Napięte stosunki UE-Rosja: jakie są przyczyny?

Zatrzymanie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego to tylko najnowsze źródło napięć w stosunkach między Unią Europejską a Rosja. Jakie są przyczyny tych tarć i jakie poglądy wyraża w związku z tym Parlament Europejski?

W ciągu ostatniej dekady stosunki UE-Rosja stawały się coraz bardziej napięte, między innymi z powodu aneksji Krymu, dokonanej przez ten kraj w 2014 r. Poparcie Kremla dla separatystów na wschodzie Ukrainy i interwencja wojskowa Rosji w Syrii jedynie zaostrzyły sytuację. Innym źródłem napięć są rosyjskie kampanie dezinformacyjne i cyberataki, a także próby ingerencji w zachodnie procesy demokratyczne.

Aresztowanie Aleksieja Nawalnego

Opozycjonista Aleksiej Nawalny został zatrzymany po powrocie do Rosji 17 stycznia. Przyleciał z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia, o co oskarża władze swojego kraju, w tym prezydenta Władimira Putina.

Przemawiając podczas wywiadu na żywo na Facebooku 27 stycznia 2021 r. Urmas Paet, wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych, wezwał do nałożenia sankcji na „osoby bezpośrednio odpowiedzialne za aresztowanie i prześladowanie Aleksieja Nawalnego”.

W rezolucji przyjętej cztery dni po aresztowaniu Parlament Europejski wezwał do zaostrzenia unijnych sankcji wobec Rosji, a także do natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia Nawalnego i wszystkich zatrzymanych w związku z jego powrotem do Moskwy. Oprócz sankcji wymierzonych w najbliższe otoczenie prezydenta Władimira Putina i rosyjskich propagandystów w mediach, posłowie oświadczyli, że możliwe jest również podjęcie działań w ramach unijnego globalnego reżimu sankcji praw człowieka. Paet określił nowy mechanizm jako narzędzie „absolutnie odpowiednie” i dodał: „Niemożliwe jest, aby wolne społeczeństwa europejskie nie reagowały na brutalne naruszenia praw człowieka”.

Sankcje UE wobec Rosji

Od aneksji Krymu w 2014 r. sankcje gospodarcze UE dotyczą rosyjskiego sektora finansowego, obronnego i energetycznego. Rosja zareagowała kontrsankcjami, zakazując około połowy importu produktów rolno-spożywczych z UE. Przed Bożym Narodzeniem przywódcy UE jednogłośnie zdecydowali o przedłużeniu sankcji do 31 lipca 2021 r. Środki, które są odnawiane dwa razy w roku, mocno uderzyły w Rosję: pod koniec 2018 r. Szacowano, że jej gospodarka zmniejszyła się przez sankcje UE i USA o 6 procent.

UE nałożyła również sankcje na rosyjskich urzędników w odpowiedzi na zatrucie Nawalnego. W wywiadzie z 27 stycznia Paet wymienił ostatnie „smutne przykłady” rosyjskiej polityki zagranicznej. „ Nie ma innej opcji dla narodów UE, jeśli kraj nie przestrzega podstawowych praw człowieka i prawa międzynarodowego” – powiedział.

Echa Białorusi

Przemawiając w tym samym wywiadzie Andrius Kubilius, jeden z czołowych posłów Parlamentu Europejskiego ds. Rosji, określił sankcje jako „skuteczne” narzędzie. Kubilius powiedział, że dziesiątki tysięcy Rosjan stawiło czoła pobiciom, aresztowaniom i temperaturom -50 °, aby zaprotestować przeciwko aresztowaniu Nawalnego. Mówił też o echach z Białorusi w ostatnich wydarzeniach w Rosji. „Łukaszenko próbował ukraść białoruskie wybory prezydenckie i jest bardzo jasne, że reżim Kremla próbuje ukraść wybory do Dumy. Musimy ukarać takie zachowanie ” – stwierdził.

„Możemy wyciągnąć z tego bardzo prosty wniosek: demokracja jest bardzo ważna dla narodu rosyjskiego, a Aleksiej Nawalny, który walczy o te prawa, jest bohaterem. Dlatego potępiamy autokratyczne zachowanie Kremla ” – oświadczył Kubilius.

Nord Stream 2

Innym aspektem stosunków UE-Rosja jest energia. Kontrowersje wokół nowego rurociągu Nord Stream 2 uwydatniły pozycję tego kraju jako głównego dostawcy energii do Unii. W rezolucji z 21 stycznia eurodeputowani wezwali UE do natychmiastowego wstrzymania prac nad kontrowersyjnym rurociągiem, który miałby łączyć Niemcy bezpośrednio z Rosją. Paet wyraził nadzieję, że ministrowie UE poważnie potraktują stanowisko Parlamentu i powiedział, że projekt Nord Stream 2 „narusza wspólną politykę bezpieczeństwa energetycznego UE”.

Rosja nie jest już „partnerem strategicznym”

W marcu 2019 roku w rezolucji Parlamentu Europejskiego stwierdzono, że Rosji nie można już uważać za „partnera strategicznego”. Jednak pomimo napięć istnieje wiele obszarów, w których zarówno UE, jak i Rosja mają wspólne interesy i obawy. Rosja odegrała na przykład konstruktywną rolę w negocjacjach w sprawie porozumienia nuklearnego z Iranem. Zarówno UE, jak i Rosja opowiadają się za dwustronnym rozwiązaniem konfliktu izraelsko-palestyńskiego i obie są sygnatariuszami porozumienia klimatycznego z Paryża. UE jest nadal zdecydowanie największym partnerem handlowym i inwestycyjnym Moskwy (odpowiadającym za 42 procent rosyjskiego eksportu w 2019 r.).

Paet zauważył, że Rosja jest krajem europejskim, a Parlament chce, aby Rosjanie mieli wszystkie swobody, z których korzystają w UE. Podkreślił jednak, że „rzeczywiste zmiany mogą ostatecznie nadejść tylko od wewnątrz, a nie z zewnątrz”. „Jesteśmy solidarni ze zwykłymi Rosjanami”,„Rosja, choć zboczyła z drogi demokratycznego rozwoju, może wrócić” – dodał Kubilius.

Rosja tematem obrad PE w tym tygodniu

Temat Rosji będzie omawiany na rozpoczynającej się w poniedziałek sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. We wtorek szef unijnej polityki zagranicznej Josep Borrell przedyskutuje z europosłami polityczne zawirowania w Rosji, w tym sprawę Aleksieja Nawalnego i ogólnokrajowe protesty wywołane jego aresztowaniem.

jjk

Źródło informacji: EuroPAP News

FPP: Odpowiedzialna polityka fiskalna szansą na odbicie po koronakryzysie

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) opracowała zbiór rekomendacji dla polskiej polityki fiskalnej w dobie koronakryzysu. Pozwalają one budować zrównoważoną strategię podatkową państwa w okresie pandemii w sposób zapewniający zarówno wzrost wpływów do budżetu państwa, jak i dalsze stymulowanie gospodarki. Rekomendacje te pozwalają uniknąć przeniesienia kosztów podatkowych na konsumentów, a także nie dopuścić do zwiększenia szarej strefy. Rekomendacje FPP dotyczą zarówno CIT – rozumianego jako odpowiedzialność dużych przedsiębiorców za wpływy do budżetu, akcyzy – jako regulacji wpływającej na postawy konsumentów, lecz płaconej realnie z kieszeni obywateli oraz VAT – który może zwiększać wpływy do budżetu przy jednoczesnym stymulowaniu gospodarki. Patriotyzm gospodarczy to uczciwy CIT lub inwestycje!

„Potrzebujemy solidarności i uczciwości na linii Państwo–Obywatele–Przedsiębiorcy. Silnym mechanizmem kształtującym te wartości jest efektywna polityka fiskalna, Niesie ona nie tylko wymierne korzyści budżetowi państwa w postaci wyższych wpływów, ale może mieć także istotny wpływ na stymulowanie gospodarki, szarą strefę i postawy obywateli. Dlatego odpowiedzialne kształtowanie instrumentów fiskalnych ma kluczowe znaczenie – zwłaszcza w okresie pandemii i kryzysu gospodarczego. Analizy FPP wskazują, że można bez żadnych nakładów ze strony budżetu państwa wesprzeć branże, które drastycznie ucierpiały przez obostrzenia pandemiczne, jednocześnie zwiększając wpływy z VAT. Z kolei odpowiedzialna polityka akcyzowa – a więc dotycząca tzw. ‘podatku od grzechu’ – może istotnie wpłynąć na zmniejszanie szarej strefy i zdrowie obywateli. Natomiast podatek CIT – jako danina bezpośrednia i wskazująca na odpowiedzialność oraz patriotyzm gospodarczy przedsiębiorstw – powinien być realnie uszczelniany. Firmy zagraniczne prowadzące działalność w Polsce powinny odprowadzać CIT w Polsce. To istotne dla budżetu wpływy, które mogłyby być porównywalne do całej odprowadzanej akcyzy. Należy podkreślić, że akcyza to podatek płacony realnie z kieszeni Polaków – dlatego proste zwiększanie jej stawek w okresie pandemii i kryzysu gospodarczego jest nieracjonalne i szkodliwe dla gospodarki, bo obniża siłę nabywczą Polaków na wszystkie towary i usługi – nie tylko te objęte akcyzą. Nie ma aktualnie żadnych przesłanek merytorycznych do dokonywania rewolucji w systemie akcyzy, a podejmowanie tego tematu w okresie destabilizacji gospodarczej – podczas gdy wielu przedsiębiorców zmaga się ze skutkami epidemii, walczy o zachowanie łańcucha wartości i miejsc pracy – jest szczególnie nieodpowiedzialne” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

CIT – odpowiedzialność dużych przedsiębiorców za wpływy do budżetu

Patriotyzm gospodarczy – rozumiany jako odpowiedzialność przedsiębiorców za gospodarkę, w której prowadzą działalność – można sprowadzić do prostej zasady: podatki bezpośrednie, takie jak CIT, to danina przedsiębiorstw z tytułu ich działalności nie przerzucana na obywateli. Należy zatem wyraźnie artykułować potrzebę większego solidaryzmu gospodarczego ze strony firm. Przedsiębiorca solidarny to taki, który płaci CIT lub inwestuje w kraju, w którym prowadzi działalność. Przedsiębiorcy, którzy płacą CIT, są solidarni z państwem i jego obywatelami. Przedsiębiorcy nie płacący podatku dochodowego (CIT) i nie inwestujący w kraju prowadzenia działalności traktują go jako miejsce taniej siły roboczej, a zyski transferują za granicę. Podmioty te z premedytacją dewaluują znaczenie podatków bezpośrednich podkreślając wagę podatków pośrednich. Dlatego postulują wybiórcze podwyższanie podatków pośrednich, takich jak VAT czy akcyza, aby braki budżetowe pokryć z cudzej kieszeni – to jest z kieszeni konsumentów. Braki budżetowe spowodowane unikaniem obowiązku, jakim jest zapłata podatku dochodowego. Dlaczego zwykły Kowalski płaci podatek dochodowy, a niektóre wielkie korporacje od lat go unikają wykazując straty?

System podatku CIT należy regularnie uszczelniać, ponieważ nadal występują wysokie dysproporcje w ściągalności tego podatku w ramach wielu branż. W szczególności w dobie koronakryzysu warto przyjrzeć się temu niepokojącemu zjawisku w branży handlowej czy tytoniowej – gdzie dysproporcje są jednymi z największych. Eliminacja patologii związanych z agresywną optymalizacją w płaceniu CIT przyniosłaby budżetowi znaczące wpływy – stawiając ten podatek na drugim miejscu największych źródeł dochodów budżetowych.

AKCYZA – regulacja wpływająca na postawy konsumentów i zmniejszanie szarej strefy

Akcyza – podatek pośredni, doliczany do ceny produktu i płacony przez konsumenta – jest nazywana podatkiem ‘od grzechu’. Oznacza to, że różne wyroby są opodatkowane różnymi stawkami akcyzy –zgodnie z zasadą: grzechy najcięższe powinny być najbardziej opodatkowane, a grzechy lżejsze mniej. Państwo za pomocą zróżnicowanych stawek akcyzy realizuje także politykę prośrodowiskową (np. niższe stawki na samochody hybrydowe i elektryczne), czy prozdrowotną (np. niższe stawki na tytoń do podgrzewania, napoje niskoalkoholowe). Obecna polityka akcyzowa Polski jest efektywna zarówno fiskalnie, jak i prospołecznie – z sukcesami realizuje cele zmierzające do zmniejszenia szarej strefy, właściwie stymuluje zachowania konsumentów, zapewnia satysfakcjonujące wpływy do budżetu państwa i jest zgodna z wymogami Unii Europejskiej. W niektórych obszarach polskie regulacje już gwarantują wpływy z tytułu akcyzy, chociaż nie ma takich wymogów europejskich – przykładem jest akcyza na samochody czy nowatorskie wyroby tytoniowe, która w tym ostatnim przypadku dzięki różnicy w stosunku do akcyzy na najbardziej szkodliwe dla zdrowia wyroby czyli papierosy wspiera tym samym cele polityki zdrowotnej.

Podwyższanie podatków płaconych wprost z kieszeni obywatela w czasie pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego jest nierozsądne i szkodliwe dla całej gospodarki, szczególnie jeśłi dotyczyć miałoby tylko produktów ekologicznych lub mniej szkodliwych dla zdrowia.

A zatem brak podwyżek akcyzy w 2021 roku jest racjonalną i uzasadnioną polityką rządu. Należy stymulować popyt wewnętrzny i bardzo ostrożnie podchodzić do podnoszenia podatków, które wprost przekładają się na ceny i inflację oraz są odczuwalne przez konsumentów. Dzisiejszego konsumenta nie stać na zaakceptowanie wzrostu cen – podnoszenie podatków może więc przynieść odwrotny skutek, czyli spadek konsumpcji i tym samym wpływów z podatków. Co gorsze, podnosząc akcyzę na np. samochody elektryczne, niskoalkoholowe napoje lub tytoń do podgrzewania, konsumenci wrócą do produktów szkodzących bardziej – diesli, wódki i zwykłych papierosów. Takie niekorzystne rozwiązania, poza negatywnymi skutkami dla środowiska czy zdrowia, mogą też zwiększać szarą strefę – gdyż są prostą zachętą do przemytu tanich wyrobów zza wschodniej granicy, gdzie wskutek niższych kosztów pracy i produkcji są one znacząco tańsze niż w Polsce. Dlatego z uwagi na położenie, Polska ma jedną z najniższych w Unii stawek akcyzy na papierosy.

W świetle powyższego pojawiające się w ostatnim czasie apele o rzekome „urealnienie stawek akcyzy” czy też „usunięcie luki akcyzowej” są całkowicie nietrafione. Stoją za nimi zachodnie korporacje, które nie chcąc płacić podatków dochodowych i próbują przerzucić koszt walki z pandemią na konsumentów. Tezy te nie tylko więc opierają się na nieprawdziwych danych i błędnych wyliczeniach – ale są szkodliwe dla obywateli i budżetu państwa. Akcyza jest podatkiem dość szczelnym, zaś same różnice w stawkach akcyzy – np. w motoryzacji, napojach alkoholowych czy tytoniu – nie mają nic wspólnego z rzekomą „luką” i w żadnej mierze z niej nie wynikają. Samo pojęcie „luki” sugeruje, że w systemie podatkowym jest jakaś nieszczelność, że system nie funkcjonuje prawidłowo. Tymczasem różnice w stawce akcyzy pomiędzy poszczególnymi kategoriami produktów akcyzowych nie są żadną „luką”, lecz uzasadnionym elementem polityki państwa. Tak jest w całej Europie w odniesieniu do różnego rodzajów dóbr – takich jak zielona energia, samochody, paliwa, alkohol, tytoń, itd. Chwytliwe hasła dotyczące rzekomego „manipulowania” akcyzą przy najniższym w historii poziomie szarej strefy są czystą grą lobbingową na rzecz jednej kategorii kosztem innej i wątpliwe z punktu widzenia uczciwej konkurencji.

Dlatego obecny system akcyzy powinien pozostać nienaruszony – zwłaszcza, że dopiero co (w październiku 2020 roku) opodatkowano nowe kategorie wyrobów. Jeżeli zaś rozważanoby zmiany w akcyzie w celu zwiększenia dochodów budżetowych – to należałoby wówczas zmienić strukturę sposobu obliczania tego podatku na np. wyroby tytoniowe i podnieść stawki dla wyrobów najbardziej szkodliwych (czyli np. dla tradycyjnych papierosów i dla mocnych alkoholi), utrzymując bądź zmniejszając stawki dla wyrobów mniej szkodliwych (nowatorskich wyrobów tytoniowych, płynów do papierosów elektronicznych produkowanych przez polskie MŚP oraz dla alkoholi słabych, typu piwo).

VAT – jak zwiększać wpływy do budżetu przy jednoczesnym stymulowaniu gospodarki?

Prawidłowa polityka wobec VAT może zwiększać wpływy do budżetu państwa i stymulować gospodarkę – wcale nie trzeba zwiększać stawki VAT. Co więcej, rozsądne rozwiązania mogą także stymulować gospodarkę i nieść pomoc dla branż najbardziej poszkodowanych w pandemii – bez żadnych nakładów z budżetu państwa.

Przykładem może być propozycja Federacji Przedsiębiorców Polskich dotycząca wprowadzenia zwolnionych z PIT i ZUS bonów o wartości 560 zł miesięcznie na posiłki dla pracowników – finansowanych dobrowolnie przez pracodawcę. Obliczone przez FPP efekty tak prostego działania:

• Już w pierwszym roku obowiązywania regulacji roku wpłaty z tytułu VAT i CIT mogłyby wynieść prawie 500 mln zł, a w 2025 roku przekroczyłyby 1 mld zł rocznie
• Nawet 7,6 mld zł dodatkowego PKB
• Wzrost przychodów rolników o 560 mln zł przychodów rocznie i 7 tys. nowych miejsc pracy
• Wzrost obrotów gastronomii o 4,1 mld zł ratując zatrudnienie nawet 100 tys. osób

Bitcoin może osiągnąć w tym tygodniu wartość 50 000 dolarów po gigantycznej inwestycji Tesli

„Osiągnięcie wartości 50 000 dolarów to niewątpliwie ważny kamień milowy w historii bitcoina”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na obejmującej wiele aktywów platformie inwestycyjnej eToro, powiedział: „Bitcoin osiągnął najwyższy poziom w historii, dzięki doniesieniom o ogromnych inwestycjach w kryptowaluty dokonane przez Teslę oraz akceptacji tego największego na świecie producenta aut (według kapitalizacji rynkowej) na przyjmowanie bitcoinów jako płatności za swoje samochody i inne produkty”.

„Jeśli istniały jakiekolwiek wątpliwości co do akceptacji bitcoina w głównym nurcie rynkowym, to z pewnością ta decyzja musi oznaczać koniec wszelkiego sceptycyzmu. Wiele innych firm już akceptuje bitcoiny jako formę płatności i wyobrażam sobie, że z czasem inne duże przedsiębiorstwa pójdą za przykładem Tesli”.

„Świat coraz częściej przenosi się do Internetu, a bitcoin znajduje się w samym centrum transakcji online, a przy tego rodzaju wsparciu ze strony firmy wartej wiele miliardów dolarów, prawdopodobnie jego wartość osiągnie 50 000 dolarów do końca tygodnia”.

IPOPEMA TFI zacieśnia współpracę z CVI Domem Maklerskim

IPOPEMA TFI zacieśnia współpracę z CVI Domem Maklerskim i ponownie wychodzi na rynek z ofertą funduszu opartego o dług firm faktoringowych i pożyczkowych.

Największe pod względem aktywów niezależne towarzystwo funduszy inwestycyjnych – IPOPEMA TFI oraz lider w poza bankowym finansowaniu przedsiębiorstw w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej – CVI Dom Maklerski zacieśniają współpracę. Przedmiotem wspólnego działania jest zarządzanie funduszem publicznym IPOPEMA Benefit 3 FIZAN i ponowne udostępnienie szerokiemu gronu inwestorów alternatywnego funduszu, finansującego podmioty działające na rynku faktoringu i pożyczek. W planach jest wzrost aktywów w produkcie do ok.  100 mln w 2021 roku.

Za zarządzanie portfelem inwestycyjnym funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN, w tym za wyszukiwanie nowych inwestycji i realizację poszczególnych transakcji odpowiadać będzie zespół specjalistów CVI Dom Maklerski. IPOPEMA TFI zapewni kontrolę nad realizacją strategii inwestycyjnej funduszu oraz dystrybucję certyfikatów inwestycyjnych.  Fundusz, który w ciągu 2 lat wypracował stopę zwrotu na poziomie 15,51% *, uzyskał już po raz drugi zgodę KNF na kolejne emisje certyfikatów.

Certyfikaty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN są aktualnie przedmiotem oferty publicznej, kierowanej do szerokiego grona adresatów (niewielka minimalna kwota inwestycji tj. 2.931,75 PLN). Pierwsza subskrypcja nowej emisji certyfikatów funduszu   rozpoczęła się 25 stycznia i potrwa do 19 lutego 2021 roku. W kolejnych miesiącach, aż do listopada br. IPOPEMA TFI planuje kolejne subskrypcje tego rozwiązania inwestycyjnego. Strategia funduszu zakłada inwestycje przede wszystkim w instrumenty dłużne niebankowych firm faktoringowych oraz firm pożyczkowych (z wyłączeniem pożyczek konsumenckich).

’’Inwestorzy na rynku funduszy inwestycyjnych są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, wybierają tzw. fundusze o niskim lub średnim poziomie ryzyka, o możliwie stabilnych oczekiwanych stopach zwrotu oraz uwzględniających zastosowanie mechanizmów zabezpieczających. Mając na uwadze taką sytuację i stabilne wyniki funduszu w okresie ostatnich 24 miesięcy, podjęliśmy kolejny raz decyzję o otwarciu oferty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN dla szerokiego grona Klientów i skierowaniu uwagi inwestorów poszukujących ciekawych alternatywnych rozwiązań do swoich portfeli inwestycyjnych.”  – podkreśla Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI

Silny nacisk na bezpieczeństwo, dywersyfikację i proces doboru lokat

Pomimo, iż fundusz powstał z myślą o inwestorach oczekujących stóp zwrotu na poziomie przewyższającym oprocentowanie lokat bankowych, polityka IPOPEMA Benefit 3 FIZAN jest restrykcyjna w zakresie selekcji partnerów, którym fundusz już udzielił lub będzie udzielał finansowania. W konsekwencji, krąg podmiotów dopuszczonych do współpracy z funduszem jest stale monitorowany i ograniczony do wąskiej grupy bardzo mocno wyselekcjonowanych firm.

„Sytuacja pandemiczna na świecie oraz niepewna sytuacja gospodarcza mają istotny wpływ na możliwości pozyskania przez firmy środków finansowych na dalszy rozwój, co wpływa na wzrost zainteresowania finansowaniem pozabankowym. W ostatnim okresie rośnie także zainteresowanie papierami wartościowymi i strategiami opartymi o rynek długu wśród inwestorów indywidualnych. Do tej pory inwestorzy mieli bardzo ograniczony dostęp do ofert funduszy zamkniętych, ze względu na niepubliczny charakter prawie wszystkich tego typu produktów. Dzięki funduszowi Benefit 3, który jest funduszem dostępnym w ofercie publicznej, także Klienci o mniejszych oszczędnościach mogą skorzystać z rozwiązania dającego realną szansę na stopę zwrotu powyżej inflacji. CVI DM jako zarządzający portfelem funduszu Benefit 3, będzie dążył do osiągnięcia stóp zwrotu na poziomie 4%-6% dla klienta. Prognozy na rok 2021 wskazują na niewielkie szanse pobicia inflacji przez fundusze dłużne oparte na obligacjach skarbowych. Może to zachęcić inwestorów do transferu środków właśnie do funduszy takich jak Benefit 3, czerpiących zyski z ryzyka kredytowego.” – podkreśla Rafał Lis, Partner Zarządzający w CVI Dom Maklerski.

Polityka selekcji i podejścia do kwestii bezpieczeństwa portfela lokat funduszu, opiera się na trzech filarach: (1) możliwie krótkoterminowym charakterze finansowania od 6 do 18 miesięcy, (2) dywersyfikacji portfela emitentów, (3) dywersyfikacji źródeł zabezpieczenia spłaty finansowania – nawet na setki lub tysiące wierzytelności (m.in. faktur) względem pojedynczych podmiotów korzystających z usług finansowanych przez fundusz firm faktoringowych i pożyczkowych.

‘’Spółki ubiegające się o finansowanie ze środków funduszu są regularnie poddawane szczegółowemu audytowi finansowemu i prawnemu. Wyznaczyliśmy szereg kryteriów, które muszą spełniać emitenci obligacji nabywanych przez fundusz. Skalę bardzo dużego rozproszenia ryzyka pokazuje ilość sfinansowanych przez fundusz faktur w okresie 2 lat – ponad 20 tys. sztuk.’’ – dodaje Jarosław Wikaliński z IPOPEMA TFI.

