Dostawa budynku na terytorium RP przez nierezydenta jako czynność zwolniona z opodatkowania VAT

0

Sprzedaż nieruchomości jako dostawa towarów jest opodatkowana podatkiem od towarów i usług. Są jednak pewne przypadki, w których zwolniona z podatku jest dostawa nieruchomości budynkowej. A może zasadą jest jednak zwolnienie z opodatkowania? Kiedy zwolnienie znajdzie zastosowanie? Czy jeśli dostawę realizuje nierezydent, transakcja może skorzystać ze zwolnienia?

Sprzedaż nieruchomości jako przedmiot opodatkowania VAT

Podatkiem od towarów i usług opodatkowane są zdarzenia gospodarcze wymienione w ustawie. Jedną z takich czynności jest dostawa towarów. Przez dostawę towarów co do zasady rozumie się przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. Sprzedaż nieruchomości polega nie tylko na przeniesieniu prawa do rozporządzania nieruchomością jak właściciel, ale również na przeniesieniu prawa własności. Sprzedaż nieruchomości stanowi więc dostawę towarów i co do zasady podlega opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

Należy mieć jednak na uwadze, że pojęcie „przeniesienia prawa do rozporządzania rzeczą jak właściciel” jest szersze i obejmuje również inne czynności, takie jak: najem, dzierżawę, leasing i inne.

Podstawa opodatkowania

Podstawą opodatkowania podatkiem od towarów i usług jest „wszystko, co stanowi zapłatę, którą dokonujący dostawy towarów lub usługodawca otrzymał lub ma otrzymać z tytułu sprzedaży od nabywcy, usługobiorcy lub osoby trzeciej, włącznie z otrzymanymi dotacjami, subwencjami i innymi dopłatami o podobnym charakterze mającymi bezpośredni wpływ na cenę towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika”.

W przypadku dostawy nieruchomości budynkowej z podstawy opodatkowania nie wyodrębnia się wartości gruntu.

Zwolnienie z opodatkowania

Jednakże nie każda sprzedaż nieruchomości budynkowej będzie opodatkowana VAT. Zwolniona od podatku jest dostawa budynków, budowli lub ich części z wyjątkiem, gdy dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim; pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą budynku, budowli lub ich części upłynął okres krótszy niż dwa lata. Ponadto zwolniona jest dostawa budynków, budowli lub ich części nieobjęta ww. zwolnieniem pod warunkiem, że w stosunku do tych budynków/budowli nie przysługiwało dostawcy prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony albo dostawca nie ponosił wydatków na ich ulepszenie, w stosunku do których miał prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony, a jeżeli takowe ponosił, to były one niższe niż 30% wartości początkowej tych budynków/budowli.

Tym samym, jeśli dostawa budynku dokonywana jest w ramach pierwszego zasiedlenia bądź przed nim, będzie ona opodatkowana. Nie będzie opodatkowana dostawa budynku po pierwszym zasiedleniu pod warunkiem, że od pierwszego zasiedlenia miną dwa lata. Czym jest pierwsze zasiedlenie? Według definicji ustawowej przez to pojęcie rozumie się „oddanie do użytkowania pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi lub rozpoczęcie użytkowania na potrzeby własne budynków, budowli lub ich części, po ich wybudowaniu lub ulepszeniu, jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej”.

Jeżeli transakcja nie spełnia ww. warunków, w dalszym ciągu może korzystać ze zwolnienia, jeśli dostawcy nie przysługiwało prawo do odliczenia podatku naliczonego w stosunku do przedmiotu tej transakcji albo nie ponosił wydatków na ich ulepszenie, w stosunku do których przysługiwało prawo do odliczenia podatku naliczonego.

Powyższe zwolnienia są przedmiotowe, a nie podmiotowe. Oznacza to, że nie ma znaczenia, jaki podmiot jest sprzedawcą nieruchomości budynkowej – czy polski rezydent podatkowy, czy też nierezydent. Nawet jeśli nieruchomość taką sprzedaje podmiot zagraniczny, w przypadku spełnienia warunków do zwolnienia z art. 43 ust. 1 pkt 10 bądź 10a zwolnienie takie znajdzie zastosowanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Sytuacja powoli się stabilizuje – Pośrednicy podsumowują drugi kwartał na rynku mieszkaniowym

0

Niedawno Główny Urząd Statystyczny opublikował informację o sytuacji w budownictwie mieszkaniowym w okresie od stycznia do czerwca 2020 roku. Pozwala ona na podsumowanie ostatniego kwartału i pierwszego półrocza na rynku mieszkaniowym. Portal GetHome.pl postanowił więc zapytać o zdanie przedstawicieli najbardziej renomowanych biur pośrednictwa nieruchomości jak oceniają drugi kwartał na rynku mieszkaniowym i jakie perspektywy widzą na najbliższą przyszłość? Odpowiedzi prezentujemy poniżej. 

Joanna Lebiedź, Właścicielka biura Vistate Nieruchomości Lebiedź 

Poza chwilowym zastojem najmu krótkoterminowego, nie widzimy wielkich zmian w ruchu, ani w cenach nieruchomości. Zauważalnym jest fakt utraty zdolności kredytowej przez przedstawicieli branż zamrożonych na kilka miesięcy pandemii. Jednak, klienci wciąż poszukują nieruchomości i je kupują. Niektóre nieruchomości schodzą „na pniu” (małe mieszkania). Inne, doczekały się swojego dobrego czasu, jak na przykład działki rekreacyjne, na które w tym roku był prawdziwy szaleńczy boom. Domy sprzedają się, jak zwykle „spokojnie” i „nie nerwowo”. A rynek nieruchomości premium, również jak zwykle, swoim zwyczajowym rytmem – czyli pomalutku, ale skutecznie. Najbliższe miesiące, a zwłaszcza końcówka roku pokażą, na ile dotkliwie pandemia nadszarpnęła rynek nieruchomości, bo, jak wspomniałam na wstępie –  wielkich zmian i przetasowań na rynku, jak dotychczas, nie odnotowaliśmy. 

Ewa Jankowska-Elhadi, Audytor Działu Sprzedaży MAXON Nieruchomości 

– W drugim kwartale bieżącego roku zaobserwowaliśmy wzrost liczby nowych transakcji, chociaż nie jest to jeszcze poziom z analogicznego okresu w 2019 r. W związku z wysoką podażą mieszkań na wynajem, ceny czynszów spadły w okresie pandemii. Ta sytuacja nie uległa zmianie. Nie zaobserwowaliśmy natomiast spadku cen ofertowych i transakcyjnych sprzedaży. Zmniejszyła się ogólna liczba ofert zgłaszanych do sprzedaży, ożywieniu uległ natomiast „rynek premium”. Zainteresowaniem cieszą się szczególnie domy pod Warszawą, w budżecie około miliona złotych. 

Dariusz Tajerle, Prezes Zarządu Tekton Property

 – II kwartał na rynku wtórnym nieruchomości, jak i w całej gospodarce, upłynął pod mocnym wpływem pandemii koronawirusa. W pierwszym etapie stopniowego zaostrzania lockdownu gospodarczego, klienci w pośpiechu domykali rozpoczęte wcześniej transakcje, zwłaszcza te finansowane kredytem hipotecznym. Marzec i kwiecień były miesiącami, w którym drastycznie spadła ilość klientów popytowych, a Ci aktywni na rynku proponowali 70% ceny ofertowej danego mieszkania, szukając okazji i sprzedających, którzy znaleźli się pod presją. Wraz z upływem czasu i stopniowym luzowaniem obostrzeń, w obliczu braku reakcji ze strony podażowej, która spokojnie przeczekała czas lockdownu, jako pierwsza zaczęła pękać strona popytowa – obecnie (przy braku większych zmian cen) notujemy ok. 20% wzrost liczby klientów kupujących w porównaniu do okresu przed pandemią. 

Przyszłość rynku wtórnego nieruchomości prognozujemy raczej optymistycznie, głównie z powodu obniżek stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu, co jeszcze bardziej zmotywuje posiadaczy lokat do szukania sposobów obrony jej wartości przed inflacją, która dzisiaj jest na poziomie 3% wyższym, niż oprocentowanie depozytów, powodując erozję wartości tychże oszczędności. Zwiększony popyt ze strony posiadaczy lokat, powinien z nawiązką zrekompensować ostrzejsze kryteria i trudniej dostępny kredyt hipoteczny.

Rosnące bilanse większości banków centralnych na świecie (czyli potocznie rozumiejąc „drukowanie” pieniędzy), będzie musiało znaleźć ujście pompując ceny różnych klas aktywów. Również ceny nieruchomości nie pozostaną zapewne obojętne na zwiększanie bazy monetarnej, dostosowując swoje wyceny do ilości „wydrukowanych” nowych dolarów czy euro… 

Nie wyklucza to jednak okazji rynkowych – ewentualne, kolejne formy powracających lockdownów, czy ograniczania aktywności poszczególnych branż, będą stawiały w trudnej sytuacji pracowników i przedsiębiorców z tychże sektorów, wywierając na nich presję związaną z poszukiwaniem płynności, co będzie skutkowało szybszą sprzedażą nieruchomości w niższych cenach. 

Jan Czajkowski, Dyrektor Zarządzający Alfa Home Nieruchomości 

– Drugi kwartał bieżącego roku, z powodu pandemii koronawirusa, był dla całej branży kwartałem bardzo specyficznym. Była to sytuacja nowa zarówno dla nas, jak i dla całego świata i kluczowe było to, aby się w niej odnaleźć. Dzięki szybkiemu wdrożeniu nowych działań oraz narzędzi (m.in. obsługi zdalnej, wirtualnych spacerów po nieruchomościach), które ułatwiły nam odnalezienie się w nowej rzeczywistości, wyhamowanie w sprzedaży jak i zainteresowaniu naszymi ofertami zaobserwowaliśmy jedynie w kwietniu, natomiast po stopniowym odmrożeniu gospodarki w kolejnych miesiącach powoli wracaliśmy do poziomu zainteresowania sprzed pandemii. Niestety, niepewna sytuacja finansowa klientów w czasach pandemii oraz zaostrzenie polityki kredytowej przez banki (m.in. zwiększenie wymaganego wkładu własnego) sprawiły, iż duża część Klientów zdecydowała się na odłożenie w czasie zakupu nieruchomości. 

W chwili obecnej sytuacja powoli się stabilizuje, do zakupu nieruchomości wracają Klienci, którzy zwlekali z decyzją o jej nabyciu. W dalszym ciągu zakup nieruchomości uważany jest za jedną z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału i całkowicie się z tym zgadzam.  Dlatego też uważam, iż druga połowa roku przyniesie duży wzrost zainteresowania  i liczby dokonanych transakcji. 

Wiele osób zadaje sobie pytanie, co się stanie w przypadku drugiej fali COVID-19 o czym jest coraz głośniej. Według mnie nie będzie to wyglądało tak, jak podczas pierwszej fali, ponieważ każda rozsądnie działająca firma zapewniła zarówno pracownikom, jak i Klientom warunki, dzięki którym mogą czuć się bezpiecznie zarówno w biurze, podczas prezentacji mieszkania jak i dopięciu formalności związanej z zakupem nieruchomości. Dla przykładu nasze biuro m.in. jest cyklicznie dezynfekowane i ozonowane, dbamy tym samym o zdrowie naszych pracowników i czystość mikrobiologiczną naszego otoczenia, przez co nie narażamy Klientów na potencjalne niebezpieczeństwo. Reasumując, cała branża wkracza w nową rzeczywistość i albo ktoś się do niej dostosuje, albo zostanie z niej wykluczony. 

Dariusz Sadurski, Właściciel agencji Bracia Sadurscy – Nieruchomości 

– Na początku pandemii ilość spotkań z klientami spadła o 95% w stosunku do okresu ją poprzedzającego. Stan ten utrzymywał się przez cały marzec i kwiecień, natomiast w maju nastąpił wzrost ilości spotkań i transakcji o blisko 80%. Oznacza to, że minęło już niebezpieczeństwo zapaści w branży, zwłaszcza na rynku wtórnym. 

Niestety, rynek pierwotny kieruje się zupełnie innymi zasadami. Spadek sprzedaży spowodowany hasłem „Zostań w domu” dotknął również deweloperów. Większość deweloperów mocno kredytuje swoje działania, a pieniądze ze sprzedaży mieszkań nie wpływają na ich konta, tylko na rachunki powiernicze prowadzone przez banki. Banki wypłacają je deweloperom dopiero po spełnieniu określonych warunków. Przerwa w sprzedaży zaburzyła statystyki śledzone przez banki, dlatego też z ich wyliczeń wynika, że aby zachowany został założony wcześniej poziom zysku, deweloperzy musieliby podnieść ceny swoich nieruchomości. 

Brak możliwości wykazania przed bankiem zakładanego wcześniej zysku na jednostkę czasu, może skutkować zmuszeniem dewelopera do wcześniejszej spłaty części kredytu, albo podniesienia cen nieruchomości. Zauważamy już przykłady takiego scenariusza. Deweloperzy podnoszą ceny swoich nieruchomości, co zwykle spowalnia proces sprzedaży nieruchomości. 

Marta Demków, Specjalista ds. Marketingu, JOT-BE Nieruchomości 

– Po zakończeniu lockdownu i wywołanym epidemią wyraźnym spowolnieniu działalności biur nieruchomości, obecnie sytuacja rynkowa ulega stabilizacji, aczkolwiek daleko jeszcze do osiągnięcia poziomu z początku bieżącego roku.

O ile w maju perspektywy były bardzo niepewne i ciężko było przewidzieć tendencje kreujące najbliższą rzeczywistość, o tyle czerwiec pozwolił nam zaobserwować pewne trendy mogące wskazywać na czynniki kształtujące sytuację na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy. 

Rynek wtórny mocno odczuł konsekwencje spowodowane pandemią. Najbardziej ucierpiał segment wynajmu mieszkań, który w pierwszym etapie musiał stawić czoło nagłemu zjawisku rezygnacji z wynajmu, spowodowanemu często utratą miejsc pracy lub, jak w przypadku studentów, przejścia na system nauki online. Zmniejszył się tym samym ruch na rynku poszukujących mieszkań, natomiast znacznie zwiększyła się ilość oferowanych nieruchomości.

Wraz z obostrzeniami wywołanymi epidemią, bardzo mocno ograniczony został najem krótkoterminowy. Właściciele mieszkań, które do tej pory wynajmowane były dla turystów, biznesmenów, przyjeżdzających do Wrocławia na kilka dnia, musieli przekształcić się na najem długoterminowy. Spowodowało to sytuację, w której na rynku pojawiło się bardzo dużo luksusowych mieszkań w dobrej lokalizacji. 

Mimo dużej podaży, tylko niewielka część właścicieli skłonna była do obniżenia czynszu najmu, co w dużej mierze mogło przyspieszyć proces wynajęcia mieszkania. Pocieszającym jest fakt, że powoli widzimy wzrost zainteresowania najmem ze strony zagranicznych pracowników wyższego szczebla, jednakże poszukują oni mieszkań według sprecyzowanych kryteriów, zawężających wybór do konkretnych lokalizacji i określonego standardu wykończenia.

Duża część właścicieli mieszkań wiąże nadzieje z drugą połową wakacji, kiedy swoje poszukiwania rozpocząć powinni przyszli studenci. Jednak niejasna sytuacja co do formy prowadzenia zajęć przez wrocławskie uczelnie, stawia realizacje tych oczekiwań pod dużym znakiem zapytania. 

Lepsza sytuacja dotyczy sprzedaży mieszkań. Widoczna jest tendencja do zbywania tych nieruchomości, które do niedawna były przedmiotem wynajmu, natomiast w obecnej sytuacji, ze względu na trudności ze znalezieniem najemcy, stoją puste. Musimy pamiętać, że duża część mieszkań na wynajem jest obciążona kredytami hipotecznymi, co w przypadku braku zysków wynikających z najmu, może generować dodatkowe koszty, których właściciele nie zawsze są w stanie ponosić. Daje to duże możliwości negocjacyjne dla klientów inwestycyjnych, poszukujących nieruchomości jako lokaty swojego kapitału. 

Czas kwarantanny i zakaz wychodzenia z domów, uświadomił części z naszych Klientów chęć i potrzebę posiadania własnej, zielonej przestrzeni. Dużym zainteresowaniem cieszą się obecnie nieruchomości, zarówno mieszkania, jak i domy, posiadające większe tarasy lub przydomowe ogródki. Zauważyliśmy zwiększony popyt na nieruchomości w mniejszych miejscowościach, położonych do 50 km od Wrocławia, z dobrym dojazdem do miasta. Widoczny jest również trend w poszukiwaniu działek rekreacyjnych w podgórskich miejscowościach. 

Perspektywy na kolejne miesiące napawają lekkim optymizmem. Kluczowym momentem będzie początek jesieni, określany przez specjalistów, jako możliwy termin wystąpienia drugiej fali pandemii. Jeżeli tylko obawy te się nie spełnią, rynek nieruchomości stopniowo i systematycznie będzie wkraczał na właściwe tory. Równowaga w gospodarce, utrzymanie miejsc pracy, powrót studentów na uczelnie i stopniowy napływ zagranicznych pracowników, to najważniejsze elementy, które będą kształtować przyszłość w nieruchomościach. 

Wojciech Stożek, Starszy Specjalista ds. Sprzedaży i Wynajmu Nieruchomości, Nowodworski Estates 

– Epidemia i wprowadzone w związku z nią ograniczenia, miały duży wpływ na zmiany preferencji zakupowych naszych Klientów. Zaobserwowaliśmy wzmożoną liczbę zapytań o nieruchomości na rynku wtórnym, a zwłaszcza te, które gwarantują większą swobodę w codziennym funkcjonowaniu, a więc działki, domy, choćby z niewielkim ogrodem, czy też mieszkania z tarasami lub balkonami. 

Z kolei deweloperzy po “zamrożeniu” życia gospodarczego ograniczyli podaż nowych mieszkań. Poskutkowało to tym, że Klienci właśnie na rynku wtórnym szukali nowych możliwości inwestycyjnych – szczególnie w kwietniu i maju. Nie zauważyliśmy przestoju jeśli chodzi zainteresowanie – wręcz przeciwnie. Osoby, które już przed epidemią miały w planach zakup nieruchomości liczyły w związku z zaistniałą sytuacją na znaczne obniżki cen i “upolowanie okazji”. Wbrew oczekiwaniom, epidemia nie wpłynęła jednak na obniżkę cen sprzedaży nieruchomości – spore zmiany były za to widoczne na rynku wynajmu. Wielu właścicieli godziło się na chwilowe obniżki czynszów, ponieważ takie rozwiązanie nadal było korzystniejsze, niż perspektywa długotrwającego pustostanu. Teraz już ceny wynajmu wracają do poziomów sprzed epidemii. 

Ostatni kwartał był dla naszej firmy niezwykle istotny. Bacznie obserwowaliśmy rynek, analizowaliśmy trendy i wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość. Widząc niesłabnące zainteresowanie nieruchomościami, nawet w dobie kryzysu gospodarczego, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nieruchomości stanowią dla wielu Polaków jedną z najbezpieczniejszych form zabezpieczenia swojego kapitału. 

Aleh Tur, Właściciel agencji TUR NIERUCHOMOŚCI 

– II kwartał 2020 roku nauczył nas pokory. Niestety, nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i nie da się zabezpieczyć przed wszelkimi możliwymi zagrożeniami. Nikt z nas nie myślał dotychczas o pandemii jak o czynniku zagrożenia, który musimy uwzględniać  przy długookresowym planowaniu biznesu.

W pierwszej połowie kwartału zanotowaliśmy duży spadek popytu, co było konsekwencją ograniczeń wprowadzonych w całym kraju. Wykorzystaliśmy ten czas na wdrożenie w firmie zmian skierowanych na podniesienie bezpieczeństwa klientów oraz zwiększenie jakości naszych usług. Wprowadziliśmy procedury bezpieczeństwa, uruchomiliśmy prezentacje online, zwiększyliśmy liczbę wykonywanych spacerów 3d oraz  filmów promocyjnych przy ofertach. Wdrożyliśmy nowe narzędzia pracy, oraz niezbędne zmiany w całym systemie sprzedaży. 

Dziś znów notujemy wzrost sprzedaży. Popyt stopniowo wraca do poziomu sprzed pandemii, a ceny wbrew pozorom nie spadają, a utrzymują się na stałym poziomie. Liczymy się z perspektywą ewentualnych korekt cenowych w przeciągu następnego roku.  

 Hanna Mukoid-Jałosińska, Właściciel agencji Marina w Świecie Nieruchomości 

Podsumowanie II kwartału na rodzimym rynku nieruchomości należy zacząć od segmentu premium – ilość zawartych transakcji na przełomie ostatnich trzech miesięcy była duża, w porównaniu do czasów przed pandemią COVID-19. Podobnie, jak w przypadku sprzedaży komercyjnej. Nieco mniejsze zainteresowanie odnotował natomiast rynek najmu, co mogło być związane z początkowym obostrzeniami. 

Jak będzie wyglądała sytuacja na rynku nieruchomości w perspektywie kilkumiesięcznej? Trudno jednoznacznie określić. Wszelkie perturbacje najmniej odczuje rejon nadmorski, który od zawsze był pożądaną lokalizacją. Z moich obserwacji wynika, że Klienci mają obawy przed inwestowaniem i lokatą nadwyżek finansowych w nieruchomości z uwagi na brak gwarancji szybkiego zysku.

Katarzyna Pióro, Co-owner w Brand&Sell

Drugi kwartał na pewno należał do wyjątkowych. Od połowy marca do końca kwietnia na rynku niewiele się działo. Niepewna sytuacja spowodowała, że wiele osób zdecydowało się odłożyć decyzje na później. Zarówno o zakupie, jak i o sprzedaży. Część klientów uznała również, że to dobry czas na negocjacje. Kwiecień to miesiąc w którym wiele osób przewidywało spadki cen, co spowodowało, że rynek przesunął się w kierunku kupującego, który zaczął dyktować warunki. W maju wrócił optymizm i sytuacja zaczęła się stabilizować, co odzwierciedliło się także w prowadzonym przez nas co miesiąc badaniu nastrojów Brand&Sell Index. Sporym zainteresowaniem zaczęły cieszyć się domy pod miastem, jeśli mieszkanie to koniecznie z balkonem lub z ogródkiem. Póki co nie zauważyliśmy zmian w cenach, ale na pewno sprzedaje się trudniej, chociażby ze względu na większe wymagania związane z uzyskaniem kredytu. Z drugiej strony mieszkania przygotowane do sprzedaży, w dobrym standardzie, dobrze promowane nadal cieszą się sporym zainteresowaniem. Jedna z naszych ostatnich sprzedaży – rozpoczęta już po wybuchu pandemii zakończyła się transakcją znacznie powyżej ceny ofertowej. Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał rynek za kilka miesięcy. Dużo będzie zależeć od tego, jak poradzimy sobie z sytuacją jesienią.  

Opracowanie: GetHome.pl – portal nieruchomości na sprzedaż i wynajem.

Cyfrowa transformacja to już konieczność dla firm

0

Znaczenie danych i ich analityki dla biznesu rośnie z roku na rok. Szacuje się, że każdego dnia generowane są 294 miliardy maili[1], podczas gdy aż 90% wszystkich przetwarzanych danych zostało stworzonych w ciągu zaledwie ostatnich dwóch lat[2]. Tak szybki przyrost informacji sprawia, że firmy muszą odpowiednio przystosować się do zmian, aby jak najefektywniej zarządzać napływającymi informacjami.

Korzyści płynące z odpowiedniego zarządzania danymi w firmie, to szansa nie tylko na rozwój przedsiębiorstwa, ale również konieczność, jeśli chce się sprostać coraz większej konkurencyjności na rynku. Wykorzystując odpowiednie narzędzia biznesowe, firmy mogą w pełni zarządzać strategicznymi obszarami przedsiębiorstwa – produkcją, dystrybucją, marketingiem, finansami, a także zasobami ludzkimi. Według badań, wielu pracowników aż 60% dnia roboczego spędza na wyszukiwaniu danych, ich przetwarzaniu oraz zarządzaniu nimi[3]. Gdyby wyposażyć ich w odpowiednie narzędzia, mogliby ten czas przeznaczyć na działania strategiczne z biznesowego punktu widzenia firmy.

Agregacja i interpretacja danych

Kluczem do sukcesu jest nie tylko odpowiednie agregowanie danych, ale również możliwość ich szybkiej interpretacji i przełożenia wniosków na działanie przedsiębiorstwa. Szczegółowa analiza pomoże zoptymalizować koszty produkcji, wspomoże proces bieżącego budżetowania oraz kontrolę nad osiąganymi wynikami finansowymi.

 – Przewiduje się, że do 2025 roku będziemy generować prawie 463 EB[4] danych dziennie[5]. Chcąc zapanować nad napływającymi do firmy informacjami i zrobić z nich użytek, potrzebujemy odpowiednich narzędzi. Najlepsze będą zintegrowane platformy biznesowe, które kompleksowo pozwolą zadbać o każdy aspekt działalności firmy. Z naszego doświadczenia wiemy, że wprowadzenie odpowiedniego systemu, który zapewnia kompleksowe wsparcie nie tylko w zakresie organizacji wszelkich procesów wewnątrz firmy, ale również w zakresie komunikacji z otoczeniem biznesowym, pozwala na zaoszczędzenie czasu pracowników. Obserwujemy również, że coraz więcej firm decyduje się na cyfrową transformację, inwestując w nowoczesne rozwiązania – rok 2019 zamknęliśmy z 25% wzrostem właśnie dzięki projektom chmurowym – komentuje Daniel Olejniczak, Wiceprezes Zarządu Bonair S.A.

Odpowiednie zarządzanie strategicznymi informacjami biznesowymi prowadzi do licznych oszczędności, a także generowania zysków, dzięki personalizacji ofert czy lepszemu dopasowaniu do szybko zmieniającej się rzeczywistości rynkowej.

Spowolnienia w zmianach

Wprowadzając firmę w czasy transformacji cyfrowej, należy odpowiednio zaplanować nadchodzące zmiany. Jak pokazują badania, siedmiu na dziesięciu ankietowanych twierdzi, że działania w pewnym momencie znacząco spowalniają lub nawet zatrzymują się, uniemożliwiając pełną implementację transformacji[6].

 Najczęstszą przyczyną nieukończonych działań mających na celu implementację nowych systemów wcale nie są znaczące, zewnętrzne czynniki, jak regulacje prawne czy zakłócenia rynkowe. Ponad 60% osób przypisuje problem wewnętrznym, firmowym okolicznościom, których przy odpowiedniej organizacji można uniknąć6. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniego partnera, który patrząc na firmę z zewnątrz, przeprowadzi implementację nowych systemów, dobierając rozwiązania najbardziej optymalne dla danej organizacji. Należy pamiętać, że cały proces nie może zakłócać codziennej pracy przedsiębiorstwa. Warto wybierając odpowiedniego usługodawcę zwrócić uwagę na jego doświadczenie, które w przypadku wdrożeń IT jest kluczowe, gdyż zapewnia szereg gotowych i sprawdzonych rozwiązań – dodaje Daniel Olejniczak, Bonair S.A.

Dynamicznie rozwijający się rynek oraz zmieniające się potrzeby konsumentów nie pozwalają firmom pozostać w tyle. Konieczne jest więc ciągłe udoskonalanie nie tylko podstawy biznesu, ale również wszelkich procesów stanowiących o działalności firmy.

[1] https://www.digitalpoland.org/assets/publications/big-data-w-polsce/raport-big-data-w-polsce-v2.pdf

[2] https://res.cloudinary.com/yumyoshojin/image/upload/v1/pdf/future-data-2019.pdf

[3] https://www.digitalpoland.org/assets/publications/big-data-w-polsce/raport-big-data-w-polsce-v2.pdf

[4] Exabyte, który równy jest 1,000,000,000,000,000,000 bajtów

[5] https://www.raconteur.net/infographics/a-day-in-data

[6] https://www.mckinsey.com/business-functions/mckinsey-digital/our-insights/how-to-restart-your-stalled-digital-transformation

5G – jak wpłynie na polski biznes?

0

Czym technologia mobilna piątej generacji różni się od swojego poprzednika, 4G? 

Główną różnicą pomiędzy sieciami 5G i 4G są częstotliwości, na jakich operują. 4G w Polsce wykorzystuje obecnie częstotliwości w zakresie 700 – 2600 MHz. W przypadku technologii 5G zakres częstotliwości zostanie znacząco rozwinięty. Poza obecnie funkcjonującymi, które umożliwią tzw. integrację wsteczną, wykorzystywane będą także zakresy 3,4 – 3,8 GHz oraz tzw. pasma wysokie o częstotliwości powyżej 24 GHz. Każdy z nich ma swoją specyfikę. Użytkownik zauważy jednak znaczące przyspieszenie transferu danych. Dotychczas sieci 4G, czy LTE umożliwiały transmisję danych na poziomie dochodzącym do ok. 300 Mb/s. 5G zwiększy tę prędkość nawet 60-krotnie. Różnica będzie widoczna także w opóźnieniach w dostępie do Internetu – będą one mniejsze niż 1 ms. Z perspektywy użytkownika końcowego korzystanie z Internetu 5G powinno zapewnić takie samo wrażenie jak korzystanie z łącza światłowodowego.

Jakie są największe zalety tej technologii?

Niewątpliwie największą zaletą tej technologii jest znaczące zwiększenie możliwości wykorzystania szeroko rozumianego Internetu zarówno w celach rekreacyjnych, jak i zawodowych. Umożliwi ona m.in. możliwość oglądania filmów w najwyższej rozdzielczości. 5G wyróżniać się będzie także dużo większą stabilnością. Obsłuży jednocześnie większą liczbę urządzeń wykorzystujących połączenie z Internetem. Zauważalny będzie rozwój koncepcji Internetu Rzeczy, a więc sieci skorelowanych ze sobą urządzeń, które będą ze sobą współpracować i wymieniać między sobą informacje. Poza standardowym dostępem do Internetu z poziomu telefonu komórkowego będziemy obserwować coraz szersze wykorzystanie Internetu we wszelkiego rodzaju maszynach przemysłowych, samochodach,  sprzętach codziennego użytku czy nawet elementach infrastruktury miejskiej.  Tak rozbudowana sieć połączonych ze sobą urządzeń pozwoli osiągać jeszcze bardziej złożone cele biznesowe.

