Przemysław Vonau nowym menadżerem generalnym OTOMOTO. Lukas Draginas obejmuje rolę GM-a sektora motoryzacyjnego w OLX Europe

Od 1 września nowym menadżerem generalnym OTOMOTO jest Przemysław Vonau. W poprzednich latach związany między innymi z AAA Auto, wiodącym w Europie i największym w kraju dealerem samochodów używanych. Pełnił tam funkcję Członka Zarządu oraz Dyrektora Zarządzającego i odpowiadał za wprowadzenie oraz rozwój marki na polskim rynku. Wcześniej, w roli Dyrektora Zarządzającego, prowadził zespoły w Roland Berger, jednej z najbardziej prestiżowych firm doradztwa strategicznego.

– Zawsze byłem pod wrażeniem jak silną marką jest OTOMOTO – mówi Przemysław Vonau, nowy General Manager motoryzacyjnego serwisu ogłoszeniowego. – Wierzę, że wspólnie z zespołem odpowiedzialnym za dotychczasowy sukces, uda nam się rozwinąć firmę w kolejnych, nowych kierunkach i umocnić pozycję w tradycyjnej działalności.

Przemysław Vonau jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, posiada tytuł MBA zdobyty na INSEAD.

Dotychczasowy menadżer generalny OTOMOTO, Lukas Draginas, objął funkcję GM-a sektora motoryzacyjnego w OLX Europe i odpowiada za rozwój i wzmacnianie biznesu na dotychczasowych rynkach oraz wprowadzanie usług na kolejnych. Serwisy ogłoszeniowe z branży automotive należące do OLX Europe działają w Bośni, Holandii, Polsce, Portugalii, Rumunii, czy na Ukrainie. W Polsce oprócz OTOMOTO do Grupy OLX należą także startup 3-2-1 SPRZEDANE! oraz nowo uruchomiony portal poświęcony kategorii maszyn ciężkich, OTOMOTO Profi.

Lukas Draginas związany jest z firmami znajdującymi się w portfelu koncernu Naspers od 2009 roku. Jest Absolwentem kierunków związanych z finansami przedsiębiorstw Wileńskiego Uniwersytetu Technicznego im. Giedymina oraz Uniwersytetu w Porto.

Platforma Semoni do semantycznej analityki internetu wśród najlepszych na European Tech and Start-up Days

Semantyczna analiza tekstów w mediach społecznościowych i internecie jest już możliwa, i to na poziomie konkretnych fraz i słów. Semoni Media Intelligence jako pierwsze rozwiązanie na rynku MarTech wskazuje, jakimi konkretnie słowami internauci oceniają markę czy produkt, bez konieczności czytania wszystkich opinii. Platforma znalazła się wśród 17 najlepszych rozwiązań wyróżnionych w kategorii Business Processes w konkursie dla najciekawszych start-upów. Wydarzenie odbywa się w ramach European Tech and Start-up Days, 3-4 września 2020 r.

Semoni Media Intelligence ma tę przewagę nad tradycyjnymi systemami do monitorowania internetu, że automatycznie dokonuje analizy sentymentu na poziomie fraz i słów. Dzięki zaawansowanym algorytmom sztucznej inteligencji i narzędziom przetwarzania języka naturalnego opracowanym przez założycieli – naukowców z Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk – w czasie rzeczywistym analizuje opinie, komentarze i wypowiedzi, jakie pojawiają się w publicznych zasobach internetu. Identyfikuje konkretne słowa i frazy nacechowane emocjonalnie, nadaje im atrybuty: „pozytywny/negatywny”. Wskazuje również kontekst, w jakim marka pojawia się w tych wypowiedziach: nadaje tagi semantyczne i automatycznie przyporządkowuje wyniki do kategorii.

– „Dzięki naszemu innowacyjnemu podejściu do analityki tekstów w internecie marketerzy, analitycy biznesowi, eksperci zarządzający wizerunkiem marki czy relacjami z klientami otrzymują dostęp do unikatowych danych, które do tej pory były poza zasięgiem standardowych systemów do monitoringu internetu i nie podlegały analizie. Dzięki temu będą wiedzieli nie tylko, jak często i w jakich kanałach internauci mówią o marce czy produkcie i jaki jest ogólny sentyment wypowiedzi. Semoni da im przede wszystkim wiedzę, co dokładnie użytkownicy mówią, jakie cechy produktu oceniają i jakich słów używają – bez konieczności czytania wszystkich wypowiedzi” – mówi dr Dariusz Czerski, CEO Semoni i adiunkt w Zakładzie Sztucznej Inteligencji Instytutu Podstaw Informatyki PAN.

Informacje pozyskane dzięki Semoni z pogłębionej analityki tekstów internetowych pozwalają na dotarcie do głębokich insightów konsumenckich. W ten sposób można łatwo i szybko poznać rzeczywiste potrzeby i opinie użytkowników, a także np. ograniczyć etap badań fokusowych, co dla firmy oznacza oszczędność czasu i pieniędzy.

Semoni nie poprzestaje na analityce tekstów. W kolejnych krokach planuje stworzenie algorytmów do monitorowania obrazów oraz analizy wypowiedzi w formie audio-wideo, aby umożliwić efektywną analizę pozostałych pozatekstowych warstw komunikacji. Na ten cel start-up pozyskał właśnie grant na innowacje od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Do konkursu Start-up Challenge 2020 podczas katowickiego European Tech and  Start-up Days (3-4 września 2020 r., Katowice) zgłoszonych zostało prawie 250 młodych firm. Jury wybrało 100 z nich w 6 kategoriach: Business Processes, Client&Lifestyle, Environment, Health&Biotechnology, New Industry, Tradition&Modernity. Platforma Semoni do analityki tekstów w internecie i mediach społecznościowych znalazła się wśród 17 najciekawszych rozwiązań w kategorii Business Processes.

Firmy inwestujące w automatyzację i robotyzację bardziej odporne na koronakryzys. Łatwiej będzie im też przyciągnąć inwestorów

W Polsce na 10 tys. miejsc pracy przypadają 42 roboty, podczas gdy europejska średnia sięga 114, co pokazuje ogromny potencjał wdrażania automatyzacji na krajowym rynku. Bez tego trudno będzie utrzymać konkurencyjność polskiego przemysłu i przyciągać zagraniczne inwestycje. Jak pokazała sytuacja związana z koronawirusem, firmy, które wdrożyły rozwiązania Przemysłu 4.0, w wyniku kryzysu ucierpiały najmniej. Co trzecie małe przedsiębiorstwo planuje w najbliższych latach robotyzację, nie zawsze jednak wie, od czego zacząć. Inteligentne platformy pomagają zarządzać procesami przemysłowymi oraz je optymalizować.

– Do tej pory polski przemysł był głównie związany z montażem. W tej chwili coraz więcej wytwórców pojawia się na naszym rynku, co daje ogromny potencjał do tego, żeby automatyzować i robotyzować. W Europie Środkowej i Wschodniej pod względem robotyzacji wyprzedzają nas Czesi. Mimo że my siebie postrzegamy jako nowoczesny kraj, to w skali europejskiej jeszcze jesteśmy manualnym zaściankiem – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Pollak, prezes zarządu APA Group.

Z raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) wynika, że w polskim przemyśle na koniec 2018 roku na 10 tys. miejsc pracy przypadały 42 roboty. We wszystkich innych branżach to ok. 30 maszyn. Chociaż co roku obserwowany jest dynamiczny wzrost, to wciąż sporo brakuje nam do innych państw. Średnia dla Europy wynosi bowiem 114 robotów, a dla świata – 99. W rankingu wyprzedzają nas m.in. Słowacja i Czechy (ok. 135 maszyn na 10 tys. miejsc pracy) oraz Niemcy, gdzie wskaźnik ten przekracza 330. W Singapurze i Korei Południowej wynosi on odpowiednio 831 i 774.

– Mamy do odrobienia olbrzymią lekcję. Wszystko jest związane z cyfryzacją gospodarki. My rozumiemy cyfryzację w ten sposób, że zaczynamy używać komunikatorów. Ze względu na pandemię przeszliśmy na cyfrowe zarządzanie procesem, a do tego służy właśnie automatyzacja. Została stworzona po to, żeby łatwiej zarządzało się wszystkimi procesami niż do tej pory – tłumaczy Artur Pollak.

Z badania wykonanego na zlecenie Universal Robots „Barometr Robotyzacji MŚP” wynika, że mniejsze firmy w Polsce chcą inwestować w roboty. Co trzecia planuje to zrobić w najbliższych latach. Większość przedsiębiorstw ocenia, że robotyzacja pozwoli im obniżyć koszty produkcji, a tym samym zwiększyć jej efektywność (82,7 proc.), zwiększy wolumen wytwarzanych produktów (71,2 proc.) i skróci czas od zamówienia do realizacji (68,3 proc.).

– Automatyzacja małych i średnich przedsiębiorstw polega na tym, że uzupełniamy park maszynowy automatami, robotami, staramy się wyeliminować punkty trudne w tym procesie albo te, gdzie jakość jest bardzo istotna. Wszędzie tam, gdzie człowieka można zastąpić, powinniśmy to robić, dlatego że maszyny są przystosowane do ciągłej, żmudnej, ciężkiej pracy – przekonuje prezes APA Group.

To nie oznacza jednak wypierania ludzi z miejsc pracy. Proces cyfryzacji i automatyzacji nierozerwalnie jest bowiem związany z zapotrzebowaniem na jego obsługę, czyli wymaga obsługi człowieka.

– W ostatnich 10 latach powstał koncept Przemysłu 4.0, który zakłada, że każdym procesem da się zarządzać cyfrowo, czyli da się zamienić niezrozumiałą maszynę w prosty proces technologiczny – mówi Artur Pollak. – Tylko w momencie, gdy nasza gospodarka będzie przystosowana cyfrowo, będziemy partnerami dla dużych europejskich firm, może również azjatyckich i amerykańskich. To jest warunek konieczny, który musimy jako małe, średnie przedsiębiorstwa zacząć spełniać.

Badanie PSI Polska „Gotowość firm produkcyjnych do wdrożenia rozwiązań Przemysłu 4.0” wskazuje, że 70 proc. firm, które znają koncepcję Przemysłu 4.0, wdraża jego rozwiązania. Jednak słyszała o niej tylko nieco ponad połowa przedsiębiorstw.

 Przemysł 4.0 pozwala wyprzedzać rozwój wydarzeń. Sytuacja związana z COVID-19 pokazała, że zakłady, które już go u siebie zastosowały, najmniej ucierpiały. Zarządzają całym przepływem w sposób cyfrowy, w związku z tym, jeżeli nie ma zapotrzebowania po stronie klientów, to nie mają zbyt dużych magazynów czy ulokowanych środków finansowych w tych miejscach, które są bardzo istotne z punktu widzenia wytwórczego – mówi prezes APA Group.

Zdaniem eksperta, jeśli przejdziemy na gospodarkę cyfrową, mamy szansę przyciągnąć nowych inwestorów, firmy, które chcą przenieść lub zlecić produkcję w innym kraju.

Wielu przedsiębiorców z MŚP zakłada, że wdrożenie Przemysłu 4.0 wiąże się z dużymi kosztami. Chciałbym ich przekonać, że niekoniecznie. Oni mają parki maszyn, które już funkcjonują. Nie ma potrzeby ich wymieniać. Chcemy dodać narzędzie, które usprawni ich działanie, spowoduje, że będziemy mieli jeszcze większe moce – wyjaśnia Damian Gąsiorek, menadżer R&D w APA Group. – Dzięki temu będziemy potrafili gromadzić dane płynące z maszyn, co pozwoli nam rozszerzyć możliwości całego systemu i przedsiębiorstwa.

Pierwszym prostym krokiem może być wdrożenie platformy, z poziomu której będzie możliwe opracowanie planu wprowadzania innowacyjnych rozwiązań i zarządzanie nimi.

– Platforma Nazca umożliwia oszacowanie kosztów produkcyjnych i przewidywanie niekorzystnej sytuacji, która może się wydarzyć w łańcuchu produkcyjnym. Dzięki niej jesteśmy w stanie dostarczyć wiedzę ekspercką, której w tej chwili jest za mało na rynku – tłumaczy Artur Pollak.

Nazca 4.0 wykorzystuje algorytmy Big Data i machine learning. Zbiera sygnały z całego łańcucha produkcyjnego i sugeruje optymalne rozwiązania, analizuje spływające dane i podpowiada działania, które zapobiegną przestojom. Wersja testowa platformy jest już w użyciu, ale stale wprowadzane są nowe rozwiązania.

– Zapraszamy automatyków, kierowników produkcji, a przede wszystkim właścicieli MŚP do programu pilotażowego Nazca 4.0. Wystarczy skontaktować się z nami. Chętnym nadamy status testera i będziemy zapraszać do poszczególnych etapów projektu. W zamian za opinie i możliwość testowania naszego narzędzia oferujemy możliwość zmodernizowania swojego zakładu produkcyjnego oraz nabycia unikatowej wiedzy od specjalistów, którzy na co dzień automatyzują zakłady największych gigantów na świecie – mówi Damian Gąsiorek.

Wakacje pozwoliły odrobić branży lodziarskiej straty z wiosny. Obroty były wyższe od spodziewanych

Lockdown na początku sezonu wiosennego nie napawał optymizmem branży lodziarskiej. – Spodziewaliśmy się nawet 50-proc. spadku obrotów, ale okazało się, że nie będzie aż tak źle – mówi Radosław Charubin, właściciel marki Lody Bonano oraz „u Lodziarzy” Wytwórnia Lodów Polskich. Sezon wakacyjny pozwolił dystrybutorom w dużej części odrobić straty z wiosny, a największe obroty odnotowały punkty zlokalizowane w miejscowościach turystycznych, szczególnie nadmorskich i położonych nad jeziorami.

Obawialiśmy się najbardziej tego, że sezon trzeba będzie zupełnie spisać na straty. Na szczęście nasze obawy się nie sprawdziły i sprzedaż lodów ruszyła w okresie wakacyjnym – mówi agencji Newseria Biznes Radosław Charubin. –  Analiza tegorocznej sprzedaży pokazuje, że wyniki są dosyć dobre. Ludzie chętnie kupowali lody, zarówno w małych miejscowościach, jak i w dużych miastach, a wzmożony ruch w lodziarniach panował w miejscowościach turystycznych.

Wiosenny i wakacyjny sezon był w tym roku bardzo trudny dla branży lodziarskiej. Już na początku, po ogłoszeniu pandemii koronawirusa, pojawiła się niepewność dotycząca funkcjonowania branży w najbliższych miesiącach. Wiele firm produkujących np. wafle, koncentraty czy dodatki do lodów wstrzymało działalność. To odbiło się na funkcjonowaniu sprzedawców również w sezonie

Czułem się jak za czasów komuny, kiedy wszystkiego brakowało i była walka o produkt, ceny poszły w górę, ale tylko przez chwilę, potem już nasza branża nadrobiła te straty. W marcu brałem pod uwagę najczarniejszy scenariusz, czyli całkowity brak sezonu lodowego i spadek obrotów o 50 proc. Później okazało się, że będą one mniejsze o 10–20 proc. w porównaniu do lat poprzednich, w przypadku naszej firmy i firm zaprzyjaźnionych – podkreśla właściciel marki Lody Bonano

Przedstawiciele branży liczą, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego nie skończy się sezon na lody, ale wiele zależy od warunków pogodowych. Nie obawiają się jednak o dalszy negatywny wpływ pandemii na swoją działalność.

Moim zdaniem koronawirus nie ma obecnie żadnego wpływu na branżę lodziarską i – cokolwiek by się działo – już nie będzie miał. Zakładamy, że jesień i zima może być trudnym biznesowo okresem z uwagi na koronawirusa, ale wiosną przyszłego roku nie ma już raczej takiego zagrożenia – tym bardziej że słyszymy o pracach nad szczepionką i wszyscy uczymy się żyć z pandemią – więc branża lodziarska nie ucierpi – prognozuje Radosław Charubin.

Ruch w interesie widoczny był również wśród przedsiębiorców. Niektórzy franczyzobiorcy Wytwórni Lodów Polskich i Lodów Bonano notowali w czerwcu i lipcu rekordowe wzrosty obrotów, nawet o 50 proc. Wbrew obawom pojawiło się również sporo chętnych, by zadebiutować na tym rynku, wśród nich osoby, które swój dotychczasowy biznes musiały zamknąć z powodu koronawirusa. Zwykle lipiec uważany jest za schyłek sezonu, kiedy mało jest otwarć nowych punktów, a w tym roku ruszyło kilka nowych lodziarni, m.in. w Mikołajkach, Zambrowie czy Kętrzynie.

Prezes sieci spodziewa się coraz większego zainteresowania franczyzą z uwagi na dużą odporność tej działalności na kryzys wywołany koronawirusem.

Ludzie na pewno zauważyli kolejki przed naszymi lodziarniami i dostrzegli, że to jest dobry biznes na niepewne czasy – zaznacza. – Najczęściej nasi franczyzobiorcy chcieliby dostać gotowy punkt, czyli kupić od nas lokal wraz z wyposażeniem, żeby nie wykonywać remontów we własnym zakresie i móc rozpocząć działalność już po kilku dniach. W tym roku otwarcia franczyzowe były utrudnione, a mimo to w maju i czerwcu uruchomiliśmy kilkanaście punktów Lodów Bonano i kilkanaście punktów „u Lodziarzy”.

Uczelnie przygotowują się na nowy rok akademicki. Koronawirus stworzył nowe obszary do badań naukowych

Za miesiąc studenci wrócą na zajęcia. Uczelnie w kolejnych tygodniach będą podejmować decyzję, czy kontynuować tryb zdalny, czy też powrócą do stacjonarnego. Coraz więcej szkół, nie czekając na wytyczne MNiSW, skłania się ku pierwszej opcji. Tak też będzie m.in. na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Bez zakłóceń przebiegają także międzynarodowe projekty na uczelni, a pandemia koronawirusa stworzyła dodatkowe obszary do obserwacji badawczych.

– Obecnie pogłębiamy umiejętności wykorzystania określonych systemów zdalnego nauczania. Dokupiliśmy licencje, które umożliwiają szersze korzystanie z różnych narzędzi. Wierzymy, że jeżeli będzie taka konieczność, to zarówno studenci, jak i nauczyciele akademiccy staną na wysokości zadania. Uczelnia jest gotowa, zarówno od strony infrastrukturalnej, jak i narzędziowej, do zdalnego nauczania na wszystkich poziomach i kierunkach studiów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Bogusława Drelich-Skulska, prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Zgodnie z zarządzeniem rektora UEW wszystkie zajęcia dydaktyczne w semestrze zimowym będą prowadzone w trybie zdalnym. Dotyczy to studiów I i II stopnia, EMBA, studiów doktoranckich, Szkoły Doktorskiej i studiów podyplomowych. Wyjątkiem są zajęcia laboratoryjne na kierunku zarządzanie i inżynieria produkcji, które będą się odbywać stacjonarnie. Jak zapewnia prorektor uczelni, doświadczenia z semestru letniego pokazały, że tryb pracy zdalnej się sprawdza.

Pracownicy i studenci naszej uczelni bardzo dobrze zdali egzamin ze zdalnego studiowania w poprzednim roku akademickim – mówi prof. dr hab. Bogusława Drelich-Skulska. – Uczelnie wyższe zaczynają kształcenie dopiero pod koniec września, czyli jest jeszcze miesiąc do rozpoczęcia zajęć. Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, wobec tego Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu wraz z innymi uczelniami z Wrocławia i Opola trzyma rękę na pulsie i jest gotowy do bardzo szybkiej reakcji.

Nie pojawiły się jeszcze wytyczne Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego dotyczące nauczania w szkołach wyższych. Ma to jednak nastąpić na dniach. Do czasu przedstawienia nowych wytycznych dla uczelni obowiązują zalecenia dotyczące nauczania zdalnego, które weszły w życie 25 maja i obowiązują do 30 września.

Sytuacja związana z koronawirusem – mimo pewnych utrudnień – nie wpłynęła negatywnie na współpracę Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu z uczelniami zagranicznymi.

Koronawirus zatrzymał wspólne działania na mniej więcej dwa–trzy tygodnie w marcu, natomiast od kwietnia wszystkie podmioty w Europie i na świecie przeszły na tryb zdalny – informuje prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą UEW. – Nauczyliśmy się zdalnie prowadzić konferencje, sympozja naukowe, a międzynarodowe zespoły badawcze, które stworzyliśmy już w poprzednim roku akademickim, radzą sobie dobrze. Pracują, spotykają się w wirtualnej przestrzeni, ustalają programy badań, prowadzą badania ankietowe, wymieniają poglądy, tworzą artykuły naukowe, czyli można powiedzieć, że na polu nauk ekonomicznych wiele się nie zmieniło. Nasi partnerzy i pracownicy uczelni stanęli na wysokości zadania i w zasadzie potraktowali koronawirusa jako dodatkowy obszar badań naukowych, zarówno w dziedzinie ekonomii, jak i nauk społecznych.

Prof. Bogusława Drelich-Skulska podkreśla, że współpraca z partnerami zagranicznymi jest bardzo ważnym elementem działalności naukowej uczelni. Pozwala na wymianę doświadczeń związanych z warsztatem naukowym, a także informacji dotyczących sposobu prowadzenia badań.

Aktywność w międzynarodowej przestrzeni naukowej przekłada się na jakość działalności dydaktycznej. Pojawia się także możliwość angażowania w badania naukowe młodszych pokoleń: doktorantów, ale także studentów II stopnia. Wykorzystują oni nasze wspólne doświadczenia w ramach działalności klubów i kół naukowych, których na Uniwersytecie Ekonomicznym jest aż 40 – dodaje prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą UEW.

Polska ma dobre warunki do rozwoju morskich farm wiatrowych. Do 2050 roku ich moc może sięgnąć 20 GW

0

W morskich farmach wiatrowych w przyszłości produkowana będzie większość energii elektrycznej wykorzystywanej przez państwa leżące w pobliżu obszarów morskich. – W Polsce do 2050 roku mamy szansę osiągnąć 20 GW mocy zainstalowanej na morzu – mówi Mariusz Witoński z Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej. To największy potencjał spośród państw bałtyckich. Efektem rozwoju takich farm wiatrowych dla polskiego rynku może być wygenerowanie nawet 60 tys. nowych miejsc pracy i pobudzenie wielu sektorów gospodarki. 

W 2030 roku moc zainstalowana morskich farm wiatrowych może sięgnąć 6 GW, a do 2040 roku dwa albo nawet trzy razy więcej.

Polska ma duży potencjał związany z możliwością powstawania morskich farm wiatrowych, największy spośród państw bałtyckich. Trudno na razie powiedzieć, czy i w jakim zakresie na przyłączanie nowych mocy pozwoli nasz system przesyłowy. To się okaże w trakcie realizacji planów inwestycyjnych naszego operatora systemu przesyłowego. Niemniej jednak wiele wskazuje na to, że do 2050 roku będziemy mieli szansę osiągnąć 20 GW mocy zainstalowanej na morzu – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Efektem rozwoju morskich farm wiatrowych dla polskiego rynku może być wygenerowanie nawet ok. 60 tys. nowych miejsc pracy. Ocena skutków regulacji przygotowana do ustawy offshore’owej (ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych) zakłada, że w fazie inwestycyjnej, podczas rozwoju i budowy farm (lata 2024–2033), będzie potrzebnych 34 tys. etatów, natomiast w fazie operacyjnej przy obsłudze gotowych farm, po 2033 roku, będzie to ok. 29 tys.

Jak podkreśla ekspert PTMEW, napędzi to także rozwój całego przemysłu morskiego oraz tradycyjnych gałęzi, jak np. przemysłu elektromaszynowego, ciężkiego czy kablowego.

Z kolei wysokość inwestycji może w ciągu dekady wynieść 70 mld zł. To jest skala zamówień, o które będą mogły się ubiegać polskie firmy, plus wpływy podatkowe, które bezpośrednio zasilą budżet – mówi. – Jest to interesujący obszar dla wszystkich branżowych inwestorów operujących w skali globalnej w sektorze energetycznym.