Dodatkowo fundusz miesięcznie dokonuje wyceny obligacji oraz portfela zabezpieczeń, a w cyklach tygodniowych analizuje portfel należności tych spółek, w tym m.in. terminowość płatności, rotację faktur, poziom przeterminowań i koncentracji.  Z perspektywy bezpieczeństwa warto zaznaczyć, że fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma dużą dywersyfikację zaangażowania faktoringowych i pożyczkowych co przekłada się na niską wartość finansowanej, pojedynczej transakcji. Średnia wartość faktur stanowiących zabezpieczenie na dzień 25.12.2020r. wynosiła ok 29,5 tys. PLN

Stabilna stopa zwrotu i znaczne zwiększenie aktywów

Celem zarządzających funduszem jest uzyskiwanie stabilnej stopy zwrotu w okresie długoterminowym na poziomie 4%-6%. rocznie. Fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma obecnie ponad 20 mln zł aktywów w zarządzaniu, a dzięki kolejnym emisjom towarzystwo liczy na wzrost aktywów do ok.          100 mln zł do grudnia 2021 roku. Fundusz kierowany jest do osób, które zakładają dłuższy horyzont inwestycyjny i akceptują ograniczoną płynność inwestycji.

Dotychczas wyemitowane certyfikaty funduszu są notowane na GPW w Warszawie, w odniesieniu do kolejnych serii także planowane jest wprowadzenie do obrotu giełdowego. Pierwszy wykup certyfikatów możliwy będzie już po upływie 18 miesięcy od daty ich przydziału inwestorowi, zaś kolejne wykupy będą realizowane co pół roku. Minimalny zapis na certyfikaty inwestycyjne wynosi w obecnej emisji 2.931,75 zł.

IPOPEMA TFI SA jest największym pod względem aktywów w zarządzaniu niezależnym, tj. niezwiązanym z grupą bankową lub ubezpieczeniową, towarzystwem funduszy inwestycyjnych. Aktywa w zarządzaniu IPOPEMA TFI według stanu na koniec grudnia 2020 roku, wyniosły ponad 57 mld zł.  Towarzystwo wchodzi w skład grupy kapitałowej notowanej na GPW od 2009 r. IPOPEMA Securities SA.

*Dane na dzień 31.12.2020 / ** Pb.pl (fundusze aktywów niepublicznych)

 

Powodzenie programu szczepień w Wielkiej Brytanii wspiera funta

Wprowadzenie programu szczepień przeciwko COVID-19 ma istotny wpływ na zachowanie najważniejszych walut. Największym dotychczasowym wygranym 2021 roku jest funt brytyjski. Aktywa ryzykowne, na czele z amerykańskimi akcjami, biją kolejne rekordy.

Wprowadzenie programu szczepień przeciwko COVID-19 miało istotny wpływ na zachowanie najważniejszych walut. Imponujące postępy w szczepieniach w Wielkiej Brytanii dają nadzieję inwestorom, że zniesie ona restrykcje wcześniej niż podobne kraje, co wspiera funta. Euro niezmiennie nie radzi sobie najlepiej ze względu na niewysoką liczbę szczepień w państwach strefy euro, zaś dolar amerykański ma za sobą kolejny mieszany tydzień.

W najbliższych dniach pojawi się stosunkowo niewiele nowych danych. Spodziewamy się, że uwaga skupi się na środowych odczytach inflacji w Stanach Zjednoczonych. Warto zauważyć, że dane o inflacji w większości krajów G10 ostatnio zaskakują wyraźnie in plus. Spodziewamy się utrzymania tego trendu, ponieważ odporny na COVID-19 popyt trafia na spowodowane pandemią wąskie gardło podaży.

PLN

W minionym tygodniu kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu w tym roku. Jego umocnienie w znacznej mierze można powiązać z ogólną poprawą sentymentu do ryzyka, która pomogła też innym walutom regionu. Pod koniec tygodnia złotemu sprzyjał również ton prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Gdy odpowiadał on na pytania dziennikarzy, nie sugerował, że ostatnia aprecjacja złotego wymaga reakcji banku, i potwierdził, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stabilizacja stóp procentowych.

Najbliższy tydzień nie przyniesie zbyt wielu informacji z Polski. Skupimy się na pandemii, w kontekście której warto wspomnieć o zauważalnej poprawie sytuacji i rozpoczęciu stopniowego łagodzenia obostrzeń, a także postępach w szczepieniach – w tym zakresie Polska jest jednym z liderów w UE. Co się tyczy danych makroekonomicznych, w piątek czeka nas publikacja wstępnych danych o PKB Polski w IV kwartale.

EUR

Ostatnie sygnały ze strefy euro były sprzeczne. PKB w IV kwartale nieznacznie się skurczył, co było spowodowane przywróceniem lockdownów w dużej części kontynentu, ale styczniowa inflacja była znacznie wyższa niż oczekiwano.

Rynki zignorowały jednak dane dotyczące inflacji i skupiły się zamiast tego na niskiej wyszczepialności, która jeśli nie wzrośnie, mocniej opóźni odżycie gospodarki. Nawet w głównych krajach strefy euro podano mniej więcej 3–4 dawki szczepionki na 100 osób w czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych zaaplikowano ponad 10 dawek, a w Wielkiej Brytanii – 17. Sądzimy, że euro w relacji do głównych walut w krótkim terminie może radzić sobie słabo, pozostajemy jednak pozytywnie nastawieni do jego długoterminowych perspektyw.

USD

Wydźwięk kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który poznaliśmy w piątek, był mieszany. Zgodnie z badaniami ankietowymi wśród firm wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych od października był nikły. Sondaż przeprowadzony wśród gospodarstw domowych rysuje jednak lepszy obraz: zgodnie z nim bezrobocie w styczniu spadło o 0,4 p.p. w relacji do grudnia. Nie więcej niż czwartą część tego spadku można powiązać ze spadkiem stopy partycypacji.

Oczekujemy, że amerykański Senat ostatecznie zaakceptuje duży pakiet stymulacyjny. Połączenie mocno gołębiej Rezerwy Federalnej, ogromnej emisji obligacji do sfinansowania deficytów i perspektywy przyjęcia znacznego pakietu fiskalnego nadal uderza w rynek obligacji. Rentowność 30-letnich papierów skarbowych wzrosła o 80 pb. od czasu osiągnięcia minimów latem 2020 roku. W ujęciu ogólnym dolar na tę wyprzedaż reagował negatywnie. Duże aukcje świeżych obligacji skarbowych zaplanowane na ten tydzień znajdą się w centrum uwagi inwestorów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Hipoteka odwrócona w pandemii. Porównanie rynku norweskiego i polskiego

W Norwegii rynek hipoteki odwróconej funkcjonuje od 2005 roku. W ofercie skierowanej do seniorów jest sporo produktów, które można zaliczyć do tej kategorii. Część z nich jest oferowana przez banki. Hipoteka odwrócona jest nadzorowana przez tamtejszą Komisję Nadzoru Finansowego (FSA), choć trwają rozmowy, by te przepisy wyłączyć spod regulacji dotyczących zwykłych kredytów hipotecznych. Jak pandemia zmieniła rynek hipoteki odwróconej w Norwegii? Czy takie same zmiany można dostrzec w Polsce?

Norweski rynek hipoteki odwróconej, gdyby porównać go z Wielką Brytanią lub Stanami Zjednoczonymi, wciąż jest rynkiem młodym. Tamtejszy system emerytalny opiera się w większości na systemie zdefiniowanej składki (w czasach zerowych stóp procentowych), a to oznacza, że gwałtowny spadek dochodów, po przejściu na emeryturę, dotknie wielu norweskich seniorów. W przeciwieństwie do emerytów z Niemiec czy Hiszpanii aż 90 proc. Norwegów w wieku 60+ posiada na własność nieruchomość. A to oznacza, że może uwolnić zamrożony w niej kapitał. Thor Sandvik, założyciel i CEO firmy LittExtra AS, która oferuje hipotekę na odwróconą w Norwegii uważa, że rok 2020 przyniósł wiele zmian, ale też wyzwań. Wolumen nowo zaciąganych odwróconych kredytów hipotecznych był w 2020 roku o 25 proc. niższy niż w 2019. Spadki były wynikiem m.in. szalejącej pandemii. Niskie emerytury Norwegów oraz fakt, że tamtejsi seniorzy posiadają nieruchomości na własność pozwalają twierdzić, że zapotrzebowanie na usługę wróci na stare tory, a w długiej perspektywie będzie notować regularne wzrosty.

Pandemia wpłynęła na sprzedaż

– Przed nadejściem COVID-19 mieliśmy bardzo dobry start, ale w połowie marca 2020 roku wszystko zwolniło. Banki zdały sobie sprawę ze wzrostu ryzyka niestabilności cen nieruchomości i zaostrzyły kryteria dotyczące wskaźnika LTV (Loan to Value). W trakcie pandemii norweskie Ministerstwo Finansów dodatkowo stymulowało udzielanie kredytów hipotecznych. Momentalnie, linie kredytowe pod zastaw domu (HELOC) oraz kredyty odsetkowe (bez spłaty kapitału) zaczęły wzrastać jako konkurencja wobec odwróconych kredytów hipotecznych – mówi Thor Sandvik, CEO LittExtra AS.

Ceny nieruchomości w Norwegii w 2020 roku, w konsekwencji obniżenia stóp procentowych, wzrosły o 8 proc. Pod koniec 2020 tamtejsze Ministerstwo Finansów nie widziało już potrzeby stymulowania rynku nieruchomości, a limity wskaźnika pokrycia długu wróciły do norm ustawowych. – Banki, które z nami współpracują w zakresie udzielania odwróconych kredytów hipotecznych prawie całkowicie wycofały się z obniżonych wskaźników LTV. W tej chwili znajdujemy się w kolejnej fali COVID-19, ale wygląda na to, że popyt zaczyna rosnąć, mimo że klienci kredytowi nie spieszą się z zawieraniem nowych umów – dodaje Thor Sandvik.

– W Polsce można mówić o hipotece odwróconej w modelu sprzedażowym i kredytowym. To pierwsze rozwiązanie, czyli renta dożywotnia jest oferowana m.in. przez fundusze hipoteczne. Ten rynek rozwija się sukcesywnie od ponad 12 lat. Warto przypomnieć, że żaden bank nie zdecydował się na wprowadzenie odwróconego kredytu hipotecznego, więc nie można mówić o współpracy na linii banki-fundusze hipoteczne, tak jak w przypadku Norwegii. W Polsce zatem sprzedaż renty dożywotniej nie jest zależna od regulacji wprowadzanych przez banki. W małym stopniu zależy też od zmian stóp procentowych, które obserwowaliśmy w Polsce na przestrzeni ostatniego roku – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Na pewno jednym ze skutków pandemii, który wpływa na zmianę wolumenów jest przymusowa izolacja. Z tym musi mierzyć się każdy rynek, nie tylko polski, czy norweski – podsumowuje Robert Majkowski.

Digitalizacja kluczem do sukcesu, ale nie w przypadku seniorów

Thor Sandvik przyznaje, że przed pandemią działania marketingowe i sprzedażowe opierały się w Norwegii na seminariach dla dużych grup seniorów, a więc potencjalnych klientów. – Nagle, w marcu, to się zmieniło. Tradycyjne seminaria z kawą i przekąskami zostały zastąpione przez webinaria, które stały się oczywistą alternatywą. Do dziś, webinaria nie odniosły sukcesu, na który liczyliśmy. Grupa docelowa oczywiście przeniosła się do sieci, ale wydaje się, że typowy klient woli jednak seminarium od webinarium – twierdzi Thor Sandvik.

– Digitalizacja to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki, zwłaszcza w dobie pandemii. Każdy biznes chce się cyfryzować, większość rzeczy można załatwić online. Oczywiście liczba seniorów w sieci sukcesywnie rośnie i taki trend widzimy również w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż blisko 90 proc. osób w tym przedziale wiekowym stawia na komunikację bezpośrednią lub telefoniczną. To osoby, które chcą przeczytać artykuł na temat produktu w gazecie, przeglądnąć kolorowy magazyn lub broszurę na ten temat, porozmawiać z konsultantem telefonicznie. Nowe formy kontaktu takie jak videospotkania, videokonferencje, rozmowy z czatbotami również nie zawsze się sprawdzają. Jednym z powodów jest strach przed nowymi technologiami, a drugim ostrożność i obawa przed oszustwem – przyznaje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Kontrakt w formie cyfrowej

Warto przypomnieć, że w Norwegii, proces zawierania umowy odwróconego kredytu hipotecznego jest już w100 proc. zdigitalizowany. Elektroniczne uwierzytelnianie poprzez tzw. „BankID” spełnia oficjalne wymagania dotyczące weryfikacji tożsamości oraz prawnie wiążącego podpisu elektronicznego. „BankID” używany jest przez wszystkie banki w Norwegii i może być stosowany przez wszystkie inne organizacje i przedsiębiorstwa, które szukają bezpiecznej i szybkiej identyfikacji online.

– W Polsce umowy renty dożywotniej wciąż są podpisywane w tradycyjnej formie i myślę, że to się nie zmieni w najbliższym czasie. Po pierwsze – tradycjonalizm jest wpisany w DNA naszych seniorów, po drugie – profesjonalny proces zawarcia takiej umowy jest wieloetapowy, każdy z tych etapów może rodzić pytania, a kontakt bezpośredni jest na wagę złota. Jesteśmy przekonani, że decyzja o zawarciu umowy renty dożywotniej jest jedną z najważniejszych w życiu, więc dbamy o relacje i to nie tylko w momencie podpisywania kontraktu, ale również w długofalowej perspektywie – podsumowuje Robert Majkowski.

Orlen wchodzi na rynek paczkomatów

PKN ORLEN zbuduje nowe formaty sprzedaży detalicznej pod marką „ORLEN w ruchu” dostępne poza stacjami paliw i zaangażuje się w rozwój punktów odbioru paczek i usług kurierskich, stawiając własne automaty paczkowe. W ciągu 5 lat inwestycje te wygenerują dodatkowo kilkaset milionów złotych EBITDA w Grupie Kapitałowej ORLEN. Do 2030 roku koncern chce zainwestować w rozwój działalności detalicznej ok. 11 mld zł, co przełoży się na wzrost EBITDA segmentu detalicznego do ok. 5 mld zł rocznie. 

PKN ORLEN stawia na kompleksowość usług, rozwijając bogatą ofertę pozapaliwową. Pierwsze formaty sprzedaży detalicznej poza stacjami ORLEN zostaną uruchomione jeszcze w tym półroczu. Natomiast we wrześniu tego roku klientom udostępniona zostanie usługa „ORLEN Paczka”, obejmująca zarówno maszyny paczkowe, jak i punkty do nadawania i odbierania paczek (PUDO).

– Segment detaliczny jest silnym filarem działalności PKN ORLEN. Uzyskujemy z niego rocznie ponad 3 mld zł zysku operacyjnego. Zgodnie ze strategią ORLEN2030, będziemy go dynamicznie rozwijać, odpowiadając na rynkowe trendy związane ze zmianami zachodzącymi w nowoczesnym handlu i ewoluującymi wraz z nimi potrzebami klientów. W rozwoju segmentu detalicznego chcemy  efektywnie wykorzystać potencjał spółki RUCH. Nowoczesne formaty sklepowo-gastronomiczne, które budujemy pod marką „ORLEN w ruchu”, to nowa jakość na rynku. Powstanie sieć ok. 900 takich obiektów. Mocno zainwestujemy również w segment usług kurierskich, oferując klientom dostęp do ponad 10 tys. punktów nadań i odbiorów przesyłek, w tym 2 tys. automatów paczkowych. Stawiane one będą w atrakcyjnych lokalizacjach. Z pierwszych maszyn paczkowych będzie można korzystać już we wrześniu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Nowe formaty sprzedaży detalicznej będą obejmowały trzy rodzaje obiektów, oferujących przede wszystkim produkty gastronomiczno-sklepowe. W formacie A udostępnimy ok. 20-metrowe obiekty, natomiast w formacie B ok. 60-70-metrowe obiekty, zarówno wolnostojące, jak też zlokalizowane w ciągach komunikacyjnych. Powstaną również kąciki kawowe, w których sprzedaż będzie całkowicie zautomatyzowana. Zostaną one udostępnione w miejscach o szczególnie dużym natężeniu ruchu, m.in. na dworcach, w biurowcach, czy na lotniskach.

– Klienci oczekują nowoczesnych i przyjaznych usług, z których mogą korzystać o dowolnej porze i w ulubionym miejscu. Dlatego na bazie spółki RUCH będziemy rozwijać nie tylko nowe formaty sprzedaży detalicznej, ale także segment usług kurierskich. Jeszcze w tym roku uruchomimy 500 automatów paczkowych. W ten sposób pozyskamy nowych klientów i staniemy się aktywnym uczestnikiem szybko rosnącego rynku eCommerce, jednego z kluczowych dla polskiej gospodarki – mówi Patrycja Klarecka, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży Detalicznej.

Automaty paczkowe będą zlokalizowane na stacjach paliw ORLEN, przy wybranych lokalizacjach RUCHu oraz w innych atrakcyjnych miejscach, dostępnych 24/7. Klienci będą mogli korzystać z automatów paczkowych w łatwy i intuicyjny, a zarazem bezpieczny sposób – w tym celu PKN ORLEN udostępni aplikację mobilną.

– Dzięki zaangażowaniu PKN ORLEN otwieramy nowy rozdział w historii firmy. W ramach Grupy ORLEN przystępujemy do projektów, które umożliwią nam pozyskiwanie nowych klientów, zapewnią stabilność finansową i możliwość dalszego rozwoju. Wzmocnimy naszą pozycję w segmencie usług kurierskich gwarantując klientom e-sklepów wygodną, szybką i optymalną kosztowo usługę kurierską – mówił Piotr Regulski, Prezes Zarządu spółki RUCH. 

Docelowo PKN ORLEN udostępni klientom możliwość odbioru i nadań przesyłek w ponad 10 tys. punktów. Do końca tego roku korzystać będzie można w sumie już z ponad 5,5 tys. punktów sieci. W kolejnych latach PKN ORLEN planuje jej dalszą, intensywną rozbudowę.

Jednocześnie rozwijane będą kioski RUCHu, których obecnie jest ok. 1200. Do końca roku zostanie uruchomione kolejnych 100. Natomiast już teraz spółka RUCH wprowadza do nich nowy, ciekawy asortyment, m.in. zdrowe przekąski, kanapki i inne produkty spożywcze polskich producentów, które uzupełnią dotychczasową ofertę.

(G)rywalizacja przepisem na integrację w dobie pandemii? Start-upowcy łączą sport technologię i… rywalizację

Pandemia przekreśliła szanse na wspólne oglądanie meczów w ulubionych pubach, a wyjścia na stadion stały się już pre-covidową historią. Dla miłośników sportowej rywalizacji i obstawiania wyników powstały m.in. platformy, które w przeważającej części przypadków nastawione są na zysk, a nie realną integrację paczki kibiców. Czy amatorom oczekiwań na decydującą bramkę, set, czy rundę pozostaje jakaś alternatywa? Tak — tę z kolei serwują krajowe start-upy.

Odpowiadać na trendy

Polacy interesowali się, interesują i interesować będą rozgrywkami sportowymi, co pokazały już badania z roku 2016. Według raportu ARC Rynek i Opinia jedynie 16 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w żadnym stopniu nie śledzi żadnych rozgrywek. Odcinających się od sportowej rywalizacji obywateli jest coraz mniej. Rok wcześniej podobne badania wykazały nieco większy odsetek, bo 23 proc. Dobrej passie sportu miał zaszkodzić covid i obostrzenia. Skutek? Wyłącznie krótkoterminowy, ponieważ rozgrywki w telewizji nadal skupiają podobną liczbę widzów jak w latach ubiegłych. Nie jest to oczywiście wynik, który odnotowano przy okazji spotkania Polska vs Czarnogóra podczas eliminacji mistrzostw świata (8,50 mln widzów), ale nadal — duch sportowy w narodzie jest silny.

Dobrze miewa się również duch rywalizacji co potwierdzają badania IQS. Około 66 proc. Polaków nie waha się przed podjęciem ryzyka i chętnie bierze udział w zakładach sportowych. Ten rodzaj zabawy cieszy się sporym zainteresowaniem szczególnie w dobie zamkniętych dla kibiców boisk i stadionów, jednak ci coraz częściej trafiają na wątpliwe platformy umożliwiające obstawianie spotkań. Co zrobić, aby z jednej strony korzystać z w pełni legalnego narzędzia, a z drugiej — nie ryzykować stanem własnego portfela? Obiecującym rozwiązaniem wydaje się propozycja jednego z krajowych start-upów.

Bez haczyków i legalnie

Na pomysł stworzenia aplikacji umożliwiającej wspólne obstawianie rozgrywek sportowych wpadli trzej znajomi, którzy jeszcze podczas studiów próbowali sił w tzw. typingu. Architekt Piotr Lewicki, scenarzysta Mateusz Zimnowodzki oraz prawnik Bartłomiej Szczepański doszli do wniosku, że nie trzeba iść do bukmachera, aby poczuć dreszczyk emocji, oglądając mecz, czy śledząc rozgrywki. Co więcej, panowie zaobserwowali brak narzędzi, które umożliwiałyby wspólne obstawianie wyników w większym gronie. Wspólna burza mózgów zaowocowała powstaniem aplikacji NOINN.

— Szczególnie w dobie covidu kontakt z przyjaciółmi mamy znacznie utrudniony, ale dwa lata temu zakładając spółkę, nie myśleliśmy o scenariuszu powszechnej izolacji. Na szczęście zakończyliśmy prace długo przed pojawieniem się hasła “koronawirus”. Teraz wiemy, że NOINN jest potrzebny, jak nigdy dotąd. Nie chodzi nawet o obstawianie wyników, łączenie się w drużyny, czy zdobywanie bonusów. Przyczyniliśmy się do powstania darmowego narzędzia, które integruje i daje choć namiastkę realnego spotkania przy meczu — podkreśla Bartłomiej Szczepański, założyciel i Dyrektor Operacyjny NOINN.

Z dużym potencjałem

Początkowo NOINN był dostępny wyłącznie w języku polskim, ale twórcy postanowili rozszerzyć swoją ofertę o kolejne wersje. Nawet będąc tysiące kilometrów od znajomych użytkownicy mają możliwość połączenia się z osobami anglo i hiszpańskojęzycznym współtworząc społeczność fanów nie tylko piłki nożnej, ale i siatkówki, koszykówki, skoków narciarskich, a nawet… MMA! Wkrótce zespół NOINN chce wprowadzić również opcję śledzenia rozgrywek e-sportowych, tenisowych oraz żużla. Tylko w ciągu ostatniego półrocza propozycją zespołu zainteresowało się blisko 500 tys. odwiedzających. Czy aplikacja ma szansę na stanowcze wyjście w kierunku zagranicznego rynku?

— Idea powstania takiej aplikacji jest odpowiedzią na potrzeby tysięcy użytkowników, szczególnie w dobie covidu. Sama liczba zrealizowanych zakładów na poziomie 3,75 mln już daje do myślenia, mówiąc o skali zapotrzebowania na podobne platformy. Inwestorzy powinni bacznie przyglądać się tego typu projektom, ponieważ NOINN ma szansę na wytyczenie całkowicie nowych ścieżek na scenie start-upowej. Pomysł Bartka, Mateusza i Piotra to prawdziwa gratka dla uważnych analityków, a przede wszystkim — zapalonych miłośników sportu — ocenia ekspert rynku start-upów i prezes Grupy Assay Łukasz Blichewicz.

Jeśli rynek będzie wyczuwał trendy, jak zespół NOINN, w dobie koronawirusa fani sportu nie pozostaną na przysłowiowym lodzie. Z drugiej strony, nawet po covidzie mobilna grywalizacja może dużo zyskać w obliczu powrotu spotkań Euro 2021, rozgrywek Copa America, czy w końcu — Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Krajowa branża nadal czeka na swojego unicorna, ale spoglądając na ostatnie poczynania młodych spółek, analitycy mogą powoli zacierać ręce. Pamiętajmy, piłka jest nadal w grze.

Ujemne stopy procentowe pogrążą nas w kłopotach

Euro będzie coraz słabsze, osłabi się też polska waluta. Do tego prowadzi polityka ujemnych stóp procentowych. EBC straszy rynek dalszymi ich obniżkami.

– Ujemne stopy już pogrążyły część świata, w tym kierunku poszła strefa euro, Szwajcaria i Szwecja, a przecież okazuje się, że jest to nieefektywne narzędzie do pobudzenia wzrostu gospodarczego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Z doświadczeń wynika, że ujemne stopy nie pobudzają akcji kredytowej służącej inwestycjom przedsiębiorstw i długoterminowemu rozwojowi.

W sytuacji, gdy euro trzyma się mocno, EBC poprzez politykę ujemnych ujemne stóp procentowych chce przestraszyć rynki. Właśnie po to, aby negatywnie wpłynąć na kurs euro.

Nad euro zbierają się od pewnego czasu ciemne chmury, zwłaszcza że w Europie lockdowny potrwają co najmniej do końca kwietnia. Wzmocnienie dolara wobec euro jest efektem większej nerwowości na rynkach. Jeśli euro będzie tracić wobec dolara, to także złoty osłabi się wobec waluty USA.

Polska ma najwyższą inflację w UE. To nie tylko efekt różnic w popycie konsumpcyjnym. Zmiany regulacyjne i obniżenie podatków doprowadziło w wielu krajach UE, do osłabienia inflacji, a nawet do deflacji.

