotyczyć także znaków towarowych. W takich warunkach Rosjanie mogliby prowadzić działalność pod nazwą największych, najbardziej znanych i najdroższych marek — bez żadnych praw do nich i bez ponoszenia żadnych konsekwencji za ich bezprawne używanie. Rynek zaleje fala podróbek, a prawowici właściciele pozostaną biernymi widzami tak absurdalnych wydarzeń.

Wszystko wskazuje na to, że sytuacja w Rosji będzie modelowym przykładem tego, jak może funkcjonować biznes bez respektowania praw do własności intelektualnej. Jeśli rozwiązania wejdą rzeczywiście w życie, to będzie to bolesna lekcja dla wielu przedsiębiorców. Jednak cenna dla tych, którzy mają wpływ i mogą zadbać o prawa do swoich wynalazków, wzorów przemysłowych czy znaków towarowych – podkreśla Czyżewski.

Patent chroni tam, gdzie prawo nie jest atakowane przez politykę

W warunkach, w których prawa ochrony własności intelektualnej są przestrzegane, rejestracja znaku towarowego zapewnia komfort i prowadzenie działalności bez strachu, że ktoś pozbawi nas prawa do jej nazwy. Otrzymanie z Urzędu Patentowego świadectwa ochronnego jest skutecznym narzędziem w walce z nieuczciwą konkurencją, bo to dowód na to, kto jest właścicielem marki i jakie ma do niej prawa.

Rosja na własne życzenie wypisuje się ze świata, w którym prawo jest nadrzędnym czynnikiem, które kształtuje bezpieczeństwo prowadzenia biznesu. Zapewne największe marki, ze sztabami prawników, po zakończeniu agresji w Ukrainie wrócą do prowadzenia biznesu z Moskwą. Jedna nie sądzę, żeby odbywało się to pod hasłem ”biznes jak zwykle”. Raczej firmy będą chciały dodatkowo zabezpieczać się prawnie. Mniejsi przedsiębiorcy natomiast na długi czas mogą spisać działanie na tamtejszym rynku na straty. Postawią na działania w pełni demokratycznych krajach, gdzie prawa do patentu są respektowane, a werdykty wydawane przez niezależne urzędy czy sądy. Tym bardziej jest to idealny moment, żeby zabezpieczyć swoje interesy – podsumowuje założyciel Pravna.pl.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Banku Millennium

30 marca 2022 roku odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Banku Millennium, m.in. podsumowujące aktywność biznesową i wyniki finansowe Banku i Grupy za 2021 rok. Prezes Zarządu Joao Bras Jorge przedstawił wyniki Banku i Grupy Kapitałowej Banku Millennium za 2021 rok, a WZA m.in. zatwierdziło roczne sprawozdanie finansowe, raport ESG i sprawozdanie z działalności Rady Nadzorczej, udzieliło absolutorium wszystkim członkom Zarządu i Rady Nadzorczej i przyjęło do stosowania Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021.

Zgodnie z powiedzeniem „Obyś żył w ciekawych czasach”, od dwóch lat działamy w zmiennym otoczeniu, uczestnicząc w bezprecedensowych wydarzeniach takich jak światowa pandemia COVID-19, inwazja Rosji na Ukrainę, niespotykany od II wojny światowej kryzys humanitarny z ponad dwoma milionami ukraińskich uchodźców w Polsce oraz implikacje gospodarcze, polityczne i społeczne, których skali i skutków jeszcze nie znamy. 

Rok 2021 był kolejnym nietypowym okresem funkcjonowania Banku. Mimo zmiennych, pandemicznych realiów zrealizowaliśmy większość założonych celów biznesowych, za co chciałbym podziękować wszystkim pracownikom Grupy Banku Millennium.

Koronawirus i cyfrowa transformacja stały się dla nas okazją do zwiększenia tempa digitalizacji, akwizycji nowych i migracji istniejących klientów do kanałów cyfrowych. Obecnie 2,3 mln klientów to klienci cyfrowi, a 1,9 mln osób to aktywni użytkownicy bankowości mobilnej. Był to również kolejny rok wysokiego poziomu detalicznej akcji kredytowej. Sprzedaż nowych kredytów hipotecznych osiągnęła wartość 9,8 mld zł (+46% r/r), a pożyczek gotówkowych 5,6 mld zł (+21% r/r). Warto podkreślić, że utrzymaliśmy bardzo wysoki poziom satysfakcji klientów. Odzwierciedla to osiągany przez Bank Net Promoter Score, który należy do najwyższych w polskim sektorze bankowym zarówno dla klientów indywidualnych jak i korporacyjnych. Kolejny pozytywny element to wzrost sprzedaży w leasingu do wartości 3,9 mld zł (+57%) i faktoringu, gdzie obrót fakturami wyniósł 27,2 mld zł (+17%). Po wyłączeniu obciążeń związanych z portfelem walutowych kredytów hipotecznych (rezerwami na ryzyko prawne, kosztami indywidualnych rozwiązań polubownych z kredytobiorcami oraz kosztami prawnymi) w 2021 roku Grupa zaksięgowałaby 1,097 mld zł zysku netto. – Wyniki pokazały silne ożywienie wyniku odsetkowego netto i doskonałą działalność biznesową.

W 2021 roku przyspieszyliśmy proces rozwiązywania kwestii kredytów we frankach szwajcarskich. W wyniku podpisania ugód z klientami liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych spadła o 8 449 w porównaniu do ponad 57 800 aktywnych umów kredytowych na koniec 2020 roku. Liczba zawartych ugód była wyższa niż napływ nowych spraw sądowych. Udział tych kredytów w kredytach Banku brutto ogółem zmniejszył się do 12,4% (kredyty udzielone przez BM:11,4%) z poziomu 18,3% (17,0%) na koniec roku 2020.

W grudniu 2021 Bank ogłosił nową strategię na kolejne trzy lata zatytułowaną „Inspirują nas ludzie”. Zakłada ona inteligentny wzrost, solidny rozwój biznesu i dalszy postęp technologiczny. Chcemy utrzymać wysoką wydajność operacyjną i wzmocnić akwizycję klientów w oparciu o wypracowane w ostatnich latach lokomotywy wzrostu. Kluczowe wartości naszych działań – klientocentryzm, oferowanie wysokiej jakości usług, ciągła innowacyjność, przyspieszona cyfryzacja pozostały bez zmian, a kwestie zaangażowania na rzecz społeczeństwa i środowiska nabrały jeszcze istotniejszego znaczenia – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, w którym reprezentowanych było 132 Akcjonariuszy (co odpowiada 75,31% udziałów Banku) rozpatrzyło i powzięło m.in. następujące uchwały:

– w sprawie zatwierdzenia za rok obrotowy 2021: sprawozdania finansowego Banku Millennium S.A. i łącznego sprawozdania Zarządu z działalności Banku Millennium S.A. i Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A. oraz łącznego raportu ESG Banku Millennium S.A. i Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A.

– w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A. za rok obrotowy 2021

– w sprawie zatwierdzenia sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A. za rok obrotowy 2021 oraz dokonania oceny polityki wynagradzania w Banku Millennium S.A.

– w sprawie pokrycia straty za rok obrotowy 2021.

Udzielono też absolutorium wszystkim członkom Zarządu Banku Millennium S.A. i członkom Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A. z wykonania obowiązków w roku obrotowym 2021.

Walne Zgromadzenie wyraziło również pozytywną opinię o sprawozdaniu Rady Nadzorczej o wynagrodzeniach członków Zarządu i Rady Nadzorczej Banku, zatwierdziło Politykę doboru i oceny odpowiedniości członków Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A. oraz przyjęło Oświadczenie dotyczące planu promowania różnorodności i równości wynagrodzeń w organach zarządzających Banku Millennium S.A.

Przyjęto do stosowania Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021.

Dokonano zmian w Statucie Banku Millennium S.A., Regulaminie Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Banku Millennium S.A. oraz ustalono jego tekst jednolity.

Podjęto także uchwałę w sprawie podziału Millennium Domu Maklerskiego S.A.

Pełna treść uchwał Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Banku Millennium jest dostępna na stronie internetowej Banku: https://www.bankmillennium.pl/o-banku/walne-zgromadzenia-akcjonariuszy .

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy odbyło się z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa wynikających z zaleceń GIS i Ministerstwa Zdrowia. Obrady były również transmitowane online.

USA zaczną uwalniać swe rezerwy ropy naftowej?

W mediach pojawiła się dziś informacja, że rząd USA chcąc obniżyć ceny ropy naftowej, której wysokie poziomy zagrażają koniunkturze gospodarczej w tym kraju i obniżają sentyment konsumentów, zamierza rozpocząć uwalnianie strategicznych rezerw ropy naftowej posiadanych przez Stany Zjednoczone. Te rezerwy wynoszą obecnie 568 milionów baryłek, a zgodnie planami Białego Domu dziennie uwalniane z nich ma być przez wiele miesięcy 1 milion baryłek dziennie. W 2020 roku USA zużywały 20,54 milionów baryłek ropy dziennie.

Cena ropy naftowej zareagowała na te pogłoski zniżką (West Texas Intermediate -4,34 proc., Brent -3,25 proc.), ale na razie nie spadła ani poniżej poziomu marcowego dołka, ani minimum sprzed 2 dni. Ceny kontraktów na gaz ziemny w USA (Henry Hub) trzymały się w pobliżu swoich 4-miesięcznych maksimów.

Po tym jak wczoraj Wall Street zamknęła się lekkimi spadkami (S&P 500 -0,63 proc.), dziś rano na giełdach Azji i Oceanii brak było jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – o +0,76 proc. – zwyżkował filipiński PSEi. Indonezyjski JCI ustanowił swój nowy historyczny rekord (+0,15 proc.). Najwięcej – -0,73 proc. – tracił dziś japoński Nikkei 225.

Główne europejskie indeksy próbowały dziś rano odrabiać wczorajsze straty (DAX +0,72 proc., CAC 40 +0,41 proc. Nadal najwyżej od prawie 7 lat był portugalski PSI 20. Do najwyższego poziomu od momentu zawieszenia notowań na rosyjskiej giełdzie doszedł dziś rano RTS (+2,6 proc.). Kontrakty na amerykańskie indeksy były dziś rano na niewielkich plusach (S&P 500 +0,29 proc.).

Na GPW zmiany głównych indeksów na początku czwartkowej sesji były minimalne. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom w historii osiągnęły dziś rano ceny akcji Instalu Kraków. Najdroższe od ponad 2 lat był dziś rano notowane na GPW akcje węgierskiego MOL-a.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych po osiągnięciu na początku tygodnia poziomu 2,5 proc. spadała dziś rano po raz kolejny (2,334 proc.).

Zarówno kursy EUR/USD jak i EUR/PLN i USD/PLN wykazywały się rano minimalne zmiany.

Kurs amerykańskiego dolara do rosyjskiego rubla spadł dziś do najniższego poziomu od miesiąca (-1,92 proc.).

Stabilny pozostawał dziś rano kurs BTC/USD (+0,29 proc.).

Sądy zalała fala spraw restrukturyzacyjnych. Eksperci: Postępowań będzie jeszcze więcej

W ub.r. było w Polsce prawie 1650 zawiadomień o otwarciu uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. Choć sądy rejonowe posiadają niepełne dane, to eksperci nie mają wątpliwości co do skali jego upowszechnienia. Uważają, że było mniej sformalizowane niż obecnie znowelizowane postępowanie o zatwierdzenie układu. Nowelizacja weszła w życie 1 grudnia 2021 roku wraz z Krajowym Rejestrem Zadłużonych. I dzięki niej wierzyciele zyskują na transparentności działań. Fakt, że w ub.r. nastąpił spadek liczby pozostałych postępowań, pozwala przewidywać, iż w tym roku najpopularniejsze będzie zmodyfikowane postępowanie o zatwierdzeniu układu, zapewniające ochronę przedsiębiorcy w trakcje trwania procedur. Eksperci prognozują również, że zdecydowanie więcej firm przejdzie restrukturyzację w związku z trwającą za naszą granicą wojną.

Nowe rozwiązania

Jak wynika z danych z sądów rejonowych, w 2021 roku wpłynęło do nich blisko 1650 zawiadomień o otwarciu uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. Przez połowę 2020 roku odnotowano ich przeszło 350. Jednocześnie sądy informują, że dane z ub.r. są niepełne. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne obowiązywało od 24 czerwca 2020 roku do 30 listopada. Natomiast 1 grudnia ub.r. zastąpiło je znowelizowane postępowanie o zatwierdzenie układu, zwane potocznie PZU 2.0. Wówczas wszedł w życie Krajowy Rejestr Zadłużonych. Z informacji z Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że od 1 do 31 grudnia ub.r. w KRZ zarejestrowano 20 tego typu spraw.

– Wprowadzenie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego było dla przedsiębiorców z problemami finansowymi sporym ułatwieniem. To jedna z lepszych zmian w prawie, jaką przyniósł nam COVID. Główną zaletą było to, że układ był zawierany szybciej. Drugą sprawą jest to, że przedsiębiorcy mają aktualnie bardzo trudny czas. Postępowanie restrukturyzacyjne pozwala im uniknąć zamknięcia swojej działalności, a w przyszłości doprowadzi do ustabilizowania ich sytuacji. Możemy zauważyć tendencję wzrostową dla tego postępowania, bo łatwo je otworzyć. Zawsze, kiedy wchodzą w życie nowe przepisy, ludzie muszą się z nimi zapoznać i zrozumieć. Dlatego też stopniowo z miesiąca na miesiąc mogliśmy zauważyć wzrost otwartych uproszczonych postępowań restrukturyzacyjnych – mówi Piotr Bijański, prezes sieci kancelarii Twój Prawnik 24.

Z kolei radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol tłumaczy, że niewielka liczba postępowań w grudniu ub.r. wynikała z przyczyn technicznych. Przez pewien czas w Krajowym Rejestrze Długów nie można było dokonać obwieszczenia o ustaleniu dnia układowego, a więc nie dało się skorzystać ze zmodyfikowanego postępowania o zatwierdzenie układu, dającego ochronę dłużnikowi przy zabezpieczeniu interesów wierzycieli.

Ocena KRZ

– Krajowy Rejestr Zadłużonych jest nowoczesnym i wygodnym systemem, dzięki któremu można przesyłać dokumenty online. Ma ułatwiać proces otwierania i przepływu informacji między przedsiębiorcą, nadzorcą sądowym a wierzycielami. Jednak jeszcze musimy poczekać, aż zacznie funkcjonować tak, jak trzeba. Mimo wszystko wierzę, że z czasem usprawni się proces postępowań restrukturyzacyjnych – przekonuje Piotr Bijański.

Według Adriana Parola, obecnie KRZ utrudnia prowadzenie postępowań, co ma związek ze stałą ewolucją tego systemu i brakiem szeregu funkcjonalności. Plusem jest jednak jego transparentność dla wierzycieli. Tego brakowało w przypadku uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które było za to mniej sformalizowane. KRZ wymaga założenia konta i korzystania z podpisu kwalifikowanego, a w niektórych branżach część przedsiębiorców jest wciąż wykluczona cyfrowo.

– Krajowy Rejestr Zadłużonych z założenia jest rozwiązaniem korzystnym dla wierzyciela. Elektronizacja pozwala uczestnikom na łatwiejszy udział w postępowaniu oraz w znacznym stopniu zwiększa kontrolę nad nim – stwierdza radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

W tyle za liderem

Z danych z sądów rejonowych wynika też, że w ub.r. wpłynęło do nich ponad 630 wniosków o otwarcie pozostałych rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych. W 2020 roku było ich ok. 730. W tym przypadku sądy rejonowe również poinformowały, że dane za 2021 rok są niepełne. Wg Ministerstwa Sprawiedliwości, od 1 do 31 grudnia ub.r. w KRZ zarejestrowano 11 spraw dotyczących pozostałych rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych.

– Spadek liczby pozostałych postępowań był spowodowany wyparciem ich przez bardziej efektywny instrument. Z uwagi na ich sformalizowanie, czas trwania i większe wydatki stały się ostateczną deską ratunku dla firm, które wymagały głębszej restrukturyzacji lub też szerszej ochrony, np. cofnięcia zajęć dokonanych w egzekucji – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Z kolei zdaniem Piotra Bijańskiego, do wyboru uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego mogła też przekonać przedsiębiorców, trwająca od samego jego początku do końca, 4-miesięczna ochrona przed egzekucją. Do tego wierzyciele chętniej przystawali na negocjacje z restrukturyzowanym przedsiębiorcą, bo wiedzieli, że ich wierzytelności nie będą zamrożone na długie lata.

– Takich statystyk należało się spodziewać. Przedsiębiorcy słusznie najczęściej wybierali postępowanie, które najlepiej mogło rozwiązać ich problemy. Niemniej instrument prawny zawsze musi być dostosowany do wielkości przedsiębiorstwa i skali jego kłopotów. Dlatego wciąż były też prowadzone inne postępowania – komentuje Łukasz Goszczyński.

Różnice terytorialne

W ub.r. najwięcej zawiadomień o otwarciu uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego wpłynęło do sądów w Warszawie – 242, Poznaniu – 188, Lublinie – 120, Białymstoku – 106, a także w Krakowie – 99. Z kolei najwięcej wniosków o otwarcie pozostałych rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych było w Warszawie – 132, Poznaniu – 67, Białymstoku – 42, Lublinie – 36, jak również w Gdańsku – 31.

– W Warszawie, Poznaniu i Krakowie zarejestrowano najwięcej firm z ich rejonów, należących do branż, które najbardziej ucierpiały w czasie kryzysu. Wśród nich należy wymienić m.in. gastronomię, transport czy przemysł – zwraca uwagę Piotr Bijański.

Z kolei na wyniki Lublina wpłynęła sytuacja w rolnictwie, co zauważa Adrian Parol. I dodaje, że w tej części Polski jest wiele gospodarstw rolnych, które musiały skorzystać z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, w wyniku pogorszenia koniunktury gospodarczej.

Dalsze prognozy

– Wszystko wskazuje na to, że w tym roku największą popularnością cieszyć się będzie postępowanie o zatwierdzeniu układu. Przewiduję, że liczba otwartych postępowań utrzyma się na poziomie podobnym do ilości otwartych uproszczonych postępowań restrukturyzacyjnych. Z uwagi na wzrost obciążeń podatkowych, cen nośników energii oraz kosztów obsługi finansowania zagrożone są działy produkcji rolnej oraz branża transportowa – zaznacza mec. Łukasz Goszczyński.

Inni eksperci też podzielają ww. opinię. Radca prawny Adrian Parol jest przekonany, że w obecnej sytuacji gospodarczej liczba postępowań restrukturyzacyjnych będzie rosła. Firmy będą mierzyły się już nie tylko ze skutkami lockdownów, inflacji, ale też toczącej się blisko nas wojny. Ekspert przewiduje, że inwestorzy wycofają się z Polski, co zagrozi wielu przedsiębiorstwom. A na zerwaniu współpracy z rynkami wschodnimi szczególnie ucierpi produkcja samochodów, transport i sektor rolno-spożywczy.

– Trudno oszacować, ilu polskich przedsiębiorców z dnia na dzień znalazło się w sytuacji patowej z powodu wybuchu wojny, jak np. dostarczyciele drewna z Syberii. Jednak dzięki restrukturyzacji wielu właścicieli firm może jeszcze uratować swoje biznesy, odciążyć je i ponownie na nich zarabiać. Nie można tylko czekać z ratunkiem na ostatnią chwilę – podsumowuje Piotr Bijański.

Kraków wpisze gapowiczów do rejestru dłużników

Przybywa miast, których transport miejski decyduje się zgłaszać do rejestru dłużników osoby jeżdżące bez biletu i niepłacące wypisanych z tego powodu kar. W imieniu ZTM Warszawa, w grudniu BIG InfoMonitor wysłał wezwania do zapłaty do 25 tys. stołecznych gapowiczów. Dzięki zainwestowanym w listy 61 tys. zł w dwa miesiące udało się odzyskać ponad 600 tys. zł jeszcze przed upublicznieniem spraw w bazie dłużników. Cierpliwość do gapowiczów stracił też ZTP Kraków, który czeka na 41 mln zł nieuregulowanych kar i od marca wpisuje nie kasujących biletów do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Obecnie w całym kraju zaległości z powodu nieopłaconych kar ma prawie 100 tys. Polaków, ich długi to 141 mln zł.

Coraz trudniej pozostać bezkarnym gapowiczem. Z myślą o zgłaszaniu osób, które nie kupują biletów, a potem nie regulują opłaty karnej, kolejne miasta podpisują umowę z prowadzącym rejestr dłużników BIG InfoMonitor. Zrobiły to już m.in. Warszawa, Łódź, Rzeszów, Lublin, Białystok, Płock, Radom, Gdańsk, Olsztyn, Częstochowa, Katowice i inne miasta Metropoli Górnośląsko-Zagłębiowskiej, a od marca dołączył też Kraków. – Dzięki wysłanym w grudniu wezwaniom do zapłaty do stołecznych gapowiczów ZTM Warszawa odzyskał już 633 tys. zł należności jeszcze przed upublicznieniem spraw w rejestrze. Po dopisaniu na listę dłużników siła oddziaływania rejestru jeszcze wzrasta. Dłużnicy chcący uzyskać finansowanie, zakupy na raty czy podpisanie umowy abonamentowej zwykle dążą do usunięcia wpisu i kontaktują się z wierzycielem – mówi Łukasz Rączkowski, ekspert BIG InfoMonitor.

Transport drożeje i oszczędności na bilecie kuszą

Pandemia zmniejszyła liczbę pasażerów, a rosnące ceny paliw i płac mocno dały się we znaki firmom transportu miejskiego. W Krakowie, gdzie w 2019 r. wpływy z biletów pokrywały 53 proc. całkowitych kosztów funkcjonowania komunikacji miejskiej, w 2020 r. było to jedynie 38 proc. W 2021 r. nieco się poprawiło, bilety finansowały 41 proc. kosztów ZTP. – Ale to nadal daleko od oczekiwań. Sytuacja jest trudna, nie chcemy jednak całkowicie przerzucać wzrostu kosztów wyłącznie na pasażerów, którzy kupują bilety, stąd decyzja aby osoby, które chcą jeździć za darmo zgłaszać do rejestru dłużników. Liczymy zresztą, że już same informacje na ten temat podziałają prewencyjnie i przełożą się na spadek liczby gapowiczów w naszych autobusach i tramwajach – mówi Magdalena Musiał, zastępca dyrektora ds. Organizacji i Nadzoru Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie. Problem jazdy na gapę czy to komunikacją miejską, czy koleją, a następnie unikania płacenia kar z tego tytułu jest w Polsce całkiem spory. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor ponad 99 tys. gapowiczów z całego kraju ma do spłaty z tytułu jazdy na gapę prawie 141 mln zł. W trudnych finansowo czasach dłużników może przybywać, bo jak deklarują Polacy, gdy pojawiają się problemy z pieniędzmi i zaczyna brakować na życie, pierwszą myślą jest by odłożyć na później uregulowanie abonamentu telewizji kablowej, następnie rachunku za telefon oraz internet, a na trzecim miejscu ewentualnych opłat związanych z zakupami biletów na przejazdy. Taki pomysł ma 23 proc. ankietowanych. A to pokazuje, że jazda bez biletu, w świadomości osób korzystających z usług transportu pasażerskiego jest jednym ze sposobów na oszczędzanie pieniędzy.

Bilet do rejestru

Oszczędności mogą się jednak okazać wątpliwe. Na przykład w Krakowie podstawowa opłata dodatkowa za przejazd bez ważnego biletu wynosi 240 zł, gdy w grę wchodzi przejazd ulgowy opłata karna to 160 zł. Jeśli gapowicz nie zapłaci kary przez 30 dni od wyznaczonego terminu, przewoźnik może wpisać go do prowadzonego przez BIG rejestru dłużników. Warunek to zaległość min. 200 zł i wysyłka wezwania do zapłaty z informacją o planowanym wpisie na listę dłużników BIG.

– Zamierzamy zgłaszać do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor osoby, które nie będą regulować opłat za brak biletu w komunikacji miejskiej. Rocznie może to być około 30 tys. należności. Na koniec stycznia mieliśmy do wyegzekwowania ponad 133 tys. opłat dodatkowych o wartości blisko 41 mln zł. Rekordzista ma do spłaty ponad 55,4 tys. zł – podaje Magdalena Musiał.

Praktyka pokazuje, że część osób spłaca zaległości już na wieść o możliwości znalezienia się w rejestrze, inni ignorują obecność w rejestrze do momentu, gdy zaczyna im to przeszkadzać np. w zaciągnięciu kredytu, zakupie abonamentu telekomunikacyjnego czy podpisaniu umowy na telewizję kablową.

– Sama zapowiedź dopisania informacji o długu do rejestru powoduje, że niektórzy spłacają zobowiązanie tuż po otrzymaniu wezwania. Nie chcą być wpisani, bo taka dostępna niemal publicznie informacja zmniejsza wiarygodność płatnika i może odebrać mu szansę na kredyty, pożyczki czy zakupy. Przed nawiązaniem współpracy banki, firmy pożyczkowe, dostawcy usług telekomunikacyjnych i kontrahenci weryfikują potencjalnego klienta w BIG, tak konsumentów jak i firmy. Dodatkowo dane o długach widniejących w BIG InfoMonitor pojawiają się też na większości raportów BIK-u pobieranych przez banki przy okazji weryfikowania historii kredytowej klienta – tłumaczy Łukasz Rączkowski.

Miasta się mobilizują, dłużnicy też

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, w styczniu tego roku liczba dłużników-gapowiczów przekroczyła 99 tys., razem mają do spłaty prawie 141 mln zł zaległości. W porównaniu z zeszłym rokiem ubyło prawie 44,5 tys. gapowiczów, a zaległości zmniejszyły się o niemal 53 mln zł. Powodów było kilka. Pandemia, zdalna praca, zdalna nauka, mniej okazji do wydatków, a także związane z COVID-19 obawy finansowe spowodowały, że transport pasażerski był rzadziej wykorzystywany, ale też wiele osób które miały różnego rodzaju zaległości wykorzystały czas koronawirusa by uporządkować swoją sytuację finansową i „wypisały” się z rejestru dłużników spłacając długi. Od czasu rozpoczęcia pandemii do końca stycznia br. liczba dłużników w BIG InfoMonitor zmalała o 112 tys. do 2,13 mln osób, a suma zaległości o ponad 3,5 mld zł do 39,15 mld zł.

– Celem współpracy Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie z Rejestrem Dłużników BIG InfoMonitor jest zmotywowanie pasażerów do uczciwego podróżowania, by na tak zwanych „gapowiczach” nie tracili pozostali. Im więcej osób będzie kupowało bilety, tym wyższy będzie udział wpływów z biletów w finansowaniu komunikacji publicznej i szansa na uniknięcie podwyżek taryfy biletowej. Tym bardziej, że oferta przewozowa została uatrakcyjniona, a koszty funkcjonowania ZTP wzrosły – mówi Magdalena Musiał. – Liczymy również, że współpraca z BIG pozwoli na windykowanie należności od nieuczciwych pasażerów. Osoby, które trafią do rejestru dłużników, prędzej czy później potkną się o tę zaległość w drodze po kredyt czy umowę abonamentową z firmą telekomunikacyjną i staną przed wyborem spłacić zaległość i zrealizować plany, czy też z nich zrezygnować – dodaje.

Na Mazowszu najwięcej podróżujących na gapę

Obecnie najwięcej gapowiczów w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor pochodzi z Mazowsza. Na koniec stycznia ich liczba wyniosła prawie 20 tys., a łączny dług przekroczył 34,5 mln zł. Następny w kolejności jest Śląsk oraz woj. łódzkie. Najniższe zaległości mają mieszkańcy Podkarpacia i Podlasia. Jednocześnie Podlasie ma najwyższą średnią zaległość na osobę – 1947 zł, co wskazywałoby, że ci którzy jeżdżą bez biletu robią to często.

jazda na gapę
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Panowie częściej ryzykują brakiem biletu

Jazda bez biletu, a potem nieregulowanie opłat karnych, to wbrew pozorom nie jest głownie praktyka najmłodszego pokolenia, osób uczących się i studiujących, lecz 35-44 latków. Od 35 do 44 lat ma niemal 32 tys. z 99 tys. dłużników gapowiczów. Z kolei patrząc na płeć, widać zdecydowaną dominację mężczyzn. Stanowią oni 78 proc. osób niepłacących kar za jazdę bez biletu.

NEUCA w 2021 roku przekroczyła 38% udziałów w rynku aptek niezależnych i uzyskała 171 mln zł zysku netto bez zdarzeń jednorazowych

  • NEUCA w 2021 roku w strategicznym segmencie aptek niezależnych umocniła pozycję lidera, osiągając w IV kwartale 38,3% udziałów (+1,5 pkt proc. r/r)*** Grupa w rynku hurtu aptecznego ogółem utrzymuje silną pozycję największego gracza, osiągając w ostatnim kwartale minionego roku 31,7% udziałów (wobec 32,1% roku w analogicznym okresie ubiegłego roku)*.
  • Rosnący poziom zaufania do Grupy wpływa na wysokie zainteresowanie dołączaniem aptek niezależnych do programów. Na koniec 2021 roku,
    w programach partnerskich Partner, Partner+ uczestniczyły 1543 apteki, a
    w programie IPRA 1899 aptek, w sumie oznacza to 21% wzrost rok do roku.
  • Skumulowany zysk netto bez zdarzeń jednorazowych w 2021 roku był wyższy od bardzo dobrych rezultatów z 2020 roku o ponad 11% i wyniósł 171,5 mln zł.

