Pandemia napędziła rekordową sprzedaż komputerów, zwłaszcza w segmencie laptopów. Boom na rynku jest jednak chwilowy

W wyniku restrykcji pandemicznych wzrosło zainteresowanie komputerami osobistymi. Masowe przechodzenie pracowników na model pracy zdalnej oraz postawienie na edukację domową wymusiło na wielu firmach oraz użytkownikach zakup nowego sprzętu. Z szacunków firmy analitycznej Gartner wynika, że w drugim kwartale 2020 roku sprzedano 64,8 mln komputerów, a motorem napędowym tego sektora gospodarki okazały się urządzenia mobilne.

Według analiz przeprowadzonych przez ekspertów z firmy Canalys w pierwszym kwartale 2020 roku w wyniku obostrzeń pandemicznych sprzedaż komputerów osobistych spadła o ok. 8 proc. względem analogicznego okresu w 2019 roku i był to najgorszy wynik od czasu 12-proc. spadku w pierwszym kwartale 2016 roku. W tym czasie sprzedano 53,7 mln urządzeń. Jednak wraz z przywróceniem łańcucha dostaw sytuacja w branży wróciła do normy.

– Nastąpiło krótkoterminowe ożywienie na światowym rynku komputerów osobistych, czego zasługą był przede wszystkim wyjątkowo silny wzrost w regionie EMEA – podkreśla Mikako Kitagawa, dyrektor ds. badań w firmie Gartner. – Po poważnym zakłóceniu łańcucha dostaw komputerów osobistych na początku 2020 roku z powodu pandemii SARS-CoV-2 część wzrostu w drugim kwartale była spowodowana ponownym zaopatrzeniem dystrybutorów i kanałów sprzedaży detalicznej na niemal normalnym poziomie.

Zgodnie z wyliczeniami Gartnera w drugim kwartale 2020 roku sprzedaż wzrosła o 2,8 proc. względem drugiego kwartału 2019 roku. Analizy ekspertów z Canalys są jeszcze bardziej optymistyczne i zakładają, że sprzedano w nim 73 mln, uzyskując 9-proc. wzrost w porównaniu do danych z roku ubiegłego. To największy wzrost sprzedaży komputerów osobistych w badaniach Canalys od trzeciego kwartału 2010 roku.

– Zanotowano szczególnie silny wzrost liczby komputerów przenośnych, co spowodowane było kilkoma czynnikami, w tym utrzymywaniem przez firmy pracy zdalnej, edukacją online i rosnącymi potrzebami konsumentów w zakresie rozrywki. Ta poprawa popytu na komputery przenośne nie będzie jednak kontynuowana po 2020 roku, ponieważ dostawy były głównie stymulowane krótkoterminowymi potrzebami biznesowymi ze względu na wpływ pandemii SARS-CoV-2 – prognozuje dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Z wyliczeń Canalys wynika, że w drugim kwartale 2020 roku zanotowano 24-proc. wzrost sprzedaży na rynku laptopów. Był on na tyle duży, że zrekompensował 26-proc. spadek sprzedaży komputerów stacjonarnych w tym samym okresie.

– Chociaż ograniczenia i restrykcje były już łagodzone w drugim kwartale 2020 roku, wiele firm nadal przygotowywało się na potencjalne ponowne pojawienie się wirusa, co spowodowało duże zapotrzebowanie na mobilne komputery PC jako środek ostrożności – tłumaczy Mikako Kitagawa.

Według Gartnera najlepiej w czasie kryzysu poradziły sobie firmy HP oraz Lenovo, które odpowiadają za sprzedaż blisko 50 proc. wszystkich komputerów w drugim kwartale 2020 roku. Największe procentowe wzrosty sprzedaży zanotowały zaś firmy Acer (23,6 proc.) oraz Asus (21,4 proc.).

Nadchodzi era odkryć w kosmosie. Nowe dyrektywy NASA zapewnią bezpieczeństwo biologiczne ciałom niebieskim i umożliwią dalszą eksplorację kosmosu [DEPESZA]

Ciała niebieskie, które mogły kiedyś mieć środowisko odpowiednie do życia, są szczególnie wrażliwe na skażenie mikrobiologiczne. Ochrona planetarna polega nie tylko na ochronie ciał Układu Słonecznego przed zanieczyszczeniem przez życie na Ziemi, ale też na ochronie Ziemi. Biuro Ochrony Planetarnej NASA promuje odpowiedzialną eksplorację Układu Słonecznego, dlatego niedawno ogłosiło dwie nowe dyrektywy dotyczące ochrony planet w przypadku misji na Księżyc i Marsa. – Te nowe wytyczne otworzą nową erę odkryć – przekonuje Jim Bridenstine, administrator NASA.

Ochrona planetarna polega na ochronie planet i ciał niebieskich Układu Słonecznego przed zanieczyszczeniem przez życie na Ziemi oraz z drugiej strony – na ochronie Ziemi przed możliwymi formami życia, które mogą zostać przeniesione przez statek kosmiczny z Układu Słonecznego. NASA promuje odpowiedzialną eksplorację kosmosu poprzez wdrażanie i rozwijanie programów, które chronią środowisko oraz umożliwiają dalszą eksplorację kosmosu.

Dlatego też NASA zaleca kontrolowanie organizmów i materiałów organicznych przenoszonych przez statki kosmiczne, aby zagwarantować integralność poszukiwań i badań życia pozaziemskiego. Chce też zapobiegać wstecznemu zanieczyszczeniu Ziemi przez życie pozaziemskie lub bioaktywne cząsteczki, aby zapobiec potencjalnie szkodliwym konsekwencjom dla ludzi i biosfery naszej planety. Niedawno NASA ogłosiła dwie nowe dyrektywy dotyczące ochrony planet w przypadku misji na Księżyc i Marsa.

– To ważne, aby przepisy NASA były zsynchronizowane z naszymi możliwościami i planami – podkreśla administrator NASA Jim Bridenstine. – Te dyrektywy umożliwią ludzką eksplorację Marsa, tworząc nowe możliwości dla inspirujących i innowacyjnych działań komercyjnych. Wierzę, że nauka i eksploracja ludzi to komplementarne przedsięwzięcia. Te nowe wytyczne otworzą nową erę odkryć.

Pierwsza z dyrektyw NASA zmienia klasyfikację planetarnej ochrony Księżyca. Misja na Księżyc należała dotychczas do kategorii 2, która wymagała udokumentowania wszelkich materiałów biologicznych na pokładzie statku kosmicznego. Zgodnie z nową dyrektywą większość naszego naturalnego satelity zostanie sklasyfikowana w kategorii 1, z wyjątkiem regionów polarnych – na północ od 86 stopni szerokości geograficznej północnej i na południe od 79 stopni szerokości geograficznej południowej – które pozostaną w kategorii 2. NASA tłumaczy zmianę faktem, że niektóre części Księżyca należy chronić naukowo bardziej niż inne przed biologicznym skażeniem.

– Podkreślamy ważny cel, jakim jest zrównoważona eksploracja Księżyca. Jednocześnie chcemy zagwarantować przyszłą eksplorację regionów stale zacienionych – wskazuje Thomas Zurbuchen, zastępca administratora w Naukowym Dyrektoriacie Misyjnym NASA. – Te miejsca mają ogromną wartość naukową w kształtowaniu naszego zrozumienia historii naszej planety, Księżyca i całego Układu Słonecznego.

NASA planuje lądowanie na Księżycu do 2024 roku dzięki programowi Artemis. Kosmonauci będą wykorzystywać innowacyjne technologie do eksploracji jego większej powierzchni. Wiedza znajdzie zaś zastosowanie w przyszłych misjach na Marsa i to właśnie misji na Czerwoną Planetę dotyczy druga z dyrektyw NASA.

Zgodnie z jej zapisem NASA opracuje oparte na ryzyku strategie wdrażania decyzji dotyczących misji na Marsa, które uwzględniają i równoważą potrzeby eksploracji kosmosu, nauki, działalności komercyjnej i bezpieczeństwa.

– Musimy ponownie zapoznać się z tymi zasadami, ponieważ nie możemy wysłać ludzi na Marsa, jeśli nie będą mogli mieć ze sobą żadnych substancji mikrobiologicznych –  mówi administrator NASA Jim Bridenstine. – To po prostu nie jest możliwe.

Inflacja nie odpuszcza. Drożeją usługi

0

Opublikowane przez GUS dane o inflacji koszyka konsumenckiego zaskakują jeszcze silniej niż po odczycie flash. Roczna dynamika cen wyniosła 3,3%, w skali miesiąca wzrost wyniósł 0,6%.

Potwierdzają się informacje z końca czerwca o przełamaniu w dotychczasowym trendzie spadkowym, chociaż nadal mieścimy się w przedziale dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. Ten argument znalazł potwierdzenie we wczorajszym komunikacie po posiedzeniu RPP. Dalsze cięcia stóp procentowych są mało prawdopodobne.

Cen żywności na przestrzeni miesiąca utrzymują się właściwie bez zmian (-0,1% m/m), przy wysokich wzrostach rocznych (6,1% r/r). Dekompozycja tej kategorii pokazuje znoszące się efekty cenowe: widzimy drożejące produkty skrobiowe (0,3-0,5% m/m, kontynuacja długookresowego trendu), taniejące mięso wieprzowe (-0,9% m/m) i drożejący drób (0,7% m/m, ale przy spadkach 3% w skali roku), wyraźnie taniejące warzywa (-2,4% m/m, bz. r/r), ale drożejący nabiał (3,8% m/m), owoce (1% m/m, aż 27,7% w skali roku) i cukier (1,5% m/m, 8,2% r/r). Wysokie ceny owoców to dla konsumentów czytelny sygnał konsekwencji braku migrantów zarobkowych. Niemniej jednak, pierwszy raz od kilku miesięcy daje to konsumentom komfort substytucji między różnymi produktami i kategoriami w taki sposób, aby uboższe gospodarstwa odczuły to finansowo.

Potwierdza się obserwacja o znacznie silniejszych wzrostach cen usług względem towarów (1,3% vs. 0,3% m/m), przy czym mamy do czynienia z kilkoma ciekawymi efektami. Po części inflacja w usługach reprezentuje widziany już w ostatnich tygodniach wzrost cen związany z restrykcyjnym reżimem sanitarnym i ograniczoną możliwością świadczenia usług. Taki wzorzec można przypisywać usługom lekarskim (0,6% m/m), stomatologicznym (0,4% m/m), fryzjerskim i kosmetycznym (1,5% m/m) oraz gastronomii (0,4% m/m) czy rekreacji (2,2% m/m). Ograniczenia podażowe najprawdopodobniej odczuwały w czerwcu (przed egzaminami) również usługi edukacyjne (0,9% m/m, 5,6% r/r).

Nie zaskakuje również kontynuacja wdrażania prawodawstwa skutkującego wzrostem cen wywozu śmieci (54% r/r, 1,8% m/m). Zjawiskiem przewidywalnym były wzrosty cen paliw dla klientów indywidualnych (5,4% m/m) – nieuniknione po kwietniowym/majowym dnie – a także wzrost cen usług telekomunikacyjnych (1,8% m/m). Ten ostatni ma związek z niską dynamiką cen w ostatnich latach, długim epizodem taniego wsparcia w pierwszej fazie epidemii oraz perspektywami aukcji 5G, do których firmy muszą się przygotować.

W dzisiejszym komunikacie widzimy jednak również dość zagadkowe wzrosty cen, jak te w usługach transportowych (5,8% m/m) czy w turystyce zorganizowanej za granicą (11% m/m). Warto zwrócić uwagę, że ostatnia kategoria jest doszacowywana i może to wynikać z przyjętych wzorców lub niewielkiej liczby znanych cen.

To, czego należy spodziewać się w kolejnych miesiącach, to dalsze wzrosty cen paliw – chyba że pandemia się zintensyfikuje i ponownie spowolni aktywność gospodarczą. Na krajowym poletku możemy oczekiwać wzrostów cen usług finansowych, bo obniżanie stóp i dekoniunktura mocno naruszyły dotychczasowy model biznesowy.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Nowe technologie i sztuka – rozmowa z założycielem Pikoteki

0

O nowoczesnych formach kontaktu ze sztuką oraz o tym skąd wiadomo, że dzieło sztuki jest dobre, rozmawiamy z Robertem Kaczmarskim, założycielem portalu Pikoteka.com

Pikoteka.com to internetowy sklep ze sztuką. Skąd taki pomysł?

Od lat byłem związany z rynkiem reklamy a w reklamie naturalne jest, że kreacje i pomysły często krążą wokół sztuki. W sposób oczywisty często naszymi podwykonawcami byli fotografowie, często graficy, absolwenci Akademii Sztuk Pięknych.

Pierwsze pomysły dotyczyły fotografii. Zaczęło się od tego, że chcieliśmy wesprzeć fotografów w sprzedaży ich artystycznych zdjęć. Na tamtym etapie projekt wydał się jednak zbyt absorbujący i w efekcie odłożyliśmy go na bok.  Po jakimś jednak czasie postanowiliśmy do niego wrócić. Zaczęliśmy myśleć nie tylko o fotografiach, ale także o malarstwie czy rzeźbach. Na plan pierwszy wysunęła się ostatecznie idea reprodukcji dzieł twórców znanych z historii sztuki, tych największych, najbardziej uznanych, konkretnie udostępnienia tych dzieł odbiorcom w postaci najwyższej jakości druków pigmentowych.

Przecież w internecie jest bardzo dużo miejsc zajmujących się sztuką.

To prawda. Jest dużo stron internetowych zajmujących się sztuką, są też i zawsze były domy aukcyjne. Jednak nasze podejście jest nieco inne. Chcemy, żeby sztuka była dostępna, żeby wysokiej jakości dzieła sztuki można było kupić w przyzwoitych kategoriach cenowych. Co się zaś tyczy reprodukcji to naczelną myślą było przygotowanie ich w najwyższej możliwej jakości, zarówno w odniesieniu do samego druku jak i papieru, na którym ten druk będziemy wykonywali.

Między innymi dlatego zainteresowaliśmy się najnowszymi technologiami wykonywania reprodukcji.

Wysokiej klasy reprodukcje to nic innego, jak nowoczesna forma kontaktu ze sztuką. Tu najciekawszym rozwiązaniem jest technologia druku Gicleé, inaczej zwana drukiem pigmentowym lub art-printem. Bardzo wysoką jakość uzyskuje się dzięki specjalnym pigmentom, druk musi też być realizowany na specjalnym, bezkwasowym papierze. My stosujemy produkty niemieckiej firmy Hahnemühle. Jest to papier, który był używany w przeszłości przez wielu wybitnych artystów. Mając wysokiej jakości plik cyfrowy możemy uzyskać efekt nieosiągalny przy użyciu innych technik drukarskich a także niezwykłą wierność i trwałość koloru.

Powiedział Pan, że konkurencja jest duża. W obecnych czasach startup, aby mieć szanse na przetrwanie, musi mieć jakąś przewagę konkurencyjną. Każdy może sprzedawać w sieci reprodukcje znanych obrazów, w czym jesteście lepsi?

Rzeczywiście, każdy może to zrobić, lecz gdy zagłębimy się w szczegóły, okaże się, że nie jest to takie proste. Potrzebna jest wiedza oraz sprawność związana z procesem produkcji a potem sprzedaży. Proszę zwrócić uwagę, że wiele rzeczy, po które mamy zwyczaj chodzić do sklepu potrafilibyśmy zrobić sami.

Po pierwsze trzeba dobrze znać dzieła sztuki, których reprodukcje się oferuje. Chodzi o ich identyfikację, zachowanie wierności kolorów czy dbanie o właściwą jakość pliku. Osobną sprawą są prawa autorskie, zarówno do dzieła sztuki jak i do reprodukcji. Wszystkie nasze reprodukcje mają uregulowany status prawny. Ważnym źródłem są dla nas muzea, które chętnie uwalniają swoje zbiory do domeny publicznej. Rozumieją to jako wypełnianie swojej misji. Dobrym przykładem jest tu na przykład Muzeum Narodowe w Warszawie. Ale, nie ma co ukrywać, przodują w tym galerie i muzea amerykańskie a na zachodzie Europy liderami są na pewno Holendrzy. Mamy z nimi kontakt, korzystamy z ich zasobów.

Na jakim etapie w tej chwili jest wasz projekt?

Uruchomiliśmy galerię i sklep: pikoteka.com, jest on już dostępny dla każdego miłośnika sztuki. Można już przeglądać i kupować reprodukcje dzieł sztuki, fotografie i dzieła oryginalne. Chcemy też być dostawcą dla hoteli, restauracji, biur i instytucji publicznych. Chcemy również wchodzić we współpracę z architektami wnętrz, których postrzegamy jako naszych naturalnych sprzymierzeńców i odbiorców lub pośredników w sprzedaży naszych produktów.

Bardzo ważne dla nas jest to, że nie chcemy być tylko sklepem, ale również galerią. Nie tylko miejscem, gdzie się kupuje, ale również miejscem, gdzie można się czegoś ciekawego o sztuce dowiedzieć. Chcemy, żeby kontakt naszych klientów ze sztuką odbywał się w pewien, wymyślony przez nas sposób. Będziemy oferować naszym klientom informacje, o dziełach sztuki, o autorach, o czasach, w których żyli. Dzięki tej funkcji naszego portalu chcemy bardziej angażować naszych użytkowników, chcemy budzić świadomość tego, co powoduje, że dane dzieło sztuki jest interesujące. Dodatkowo nasz portal umożliwia zaplanowanie wizyty w wybranym muzeum i zakup biletów do niego. Dotyczy to wielu muzeów z całego świata.

W tej chwili na stronie oferujemy około dwóch tysięcy obrazów i zdjęć, jesteśmy gotowi do udostępnienia kolejnych trzydziesty tysięcy. To oczywiście zdarzy się w kolejnych miesiącach naszego działania. Mamy przekonanie, że będzie to, jeśli nie największa to jedna z największych baz sztuki w polskim internecie.

