Praca sezonowa to wciąż pożądane zajęcie, zwłaszcza w obliczu rosnącego bezrobocia w związku z epidemią koronawirusa. Jednocześnie znalezienie obecnie pracy sezonowej graniczy z cudem. Zwłaszcza takiej, która będzie odpowiadała wymaganiom pracowników – blisko domu, w odpowiedniej branży, za 20 zł netto/h.
Praca sezonowa w 2020 roku. W Polsce czy za granicą? Ile można zarobić?
Polscy pracownicy podsumowują półrocze na rynku pracy
Z badania „Confidence Index” przygotowanego przez Michael Page w II kwartale 2020 r. wynika, że 58 proc. polskich pracowników dobrze ocenia swoją obecną sytuację zawodową i warunki zatrudnienia. Mimo to, co drugi badany (50 proc.) martwi się o stabilność stanowiska, a ponad połowa (53 proc.) respondentów narzeka także na wysokość swojej pensji. Jak polscy pracownicy oceniają I półrocze 2020 r. i jakie są ich oczekiwania względem rynku pracy?
Obawy i perspektywy
Niecałe 60 proc. badanych pozytywnie ocenia swoją obecną sytuację zawodową. Stanowi to nieznaczny spadek względem analogicznego okresu w 2019 r., gdzie ogólne warunki zatrudnienia pozytywnie oceniło niemal 63 proc. respondentów. Co ciekawe, wśród polskich pracowników rośnie zadowolenie z poziomu wynagrodzenia. Obecnie, 47,2 proc. badanych jest usatysfakcjonowanych wysokością pensji, w porównaniu do 46,3 proc. zadowolonych ankietowanych w II kwartale 2019 r. Stabilność swojego zatrudnienia pozytywnie ocenia co drugi polski pracownik, co stanowi poprawę względem badania przeprowadzonego rok temu o 3,7 p.p., ale spadek względem badania z IV kwartału 2019 r. Wówczas 54,6 proc. z nas nie martwiło się utratą pracy. Na ten moment, największe obawy pracowników związane są z perspektywą awansu w obecnym miejscu zatrudnienia. Na otrzymanie wyższego stanowiska w najbliższym czasie liczy jedynie 18,2 proc. Polaków.
– Ostatnie kilka miesięcy zmieniły nie tylko sposób i tryb pracy, ale wpłynęły także na nastroje i obawy pracowników. W momencie, gdy część pracodawców decyduje się na ponowne otwarcie swoich biur, zadbanie o komfort psychiczny i bezpieczeństwo w miejscu pracy staje się ważniejsze niż kiedykolwiek. Z badania przeprowadzonego przez Gensler Research Institute wynika, że 70 proc. badanych chce wrócić do pracy w biurze, a dla co drugiego ankietowanego (55 proc.) zdalna współpraca jest bardziej wymagająca i trudniejsza niż bezpośredni kontakt ze współpracownikami – mówi Piotr Dziedzic, senior dyrektor w firmie Michael Page.
Praca zdalna standardem
57,5 proc. ankietowanych twierdzi, że szukając nowego miejsca zatrudnienia zwraca uwagę na możliwość pracy z domu, co stanowi spadek o 5 p.p. względem analogicznego okresu zeszłego roku. Taka zmiana podejścia do „home office” może wynikać z tego, że dla wielu firm praca poza biurem stała się standardem, przez co również wielu pracowników przestało traktować to jako benefit.
– Ostatnie tygodnie spędzone na tzw. home office, zmusiły wielu z nas do przeorganizowania trybu życia i pracy oraz były sprawdzianem z umiejętności godzenia życia prywatnego i zawodowego, które łączyły się ze sobą w domu. Wielu pracowników miało okazję wreszcie również sprawdzić, czy tryb pracy na odległość jest dla nich. Część zapewne przekonała się, że woli przyjść do biura, stąd możliwość kontynuowania obowiązków „na odległość” nie jest dla nich już tak istotna. Dla innych natomiast równie trudnym zadaniem może okazać się ponowna mobilizacja do pracy stacjonarnej i powrót do biura po dłuższej przerwie, dlatego złotym środkiem wydaje się zaoferowanie pracownikom możliwości wyboru, tak aby każdy z nich mógł dostosować tryb pracy do swoich preferencji – dodaje Piotr Dziedzic.
REDD ANALYTICS – Rynek Biurowy: podsumowanie lipca – rynek wraca do pracy
Warszawa jest w czołówce miast pod względem nowych umów najmu. W lipcu w bazie REDD zarejestrowano rekordową liczbę nowych umów najmu, aż 262 na łączną powierzchnię 104,531 m kw. Zielonym punktem na biurowej mapie jest także Łódź. W lipcu w tym mieście wynajęło się więcej biur, niż opustoszało.
Dane REDD wskazują, że na polskim rynku dostępnych jest 4490 modułów biurowych o łącznej powierzchni 2,48 mln m kw. W lipcu 2020 rynek zasiliło 78 modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Tym samym, zasoby wolnej powierzchni zwiększyły się o 72,000 m kw.
Spośród ponad 25 rynków regionalnych monitorowanych przez REDD, największy negatywny bilans wynajętych i zwolnionych biur zanotowały Warszawa (-19,066 m kw.), Kraków (-9,409 m kw.) i Poznań (-4,443 m kw.). Na tym tle wyróżnia się Łódź (2,646 m kw.), która jako jedyne miasto wojewódzkie zakończyła miesiąc bilansem na korzyść popytu.
Najwięcej nowych umów najmu w Warszawie
– Mimo negatywnego bilansu w Warszawie, stolica jest w czołówce miast pod względem nowych umów najmu. W lipcu w bazie REDD zarejestrowano rekordową liczbę nowych umów najmu (262) na łączną powierzchnię 104,531 m kw. Stołeczne transakcje stanowiły 68 proc. wszystkich umów najmu zawartych na 27 rynkach regionalnych w Polsce – mówi Judyta Bartnicka, analityczka REDD.
Na uwagę zasługuje również spadek współczynnika Months of supply (MoS), który opisuje aktualną dynamikę relacji popytu do podaży. Współczynnik MoS dla Warszawy zanotował dwukrotny spadek i na koniec lipca wyniósł 7.5 miesiąca (w porównaniu do 14.3 miesiąca).
Months of supply to znany na świecie wskaźnik. Jest to jeden ze współczynników absorpcji i relacji popytu do podaży. – Months of supply prognozuje, ile miesięcy trwałoby wynajęcie wszystkich obecnie dostępnych modułów biurowych, biorąc pod uwagę aktualne tempo wynajmu. Niski współczynnik może oznaczać, że podaż nie nadąża za popytem, za chwile może zabraknąć wolnych biur. Wysoki wynik to natomiast sygnał możliwej nadpodaży i dowód, że biur jest więcej niż chętnych najemców – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.
Tygodniowe dane REDD
- W zeszłym tygodniu wynajęto 121 modułów biurowych
- Na rynek wprowadzono 137 nowe biura do wynajęcia
- Właściciele dodali aktualne informacje o dostępności 1874 modułów
Czy organ ma prawo odmówić stronie dostępu do akt sprawy podatkowej?
Prawo wglądu do akt sprawy podatkowej jest dla strony kontroli/postępowania prawem fundamentalnym, urzeczywistniającym prawo do czynnego udziału w tej sprawie. Prawo to nie jest jednak absolutne i podlega pewnym ograniczeniom. Ograniczeniom, których organy nadużywają.
Kto ma prawo do wglądu w akta sprawy podatkowej?
Postępowanie podatkowe, kontrola podatkowa, a także kontrola celno-skarbowa są jawne tylko częściowo. Przepisy Ordynacji podatkowej wprost wskazują, iż to Strona ma prawo wglądu w akta sprawy, a także sporządzania z nich notatek, odpisów oraz kopii. Oznacza to, że osoba niezwiązana z danym postępowaniem, a więc osoba niebędąca jego stroną, nie ma takiego prawa. Prawo wglądu w akta sprawy podatkowej jest fundamentalnym prawem Strony i wyrazem naczelnej zasady postępowania – zasady czynnego udziału strony w postępowaniu. Taki właśnie czynny udział organ ma obowiązek stronie zapewnić.
Istnieją jednak pewne ograniczenia wglądu w akta sprawy podatkowej. Ordynacja podatkowa przewiduje bowiem, że organ może odmówić stronie wglądu do dokumentów zawierających informacje niejawne, a także do innych dokumentów, które organ podatkowy wyłączy z akt sprawy ze względu na interes publiczny. Jakkolwiek w gestii organu prowadzącego sprawę nie leży decydowanie o tym, czy dana informacja jest informacją niejawną, czy też nie, to już w przypadku wyłączenia dokumentów z akt sprawy z uwagi na przesłankę interesu publicznego organ ma pełne pole manewru i właściwie rzec można, iż w dzisiejszych czasach jest to jego kwestia uznaniowa. Organy bowiem często wykorzystują prawo do wyłączenia dokumentu z akt sprawy, gdyż uniemożliwia to później stronie postępowania wgląd do tych dokumentów.
Pojęcie „interesu publicznego”
Przepisy Ordynacji podatkowej stanowią, że organ może wyłączyć dokument z akt sprawy z uwagi na interes publiczny. Pojęcie „interesu publicznego” nie zostało w ustawie zdefiniowane. Jest to więc pojęcie szerokie, tzw. niedookreślone. Żeby je zrozumieć, należy odwołać się do poglądów doktryny oraz orzecznictwa. Zgodnie z utrwalonym już poglądem przez „interes publiczny” należy rozumieć „korzyść służącą ogółowi, dyrektywę postępowania, nakazującą respektowanie takich wartości wspólnych dla całego społeczeństwa jak: sprawiedliwość, bezpieczeństwo, zaufanie obywateli do organów władzy publicznej. Pod pojęciem „interesu publicznego” mieści się także dobro osób trzecich, niebędących stroną w toczącym się postępowaniu, których dotyczą informacje zawarte we włączonych do akt sprawy dokumentach, bowiem zawierają istotne dane o tych podmiotach”.
I tak, organy w zdecydowanej większości stosują przesłankę „dobra osób trzecich”, a że lenistwo bierze górę nad prawami strony postępowania, zamiast animizować dokument wolą go wyłączyć z akt w całości. Tymczasem jak wynika z niedawno wydanego wyroku TSUE: „w administracyjnym postępowaniu podatkowym takim jak toczące się w postępowaniu głównym podatnik powinien mieć możliwość dostępu do wszystkich dowodów znajdujących się w aktach sprawy, na których organ podatkowy zamierza oprzeć swoją decyzję. W związku z tym, jeżeli organ podatkowy zamierza oprzeć swoją decyzję na dowodach uzyskanych, tak jak w postępowaniu głównym, w ramach powiązanych postępowań karnych i powiązanych postępowań administracyjnych, podatnik ten powinien mieć możliwość uzyskania dostępu do tych dowodów. (…) Wymogu tego nie spełnia praktyka organu podatkowego polegająca na nieudzieleniu danemu podatnikowi żadnego dostępu do tych dowodów, a w szczególności do dowodów, na których opierają się ustalenia dokonane w protokołach sporządzonych i decyzjach wydanych w wyniku powiązanych postępowań administracyjnych, oraz na jedynie pośrednim zapoznaniu go w formie streszczenia tylko z częścią tych dowodów, które organ ten wybrał według przyjętych przez siebie kryteriów, nad którymi podatnik nie może sprawować żadnej kontroli” (wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 16 października 2019 r. w sprawie o sygn. akt C‑189/18).
Na postanowienie o wyłączeniu danego dokumentu z akt sprawy zażalenie nie przysługuje. Jednakże na postanowienie o odmowie udostępnienia stronie takiego wyłączonego dokumentu już tak. Warto więc korzystać z możliwości, jakie daje instytucja zażalenia i następnie złożenia skargi do WSA. Organy bowiem zdecydowanie nadużywają swych uprawnień, wyłączając z akt sprawy dokumenty, do których strona powinna mieć dostęp, gdyż to właśnie na nich oparta jest później decyzja wymiarowa. W jaki bowiem sposób strona ma odwołać się od niekorzystnej dla siebie decyzji albo skorzystać z prawa wypowiedzenia się w sprawie zebranego materiału dowodowego, skoro nie ma wglądu w istotne dokumenty z akt sprawy?
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Połowa wakacji za nami. Jak wyglądały zakupy Polaków w tym okresie?
Wraz z końcem lipca, zakończyła się również pierwsza połowa wakacji. To dobry czas na podsumowanie okresu letnich urlopów, które w tym roku są nieco inne, bo upływają pod znakiem pandemii koronawirusa. O tym, jak wyglądały zakupy Polaków w ostatnim miesiącu informuje Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) w kampanii społecznej „Bezpieczeństwo-Kupuję to!” i jednocześnie zachęca do odpowiedzialnego zachowania w galeriach handlowych.
Pierwsze cztery tygodnie wakacji pokazały, że galerie znów zaczynają tętnić życiem. Odwiedzalność obiektów handlowych w tym okresie, w dni handlowe, w zależności od dnia, była jedynie o 13-22% niższa od wyników sprzed roku. Zaraz po szerszym otwarciu galerii wyniki odwiedzalności były dużo gorsze, dane PRCH wskazywały 53-68% wartości ubiegłorocznych w analogicznym okresie 2019 roku.
Wzrost liczby klientów pokazuje, że dostrzegają oni działania centrów handlowych na rzecz poprawy bezpieczeństwa w obiektach. Polska Rada Centrów Handlowych przeprowadziła ankietę wśród zarządców i właścicieli 161 centrów i parków handlowych, której wyniki pokazują, że wszystkie obiekty dostosowano do nowych wymogów sanitarnych. Co więcej, ponad połowa badanych (55%) zadeklarowała, że w obiektach wprowadzono dodatkowe środki bezpieczeństwa.
W galeriach stanęły płyny do dezynfekcji rąk, pojawiły się oznakowania, które przypominają o zachowaniu odległości od innych klientów i pracowników, w każdym obiekcie można kupić maseczki do zasłaniania ust i nosa, wszystkie powierzchnie wspólne, takie jak klamki, poręcze i przyciski są regularnie dezynfekowane. Dodatkowo, część z galerii zdecydowała się na ozonowanie i zmianę klimatyzacji, tak aby powietrze w galerii było świeże, a nie pochodziło z obiegu zamkniętego.
Ochrona obiektów zwraca uwagę osobom, którzy nie stosują się do nowych zasad, a w części galerii nawet rozdaje maski klientom, którzy ich nie posiadają. W centrach prowadzone są liczne kampanie informacyjne dla klientów i najemców, a cała branża zjednoczyła się w akcji „Bezpieczeństwo-Kupuję to!”. Na profilach społecznościowych kampanii eksperci pokazują jak należy zachować się podczas zakupów oraz przekonują, że tylko od nas samych zależy, czy komfortowo i bez obaw o zdrowie będziemy mogli zrobić zakupy.
– Wakacje to okres urlopów, beztroski i relaksu, jednak nie jest to czas odpoczynku od przestrzegania zasad bezpieczeństwa. W tym czasie podróżujemy więcej i spotykamy się z większą liczbą osób, dlatego powinniśmy również jeszcze bardziej zadbać o zdrowie swoje i innych. Zakupy w maskach na pewno nie są tak naturalne, ale są dużo bezpieczniejsze i pozwalają na zminimalizowanie ryzyka zakażenia – mówi Radosław Knap, jeden z inicjatorów kampanii i dyrektor generalny PRCH.
Rząd zapowiedział, że w związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19, w ostatnich dniach w sklepach i galeriach prowadzone będą wzmożone wizyty policji, która może nakładać na osoby nie stosujące się do przepisów bezpieczeństwa kary. Za naruszenie nakazu zakrywania nosa i ust grozi mandat do 5 000 zł. Warto zatem pamiętać o zakładaniu maseczek lub przyłbic. Minister Zdrowia przypomina, że przyłbica jest to najlepsze rozwiązanie alternatywne w przypadku, gdy ktoś nie czuje się komfortowo w masce lub ma np. astmę.
72 mln argumentów za ubezpieczeniem własności intelektualnej
- Na świecie obowiązują ok. 72 mln praw własności intelektualnej – łatwo zatem o naruszenie.
- Szczególnie narażony jest sektor MŚP, który za cel obrały sobie organizacje wyspecjalizowane w sporach patentowych, tzw. trolle patentowe.
- Ubezpieczenie własności intelektualnej pozwala pokryć zarówno koszty postępowań sądowych, jak i odszkodowań.
Z początkiem lipca weszła w życie nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego, która zakłada m.in. utworzenie sądów wyspecjalizowanych w ochronie własności intelektualnej. To dobry krok, zwłaszcza że liczba sporów na tym tle rośnie. Skalę zagadnienia dobrze obrazują dane gromadzone przez Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO, agencja ONZ). Przykładowo, od początku roku agencja zaangażowała się już w 2014 spraw o polubowne ustalenie praw do nazwy domeny internetowej. W zeszłym roku pośredniczyła w rozwiązaniu 3693 tego typu sporów[1]. To jednak tylko czubek góry lodowej.
– Definicja własności intelektualnej jest niezwykle pojemna. Z jednej strony prawa autorskie i pokrewne, z drugiej prawa własności przemysłowej. Mówiąc prościej, mieści się w niej zarówno działalność artystyczna, twórcza i wynikające z niej prawa, jak i wszelkie wynalazki, znaki towarowe lub wzory przemysłowe. Przy obecnym poziomie globalizacji oraz liczbie funkcjonujących na rynku marek i dzieł, naruszenie, nawet nieświadome, czyichś praw jest wysoce prawdopodobne. Nawet najdokładniejsze sprawdzenie wszelkich baz i rejestrów patentowych oraz skorzystanie z fachowego doradztwa, może nie uchronić od błędu skutkującego naruszeniem czyichś praw – stwierdza Mateusz Bartoszcze Radca Prawny w EIB SA.
Warto pamiętać, że liczba zastrzeżonych znaków czy wzorów zmienia się dynamicznie. Rośnie o kilka milionów rocznie, a od 2010 r. wzrosła prawie dwukrotnie. Według ostatnich danych WIPO (na koniec 2018 r.) w mocy pozostają prawie 72 mln tytułów praw własności intelektualnej[2]:
- wzornictwo przemysłowe – 3,99 mln
- patenty – 13,95 mln
- znaki towarowe – 49,25 mln
- wzory użytkowe – 4,70 mln
Jak uniknąć skutków błędu?
Przed konsekwencjami finansowymi nieumyślnego złamania prawa własności intelektualnej można się jednak uchronić. Rynek ubezpieczeń oferuje stosowne rozwiązania.
– Zainteresowani ochroną przedsiębiorcy, powinni pamiętać, że granica między naruszeniem, a jego brakiem bywa niejednoznaczna. Dodatkowo mało osób zdaje sobie sprawę z działalności tzw. trolli patentowych. Są to organizacje masowo rejestrujące różne prawa własności, wyłącznie po to, aby występować z roszczeniami wobec firm. Szczególnie upodobały sobie sektor MŚP, który ma mniejsze możliwości finansowe obrony niż duże korporacje. Dlatego warto zastanowić się nad dodatkową ochroną. Zwłaszcza jeżeli firma działa w niszowej branży lub oferuje unikatowy produkt czy usługę – dodaje Aleksander Chmiel z EIB SA.
Kompleksowe zabezpieczenie przed roszczeniami
Umowa ubezpieczenia przewiduje pomoc w razie nieświadomego plagiatu, zapewniając wszechstronne wsparcie finansowe w razie konfliktu o prawa własności intelektualnej. Zakłada przede wszystkim wypłatę środków na obsługę sporów sądowych, a także pokrycie wszelkich odszkodowań i rekompensat wynikających z rozstrzygnięcia sprawy. Jednak w niektórych przypadkach spory nie trafiają na salę sądową. Również wtedy polisa zadziała i zapewni sfinansowanie wszelkich kosztów związanych z polubownym rozwiązaniem problemu. Podstawową ochronę można też często rozszerzyć. Dodatkowe umowy mogą zapewnić pokrycie utraconych w wyniku sporu zysków czy zwrot kosztów niesłusznie zarejestrowanych praw, jeżeli zostaną one unieważnione w efekcie procesu sądowego.
Kiedy nie można liczyć na ubezpieczenie?
Jak każde ubezpieczenie, także ochrona praw własności intelektualnej ma jednak swoje ograniczenia. Podstawowym jest celowe złamanie prawa. Wtedy ubezpieczyciel nie udzieli firmie żadnej pomocy. Warto też pamiętać, że towarzystwo ubezpieczeń może odmówić ochrony z racji na zbyt duże ryzyko sporu. Dotyczy to zwłaszcza branż, w których istnieje wiele powszechnych standardów i duża konkurencja, a także pojawia się wiele nowinek. Z taką postawą mogą się spotkać zatem przedsiębiorcy produkujący części komputerowe, urządzenia mobilne czy inne sprzęty elektroniczne codziennego użytku. Także firmy z bogatą historią konfliktów na tle praw własności nie mogą raczej liczyć na ochronę.
– Jak widać, ubezpieczenie własności intelektualnej jest zagadnieniem wielowątkowym. Trzeba też zaznaczyć, że tematyka ta stanowi wyzwanie, zarówno pod względem konstrukcji umowy ubezpieczenia, jak i konkurencyjności wśród ubezpieczycieli. Dlatego dostępność tego typu rozwiązań ubezpieczeniowych nie jest powszechna. Mimo to, w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych świadomość przedsiębiorców oraz potrzeba ochrony wzrasta. Zapewne trend dotrze także niedługo i do nas – mówi Aleksander Chmiel z EIB SA.
Źródło: EIB SA.
[1] https://www.wipo.int/amc/en/domains/statistics/cases.jsp
[2] Statystyki WIPO: https://www.wipo.int/ipstats/en/
4 trendy na polskim rynku biurowym po I połowie 2020 r.
Nastroje na polskim rynku nieruchomości biurowych po I połowie 2020 roku pomimo pandemii COVID-19 wydają się być bardzo optymistycznie. Całkowite zasoby sektora wynoszą obecnie nieco ponad 11,3 mln mkw., w którym zdecydowanym liderem pozostaje Warszawa, natomiast wśród miast regionalnych Kraków. W analizowanym okresie aktywność najemców wyniosła ok. 667 800 mkw. z czego najwięcej podpisywano nowych umów. Pomimo ograniczonej przez COVID-19 nowej podaży (275 700 mkw.) na koniec czerwca br. zaobserwowano tendencję wzrostową w stopach pustostanów, które obecnie wynoszą 7,9% (+0,4 pp. kw./kw.) dla Warszawy i 10,2% (+0,7 pp. kw./kw.) dla rynków regionalnych. Firma doradcza AXI IMMO podsumowuje I poł. 2020 r. na polskim rynku biurowym.
„W ciągu pierwszej połowy 2020 roku na polskim rynku nieruchomości biurowych mogliśmy zaobserwować rozwój czterech trendów, które będą nam towarzyszyć najprawdopodobniej przez kilka najbliższych miesięcy. Pierwszym z nich jest przyspieszony rozwój pracy zdalnej, który w wielu firmach w modelu hybrydowym powinien pozostać na stałe. Nowa sytuacja na rynku powoduje, że część najemców nie wypełniając w 100% zarezerwowanej powierzchni rozważa jej podnajem dla innych podmiotów. To rozwiązanie mogłoby pomóc najemcom w ograniczeniu części kosztów. Według naszych szacunków, oferta podnajmu tylko dla samej Warszawy może obecnie być wielkości około jednego procenta jej całkowitych zasobów. Dla wielu firm będzie to sygnał, aby na nowo przemyśleć swoją strategię rozwoju i zadecydować czy chcą wynająć jedno duże biuro czy skorzystać z kilku mniejszych. W drugiej części roku spodziewamy się ograniczenia nowej podaży, a obecna na rynku duża oferta powierzchni w ramach podnajmu zwiastuje wzrost stopy pustostanów. Możliwą konsekwencją tej sytuacji będzie presja ze strony najemców na redukcję wyjściowych stawek czynszu,” mówi Martin Lipinski, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, Axi Immo.
Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie na zakończenie czerwca 2020 r. powiększyły się o ok. 100 100 mkw. i wynoszą obecnie ok. 5 687 800 m kw. Największym z czterech oddanych obiektów w okresie od kwietnia do czerwca br. był Varso II (HB Reavis) oferujący 40 000 mkw. Wśród pozostałych zrealizowanych inwestycji znalazły się Chmielna 89 (Cavatina Holding, 25 200 m kw.) Biura przy Willi (Echo Investment, 15 000 m kw.) i DSV HQ (Capital Park, 20 000 m kw.). Natomiast na analizowanych ośmiu regionalnych rynkach biurowych całkowite zasoby biurowe wynoszą ok. 5 679 600 mkw. Tradycyjnie największym lokalnym rynkiem pozostaje Kraków (1 483 300 m kw.) przed Wrocławiem (1 186 100 m kw.) i Trójmiastem (868 400 m kw.). W strukturze nowej podaży (176 600 mkw.) najwięcej powierzchni dostarczono w Krakowie 39% (ok. 69 100 m kw.), Katowicach 18% (31 100 mkw.) oraz Trójmieście 17% (29 900 mkw.). Największymi z oddanych lokalnie 15 projektów były gdańska Olivia Prime B (Olivia Business Center, 25 000 m kw.), krakowski High 5ive (Skanska, 23 500 m kw.) i katowicki Face 2 Face A (Echo Investment, 19 600 m kw.).
Pomimo trwającej pandemii COVID-19 na rynku obserwowana jest duża aktywność najemców. Łącznie w Warszawie (334 800 m kw.) i na rynkach regionalnych (333 000 m kw.) wynajęto ok. 667 800 m kw. powierzchni biurowej. Na uwagę zasługuje również Kraków, w którym podpisano umowy na 114 700 m kw. Za popyt w analizowanym okresie w największym stopniu odpowiadały nowe umowy (62% Warszawa, 54% regiony), następnie renegocjacje (30% Warszawa, 32% regiony), a na trzecim miejscu ekspansje (8% Warszawa, 14% regiony). Największą zrealizowaną do końca czerwca br. transakcją była rekordowa umowa przed najmu PZU w Generation Park Y w Warszawie na 46 500 m kw. Natomiast na pozostałych miejscach znalazły się: nowa umowa najmu DSV na 20 000 mkw. w budynku DSV HQ (Warszawa), odnowienie umowy ABB w biurowcu Axis w Krakowie (20 000 m kw.), renegocjacja i ekspansja Poczty Polskiej (19 800 mkw.) w Domaniewska Office Hub w Warszawie i umowa przed najmu Fujitsu Technology Solutions w budynku Fuzja w Łodzi (16 300 m kw.). Co ciekawe 7 z 12 transakcji przekraczających 10 000 m kw. zrealizowano na rynkach regionalnych, a najaktywniejszym sektorem były „Usługi i produkty IT”.
„Tonując nieco optymistyczne wyniki popytu za I poł. 2020 r. musimy pamiętać, że są to negocjacje, które rozpoczęły się przed pandemią COVID-19. Fakt tak dużej aktywności najemców to efekt zaplanowanych działań. Firmy najczęściej robią badanie rynku pod względem dostępnej powierzchni i opcji na około półtora do dwóch lat przed wygaśnięciem ich umowy. Obecnie ze względu na jeszcze trwającą pandemię najemcy ostrożniej decydują o ewentualnej zmianie biura. Coraz większe znaczenie ma również kwestia związana z cyrkulacją powietrza, a także bezpieczeństwem i higieną pracy. Przed nami czas dużej ostrożności, jednak nowa sytuacja, a przede wszystkim otwarcie rynku na niespotykaną dotychczas ofertę podnajmu może wpłynąć na decyzję części najemców o tym, aby w dotychczas niedostępnej lokalizacji poszukać dla siebie miejsca do rozwoju. Dodatkowo spodziewamy się, że część firm, zamiast tradycyjnego biura będzie wybierać wariant typu flex ze względu na większą elastyczność i możliwość szybszej rezygnacji z umowy,” dodaje Martin Lipinski.
Na zakończenie I poł. 2020 roku na polskim rynku nieruchomości dostępnych od ręki jest ponad milion m kw. powierzchni biurowej. W przypadku Warszawy jest to ok. 448 000 m kw. (7,9% + 0,4 pp. kw./kw.) natomiast dla regionów 571 600 m kw. (10,2% + 0,7 pp. kw./kw.), wśród, których najwięcej wolnej powierzchni znajduje się w Krakowie 164 400 mkw. i Wrocławiu 132 700 m kw. Natomiast przyjmując procentowe wartości pustostanów najwyższy współczynnik odnotowano w Poznaniu – 14,5 %, a najniższy w Trójmieście i Katowicach – 6,1%. Ponadto, w analizowanym okresie na większości rynków nie zaobserwowano zmian w średniej stawce czynszów bazowych.
* Dane na podstawie Axi Immo Group i PINK.
Praca sezonowa za granicą ratunkiem dla Polaków – jak koronakryzys zmienia oblicze rynku pracy?
Choć epidemia koronawirusa nie zwalnia tempa, a na polskim rynku pracy następuje stopniowe ożywienie, głównie w przypadku ofert dla pracowników fizycznych[1], ze statystyk wyraźnie wynika, że zainteresowanie Polaków wyjazdami zarobkowymi za granicę rośnie. W porównaniu z 2019 rokiem, liczba chętnych do pracy sezonowej i tymczasowej poza krajem wzrosła o 1/3[2]. Wśród niekwestionowanych liderów pozostają Niemcy – mimo że również walczą ze skutkami pandemii, to jej wpływ na tamtejszy rynek pracy jest znacznie mniejszy niż w Polsce.
Praca w Polsce niepewna
Decyzja o wyjeździe i pracy za granicą to dla wielu osób konieczność. Jak pokazują szacunki resortu pracy, bezrobocie w Polsce notuje nieznaczny, ale jednak, wzrost – miesiąc do miesiąca to 0,1 proc.[3] Niepewna sytuacja finansowa, zwolnienia z dotychczasowych miejsc pracy lub redukcja etatów często zmuszają do poszukiwania zatrudnienia w branżach, w których dotychczas nie posiadaliśmy doświadczenia, a także do nabycia nowych kompetencji i szybkiego przekwalifikowania. Są w kraju sektory, w których pracodawcy w dalszym ciągu zatrudniają – zdecydowaną większość ofert stanowią te dedykowane dla pracowników sezonowych: sprzedawców spożywczych, budowlańców, magazynierów czy dostawców[4]. Jak się jednak okazuje, w przypadku wielu ofert zmniejsza się zakres oferowanych benefitów, a nawet wysokość wynagrodzenia. Taka sytuacja powoduje, że Polacy coraz częściej myślą o pracy za granicą, poszukując nie tylko stabilnego zatrudnienia, ale również atrakcyjniejszych niż w Polsce zarobków.
Coraz częściej za granicę i do pracy sezonowej
Statystyki wyraźnie pokazują, że Polacy chętniej niż w ubiegłym roku chcą wyjeżdżać do pracy za granicę. Zainteresowanych wyjazdami zarobkowymi jest niemal o 30 proc. więcej niż w roku 2019[5]. Ponadto, jak wynika z ostatnio przeprowadzonych badań, spośród respondentów, którzy w ostatnim czasie wstępnie odpowiedzieli na ogłoszenia rekrutacyjne, aż 92% jest zdecydowanych na wyjazd do pracy poza Polskę[6]. Z racji tego, iż zatrudnienie w innym kraju, zazwyczaj najszybciej można znaleźć przy pracach sezonowych lub tymczasowych, nie dziwi fakt, że to właśnie taki rodzaj pracy często rozpatrują Polacy. Do Niemiec chętnie wyjeżdżamy w charakterze opiekuna osób starszych – według danych udostępnionych przez firmę Promedica24, lidera na rynku usług opiekuńczych, w porównaniu z ubiegłym rokiem, zainteresowanie pracą w tym zawodzie jest większe. Co przemawia za tym, że wakaty w branży opiekuńczej na terenie Niemiec są tak chętnie rozchwytywane przez pracowników?
– Niemcy to ponad 80-milionowy kraj, który dysponuje nie tylko ogromnym, chłonnym rynkiem pracy, lecz także przy stawce minimalnej, wynoszącej 9,35 euro brutto za godzinę, czyli około 42,50 zł, oferuje godne zarobki. Praca w opiece senioralnej pozwala nabrać cennego doświadczenia. Ponadto wiąże się z nauką języka, co daje pracownikowi przewagę konkurencyjną na przyszłość – podkreśla Dariusz Siedlecki, Dyrektor ds. Rekrutacji w Promedica24.
Polki chętnie ruszają za Odrę
Pracę w charakterze opiekuna osób starszych w dalszym ciągu chętniej podejmują kobiety, choć coraz częściej po zlecenie zgłaszają się również mężczyźni. Wyniki badania przeprowadzonego przez agencję badawczą IQS na zlecenie Promedica24 nie pozostawiają złudzeń: w wyniku pandemii koronawirusa pracę mogło stracić nawet 870 tys. Polek. Z tego powodu kobiety coraz chętniej biorą pod uwagę wyjazd do pracy za granicą. Jak wynika z badania, co trzecia, gdyby otrzymała atrakcyjną ofertę zatrudnienia, zgodziłaby się na podjęcie pracy sezonowej poza Polską. Podobny odsetek pań deklaruje chęć wyjazdu do pracy tymczasowej lub na okresowy kontrakt. Za pracą najchętniej wyjechałyby do Niemiec (43 proc.), Holandii (42 proc.) i Wielkiej Brytanii (41 proc.).
W Niemczech żyje około 17 mln seniorów, większość z nich wymaga stałej opieki, dlatego też szacuje się, że w branży opieki senioralnej potrzeba w tej chwili nawet 200 tys. pracowników. W związku z dużym zapotrzebowaniem na tego typu usługi w Niemczech, dzięki wsparciu firm funkcjonujących na rynku usług opiekuńczych, tysiące Polaków, którzy utracili dotychczasowe źródło zatrudnienia lub poszukują możliwości przekwalifikowania się, mogą liczyć na szybkie znalezienie dogodnego kontraktu.
[1] Grant Thornton „Rynek pracy w czasie COVID-19” – edycja maj 2020
[2] Raport OTTO Force Work lipiec 2020
[3] Dane GUS – maj i czerwiec 2020
[4] Grant Thornton „Rynek pracy w czasie COVID-19” – edycja maj 2020
[5] Raport OTTO Force Work lipiec 2020
[6] Tamże
Jak zadbać o równowagę między życiem prywatnym i zawodowym podczas pracy zdalnej?
55% badanych pracowników[1] wskazało, że w trakcie home office najbardziej rozprasza ich przeglądanie Internetu lub oglądanie telewizji. Wiele firm planuje przedłużyć pracę zdalną do jesieni, dlatego przed managerami stoi trudne zadanie. Zadbać o pracowników, aby byli oni tak samo efektywni
i zaangażowani w pracę, jak przed pandemią. Warto postawić na różne techniki, które nie tylko odstresują zespół, ale też zmobilizują do pracy.
Jednym z efektów pracy zdalnej jest wielozadaniowość, która od kilku miesięcy stała się nową rzeczywistością. Dotychczas skupieni na realizacji obowiązków zawodowych pracownicy musieli w tym samym czasie pilnować dzieci, sprzątać w domu, gotować, a przede wszystkim – efektywnie pracować. 61% osób, które pracują z domu w wyniku pandemii, przyznaje, że ich uwagę rozprasza surfowanie po Internecie, oglądanie tv, ale także wizyty u lekarza w godzinach pracy, czy zajmowanie się dziećmi. Łącząc obowiązki zawodowe z prywatnymi nie lada wyzwaniem może stać się zachowanie work-life balance, czyli równowagi między tymi obszarami. Pracownikom zdalnym, w przeciwieństwie do osób przychodzących do biura, jest o wiele trudniej postawić wyraźną granicę
i jej nie przekraczać.
– Często nie mamy w domu własnego gabinetu, dlatego w ostatnich miesiącach całe nasze życie 24/7 zaczęło toczyć się w jednej i tej samej przestrzeni. W drodze do domu wiele osób miało dla siebie chwilę, by się wyciszyć, odstresować. Teraz na nowo musimy kształtować swoje drobne rytuały, które pozwolą nam chociaż trochę oddzielić te dwa obszary i się zrelaksować. Jednym z nich może być schowanie laptopa do szuflady
po skończonej pracy – mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.
Po pierwsze: zadbaj o swoje dobre samopoczucie (wellbeing)
Pracownicy, którzy cieszą się dobrym samopoczuciem i ogólnym zadowoleniem z życia są bardziej zmotywowani i zaangażowani w wykonywane obowiązki. Jest to szczególnie ważne teraz, w czasach dużej niepewności i stresu. Warto pokazać pracownikowi, że jest on dla firmy ważny i wspólnie tworzy zgrany team. Pomocne w tym może być organizowanie wspólnych inicjatyw wspierających dbanie o dobrostan takich, jak wyzwania zawierające codzienne medytacje i zadania kształtujące uważność (mindfulness). Stworzenie przestrzeni na regularne grupowe spotkania, nawet online, podczas których uczestnicy wymieniają się wrażeniami i wzajemnie wspierają w wyzwaniach zaprocentuje silniejszymi więziami w zespole oraz ich zwiększoną odpornością psychiczną.
Po drugie: wyloguj się do życia – postaw na cyfrowy detox
Dla zachowania higieny pracy nie powinniśmy odbierać maili i telefonów służbowych po zakończeniu pracy. Jednak z tym nawykiem Polacy mieli problem jeszcze przed pandemią. Jak wynika z raportu TOP CDR – Digitally Responsible Company[2], 16% respondentów potwierdziło, że codziennie po godzinach pracy odbiera służbowe telefony, emaile oraz korzysta z firmowego komunikatora, a co czwarty badany zaznaczył, że zdarza mu się
to nawet kilka razy w tygodniu. Zaledwie 25% wskazało, że kończąc pracę nie zajmuje się kwestiami służbowymi. Na coraz większym znaczeniu zyskują wyjazdy, podczas których jesteśmy zupełnie offline.
– Cyfrowy detox to zazwyczaj kilkudniowy wyjazd na łono natury, podczas którego uczestnicy nie korzystają
z żadnych urządzeń elektronicznych. Wyciszają się, regenerują, biorą udział w warsztatach usprawniających ich komunikację interpersonalną oraz kontakt z samym sobą. Na nowo uczą się siebie i obcowania z drugim człowiekiem. Niektórzy z uczestników moich wyjazdów mają nawyk zasypiania wpatrując się w ekran telefonu, lub spędzania nawet godziny na sprawdzaniu maili, powiadomień i wiadomości zaraz po przebudzeniu się. Sami dochodzą do wniosku, że przeszkadza im to w funkcjonowaniu, ale nie potrafią się od tego uwolnić– wyjaśnia Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.
Po trzecie: zadbaj o spokój psychiczny
W ostatnich miesiącach szczególnie ważne stało się dbanie o nasze zdrowie psychiczne. Najnowsza technologia umożliwiła kontaktowanie się z profesjonalnymi doradcami za pośrednictwem wiadomości tekstowych lub wideokonferencji. W trosce o swoich pracowników wiele firm zaczęło oferować konsultacje ze specjalistami,
w tym psychologami w formie spotkań online. Dzięki temu pracownicy mogą poczuć się bardziej docenieni, zrozumiani, a co najważniejsze – zmotywowani do działania.
– Wiele osób zaczęło inwestować w rozwój osobisty, starając się lepiej zrozumieć siebie i poprawić relacje międzyludzkie. Oprócz terapii coraz częściej decydują się na trening inteligencji emocjonalnej, dzięki któremu
są w stanie lepiej wyrażać, rozpoznawać, ale przede wszystkim rozumieć emocje, a także regulować
je w sytuacjach stresowych i konfliktowych – zauważa Marzena Martyniak, psycholog, specjalista w dziedzinie rozwoju inteligencji emocjonalnej, założycielka Instytutu Rozwoju Emocji.
Po czwarte: zrelaksuj się przy dźwiękach gongów
Nie potrafimy prawdziwie odpoczywać – nawet podczas urlopu jesteśmy cały czas pod telefonem czy emailem. Dlatego szukamy coraz to lepszych rozwiązań, które pomogą nam się odstresować i zregenerować nasz organizm. Z pomocą przychodzi terapia dźwiękiem, która może mieć formę kontaktu z muzyką lub udział
w kąpielach w dźwiękach gongów, które zyskują na coraz większym znaczeniu w obszarze wellness i cieszą się zainteresowaniem międzynarodowych korporacji dbających o swoich najcenniejszych pracowników.
– Jest to metoda polegająca na pełnym wyciszeniu się w pozycji leżącej, z zamkniętymi oczami. W tle słychać tylko dźwięk gongów, który uspokaja i relaksuje. Niektórzy podczas sesji zasypiają, płaczą – dają upust wszystkim nagromadzonym w ciele emocjom – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista
z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.
Nie wiadomo, czy część firm nie pozostanie przy zmianowym systemie, dzieląc pracę w biurze na część zdalną
i stacjonarną, dlatego warto nauczyć się nie tyle rozdzielać życie prywatne od zawodowego, ale przede wszystkim zadbać o swoje dobre samopoczucie i mniej stresu.
[1] Badanie ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gumtree.pl, przy współpracy z Randstad Polska, 2020.
[2] Raport Programu Cyfrowej Odpowiedzialności Biznesu , Czy sztuczna inteligencja wygra z człowiekiem?, 2019.
Dane z II kwartału 2020: Polacy wystraszyli się pandemii. Zarejestrowano dużo mniej pojazdów niż rok wcześniej
Ponad 328 tys. pojazdów zostało zarejestrowanych w Polsce w drugim kwartale 2020 roku. Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Cyfryzacji, to o blisko 200 tys. mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Analizując tegoroczne statystyki za kwiecień-czerwiec, co miesiąc następował wzrost liczby takich działań. Natomiast w 2019 roku sytuacja była odwrotna. Ostatnio zarejestrowano ponad 197 tysięcy pojazdów używanych i blisko 131 tysięcy nowych. W pierwszej grupie najwyższy wynik osiągnęło województwo wielkopolskie – przeszło 27 tysięcy, a w drugiej – mazowieckie – ponad 34 tysiące.
Jak informuje Ministerstwo Cyfryzacji, w drugim kwartale br. zarejestrowano 328 287 pojazdów. Zdecydowanie najmniej takich przypadków było w kwietniu – 67 159. Później już było coraz więcej, w maju – 111 529, a w czerwcu – 149 599. W porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku, nastąpiły spore spadki. Wtedy łącznie zarejestrowano 524 057 pojazdów, a wyniki w kolejnych miesiącach wyniosły odpowiednio 185 272, 177 250 oraz 161 535.
– Oczywiście podstawową przyczyną spadków jest pandemia. Samochód nie należy do artykułów pierwszej potrzeby. Jeżeli na horyzoncie dostrzegamy ryzyko choroby lub utraty pracy, to zdecydowana większość z nas nie myśli o zakupie czy zmianie auta. Skupiamy się na tym, co się będzie działo dalej – komentuje Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
197 424 pojazdy używane zostały zarejestrowane od kwietnia do końca czerwca br. Natomiast w drugim kwartale ub.r. liczba ta wyniosła 306 402. Porównując dane z analizowanych okresów, widzimy, że najwyższy wynik tegoroczny (88 279 – czerwiec) jest niższy od najgorszego ubiegłorocznego (91 396 – czerwiec).
– W Polsce samochody używane, delikatnie mówiąc, na ogół nie są najnowsze. W związku z tym kosztują stosunkowo niedużo w porównaniu z nowymi, średnio 20 tysięcy złotych lub nieco więcej. I tu można powiedzieć, że klienci reagują na ten wydatek. Część osób zapewne kupiło auto tańsze niż pierwotnie zakładało – mówi prezes PZPM.
Biorąc pod uwagę tylko nowe pojazdy, w drugim kwartale br. zarejestrowano ich 130 863. To mniej niż od kwietnia do końca czerwca 2019 roku, kiedy do statystyk wpisano 217 655 nieużywanych aut. Analizując dane z tych okresów, dostrzegamy, że najwyższy tegoroczny wynik (61 320 – czerwiec) jest niższy od najgorszego ubiegłorocznego (70 139 – czerwiec).
– Pojawiają się informacje o możliwości wzrostu cen nowych pojazdów. Wciąż jednak dostępna jest oferta wyprzedażową i w tym przypadku wartości nie są zmieniane. Spadki sprzedaży wynikają głównie z powodu zamknięcia salonów, zastopowania produkcji czy ograniczenia ruchu ludzi. Kiedy wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach, nikt nie szedł kupować aut. Dzisiaj sytuacja się powoli odwraca. Trend, który obserwujemy, można oceniać jako pozytywny – podkreśla Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
Jak zaznacza Jakub Faryś, w przypadku nowych samochodów po prostu większość klientów indywidualnych odkłada decyzję o zakupie. Ekspert obawia się, że w ten sam sposób będą postępować firmy, a one stanowią zdecydowaną większość rynku w Polsce. A jeśli znacznie spadnie sprzedaż pojazdów do przedsiębiorstw, to sytuacja zrobi się naprawdę bardzo kiepska.
– Spadki są zdecydowanie mniejsze od tych pierwotnie prognozowanych. Rzeczywiście, niektórzy przedsiębiorcy zrezygnowali z nowych zamówień. Część firm w okresie lockdownu wydłużyła okresy finansowania, aby ograniczyć przyszłe koszty– zaznacza prezes Drzewiecki.
W drugim kwartale tego roku najwięcej pojazdów używanych zostało zarejestrowanych w województwie wielkopolskim – 27 376 (w analogicznym okresie 2019 roku – 38 742). Dalej było woj. mazowieckie – 25 272 (37 748), a za nim – śląskie – 17 427 (30 178). Natomiast najmniej ww. przypadków odnotowano w opolskim – 4 672 (7 433), warmińsko-mazurskim – 6 158 (10 156) i podlaskim – 6 439 (9 654).
– Wielkopolska, Mazowsze i Śląsk to największe i najbogatsze województwa w kraju. Siłą rzeczy to tu rejestruje się najwięcej samochodów zarówno sprowadzonych z zagranicy, jak i nowych. Liczba mieszkańców i ich kondycja finansowa to istotne czynniki wpływające na poziom rejestracji – wyjaśnia prezes SAMAR-u.
Natomiast w drugim kwartale br. najwięcej nowych pojazdów zarejestrowano w województwie mazowieckim – 34 180 (w analogicznym okresie 2019 roku – 63 193). Następne w zestawieniu jest śląskie – 13 819 (24 174), a za nim – wielkopolskie – 13 719 (23 514). Z kolei na drugim końcu znajduje się świętokrzyskie – 2 296 (3 475), opolskie – 2 451 (3 556) oraz lubuskie – 2 686 (4 163).
– Większość samochodów firmowych to auta wynajmowane albo leasingowane. Rejestrowane są tam, gdzie znajduje się centrala banku czy firmy leasingowej. Większość tych podmiotów ma siedziby w dużych miastach, w szczególności w Warszawie, we Wrocławiu, w Poznaniu, Krakowie. I tam też notuje się najwięcej rejestracji pojazdów. Województwo świętokrzyskie ma stosunkowo niewielu mieszkańców, jest tam niedużo przedsiębiorstw, a to przekłada się na analizowane statystyki – wyjaśnia Wojciech Drzewiecki.
Jak stwierdza prezes Faryś, generalnie sytuacja w Polsce nie wygląda tak źle w porównaniu z innymi państwami Europy. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii czasowo były zamknięte salony samochodowe. Tam też skala zachorowań jest znacznie większa, a to przekłada się również na decyzje konsumenckie. Ekspert podkreśla, że pewne sektory naszej gospodarki zaczynają się odbijać. A po lockdownie Polacy za wszelką cenę, jak widać chcą jak najszybciej wrócić do normalności. I tym przejawem jest też chęć zakupu samochodu.
Rafał Albin nowym Dyrektorem Marketingu i Operacji w polskim oddziale Microsoft
Rafał Albin dołączył do Zarządu Microsoft w Polsce w roli Dyrektora odpowiedzialnego za Marketing i Operacje (Marketing & Operations Lead) w sierpniu 2020.
Przed objęciem tej funkcji, jako CEE Enterprise Channel Management Lead, wspierał proces transformacji cyfrowej klientów Microsoft w ramach kanału partnerskiego w tym regionie.