Wojna brutalnie wdarła się w polską codzienność. Tak, jak całe społeczeństwo, tak
i NEUCA bezwarunkowo i z potrzeby serca, angażuje się w pomoc dla walczącej Ukrainy. Grupa uczestniczy w organizacji pomocy humanitarnej udzielanej w Polsce, jak i wysyłanej na Ukrainę. Jako największy w Polsce dystrybutor środków medycznych
i leków bierze udział w działaniach Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, przekazuje darowizny, współpracuje z dużymi organizacjami humanitarnymi.

NEUCA niezwłocznie po ataku Rosji na Ukrainę przekazała darowiznę rzeczową na kwotę 500 tys. zł w postaci produktów medycznych i leków zgłoszonych jako niezwykle potrzebne ukraińskim szpitalom. 5 marca darowizna dotarła do szpitali we Lwowie, Iwano-Frankiwsku i Kijowie. Jednocześnie Grupa podjęła się zadania ewakuacji rodzin swoich pracowników z Ukrainy do Polski i zapewniania im bytu przez pierwsze kilkanaście tygodni. Docelowo NEUCA i Fundacja NEUCA dla Zdrowia otoczy taką opieką 450 osób i przeznaczy na to 1 mln zł. Swoim ukraińskim pracownikom, ich rodzinom sprowadzonym do Polski oraz osobom zatrudnionym w NEUCE, które dały dom tymczasowy uchodźcom wojennym z Ukrainy, proponowane jest także wsparcie socjalno-bytowe, psychologiczne i organizacyjne. Spółka wspiera także apteki i farmaceutów w niesieniu pomocy uchodźcom wojennym.

Równolegle do działań humanitarnych Grupa zapewnia stałe, sprawne zaopatrzenie w asortyment medyczny i leki podmiotom prowadzącym działalność leczniczą
i aptekom na terytorium Polski.

Jak wskazuje Prezes Zarządu Piotr Sucharski, pomimo kontynuacji trudnej sytuacji epidemicznej rynek dystrybucji leków w Polsce na którym operuje NEUCA ustabilizował się. Detaliczny rynek apteczny i co za tym idzie rynek hurtowy zwiększyły swoją wartość o ponad 6% rok do roku, wartość rynku hurtowego osiągnęła 34 mld zł*. Po niższej dynamice w roku 2020 Grupa widzi powrót do dynamik rynku sprzed okresu pandemii.

– Nasza oparta na satysfakcji klienta strategia rynkowa kolejny raz dowiodła swojej skuteczności. W 2021 roku, po latach pracy, udało nam się przebić wyniki nie tylko dużej i średniej konkurencji, ale także małych hurtowni. Jesteśmy na najwyższym poziomie ocen w Barometrze Satysfakcji** już od początku ubiegłego roku. Stale rośnie poziom zaufania, który reprezentuje wskaźnik NPS. Doskonalimy się i wciąż utrzymujemy, a nawet powiększamy dystans do konkurencji. W 2021 roku rosła liczba klientów, dla których NEUCA jest pierwszym dostawcą i spadała liczba klientów niewspółpracujących – mówi Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA przedstawia poniższa tabela:

(mln zł) 1-4Q 2021 1-4Q 2020 zmiana % r/r 4Q 2021 4Q 2020 zmiana
% r/r
Przychody ze sprzedaży 9864,3 9244,9 +7% 2681,5 2392,6 +12%
Zysk brutto ze sprzedaży   1022,7 919,0 +11% 278,1     234,5 +19%
Rentowność brutto 10,4% 9,9% + 0,5 pp. 10,4% 9,8%   +0,6 pp.
EBITDA   277,7    276,6 0%      60,1 60,4 -1%
EBIT   198,2 212,1 -7% 38,0      43,1 -12%
Wynik netto   152,6 143,3 +6% 25,6 18,6 +37%

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA (bez zdarzeń jednorazowych):

(mln zł) 1-4Q 2021 skoryg 1-4Q 2020 skoryg zmiana % r/r 4Q 2021 skoryg 4Q 2020 skoryg zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży 9864,3 9244,9 +7% 2681,5 2392,6 +12%
Zysk brutto ze sprzedaży   1022,7 919,0 +11% 278,1     234,5 +19%
Rentowność brutto 10,4% 9,9% + 0,5 pp. 10,4% 9,8%   +0,6 pp.
EBITDA 310,6 278,5 +12% 63,2 60,4 +4%
EBIT 231,1 213,9 +8% 41,1 43,1 -5%
Wynik netto 171,5 153,9 +11% 28,7 27,8 +3%

Wyodrębnione segmenty obszaru pacjenckiego wypracowały w 2021 roku 303 mln zł przychodów (+64,5% r/r) oraz 35,5 mln zł zysku operacyjnego, przy dynamice przekraczającej 80% (+87,8% r/r).

W 2021 roku NEUCA wzmocniła pozycję na rynku badań klinicznych (inwestycje w MTZ Clinical, Exom Group). Obecnie oferta Pratii wchodzącej w skład Grupy NEUCA obejmuje ponad 90 dedykowanych i szpitalnych ośrodków badawczych w sześciu krajach, co czyni ją największą niezależną siecią ośrodków badawczych w Europie, realizującą ponad 500 badań klinicznych rocznie. Ostatni kwartał 2021 roku skupiał się wokół integracji systemów i narzędzi związanych z digitalizacją procesów – pomiędzy spółkami Clinscience i EXOM Group. W Grupie powstał nowy segment poprzez nabycie Towarzystwa Ubezpieczeń Zdrowie. W 2021 roku spółka TU Zdrowie zrealizowała bardzo dobre wyniki finansowe – ponad 8 mln zysku netto i ponad 90 mln składki zarobionej, potwierdzając słuszność niniejszej inwestycji przez Grupę NEUCA – podsumowuje Prezes Zarządu.

W obszarze produkcji NEUCA zainwestowała w spółkę Global Pharma, tj. producenta wyrobów medycznych i suplementów diety. W 2021 roku dołączyliśmy 9 nowych przychodni (w tym 6 w IV kwartale). Łącznie dysponowaliśmy 73 przychodniami na koniec 2021 r. Liczba pacjentów przychodni Świat Zdrowia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej wzrosła do 202 tys. osób.

Wysokie wyniki finansowe znajdują odzwierciedlenie w realizacji wybranych przez nas mierników strategicznych (np. ilościowy udział klientów, dla których NEUCA jest pierwszym dostawcą: ponad 40%, wartościowy udział klientów współpracujących: 82,5%). Potwierdza to słuszność naszych założeń i właściwy sposób monitorowania realizacji strategii. To stanowi ogromną wartość, która umacnia nas w strategicznym myśleniu o kolejnych latach i buduje wartość firmy. Teraz jednak cała nasza uwaga skoncentrowana zostaje na Ukrainie, która bohatersko walczy także o naszą wolność. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że tę walkę trzeba wspierać i trzeba pomagać. Będziemy w tym uczestniczyć. – wskazuje Piotr Sucharski.

Rekordowy zysk Grupy ORLEN w 2021 roku

Grupa ORLEN w 2021 roku osiągnęła najwyższy w swojej historii zysk netto w wysokości 11,2 mld zł. Z kolei zysk operacyjny EBITDA LIFO uplasował się na poziomie 14,2 mld zł, po eliminacji odpisów aktualizujących wartość majątku. W wypracowaniu rekordowych wyników największy wkład miały obszary petrochemii, energetyki i rafinerii. Natomiast sprzedaż paliwowa i pozapaliwowa na stacjach w Polsce odpowiadała zaledwie za 13% zysku całego Koncernu. Pomimo wyraźnego spadku marż paliwowych na polskim rynku, przychody ze sprzedaży wyniosły 131,3 mld zł. Koncern w 2021 roku umocnił swoją pozycję i utrzymał wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Solidne fundamenty finansowe umożliwiły zwiększenie nakładów inwestycyjnych do 9,9 mld zł i kontynuację strategicznych dla bezpieczeństwa energetycznego Polski przedsięwzięć w zero- i niskoemisyjne źródła energii. Konsekwentnie budowano także koncern multienergetyczny, do którego w tym roku dołączy Grupa LOTOS i PGNiG.

– W trudnym 2021 roku wypracowaliśmy ponad 11 mld zł zysku netto. To historyczny, rekordowy wynik, którego nie osiągnęła wcześniej żadna polska spółka. To też potwierdzenie, że mieliśmy rację budując silny koncern multienergetyczny i stawiając mocny nacisk na energetykę oraz petrochemię, czyli perspektywiczne segmenty, których nie posiadają inne spółki. To nasza przewaga. Stabilność finansowa pozwala nam systematycznie zwiększać nakłady na inwestycje. W zeszłym roku na realizację strategicznych projektów przeznaczyliśmy niemal 10 mld zł. Nasze inwestycje generują nowe miejsca pracy wpływając na koniunkturę gospodarczą. W tym roku jeszcze mocniej koncentrujemy się na rozwoju energetyki, przede wszystkim odnawialnych źródeł energii oraz zeroemisyjnej technologii jądrowej, ponieważ to gwarantuje długoterminowe bezpieczeństwo i niezależność energetyczną Polski – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2021 roku Grupa ORLEN osiągnęła:
– EBITDA LIFO na poziomie 14,2 mld zł, wyższą o 5,8 mld zł (r/r)
– Zysk netto w wysokości 11,2 mld zł, wyższy o 8,4 mld zł (r/r)
– Przychody na poziomie 131,3 mld zł, wyższe o 52% (r/r)
– Sprzedaż w wysokości 38,9 mt, wyższą o 2% (r/r)

Grupa ORLEN konsekwentnie dywersyfikowała działalność, umacniając w 2021 roku swoją pozycję i utrzymując wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Koncern wygenerował przepływy z działalności operacyjnej w wysokości 13,3 mld zł, utrzymując ratingi inwestycyjne: BBB- perspektywa pozytywna przyznany przez Agencję Fitch Ratings oraz Baa2 perspektywa pozytywna przyznany przez Agencję Moody’s. Poziom zadłużenia netto zmniejszył się o blisko 1 mld zł i wyniósł na koniec roku 12,3 mld zł. Wyemitowane zostały obligacje korporacyjne o łącznej wartości 1 mld zł, a także zielone euroobligacje o wartości 500 mln euro, z których środki będą przeznaczone na finansowanie inwestycji w odnawialne źródła energii. Była to pierwsza w historii Koncernu oraz Polski benchmarkowa emisja zielonych euroobligacji, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem inwestorów. Złożono aż 234 zapisy na łączną kwotę blisko 3 mld euro, co oznacza, że popyt na zielone obligacje PKN ORLEN aż 6-krotnie przewyższył wielkość zakładanej emisji.

Na inwestycje Grupa ORLEN przeznaczyła w ubiegłym roku 9,9 mld zł. Ich realizacja umożliwi dalsze zwiększanie wartości Koncernu i wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski. Efektem konsekwentnie realizowanych planów rozwojowych we wszystkich obszarach działalności, była, zgodnie ze strategią, wypłata dywidendy za 2020 rok w wysokości 3,5 zł na akcję. Ten poziom dywidendy Zarząd PKN ORLEN zarekomendował także za 2021 rok.

W minionym roku kontynuowano realizację strategii tworzenia koncernu multienergetycznego. Jego powstanie ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej. W efekcie podejmowanych działań PKN ORLEN na początku 2022 roku wybrał czterech partnerów do realizacji środków zaradczych, wynegocjowanych z Komisją Europejską w związku z procesem przejęcia Grupy LOTOS. Jednym z nich jest Saudi Aramco, z którym PKN ORLEN będzie rozwijał współpracę w obszarze petrochemii, a także rafinerii, uniezależniając się w ten sposób od dostaw ropy naftowej z kierunku wschodniego. W 2021 roku Koncern złożył także wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na przejęcie PGNiG. UOKiK pozytywną decyzję wydał w marcu tego roku.

Inwestycje, które w ubiegłym roku realizowała Grupa ORLEN, były ukierunkowane na wzrost zysków i bezpieczeństwa energetycznego, a także na poszerzanie oferty produktowej. Mocny akcent położono na rozwój projektów w obszarze energetyki, w szczególności wiatrowej. Koncern jako pierwszy w Polsce rozpocznie budowę elektrowni wiatrowej na Bałtyku. Ten projekt realizuje z firmą Northland Power, kanadyjskim partnerem, z którym w 2021 roku podpisał umowę o współpracy. Pierwsza polska farma wiatrowa na morzu ma zostać oddana do użytku już w 2026 roku. W ubiegłym zawarte zostało także partnerstwo z GE Renewable Energy, które wzmocni konkurencyjność PKN ORLEN w staraniach o nowe koncesje na morskie elektrownie wiatrowe. Koncern zaangażował się również w rozwój technologii jądrowej MMR i SMR. W minionym roku podpisał porozumienie o współpracy z firmą Synthos Green Energy i złożył wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na powołanie spółki joint venture ORLEN Synthos Green Energy. W marcu tego roku UOKiK wydał w tej sprawie pozytywną decyzję. To oznacza, że nowo powstała spółka może przystąpić do prac związanych z przygotowaniem i komercjalizacją w Polsce tej jednej z najbardziej efektywnych, najtańszych i bezpiecznych technologii wytwarzania energii.

Uruchomiono również program „Hydrogen Eagle”, który zakłada budowę międzynarodowej sieci hubów wodorowych zasilanych odnawialnymi źródłami energii oraz ponad 100 stacji tankowania wodorem. Ponadto rozpoczęto realizację największej inwestycji PKN ORLEN w ciągu ostatnich 20 lat – budowę instalacji olefin. W Płocku do użytku zostało oddane Centrum Badawczo-Rozwojowe, a w Trzebini instalacja do produkcji zielonego glikolu. Kontynuowane były przedsięwzięcia związane z budową instalacji Visbreakingu, a we Włocławku inwestycja, która zwiększy o 50 proc. zdolności produkcyjne nawozów azotowych. To projekty, dzięki którym powstają setki nowych miejsc pracy. Zgodnie ze strategią, koncern intensywnie rozwijał też obszar detaliczny. Uruchomiono 400 automatów paczkowych w ramach usługi „ORLEN Paczka”, wprowadzono także nowy format sprzedaży detalicznej poza stacjami paliw „ORLEN w ruchu”. Ponadto sfinalizowana została transakcję kupna 100% udziałów spółki transportowej OTP, największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce.

Rekordowy wynik w 2021 roku odnotował segment petrochemiczny. W 2021 roku osiągnął 4,3 mld zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 86% (r/r). Wynik ten to rezultat wyższych (r/r) marż petrochemicznych na olefinach, poliolefinach, PTA, PCW i nawozach oraz wyceny i rozliczenia kontraktów terminowych CO2. Sprzedaż wyniosła 4,9 mt i była niższa o (-) 4% (r/r), w tym w Polsce o (-) 14%, głównie nawozów i PTA, co było spowodowane postojami remontowymi instalacji PTA i Reformingu V. Natomiast na Litwie sprzedaż wzrosła o 43% (r/r), a w Czechach o 18% (r/r), w wyniku poprawy paramentów operacyjnych instalacji PE3.

Bardzo mocną pozycję ponownie potwierdził segment energetyki, który osiągnął EBITDA na poziomie 3,7 mld zł. 2,9 mld zł do wyniku dołożyła Grupa Energa. Taki rezultat zanotowano mimo wzrostu cen gazu, a także węgla brunatnego w czeskim Unipetrolu. Na końcowy wynik wpływ miały także relacje cenowe pomiędzy zakupem a odsprzedażą energii w Grupie Energa, które częściowo skompensowały rozliczenia i wyceny kontraktów terminowych CO2. W tym czasie Koncern dysponował 3,3 GWe zainstalowanej mocy elektrycznej i 6,1 GWt mocy cieplnej. Produkcja energii elektrycznej, która w ok. 60% pochodziła ze źródeł zero- i niskoemisyjnych, wyniosła 3,2 TWh. Sprzedaż energii elektrycznej była na niewiele niższym poziomie w porównaniu do poprzedniego roku. Wzrosła natomiast, w wyniku zwiększenia pracy zdalnej w Polsce, jej dystrybucja. W ramach budowy nowych obszarów biznesowych w segmencie energetyki, PKN ORLEN w dalszym ciągu koncentrował się na rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

Segment rafineryjny wypracował EBITDA LIFO na poziomie 3,6 mld zł. To efekt dodatniego wpływu makro (r/r) spowodowanego wyższym dyferencjałem Brent/Ural, wzrostu marż na lekkich i średnich destylatach, osłabienia złotówki względem dolara oraz wyceny i rozliczenia kontraktów terminowych CO2. W tym czasie wolumeny sprzedaży wyniosły 24,4 mln ton, o 4% więcej (r/r), z czego: w Polsce o 3%, na Litwie o 4% i w Czechach o 5%, głównie dzięki poprawie sytuacji rynkowej i makroekonomicznej. Wzrosła także sprzedaż benzyny, oleju napędowego i JET przy niższej sprzedaży LPG i paliwa morskiego HSFO. W ubiegłym roku PKN ORLEN przerobił 29,9 mln ton ropy naftowej, czyli o 0,4 mln ton więcej niż rok wcześniej. ORLEN Unipetrol zanotował wzrost przerobu ropy o 1 mt (r/r) i uzysku paliw o 1 pp (r/r). Natomiast w ORLEN Lietuva przerób ropy wzrósł o 0,2 mt (r/r), a uzysk paliw poprawił się o 4 pp (r/r).

W 2021 roku segment detaliczny wypracował 2,9 mld zł EBITDA, niższy o 10% (r/r). Wpływ na to miał spadek marż paliwowych na polskim rynku, przy wzroście na rynku czeskim i niemieckim oraz porównywalnym poziomie na rynku litewskim (r/r). Koncern w Polsce i na Litwie odnotował natomiast wzrost marż pozapaliwowych, przy spadku w Niemczech i Czechach. O 1% (r/r) wzrosła sprzedaż w tym benzyny i oleju napędowego przy niższej sprzedaży LPG. Na koniec 2021 roku w sieci detalicznej Grupy ORLEN funkcjonowało 2881 stacji paliw, co oznacza wzrost o 26 (r/r), w tym: w Polsce o 8, w Niemczech o 4, w Czechach o 5 i na Słowacji o 9, przy porównywalnej liczbie stacji na Litwie. Tym samym Koncern zwiększył swój udział w rynku czeskim i słowackim. Kontynuowano rozwój oferty pozapaliwowej. O 72 wzrosła liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej Stop Cafe/star Connect/ORLEN w ruchu w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, w tym: w Polsce o 25, w Niemczech o 29, w Czechach o 14, na Słowacji o 3 i na Litwie o 1. Na koniec grudnia 2021 roku było ich łącznie 2290, w tym: 1750 w Polsce, 327 w Czechach, 168 w Niemczech, 29 na Litwie i 16 na Słowacji. Koncern konsekwentnie przystosowywał także sieć stacji do sprzedaży paliw alternatywnych. W rezultacie liczba punktów alternatywnego tankowania wzrosła o 296 (r/r), do ponad 500. Do dyspozycji klientów są 462 punkty ładowania samochodów elektrycznych, zlokalizowane głównie w Polsce, 2 stacje wodorowe oraz 44 stacje CNG.

Ponownie solidny wynik osiągnął segment wydobycia, który wypracował EBITDA na poziomie 387 mln zł. Jest on odzwierciedleniem dodatniego wpływ makro (r/r) w efekcie wzrostu notowań ropy, gazu i kondensatu gazowego oraz dodatniego wpływu transakcji zabezpieczających przepływy pieniężne. Średnia produkcja w 2021 roku wyniosła 16,7 tys. boe/d, z czego w Polsce 1,1 tys. boe/d, a w Kanadzie 15,6 tys. boe/d. W Polsce w ramach zagospodarowania aktywów prowadzono prace w projekcie Edge oraz Płotki i Sieraków, realizowanych z PGNiG. Ponadto sfinalizowano prace wiertnicze w projekcie Miocen i rozpoczęto wspólnie z PGNiG w projekcie Płotki. W ramach prac sejsmicznych zrealizowano prace interpretacyjne zdjęcia sejsmicznego Koczała-Miastko 3D (projekt Edge). W Kanadzie, w projekcie Kakwa, zakończono wiercenie pierwszego otworu oraz rozpoczęto wiercenie następnego. Z kolei w projekcie Ferrier Koncern miał udział w wierceniu dwóch otworów i rozpoczął prace modernizacyjne, które pozwolą zwiększyć efektywność sczerpywania zasobów węglowodorów w południowej części obszaru.

Columbus, Saule i Somfy Polska łączą siły

Innowacyjne rozwiązania dla budynków istniejących lub nowo powstających zaproponują w tym roku firmy Columbus Energy, Saule Technologies i Somfy Polska. Spółki, współpracujące nad komercyjnymi wdrożeniami ogniw perowskitowych, podpisały w tym celu umowę o współpracy strategicznej.

Trójstronna umowa, podpisana 30 marca br. przez Columbus Energy, Saule Technologies i Somfy Polska, jest finalizacją porozumienia, jakie spółki zawarły w sierpniu 2021 r., podczas premiery komercyjnego zastosowania lameli Saule Technologies, czyli łamaczy światła z perowskitowymi ogniwami słonecznymi. Somfy, jako jeden z liderów rynku automatyki mieszkaniowej i budynkowej oraz systemów smart home, otwiera przed Saule i Columbusem nowe możliwości oraz dostęp do swoich klientów i rozwiązań produktowych.

Zgodnie z zawartą umową, spółki będą współpracować w zakresie komercjalizacji oraz dalszego rozwoju ogniw perowskitowych w obszarach transformacji energetycznej i cyfrowej na terenie Polski. Wspólnie też opracują i wprowadzą na rynek nowe produkty dla sektora budynków istniejących lub nowo powstających, w tym dla klientów indywidualnych.

Planujemy wspólnie stworzyć kilka nowych produktów z wykorzystaniem ogniw perowskitowych, w tym co najmniej trzy z kategorii BAPV, B2B utility-scale oraz B2C. Mając w zespole wybitnych ekspertów z zakresu nowoczesnej energetyki oraz światowej klasy producenta systemów automatyki budynkowej, możemy opracowywać rozwiązania, które mają szansę dalej rewolucjonizować ekologiczne budownictwo mówi Piotr Krych, pełnomocnik Zarządu Saule S.A.

– Umowa poszerza nasze możliwości, jako lidera rynku automatyki mieszkaniowej i budynkowej, w tworzeniu i promowaniu kolejnych projektów z komercyjnym zastosowaniem perowskitów firmy Saule Technologies. Doskonale wpisuje się to w trend zrównoważonego budownictwa, jest także zgodne z celami Karty Zielonej Transformacji, którą wszyscy podpisaliśmy w maju ubiegłego roku. Budynki odpowiadają dziś w Polsce za 38 proc. emisji gazów cieplarnianych, więc pracy czeka nas dużo. Z tak doświadczonymi partnerami biznesowymi jak Columbus i Saule działania na tym polu będą na pewno bardziej efektywne. Umowa daje także Somfy możliwość zainteresowania większej grupy użytkowników przygodą ze smart home. Bo wykorzystanie tej możliwości to nie tylko wygoda i oszczędności widoczne w miesięcznych rachunkach, ale także kolejna cegiełka w walce z klimatycznymi zagrożeniami twierdzi Radosław Borkowski, dyrektor zarządzający i członek Zarządu Somfy Polska.

To wielka satysfakcja, że w tych niełatwych czasach mamy silnych partnerów, prawdziwych branżowych liderów, z którymi możemy podjąć wspólne prace badawczo-rozwojowe nad nowymi produktami z zakresu OZE. Łącząc siły i kompetencje w poszczególnych obszarach, możemy stworzyć zastosowania, które w przyszłości okażą się pożądane na większości budynków, jeśli weźmiemy pod uwagę gigantyczne wzrosty kosztów ich eksploatacji – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, członek Rady Nadzorczej Saule S.A.

– W marcu 2021 r. Komisja Europejska jasno wytyczyła wizję, cyfrowy kierunek rozwoju do roku      2030 r. Saule Technologies pierwszy raz zaprezentowało odpowiedź na ten kierunek (m.in. na dyrektywę „Omnibus” dla retailu) w listopadzie 2021 r., podczas premiery PESL – Perovskite Electronic Shelf Label. Współpraca z Somfy jest dla nas kolejnym etapem otwarcia na nowe produkty i rynki, gdzie zastosowane zostaną ogniwa perowskitowe dla segmentu IoT w celu cyfryzacji branży B2B utility-scale – fabryk, magazynów, etc. – oraz B2C. Jesteśmy pewni, że nasze wspólne działania w tandemie, z unikalnością ogniw perowskitowych, pozwolą na pełną automatyzację procesów z wykorzystaniem ogniw perowskitowych, układów elektronicznych, rozwiązań predykcyjnych, AI, big data, zaawansowanych rozwiązań IT w celu przyspieszenia transformacji gospodarek UE – mówi Artur Kupczunas, wiceprezes Zarządu Saule S.A.

Przypomnijmy, że pierwszym wspólnym projektem trzech spółek było komercyjne zastosowanie automatycznych lameli, czyli łamaczy światła z perowskitowymi ogniwami słonecznymi na budynku firmy Aliplast w Lublinie w sierpniu 2021 r. Łamacze światła latem chronią przed ostrym światłem i nadmiernym nagrzewaniem pomieszczeń, a zimą przed wyziębianiem przez mroźne wiatry. Wyposażone w perowskitowe ogniwa fotowoltaiczne Saule Technologies, jako niezależne, zielone źródło energii elektrycznej mogą znacząco zmniejszyć opłaty za prąd.

Eurocontrol: po 1 maja nastąpi paraliż ruchu lotniczego nad Polską

Kilkudziesięciominutowe opóźnienia lotów z i do Polski, paraliż przestrzeni powietrznej w Niemczech, Czechach, Słowacji, Litwie i Szwecji oraz milionowe straty europejskich linii lotniczych to główne wnioski najnowszego raportu Europejskiej Organizacji ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej.

Europejska Organizacja ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej (Eurocontrol) to międzyrządowa agencja, której celem jest koordynacja współpracy państw członkowskich, a także organizacji międzynarodowych – takich jak Unia Europejska – w celu zapewnienia bezpieczeństwa lotów cywilnych oraz wojskowych. Organizacja powstała w 1960 r. i zrzesza obecnie 41 europejskich państw. Polska jest członkiem Eurocontrol od 2004 r.

NOP (Network Operation Plan) ukazał się 25 marca br.[1]  – Wnioski z niego nie są zbyt optymistyczne. Kryzys w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej oraz brak chęci kierownictwa agencji do jego zażegnania już wkrótce przełoży się na paraliż nieba nie tylko nad Polską, ale sąsiednimi krajami – mówi Maciej Sosnowski, przewodniczący Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego i kontroler z ponad 25-letnim doświadczeniem.

Od 23 grudnia 2021 r. toczy się spór zbiorowy Związku Zawodowego Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej z kierownictwem Agencji. Powodem sporu jest drastyczny spadek w zakresie kultury bezpieczeństwa, kultury sprawiedliwego traktowania pracowników zgłaszających nieprawidłowości, prowadzony proces zwolnień grupowych oraz wypowiedzeń zmieniających w połączeniu z wprowadzeniem nowych zasad wynagradzania. W związku
z tym do dnia 1 maja br. ponad 86% pracowników APP Warszawa oraz 81% pracowników ACC Warszawa odejdzie z pracy. Oznacza to, że liczba kontrolerów zmniejszy się z 208 do 33. – Mowa o osobach pracujących w Warszawie – kluczowym dla lotów nad Polską obszarze. Stąd bowiem kontroluje się większość przestrzeni powietrznej całego kraju – mówi Maciej Sosnowski.

Puste niebo nad Polską

Eurocontrol ostrzega sąsiadujące z Polską kraje, że po 1 maja będą zmuszone przejąć do tej pory przelatujące nad Polską samoloty. Ze znacznymi utrudnieniami będą się musieli liczyć kontrolerzy w Niemczech, Czechach, Słowacji, na Litwie oraz w Szwecji.  – Ze względu na zbyt małą liczbę kontrolerów w PAŻP, po 1 maja agencja nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa pasażerów przelatujących nad Polską i dlatego samoloty będą musiały zostać skierowane poza nasz obszar – tłumaczy Sosnowski.