– Europa idzie w kierunku urzędniczej gospodarki z ujemnymi stopami, to przyniesie negatywne konsekwencje w gospodarce – komentuje ekspert XTB.

Podatek od reklam (tzw. składka reklamowa) w pigułce

Na początku lutego br. został opublikowany projekt „Ustawy o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów”. W projekcie nie pada wprost słowo podatek a „składka”, ale w praktyce to obciążenie może być kolejną daniną pobieraną od szeregu podmiotów świadczących usługi w branży reklamowej.

Projekt przewiduje pozyskanie dodatkowych środków, tzw. składki reklamowej, od reklamy w Internecie oraz mediach tradycyjnych. Środki te mają posłużyć zapobieganiu długofalowym zdrowotnym, gospodarczym i społecznym skutkom pandemii COVID-19. Składki wzmocnią finanse NFZ, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz nowego funduszu celowego, służącego dofinansowaniu projektów związanych z przemianami w przestrzeni cyfrowej, kulturą i dziedzictwem narodowym.

– Pandemia znacząco nadwyrężyła gospodarkę oraz budżet państwa. Zatem nie dziwi mnie, że właśnie teraz powraca temat tzw. podatku od reklam – celowo nazywam go podatkiem, chociaż sam ustawodawca mówi o „składce”. Wskazuje na nową, obecną także za granicą, formę dodatkowego obciążenia przychodów z tytułu nadawania lub wyświetlania reklam – komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.
Pamiętajmy, że nie jest to nowy pomysł. Pod koniec 2019 r. proponowano takie rozwiązanie w słynnej już ustawie w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów.

– W tamtym projekcie było wiele błędów – jednak największe dotyczyły właśnie zapisów podatkowych oraz samej definicji reklamy. Ostatecznie, po konferencji uzgodnieniowej, Ministerstwo Zdrowia wycofało się z nałożenia kolejnego podatku. Opublikowało nowy projekt różny od pierwotnego – wtedy z gigantyczną korzyścią dla wielu branż, w tym suplementów diety. Projekt tamtej ustawy procedowano dalej i za jego przyczyną wprowadzono tzw. podatek cukrowy, ale już bez podatku od reklam – dodaje dr Uchańska.

Rząd jednak nie zapomniał o podatku od reklamy. Poprzedni projekt ustawy w teorii miał nakładać podatek od reklamy, aby kreować prozdrowotne wybory Polaków. Dlatego nie dotyczył wszystkich reklamowanych produktów. Teraz (jak czytamy w Uzasadnieniu nowej już ustawy) podatek (od reklam) ma uchronić Polaków przed bezpośrednimi skutkami pandemii, którymi są także „rozwarstwienie poziomu kompetencji cyfrowych, coraz większe trudności z oceną rzetelności pojawiających się w mediach informacji, a także utrata poczucia wspólnoty i więzi z tradycją oraz ograniczony dostęp do dóbr kultury i pomników wspólnego dziedzictwa”. Jakkolwiek dostojnie ten cel nie zostanie opisany, zgoła inny od poprzedniego celu kreowania prozdrowotnych wyborów, to jest to zwyczajne nałożenie kolejnej daniny, o czym świadczy tytuł projektu ustawy: o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Według projektu podatek ma być niemal totalny w branży reklamowej– ma objąć reklamę konwencjonalną i internetową. Projekt przewiduje pozyskanie dodatkowych środków, które posłużą do zapobiegania długofalowym zdrowotnym, gospodarczym i społecznym skutkom pandemii COVID-19.

– W projekcie wyraźnie napisano, że ową składką mają być objęte wszystkie usługi reklamowe: przychody ze świadczenia na terytorium RP uzyskane z tytułu nadawania reklamy w telewizji i w radiu, wyświetlania reklamy w kinie, umieszczania reklamy na nośniku zewnętrznym reklamy oraz zamieszczania reklamy w prasie. Ustalono także zamknięty katalog produktów, których reklama objęta będzie podwyższoną stawką składki. W katalogu tym uwzględniono: produkty lecznicze, suplementy diety, wyroby medyczne i napoje z dodatkiem substancji o właściwościach słodzących. Nawet jeśli kierowano się kluczem dotyczącym życia i zdrowia Polaków, to wskazany tu katalog jest, moim zdaniem, co najmniej ciekawy – odnoszę wrażenie, że ponownie dosyć arbitralnie podchodzi się do pewnych kategorii produktów, traktując je nieproporcjonalnie w stosunku do innych. W uzasadnieniu brakuje wytłumaczenia, dlaczego właśnie reklama tych produktów ma wiązać się z wyższą składką. Motywów można się jedynie domyślać – dodaje dr Uchańska.

W projekcie wskazano zasady obliczania składki z tytułu reklamy, w tym podmioty zobowiązane do zapłaty składki, przedmiot objęty tą składką, podstawę obliczenia składki i kwotę wyłączoną z obliczenia kwoty składki, przychody niewliczane do podstawy obliczenia składki, a także procentowe stawki składki.

Projekt wydaje się być przygotowany od dawna w pokojach rządowych, ponieważ wskazano w nim nawet Organ, który ma być odpowiedzialny za nakładanie składek. Można odnieść wrażenie, że decyzja dot. tego „oskładkowania” została niejako podjęta. Wprawdzie na stronach Rządowego Centrum Legislacji wskazano termin na zgłaszanie uwag (16 lutego br.), ale szacunek z wpływów za rok 2022 został obliczony na 800 mln złotych, co wydaje się być kwotą niemałą w obliczu zwiększających się wydatków związanych z COVID-19. Oczywiście zdziwienie może budzić wskazana kwota – jeśli szacunki oparto na dotychczasowych wydatkach na reklamę, to zastanawia fakt, że projektodawca uwzględnia fakt, że dodatkowe obciążenie kosztów usług reklamowych doprowadzi w praktyce do zwiększenia ich ceny, a w praktyce do rezygnacji przez niektóre podmioty z zakupu tych usług. Pierwszym namacalnym skutkiem będzie niższa kwota wpływu z tej działalności. O skutkach dalszych, takich jak pogorszenie sytuacji podmiotów na tym rynku, nie wspominając.

W swym założeniu, część daniny ma wrócić niejako do mediów poprzez tzw. Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. Jednak można podejście sceptycznie do zdania, iż ma służyć „realizacji szczególnie istotnych społecznie projektów np. w zakresie edukacji czy przeciwdziałania wykluczeniu cyfrowemu oraz informowania o zagrożeniach w cyberprzestrzeni. Dzięki temu wzrośnie liczba projektów medialnych realizowanych w kraju, na potrzeby polskiego odbiorcy”. Tak ukształtowany cel pozwalać ma na powrót części środków do mediów, ponieważ 35% wpływów ze składek od reklam trafi do nowo powołanego funduszu i zostanie spożytkowane na kreację i produkcję nowoczesnych projektów medialnych, w tym budowę i rozwój kanałów i platform informacyjnych (m.in. audycji radiowych i telewizyjnych, portali internetowych); realizację projektów służących analizie treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych; promowanie dziedzictwa narodowego, dorobku kulturalnego i sportowego; wspieranie badań na temat mediów; podnoszenie poziomu wiedzy społeczeństwa na temat zagrożeń w mediach cyfrowych, a także wspieranie rozwoju radiofonii i kinematografii. Pozostaje zatem odpowiedzieć na pytanie, jakie media (w Polsce) pełnią takie role jak np.: „promowanie dziedzictwa narodowego”. Jeśli wpływy miałyby zasilić jedynie wybrane (także pośrednio) media, to tak ukształtowany mechanizm można próbować ocenić z punktu widzenia tzw. pomocy publicznej.

– Pretekstem do objęcia reklamy internetowej obciążeniem jest zaś unijny kierunek opodatkowania gospodarki cyfrowej (digital economy tax) dotyczący objęcia daninami publicznymi także tzw. cyfrowych gigantów. Taki kierunek jest trendem ogólnoeuropejskim. Dodatkowo w uzasadnieniu projektu zauważono, że spora aktywność życiowa Polaków przeniosła się obecnie do Internetu, stąd konieczne jest opodatkowanie tej sfery. Nie dostrzegam logiki tejże argumentacji, chociaż oparta jest na prawdziwej przesłance (faktycznego załatwiania spraw w Internecie), to jednak wniosek, iż właśnie z tego powodu należy nałożyć kolejny podatek nie jest w mojej ocenie w pełni słuszny – komentuje dr Uchańska.

Projekt jest oparty o zasady, zgodnie z którymi żadna forma reklamy w Internecie nie ma pozostać nieoskładkowana. Otóż istotą jest objęcie składką usługi mające na celu dotarcie z reklamą w Internecie do adresata, który w założeniu usługobiorcy powinien taką reklamę zobaczyć i być zainteresowany produktem, usługą lub marką których ta reklama dotyczy. Nie ma także znaczenia forma reklamy, bez znaczenia, czy jest to forma m.in.: banneru, pop-up’u, artykułu sponsorowanego, reklamy wideo, reklamy audio, sponsorowanego podcastu, linku sponsorowanego, sugestii produktu na internetowej stronie zakupowej, sugestii konkretnego noclegu lub środka transportu w aplikacji pośredniczącej, sponsorowanego tweetu czy postu. Zatem wszystko objęte współpraca nakierowaną na promocję (nawet marki).

– Zatem jednym projektem legislacyjnym podejmowana jest próba odpowiedzi na zupełnie różne wyzwania. Śmiem twierdzić jednak, że podstawowy cel tego projektu to zasilenie budżetu państwa w nowy sposób. Co zatem zrobić dzisiaj? Nie pozostaje nic innego jak złożyć uwagi do projektu i zabrać głos w tym procesie legislacyjnym, licząc także na reakcję Komisji Europejskiej – konkluduje dr Uchańska.

Projekt i jego uzasadnienie tutaj: https://www.gov.pl/web/finanse/media-pomoga-w-zwalczaniu-skutkow-covid-19-przepisy-o-skladce-reklamowej-w-prekonsultacjach

Columbus: Wyniki finansowe za 2020 r. oraz nowa usługa dystrybucji energii

Zarząd Columbus Energy S.A. opublikował szacunkowe, skonsolidowane wyniki finansowe za 2020 r. W porównaniu do 2019 r., Grupa notuje wzrost przychodów o 216% i wzrost EBITDA aż o 309%.

Jak wynika z opublikowanych przez Zarząd Columbus Energy S.A. szacunkowych danych finansowych za 2020 r., Grupa Columbus osiągnie 664 mln zł przychodów, czyli o 216% więcej niż w 2019 r. (209,9 mln zł). Zarząd szacuje też, że Grupa wypracuje 85 mln zł zysku brutto (w 2019 r. było to 14,89 mln zł) i osiągnie wynik EBITDA na poziomie 90,7 mln zł, czyli aż o 309% wyższy niż w poprzednim roku (22,2 mln zł).

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mimo drugiej fali pandemii, w IV kwartale 2020 r. utrzymaliśmy bardzo dobry poziom sprzedaży naszych usług. Co więcej, cały rok 2020 był szalony, a nasza organizacja świetnie się sprawdziła w nowych warunkach biznesowych – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Zrobiliśmy wielkie postępy w organicznym wzroście, w ramach którego zwiększyliśmy niesamowicie zatrudnienie, szczególnie w IV kwartale. To powinno przynieść efekty w 2021 r. Cieszy nas też sprzedaż pomp ciepła, czego nie widać jeszcze w wynikach za 2020 r., ale z pewnością będzie to bardzo zauważalne już w przychodach w pierwszym półroczu 2021 r. Istotne dla całego rynku było również zamknięcie programu Mój Prąd, co zaskoczyło całą branżę. Columbus był na to gotowy kilka miesięcy wcześniej i dzisiaj w ogóle nie odczuwamy braku tego elementu zachęty, a widzimy, że małe i średnie firmy mają z tym ogromny problem. To dla nas ciekawa szansa, bo chociaż dynamika rynku będzie maleć, to z dużym prawdopodobieństwem Columbus będzie mógł rosnąć szybciej i w dłuższej perspektywie czasowej.

Warto zauważyć, że wygenerowany w omawianym okresie zysk, którego wartość brutto jest prawie sześciokrotnie wyższa niż w 2019 r., Columbus Energy wykorzystał w wielu istotnych inwestycjach. Po pierwsze, dokonał znaczących akwizycji podmiotów realizujących projekty farm fotowoltaicznych i zaangażował się kapitałowo w partnerstwo z firmami deweloperskimi. Columbus zainwestował również w Spółkę Nexity Global, która dostarcza technologię informatyczną do ładowania samochodów elektrycznych. Spółka zainwestowała też 45 mln zł w firmę Saule Technologies, stając się jej największym akcjonariuszem, z prawami pierwszeństwa do sprzedaży produktów i licencji Saule. Wartość tej inwestycji powinna być zauważalna w najbliższych kilkunastu miesiącach, po wdrożeniu do sprzedaży pierwszych produktów perowskitowych.

Szczegóły rozwoju wspomnianych inwestycji oraz obecnie uruchamianych projektów Zarząd Columbus przybliży niebawem w zaktualizowanej strategii rozwoju Grupy.

Nową strategię Columbus zaprezentujemy po zamknięciu formalnym roku 2020. Chcemy w niej uwzględnić wszystkie innowacyjne rozwiązania i technologie, w które od pewnego czasu się angażujemy, a które będą niebawem przekładać się na wyniki Grupy. Uwzględnimy również plan rozwoju spółki obrotu energia elektryczną, zastosowanie w tym procesie technologii blockchain (tokenizacji energii) oraz prognozy, jaki będzie to miało wpływ na przychody. Tym samym po raz kolejny chcemy potwierdzić, że zawsze jesteśmy krok przed rynkiem, nadajemy tempo i kreujemy trendy w nowoczesnej energetyce – dodaje Dawid Zieliński.

Polacy nie dostają pieniędzy za nadgodziny. Home office może pogłębić problem

Coraz więcej Polaków przyznaje, że pracodawcy nie płacą im należnych świadczeń za przepracowane nadgodziny. Jak wynika z badania „Workforce View 2020″ firmy ADP, sytuacja ta dotyczy aż 45 proc. polskich pracowników. Pandemia i wszechobecny home office wzmagają problem i komplikują work-life balance. Rośnie jednak odsetek nauczonych doświadczeniem osób, które co miesiąc kontrolują wysokość otrzymywanej pensji.

Najnowsze badanie ADP „Workforce View 2020” dowodzi, że niemal co drugi Polak nie otrzymuje wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. W porównaniu do poprzedniej edycji badania jest to wzrost o 2 p.p. Problem niezapłaconych świadczeń najrzadziej dotyczy osób powyżej 55. roku życia

– aż 66 proc. z nich twierdzi, że nie zdarza im się pracować za darmo. Z drugiej strony natomiast, aż połowa pracowników (50 proc.) z pokolenia Z (w wieku 18-24 lata) przyznaje, że pracuje przynajmniej jedną godzinę w tygodniu za darmo.

– Problem niepłatnych nadgodzin dotyka w szczególności osoby znajdujące się na początku swej drogi zawodowej. Fakt występowania nadgodzin wynika najczęściej z nadmiaru obowiązków z jakimi muszą się zmierzyć, a także z presji wykonania zleconych projektów w terminie. Zazwyczaj jest to skutek nieodpowiedniego zarządzania przejawiającego się m.in. w zlecaniu zbyt dużej liczby zadań w stosunku do przewidzianego wymiaru czasu pracy. Długotrwały stres, przepracowanie i permanentne zmęczenie przekładają się bezpośrednio na obniżenie efektywności pracowników oraz pogorszenie ich stanu zdrowia – powiedziała Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Nadgodziny legalne tylko w uzasadnionych przypadkach

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawcy przysługuje możliwość polecenia pracownikowi, wykonania obowiązków poza podstawowym wymiarem czasu pracy tylko w uzasadnionych przypadkach. Nie może być to więc regularna praktyka. Pracodawca ma również obowiązek rozliczenia konkretnej liczby nadgodzin. Ustawodawca przewiduje dla niego dwie możliwości w zakresie wyboru formy – może oddać pracownikowi odpowiednią liczbę wolnych godzin lub odpowiednio wyliczoną kwotę. Sposoby rozliczania są ściśle określone w kodeksie pracy.

Często zdarza się, że pracownicy pracują dłużej, ale ten czas nie do końca spełnia definicję kodeksową nadgodzin. Chodzi o takie sytuacje, kiedy to wydłużenie czasu pracy nie zostało konkretnie i wyraźnie polecone i przewidziane. W takiej sytuacji co do zasady nie mamy uprawnienia, aby domagać się od  pracodawcy rozliczenia nadgodzin. W praktyce jednak, ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną i przejście większości firm w tryb pracy zdalnej, problem ten narasta, ponieważ w dobie home office granica pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym się zaciera. Aktualnie praca często przybiera faktyczną formę pracy zadaniowej w związku z czym pracodawcy bardziej niż dostępności, oczekują od pracownika efektów jego działań. Niekiedy jednak nie przewidują czy jest
on w stanie wykonać konkretne zadania w zakresie podstawowego etatu
– mówi radca prawny ADP, Tomasz Czerkies. 

Kontrola najwyższą formą zaufania

Co ciekawe, Polacy są coraz bardziej czujni w kwestii prawidłowego rozliczania wynagrodzeń. Wyniki badania ADP wskazują, że stale rośnie odsetek pracowników, którzy sprawdzają wysokość swoich wypłat. Zgodnie z wynikami raportu „Workforce View 2019”, aż 73 proc. ankietowanych pracowników przyznało, że zorientowałoby się, gdyby wysokość ich pensji nie była odpowiednia. Natomiast w tegorocznej edycji badania odsetek ten wynosi już 84 proc. Pracownicy otrzymane wynagrodzenie weryfikują z liczbą przepracowanych godzin również pod kątem nadgodzin i innych należnych im świadczeń. Z kolei jedynie 6 proc. zaznacza, że nie wykryłoby nieprawidłowości w otrzymanym wynagrodzeniu, ponieważ nie kontrolują swoich wypłat.

– Wydawać by się mogło, że pensja, która wpływa na nasze konto jest zawsze zgodna z umową. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które powodują różnice w wynagrodzeniach pomiędzy poszczególnymi miesiącami. Takimi czynnikami mogą być m.in. zwolnienia lekarskie, delegacje, praca w nadgodzinach, bezpłatne urlopy czy premie. Powinniśmy pamiętać o skrupulatnej weryfikacji czy wynagrodzenie otrzymywane w danym miesiącu rzeczywiście zgadza się ze stanem faktycznym – mówi Anna Barbachowska.

Styczeń dziesiątym miesiącem z rzędu rekordowych wzrostów na GPW. Gwiazdą miesiąca ETF-y

  • Styczeń 2021 roku był dziesiątym z rzędu miesiącem rekordowych obrotów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW)
  • Coraz większym zainteresowaniem cieszą się fundusze ETF
  • W poniedziałek zadebiutował Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. To pierwszy polski fundusz inwestycyjny tego typu na zagraniczny indeks

– Styczeń 2021 roku to dziesiąty z kolei miesiąc, w którym Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie notuje rekordowe obroty – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW”. Wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku w ramach arkusza zleceń wyniosła w styczniu br. 31,6 mld złotych i była o 74,5% wyższa niż rok wcześniej.

Prezes GPW zwrócił uwagę na rosnącą popularność wśród inwestorów funduszy typu ETF. – Widać, że Polacy zaczynają kochać tę formę inwestowania – stwierdził Marek Dietl zauważając, że w poniedziałek debiutuje na warszawskim parkiecie Beta ETF Nasdaq-100. – Kupujemy jeden instrument i mamy ekspozycję na ryzyko i zwroty związane z setką najbardziej płynnych, amerykańskich spółek technologicznych – wyjaśnił prezes GPW. – Liczymy, że to poszerzenie oferty również o spółki zagraniczne przyciągnie kolejnych inwestorów indywidualnych na nasz rynek – dodał Marek Dietl. Beta ETF Nasdaq-100 to pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks a zarazem pierwszy ETF z zabezpieczeniem ryzyka walutowego.

Największą dynamikę obrotu w styczniu odnotowano na NewConnect. Wartość handlu w ramach arkusza zleceń wzrosła o 209,7% do 1,1 mld złotych. – Parkiet dla młodych, innowacyjnych spółek świętuje swoje najlepsze czasy od założenia – powiedział Marek Dietl. – Mam nadzieję, że rok 2021 będzie obfitował w więcej takich rekordowych miesięcy, jak styczeń – dodał prezes GPW.

Branża narciarska i snowboardowa wciąż bez koniecznej pomocy

Przyznania przewidzianej dla przedsiębiorców w Tarczy 2.0 pomocy domagają się producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy sprzętu narciarskiego. Przez ponad 3 miesiące zakazu korzystania ze stoków, ich branża była praktycznie martwa. Sytuację pogorszyło dodatkowo zamknięcie sklepów znajdujących się w centrach handlowych, w tym tych specjalistycznych.

– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – uzasadnia Komitet Narty Snowboard Outdoor.

Pomimo otwarcia stoków, którego branża producentów, dystrybutorów i właścicieli sklepów domagała się przez ostatnie miesiące, spowodowane lockdownem straty tych przedsiębiorców idą już w dziesiątki milionów.

– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – mówi Arkadiusz Walus z Komitetu Narty Snowboard Outdoor. Dla niego, tak jak innych przedsiębiorców tej branży, decyzja o odblokowaniu tras zjazdowych ma miejsce stanowczo za późno. Skutek: brak możliwości odrobienia strat, jakie narosły w ciągu ponad 3 miesięcy lockdownu.

– Upłynęło już około 2/3 sezonu, który normalnie pozwoliłby nam na utrzymanie. Potrzebne są zatem środki za cały ten czas, kiedy de facto byliśmy zamknięci. Nasze apele o przyznanie nam ich, tak jak innym branżom, które ucierpiały i skorzystają z Tarczy 2.0, są  – jak na razie – ignorowane – tłumaczy Arkadiusz Walus i dodaje, że panująca wciąż niepewność, bo rządowa decyzja o otwarciu stoków ma charakter warunkowy, stanowi kolejną przeszkodę dla reprezentowanej przez niego branży.

– Spadki, jakie notują producenci, dystrybutorzy i właściciele wypożyczalni specjalistycznego sprzętu, w okresie od listopada 2020 do stycznia 2021, wynoszą od 50% aż do nawet 90% rok do roku – w ten sposób Arkadiusz Walus uzasadnia żądanie przedsiębiorców jego sektora, aby PKD należących do niego firm znalazło się na liście pomocowej w PFRowej Tarczy 2.0. Chodzi o takie kategorie PKD:

47.64.Z – sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach (w Tarczy 2.0 są tylko wyspecjalizowane sklepy z odzieżą sportową).

To PKD większości sklepów narciarskich, snowboardowych, outdoorowych

46.42.Z – Sprzedaż hurtowa odzieży i obuwia

46.90.Z – Sprzedaż hurtowa niewyspecjalizowana

To PKD dystrybutorów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego

32.30.Z – Produkcja sprzętu sportowego

To PKD polskich producentów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego

Arkadiusz Walus tłumaczy też, że np. w czasie lockdownu na przełomie 2020 i 2021 roku, specjalistyczne sklepy ze sprzętem (oczywiście te poza centrami handlowymi) mogły działać, ale tylko teoretycznie. – Zamknięcie stoków narciarskich spowodowało kompletny brak zainteresowania ofertą sprzedawców nart, snowboardów i akcesoriów. Po co ludzie mieliby je wtedy kupować? Żeby stały gdzieś w kącie w domu? – pyta Arkadiusz Walus i porównuje to do sytuacji, jakby sklepy miały sprzedawać sprzęt narciarski i snowboardowy na pustyni, w 40 stopniowym upale. – Brak sprzedaży w sklepach pociąga za sobą brak możliwości zapłaty za zamówiony już w lutym 2020, czyli jeszcze przed pandemią, towar. To już dziś powoduje olbrzymie zatory płatnicze do polskich dystrybutorów oraz producentów sprzętu narciarskiego i snowboardowego – zauważa Arkadiusz Walus. Dlatego właśnie branża ta domaga się uwzględnienia jej PKD w Tarczach Antrykryzysowych i gwarancji bankowych na finansowanie, aby utrzymać stany magazynowe do przyszłego sezonu. – Z tym jest coraz gorzej. Banki traktują bowiem często sprzedawców czy właścicieli wypożyczalni sprzętu narciarskiego jako klientów ryzykownych – uzasadnia. Zwraca też uwagę, że choć w Tarczy 2.0 są sklepy z odzieżą, ale jedynie z tą zwykłą. – Całkowicie pominięto  tam sprzedawców specjalistycznej odzieży narciarskiej i sprzętu. Tak samo potraktowano polskich producentów i dystrybutorów. Wielu z nich dziś zastanawia się już nad zamknięciem swoich biznesów i zwolnieniem pracowników – podsumowuje Arkadiusz Walus.

Iran wciąż szpieguje opozycję, aktywistów i mniejszości kurdyjskie. Odpowiadają za to dwa oddziały hakerskie

Irańscy politycy wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni – to główne cele działań cyberszpiegowskich, organizowanych i finansowanych przez rząd Iranu. Eksperci Check Pointa ujawnili nowe fakty dotyczące dwóch kampanii hakerskich przeprowadzanych przez dwie niezależne od siebie grupy cyberprzestępcze.