Według oceny skutków regulacji pozytywne efekty dla sektora finansów publicznych w formie wpływów z podatków będą widoczne do 2058 roku

Morska energetyka wiatrowa jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów energetyki w Europie.

W jej przypadku można realizować bardzo duże wolumeny mocy i tworzyć liczne zgrupowania elektrowni wiatrowych, dlatego jest to interesujący obszar dla wszystkich branżowych inwestorów operujących w skali globalnej w sektorze energetycznym. To w morskich farmach wiatrowych w przyszłości produkowane będzie gros energii elektrycznej wykorzystywanej przez państwa leżące w pobliżu obszarów morskich – mówi Mariusz Witoński.

W 2019 roku, zgodnie z danymi Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej WindEurope, na morzu zostało zainstalowanych 3,6 GW nowych mocy (łącznie w 12 krajach było na koniec roku zainstalowanych 22 GW). Do użytku zostało oddanych 10 farm morskich w pięciu krajach. Liderem pozostaje  Wielka Brytania, która zainstalowała 1,7 GW nowych mocy, czyli połowę rocznego wyniku w Europie. Niemcy zainstalowały 1,1 GW, Dania – 374 MW, natomiast Belgia – 370 MW.

Jeśli chodzi o rozwój morskiej energetyki w Europie, z całą pewnością wszystkie oczy zwrócone są na Wielką Brytanię. To w tej chwili lider rynku oraz prekursor wielu rozwiązań regulacyjnych, które spowodowały, że to właśnie morza okalające Zjednoczone Królestwo są największym offshore’owym poligonem inwestycyjnym w Europie – mówi prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Ten kraj był inspiracją dla zaproponowania w projekcie polskiej ustawy offshore’owej regulacji dotyczących zapewnienia udziału lokalnego przemysłu w łańcuchu dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej. Według zapowiedzi Ministerstwa Klimatu projekt ustawy, w nowej wersji zaprezentowany w lipcu br., ma trafić do Sejmu w październiku. Zakłada ona w pierwszej fazie działania systemu wsparcie dla farm o łącznej mocy 5,9 GW.

Jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne, to ciekawym kierunkiem jest rozwijanie zintegrowanych systemów wyprowadzenia mocy z morskich farm wiatrowych w technologiach prądu stałego. Rozwiązania w tym zakresie w skali systemowej realizowane są przede wszystkim w Niemczech. Wszystko wskazuje na to, że pierwsza faza rozwoju projektów morskich farm wiatrowych w Polsce będzie bazować na rozwiązaniach zmiennoprądowych, natomiast w nieco odleglejszej przyszłości, zwłaszcza w odniesieniu do projektów położonych dalej od brzegu, najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z rozwojem technologii z wykorzystaniem prądu stałego – mówi Mariusz Witoński.

Global Wind Energy Council ocenia, że w kolejnych latach spodziewany jest dynamiczny rozwój tego sektora energetyki nie tylko w Europie, która jest liderem, ale i w Azji, np. w Chinach, oraz w Ameryce Północnej. Do 2030 roku ma zostać oddanych ponad 230 GW nowych morskich mocy wiatrowych.

Polskie prawo utrudnia rozwój biznesów blockchainowych. Szybsze wdrożenie regulacji pozwoli zatrzymać innowacyjne firmy w kraju

Technologia blockchain wymyka się polskiemu systemowi prawnemu, przez co wiele przyszłościowych firm zmuszonych jest przenieść się do krajów, które lepiej uregulowały funkcjonowanie np. rynku kryptowalutowego. Nie jest to jednak problem, z którym zmagają się wyłącznie polscy ustawodawcy. W odpowiedzi na rosnące znaczenie sektora blockchainowego unijni urzędnicy planują przeforsować zapisy, które uregulują tę rozwijającą się gałąź gospodarki.

– Największym wyzwaniem jest to, aby przepisy nie blokowały możliwości rozwoju technologii takich jak blockchain. U nas podstawowym problemem jest to, że firmy związane z blockchainem czy kryptowalutami wycofują się z kraju, przenoszą się do Estonii czy na Maltę. W zeszłym roku największa polska giełda kryptowalut przeniosła się na Maltę. Postulowane byłyby zmiany przepisów, aby takie firmy pozostawały w kraju, a te zagraniczne mogły się rozwijać u nas – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje radca prawny Jacek Harasimowicz.

Przewaga Malty nad innymi unijnymi krajami w sektorze blockchainowym wynika m.in. z błyskawicznego wdrożenia przepisów regulujących funkcjonowanie innowacyjnych biznesów. Maltański rząd już w 2018 roku dostosował krajowe prawo w taki sposób, aby ułatwić prowadzenie firm skupionych wokół technologii blockchainowych oraz kryptowalutowych. Malta była pierwszym krajem Unii Europejskiej, który przeforsował regulacje tego typu, dzięki czemu skutecznie przyciąga do siebie obiecujące biznesy blockchainowe, oferując im stabilne warunki rozwoju.

Polskie Ministerstwo Cyfryzacji dostrzegło potencjał rynku blockchainowego i na początku 2020 roku podjęło działania, które mają przystosować rodzime prawo do nowej technologii. Grupa robocza ds. rejestrów rozproszonych i blockchain ma uregulować m.in. kwestię korzystania z elektronicznych pieczęci wykorzystywanych w obrocie cyfrowym, przyjrzeć się funkcjonowaniu technologii blockchain w kontekście przepisów RODO, zająć się tokenizacją procesów finansowych czy wypracować normy funkcjonowania weksli elektronicznych.

– Regulacje powstają już na poziomie unijnym i mają być wprowadzane na przestrzeni paru miesięcy. Sami jako kraj moglibyśmy wprowadzić je znacznie wcześniej. Jeżeli czymś się zajmuje Unia Europejska, można stwierdzić, że jest to zjawisko już na tyle powszechne, że musi zostać uregulowane na poziomie całej wspólnoty – zauważa ekspert.

Zgodnie z założeniami Komisji Europejskiej projekt ustawy regulującej funkcjonowanie europejskiego rynku blockchainowego ma pojawić się w III kwartale 2020 roku, a dokument roboczy trafił już do przedstawicieli krajów członkowskich. Unijne prawo blockchainowe ma stanowić wsparcie dla rozwoju innowacyjnych biznesów, zapewnić odpowiedni poziom ochrony rynku, klientów i inwestorów oraz pomóc w wypracowaniu norm prawnych, w ramach których funkcjonowałyby firmy z tego sektora gospodarki.

– Regulacje powinny przede wszystkim działać w ten sposób, że przedsiębiorca ma pewność co do prawa, że nie zmieni się ono za pół roku, że dane interpretacje, chociażby przepisów podatkowych, pozostaną takie same. Wobec tego stabilizacja przepisów i jednocześnie wyjaśnienie, jak będą stosowane, są na pewno pożądane i w takim rozumieniu nowe regulacje jak najbardziej mogą pobudzić rynek – przekonuje Jacek Harasimowicz.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku rozwiązań blockchainowych do 2023 roku wzrośnie do 23,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 80 proc.

Innowacyjne lampy skutecznie zabijają koronawirusa i dezynfekują powierzchnie. Czujniki ruchu pozwalają zastosować je w hotelach [DEPESZA]

Światło ultrafioletowe jest od dziesięcioleci używane do zatrzymywania patogenów. Okazuje się, że jest też skuteczne w zwalczaniu koronawirusa. Opracowane przez zespół naukowców urządzenie UVC PureLight 360 bezpiecznie dezynfekuje powierzchnie i zabija do 99,9 proc. wirusów i bakterii w ciągu kilku minut. – Wykorzystaliśmy unikalne połączenie sprawdzonego, stuletniego indukcyjnego oświetlenia UVC z najnowszą technologią LED, aby stworzyć potężny system dezynfekcji ultrafioletem – tłumaczy Justin Miller, dyrektor ds. technologii i współzałożyciel UVC PureLight 360.

Ultrafiolet już od lat jest wykorzystywany do eliminowania różnych patogenów. Teraz okazuje się, że może być skuteczny także w walce z koronawirusem.

– Światło UVC to sprawdzone i doskonałe rozwiązanie do szybkiej dezynfekcji pomieszczeń i niedrogie, przełomowe uzupełnienie technologii dezynfekcji – podkreśla dr Minghsun Liu, mikrobiolog, specjalista ds. chorób zakaźnych ze Szpitala Południowej Kalifornii w Culver City i Centrum Medycznego Cedars-Sinai.

Światło widzialne należy do wyjątkowego obszaru całego spektrum elektromagnetycznego. Pełne widmo składa się z fal radiowych, mikrofal, podczerwieni, światła widzialnego, ultrafioletu, promieni rentgenowskich i gamma, a wszystkie emitują energię. Spośród nich promienie ultrafioletowe (UV), rentgenowskie i gamma to fale o wysokiej częstotliwości. UVC ma zdolność zabijania zarazków i jest alternatywą dla dezynfekcji chemicznej. Takiego światła można używać do sterylizacji przedmiotów, wody, różnych powierzchni i materiałów.

– Testy przeprowadzone przez Intertek Labs USA potwierdziły skuteczność światła UVC poprzez inaktywację do 99,9 proc. wirusów i bakterii w pomieszczeniu o wymiarach 5 x 5 m w ciągu 5 minut. System jest opłacalnym i wydajnym rozwiązaniem spełniającym wymagania w zakresie bezpieczeństwa i higieny w dzisiejszych, trudnych czasach – przekonuje dr Minghsun Liu.

Badania z 2002 roku potwierdziły np., że UVC po sześciu minutach ekspozycji inaktywuje SARS (ciężki ostry zespół oddechowy). Najnowsze badania wykazały, że światło to jest równie skuteczne w walce z koronawirusem. Zgodnie jednak z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, bezpośrednia ekspozycja na promieniowanie UVC nie powinna być stosowana do dezynfekcji jakichkolwiek obszarów skóry. Może być użyte do dezynfekcji powierzchni, istotne jednak, by były to przetestowane urządzenia. Takim jest opracowane niedawno UVC PureLight 360, które eliminuje większość patogenów.

– W obliczu nowej rzeczywistości w czasie pandemii COVID-19 firmy i instytucje nadal polegają na ręcznych i niewystarczających technikach dezynfekcji, które obejmują stosowanie agresywnych chemikaliów i sprayów, które oczyszczają tylko powierzchnie – wskazuje Alan Mandel, dyrektor generalny i współzałożyciel firmy UVC PureLight 360. – Zdaliśmy sobie sprawę, że istnieje lepszy sposób dezynfekcji patogenów bez użycia chemikaliów, w bezpieczny, zautomatyzowany sposób, wykorzystujący moc światła UVC. 

Jak podkreślają twórcy urządzenia, łączy ono działanie UVC z nową technologią, dzięki czemu jest znacznie bardziej skuteczne niż inne, podobne urządzenia.

– Wykorzystaliśmy unikalne połączenie sprawdzonego, stuletniego indukcyjnego oświetlenia UVC z najnowszą technologią LED, aby stworzyć potężny system dezynfekcji ultrafioletem – tłumaczy Justin Miller, dyrektor ds. technologii i współzałożyciel UVC PureLight 360.

System jest sterowany ręcznie i bezprzewodowo, przy tym wykorzystuje długo działające żarówki oraz maksymalną wydajność precyzyjnie obliczoną i udowodnioną, że jest skuteczna przeciwko patogenom. Dzięki czujnikom ruchu jest bezpieczny dla człowieka i może być instalowany np. w hotelach.

– Nasz system jest łatwy w obsłudze poprzez panel sterowania na pokładzie lub bezprzewodowo przez Bluetooth czy WiFi za pomocą naszej bezpłatnej aplikacji towarzyszącej. Funkcje bezpieczeństwa obejmują zdalne wyłączanie awaryjne i zintegrowane czujniki 360 stopni, które automatycznie wyłączają światło ultrafioletowe po wykryciu ruchu w pomieszczeniu – mówi Justin Miller.

TP Vision – właściciel marki Philips TV & Sound – notuje rekordowe wyniki

TP Vision, właściciel marki Philips TV & Sound, zaprezentowało swoje ostatnie wyniki biznesowe.  Po 3 latach ciągłego wzrostu, w pierwszej połowie 2020 roku TP Vision kontynuuje ten trend. Philips Sound – nowa inwestycja TP Vision – zaczyna przynosić zyski.

  • Zysk TP Vision, a także udział firmy w rynku europejskim, wzrósł w ciągu ostatnich trzech lat o 30%.
  • Firma cały czas utrzymuje rentowność.
  • Wyniki sprzedaży telewizorów na rynku europejskim w porównaniu z rokiem ubiegłym
    (I półrocze 2020 vs. 1 półrocze 2019):

    • Wzrost o 8%, wobec średniej rynkowej, wynoszącej 4% (w Polsce wzrost o 10%).
    • Seria telewizorów TV Performance – sprzedaż podwojona w ciągu ostatnich dwóch lat (w Polsce również sprzedaż dwukrotnie wyższa).
    • Flagowa seria OLED+ z podwojoną sprzedażą w Europie (w Polsce również sprzedaż dwukrotnie wyższa).
  • Ponad 200 europejskich nagród dla telewizorów OLED.
  • Dzięki znaczącym inwestycjom oraz odświeżeniu portfolio produktów, od czasu przejęcia marki Philips TV przez TP Vision biznes wzrósł dwukrotnie.

TP Vision z siedzibą w Amsterdamie odpowiada za projektowanie, rozwój, produkcję, sprzedaż oraz marketing telewizorów Philips w Europie, Rosji, na Bliskim Wschodzie, w Afryce Południowej, Indiach oraz niektórych krajach Azji i Pacyfiku. Od niedawna – również produktów audio marki Philips na całym świecie, pod licencją Koninklije Philips N.V.

Przez ostatnie trzy lata Philips TV pozostaje marką telewizorów notującą najwyższy wzrost na rynku. Przez cały ten czas przynosi zyski i wprowadza kolejne innowacje. Przez ostatnich osiem lat, od czasu objęcia marki przez TP Vision, Philips TV powraca do swojej dawnej roli lidera w dziedzinie jakości obrazu, dźwięku, innowacyjności oraz designu.

Ostatnie trzy lata to dla Philips TV okres znaczących wzrostów – sprzedaż na rynku europejskim wzrosła w tym czasie o 21%, a przychody i udziały w rynku – o ponad 30%, a wszystko to  przy zachowaniu rentowności. W Polsce w ciągu ostatnich trzech lat nastąpił 24% wzrost sprzedaży jeśli chodzi o liczbę telewizorów, a w ujęciu wartościowym o 40%.

Pozytywne wyniki to zasługa wzrostów w wielu segmentach, z których dwa wydają się jednak najważniejsze. Pierwszy – to telewizory serii Performance, które oferują jakość na poziomie urządzeń premium, są wyposażone w technologię Ambilight, są przy tym oferowane w rozsądnej cenie. W ciągu ostatnich dwóch lat telewizory tej serii odnotowały dwukrotny wzrost sprzedaży.

Podobny sukces osiągnięto w kategorii OLED. Philips opracował serię o nazwie OLED+, która łączy technologię OLED, system Ambilight, nagradzany procesor P5 oraz wysoką jakość dźwięku, uzyskaną dzięki współpracy z wyspecjalizowaną w segmencie dźwięku marką Bower & Wilkins. Seria OLED+ zanotowała w swojej kategorii ponad 50% wzrost sprzedaży rok do roku.

W najbliższym czasie TP Vision, oprócz rozwoju biznesu w segmencie telewizorów, będzie również skupiać się na urządzeniach audio – w ramach marki Philips Sounds, w tym na odrodzeniu marki Philips Fidelio, oferującej słuchawki i soundbary klasy premium.

W kategorii audio TP Vision zapowiada premiery w segmencie soundbarów i słuchawek, w tym serię premium wyciszonych słuchawek Philips Fidelio L3, a także soundbary Phlips Fidelio B95 i B97.

Marka Philips, zarówno w segmencie telewizorów, jak i urządzeń audio, zawsze zajmowała szczególne miejsce na europejskim rynku, była ceniona przez klientów. TP Vision zamierza w dalszym ciągu inwestować i rozwijać kategorię elektroniki użytkowej, wprowadzać innowacje, nowoczesne wzornictwo, dbać o najwyższą jakość – aby zapewnić klientom wyjątkowe doświadczenia w zakresie obrazu i dźwięku.

Psychologiczna bariera dolara

Psychologiczna bariera dolara i 20 centów za euro jest coraz bliżej. Już teraz amerykańska waluta jest najsłabsza od ponad dwóch lat. Jeszcze niedawno wydawało się, że rynki z ważnymi rozstrzygnięciami poczekają na wybory w USA, ale jak widać nie chcą czekać.

Inflacja w Niemczech

Nasz zachodni sąsiad ostatnimi czasy ustabilizował poziom cen. Miesiąc temu w ujęciu rocznym mieliśmy deflację 0,1% w tym miesiącu dane mówią o równym 0% zmian. Powodem spowolnienia jest oczywiście wpływ pandemii koronawirusa. Nie zmienia to faktu, że jak na duże gospodarki Niemcy radzą sobie wyjątkowo dobrze z kryzysem i często są wskazywane jako wzorzec. To dobra kondycja niemieckiej gospodarki jest jednym z powodów umacniania się euro wobec dolara. Po porannych wzrostach dolar jest najsłabszy względem euro od ponad dwóch lat.

Indeksy PMI z Europy

Indeks PMI dla przemysłu ze strefy euro finalnie wyniósł dokładnie tyle, co oczekiwano, czyli 51,7 pkt. Tak dużej zgodności nie było jednak w głównych gospodarkach. Korekta po wstępnych danych pokazała mniejszy optymizm w Niemczech, ale większy we Francji. Państwa te mają największy wpływa na łączny odczyt. Wynik powyżej 50 pkt jest uznawany za zapowiedź rozwoju, bowiem ponad połowa odpowiedzi jest pozytywna.

Słabsze dane z Polski

Odczyt PMI przemysłowego dla Polski nie był tak dobry jak dla strefy euro. 50,6 pkt to nie jest słaby wynik, wciąż przekracza barierę 50 pkt. Oczekiwania wynosiły jednak 52,9 pkt. W ujęciu rocznym inflacja kolejny miesiąc spada i wynosi obecnie 2,9%. Pomimo tych danych złoty umacnia się względem głównych walut. Jednym z powodów jest odpływ kapitałów z USA do Europy. Pośrednio część z nich płynie dalej do naszej części świata. Stąd też umocnienia dzisiaj nie tylko złotego, ale również forinta węgierskiego, czy korony czeskiej.

Dzisiaj dzień wolny na Słowacji z okazji Dnia Konstytucji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Merck z nowym prezesem zarządu

Firma naukowo-technologiczna Merck, działająca w obszarach healthcare, life science oraz zaawansowanych materiałów i technologii, ma nowego prezesa zarządu. Od 1 września br. spółką w Polsce kieruje Phil Krzyzek, pełniąc jednocześnie funkcję dyrektora generalnego Działu Biopharma.

Phil Krzyzek ma ponad dwudziestopięcioletnie doświadczenie w branży farmaceutycznej, zarówno w zakresie łańcucha dystrybucji, jak również w ramach programów bezpośredniego wsparcia pacjentów – w dużych spółkach o ugruntowanej pozycji, a także w startupach. Do Merck dołączył w styczniu 2017 roku obejmując stanowisko Senior Business Unit Director w brytyjskiej spółce, gdzie zarządzał takimi obszarami jak: leczenie niepłodności, endokrynologia oraz leczenie chorób cywilizacyjnych. Działające wówczas odrębnie zespoły przekształcił w jeden dynamicznie rozwijający się dział. Od początku 2020 roku pełnił funkcję Senior Director of Commercial Operations i odpowiadał za wdrożenie specjalnego programu odbudowy związanego z wybuchem pandemii COVID-19.

„Global specialty innovator” to określenie, które bardzo dobrze oddaje globalne aspiracje naszej firmy. Z pewnością będziemy nadal realizować naszą lokalną rolę w dążeniu do ich realizacji. Jestem bardzo dumny z tego, że dołączam do świetnego zespołu, który z zaangażowaniem tworzy firmę, pomagającą ludziom z myślą o początku, jakości i długości ich życia. Widzimy również naszą rolę w walce z pandemią koronawirusa, i to nie tylko z perspektywy naszego Działu Biopharma, ale także Life Science. Nasze produkty z tego obszaru są wykorzystywane między innymi w pracy nad: ponad 45 szczepionkami kandydackimi i 35 rozwiązaniami z zakresu technologii testowania na całym świecie – mówi Phil Krzyzek, prezes zarządu firmy Merck w Polsce. – Jeśli chodzi o moje zainteresowania zawodowe, to zawsze skupiały się one wokół nauki i technologii. Oba te aspekty łączy w sobie Merck, który na polskim rynku działa już prawie od 30 lat. Przeprowadzka z Wielkiej Brytanii do Polski jest dla mnie także szczególnie ważna z powodów osobistych tj. ze względu na moje polskie korzenie – dodaje.

Phil Krzyzek, zanim dołączył do Merck, pracował dla takich firm jak Pfizer, AstraZeneca czy IQVIA. Zajmował wiele różnorodnych stanowisk, zdobywając doświadczenie zawodowe w obszarach: sprzedaży, marketingu, dystrybucji, rozwoju biznesu, a także zarządzania. Jest absolwentem mikrobiologii i technologii mikrobiologicznej na Uniwersytecie w Warwick. Posiada również tytuł MBA (Open University).

Selen Zeydanli Bisson, dotychczasowa prezes zarządu spółki Merck oraz dyrektor generalna Działu Biopharma, podjęła w ramach struktury firmy nowe wyzwania zawodowe poza Polską.

Rozwój sektora bankowego zależy od nowoczesnych technologii

Zapytaliśmy prezesa polskiego fintechu Provema – Grzegorza Szulika, o przyszłość sektora bankowego w Polsce i w Europie.

Redakcja: W jaki sposób będą się rozwijać bankowe systemy transakcyjne. Czy w tym obszarze istnieją istotne, niezaspokojone potrzeby klientów detalicznych i biznesowych?

Grzegorz Szulik: Z roku na rok przybywa użytkowników bankowości internetowej i mobilnej. Według danych z systemu ELIXIR Krajowej Izby Rozliczeniowej w Polsce co minutę wykonywanych jest prawie 4 tysiące operacji bankowych. Doskonale obrazuje to skalę rozwoju i zapotrzebowania na systemy transakcyjne.

Klienci, od systemów transakcyjnych wymagają wielozadaniowości – prostych, funkcjonalnych i wygodnych rozwiązań, które umożliwią im sprawne operowanie swoimi zasobami finansowymi. Chcą mieć wszystko pod ręką, na przykład szybki dostęp do profilu zaufanego. Z kolei klienci biznesowi oczekują uproszczonych procedur bez konieczności wizyt w oddziałach banków. Digitalizacja usług bankowych i finansowych otwiera szeroki wachlarz możliwości. Zawsze można coś udoskonalić, dodać albo zmienić. Dużo łatwiej jest elastycznie reagować na pojawiające się potrzeby klientów. Należy więc się spodziewać, że systemy bankowe będą w przyszłości zawierać coraz większą ilość funkcjonalności.

Jak się zmienia stopień konkurencyjności sektora bankowego w Polsce i w Unii Europejskiej. Jaki jest w tym zakresie wpływ polskich władz? Jaki jest wpływ repolonizacji sektora na sytuację rynkową? ? Czy w tej chwili jest możliwe wejście na rynek nowych graczy?