Od 2016 roku był odpowiedzialny za sprzedaż rozwiązań konsumenckich oraz produktów dla sektora SOHO/SMB na terenie Polski oraz Rumunii. Będąc Członkiem Zarządu polskiego oddziału Microsoft należał również do kierownictwa działu Consumer and Devices Sale w regionie CEE. Wcześniej od kwietnia 2013 roku kierował zespołem Nowych Technologii (Developer Experience) odpowiedzialnym za wprowadzanie na rynek najnowszych technologii Microsoft oraz transformację i rozwój współpracy ze środowiskami developerskimi i firmami ISV. Jest związany z polskim oddziałem Microsoft od 2009 roku, kiedy objął stanowisko kierownika grupy produktowej Windows.
Wcześniej przez wiele lat związany był z rynkiem dystrybucyjnym zajmując szereg stanowisk głównie w AB S.A., a po połączeniu z ATC – wiodącym dystrybutorem sprzętu komputerowego w Czechach i Słowacji – był członkiem rady nadzorczej holdingu odpowiedzialnym za proces łączenia obu firm. Prowadził także własną firmę dostarczającą i wdrażającą oprogramowanie oraz usługi IT przedsiębiorstwom z sektora MŚP. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz Politechniki Wrocławskiej.
Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – lipiec 2020 r.
- Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 40,6% rdr do 23,4 mld zł
- Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 2471,6% do 2277,9 mln zł
- Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 20,4% rdr do poziomu 618,6 tys. szt.
- Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 98,7% rdr do 234,5 mln zł
- Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 249,2% rdr do 40,4 mln zł
- Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 14,8% do poziomu 272,3 mln zł
- Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 9,9% do poziomu 19,0 TWh
- Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 1,0% rdr do 12,7 TWh
W lipcu 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 23,7 mld zł, czyli o 41,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 40,6% rdr do poziomu 23,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,017 mld zł, o 40,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lipca wyniosła 50 468,16 pkt i była o 15,4% niższa niż przed rokiem.
Na rynku NewConnect w lipcu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 2277,1% rdr do poziomu 2336,7 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 2471,6% rdr i wyniosła 2277,9 mln zł.
Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w lipcu wyniósł 618,6 tys. szt., czyli o 20,4% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 21,3% rdr do poziomu 323,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 24,4% rdr do 155,2 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 12,5% rdr do 122,8 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 31,5% rdr do 16,9 tys. szt.
W lipcu zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 98,7% rdr do poziomu 234,5 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 249,2% rdr do 40,4 mln zł.
Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec lipca 94,3 mld zł wobec 88,9 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 14,8% rdr do poziomu 272,3 mln zł.
Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w lipcu 6,9 mld zł wobec 19,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 64,6% rdr.
Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w lipcu 19,0 TWh, co oznacza wzrost o 9,9% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 3,6% rdr do poziomu 2,9 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 11,1% rdr do poziomu 16,1 TWh.
Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł w lipcu o 1,0% rdr do 12,7 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 105,3% do poziomu 1,4 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 6,9% rdr do poziomu 11,3 TWh.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w lipcu 1,9 TWh, co oznacza spadek o 20,5% rdr.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł w lipcu do poziomu 6,6 ktoe[3] wobec 67,8 ktoe rok wcześniej.
Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 1,3% rdr, do wolumenu 2,0 TWh.
Kapitalizacja 389 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec lipca wyniosła 481 mld zł (109,1 mld EUR).
Łączna kapitalizacja 437 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 836,9 mld zł (189,9 mld EUR).
Na Głównym Rynku GPW w lipcu zadebiutowała spółka Gaming Factory, której wartość oferty wyniosła 21,3 mln zł.
Na rynku NewConnect w lipcu zadebiutowały akcje spółki Ovid Works.
W ubiegłym miesiącu na GPW odbyło się 23 sesji giełdowych, tyle samo, co rok wcześniej.
[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)
[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toea
BIK: monitoring popytu i podaży kredytów dla mikroprzedsiębiorców po I półroczu 2020 r.
Według danych BIK, wartość portfela kredytów mikroprzedsiębiorców na 30 czerwca 2020 r. wyniosła 69,7 mld zł i była wyższa o 1,2 mld zł (1,8%) w porównaniu do analogicznego półrocza 2019 r. Jednak pierwsze sześć miesięcy 2020 r. pod wpływem infekcji wirusa COVID-19, zakończyło się ujemnym odczytem dynamiki sprzedaży wszystkich produktów kredytowych. Kredytów obrotowych banki udzieliły na kwotę niższą o 27,5% a inwestycyjnych o 42,6% w porównaniu do pierwszego półrocza 2019 r.
Ogólna charakterystyka rynku kredytów dla mikroprzedsiębiorców
Z powodu pandemii COVID-19 oraz jej bezpośrednich i pośrednich skutków oraz podjętych działań, załamało się wiele dziedzin gospodarki. Szczególnie lockdown wpłynął na branże usługowe, tradycyjny handel, turystykę, hotelarstwo i gastronomię oraz transport. Lepiej radził sobie sektor budowlany. Oczywistym jest więc, że wirus musiał odcisnąć swoje piętno także na rynku kredytów dla mikroprzedsiębiorców, zainfekował go gwałtownie po 15 marca 2020 r., dyktując nową rzeczywistość.
BIK jest instytucją gromadzącą informacje kredytowe, raportowane dwa razy w tygodniu przez banki komercyjne, banki spółdzielcze, które dotyczą finansowania klientów indywidualnych i firm. Baza BIK zawiera informacje o 147 mln rachunków należących do 25 mln klientów indywidualnych oraz o 1,4 mln firm, w tym o 841 tys. mikroprzedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą. Dzięki danym i analizom, dotyczącym wartości, jak i liczby klientów, na podstawie zapytań w procesie ubiegania się o kredyt we wszystkich obszarach finansowania, BIK na bieżąco mierzy zarówno poziom popytu na finansowanie zgłaszane przez mikroprzedsiębiorców (zapytania o kredyty), jak i wynikającą z niego akcję kredytową (wartość udzielanych kredytów).
Podejmując się oceny pierwszego półrocza 2020 r. w zakresie rynku kredytów dla mikroprzedsiębiorców, należy wziąć pod uwagę wyjątkowość i nieprzewidywalność sytuacji, z jaką mieliśmy w tym okresie do czynienia. Pandemia gwałtownie i symetrycznie wpłynęła na zamrożenie (lockdown) całej gospodarki, zarówno jej części popytowej, jak i podażowej. Okres odmrażania gospodarki (defrosting) jednak przyjął charakter fazowy, niesymetryczny zarówno geograficznie, jak i branżowo. Ta różnica w różnym tempie przekładała się na odbudowę popytu i podaży kredytów dla mikroprzedsiębiorców.
Analizując rynek kredytów dla mikroprzedsiębiorców w pierwszym półroczu br., wyróżnić należy cztery okresy: miesiące przedpandemiczne (styczeń – luty), częściowo pandemiczne (pierwsza połowa marca), pełne miesiące pandemiczne z symetrycznym lockdownem (druga połowa marca oraz kwiecień), miesiące częściowo postpandemiczne z symetrycznym odmrażaniem gospodarki (maj, czerwiec). BIK dokonał więc oddzielnej analizy trendów popytowych, opartych na zapytaniach o poszczególne rodzaje kredytów oraz trendów podażowych, kształtujących wartość udzielanych kredytów, oraz jakość kredytów dla mikroprzedsiębiorców w tych okresach.
W handlu najmniejszy spadek popytu na kredyty
Liczba zapytań kredytowych z banków do BIK o mikroprzedsiębiorców wyniosła w I półroczu 2020 r. niecałe 156 tys. wobec 201 tys. w analogicznym okresie 2019 roku, co oznacza spadek o 23% r/r.
W podziale na branże, najmniejszy spadek zapytań wystąpił w przypadku mikroprzedsiębiorców działających w handlu (-22%). W budownictwie w I półroczu br. było 24% mniej niż rok temu, w sektorze produkcyjnym nastąpił spadek o 25%, a w usługach o 28%.
Spadki zapytań o mikroprzedsiębiorców miały miejsce od początku 2020 roku – w styczniu było ich mniej o 10% niż w styczniu 2019 roku, a w lutym i pierwszej połowie marca nastąpił spadek o 6% r/r. Po wybuchu pandemii dynamika zapytań uległa wyraźnemu pogorszeniu – w II połowie marca nastąpił spadek o 30% r/r, a w kwietniu i maju pogłębił się on do -40% r/r (w usługach nawet -48%). W czerwcu sytuacja się poprawiła i spadek zapytań zmniejszył się do -21% r/r, w tym handel -17%, budownictwo -18%, produkcja -26%, usługi -30%.
Negatywne trendy sprzedaży kredytów dla mikroprzedsiębiorców
Sprzedaż wszystkich rodzajów produktów kredytowych w I półroczu 2020 r. odnotowała ujemne odczyty. Na negatywne wyniki wpływ miały zarówno część popytowa, jak i podażowa.
– W aspekcie popytowym, z uwagi na dużą niepewność, bardzo osłabiła się chęć do inwestowania z uwzględnieniem lewarowania (długu) wśród mikroprzedsiębiorców. Praktyczny brak możliwości prowadzenia działalności gospodarczej ograniczył z jednej strony zapotrzebowanie na kredyt obrotowy, a z drugiej strony brak możliwości generowania środków pieniężnych spowodował problemy z płynnością finansową. Płynność finansowa została w dużej części utrzymana dzięki dziesiątkom miliardów złotych wypłaconych bezpośrednio z tarczy antykryzysowej zarówno w postaci pożyczek, jak i systemu gwarancji zarządzanego przez BGK. Z kolei wpływ na podaż – dostępność do kredytów, miały niepewność, zwiększona ostrożność instytucji finansowych w procesie przyznawania finansowania, szczególnie najbardziej dotkniętym branżom, oraz podniesienie wymogów wobec potencjalnych kredytobiorców – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.
W pierwszym półroczu 2020 r. banki udzieliły 65,3 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom na łączną kwotę 7,89 mld zł. Przy czym w samym tylko pierwszym kwartale banki udzieliły 43,9 tys. kredytów na łączną kwotę 4,91 mld zł, czyli 67% w ujęciu liczbowym i 62% wartościowym. Co pokazuje ogromny spadek akcji kredytowej w drugim kwartale. Najgorszy był pod tym względem maj, w którym banki udzieliły jedynie 6 562 kredytów na kwotę 885 mln zł. Dla porównania, w najlepszym miesiącu pierwszego półrocza br., czyli w lutym, udzielono 16 045 kredytów na łączną kwotę 1,74 mld zł. Prawie 40% wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom (3,12 mld zł) to kredyty przyznane mikroprzedsiębiorcom z sektora usług. Firmy handlowe zaciągnęły kredyty na kwotę 2,15 mld zł (27% łącznej sprzedaży). Należy jednak zaznaczyć, że to właśnie firmom z tych sektorów w drugim kwartale ograniczono dostępność kredytów. W przypadku firm usługowych wartość udzielonych kredytów w drugim kwartale stanowiła jedynie 35,8% łącznej wartości udzielonych kredytów w całym półroczu. W przypadku firm handlowych to 37,8%, w firmach produkcyjnych relacja ta wyniosła 41,2%, a budowlanych 38,2%.
W ujęciu produktowym banki udzieliły w pierwszym półroczu 2020 r. 3,35 mld zł kredytów obrotowych, spadek o 27,5% w relacji do pierwszego półrocza 2019 r., z tego 1,35 mld zł w drugim kwartale – mniej r/r o 57,5%. Kredytów inwestycyjnych przyznano na kwotę 1,19 mld zł , tj. o 42,6% mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Przy czym w drugim kwartale spadek sięgnął aż 57,4%.
Pierwsze sygnały pogorszenia jakości spłat kredytów
Widzimy już pierwsze symptomy pogorszenia jakości portfela kredytów dla mikroprzedsiębiorców. Szczególnie jest to widoczne w ujęciu 12-miesięcznym. Jakość portfela mierzona BIK Indeksem Jakości pogorszyła się o 0,6 p.p. w ujęciu liczbowym w relacji do wartości z grudnia 2019 r. i na koniec czerwca wynosiła 5,1%. Jeszcze wyższą wartość uzyskał Indeks w ujęciu wartościowym – 6,7%, co oznacza wzrost w stosunku do grudnia 2019 r. o 1,6 p.p. Indeksy jakości sygnalizują już więc pogorszenie jakości portfela. Warto jednak przyjrzeć się, jaka jest jakość portfela kredytów dla mikroprzedsiębiorców w ujęciu branżowym.
W przypadku handlu BIK Indeks Jakości wynosi 6,9% wartościowo oraz 5,3% liczbowo, dla usług 7,6% wartościowo oraz 5,5% liczbowo, a dla produkcji 4,9% liczbowo oraz 6% wartościowo. Na tym tle dobrze wypada budownictwo, w przypadku którego Indeks w ujęciu liczbowym wynosi 4,1%, a wartościowym 4,2%.
Analizując szkodowość kredytów dla mikroprzedsiębiorców według klasycznej miary NPL w ujęciu produktowym, wartościowo wynosi dla: kredytów obrotowych 22,9%, inwestycyjnych 15,5%, a w rachunku bieżącym 13,4%. I odpowiednio w ujęciu ilościowym: 20,8% dla kredytów obrotowych, 19,7% dla inwestycyjnych oraz 9,1% w rachunku bieżącym.
– Pełny negatywny wpływ lockdownu na jakość kredytów dla mikroprzedsiębiorców będzie widoczny na koniec roku i w pierwszych miesiącach 2021 r. Należy bowiem pamiętać, że część kredytobiorców skorzystała z bankowej pomocy i zawiesiła spłatę rat kredytowych, a Indeks obejmuje opóźnienia powyżej 90 dni, które będą widoczne dopiero w przyszłości, gdy skończy się okres zawieszenia – tłumaczy główny analityk BIK.
Złoto kontynuuje wzrosty
Łagodna polityka monetarna USA oraz możliwy scenariusz opóźnienia wyborów prezydenckich w USA wspierają „bezpiecznie przystanie”. Na spotkaniu w ostatnim tygodniu amerykańska Rezerwa Federalna utrzymała główną stopę procentową na dotychczasowym poziomie 0,00-0,25% i prawdopodobnie pozostanie na tym poziomie dopóki gospodarka nie otrząśnie się po pandemii koronawirusa. Według zapowiedzi Fed, program skupu aktywów na rynkach finansowych będzie kontynuowany przynajmniej w obecnym tempie. W komunikacie oraz podczas konferencji, Jeremy Powell stwierdził między innym, że odnotowano spowolnienie odbudowy gospodarki w ostatnim okresie, które wynika z nasilenia się pandemii w USA. Dodał ponadto, że pomimo radykalnego złagodzenia polityki pieniężnej, Fed posiada jeszcze inne narzędzia dla wsparcia gospodarki.
Dodatkowym zastrzykiem nerwowości okazały się komentarze Donalda Trumpa dotyczące możliwości opóźnienia wyborów prezydenckich w USA. To dodatkowo wzmocniło zainteresowanie „bezpiecznymi przystaniami” – jednak z wyłączeniem dolara. Powyższe okazało się wydajnym paliwem dla złota, które jest już bardzo blisko poprzeczki – 2000 USD za uncję.
Ze wzrostu cen żółtego metalu skorzystały fundusze Superfund SFIO GoldFund oraz Superfund SFIO GoldFuture, zyskując w ciągu tygodnia odpowiednio 2,75% oraz 1,97%.
Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 2,33%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 2,36%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 osłabił się o 1,99%, z kolei mWIG40 zniżkował o 2,26%.
W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych i wiadomościach z USA. We wtorek (04.08.2020) zostaną opublikowane dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku. W środę (05.05.2020) poznamy raport ADP, bilans handlu zagranicznego, odczyty indeksów PMI oraz ISM dla usług, indeks zatrudnienia oraz indeks cen płaconych. W czwartek (06.08.2020) poznamy dane o liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W piątek (17.07.2020) nadejdzie kolej na dane z rynku pracy w USA, w tym tak ważne odczyty jak zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym oraz stopę bezrobocia.
Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.
UE musi uznać fotowoltaikę za sektor strategiczny. Inaczej nie ma szans, żeby dogonić w produkcji Chiny
Zdecydowana większość, bo aż 97 proc. światowej produkcji modułów fotowoltaicznych, odbywa się poza Europą, z czego za 2/3 odpowiadają Chiny. Mimo to Stary Kontynent wciąż ma potencjał, aby zbudować silny przemysł słoneczny. Wymaga to jednak większego wsparcia finansowego i regulacyjnego ze strony UE oraz uznania fotowoltaiki za sektor o znaczeniu strategicznym – wskazuje koalicja Solar Energy Now, w której uczestniczą również polskie instytucje i firmy z branży PV.
– Europejski Zielony Ład wspomaga rozwój fotowoltaiki. Patrząc na sztandarowe postulaty, które mu przyświecają – jak promocja odnawialnych źródeł energii, budowanie zeroemisyjnego przemysłu i biznesu, który ma w swojej istocie zrównoważone oddziaływanie na środowisko – to fotowoltaika idealnie wpisuje się w każdy z tych elementów i może się przyczynić się do realizacji tych postulatów – mówi agencji Newseria Biznes Michał Skorupa, prezes Foton Technik, spółki z Grupy innogy.
Roczne obroty branży fotowoltaicznej w Europie są w tej chwili szacowane na ok. 5 mld euro. W maju blisko setka firm i instytucji z 15 krajów zawiązała koalicję Solar Europe Now, której celem jest wsparcie i budowa europejskiego przemysłu PV. Koalicja zaapelowała do instytucji UE o większe wsparcie regulacyjne i finansowe dla fotowoltaiki m.in. w zakresie badań, innowacji i wdrażania nowych technologii, argumentując, że sektor PV wpisuje się w Zielony Ład i może istotnie przyczynić się do realizacji unijnej polityki klimatycznej.
– Rozwój i popularyzacja tej technologii – jak i każdej innej – są uzależnione od środków finansowych. Stąd każde środki, które Unia Europejska czy rządy przeznaczają na rozwój tego typu przedsięwzięć, są dobrą inicjatywą. Jednak budżety na promocję tej technologii nie mogą być oderwane od legislacji, która powinna równolegle je wspierać – mówi Michał Skorupa.
Wśród setki podmiotów uczestniczących w koailcji Solar Europe Now są też polscy producenci modułów fotowoltaicznych: Bruk-Bet Solar, ML System, Saule Technologies, Hanplast i X-Disc. W inicjatywę zaangażowały się również Politechnika Warszawska oraz Instytut Energetyki Odnawialnej.
– Inicjatywa spotyka się z pozytywnym oddźwiękiem, ponieważ promuje rozwój tego rynku bardziej w skali makro, czyli nie z perspektywy pojedynczych krajów członkowskich, ale całego rynku europejskiego. Cieszy to tym bardziej, że partycypują w niej również polskie podmioty – mówi prezes Foton Technik.
Jak wynika z opublikowanego w maju raportu Solar Europe Now fotowoltaika pokrywa w tej chwili ok. 3 proc. całkowitego zapotrzebowania na energię w UE przy szacowanym potencjale sięgającym 15 proc. przed 2030 rokiem. Tymczasem – choć jeszcze w 2007 roku Europa odpowiadała za 30 proc. globalnej produkcji modułów PV – w tej chwili jej udział spadł do 3 proc. Około 2/3 światowej produkcji przypada natomiast na Chiny.
Mimo przewag chińskich producentów wciąż jednak możliwa jest budowa w Europie prężnego przemysłu produkującego ogniwa i moduły fotowoltaiczne – podkreśla Solar Europe Now, wskazując, że w całym łańcuchu dostaw mogłoby to zapewnić ok. 100 tys. nowych miejsc pracy. Aby było to możliwe, UE musi jednak uznać fotowoltaikę za sektor strategiczny.
– Jeżeli rynek europejski faktycznie ma być dobrą przeciwwagą dla Chin, które są dzisiaj głównym producentem, to musimy myśleć przynajmniej o około 10 GW mocy zainstalowanych linii produkcyjnych rocznie, żeby osiągnąć ten cel i żeby rynek ten rzeczywiście był w stanie konkurować z azjatyckim – mówi Michał Skorupa.
Co istotne, Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków PV w Europie. Jak wynika z opublikowanego w czerwcu raportu IEO „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”, ta branża rozwija się najszybciej spośród wszystkich sektorów OZE. Łączna moc zainstalowana w źródłach fotowoltaicznych na koniec ubiegłego roku wynosiła prawie 1500 MW, a już w maju br. przekroczyła 1950 MW. Według prognoz IEO Polska utrzyma się w tym roku na piątym miejscu w UE pod względem rocznego przyrostu mocy zainstalowanych, które sięgną ok. 2,5 GW. Obroty na rynku fotowoltaiki wzrosną w tym roku nawet o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł.
Pandemia może negatywnie wpłynąć na realizację pracowniczych planów kapitałowych. W Polsce brakuje zaufania do systemu emerytalnego
W pierwszym etapie do pracowniczych planów kapitałowych przystąpiło w sumie 39 proc. pracowników firm zatrudniających co najmniej 250 osób. – Wskaźnik partycypacji wśród osób do 50. roku życia wyniósł około 50 proc., a mógłby być jednak wyższy – mówi Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami oraz Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Takiego zdania jest też zdecydowana większość przedstawicieli instytucji prowadzących PPK. Problemem jest brak zaufania pracowników do systemu emerytalnego i rynku kapitałowego. Sytuacja gospodarcza wywołana pandemią koronawirusa może negatywnie wpłynąć na realizację drugiego i trzeciego etapu wdrażania PPK.
– Liczyliśmy na to, że partycypacja w pierwszym etapie programu PPK będzie trochę wyższa, natomiast istnieje szansa, aby w kolejnych latach wzrosła. Możliwe, że Polacy oczekują również kampanii społecznej w tym zakresie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Rusewicz.
Z badań przeprowadzonych przez obie izby wynika, że według prawie 67 proc. przedstawicieli instytucji finansowych poziom partycypacji mógł być bardziej satysfakcjonujący. Na odpowiedź „raczej nie” wskazało tylko 13,3 proc. respondentów.
Dwie trzecie badanych wskazuje, że pomogłaby duża kampania informacyjna ze strony rządu, a ponad połowa – że to pracodawcy powinni się bardziej zaangażować w promowanie PPK. Kolejne rozwiązania, jakie zdaniem instytucji finansowych warto wdrożyć w kolejnych etapach, to zwiększenie ulg podatkowych dla uczestników PPK (53,3 proc.), dopracowanie legislacji i jasne wytyczne (46,7 proc.) oraz większe wsparcie rządu dla pracodawców (26,7 proc.).
– Kolejnym aspektem są szkolenia dla pracowników, które pokażą im potencjał związany z tym projektem i pomogą zrozumieć, w jaki sposób ten program działa. Czynnikiem długofalowym będzie natomiast zwiększenie poziomu edukacji finansowej dotyczącej również długoterminowych oszczędności – mówi prezes IZFiA i IGTE.
Główne wyzwanie to jednak ustabilizowanie sytuacji w systemie emerytalnym i przywrócenie społeczeństwu zaufania do niego. Jak podkreśla ekspertka, w ostatnich 10 latach zachodziły w nim zmiany, które dotyczyły jego trwałości, stabilności i transparentności, więc Polacy obawiają się kolejnych.
– Jednym ze sposobów na odbudowanie tego zaufania miało być właśnie wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych, drugim – przekształcenie otwartych funduszy emerytalnych i udostępnienie w formule prywatnej tych aktywów. Jednak zbudowanie w świadomości ludzi potrzeby długoterminowego oszczędzania jest niezwykle ważne i powinno się wiązać nie tylko ze zmianami systemu emerytalnego, ale także z edukacją finansową – zaznacza Małgorzata Rusewicz.
Osoby, które oszczędzają w ramach pracowniczych planów kapitałowych, po pewnym czasie zaczną odczuwać pozytywne skutki tej decyzji. Już dzisiaj widać, że fundusze oferujące PPK przynoszą bardzo korzystne stopy zwrotu.
– Żyjemy w czasach niskich stóp procentowych i w związku z tym korzyści z PPK będą jeszcze bardziej zauważalne. Mam nadzieję, że będzie to na tyle wystarczające i zachęcające, aby nakłonić tych, którzy dotąd się nie zdecydowali, do uczestnictwa w tym programie – dodaje prezes.