Które sektory skorzystają najwięcej na nowych możliwościach?

Beneficjentami technologii 5G będą niemal wszystkie sektory gospodarki. Obecnie prowadzenie jakiegokolwiek biznesu w mniejszym lub większym stopniu uzależnione jest od dostępu do sieci. Jednak niektóre sektory szczególnie skorzystają na technologii 5G. W tym miejscu należy wskazać branżę finansową, czy logistyczną. Wynika to z faktu, iż przetwarzają one bardzo dużą ilość informacji w celu realizacji własnych zadań. Jej beneficjentami z pewnością będą także branża medyczna, szeroko rozumiany świat nauki, ze wskazaniem np. na laboratoria oraz branża zarządzania danymi. Obserwujemy ciągły wzrost ilości generowanych i przetwarzanych informacji, które będą wymagały bardziej efektywnej infrastruktury IT. Widzimy, że naszym Klientom najbardziej zależy na bieżącej analizie i korelacji danych. 5G pozwoli na ich przetwarzanie niemal w czasie rzeczywistym, co przełoży się na efektywność ich biznesu. 5G wpłynie oczywiście również na branżę rozrywkową i reklamową. Pojawią się nowe aplikacje, serwisy, czy portale, które dzięki tej technologii staną się dużo bardziej interaktywne. Prognozuje się, że sieć 5G zapewni 2.1 Biliona dolarów wzrostu światowego PKB i wytworzy 22,3 milionów nowych miejsc pracy.

W jaki sposób technologia 5G może wpłynąć na funkcjonowanie biznesu w kontekście zarządzania danymi?

Sieć 5G przyczyni się do jeszcze większej ilości generowanych danych. Naturalnie wymusi to stworzenie nowych urządzeń i metod przechowywania danych. Obecnie do zarządzania zasobami informacji cyfrowych wykorzystuje się zaawansowane algorytmy, sztuczną inteligencję, czy uczenie maszynowe. Te technologie wsparte przez 5G otworzą nowe możliwości zarządzania nawet największymi wolumenami danych. Z pewnością możemy spodziewać się jeszcze szybszego rozwoju robotyki oraz automatyki. Zwiększą się możliwości korelacji informacji. Znacząco skróci się także czas wyszukania i wykorzystania konkretnej danej. Dzięki temu klienci otrzymają jeszcze bardziej spersonalizowane usługi czy produkty.

Jakich zagrożeń mogą spodziewać się firmy w związku z wdrożeniem infrastruktury 5G?

Wprowadzenie sieci 5G stwarza szereg nowych zagrożeń. Zarówno w obszarze technologicznym, jak i społecznym. Jednym z kluczowych obszarów jest architektura sieci 5G, która wymusza dużo większą gęstość rozłożenia infrastruktury tj. anten i stacji bazowych. Pozwoli to na dużo precyzyjniejsze lokalizowanie użytkownika sieci i to w trybie ciągłym – oznacza to, że każdy krok użytkownika będzie śledzony i zapisywany. Coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci będzie zbierać o użytkownikach jeszcze więcej danych, w tym medycznych. Pozwoli to na jeszcze precyzyjniejszą analizę zachowań konsumentów i możliwość oferowania im nowych produktów. Z drugiej jednak strony, kradzież takich danych stwarza przestępcom nowe możliwości szkodzenia użytkownikom.

Dlatego tak istotne jest stosowanie podejścia „privacy by design” oraz odpowiedniego zabezpieczenia przechowywanych danych np. poprzez zastosowanie chmurowego storage’u danych w modelu hybrydowym. Najbardziej poufne dane powinny być odseparowane i przechowywane w wydzielonej, lokalnej części infrastruktury.

Elementy infrastruktury 5G mogą być również wykorzystywane w ramach uzyskiwania szerszych wpływów politycznych oraz szpiegostwa przemysłowego. W ostatnim czasie mogliśmy obserwować m.in. zarzuty dla chińskiej firmy Huawei (jeden z głównych dostawców infrastruktury 5G), które dotyczyły nielegalnego zbierania i wykorzystywania przez chiński rząd danych z urządzeń tej firmy instalowanych w różnych krajach.

Ostatnim elementem jest podejście konsumentów/pracowników do wykorzystania nowych technologii – słyszmy o incydentach dewastacji masztów 5G z uwagi na obawy przed ich szkodliwością. Można to porównać do niszczenia infrastruktury sieci elektrycznych podczas drugiej rewolucji przemysłowej z przełomu XIX i XX wieku. Rozwój technologii jest nieunikniony – nie uciekniemy przed zmianami.

W jaki sposób firmy inwestujące w technologię 5G mogą chronić swoje dane i zadbać o cyberbezpieczeństwo przedsiębiorstwa?

Niezależnie od typu wykorzystywanej technologii, ochrona danych powinna być jednym ze strategicznych celów każdej firmy. Hakerzy cały czas szukają sposobów na złamanie zabezpieczeń sieci firmowych. Dlatego niezwykle istotne jest, aby pracownicy byli odpowiednio przeszkoleni i potrafili zidentyfikować zagrożenie. Najlepszym rozwiązaniem jest outsourcowanie procesów zarządzania danymi odpowiednim firmom. W Iron Mountain wykorzystujemy globalne know-how. Dysponujemy informacją zwrotną z kilkudziesięciu rynków i na bieżąco aktualizujemy mapę zagrożeń. Dla naszych klientów tworzymy wydzielone zasoby, kiedy to możliwe wykorzystujemy chmury danych, dysponujemy dedykowaną infrastrukturą IT. Dbamy także o redundancję danych i bieżące tworzenie backupów. Nasi pracownicy przechodzą również kilka razy do roku kursy, podczas których poznają nowe metody cyberataków oraz sposoby skutecznej prewencji.

Odpowiedzi udziela Stefan Kotański, Dyrektor PMO Iron Mountain Polska

Pierwszy polski robot UV-C walczy z koronawirusem

0

Samodzielnie jeździ, omija przeszkody i dezynfekuje – w jednym celu: aby szybko i skutecznie zlikwidować niebezpieczne drobnoustroje. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. J. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu pracuje pierwszy polski robot UV-C wrocławskiej firmy ControlTec, który w bezpieczny sposób wspomaga dezynfekcję pomieszczeń. Sprawdzi się nie tylko w placówkach medycznych, ale także w hotelach, fabrykach, biurach i innych obiektach publicznych.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu korzysta z przełomowej technologii w walce z koronawirusem. Po salach i korytarzach działu diagnostyki obrazowej jeździ robot mobilny wyposażony w lampy UV-C, skonstruowany przez inżynierów z wrocławskiej firmy ControlTec – największego niezależnego integratora systemów automatyki w Polsce.

Autonomiczne urządzenie pozwala na kompleksową dezynfekcję pomieszczeń z bakterii i wirusów – w tym koronawirusa SARS-CoV-2. To pierwszy taki robot krajowej produkcji na służbie w polskim szpitalu. – Ze względu na to, iż wykonujemy badania obrazowe pacjentów z COVID-19, w sposób oczywisty podnosi poziom bezpieczeństwa naszej pracy, a urządzenie pracuje zdalnie w czasie wolnym od pracy z pacjentami. Daje nam bezcenną możliwość łatwego i szybkiego odkażenia powierzchni, aparatury i pomieszczeń: zarówno diagnostycznych jak i dróg komunikacyjnych – ocenia Magdalena Śliwińska, specjalista Radiologii i Diagnostyki Obrazowej i kierownik Działu Diagnostyki Obrazowej WSS im. J. Gromkowskiego. – Korzystamy z niego od ponad dwóch miesięcy. Sprawdza się znakomicie, jest według nas bardzo skuteczny. Możemy go polecić innym potencjalnym użytkownikom – rekomenduje.

Światłem w koronawirusa

Szpitale od dawna używają promieniowania UV typu C do odkażania i sterylizacji. Liczne badania laboratoryjne potwierdzają, że ten rodzaj promieniowania unieszkodliwia koronawirusa w ciągu kilkunastu sekund, a w ciągu kilku minut całkowicie go likwiduje. Bakterie także nie mają szans, czego dowodzą badania mikrobiologiczne.

Niestety, używanie stacjonarnych urządzeń UV-C, takich jak wolnostojące lampy, jest niebezpieczne dla personelu z uwagi na konieczność przebywania w tzw. strefie brudnej oraz narażania się na światło ultrafioletowe.

Innowacyjne i przełomowe rozwiązanie znaleźli wrocławscy inżynierowie firmy ControlTec, którzy wykorzystali swoją wiedzę z dzieciny automatyki i robotyki oraz dorobek medycyny.
Połączyliśmy jeżdżącą platformę z systemem szesnastu lamp UV-C. Stworzyliśmy do tego autorskie oprogramowanie użytkowe. Tak wykonany robot ma wiele zalet. Najważniejsze z nich to skuteczność, łatwość obsługi i zdalne sterowanie – wymienia Grzegorz Góral, wiceprezes i założyciel firmy ControlTec.

Bezpieczna praca

Personel nie musi przebywać w skażonym pomieszczeniu podczas pracy robota, tym samym nie naraża się na działanie promieniowania. Zaprogramowany robot wykona zadanie samodzielnie. Wystarczy otworzyć mu drzwi, choć i to może zrobić sam, o ile obiekt zintegruje go z własną siecią. Wówczas potrafi nawet przywołać windę. Odkażane pomieszczenie można zamknąć. Będąc w środku, robot automatycznie uruchomi lampy, zdezynfekuje wnętrze i powiadomi o zakończeniu misji.

Intuicyjna obsługa

Jedną z głównych cech robota jest możliwość tworzenia map pomieszczeń i stref do dekontaminacji. Raz sporządzone mapy i wyznaczone trasy przejazdu wysyłane są do chmury, skąd mogą być przekazywane na kolejne roboty, które w razie potrzeby potrafią działać w systemie floty. Urządzeniem zarządza się za pomocą dołączonej mobilnej aplikacji lub za pośrednictwem strony internetowej. Urządzeniem można zarządzać praktycznie z dowolnego miejsca na świecie. – Dostaliśmy robota zaprogramowanego i gotowego do samodzielnej pracy. Nie musimy zajmować się technicznymi sprawami, co jest wielką zaletą, ponieważ nas interesuje czystość epidemiologiczna pomieszczeń i bezpieczeństwo pacjentów oraz personelu – podkreśla Magdalena Śliwińska. – Robot jest prosty w użytkowaniu i przyjazny w obsłudze. Jest rewelacyjny, jeżeli chodzi o bezawaryjność, bezpieczeństwo, czas pracy i jej organizację. – wylicza. 

Wiele miejsc pracy robota

Nowoczesne oprogramowanie umożliwia personalizację robota i dostosowanie jego pracy do indywidualnych potrzeb oraz zadań specjalnych. Robot sprawdza się nie tylko w pomieszczeniach i na korytarzach szpitalnych bez obecności personelu i pacjentów. – Można wykorzystywać go do automatycznej, szybkiej, precyzyjnej i skutecznej dekontaminacji szkół, biur, hal przemysłowych, pokoi hotelowych, restauracji, galerii handlowych, lotnisk i wszystkich innych miejsc, gdzie przebywają ludzie – wymienia Grzegorz Góral z ControlTec.

Robot UV-C ControlTec przeszedł wszystkie wymagane badania. Posiada deklaracje zgodności WE i znak CE. Spełnienie normatyw unijnych jest jego przewagą nad podobnymi urządzeniami produkowanymi w USA. Skuteczność i żywotność lamp UV – a w konsekwencji skuteczność systemu dekontaminacji – są potwierdzone badaniami producenta i niezależnych jednostek badawczych. Badania elektromagnetyczne zostały przeprowadzone na Politechnice Wrocławskiej, która miała duży wkład w rozwój robota, a mikrobiologiczne w Polskim Ośrodku Rozwoju Technologii PORT we Wrocławiu.

E-commerce Trends Summit – wydarzenie, na które czekałeś tej jesieni!

0

Już niedługo, bo 8 września 2020 r. odbędzie się jedno z najbardziej wyczekiwanych wśród przedsiębiorców i specjalistów e-commerce wydarzeń tej jesieni: E-commerce Trends Summit, zorganizowany w formule online! Skorzystaj z okazji do pogłębienia swojej wiedzy na temat sprzedaży w internecie, zgłaszając swój udział w konferencji!

Kryzys odwrócił myślenie wielu przedsiębiorców o handlu internetowym i e-commerce o 180 stopni. Nic więc dziwnego, że nauczeni doświadczeniem ostatnich miesięcy, chcą być bardziej obecni w Internecie. Jednak jak budować relację z klientem w przestrzeni, która skrywa przed sobą wiele tajemnic? E-commerce Trends Summit to odpowiedź na potrzeby organizacji i liderów, dla których ważne jest nie tylko przetrwanie podczas kryzysu, ale wyznaczenie nowej, szytej na miarę ścieżki rozwoju dla biznesu. E-Commerce Trends Summit to całkowicie nowa perspektywa dla Twojej organizacji, która zapewni Ci sukces w wirtualnym świecie!

W trakcie wydarzenia będziesz miał okazję poznać tajniki e-commerce wprost od doświadczonych, światowej klasy ekspertów takich jak: dr Nick van der Meulen, badacz w MIT Sloan Center for Information Systems Research (MIT CISR), prof. Jorij Abraham, Managing Director w Ecommerce Foundation (jednostce wspierającej globalny handel cyfrowy), czy Jarosław Sokolnicki, Head of Industry Solutions w Microsoft. Dzięki wirtualnemu spotkaniu z nimi:

  • dowiesz się jaki są nowe zasady sprzedaży online i jak możesz je z sukcesem wykorzystać w budowaniu relacji z klientem;
  • przekonasz się jak opracować strategię w e-commerce, aby sprawniej realizować cele sprzedażowe;
  • sprawdzisz z jakich rozwiązań do budowania systemu omnichannel warto korzystać;
  • zobaczysz, w jaki sposób dbać o cyberbezpieczeństwo i efektywnie wykorzystywać sztuczną inteligencję w e-commerce.

W zależności od tego, na jaki pakiet uczestnika się zdecydujesz, będziesz miał możliwość skorzystania z narzędzi, które pomogą Ci w lepszym przyswojeniu wiedzy na temat e-commerce i doświadczenia klienta. Liczba miejsc jest ograniczona, o udziale  wydarzeniu decyduje kolejność zgłoszeń.

Więcej informacji na temat ekspertów, formuły i poszczególnych wystąpień podczas E-commerce Trends Summit znajdziesz na stronie : https://e-commercetrends.mitsmr.pl/

Czy rząd podwyższy podatki, by załatać deficyt budżetowy?

Każdy deficytowy rok dla budżetu państwa prowokuje dyskusję o tym, czy zwiększone zostaną podatki. Nie inaczej jest w tym roku – gdyż już wiemy, że kryzys epidemiologiczny mocno nadwerężył finansowe możliwości rządu. Od razu po ogłoszeniu pomocowych rozwiązań dla przedsiębiorców i pracowników pojawiły się pytania, jak duży podatek zapłacimy w przyszłym roku – by załatać powstałą dziurę. Eksperci twierdzą jednak, że podwyżki podatków to droga donikąd. Większe podatki zdecydowanie obniżają konsumpcję. Praktyka wskazuje, że obywatele bardziej obciążeni podatkami dochodowymi i podatkami od sprzedaży kupują mniej i wydają mniej pieniędzy. W sytuacji kryzysu gospodarczego zależy nam szczególnie na ożywieniu popytu. Dlatego nie powinniśmy martwić się podwyżką podatków. Jak jednak rząd może załatać deficyty, które powstały w budżecie państwa?

– W żadnym racjonalnym wariancie przyszłości – a wierzę, że jesteśmy zdolni do racjonalnych zachowań – żadnych generalnych podwyżek podatków nie będzie. Na zwiększenie wydatków budżetowych jest naprawdę bardzo wiele dróg – na przykład  likwidacja tak zwanych kieszonek, czyli luk w systemie podatkowym, przez które wyciekają pieniądze – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – W systemie podatkowym znajduje się nie do końca zidentyfikowana ilość przywilejów podatkowych. Często podobne towary są inaczej opodatkowane – zarówno VATem, jak i akcyzą. Likwidując te “kieszonki” można zebrać od 16 do 17 miliardów złotych więcej w podatkach od sprzedaży. To oznaczałoby, że w przyszłym roku do skarbu państwa wpłynie od 370 do 380 miliardów złotych. W obecnych okolicznościach to będzie sukces. Oczywiście wciąż rok zamkniemy z deficytem budżetowym o wysokości przekraczającej 3% PKB. Będziemy musieli z tym żyć. Ale z deficytami i gigantyczną remisją żyje teraz cały świat – wskazuje Modzelewski.

Mobile Identity już niedługo może odmienić rynek transakcji mobilnych

Wraz z postepującą cyfryzacją gospodarki i rosnącym udziałem urządzeń mobilnych pilną kwestią staje się odpowiednie zabezpieczenie transakcji online dla aplikacji i witryn mobilnych. Infobip kończy prace nad Mobile Identity – autorskim rozwiązaniem tej kwestii. To nowoczesna metoda weryfikacji, uwierzytelniania, zapobiegania oszustwom i oceny ryzyka, która automatycznie umożliwi firmom sprawdzenie tożsamości abonenta mobilnego lub klienta internetowego oraz potwierdzenie jego autentyczności w ciągu kilku sekund. Mobile Identity to rozwiązanie działające „za kulisami”, zapewniające bezproblemową obsługę klienta, eliminujące przy tym potrzebę ręcznego wprowadzania informacji weryfikujących tożsamość, jak jeszcze ma to miejsce do tej pory.

„Nasze autorskie rozwiązanie Mobile Identity wpisuje się w trend postępującej cyfryzacji gospodarki i rosnącego wraz z wolumenem znaczenia urządzeń mobilnych w decyzjach zakupowych. To rozwiązanie podnoszące poziom bezpieczeństwa, transparentność procesu i znacznie przyspieszajace proces zakupowy, co pozwoli biznesowi stać się realnym beneficjentem cyfryzacji gospodarki. Na Mobile Identity zyskuje każda ze stron – operator, biznes i użytkownik sieci. W porównaniu z obecnymi rozwiązaniami jest to zdecydowany  krok naprzód pod względem bezpieczeństwa dokonywanych transakcji – sprawy kluczowej jeśli mowa o transferach finansowych i fundamentem dalszego dynamicznego rozwoju sektora e-commerce” – wyjaśnia Magdalena Dudek, Senior Sales Manager w firmie Infobip.

Mobile Identity to potężne i dyskretne rozwiązanie weryfikacyjne, które automatycznie umożliwia firmom uwierzytelnienie tożsamości abonenta sieci komórkowej lub klienta internetowego i potwierdzenie w ciągu kilku sekund, że ta osoba jest tym, za kogo się podaje.

Do tej pory najpowszechniejszym sposobem potwierdzania informacji o użytkowniku i zapobiegania oszustwom jest kod dostępu lub jednorazowy kod PIN, który użytkownik otrzymuje w wiadomości SMS lub e-mail. Mobile Identity eliminuje potrzebę wykonywania tego kroku i zamiast niego automatycznie potwierdza dane klienta za pomocą informacji dostarczonych przez operatora telefonii komórkowej, na które użytkownik wcześniej wyraził zgodę. Dzięki temu natychmiastowo potwierdzana jest tożsamość użytkownika, bez konieczności wykonywania przez niego dodatkowych działań poza skorzystaniem z usługi. To  znacznie ułatwia i skraca proces zakupu. Przykładowo, przetwarzanie standardu branżowego 2FA zajmuje do 50 sekund, podczas gdy identyfikator Mobile ID potrzebuje mniej niż 5, aby zweryfikować i uwierzytelnić identyfikator użytkownika. Rozwiązanie opracowane przez Infobip wykorzystuje najdokładniejsze ze wszystkich identyfikatorów i najtrudniejsze do „sfałszowania” informacje (np. informacje rozliczeniowe MNO) do uwierzytelniania zarówno pierwszych, jak i powracających użytkowników.

Mobile Identity znajduje się obecnie w końcowej fazie rozwoju. W tym roku rozwiązanie  będzie finalnie testowane w regionie Ameryki Łacińskiej, Azji i Pacyfiku oraz Indiach. Oprogramowanie Infobip umożliwi operatorom szybkie wdrażanie usługi Mobile Identity dla abonentów i klientów, przy niewielkich wymaganiach dotyczących zasobów i inwestycji.

Przegląd wydarzeń tygodnia 3.08-7.08.2020

Anty-dolarowe nastroje premiują aktywa ryzykowne od walut, przez giełdy po surowce. Rynek zapewniony o trwałości taniego finansowania odsuwa na bok czynniki ryzyka związane z ryzykiem, jeśli ich konsekwencją będzie dodatkowe wsparcie monetarno-fiskalne. Dane makro są dalekim tłem, gdzie dobre dane są dobre, a złe rodzą podstawy do oczekiwania zwiększenia stymulacji.

USA

W USA na początku miesiąca najważniejszy jest raport z rynku pracy (pt), gdzie intersujące będzie jak mocno w obliczu wzrostu liczby zachorowań na wirusa spadło tempo odbudowy miejsc pracy? Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o 1,5 mln po 4,8 mln w czerwcu i spadek stopy bezrobocia do 10,5 proc. z 11,1 proc. Słabsze dane podniosą obawy o hamowanie tempa ożywienia. Negatywne tło może wzmacniać przeciąganie się negocjacji nad Fazą Czwartą pakietu fiskalnego, gdyż bez porozumienia wygaśnięciu ulegną zapomogi dla bezrobotnych. USD pozostaje dawca taniego finansowania w oparciu o ekspansję monetarną Fed w połączeniu z dyskontem ryzyk gospodarczych. By przerwać ten trend, potrzebny będzie silny katalizator podnoszący generalną awersję do ryzyka.

Strefa euro

W strefie euro mamy spokojniejszy tydzień z rewizją wskaźników PMI (pon, śr) oraz sprzedażą detaliczną (śr). Indeksy aktywności powinny potwierdzić stopniowa poprawę, podczas gdy sprzedaż w czerwcu ma wrócić powyżej zera r/r na realizacji odłożonego popytu w czasie lockdownu. W czerwcu odbić miały też zamówienia przemysłowe i produkcja w Niemczech (czw, pt) w ramach rozruchu po covidowych przestojach, choć wciąż pozostaną dużo poniżej przedkryzysowych poziomów. Kurs EUR pozostaje przede wszystkim funkcją odpływu kapitału z USD, ale obawiamy się, że EUR/USD zaszedł za daleko i za szybko, podnosząc ryzyko korekty z zachowaniem wzrostowego trendu.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii rewizje indeksów PMI (pon, śr) nie będą już przyciągać takiej uwagi, co wstępne szacunki. Większe zainteresowanie może dotyczyć decyzji Banku Anglii (czw). Nie spodziewamy się zmian w poziomie stóp procentowych i programy skupu aktywów, ale intersujące będą nowe projekcje ekonomiczne i konkluzje dla ścieżki polityki monetarnej. Łagodniejsze załamanie gospodarce w II kw. pozwoli na rewizję prognoz PKB w górę, ale jednocześnie stwarza to podstawy dla słabszego tempa ożywienia w 2021 r. i później, nie licząc ryzyk brexitu. GBP będzie wrażliwy też komentarze dotyczące ujemnych stóp procentowych. Aktualnie rynek wycenia niskie prawdopodobieństwo spadku stopy procentowej poniżej zera w 2021 r.

Polska

W Polsce oczekujemy wzrostu indeksu PMI dla przemysłu do 50 pkt. (pon), odzwierciedlając równoważący się wpływ odbicia produkcji po wiosennych zastojach oraz ograniczeń wynikających z wciąż słabego popytu zewnętrznego. Ogólnie jednak powrót do poziomu równowagi byłby najlepszym wynikiem indeksu od grudnia 2018 r. Wątpliwe, aby dobry odczyt mógł istotnie wesprzeć złotego, ale przy podtrzymaniu globalnego apetytu na ryzyko EUR/PLN może pokusić się o spadek w stronę czerwcowych dołków na 4,37. Dalej jednak sądzimy, że siła złotego jest przejściowa.

Australia

W Australii efekt odłożonego popytu coraz mniej będzie wspierał sprzedaż detaliczną w czerwcu (wt), ale rynek myśli już o zagrożeniach dla lipcowych danych z tytułu przywrócenia lockdownu w rejonie Melbourne. Stanowisko RBA po posiedzeniu (wt) nie powinno ulec zmianie, ale interesujące mogą być najnowsze prognozy w Raporcie o Polityce Monetarnej (pt). W Nowej Zelandii dane z rynku pracy (śr) nie powinny przyciągnąć uwagi, biorąc pod uwagę na zmienność warunków gospodarczych i wpływ wsparcia rządowego. W Kanadzie raport z rynku pracy (pt) powinien wskazać na kontynuowaną odbudowę zatrudnienia, choć już nie w tak szybkim tempie, co w czerwcu (953 tys.). Ogólnie dane mogą stanowić chwilowe źródło zmienności, podczas gdy generalny trend będzie opierał się o nastawienie inwestorów do ryzyka i kierunek USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sejm RP uwzględnił postulaty Rzecznika MŚP ws zwalniania z obowiązku opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia nadpłaty w ZUS

Sejm RP uwzględnił postulaty Rzecznika MŚP ws. zwalniania z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia nadpłaty w ZUS.

Postulaty Rzecznika MŚP w zakresie korzystnego dla przedsiębiorców zwalniania z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia tzw. nadpłaty w ZUS zostały uwzględnione w ramach uchwalonej przez Sejm RP w dniu 24 lipca 2020 r. ustawy o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw.

W ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm., dalej: „Specustawa”) wprowadzono w art. 31zo możliwość zwolnienia przedsiębiorców z obowiązku opłacania nieopłaconych należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należnych za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r.

W związku z licznymi, niepokojącymi sygnałami otrzymanymi od przedsiębiorców informujących o odmawianiu przez ZUS zwolnienia ich ze składek w przypadku istnienia na ich koncie tzw. nadpłaty za wcześniejsze okresy składkowe, Rzecznik MŚP pismem z dnia 17 czerwca 2020 r. wystąpił do Prezes ZUS Pani Prof. dr hab. Gertrudy Uścińskiej z wnioskiem o wyjaśnienie tej kwestii problemowej oraz przedstawienie danych liczbowych w zakresie przedmiotowych spraw. W odpowiedzi z dnia 30 czerwca 2020 r. Prezes ZUS wyjaśniła, że na ponad 1.793 tys. złożonych wniosków o zwolnienie z opłacania składek z negatywną decyzją spotkało się ponad 67 tys. z nich za okres kwietnia 2020 r. (ponieważ każdy miesiąc zwolnienia jest przez ZUS rozpatrywany oddzielnie. Natomiast wg szacunków 140 tys. płatników mogło utracić nadpłacone składki).

W związku z powyższym, Rzecznik MŚP pismem z dnia 8 lipca 2020 r. wystąpił do Prezes ZUS z oceną prawną w celu ochrony praw przedsiębiorców. Rzecznik MŚP podniósł w nim, że ZUS ma obowiązek zawiadomić płatników składek, starających się o zwolnienie z opłacania składek na podstawie art. 31zo Specustawy, o kwocie nadpłaty za poprzednie okresy składkowe tak, aby nie pozbawiać ich możliwości skorzystania ze zwolnienia w czasie stanu epidemii i związanych z tym problemów gospodarczych. W ocenie Rzecznika MŚP bowiem praktyka ZUS zaliczenia z urzędu tych nadpłaconych składek na poczet bieżących składek bez zawiadamiania płatników o kwocie nadpłaconych składek jest nieprawidłowa i narusza uprawnienia przedsiębiorców wynikające z tzw. Tarczy Antykryzysowych.

Co istotne, powyższy problem był już wcześniej dostrzeżony i częściowo rozwiązany przepisem art. 113 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U. z 2020 r. poz. 695, ze zm.), zgodnie z którym zwalnia się z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej za marzec 2020 r. także wówczas gdy należności te zostały opłacone. Opłacone należności z tytułu składek podlegają zwrotowi na zasadach określonych w art. 24 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2020 r. poz. 266, 321 i 568).

Powyższy apel spotkał się z pozytywnym odzewem. Na posiedzeniu w dniu 24 lipca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 430), która w art. 10 ust. 1 przewiduje, że w przypadku złożenia do dnia 30 czerwca 2020 r. wniosku o zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek, o których mowa w art. 31zo Specustawy zwalnia się z obowiązku opłacenia należnych składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej za marzec, kwiecień i maj 2020 r., w wysokości określonej w art. 31zo, także wówczas, gdy składki te zostały opłacone lub na poczet tych składek Zakład Ubezpieczeń Społecznych zaliczył z urzędu nienależnie opłacone składki. Opłacone składki lub zaliczone z urzędu nienależnie opłacone składki podlegają zwrotowi na zasadach określonych w art. 24 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. z 2020 r. poz. 266, 321, 568, 695 i 875). Aktualnie ustawa została skierowana do Senatu RP i po zakończeniu procesu legislacyjnego i podpisaniu przez Prezydenta korzystny przepis wejdzie w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.

Mobile gaming konkuruje z Tik Tokiem – co 5 gracz należy do generacji Z

Ostatnie kontrowersje wokół Tik Toka związane z naruszaniem prywatności i blokowaniem tej aplikacji przez Indie, Hong Kong czy może niebawem USA – pozwalają zakładać nadchodzące zmiany w lokowaniu budżetów reklamowych. Na razie marki ochoczo inwestują w chińską platformę, by dotrzeć do Zetek – najbardziej obiecującej generacji, której w Polsce jest już 9 mln. Szacuje się, że do końca 2020 roku pokolenie Z może stanowić nawet 40 proc. konsumentów.[1] Gdzie można spotkać Zetki? W mobile gamingu. Wśród
11-milionowej społeczności graczy, ponad 22 proc. stanowi generacja Z.[2] Co istotne – blisko 70 proc. graczy ocenia gry mobilne jako bezpieczne i zaufane, a 8 na 10 chce oglądać reklamy w zamian za dodatkowe bonusy w grze. W niedalekiej przyszłości może to stanowić kartę przetargową w dysponowaniu budżetami reklamowymi.Mobile gaming konkuruje z Tik Tokiem – co 5 gracz należy do generacji Z

Generacja Z – co wiemy o pokoleniu post millenials?

