W Polsce mamy o 1/5 więcej sklepów internetowych niż rok temu, ich liczba wynosi już ponad 44 tys.

W 2020 r. w Polsce zarejestrowano prawie 12 tys. nowych sklepów internetowych, a ich liczba na początku stycznia 2021 wynosiła w sumie blisko 44,5 tys. – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak obecność w Internecie nie jest automatyczną gwarancją sukcesu. W ciągu 2020 r. 5,6 tys. sklepów internetowych zawiesiło działalność, z czego na rynek wróciło tylko 1,2 tys.

Miniony rok dla wielu firm upłynął pod znakiem znacznego ograniczenia lub nawet całkowitej utraty dochodów i groźby bankructwa, ale również gwałtownego rozwoju technologicznego oraz przenoszenia działalności do Internetu. Zresztą dla części firm zintensyfikowanie lub uruchomienie działań online było kwestią być albo nie być.rozwoj-e-handlu-pl-2020

Coraz mniej sklepów stacjonarnych

Naturalnym wynikiem ograniczeń wprowadzonych w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19 było ogromne wzmożenie ruchu w sklepach internetowych. Według raportu ExpertSender „Zakupy online w Polsce 2020” 80 proc. Polaków z dostępem do Internetu robi tą drogą zakupy, z czego 50 proc. wydaje na nie ponad 300 zł miesięcznie.

Jednocześnie od kilku lat systematycznie spada liczba sklepów stacjonarnych. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company w 2020 rok polscy przedsiębiorcy zawiesili blisko 19 tys. działalności związanych z detaliczną sprzedażą prowadzoną w sklepach, co stanowi ponad 7 proc. wszystkich sklepów stacjonarnych na rynku. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach 2021 roku Polacy zamrozili działalność kolejnych 1,3 tys. sklepów stacjonarnych. Największy odsetek zawieszonych działalności dotyczy sprzedawców owoców i warzyw – aż 14 proc. ze wszystkich działających na rynku sklepów. W obecnej niepewnej sytuacji e-handel pozostaje szansą na stabilność i zachowanie ciągłości funkcjonowania.

I coraz więcej sklepów internetowych

W 2020 r. liczba sklepów internetowych w Polsce wzrosła w sumie o 7,8 proc. – zarejestrowano 11,8 tys. nowych sklepów, ale ponad 5,6 tys. zawiesiło działalność, z czego 1,2 tys. wróciło na rynek, a ponad 4 tys. zostało wykreślonych z rejestru. Na początku stycznia w Polsce było zarejestrowanych prawie 44,5 tys. sklepów internetowych – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej.

Niektórzy pewnie myślą, że sprzedawanie przez Internet to bardzo prosta sprawa – mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender – Wystarczy założyć sklep z użyciem któregoś z darmowych narzędzi, ewentualnie dodać jeszcze konto w mediach społecznościowych i gotowe. Ale to nieprawda. Konkurencja w Internecie jest ogromna i szybko rośnie, a potencjalni i obecni klienci są dosłownie bombardowani ofertami różnych marek we wszystkich kanałach komunikacji. Gracze, którzy nie zadbają o dobrą i odpowiednio ukierunkowaną reklamę ani o lojalność swoich odbiorców, nie utrzymają się na rynku. Najważniejszą rzeczą jest trafienie z przekazem do odpowiedniej grupy docelowej – niezbędne jest ustalenie, do kogo chcemy trafić, gdzie tego kogoś znaleźć i jak skutecznie przyciągnąć jego uwagę. Kluczem do tego jest rzetelna analiza informacji o naszych odbiorcach.

Do sukcesu niezbędne jest zrozumienie potrzeb klientów

Już 15 proc. ankietowanych przez ExpertSender chciałoby móc odebrać zakupy w sklepie stacjonarnym, ale nie mają potrzeby oglądania towaru na miejscu. Jednak nadal dla 64 proc. respondentów istotna jest możliwość obejrzenia wybranych towarów „na żywo” przed podjęciem decyzji o zakupie online.

Rozwijanie sklepów internetowych i przerzucanie do nich budżetów ze sklepów stacjonarnych – szczególnie w czasach pandemii koronawirusa – jest rozwiązaniem, które ma przyszłość, a rynek e-handlu nadal będzie rósł – dodaje Krzysztof Jarecki, CEO z ExpertSender – Jednak nie ma wątpliwości, że po zniesieniu obostrzeń i końcu pandemii tempo jego rozwoju spadnie, a część osób wróci do robienia zakupów stacjonarnie. Firmy, które wiążą swoją przyszłość z e-commerce, muszą postawić na budowanie bazy lojalnych klientów i na nowoczesne rozwiązania, takie jak automatyzacja i wielokanałowość marketingu.

Dane cytowane w tekście pochodzą z badania Bisnode a Dun & Bradstreet Company. Celem analizy była odpowiedź na pytania o aktywność biznesową kobiet względem zajmowanego stanowiska, działalności w branży, wielkości firmy i geolokalizacji. Analizie poddano dane z blisko 550 tysięcy firm. Przywołane dane obejmują okres trzech ostatnich lat: 2020 / 2019 / 2018.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. ma list intencyjny w sprawie połączenia z EKIPA S.A.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała list intencyjny z EKIPA S.A. w sprawie połączenia spółek. Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. oraz EKIPA S.A. (w trakcie zmiany na EKIPA HOLDING S.A.) podpisały list intencyjny, zgodnie z którym postanowiły podjąć negocjacje w sprawie połączenia obu spółek. Planowanym sposobem połączenia jest połączenie poprzez przejęcie, tj. przez przeniesienie całego majątku EKIPA S.A. jako spółki przejmowanej na Emitenta jako spółki przejmującej w zamian za wydanie dotychczasowym akcjonariuszom EKIPA S.A. akcji Emitenta. Głównym celem połączenia jest wykorzystanie wzajemnie uzupełniających się kompetencji, posiadanego doświadczenia oraz efektów synergii, co ma umożliwić stworzenie silnego podmiotu działającego w branży nowoczesnych mediów, który posiada status spółki publicznej. Zarząd Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest przekonany, że potencjalna fuzja obu podmiotów wpłynie pozytywnie na rozwój spółek oraz na wzrost ich wartości.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania listu intencyjnego w sprawie połączenia z EKIPA S.A. Podmiot ten działa w branży nowoczesnych mediów i realizuje bardzo wiele interesujących i perspektywicznych projektów. EKIPA S.A. budzi ogromne zainteresowanie wśród inwestorów giełdowych, więc cieszymy się, że to właśnie z naszą spółką zdecydowali się dokonać połączenia i w ten sposób stać się spółką publiczną. Wierzymy, że fuzja spółek przyniesie istotne korzyści zarówno samym spółkom, jak również i ich akcjonariuszom.” – komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A.

Spółki ustaliły zgodnie, że określą warunki współpracy, które zostaną spisane w Term Sheet (porozumienie w sprawie podstawowych warunków współpracy) do dnia 19 marca 2021 roku.

EKIPA S.A. posiada kompetencje i doświadczenie w zakresie e-commerce głównie w zakresie projektowania, budowy, wdrożenia, rozwoju i marketingu platform e-commerce. Intensywny rozwój struktury spółki o partnerów z dużym doświadczeniem w realizacji i dystrybucji gier oraz produkcji muzycznej, filmowej i animacji, rozszerzył horyzont działań w branżach rozrywkowych. W oparciu o innowacyjną własność intelektualną, spółka rozpoczęła pracę nad kilkoma wysokobudżetowymi projektami skierowanymi do różnorodnych grup docelowych, także na rynek globalny. Dzięki synergii doświadczenia realizacyjnego i świadomości trendów rozpoczęto pracę nad grami, serialami oraz innymi projektami audiowizualnymi, które pod względem skali już na wczesnym etapie rozwoju produkcji znacząco wykraczają ponad krajowe standardy.

Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski, który dysponuje bogatą wiedzę o rynku influencerskim. Materiały wideo wszystkich twórców EKIPY w serwisie YouTube wygenerowały za okres ok. 1 roku ponad 1,5 mld wyświetleń.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Jej głównym akcjonariuszem jest notowana na rynku NewConnect Spółka JR HOLDING ASI S.A., która posiada akcje stanowiące 68,79% udziału w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

Leasing napędza elektromobilność – kiedy zobaczymy milion „elektryków” na polskich drogach?

  • Pod koniec grudnia 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych (ECV = BEV + PHEV)[1].
  • Tylko w ubiegłym roku przybyło 8 099 takich nowych samochodów.
  • Nabywcy instytucjonalni odpowiadają za 85,4% rejestracji nowych samochodów elektrycznych w kraju. W tej grupie prym wiodą leasingodawcy, którzy zarejestrowali ponad połowę wszystkich nowych aut elektrycznych, nabytych przez firmy w 2020r.

Głównym odbiorcą nowych samochodów na polskim rynku są przedsiębiorcy – w 2020  roku zarejestrowali oni 72,6% nowych samochodów osobowych (311 tys. sztuk)[2]. Nabywcy instytucjonalni w największym stopniu odpowiadają także za rejestracje samochodów z napędem elektrycznym (samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV). W 2020 roku zarejestrowali oni 6 914 nowych elektrycznych samochodów osobowych, z czego 51,6% pojazdów zarejestrowały firmy leasingowe, firmy CFM i rent a car, 35,1% dealerzy  lub inni sprzedawcy, 6,9% importerzy, natomiast za 6,4% rejestracji odpowiadają pozostałe firmy.ZPL_Rejestracje nowych ECV przez nabywców instytucjonalnych w 2020r.

„Leasing jest obecnie najpopularniejszą formą finansowania zakupów samochodów elektrycznych. Aby zwiększyć udział takich pojazdów na naszych drogach, przedstawiciele Związku Polskiego Leasingu uczestniczą w konsultacjach prowadzonych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w zakresie wypracowania nowego systemu dystrybucji dopłat do samochodów elektrycznych. Atrakcyjny system zachęt pozwoli zwiększyć liczbę aut elektrycznych, a tym samym pozytywnie wpłynie na środowisko naturalne” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Firmy rejestrują nowe pojazdy, a konsumenci samochody używane

Analizując rejestracje samochodów elektrycznych pod względem rodzaju nabywcy, w 2020r. nabywcy instytucjonalni odpowiadali za rejestracje 85,4% nowych pojazdów tego typu i 18,6% rejestracji pojazdów używanych sprowadzonych w tym czasie do Polski. Odmienna proporcja jest widoczna w przypadku wyborów klientów indywidualnych – w ubiegłym roku zarejestrowali oni 81,4% używanych samochodów elektrycznych zza granicy i zaledwie 14,6% nowych pojazdów z napędem elektrycznym.

Wykres nr 2: Rejestracje nowych elektrycznych samochodów osobowych w 2020r. Struktura według rodzaju nabywcy. Dane PZPM na podstawie CEP.ZPL_Rejestracje nowych ECV_struktura według rodzaju nabywcy 2020r.

„Napędy niskoemisyjne z miesiąca na miesiąc zyskują coraz większą popularność. Bardzo cieszy fakt, że rosnącą grupę nabywców właśnie takich pojazdów stanowią klienci instytucjonalni. Oznacza to, że firmy aktywnie włączyły się w proces poprawy klimatu. Należy jedna zauważyć, że choć w Polsce liczba stacji ładowania przypadająca na jeden samochód jest duża – i wciąż rośnie – jednak ich ilość nie pozwala na komfortowe przemieszczanie się samochodem elektrycznym po polskich drogach. A jest to istotne z punktu widzenia użytkownika samochodu firmowego, który podróżując służbowo jeździ dużo po całym kraju i powinien mieć możliwość szybkiego naładowania samochodu. Mamy nadzieję, że wraz z wprowadzaniem nowych zachęt do zakupu samochodów niskoemisyjnych – zwłaszcza przez firmy –  sukcesywnie będzie rosła ich flota ale także liczymy na to, że znacząco wzrośnie liczba stacji ładowania” – powiedział Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Jak wygląda park samochodów elektrycznych?

Według stanu na koniec 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych, z których 53% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV)– 10 041 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV) – 8 834 szt. (46,8%).

Wykres nr 3: Stan parku elektrycznych samochodów osobowych (ECV=BEV+PHEV). Wstępny szacunek PZPM na podstawie CEP na koniec 2020r.ZPL_ECV_Stan parku 2020r.

[1] Samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV, gdzie BEV (ang. battery electric vehicles) (w tym EREV) to samochody  w pełni elektryczne, a PHEV (ang. plug-in hybrid electric vehicles) to hybrydy plug-in-.

[2] Dane PZPM na podstawie CEP.

Hejt w komentarzach internetowych – sztuczna inteligencja od Google analizuje 500 mln zgłoszeń dziennie

Jigsaw, podmiot należący do Google, który odpowiada za prognozowanie pojawiających się zagrożeń w sferze cyfrowej i przeciwdziałanie takim zagrożeniom, ogłosił, że Perspective, darmowy interfejs API na licencji Open Source, który stosuje uczenie maszynowe do wykrywania toksycznych komentarzy, obecnie przetwarza 500 milionów zgłoszeń dziennie i w wymierny sposób ogranicza toksyczność treści w celu ulepszenia komunikacji w sieci na szeroką skalę. W trzecim wydaniu czasopisma online „The Current”, opublikowanym dzisiaj, szczegółowo omówiono kwestię nieustannej i wyniszczającej toksyczności w Internecie oraz rolę, jaką narzędzia uczenia maszynowego, takie jak Perspective, mogą odegrać w jej zredukowaniu.

Uruchomiony w 2017 roku w celu zwalczania toksycznych treści w Internecie i nękania, Perspective ocenia komentarze w oparciu o ich przewidywany wpływ na rozmowę i pomaga platformom internetowym w utrzymywaniu sekcji komentarzy, jako przestrzeni do ciekawych i produktywnych rozmów.

„Toksyczność w internecie jest wszechobecnym problemem, który niewspółmiernie wpływa na marginalizowane grupy, zagraża niezależnemu dziennikarstwu i wypiera wolność wyrazu i zdrową komunikację – powiedział Jared Cohen, dyrektor generalny Jigsaw. – Nasi partnerzy zauważyli wymierne obniżenie toksyczności na swoich platformach, co pozwala im na stworzenie bezpieczniejszej przestrzeni wymiany poglądów przez użytkowników. Angażujemy się we współpracę z partnerami i instytucjami naukowymi w celu nieustannego trenowania naszych modeli, co pozwala na jeszcze lepszą identyfikację toksyczności i równoczesne minimalizowanie stronniczości oraz wspieranie zdrowej komunikacji”.

Jigsaw zbudował Perspective z wykorzystaniem modeli opracowanych przy współpracy z zespołem Counter Abuse Technology w Google i obecnie umożliwia różnorodnym platformom tworzenie bezpiecznej przestrzeni dialogu, przy zastosowaniu wielu funkcji:

Informacja dla komentujących: Perspective może przekazywać komentującym informacje zwrotne dotyczące potencjalnej toksyczności ich treści w czasie rzeczywistym, co wywołuje znaczące rezultaty:

Coral by Vox Media, wiodące forum dyskusyjne wykorzystywane przez przedstawicieli świata mediów na całym świecie, stosuje tę funkcję w celu umożliwienia komentującym zmianę sformułowania ich treści przed publikacją. Kontrolowane badanie przeprowadzone przez McClatchy wykazało, że 40 procent użytkowników zmieniło swoje komentarze w odpowiedzi na informację zwrotną;

OpenWeb, wiodąca platforma społecznościowa skierowana do odbiorców publikowanych treści, którą odwiedza ponad 100 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie, zastosowała tę funkcję po przeprowadzeniu badania OpenWeb, w ramach większego badania Jigsaw, które wykazało, ze spośród wszystkich komentujących, którzy zmienili formę językową komentarza, 44,7 % komentujących zastąpiło lub usunęło obraźliwe zwroty, a 7,6 % zdecydowało się na całkowite przeredagowanie swoich komentarzy.
Wsparcie moderatorów: Perspective również służy jako wsparcie dla moderatorów w wydajniejszej pracy i obniżeniu toksyczności na ich platformach:

„The New York Times” opracował narzędzie Moderator wykorzystujące Perspective do priorytetowego traktowania komentarzy przesłanych do moderacji przez człowieka i zatwierdzania tych, które najprawdopodobniej pomyślnie przejdą weryfikację przeprowadzoną przez człowieka. Stosując Perspective, The Times zwiększył liczbę artykułów, które mogły być otwarte dla komentujących, co pozwala na dostarczenie czytelnikom szerszego i bardziej zróżnicowanego wyboru artykułów z otwartą sekcją komentarzy;

FACEIT, jedna z największych platform gamingowych w Europie, stosuję ocenę toksyczności Perspective do udzielania ostrzeżeń i blokowania dostępu użytkownikom, którzy mogą zwrócić się do moderatora o ostateczną weryfikację decyzji. Na skutek tej moderacji w czasie rzeczywistym, FACEIT odnotował obniżenie liczby nieodpowiednich komentarzy o 20 procent;

Cofina, portugalska spółka medialna, była w stanie ograniczyć moderację przez człowieka o 60 %, oszczędzając swojemu zespołowi co najmniej 2 godziny dziennie pracy po zintegrowaniu Perspective z ich systemem CMS w celu moderacji komentarzy w ich dziennikach sportowych i finansowych.

„API Perspective ogromnie poprawił nasze możliwości wykrywania toksycznych treści w komentarzach. Sprawiło to, że działania naszych moderatorów są bardziej skuteczne i wydajne, a od wdrożenia tego narzędzia, mogliśmy zwiększyć liczbę artykułów z możliwością komentowania o około jedną trzecią” – Marcia Loughran, Community Editor, „The New York Times”.

„Praca z Perspective umożliwiła nam promowanie pozytywnych interakcji pomiędzy setkami dynamicznych i zaangażowanych społeczności i dziesiątkami milionów użytkowników. Rozwiązania są eleganckie i bezproblemowe oraz wspierają naszą wizję wyższej jakości zaangażowania i ograniczenia toksyczności” – Nadav Shoval, dyrektor generalny i współzałożyciel OpenWeb.

„W Coral skupiamy się na ułatwieniu i przyspieszeniu podstawowych działań moderatorów. Perspective pomaga nam poprzez identyfikację komentarzy w kilku językach, które wymagają podjęcia bezzwłocznych działań. Współpraca z zespołem Perspective w realizacji tej misji układa się świetnie” – Andrew Losowsky, dyrektor Coral by VoxMedia.

„Zintegrowaliśmy Perspective z naszym systemem CMS w celu moderowania komentarzy w naszych dziennikach sportowych i finansowych. Obniżyliśmy moderację przez człowieka o 60 %. Oszczędzamy co najmniej dwie godziny dziennie i jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Poprawiło to również jakość komentarzy na naszych stronach internetowych i zaangażowanie użytkowników” – Nuno Alves, dyrektor ds. technicznych online, Cofina Media.

„W FACEIT realizujemy misję bezpośredniego rozwiązywania problemu toksyczności i nękania w świecie gier. Z naszą rozrastającą i zmieniającą się społecznością graczy, musieliśmy zbudować skuteczne rozwiązania, stosowane na szeroką skalę. Perspective dostarczył nam doskonałego modelu toksyczności, który zastosowaliśmy jako podstawę do stworzenia naszego silnika przeznaczonego do przeciwdziałania toksyczności” – Maria Laura Scuri, dyrektor ds. analityki biznesowej, FACEIT.

Poprzez partnerstwa, Jigsaw wytrenował Perspective w nowych językach, stawiając ten model uczenia maszynowego na lepszej pozycji do poprawy komunikacji online na skalę światową – jest obecnie dostępny w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim i portugalskim. Partnerzy Perspective to, m.in, El Pais, Le Monde, Cofina i wielu innych wydawców, którzy rozumieją znaczenie dobrej jakości komunikacji na swoich platformach, w różnych językach.

Jigsaw również nieustannie współpracuje z partnerami w celu opracowania sposobów na niwelowanie stronniczości w uczeniu maszynowym. Dodatkowe informacje na temat ostatnich badań Jigsaw znajdują się tutaj.

Dodatkowe informacje na temat Perspective i możliwości wypróbowania tego narzędzia znajdują się w trzecim wydaniu The Current.

Jigsaw

Jigsaw jest podmiotem należącym do Google, który prognozuje pojawiające się zagrożenia i im przeciwdziała, tworząc definiujące naszą przyszłość badania i technologie, ukierunkowane na poprawę bezpieczeństwa naszego świata.

Automatyzacja etykietowania jako element podnoszący efektywność logistyki wewnętrznej każdej branży

Zmiany w obszarze sektora handlowego wymuszają rosnącą profesjonalizację aktorów uczestniczących w wymianie handlowej. Profesjonalizacja ta zakłada między innymi konieczność wprowadzenia kodowania towarów zgodnie ze standardami, w celu automatyzacji procesu identyfikacji w całym łańcuchu dostaw. Standaryzacja opiera się przede wszystkim na zastosowaniu kodów kreskowych, które powinny być umieszczane na produktach, czy opakowaniach w zgodzie z normami GS1. Kody kreskowe są nanoszone (w przeważającej liczbie przypadków) na etykietę samoprzylepną, która z kolei jest aplikowana bezpośrednio na produkt. Oczywiście istnieją również sposoby nanoszenia kodów bezpośrednio na produkt (głównie przy pomocy laserów do znakowania), jednak takie techniki sprawdzają się głównie w przemyśle metalowym, motoryzacyjnym, obronnym, czy lotniczym.Automatyzacja etykietowania 2

Metody drukowania kodów kreskowych

Kody kreskowe drukuje się z wykorzystaniem specjalistycznych urządzeń- drukarek kodów kreskowych, zwanych również drukarkami etykiet. Te maszyny pozwalają na zadruk rolek z etykietami samoprzylepnymi. Pracują one z bardzo dużą szybkością, zadrukowują materiał (etykiety) zarówno papierowy, jak i foliowy. Istnieją dwie główne metody samego druku- druk termiczny oraz druk termotransferowy. Metoda termiczna jest metodą tańszą ze względu na brak konieczności stosowania taśm do druku. Mankamentem tej metody jest stosunkowa niska trwałość wydruku, co determinuje ograniczone zastosowanie takiego procesu(głównie do obszaru logistyki). Druk termotransferowy (TTR) to druk o większej trwałości, co daje możliwość do zastosowania tak wydrukowanych etykiet nawet w środowisku przemysłowym. Do uzyskania dobrego wyniku takiego druku konieczne jest zastosowanie odpowiedniej taśmy transferowej.

Aplikacja zadrukowanych etykiet- duży potencjał do automatyzacji

Sam wydruk etykiety samoprzylepnej, choć bardzo ważny, nie stanowi końca procesu etykietowania. Niezmiernie ważną czynnością jest również samo naniesienie etykiety na produkt, który ma być nią oznaczony. W przypadku etykietowania w środowisku logistycznym, czy produkcyjnym niezmiernie ważnym staje się czas samej aplikacji etykiet. Ręczne nanoszenie etykiety sprawdza się w przypadku małych ilości dziennych, czy godzinowych. W przypadku tysięcy, czy nawet setek tysięcy etykiet na godzinę konieczne staje się zautomatyzowanie tego procesu poprzez użycie automatycznych aplikatorów etykiet.  W przypadku zastosowania aplikatorów wraz z drukarką, mówimy o systemach print and apply (wydrukuj i zaaplikuj). W przypadku automatyzacji procesu etykietowania możliwym staje się nie tylko osiągnięcie dużej szybkości druku i aplikacji, ale również podniesienie precyzji tego procesu, co bywa kluczowe w procesie nanoszenia mikro etykiet na wyroby elektroniczne, czy części samochodowe.

HKK- Twój ekspert w obszarze etykiet i etykietowania

Poznańskie integrator systemów automatycznej identyfikacji już od ponad 25 lat wspiera Klientów w optymalizacji procesów logistycznych i produkcyjnych, oferując kompleksowe rozwiązania do profesjonalnego znakowania towarów.

Etykieta samoprzylepna – definicja, rodzaje, zastosowanie

Etykieta samoprzylepna to pomocne narzędzie, wykorzystywane do znakowania towarów czy usprawniania procesów logistycznych. Jakie jest jej inne zastosowanie? Jakie rodzaje etykiet samoprzylepnych wyróżniamy?

Etykieta samoprzylepna — co to takiego?

Etykieta samoprzylepna to nalepka, która składa się z kilku warstw. Pierwsza z nich to materiał zewnętrzny, użytkowy. Wykonany jest z wysokiej jakości tworzywa, aby nie uległ zniszczeniu w procesie jej nanoszenia, a także wraz z upływem czasu. Druga warstwa to klej. Ostatnia stanowi nośnik etykiety i jest wykonana z silikonu.

Etykiety samoprzylepne dostępne są w formie arkuszy lub zwoju. Wybór postaci nośnika zależy od naszych preferencji oraz zasobów czasowych do jego zainstalowania. Etykieta dostępna w zwoju wymaga przycięcia. Pojedyncze arkusze mogą zostać od razu naniesione np. na produkt.

Rodzaje etykiet samoprzylepnych

Etykiety samoprzylepne mogą być jedno lub kilkuwarstwowe. Jeśli zdecydujemy się na zakup wielowarstwowych nośników, należy pamiętać, że one również mają swój podział. Wyróżnia się:

  • etykiety booklet — to książeczka zalaminowana od góry,
  • etykiety sandwich — silikonowe nalepki składające się z dwóch warstw,
  • etykiety typu peel off — nalepki wykonane na grubszym papierze, które można otworzyć.