Polski sektor bankowy przez ostatnie lata był jednym z najszybciej rozwijających się w Europie. Aktualnie mamy ponad 37 mln internetowych kont bankowych i ponad 10 mln aplikacji mobilnych. Od 2016 roku władze postawiły sobie cel zwiększenia udziału kapitału krajowego w polskim sektorze bankowym. I to się dzieje. Obecnie pod kontrolą Skarbu Państwa jest Alior Bank, PKO BP, Pekao SA, BOŚ Bank SA, Bank Pocztowy SA, BGK. Z kolei Getin Noble Bank, Idea Bank, Plus Bank, Bank BPS i SG Bank należą do krajowych inwestorów. Od ponad roku prawie 54% aktywów banków jest pod kontrolą Skarbu Państwa lub krajowych inwestorów. Jeszcze 10 lat było to niewiele ponad 20%. Mimo wielu fuzji i rynkowych zawirowań, polski sektor bankowy w 2018 roku był wciąż największym płatnikiem podatku CIT w gospodarce. Do budżetu z tego tytułu wpłynęło 5,5 mld złotych. Połączone banki są w stanie wykorzystywać liczne synergie, doskonale sobie radzą inwestując w odpowiednie branże, na przykład w firmy technologiczne.

W przyszłości silniejszą pozycję konkurencyjną będą miały banki, które będą w mądry sposób ograniczać koszty własne, na przykład dzięki wprowadzeniu innowacyjnych systemów opartych o algorytmy sztucznej inteligencji. Banki muszą przejąć filozofię działania charakterystyczną dla branży fintech, która w przeciwieństwie do tradycyjnego sektora bankowego nie odczuła negatywnego wpływu epidemii na swoją działalność.

To oznacza, że ewentualne pojawienie się na rynku nowych graczy możliwe jest tylko wtedy, gdy będą mieli przewagę technologiczną.

Jakie technologie będą miały największy wpływ na rozwój sektora bankowego w najbliższych latach?

Bez wątpienia sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. Nie wyobrażam sobie digitalizacji sektora bankowego bez sprawnego implementowania AI we wszelkie kluczowe procesy.

Technologie oparte na sztucznej inteligencji mogą się przyczynić do ogromnej obniżki kosztów operacyjnych i zwiększenia sprawności działania sektora bankowego.

Provema od dłuższego czasu stosuje algorytmy oparte o sztuczną inteligencję do analizy ryzyka kredytowego na rynku drobnych pożyczek konsumenckich. Dzięki temu decyzja kredytowa może być podjęta bez udziału człowieka, w ciągu kilku sekund. Cały proces jest bardzo sprawny a jego koszty zmienne są bliskie zeru. Ale to nie koniec korzyści. Dobrze skonfigurowany system sztucznej inteligencji działa skuteczniej niż tradycyjne komisje kredytowe. Dzięki temu jesteśmy w stanie znacznie ograniczyć szkodowość udzielanych pożyczek, co wiąże się z kolejnymi oszczędnościami w absolutnie kluczowym obszarze działalności.

 

Czy automatyczne rozwiązania z użyciem sztucznej inteligencji w najbliższym czasie będą mogły być stosowane do oceny ryzyka kredytowego projektów biznesowych?

Oczywiście. Prawdę mówiąc w pewnym zakresie już to robią. Sztuczna inteligencja to bardzo plastyczne narzędzie. Odpowiednio opracowane i uruchomione będzie nieocenione w wielu procesach.

W porównaniu z rynkiem konsumenckim, ocena ryzyka projektów biznesowych to zagadnienie znacznie bardziej złożone. Pod uwagę należy wziąć znacznie więcej czynników, nie tylko dotyczących kredytobiorcy ale również otoczenia prawnego czy konkurencyjnego. Jednak paradoksalnie im bardziej skomplikowany jest proces analityczny, tym bardziej uwidacznia się przewaga wynikająca z zastosowania technologii. Lata doświadczeń w branży finansowej nauczyły mnie, że poleganie na ludzkiej intuicji przy ocenie ryzyka jest, delikatnie mówiąc, niezbyt efektywne.

Provema ma ambicje przekształcić się w najnowocześniejszy bank w Europie. Rozumiem, że ma to się opierać o przewagę konkurencyjną uzyskaną w oparciu o autorskie rozwiązania informatyczne. W jakich kierunkach planujecie rozwijać te rozwiązania?

Nie ukrywamy, że Provema w niedalekiej przyszłości będzie bankiem. Będziemy chcieli wypracować przewagę konkurencyjną w oparciu o rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji, system weryfikacji i odzyskiwania należności a także maksymalnie satysfakcjonującą obsługą klienta.

Technologia wspierana przez sztuczną inteligencję to nasz główny kierunek rozwoju, chcemy zmienić zasady gry i stać się połączeniem banku i nowoczesnego przedsiębiorstwa z branży technologii finansowych. Marketing i dystrybucja naszych usług będzie odbywać się wyłącznie przez internet, co nie tylko obniży nasze koszty ale również ułatwi rozwój. Proszę sobie wyobrazić naszą przewagę kosztową nad bankiem, który utrzymuje kilkadziesiąt oddziałów zatrudniających po kilkanaście lub kilkadziesiąt osób.

Wydaje się, że jeżeli bankowe systemy sztucznej inteligencji mają pełnić coraz bardziej złożone funkcje, to ich rozwój będzie wymagał coraz większych nakładów kapitałowych. Oznacza to, że prawdopodobnie będą one rentowne dopiero przy bardzo dużej skali operacji. Dzięki temu naturalną przewagę na rynku uzyskają międzynarodowe instytucje bankowe. W jaki sposób Provema chce znaleźć dla siebie miejsce na tym rynku?

Sukcesy licznych przedsiębiorstw z branży fintech pokazują, że przełomowe technologie są opracowywane przez niewielkie przedsiębiorstwa, których funkcjonowanie jest oparte o własne zespoły IT. Poza tym rozwój technologii wspieranej przez AI wymaga nakładów proporcjonalnych do skali działalności instytucji która wdraża takie rozwiązania. Międzynarodowe instytucje musza liczyć się z dużo większymi kosztami wdrożenia niż mniejsze, wyspecjalizowane banki, dla których taka technologia jest rdzeniem biznesu.

Międzynarodowe banki, zatrudniające dziesiątki tysięcy osób, mają tak ogromne koszty operacyjne, że ich funkcjonowanie będzie wymagać licznych usprawnień i restrukturyzacji. Wiele z nich nie przetrwałoby epidemii koronawirusa bez pomocy rządów i banków centralnych. Tymczasem dla fintechów epidemia stała się okazją biznesową i motorem rozwoju. Ta sytuacja pokazuje, w jakim kierunku będzie ewoluować światowa branża finansowa.

Po co powstaną huby przeładunkowe? Pakiet mobilności i jego możliwe konsekwencje

Jak podaje UNCAD[1] globalne potrzeby inwestycyjne w zakresie infrastruktury transportowej do 2040 roku mogą kosztować nawet 94 biliony dolarów.[2] Chodzi między innymi o poprawę przepustowości tej infrastruktury, która wykorzystywana jest przez branżę logistyczną. Bank Światowy alarmuje, że indeks wydajności logistyki wymaga poprawy, a rosnące zapotrzebowanie na dostawy towarów, obecnie podbijane przez e-commerce oraz last mile delivery, to szansa na rozwój centrów logistycznych, magazynów miejskich czy transportu intermodalnego. Nie bez echa obejdzie się również pakiet mobilności. Jego zmienione zapisy dotyczące konieczności powrotu do bazy co osiem tygodni oraz wymóg korzystania z tachografów w busach sprawią, że krajobraz sektora TSL może się w przyszłości zmienić. Według ekspertów Inelo mogą na przykład powstawać huby przeładunkowe, które umożliwią przewoźnikom sprawne i rentowne realizowanie frachtów na dalekich trasach.

Huby przeładunkowe w transporcie drogowym

Przeładunkami w branży TSL określa się wysyłkę towaru do pośredniego miejsca zanim trafi od do klienta. Zazwyczaj kojarzony jest z wykorzystaniem w tym celu dwóch różnych środków transportu, na przykład kolei i ciężarówki. Jednak nie jest to regułą. Duże centra logistyczne zlokalizowane w pobliżu torów kolejowych lub portów faktycznie przeładowują kontenery ze statków na pociągi towarowe lub ciężarówki. Z uwagi na rozwój infrastruktury logistycznej oraz trendy rynkowe generujące popyt jak e-commerce czy dostawa tego samego dnia, a także zmiany w unijnym prawie drogowym oraz cyfryzację transportu i logistyki powstaje coraz więcej magazynów miejskich usytuowanych w pobliżu dużych aglomeracji miejskich oraz tak zwanych hubów przeładunkowych. Zwłaszcza te ostanie mają szansę na rozkwit, ponieważ nowe regulacje zawarte w pakiecie mobilności mogą wymusić na przedsiębiorcach poszukiwanie takich rozwiązań w realizowaniu zleceń.

Jak zauważa Tomasz Czyż, ekspert Inelo oraz systemu telematycznego GBOX, monitorującego ponad 30 tys. ciężarówek, jeżdżących po UE – Przedsiębiorcy logistyczno-transportowi stoją przed wyzwaniami, jakie stawia im zarówno sytuacja ekonomiczna wywołana koronawirusem, jak zmiany w europejskim prawie drogowym. Pakiet mobilności, którego zapisy o delegowaniu obowiązują od 20 sierpnia 2020 roku, zakłada również między innymi obowiązek powrotu do kraju, tj. miejsca bazy przedsiębiorstwa, samochodu ciężarowego po ośmiu tygodniach w trasie, co może przysparzać przewoźnikom sporo problemów. Już teraz w środowisku spedycyjnym słyszy się głosy, że huby przeładunkowe zlokalizowane na najczęściej uczęszczanych i dalekich trasach, gdzie będzie można doładować naczepę, by nie wracać na pusto lub zostawić ładunek dla innego pojazdu, mogą pomóc zachować rentowność zleceń.

Pakiet mobilności – część przepisów, która wchodzi za 18 miesięcy to m.in.

Powrót każdego pojazdu do centrum operacyjnego firmy w kraju siedziby raz na co najmniej osiem tygodni.

Ograniczenie dostępu do rynku w zakresie kabotażu. Dotychczasowe zasady dla transportu międzynarodowego to możliwość wykonania trzech operacji w ciągu siedmiu dni. UE w pakiecie mobilności dodała czterodniowy okres przerwy pomiędzy kabotażami tym samym pojazdem w tym samym kraju.

Wyłączenie z delegowania operacji tranzytowych, przewozów bilateralnych (z/do PL) oraz maksymalnie dwóch załadunków lub rozładunków towarzyszących przewozom bilateralnym (ten ostatni pod pewnymi warunkami np. inteligentny tachograf 2-gen., w drodze z polski dozwolona maks. 1 dodatkowa operacja).

Objęcie delegowaniem przewozów cross-trade oraz wszelkich operacji kabotażowych.
Korzystanie z pełnych układów zbiorowych przy rozliczaniu płac minimalnych oraz brak możliwości zaliczania diet i ryczałtów.

Rezultat może być taki, by uniknąć objęcia delegowaniem, co wiąże się ze wzrostem kosztów pracowniczych, firmy będą chciały częściej jeździć z ładunkiem na przykład z Polski do Niemiec i z powrotem. Wówczas towar będzie przeładowany i podejmie go inny pojazd, który pojedzie w dalszą trasę. Możliwe jest większe wykorzystanie potencjału hubów przeładunkowych oraz przepinanie naczep. Na to powinni również przygotować się załadowcy i spedytorzy. Jeśli zapis o powrocie samochodu ciężarowego do kraju co najmniej po ośmiu tygodniach pracy utrzyma się, to ograniczy się również dostępność załadunkowa tirów. Trzy czwarte transportu towarów w Europie odbywa się po drogach, a Polacy odpowiadają za największą ilość tonokilometrów przewiezionych w ostatnich latach po starym kontynencie. Krajobraz transporotowo-spedycyjny w najbliższych latach może się zmienić, a huby przeładunkowe są tylko jedną z opcji dostosowania się do nowych warunków – podsumowuje Czyż.

Co ma wspólnego e-commerce i busy z tachografami?

Według McKinsey i World Economic Forum ¼ światowej populacji kupuje online, a udział rynku e-commerce ma wzrosnąć do 17,9 proc. i osiągnąć poziom 20 proc. wszystkich zakupów w 2023 roku. Taki rozwój online shopping spowoduje zwiększone zapotrzebowanie na dostawę tzw. ostatniej mili, w której znaczący udział mają między innymi busy, rozwożące towary po całej Europie. W skali globalnej, do 2030 roku, sektor ten ma wzrosnąć nawet do 78 proc. Analiza The Future of the Last-Mile Ecosystem wskazuje, że znaczenie e-commerce spowoduje większą liczbę (o 36 proc.) samochodów dostawczych i busów w 100 największych miastach na świecie. Dlaczego to istotne informacje dla transportu drogowego?

Rozwój e-commerce ma bezpośredni wpływ na ilość ładunków przewożonych między innymi przez busy, które do tej pory pracują bez rejestrowania czasu pracy i jazdy przy pomocy cyfrowych rejestratorów. Dlatego mogą pokonywać dalekie odległości w dostawach bezpośrednich. Jednak pakiet mobilności to zmieni – mówi ekspert GBox.

Dodatkowe ważne ustalenia pakietu mobilności:

Wymóg stosowania się właścicieli firm przewozowych z tzw. flotą lekką do norm czasu jazdy i odpoczynków, takich jak obecnie obowiązują kierowców ciężarówek (rozporządzenie 561), przy czym należy pamiętać, że obowiązek instalacji i użytkowania tachografu będzie miał zastosowanie od lipca 2026 roku.
W ciągu 21 miesięcy od daty publikacji pakietu mobilności przewoźnicy, dysponujący busami, będą mieć obowiązek spełniania wszystkich wymogów dotyczących wykonywania zawodu przewoźnika drogowego, w tym m.in. posiadać licencję oraz zabezpieczenie finansowe na każdy pojazd.

Europosłowie w pakiecie mobilności zajęli się też pojazdami poniżej 3,5 tony. Zmiany w rozporządzeniu 561/2006. dotyczą czasu prowadzenia busów, odbierania odpoczynków i przerw, co obecnie jest wymagane i stosowane w prowadzeniu ciężarówek. W związku z wejściem w życie pakietu mobilności będą miały zastosowanie również wobec wszystkich samochodów o DMC powyżej 2,4 tony wykorzystywanych w międzynarodowym transporcie drogowym. Na pokładzie busów będą musiały się znaleźć inteligentne tachografy. To duży krok w stronę unifikacji rynku.

Tym samym kierujący busem wyposażonym w tachograf cyfrowy będzie musiał posiadać imienną kartę kierowcy. Na niej zapisywane będą wszystkie aktywności, takie jak czas prowadzenia pojazdu, innej pracy, dyspozycji i postoju. Branża transportu lekkiego będzie musiała się z tym zmierzyć, a pomocne mogą okazać się właśnie huby przeładunkowe oraz magazyny i centra logistyczne, które posiadają zaplecze socjalne do kierowców busów dalej firmy. Duże przedsiębiorstwa logistyczne i spedycyjne mogą na przykład wynajmować część powierzchni magazynowych na najczęściej uczęszczanych kierunkach. Trasa z Polski do Hiszpanii w trybie express może odbywać się właśnie z przystankami na przeładunek w hubie logistycznym. Transport uczy się większej elastyczności i skalowania modelu biznesowego tak, by był opłacalny. Polscy przewoźnicy są odporni na zmiany i sprawnie reagują na wyzwania stawiane przez unijnych legislatorów. Jednak należy obserwować rynek. Huby przeładunkowe to trend obecnie dyskutowany w kręgach przedstawicieli TSL. Ważna jest też większa automatyzacja i cyfryzacja transportu. Jedno jest pewne, zmiany są nieuniknione, a pakiet mobilności tylko je przyspieszył – podsumowuje Tomasz Czyż, Inelo.

[1] Konfederacja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju. Organ pomocniczy Organizacji Narodów Zjednoczonych utworzony w 1964 roku w Genewie

[2] Koszty szacowane na podstawie cen produktów i usług z 2015 roku.

Pandemii nie zmieniła podejścia do wellbeingu. Najbardziej pożądane benefity w nowej rzeczywistości

,3 na 5 – to ocena jaką polscy pracownicy wystawili swoim pracodawcom za działania w obszarze zdrowia i samopoczucia podczas pandemii – wynika z badania Activy Przyszłość wellbeingu i benefitów pracowniczych – nowe porządki. W nowej rzeczywistości pracujący stawiają przede wszystkim na elastyczne podejście do czasu i miejsca wykonywania pracy oraz usługi medyczne. Dla 70% pracowników najważniejszą potrzebą benefitową jest też regularna aktywność fizyczna, a dla niemal 3/4 wsparcie w zakresie kondycji mentalnej – co staje się nowym trendem na rynku pracy. Jakie rozwiązania firmy mogą zaproponować by sprostać temu wyzwaniu?

Sprawdzian dla pracodawców

Kryzys związany z wybuchem epidemii wystawił firmy na próbę, którą nie wszyscy przeszli. Pomimo deklaracji zarządzających i specjalistów HR w zakresie wspomagania wellbeingu, aż 47,9% pracowników twierdzi, że podejście ich pracodawców w tej kwestii się nie zmieniło, a 19,3% nie ma w tym obszarze zdania. Ocena postawy firmy jest też ściśle powiązana z poziomem własnego samopoczucia pracowników. Ci odczuwający pogorszenie swojego dobrostanu względem czasu sprzed pandemii, ocenili pracodawcę średnio na 2,5 w skali od 1 do 5, a osoby z dobrym samopoczuciem wystawili już ocenę 3,8.

Raport Activy – Infografika 7
1.Ocena podejścia pracodawcy do aspektów związanych ze zdrowiem i samopoczuciem pracownika na podstawie badania ankietowego na próbie 1200 osób ze 100 polskich firm

Weryfikacja potrzeb i nowe benefity pracownicze

Pomimo trudności związanych z organizacją pracy w domu i izolacją społeczną, potrzeby pracowników przed i po pandemii nie zmieniły się istotnie. To może oznaczać, że tę nową rzeczywistość traktują jako zjawisko przejściowe i nie weryfikują jeszcze pod tym kątem swojego podejścia do życia. Stale najważniejszą potrzebą związaną z wellbeingiem jest

regularna aktywność fizyczna. Na znaczeniu najbardziej zyskała zaś równowaga psychiczna – o 8,5 p.p. więcej osób odczuwa jej deficyt. Pracownicy odzyskali za to czas na przyjemności i aktywności rodzinne – o 9,9 p.p. zmalało wskazanie tej potrzeby. Pandemia pozwoliła także zyskać dystans do świata zawodowego – o 5.7 pp. zmniejszyło się pragnienie poczucia spełnienia w pracy.

Raport Activy – Infografika 6
2. Procentowy udział potrzeb pracowników przed i po pandemii

Niemniej jednak sytuacja zmieniła nieco stosunek pracowników do oferowanych benefitów i wymusiła na pracodawcach wprowadzenie nowych rozwiązań.  Niemal 74% pracowników uważa, że najważniejsze w obecnym pakiecie benefitowym powinno być elastyczne podejście do miejsca i czasu wykonywania pracy. Z oczywistych względów priorytetowe stało się oferowanie przez pracodawcę pakietu medycznego – wskazuje tak 73,3% badanych. Z perspektywy pracodawcy wśród oferowanych benefitów nadal króluje pakiet medyczny (wzrost o 4 p.p.) i karta Multisport. Co ciekawe, firmy bazujące na tych świadczeniach oceniane są jedynie o 5,5% lepiej od średniej w kwestii podejścia do wellbeingu. Dużo lepszą oceną (od 10% do 12% wyższą od przeciętnej) daje natomiast pracodawcy inwestycja w sport (np. wyzwania i sekcje firmowe) czy wsparcie psychologiczne (o 12% lepiej).

Oczekiwania wobec pracodawców najlepiej wyrażają opinie samych pracowników, a te mówią wiele: Aktywność fizyczna traktowana jest jako coś ze sfery prywatnej, gdy moim zdaniem obowiązkiem każdego pracownika powinno być zadbanie o swoje zdrowie w ramach pracy – w tym momencie, przy zadaniowym czasie pracy mamy więcej godzin przed komputerem, a zadbanie o nasze zdrowie, przede wszystkim kręgosłup, jest wypychane do czasu „po pracy”. Niewiele go w rezultacie zostaje – ocenia jeden z uczestników badania.

Wellbeing mentalny czyli dlaczego warto zadbać o zdrowie psychiczne pracownika?

Pandemia obnażyła wiele problemów związanych z kondycją mentalną pracowników, a ta znacząco się pogarsza – na depresję cierpi w Polsce aż 1.5 mln ludzi, a pośrednie koszty tej choroby, wynikające z obniżonej produktywności pracujących czy opuszczonych dni w pracy, ocenia się na ok. 1-2.6 mld złotych rocznie[1]. Kryzys związany z COVID-19 spowodował znaczny wzrost występowania u pracowników zaburzeń na tle lękowym i depresyjnym, a na pracodawców spadła odpowiedzialność wsparcia ich w tym obszarze. Aż 72.6% badanych uważa, że firma powinna zapewnić benefity związane z kondycją psychiczną, podczas gdy przed pandemią oferowało je jedynie ok. 3%, a w nowej rzeczywistości nadal mniej niż 7% organizacji. Co ciekawe, kondycja mentalna jest szczególnie ważna dla millenialsów – jako priorytetową kwestię wskazało ją najwięcej osób w wieku 18-24 lata (71,4%) oraz 25-30 lat (75,6%).

Główna idea, która powinna właśnie teraz przyświecać pracodawcom to zadbanie o zdrowie psychiczne pracowników. Temat ten nie jest nowością, ale pandemia uwypukliła wiele problemów, które wcześniej nie były tak widoczne. Teraz jest czas na działanie. Niestety część firm wciąż nie zauważa tego problemu. Niektórzy pracownicy przeszli przez pandemię w sposób bezproblemowy, ale inni bardzo podupadli na zdrowiu psychicznym, głównie z powodu izolacji, utraty pracy, gorszej sytuacji finansowej. Stres opanował wiele sfer życia – mówi ekspertka raportu Maja Kołodziejczyk, psycholog, HR’owiec, Senior HR Manager w agencji kreatywnej 180heartbeats/JvM.

Raport Activy – Infografika 5
3. Najbardziej pożądane benefity w nowej rzeczywistości

Jako najbardziej interesujące tematy związane ze sferą mentalną badani wskazali stres i radzenie sobie z nim (54.4%) oraz wyciszenie, spokój i mindfulness (50.3%). Rozwiązania jakich najbardziej oczekiwaliby ze strony pracodawców to w przypadku 40% osób anonimowe konsultacje z psychologami 1:1 oraz dofinansowanie do spotkań z terapeutami (36%).

Zdrowy pracownik to aktywny pracownik

Według danych WHO na całym świecie już 1 na 10 śmierci spowodowana jest brakiem aktywności fizycznej . Tylko w naszym kraju problem kosztuje gospodarkę rocznie 2,2 mld EUR, a według szacunków gdyby tylko 1 na 5 nieaktywnych osób zaczęłaby regularnie uprawiać sport, koszty związane z absencją pracowników zmalałyby o 1,2 mld złotych . Z badania Activy wynika, że aktywność fizyczna pracujących nie zmalała znacząco w okresie pandemii – nadal zdecydowana większość, bo aż 62% osób ćwiczy minimum kilka razy w tygodniu, jednak ponad połowa respondentów (54%) zauważyła, że w nowej rzeczywistości ich rytm ćwiczeń uległ pogorszeniu i problem może się pogłębiać.

Wśród uprawianych aktywności obecnie dominuje jazda na rowerze (68% badanych) oraz bieganie (niemal 40%) na równi z ćwiczeniami domowymi, które praktykuje o 10 p.p. więcej osób, wyprzedzając wizyty na siłowni. Niezależnie od stopnia usportowienia pracowników przed i po pandemii, benefity sportowe są dla nich wyraźnie nadal bardzo ważne. Widmo drugiej fali pandemii może jednak sprawić, że ich realizacja w tradycyjnej formie będzie utrudniona. Dobrym rozwiązaniem tego problemu jest organizacja sesji ćwiczeniowych z trenerami online, zdalne zajęcia fitness, jogi czy wirtualne rozgrywki i wyzwania sportowe.