Pokolenie dobrobytu, eksperci w kreowaniu internetowego wizerunku i zacieśniania wirtualnych więzi społecznych. Świadomie konsumują treści, filtrują informacje i wpływają na kształt nowych mediów. Generacja Z, czyli osoby urodzone w oraz po 1995 roku, w ostatnim czasie mocno przyćmiła millienialsów. W Polsce jest ich ok. 9 mln i stanowią ponad 23 proc. całej populacji. Szacuje się, że jeszcze w tym roku mogą stanowić najliczniejszą grupę konsumencką. Generacja Z często określana jest też mianem pokolenia multiscreeningowego, bo korzysta z kilku ekranów na raz – gra w gry mobilne, ogląda TV i wysyła wiadomości na komunikatorze. Na skupienie ich uwagi mamy średnio od 5 do 8 sekund.

–  Generacja Z to pokolenie, które częściowo weszło lub wchodzi w dorosłość. Świadomie konsumuje treści w Internecie, dobiera kanały komunikacji, w których nie ma ich rodziców, ceni sobie naturalność i realistyczność. Jest wyczulona na przekaz reklamowy. Te cechy sprawiają, że stanowi spore wyzwanie dla marketerów. Jednocześnie pokolenie to ma coraz większy budżet i z roku na rok będzie stanowiło coraz bardziej liczącą się siłę nabywczą na rynku mówi Michał Pietruszka z Mobiem Polska, agencji specjalizującej się w reklamach w grach mobilnych.

Kanały, które kocha pokolenie Z

Chociaż Facebook czy Instagram nadal utrzymują się w czołówce najbardziej popularnych serwisów społecznościowych w Polsce i na świecie, pokolenie Z uznaje je za przestarzałe, pełne próżności i sztuczności. Dlatego na Facebooku spotkamy zaledwie 3-4 proc. użytkowników w wieku 13-17 lat, a na Instagramie 5-9,5 proc.[3] Zetki preferują miejsca pełne rozrywki i zabawy, w których treści są realistyczne, a reklamy niewidoczne dla oczu. Dlatego oprócz Tik Toka na front wysuwają się stale zyskujące na popularności gry mobilne, które są niemal na każdym telefonie. Według Sensor Tower, w pierwszym półroczu 2020 roku gry pobrano łącznie 28,5 mld razy – czyli o 42,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

Wśród 11-milionowej społeczności aktywnych graczy w Polsce, aż 22 proc. stanowi kluczowa dla firm i marketerów generacja Z, która coraz częściej spędza czas na mobile gamingu. Profil użytkowników, jest tu również dużo bardziej zróżnicowany niż w przypadku Tik Toka.
W gry mobilne grają zarówno kobiety (52,5 proc.), jak i mężczyźni (47,5 proc.)[4].  W przypadku chińskiej platformy według niektórych danych, nawet 90 proc. userów to młode dziewczyny, a tylko 5 proc. stanowi płeć przeciwna.

Gry mobilne zatrzymują użytkowników na znacznie dłużej. Ponad 74 proc. użytkowników spędza tam więcej niż godzinę. W przypadku Tik Toka jest to 57 proc. Jeśli weźmiemy pod uwagę częstotliwość wejść w aplikację czy grę – różnice są znaczące. Z gier mobilnych korzystamy rzadziej, ale jednorazowe sesje są znacznie dłuższe, przez co szanse na dotarcie
z komunikatem reklamowym do odbiorcy wzrastają. W przypadku chińskiej platformy – użytkownicy korzystają z aplikacji częściej, ale pojedyncza sesja jest krótsza. Oba kanały stanowią atrakcyjne źródło dotarcia wschodzącej grupy konsumentów. Po czyjej stronie jest przewaga?

Mobile gaming vs. Tik Tok – potencjał reklamowy gigantów

Gry mobilne i Tik Tok to dwa różne kanały dotarcia do Generacji Z, jednak można pokusić się o porównanie potencjału reklamowego obu narzędzi.

Przewagą w przypadku gier mobilnych jest to, że jesteśmy wstanie dostarczyć odbiorcy nieinwazyjne i niestandardowe formaty reklamowe w grach mobilnych, które współpracują
z odbiorcą, a za ich obejrzenie w całości dostaje on dodatkowe bonusy. To jeden
z najlepszych rozwiązań przyjaznych graczom. Nasze analizy pokazały, że aż 83 proc. badanych preferuje oglądanie reklam wideo w zamian za dodatkowe itemy w grze. Przy współpracy z AdColony jesteśmy wstanie docierać do 9 mln użytkowników w Polsce, którzy każdego miesiąca generują nawet 54 mln pełnych odtworzeń. Obok standardowego wideo możemy wykorzystać zaawansowane rozwiązania zwiększające pole interakcji
z userem. Jak Dynamic End Card lub Aurora. Takie formaty sprawdzają się szczególnie przy docieraniu do takich grup jak generacja Z, które są odporne na reklamy sprzedażowe i jeśli na nią trafią i mają taką możliwość – przeskakują na kolejne wideo.
Warto zatem zastanowić się, które kanały dotarcia do klienta będą skuteczniejsze i w pełni mierzalnemówi Radosław Włoda, Dyrektor Handlowy w Mobiem Polska.

Z kolei Tik Tok postrzegany jako platforma rozrywkowa dla dzieci, teraz stara się przekonać reklamodawców, że znajdą tam pożądaną grupę odbiorców oraz odpowiednie narzędzia i formaty reklamowe. Tymczasem badania pokazują, że na chińskiej platformie prawie 70 proc. osób to dzieci poniżej 13. roku życia. Ekosystem Tik Toka jest przyjazny młodej grupie docelowej, ponieważ platforma ta nie jest jeszcze przesycona reklamami – dostępne formaty nie dają jednak wielu możliwości i nie gwarantują skuteczności. Użytkownik zawsze może przesunąć palcem do góry, jeśli dana reklama mu nie odpowiada. Przewagą Tik Toka jest możliwość współpracy z tiktokerami – którzy mniej nachalnie promują produkty marek. Może się to jednak zmienić, bo jak komentuje Łukasz Chwieduk, najpopularniejszy piłkarski tiktoker – twórcy na tej platformie często nie są przywiązani do marek, a kampanie traktowane są jako czysto zarobkowe. [5]

Czarne chmury nad Tik Tokiem

Serwis najpierw został zabroniony w Indiach, tym samym uszczuplając aktywnych userów o ponad 100 mln, niedawno został zablokowany w Hong Kongu, a za moment może również zniknąć ze Stanów Zjednoczonych – drugiego pod względem liczby użytkowników państwa, które przymierza się do podjęcia ostatecznej decyzji. Amerykańska Federalna Agencja Handlowa (FTC) nałożyła ponad 5 mln kary na chińską firmę ByteDance za publikowanie treści użytkowników poniżej 13 lat. FTC nakazał również Tik Tokowi usunięcie wszystkich tego typu materiałów.

Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście platforma ta jest jedynym skutecznym miejscem do reklamowania się marek. Na pewno nie wszystkich i z pewnością strategia obecności marki powinna zakładać ewentualne zagrożenia wizerunkowe, jakie wiążą się z promocją w tym kanale. Tik Tok to platforma z potencjałem, do której warto podchodzić na chłodno, bo scenariuszy rozwoju tego kanału może być wiele. Możliwe jest np. wycofywanie się kolejnych krajów z użytkowania tej aplikacji, pogłębiający się kryzys wizerunkowy, przesycenie reklamami wraz z rozwojem nowych formatów, których na ten moment jest niewiele, a co za tym idzie spadek ich efektywności czy wkroczenie do tej platformy starszego pokolenia, co już się dzieje. Może to skutkować ucieczką generacji Z na inne konkurencyjne platformy.

[1] https://www.dentsuaegisnetwork.com/pl/pl/biuro-prasowe/gen-z-spotkanie

[2] Mobile Gaming in Poland_Q2 2020 AdColony

[3] https://www.iab.org.pl/tag/raport/

[4] Dane źródłowe_AdColony

[5] My Company, nr 7 – str. 25

Jak spadać, to z wysokiego konia

Dolar ma za sobą najgorszy miesiąc od dekady. Indeks dolarowy stracił ponad 4 proc. Wiele par walutowych ma za sobą bardzo silne aprecjacje, wiele trendów wyczerpało przestrzeń, wiele wygląda na „zmęczone.”

Próba odbicia dolara na sesji azjatyckiej zostaje szybko stłamszona, USD nadal jest pod presją migracji kapitału w stronę ryzykownych rynków. Jednocześnie nie można zapominać, że w poprzedniej dekadzie sierpień wielokrotnie przynosił silne przetasowania na rynkach i wybuchy awersji do ryzyka. Jeśli taki scenariusz się powtórzy to korekcyjny ruch, którego beneficjentem byłby dolar może być szczególnie dynamiczny i gwałtowny ze względu na siłę dominujących ostatnio tendencji. Pierwszy tydzień miesiąca to szereg danych makro, ale potencjalnych punktów zapalnych szukać należy raczej w sytuacji epidemicznej, lub czynnikach politycznych i geopolitycznych.

W USA na początku miesiąca najważniejszy jest raport z rynku pracy (pt), gdzie intersujące będzie jak mocno w obliczu wzrostu liczby zachorowań na wirusa spadło tempo odbudowy miejsc pracy? Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o 1,5 mln po 4,8 mln w czerwcu i spadek stopy bezrobocia do 10,5 proc. z 11,1 proc. Słabsze dane podniosą obawy o hamowanie tempa ożywienia. Negatywne tło może wzmacniać przeciąganie się negocjacji nad Fazą Czwartą pakietu fiskalnego, gdyż bez porozumienia wygaśnięciu ulegną zapomogi dla bezrobotnych. USD pozostaje dawca taniego finansowania w oparciu o ekspansję monetarną Fed w połączeniu z dyskontem ryzyk gospodarczych. By przerwać ten trend, potrzebny będzie silny katalizator podnoszący generalną awersję do ryzyka.

W strefie euro mamy spokojniejszy tydzień z rewizją wskaźników PMI (pon, śr) oraz sprzedażą detaliczną (śr). Indeksy aktywności powinny potwierdzić stopniowa poprawę, podczas gdy sprzedaż w czerwcu ma wrócić powyżej zera r/r na realizacji odłożonego popytu w czasie lockdownu. W czerwcu odbić miały też zamówienia przemysłowe i produkcja w Niemczech (czw, pt) w ramach rozruchu po covidowych przestojach, choć wciąż pozostaną dużo poniżej przedkryzysowych poziomów. Kurs EUR pozostaje przede wszystkim funkcją odpływu kapitału z USD, ale obawiamy się, że EUR/USD zaszedł za daleko i za szybko, podnosząc ryzyko korekty z zachowaniem wzrostowego trendu.

W Wielkiej Brytanii rewizje indeksów PMI (pon, śr) nie będą już przyciągać takiej uwagi, co wstępne szacunki. Większe zainteresowanie może dotyczyć decyzji Banku Anglii (czw). Nie spodziewamy się zmian w poziomie stóp procentowych i programy skupu aktywów, ale intersujące będą nowe projekcje ekonomiczne i konkluzje dla ścieżki polityki monetarnej. Łagodniejsze załamanie gospodarce w II kw. pozwoli na rewizję prognoz PKB w górę, ale jednocześnie stwarza to podstawy dla słabszego tempa ożywienia w 2021 r. i później, nie licząc ryzyk brexitu. GBP będzie wrażliwy też komentarze dotyczące ujemnych stóp procentowych. Aktualnie rynek wycenia niskie prawdopodobieństwo spadku stopy procentowej poniżej zera w 2021 r.

W Polsce oczekujemy wzrostu indeksu PMI dla przemysłu do 50 pkt. (pon), odzwierciedlając równoważący się wpływ odbicia produkcji po wiosennych zastojach oraz ograniczeń wynikających z wciąż słabego popytu zewnętrznego. Ogólnie jednak powrót do poziomu równowagi byłby najlepszym wynikiem indeksu od grudnia 2018 r. Wątpliwe, aby dobry odczyt mógł istotnie wesprzeć złotego, ale przy podtrzymaniu globalnego apetytu na ryzyko EUR/PLN może pokusić się o spadek w stronę czerwcowych dołków na 4,37. Dalej jednak sądzimy, że siła złotego jest przejściowa.

W Australii efekt odłożonego popytu coraz mniej będzie wspierał sprzedaż detaliczną w czerwcu (wt), ale rynek myśli już o zagrożeniach dla lipcowych danych z tytułu przywrócenia lockdownu w rejonie Melbourne. Stanowisko RBA po posiedzeniu (wt) nie powinno ulec zmianie, ale interesujące mogą być najnowsze prognozy w Raporcie o Polityce Monetarnej (pt). W Nowej Zelandii dane z rynku pracy (śr) nie powinny przyciągnąć uwagi, biorąc pod uwagę na zmienność warunków gospodarczych i wpływ wsparcia rządowego. W Kanadzie raport z rynku pracy (pt) powinien wskazać na kontynuowaną odbudowę zatrudnienia, choć już nie w tak szybkim tempie, co w czerwcu (953 tys.). Ogólnie dane mogą stanowić chwilowe źródło zmienności, podczas gdy generalny trend będzie opierał się o nastawienie inwestorów do ryzyka i kierunek USD.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Czym kierować się, kupując mieszkanie z rynku pierwotnego?

Mieszkania z rynku pierwotnego cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem nabywców szukających własnego lokum lub kupujących nieruchomości z myślą o wynajmie. Ofert prosto od dewelopera jest mnóstwo, dlatego warto wiedzieć, jakie czynniki – poza ceną – uwzględnić podczas poszukiwań.

Dobra lokalizacja

Decyzja o kupnie mieszkania rzutuje na wiele kolejnych lat życia całej rodziny, dlatego warto oprócz ceny nieruchomości wziąć pod uwagę również jej lokalizację. Wybór lokalu w dzielnicy dobrze skomunikowanej z innymi częściami miasta zapewni wygodny dojazd do centrum, miejsca pracy, szkoły czy na uczelnię, a tym samym pozwoli zaoszczędzić sporo czasu. Oczywiście zastanawiając się nad odpowiednią lokalizacją mieszkania, należy wziąć pod uwagę własne potrzeby. W przypadku singli istotne znaczenie może mieć bliskość centrum i dostęp do rozrywki, zaś rodziny z dziećmi chętniej wybiorą nieruchomość zapewniającą łatwy dostęp do przedszkoli, parków i przychodni zdrowia. Dobra lokalizacja będzie miała też istotne znaczenie przy zakupie mieszkania na wynajem. Wbrew pozorom deweloperzy realizują nowe inwestycje nie tylko na obrzeżach miast, ale również w dzielnicach blisko centrum – przykładem może być Inwestycja Wola Nowa powstająca na warszawskiej Woli, skąd dojazd do Pałacu Kultury i Nauki zajmuje zaledwie kilkanaście minut.

Wielkość i układ mieszkania

To kolejne kwestie, które należy wziąć pod uwagę, poszukując mieszkania. Na rynku pierwotnym nieruchomości jest dużo, a im wcześniejszy etap realizacji konkretnej inwestycji, tym większy wybór. Przeglądając oferty dostępne w interesującej lokalizacji, warto więc zastanowić się, jak duże mieszkanie zapewni komfort wszystkim członkom rodziny. Istotne znaczenie będzie miał też układ poszczególnych pomieszczeń – niektórzy będą woleli zamkniętą kuchnię, inni zaś wybiorą salon z aneksem. Dużą zaletą kupna lokalu mieszkalnego od dewelopera jest możliwość aranżacji mieszkania zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Nabywcy już na etapie budowy mogą więc wprowadzać modyfikacje pozwalające dopasować jego układ do konkretnych potrzeb, a więc np. wyburzyć ścianki działowe czy wygospodarować dodatkowe pomieszczenie.

Wybór dewelopera

Przed podpisaniem umowy z deweloperem rozsądnie jest sprawdzić, czy w przeszłości rzetelnie wywiązywał się on z umów. Obejrzenie dotychczas zrealizowanych inwestycji, weryfikacja w rejestrze dłużników oraz sprawdzenie, czy dana firma realizuje Kodeks Dobrych Praktyk w swojej działalności, może uchronić przed poważnymi kłopotami finansowymi i z pewnością oszczędzi mnóstwo nerwów. Warto też pamiętać, że zgodnie z ustawą deweloperską obowiązującą od 2012 roku klient ma prawo żądać tzw. prospektu informacyjnego, a więc dokumentu zawierającego informacje o samym deweloperze, a także o nieruchomości, którą zamierza nabyć. Dzięki niemu osoba zainteresowana kupnem mieszkania dowie się m.in. jakie inwestycje są planowane w najbliższej okolicy, pozna terminy rozpoczęcia budowy oraz przewidywaną datę jej zakończenia i zweryfikuje sytuację finansowo-prawną samego dewelopera. Zapoznanie się z tymi informacjami pozwoli podjąć bardziej przemyślaną decyzję.

Źródła:

  1. https://www.totalmoney.pl/artykuly/7606932,kredyty-hipoteczne,jak-znalezc-mieszkanie-marzen-prosto-od-dewelopera,1,1
  2. http://pzfd.pl/rynek-pierwotny-nieruchomosci/
  3. https://www.bankier.pl/smart/rynek-pierwotny-czy-rynek-wtorny-co-wybrac

16 proc. internautów robi zakupy spożywcze w sieci. Podczas pandemii stały się one możliwe niemal w całej Polsce

Żywność to jedna z kategorii zakupów internetowych, która najmocniej zyskała w czasie lockdownu. Zgodnie z badaniem „Omni-commerce. Kupuję wygodnie” Izby Gospodarki Elektronicznej zakupy spożywcze w sieci robi 16 proc. internautów, czyli o 6 pkt proc. więcej niż rok temu. Dzięki pandemii zakup artykułów żywnościowych bez wychodzenia z domu jest już możliwy nie tylko w dużych miastach. – Polacy stali się społeczeństwem cyfrowym i pokochali zakupy w internecie. Nawet po lockdownie kupują w e-sklepach, głównie ubrania, elektronikę i artykuły wyposażenia domu – mówi Patrycja Sass-Staniszewska, prezes e-Izby. 

Marcowe badanie „E-commerce w czasie kryzysu 2020” wskazuje, że już na początku kwarantanny aż 38 proc. internautów zdecydowało się zrobić zapasy produktów codziennych, spożywczych i leków właśnie w sieci. To sprawiło, że branża musiała szybko dostosować się do nowej rzeczywistości. Widać to chociażby po zwiększeniu zasięgu – dotąd podstawowe artykuły żywnościowe można było zakupić w internecie przede wszystkim w Warszawie, obecnie jest to możliwe niemal w całej Polsce.

To jest ogromna rewolucja i sukces branży spożywczej, że potrafiła dostosować się do wymagań konsumentów w czasie pandemii – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Sass-Staniszewska, prezes zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej. – Analogiczną sytuację obserwujemy w branży e-grocery w całej Europie.

Konsumenci uznali, że to właśnie sieci spożywcze najlepiej poradziły sobie z pandemią i dostosowały się do nowych realiów. Według badania „Omni-commerce. Kupuję wygodnie” 71 proc. kupujących produkty spożywcze online jest zadowolonych z ich dostępności, podczas gdy w marcu było to jedynie 41 proc. Żywność to niejedyna branża, w której sprzedaż w dużej mierze przeniosła się do internetu.

W czasie lockdownu sprzedaż wielokanałowa praktycznie nie istniała z uwagi na zamknięte sklepy i ograniczenia w korzystaniu z tradycyjnego handlu. Polacy zostali niejako zmuszeni do dokonywania zakupów w e-sklepach, ale okazało się, że także po lockdownie wykorzystują ten kanał sprzedaży. E-commerce stał się naturalnym środowiskiem dla konsumentów, którzy szybko zmienili swoje nawyki zakupowe. Myślę, że ta sytuacja utrzyma się na dłużej – mówi ekspertka.

Jak pokazuje badanie e-Izby, już 72 proc. polskich internautów robi zakupy w sieci (o 15 pkt proc. więcej niż rok temu). Mniej więcej co czwarty zaczął kupować przez internet właśnie przez pandemię.

Z naszego raportu wynika, że konsumenci są jeszcze ostrożni, wolą pozostać przy zakupach w internecie, niż pójść do sklepu stacjonarnego. Być może po pandemii te nawyki się zmienią i konsument wróci do sklepu stacjonarnego, natomiast my nie zanotowaliśmy boomu po ich otwarciu. Nadal obawiamy się zarażenia wirusem, w związku z czym wybieramy zakupy przez internet – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska.

Jedynie 17 proc. badanych wskazało sklepy stacjonarne jako ulubione miejsce zakupów, a ich popularność spadła o 5 pkt proc. względem zeszłego roku. Są one najpopularniejsze wśród konsumentów najstarszych, w wieku 55+, w grupie młodszej (45–54 lata) było to już tylko 17 proc. respondentów.

Na skutek pandemii nieco osłabła popularność zakupów wielokanałowych, czyli kiedy konsument podczas procesu zakupowego zmienia kanały, np. w sieci poszukuje inspiracji, porównuje oferty, a dokonuje zakupu w sklepie stacjonarnym, albo kupuje towar online, a odbiera go w sklepie. Jednak ten trend będzie w długim terminie coraz silniejszy.

Sprzedaż wielokanałowa jest bardzo ważnym elementem strategii sprzedaży. Sklepy, które prowadzą omnicommerce, docierają do konsumenta najszerzej i spełniają oczekiwania zarówno tych klientów, którzy chcą dokonać zakupu w internecie, jak i tych, którzy wolą wybrać produkt w sieci, ale obejrzeć i kupić w sklepie stacjonarnym – mówi prezes e-Izby.

Elementem przewagi konkurencyjnej jest nie tylko wielokanałowość, lecz także możliwość wyboru spośród wielu metod płatności. Na polskim rynku wachlarz opcji jest najszerszy – za towary kupione w e-sklepach można płacić szybkim przelewem, BLIK-iem, kartą, przelewem tradycyjnym, a nawet gotówką.

Wybieramy też coraz chętniej płatności, których możemy dokonać wielokanałowo. Kartą możemy płacić zarówno w sklepie stacjonarnym, jak i przez internet. Podobnie jak BLIK-iem – dodaje Patrycja Sass-Staniszewska.

Sytuacja związana z koronawirusem potęguje niezadowolenie społeczne. Możemy mieć do czynienia z falą protestów na całym świecie

– W najbliższym czasie czeka nas fala niezadowolenia społecznego i protestów. Wydaje mi się, że politycy w skali globalnej źle rozegrali sytuację z koronawirusem – mówi Jacek Purski z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Widać to już w Stanach Zjednoczonych, gdzie do masowych protestów na tle rasowym, które przybierają formę zamieszek, dochodzą jeszcze napięcia społeczne związane z trudną sytuacją gospodarczą oraz krytyczną postawą wobec władz.

W Stanach Zjednoczonych wciąż nie ustają antyrasistowskie demonstracje, które w wielu miastach przeradzają się w zamieszki obejmujące niszczenie samochodów i witryn sklepowych oraz starcia z policją. Trwają one od początku czerwca, kiedy w Minneapolis podczas brutalnej akcji policji zmarł czarnoskóry George Floyd, i rozlały się na cały kraj.

– Antyrasistowskie protesty pokazują prawdziwe oblicze Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że społeczność czarnoskórych w USA cały czas nie czuje się równo traktowana i w efekcie ludzie wychodzą na ulice – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Purski, prezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. – Wydawało się, że społeczeństwo amerykańskie jest nastawione pokojowo do siebie, potrafi łączyć ludzi o odmiennych poglądach i cieszyć się różnorodnością. Tymczasem okazało się, że nierówności społeczne związane z kolorem skóry w USA istnieją cały czas.

Jak podkreśla politolog, ma to bezpośrednie przełożenie na politykę Donalda Trumpa, a retoryka prezydenta Stanów Zjednoczonych się zaostrza. W efekcie mamy do czynienia z przekazem, którego celem jest polaryzowanie opinii społecznej w USA. Radykalizuje on obie strony – zarówno protestujących, jak i tych Amerykanów, którym protesty się nie podobają i nie chcą brać w nich udziału.

– To jest bardzo niebezpieczna polityka ze strony Donalda Trumpa, ponieważ całe środowisko tzw. alt rightu, czyli skrajnej prawicy, która głosowała na niego i była wsparciem w budowaniu narracji, to jest uśpiony demon. On w każdej chwili może się obudzić, a raz na jakiś czas pokazuje swoją prawdziwą twarz, bo najwięcej osób skazanych na podstawie paragrafów związanych z terroryzmem i ekstremizmem w Stanach Zjednoczonych to są przedstawiciele skrajnej prawicy – zauważa ekspert.

Okazuje się, że protesty w amerykańskich miastach mogą mieć duże znaczenie również na arenie międzynarodowej.

– To, co wydaje się pozytywne, to fakt olbrzymiej solidarności ze społecznością amerykańską i akcją Black Lives Matter na całym świecie. To dość interesujące zjawisko, które wymaga bliższego poznania. Widzimy wiele grup zawodowych, społecznych, które wykazują olbrzymią solidarność z akcją Black Lives Matter. To może być czynnik, który będzie jednoczył ludzi na świecie, będzie pokazywał pozytywne wartości i eksponował je także w szerszej debacie publicznej – mówi prezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.

Demonstracje przeciwko rasizmowi na początku czerwca, kiedy ruszyła fala protestów w USA, odbyły się także w Niemczech. W wielu miastach ulicami przeszły pokojowe demonstracje, ale w Berlinie i Hamburgu doszło do starć z policją. Solidarność z czarnoskórymi Amerykanami zamanifestowali także Brytyjczycy, w Hiszpanii protestowano przeciwko brutalności policji w USA i polityce Donalda Trumpa. W stolicy Danii protestujący formułowali hasła nawołujące do zaprzestania bezsensownej przemocy i dyskryminacji na tle rasowym. Podobnie było m.in. w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu.

Zdaniem Jacka Purskiego nakłada się na to także sytuacja związana z pandemią koronawirusa i lockdownem.

– W najbliższym czasie czeka nas fala niezadowolenia społecznego i protestów. Wydaje mi się, że politycy w skali globalnej źle rozegrali sytuację z koronawirusem. Jest to widoczne w Stanach Zjednoczonych – buta, arogancja ze strony władzy, z prezydentem Trumpem na czele. Efektem tego są nasilone protesty, zjawisko buntu, którego celem jest pokazanie arogancji i nieudolności władzy – mówi.

Amerykanie mają pretensje do prezydenta, że zbyt późno zaczął poważnie traktować problem pandemii. W rezultacie Stany są krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa. Do końca lipca potwierdzono tam ponad 4,3 mln przypadków (codziennie przybywa ok. 50–60 tys. chorych) i 148 tys. ofiar śmiertelnych.

– W Polsce i wielu krajach Europy słyszymy argumentację, że państwa stały się narodowe i nie potrzebują współpracy międzynarodowej. Okazało się, że taka narracja jest zupełnie złudna i fałszywa. To właśnie państwa narodowe w ramach swoich struktur i odrębnych strategii poległy na wielu etapach walki z koronawirusem. A efektem są liczne protesty – kwituje Jacek Purski.

Przykładowo w Bułgarii lipiec upłynął pod znakiem antyrządowych demonstracji. Protestujący domagali się dymisji rządu i prokuratora generalnego oraz rozpisania przedterminowych wyborów. Protestowali także Serbowie po przywróceniu godziny policyjnej ze względu na rosnącą liczbę zakażeń.

Podgrzewanie tytoniu mniej szkodliwą alternatywą dla palenia. Najnowsza decyzja amerykańskiej agencji FDA może być przełomowa dla palaczy

Branża tytoniowa od dekady rozwija nowatorskie rozwiązania dla palaczy, które mają być mniej szkodliwą alternatywą dla tradycyjnych papierosów. Coraz więcej państw bierze ten rozwój pod uwagę i rozważa zmianę podejścia regulacyjnego, zakładając, że dzięki niższej toksyczności produkty nowego typu mogą ograniczyć koszty i szkody społeczne związane z paleniem. To stanowisko potwierdziła niedawno amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA), która zarejestrowała podgrzewacz tytoniu IQOS jako produkt tytoniowy o zmodyfikowanym ryzyku i uznała go za „właściwy dla promocji zdrowia publicznego”.

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków to główna, rządowa agencja w USA, która odpowiada za bezpieczeństwo i kontrolę żywności, leków i suplementów diety, ale reguluje również rynek wyrobów tytoniowych. Po niemal czterech latach analizowania dowodów i badań naukowych zarejestrowała podgrzewacz tytoniu IQOS jako produkt tytoniowy o zmodyfikowanym ryzyku (MRTP). Agencja potwierdziła, że podgrzewanie tytoniu w IQOS  w znacznie mniejszym stopniu niż tradycyjne papierosy naraża palaczy na działanie szkodliwych substancji i uznała go za produkt „właściwy dla promocji zdrowia publicznego”.

– W przypadku podgrzewacza tytoniu IQOS o 90–95 proc. zredukowana jest ilość tlenku węgla. Zredukowane są też cyjanki i  karcynogeny [substancje rakotwórcze – dop. red.], które normalnie znajdują się w dymie tytoniowym – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Bartosz Łoza, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i prezes Polskiego Towarzystwa Neuropsychiatrycznego.