Wierzchnią warstwę etykiety samoprzylepnej wielowarstwowej stanowi zwykle papier o zróżnicowanym kolorze (zwykle neutralnym, aby informacje wydrukowane na etykiecie były widoczne). Do tworzenia zewnętrznej warstwy nośników używa się też innych materiałów, np. aluminium, laminatu czy innych tworzyw sztucznych.

Podczas wyboru materiału na etykietę, ważna jest jego trwałość, a także drukowność, czyli łatwość umieszczenia na nim informacji przy użyciu drukarki.

Etykieta samoprzylepna — zastosowanie

Zastosowanie etykiet samoprzylepnych jest wszechstronne. Używa się ich najczęściej w takich branżach jak logistyka, transport czy spedycja. Ponadto mają one zastosowanie w handlu. W branży spożywczej korzysta się z etykiet, które powstały przy pomocy druku fleksograficznego. Jest to ekonomiczna metoda druku cechująca się średnią jakością. Bazuje na ciekłych farbach, które szybko zasychają. Metodę offsetową druku, czyli druk wysokiej jakości oparty na utrwaleniu farby za pomocą polimeryzacji, stosuje się w kosmetyce i kosmetologii. W obu tych dziedzinach ważna jest jakość i precyzja druku.

Etykiety samoprzylepne wykorzystuje również branża chemiczna, a także farmaceutyczna. Dziedzin, które doceniają zastosowanie etykiet samoprzylepnych, jest znacznie więcej.

Jak dobrać etykietę do naszych potrzeb?

Dobór etykiety samoprzylepnej wymaga określenia jej przeznaczenia. Gdy już wiemy, gdzie etykieta będzie stosowana, możemy wybrać jej rozmiar, materiał, a także odpowiedni klej. Dopiero na tym etapie zyskamy pewność, że wydrukowana etykieta spełni swoje zadanie. Na szczęście możliwość łączenia różnych materiałów i wzorów jest duża, dlatego łatwo jest wybrać właściwe tworzywo do naszych potrzeb.

Rozwój technologii blockchain przyspiesza. Firmy mogą już testować swoje rozwiązania w pierwszej w Polsce piaskownicy technologiczno-biznesowej

Blockchain jest kojarzony głównie z kryptowalutami, znajduje jednak coraz więcej zastosowań, m.in. w finansach i bankowości. Do 2025 roku wartość rynku produktów i usług bazujących na tej technologii ma sięgnąć prawie 40 mld dol. W Polsce blockchain wchodzi właśnie w etap rozwoju i implementacji nowych rozwiązań. W połowie listopada 2020 roku KIR wraz z partnerami uruchomił cyfrową piaskownicę dla start-upów i firm, które mogą w bezpiecznych warunkach przetestować swoje rozwiązania. To pierwszy tego typu projekt w Polsce, który ma przyspieszyć wdrażanie innowacji opartych na tej technologii. 

– Blockchain jest nieodłącznym elementem cyfryzacji. W dobie pandemii wszystkie przedsiębiorstwa musiały się przestawić na procesy cyfrowe. W Polsce technologia blockchain wyszła z fazy  raczkowania i obecnie intensywnie się rozwija. Pandemia tylko przyczyniła się do przyspieszenia tempa tego rozwoju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Wetoszka, dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona, zdecentralizowana baza danych oparta na algorytmach i kryptografii. Jej podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych operacjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacji zapisanych w tej technologii nie da się zmodyfikować ani sfałszować – wszystkie wprowadzane zmiany są widoczne dla pozostałych użytkowników. Cały system jest też odporny na cyberataki – szacuje się, że aby złamać zabezpieczenia blockchainu, potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.

Blockchain po raz pierwszy został wykorzystany w kryptowalutach, ale obecnie technologia ta znajduje coraz więcej zastosowań w sektorze finansów i poza nim. Według portalu Statista do 2025 roku wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain może sięgnąć 39,7 mld dol.

– Rok 2020 pokazał nam, że większość obszarów naszego biznesu przenosi się do świata wirtualnego. Dlatego szukamy rozwiązań, które z jednej strony są nowoczesne technologicznie, a z drugiej – bezpieczne także w obszarach mocno regulowanych. Blockchain jest taką technologią – mówi Dorota Dublanka, prezes Fundacji KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji CYBERIUM. – Dlatego podjęliśmy decyzję o zaangażowaniu w jej propagowanie i prezentowanie możliwości, jakie stwarza start-upom, korporacjom, organizacjom pozarządowym, małym i średnim firmom. Chcemy przekonać je, że jest to technologia bezpieczna, gwarantująca rozwój i umożliwiająca budowanie nowatorskich, bezpiecznych projektów przyszłości.

Obecnie blockchain jest komercyjnie wykorzystywany głównie przez banki do wdrażania tzw. trwałego nośnika. Według ekspertów z KIR wypracowanie kolejnych, użytecznych zastosowań tej technologii to tylko kwestia czasu. Na drodze stoi jednak szereg barier, dotyczących np. świadomości, niezbędnej mocy obliczeniowej czy bezpiecznego środowiska do testowania nowych rozwiązań. Dlatego w połowie listopada KIR wraz z grupą firm i instytucji, które działają na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił Sandbox Blockchain, czyli tzw. cyfrową piaskownicę technologiczną, gdzie każda firma może przetestować swoje pomysły bazujące na tej technologii.

– Platforma Sandbox Blockchain to rozwiązanie technologiczno-biznesowe. Pozwala start-upom, jak również dużym firmom rozwijać swoje produkty oparte na technologii blockchain. Wspólnie z naszymi partnerami pomagamy im nie tylko pokonywać bariery technologiczne, lecz także wspieramy kompetencyjnie w obszarach biznesowych czy prawnych – wskazuje Michał Wetoszka.

Piaskownica blockchain to darmowe i bezpieczne środowisko testowania innowacji, które ma przyspieszyć ich wdrażanie. Jest to pierwszy w Polsce projekt tego typu.

– Głównym celem jest popularyzacja technologii blockchain w Polsce, wsparcie procesu innowacyjności w tym obszarze i budowanie kompetencji. Polska ma bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o inżynierów, ale ta technologia wciąż jeszcze nie rozwinęła się tak, jak by mogła – mówi dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.

Do projektu Sandbox Blockchain mogą się zgłaszać zarówno start-upy, jak i duże podmioty komercyjne czy organizacje, które chcą rozwijać nowe produkty lub usługi oparte na technologii blockchain, ale nie dysponują odpowiednim środowiskiem testowym.

– Nie ograniczamy się do branży finansowej. Chcemy zbudować jak największą liczbę usług opartych na blockchainie. Już w 2017 roku zaczęliśmy tworzyć takie rozwiązania i największą barierą, jaką zidentyfikowaliśmy, było właśnie postawienie niezbędnej infrastruktury. Mamy nadzieję, że Sandbox Blockchain przyczyni się do rozwoju tej technologii w Polsce – mówi Michał Wetoszka.

– Mamy partnerów biznesowych, którzy z jednej strony gwarantują nam dotarcie do różnych grup odbiorców w ramach tego projektu, a z drugiej mają niesamowitą wiedzę technologiczną i zasoby – mówi Dorota Dublanka. – KIR i Fundacja CYBERIUM pełnią rolę koordynatora inicjatywy. To właśnie KIR zapewnia środowisko testowe oraz wsparcie technologiczne. PKO Bank Polski odpowiada za proces akceleracji, tzn. naboru i selekcji start-upów do projektu. IBM jest naszym partnerem technologicznym odpowiadającym za udostępnienie rozwiązań technologicznych opartych na technologii Hyperledger Fabric. Chmura Krajowa zapewnia w pełni zautomatyzowaną platformę udostępnioną w modelu platform as a service. Komisja Nadzoru Finansowego i Fundacja FinTech Poland zapewniają z kolei wsparcie regulacyjne i prawne.

Piaskownica technologiczna umożliwia uczestnikom testowanie rozwiązań blockchainowych opartych na technologii Hyperledger Fabric (HLF), rozwijaną przez Linux Foundation. Dlatego wśród głównych partnerów projektu jest koncern IBM. Technologia HLF spełnia rygorystyczne wymogi dotyczące m.in. terytorialności danych, co pozwala na zaprojektowanie nowych produktów i usług w takim standardzie, który będzie akceptowalny dla podmiotów z silnie regulowanych branż, np. bankowości.

Choć projekt jest w początkowej fazie naboru, już teraz do uczestniczenia w nim zgłosiły się firmy z różnych branż i sektorów. To m.in. spółki zajmujące się energetyką, logistyką, sprzedażą czy obsługą finansową, dostawca rozwiązań z zakresu bezpiecznego obiegu dokumentów i poufnej komunikacji, firma obsługująca sektor bankowy czy start-up oferujący usługi i systemy IT dla firm.

Do piaskownicy zgłosiły się także zagraniczne podmioty, w tym amerykańska spółka obsługująca systemy płatności, brytyjski start-up działający w obszarze telemedycyny oraz międzynarodowa firma oferująca usługi związane z zarządzaniem m.in nieruchomościami, opieką zdrowotną, handlem detalicznym i turystyką.

– Do udziału w projekcie zapraszamy wszystkie podmioty funkcjonujące na rynku: małe, średnie i duże firmy, organizacje pozarządowe, firmy z długoletnią tradycją i firmy, które dopiero powstały, firmy z różnych sektorów naszej gospodarki. Jest to projekt bezpłatny i dostępny dla każdego – podkreśla Dorota Dublanka. – Firmy zainteresowane testowaniem technologii HLF zapraszamy na kolejny webinar – tym razem w języku angielskim – który odbędzie się 3 marca o godz. 11.00. Więcej informacji o planowanym wydarzeniu i Sandbox Blockchain znajdzie się na naszej stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/wydarzenia.

Projekt nowelizacji ustawy o krajowym cyberbezpieczeństwie niezgodny z unijnym prawem. Może wywołać spór z Komisją Europejską

Przygotowywana nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może być niezgodna z unijnym prawem – ocenia prof. Maciej Rogalski z Uczelni Łazarskiego. Chodzi m.in. o ograniczanie dostawcom sprzętu, którzy decyzją ministra zostaną wykluczeni z rynku, możliwości jej zaskarżenia. Prawnicy wskazują, że przyjęcie ustawy w obecnym kształcie wywoła spór z instytucjami i organami UE, który najprawdopodobniej znajdzie finał w Trybunale Sprawiedliwości. Ewentualna przegrana może powodować konieczność odwrócenia tych przepisów, co pociągnie za sobą ogromne straty finansowe w polskim budżecie. Z kolei na niezgodność projektowanych regulacji z polskimi przepisami prawnymi wskazuje Rządowe Centrum Legislacyjne.

 W noweli ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa z 20 stycznia br. występuje co najmniej kilkanaście postanowień, które mogą być uznane za niezgodne z prawem unijnym. Nie jest to tylko pogląd mój czy innych prawników analizujących przepisy tego projektu, ale także Rządowego Centrum Legislacji, które z kolei wskazuje na niezgodność niektórych przepisów z regulacjami krajowymi. Chodzi w dużej części o te same zapisy, które zostały już krytycznie ocenione podczas konsultacji społecznych poprzedniej wersji noweli – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Ustawa o KSC to obowiązujący od 2018 roku, pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący obszaru cyberbezpieczeństwa. Rząd od przeszło pół roku szykuje jej nowelizację, która będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz kształt całego rynku telekomunikacyjnego. Dlatego prawnicy, eksperci i stowarzyszenia oraz wszystkie podmioty z branży telekomunikacyjnej uważnie śledzą te plany.

Pierwszy projekt nowelizacji pojawił się już we wrześniu ub.r., ale wywołał duże kontrowersje, m.in. ze względu na szereg niezgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami. W toku konsultacji publicznych ponad setka podmiotów zgłosiła do niego wówczas łącznie ok. 750 uwag. Nowy projekt, który pojawił się 20 stycznia br. i trafił już do Komitetu Rady Ministrów ds. Cyfryzacji oraz ds. Europejskich, uwzględnił je tylko w bardzo ograniczonym stopniu.

– Zmieniono wprawdzie niektóre regulacje, ale w taki sposób, że nadal budzą one wątpliwości. Przykładem może być konstrukcja prawna oceny dostawców sprzętu. Decyzja w tej sprawie – wydawana przez ministra właściwego do spraw informatyzacji – nie musi zostać uzasadniona pod względem faktycznym, jeżeli tak uzna wspomniany minister, kierując się ogólnymi przesłankami. Podlega ona jednak natychmiastowej wykonalności, której nie może wstrzymać nawet sąd. Jeżeli podmiot niezgadzający się z jej treścią zaskarży taką decyzję, to jego sprawa jest rozpatrywana na posiedzeniu niejawnym. To znaczy, że nie uczestniczy on w sądzie w rozpoznawaniu swojej sprawy. Natomiast wyrok wraz z uzasadnieniem jest doręczany wyłącznie ministrowi. Skarżącemu doręcza się tylko niepełnie uzasadnienie – tłumaczy rektor Uczelni Łazarskiego.

Jak podkreśla, taka konstrukcja prawna jest sprzeczna z całym szeregiem regulacji UE i aktów międzynarodowych. Dotyczy to m.in. art. 41 ust. 1-2 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, zgodnie z którą każdy ma prawo do bezstronnego i sprawiedliwego rozpatrzenia swojej sprawy, prawo każdego do bycia wysłuchanym i prawo do dostępu do akt jego sprawy. Na administrację z kolei narzuca ona obowiązek uzasadniania swoich decyzji. Zapisy projektu noweli ustawy o KSC w obecnym kształcie są też wątpliwe z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka.

– Zgodnie z tą konwencją, aby proces został uznany za sprawiedliwy, strona musi zostać poinformowana o powodach, na których władze i sądy krajowe opierają swoje decyzje. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w swoim orzecznictwie wskazuje, że państwa członkowskie UE są zobowiązane do „zapewnienia, aby ich władze wyjaśniały decyzje wpływające na korzystanie z praw podstawowych, które zostały zagwarantowane jednostkom w traktatach”. Prawo do zaskarżenia niekorzystnej decyzji wynika także z przepisów regulujących dostęp do wymiaru sprawiedliwości zawartych w art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności – wymienia prof. Maciej Rogalski.

Rektor Uczelni Łazarskiego wskazuje, że przyjęcie noweli w obecnym kształcie może wywołać spór z instytucjami i organami Unii Europejskiej, który najprawdopodobniej znalazłby finał w unijnych sądach.

– To może mieć poważne konsekwencje. Komisja Europejska może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Jeżeli jego wyrok będzie niekorzystny dla Polski, wówczas decyzje wydane na podstawie wadliwych przepisów będą musiały być uchylone i przywrócone do stanu poprzedniego. W praktyce może to oznaczać, że po kilku latach decyzje będą uchylane ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami prawnymi i finansowymi, np. roszczeniami przeciwko Skarbowi Państwa ze strony podmiotów, w stosunku do których decyzje były wydawane wadliwie – przestrzega wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Na wady prawne noweli uwagę zwróciło również Rządowe Centrum Legislacji. W swojej opinii wysłanej premierowi wskazuje m.in. niezgodność jej zapisów z ustawą Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz ustawą o ochronie informacji niejawnych. W ocenie RCL projektowane przepisy wymagają ponownej analizy i korekty.

– Sposób „naprawy” tych przepisów jest banalnie łatwy. Po prostu należy zastosować tu przepisy, które obowiązują już od wielu lat, tj. przepisy przewidujące doręczenie uzasadnienia wyroku, jawność postępowania czy możliwość wstrzymania wykonalności wyroku przez sąd. Dokładnie o tym samym pisze zresztą w swoich uwagach do noweli Rządowe Centrum Legislacji – mówi prof. Maciej Rogalski.

Utrzymanie czystości w reżimie sanitarnym to ogromne wyzwanie dla firm i instytucji. Pomagają w tym nowe technologie, automatyzacja i roboty

Pandemia COVID-19 sprawiła, że galerie handlowe, supermarkety czy zakłady produkcyjne muszą pracować w ścisłym reżimie sanitarnym i zachowywać rygorystyczne standardy higieny. Pociągnęło to za sobą duży wzrost zapotrzebowania na profesjonalne usługi sprzątania i dezynfekcji. W czasie recesji firmy przywiązują jednak coraz większą wagę do zwiększania wydajności, zatem takie usługi muszą być skuteczniejsze od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Dlatego w branży czystości coraz większą rolę zaczynają odgrywać automatyzacja i nowe technologie, czyli tzw. koncepcja Cleaning 4.0.

– W czasie COVID-19 widzimy intensywny wzrost zapotrzebowania na usługi czystości, przy jednoczesnym nacisku na aspekty ekologiczne i zapewnienie zgodności z rygorami sanitarnymi. Klienci oczekują, że firmy świadczące usługi czystości będą zwracać zdecydowanie większą uwagę na bezpieczeństwo osobiste pracowników i osób przebywających na terenie użytkowanych obiektów. Znacząco wzrosło też zainteresowanie m.in. usługami profesjonalnej dezynfekcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Chodacz, prezes Seris Konsalnet Cleaning.

Jak wskazuje, duży wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi utrzymania czystości jest widoczny zwłaszcza w branży przemysłowej, logistycznej i handlu. W związku z pandemią pojawiło się też nowe zapotrzebowanie na usługi dezynfekcji dużych powierzchni i obiektów takich jak galerie handlowe, supermarkety, zakłady produkcyjne czy magazyny. W związku z reżimem sanitarnym muszą one bowiem spełnić restrykcyjne standardy bezpieczeństwa i higieny pracy, aby zapobiec zakażeniom i rozprzestrzenianiu się pandemii.

– Nakładają się na to także czynniki związane z osłabieniem gospodarczym. Firmy muszą dziś intensywniej badać ponoszone koszty stałe, m.in. w obszarze zarządzania obiektami. Dlatego potrzebują zwiększenia wydajności i efektywności kosztowej usług wspierających utrzymanie budynków, nieruchomości, powierzchni przemysłowych, magazynowych czy sklepowych. To stanowi duże wyzwanie m.in. dla facility managerów czy zespołów administrujących stałym nadzorem nad utrzymaniem tych obiektów – wyjaśnia Andrzej Chodacz.

Jednocześnie firmy unowocześniają swój sposób działania, automatyzują coraz więcej procesów i szukają partnerów biznesowych, którzy będą w stanie ich w tym realnie wesprzeć. Ważny jest też fakt, że coraz więcej podmiotów tworzy strategie zrównoważonego rozwoju, w których definiują m.in. sposoby na ochronę środowiska, zmniejszenie ilości odpadów i ścieków, co wzmacnia także efektywność kosztową. Dlatego rośnie zainteresowanie automatyzacją usług sprzątania, które są bezpieczniejsze i bardziej wydajne od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Co ważne, rozwiązują wiele dotychczasowych problemów – w tym zgodności z wymogami certyfikatów ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy ludzi. Wykorzystanie robotyzacji redukuje ryzyka i obniża zapotrzebowanie na środki czystości, co daje realne oszczędności.

– Od wielu lat posiadamy w Grupie Seris Konsalnet spółki świadczące usługi utrzymania czystości – mówi Tomasz Wojak, prezes zarządu Seris Konsalnet Holding SA. – W dyskusjach na temat przyszłości jesteśmy zgodni w zarządzie firmy, że rynek tych usług się zmienia i będzie się zmieniał dynamicznie w najbliższych latach, nie tylko z powodu rozwoju technologii, ale też rosnących kosztów pracy oraz zmieniających się oczekiwań klientów. Sądzimy, że tak jak zmienia się sposób sprzedaży towarów, tak samo ewoluować będzie biznes usługowy. Zbudowaliśmy więc silny, profesjonalny zespół, z którym stworzyliśmy strategię na kolejne lata. Zakłada ona postępującą digitalizację procesów sprzedaży i obsługi klienta. Dalszy rozwój oparty na technologiach przyjaznych środowisku i człowiekowi to obowiązkowy element strategii każdej nowoczesnej firmy i zgodnie z takimi wartościami zamierzamy działać w kolejnych latach.

– Wyznaczamy trend, który zmieni oblicze branży czystości poprzez robotyzację, automatyzację z wykorzystaniem digitalnych narzędzi nadzoru, komunikacji w bliskiej współpracy z klientami. Uważamy przy tym, że jest to najlepszy kierunek rozwoju branży usług czystości – dodaje Andrzej Chodacz.

Grupa Seris Konsalnet jest liderem polskiego rynku usług ochrony, a do jej klientów należą m.in. największe sieci handlowe, banki, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, obiekty strategiczne, firmy przemysłowe oraz jednostki wojskowe. W procesie konsolidacji – przeprowadzonej w ramach grupy kilka miesięcy temu – powstała też spółka Seris Konsalnet Cleaning, która świadczy profesjonalne usługi utrzymania czystości w branży B2B. Nowy podmiot chce zaznaczyć swoją obecność na rynku, oferując usługi zautomatyzowane i oparte na nowych technologiach, czyli odpowiadające koncepcji Cleaning 4.0.

– To połączenie nowoczesnych, zaawansowanych technologii, monitoringu, mapowania pomieszczeń, programowania robotów sprzątających, szkolenia ekip nadzorujących oraz monitorowanie wykonanej pracy. Wszystko to w celu podniesienia wydajności, konkurencyjności i wygody klienta w trudnym dla wszystkich okresie COVID-19 i wykorzystania tego, czego nas nauczyła pandemia, również po jej zakończeniu – mówi prezes Seris Konsalnet Cleaning.

Pozwy przedsiębiorców przeciw Skarbowi Państwa mogą trafiać do sądowych zamrażarek. Sądy będą wolały zaczekać na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego

Od 12 lutego rząd warunkowo poluzuje kolejne obostrzenia. Działalność będą mogły wznowić m.in. hotele, kina, teatry czy stoki. Wciąż jednak zamknięte pozostają m.in. restauracje i branża fitness. To zła wiadomość dla przedsiębiorców, którzy już od miesięcy nie czerpią przychodów z działalności. Coraz więcej branż przygotowuje się więc do pozwania Skarbu Państwa za wprowadzone restrykcje. Zdaniem prawników przedsiębiorcy w sądach mają duże szanse na wygraną, choć – z uwagi na postępowanie prowadzone w Trybunale Konstytucyjnym – takie sprawy najprawdopodobniej będą ciągnąć się miesiącami do czasu jego zakończenia. 

 Przedsiębiorcy mogą kierować roszczenia w stosunku do Skarbu Państwa, jeżeli zostali dotknięci wprowadzonymi zakazami. Kluczowy jest tu przepis art. 417 z indeksem 1 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności tego aktu m.in. z Konstytucją – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Kopij, adwokat z Kancelarii Kopij Zubrzycki.

Na początku stycznia jedna z kancelarii prawnych w imieniu firm z branży turystycznej, skupionych w Turystycznej Organizacji Otwartej, skierowała pierwszy zbiorowy pozew przeciw Skarbowi Państwa za straty poniesione w wyniku ograniczeń wprowadzonych w ramach walki z koronawirusem, domagając się 141 mln zł odszkodowania.

Podobne działania podejmują lub zapowiadają m.in. hotelarze, restauratorzy, branża fitness, właściciele klubów i dyskotek czy obiektów rozrywkowych, którzy organizują się w mediach społecznościowych i zgłaszają do kancelarii prawnych. W sądzie chcą dowieść, że lockdown i ograniczenia w działalności gospodarczej – wprowadzone w drodze rządowych rozporządzeń zamiast przewidzianego w Konstytucji stanu klęski żywiołowej – były bezprawne.

 Uważam, że z uwagi na skalę naruszeń konstytucyjnych są podstawy zarówno do pozwów zbiorowych, jak i do pozwów indywidualnych, a przy tym spore szanse na powodzenie. Naturalnie przy założeniu, że zostaną wykazane pozostałe przesłanki odpowiedzialności odszkodowawczej – zastrzega Paweł Kopij.

Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni co najmniej dwa Wojewódzkie Sądy Administracyjne – w Opolu i Warszawie – orzekły już, że tak daleko idące ograniczenia praw i wolności konstytucyjnych mogą nastąpić jedynie w drodze ustawy i wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a nie w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. W efekcie sądy cofnęły kary nałożone przez sanepid za nieprzestrzeganie obostrzeń.

Problematyczny dla przedsiębiorców i reprezentujących ich kancelarii może być jednak fakt, że premier Mateusz Morawiecki we wrześniu skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności art. 417 Kodeksu cywilnego w zakresie, w którym uprawnia on sądy do decydowania, czy akt prawny był zgodny z Konstytucją.

– Ta kwestia do tej pory nie budziła większych wątpliwości, a nawet była przedmiotem rozważań trybunału, który w 1998 roku w wydanym przez siebie postanowieniu ocenił, że z uwagi na podstawową rangę przepisu rozporządzenia ocena jego konstytucyjności i legalności może być dokonywana przez sądy powszechne w ramach spraw indywidualnych, które te sądy będą rozpoznawały. Natomiast odmienne stanowisko w tej sprawie mają premier i pani marszałek Sejmu, którzy złożyli do Trybunału Konstytucyjnego wnioski o stwierdzenie niekonstytucyjności tego przepisu. Zdaniem wnioskodawców monopol na tego typu orzeczenie miałby mieć tylko trybunał – tłumaczy adwokat.