Na razie obowiązek wprowadzenia PPK objął największe firmy, zatrudniające co najmniej 250 osób (od 1 lipca 2019 roku). Z uwagi na pandemię koronawirusa rząd przesunął wdrożenie kolejnego etapu o pół roku – tym razem dla firm średnich, zatrudniających co najmniej 50 osób. Przedsiębiorcy, którzy nie zdążyli zawrzeć umowy o zarządzanie PPK z wybraną instytucją finansową między styczniem a marcem br., mają na to czas do 27 października, a na zawarcie umowy o prowadzenie PPK – do 10 listopada. Są to terminy, które obowiązują też kolejną grupę przedsiębiorców – zatrudniających co najmniej 20 osób. Od stycznia przyszłego roku obowiązek ten będzie dotyczyć także pozostałych podmiotów i jednostek sektora finansów publicznych.
– Przesunięcie kolejnego etapu wdrażania PPK co do zasady nie ma wpływu na przebieg całego procesu. Jednak istotne są okoliczności, z którymi mamy obecnie do czynienia, czyli stan pandemii – ocenia Małgorzata Rusewicz. – Problemy poszczególnych firm, nie tylko tych dużych, ale i średnich, a przede wszystkim mikroprzedsiębiorców, mogą rzutować na przebieg drugiego i trzeciego etapu. Trudno jest to jednoznacznie oszacować, ponieważ nie znamy całego spektrum problemów związanych z płynnością finansową poszczególnych przedsiębiorstw.
Nowe obowiązki dla użytkowników dronów. Powstanie spis urządzeń i ich właścicieli
Obecnie nad polskim niebem może latać nawet 250 tys. dronów. Wraz z popularyzacją tego typu urządzeń, które w zdecydowanej większości wyposażone są w kamery do rejestrowania obrazu, coraz poważniejsza staje się kwestia ochrony danych osobowych i prywatności. Od 31 grudnia tego roku mają w Polsce wejść w życie przepisy unijne, które znacząco wpłyną na sposób korzystania z dronów. Zostanie utworzony m.in. spis osób i instytucji posiadających drony wyposażone w urządzenia do rejestracji danych.
Drony zwykle wyposażone są w kamerę, co pozwala za ich pomocą rejestrować obraz. Ich właściciele mogą więc nie tylko podziwiać piękne widoki, lecz też zaglądać na prywatne posesje, podglądać prywatne osoby czy nawet wnętrza mieszkań. Nowe przepisy unijne, które pierwotnie miały wejść w życie w lipcu br., a ostatecznie zaczną obowiązywać od 31 grudnia 2020 roku, wprowadzą znaczące ograniczenia w swobodzie użytkowania dronów zarówno przez instytucje, jak i osoby prywatne.
– Każdy zainteresowany kupnem drona w obecnej rzeczywistości prawnej i planujący dokonać takiego zakupu musi się liczyć z tym, że od 31 grudnia wejdą w życie nowe przepisy, które będą regulować kwestię ich użytkowania zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w przestrzeni użytkowanej przez osoby prywatne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Dariusz Wasiak, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.
Nowe regulacje zakładają utworzenie spisu osób i instytucji posiadających drony, które wyposażone są m.in. w urządzenia do rejestracji danych (czyli kamery). Taki spis (rejestr) będzie zawierał dane identyfikujące zarówno drona, jak i jego operatora. Dane te będą przechowywane przez co najmniej trzy lata, najprawdopodobniej przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej, która już obecnie prowadzi taki rejestr na kanwie tzw. ustawy covidowej. Prowadzenie spisu ma na celu możliwość identyfikacji użytkowników przestrzeni powietrznej i zapewnienie bezpieczeństwa oraz nadzoru nad nią. Podobny rejestr funkcjonuje już m.in. w USA.
– Jedynym wyłączeniem z rejestracji jest dron zakwalifikowany jako zabawka, który waży nie więcej niż 250 g, nie ma rejestratorów danych oraz będzie wykonywał operacje w zasięgu wzroku operatora na terenie prywatnym czy też otwartym, gdzie nie ma zbiegowisk ludzi, a jego prędkość nie będzie większa niż 19 m/s, a także nie będzie latał wyżej niż 120 metrów nad poziomem ziemi – tłumaczy dr Dariusz Wasiak.
Jedną z największych zmian w nowych przepisach będzie brak podziału na loty o charakterze sportowym lub rekreacyjnym oraz na loty pozostałe. Dotychczasowe komercyjne wykorzystanie dronów, możliwe jedynie dla posiadaczy świadectwa kwalifikacji operatora bezzałogowego statku powietrznego UAVO, w większości przypadków stanie się ogólnodostępne.
Ustawodawca unijny dokonał za to podziału wykonywanych lotów na trzy kategorie: otwarte, szczególne i certyfikowane. Klasyfikacja będzie zależeć od ciężaru dronów, wieku ich użytkowników i ich kwalifikacji w zakresie sterowania nimi, a także rozpiętości wirników dronów i rodzaju operacji, które mogą być realizowane z ich wykorzystaniem.
– Kategoria certyfikowana obejmuje najcięższe, najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne operacje, np. związane z transportowaniem osób, zwierząt lub materiałów niebezpiecznych. W kategorii otwartej umieszczono osoby prywatne, które mogą wykorzystywać drony do celów prywatnych – zarówno rekreacyjnych, jak i sportowych. Z kolei kategoria szczególna łączy wszystko to, co nie jest zawarte w pozostałych kategoriach – tłumaczy wykładowca wrocławskiej WSB.
W kategorii otwartej każdy posiadacz drona o wadze ponad 250 gramów będzie musiał przejść szkolenie online oraz zaliczyć test online. Urząd Lotnictwa Cywilnego chce udostępnić takie szkolenia na swojej stronie internetowej. Dla wszystkich użytkowników dronów cięższych niż 250 gramów stworzony zostanie również internetowy system obowiązkowej rejestracji. Wewnątrz kategorii otwartej zostanie dokonany dodatkowy podział na podkategorie i klasy.
– Jedynym dronem, którego posiadanie i wykorzystywanie nie będzie wymuszać przeprowadzenia szkoleń ani zgłaszania do właściwego organu, jest dron zaliczony do klasy C0, czyli tzw. zabawka, która ma ciężar nieprzekraczający 250 gramów i nie może być wyposażona w żadne urządzenia rejestrujące – wskazuje dr Dariusz Wasiak.
Także na Straż Miejską oraz inne podmioty i instytucje korzystające z dronów zostaną nałożone nowe obowiązki. Wynika to z faktu, że każdy posiadacz drona (nawet zabawki, ale wyposażonej w urządzenia rejestrujące dane) może zostać uznany za administratora danych osobowych w rozumieniu RODO.
– Dane osobowe to są wszelkie informacje, na podstawie których identyfikujemy lub możemy zidentyfikować konkretną osobę fizyczną. Nasz wizerunek jest też daną osobową. Trzeba o tym pamiętać przy wykorzystywaniu drona – podkreśla ekspert.
Niepewna przyszłość teatrów. Coraz większą popularnością cieszą się spektakle plenerowe i online
Zgodnie z wytycznymi GIS i resortu zdrowia teatry mogą grać przy maksymalnie 50 proc. zajętych miejsc na widowni, a publiczność jest zobowiązana do noszenia maseczek i podawania swoich danych osobowych w celu identyfikacji, w razie gdyby doszło do zakażenia. Placówki – dla których wpływy z biletów to główne źródło przychodów – liczą na zniesienie tych obostrzeń, ale decyzja zapadnie dopiero po wakacjach. Na razie dużą popularnością cieszą się spektakle plenerowe i online, dzięki którym teatry dotarły do szerszego grona widzów. W Ministerstwie Kultury trwają też prace nad uruchomieniem dla nich programu wsparcia, który zrekompensowałby im część strat finansowych.
– Odmrażanie trwa już jakiś czas, więc teatry zdążyły przystosować się do nowej sytuacji. W tej chwili szykują się do nowego sezonu, mając nadzieję, że zostanie zniesiony 50-proc. limit i jesienią będzie można już grać dla pełnej publiczności – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Wrotnowska-Gmyz, dyrektor Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. – Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny analizują nasze propozycje, ale z rozmów wynika, że wszystko będzie uzależnione od sytuacji epidemiologicznej w kraju. Ta decyzja zostanie podjęta po szczegółowych analizach, kiedy Polacy wrócą z wakacji.
Rząd zamknął kina i teatry w połowie marca na czas narodowej kwarantanny i obostrzeń związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Spektakle zostały odwołane, a premiery – przełożone. Od 6 czerwca teatry mogły wznowić działalność, ale przy zachowaniu ścisłego reżimu sanitarnego.
– Teatry w salach mogą grać przy 50 proc. publiczności, a ta ma obowiązek zasłaniania ust i nosa oraz wypełniania ankiety dotyczącej swojego stanu zdrowia. Może zostać też nałożony obowiązek mierzenia temperatury, ale to zależy od decyzji dyrektora teatru. Zarówno w foyer, jak i w czasie spektakli publiczność musi przebywać w maseczkach przez cały czas – wskazuje Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.
Pod koniec lipca poluzowane zostały za to obostrzenia dotyczące spektakli plenerowych. Zniesiono limit publiczności do 150 osób. Spektakle na świeżym powietrzu mogą odbywać się przy większej widowni, o ile zostanie zachowane ograniczenie minimum 1,5 metra odległości i 5 mkw. na osobę.
– Dużym zainteresowaniem publiczności cieszą się właśnie formy plenerowe, spektakle grane na rynku np. w Zielonej Górze czy Białymstoku, koncerty organizowane przez Operę i Filharmonię Podlaską. W wielu miejscach odbywają się bądź szykują się imprezy plenerowe – mają one wielu widzów i ta oferta cieszy się wielką popularnością – podkreśla dyrektor Instytutu Teatralnego.
Jak zauważa, wiele teatrów wróciło już do normalnej pracy, ale ich doświadczenia z ostatnich tygodni pokazują, że zmieniły się nawyki publiczności. Mniej jest rezerwacji dokonywanych z wyprzedzeniem, a większość widzów przychodzi na spektakle ad hoc, podejmując decyzje w ostatniej chwili.
– Część osób dzwoni, sprawdza w biurach obsługi, upewnia się, czy to jest na pewno bezpieczne. Niektórzy rezygnują, inni przychodzą, ale dyrektorzy teatrów zauważają, że więcej jest tych widzów, którzy decyzję o przyjściu do teatru podejmują w ostatniej chwili – mówi Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.
W wyniku obostrzeń związanych z COVID-19 wiele teatrów przeniosło także działalność do internetu, a widzowie mogli oglądać wybrane spektakle online. Ta forma okazała się sukcesem i pozwoliła dotrzeć do szerszego grona widzów. Dlatego też dyrektor Instytutu Teatralnego ocenia, że – nawet po pandemii – część teatrów utrzyma tę możliwość i będzie działać w modelu hybrydowym.
– Na koniec sezonu teatry bardzo chwaliły się swoimi zasięgami internetowymi i rekordami oglądalności. Mamy też sygnały, że publiczność domaga się, aby nie porzucać działalności online, nawet kiedy teatry wrócą do tradycyjnego grania – mówi. – Nikt nie zrezygnuje z tego, co udało się osiągnąć w czasie pandemii – czyli zdobyć zupełnie nowego widza, często spoza wielkich ośrodków, który za sprawą internetu miał dostęp do wartościowej oferty teatralnej. Teatry będą starały się wrócić do tradycyjnego grania, ale ten hybrydowy, mieszany model zostanie utrzymany.
Większość placówek teatralnych – dla których wpływy z biletów są główną częścią budżetu – dotkliwie odczuła też ekonomiczne skutki pandemii. Obok utraty przychodów, konieczności pokrywania kosztów stałych i opłacania wynagrodzeń dodatkowym obciążeniem okazały się wydatki związane m.in. z zapewnieniem środków dezynfekujących dla obsady, pracowników i widzów. W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego trwają aktualnie prace nad uruchomieniem programu wsparcia dla teatrów, który zrekompensowałby im część strat finansowych.
– Te rozmowy są zaawansowane, zespół antykryzysowy opracował już szczegółowy program i model wyliczania tych strat. Działamy pod presją czasu, zdając sobie sprawę, że sprawa jest paląca w obliczu rozpoczynającego się za miesiąc nowego sezonu teatralnego – mówi Elżbieta Wrotnowska-Gmyz.
Jak podkreśla, programy pomocowe dla branży są pilnie potrzebne, bo część samorządów – przez trudną sytuację finansową i spadek dochodów z podatków – obcięła dotacje. Granty straciło wiele teatrów prowadzonych przez NGO-sy. Wsparcia potrzebują też artyści, których możliwości zarobkowania zostały mocno ograniczone.
– Przygotowujemy programy adresowane do indywidualnych twórców, którzy często są zatrudniani na umowy cywilnoprawne, nie mają stałego zatrudnienia. Ta pomoc musi być kontynuowana. Wiemy, że Ministerstwo Kultury przyznało rekordową liczbę ok. 2 tys. zapomóg, na które przeznaczono ok. 6 mln zł, a fundusz zapomogowy został istotnie zwiększony. Z kolei w ramach programu Kultura w sieci instytucje teatralne wszystkich typów – w tym teatry samorządowe i NGO-sy – zostały wsparte kwotą blisko 8,5 mln zł. W związku z tym pomoc została już skierowana do środowiska, natomiast idzie jesień, kolejny sezon i te programy pomocowe muszą być kontynuowane – podkreśla dyrektor Instytutu Teatralnego.
Pandemia dotknęła branżę kosmiczną, zwłaszcza start-upy i mniejsze firmy. Nie wstrzymała jednak planów podboju Marsa
Pandemia dotknęła branżę kosmiczną w taki sam sposób jak większość innych branż. Wiele mniejszych firm i start-upów upadła lub została wykupiona przez większe podmioty. Kosmiczni giganci właśnie w czasach pandemii notują jednak rekordy popularności, a to za sprawą korzystnego okna startowego. W lipcu swoje misje na Marsa wysłały Chiny, ZEA i USA. Coraz głośniej mówi się o planach kolonizacyjnych Czerwonej Planety. Przed budową pierwszego marsjańskiego miasta ważne jest jednak, aby zrozumieć warunki atmosferyczne i geologiczne, jakie na niej panują. Badania kosmiczne mają też wpływ na życie każdego z nas. Przyspieszą odkrycia, które będziemy mogli stosować w życiu codziennym.
– Pandemia wpłynęła na badania kosmiczne oraz całą branżę kosmiczną w taki sam sposób jak na każdą inną branżę. Start-upy oraz mniejsze firmy, które funkcjonują w tym segmencie, niestety upadły, zbankrutowały bądź zostały wykupione. Giganci tacy jak SpaceX czy rosyjski Roskosmos trzymają się jednakże w ograniczony sposób ze względu na trochę inny budżet i inne podejście do tematu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Bartosz Bałdyga, kierownik działu astronomicznego w Olsztyńskim Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym.
Chociaż pandemia koronawirusa ma wpływ niemal na każdą branżę, to nie zatrzymała planów podboju kosmosu. W lipcu Agencja Kosmiczna Zjednoczonych Emiratów Arabskich wystrzeliła misję Hope na orbitę Marsa. Sonda dołączy do sześciu innych orbitujących wokół Czerwonej Planety. Głównym celem misji jest badanie rzadkiej atmosfery i dynamiki klimatu Marsa – sposobu, w jaki traci wodór i tlen ze swojej atmosfery. Najbardziej ambitnym celem jest stworzenie globalnej mapy jego atmosfery. Kilka dni później swoją marsjańską misję rozpoczęli także Chińczycy. Misja dziewiczego łazika na Marsa z Chin obejmuje sondę, łazik i lądownik. Głównym celem łazika jest wykrywanie podziemnych złóż wody i lodu za pomocą wbudowanego systemu radarowego.
Badania wielokrotnie wykazały, że jeśli w Układzie Słonecznym jest jakaś planeta, na której może istnieć życie poza Ziemią, jest nią Mars. Analizując możliwość przetrwania ludzi na Czerwonej Planecie, badacze przekonują, że do jej skolonizowania potrzeba zaledwie 110 osób. Ale przed kolonizacją ważne jest, aby zrozumieć warunki atmosferyczne i geologiczne na Marsie. W ciągu ostatnich lat odbyło się kilka misji badawczych, jednak pod tym względem 2020 rok jest rekordowy.
– Na szczęście pandemia SARS-CoV-2 aż tak bardzo nie pomieszała nam szyków. Trochę z wyścigu odpadła Rosja, było dosyć dużo przypadków zakażeń w Roskosmosie. Jednakże przyszłe lata przyniosą tylko zwyżkę – przekonuje Bartosz Bałdyga. – Amerykanie również nie próżnują, wysłali na Marsa swojego kolejnego robota – Perseverance (Wytrzymałość – przyp. red.). Łazik będzie wyposażony, co jest novum, w helikopter, który ma się unosić w rzadkiej atmosferze marsjańskiej i również ją badać.
NASA poprzez swoją misję planuje rozpocząć przygotowania do przyszłych eksploracji Marsa przez ludzi. Łazik Perseverance został specjalnie zaprojektowany do poszukiwania śladów życia drobnoustrojów w przeszłości, będzie również wiercił marsjańską glebę i pobierze próbki skał do dalszych badań naukowych.
Badania atmosfery Marsa mogą pomóc naukowcom w badaniach nad ziemską atmosferą. Zaplanowane misje mogą przybliżyć nas też do kolonizacji Marsa – Elon Musk jasno wskazywał, że jego marzeniem jest zbudowanie miasta na Czerwonej Planecie. Mogą też w znaczący sposób wpłynąć na nasze życie na Ziemi.
– Z perspektywy przeciętnego człowieka misje i badania kosmiczne w pewnym sensie mogą być nieodczuwalne, ale jest to pozorne. Każdy z nas ma w domu patelnię teflonową, a teflon powstał właśnie w wyniku badań, jak zabezpieczyć powierzchnię statków kosmicznych, które wracają przez ziemską atmosferę. W dalszej perspektywie pojawią się odkrycia i wynalazki, które będziemy mogli stosować w życiu codziennym, nawet nie podejrzewając, że wzięły się one z kosmosu – przekonuje ekspert.
Nvidia rusza na zakupy? Inteligentne domy od Google i ADT
Analitycy obserwujący spółkę Nvidia są głównie pozytywnie nastawienie do transakcji, którą podał Bloomberg. Mianowicie producent chipów prowadzi zaawansowane rozmowy na temat przejęcia spółki Arm Ltd. Firmy analityczne pokrywające NVDA stwierdziły, że umowa ma wyraźną wartość strategiczną, chociaż Morgan Stanley wypowiedział się w sposób ostrożny, pisząc, że pozytywne efekty synergii nie są aż tak oczywiste.
Firma Rosenblat Securities posiada rekomendację kupna Nvidii z ceną docelową na poziomie 500 USD i uważa, że przejęcie Arm byłoby strategicznie istotne ze względu na to, że spółka potrzebuje skalowalnego procesora CPU, który byłby zintegrowany z GPU. RBC Capital Markets ma poziom ceny docelowej równy 461 USD i uważa, że największą kwestią w przypadku potencjalnej transakcji jest jej charakter regulacyjny, a udział częściowy miałby sens strategiczny bez konieczności przeprowadzania kontroli. Z kolei Raymond James z ceną docelową na 370 USD mówi o tym, że biorąc pod uwagę obecny poziom rentowności Arm inwestycja strategiczna z umową partnerską, a nie pełny zakup, może być atrakcyjną opcją. Z kolei Morgan Stanley widzi poziom docelowy dla ceny spółki na 380 USD i uważa, że dla Nvidii własność konkurencyjnego licencjobiorcy nie pomaga i są przypadki, w których może ona zaszkodzić. Posiadanie wiodącego mikroprocesora ARM miałoby oczywiście wartość, ale NVDA może to osiągnąć bez kontrolowania firmy.
Firma Bernstein podniosła poziom ceny docelowej dla spółki Mastercard z 330 do 350 USD, pozostawiając rekomendację lepiej od rynku. Nowy poziom ceny docelowej daje możliwość wzrostu o 13 proc. od kursu zamknięcia z piątku. Średnia na Wall Street to 341,79 USD, a Street-High to 388 USD. Spółka Mastercard podała wyniki 30 lipca, które przebiły oczekiwania analityków.
Gigant Google ma zainwestować 450 mln USD w firmę ADT. ADT i Google nawiązują długoterminową współpracę, aby stworzyć nową generację ofert zabezpieczeń dla inteligentnych domów. Partnerstwo to połączy wielokrotnie nagradzany sprzęt i usługi Nest, napędzane technologią uczenia maszynowego Google, z instalacją, serwisem i profesjonalną siecią monitoringu ADT. Firmy dążą do stworzenia bardziej pomocnego inteligentnego domu i zintegrowanego systemu dla klientów w całych Stanach Zjednoczonych. Każda firma przeznaczy 150 milionów dolarów na wspólny marketing, rozwój produktów, technologię i szkolenia pracowników.
Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.
Dla dolara lipiec był najgorszym miesiącem od dekady
Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację agresywnej wyprzedaży dolara amerykańskiego. W lipcu indeks USD doświadczył największego spadku w skali miesiąca od dziesięciu lat. Teraz kluczowe dla sytuacji dolara będą decyzje w sprawie kolejnego pakietu pomocowego dla gospodarki, a także najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy.
Za słabością dolara, którego indeks znalazł się na najniższym poziomie od maja 2018 roku, stały w znacznej mierze obawy związane z cały czas wysoką liczbą nowych zakażeń w USA i możliwość przedłużenia środków bezpieczeństwa w kraju. Niezdolność Kongresu do porozumienia się w kwestii dodatkowego programu pomocy dla bezrobotnych również nie pomogła amerykańskiej walucie, potęgując już i tak podwyższone obawy o stan ożywienia gospodarki USA.
Uwaga rynku w tym tygodniu będzie skoncentrowana na wieściach z amerykańskiego Kongresu – czekamy na informacje o porozumieniu się decydentów w kontekście dodatkowych środków wsparcia, które mają pomóc Amerykanom przetrwać trudną dla wielu z nich sytuację. Oprócz tego poznamy szereg danych z gospodarki, z których kluczowy będzie piątkowy raport o sytuacji na amerykańskim rynku pracy w lipcu.
PLN
Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim osłabieniem w parze z euro. W tym kontekście ciekawym jest, że nastąpiło to pomimo dalszego wzrostu pary EUR/USD, który wcześniej pomagał złotemu. Rozerwanie tej korelacji zdaje się potwierdzać, że za ostatnim wzrostem głównej pary nie stały zmiany sentymentu do ryzyka, który w ostatnich dniach trudno nazwać jednoznacznie pozytywnym.
Miniony tydzień nie przyniósł specjalnie przełomowych informacji z Polski. Wstępny odczyt inflacji konsumenckiej pokazał oczekiwany spadek w relacji do tego sprzed miesiąca. Pomimo, że dynamika cen nadal pozostaje powyżej środka celu inflacyjnego RPP (tj. 2,5%) trudno wyobrazić sobie, żeby w najbliższych miesiącach czy nawet kwartałach Rada miała zmienić swoją ultragołębią retorykę, nie mówiąc o podniesieniu stóp procentowych.
Jedyną istotną publikacją makro z Polski zaplanowaną na ten tydzień był dzisiejszy odczyt indeksu PMI dla przemysłu w lipcu, który pokazał silniejszy od oczekiwań wzrost do 52,8 pkt z 47,2 pkt w czerwcu. Tym samym indeks przekroczył granicę 50 pkt, oddzielającą kurczenie się sektora od jego ekspansji. Ostatni raz indeks powyżej tej granicy znajdował się w październiku 2018 roku.
EUR
Euro w parze z dolarem amerykańskim w ostatnim tygodniu osiągnęło najwyższy poziom od ponad dwóch i pół roku, kontynuując rajd w górę. Ostatnie wieści dot. zakażeń w Europie wywołały pewne obawy dotyczące możliwości wystąpienia drugiej fali w strefie euro, szczególnie w Hiszpanii, gdzie liczba raportowanych nowych infekcji osiągnęła najwyższy poziom od 11 maja. Negatywnie odbiło się to na europejskich indeksach giełdowych, jednak odporność EUR/USD pokazuje, jak mocno w ostatnim czasie inwestorzy odwrócili się od dolara.