– W tradycyjnym papierosie tytoń jest podgrzewany do temperatury około 700–800 stopni Celsjusza i powstaje przy tym cała masa substancji toksycznych, w tym kilkadziesiąt rakotwórczych, które znajdują się w dymie. W IQOS tytoń nie jest spalany, ale podgrzewany do temperatury ok. 300 stopni Celsjusza i dlatego nie wydziela dymu, tylko aerozol. Ilość nikotyny jest przy tym podobna, ale inhalujący palacz nie wdycha tu wielu tych substancji, które są zawarte w dymie papierosowym – dodaje pulmonolog prof. dr hab. n. med. Anna Doboszyńska, kierownik Kliniki Pulmonologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

IQOS to pierwszy – i jak dotąd jedyny – elektroniczny produkt dostarczający nikotynę zarejestrowany przez FDA, któremu agencja zezwoliła na posługiwanie się komunikatem o zmniejszonym narażeniu jego użytkowników na szkodliwe substancje. Agencja dopuściła możliwość informowania o tym fakcie pełnoletnich palaczy w USA.

– Decyzja FDA jest istotna dlatego, że ocenia te urządzenia jako właściwe dla promocji zdrowia publicznego, ponieważ mogą mieć korzystny wpływ na zdrowie całej populacji. Pozwala też informować pełnoletnich palaczy w Stanach Zjednoczonych, że tytoń jest w nich podgrzewany, a nie spalany. Na podstawie badań naukowych z ostatnich lat FDA pozwala też komunikować palaczom w USA o ich mniejszym narażeniu na substancje szkodliwe niż w przypadku palenia tradycyjnych papierosów – mówi prof. Anna Doboszyńska.

Według FDA analiza dowodów naukowych wskazuje, że IQOS może przyczynić się do poprawy zdrowia w skali całej populacji: zarówno osób palących, jak i niekorzystających z wyrobów tytoniowych, wpływając na spadek liczby tradycyjnych palaczy w USA. Jednocześnie agencja zaznaczyła, że nie jest on całkowicie pozbawiony ryzyka. Dlatego też nie powinny sięgać po niego osoby, zwłaszcza młode, które dotychczas nie używały żadnych wyrobów tytoniowych.

FDA zamierza uważnie monitorować rynek pod kątem tego, w jaki sposób IQOS jest używany przez konsumentów. Agencja poinformowała, że może cofnąć swoją decyzję, jeżeli po produkt zacznie sięgać np. młodzież.

– Zalecenia i opinie FDA są szeroko kolportowane i mocno przyczyniają się do wprowadzenia nowych produktów i leków w innych częściach świata. Mam nadzieję, że będzie to istotny krok w kierunku zaprzestania palenia i alternatywa dla osób, które nie są w stanie przestać palić – mówi kierownik Kliniki Pulmonologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Lipcowa decyzja FDA wpisuje się w rosnącą zgodę międzynarodowego środowiska naukowego, według którego podgrzewanie tytoniu jest lepszym wyborem dla palaczy niż dalsze palenie tradycyjnych papierosów. Co istotne, oprócz amerykańskiej agencji tylko w tym roku podgrzewanie tytoniu w urządzeniu badanym przez FDA pozytywnie zaopiniowały również Niderlandzki Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Środowiska oraz Belgijska Naczelna Izba Zdrowia Wcześniej pozytywne opinie wydały także instytucje m.in. w Niemczech i Japonii. Badania nad tymi produktami, wskazujące na ich mniejszą toksyczność, prowadzili również naukowcy z Polskiej Akademii Nauk.

Obecnie coraz więcej państw rozważa zmianę podejścia regulacyjnego do alternatywnych produktów dla palaczy, zakładając, że dzięki niższej toksyczności mogłyby one ograniczyć szkody społeczne związane z aktywnym i przede wszystkim biernym paleniem. W Wielkiej Brytanii rządowa agencja do spraw zdrowia publicznego (Public Health England) już dwa lata temu wyemitowała specjalny spot, wskazując, że szkodliwość alternatyw dla papierosów może być nawet o 95 proc. niższa.

– Decyzja FDA będzie miała ogromne konsekwencje również dla ekonomii, przemysłu i rynku. W wielu krajach ta rewolucja właściwie już się dokonała. Przykładem jest Japonia, w której zgodzono się na podgrzewacze tytoniu, a nie zgodzono się na elektroniczne papierosy. Okazało się, że o 1/3 zredukowano palenie papierosów w ogólnej populacji, a było ono na bardzo wysokim poziomie. Taki jest pierwszy oczekiwany przez nas efekt stosowania podgrzewaczy. Na pewno decyzja zdrowotna FDA da zielone światło rozwojowi całej branży – ocenia prof. Bartosz Łoza.

Producent urządzenia podgrzewającego tytoń, firma Philip Morris International, od ponad dekady prowadzi badania naukowe, w tym badania kliniczne, na ich podstawie projektując produkty alternatywne dla papierosów. W ich rozwój firma zainwestowała już ponad 7,2 mld dolarów.

– Rejestracja przez FDA IQOS-a jako wyrobu tytoniowego o zmodyfikowanym ryzyku była opóźniona o cztery lata. Przez ten czas analizowano i uzupełniano dokumentację medyczną. Ta decyzja jest decyzją naukową, ale też społeczną. Konsekwencją tej rejestracji będzie prawo, by ten produkt był inaczej przedstawiany społecznie, tzn. by informacja o nim była inna niż typowe zdjęcie na opakowaniu pudełka papierosów – tłumaczy prof. Bartosz Łoza.

Nad stworzeniem podobnej procedury autoryzacyjnej dla oceny produktów o obniżonym ryzyku zaczęto w Polsce dyskutować w 2018 roku. Apelowano wówczas o możliwość informowania dorosłych palaczy, którzy nie mogą rzucić papierosów dostępnymi metodami, o istnieniu produktów alternatywnych. Ta dyskusja nie znalazła jednak pozytywnego rozstrzygnięcia i postulaty wykorzystania nowych technologii w przemyśle tytoniowym w ramach programów redukcji szkód nie trafiły wówczas na podatny grunt.

Najdłuższy na świecie podmorski kabel elektryczny zasili energią domy 1,5 mln Brytyjczyków. Połączenie technologii stałoprądowych z OZE to energetyczna przyszłość

Europejska transformacja dążąca do odejścia od paliw kopalnych na rzecz OZE wymusi na unijnym sektorze energetycznym rozwój zintegrowanych połączeń przesyłu energii elektrycznej prądem stałym. Rozwiązania tego typu powszechnie stosuje się do łączenia krajowych systemów energetycznych oraz przesyłania energii na duże odległości. Wraz z rozwojem sektora zielonej energii ich znaczenie w Unii Europejskiej będzie stale rosnąć. W lipcu rozpoczęto budowę najdłuższego na świecie połączenia podmorskiego między Danią a Wielką Brytanią.

– Technologie przesyłu energii elektrycznej prądem stałym obecne są w systemach energetycznych państw całego świata. Tam, gdzie mamy do czynienia z koniecznością budowy połączeń międzysystemowych lub przesyłem energii elektrycznej na duże odległości, zwłaszcza przez obszary morskie – mówi agencji Newseria Innowacje Mariusz Witoński, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej. – W Polsce takie łącze od 20 lat pomaga bilansować system elektroenergetyczny, łącząc go z systemem szwedzkim. Zastosowanie technologii stałoprądowych pozwala zarówno na minimalizację strat w przesyle, jak również na łatwiejszą synchronizację różnych systemów elektroenergetycznych.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne podjęły kroki do integracji polskiego systemu przesyłowego z systemami przesyłowymi także Litwy, Łotwy oraz Estonii. W ramach programu Łącząc Europę złożono wniosek o dofinansowanie inwestycji rozbudowy systemu przesyłowego energii elektrycznej pomiędzy Europą kontynentalną a krajami bałtyckimi. Środki pozyskane z dofinansowania mają umożliwić wybudowanie podmorskiego systemu przesyłu energii pomiędzy Polską i Litwą, a także sfinansować opracowanie narzędzi do synchronizacji krajowych systemów energetycznych.

W lipcu rozpoczęto z kolei budowę najdłuższego wysokonapięciowego połączenia podmorskiego. Viking Link powstaje między Danią a Wielką Brytanią, a po ukończeniu inwestycji kabel o mocy 1,4 GW i długości 765 km będzie najdłuższym na świecie połączeniem podmorskim tego typu. Lądowe punkty przyłączeń zlokalizowane będą w Bicker Fen w Wielkiej Brytanii oraz Revsing w Danii. Połączenie ma zaspokoić zapotrzebowanie na energię 1,5 mln brytyjskich domów, a energia będzie dostarczana ze źródeł odnawialnych. Budowa ma zostać ukończona do 2023 roku.

– Rozwój połączeń stałoprądowych w Europie przebiega dwukierunkowo. Z jednej strony jest to zastosowanie systemów kablowych dla połączeń międzysystemowych, z drugiej rozwijamy wyprowadzenie mocy z farm wiatrowych. Na niemieckich wodach Morza Północnego systemami stałoprądowymi wyprowadzamy duże moce z olbrzymich zgrupowań farm wiatrowych w głąb systemu elektroenergetycznego na lądzie. Projekty w zakresie przesyłu prądu stałego w Wielkiej Brytanii uwzględniają koncepcję łączenia funkcji przesyłów międzysystemowych, w tym wypadku pomiędzy Wielką Brytanią a Danią z bilansowaniem produkcji z elektrowni wiatrowych – mówi ekspert.

Polska również może włączyć się do rozwoju wielkopowierzchniowych wiatrowych sieci energetycznych. Przedstawiciele PKN Orlen przeprowadzili już badania środowiskowe na potrzeby wybudowania morskiej farmy na Morzu Bałtyckim i przekazali je na ręce Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku, aby otrzymać decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach niezbędną do rozpoczęcia prac nad inwestycją.

Zgodnie z założeniami Ministerstwa Klimatu pierwsze krajowe morskie farmy wiatrowe mają rozpocząć funkcjonowanie w 2025 roku. Aby zachęcić firmy energetyczne do realizacji tych inwestycji, rząd pracuje nad projektem ustawy offshore’owej. W ramach pierwszej fazy programu wsparcia ministerstwo planuje dotować farmy o łącznej mocy 5,9 GW. Resort ustalił także, że to na inwestorach spocznie obowiązek wybudowania systemu przesyłu energii elektrycznej między farmą a infrastrukturą kontynentalną.

– Oczekujemy, że w przyszłości łącza stałoprądowe będą zabezpieczały przesyły międzysystemowe, jak i integrowały duże klastry morskich farm wiatrowych pracujące na akwenach znacznie oddalonych od brzegów poszczególnych krajów. W perspektywie kilkunastu lat tego rodzaju rozwiązania będą miały zastosowanie również w Polsce w okolicy Ławicy Środkowej na Morzu Bałtyckim, gdyż ich odległość od brzegu do punktu przyłączenia przekraczająca 80 km uzasadnia zastosowanie technologii stałoprądowych. Być może stanie się to również przesłanką do wyprowadzenia mocy w kierunku systemów krajów sąsiadujących na kierunku szwedzkim lub też integracji z systemem duńskim czy niemieckim – wskazuje Mariusz Witoński.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku energii odnawialnej w 2019 roku wyniosła 507 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 728,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,5 proc.

Wniosek o pozwolenie na budowę lub rozbiórkę będzie można zgłosić online. Cyfryzacja procesu budowlanego do końca roku

Od dziś rusza cyfryzacja procesu inwestycyjno-budowlanego w Polsce. Już teraz poprzez rządowy serwis e-budownictwo można pobrać i wypełnić formularze dotyczące procesu budowlanego. Na jesieni z kolei ma zostać uruchomiona możliwość przesyłania dokumentacji budowlanej przez internet, a do końca roku złożenie online wniosku o pozwolenie na budowę. O cyfryzację procesu budowlanego od wielu lat wnoszą różne środowiska związane z budownictwem. Potrzebę tę dodatkowo uwypukliła sytuacja związana z pandemią SARS-CoV-2.

– Przyszedł czas na unowocześnienie procesu inwestycyjno-budowlanego. Od mitręgi biurokratycznej, związanej z koniecznością osobistego składania papierowej dokumentacji w urzędzie, stopniowo przechodzimy do cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego. Będzie to duże ułatwienie dla inżynierów, architektów czy inwestorów. A – co jeszcze ważniejsze – dzięki temu w Polsce łatwiej i szybciej będzie można zbudować dom czy budynek mieszkalny – podkreśla wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Cyfryzacja procesu inwestycyjnego-budowlanego, która właśnie została uruchomiona przez Ministerstwo Rozwoju, zakłada, że online będzie można m.in. zgłosić roboty budowlane (oprócz tych z koniecznością dołączenia projektu), zgłosić rozbiórkę i złożyć wniosek o pozwolenie, zawiadomić odpowiedni urząd o terminie rozpoczęcia robót budowlanych czy zgłosić zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części.

W 2019 roku wydano 99 833 pozwolenia dla budynków jednorodzinnych i 5301 pozwoleń dla budynków wielorodzinnych. Wprowadzenie możliwości składania wniosków o pozwolenie na budowę poprzez internet odciąży także urzędy.

– Celem cyfryzacji procesu budowlanego jest uproszczenie i przyspieszenie czynności realizowanych w ramach dotychczasowych procedur. Potrzebę cyfryzacji kolejnego działu administracji publicznej uwypuklił lockdown związany z pandemią SARS-CoV-2. Na pierwszy ogień pójdzie 10 formularzy, które będzie można zrealizować przez internet – wskazuje Dorota Cabańska, p.o. zastępcy Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Działania na rzecz cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego to wspólna inicjatywa Ministerstwa Rozwoju i Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Od dziś serwis e-budownictwo w rządowej domenie pilotażowo udostępnia pierwszych 10 formularzy elektronicznych, które można wypełnić online, następnie wydrukować, podpisać i dostarczyć do właściwego urzędu. Już na jesieni wypełniony formularz będzie można podpisać Profilem Zaufanym i złożyć w urzędzie online.

– Do pracy przy digitalizacji polskiego budownictwa zaprosiliśmy głównych zainteresowanych, czyli środowisko budowlane, architektów i inżynierów, którzy od samego początku testują i opiniują poszczególne rozwiązania na wczesnym etapie ich tworzenia – wskazuje Dorota Cabańska.

– Środowisko architektów pokłada duże nadzieje w cyfryzacji procedur inwestycyjnych, w tym administracyjnych, która jest naturalną konsekwencją powszechnego obecnie projektowania przy użyciu komputerów, a elektroniczna decyzja o pozwoleniu – dopełnieniem tak realizowanej aktywności – mówi Małgorzata Pilinkiewicz, prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Kolejne kroki w cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego zakładają m.in. wprowadzenie elektronicznego dziennika budowy i elektronicznego rejestru osób z uprawnieniami budowlanymi czy możliwość założenia konta inwestora w serwisie e-budownictwo.

Pracodawca nie może pytać pracownika o kierunek wakacyjnego wyjazdu. W uzasadnionych przypadkach pracownik sam powinien o tym poinformować

Tylko co trzeci Polak wyjedzie w tym roku na urlop, a zdecydowana większość zamierza spędzić go w kraju. Wielu z nich musiało zrewidować swoje wakacyjne plany, które mieli na początku roku. Pandemia SARS-CoV-2 zmieniła nie tylko to, lecz także ilość czasu wolnego. Tarcza antykryzysowa 4.0 wpłynęła na sposób naliczania dni urlopowych, przy okazji dając pracodawcom nowe uprawnienia, m.in. możliwość wysłania pracownika na zaległy urlop nawet bez jego zgody i oddelegowania go do pracy zdalnej po powrocie z wakacji. Generalnie pracodawca nie ma jednak prawa żądać od pracownika podania destynacji wyjazdu.

Standardowo, zgodnie z Kodeksem pracy, urlop pracownika zależy od jego stażu pracy i wykształcenia. Pracownik pełnoetatowy, który świadczy pracę 40 godzin tygodniowo, ma prawo do 20 dni urlopu w roku kalendarzowym, jeżeli jego staż pracy jest krótszy niż 10 lat. Natomiast przy stażu pracy wynoszącym co najmniej 10 lat jest to 26 dni urlopowych. Z kolei osoby zatrudnione na 1/2 etatu nabywają prawo do urlopu w wymiarze proporcjonalnym do wymiaru czasu pracy,  czyli jest to odpowiednio 10 i 13 dni.

Jak wynika z przepisu zawartego w tarczy antykryzysowej 4.0, firmy, które znacząco ucierpiały w wyniku pandemii, zyskały prawo m.in. do obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika o 20 proc. (ale nie więcej niż do 1/2 etatu i z zastrzeżeniem, że pensja nie może być w tym przypadku niższa od minimalnej), nawet jeśli nie odnotowały spadku obrotów. Wystarczy, że firma wykaże spadek sprzedaży towarów i usług w związku z pandemią oraz odnotuje wzrost obciążenia funduszu płac. Taką możliwość mają jednak wyłącznie przedsiębiorcy, których udział kosztów wynagrodzeń w przychodach wynosi więcej niż 30 proc.

W przypadku czasu pracy obniżonego o 20 proc., co stosuje wielu pracodawców, urlop należy skalkulować bardzo dokładnie. Przykładowo, jeśli pracownik od stycznia do kwietnia był zatrudniony w normalnym wymiarze, czyli świadczył pracę 40 godzin tygodniowo, za ten okres przysługuje mu wypoczynek proporcjonalnie do stażu pracy, na normalnych zasadach. Natomiast jeśli od maja do lipca pracodawca obniżył ten wymiar o 20 proc., wówczas urlop nalicza się już inaczej i podstawą do jego wyliczenia jest 0,8, a nie cały etat – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewelina Kozłowska-Kowalczuk, radca prawny w Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Ustawa formalnie umożliwiła też pracodawcy wysłanie pracownika w okresie pandemii na zaległy urlop, nawet bez jego zgody. Ma prawo wysłać go na urlop wypoczynkowy niewykorzystany przez niego w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu. Nieformalnie pracodawcy decydowali się na taki krok nawet przed przyjęciem ustawy, ale raczej odbywało się to w porozumieniu z pracownikami.

Niedoprecyzowane pozostaje natomiast to, czy firma może zażądać informacji, gdzie pracownik wybiera się na urlop. Kodeks pracy reguluje zakres danych osobowych związanych z zatrudnieniem, których ujawnienia może żądać pracodawca od pracownika. Pytanie o miejsce, w którym pracownik chce spędzić urlop, dotyczy sfery jego życia prywatnego i nie ma on obowiązku udzielenia na nie odpowiedzi. Należy pamiętać jednak, że w dobie koronawirusa informacje te są potrzebne pracodawcy, by ocenić możliwość zakażenia się pracownika podczas wyjazdu i związane z tym ewentualne konsekwencje. Powstaje jednak ryzyko uznania, że dane te dotyczą zdrowia pracownika. Zgodnie zaś z RODO i Kodeksem pracy pracodawca może pozyskać takie dane tylko za zgodą pracownika i z jego inicjatywy. Pandemia jest jednak stanem wyjątkowym, więc takie pytanie może być uzasadnione.

Nie może być tak, że pracodawcy stale wymagają od swoich pracowników podawania destynacji, do których ci udają się na wakacje, ale wyjątkiem może być np. wyjazd poza terytorium Unii Europejskiej. Tutaj trzeba uwzględnić, że pracownik po powrocie będzie musiał przejść dwutygodniową kwarantannę. Jeżeli jest to pracownik kluczowy, wówczas pracę należy rozplanować tak, żeby na ten okres jego nieobecności zapewnić zastępstwo – mówi Ewelina Kozłowska-Kowalczuk.

Jak wskazuje, wyjątkiem uzasadniającym zadawanie tego typu pytań jest też kwestia bezpieczeństwa klientów i współpracowników.

Na pracodawcy spoczywa obowiązek zabezpieczenia pracowników, czyli zapewnienia im bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Także w przypadku, gdy pracownik ma bezpośrednią styczność z klientami, moim zdaniem pracodawca może zadać takie pytanie, dbając zarówno o klientów, jak i współpracowników, z którymi urlopowicz będzie miał styczność po powrocie. Nie jest to jednak stricte uregulowane ustawowo i budzi kontrowersje wśród specjalistów z zakresu prawa pracy. Można oczywiście zwrócić się do Głównego Inspektora Pracy, żeby to on wydał decyzję w tym zakresie, ale trzeba podchodzić do takich sytuacji zdroworozsądkowo – mówi radca prawny w Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Najlepiej byłoby, żeby przed wyjazdem pracownik sam dobrowolnie poinformował firmę, dokąd udaje się na wakacje. Nie jest jednak do tego zobligowany. Jeżeli stanowczo odmówi podania takiej informacji, wówczas pracodawca nie może zastosować wobec niego żadnych kar porządkowych ani zwolnienia dyscyplinarnego, bo nie ma ku temu podstaw prawnych.

Jeśli jednak podejrzewa, że pracownik wrócił z rejonów podwyższonego ryzyka zakażeniem SARS-CoV-2, może skierować go na pracę zdalną. Tarcza antykryzysowa 4.0 doprecyzowała jej zasady, wskazując m.in., że środki i materiały potrzebne do wykonywania pracy zdalnej oraz obsługę logistyczną powinien w tym przypadku zapewnić pracodawca.

Specustawa dała pracodawcom możliwość polecenia pracownikowi wykonywania pracy zdalnej. Jest to środek prewencyjny, który ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Jeżeli pracownik odmówi udzielenia informacji i wyjedzie na urlop, pracodawca po powrocie może skierować go na pewien czas do pracy zdalnej i w odpowiednim momencie przywrócić – mówi Ewelina Kozłowska-Kowalczuk. – Jeżeli zakład pracy liczy 200 pracowników, a wiadomo, że wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko, jedna osoba może zarazić pozostałe i firma nie będzie w stanie funkcjonować.

Enefit Green z niemal 20% wzrostem produkcji energii z OZE w I poł. 2020 r.

Enefit Green, spółka zależna Grupy Eesti Energia, wyprodukował w pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. 737 GWh energii ze źródeł odnawialnych, czyli o 18% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy produkcja wyniosła 626 GWh. Wolumen wytworzony w I połowie br. wystarczyłaby na zaspokojenie średniego rocznego zużycia 250 000 gospodarstw domowych.

Aavo Kärmas, prezes zarządu Enefit Green, wskazał, że duża wietrzność, w połączeniu ze sprawnie działającymi jednostkami produkcyjnymi firmy, wyjaśniają dobrą wydajność półroczną. – W pierwszych miesiącach 2020 r. wiatr był stabilny i silny, dając dobry początek roku produkcyjnego. Bezwzględny rekord produkcji Enefit Green został ustanowiony w styczniu 2020 r., kiedy miesięczna produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych osiągnęła poziom 165 GWh. W tym samym czasie zanotowaliśmy także dobre wyniki w zakresie wytwarzania energii przez nasze farmy słoneczne w Estonii i Polsce, a instalacja OZE zlokalizowana na wyspie Ruhnu działała stabilnie – dodał Kärmas.

Na wolumen energii wytworzony w I połowie 2020 r. złożyła się produkcja: farm wiatrowych w Estonii i na Litwie, farm słonecznych w Estonii i Polsce, elektrociepłowni Iru, Paide, Valka i Brocen, elektrowni wodnej Keila-Joa oraz energia odnawialna pochodząca z inwestycji na wyspie Ruhnu.

Wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych odgrywa kluczową rolę w realizacji strategicznego celu Eesti Energia, jakim jest wytwarzanie 43% energii elektrycznej i ciepła ze źródeł odnawialnych do 2024 r.

Sprzedaż kredytów w Polsce – dane za czerwiec 2020 r.

W czerwcu 2020 r., w porównaniu do czerwca 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej prawie wszystkich rodzajów produktów kredytowych zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym.

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-41,8%) mniej kart kredytowych, o (-29,9%) mniej kredytów gotówkowych i o (-23,2%) mniej kredytów mieszkaniowych. Pozytywny wyjątek stanowią kredyty ratalne, których udzielono o (+22,3%) więcej niż rok temu w czerwcu.
W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały mniej limitów kartowych o (-46,8%) niż przed rokiem. W przypadku kredytów gotówkowych wartość udzielonych w czerwcu 2020 r. kredytów była niższa o (-31,9%), a kredytów mieszkaniowych o (-22,0%). Dodatnia dynamika dotyczyła jedynie kredytów ratalnych – wzrost o (+18,9%).

W pierwszym półroczu 2020 r., w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, banki i SKOK-i udzieliły 1,324 mln kredytów gotówkowych (-31,5%) na kwotę 25,229 mld zł (-32,9%) oraz 1,569 mln kredytów ratalnych (-1,2%) na kwotę 6,53 mld zł (-5,5%), zaś kredytów mieszkaniowych 107,2 tys. (-8,3%) na kwotę 31,153 mld zł (-0,4%).

BIK Indeks Jakości Portfeli Kredytów dla klientów indywidualnych w czerwcu 2020 r. w porównaniu do maja 2020 r.

Pogorszyła się jakość portfeli wszystkich czterech produktów kredytowych: kredytów gotówkowych (+0,48), ratalnych (+0,20), kart kredytowych (+0,17), kredytów mieszkaniowych (+0,02).

Pomimo dalszego pogarszania się, nadal wszystkie cztery indeksy pokazują bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym.

Średnia wartość Indeksów jakości w czerwcu 2020 r. wynosiła: dla kredytów gotówkowych 6,67%, kart kredytowych 4,61%, kredytów ratalnych 2,14%, zaś kredytów mieszkaniowych 0,86%. Najwyższym poziomem ryzyka kredytowego charakteryzują się kredyty gotówkowe, a najniższym mieszkaniowe.

Wyniki odwiedzalności obiektów handlowych odzwierciedleniem wakacyjnych podróży Polaków

Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) odwiedzalność obiektów handlowych (footfall) w tygodniu 20-26 lipca wyniosła w dni handlowe średnio od 79% do 85% wyników ubiegłorocznych, w zależności od dnia. W zebranych danych widać napływ klientów do galerii położonych w atrakcyjnych turystycznie miejscach.

Polska Rada Centrów Handlowych zbiera dane dot. odwiedzalności obiektów nieprzerwanie od ponownego, szerszego otwarcia drzwi centrów handlowych na klientów. Po początkowym szybkim wzroście wskaźnika w maju, nadszedł okres stabilizacji wyników. W ubiegłym tygodniu (20-26 lipca), od poniedziałku do soboty, zanotowano footfall na poziomie 79-85% rezultatu zeszłorocznego. To wynik bardzo zbliżony do danych, podawanych już wcześniej.

– Początkowy szybki wzrost odwiedzalności obiektów handlowych zastąpiła stabilizacja wskaźnika footfall. Ruch w galeriach jest mniejszy zaledwie o 15-21% w porównaniu z ubiegłym rokiem. To świetny wynik, biorąc pod uwagę zmiany jakie zaszły w handlu. Cieszy również zniwelowanie różnic w odwiedzalności pomiędzy dużymi i bardzo dużymi obiektami, a średnimi i tymi o małej powierzchni. Obecnie dzieli je zaledwie 1-5 punktów procentowych, w zależności od dnia – mówi Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w PRCH.

W zestawieniu odwiedzalności wyraźnie zarysowują się również różnice między poszczególnymi regionami Polski. Najwyższe wyniki footfallu osiągają regiony Północno-Zachodni oraz Północny, do których Polacy chętnie udają się w okresie wakacyjnym. Najniższą odwiedzalność zanotowano regionach Centralnym i Wschodnim.

Dane PRCH zostały zebrane z 82 obiektów handlowych, których powierzchnia GLA wynosi 2,9 m kw., co stanowi reprezentację 24% polskiej branży centrów handlowych.

Do roku 2021 liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w skali całego świata o +35%

  • Covid-19 stworzył prawdziwą bombę zegarową dotyczącą niewypłacalności. Nawet w obecnym okresie, gdy gospodarki zaczynają wychodzić z całkowitej blokady, Euler Hermes spodziewa się, że większość przypadków niewypłacalności ma dopiero nadejść, głównie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r., w wyniku nierównych warunków początkowych, a także różnych strategii wznawiania produkcji i podejmowanych nadzwyczajnych środków politycznych, w szczególności dotyczących zgłaszania niewypłacalności. Globalny wskaźnik niewypłacalności prawdopodobnie osiągnie rekordowy poziom, rosnąc o + 35% do 2021 r., skumulowany w okresie dwóch lat, przy czym w połowie krajów odnotuje on nowy rekord od czasu kryzysu finansowego w 2009 r.
  • Gdzie sytuacja jest najpoważniejsza? Największe wzrosty odnotują Stany Zjednoczone (+ 57% do 2021 r. w porównaniu do 2019 r.), Brazylia (+ 45%), Chiny (+ 40%) i główne kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania (+ 43%), Hiszpania ( + 41%), Włochy (+ 27%), Belgia (+ 26%) i Francja (+ 25%). Spodziewamy się, że dwa na trzy kraje odnotują większy wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r. niż w 2021 r. – w szczególności w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Chinach, Hiszpanii i we Włoszech – ale jeden na trzy odnotuje ich przyspieszenie w 2021 r. – zwłaszcza Indie, Wielka Brytania, Francja i w mniejszym stopniu Niemcy.
  • Przedwczesne wycofanie politycznych środków wsparcia mogłoby pogorszyć sytuację, zwiększając wzrost liczby niewypłacalności od +5 punktów procentowych do +10 punktów procentowych. A jeśli globalna gospodarka będzie potrzebować więcej czasu, niż oczekiwano, aby wyjść z szoku Covid-19, wzrost niewypłacalności może wzrosnąć nawet od +50 punktów procentowych do +60 punktów procentowych. Jednak nawet jeśli dalsze wsparcie dla przedsiębiorstw ograniczy liczbę niewypłacalności w perspektywie krótkoterminowej, może również wesprzeć tak zwane „firmy zombie”, zwiększając ryzyko większej liczby niewypłacalności w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Grafika nr 1: Zmiana liczby niewypłacalności w roku 2021 (poziom w roku 2021 w porównaniu z rokiem 2019 w %)

COVID-19 stworzył bombę zegarową niewypłacalności firm
Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

 

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Do roku 2021 liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w skali całego świata o +35%

Zanim wybuchł kryzys spowodowany pandemią Covid-19, eksperci Euler Hermes spodziewali się, że już czwarty rok z rzędu, w 2020 r.  liczba niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie wzrośnie w wyniku umiarkowanego tempa wzrostu gospodarczego i utrzymujących się skutków sporów handlowych, niepewności politycznej i napięć społecznych, a także przedłużającej się dysproporcji między sektorami produkcyjnymi i usługowymi. Jednak Covid-19 uderzył w globalną gospodarkę jak meteoryt, a ten nagły wstrząs o historycznych proporcjach będzie miał trwałe skutki, pogarszając perspektywy dotyczące niewypłacalności przedsiębiorstw przez całą pierwszą połowę 2021 r.