Jak podkreśla, może to opóźnić roszczenia kierowane przez przedsiębiorców przeciwko Skarbowi Państwa.

– Nie wnikając w to, jakie rozstrzygnięcie może zapaść przed trybunałem, dla przedsiębiorców jest to o tyle zła wiadomość, że ich roszczenia w sądach trafią do zamrażarki. Sądy najpewniej będą zawieszały te postępowania do czasu wydania wyroku dotyczącego wniosków premiera i pani marszałek, które zostały połączone do wspólnego rozpoznania. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi – mówi Paweł Kopij.

Adwokat ocenia, że postępowanie przed Trybunałem nie powinno odstraszyć przedsiębiorców od kierowania roszczeń wobec Skarbu Państwa, choć reprezentujące ich kancelarie powinny poinformować ich o możliwości przeciągnięcia się takich postępowań.

– Jeżeli Trybunał Konstytucyjny orzekłby o niezgodności tego przepisu Kodeksu cywilnego z Konstytucją w zakresie, w jakim sąd powszechny mógłby ocenić tę niekonstytucyjność rozporządzenia, to będzie to oznaczało ryzyko wznawiania postępowania przez Skarb Państwa, gdyby przegrał on taki proces. Dlatego w takich sytuacjach – kiedy rozstrzygnięcie jest uzależnione od wyroku trybunału – sądy najczęściej zawieszają postępowania i czekają na jego decyzję – dodaje ekspert Kancelarii Kopij Zubrzycki.

Sztuczna inteligencja pomoże znaleźć idealnego pracownika. Przyspiesza też proces rekrutacji z kilku tygodni do 24 godzin

Sztuczna inteligencja i algorytm oparty na uczeniu maszynowym dopasuje pracowników do zleceń nie tylko na podstawie kompetencji i doświadczenia, lecz także zmiennych psychometrycznych. Polski start-up opracował innowacyjną technologię, która pozwoli znaleźć idealnego pracownika, a cały proces rekrutacji skraca z kilku tygodni do 24 godzin. – Analiza danych przez sztuczną inteligencję pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo dopasowania pracowników do zleceń – tłumaczy Filip Sobel, założyciel Staffly.

– Budujemy algorytm we współpracy z zespołem psychologów, którzy przygotowują kilka różnego rodzaju testów, udostępnionych na platformie dla pracownika. Będą one tworzyć algorytm napędzany sztuczną inteligencją i machine learningiem. Analiza tych wszystkich danych pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo matchmakingu pracowników do zleceń – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Filip Sobel, założyciel Staffly.

Personel HR musi wybierać odpowiednie osoby z dużej puli kandydatów. Dzięki sztucznej inteligencji cały proces można podzielić automatycznie na kilka etapów. Rekruterzy mogą gromadzić więcej danych o każdym kandydacie, a tym samym skuteczniej ich oceniać. Technologie sztucznej inteligencji umożliwiają stworzenie ujednoliconych profili z ogromnych, nieustrukturyzowanych zestawów danych, dopasowując zestawy umiejętności wymagane na danym stanowisku do profili zawodowych kandydatów. Rozwiązanie polskiego start-upu idzie jednak o krok dalej.

Na rynku nie brakuje firm rekrutacyjnych, które stosują SI. Część z nich wykorzystuje np. czat w języku naturalnym, aby anonimowo łączyć osoby poszukujące pracy z nowymi możliwościami. Platforma porównuje historię kariery, umiejętności i preferencje użytkownika z odpowiednimi ofertami pracy. Inne stawiają na chatbot czy wirtualnych asystentów do rekrutacji. Chociaż pomaga to skrócić czas potrzebny do znalezienia pracownika, nie zagwarantuje, że będzie on faktycznie pasował do danej firmy.

– Nasza przewaga konkurencyjna polega na tym, że pracownik będzie dopasowany nie tylko pod kątem deklarowanych umiejętności czy doświadczenia. Na naszej platformie będzie miał do wypełnienia kilka różnych rodzajów testów, które pozwolą ocenić jego czynniki psychometryczne, takie jak np. deklaratywna sumienność, dokładność, ale także czynniki behawioralne, czyli np. czas spędzony na stronie, dokładność czy czas wypełniania pytań. To wszystko pozwoli na zbudowanie profilu pracownika, który będzie jak najlepiej dopasowany do pracy, którą nasz system będzie mu proponował – wskazuje założyciel Staffly.

Badanie InterviewMe w 2019 roku pokazało, że ok. 35 proc. rekruterów przeprowadza ponad 100 rekrutacji rocznie. Każda z nich trwa nawet kilka tygodni. Jeszcze trudniej znaleźć odpowiedniego kandydata do pracy tymczasowej. McKinsey podaje, że nawet 20–30 proc. populacji w wieku produkcyjnym wykonuje pracę niezależną. Raport EY Global Contingent Workforce Study określa takich pracowników mianem ,,giggersów” – to zazwyczaj młode osoby, znające kilka języków, bardzo mobilne, których dochody bazują na kilku źródłach.

Założyciel Staffly wskazuje, że research rynku pokazał, że w segmencie pracy tymczasowej istnieje olbrzymi problem z pojawianiem się pracowników w wyznaczonym miejscu na ustalone rozpoczęcie pracy. Często także pracownik po jednym dniu rezygnuje z pracy. Algorytm opracowany przez Staffly pozwala przewidzieć, który pracownik ma szanse na dłużej zostać w firmie.

– W standardowych agencjach pracy proces rekrutacji od momentu zgłoszenia zapotrzebowania do momentu postawienia pracownika pod drzwi firmy trwa nawet dwa do trzech tygodni. My umożliwiamy znalezienie idealnego kandydata lub zlecenia nawet tego samego dnia. Dzięki Staffly nawet w 24 godziny będzie możliwe znalezienie idealnego pracownika – zapewnia Filip Sobel. – Automatyzujemy i przyspieszamy tego rodzaju działania w takich segmentach jak np. produkcja, administracja, gastronomia, różnego rodzaju retail, sprzedaż, sieci handlowe.

Pandemia przyspieszyła zmiany na rynku reklamy. Coraz mocniej w przekazach reklamowych będą wykorzystywane sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość

Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja, marketing oparty na danych i optymalizacja wyszukiwarek głosowych były ambitnymi koncepcjami. Dziś te innowacyjne trendy w marketingu cyfrowym należą do najważniejszych priorytetów większości właścicieli firm w 2021 roku. Reklama przeniosła się do internetu, a przyspieszyła to pandemia. Raport Global Data Market Size Online Advertising Network wskazuje, że reklamodawcy przeznaczą rekordowe kwoty na cyfrowy marketing oparty na danych. – Futurologia staje się dzisiaj rzeczywistością – ocenia Adam Wojdyło, partner w firmie Questpass.

– Rynek reklamy online w 2020 roku zmienił się gigantycznie. Wszystko, co było wcześniej, nagle przyspieszyło – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Wojdyło. – Wszystkie innowacje, które były pochowane w szufladach, dopiero przygotowywane, przyspieszyły, mamy podcasty, webinary, biblioteki pootwierane zewsząd, w związku z tym nagle nastąpił wielki wysyp technologii w każdej branży.

Pandemia sprawiła, że rzeczywistością stało się to, co jeszcze niedawno wydawało się daleką przyszłością branży reklamowej. Przyspieszyło wdrażanie nowych technologii, przede wszystkim opartych na sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości. Jak wskazano w raporcie IAB, ma to duży związek z erą „post-cookie” – zgodnie z zapowiedzią firmy Google, która przed 2022 rokiem ma zaprzestać używania plików cookie innych firm w przeglądarce Chrome. Pojawiają się inne rozwiązania, które mają zastąpić „ciasteczka”, jak IndexedDB czy Web SQL. To jednak dopiero początek.

– Rok 2020 to też potwierdzenie, że sztuczna inteligencja i wszystkie działania, o których tylko wspominaliśmy kiedyś i uznawaliśmy za futurystyczne, nagle nabrały rozmachu. Dzisiaj targetujemy na bazie zachowań internautów, mamy wirtualnych sprzedawców i badamy, jak się te zachowania będą miały w stosunku do nowych technologii, które zaczynają być wdrażane w życie – zaznacza partner w firmie Questpass.

W skutecznej reklamie pomaga też sztuczna inteligencja, która przewiduje zachowania konsumenta i jego nastrój i w zależności od tego proponuje mu konkretne produkty. Z personalizacji korzysta coraz więcej firm. EasyJet uruchomiło kampanię e-mailową opartą na danych, która wykorzystuje historię podróży klientów z liniami lotniczymi do tworzenia spersonalizowanych historii, sugerujących następnie, dokąd chcieliby tym razem podróżować. Wysłano 12,5 mln unikalnych wiadomości, które miały o 25 proc. wyższy współczynnik klikalności niż niespersonalizowane maile.

Cadbury&HASH39;s stworzyło spersonalizowaną kampanię wideo, która dopasowuje smak mleka do użytkowników na podstawie danych z ich profilu na Facebooku (wiek, zainteresowania i lokalizacja). Kampania wygenerowała 65-proc. współczynnik klikalności.

– Dobór reklamy będzie związany nie tylko z potrzebą zaangażowania, lecz także z ogromnymi możliwościami, które daje szybkość przekazu, w tym technologia 5G i możliwość interakcji z użytkownikiem. Dzisiaj marka chcąc zaistnieć w świecie klienta, musi z nim rozmawiać. I nie będzie rozmawiać tylko na papierze, poprzez tekst, ale też poprzez wirtualnych asystentów. Już dzisiaj rozmawia np. poprzez wirtualne okulary, ale rozmowa to także sprawdzanie informacji o użytkowniku i podawanie na ich podstawie indywidualnych ofert – wskazuje Adam Wojdyło. – Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy widzieć elementy wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji wpasowanej w odbiór i w przekaz 1:1.

Raport Hootsuite „Social Trends 2021” wskazuje z kolei, jak wydarzenia z 2020 roku zmieniły priorytety marek w marketingu w mediach społecznościowych na 2021 rok. Z ankiety wśród marketerów wynika, że tylko od lipca do września 2020 roku zasięg reklamowy na Instagramie wzrósł o 7,1 proc., chociaż cały czas to Facebook jest postrzegany przez 78 proc. marek jako najefektywniejszy sposób osiągania celów biznesowych. Ponad 60 proc. planuje zwiększyć swoje budżety na Instagram w nadchodzącym roku, a na kanale YouTube – 45 proc.

– Nowe technologie to też wiele nowych możliwości przesyłania danych, wszelkie możliwe dostępy do szybkich transferów umożliwiają kompletnie nowe podejście do wielu dziedzin, również reklamowych. W 2020 roku z YouTube’a korzystało już 24 mln Polaków, co oznacza, że wszystko, co oparte kiedyś na linearnej telewizji, wymaga kompletnie nowego podejścia – przekonuje ekspert. – Około 8 mln osób w Polsce to liteviewerzy, korzystający poniżej 40 minut dziennie z telewizji linearnej, której średnia oglądalność to 4 godziny. Tym samym, żeby do nich dotrzeć, musimy wymyśleć nowe insighty, nowe technologie, żeby skupić na sobie ich uwagę. Internet otwiera tu całe pasmo możliwości.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 8.02 – 12.02.2021

Tempo realizacji programów szczepień stało się ważnym czynnikiem dla oceny gospodarek i wpływającym na interpretację danych makro. Poprawa w danych w USA i imponujące tempo szczepień w Wielkiej Brytanii dają wsparcie dla dolara i funta, podczas gdy problemy z dostawami w Eurolandzie szkodzą euro. Nierówne postępy ożywienia generują wątpliwości oraz zmienność i potrzeba czasu, zanim wróci zaufanie do globalnego trendu relacyjnego.

Przyszły tydzień: CPI z USA, Powell z Fed, produkcja z Eurolandu, Sentix, PKB z Wlk. Brytanii/Polski

USA

Przy dobijającym dolarze i powracającej dyskusji o wcześniejszym temperowaniu programu skupu aktywów Fed, dale o styczniowej inflacji CPI z USA (śr) będą przyciągać uwagę. Pandemiczne warunki wpływają na duże wahania cen (używanych samochodów, wynajmu i pokoi hotelowych), co będzie ważyć na odczycie i utrudnia analizę trendu. Indeks nastrojów małych firm (wt) prawdopodobniej pokaże skromny wzrost na fali optymizmu biznesu przy spadku niepewności politycznej. Przyszły tydzień przynosi przemówienie prezesa Fed Powella w Economic Club of New York (śr). Nie oczekujemy zmiany retoryki i oddalenie spekulacji odnośnie wcześniejszego zakończenia QE może osłabiać USD.

Strefa euro

W Europie dane będą skrupulatnie oceniane pod kątem wpływu restrykcji i konsekwencji dla tempa ożywienia w pierwszym półroczu. Po grudniowej produkcji przemysłowej (pt) oczekuje się spadku o ok. 1 proc., choć odczyty PMI dla sektora powyżej 50 pkt. pozwalają zachować optymizm na przyszłość. Indeks nastrojów inwestorów Sentix (pon) może spadać przez obawy o słabe tempo szczepień. Wzrost oznaczałby, że inwestorzy uważają, że najgorsze już minęło. Gorsze dane będą miały większy wpływ na wycenę euro. Rynek będzie też śledził postępy w przywróceniu stabilności we włoskiej polityce.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy wstępne szacunki PKB za IV kw. Czasowe zniesienie lockdownu w grudniu przed świętami pomogło w odbiciu sprzedaży detalicznej i pozwoliło na uwolnienie odroczonego popytu za listopad. To powinno wpłynąć na wzrost PKB w ostatnim miesiącu 2020 r. i netto przynieść skromny wzrost gospodarczy względem III kw. GBP pozostaje wsparty mniej gołębim przekazem BoE i postęp szczepień na Wyspach, ale efekt ten wkrótce powinien wygasać i być neutralizowany słabością danych makro.
Szwedzki Riksbank powinien utrzymać stopę repo bez zmian (decyzja w środę), ale bank pozostawi otwartą furtkę dla obniżki. Dystrybucja szczepionki pozwala na zachowanie oczekiwań na odbicie gospodarcze w drugiej części roku, choć przełom grudnia i stycznia przyniósł pogorszenie w danych. Taki mix może wpłynąć na utrzymanie gołębiego wydźwięku.

Polska

Po tym, jak GUS podał szacunki PKB dla całego 2020 r. (-2,8 proc. r/r) można szacować, że w IV kw. dynamika wyniosła -2,8 proc. (pt.). Dane nie powinny być istotnym czynnikiem dla rynku złotego. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko walczy o utrzymanie poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do pozytywnego nastawienia względem złotego i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47-4,48 w kolejnych dniach. Na zahamowanie osłabienia złotego dobrze wpływa też deklaracja prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stabilizacja stóp procentowych jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak UE odchodzi od modelu „kup, zużyj i wyrzuć” na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym

Obecny kryzys uwidocznił słabości łańcuchów dostaw, zasobów i wartości, uderzając w małe i średnie firmy oraz całe gałęzie przemysłu. W tym kontekście na znaczeniu zyskuje model tzw. gospodarki o obiegu zamkniętym, którego wdrożenie może ograniczyć emisję CO2, a jednocześnie umożliwić dalszy rozwój gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy.
Z analiz UE wynika, że jeśli nadal będziemy eksploatować zasoby, tak jak teraz, to do 2050 r. będziemy potrzebować zasobów trzech Ziem. Skończone zasoby i kwestie klimatyczne wymagają przejścia od społeczeństwa typu „weź, zużyj i wyrzuć” do neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla, zrównoważonej środowiskowo, wolnej od toksyn i całkowicie „cyrkularnej” gospodarki do 2050 r.

Co to jest gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ)?

Gospodarka o obiegu zamkniętym to model produkcji i konsumpcji, który obejmuje dzielenie się, pożyczanie (leasing), ponowne wykorzystanie, naprawę, odnawianie i recykling istniejących materiałów i produktów tak długo, jak to możliwe. W ten sposób wydłuża się cykl życia produktów.

W praktyce oznacza to ograniczenie ilości odpadów do minimum. Kiedy produkt osiąga koniec swojego życia, jego materiały są przechowywane aby można było je potem produktywnie wykorzystywać wielokrotnie, tworząc w ten sposób dodatkową wartość.

Jest to odejście od tradycyjnego, liniowego modelu ekonomicznego, który opiera się na schemacie „weź-wyprodukuj-zużyj-wyrzuć”. Model ten opiera się na dużych ilościach tanich, łatwo dostępnych materiałów i energii. Częścią tego modelu jest również tzw. planowane postarzanie. Chodzi o praktykę projektowania produktów w taki sposób, aby miały ograniczoną żywotność, po to by zachęcić konsumentów do ponownego zakupu. Parlament Europejski wezwał do podjęcia środków w celu ograniczenia tego typu praktyk.

gospodarka o obiegu zamkniętym
Źródło: Parlament Europejski, „Circular economy: definition, importance and benefits”

Plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym

W marcu 2020 r. Komisja Europejska zaproponowała nowy plan działania dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym (Circular Economy Action Plan). Koncentruje się on na zapobieganiu powstawaniu odpadów oraz gospodarowaniu nimi przy jednoczesnym pobudzaniu wzrostu, konkurencyjności i globalnego przywództwa UE w tej dziedzinie.

Pod koniec stycznia 2021 r. komisja ds. środowiska PE poparła go wzywając jednocześnie Komisję do określenia wiążących celów na 2030 r. w zakresie wykorzystania i zużycia materiałów. Posłowie będą głosować nad raportem podczas lutowej sesji plenarnej.

Przejście na zrównoważone produkty

W celu stworzenia unijnego rynku zrównoważonych, neutralnych dla klimatu i zasobooszczędnych produktów, Komisja zaproponowała rozszerzenie dyrektywy w sprawie ekoprojektu na produkty niezwiązane z energią. Posłowie chcą, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać w 2021 roku.

Z kolei europosłowie poparli inicjatywy mające na celu zwalczanie praktyk planowanego postarzania produktów oraz poprawy ich trwałości, a także wzmocnienia praw konsumentów w ramach tzw. prawa do naprawy.

Zdaniem eurodeputowanych konsumenci mają prawo do odpowiednich informacji o wpływie produktów i usług, które kupują na środowisko. W tym celu zwrócili się do Komisji o przedstawienie propozycji walki z tzw. greenwashingiem, czyli praktyką przedstawiania się przez firmy jako bardziej przyjazne dla środowiska niż w rzeczywistości.

GOZ w najważniejszych sektorach

Zamknięty obieg i zrównoważony rozwój muszą być uwzględniane na wszystkich etapach łańcucha wartości, aby osiągnąć gospodarkę w pełni cyrkularną: od projektowania i produkcję aż do konsumenta. Plan działania Komisji określa siedem kluczowych obszarów niezbędnych do osiągnięcia gospodarki o obiegu zamkniętym: tworzywa sztuczne, tekstylia, e-odpady, żywność, woda i składniki odżywcze; opakowania; baterie i pojazdy, budynki i budownictwo.

Tworzywa sztuczne

Posłowie do PE popierają europejską strategię na rzecz tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym, której celem jest doprowadzenie do zaprzestania stosowania mikrodrobin plastiku.

Więcej na temat strategii UE dotyczącej redukcji wykorzystania tworzyw sztucznych

Tekstylia

Do produkcji wyrobów tekstylnych potrzeba dużo surowców i wody. Tymczasem mniej niż 1% tego typu produktów pochodzi z recyklingu. Posłowie chcą nowych środków przeciwko utracie mikrofibry i surowszych norm dotyczących zużycia wody.

Elektronika i ICT

Odpady elektroniczne i elektryczne, czyli e-odpady, to najszybciej rosnący strumień odpadów w UE. Jednocześnie mniej niż 40% z nich jest poddawanych recyklingowi. Posłowie chcą, aby UE promowała dłuższą żywotność produktów dzięki możliwości ponownego użycia i naprawy.

Jedzenie, woda i składniki odżywcze

Szacuje się, że w UE ginie lub marnuje się 20% żywności. Posłowie wezwali do zmniejszenia o połowę ilości marnowanej żywności do 2030 r. w ramach strategii „od pola do stołu”.

Opakowania

Odpady opakowaniowe w Europie osiągnęły rekordowy poziom w 2017 r. Nowe przepisy mają na celu zapewnienie, że do 2030 r. wszystkie opakowania na rynku UE będą ekonomicznie nadawać się do ponownego wykorzystania lub recyklingu.

Baterie i pojazdy

Eurodeputowani przyglądają się propozycjom wymagającym, aby materiały wszystkich akumulatorów na rynku UE miały niski ślad węglowy a ich produkcja była zgodna z prawami człowieka oraz normami społecznymi i ekologicznymi.

Budowa i budynki

Budownictwo odpowiada za ponad 35% wszystkich odpadów w UE. Posłowie chcą wydłużyć żywotność budynków, wyznaczyć cele w zakresie redukcji śladu węglowego materiałów oraz ustanowić minimalne wymagania dotyczące efektywności wykorzystania zasobów i energii.

Gospodarka odpadami i transport

UE wytwarza ponad 2,5 miliarda ton odpadów rocznie, głównie z gospodarstw domowych. Posłowie wezwali kraje UE do zwiększenia wysokiej jakości recyklingu oraz odejścia od składowania i zminimalizowania spalania odpadów.

mp/

Źródło informacji: EuroPAP News

Komentarz ZPP w sprawie zapowiedzi rządu na temat otwarcia kolejnych sektorów gospodarki

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, premier Mateusz Morawiecki; minister kultury i dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński; minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin oraz minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikowali, że od 12 lutego ponownie otwarte zostaną hotele i miejsca noclegowe, kina, teatry, filharmonie i opery, a także stoki narciarskie i baseny – z zastrzeżeniem określonych reżimów sanitarnych.

Powyższa decyzja na temat luzowań ma obowiązywać do 26. lutego. Ponadto, premier podkreślił, że w dalszym ciągu przedmiotowe decyzje rządu będą podejmowane w formie dwutygodniowych planów tymczasowych. Jednocześnie, post factum, po każdym takim okresie rząd będzie ustalał, czy luzowanie było prawidłową decyzją – dlatego też premier i minister zdrowia zastrzegają możliwość ponownego przywrócenia obostrzeń dla poszczególnych sektorów.

Zasadniczo, podjętą przez rząd decyzję ZPP uznaje za krok w dobrą stronę. Od kilku tygodni postulujemy szybkie otwarcie gospodarki. Zainicjowane luzowanie umożliwi branży noclegowej, kulturalnej oraz sportowo-rekreacyjnej choćby częściowe działanie, co wpłynie na poprawę ich sytuacji, choć oczywiście rygory, jak i obniżony popyt, będą stanowić istotną dokuczliwość niezależnie od możliwości powrotu do działania.

Jednocześnie rozczarowuje brak analogicznych decyzji w odniesieniu do gastronomii i branży fitness. Wciąż nie wiemy również, jakie obiektywne cele i warunki muszą zostać spełnione, aby przedsiębiorcy tychże branż mogli powrócić do prowadzenia bieżącej działalności.

Dodatkowe trudności wynikają z przyjętego przez rząd dwutygodniowego cyklu zmian w obostrzeniach. Rozumiejąc potrzebę zachowania elastyczności i dostosowania środków do sytuacji epidemicznej, musimy zwrócić uwagę na negatywne konsekwencje przyjętego trybu podejmowania decyzji. Model ten wprowadza chaos w otoczeniu biznesowym, gdyż przedsiębiorcy w obawie o plany rządu nie są w stanie podejmować zdecydowanych działań, mających na celu odbudowanie ich sytuacji finansowej do stanu sprzed pandemii.

Nie mając świadomości, jakie decyzje rządu czekają nas za dwa tygodnie, firmy nie będą zawierać nowych kontaktów, dokonywać bieżących zakupów, czy też podejmować długofalowych inwestycji. Ponadto, nieskrępowana obiektywnymi miernikami i przesłankami dyskrecjonalność rządu w podejmowaniu decyzji, doprowadza do niedorzeczności, w ramach której np. mimo ponownego otwarcia basenów, utrzymuje się w mocy zamknięcie m.in. aquaparków – w sytuacji, gdy przy zachowaniu określonych rygorów – również i te obiekty mogłyby zostać otwarte.

W związku z powyższym, ZPP apeluje do Rady Ministrów o natychmiastowe otwarcie pozostałych sektorów gospodarki z zastosowaniem odpowiednich reżimów sanitarnych. Rekomendujemy także wprowadzenie obiektywnych algorytmów podejmowania przez rząd decyzji, które będą spójne i zrozumiałe dla wszystkich przedsiębiorców. Naszym zdaniem, stworzona w listopadzie ub. r. mapa drogowa w dalszym ciągu pozostaje odpowiednim instrumentem kształtowania polityki antyepidemicznej państwa.

Podtrzymujemy również swoje stanowisko, że należy wprowadzić czasową obniżkę VAT-u dla branż najbardziej dotkniętych przez pandemię. ZPP konsekwentnie apeluje o wprowadzenie stawki 5% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne. Z żalem uznajemy, że rola przedsiębiorców w odbudowie gospodarki po pandemii jest przez rząd istotnie niedoceniana. Dlatego zachęcamy do szybkiego podjęcia wyżej wymienionych kroków, które zapewnią wszystkim branżom odpowiednią stymulację do działania i dalszego rozwoju.