Dane z tego tygodnia pozwolą nam uzyskać lepszy obraz tego, jak gospodarka strefy euro radzi sobie z kryzysem. W środę opublikowany zostanie zbiorczy indeks PMI i dane o sprzedaży detalicznej. Biorąc pod uwagę, że pierwszy ze wspomnianych odczytów to rewizja lipcowych danych inwestorzy mogą skupić się na drugim odczycie.
USD
Jak wspomnieliśmy na początku, lipiec był najgorszym miesiącem dla dolara od 2010 roku. Do masowego pozbywania się waluty skłoniły inwestorów pogarszające się dane dot. pandemii, brak politycznego konsensusu ws. dalszej stymulacji fiskalnej i spadające rentowności obligacji.
Nowe zakażenia koronawirusem w USA (marzec ‘20 – lipiec ‘20)

Ten tydzień może być dla dolara niezwykle istotny. Obok możliwych wieści z Kongresu poznamy serię odczytów makroekonomicznych, z których większość dotyczy okresu po ponownym wprowadzeniu środków bezpieczeństwa w niektórych stanach. Najwięcej uwagi skupimy na środowym odczycie PMI poza przemysłem, który opublikuje ISM (Institute for Supply Management) oraz piątkowym raporcie NFP (Non-farm Payrolls) z amerykańskiego rynku pracy w lipcu. Biorąc pod uwagę pogorszenie w cotygodniowych danych o zasiłkach dla bezrobotnych sądzimy, że raport z rynku pracy może zaskoczyć in minus.
GBP
Brak wieści okazał się pozytywny dla funta w ubiegłym tygodniu. Przy prawie pustym kalendarzu ekonomicznym i braku istotniejszych ogłoszeń politycznych, funt doświadczył szerokiego umocnienia, będąc najlepiej radzącą sobie walutą G10. Nawet piątkowe wieści o tym, że otwarcie części brytyjskiej gospodarki opóźni się, nie wystarczyły, żeby osłabić funta. W parze z dolarem amerykańskim brytyjska waluta wróciła do poziomu sprzed marcowej paniki na rynku.
Ciekawe, czy trend ten zdoła utrzymać się w tym tygodniu, biorąc pod uwagę, że obfituje on w znacznie więcej istotnych informacji z Wielkiej Brytanii. W środę poznamy rewizję zbiorczego indeksu PMI, zaś w czwartek będziemy czekać na wieści ze strony Banku Anglii, który ogłosi decyzję ws. stóp procentowych. Oczekujemy, że parametry polityki pieniężnej pozostaną niezmienione. W kontekście posiedzenia uwaga rynku prawdopodobnie skupi się na komentarzach dotyczących oczekiwanego tempa ożywienia gospodarki Zjednoczonego Królestwa.
CHF
Frank szwajcarski w ubiegłym tygodniu był jedną z najlepiej radzących sobie walut G10, jednak zakończył go osłabieniem w parze z euro.
Ostatnie dane ze Szwajcarii były mieszane. Kluczowy indeks KOF, opisujący sentyment ekonomiczny, w lipcu wyraźnie wzrósł w relacji do czerwca, znacznie przekraczając oczekiwania ekonomistów. Nadal jednak znajduje się on poniżej poziomów sprzed pandemii, sugerując, że poprawa aktywności gospodarczej zajmie trochę czasu. Patrząc na pozostałe dane z gospodarki, takie jak sprzedaż detaliczna i dane PMI, gospodarka Szwajcarii zdaje się jednak zmierzać w tym kierunku.
W dalszej części tygodnia nie poznamy specjalnie istotnych danych z gospodarki kraju, stąd sądzimy, że frank w znacznej mierze powinien reagować na informacje z zewnątrz.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
Branża handlowa wróci do formy dopiero za 2 lata. Cała nadzieja w e-commerce
Szacuje się, że całkowita sprzedaż detaliczna na świecie osiągnie w 2020 r. wartość nieco ponad 23 bln dolarów. Oznacza to spadek o niemal 6% w porównaniu do 2019 r. To też prawie 12% poniżej szacunków sprzed pandemii koronawirusa. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu eMarketera. Lockdown i restrykcje sanitarne zebrały swoje żniwo – detalistów czekają kłopoty większe niż te z czasów kryzysu finansowego w latach 2007-2009.
Według World Trade Monitor już rok 2019 był niełatwym sprawdzianem dla globalnego rynku detalicznego. Słabszy globalny wzrost gospodarczy i recesja w przemyśle sprawiły, że ubiegłym roku wolumen sprzedaży w handlu spadł o 0,4%. To niewiele, ale to i tak pierwszy taki spadek od momentu wybuchu wielkiego kryzysu finansowego w latach 2007-2009. Według analityków eMarketera, wpływ pandemii COVID-19 na detalistów będzie jeszcze większy.
Trudne lata dla detalistów
Rynek to bowiem naczynia połączone. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) szacuje, że światowy wzrost PKB skurczy się w tym roku o 3%. To bardzo dużo w porównaniu na przykład ze spadkiem o 0,1% w 2009 roku. W przypadku samego handlu detalicznego spadki również będą rekordowo wysokie, a powrót do normalności dłuższy i trudniejszy.
– Po kryzysie finansowym 2007-2009 większość dotkniętych nim rynków potrzebowała około roku, aby sprzedaż detaliczna powróciła do poziomu sprzed recesji. Zdaniem eMarketera, obecnie detaliści będą potrzebowali co najmniej 2 lat, by powrócić do sytuacji sprzed pandemii – komentuje Marcin Pleszko, Chief Product Officer z Sagra Technology, firmy dostarczającej rozwiązania wspierające sprzedaż w branży handlowej. – Ten powrót do rynkowej formy będzie wolniejszy, ponieważ bezpośrednie skutki pandemii to nie tylko zmiana stylu bycia konsumentów i zamykanie części sklepów, ale także zakłócenie łańcucha dostaw czy wolniejszy eksport. Handel i tak jest w dość szczęśliwej sytuacji, bo jest jedną z tych branż, które w ostatnich latach najwięcej inwestowały w technologie. To one pomogły przetrwać wielu firmom w czasie lockdownu, dostarczając precyzyjnych analiz sprzedażowych – dodaje.
Ten sam raport eMarketera, choć pozostawia detalistów z niemałym problemem do przeanalizowania, nie jest całkowicie pozbawiony informacji optymistycznych. Zdaniem analityków niektóre kraje Europy Północnej mogą powrócić do normalnego wzrostu pod koniec 2021 r.
Pomoc przychodzi z Sieci
Raport eMarketera wskazuje również kierunek, w jakim podążać musi szeroko rozumiana branża handlowa, jeśli chce przetrwać rynkową zawieruchę. Pokazuje on bowiem, że handel elektroniczny odnotuje bezprecedensowy wzrost o 18% i ma osiągnąć wartość ponad 709 mld dolarów w 2020 roku. Według Adobe Analytics w samym tylko czerwcu rynek e-commerce wzrósł o 76%.
– Pandemia i kwarantanna przyspieszyły rozwój handlu elektronicznego, ponieważ nie kupujemy online już tylko elektroniki czy odzieży. Według eMarketer udział artykułów spożywczych i zdrowotnych w branży e-commerce wzrośnie o prawie 41% w 2020 r. – mówi Jarosław Łuczkiewicz z Atmana, lidera polskiego rynku data center. – To wyraźnie pokazuje firmom handlowym, że muszą szybko migrować do świata online, pamiętając jednocześnie o tym, że stawia on znacznie większe wyzwania jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zapewnienie ciągłości działania biznesu. Z naszych danych wynika, że ponad połowa firm nie ma planów antykryzysowych na wypadek awarii Internetu, sieci energetycznej czy np. ataku hackerów – dodaje.
10 lat w 2 miesiące
E-commerce to jednak szansa na coś więcej niż tylko przeczekanie złej koniunktury. Wiele firm wręcz korzysta z tej zmienionej sytuacji rynkowej.
– Detaliści od dawna stąpali po cienkim lodzie, a pandemia tylko przyspieszyła proces nieuniknionego załamania. Wielu naszych klientów odnotowuje jednak rekordowe wskaźniki sprzedaży dzięki nowym inwestycjom w świat online – przekonuje Ryan Breslow, założyciel i prezes firmy Bolt. – Inwestorzy rozumieją, że handel zmienia się w bezprecedensowym tempie. Potrzeba było dziesięciu lat, aby rynek e-commerce urósł o 11%, i osiem tygodni podczas pandemii, aby uzyskać kolejne 11% wzrostu – dodaje.
Detalisto, zaprzyjaźnij się z technologiami
Obecna sytuacja pokazuje jednak, że nie wystarczy po prostu przenieść handlu do sieci, aby znaleźć klienta. Według raportu firmy technologicznej Red Points klienci wybierając sklep e-commerce, cenią sobie jakość oferowanych produktów (62,1%), a także szybkość dostawy (56,6%) i wiarygodność (51,8%).
– Zaufanie klientów buduje się w dużej mierze poprzez dbanie o niezakłócony proces sprzedaży, a ten wynika wprost z jakości infrastruktury technologicznej, z której korzysta firma detaliczna czy e-commerce. Nikt z nas przecież nie lubi, gdy w trakcie zakupów online nie wczytują się zakładki z produktami, a płatność nie przechodzi tak, jak powinna. Systemy sprzedawcy muszą być w stanie obsłużyć również nieoczekiwanie zwiększony ruch już nie tylko w Black Friday, ale przez kilka miesięcy, a to pole do popisu dla rozwiązań chmurowych czy generalnie outsourcingu IT – mówi Jarosław Łuczkiewicz, CMO Atman.
Przykład płynie od Polaków
Dobrym przykładem perspektywicznego myślenia w branży handlowej może być projekt zrealizowany przez firmę Komputronik, jedną z największych i najdłużej działających w Polsce sieci sklepów ze sprzętem elektronicznym oraz produktami RTV i AGD.
– Aby sprostać dynamicznym wymaganiom rynku i na bieżąco reagować na zmienne potrzeby klientów omnichannel, wdrożyliśmy wiele nowych rozwiązań. Są to m.in. profesjonalne doradztwo techniczne i wsparcie serwisowe. Wprowadziliśmy również obsługę cyfrowych form płatności – Google Pay, Apple Pay oraz Visa Checkout. Cały czas silnie inwestujemy w najbardziej perspektywiczny kanał, czyli sprzedaż e-commerce – mówi Wojciech Buczkowski, prezes zarządu Komputronik S.A. Okazało się, że infrastruktura IT obsługująca do tej pory firmowe systemy nie była w stanie rosnąć wraz z tymi zmianami. Szukając nowego rozwiązania IT dla naszej firmy, potrzebowaliśmy więc infrastruktury, która pozwoli nam zapomnieć o możliwych przestojach systemu, a przy tym zapewni bardziej płynną obsługę pracowników i klientów – dodaje.
Komputronik po serii analiz postawił na infrastrukturę hiperkonwergentną od VMware i Dell. Stworzony ekosystem zwiększył elastyczność i skalowalność systemu, a przez to wydajność całej infrastruktury IT. Po wybuchu pandemii COVID-19 sklep internetowy Komputronik.pl poradził sobie z 47-procentowym wzrostem ruchu w kanale e-commerce.
Do miliona kary za sprzedaż Bonu Turystycznego
Na portalach ogłoszeniowych można zaobserwować próby sprzedaży Bonu Turystycznego. Bez względu na towarzyszące temu okoliczności, takie działania są niezgodne z prawem. Ustawodawca na etapie prac legislacyjnych rozpoznał taki proceder i przewidział za niego karę grzywny (nawet do jednego miliona złotych), karę ograniczenia wolności albo, w przypadku najzuchwalszych czynów, karę pozbawienia wolności do lat 3. Należy być wyjątkowo czujnym na takie procedery i uważać na oszustów, którzy będą próbowali wyłudzić w ten sposób pieniądze – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.
Nie jest to jedyny przypadek związany z funkcjonowaniem bonu, w którym przewidziano karę grzywny, ograniczenia bądź pozbawienia wolności. Ustawa wprost wskazuje, że zabronione są również działania podmiotów, które w działaniach promocyjnych używają hasła „Polski Bon Turystyczny”, nie będąc do niego uprawnionym.
Przykładowo, przedsiębiorca nieturystyczny (np. salon urody), nie może ogłaszać możliwości zapłaty za usługi w salonie środkami znajdującymi się na bonie ani w żaden inny sposób odnosić się do jego funkcjonowania. Przypomnijmy, że bonem można płacić np. za hotel czy imprezy turystyczne, czyli aktywności bezpośrednio związane z wyjazdami wakacyjnymi – dodaje Ziębicki.
Bon Turystyczny jest przyznawany beneficjantom w formie imiennych voucherów dostępnych przez konto PUE ZUS. Podczas aktywacji bonu za pomocą SMS-a wysyłany jest specjalny kod, który należy podać podczas płatności za nocleg lub wycieczkę. Korzystanie z nielegalnych źródeł jest niedozwolone.
Podatkowe pułapki związane z pracą zdalną wykonywaną zagranicą
W związku z pandemią COVID-19 wielu pracodawców pozwala pracownikom wykonywać ich obowiązki w ramach pracy zdalnej poza stałym miejscem pracy. Przepisy zawarte w tzw. tarczach antykryzysowych również dają możliwość skorzystania z tej formy zatrudnienia. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż praca zdalna pozwala na zachowanie przez pracowników dystansu społecznego. Niemniej jednak, należy zwrócić uwagę, że umożliwienie pracownikowi pracy zdalnej również poza granicami kraju, w którym osoba ta zwykle wykonuje swoją pracę, może wiązać się zarówno dla pracownika, jak i dla pracodawcy z dodatkowymi konsekwencjami w zakresie podatków, ubezpieczeń czy też spraw związanych z szeroko rozumianymi kwestami imigracyjnymi.
W ramach pakietu przepisów, który został uchwalony w związku z rozszerzaniem się pandemii COVID-19 w Polsce, wprowadzono przepis umożliwiający pracodawcom polecenie swoim pracownikom czasowego wykonywania pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania. Przepis ten nie daje jednak zbyt wielu wytycznych pracodawcom co do sposobu organizacji pracy zdalnej, a w szczególności nie wskazuje, czy pracodawcy powinni kontrolować lub ustalać dokładnie z pracownikami gdzie (na jakim terytorium) będą oni wykonywać swoje obowiązki.
Wskazać również należy, iż powyższa regulacja miała utracić swoją moc wiążącą z dniem 4 września 2020 roku, niemniej jednak w procedowanej obecnie ustawie o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw, pojawił się nowy zapis umożliwiający pracodawcom przedłużenie okresu pracy zdalnej nawet do 3 miesięcy po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii.
Praca zdalna z zagranicy
W związku z powyższym oraz mając na uwadze, że dla wielu osób bez różnicy pozostaje fakt czy wykonują swoje obowiązki zdalnie ze swojego stałego miejsca zamieszkania położonego niedaleko miejsca pracy czy z miejsca położonego kilkaset kilometrów dalej, to większość z nich zdecydowała się na wyjazd w rodzinne strony lub inne miejsca, które dają im możliwość zachowania dystansu społecznego i większego komfortu pracy. Wśród tej grupy pracowników znajdują się również cudzoziemcy lub Polacy mający rodziny za granicą, którzy postanowili wyjechać i stamtąd wykonywać swoje obowiązki. Tego rodzaju wyjazd, o ile ma charakter stricte tymczasowy i nie wpływa w sposób szczególny na związki pracownika z Polską (np. stałe miejsce zamieszkania), nie powinien nieść za sobą negatywnych konsekwencji w zakresie podatków, ubezpieczeń czy obowiązków imigracyjnych.
Należy jednak podkreślić, że im pobyt jest dłuższy, a związki osobisto-ekonomiczne z Polską maleją (np. poprzez rezygnację z umowy najmu w Polsce), tym w większym stopniu wzrasta ryzyko, że pobyt pracownika za granicą może wiązać się z powstaniem dodatkowych obowiązków w kraju, gdzie praca jest obecnie wykonywana. W szczególności należy mieć na uwadze kwestie związane: z rezydencją podatkową pracowników tj. potencjalny obowiązek deklarowania wszystkich swoich światowych dochodów w kraju, gdzie obecnie przebywają, powstaniem obowiązku rejestracji w lokalnym systemie podatkowym oraz ubezpieczeniowym, w tym konieczności odprowadzania podatków opłacania składek społecznych, w kraju w którym pracownik wykonuje pracę oraz obowiązkiem związanym z rejestracją pobytu oraz pracy w odpowiednich organach danego kraju.
Każdy przypadek pracy zdalnej z zagranicy powinien być analizowany oddzielnie, gdyż o obowiązkach podatkowo-ubezpieczeniowych powstających w miejscu, gdzie osoba wykonuje swoje obowiązki pracownicze, decydują zarówno przepisy lokalne, jak i przepisy umów międzynarodowych. Co istotne, lokalne przepisy nakładające obowiązki czy to rejestracyjne czy wprowadzające obowiązek rozliczenia w danym kraju mogą nie tylko dotyczyć pracownika, ale również pracodawcy, który wypłaca takiemu pracownikowi pensje. Taki obowiązek niejednokrotnie może wiązać się z koniecznością poniesienia dodatkowych obciążeń i kosztów – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.
Warto również podkreślić, że wykonywanie obowiązków służbowych przez pracownika może nie tylko wpływać na sytuację jego osobistych rozliczeń podatkowo-ubezpieczeniowych, ale również w niektórych przypadkach na rozliczenia samej spółki. W sytuacji, w której można uznać, iż działalność spółki prowadzona jest zagranicą, może istnieć ryzyko powstania zakładu podatkowego w drugim kraju i w związku z tym obowiązek rozliczenia części dochodów spółki w tym kraju.
Praca zdalna z Polski na podstawie zagranicznej umowy
Przepisy wprowadzone w związku z pandemią COVID-19 nie odnosiły się w żaden sposób do sytuacji osób, które ze względu na swoją osobistą sytuacje wróciły do Polski i pracują tutaj zdalnie na rzecz swojego zagranicznego pracodawcy. W związku z czym, ich obowiązki podatkowo-ubezpieczeniowe powinny być analizowane na ogólnych zasadach stosujących się do osób pracujących w Polsce na podstawie zagranicznych umów o pracę.
Osoby pracujące w Polsce na podstawie zagranicznych umów nie powinny zapominać, że może na nich spoczywać obowiązek rozliczenia się ze swoich dochodów w Polsce. W zależności od sytuacji może być to spowodowane zmianą rezydencji podatkowej na polską w związku z przeniesieniem do Polski ich centrum interesów osobistych i gospodarczych lub długością pobytu w Polsce powyżej 183 dni. Taka osoba musi pamiętać, że wymóg rozliczenia podatków w Polsce od dochodów z zagranicznej umowy spoczywa na niej i może się wiązać z obowiązkiem opłacania miesięcznych zaliczek oraz sporządzeniem rozliczenia rocznego – mówi Paweł Majewski, menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.
Inwestycje w polskie hotele turystyczne
Choć rynek hotelowy w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, można mówić o wciąż niewykorzystanym potencjale inwestycyjnym tego sektora. Przeciętnie, w ciągu roku w całym kraju zamyka się o połowę mniej transakcji hotelowych niż w samym tylko w Berlinie.
Stosunkowa niewielka liczba hotelowych transakcji nie świadczy jednak o braku atrakcyjności tego sektora w Polsce. Powodem jest natomiast fakt, że dopiero od jakiegoś czasu na polskim rynku hotelowym przybywa produktu o instytucjonalnym profilu, czyli o skali, klasie i strukturze operacyjnej, która jest atrakcyjna dla dużych, międzynarodowych graczy.
Inwestorów motywuje jednak, że Polska jest najmocniejszym, jeśli mowa o nieruchomościach komercyjnych, rynkiem inwestycyjnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wielu z nich zainwestowało już z dużym sukcesem w inne segmenty tego sektora i posiada doświadczenie niezbędne do przeprowadzenia dużych transakcji w Polsce.
Pandemia wstrzymała wiele decyzji co do lokowania kapitału, ale długofalowa perspektywa dla sektora hotelowego nie jest zachwiana. Sektor turystyczny jest odporny na wstrząsy. Jak pokazała historia z innych regionów świata, ataki terrorystyczne, klęski żywiołowe i inne tego typu wydarzenia silnie wstrzymują popyt turystyczny i biznesowy, jednak gdy sytuacja się uspokaja – ruch powraca. Bez wątpienia, globalna pandemia uświadomiła nowe zagrożenia dla sektora hotelowego i zupełnie nową ich skalę. Nie oznacza to jednak, że hotele stały się mniej atrakcyjne, a jedynie to, że te nowe ryzyka będą uwzględniane w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, zarówno na poziomie zabezpieczeń operacyjnych jak i biznesowych, w tym na poziomie kontraktów zawieranych pomiędzy właścicielami i operatorami. -komentuje Agata Janda, Dyrektor ds. Doradztwa Hotelowego, JLL
Biznes vs. relaks
Na przestrzeni ostatnich lat duży kapitał instytucjonalny w Polsce szczególnie upodobał sobie hotele biznesowe w największych miastach. Powodem jest większa transparentność ich fundamentów operacyjnych – na dużych rynkach łatwiej o dane porównawcze, o bardziej różnorodne źródła popytu, mniej w nich problemów z sezonowością – to wszystko zmniejszało potencjalne ryzyka, ułatwiało analizę biznesu i czyniło ją bardziej mierzalną.
Pandemia zmieniła jednak sposób, w jaki wielu inwestorów postrzega kurorty i typowo turystyczne lokalizacje. Tygodnie izolacji sprawiły, że obudziła się w nas potrzeba wolności i różnorodności, chcemy mieć więcej kontaktu z naturą. Do mody wraca zatem lokalność i filozofia slow. Wielu inwestorów uważa, że ten trend będzie długofalowy, bo COVID przewartościował nasze style życia. To wszystko sprawia, że wartość klienta turystycznego dla inwestorów wzrasta, a dywersyfikacja portfeli o hotele turystyczne stała się bardzo pożądana. – dodaje Agata Janda
Polska jest rynkiem o bardzo silnym popycie wewnętrznym, a ten w obliczu obecnych restrykcji dodatkowo się umocnił. Zarówno w tym roku, jak i w perspektywie kilku kolejnych lat, Polacy znacznie rzadziej będą wyjeżdżać za granicę. Inwestorzy upatrują duże szanse nie tylko we wzroście siły popytu turystycznego, ale również w zwiększeniu jego różnorodności. Chociaż w miesiącach typowo wakacyjnych nadal dominuje polski turysta, to już poza sezonem coraz więcej u nas międzynarodowych gości, zwłaszcza z Niemiec i krajów skandynawskich. To sprawia, że biznes staje się mniej seznowy i bardziej bezpieczny, a to będzie napędzać kapitał. Na tej właśnie kanwie zaczęły powstawać w ostatnich latach duże hotele pod międzynarodowymi markami wzdłuż polskiego wybrzeża i w górach, a do gry powoli wchodzą Mazury.
To co dodatkowo stanowi o inwestycyjnej atrakcyjności miejscowości turystycznych w Polsce to fakt, że dominują tam niezależne hotele z potencjałem do tworzenia wartości dodanej poprzez renowację, przyjęcie międzynarodowej marki i bardziej efektywne zarządzanie kosztami. – dodaje Agata Janda
I również dlatego liczba funduszy chcących wejść na polski rynek hotelowy rośnie.
Obecnie są to przede wszystkim inwestorzy oportunistyczni, ale ta sytuacja zacznie ulegać zmianie wraz ze wzrostem liczby atrakcyjnych aktywów hotelowych, takich jak te oferowane przez najpopularniejsze miejscowości turystyczne w kraju. – podsumowuje Agata Janda
Dolar złapał oddech
Po wielu dniach wyraźnego odwrotu w piątek inwestorzy znów uwierzyli w amerykańskiego dolara. Jednego dnia odrobił niemal 1,5% wartości. Kolejne dni pokażą, jak rozwinie się sytuacja i czy była to tylko korekta, czy zmiana trendu.