Firma Check Point Research (CPR) przeprowadziła dochodzenie w sprawie dwóch znanych irańskich grup cyberprzestępczych – APT-C-50 oraz Infy. Według ekspertów grupy hakerskie prowadzą szeroko zakrojone akcje szpiegowskie dla irańskich instytucji rządowych, dokonując gromadzenia nagrań rozmów telefonicznych, gromadzenia wiadomości, lokalizacji oraz innych danych wrażliwych.

Pierwsza z grup – APT-C-50, odpowiada za szpiegowanie telefonów komórkowych aktywistów i polityków, wykorzystując do swoich działań szkodliwe oprogramowanie podszywające się pod popularne aplikacje mobilne. Jak dotąd badacze potwierdzili, że kampania nazwana „Domestic Kitten” obrała za cel ponad 1200 osób, dokonując 600 udanych infekcji. Akcja była przeprowadzona w siedmiu krajach – Iranie, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Pakistanie, Afganistanie, Turcji i Uzbekistanie.

Druga z zaangażowanych organizacji (Infy) skupiała się z kolei na szpiegowaniu komputerów osobistych dysydentów, wydobywając z nich poufne dane za pomocą malware’u rozsyłanego w załącznikach e-maili. Badacze Check Pointa i SafeBreach udowodnili, że kampania trwa z pewnymi przerwami co najmniej od 2007 roku, a jej celem są dysydenci w 12 krajach. Według badaczy, możliwości technologiczne Infy są znacznie potężniejsze niż większości dotychczas wykrytych irańskich cyber-kampaniach.

Wśród ofiar działań cyberszpiegów są zarówno politycy irańscy, wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni.

– Jednoznacznym jest, że irański rząd inwestuje znaczne środki w operacje w cyberprzestrzeni. Operatorzy kampanii szpiegostwa cybernetycznego pozostają niewzruszeni na jakiekolwiek przeciwdziałania, próby ujawnienia czy powstrzymania ich w przeszłości. Grupy po prostu wyciągają wnioski z przeszłości, modyfikują swoje taktyki i odczekują jakiś czas, aby znów ruszyć do akcji – mówi Yaniv Balmas. Szef działu badań nad cyberprzestrzenią w Check Point.

Chociaż obie badane grupy dotyczą podobnych ofiar, eksperci Check Pointa uważają, że działają niezależnie.

– Warto zwrócić uwagę również na ilość zasobów, jakie reżim irański jest gotów przeznaczyć na sprawowanie kontroli. W naszych badaniach, po raz pierwszy ujawniliśmy kilka nowych technik wykorzystywanych przez te kampanie, z których część była wcześniej nieznana – dodaje Balmas.

Cyberszpiegostwo to coraz bardziej popularna metoda pozyskiwania danych przez organizacje i rządy. Raport Narodowego Centrum Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu (NCSC) z 2018 roku określał Chiny, Rosję i Iran jako państwa z największymi zdolnościami do prowadzenia operacji szpiegowskich w cyberprzestrzeni. Zdaniem NCSC są one również najbardziej agresywnymi podmiotami w środowisku wirtualnym i kradną największą liczbę danych gospodarczych.

Korekta na koniec dobrego tygodnia

Pomimo tego, że dane w ostatnim tygodniu były bardzo korzystne dla amerykańskiej waluty tydzień zamknął się realizacją zysków inwestorów. Złoty powrócił za to poniżej 4,50 zł.

Kolejne dobre dane z USA

Seria dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy trwa. Analitycy nie reagują na nie już tak entuzjastycznie. Ciężko się temu dziwić, o ile liczba nowych miejsc pracy była zaskoczeniem w środę, o tyle stopa bezrobocia była de facto konsekwencją poprzednich danych, w związku z czym ciężko ją nazwać niespodzianką. Stopa bezrobocia wynosząca 6,3% to już jednak zupełnie przyzwoity wynik. Nie jest to, co prawda, 3,5% z przed pandemii. Z drugiej strony po kryzysie z 2008 roku ten poziom osiągnęliśmy dopiero w połowie 2014 roku.

Deficyt handlowy USA spada wolniej, niż sądzono

Pomimo słabego dolara deficyt handlowy USA nie uległ aż takiemu spadkowi, jak oczekiwali analitycy. Zmiana jest jednak korzystna, bo eksport rośnie znacznie szybciej niż import. Nie dzieje się to jednak tak szybko, jak oczekiwali analitycy. W rezultacie tych danych oraz danych z rynku pracy dolar znalazł się w odwrocie. Najprawdopodobniej inwestorzy spodziewali się wyraźnie lepszych informacji, a nie dostając ich wykorzystali okazję do realizacji zysków z umacniającego się od początku tygodnia dolara.

Dane z Niemiec

Nad ranem poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Niemczech. Pomimo oczekiwań 0,3% wzrostu w ujęciu miesięcznym poziom się nie zmienił. Pokazuje to, że gospodarka nie odbija się tak szybko, jak dotychczas sądzono. W rezultacie możemy być świadkami dalszych zmian na korzyść dolara, o ile utrzymają się dane niekorzystne dla Starego Kontynentu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wydatki na aplikacje rosną, ale wolniej niż oczekiwaliśmy

Blisko 40 miliardów dolarów do 2025 roku – to całkiem sporo. Oczywiście pod warunkiem, że nie mówimy o wycenie kluczowej gałęzi technologii, która zdefiniuje rozwój całej światowej gospodarki – Sztucznej Inteligencji (SI). Najnowszy raport Forrestera rzuca nowe światło na rynek oprogramowania SI. Eksperci ostrzegają: to nie jest zły wynik, ale o wiele gorszy niż się spodziewaliśmy. Jak do tego doszło?

Nie ma nic gorszego dla wiernego fana niż wydłużony czas oczekiwania. Przełożona o kilka tygodni lub miesięcy premiera gry czy filmu to wielkie rozczarowanie. Jednak w perspektywie światowej gospodarki, takie pojedyncze opóźnienie, ma na nią znikomy wpływ. Zupełnie inaczej jest, gdy mówimy o rozwoju kluczowej z punktu widzenia rozwoju świata technologii – Sztucznej Inteligencji (SI). Jak pokazują ostatnie badania firmy analitycznej Forrester, realizację marzeń o rewolucji, na której czele mogłyby stanąć inteligentne algorytmy, musimy odłożyć na nieco później.

Dużo za mało

W swoich najnowszych badaniach amerykańska firma konsultingowa z siedzibą w Cambridge w stanie Massachusetts prognozuje, że wraz z końcem 2025 roku wielkość rynku oprogramowania SI zbliży się do poziomu 37 mld USD. Zdaniem ekspertów Forrestera, aplikacje SI będą przede wszystkim nową kategorią oprogramowania pośredniego obejmującą algorytmy, zbiory danych i narzędzia, które umożliwią osadzenie funkcjonalności sztucznej inteligencji we wszystkich produktach oprogramowania.

W analizie Amerykanów nazwano ten wynik “dużą liczbą, ale wciąż o wiele mniejszą niż prognozowało do niedawna wielu inwestorów i innych analityków”. Dlaczego tak się stało? Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, wyjaśnia: – Podobnie jak w przypadku całego rynku oprogramowania, popyt na platformy, aplikacje i narzędzia Sztucznej Inteligencji zwolnił w 2020. Jednak sądzę, że w najbliższych miesiącach odzyska swój pierwotny impet. – zauważa Stramski i dodaje – Oczywiście COVID-19 wpłynął na tempo rozwoju rynku SI, ale nawet i bez niego, prognozy z początku roku, czyli sprzed pandemii, zakładały, że w ubiegłym roku rynek nieco zwolni. – zauważa ekspert.

Analitycy Forrestera zwracająca uwagę na to, że wkrótce większość aplikacji biznesowych zostanie wzbogacona o funkcje SI, to zaś zaburzy możliwość sprawnego śledzenia krzywej popytu na wspomnianą technologię. Eksperci zauważają, że Sztuczna Inteligencja będzie niemal wszechobecna, a firmy będą zarabiać nie na aplikacjach SI, a na standardowych produktach, które będą wzbogacone o inteligentne algorytmy.

Pożeracz światów

Marc Andreessen, znany amerykański twórca aplikacji, odpowiedzialny za powstanie np. przeglądarki internetowej Netscape, powiedział, że “oprogramowanie pożera świat”. Rzeczywiście, apetyt na nowy software wydaje się wciąż niezaspokojony. Forrester szacuje, że od 2020 do 2030 roku globalne wydatki firm na oprogramowanie wzrosną o blisko 45% z wartości 920 mld USD do 1,36 bln USD na koniec okresu prognozy.

1,36 bln USD to imponująca kwota, która pozwoliłaby np. na zakup całej spółki Google, a wciąż w portfelu zostałoby nam trochę wolnej gotówki. Jednak paradoksalnie wydatki na oprogramowanie spadają. Forrester szacuje, że roczny wzrost w ciągu następnej dekady wyniesie około 4%. To wolniej niż w latach 1995-2020, kiedy wydatki rok do roku rosły w 7% tempie. Skąd taka zmiana? –Oprogramowanie stało się znacznie tańsze i bardziej dostępne, niż jeszcze 10-15 lat temu – mówi Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, który wspiera startupy rozwijające technologie zgodne z celami zrównoważonego rozwoju ONZ. Ekspert wskazuje na czynniki, które jego zdaniem, mogą wpłynąć na obniżenie krzywej kosztów: – W nadchodzących latach automatyzacja będzie postępować nie tylko w tradycyjnych sektorach, ale rozprzestrzeni się na nowe obszary. Takie, które nie były postrzegane jako te do cyfryzacji. Jedną z takich zmian, bardzo spektakularnych, będzie szybko rosnąca popularność asystentów głosowych. Voiceboty w nowym wydaniu nie będą zwykłym systemem, a fizycznym przedmiotem, który stanie się doradcą dla handlowców, bankowców, czy branży HoReCa. A największy przełom nastąpi, gdy staną się osobistym doradcą każdego z nas. Zapomnijmy o teoriach, że IT zastąpi ludzi. Tak się nie stanie, ale technologia znacząco ułatwi ludziom pracę – kończy CEO Deep Change Ventures.

Globalny lockdown stał się punktem przełomowym cyfrowej rewolucji, która swoim zasięgiem wykracza daleko poza dotychczasowe wyobrażenia biznesu. Dziś powinniśmy powiedzieć sobie jasno: czeka nas nowa fala transformacyjnych technologii, które skupią się na automatyzacji procesów i nie rujnują firmowego budżetu. Sztuczna inteligencja nie jest może jak słynny Robin Hood, ale z pewnością przyczynia się do demokratyzacji nowoczesnych technologii. SI dla każdego? Czemu nie?!

Kurs złotego – aktualizacja długoterminowej prognozy kursu złotego na 2021 r.

Ebury: Polski złoty powinien odzyskać wigor pomimo interwencji NBP (aktualizacja prognozy).

Pomimo istotnej deprecjacji złotego w 2020 roku w grudniu NBP dokonał serii interwencji, mających na celu osłabienie polskiej waluty. Od tamtej pory złoty odrobił jednak część strat i wraz z napływem większej liczby pozytywnych informacji z frontu walki z pandemią powinien się umacniać także w dalszej części 2021 roku.

Rok 2020 przyniósł spadek PKB Polski o 2,8%. Niezależnie od tego, czy porównujemy samą skalę spadku między krajami UE, czy też różnice między długoterminowym trendem a spadkiem, Polska i tak wypada dobrze. Może pochwalić się jednym z najlepszych wyników w zestawieniu. Można to powiązać z szeregiem czynników, przede wszystkim sprzyjającą w kontekście takiego szoku strukturą gospodarki (m.in. niewielkim udziałem turystyki w PKB) oraz znaczną pomocą ze strony państwa.

W kontekście relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej w Polsce uwagę zwraca kilka kwestii. Po pierwsze, wyjątkowo dobra sytuacja w handlu (dodatni eksport netto był jednym z kluczowych czynników ograniczających skalę spadku PKB). Po drugie, odporność krajowego rynku pracy (stopa bezrobocia rejestrowanego od początku pandemii do grudnia wzrosła zaledwie o 0,7 p.p., do 6,2%). Po trzecie, dość dobra sytuacja w przemyśle, w którym w grudniu odnotowano dwucyfrowy wzrost produkcji, jeden z wyższych w ostatnich latach.

Perspektywy gospodarki pozostają dobre. Łagodna polityka monetarna, wsparcie fiskalne oraz pomoc ze strony UE powinny wspierać ożywienie, którego spodziewamy się po poprawie sytuacji epidemicznej w kraju i złagodzeniu obostrzeń.

NBP nie powinien dokonywać istotnych interwencji ani obniżać stóp

Ku zaskoczeniu obserwatorów rynku w grudniu NBP kilkakrotnie interweniował na rynku walutowym, by osłabić złotego. Zintensyfikował działania pod koniec miesiąca. Były one wspierane przez komunikację banku z rynkiem, która sugerowała możliwość obniżenia stóp procentowych w I kwartale 2021 roku i dalsze interwencje walutowe.

Mimo że retoryka banku wskazuje na co innego, naszym zdaniem najważniejszym powodem przeprowadzenia tych interwencji była chęć wsparcia finansów państwa (upraszczając: zysk NBP, trafiający w większości do budżetu państwa, jest tym większy, im słabszy na koniec roku jest złoty). Sugeruje nam to timing interwencji oraz to, że polski eksport radzi sobie wyjątkowo dobrze i nie wydaje się potrzebować wsparcia.

Ze względu na powyższe i biorąc pod uwagę, że:

1) od tamtej pory nie zaobserwowaliśmy interwencji walutowych ze strony NBP,

2) polska gospodarka charakteryzuje się odpornością w kontekście drugiej fali pandemii, a jej perspektywy pozostają dobre,

3) stopy procentowe w styczniu i lutym pozostały bez zmian, a retoryka NBP nie sugeruje, żeby miały ulec obniżeniu,

naszym zdaniem w przypadku oczekiwanej przez nas stopniowej aprecjacji polskiego złotego, następującej wskutek globalnej poprawy sentymentu do ryzyka i polepszenia sytuacji gospodarczej w kraju, NBP nie będzie podejmował poważnych interwencji walutowych ani innych znaczących działań. Nie przewidujemy dalszych obniżek stóp procentowych, nie zakładamy jednak również, że w 2021 roku dojdzie do ich podniesienia.

Złoty powinien jeszcze się umocnić

Nadal uważamy, że złoty docelowo powinien wrócić do poziomów bardziej zgodnych z silnymi fundamentami gospodarki. Jednocześnie – w związku z dotychczasowymi działaniami NBP i ich wpływem na rynek – podnosimy prognozę dla kursu EUR/PLN w 2021 roku.

Prognoza kursu złotego 2021

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
Q1-2021 4,42 3,62 4,89
Q2-2021 4,35 3,54 4,81
Q3-2021 4,30 3,47 4,75
E-2021 4,30 3,44 4,75
E-2022 4,20 3,31 4,63

 Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Transformacja energetyczna oczami mieszkańców Bełchatowa

Dla mieszkańców regionu Bełchatowa transformacja energetyczna jest racjonalną i nieuniknioną, choć trudną decyzją – wynika z badania przeprowadzonego przez pracownię 4P Research Mix. 84 proc. badanych ma świadomość, że kopalnia w ich mieście zostanie zamknięta. Jednocześnie, zdecydowana większość badanych (72 proc.) widzi potencjał dla rozwoju ich regionu w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Badanie dotyczyło postaw względem transformacji energetycznej w regionie Bełchatowa. Wyniki wskazują, że najważniejszymi argumentami, dla których należy przeprowadzić transformację energetyczną (70 proc. badanych) jest wyeksploatowanie złóż węgla w okolicy. Inne najczęściej wskazywane powody zmian w energetyce i konsekwencji dla regionu to decyzje Unii Europejskiej (38 proc.), mała ekologiczność węglowych źródeł energii (38 proc.) i niska efektywność ekonomiczna energii ze złóż węglowych (37 proc.).

89 proc. mieszkańców Bełchatowa zauważa, że zmiany klimatu są problemem dla całego kraju. Dla 74 proc. badanych decyzja o transformacji energetyki ściśle wiąże się z poprawą jakości powietrza. 59 proc. badanych wymieniło złą jakość powietrza, jako czynnik, który wyróżnia negatywnie region bełchatowski spośród innych regionów w kraju. 34 proc. badanych uważa, że ilość zanieczyszczeń w powietrzu zwiększa się.

Mieszkańcy Bełchatowa i okolic nie są przeciwni działaniom ekologicznym. 89 proc. badanych rozumie, że współczesna zmiana klimatu jest spowodowana działalnością człowieka. Badanie opinii na temat polskiej polityki klimatycznej wykazało, że 96 proc. respondentów uważa, że polski rząd powinien wspierać rozwój energetyki odnawialnej. Odnawialne źródła energii to według 72 proc. badanych przyszłość energetyki, ale także potencjał dla rozwoju regionu Bełchatowa.

Z wypowiedzi respondentów w grupie wiekowej 15 – 35 lat wynika, że młodzież nie wiąże planów życiowych i zawodowych z kompleksem energetycznym Bełchatów. Praca w elektrowni i kopalni nie jest atrakcyjna dla 46 proc. młodych ludzi. Wydaje się im mało perspektywiczna i nie wiąże się też dla dzisiejszej młodzieży z prestiżem. Ich zdaniem nie jest to praca przyszłościowa. Ponadto 54 proc. badanych w grupie wiekowej 15 – 35 lat uważa, że kopalnia ma zły wpływ na środowisko.

Młodsi pracownicy kopalni i elektrowni (przed 40 rokiem życia) nie są tak bardzo związani ze swoim miejscem pracy jak starsi – bełchatowski kompleks energetyczny ma dla nich mniejsze znaczenie tożsamościowe. Nie planują też pracy przez całe życie w jednym miejscu.

Badanie lokalnych nastrojów społecznych wokół transformacji regionu przeprowadziła na reprezentatywnej grupie 500 osób dla powiatu bełchatowskiego w listopadzie i grudniu 2020 r. pracownia badawcza 4P Research Mix na zlecenie PGE. Respondentów podzielono na cztery grupy: (1) pracowników kopalni, elektrowni i firm z nimi związanych, (2) rodziny pracowników kompleksu energetycznego, (3) mieszkańców niepowiązanych bezpośrednio z kopalnią i elektrownią oraz (4) młode pokolenie (18-25 lat).

Firmie należą się odsetki za zwłokę organu w zwrocie VAT także, gdy wynika on ze złożonej przez firmę korekty

Wydana z końcem stycznia opinia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przypomina przedsiębiorcom, że mogą oni dochodzić od organów podatkowych zapłaty odsetek za zwłokę w zwrocie VAT nie tylko, gdy organ przedłuża zwrot celem weryfikacji jego zasadności, ale także, gdy to sam przedsiębiorca skoryguje złożoną już deklarację VAT, i w wyniku tego powstanie nadwyżka w podatku od towarów i usług uprawniająca do zwrotu. Mimo złożenia tej korekty oraz jej przyjęcia organ ociąga się ze zwrotem.

Należny zwrot VAT

Zgodnie z dobrze znaną przedsiębiorcom i organom skarbowym zasadą wyrażoną w art. 87 ust. 1 ustawy o VAT w przypadku, gdy kwota podatku naliczonego jest w okresie rozliczeniowym wyższa od kwoty podatku należnego, podatnik ma prawo do obniżenia o tę różnicę kwoty podatku należnego za następne okresy lub do zwrotu różnicy na rachunek bankowy. Ustawa w kolejnych przepisach precyzuje, że zasadniczy termin zwrotu VAT wynosi 60 dni. Podatnik może jednak wystąpić o dokonanie zwrotu w krótszym, 25-dniowym terminie. Z kolei, jak stanowi art. 77 § 2 pkt 2) Ordynacji podatkowej, w przypadku skorygowania deklaracji przez podatnika nadpłata podlega zwrotowi w terminie trzech miesięcy od dnia jej skorygowania.

Powszechnie znane są również toczone przez firmy boje z fiskusem o wypłatę na konto należnego im zwrotu VAT wraz z odsetkami, gdy organy skarbowe niejednokrotnie latami przedłużają termin tego zwrotu, tłumacząc się koniecznością dalszej weryfikacji jego zasadności, czyli koniecznością sprawdzenia, czy zwrot ten rzeczywiście się firmie należy. Przedsiębiorcy powinni jednak pamiętać, że odsetki należą się im od fiskusa również wtedy, gdy nadpłata w VAT powstanie w wyniku dokonania przez nich korekty złożonej już wcześniej deklaracji podatkowej, a organ zwleka ze zwrotem wynikającej z tej korekty nadpłaty.

Odsetki od niezwróconej w terminie nadpłaty VAT

Jeden z przedsiębiorców wykazał w deklaracji VAT za 2007 r. nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym w kwocie ponad 60 tys. euro. Ale austriacki urząd skarbowy (Finanzamt) ustalił, że przedsiębiorcy należy się tylko ponad 14 tys. euro zwrotu. Wskutek wniesionego przez firmę zaskarżenia austriacki sąd w maju 2013 r. nakazał organowi wypłatę zwrotu VAT w pełnej żądanej przez przedsiębiorcę wysokości.

Tydzień później firma wystąpiła do urzędu skarbowego o zapłatę odsetek liczonych od dnia 1 stycznia 2012 r., czyli od momentu, w którym w prawie austriackim zaczął obowiązywać przepis stanowiący, że podatnikowi przysługuje prawo do odsetek od nadpłaconych podatków, jeśli następczo ustala się je (te podatki) wskutek zaskarżenia w niższej niż pierwotnie wysokości. Austriacki urząd skarbowy odmówił jednak wypłaty odsetek.

W innej sprawie niemiecka firma w latach 2003 i 2004 sprzedała na terenie Austrii maszyny i tam też dokonała opodatkowania VAT tej sprzedaży. W deklaracji za maj 2005 r. firma wykazała ponad 367 tys. euro nadpłaty VAT z uwagi na to, że za niektóre maszyny kontrahenci firmy nie uiścili zapłaty lub nie uiścili jej w pełnej wysokości. Stąd niemiecki przedsiębiorca dokonał korekty deklaracji VAT.

Austriacki Finanzamt przeprowadził trwającą dwa lata kontrolę, po zakończeniu której w marcu 2008 r. zwrócił przedsiębiorcy nadpłacony VAT, jednocześnie stwierdzając, że mimo to nie należy obniżać podstawy opodatkowania. W październiku 2013 r. przedsiębiorca wniósł o zapłatę odsetek od kwoty ponad 367 tys. euro za okres od lipca 2005 r. do maja 2013 r. Organ uznał jednak, że firmie przysługują odsetki jedynie za okres od 1 stycznia 2012 r. (wejście w życie nowych przepisów) do dnia 8 kwietnia 2013 r.

W maju 2017 r. austriacki sąd administracyjny częściowo uwzględnił wniesioną przez przedsiębiorcę skargę na takie rozstrzygnięcie organu, przyznając mu odsetki za zwłokę również za okres od 2 września 2005 r. do 9 marca 2008 r. Powyższy wyrok skargą rewizyjną zaskarżył Finanzamt.

Opinia TSUE potwierdzająca prawo do roszczeń odsetkowych unijnych przedsiębiorców

W świetle tych dwóch spraw Verwaltungsgerichtshof (austriacki trybunał administracyjny) skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, czy w takich sytuacjach, jak opisano wyżej, prawo unijne przyznaje podatnikowi roszczenie o zapłatę odsetek za zwłokę, tak aby mógł on dochodzić tego roszczenia przed organem podatkowym lub sądami administracyjnymi, mimo iż prawo krajowe nie przewiduje takiego uregulowania dotyczącego odsetek? A jeśli tak, to czy w sytuacji, gdy nadpłata w VAT powstała w wyniku następczego obniżenia należnego VAT (np. w wyniku korekty deklaracji), to dopuszczalne jest, aby odsetki naliczane były dopiero po upływie odpowiedniego terminu przysługującego organowi podatkowemu na przeprowadzenie kontroli zasadności roszczeń dochodzonych przez podatnika?

Odpowiedzi na to pytanie 21 stycznia 2021 r. udzieliła Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott, potwierdzając, że przedsiębiorcom należą się odsetki zarówno od niezwróconego im VAT w ustawowym terminie, jak i wówczas, gdy nadwyżka zapłaconego VAT powstała w wyniku skorygowania deklaracji przez samego podatnika, a organ po przyjęciu tej korekty nie dokonał zwrotu VAT w wymaganym terminie:

„Z prawa Unii – w tym przypadku art. 183 i art. 90 dyrektywy VAT w związku z zasadą neutralności – wynika, co następuje: co do zasady odsetki przysługują zarówno od nadwyżki podatku naliczonego w rozumieniu art. 183, jak i od zwrotu nadpłaty VAT wynikającej z korekty podstawy opodatkowania w rozumieniu art. 90 dyrektywy VAT, jeżeli zwrot nie następuje w odpowiednim terminie” (Sprawa C‑844/19 CS, Finanzamt Graz-Stadt z udziałem: Finanzamt Judenburg Liezen, technoRent International GmbH, ECLI:EU:C:2021:58).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wkład własny w 2021 roku. Sprawdzamy, ile trzeba przynieść do banku, by dostać kredyt

Niestety, nie ma dobrych wieści dla kredytobiorców, którzy liczyli na spadek cen mieszkań – i w związku z tym niższy, wymagany przez banki wkład własny kredytów hipotecznych. Ostatnie dane z rynku mieszkaniowego wskazują, że mimo trudnych czasów mieszkania nadal drożeją, a popyt po spadku w II kw. 2020 roku szybko się odbudował. To oznacza, że chcący kupić mieszkanie będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni.