PHN i PHH nabyły warszawski hotel Regent

PHN Property Management – spółka Polskiego Holdingu Nieruchomości (PHN) i Polskiego Holdingu Hotelowego (PHH) – podpisała umowę zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa „Cosmar Polska” Sp. z o.o. w upadłości, funkcjonującej pod nazwą handlową „Regent Warsaw Hotel”.

Podpisanie umowy było skutkiem wygranej licytacji, która odbyła się pod koniec grudnia ubiegłego roku, w której to spółka PHN Property Management zaoferowała najwyższą cenę zakupu. Większościowym udziałowcem w tym przedsięwzięciu jest PHN. Z kolei głównym zadaniem PHH jako mniejszościowego wspólnika jest profesjonalne zarządzanie obiektem.

Regent Warsaw Hotel (dawniej Hyatt) położony jest w centrum Warszawy, w sąsiedztwie Parku Łazienki Królewskie i w bliskiej odległości od głównych atrakcji turystycznych miasta oraz ważnych lokalizacji biznesowych. W 5-gwiazdkowym hotelu do dyspozycji gości jest 246 pokoi. Każdy z nich został zaprojektowany tak, by zaoferować pobyt w komfortowych warunkach w spokojnym, a jednocześnie doskonale położonym miejscu w samym centrum Warszawy.

Spadek PKB w strefie euro z mniejszy niż oczekiwano

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki PKB w strefie euro za IV kwartał 2020 r., który zanotował spadek w zestawieniu kwartalnym o 0,7%, a w ujęciu rocznym o 5,1%. Jest to jednak mniejszy spadek, niż oczekiwano. Biorąc pod uwagę cały 2020 r., spadek PKB strefy euro wyniósł 6,8%.

Trudno przewidzieć, jak będzie rozwijać się sytuacja PKB w 2021 r. Póki co nie widać perspektywy znacznego złagodzenia obostrzeń sanitarnych. Dodatkowo, należy spodziewać się negatywnych skutków związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z UE. Co ciekawe, wzajemna wymiana handlowa między UE i Wielką Brytanią wzrosła w drugiej połowie 2020 r. Firmy chciały wykorzystać ostatni moment, by móc handlować bez ograniczeń. Teraz oczekiwany jest już spadek obrotów. Dlatego też trudno oszacować, jaką wartość osiągnie PKB w strefie euro w pierwszej połowie 2021 roku. Jego wzrost możne nastąpić raczej nie wcześniej niż w drugiej połowie roku. Lato może przynieść nieco oddechu w pandemii, a jesienią być może uda się już zaszczepić znaczną część populacji.

W tym tygodniu złoty się umocnił i w piątek rano w stosunku do euro jego kurs wynosił 4,50 PLN/EUR. Na notowania złotówki nie wpłynął NBP, który na najnowszym posiedzeniu nie zmienił wprowadził zmian do polityki pieniężnej. Nadal istnieje ryzyko, że jeżeli złoty będzie się umacniał poniżej poziomu 4,50 PLN/EUR, to NBP może interweniować, aby osłabić polską walutę. Większe umocnienie jest zatem mało prawdopodobne, ale krótkoterminowy spadek poniżej tego poziomu prawdopodobnie nie spowoduje interwencji banku centralnego. Euro w tym tygodniu się osłabiło i w stosunku do dolara na koniec tygodnia kurs tej pary wynosił 1,198 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

mBank, PKO BP i Millennium wśród najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie

W pierwszej dziesiątce najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie znalazły się trzy instytucje finansowe z Polski – mBank, PKO Bank Polski oraz Bank Millennium, wynika z najnowszego rankingu firmy doradczej Bain & Company. Inwestycje w digitalizację usług pomogły bankom w walce ze skutkami pandemii, pozytywnie wpływając na poziom lojalności klientów, zaangażowanie pracowników oraz wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Bain & Company przestudiował stopień cyfryzacji 50 czołowych banków z Europy. W analizowanej grupie znalazło się pięć największych pod względem wielkości aktywów banków detalicznych z Polski, a także instytucje finansowe m.in. z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Półwyspu Iberyjskiego i Szwajcarii.

Bez wątpienia znaczne inwestycje w digitalizację usług poczynione w ostatnich latach przyniosły korzyści. Widzimy to zwłaszcza w czasie pandemii, gdy fizyczny kontakt z klientami jest bardzo utrudniony – powiedział Marcin Szczuka, Młodszy Partner w Bain & Company. – Na tle banków europejskich, na przykład szwajcarskich, największe polskie podmioty radzą sobie bardzo dobrze, jeśli chodzi o wizję rozwoju cyfrowego i praktyczny plan transformacji digitalowej.

Dokonując oceny sektora eksperci Bain & Company wzięli pod uwagę takie czynniki jak wizja rozwoju, oferta produktowa, nowoczesne kanały sprzedaży, doświadczenia klientów, poziom zadowolenia, model operacyjny oraz wykorzystanie technologii i danych. W skali od 0 do 100 trzy najlepsze polskie banki osiągnęły wynik pomiędzy 72 a 76 punktów. Lider tegorocznego rankingu zdobył 88 punktów.

Jednak pomimo niedawnych inwestycji w poprawę oferty produktowej, nawet wiodące polskie banki są poniżej średniej w odniesieniu do prostej i modułowej oferty, twierdzą eksperci Bain & Company. Banki powinny zatem skupić się na dalszym upraszczaniu oferty oraz wzmacnianiu pakietów produktów dopasowanych do potrzeb klientów.

Wśród polskich banków to, co w największym stopniu odróżnia liderów transformacji od tych najbardziej zapóźnionych to technologia i umiejętność wykorzystywania danych – powiedział Marcin Szczuka. – Wiele polskich banków wciąż jednak boryka się ze złożoną i sztywną architekturą aplikacji, co powoduje, że jeśli chodzi o czas na wprowadzenie nowego produktu na rynek są daleko w tyle za europejskimi liderami. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być zastosowanie metod agile na dużą skalę, co przyspieszyłoby proces wdrażania nowych produktów i zwiększyłoby elastyczność.

Dobrze przygotowana oferta usług cyfrowych przekłada się na wzrost zadowolenia klientów, którzy oczekują prostych i łatwo dostępnych rozwiązań. Banki, będące liderami transformacji cyfrowej, mają znacznie wyższy wskaźnik lojalności klientów NPS (Net Promoter Score) – wynosi on 21 proc., czyli o 10 punktów powyżej średniej dla pozostałych podmiotów z branży.

Jak wynika z badania, liderzy transformacji cyfrowej osiągają też zdecydowanie lepsze wyniki finansowe. Zdalne formy kontaktu i samodzielne korzystanie przez klientów z udostępnionych im narzędzi i usług w wersji online oznacza także możliwość znaczącego ograniczenie kosztów funkcjonowania placówek bankowych. Dzięki niższym kosztom średnia stopa zwrotu z kapitału własnego (ROE) dziesięciu najbardziej zaawansowanych technologicznie banków wyniosła 8,7 proc., o 2,5 punktu procentowego powyżej średniej stopy pozostałych konkurentów.

Według ekspertów Bain & Company powody do zadowolenia mają nie tylko klienci i akcjonariusze banków-liderów, ale również ich pracownicy. Wdrażanie rozwiązań cyfrowych przekłada się na ich większe zaangażowanie, jak również pozytywnie wpływa na poprawę wizerunku banku jako pracodawcy i rekomendowanie go jako dobrego miejsca pracy.

Passa dolara trwa dalej. Kolejne dobre dane zza oceanu

Przyzwoite dane zza oceanu i trochę słabsze informacje ze Starego Kontynentu powodują, że amerykańska waluta zyskuje na wartości.

Spada liczba nowych bezrobotnych

Kolejne dobre dane z amerykańskiego rynku pracy również okazały się bardzo dobre. Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę miejsc pracy można było oczekiwać, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się zmniejszać. Redukcja na razie nie jest tak znaczna jak liczba nowych miejsc pracy.  Dodatkowym korzystnym bodźcem były dobre dane na temat zamówień. Nie zmienia to faktu, że optymizm na rynku powoduje, że dolar kolejny już dzień zyskuje na wartości. Przebił tym samym poziom 1,20 dolara za euro po raz pierwszy od przełomu listopada i grudnia.

Czesi nie zmieniają stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku nie przyniosło, zgodnie z oczekiwaniami, zmian stóp procentowych. Pozostały one na poziomie 0,25%. Czesi po negatywnych doświadczeniach zerowych stóp teraz obniżyli je tylko do poziomu ćwierć procenta. Jest to odwrotne podejście niż w Polsce, gdzie my w poprzednim kryzysie nie obniżyliśmy tak mocno stóp procentowych, a teraz z kolei mamy niższe stopy niż Czesi. Po wczorajszej decyzji czeska korona się umacniała.

Słabsze dane z Niemiec

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane od naszego zachodniego sąsiada na temat zamówień w przemyśle. W ujęciu miesięcznym jest to spadek o 1,9%, czyli niemal procent wyższy niż dotychczas oczekiwano. Z drugiej strony warto pamiętać, że w ujęciu rocznym jest to w dalszym ciągu istotny wzrost, ale niższy od oczekiwań. Są to zatem kolejne dane, które powodują, że dolar ma ostatnio lepszą passę względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska progresywnie odmraża gospodarkę. Wielu przedsiębiorcom spadł kamień z serca

„Polska najbardziej progresywnym krajem w powracaniu do normalności. Wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca”

– Z punktu widzenia gospodarczego stała się dzisiaj rzecz bardzo istotna – rządzący wysłuchali głosu przedsiębiorców i możemy powiedzieć jasno i wyraźnie: dzisiejsze informacje to realne odmrożenie gospodarki, a nie działanie fasadowe, które ma pokazać, że coś się dzieje, a tak naprawdę nie dzieje się nic. Daleka jestem od przesadnego optymizmu, ale myślę, że hotelarze czy przedstawiciele świata sportu i kultury mogą być z dzisiejszych decyzji zadowoleni. Mamy nadzieje, że to będzie krok w stronę normalności – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Decyzją Rady Ministrów od 12 lutego otwarte będą: hotele przy połowicznym obłożeniu, kina i teatry oraz instytucje kultury również przy możliwym obłożeniu na poziomie 50%. Czynne będą także baseny oraz możliwa będzie rekreacja na świeżym powietrzu.  – Powiem szczerze, że jestem zaskoczona skalą odmrażania gospodarki. Spekulowano o możliwości otwarcia hoteli w reżimie 25%, a tutaj mamy 50% oraz dużo innych dobrych wiadomości jak np. otwarcie instytucji kultury. Dla gospodarki to jest bardzo wyraźny sygnał, że powrót do normalności w roku 2021 jest możliwy. Wydaje mi się, że wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca, wiele osób zaśnie dzisiaj spokojniej. To jest powiew tak potrzebnego nam optymizmu – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Sytuacja branży hotelarskiej jest dramatyczna. Odbyliśmy w minionym tygodniu szereg spotkań z przedsiębiorcami, którzy planowali sprzedaż swoich hoteli i pensjonatów, bo przytłoczyły ich bieżące zobowiązania. Czy ta wiadomość z dzisiaj ich trochę uspokoi? Mam nadzieje, choć jesteśmy świadomi, że strat z ostatnich miesięcy nie da się nadrobić tak szybko. Hotelarze są gotowi do działania w reżimie sanitarnym. To od nas więc, będzie zależało czy obostrzenia będą dalej luzowane – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy. – Na pewno żal jest gastronomii i branży fitness. Bunt tych branż będzie dalej eskalować, ich sytuacja jest również bardzo ciężka. Nie możemy więc zachłysnąć się dobrymi wiadomościami. Nadal są branże, które stoją na skraju przepaści – dodaje Filip Kiżuk.

– Dzisiejsza wiadomość o odmrażaniu gospodarki pokazuje, że Polska jest najbardziej progresywnym krajem jeżeli chodzi o luzowanie restrykcji gospodarczych. Lockdown ściska mocno takie potęgi jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Czechy. Tam się zaostrza, a u nas dokonuje poluzowania gospodarki. To dobra wiadomość – mówi Katarzyna Michalska.

Hotele z miliardem złotych niespłaconych zobowiązań

Rząd ogłosił w piątek, że następnym etapem odmrażania gospodarki będzie m.in. otwarcie hoteli. Po ponad trzech miesiącach lockdownu 12 lutego będą one mogły znów przyjmować gości. W reżimie sanitarnym udostępnią do 50 proc. miejsc. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK zaległości hoteli i innych firm przyjmujących gości wyniosły na koniec 2020 r. 1,04 mld zł. Niesolidnym dłużnikiem jest niemal co dziesiąty hotel w Polsce. Wśród pozostałych obiektów noclegowych problem jest mniej rozpowszechniony, ale również znaczący. Największe kwoty do spłacenia mają podmioty z województwa łódzkiego, małopolskiego oraz mazowieckiego.

– Zakwaterowanie, obok gastronomii, turystyki, kultury i ośrodków sportowych w największym stopniu dotknęły konsekwencje pandemii. Pierwszy raz hotele musiały ograniczyć swoją działalność w kwietniu, potem ponownie w listopadzie. Skutek? Według danych GUS tylko w listopadzie 2020 r. z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało o prawie 79 proc. mniej turystów niż w listopadzie 2019 r. To wszystko spowodowało, że liczba firm niespłacających w terminie swoich zobowiązań wzrosła – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Na koniec ubiegłego roku podmiotów nieradzących sobie z regulowaniem faktur i rat kredytów było 1 781, czyli o niemal 200 więcej niż rok wcześniej. Suma ich niespłaconego zadłużenia sięgnęła  1 039 195 687 zł. Największe problemy mają przede wszystkim obiekty hotelowe, czyli hotele, pensjonaty, motele i hostele. Wśród nich aż 9,4 proc. to przedsiębiorstwa z przeterminowanymi zobowiązaniami. Obciąża je zaległość przekraczająca  943 mln zł. Kolejne ponad 91 mln zł przeterminowanych płatności mają  ośrodki kolonijne, kwatery, domki i schroniska młodzieżowe.

Największy odsetek firm oferujących zakwaterowanie, widniejących w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor jest zlokalizowanych w województwie mazowieckim. Tu problemy ma 7,6 proc. przedsiębiorstw. W województwach kujawsko-pomorskim, łódzkim, dolnośląskim, opolskim, śląskim i wielkopolskim udział firm z kłopotami przekracza  6 proc. . Jeśli chodzi o najwyższe zaległości, to góruje  województwo łódzkie. Na koniec roku było tu ponad 243,4 mln zł przeterminowanych zobowiązań hoteli i innych firm oferujących noclegi. Na drugim miejscu znalazło się województwo małopolskie (165,7 mln zł), a na trzecim mazowieckie (147,8 mln zł). Małopolscy hotelarze byli jednymi z tych, którzy najgłośniej protestowali, że na skutek obostrzeń, tej zimy nie mogą gościć turystów. Z kolei hotele usytuowane na Mazowszu, a szczególnie w Warszawie, to ogromne obiekty nastawione na klientów biznesowych i turystów zagranicznych.

Hotele sięgały po wsparcie, które pozwalało im przetrwać trudne miesiące. Jednym z takich rozwiązań były wakacje kredytowe. Z danych BIK wynika, że jeszcze  na koniec 2020 r. hotele i inne firmy z kategorii zakwaterowanie korzystały z tych wakacji dla 387 rachunków (kredytów) na sumę 725 mln zł. A w ciągu minionego roku przełożyły spłatę  2,5 tys. kredytów o wartości 2,5 mld zł.

Hub logistyczny Poczty Polskiej w Porcie Solidarność CPK

Poczta Polska planuje utworzenie na terenie Portu Solidarność centrum przeładunkowego. Inwestycje lotniskowe i kolejowe CPK pomogą zapewnić wysoką jakość realizowanych przez Pocztę usług i pozwolą na optymalne wykorzystanie potencjału rozwijającego się rynku e-commerce. Spółki Poczta Polska i CPK podpisały dziś porozumienie o współpracy.

Obecnie Poczta Polska posiada na Lotnisku Chopina w Warszawie placówkę pocztową i punkt przeładunkowy, w którym obsługuje przesyłki lotnicze w ruchu międzynarodowym. Mając na uwadze dynamiczny rozwój branży KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych), e-commerce (handlu internetowego) i szeroko pojętej branży logistycznej, Poczta Polska planuje stworzenie na terenie Portu Solidarność hubu logistycznego do obsługi towarów w ruchu krajowym i  zagranicznym.

To dobra wiadomość dla każdego, kto kupuje lub sprzedaje towary w Internecie. Dokładnie zaplanowana infrastruktura, z uwzględnieniem doświadczenia operatorów logistycznych, będzie oznaczać nie tylko wygodne podróże, ale także szybki i bezpieczny transport towarów. To dlatego tak ważna jest budowa CPK prowadzona we współpracy z Pocztą Polską – mówi wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Budowa CPK to jeden z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w naszym kraju i nie może w nim zabraknąć Narodowego Operatora Pocztowego. Poczta Polska to nie tylko przesyłki listowe, ale też m.in. obsługa dynamicznie rosnącego rynku e-commerce i usług logistycznych. Cały czas intensywnie pracujemy nad rozbudową i usprawnieniem naszej sieci logistycznej tak, aby mogła sprostać wymaganiom rynku i oczekiwaniom klientów – mówi Tomasz Zdzikot, prezes Poczty Polskiej. – Poczta od wieków jest krwiobiegiem komunikacyjnym dla państwa i obywateli.  Wspólne projektowanie infrastruktury przez Pocztę Polską i CPK pozwali na usprawnienie logistyki przesyłek– dodaje.

Spółka CPK zobowiązała się uwzględnić potrzeby Poczty podczas planowania, projektowania i realizacji inwestycji lotniskowych i kolejowych, a także koordynacji przedsięwzięć drogowych.

–  Poczta Polska jako największy operator logistyczny w Europie Środkowo-Wschodniej to dla nas kluczowy partner podczas budowy Portu Solidarność. Celem podpisanego dziś porozumienia o współpracy jest koordynacja prac i wspólne inwestycje. Nawiązanie ścisłej współpracy już na etapie planowania portu lotniczego i nowych linii kolejowych dużych prędkości pozwoli na wypracowanie optymalnych rozwiązań. Razem osiągniemy więcej, wykorzystując efekt skali – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Porozumienie o współpracy zakłada m.in. określanie priorytetów podczas planowania inwestycji CPK. Przewiduje też wsparcie ze strony Poczty Polskiej w przygotowywaniu dokumentacji projektowej, konsultacji propozycji niezbędnych aktów prawnych oraz rozwój obszaru innowacji i nowych technologii na styku działalności Poczty Polskiej i CPK.

Poczta Polska przebudowuje obecnie swoją sieć logistyczną w związku z intensywnym rozwojem e-commerce. Chcemy iść szybko naprzód, wykorzystując m.in. potencjał infrastrukturalny CPK. Nowa, lepsza infrastruktura przeładunkowa przełoży się na wzrost efektywności obsługi przesyłek, które przychodzą do Polski z zagranicy, a także tych, które Polacy, w tym polskie e-sklepy, wysyłają do innych krajów – mówi Krzysztof Falkowski, wiceprezes Poczty Polskiej.

To już kolejna umowa o współpracy podpisana przez spółkę CPK. W marcu ub. roku CPK i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zawarły porozumienie dotyczące koordynacji inwestycji, m.in. poszerzenia autostrady A2 między Łodzią i Warszawą oraz budowy Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej. Dwa miesiące później przedstawiciele Polski i Wielkiej Brytanii podpisali porozumienie, na mocy którego brytyjski sektor lotniczy i kolejowy zaoferował know-how w zakresie planowania, projektowania i budowy Portu Solidarność i 1800 km linii kolejowych dużych prędkości.

We wrześniu ub. roku CPK podpisał porozumienie z Polską Grupą Energetyczną, które stanowi, że w rejonie Portu Solidarność powstanie w zgodzie z najnowszymi wymogami środowiskowymi nowa elektrociepłownia. Na podstawie podpisanych umów CPK współpracuje też m.in. z Państwowym Instytutem Geologicznym (PIG) w zakresie geologii inżynierskiej, hydrogeologii i badań podłoża.

Sztuczna inteligencja w służbie OSINT (operacje wywiadowcze)

Przystępując do analizy możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji w tak specyficznej kategorii wywiadu, jakim jest wywiad ze źródeł otwartych (ang. Open Source Intelligence – OSINT), zacząć należy od określenia podstawowych pojęć, jakich będziemy używać w kontekście prezentowanego w artykule materiału.

Przede wszystkim:

  • wywiad ze źródeł otwartych (OSINT) opiera się wyłącznie na publicznie dostępnych informacjach, takich jak zawartość otwartej sieci internetowej,

natomiast

  • termin „sztuczna inteligencja” (ang. artificial intelligence – AI) opisuje tu technologie, które mogą algorytmicznie podejmować świadome, nieprzypadkowe decyzje.

Ogólnie rzecz biorąc, sztuczna inteligencja (AI) to inteligencja wykazywana przez urządzenia stworzone sztucznie (w przeciwieństwie do inteligencji naturalnej). Termin ten utworzył John McCarthy, używając go po raz pierwszy w 1956 r. na konferencji w Dartmouth. W potocznym rozumieniu jest ona często używana w kontekście „prawdziwej sztucznej inteligencji”. W informatyce i kognitywistyce[1] oznacza także tworzenie modeli i programów symulujących choćby częściowo zachowania inteligentne. Sztuczna inteligencja jest także przedmiotem rozważań filozofii (filozofia sztucznej inteligencji) oraz przedmiotem zainteresowania nauk społecznych. Andreas Kaplan i Michael Haenlein[2] definiują ją jako „zdolność systemu do prawidłowej interpretacji danych zewnętrznych, uczenia się na podstawie takich danych i wykorzystywania tych zdobytych informacji do osiągania określonych celów i zadań poprzez elastyczną adaptację”. Współcześnie sztuczna inteligencja ma dwa podstawowe znaczenia:

  • jest to hipotetyczna inteligencja realizowana w procesie technicznym, a nie naturalnym;
  • jest to nazwa technologii i dziedzina badań naukowych informatyki i kognitywistyki, czerpiąca także z osiągnięć psychologii, neurologii, matematyki i filozofii.

Głównym zadaniem badań nad sztuczną inteligencją w tym drugim znaczeniu jest konstruowanie maszyn i programów komputerowych zdolnych do realizacji wybranych funkcji umysłu i ludzkich zmysłów, niepoddających się numerycznej algorytmizacji. Problemy takie bywają nazywane AI-trudnymi i zalicza się do nich m.in.:

  • podejmowanie decyzji w warunkach braku wszystkich danych,
  • analiza i synteza języków naturalnych,
  • rozumowanie logiczne/racjonalne,
  • automatyczne dowodzenie twierdzeń,
  • komputerowe gry logiczne np. szachy,
  • inteligentne roboty,
  • systemy eksperckie i diagnostyczne.

Sztuczna inteligencja jest powiązana z obszarami uczenia maszynowego, logiki rozmytej, widzenia komputerowego, obliczeń ewolucyjnych, sieci neuronowych, robotyki i sztucznego życia. Szybko znajduje swoje miejsce w kluczowych obszarach działalności człowieka. Jak wynika z informacji opublikowanych przez firmę Accenture, wkrótce będzie na nią przypadało 25% wszystkich wydatków na technologie (1). Sztuczna inteligencja, która ludzką inteligencję rozszerza o efektywne przetwarzanie i precyzyjną analizę danych, umożliwia podejmowanie lepiej umotywowanych decyzji, natomiast automatyzacja usprawnia działania. Do ekspansji tych nowych technologii przyczyniły się trzy czynniki. Pierwszym z nich jest chmura, która zapewniła dostęp do dużej mocy obliczeniowej na żądanie. Drugim – rosnąca w zawrotnym tempie ilość danych (tylko w ciągu ostatnich dwóch lat zostało utworzonych 90% danych na całym świecie), która przekroczyła masę krytyczną wymaganą do stosowania inteligentnych algorytmów będących podstawą sztucznej inteligencji i automatyzacji. Trzecim czynnikiem są nowe narzędzia, które firma może łatwo wdrożyć i zintegrować ze swoim środowiskiem informatycznym.

Termin „sztuczna inteligencja” (AI) stał się wszechobecny w sferze bezpieczeństwa. Jeśli wierzyć broszurom sprzedażowym, praktycznie każdy produkt związany z techniką zabezpieczeń, pojawiający się obecnie na rynku, ma pewien poziom funkcjonalności AI. Wiele rodzajów rozwiązań dotyczących szeroko rozumianego bezpieczeństwa zachwala zalety sztucznej inteligencji, w tym analizę zagrożeń. Ale jakie korzyści naprawdę przynosi sztuczna inteligencja w wywiadzie typu OSINT, w procesie zbierania i analizowania informacji ze źródeł ogólnie dostępnych?

Odpowiedzi na to pytanie poszukiwali m.in. uczestnicy konferencji Recorded Future User Network (RFUN), która odbyła się pod koniec 2019 r. w Waszyngtonie[3]. W czasie konferencji jej uczestnicy odnosili się głównie do referatu Nathana McKeldina z Sił Lądowych USA, dotyczącego zastosowania sztucznej inteligencji w prowadzeniu wywiadu z otwartych źródeł informacji (OSINT). Z przebiegu konferencji wyniknęło, że AI ma wiele zastosowań w OSINT, wykorzystywanym zarówno do celów wojskowych, jak i cywilnych. W szczególności umożliwia analitykom gromadzenie, analizowanie i przeszukiwanie ogromnych zbiorów danych, które w innym przypadku byłyby niewykorzystane.