To dość duże przedsięwzięcie, czy dacie radę organizacyjnie i kapitałowo?

Oczywiście, zdajemy sobie sprawę ze skali wyzwań. Wielkość rynku dla naszych produktów w Polsce jest w naszej ocenie znacząca. Obsłużenie go przy zachowaniu wysokiej jakości to poważne wyzwanie.  Planujemy w kolejnym kroku udostępnić sprzedaż naszych produktów w całej Europie, a to już jest naprawdę duże wyzwanie. Między innymi dlatego bardzo istotne jest dla nas wsparcie funduszu inwestycyjnego Assay, który wnosi nie tylko komponent inwestycyjny, ale także wsparcie biznesowe.

Mamy też dynamiczną, młodą, zaangażowaną załogę, która ma poczucie misji. Tylko dzięki temu możemy uniknąć czekającej na nas, bardzo groźnej pułapki. Polega ona na tym, że ogromna część sztuki, która oferowana jest do sprzedaży w internecie, to dzieła, niestety, słabej jakości. Nic dziwnego, skoro w polskiej edukacji tak niewiele czasu i środków przeznacza się na nauczanie historii sztuki, kreatywności i procesu twórczego. W szkołach uznaje się, że sztuka to nie jest przedmiot do nauczania. Dlatego przed nami jest też ogromna misja edukacyjna. Tylko w ten sposób będziemy w stanie zrobić coś, co w Polsce jeszcze nikomu tak naprawdę nie udało się – skutecznie promować sztukę jako jeden z podstawowych składników życia każdego z nas.

Odbicie złotego

0

Polska waluta skorzystała na sile euro względem dolara i oddala się od ważnej granicy 4,50 zł za 1 euro. Nie znaczy to wcale, że wkrótce znów się do niej nie zbliży.

RPP bez decyzji, ale z komunikatem

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło żadnych zmian w ramach stawek stóp procentowych. To, na co warto zwrócić uwagę, to prognozy gospodarcze NBP. Przewiduje się w tym roku spadek PKB o 5,7%. Jest to wyższa wartość, niż ta z prognoz Komisji Europejskiej. Inflacja ma wynieść 3,3%. To wynik nadal w ramach celu inflacyjnego, ale widać wyraźny problem pomiędzy spadkiem PKB, a wysoką inflacją. W jednym przypadku należałoby stopy procentowe obniżać w drugim podnosić. To właśnie ten problem najprawdopodobniej usztywnia stanowisko RPP w sprawie stóp procentowych.

Dane zza Odry

Dane z Niemieckiej gospodarki teoretycznie nie powinny powodować istotnych zmian na rynkach. Inflacja konsumencka wypadła zgodnie z oczekiwaniami na poziomie 0,9%. Do tego indeks instytutu ZEW znajdujący się zaledwie 0,7 pkt poniżej oczekiwań. Na rynku jednak wśród inwestorów wyraźnie brakowało powodów do kolejnego szturmu euro przeciwko dolarowi. Po tych wzrostach euro jest najdroższe względem dolara od marca, jeżeli przebije te poziomy, do czego w tym tempie brakuje kilku dni, możemy oglądać najsilniejsze euro względem dolara od początku 2019 roku. Wraz z umacnianiem się euro względem dolara umacnia się również polski złoty względem głównych walut.

Inflacja w Polsce bez niespodzianek

Dzisiaj o 10:00 opublikowano indeks zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli inflację. Wynosi ona 3,3% i wciąż znajduje się niebezpiecznie blisko górnej granicy celu inflacyjnego. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę spowolnienie w gospodarce, powinien to być element ograniczający wzrost cen w dalszej części roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – indeks NY Empire State,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Trigeneracja w nowej inwestycji 7R dla BWI Group

0

BWI Group, globalny koncern zajmujący się projektowaniem i produkcją części zawieszeń samochodowych, wprowadził się do unikalnego w skali Europy pasywnego budynku. W podkrakowskich Balicach działać będzie centrum badawczo-rozwojowe grupy, w którym będą prowadzone prace nad zaawansowanymi technologiami zwiększającymi funkcjonalność amortyzatorów. Deweloper 7R przygotował dla firmy samowystarczalny energetycznie obiekt, wykorzystujący zaawansowany system trigeneracji. Generalnym wykonawcą inwestycji była firma Bremer.

W ciągu ostatnich 10 lat firma BWI Group pozyskała wiele nowych projektów, co wpłynęło na podwojenie zasobów kadrowych Centrum Technicznego w Krakowie i wygenerowało potrzebę zwiększenia przestrzeni operacyjnej. Nowoczesny i przyjazny środowisku obiekt dostarczony przez 7R to łącznie ponad 11 000 mkw. powierzchni laboratoryjnej i biurowej, która jest miejscem pracy dla blisko 400 inżynierów specjalizujących się w procesach badawczych, projektowych i wytwórczych zawieszeń samochodowych.

-Od lat prowadzimy w Krakowie szeroko zakrojoną współpracę z klientami międzynarodowymi. Wybierając lokalizację pod nową siedzibę kierowaliśmy się założeniem, że miejsce ma być wizytówką naszej firmy. Priorytetem były dobra komunikacja z miastem oraz położenie w prestiżowej okolicy, najlepiej jak najbliżej lotniska. Jesteśmy częścią sektora automotive, co nakłada na nas także odpowiedzialność za środowisko naturalne. Wszystkie te warunki spełniła oferta dewelopera 7R. Wierzymy, że ogrom pracy włożony w to, aby budynek spełniał najwyższe kryteria jakości oraz był przyjazny otoczeniu, przełoży się na dobre samopoczucie i komfort pracy naszej załogi. Chcemy, aby ośrodek BWI Group wpisał się w pejzaż Balic i był jego ważną oraz rozpoznawalną częścią. – mówi Krzysztof Kucharczak, Dyrektor Centrum Technicznego BWI Group

Przełomowa trigeneracja

Zaawansowany technologicznie system trigeneracji sprawia, że przy użyciu turbiny gazowej wytwarzana jest energia potrzebna do zasilania, ogrzewania, chłodzenia i wentylacji budynku. Jeśli chodzi o dostawę mediów do centrum BWI Group w Balicach, to tylko gaz pochodzi spoza obiektu. Wykorzystywany jest na potrzeby stołówki pracowniczej oraz kierowany na jednostkę trigeneracyjną, gdzie przy użyciu turbiny gazowej produkowany jest prąd. Ciepło wytwarzane przez silnik i gorące spaliny jest odzyskiwane na dwa sposoby: do ogrzewania wody oraz do ogrzewania budynku. Ponadto, w lecie, kiedy nie wykorzystuje się w pełni produkowanego ciepła, podgrzaną wodę kieruje się na agregat absorpcyjny, gdzie jej energia wykorzystywana jest do wytworzenia wody zimnej.

-Mówimy o wyjątkowej innowacyjności układu trigeneracji w obiekcie BWI Group, ponieważ pierwszy raz w Polsce zastosowaliśmy go w komercyjnym budynku biurowo-laboratoryjnym. Jak dotąd takie rozwiązania implementowano w spalarniach odpadów czy w dużych zakładach przemysłowych. W obiekcie wykorzystaliśmy automatykę wysokiej próby, a ewentualne nadwyżki prądu będą oddawane do lokalnej sieci energetycznej. – mówi Bartłomiej Krawiecki, Członek Zarządu, Head of Development w 7R

Woda z własnego ujęcia

Centrum Techniczne BWI Group jest samowystarczalne nie tylko energetycznie. Budynek posiada także własną studnię i racjonalnie gospodaruje wodą w obrębie całej działki.

-Zbudowaliśmy stację uzdatniania wody ze studni wierconej. Z kolei deszczówka jest rozprowadzana w obrębie działki. Pod zbiornikiem retencyjnym znajduje się pięć studni rozsączających i gleba przyjmuje wodę do gruntu. W ramach inwestycji przygotowaliśmy także zielone patio z bezpośrednim wejściem ze stołówki.- dodaje Piotr Miodek, Dyrektor Handlowy w firmie Bremer

Najwyższej klasy laboratoria

Warte uwagi są także rozwiązania zastosowane w części badawczo-laboratoryjnej budynku czy specjalny tor do testowania amortyzatorów samochodowych. Znajdują się na nim różne sekcje, m.in. nierówna kostka brukowa, beton chropowaty, wyboje.

-Przygotowaliśmy pomieszczenia laboratoryjne z kontrolowaną temperaturą, wilgotnością oraz clean room, do którego prowadzi specjalny przedsionek ze śluzami będącymi przejściami do właściwych pomieszczeń. W laboratorium znajdują się także szafy do klimatyzacji precyzyjnej, utrzymującej odpowiednie warunki w pomieszczeniu przez całą dobę. Współpracując z BWI Group od wczesnego etapu planowania ich przeprowadzki, mogliśmy zmapować wszystkie potrzeby operacyjne, techniczne, ekologiczne oraz pracownicze. Wierzymy, że nowy obiekt odpowiada na wszystkie wyzwania, jakie postawił przed nami nasz klient. – podsumowuje Bartłomiej Krawiecki

Rekrutacja na nowo. Jak pandemia wpłynęła na proces pozyskiwania pracowników?

0

Lockdown zmusił tysiące polskich przedsiębiorstw do cięcia kosztów. Przełożyło się to nie tylko na ograniczenie nakładów inwestycyjnych czy wstrzymanie podwyżek, ale również zamrożenie procesów rekrutacji. Według ankiety przeprowadzonej przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą, 45% zapytanych firm zastopowało pozyskiwanie nowych pracowników i współpracowników[1]. Sytuacja powoli zaczyna jednak wracać do normy. Proces rekrutacji po koronawirusie nie będzie jednak wyglądał tak samo, jak wcześniej. 

Przejście w tryb online

W czasie koronakryzysu nie wszystkie przedsiębiorstwa musiały zdecydować się na wstrzymanie rekrutacji. Okazało się, że są branże, w których skokowo wzrosło zapotrzebowanie na nowych pracowników bądź takie, w których, mimo obecnej sytuacji, udało się utrzymać tempo rozwoju. Za przykład może posłużyć sektor e-commerce, który w czasie izolacji odnotował rekordowe wzrosty, sięgające nawet 26% rok do roku[2] czy branża opieki senioralnej, ze znaczną liczbą wakatów. 

Niezależnie od branży, firmy szybko musiały dostosować się do nowych warunków i otworzyć się na tryb rekrutacji online. Jeszcze do niedawna zdalne pozyskiwanie pracowników i współpracowników było traktowane raczej jako nowinka. Dziś stało się codziennością tysięcy przedsiębiorstw w Polsce, przez co spotkania w biurach i uściski dłoni zostały zastąpione przez rozmowy telefoniczne oraz wideokonferencje. Warto przypomnieć, że czasu na wdrożenie nowych zasad było naprawdę niewiele. 

Choć umożliwienie rekrutacji zdalnej było sporym wyzwaniem, dzięki wspólnemu wysiłkowi wszystkich działów, udało się dokonać prawdziwej rewolucji w zaledwie tydzień. Dziś ok. 40% spotkań rekrutacyjnych przeprowadzamy w trybie online, co ma realny wpływ na poczucie bezpieczeństwa naszych przyszłych współpracowników. Co istotne, z formy tej korzystają kandydatki i kandydaci z różnych grup wiekowych, z powodzeniem udaje nam się przeprowadzać zdalne spotkania rekrutacyjne także wśród osób 50+ – mówi Dariusz Siedlecki, Dyrektor ds. Rekrutacji w Promedica24. 

O czym pamiętać w czasie rekrutacji zdalnej?

Jak wynika z raportu opracowanego na zlecenie portalu Pracuj.pl, niemalże co drugi pracownik w Polsce byłby bardziej skłonny wysłać CV do firmy, która umożliwia w pełni zdalny proces rekrutacji. Polacy najbardziej pozytywnie oceniają możliwość udziału w rozmowie rekrutacyjnej za pośrednictwem połączenia wideo[3]. 

Niestety, nie wszyscy kandydaci zdają sobie sprawę z tego, że przygotowując się do rekrutacji w trybie online, powinni pamiętać przede wszystkim o odpowiednim przygotowaniu się pod kątem technicznym. W przypadku wideorozmowy, dostęp do komputera z mikrofonem, kamerką oraz stałym łączem internetowym jest niezbędny.

Należy też zadbać o odpowiednie, spokojne miejsce do rozmowy, gdzie żaden z domowników nie będzie nam przeszkadzał. Do tego niezwykle istotne jest utrzymywanie właściwej postawy w czasie rozmowy oraz dostosowanie się do dress code. Innymi słowy, ubierzmy i zachowujmy się tak, jak w przypadku spotkania w biurze, pamiętając o tym, że zależy nam przede wszystkim na tym, by wypaść jak najlepiej. W końcu dobre wrażenie to połowa sukcesu!

W czasie zdalnej rozmowy rekrutacyjnej, podobnie jak podczas spotkania bezpośredniego, kandydat jest oceniany przez rekrutera pod różnymi kątami. Warto więc pamiętać o odpowiednim przygotowaniu, otwartości i zachowaniu naturalności.

Pracodawcy tworzą nowe standardy

Odpowiedzialność – to słowo-klucz, które w procesie rekrutacji nabrało obecnie nowego znaczenia. Dzięki takiemu podejściu firm, szybko udało im się wypracować nowe standardy pozyskiwania pracowników i współpracowników, także w oparciu o wykorzystanie dotychczasowych procesów. Konwersja z trybu stacjonarnego na tryb zdalny w tej chwili możliwa jest od momentu wstępnej weryfikacji umiejętności kandydatów, aż po podpisanie umowy i przeprowadzenie szkoleń onboardingowych. 

– Posiadając w tym zakresie wcześniejsze doświadczenia, zdecydowaliśmy się umożliwić kompleksowe zawieranie umów w formie zdalnej, dzięki wykorzystaniu tzw. podpisów kwalifikowanych i dedykowanych ku temu narzędzi. Skuteczne wdrożenie takiego rozwiązania w dużej mierze zależy jednak od branży oraz grupy docelowej, do której skierowana jest dana oferta pracy. Nie wszyscy kandydaci na rynku są biegli w korzystaniu z narzędzi online, a sama rekrutacja zdalna może być dla nich nowym, stresującym doświadczeniem. Na dłuższą metę, możliwość podpisywania umów za pomocą programów takich jak np. DocuSign stanie się wygodną alternatywą dla tradycyjnego obiegu dokumentów – dodaje Dariusz Siedlecki, Dyrektor ds. Rekrutacji w Promedica24.

Dziś jest już pewne, że rekrutacja zdalna pozostanie z nami na dłużej. Jest to wyjściem naprzeciw oczekiwaniom pracowników i wyrazem dostosowania się do okoliczności, w których przyszło działać nam wszystkim. Szybkie wdrożenie trybu online z jednej strony może być traktowane jako jedno z udogodnień dla kandydatów, z drugiej może pozytywnie wpłynąć na wizerunek firmy i stanowić formę autopromocji.

[1] „Wpływ koronawirusa na działalność firm w Polsce” – ankieta Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej

[2] „Handel internetowy w Polsce 2020” – doroczny raport PMR

[3] „Praca w dobie koronawirusa” – raport Pracuj.pl

Nowe zasady delegowania pracowników od 30 lipca br.

0

Zgodnie z projektem nowelizacji przepisów ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług od 30 lipca br. mają zmienić się m.in. zasady wynagradzania pracowników delegowanych oraz wprowadzony ma zostać maksymalny okres oddelegowania pracowników. Dodatkowo ustawa ma za zadanie ustanowienie wspólnych ram niezbędnych dla sprawniejszego i bardziej jednolitego działania w zakresie delegowania pracowników w UE. Należy mieć również na uwadze, iż nowe regulacje mogą podwyższyć koszty delegowania. Nałożą bowiem na firmy dodatkowe obowiązki. Konieczna będzie m.in. weryfikacja przepisów lokalnych, branżowych oraz regionalnych układów zbiorowych.

W dniu 15 czerwca br. na stronach Sejmu opublikowany został projekt ustawy o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw mający na celu implementację dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/957 z dnia 28 czerwca 2018 r. zmieniającą dyrektywę 96/71/WE dotyczącą delegowania pracowników w ramach świadczenia usług. Nowe regulacje mają wejść w życie już 30 lipca 2020 r.

Okres oddelegowania będzie mógł być wydłużony

Dotychczasowe przepisy w zakresie dotyczącym okresu oddelegowania nie przewidywały ściśle określonych, uniwersalnych granic czasowych, po przekroczeniu których usługa przestaje mieć walor transgraniczny, a zaczyna być uważana za działalność wykonywaną na terytorium państwa obcego w  sposób stały. Na skutek wprowadzanych zmian okres oddelegowania został skrócony do 12 miesięcy (z możliwością przedłużenia do 18 miesięcy). Po tym okresie oddelegowanie nadal będzie możliwe, jednak konieczne będzie zastosowanie, co do zasady, wszelkich warunków zatrudnienia przewidzianych w przepisach państwa przyjmującego, które docelowo zrównają pracowników oddelegowanych ze statusem pracowników krajowych.

Należy mieć na uwadze, że zestaw dodatkowych warunków zatrudnienia dotyczy wszystkich przepisów państwa przyjmującego nie uwzględniając przepisów dotyczących procedur, formalności, warunków zawierania i rozwiązywania umów o pracę, w tym klauzul o zakazie konkurencji, a także uzupełniających pracowniczych systemów emerytalnych. Co istotne, na podstawie umotywowanego powiadomienia przedsiębiorstwa delegującego maksymalny okres delegowania może ulec wydłużeniu do 18 miesięcy. Do obliczenia okresu delegowania wliczać należy okresy zastępowania się przez pracowników na tym samym stanowisku pracy – mówi Andrzej Marczak, partner, szef zespołu ds. PIT w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Pomimo zrównania po zakończeniu okresu oddelegowania statusu pracowników oddelegowanych z pracownikami krajowymi, zastosowanie znajdzie również tzw. „zasada korzystniejszości”, zgodnie z którą przepisy wymuszające zastosowanie prawa państwa przyjmującego nie będą stanowić przeszkody dla stosowania korzystniejszych dla pracowników warunków zatrudnienia.