Kryzysowy rok 2020 nie przyniósł spodziewanej, wyraźnej korekty na rynku

mieszkaniowym. Ceny mieszkań spadły co prawda w II kwartale, a więc wtedy, kiedy fizycznie zakup nieruchomości był po prostu bardzo utrudniony z powodu lockdownu. Warto tutaj zaznaczyć, że ceny owszem spadły, ale względem kwartału I ubiegłego roku, który był z kolei rekordowy jeśli chodzi o zwyżkę cenową. Wielu ekspertów spodziewało się, że mamy do czynienia ze szczytem wzrostów cen i nawet bez koronawirusa dalsze dynamiczne zwyżki byłyby niemożliwe.

Przyszedł marzec 2020 i wszystko się zmieniło, co rzeczywiście wyraźnie dotknęło mieszkaniówkę. W drugim kwartale minionego roku spadki sprzedaży mieszkań sięgały nawet 60 proc. Wtedy też mocniej spadły ceny. Stawki za nowe mieszkania w Warszawie spadły o 400 zł – z 9800 zł w I kw. 2020 do 9400 w II kw. (dane NBP), jednak już w III kw. ceny przekroczyły 10 tys. zł za 1 mkw. Sytuacja szybko jednak wróciła do normy. Już latem minionego roku rynek „odbił”.

– W III kwartale br. odnotowano powrót aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19 obowiązujących od marca 2020 r. Liczba sprzedanych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego poprzedniego kwartału. (…) Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie wobec częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań. Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na mieszkania na własność. W analizowanym okresie obserwowano stabilizację cen ofertowych w grupie 6 i 10 miast oraz ich nieznaczny wzrost w Warszawie.

Podobne informacje z rynku zawiera najnowszy raport PKO BP: Po schłodzeniu rynku mieszkaniowego w 2q20 (związanym z wiosennym lockdownem gospodarki), w 3q20 sprzedaż mieszkań na rynku deweloperskim odbiła k/k, wzrosła również k/k sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Reakcja cenowa była różna zależnie od segmentu rynku i miasta. Na rynku pierwotnym w większości miast ceny mieszkań rosły k/k, jak i w porównaniu z 3q19; na rynku wtórnym w niektórych miastach wystąpiły niewielkie spadki k/k, w porównaniu z 3q19 wzrost cen spowolnił.

Jak więc widzimy, generalny obraz jest taki, że po pierwszym, „pandemiczym” szoku, mieszkaniówka odzyskała stabilizację, a ceny nadal rosną. Co ważne – rosną pomimo wyraźnego spadku popytu na wynajem mieszkań i rentowności takich inwestycji. Akurat rynek najmu mocniej odczuł pandemię, jednak mimo to nie przełożyło się to wyraźnie na sprzedaż mieszkań, co z kolei pokazuje, że to nie zakupy inwestycyjne z myślą o wynajmowaniu stanową najmocniejszą część popytu.

Płacz i płać

Kredytobiorcy mają umiarkowane powody do radości. Wyższe ceny, to wyższy wkład własny kredytów. Pocieszające może być natomiast to, że banki dość szybko zrezygnowały z restrykcji w tym zakresie – tzn. Przestały wymagać standardowego (bez dodatkowego ubezpieczenia) wkładu własnego na poziomie 30, a nawet 40 proc. Już od jesieni wkład wyjściowy wynosi 20 proc. wartości nieruchomości. Mniejszy wymaga wykupienia ubezpieczenia niskiego wkładu.

Co to konkretnie znaczy dla lokalnych rynków?

W Warszawie, wg NBP w III kw. 2020 średnia cena transakcyjna 1 mkw. nowego mieszkania wynosiła niecałe 10 200 zł. Zakładając, że ktoś chciałby kupić 50 mkw., musiałby się zadłużyć na kwotę 510 tysięcy złotych. 20 proc. wkład własny wyniósłby go 110 tysięcy zł. Jeszcze rok wcześniej średni koszt nowego mieszkania wynosił aż o 1000 zł mniej (9188 zł)! To oznacza, że to samo mieszkanie wtedy było o 50 tysięcy złotych tańsze, natomiast potrzebny wkład własny wyniósłby 91 880 zł, czyli był o 18 tysięcy złotych niższy.

W Krakowie w III kw. 2019 1 mkw. mieszkania kosztował średnio 7786 zł, 50 mkw. kosztowało 389300 zł, natomiast 20 procentowy wkład wynosił 77860 zł. Obecnie 1 mkw. mieszkania w Krakowie to wydatek 8838 zł, 50 mkw. – 441900 zł, a 20 proc. wkładu 88380 zł, a więc o ponad 10 tys. zł więcej.

W Gdańsku 50 mkw. mieszkania w 2019 roku kosztowało średnio 426 700 (1 mkw. – 8534 zł), rok później było to już 451.200. Aktualnie, by uzyskać kredyt bez dodatkowych kosztów, trzeba dysponować wkładem na poziomie 90240 zł.

We Wrocławiu mieszkania w ciągu roku podrożały średnio z 7661 zł/mkw. do 8109 zł. Dziś by myśleć o kredycie bez dodatkowych kosztów, potrzebny jest wkład własny na średnim poziomie 81 tysięcy złotych.

Ci, którzy nie dysponują gotówką na określonym poziomie, mogą zaciągnąć kredyt z niższym – 10 procentowym wkładem, ale finalnie będzie on droższy. Innym rozwiązaniem jest pożyczka na wkład własny, ze źródeł nie będących instytucjami finansowymi (inaczej obciąża to nasze finanse i zmniejsza zdolność kredytową), dostarczenie dodatkowych zabezpieczeń, bądź zaciągnięcie zobowiązanie wspólnie z innym kredytobiorcą – np. małżonkiem, rodzicem itp.

Autor: Marcin Moneta , ekspert portalu GetHome.pl

Synerise na podium Booking.com AI Challenge

Zespół ekspertów Synerise zajmujący się sztuczną inteligencją, pod przewodnictwem Jacka Dąbrowskiego (Chief AI Officer), zajął drugie miejsce w konkursie WebTour 2021 Challenge organizowanym przez Booking.com.

Tematyka konkursu koncentrowała się na problemie planowania podróży do wielu destynacji, co jest popularnym scenariuszem branży turystycznej. Celem tego wyzwania było wykorzystanie zbioru danych, opartego na milionach prawdziwych, anonimowych rezerwacji miejsc noclegowych i stworzenie strategii przedstawiającej najlepsze rekomendacje dla kolejnego miejsca docelowego w czasie rzeczywistym. Konkurencja liderów była bardzo wyrównana, a Synerise przegrało nieznacznie z zespołem Nvidia – firmy wycenianej na około 350 miliardów dolarów.

Planowanie podróży zwykle wiąże się z koniecznością synchronizacji różnych elementów – środków transportu, zakwaterowania, atrakcji turystycznych itp. Oprócz uwzględnienia czynników takich jak czas i dostępność, proces decyzyjny nie opiera się wyłącznie na racjonalnych i obiektywnych kryteriach. W rezultacie trudno jest szybko przedstawić odpowiednie rekomendacje odwiedzającym witrynę turystyczną. Uczestnicy musieli zaproponować konkretne metody i techniki wyszukiwania informacji i rekomendacji, biorąc pod uwagę mobilność, pojawiające się preferencje, emocje, a także specyfikę podróży i turystyki w erze COVID-19 i czasie po ustaniu pandemii.

Rozwiązanie przygotowane przez zespół Synerise, w składzie: Jacek Dąbrowski (Chief AI Officer), Konrad Gołuchowski (AI Lead Scientist), Barbara Rychalska (AI/NLP Researcher) i Michał Daniluk (Research Scientist), zostało wyróżnione jako jedno z najlepszych. Model został oparty na Cleora i EMDE – dwóch algorytmach w całości opracowanych przez nasz zespół, które są używane na co dzień w systemach produkcyjnych Synerise.

Cleora to algorytm osadzania wykresów, który jest znacznie szybszy niż konkurenci (~200x szybszy niż DeepWalk i 4x-8x szybszy niż PyTorch-BigGraph) i jest metodą wejściową dla EMDE (tworzy wektory osadzające, które są podawane do EMDE). EMDE to metoda kompresji dla zbiorów wektorów obejmujących bardzo duże przestrzenie wymiarowe. Tworzy małe i wydajne reprezentacje zestawów pozycji multimodalnych (na przykład sesje użytkowników w rekomendacjach) i umożliwia przewidywanie odpowiednich pozycji z tych skompresowanych struktur. EMDE jest zasadniczo systemem rekomendującym. W tym projekcie eksperci Synerise zastosowali go do przestrzeni wektorów miast, aby przedstawić historię podróży użytkownika z przeszłości. W konkursie udowodniono, że EMDE świetnie prezentuje dane sekwencyjne (sekwencje miast, które odwiedza użytkownik).

„W Synerise AI zdecydowaliśmy się porzucić utartą ścieżkę małych, stopniowych ulepszeń i przetestować nowe i nieoczekiwane kierunki badań. Akceptujemy wysokie szanse niepowodzenia, które wiążą się z eksploracją, wiedząc, że ryzyko określa wartość ostatecznego celu. Nasze podejście doprowadziło nas do sformułowania nowego kierunku badań łączącego geometrię różniczkową, statystykę i głębokie uczenie (deep learning). Na tej podstawie stworzyliśmy zestaw unikalnych narzędzi, które składają się na szybki i efektywny system rekomendacji, którego dokładność należy do światowej czołówki. Jednocześnie bardzo zależy nam na praktycznej wartości naszych algorytmów. Staramy się, aby były wykorzystywane przez rzeczywistych ludzi i firmy na rzeczywistych danych do rozwiązywania rzeczywistych problemów. Konkurs Booking Challenge był szczególnie interesujący, ponieważ natura problemu pod wieloma względami różniła się od zadań rekomendacyjnych, w których nasz pakiet osiąga najlepsze wyniki. Jesteśmy wdzięczni za wyróżnienie i możliwość potwierdzenia przydatności naszego podejścia w tej zupełnie nowej dla nas dziedzinie sekwencyjnego planowania tras” – powiedziała Barbara Rychalska, AI/NLP Researcher w Synerise.

Synerise to obecnie jedna z najbardziej znanych i innowacyjnych polskich firm działających w kluczowych dla gospodarki sektorach zaawansowanych technologii, takich jak big data czy sztuczna inteligencja. Firma odważnie inwestuje we własne produkty do przetwarzania danych i rozwiązania z zakresu AI, aby całkowicie zmienić nowoczesne podejście do zarządzania danymi.

W lipcu 2020 roku zespół Synerise AI wygrał prestiżowy konkurs organizowany przez Rakuten Institute of Technology i przedstawił dwa referaty podczas Międzynarodowej Konferencji ACM SIGIR na temat badań i rozwoju w zakresie wyszukiwania informacji, która odbyła się w Xi’an w Chinach.

Arkadiusz Bebel (Quercus TFI): co dalej z akcjami CD Projekt?

CD Projekt, warszawski producent gier video, ma za sobą ciężki miesiąc. Po fenomenalnych działaniach marketingowych, które w 5 lat doprowadziły do kilkunastokrotnego wzrostu wartości jej akcji, spółka spadła nieco na giełdzie po premierze nowej gry. Oczekiwany od lat “Cyberpunk 2077” nie spełnił oczekiwań odbiorców. Szczególnie wersja na konsole – takie jak Playstation i Xbox – pozostawia wiele do życzenia. Jak wpłynie to na dalsze losy CD Projektu?

– Nowa gra CD Projektu nie spełniła oczekiwań graczy, co nie spodobało się inwestorom. Warto jednak spojrzeć na karierę spółki z dłuższej perspektywy. Parę lat temu wizja tego, że wartość akcji CD Projekt spadnie do 250 złotych, brzmiała nierealnie. Wtedy kosztowały niewiele ponad 20 złotych. Zarząd spółki dokonał przez te kilka lat fenomenalnych działań marketingowych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bebel, zarządzający funduszami Quercus TFI. – Pamiętać trzeba także, że jest to spółka z Polski – o drobniejszym budżecie i mniejszych możliwościach, niż zachodni giganci. Szkoda, że “Cyberpunk” zawiódł oczekiwania graczy. Ale spółka podjęła już działania naprawcze – pojawiają się kolejne patche, poprawiające jakość gry. Jeżeli uda się odbudować zaufanie graczy, CD Projekt odzyska również zaufanie inwestorów. “Cyberpunk 2077” powinien się całkiem nieźle sprzedawać w dłuższej perspektywie. Jeżeli CD Projekt naprawi kluczowe błędy i odzyska zaufanie graczy, może wspiąć się wyżej na giełdowej drabinie. Myślę, że spadek kursu z ponad 400 na około 250 złotych może być okazją inwestycyjną – ocenia Bebel.

Spadek aktywności najemców niższy niż prognozowany – Cushman & Wakefield podsumowuje rok 2020 na warszawskim rynku biurowym

  • W 2020 roku oddano do użytku ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej w Warszawie.
  • Wskaźnik pustostanów na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej.
  • W IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.
  • Spadek aktywności najemców w 2020 roku wyniósł 31% w stosunku do rekordowego, pod względem popytu, roku 2019 i był niższy niż prognozowany.
  • Udział nowych umów wśród wszystkich zawieranych na rynku transakcji spadł w minionym roku z 61% do 54%, podczas gdy udział umów renegocjacji wzrósł z 29% do 37%.
  • Ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie.

W 2020 roku pandemia koronawirusa doprowadziła do pierwszej od 30 lat recesji w Polsce, a PKB naszego kraju skurczyło się o ok. 2,8%. Według prognoz Moody’s niekorzystne skutki drugiej fali pandemii wywrą negatywny wpływ na gospodarkę również w I kwartale 2021 roku. Niemniej jednak już w II kwartale 2021 spodziewane jest ożywienie, a według wstępnych szacunków wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie około 4%.

Podaż: ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej oddano do użytku w 2020 roku

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w 2020 roku powiększyły się o 314 000 mkw. i wyniosły 5,91 mln mkw. Do największych projektów oddanych do użytku w ubiegłym roku można zaliczyć: wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (Ghelamco – B – 43 400 mkw. i C – 45 600 mkw.), wieżowiec Mennica Legacy Tower (Golub Get House – 47 900 mkw.) oraz biurowiec Varso II (HB Reavis – 39 900 mkw.). Obecnie w budowie znajduje się blisko 550 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2021-2022. Według szacunków Cushman & Wakefield w 2021 roku ukończonych zostanie blisko 320 000 mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 230 000 mkw.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i mniejszą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2023-2024, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w tym okresie – mówi Jan Szulborski, Starszy Konsultant w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych.

Wskaźnik pustostanów: kontynuacja wzrostu, ale w wolniejszym tempie

Niepewna sytuacja gospodarcza i ostrożność najemców doprowadziły do odwrócenia trendu kompresji wskaźnika powierzchni niewynajętej obserwowanego w latach 2016-2019. W okresie ostatnich dwunastu miesięcy poziom pustostanów w Warszawie wzrósł o około 148 500 mkw. i na koniec 2020 roku wyniósł 583 500 mkw. Nowo realizowane budynki cieszyły się dużym zainteresowaniem najemców, a średni wskaźnik dostępnej powierzchni w momencie oddawania biurowców do użytkowania w 2020 roku wynosił 15%. Wynika to w dużej mierze z rekordowego wolumenu transakcji przednajmu zawartych bądź rozpoczętych jeszcze przed pandemią.

Zwiększenie dostępności powierzchni biurowej przełożyło się na wzrost wskaźnika pustostanów, który na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej. Ponadto, od początku pandemii mogliśmy zaobserwować zwiększoną liczbę ofert podnajmów na warszawskim rynku biurowym. Według szacunków na koniec IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.

Popyt: spadek aktywności najemców niższy niż prognozowany

Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców zdecydowała się na tymczasowe wstrzymanie decyzji dotyczących negocjacji umów najmu. Popyt brutto w całym 2020 roku wyniósł 602 000 mkw. i był o 31% niższy niż w 2019 roku.

Mimo że procentowy spadek wolumenu transakcji w ujęciu rocznym wydaje się wysoki, to należy zauważyć, że w 2019 roku mieliśmy do czynienia z rekordowym popytem na poziomie blisko 880 000 mkw., a wstępne prognozy mówiły o nawet 40-50% zmniejszeniu aktywności najemców w tym roku. W samym IV kw. 2020 r. łączny wolumen transakcji wyniósł 160 400 mkw. i był niższy jedynie o 16% niż rok wcześniej – podkreśla Katarzyna Lipka, Dyrektor Działu Doradztwa i Analiz Rynkowych.

W 2020 roku zmianie uległa dotychczasowa struktura transakcji. Podczas gdy w ostatnich pięciu latach nowe umowy odpowiadały średnio za 61% wszystkich zawieranych na rynku transakcji, w ubiegłym roku ich udział spadł do 54%. Jednocześnie z 29% do 37% wzrósł udział umów renegocjacji.

Spodziewamy się utrzymania tego trendu w ciągu kilku kolejnych kwartałów, ponieważ część najemców może zdecydować się na krótkoterminowe przedłużenie dotychczasowych umów najmu, żeby odłożyć w czasie podjęcie długoterminowych decyzji – dodaje Katarzyna Lipka.

Stawki czynszów: ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie

Wraz z pogarszającym się sentymentem wśród uczestników rynku, stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe dla stref Centrum i Poza Centrum w ujęciu rocznym spadły odpowiednio o 0,50 i 0,25 EUR/mkw./miesiąc i znalazły się na poziomie 23,50 EUR/mkw./miesiąc w Centrum i 14,75 EUR/mkw./miesiąc poza Centrum.

W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się stabilizacji czynszów bazowych wraz ze wzrostem pakietu zachęt, w postaci zwiększonego okresu zwolnienia z czynszu lub powiększonych dopłat do wykończenia biura, które zwiększą presję na czynsze efektywne – mówi Jan Szulborski.

Magazynowy boom w 2020 r. Jaki będzie 2021?

Pomimo pandemii rynek magazynowy w Polsce pozostaje w bardzo dobrej kondycji. W 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej zwiększyły się o ponad 2 mln mkw. Tym samym całkowita podaż osiągnęła w Polsce 20,6 mln mkw. W porównaniu z 2019 r. to wzrost o ponad 10%. Eksperci Colliers prognozują, że wysoki poziom podaży utrzyma się również w roku 2021.

Warszawa z największym wzrostem podaży

98% całkowitej podaży nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce zlokalizowane jest na 11 głównych rynkach. W ubiegłym roku największy przyrost nowej powierzchni w porównaniu do 2019 odnotowała Warszawa (566 tys. mkw. w ramach trzech stref), Górny Śląsk (438 tys. mkw.) oraz Wrocław (360 tys. mkw.).

— Intensywny rozwój rynku magazynowego aglomeracji warszawskiej pokazuje, że obecnie na znaczeniu zyskuje logistyka tzw. ostatniej mili oraz małe magazyny miejskie (SBU) obsługujące klientów z sektora e-commerce. W celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów firmy widzą konieczność reorganizacji i skrócenia dotychczasowego łańcucha dostaw, stąd ich zainteresowanie magazynami zlokalizowanymi w miastach. To na te produkty stawiają dziś deweloperzy działającący na rynku. Przewidujemy, że w 2021 r. trend na wynajem mniejszych modułów na terenach miejskich się utrzyma — prognozuje Jan Barbasiewicz, partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Pomimo nietypowej sytuacji wywołanej pandemią, większość inwestycji w fazie budowy była realizowana zgodnie z harmonogramem. Do największych projektów oddanych w 2020 r. zaliczyć należy: A2 Warsaw Park firmy Panattoni w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw.), kolejny etap Elite Mszczonów Logistic Park/d. P3 Mszczonów/ (58,5 tys. mkw.), Panattoni Park Ruda Śląska II (56 tys. mkw.), Hillwood Oleśnica (53 tys. mkw.), oraz 7R Park Gdańsk II (51,8 tys. mkw.). Uruchomiono również centra logistyczne dwóch gigantów branży e-commerce – Amazon otworzył w Gliwicach swoje największe, ósme już centrum w Polsce, natomiast Zalando swoją trzecią lokalizację w kraju (w Głuchowie pod Łodzią).

— Od początku 2020 r. obserwowaliśmy trend wzrostowy w ilości nowej powierzchni dostarczanej na polski rynek magazynowy. Podczas gdy w I kw. oddano 455 tys. mkw., w II kw. było to już 622 tys. mkw., a w III kw. 671 tys. mkw. W IV kw. nastąpiło zwolnienie tempa i nowa podaż osiągnęła poziom 301 tys. mkw. Pod koniec roku w budowie znajdowało się kolejne 2 mln mkw. Także deweloperzy z innych sektorów zauważają potencjał rynku magazynowego, który dzięki intensywnemu rozwojowi e-commerce i branży kurierskiej staje się atrakcyjną formą lokaty kapitału — mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

— Tak jak w przypadku nieruchomości biurowych, tak i na rynku magazynowym deweloperzy coraz większą wagę przywiązują do stosowania rozwiązań ekologicznych, zgodnych z koncepcją zrównoważonego rozwoju. Rynek kieruje się także w stronę automatyzacji magazynów oraz zapewnieniu w ofercie niestandardowych, elastycznych rozwiązań, które dają możliwość wyróżnienia się i podniesienia atrakcyjności powierzchni. Spodziewamy się, że powierzchnia magazynowa, która trafi na rynek w najbliższych latach będzie w coraz wyższym standardzie — dodaje Jan Barabsiewicz.

Rekordowy popyt

W 2020 roku najemcy wykazali się rekordową aktywnością – roczny popyt osiągnął poziom 5,4 mln mkw. Dla porównania w 2019 r. całkowity wolumen wynajętej powierzchni wyniósł 4,3 mln mkw., a zatem jest to wzrost o blisko 26% r/r.

Najchętniej wybieraną przez najemców lokalizacją była Warszawa (1,2 mln mkw. wynajęte w ramach trzech stref magazynowych) oraz Górny Śląsk (1,07 mln mkw.), który odnotował wzrost poziomu popytu w stosunku do 2019 r. o 79%. Tylko na tych dwóch rynkach umowami najmu objęto blisko połowę (42%) całej wynajętej w Polsce w 2020 r. powierzchni magazynowej. Na popularności zyskały również lokalizacje położone w Polsce Zachodniej, gdzie wynajęto 265 tys. mkw. (40 tys. mkw. w 2019 r.), Bydgoszcz/Toruń (139 tys. mkw. vs. 55 tys. mkw.) oraz Kraków (150 tys. mkw. vs. 77 tys. mkw.).

— Tak wysoki wskaźnik popytu na magazyny pokazuje nam, w jaką stronę zmierza rynek – firmy rozwijają internetowe kanały sprzedaży i w tym celu zwiększają swoje zaplecze magazynowe. Stanowi to dodatkową motywację dla inwestorow albo funduszy inwestycyjnych, by powiększać swój portfel inwestycyjny o ten rodzaj powierzchni. Przy wyjątkowo intensywnym rozwoju sektora e-commerce wyzwaniem w najbliższym czasie może być zapewnienie wystarczającej liczby obiektów udostępniających duże powierzchnie rzędu 20-40 tys. mkw. W efekcie najemcy, którzy będą potrzebowali szybko wynająć dodatkową przestrzeń, będą musieli na nią poczekać. Ta sytuacja zapewni przewagę firmom, które zdążyły się na to przygotować — prognozuje Maciej Chmielewski.

2020 r. obfitował w znaczące transakcje. W pierwszej piątce tych największych są m.in. dwie transakcje firmy Amazon, która rozpoczęła budowę centrum logistycznego w Świebodzinie (200,4 tys. mkw.) w ramach umowy BTS oraz w Hillwood Łódź Górna (67,5 tys. mkw.) w ramach nowej umowy. Na szczególną uwagę zasługuje również wynajem przez Euro-net 73,4 tys. mkw. powierzchni w Prologis Park Janki (nowa umowa), wynajęcie przez Żabkę obiektu BTS Radzymin (67,5 tys. mkw.) oraz transakcja typu BTS zawarta przez 4F na magazyn w Czeladzi (67 tys. mkw.). Wśród najemców dominowali przedstawiciele sektora 3PL (32% wolumenu transakcji) oraz branży handlowej (24%).

Dużo nowych umów, czynsze bez zmian

Najwyższe bazowe stawki czynszu odnotowano w warszawskiej strefie I – średnio wynosiły między 4 a 5 euro za mkw. na miesiąc. Natomiast w pozostałych strefach oraz pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się pomiędzy 2,7-3,8 euro za mkw. na miesiąc.