Aby jednak gruntownie rozpoznać znaczenie sztucznej inteligencji dla pracy wywiadowczej ze źródłami otwartymi, należy jasno sprecyzować, co zaliczamy do tego rodzaju źródeł i co nazywamy wywiadem ze źródeł otwartych. W Polsce nie ma regulacji prawnych, które jasno określałyby, co uważamy za OSINT. Dlatego warto przytoczyć określenia obowiązujące w przepisach amerykańskich (prawo publiczne USA, 109-163, rozdz. 931), które w zasadzie oddają istotę tego, co pod pojęciem OSINT rozumiemy również w naszym kraju. Tak więc Wywiad ze Źródeł Otwartych (ang. Open Source Intelligence – OSINT) to:

  • informacje opracowane na podstawie publicznie dostępnych danych (informacji);
  • gromadzone, wykorzystywane i rozpowszechniane w odpowiednim czasie odpowiednim odbiorcom;
  • spełniające określone potrzeby wywiadu.

Kluczową frazą jest tutaj wyrażenie „publicznie dostępne”. OSINT opiera się na informacjach przeznaczonych do powszechnego użytku, co oznacza, że do ich pozyskiwania nie są wymagane żadne tajne techniki ani łamanie zabezpieczeń. Informacje dostępne publicznie wg podręcznika Departamentu Obrony USA nr 5240.01 (z sierpnia 2016 r.) definiowane są jako informacje:

  • opublikowane lub wyemitowane do publicznego użytku;
  • dostępne publicznie na żądanie;
  • dostępne publicznie on-line lub w inny sposób;
  • dostępne publicznie w formie subskrypcji lub zakupu;
  • mogące być oglądane lub usłyszane przez przypadkowego widza lub słuchacza;
  • udostępniane podczas otwartych dla publiczności spotkań;
  • uzyskiwane poprzez odwiedzenie dowolnego miejsca lub udział w jakimkolwiek wydarzeniu otwartym dla publiczności.

Mówiąc najprościej, jeśli zwykła osoba może uzyskać dostęp do informacji, nie robiąc nic nielegalnego, można rozsądnie zaklasyfikować je jako „publicznie dostępne”. Tak więc w przypadku OSINT nie mamy żadnego problemu z dostępem do informacji. Za to największym problemem, przed jakim stają „zbieracze” OSINT, jest ogromna ilość dostępnych danych. Wyobrażenie o skali problemu mogą dać statystyki globalnego ruchu internetowego z 2018 r. zaczerpnięte z Internet Live Stats. Tylko w 2018 r. na całym świecie:

  • wysłano 67 105 618 987 773 e-maili,
  • przeszukiwano Google 1 648 103 202 209 razy,
  • opublikowano 1 557 976 566 postów na blogu,
  • wysłano 193 923 407 330 tweetów,
  • obejrzano 1 787 898 764 637 filmów w YouTube,
  • przesłano 20 581 035 026 zdjęć na Instagram.

Ze względu na ogromną ilość dostępnych danych praca z OSINT może przypominać próbę znalezienia igły w stogu siana. I to z tego właśnie powodu zastosowanie jednej z form sztucznej inteligencji, jaką jest analiza wspomagana maszynowo, ma dla OSINT kluczowe znaczenie. Poza tym mechanizmy sztucznej inteligencji mogą zostać wykorzystane na przykład przy:

  • agregacji[4] danych: pobieranie nieustrukturyzowanych danych z internetu i umieszczanie ich w ustrukturyzowanym środowisku, dzięki czemu można je przeszukiwać, filtrować, sortować i przetwarzać;
  • wizualizacji: używanie technologii do porównywania różnych aspektów zbiorów danych (np. geograficznych, czasowych itd.);
  • analizie tekstowej: przeglądanie wiadomości i śledzenie ich rozpowszechniania w internecie w celu ustalenia, czy są one prawdopodobne i prawdziwe, czy fałszywe (stanie się to szczególnie ważne, ponieważ fałszywe wiadomości, propaganda i tzw. głębokie podróbki (ang. deep fakes) stają się coraz większym problemem;
  • zautomatyzowanym alarmowaniu i raportowaniu: pobieranie danych wyjściowych i szybkie udostępnianie ich docelowym odbiorcom jako bezpośredni produkt wywiadowczy lub jako zasób tzw. technologii zapytań, opartej na sztucznej inteligencji, takich jak wyświetlacze head-up (HUD)[5].

Analiza wspomagana maszynowo. Ten rodzaj analizy jest jednym z najprostszych zastosowań sztucznej inteligencji w zbieraniu informacji, czyli również w OSINT. Jej zastosowanie pozwala na wielokrotne zwiększenie wydajności człowieka-analityka. Analiza wspomagana maszynowo jest rozwiązaniem z obszaru sztucznej inteligencji, które może być zastosowane do analizy zbiorów danych. Zadania te mógłby wykonać człowiek, ale AI zrobi to znacznie szybciej i na znacznie większych zbiorach danych. Innymi słowy, analizę wspomaganą maszynowo można potraktować jako „ułatwienie”, które odciąża człowieka przy realizacji czasochłonnych zadań analitycznych. Na przykład można ją użyć do przeanalizowania dużej ilości dokumentów i automatycznego opracowania na tej podstawie wniosków, dotyczących np. ludzi, miejsc i rzeczy.

Z kolei inny mechanizm wykorzystywany w ramach AI, wizualizacja maszynowa (MV) to technologia znajdująca zastosowanie w automatycznej inspekcji, zarządzaniu procesami i sterowaniu robotami.

Sztuczna inteligencja w usprawnianiu operacji wywiadowczych. Wzmocnienie cyklu wywiadowczego

Cyklem wywiadowczym nazywanym również procesem zadaniowo-informacyjnym w wywiadzie w literaturze przedmiotu zwykło się nazywać procesy opisujące gromadzenie, obróbkę, analizę i rozpowszechnianie informacji wywiadowczej wśród zainteresowanych podmiotów. W klasycznym ujęciu cykl wywiadowczy przyjęto dzielić na pięć części składowych:

  1. planowanie i stawianie zadań;
  2. gromadzenie – zdobywanie danych;
  3. opracowanie (obróbka) danych wywiadowczych – przekształcenie ich w informację wywiadowczą;
  4. analiza i synteza informacji wywiadowczej – przekształcenie jej w wiedzę (raporty, wnioski i rekomendacje);
  5. dystrybucja (dostarczanie ich do zainteresowanych odbiorców).

Mówiąc najprościej, cykl wywiadowczy jest swego rodzaju pętlą sprzężenia zwrotnego, która zaczyna się od sformułowania zestawu potrzeb informacyjnych (zadań wywiadowczych), zaś kończy się, kiedy potrzeby te zostaną zaspokojone przez dostarczenie odbiorcom produktu (informacji).

Open Source Intelligence – OSINT

W zasadzie można uznać, że cykl wywiadowczy w przedstawionej wyżej postaci istnieje tak długo, jak istnieje wywiad i trwają wojny. Jeszcze do niedawna był to bardzo trudny proces, realizowany całkowicie manualnie. Jednak w ciągu ostatnich lat opracowano szereg programów i udogodnień pozwalających na automatyzację przynajmniej jego części. Swego rodzaju rewolucja nastąpiła jednak dopiero wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. Oto kilka przykładów, w jaki sposób sztuczna inteligencja może zostać włączona w cykl wywiadowczy.

W pierwszej fazie cyklu jako narzędzie AI wprowadzana jest analiza wspomagana maszynowo. Dzieje się tak, ponieważ ważne jest, aby utrzymać ludzkie zaangażowanie w pętli[1], zwłaszcza gdy wyniki całego procesu będą wykorzystywane do informowania ośrodka decyzyjnego o rezultatach operacji wywiadowczych. Poniżej przyjrzymy się, jak analiza wspomagana maszynowo poprawia praktyki OSINT.

Poza tym istnieje wiele innych zastosowań inteligentnych technologii w całym cyklu wywiadowczym. Od zautomatyzowanego gromadzenia danych za pośrednictwem dronów i czujników wyposażonych w sztuczną inteligencję (w świecie rzeczywistym), robotów internetowych[2] (w cyberprzestrzeni), aż po zautomatyzowane i półinteligentne mechanizmy dystrybucji informacji przekazywanej do docelowego odbiorcy sztuczna inteligencja będzie coraz częściej wykorzystywana w celu wzmocnienia i przyspieszenia cyklu wywiadowczego.

W rzeczywistości sztuczna inteligencja ma do odegrania poważną rolę w procesie usprawnienia przebiegu cyklu wywiadowczego. Na diagramie poniżej przedstawiono mechanizmy sztucznej inteligencji, które mogą być wykorzystane do wspomagania cyklu wywiadowczego na jego poszczególnych etapach.

[1] Chodzi o pętlę sprzężenia zwrotnego wykorzystywaną w procesie gromadzenia, analizy i dystrybucji informacji w ramach cyklu wywiadowczego.

[2] Robot internetowy, robot indeksujący – program zbierający informacje o strukturze, stronach i treściach znajdujących się w internecie. Efekty pracy robota mogą być różne, w zależności od jego przeznaczenia, na przykład może on skanować wybrane witryny w celu zbudowania bazy adresów e-mail, natomiast roboty zbierające treści dla wyszukiwarek działają szerzej: badają zawartość witryny, sprawdzają kod strony, zbierają dodatkowe informacje o stronie, monitorują aktualizacje, tworzą mirrory stron.

OSINT

Uwagę zwraca dodanie uczenia maszynowego w środku cyklu. Chodzi o to, że dotąd w tradycyjnym cyklu wywiadowczym, aby proces ten był systematycznie udoskonalany, pętlę sprzężenia zwrotnego realizują ludzie. W przyszłości uczenie maszynowe będzie wykonywać tę funkcję automatycznie i iteracyjnie[1], ucząc się algorytmów gromadzenia i analizy danych, ustalając, co działa, a co nie, na podstawie analiz ogromnych zbiorów danych, dokonywanych przez sztuczną inteligencję.

Przykład OSINT wykorzystującego AI w procesie zadaniowania, gromadzenia informacji, jej przetwarzania, analizy i dystrybucji przedstawiono poniżej. W tym hipotetycznym scenariuszu analityk wojskowy używa OSINT opartego na sztucznej inteligencji do rozwiązania rzeczywistego problemu – śledzenia aktywności grup ekstremistycznych.

Proces ten mógłby przebiegać w następujący sposób:

  1. analityk otrzymuje zautomatyzowane dane wyjściowe z zestawu procesów sztucznej inteligencji zaprojektowanych w celu wyróżnienia trendów i informacji, które mogą być interesujące;
  2. zauważa powtarzanie się określonego symbolu związanego z ekstremistyczną aktywnością i zmusza „roboty” (internetowe) do pracy w poszukiwaniu innych instancji;
  3. crawlery[2] zbierają informacje z mediów społecznościowych, publicznie dostępnych repozytoriów kodu, mediów polskojęzycznych, mediów obcojęzycznych i tysięcy innych źródeł;
  4. zebrane informacje są przepuszczane przez systemy oparte na sztucznej inteligencji, które generują wyniki według z góry określonych założeń (takie jak profile ewentualnych ekstremistów i/lub czasy i lokalizacje geograficzne, związane z wystąpieniami symbolu ekstremizmu);
  5. dane wywiadowcze są automatycznie sporządzane w formie raportu, który może być wykorzystany przez dowódców lub operatorów terenowych do przygotowania działań wojskowych (związanych ze zwalczaniem rozpoznanych terrorystów) pod względem informacyjnym.

W tym przykładzie cały proces (cykl wywiadowczy), od gromadzenia danych po dystrybucję informacji, jest ułatwiony dzięki sztucznej inteligencji. Rozwiązania związane z analizą zagrożeń, takie jak platforma Recorded Future Platform[3], są już wykorzystywane do realizacji procesów wywiadowczych, bardzo podobnych do tego opisanego wyżej, zarówno do celów wojskowych, jak i szeroko rozumianego cyberbezpieczeństwa.

Możliwości i zagrożenia ze strony AI dla przyszłości OSINT

W przyszłości sztuczna inteligencja może w dalszym ciągu wywierać poważny wpływ na rozwój wywiadu z otwartych źródeł informacji (OSINT). Z pozytywnego punktu widzenia AI może wspierać technologie tzw. osobistych asystentów, dzięki szybkiemu dostępowi do otwartych lub niejawnych baz danych, takich jak Siri z poświadczeniem bezpieczeństwa. Wyobraźmy sobie operatora w terenie, który pyta: „Hej Siri[4], kiedy ostatnio (organizacja ekstremistyczna) była aktywna w tym obszarze?” i otrzymuje natychmiastową, dokładną odpowiedź.

Podobnie sztuczna inteligencja może „zasilać” różne przenośne technologie, takie jak inteligentna soczewka kontaktowa, która śledzi ruch oczu, czyta dokumenty, odkrywa relacje, wydaje zalecenia, dostarcza analiz i przekazuje wszystko do zobrazowania na wyświetlaczu typu head-up (HUD), czyli coś w rodzaju dzisiejszej Google Glass[5], nowej generacji wbudowanej w wizjer taktyczny.

Oczywiście nie wszystkie zastosowania AI będą bezwarunkowo zmierzały we właściwym kierunku. Z perspektywy kontradyktoryjności poważnym problemem może być wykorzystanie AI w tworzeniu „fałszywych wiadomości” i „głębokich podróbek” (ang. fake news i deep fakes). Może to pozwolić np. na szybkie stworzenie stosunkowo przekonującego fałszywego dźwięku lub obrazu, jak np. klip z przemówieniem prezydenta, którego w rzeczywistości nigdy nie wygłosił. Wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia fałszywych informacji lub szerzej do dezinformacji będzie z pewnością wielkim problemem dla wywiadu ze źródeł otwartych. Powstanie konieczność rozróżniania informacji prawdziwych i fałszywych na poziomie zarówno gromadzenia danych, jak i podczas ich przetwarzania i analizy. Problemy te już się uwidoczniły podczas amerykańskich kampanii prezydenckich z lat 2016 i 2020, a sprawy staną się jeszcze bardziej mętne. W szczególności fałszywe filmy są coraz lepsze i już teraz bardzo trudno jest je zidentyfikować. Na szczęście pojawiają się również aplikacje dla sztucznej inteligencji do rozróżniania prawdziwych i fałszywych mediów realizowane poprzez analizę ich cech charakterystycznych i śledzenie ich propagacji w internecie.

Tak więc sztuczna inteligencja ma do odegrania ogromną rolę dla przyszłości gromadzenia i analizowania danych wywiadowczych ze źródeł otwartych, dla potrzeb zarówno instytucji związanych z wywiadem państwowym, jak i wywiadem gospodarczym, a jej wykorzystanie z biegiem czasu stanie się coraz bardziej powszechne. Jednak według zgodnych opinii ekspertów i analityków wywiadu nic nie będzie w stanie zastąpić zdolności analityka do określenia tego, co w danej informacji jest istotne, a co nie.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

[1] Iteracja – czynność powtarzania tej samej operacji w pętli z góry określoną liczbę razy lub aż do spełnienia określonego warunku. Mianem iteracji określa się także operacje wykonywane wewnątrz takiej pętli.

[2] Crawler (robot internetowy lub robot indeksujący) – jest to program, którego zadaniem jest zbieranie informacji o stronach internetowych, takich jak struktura, kod źródłowy czy treści.

[3] Platforma Recorded Future Security Intelligence – umożliwia zautomatyzowane prowadzenie wywiadu ze źródeł otwartych, a jednocześnie zakłócanie działań przeciwników na dużą skalę. Łączy analitykę z ludzką wiedzą, celem prowadzenia analizy różnorodnych źródeł otwartych, dark web-u, źródeł technicznych i oryginalnych badań naukowych. Dzięki dynamicznemu kategoryzowaniu, łączeniu i analizowaniu danych wywiadowczych w czasie rzeczywistym, platforma zapewnia łatwy dostęp do informacji umożliwiających proaktywne zmniejszanie ryzyka za pośrednictwem sześciu odrębnych modułów dostosowanych do potrzeb konkretnych instytucji wywiadowczych.

[4] Siri (SIRR-ee) – to wirtualny asystent będący częścią systemów operacyjnych Apple Inc. iOS, iPadOS, watchOS, macOS i tvOS. Asystent używa zapytań głosowych, sterowania opartego na gestach, śledzenia ostrości i interfejsu użytkownika w języku naturalnym, aby odpowiadać na pytania, wydawać polecenia i wykonywać czynności, delegując żądania do zestawu usług internetowych. Oprogramowanie dostosowuje się do indywidualnych zastosowań językowych użytkowników, wyszukiwań i preferencji, przy ciągłym użyciu. Zwracane wyniki są zindywidualizowane. Siri to produkt uboczny projektu opracowanego pierwotnie przez SRI International.

[5] Google Glass – okulary o rozszerzonej rzeczywistości stworzone przez firmę Google. Okulary te mają m.in. funkcje standardowego smartfonu, ale mają być obsługiwane głosem poprzez przetwarzanie języka naturalnego. Wiadomo, że okulary mają funkcję wysyłania dźwięku bezpośrednio do czaszki, z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego i bez użycia słuchawek.

[1] Kognitywistyka – dziedzina nauki zajmująca się obserwacją i analizą działania zmysłów, mózgu i umysłu, w szczególności ich modelowaniem. Na jej określenie używane są też pojęcia: nauki kognitywne (ang. Cognitive Sciences) bądź nauki o poznaniu.

[2] A. Kaplan, M. Haenlein, Siri, Siri, in my hand: Who’s the fairest in the land? On the interpretations, illustrations, and implications of artificial intelligence, Business Horizons, Volume 62, Issue 1, January–February 2019, Pages 15-25.

[3] How Artificial Intelligence Is Shaping the Future of Open Source Intelligence, By The Recorded Future Team on January 9, 2019, https://www.recordedfuture.com/open-source-intelligence-future/.

[4] Agregacja oznacza proces łączenia części w większą całość.

[5] HUD (skrót od ang. Head-Up Display) – wyświetlacz przezierny prezentujący informacje na specjalnej szybie bez zasłaniania widoku. Początkowo technika ta miała zastosowanie militarne, służyła do prezentacji danych w samolotach bojowych. Obecnie jest używana także dla celów cywilnych w wielu zastosowaniach rzeczywistości rozszerzonej (AR).

Dobre wieści dla hotelarzy, branży sportowej i kultury

Rząd jeszcze dzisiaj ogłosi stopniowe odmrożenie kolejnych branż. Będą dobre wieści dla hotelarzy, branży sportowej i kultury. Na otwarcie będzie musiała jeszcze poczekać gastronomia – zapowiedział wicepremier Jarosław Gowin na zimowym spotkaniu władz i członków Konfederacji Lewiatan.

Wicepremier poinformował również, że za dwa, trzy tygodnie trafi do konsultacji społecznych projekt ustawy, która ułatwi cudzoziemcom dostęp do naszego rynku pracy. Trwają także prace nad reformą instytucji rynku pracy, m.in. uregulowaniem pracy zdalnej.

– Jednym z moim priorytetów jest otoczenie przedsiębiorców tarczą prawną czyli zapewnienie im jak najlepszych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. To że polska gospodarka przechodzi w miarę bezboleśnie czas pandemii, w porównaniu z innymi krajami UE, jest zasługą przedsiębiorców. Mimo, że pracujecie w trudnym otoczeniu instytucjonalnym, dajecie sobie radę. Okazaliście też solidarność z pracownikami – dodał wicepremier.

Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki podkreślił, że przedsiębiorcy oczekują większej stabilności, przewidywalności, zaufania.

– Nawet najlepsze plany rozwoju gospodarki niewiele pomogą jeżeli nie będziemy się nawzajem szanować, rozmawiać, jeżeli będziemy zaskakiwani różnymi rozwiązaniami – powiedział Maciej Witucki, Konfederacja Lewiatan.

Powrót siły dolara. Większe ryzyko osłabienia złotego w kierunku 4,52 za euro

Optymistyczne oczekiwania panują przed dzisiejszą publikacją raportu z rynku pracy USA i ich potwierdzenie prawdopodobnie dołoży argumentów za ostatnią siłą USD. Ale umocnienie dolara to nie tylko dyskonto lepszych danych, a bardziej materializacja frustracji, że gdzie indziej sprawy nie idą tak, jak wcześniej oczekiwano.

Można po równo rozdzielić powody spadku EUR/USD poniżej 1,20 na te przemawiające za słabością euro i te tłumaczące siłę dolara. Co można stwierdzić, to w ciągu ostatniego miesiąca rozkład ryzyk przechylił się na korzyść dolara i jak jeszcze w pierwszych tygodniach inwestorzy bronili idei dotychczasowego trendu reflacyjnego i pozytywnej korelacji EUR/USD z apetytem na ryzyko, tak teraz ich cierpliwość się kończy. Aktualnie poszukiwane są inne punkty zaczepienia. W takim klimacie każdy atut się liczy, a tym w ostatnich dniach niewątpliwie są dane z USA. Styczniowy raport NFP ponownie zyskuje na ostrożności, jeśli potwierdzi przyspieszenie odbudowy rynku pracy po fatalnych danych za grudzień. A oczekiwania ustawiają się wysoko po pozytywnym zaskoczeniu w danych ADP (ponad dwukrotnie wyższy od prognoz przyrost zatrudnienia), optymistycznych sygnałach z ankiet ISM (zatrudnienie w usługach rozwijało się w najszybszym tempie do 11 miesięcy), a wczoraj dobrze wypadły dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Przyszedł moment, kiedy inwestorzy grają w oparciu o fakty, a kwestionowane są dotychczasowe założenia dotyczące przyszłości. Dyskonto pro-ryzykownej przyszłości, gdzie USD jest słaby, wróci, ale na razie nie ma powodu samotnie stawać do walki na przeciw inwestorów uciekających z krótkich pozycji w USD.

Wczoraj BoE nie dał żadnych argumentów, by odwrócić ostatni trend umocnienia się funta. Bank zlecił bankom przygotowanie się na ujemne stopy procentowe „w każdym momencie po upływie sześciu miesięcy”, tym samym dając do zrozumienia, że obniżka poniżej zera nie nastąpi przez najbliższe pół roku. BoE dał też do zrozumienia, że „nie zamierza wysyłać sygnału, że ujemne stopy nadchodzą”. To sugeruje generalną niechęć banku dla takiego narzędzia. Biorąc pod uwagę, że motywem przewodnim pozostaje szybsze tempo wyszczepienia w Wielkiej Brytanii niż w strefie euro, EUR/GBP pozostaje pod presją sprzedających. W dłuższym horyzoncie pozostajemy sceptycznie nastawieni do siły GBP. Pozytywny efekt szybszego tempa dystrybucji szczepionek jest przejściowy i zaniknie, jak tylko Europa rozwiąże problemy dostaw. Restrykcje covidowe i zakłócenia w wymianie handlowej po wdrożeniu warunków brexitu będą osłabiać aktywność gospodarczą i osłabiać skalę odbicia. Będzie to stanowić ryzyko do rewizji w dół prognoz gospodarczych Banku Anglii i potencjalnej zmiany nastawienia na bardziej gołębie.

EUR/PLN odbił do 4,50, gdyż trudno budować pozytywne nastroje do walut rynków wschodzących, kiedy optymizm mąci powrót siły dolara. Raport z rynku pracy USA tworzy mieszany efekt dla walut emerging markets. Lepsze dane z jednej strony budują zaufanie do siły globalnego ożywienia i wspierają apetyt na ryzyko; z drugiej – to pozytywny sygnał dla USD. Biorąc pod uwagę silną zależność walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej z zachowaniem EUR/USD, w dobrych danych z USA widziałbym większe ryzyko osłabienia złotego w kierunku 4,52 za euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Divante przejmuje Brand Active

4 lutego 2021r. Divante, z giełdowej grupy OEX, nabyła 70 proc. udziałów spółki Brand Active, rzeszowskiej agencji tworzącej e-sklepy na Shopify, jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się platform sprzedażowych na świecie.

Dzięki przejęciu Divante poszerza ofertę o technologię oferowaną przez Shopify, a Brand Active uzyskuje dostęp do polskich i międzynarodowych klientów Divante. Shopify uzupełnia oferowane już przez Divante technologie jak m.in. Adobe Magento, commercetools, SAP, Shopware, Vue Storefront i Mirakl. Przez ostatni rok Divante i Brand Active współpracowały strategicznie z pozytywnym efektem, co pozwoli od razu uruchomić wspólną ofertę.Divante przejmuje Brand Active_2

Jako Top of Mind eCommerce Company chcemy posiadać w ofercie każdą wiodącą technologię eCommerce. Shopify Plus staje się popularnym rozwiązaniem również wśród dużych firm ze względu na szybki czas wdrożenia oraz kompleksowość rozwiązań. Uważamy, że to jest perspektywiczny kierunek i dlatego umacniamy się w tym obszarze. – mówi Marcin Łaskawski, CEO Divante.

Brand Active powstało w 2016 roku i jako jedna z nielicznych agencji w Polsce zajmuje się wdrażaniem sklepów internetowych w oparciu o ekosystem Shopify. Firma oferuje również development PIM Akeneo, Comarch eSklep, Shoper Premium, UX/UI Design i marketing dla e-commerce.  Jednak priorytetowym celem spółki jest dostarczanie technologii Shopify i Shopify Plus. Brand Active jest laureatem rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE w kategorii Rising Stars 2020.