Nagły charakter tego szoku gospodarczego ma krytyczne znaczenie dla firm, które były najbardziej wrażliwe już przed kryzysem, zwłaszcza w sektorach najbardziej dotkniętych (transport, motoryzacja, handel detaliczny, hotelarstwo i restauracje), podczas gdy historyczna skala szoku sprawia, że również wszystkie pozostałe firmy znalazły się w niestabilnej sytuacji, a większą odporność można zaobserwować tylko w kilku specyficznych branżach, takich jak farmaceutyki lub usługi informatyczne. Jednocześnie, wychodzenie z blokad zwiększa presję na płynność firm, ponieważ wznowienie działalności wiąże się ze wzrostem zapotrzebowania na kapitał obrotowy.

Euler Hermes określił więc trzy czynniki, które spowodują opóźnione przeniesienie wstrząsu Covid-19 na niewypłacalność firm, powodując, że większość przypadków upadłości nastąpi w okresie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r.:

  • Wpływ środków dotyczących zablokowania działalności na pracę sądów gospodarczych, w szczególności w krajach mniej zaawansowanych pod względem technologii cyfrowych. Spowodowało to opóźnienia dotyczące oficjalnej rejestracji upadłości firm oraz zauważalny efekt bazy statystycznej w krajach o ograniczonych możliwościach redukowania zaległości.
  • Długa lista nadzwyczajnych rządowych środków interwencyjnych, podjętych w celu zapobieżenia kryzysowi płynności przedsiębiorstw: odroczenia płatności podatkowych, pożyczki i gwarancje państwowe, dopłaty do wynagrodzeń oraz moratorium na zadłużenie.
  • Tymczasowe zmiany w systemach upadłościowych, mające na celu zapewnienie przedsiębiorstwom nieco więcej czasu i elastyczności przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości, takie jak zawieszenie obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości pod określonymi warunkami, przedłużenie terminów, moratorium zapobiegające niektórym działaniom wierzycieli przeciwko zadłużonej firmie, podniesienie limitu niespłaconego długu w odniesieniu do ogłoszenia upadłości i likwidacji itp. Środki tego rodzaju zostały podjęte w szczególności w krajach europejskich, takich jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania, ale także na mniejszych rynkach. Niemniej jednak, wszystkie z tych tymczasowych zmian ramowych przepisów dotyczących niewypłacalności będą obowiązywać w różnej perspektywie czasowej.

Wpływ tych trzech czynników jest ewidentny w perspektywie krótkoterminowej: dane przedstawione w tabeli nr 2 wskazują, że wiele krajów odnotowało znaczące miesięczne spadki liczby niewypłacalności w okresie od marca do maja, co doprowadziło nawet do dwucyfrowych spadków w kilku dużych gospodarkach (Kanada, Brazylia, Australia, Korea Południowa, Francja), z najważniejszymi wyjątkami dotyczącymi USA i Chin. W rezultacie, nasz Globalny Indeks Niewypłacalności powinien odnotować spadek o -4% w 1-szym półroczu 2020 r. w porównaniu do 2-ego półrocza 2019 r., szczególnie zauważalny w Europie Zachodniej (-15% w ujęciu rocznym w 1-szym półroczu), a następnie w Europie Środkowo-Wschodniej (-7%) i Ameryce Łacińskiej.

W kwietniu, Euler Hermes poinformował o stopniowym otwieraniu gospodarek krajowych po ich zamrożeniu, które będzie procesem długotrwałym i realizowanym w sposób ostrożny. Wciąż prawdopodobne są niewielkie i lokalne ograniczenia (lockdowny), w tym ograniczenia ruchu transgranicznego i zakazy organizacji imprez. Środki wdrażane w ramach realizowanych polityk będą dzielić się na celowane środki pomocy dla sektorów najbardziej dotkniętych kryzysem (hotele i restauracje, gastronomia i branża noclegowa, transport, rozrywka) oraz środki stymulujące (obniżki stawek podatku VAT, programy złomowania pojazdów, premie za wdrażanie rozwiązań ekologicznych, środki związane z inwestycjami publicznymi, fiskalne środki zachęty powiązane z inwestycjami firmowymi…). Ogólnie rzecz biorąc, gospodarka światowa funkcjonuje obecnie wykorzystując jedynie 70%-80% swoich możliwości i przewiduje się, że taki stan utrzyma się do ostatniego kwartału 2020 roku, ponieważ kraje będą zmuszone stosować celowe zamknięcia w celu zwalczania nowych ognisk wirusa Covid-19 oraz przedłużać ograniczenia sanitarne do czasu wprowadzenia szczepionki. Wyniki przeprowadzonej analizy sugerują, że wiele krajów nadal boryka się ze zbyt wysokim współczynnikiem reprodukcji wirusa (R0). Najistotniejsze pod tym względem kraje to Brazylia, Meksyk, USA, Indie, Indonezja, Wielka Brytania oraz RPA. Kraje te są szczególnie narażone na ryzyko ponownego wybuchu epidemii i przedwczesnego ponownego otwarcia gospodarki, ponieważ pandemia nie jest w nich jeszcze pod kontrolą. Spodziewać się można, iż recesja w USA okaże się o -2 punkty procentowe głębsza (w stosunku do obecnego poziomu wynoszącego -5,3%), jeżeli rozwiązania typu lockdown wdrażane w ramach walki z drugą falą epidemii będą miały bardziej ogólny zasięg.

Tabela nr 2: Niewypłacalność przedsiębiorstw – najnowsze dane za 2020 r.

  Ostatnie dane W ujęciu rocznym W roku bieżącym do dziś
USA 1-szy kwartał 4% 4%
Kanada Maj -36% -30%
Brazylia Czerwiec 28% -16%
Rosja Maj -54% -15%
Turcja Kwiecień -1% 4%
Rumunia Kwiecień -87% -33%
Łotwa Maj -49% -39%
Chiny Maj 22% 10%
Japonia Maj -55% -1%
Indie 1-szy kwartał 1% 1%
Australia Kwiecień -42% -18%
Korea Południowa Maj -53% -31%
Singapur Kwiecień -84% 51%
Niemcy Kwiecień -13% -6%
Francja Maj -62% -36%
Wielka Brytania Marzec -11% -11%
Holandia Maj 6% 2%
Szwajcaria Maj -23% -16%
Szwecja Maj 2% 14%
Belgia Maj -72% -30%
Austria 1-szy kwartał -9% -9%
Dania Maj -9% -8%
Finlandia 1-szy kwartał 14% 14%
Portugalia Maj -12% -2%
Irlandia 1-szy kwartał -18% -18%
Luksemburg Maj -45% -32%

 

Źródła: źródła krajowe, Allianz Research

Euler Hermes zakłada jednak, że stopniowe wygasanie i wycofywanie tych tymczasowych czynników regulacyjnych doprowadzi do odwrócenia obecnego trendu, w szczególności podczas 4-ego kwartału w Europie. Spodziewamy się, że nasz Globalny Wskaźnik Niewypłacalności gwałtownie wzrośnie o +35% w drugiej połowie 2020 r. i osiągnie nowy rekordowy poziom w pierwszej połowie 2021 r. (+6%). W warunkach ograniczonego ożywienia światowej gospodarki  spodziewamy się wzrostu liczby upadłości przedsiębiorstw o +35% do końca 2021 r., co stanowi wzrost o +16% skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu w okresie dwóch lat – intensywność tego wzrostu jest podobna do odnotowanej w okresie poprzedniego kryzysu finansowego (wzrost o + 16% skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu w latach od 2007 do 2009). Jednak w przeciwieństwie do kryzysu finansowego z lat 2007-2009, tym razem wszystkie regiony i gospodarki prawdopodobnie odnotują dwucyfrowy wzrost liczby niewypłacalności do 2021 r. Największy wzrost nastąpi w Ameryce Północnej (+56% do końca 2021 r.), przy czym większość tego wzrostu będzie mieć miejsce już w 2020 r. (+45%). W pozostałych regionach wzrost liczby niewypłacalności do 2021 r. przekroczy +30% i pozostanie nieco poniżej średniej światowej – w Azji będzie to +31%, w Europie Zachodniej +32%, w Ameryce Łacińskiej +33% i w Europie Środkowo-Wschodniej +34%.

Grafika nr 3: Wskaźniki niewypłacalności Euler Hermes w poszczególnych regionach –  w rocznej zmianie wartości Globalnego Wskaźnika Niewypłacalności

Wskaźniki niewypłacalności Euler Hermes w poszczególnych regionachŹródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Grafika nr 4: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Grafika nr 5: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne

Źródła: krajowe dane statystyczne, Allianz Research

Najwyższy wzrost w 2020 roku będzie dotyczyć USA, natomiast w roku 2021 Europy (i Indii)

Euler Hermes wyróżnił dwie grupy krajów – te, które odnotują silniejszy wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r., i te, w których nastąpi on z pewnym opóźnieniem, czyli w roku 2021. Większość krajów regionu Azji i Pacyfiku (Chiny, Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Hongkong i Nowej Zelandii, z Indiami jako kluczowym wyjątkiem) znajduje się w pierwszej grupie, głównie dlatego, że zostały one dotknięte epidemią Covid-19 jako pierwsze. Wcześniejsze ożywienie gospodarcze w tym regionie pomoże ograniczyć wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r., ale bardziej surowe i/lub obowiązujące przez dłuższy czas przepisy dotyczące blokady ograniczą również ożywienie gospodarcze i spowodują, że firmy znów znajdą się pod presją w 2021 r., kiedy to w tym regionie nastąpi kolejny wzrost liczby niewypłacalności. Na szczycie listy znajdują się Chiny, w których przypadku oczekiwany wzrost liczby niewypłacalności do końca 2021 r. wynosi +40% w porównaniu z rokiem 2019. Za nimi plasują się Singapur (+39%), Hongkong (+23%), Japonia (+13%) i Australia (+11%). Stany Zjednoczone również należą do pierwszej kategorii, ale odnotują największy wzrost: +47% w ujęciu rocznym w 2020 r. Szybkie rozprzestrzenianie się wirusa pogłębia trudności i generuje kryzys płynności dla większej liczby przedsiębiorstw, podczas gdy główny środek polityczny – ustawa o pomocy, wsparciu i bezpieczeństwie gospodarczym związanym z koronawirusem („Coronavirus Aid, Relief and Economic Security Act”, czyli inaczej ustawa CARES) – jest skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw, a nie do największych firm znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Nie spodziewamy się, aby tego rodzaju nierówne ożywienie działalności będzie w przypadku USA było wystarczające do zrównoważenia wszystkich konsekwencji kryzysu w zakresie wskaźników finansowych, ani zapobiec kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalności w 2021 r. Stany Zjednoczone odnotują wzrost liczby upadłości firm wynoszący +57% w 2021 r., co oznacza 35 700 przypadków rocznie – najwięcej od 2012 r.

Niewypłacalność dużych firm zwiększą ryzyko wystąpienia efektu domina

Niewypłacalność dużych firm zwiększa presję na łańcuchy dostaw. Nie tylko naraża to klientów na ryzyko, potencjalnie zakłócając ich dostawy i zmuszając do pilnego znalezienia (kosztownych) alternatyw, ale stanowi także zagrożenie dla dostawców, dotyczące ryzyka finansowego, jeśli nie zyskają należnych im płatności, co zmusi je do podejmowania długich i kosztownych procedur prawnych. Im większa firma ogłasza upadłość, tym większe jest ryzyko wystąpienia efektu domina.

Stany Zjednoczone są szczególnie narażone na to ryzyko, a dla reszty świata stanowią dobry wskaźnikiem intensywności ryzyka. Oczekuje się, że w pierwszej połowie 2020 r., ogólna liczba upadłości przedsiębiorstw we wszystkich rozdziałach określonych amerykańskimi przepisami dotyczącymi ogłoszenia niewypłacalności zdecydowanie wzrośnie, w szczególności jeśli chodzi o dane dotyczące wpisów wg rozdziału 11, rejestrowanych za pośrednictwem Epiq AAER (+ 26% w ujęciu rocznym), natomiast w nieco mniejszym zakresie, jeśli chodzi o pozostałe rozdziały ustawy (rozdział 7, 12 i 13). Jednak już obecnie Euler Hermes stwierdził znaczny wzrost liczby najważniejszych przypadków. Spółki giełdowe są obecnie dalekie od odporności: Bloomberg odnotował 52 upadłości w I kwartale oraz 76 w II kwartale, co stanowi łącznie 128 spółek, posiadających w przybliżeniu 160 mld dolarów aktywów (i 150 mld dolarów pasywów). Według danych Euler Hermes, liczba niewypłacalności przedsiębiorstw o obrotach powyżej 50 mln dolarów wzrosła ponad dwukrotnie w okresie między I półroczem 2019 roku, a I półroczem 2020 r. (66 przypadków) i w II kwartale dotyczyła również kilku bardzo znanych przedsiębiorstw (Hertz, Latam Airlines, Frontier Communication, Intelsat, JC Penney, Neiman Marcus, McDermott Intl).

Rysunek 6: Upadłości spółek giełdowych w USA w 2020 roku (liczba przypadków w poszczególnych miesiącach)Upadłości spółek giełdowych w USA w 2020 roku

Źródła: Bloomberg, Euler Hermes, Allianz Research

Połowa krajów europejskich również należy do tej kategorii ze względu na jeden lub kilka z następujących czynników: w mniejszym stopniu odczuły one skutki przerwania działalności sądów gospodarczych (w szczególności w krajach skandynawskich), nie wprowadziły znaczących tymczasowych zmian w ramach prawa upadłościowego (Szwecja, Irlandia) lub wzrost liczby upadłości następuje z niskiego/stabilnego poziomu niewypłacalności w 2019 r. (Włochy, Portugalia). W praktyce, Włochy, Hiszpania i Portugalia wprowadziły tymczasowe zmiany w prawie upadłościowym, lecz Euler Hermes spodziewa się, że (i) nie wszystkie firmy skorzystają z tej możliwości oraz (ii) ponowny wzrost nastąpi zaraz po zakończeniu tych dostosowań. Włochy odnotują wzrost o +18% w 2020 r. w porównaniu do spadku o 2% w 2019 r., natomiast Hiszpania o  20% w porównaniu z +6% w 2019 r. W obu krajach w 2021 r. nastąpi dalszy wzrost liczby niewypłacalności (+8% i +17%), podnosząc ich roczną liczbę upadłości do poziomów z lat 2014-2015 (odpowiednio 14 000 i 5 850 przypadków). Pozostałe kraje, czyli w praktyce co trzeci, powinny odnotować nieco opóźnione przyspieszenie liczby upadłości przedsiębiorstw – oznacza to, że wzrost będzie silniejszy w roku 2021 w porównaniu z rokiem 2020. Dotyczy to w szczególności Indii, ze względu na istotny wpływ blokad na działalność sądów gospodarczych (z zawieszeniem funkcjonowania sądów) oraz pewne zmiany prawa upadłościowego, obowiązujące do końca 2020 r. lub nawet do odwołania. W tym kontekście, liczba niewypłacalności przedsiębiorstw spadnie w 2020 r. (-52%), jednak w 2021 r. nastąpi prawdziwie masowy wzrost liczby przypadków (+ 128%), do potencjalnie ponad 2000 upadłości – będzie to rekord od czasu wprowadzenia nowego prawa upadłościowego w 2018 r.

W przypadku Francji, Wielkiej Brytanii i w mniejszym stopniu Niemiec, które również należą do drugiej kategorii, jest to bezpośrednio wynikiem dostosowania systemów upadłościowych. W Wielkiej Brytanii główne punkty ustawy o upadłości i ładzie korporacyjnym obowiązywały do końca czerwca, ale różnorodne inne środki rządowe obowiązują do końca grudnia. Niemcy i Francja zdecydowały się zawiesić obowiązek ogłoszenia upadłości odpowiednio do 30 września, a praktycznie rzecz biorąc do 10 października (dokładnie mówiąc, do trzech miesięcy po zakończeniu okresu pilnego kryzysu zdrowotnego). Oczekuje się, że niewypłacalność przybierze na sile wraz z wygaśnięciem przepisów dotyczących zawieszenia obowiązku ogłoszenia upadłości w 4-tym kwartale 2020 r. i w pierwszej połowie 2021 r. oraz w kontekście braku dynamicznego rozwoju gospodarczego.

W przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie firmy ucierpiały już przed kryzysem epidemiologicznym w odniesieniu do swojej działalności i marż z powodu Brexitu, a długość i surowość blokady były silniejsze, liczba upadłości powinna wzrosnąć o +43% do 2021 r., co stanowi 31 500 przypadków rocznie, jest to jednak poziom niższy, niż w 2009 roku. We Francji spodziewamy się masowych niewypłacalności w czwartym kwartale 2020 r. i pierwszej połowie 2021 r., również ze względu na stopniowe ograniczanie środków wsparcia: ostatecznym wynikiem powinien być wzrost o +25% do 2021 r., do rekordowo wysokiego poziomu 64 300 przypadków. Ekstrapolując dane dotyczące zadłużenia przedsiębiorstw zagrożonych upadłością, koszt gospodarczy kolejnych przypadków upadłości w 2020 roku może wynieść nawet 4,2 mld euro, a następnie 5,7 mld euro w 2021 roku. W sumie, w latach 2020-21 epidemia Covid-19 oznaczałaby w ten sposób spadek obrotów rynku o 10 mld euro, czyli 0,4 punktu PKB. Niemcy wykażą się większą odpornością, zwłaszcza dzięki silniejszym warunkom początkowym, krótszej i mniej rygorystycznej blokadzie oraz wcześniejszemu ponownemu otwarciu gospodarki, a także silniejszym bodźcom fiskalnym. Liczba upadłości wzrośnie z historycznie niskiego poziomu osiągniętego na koniec 2019 r. do + 12% do końca 2021 r.

Nowy rekord w 2021 roku w skali ogólnoświatowej (oraz w co drugim kraju)

Podsumowanie ogólnych wyników wskazuje, że Globalny Wskaźnik Niewypłacalności osiągnie w roku 2020 poziom, jaki obserwowaliśmy ostatnio w 2009 r., a następnie osiągnie nowy rekord w 2021 r. W przypadku połowy krajów wynik ten będzie najwyższy od czasu kryzysu finansowego. Chodzi w tym przypadku o kraje europejskie (Francja, Włochy, Hiszpania, Belgia, kraje skandynawskie), ale także o rynki wschodzące (Chiny, Brazylia, Rosja, Turcja). Głównymi wyjątkami powinny być Stany Zjednoczone, Japonia i Niemcy.

Jednak decydenci polityczni muszą teraz zachować delikatną równowagę: przedwczesne wycofanie środków wspierających może zwiększyć wzrost liczby niewypłacalności o +5 punktów procentowych do nawet 10 punktów procentowych. A jeśli globalne ożywienie gospodarcze będzie wymagać więcej czasu, niż oczekiwano, wzrost może być silniejszy nawet o +50 punktów procentowych do 60 punktów procentowych. Wprowadzenie dodatkowych środków pomocowych lub przedłużenie obowiązywania istniejącego wsparcia dla przedsiębiorstw mogłoby ograniczyć niewypłacalność w perspektywie krótkoterminowej, ale również wesprzeć przedsiębiorstwa typu „zombie”, zwiększając ryzyko większej liczby niewypłacalności w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Rysunek 7: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności EH dla poszczególnych regionów oraz wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności EH dla poszczególnych regionów

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 8: Mapa niewypłacalności Euler Hermes wg prognoz na rok 2021Mapa niewypłacalności Euler Hermes wg prognoz na rok 2021

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Tabela 1: Poziom niewypłacalności firm

  % światowego PKB % wskaźnika globalnego 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 -prognoza 2021 -prognoza
GLOBALNY WSKAŹNIK NIEWYPŁACALNOŚCI 86,4 100 97 117 142 133 126 124 124 107 99 96 101 112 122 142 165
Wskaźnik dot. Ameryki Północnej* 26,8 31,1 78 116 161 147 124 105 87 72 67 65 62 60 62 90 96
USA 24,8 28,7 28 137 42 861 60 530 56 046 47 534 39 851 33 061 26 849 24 636 24 027 23 098 22 158 22 720 33 300 35 700
Kanada 2,0 2,3 6 293 6 164 5 420 4 072 3 643 3 236 3 187 3 116 3 089 2 884 2 700 2 677 2 746 3 150 3 430
Wskaźnik dot. Ameryki Łacińskiej* 3,1 3,6 39 32 41 37 35 40 46 54 85 119 140 192 220 272 293
Brazylia 2,4 2,8 1 694 1 240 1 551 1 308 1 189 1 495 1 680 1 734 2 164 2 705 2 737 2 751 2 887 3 800 4 173
Kolumbia 0,4 0,4 132 133 250 323 318 294 357 576 754 785 814 1 243 1 272 1 500 1 600
Chile 0,3 0,4 143 150 171 131 133 127 141 163 401 757 1 050 1 386 1 701 2 050 2 200
Wskaźnik dot. Europy Zachodniej* 21,5 24,9 99 131 174 167 174 191 204 169 151 141 133 133 134 152 176
Wskaźnik dot. strefy Euro * 15,7 18,2 102 136 188 184 193 220 240 197 177 159 149 146 147 169 194
Niemcy 4,6 5,3 29 160 29 291 32 687 31 998 30 099 28 297 25 995 24 085 23 101 21 525 20 093 19 302 18 749 19 500 21 000
Francja 3,3 3,8 49 219 54 733 62 730 60 043 59 887 61 195 63 004 62 814 63 270 58 906 54 989 54 386 51 396 53 600 64 300
Wielka Brytania 3,5 4,1 23 728 30 398 35 133 29 607 31 196 28 967 24 958 22 600 19 824 19 825 19 285 21 161 21 971 23 704 31 506
Włochy 2,5 2,9 6 160 7 502 9 381 11 232 12 153 12 543 14 128 15 685 14 729 13 472 12 023 11 227 11 000 13 000 14 000
Hiszpania 1,6 1,9 952 2 634 4 567 4 388 5 166 6 911 8 417 5 804 4 729 4 091 3 933 3 915 4 162 5 000 5 850
Holandia 1,0 1,2 4 602 4 637 7 987 7 147 6 883 8 346 9 431 7 621 6 006 5 012 3 867 3 633 3 792 4 900 5 400
Szwajcaria 0,9 1,0 4 314 3 892 4 067 4 658 4 697 4 513 4 570 4 240 4 519 4 648 4 766 4 952 4 923 5 200 5 680
Szwecja 0,7 0,8 5 791 6 298 7 638 7 274 6 958 7 471 7 701 7 154 6 426 6 019 6 394 7 223 7 358 8 200 8 600
Norwegia 0,5 0,6 2 845 3 637 5 013 4 435 4 355 3 814 4 564 4 803 4 462 4 544 4 557 5 010 5 013 5 600 6 200
Belgia 0,6 0,7 7 677 8 472 9 421 9 579 10 224 10 587 11 740 10 736 9 762 9 170 9 968 9 878 10 598 11 000 13 400
Austria 0,5 0,6 6 295 6 315 6 902 6 376 5 869 6 041 5 459 5 423 5 150 5 226 5 079 4 980 5 018 5 520 6 070
Dania 0,4 0,5 2 401 3 709 3 337 3 225 2 521 2 614 2 232 1 753 2 011 2 364 2 270 2 434 2 590 3 000 3 150
Finlandia 0,3 0,4 2 560 2 916 3 803 3 400 3 449 3 476 3 702 3 497 3 068 2 848 2 595 2 954 2 990 3 550 3 850
Grecja 0,3 0,3 524 342 368 380 474 455 437 335 206 111 114 82 75 80 100
Portugalia 0,3 0,3 2 001 2 907 3 815 4 091 4 523 6 275 5 659 4 553 4 714 3 616 3 099 2 694 2 560 3 340 3 680
Irlandia 0,4 0,5 363 773 1 406 1 525 1 638 1 684 1 365 1 164 1 049 1 032 874 767 568 660 820
Luksemburg 0,1 0,1 623 583 698 918 988 1 066 1 086 876 902 1 021 1 020 1 356 1 445 1 700 1 900
Wskaźnik dot. Europy Środk. i Wsch. * 4,5 5,2 243 186 209 238 239 262 280 279 280 269 280 235 244 293 328
Rosja 1,7 2,0 35 787 17 754 13 465 11 194 10 235 10 325 8 983 9 407 10 086 10 467 11 513 10 282 11 741 13 800 14 500
Turcja 1,1 1,3 9 954 9 578 10 395 13 442 14 991 16 063 17 400 15 822 13 701 12 328 14 701 13 593 14 050 17 200 18 400
Polska 0,6 0,7 480 420 673 691 730 941 926 822 747 805 900 988 977 1 100 1 210
Republika Czeska 0,3 0,3 759 777 1 508 1 739 2 590 3 843 6 052 9 101 9 077 8 040 7 202 6 140 8 620 9 300 11 500
Rumunia 0,2 0,3 14 104 14 483 18 421 21 692 19 651 26 807 29 587 20 696 10 269 8 371 9 103 8 304 6 524 6 800 8 000
Węgry 0,2 0,2 9 619 10 886 14 504 17 434 19 811 22 376 13 420 17 327 9 545 7 528 6 579 5 692 5 176 5 850 6 200
Słowacja 0,1 0,1 598 435 586 782 728 714 798 700 622 495 876 1 959 2 447 2 994 3 367
Bułgaria 0,1 0,1 467 545 520 556 641 647 815 631 525 440 435 476 506 520 610
Litwa 0,1 0,1 606 957 1 844 1 637 1 273 1 401 1 553 1 686 1 986 2 737 2 974 2 091 1 610 1 500 2 400
Łotwa 0,0 0,0 1 010 1 620 2 578 2 535 812 870 806 947 797 726 584 593 557 660 750
Estonia 0,0 0,0 202 423 1 055 1 029 623 495 459 428 376 335 343 273 148 260 330
Wskaźnik dot. Afryki i Bliskiego Wschodu * 0,5 0,6 86 99 117 116 110 100 105 110 120 145 148 149 162 185 202
RPA 0,4 0,5 3 151 3 300 4 133 3 992 3 559 2 716 2 374 2 064 1 962 1 934 1 868 1 845 2 042 2 280 2 450
Maroko 0,1 0,2 1 729 2 339 2 451 2 760 3 080 3 709 4 373 5 010 5 783 7 161 8 020 7 944 8 439 9 620 10 583
Wskaźnik dot. Azji i Pacyfiku* 29,9 34,6 89 94 87 80 77 73 68 61 65 64 82 116 138 146 181
Chiny

 

14,9 17,2 4 358 4 555 4 448 3 715 3 037 2 650 2 555 2 613 3 237 3 602 6 257 10 600 11 826 14 300 16 600
Japonia 6,5 7,6 14 091 15 646 15 480 13 321 12 734 12 124 10 855 9 731 8 812 8 446 8 405 8 235 8 383 9 050 9 506
Indie 1,7 1,9                     800 963 1 878 900 2 050
Australia 1,7 1,9 4 705 6 124 6 370 6 750 7 596 7 859 8 124 6 625 8 079 6 559 6 120 6 317 6 405 6 750 7 100
Korea Południowa 2,0 2,3 2 294 2 735 1 998 1 570 1 359 1 228 1 001 841 720 555 494 469 414 470 440
Tajwan 0,7 0,8 1 044 805 341 268 256 254 209 132 162 203 227 217 200 230 220
Singapur 0,4 0,5 106 132 135 142 113 151 126 161 189 187 168 207 287 330 400
Hongkong 0,4 0,5 455 468 573 438 333 312 274 271 305 325 296 255 244 290 300
Nowa Zelandia 0,2 0,3 2 733 3 651 3 807 3 448 3 045 2 930 2 796 2 730 2 461 2 282 2 068 2 133 1 920 2 180 2 300

 

(*) Globalny (lub regionalny) Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes stanowi sumę ważoną wskaźników krajowych, przy czym dane dotyczące każdego z krajów są ważone na podstawie udziału jego PKB w odniesieniu do wszystkich krajów należących do próbki (44 kraje stanowiące w 2019 r. 86,4% światowego PKB). Wskaźniki krajowe są określone na podstawie danych pochodzących ze źródeł krajowych lub danych wewnętrznych Euler Hermes dotyczących niewypłacalności, w odniesieniu do podstawy wynoszącej 100 w roku 2000. Prognozy są aktualizowane co kwartał i zatwierdzane przed jednostki biznesowe EH.

(*) PKB w roku 2019 wg danych ważonych z uwzględnieniem bieżących kursów wymiany walut

Źródła: krajowe dane statystyczne, Euler Hermes, Allianz Research (e: dane szacunkowe, f: prognoza) – Dane są dostępne w aplikacji na witrynie MindYourReceivables i na platformie OpenData.