Według badania Activy wyzwania sportowe w nowej rzeczywistości są już obecne w 1 na 5 polskich firm. Są one dobrym rozwiązaniem dwóch częstych problemów pracowniczych w trakcie pandemii – braku motywacji do aktywności i zdrowego stylu życia oraz ograniczonej możliwości integracji pracowników. Activy dostarcza nie tylko aplikację, ale też wszystkie elementy programu (np. dedykowaną stronę, działania marketingowe, obsługę i sporządzenie raportów) dzięki czemu zabawę w firmie można uruchomić zaledwie w kilka dni. Autorski system grywalizacji oparty o zaangażowanie, a nie poziom zaawansowania sprawia, że inicjatywa trafia do większej liczby pracowników i zachęca nawet tych najbardziej opornych – mówi Igor Pielas CEO, Activy Bike&Run App.

Integracja poprzez zaangażowanie

Pozostając w świecie, gdzie nie mamy możliwości codziennie widywać się ze znajomymi z pracy, powinniśmy postawić jeszcze większy nacisk na integrację i budowanie społeczności. Na dłuższą metę pracownicy nie wytrzymają w izolacji, dlatego będą szukali innych form spotykania się – ocenia Monika Sońta, Akademia Leona Koźmińskiego, konsultantka rozwoju organizacji w komunikujemy.com.Raport Activy – Infografika 4

Z badania Activy jasno wynika, że chęć kontaktowania się ze współpracownikami jest nadal aktualna. Aż 89% osób, które swoje obecne samopoczucie w porównaniu do stanu sprzed pandemii oceniają negatywnie, szczególnie dokucza brak integracji z zespołem. 59,4% z nich deklaruje, że chciałoby realizować tę potrzebę także w nowej, utrudnionej rzeczywistości. Najsilniej trend ten widoczny jest u najmłodszych pracowników – 56,3% z nich odczuwa brak integracji względem 29,6% tych najstarszych. Tymczasem wielu pracodawców pomija ten aspekt: Niektórzy pracodawcy już dostrzegają w tym szczególnie duży potencjał do cięcia kosztów, zdając się zapominać o tym, że ludzie to jednak istoty stadne, które potrzebują ze sobą przebywać, nawiązywać relacje i współpracować, bo wtedy wyzwala się w nich najwyższa kreatywność – jeden z badanych pracowników:

Wellbeing w przyszłości czyli długofalowa strategia działań

Firmy chcąc zachować wysoką efektywność i zaangażowanie pracowników będą musiały mądrze przeorganizować dotychczasową politykę benefitową. Główny wniosek płynący z lekcji jaką jest pandemia, to, że benefity powinny być elastycznie dopasowane do potrzeb poszczególnych grup pracowników. Preferencje różnią się w zależności od wieku, płci i sytuacji życiowej pracownika. Na przykład elastyczne godziny pracy jako pożądany benefit wskazuje znacznie więcej kobiet (81%) niż mężczyzn (68%). Podobnie jak aż 81% najmłodszych pracowników ocenia ten aspekt jako najważniejszy, względem jedynie 52% tych najstarszych. Możliwość korzystania z kart sportowych pojawia się wśród mężczyzn na 4 miejscu oczekiwanych benefitów, a u kobiet dopiero na 7.Raport Activy – Infografika 3

Badani, którzy uważają, że ich pracodawca zmienił swoje podejście do oferty świadczeń, największe zaangażowanie firmy obserwują w obszarze kondycji psychicznej (wzrost o 19 p.p.), następnie w kwestii dbania o zdrowie (16 p.p.) oraz poczucia bezpieczeństwa (15 p.p.). Wiele wskazuje na to, że będą to nowe trendy w kształtowaniu długoterminowej strategii benefitowej.Raport Activy – Infografika 2

Dzięki doświadczeniu pandemii wellbeing w firmach zyskał nowy wymiar. Zdrowie stało się absolutnym priorytetem w każdym wymiarze – fizycznym i psychicznym. Nowa sytuacja uwypukliła problemy, które istniały od zawsze, ale też uświadomiła pracodawcom konieczność holistycznego spojrzenia na pracowników i nauczyła dynamicznie i w elastyczny sposób reagować na ich potrzeby. Przed firmami jeszcze wiele pracy w tym zakresie, ale ziarno zostało zasiane – ocenia inicjatorka i współtwórczyni raportu Dorota Matuła, Co-founder & CMO Activy Bike&Run AppRaport Activy – Infografika 1

[1] Szacunki Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, https://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/depresja-kosztuje-od-ok-1-do-2-6-mld-zl-rocznie,180354,8.html

Przyzwyczailiśmy się do zdalnego załatwiania spraw

Praca zdalna i elektroniczne podpisywanie dokumentów to najbardziej popularne usługi zdalne, z których korzystamy w czasach epidemii. 17 proc. badanych deklaruje, że w takiej czy innej formie korzystało również ze zdalnej edukacji realizowanej przez szkoły, jednak widać wyraźnie że niekoniecznie chcą do tego wracać – wynika z badania Blue Media “Finanse Polaków w czasach epidemii”.

Masowa społeczna izolacja w czasie pandemii sprawiła, że wiele firm i instytucji publicznych zostało zmuszonych do wykorzystywania zdalnych rozwiązań, by móc komunikować się ze swoimi klientami i interesariuszami. I to często po raz pierwszy.

Wśród najpopularniejszych usług świadczonych przez internet, z których korzystaliśmy lub korzystamy obecnie, znalazły się kolejno: praca zdalna, elektroniczne podpisywanie dokumentów, edukacja zdalna realizowana przez szkołę, zdalne podpisywanie umów oraz medycyna zdalna.

korzystanie z usług online i zamiar w przyszłości

Praca zdalna

Z deklaracji respondentów wynika, że co czwarty z nich pracuje lub pracował zdalnie. Aż 40 proc. ma zamiar z takiej możliwości skorzystać w przyszłości.

Najczęściej zdalnie pracują obecni 30- i 40-latkowie (30 proc. z tej grupy badanych pracuje z domu), ale najchętniej chcieliby tak pracować najmłodsi badani (tj. osoby między 18 a 34 r.ż., aż 48 proc. z nich wykazuje chęć pracy zdalnej).

Obok pracy zdalnej najwięcej entuzjazmu respondenci wykazują wobec możliwości elektronicznego podpisywanie dokumentów (38 proc. chce skorzystać z takiej możliwości) oraz umów, np. z dostawcą mediów (35 proc. chętnych).

– Sytuacja pandemiczna w Polsce i na świecie wymusiła konieczność ograniczenia kontaktów społecznych, a tym samym zintensyfikowała przenoszenie do internetu wielu procesów biznesowych jak i usług publicznych. W Blue Media zauważyliśmy wzmożone zainteresowanie nie tylko naszymi płatnościami online, co było naturalnie związane z wzrostem aktywności wielu akceptantów w internecie, ale także z takimi usługami jak zdalna weryfikacja tożsamości klientów – zauważa Krzysztof Pycia, Dyrektor Sprzedaży Sektor Finansowy w Blue Media.

Edukacja zdalna

17 proc. badanych miało styczność ze zdalną edukacją realizowaną przez szkoły, jednak niekoniecznie chcą do tego wracać. Chęć korzystania z formalnej edukacji przez internet wykazuje tylko 14 proc. badanych.

Co ciekawe, z pozaszkolnych form edukacji przez internet chce korzystać więcej, bo 18 proc. respondentów, choć doświaczenie z nią miało zaledwie 9 proc. badanych. O ile więc ze szkolnej edukacji skorzystało więcej osób (17 proc), ale 86 proc. nie chce jej już kontynuować, o tyle z pozaszkolnej korzystało mniej respondentów (9 proc.), ale więcej z nich wydaje się być na takie eksperymenty gotowych.

Z edukacji szkolnej realizowanej przez internet wyraźnie częściej korzystały kobiety (zapewne matki) niż mężczyźni oraz osoby z najmłodszej przebadanej grupy wiekowej (respondentów w wieku 18-34 r.ż.; część w tej grupie wiekowej stanowią uczniowie najstarszych klas oraz rodzice najmłodszych uczniów).

Usługi medyczne online

Choć zaledwie 14 proc. skorzystało z porad medycznych online, to aż 35 proc. badanych wykazuje chęć skorzystania z nich w przyszłości. Wyraźnie częściej są to osoby z najstarszej grupy wiekowej (44 proc. wskazań) oraz mieszkańcy dużych miast (47 proc.).

Dzieci w procedurze uchodźczej rozpoczynają nowy rok szkolny

W trakcie procedury ubiegania się o ochronę międzynarodową w Polsce jest obecnie 841 dzieci w wieku szkolnym. Uczęszczają one do 126 szkół publicznych na takich samych zasadach jak dzieci polskie. Zdecydowana większość rozpoczęła nowy rok edukacji w szkołach podstawowych. Wszyscy cudzoziemcy zostali poinformowani o obowiązujących zaleceniach i ograniczeniach związanych ze stanem epidemii.

W ośrodkach dla cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową mieszka obecnie 361 dzieci w wieku szkolnym. Najwięcej przebywa w placówkach w Białymstoku, Łukowie i Bezwoli. Większość stanowią obywatele Rosji (591 osób), Ukrainy (82 os.) oraz Tadżykistanu (58 os.).

Według roku urodzenia, dzieci będące w trakcie procedury uchodźczej klasyfikują się głównie do nauki w szkołach podstawowych – 609 osób. Ponadto, 152 osoby mogą rozpocząć naukę w szkołach ponadpodstawowych, a 80 osób w przygotowaniu przedszkolnym (tzw. zerówka).

Cudzoziemcy otrzymali w zrozumiałych dla siebie językach informacje w sprawie przestrzegania zaleceń GIS, MEN i MZ w związku z obowiązującym stanem epidemii. Wszystkie dzieci zostały także wyposażone w maseczki ochronne.

Cudzoziemcy ubiegający się w Polsce o ochronę międzynarodową mogą korzystać z pomocy socjalnej zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, a edukacja jest istotnym elementem tego wsparcia. Urząd zapewnia lekcje języka polskiego, jak również zajęcia przygotowujące nowoprzybyłych uczniów do podjęcia nauki w polskich szkołach. Ponadto, UdSC zaopatruje uczniów w podręczniki oraz tzw. wyprawki szkolne.

Lekcje języka polskiego, które odbywają się w ośrodkach dla cudzoziemców prowadzone są przez szkołę językową. Zatrudnia ona wykwalifikowanych nauczycieli, doświadczonych w nauce języka polskiego jako obcego. Nauczyciel prowadzący zajęcia pozostaje w kontakcie ze szkołami, do których uczęszczają dzieci. Pozwala to na wymianę informacji o postępach i ewentualnych problemach w nauce dając możliwość dostosowania prowadzonych zajęć do potrzeb dzieci.

Na zlecenie urzędu opracowany został także program nauczania języka polskiego wraz z rozwiązaniami metodycznymi dla dzieci rozpoczynających realizację obowiązku szkolnego w Polsce. W jego ramach przygotowany został podręcznik nauczyciela zawierający scenariusze zajęć oraz materiały edukacyjne dla dzieci. Program uwzględnia specyficzne potrzeby komunikacyjne dzieci ubiegających się o ochronę międzynarodową. Uwzględnia również zróżnicowanie wiekowe uczestników.

Dzieci niebędące obywatelami polskimi, a podlegające obowiązkowi nauki oraz słabo znające język polski mają prawo do pomocy udzielanej przez tzw. asystenta międzykulturowego – osobę znającą język kraju pochodzenia dziecka, zatrudnioną w charakterze pomocy nauczyciela. Szkoły będące obwodowymi dla dzieci mieszkających w ośrodkach dla cudzoziemców mogą organizować także oddziały przygotowawcze.

W krótkim terminie kurs dolara (USD) z perspektywą umocnienia

Miniony tydzień zwieńczył niezwykle ciekawy sierpień na rynkach finansowych. Rezerwa Federalna nie pomogła amerykańskiej walucie, ogłaszając gołębi zwrot w przyszłej polityce monetarnej. Z publikacji, które są przed nami, warto będzie zwrócić uwagę przede wszystkim na piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy w sierpniu.

Połączenie łagodzenia polityki pieniężnej na masową skalę ze strony banków centralnych i pewien optymizm dotyczący szczepionki na COVID-19 przełożyły się na największy sierpniowy rajd amerykańskich akcji od dekad. Wpłynęło to jednak negatywnie na waluty safe haven, a zwłaszcza dolara amerykańskiego. Wyprzedaż była szczególnie silna w relacji do walut krajów eksponowanych na zmiany cen surowców, oczekuje się bowiem, że zwiększona tolerancja Fed na presję inflacyjną będzie dla nich pozytywna. Wyjątkiem jest tutaj real brazylijski, na którego presję nakładają obawy fiskalne jak i rozczarowująca reakcja kraju na pandemię.

PLN

Polski złoty w ostatnich dniach nie był najciekawszą walutą do obserwacji – kurs EUR/PLN utrzymuje się w dość wąskich widełkach, oscylując wokół poziomu 4,40.

Ostatnie dane z polskiej gospodarki były mieszane. Miniony tydzień przyniósł wprawdzie informacje o tym, że bezrobocie w ostatnim okresie pomiarów nie wzrosło, dziś jednak opublikowano dość rozczarowujące dane PMI dla przemysłu w sierpniu. Mimo to, nie wydaje się, żeby odbicie napotykało istotne problemy. Póki co jest więcej argumentów za tym, że pandemia z polską gospodarką obeszła się mimo wszystko dość łagodnie, co daje nadzieję względem jej perspektyw.

EUR

Para EUR/USD – która już wcześniej wyraźnie zyskiwała – otrzymała kolejny impuls do wzrostu ze strony Rezerwy Federalnej. Bank centralny ogłosił politykę „elastycznego celu”, w kontekście której Fed będzie bardziej tolerował inflację powyżej celu żeby skompensować okres kiedy inflacja pozostaje poniżej 2%. Chociaż w dłuższej perspektywie pozostajemy optymistyczni względem perspektyw euro, to jednak prędkość z jaką ostatnio postępowała aprecjacja, ogromna wartość krótkich pozycji spekulacyjnych na dolarze, mieszane wieści gospodarcze i z frontu walki z pandemią ze strefy euro mogą sprawić, że waluta w krótkim terminie będzie podatna na obsunięcia.

W międzyczasie, warto dodać, że sierpniowy raport o inflacji, jaki poznaliśmy dziś rano przyniósł sporą niespodziankę – inflacja okazała się znacznie niższa od oczekiwań. W ujęciu rocznym ceny w strefie euro spadły – co jest pierwszym tego typu przypadkiem od 2016 roku. Bezpośrednią reakcją po publikacji była lekka słabość waluty, aczkolwiek nie trwała ona długo – kurs w momencie pisania oscyluje tuż poniżej psychologicznego poziomu 1,20.

Inflacja w strefie euro (2013 – 2020)Inflacja w strefie euro

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/09/2020

USD

Ważna zmiana w kontekście zarządzania inflacją, którą w zeszłym tygodniu ogłosiła Rezerwa Federalna sprawia, że czujemy się bardziej pewnie z naszym długoterminowym negatywnym nastawieniem do perspektyw amerykańskiej waluty. Fed ogłosił, że będzie tolerował wzrost inflacji powyżej 2-procentowego celu, chcąc utrzymać średnią inflację w jego okolicy. Oznacza to, że w średnim terminie trudniej będzie o jakiekolwiek podwyżki stóp procentowych niż zakładał rynek. Wyższa inflacja sama w sobie nie wystarczy już, żeby je uzasadnić. Reakcja rynków w tej sytuacji była przewidywalna – ceny surowców i akcji wzrosły, podczas gdy obligacje o długim terminie zapadalności i dolar doświadczyły wyprzedaży.

W krótkim terminie sądzimy, że opór przed dalszą wyprzedażą dolara amerykańskiego narasta. Pozycje spekulacyjne przeciwko dolarowi są bowiem jeszcze bardziej rozciągnięte. Pozytywny piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy może być katalizatorem pokrywania przez inwestorów krótkich pozycji i doprowadzić do umocnienia amerykańskiej waluty w krótkim terminie.

GBP

Szterling był jednym z głównych beneficjentów poprawy nastroju względem ryzyka, do której doszło latem. Radził on sobie lepiej niż wszystkie niesurowcowe waluty G10, istotnie umacniając się w parze z dolarem amerykańskim. Nastąpiło to pomimo braku widocznego postępu w negocjacjach brexitowych i mieszanych danych z gospodarki. W tym tygodniu raczej nie poznamy świeżych wieści czy to dotyczących pandemii czy negocjacji dot. Brexitu. Biorąc pod uwagę, że spekulanci zdają się być bardzo negatywnie nastawieni do dolara amerykańskiego (co widać po krótkich pozycjach), jak i patrząc na skalę umocnienia szterlinga w ostatnich kilku tygodniach istnieje spora szansa, że dojdzie do tymczasowych ruchów korekcyjnych, które mogą zostać wywołane przez rozczarowujące dane z gospodarki czy wieści dotyczące brexitowych negocjacji.

CHF

Przez większość poprzedniego tygodnia frank szwajcarski w parze z euro pozostawał niemal zupełnie płaski. Zaczął osłabiać się jednak po ogłoszeniu ze strony Fed, doświadczając podobnej deprecjacji co inne waluty safe-haven.

Odczyty makro ze Szwajcarii, jakie poznaliśmy w zeszłym tygodniu były ogólnie bardzo pozytywne. PKB w II kw. doświadczył mniejszego spadku niż oczekiwano, chociaż dane te są obecnie przestarzałe. Bardziej bieżący odczyt – wskaźnik wyprzedzający KOF – podskoczył do 110,2 pkt. w sierpniu, znacznie przekraczając oczekiwania ekonomistów. Dane, które zostały opublikowane dotychczas w tym tygodniu sugerują, że gospodarka rzeczywiście wraca na właściwe tory.

W czwartek poznamy sierpniowe dane o inflacji w Szwajcarii. Warto będzie na nie zwrócić uwagę, chociaż jest mało prawdopodobne, że będą miały istotny wpływ na rynek. Sentyment do ryzyka, wieści dotyczące pandemii i zachowanie głównej pary nadal powinny pozostać kluczowe dla franka szwajcarskiego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

OANDA zawiera umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów w Domu Maklerskim TMS Brokers S.A.

– OANDA Global Corporation („OANDA”), światowy lider w zakresie usług obrotu wieloma aktywami oraz danych i statystyk dotyczących walut, zawarł umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów w Domu Maklerskim TMS Brokers S.A. („TMS”) – jednym z wiodących polskich brokerów obracających wieloma rodzajami aktywów. Transakcja musi zostać zatwierdzona przez organy regulacyjne.

Jeden z czołowych brokerów na polskim rynku wymiany walut i kontraktów CFD (na różnice kursowe akcji) – TMS – działający na rynku od ponad 20 lat jest znany z innowacyjnych produktów i wysokiej jakości obsługi klienta. TMS podlega kontroli Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), dzięki czemu ma dostęp do rynków unijnych.
Gavin Bambury, dyrektor generalny OANDA, stwierdził: „Bardzo cieszymy się z transakcji i pragnę osobiście powitać cały zespół TMS na pokładzie OANDA. Europa pozostaje kluczowym strategicznym obszarem priorytetowym dla naszej działalności. Dzięki przejęciu TMS OANDA zajmuje ugruntowaną pozycję na ważnym europejskim rynku oraz stanowi zaplecze dla rozwoju działalności w kolejnych krajach bałtyckich, jako uzupełnienie naszej i tak dobrze prosperującej sieci w Europie Zachodniej”.

Marcin Niewiadomski, dyrektor generalny TMS, powiedział: „Bardzo się cieszymy z wejścia do tak silnej grupy o solidnych zasobach kapitałowych i działającej na całym świecie. Ufamy, że dzięki tej transakcji TMS wzmocni swoją pozycję w Polsce i krajach bałtyckich, udostępniając nowe produkty, nowoczesne technologie i możliwości inwestycyjne na rynkach całego świata naszym dotychczasowym i przyszłym klientom”.

Artur Haze, partner zarządzający ForeVest Capital, stwierdził: „Gdy kierowaliśmy TMS, firma zbudowała solidną bazę klientów w całej Polsce i krajach bałtyckich, jednocześnie rozszerzając swoje ugruntowane kompetencje technologiczne. W związku z tym myślę, że TMS i OANDA nawzajem się strategicznie uzupełniają. Niezwykle się cieszę, że firma będzie mogła dalej realizować swoje obecne kierunki rozwoju w ramach wiodącej ogólnoświatowej działalności brokerskiej”.
Przejęcie TMS to pierwsza z serii strategicznych transakcji, które OANDA planuje zrealizować na przestrzeni najbliższych dwóch lat. Pod przywództwem Bambury’ego struktura operacyjna firmy uległa gruntownej zmianie, skutkującej poszerzeniem jej oferty oraz wzrostem nakładów na marketing w ramach napędzania zrównoważonego, skalowalnego rozwoju.

Inwestorzy patrzą z optymizmem na perspektywy długoterminowe dla sektora hotelowego

  • Wartość transakcji zawartych w sektorze hotelowym w pierwszym półroczu wyniosła 5,7 mld euro.
  • Inwestorzy europejscy odpowiadali za 78% wolumenu transakcji w pierwszej połowie 2020 roku.
  • Najbardziej aktywną grupą byli inwestorzy instytucjonalni.
  • Wielka Brytania nadal największym rynkiem pod względem wolumenu transakcji, ale Niemcy odnotowały najwyższy poziom aktywności inwestycyjnej. 

Z najnowszych danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield dotyczących transakcji zawartych na europejskim rynku hotelowym wynika, że z powodu niepewności związanej z pandemią COVID-19 w pierwszej połowie 2020 roku znacząco wzrósł odsetek inwestorów koncentrujących się ponownie na rodzimych rynkach – inwestorzy europejscy odpowiadali za 78% odnotowanego wolumenu transakcji inwestycyjnych, który wyniósł 5,7% mld euro (spadek o 55% rok do roku).

Dane zaprezentowane w raporcie „Marketbeat: Europe Hospitality H1 2020” firmy Cushman & Wakefield pokazują, że transakcje uzgodnione przed wybuchem pandemii COVID-19 stanowiły ok. 79% wolumenu transakcyjnego. Niemniej jednak kilka znaczących transakcji zostało uzgodnionych już po jej wybuchu, a ich łączna wartość wyniosła 1,2 mld euro, co potwierdza, że inwestorzy patrzą z optymizmem na perspektywy długoterminowe dla sektora hotelowego.

Spośród największych transakcji, których ostateczne warunki cenowe zostały uzgodnione po wprowadzeniu lockdownu w związku z COVID-19, można wymienić zakup 136-pokojowgo hotelu Ritz London przez inwestora z Kataru oraz zakup berlińskiego hotelu nhow oferującego 304 pokoi przez szwajcarską spółkę giełdową Eastern Property Holdings.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy najbardziej aktywni byli inwestorzy instytucjonalni. Ich  udział w łącznym wolumenie transakcji wyniósł 48%. Ta grupa inwestorów ma zazwyczaj łatwiejszy dostęp do kapitału, silną kondycję finansową umożliwiającą przetrwanie przejściowych trudności i często strategię inwestycyjną obejmującą dłuższy horyzont czasowy.

Średnia cena za pokój wzrosła o ok. 26% do 239 tys. euro w porównaniu z 189 tys. euro w roku 2019. Wynika to przede wszystkim z charakteru hoteli sprzedanych w pierwszej połowie 2020 roku – były to głównie najbardziej atrakcyjne obiekty w kluczowych lokalizacjach (na przykład Ritz), w przypadku których obawy o wpływ COVID-19 na wartość nieruchomości w dłuższej perspektywie są mniejsze. Wzrost ten nie sygnalizuje jednak spadku stóp kapitalizacji.