„Ta sama praca za tę samą płacę”

Nowe przepisy mają także zapewnić równe traktowanie, zgodnie z którym pracownik delegowany otrzyma wynagrodzenie na takich samych zasadach jak obywatel kraju, który będzie pracował jednocześnie na takim samym stanowisku („ta sama praca za tę samą płacę”).

Zmiana ta jest niezwykle istotna z punktu widzenia wynagrodzenia, którego istota dotychczas opierała się na płacy minimalnej, obowiązującej w kraju przyjmującym delegowanych pracowników. Co więcej, powyższe rozwiązanie skutkuje obowiązkiem zapewnienia po stronie państw członkowskich informacji o wynagrodzeniach wynikających z ustaw czy też branżowych lub regionalnych układów zbiorowych – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Więcej uprawnień dla Państwowej Inspekcji Pracy

W związku z wdrażaniem nowych przepisów należy mieć na uwadze zwiększenie uprawnień instytucji łącznikowych, której rolę w Polsce pełni Państwowa Inspekcja Pracy. Przewidywane jest rozszerzenie zakresu współpracy z właściwymi organami z innych państw członkowskich, rozszerzenie uprawnień kontrolnych i pokontrolnych PIP, czy też zakresu samej kontroli.

Warto również pamiętać o kolejnych istotnych kwestiach, które zaczną obowiązywać od 30 lipca br. i  odnoszą się do zmian unormowań ustawowych oraz do równego traktowania pracowników m.in. w  zakresie wolności indywidualnych i zbiorowych w ramach stosunku pracy, dyskryminacji i równości w zatrudnieniu między kobietami i mężczyznami, ochrony rodzicielstwa i praw z tym związanych, prawa do strajku, czasu pracy, odpoczynku, dni wolnych, urlopów płatnych, czasu pracy i odpoczynku młodocianych, w zakresie wynagrodzenia w tym dodatków za godziny nadliczbowe, przepisów BHP, pracy dzieci, pracy nielegalnej, zwrotu kosztów delegacji (podróży służbowych) w tym kosztów transportu, noclegu i wyżywienia.

Północ czy południe Warszawy to częściej wybierana lokalizacja na biuro firmy logistycznej?

0

Firma doradcza AXI IMMO sprawdziła, które lokalizacje na biurowej mapie Warszawy są najchętniej wybierane przez firmy z branży logistycznej. W tym celu, na podstawie danych teleadresowych 40 dużych i średnich firm z tego sektora, przygotowała analizę i wskazała główne trendy w tej grupie najemców.

  • Które dzielnice Warszawy są najczęściej wybierane przez firmy specjalizujące się w branży logistycznej?
  • Jakie przyczyny decydują o tym, że obrzeża miasta to interesująca lokalizacja dla tego sektora?
  • Czy Okęcie aspiruje do tytułu zagłębia biurowego warszawskich logistyków?

Z przeprowadzonej analizy teleadresowej firm z sektora logistycznego wynika, że bliska odległość do terminalu CARGO na warszawskim Okęciu to główne kryterium wyboru lokalizacji na siedzibę główną lub reprezentacyjne biuro dla tej grupy najemców. Z tych względów południe Warszawy (Mokotów, Ochota, Ursus, Ursynów, Wilanów i Włochy) wybrało prawie 65% średnich i dużych firm logistycznych, a co więcej, spośród tej grupy, co drugi najemca zdecydował się na stołeczne Włochy. Z kolei północną część miasta (Białołękę, Pragę Północ, Targówek i Żoliborz) wybrało zaledwie 20% najemców.

W 15 z 40 analizowanych przypadków zauważyliśmy, że firmy z sektora logistycznego zdecydowały się na lokalizacje swojego biura na warszawskich Włochach. Z perspektywy działalności operacyjnej tych przedsiębiorstw jest to logiczne rozwiązanie, ponieważ praktycznie do maksimum skracamy czas dojazdu do terminalu CARGO, aby szybciej przygotować i przejść procedury administracyjne w urzędzie celnym tj. nadać lub odebrać przesyłki czy załatwić sprawy celne,” mówi Jakub Potocki, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Zmieniając nieco perspektywę i patrząc na koncentrację lokalizacyjną najemców biurowych z sektora logistycznego można stwierdzić, że szeroko rozumiana strefa Okęcia łącząca dzielnicę Włochy i graniczące z nią Ochotę, Mokotów i Ursynów skupiła blisko 60 % najemców. Wartym podkreślenia jest również fakt, że 80% (32 z 40 firm) dużych i średnich firm zdecydowała się na biuro w dzielnicach umożliwiających łatwiejszy wjazd i wyjazd z Warszawy (Białołęka, Ochota, Praga-Północ, Targówek, Ursus, Ursynów, Wilanów, Włochy, Wola i Żoliborz).

Za południem Warszawy przemawiają jeszcze dwa istotne fakty. Jeżeli przyjrzymy się rozkładowi powierzchni magazynowej w obrębie stolicy zwrócimy uwagę, że większość centrów dystrybucyjnych zlokalizowana jest na południowym zachodzie miasta. Celem ulokowania siedziby głównej czy biura w tej część Warszawy będzie zatem troska o bardziej wydajne wykorzystanie czasu i skrócenie czasu dojazdu pracowników biurowych do centrów logistycznych. Po drugie to w tej części stolicy znajdują się główne arterie komunikacyjne, w tym budowana Południowa Obwodnica Warszawy, w której części  będzie biec autostrada A2, a jadąc bardziej na północ dojazd do dróg ekspresowych S7 i S8. Co ciekawe przez lata fragment trasy S7 w odcinku Al. Prymasa Tysiąclecia wykorzystywany był jako zachodnia obwodnica Warszawy. Dziś tę rolę przejął węzeł Konotopa, który niejako wyłącza wjazd samochodów ciężarowych do centrum miasta,” dodaje Danuta Dzierżak, Associate Director w Dziale Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych, AXI IMMO.

Biorąc pod uwagę rozkład najemców z sektora logistycznego i ich dużą koncentrację w strefie Okęcia możemy bez przeszkód nazywać tę lokalizację zagłębiem logistyków biurowych. Decyzję tą determinują przede wszystkim rodzaj i charakter dostarczanych usług, który predysponuje wybór Okęcia/Włoch na główne centra operacyjne na Warszawę i cały region. Dodatkowo, istotnym czynnikiem zachęcającym do wyboru tej lokalizacji jest fakt niższych stawek czynszu (12-14,5 EUR/mkw.) za A-klasowe powierzchnie biurowe w porównaniu np. do Śródmieścia (19-25 EUR/mkw.) czy ostatnio popularnej Woli (16-23 EUR/mkw.).

Oczywiście, tak jak kiedyś i dziś znajdują się firmy, które będą chciały mieć biuro w centrum miasta czy w bardziej prestiżowych lokalizacjach, jednak decyzja ta będzie motywowana głównie wielkością takiego przedsiębiorstwa i tym czy jest to np. duża międzynarodowa korporacja. Choć i w tych przypadkach patrząc na rozkład powierzchni biurowej w Warszawie, dużo atrakcyjniejszą ofertę najmu otrzymamy na Mokotowie-Służewcu czy na Ochocie. Opcje te są pewnego rodzaju kompromisem, w którym możemy zyskać atrakcyjną powierzchnię bez straty na standardzie i prestiżu biurowca,” mówi Jakub Potocki.

Do dziś obserwujemy sytuację, w której część najemców z sektora logistycznego przeznacza na swoje biuro część zajmowanej powierzchni magazynowej lub wybiera budynek o nieco niższej klasie w bliskiej odległości od hali magazynowej. Jednak zmieniające się trendy, a przede wszystkim dostęp do wykwalifikowanych pracowników sprawia, że logistycy powoli relokują się do nowszych biur, a przede wszystkim budynków oferujących więcej udogodnień w standardzie,” dodaje Jakub Potocki.

Potencjał południa Warszawy dostrzegli także deweloperzy biurowi. W odróżnieniu od projektów zlokalizowanych w centrum miasta i przez fakt bliskiej odległości od lotniska im. F. Chopina nie zaobserwujemy w tej strefie typowych wież biurowych. Tu klasą dominującą są kilku piętrowe biurowce o charakterze biznes parków. To w tej części miasta dostępne są takie projekty jak Business Garden (Vastint), Flanders Business Park (Liebrecht & wooD), Poleczki Park (UBM Develpment) czy The Park Warsaw (White Star). Najemcy decydujący się na warszawskie Włochy mogą liczyć przede wszystkim na większą niż w innych dzielnicach powierzchnię terenów zielonych, często ze strefą do rekreacji, a także na dużą liczbę miejsc parkingowych.

Bezpieczne i luksusowe podróże 2020- wakacje z biurem CARTER®

0

Wynajem willi z basenem a może czarter jachtu lub barki? Nie rezygnujcie z Waszych wakacyjnych planów i podróżniczych marzeń!
CARTER LOGO

1.Wakacje na Sardynii – w willi lub butikowym hotelu

Sardynia znana jest także pod innymi nazwami, m.in.: ‘wyspy zatopionych skarbów’ oraz ‘wyspa długowieczności’. Wyspa obfituje w archeologiczne zabytki, bogactwa natury i tradycji. Na przestrzeni ostatnich wieków zasiedlana była przez Fenicjan, Kartagińczyków, Arabów, Hiszpanów i Włochów. Regiony Sardynii składają się z turystycznie rozwiniętego wybrzeża oraz pasterskich terenów w głębi wyspy. Na terenach pasterskich w górach uprawia się ziemię i hoduje owce. Północ wyspy to nie tylko tereny ulubione przez milionerów (Szmaragdowe Wybrzeże), ale również tajemnicze nuraghi i piękne romańskie kościoły. Środkowa część wyspy Barbagia i wybrzeże wschodnie to mało uczęszczane tereny gór Gennargentu. Południowe rejony Sardynii i zachodnia część oferują atrakcje w postaci ruin miast z czasów punickich i rzymskich.

Odrębność i autonomię Sardynii od Włoch kontynentalnych podkreśla jej niezwykle bujna historia oraz odrębny dialekt, którym posługują się jedynie rdzenni mieszkańcy wyspy (il sardo). Ciekawostki o Sardynii: czy wiesz, że czerwone wino Canonau de Sardegna znane jest też pod nazwą ‘eliksir długowieczności? W regionie Barbagia, Ogliastra, Trexenta, skąd słynny ‘nektar młodości’ pochodzi, występuję największe nagromadzenie osób, które świętują swoje 100-tne urodziny!

Skosztuj jak smakuje prawdziwy włoski luksus oraz sprawdź jak wyglądają wakacje w ekskluzywnych willach na Sardynii!

Jesteście przygotowani na spełnienie swoich marzeń o letnich wakacjach z rodziną w przepięknej willi z basenem? W CARTER zaoferujemy Wam unikalną selekcję domów, pałaców, rezydencji i willi, w najbardziej spektakularnych lokalizacjach Sardynii, oraz na malowniczym archipelagu La Maddalena. Możecie liczyć na nas w kwestii znalezienia najlepszego lokum wakacyjnego, nieważne czy poszukujesz willi na terenie pięciogwiazdkowego hotelu na plaży koło miasta Cagliari, ( na przykład wczasy w ośrodku Forte Village), czy apartamentu z hotelową obsługą w Porto Cervo. Już od 2003 roku zajmujemy się kompleksową organizacją wakacyjnego wypoczynku na włoskich wyspach, między innymi na Sardynii. Zapewnij sobie luksusowy i udany urlop we Włoszech na jednej z najpiękniejszych wysp świata!

Jakie miejscowości cieszą się największą popularnością na wynajem willi z basenem na Sardynii?

Nasza specjalność to domy z basenem, rezydencje i luksusowe wille na wynajem w okolicach miejscowości: Cagliari, Olbia, Porto Cervo, Porto Piccolo, na całym Szmaragdowym Wybrzeżu (czyli na Costa Smeralda). Sassari i Alghero na zachodnim wybrzeżu to prawdziwe śródziemnomorskie perełki, ukryte z dala od tłumów turystów. Poznaj cudownie dzikie wybrzeże w okolicy przylądka Capo Testa i Zatoki Golfo Del L’Asinara.

Najbardziej prestiżowe domy znajdziemy w pobliżu Porto Cervo, gdzie corocznie przybywa śmietanka z całego świata luksusowymi jachtami i prywatnymi odrzutowcami. Z CARTER doświadczysz niezwykłych wakacji, zarówno na piaszczystych plażach południowej części wyspy koło miejscowości Santa Margherita do Pula,  na wybrzeżu koło Vilasimius, jak i na północy w hotelach jak Colonna Pevero, L’ea Blanca, Capo D’Orso, Hotel Cervo, Cala di Volpe.

Butikowe hotele w Chorwacji i Czarnogórze (002)
Ikador Boutique Hotel, Chorwacja
  1. Wynajem domów z basenem na winnicy i czarter jachtu – Dubrownik i Półwysep Istria w Chorwacji

Jeśli uwielbiacie lawendowe pola, cudowną śródziemnomorską kuchnię i błękit Adriatyku to ta propozycja będzie właśnie dla Ciebie. Dzisiejsza Chorwacja zmienia się nie do poznania; to już nie tylko komunistyczne hotele-molochy i wątpliwej jakości obsługa. Półwysep Istria i Zatoka Kvarnerska obfitują w niezwykle bogatą i luksusową bazę noclegową. Warto rozważyć wynajem ekskluzywnego domu z basenem dla rodziny, gdzieś na skalistym wybrzeżu, blisko pięknych piaszczystych plaż, lub też z dala od tłumów, na winnicy, na terenie luksusowego 5* hotelu. Znajdziecie tam ciszę, spokój, wyśmienitą kuchnię i wina o doskonałym bukiecie smaków. Biuro CARTER specjalizuje się w wynajmie najbardziej ekskluzywnych i prestiżowych domów i willi, na terenie całej Chorwacji. Szczególnie rekomendujemy spektakularne okolice Dubrownika oraz Półwysep Istria i Zatokę Kvarnerską. Oferujemy wille i domy z basenem, z usługą prywatnego kierowcy, czarteru jachtu, sprzątania i concierge, w standardzie 5*, spełniające najwyższe standardy higieny. Niewątpliwą zaletą Chorwacji jest jej niewielka odległość z Polski. Z Południa Polski do Półwyspu Istria dojedziemy w 10 godzin.

Jeśli marzycie o eleganckich butikowych hotelach przy plaży w Chorwacji to mamy dla Was bogaty i sprawdzony wybór najlepszych obiektów, spełniających oczekiwania najbardziej wymagających podróżnych. https://carter.eu/kierunki/europa/chorwacja

Chorwacja VIP wille (002)

  1. Magiczne podróże ekskluzywna barką po kanałach Francji?

Wakacje na barce czyli rejsy po kanałach Prowansji i Burgundii polecamy każdemu, niezależnie od wieku. Jest to bardzo oryginalny i zarazem relaksujący sposób na spędzenie urlopu we własnym gronie, Sugerujemy wyczarterowanie łodzi dla rodziny bądź grupy przyjaciół. Najlepszy okres pod względem pogody na spływ barką po francuskich kanałach to początek lub koniec lata lub wczesna jesień. Przyjemnie jest zanurzyć się w popołudniową lekturę, przy lampce świetnego białego wina, podróżowanie na górnym pokładzie jachtu jest wtedy bardzo przyjemne, ze względu na przyjazne temperatury. Decydując się na taką formę wypoczynku pamiętać należy aby omijać szczyt turystycznego sezonu, nie znajdziecie wtedy tłoku na wąskich kanałach i śluzach. Barki posiadają luksusowe kabiny z łazienkami oraz pokładową obsługę, która zadba o Wasz komfort i podniebienia. To zdecydowanie bardzo wyrafinowana forma spędzenia wakacji, szczególnie w dobie COVID-19, kiedy to poszukujemy bezpiecznych miejsc, spełniających wszelkie normy bezpieczeństwa i higieny.

Zainspirowały Was nasze wakacyjne pomysły? Gorąco zachęcamy do kontaktu z naszym biurem. CARTER – Luksusowe podróże, ekskluzywne wczasy oraz najlepsze hotele świata czekają.

[email protected], 22 392 60 16/17, www.carter.eu
https://www.instagram.com/carter_luxurytravel/

RPP wciąż enigmatyczna, ale bardziej optymistyczna

0

Wczorajsze spotkanie Rady Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian stóp procentowych. Po ostatniej obniżce w maju, stopa referencyjna pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,1%.

Komunikat z posiedzenia RPP był w sporej części powtórzeniem tego z czerwca. Jego ton miejscami uległ jednak zmianie, przez co stał się nieco bardziej optymistyczny. W lipcowym komunikacie częściej pojawiają się odmiany słowa „poprawa” oraz „ożywienie” (odpowiednio 7 i 6 razy w relacji do 5 i 4 razy w komunikacie z czerwca).

Niestety komunikat (obok decyzji ws. stóp procentowych ogłoszonej przed jego publikacją) po wczorajszym spotkaniu stanowił jedyną formę komunikacji Rady z rynkiem. Lipcowe posiedzenie decyzyjne jest już piątym, po którym nie odbyła się konferencja prasowa, co jest odbierane negatywnie przez większość obserwatorów. NBP w tym kontekście mocno odstaje od większości banków centralnych, które obserwujemy, a które regularnie przeprowadzają spotkania z dziennikarzami, chociażby w formie wideokonferencji. Takie spotkania stanowią istotną wartość dodaną, gdyż pozwalają lepiej przeanalizować tok rozumowania członków Rady (w konferencji prasowej, obok przewodniczącego, standardowo uczestniczyło dwóch z nich). Tym razem brak konferencji prasowej dało się odczuć tym bardziej, że poznaliśmy nowe projekcje inflacji i PKB Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, które póki co zostały pozostawione bez komentarza.