Lepsze dane zza Odry
W piątek rano poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Niemczech za czerwiec. W ujęciu miesięcznym jak to często ostatnio bywa mieliśmy spadek, ale rok do roku sprzedaż detaliczna rośnie o imponujące 5,9%. Jest to o tyle ważniejsze, że oczekiwania analityków wskazywały zaledwie 3% wzrostu. Rynki walutowe nie reagowały zbyt intensywnie na te dane czekając na publikowane kilka godzin później informacje na temat PKB strefy euro.
Co z EURUSD?
Piątkowe przedpołudnie przyniosło nam oprócz danych z Niemiec, również informacje o wzroście PKB w strefie euro. Okazały się one słabsze od oczekiwań, a konkretnie spadek jest większy niż sądzili inwestorzy. Po południu przyszły dodatkowe odrobinę lepsze od oczekiwań dane na temat wydatków Amerykanów. Kumulacja tych dwóch odczytów przyczyniła się do pogłębienia korekty na głównej parze walutowej świata. Dolar ostatnimi dniami wyraźnie tracił pokazując serię słabszych danych. Wielu inwestorów czekało tylko na sygnał do korekty i się doczekało. Dolar zyskał od szczytów z piątkowego poranka niemal 1,5% na wartości względem euro.
Wzrost cen spowalnia
W tle wydarzeń na głównych walutach, w Polsce opublikowano dane na temat wzrostu cen. Inflacja wynosi 3,1% i jest zgodna z celem inflacyjnym. Co najważniejsze oddaliła się od jego górnej granicy o 0,2% zwiększając bufor bezpieczeństwa. Odpływ kapitału za ocean nie przełożył się na słabość złotego jak to często ma w takiej sytuacji miejsce. Stracił on jednak sporo na wartości względem dolara. Złotówka, która trzymała wartość względem euro siłą rzeczy musiała zachować się podobnie jak euro wobec amerykańskiej waluty.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
10:00 – strefa euro – indeks PMI dla przemysłu.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Spółka GenXone w najbliższych dniach planuje debiut na rynku NewConnect
GenXone to innowacyjna spółka działająca w branży biotechnologicznej specjalizująca się w sekwencjonowaniu kwasów nukleinowych w oparciu o technologię sekwencjonowania nanoporowego, jednej z gałęzi Next-Generation Sequencing (NGS).
– Spółka jest pierwszą firmą w Polsce i jedną z kilkudziesięciu laboratoriów na świecie, która posiada akredytację Oxford Nanopore Technologies (ONT), będącej twórcą technologii sekwencjonowania nanoporowego, oraz licencję umożliwiającą jej komercyjne wykorzystanie.– tłumaczy dr Michała Kaszuby, prezes spółki.
GenXone w kwietniu przeprowadziło emisję akcji, dzięki której spółka pozyskała 4,1 mln PLN. Środki zostaną przeznaczone na komercjalizację projektu Nanobiome oraz przygotowanie zaplecza technicznego i operacyjne pod budowę baz genomowych i metagenomowych. – Dzięki stabilnej sytuacji finansowej udało nam się wyposażyć w pełni nasz Mobilny Pawilon Laboratoryjny i wzmocnić zespół laboratorium diagnostycznego. – tłumaczy dr Kaszuba.
W marcu firma rozpoczęła realizację badań laboratoryjnych w kierunku rozpoznania SARS-CoV-2 we współpracy ze Spółką Diagnostyka. – Nasze Laboratorium Diagnostyki Molekularnej, które specjalizuje się w identyfikacji patogenów metodą Real Time PCR, zostało wpisane na listę MInisterstwa Zdrowia, dlatego obecnie przeprowadza testy wykrywające obecność koronawirusa SARS-CoV-2 (wywołującego jednostkę chorobową o nazwie COVID-19). Wykonaliśmy już ponad 20 tysięcy takich testów.- dodaje prezes GenXone
Jak podaje Prezes Kaszuba, spółka ma dokładnie sprecyzowaną strategię działania na nadchodzące dni – Pierwszy cel na najbliższe tygodnie to rozbudowa kanałów dystrybucji. W najbliższych dniach uruchomimy sklep internetowy oferujący badania diagnostyczne. – mówi dr Michał Kaszuba – Negocjujemy również warunki współpracy z partnerami biznesowymi. Chcielibyśmy wzmocnić swoją pozycję na rynku badań diagnostycznych. – dodaje prezes GenXone.
Natomiast zespół badawczy firmy zamierza realizować projekt, który może pomóc w walce z pandemią – W ramach projektu chcemy poznać genom koronawirusa SARS-CoV-2 wykorzystując do tego sekwencjonowanie nanoporowe.- mówi dr Kaszuba.
– Zadaniem dla całego zespołu genXone jest wdrożenie i komercjalizacja projektu Nanobiome, w ramach którego poznajemy tajniki ludzkiego mikrobiomu jelitowego. Jest to projekt, który daje nam ogromne możliwości dalszego rozwoju. – dodaje.
Contact Center Genesys Cloud został zintegrowany z MS Teams
System Call i Contact Center Genesys Cloud został zintegrowany z Microsoft Teams, dzięki czemu pracownicy działów obsługi mogą teraz w jednym wspólnym środowisku kontaktować się ze wszystkimi swoimi współpracownikami korzystającymi z Teamsów i w ten sposób szybciej rozwiązywać problemy klientów.
Integracja to efekt partnerstwa Genesys i Microsoft, w ramach którego Genesys Cloud jest stopniowo dostosowywany do płynnej współpracy ze wszystkimi narzędziami Microsoft działającymi w chmurze Azure.
W przypadku konieczności skontaktowania się z ekspertem merytorycznym, konsultant Contact Center może obecnie z panelu Genesys Cloud przeszukać zintegrowany katalog użytkowników MS Teams, a także podejrzeć status ich obecności. Następnie jednym kliknięciem może zainicjować połączenie z potrzebną mu osobą. Przykładowo – jeśli klient zada pytanie o pożyczkę na nowy dom wakacyjny podczas rozmowy telefonicznej, konsultant może szybko znaleźć dostępnego specjalistę od kredytów hipotecznych, aby pomóc rozwiązać problem klienta. Ułatwia to pracę zespołową, dzielenie się wiedzą i skutkuje lepszą obsługą.
„Cieszymy się, że możemy dodać kolejny element do naszej wieloletniej współpracy z firmą Microsoft, który stanowi ważny krok naprzód w dostarczaniu naszym klientom ‘Experience as a service’. Dzięki ponad 75 milionom aktywnych użytkowników dziennie, usługa Microsoft Teams jest głównym narzędziem ujednoliconej komunikacji dla tysięcy organizacji. Integracja tej platformy z Genesys Cloud oznacza, że pracownicy Contact Center mogą teraz łatwo korzystać z wiedzy specjalistycznej z dowolnego miejsca w organizacji i w ten sposób zapewniać usługi dostosowane do potrzeb każdego klienta” – powiedział Olivier Jouve, wiceprezes i dyrektor generalny w Genesys.
„Zdaniem coraz większej liczby organizacji za obsługę klienta odpowiedzialni są pracownicy w całej firmie, a nie tylko ci zatrudnienie w działach obsługi. Integracja Genesys Cloud i Microsoft Teams pomaga zrealizować tę wizję, zapewniając odpowiednie narzędzia do współpracy w całym przedsiębiorstwie przy jednoczesnym korzystaniu z takich funkcji, jak zaawansowany routing, nagrywanie rozmów i analiza interakcji, aby zapewnić spójną obsługę” – powiedział Mike Ammerlaan, dyrektor ds. marketingu ekosystemu Microsoft 365 w firmie Microsoft.
Już jesienią INVESTOR REE rusza z Akademiami Inwestora w różnych miastach
Akademia Inwestora „Strategia zarządzania powierzchniami do celów najmu”
12 października – Gdańsk
16 listopada – Warszawa
23 listopada – Wrocław
CEO Magazyn Polska, jako Partner Medialny wydarzenia organizowanego przez INVESTOR Real Estate Expert i GEODETIC Akademia Inwestora ma na celu pokazanie ogólnopolskich praktyk rynkowych w zakresie zarządzania nieruchomościami do celów najmu. Omówione zostaną najczęściej popełniane błędy w doborze norm pomiaru powierzchni a także w umowach najmu, w załącznikach graficznych do umów oraz w rent-roll.
Akademia skierowana jest przede wszystkim do inwestorów, property-, asset- lease-, project managerów, radców prawnych, prawników obsługujących właścicieli i zarządców nieruchomości, zarządców firm i funduszy inwestycyjnych oraz doradców nieruchomości.
Prowadzący: Adrian Hołub – trener, publicysta branżowy, wykładowca akademicki, inwestor nieruchomości i geodeta z 13-letnim doświadczeniem. Pomierzył ponad 6mln m² powierzchni w tysiącach obiektów działając na zlecenie największych firm z rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i Europie.
Uczestnicy: Wśród Szanownych Gości na naszych eventach mamy przyjemność od lat gościć inwestorów z rynku nieruchomości, deweloperów, przedstawicieli funduszy inwestycyjnych i instytucje finansujące transakcje nieruchomości, osoby na stanowiskach menadżerskich rynku nieruchomości, przedstawicieli domów maklerskich, adwokatów specjalizujących się w nieruchomościach, architektów, pośredników nieruchomości, radców prawnych i innych specjalistów z rynku nieruchomości. Audytorium wydarzeń organizowanych przez INVESTOR REE i GEODETIC stanowili niejednokrotnie przedstawiciele firm: Savills, CBRE, Colliers International, PHN S.A., Skanska TFI, PZU, PKO TFI, PAN, Panattoni Europe, Goodman Poland, JLL, Yareal Polska, BNP Paribas Real Estate Poland, Leroy Merlin, Ghelamco Poland, Bouygues Immobilier Polska, Herbewo International, Master Management Group, HB Reavis, Hala Koszyki – ZST, Pointpark Properties, Strabag AG, Erbud, Crowngate International, Upper Property, SG Inwestycje SA, DNB Investment Polska, Hines Polska, Bimmertech, Bouygues Immobilier Polska, AVH Consults, Arcadis, Prologis, Terra Casa, White Star, Instytut Lotnictwa, Dom Development, Sodexo, Grupa BUMA, First Property Poland, Marvipol Development, Nexity Polska, Mayland Real Estate, Napollo, WRI Investment, Invest Komfort, WISAG Polska, Matexi Polska, Nickel Development, Citi Bank Handlowy, Victoria Dom, Cresa, PKS, SEGRO, cmT, Satoria Group, A&A i inni.
Nie musisz wierzyć nam na słowo. Zaufaj zadowolonym Słuchaczom. Zobacz ponad 100 opinii od uczestników naszych wydarzeń.
Szczegółowy program i rejestracja na stronie: https://investorrealestateexpert.co/strategia-zarzadzania-powierzchniami-do-celow-najmu/
Na hasło „CEO15%” wpisane w formularzu rejestracyjnym przyznajemy 15% zniżki.
FM Logistic Centralna Europa rusza z kolejnym etapem obsługi logistycznej dla Grupy Polpharma
W dniu 3 sierpnia 2020, po uzyskaniu przez Grupę Polpharma zezwolenia Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF), wystartowały pierwsze operacje logistyczne w nowym rozbudowanym module platformy FM Health, największym centrum magazynowania i dystrybucji produktów farmaceutycznych w Centralnej Europie, należącej do FM Logistic CE. Tym samym operator logistyczny realizuje zawartą w ub.r. umowę z liderem polskiego rynku farmaceutycznego.
Otwarcie kolejnego modułu na platformie logistycznej FM Health w Błoniu umożliwia pełną realizację obsługi magazynowej oraz transportowej z 3 zakładów produkcyjnych Grupy Polpharma w Polsce do centralnej hurtowni, jak również dystrybucję z hurtowni farmaceutycznej Polpharma do odbiorców.
Dotychczas, liczba palet na stocku dla tego klienta wynosiła 6 tys., przyjęcia towaru w skali roku oscylowały na poziomie około 50 tys. palet i wydania kartonów około 800 tys. Po uruchomieniu hurtowni, już w tym roku, stock i obrót paletowo-kartonowy zdecydowanie wzrośnie, a docelowo pomieści 35 tys. palet, recepcja towaru zaś będzie na poziomie 170 tys., a wydania to nawet kilka milionów kartonów na rok.
– Z Grupą Polpharma współpracujemy już od kilku lat, cieszymy się bardzo, że to właśnie nam zdecydowała się ona powierzyć pełną obsługę logistyczną swojej centralnej hurtowni – mówi Marzena Świerczewska, Dyrektor Platformy FM Logistic CE w Błoniu. – Cały projekt rozbudowy i przygotowania magazynu oraz operacji realizowany był w ścisłej współpracy między zespołami projektowymi obu firm, jestem przekonana, że przełoży się to na doskonałe rezultaty operacyjne.
Jak mówi Izabela Marciniak, Dyrektor ds. Magazynowania i Dystrybucji Grupy Polpharma – Współpraca z FM Logistic to sposób na uproszczenie procesów związanych z obsługą logistyczną naszych produktów. Planujemy, że po zakończeniu II fazy projektu w roku 2022 hurtownia farmaceutyczna Polpharmy w Błoniu będzie jedynym punktem dystrybucyjnym naszych leków. Centralnym magazynem w środkowej Polsce zastąpimy kilka dotychczasowych miejsc składowania wyrobów, rozsianych na terenie całego kraju. Pozwoli to usprawnić i zwiększyć efektywność łańcucha dostaw leków do klienta.
Nowo powstały moduł magazynowy to 12 tys. mkw. i prawie 20 tys. miejsc paletowych. W ramach hurtowni farmaceutycznej, wydzielonych zostało kilka pomieszczeń w zależności od rodzaju składowanych produktów, jak również temperatury przechowywania, w tym 2 chłodnie. Magazyn spełnia wszystkie wymagane przepisami normy, zastosowano w nim najnowocześniejsze rozwiązania techniczne Do swojej dyspozycji klient otrzymał również powierzchnię biurową.
Umowa z Grupą Polpharma została zawarta na 7 lat. W rozbudowę obiektu FM Logistic CE zainwestował ponad 60 mln zł. Obecnie platforma FM Health w Błoniu posiada łączną powierzchnię prawie 92 tys. mkw. i pojemność ponad 140 tys. miejsc paletowych. Oprócz usług związanych ze składowaniem i dystrybucją produktów, zarówno na rynek krajowy jak i międzynarodowy, na platformie na dużą skalę realizowane są usługi co-packingu dla różnych klientów.
Decyzja Rady Polityki Pieniężnej pozwoli zaoszczędzić kredytobiorcom
Rada Polityki Pieniężnej w tym roku dokonała już trzech cięć poziomów stóp procentowych. Po ostatniej decyzji referencyjna stopa procentowa wynosi 0,1 proc. Przekłada się to na spadek oprocentowania kredytów hipotecznych. Aktualnie w większości banków WIBOR oscyluje wokół 0,28%. Ile mogą na tych zmianach zaoszczędzić obecni i przyszli kredytobiorcy? Wyjaśnia Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.
Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że już w czerwcu widoczna była odbudowa popytu na kredyty mieszkaniowe. Wnioskowało o nie łącznie 36,1 tys. klientów. Oznacza to wzrost o 25,9% w porównaniu do maja 2020 roku oraz o 29,9% w stosunku do kwietnia tego roku. Warto dodać, że w czerwcu 2019 roku liczba wnioskujących kształtowała się na poziomie 35,2 tys.
Pandemia z jednej strony spowodowała zaostrzenie oceny scoringowej potencjalnych kredytobiorców przez banki, z drugiej zaś reakcja Rady Polityki Pieniężnej doprowadziła do sytuacji, w której mamy rekordowo niski WIBOR, tym samym pożyczany pieniądz jest tańszy – wskazuje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.
Jednak zanim zaciągniemy zobowiązanie finansowe na wiele lat, warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami mającymi zasadniczy wpływ na koszt potencjalnego zobowiązania – jaki jest okres kredytowania, jaki typ rat wybrać, równe czy malejące i w końcu na jakie oprocentowanie się zdecydować, stałe czy zmienne. Ten ostatni czynnik może zadecydować o tym, ile tak naprawdę zaoszczędzimy biorąc obecnie kredyt hipoteczny.
Wybór stałego oprocentowanie zakłada, że bierzemy kredyt w oparciu o obecny (rekordowo niski WIBOR) i przez co najmniej pięć lat spłacamy raty równe na podstawie dzisiejszej wartości wskaźnika WIBOR. Drugi wariant – raty zmienne – oznacza, że WIBOR – w zależności od banku – będzie aktualizowany zazwyczaj co trzy albo co sześć miesięcy, więc nasze raty mogą się zmieniać, w zależności od tego, jak będą się kształtować stopy procentowe ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej. Warto podkreślić, że w przypadku oprocentowania stałego w momencie rozpoczęcia spłaty kredytu, raty miesięczne są nieznacznie wyższe niż w przypadku, gdybyśmy wybrali oprocentowanie zmienne.
Dokonując jednak wyboru należy uwzględnić perspektywę najbliższych pięciu lat. Zwykle kredytobiorcy decydują się na kredyty hipoteczne z oprocentowaniem zmiennym, licząc na obniżkę stóp i tym samym w przyszłości mniejszą ratę lub po prostu nie zdają sobie sprawy, że mają do wyboru inne rozwiązanie. Obecne stopy są na tak niskim poziomie, że kolejne zmiany de facto oznaczałyby, że państwo dopłacałoby do naszych kredytów. A zatem można przyjąć założenie, że stopy procentowe w najbliższych latach jednak wzrosną.
Jeśli zamiast wziąć kredyt hipoteczny w oparciu o oprocentowanie zmienne, wybierzemy opcję oprocentowania stałego przez najbliższe pięć lat (to jest bowiem minimalny okres, w którym bank nie zaktualizuje nam kalkulacji bazowej opartej o zmienny WIBOR) będziemy spłacać równe i stałe raty naszego kredytu. Jeżeli zaś okaże się, że dla przykładu dopiero za dwa lata, RPP pod kierownictwem nowego szefa podniesie WIBOR, różnica pomiędzy wysokością raty w oparciu o oprocentowanie zmienne a stałe przez kolejne trzy lata może wynieść nawet kilkanaście tysięcy złotych w zależności od parametrów kredytu – wyjaśnia Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy. Hipotetycznie, jeśli za dwa lata poziom stóp procentowych wzrośnie do poziomu sprzed pandemii, tj. 1,71%, to przy kredycie w wysokości 400 tys. zł na okres dwudziestu lat różnica w wysokości spłacanych rat może wynieść nawet do 15 tys. zł na korzyść kredytobiorcy. Te kilkanaście tysięcy złotych, które może zostać w naszej kieszeni to właśnie wycieczka dla dwóch osób na rajską wyspę Bali. I to tylko dlatego, że zawarliśmy zakład z Radą Polityki Pieniężnej, a życie napisało – bardzo prawdopodobny w tym przypadku – scenariusz. Oczywiście może się zdarzyć, że przez kolejnych pięć lat stopy ani drgną albo jeszcze spadną. W tym przypadku jednak można znacznie więcej wygrać niż stracić – dodaje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.
Solidarni Zwyciężymy: Czy pandemia koronawirusa na trwałe zmieni relacje między pracownikami a pracodawcami?
Pandemia koronawirusa odcisnęła ślad na niemal każdej dziedzinie naszego życia, a jej efekty mimo optymistycznych prognoz będą odczuwalne w biznesie jeszcze przez długi czas. Są jednak i pozytywne skutki kryzysu. To nie tylko większa kreatywność w działaniu i otwartość na innowacyjne rozwiązania, ale również większa solidarność pracodawców z pracownikami. 44,7% społeczeństwa oraz 48,6% pracodawców zgodnie przyznają, że solidarna współpraca tych dwóch grup odgrywa kluczową rolę w procesie wychodzenia firmy z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19.
Nowa sytuacja wymusiła na polskich firmach podjęcie szeregu działań, by poradzić sobie z pandemią. Pracodawcy walczyli o utrzymanie miejsc pracy, ale nie tylko ich wysiłki się liczyły. Pracownicy mogli mieć również ogromny wpływ na sytuację firmy i ratowanie jej przed kryzysem.
W badaniu w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”[1] zapytano Polaków o to, w jaki sposób pracownicy mogą najbardziej skutecznie pomóc firmie radzić sobie ze skutkami epidemii. Ich zdaniem głównym zadaniem pracowników jest wsparcie w zapewnieniu bezpieczeństwa w czasie pracy i zachowaniu restrykcyjnych warunków – tak wskazało aż 40% ankietowanych. Co trzeci z nas wskazuje także, że pracownicy pełnili istotną rolę przy dostosowaniu się przedsiębiorstwa do nowych zaleceń. 35,4% Polaków potwierdza, że skutecznym sposobem na wsparcie pracodawcy była więc zgoda pracownika na zmianę organizacji pracy, jak np. obniżenie wymiaru czasu pracy, zmiana miejsca czy zmiany organizacyjne. Co czwarty Polak (27,6%) wskazuje także, że ważnym zadaniem pracowników jest poszukiwanie nowych pomysłów oraz sposobów na poradzenie sobie z trudnościami. Co ciekawe to samo pytanie zadano pracodawcom. Okazuje się, że w znacznie większym stopniu doceniają oni kreatywność pracowników oraz ich gotowość na wprowadzenie zmian dostosowawczych. Wyniki nie tylko potwierdzają, że w trosce o wspólne dobro umiemy współpracować nawet w najtrudniejszych sytuacjach, lecz także, że w wyniku pandemii kompetencje takie jak: adaptacja do zmian i kreatywność wzrosły na znaczeniu wśród firm.
Poza dostrzegalnymi gołym okiem zmianami w obszarze prowadzenia biznesu i funkcjonowania firm, pandemia koronawirusa przyniosła wyzwanie w jeszcze jednym bardzo istotnym obszarze. Organizowany przez pracodawców w przyspieszonym tempie home office mocno zachwiał relacjami z i pomiędzy pracownikami. Do tego dołączyło poczucie izolacji i lęk o najbliższą przyszłość (32,8% Polaków wciąż obawia się możliwości utraty swojej pracy w efekcie wpływu pandemii na ich firmę) i o to, co czeka nas po powrocie do względnej normalności. To aspekty, które nie pozostały bez wpływu na poziom motywacji do pracy wielu z nas. Aż 33,6% pracodawców i przedstawicieli wyższej kadry zarządzającej zaobserwowało w tym czasie mniejsze zaangażowanie pracowników w wykonywaną pracę. Te dane nie powinny demotywować pracodawców, a raczej być wskazówką, o co trzeba będzie zadbać w przyszłości postpandemicznej. Niewątpliwie w związku z nowymi warunkami bieżąca komunikacja z pracownikami, tak niezbędna w przeprowadzaniu procesu zmian, może okazać się trudniejsza, ale nie można jej pominąć i nie docenić jej roli. Tym bardziej, że według badania blisko 55% Polaków chciało być informowanych o tym, jakie działania w celu poradzenia sobie ze skutkami kryzysu podejmuje firma w której pracują. Branie pod uwagę i dostrzeganie potrzeb obu stron wydaje się mieć teraz szczególne znaczenie – 44,7% społeczeństwa oraz 48,6% pracodawców zgodnie przyznają, że solidarna współpraca tych dwóch grup odgrywa kluczową rolę w procesie wychodzenia firmy z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19.
„Pandemia koronawirusa mimo tego, że nas bardzo zaskoczyła, nauczyła nas – zarówno pracodawców i pracowników – dużej elastyczności i dostosowania się do kryzysowej sytuacji i nowych wyzwań. Widzimy to praktycznie od początku uruchomienia przez nas Tarczy Finansowej. Wsparliśmy już ponad 335 tysięcy polskich firm i ponad 3 mln zatrudnionych przez nie pracowników i to ich historie radzenia sobie z wyzwaniami, jakie przyniosła trudna rzeczywistość, stały się dla nas inspiracją do rozpoczęcia kampanii „Solidarni Zwyciężymy” i ogłoszenia konkursu promującego prawdziwych bohaterów. Te historie pełne są nie tylko przykładów solidarnej współpracy, ale również źródłem motywacji dla wielu i potwierdzeniem, jak ogromny potencjał drzemie w polskich przedsiębiorcach. Niewątpliwie dzięki zdobytym w tych trudnych dla wszystkich miesiącach doświadczeniom i umiejętnościom, pracodawcy oraz pracownicy będą odporniejsi na ewentualne kryzysy w przyszłości.” – mówi Paweł Borys, Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.