Wielka Brytania utrzymała w pierwszym półroczu pozycję lidera pod względem wolumenu transakcji inwestycyjnych w sektorze hotelowym (1,8 mld euro), pomimo wyraźnego spadku. Zawdzięcza to sprzedaży hotelu Ritz, który odpowiadał za blisko połowę całkowitego wolumenu transakcyjnego. Drugi najwyższy wynik (0,9 mld euro) odnotowano w Niemczech. Były one również rynkiem o największej aktywności inwestycyjnej.  To właśnie w Niemczech sprzedano najwięcej hoteli i pokoi. Hiszpania, zajmująca trzecie miejsce, to jeden z nielicznych krajów, które odnotowały wzrost wolumenu inwestycyjnego – o 52%. Do wzrostu przyczynił się w największym stopniu zakup hotelu Madrid EDITION przez Archer Hotel Capital od KKH Property Investors za 220 mln euro.

Kolejnym krajem ze znaczącym wzrostem aktywności inwestycyjnej była Grecja, gdzie sfinalizowano dwie duże transakcje sprzedaży-kupna kurortów wypoczynkowych:

  • portfolio obejmującego 1094 pokoi w pięciu hotelach nadmorskich na Krecie – zakup w ramach joint venture Henderson Park i Hines;
  • kurortu Porto Carras oferującego łącznie 990 pokoi, położonego w środkowej części półwyspu Chalkidiki, zakupionego w kwietniu 2020 roku przez Belterra Investment za ponad 200 mln euro. Sprzedającego, firmę Technical Olympic, reprezentował Cushman & Wakefield.

Warunki obu transakcji zostały uzgodnione na początku pandemii i świadczą one o rosnącej popularności kurortów wśród inwestorów. Napędzają ją optymistyczne prognozy długofalowego wzrostu w branży turystycznej, a także przewidywane szybsze tempo ożywienia tego sektora po wygaśnięciu pandemii COVID-19 w porównaniu z popytem ze strony segmentu biznesowo-konferencyjnego.

Jonathan Hubbard, Head of Hospitality EMEA w Cushman & Wakefield, powiedział: sektor hotelowy w całej Europie mocno ucierpiał wskutek lockdownu związanego z COVID-19, który – co zrozumiałe – spowodował gwałtowny spadek wolumenów transakcji inwestycyjnych, ponieważ inwestorzy dokonują oceny sytuacji i czekają na oznaki ożywienia. Niemniej jednak nastroje wśród inwestorów dotyczące średniej perspektywy czasowej dla tego sektora są nadal optymistyczne, a zawarte transakcje potwierdzają ten optymizm. Mimo to, z powodu bardzo niepewnych prognoz dotyczących obrotów w najbliższej przyszłości, wielu inwestorów dysponujących dużym kapitałem liczy na korektę cen, czyli na to, że, z powodu trudnej sytuacji niektórych sprzedających, zakupi obiekty po atrakcyjnej cenie – takie są przewidywania dla rynku na drugą połowę 2020 roku.

Łukasz Bondyra, Senior Hospitality Advisor w Cushman & Wakefield, powiedział: w przeciwieństwie do wielu innych europejskich rynków, pomimo kilku toczących się transakcji będących na zaawansowanym etapie, w pierwszym półroczu 2020 roku nie została w Polsce zamknięta żadna transakcja sprzedaży hotelu. Zawieszenie bądź opóźnienie toczących się transakcji podyktowane było przede wszystkim zwiększoną niepewnością związaną z wpływem COVID-19 na perspektywę rynku. Należy mieć również na uwadze, że w porównaniu do innych europejskich rynków, pomimo wysokiego popytu wśród potencjalnych nabywców, podaż aktywów przeznaczonych na sprzedaż była relatywnie niewielka, co już w 2019 roku skutkowało liczbą transakcji prawie dwukrotnie mniejszą od średniej europejskiej.

Krzysztof Dobies Dyrektorem Generalnym Fundacji Avalon

We wrześniu 2020 roku Krzysztof Dobies objął funkcję Dyrektora Generalnego Fundacji Avalon – jednej z największych organizacji pozarządowych w Polsce wspierających osoby z niepełnosprawnościami. Specjalista w dziedzinie komunikacji, pasjonat mediów, członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations i były rzecznik prasowy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z 20 letnim bagażem umiejętności i doświadczeń dołączył do zespołu Fundacji Avalon.

Niesamowicie miło mi obwieścić, że do naszego zespołu dołączył znakomity specjalista w dziedzinie komunikacji i mediów, doskonale znający środowisko organizacji pozarządowych. Dziś Krzysztof Dobies objął Funkcję Dyrektora Generalnego. Jego wsparcie będzie niezbędne w dalszym budowaniu Fundacji Avalon – organizacji, która powstała po to, by służyć drugiemu człowiekowi, by wspierać osoby z niepełnosprawnościami w całej Polsce. – mówi Łukasz Wielgosz Przedstawiciel Zarządu Fundacji Avalon

Krzysztof Dobies w Fundacji Avalon będzie czuwał nad wizerunkiem, komunikacją, marketingiem i budowaniem relacji z bliższym i dalszym otoczeniem instytucji.
Nasza współpraca skupiać się będzie przede wszystkim, choć nie tylko, na szerokiej przestrzeni wizerunku, komunikacji i marketingu. Będę starał się wpływać na proces budowania jak najlepszych i najbliższych relacji z beneficjentami, darczyńcami, partnerami czy sympatykami Fundacji. Będę odpowiadał za współpracę z tymi, którzy swoim zaangażowaniem pozwolą Fundacji rozwijać skrzydła i realizować swoją misję z jak największym rozmachem. – pisze Krzysztof Dobies Dyrektor Generalny Fundacji Avalon

W Fundacji Avalon czeka go niewątpliwie dużo pracy. Powstała w 2006 roku organizacja z siedzibą w Warszawie swoim wsparciem obejmuje osoby potrzebujące z całej Polski. Fundacja ma szeroki zakres działań. Oferuje pomoc potrzebującym w obszarze finansowym, a także prowadzi szereg programów społecznych i edukacyjnych mających na celu zmianę postrzegania osób z niepełnosprawnościami w polskim społeczeństwie.

Ja już wiem, jak bogaty jest to świat. Jak bardzo ważna jest to organizacja dla grubo ponad 10 tysięcy osób z niepełnosprawnościami w całej Polsce, które bezpośrednio korzystają ze wsparcia Fundacji – czy poprzez mechanizm subkont, czy poprzez platformę Helpuj!, czy w codziennej pracy z fizjoterapeutami w ramach Avalon Active. Wiem też, jak wiele Fundacja robi nie tylko dla samych osób z niepełnosprawnościami, ale i dla idei zmiany postrzegania ich przez polskie społeczeństwo. To pełen adrenaliny i sportowych emocji projekt Avalon Extreme, ale także oparty na wartościach miłości, bliskości i partnerskiej więzi projekt Sekson, poświęcony seksualności i rodzicielstwu OzN. – dodaje Krzysztof Dobies Dyrektor Generalny Fundacji Avalon. Fundacja Avalon do tej pory udzieliła swoim podopiecznym wsparcia finansowego na blisko 180 mln złotych i zorganizowała 18 352 dofinansowanych godzin zajęć z fizjoterapeutami.

Prawie 2/3 polskich firm tnie koszty działalności, ale tylko 7 proc. planuje redukcję zatrudnienia

84 proc. przedsiębiorstw utrzymało dotychczasowy poziom zatrudnienia, nie dokonując zmian kadrowych podczas wakacji. Ciekawe, że obecnie więcej firm planuje dać pracownikom podwyżki niż obniżki wynagrodzeń – odpowiednio 7 i 6 proc. A jeszcze na początku kwietnia aż połowa firm planowała cięcia pensji. Jak wynika z IX fali badania kondycji firm i nastrojów pracowników przeprowadzonego pod koniec sierpnia 2020 r. przez Polski Fundusz Rozwoju i Polski Instytut Ekonomiczny, przedsiębiorstwa dostosowują się do nowej sytuacji, ograniczając koszty działalności i dokonując ekspansji na nowe rynki. Dla blisko ¼ firm (23 proc.) ważnym elementem strategii jest także wdrażanie systemów do pracy zdalnej.

Na koniec sierpnia udział firm planujących redukcję zatrudnienia wzrósł o 1 pp. w porównaniu do końca lipca, a planujących zwiększenie zatrudnienia zmalał o 2 pp. i wynosił odpowiednio 7 proc. i 11 proc. Wśród dużych przedsiębiorstw zmalał odsetek firm planujących wzrost zatrudnienia (-8 pp.) i równocześnie odsetek mających w planach zmniejszenie zatrudnienia (-6 pp.). O 4 pp. wzrósł za to odsetek firm handlowych planujących zwiększenie zatrudnienia.

W porównaniu do początku kwietnia widać, że udział firm planujących utrzymanie zatrudnienia zwiększył się z 62 proc. do 79 proc. na koniec sierpnia (+17 pp.). Jednocześnie odsetek firm planujących zwiększenie zatrudnienia wzrósł o 9 pp., a odsetek planujących zmniejszenie zatrudnienia zmalał o 21 pp.

Tyle o planach, pytanie, jak wyglądała ich realizacja? W lipcu i sierpniu 84 proc. przedsiębiorców nie dokonało żadnych zmian kadrowych. 6 proc. firm zmniejszyło liczbę zatrudnionych, a 9 proc. zwiększyło liczbę pracowników. Zwiększenie zatrudnienia najczęściej występowało w firmach małych (14 proc.). W parze z deklaracjami firm idą spokojne nastroje pracowników. Łącznie 76 proc. ocenia, że utrata pracy w najbliższych trzech miesiącach jest zdecydowanie lub raczej nieprawdopodobna.planowane zwolnienia pracowników

W porównaniu do wyników V fali badania z końca maja odsetek firm, które utrzymały dotychczasowe wynagrodzenia, wzrósł o 7 pp. do 88 proc., a odsetek firm, które obniżyły wynagrodzenia zmalał o 8 pp. do 6 proc. Odsetek firm dokonujących redukcji wynagrodzeń spadł z poziomu 18 proc. na koniec kwietnia do 6 proc. na koniec sierpnia.

W okresie wakacyjnym na rynku pracy przeważały strategie przewidujące status quo pod względem wynagrodzeń i stanu zatrudnienia lub poprawy obu tych wskaźników. Oznacza to, że w sezon jesienno-zimowy, pomimo utrzymującego się zagrożenia epidemiologicznego, polskie firmy wchodzą z większym optymizmem niż jeszcze pół roku temu. Oznaką tego jest przywracanie części pracowników do pełnego wymiaru czasu pracy. Od końca czerwca o 8 pp. spadł odsetek osób, które pracują w niepełnym wymiarze godzinowym, co przekłada się na rosnące poziomy zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Co więcej, obecnie jedynie co ósmy pracownik obawia się utraty zatrudnienia. To pokazuje, że pomimo pojawienia się w naszym kraju pierwszej od trzech dekad recesji, Polacy nie przeczuwają ryzyka bezrobocia, a co za tym idzie nie ograniczają w znaczący sposób swoich planów konsumpcyjnych – dodaje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Wdrażanie systemów pracy zdalnej jest elementem strategii dla 23 proc. podmiotów. Ich wprowadzenie stanowi priorytet w ciągu najbliższych 12 miesięcy dla 38 proc. dużych firm oraz 17 proc. mikrofirm.

Pandemia zmusza firmy do cięcia kosztów działalności

Przebadane firmy najczęściej dostosowują się do sytuacji wywołanej pandemią, zmniejszając koszty swojej działalności. Łącznie 63 proc. przedsiębiorstw deklaruje takie działania jako element swojej strategii. Do innych należą wprowadzanie nowych produktów/usług i ekspansja na nowe rynki (52 proc.), a także wykorzystywanie wielokanałowej sprzedaży (40 proc.).

Pandemia wpłynęła na spadek udziału firm, które korzystają z niektórych zewnętrznych form finansowania. Pod koniec sierpnia 35 proc. ankietowanych przedsiębiorstw deklarowało korzystanie z kredytu bankowego. To wciąż czyni go najczęściej wykorzystywaną formą finansowania zewnętrznego (poza leasingiem), mimo że przed pandemią korzystało z niego 41 proc. firm. Mniejszą popularnością cieszy się także kredyt kupiecki (z 21 proc. przed pandemią do 17 proc. obecnie) oraz usługi factoringowe (z 11 proc. do 8 proc.).

wykorzystanie instrumentów finansowychCoraz więcej firm pozytywnie ocenia swoją płynność finansową

12 proc. przebadanych przedsiębiorstw odnotowało wzrost sprzedaży pod koniec sierpnia względem końca lipca. To wzrost o 6 pp. od początku kwietnia. Blisko połowa (47 proc.) przedsiębiorstw utrzymała sprzedaż na niezmienionym poziomie – to o 13 pp.  więcej niż w pierwszej fali badania z początku kwietnia.

Prawie 2/3 przebadanych firm (64 proc.) ocenia swoją płynność finansową jako dostateczną, by przetrwać okres powyżej 3 miesięcy. To wzrost o 25 pp. w porównaniu do połowy kwietnia, kiedy taki stan deklarowało 39 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Brak płynności finansowej dziś deklaruje jedynie 3 proc. firm – o 8 pp. mniej niż w połowie kwietnia.

ocena płynności finansowejPo zauważalnym spadku pod koniec lipca, kondycja finansowa polskich firm wraca do trendu wzrostowego, przynajmniej w ich odczuciach. Od końca kwietnia do końca lipca obserwowaliśmy coraz więcej firm z nowymi zamówieniami. Szczególnie dobrze mają się duże przedsiębiorstwa. To właśnie w tej grupie jest coraz mniej tych, którym nadal spada liczba nowych zamówień. Jednak w najnowszej fali badania tylko 10 proc. wszystkich przedsiębiorstw notuje wzrost zamówień, połowa utrzymuje stałą ich liczbę, a 1/3 odnotowuje spadek liczby nowych zamówień – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jakie zegarki Vostok będą najlepsze dla biznesmena?

Zegarek to nie tylko modny dodatek do stroju, ale także praktyczny gadżet. Za jego pomocą można wyrazić swój własny styl oraz podkreślić status społeczny. Czasomierze szczególną popularnością cieszą się wśród biznesmenów oraz mężczyzn na wysokich stanowiskach. W tej kategorii wiele do zaoferowania ma marka Vostok Europe. Którym model będzie najlepszy?

Zegarki Vostok Europe dla mężczyzn z klasą

W kolekcji tej marki przeważają sportowe modele o eleganckim wykończeniu. Zegarki męskie Vostok wyróżniają się starannym wykończeniem detali oraz niezawodnością i funkcjonalnością. Są więc idealnym wyborem dla biznesmenów, którzy potrzebują urządzenia do precyzyjnego odmierzania czasu oraz kontrolowania daty. Ponadto zegarki Vostok należą do kategorii premium, dlatego są odpowiednim gadżetem dla ludzi sukcesu.

Które sklepy oferują zegarki Vostok?

Na rynku funkcjonuje wiele sklepów internetowych, które zajmują się sprzedażą luksusowych zegarków Vostok Europe, a wśród nich godną polecenia firmą jest ZegarkiCentrum – https://zegarkicentrum.pl/zegarki-vostokeurope/. Znajdziesz tam zarówno najnowszą kolekcję marki, jak i kultowe modele Vostok Europe. Ponadto skorzystasz z profesjonalnej obsługi oraz atrakcyjnych promocji i obniżek cen. Asortyment obejmuje zegarki automatyczne Vostok oraz te z mechanizmem kwarcowym. Które modele będą najlepsze dla biznesmena?

Luksusowy zegarek męski Vostok

Zegarek męski Vostok
Zegarek męski Vostok

To propozycja, która idealnie sprawdzi się jako gadżet dla biznesmenów. Zegarek wykonany jest ze stali szlachetnej w kolorze różowego złota i charakteryzuje się luksusowym wyglądem. Model ten wyposażony jest w przydatne funkcje, takie jak tachymetr, datownik i chronograf. Masywna bransoleta oraz elegancki design, będzie idealnym dopełnieniem koszuli i garnituru. Prezentowany zegarek męski Vostok wyposażony został w mechanizm kwarcowy, co gwarantuje jego niezawodność oraz precyzyjne odmierzanie czasu.

Nowoczesny zegarek automatyczny Vostok

Zegarek automatyczny Vostok
Zegarek automatyczny Vostok

Kolejnym modelem, który zasługuje na uwagę, jest ten nowoczesny zegarek Vostok. Przyciąga wzrok swoim wyjątkowym designem oraz umiejętnym połączeniem eleganckiego i sportowego stylu. Pasek do zegarka Vostok został wykonany ze skóry naturalnej, która jest nie tylko wygodna, ale także trwała. W modelu tym do dyspozycji jest datownik, stoper oraz tachymetr. Cechą charakterystyczną jest zastosowanie mechanizmu automatycznego oraz szkła mineralnego, o podwyższonym stopniu odporności na zarysowania.

Klasyczny zegarek Vostok Europe

Zegarek Vostok Europe
Zegarek Vostok Europe

Niektórzy mężczyźni cenią sobie klasyczne dodatki i proste wzornictwo. W tym przypadku godnym polecenia jest ten elegancki zegarek męski Vostok na skórzanej bransolecie. Ciekawym rozwiązaniem jest tu duża, okrągła tarcza o nieszablonowym wyglądzie. Znajdują się na niej jedynie cyfry oraz logo Vostok Europe, dlatego prezentuje się niezwykle efektownie. Jest to uniwersalny model, który sprawdzi się zarówno podczas spotkań biznesowych, jak i praktyczny gadżet na co dzień.

Ile kosztują luksusowe zegarki Vostok dla biznesmenów?

Vostok Europe to prestiżowa marka, której głównymi odbiorcami są ludzie ceniący sobie wysoką jakość. Zegarki wyróżniają się precyzją wykonania, która gwarantuje ich niezawodność. Ceny zegarków Vostok zaczynają się od 1000 zł, jednak są warte zakupu. Ponadto jest to inwestycja na wiele lat, gdyż urządzenia są odporne na uszkodzenia i zostały wyposażone w nowoczesne mechanizmy.

Szczególne procedury rozliczania podatku VAT przy świadczeniu usług

Świadczenie usług turystyki związane jest z ponoszeniem istotnych kosztów w związku z działalnością na rzecz swoich klientów, którymi następnie są oni obciążani. Co do zasady przedsiębiorcy mogą korzystać z zasad ogólnych rozliczenia VAT tj. dokonywać zakupu, odliczając VAT naliczony, a następnie wystawiać faktury sprzedaży, wykazując VAT należny. W efekcie VAT byłby płacony jedynie od części uwzględniającej wynagrodzenie podatnika, a rozliczenie kosztów ponoszonych na rzecz klientów byłoby neutralne podatkowo. W związku z tym ustawodawca w przypadku świadczenia usług turystyki zdecydował się na wprowadzenie do ustawy o VAT specjalnej procedury marży dla biur podróży.

Podstawa opodatkowania

W art. 119 ustawy o VAT ustawodawca odniósł się do szczególnej procedury przy świadczeniu usług turystyki, wskazując jak w takich przypadkach kalkulować podstawę opodatkowania, kto może z niej skorzystać oraz na jakich warunkach. Podstawą opodatkowania w przypadku tej procedury jest marża, rozumiana jako różnica pomiędzy kwotą, którą ma zapłacić nabywca usługi a faktycznymi kosztami poniesionymi przez podatnika w związku ze świadczoną usługą dla bezpośredniej korzyści turysty. W celu skorzystania z tej procedury powinno się spełnić następujące warunki: podatnik działa na rzecz nabywcy usługi we własnym imieniu i na własny rachunek oraz nabywa usługi dla bezpośredniej korzyści turysty.

W przypadku nabycia towarów i usług dla bezpośredniej korzyści turysty podatnikowi nie przysługuje prawo do odliczenia VAT naliczonego z takich faktur.

Jeżeli podatnik poza świadczeniami dla bezpośredniej korzyści turysty wykonuje również tzw. usługi własne, wtedy podstawę opodatkowania ustala się odrębnie w odniesieniu do usług nabywanych dla bezpośredniej korzyści turysty oraz usług własnych (w tym przypadku obowiązują zasady ogólne ustalania podstawy opodatkowania określone w art. 29a ustawy o VAT).

Bezpośrednia korzyść turysty

Ustawodawca nie definiuje pojęcia „turysty”, przez co pojęcie to zostało dookreślone w orzecznictwie sądów administracyjnych. Przykładowo w wyroku WSA w Szczecinie z dnia 28 listopada 2018 r., sygn. I SA/Sz 749/18, jako turystę określono osobę podróżującą do innej miejscowości znajdującej się poza stałym miejscem pobytu, na okres nieprzekraczający 12 miesięcy, dla której celem podróży nie jest podjęcie stałej pracy i która korzysta z noclegu przynajmniej przez jedną noc. Zatem nie są to tylko usługi świadczone w celach wypoczynkowych, poznawczych czy rozrywkowych. W przywołanym wyroku WSA wskazał, że usługi turystyczne to także wyjazdy językowe czy zagraniczne studia.

Dodatkowo ustawodawca, jak słusznie podkreślił NSA w wyroku z dnia 6 lipca 2018 r., sygn. I FSK 1578/16, nie ograniczył korzystania z procedury marży tylko do osób fizycznych. Zatem zastosowanie procedury jest niezależne od nabywcy tej usługi (przykładowo instytucja, przedsiębiorca, biuro podróży).

Pod pojęciem „usług dla bezpośredniej korzyści turysty” należy rozumieć nabycie przez podatnika takich świadczeń jak transport, zakwaterowanie, wyżywienie czy ubezpieczenie.

Działanie we własnym imieniu i na własny rachunek

Drugim warunkiem skorzystania z tej procedury jest działanie we własnym imieniu i na własny rachunek. Przykładowo działanie w imieniu i na rzecz touroperatora nie uprawnia podatnika do skorzystania z tej procedury (por. wyrok WSA w Warszawie z dnia 6 kwietnia 2017 r., sygn. III SA/Wa 560/16). Zapisy te dotyczą w szczególności odpowiedzialności za podejmowane działania i świadczenia turystyczne, która nie może być przenoszona na nabywcę usługi. Problem taki może wystąpić przykładowo w przypadku agencji marketingowych organizujących wyjazdy dla klientów swoich kontrahentów. Błędnie sformułowana umowa i zakresy odpowiedzialności mogą w takim przypadku prowadzić do negatywnych konsekwencji podatkowych. Oczywiście usługi nabywane przez usługobiorcę powinny być nabywane na rzecz turysty.

Ewidencja

Zgodnie z art. 119 ust. 3a ustawy o VAT w przypadku zastosowania procedury marży dla biur podróży podatnik zobowiązany jest prowadzić ewidencję, w której uwzględni wydatkowane kwoty dla bezpośredniej korzyści turysty. Dodatkowo powinien on posiadać dokumentację potwierdzającą te kwoty. W przypadku świadczenia usług dla bezpośredniej korzyści turysty i usług własnych podatnik zobowiązany jest do prowadzenia ewidencji umożliwiającej wyodrębnienie kwot oddzielnie.