Wynika z nich, że analitycy banku centralnego spodziewają się średnio niższej inflacji w całym horyzoncie projekcji niż zakładali w marcu. Szczególną różnicę widać w przypadku 2021 roku, gdzie środek przedziału prognoz wynosi zaledwie 1,3%, co jest poziomem o 1,4 p.p. niższym w stosunku do projekcji marcowej.

Nie jest specjalnym zaskoczeniem, że jeszcze większe zmiany objęły oczekiwania względem dynamiki PKB. Środek projekcji zakłada głęboki spadek PKB (-5,7%) w obecnym roku, co mocno kontrastuje z oczekiwaniami z marca (+3,2%). Oczekiwania NBP dotyczące recesji są dość pesymistyczne na tle większości innych prognoz, czy to prywatnych instytucji, czy też międzynarodowych organizacji. W kolejnych dwóch latach gospodarka, zgodnie z oczekiwaniami NBP, jednak odbije, a jej wzrost prawdopodobnie będzie wyższy niż w projekcji z marca.

Poniżej projekcja DAE NBP. Przy założeniu stabilnych stóp procentowych z 50-procentowym prawdopodobieństwem wskaźniki gospodarcze powinny zdaniem analityków NBP znaleźć się w wyznaczonych widełkach.

   

Roczny wzrost inflacji CPI (%)

 

Roczny wzrost PKB (%)

2020 2,9 – 3,6 (3,1 – 4,2) -7,2 – -4,2 (2,5 – 3,9)
2021 0,3 – 2,2 (1,7 – 3,6) 2,1 – 6,6 (2,1 – 3,9)
 2022 0,6 – 2,9 (1,3 – 3,4) 1,9 – 6,0 (1,8 – 3,7)

(projekcja marcowa)

Rynek walutowy istotnie nie zareagował na informacje ze strony NBP. Co ciekawe, do sytuacji na tym rynku po raz kolejny odnieśli się decydenci w komunikacie stwierdzając, że: „tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP”. Faktycznie, złoty był jedną z walut, których skala deprecjacji w związku z pandemią była umiarkowana – w kulminacyjnym punkcie wyprzedaży w marcu para EUR/PLN osiągnęła poziom 4,63, od tamtej pory polska waluta odrobiła jednak część strat. Obecnie, porównując z początkiem roku, złoty w stosunku do euro jest słabszy zaledwie o ok. 5%

Ostatnio to właśnie wyżej wspomniany fragment komunikatu cieszył się sporym zainteresowaniem obserwatorów rynku. Niektórzy z nich spekulowali, że w tym kontekście mogłoby docelowo dojść nawet do fizycznej interwencji NBP w celu osłabienia krajowej waluty, jednak naszym zdaniem taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny. Tak jak podkreślaliśmy w przeszłości, sądzimy, że ryzyko, z jakim by się to wiązało – zwłaszcza biorąc pod uwagę ograniczoną komunikację ze strony banku utrudniającą interpretację działań decydentów – nie jest warte podjęcia go.

Sądzimy, że bank centralny pozostanie w trybie wait-and-see. Nie przewidujemy zmian stóp procentowych w którąkolwiek stronę co najmniej do końca 2021 roku. Nie oczekujemy też wdrożenia dodatkowych działań o istotnym znaczeniu, o ile nie dojdzie do znaczącego pogorszenia sytuacji w kontekście pandemii.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o pożyczkach przez internet!

0

Pożyczki przez internet zyskują coraz większą popularność. Możesz je otrzymać nawet w kilka minut przy minimum formalności i bez wychodzenia z domu. Sprawdź, co powinieneś wiedzieć o pożyczkach online i gdzie szukać najlepszych ofert!

Szybkie pożyczki przez internet są bardzo chętnie wybierane przez osoby szukające szybkiego źródła dodatkowych środków. Cały proces wnioskowania i wypłaty gotówki odbywa się online, dzięki czemu nie musisz tracić czasu na dojazd do oddziału pożyczkodawcy. Sprawdź, co warto wiedzieć o pożyczkach internetowych!

Po pierwsze, wybierz pożyczkę odpowiadającą Twoim potrzebom

W ofertach firm pożyczkowych i banków możesz spotkać kilka rodzajów pożyczek online:

  • chwilówki – są udzielane przez firmy pozabankowe; udzielane na niską kwotę, zwykle od 200 do 6 000 zł (choć zdarzają się również pożyczki o maksymalnej wysokości kilkunastu tysięcy) i spłacane są jednorazowo – najczęściej po 30 dniach od dnia wypłaty pożyczki. Są udzielane dla osób pełnoletnich, dysponujących ważnym dowodem osobistym, aktywnym numerem telefonu, adresem e-mail oraz kontem bankowym.
  • pożyczki ratalne pozabankowe – również znajdziesz je w ofercie firm i instytucji pozabankowych. Są udzielane na wyższe kwoty – od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy złotych – oraz na dłuższy okres spłaty, nawet do kilku lat. I w tym przypadku możesz liczyć na minimum formalności i szybką wypłatę środków, które mogą się znaleźć na Twoim koncie bankowym nawet w kilka minut.
  • pożyczki i kredyty bankowe – jak sama nazwa wskazuje, są udzielane przez banki. Kwota pożyczki bankowej może sięgać nawet kilkuset tysięcy złotych, a okres spłaty – do 10 lat. Tutaj musisz się jednak liczyć z dłuższym czasem oczekiwania na wypłatę środków oraz większą liczbą formalności i wymagań względem klienta.

Po drugie, wybierz produkt dopasowany do swoich możliwości finansowych

Przede wszystkim pożycz tyle, ile naprawdę potrzebujesz. Nie ma potrzeby wnioskować o pożyczkę na wyższą kwotę – pamiętaj, że każdą złotówkę będziesz musiał oddać wraz z kosztami dodatkowymi. Wybierz produkt, który jest najtańszy i znajduje się w ofercie sprawdzonej firmy pożyczkowej. Z pewnością może Ci w tym pomóc ranking chwilówek przez internet, w którym znajdziesz szybkie pożyczki od sprawdzonych pożyczkodawców. O każdą z nich możesz wnioskować bez wychodzenia z domu!

Po trzecie, porównaj koszty pożyczek od różnych pożyczkodawców

Czy słyszałeś o takim narzędziu, jak porównywarka pożyczek ratalnych online? To świetna pomoc, jeśli poszukujesz odpowiedniego produktu pożyczkowego! Wystarczy, że na suwakach wybierzesz preferowaną kwotę oraz okres spłaty zobowiązania, a w zamian otrzymasz oferty pożyczek od różnych firm pozabankowych. Są one posegregowane od najtańszej do najdroższej propozycji, dzięki czemu bez problemu sprawdzisz koszty każdej z nich. To dobry sposób, by zaoszczędzić nawet kilkaset złotych! Wystarczy, że wybierzesz odpowiednią pożyczkę.

Pożyczki internetowe cieszą się zainteresowaniem klientów. Warto skorzystać z nowoczesnych narzędzi, takich jak ranking pożyczek lub porównywarka pożyczek online, by wybrać najtańszą ofertę na rynku!

Na co zwrócić uwagę, wybierając konto osobiste?

0

Szukasz konta osobistego, które spełni wszystkie Twoje wymagania? Świetnie się składa, ponieważ dzisiaj podpowiemy Ci, na co zwrócić uwagę, wybierając rachunek bankowy. Sprawdź, o czym warto wiedzieć i jak skorzystać z rankingu kont osobistych.

W ofertach banków działających na polskim rynku znajdziesz dziesiątki rachunków osobistych. Jak więc wybrać produkt dopasowany do swoich potrzeb? Na co zwrócić uwagę, wybierając konto dla siebie? Sprawdź nasze podpowiedzi i otwórz tanie konto osobiste przez internet!

Zastanów się, jakie konto osobiste jest Ci potrzebne

Przed złożeniem wniosku o konto osobiste, powinieneś się zastanowić, na jakich funkcjonalnościach rachunku Ci zależy. Wybór kont jest naprawdę spory, a każde z nich jest inne. Różnią się przede wszystkimi opłatami oraz właśnie oferowanymi udogodnieniami i innowacjami. Odpowiedz więc sobie na kilka kluczowych pytań.

  • Rodzaj konta
    Chcesz korzystać ze swojego konta w sposób tradycyjny (w oddziale banku) czy przez internet – za pomocą bankowości online lub aplikacji mobilnej? Wybierz konto tradycyjne lub internetowe.
  • Gotówka czy karta?
    Jesteś osobą, która preferuje płatności gotówkowe czy bezgotówkowe? Wówczas zwróć uwagę na to, czy w okolicy znajdują się bankomaty danego banku, by móc bez problemu wypłacać środki oraz na to, czy bank oferuje płatności mobilne. Do takich należą m.in. BLIK, Apple Pay czy Google Pay, dzięki którym bez problemu możesz robić zakupy bez karty do konta!
  • Sposób bankowania
    W jaki sposób chcesz wykonywać przelewy i płatności? Banki często oferują całkowicie darmowe przelewy online. Jeśli więc opłacasz swoje rachunki przez internet i zależy Ci na tym, by jak najmniej płacić za każdą transakcję – zwróć uwagę na tę kwestię. Wybierając opcję płatności w oddziale banku, możesz się spotkać z wysokimi kosztami.

Sprawdź, które konto osobiste jest najtańsze

Chyba nie wyobrażasz sobie, że spędzisz godziny nad studiowaniem tabel z opłatami i prowizjami za czynności bankowe. I masz rację – warto pójść na skróty i skorzystać z porównywarki kont osobistych. Dzięki niej, możesz w łatwy i szybki sposób sprawdzić koszty transakcji bankowych! W porównywarce rachunków bankowych znajdziesz wyszczególnione opłaty za konto (otwarcie i prowadzenie), kartę do konta (wydanie i korzystanie z niej), bankomaty (wpłaty i wypłaty środków) oraz przelewy (internetowe, stacjonarne, natychmiastowe czy walutowe). Zestawienie kilkudziesięciu kont osobistych pozwoli Ci wybrać najtańszy rachunek, o który możesz wnioskować bez wychodzenia z domu!

Zwróć uwagę, czy możesz otworzyć rachunek w promocji!

Kolejna ważna kwestia, to wybór konta, które aktualnie znajduje się w promocji. Co to oznacza? Możesz znaleźć dużo ciekawych ofert rachunków, za których otwarcie otrzymasz dodatkową premię! Promocje bankowe kont osobistych to świetny sposób, by zarobić nawet kilkaset złotych za założenie konta oraz spełnienie warunków aktywności. Przykładowo, będzie to wykonanie kilku transakcji kartą do konta (np. na określoną kwotę), zapewnienie wpływu od pracodawcy, pobranie i zalogowanie w aplikacji mobilnej banku czy wykonanie określonej liczby przelewów z konta. Warto więc sprawdzić, czy bank, którego klientem chcesz zostać, przygotował promocję swojego konta.

Pamiętaj, by przed ostatecznym wyborem rachunku, zapoznać się z rankingiem kont osobistych. To narzędzie pomoże Ci dopasować produkt do Twoich potrzeb i wymagań oraz sprawi, że zaoszczędzisz nie tylko czas, ale również pieniądze!

Ranking chwilówek – na co zwrócić uwagę, wnioskując o pożyczkę online?

0

Jeśli szukasz szybkiej pożyczki przez internet, dobrze trafiłeś! Przed złożeniem wniosku o dodatkowe środki, warto poznać kilka ważnych kwestii związanych z chwilówką online. Sprawdź, na co zwrócić uwagę, wnioskując o pożyczkę przez internet i jak skorzystać z rankingu chwilówek!

Dodatkowa gotówka może być potrzebna w wielu sytuacjach. Jeśli zepsuło Ci się auto, potrzebujesz pilnie zakupić sprzęt AGD czy RTV lub po prostu brakuje Ci środków na życie – z pomocą przychodzą szybkie pożyczki przez internet. Sprawdź, jak wybrać najlepszą ofertę chwilówki!

Szybka pożyczka przez internet bez wychodzenia z domu

Chwilówka to tzw. szybka pożyczka online udzielana przez firmy i instytucje pozabankowe. Możesz wnioskować o kwotę od 100 do nawet kilkunastu tysięcy złotych. Spłata zobowiązania odbywa się jednorazowo, czyli w jednej racie. Firmy najczęściej oferują 30-dniowy termin spłaty, co oznacza, że właśnie w tym terminie musisz oddać całość pożyczki wraz z kosztami dodatkowymi. O chwilówkę możesz wnioskować całkowicie przez internet, bez wychodzenia z domu. Zastanawiasz się, jak złożyć wniosek o pożyczkę online? To naprawdę proste! Wystarczy, że przejdziesz przez poniższe kroki.

  1. Wybierz na suwakach kwotę oraz okres spłaty zobowiązania
  2. Kliknij przycisk Weź pożyczkę
  3. Uzupełnij formularz pożyczkowy: wpisz swoje dane osobowe, kontaktowe oraz informacje o osiąganym dochodzie
  4. Potwierdź swoje dane – wykonaj przelew weryfikacyjny
  5. Poczekaj na odpowiedź pożyczkodawcy
  6. Środki trafią na Twoje konto bankowe

Koszty pożyczek online – na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim zwróć uwagę na koszty pożyczki, bo te mogą się sporo różnić w zależności od firmy pożyczkowej. Opłaty, które należy wziąć pod lupę, to:

  • oprocentowanie – może wynosić od 0 do wartości maksymalnej podanej przez Narodowy Bank Polski; podawane jest w skali roku i zazwyczaj stanowi najniższy koszt pożyczki,
  • prowizja za udzielenie – za prowizję możesz zapłacić najwięcej, dlatego dokładnie jej się przyjrzyj. Jest ona podawana jako konkretna kwota, która zostanie doliczona do raty.
  • opłaty administracyjne – niektóre firmy pożyczkowe doliczają koszty związane z rozpatrzeniem wniosku, obsługą pożyczki czy dodatkowe prowizje dla pożyczkodawcy.

Dobra informacja jest taka, że na rynku możesz spotkać darmowe pożyczki online! Co to oznacza? Zapłacisz dokładnie tyle, ile pożyczyłeś – pod warunkiem terminowej spłaty. Oprocentowanie takiej chwilówki wynosi okrągłe zero. Również RRSO wynosi 0%. Pamiętaj jednak, że w przypadku nieuregulowania zadłużenia w wyznaczonym terminie, będziesz zobowiązany pokryć koszty dodatkowe.

Ranking chwilówek – wybierz najlepszą pożyczkę!

Jeśli nie wiesz, na jaką pożyczkę się zdecydować, z pomocą przychodzi ranking chwilówek online. To zestawienie najlepszych ofert pożyczkodawców, dzięki czemu możesz bez problemu wyprać najtańszą ofertę. Pożyczki są posegregowane według najniższej raty lub całkowitej kwoty do spłaty. Nie musisz więc na własną rękę porównywać pożyczek w wielu firmach pozabankowych – wystarczy, że wybierzesz pozycję z rankingu.

Jeśli chcesz wybrać najlepszą ofertę chwilówki, warto więc skorzystać z rankingu chwilówek online. Dzięki porównaniu ofert, możesz zaoszczędzić setki złotych! Wybierz mądrze – nie przepłacaj!

BGK sfinansuje inwestycję Hillwood w Szczecinie

0
Hillwood, wiodący deweloper powierzchni produkcyjno-magazynowych, podpisał z bankiem BGK umowę kredytową na kwotę około 5,1 mln euro, na budowę parku logistycznego w Szczecinie.

Powstający magazyn to pierwsza inwestycja Hillwood w tym rejonie. Budynek o powierzchni 4908 mkw. powstaje w systemie build-to-suit (BTS), czyli na zamówienie i według wytycznych klienta.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z rozpoczęcia współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Tym bardziej, że współpracę rozpoczynamy bardzo ciekawą inwestycją, w doskonale rozwijającej się lokalizacji na magazynowej mapie Polski. Szczecin ma ogromny potencjał – już od kilku lat cieszy się zainteresowaniem najemców, w efekcie czego region ten może pochwalić się jednym z najniższych w kraju poziomem pustostanów. Jestem przekonany, że będzie to początek bardzo udanej współpracy między nasza firmą oraz bankiem BGK – mówi Hubert Michalak, Prezes Zarządu Hillwood Polska. 

– Bank Gospodarstwa Krajowego aktywnie wspiera rozwój społeczno-gospodarczy kraju. Współpracę z grupą Hillwood – liderem na rynku przestrzeni logistycznych
i przemysłowych, rozpoczynamy od województwa zachodniopomorskiego, ale inwestycje obejmą tereny większości województw – mówi Mateusz Tur, dyrektor Regionu Lubuskiego BGK, który jest odpowiedzialny za realizację umowy w skali kraju. –  Jesteśmy również niezmiernie zadowoleni z rozpoczęcia współpracy z grupą.

Ile mieszkań w ostatnich miesiącach sprzedali deweloperzy

0

Jakie wyniki sprzedaży odnotowały firmy w drugim kwartale tego roku? Czy w tym samym okresie 2019 roku popyt był wyższy? O ile? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl 

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.  