Milionowe straty linii lotniczych i zwiększenie emisji CO2

Szacuje się, że ekonomiczne skutki ograniczenia ruchu w przestrzeni powietrznej nad Polską. Łączna dzienna liczba lotów, która odczuje skutki odejścia polskich kontrolerów z pracy, wyniesie 1 000. W związku z tym, że samoloty lecące przez Polskę tranzytem, będą musiały lecieć dookoła, wylecą dodatkowe o 12 300 minut więcej, co spowoduje zwiększenie emisji CO2 o 1 530 000 kg oraz zużycie dodatkowych 490 000 kg paliwa. To oznacza dodatkowy koszt rzędu pół miliona (454 720) dolarów dziennie. Koszt 1 litra paliwa JET A1 na dzień 29.03.22 wynosi 0,928$.

Znaczne opóźnienia i odwołane loty

Zdaniem Eurocontrol po 1 maja pasażerowie lecący z lotnisk w Warszawie oraz Modlinie będą musieli liczyć się ze znacznymi opóźnieniami. – Oznacza to, że osoby, które zaplanowały wylot po tej dacie napotkają znaczne utrudnienia. Należy liczyć się z kilkudziesięciominutowymi opóźnieniami w rozkładzie. W skrajnych sytuacjach loty do Warszawy lub Modlina mogą być kierowane na inne lotniska – dodaje Maciej Sosnowski.

Kontroler ruchu lotniczego to obok pilotów zawód arcyważny w branży lotniczej. W Polsce takich osób jest obecnie około sześciuset. Zawód ten można wykonywać jedynie po przejściu wyjątkowo wymagającego szkolenia, które trwa 2-3 lata. O poziomie trudności mówią same liczby: z ok. 1000 chętnych licencję kontrolera uzyskuje kilka osób rocznie.

– Od kilku miesięcy systematycznie alarmujemy użytkowników polskiej przestrzeni powietrznej, zarówno opinię publiczną, jak i agencje międzynarodowe, w tym linie lotnicze oraz biura turystyczne, że sytuacja jest poważna i, że w wyniku zwolnień wysoko wykwalifikowanej kadry z PAŻP może dojść do paraliżu ruchu nie tylko nad Polską, ale także Europą – mówi Maciej Sosnowski.

[1] https://www.public.nm.eurocontrol.int/PUBPORTAL/gateway/spec/PORTAL.25.0.0.7.62/_res/21554/NOP_2022_Rolling_69_20220325.pdf?APPID=headline_news

Grupa Develia osiągnęła 153,9 mln zł zysku netto w 2021 r.

  • W 2021 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 911,9 mln zł, czyli 76,4% więcej niż rok wcześniej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 153,9 mln zł wobec 138,8 mln zł straty w 2020 r.
  • W minionym roku Develia sprzedała 1921 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w porównaniu do 1361 rok wcześniej.
  • W 2021 r. deweloper przekazał 1903 lokale wobec 1153 w 2020 r.
  • Na koniec grudnia 2021 r. Develia posiadała 359,8 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych.
  • W minionym roku Develia kontynuowała dezinwestycje aktywów komercyjnych. W marcu br. spółka sfinalizowała umowę sprzedaży projektu Sky Tower za 82,4 mln euro.

– Mamy za sobą bardzo dobry rok, co potwierdzają wyniki finansowe i wyniki sprzedaży. Zrealizowaliśmy cele, które postawiliśmy sobie na początku ubiegłego roku, część z nich z nawiązką. Przekroczyliśmy zarówno plan sprzedaży, jak i plan przekazań mieszkań. Na swoim koncie mamy także sukcesy w zakresie realizacji dezinwestycji aktywów komercyjnych. Przede wszystkim sfinalizowaliśmy sprzedaż Sky Tower, ale podpisaliśmy też istotne listy intencyjne, które przybliżają nas do realizacji kolejnych strategicznych celów. Pozyskane ze sprzedaży środki będziemy reinwestować w dającą wyższe zwroty działalność deweloperską i PRS, którą również stopniowo rozwijamy – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W ostatnich miesiącach mierzymy się z niepewnością makroekonomiczną i geopolityczną, co nie pozostaje bez wpływu na rynek deweloperski. Możemy spodziewać się przede wszystkim zmian w strukturze popytu – m.in. na skutek napływu imigrantów i rosnących stóp procentowych, coraz większym zainteresowaniem będą cieszyć się mieszkania na wynajem. Mamy szeroki i różnorodny bank gruntów, uważnie obserwujemy rynek i preferencje klientów, dlatego jesteśmy przygotowani na różne scenariusze – dodaje Andrzej Oślizlo.

Działalność deweloperska

W 2021 r. Develia sprzedała 1921 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 1361 lokali w 2020 r., co oznacza wzrost o ponad 40%. Największą sprzedaż deweloper odnotował w projektach: Centralna Park i Słoneczne Miasteczko w Krakowie, Osiedle Latarników w Gdańsku i Ceglana Park w Katowicach. W minionym roku spółka przekazała 1903 lokale wobec 1153 rok wcześniej, czyli o 65% więcej.

W samym IV kwartale deweloper sprzedał 421 lokali. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w Krakowie (136) i w Gdańsku (99). Było to konsekwencją rozszerzenia oferty w tych miastach w II połowie 2021 r. W okresie październik-grudzień 2021 r. Develia przekazała 624 lokale, czyli 53% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Wzrost ten jest pochodną wysokiej liczby przekazań w Warszawie i Gdańsku.

W minionym roku Develia wprowadziła do sprzedaży 1985 lokali, poszerzając ofertę we wszystkich miastach, w których prowadzi działalność, tj. w Gdańsku, Krakowie, Warszawie, Katowicach oraz we Wrocławiu.

Jednym z priorytetów, który przyświecał Develii w minionym roku było poszerzenie banku gruntów. Deweloper kupił tereny pod 4700 nowych mieszkań. Obecny bank ziemi pozwala spółce na budowę blisko 9 tys. lokali. Dodatkowo Develia nawiązała współpracę z Grupo Lar, w ramach której powstaną wspólne inwestycje na Ursynowie, Saskiej Kępie i Białołęce w Warszawie liczące łącznie ponad 600 mieszkań.

Develia rozwija swoją działalność w segmencie PRS. Pod koniec ubiegłego roku spółka podpisała dwa listy intencyjne związane z zaangażowaniem w ten segment rynku i rozpoczęła negocjacje warunków sprzedaży nieruchomości w Warszawie i we Wrocławiu. Ponadto deweloper wytypował kilka innych inwestycji, które oferuje inwestorom instytucjonalnym w ramach zakupów pakietowych. Projekty w tym obszarze będą finansowane m.in. ze środków pozyskanych ze sprzedaży aktywów komercyjnych. Celem spółki na 2022 r. jest dostarczenie na rynek PRS 600-800 mieszkań.

Działalność komercyjna

Zgodnie z założeniami przedstawionej na początku 2021 r. strategii, Develia stopniowo redukuje swoje zaangażowanie w segmencie komercyjnym. We wrześniu 2021 r. grupa Develia podpisała z Olimp Investment, spółką należącą do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group, przedwstępną umowę sprzedaży wszystkich należących do niej udziałów (79,55%) w projekcie Sky Tower we Wrocławiu. Transakcja została sfinalizowana w marcu br., a ostateczna cena sprzedaży wyniosła 82,4 mln euro. W minionym roku deweloper prowadził  także rozmowy na temat sprzedaży projektów Wola Retro w Warszawie oraz Arkady Wrocławskie, czego efektem było zawarcie na początku 2022 r. listu intencyjnego dotyczącego sprzedaży wrocławskiego obiektu. Poziom komercjalizacji Arkad Wrocławskich wynosi 95%, a Wola Retro, po podpisaniu w marcu br. umowy z EOS Poland na wynajęcie ponad 2100 mkw. powierzchni w warszawskim biurowcu, 86%.

W marcu 2022 r. Develia podpisała list intencyjny z Hillwood Polska dotyczący realizacji projektu magazynowego na posiadanym gruncie w Malinie pod Wrocławiem w ramach współpracy joint venture. Deweloper szacuje, że przychód ze sprzedaży całej nieruchomości gruntowej wyniesie około 35 mln euro. Develia nie przewiduje dodatkowego zaangażowania finansowego w realizację centrum logistycznego. Poza przychodem ze sprzedaży gruntu, deweloper będzie posiadać udział w zyskach z tego projektu. Udział Develii w joint venture ma wynieść 25%. Spółka dąży do maksymalizacji wartości w ramach dezinwestycji tego aktywa, które kupiła w 2007 r., a list intencyjny jest pierwszym krokiem w tym kierunku.

Środki pozyskane ze sprzedaży nieruchomości komercyjnych będą przeznaczane na charakteryzujące się wyższą rentownością projekty mieszkaniowe i PRS. W 2021 r. wynik segmentu komercyjnego pozostawał pod wpływem aktualizacji wycen nieruchomości, ale już w znacznie mniejszym stopniu niż w roku poprzednim. Mimo to grupa Develia osiągnęła bardzo dobre wyniki.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 2021 2020 Zmiana
Przychody 911 934 517 114 76,35%
Zysk brutto ze sprzedaży 281 268 183 618 53,18%
Marża brutto ze sprzedaży 30,84% 35,51%  -4,67pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 236 657 134 757 75,62%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 28,75% 31,33%  -2,57pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 44 565 48 788 -8,66%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 50,16% 56,14%  -5,98pp
EBITDA 221 363 -70 554
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 218 080 142 925 52,58%
Zysk netto 153 946 -138 800
Skorygowany zysk netto* 156 754 99 006 58,33%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy w 2021 r. wyniosły 911,9 mln zł wobec 517,1 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 153,9 mln zł zysku netto wobec 138,8 mln zł straty w 2020 r.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej wyniósł w ubiegłym roku 236,7 mln zł przy przychodach 823 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 44,6 mln zł przy przychodach 88,8 mln zł.

Na dobre wyniki w ubiegłym roku znaczący wpływ miała działalność w segmencie deweloperskim, w którym przekazaliśmy klientom 1903 lokale. Wynik był również wspierany zmniejszeniem odpisów wartości dwóch gruntów w Krakowie i Katowicach, będących konsekwencją wyższych cen sprzedaży mieszkań i zmianom planistycznym – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Poprzez postępującą dezinwestycje aktywów komercyjnych będziemy zwiększać efektywności działalności koncentrując się na segmencie deweloperskim. Umożliwi to wzrost ROE do ponad 15% i pozwoli na dalszą poprawę wyników – dodaje Paweł Ruszczak.

W maju i październiku 2021 r. Develia przeprowadziła dwie emisje obligacji o łącznej wartości 250 mln zł. W maju do inwestorów trafiły papiery o wartości 150 mln zł oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 2,95% w skali roku. Termin wykupu został ustalony na maj 2024 r. Październikowa emisja miała wartość 100 mln zł, a marża ponad WIBOR 3M została ustalona na 2,7%. Termin wykupu obligacji został ustalony na październik 2024 r.

W 2021 r. Develia wypłaciła akcjonariuszom 76,1 mln zł, czyli 0,17 zł na akcję. W tym roku ze względu wyższy poziom wygenerowanego zysku i sprzedaż aktywów komercyjnych dywidenda może być wyższa.

Na koniec 2021 r. Develia posiadała 359,8 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych, a zobowiązania finansowe wyniosły 956,4 mln zł w porównaniu z 838,7 mln zł na koniec 2020 r.

Ataki cybernetyczne w Rosji i Ukrainie nie ustają

  • W ostatnim tygodniu Rosja doświadczyła o 10%z a Ukraina o 17% więcej ataków
  • W przypadku krajów zrzeszonych w NATO w ostatnim tygodniu liczba ataków spadła średnio o 5%, jednak wciąż jest wyższa niż przed rozpoczęciem konfliktu.
  • Cieszyć może sytuacja w Polsce, gdzie sieci firmowe i administracyjne odnotowały 6% spadek infekcji względem poprzedzającego tygodnia

Ataki cybernetyczne związane z wojną rosyjsko-ukraińską stale rosną. Rosja doświadczyła w ostatnim tygodniu o 10%, a Ukraina o 17% więcej ataków – wynika z danych Check Point Research. W przypadku krajów zrzeszonych w NATO w ostatnim tygodniu liczba ataków spadła średnio o 5%, jednak wciąż jest wyższa niż przed rozpoczęciem konfliktu.

Cyber-armie i cyberprzestępcy coraz bardziej zaangażowani są w wojnę rosyjsko-ukraińską. Jak donoszą specjaliści Check Point Research, ataki na Rosję oraz Ukrainę nadal rosną. Na Ukrainie w zeszłym tygodniu średnia liczba ataków na organizację wyniosła 1697, o 39% więcej niż przed rozpoczęciem konfliktu i o 17% więcej niż tydzień wcześniej. W Rosji w zeszłym tygodniu było to z kolei 1550 ataków, o 22% więcej niż przed rozpoczęciem konfliktu oraz o 10% więcej niż w poprzedzającym tygodniu.

Zespół Check Point Research na bieżąco obserwuje również sytuację w innych państwach. W skali globalnej średnia liczba ataków wyniosła 1290, o 2% mniej niż w poprzednim tygodniu. Również kraje NATO doświadczają zmniejszonej ilości ataków – średnio o 5%. Największy spadek odnotowała Belgia (-16%) oraz Niemcy (-11%). Wyjątek stanowią Czechy z jednoprocentowym wzrostem. Cieszyć może sytuacja w Polsce, gdzie sieci firmowe i administracyjne odnotowały 6% spadek infekcji względem poprzedzającego tygodnia. Oznacza to, że średnia tygodniowa liczba ataków w Polsce spadła poniżej 890.

Kraj Zeszły tydzień vs stan przed konfliktem Cały konflikt vs. przed konfliktem zeszły tydzień vs. poprzedni tydzień
Czechy 46,00% 30,00% 1,00%
Wlk. Brytania 29,00% 18,00% -3,00%
Dania 28,00% 18,00% -8,00%
Francja 21,00% 14,00% -6,00%
Belgia 17,00% 11,00% -16,00%
Kanada 16,00% 10,00% -2,00%
Portugalia 16,00% 9,00% -4,00%
Niemcy 12,00% 9,00% -11,00%
USA 12,00% 10,00% -5,00%
Holandia 10,00% 6,00% -2,00%
Norwegia 10,00% 3,00% -3,00%
Włochy 7,00% 5,00% -6,00%
Grecja 5,00% 12,00% -10,00%
Hiszpania 5,00% 0,00% -5,00%
Polska 2,00% 2,00% -6,00%

– Cyberataki na obie strony – Rosję i Ukrainę – nasilają się przez cały konflikt. W zeszłym tygodniu wzrosły odpowiednio o 10% i 17% w porównaniu z poprzednim tygodniem. Wygląda na to, że hakerzy coraz bardziej starają się wykorzystać konflikt. Trend jest widoczny nie tylko w dwóch zaangażowanych krajach, ale i na całym świecie. Globalna średnia liczba ataków na organizację w zeszłym tygodniu była o 16% wyższa niż przed rozpoczęciem konfliktu. Uważam, że hakerzy starają się wykorzystać szum i zainteresowanie wokół konfliktu, gdzie tylko mogą, ponieważ chcą atakować organizacje, które obejmują zarówno sektor publiczny, być może organizacje pozarządowe, organizacje non-profit, jak i sektor prywatny – mówi Omer Dembinsky, menedżer grupy badającej dane w Check Point Software.

Wyrok NSA w sprawie kontroli ZUS. Skuteczne wystąpienie Rzecznika MŚP

NSA w wyroku z dnia 1 grudnia 2021 roku w sprawie I GSK 1316/21 (doręczony Rzecznikowi w dniu 18 marca 2022 roku), przy udziale Rzecznika, ze skargi kasacyjnej Przedsiębiorcy na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z dnia 13 maja 2021 roku sygn. akt: V SA/Wa 1680/21, uznał rację przedsiębiorcy i Rzecznika.

NSA uchylił zaskarżony wyrok, postanowienie Prezesa ZUS oraz postanowienie ZUS o kontynuowaniu czynności kontrolnych.

NSA dostrzegł błędy w treści zawiadomienia ZUS o kontroli oraz w treści upoważnienia ZUS do przeprowadzenia kontroli, wskazując, że dokument, który nie spełnia wymań z art. 49 ust. 7 Prawa Przedsiębiorców, nie określając zakresu przedmiotowego kontroli (w tym czasookresu tej kontroli) oraz terminu jej zakończenia, nie stanowi podstawy do przeprowadzenia kontroli (art. 49 ust. 8 Prawa Przedsiębiorców).

Dodatkowo NSA wskazał, że art. 55 ust. 1 pkt 3 Prawa Przedsiębiorców należy interpretować w ten sposób, że czas trwania wszystkich kontroli organu kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym, po pierwsze nie może przekraczać 24 dni roboczych, a po drugie obejmuje czas trwania kontroli bez względu na miejsce jej wykonywania, a zatem obejmuje kontrolę przeprowadzoną w siedzibie przedsiębiorcy lub miejscu wykonywania działalności gospodarczej, w miejscu przechowywania dokumentacji, w tym ksiąg podatkowych, w miejscu innym niż siedziba przedsiębiorcy lub miejsce wykonywania działalności gospodarczej oraz w siedzibie organu kontroli, a nie tylko te dni robocze, w których kontrola była przeprowadzona w siedzibie przedsiębiorcy lub w miejscu prowadzenia przez niego działalności gospodarczej.

Wyrok NSA niewątpliwie będzie miał wpływ na sposób prowadzenia kontroli u przedsiębiorców przez ZUS czy przez inne organy, do których kontroli stosuje się przepisy o kontroli z Prawa Przedsiębiorców.

Orzeczenie zostało wydane w związku z kontrolą ZUS u przedsiębiorcy. Sprawa trafiła do sądu z uwagi na sprzeciw złożony w oparciu o Prawo przedsiębiorców, a następnie zażalenie na postanowienie ZUS o kontytuowaniu czynności kontrolnych.

Rzecznik MŚP wskazał, że ZUS przekroczył przewidziany Ustawą Prawo Przedsiębiorców czas trwania kontroli, nie przedłożył jej informacji za jaki okres została ona wszczęta, ani jak i kiedy zostanie zakończona. Powoływał się przy tym na naruszenie zasad prowadzenia kontroli oraz ogólnych zasad zawartych w Ustawie Prawo Przedsiębiorców, jak również w Ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych.

W korzystnym dla Przedsiębiorcy wyroku NSA z dnia 1 grudnia 2021 roku, NSA wskazał:

1. Określenie zakresu przedmiotowego kontroli przez ZUS, zarówno w zawiadomieniu o kontroli, jak i w upoważnieniu do kontroli jest nieprawidłowe.

Według NSA pod tym pojęciem mieści się nie tylko przedmiot kontroli, ale też czasookres. W sprawie Przedsiębiorcy, w ocenie NSA, ZUS nie wskazał czasookresu objętego kontrolą. W ocenie NSA, nieodzowne jest sprecyzowanie w zawiadomieniu o kontroli oraz upoważnieniu do kontroli czasookresu objętego kontrolą (najczęściej okresów rozliczeniowych). Kontrolowany nie może się domyślać co będzie przedmiotem kontroli (jaki okres będzie kontrolowany). NSA stanął na stanowisku, że podmiot kontrolowany musi mieć w zawiadomieniu o kontroli oraz w upoważnieniu o kontroli wyczerpującą informację, również w odniesieniu do okresów sprawozdawczych objętych kontrolą. Standardy te NSA wywodzi z art. 2 Konstytucji RP.

W związku z powyższym, art. 48 ust. 3 pkt 4 oraz art. 49 ust. 7 pkt 6 Prawa przedsiębiorców należy interpretować w ten sposób, że wskazanie zakresu przedmiotowego kontroli oznacza wskazanie materii objętej kontrolą oraz czasookresu, którego dotyczy kontrola (okresów rozliczeniowych).

2. Określenie przez ZUS przewidywanego terminu zakończenia kontroli jako 24 dni od daty doręczenia upoważnienia jest nieprawidłowe, gdyż w istocie ZUS nie określił terminu zakończenia kontroli, a ten należy odróżnić od ustawowego limitu czasu trwania wszystkich kontroli organu kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym.

Według NSA, art. 49 ust. 7 pkt 7 Prawa przedsiębiorców należy interpretować w ten sposób, że wskazanie w upoważnieniu do kontroli daty przewidywanego terminu zakończenia kontroli oznacza wskazanie konkretnej daty, czyli dnia, miesiąca oraz roku.

NSA wskazał, że zgodnie z art. 49 ust. 8 Prawa przedsiębiorców, dokument, który nie spełnia wymagań, o których mowa w ust. 7 nie stanowi podstawy do przeprowadzenia kontroli.

3. NSA wskazał, że w sprawie przedsiębiorcy ZUS przekroczył ustawowy czas trwania kontroli ( u przedsiębiorcy to 24 dni robocze).

NSA nie podzielił wykładni WSA, iż pod pojęciem „dni roboczych” z art. 55 ust. 1 pkt 3 Prawa Przedsiębiorców, należy rozumieć tylko te dni, w których pracownicy organu faktycznie wykonywali czynności kontrolne w siedzibie przedsiębiorcy. NSA wskazał na różne możliwe miejsca prowadzenia kontroli u przedsiębiorcy. Przyjęcie, że do czasu kontroli zalicza się tylko te dni robocze, w których kontrola prowadzona byłaby w siedzibie przedsiębiorcy czy w miejscu wykonywania działalności gospodarczej, oznaczałoby, że kontrola w miejscu przechowywania dokumentacji, w innym miejscu niż siedziba czy miejsce wykonywania działalności gospodarczej, czy też w siedzibie organu kontroli byłaby nieograniczona w czasie, co w ocenie NSA jest niedopuszczalne. Nie ma racjonalnego powodu dla takiego odmiennego traktowania czasu trwania kontroli i jego limitu w zależności od tego, w jakim miejscu odbywają się czynności kontrolne.

Cyberprzestępcy mają się czego obawiać. Fala aresztowań twórców złośliwego oprogramowania

Cyberprzestępczość to nie tylko ogromne zagrożenie dla firm i użytkowników indywidualnych. To także wielki biznes. W walce z twórcami złośliwego oprogramowania przydaje się każda pomoc. Dlatego, gdy włączają się w nią firmy z branży cyberbezpieczeństwa oraz organy ścigania z różnych krajów, efekty odczuwa całe środowisko cyfrowych przestępców.

Aby skutecznie walczyć z przeciwnikiem, należy go dobrze poznać

Cyberprzestępcy oferujący „ransomware jako usługę” (RaaS) to nie tylko deweloperzy oprogramowania szyfrującego. Można do nich zaliczyć także „operatorów” i „partnerów”. Pierwsi z nich są odpowiedzialni za prowadzenie działalności, w tym tworzenie programów afiliacyjnych, udostępnianie oprogramowania ransomware partnerom oraz zarządzanie finansami. Partnerzy zaś wyznaczają cele ataków i przyjmują okupy od swoich ofiar, o ile proces ten nie jest w pełni zautomatyzowany.

Ransomware, a zwłaszcza usługowy model dystrybucji takiego oprogramowania, stanowi ogromne zagrożenie, co potwierdzają dane zgromadzone przez analityków FortiGuard Labs firmy Fortinet. Szczególnie silną bronią na rzecz wspólnego cyberbezpieczeństwa w tej sytuacji jest współpraca różnych podmiotów. Najważniejsze w wykrywaniu i badaniu zagrożeń jest znajdowanie odpowiedzialnych za ich tworzenie ludzi. Jednak umiejętne pozyskiwanie innych danych wyjaśniających powody i cele poszczególnych ataków może poważnie utrudnić działania przestępców oraz zmniejszyć liczbę wypłacanych im okupów.

Działające w ramach partnerstwa różne kraje i dostawcy pomagają w identyfikowaniu całych syndykatów cyberprzestępczych. Jednym z przykładów jest Partnerstwo Przeciwko Cyberprzestępczości Światowego Forum Ekonomicznego, które stanowi pomost między ekspertami sektora prywatnego i organizacjami sektora publicznego o globalnym zasięgu. Wspólne śledzenie cyberprzestępców i ich taktyk ułatwia określenie działań, które należy podjąć w przypadku ataku. Poniżej kilka przykładów zakończonych sukcesem wspólnych operacji.

Sprawiedliwość wymierzona po latach

W 2018 r. amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował akt oskarżenia przeciwko 36 osobom w związku z ich domniemaną rolą w Infraud Organization. Cyberprzestępcy zajmowali się pozyskiwaniem skradzionych tożsamości i poufnych danych osobowych oraz ich rozpowszechnianiem na dużą skalę. Handlowali także przejętymi numerami kart debetowych i kredytowych, informacjami bankowymi oraz samym złośliwym oprogramowaniem.

Amerykańskie i międzynarodowe organy ścigania aresztowały trzynastu oskarżonych ze Stanów Zjednoczonych oraz sześciu innych krajów.

Operacja przeciwko Netwalkerowi

27 stycznia br. Departament Sprawiedliwości ogłosił rozpoczęcie skoordynowanych międzynarodowych działań mających na celu eliminację Netwalkera. To wyjątkowo groźny ransomware, wykorzystywany do ataków na przedsiębiorstwa, urzędy miejskie, ośrodki uniwersyteckie i same organy ścigania. W czasie globalnej pandemii COVID-19 priorytetowym celem wyłudzających okupy przy pomocy Netwalkera stał się sektor ochrony zdrowia – szpitale i służby ratunkowe.

Powiązany z Netwalkerem Sebastien Vachon-Desjardins został aresztowany, a 31 stycznia skazany na siedem lat więzienia i zobowiązany do zwrotu pieniędzy podmiotom, od których je wyłudził. Z kolei władze Bułgarii zabezpieczyły ukryte w darknecie dane dotyczące sposobów komunikacji z ofiarami i instrukcje płatności okupów.

Obława na złodziei kryptowalut

8 lutego br. w Nowym Jorku aresztowano dwie osoby pod zarzutem współpracy w celu wyprania dochodów ze skradzionych z giełdy kryptowalut 119.754 bitcoinów. Do tej pory organom ścigania udało się zająć ponad 3,6 miliarda dolarów w kryptowalutach powiązanych z tym włamaniem.

Mimo że przestępcy próbowali wyprać pieniądze za pomocą wielu transakcji i adresów, i tak zostali złapani. To przykład na to, że przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi nawet właściciele kryptowalut bazujących na architekturze blockchain mogą zostać namierzeni.

W walce z cyberprzestępczością przydaje się każda pomoc

Sukcesy organów ścigania nie oznaczają, że oprogramowanie ransomware przestanie być zagrożeniem. Należy spodziewać się, że cyberprzestępcy będą opracowywać nowe metody swoich działań – zarówno w kwestii przeprowadzania cyberataków, wyłudzania środków, jak i prania brudnych pieniędzy.

Są też jednak dobre wiadomości. Skoordynowane wysiłki organów ścigania, mające na celu zlikwidowanie botnetu Emotet, okazały się niezwykle skuteczne. Nie został on jeszcze całkowicie wyeliminowany, ale jego aktywność jest znacznie mniejsza niż w ubiegłych latach i nie jest już tak powszechna na całym świecie.

Istnieje wiele sposobów na walkę ze środowiskiem cyberprzestępczym. Znaczenie mają wszystkie działania, zwłaszcza gdy prowadzone są wspólnie. Zmniejszenie aktywności ransomware’u przekłada się na mniejszą liczbę ataków, a więc zapłaconych okupów bądź ilość utraconych danych. To długi, powolny i frustrujący proces, jednak wykrywanie zagrożeń i ściganie sprawców przestępstw naprawdę przynosi efekty.

Raport z badań jakości obsługi klienta. Ścieżka zakupowa i Customer Experience

Firma konsultingowa Deloitte Digital prezentuje drugą edycję raportu CX Drivers dotyczącą analizy ścieżki zakupowej konsumenta w ujęciu międzynarodowym. Jak się okazuje, największą satysfakcję klienci czerpią z samego momentu dokonywania zakupów. Najniżej oceniają zaś pierwsze i ostatnie spotkanie z firmą – czyli poszukiwanie informacji oraz kontakt i ocenę współpracy. Polakom najmniej podoba się obsługa w sektorze opieki zdrowotnej, natomiast Amerykanie są najbardziej zadowoloną nacją podczas każdego etapu podróży klienta. Powolna i nieefektywna obsługa skutecznie odstrasza niemal wszystkich respondentów. Najważniejsza jest możliwość szybkich, łatwych oraz bezpiecznych zakupów.

Celem raportu CX Drivers jest poznanie jakości doświadczeń klienta na różnych etapach jego ścieżki, w skali międzynarodowej. W badaniu wzięło udział siedem tysięcy respondentów z sześciu krajów: Polski, Czech, Niemiec, Węgier, Francji oraz Stanów Zjednoczonych. Analizie zostały poddane doświadczenia konsumenckie z perspektywy pięcioetapowej ścieżki klienckiej. Obejmuje ona szukanie informacji o produkcie, zakup produktu lub usługi, rozpoczęcie korzystania, codzienne użytkowanie oraz udzielanie informacji zwrotnej. Badaniem zostało objętych osiem branż: bankowość, ubezpieczenia, transport miejski, usługi medyczne, telekomunikacja, dobra szybkozbywalne (FMCG) oraz produkty wolnorotujące (non-FMCG). Celem było poznanie uniwersalnych mechanizmów kształtujących doświadczenia klienta podczas całej ścieżki zakupowej (ang. customer journey).