Zaliczka

W przypadku rozliczenia usługi turystycznej w procedurze marży problematyczne jest otrzymywanie zaliczek oraz jej dokumentowanie. Co do zasady w takich sytuacjach podatnik nie powinien czekać do momentu ostatecznego rozliczenia i skalkulowania marży. Zgodnie z poglądem NSA wyrażonym w wyroku z dnia 18 lipca 2019 r., sygn. I FSK 165/16, podatnik powinien oszacować koszty i przychody, jakie poniesie w związku ze świadczeniem usług turystyki, a następnie na tej podstawie skalkulować marżę. W przypadku, gdy podatnik zapozna się już z ostateczną marżą, będzie zobowiązany do korekty podatku. W podobnym tonie wypowiedział się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-422/17 (wyrok z dnia 19 grudnia 2018), gdzie wskazał, że jeżeli podatnik nie poniósł jeszcze żadnych kosztów w związku ze świadczeniem usług turystyki lub poniósł tylko część kosztów, powinien skalkulować szacowane koszty, uwzględniając dotychczas poniesione koszty, koszty wynikające z umów, a pozostałą część oszacować w oparciu o swoje dotychczasowe doświadczenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Moonlit z sukcesem uplasował kolejną emisję akcji

Moonlit – producent dedykowanych symulatorów, przydzielił akcje oferowane w drugiej publicznej ofercie akcji. Popyt Inwestorów znacznie przewyższył liczbę oferowanych akcji. Inwestorzy złożyli łącznie zapisy na 892 800 akcji o wartości 4 mln 454 tys. zł, podczas gdy w ramach oferty można było nabyć maksymalnie 499 999 akcji o wartości 2,5 mln zł. 

Bardzo duże zainteresowanie zapisami na akcje w ofercie publicznej jest najlepszym dowodem na to, jakie oczekiwania mają inwestorzy wobec naszych nadchodzących projektów. Cieszymy się, że nasza praca przekłada się na zaufanie kolejnych akcjonariuszy decydujących się na inwestycję w Moonlit. Zarząd niezwłocznie podejmie czynności związane z rejestracją akcji, a następnie dopuszczeniem ich do obrotu. – komentuje Maciej Kowalówka, wiceprezes Moonlit.

Środki pozyskane w czasie emisji przeznaczone zostaną na rozbudowę projektu Model Builder oraz na pokrycie całości kosztów produkcji gry Dog Trainer. Terminy realizacji są szacowane odpowiednio na koniec bieżącego roku w przypadku symulatora modelarstwa, natomiast w przypadku Trenera Psów – na przełom 2021/2022 roku.

Model Builder po raz kolejny zdobywa uznanie podczas targów gamingowych. W czasie trwającego w dniach 27-30 sierpnia 2020 Gamescom, gra cieszyła się sporym zainteresowaniem wśród graczy. W trakcie wydarzenia Spółka przeprowadziła rozmowy z szeregiem potencjalnych wydawców. Poza interesującą tematyką projektu, magnesem dla potencjalnych dystrybutorów Model Builder są m.in. praktycznie nieograniczone możliwości tworzenia dodatkowej treści w postaci płatnych dodatków do gry oraz opcja przyszłej współpracy z firmami modelarskimi i hobbystycznymi, nad którą studio już pracuje.

Udział w tegorocznych targach Gamescom był dla Moonlit bardzo owocny. Przeprowadziliśmy rozmowy biznesowe z przedstawicielami kilkunastu wydawców, którzy są świadomi sporego potencjału sprzedażowego Model Buildera. Wśród nich pojawili się Ci publisherzy, na których uwadze szczególnie nam zależało – dzięki czemu mieliśmy możliwość przeprowadzenia z nimi następnej rundy rozmów biznesowych. – przybliża Michał Gardeła, prezes Moonlit.

Dlaczego warto inwestować w profesjonalne stoiska targowe?

W dzisiejszych czasach wiele firm bierze udział w różnego rodzaju targach, podczas których promują swoje usługi, produkty czy też prowadzą sprzedaż. Bardzo ważną sprawą jest zadbanie o swój wizerunek, który w znacznej mierze może zostać poprawiony przez odpowiednio dobrane stoisko targowe. Warto zainwestować w profesjonalne rozwiązania oferowane przez firmy, które specjalizują się w projektowaniu i produkcji stoisk targowych. Rozwiązanie to ma wiele zalet.

Przede wszystkim dobrze dopasowane stoiska targowe pozwalają na skuteczną ekspozycję elementów marki czy też promowanych produktów, a to z kolei przekłada się na lepsze rezultaty sprzedaży i zyski. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm biorących udział w targach dostrzega ten atut i decyduje się na zadbanie o właściwe eksponowanie towarów, plakatów, ulotek czy też swoich logotypów. Dobrze dobrane stoiska charakteryzują się również innymi zaletami.

Praktyczne rozwiązania targowe

Wiele firm inwestuje w profesjonalne projektowanie stoisk targowych ze względu na to, że dobrze przygotowane stoiska można przystosować do większych i mniejszych przestrzeni, tak aby były one jak najbardziej praktyczne dla osób pracujących przy danym stoisku. Warto zadbać o to, aby wszystkie potrzebne rzeczy znajdowały się pod ręką oraz o to, aby pracownicy mieli odpowiednią ilość miejsca potrzebną do wykonywania swoich obowiązków. Nic więc dziwnego, że w ofercie firm projektujących dostępnych jest wiele rodzajów stoisk charakteryzujących się różnym układem, kształtem i rozmiarem. Dodatkowo najbardziej wymagające firmy mogą zamawiać realizację indywidualnych, nawet bardzo nietypowych projektów.

Gdzie szukać dobrych firm?

Jeśli chodzi o stoiska targowe cennik jest uzależniony od rodzaju stoiska i specyfiki danego zamówienia oraz od firmy, która wykonuje usługę. Wiele profesjonalnych i niedrogich firm można znaleźć bez większych problemów w Internecie. Przyjmują one zamówienia on-line oraz dostarczają gotowe stoiska pod wskazany adres. Oznacza to, że z ich ofert mogą korzystać klienci z całej Polski.

Ruch lotniczy jeszcze długo nie wróci do poziomu sprzed epidemii

Ruch lotniczy dzisiaj rośnie – ale tylko dlatego, że odbił się praktycznie od zera. W okolicach marca i kwietnia jego redukcja wyniosła aż 90 procent. Każdy wzrost jest więc dziś znaczący. Niestety wszystko wskazuje na to, że zryw związany z wyjazdami na wakacje po miesiącach lockdownu i restrykcji może być jedynym plusem w tym roku. Kluczowy dla wielu linii ruch biznesowy jest praktycznie nadal na zerowym poziomie. Nic też nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Latanie staje się dziś ruletką. Wyloty nie są pewne do ostatniej chwili – chociaż rząd nie zaskakuje już rozporządzeniami na 3-4 godziny przed ich wejściem w życie, nadal projekty pojawiają się zaledwie kilka dni wcześniejPodstawową barierą na ścieżce stabilnej odbudowy ruchu lotniczego jest niewiedza co do aktualnego postępowania danych krajów wobec podróżnych z innych państw, gdzie obserwuje się wzrost zakażeń. Według danych codziennie od 5 do 10 krajów zamyka granicę lotniczą albo wprowadza obostrzenia w postaci kwarantanny dla wjeżdżających. Tak postąpiła wobec Polski Norwegia i kraje bałtyckie, a od 1 września zapewne wejdzie zakaz lotów do Hiszpanii.

– Wydaje się, że powinny obowiązywać wspólne zasady dotyczące obostrzeń, już w samolotach i lotniskach. Chodzi o jasne wytyczne i przestrzeganie badania temperatury czy zachowywania dystansu, także w autobusach – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Wiele wskazuje jednak na to, że dopóki nie pojawi się szczepionka, a duża część populacji nie nabierze odporności na koronawirusa – stałe odbudowywanie sektora lotniczego nie będzie możliwe. Powrót do stanu sprzed pandemii – do 4,6 miliarda pasażerów – przesunięto aż na 2024 rok. Dzisiaj nie ma strategii wychodzenia z kryzysu w liniach lotniczych, bo obecnie zarządzają nim decydenci polityczni i wirusolodzy. Linie tymczasem latają tam, gdzie aktualnie można odbywać loty i starają się zarabiać pieniądze na możliwych destynacjach. Pokazuje to przykład LOT-u – który także podejmuje działania, żeby maszyny nie stały uziemione, a pracownicy zachowali posady. Polskie Linie Lotnicze wchodzą z niskimi cenami na pole działania zagospodarowane dotychczas przez przewoźników niskokosztowych. To z kolei korzyść dla podróżujących, którzy nie boją się dziś latać mimo ryzyka i obostrzeń. Ceny biletów nie poszły w górę, co też szybko nie ulegnie zmianie. Często kształtują się one dużo poniżej poziomu z zeszłego roku – ocenia Furgalski.

Przyszłość Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów zagrożona

Północna Izba Gospodarcza apeluje do przedstawicieli samorządu o porozumienie w sprawie ratowania Portu Lotniczego w Goleniowie. Z niepokojem przyjmujemy powracające od kilku tygodni informacje o złej sytuacji finansowej lotniska oraz braku wsparcia obiektu przez stronę rządową oraz groźbę wycofania się z planu dofinansowania lotniska przez samorząd województwa. Apelujemy do Wojewody Zachodniopomorskiego Tomasza Hinca, Marszałka Województwa Olgierda Geblewicza oraz Prezydenta Szczecina Piotra Krzystka o działanie ponad podziałami na rzecz ratowania lotniska, które jest istotnym elementem w rozwijaniu zachodniopomorskiej gospodarki. Degradacja lotniska lub jego upadek doprowadzi do poważnego kryzysu w regionie. Trudno sobie wyobrazić prowadzenie efektywnej działalności gospodarczej bez sprawnej komunikacji. Lotnisko jest idealną alternatywą dla transportu drogowego i kolejowego. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie deklaruje swoje zaangażowanie w rozmowy na temat przyszłości lotniska.

– Doniesienia o kryzysowej sytuacji finansowej lotniska w Goleniowie, które w dyskursie medialnym pojawiły się w poniedziałek są bardzo niepokojące i wymagają natychmiastowych działań ponad podziałami ze strony wszystkich stron samorządu terytorialnego, lokalnych parlamentarzystów i przedsiębiorców. Oczywistym jest, że Port Lotniczy w czasie pandemii koronawirusa generuje straty, podobne problemy ma np. port lotniczy Warszawa-Modlin. Należy więc wprowadzić działania, które umożliwią lotnisku możliwość funkcjonowania i realizacji zaplanowanych, koniecznych inwestycji łącznie z działaniami restrukturyzacyjnymi jeśli to niezbędne.

Z niepokojem przyjmujemy doniesienia o braku zaangażowania strony rządowej we wspieranie lotniska mimo obietnic pomocy złożonych w kampanii prezydenckiej. Rozumiemy działania samorządu województwa, który podtrzymuje działalność lotniska i apelujemy o dalsze podtrzymanie wsparcia dla lotniska i nacisk na wypracowanie rozwiązań długofalowych – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Sytuacja w której Port Lotniczy Szczecin – Goleniów upada to scenariusz, którego konsekwencje gospodarcze byłyby odczuwalne i zepchnęły nas ponownie na margines. Przez lata Pomorze Zachodnie i Szczecin walczyło z łatką „końca świata” i miejsca, w którym nie warto inwestować, bo jest „za daleko”. Sprawne połączenie kolejowe, drogowe i lotnicze jest PODSTAWĄ podczas zapraszania do miasta inwestorów. Transport lotniczy w całej Europie rozwija się bardzo dynamicznie i dla wielu menadżerów jest podstawą komunikacji. Obawiamy się, że wiele inwestycji i wiele ważnych gospodarczych spotkań nie dojdzie do skutku, jeżeli lotnisko będzie nieczynne lub mocno ograniczy swoją działalność. Jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się z połączenia Szczecin – Ukraina. Północna Izba Gospodarcza w imieniu zrzeszonych przedsiębiorców deklaruje możliwość przystąpienia do rozmów na temat przyszłości lotniska – dodaje Prezes Jarosław Tarczyński.

– Jako organizacja, której jednym z celów statutowych jest tworzenie warunków rozwoju i unowocześniania życia gospodarczego oraz przyczynianie się do rozwoju lokalnej oraz regionalnej infrastruktury przedsiębiorczości, apelujemy o dialog między stronami ws. lotniska Szczecin-Goleniów. Brak zgody co do finansowania lotniska pozbawia region ważnego determinantu rozwoju i zamyka jego stolicę na świat. Szczecin, z uwagi na swoje położenie stanowi ważny szlak komunikacyjny i ośrodek gospodarczy, a dostępność transportowa regionu jest jednym z czynników intensyfikujących jego rozwój. Lotnisko z dobrym planem wzrostu powinno stanowić serce regionu nie tylko w ramach systemu transportu lotniczego, ale także w ramach multimodalnego systemu transportu. Im większa jest liczba pasażerów i operacji lotniczych na lotnisku, tym większe znaczenie mają regionalne połączenia drogowe i kolejowe. To z kolei ma ogromny wpływ na gospodarkę, miejsca pracy, inwestycje i atrakcyjność województwa – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Apetyt na ryzyko. Fala osłabienia USD nie słabnie

Koniec wakacji przyniósł kolejną falę osłabienia USD, która dziś rano nie zdaje się słabnąć. Motyw przewodni lata jest dalej podtrzymywany. Tłem będą dane o aktywności gospodarczej i wystąpienia przedstawicieli Fed/EBC.

Niezależnie jak bardzo przejadł się nam temat słabości USD, cały czas jest to główny motyw handlu na FX i jedyna różnica do odnotowania to nowe szczyty par XXX/USD. EUR/USD o włos zbliżył się do 1,20, ale i inne ryzykowne waluty korzystają na odpływie kapitału z bezpiecznej, dolarowej przystani. Tylko rynek akcji zaliczył w miarę spokojny finisz sierpnia pod presją realizacji zysków, choć Nasdaq jako jeden z nielicznych wybronił wzrosty. Ogólnie jednak, apetyt na ryzyko króluje.

Każdy rajd potrzebuje jednak stałego dopływu paliwa i „dziś wzrosty, bo od wczoraj nic się nie zmieniło” nie starczy na długo. Jednym ze świeżych czynników mogą być kolejne komentarze z Fed. Wczoraj wiceprezes Clarida w większości powtórzył przekaz prezesa Powella z czwartku. Fed poczynił duże kroki w rewizji strategii, zmieniając cel dotyczący zatrudnienia z „odchyleń” na „niedobory” maksymalnego zatrudnienia, a także przeszedł z elastycznego celu inflacyjnego na elastyczny średni cel inflacyjny. Na razie mało prawdopodobne jest, aby Fed zdecydował się na kontrolę krzywej dochodowości lub ujemne stropy procentowe. Interesująco Clarida dodał, że do końca roku Fed zdecyduje, co zrobić z projekcjami gospodarczymi. Czy to może oznaczać koniec tzw. „dot plot”, tj. punktowych prognoz członków FOMC dotyczących poziomu stóp procentowych? Jeśli kiedyś ma dojść do zmiany, to chyba nie ma lepszego momentu niż teraz, kiedy nikt nie widzi pola do podwyżek w horyzoncie co najmniej 3 lat. Byłaby to rewolucja, która mogłaby być przyjęta spokojnie.

Wydaje się, że rynek pozytywnie (dla apetytu a ryzyko, nie dla USD) przyjmuje szerokie poparcie członków FOMC dla zmian strategii. Kolejny przychylny (dziś przemawia Brainard) głos może być dodatkowym impulsem, by podtrzymać aktualny motyw rynkowy. Warto też zacząć śledzić komentarze przedstawicieli EBC. W końcu kryzys globalny i stawieni przez niego wyzwania mają charakter globalny i jeśli Fed czuje potrzebę dalszego wspierania ożywienia, w podobnej roli może się stawiać także EBC. W weekend główny ekonomista banku Lane powiedział, że EBC stoi w gotowości do działania, jeśli będzie to konieczne, ale aktualnie gospodarka strefy euro rozwija się zgodnie z oczekiwaniami. Pytanie tylko, jak długo tak będzie, jeśli ciężarem stanie się zbyt wysoki kurs EUR/USD. EBC również jest w trakcie rewizji swojej strategii i ostateczne konkluzje mogą być wymuszone przez utrzymanie agresywnego luzowania Fed. Korespondencyjna wojna walutowa banków centralnych może zachwiać obecnymi trendami. Dziś mamy kolejne przemówienie Lane’a, a także Knota z EBC.

Poza tym pierwszy dzień roboczy miesiąca to wysyp odczytów PMI. W strefie euro rewizja wskaźników PMI powinna być neutralna dla EUR. Finalne odczyty PMI z Wielkiej Brytanii nie powinny odbiegać od wstępnych, mocnych wyników, ale trzeba jednak pamiętać, że wynik świadczy jedynie o odczuciach biznesu względem sytuacji z poprzedniego miesiąca, a nie o sile ożywienia. Z tego względu reakcje GBP na dane są umiarkowane. W USA aktywność biznesu w sierpniu pozostawała na trajektorii wzrostowej, co powinno przełożyć się na solidne wyniki ISM. Dane jednak będą dobre dla sentymentu na Wall Street, a risk-on oznacza dalsze kłopoty USD.

Za nami już rozczarowujący odczyt PMI dla polskiego przemysłu (50,6, prog. 52,9), ale rynek złotego ignoruje dane. Mając na uwadze, że polityka RPP pozostanie na autopilocie jeszcze przez wiele miesięcy, wahania w danych makro nie wnoszą nic dla perspektyw waluty. Wyższy EUR/USD ma tutaj większe znaczenie dla zbliżenia się EUR/PLN do 4,38.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fani na Gamescom zachwyceni prezentacją nowych gier od Bloober Team

The Medium oraz Observer: System Redux zrobiły furorę podczas największych targów gamingowych tego roku.

Bloober Team przedstawił na targach Gamescom dwie swoje nadchodzące gry: The Medium oraz Observer: System Redux. Podczas pierwszego dnia targów spółka ogłosiła, że wyczekiwany remaster jej klasycznej gry Observer nie tylko ukaże się na konsolach nowej generacji na czas, ale też będzie dostępny w tym samym terminie na komputerach stacjonarnych. Co więcej, użytkownicy platformy Steam mogą pobrać darmowe demo gry do 30 sierpnia br.

– Każdy Gamescom jest niepowtarzalną okazją do zaprezentowania swoich gier i zainteresowania nimi graczy. Ten rok jest dla nas niesamowicie intensywny, dlatego też mieliśmy naprawdę sporo niespodzianek przygotowanych na te wyjątkowe targi. Przeczuwaliśmy, że pomimo szczególnej formuły, w jakiej odbywają się one w tym roku w związku z epidemią, gracze będą równie podekscytowani jak co roku – mówi Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Krakowski developer ogłosił też, że zaprosił do współpracy nad The Medium dwójkę znanych amerykańskich aktorów głosowych: Troy Bakera, znanego m.in. z użyczania głosu w Mass Effect 3, Diablo III, The Last of Us czy Bioshock Infinite, oraz Mary Elizabeth McGlynn, która zasłynęła swoim wkładem w serie Silent Hill i Devil May Cry. Co więcej, od poniedziałku 31 sierpnia na platformie Steam dostępny będzie za darmo jeden z utworów autorstwa Akiry Yamaoki skomponowany w ramach ścieżki dźwiękowej do gry.

– Zarówno The Medium, nasz największy dotychczasowy tytuł, jak i Observer: System Redux, który również jest produkcją zmierzającą na konsole nowej generacji, wzbudziły już ogromne zainteresowanie graczy. Zdradzenie kolejnych szczegółów dotyczących tych gier powinno utwierdzić ich w przekonaniu, że mają na co czekać – dodaje Babieno.

Premiery obu gier Bloober Team planowane są na czwarty kwartał bieżącego roku.

Przyszłość pracy to nie tylko technologia – musimy pomyśleć także o umiejętnościach miękkich

Gdy zastanawiamy się nad przekwalifikowaniem pracowników w kontekście przyszłości pracy, w pierwszej kolejności przychodzi nam na myśl nauka kodowania, analiza danych lub inne technologie operacyjne. I choć te kompetencje są z pewnością bardzo pożądane na rynku pracy, to pomijamy jeden ważny aspekt – umiejętności miękkie, takie jak przywództwo, komunikacja i kreatywność. Nie ma znaczenia, jak bardzo zautomatyzowany jest Twój biznes, te umiejętności zawsze będą kluczowe.

W rzeczywistości umiejętności miękkie mają coraz większe znaczenie. Zgodnie z wynikami badania LinkedIn przeprowadzonego na początku roku, najważniejsze umiejętności pracowników obejmują przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe oraz zdolności komunikacyjne.

Dlaczego to właśnie te umiejętności zyskują na znaczeniu? Jaki wpływ będzie miał COVID-19 na pracowników w przyszłości? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Historia automatyzacji

Żeby zrozumieć z czego wynika gwałtowny zwrot ku umiejętnościom miękkim, musimy spojrzeć wstecz i zrozumieć, jaki wpływ automatyzacja wywarła na pracowników na przestrzeni lat. Jak możemy zauważyć istnieje i zawsze istniał pewien strach przed powierzeniem pracy maszynom. Wynika to przede wszystkim z obawy o utrzymanie miejsc pracy. Taką sytuację obserwujemy już od lat dwudziestych XX wieku, kiedy to wprowadzono zaawansowane maszyny i technologie, które miały przyspieszyć wiele procesów. Historia pokazuje jednak, że niepokój był nieuzasadniony – miejsc pracy nie ubyło, jedynie zmieniły one swój kształt.

Traktory nie zastąpiły rąk rolników, bankomaty nie spowodowały masowych zwolnień bankowców, a arkusze kalkulacyjne z pewnością nie byłyby na tyle wydajne gdyby nie praca księgowych. Pojawienie się tych narzędzi spowodowało, że personel zamiast wykonywać mozolne i rutynowe zadania może skoncentrować się na wyzwaniach o wiele bardziej aktywizujących.

Dziś mamy do czynienia z tym samym – tylko na znacznie większą skalę. Automatyzacja staje się coraz bardziej powszechna na całym świecie i „uwalnia” pracowników od żmudnych, rutynowych zajęć na rzecz tych wymagających ludzkiej inteligencji. Bez wątpienia „człowiek” jest tu nadal kluczowy. Dlaczego? Ludzki pierwiastek jest wręcz synonimem miękkich umiejętności, których nie można zastąpić nawet przez najbardziej zaawansowane technologie. To właśnie kreatywność, wnikliwość, przywództwo i inteligencja emocjonalna będą stanowiły kluczowy aspekt przewagi konkurencyjnej w zautomatyzowanej przyszłości.

Mówiąc o umiejętnościach miękkich, nie możemy zapomnieć o innej kompetencji, która z dnia na dzień nabiera większego znaczenia – jest nią adaptacyjność. W dynamicznym środowisku, firmy które chcą coś znaczyć na rynku muszą szybko dostosowywać się do zmiennych warunków, wdrażając nowe systemy i wprowadzając nowe technologie. Cecha adaptacyjności, zarówno w kontekście umiejętności pracowników jak i narzędzi firmy musi być zawsze wysoko rozwinięta, aby móc łatwo i szybko przystosowywać się do otaczającego środowiska.

Pandemia Covid-19

Innym czynnikiem, który wpłynął na środowisko pracy na całym świecie jest pandemia Covid-19. Elastyczność w miejscu pracy już od pewnego czasu była bardzo istotna w biznesie, jednak to pandemia znacznie zwiększyła nacisk na nią. Wiele firm z dnia na dzień musiało przejść na tryb pracy zdalnej, a nie wszystkie były na to przygotowane. Choć w najbliższym czasie biura na nowo będą się otwierać, to nie ulega wątpliwości, że praca zdalna będzie stanowić podstawę kultury biurowej w przyszłości.

Dla pracowników oznacza to nowe wyzwanie: nie tylko muszą doskonalić swoje umiejętności miękkie, ale także muszą to robić zdalnie. W konsekwencji pracy z domu bądź z każdego innego miejsca na świecie, rozproszone zespoły muszą znaleźć sposób jak komunikować się pomimo tych trudności.

Barier do pokonania jest wiele, a wraz z wyzwaniami pojawiają się nowe pytania: Jak menedżerowie mogą zdalnie pielęgnować talenty? W jaki sposób można odtworzyć kreatywność i spontaniczność zespołu poprzez rozmowę online? W jaki sposób firmy mogą utrzymać motywację, entuzjazm i zaangażowanie pracowników w rozwój organizacji, gdy wielu z nich pracuje w domu?