Obecnie zakończyła się druga z trzech części konkursu w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”, w której wyłonionych zostało 6 kolejnych zwycięzców. Wśród nich znalazły się osoby prywatne i firmy, które wyróżniły się nie tylko solidarnością w działaniu i troską o dobro innych ludzi, ale również kreatywnością i innowacyjnością w działaniach oraz przede wszystkim błyskawiczną reakcją i gotowością do wprowadzenia zmian, co w było kluczowe w ciągu ostatnich miesięcy. Zwycięzcy poza promocją własnych działań, otrzymają możliwość przeznaczenia 10 000 zł na wsparcie wybranej przez siebie w zgłoszeniu fundacji lub organizacji. Wszystkie historie zgłoszone w konkursie, w tym te zwycięskie, opublikowane są na stronie internetowej kampanii www.solidarnizwyciezymy.pl. Zgłoszenia można wysyłać jeszcze poprzez formularz na stronie kampanii.
[1] Dane z badania przeprowadzonego przez SW Research w dn. 7-8.07.2020 na reprezentatywnej grupie Polaków powyżej 18 r.ż. na zlecenie PFR.
Sektor Private Banking musi uważać na zmiany w otoczeniu demograficznym
Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.
Klientów sektora private banking tradycyjnie określa się go jako „High-Net-Worth Individuals”, w skrócie HNWI, co można przetłumaczyć jako „jednostki o wysokim majątku”. W praktyce, aby zostać zaliczonym do tej kategorii należy posiadać płynne aktywa o wartości minimum 1 miliona dolarów. Jednak każdy, kto miał choć trochę do czynienia z prawdziwą bankowością prywatną doskonale wie, że w tej branży klientami nie są jednostki. Są nimi najczęściej rodziny. I nie jest to nic nowego. Już pierwsze banki, które powstawały od XIV wieku w północnych Włoszech, istniały po to, aby obsługiwać zamożne rodziny. Pomijając przepaść cywilizacyjną i technologiczną, jaka nas dzieli od okresu wczesnego renesansu, pierwsze banki świata działały tak jak dzisiejszy sektor private banking.
Oznacza to, że stworzenie skutecznej strategii marketingowej dla przedsiębiorstwa z sektora private banking wymaga pilnego śledzenia danych demograficznych. A niektóre trendy, jakie można zauważyć w danych demograficznych w ostatnich latach powinny dać menedżerom wiele do myślenia.
Prawdopodobnie najważniejsze obecnie zjawisko demograficzne to wydłużająca się średnia długość życia klientów. Dzięki postępowi medycyny i technologii, coraz częściej tworzą się wielopokoleniowe, aktywne biznesowo rodziny. Oferowane produkty bankowe muszą jednocześnie odpowiadać na potrzeby urodzonych po II Wojnie Światowej baby-boomersów, pokolenia X i milenialsów. Obsługa trzech lub nawet czterech pokoleń jednocześnie wymaga to nie tylko wydłużenia horyzontu czasowego dla produktów inwestycyjnych, ale także zróżnicowania oferty i sposobów obsługi. Aktualnie, na całym świecie, konserwatywne pokolenie baby boomers przekazuje swoje majątki w ręce swoich następców z pokolenia X. Największe fortuny świata trafiają w ręce osób znacznie lepiej czujących się w świecie cyfrowych technologii. Z całą pewnością nie są to klienci, którzy dzwonią do maklera i przez telefon zlecają mu zakup akcji. Wymagają oni natomiast od prywatnej bankowości dostępu do rozbudowanych narzędzi bankowości elektronicznej.
Niestety, dla banków może to być ślepa uliczka. Przecież już od dłuższego czasu, nawet klienci detaliczni dysponują doskonałymi narzędziami dającymi dostęp do rynków kapitałowych i pieniężnych. Upowszechniono produkty finansowe, jakie jeszcze całkiem niedawno były dostępne wyłącznie dla instytucji finansowych lub ich największych klientów instytucjonalnych. Nie bardzo wiadomo, jak zbudować elektroniczne produkty premium dla klientów z segmentu HNWI. Można im zaoferować niższe prowizje od transakcji, ale te, w wyniku zażartej konkurencji są już maksymalnie ścięte nawet dla klientów detalicznych.
Narzędzia bankowości elektronicznej charakteryzują się bardzo niskim kosztem zmiennym użytkowania. Dlatego, wysokie natężenie konkurencji w sektorze powoduje, że platformy usługowe opracowane na użytek najbardziej zamożnych klientów prędzej czy później skończą jako element oferty detalicznej.
Wzrost konkurencyjności w sektorze bankowym i finansowym dotyczy również segmentów private banking i wealth management. W dodatku klienci mają coraz łatwiejszy dostęp do wiedzy ekonomicznej. Mogą też bardzo łatwy sposób porównywać oferty poszczególnych dostawców. Dlatego cały sektor bankowości premium może spodziewać się znaczącego spadku stopnia lojalności klientów.
W czasach zerowych lub ujemnych stóp procentowych coraz trudniej o skuteczne i zyskowne strategie inwestycyjne. Przestają działać schematy skuteczne od kilkuset lat. Nie można obecnie pomnażać majątku dzięki konserwatywnym, bezpiecznym portfelom. Ze strony zamożnych klientów będzie rosła presja na banki, aby zapewniły klientom produkty inwestycyjne o wysokim stopniu zwrotu unikając nadmiernej ekspozycji na ryzyko.
W odpowiedzi na potrzeby coraz młodszych, zaawansowanych technologicznie klientów, portfele inwestycyjne coraz częściej są tworzone za pomocą platform cyfrowych stosujących algorytmy sztucznej inteligencji, znanych jako robo-advisors. Jest to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się usług w ramach bankowości prywatnej i całego sektora finansowego. Przez najbliższe lata jej tempo wzrostu może pozostać trzycyfrowe. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby ta usługa na dłuższy czas pozostała dostępna tylko dla klientów premium. Prawdopodobnie, tak jak w przypadku innych produktów bankowości elektronicznej, czeka ją upowszechnienie.
Natomiast największa szansa dla bankowości prywatnej polega na tym, że klienci, zdając sobie sprawę ze swojej trudniejszej sytuacji, będą bardziej skłonni do płacenia wyższych prowizji za skuteczne skuteczne doradztwo inwestycyjne. W świecie coraz bardziej świadomych klientów, sukces w branży bankowości prywatnej musi być oparty na prawdziwej, eksperckiej wiedzy. Strategie inwestycyjne muszą być przede wszystkim skuteczne. Na nieszczęście wielu instytucji finansowych, ich skuteczność można w bardzo łatwy sposób zweryfikować.
Menedżerowie sektora wealth management muszą też zwrócić uwagę na inne zjawiska zachodzące w otoczeniu demograficznym. Jest to na przykład coraz większa rola kobiet jako klientów. Jak doskonale wiedzą specjaliści od marketingu, kobiety często stanowią bardzo wymagająca, ale jednocześnie życzliwie zaangażowaną grupę klientów. Od firm finansowych wymagają tego, co wydaje się bardzo trudne – osiągania dobrych wyników przy niskim ryzyku inwestycyjnym.
Z globalnego punktu widzenia dla branży bankowości prywatnej istotnym zjawiskiem jest też wzrost znaczenia Azji Wschodniej i Południowo Wschodniej kosztem Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Bardzo uważnie należy obserwować wskaźniki demograficzne dotyczące Chin i Indii. W pierwszym przypadku rezygnacja z polityki jednego dziecka może spowolnić proces starzenia się społeczeństwa, co będzie miało korzystny wpływ na rozwój gospodarczy. Z kolei, jeśli chodzi o Indie, specjaliści wróżą temu krajowi bardzo dynamiczny rozwój przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Jeżeli uda się utrzymać wysokie tempo rozwoju gospodarczego, Indie dość szybko staną się jedną z najważniejszych gospodarek świata, co będzie miało konsekwencje również dla sektora bankowego.
Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.
Autor: Bartosz Tomczyk – Przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintechu Provema
Polska chce być ambasadorem dla kwestii cyfrowych wśród krajów Trójmorza
Gospodarka cyfrowa po pandemii, budowa sieci 5G, cyberbezpieczeństwo, Kodeks Usług Cyfrowych czy reforma systemu opartego na opłatach z tytułu praw autorskich – to część tematów, którymi w najbliższym czasie zajmie się branża cyfrowa i nowoczesnych technologii z krajów Trójmorza. Z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli tego sektora z Europy Środkowo-Wschodniej. W rozmowie wziął udział minister cyfryzacji Marek Zagórski.
– Cyfryzacja odgrywa dziś kluczową rolę. Z jednej strony dzięki technologiom przeszliśmy czas lockdownu mniej boleśnie, z drugiej obszar ten może przyśpieszyć dziś rozwój gospodarczy, dzięki czemu szybciej będziemy mogli wyjść z kryzysu gospodarczego wywołanego przez pandemię – powiedział minister cyfryzacji. Marek Zagórski w wystąpieniu skierowanym do uczestników internetowego spotkania zwrócił uwagę na wagę projektu autostrad cyfrowych, który pozwoli rozwijać biznesy oparte na danych w jeszcze większym stopniu. – Dane są dzisiaj kluczowym elementem rozwoju i ważne jest by, były one jeszcze bardziej dostępne. Chcielibyśmy zachęcić firmy z krajów Trójmorza, by udostępniały swoje dane. To pozwoli na tworzenie nowych biznesów – zauważył minister Zagórski. I podkreślił: – Jeżeli uda nam się wytworzyć sieć powiązań pomiędzy podmiotami prywatnymi z naszego regionu, przeniesie się to na rozwój całego naszego regionu.
Wzmocnienie działań Europy Środkowo-Wschodniej w sprawach cyfrowych
Spotkanie branży cyfrowej z krajów Trójmorza odbyło się w formule online. Jego inicjatorem była polska branża cyfrowa reprezentowana przez Związek Cyfrowa Polska. W projekcie uczestniczy 12 organizacji z 11 państw Europy Środkowo-Wschodniej.
– W ramach organizacji branżowych z krajów Trójmorza chcemy wzmocnić swój głos w europejskich dyskusjach i pracach nad regulacjami, które bezpośrednio wpływają na branżę cyfrową i nowoczesnych technologii. A Polska może być ambasadorem spraw cyfrowych w naszym regionie – wyjaśnia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. – Chcemy także pokazać naszym rządom najważniejsze dla nas kwestie, który zdecydują o przyszłości naszego sektora oraz rozwoju narodowych gospodarek.
Organizacje chcą m.in. wspólnie opracować swoje stanowisko w zakresie Kodeksu Usług Cyfrowych czy wyznaczyć kluczowe wyzwania stojące przed gospodarką cyfrową po pandemii. W agendzie na najbliższe miesiące znajdą się również takie tematy, jak: rozwój sztucznej inteligencji i jej rola w budowaniu gospodarki krajów Trójmorza, rozwój kompetencji cyfrowych jako kluczowy element edukacji społeczeństwa, cyberbezpieczeństwo i związana z tym budowa sieci 5G czy reforma systemu opartego na opłatach z tytułu praw autorskich.
We wrześniu spotkanie cyfrowego Trójmorza w Warszawie
Kolejne spotkanie organizacji z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z krajów Trójmorza odbędzie się w Warszawie 25 września. Podczas warszawskiego CEE Digital Summit zostanie podpisana Warszawska Deklaracja Cyfrowa opisująca najważniejsze wyzwania stojące przed gospodarką cyfrową krajów Inicjatywy Trójmorza, szczególnie w następstwie pandemii.
Dzień, w którym skończy się miejsce na dane
To niemal pewne – za 4 lata skończy nam się miejsce na dane. Ilość informacji, jakie produkujemy, rośnie szybciej niż pojemność dysków twardych. Do końca roku wygenerujemy blisko 60 zettabajtów – to trzydziestokrotnie więcej niż przed dekadą. Jednak rekord ten zostanie szybko pobity. Już za 4 lata będziemy generowali blisko trzy razy więcej informacji niż obecnie.
Pierwszy dysk twardy, na którym można było przechowywać prywatne dane, stworzony przez firmę IBM miał pojemność zaledwie 5 MB. Dzisiejsze podstawowe modele smartfonów posiadają pamięć wielkości 64 GB. To ponad 12 tysięcy razy więcej. – Zapotrzebowanie na pamięć drastycznie rośnie, lecz po przekroczeniu granicy 1 TB w komputerach stacjonarnych i laptopach, wyścig na cyferki wytracił impet – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies, CEO warszawskiej spółki IT, która specjalizuje się w przetwarzaniu danych. Czemu tak się stało? Czy nie potrzebujemy bardziej pojemnych dysków? – Niezupełnie. Pojawiły się smartfony i to one stają się teraz urządzeniami, które służą do kontaktu użytkownika z siecią i konsumpcji treści. Są teraz centralnym punktem rozrywki większości internautów, co widać choćby w wydatkach reklamowych. Jak wynika z raportu iAB Europe, Adex Benchmark 2019 Report, w 2019 roku europejskie wydatki na kampanie mobilne po raz pierwszy były większe od kwot przeznaczonych na reklamy desktopowe – przekroczyły 30 mld euro – zauważa ekspert warszawskiej spółki.
Powódź danych
Według informacji zebranych przez portal Statista.com w lipcowym raporcie “Volume of data/information created worldwide” (Wielkość danych generowanych na całym świecie), tylko w tym roku nasza aktywność w sieci spowoduje powstanie kolejnych 59 zettabajtów danych. – Na tę wartość składają się zarówno osobiste pliki przechowywane przez użytkowników detalicznych, jak np. chmura, jak i treści firmowe, w skład których wchodzą informacje z systemów i ruchu w sieci. To tzw. Big Data – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies i dodaje: – To informacja, rozumiana jako wynik interakcji użytkownika z siecią internetową. Ma olbrzymią wartość biznesową, przez co jest wielokrotnie porównywana do ropy naftowej, która zrewolucjonizowała życie, przemysł i gospodarkę. Informacja pochodząca z Big Data ma być właśnie takim “next big thing” w biznesie i jest wykorzystywana szczególnie w reklamie online i firmowych systemach analitycznych.
Zebrane na firmowych serwerach dane są wykorzystywane przez biznes, który dzięki temu może tworzyć i rozwijać produkty. Już dawno przekonał się o tym sektor reklamowy. Analizę Big Data wykorzystuje się powszechnie do realizacji kampanii online w modelu automatycznym (programmatic). Wykorzystując dane dotyczące zachowania internautów, marketerzy mogą dostosować reklamę w czasie rzeczywistym do ich zainteresowań, intencji zakupowych, wieku czy lokalizacji konsumentów. Według raportu Zenith w tym roku już 69% mediów cyfrowych jest sprzedawana właśnie w tym modelu.
Ile danych to dużo?
Czy blisko 60 zettabajtów to dużo? Najpopularniejszy obecnie dysk twardy montowany w laptopach czy konsolach do gier ma pojemność 1 terabajta, a to mniej więcej tyle ile miliard takich dysków połączonych ze sobą. Gdybyśmy zebrali taką ilość, bylibyśmy w stanie wypełnić nimi blisko 18 basenów olimpijskich.
Patrząc na statystyki z przeszłości, łatwo zauważyć, że zaledwie 10 lat temu było to trzydzieści razy mniej niż obecnie, bo około 2 zettabajty. A co przyniesie przyszłość? Jak prognozują specjaliści z Statista, już za 4 lata tegoroczny wynik zostanie zwielokrotniony, osiągając 159 zettabajtów generowanych danych.
Informacyjna powódź to konsekwencja zmiany nawyków, do czego walnie przyczynił się koronawirus. Wzrosła nie tylko konsumpcja mediów cyfrowych, co automatycznie generuje więcej danych, ale i korzystanie z e-sklepów. Jak donosi serwis eMarketer, w samych Stanach Zjednoczonych rynek e-commerce zwiększy się w tym roku o 18%.
Większe zaangażowanie w świecie cyfrowym dostrzegają marketerzy. Chętniej inwestują w reklamy online, dzięki czemu ten kanał znacznie łagodniej przejdzie przez kryzys wywołany pandemią niż tradycyjne media. Co prawda jak twierdzi firma WARC, w ujęciu globalnym wydatki spadną o ponad 16%, jednak na niektórych rynkach, np. w Wielkiej Brytanii, prognozuje się nawet niewielki wzrost wydatków na kampanie online.
Duży wpływ na generowanie dużej ilości danych ma również postępujące w ostatnich latach przebiegunowanie modelu własności z “mieć” na “pożyczać”. Netflix czy Spotify – platformy streamingu online skradły serca internautów. A nie jest tajemnicą, że w oparciu o dane o zachowaniu internautów na serwisach streamingowych, firmy tworzą lepiej spersonalizowane produkty. Filmy czy muzyka stworzone pod dyktando algorytmów? Jak twierdzi serwis Medium.com, to już się dzieje – produkcje z serii “Originals”, takie jak np. popularny House of Cards Netflix Originals tworzone są na podstawie analizy zachowanie widzów i dane empiryczne.
Za chwilę skończy się miejsce
Ludzie stali się informacyjnymi chomikami. Mało co jest usuwane, a niemal wszystko magazynowane, tylko inaczej. Zamiast po prostu przenosić nasze pliki na kolejne dyskietki, przesyłamy je do chmury. A gdzie dokładnie? Hyunjun Park z Catalogue uważa, że dla większości użytkowników nie ma to znaczenia, tak długo jak mają do nich dostęp.
W rezultacie pomysł, że pewnego dnia może nam zabraknąć miejsca na dane, jest tak trudny do zrozumienia, jak sugestia, że może nam zabraknąć wody. – Kiedy myślimy o pamięci masowej w chmurze, myślimy o tych nieskończonych magazynach danych – powiedział Hyunjun Park, CEO z Catalogue, firmy zajmującej się przechowywaniem danych. – Ale chmura to tak naprawdę komputer kogoś innego. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że generujemy tak dużo danych, że tempo, w jakim je generujemy, znacznie przewyższa nasze możliwości ich przechowywania. W bardzo niedalekiej przyszłości będziemy mieli ogromną lukę między danymi, które generujemy, a tym, jak możemy je przechowywać – zauważa ekspert.
Takim obrotem spraw nie martwią się firmy, które posiadają kompetencje analityczne, w ich przypadku apetyt na dane jest olbrzymi, a im ich więcej – tym lepiej. Czerpią pełnymi garściami z rewolucji świata Big Data, wyprzedzając swoich konkurentów i… oczekiwania klientów. Przetwarzając dane, skupiają się tylko na najświeższych informacjach, które odzwierciedlają realne preferencje klientów. Stare dane są nadpisywane przez nowe. To o wiele efektywniejsze rozwiązanie, które nie obciąża tak wirtualnych magazynów danych.
W przypadku reklamy online świeżość danych wpływa na skuteczność kampanii. Jeżeli dostawca utrzymuje stare dane, sprzed kilku miesięcy, bardzo prawdopodobne jest, że intencje zakupowe użytkowników dawno się zmieniły. Osoba, która poszukiwała butów do biegania w marcu, zapewne nie potrzebuje ich już po sezonie, a więc wykorzystanie nieaktualizowanych danych w reklamie online prowadzi do wyświetlania nietrafionych reklam i marnowania budżetów. Usuwanie i nadpisywanie danych nie tylko redukuje liczbę informacji, ale podnosi jakość usług w cyfrowym marketingu.
Kiedy więc zabraknie przestrzeni na serwerach, które przechowują dane? Jak podaje portal Statista, w 2024 wygenerujemy 159 zettabajtów, Park uważa, że do tego czasu będziemy w stanie przechowywać nie więcej jak około 12,5 procent z tego. Prowadzone są jednak badania nad technologiami, które pozwolą na realizowanie nowych sposobów kodyfikacji zapisu danych, np. wykorzystując ludzkie DNA, choć obecnie tworzenie syntetycznego DNA jest procesem powolnym i kosztownym, a więc nie jest jeszcze opłacalne komercyjnie.
Era łowców danych
W jaki sposób dynamicznie zwiększający się wolumen danych wpływa na pogłębienie wiedzy o użytkownikach internetu? Im więcej cyfrowych śladów generują internauci, tym bardziej precyzyjne profile można tworzyć dzięki wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji.
Maszyny zbierają pojedyncze informacje, jak odwiedzone strony, czas spędzony w serwisie czy język, i grupują konsumentów np. w segment osób zainteresowanych częściami samochodowymi czy użytkowników, którzy planują zakup nowego sprzętu audio do salonu. Następnie takiej grupie konsumentów wyświetlana jest spersonalizowana reklama – może odnosić się nie tylko do poszukiwanego produktu, ale również do zainteresowań kupujących.
Im zatem większy zbiór generowanych danych, tym większa wiedza o zachowaniu użytkowników online, a w ich przetwarzaniu i wyciąganiu wniosków pomaga sztuczna inteligencja. Człowieka ograniczają naturalne przeszkody – jak percepcja, koncentracja, siły witalne. W powtarzalnych czynnościach analitycznych systemy sprawdzają się doskonale.
Globalne przychody z chmury publicznej wzrosną w 2020 roku o 6,3 proc. Segment IaaS rośnie najszybciej
Gartner prognozuje, że rok 2020 przyniesie spory, ponad 6-procentowy wzrost globalnych przychodów w segmencie chmury publicznej. Wyniosą one aż 257,9 mld dolarów, w porównaniu z 242,7 mld dolarów w roku poprzednim.
Oprogramowanie jako usługa (SaaS – Software as a Service) pozostaje największym segmentem rynku. Dla tego segmentu analitycy przewidują do końca roku wzrost do 104,7 mld dolarów.
Drugim co do wielkości segmentem rynku, którego dynamika wzrostu jest jeszcze większa niż SaaS, są usługi infrastruktury jako usługi (IaaS – Infrastructure as a Service). Autorzy raportu przewidują, że do końca 2020 r. wzrośnie on o 13 proc., do 50,4 mld dolarów, a do końca 2022 aż do 81 mld dolarów.
Wybuch pandemii COVID-19 spowodował wiele problemów, jednak chmura obliczeniowa ostatecznie spełniła swoją rolę. Usługi cloudowe zaspokoiły zwiększony popyt ze strony rynku, a klienci mogli korzystać z elastycznych modeli, jak pay-as-you-go – mówi Sid Nag, wiceprezes ds. badań w Gartnerze.
Zwiększenie zainteresowania usługami chmurowymi z zakresu IaaS potwierdza Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro, dostawcy innowacyjnych usług przetwarzania w chmurze: – Globalna cyfryzacja oraz rozwój koncepcji Przemysłu 4.0 i takich technologii jak Big Data, internet rzeczy, czy sztuczna inteligencja spowodowały gwałtowny przyrost produkowanych, przechowywanych i analizowanych danych. W najbliższych latach z pewnością będziemy mieli do czynienia z generowaniem jeszcze większej ilości informacji, a także rosnącym zapotrzebowaniem na efektywną i skalowalną infrastrukturę do przechowywania i przetwarzania tych danych, oferowaną w modelu usługi chmury obliczeniowej.
Nie bez znaczenia dla rozwoju rynku usług chmury obliczeniowej była także pandemia COVID-19: – Tegoroczny globalny lockdown sprawił, że zarówno organizacje biznesowe, jak i administracja czy ośrodki naukowe potrzebują dziś środowiska do pracy zdalnej bardziej, niż kiedykolwiek przedtem – podkreśla Andrzej Stella-Sawicki.
Skutki globalnego spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią powodują, że organizacje starają się szybko przechodzić od dotychczasowych modeli funkcjonowania ich infrastruktury IT do modeli chmurowych. Stąd rosnący popyt na usługi chmury obliczeniowej, co ma odzwierciedlenie w opracowaniu Gartnera.
Co po pandemii?
Według autorów raportu, wydatki na chmurę w wielu regionach będą szybko rosły wraz z ponownym otwarciem gospodarek i wznowieniem „normalnej” działalności gospodarczej.