Badanie pozwoliło nam określić, które czynniki są istotne z perspektywy kupującego i wpływają na jego ostateczne decyzje. Co ciekawe, potrzeby i oczekiwania konsumentów, niezależnie od ich kraju zamieszkania, okazały się uniwersalne. To pozwala traktować uzyskane wyniki jako kluczowe wytyczne dotyczące budowania wysokiej jakości doświadczenia klienta. Powolna i nieefektywna obsługa skutecznie odstrasza niemal wszystkich respondentów. Najważniejsza zaś jest możliwość szybkich, łatwych oraz bezpiecznych zakupów – mówi Wiesław Kotecki, Partner Deloitte Digital, lider Customer Strategy and Design w Europie Centralnej.

Wygodne zakupy u zaufanego dostawcy

Eksperci Deloitte Digital przebadali satysfakcję klientów w każdej z ośmiu branż, w sześciu krajach i na wszystkich poziomach dokonywania transakcji. Pierwszy kontakt z firmą, czyli poszukiwanie informacji (ang. searching for information) uzyskał wynik najniższy we wszystkich krajach – 4,08 pkt w pięciopunktowej skali. Największe zadowolenie na tym etapie wykazywali Amerykanie. W Polsce i Czechach najniższe wyniki otrzymała branża telekomunikacyjna.

Ten pierwszy moment poszukiwania informacji zyskał na znaczeniu szczególnie podczas pandemii i stał się kluczowy w badanej przez nas ścieżce klienta. Często już w tym momencie zapada decyzja o skorzystaniu z danej usługi i zakupie produktu. Co istotne, jest to najbardziej zdigitalizowany etap, podczas którego klienci najchętniej korzystają ze smartfonów. Porównują ceny, szukają dodatkowych informacji o produkcie, sprawdzają dostępność i całą ofertę. Widoczne jest rosnące znaczenie tego etapu wśród wszystkich kategorii – mówi Barbara Koźbiał, managerka w zespole Digital Strategy, Deloitte Digital.

Najlepiej ocenionym etapem podróży klienta było dokonywanie zakupu produktu lub usługi (4,33 pkt). Wyniki te są spójne zarówno dla wybranych branż, jak i krajów, a różnice są marginalne. W tym aspekcie najwyżej została oceniona branża rozrywkowa oraz usługi bankowe. Wyjątkiem są usługi medyczne w Polsce, które otrzymały najniższą notę satysfakcji (3,95 pkt). Kluczowe okazało się poczucie bezpieczeństwa (zaufany dostawca) podczas zakupów, cały zaś proces powinien przebiegać wygodnie, sprawnie i efektywnie. To właśnie cała suma doświadczeń składa się na zadowolenie z transakcji.

Kolejny krok na ścieżce zakupowej, czyli rozpoczęcie korzystania z wybranej usługi lub towaru, to pierwsza weryfikacja obietnic złożonych przez firmę. Branża telekomunikacyjna w Czechach oraz sektor opieki zdrowotnej w Polsce uzyskały najniższe oceny, które wpłynęły na ogólną średnią we wszystkich krajach – kolejno 3,76 oraz 3,78 pkt. Respondenci wskazywali na problemy z kontaktem i zbyt długi, w ich ocenie, czas oczekiwania na informację. Najwyższe noty otrzymał zaś sektor produktów wolnorotujących (wyposażenie domu, książki, elektronika).

Czwarty etap na typowej ścieżce konsumenta, czyli codzienne korzystanie z zakupu, jest momentem szczególnym, bo pozwala ocenić nie tylko pierwsze wrażenia, ale także funkcjonalność i ogólne zadowolenie z wyboru. Na tym etapie sektor rozrywki (4,37 pkt) oraz usługi bankowe (4,26 pkt) cieszą się najlepszą opinią. Najniższy wynik, poniżej 4 punktów, przypadł branży medycznej, głównie poprzez niskie noty od respondentów z Polski i Węgier. Warto jednak zaznaczyć, że uczestnicy badania z innych krajów ocenili ten sektor pozytywnie.

Moment kontaktowania się z firmą i przekazywania informacji zwrotnej, czyli ostatni etap analizowanej w badaniu podróży klienckiej, został oceniony najgorzej (4,06 pkt), szczególnie w przypadku usług telekomunikacyjnych i medycznych. Pozytywnie wyróżnia się sektor finansowy na Węgrzech i branża FMCG w Niemczech.

To właśnie feedback i finalny kontakt z klientem wiele firm uważa za podsumowanie pracy i kluczowy moment prawdy. Klienci pokazują emocje, wydają opinie, decydują czy zostają z marką, czy też nie. Świadomość ścieżki, jaką pokonuje klient i sygnałów, które wysyła podczas poszczególnych kroków, pozwala przygotować się na adekwatną komunikację i reakcję. W obecnym cyfrowym i wielokanałowym świecie satysfakcja nie może być mierzona wyłącznie przez ankiety. Mamy do czynienia z o wiele bardziej wyrafinowanym procesem, a rozwój technologii może mieć wpływ na podniesienie jakości doświadczeń klienta w każdej branży. Zwiększenie przychodów oraz zmniejszenie wskaźnika rezygnacji to najczęstsze korzyści biznesowe płynące z wysokiej jakości doświadczeń klienckich – mówi Paulina Rzymska, starsza managerka, Deloitte Digital.

Szybki rozwój cyfrowej obsługi klienta

Co najmniej jeden na czterech badanych zaczął korzystać z usług i zakupów online, z których w takiej formie nigdy nie korzystał. W Polsce jest to 38 proc. Trudno jednoznacznie określić co było przyczyną, a co skutkiem; pewne jest jednak to, że digitalizacja kontaktu z klientem zdecydowanie przyspieszyła, szczególnie w pandemii. Coraz odważniej wchodzimy w cyfrowe interakcje oraz automatyzację obsługi klienta.

Rośnie świadomość tego, jak istotna jest dbałość o satysfakcjonujące doświadczenia klienta z marką. Firmy wytrwale pracują nad intuicyjnym, spersonalizowanym kontaktem ze swoimi odbiorcami w różnych punktach styku, na całym etapie podróży klienckiej. Doskonałe doświadczenie omnichannelowe to wciąż wyzwanie, ale jakość doświadczeń może stanowić istotny wyróżnik propozycji wartości i przewagę konkurencyjną firmy. Relacja z klientem staje się dużo bardziej wysublimowana, a przecież klienci oczekują autentycznego, personalnego, opartego na emocjach kontaktu – podsumowuje Paulina Rzymska.

ORLEN gwarantuje stabilne dostawy ropy i paliw

Grupa ORLEN, od początku wojny w Ukrainie, nie realizuje zakupów spotowych ropy Ural, czyli rosyjskiej. W tym czasie na potrzeby rafinerii Koncernu w Polsce, Czechach i na Litwie zamówiono już 28 tankowców z alternatywnymi gatunkami rop. Uniezależnienie od dostaw ropy z kierunku wschodniego było możliwe dzięki konsekwentnej dywersyfikacji dostaw prowadzonej w ciągu ostatnich czterech lat. Jednocześnie PKN ORLEN będzie realizować wytyczne wynikające z sankcji międzynarodowych.

– Mamy rozbudowaną bazę dostawców z Europy i spoza tego kontynentu, z którymi na przestrzeni ostatnich czterech lat nawiązaliśmy silne i partnerskie relacje. W tym czasie sprowadziliśmy i przebadaliśmy w rafineriach należących do Grupy ORLEN ok. 100 gatunków ropy spoza Rosji. Dlatego w momencie rezygnacji z dostaw ze Wschodu, utrzymamy stabilne zaopatrzenie w ropę naftową nie tylko Polski, ale całej Europy Środkowo-Wschodniej. Odejście od rosyjskiej ropy powinno być jednak skoordynowane na poziomie całej Unii Europejskiej, tak aby zachować równowagę rynku – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Grupa ORLEN, od momentu wojny w Ukrainie,  porozumiała się w sprawie zwiększonych ilości innych dostaw spoza kierunku wschodniego. Podejmowane działania w pełni zabezpieczają ciągłość produkcji w rafineriach Grupy ORLEN w Polsce, Czechach i na Litwie, które przygotowane są do przerobu różnych gatunków surowca. To efekt skutecznej dywersyfikacji dostaw na przestrzeni ostatnich czterech lat. Jeszcze w 2013 roku aż 98 proc. surowca przerabianego w Płocku stanowiła ropa REBCO, czyli ze Wschodu. Obecnie ten gatunek jest przerabiany w zaledwie ok. 50 proc., reszta pochodzi m.in. z Arabii Saudyjskiej, USA, Afryki Zachodniej, a także z Norwegii.

Ze złóż na Morzu Północnym koncern pozyskuje takie gatunki ropy, jak: Forties, Oseberg, Johan Sverdrup, Troll, Brent czy Ekofisk. Z kolei z Afryki Zachodniej sprowadzana jest ropa Forcados i Bonny Light. W koszyku dostaw Grupy ORLEN znajdują się też gatunki WTI, Bakken i Mars wydobywane w Stanach Zjednoczonych.

Nieprzerwana produkcja w rafineriach Grupy ORLEN gwarantuje stałe dostawy paliw na rynek. W Polsce paliwa nie brakuje. PKN ORLEN ma dodatkowo możliwość ewentualnego uzupełniania bilansu paliw zarówno z dwóch rafinerii Grupy ORLEN w Czechach, jak i dodatkowo z rafinerii w Możejkach. W przypadku rafinerii na Litwie transport możliwy jest zarówno drogą kolejową, jak i morską. W pierwszej kolejności rafinerie Grupy ORLEN w Czechach i na Litwie będą jednak zaspakajały potrzeby w regionie, w którym funkcjonują, tak jak to ma miejsce obecnie.

W Grupie ORLEN zabezpieczone są także wszystkie procesy logistyczne związane z dostawą paliw. Nie występują przerwy w funkcjonowaniu terminali i baz magazynowych. Koncern jest przygotowany, by każdy mógł kupić paliwo na stacjach. To efekt prowadzonych wcześniej inwestycji i decyzji podjętych przez Zarząd PKN ORLEN. W kwietniu 2021 roku odkupiona została spółka OTP, czyli największy w Polsce przewoźnik drogowy paliw ciekłych, co dzisiaj umożliwia spółce pełną kontrolę nad produktem w całym łańcuchu logistycznym. Z kolei w czerwcu 2021 roku dokonano zakupu terminalu przeładunkowego paliw w Mockavie, na granicy polsko-litewskiej, dzięki czemu, z pominięciem Białorusi, na polski rynek może trafiać duży wolumen produkcji oleju napędowego i benzyn z rafinerii w litewskich Możejkach. PKN ORLEN posiada własną spółkę kolejową ORLEN KolTrans, która dowozi paliwo praktycznie do wszystkich baz koncernu na terenie całego kraju. Od czterech lat zwiększana jest też pojemność magazynowa w terminalach PKN ORLEN.

Katowice z ponad 200 tys. mkw. biur w budowie

Całkowite zasoby powierzchni biurowej osiągnęły w 2021 r. w Katowicach blisko 603 tys. mkw. Pomimo dość niskiego współczynnika nowej podaży, który wyniósł 13,5 tys. mkw., kolejne lata powinny przynieść ożywienie w temacie inwestycji oddanych do użytku. W budowie, według danych Colliers, pozostaje bowiem ponad 200 tys. mkw. biur.

— Wysoki wskaźnik powierzchni w budowie świadczy o ciągłym zainteresowaniu inwestorów rynkiem katowickim. Wśród największych inwestycji realizowanych w zeszłym roku należy wymienić takie projekty jak .KTW II (42 tys. mkw.), Global Offfice Park (59,2 tys. mkw.) czy DL Tower (21,2 tys. mkw.). W budowie, modernizacji czy przebudowie pozostają również takie projekty jak Eco City I&II (34 tys. mkw.), Craft (26,7 tys. mkw.) czy Stary Dworzec (10,6 tys. mkw.), a także Supersam (5,9 tys. mkw.), który w ciągu najbliższego roku zmieni swoją funkcjonalność na biurowo-usługową — zaznacza Barbara Pryszcz, Dyrektor Regionalny Colliers w Katowicach.

Do największych oddanych do użytku w 2021 r. katowickich inwestycji zaliczają się m.in. Kolońska Park (7,9 tys. mkw.) i Młyńska.6 (2,6 tys. mkw.).

Przewaga renegocjacji

W 2021 r. wynajęto łącznie 53,4 tys. mkw. biur. Z danych Colliers wynika, że firmy zaczynają powoli wracać do decyzji odnośnie najmu powierzchni biurowej, Świadczy o tym utrzymujący się jeden z najniższych wskaźników pustostanów (10,5%) wśród miast regionalnych – jest to obecnie drugi wynik w kraju, zaraz po Szczecinie, blisko 4% mniejszy niż średni wskaźnik dla ośmiu głównych rynków w Polsce.

— Największą transakcją na rynku katowickim w 2021 r. była renegocjacja wraz z ekspansją (ok. 19,5 tys. mkw.) Rockwell Automation w budynku należącym do kompleksu A4 Business Park. Wśród pozostałych umów wymienić należy nową umowę UPC oraz Hyland Software w Global Office Park (kolejno 4,3 tys. mkw. i 2,6 tys. mkw.), ekspansję wraz z renegocjacją TMF w Silesia Star (ok. 3,5 tys. mkw.) oraz nową umowę na ok. 2,2 tys. mkw. operatora powierzchni coworkingowych – Cluster Offices w zrewitalizowanym budynku Starego Dworca, w której to najemcy doradzał Colliers. W 2021 roku wolumen nowych umów, w tym relokacji w Katowicach wyniósł 20,1 tys. mkw. (38%), natomiast umowy dotyczące renogecjocji stanowiły 23,1 tys. mkw. (43%) — dodaje Barbara Pryszcz.

Biura serwisowane na czasie

Katowice to miasto sprzyjające rozwojowi nie tylko dużych korporacji, ale też mniejszych organizacji. Widoczny jest między innymi rozwój firm R&D, które stopniowo przenoszą się do takich lokalizacji, jak powierzchnie coworkingowe lub biura serwisowane. Elastyczność powierzchni jest obecnie mocno pożądana, a ze względu na fakt, że wiele organizacji rozważa wprowadzenie hybrydowego modelu pracy na stałe, będzie stanowić ważny element ich długoterminowej strategii biznesowej.

— W 2021 r. obserwowaliśmy prężny rozwój biur serwisowanych, gdzie znajdziemy zarówno strefy coworkingowe, jak i formuły zamknięte w postaci małych, średnich i dużych modułów biurowych. Najemcy doceniają elastyczne podejście wynajmujących w długości trwania umów najmu oraz możliwości rozszerzenia lub zmniejszenia wynajmowanej przestrzeni. Jest to idealne rozwiązanie dla firm, które stopniowo wychodzą z inkubatorów lub dopiero rozpoczynają działalność w Katowicach i trudno im oszacować, jak szybko ich biznes będzie się rozwijał — mówi Barbara Pryszcz.

— Na rosnące zainteresowanie firm najmem powierzchni elastycznych reagują operatorzy dotychczas działający w innych miastach regionalnych, którzy poważnie rozważają wejście na rynek katowicki. Rozwijają się również marki własne w ramach poszczególnych projektów biurowych. To trend, którego rozwój powinniśmy obserwować w najbliższych latach — dodaje Barbara Pryszcz.

Fintechy przyciągnęły 21% wartości globalnych inwestycji w startupy

Fintechy są już największym segmentem rynku przyciągającym 21% wartości globalnych inwestycji w  startupy. Według analizy Obserwatora Finansowego największy wzrost wartości inwestycji r/r (+220 proc.) zanotowała branża lending, czyli cyfrowych pożyczek, na którą inwestorzy wyłożyli w 633 transakcjach ponad 20 mld USD.

Segment płatności był rekordzistą pod względem wartości zdobytego kapitału od inwestorów VC, pozyskując 32,7 mld USD podczas prawie 700 transakcji. Ten obszar rynku fintech może też pochwalić się największą liczbą jednorożców, bo jest ich 55. Kwoty finansowania powyżej 1 mld USD popłynęły do trzech operatorów płatności: Paysafe (2 mld), Affirm (1,4 mld) i Klarny (1 mld), z której usług korzysta już 90 mln użytkowników.

Oddzielnym segmentem rynku są w pełni cyfrowe banki, które zostały zasilone inwestycjami w wysokości 24,7 mld dolarów. Największe rundy finansowania dotyczyły: niemieckiego N26 (900 mln dol.), brytyjskiego Monzo (500 mln) oraz brazylijskiego Nubanku (750 mln), który z wyceną ponad 40 mld dolarów zadebiutował w grudniu ubiegłego roku na Wall Street. To obecnie największy pod względem wartości giełdowej bank w Brazylii.

Bilionowy rynek technologii

Według danych Dealroom, przeanalizowanych dla brytyjskiej Rady Gospodarki Cyfrowej, Wielka Brytania dołączyła do Stanów Zjednoczonych i Chin, które osiągnęły pułap miliardowej wyceny spółek technologicznych. Cyfrowa gospodarka Wielkiej Brytanii jest teraz warta ponad dwukrotnie więcej niż niemiecka i prawie pięciokrotnie większa niż Francji i Szwecji.

W kraju istnieje 13 dekarożców technologicznych (czyli startupów o wycenie ponad 10 miliardów USD), z których dziewięć jest związanych z usługami finansowymi i fintechami: Markit, WorldPay, Checkout.com, Revolut, FNZ, Wise, Rapyd, Admiral Group i eToro. Wynik ten stawia Wielką Brytanię europejskim liderem w zakresie technologii finansowych, który przyciągnął 35 proc. wartości inwestycji w Europie.

W ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy 2022 r. brytyjskie firmy technologiczne zebrały ponad 6 miliardów funtów, z czego ponad połowę pozyskały firmy fintech, w tym FNZ, Checkout.com i GoCardless.

Ważną rolę na mapie Wielkiej Brytanii odgrywa Szkocja, gdzie znajdują się dwa z pięciu największych miast pod względem inwestycji technologicznych w 2022 r., a firmy z Edynburga i Glasgow pozyskały łącznie 115 mln funtów inwestycji.

Szkocja ma również najwyższą średnią pensję w branży technologicznej w regionie, wynoszącą 49 288 funtów – poza Londynem i południowym wschodem – przy czym Edynburg ma najwyższą średnią pensję oficjanie publikowaną na portalach rekrutacyjnych wynoszącą 58 405 funtów.

Polska branża technologiczna

Nie od dzisiaj wiadomo, że polscy eksperci są rozchwytywani na międzynarodowym rynku. Według Róży Szafranek, CEO HR Hints, obecnie najbardziej poszukiwanymi w tego typu spółkach są programiści, gdzie aż 59% spółek deklaruje trudności w znalezieniu specjalistów z tego obszaru. Taki trend utrzymuje się od kilku lat, a biorąc pod uwagę zagraniczne oferty pracy zdalnej, m.in. z USA, czy UK, zarobki w tym zawodzie osiągają nawet 40 000 PLN/msc. Zapotrzebowanie na role architektów, developerów, ale także technical support stale rośnie. Tylko w ciągu ostatniego roku wzrosło o 150%.

Tak wysokie zainteresowanie jest widoczne w pełnym przekroju branż i właściwie w każdej technologii. Nic dziwnego, skoro innowacyjne produkty i usługi startupów często wymagają doświadczonych ekspertów. Warto dodać, że rekrutacje na tego typu stanowiska są wyjątkowo wymagające, ponieważ trzeba zwrócić uwagę nie tylko na techniczne umiejętności i odpowiednie doświadczenie kandydatów, ale również na ich dopasowanie do kultury danego startupu i dynamiki pracy organizacji w konkretnym kraju, z którego pochodzi spółka.

Róża Szafranek dodaje, że liczba fintechów w Polsce stanowi obecnie 10% wszystkich obecnych startupów na naszym rynku i konsekwentnie wzrasta. Spółki te coraz częściej przechodzą intensywne etapy skalowania, co wiąże się z intensywną rekrutacją.

Nie dziwi ten fakt, ponieważ według danych CB Insight zeszłoroczna wartość globalnych inwestycji VC w fintechy wyniosła prawie 132 mld USD. Jest to ponad dwa i pół razy więcej niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę inwestycje private equity oraz fuzje i przejęcia, to całkowita wartość inwestycji w sektor wynosi 210 mld USD, według raportu KPMG.

Kursy walut nieprzewidywalne przez wojnę

Kursy walut są niemożliwe do przewidzenia – co potwierdzają i teoretycy, i praktycy. Obecnie dyskutowany jest potencjalny poziom osłabienia rubla rzędu kilkudziesięciu procent. Już raz 20 lat temu, przy zupełnie innej sytuacji gospodarki rosyjskiej – kiedy nikt nie mówił o wojnie, ani o wykluczeniu Rosji z handlu – nastąpił krach i nagle notowania rubla przestały być w granicach 6-7 za dolara. Wówczas osiągnęły poziom 24-25 – nie był to spadek o 40%, tylko zejście do 1/4 wartości. Obecnie może się okazać, że kurs rubla może bardzo różnie się zachować – co bardzo istotnie będzie wpływało na zasoby Rosjan jako ludności, na zasoby rosyjskich firm oraz rosyjskiej gospodarki. Im bardziej komplikuje się sytuacja polityczna i wojskowa, tym perspektywy są trudniejsze do określenia – a poziomy kursu trudniejsze do przewidzenia. Z kolei Polska, jako kraj położony w bezpośrednim sąsiedztwie Ukrainy, musi być teraz w pełni skoncentrowana na bieżących wydarzeniach i uważać na oznaki agresji w swoja stronę.

– Odbija się to także na kursach: panuje duże zaniepokojenie odnośnie tego, czy polska gospodarka poradzi sobie w niespokojnym otoczeniu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Część reakcji na kurs złotego może wydawać się przesadzona. Znajdujemy się w momencie, w którym niewiele wiadomo – dlatego mogą się pojawiać skrajne wyceny. Złoty powinien wracać ze swoją wyceną na mocniejszy poziom. Kursy krajów silnie zaangażowanych w konflikt na Ukrainie mogą spadać, np. kurs euro w stosunku do dolara. Amerykanie nie odczują tak krótkich i prostych reperkusji. Panuje również silna obawa o to, w jaki sposób i w jakiej kondycji przetrwa gospodarka europejska – w szczególności z powodu dużych członków UE zaangażowanych gospodarczo w konflikt – analizuje Soroczyński.

PGNiG inwestuje w firmę Reliability Solutions dostarczającą rozwiązania AI dla przemysłu

Spółka PGNiG Ventures, pełniąca w Grupie Kapitałowej PGNiG rolę funduszu typu corporate venture capital, objęła udziały firmy Reliability Solutions oferującej rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (artificial intelligence – AI) do przewidywania awarii i optymalizacji procesów produkcyjnych. Wartość pierwszego etapu inwestycji to 1 mln euro. Jej całkowita wartość w dwóch transzach wyniesie 2 mln euro. Inwestycja jest przeprowadzana wspólnie z funduszem działającym w ramach programu PFR Otwarte Innowacje.

Reliability Solutions dostarcza rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji do predykcyjnego i preskrypcyjnego utrzymania ruchu. Firma z powodzeniem rozwija RSIMS, zaawansowaną platformę wykorzystującą sztuczną inteligencję do przewidywania zdarzeń mających wpływ na ciągłość i efektywność procesów, przede wszystkim w zakładach przemysłowych. Platforma RSIMS wspiera przedsiębiorstwa w stopniowym przejściu od bieżących rozwiązań do tych opartych o AI i standardy przemysłu 4.0, które umożliwiają osiągnięcie cyfrowej doskonałości operacyjnej.

– Oferowana przez Reliability Solutions platforma pozwala na zdalne monitorowanie stanu wszystkich urządzeń w czasie rzeczywistym i przewidywanie typu, czasu i miejsca wystąpienia potencjalnych awarii. Rozwiązanie umożliwia także identyfikację źródła niechcianego zdarzenia i dostarcza rekomendacje, które pozwalają uniknąć jego konsekwencji. Technologia jest już z powodzeniem wykorzystywana w wielu dużych zakładach przemysłowych i była także testowana podczas pilotażu w PGNiG Termika, generując realne oszczędności i podnosząc bezpieczeństwo. Jesteśmy przekonani, że Reliability Solutions ma przed sobą duże perspektywy wzrostu, a oferowane przez firmę innowacyjne rozwiązanie będzie szeroko wykorzystywane w przemyśle – mówi Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG ds. rozwoju.

Celem pilotażowego projektu z zakresu tzw. predictive maintenance realizowanego w PGNiG Termika we współpracy z ReliaSol, spółką zależną Reliability Soultions, było wykonanie modeli predykcyjno-analitycznych dla nowego kotła gazowego, modelu wykrywania stanów awaryjnych oraz weryfikacja skuteczności działania modeli na bazie dostępnych danych. Wdrożone w ramach pilotażu rozwiązanie umożliwiło wykrywanie anomalii ze 100% dokładnością na zbiorze testowym.

– Zainwestowaliśmy w Reliability Solutions ponieważ wiemy, jakie znaczenie dla rozwoju przemysłu ma zbieranie, analiza oraz wykorzystywanie danych, m.in. do podejmowania najbardziej optymalnych decyzji. Jako jeden z nielicznych funduszy w Polsce posiadamy narzędzia i zespół, które są w stanie ocenić potencjał tego rodzaju projektu i efektywnie wesprzeć w dalszym rozwoju. Rozwiązanie oferowane przez spółkę jest wdrażane w kolejnych firmach z branży przemysłowej, co jest najlepszym dowodem na to, że przynosi klientom realne korzyści biznesowe. Liczymy, że będą mogły się o tym przekonać kolejne spółki z Grupy PGNiG i cieszymy się, że do naszego portfela trafiła następna perspektywiczna spółka – mówi Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures.

PGNiG Ventures w koinwestycji 50%/50% z funduszem działającym w ramach programu PFR Otwarte Innowacje zainwestowały w Reliability Solutions 1 mln euro. Po upływie 9 miesięcy zostanie sfinalizowana druga transza inwestycji, również w wysokości 1 mln euro. Firma Reliability Solutions przeznaczy środki z inwestycji na ekspansję zagraniczną.

Misją Reliability Solutions jest transformacja podejścia do utrzymania ruchu maszyn. Opracowane przez nas rozwiązanie, z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, wyciąga wnioski z danych produkcyjnych w sposób nieosiągalny dla człowieka. Dzięki temu RSIMS pozwala naszym klientom wyeliminować 30% awarii i nieplanowanych przestojów, ale przede wszystkim zwiększyć efektywność produkcji o 15% – mówi Piotr Lipnicki, CEO Reliability Solutions. – Nasza przygoda z firmą PGNiG zaczęła się od pilotażu dla jednego z zakładów PGNiG Termika. Zaangażowanie i otwartość zespołu pozwoliły rozwinąć nasze rozwiązanie i osiągnąć niespotykane dotąd wyniki. Jesteśmy przekonani, że współpraca z PGNiG Ventures przyniesie nam możliwość rozwoju poprzez wdrażanie naszej technologii na szeroką skalę i zdobywanie doświadczenia przy boku innowatora w przemyśle energetycznym, jakim jest PGNiG – dodaje Piotr Lipnicki.

Obowiązek integracji kas online z terminalami płatniczymi odroczony

Z dniem 1 lipca 2022 roku, w ramach Polskiego Ładu, miał wejść w życie obowiązek integracji kas online z terminalami płatniczymi. Kilka dni temu Ministerstwo Finansów poinformowało jednak o odroczeniu tego terminu. Przyczyną opóźnień są zgłaszane przez przedsiębiorców problemy techniczne przy integracji.

Kogo dotyczą regulacje?

Obowiązek połączenia kasy fiskalnej online z terminalem płatniczym wynika z art. 19a ust. 3 prawa przedsiębiorców i dotyczy wyłącznie kas online, czyli kas umożliwiających połączenie i przesyłanie danych między kasą rejestrującą a Centralnym Repozytorium Kas. Co istotne, obowiązek ten nie dotyczy użytkowników kas fiskalnych offline (które nie łączą się z bazą administracji skarbowej) oraz podatników korzystających w sprzedaży z systemów POS (Point of Sale), do których podłącza się drukarkę fiskalną.