— Pomimo wysokiego wskaźnika popytu, stawki czynszu na głównych rynkach magazynowych w Polsce utrzymały się na stabilnym poziomie. Odnotowaliśmy duży udział nowych umów w strukturze najmu – stanowiły ponad połowę całkowitego wolumenu (54%). W szczególności w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu pandemii najemcy wykazali znaczny wzrost zainteresowania zawieraniem krótkoterminowych umów najmu – udział powierzchni objętej tego typu transakcjami wzrósł w porównaniu z rokiem 2019 aż o blisko 85% – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Liczba pustostanów zmalała

— Choć często wysoka podaż nowej powierzchni idzie w parze ze wzrostem wskaźnika pustostanów, w tym roku na rynku magazynowym nie mamy do czynienia z tego rodzaju zależnością. Wręcz przeciwnie – duże zainteresowanie najemców przełożyło się na spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej, który na koniec roku wyniósł  6,6%, czyli o 0,4% mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. — podaje Agnieszka Bogucka.

Najniższym wskaźnikiem pustostanów ponownie, jak w roku 2019, może pochwalić się Szczecin (0,2%) oraz wschodnie regiony Polski (0,3%). Natomiast najwięcej dostępnej powierzchni znajdowało się na Śląsku (8,9%) oraz w Polsce Centralnej (8,3%), na co wpływ mogło mieć oddanie dużej liczby nowych magazynów na tych obszarach.

— 2020 r. był bardzo dobrym rokiem dla magazynów. Biorąc pod uwagę ilość powierzchni znajdującej się obecnie w budowie oraz zapotrzebowanie na nią wśród najemców, możemy przewidywać, że 2021 nie pozostanie w tyle. Zarówno pod względem podaży, popytu, jak i wskaźnika pustostanów czeka nas kolejny obiecujący rok – podsumowuje Jan Barbasiewicz.

Deloitte: Prawie 60 proc. pracowników w Polsce oczekuje, że po pandemii nadal częściej będzie pracować zdalnie

Bezprecedensowe środki zastosowane w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19 zmusiły firmy do intensyfikacji działań na rzecz szerszego zastosowania rozwiązań cyfrowych. Jak wskazują autorzy raportu „Voice of the European workforce” firmy doradczej Deloitte, ponad 80 proc. ich respondentów w Europie deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną w związku z pandemią, było dla nich łatwe lub bardzo łatwe. Nad Wisłą dużą rolę w dostosowaniu się do nowych realiów odegrało zaufanie współpracowników.

Aż 80 proc. europejskich respondentów badania Deloitte przyznaje, że w ostatnich miesiącach doświadczyło co najmniej jednej zmiany warunków pracy, przy czym najczęstszą, wskazywaną aż przez 57 proc. respondentów, jest przejście na pracę zdalną. Około 60 proc. osób, które musiały pracować zdalnie, ale też co piąty pracownik, który wykonywał pracę z biura, przyznał, że stała się ona bardziej elastyczna w swojej formie.

– Jak wynika z naszego raportu, możliwości częstszej pracy zdalnej po powrocie sytuacji do normalności, spodziewa się 62 proc. pracowników w Europie i 57 proc. nad Wisłą. Co ciekawe, w przypadku ankietowanych z Europy odsetek ten jest nawet wyższy wśród osób, którym przed pandemią nie zdarzało się pracować zdalnie i wynosi 70 proc. – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Europie Środkowej.

Ponad 80 proc. respondentów deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną i inne związane z pandemią zmiany, jak elastyczne godziny pracy czy większa autonomia, było dla nich łatwe bądź bardzo łatwe. Większość europejskich pracowników (86 proc.) odpowiadała, że najłatwiej przyszło im dostosowanie się do wzrostu ich autonomii w miejscu pracy. Polscy pracownicy najczęściej wskazywali zmianę godzin pracy i bardziej elastyczny jej harmonogram (85 proc.).

W oparciu o zaufanie

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że dla 40 proc. ankietowanych z Europy w dostosowaniu się do zmian, jakie przyniósł COVID-19 pomocne było zaufanie ze strony liderów, a niewiele mniej, bo 38 proc. wskazywało zaufanie współpracowników. W przypadku Polski najczęściej padała odpowiedź – zaufanie kolegów i członków zespołu oraz mijający czas. 47 proc. zapytanych odpowiadało, że w miarę upływu dni przyzwyczajali się do nowej rzeczywistości w pracy. Zaufanie liderów było dopiero na czwartym miejscu, odpowiedziało tak 33 proc. respondentów. Jak zauważają autorzy raportu, tworzenie atmosfery zaufania w pracy wymaga świadomego wysiłku ze strony przełożonych zwłaszcza, gdy zespoły pracują zdalnie.

Poza zaufaniem, także europejscy pracownicy przyznają, że wraz z mijającymi dniami coraz bardziej przyzwyczajali się do zmian (39 proc.). Wsparciem były także sieci kontaktów zawodowych (37 proc.) i narzędzia IT (30 proc.). Czynnik ludzki okazał się więc bardziej pomocny niż technologia.

– Polacy liczą, że wzrost zaufania zarówno liderów do swoich zespołów, jak i między współpracownikami jest zmianą, która zostanie z nimi także po pandemii. Odpowiedziało tak 38 proc. polskich pracowników. Jedna trzecia naszych ankietowanych w Europie oczekuje, że także w czasach postpandemicznych będą mieli większą elastyczność w decydowaniu o tym, kiedy i w jaki sposób będą pracować – mówi John Guziak.

Wyzwanie dla pracowników i pracodawców

Jak zauważają eksperci Deloitte, przy większym rozproszeniu kadry, przedsiębiorstwa muszą nauczyć się sposobu zarządzania bardziej autonomicznymi pracownikami i zespołami. To wyzwanie będzie wymagało odejścia od starych modeli wynagradzania i oceny. 32 proc. pracowników w Europie i 31 proc. w Polsce wyraża obawę przed koniecznością pracy w większym wymiarze za to samo wynagrodzenie. Ustępuje jej tylko wzrost niepewności zatrudnienia. Taką obawę wyraża 46 proc. polskich pracowników i 36 proc. w Europie.

60 proc. respondentów z Europy i aż 65 proc. w Polsce uważa, że najbardziej przydatna w rzeczywistości popandemicznej będzie umiejętność dostosowania się do nowych warunków.

Warto tu odnotować, że pozytywnie lub bardzo pozytywnie swoją zawodową przyszłość ocenia 55 proc. ankietowanych z Polski i niespełna połowa pracowników w Europie. – Firmy powinny wykorzystać pozytywne nastawienie wśród pracowników i z większą determinacją budować jeszcze silniejsze zespoły. Nie oznacza to wyłącznie szkolenia pracowników w zakresie kompetencji technicznych. Słuszną decyzją będzie tworzenie kultury organizacyjnej oraz kreowanie postaw sprzyjających umiejętności uczenia się oraz stosowania i wykorzystywania nowych umiejętności – podsumowuje John Guziak.

O badaniu

Badanie „Voice of the European workforce” zostało przeprowadzone w czerwcu 2020 r. i objęło 10 tys. pracowników z siedmiu krajów w Europie (Francji, Niemiec, Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Polski). Połowę respondentów stanowili pracownicy w wieku 50 lat lub starsi, drugą połowę — pracownicy powyżej 18, lecz poniżej 50 roku życia. Respondenci zostali dobrani pod względem wieku i płci w taki sposób, aby odzwierciedlić strukturę siły roboczej w każdym kraju.

Nowe badanie rynku pracy: Nokaut w hotelarstwie i gastronomii, nieprzerwany rozwój branży IT

Przedłużająca się pandemia wciąż wywiera duży wpływ na rynek pracy. Wyniki 42. edycji badania Monitor Rynku Pracy, przeprowadzonego przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster, pokazują, że pracownicy boją się utraty pracy i nie najlepiej oceniają szanse na znalezienie nowej posady. Chyba, że mowa o sektorze IT – komentuje Magdalena Rogóż z Kodilla.com.

Jeśli miałbym wybrać dwie branże, które najlepiej pokazują, jak różne efekty dla sytuacji pracowników przyniósł pandemiczny kryzys, to wskazałbym z jednej strony hotelarstwo i gastronomię, a z drugiej ITC” – analizuje w raporcie Monitor Rynku Pracy Łukasz Komuda, ekspert ds. rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Jego zdaniem pierwszy wspomniany sektor został właściwie znokautowany przez lockdowny, podczas gdy telekomunikacja i IT nie tylko przeszły przez turbulencje suchą stopą, ale wręcz zyskały ze względu na zwiększone zapotrzebowanie biznesu na usługi telekomunikacyjne, głównie ze względu na konieczność pracy zdalnej.

Przepaść w zarobkach

wynagrodzenia
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Przepaść pomiędzy skrajnościami widać niemal w każdym aspekcie badania Randstad, ale najbardziej jest to widoczne, gdy przyjrzymy się wynagrodzeniom. Pracownicy sektora IT najrzadziej sygnalizowali bowiem obniżki pensji, najczęściej – podwyżki. Byli też najbardziej zadowoleni z poziomu zarobków. „Podczas gdy ludzie z hotelarstwa i gastronomii zamykali stawkę w zestawieniach branżowych. Już przed kryzysem między tymi branżami występowała różnica w pracowniczej ocenie sytuacji, ale pandemia pomnożyła ten dystans wielokrotnie” – pisze Komuda.

Tę zależność widać także obserwując losy osób, które w 2020 roku podjęły decyzję o przebranżowieniu – komentuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Mimo trudnej sytuacji, liczba osób, które rozpoczęły szkolenia z programowania nie tylko nie zmalała, ale nawet wzrosła w stosunku do lat ubiegłych. Do osób, które zdecydowały się przebranżowić – ze względu na chęć zmiany kariery – dołączyły bowiem także te, które ze względu na lockdown straciły możliwość zarobku. Wśród nich bywali np. piloci wycieczek, zawodowi muzycy czy aktorzy – mówi ekspertka z Kodilla.com.

Dodajmy jednak, że u większości ankietowanych (53 proc.) wynagrodzenie u obecnego pracodawcy nie uległo zmianie w 2020 roku. 30 proc. respondentów przyznało, że otrzymało podwyżkę, natomiast u 17 proc. badanych pensja zmniejszyła się. Warto zauważyć, że do zmian nie doszło przede wszystkim w centralnej Polsce (województwa: łódzkie, mazowieckie, świętokrzyskie) oraz na wschodzie kraju.

Wraz z wiekiem uczestników malał odsetek tych, którzy otrzymali w minionym roku podwyżkę. Różnice dotyczą także płci. Podczas gdy 28 proc. kobiet odpowiedziało, że ich zarobki zwiększyły się, mężczyzn było więcej o 4 p.p. W porównaniu między grupami zawodowymi w tej kwestii najlepiej wypadają: kadra kierownicza średniego szczebla (43 proc.) oraz inżynierowie (38 proc.). W większości stałe wzrosty wynagrodzenia w wyniosły od 5 do 10% (42% przypadków). Mniej niż 5% otrzymało 24 proc. badanych, a więcej między 10 a 20% – 20 proc. ankietowanych.

Mniejsza szansa na nową pracę?

Z badania Randstad wynika ponadto, że w ostatnim kwartale 2020 r. spadł optymizm w kwestii szans na znalezienie nowej posady (w ciągu kolejnych 6 miesięcy). Jakiejkolwiek szanse widzi obecnie 79% badanych (spadek o 5 p.p. w porównaniu do trzeciego kwartału), a na znalezienie pracy – tak samo dobrej lub lepszej – już tylko 55% (spadek z 62 proc.) Jednocześnie, swoje szanse na zatrudnienie lepiej oceniają mężczyźni. Podczas gdy 84 proc. panów jest przekonanych, że znalazłoby bez trudu w ciągu 6 miesięcy jakąkolwiek nową pracę, w ten sam sposób wypowiedziało się jedynie 71 proc. pań. Jak podkreśla w badaniu Monika Fedorczuk z Konfederacji Lewiatan, wpływ na to może mieć ograniczenie oferty usług opiekuńczych i zamknięcie szkół.

„W wielu wypadkach to na kobiety spadają obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieka nad dziećmi przedszkolnymi, co powoduje nie tylko znacząco zwiększenie obciążenia, ale też gorszą ocenę swoich możliwości jako pracownika” – tłumaczy ekspertka.

Z takiego trendu wymyka się jednak wspomniany już sektor IT, w którym obowiązki pracownika są realizowana głównie w systemie home office, a godziny pracy są bardziej elastyczne niż w wielu innych branżach. – Tylko w pierwszym okresie pandemii aż 67 proc. firm działających w Polsce, które dotąd nie oferowały możliwości pracy zdalnej, zdecydowało się na taki krok. Potem dołączały do nich kolejne przedsiębiorstwa, takie jak nieruchomości, usługi dla biznesu czy SSC/BPO. Bardzo widoczny trend nastąpił jednak w branży IT, w której model pracy zdalnej był możliwy od dawna, jednak bardziej jako alternatywa niż reguła. Obecnie większość programistów pracuje zdalnie, co w dużym stopniu pozwala pogodzić obowiązki służbowe z życiem rodzinnym. Podobnie jest, jeśli spojrzymy na rynek edukacyjny, bowiem nie tylko uczniowie kształcą się w domach, ale coraz więcej osób zapisuje się na różnego rodzaju kursy prowadzone właśnie w formie online – mówi Magdalena Rogóż.

Wśród innych grup zawodowych najlepiej swoje szanse na nową pracę oceniają: brygadziści (91 proc.), a wśród poszczególnych branż – pracownicy sektora ochrony (88 proc.), transportu i logistyki (85 proc.), budownictwa (83 proc.) oraz edukacji (82 proc.). Poza tym, jak wynika z badania, pracę w sześciu miesiącach poprzedzających sondaż zmieniło 23% respondentów. To o 3 punkty procentowe więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2020 roku. Mniej badanych osób, bo 18 proc., zmieniło stanowisko u swojego aktualnego pracodawcy. Jednym z decydujących czynników było wyższe wynagrodzenie w nowej firmie. Widać jednak znaczny spadek tego wskaźnika w stosunku do ubiegłego kwartału – z 42% do 34% W drugiej połowie 2020 roku równie duża część badanych (34%) zmieniła pracę, ponieważ została dotknięta redukcją etatów. Tu z kolei nastąpił wzrost o 8 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału (34 proc. vs. 26 proc.).

„Redukcje widoczne są przede wszystkim w sektorze usług, branży gastronomicznej i hotelarskiej, a także częściowo w handlu. Z drugiej strony są sektory, które cały czas prowadzą rekrutacje, m.in. branża produkcyjna i logistyczna. Dla wielu pracowników, którzy stracili pracę, podjęcie zatrudnienia w tych branżach może być dobrym rozwiązaniem, choćby tymczasowo wspierającym ich sytuację finansową do czasu pojawienia się możliwości zawodowych w ich specjalizacjach” – mówi Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i HR Consultancy w Randstad Polska.

zmiana_pracodawcy
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Kolejnymi istotnymi powodami zmiany miejsca pracy, choć tracącymi na znaczeniu w stosunku do poprzedniego kwartału, są: potrzeba rozwoju zawodowego – spadek z 39% do 33% oraz korzystniejsza forma zatrudnienia u nowego pracodawcy – spadek z 39% do 33%.

Najdłużej nowego stanowiska szukali mieszkańcy regionu północnego (3,4 miesiąca w województwie pomorskim i zachodniopomorskim) oraz południa (3 miesiące w województwach: dolnośląskim, opolskim, śląskim i małopolskim). Dłuższy okres poszukiwania nowego zatrudnienia dotyczy też osób zamieszkałych w miastach od 20 do 50 tys. mieszkańców (3,8 miesiąca) oraz do 20 tys. mieszkańców (3 miesiące).

Najkrócej znalezienie nowej pracy zajęło osobom z zachodnich regionów Polski (2 miesiące w województwach: lubuskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim), a także pracownicy ze wsi w obrębie dużej aglomeracji miejskiej oraz z miast od 50 do 200 tys. mieszkańców – średnio 2,3 miesiąca.

Nadal są branże, w których pracownicy są szczęśliwi!

Na pytanie „Na ile jesteś zadowolony z pracy w swojej firmie?” 76% respondentów odpowiedziało, że jest raczej lub bardzo zadowolonych z pracy. Osoby bardzo niezadowolone stanowią zaledwie 1% ankietowanych. Największa satysfakcja z wykonywanego zawodu dotyczy mieszkańców północnej (83%) oraz wschodniej (81% w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i podkarpackim) części Polski.

Z badania wynika, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat zadowolenie Polaków z pracy nie zmieniło się. Najwyższy notowany do tej pory wynik (79 proc.) dotyczył pierwszego kwartału roku 2019. Najbardziej usatysfakcjonowane pozostają osoby samozatrudnione – aż 88% badanych prowadzących własną działalność podkreśla swoje zadowolenie z wykonywanego zawodu.

zadowolenie_z_pracy
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Tuż przed pandemią, na początku 2020 roku analizowaliśmy ówczesny rynek pracy pod kątem tzw. pracoszczęścia. Idealną firmę, zdaniem połowy Polaków, cechowała stabilność finansowa, umożliwienie pracownikom swobodnego działania i rozwoju czy otwartość na nowe inicjatywy. Takie warunki spełniali najczęściej pracodawcy z branży IT, marketingu i reklamy oraz inżynierii. Kilka tygodni później rozpoczęła się pandemia, której skutki wszyscy znamy, ale mimo że mija rok od tamtych badań, takie sektory jak IT nadal określane są jako szczęśliwe branże, tzn. pracownicy odczuwają satysfakcję, a poziom ich usług jest dzięki temu na wysokim poziomie – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Jak podaje nowy raport Randstad, poza wysoką satysfakcją wśród programistów nienajgorsze nastroje są także w edukacji i w przemyśle, branży finansowej i ubezpieczeniowej, a także w opiece zdrowotnej.

Oprac. Kodilla.com

Walka o zachowanie optymizmu

Tło dla klimatu na rynkach finansowych pozostaje w miarę pozytywne, co pcha indeksy na nowe szczyty, ale na FX jeszcze trwa dyskusja o kierunku dla USD, a w rezultacie dla całego trendu reflacyjnego. Jednocześnie postępy w pracach nad pakietem fiskalnym w USA i przyspieszające (choć nie wszędzie) tempo szczepień oferuje punkt zaczepienia dla globalnego apetytu na ryzyko.

Nie jest łatwo wrócić na postpandemiczną hossę, kiedy pandemia jeszcze się nie zakończyła. Mimo to inwestorzy chcą dyskontować przyszłość, pod warunkiem, że rysuje się ona w nieskazitelnie optymistycznych barwach. Z tym od początku roku jest trudno wraz z wykryciem wysoce zaraźliwych mutacji wirusa i przedłużaniem lockdownów. Szybkie tempo szczepień jest ważnym wyróżnikiem walut, co widać po sile amerykańskiego dolara, brytyjskiego funta czy izraelskiego szekla. Ale w globalnym ujęciu liczy się wsparcie dla odbicia ożywienia, kiedy obciążenie systemu zdrowotnego będzie mniejsze, a aktywność gospodarcza zacznie wracać do normy. Rynek akcji dalej wierzy w poprawę zysków spółek, w czym ma też pomóc dodatkowe 1,9 bln USD pakietu fiskalnego USA. W piątek Senat przegłosował rezolucję budżetową (choć przy remisie 50-50 potrzebny był decydujący głos wiceprezydent Harris), dzięki której będzie możliwe szybkie zatwierdzenie części wydatków bez pójścia na ugodę z Republikanami. Jak ważne są to środki przypomniała w weekend sekretarz skarbu Yellen, zdaniem której zatwierdzenie pakietu pozwoli USA wrócić do pełnego zatrudnienia w 2022 r. Odważna deklaracja, która jednak pokazuje, o jaką stawkę toczy się gra.

Szczególnie, że styczniowy raport z rynku pracy pokazał, że nadal są problemy z odbudową zatrudnienia – w sektorze pozarolniczym przybyło tylko 49 tys. miejsc, mniej niż prognozowane 105 tys. i przy rewizji w dół o 159 tys. odczytów za poprzednie dwa miesiące. Rynek odczytał słabe dane jako silniejszy argument za forsowaniem pakietu fiskalnego, czyli będzie więcej pieniędzy na wsparcie ożywienia. I z takim pozytywnym przekonaniem wchodzimy w nowy tydzień. Kolejne dni nie oferują wiele ważnych wydarzeń, więc interesującym będzie, jak długo uda się pociągnąć bez dostarczania świeżego paliwa. Optymizm reflacyjny przywraca dyskusję o wcześniejszym temperowaniu QE przez Fed i to chroni USD przed czystą wyprzedażą w zamian za kupno ryzykownych aktywów. Ale Fed pozostaje ultra-gołębi w swoim przekazie i oczekiwałbym, że w najbliższych przemówieniach przedstawicieli Fed usłyszymy więcej o podtrzymaniu luzowania. Dziś przemawia Mester, a w środę uwaga skupi się na prezesie Powellu.

W Polsce jesteśmy już po przemówieniu prezesa banku centralnego, które należy ocenić jako pozytywne dla złotego. W piątek prezes NBP A. Glapiński odpowiadał na przesłane wcześniej pytania dziennikarzy, ale nie dowiedzieliśmy się nic nowego. Prezes powtórzył, że w kolejnych kwartałach najbardziej prawdopodobne będzie utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Interwencje walutowe nadal są możliwe i będą uzależnione od warunków rynkowych. Brak bardziej gołębich sygnałów pomimo umocnienia złotego w ostatnich dniach skutkował powrotem EUR/PLN do tegorocznych minimów przy 4,48. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko utrzymał się poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do utrzymywania pozycji w złotym i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47 w kolejnych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Amazon rozpoczyna współpracę z Cyfrową Polską

Amazon dołączył do grona firm technologicznych zrzeszonych w Związku Cyfrowa Polska. Amazon to lider cyfrowy, m.in. w dziedzinie e-commerce.

Jak podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, e-commerce w Polsce to ogromny rynek, który wymaga szczególnej uwagi. – E-commerce cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Zarówno konsumenci, jak i firmy widzą w sprzedaży internetowej duży potencjał, który w naszym kraju jest jeszcze niewykorzystany – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Amazon to lider w cyfryzacji, dlatego liczę na wiele wspólnych projektów, np. w szerzeniu świadomości na temat rozwiązań cyfrowych w biznesie, administracji czy też cyberbezpieczeństwa.

Z kolei przedstawiciel Amazon, Mariusz Mielczarek, Dyrektor ds. Regulacji i Sektora Publicznego w Europie Środkowo- Wschodniej zaznacza: Rynek cyfrowy w Polsce bardzo szybko się rozwija, co dostrzegamy w Amazon. Widzimy też jednak, że polskie firmy napotykają różnego rodzaju przeszkody rozwijając cyfrowy kanał sprzedaży. Pokazują to też badania, np.  Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI), zgodnie z którym polskie firmy zajmują dopiero 25. miejsce na 28 państw Unii Europejskiej w zakresie integracji technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa. Amazon oferuje narzędzia, które umożliwiają przedsiębiorcom rozwijanie działalności na rynku e-commerce i na tym się skupiamy w Polsce. Nie tylko dajemy dostęp do nowych rynków, ale również pomagamy chronić własność intelektualną czy znaki towarowe, dając szansę na uczciwą konkurencję w skali globalnej. Mamy nadzieję, że współpraca ze Związkiem Cyfrowa Polska sprawi, że razem dotrzemy do jeszcze większej liczby polskich przedsiębiorców.

Naczelny Sąd Administracyjny wstawił się za podatnikami. Po wyroku wzrośnie rola dowodów

W przestrzeni publicznej od już dłuższego czasu pojawiają się zapowiedzi wzmożonych kontroli podatkowych w firmach. I z tego też względu niezwykle istotny jest niedawny wyrok NSA. Fiskus kwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców, a przede wszystkim marginalizował inicjatywę dowodową przedsiębiorcy. Natomiast podatnik w toku tego typu postępowań musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Eksperci uważają, że orzeczenie może stworzyć bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością fiskusa. Ale też przestrzegają przed zbyt dużym optymizmem i zarzucaniem organów wnioskami dowodowymi.

W Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych ukazał się kolejny ważny wyrok NSA w sprawie tzw. pustych faktur. Uchylono orzeczenie sądu niższej instancji oraz obu instancji organów podatkowych. Jak wynika z wyroku Sądu I Instancji, sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który realizował kontrakt budowlany w ramach zamówień publicznych na obiekt użyteczności publicznej. Fiskus zakwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców.

– Z wyroku WSA w Gliwicach wynika, że organy konsekwentnie twierdziły, iż przedsiębiorca nie może odliczyć podatku VAT od faktur pochodzących od jego podzleceniodawców. I to pomimo tego, że budynki zostały w całości postawione i oddane do użytkowania. Jeśli zasadniczą podstawą uchylenia wyroku było zaakceptowanie przez Sąd oddalenia przez organy wniosków dowodowych skarżącego, to może to mieć znaczenie dla innych podatników uwikłanych w spory podatkowe – komentuje dr Remigiusz Stanek, Partner w STANEK Legal, ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.