W pierwszym półroczu 2020 roku Develia sprzedała 423 lokale na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, w porównaniu z 618 mieszkaniami, które trafiły do nabywców w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z powodu lockdown-u i dużej niepewności odnośnie rozwoju sytuacji na początku drugiego kwartału sprzedaż wyhamowała. W kwietniu zanotowaliśmy ujemną sprzedaż (-7 lokali), ponieważ utrudnione było prowadzenie niemal każdej działalności gospodarczej, a klienci obawiali się o przyszłość i wstrzymywali z decyzjami dotyczącymi zakupu mieszkania. W kolejnych miesiącach wraz z odmrażaniem gospodarki, sytuacja zaczęła wracać do normy i obserwowaliśmy stopniowy wzrost zainteresowania ofertą. W maju br. sprzedaliśmy 40 mieszkań, a w czerwcu 79 lokali. Wyraźnie widoczna jest tendencja wzrostowa, jednak klienci są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Zainteresowanie mieszkaniami jest nadal duże. W kwietniu, maju i czerwcu br. we wszystkich siedmiu aglomeracjach, gdzie prowadzimy działalność, zakontraktowaliśmy odpowiednio 177, 194 i 165 lokali. Natomiast od stycznia do czerwca 2020 roku zakontraktowaliśmy w sumie 1287 lokali. Co istotne, w kolejnych miesiącach drugiego kwartału notowaliśmy coraz większe zainteresowanie klientów ofertą i rosnącą liczbę zawieranych umów rezerwacyjnych. W kwietniu było ich 141, w maju – 200, a w czerwcu – 281. Wyniki sprzedaży w drugim kwartale 2020 roku są o 40 proc. niższe niż w analogicznym okresie 2019 roku, kiedy sprzedaliśmy 904 lokale. Był to rekordowy wynik w historii firmy w ujęciu kwartalnym.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Według wstępnych danych J.W. Construction zawarła w drugim kwartale 2020 roku 130 umów i rezerwacji. W analogicznym okresie rok wcześniej firma zakontraktowała 208 lokali. Spadek liczby zawartych, nowych umów spowodowany był epidemią COVID-19. Ponadto, w efekcie paraliżu urzędów w okresie lockdown-u spółka nie wprowadziła zaplanowanych na drugi kwartał nowych projektów.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

W drugim kwartale 2020 roku sprzedaliśmy 41 mieszkań. W tym samym kwartale rok wcześniej nabywców znalazło 61 mieszkań.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Drugi kwartał bieżącego roku był dla nas bardzo udany. Sprzedaliśmy w omawianym okresie 180 mieszkań. To więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, kiedy nabywców znalazło 167 lokali. W tym roku planujemy oddać do użytku 656 mieszkań w ramach inwestycji realizowanych w Warszawie, tj. Stalowa 39, Atelier Praga 2, Osiedle Orso, a także Enclave – etap drugi w Pruszkowie, Centreville we Wrocławiu i Cerisier Résidence w Poznaniu.

Edyta Kołodziej, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Drugi kwartał tego roku zamknęliśmy wynikiem o 27 proc. lepszym niż w analogicznym okresie roku minionego. Mamy wiele powodów do satysfakcji, ponieważ te wyniki pokazują słuszność naszego podejścia, tj. pozostawania w ciągłej dyspozycji dla klientów. Przez cały okres kwarantanny dyżurowaliśmy i nie ograniczyliśmy się tylko do kontaktu online.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

W marcu wprowadzono istotne ograniczenia w celu zapewnienia zdrowia publicznego, co wpłynęło na gospodarkę w tym miesiącu i w kwietniu. Efekt ten był coraz mniej odczuwalny w maju i czerwcu. Najwyższą sprzedaż zanotowaliśmy w czerwcu. Wyraźnie widać trend powrotu do decyzji zakupowych pod koniec drugiego kwartału.

Podjęliśmy kroki w celu ochrony swoich klientów i pracowników, wprowadzając aplikacje do sprzedaży oraz usług zdalnych, video chat i podpis elektroniczny. W tym okresie przeszliśmy na pracę zdalną, kontynuując działania i sprzedaż, prace budowlane także odbywały się niemal bez przerwy. W Grupie Robyg notujemy istotnie większy ruch ze strony klientów telefonicznie i internetowo. Jesteśmy w pełni przygotowani na taką obsługę klientów. Wiele elementów zostanie już na trwałe w kanałach online, co w przyszłości usprawni proces analizy i podejmowania decyzji z punktu widzenia klienta. Okazuje się, że wszystkie parametry można nawet lepiej sprawdzić i porównać bez wychodzenia z domu, mając dostęp do pełnej dokumentacji, wizualizacji, projektów, a nawet wirtualnych spacerów po inwestycji.

Potencjał sprzedażowy spółki na kolejne kwartały jest wysoki. Obecnie w ofercie znajduje się ponad 1500 lokali, a zasoby gruntów umożliwiają wybudowanie około 17 500 mieszkań.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Negatywny wpływ lockdown-u na wyniki sprzedaży w naszej branży był nieunikniony. W okresie blisko 2 miesięcy istniały rozmaite ograniczenia dotyczące możliwości zrobienia podstawowych zakupów. Nie były to okoliczności sprzyjające podejmowaniu decyzji odnośnie zakupu mieszkań. W przypadku naszej firmy na zmniejszenie sprzedaży wpływ miała przede wszystkim decyzja o wstrzymaniu wprowadzenia na rynek mieszkań w dwóch nowych budynkach, co znacznie ograniczyło ofertę sprzedaży.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Sprzedaż łączna w drugim kwartale br. w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku kształtuje się na tym samym poziomie. Prawdopodobnie byłaby nawet wyższa gdyby w Osiedlu Natura nie zostały sprzedane prawie wszystkie mieszkania już pod koniec ubiegłego roku. W czerwcu br. zostały nam w ofercie tej inwestycji tylko dwa lokale. Z kolei Osiedle Łomianki cieszy się jeszcze większym zainteresowaniem. Zakończyliśmy budowę pierwszego etapu inwestycji. Klienci mogą zobaczyć, jak wygląda projekt, co działa korzystnie na wyniki sprzedaży. W tym przypadku zanotowaliśmy wzrost sprzedaży o blisko 60 proc. Spowolnienie z powodu pandemii było krótkotrwałe i widoczne jedynie w kwietniu br.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W marcu i kwietniu bieżącego roku zanotowaliśmy spadek sprzedaży spowodowany wdrożonymi przez władze obostrzeniami oraz niepewnością społeczeństwa związaną z wyhamowaniem globalnej gospodarki. Od maja natomiast widoczne było już zwiększone zainteresowanie zakupem mieszkań wśród naszych klientów.

Autor: Dompress.pl

Mija termin na zgłaszanie opinii na temat dodatkowego regulaminu dot. sporów uchwałowych

0

Tylko do końca lipca br. można zgłaszać uwagi do regulaminu dot. sporów uchwałowych. Prace nad projektem przepisów służących rozwiązywaniu sporów o zaskarżanie uchwał spółek kapitałowych toczą się w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. Sąd zaprasza praktyków oraz teoretyków prawa arbitrażowego do dyskusji i zachęca do dzielenia się opiniami nt. przygotowanego dokumentu. 

Toczące się w SA KIG prace są wynikiem nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego w zakresie sądownictwa polubownego, która weszła w życie we wrześniu ub. roku. Nowelizacja daje silny impuls do umocnienia polskiego arbitrażu, znosi bowiem wątpliwości, które mogły pojawiać się po stronie przedsiębiorców przy dokonywaniu zapisów na sądy polubowne.

„Wprowadzone zmiany rozwiązują najistotniejsze problemy w debacie nad arbitrażowością sporów uchwałowych. Nowelizacja prawa arbitrażowego otwiera więc drogę do stopniowego rozwoju w Polsce arbitrażu w sporach uchwałowych” – mówi Agnieszka Durlik, dyrektor generalny, Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

Znowelizowane przepisy wprowadzają co najmniej dwie istotne zmiany, o które zabiegało środowisko arbitrażowe:

  • przesądzono, że zdatność ugodowa sporu, jako przesłanka jego zdatności arbitrażowej, dotyczy tylko i wyłącznie sporów o prawa niemajątkowe (art. 1157 k.p.c.);
  • rozszerzono zakres podmiotowy zapisu na sąd polubowny umieszczonego w umowie (statucie) spółki na organy spółki i ich członków (art. 1163 § 1 k.p.c.), co połączono z ustanowieniem procedury konwokacyjnej w sporach uchwałowych, która umożliwia przystąpienie do sporu wszystkim zainteresowanym wspólnikom albo akcjonariuszom spółki (art. 1163 § 2 zd. 1-2 k.p.c.).

W naszej ocenie kluczowym dla sukcesu projektu, jak i rozstrzygania sporów uchwałowych przez polskie sądy polubowne, jest dotarcie do jak najszerszego grona praktyków oraz  teoretyków prawa arbitrażowego i uzyskanie ich opinii co do treści proponowanych rozwiązań i pojawiających się wątpliwości. Liczymy na to, że wspólnie uda nam się wypracować taki model regulacji, który nie będzie budził wątpliwości po stronie judykatury, a tym samym zapewni trwałość orzeczeń sądów arbitrażowych w zakresie sporów uchwałowych” – podkreśla mec. Marek Furtek, przewodniczący Rady Arbitrażowej Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

Uwagi do projektu „Regulaminu dodatkowego Sądu Arbitrażowego w Sporach Uchwałowych” można przesyłać do końca lipca br. na adres [email protected]

Sklepy muszą zaoferować konsumentom nowe powody do zakupu w trybie offline koncentrując się na cenie i wygodzie

0

Wybuch pandemii COVID-19, zamrożenie gospodarek, troska o własne bezpieczeństwo, obniżenie dochodów lub utrata pracy w zdecydowany sposób odcisnęły piętno na zwyczajach zakupowych konsumentów na całym świecie. Według globalnego badania KPMG, na całym świecie wyłania się nowy rodzaj konsumenta, który ogranicza swoje wydatki, jest bardziej zaawansowany w korzystaniu z technologii cyfrowych i w bardziej przemyślany sposób podejmuje decyzje zakupowe. W nowej rzeczywistości konsumenci zwracają uwagę na łatwość zakupów, szukają firm oferujących rozsądne ceny oraz takich, którym można zaufać. Organizacje muszą skoncentrować się na cyfrowym wsparciu swoich klientów i zdobywaniu ich zaufania.

Wybuch pandemii COVID-19 jest wydarzeniem bez precedensu. Strach o własne bezpieczeństwo oraz większa troska o budżet w niepewnych czasach, doprowadziły również do zmian w zachowaniach konsumenckich i sposobach, w jakich ludzie dokonują zakupów. Przed firmami stoi obecnie wiele wyzwań, nie tylko tych związanych ze spadkiem przychodów. Organizacje bowiem muszą skoncentrować się na cyfrowym wspomaganiu swoich klientów i zdobywaniu ich zaufania. Wg badania KPMG International nowe trendy, które przyspieszyły wraz z początkiem COVID-19, będą miały trwały charakter zarówno w czasie, jak i w wymiarze geograficznym, a ich całkowity wpływ na zachowania konsumentów ma poważne konsekwencje szczególnie dla sklepów stacjonarnych.

Stosunek jakości do ceny najważniejszym czynnikiem decyzyjnym podczas zakupu

W czasie pandemii koronawirusa zdaniem 63% respondentów kluczowym czynnikiem, który w największym stopniu wpływa na podjęcie decyzji zakupowej przez klientów na całym świecie jest stosunek jakości do ceny oferowanego produktu. 40% respondentów badania przyznało, że z powodów finansowych ogranicza swoje wydatki, a osoby najbardziej dotknięte kryzysem, rezygnują z droższych, markowych zakupów lub podróży, ograniczając swoje wydatki do niezbędnego minimum. Taki ekonomiczny wpływ pandemia COVID-19 będzie miała na konsumentów jeszcze przez dłuższy czas.

Poza stosunkiem jakości do ceny, dla globalnych konsumentów największe znaczenie mają również: łatwość dokonywania zakupów (42% wskazań), zaufanie do marki (41%) oraz bezpieczeństwo osobiste, na które wskazało 40% respondentów na całym świecie.

klucyowe cyznnikiKonsumenci coraz częściej dokonują zakupów od firm, którym ufają, w czasach, gdy tworzenie trwałej relacji staje się coraz bardziej skomplikowane. Historycznie, zaufanie było budowane poprzez realizację obietnicy marki. Obecnie zaufanie jest wielowymiarowe i zróżnicowane.

Znaczący wpływ na budowanie zaufania do marek ma fakt, czy firmy będą nadal stawiać na pierwszym miejscu potrzeby konsumenta oraz bezpieczeństwo jego i jego danych. W okresie COVID-19 ok. 40% konsumentów w znacznym stopniu zwraca jeszcze większą uwagę na postepowanie marek wobec społeczności lokalnych, pracowników, środowiska oraz na lokalne pochodzenie produktów. Firmy, szczególnie globalne marki i sklepy offline, stoją obecnie przed koniecznością weryfikacji swoich celów i muszą określić, w jakich obszarach mogą budować zaufanie oraz wyeliminować takie działania, które podważają zaufanie konsumentów do marki – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Handel przenosi się do świata online

Zmiana trendów konsumenckich jest najbardziej widoczna w przypadku branży handlowej. Wybuch pandemii oraz wprowadzone restrykcje, wymusiły na konsumentach dokonywanie zakupów online. Wygoda, jaką zapewniają zakupy przez Internet, jest kluczowym czynnikiem zwiększającym wykorzystanie kanałów cyfrowych, zarówno w przypadku zakupów w sklepach spożywczych (54% wskazań), jak i innych, niespożywczych zakupów (65% wskazań). Konsumenci zwracają również uwagę na większe bezpieczeństwo takich zakupów oraz atrakcyjne ceny oferowanych produktów. Co piąty konsument twierdzi, że w czasie COVID-19 robił zakupy spożywcze w sklepach internetowych, a 35% konsumentów kupuje w Internecie produkty z kategorii pozaspożywczej.

W tym samym czasie duże, tradycyjne sklepy są znacznie rzadziej odwiedzane. Tendencja ta ma się utrzymać, a blisko co drugi konsument, który zmienił swoje nawyki zakupowe, twierdzi, że jego nowe zachowania utrzymają się w przyszłości.

cyznniki ktre wpzwajKonsument w nowej rzeczywistości jest świadomym klientem pod względem cyfrowym i akceptuje łatwość, z jaką może komunikować się i realizować potrzeby zakupowe za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Firmy zareagowały na pandemię spowodowaną COVID-19 wysokim poziomem innowacyjności, w tym większym cyfrowym dostępem do zakupów i obsługi klienta. Konsumenci to doceniają i chcą, aby taki poziom został utrzymany. Już trzykrotnie więcej konsumentów badania KPMG (wzrost z 5% do 17%) przyznało, że będzie korzystać ze specjalnych stron internetowych, aplikacji czy webchatów jako głównego kanału komunikacji w nowej rzeczywistości. Jednocześnie aż o 14 p.p. spadła liczba osób deklarujących odwiedziny w sklepie stacjonarnym, jako powód do uzyskania niezbędnej pomocy – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce. 

Tradycyjne sklepy stacjonarne muszą znaleźć nowe sposoby zachęcające klientów do zakupów

Zmienione zwyczaje konsumentów, nie oznaczają natomiast całkowitej rezygnacji z dokonywania zakupów w tradycyjnych sklepach stacjonarnych. Konsumenci przyznali jednak, że będą wybierać sklepy stacjonarne tylko wtedy, gdy cena produktów będzie odpowiednia (ok. 50% wskazań), będzie to wygodne oraz lokalizacja sklepów będzie atrakcyjna. Czynniki związane z lokalizacją sklepu i wygodą wykonywania w nim zakupów są szczególnie istotne dla handlu spożywczego – osiągają wskazania wyższe od 5 do 12 p.p. niż w przypadku zakupów produktów z kategorii pozaspożywczych.

cyznniki stacjonarnieJednocześnie blisko połowa konsumentów globalnego badania KPMG przyznała, że w obecnej sytuacji oczekuje od właścicieli sklepów stacjonarnych odpowiednich rozwiązań służących zapewnieniu dystansu społecznego. Istotne są również darmowe dostawy, elastyczne zasady zwrotu zakupionych produktów,  specjalne oferty, a także obniżki cen.

Właściciele sklepów stacjonarnych będą musieli zaoferować konsumentom nowe powody do zakupu w trybie offline. Ponieważ cena, czyli specjalne oferty i promocje, na które wskazuje blisko 40% respondentów oraz wygoda są kluczem do podejmowania decyzji przez konsumentów, sprzedawcy detaliczni będą musieli poszerzyć swoje możliwości dostaw oraz zarządzać równowagą między dostawą do domu, a asortymentem produktów w sklepie. Zachętą dla klientów może być podkreślenie lokalnego charakteru sklepu. Już w okresie przed COVID-19 analizy KPMG nt. rynku w Polsce wskazywały że 54% klientów jest w stanie dopłacić do odzieży produkowanej w Polsce, ale połowa z nich była gotowa na to przeznaczyć nie więcej niż 10% ceny towaru mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Raport KPMG International pt. „Customers and the new reality”

Kiedy należy przejść na pełną księgowość – limit przychodów dla KPiR

0

Obowiązkiem każdego przedsiębiorcy jest ewidencja wszelkich zdarzeń gospodarczych i finansowych. Odpowiednia forma może zostać wybrana przez podatnika bądź odgórnie narzucona prawnie. Jedną z takich form są księgi rachunkowe, o których wprowadzeniu decyduje limit przychodów.

Kto ma obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych?

Prowadzenie ksiąg rachunkowych (tzw. pełnej księgowości) staje się obowiązkiem jednostki, jeśli jej przychody w poprzednim roku podatkowym są równe lub wyższe od kwoty 2 000 000 euro (art. 2 ust. 1 ustawy o rachunkowości, art. 24a ust. 4 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych). Zgodnie z art. 3 ust. 3 ustawy o rachunkowości, limit przychodów przeliczać należy na złotówki według średniego kursu Narodowego Banku Polskiego ogłoszonego na pierwszy dzień roboczy października poprzedzającego roku.