Kary za brak integracji

Na przedsiębiorcach, którzy nie zastosują się do obowiązku połączenia kasy online z terminalem w przewidzianym na to terminie ciążyło widmo kary w wysokości 5 tys. złotych – mówi Szymon Kwasigroch z Systim.pl. Jak twierdzi ekspert, dotkliwe kary wynikają z art. 111 ust. 6kb ustawy o VAT o następującej treści: „W przypadku stwierdzenia, że podatnik prowadzący ewidencję sprzedaży przy użyciu kasy rejestrującej, wbrew art. 19a ust. 3 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców, nie zapewnia współpracy kasy rejestrującej z terminalem płatniczym, przy użyciu którego zapewnia możliwość przyjmowania płatności, zgodnie z wymaganiami technicznymi dla kas rejestrujących, naczelnik urzędu skarbowego, w drodze decyzji, nakłada na tego podatnika karę pieniężną w wysokości 5000 złotych”.

Ministerstwo pracuje nad nowym terminem

Okazuje się jednak, że przedsiębiorcy mogą spać spokojnie. – Kilka dni temu Ministerstwo Finansów poinformowało, że pracuje nad rozwiązaniami odraczającymi wprowadzenie obowiązku integracji kas online z terminalami płatniczymi. Prawdopodobny termin wprowadzenia przepisów Ministerstwo Finansów przewiduje na 1 stycznia 2025 roku – dodaje Szymon Kwasigroch z Systim.pl. Co ważne, przesunięto już stosowanie kar administracyjnych w wysokości 5 tys. złotych wobec przedsiębiorców, którzy nie zapewnią integracji posiadanych kas online z terminalami płatniczymi.

Współpraca z przedsiębiorcami

Skąd decyzja o odroczeniu terminu? Ministerstwo Finansów tłumaczy się wyjściem naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców, którzy wielokrotnie sygnalizowali problemy techniczne w trakcie procesu integracji kas z terminalami. Aktualnie MF blisko współpracuje z biznesem, w tym z przedstawicielami rynku urządzeń płatniczych, w celu ustalenia zastępczego obowiązku raportowania informacji o płatnościach bezgotówkowych.

QubicGames podpisał istotną umowę ramową na wydawanie gier na konsoli Nintendo Switch

QubicGames podpisał umowę z wydawcą z Izraela, którego gry na urządzeniach mobilnych zostały pobrane ponad 5 miliardów razy.

Umowa przewiduje otrzymanie przez QubicGames licencji na portowanie i wydawanie wybranych gier partnera na konsolę Nintendo Switch.
W ramach podpisanej umowy, QubicGames otrzyma licencję na dwie uzgodnione gry na okres 5 lat, począwszy od dnia 1 kwietnia 2022 roku. Umowa przewiduje możliwość rozszerzania o kolejne tytuły.

Tytułu gier zostaną podane do publicznej wiadomości w terminie późniejszym, zgodnie z ich planem marketingowym.

Podpisany kontrakt jest ważnym elementem budowy planu wydawniczego QubicGames na kolejne lata w ramach portowania i wydawania popularnych gier z mobile na konsolę Nintendo Switch.

Jak agencja marketingowa może pomóc Twojej firmie?

Szukasz skutecznego sposobu na zwiększenie grona odbiorców? A może chciałbyś odświeżyć wizerunek firmy? Podjęcie współpracy z profesjonalną agencją marketingową pozwoli Ci spojrzeć na swoją markę z nowej perspektywy. Przekonaj się, w jaki sposób agencja może przyczynić się do rozwoju Twojej firmy. Wybierz działania, które pasują do profilu Twojego przedsiębiorstwa i pozwól specjalistom wdrożyć je w życie!

Agencja marketingu internetowego – najważniejsze działania

Część agencji marketingowych specjalizuje się w konkretnych obszarach działań takich jak SEO, tworzenie contentu czy prowadzenie profili w mediach społecznościowych. Inne oferują kompleksową obsługę marketingową. Najlepsze rezultaty przynosi realizacja strategii marketingowej, która zrzesza w sobie szereg odrębnych, uzupełniających działań. Które z nich są kluczowe w kontekście rozwoju Twojej marki?

Pozycjonowanie w wyszukiwarkach

Działania z zakresu SEO i SEM są niezwykle ważne w kontekście widoczności Twojej witryny w wyszukiwarkach. Specjaliście z zakresu SEO pomogą Ci zoptymalizować stronę pod kątem wytycznych Google. Klienci zazwyczaj szukają usług czy produktów po frazach kluczowych związanych z daną branżą. Odpowiednie zagęszczenie i umiejscowienie słów kluczowych zwiększa ruch na stronie, co przekłada się na konwersję sprzedaży.

Pamiętaj, że kampania SEO nie jest jednorazowym działaniem, które przynosi natychmiastowe efekty. To raczej długotrwała inwestycja, wymagająca nieustannych modyfikacji. Działania SEO powinny być podejmowane równolegle z innymi działaniami na stronie (przede wszystkim contentowymi).

Obsługa mediów społecznościowych

Media społecznościowe są jednocześnie wizytówką Twojej marki i miejscem komunikacji z odbiorcami. Nieumiejętne prowadzenie profili w social mediach to częsty błąd, który popełniają zarówno nowicjusze, jak i starzy wyjadacze. Wynika to z faktu, że publikowanie treści i moderacja profili, wielu osobom wydaje się prostym i przyjemnym zadaniem. Nic bardziej mylnego! 

Profesjonalna agencja marketingowa poprzez szereg uporządkowanych i zaplanowanych działań pomoże Ci:

  • Zbudować lojalną społeczność wokół Twojej marki.
  • Wypracować odpowiedni język komunikacji z klientami.
  • Stworzyć wizerunek eksperta.
  • Utrzymać dobre relacje z klientami.
  • Błyskawicznie reagować na pytanie i wątpliwości użytkowników.

Tworzenie i publikowanie contentu

Content marketing to szerokie pojęcie, które obejmuje m.in. artykuły blogowe, opisy produktów, newslettery, e-booki, a także treści wizualne. Jakość publikowanych treści ma wpływ zarówno na odczucia odbiorców, jak i pozycjonowanie witryny w Google. 

Specjaliści od content marketingu pomogą Ci wykreować unikalne treści, które łączą w sobie wartość merytoryczną z zasadami SEO. Przy pomocy contentu możesz stworzyć chociażby serię ciekawych artykułów blogowych, które pozytywnie wpłyną na wizerunek Twojej marki. Jeśli zajmujesz się sprzedażą niszowych produktów, odpowiednie opisy kategorii wyróżnią Cię na tle konkurencji, co z pewnością zostanie docenione przez algorytmy Google.

Wiele agencji marketingowych oferuje także możliwość publikacji artykułów sponsorowanych na witrynach zewnętrznych. To świetny sposób na wypromowanie swoich usług na branżowych czy lokalnych portalach.

Kiedy należy podjąć współpracę z agencją marketingową?

Nie da się jednoznacznie określić momentu, w którym powinieneś podjąć współpracę z agencją marketingową. To bardzo indywidualna kwestia. Prowadzisz niewielkie przedsiębiorstwo i nie posiadasz działu marketingowego? W takim przypadku warto pomyśleć o skorzystaniu z usług agencji już na początku działalności. 

Podejmowanie samodzielnych prób w zakresie budowania wizerunku i promocji marki bez doświadczenia może przynieść wiele szkód, które ciężko później naprawić. Nie musisz korzystać ze wszystkich usług jednocześnie. Na początek wybierz te, które są niezbędne do rozkręcenia biznesu.

Jeśli prowadzisz dużą firmę, w której istnieje dział marketingu, współpraca z agencją taką jak https://kohai.pl również może okazać się owocna. Świeże spojrzenie osób trzecich, które na co dzień realizują kompleksowe strategie marketingowe, pozwoli Ci ocenić efektywność dotychczasowych działań. Najważniejsze, aby podjęte czynności były dostosowane do potrzeb i możliwości Twojej firmy.

Polacy osłabieni psychicznie. Eksperci: Konsumenci mogą ulegać panice i napędzać drożyznę w sklepach

Według najnowszego badania, w czasie pandemii pogorszyło się zdrowie psychiczne prawie 40% Polaków. Blisko połowa z nich uważa, że najbardziej wpłynął na to wzrost cen w sklepach. I tyle samo osób deklaruje, że głównym objawem osłabienia jest stres. Komentujący wyniki eksperci widzą w tym spore zagrożenie dla gospodarki. Przewidują, że wkrótce nastroje konsumenckie będą jeszcze gorsze niż na początku pandemii, a to wpłynie na ograniczenie konsumpcji dóbr i usług. Ponadto zestresowani Polacy mogą być nieefektywni w pracy i obniżać zyski firm. Z kolei jako klienci mogą wywoływać panikę w sklepach, nadmiernie wykupując różne towary, co już zauważają obserwatorzy rynku. I ostrzegają, że takie zachowanie może zwiększyć inflację.

Od momentu wybuchu pandemii w naszym kraju pogorszyło się zdrowie psychiczne aż 38,5% dorosłych Polaków. 51% rodaków uważa, że ich ten problem nie dotyczy. Natomiast 10,5% ankietowanych nie potrafi tego ocenić. Tak wynika z najnowszego badania, zrealizowanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie platformy ePsycholodzy.pl.

– Blisko 40% to już bardzo wysoki odsetek, który bezpośrednio przekłada się na nastroje konsumenckie. Wkrótce mogą być one zdecydowanie gorsze niż dwa lata temu, gdy wybuchła pandemia, ze względu na wojnę toczącą się w Ukrainie. Mimo że chroni nas NATO, wielu Polaków realnie boi się, że to samo mogłoby zdarzyć się u nas. Życie w ciągłym poczuciu zagrożenia i niepewności co do dalszego rozwoju tego konfliktu może wpłynąć na ograniczenie konsumpcji dóbr i usług w Polsce. I to odczuje cała gospodarka – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Warto też dodać, że o osłabieniu zdrowia psychicznego najczęściej informują osoby w wieku 23-35 lat. Tak deklaruje prawie połowa z nich (44,5%). Głównie dotyczy to rodaków zarabiających poniżej 1000 zł na rękę (44,6%), z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (50%). Przeważnie są to mieszkańcy miast liczących ponad 500 tys. ludności (43,3%).

– Te wyniki wcale mnie nie dziwią. Ludzie będący na dorobku, w tym młodzi rodzice, obarczeni drożejącymi hipotecznymi kredytami są przerażeni rosnącymi kosztami życia, co oczywiście widać zwłaszcza w dużych miastach. W ciągu dwóch ostatnich lat niektórzy z nich stracili pracę lub firmę bądź też musieli się przebranżowić. Z kolei ci, którzy zarabiają mniej niż 1000 zł miesięcznie, sami nie są w stanie związać końca z końcem – podkreśla Zuber.

Blisko połowa Polaków, których zdrowie psychiczne pogorszyło się, twierdzi, że spowodował to wzrost cen – 48,8%. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, inflacja najmocniej niepokoi ludzi, bo nie mają na nią wpływu. Jednak zamiast wpadać w panikę z powodu drożyzny, konsumenci powinni uważnie analizować ceny w sklepach. Z obserwacji eksperta wynika, że tańsza żywność mocniej drożeje niż „wysokopółkowe” towary, a przykładem tego może być masło. Dr Faliński przewiduje również, że z czasem mogą wręcz tanieć niektóre artykuły, gdyż chwilowo spada na nie popyt. Wówczas ceny spadają i konsumenci zaczynają rozumieć, że warto kupić coś, co jest lepsze i niewiele droższe od zwykłych produktów, które mocno zdrożały. Powyższe dotyczy szeregu towarów importowanych, np. owoców morza i niektórych cytrusów. Na tej zasadzie wzrosła zapewne sprzedaż produktów BIO.

– Polacy poważnie obawiają się, że wkrótce nie będzie ich stać na to, do czego byli przyzwyczajeni. Niektórzy, m.in. emeryci i renciści, obawiają się, że nie starczy im pieniędzy na chleb i leki. Z kolei dla zamożniejszych rodaków wzrost cen oznacza utratę wartości gotówki. Wszystkich, bez względu na status materialny, dotyka postępująca drożyzna – mówi Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Wyniki badania pokazują, że w porównaniu do inflacji mniej rujnujące dla kondycji psychicznej Polaków są obawy o to, że zachorują ich bliscy (35,3%) bądź oni sami (33,5%). Fakt, że w czasie pandemii ludzi mniej stresują kwestie zdrowotne niż ekonomiczne, dobitnie pokazuje spadek nastrojów konsumenckich, co podkreśla Marek Zuber. I dodaje, że większość rodaków nie widzi wyjścia z tej sytuacji, bo nie może zapewnić sobie dodatkowych dochodów. Na tle Europy jesteśmy jednym z najdłużej i najciężej pracujących narodów. Trudno jest pracować jeszcze więcej. Zdaniem eksperta, najlepsze, co mogą teraz robić konsumenci, to zachowywać spokój. Warto wiedzieć o tym, że wykupywanie na zapas produktów po promocji, które jest widoczne np. w niektórych sklepach dyskontowych, finalnie podnosi ceny. I w ten sposób każdy niespokojny klient zwiększa inflację.

– Konsumenci powinni podnosić swoją znajomość rynku i wedle niej zacząć układać listy zakupów, tj. w oparciu o własne obserwacje. Warto uważnie przeglądać oferty sklepów, ale także targowisk i bazarów, gdzie negocjowanie cen tradycyjnie jest częścią handlu. Kupowanie produktów na zapas – poza nielicznymi wyjątkami – nie jest rozsądnym wyjściem z sytuacji. Rosnąca inflacja potrwa jeszcze co najmniej dwa lata, jeśli nic nowego i złego nas nie zaskoczy. Myślę, że ten czas zmieni strukturę popytu w Polsce – przewiduje dr Faliński.

Z badania też wynika, że najczęstszym objawem pogorszenia się zdrowia psychicznego Polaków jest stres – 48%. Ekspert z platformy ePsycholodzy.pl zaznacza, że każda istotna zmiana w zachowaniach konsumenckich, w tym m.in. stylu odżywiania, powoduje ww. reakcję. Skutki tego z wielu powodów mogą być niebezpieczne zarówno dla poszczególnych osób, firm, jak i całej gospodarki. Żyjącemu w ciągłym stresie człowiekowi trudniej jest logicznie myśleć. W pracy jest mniej efektywny i może popełniać błędy. Z kolei jako konsument wykupuje produkty na zapas i wywołuje panikę wśród innych klientów.

– Biorąc pod uwagę cały okres pandemii, ten rok jest najtrudniejszy dla konsumentów, bo nałożyło się na siebie wiele kwestii. Największy stres może wywoływać w społeczeństwie niepewność, do jakiej granicy może dojść inflacja, a także co i w jakim stopniu zdrożeje. Trudno jest prognozować w sytuacji takiej zmienności czynników, ale – moim zdaniem – nie można wykluczyć tego, że inflacja mocno przekroczy 12%. W drugim półroczu powinna wyhamować. Wyraźna poprawa nastąpi w przyszłym roku. Najwięcej w tym względzie zależy od postawy NBP, który na szczęście skończył już politykę osłabiania złotego. Nasza waluta powinna się umocnić. Wtedy będzie lepiej – podsumowuje Marek Zuber.

PKN ORLEN planuje przeznaczyć na dywidendę 1,5 mld zł

Zarząd PKN ORLEN zarekomendował wypłatę dywidendy za 2021 rok na poziomie 3,5 zł na akcję. Jej wysokość jest zgodna z przyjętą przez koncern polityką dywidendy i jednocześnie stanowi odzwierciedlenie bardzo dobrych wyników finansowych Grupy ORLEN. Finalną decyzję o wysokości dywidendy podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie.

– W ramach strategii ORLEN2030 jasno określiliśmy zasady, którymi kierujemy się przy wypłacie dywidendy. Jesteśmy konsekwentni w swoich działaniach i bardzo poważnie traktujemy obietnice składane naszym Akcjonariuszom. Dlatego będziemy rekomendować Walnemu Zgromadzeniu dywidendę na poziomie 3,5 zł na akcję. Na naszą decyzję istotny wpływ miały również rekordowe w historii koncernu wyniki wypracowane w 2021 roku. Bardzo dobra, stabilna kondycja finansowa pozwala nam dzielić się zyskami z Akcjonariuszami, dając jednocześnie solidne podstawy do dalszego dynamicznego rozwoju Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2021 roku Grupa ORLEN wypracowała ponad 10 mld zł zysku netto. Jednocześnie przeznaczyła na inwestycje rekordowe 9,9 mld zł. W tym czasie w zakładzie w Trzebini zakończyła się budowa pierwszej w Polsce i największej w Europie instalacji do produkcji ekologicznego glikolu. Do użytku zostało oddane także nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe w Płocku. Kontynuowana była również rozbudowa instalacji do produkcji nawozów azotowych we Włocławku oraz budowa instalacji Visbreakingu w Płocku, która znacząco zwiększy uzysk produktów lekkich, czyli benzyny i oleju napędowego.

Jeśli zaproponowana przez Zarząd PKN ORLEN wysokość dywidendy za 2021 rok spotka się z akceptacją ZWZ Spółki, w drugiej połowie tego roku koncern wypłaci swoim Akcjonariuszom blisko 1,5mld zł. Zarząd Koncernu na dzień dywidendy zaproponował 10 sierpnia 2022 roku, a na dzień wypłaty dywidendy 3 października 2022 roku.

Biotts tworzy nową kategorię leków: spółka przedstawia kolejne wyniki badań swojej technologii

  • Przełomowy system transdermalny Biotts przenosi duże cząsteczki leków przez skórę, nawet kilkanaście razy większe niż w przypadku dotychczasowych rozwiązań. Do tej pory, mimo wielu prób, opracowano leki w formie systemów transdermalnych tylko w oparciu o 13 substancji czynnych.
  • Firma rozszerzyła potencjał rynku transdermalnego, dzięki opracowanemu przez spółkę nośnikowi możliwy jest transport cząsteczek w głąb skóry, których przenoszenie do tej pory było niemożliwe.
  • Biotts właśnie zakończył kolejny etap badań przedklinicznych dla jednego z kandydatów na lek, który opracowali łącząc nośnik z substancją o działaniu przeciwcukrzycowym. W 2023 r. spółka rozpoczyna pierwszą fazę badań klinicznych na ludziach.
  • Biotts tworzy nową kategorię leków, działających precyzyjnie na chore tkanki. To przełomowa wiadomość m.in. dla pacjentów onkologicznych i diabetyków, oznaczająca w niedalekiej przyszłości odejście od wyniszczających chemioterapii czy bolesnych zastrzyków z insuliną.

Naukowcy Biotts stworzyli autorski nośniki leków, który może być wykorzystywany jako system transportujący dla powszechnie stosowanych leków, zwiększając ich celowane działania, zmniejszając przy tym dawkę leku i radykalnie redukując skutki uboczne terapii.

Od zawsze zastanawiałem się jak leczyć zmienione chorobowo tkanki , aby nie cierpiał cały organizm i zdrowe komórki – mówi dr Paweł Biernat, prezes wrocławskiej spółki Biotts. – Po wielu latach pracy stworzyliśmy uniwersalny system przenoszący dużo większe cząsteczki niż obecnie robi to światowa konkurencja. Nasz nośnik składa się z kombinacji dobrze znanych promotorów wchłaniania, dzięki unikalnemu procesowi ich łączenia oraz inkorporacji leków, uzyskujemy synergie addycyjną. Dzięki naszemu systemowi możemy kontrolować szybkość i głębokość wchłaniania leku tak, aby trafić wyłącznie do chorobowo zmienionych tkanek lub krążenia ogólnoustrojowego. To otwiera nowy rozdział dla producentów leków – dodaje.

Nowy sposób podawania leków

Naukowcy podczas prac nad technologią mieli jeszcze jeden ważny cel: nie uszkodzić skóry, ich nośnik „zmiękcza” chwilowo cement międzykomórkowy, a substancja aktywna przedostaje się do organizmu, bez bólu i podrażnień. Jest wiele wyzwań w przypadku podawania leków przez skórę, a najważniejszymi są wielkość cząsteczki leku i jej charakter fizykochemiczny. Dotychczasowe rozwiązania pozwalają podawać przez skórę tylko substancje rozpuszczalne w tłuszczach, czyli lipofilowe i o stosunkowo małej wielkości cząsteczki. Badania prowadzone w Biotts dowodzą, że można z powodzeniem przenosić również cząsteczki o większych rozmiarach i odmiennym charakterze czyli rozpuszczalne w wodzie (hydrofilowe), białka oraz przenosić kilka substancji jednocześnie. Przykładem takich substancji są peptydy stosowane w cukrzycy typu II, który skutecznie został przetransportowany do organizmu za pomocą nośnika.

– Nasz system to złożona struktura umożliwiająca dotarcie leczniczym cząsteczkom w głąb naszego organizmu – po pierwsze nie uszkadza skóry, jest biodegradowalny i obojętny dla organizmu, po drugie lek, czyli substancja czynna, zamknięta w nośniku nie traci swojej aktywności i właściwości. Po co nośnik? Skóra jest największą i najsilniejszą barierą w ludzkim organizmie, dodatkowo posiada mechanizmy obronne przed białkami, co uniemożliwia transport leków bez zastosowania odpowiedniego nośnika, która stanowi ochronę dla substancji czynnej i pomaga jej przeniknąć do organizmu – wyjaśnia dr Paweł Biernat, dodając, że skuteczność preparatu zależy nie tylko od substancji biologicznie czynnych, jakie w nim zastosowano, ale również od zdolności przenikania składników w głąb ludzkiego organizmu. Nawet wysokiej klasy nowoczesny preparat, aby mógł zadziałać – musi przeniknąć przez skórę w nienaruszonej formie.

Skuteczność systemu transdermalnego Biotts potwierdzają kolejne, niezależne badania w warunkach laboratoryjnych. Do tej pory, mimo wielu prób, opracowano tylko łącznie 44 leki w formie systemów transdermalnych, bazujących tylko na 13 substancjach czynnych, a 10 z nich odniosło komercyjny sukces, np. nikotyna, nitrogliceryna, rivastigmina, fentanyl, leki hormonalne (sterydy i antykoncepcja).

Uzyskaliśmy pozytywne wyniki badań na dużych i małych gryzoniach, dzięki którym przystąpiliśmy do kolejnego etapu, czyli do badań na większych zwierzętach. Badania na świniach trwają, jesteśmy w stałym kontakcie z ośrodkiem i nie ma żadnych zastrzeżeń do naszych systemów transdermalnych; wyników spodziewamy się z końcem września mówi Hanna Dopierała-Bartczak, kierownik laboratorium Biotts.W ubiegłym roku zakończyliśmy proces prac badawczo-rozwojowych dotyczący dapagliflozyny; przygotowujemy teraz metody i walidacje, dzięki którym przeprowadzimy badania stabilności, a następnie złożymy pełną dokumentację do Urzędu Rejestracji Leków w celu wkroczenia w pierwszą fazę badań klinicznych. Obecnie przygotowujemy się do przeskalowania naszej technologii z laboratorium na produkcję, dlatego, w procesie przetargu publicznego, wybraliśmy firmę, która wytworzy dla nas plastry w jakości GMP do badań klinicznych – dodaje Hanna Dopierała-Bartczak.

Biotts właśnie zakończył kolejny etap badań przedklinicznych dla jednego z kandydatów na lek, który opracowali łącząc nośnik z substancją o działaniu przeciwcukrzycowym. W 2023 r. spółka rozpoczyna pierwszą fazę badań klinicznych na ludziach.

Wyjątkowe właściwości

Unikalność rozwiązania wrocławskiej spółki tkwi w jego przepustowości – z tym systemem można przenosić wiele nowych substancji czynnych, w tym nawet kilkunastokrotnie razy większe niż dotychczas.

Właściwości opracowanej w laboratoriach Biotts technologii pozwalają rozszerzać grupę leków transdermalnych w prawie nieograniczony sposób. Do opracowanej przez nas struktury transportującej można wprowadzić leki, które do tej pory były podawane tylko w sposób doustny. Przykładem są substancje lecznicze wybrane do jednego z projektów Biotts, stosowane w leczeniu cukrzycy typu II i podawane do tej pory tylko w postaci tabletek lub iniekcji (glimepiryd, dapagliflozyna, repaglinid, semaglutyd) – mówi dr Jan Meler, współzałożyciel Biotts, dodaje również, że drugim kierunkiem badań Biotts jest możliwość zastosowania opracowanej technologii transdermalnej w onkologii i stworzenie leku o działaniu przeciwnowotworowym podawanego miejscowo, tak, aby uzyskać największą koncentrację leku bezpośrednio w guzie nowotworowym z pominięciem zdrowych tkanych. Celem tego projektu jest ograniczenie licznych w terapii przeciwnowotworowej ogólnoustrojowych działań niepożądanych, np. podczas leczenia guzów piersi.

Wyobraźmy sobie leki podawane na raka w formie maści lub plastra matrycowego – działamy tylko na miejscowo zmieniono tkanki, dostarczając substancje czynne bezpośrednio w miejsce, gdzie nasze ciało choruje. Dla nas bardzo ważny jest komfort pacjenta i efektywność terapii. W tym kontekście istotna jest skuteczność naszego nośnika niezależnie czy będzie on w postaci plastra, maści lub żelu, a dzięki opracowanej technologii przenosimy przez skórę naprawdę duże cząsteczki. To jest przełomowe odkrycie. Terapia celowana umożliwi odciążenie całego organizmu, a to może oznaczać koniec z wyczerpującymi terapiami – dodaje dr Jan Meler.

Jak wojna w Ukrainie wpływa na rynek nieruchomości?

Jeśli spojrzymy wokoło siebie to wszystko, co nas otacza to „nieruchomości” lub przestrzeń pośrednio z nimi powiązana. Nic więc dziwnego, że ten obszar ma olbrzymi wpływ na nasze życie prywatne, społecznie, polityczne i gospodarcze. Szacuje się, że w nieruchomości bezpośrednio alokowany jest kapitał w wysokości 10-12 proc. wartości wszystkich inwestycji. Natomiast łączny wpływ sektora materiałów i usług budowlanych odpowiada za 20,3 proc. PKB i prawie 2,6 mln miejsc pracy. To oznacza, że 1/5 rynku pracy w Polsce to ludzie związani bezpośrednio lub pośrednio z budownictwem. Również z punktu widzenia budżetu państwa ta branża jest bardzo istotna, gdyż stanowi 11-12 proc. rocznych dochodów sektora finansów publicznych.

Napewno działania wojenne z ostatnich tygodni silnie wpływają na gospodarkę oraz funkcjonowanie całej branży budowlanej, której ważny obszar stanowi sektor mieszkaniowy. Z jednej strony zerwane łańcuchy dostaw materiałów z rynków wschodnich z drugiej, konieczność wyjazdu na wojnę pracowników zatrudnionych na budowach i kierowców firm transportowych z Ukrainy. Mieszkania są podstawowym towarem, niezbędnym do egzystencji. W całej historii nigdy nie odnotowano sytuacji, aby były niepotrzebne. Od dekady budowano w Polsce dużo, a ceny mieszkań stale szły w górę, tylko w 2021 r. w siedmiu największych miastach o około 10 proc. a nawet 70 proc. wartości transakcji była finansowana gotówką. W ub.r. w całym kraju oddano do użytku rekordowe 235 tys. nowych domów i mieszkań. Dobra koniunktura i duży popyt wynikał nie tylko z faktu, że na rynku wciąż brakuje ok. 2-2,7 mln mieszkań, przy jednoczesnym wskaźniku jednej z najniższych średniej liczby pokoi na osobę w UE, ale również z faktu ucieczki przed utratą wartości lokat bankowych. Z drugiej strony Polacy posiłkowali się kredytami mieszkaniowymi, których dostępność będzie teraz mocno ograniczona.

Rynek nie znosi próżni

Na szacunek zasługuje, fakt, iż cały Polski sektor budowlany stoi murem za naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, organizowane są setki akcji pomocowych. Analizowane plany długofalowe i możliwości pomocy w odbudowie zrujnowanego przez Rosjan kraju. Obecny niedobór surowców i materiałów przy jednoczesnym wysokim popycie oraz braku pracowników i rosnących kursach walut może spowodować ograniczenie podaży, oraz naturalny wzrost cen. Zerwane łańcuchy dostaw na pewno zostaną naprawione, podobnie jak przy pandemii Covid 19, firmy znajdą inne źródła dostaw, jednak to wymagać będzie czasu. Pamiętajmy też, że z blisko 2 tys. firm budujących mieszkania w Polsce wiele z nich robiła to „amatorsko”, korzystając z dobrej koniunktury. To właśnie one mogą mieć teraz problemy. Niewątpliwie Polski rynek nieruchomości mieszkaniowych czeka czasowe wychłodzenie i zmniejszenie podaży. Jednak dobra kondycja czołowych graczy deweloperskich, pozwala na przeprowadzenie niezbędnej korekty i przezwyciężenie okresowych trudności.