Wreszcie, wracając do zdolności adaptacyjnych – jak przedsiębiorstwa mogą przekwalifikować, przeorganizować i przekształcić personel pracujący w ramach hybrydowego środowiska? COVID-19 wpłynął na już i tak szybko zmieniający się krajobraz biznesu, wprowadzając go na wyższy poziom. Pomimo tego, że menedżerowie w większości skupieni są na uelastycznieniu kultury organizacyjnej, w taki sposób aby jak najlepiej dostosować ją do pracy zdalnej, to jednak umiejętności miękkie nadal pozostają na celowniku przedsiębiorców.

Dziś transformacja to nie tylko kwestia technologii – to także ludzie. Bez wątpienia największy sukces odniosą te firmy, które oprócz technologii zainwestują także w swojego pracownika.

Podsumowanie

Przyszłość pracy oznacza rozwój zarówno umiejętności miękkich, jak i twardych.

Do czasu pojawienia się pandemii wiele uwagi poświęcano temu, w jaki sposób wzrost sztucznej inteligencji i automatyzacji zwiększył potrzebę rozwoju umiejętności miękkich. W obliczu pandemii i wynikającej z niej pracy zdalnej, patrzymy na to z innej perspektywy – podobnie jak przyszłość pracy zależy od stopnia wykorzystania sztucznej inteligencji jako wsparcia dla pracy personelu, tak samo przywództwo i kultura, wydajność i konkurencyjność organizacji zależą od rozwijania umiejętności miękkich.

Według opublikowanej z początkiem roku LinkedIn Learning Survey – do najbardziej istotnych umiejętności, których pracownicy muszą się nauczyć w 2020 r. należą: przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe, komunikacja. Kiedy mówimy o przyszłości pracy, ona dzieje się na naszych oczach. Rynek stale się rozwija, generując nowe wymagania. Każda firma potrzebuje pracowników, którzy poza posiadaniem odpowiednich twardych umiejętności potrafią zakwestionować status quo i myśleć nieszablonowo, w sposób jaki technologia nie jest w stanie. Bez inwestowania w umiejętności miękkie firmy mogą zatrzymać swój rozwój.

AI/kontekst automatyczny: Umiejętności miękkie uzupełniają wykorzystanie technologii w pracy.

Połączenie wykorzystania sztucznej inteligencji i wysoko rozwiniętych umiejętności miękkich, stanowi o zwiększeniu produktywności personelu.

Przykłady umiejętności miękkich, które uzupełniają pracę z wykorzystaniem technologii:

Kreatywne rozwiązywanie problemów i myślenie projektowe – Nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe automatyzują wiele zadań administracyjnych, pozostawiając pracownikom możliwość wykorzystania kreatywnego myślenia do realizacji celów firmy. Z tego powodu kreatywność jest ważną umiejętnością dla organizacji, które chcą rozwijać się w przyszłości.

Zdolności adaptacyjne/i umiejętność ciągłego uczenia się – Technologie rewolucjonizują biznes w szybkim tempie, więc posiadanie zdolnych do adaptacji pracowników jest konieczne. Potrzebne są zespoły, które potrafią się dostosować i rozwijać wraz z szybko zmieniającym się środowiskiem biznesowym.

COVID-19/Kontekst transformacji cyfrowej: Wykorzystanie umiejętności miękkich jest istotne w hybrydowym środowisku pracy.

Podczas pandemii nauczyliśmy się jak wykonywać codzienne, zawodowe obowiązki zdalnie. Co za tym idzie pozyskaliśmy umiejętności dzięki którym w przyszłości będziemy mogli stworzyć hybrydowe środowisko pracy – łączące pracowników z biura oraz zdalnych.

Przykłady umiejętności miękkich, które pomagają firmom i pracownikom w efektywnej pracy i kierowaniu zespołami zdalnie:

Przywództwo i zarządzanie, Inteligencja emocjonalna, współpraca – Transformacja cyfrowa polega na tworzeniu bardziej złożonych i globalnych projektów, co sprawia, że współpraca staje się niezbędnym narzędziem sukcesu. Pracownicy muszą być w stanie pracować w środowisku pracy zespołowej, zarówno w biurze jak i ze zdalnymi członkami zespołu.

Perswazja – Posiadanie świetnego produktu lub świetnego pomysłu to jedynie początek. Na dalszym etapie jest pozyskanie klientów, którzy zechcą go kupić. Perswazja to cenne narzędzie sprzedaży, dzięki któremu nasze produkty stają się interesujące z pozycji konsumenta.

Praca i sposób, w jaki się zmienia (Przyszłość pracy, umiejętności i kultura)

Przyszłość pracy wymaga od nas stałego dokształcania się i poszerzania naszych umiejętności interpersonalnych, niezależnie od miejsca w którym pracujemy.

W momencie cyfrowej transformacji, charakter pracy zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Musimy być przygotowani na to, że z biegiem czasu wymagania i umiejętności techniczne będą się zmieniać. Jednak poszerzając nasze kompetencje, nie możemy zapomnieć o konieczności rozwijania naszych umiejętności miękkich. Jednym słowem – jako firmy i pracownicy musimy być elastyczni.

Jest to ważne nie tylko ze względu na sposób w jaki pracujemy, ale także z punktu widzenia kultury organizacyjnej firmy.

Podsumowanie sierpnia na rynkach: poza spółkami technologicznymi, trudno było znaleźć motory wzrostu

Sierpień był miesiącem, w którym rynki akcji, przynajmniej zagraniczne, kolejny miesiąc wzrosły.  pomimo istniejącym i w dalszym ciągu aktualnym przesłankom do rynkowej korekty. Patrząc na rynek z perspektywy Stanów Zjednoczonych, po wynikach największych technologicznych spółek trudno było znaleźć kolejne motory wzrostu na nowojorskiej giełdzie.

Kontynuacja wzrostów na Wall Street

Jak łatwo się jednak domyślić, scenariusz wzrostowy był kontynuowany. Do prącego w górę w kierunku kolejnych rekordów indeksu spółek technologicznych Nasdaq dołączył szeroki rynek w postaci S&P 500, który najpierw odrobił wszystkie epidemiczne straty, by później kolejno, rozprawić się z historycznymi szczytami na poziomach 3400 i 3500 punktów. Warto dodać, że amerykański rynek spółek technologicznych jest już warty więcej, niż cały europejski rynek akcji. Dla porównania i podkreślenia zmian w rozkładzie największych spółek na przestrzeni lat, w roku 2007, czyli 13 lat temu, europejskie spółki były warte 4 razy więcej od rosnących wówczas dopiero w siłę amerykańskich gigantów z branży IT. Ciężko, aby było inaczej, skoro amerykański Nasdaq od początku roku jest już ponad 30% na plusie, zaś od wybuchu pandemii ponad 50%. Trudno się zresztą dziwić, gdy przykładowo Amazon od początku roku jest na 80% plusie, zaś walory Tesli wzrosły o ponad 400%. Patrząc chociażby na te dwie wartości i porównując sytuację z pandemicznym otoczeniem i gospodarczą recesją, nie da się nie myśleć o możliwej korekcie. Ta jednak jak na razie nie ma zamiaru nadejść.

Wsparcie ze strony Fed

Duże znaczenie ma tutaj polityka monetarna na świecie i niespotykana wcześniej ilość pieniądza na rynku. Pod koniec miesiąca amerykański Fed potwierdził nowe podejście do ustalania stóp procentowych, gdzie do zadań banku centralnego będzie należała walka zarówno z wysoką, jak również z niską inflacją. W praktyce oznacza to utrzymanie stóp procentowych na niskim poziomie przez dłuższy czas.

Wciąż aktualne czynniki ryzyka

Z drugiej jednak strony jest wiele czynników, które mogą ciążyć rynkowi. Jednym z nich są wyceny, które już dawno oderwały się od historycznych średnich i to pomimo dobrych wyników części spółek za II kwartał. Ciążyć może sytuacja w USA i przedwyborcza polaryzacja sceny politycznej, czego efektem może być blokada kolejnych pakietów pomocowych w kongresie. Ciążyć może również druga fala pandemii, jeśli takowa nadejdzie. I przede wszystkim ciężarem ciągnącym w dół notowania indeksów może być dalsze zaostrzenie sytuacji na linii USA – Chiny, również w kontekście pojedynku Joe Biden – Donald Trump. Jeśli przypomnimy sobie przyczyny spadków z 2018 roku, dziś wydają się one być trywialne. Sytuacja polityczna i gospodarcza była dużo prostsza. A rynki również były na historycznych (ówczesnych) szczytach.

Krajowy rynek nie uczestniczył w globalnych wzrostach

Zostawiając na chwilę sytuację na rynkach zagranicznych, spójrzmy na krajowe podwórko. WIG20 w dalszym ciągu nie może wyjść z czerwcowej konsolidacji wokół poziomu 1800 punktów. W sierpniu pomagały wzrosty CD Projektu, który zyskał ok. 10% na fali ogłoszenia kolejnej, tym razem mobilnej wersji Wiedźmina. A dodajmy, że w połowie miesiąca indeks był bardzo blisko przełamania impasu i ruchu w górę w kierunku 1900, zabrakło jednak siły po stronie popytowej. Ciążyły tradycyjnie energetyka i sektor bankowy. Średnie spółki po raz kolejny flirtują z lokalnymi szczytami, ale na razie również brakuje sił do dalszej drogi w górę. Dość ciekawa jest za to sytuacja w sektorze małych spółek, które po tegorocznym triumfalnym marszu w górę, w ostatnim miesiącu wyhamowały wzrost. Pisząc o małych spółkach, myślę również przede wszystkim o małych inwestorach, którzy w ostatnich miesiącach gremialnie pojawili się na krajowym rynku (lub też na niego powrócili).

Recesyjny odczyt PKB za II kwartał

Koniec miesiąca przywitał nas finalną publikacją odczytu krajowego PKB za II kwartał. Za najsilniejszy w historii, 8,9% spadek krajowej gospodarki odpowiadały, zgodnie z oczekiwaniami, przede wszystkim silne spadki konsumpcji i inwestycji. Pod znakiem zapytania są jak na razie odczyty konsumpcji za III kwartał, gdy część Polaków powróciła do w miarę normalnego funkcjonowania.

Wątpliwości odnośnie kontynuacji wzrostów do końca roku

Przed nami ostatni miesiąc kwartału. Pytanie, czy w tym roku nie opłacało się bardziej kupić w maju i sprzedać w październiku, idąc nieco w kontrze do starego giełdowego porzekadła. Chociaż obecny rok jest na tyle niestandardowy, że każde rozwiązanie wydaje się być równie możliwe.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Okolice Dworca Zachodniego z perspektywą jeszcze lepszego biurowego jutra?

Analiza nowej podaży na rynku biurowym w Warszawie wskazuje, że zgodnie z oczekiwaniami po zagłębiu biurowym na Służewcu, nową lokalizacja z całkowitymi zasobami przekraczającymi milion mkw. staną się okolice Ronda Daszyńskiego. Wśród obecnych lokalizacji biurowych, w najbliższych latach, dość nieoczekiwanie na popularności może zyskać Dworzec Zachodni. Co stoi za tą przyczyną? To postanowił przeanalizować dział biurowy firmy AXI IMMO.

Warszawa wchodzi w kolejny etap przebudowy infrastruktury drogowej i kolejowej. Miasto ma być bardziej mobilne i umożliwiać komfortowy dojazd nie tylko z każdej z jej dzielnic, ale także z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów innych miast uznawanych po Ursynowie i Białołęce jako tzw. sypialnie Warszawy. Projektem, który ma umożliwić dużo swobodniejszy transport jest planowana od lat przebudowa trasy linii średnicowej. Pierwszym etapem modernizacji ma być ogłoszona na lata 2020-2023 przebudowa Dworca Zachodniego, który pomimo swojego wieku i kosmetycznych renowacji od lat w ciągu doby obsługuje około 1000 różnych połączeń kolejowych tj. aglomeracyjnych, regionalnych, dalekobieżnych krajowych i międzynarodowych. Jako dodatkowy projekt przy przebudowie Dworca Zachodniego, władze Warszawy planują linię tramwajową, która docelowo ma połączyć Wilanów z Odolanami, a główna stacja przesiadkowa będzie zlokalizowana tuż pod stacjami kolejowymi. W ten sposób okolice Dworca Zachodniego stworzą ogromny nowoczesny hub transportowy, który z dostępną już w tej okolicy tkanką biurową może zainteresować część firm do zmiany swojego adresu.

Zakładając optymistyczny scenariusz, w którym wykonawca zdąży przebudować dworzec i zrealizuje projekt położenia torów, budowy infrastruktury i uruchomienia trasy tramwajowej to okolice Dworca Zachodniego w perspektywie kilku lat zaoferują atrakcyjne warunki dla najemców. Lokalizacja ta byłaby komfortową alternatywą dla firm, które chcą z jednej strony być blisko centrum miasta, a z drugiej nie chcą płacić wysokiej stawki za czynsz. Dziś znajdujące się tu budynki jak West Station, Brama Zachodnia czy Eurocentrum, to opcja dla najemców, którym kończy się umowa za 3 lata. Z dużą dozą prawdopodobieństwa w wyniku polepszenia transportu komunikacyjnego nie można wykluczyć, że jedną z wymuszonych zmian będzie wzrost wyjściowych stawek za czynsz. Jednak nadal w porównaniu do tzw. bliskiej Woli czy samego centrum Warszawy uda zaoszczędzić się o kilka EUR na mkw., które w czasie miejmy nadzieję już post pandemicznym uda się przeznaczyć na dużo atrakcyjniejszy fit-out powierzchni,” mówi Bartosz Oleksak, Negocjator, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

W związku z dość nieprzewidywalną przyszłością spowodowaną przez pandemię Covid-19 kolejne inwestycje biurowe w całej Warszawie stoją pod znakiem zapytania. Dodatkowo na rynku pojawiła się nowa oferta w postaci podnajmów, która wydaje się, że może nieco zniechęcić i czasowo wstrzymać plany deweloperów do realizacji kolejnych projektów. Podobnie kształtuje się sytuacja w kontekście  nowej podaży w okolicach Dworca Zachodniego. Na dziś trudno doszukiwać się żurawi zwiastujących budowy biurowców w tej części Warszawy. Pewnego rodzaju wyzwaniem dla deweloperów jest dość ograniczona liczba gruntów pod nowe inwestycje. Jednak czy w kolejnych trzech latach, wynalezieniu szczepionki na Covid-19 i po poprawie infrastruktury transportowej przyszłość tej lokalizacji się zmieni? W przypadku pozytywnego wariantu naturalnym kierunkiem pod zabudowę wydają się tereny położone na części administracyjnej Woli od strony ul. Tunelowej, ponieważ od strony Ochoty większość zabudowy to budynki mieszkaniowe. Ewentualna zabudowa biurowa wiązałaby się z przekształceniem i wykupieniem obecnych budynków komercyjnych pod inne cele, jak chociażby znana z przeszłości zamiana hotelu Mercure F. Chopin na biurowiec Q22.

„Obecni właściciele biurowców zlokalizowanych w okolicach Dworca Zachodniego wiadomość o modernizacji węzła komunikacyjnego Dworzec Zachodni przyjęli z dużym optymizmem. Dodatkowa inwestycja w infrastrukturę komunikacyjną wiąże się z dużo lepszą wyceną ich nieruchomości. Analizując potencjał tej lokalizacji stwierdziliśmy, że o ile same najbliższe okolice Dworca Zachodniego zyskają na znaczeniu to raczej, przebudowa nie powinna wpłynąć na zainteresowanie biurowcami położonymi za centrum handlowym Blue City i Atrium Reduta,” dodaje Martin Lipiński, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, AXI IMMO.

Akcjonariusze Quercus TFI zdecydowali o emisji akcji

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Quercus TFI zdecydowało o emisji nie więcej niż 5.500.000 akcji serii D. Celem emisji akcji jest pozyskanie dodatkowych środków finansowych na rozwój sieci dystrybucji, konsolidację rynku funduszy inwestycyjnych oraz na utworzenia agenta transferowego.

Quercus TFI chce z emisji pozyskać co najmniej 22 mln zł. Cena emisyjna akcji zostanie ustalona przez Zarząd, przy zastrzeżeniu, że wyniesie nie mniej niż 4 zł za jedną akcję. Pierwszeństwo w obejmowaniu akcji będą mieli dotychczasowi akcjonariusze posiadający co najmniej 1 proc. kapitału zakładowego na dzień WZA.

– Obecna sytuacja rynkowa, a w szczególności środowisko praktycznie zerowych stóp procentowych, może skutkować istotnym napływem środków do funduszy inwestycyjnych w najbliższych miesiącach. To dobra okazja do istotnego zwiększania skali działalności i zebrania znacznie większych aktywów niż obecnie. Wymaga to jednak poszerzenia możliwości dystrybucyjnych, co staramy się konsekwentnie realizować. – powiedział Sebastian Buczek, założyciel i Prezes Zarządu Quercus TFI.

Istotnym elementem strategii rozszerzenia kanałów dystrybucji jest planowane przejecie spółki dystrybucyjnej. Quercus TFI w lipcu bieżącego roku zakomunikował o złożeniu wiążącej oferty przejęcia 100% udziałów Domu Inwestycyjnego Xelion. Obecnie prowadzone są negocjacje, mające doprowadzić do realizacji przejęcia. Równolegle Quercus TFI nie wyklucza również innych transakcji, zarówno w obszarze dystrybucji, jak i podmiotów komplementarnie uzupełniających ofertę TFI. Dzięki pozyskanym środkom finansowym z emisji akcji serii D, Spółka chce również utworzyć własnego agenta transferowego.

– Chcemy przyspieszyć rozwój Quercus TFI. Jednocześnie nie chcemy zmieniać dotychczasowej, wieloletniej praktyki wypłaty zdecydowanej większości wypracowanych zysków dla akcjonariuszy. Z tego powodu zdecydowaliśmy, iż optymalnym rozwiązaniem jest podwyższenie kapitału – dodaje Sebastian Buczek.

W sytuacji, gdyby nie udało się dokonać przejęć, a tym samym środki z emisji nie zostałyby przeznaczone na ten cel, Zarząd zamierza rekomendować WZA wypłatę środków z emisji na rzecz akcjonariuszy w postaci dodatkowej, nadzwyczajnej wypłaty.

Walne Zgromadzenie zdecydowało, że akcjonariusze posiadający co najmniej 1 proc. akcji Quercus TFI na dzień WZA, którzy zgłoszą deklarację objęcia akcji po cenie nie niższej niż cena emisyjna ustalona przez Zarząd, będą uprawnieni do pierwszeństwa w objęciu nowych akcji w liczbie zapewniającej im utrzymanie udziału w kapitale zakładowym po realizacji emisji akcji serii D.

Używany sprzęt na siłownie – czy jego zakup ma sens?

Najważniejszym elementem każdej siłowni czy klubu fitness, jest sprzęt do ćwiczeń. Na rynku znajdziemy kilku dobrych producentów. Jedynym problemem może być wysoka cena profesjonalnego i markowego sprzętu na siłownię. A takich urządzeń trzeba kupić przynajmniej po kilka z każdego rodzaju. Niektórzy decydują się na kompromis, którym jest regenerowany sprzęt do ćwiczeń. Czy warto?

Czym charakteryzuje się profesjonalny sprzęt na siłownię?

Zanim weźmiemy się za używany sprzęt na siłownie, dobrze będzie najpierw wyjaśnić, dlaczego profesjonalne urządzenia są tak drogie i czemu jednak warto właśnie w nie zainwestować. Jeśli weźmiemy pod uwagę takie marki jak Technogym, Precor czy Life Fitness, które na rynku istnieją już od kilkudziesięciu lat, to od razu widzimy, że urządzenia, które oferują, są nie tylko wykonane z doskonałych materiałów, ale odznaczają się niezwykle przemyślaną konstrukcją, nad którą inżynierowie pracowali przez wiele lat.

I to właśnie dlatego markowy sprzęt na siłownie od renomowanych producentów odznacza się bardzo dużą wytrzymałością, nawet przy ekstremalnej eksploatacji, a także bezpieczeństwem i ergonomią. Są one bowiem dopracowane pod każdym względem, dzięki czemu nie tylko są mało awaryjne, ale także ćwiczy się na nich bardzo wygodnie, bez obawy o ewentualną kontuzję.

Jednak przy wyposażeniu całej siłowni w nowe urządzenia do ćwiczeń, koszty mogą być bardzo duże. W takiej sytuacji pojawia się dylemat czy kupić tańszy sprzęt, który bardziej nadaje się do użytku amatorskiego, czy może zdecydować się na sprzęt po regeneracji.

Regenerowany sprzęt na siłownię

Dla kogoś obeznanego w temacie nie ma żadnych wątpliwości, że przy ograniczonym budżecie w grę powinien wchodzić regenerowany sprzęt na siłownię, ale tylko wtedy, gdy cała renowacja maszyny została wykonana przez profesjonalną firmę. A poznać to można w bardzo prosty sposób. Prawidłowa regeneracja sprzętu na siłownie to nic innego jak jego całkowite odnowienie, łącznie z odświeżeniem wizualnym urządzenia. Taka maszyna wygląda praktycznie jak nowa i tak samo działa.

O tym, jak powinna przebiegać profesjonalna regeneracja maszyn na siłownię, można się dowiedzieć u źródła, czyli od firmy Total Fitness Concept, która zajmuje się tym na co dzień. Oprócz tego produkuje własny sprzęt do ćwiczeń oraz zajmuje się sprzedażą, naprawą i serwisowaniem urządzeń sportowych od najbardziej cenionych na rynku marek. Sprawdźmy zatem, jak przebiega proces regeneracji sprzętu na siłownie, takiego jak bieżnie, rowery, maszyny eliptyczne, crosstrainery, czy maszyny siłowe, właśnie w tej firmie.

Jak wygląda regeneracja sprzętu na siłownię?

Przede wszystkim, taka regeneracja jest w pełni kompleksowa i obejmuje całkowite rozkręcenie maszyny, przegląd jej wszystkich podzespołów, w tym również elektronicznych oraz wymiana eksploatacyjnych części na nowe (fabrycznie oryginalne).

Poza tym rama maszyny jest dokładnie myta i czyszczona, a następnie trafia do lakierowania – na życzenie klienta można poddać ją customizacji, czyli pomalowaniu na wskazany kolor i dodaniu loga czy innych elementów graficznych. Po wszystkim urządzenie jest skręcane i przechodzi wnikliwą kontrolę jakości. Po takiej regeneracji sprzęt jest praktycznie jak nowy. Dlatego też, jeśli mamy do czynienia z tego typu regeneracją, to zakup używanego i odnowionego sprzętu na siłownie jest najlepszym wyjściem w sytuacji, kiedy chcemy otrzymać sprzęt profesjonalnej jakości, za niższą cenę.

Badanie potrzeb klientów – od rozmowy do sprzedaży

Każdy, kto telefonicznie kontaktuje się z obsługą klienta, dzwoni z nastawieniem, żeby jak najszybciej otrzymać pomoc, instrukcję lub informację. Z każdą sekundą połączenia i poszukiwaniem odpowiedniego działu, narasta zniecierpliwienie. Tymczasem dobrze przygotowana i przeprowadzona rozmowa to okazja do rozpoznania potrzeb klienta. Co z kolei może przełożyć się na lepsze wyniki sprzedażowe. Warto więc skorzystać z nowoczesnych technologii, które mogą usprawnić proces obsługi klienta.