Divante to wiodący e-commerce software house w Europie i wzór dla wielu technologicznych firm, dlatego jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani, tym, że trafiamy pod ich skrzydła. Stawiamy na Shopify Plus i w tym kierunku będziemy nadal wzmacniać zespół. Planujemy również rozwój projektów Shopify w oparciu o Vue Storefront. Chcemy realizować kolejne wdrożenia e-commerce w Polsce oraz ekspansję na rynki zagraniczne a współpraca z Divante ma nam w tym pomóc. – mówi Marcin Rudzik, CEO, Brand Active

Shopify jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się platformą sprzedażową na świecie (aktualnie ponad 1.4 mln e-sklepów), natomiast Shopify Plus jako wersja enterprise dla dużych e-commerce rozwija się w tempie 30 proc. rocznie i jest częstą alternatywą do rozwiązań dedykowanych czy open source. Brand Active jako oficjalny Shopify Partner promuje i z powodzeniem wdraża tę technologię, w biznesach e-commerce.

Amazon rośnie szybciej niż globalne e-commerce

Amazon dominuje w e-commerce podczas pandemii. W stosunku do 2019 roku marketplace kierowany przez Jeffa Bezosa odnotował wzrost sprzedaży o 39,1%. Dla porównania cały globalny handel w sieci rósł w tempie wolniejszym aż o 12 punktów procentowych.

W tym roku handel elektroniczny będzie wart 5 bilionów dolarów, przekonują eksperci eMarketera. Ten imponujący wynik zawdzięczamy rewolucji w zakresie preferencji zakupowych, jakimi kierują się klienci. Jak podaje McKinsey ponad 75% konsumentów w USA, w 2020 roku zmieniło swoje zwyczaje nabywcze, klienci chętnie przeszli na nowe marki i zrobili zwrot w kierunku zakupów online. – Wiosną 2020 pod każdą szerokością geograficzną handel przeniósł się do sieci. Było to spowodowane nie tylko kwestiami bezpieczeństwa, czy wprowadzanymi obostrzeniami, ale także pragmatyzmem kupujących. Zakupy w sieci są wygodniejsze, mnogość i konkurencyjność ofert online też jest większa niż w handlu tradycyjnym. Możliwości e-handlu są znacznie większe niż jego konwencjonalnego odpowiednika – tłumaczy Aleksandra Szarmach Dyrektor Marketingu i Sprzedaży w spółce Nethansa. Ta działająca na polskim i niemieckim rynku firma dostarcza zaawansowane rozwiązania do automatyzacji sprzedaży i logistyki sklepom operującym na Amazonie. To właśnie gigant zza wielkiej wody jest jednym z wygranych pandemii. Jeżeli przedstawiciele świata e-handlu rozdawaliby coroczne nagrody w formie Oscarów, to Jeff Bezos musiałby kupić sobie pokaźną gablotę na statuetki, bo marektplace z Seattle (dosłownie) rozbił bank.

Ważna lekcja z roku 2020: sprzedawca musi być cyfrowy

Z raportu opublikowanego przez branżowy serwis eMarketer, dowiadujemy się, że w ubiegłym roku globalne e-commerce urosło o 27,6%. Powiedzieć, że e-handel w 2020 eksplodował, to jak nic nie powiedzieć. Jednak te wartości stają się mniej imponujące, gdy zestawimy je z wynikami, jakie wypracował amerykański gigant z Seattle, Amazon.

Eksperci ze wspomnianego wyżej niezależnego ośrodka badawczego wyliczyli, że w stosunku do 2019 roku ecommercowy potentat odnotował ogromny skok w sprzedaży w wysokości – 39,1%. Tym samym marketplace należący do Jeffa Bezosa rósł szybciej niż rynek, na którym działa i to aż o 12 punktów procentowych. Aleksandra Szarmach, która doskonale orientuje się w realiach branży i samego Amazona tłumaczy, że takie tempo nie powinno nikogo dziwić, bo platforma od lat pracowała na swój sukces. – Mówi się, że szczęście to okazja, która spotyka się z przygotowaniem. Amazon był przygotowany, nie dostał niczego za darmo, budował pozycję i zdobywał kolejne przyczółki latami. Teraz zbiera plony – komentuje Aleksandra Szarmach z Nethansy, polskiej firmy specjalizującej się we wsparciu sprzedaży na Amazon.

Handel nie ma granic

Ekosystem handlu online pozwala klientowi udać się do najbliższego sprzedawcy, który oddalony jest nie o kilkaset, ale kilka czy kilkanaście tysięcy kilometrów. Jednym z głównych beneficjentów sprzedaży transgranicznej jest Amazon – Cross border e-commerce znacznie ułatwia wybór. Dotyczy to tak samo rynków rozwijających się, jak i rozwiniętych. Konsument końcowy zyskuje dzięki temu dostęp do towarów bezpośrednio od zagranicznych firm, często w cenie znacznie bardziej atrakcyjnej niż ta, którą zapłaciliby na lokalnym rynku – zauważa ekspertka z Nethansy.

Co ciekawe, wspomniane już kilka razy zjawisko wcale nie jest tak silnie związane z samym koronawirusem, jak mogłoby się powszechnie wydawać. Z danych Nielsena, które zebrano jeszcze przed początkiem pandemii, jasno wynika, że konsumenci na całym świecie kupowali sporo produktów, które znajdowały się poza ich krajem macierzystym. Średni odsetek klientów, którzy dokonali zakupów poza swoim rodzimym rynkiem, według kontynentów prezentował się następująco: Europa (63,4%), za nią Azja i Pacyfik (57,9%), Afryka (55,5%) i obie Ameryki – Południowa (54,6%) i Ameryka Północna (45,5%).

Zdaniem eksperta z Nethansy Jeff Bezos i spółka mają wszelkie argumenty po swojej stronie, by skutecznie wykorzystać rozwijający się dynamicznie trend. – Transgraniczna sprzedaż może w niedługim czasie pozwolić Amazonowi nie tyle przyspieszyć, ile utrzymać imponującą dynamikę wzrostu. Bo o ile samo zjawisko cross border e-commerce nie jest nowością, to tempo rozwoju już tak – podsumowuje Aleksandra Szarmach. Czy w 2021 Amazon pobije sam siebie i znowu pójdzie na rekord? Czas pokaże. Jedno jest pewne, niedługo serwis będzie miał szansę rozgościć się w polskim e-handlu i powalczyć o palmę pierwszeństwa.

Polacy zarobią na Amazonie?

Na oficjalny start sklepu Amazon wraz z towarzyszącymi mu usługami i funkcjonalnościami czekaliśmy nad Wisłą od dawna. Pytaniem nie było “czy”, a “kiedy”. Jednak dopiero pod koniec stycznia globalny lider e-commerce nareszcie ogłosił start prac nad polską wersją swojego sklepu.

Obserwując sytuację z innych regionów, możemy być pewni, że gigant z Seattle z impetem wejdzie w rodzimy rynek, trzęsąc jego fundamentami. A co to właściwie oznacza dla Polski? Ekspert z Nethansy wyjaśnia: – To jeden mały krok dla Amazona, ale wielki skok dla rodzimego e-commerce. Ta inicjatywa wpłynie nie tylko na obraz handlu internetowego, ale ogólnie odciśnie swoje piętno na całym nadwiślańskim retailu. Jednak paradoksalnie, świeżo ogłoszona decyzja Amazona jest znacznie ważniejsza dla sprzedających, niż dla kupujących  – tłumaczy Aleksandra Szarmach.

Warszawa magnesem dla centrów danych

Technologie chmur obliczeniowych, sztucznej inteligencji i 5G przyśpieszają rozwój sektora centrów danych na całym świecie. Zwiększony popyt na usługi informatyczne oraz dynamiczny rozwój e-commerce to główne czynniki mające bezpośredni wpływ na wzrost zainteresowania globalnych firm technologicznych regionem Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla obiektów typu data center jest Warszawa.

Według danych zawartych w raporcie. „Data Centre European Secondary Markets”, Warszawa cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony hiperskalerów, deweloperów i całego, większego ekosystemu, ponieważ każdy z tych podmiotów zastanawia się, jak najlepiej obsłużyć Europę Środkowo-Wschodnią. Jako największe miasto w Polsce (i jedno z największych w regionie), Warszawa przyciągnęła niemałe inwestycje globalnych firm, na czele z niedawną decyzją Microsoftu o zainwestowaniu ponad 1 miliarda dolarów w lokalną infrastrukturę, szkolenia i usługi w chmurze dla przedsiębiorstw i rządu. Nie pozostając w tyle, Google ogłosił swoją inwestycję o wartości 2 miliardów dolarów, prognozując, że ich własny region chmurowy i związana z nim infrastruktura zostaną uruchomione w 2021 roku. Globalne centrum danych REIT Equinix posiada w Warszawie trzy lokalizacje, a stosunkowo młody międzynarodowy gracz EdgeConneX, ogłosił współpracę z Megaport i Ori Industries w celu poprawy lokalnej łączności. Do tych organizacji dołącza włoska firma chmurowa Aruba, lokalny Atman z dwoma dużymi obiektami oraz wielu mniejszych operatorów. Na uwagę zasługuje amerykański operator hiperskalowy Vantage, który planuje wejść na rynek w 2021 roku z pierwszą fazą kampusu. Przy pełnej rozbudowie będzie on miał 64 MW, czyli dwa razy więcej niż obecny rynek.

Jesteśmy świadkami rewolucji pod hasłem „data center”. Duże firmy i administracje rządowe kontynuują transformację technologiczną na coraz szerszą skalę. Widać to również wyraźnie w liczbach – wydatki na hiperskalową infrastrukturę chmurową wynosiły w 2019 r. około 8,7 mld EUR, natomiast zgodnie z szacunkami do 2024 roku wzrosną nawet do 50 mld EUR. Paradoksalnie, kryzysowa sytuacja związana z pandemią koronawirusa może wspomnianą zmianę jeszcze przyspieszyć. Tym samym, na mapie Europy i świata pojawiają się nowe lokalizacje dla centrów danych. Zainteresowanie firm technologicznych koncentruje się dziś głównie na europejskich stolicach, przykładowo, Warszawie, Wiedniu, Madrycie, Berlinie czy Pradze – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Centra danych, dawniej uznawane za aktywa uzupełniające dla globalnych firm, obecnie stanowią fundament gospodarki informacyjnej, a wartość inwestycji w tę klasę aktywów w minionej dekadzie przekroczyła 100 mld dolarów, wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield pt. Global Data Center Market Comparison. Pandemia w roku 2020 przyspieszyła tylko zmiany w strategiach informatycznych firm, które zaczęły szybko korzystać z usług w chmurze. W najbliższych latach można się spodziewać kontynuacji i optymalizacji tego procesu, co spowoduje dalszy wzrost znaczenia dostępności usług w chmurze i rozwoju centrów danych.

Pamiętajmy, że najemcy centrów danych nie wpisują się w standardy rynkowe pod kątem oczekiwań – obiekty tego typu muszą spełniać konkretne wymagania techniczne w zakresie bezpieczeństwa, dostępności mediów i odległości od centrów dużych miast – dodaje Joanna Sinkiewicz.

Liczba realizowanych nowych inwestycji wzrosła w zawrotnym tempie – obecnie powstają obiekty o mocy 2,9 GW w porównaniu z 1,6 GW w ubiegłym roku. Nadal rośnie znaczenie rynków wschodzących, a zwłaszcza zainteresowanie regionami w Europie i Azji ze względu na przenoszenie niektórych procesów do centrów danych typu edge. Rynki alternatywne często zapewniają operatorom centrów danych wyższe marże, a niektóre z nich mają szansę dołączyć w przyszłości do grona rynków głównych. Więcej na ten temat można przeczytać w raporcie firmy Cushman & Wakefield pt. „Data Centre European Secondary Markets”.

Patrząc w przyszłość, można pokusić się o stwierdzenie, że potencjał inwestycji w centra danych w Polsce będzie wzrastał. Poza takimi atutami jak lokalizacja Polski na mapie Europy i konkurencyjne stawki sprzedaży gruntów na tle innych państw, dochodzą również takie kwestie jak rosnące doświadczenie wśród podmiotów realizujących tego typu inwestycje, ale także doświadczenie organów administracji i gestorów mediów, których rola jest kluczowa do realizacji tego typu przedsięwzięć – podsumowuje Kamil Żach, Senior Negotiator, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Global Data Center Market Comparison to pierwszy raport dotyczący centrów danych, który zawiera omówienie i ranking najbardziej atrakcyjnych rynków pod względem możliwości wyboru lokalizacji i inwestycji w tego typu obiekty. Prezentuje proces analizy leżący u podstaw całości działań podejmowanych przez Cushman & Wakefield w imieniu klientów w odniesieniu do centrów danych, który umożliwia wnikliwe i analityczne podejście pozwalające na maksymalizację zysków.

Raport przedstawia analizę 1189 centrów danych na całym świecie, opracowaną z wykorzystaniem unikalnej metodologii kryteriów ważonych, która umożliwiła stworzenie rankingu 48 globalnych rynków i zestawienia Pierwszej Dziesiątki Rynków. Informacje o najważniejszych, wschodzących rynkach centrów danych można znaleźć w części „10 Rynków Wschodzących”.

Pandemia zmieniła rynek pracy. W 2021 r. firmy postawią na fachowców i optymalizację kosztów

W działach finansowych firm wzrośnie znaczenie menedżerów, którzy przeprowadzą transformację organizacyjną. Z kolei wychodzenie z pandemii może spowodować większe zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Firmy z sektora finansowego już zgłaszają potrzeby rekrutacyjne związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Z kolei w branży usług wspólnych dla biznesu trwa walka o kandydatów, szczególnie znających język niemiecki. W gronie najbardziej poszukiwanych pracowników pozostaną specjaliści ds. e-commerce. Tak prognozują eksperci z firmy rekrutacyjnej Antal.

W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, co czeka polski rynek pracy w 2021 roku. Pandemia nieodwołalnie zmieniła jego rzeczywistość. Ostatnio na znaczeniu zyskały zawody umożliwiające firmom skuteczniejsze działania w świecie pełnym ograniczeń.

– W finansach zyskają menedżerowie, którzy będą w stanie przeprowadzić transformację organizacyjną, tzn. od początku ustawią lub udoskonalą procesy, opracują model biznesowego zarządzania i wdrożenia planów nowej strategii. Kluczowe w organizacjach będą osoby odpowiedzialne za wspieranie płynności finansowej, z doświadczeniem oszczędności z tytułu podatków, zabezpieczania takiego ryzyka czy optymalizacji kosztów – prognozuje Małgorzata Tryc, Senior Consultant w firmie Antal.

Mówi się, że obszar, który skorzysta na zmianach w obecnej sytuacji to corporate finance, ponieważ umożliwia poprawę efektywności finansowej i operacyjnej firmy oraz pozwala na ocenę opłacalności planowanych inwestycji. W ubiegłym roku działy finansowo-księgowe dość często korzystały z możliwości pracy zdalnej ze względu na pandemię. Wiele wskazuje na to, że będą też jednymi z ostatnich, które wrócą do pracy w biurze. Natomiast wychodzenie z pandemii może zwiększyć zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Dotychczasowe działania, które podejmowała zdecydowana większość firm, to próby ograniczania strat.

– COVID-19 wymusił poprawę infrastruktury IT wśród całej branży bankowości. Już wcześniej obserwowany był duży ruch na rynku rekrutacyjnym w tym sektorze. Aktualnie jest on najszybciej rozwijającym się działem, o ogromnym potencjale. Niemniej ważne są kwestie związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Już teraz obserwujemy w tym obszarze spore potrzeby rekrutacyjne wśród firm z sektora finansowego – analizuje Fabian Pietras, Business Unit Director w Antal.

Z kolei głównie na działy HR spłynęły oczekiwania dotyczące skutecznej transformacji organizacji i optymalizacji działań w związku z pandemią. Pojawiło się wiele nowych, niestandardowych zadań. Trzeba było zmienić podejście do rekrutacji i onboardingu.

– Największe zmiany odczuły jednak działy szkoleniowe. Specjaliści ds. szkoleń i trenerzy musieli przejść do sfery online, a to poza obsługą platform stawiało wyzwania w postaci długości sesji, przerw, interaktywności czy odpowiedniej dynamiki. Zaczęto poszukiwać u kandydatów nowych kompetencji i większej elastyczności. W 2021 roku najbardziej pożądanymi u HR-owców będą umiejętności związane ze światem cyfrowym, a także analityczne, kreatywne i nieszablonowe myślenie – podkreśla Agnieszka Tymoszyk, Senior Client Manager w Antal.

Natomiast Sebastian Sala, Business Unit Director w Antal, zwraca uwagę na sytuację w sektorze usług wspólnych dla biznesu. Tam przeważnie pracuje się całościowo zdalnie. Wynagrodzenia nie rosną, ale też nie maleją. Ekspert dodaje, że o pracowników nadal trzeba walczyć. Jest dość duży popyt, szczególnie na osoby ze znajomością języka niemieckiego. Z kolei według badań, specjaliści ds. e-commerce byli w 2020 roku jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników na rynku. Taki sam trend będzie istniał też w obecnym roku.

– Są branże, które w tym trudnym czasie zanotowały duże wzrosty. Mowa tutaj o internetowych sprzedawcach towarów pierwszej potrzeby, np. artykułów spożywczych, lekarstw i produktów medycznych czy zoologicznych itd. Przedsiębiorstwa, które w dobie pandemii weszły do kanałów online, muszą pracować nad tym, by teraz się w nich utrzymać. Wyzwaniem, które może na nie czekać w 2021 roku, jest rosnąca prowizja w marketplace’ach. Spodziewane są też większe koszty kampanii marketingowych oraz reklam w social mediach – komentuje Roman Zabłocki, Business Unit Director w Antal.

Na rynku obserwuje się wiele trendów technologicznych, takich jak robotyzacja i automatyzacja procesów, blockchain, wykorzystanie chmury internetowej czy wykorzystywanie doradztwa systemowego BigData. Niemniej jednak mówi się, że w 2021 roku aktywność produkcyjna będzie ograniczona ze względu na podwyższoną niepewność, związaną z dalszym rozwojem epidemii.

– Rok 2021 to nowa era platform, e-rozmów, digitalowych wizytówek i listów motywacyjnych w formie MP4. Mocny trend upatruje się szczególnie w crowdstaffingu. Badania przeprowadzone w środowisku HR wskazują, że świadomość dostępności, jak i specyfiki usługi, jest niższa niż 30%, ale to się zmieni. Zatrudnianie freelancerów do projektów pozwala na oszczędność czasu i pieniędzy. Rynek pracy, który zdążył już poznać siłę digitalizacji, jest chętny na alternatywne rozwiązania dla tradycyjnych procedur – podsumowuje Karolina Korzeniewska, ReX Project Manager w Antal.

Stres czy życiowy balans? Polacy o zawodowych wyzwaniach

Stres wynikający z pracy to jedno z najważniejszych wyzwań zawodowych we współczesnym świecie. Ponad połowa respondentów Pracuj.pl uważa, że praca generuje dziś więcej napięć, niż jeszcze dekadę temu. Co więcej, tylko co piąty deklaruje, że nie odczuwa żadnych problemów zawodowych. W zarządzaniu stresem i zawodowymi wyzwaniami Polacy najchętniej sięgają po szkolenia i materiały dotyczące organizacji pracy, ale tylko co czwarty gotów byłby skorzystać z pomocy psychologa. Wraz z ekspertami przyglądamy się staraniom Polaków o zawodowy work-life balance.

W drodze po zawodowy balans

Znalezienie balansu między pracą i codziennym życiem to wyzwanie, z którym mierzy się większość pracowników. Zmieniające się modele pracy czy zacierająca się granica między obowiązkami i czasem wolnym sprawiają, że musimy sobie radzić z dużym stresem. Zdolność do zdobycia tzw. work-life balance rodzi trudności, zwłaszcza w obliczu obciążeń związanych z COVID-19. Jak sobie z tym radzą pracownicy i z jakimi napięciami się mierzą?

To kolejne pytania, na które postanowiliśmy odpowiedzieć w badaniu „Polacy w środowisku pracy”, przeprowadzonym na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca osób. Towarzyszy ono kampanii „W środowisku Pracuj.pl”, zachęcającej do szukania satysfakcjonującej pracy i opowiadającej o różnorodnych doświadczeniach pracowników.
W drodze po zawodowy balans

Obawy nie tylko o utratę pracy

Ponad połowa pracujących Polaków ocenia pozytywnie stabilność i bezpieczeństwo posiadanej pracy (53%). Co piąty ocenia ją nisko (20%), a więcej niż co czwarty – średnio (28%). Jednocześnie jednak tylko co piąty deklaruje, że w minionych 12 miesiącach nie mierzył się z żadnymi problemami w pracy. Już pierwsze wyniki badań pokazują, że napięcia i stres generowane przez różne czynniki zawodowe stanowią wyzwanie dla dominującej grupy Polaków, nawet jeśli nie są związane bezpośrednio ze stabilizacją.
Obawy nie tylko o utratę pracy

Wśród najczęściej wymienianych problemów Polaków w pracy znalazły się obawy o utratę miejsca pracy i pogarszającą się sytuację w firmach, w których są zatrudnieni badani (po 36%). Co czwarty respondent mierzył się z kolei z odmową podwyżki lub awansu, tyle samo osób wskazywało bezpośrednio na trudności z pogodzeniem pracy i życia osobistego.
problemy zawodowe polaków

Miniony rok był trudnym czasem, który powodował więcej nerwów i stresu u pracowników niż wcześniejsze lata. Pandemia COVID-19 wzmocniła wiele kwestii generujących stres, mogących rodzić niepewność. Badania wskazują, że obawy o utratę pracy czy rozwój zawodowy dotykały wielu pracujących osób. Część konsekwencji tych napięć ujawniać się będzie dopiero w tym roku. Dlatego tak ważne jest, by pracodawcy i specjaliści HR pracowali nad programami wsparcia dla zespołu, dbali o wsparcie psychologiczne i narzędziowe oraz jasno je komunikowali. Brak takich działań może skutkować w dalszej perspektywie spadkiem zaangażowania, wypaleniem zawodowym, a nawet odejściami z pracy części specjalistów – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rzadziej podkreślanym, ale również występującym źródłem napięć są konflikty personalne pracowników. Dotyczą one zarówno relacji z przełożonymi i pracodawcami – mierzyło się z nimi 15% badanych – oraz ze współpracownikami (14%).

Wsparcie to nie standard

Warto zauważyć, że na rynku nie brak przykładów pracodawców, którzy starają się dostarczać pracownikom odpowiednie narzędzia wspierające radzenie sobie ze stresem – zwłaszcza w obliczu COVID-19. Dotyczy to m.in. szkoleń uczących zarządzania czasem przy pracy zdalnej, wsparcia ze strony psychologów, wewnętrznych grup dyskusyjnych i konkursów utrzymujących pozytywne relacje w zespole. Podobne inicjatywy wdrożyły w tym czasie m.in. Shell Business Operations, ING Bank Śląski, BNP Paribas, Pfizer, Citi, Capgemini, Grupa Pracuj czy mBank.

Wsparcie to nie standard

Tego typu działania nie są jednak rynkowym standardem – tylko co piąty badany Polak przyznaje, że w jego miejscu zatrudnienia istnieje możliwość skorzystania z pomocy psychologa lub szkoleń wspierających radzenie sobie z problemami (21%). Co więcej, tylko 1 na 3 uważa, że w jego pracy przykłada się uwagę do równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Jak podkreśla Justyna Mazur, autorka podcastów – od niedawna na pełny etat – staranie o work-life balance to często wieloletni, skomplikowany proces.

Rozwój zawodowy w moim życiu pełnił ważną rolę właściwie od samego początku studiów dziennikarskich. Nim się obejrzałam, miałam już na koncie kilkuletnie doświadczenie w pracy redakcyjnej, co dawało poczucie dumy i niezależności. Cena jednak była bardzo wysoka. Po kilku latach zaobserwowałam u siebie wypalenie zawodowe. Wiele lat później, jeśli tylko odkrywałam, że w jakiejś pracy work-life balance jest zaburzony odchodziłam, nie chcąc wpadać w spiralę nieprzespanych nocy. Całą swoją energię włożyłam w to, by moje zainteresowania i pasja stały się ostatecznie moją pracą. Teraz jestem w stanie zauważyć możliwości, opcje i szanse na kolejne wyzwania zawodowe – komentuje Justyna Mazur, czołowa polska podcasterka i blogerka.