Natomiast przez niestabilność rynku pracy i drożejące kredyty znacznie wzrośnie znaczenie, modelu PRS, czyli oferty mieszkań do wynajmu długoterminowego. Jednocześnie wiele osób, które w ostatnich latach zakupiły mieszkania inwestycyjnie z myślą o sprzedaży, teraz przygotowuje je do rosnącego w cenach wynajmu. Pierwszą istotną zmianą ostatnich tygodni w mieszkaniówce, był fakt, że z rynku najmu zniknęły wszystkie oferty. Oczywiście wiąże się to z falą uchodźców i faktem, że wykorzystano dostępne do najmu zasoby lokalowe. W tym samym czasie chwilowo zatrzymał się rynek sprzedaży, co było związane z przeniesieniem uwagi konsumentów na sytuację związaną z wojną, a jednocześnie obserwacją jej wpływu na budżety domowe i możliwości zakupowe. Sporo klientów, szczególnie tych z gotówką już teraz, stara się zamienić ją na szybko dostępne mieszkania i domy z rynku pierwotnego lub wtórnego, które mogą tylko być droższe. Znacząco wzrosło również zainteresowanie kupnem nieruchomości na południu Europu (Włochy, Hiszpania i Portugalia) oraz w USA.

Nowe potrzeby stare zaniedbania

Dla Polski istotne są też fundusze z budżetu UE na lata 2021-2027, jak i z Funduszu Odbudowy, to łącznie 770 mld zł które, mają ogromny wpływ na sytuację branży budowlanej oraz będą silnie oddziaływać na całą gospodarkę. Przełomowe może okazać się przyznanie funduszy na odbudowę zniszczonej wojną Ukrainy oraz pozyskanie stałych mieszkań dla uchodźców, którzy pozostaną w Polsce. Prócz istniejących od lat w Polsce nierozwiązanych problemów mieszkaniówki, które wpływały na wzrost cen — jak m.in.: dostępność gruntów, przewlekłe procedury administracyjne, ciągnąca się reforma planowania przestrzennego, czy brak powszechnej na zachodzie możliwości inwestowania dla każdego przez REIT-y — teraz doszły kolejne i to znacznie większe. Jak podaje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w 2021 r. w sektorze budownictwa pracowało ok. 373 tys. obywateli Ukrainy, którzy stanowili blisko 80 proc. cudzoziemców zatrudnionych w naszym kraju. Gwałtowny odpływ tych pracowników to dla polskiej branży budowlanej ogromny problem. Należy pilnie zintensyfikować wysiłki, o które polscy pracodawcy postulują od lat, aby maksymalnie uprościć i przyspieszyć procedury, które zachęcałyby pracowników do podejmowania pracy zarobkowej w naszym kraju. Już teraz wiele firm nawiązało współpracę w celu czasowego pozyskania robotników z Azji, eksperci szacują, że potrzeba ich blisko pół miliona.

“Business as usual” to droga donikąd

Pierwsze od dwóch lat spotkanie globalnych liderów sektora na MIPIM 2022 w Cannes pokazało, że nawet w czasach kryzysu branża nieruchomości widzi więcej możliwości niż przeszkód. Lista zaplanowanych tam paneli obejmowała sześć tematów: miasta dla obywateli, mieszkaniówka priorytetem, moda na zielone, biurowce kontratakują, nieruchomości to więcej niż aktywa finansowe oraz proptech. Jednak w kuluarach głównymi tematami rozmów był wpływ wojny oraz inflacji na budowlankę. Prognozy dla rynku europejskiego, które zostały opublikowane na krótko przed tegorocznymi targami MIPIM 2022 , potwierdzają pozytywną perspektywę dla sektora. Według BNP Paribas Real Estate aktywność rynkowa rośnie i już w b.r. oczekuje się znacznego wzrostu wolumenu inwestycji we wszystkich klasach aktywów. W trakcie targów wskazywano na atrakcyjność aktywów rzeczowych dla inwestorów. Nieruchomości są globalnie uważane za aktywa finansowe, źródło zwrotu i dywersyfikacji. Klasy aktywów to grupy aktywów finansowych, takich jak akcje lub obligacje, które zostały ujęte w jednej klasie ze względu na wspólne cechy. Inwestycyjne w Europie pozostają na bardzo wysokim poziomie pomimo obecnej sytuacji geopolitycznej. Nieruchomości dają ochronę w czasach niepewności i inflacji. Zauważono, że poza inflacją i stopami procentowymi, sama klasa aktywów realnych koreluje z ludzkim zachowaniem. Warto więc to uwzględnić również w perspektywie inwestycyjnej. Uczestnicy MIPIM 2022 dostrzegli wpływ gospodarczy rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wojna spowodowała wzrost kosztów zasobów i obciążyła przyszły rozwój sektora. Zerwane łańcuchy dostaw, powinny w stosunkowo szybkim czasie zostać zastąpione, bez wykorzystania surowców z Rosji. Konkluzja wskazuje, że firmy, które najszybciej odpowiednio zareagują na obecną sytuację, będą w stanie zoptymalizować swój rozwój. Dla przykładu rosnące ceny energii mogą stanowić okazję dla większych podmiotów i inwestorów, którzy są w stanie odebrać aktywa od firm z mniejszymi portfelami, na które w większym stopniu wpłyną podwyżki.

Natomiast bezpośrednim wynikiem pandemii i prawdopodobnie jej największym pozytywem, jaki pojawił się w ciągu ostatnich dwóch lat z perspektywy rynku nieruchomości, jest fakt poświęcania szczególnej uwagi na obszar związany ze zdrowiem i dobrym samopoczuciem użytkowników końcowych. Miasta muszą być przygotowane do odegrania istotnej roli w radzeniu sobie z rosnącymi problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym i fizycznym, które zostało określone jako “ogromny problem po Covid”. Wpływ pandemii na przyszłość nieruchomości oraz zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach, stał się rozległym tematem dyskusji i analiz. Jednym z pomysłów są dzielnice nowej generacji, w których mieszkańcy będą mieli wszystko, czego potrzebują w promieniu 20 min. spacerem. Potwierdza to globalny trend i fakt, że projektowanie lepszej jakości miastotwórczych przestrzeni jest właściwym kierunkiem, z jednoczesnym tworzeniem poczucia miejsca i przynależności. Ten model zapewnia projektom duży sukces komercyjny. Jednak wskazywano też, że prócz pandemii równie ważnym problemem w urbanistyce jest nierówność społeczna i rasowa.

Innym dostrzegalnym trendem na światowym rynku nieruchomości komercyjnych są tzw. ”biura przyszłości”, które będą mocno zorientowane na potrzeby pracowników. Właściciele obiektów chcąc przyciągnąć z powrotem najemców do tradycyjnych miejsc pracy, muszą tworzyć przyjazną, nowoczesną, wielofunkcyjną przestrzeń. Natomiast managerowie firm z działów HR (zasobów ludzkich) stają się kluczowymi partnerami w negocjacjach dot. ich ofert biurowych. Powoduje to, że ESG, czyli czynniki, na podstawie których tworzone są ratingi ofert, stały się kluczowymi elementem już w pierwszej fazie rozmów z potencjalnymi najemcami. ESG składają się z trzech elementów: E – Środowisko, S – Społeczna odpowiedzialność i G – Ład korporacyjny. Można też zauważyć, że sektor musi zaakceptować fakt, ciągłej zmiany kryteriów składowych dla ESG.

Autor: Adam Białas – ekspert rynku budowlanego i nieruchomości, manager BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Wojna, szalejąca inflacja, brak pracowników, droższe kredyty – rynek mieszkaniowy 2022 r.

Akcje amerykańskich banków dobrze się bronią

Rynki akcji pozytywnie przyjęły komunikaty po wczorajszych rozmowach Ukraina-Rosja. S&P500 o wczoraj wzrósł o 0,6 proc., a WIG20 aż o 2,5 proc. Jednocześnie widać, że po pewnej stabilizacji sytuacji związanej z wojną, rynki bardziej skupiają się na inflacji i rosnącej rentowności obligacji. A to sprzyja bankom i sektorowi finansowemu w USA.

Rynek pozytywnie przyjmuje informacje o toczących się „konstruktywnych” rozmowach ukraińsko-rosyjskich. Choć jest zdecydowanie za wcześnie na przełom i możliwe spotkanie Zełenski-Putin, to jednak sam fakt prowadzenia rozmów jest postrzegany jako droga do możliwej deeskalacji. Pojawiające się jednocześnie informacje o częściowym ograniczeniu rosyjskiej ofensywy do wybranych rejonów, także wskazują na taką szansę. Po wczorajszych rozmowach najbardziej podrożały akcje na kontynencie – WIG20 wzrósł o 2,5 proc., niemiecki DAX o 2,4 proc., a francuski CAC40 o 2,7 proc. Rosły także akcje w Londynie (FTSE100) o 0,75 proc. oraz z USA o 0,61 proc.

S&P500 oraz WIG20 odrobiły już więcej niż połowę własnych spadków od początku roku – S&P500 na dziś traci 4,04 proc. a WIG20 4,66 proc. rok do roku. Widać, że dziś rynki finansowe coraz bardziej odwracają oczy od wojny, by skupić się na rosnącej inflacji i wyższej rentowności obligacji w USA.

A FED coraz bardziej dąży do kolejnych podwyżek, mimo spowolnienia wzrostu gospodarczego. Pojawiają się dalsze alarmujące głosy dotyczące inflacji, która w USA wzrosła w lutym do 7,9 proc. (zbliżyła się do poziomu inflacji w Polsce, która wyniosła 8,5 proc.). Choć cena ropy Brent w ciągu ostatniego tygodnia spadła z poziomu ponad 120 do około 106 dolarów, to nadal jest to poziom, który będzie wpływać na inflację

Inflacja i rosnące rentowności długoterminowych obligacji w USA, to pozytywne informacje dla firm z sektora finansowego. Spółki finansowe to największy element sektora value – złożonego ze spółek o korzystnej wycenia wobec ich wartości wewnętrznej. Od początku roku finansowy komponent indeksu S&P500 jest na plusie rosnąć o 0,89 proc. (wobec 4,04 proc. spadku całego S&P500). Polskie banki radzą sobie gorzej, mimo faktu, że podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi już 3,5 proc., podczas gdy w USA tylko 0,25 proc. Od początku roku indeks WIG Banki spadł o 11 proc.(podczas gdy WIG20 spadł o 4,66 proc.). Jest to efekt obaw o stan finansów publicznych (dodatkowe wydatki na zbrojenia i uchodźców) a także o stan portfela kredytowego. W prospektywnie dalszych podwyżek stóp procentowych w Polsce, oprocentowanie kredytów może sięgnąć poziomu, w którym jego obsługa może stać się dla wielu kredytobiorców niemożliwa. Już teraz oprocentowanie niektórych kredytów mieszkaniowych przekroczyło poziom 6 proc.

Jednak taki stan powinien być korzystny dla zysków banków. Co prawda w USA mamy obecnie do czynienia ze spłaszczającą się krzywą dochodowości w bankach. Jest to zmniejszająca się luka między rentownościami krótko- i długoterminowymi, co może oznaczać zarówno niższy wzrost gospodarczy (ryzyko dla wzrostu wartości kredytów i poziomu ich spłat), jak i niższą marżę odsetkową. To może martwić inwestorów, ale w miarę jak inflacja będzie zwalniać, ten efekt będzie zanikać, co pomoże spółkom finansowym i całemu sektorowi value.

Banki na amerykańskiej giełdzie charakteryzują obecnie najniższe wyceny, silną pozycję kapitałową i wciąż niskie ryzyko recesji. Inwestując w ten sektor w USA warto przyjrzeć się funduszom ETF. W przypadku finansów może to być Financial Select Sector SPDR ETF, a dla banków – SPDR S&P Bank ETF, natomiast dla banków regionalnych – SPDR S&P Regional Banking ETF. Warto także zapoznać się z portfelem StartPortfolio @TheBigBanks na platformie eToro.

Dane aktualne na godz 17:00 CET w dniu 29.03.2022

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Krok w stronę pokoju. Idzie odwilż?

Rynki potrzebowały takich informacji jak ta z wczoraj. Choć od słów do czynów jest nadal daleko, na niektórych instrumentach widać było „rajd ulgi”. EUR/USD zawitał ponad 1,11, a dzisiejsze dane o inflacji z Niemiec mogą pchnąć główną parę walutową jeszcze wyżej. Moim zdaniem dolar jest mocno wykupiony, świadczy o tym fakt, że po ostatnich zdecydowanie jastrzębich wypowiedziach przedstawicieli Fed, nie zdołał się jakość szczególnie umocnić.

Wczorajsza reakcja rynków pokazuje, jak bardzo rynek liczy na pokojowe rozwiązanie. Szczególnie widać to po europejskim rynku akcji oraz euro. Niemiecki kontrakt na DAX (DE30) zdołał wyjść górą z konsolidacji, która utrzymywała się w od ponad tygodnia. Teraz sprawdzianem będzie okrągły poziom 15 tys. punktów. Ale do jego pokonania będą potrzebne realne działania wojsk rosyjskich, a konkretnie powrót na wschód Ukrainy.

EUR/USD urósł wczoraj o ponad 150 pkt. To dużo. Taka zmienność widziana ostatnio była 9 marca. Notowania dziś rano ponownie podchodzą pod techniczny opór wyznaczony przez ostatnie lokalne maksima. Rynek zaczął grać na zakończenie wojny (choć do jej końca wg mojej skromnej opinii jest jeszcze bardzo daleko), a przynajmniej na zakończenie najbardziej krwawej jej części. Przełamanie 1,1120 jest jak najbardziej realne a do tego mogą się przyczynić dzisiejsze dane o inflacji HICP z Niemiec (14:00) za marzec, która uwzględni już wpływ wojny. Jutro dodatkowo będziemy mieli inflacje konsumencką i producencką z Francji, co może być kolejnym pretekstem do kupna euro. Wg mnie ani dzisiejsze dane ADP oraz piątkowe NFP nie będą w stanie wesprzeć już i tak silnego, mocno wykupionego dolara amerykańskiego. Mogą go co najwyżej osłabić, gdyby odczyty były zdecydowanie gorsze od prognoz. Odwilż na froncie i ryzyko wysokich cen w długim terminie będzie nasilać presję na EBC i pod to rynek może w najbliższym czasie grać. Przełamanie 1,1120 na EUR/USD otworzy nam drogę do 1,1280. To jest jedynie 160 pkt., czyli tyle, ile główna para walutowa ruszyła się na wczorajszej sesji.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

W 2021 r. polskie firmy ubezpieczyły obroty handlowe o wartości prawie 650 mld zł

W zeszłym roku polskie firmy ubezpieczeniowe objęły ochroną 645,2 mld zł należności handlowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To o 12 proc. więcej niż w 2020 r. Suma ubezpieczonych w 2021 r. obrotów handlowych odpowiada 25 proc. PKB Polski.

Dobra sytuacja na rynku płatniczym spowodowała znaczący spadek wartości wypłacanych odszkodowań. W 2021 r. wyniosły one 147 mln zł, czyli aż o 60 proc. mniej, niż w roku 2020.

– Na ten wynik złożyły się sprzyjające warunki makroekonomiczne, będące przede wszystkim efektem programów pomocowych dla przedsiębiorstw. Programy stworzone w krajach UE, Wielkiej Brytanii i USA stymulowały gospodarkę i w dużej mierze zapobiegły zatorom na rynku płatniczym. Nie bez znaczenia była też polityka banków centralnych, utrzymująca stopy procentowe na niskim poziomie – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W 2021 r. polscy ubezpieczyciele zebrali dzięki ubezpieczeniom należności 911,5 mln zł składki. To wzrost aż o 20 proc. rok do roku. Ma to przede wszystkim związek z rosnącymi cenami surowców i półproduktów.

– Wzrost wartości transakcji wynikających z wysokiej dynamiki cen na rynkach towarowych przełożył się na zainteresowanie przedsiębiorców podwyższeniem limitów ubezpieczeniowych, przyznanych firmom. To wpłynęło na wzrost ogólnej ekspozycji ubezpieczycieli kredytu kupieckiego. W 2021 r. urosła ona o prawie 30 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym – mówi Andrzej Maciążek.

Sytuacja na rynku ubezpieczeń płatności pogorszyła się w 2022 r. Ubezpieczyciele notują już wyższą liczbę upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych.

– Środowisko wysokich stóp procentowych, inflacja oraz presja na rosnące koszty surowców i półproduktów będzie źródłem zakłóceń w płatnościach między partnerami handlowymi – tłumaczy Andrzej Maciążek.

Ubezpieczenia należności odgrywają fundamentalną rolę w budowaniu stabilności finansowej przedsiębiorstw. Dynamika rozwoju gospodarczego zanotowana w 2021 r. byłaby trudna do osiągnięcia bez wsparcia zakładów ubezpieczeń, w szczególności w przypadku eksportu.

O tym, że przedsiębiorcy doceniają ubezpieczenia kredytu kupieckiego świadczy również fakt, że od 2015 r., czyli od czasu gdy PIU zbiera dane o ubezpieczeniach należności, zarówno wartość ubezpieczanych obrotów jak i ekspozycja ubezpieczycieli rosły szybciej niż polskie PKB.

Tabela nr 1. Dane dotyczące ubezpieczeń należności za rok 2021

2021

(dane w mln zł)

Dynamika 2020/2021
Ekspozycja krajowa (31 grudnia) 134 742 127%
Ekspozycja eksportowa (31 grudnia) 81 033 130%
Ekspozycja łączna (31 grudnia) 215 775 128%
Ubezpieczone obroty krajowe 503 239 112%
Ubezpieczone obroty eksportowe 141 970 112%
Ubezpieczone obroty łącznie 645 209 112%
Składka przypisana brutto 911,5 120%
Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto 147,8 39%

 

Słowniczek:

Ekspozycja – jest to ryzyko finansowe, jakie ponoszą zakłady ubezpieczeń. Innymi słowy jest to suma limitów kredytowych przyznanych przez ubezpieczycieli dla wszystkich przedsiębiorstw korzystających z ubezpieczeń należności handlowych

Ubezpieczone obroty – łączna wartość obrotów, które były objęte ochroną ubezpieczeniową w danym okresie

Jak działa ubezpieczenie należności handlowych?

Standardem wśród przedsiębiorców jest sprzedaż produktów i usług z odroczonym terminem płatności, czyli stosowanie kredytu kupieckiego. Ubezpieczenie należności handlowych zapewnia firmom ochronę finansową w przypadku strat wynikających z niewypłacalności kontrahentów. Co więcej, dzięki know-how ubezpieczyciela, przedsiębiorstwo otrzymuje profesjonalny i stały dostęp do monitoringów informujących o aktualnej kondycji finansowej kontrahenta.

Fala popytu na najem. Jak zmienił się rynek w Polsce na przestrzeni ostatnich lat?

Wojna w Ukrainie i ogromna ilość uchodźców przekraczających naszą wschodnią granicę, spowodowała, że z rynku najmu zniknęła większość mieszkań, a w niektórych miastach zaczyna ich brakować. Nigdy wcześniej oferty mieszkań na wynajem nie znikały w tak szybkim tempie jak teraz. Ceny ofertowe, skoczyły nawet o jedną trzecią, a właściciele żądają podwójnych kaucji. Już teraz widać, że nadchodzą spore zmiany. Jak zmienił się na przestrzeni ostatnich lat krajobraz na polskim rynku najmu i jaka czeka go przyszłość?

Spadek liczby ofert mieszkań nastąpił miesiąc temu, tuż po przypływie pierwszej fali uchodźców do Polski. Początkowo było to wynikiem przekazania mieszkań bezpłatnie, przez prywatnych właścicieli w odruchu serca. Obecnie zapotrzebowanie jest tak wielkie, że z portali nieruchomościowych z minuty na minutę, lawinowo zniknęło tysiące ofert, a uchodźców szukających u nas dachu nad głową jest z każdym dniem coraz więcej – podkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Pandemia zmieniła rynek najmu

Rynek najmu w 2020 roku został znacząco rozchwiany w wyniku pandemii COVID-19 oraz kryzysu gospodarczego. Większość osób wykonywała swoją pracę zdalnie lub hybrydowo, ograniczając w ten sposób swoją obecność w biurze. Z tego powodu, wielu z nas zdecydowało się na zmianę dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dodatkowo, lockdown spowodował, że z rynku najmu zniknęli nie tylko studenci, pracownicy gastronomi, handlu i hotelarstwa, ale także turyści i biznes.

– Rynek najmu wyjątkowo mocno odczuł pandemię, w przeciwieństwie do sprzedaży, gdzie popyt był większy od podaży, mimo wysokich cen. Najmocniej ucierpiał rynek najmu krótkoterminowego, który z dnia na dzień praktycznie przestał istnieć, co było efektem locdownu. Ludzie przestali podróżować, a to właśnie najmy związane z podróżami generowały duży ruch w tym segmencie. Przez pandemię również zmieniły się potrzeby. Praca zdalna spowodowała, że Polacy bardziej zaczęli doceniać spokojniejsze życie wśród natury na przedmieściach dużych miast. Dodatkowym atutem jest fakt, że często za te same pieniądze można wynająć kawalerkę w ścisłym centrum lub duże mieszkanie, czy dom na obrzeżach. Widać, że ten trend będzie się nadal utrzymywał, bo wielu pracodawców, pomimo zniesienia obostrzeń, nadal decyduje się na pracę zdalną lub hybrydową swoich pracowników – podkreśla Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

„Ciasne, ale własne”

W Polsce nadal panuje kult własności. Większość osób woli kupić „ciasne, ale własne” mieszkanie, niż je wynajmować. Jednak społeczeństwo się starzeje, a co za tym idzie oczekiwania też są inne niż kiedyś. Jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie można było zaobserwować rosnący popyt na rynku najmu. Bardzo duży wpływ na to ma wysoka inflacja, kolejne podwyżki stóp procentowych, a co za tym idzie spadająca zdolność kredytowa.

Rynek najmu kształtował się przez lata. Początkowo był duży boom na kawalerki, które w szybkim tempie znikały z rynku najmu. Potem dużym powodzeniem cieszyły się mieszkania dwu pokojowe. Na przestrzeni ostatnich 15 lat znacznie zwiększyła się liczba studentów, którzy często od ciasnego pokoiku w akademiku, woleli wspólnie wynająć 3-4 pokojowe mieszkanie i podzielić się kosztami. Młode pokolenie jest zdecydowanie bardziej otwarte na rynek najmu, nie przywiązuje się do jednego miejsca na całe życie. Również mieszkanie „u kogoś” nie traktuje, jako gorsze, czy tymczasowe, a raczej, jako poczucie wolności związanej z brakiem konieczności spłacania kredytu do końca życia zauważa Katarzyna Tworska

Przyszłość rynku najmu

Rynek najmu, czeka długofalowy proces zmian, który właśnie nabiera prędkości.  Wynajem instytucjonalny ze względu na zmianę nastawienia potencjalnych najemców, stał się coraz bardziej popularny. Nie wiadomo jak długo będzie trwała wojna w Ukrainie.  Do naszego kraju przed wojną uciekają często całe rodziny, dlatego rynek najmu stara się odpowiadać na ich potrzeby.

Nawet, jeśli wojna zakończy się szybko, czego wszyscy byśmy sobie życzymy, to wielu uchodźców zostanie u nas na dłużej. Będą uczyć się języka, znajdą pracę i będą szukać mieszkań, głównie na wynajem, tylko nieliczni zdecydują się na zakup. Już teraz widać wyraźnie, że jest zapotrzebowanie na mieszkania 3,4 pokojowe, a także domy na peryferiach miast, gdzie zamieszkają wspólnie spokrewnione ze sobą rodziny na większej przestrzeni – dodaje Katarzyna Tworska.

Paliwowe „L4”

Przełom lutego i marca przyniósł rekordowe ceny paliw w Polsce. Jak wynika z danych BM Reflex, za litr benzyny Pb95 płacono wtedy średnio 7,05 zł, a olej napędowy podrożał aż do 7,94 zł za litr. Skutki inflacji i wysokich cen odczuwają nie tylko zwykli kierowcy, ale także przedsiębiorcy – wyższe są ceny towarów i energii. Coraz częściej drogie tankowanie powoduje również chęć do pobierania fikcyjnych „L4” wśród pracowników dojeżdżających do pracy samochodami. To generuje dodatkowe komplikacje na liniach produkcyjnych i straty finansowe dla pracodawców, którzy zaczynają otwarcie mówić o problemie.

Sytuacja gospodarcza w kraju, a więc regularne wzrosty cen gazu, ropy i paliwa, wpływają na wzrost tzw. absencji chorobowej kalkulowanej. Praca w wielu przypadkach nie będzie się opłacała, ponieważ pieniądze, które pracownik mógłby wypracować lub utracić względem chorobowego, wydałby na paliwo.

Pracownicy pobierają „L4” często nawet powyżej 10 dni, choć w rzeczywistości nie są chorzy – chcą po prostu dać ulgę swoim portfelom. Wychodzą z założenia, że dojeżdżając do zakładu pracy np. 50 kilometrów w jedną stronę samochodem bez gazu, to żadna strata dostać 80% wypłaty za dni na zwolnieniu chorobowym. Mogą oni w tym czasie zająć się czymś innym m.in. pracą dorywczą lub po prostu odpoczywają i nie muszą kupować paliwa. Myślę, że pracowników z tego typu podejściem będzie w Polsce przybywać – prognozuje Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowej.  

Jak wskazuje, problem dotyczy w największym stopniu pracowników produkcyjnych niższych szczebli. To właśnie oni najczęściej dojeżdżają do pracy – od kilkudziesięciu, do nawet powyżej 100 kilometrów w jedną stronę. Co prawda większość z nich posiada auta z instalacją gazową, to jednak i w tym przypadku odnotowujemy rekordy cenowe. Magiczna bariera 3 złotych za litr już dawno została pobita. Na przełomie lutego i marca autogaz tankowano średnio po 3,66 zł.

– Podczas przeprowadzania jednej z kontroli w miejscu zamieszkania pracownika, on sam przyznał kontrolerowi, iż prowadzi zeszyt, w którym zapisuje wydatki na benzynę, zarobione pieniądze oraz utracone wynagrodzenie. W niektórych firmach są wyspecjalizowani pracownicy, którzy prowadzą tego typu zeszyty kalkulacyjne również innym kolegom i koleżankom – dodaje Mikołaj Zając.

Procederowi sprzyja łatwość w pobieraniu „L4” – m.in. poprzez teleporady. Najbardziej stratni pozostają pracodawcy. Z szacunków Conperio wynika, iż zakład produkcyjny zatrudniający 500 osób, przy absencji chorobowej pracowników na poziomie 10% może tracić miesięcznie aż 450 000 zł!

– Jednym z pomysłów na rozwiązanie problemu paliwowych „L4” może być zapewnienie transportu lub dofinansowanie do paliwa. Skierowanie pracowników do kontroli niesie za sobą jeszcze jeden cenny aspekt poza tym oczywistym – wyłapaniem naciągaczy. Pracodawca pokazuje w ten sposób pozostałym, uczciwym pracownikom, często obarczonym dodatkową pracą, iż dostrzegł proceder w swojej firmie i się na niego nie godzi – podsumowuje Mikołaj Zając. 

Optymizm na rynkach

Czytając, co udało się ustalić wczoraj w Turcji, widać, że to dobry początek, ale można nie zrozumieć entuzjazmu na rynkach. Wczoraj przez kilka godzin wydawało się, jakby inwestorzy właśnie zakończyli etap wojny i zaczęli w pośpiechu kupować ryzykowne aktywa.

Małe sukcesy w negocjacjach z dużym wpływem na rynki

Wczorajsze negocjacje w Turcji spowodowały niesamowity entuzjazm na rynkach. Nie wiadomo w sumie dlaczego. Teoretycznie Ukraina zgodziła się na neutralność. Fajnie, ale ta neutralność wygląda, jak gwarancje NATO dla swoich członków tylko bez baz na terenie Ukrainy. Rosjanie za to zapowiedzieli zmniejszenie aktywności wojskowej w określonych rejonach, nawet nie zawieszenie broni. Wydawać by się mogło, że bez decyzji geograficznych to wszystko farsa. Patrząc na wykresy widać, że inwestorzy odebrali to zupełnie inaczej. Wczoraj euro zaczęło dzień od próby osiągnięcia 4,72 zł, potem inwestorzy założyli różowe okulary. Euro spadło do 4,63 zł na chwilę i ustabilizowało się w okolicach 4,66 zł. To najniższe poziomy od początku inwazji.

Reszta rynków też szalała

Nagły przypływ optymizmu nie dotyczył tylko złotego i walut naszego regionu. Widać było wyraźne ruchy na EURUSD. Na głównej parze walutowej świata jasno malował się obraz powrotu kapitału na naszą stronę oceanu. Sporo działo się też na parze EURCHF. Franki są traktowane jako walutowy substytut złota. Stąd, gdy dzieje się na rynku źle, inwestorzy chowają tam środki. Wczoraj widzieliśmy wyraźny odwrót od franka, co pokazuje zwiększony apetyt na ryzyko. W górę szły również indeksy giełdowe. Przez chwilę do zabawy przyłączyła się ropa naftowa. Tutaj jednak po spadkach przyszła korekta przywracająca baryłkę do poziomów z początku dnia.

Co się dzieje w rosyjskich finansach?