Diagnoza potrzeb klienta, czyli jak wykorzystać technologię

 Konsultanci powinni reagować możliwie szybko na telefon od obecnego lub potencjalnego klienta. Skutecznym rozwiązaniem w tym zakresie jest wprowadzenie menu głosowego, które przekierowuje bezpośrednio do odpowiedniego działu lub eksperta. Do tego dochodzi usługa automatycznego oddzwaniania. Jeżeli klient rezygnuje w trakcie oczekiwania, wówczas platforma “widzi” niezrealizowaną rozmowę i nawiązuje połączenie. Kolejna sprawa to stworzenie bazy wiedzy o kliencie, w której gromadzone są zapisy wszystkich rozmów, zgłaszanych spraw, czy uwag. W bazie tej powinny znaleźć się informacje przekazywane różnymi kanałami (m.in. telefonicznie, pocztą tradycyjną lub drogą e-mailową), co dodatkowo daje dowolność kontaktowania się w sposób aktualnie preferowany przez klienta. Przykładowym narzędziem do zarządzania relacjami z klientami jest baza danych CRM, dzięki której możliwe jest szybsze rozpoznanie potrzeb klienta. Nie otrzymuje on nietrafionych propozycji, a konsultant ma szerszą wiedzę na temat tego, co faktycznie może skusić rozmówcę do dokonania transakcji. 

Ważna jest nie tylko reakcja, ale i relacja

 Jeżeli chodzi o badanie potrzeb klienta i techniki sprzedażowe, to bardzo dobrze działa także personalizacja. Klient, który jest zadowolony z efektów połączenia z konkretną osobą, chętniej wróci do takiej rozmowy. To pozwala na budowanie trwałych relacji. Inny aspekt personalizacji to znajomość swoich klientów – ich imion, realizowanych spraw i usług, z których korzystają. To daje pole do rozmowy o tym, czego obecnie potrzebuje klient, a jakie usługi lub produkty w ogóle go nie zainteresują. Po pewnym czasie można sobie pozwolić na pytania otwarte do klienta, celem poznania jego preferencji. Kolejnym etapem jest zaproponowanie np. dodatkowego pakietu usług lub zakupu konkretnego produktu. Jeżeli takie działania sprzedażowe zakończą się sukcesem, warto pomyśleć o nagrywaniu rozmów z klientami (po uprzednim poinformowaniu ich) i wykorzystaniu ich do celów szkoleniowych firmy.

 

Po kilku miesiącach przerwy dzieci wracają do szkół. Tylko co dziesiąty rodzic nie ma żadnych obaw związanych ze wznowieniem lekcji stacjonarnych

Połowa rodziców obawia się, że ich dziecko zarazi się w szkole koronawirusem. Co trzeci uważa, że szkoły nie są dostatecznie przygotowane do ponownego przyjęcia uczniów i nie będzie w nich przestrzegany reżim sanitarny – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. To może skutkować powrotem do lekcji zdalnych. Jednocześnie rodzice podkreślają, że dbają o bezpieczeństwo zdrowotne dzieci – pilnują, by nosiły maseczki, uczą zasad higieny, wzmacniają ich odporność i dbają o szczepienia. Tylko co dziesiąty rodzic zdecydował się na dodatkowe ubezpieczenie NNW dla dziecka.

 Pandemia spowodowała, że rodzice muszą zmierzyć się z obawami, które nigdy wcześniej nie miały miejsca. Według badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden jedna trzecia rodziców uważa, że szkoły nie są dostatecznie przygotowane na przyjęcie uczniów. Ponadto 30 proc. rodziców obawia się, że wskutek rozprzestrzeniania się koronawirusa lekcje znowu będą musiały odbywać się w domu – mówi agencji Newseria Biznes Iwona Debis, menadżer ds. produktów w Nationale-Nederlanden.

Od 12 marca w związku z pandemią koronawirusa szkoły były zamknięte, a nauka odbywała się wyłącznie zdalnie. Od września zajęcia znów mają być prowadzone stacjonarnie. Trzy czwarte badanych uważa, że tradycyjny sposób nauczania jest lepszy niż zdalny. Choć według co drugiego rodzica powrót dzieci do szkoły pozwoli mu lepiej wykonywać obowiązki zawodowe, a także mniej angażować się w zadania szkolne, to wiąże się z tym wiele różnych obaw. Przede wszystkim dotyczą one kwestii zdrowotnych.

Ponad połowa ankietowanych wskazuje, że boi się zakażenia przez dziecko koronawirusem lub grypą – wskazuje Iwona Debis.

Na tę obawę częściej wskazują ojcowie (59 proc.) niż matki (31 proc.). 29 proc. rodziców ma wątpliwości, czy w szkołach będzie przestrzegany reżim sanitarny. Większość opiekunów podejmuje we własnym  zakresie działania, które mają zminimalizować ryzyko zakażenia. Co trzeci rodzic otwarcie rozmawia z najmłodszymi o zagrożeniach związanych z koronawirusem.

– Większość rodziców deklaruje, że dba o prawidłową dietę, by wzmocnić odporność swoich dzieci. Dodatkowo ponad 39 proc. wskazuje na to, że pilnują, by dzieci w miejscach publicznych chodziły w maseczkach. Ponad jedna trzecia respondentów przyznaje również, że przeprowadza szczepienia ochronne zalecane i dodatkowe – wymienia ekspertka Nationale-Nederlanden.

Obawy rodziców dotyczą także tego, czy dzieci będą umiały odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości i zawiązywać relacje po tak długiej przerwie. Prawie jedna trzecia badanych ma wątpliwości, czy najmłodsi nadrobią  zaległości wynikające z całego semestru nauki zdalnej.

– Tylko 1 na 10 rodziców nie ma żadnych obaw przed powrotem dzieci do szkoły – dodaje ekspertka Iwona Debis.

Powrót do szkoły po kilku miesiącach przymusowej kwarantanny może być dla dzieci dużym wyzwaniem. Dlatego też rodzice powinni zadbać o kondycję psychiczną dzieci, np. poprzez zaplanowanie aktywności, które zminimalizują u nich stres. Około 30 proc. rodziców twierdzi, że nie będzie ograniczać najmłodszym zajęć dodatkowych.

 Trzeba jednak pamiętać, że koronawirus nie jest jedynym zagrożeniem, które może się przytrafić. Dlatego przed pierwszym dzwonkiem warto pomyśleć o tym, by wykupić dodatkowe ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków – przypomina ekspertka Nationale-Nederlanden. – Z naszej ankiety wynika, że tylko co dziesiąty rodzic myśli o zakupie takiej polisy.

Koronawirus może oznaczać koniec tradycyjnych open space’ów. Zmienia się podejście firm do aranżacji biur

Pozycja biur, mimo znaczącej roli pracy zdalnej, pozostaje niezagrożona. – Nie ma takiej przestrzeni, która mogłaby zastąpić biurową, ze względu na kwestię socjalizacji i wspólnego spędzania czasu – mówi Monika Szawernowska, prezes pracowni projektowej Concept Space. Zmienia się jednak podejście firm do aranżacji biur. Typowe open space’y z kilkudziesięcioma biurkami zmienią się w mniejsze przestrzenie, które można elastycznie dzielić, z pomieszczeniami pomocniczymi. Przestrzenie wspólne są projektowane dla poszczególnych działów, a nie jak przed pandemią dla wszystkich pracowników.

Powierzchnie biurowe będą potrzebne i swoich najemców znajdą również te biurowce, które się budują. Nie ma takiej przestrzeni, która zastąpi biuro. W pracy zdalnej brakuje czynnika socjalizacji czy kwestii wspólnego spędzania czasu, a to jest istotne dla każdej firmy – mówi agencji Newseria Biznes Monika Szawernowska.

Możemy mieć jednak do czynienia z kurczeniem się przestrzeni biurowych. Dotyczy to szczególnie korporacji, które ze względu na wielkość użytkowanych biur mogą je optymalizować. W przypadku mniejszych firm nie będzie to już takie proste – ważny staje się bowiem czynnik odległości między stanowiskami pracy, który umożliwi trzymanie odpowiedniego dystansu.

– Oszczędność na metrach może być więc widoczna, ale na pewno nie będzie takiego scenariusza, jaki wieszczono w kwietniu, że biura już nie będą potrzebne i przechodzimy na pracę zdalną. W Concept Space pracujemy od maja i większość naszych klientów nie ma takich pomysłów – mówi prezes pracowni projektowej Concept Space.

COVID-19 na pewno wpłynął na zmianę aranżacji biur. Z badania Concept Space „Przyszłość aranżacji biura. Co się zmieni?” wynika, że co trzecia osoba wracająca po pracy zdalnej do biura zauważyła zmiany w organizacji powierzchni. Wśród nowych priorytetów firm znalazły się bezpieczeństwo, elastyczność i modułowość. Eksperci podkreślają, że ogromne open space’y mieszczące cały zespół przechodzą do historii.

– One nie znikną z naszego rynku, tylko będą wyglądały inaczej. Pozostaną popularne ze względu na kwestie finansowe oraz optymalizację przestrzeni do pracy. Obecnie realizujemy projekty, w których dzielimy je na mniejsze przestrzenie. Ich najważniejsze elementy to modułowość, elastyczność i funkcjonalność, żeby w każdej chwili można było ją przearanżować. Ważne są odpowiednie odległości między biurkami oraz wydzielenie części do spotkań i burzy mózgów – tłumaczy Monika Szawernowska.

Duży nacisk kładziony jest na strefy socjalne służące spotkaniom i relaksowi. Są one przypisywane konkretnemu działowi czy zespołowi, by uniknąć gromadzenia większej liczby pracowników.

Wcześniej były one aranżowane dla całej przestrzeni biurowej, ale teraz potrzebne są mniejsze kuchnie i strefy relaksu. Ponadto w biurze oczekujemy elementów domowych. Widać, że pracodawcy chcą zapewnić pracownikom jak najbardziej sprzyjające warunki do pracy – mówi prezes Concept Space.

W niektórych firmach pojawiły się też hot deski, czyli biurka, które nie są przypisane tylko jednej osobie, co pozwala na bardziej elastyczne reagowanie na liczbę pracowników obecnych w biurze.

Z badania Concept Space wynika, że przed pojawieniem się koronawirusa 22 proc. pracowników nie miało możliwości pracy w elastycznym trybie. Wśród nich jest aż 67 proc. pracowników instytucji państwowych. Nie wszystkie podmioty były zresztą przygotowane na przejście na pracę zdalną. Większość respondentów wskazało na problem z pracą w domu ze względu na brak odpowiedniego stanowiska i dostępu do sprzętu czy zasobów firmy. Wiele osób nie ma w domu wszystkich potrzebnych elementów do tego, żeby móc efektywnie pracować.

Obecnie większość firm pracuje zdalnie, choć część wróciła już do pracy hybrydowej – mówi Monika Szawernowska. – Mam wrażenie, że większość  jednak nie wróci do pracy w starym układzie, który obowiązywał do marca. W tym momencie większość firm pracuje w sposób hybrydowy.

W 65 proc. biur praca zdalna będzie możliwa również w kolejnych miesiącach. Co czwarta firma daje pracownikowi pełną swobodę w wyborze miejsca do pracy. Model hybrydowy wydaje się być najbardziej popularnym i pożądanym. Tylko 13 proc. pracowników, którzy mają możliwość pracy zdalnej, codziennie przychodzi do biura, a tylko 18 proc. nie korzysta w ogóle z przestrzeni biurowej.

Coraz więcej internautów kupuje przez internet na zagranicznych serwisach. Przybywa też skarg

Prawie co trzeci internauta kupujący online wybiera zagraniczne e-sklepy lub platformy sprzedażowe – wynika z tegorocznego raportu firmy Gemius. Chętnych na transgraniczne zakupy przybywa z roku na rok, a co za tym idzie, rośnie też liczba skarg. – Klienci powinni pamiętać, że gdy kupują od przedsiębiorcy z siedzibą w UE, łatwiej będzie dochodzić ewentualnych roszczeń – mówi Katarzyna Słupek z Europejskiego Centrum Konsumenckiego. 

W czasie pandemii koronawirusa wzrosło zainteresowanie zakupami online w Polsce i za granicą. Z raportu Gemiusa na temat e-commerce w 2020 roku wynika, że już aż 73 proc. internautów robi zakupy przez internet. To więcej o 11 pkt proc. niż w ubiegłorocznej edycji badania. Wraz ze wzrostem zainteresowania zakupami przez internet rośnie też liczba skarg związanych z takimi transakcjami.

Nie zauważyliśmy jednak większych trudności w egzekwowaniu praw konsumentów od przedsiębiorców handlujących przez internet – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Słupek, ekspertka Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Z zagranicznych serwisów e-commerce korzysta już 30 proc. badanych internautów, którzy robią zakupy przez internet. To o 4 pkt proc. więcej niż rok temu. Najczęściej są to najmłodsi internauci (15–24 lata), a odsetek kupujących spada wraz z wiekiem. Klienci kupują przede wszystkim odzież, szczególnie sportową, obuwie oraz biżuterię i telefony. Najczęściej badani zaopatrują się na platformach AliExpress, eBay i Amazon.

Z doświadczenia Europejskiego Centrum Konsumenckiego wynika, że zdarzają się przypadki, kiedy przedsiębiorcy nie dostarczają towaru, który zamówiliśmy, często nie jest on takiej jakości, jaką byśmy sobie wymarzyli – mówi ekspertka. – Jeżeli pochopnie wybierzemy e-sklep, to może się okazać, że nie jest on sprzedawcą, tylko pośrednikiem.

Ze względu na potencjalne problemy z zakupem przez internet u zagranicznego przedsiębiorcy ważne jest to, czy ma on siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Prostsze jest wówczas dochodzenie roszczeń, bo obowiązujące prawo konsumenckie jest jednolite we wszystkich państwach członkowskich. Kupujący ma prawo do bezpłatnego odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni, a w ciągu dwóch lat ma prawo do reklamacji.

Każdy obywatel Unii ma takie same uprawnienia, więc również ich egzekucja jest sprawna. Poza tym w przypadku problemów z uznaniem reklamacji konsumenta w stosunku do przedsiębiorcy działającego na terenie UE można liczyć na bezpłatną pomoc Europejskiego Centrum Konsumenckiego. Jeśli natomiast robimy zakupy w sklepach działających poza UE, to jesteśmy zdani tylko na siebie i musimy się liczyć z ryzykiem, że nasze prawa jako konsumentów europejskich nie będą respektowane – mówi Katarzyna Słupek.

Dodatkowo konsument jest zdany na siebie, bo nie ma instytucji, która zajmowałaby się takimi sprawami.

Po nieudanej transakcji w serwisie zagranicznym musimy przede wszystkim złożyć reklamację do przedsiębiorcy, u którego dokonaliśmy zakupu usługi czy towaru. Zasada jest prosta: powinniśmy złożyć zawiadomienie, wysyłając maila lub pismo, że mamy problem z przedmiotem, który kupiliśmy, czy z wykonaniem danej usługi – mówi ekspertka Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Radzi, żeby jeszcze przed zakupem w sieci dokładnie sprawdzić, u kogo zamawiamy produkty. Trzeba znaleźć dane kontaktowe przedsiębiorcy, sprawdzić, gdzie ma zarejestrowaną działalność, oraz przeczytać w regulaminie, czy przewidział ścieżkę reklamacyjną i jak ona wygląda.

– Warto też prześledzić, jakie są opinie o danym sklepie w internecie, szczególnie jeśli cena towaru, który chcemy u niego kupić, jest wyjątkowo atrakcyjna. Wygooglujmy danego przedsiębiorcę, sprawdźmy, czy inni użytkownicy przypadkiem nie ostrzegali przed nim – mówi Katarzyna Słupek.

Obroty w portach morskich spadły z powodu pandemii o 10 proc. W najbliższych miesiącach powinny znowu rosnąć

W całym I półroczu odnotowano wagowy spadek przeładunków o kilkanaście procent, jednak w przypadku niektórych towarów poszczególne porty mogą się pochwalić znaczącymi wzrostami. Średnie obroty spadły o ponad 10 proc. O ile gospodarka wyjdzie obronną ręką ze skutków lockdownu, branża transportu morskiego powinna rozwijać się pomyślnie, do czego porty przygotowują się przez trwające inwestycje. – W przypadku przedłużającego się spowolnienia gospodarczego trzeba będzie skorygować część ambitnych planów rozwojowych – mówi Marek Tarczyński, przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

– Porty morskie relatywnie słabiej zostały dotknięte pandemią niż inne dziedziny gospodarki. Niemniej transport, logistyka i porty są ściśle związane z kondycją gospodarczą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Tarczyński. – Można powiedzieć, że średnio w wyniku pandemii obroty spadły o około 10 proc. Porty pracowały bez przerwy, nie było żadnego lockdownu, a więc nawet w marcu i kwietniu pełna obsługa lądowych i morskich środków transportu była zabezpieczona, funkcjonowały magazyny znajdujące się wokół terminali portowych. Dzisiaj sytuacja się poprawia wraz z coraz lepszą sytuacją gospodarczą w kraju.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w I półroczu 2020 roku drogą morską przewieziono w Polsce 3,623 mln ton towarów, o 14,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Obroty ładunkowe w portach morskich w tym czasie wyniosły 43,5 mln ton, czyli o 10,6 proc. mniej niż przed rokiem. Spadek obrotów odnotowano we wszystkich rodzajach ładunków, a największy w przeładunku ładunków masowych ciekłych – o 24,3 proc., w tym ropy naftowej o 32,2 proc. Jednak już w samym czerwcu odnotowano wzrost przewozów drogą morską o 11 proc. rok do roku i o 37,6 proc. w ujęciu miesięcznym.

– Przez lata, mniej więcej od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, gospodarka morska rozwijała się w szybszym tempie niż gospodarka narodowa. Tempo wzrostu było około dwa i pół raza szybsze od tempa wzrostu PKB – informuje przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki. – Długotrwały spadek PKB na pewno wpłynąłby na rozwój dynamiki portów. Wydaje mi się, że przed nami mniej więcej roczny okres, w którym wykrystalizują się dalsze tendencje wzrostu.

Pomimo ogólnoświatowego spadku aktywności w portach i na szlakach morskich w dobie pandemii koronawirusa Port Gdynia utrzymał ubiegłoroczny poziom przeładunków w I półroczu br. Do końca czerwca w Gdyni przeładowano ponad 12 mln ton (w analogicznym okresie 2019 roku – 12,1 mln ton). W największych portach regionu skutki kryzysu są bardziej widoczne. Jednak eksperci prognozują, że przed gospodarką morską – jak i całym sektorem logistyki – stoi perspektywa mocnego odbicia w III lub IV kwartale br. Do końca maja br. na realizację inwestycji portowych pozyskano niemal 424 mln zł w ramach dofinansowania z funduszy Unii Europejskiej. W Porcie Gdynia trwają inwestycje w modernizację stanowiska przeładunku paliw płynnych oraz dwa nowe zbiorniki w bazie paliw w Dębogórzu. Przebudowywane są także nabrzeża, co ma umożliwić przyjmowanie większych statków.

Port Gdańsk w I półroczu 2020 roku obsłużył 23,2 mln ton, co stanowi spadek o 15,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 roku. W całym ubiegłym roku przeładowano w nim rekordowe 52 mln ton. Z kolei w portach w Szczecinie i Świnoujściu przeładowano w ciągu I połowy 2020 roku niemal 15,3 mln ton ładunków, o prawie 8 proc. mniej niż rok wcześniej. Wzrosła jednak, i to o niemal 20 proc., liczba przeładowanych kontenerów TEU.

Jeśli sytuacja ograniczenia i powolnego wzrostu gospodarczego będzie się utrzymywać, to trzeba będzie skorygować część ambitnych planów rozwojowych. Jeśli okaże się, że te problemy mają charakter krótkotrwały, korekta będzie niewielka – ocenia Marek Tarczyński.. – Inwestycje portowe są długoletnie, nie robi się ich w perspektywie dwóch–pięciu lat, ale co najmniej 15–20 lat. Zatem planując rozwój branży morskiej, należy wykazać pewien dystans i nie ulegać chwilowym tendencjom, które mogą wpływać na sytuację rynkową.

Wkrótce poznamy tajemnice trzech największych księżyców Jowisza. Nowa misja może mieć fundamentalne znaczenie dla badania powstawania życia

Wokół Jowisza krąży blisko 70 naturalnych satelitów. Już wkrótce poznamy tajemnice trzech największych z nich. Misja JUICE, która wystartuje w 2022 roku, ma zbadać Ganimedesa, Europę oraz Kallisto. Sonda będzie miała za zadanie obserwację atmosfery oraz magnetosfery Jowisza. Dzięki misji może udać się poznać warunki formowania się planet oraz powstawania życia, a także w jaki sposób funkcjonuje Układ Słoneczny. JUICE zbada Jowisza za pomocą 11 instrumentów, dwa z nich powstają przy udziale polskich naukowców.

– Misja JUICE to jest duża misja Europejskiej Agencji Kosmicznej, jej celem jest zbadanie Jowisza oraz jego księżyców: Ganimedesa, Europy, Kallisto. To jest pierwsza misja, która skupia się na księżycach Jowisza, a nie na samym Jowiszu. Celem misji jest zbadanie, czy na tych księżycach mogą istnieć warunki, które sprzyjają powstawaniu życia – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Łukasz Wiśniewski, członek zarządu w firmie Astronika.

Jowisz to największa planeta w naszym Układzie Słonecznym, prawie jedenaście razy większa od Ziemi i ponad dwa razy masywniejsza niż wszystkie inne planety razem wzięte. Dziewięć statków kosmicznych badało dotychczas z bliska Jowisza. Sonda kosmiczna Juno NASA bada gazowego giganta z orbity i jest pierwszą, która zbadała tajemnicze, spowite chmurami wnętrze planety. Naukowcy wykorzystują także Kosmiczny Teleskop Hubble&HASH39;a na orbicie Ziemi i naziemne teleskopy do regularnych obserwacji Jowisza.

O ile o samej planecie wiemy stosunkowo dużo, to o jej księżycach już niewiele. Ogółem wokół Jowisza krąży ok. 70 satelitów, a dzięki misji JUICE poznamy tajemnice trzech z nich – misja skupi się przede wszystkim na badaniu Ganimadesa, poza tym Europy i Kallisto.

– To wyjątkowa misja pod tym względem, że po raz pierwszy będziemy odwiedzać też księżyce Jowisza. To ważne, ponieważ chcemy znaleźć potwierdzenie, czy istnieje możliwość powstania życia w innych ciałach niebieskich. Właśnie księżyce Jowisza do takich ciał należą, ponieważ znajduje się na nich ciekła woda. Ta misja będzie to badać – tłumaczy Łukasz Wiśniewski.

Księżyce będą badane za pomocą 11 instrumentów, przy czym dwa z nich powstają z udziałem polskich naukowców. Firma Astronika zaprojektowała dwa rodzaje urządzeń: system anten RWI (Radio Wave Instrument) oraz cztery instrumenty z czujnikami pomiaru potencjału plazmy LP-PWI (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument). Oba urządzenia zostały stworzone jako część projektów realizowanych we współpracy z Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz japońskim Tohoko University.

– Te instrumenty będą znajdowały się na sondzie kosmicznej. My realizujemy urządzenia, które pozycjonują układy pomiarowe oraz czujniki na sondzie kosmicznej. Oznacza to, że urządzenie LPPWI, które dostarczamy to taki 3-metrowy wysięgnik, który jest złożony na czas startu rakiety, natomiast na orbicie okołoziemskiej otworzy się i spozycjonuje w odległości 3 metrów od sondy kosmicznej – tłumaczy ekspert.

Sonda JUICE trafi na orbitę Jowisza w styczniu 2030 roku i spędzi kolejne trzy lata na obserwacji nie tylko księżyców Jowisza, lecz również atmosfery i magnetosfery planety. Dzięki instrumentom zaprojektowanym specjalnie na potrzeby misji będzie można przeprowadzać eksperymenty fal radiowych i plazmowych i w ten sposób sprawdzić warunki formowania się planet i powstawania życia.

–  Jowisz ma największą magnetosferę ze wszystkich planet w Układzie Słonecznym, tak więc to jest świetny obiekt do tego, żeby też po prostu poznać fizykę plazmy – przekonuje Łukasz Wiśniewski. – Lepsze poznanie tych zjawisk fizycznych i różnic między poszczególnymi planetami pozwoli lepiej zrozumieć, gdzie może tak naprawdę ewoluować życie na Ziemi i jaki wpływ ma magnetosfera planety na życie.