Tabela 2: Poziom niewypłacalności firm

  % światowego PKB % wskaźnika globalnego 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 -prognoza 2021 -prognoza 2021 w por. z 2019
GLOBALNY WSKAŹNIK NIEWYPŁACALNOŚCI 86,4 100 6% 20% 22% -7% -5% -2% 0% -14% -7% -4% 6% 11% 9% 17% 16% 35%
Wskaźnik dot. Ameryki Północnej* 26,8 31,1 37% 48% 39% -9% -15% -16% -16% -18% -7% -2% -4% -4% 3% 45% 7% 56%
USA 24,8 28,7 42% 52% 41% -7% -15% -16% -17% -19% -8% -2% -4% -4% 3% 47% 7% 57%
Kanada 2,0 2,3 -7% -2% -12% -25% -11% -11% -2% -2% -1% -7% -6% -1% 3% 15% 9% 25%
Wskaźnik dot. Ameryki Łacińskiej* 3,1 36 -18% -19% 29% -11% -6% 15% 15% 19% 56% 41% 17% 38% 14% 24% 8% 33%
Brazylia 2,4 2,8 -21% -27% 25% -16% -9% 26% 12% 3% 25% 25% 1% 1% 5% 32% 10% 45%
Kolumbia 0,4 0,4 -32% 1% 88% 29% -2% -8% 21% 61% 31% 4% 4% 53% 2% 18% 7% 26%
Chile 0,3 0,4 8% 5% 14% -23% 2% -5% 11% 16% 146% 89% 39% 32% 23% 21% 7% 29%
Wskaźnik dot. Europy Zachodniej* 21,5 24,9 -10% 32% 33% -4% 4% 10% 7% -17% -10% -7% -5% 0% 1% 14% 16% 32%
Wskaźnik dot. strefy Euro * 15,7 18,2 -10% 34% 38% -2% 5% 14% 9% -18% -10% -10% -7% -2% 0% 15% 15% 32%
Niemcy 4,6 5,3 -15% 0% 12% -2% -6% -6% -8% -7% -4% -7% -7% -4% -3% 4% 8% 12%
Francja 3,3 3,8 6% 11% 15% -4% 0% 2% 3% 0% 1% -7% -7% -1% -5% 4% 20% 25%
Wielka Brytania 3,5 4,1 -20% 28% 16% -16% 5% -7% -14% -9% -12% 0% -3% 10% 4% 8% 33% 43%
Włochy 2,5 2,9 -41% 22% 25% 20% 8% 3% 13% 11% -6% -9% -11% -7% -2% 18% 8% 27%
Hiszpania 1,6 1,9 13% 177% 73% -4% 18% 34% 22% -31% -19% -13% -4% 0% 6% 20% 17% 41%
Holandia 1,0 1,2 -23% 1% 72% -11% -4% 21% 13% -19% -21% -17% -23% -6% 4% 29% 10% 42%
Szwajcaria 0,9 1,0 -5% -10% 4% 15% 1% -4% 1% -7% 7% 3% 3% 4% -1% 6% 9% 15%
Szwecja 0,7 0,8 -6% 9% 21% -5% -4% 7% 3% -7% -10% -6% 6% 13% 2% 11% 5% 17%
Norwegia 0,5 0,6 -6% 28% 38% -12% -2% -12% 20% 5% -7% 2% 0% 10% 0% 12% 11% 24%
Belgia 0,6 0,7 1% 10% 11% 2% 7% 4% 11% -9% -9% -6% 9% -1% 7% 4% 22% 26%
Austria 0,5 0,6 -6% 0% 9% -8% -8% 3% -10% -1% -5% 1% -3% -2% 1% 10% 10% 21%
Dania 0,4 0,5 21% 54% -10% -3% -22% 4% -15% -21% 15% 18% -4% 7% 6% 16% 5% 22%
Finlandia 0,3 0,4 -1% 14% 30% -11% 1% 1% 7% -6% -12% -7% -9% 14% 1% 19% 8% 29%
Grecja 0,3 0,3 -2% -35% 8% 3% 25% -4% -4% -23% -39% -46% 3% -28% -9% 7% 25% 33%
Portugalia 0,3 0,3 18% 45% 31% 7% 11% 39% -10% -20% 4% -23% -14% -13% -5% 30% 10% 44%
Irlandia 0,4 0,5 3% 113% 82% 8% 7% 3% -19% -15% -10% -2% -15% -12% -26% 16% 24% 44%
Luksemburg 0,1 0,1 0% -6% 20% 32% 8% 8% 2% -19% 3% 13% 0% 33% 7% 18% 12% 31%
Wskaźnik dot. Europy Środk. i Wsch. * 4,5 5,2 -4% -24% 12% 14% 0% 9% 7% 0% 0% -4% 4% -16% 4% 20% 12% 34%
Rosja 1,7 2,0 -9% -50% -24% -17% -9% 1% -13% 5% 7% 4% 10% -11% 14% 18% 5% 23%
Turcja 1,1 1,3 5% -4% 9% 29% 12% 7% 8% -9% -13% -10% 19% -8% 3% 22% 7% 31%
Polska 0,6 0,7 -26% -13% 60% 3% 6% 29% -2% -11% -9% 8% 12% 10% -1% 13% 10% 24%
Republika Czeska 0,3 0,3 -10% 2% 94% 15% 49% 48% 57% 50% 0% -11% -10% -15% 40% 8% 24% 33%
Rumunia 0,2 0,3 0% 3% 27% 18% -9% 36% 10% -30% -50% -18% 9% -9% -21% 4% 18% 23%
Węgry 0,2 0,2 6% 13% 33% 20% 14% 13% -40% 29% -45% -21% -13% -13% -9% 13% 6% 20%
Słowacja 0,1 0,1 -54% -27% 35% 33% -7% -2% 12% -12% -11% -20% 77% 124% 25% 22% 12% 38%
Bułgaria 0,1 0,1 31% 17% -5% 7% 15% 1% 26% -23% -17% -16% -1% 9% 6% 3% 17% 21%
Litwa 0,1 0,1 -20% 58% 93% -11% -22% 10% 11% 9% 18% 38% 9% -30% -23% -7% 60% 49%
Łotwa 0,0 0,0 16% 60% 59% -2% -68% 7% -7% 17% -16% -9% -20% 2% -6% 18% 14% 35%
Estonia 0,0 0,0 -43% 109% 149% -2% -39% -21% -7% -7% -12% -11% 2% -20% -46% 76% 27% 123%
Wskaźnik dot. Afryki i Bliskiego Wschodu * 0,5 0,6 3% 14% 18% -1% -5% -9% 6% 5% 9% 21% 2% 0% 9% 14% 9% 25%
RPA 0,4 0,5 4% 5% 25% -3% -11% -24% -13% -13% -5% -1% -3% -1% 11% 12% 7% 20%
Maroko 0,1 0,2 0% 35% 5% 13% 12% 20% 18% 15% 15% 24% 12% -1% 6% 14% 10% 25%
Wskaźnik dot. Azji i Pacyfiku* 29,9 34,6 11% 6% -8% -8% -4% -5% -6% -11% 7% -1% 28% 41% 19% 6% 24% 31%
Chiny 14,9 17,2 20% 5% -2% -16% -18% -13% -4% 2% 24% 11% 74% 69% 12% 21% 16% 40%
Japonia 6,5 7,6 6% 11% -1% -14% -4% -5% -10% -10% -9% -4% 0% -2% 2% 8% 5% 13%
Indie 4,6 5,3                         95% -52% 128% 9%
Australia 1,7 1,9 0% 30% 4% 6% 13% 3% 3% -18% 22% -19% -7% 3% 1% 5% 5% 11%
Korea Południowa 2,0 2,3 -9% 19% -27% -21% -13% -10% -18% -16% -14% -23% -11% -5% -12% 14% -6% 6%
Tajwan 0,7 0,8 68% -23% -58% -21% -4% -1% -18% -37% 23% 25% 12% -4% -8% 15% -4% 10%
Singapur 0,4 0,5 -18% 25% 2% 5% -20% 34% -17% 28% 17% -1% -10% 23% 39% 15% 21% 39%
Hongkong 0,4 0,5 -18% 3% 22% -24% -24% -6% -12% -1% 13% 7% -9% -14% -4% 19% 3% 23%
Nowa Zelandia 0,2 02 6% 34% 4% -9% -12% -4% -5% -2% -10% -7% -9% 3% -10% 14% 6% 20%

 

(*) Globalny (lub regionalny) Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes stanowi sumę ważoną wskaźników krajowych, przy czym dane dotyczące każdego z krajów są ważone na podstawie udziału jego PKB w odniesieniu do wszystkich krajów należących do próbki (44 kraje stanowiące w 2019 r. 86,4% światowego PKB). Wskaźniki krajowe są określone na podstawie danych pochodzących ze źródeł krajowych lub danych wewnętrznych Euler Hermes dotyczących niewypłacalności, w odniesieniu do podstawy wynoszącej 100 w roku 2000. Prognozy są aktualizowane co kwartał i zatwierdzane przed jednostki biznesowe EH.

(*) PKB w roku 2019 wg danych ważonych z uwzględnieniem bieżących kursów wymiany walut

Źródła: krajowe dane statystyczne, Euler Hermes, Allianz Research (e: dane szacunkowe, f: prognoza) – Dane są dostępne w aplikacji na witrynie MindYourReceivables i na naszej platformie OpenData.

Autor: Maxime Lemerle – Dyrektor Działu Analiz Sektorowych oraz Niewypłacalności – Euler Hermes, Allianz Research

Farmy Fotowoltaiki S.A. mają umowę o współpracy z Solar Energy

Berg Holding S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, powzięła informację od spółki zależnej Farmy Fotowoltaiki S.A. o zawarciu przez nią umowy ramowej z Solar Energy S.A. Jej przedmiotem jest dostarczanie gotowych projektów, projektów w fazie wstępnej oraz wspólnej realizacji budowy farm fotowoltaicznych.

Zgodnie z podpisaną umową spółki zobowiązały się do współpracy w zakresie pozyskiwania projektów, realizacji inwestycji oraz budowy farm fotowoltaicznych. Solar Energy S.A. (Wykonawca) będzie dostarczał projekty na różnym poziomie zaawansowania, w tym takie, które są w pełni przygotowane do budowy, ze wszelkimi pozwoleniami, jak i umowami PPA lub wygranymi aukcjami. Farmy Fotowoltaiki S.A. będą z kolei zlecać Wykonawcy realizację poszczególnych wybranych inwestycji, polegających na wykonaniu prac projektowo-montażowo-wykonawczych oraz podłączeniu farm do sieci elektroenergetycznej przedsiębiorstwa energetycznego. Solar Energy S.A. zobowiązał się do przedstawienia najlepszych lokalizacji poszczególnych farm fotowoltaicznych, które uważa za korzystne wraz z przewidywanym punktem przyłączenia do sieci i z dostępnymi danymi na temat nasłonecznienia na danym obszarze.

Współpraca z Solar Energy S.A. to kolejny ważny krok w rozwoju naszej strategii. Zyskaliśmy kolejnego partnera z branży, który podejmie się nie tylko technicznej realizacji części inwestycji, ale również będzie dostarczał atrakcyjne projekty do portfela Farm Fotowoltaiki. Solar Energy S.A. jest jedną z pionierskich firm w Polsce, która zajęła się produkcją innowacyjnych modułów fotowoltaicznych z cienkich ogniw krzemowych o wysokiej sprawności. Jej doświadczenie na rynku zwiększy atrakcyjność i konkurencyjność naszej oferty. Nie wykluczamy rozszerzenia współpracy z Solar Energy S.A. w przyszłości.” – mówi Kamil Kita, Prezes zarządu Farm Fotowoltaiki S.A.

Spółki dopuszczają różne stopnie zaawansowania prac na przedstawionych lokalizacjach. Farmy Fotowoltaiki S.A. mają prawo przeprowadzenia procesu due dilligence i wybrania odpowiednich projektów, jak również możliwy będzie zakup przez spółkę kompletnego projektu wraz z prawomocnym pozwoleniem na budowę oraz warunkami przyłącza z zasobów posiadanych przez Wykonawcę.

Spółka zależna od Berg Holding S.A. – Farmy Fotowoltaiki S.A. – zawarła w ostatnim czasie umowę przedwstępną dzierżawy nieruchomości, składającej się z działki położonej w powiecie Grodziskim o powierzchni 3,08 ha w celu budowy na jej części farmy fotowoltaicznej wraz z oprzyrządowaniem, urządzeniami dodatkowymi oraz infrastrukturą towarzyszącą. Zgodnie z umową Wydzierżawiający zobowiązał się oddać nieruchomość spółce Farmy Fotowoltaiki S.A. na okres 25 lat do używania i pobierania pożytków w części nieruchomości, niezbędnej do realizacji celu umowy. Spółka zależna zamierza wybudować farmę fotowoltaiczną w obrębie powyższej nieruchomości o mocy min. 1 MWe. Podpisanie przez Farmy Fotowoltaiki S.A. przedwstępnej umowy dzierżawy jest związane z realizacją strategii rozwoju spółki.

Główne założenia strategii rozwoju Farmy Fotowoltaiki S.A. obejmują rozpoczęcie współpracy z partnerem branżowym, będącym liderem na rynku – Columbus Energy S.A. – w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych oraz powstanie pierwszej spółki celowej F1 Sp. z o.o. z własnym gruntem. Farmy Fotowoltaiki S.A. planują dokonywać zakupu lub dzierżawy działek pod budowę farm fotowoltaicznych o mocy min. 1 MWe lub gruntów na własny użytek. W 2021 r. spółka zamierza realizować projekty od 1 do 10 MWe, natomiast w 2022 r. projekty do 40 MWe. Spółka chce także inwestować w podmioty działające na rynku fotowoltaicznym poprzez zakup udziałów na poziomie od 5% do 45% w wybranych podmiotach. Farmy Fotowoltaiki S.A. będą dążyły do rozwoju sieci wykonawczej i dystrybucji poprzez zawiązywanie współpracy z kolejnymi partnerami i firmami projektowo-montażowymi oraz do rozwoju zaplecza techniczno-handlowego i badawczego poprzez budowę własnego zespołu firm podwykonawczych, w systemie relacji B2B. Spółka będzie też budowała bazę inwestorów zainteresowanych zakupem farm fotowoltaicznych oraz inwestycją w branży fotowoltaiki. Farmy Fotowoltaiki S.A. będą chciały pozyskać kapitał zewnętrzny w kwocie do 10 mln zł do końca 2022 r., który zostanie przeznaczony na sfinansowanie bieżącej działalności.

Kredyt hipoteczny, jeśli weźmiesz go teraz, to możesz zaoszczędzić na wakacje

Dla tych, którzy właśnie myślą o zakupie własnego „M” częściowo sfinansowanego kredytem hipotecznym pojawiła się atrakcyjna okazja. Obecny WIBOR, w większości banków na poziomie 0.28%, a także medialne zapewnienia szefa Rady Polityki Pieniężnej, że za jego kadencji (czyli przynajmniej jeszcze dwa lata) stopy nie wzrosną, stwarzają możliwość zawarcia swoistego zakładu z nim osobiście oraz szerzej z Radą Polityki Pieniężnej. Jego wygrana oznaczać może nawet równowartość wycieczki na egzotyczną wyspę.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że już w czerwcu widoczna była odbudowa popytu na kredyty mieszkaniowe. Wnioskowało o nie łącznie 36,1 tys. klientów. Oznacza to wzrost o 25,9% w porównaniu do maja 2020 roku oraz o 29,9% w stosunku do kwietnia tego roku. Warto dodać, że w czerwcu 2019 roku liczba wnioskujących kształtowała się na poziomie 35,2 tys.

Pandemia z jednej strony spowodowała zaostrzenie oceny scoringowej potencjalnych kredytobiorców przez banki, z drugiej zaś reakcja Rady Polityki Pieniężnej doprowadziła do sytuacji, w której mamy rekordowo niski WIBOR, tym samym pożyczany pieniądz jest tańszy – wskazuje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.

Jednak zanim zaciągniemy zobowiązanie finansowe na wiele lat, warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami mającymi zasadniczy wpływ na koszt potencjalnego zobowiązania – jaki jest okres kredytowania, jaki typ rat wybrać, równe czy malejące i w końcu na jakie oprocentowanie się zdecydować, stałe czy zmienne. Ten ostatni czynnik może zadecydować o tym, ile tak naprawdę zaoszczędzimy biorąc obecnie kredyt hipoteczny.

Wybór stałego oprocentowanie zakłada, że bierzemy kredyt w oparciu o obecny (rekordowo niski WIBOR) i przez co najmniej pięć lat spłacamy raty równe na podstawie dzisiejszej wartości wskaźnika WIBOR. Drugi wariant – raty zmienne – oznacza, że WIBOR – w zależności od banku – będzie aktualizowany zazwyczaj co trzy albo co sześć miesięcy, więc nasze raty mogą się zmieniać, w zależności od tego, jak będą się kształtować stopy procentowe ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej. Warto podkreślić, że w przypadku oprocentowania stałego w momencie rozpoczęcia spłaty kredytu, raty miesięczne są nieznacznie wyższe niż w przypadku, gdybyśmy wybrali oprocentowanie zmienne.

Dokonując jednak wyboru należy uwzględnić perspektywę najbliższych pięciu lat. Zwykle kredytobiorcy decydują się na kredyty hipoteczne z oprocentowaniem zmiennym, licząc na obniżkę stóp i tym samym w przyszłości mniejszą ratę lub po prostu nie zdają sobie sprawy, że mają do wyboru inne rozwiązanie. Obecne stopy są na tak niskim poziomie, że kolejne zmiany de facto oznaczałyby, że państwo dopłacałoby do naszych kredytów. A zatem można przyjąć założenie, że stopy procentowe w najbliższych latach jednak wzrosną.

Jeśli zamiast wziąć kredyt hipoteczny w oparciu o oprocentowanie zmienne, wybierzemy opcję oprocentowania stałego przez najbliższe pięć lat (to jest bowiem minimalny okres, w którym bank nie zaktualizuje nam kalkulacji bazowej opartej o zmienny WIBOR) będziemy spłacać równe i stałe raty naszego kredytu. Jeżeli zaś okaże się, że dla przykładu dopiero za dwa lata, RPP pod kierownictwem nowego szefa podniesie WIBOR, różnica pomiędzy wysokością raty w oparciu o oprocentowanie zmienne a stałe przez kolejne trzy lata może wynieść nawet kilkanaście tysięcy złotych w zależności od parametrów kredytu – wyjaśnia Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy. Hipotetycznie, jeśli za dwa lata poziom stóp procentowych wzrośnie do poziomu sprzed pandemii, tj. 1,71%, to przy kredycie w wysokości 400 tys. zł na okres dwudziestu lat różnica w wysokości spłacanych rat może wynieść nawet do 15 tys. zł na korzyść kredytobiorcy. Te kilkanaście tysięcy złotych, które może zostać w naszej kieszeni to właśnie wycieczka dla dwóch osób na rajską wyspę Bali. I to tylko dlatego, że zawarliśmy zakład z Radą Polityki Pieniężnej, a życie napisało – bardzo prawdopodobny w tym przypadku – scenariusz. Oczywiście może się zdarzyć, że przez kolejnych pięć lat stopy ani drgną albo jeszcze spadną. W tym przypadku jednak można znacznie więcej wygrać niż stracić – dodaje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.

Kto zastosuje 9 proc. CIT- limity i zasady preferencyjnej stawki podatku dochodowego

Podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych są co do zasady opodatkowani 19% stawką podatku, jednak w określonych sytuacjach, po spełnieniu odpowiednich warunków, mogą skorzystać z preferencji w postaci 9% stawki podatku. Obniżona stawka podatku nie odnosi się do wszystkich podatników z uwagi na szereg kryteriów decydujących o jej zastosowaniu. Ponadto kwotę podatku obliczonego wg 9% stawki wskazuje się w deklaracji podatkowej, co oznacza, że urzędy skarbowe mają informacje odnośnie do podmiotów korzystających z tej preferencji. Dlatego obliczenie kwot przychodów uprawniających do obniżonej stawki CIT oraz spełnienie pozostałych warunków powinno być bardzo dokładnie analizowane, także w toku prowadzonej działalności.

Warunek przychodowy

W celu skorzystania z ulgi należy spełnić dwa kryteria przychodowe. W pierwszej kolejności stawkę 9% może zastosować podatnik, jeżeli kwota przychodów osiągniętych w roku podatkowym nie przekroczy kwoty stanowiącej równowartość 1,2 mln euro w przeliczeniu na złote po kursie ogłoszonym przez NBP na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego. Powyższe przeliczenie powinno być dokonywane w zaokrągleniu do 1 000 zł.

Ponadto w art. 19 ust. 1d ustawy o CIT ustawodawca wskazał, że preferencyjną stawkę mogą zastosować podatnicy posiadający status małego podatnika CIT. Zgodnie z art. 4a pkt 10 ustawy o CIT mały podatnik to podmiot osiągający przychody ze sprzedaży (wraz z kwotą VAT należnego) nieprzekraczające w poprzednim roku kwoty odpowiadającej równowartości 2 mln euro w przeliczeniu na złote po kursie na pierwszy dzień roboczy października poprzedniego roku w zaokrągleniu do 1 000 zł. Powyższy limit uległ podwyższeniu z 1,2 mln euro do 2 mln euro od 1 stycznia 2020 r. zgodnie z nowelizacją z 23 października 2018 r. (Dz.U. poz. 2159), którą wprowadzono także preferencyjną stawkę 9%. Należy zwrócić uwagę, że limit dotyczący małego podatnika został określony w kwocie brutto.

W efekcie podatnicy, którzy będą chcieli skorzystać z preferencyjnej stawki w 2020 r., będą musieli spełnić dwa warunki, czyli przychody za 2020 r. (netto bez podatku VAT) nie będą mogły przekroczyć 1,2 mln euro oraz przychody za 2019 r. nie będą mogły przekroczyć 2 mln euro (brutto tj. z uwzględnieniem podatku VAT).

Ponadto należy zwrócić uwagę na różny sposób przeliczania kursu, który dodatkowo komplikuje kwestię ustalenia limitu przychodów. W powyższym przypadku będzie to kurs z 1 października 2019 r. dla limitu małego podatnika (2 mln euro) oraz kurs z 2 stycznia 2020 r. dla limitu przychodów 1,2 mln euro.

Ograniczenie czasowe związane z restrukturyzacją

Ustawodawca, wprowadzając preferencyjną 9% stawkę podatku, przewidział, że będzie ona mogła zostać wykorzystana jako narzędzie do optymalizacji opodatkowania. Dlatego ograniczył możliwość stosowania tej stawki w pewnych okresach następujących po restrukturyzacji. Ustawodawca wskazał, że nowy podmiot nie może skorzystać z preferencji w roku rozpoczęcia działalności i roku bezpośrednio po nim następującym w sytuacji, gdy podmiot ten powstał wskutek:

  • połączenia, podziału, przekształcenia z wyjątkiem przekształcenia jednej spółki w inną spółkę;
  • przekształcenia osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą lub spółek niebędących osobami prawnymi;
  • wniesienia przedsiębiorstwa, zorganizowanej części lub składnika majątku o wartości przekraczającej równowartość w złotych co najmniej 10 tys. euro;
  • wniesienia wkładów niepieniężnych na kapitał uzyskanych z likwidacji innych podatników, jeżeli podmiot wnoszący posiadał udział (akcje) likwidowanych podatników.

Dodatkowo stawki 9% nie można zastosować do spółki dzielonej oraz podatników wnoszących tytułem wkładu do innego podmiotu na poczet kapitału prowadzone przedsiębiorstwo, zorganizowaną część lub składniki majątkowe o określonej wartości lub składniki majątku uzyskane w wyniku likwidacji. Okres obostrzenia dotyczy roku podatkowego, w którym wniesiono wkład oraz kolejnego roku.

Pozostałe ograniczenia

Należy zaznaczyć, że obniżona stawka CIT nie dotyczy przychodów z zysków kapitałowych. Nie będą one zatem uwzględniane do kalkulacji limitów, o których mowa poniżej. Zatem zyski kapitałowe w dalszym ciągu są opodatkowane stawką 19% CIT.

Ponadto wyłączone z możliwości zastosowania 9% stawki podatku zostały podatkowe grupy kapitałowe.

Zaliczki na podatek

Jeżeli podatnik w ciągu roku podatkowego uiszczał zaliczki wg 9% stawki podatku, lecz utracił prawo do stosowania preferencji (np. przekroczył kwotę 1,2 mln euro przychodów), wówczas traci on prawo do stosowania stawki 9% i co do zasady będzie musiał dopłacić zaliczki na podatek wraz z odsetkami, kalkulując wg stawki 19%.

Podobna sytuacja będzie miała miejsce w odwrotną stronę, czyli jeżeli podatnik w roku podatkowym opłacał podatek w kwocie 19%, a na koniec roku potwierdził możliwość stosowania obniżonej stawki, to będzie mógł otrzymać zwrot nadpłaconego podatku poprzez wykazanie nadpłaty w deklaracji.

Powyższe oznacza więc, że podatnicy, u których kwoty limitów przychodów są na granicy, powinni rozważyć stosowanie bezpieczniejszego podejścia i rozliczania się z podatku CIT wg 19% stawki podatku zamiast 9% stawki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wraca słabość dolara

Wraca słabość dolara, który zmierza do zanotowania najgorszego miesiąca od dekady. W coraz mniejszym stopniu uwidacznia się znaczenie USD jako bezpiecznej przystani, a coraz bardziej waluta cierpi przez obawy inwestorów o wyhamowanie ożywienia w USA z powodu wirusa i opóźnień w pracach nad pakietem fiskalnym. Dochodzi jeszcze Trump, który stara się odwrócić uwagę od złych sygnałów z gospodarki.

Koniec miesiąca zapewne ma swój dodatkowy udział w pogrążaniu dolara i przypieczętowuje miesiąc, w którym dochodzi do wyraźnej zmiany nastawienia inwestorów do waluty. Wczorajsze dane o PKB przypomniały, jaki rachunek w drugim kwartale pozostawiła po sobie pandemia. W ujęciu zannualizowanym PKB skurczył się o 32,9 proc., co było największym załamaniem od czasu Wielkiego Kryzysu. Dramatyczne skutki lockdownu i zamrożenia aktywności gospodarczej może nadawały się na szokujące nagłówki, ale dla rynku nie były zaskoczeniem (odczyt był nawet nieco lepszy do konsensusu prognoz). Bardziej niepojący był za to drugi tydzień z rzędu, kiedy wzrosła liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych przy jednym milionie więcej osób kontynuujących pobieranie zasiłku. Rozprzestrzenianie się koronawirusa w USA prowadzi do wstrzymania, a w niektórych stanach odwracania procesów reaktywacji działalności gospodarczej. A wszystko to ma miejsce, kiedy kongresmeni wciąż nie porozumieli się w sprawie Fazy Czwartej pakietu fiskalnego, w związku z czym od sierpnia miliony bezrobotnych Amerykanów utracą 600 USD cotygodniowej zapomogi. To za dużo, by łatwo dało się zignorować, choć Wall Street podtrzymuje tarczę ochronną w postaci bardzo dobrych wyników kwartalnych technologicznych gigantów. Ale dolar już takiego wsparcia nie ma.

Najmniej w całym tym zestawie wydarzeń z ostatnich godzin znaczy sugestia prezydenta USA Trumpa o przełożeniu terminu wyborów prezydenckich zaplanowanych na 3 listopada z powodu zagrożeń związanych z pandemią. Nie widzę w tym nic innego, jak tylko próbę odwrócenia uwagi od wyżej wymienionych problemów gospodarki. Nie byłby to z resztą pierwszy raz, kiedy administracja Białego Domu stara się zakryć swoje porażki poprze zaoferowanie innej „bomby”. Wystarczy powiedzieć, że regulacje wyborów zapisane są w prawie datowanym na 1845 r. i potrzeba zgody Kongresu na zmiany. Natomiast oddzielna poprawka określa, że kadencja prezydenta USA kończy się „w południe 20 dnia stycznia”, więc nawet odroczenie wyborów nie przedłuży prezydentury Trumpa. Będzie interesującym śledzić ostatnie miesiące kampanii, ale z perspektywy rynku wczorajsze komentarze Trumpa są nieudaną zasłoną dymną.

Podobnie byłbym ostrożny w interpretowaniu najnowszym komentarzy prezesa NBP Adama Glapińskiego, który w artykule dla Dziennika Gazeta Prawna stwierdza, że NBP ma jeszcze przestrzeń do dalszego poluzowania polityki pieniężnej, gdyby warunki gospodarce uległy pogorszeniu. Zdaniem prezesa inflacja w kolejnych kwartałach będzie się obniżać, a jej aktualnie wyższe poziomy wynikają z szybszej odbudowy popytu. Glapiński zasugerował też, że słabszy złoty byłby korzystny dla ożywienia gospodarczego. To, że przestrzeń do luzowania jest, nie znaczy, że jest znacząca albo że zostanie wykorzystana. Nie mogę uwierzyć, aby NBP odważyłby się wprowadzić ujemne stopy procentowe (czyli stopie referencyjnej zostało 10 pb obniżki?), podczas gdy dalsze rozszerzenie skupu aktywów nie będzie już miało takiego efektu, jak pierwsza implementacja. Podobnie stwierdzenie korzyści gospodarczych z tytułu słabszej waluty nie implikuje do razu interwencji banku centralnego. W artykule prezesa można doszukać się próby zatrzymania aprecjacji złotego. Problem w tym, że umocnienie jest skutkiem słabości dolara, na co NBP nie ma wpływu, a z czym walka z góry skazana jest na przegraną. Prezes Glapiński z pewnością zdaje sobie z tego sprawę i pozostaje mu jedynie blef w postaci rozbudzających dyskusję artykułów prasowych. Blef się jednak nie powiedzie, co potwierdza stabilizacja EUR/PLN dziś rano pod 4,41.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cisza przed burzą: COVID-19 stworzył bombę zegarową niewypłacalności firm

  • Covid-19 stworzył prawdziwą bombę zegarową dotyczącą niewypłacalności – Euler Hermes spodziewa się, że większość przypadków niewypłacalności ma dopiero nadejść, głównie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r
  • W związku z tym Globalny wskaźnik niewypłacalności prawdopodobnie osiągnie rekordowy poziom, rosnąc o + 35% do 2021 r.
  • 2/3 krajów doświadczy szczytu wzrostu niewypłacalności jeszcze w bieżącym, 2020 roku, podczas gdy pozostałe kraje, zwłaszcza europejskie (w tym Francja, Wielka Brytania, w pewnym stopniu Niemcy, Polska) odnotują znaczące zwiększenie liczby upadłości w 2021 roku
  • Przedwczesne wycofanie politycznych środków wsparcia mogłoby pogorszyć sytuację, zwiększając wzrost liczby niewypłacalności od +5 punktów procentowych do +10 punktów procentowych 

Nawet w obecnym okresie, gdy gospodarki wychodzą z całkowitej blokady, Euler Hermes spodziewa się, że większość przypadków niewypłacalności ma dopiero nadejść, głównie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r., w wyniku nierównych warunków początkowych, a także różnych strategii wznawiania produkcji i podejmowanych nadzwyczajnych środków politycznych, w szczególności dotyczących zgłaszania niewypłacalności (tymczasowe zmiany w systemach upadłościowych, inne formy ochrony dłużników – dające im więcej czasu i elastyczności w działaniu). Globalny wskaźnik niewypłacalności prawdopodobnie osiągnie rekordowy poziom, rosnąc o + 35% do 2021 r., skumulowany w okresie dwóch lat, przy czym w połowie krajów odnotuje on nowy rekord od czasu kryzysu finansowego w 2009 r.