Eksperci przewidują, że w najbliższym czasie należy się spodziewać wzmożonych kontroli dotyczących prawidłowości rozliczeń podatkowych. Jak podkreśla Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, wyrok NSA jest istotny również z tego powodu. Poziom skomplikowania przepisów prawa podatkowego oraz zakres nakładanych nowych obowiązków pozostaje wciąż wysoki. Organy skarbowe raczej nie będą mieć problemów ze znalezieniem pola sporu z podatnikami. A jeśli pojawią się zarzuty niezachowania zasad należytej staranności w kontaktach z kontrahentami, wówczas koniecznością będzie składanie wniosków dowodowych, aby wykazać swoją rację.

– Kwestia naruszeń proceduralnych dotyczących oddalenia wniosków dowodowych obejmuje nie tylko obszar tzw. pustych faktur. To orzeczenie NSA może mieć wpływ także na wszystkie inne postępowania, które toczą się w stosunku do podatników. A tych, jak wiemy, jest coraz więcej. To dotyczy np. obszaru pozbawienia podatników możliwości odliczenia kosztów uzyskania przychodów od również nierzetelnych faktur czy innych transakcji, które są kwestionowane przez organy podatkowe  – dodaje dr Stanek.

Jak wychodzi z orzeczenia WSA w Gliwicach, śląski przedsiębiorca starał się udowodnić, iż usługi podzlecone zostały faktycznie wykonane. Jednak konsekwentnie oddalano zgłaszane przez niego wnioski dowodowe dotyczące przesłuchania świadków, którzy uczestniczyli w procesie budowlanym. A oni przecież mieli wiedzę na temat realizacji kwestionowanych przez organy oraz Sąd I instancji transakcji skarżącego. W tym przypadku były to wnioski dowodowe kluczowe dla obrony stanowiska przedsiębiorcy.

– Żądanie strony dotyczące przeprowadzenia dowodu należy uwzględnić, jeżeli przedmiotem dowodu są okoliczności mające znaczenie dla sprawy, chyba że okoliczności te stwierdzone są wystarczająco już innym dowodem. Inaczej naruszenia doznaje zasada wynikająca z art. 188 ordynacji podatkowej – podkreśla ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.

Zdaniem Marka Niczyporuka, organ rozstrzygający postępowanie podatkowe stoi przede wszystkim na straży wpływów budżetowych. W związku z tym nie powinno dziwić, że zwalczane są przejawy inicjatywy dowodowej podatników, które mogłyby zaburzyć wyniki zbierania dowodów mających świadczyć o nieprawidłowościach po stronie kontrolowanego. Niestety dzieje się tak z ogromną szkodą dla podatników. To wzmaga w nich przekonanie, że w ramach tego typu postępowań nie chodzi o poznanie prawdy. Zdaniem eksperta, wyrok porusza w dużej mierze problemy sygnalizowane od lat przez środowisko przedsiębiorców oraz prawników.

– Wnioski dowodowe na ogół są oddalane. Organy wskazują, że np. przesłuchanie świadków nie jest konieczne, ponieważ zgromadzony materiał pozwala już na ustalenie stanu faktycznego, który nie budzi wątpliwości. To takie dosyć ogólnikowe stwierdzenie. Często też nie jest w ogóle uzasadniany powód oddalenia tego rodzaju wniosku. To wszystko nie tylko ogranicza inicjatywę dowodową podatnika, ale też powoduje, że materiał zebrany przez organ właśnie jest niedostatecznie obiektywny – twierdzi prawnik z Kancelarii STANEK Legal.

Natomiast radca prawny Niczyporuk podkreśla, że postępowania dowodowe inaczej odbywają się przed organami podatkowymi niż w sprawach cywilnych czy karnych. W tych ostatnich oczywistym jest, że bezpodstawne zignorowanie inicjatywy dowodowej strony jest poważnym uchybieniem. To prowadzi w sposób oczywisty do wzruszenia orzeczenia sądowego. Wynika to jednak w dużej mierze z samej konstrukcji procedur podatkowych.

– Często widzimy nierówną walkę pomiędzy podatnikiem a fiskusem. Ostatecznie sam organ decyduje o tym, w jaki sposób będzie toczyło się postępowanie. I można powiedzieć, że jest to taki rodzaj uznania administracyjnego. Należy mieć jednak nadzieję, że to orzeczenie stworzy bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością organu w toku prowadzonych postępowań podatkowych – dodaje dr Remigiusz Stanek.

Jak zaznacza ekspert z Kancelarii Ars AEQUI, poruszona przez NSA kwestia dotyczy spraw proceduralnych odnoszących się do przebiegu konkretnej sprawy. Zatem trudno się spodziewać tzw. ugruntowanej linii orzeczniczej czy też stosowania powołanej wykładni w sposób automatyczny w znacznej liczbie postępowań. Jednak z zadowoleniem należy przyjąć to, że podatnik w toku postępowań podatkowych musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Ekspert przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem czy też przyjmowaniem taktyki polegającej na zarzucaniu organów wnioskami dowodowymi, tylko w celu uzyskania efektu w postaci ich oddalenia. Takie działania nie będą chronione i mogą być traktowane jako swoiste nadużycia prawa procesowego.

1 na 10 polskich MŚP posiada prawa własności intelektualnej – nowy raport EUIPO i EPO

  • Wspólne sprawozdanie EUIPO i EPO pokazuje, że przedsiębiorstwa europejskie będące właścicielami praw własności intelektualnej mają średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż firmy, które nie posiadają takich praw.
  • Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej również wypłacają swoim pracownikom wysokie wynagrodzenie (o 19% wyższe niż przedsiębiorstwa, które nie posiadają praw własności intelektualnej).
  • Prawie sześć na dziesięć dużych przedsiębiorstw w Europie posiada prawa własności intelektualnej, jednak tylko 9% MŚP w regionie posiada patent, zarejestrowany wzór lub znak towarowy.
  • W Polsce 10,1% MŚP posiada jedno z trzech praw własności intelektualnej.

Z nowego badania opublikowanego dziś przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) i Europejski Urząd Patentowy (EPO) wynika, że przedsiębiorstwa będące właścicielami co najmniej jednego patentu, zarejestrowanego wzoru lub znaku towarowego generują średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż przedsiębiorstwa, które nie są właścicielami żadnego z tych praw własności intelektualnej. Ponadto stwierdzono, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej wypłacają średnio o 19% wyższe wynagrodzenia niż inne przedsiębiorstwa.

Badanie to, zatytułowane „Prawa własności intelektualnej a wyniki przedsiębiorstw w UE”, potwierdza silny, pozytywny związek między posiadaniem przez przedsiębiorstwo różnych rodzajów praw własności intelektualnej a jego wynikami gospodarczymi. Jeżeli chodzi o indywidualne prawa własności intelektualnej, własność patentów, przy o 36% wyższych przychodach na pracownika i o 53% wyższych płacach, wykazuje najsilniejszy związek z wynikami przedsiębiorstwa w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie są właścicielami żadnych praw własności intelektualnej, wyprzedzając własność zarejestrowanych wzorów (o 32% wyższe przychody i o 30% wyższe płace) oraz znaków towarowych (o 21% wyższe przychody i o 17% wyższe płace).

Christian Archambeau, dyrektor wykonawczy EUIPO, powiedział:

„Badanie to, będące wynikiem współpracy między EUIPO a EPO, jest kolejnym dowodem łączącym prawa własności intelektualnej z wynikami gospodarczymi. Dotyczy to zwłaszcza MŚP, które stanowią podstawę europejskiej gospodarki. W krytycznym kontekście dla większości europejskich przedsiębiorstw wyniki te podkreślają znaczenie ułatwienia małym przedsiębiorstwom ochrony ich innowacji i kreatywności za pomocą praw własności intelektualnej, co jest jednym z głównych celów naszego strategicznego planu na 2025 r.”

António Campinos, dyrektor Europejskiego Urzędu Patentowego, powiedział:

„Im silniejszy portfel praw własności intelektualnej, tym lepsze wyniki przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej nie tylko generują więcej przychodów, ale i ich pracownicy zarabiają więcej. Są to ważne sygnały dla naszej gospodarki i naszego społeczeństwa. Badanie pokazuje ponadto, że MŚP w Europie mają znaczny niewykorzystany potencjał, ponieważ widoczne jest, że mogą one w największym stopniu skorzystać na własności intelektualnej. Ponadto przedsiębiorstwa intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej pomogły nam wyjść z kryzysu finansowego z 2008 r., dlatego też jestem głęboko przekonany, że innowacje przyczynią się do przezwyciężenia skutków COVID-19 w Europie”.

Nowe badanie dostarcza dalszych informacji na temat znaczenia praw własności intelektualnej dla gospodarki europejskiej. Wspólne badanie EUIPO i EPO dotyczące sektorów intensywnie korzystających z praw własności intelektualnej, opublikowane w 2019 r., wykazało, że te sektory generują znaczny i rosnący odsetek działalności gospodarczej i zatrudnienia w Europie. W poprzednim badaniu przeprowadzonym przez EPO i EUIPO, opublikowanym również w 2019 r., stwierdzono, że MŚP posiadające patenty, zarejestrowane wzory lub znaki towarowe częściej niż inne przedsiębiorstwa osiągają znaczny wzrost obrotów w kolejnych latach. W ujęciu łącznym badania te przedstawiają silne indykacje na pozytywny związek między prawami własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi zarówno na poziomie makroekonomicznym, jak i na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw.

W badaniu wyizolowano także skutki posiadania praw własności intelektualnej po wyłączeniu innych czynników, n.p. wielkość przedsiębiorstwa lub państwa czy sektory prowadzenia działalności. Wyniki potwierdzają pozytywny związek między posiadaniem praw własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi, z przychodem na pracownika wyższym o 55% w przypadku podmiotów będących właścicielami praw własności intelektualnej niż w przypadku podmiotów niebędących właścicielami takich praw. Ponadto analiza pokazuje, że zależność ta jest jeszcze wyraźniejsza w przypadku MŚP – te, które są właścicielami praw własności intelektualnej, uzyskują o 68% wyższe przychody na pracownika niż te, które w ogóle nie mają praw własności intelektualnej. W przypadku dużych przedsiębiorstw premia z przychodów wynosi 18%. Biorąc pod uwagę, że w badaniu stwierdzono również, że mniej niż 9% MŚP w Europie posiada jakiekolwiek z trzech rodzajów praw własności intelektualnej, w porównaniu z niemal sześcioma na 10 dużych przedsiębiorstw, zwraca się uwagę na znaczny potencjał mniejszych przedsiębiorstw w zakresie dalszego wykorzystywania praw własności intelektualnej.

Ponadto MŚP, które łączą różne prawa własności intelektualnej, uzyskują jeszcze wyższe przychody na pracownika. Małe przedsiębiorstwa, które są właścicielami zarówno patentów, jak i znaków towarowych, generują o 75% więcej dochodów, natomiast te, które mają zarejestrowane wzory i znaki towarowe, otrzymują szacunkową premię z przychodów w wysokości 84%. MŚP posiadające kombinację patentów, znaków towarowych i zarejestrowanych wzorów generują prawie dwukrotnie (o 98%) wyższe przychody na pracownika w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie mają żadnego z tych trzech praw własności intelektualnej.

W sprawozdaniu wykazano również, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej są bardziej reprezentowane w sektorach informacji i komunikacji (18% przedsiębiorstw w tym sektorze jest właścicielami praw własności intelektualnej), produkcji (14%) i innej działalności usługowej (14%), a także działalności naukowej i technicznej (13%).

Debiut polskiego funduszu typu ETF na indeks Nasdaq-100

  • Na GPW zadebiutował nowy ETF na indeks Nasdaq-100 – pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks
  • Indeks Nasdaq-100 jest indeksem grupującym 100 największych amerykańskich spółek technologicznych notowanych na giełdzie Nasdaq w USA
  • To piąty fundusz ETF wprowadzony przez Agiofunds, we współpracy z Beta Securities Poland na GPW i pierwszy ETF debiutujący w 2021 r.

Na Głównym Rynku GPW zadebiutował dziś fundusz Beta ETF na indeks Nasdaq-100 – Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. Emisję funduszu przeprowadził AgioFunds TFI, oferującym i animatorem jest Dom Maklerski BOŚ, a koordynatorem inicjatywy Beta Securities Poland.

– Ostatni rok na globalnych rynkach kapitałowych pokazał, ze znaczenie segmentu ETF i funduszy pasywnych dynamicznie rośnie. W 2020 roku aktywa funduszy zarządzanych pasywnie osiągnęły poziom 8 bln USD, co oznacza wzrost o 34% rdr. Dostrzegamy ogromny potencjał segmentu ETF również na polskim rynku. Cieszymy się, że oferta GPW poszerza się o ETF na indeks Nasdaq-100, który jest jednym z najczęściej replikowanych indeksów na świecie. Nowy fundusz na indeks grupujący akcje największych amerykańskich spółek technologicznych to ciekawa alternatywa dla inwestorów szczególnie, że jest zabezpieczony w PLN, co oznacza że w jego mechanizm wbudowane jest zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym (USD/PLN) – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Nasdaq-100 to indeks amerykańskiej giełdy Nasdaq, w skład którego wchodzi 100 spółek głównie z branży nowych technologii. ETF Nasdaq-100 będzie pierwszym ETF-em z zabezpieczeniem ryzyka walutowego, co oznacza, że wahania kursu złotego do waluty kraju pochodzenia indeksu (w tym przypadku USD) nie mają wpływu na wartość inwestycji.

– Beta ETF Nasdaq-100 jest pierwszym funduszem na GPW, który daje inwestorom ekspozycję na amerykański „indeks technologiczny” Nasdaq. Jest to kolejny krok umożliwiający zwiększenie dywersyfikacji portfela polskich inwestorów. Co ważne, fundusz zabezpiecza ryzyko walutowe, które jest nieodłącznym elementem inwestycji na rynkach zagranicznych. Dzięki Beta ETF Nasdaq-100 inwestorzy mogą korzystać z koniunktury amerykańskiego rynku, bez ponoszenia ryzyka niekorzystnych zmian kursu USD/PLN. Zapraszamy inwestorów przyglądających się rynkowi amerykańskiemu, szczególnie jeśli do tej pory zniechęcało Was ryzyko walutowe i skomplikowane procedury jego rozliczania. Myślę, że istotne jest również to, że dzięki replikacji indeksu za pomocą kontraktów Futures, fundusz nie płaci podatków od dywidend – podkreśla Robert Sochacki, Członek Zarządu Beta Securities Poland.

Dużą szansę na zainteresowanie inwestorów nowym produktem widzi także Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ.

– Dzisiejszy debiut Beta ETF na Nasdaq-100 jest potwierdzeniem rosnącego zainteresowania klientów inwestycjami w instrumenty typu ETF. Cieszę się, że do dyspozycji inwestorów przekazywane są nowe, coraz ciekawsze instrumenty do inwestowania pasywnego. Beta ETF Nasdaq-100 z pewnością do tej grupy należy, gdyż pozwoli inwestorom otwierać ekspozycje na cieszący się zainteresowaniem rynek amerykański w ramach rachunków maklerskich z dostępem do GPW – mówi Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ. – Mając wieloletnie doświadczenie w pełnieniu funkcji zarówno oferującego jak i animatora zadbamy o jak najlepszą płynność nowego instrumentu – dodaje. 

ETF, czyli Exchange Traded Fund, to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie, którego zadaniem jest odzwierciedlanie (replikacja) zachowania się danego indeksu giełdowego. Charakteryzuje się możliwością stałej (codziennej) kreacji i umarzania certyfikatów inwestycyjnych. Certyfikaty portfelowego funduszu inwestycyjnego zamkniętego, czyli w rozumieniu Regulaminu Giełdy tytuły uczestnictwa funduszu typu ETF, notowane są na warszawskiej giełdzie na zasadach analogicznych jak akcje, w szczególności można je swobodnie kupować i sprzedawać, a ich płynność wspierana jest przez animatora rynku (dom maklerski).

Przyszłość pracy tymczasowej w rękach osób po 50-tce

90 proc. pracowników tymczasowych nie przekroczyło 50 r. ż. – jedynie, co 10 osoba wybierająca tę formę zatrudnienia ma więcej niż 50 lat i najczęściej jest kobietą – wynika z raportu Grupy Progres. Bez względu na płeć, osoby po 50-tce w przyszłości mogą zdominować rynek pracy tymczasowej. Wszystko za sprawą zmian demograficznych wymuszających na pracodawcach modyfikację struktury zatrudnienia i dostosowanie jej do grupy, która obecnie jest mniejszością.

Zmiany na polskim rynku pracy związane z demografią są konieczne i nie da się ich uniknąć. W 2050 r. liczba osób w wieku 60+ wzrośnie do 13,7 mln (prognozy GUS), a te powyżej 55 r.ż. będą stanowiły połowę populacji (raport Golden Age Index 2018 PwC). Tym samym stworzą one sporą grupę ludzi aktywnych zawodowo, o których rywalizować będą firmy oferujące pracę tymczasową. Obecnie ta forma zatrudnienia – przez osoby powyżej 50 r. ż. – traktowana jest jako szansa na załatanie dziury w domowym budżecie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku emerytów, którym pobierane świadczenia nie wystarczają na codzienne wydatki i chcąc podreperować swoją kondycję finansową decydują się na podjęcie pracy tymczasowej. Dane ZUS wykazują, że w 2020 r. średnia emerytura w Polsce wynosiła w niespełna 2500 zł brutto. Najniższa – 1200 zł brutto. Po odliczeniu kosztów związanych z opłatami mieszkaniowymi i lekami seniorom zostaje „na życie” kilkaset złotych. Tym bardziej, dodatkowe środki w budżecie stanowią mocną motywację do podjęcia pracy tymczasowej.

Proste prace, dwa razy więcej kobiet

Jak wynika z badania Grupy Progres, pracę tymczasową po 50-tce częściej wykonują kobiety. Stanowią one 69 proc. wszystkich zatrudnionych z grupy wiekowej 50+, mężczyzn jest o 38 proc. mniej (31 proc.). Dominacja pań jest widoczna nie tylko w przypadku Polaków pracjących tymczasowo w naszym kraju, ale też wśród Ukraińców czy Białorusinów. W przypadku wymienionych narodowości – średnio 7 na 10 osób wybierających tę formę zatrudnienia stanowią kobiety. Dominacja jednej płci może wynikać z liczby ofert pracy tymczasowej, które częściej skierowane są do kobiet niż do mężczyzn. Co więcej, w przypadku emerytek chęć tego typu zarobku może być spowodowana niskim świadczeniem, które otrzymują z ZUS. Według danych Eurostatu – w 2020 r. typowa wypłata emerytalna kobiety jest o prawie 19 proc. niższa niż mężczyzny.

Osoby po 50 r.ż. pracujące tymczasowo najczęściej zarabiają w szeroko pojętej branży HoReCa oraz przy prostych pracach produkcyjnych. W przypadku mężczyzn oferowane są także stanowiska tj. pracownik ochrony czy stróż, a w przypadku kobiet – opieka nad dzieckiem, osobą z niepełnosprawnością czy będącą w podeszłym wieku. Wysokość wynagrodzenia jest uzależniona od branży, formy umowy i rodzaju wykonywanej pracy, a nie wieku pracownika. Osoba starsza otrzyma tyle samo, co jej młodszy kolega wykonujący podobne czynności.

Podstawowe stawki godzinowe – w przypadku umowy zlecenia  – najczęściej oscylują pomiędzy 18,30 pln brutto (najniższa krajowa) a 19,50 pln brutto. Więcej mogą zarobić wykwalifikowani i doświadczeni zleceniobiorcy, którym oferuje się nawet 25 – 30 pln brutto za godzinę. Minimalne wynagrodzenie wypłacane na podstawie umowy o pracę tymczasową wynosi 2 800 pln brutto. Osoby wybierające tę formę zatrudnienia najczęściej zarabiają od         2 800 – 3 200 pln brutto (za miesiąc), a wykwalifikowani pracownicy nawet 4 500 – 5 000 pln brutto (za miesiąc). Wymienione kwoty stanowią podstawę wynagrodzenia. Często – w przypadku pracy tymczasowej – przełożeni przyznają dodatki do wypłaty ( m.in. premie wydajnościowe, absencyjne, uznaniowe), które stanowią od kilku do kilkunastu procent podstawowego wynagrodzenia.

Rozbieżności w zarobkach mogą wynikać z dodatków np. z premii wydajnościowych oraz rozliczeń akordowych indywidualnych lub grupowych. Ten system rozliczeń przyjmuje jednakowe kryteria dla osób w różnym wieku i zależy od indywidualnego podejścia, umiejętności, zaangażowania pracownika, a w przypadku osób starszych – również od ich możliwości fizycznych – mówi Paweł Dąbrowski, Dyrektor Zarządzający w Grupie Progres. – Jeśli chodzi o oferowane stanowiska, pracodawcy często informują, że szukają osób silnych, wytrzymałych fizycznie i z dobrymi zdolnościami manualnymi. Tego typu wymagania – z punktu widzenia pracodawcy – spełniają głównie osoby młodsze. Dla kandydatów zbliżających się do emerytury czy będących już emerytami szukamy innych zajęć, dopasowanych do nich indywidualnie i pozwalających im ustabilizować swoją sytuację finansową – podkreśla.

Potrzebna chęć 3 stron

Polacy starzeją się w szybkim tempie. Przybywa nie tylko osób z grupy 50-64 lata, ale też tych po 65 r.ż. W 1990 r. 65 lat i więcej miał co dziesiąty Polak. Teraz już co siódmy, a za 40 lat w tym wieku będzie już co trzeci z nas (prognozy GUS). Te zmiany wymuszą na pracodawcach działania związane nie tylko z dopasowaniem powierzonych zadań do możliwości danego pracownika, ale też z dostosowywaniem miejsc pracy do potrzeb osób starszych czy dopasowanie godzin pełnienia obowiązków zawodowych i przerwy do ich naturalnego rytmu pracy.

Wydaje się, że osoby z grupy 25-50 – dominujące obecnie na rynku pracy tymczasowej – mają świadomość zachodzącej ewolucji i wiedzą, że pracodawcy coraz częściej oczekują od nich otwartości na zmiany. Dlatego też ich gotowość do pracy z osobami starszymi jest naturalnym zjawiskiem na zmieniającym się rynku – 52 proc. pracowników tymczasowych wskazuje, że jest gotowa współpracować z osobami starszymi od nich, również z seniorami (raport Grupy Progres „Rynek Pracy 360 st.”). Współpraca osób w różnym wieku na ogół nie stanowi problemu. Szczególnie, jeśli zadania, które wykonują wspólnie są realizowane płynnie i w żaden sposób nie „zaburzają” całości procesu, jaki jest do wykonania na danym stanowisku. Do konfliktów dochodzi, gdy jakaś czynność liczona jest akordowo, a osoba starsza taki proces spowalnia. W takich przypadkach przełożeni starają się tak dostosować obowiązki do danej osoby, żeby w przyszłości wykonywane zadanie nie prowadziły do nieporozumień w wielopokoleniowych zespołach. Obecnie – w dużym stopniu – są one złożone z ludzi młodszych, dla których praca tymczasowa jest bardzo dobrym początkiem zawodowego startu. Osoby 50+ aktywne zawodowo w zdecydowanej większości posiadają stałe zatrudnienie. Co więcej, starsi ludzie dużo bardziej szanują pracę i traktują ją zdecydowanie poważniej niż osoby młodsze. W związku z tym, oczekują stabilności zatrudnienia i wydaje im się, że praca tymczasowa może im tej stabilności nie dać. Gdy ją podejmują, przekonują się, że jest inaczej niż myśleli.

Pracodawcy powinni przygotować się do nadchodzącej zmiany pokoleniowej. Planowanie przyszłości w dynamicznych czasach COVID-19 wydaje się ryzykowne, jest jednak konieczne, jeśli chcemy utrzymać swoją firmę na rynku. Podstawą działań powinna być długoletnia i elastyczna strategia rozwoju organizacji, którą można skrupulatnie dostosować do zmieniającej się rzeczywistości, bacznie obserwując trendy w światowej gospodarce oraz czekające nas zmiany demograficzne – zaznacza Paweł Dąbrowski. – Na szczęście rynek pracy jest dość elastyczny i dostosuje się do starzejącego się społeczeństwa. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku wielu zawodów – kiedyś bardzo popularnych – obecnie już nieistniejących lub bardzo rzadko spotykanych. W ich miejsce pojawiają się nowe, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy, że będą potrzebne. Dlatego też jestem pewien, że polskie firmy – z tą zmianą – również bardzo dobrze sobie poradzą – podsumowuje.