Wyżej wskazany obowiązek dotyczy zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt. 2 ustawy o rachunkowości:

  • osób fizycznych,
  • spółek cywilnych osób fizycznych,
  • spółek cywilnych osób fizycznych i przedsiębiorstwa w spadku,
  • spółek jawnych osób fizycznych,
  • spółek partnerskich,
  • przedsiębiorstw w spadku działających zgodnie z ustawą z dnia 5 lipca 2018 r. o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej i innych ułatwieniach związanych z sukcesją przedsiębiorstw. 

Jaki jest limit przychodów w 2020 roku?

Jeżeli przychody przedsiębiorstwa w 2019 roku przekroczyły kwotę 2 000 000 euro w przeliczeniu na złotówki według średniego kursu NBP z dnia 1.10.2019 roku (czyli 8 746 800 zł), przedsiębiorcy zobowiązani są do prowadzenia ksiąg rachunkowych od 1.01.2020 roku. Przekroczenie limitu przychodów jest bezsprzecznym wyznacznikiem do obowiązkowego  prowadzenia pełnej księgowości. 

Przejście z PKPiR na pełną księgowość

Przejście z podatkowej księgi przychodów i rozchodów (PKPiR) na pełną księgowość, wynikające z obowiązku (po przekroczeniu limitu przychodów 2 000 000 euro) nie wymaga zgłaszania. Obowiązek poinformowania Urzędu Skarbowego o przejściu na pełne księgi dotyczy tylko jednostek, które decydują się na to dobrowolnie (mają takie prawo na podst. art. 24a ust. 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych). W takim przypadku w rocznym zeznaniu podatkowym za rok, w którym księgi rachunkowe były prowadzone dobrowolnie, należy w sekcji Informacje Dodatkowe zaznaczyć pozycję „wybrał prowadzenie ksiąg rachunkowych na podstawie art. 24a ust. 5 ustawy”.

Upewnij się czy nie przekroczyłeś limitu przychodów

Warto zwracać uwagę na limit przychodów, aby w odpowiednim momencie po przekroczeniu go, zmienić podatkową księgę przychodów i rozchodów na księgi rachunkowe. Umożliwi to właściwą, zgodną z prawem ewidencję operacji gospodarczych. Z pewnością pomocne okazać się może rozeznanie w usługach biur rachunkowych, oferujących obsługę finansową dla firm. Pozwoli to na uporządkowanie operacji gospodarczych, a także dopilnowanie, aby po przekroczeniu limitu przychodów przejść na pełną księgowość.

Autor: Weronika Grudzina, Ekspert ds. księgowości w MDDP Outsourcing


Z pewnością pomocne okazać się może rozeznanie w usługach biur rachunkowych, oferujących obsługę finansową dla firm

Savills sprawdza jaka przyszłość czeka warszawski rynek biurowy

0

Jak może wyglądać biurowa Warszawa w perspektywie kolejnych 18 miesięcy? Eksperci firmy doradczej Savills przeanalizowali dwa możliwe scenariusze. Oba zakładają krótkoterminowy spadek popytu i wzrost poziomu pustostanów, przy czym skala wpływu pandemii Covid-19 na rynek nieruchomości biurowych w stolicy jest w nich różna. Oba prognozują również, że sektor ten zachowa swoją stabilną pozycję w dłuższej perspektywie.

Optymistyczny scenariusz zakłada, że w wyniku koronawirusa popyt ze strony najemców został jedynie wstrzymany na okres kilku miesięcy, po którym w drugiej połowie roku nastąpi intensywne odbicie. Prognozowana przez Savills ilość nowoczesnej powierzchni biurowej wynajętej w Warszawie zarówno w 2020 jak i 2021 r. byłaby wówczas najprawdopodobniej zbliżona do średniej dziesięcioletniej (ok. 710 000 m kw. rocznie).

Za wariantem, w którym stolica Polski nie odczuje drastycznego spadku popytu na powierzchnię biurową przemawia m.in. zwiększona liczba krótko i średnioterminowych renegocjacji umów najmu. W tym scenariuszu analitycy Savills przyjęli również, że ewentualne cięcia kadrowe, czy też utrzymanie w pewnym zakresie pracy zdalnej, nie doprowadzą do redukcji wynajmowanej powierzchni. Praca z domu miałaby charakter dobrowolny i tymczasowy, jak najczęściej miało to miejsce przed pandemią, lub zostałaby zrównoważona przez potrzebę zaimplementowania zasad dystansu społecznego w przestrzeni biurowej (np. poprzez mniejsze zagęszczenie stanowisk pracy czy powrót części firm do układu gabinetowego).

Jak wynika z raportu Savills, w przypadku przyjęcia korzystnego scenariusza, poziom pustostanów w Warszawie wzrośnie nieznacznie, głównie za sprawą ukończenia bardzo dużej liczby nowych projektów deweloperskich. Do końca 2021 r. planowanych jest oddanie ponad 800 000 m kw. nowej powierzchni. Obawy związane z tym, że w wyniku koronawirusa budowane obecnie wieżowce, które coraz liczniej zaczynają zdobić krajobraz Warszawy, będą świecić pustkami wydają się nieuzasadnione, gdyż blisko 70% z nowobudowanej powierzchni biurowej w stolicy jest zabezpieczona umowami przednajmu lub listami intencyjnymi. O ile obecna sytuacja nie spowoduje u tych firm drastycznej redukcji pierwotnego zapotrzebowania na przestrzeń do pracy, Savills zakłada, że poziom wakatu w Warszawie wzrośnie z 7,5% odnotowanych w pierwszym kwartale 2020 r., do zaledwie 10,3% na koniec roku i 11,3% w 2021 r., po czym spodziewany jest ponowny spadek stopy pustostanów.

„Złoty okres polskiego rynku nieruchomości biurowych nie dobiegł końca w wyniku pandemii koronawirusa, ale jego dynamiczny rozwój został na pewien czas wstrzymany. Fundamenty, na których opiera się ten sektor są silne i niezachwiane. Ostatnie miesiące obnażyły wiele wad pracy zdalnej, które będą powstrzymywać dużą część firmy przed zastosowaniem tego rozwiązania na szeroką skalę, w momencie, kiedy nie będzie ono już konieczne ze względu na czynniki zdrowotne. Lockdown wywiera jednak bardzo negatywny wpływ na biznes, dlatego w krótkiej perspektywie, do czasu pełnego odbicia gospodarki, należy spodziewać się osłabienia popytu na powierzchnię biurową i wzrostu poziomu pustostanów. Warszawa, jako największy rynek biurowy w Polsce, z pewnością to odczuje” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills Polska.

W tym roku po raz pierwszy od blisko 30 lat prognozowany jest ujemny wzrost gospodarczy dla Polski. Zdaniem autorów raportu, takie wyhamowanie koniunktury nie może pozostać bez wpływu na rynek nieruchomości. Z drugiej strony, zarówno według analiz Oxford Economics, Komisji Europejskiej jak i Banku Światowego, odbicie gospodarcze spodziewane jest już w 2021 r. Prognozy dotyczące bezrobocia zakładają jego ponowny spadek w 2021 r., nawet, według Oxford Economics, do poziomu niższego, niż w 2019 r.

„Pomimo dobrych prognoz długoterminowych dla gospodarki, wiele firm musi reagować na obecną sytuację już teraz, co w krótkiej perspektywie może doprowadzić do ograniczenia popytu na powierzchnię biurową. Niezależnie od przewidywań dotyczących spadku bezrobocia w 2021 r., jednym z najbardziej zasadnych pytań dotyczących długoterminowych prognoz dla rynku biurowego wydaje się kwestia tego, gdzie osoby te będą pracować. Nie mam wątpliwości, że home office w pewnym zakresie zostanie z nami na dłużej, ale będzie tylko jednym z elementów zmian związanych z potrzebą większej elastyczności środowiska pracy i moim zdaniem w żadnym wypadku nie będzie oznaczał całkowitego końca modelu pracy z biura” – dodaje Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu ograniczeń przeciwdziałających rozprzestrzenianiu się koronawirusa większość najemców odraczała decyzje związane z najmem powierzchni biurowej. Taki stan nie mógł jednak trwać wiecznie i w miarę zbliżania się terminu końca obecnej umowy wiele firm, nie będąc pewna swoich planów na przyszłość, chciała uniknąć długoterminowych zobowiązań i postanowiła renegocjować krótkoterminowe przedłużenia. Jednocześnie byliśmy świadkami dążenia do optymalizacji kosztów, co w przypadku firm, które dokonały redukcji etatów, przełożyło się na chęć podnajmu części biura innym firmom.

„W wyniku pandemii koronawirusa niektórzy najemcy w poszukiwaniu oszczędności mogą ponownie przychylniejszym okiem zacząć spoglądać w kierunku lokalizacji z atrakcyjniejszymi czynszami, np. na Służewcu. Osłabiony popyt w najbliższych miesiącach będzie oznaczał również wyzwanie dla właścicieli starszych biurowców. Nie muszą oni jednak stać na straconej pozycji, gdyż często to właśnie takie obiekty są w stanie zaoferować większą elastyczność, której obecnie oczekują najemcy” – mówi Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja wynajmującego, Savills.

Część firm może również kierować się większą ostrożnością w kontekście przyszłych, długoterminowych umów najmu i nie zabezpieczać już tak chętnie powierzchni na ekspansję. Jeśli połączą to z ograniczeniem wynajmowanej powierzchni, w ramach przyjęcia modelu permanentnej pracy zdalnej dla części pracowników lub skierowania ich do biur coworkingowych, to oznaczałoby to alternatywny i mniej optymistyczny scenariusz dla rynku biurowego. Zgodnie z prognozami Savills, mogłoby to doprowadzić do wzrostu pustostanów w Warszawie do 12,4% w 2021 r. Jeśli najemcy dodatkowo postanowią na trwałe zmniejszyć zatrudnienie, to poziom wakatów do końca 2021 r. może zwiększyć się do 16,6%.

Według analityków Savills, nawet przyjmując mniej optymistyczne założenia, nie muszą one wcale oznaczać dystopijnej wizji rynku biurowego. Oba scenariusze zakładają krótkotrwałość obecnej tendencji, która jedynie wyhamuje tempo rozwoju rynku, a kolejne lata po 2021 r. powinny przynieść spadek poziomu pustostanów.

„Pomocne w interpretacji obecnej sytuacji mogą być dane dotyczące wpływu minionego kryzysu finansowego na rynek nieruchomości. Od 2008 do 2009 roku poziom pustostanów w Warszawie urósł z 2,9% do 7,3%. Najwyższy prognozowany przez nas wzrost wakatów z 7,5% w pierwszym kwartale 2020 r. do 16,6% na koniec 2021 r. byłby zatem mniejszy, niż ten sprzed 12 lat” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Za pewnego rodzaju symbol stabilności rynku oraz dowód na poparcie tezy, że biuro najprawdopodobniej zachowa swój status serca większości firm i nieodzownego elementu prowadzenia biznesu, można uznać najwyższą umowę najmu w historii warszawskiego rynku biurowego, pod którą ostateczne podpisy złożono już w trakcie pandemii Covid-19. Grupa PZU wynajęła 47 000 m kw. w kompleksie Generation Park zlokalizowanym na warszawskiej Woli.

„Obecnie rynek nieruchomości bardziej niż kiedykolwiek musi być otwarty na zmiany. Cześć z nich, która zaszła lub przyśpieszyła w wyniku pandemii Covid-19, może zostać z nami na dłużej i na stałe odmienić krajobraz rynku biurowego. Z pewnością jednym z tych trendów będzie elastyczność. W kontekście prognoz ekonomicznych dotyczących odbicia gospodarki w przyszłym roku, podejmowanie pochopnych kroków odnośnie długofalowych strategii w oparciu o krótkoterminowe czynniki, może jednak okazać się kosztownym błędem. Duże międzynarodowe fundusze w dalszym ciągu są zainteresowane inwestowaniem w nieruchomości biurowe. Pandemia w żaden sposób nie przekreśliła również największych atutów Warszawy w oczach korporacji. Większość z nich niedługo znowu będzie chciała się tu rozwijać i w dalszym ciągu będzie do tego potrzebowała znacznej ilości powierzchni biurowej” – podsumowuje Tomasz Buras z Savills.

Upadły konsument

0

Upadłość konsumencka to jedno z ciekawszych narzędzi prawnych umożliwiających wyjście z zadłużenia i zakończenie pętli narastających długów wobec wierzycieli. Pozostanie bankrutem w świetle prawa może okazać się korzystne.

Umorzenie długów

Konstrukcja upadłości konsumenckiej bardziej kładzie nacisk na oddłużenie wnioskodawcy niż na zaspokojenie wierzycieli. Postępowanie dotyczące upadłości konsumenckiej w określonych sytuacjach prowadzi do umorzenia długów upadłego. Warto zaznaczyć, iż takie umorzenie dotyczyć może także zaległości względem urzędu skarbowego lub ZUS-u, czyli jednych z najczęściej występujących zaległości, a zarazem bardzo uciążliwych. Umorzeniu nie podlegają natomiast zobowiązania o charakterze alimentacyjnym, zobowiązania wynikające z rent z tytułu odszkodowania za wywołanie choroby, niezdolności do pracy, kalectwa lub śmierci, zobowiązania do zapłaty orzeczonych przez sąd kar grzywny, a także do wykonania obowiązku naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, zobowiązania do zapłaty nawiązki lub świadczenia pieniężnego orzeczonych przez sąd jako środek karny lub środek związany z poddaniem sprawcy próbie, jak również zobowiązania do naprawienia szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia stwierdzonego prawomocnym orzeczeniem oraz zobowiązania, których upadły umyślnie nie ujawnił, jeżeli wierzyciel nie brał udziału w postępowaniu.

Warto mieć na uwadze, że umorzenie zobowiązań nie następuje automatycznie i nie zawsze ma miejsce. Zasadniczo sąd umarza zobowiązania upadłego bez ustalenia planu spłaty wierzycieli, jeśli osobista sytuacja upadłego w oczywisty sposób wskazuje, że jest on trwale niezdolny do dokonywania jakichkolwiek spłat w ramach planu spłaty wierzycieli. Przesłanka trwałości niezdolności do dokonywania spłat ma tu decydujące znaczenie. Jeżeli zaś upadły jest zdolny do dokonywania spłat, wówczas sporządza się w toku postępowania stosowny plan spłaty wierzycieli. Możliwa jest także trzecia opcja, tj. warunkowe umorzenie długów w sytuacji, kiedy niezdolność do dokonywania spłat nie ma charakteru trwałego. Umorzenie takie następuje pod warunkiem, że w terminie pięciu lat od dnia uprawomocnienia się postanowienia o warunkowym umorzeniu zobowiązań upadłego bez ustalenia planu spłaty wierzycieli upadły ani żaden z wierzycieli nie złoży wniosku o ustalenie planu spłaty wierzycieli, na skutek którego sąd, uznając, że ustała niezdolność upadłego do dokonywania jakichkolwiek spłat w ramach planu spłaty wierzycieli, uchyli postanowienie o warunkowym umorzeniu zobowiązań upadłego bez ustalenia planu spłaty wierzycieli i ustali plan spłaty wierzycieli.

Jeśli został sporządzony plan spłaty wierzycieli, ale okaże się, że upadły nie jest w stanie realizować tego planu, to sąd na wniosek upadłego może zmienić plan spłaty wierzycieli. Jeśli natomiast brak możliwości wywiązania się z obowiązków określonych w planie spłaty wierzycieli ma charakter trwały i wynika z okoliczności niezależnych od upadłego, sąd na wniosek upadłego, po wysłuchaniu wierzycieli, może uchylić plan spłaty wierzycieli i umorzyć niewykonane zobowiązania upadłego.

Warto nadmienić, iż w odróżnieniu od „standardowej” upadłości, możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej istnieje, nawet jeśli osoba niewypłacalna posiada tylko jednego wierzyciela.

Upadły może też złożyć wniosek o umorzenie postępowania dotyczącego upadłości konsumenckiej, a więc co do zasady samodzielnie doprowadzić do zakończenia przedmiotowego postępowania, jeśli stwierdzi, że nie chce już ogłaszać upadłości.

Pandemia a upadłość

Z przepisów o upadłości konsumenckiej jasno wynika, iż dobrodziejstwa tej instytucji prawnej przeznaczone są tylko dla osób, które nie doprowadziły do swojej niewypłacalności lub istotnie nie zwiększyły jej stopnia w sposób celowy. Chodzi tu między innymi o zachowanie polegające na trwonieniu majątku lub celowym nieregulowaniu wymagalnych zobowiązań. Jak się wydaje, wskutek pandemii i związanej z nią redukcji etatów, trudności gospodarczych pracodawców itp. wiele osób może stanąć w obliczu niewypłacalności. Taka sytuacja może być pomocna w ogłoszeniu upadłości konsumenckiej – można się bowiem spodziewać, że gros przypadków niewypłacalności związanych będzie z sytuacją wywołaną koronawirusem, nie zaś z działaniami celowymi i nacechowanymi złą wolą osoby niewypłacalnej.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec

Do jakiej sumy chroni OC za granicą?

0

Koronawirus sprawił, że wiele osób rezygnuje z transportu komunikacją zbiorową i wybiera podróżowanie autem. Jest też tak w przypadku zagranicznych wakacji. Zanim jednak beztrosko ruszysz samochodem na wymarzony wypoczynek, sprawdź, czy w kraju, do którego się wybierasz, chroni Cię OC i do jakiej sumy.

Czy samo OC wystarczy za granicą?

W 2004 r. Polska wstąpiła nie tylko do Unii Europejskiej. W tym roku przystąpiliśmy także do Porozumienia Wielostronnego, co znacznie ułatwiło życie krajowym kierowcom.

Porozumienie Wielostronne funkcjonuje w ramach Systemu Zielonej Karty i obecnie należą do niego 34 kraje – tłumaczy Paweł Kuczyński z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. – W takim państwie polskiemu kierowcy wystarczy zwykłe OC komunikacyjne. Jeśli w czasie podróży dojdzie do kolizji lub wypadku, ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie poszkodowanym, tak samo jak to się dzieje w przypadku stłuczki w Polsce.