Globalny Wskaźnik Niewypłacalności osiągnie w roku 2020 poziom, jaki obserwowaliśmy ostatnio w 2009 r., aby następnie osiągnąć nowy rekord w 2021 r. W przypadku połowy krajów wynik ten będzie najwyższy od czasu kryzysu finansowego. Chodzi w tym przypadku o kraje europejskie (Francja, Włochy, Hiszpania, Belgia, kraje skandynawskie), ale także o rynki wschodzące (Chiny, Brazylia, Rosja, Turcja, Polska). Głównymi wyjątkami powinny być Stany Zjednoczone, Japonia i Niemcy.

Gdzie sytuacja jest najpoważniejsza? Największe wzrosty odnotują Stany Zjednoczone (+ 57% do 2021 r. w porównaniu do 2019 r.), Brazylia (+ 45%), Chiny (+ 40%) i główne kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania (+ 43%), Hiszpania ( + 41%), Włochy (+ 27%), Belgia (+ 26%), Francja (+ 25%) – Polska odpowiednio +24%.

Jednak decydenci polityczni muszą teraz zachować delikatną równowagę: przedwczesne wycofanie środków wspierających może zwiększyć wzrost liczby niewypłacalności o +5 punktów procentowych do nawet 10 punktów procentowych. A jeśli globalne ożywienie gospodarcze będzie wymagać więcej czasu, niż oczekiwano, wzrost może być silniejszy nawet o +50 punktów procentowych do 60 punktów procentowych. Wprowadzenie dodatkowych środków pomocowych lub przedłużenie obowiązywania istniejącego wsparcia dla przedsiębiorstw mogłoby ograniczyć niewypłacalność w perspektywie krótkoterminowej, ale również wesprzeć przedsiębiorstwa typu „zombie” (tzn. istniejące tylko dzięki kroplówce z zewnątrz, nie rokujące), zwiększając ryzyko większej liczby niewypłacalności w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Zmiana liczby niewypłacalności w roku 2021 (poziom w roku 2021 w porównaniu z rokiem 2019 w %)

COVID-19 stworzył bombę zegarową niewypłacalności firm
Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Także wiele polskich firm mając pustki w kasie, a nawet debet (środki pomocowe nie były w stanie pokryć wszystkich kosztów stałych, zobowiązań np. kredytowych czy leasingowych) kwalifikuje się do ogłoszenia niewypłacalności czy działań restrukturyzacyjnych.  Ale nie mogły tego zrobić, gdyż w czasie zamknięcia nie pracowały sądy, a co więcej – zawieszono obowiązek zgłaszania wniosków o niewypłacalność. Wstrzymane są działania egzekucyjne, dodano nową, już pozasądową de facto ścieżkę działań restrukturyzacyjnych. Wszystko w imię ochrony firm, ale przypatrując się bliżej – głównie dłużników, a nie wierzycieli. To oni – dostawcy, obok budżetu państwa ratować mają gospodarkę, obroty innych firm. Warto o tym pamiętać i chronić swój kapitał obrotowy, który nieprędko da się odbudować.  – Tomasz Starus, członek zarządu ds oceny ryzyka w Euler Hermes

Od 31 lipca krajowe dane geodezyjne dostępne bez opłat. Co to oznacza dla biznesu?

Dziś, 31 lipca, wchodzi w życie nowelizacja ustawy dot. prawa geodezyjnego i kartograficznego. Główny Geodeta Kraju, dr hab. inż. Waldemar Izdebski, wprowadził zmiany, według których znaczna część danych geodezyjnych będzie dostępna online i bez opłat.

Znowelizowane przepisy przewidują przede wszystkim przyspieszenie procesu inwestycyjnego dla geodetów, usprawnienie prowadzenia ewidencji gruntów i budynków oraz zapewnienie lepszego finansowania geodezji w powiatach.

 Jednak, co oznacza ten krok dla przedsiębiorcy?

  • Oszczędność kosztów i czasu uzyskania danych geodezyjnych;
  • usprawnienie procesu uwolnienia działek przez powiaty;
  • minimalizację formalności związanych z uzyskaniem potrzebnych materiałów;
  • wykorzystanie danych przestrzennych do usprawnienia bieżących procesów przedsiębiorstwa;
  • nowe możliwości biznesowe wynikające z analizy danych topograficznych i in.

„Wejście w życie znowelizowanej ustawy otwiera przed światem biznesu zupełnie nowe możliwości w zakresie wykorzystania danych przestrzennych. Dzięki uwolnieniu danych, przedsiębiorcy będą mogli samodzielnie wyszukiwać konkretne lokalizacje, nieruchomości czy działki wg określonych parametrów. Szczegółowe korzyści muszą dostrzec firmy działające w branży architektonicznej, budowlanej i pokrewnych, ale też na przykład fotowoltaiczne. Do tej pory proces ten był skomplikowany i czasochłonny, a dostęp do danych związany również z opłatami. Zmiany w prawie otworzą wiele drzwi przed firmami, które zdecydują się sięgnąć po tego typu informacje i zbudują w oparciu o nie swoją przewagę konkurencyjną. W zasięgu ręki mogą się znaleźć zdjęcia lotnicze całej Polski, mapy pokazujące wszystkie drogi, obiekty topograficzne czy zabudowania. Obecnie nie wiadomo jeszcze w jaki dokładnie sposób sektor publiczny udostępni uwolnione dane, natomiast niektóre Wojewódzkie Ośrodki Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej już rozpoczęły prace nad technologiami, które umożliwią im korzystanie z uwolnionych danych” – komentuje Sławomir Hemerling-Kowalczyk, prezes GIAP, członek zarządu Sputnik Software.

Szczegółowych odpowiedzi odnośnie otwierających się możliwości dla sektora biznesowego związanych z bezpłatnym dostępem do danych topograficznych chętnie udzieli Sławomir Hemerling-Kowalczyk, Prezes GIAP i Członek Zarządu Sputnik Software. Ekspert reprezentuje lidera polskiego rynku rozwiązań technologicznych dla sektora publicznego. Obecnie GIAP jako jedyna spółka w Polsce rozpoczął realizację prac nad oprogramowaniem, które umożliwi Wojewódzkim Ośrodkom Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej w województwach lubuskim i podkarpackim udostępnienie danych geodezyjnych mieszkańcom i przedsiębiorcom. Jeżeli mają Państwo dodatkowe pytania, zachęcamy do kontaktu mailowego, bądź rozmowy telefonicznej/online z ekspertem.

Taktyczna zmiana w przemyśle. Po pandemii branża postawi na reshoring

Tylko jedna na dziesięć pytanych firm z sektora wytwórczego deklaruje, że COVID-19 nie wpłynął na jej działalność, wynika z raportu amerykańskiej firmy Fictiv. Ogromna większość przedsiębiorstw przemysłowych odczuła na własnej skórze wpływ pandemii. Jak wynika z deklaracji menadżerów, przyczyną ich kłopotów był spadek sprzedaży i zachwianie równowagi w łańcuchu dostaw.

Jak wynika z raportu 2020 State of Manufacturing (SoM), za opracowanie którego odpowiada firma Fictiv, niemal 9 na 10 przedsiębiorstw przemysłowych odczuło negatywny wpływ koronawirusa na swoją działalność. Zaledwie 11% ankietowanych zadeklarowało, że nie odnotowali oni żadnych wahań.

Wyniki ankiety nie są zaskoczeniem. Dane GUS pokazywały, że wartość produkcji przemysłowej między marcem a majem spadała. Dopiero w czerwcu powróciła do poziomu sprzed roku. – zauważa Michał Górecko z BPSC i tłumaczy – W niektórych branżach, jak na przykład motoryzacyjnej, mocno zwolniła sprzedaż, co wpływało na mniejsze zamówienia u producentów komponentów do samochodów. – opisuje Dyrektor Sprzedaży ze śląskiej spółki dostarczającej zaawansowane oprogramowanie dla sektora przemysłowego.

Jak się okazuje, sytuacja w naszym kraju była podobna do tej panującej w innych częściach świata. Według opinii 44% respondentów badania SoM 2020, gorsza sytuacja ich firmy była efektem spadku koniunktury na rynku. Niewiele mniejszy odsetek pytanych (41%) deklaruje, że głównym powodem problemów jest wzrost kosztów materiałów i komponentów oraz wydłużenie czasu produkcji.

Ostrożnie z offshoringiem

A co przyniesie najbliższa przyszłość? Jak wynika ze wspomnianego raportu, aż 84% pytanych menadżerów twierdzi, że w porównaniu z okresem sprzed pandemii, w nowej rzeczywistości będą zdecydowanie bardziej ostrożnie podchodzić do offshoringu, czyli procesu przeniesienia wybranych procesów przedsiębiorstwa za granicę.

Aż 73% pytanych będzie dążyła do tego, by zminimalizować swoją zależność od Państwa Środka. Jednak nie dojdzie do całkowitej rezygnacji z usług chińskich podwykonawców. 3 na 4 pytane firmy nadal zaopatrywać się będą w Azji, ale przybywa przedsiębiorstw, które planują przenieść produkcję bliżej swoich głównych rynków.

Od kilku lat coraz więcej mówi się o reindustralizacji i reshoringu. Ta dyskusja zaczęła się po kryzysie z 2008 roku, po którym kolejni producenci decydowali się na przeniesienie produkcji bliżej macierzystych rynków. Jednak wciąż znaczna część globalnych łańcuchów wartości zaczyna się w Chinach, co z pewnością nie ulegnie zmianie z dnia na dzień. – zauważa Michał Górecko z BPSC.

Podobnego zdania jest Jean Olivieri, dyrektor operacyjny Fictiv, który mówi:

Chiny nadal oferują szereg korzyści w zakresie infrastruktury i możliwości produkcyjnych, co czyni je stabilną częścią ważnego ogniwa w łańcuchu dostaw, w niemal każdej branży.

Zdaniem przedstawiciela polskiej spółki technologicznej BPSC, w najbliższym czasie możemy się spodziewać sporych inwestycji w IT branży logistycznej.

Menadżerowie zarządzający łańcuchem dostaw wsparcia będą szukali w technologii. Inwestycja w zaawansowane IT będzie podstawą do budowy każdego sprawnego, odpornego na zawirowania rynkowe i responsywnego łańcucha dostaw, który dopasuje się do różnych lokalizacji i popytu. – tłumaczy Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem z śląskiej spółki IT.

Nowe możliwości w nowej rzeczywistości

97% ankietowanych jest przekonanych, że COVID-19 stworzył nowe możliwości dla biznesu. Zdaniem menadżerów, drzwi, które uchyliła przed przemysłem pandemia, można będzie otworzyć szerzej dzięki technologii, wykorzystując pojawiające się okazje. Aż 87% kadry kierowniczej globalnych firm produkcyjnych deklaruje, że w najbliższym czasie transformacja cyfrowa ich przedsiębiorstw będzie miała wysoki priorytet.

Przybywa świadomych menadżerów, którzy zdają sobie sprawę, że prowadzenie biznesu, zdobywanie klientów czy odpowiedzialna praktyka kadrowa, uzależnione są od technologii. To przekłada się na inwestycje, bo biznes wciąż nie nasycił się komputerową innowacją. – mówi Michał Górecko i dodaje – Gdy spojrzymy na przedstawicieli dowolnej branży, z łatwością zauważymy że ci, którzy mogli pochwalić się wyższym poziomem ucyfrowienia, zdecydowanie lepiej radzili sobie w nowej rzeczywistości. Byli bardziej elastyczni i zwinni. – kończy ekspert z katowickiej firmy.

Czy koronawirus pokazał menadżerom, że inwestycja w IT przynosi zwrot z inwestycji? Odpowiedź znajdziemy w danych IDC. Zdaniem analityków pracujących w tej firmie doradczej, pomimo pandemii w 2020, przedsiębiorcy na projekty cyfrowe przeznaczą o 10% więcej niż przed rokiem.

Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r.

  • W pierwszym półroczu 2020 r. wartość obrotów akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła rekordowe 131 mld zł. Największym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się branże: finanse, handel i usługi oraz paliwa i energia
  • W tym samym czasie największe w historii obroty w wysokości ponad 4 mld zł zanotowały akcje z NewConnect. Najwięcej handlowano akcjami spółek z segmentów: gry komputerowe, biotechnologia oraz energia odnawialna

Pandemia koronawirusa spowodowała dużą zmienność cen akcji i innych instrumentów finansowych  notowanych na giełdach na całym świecie, w tym w Polsce. W pierwszym półroczu 2020 r. wartość obrotów akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła rekordowe ponad 131 mld zł, z czego największa aktywność inwestorów była w czerwcu. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku na GPW zadebiutowało 5 spółek: jedna na Głównym Rynku i cztery na rynku NewConnect. Kolejna spółka zadebiutowała na Głównym Rynku w lipcu br.

Tablica 1. Zmiana wartości indeksów w I półroczu 2020 r.Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r.

Źródło: GPW

Wysoka zmienność spowodowała w pierwszym kwartale, że giełdy w całej Europie notowały rekordowe wartości obrotów. Dynamiczne odbicie indeksów w drugim półroczu sprawiło, że rekordowe obroty utrzymały się również w drugim kwartale. Gwałtowne spadki, a następnie wzrosty kursów akcji przyciągnęły na rynek kapitałowy nowych inwestorów. W pierwszym półroczu w domach maklerskich zostało otwartych ponad 70 tys. nowych rachunków inwestycyjnych. Liczymy, że większość z tych inwestorów pozostanie na rynku kapitałowym na dłużej – mówi Marek Dietl, Prezes GPW.

Tablica 2. Obroty na Głównym Rynku akcji w podziale na sektory w pierwszym półroczu 2020 r.Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 2

Źródło: GPW

Indeksy

Największe wartościowo obroty na Głównym Rynku GPW w pierwszej połowie 2020 r. generowały takie sektory, jak finanse, paliwa i energia czy handel i usługi. Niewątpliwym liderem wzrostów cen akcji pierwszego półrocza są spółki z branży technologii i gamingu. Wartość indeksu WIG.GAMES, w którego skład wchodzą najwięksi producenci gier notowani na Głównym Rynku GPW, od początku roku wzrosła o niemal dwie trzecie.

Tablica 3. Zmiana wartości indeksu WIG.GAMES w danym miesiącu I półrocza 2020 r.

Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 3Źródło: GPW

Tablica 4. Największe wzrosty indeksów na GR GPW w I półroczu 2020 r. (%)Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 4

Źródło: GPW

W obszarze technologii drożały akcje spółek wchodzących w skład indeksów WIGTech i WIG-informatyka. Ten pierwszy urósł w 1H2020 o ponad dwa razy więcej niż w drugiej połowie 2019 r. Najlepszym miesiącem w tym roku dla WIGTech był kwiecień, kiedy jego wartość wzrosła o ponad 20%. Pomimo pandemii koronawirusa, dobrze sobie radził również indeks sWIG80. Na koniec czerwca jego wartość wzrosła o ponad 11% od początku roku.

Instrumenty pochodne

W pierwszej połowie 2020 r. wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł ponad 5,8 mln i wzrósł w porównaniu z I połową 2019 r. o 76,6%. Wartościowo derywaty odpowiadały za 43% wszystkich obrotów na GPW. Najpopularniejszym instrumentem w tej kategorii pozostają kontrakty na indeksy, które stanowiły ponad połowę obrotów instrumentami pochodnymi na GPW w pierwszej połowie tego roku.

Tablica 5. Wolumen derywatów na GPW w I półroczu 2020 r.

Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 5
Źródło: GPW

ETP

Łączna wartość obrotów produktami ETP (ang. Exchange Traded Products) na GPW, które obejmują fundusze ETF i produkty strukturyzowane, wyniosła w pierwszej połowie 2020 r. niemal 2 mld zł. Z tego największym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się produkty strukturyzowane, których obroty sięgnęły ponad 1,5 mld zł w ramach 223 tys. transakcji. Warto przy tym zauważyć, że obroty tymi instrumentami w całym 2019 r. wyniosły 1,31 mld zł.

Polscy inwestorzy doceniają fakt, że produkty strukturyzowane notowane na GPW dają ekspozycję na aktywa, do których inwestorzy indywidualni nie mają bezpośredniego dostępu (np. ropa, gaz, metale szlachetne). Aby zacząć inwestować w struktury oparte na indeksach, akcjach czy surowcach z rynków zagranicznych wystarczy posiadać standardowy rachunek maklerski. W ostatnich latach aktywnie dołączają do GPW nowi emitenci produktów strukturyzowanych, w tym z grona największych w  Europie. Bardzo cieszymy się, że stwarzane przez nas warunki do wprowadzania i notowania produktów strukturyzowanych sprzyjają zarówno inwestorom, jak i emitentom – mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

NewConnect

Liczba spółek notowanych na rynku NewConnect na koniec czerwca wyniosła 372. Obroty na tym rynku osiągnęły w pierwszej połowie 2020 r. historyczny rekord w wysokości 4,1 mld zł, co oznacza wzrost o 550% w porównaniu z I połową 2019, a w samym kwietniu przekroczyły 1 mld zł. Z kolei wartość indeksu  spółek z tego rynku – NCIndex – od początku roku wzrosła o 91,6%. W lipcu natomiast NewConnect kilka razy osiągnął historyczny rekord dziennych obrotów sesyjnych, który obecnie wynosi 204 mln zł.

Tablica 6. Wartość indeksu NCIndex na koniec danego miesiąca I półrocza 2020 r.

Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 6Źródło: GPW

Cieszy nas wzrost obrotów na  NewConnect w I połowie 2020 r. i rosnąca liczba inwestorów na tym rynku.   Niski poziom stóp procentowych sprzyja rynkowi kapitałowemu, wielu inwestorów szuka alternatywnych do lokat bankowych sposobów inwestowania wolnych środków. Na rynku NewConnect notowanych jest wiele spółek z perspektywicznych sektorów, o dużym potencjale wzrostu i cieszymy się, że zostały one zauważone przez inwestorów – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

Tablica 7. TOP 10 segmentów pod względem obrotów na NewConnect w I półroczu 2020 r. (tys. zł)Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 7

Źródło: GPW

Catalyst

Rynek obligacji Catalyst z końcem czerwca liczył 135 emitentów. W I połowie 2020 r. BGK i PFR wprowadziły do obrotu wtórnego na rynku Catalyst obligacje o wartości ponad 104 mld zł w ramach Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Wartość obrotów obligacjami na Catalyst w tym okresie wyniosła 1,4 mld zł, z czego prawie 900 mln zł to obligacje korporacyjne, 430 mln zł – skarbowe i BGK oraz 0,45 mln zł – komunalne. Skarb Państwa i BGK wprowadziły na Catalyst obligacje o łącznej wartości 890 mln zł. Z kolei wartość nowych emisji obligacji spółek wyniosła 67,7 mln zł, a miast i gmin – 25,6 mln zł.

Tablica 8. Udział emitentów w obrotach na rynku Catalyst w I półroczu 2020 r.

Duża zmienność cen akcji i wysokie obroty na GPW w I połowie 2020 r. 8Źródło: GPW

Untold Tales nową spółką QubicGames

QubicGames zawiązał nową spółkę – Untold Tales S.A. Będzie ona prowadziła działalność wydawniczą w zakresie gier wideo na komputery PC/Mac oraz konsole, w tym konsole nowych generacji. Pierwszymi projektami wydawniczymi Untold Tales będą gry The Hong Kong Massacre oraz Beautiful Desolation, z których pierwsza będzie miała swoją premierę na konsolę Nintendo Switch jeszcze w tym roku, a druga zostanie wydana na konsole Nintendo Switch i Sony PS4 na początku 2021 roku. Kapitał zakładowy Untold Tales wynosi 1.000.000,00 zł i  został objęty w 100% przez QubicGames.

Bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej wymaga przemyślanych działań i inwestycji

Polski system elektroenergetyczny ma się tego lata całkiem dobrze. Nie doskwierają nam upały – co zmniejsza zapotrzebowanie na prąd, który podczas gorących dni zasila urządzenia klimatyzujące. Mniej prądu zużywa również gospodarka, która ze względu na koronawirusa przeszła pewną reorganizację – część pracowników pracuje zdalnie, a część przedsiębiorstw nie prowadzi produkcji i usług. Dodatkowo deszczowa pogoda sprawia, że nie brakuje wody do chłodzenia reaktorów w elektrowniach. To wszystko składa się na komfortowe i lekkie lato dla przemysłu elektroenergetycznego. A jednak spotykają nas problemy i awarie. Zalanie instalacji w elektrowni Bełchatów i mniejsze usterki w kilku innych elektrowniach węglowych oraz gazowych sprawiły, że pod koniec czerwca w polskim systemie elektroenergetycznym zabrakło aż 7GW mocy. Wymusiło to zawyżony import mocy z krajów sąsiednich – który tylko 22 czerwca wyniósł aż 3GW. Czemu zdarzają się takie sytuacje, mimo dobrej pogody i mniejszego popytu?

– Awarie i nieplanowane remonty zbiegły się w czasie z ulewnymi deszczami, które w niektórych elektrowniach zalały między innymi systemy nawęglania. Była to między innymi największa w Polsce elektrownia w Bełchatowie, która produkuje około 20% energii elektrycznej w naszym kraju. Problemy miały także elektrownie w Kozienicach, w Dolnej Odrze, elektrownia gazowo-parowa we Włocławku i elektrownia w Opolu. To wszystko sprawiło że mieliśmy problem w dostawach energii elektrycznej – powiedział serwisowi eNewsroom Bartłomiej Sawicki, redaktor portalu Biznesalert.pl. – Te wydarzenia pokazały, że naszym największym wyzwaniem nie są blackouty, pojawiające się przy upalnej pogodzie. Nie są to również przestarzałe jednostki wytwórcze, opalane węglem – bo awarii uległy także najnowocześniejsze bloki węglowe. Największym problemem polskiego systemu elektroenergetycznego jest brak dywersyfikacji. Nasz system powinien podążać w stronę mniejszych elektrowni o mniejszej mocy, ale bardziej odpornych na usterki i zawirowania pogodowe. Powinny to być również źródła rozproszone – tak, aby nasz system elektroenergetyczny nie opierał się wyłącznie na jednym paliwie. Obecnie energia węglowa stanowi aż 73% całej energii elektrycznej w polskim systemie. Ta liczba z roku na rok spada, jednak wciąż jest bardzo pokaźna – zwraca uwagę Sawicki.

Stanowisko Polskiej Rady Biznesu w sprawie proponowanej przez rząd podwyżki płacy minimalnej w 2021 roku

Rząd bez konsultacji z przedsiębiorcami i pracodawcami zaproponował skokową podwyżkę minimalnego wynagrodzenia w gospodarce w przyszłym roku do 2800 PLN brutto z 2600 PLN w roku bieżącym. Stanowczo protestujemy przeciwko tak lekkomyślnej polityce, która nie uwzględnia obecnych realiów gospodarczych i skutków światowego kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19.

Zgodnie z najnowszą propozycją rządu, godzinowa minimalna stawka ma wzrosnąć z 17 PLN do 18,30 PLN, czyli o 8%! Oznacza to niemal dwukrotnie wyższy wzrost niż zakładają obowiązujące uregulowania budżetowe. Ręczne sterowanie tym wzrostem może się dla wielu firm, walczących ze skutkami kryzysu, skończyć bankructwem i doprowadzić do utraty tysięcy miejsc pracy.

Podejmując jednostronną decyzję o wzroście płacy minimalnej, rząd ignoruje bieżące warunki ekonomiczne i – co gorsza – lekceważy partnerów dialogu społecznego. Tego rodzaju decyzje powinny być konsultowane z organizacjami przedsiębiorców i pracodawców, gdyż to oni ponoszą ostatecznie koszty wzrostu płac.

Działania rządu są tym bardziej godne ubolewania, że przechodzimy obecnie najgłębszy od czasu transformacji kryzys i poważną recesję. Stoją także w jaskrawej sprzeczności z programem utrzymania miejsc pracy wspieranym przez rząd ze środków publicznych. Dlatego wzywamy rząd do przestrzegania prawa, poszanowania ekonomicznej racjonalności, uwzględniania uwarunkowań rynkowych i przestrzegamy przed negatywnymi skutkami podejmowanych jednostronnie działań mających wpływ na wzrost kosztów przedsiębiorców w warunkach daleko idącej niepewności.

W wakacje aktywni stają się oszuści i cyberprzestępcy. Urlopowicze muszą uważać na bezpieczeństwo swoich finansów i danych

Polacy podczas wakacji muszą chronić się nie tylko przed zakażeniem koronawirusem, ale także zadbać o inne środki bezpieczeństwa, by nie stać się ofiarą oszustów i nie stracić oszczędności. W ostatnich dniach coraz popularniejsze wśród przestępców staje się „oszustwo na bon turystyczny”, w którym próbują wyłudzić pieniądze, dzwoniąc do potencjalnych beneficjentów tego programu. Polacy czujni muszą jednak być już na etapie planowania wyjazdów. Latem bowiem wyjątkowo aktywni stają się także cyberprzestępcy. 

W tym roku na okres urlopowy nakłada się pandemia koronawirusa, która kieruje naszą uwagę głównie na zdrowie, a niekoniecznie bezpieczeństwo finansowe. Tymczasem polska Policja alarmuje, że coraz powszechniejsze staje się wyłudzanie pieniędzy metodą na „bon turystyczny”, który jeszcze nawet nie jest wypłacany. Przestępcy dzwonią do potencjalnych ofiar, podszywając się za pracowników Ministerstwa Rozwoju, i próbują nakłonić do skorzystania ze specjalnej oferty na voucher urlopowy, jednak warunkiem jest wpłata na podane konto pieniędzy za cztery dodatkowe dni pobytu.

Łatwowierność i brak czujności próbują wykorzystywać także cyberprzestępcy.

– Cyberprzestępcy chętnie klonują wygląd popularnych serwisów, m.in. umożliwiających rezerwowanie wczasów, i umieszczają taką stronę pod adresem, który łudząco przypomina adres oryginalnej witryny. Przykład: rnojewakacje.pl (połączone r i n zamiast m – przyp. red.) zamiast mojewakacje.pl albo znanebiuropodrozy-superwakacje.pl zamiast znanebiuropodrozy.pl. Wszystkie oferty oszustów są niezwykle atrakcyjne, dzięki czemu łatwo przyciągają naszą uwagę – wskazuje Daniel Świątek, specjalista ds. ryzyk cybernetycznych w Biurze Hestia Corporate Solutions w ERGO Hestii.

Coraz częściej cyberprzestępcy próbują podszywać się także pod banki. Santander Bank Polska zwrócił niedawno uwagę, że jego klienci zgłaszają próby wyłudzenia pieniędzy. Oszuści proszą o zalogowanie się na stronie internetowej, wpłatę części kosztów wyjazdu i pobranie z niej vouchera. Proszą często także o podanie loginu i hasła do bankowości internetowej lub danych karty.

Lato to okres wzmożonej aktywności zarówno cyberprzestępców, jak i tradycyjnych złodziei, którzy chcą wyłudzić nasze dane lub pieniądze. Czujność należy więc zachować już w trakcie meldowania się w hotelu.

– Podczas meldowania się w hotelu lub wypożyczania sprzętu może też zaistnieć konieczność okazania dowodu osobistego. To nie powinno budzić zastrzeżeń. Niebezpieczne jest jednak jego pozostawienie (jako np. gwarancja w wypożyczalni) lub zeskanowanie. Nie należy się na to zgadzać, ponieważ posiadacz kopii dokumentu tożsamości może np. zaciągnąć pożyczkę w instytucjach parabankowych – tłumaczy Daniel Świątek.

Taki skan dowodu może zostać dołączony do naszej rezerwacji i być przechowywany nawet po naszym wyjeździe. W momencie, gdy cyberprzestępca włamie się w późniejszym czasie (a odnotowano takie przypadki) do systemów informatycznych w hotelu, oprócz naszych danych osobowych dołączonych do rezerwacji uzyska dostęp do skanu dowodu. To dawałoby mu większe możliwości zaciągania zobowiązań niż tylko same dane.

Jak podkreśla ekspert, na skanowanie dokumentów tożsamości można się zgodzić jedynie pod warunkiem naniesienia własnoręcznego znaku wodnego na wykonany skan. To pozwoli zidentyfikować źródło wycieku w momencie, gdy baza rezerwacji zostanie udostępniona w internecie.

– Jeżeli po przyjeździe do hotelu okazuje się, że skan dowodu osobistego jest wymagany do zameldowania, należy zadbać o napisanie na jego kserokopii następującej informacji: „skan dowodu na potrzeby zameldowania w hotelu X”. Adnotacja powinna być umieszczona na całej długości i po obu stronach kopii dowodu – tłumaczy specjalista ERGO Hestii.

O bezpieczeństwo trzeba też zadbać w podróży. W samolocie, pociągu czy autobusie nie należy przeglądać salda rachunku bankowego ani innych wrażliwych danych, które mogą być widoczne dla osoby siedzącej obok lub z tyłu. Dobrym pomysłem jest też zminimalizowanie liczby informacji widocznych na karcie płatniczej. Wyciągając ją z portfela w sklepie czy przy kasie, często nieświadomie pokazujemy zawarte na niej dane (imię i nazwisko, numer karty, datę ważności i kod CVV) osobom postronnym. Aby tego uniknąć, można np. zakleić takie informacje nieprzeźroczystą taśmą. Jeżeli nie będzie w żadnym miejscu odstawać ani nie będzie zadarta, kartę wciąż bez problemu można włożyć do terminala lub bankomatu.

Eksperci ERGO Hestii podkreślają, że wypłata gotówki z bankomatów też nie jest w pełni bezpieczna. Przestępcy stosują bowiem skimmery, czyli urządzenia do kopiowania danych z kart płatniczych.