Wczoraj mieliśmy trzeci dzień ograniczonego, ale jednak działania rosyjskiej giełdy. Była ona zamknięta przez niemal miesiąc. Przed włączeniem jej 25 marca ostatnie notowania były również 25, ale lutego. Obecnie utrudnienia w przesyle kapitału powodują, że łatwiej jest stabilizować kursy, jednakże giełda jest podejrzanie stabilna. Notowania oscylują od otwarcia w okolicach zamknięcia w lutym, a wczorajszy niespodziewany optymizm na rynkach przeszedł tutaj prawie bez echa. Mocno za to zyskuje rubel, aczkolwiek jest to manipulacja. Eksport rosyjski został zmieniony na ruble, a firmy, które eksportują w walutach, muszą 80% środków wymieniać na ruble. W ten sposób sztucznie stworzony popyt na walutę sztucznie zawyża jej kurs, szczególnie przy odcięciu od handlu rublem większości systemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:15 – USA – raport ADP z rynku pracy,
14:30 – USA – PKB, dane finalne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Outsourcing logistyczny – na czym polega i kiedy się opłaca?

Według raportu „Logistics Outsourcing Market: Global Industry Analysis, Trends, Market Size, and Forecasts up to 2027”, prognozowany jest wzrost outsourcingu logistycznego o prawie 5% w skali roku. Takie statystyki nie zaskakują, gdy pozna się wszystkie korzyści wynikające z całego procesu logistycznego- optymalizacja łańcucha dostaw, kosztów oraz bezwzględna koncentracja na głównej działalności przedsiębiorstwa. W dzisiejszym artykule prezentujemy wpływ usługi na sektor transportu, spedycji oraz branży e-commerce.

Czym jest outsourcing logistyczny?

Aby udzielić wyczerpującej odpowiedzi, należy skoncentrować się na pierwszym ogniwie terminu. Wykorzystanie angielskiej formuły wynika z celnego przedstawienia istoty procedury, a słowo podkreśla zewnętrzny charakter zasobów operatora logistycznego.

Uwzględniając powyższe informacje, outsourcing logistyki polega na wyznaczeniu wszystkich funkcji przedsiębiorstwa w tym obszarze, a następnie oddelegowaniu tych zadań do wyspecjalizowanej firmy.

Podstawowe zadania i sektory, w których działa outsourcing logistyczny:

  • transport i spedycja,
  • sprzedaż,
  • magazynowanie,
  • e-commerce,
  • usługi znakowania towarów,
  • konsolidacja przesyłek,
  • paletyzacja,
  • obsługa celna,
  • serwis finansowy
  • recycling opakowań,
  • dystrybucja i projektowanie łańcucha dostaw,
  • opracowywanie wewnętrznych systemów informatycznych.

Outsourcing logistyczny dla e-commerce

Powyższe zestawienie potwierdza ogromny potencjał i wszechstronność operacji, ale na szczególną uwagę zasługuje branża e-commerce. Według dostępnych bilansów, ten rynek przekroczy globalną wartość 5 bilionów dolarów w perspektywie bieżącego roku! Oznacza to, że partnerski sklep internetowy zyskuje szansę na poważne zwiększenie generowanych obrotów. W jaki sposób?

Outsourcing logistyczny dla e-commerce kreuje przewagę w 2 kulminacyjnych obszarach:

  1. Logistyka magazynowa, czyli ważny segment dla każdego rodzaju handlu wirtualnego. Przestrzeń hali wymaga odpowiedniego i systematycznego zarządzania, a wszelkie zaniedbania wiążą się z ryzykiem sporych kosztów.

    Outsourcing logistyki pozwala na eksploatację powierzchni, która odpowiada aktualnemu zapotrzebowaniu na asortyment. Takie rozwiązanie redukuje sezonowość i zmiany w popycie, a także opłaty za wykwalifikowanych pracowników.

    Warto podkreślić specjalistyczne wymagania infrastruktury. Wiele z oferowanych produktów narzuca uzyskanie specjalnych zgód i pozwoleń oraz nadzwyczajnych warunków przechowywania. Fulfillment gwarantuje spełnienie wszelkich obostrzeń w zakresie temperatury oraz stałego nadzoru nad niezbędnymi czynnikami.

  2. Inteligentny system magazynowy jest potężnym wsparciem dla nowoczesnego biznesu. Dane zgromadzone przez portal Stitchlabs alarmują, że w 67% przypadków, nieprawidłowe kierowanie stanem dostępnych towarów przyczyni się do utraty klientów.

    Wydajny Warehouse Management System (System Zarządzania Magazynem) musi być skonfigurowany pod indywidualny temperament i sposób funkcjonowania użytkownika. W konsekwencji, każdy etap realizacji zamówienia jest ściśle monitorowany, a faktyczny status zlecenia nieustannie uaktualniany.

Jakie działania obejmuje outsourcing logistyczny?

Outsourcing logistyki powstał po to, żeby sprostać wyzwaniom sektora TSL (transport, spedycja, logistyka). Wspomniane dziedziny skupiają się na sprawnym dostarczaniu ładunków, niezawodnej wymianie informacji, gospodarowaniu zapasami, redukcją kosztów, a także utrzymaniu pierwszorzędnej jakości obsługi klienta.

Właśnie dlatego, outsourcing logistyczny integruje wiele rodzajów i poziomów aktywności. Pierwszy etap uwzględnia planowanie i organizowanie spodziewanego zapotrzebowania, wielkości inwentarzy oraz produkcji, czyli faktorów uzależnionych od prognozowanego popytu.

Kolejna faza to obsługa bieżących zleceń. Realizowanie zamówienia wymaga fachowych warunków magazynowych oraz kadry ekspertów. Logistyka kontraktowa umożliwia bezpieczne zapakowanie towaru oraz wykonanie pozostałych czynności manipulacyjnych, które wpływają na tok procesu. Końcowa część inicjuje transport, gospodarkę odpadami oraz serwis posprzedażowy, czyli ewentualne zwroty i reklamacje.

Zalety outsourcingu logistyki

Firmy outsourcingowe oferują wiele walorów. Delegacja zadań umożliwia zaangażowanie się w pierwotną misję działalności gospodarczej, a w konsekwencji- lepsze dopasowanie do oczekiwań nabywców. Co więcej, obecność ekspertów jest świetną okazją do czerpania wiedzy i inspiracji dla przyszłych projektów. Jest to praktyczne dla wszystkich przedsiębiorców, których interesuje transport, spedycja i magazynowanie.

Jednak, outsourcing logistyczny znacznie wykracza poza ramy logistyki. Wprowadzane modyfikacje równoważą kompleksowe zarządzanie biznesem, co zwiększa jego elastyczność, dyspozycyjność kadr administracyjnych, a nawet moce przerobowe personelu do zarządzania zasobami ludzkimi. Takie podejście sprawia, że organizacja jest nowoczesna, wydajna i zdolna do szybkiej reakcji na nieprzewidziane okoliczności.

Outsourcing logistyki wpływa pozytywnie również na generalny kapitał instytucji. Korzystanie z zewnętrznego potencjału powoduje redukcję kosztów pracy oraz zmianę ich rangi- ze stałych na zmienne. To jednak nie wszystko, ponieważ oszczędności uzyskane na gotowych rozwiązaniach logistycznych, mogą zasilić nowatorskie inwestycje.

Tego typu zestaw wartości sprawia, że przedsiębiorstwo buduje silną przewagę konkurencyjną oraz wiarygodność dla kontrahentów. Czy jest to istotne? Według danych Stacka, 86% ankietowanych wskazało autentyczność, jako główną motywację do wsparcia danej marki, co przekłada się na realne zyski. Outsourcing logistyczny pomaga zapewnić satysfakcję konsumentów oraz ekspansję usług.

Wady outsourcingu logistyki

Wszystkie zagrożenia łączą się z podjęciem niewłaściwej współpracy. Outsourcing logistyki oznacza bowiem rezygnację z kontroli nad częścią procesów zamówieniowych, a w rezultacie- brakiem bezpośredniego kontaktu z klientem.

Obawy wynikają również z konieczności wymiany danych wrażliwych oraz raportów ekonomicznych. Skuteczność tego mechanizmu opiera się na częściowym uzależnieniu od partnera zewnętrznego.

Rezultat podjętych decyzji bazuje na wcześniejszym przygotowaniu i rzetelnym przestudiowaniu dostawców usług. Wybór zawodowego i doświadczonego operatora może zamienić ukazane zagrożenia w mocne strony.

Z jakimi kosztami wiąże się wdrożenie outsourcingu logistycznego w firmie?

Outsourcing logistyczny jest niekwestionowanym wsparciem i solidną inwestycją dla wielu korporacji, co wiąże się z pewnymi opłatami. E-commerce, transport, spedycja- każda działalność wyróżnia się własnym formatem kosztów, ale istnieją także wspólne wydatki. Jakie?

Marża operatorów zależy od umiejętności, doświadczenia i kompetencji, ale warto zwrócić uwagę na inny rodzaj opłat. Koszty niewłaściwej strategii, ciągłego śledzenia zachowania podwykonawców, nieplanowanych działań, obniżonej jakości i zwrotów.

Takie formy niezrównoważonego finansowania sprawiają, że rentowność ulega zmniejszeniu. W celu wyeliminowania przykładów niegospodarności, warto dokładnie przeanalizować ofertę i predyspozycje wyspecjalizowanych podmiotów. Wówczas, outsourcing logistyczny jest lokatą w przyszłość.

Kiedy outsourcing logistyki jest opłacalny?

Dochodowość całego procesu nie posiada ograniczeń lub limitów. Outsourcing logistyczny przyniesie wartość każdej firmie, która pragnie skupić się na podstawowym kierunku pracy, bez angażowania najpotrzebniejszej siły roboczej.

Korzyści płyną z dwóch źródeł- zdobywania nowych kontraktów i obsługi bieżących oraz oszczędności, które wynikają z użytkowania zewnętrznej infrastruktury, ludzi oraz know-how. Skuteczny outsourcing logistyki gwarantuje zwrot kapitału oraz stabilizację pozycji rynkowej.

Dlaczego warto zainwestować w pozycjonowanie stron internetowych?

Zastanawiasz się właśnie, czy pozycjonowanie stron internetowych to coś dla twojej firmy? A może SEO i optymalizacja to pojęcia, które brzmią obco i niezrozumiale? Trafiłeś w dobre miejsce, ponieważ dziś wyjaśniamy wszystko, co powinieneś wiedzieć o pozycjonowaniu i SEO.

Dlaczego twoja strona potrzebuje pozycjonowania?

Pozycjonowanie strony internetowej jest ściśle powiązane z SEO. To jedna z najskuteczniejszych form marketingu internetowego, która niesie za sobą wiele pozytywnych, a co najważniejsze mierzalnych efektów. 

Co to SEO?

SEO to skrót od Search Engine Optimization, co  w wolnym tłumaczeniu oznacza optymalizację treści pod kątem wyszukiwarek. A konkretnie wyszukiwarki Google. SEO to nic innego jak proces, który pozwala poprawić ilość i jakość ruchu na stronie (szczególnie ważne przy sklepach internetowych) przychodzącego z wyników organicznych wyszukiwarki. 

To między innymi dzięki szeroko pojętym działaniom SEO (praca z treścią i optymalizowanie jej tak, by roboty indeksujące zostały na nią odpowiednio naprowadzone) twoja strona jest widoczna na wysokich pozycjach w wyszukiwarce Google po wpisaniu konkretnego hasła, związanego z branżą, w której działasz. 

Pozycjonowanie – co to takiego?

Samo pozycjonowanie strony to natomiast proces, który zaczyna się od dokładnej analizy wybranego portalu. Nie ma szans na odpowiednie i efektywne działania, dopóki nie poznasz słabych aspektów twojej witryny. Niezbędna jest również analiza konkurencji, co pozwoli ci na wdrożenie właściwych kroków (m.in. poprawienie struktury portalu, ingerencja w kod, szablon strony, układ, linkowanie wewnętrzne), dzięki czemu twoja strona zyska lepszą pozycję w sieci. 

Warto zaznaczyć, że algorytm Google nieustannie ewoluuje, a co za tym idzie, zmieniają się również wytyczne, wpływające na pozycję strony w wyszukiwarce. Dlatego pozycjonowanie to nieustanny proces, polegający na skoordynowanych działaniach w obrębie marketingu internetowego. 

Możesz więc mieć najbardziej przejrzystą i czytelną stronę w internecie, oraz najniższe ceny w sklepie, przy dobrej jakości produktów. Nic ci jednak po tym, jeśli potencjalny konsument nie trafi na twoją witrynę po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwy przedmiotu lub usługi, która go interesuje, a które ty akurat oferujesz. I tutaj właśnie z pomocą przychodzą optymalizacja i pozycjonowanie, prowadzone przez ekspertów: https://sempai.pl/oferta/pozycjonowanie-i-optymalizacja/

pozycjonowanie SEO

Jakie korzyści dają pozycjonowanie i optymalizacja?

Ustaliliśmy już, że SEO i optymalizacja sprawiają, że twoja strona jest lepiej widoczna w sieci dla wszystkich tych, którzy poruszają się w tematycznym obrębie twojego biznesu. W jaki sposób jednak dokładnie przekłada się to na twoje zyski oraz jakie korzyści ma z tego tytułu marka?

  • Rośnie wartość ruchu na stronie.
  • Zyskujesz nowych użytkowników, a co za tym idzie, potencjalnych klientów.
  • Świadomość marki rośnie.

Im częściej twoja witryna będzie pojawiać się w kontekście wpisywanych w wyszukiwarkę haseł, związanych z usługami lub produktami, które oferujesz, tym większe prawdopodobieństwo, że wejdzie tam użytkownik i dokona zakupu. To pierwszy i najważniejszy krok w budowaniu świadomości konsumentów i rozpoznawalności marki. 

Więcej o pozycjonowaniu i SEO znajdziesz tu: https://sempai.pl/blog/seo-a-pozycjonowanie-stron-co-to-jest-i-jakie-sa-roznice/ 

Działania SEO on-site oraz off-site

Działania on-site to wszelkie procesy i zmiany, których możesz dokonać w obrębie strony. To one znacząco wpływają na jej pozycję w wyszukiwarce. Zalicza się do nich, między innymi:

  • tworzenie tekstów na stronę, nasyconych słowami kluczowymi,
  • dbanie o szybkość ładowania strony,
  • optymalizacje zawartych tam treści: jej unikalność, różnorodność i odpowiednia długość,
  • optymalizacja obrazków i kodu witryny.

Natomiast działania zaliczane do off-site to wszystkie te kroki, które podejmujesz poza twoim serwisem, czyli np.:

  • link building,
  • tworzenie wizytówki firmy w Google,
  • dbanie o zgodność danych NAP w różnych miejscach w sieci,
  • prowadzenie mediów społecznościowych.

Pozycjonowanie i optymalizacja to długotrwałe procesy, które wymagają doświadczenia i wiedzy eksperckiej. Ponieważ algorytm Google nieustannie się zmienia, tak ważne jest bieżące śledzenie trendów i wprowadzanie na czas odpowiednich modyfikacji, aby wdrożone kroki przyniosły oczekiwany efekt. 

Zmiany w fotowoltaice od 1. kwietnia 2022 r.

Nowe przepisy wchodzące w życie 1 kwietnia 2022 roku zmieniają rzeczywistość fotowoltaiczną dla nowych inwestycji. Do tej pory nadwyżki energii mogły być przekazywane do sieci energetycznych i odbierane w momencie, kiedy produkcja z instalacji fotowoltaicznych nie pokrywała lokalnego zapotrzebowania na energię elektryczną. System „net-billing” zmienia dotychczasowe sposoby rozliczenia, co sprawi, że myślenie o opłacalności instalacji fotowoltaicznych przyjmuje nowy kierunek.

Z czym wiąże się net-billing?

Net-billing jest systemem rozliczenia instalacji prosumenckich do 50 kilowatów. Nadwyżki energii sprzedawane są przez spółki obrotu, z którymi klienci mają podpisane umowy. Pieniądze przekazywane są w formie depozytu do rozliczenia następnego rachunku za energię elektryczną. Depozytem natomiast jest produkcja energii elektrycznej sprzedana na rynku dnia następnego, która rozliczana jest w miesiącu kolejnym. Wedle nowych przepisów można będzie odebrać 20% nadwyżki depozytu na koniec okresu rozliczeniowego.

Wprowadzenie net-billingu spowodowało dużo zamieszania, które wynika z niepełnej wiedzy i obaw przed zmianą i nowym, do którego nie jesteśmy przekonani. To naturalne. Fotowoltaika po 1 kwietnia nadal będzie opłacalnym trendem, Taki sposób rozliczania obowiązuje obecnie w większości krajów europejskich i nie jest to nowością w OZE. Jest to jedynie pewna nowość, która weszła do Polski. Potrzebujemy trochę czasu, aby zaadoptować się do zmian i wyciągać właściwe wnioski – mówi Piotr Kisiel, dyrektor zarządzający Manitu Solar Sp. z o. o.

Ceny energii są następstwem coraz większego zapotrzebowania

Na wzrost cen energii elektrycznej składa się wiele czynników, a głównym jest wzrost cen surowców do produkcji energii.  Wzrost produkcji energii obserwowany jest na całym świecie co bezpośrednio spowodowane jest rosnącym zapotrzebowaniem na energię.

Zamiast „kopciuchów” częściej instalujemy pompy ciepła, latem używamy klimatyzatorów, podgrzewamy wodę, w coraz większej liczbie domów montujemy sauny.
W ostatnim czasie, podczas ogromnych wichur, kiedy słupy energetyczne zostały uszkodzone, ludzie zostali odcięci od prądu na kilka dni. Oprócz tych, którzy mieli prąd z własnych instalacji fotowoltaicznych.

Czas bezawaryjności starych instalacji energetycznych minął. Koszt ich wymiany nie jest ani tani, ani szybki. Zatem takie sytuacje mogą zdarzać się częściej. Posiadanie własnej instalacji fotowoltaicznej z magazynem energii częściowo zabezpiecza przed sytuacjami kryzysowymi. Jest to ważne dla każdego gospodarstwa domowego, czy przedsiębiorstw – dodaje Piotr Kisiel.

Zapotrzebowanie na energię rośnie, co wiąże się bezpośrednio z cenami energii i surowców, które również rosną. Już w ubiegłym roku obserwowaliśmy znaczący wzrost cen ropy.  Ostatnie wydarzenia w skali światowej potwierdzają wymownie ten trend. Sytuacja w każdej dziedzinie gospodarczej dynamicznie się zmienia. W sektorze fotowoltaiki te zmiany są również nieuniknione.

Nowy system prosumencki nadal będzie opłacalny

Rok 2021 pokazał, że net biling nie jest tak straszny jak go niektórzy malowali. Eksperci patrzyli przez pryzmat I kwartału. Pierwsze doświadczenia rynkowe i ostatni kwartał pokazały jednak, że jest on nadal korzystny, biorąc pod uwagę rachunki rocznego zużycia prądu.

Jak wiadomo konsumenci nie kupują bezpośrednio energii od elektrowni węglowej. Dokonują zakupu na towarowej giełdzie elektrycznej, a nadwyżki nieskonsumowanej energii sprzedają. Nowy system prosumencki polega na tym, że po średnich cenach bazowych będzie odkupowana od nas energia po średniej cenie z danego miesiąca.

Sposób rozliczeń się zmienia, ale nie sposób wykorzystania energii. Nowe technologie oparte są na wykorzystaniu energii i warto być uniezależnionym od rynkowych potentatów energetycznych. Ważne, aby w taki sposób dobierać instalacje fotowoltaiczne, aby dopasowane były do naszych potrzeb – radzi Piotr Kisiel.

Stopa zwrotu instalacji fotowoltaicznej przy założeniu nowych warunków i średniej ceny energii elektrycznej z roku 2020 to nadal około 8-9 latach bez dofinansowań i ulg. Pomimo tego, że UE wymagała zmian prawnych dopiero od początku 2024 roku, nasz rząd zdecydował się na taki ruch już teraz. Nie zmienia to faktu, że ekologia to temat bardzo ważny, dlatego dofinansowania i różnego rodzaju ulgi, będą towarzyszyć sektorowi OZE jeszcze przez długi czas. W związku z tym, ewolucja również w fotowoltaice będzie stale następować.  Warto pogodzić się z tym co już nie wróci i skupić się na rozwiązaniach nowego systemu w taki sposób, aby nie przysłoniło to postępu i oszczędności.

Czy kontekst klimatyczny w tworzeniu przepisów prawnych umożliwi lepszą adaptację do zmian klimatu?

Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy zaprezentował zbiór wytycznych, które w procesie kreowania polityk sektorowych czy tworzenia prawa mogą stanowić wsparcie realizacji przez Polskę założeń unijnej polityki klimatycznej. Eksperci zwracają szczególną uwagę na adaptację do zmian klimatu jako kryterium klimatyczne, które powinno stanowić ważny element podczas procesu prawodawczego, co aktualnie nie zawsze jest uwzględniane.

Zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz adaptacja do skutków postępujących zmian klimatu to dwa największe wyzwania współczesnego społeczeństwa. W zakresie mitygacji, czyli ogółu działań mających na celu ograniczenie skali lub tempa globalnego ocieplenia, a pośrednio jego skutków, prawodawstwo unijne tworzy grunt pod działania zmierzające do osiągnięcia globalnego celu w zakresie zredukowania emisji i eliminowania paliw kopalnych z procesów gospodarczych. Co jednak w przypadku zmian klimatu, które już są realnym wyzwaniem? Odpowiedzią jest adaptacja. Obecnie Unia Europejska w tej kwestii wyznacza wyłącznie ogólne kierunki w tym obszarze, pozostawiając szczegółowe rozwiązania w gestii państw członkowskich.

Jednym z kluczowych obszarów, w ramach którego należy wykonać znaczną pracę, zmierzającą do uwzględnienia kryterium klimatycznego są regulacje prawne. W odpowiedzi na tak zakreśloną potrzebę, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy ekspertów Fundacji Ekonomistów Środowiska i Zasobów Naturalnych do pomocy przy opracowaniu wskaźników (wraz z wytycznymi ich monitorowania), które pozwolą na uwzględnienie problematyki adaptacji do zmian klimatu w toku projektowania dokumentów strategicznych i przepisów prawnych. W założeniach stworzony materiał powinien dać także podstawę do oceny efektywności podjętych działań w zakresie dostosowania społeczeństwa, gospodarki oraz środowiska naturalnego do zmieniającej się rzeczywistości.

– Walka ze zmianami klimatu musi mieć dwuwymiarowy charakter. Równolegle powinniśmy skupić się na podjęciu środków zmniejszających poziom emisji gazów cieplarnianych oraz postawić na działania mające na celu wdrożenie odpowiednich strategii i działań legislacyjnych w zakresie adaptacji do negatywnych konsekwencji wywołanych zmianami klimatu. Tylko działania adaptacyjne oparte o przemyślaną strategię oraz ramy prawne są właściwą odpowiedzią na konsekwencje zmian zachodzących w środowisku, a musimy pamiętać, że beneficjentami działań dostosowawczych staniemy się nie tylko my – będą nimi również kolejne pokolenia. Wskaźniki opracowane w ramach projektu badawczego realizowanego przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy w ramach projektu Klimada 2.0 stanowią narzędzie analityczne, które właściwie wykorzystane z pewnością wspomoże proces podejmowania decyzji w zakresie planowania i tworzenia prawa. W ocenie Instytutu może ono dać szansę na wypracowanie takiego kształtu regulacji, który zapewni zwiększenie zdolności przystosowawczych polskiej gospodarki i społeczeństwa do zmian klimatuwyjaśnia dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB.

Wskaźniki adaptacyjne zaproponowane do wykorzystania w procesie legislacyjnym ujęto według sektorów: środowiskowego, gospodarczego oraz społecznego. Grupa wskaźników środowiskowych uwzględnia obszar rolnictwa, gospodarki wodnej oraz środowiska w zakresie ochrony przyrody i zachowania różnorodności biologicznej. Wskaźniki gospodarcze dotyczą efektywności energetycznej Polski, energii w zakresie infrastruktury energetycznej, a także przemysłu i transportu. Wskaźniki społeczne skupiają się na budownictwie, mieszkalnictwie, planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, zdrowiu oraz turystyce.

Odporność UE na zmiany klimatu do 2050 roku

W czerwcu 2021 r. Komisja Europejska opublikowała Europejskie Prawo o Klimacie (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1119 z dn. 30 czerwca 2021 r.), które tworzy „ramy służące osiągnięciu postępów w realizacji globalnego celu w zakresie przystosowania się do zmiany klimatu ustanowionego w art. 7 porozumienia paryskiego” (art. 1 akapit 2). Dodatkowo Rozporządzenie zobowiązuje państwa członkowskie do zintensyfikowania działań mających na celu osiągnięcie rezultatów w zakresie obranego celu. Chcąc wyegzekwować realizację założeń, regulacja przewiduje przegląd postępów w realizacji celu poczynionych przez kraje UE. Co ważne, również w ramach porozumienia paryskiego uregulowano prawnie ustalenia stron UNFCCC z 2010 roku w zakresie ograniczenia przyszłego globalnego ocieplenia do wartości znacznie poniżej 2°C w stosunku do poziomu sprzed rewolucji przemysłowej, dając tym samym podstawy legislacyjne do działań w zakresie mitygacji.

Jedno jest pewne. Przystosowanie polskiej gospodarki i społeczeństwa zarówno do adaptacji do zmian klimatu, jak i docelowego ich ograniczenia ich efektów, wymaga opracowania stosownych strategii i stworzenia ram prawnych, umożliwiających praktyczną realizację założeń strategicznych. Niezwykle ważne jest włączenie do tego procesu narzędzi analitycznych, które wykorzystują wskaźniki adaptacyjne, określają zasady ich monitorowania i sposób interpretacji pozyskanych wyników. Dyskusja będąca przyczynkiem do dalszych prac nad tymi rozwiązaniami  jest niezwykle istotna. Dzięki niej, tworzący prawo będą mogli projektować akty normatywne w sposób zapewniający Polsce osiągnięcie ambitnych celów adaptacyjnych, ale też i mitygacyjnych wyznaczonych przez Unię Europejską.

Wpływ wojny na wschodzie na sytuację małych firm produkcyjnych

Aż 81% procent firm produkcyjnych odczuło negatywny wpływ wojny na Ukrainie, a w 12% produkcja została całkowicie zatrzymana. Prodio przebadało ponad 100 firm, aby zobrazować skalę problemu.  

Konflikt zbrojny u naszych wschodnich sąsiadów może znacząco wpłynąć na działalność polskich firm produkcyjnych. Firma Prodio zdecydowała się przeprowadzić anonimowe badanie w celu zobrazowania wyzwań, przed jakimi stanęli polscy przedsiębiorcy. Na opracowany przez firmę raport składa się ponad 100 anonimowo wypełnionych ankiet, w których zapytano osoby zarządzające firmami m.in. o zagadnienia związane z pozyskiwaniem surowców, sprzedażą, planowanymi inwestycjami, zatrudnieniem, a także o zaangażowanie firmy w pomoc Ukrainie.

,,Zdecydowaliśmy się szerzej zbadać rynek, zweryfikować które obszary działalności firm produkcyjnych najbardziej cierpią, dzięki czemu być może uda się wypracować wnioski mogące pomóc zachować stabilność biznesu w obecnej sytuacji.” – komentuje inicjatywę Marek Mrowiec, CEO Prodio.

Prawie 75% firm mocno lub zdecydowanie odczuwa presję kosztową w związku z rosnącymi cenami energii. W tym nawet 25% ankietowanych widzi ryzyko „wywrócenia biznesu”. Najbardziej zagrożone branże to produkcja z metali, firmy powiązane z branżą automotive oraz zakłady stolarskie, a także firmy produkujące skomplikowane produkty o rozbudowanej logistyce, złożonych łańcuchach dostaw, etc.

Najmocniej przeszkadza utrudniony dostęp do stali, półfabrykatów oraz płyt meblowych kupowanych na wschodzie. Wskazywano, że np. Rosja była jednym z głównych dostawców niklu – co w przyszłości może mieć wpływ na cenę i dostępność zawiasów. Dodatkowo w branży obróbki metali czy tworzyw sztucznych mamy kumulację braku dostaw oraz wysokiej chłonności energetycznej; nie tylko energia, ale i ceny granulatów powiązane są z cenami ropy. “Od dwóch tygodni nie ma skąd kupić wyrobów hutniczych, ceny poszły w górę o około 300%. Przestaliśmy produkować jeden z kluczowych detali bo nie mamy z czego. Podwyżki prądu odnotowaliśmy od jakiegoś czasu, natomiast zamówiliśmy butlę gazu i czekamy od 2 tygodni – zwykle płaciliśmy 55 złotych, a teraz aż teraz 90 złotych”. – komentuje obecną sytuację jeden z uczestników badania.

Horrendalne ceny to nie jedyny problem. Również ceny transportu poszły w górę, a także ceny materiałów budowlanych – to z kolei ma wpływ na inwestycje i rozwój. Sporo firm zamraża środki finansowe na zakup surowców, a wolne fundusze przeznaczają na zakupy. I tak tworzy się przysłowiowe “błędne koło”.