Do jakiej kwoty chroni OC za granicą?

Kierowca z Polski jadący na zagraniczne wakacje może się jednak zacząć zastanawiać, czy OC za granicą zapewni mu pełną ochronę. Takie obawy nie są pozbawione podstaw. Polisa nie jest przecież workiem bez dna. Każde ubezpieczenie OC posiada sumę gwarancyjną, czyli maksymalną kwotę, do której ubezpieczyciel jest odpowiedzialny za szkodę.

Co prawda suma gwarancyjna OC w Polsce jest wysoka, ale przecież zadośćuczynienia za szkody osobowe na przykład w Niemczech są niekiedy znacznie większe od tych wypłacanych u nas w kraju. Czy zatem suma gwarancyjna OC wystarczy czy polski kierowca będzie musiał dopłacać resztę z własnej kieszeni?

Na szczęście dla polskich kierowców w krajach będących sygnatariuszami Porozumienia Wielostronnego ubezpieczyciel odpowiada do wysokości sumy gwarancyjnej, która obowiązuje w danym państwie. W Niemczech towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaci więc odszkodowanie do kwoty będącej równowartością sumy gwarancyjnej obowiązującej u naszych zachodnich sąsiadów – uspokaja Andrzej Prajsnar, ekspert Ubea.pl.

Należy jednak zauważyć, że jeśli w jakimś kraju suma gwarancyjna OC jest niższa niż w Polsce, Twój ubezpieczyciel odpowiada do wysokości sum ważnych na terenie naszego państwa.

W tym miejscu warto przypomnieć, że od 1 stycznia 2019 r. suma gwarancyjna OC w Polsce wynosi:

  • 5,21 mln euro – szkody osobowe
  • 1,05 mln euro – szkody majątkowe

Gdzie jest potrzebna Zielona Karta?

Jak widać, jeżeli wybierasz się autem do jednego z krajów należących do Porozumienia Wielostronnego, nie masz się czego obawiać. Obowiązkowe ubezpieczenie OC zapewni Ci kompleksową ochronę.

Odrobinę większych przygotowań wymaga wyjazd do jednego z państw, które należy do Systemu Zielonej Karty, ale nie jest sygnatariuszem Porozumienia Wielostronnego. Mowa o następujących krajach:

  • Albania
  • Azerbejdżan
  • Białoruś
  • Bośnia i Hercegowina
  • Czarnogóra
  • Iran
  • Izrael
  • Maroko
  • Mołdawia
  • Macedonia
  • Rosja
  • Tunezja
  • Turcja
  • Ukraina

Jeśli w trakcie wakacyjnych wojaży chcesz dotrzeć do jednego z tych krajów, musisz wcześniej wyrobić u swojego ubezpieczyciela Zieloną Kartę. Wiele towarzystw wydaje ją za darmo lub za symboliczną opłatą kierowcom, którzy posiadają u nich ubezpieczenie OC.

Zielona Karta, podobnie jak OC, zapewnia wypłatę odszkodowania oraz zadośćuczynienia poszkodowanym, jeśli, jadąc autem, spowodujesz nieumyślnie kolizję lub wypadek.

Do jakiej sumy chroni Zielona Karta?

Obowiązują takie same zasady jak w przypadku ubezpieczenia OC. Ubezpieczyciel odpowiada więc do wysokości sumy gwarancyjnej obowiązującej w danym państwie. Jeśli jednak jest ona niższa niż w Polsce, pod uwagę bierze się sumę gwarancyjną z naszego kraju – tłumaczy Andrzej Prajsnar z Ubea.pl.

Suma gwarancyjna OC, także za granicą, jest bardzo wysoka. Dzięki temu możesz jechać bez obaw, że ewentualna stłuczka pokrzyżuje nie tylko plany wakacyjne, lecz także spowoduje problemy finansowe.

Zastrzyk optymizmu – sytuacja na rynku walutowym

0

Pozytywne informacje z prac nad szczepionką na COVID-19 pomogły przywrócić optymizm na rynkach finansowych, przyćmiewając niepokojące statystyki zachorowań oraz ostre komentarze Trumpa w stosunku do Chin. Złoty odrabia straty pomimo ponurych wizji RPP.
Sprawdza się teza ukuta wczoraj, że jedna dobra wiadomość trafiająca na rynek bije dwie złe. Mimo że wszystko wskazuje na to, że zagrożenie wirusem nie zmaleje i będzie hamulcem dla globalnego ożywienia, nadzieje na szybkie opracowanie skutecznej szczepionki potrafią przyćmić wszelkie obawy o sytuację bieżącą. Inne czynniki ryzyka (jak przebudzenie sporów na linii USA-Chiny) mają drugorzędne znaczenie. Korekty są płytkie, a powrót apetytu na ryzyko dynamiczny. Można tylko zastanawiać się, na ile wiarygodne są ruchy przy niskiej wakacyjnej płynności i czy rzeczywiście mówią prawdę o całościowym nastawieniu inwestorów (czy tylko o nastrojach garstki aktywnych graczy). Jakie nagłówki przyniesie środa?

EUR/USD wyszedł ponad 1,14 nie tylko na słabości dolara (dyktowanej wzrostem apetytu na ryzyko), ale też na nadziejach, że na weekendowym szczycie przywódcy państw UE będą w stanie porozumieć się w sprawie funduszu naprawczego, dzięki czemu ruszy odbudowa gospodarki bloku. Wprawdzie ostatnie 24 godziny nie przyniosły informacji sugerujących przełom w negocjacjach, to rynek pozytywnie odczytał słowa kanclerz Niemiec Merkel, że jedzie do Brukseli szukać kompromisu. W ostatnich dniach przywódcy państw UE odwiedzają się wzajemnie, by wypracować kształt funduszu zadowalający wszystkie strony. Jeśli do kompromisu dojdzie, to raczej na sam koniec szczytu w sobotę. Jednak wzrosty EUR już teraz dobitnie pokazują, jak w każdej kwestii rynek łatwiej uczepia się pozytywnych informacji niż negatywnych.

Złoty odrobił część strat poniesionych w poniedziałek, bardziej na poprawie rynkowych nastrojów niż na wskazówkach z Rady Polityki Pieniężnej. RPP zgodnie z oczekiwaniami utrzymała stopy procentowe bez zmian (referencyjna: 0,1 proc.), jak również w komunikacie powtórzono stwierdzenia sprzed miesiąca. Rada spodziewa się ożywienia aktywności gospodarczej, ale jego skala jest niepewna w związku z zagrożeniami pandemią. Ponuro wpadły nowe prognoz makroekonomiczne NBP zakładające spadek PKB o 5,7 proc. r/r w 2020 r. i odbicie o 4,4 proc. w 2021 r. Prognozy te są bardziej pesymistyczne od konsensusu rynkowego oraz prognoz MFW. Rada zakłada też utrzymanie się inflacji poniżej celu w 2021 r. (średnio 1,3 proc.). Bank powtórzył też, że tempo ożywienia gospodarczego może być ograniczane „przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP”. Nastawienie Rady pozostaje gołębie, ale bez sygnałów sugerujących dalsze luzowanie polityki monetarnej. W przeciwnym razie, jeśli nowa projekcja zostałaby uznana przez RPP za niepokojąco pesymistyczną, zmiany w polityce powinny zostać dokonane już teraz. Podtrzymuję oczekiwania, że RPP utrzyma stopy procentowe bez zmian przynajmniej do końca 2021 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raporty powstające w Programie Wsparcia Pokrycia Analitycznego dystrybuowane przez Refinitiv

0
  • Raporty opracowywane w Programie Wsparcia Pokrycia Analitycznego będą dostępne w Refinitiv
  • Celem GPW jest zwiększenie dotarcia raportów analitycznych powstających w ramach Programu do potencjalnych inwestorów

GPW podpisała umowę z Refinitiv Limited na dystrybucję raportów analitycznych publikowanych w ramach Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego. Refinitiv, globalna firma dystrybucji danych z rynków finansowych, zajmuje się m.in. publikacją i upowszechnianiem dla inwestorów i instytucji raportów analitycznych przygotowywanych przez brokerów oraz niezależnych dostawców analiz.

Cieszymy się, że raporty publikowane w ramach Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego będą dystrybuowane przez Refinitiv. Dzięki temu będą trafiać do szerszej grupy inwestorów. Obecnie członkowie giełdy przygotowują analizy dla 51 małych i średnich spółek, co może zwiększyć zainteresowanie ich akcjami. Naszym celem od samego początku było dotarcie do jak największej grupy inwestorów indywidualnych oraz profesjonalnych i udostępnienie rzetelnej informacji o spółkach z indeksów mWIG40 i sWIG80 – powiedziała Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

W ramach Programu publikowane są raporty analityczne dla 51 średnich i małych spółek z Głównego Rynku. 2 lipca 2020 r. decyzją Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie do 39 uczestników Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego organizowanego przez GPW dołączyło kolejnych 12 spółek.

Celem Programu jest zwiększenie dostępności analiz dla mniej płynnych spółek, a co za tym idzie umożliwienie inwestorom podejmowania decyzji inwestycyjnych w oparciu o wiarygodne, niezależne źródło informacji o emitencie. W Programie uczestniczy 12 Członków Giełdy (domów maklerskich). Raporty analityczne publikowane w ramach Programu dostępne są na stronach internetowych Członków Giełdy oraz stronie internetowej GPW.

ABM przeznaczy 100 mln na przełomową terapię leczenia nowotworów

0

Agencja Badań Medycznych rozpoczęła program mający na celu opracowanie i wprowadzenie do Polski na szeroką skalę innowacyjnej terapii komórkami CAR-T, ukierunkowanej na leczenie ciężkich nowotworów. Rusza nabór wniosków w konkursie, na który przeznaczone zostanie 100 mln zł.

Terapia komórkami CAR-T jest najbardziej zaawansowaną i spersonalizowaną technologią stosowaną w leczeniu hematoonkologicznym, która polega na wytworzeniu dla każdego pacjenta leku na bazie jego własnych limfocytów. Obecnie wskazaniem do terapii CAR-T są złośliwe chłoniaki i ostre białaczki u dzieci oraz młodych dorosłych, którym skończyły się opcje dalszego leczenia.

Pomysł na grant z zakresu wprowadzenia do Polski technologii komórek CAR-T zrodził się przede wszystkim z potrzeby społecznej. Jest to technologia niezwykle droga, ponieważ leczenie jednego pacjenta to obecnie koszt minimum pół miliona dolarów. Terapia ta, jeszcze w ubiegłym roku była całkowicie niedostępna dla polskich pacjentów; żeby ją otrzymać, musieli wyjeżdżać zagranicę.

Tak duże środki przeznaczone przez Agencję Badań Medycznych mają zapewnić wprowadzenie technologii CAR-T do kraju, przyspieszyć badania naukowe oraz stymulować prowadzenie badań klinicznych nad tymi terapiami w Polsce. Ta strategiczna decyzja pozwoli na to aby w najbliższej przyszłości polscy pacjenci mogli realnie korzystać z tak innowacyjnej terapii.

Zakładamy, że już w przyszłym roku do Polski zostanie ściągnięta licencja na tę nowoczesną terapię i w ramach planowanego badania klinicznego umożliwimy polskim pacjentom dostęp do terapii CAR-T. Pamiętajmy, że są to dopiero początki trudnego i bardzo ambitnego programu. Wierzymy, że dzięki naszemu finansowaniu i wiedzy polskich naukowców kilkaset osób w Polsce będzie miało szansę na skorzystanie z tej terapii w trakcie realizacji grantu. Bez tego programu takich szans nie będzie – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Agencja Badań Medycznych widzi wielką przyszłość przed terapiami opartymi na komórkach CAR-T. Jak pokazują badania kliniczne, efekty leczenia technologią CAR-T są spektakularne, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że otrzymywały ją osoby, dla których nie było już żadnych szans. Remisja choroby po trzech miesiącach utrzymuje się bowiem u 82 proc. pacjentów, a u 98 proc. z nich nie ma śladu białaczki.

Na początku lipca br. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, poinformował,  że dzięki zastosowaniu terapii genowej CAR-T udało się wyleczyć 11-letniego pacjenta z ostrej białaczki limfoblastycznej. U chłopca, po siedmiu latach nieskutecznych terapii, wreszcie nie stwierdzono obecności komórek nowotworowych.

Jak podkreśla prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu – ze względu na ogromne koszty planowanie kolejnych podań terapii jest ograniczone finansowo. Grant Agencji Badań Medycznych daje szansę pomóc dzieciom, które wyczerpały już wszystkie inne metody leczenia.

Koniec Wikipedii? Google przejmują rynek wiedzy online

0

Coraz nowocześniejsze rozwiązania wprowadzane przez Google, powodują, że po wiedzę sięgamy właśnie do narzędzi stworzonych przez technologicznego giganta. Jego boty znacznie skuteczniej analizują, przetwarzają i dostarczają nam obiektywne informacje, a algorytmy są wciąż udoskonalane. Na znaczeniu zaś coraz bardziej traci blog wiedzy nazywany Wikipedią.

Wyjaśniając w wielkim skrócie, Google bazuje na najwyżej indeksowanych kluczowych materiałach , które są w stanie wyselekcjonować dzięki swoim wyszukiwarkom, wynikom organicznym i narzędziom analitycznym. Informacje są świeże, bo metoda umożliwia ciągłe dodawanie subkategorii w formie najczęściej zadawanych pytań dot. wybranego hasła, które przedstawiane są w wynikach wyszukiwania. Całość widzimy w formie graficznego opracowania najciekawszych odpowiedzi wraz z podaniem źródła informacji. Wpływa to na wzrost zasięgu (uu) i promowania najlepszego kontentu w sieci, co jest też znacznie korzystniejsze dla mediów.

Jak (nie) działa Wikipedia

Natomiast Wikipedia to już przestarzałe narzędzie, które jak podaje „jest wspólnym dziełem nieformalnej grupy internautów. W większości wikipedyści nie są ekspertami powołanymi do opracowania haseł z danej dziedziny wiedzy. Są to raczej hobbyści, studenci, pracownicy naukowi, uczniowie, którzy nie ograniczają się do tworzenia haseł ze swojej specjalności, lecz czują się odpowiedzialni za Wikipedię jako całość. W polskojęzycznej Wikipedii nie ma ustalonej struktury władzy ani hierarchii użytkowników. Administratorzy Wikipedii spełniają wyłącznie funkcje techniczne”. Taki, stan może być jednak sprzeczny z prawem. Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 26 lipca 2007 r. (IV KK 174/07) potwierdza, że rozpowszechnianie treści przez serwisy internetowe o specyfice prasowej bez rejestracji może być niezgodne z prawem. Poprosiliśmy więc biuro prasowe Stowarzyszenia Wikimedia Polska o wyjaśnienia nam stanu faktycznego, związanego z wymogami prawa prasowego.

– Zawartość Wikipedii nie jest kontrolowana przez „radę redakcyjną” ani „zespół Wikipedii”, tworzona jest przez grono wolontariuszy i wolontariuszek z całego świata. Wikipedia nie jest pracodawcą i jest serwisem zarejestrowanym w USA, którego operatorem (właścicielem) jest Wikimedia Foundation z siedzibą w San Francisco. Wikimedia Foundation, jako organizacja amerykańska, nie odprowadza podatków w Polsce. W razie problemów lub wątpliwości natury prawnej co do zawartości lub działania Wikipedii polecamy bezpośredni kontakt z Fundacją (w USA). Stowarzyszenie Wikimedia Polska jest stowarzyszeniem obywateli polskich i organizacją pożytku publicznego, która odprowadza podatki zgodnie z polskimi przepisami podatkowymi. Jako Stowarzyszenie Wikimedia Polska integrujemy i wspieramy współtwórców projektów Wikimedia. Pozyskujemy nowych wolontariuszy dla Wikipedii i jej projektów siostrzanych, a także w różny sposób motywujemy do dalszego działania wolontariuszy o wieloletnim doświadczeniu. Prowadzimy szkolenia, edytony, spotkania i warsztaty. Dbamy o dobrostan społeczności, promując postawy konstruktywne, nastawione na współpracę. Organizujemy konferencje i zloty oraz wspieramy logistycznie lokalne spotkania współtwórców projektów Wikimedia. -Nina Gabryś, Rzeczniczka Prasowa Wikimedia Polska

Przeprowadziliśmy więc dziennikarskie śledztwo, aby zweryfikować , jak działa Wikipedia. Jego wyniki potwierdziły negatywne opinie, które coraz częściej przytaczają opiniotwórcze media.

Jeśli nie podziela się zdania, nazywających się „redaktorami” aktywistów to dyskusja kończy się zablokowaniem dostępu do serwisu. Jednocześnie, w tym samym czasie proszą Cię o dostarczenie np. zaświadczenia o posiadaniu praw autorskich (co, wydaje się  naruszać przepisy RODO). W naszym przypadku jeden z wolontariuszy podawał się nawet za dziennikarza, inny pod nickiem „Nadzik” udawał, eksperta rynku mediów, o którym nie miał pojęcia, nie podając nawet swoich prawdziwych danych. O tych “aktywistach” Wiki nie wiemy nic, poza tym, że byli aroganccy i w żaden sposób niepomocni dla początkujących użytkowników. Używano zwrotów obraźliwych i nie kulturalnych, unikano merytorycznych informacji i odpowiedzi. Jeśli uważasz, że pomogą Ci w edycji hasła, lub sami zrobią dziennikarski „research” – jesteś w dużym błędzie. Jej anonimowi „redaktorzy” są praktycznie bezkarni, nikt nie weryfikuje, kim są naprawdę. Np. użytkownik o nicku „Kggucwa” żądał podania daty urodzenia, choć zabraniają tego  RODO oraz wewnętrzne regulaminy Wikipedii. Przestarzały interface powoduje, że przy próbie dodania nowego hasła przydatne byłyby zdolności programistów. Przykłady można by mnożyć. Szefowa Wikipedii zapowiada wielkie porządki i walkę z takim stanem.