A z jakich form wsparcia od pracodawcy chętnie skorzystaliby sami pracownicy, gdyby mieli taką możliwość? Najczęściej, bo w ponad 4 na 10 przypadków wskazują oni na trzy typy narzędzi. Są to materiały i źródła dotyczące dobrej organizacji pracy, szkolenia z efektywnego zarządzania czasem, a także warsztaty radzenia sobie ze stresem. Warto zauważyć, że na ostatnią z tych form wsparcia wyraźnie częściej wskazywały kobiety, niż mężczyźni. Wybierała ją blisko co druga z pań (46%) i nieco ponad co trzeci pan (36%). Kolejnym interesującym aspektem jest fakt, że tylko co czwarty Polak zadeklarował chęć korzystania w pracy ze wsparcia psychologa.

form wsparcia od pracodawcy

Jak na dłoni możemy obserwować dzisiaj zmieniający się rynek pracy. Z jednej strony mnóstwo wyzwań dostarcza nam panująca pandemia. Z drugiej strony sami pracownicy, bogatsi o wiele nowych doświadczeń, mogą częściej zastanawiać się nad tym, jak zadbać o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Dziś mamy przed sobą pracownika, który dostrzega wpływ stresu zawodowego na różne aspekty swojego życia. Ten sam pracownik szuka wsparcia nie tylko w swoim prywatnym świecie, oczekuje go teraz również w miejscu pracy. Te firmy, które będą skłonne zadbać o odporność psychiczną swoich pracowników, mają szansę zbudować niezwykle silne zespoły złożone z ludzi bardziej produktywnych, lepiej radzących sobie z wyzwaniami oraz gotowych do budowania zdrowych relacji ze swoimi współpracownikami – mówi Edyta Zając – psycholożka, trenerka zawodowa i blogerka.

Trudniej niż dekadę temu

W opinii Polaków rosnące tempo życia i napięcia zawodowe odbijają się szczególnie w porównaniu do okresu sprzed dekady. Ponad połowa respondentów uważa, że obecnie praca jest bardziej stresująca niż jeszcze 10 lat temu, a tylko co trzeci jest zdania, że pracodawcy obecnie lepiej dbają o samopoczucie pracownika niż dekadę temu.

Pewną formą wsparcia w radzeniu sobie ze stresem jest dzielenie się obawami ze współpracownikami. Jednak wyzwaniem w tym obszarze pozostaje poziom zaufania do kolegów i koleżanek z zespołu. Według badań Pracuj.pl gotowych do otwartej rozmowy o zmartwieniach ze współpracownikami jest tylko 4 na 10 badanych. Jeszcze rzadziej rozmówcą w takim wypadku może być przełożony – możliwość takiej rozmowy wskazuje 1/3 respondentów.
stres w pracy

Recepty na nowe czasy

Jak zauważają eksperci, pandemia koronawirusa pod wieloma względami stanowi największy zbiorowy sprawdzian dla pracowników i pracodawców w XXI wieku. Jak podkreślaliśmy w raporcie Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności”, Polacy nieźle radzą sobie z wieloma wyzwaniami generowanymi przez COVID-19. Jednocześnie jednak, jak wykazują najnowsze badania, minione 12 miesięcy mocno podkreśliło wiele napięć i trudności, obecnych na rynku pracy od lat. Wszystkie z tych problemów będą jedną z kluczowych kwestii, jakim będą musieli stawiać pracodawcy w 2021 roku – i nie tylko.

3xzdrowie Centrum Medyczne

Rekordowe wyniki MedApp’u w 2020 r. Ponad 6 mln zł przychodów oraz ponad 2 mln zł zysku netto

MedApp, notowana na NewConnect firma technologiczna rozwijająca innowacyjne rozwiązania do diagnostyki obrazowej i medycyny cyfrowej, opublikowała szacunkowe wyniki za miniony rok. W 2020 r. przychody spółki osiągnęły poziom 6 036 tys. złotych i wzrosły o 187 procent w porównaniu do 2019 r. (3 226 tys. złotych). Ponadto w 2020 r. MedApp wygenerował zysk netto w wysokości 2 070 tys. złotych, co stanowiło wzrost o 308 procent w porównaniu do 2019 r. (673 tys. złotych). Natomiast EBITDA, w 2020 r., wyniosła 2 592 tys. złotych i była większa niż w 2019 r. (958 tys. złotych ) o 271 procent. Firma utrzymała tym samym bardzo dużą dynamikę wzrostu wyników finansowych.

W 2021 r. Spółka planuje m.in. przenieść notowania na rynek podstawowy GPW, dalej zwiększać skalę swojej działalności i osiąganych wyników finansowych rozszerzając jednocześnie dystrybucję swych produktów na terenie Europy oraz przygotowując się do uzyskania certyfikacji FDA w USA.

– Miniony rok był niezwykle wymagającym okresem. Pandemia zmusiła cały sektor medyczny do przyspieszenia transformacji cyfrowej. Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku główny nacisk położyliśmy na szybkie wyposażenie lekarzy w zaawansowane narzędzia wspierające ich w codziennej pracy. Coraz większym zainteresowaniem cieszyły się usługi naszej cyfrowej medycyny, pozwalające na zdalne monitorowanie stanu zdrowia pacjentów, ale także rozwiązania wspomagające diagnostykę obrazową, które pomagają w planowaniu i przeprowadzaniu zabiegów medycznych w obszarach kardiologii, onkologii czy ortopedii – powiedział Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu. – Był to jednak najlepszy okres w dotychczasowej historii spółki i z jeszcze większą energią wchodzimy w Nowy Rok, tak aby w 2021 r. i latach następnych wyniki te móc jeszcze stale poprawiać, a także dokonywać dalszego rozwoju naszych innowacyjnych produktów. Chciałbym przy tej okazji wyrazić uznanie dla całego zespołu MedApp za dotychczasowe zaangażowanie w rozwój naszej Spółki – dodaje.

W 2020 r. Spółka w sposób znaczący rozwinęła sprzedaż w kraju, a w tym roku planuje rozszerzyć ją dalej na inne rynki europejskie. W styczniu b.r. MedApp podpisał umowę z Insight Direct (UK) Ltd wchodzącą w skład grupy Insight Enterprises, Inc., światowym liderem oferującym nowoczesne rozwiązania technologiczne dla sektora medycznego. W ramach umowy Insight Direct Ltd będzie dystrybuował na Wyspach Brytyjskich technologie obrazowania holograficznego 3D CarnaLife Holo, stosowane przy zabiegach kardiologicznych, onkologicznych i ortopedycznych. Dodatkowo przedmiotem umowy jest również rozwiązanie SurgeonEye mające zastosowanie w szkoleniu personelu medycznego w oparciu o podobną technologię obrazowania 3D. Rozwiązanie to będzie oferowane przez Insight Direct Ltd podmiotom publicznym m.in. uniwersytetom medycznym oraz ośrodkom farmaceutycznym na terenie Wielkiej Brytanii.

– Widzimy coraz większe zainteresowanie technologią autorstwa MedAppu poza granicami Polski. Już dziś nasze innowacje wykorzystywane są w trakcie zabiegów realizowanych w najbardziej renomowanych klinikach w Europie, a współpraca z Insight Direct (UK) Ltd jest odpowiedzią na rosnący popyt związany z wykorzystaniem zaawansowanych technologii obrazowania 3D w medycynie – powiedział Krzysztof Mędrala. – Cieszymy się na bliską współpracę i wierzymy, że będzie ona jednym z elementów, który pozwoli nam jeszcze szybciej się rozwijać. Insight Enterprises, Inc. obecny jest już na 21 rynkach na świecie, w tym także w Stanach Zjednoczonych. Nasza Spółka obecnie przygotowuje się do certyfikacji FDA z myślą o wejściu na rynek amerykański. W związku z przygotowaniami do złożenia wniosku o certyfikację FDA, firma rozważa także utworzenie spółki zależnej na terenie Stanów Zjednoczonych.

W 2021 r. MedApp planuje także uruchomienie spółki dedykowanej do rozwoju działalności w regionie DACH – tj. w Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

Kolejnym ważnym wydarzeniem, które czeka MedApp w 2021 r. będzie przeniesienie notowań na rynek regulowany GPW. – Wierzymy w sukces oferty, a pozyskane z emisji środki planujemy przeznaczyć na przyspieszenie naszego rozwoju. Jednocześnie sukcesywnie poszerzamy funkcjonalności naszych produktów odpowiadających na wyzwania związane przede wszystkim z chorobami cywilizacyjnymi – dodaje Krzysztof Mędrala. – Poszukujemy także nowych obszarów, czego przykładem jest oferowana od grudnia interaktywna aplikacja SurgeonEye. Wykorzystuje ona trójwymiarowe modele holograficzne do nauki czy prowadzenia zajęć dydaktycznych. Tym samym stawiamy pierwsze kroki w obszarze EduTechu, który ze względu na zmianę modeli nauczania, tak jak branża MedTech, rozwijał się w ostatnich miesiącach bardzo intensywnie. – dodaje.

MedApp sukcesywnie rozszerza także współpracę z międzynarodowymi liderami technologii i medycyny takimi jak Microsoft, GE Healthcare czy Johnson & Johnson, zapewniając tym samym swoim klientom bezpieczne gromadzenie, analizowanie i wizualizację dużej ilości danych. W styczniu 2021 r. Spółka otrzymała od Microsoft status Mixed Reality Partner (DMP), dzięki któremu stała się oficjalnym dystrybutorem urządzenia do wizualizacji holograficznej w mieszanej rzeczywistości – HoloLens 2. MedApp posiada także status Silver Partner w programie Mixed Reality Partner Program (MRPP), a także oferuje swoim klientom rozwiązanie chmurowe Microsoft Azure.

Uczestnictwo w kolejnym programie partnerskim firmy Microsoft jest dla nas dużym wyróżnieniem. To dowód na to, że MedApp świadczy usługi najwyższej jakości. Poszerzanie współpracy ma dla nas istotne znaczenie z perspektywy rozwinięcia kanałów sprzedaży, a takie programy jak MRPP, pozwalają nam na intensyfikację działań marketingowo-sprzedażowych. Cieszymy się, że Microsoft otwiera przed nami kolejne możliwości. Wychodzimy na rynki zagraniczne w obszarze MedTech gdzie istotne jest korzystanie z bezpiecznych, skalowalnych rozwiązań w oparciu o partnerstwo z tak dużym graczem jakim jest Microsoft. W 2021 r. równolegle podejmujemy rozmowy z dystrybutorami i kolejnymi partnerami, którzy wykorzystują nasze aplikacje w coraz szybciej digitalizującym się otoczeniu usług medycznych, zarówno tych związanych z cyfrową medycyną jak i wizualizacją holograficzną 3D. Stawiamy sobie ambitne cele i wierzymy, że będziemy w czołówce spółek zmieniających świat w obszarze ochrony zdrowia – informuje Krzysztof Mędrala.

SPIE przejmuje Energotest

– Frima SPIE ogłosiła dzisiaj przejęcie w Polsce firmy Energotest Sp. z o.o. („Energotest”) od spółki-matki Elektrobudowa.

Energotest świadczy usługi automatyki dla zakładów energetycznych i przemysłowych, obejmujące projektowanie, montaż oraz uruchamianie systemów automatyki i układów automatyki elektroenergetycznej dla nowych i modernizowanych obiektów. Główna siedziba firmy znajduje się na południu Polski, w Gliwicach, ale Energotest działa na terenie całego kraju. W 2019 roku firma zatrudniała ponad 150 wykwalifikowanych pracowników, a jej przychody wyniosły 11,5 mln euro.

Markus Holzke, dyrektor zarządzający SPIE Deutschland & Zentraleuropa mówi: „Cieszymy się, że wiedza wysoko wykwalifikowanych pracowników Energotest umożliwi nam rozbudowę portfolio usług automatyzacji. Firma ta ma szeroką bazę klientów i doskonałą reputację na rynku, a jej zakup to kolejny krok w rozwoju naszych możliwości w Europie Środkowej”.

Paweł Skowroński, dyrektor generalny Dywizji Operacyjnej Central Europe, odpowiedzialny za działalność SPIE Deutschland & Zentraleuropa w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach komentuje: „Cieszymy się z możliwości rozwoju naszej działalności w Polsce w zakresie automatyki przemysłowej. Znakomita opinia i kompetencje Energotest-u pozwolą nam rozszerzyć zakres usług świadczonych przez SPIE w elektrowniach i elektrociepłowniach konwencjonalnych, a także tam, gdzie jesteśmy już obecni – w sektorze energetyki odnawialnej i w stacjach elektroenergetycznych wysokich napięć. Z nadzieją patrzymy na możliwości współpracy”.

Arkadiusz Klimowicz, Prezes Zarządu Energotest dodaje: „Jesteśmy zainteresowani wspólną przyszłością w SPIE, ponieważ umożliwi nam ona efektywny rozwój działalności. Jesteśmy również przekonani, że nasza wiedza w zakresie automatyki będzie stanowiła istotny wkład w rozwój całej spółki”.

Rekordowa liczba pochówków, problem z dostępnością trumien i skromniejsze wydatki na pogrzeby. Branża funeralna podsumowuje dotychczasowy czas pandemii

W 2020 roku zmarło najwięcej osób od II wojny światowej – około 480 tys., urodziło się natomiast niespełna 360 tys. To najgorszy bilans demograficzny w powojennej historii Polski. Dla branży pogrzebowej był to ciężki rok. Z jednej strony wymagał od firm większych nakładów pracy, z drugiej strony przyniósł też wzrost kosztów związanych z restrykcyjnymi wymogami sanitarnymi oraz mniejsze przychody z powodu cięć w wydatkach na pogrzeby i konsolacje. Dodatkową trudnością były problemy z dostępnością trumien. Teraz firmy obawiają się wzrostu zachorowań i zgonów na wiosnę.

W niektórych regionach Polski mieliśmy nawet 50–60 proc. więcej pracy niż w analogicznym roku 2019 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. – Wiązało się to z ogromnymi nakładami, ale często również z brakiem dostępu do trumien. W czasie pandemii w części zakładów produkcyjnych były ograniczenia kadrowe w związku z kwarantanną czy problemami finansowymi, co uniemożliwiało prowadzenie działalności. Nie wszyscy przedsiębiorcy wytwarzający trumny pozyskali ochronę tarczową. Nie posiadaliśmy także dostatecznie dużego wyboru wszystkich materiałów zabezpieczenia bezpośredniego i pośredniego naszych pracowników. Czasowo ograniczony był dostęp do zakupu materiałów takich jak maski ochronne, rękawice, fartuchy, gogle i kombinezony.

Ministerstwo Cyfryzacji i Główny Urząd Statystyczny potwierdziły alarmistyczne dane pojawiające się cząstkowo przez cały 2020 rok. W tym czasie populacja Polski skurczyła się o przeszło 100 tys. osób i jest to najgorszy wynik od zakończenia II wojny światowej, czyli odkąd takie badania są prowadzone. To wypadkowa bezpośrednich i pośrednich skutków pandemii oraz wieloletnich trendów demograficznych. Wzrosła liczba zgonów spowodowanych nie tylko zachorowaniem na COVID-19, także u pacjentów z chorobami współistniejącymi, ale także utrudnionym dostępem do lekarzy, lękiem przed wizytą w placówce służby zdrowia, brakiem miejsc w szpitalach czy przerwaniem leczenia.

Większa liczba zgonów i pogrzebów nie przełożyła się jednak na okres prosperity w branży funeralnej. Tym bardziej że pandemia postawiła przed nią nowe, rygorystyczne wymogi sanitarne.

Pogrzeby COVID-owe wyglądają zupełnie inaczej. Zwłoki osób, które umierają na COVID-19, nie mogą być przygotowane w sposób właściwy, czyli nie mogą być umyte, ubrane, są składane do worków bez możliwości ubrania. Worek jest dezynfekowany, później zwłoki są składane w kolejny worek, znowu dezynfekcja i do trumny, która jest zamykana i dezynfekowana. Nie ma możliwości otwierania trumny przed pochówkiem – opisuje Robert Czyżak.

Te obostrzenia, jak również ograniczenia w liczbie osób uczestniczących w pogrzebie mogły wpłynąć na to, że wydatki na pogrzeby spadły.

Najczęściej rodziny wybierają znacznie tańsze trumny, oprawa kwiatowa jest dużo uboższa, nie ma również możliwości organizacji styp – wymienia prezes PIBP. – Wydatki związane z pochówkiem spadły częstokroć nawet o kilkadziesiąt procent.

Jak wylicza, sumarycznie zarobki były porównywalne z tymi z 2019 roku przy zdecydowanie wyższej liczbie pogrzebów – o ok. 70 tys., czyli ok. 15 proc., i większej liczbie czynności wykonywanych przy przygotowywaniu pochówków.

W najbardziej intensywnym okresie jesiennym (apogeum przypadło na 45. tydzień roku) w dużych aglomeracjach na pogrzeb trzeba było czekać nawet kilkanaście dni, podobnie jak na kremację. W przypadku zgonów COVID-owych na spopielenie zwłok rodziny decydowały się w 60 proc., natomiast wśród pozostałych proporcja jest zwykle odwrotna – w ok. 40 proc. przypadków następuje kremacja, w 60 proc. – tradycyjny pochówek.

Z powodu wysokiego ryzyka epidemiologicznego dla pracowników firm pogrzebowych Polska Izba Branży Pogrzebowej wnioskowała do Ministerstwa Zdrowia o możliwość ich wcześniejszego zaszczepienia. 1 lutego od dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Zdrowia Jarosława Kieszka nadeszła jednak odpowiedź odmowna „[…] o ile pracownicy zakładów pogrzebowych i cmentarzy nie podlegają ustawie z dnia 26 kwietnia 2007 r. o zarządzaniu kryzysowym (Dz.U. z 2020 r., poz. 1856), podlegają szczepieniom na etapie szczepień populacyjnych” – można przeczytać w liście opublikowanym na stronie PIBP.

Jesteśmy na pierwszej linii frontu, dosyć mocno narażeni na zakażenie się koronawirusem. Wiąże się to nie tyle z odbiorami osób zmarłych ze szpitali, bo tam mamy określoną przyczynę zgonu, więc nasze służby są odpowiednio przygotowane w zależności od tego, czy było zakażenie, czy też nie – tłumaczy Robert Czyżak. – Natomiast chodzi raczej o odbiór osób, które umierają poza szpitalami, w domach czy ośrodkach pomocy społecznej.

Konfederacja Lewiatan: Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa niezgodna z prawem międzynarodowym. Może oznaczać olbrzymie straty dla Skarbu Państwa

Zgodnie z projektowaną nowelizacją ustawy o KSC, nad którą rząd pracuje od ponad pół roku, to kryteria narodowościowe i polityczne będą w dużej mierze decydować o tym, czy dana firma technologiczna zostanie wykluczona z polskiego rynku. Prawnicy podkreślają, że stoi to w sprzeczności z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. – Dyskryminowanie dostawców oparte na trudnym do udowodnienia poziomie niebezpieczeństwa ich sprzętu, tylko z uwagi na kraj ich pochodzenia, trudno będzie obronić na gruncie prawa międzynarodowego. Wygrane przez wykluczonych dostawców spory międzynarodowe to olbrzymie straty dla Skarbu Państwa – uważa Aleksandra Musielak z Konfederacji Lewiatan. 

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce technologii 5G oraz wybór dostawców sprzętu i oprogramowania dla nowego standardu. Bez jej uchwalenia nie ruszy też aukcja UKE na częstotliwości niezbędne dla budowy polskiej sieci 5G. Prace nad nowelizacją trwają od co najmniej pół roku, a w międzyczasie zgłoszono do niej kilkaset uwag. Druga propozycja zmian w tym akcie prawnym z 20 stycznia br. wywołała kolejne kontrowersje.

Zastrzeżenia ekspertów, prawników i podmiotów z branży telekomunikacyjnej budzą m.in. zapisy, które pozwalają wykluczyć z polskiego rynku niektórych dostawców infrastruktury na podstawie kryteriów politycznych i narodowościowych.

– Projektodawca zrezygnował z rzeczowych, obiektywnych technicznych kryteriów oceny sprzętu i oprogramowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Musielak z Departamentu Prawa Gospodarczego Konfederacji Lewiatan. – W trakcie oceny dostawców Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa będzie kierować się w dużej mierze kryteriami politycznymi, w tym m.in. prawdopodobieństwem, z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod kontrolą państwa spoza Unii Europejskiej lub NATO czy stopniem i rodzajem powiązań pomiędzy dostawcą sprzętu lub oprogramowania i tym państwem.

Pierwsza propozycja nowelizacji zawierała nawet zapisy pozwalające wykluczyć z rynku firmę pochodzącą z kraju, w którym nie są przestrzegane prawa człowieka. Po licznych uwagach z rynku rząd wycofał się z tego zapisu, jednak w projekcie pozostawił szereg innych, uznaniowych kryteriów, które – jak wskazują eksperci – są wymierzone przede wszystkim w firmy technologiczne z Chin.

Firmy, które na ich podstawie zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, czyli za tzw. dostawców wysokiego ryzyka, zostaną odcięte od kontraktów na budowę sieci 5G. Nie będą się też mogły odwołać od decyzji, ponieważ projektowane przepisy nie zawierają odpowiednich, zgodnych z Kodeksem postępowania administracyjnego, narzędzi prawnych w tym zakresie. Ponadto operatorzy telekomunikacyjni korzystający z usług bądź sprzętu tzw. dostawców wysokiego ryzyka będą zobowiązani pozbyć się ich w ciągu pięciu–siedmiu lat. Między innymi z tego powodu rynek telekomunikacyjny wielokrotnie apelował już o wprowadzenie bardziej mierzalnych, merytorycznych kryteriów oceny dostawców, opartych m.in. na technicznych parametrach czy certyfikacji bezpieczeństwa.

Zdaniem ekspertki nowy projekt zmian w ustawie o KSC jest wątpliwy z punktu widzenia jego zgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami dotyczącymi m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Chodzi m.in. o art. 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zakazuje m.in. ograniczania swobody przedsiębiorczości.

– W uzasadnieniu projektu oraz ocenie skutków regulacji nie podjęto analizy skutków w stosunku do zobowiązań Polski wynikających z przepisów prawa międzynarodowego, w szczególności porozumienia o wolnym handlu GATT, a także bilateralnych porozumień inwestycyjnych, na co zwracano uwagę już na etapie konsultacji publicznych. Projekt budzi też wątpliwości co do zgodności z przepisami UE, w szczególności w zakresie tzw. stanowiska 5G Toolbox – wymienia Aleksandra Musielak.

Projektowane przepisy budzą też wątpliwości z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka czy Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, która stanowi, że „każdy jest równy wobec prawa” (art. 20) oraz zabrania się „wszelkiej dyskryminacji ze względu na narodowość” (art. 21 ust. 2).

Projekt nowelizacji prawdopodobnie będzie wymagać też notyfikacji Komisji Europejskiej. Ten obowiązek wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z 23 grudnia 2002 roku w sprawie sposobu funkcjonowania krajowego systemu notyfikacji norm i aktów prawnych. To oznacza, że – ze względu na wskazywane wątpliwości legislacyjne – projekt może utknąć na poziomie KE.

Ekspertka z Konfederacji Lewiatan wskazuje także, że wdrożenie noweli w obecnym kształcie – z mechanizmem zaprojektowanym w celu wykluczenia konkretnych dostawców – może budzić obawy inwestorów, czy np. nie zostaną nagle wykluczeni z polskiego rynku ze względu na kraj pochodzenia.

– To także obniżenie prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. Samo wszczęcie sporu może być sygnałem dla inwestorów zagranicznych, że w Polsce mogą mieć do czynienia z niestabilnym ekosystemem prawnym i ekonomicznym – podkreśla.

Przedsiębiorcy coraz częściej kontaktują się z urzędami przez internet. Rząd pracuje nad kolejnymi usługami online

Pandemia zwiększyła zainteresowanie usługami online wśród przedsiębiorców. Liczba spraw załatwianych przez internet za pomocą serwisu Biznes.gov.pl wzrosła o ponad 300 proc. W ten sposób znacznie częściej składane są wnioski o założenie działalności gospodarczej czy o zmianę danych firmy. Trwają prace nad wdrożeniem kolejnych e-usług, które ułatwią życie przedsiębiorcom. Dalsza cyfryzacja jest jedną z kluczowych osi białej księgi rozwoju polityki przemysłowej, nad którą pracuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii.

 Niewątpliwie pandemia COVID-19 i ubiegły rok pokazały ogromne znaczenie i rolę internetu, zarówno w kontaktach bezpośrednich z administracją publiczną, jak również w kontaktach między klientem a przedsiębiorstwami. Myślę, że te narzędzia będą nam towarzyszyły przez kolejne lata. Automatyzacja i cyfryzacja następuje we wszystkich przedsiębiorstwach, zarówno tych dużych, jak i z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, ale również mikrofirmach, na które zazwyczaj składają się jednoosobowe działalności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Pandemia przyspieszyła cyfryzację i wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych. Raport Banku Światowego przygotowany we współpracy z PARP „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska” wskazuje, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie internetu, aplikacji czy platform cyfrowych. Przyspieszenie procesu cyfryzacji w ostatnich miesiącach nastąpiło także w administracji publicznej. Z e-usług korzysta coraz więcej Polaków. Jeszcze w połowie lutego 2020 roku Profil Zaufany miało 5 mln obywateli. Pod koniec września było to 8 mln, obecnie już niemal 9 mln. Także przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z e-usług przy prowadzeniu działalności. Portal Biznes.gov.pl zanotował w ciągu roku zwiększenie liczby odsłon o 61,4 proc. – z 30,5 mln w 2019 roku do 49,2 mln w ubiegłym.

 Z portalu Biznes.gov.pl w 2020 roku skorzystało ponad 355 tys. przedsiębiorców. Mówimy tutaj o wszelakich dokumentach związanych z podatkami, jak również ze zmianą kryteriów czy obszarów działalności danego przedsiębiorstwa – wskazuje Olga Semeniuk.