– Tego rodzaju urządzenia są czasami trudne do wykrycia, dlatego bezpieczniejszą alternatywą będzie wypłacanie gotówki z zastosowaniem kodu BLIK albo bezpośrednio u kasjera w placówce banku. Dobrym pomysłem jest również ustawienie na karcie limitów płatności bezgotówkowych, wypłat pieniędzy z bankomatu oraz transakcji internetowych. W razie potrzeby zawsze możemy na chwilę przed większą transakcją tymczasowo zwiększyć limit pozwalający na wykonanie kolejnej operacji – wyjaśnia Daniel Świątek.

Również BLIK jest wykorzystywany przez oszustów, którzy próbują w ten sposób wyłudzić pieniądze od znajomych ofiary. Cyberprzestępcy uzyskują najpierw dostęp do konta w mediach społecznościowych danej osoby (np. podczas kampanii phishingowej, clickbaitów czy clickjackingu połączonego z fake newsami), a następnie rozsyłają do jej znajomych profilowane wiadomości z prośbą o przelew. Kiedy dotrze do nas taka wiadomość, lepiej nie przesyłać pieniędzy bez weryfikacji tej prośby u znajomego.

Media społecznościowe służą też oszustom do śledzenia ofiary w realnym świecie. Dlatego z dużym ryzykiem wiąże się zamieszczanie relacji z urlopu na Facebooku czy Instagramie.

– Instagram, Facebook oraz inne media społecznościowe sprawiły, że coraz chętniej dzielimy się naszym życiem prywatnym z innymi. Powszechne stało się meldowanie w miejscach, które odwiedzamy, lub wstawianie zdjęć pokazujących, gdzie i jak dobrze się bawimy. W pewnych okolicznościach może to przynieść efekty uboczne. Gdy się publicznie informuje innych o swoich planach urlopowych lub na bieżąco zamieszcza zdjęcia z miejsc, w których aktualnie się przebywa, jednocześnie daje się znać przestępcom, że mieszkanie jest puste – wskazuje ekspert ERGO Hestii.

Podkreśla, że pieniądze z każdej transakcji, która nosi znamiona oszustwa, można jednak odzyskać.

– Jeżeli nasze konto zostało wielokrotnie obciążone za daną transakcję lub nie jesteśmy usatysfakcjonowani z tego, co otrzymaliśmy, np. widok z okna w hotelowym pokoju na śmietniki zamiast na zagwarantowane w trakcie rezerwacji morze, możemy odzyskać nasze środki, jeśli płaciliśmy kartą płatniczą i ostatecznie nie doszliśmy do porozumienia ze sprzedawcą. Ważne, aby odpowiednio udokumentować daną sprawę, zachowując paragon czy potwierdzenie rezerwacji w hotelu. W każdym z tych przypadków możemy złożyć w banku reklamację danej transakcji, powołując się na procedurę obciążenia zwrotnego – chargeback. Warto wcześniej zapoznać się z jej szczegółami, aby wiedzieć, co dokładnie możemy reklamować i jakie warunki musimy spełnić, by została ona pozytywnie rozpatrzona. Z tego też powodu rekomendujemy płatności kartą podczas wakacji – wskazuje Daniel Świątek.

Poprawia się kondycja finansowa małych i średnich przedsiębiorstw. Powrót koniunktury możliwy jednak najwcześniej w połowie 2021 roku

Pakiety pomocowe dla firm i odmrożenie gospodarki sprawiły, że stopniowo poprawia się sytuacja mikro-, małych i średnich firm. Podobnie jak ich nastroje. Wskaźnik Barometru EFL po raz pierwszy od III kwartału 2019 roku przekroczył 50 pkt, co wskazuje na korzystną ocenę warunków do rozwoju sektora MŚP. Mimo to przedsiębiorcy mniej optymistycznie niż w maju patrzą na perspektywy powrotu do stanu sprzed pandemii. – Wszystko zależy od sytuacji epidemiologicznej, jednak gospodarka najwcześniej w połowie 2021 roku powróci do poziomu aktywności sprzed kilku miesięcy – ocenia Łukasz Kozłowski,  główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– Obecna sytuacja mikro- i małych przedsiębiorstw po wygaśnięciu części instrumentów w ramach tarczy antykryzysowej jest względnie stabilna. Pomogły w tym zwolnienia na okres trzech miesięcy z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenia społeczne oraz wypłaty postojowego, dzięki czemu poprawiła się płynność finansowa firm. Poza tym gospodarka już w znacznym stopniu się odmroziła, więc firmy mają możliwość generowania przychodów na pokrycie bieżących zobowiązań finansowych – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Kozłowski.

Do 16 lipca Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacił ponad 2,2 mln świadczeń postojowych dla osób prowadzących działalność gospodarczą i osób na umowach cywilnoprawnych na łączną kwotę 4,3 mld zł. Z kolei umorzenia składek za marzec, kwiecień i maj przekroczyły 7,5 mld zł. To zobowiązania ok. 2 mln firm za 6,5 mln osób ubezpieczonych. Zdaniem eksperta firmy nie będą miały problemów, żeby regulować kolejne zobowiązania.

– Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie wygasła całość pomocy, jaką firmy mogły otrzymywać w ramach wsparcia antykryzysowego. Tarcza finansowa jest instrumentem długoterminowym, a kwoty przyznawane w ramach tych subwencji są znacznie wyższe. W przypadku mikrofirm mogą one sięgać 300 tys. zł, a w przypadku firm małych, zatrudniających do 49 pracowników, są jeszcze wyższe. Są to zobowiązania, których spłata jest rozłożona na okres powyżej jednego roku, na ogół na dwa do trzech lat, więc firmy raczej nie powinny narzekać na brak płynności finansowej – wyjaśnia główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak informuje Polski Fundusz Rozwoju, odpowiedzialny za tarczę finansową, do 28 lipca skorzystało z niej ponad 335 tys. firm zatrudniających łącznie ponad 3 mln pracowników. Za pośrednictwem banków trafiło do nich prawie 60 mld zł, z tego 18,2 mld do mikrofirm, a 42 mld do małych i średnich. Jak wskazuje Kozłowski, w Polsce, podobnie jak w większości krajów UE, władze postawiły na wsparcie firm, w przeciwieństwie np. do USA, i to było dobre posunięcie.

– W Stanach Zjednoczonych duża część wsparcia nie była kierowana bezpośrednio do firm, tylko do pracowników, osób, które straciły pracę. Część firm, by zredukować ponoszone przez siebie koszty, wręcz zachęcała pracowników do tego, by odchodzili i pobierali zasiłki, które w niektórych przypadkach były nawet wyższe niż ich wynagrodzenie w okresie przed pandemią – wskazuje ekonomista FPP. – W państwach UE dużo większe było wsparcie ukierunkowane na utrzymanie miejsc pracy, dzięki czemu wzrost bezrobocia był znacznie niższy niż w USA. W sytuacji, kiedy nie będzie kolejnych fal pandemii, przywrócenie aktywności gospodarczej po wygaśnięciu większości obostrzeń będzie sprawniejsze i szybsze.

Barometr EFL wskazuje, że nastroje wśród polskich przedsiębiorców się poprawiają. To nie zmienia faktu, że nieco bardziej realistycznie niż jeszcze w maju patrzą na perspektywy powrotu do normalnego działania. 40 proc. badanych przez EFL firm z sektora MŚP wierzy, że koniunktura wróci do ich branży w przyszłym roku. W maju odsetek ten sięgał 58 proc. Tylko 6 proc. liczy, że stanie się to w ciągu kilku miesięcy (poprzednio 18 proc.), za to dwukrotnie wyższy jest odsetek tych przedsiębiorców, którzy wskazują na okres dwóch–trzech lat (z 19 proc. w maju do 39 proc. na przełomie czerwca i lipca). Jednocześnie zwiększa się grupa firm, których zdaniem koronawirus nie odciśnie piętna na gospodarce.

Sytuacja zależy jednak od działalności – firmom z branży eventowej, usług bezpośrednich czy związanym z turystyką trudniej będzie odrobić straty.

– Niepewność, czy pandemia już odeszła na dobre, czy też będziemy mieli do czynienia z kolejnymi falami, blokuje decyzje inwestycyjne. Na pewno proces odbudowy gospodarki w pewnym momencie zacznie hamować i będzie znacznie trudniejszy. Dopiero w perspektywie połowy, być może końcówki 2021 roku będziemy mogli mówić o tym, że gospodarka powróciła do takiego poziomu aktywności, z jakim mieliśmy do czynienia na przełomie 2019 i 2020 roku – przekonuje Łukasz Kozłowski.

Trudno też na razie oszacować, ile firm upadnie na skutek pandemii koronawirusa. Jak podaje Coface, w I połowie 2020 roku sądy ogłosiły upadłość i restrukturyzację 452 firm, nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku (467), jednak fala bankructw może dopiero nadejść.

 Wydaje się, że większość firm będzie w stanie przetrwać kryzys, ponieważ otrzymały odpowiednio duże wsparcie płynnościowe, a okres lockdownu gospodarczego nie był aż tak długi. Jeśli będzie realizował się bardziej negatywny scenariusz, to skala likwidacji działalności gospodarczej będzie znacznie większa. Paradoksalnie zaobserwowaliśmy za to wzrost liczby płatników składek zarejestrowanych w ZUS-ie i boom na mikrodziałalność gospodarczą, bo w niektórych sektorach, jak transport i logistyka, popyt na pracę realizowaną przez mikrofirmy się  zwiększył – analizuje główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Kredyty gotówkowe w dużej zapaści. Polacy mają coraz więcej problemów ze spłatą swoich zobowiązań

W I połowie roku Polacy zaciągnęli mniej kredytów niż przed rokiem. Spadki dotyczyły wszystkich produktów – największe zanotowały karty kredytowe, kredyty gotówkowe i pożyczki pozabankowe. Najłagodniej kryzys przeszły kredyty mieszkaniowe i ratalne. – W II półroczu oczekujemy odbicia w każdej kategorii, ale nie zrekompensuje to dotychczasowych spadków – mówi dr Mariusz Cholewa, prezes Biura Informacji Kredytowej. Co istotne, pogorszyła się również spłacalność kredytów, zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorców.

– Pierwsze półrocze 2020 roku to był trudny okres dla rynku kredytowego. Polacy zaciągnęli 31 mld zł kredytów mieszkaniowych i w tej kategorii był najmniejszy spadek, bo o 0,4 proc. w stosunku do I półrocza 2019 roku. Kredytów gotówkowych było natomiast 25 mld zł i to już jest spadek o ponad 30 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Z kolei kredytów ratalnych banki udzieliły 6,5 mld zł i tam jest spadek o niecałe 6 pkt proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa.

Największe spadki wartościowe dostrzegalne były w dwóch kategoriach: karty kredytowe (o 41,6 proc.) oraz pożyczki pozabankowe (o 35,7 proc.).

Tempo spadków różnie rozkładało się w poszczególnych okresach I połowy roku. O ile pierwsze dwa miesiące przyniosły bardzo pozytywny wynik, o tyle już marzec, czyli pierwszy miesiąc pandemii koronawirusa w Polsce, mocno zachwiał sprzedażą w każdej z kategorii kredytów i pożyczek, a spadki sięgały kilkudziesięciu procent.

– To trwało mniej więcej do końca kwietnia. Maj był lepszy, bo widzieliśmy odbicie, a czerwiec już był bardzo przyzwoity. W niektórych kategoriach, jak np. w przypadku kredytów ratalnych, był lepszy niż czerwiec roku 2019 – podkreśla prezes Biura Informacji Kredytowej. – Nastąpiło poluzowanie gospodarki, więc Polacy chętniej zaciągają kredyty.

W przypadku kredytów gotówkowych średni poziom zapytań o nowe produkty do bazy BIK w czerwcu stanowił już 97 proc. poziomu sprzed roku. W ostatnich tygodniach odbudował się także popyt na kredyty hipoteczne. Wynika to stąd, że klienci chcą skorzystać z najniższych w historii stóp procentowych, które wpływają na koszt pożyczanego pieniądza, a także uciekają w ten sposób przed rosnącą inflacją. Z kolei w branży pożyczek pozabankowych, mimo procesu odmrażania gospodarki, utrzymują się bardzo duże spadki, rzędu 50–60 proc. względem I połowy 2019 roku.

– Po I półroczu widzimy, że ryzyko kredytowe rośnie. Większa jest grupa klientów indywidualnych i przedsiębiorców, którzy przestają spłacać kredyty. Prezentowany przez nas BIK Indeks Jakości portfela kredytów gotówkowych osiągnął rekordowy wskaźnik 7 pkt proc. Tylko w czerwcu wartość takich kredytów, które osiągnęły przeterminowanie na poziomie powyżej 90 dni, wyniosła około 700 mln zł. Takich kwot nie obserwowaliśmy od długiego czasu – mówi dr Mariusz Cholewa.

Pogorszeniu uległy również wskaźniki dla innych kategorii kredytów. O ile poziom szkodowości kredytów mieszkaniowych i ratalnych pozostaje niski (odpowiednio 0,86 proc. i 2,14 proc.), o tyle już w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych budzi niepokój (odpowiednio 6,67 proc. oraz 4,61 proc.). Co istotne, część kredytobiorców korzysta z wakacji kredytowych, dlatego dopiero pod koniec roku będzie można w pełni ocenić wpływ pandemii na spłacalność zobowiązań.

Związany z tym wzrost ryzyka powoduje, że banki ostrożniej podchodzą do udzielania kredytów i oceny zdolności kredytowej klientów, koncentrując się raczej na tych osobach, które mają wysokie zarobki i pozytywną historię kredytową. To jeden z czynników, który może wpłynąć na ograniczenie akcji kredytowej również w II połowie roku.

– Szacujemy, że w II połowie roku Polacy zaciągną 30 mld zł kredytów gotówkowych, czyli o 19 proc. więcej niż w I półroczu, ale w skali całego roku to i tak będzie o 23 proc. mniej niż w roku poprzednim [55,2 mld zł vs. 72 mld zł w 2019 roku – red.]. W przypadku kredytów ratalnych szacujemy duży wzrost, o ponad 30 proc., półrocze do półrocza, dzięki czemu ich wartość wyniesie około 9 mld zł, ale nadal to nie zrekompensuje spadku z I półrocza i nie osiągniemy poziomu z roku ubiegłego [15,3 mld zł w tym roku vs. 16,7 mld w 2019 roku – red.] – prognozuje dr Mariusz Cholewa.

Sprawdź: Prognoza II półrocza 2020 r. dla rynku kredytowego i pożyczkowego

Z kolei sprzedaż kredytów mieszkaniowych, jak wynika z prognoz BIK, w całym roku sięgnie 60 mld zł i będzie o 8 proc. niższa niż w 2019 roku.

– Ryzyko rośnie, sytuacja gospodarcza jest nadal trudna i niepewna, w związku z czym banki podwyższają wymogi dotyczące udzielania kredytu. Osobom, które mają gorszą historię kredytową, trudniej będzie go dostać. Zwiększają się też wymogi dotyczące wkładu własnego – mówi prezes BIK. – Z drugiej strony świat przenosi się do e-commerce’u, gdzie banki są bardzo aktywne. Bardzo popularny jest tam kredyt ratalny – mamy duże zapotrzebowanie i ograniczone ryzyko, więc banki bardzo chętnie w tę część wchodzą. Myślimy więc, że mimo wszystko II półrocze będzie bardzo przyzwoite dla rynku kredytowego. 

Większa aktywność komarów czeka nas również w sierpniu. W walce z nimi lepiej niż środki chemiczne sprawdzają się żaby, jerzyki i nietoperze

W Polsce co roku pojawia się cztery–pięć pokoleń komarów. W przypadku wilgotnego i ciepłego lata, tak jak w tym roku, może ich być nawet siedem. Choć komary w naszym klimacie nie przenoszą chorób, to mogą skutecznie uprzykrzyć życie. Można z nimi jednak skutecznie walczyć metodami naturalnymi. – Larwami komarów odżywiają się choćby żaby i traszki, a dorosłymi osobnikami – nietoperze, jaskółki i przede wszystkim jerzyki – wymienia prof. dr hab. Piotr Tryjanowski, dyrektor Instytutu Zoologii z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

 Ostatnie dwa lata były bardzo suche, komarów było więc mniej. Jednak gdybyśmy popatrzyli na przestrzeni kilku dziesięcioleci, to komarów raczej nie ma więcej. Są nawet badania naukowe, które pokazują, że komarów, zresztą jak wielu gatunków owadów, jest nieco mniej. Na pewno nie możemy mówić o komarzej pladze, natomiast „problem brzęczący” jest i daje się nam we znaki – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Piotr Tryjanowski.

Na najgorsze trzeba się jednak dopiero przygotować – statystycznie najwięcej komarów pojawia się pod koniec lipca i w sierpniu. Nie należy się ich bać, bo w przeciwieństwie do komarów z tropików nie przenoszą chorób.

 Na pocieszenie dodam, że u nas w strefie umiarkowanej jest daleko lepiej niż w tropikach, gdzie komary przenoszą całą listę chorób, od wirusa Zika po najbardziej niebezpieczną malarię, która ma na koncie więcej ofiar śmiertelnych niż wszystkie wojny – zauważa prof. Piotr Tryjanowski. – Nam komary jedynie uprzykrzają życie brzęczeniem, siadaniem na skórze i ukąszeniami, które zwłaszcza dla osób o mocnym odczynie alergicznym mogą być problemem.

Dla komarów zapach człowieka jest znacznie bardziej atrakcyjny niż zwierząt, dlatego to właśnie my jesteśmy najbardziej narażeni na ataki. Wiadomo, że owady te preferują jedne grupy krwi bardziej od innych – badania amerykańskich naukowców wskazują, że ludzi z grupą 0 wybierają nawet dwukrotnie częściej niż tych z grupą A. Komary przyciągają też ciemne kolory ubrań, ruch i zapach. Im szybsza produkcja dwutlenku węgla przy każdym wydechu, tym atrakcyjniejszy zapach dla tych owadów.

– Najważniejszym komponentem jest temperatura naszego ciała. Dlatego komary tak bardzo lubią dzieci, bo dzieci się ruszają i są nieco cieplejsze niż inne osoby przebywające w pobliżu – przekonuje ekspert.

Na co dzień wspomagamy się w walce z komarami, stosując różnego rodzaju repelenty. Warto pamiętać, że część z nich choć skuteczna, może negatywnie wpływać na zdrowie i np. u dzieci nie należy ich stosować. Z kolei naturalne repelenty nie zawsze spełniają swoją funkcję.

 Trwa ciągły wyścig zbrojny, przygotowujemy coraz lepsze repelenty. To olejki lawendowe, olejki z innych roślin eterycznych, z kocimiętki, mięty, wyciągi z pomidorów. To wszystko powinno działać przeciwko komarom, ale one się przyzwyczają do tych różnych zapachów i dalej nas atakują – mówi prof. Tryjanowski. – W miastach stosowane są opryski przeciwkomarowe. Sam jestem bardzo sceptycznie nastawiony względem stosowania chemii w miastach, choć oczywiście są obiekty, gdzie to jest konieczne, np. szpitale albo obiekty zamknięte w pobliżu sanatoriów czy miejsc, gdzie przebywają dzieci, np. przedszkoli. Tam pod pewnymi warunkami można to dopuścić.

Zamiast chemii, jak przekonuje ekspert, warto postawić na ekologiczne rozwiązania i zadbać o naturalnych wrogów komarów. Na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu trwają badania nad rolą płazów w zwalczaniu komarów w miastach.

W swoim zespole z prof. Januszem Kloskowskim i doktorantami, Mikołajem Kaczmarskim i Janem Kaczmarskim wykonujemy eksperymenty dotyczące tego, jak płazy redukują liczebność komarów. Okazuje się, że działają świetnie, a my podczas eksperymentów używamy koszul z długim rękawem, co też się sprawdza – mówi prof. Piotr Tryjanowski. – Komary mają dwa stadia rozwojowe: stadium larwalne w wodzie i stadium owada dorosłego, czyli imago w powietrzu. Nam przeszkadza głównie stadium dorosłe, ale żeby owadów było mniej, musimy zadziałać wcześniej, czyli do naszych oczek wodnych zaprośmy przede wszystkim płazy  traszki, żaby, ropuchy, które świetnie sobie radzą z larwami komarów i odżywiają się nimi.

Z kolei dla latających osobników komarów naturalnym zagrożeniem są zaś ptaki. Jerzyki, jaskółki czy nietoperze w ciągu dnia zjadają nawet kilkadziesiąt tysięcy owadów, w tym komarów.

Jerzyki to messerschmitt na komary. Pomagają też jaskółki: dymówka, oknówka, brzegówka. Pamiętajmy, że komary atakują po zmroku, kiedy często ptaki już nie dają rady, wtedy pomagają nam właśnie nietoperze –  podkreśla dyrektor Instytutu Zoologii z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Polska ma szansę stać się jednym z liderów w wykorzystaniu zielonego wodoru. Niezbędna jest jednak dokładna strategia zastosowania paliwa przyszłości

Wodór to paliwo przyszłości i krok po kroku będzie zastępował wszystkie obecne paliwa kopalne. Szacuje się, że od 1975 roku zapotrzebowanie na ten surowiec wzrosło trzykrotnie, a obecne światowe zapotrzebowanie sięga 74 mln ton rocznie. Na globalnej mapie producentów wodoru znajduje się również Polska, z produkcją miliona ton rocznie. Kluczowe dla naszego kraju będzie nie tylko przejście na produkcję zielonego, całkowicie ekologicznego wodoru, ale też nowe technologie zastosowania paliwa przyszłości.

Z raportu Esperis „Gra o wodór. Kto zdominuje rynek wodoru na świecie?” wynika, że aktualnie globalna produkcja tego surowca wynosi ok. 74 mln ton rocznie. Stany Zjednoczone odpowiadają za produkcję ok. 10 mln ton rocznie, podobnie jak Unia Europejska. Na globalnej mapie producentów wodoru znajduje się również Polska, produkująca około milion ton tego gazu rocznie.

– Z jednej strony mamy produkcję wodoru i jego eksport, a z drugiej strony wszystkie technologie, które pozwalają zastosować go w przemyśle, w ciepłownictwie, w produkcji i magazynowaniu energii – mówi agencji Newseria Innowacje Łukasz Antas, partner zarządzający i analityk Esperis.

Choć jak wskazują dane IEA, popyt na wodór wzrósł ponad trzykrotnie od 1975 roku, wciąż jednak znajduje się on w początkowej fazie rozwoju. Wodór jest jednak nazywany paliwem przyszłości, zatem zapotrzebowanie na jego produkcję będzie coraz większe. Eksperci oceniają, że już za kilka lat pochodzący ze źródeł odnawialnych wodór stanie się konkurencyjny w stosunku do paliw kopalnych i odegra kluczową rolę w transformacji energetycznej. To wyzwanie, także dla Polski.

Obecnie na świecie nawet 95 proc. wytwarzanego wodoru pochodzi z przetwarzanych paliw kopalnianych. Przyszłością zaś jest wodór zielony, wytwarzany na bazie odnawialnych źródeł energii.

– Australia bardzo intensywnie rozwija plany wodorowe, celując z produkcją i eksportem na rynki azjatyckie, ponieważ one prawdopodobnie będą największe, jeżeli chodzi o zużycie tego paliwa w przyszłości. Ale też Bliski Wschód powoli zaczyna myśleć o tym paliwie, a Arabia Saudyjska ogłosiła teraz plan budowy gigafabryki zielonego wodoru. Afryka jest bardzo perspektywicznym producentem dzięki potencjalnie taniej energii fotowoltaicznej, ale też Norwegia, Rosja – wymienia Łukasz Antas.

W Arabii Saudyjskiej trwają prace nad największą jak dotąd fabryką zielonego wodoru. Technologia zastosowana w projekcie będzie obejmować innowacyjną integrację ponad czterech gigawatów energii odnawialnej ze słońca, wiatru i magazynów, produkcję 650 ton wodoru dziennie przez elektrolizę czy produkcję 1,2 miliona ton zielonego amoniaku rocznie. Projekt ma zostać wdrożony do 2025 roku.

Do dużych graczy na rynku produkcji, oprócz Australii, dołączają też Kanada, Chiny, Japonia, ale i kraje unijne. Opublikowana w lipcu 2020 roku strategia wodorowa Unii Europejskiej ma być impulsem do rozwoju rynku wodoru w UE, a do 2050 roku Unia chce stać się neutralna dla klimatu – do tego zaś niezbędne jest szersze zastosowanie tego paliwa.

– Technologie zastosowania wodoru to jedno z ważniejszych wyzwań też dla Polski. O ile w produkcji wodoru raczej nie wygramy z takimi krajami jak Katar czy Rosja, o tyle jeżeli chodzi o technologie jego zastosowania, mamy sporo do zrobienia i dla nas jest to najbardziej interesujący rynek – tłumaczy ekspert.

Raport Esperis wskazuje, że w perspektywie do 2050 roku to rynek azjatycki będzie największym rynkiem wodoru na świecie, a Chiny, Japonia, Singapur i Korea Południowa łącznie odpowiadać będą za niemal 2/3 globalnego zapotrzebowania, a według niektórych scenariuszy nawet za 75 proc. jego zużycia. Według oficjalnych założeń strategii Japonii w 2030 roku komercyjne zapotrzebowanie na wodór ma sięgać 300 tys. ton. W Chinach już teraz zapotrzebowanie szacuje się na 800 tys. ton, a strategia przewiduje wprowadzenie w latach 2020–2030 miliona aut napędzanych ogniwami paliwowymi oraz wybudowanie tysiąca stacji tankowania wodoru.

– Korea i Japonia bardzo intensywnie inwestują w technologie wodorowe w motoryzacji, czyli mobility, po to, żeby w kolejnym etapie rozwoju tego rynku być dominującymi graczami. Chiny powoli też wchodzą do tego wyścigu, mają bogatsze plany niż Japonia, jeżeli chodzi o rynek mobility, bo tam planuje się 1 mln samochodów na 2030 rok. Te wszystkie kraje sporo inwestują i są o krok przed Europą – ocenia Łukasz Antas.

W Polsce plany nie są jeszcze tak ambitne, to jednak dla naszego kraju ostatni moment, by aktywnie włączyć się w budowę strategii stosowania wodoru. Dodatkowo wyzwaniem jest też produkcja zielonego wodoru, najbardziej pożądanego na świecie, biorąc pod uwagę założenia ekologiczne.

Nawet najlepsze algorytmy mają problemy z rozpoznaniem osób z maseczką. Wskaźnik pomyłek sięga nawet 50 proc. [DEPESZA]

W dobie pandemii i obowiązku zasłaniania twarzy nie tylko ludziom trudno rozpoznać znajomych. Problem mają również kamery z zaawansowanymi algorytmami wykrywania twarzy. Najnowszy raport wskazuje, że podczas próby identyfikacji zamaskowanych osób nawet najlepsze komercyjne systemy rozpoznawania twarzy osiągają wskaźnik błędów sięgający 50 proc. W idealnych warunkach wskaźnik awaryjności wynosi tylko około 0,3 proc.

Maski, które zasłaniają twarz, są według WHO jednym z najlepszych środków ochrony przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, z drugiej jednak strony mogą stanowić istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa. W wewnętrznym biuletynie Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych na początku 2020 roku, opublikowanym przez „The Intercept”, stwierdzono, że agencja jest zaniepokojona potencjalnym wpływem, jaki może mieć powszechne stosowanie masek ochronnych na bezpieczeństwo kraju.

Te obawy potwierdza niedawny raport amerykańskiego National Institute of Standards and Technology (NIST). Agencja twierdzi, że zeskanowała 6,2 mln zdjęć około 1 mln ludzi przy użyciu 89 algorytmów. Badanie wykazało, że nawet najlepsze komercyjne systemy rozpoznawania twarzy mają wskaźnik błędów sięgający od 5 proc. do nawet 50 proc. przypadków.

– Wraz z nadejściem pandemii musimy zrozumieć, w jaki sposób technologia rozpoznawania twarzy radzi sobie z zamaskowanymi twarzami – tłumaczy Mei Ngan, naukowiec NIST i autorka raportu. – Zaczęliśmy od skupienia się na tym, jak na algorytm opracowany przed pandemią wpłynęło noszenie masek. Później tego lata planujemy przetestować dokładność algorytmów, które zostały celowo opracowane z myślą o zamaskowanych twarzach.

Większość algorytmów rozpoznaje twarze, badając odległości pomiędzy określonymi  punktami. Maski uniemożliwiały taki pomiar, stąd ogromna liczba błędów. Dotychczas, jak podaje NIST, w idealnych warunkach wskaźnik awaryjności najlepszych systemów rozpoznawania twarzy wynosił zaledwie 0,3 proc., chociaż badania wykazały znaczne różnice w zależności od rasy, płci i wieku.

– Większość systemów rozpoznawania twarzy nie obejmuje masek na twarz lub innych sposobów zakrywania. Pandemia SARS-CoV-2 zwiększa zapotrzebowanie na uwierzytelnianie osób noszących maski, np. w środowiskach imigracyjnych, bez potrzeby zdejmowania ich przez badanych. Tworzy to problem z rozpoznawaniem twarzy, ponieważ jej zasłonięte części usta i nos zawierają wzorce przydatne zarówno do jej rozpoznania, jak i wykrywania – piszą autorzy raportu z NIST.

Jeszcze przed pandemią koronawirusa niektóre rządy szukały technologii, która umożliwiłaby rozpoznawanie ludzi noszących maski. Podczas protestów w Hongkongu rząd zakazał zakrywania twarzy podczas publicznych zgromadzeń i ostrzegł przed potencjalnym więzieniem za odmowę usunięcia maski na rozkaz policjanta.

W okresie pandemii coraz więcej firm testuje rozwiązania, które mają pozwolić na identyfikację nawet przy zasłoniętej twarzy. Przykładowo rosyjska firma NtechLab przekonuje że jej nowo opracowany algorytm może zidentyfikować daną osobę, nawet jeśli ma na sobie kominiarkę, badając wyłącznie obszar wokół oczu. Brakuje jednak na razie dowodów, że taki system będzie działać prawidłowo.

– W zakresie dokładności algorytmów rozpoznających twarze zakryte maskami technologia będzie się nadal doskonalić – przekonuje Mei Ngan.