Wielki apel o wsparcie zachodniopomorskiej turystyki. „Plan wsparcia jest warunkiem przetrwania”

24 organizacje pozarządowe działające w sektorze gospodarczym oraz 20 samorządowców podpisało się pod listem Północnej Izby Gospodarczej do Premiera Mateusza Morawieckiego. Pismo dotyczy konieczności pilnego wsparcia gmin nadmorskich oraz przedsiębiorców działających w branży turystycznej. Trwająca od marca 2020 pandemia koronawirusa w znaczącym stopniu odcisnęła negatywne piętno na całym sektorze turystyki, a trwający od kilku miesięcy lockdown pogłębia dramatyczną sytuację przedsiębiorców i gmin. – Północna Izba Gospodarcza przez wiele tygodni prowadziła rozmowy zarówno z organizacjami otoczenia biznesu jak i samorządami. Postanowiliśmy, że nasz głos musi być widoczny i słyszalny. Za nami lata budowania silnego pasa nadmorskiego i turystyki, która może konkurować z najlepszymi kurortami w Europie. Nie możemy zmarnować tego, co przez lata było budowane siłą przedsiębiorców i samorządów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

APEL SYGNOWANY PRZEZ 24 INSTYTUCJI OTOCZENIA BIZNESU ORAZ 20 SAMORZĄDÓW

W imieniu Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przy poparciu organizacji środowiska gospodarczego Pomorza i Pomorza Zachodniego oraz samorządów naszych województw, wskazanych poniżej, pragniemy zwrócić się ze wspólnym  ogromnym  apelem
o wsparcie turystyki w naszym regionie. Jako środowisko gospodarcze i samorządowe bardzo aktywnie włączamy się w walkę o branżę turystyczną. Wszyscy sygnatariusze  łącznie  przygotowali co najmniej kilkadziesiąt apeli i pism o wsparcie do przedstawicieli rządu i organów rządowych. Opracowane  wspólnie projekty konkretnych rozwiązań prawnych, administracyjnych i finansowych dedykowanych branży turystycznej i okołoturystycznej zostały  również przedłożone łącznie z apelami.

W odpowiedzi uzyskanej z Departamentu Turystyki Ministerstwa Rozwoju, Pracy
i Technologii z dnia 19 stycznia 2021, znak: ID – 1463183 na pismo  organizacji , występującej w imieniu szerokiego grona  podmiotów – Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie z dnia 4 stycznia 2021 o wsparcie branży turystycznej w pasie nadmorskim
w kontekście uruchomienia tzw. tarczy branżowej dla gmin z południa Polski, otrzymaliśmy informację, iż „Wsparcie przewidziane uchwałą oparto o analizę ruchu turystycznego za

I kwartał z lat 2018-2020 ”. Na jej podstawie można stwierdzić, że w okresie zimowym krajowy ruch turystyczny koncertuje się w województwach, na terenie których znajdują się gminy górskie (województwo Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie). Średnie dane z I kwartału w ostatnich 3 latach pozwalają oszacować wielkość krajowego ruchu turystycznego na terenie tych czterech województw w sumie na poziomie około 3,8 mln, co stanowi około 40% ruchu na terenie całego kraju w tym okresie każdego roku. W tym samym okresie na terenie dwóch województw nadmorskich, tj. Pomorskiego
i Zachodniopomorskiego, odnotowywano około 1,4 mln krajowych podróży turystycznych, co stanowiło około 15% ruchu krajowego mieszkańców Polski”. Powyższa eksplanacja zawiera jednak pewne nieścisłości w przyjętej metodologii i strukturze danych analitycznych, które wpływają na ogólną różnicę w ujęciu holistycznym, zawartym w piśmie. Statystyki bowiem wyraźnie pokazują, że dysproporcje między turystyką górską i morską wynoszą 36% (województwa Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie) do 20% ruchu turystycznego w regionach nadmorskich.  A mianowicie zestawiono cztery województwa naprzeciwko dwóm województwom. Po drugie nie uwzględniono turystów zagranicznych, a przecież turyści z Niemiec czy Skandynawii tłumnie odwiedzają nasze kurorty bez względu na porę roku.

Skala strat, o których informują na co dzień samorządowcy i przedsiębiorcy jest ogromna i nie mogła pozostawić nas obojętnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę, że w załączniku do Uchwały Rady Ministrów z wykazem gmin, które mogą ubiegać się o pomoc z tzw. Tarczy samorządowej wymienia się także część gmin województwa opolskiego i świętokrzyskiego, a zatem beneficjentami programu jest sześć województw.

W związku z powyższym apelujemy pierwszy raz tak solidarnie  wspólnie z samorządowcami, parlamentarzystami, przedsiębiorcami i organizacjami przedsiębiorców
o uruchomienie podobnego programu wsparcia w proporcjonalnym udziale finansowym do kompleksowych danych o ruchu turystycznym. Przedsiębiorcy znad morza to nie tylko

hotelarze, ale i gastronomia, rybacy, osoby zajmujące się sprzedażą pamiątek. To również małe firmy, które nie mają biznesowych alternatyw, a są regularnymi płatnikami do budżetu. Zdarzają się sytuacje, że po prostu muszą ogłosić upadłość i zwolnić  pracowników. Branża hotelarska, turystyczna, a z nią usługowo – gastronomiczna bardzo silnie odczuwa skutki drugiej fali epidemii koronawirusa. Turystyka jest mocno dotknięta gospodarczymi konsekwencjami pandemii. Warunkiem  przetrwania  jest  szybkie  przedstawienie planu otwarcia gospodarki, który uzdrowi tragiczną sytuację między innymi w branży hotelarskiej, gdzie branża hotelowa traci ok. 1 mld zł miesięcznie wtedy, kiedy nie pracuje.   Pas nadmorski w sezonie zimowym zapełniał się turystami z Niemiec oraz zwolennikami weekendowego wypoczynku. Obecnie największe kurorty są opustoszałe, a przedsiębiorców martwi brak rezerwacji nawet na miesiące wiosenne.  Niemiecki lockdown również nie ułatwia sytuacji. Wszyscy zgodnie twierdzą, że ludzie obawiają się planować wypoczynku wielkanocnego czy majówkowego, bo nie wiadomo czy pandemia do tego czasu odpuści. Przy okazji należy wskazać, iż obecna turystyka nadmorska to nie tylko sezon letni, a tętniący życiem cały rok organizm. Obecnie w tej branży nie możemy stwierdzić, że latem ruch turystyczny ukierunkowany jest na wypoczynek nad  morzem, a zimą w górach i tak sezonowo rozdzielane będzie wsparcie. Przecież latem turystów w górach również nie brakuje. Jesteśmy przeciwni różnicowaniu przedsiębiorców i regionów.  Po pierwsze silna turystyka to dla nas wszystkich racja stanu. Po drugie zarówno  gminy górskie jak i nadmorskie  stanowią jedną Polskę .

Występując w imieniu sygnatariuszy niniejszego pisma, wspólnie jako organizacje gospodarcze, przedsiębiorcy, samorządy i obywatele, którym zależy na dobru naszej gospodarki, ochronie miejsc pracy i losie wielu rodzin,  gorąco apelujemy do Pana Premiera o uwzględnienie pasa nadmorskiego w uruchamianym dla Południa Polski specjalnym programie pomocowym dla samorządów, które utraciły dochody związane z zamrożeniem turystyki. Mamy pełną świadomość jak takie wsparcie mogłoby pomóc lokalnym gminom

i przedsiębiorcom przetrwać ten trudny czas dzięki pomocy ze strony rządu. Wszyscy obecnie stanowimy jeden głos, bo turystyka to  wielki i istotny sektor polskiej gospodarki, który dostarcza do polskiego budżetu znaczne środki. To sektor działający w całym kraju, w górach, nad morzem oraz na pojezierzach i niezależnie od miejsca przeżywający obecnie ogromne problemy. W naszej opinii rządowe wsparcie powinno zatem docierać do wszystkich, którzy są gospodarczymi ofiarami koronawirusa.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Hanna Mojsiuk

Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Jarosław Tarczyński

PKO BP: technologia blockchain przyszłością sektora finansowego w Polsce

System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych to kolejny efekt współpracy PKO Banku Polskiego, Krajowej Izby Rozliczeniowej i Ministerstwa Finansów w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain.

„Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie” – mówi Adam Marciniak, wiceprezes zarządu PKO BP.

Jak podkreślił, „dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain”.

Technologia blockchain służy do przechowywania oraz przesyłania informacji o transakcjach zawartych w internecie. Jest ona oparta na sieci peer-to-peer (osoba do osoby) bez komputerów centralnych, systemów zarządzających oraz weryfikujących transakcje.

Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów. Sektor finansowy jest jednym z największych beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii.

Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. Szerszemu wykorzystaniu tej technologii w naszym kraju służy zacieśnianie współpracy między PKO BP, uznawanym za lidera innowacyjności w polskim sektorze finansowym oraz Krajowej Izby Rozliczeniowej, działającej jako hub technologiczny dla tego sektora.

Oba podmioty mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF). Dzięki tej współpracy zostały uruchomione takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r. za sprawą: KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono też pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.

Kolejnym etapem współdziałania jest uruchomiony w grudniu 2020 r. system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. „Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści, jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki” – podkreśla Piotr Alicki, prezes zarządu KIR.

System, opracowany w ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm oraz w porozumieniu z Ministerstwem Finansów, zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę będzie możliwe generowanie raportów, opartych na aktualnych danych, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji,.

„Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie” – zaznacza Karol Czarnecki, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

Pratia z Grupy NEUCA inwestuje w największą sieć ośrodków badawczych w Bułgarii

Pratia kontynuuje europejską ekspansję, tym razem inwestując w Bułgarii, która jest jednym z kluczowych rynków dla obszaru badań klinicznych w Europie. Obecnie oferta Pratii wchodzącej w skład Grupy NEUCA obejmuje ponad 90 dedykowanych i szpitalnych ośrodków badawczych w sześciu krajach. To czyni ją największą niezależną siecią ośrodków badawczych w Europie, która prowadzi ponad 500 badań klinicznych rocznie.

Po udanych inwestycjach w Polsce, Ukrainie, Niemczech, Hiszpanii i Czechach, Bułgaria to kolejny krok na ścieżce międzynarodowej ekspansji Pratii oraz kamień milowy w realizacji strategii ułatwiania dostępu do nowoczesnych terapii pacjentom na całym świecie. Najnowsza inwestycja w Bułgarską sieć Clinical Research Union obejmuje 18 doświadczonych ośrodków badawczych, z których 13 to ośrodki znajdujące się w szpitalach.

„Wierzymy, że doświadczone zespoły, komplementarny zakres geograficzny i szeroka gama obszarów terapeutycznych wzmacniają wartość, którą możemy zaoferować naszym pacjentom oraz klientom, zarówno z branży farmaceutycznej, jak i CRO. Jako jedna organizacja połączona technologiami cyfrowymi będziemy kontynuować nasze założenia, aby poszerzać dostęp do badań klinicznych” – mówi Łukasz Bęczkowski, Dyrektor Operacyjny Pratia.

„Jestem przekonany, że połączenie Bułgarskiej sieci Clinical Research Union
z największą w Europie niezależną siecią ośrodków badań klinicznych pozwoli wykorzystać potencjał tkwiący w bułgarskiej wiedzy rynkowej połączonej z unikalnymi modelem działania i ofertą. Nasze podejście, stawiające pacjenta w centrum działań okazało się bardzo skuteczne i pomogło nam osiągnąć pozycję lidera w Bułgarii. Chcemy kontynuować tą sprawdzoną strategię i ulepszać ją, dzięki doświadczeniu Pratii i jej rozwiązaniom cyfrowym” – komentuje Martin Kosturski, CEO Clinical Research Union JSCo.

Pratia działa w unikalnym modelu prowadzenia badań w różnorodnych typach ośrodków – od dedykowanych własnych ośrodków ambulatoryjnych poprzez ośrodki hybrydowe współpracujące ze szpitalami, po wyspecjalizowane ośrodki badań onkologicznych, będące flagowym elementem sieci. Pratia prowadzi badania w szerokim zakresie dziedzin terapeutycznych, w tym onkologii, hematoonkologii, szczepionek, chorób zakaźnych i autoimmunologicznych. Natomiast podstawowym elementem integracji procesów działania ośrodków w Pratia jest cyfrowa platforma do zarządzania i prowadzenia badań klinicznych – system hyggio.

„Jesteśmy świadomi cyfrowej rewolucji, jaka dokonuje się na rynku badań klinicznych. Pratia ma ambicję zmienić paradygmat organizacji badań klinicznych zarówno
z perspektywy sponsorów, jak i pacjentów. Uruchomienie wspólnego CTMS, eSource
(z pełnym zakresem elektronicznej dokumentacji medycznej) oraz funkcje zdalnego monitorowania są już wdrażane w naszych europejskich ośrodkach. Będziemy nadal rozwijać telemedycynę, dającą możliwość prowadzenia wirtualnych badań, urządzenia zdalnego monitoringu pacjenta (tzw. werables) i wiele innych rozwiązań, które zmienią nasz dzisiejszy sposób myślenia o badaniach klinicznych.” – mówi Tomasz Dąbrowski, Prezes Zarządu Pratia. „Inwestycja Pratii w ośrodki bułgarskie rozszerza nasz międzynarodowy hybrydowy model i jest zgodna z naszym rozumieniem transformacji branży. Jeśli chcemy zbudować „nieskończoną” organizację, ważne jest, aby tworzyć ją z odpowiednimi i wszechstronnymi ludźmi. Jestem przekonany, że razem z Martinem Kosturskym i jego wyjątkowym, pełnym pasji Zespołem możemy zadbać o lepszą przyszłość naszych Pacjentów.”

Międzynarodowy Fundusz Walutowy pozytywnie ocenia stan polskiej gospodarki

  • 3 lutego 2021 r. lutego Rada Wykonawcza Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) przyjęła coroczny raport z przeglądu gospodarki Polski w ramach artykułu IV Statutu MFW.
  • MFW pozytywnie ocenia stan polskiej gospodarki oraz reakcję rządu na pandemię COVID-19.
  • Fundusz podkreśla, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach, umożliwiło polskiemu rządowi przygotowanie skutecznej odpowiedzi na kryzys.

– Cieszy mnie pozytywna ocena dotycząca stanu polskiej gospodarki, a w szczególności ta dotycząca stanu finansów publicznych i wysiłku związanego z redukcją długu publicznego w ostatnich latach. Co ważne, Fundusz dobrze ocenia rządowe działania antykryzysowe oraz potwierdza naszą zdolność fiskalną do dalszego wspierania firm i gospodarstw domowych oraz wzrostu wydatków na cele zdrowotne – powiedział minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

Fundusz przewiduje spadek Produktu Krajowego Brutto (PKB) o 3,4 proc. w 2020 r. oraz odbicie gospodarki od II kw. 2021 r. wraz z poprawą dostępności szczepionki przeciwko COVID-19. Wolniejsze tempo wzrostu w I kw. 2021 r. ograniczy wzrost PKB w tym roku do 2,7 proc. Wzrost PKB w 2022 r. szacowany jest na 5,1 proc.

W ocenie MFW dotychczasowe działania władz w związku z pandemią uchroniły gospodarkę i wiele firm przed masowymi bankructwami i wzrostem bezrobocia. Polska dysponuje przestrzenią fiskalną, aby zapewnić wsparcie firmom i gospodarstwom domowym oraz finansować ochronę zdrowia.

Według Funduszu, po opanowaniu pandemii polityka władz powinna być bardziej ukierunkowana na realokację i wzmacnianie zasobów (w tym siły roboczej) potrzebnych do powrotu do silnego wzrostu sprzed pandemii. Pod tym względem środki z budżetu UE dostępne w ramach nowej perspektywy finansowej będą odgrywały istotną rolę w pobudzaniu aktywności gospodarczej, oraz transformacji cyfrowej i energetycznej w kierunku zielonej gospodarki.

Zdaniem MFW Polska jest dobrze przygotowana do okresu ożywienia. Realizacja programów wsparcia przebiegała zasadniczo szybko i skutecznie, co powinno pomóc w ograniczeniu długoterminowych skutków pandemii dla gospodarki.

Raport Funduszu zwraca uwagę na to, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach umożliwiło rządowi skuteczną odpowiedź na kryzys. MFW przewiduje, że dług publiczny pozostanie stabilny w średnim okresie, a wydatki związane z kryzysem zwiększyły deficyt budżetowy do 8,4 proc. PKB w 2020 r. W perspektywie średniookresowej Fundusz przewiduje jego spadek do ok. 3,2 proc. PKB.

Identyfikacja wizualna, czyli jak zbudować kompletną markę od podstaw?

Popularne powiedzenie mówi, że „jak nas widzą, tak nas piszą”. Nabiera ono szczególnego znaczenia w przypadku działalności biznesowej – od wizerunku firmy i marki w dużej mierze zależy jej „być albo nie być” na rynku. Nie może być to byle jaki wizerunek – każda świadoma firma powinna dążyć do posiadania spójnego, perfekcyjnie dopasowanego do swojego charakteru i oczekiwań odbiorców wizerunku. Realizację tego celu zapewni prawidłowo stworzona identyfikacja wizualna.

Czym jest identyfikacja wizualna i jakie elementy obejmuje?

Wprowadzenie na rynek nowej marki stanowi nie lada wyzwanie. Coraz większa konkurencja panująca w niemal każdej branży sprawia, że nawet oferowanie najlepszego produktu lub usługi nie jest wystarczające, aby od razu mówić o sukcesie. Kluczem w dążeniu do niego jest umiejętne wyróżnienie się na tle konkurencji, które zapewni nic innego, jak prawidłowo skomponowana identyfikacja wizualna. Jej tworzeniem w profesjonalnym wydaniu zajmują się agencje brandingowe, do których należy specjalista w tym zakresie BRANDGLOW. Bazowa identyfikacja wizualna obejmuje takie elementy, jak m. in.: nazwa firmy, logo, kolory firmowe oraz typografia.

Identyfikacja wizualna, określana także mianem tożsamości wizualnej, to zbiór elementów, najczęściej graficznych, za pomocą których marka lub firma wysyła określone komunikaty odbiorcom jej usług. Niezwykle istotne jest, aby cała identyfikacja wizualna była spójna, a poszczególne składające się na nią elementy prawidłowo współgrały między sobą oraz wzajemnie się wzmacniały. Spójny przekaz wizualny wzbudza bowiem w odbiorcach zaufanie, gdyż klienci mają wrażenie, że dana oferta jest wiarygodna, bezpieczna i wysokiej jakości, warto więc z niej skorzystać. Identyfikacja wizualna skutecznie wspiera budowanie świadomości marki, gdyż odwołuje się do emocji oraz skojarzeń odbiorców, a te są jednymi z najsilniejszych czynników decydujących o sukcesie działań promocyjnych.

Jak stworzyć kompletną i spójną identyfikację wizualną?

Tworzenie od podstaw systemu identyfikacji wizualnej nie jest łatwym i szybkim zadaniem. Wymaga nie tylko sporej dozy zaangażowania, czasu i energii, ale także posiadania profesjonalnej wiedzy, znajomości rynku oraz specjalistycznych umiejętności. Najlepszym rozwiązaniem jest więc zlecenie jej wykonania profesjonalnemu studiu brandingowemu, które specjalizuje się głównie w tym zakresie. Takim podmiotem jest Brandglow, który zadba o nadanie marce odpowiedniej oprawy wizualnej, pozwalającej jej skutecznie odkryć przed odbiorcami swój wyjątkowy charakter.

Rozpoczęcie prac nad identyfikacją wizualną poprzedza dokładne badanie firmy – agencja brandingowa uważnie zapoznaje się z jej historią i misją, wartościami do zakomunikowania klientom, grupą docelową oraz aspektami, którymi firma wyróżnia się na tle konkurencji. Następnie opracowywana jest zgodna z wszystkimi tymi czynnikami identyfikacja wizualna, która pozwoli na skuteczne budowanie rozpoznawalności wśród odbiorców oraz umożliwi firmie wyróżnienie swojej działalności na tle konkurencji.

InventionMed objęło akcje SoftBlue w ramach prawa poboru

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej, skorzystała z prawa poboru i objęła wszystkie akcje przypadające spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.

InventionMed objęło całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na ten cel pochodzą z pożyczki udzielonej przez prezesa zarządu spółki.

– Zrealizowana transakcja to kolejny krok do zacieśnienia współpracy pomiędzy InventionMed i SoftBlue i formalne potwierdzenie naszych wspólnych planów biznesowych. Wierzymy, że połączenie sił dwóch firm o komplementarnych profilach działalności wpłynie na szybszy rozwój obu podmiotów – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. Spółka posiada łącznie ponad 25 mln akcji, co stanowi ponad 50 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.

InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

MŚP nieśmiałe w windykowaniu kontrahentów

Średnio miesiąc może czekać na zapłatę firma z sektora MŚP, zanim zacznie tracić płynność finansową. Ale aż 17 proc. z nich traci grunt pod nogami już po upływie 10 dni wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie firmy Kaczmarski Inkasso. W pandemii zatory płatnicze przybrały na sile, a przedsiębiorcy nie radzą sobie z samodzielnym odzyskiwaniem należności. Jednak tylko część z nich decyduje się na skorzystanie z windykacji polubownej.

Płynność finansowa to duże wyzwanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które zwłaszcza w dobie COVID-19 mocno odczuwają kolejne lockdowny i ograniczenia w gospodarce. Mniejsza sprzedaż i kurcząca się liczba zleceń powodują, że na firmowych kontach liczy się każda złotówka. Według najnowszej edycji badania „KoronaBilans MŚP”, prowadzonego cyklicznie od początku pandemii przez Krajowy Rejestr Długów, już tylko 37 proc. firm pozytywne ocenia swoją aktualną sytuację finansową. To o 12 pp. mniej niż w poprzedniej edycji sondażu. O 14 pp. – do 30  proc. – zwiększyła się natomiast grupa przedsiębiorców niezadowolonych ze swojego położenia, a 40 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji ekonomicznej w najbliższych trzech miesiącach.

Jedna czwarta faktur przeterminowana

Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje kompleksowy obraz tego, jak małe i średnie firmy radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów nie tylko w czasie pandemii.

Badani przedsiębiorcy deklarowali, że w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 oddało 15 proc. firm. Każdą przeterminowaną fakturę przekazuje do odzyskania zaledwie 15 proc. MŚP.Jedna czwarta faktur przeterminowana

Polskie MŚP wystawiają w ciągu miesiąca od 3 do 2500 faktur, średnio jest ich 90. Zdecydowana większość (74%) wysyła kontrahentom co najmniej 21 takich dokumentów. Niestety ci często nie płacą za towary i usługi w ustalonym czasie, co jest bolączką wielu MŚP. W 64 proc. firm faktury opłacane po terminie stanowią 1/4 spośród wszystkich wystawianych średnio w ciągu miesiąca. W przypadku ponad 1/3 przedsiębiorstw odsetek ten jest wyższy i sięga 50 proc. Z problemem spóźnionej zapłaty za towary i usługi za połowę faktur borykają się tylko pojedyncze firmy.

Dla wielu przedsiębiorstw już kilkudniowy poślizg w płatnościach oznacza zachwianie płynności finansowej. Małe i średnie firmy nie tworzą rezerw pieniężnych, bo w przeciwieństwie do korporacji, nie mają na to środków. To, co zarobią, przeznaczają na bieżącą działalność lub inwestują w rozwój. Dlatego każde wahanie stanu konta odczuwają bardzo mocno. Jaskrawo widać to też w naszym badaniu – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Próg bólu finansowego

Przedsiębiorcy wskazują bowiem, że negatywny wpływ na ich działalność ma płatność opóźniona już o 21-30 dni. Ocenia tak 43 proc. z nich. Dla 1/3 z nich poziom wrażliwości finansowej jest niższy i wynosi maksymalnie 20 dni. Co 4. zaczyna odczuwać brak zapłaty dopiero po miesiącu. Żadna z badanych firm nie przekazuje do windykacji faktur przeterminowanych o kilka dni.

52 proc. respondentów decyduje się na przekazanie spraw firmie windykacyjnej dopiero w momencie, kiedy samodzielne próby odzyskania należności nie przynoszą efektu. Połowa wykonuje ten krok, jeśli nieopłacona faktura opiewa na wysoką kwotę. Natomiast 47 proc. MŚP zwraca się do profesjonalistów, gdy opóźnienie w spłacie jest dłuższe niż kilkadziesiąt dni.

Prawie 40 proc. MŚP szuka wsparcia w firmach windykacyjnych, gdy próby skontaktowania się z dłużnikiem spaliły na panewce. 29 proc. kieruje sprawy do windykacji, kiedy relacje z kontrahentami stają się napięte. Co 5. przedsiębiorcę skłania do tego chęć jak najszybszego odzyskania pieniędzy, a 17 proc. opóźnienie w spłacie dłuższe niż kilkanaście dni. Co ciekawe, tylko 1 proc. zleca odzyskanie należności profesjonalistom, aby odciążyć własnych pracowników.

Jak trwoga to do negocjatora

Dla niewielkich firm nawet dwie, trzy niezapłacone faktury to już próg bólu. Zaczynają tracić płynność finansową i za chwilę same mogą stać się dłużnikiem. Dlatego nie można czekać, trzeba działać od razu. Gdy kontrahent nie reaguje na ponaglenia, należy skierować należności do profesjonalnej windykacji. Samodzielne dochodzenie zapłaty jest niekomfortowe i wymaga znajomości prawa oraz technik negocjacyjnych. Firma windykacyjna ma te kompetencje i wie, jak polubownie doprowadzić do spłaty zadłużenia, a przy tym nie zepsuć kontaktów pomiędzy partnerami biznesowymi – wyjaśnia Jakub Kostecki.Jak trwoga to do negocjatora

Jednak zanim przedsiębiorcy zdecydują się na współpracę z firmą windykacyjną, podejmują działania na własną rękę. 3/4 wysyła wezwania do zapłaty lub samodzielnie negocjuje spłatę (60 proc.). Tylko 13 proc. mówi, że nie wykonuje żadnych kroków, tylko oddaje przeterminowaną należność do firmy windykacyjnej.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.