Liczba wniosków wzrosła w ciągu roku o 317 proc. (w 2019 roku firmy załatwiły online tylko 85 tys. spraw). Największą popularnością cieszą się zaświadczenia z urzędu skarbowego o niezaleganiu z podatkami oraz zmiana danych w CEIDG. W tym ostatnim przypadku wpłynęło blisko 600 tys. wniosków, o ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej. Ich udział w ogólnej liczbie wniosków wzrósł skokowo – z 28 proc. w 2019 roku do 48 proc. w ubiegłym roku.

W 2020 roku do elektronicznego rejestru CEIDG wpłynęło 109,5 tys. wniosków dotyczących założenia działalności gospodarczej, czyli 71 proc. więcej niż w 2019 roku (64,1 tys.). Tylko w grudniu stanowiły one 53,5 proc. wszystkich wniosków dotyczących rejestracji. W całym roku udział wniosków online w stosunku do tradycyjnej formy kontaktu z urzędami podwoił się – z 21 proc. do 42 proc.

– Przedsiębiorcy chętnie korzystają przede wszystkim z pakietów podatkowych. Dodatkowo wykorzystują informacje, przewodniki, jak wykorzystywać tarcze finansową i antykryzysową – wymienia wiceminister.

Automatyzacja i cyfryzacja jest jedną z osi opracowywanej właśnie białej księgi rozwoju polityki przemysłowej. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii z końcem stycznia zakończyło pierwszy etap jej konsultacji.

 Chodzi o stworzenie przyjaznego świata w internecie do tego, aby zarówno przedsiębiorcy, jak i klienci mogli z tych usług korzystać – zapowiada Olga Semeniuk. – Jesteśmy również na etapie procesu e-paragonu. To są istotne instrumenty, które pozwolą nam nie w sposób bezpośredni, ale za pośrednictwem internetu załatwiać najważniejsze i najpilniejsze potrzeby.

Pandemia szansą dla mikromobilności. Hulajnogi elektryczne stały się sposobem na bezpieczne przemieszczanie się, również na obrzeżach miast

W czasie wiosennego i jesiennego lockdownu mobilność Polaków zmalała odpowiednio o 55 proc. i 34 proc. – wynika z danych naukowców z uniwersytetu w Waszyngtonie przytaczanych w raporcie stowarzyszenia Mobilne Miasto. Był to trudny rok m.in. dla operatorów rowerów współdzielonych i skuterów na minuty. Mimo początkowych trudności i niepewności elektryczne hulajnogi nie odnotowały jednak spadku zainteresowania. Wręcz przeciwnie, rynek w 2020 roku mocno się rozbudował.

– Miniony rok był bardzo specyficzny dla wszystkich operatorów szeroko rozumianej mikromobilności, zarówno hulajnóg elektrycznych, jak i rowerów współdzielonych. Szczególnie na początku roku nie było do końca wiadomo, czy można korzystać z takich pojazdów. Podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa wprowadzono sporo restrykcji, w wyniku których zarówno w Europie, jak i w Polsce liczba przejazdów mocno spadła. Bardzo szybko zauważyliśmy jednak odwracanie się tego trendu – mówi agencji Newseria Biznes Borys Pawliczak, dyrektor generalny firmy Dott.

Jak wskazują dane z Institute for Health Metrics and Evaluation na Uniwersytecie Waszyngtońskim (na podstawie informacji o przemieszczaniu się telefonów komórkowych), mobilność Polaków w połowie kwietnia była o 55 proc. mniejsza niż zwykle w tym okresie. Do normalnych poziomów powróciła na chwilę w połowie września, by ponownie spaść o 34 proc. w połowie listopada. Podobne spadki odnotowano także na początku stycznia. Jak podkreślają eksperci stowarzyszenia Mobilne Miasto, to miało przełożenie na korzystanie ze współdzielonych pojazdów („Stress test zaliczony. Mikromobilność w Polsce 2020”).

W czasie pierwszego lockdownu rząd na sześć tygodni zakazał korzystania z rowerów współdzielonych, co przyczyniło się do spadków wszystkich wskaźników dotyczących tego rynku – zarówno liczby operatorów, systemów wypożyczeń, jak i samych rowerów. W drugim kwartale, kiedy sezon rowerowy startuje, zwykle w użyciu jest ok. 30 tys. pojazdów. Do końca ubiegłorocznego sezonu udało się odbudować 2/3 szczytowego potencjału (niecałe 20 tys. rowerów).

Z e-hulajnogami sytuacja na początku wyglądała podobnie, bo w drugim kwartale część firm zawiesiła swoją działalność, ale wraz z luzowaniem obostrzeń rynek zanotował znaczące odbicie. Użytkownicy chętniej korzystali z hulajnóg, unikając przejazdów transportem publicznym.

– Podczas gdy liczba wypożyczeń rowerów spada, to w przypadku hulajnóg elektrycznych rośnie z miesiąca na miesiąc. Czy hulajnogi zastąpią kiedyś rowery? Nie wydaje mi się, bo to są zupełnie inne sposoby przemieszczania się po mieście, pełniące inną funkcję. Dużo osób korzysta z hulajnóg elektrycznych, by szybko załatwić jakąś sprawę w pobliżu domu czy pracy, a na co dzień na dłuższych trasach korzysta z rowerów – mówi Borys Pawliczak.

Stowarzyszenie Mobilne Miasto szacuje, że liczba dostępnych pojazdów wzrosła o 100 proc. w ciągu roku, do prawie 20 tys. w szczycie sezonu. Są one już dostępne w 39 miastach i miejscowościach (na koniec 2019 roku było ich dziewięć). Potwierdzają to również dobre wyniki działalności operatora Dott, który wszedł na polski rynek w środku pandemii, czyli w maju 2020 roku.

– Zauważaliśmy we Francji oraz Włoszech, że ludzie w czasie pandemii zaczynają trochę zmieniać swoje przyzwyczajenia i sposób poruszania się po mieście. Już nie były to centra miast, ale bardziej dzielnice, w których mieszkają. Nie korzystają z hulajnóg po to, żeby dostać się do innego środka komunikacji, ale raczej do sklepu bądź też załatwić najpotrzebniejsze rzeczy w okolicy. Dlatego też trochę wbrew pierwszym założeniom postanowiliśmy uruchomić nasze hulajnogi elektryczne, skupiając się na dzielnicach mieszkalnych – mówi dyrektor generalny Dotta.

Hulajnogi firmy stanęły m.in. na warszawskiej Białołęce, czyli w dzielnicy uważanej za sypialnię stolicy.

– Od razu zauważyliśmy ogromne zainteresowanie mieszkańców. Spośród dzielnic, gdzie działamy, jest to obszar, którego mieszkańcy wykonują najwięcej przejazdów. Na początku trochę nas to zdziwiło, natomiast potem tylko potwierdziło ten trend, że ludzie potrzebują bezpiecznego środka transportu koło miejsca zamieszkania, by móc wykonać podstawowe potrzeby transportowe w obrębie swojego najbliższego środowiska – mówi Borys Pawliczak.

Jak podkreśla, hulajnogi pojawiają się także w coraz mniejszych miastach, nawet ok. 10–15 tys. mieszkańców, bo zapotrzebowanie na takie usługi również tam rośnie.

– Pandemia koronawirusa okazała się szansą dla mikromobilności. Usługi te rozwijają się w szalonym tempie, z roku na rok przybywa pojazdów, ale również ich typów. Wszystko wskazuje na to, że ten sposób przemieszczania się po mieście zostanie z nami na dłużej – mówi ekspert. – Tym bardziej że mikromobilność pozytywnie wpływa na nasze środowisko naturalne i jest bardzo dobrą alternatywą, szczególnie na krótkich trasach, dla samochodów osobowych.

Polacy opracowali technologię mogącą oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny. Wkrótce w polskich miastach stanie kilka takich urządzeń

Według Europejskiej Agencji Środowiska kraje bałkańskie pod względem niektórych wskaźników powietrza wypadają gorzej niż Polska. Mimo to na 100 europejskich miast o największym zanieczyszczeniu powietrza co trzecie z nich leży w naszym kraju. To efekt wykorzystania na ogromną skalę węgla do ogrzewania domów i emisji związanej z transportem. Rozwiązaniem może być Miejski Filtr Powietrza, który jest w stanie oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny.

– Swoim działaniem doprowadziliśmy do momentu, w którym rozmawiamy nie o tym, czy mamy zanieczyszczone powietrze, tylko jak dużym problemem to zanieczyszczenie powietrza jest. Niech statystyką potwierdzającą ogrom problemu będzie to, że w Polsce 45 tys. ludzi rocznie umiera z powodu smogu. 1 lutego 2021 roku 29 miast Polski znalazło się wśród 100 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Jest to ogromny problem, nie stać nas już na czekanie, musimy przejść do działania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Muzyka, dyrektor operacyjny Oxygen City.

W połowie stycznia dwa polskie miasta (Warszawa i Wrocław) znalazły się w pierwszej dziesiątce metropolii z najgorszą jakością powietrza na świecie. Stolica zajęła ósme miejsce i w rankingu wyprzedziła m.in. indyjski Mumbaj. Teoretycznie, według Europejskiej Agencji Środowiska, pod względem części wskaźników jakości powietrza gorzej od Polski wypadają w Europie kraje bałkańskie, jednak co trzecie najbardziej zanieczyszczone miasto znajduje się właśnie w naszym kraju.

– Obecny poziom technologii i nasze codzienne działania nie pozwalają na wyeliminowanie wszystkich źródeł zanieczyszczeń powietrza. To, co możemy zrobić na pewno, to w pierwszej kolejności ograniczyć palenie węglem, wymienić kopciuchy, używać komunikacji publicznej, używać samochodów niskoemisyjnych, edukować, ale też rozliczać instytucje, które są odpowiedzialne za to, jakim powietrzem w miastach oddychamy – zaznacza Jakub Muzyka.

Polska jest jedynym krajem w Europie, który obecnie zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. W miastach takich jak Warszawa nawet 60–80 proc. zanieczyszczeń jest emitowanych przez transport samochodowy. Pomóc w tym mogą opracowane przez Oxygen City Miejskie Filtry Powietrza.

– Miejskie Filtry Powietrza to urządzenia, które oczyszczają powietrze 24 godziny na dobę. W ciągu godziny taki filtr jest w stanie oczyścić 40 tys. m3 powietrza z pyłów zawieszonych takich jak PM1, PM2.5, PM10. Dla zobrazowania w ciągu doby to urządzenie oczyszcza kubaturę wielkości Stadionu Narodowego. Naszą ideą jest oczyścić jak najwięcej powietrza w Warszawie i mamy dzięki naszym filtrom powietrza narzędzie, które realnie działa tu i teraz i walczy ze smogiem – mówi dyrektor operacyjny Oxygen City.

Choć Miejski Filtr Powietrza przypomina zwykły domowy oczyszczacz powietrza, skala jego działania jest znacznie większa. Jedno urządzenie jest w stanie oczyścić nawet 30 mln m3 powietrza w ciągu miesiąca.

– Maszyna działa poprzez wymuszony obieg powietrza, powietrze wpada z jednej strony maszyny i wylatuje drugą stroną. Sercem całego urządzenia są filtry elektrostatyczne. W teorii powinniśmy je wymieniać raz na pół roku, ale biorąc pod uwagę, że stawiamy je w newralgicznych punktach Warszawy, gdzie smog jest bardzo duży, czyścimy je mechanicznie raz na trzy miesiące – tłumaczy Jakub Muzyka.

Większość miast na świecie walczy ze smogiem, jednak część innowacyjnych rozwiązań, które mają za zadanie oczyścić powietrze, ma słabą skuteczność. Przykładem może być Smog Free Tower, czyli oczyszczacz powietrza w kształcie kilkumetrowej wieży. Wysokie na 7 m urządzenie stanęło w parku w centrum Krakowa. Według naukowców z Zespołu Fizyki Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej wieża oczyszczała jednak powietrze w promieniu 50 m, a stężenie  pyłów PM10 najbliżej niej spadło o 12 proc. W przypadku urządzenia polskiej firmy badania potwierdzają, że faktycznie poprawia jakość powietrza.

– Skuteczność naszych urządzeń potwierdziliśmy we współpracy z Politechniką Warszawską. W warunkach laboratoryjnych jest ona na poziomie ponad 90 proc. My w naszym modelu przyjęliśmy skuteczność na poziomie 80 proc. Zresztą na bieżąco ją mierzymy – zaznacza dyrektor operacyjny Oxygen City.

Aby jednak Miejski Filtr Powietrza spełnił swoją rolę, tylko w samej Warszawie powinno stanąć kilkadziesiąt takich urządzeń.

– Dla zobrazowania, może trochę na mniejszą skalę, w Wilanowie jest zarejestrowanych ok. 7 tys. aut. Aby zbilansować zanieczyszczenia przez nie emitowane, powinniśmy postawić tutaj około 10 naszych urządzeń – wylicza Jakub Muzyka.

Spółka prowadzi już rozmowy z klientami. W drugim kwartale 2021 roku planuje postawić co najmniej cztery nowe urządzenia w Warszawie i jedno w Krakowie.

Roboty rehabilitacyjne coraz bardziej zaawansowane. Oferują nowe techniki leczenia pomagające w tworzeniu nowych połączeń nerwowych u pacjentów

Polski robot neurorehabilitacyjny skutecznie wspomaga leczenie pacjentów po udarach w 20 krajach na świecie. Rozwiązanie opiera się na wykorzystaniu elektromiografii w treningu kory czuciowo-ruchowej, co ułatwia tworzenie nowych połączeń nerwowych. Inne dostępne na rynku rozwiązania pozwalają w terapii wykorzystać m.in. elementy gamifikacji. Rynek robotyki rehabilitacyjnej będzie rósł w najbliższych latach w średnim tempie 20 proc. rocznie.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja polega na wykorzystaniu nowoczesnych technologii w procesie rehabilitacji. To głównie wykorzystanie robotów rehabilitacyjnych. Musimy pamiętać o tym, że to terapeuta jest zawsze mózgiem operacji, a urządzenia wspomagania procesu rehabilitacji są tylko doskonałym narzędziem, które wspomaga proces terapeutyczny w rękach mądrego i świadomego terapeuty – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr n. med. Dominika Kozak, specjalista ds. klinicznych w firmie  EGZOTech.

Według analityków Market Expertz światowy rynek robotyki rehabilitacyjnej osiągnie do 2026 roku wartość 7,6 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 20 proc. Rynek ten rozwija się także w Polsce. Skonstruowany przez Polaków robot neurorehabilitacyjny Luna EMG przeprowadza trening kory czuciowo-ruchowej, wykorzystując reaktywną elektromiografię.

– Robot przechwytuje sygnał napięcia mięśniowego przez elektrody EMG i na tej podstawie asystuje w aktywnym procesie rehabilitacji. Jest udowodnione naukowo, że pacjenci, którzy aktywnie partycypują w ruchu i wykonują setki, dziesiątki powtórzeń aktywnych, dużo bardziej i intensywniej współuczestniczą w procesie tworzenia nowych połączeń nerwowych. Aktywny udział pacjenta w treningu kory czuciowo-ruchowej wpływa na tworzenie nowych połączeń synaptycznych w mózgu. Przez zastosowanie nowych technologii wpływamy pozytywnie na neuroplastyczność mózgu – wyjaśnia dr n. med. Dominika Kozak.

Robot Luna EMG stosowany jest przy niedowładach neurologicznych, ale i rehabilitacji kończyn po leczeniu ortopedycznym. Jest to terapia skierowana również do pacjentów, którzy przeszli udar mózgu, uraz rdzenia kręgowego, a także ze schorzeniami neurodegeneracyjnymi czy chorobami nerwowo-mięśniowymi, takimi jak stwardnienie rozsiane czy dystrofia Duchenne’a.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja jest ukierunkowana na poprawę funkcjonalną. Stosuje się ją wszędzie tam, gdzie chcemy uzyskać poprawę zakresu ruchomości, poprawę siły mięśniowej, poprawę koordynacji ruchowej. Nie możemy mówić o jednej konkretnej grupie schorzeń, do których ten proces terapeutyczny czy to narzędzie jest dedykowane – zaznacza specjalista ds. klinicznych w EGZOTechu.

Robot wychwytuje sygnał z mięśni pacjenta za pomocą elektrod, a następnie asystuje przy wykonywaniu ruchu. Jak zapewniają dostawcy, może on wspierać diagnostykę i rehabilitację na każdym etapie prowadzenia pacjenta.

– Możemy prowadzić terapię już u pacjentów leżących, w pierwszym etapie rehabilitacji stosując ćwiczenia bierne i przechodząc powoli do ćwiczeń wspomaganych głównie przez elektromiografię. W miarę postępu pacjenta możemy stopniowo wprowadzić ćwiczenia oporowe i trening propriocepcji. Luna EMG jest wyposażona w najczulsze na świecie EMG, w związku z czym jesteśmy w stanie dokonać dość precyzyjnej diagnostyki aktywności mięśniowej. Pozwala nam to ocenić, czy dany pacjent generuje jakąś aktywność mięśniową, nawet jeśli jest ona niezauważalna i niewyczuwalna palpacyjnie – dodaje dr Dominika Kozak.

Na rynku dostępne są również inne rozwiązania wykorzystujące zautomatyzowaną neurorehabilitację. ICone, opracowany przez włoską firmę Heaxel, to pierwszy przenośny robot rehabilitacyjny. Łączy w sobie terapeutyczne zastosowanie gier z możliwością zaawansowanej rehabilitacji ruchowej. System wydaje polecenia, w ramach których wymaga od pacjentów poruszania dźwignią zgodnie z instrukcjami pojawiającymi się na ekranie. Fizjoterapeuta dobiera ustawienia dźwigni robota pod potrzeby pacjenta, dzięki czemu terapia może być spersonalizowana.

Elementy gamifikacji wykorzystuje też szwajcarska platforma MindMotion GO. To mobilny system neurorehabilitacji oparty na angażujących pacjenta ćwiczeniach, obejmujących między innymi funkcje ruchowe. Robot w czasie ćwiczeń podaje pacjentowi dźwiękowe i wizualne informacje zwrotne w czasie rzeczywistym. Dzięki temu łatwiej można ocenić postępy i dostosować terapię do wydajności pacjenta. Rozwiązanie jest przeznaczone do użytku w warunkach szpitalnych lub ambulatoryjnych. Rozwiązanie zostało zatwierdzone przez amerykańską agencję FDA.

– Mamy wielu pacjentów, którzy są chorzy przewlekle. Wykorzystanie zautomatyzowanych technik rehabilitacyjnych stanowi świetne wsparcie w pracy terapeutycznej fizjoterapeutów, dlatego że roboty się nie męczą, nie chorują, potrafią wykonać setki powtórzeń, których fizjoterapeuta jednoczasowo nie byłby w stanie wykonać. Musimy jednak pamiętać o tym, że zautomatyzowana neurorehabilitacja jest narzędziem wspomagającym proces terapeutyczny, a mózgiem operacji zawsze pozostanie fizjoterapeuta przypomina ekspertka.

Robot Luna EMG został wprowadzony do użycia w 2015 roku. Od tego czasu jest stale udoskonalany i trafił do szpitali w 20 krajach na całym świecie.

Andrzej Arendarski (KIG): czy na prawdę branża fitness jest szczególnie narażona na działanie koronawirusa?

Za kilka tygodni minie rok, odkąd borykamy się z pandemią koronawirusa. Nastroje przedsiębiorców są coraz gorsze a w przypadku niektórych branż wręcz buntownicze. Trudno się dziwić frustracji biznesu. Szczególnie wtedy, gdy okazuje się, że decyzje o zamykaniu całych branż podejmowane są przez rząd w oparciu o jeden artykuł w amerykańskim czasopiśmie.

Autorzy opublikowanego w listopadzie ubiegłego roku w amerykańskim magazynie „Nature” artykułu na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa byliby zapewne mocno zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak bardzo poważnie ich analizy potraktował polski rząd. Przypomnijmy, że powołując się na przedstawione tam symulacje, zdecydowano o zamknięciu branży fitness. Opublikowane w „Nature” badania opierały się na modelu matematycznym, zrealizowanym na podstawie logowań użytkowników sieci komórkowych. Według tego modelu, miejscami, gdzie pojawia się największe ryzyko zarażenia są restauracje, kluby fitness oraz siłownie, kawiarnie, bary i hotele. Rząd zaprezentował grafikę z wykresem, gdzie na czele są wyżej wymieniane miejsca, natomiast, jako najbezpieczniejsze pokazywane są m.in. centra handlowe i sklepy spożywcze. Eksperci, komentując badania opisane w amerykańskim czasopiśmie, wskazują na wiele jego braków, m.in. to, że nie bierze pod uwagę stosowanych zabezpieczeń i nie różnicuje np. ryzyka w sklepie i przychodni lekarskiej. Badanie nie odnosi się również do faktycznej częstości zakażeń w danych miejscach użyteczności publicznej, bo jej nie badano. Modeluje jedynie zagęszczenie ludzi i na tej podstawie szacuje prawdopodobieństwo zakażeń.

Błędy i niedoskonałości badania to rozważania dla naukowców, które w normalnej sytuacji ograniczyłby się do akademickich dyskusji. Kłopot w tym, że nasz rząd przyjął wyniki badań za pewnik i co gorsza zdecydował na ich podstawie o zamrożeniu działalności wielu firm. Czego rząd nie mówi, jeśli chodzi o wspomniane badanie? Przede wszystkim tego, że nie jest to jedyne badanie, na podstawie, którego można było decydować o lockdownie np. dla siłowni i klubów fitness. Istnieją również inne analizy ryzyka zakażenia, w dodatku oparte o empiryczne dane a tylko nie matematyczne modele. Przykłady? Raport Think Active z 13 państw Europy i Wielkiej Brytanii, oparty na realnych danych pokazuje, że przy ponad 100 milionach wizyt w siłowniach i klubach fitness, zarażeń było 311.  W Norwegii na portalu medrixiv.com 17 listopada 2020 r. opublikowano wyniki badania przeprowadzonego w Oslo 22 maja, przy zachowaniu zaostrzonego reżimu sanitarnego. Badaniem wtedy objęto próbkę 3764 osób, z czego 1896 przypisano do grupy trenujących. Po 14 dniach przeprowadzono testy na obecność wirusa. Zaledwie jedna osoba z grupy ćwiczących okazała się zakażona Covidem, ale – jak się okazało w wyniku wywiadu sanitarnego – do zakażenia doszło w miejscu pracy, a nie na siłowni.  Idźmy dalej. Brytyjska aplikacja NHS Test&Trace pokazała, że spośród 128 808 osób z pozytywnym wynikiem testu między 9 a 15 listopada 2020r., tylko 1,1% odwiedziło obiekt sportowy przed diagnozą, w supermarkecie w tym samym czasie było 18% osób.

Uczciwie byłoby gdyby rząd zamykając całe branże brał pod uwagę wyniki wielu badań a nie tylko jednego i do tego mocno dyskusyjnego. A najlepiej, gdyby zawczasu zlecił wykonanie takich badań w Polsce zamiast zasłaniać się ustaleniami „amerykańskich naukowców”.

Jakie nowe trasy dla warszawskich kierowców w 2021 roku?

W nowym roku służby drogowe oddadzą do użytku kilka kluczowych odcinków dróg ekspresowych w Warszawie i pod Warszawą. Chociaż nowych inwestycji pojawi się w stolicy mało, będziemy mogli cieszyć się zakończeniem kilku, które ciągną się już od ładnych paru lat. Najważniejszą jest oczywiście obwodnica Warszawy – której południowy odcinek powinien zostać domknięty jeszcze w pierwszej połowie roku. Pod koniec pierwszego kwartału zakończą się prace nad ponad pięciokilometrowym odcinkiem, w skład którego wchodzi tunel pod Ursynowem. Możliwe, że kierowcy pojadą nim jeszcze przed wakacjami. Na przyszłość zaplanowana jest budowa nowej autostrady A50 i drogi ekspresowej S50, które mają stworzyć duży ring wokół Warszawy. Wycenione na kolosalną kwotę 25 miliardów złotych autostrada i ekspresówka miałyby być oddane razem z Centralnym Portem Komunikacyjnym – czyli w 2027 roku.

– Nic nie wskazuje na to, żeby miało dojść do kolejnego opóźnienia: odcinek obwodnicy Warszawy ma zostać oddany do odbiorów na koniec pierwszego kwartału. Mam nadzieję, że służby budowlane staną na wysokości zadania i szybko te odbiory przeprowadzą – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Gorzej przedstawia się sytuacja ze wschodnim odcinkiem obwodnicy. Największym problemem jest fragment przez Wesołą, który został zaskarżony decyzją środowiskową. Optymistyczne prognozy podają, że odcinek powinien być gotowy dopiero w 2025 roku. Trudności pojawiły się także na budowie trasy S7 w kierunku Grójca – gdzie z ekspresówką ma się połączyć nowy wylot Warszawy. W grudniu został oddany niewielki fragment tego odcinka – ale na pełną trasę poczekamy niestety kolejne 2 lata. Największym problemem jest jednak przejście trasy przez dzielnicę Bemowo. Mimo, że mają być tam budowane tunele, projekt prowokuje dużo protestów społecznych. Oprócz tego wciąż trwają prace przy węźle Lubelska – gdzie wpada południowa obwodnica Warszawy i autostrada A2, uruchomiona w roku ubiegłym. Więc w Warszawie sporo się dzieje. Mimo opóźnień wydaje się, że wszędzie tam, gdzie pojawiały się problemy, wyszliśmy na prostą – uważa Furgalski.