Wśród ankietowanych aż 54% firm wstrzymuje się z inwestycjami (rozbudowa firmy / zakup maszyn / zakup oprogramowania/ sprzętów) na czas kilku miesięcy (13%) lub bezterminowo (24%). Nie jest niespodzianką, że największe zatrzymania dotyczą branż odczuwających najdotkliwiej skutki problemów z zaopatrzeniem i obciążonych wzrostami cen energii.

Dla 42% firm obecna sytuacja jest bez znaczenia. Można powiedzieć, że wszystko toczy się według wcześniejszego planu, bez większych zmian. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że realizowane obecnie działania są wynikiem planowania wcześniejszego (połowa/ostatni kwartał 2021) lub inwestycje są realizowane w ramach wydatków zaplanowanych na pierwsze trzy miesiące 2022.

Do tej kategorii można także zaliczyć firmy, które są w trakcie realizacji szeroko zakrojonych projektów (budowa nowej hali, gruntowna modernizacja) – tu przysłowiowa “machina” poszła już w ruch i trudno jest ją tak po prostu zatrzymać w trakcie zmian, gdy poniesiono już konkretne koszty.

Tak więc choć koniec roku zakończył się w przemyśle z delikatnym optymizmem, poszedł on szybko w zapomnienie wraz z podwyżkami cen energii i cen surowców energetycznych.

Mimo problemów z surowcami dla większości firm – 55% badanych – sprzedaż pozostała na tym samym poziomie, czyli właściwie nie odnotowały one większych zmian. Tylko 25% respondentów stwierdziło, że sprzedaż nieznacznie spadła, a 10% ankietowanych firm zanotowało duży spadek sprzedaży.

Utrata rynku ukraińskiego oraz zamknięcie rosyjskiego miały bardzo podobne skutki, jeśli chodzi o sprzedaż – dla około 60% firm nie miały żadnego wpływu, a tylko 35-38% ma skutki negatywne.

Wbrew medialnym doniesieniom o obywatelach Ukrainy masowo wyjeżdżających na wojnę i pozostawiających dotychczasowe miejsca pracy okazało się, że tylko dla 16% firm był to problem, a jedynie 4% ankietowanych znacząco odczuło odpływ takich pracowników. Przeważająca większość firm produkcyjnych bezpośrednio nie odczuła odpływu pracowników z Ukrainy (69.5%). Ucierpiały najbardziej branże powiązane ze stolarstwem oraz skomplikowanymi produktami/produkcją seryjną, gdzie na małych liniach produkcyjnych przy bardziej ustandaryzowanych pracach pracowało najwięcej osób ze wschodu.

Z kolei tylko około 10% firm widzi bardzo dużą szansę na zatrudnienie kobiet napływających z Ukrainy. Dla 43.8% badanych jest to mało realna możliwość. Prawdopodobnie wynika to ze specyfiki branżowej i warunków pracy na produkcji – to środowisko trudne i często wymagające siły fizycznej, stąd preferencyjne zatrudnienie dla pracowników płci męskiej. Jednocześnie w branżach, gdzie taka praca jest możliwa, pojawiły się oferty skierowane do kobiet z Ukrainy, a 20% firm widzi spore możliwości ich zatrudnienia. Są to branże dalekie od zdominowanej przez mężczyzn prostej obróbki metali i jej pochodnych. Pracę kobiety mogłyby znaleźć w branży reklamowej, szwalniach i innych, powiązanych z produkcją seryjną / usługami około produkcyjnymi. “Nie zatrudniliśmy do tej pory żadnych pracowników pochodzenia ukraińskiego. Myślę, że jeżeli będą znali się na robocie, to będziemy zatrudniali, ale na pewno nie za niższe stawki” – komentuje możliwość zatrudnienia imigrantów ze wschodu przedstawiciel jednej z badanych firm.

Prawie połowa respondentów (44.8%) nie była w stanie określić czy finalnie koszt zatrudnienia pracownika wzrośnie czy zmaleje. Padały komentarze, że to “wróżenie z fusów”,  gdyż sytuacja jest dynamiczna i nie do przewidzenia.

Szanse na zatrudnienie zwiększają się wraz z wielkością przedsiębiorstwa: jeśli firma zatrudnia powyżej 25 pracowników, częściej deklarowano chęć zatrudnienia pracowników z Ukrainy.

Pytanie otwarte o rządowy program wsparcia firm w związku z sytuacją na Ukrainie wzbudziło sporo emocji. I choć zdania były podzielone, około połowa badanych spodziewałaby się jakiś działań ze strony rządzących. Pytani o sugerowaną formę wsparcia najczęściej wskazywali na pomoc finansową, ulgi podatkowe i odliczenia, dotacje unijne, wsparcie merytoryczne.

Dodatkowo aż 30% firm okazało frustrację z powodu tzw. “Nowego Ładu”.

Zaskakującym wynikiem jest fakt, że 58% firm nie wzięło bezpośrednio udziału w działaniach pomocowych dla Ukrainy, choć 48% z nich deklaruje zaangażowanie do 20% posiadanych zasobów, a jedynie 2% poświęciło ponad 50% zasobów. Przy czym zaznaczono, że prywatnie zaangażowanie w pomoc było dużo większe. Organizowano głównie pomoc rzeczową (zbiórki / przekazywanie sprzętów) – 43.6%, finansową (przekazy pieniężne) – 29.8%, logistyczną (transport) – 25.5% oraz udostępnianie powierzchni noclegowej- 16% czy nieodpłatne udostępnienie własnych produktów/ usług – 13.8% badanych. Wspominano też o pracowniczych urlopach dla tych najbardziej zaangażowanych w pomoc, aktywnym wsparciu pracowników biurowych czy ofertach pracy.

Jeśli firma zatrudniała przed wojną pracowników z Ukrainy to wtedy zaangażowanie było bardzo duże – powyżej 51% zasobów. Pomagano rodzinom pracowników, ściągano ludzi do Polski, organizowano transporty na granicę, przygotowywano miejsca noclegowe i dedykowane stanowiska pracy. Im większa firma, tym większe zaangażowanie w pomoc dla Ukrainy.

Wśród większości respondentów pojawia się “tęsknota za normalnością”: “oby się to już skończyło jak najszybciej i żebyśmy wrócili do rzeczywistości nawet sprzed pandemii”, abyśmy „targali rynek” i po prostu pracowali, robili swoje. W czasie pandemii skutki lockdownów i wyłączenia poszczególnych branż usługowych, rozrywkowych czy wreszcie branży gastronomicznej były odczuwalne niemal od razu. Jedzenie w restauracji trzeba było zastąpić zamówieniami na telefon i/lub “jedzeniem na wynos”, a wizytę u fryzjera znacznie odłożyć w czasie. Prace na budowach zwolniły, wydłużył się czas oczekiwania na zamówienia ze sklepu internetowego czy później już po otwarciu lokali – obsługę w restauracji. Masowo współczuliśmy hotelarzom, firmom z branży fitness i beauty. Skutki wojny na Ukrainie i sytuacja na wschodzie może nie będą tak od razu  odczuwalne, choć mają ogromne przełożenie na produkcję. Przeciętny Kowalski odczuje je na własnej skórze znacznie później – kiedy nie będzie mógł kupić zestawu mebli czy nowego auta, albo będzie mógł je zakupić, ale po wygórowanej cenie, znacznie przewyższającej planowany na zakup budżet i finansowe możliwości.

Raport dostępny jest bezpłatnie: https://bit.ly/35k35Xl

Zwiększona niepewność w prognozach dot. światowego rynku nieruchomości

  • Wojna na Ukrainie osłabiła niedawny optymizm i wywołuje obawy przed dalszym wzrostem i utrzymaniem się inflacji oraz przesunięciem środków publicznych.
  • Koszty materiałów budowlanych i koszty pracy mogą spowodować dalsze opóźnienia w realizacji projektów, które utknęły w martwym punkcie podczas pandemii oraz inicjatyw mających na celu zmianę przeznaczenia budynków.

W kontekście drugiego poważnego wstrząsu gospodarczego, spowodowanego tym razem wojną w Ukrainie i utrzymujących się obaw związanych z inflacją, raport Emerging Trends in Real Estate® Global Outlook 2022 koncentruje się na globalnych perspektywach dla branży nieruchomości, zwiększając nacisk na finansowanie wspierające dekarbonizację nieruchomości. Branża zwraca się do kredytodawców i organów regulacyjnych z prośbą o przyznanie środków na modernizację istniejących budynków i zwiększenie skali niezbędnych technologii klimatycznych.

Emerging Trends in Real Estate® Global Outlook 2022 powstał w oparciu o trzy regionalne raporty Emerging Trends in Real Estate (Stany Zjednoczone i Kanada, Azja i Pacyfik oraz Europa), które zostały opublikowane pod koniec 2021 r. oraz uwzględnił dodatkowe wywiady przeprowadzone przez Urban Land Institute (ULI) i PwC z liderami globalnego sektora nieruchomości, którzy podzielili się swoimi oczekiwaniami na nadchodzący rok. Raport jest kluczowym wskaźnikiem nastrojów w globalnym sektorze nieruchomości oraz trendów inwestycyjnych i rozwojowych na całym świecie.

Prezes ULI Europe, Lisette van Doorn, powiedziała:

„Mając za sobą dwa lata pełne wyzwań, branża nieruchomości szykuje się na jeszcze większą niepewność, i to nie tylko w perspektywie krótkoterminowej. Branża po raz kolejny stoi w obliczu spowolnienia gospodarczego, jednocześnie starając się sprostać długoterminowym trendom strukturalnym, które zostały wzmocnione lub przyspieszone przez pandemię, a teraz także przez inwazję Rosji na Ukrainę. Jedno z kluczowych pytań dotyczy tego, w jaki sposób obecny kryzys wpłynie na program działań ESG. Pandemia już wzmocniła znaczenie ESG dla wszystkich podmiotów związanych z nieruchomościami. Wywiady przeprowadzone dla Global Emerging Trends wskazują w tym roku na jeszcze większe obawy związane z wydatkami kapitałowymi i operacyjnymi, a także z ryzykiem związanym z dostosowaniem nieruchomości do potrzeb.”

Gareth Lewis, Dyrektor, PwC Real Estate, powiedział:

„Nasze badania przeprowadzone na potrzeby tegorocznego raportu Global Emerging Trends in Real Estate uwypukliły pewne zjawiska znane z ostatnich kilku lat. Po zakończeniu pandemii obserwowaliśmy ogólnie wysoki poziom zaufania dla perspektyw dla inwestorów na rynku nieruchomości, spowodowany przede wszystkim dostępnością kapitału poszukującego zysków. Jednak podobnie jak w poprzednich latach, w tle stale obecne są obawy związane z utrzymującymi się skutkami pandemii, trwałością wydłużonego cyklu koniunkturalnego na rynku nieruchomości oraz skutkami zmian strukturalnych, które dotknęły ten sektor. Kryzys w Ukrainie dał jednak nowy powód do obaw, zwłaszcza tych związanych z rosnącą inflacją i stopami procentowymi – wywołując napięcia, z którymi świat nieruchomości nie musiał się zmagać od dziesięcioleci.”

Perspektywy rynkowe

Inwazja Rosji na Ukrainę jeszcze bardziej zwiększa poziom niepewności gospodarczej i rodzi oczekiwania dot. spowolnienia globalnego wzrostu oraz wyższej i bardziej długotrwałej inflacji.

Nuta optymizmu odnotowana przez ULI i PwC pod koniec 2021 r. jest teraz podszyta większą ostrożnością. W branży dominuje pogląd, że wzrost gospodarczy będzie umiarkowany, inflacja osiągnie szczyt i będzie wyższa przez dłuższy czas, a problemy z łańcuchem dostaw będą długotrwale.

Jeszcze przed informacjami o inwazji na Ukrainę wielu przedstawicieli branży „zaczynało obniżać oczekiwania” co do roku 2022 po rekordowych inwestycjach z ubiegłego roku. Oczekuje się, że nowa fala obaw uderzy w zaufanie konsumentów, najemców i inwestorów, co spowoduje spowolnienie procesu zawierania transakcji, zwłaszcza w Europie.

Branża obawia się, że może być zmuszona do radzenia sobie z bardzo szybkimi zmianami w wydatkach rządowych na rzecz polityki obronnej i energetycznej, z pominięciem obszarów, które przynoszą bezpośrednie korzyści nieruchomościom, takich jak infrastruktura i budownictwo mieszkaniowe.

Zarządzanie inflacją

Ponieważ skutki wojny w Ukrainie przybierają na sile, inflacja, która była jednym z głównych powodów do niepokoju w ubiegłym roku, jest obecnie jeszcze większym wyzwaniem, przynajmniej w Europie i USA, a niepewność w tym roku jest jeszcze większa niż w ubiegłym.

Podwyższony poziom inflacji pozostaje problemem, jeśli chodzi o rozwój, właśnie w momencie, gdy branża chce wznowić opóźnione przez pandemię projekty lub realizować inicjatywy mające na celu zmianę przeznaczenia budynków. Koszty materiałów budowlanych i pracy należą do najbardziej odczuwalnych czynników ryzyka dla branży w 2022 roku. Nawet w regionie Azji i Pacyfiku inflacja stanowi dodatkowe wyzwanie, zwłaszcza w odniesieniu do logistyki.

Perspektywy sektora

Większość ankietowanych nadal podtrzymuje tradycyjny pogląd, że nieruchomości są dobrym zabezpieczeniem przed inflacją, ale są znacznie ostrożniejsi w kwestii oceny ryzyka. Może to przyczynić się do wzrostu popytu na operacyjne sektory nieruchomości, ponieważ wiele z nich jest mniej cyklicznych i w większym stopniu zabezpiecza przed inflacją niż główne sektory dzięki możliwości oferowania usług i korygowania ich cen.

Niektórzy inwestorzy myślą raczej o dywersyfikacji – rozłożeniu ryzyka na sektory i regiony geograficzne, co może spowodować, że już i tak silne przepływy kapitału z Zachodu do Azji i Pacyfiku nabiorą większego tempa.

Logistyka pozostaje głównym magnesem dla inwestorów, chociaż wolumen inwestycji w logistykę będzie prawdopodobnie spadać, podobnie jak w przypadku pozostałych nieruchomości. Wyzwaniem dla inwestorów jest ocena różnicy między cenami usług logistycznych na koniec cyklu a niecyklicznym przejściem w kierunku handlu elektronicznego.

Sektor biurowy w Azji nie stoi w obliczu takiego kryzysu egzystencjalnego związanego z pracą zdalną, jak rynki zachodnie. Z kolei w ubiegłym roku wartość transakcji na rynku biurowym po raz pierwszy wyniosła mniej niż 20% łącznej wartości inwestycji w nieruchomości w USA, co oznacza zaskakujący spadek. Po dwóch latach od wybuchu pandemii COVID-19 w Europie i obu Amerykach nadal nie ma jasnego kierunku rozwoju. Jednak w każdym możliwym scenariuszu, firmy będą w przyszłości wynajmować mniej powierzchni. Jest mało prawdopodobne, aby nowozatrudnieni pracownicy i dodatkowa przestrzeń niezbędna do zachowania dystansu społecznego zapełniły powstałe w ten sposób pustostany.

W 2021 r. po raz pierwszy na świecie więcej kapitału zainwestowano w mieszkania niż w biura. Rosnąca atrakcyjność sektora mieszkaniowego od kilku lat znajduje odzwierciedlenie w raportach Emerging Trends w Ameryce Północnej i Europie. Zainteresowanie inwestorów sektorem mieszkaniowym nie słabnie w 2022 r., ale nie słabną również obawy związane z przystępnością cenową. Ankietowani sugerują, że ta sama dynamika podaży i popytu, która doprowadziła do problemu przystępności cenowej mieszkań, z perspektywy rynków kapitałowych jest czynnikiem decydującym o ich odporności. Na przykład takie segmenty, jak mieszkania dla seniorów, mieszkania studenckie i co-living, korzystają z niższego poziomu pustostanów i atrakcyjnych stóp zwrotu skorygowanych o ryzyko w porównaniu z aktywami komercyjnymi.

Przesunięcie kapitału w kierunku budownictwa mieszkaniowego ma jeszcze jeden ważny aspekt społeczny/przystępny cenowo, przy czym trend ten jest bardziej widoczny w Ameryce Północnej i Europie niż w regionie Azji i Pacyfiku. Inwestowanie w budownictwo socjalne jest coraz częściej postrzegane przez inwestorów jako możliwość połączenia stabilnego dochodu z „S” w ESG. Innymi słowy, jest to mądra strategia zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej.

W ciągu ostatniego roku inicjatywy w zakresie zmiany przeznaczenia nieruchomości nabierały tempa, ale istnieje prawdopodobieństwo, że w związku z większą niepewnością na rynku, dynamika w tym zakresie wyhamuje.

Finansowanie dekarbonizacji

Ostatnie wywiady wskazują na jeszcze większą niż rok temu wagę kwestii związanych z ESG i wynikającym z tego ryzykiem przestarzałych lub wyeksploatowanych aktywów. Większa koncentracja najemców na zdrowych budynkach, ich brandach i własnych celach w zakresie zrównoważonego rozwoju przyspiesza starzenie się istniejących budynków.

W raporcie stwierdzono, że organizacje zapewniające kapitał i finansowanie mają możliwość wpływania na podejście branży nieruchomości do kwestii dekarbonizacji i skutków społecznych. Już teraz dokonuje się ogromna realokacja kapitału w kierunku eko-nieruchomości, ale jeśli branża ma osiągnąć swoje cele, pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, zwłaszcza przez kredytodawców i organy regulacyjne.

Na pytanie, czy zrównoważony rozwój środowiskowy ma sens z punktu widzenia biznesu, w dużej mierze udzielono już odpowiedzi. Natomiast „S” w ESG, czyli wpływ społeczny, dopiero raczkuje. Rośnie jednak finansowanie nieruchomości, których celem jest poprawa sytuacji społecznej. Jednak nadal istnieją podstawowe problemy do rozwiązania na rynkach finansowych, zanim rozpocznie się realokacja, która zapewni, że nieruchomości przyczynią się do rozwiązania problemów związanych z kryzysem klimatycznym. Wiodącą rolę odgrywają inwestorzy kapitałowi, którzy w dużej mierze starają się wyprzedzić nadchodzące regulacje. Natomiast podmioty udzielające finansowania, poza godnymi uwagi wyjątkami, wydają się czekać na wprowadzenie regulacji, zachowując się raczej reaktywnie niż proaktywnie, w wykorzystywaniu swoich wpływów, aby pomóc w dekarbonizacji nieruchomości. Wstrzymywanie się kredytodawców z wykorzystaniem swoich wpływów w tym kluczowym momencie historii to naprawdę stracona szansa.

Czasami rynki finansowe tworzą bariery, zamiast je przełamywać. Obfitość płynności finansowej w gospodarce światowej stwarza historyczną okazję do przeznaczenia kapitału na ekologiczne budynki i projekty. Ta sama płynność może jednak zmniejszyć pilną potrzebę działania wśród kredytodawców i inwestorów. Sposób, w jaki nieruchomości definiują budynek ekologiczny, może wprowadzać w błąd inwestorów i kredytodawców, którzy mogą chcieć działać w dobrej wierze, ale w efekcie działają w sposób, który raczej utrudnia niż pomaga w hurtowej dekarbonizacji.

Ankietowani nie są zgodni co do tego, czy ekologiczny kredyt na istniejące aktywa oferuje obniżoną marżę; niektórzy uważają, że tak, inni, że nie. W każdym razie obniżone marże kredytowe, z których czasami mogą korzystać kredytobiorcy, nie są główną korzyścią. Równocześnie bardzo realna staje się „brązowa przecena”, czyli budynki, które nie mają szans na spełnienie standardów zrównoważonego rozwoju określonych przez najemców, inwestorów, organy regulacyjne lub kombinację wszystkich powyższych czynników.

Mnogość norm i przepisów jest postrzegana przez ankietowanych jako główna przeszkoda. Brak porozumienia co do poziomu referencyjnego emisji dwutlenku węgla z budynku lub pomiaru emisji operacyjnej i ucieleśnionej utrudnia finansującym żądanie poprawy lub wyznaczenie celów.

Inną kwestią hamującą rozwój ekologicznych pożyczek jest brak popytu, a przynajmniej brak produktów, na które można by udzielić pożyczki. Jeśli kredytodawcy ograniczą swoje programy kredytowania ekologicznego do istniejących już energooszczędnych nieruchomości, szybko zabraknie im dostępnych budynków do finansowania; w ten sposób nie wprowadzą zmian.

Branża nieruchomości musi współpracować z organami regulacyjnymi na szczeblu miejskim, krajowym i międzynarodowym, aby ujednolicić definicję „zerowej emisji dwutlenku węgla”, sposób pomiaru emisji dwutlenku węgla, klasyfikację budynków ekologicznych, rodzaje celów, które organy regulacyjne i władze zamierzają egzekwować, oraz to, co stanowi kredyt ekologiczny.

Jak stwierdza większość osób biorących udział w raporcie, w idealnym świecie termin „kredyt ekologiczny” nie byłby potrzebny – każdy kredyt byłby kredytem ekologicznym. Ale ten świat jest jeszcze bardzo odległy.

Przyszłość to modernizacja

Dla inwestorów istniejące budynki, które wymagają nakładów kapitałowych w celu zwiększenia ich efektywności energetycznej, stanowią największe wyzwanie i największą szansę. Niektórzy rozmówcy twierdzą, że nigdy nie było lepszego momentu, aby przy niskich stopach procentowych wydawać pieniądze potrzebne na dekarbonizację istniejących budynków.

W branży nieruchomości rośnie świadomość roli, jaką odgrywa węgiel wbudowany w ogólną emisję dwutlenku węgla przez budynek – węgiel emitowany podczas tworzenia i transportu materiałów potrzebnych do jego budowy oraz podczas procesu rozbiórki. Stworzenie nowego, superekologicznego budynku prawie nigdy nie jest najbardziej ekologiczną opcją ze względu na emisję dwutlenku węgla związaną z wyburzeniem tego, co było wcześniej i stworzeniem nowego budynku.

Większość respondentów uważa, że kredytodawcy, a zwłaszcza banki, pozostają w tyle, jeśli chodzi o finansowanie renowacji i ulepszania istniejących zasobów. Często to właśnie fundusze zapewniają finansowanie programów renowacji z wartością dodaną. W przeciwieństwie do wielu banków, te nieregulowane fundusze są postrzegane jako mniej skłonne do posiadania określonej strategii lub ram zrównoważonego rozwoju. Jednak finansując takie renowacje, odgrywają one swoją rolę w zielonej transformacji, nawet jeśli udzielony dług nie jest określany jako „zielona pożyczka”. Ponadto wielu kredytodawców udziela „zielonego finansowania rozwoju” projektom, które po ukończeniu będą miały wysoki wskaźnik efektywności energetycznej, bez uwzględnienia emisji dwutlenku węgla związanej z realizacją projektu. W tym sensie zapewniają oni finansowanie projektu, który wytwarza znaczną ilość dwutlenku węgla, ale mimo to jest uważany za „zielony”.

Inwestorzy nastawieni na wzrost wartości i oportunistyczni o krótkich horyzontach czasowych mogą stać się potencjalnymi orędownikami modernizacji, mimo że nie podlegają regulacjom prawnym i jest mniej prawdopodobne, że mają zdefiniowaną strategię zrównoważonego rozwoju. Ich podejście polegające na kupnie-sprzedaży-remoncie może teraz obejmować również inicjatywy mające na celu wdrożenie standardów zrównoważonego rozwoju w modernizowanych budynkach.

 

Łańcuch dostaw akumulatorów EV – perspektywa 2030

Kraje azjatyckie posiadają około 3/4 zdolności produkcyjnych ogniw baterii. Według raportu „Analiza łańcucha dostaw akumulatorów pojazdów elektrycznych”, opublikowanego przez Automotive from Ultima Media we współpracy z operatorem logistycznym GEFCO, w 2030 roku zdolności produkcyjne Azji wyniosą nieco ponad 55%, podczas gdy Europa i Ameryka Północna będą posiadały według prognoz odpowiednio 33,25% i 9,8% rynku.

Rosnąca w szybkim tempie popularność pojazdów elektrycznych powoduje, że znaczenie lokalizacji produkcji akumulatorów oraz tworzenie łańcuchów dostaw rosną na znaczeniu. Logistyka i koszty dostaw odgrywają tutaj kluczową rolę, ponieważ akumulatory są ciężkie, kosztowne i skomplikowane w transporcie ze względu na przepisy dotyczące transportu towarów niebezpiecznych.

Łańcuch dostaw narażony na wiele zakłóceń

Pandemia bardzo mocno uwidoczniła słabą stronę zakupów z jednego źródła, filozofii szczupłych zapasów i nadmiernego polegania na ograniczonych bazach dostaw. Dodatkowo wyzwania branży potęgują braki na rynku półprzewodników. Ryzyko skoku cen akumulatorów podnoszą tzw. wąskie gardła w dostawach litu oraz niektórych surowców i minerałów. Wreszcie, im dalej źródła dostaw, tym większe ryzyko utraty widoczności przepływów. Takie problemy z dostawami mogą prowadzić do spadków sprzedaży, dodatkowych kosztów i niższych zysków producentów.

Nearshoring w Europie: rzeczywistość w ruchu

Jak czytamy w raporcie Automotive from Ultima Media, opublikowanym we współpracy z GEFCO, szacunkowa wartość kompletnego, europejski łańcucha dostaw baterii, od surowców po recykling, to nawet 250 miliardów euro rocznie i 4 miliony miejsc pracy w całej Unii Europejskiej. Opracowywanie i rozwój akumulatorów jest szczególnie ważne dla państw unijnych w kontekście ograniczania wpływu motoryzacji na środowisko i podnoszenia konkurencyjności sektora motoryzacyjnego.

W 2019 roku Komisja Europejska przedstawiła raport dotyczący strategicznego planu działania na rynku baterii. Strategiczny plan jest oparty na sześciu filarach:

  • zapewnienia zrównoważonych dostaw surowców,
  • wspierania europejskich projektów, obejmujących różne segmenty łańcucha wartości baterii, w tym produkcję ogniw,
  • wzmocnienia wiodącej pozycji w przemyśle poprzez zintensyfikowane wsparcie UE w zakresie badań i innowacji obejmujące cały łańcuch wartości,
  • rozwijania i wzmacniania wysoko wykwalifikowanej siły roboczej we wszystkich częściach łańcucha wartości,
  • wspierania zrównoważonego łańcucha wartości baterii, tj. wymogów dotyczących bezpiecznej i zrównoważonej produkcji baterii, jako kluczowego czynnika stymulującego konkurencyjność UE,
  • zapewnienia spójności z szerszymi ramami regulacyjnymi.

Specjaliści GEFCO podkreślają, że logistyka baterii do pojazdów elektrycznych jest z natury przykładem doskonałości w łańcuchu dostaw. Opiera się bowiem na coraz większej różnorodności geograficznych miejsc zaopatrzenia i szerokim zakresie czasów tranzytu, co sprawia, że dostarczenie odpowiedniej ilości części w określonym czasie jest bardzo wymagającym zadaniem. Poza tym operatorzy logistyczni, tacy jak GEFCO – którzy specjalizują się w obsłudze branży motoryzacyjnej – muszą podejmować szereg dodatkowych działań i inwestycji, aby dobrze przygotować się na rosnące wyzwania łańcuchów dostaw pojazdów EV. Na przykład, pod koniec 2021 roku, GEFCO poinformowało o realizacji końcowej fazy ambitnego projektu instalacji 290 stacji ładowania pojazdów elektrycznych (EV) na placach składowych w wielu krajach Europy.

Produkcja baterii EV w Europie – uniezależnienie się od dostawców spoza UE

W grudniu 2020 r. Komisja Europejska ustaliła listę ekologicznych kryteriów, które będą musiały spełniać importowane baterie, począwszy od zrównoważenia produkcji surowców po energię używaną w produkcji. Do 2023 roku zasady nie ulegną zmianie. W latach 2024 do 2027 kluczowe elementy baterii – takie jak katody, anody oraz chemikalia, muszą pochodzić z UE. Celem wyznaczonym na 2027 rok jest pełne zaopatrzenie w Europie, odporne i niezależne od dostaw zagranicznych. W konsekwencji Europa zakłada plan wybudowania nowych fabryk akumulatorów do pojazdów elektrycznych, aby docelowo w 2030 roku funkcjonowało 37 podmiotów produkcyjnych o mocy 950 GWh. Nawet jeśli wówczas udział Azji w rynku zmniejszy się do 56,95%, ten kontynent pozostanie liderem na rynku akumulatorów dla EV.

Jak pokazują statystyki, popyt na pojazdy elektryczne w Europie sukcesywnie rośnie. Według danych Licznika Elektromobilności, liczba osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym sprzedanych w 2021 roku  w Polsce wzrosła o 93% (r/r). Z kolei na świecie w 2021 roku samochody elektryczne stanowiły już 6,3% sprzedaży, co oznacza dynamiczny, trzykrotny wzrost w porównaniu do 2019 roku.