Wdrożenie chmury obliczeniowej pozwala na znaczne ograniczenie kosztów inwestycji w kontrze do zwiększenia pojemności lokalnego centrum danych czy zakupu tradycyjnego, licencjonowanego oprogramowania – mówi Sid Nag z Gartnera. Organizacje, które rozszerzają funkcjonalność pracy zdalnej, stawiają przede wszystkim na oprogramowanie do pracy zdalnej, zarządzanie urządzeniami mobilnymi, rozwiązania dla edukacji zdalnej, zabezpieczenia, a także infrastrukturę umożliwiającą skalowanie w celu zwiększenia wydajności – wymienia Sid Nag.
Tabela: Globalna prognoza przychodów z usług chmury obliczeniowej (dane w mld dolarów)
| Segment usług chmurowych | 2019 | 2020 | 2021 | 2022 |
| BPaaS (proces biznesowy jako usługa) | 45,212 | 43,438 | 46,287 | 49,509 |
| PaaS (infrastruktura aplikacji w chmurze) | 37,512 | 43,498 | 57,337 | 72,022 |
| SaaS (aplikacje w chmurze) | 102,064 | 104,672 | 120,990 | 140,629 |
| Zarządzanie chmurą i usługi bezpieczeństwa | 12,836 | 14,663 | 16,089 | 18,387 |
| Infrastruktura jako usługa (IaaS) | 44,457 | 50,393 | 64,294 | 80,980 |
| Desktop jako usługa (DaaS) | 616 | 1,203 | 1,951 | 2,535 |
| Cały rynek | 242,697 | 257,867 | 306,948 | 364,062 |
Źródło: Gartner, lipiec 2020
Nowy dyrektor fabryki Nestlé w Rzeszowie
Od 1 sierpnia Magdalena Góreczna objęła stanowisko dyrektora zakładu produkcyjnego Nestlé Nutrition w Rzeszowie. Zastąpiła Pawła Miłkowskiego, który odszedł na emeryturę.
Magdalena Góreczna pełniła dotychczas funkcję Kierownika ds. Finansów, Inżynierii Przemysłowej i Ciągłego Doskonalenia. Z firmą Nestlé związana jest od 9 lat: rozpoczęła pracę w globalnej centrali firmy w Szwajcarii na stanowisku Lidera wspierającego dział Ciągłego Doskonalenia. W 2015 roku przeniosła się do polskiej centrali Nestlé w Warszawie, obejmując stanowisko Kierownika ds. Ciągłego Doskonalenia. Dwa lata później awansowała na pozycję Kierownika ds. Finansów w fabryce Nestlé w Kargowej. Funkcję tę pełniła przez kolejne trzy lata. Jednocześnie dzięki umiejętnemu stosowaniu skomplikowanych narzędzi, usprawniających procesy produkcyjne, przyczyniła się do wzrostu ich wydajności.
Celem Magdaleny Górecznej w roli Dyrektora fabryki Nestlé Nutrition w Rzeszowie jest dalsze unowocześnianie zakładu nie tylko pod kątem wydajności, ale także zmniejszania wpływu na środowisko: W rzeszowskim zakładzie Nestlé pracują eksperci, którzy od lat osiągają bardzo dobre wyniki, dzięki którym fabryka jest kluczowa dla kategorii Nutrition w Nestlé. Patrząc w przyszłość, musimy być gotowi na wykorzystywanie rozwiązań oferowanych przez nowoczesne technologie cyfrowe, gdyż one upraszczają i przyspieszają procesy, co w efekcie znacznie ułatwia pracę. Ponadto mamy jeszcze jedno ważne zadanie – zapewnienie, żeby produkcja naszych wyrobów była jeszcze przyjaźniejsza dla środowiska.
Magdalena Góreczna jest absolwentką Politechniki Łódzkiej i Politechniki w Goeteborgu (Wydziału Inżynierii Przemysłowej), a także studiów podyplomowych w Szkole Głównej Handlowej. Ma szerokie doświadczenie w obszarze doskonalenia procesów „Six Sigma”. Przed dołączeniem do Nestlé pracowała w sektorze odnawialnych źródeł energii: początkowo jako inżynier rozwoju procesów produkcyjnych, następnie jako kierownik zespołu odpowiedzialnego za wdrożenia metody „Six Sigma” w firmie produkującej turbiny wiatrowe.
Nestlé Polska S.A. Oddział w Rzeszowie to fabryka wiodących produktów dla dzieci i niemowląt marki Gerber oraz Bobo Frut. Fabryka Nestlé, zatrudniająca zespół 420 osób, to zarazem ważny pracodawca w regionie. Przy zakładzie od 2013 roku działa nowoczesne laboratorium: Centrum Zapewniania Jakości Nestlé. Wspiera ono w zakresie badań laboratoryjnych fabryki Nestlé w Polsce oraz w innych krajach Europy.
Jakie wyzwania stawia przed przedsiębiorcami transformacja cyfrowa? – Eksperci HPE o rozwiązaniach chmurowych wśród polskich firm
Jak wygląda sytuacja w Polsce, czy wiele firm inwestuje w rozwiązania chmurowe?
[MG] Historia IT zna wiele przypadków, kiedy świetlana przyszłość wieszczona na początku życia jakiejś technologii nigdy się nie zrealizowała. Cloud computing przez wiele osób był traktowany jako jeden z wielu takich buzzwords, który musi przebrzmieć – natomiast rzeczywistość wydaje się zupełnie inna, bo cloud zajął już mocną pozycję w świecie IT. Cloud to jednak „słowo klucz” opisujące cały szereg udogodnień – można wspomnieć tu choćby dynamikę i elastyczność niespotykane dotychczas w środowiskach on premise.
Wracając do inwestycji, można powiedzieć, że obecnie w połowie 2020 roku, najwięcej inwestują duzi dostawcy środowisk chmury publicznej, czyli Microsoft i Google. Dla tych, którzy bacznie obserwują globalny i polski kierunek rozwoju tego typu rozwiązań, nie jest to jednak zaskoczeniem.
Warto przy tym zwrócić uwagę na to, co jest przedmiotem inwestycji – zarówno tworzenie polskich „regionów”, ale także inwestycja w ludzi, wiedzę i kompetencje, co w długim okresie czasu daje największe korzyści.
Dlaczego firmy decydują się zainwestować w te rozwiązania?
[MG] Firmy działające na konkurencyjnym rynku nieustannie szukają sposobów na to, żeby zrobić coś inaczej, szybciej, lepiej. Czas to pieniądz, a krótszy time to market, to szybsze efekty dla biznesu, czyli możliwość szybszej reakcji na zapotrzebowanie, szybsze wdrożenie etc.
Jak ma się to porównanie czasu dostępności do pojemności w modelu zakupowym vs w modelu chmurowym? Myślę, że dla zdecydowanej większości osób możliwe są 2 odpowiedzi:
- Model chmurowy jest bardzo szybki, dynamiczny i elastyczny.
- Model zakupowy, on premise jest bardzo wolny, często nieakceptowalny, z pewnych jednak względów jest i będzie obecny.
Można zadać w tym miejscu pytanie: czy istnieje możliwość połączenia tych dwóch światów czerpiąc z zalet każdego z nich, czyli zachować elastyczność i dynamikę, a jednocześnie nie być zmuszonym do korzystania z chmury publicznej w zbyt dużym zakresie?
[MB] Chciałbym dodać, że idea rozwiązań chmurowych to z jednej strony prostota obsługi, a z drugiej rozliczenie za faktyczne wykorzystanie zasobów. Zarówno jedno jak i drugie jest atrakcyjne dla firm działających w środowisku ostrej konkurencji. Budując jednak szerszy kontekst – współczesna gospodarka opiera się na wiedzy. Potrzebujemy narzędzi, by zbierać dane, by je systematyzować i tworzyć z nich informacje, i w końcu, by w morzu informacji wyłowić te, które poszerzą naszą wiedzę i dadzą się przekuć na korzyść dla firmy. W każdym z tych aspektów występuje ogromny element zmienności. Im większa dynamika i niepewność, tym większe zainteresowanie rozwiązaniami, które umożliwiają błyskawiczne powołanie nowych zasobów, jak i równie szybką z nich rezygnację, a wszystko to w rozliczeniu za faktyczne wykorzystanie.
Które branże obecnie stawiają na rozwiązania chmurowe?
[MG] Branże czy firmy kierujące się w stronę rozwiązań chmurowych to przede wszystkim te, które działają na konkurencyjnym rynku, posiadają kompetencje i znają narzędzia pozwalające na efektywną pracę w hybrydowym środowisku. To firmy, które stworzyły i realizują strategię wykorzystania chmury publicznej, co z reguły prowadzi do powstania i utrzymania środowisk hybrydowych. To także te firmy, które zauważyły nieefektywność obecnych procesów IT i szukają sposobów na eliminację wąskich gardeł, aby także w ten sposób budować swoją pozycję konkurencyjną.
Chmura publiczna, przy której bardzo często stawia się znak równości, plasując ją obok transformacji cyfrowej, rodzi jednak wiele pytań i wątpliwości. Tym bardziej potwierdza to tezę, że świat IT będzie przez wiele kolejnych lat światem hybrydowym. Wiele aplikacji z powodów bezpieczeństwa nadal pozostanie w serwerowniach klientów, a znaczna cześć zostanie przeniesiona do elastycznych środowisk publicznych chmur obliczeniowych. Tu warto zastanowić się czy rzeczywiście musimy wybierać pomiędzy elastycznością kosztową i biznesową, a bezpieczeństwem danych?
Cyfrowa transformacja na skutek pandemii nabrała szybszego tempa, czy miało to wpływ na zapotrzebowanie na chmurę?
[MB] COVID-19 był i jest czynnikiem, który ze względu na długotrwały i niemal nieograniczony wpływ na całą gospodarkę spowodował istotne zmiany na rynku. Na wstępie istotne spowolnienie, wręcz zamrożenie działalności wielu sektorów gospodarki. Później brutalna konstatacja, że potrwa to długo i należy przeorganizować podejście do tego jak działać w tym zupełnie nowym środowisku. Pierwszą naturalną konsekwencją był istotny wzrost zapotrzebowania na rozwiązania umożliwiające pracę zdalną. Jednak długo utrzymujący się stan obniżonej aktywności gospodarczej całego społeczeństwa pokazał, że trzeba starannie zadbać o płynność finansową firmy. Gotówka operacyjna stałą się szczególnie cenna. Firmy zgłaszały się do leasingodawców z prośbą o wykupienie dopiero co domkniętych inwestycji i udostępnienie ich w formie leasingu zwrotnego. Wszystko to pokazywało, że można jednak skorzystać z zasobów udostępnianych i obsługiwanych przez firmę zewnętrzną.
Mimo że wiele firm decyduje się na przeprowadzenie transformacji cyfrowej, obserwujemy pewne trudności z wdrożeniem i wykorzystaniem tych rozwiązań na pełną skalę. Jakie są największe wyzwania stojące przez przedsiębiorstwami, które decydują się na wprowadzenie technologii chmurowych?
[MG] Jeszcze kilka lat temu istniało wiele definicji chmury. Szczególnie w polskiej rzeczywistości, gdzie skala biznesu nie zawsze uzasadniała przechodzenie do zautomatyzowanych środowisk chmurowych, zdarzały się sytuacje, w których środowiska zbudowane wewnątrz organizacji były nazywane chmurami odrobinę na wyrost.
Dziś, w połowie 2020 roku wiedza o chmurze publicznej jest dużo większa, natomiast pewne kwestie pozostają niezmienne: strategia, droga do chmury, czyli metodologia, według której organizacja będzie zmieniać swój sposób działania, w tym pozyskiwania usług IT w bliższej i dalszej przyszłości.
Organizacje, zależnie od swojej specyficznej sytuacji początkowej, będą na to patrzeć na swój sposób, niemniej jednak najważniejsze wyzwania będą w dużej mierze wspólne: kompetencje, wiedza i doświadczenie.
Budując strategię drogi do chmury, w początkowym okresie należy podjąć decyzję: co migrować do chmury publicznej, a czego nie. W dyskusjach o chmurze publicznej nie można przecież zapominać o tym, że ogromna większość organizacji pozostanie przez długi czas w modelu hybrydowym, przetwarzając część ze swoich danych w środowiskach publicznych, a część lokalnie.
Hybrydowa architektura może być kolejnym wyzwaniem wymagającym nowego zestawu wiedzy i kompetencji: umiejętność efektywnego zarządzania miejscem przetwarzania danych w ujęciu statycznym (na dziś), choć przede wszystkim w dłuższym okresie czasu (na jutro i później), zarówno od strony architektury, ale także ze względu na kontrolę kosztów.
Ponadto pozostaje kwestia narzędzi, jakie są używane do utrzymywania środowisk chmurowych i lokalnych, co z kolei znów sprowadza się do kompetencji i umiejętności.
Kolejny aspekt cyfrowej transformacji – panuje powszechna opinia, z którą się zgadzam, że przeniesienie środowisk 1:1 ze środowisk lokalnych do publicznych po prostu nie ma sensu. Takie podejście nie dość, że droższe, będzie prowadzić do skomplikowania sposobu pracy – co na pewno sprowadzi się do wniosku, że chmura jest złym rozwiązaniem. Aby zatem osiągnąć sukces w migracji i środowisku hybrydowym, konieczna jest zmiana narzędzi i sposobu myślenia.
[MB] Wśród wyzwań wymieniłbym jeszcze zawsze aktualne dylematy: budując system można opierać się na całościowym rozwiązaniu oferowanym przez dostawcę, a tym samym zwiększyć swoją zależność od takiego podmiotu, lub kształtować własne kompetencje i we własnym zakresie tworzyć rozwiązania na miarę własnych potrzeb. Pierwsze prowadzi znany nam już dobrze z vendor-lock, drugie – jest bardzo kosztowne i wymaga czasu, a tego zazwyczaj brakuje. Cały czas pozostaje również otwarta kwestia bezpieczeństwa danych. Ewoluuje ona wprawdzie od aspektów bezpieczeństwa ogólnego, wymaganego formalnie, do kwestii z zapewnieniem stałego dostępu do nich. Gdy uzależnimy się od firmy zewnętrznej – operatora chmurowego, to w przypadku jakichkolwiek zawirowań ekonomicznych po jego stronie możemy mieć utrudniony lub wręcz możemy utracić dostęp do naszych danych. A jeśli upadnie? Czy mamy ustawić się w długiej kolejce oczekujących? Nie można również zapominać o czynniku ludzkim – w firmach działają zespoły IT. To kadra najczęściej od lat lojalnie i z poświęceniem działająca w firmie. Tymczasem gwałtowny przeskok na zupełnie inny sposób realizacji zadań IT nie musi spotkać się z entuzjastycznym przyjęciem.
Jakie kluczowe kompetencje musi mieć manager IT, by skutecznie przeprowadzić transformację cyfrową?
[MG] Przede wszystkim powinien być zapobiegliwy, odważny w podejmowaniu decyzji i konsekwentny w realizacji długofalowych projektów.
Zapobiegliwość w tym kontekście oznacza, że zidentyfikował konieczność zdefiniowania strategii drogi do chmury. Czyli co i na jakich zasadach ma zostać osiągnięte, jakie są związane z tym ryzyka, jakie korzyści etc. Zapobiegliwość dotyczy też budowania kompetencji zespołów technologicznych, w krótkim i długim okresie czasu.
Odwaga odnosi się do trudnych decyzji, które muszą być podjęte w czasie decydowania o kryteriach migracji oraz podczas samego procesu. Konsekwencja natomiast podczas definiowania warunków i migracji, a także ciągłej kontroli i weryfikacji rezultatów osiąganych z zamierzonymi – to klucze do tego, żeby projekt zmiany sposobu dostarczania usług IT do firmy zakończył się sukcesem funkcjonalnym i kosztowym.
[MB] Dodałbym tylko, że według mnie manager IT powinien być charyzmatycznym liderem zespołu, którego postawa, pewność, sposób, w jaki komunikuje plany załodze i firmie wzbudzają pełne poparcie zarówno pracowników, jak i zarządu firmy. Musi powstać kultura, w której nagradza się innowacyjność. Nowe samo w sobie budzi obawy. Tymczasem wygrywa ten, kto nie boi się szukać lepszych rozwiązań. A poszukiwanie to również po trosze błądzenie. Nie można za takie błędy karać, ale trzeba nauczyć się szybko je wyłapywać, by ograniczać ewentualne niekorzystne konsekwencje. Trzeba wybudować w załodze chęć poznawania nowego, zapał do nauki przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu dotychczas pozyskanej wiedzy. Połączenie tych dwóch obszarów to niemal gotowy przepis na sukces.
Jeśli chodzi o sam sposób przeprowadzania takiej transformacji cyfrowej, to tutaj mam odmienne zdanie, niż mój kolega – obserwuję, że przepisów na udaną transformację cyfrową jest równie dużo jak samych firm. Niektórzy preferują działania precyzyjnie zaplanowane, inni – działają na zasadach „burzy inicjatyw i pomysłów”. Każdy z nich jest dobry pod warunkiem (i tu jesteśmy zgodni) utrzymywania w ryzach strony kosztowej takiego eksperymentu i zapewnienia odpowiedniego bezpieczeństwa oraz stabilności krytycznych procesów w firmie. Potrzebna jest zatem zarówno ciekawość i odwaga, jak również rozwaga. Dlatego bardzo istotne jest wyeliminowanie wszelkiego zbędnego ryzyka i niepewności.
Niedawno firma HPE wprowadziła nowe usługi dostępne w chmurze za pośrednictwem HPE GreenLake. Usługi te pozwolą sprawniej przekształcać i modernizować sposób działania aplikacji. Na czym polega korzystanie z platformy HPE GreenLake i które przedsiębiorstwa mogłyby skorzystać na poszerzeniu usług? Jak przekładają się one na biznes w praktyce?
[MG] Fundamentem strategii HPE jest osiągnięcie pełnej dotychczasowej oferty w modelu as-a-Service. Dlaczego? Rozszerzenie oferty o model usługowy daje nam tą możliwość, że w rozmowach z naszymi klientami możemy przejść od rozmów o technologii do rozmów o potrzebach i wartości oczekiwanej od IT:
– elastyczność i dynamika,
– dopasowanie popytu na capacity z podażą na capacity – czyli płacisz za to czego używasz,
– skrócenie czasu Time To Market (TTM)
– zmiana roli – z „dostawcy serwerów” na partnera biznesowego, który rozumie i potrafi rozmawiać językiem biznesu.
HPE GreenLake jako nowość jest odzwierciedleniem strategii HPE: chcemy zapewnić naszym klientom możliwość uelastycznienia środowisk i osiągnięcie w środowiskach on premise elastyczności, dynamiki i cech zbliżonych do chmury publicznej, ale bez wad chmury publicznej: dodatkowych kosztów za transfer danych, nieprzewidywalności cenowej, ryzyk sygnalizowanych przez regulatorów (np. KNF) czy wręcz ryzyka utracenia danych (nieczęsto, ale takie sytuacje mają miejsce).
[MB] HPE GreenLake to więcej niż chmura. To usługa udostępnienia zasobów w lokalizacji klienta na zasadach chmurowych. Przedstawiamy ponadto kompletny i transparentny cennik uwzględniający wszelkie aspekty funkcjonowania środowiska. Dla zapewnienia pełnej kontroli udostępniamy klientom portal GreenLake Central umożliwiający bieżące monitorowanie poziomu wykorzystania zasobów, co bezpośrednio przekłada się na stronę kosztową. W ramach tego portalu zdecydowaliśmy się również zaadresować kolejne zapotrzebowanie związane z rynkiem dostawców usług chmurowych – zarządzanie środowiskami multicloud.
[MG] Portal GreenLake Central pozwala również na holistyczne spojrzenie na całość hybrydowego środowiska na środowiska publiczne (możemy tu zarejestrować posiadane subskrypcje) oraz prywatne, on-premise. Nie dość, że w ten sam sposób widzimy środowiska Azure i GCP oraz lokalne, możemy także w zunifikowany sposób śledzić i kontrolować koszty, przypisywać do projektów lub biznesów, możemy także identyfikować nieefektywności środowisk chmury publicznej (np. niewykorzystane zasoby).
HPE GreenLake to game changer pozwalający na stworzenie i utrzymywanie on-premise środowiska o dynamice i elastyczności zbliżonej do tej znanej z chmur publicznych. Co to daje? Choćby to, że zbliżona elastyczność w chmurze publicznej i lokalnej pozwoli na zdecydowanie bardziej efektywną pracę niż w sytuacji, kiedy chmura publiczna daje elastyczność, a procesy zakupowe do lokalnej serwerowni wymagają zgadywania odnośnie wymaganej pojemności, dużych inwestycji upfront oraz długotrwałych procesów.
Przetwarzanie danych osobowych w chmurze nie jest nowym rozwiązaniem. Mimo jego rosnącej popularności na globalnym rynku informatycznym, pojawia się także coraz więcej pytań o bezpieczeństwo przechowywania danych. Czy dane w chmurze są bezpieczne – jeśli tak, to co wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa?
[MB] Pomijając kwestie formalne, których każdy z podmiotów działających na danym rynku winien przestrzegać, bezpieczeństwo przechowywania czy obsługi danych to zarówno kwestia zabezpieczenia przed nieuprawnionym dostępem jak również zapewnienie odpowiedniego dostępu do nich osobom, których dotyczą, jak i podmiotom, którym zostały powierzone. Wielcy gracze chmurowi z jednej strony dysponują ogromnymi budżetami na zabezpieczanie swoich usług i zapewne pod tym względem są w czołówce, natomiast z drugiej strony przyciągają swoją reputacją wszystkich tych, którzy poprzez konfrontację z ich zabezpieczeniami chcą zmierzyć swoje siły – niestety dane mogą stać się mimowolną ofiarą. Dodatkowo, im bardziej skomplikowane rozwiązanie, im więcej stron zaangażowanych w obsługę dostępu do danych, tym większe ryzyko awarii czy niedostępności. Dane składowane i obsługiwane w siedzibie firmy są pod tym względem bezpieczniejsze.
Odpowiedzi udzielili eksperci firmy HPE:
[MG] Mariusz Grabowski – Enterprise Account Manager w HPE
[MB] Miłosz Błasiak – Support Solution Architect w HPE
EFL wprowadza finansowanie paneli fotowoltaicznych
Fotowoltaika w 2019 roku w Polsce odnotowała największe przyrosty mocy zainstalowanej wśród wszystkich OZE. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce wynosi obecnie ponad 2,1 GW. Największa dynamika jest widoczna w segmencie mikroinstalacji, co oznacza dużą aktywność prosumentów indywidualnych i biznesowych. Klienci biznesowi mogą teraz, korzystając uproszczonej procedury, sfinansować instalację fotowoltaiczną w EFL.
Z oferty EFL mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy planują instalacje fotowoltaiki na nieruchomościach komercyjnych będących własnością leasingobiorcy. Instalacja może być zamontowana na dachach budynku bądź na gruncie. Moc pojedynczej instalacji może wynosić maksymalnie 50 kW.
Klienci zainteresowani finasowaniem instalacji fotowoltaicznych w EFL mogą skorzystać z procedury uproszczonej – wystarczy tylko oświadczenie klienta o wynikach firmy, które zastępuję wymagane standardowo dokumenty finansowe. Do wyboru pozostaje jedynie forma finasowania – leasing czy pożyczka. Ponadto, wpłata początkowa może wynieść nawet 0 proc., a okres finansowania do 84 miesięcy.
– Polska jest jednym z tych krajów, w których przyrost nowej mocy z OZE rok do roku dynamicznie rośnie. W 2019 roku osiągnął on poziom około 0,9 GW, co oznacza 5,5 proc. wzrost w porównaniu z rokiem 2018. Dzięki tej dynamice Polska uplasowała się w pierwszej piątce krajów Unii Europejskiej. Prognozy na ten rok wskazują, że tą piątą pozycję nadal utrzymamy. Ta dynamika jasno oznacza zapotrzebowanie na finasowanie tego typu instalacji. Dla nas jest to nowy ciekawy segment rynku, a nasza oferta jest odpowiedzią na potrzeby klientów biznesowych. Działania w obszarze „zielonej” energii są zapisane w strategii Grupy Credit Agricole. Zakłada ona między innymi podejmowanie działań w obszarze transformacji energetycznej oraz wzmocnienie roli społecznej odpowiedzialności biznesu w całej Grupie – powiedział Wojciech Przybył, Członek Zarządu EFL.