Niestety, fakt, że ktoś chce poświęcić swój czas na rozwój Wikipedii automatycznie, nie czyni go kimś w pełni tolerancyjnym czy po prostu szanującym zasady obowiązujące w danej społeczności” – informuje Katherine Mahler, szefowa Wikipedii – “chcę, aby wszyscy pracowali nad zwiększeniem bezpieczeństwa na stronie. Na Wiki wszyscy powinni czuć się mile widziani, każda perspektywa powinna mieć znaczenie. Już od pewnego czasu wokół Wikipedii rośnie wiele głosów sprzeciwu. Społeczność oskarżono o nierówne traktowanie chociażby kobiet, których wkład jest kontestowany przez męską część serwisu.

 Portal antyweb

Google jak do tej pory jeszcze wysoko indeksują treści tego bloga informacyjnego, jednak coraz częściej widzimy go już jako jedną z wielu opcji, np. w kontrze do znacznie lepszej treści materiału eksperckiego opublikowanego przez znany portal. Na szczęście to się zmienia i w wielu przypadkach Google wyświetlają już znacznie lepsze i precyzyjniejsze treści z innych źródeł lub opracowania własne wraz z wbudowaną wersją ich tłumaczenia na różne języki.

Stowarzyszenie Wikimedia Polska nie ponosi jednak odpowiedzialności prawnej za treści umieszczane na Wikipedii, ponieważ nie mamy na te treści bezpośredniego wpływu. – Nina Gabryś, Rzeczniczka Prasowa Stowarzyszenia Wikimedia Polska

Czy to już koniec Wikipedii?

Polska Wikipedia roi się od kontrowersyjnych celebrytów z Pudelka, a brakuje w niej czołowych postaci kultury, sztuki czy nauki. Jak sprawdziliśmy, dostęp do portalu jest prosty i możliwy bez zalogowania lub jedynie po wybraniu nicka i hasła (bez weryfikacji e-mailem czy SMS-em). Okazuje się, że np. anonimowe osoby pracujące za darmo, których personalia nie są w żaden sposób weryfikowane, oceniają uznane i wybitne osobowości, co często graniczy z trollingiem i jest niedorzeczne. Nie znamy ich wykształcenia i kompetencji, często latami ukryją się pod nickami. Jest to głęboko niepokojące, gdyż niesie za sobą ryzyko wielu nadużyć i manipulacji lub po prostu sporów wynikłych na tle kompetencyjnym. Trudno uznać za sensowne, aby uczeń interesujący się muzyką disco polo oceniał np. wybitnego profesora nauk ścisłych. W Polsce wymagane jest np. sądowe zarejestrowanie bloga czy portalu informacyjnego  wraz z podaniem adresu redakcji i redaktora naczelnego, który w świetle prawa jest odpowiedzialny za prezentowane treści. Tego typu zabezpieczenia mają uchronić nas przed swoistą „samowolą”, czy cenzurą w sieci. Polskiem partnerem Wikimedia Foundation jest zarejestrowane w Łodzi Stowarzyszenie Wikimedia Polska

Możliwe, że zamysł twórców Wikipedii był dobry i wyglądałby inaczej, gdyby został oparty na profesjonalnym zespole najwybitniejszych ekspertów w swoich dziedzinach lub profesjonalnych dziennikarzy.  Obecnie jednak ten najwyższej jakości kontent oferują już Google.

W zamierzeniu neutralna, faktycznie kształtuje nasze spojrzenie na świat. Jednak publikowane tam artykuły coraz częściej piszą manipulatorzy, aktywiści i zwykli oszuści. A problem robi się coraz większy. Najczęściej mówi się w tym kontekście o Facebooku i Twitterze. Prawie nikt nie przejmuje się Wikipedią i tym, co się na niej dzieje. Mało kto się zastanawia, skąd biorą się wszystkie odpowiedzi na zapytania w sieci, jak powstają – i jak łatwo je zmanipulować – podaje Christina Brause w artykule opublikowanym w Gazecie Wyborczej

Od dawna nie korzystam z polskiej wersji Wikipedii, nie ma ona dla mnie znaczących walorów naukowych, często brakuje w niej encyklopedyczności, to dla mnie bardziej w wielu obszarach zbiór studenckich notatek robiony przez anonimowe grono hobbistów, najczęściej bez odpowiednio wysokich kompetencji. Wyraźnie widać to w dziedzinach, w których jestem ekspertem, gdyż zawarte tam materiały są bezużyteczne – pełne nieścisłości, błędów merytorycznych, brakuje też ważnych haseł lub są mocno przeterminowane. Wolę wiedzę zweryfikowaną przez uznane media i znane mi autorytety np. naukowców PAN.

Niedawno, wspólnie z czołowymi ekspertami rynku zbadaliśmy jej zawartość dot. dynamicznie rozwijającego się sektora gamingowego. Szybko stwierdziliśmy brak kluczowych haseł, a te opisane zawierały błędy, nieścisłości, zawarta w nich wiedza była też mocno przestarzała, brakowało także istotnych dla sektora postaci. Stąd np. w innowacyjnym środowisku gamingowym to źródło informacji jest praktycznie w ogóle nieznane. Jak wiemy, kilka miesięcy w tym sektorze oznacza olbrzymi progres, a tylko Google (z wykorzystaniem AI) odświeżają codziennie miliony haseł.

Trzeba przyznać, że anglojęzyczna wersja Wiki jest trochę lepsza, chodź też daleko jej do doskonałości. Właścicielem tego bloga jest oficjalnie Wikimedia Foundation Inc. – jak podaje Wikipedia, to organizacja typu non-profit z siedzibą w San Francisco, zarządzająca serwisami internetowymi typu wiki o wolnej treści. Należy do ruchu Wikimedia, jest właścicielem serwerów i znaków towarowych projektów Wikimedia (Wikipedii oraz jej „projektów siostrzanych”).

Została założona przez Jimmy’ego Walesa w 2003 roku w celu finansowania projektów Wikimedia, jednak z wszystkich jego pomysłów głównie znamy ten. Wikipedia podkreśla, że jest „wolną encyklopedią” – ciężko jednak zrozumieć znaczenie tego sloganu, chyba że chodzi o anonimowość pracujących tam za darmo wolontariuszy.

Ewolucja, czyli jak encyklopedia przechodzi do lamusa

Kiedyś to Encyklopedia PWN uzna była za źródło wiarygodnej i rzetelnej wiedzy. Redakcja zatrudniająca ekspertów i fachowców z mozołem budowała jej zawartość. Po jej zakup ustawiały się długie kolejki do księgarni. W dobie internetu jest dostępna również w sieci i zawiera ok. 200 tysięcy artykułów, haseł, ilustracji, kalendariów oraz tabel ze stale aktualizowanej bazy encyklopedycznej. Jednak mocno straciła na znaczeniu, nie będąc tak wysoko indeksowana, jak Wikipedia (to jej główna przewaga).

Są też miejsca, gdzie zakazano działania Wiki, np. Władimir Putin uznał, że Wikipedia nie jest wystarczająco wiarygodnym źródłem wiedzy. Rosja będzie mieć więc własną encyklopedię online. Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew podpisał więc dekret o utworzeniu ogólnokrajowego portalu encyklopedycznego i utworzeniu Wielkiej Rosyjskiej Encyklopedii. W wielu innych miejscach świata także trwa dyskusja o jej przyszłości.  Również na szczeblu Unii Europejskiej rozważane jest wprowadzenie, dalszych  lepiej chroniących nas regulacji, dzięki którym duże portale będą musiały lepiej zadbać o ochronę praw autorskich do wykorzystanych materiałów oraz ustalić jasne zasady współpracy z  odbiorcami.

Wikipedia próbowała zaistnieć też w innych obszarach np. rynku wiadomości, ale nie odniosła tu żadnych znaczących sukcesów. Eksperci prognozują, że w niedalekiej przyszłości jej przestarzały system działania, oparty na zespole anonimowych wolontariuszy pracujących za darmo straci całkowicie na znaczeniu. W czasach, kiedy sztuczna inteligencja wykorzystywana jest do tworzenia opisów haseł przez Google, a coraz lepsze algorytmy dostarczają nam najlepsze treści wybierane na bieżąco z całej sieci, ten anachroniczny system z początków jej działalności i epoki internetu zdaje się nie wytrzymywać próby czasu.

Wikimedia Foundation ogłosiła niedawno prace nad nowym projektem encyklopedycznym. Będzie to Abstract Wikipedia, która ma być świeżym sposobem na tworzenie treści o charakterze encyklopedycznym w wielu językach jednocześnie. To mocno spóźniona reakcja na zmiany, tak co najmniej o 5 lat. Do tego Wikipedia nie dysponuje nawet ułamkiem potencjału Google, które już od kilku lat wdrażały swój nowy projekt i mogą jednym ruchem odciąć Wiki od wysokiego indeksowania i zakończyć jej historię. Dochodzą też globalne problemy wizerunkowe i utrata wiarygodności.

Ronson Development wprowadza do sprzedaży ostatni etap bestsellerowego osiedla w Szczecinie. Panoramika VI z pozwoleniem na budowę

0

Jeden z najbardziej lubianych przez klientów projektów Ronson Development wchodzi w końcową fazę. Deweloper uzyskał prawomocne pozwolenie na budowę VI etapu osiedla Panoramika w Szczecinie. Będzie to ostatnia szansa dla klientów, by zamieszkać w tej inwestycji z widokiem na centrum miasta. Generalny wykonawca – firma Mostostal Warszawa – od razu po uzyskaniu pozwolenia przystąpił do prac budowlanych. Sprzedaż mieszkań w Panoramice VI ruszy natomiast w poniedziałek 20 lipca. W ostatnim etapie osiedla dostępnych będzie 76 lokali w cenach od 193 tys. zł.

Panoramika od początku jest osiedlem, które odnosi ogromny sukces sprzedażowy. To nasza pierwsza inwestycja w Szczecinie, a jej świetne wyniki przekonały nas, że jest to miasto z ogromnym potencjałem. Wyprzedaliśmy już niemal wszystkie mieszkania w dotychczasowych pięciu etapach – zostało nam niecałe 10% oferty. Klientów ucieszy więc na pewno ponowna możliwość zakupu lokalu na tym osiedlu. Trzeba jednak pamiętać, że to już ostatnia szansa na mieszkanie w Panoramice, dlatego nie warto czekać z rezerwacją. Muszę przyznać, że będzie nam brakowało tego projektu, gdy już zakończymy budowę – mówi Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development odpowiedzialny za sprzedaż i marketing.

W VI etapie szczecińskiego bestsellera Ronsona powstanie 76 jasnych mieszkań o wygodnych rozkładach. Metraże zaczynają się już od 25 m2, a ceny od 193 tys. zł za kawalerkę. Najwięcej, bo aż 38, powstanie w tej inwestycji mieszkań 2-pokojowych o metrażach do 44 m2. Klienci będą mogli tez wybierać wśród 19 lokali 3-pokojowych, 10 kawalerek i 9 mieszkań 4-pokojowych o powierzchniach do 77 m2.

Nazwa osiedla Panoramika pochodzi od niesamowitego widoku, jaki rozciąga się z mieszkań w tej inwestycji. Zobaczymy stąd całą panoramę Szczecina. W VI etapie będzie można podziwiać ją z balkonów i przestronnych tarasów. Lokale na parterze będą z kolei miały dostęp do ogródków, a doskonale wiemy, że po okresie „społecznej kwarantanny” stał się to niezwykle pożądany atut – mówi Andrzej Gutowski.

W III kwartale br. zakończy się budowa V etapu Panoramiki, w którym dostępne są już ostatnie wolne lokale. Powstaje w nim 115 mieszkań.

Docelowo, szczecińskie osiedle będzie obejmować łącznie  621 lokali w sześciu etapach. Cztery z nich zostały już ukończone.

Osiedle Panoramika położone jest na szczecińskim Warszewie – dzielnicy dobrze skomunikowanej z centrum miasta i zatopionej w zieleni. W okolicy znajdują się placówki edukacyjne, sklepy, trasy biegowe i rowerowe. Zaledwie 10 minut od inwestycji położone jest znane wszystkim szczecinianom Jezioro Głębokie, a także Park Kasprowicza, ogród różany – tzw. Różanka i Lasek Arkoński.

Wakacji w tym roku nie będzie? Pracodawcy mniej chętnie dają urlopy

W tym roku wakacji nie będzie? Pracodawcy nie chcą dawać urlopów w czasie „odmrażania” gospodarki

Sezon wakacyjny zawsze jest czasem pracowitym dla stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. W ostatnich tygodniach odbieramy ok. 5 wiadomości dziennie dotyczących pracy sezonowej lub problemów wynikających np. z niepełnego rozliczenia pracownika i pracodawcy. Pojawia się także wiele pytań dotyczących powrotu do stawki wynagrodzenia sprzed pandemii koronawirusa czy pytań o… urlopy.  – Poza czasem pandemii zdarzały się skargi na pracodawców, że np. wysyłają pracownikom maile i telefonują do nich w czasie urlopu. Od początku lipca mieliśmy już kilka zgłoszeń o cofnięciu zaplanowanego wcześniej urlopu lub o braku zgody na wzięcie urlopu w sezonie letnim – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Przedsiębiorcy chcą nadrabiać straty. Mniej wniosków urlopowych i mniej pozwoleń na urlopy

Czas pandemii koronawirusa pokazuje zupełnie nowe spektrum problemów związanych z urlopami wypoczynkowymi. Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom w kwietniu odnotowywało przypadku przymuszania pracowników do wykorzystywania zaległych urlopów lub nawet urlopów bieżących na rok 2020. Zdarzały się sytuacje, że musieliśmy podejmować mediacji z pracodawcą, bo oczekiwał on, że pracownik np. wykorzysta swój cały urlop w kwietniu, a potem będzie pracować bez przerwy. Czas wakacji obraża zupełnie inne problemy w tym zakresie.

– Gospodarka powoli się odmraża, firmy starają się rozpędzać swoją działalność. Po trwającym kilka miesięcy lockdownie pracodawcy ostatnie o czym myślą to udzielanie urlopów wypoczynkowych pracownikom. Spotykamy się z kultywowaniem zasady, że teraz najważniejsza jest efektywność i nadrabianie strat i zdarzają się skargi, że pracodawca mówi wprost, że pracownik szanse na urlop ma dopiero jesienią lub nawet zimą – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.  – Prawo Pracy wyraźnie wskazuje, że urlop wypoczynkowy jest udzielany za pozwoleniem pracodawcy na wniosek pracownika. Może on przesunąć termin przyszłego wolnego, jeżeli spowodowałoby to poważne zakłócenia toku pracy. Z wieloletniego działania w stowarzyszeniu wiem, że jest to warunek bardzo subiektywny i pracodawca zwykle w tym przypadku stawia na swoim – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Sezon złamanych obietnic. Pracodawcy odwołują urlopy zaplanowane wiele miesięcy wcześniej

Wielu pracowników oburza się na swoich szefów, że decyzją o anulowaniu urlopu „zrywają porozumienia”, które zawierane były przed pandemią koronawirusa. – Spotkałam się już w tym roku ze skargą, że Pani miała mieć cały lipiec wolny i zgłaszała to już w styczniu, a potem w maju pracodawca powiedział, że nie ma szans dla niej na tak długie wolne w tym miesiącu. Poczuła się oszukana, ale nie ma prawa protestować. Urlopem zawiaduje szef i on stwierdza, że w tym czasie urlopu nie może udzielić. Oczywiście pracownik ma prawo do wolnego zgodnie z Prawem Pracy, ale w innym terminie – dodaje Małgorzata Marczulewska. – Pracownik ma prawo wnioskować o zadośćuczynienie jeżeli przerwanie urlopu wiąże się np. ze stratami, bo wykupiony został już wyjazd, ale przyznaję, że z taką sytuacją się jeszcze nie spotkałam – dodaje Prezes Marczulewska.

Pracownicy muszą również pamiętać, że jeżeli mają skrócony czas pracy (np. z powodu porozumienia na mocy Tarczy Antykryzysowej) to skróceniu ulega także ich urlop.

Mniej konfliktów, więcej chęci porozumienia

Jak mówi Małgorzata Marczulewska, w tym roku widać większą chęć porozumienia między pracownikami i pracodawcami. Nie ma mowy o wielkich konfliktach czy groźbach zwolnień z pracy jeżeli jakieś polecenie nie zostało wykonane. – Jako stowarzyszenie odbieramy mnóstwo telefonów i wiadomości codziennie, są to sygnały z całej Polski. Pozytywna konkluzja jest taka, że pracownicy i pracodawcy są skłonni do porozumienia. To chyba efekt koronawirusa. Zazwyczaj mediacja okazuje się skuteczna i udaje się przekonać pracodawcę, że pracownik potrzebuje urlopu, a pracownika, że może to w tym roku nie będzie miesiąc, a dwa tygodnie – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Mieliśmy jedną dość śmieszną sytuację, że zgłosiła się do nas Pani z prośbą o mediację. W jednym z urzędów wszystkie trzy pracownice z jednej komórki zaplanowały urlop w tym samym czasie, dokładnie dwa tygodnie, dzień w dzień. Kierownik powiedział, że mają wybrać spośród siebie tą, która zrezygnuje z wolnego w tym czasie i weźmie urlop później. Spowodowało to wielki konflikt, który skończył się interwencją u naczelnika i zgłoszeniem do naszego stowarzyszenia – mówi Małgorzata Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom zachęca pracowników do zgłaszania przypadków łamania prawa pracowników przez pracodawców. Na początku sierpnia planowane jest uruchomienie specjalnego dyżuru telefonicznego dla pracowników sezonowych.

Zmiany obowiązujące od 30 lipca 2020 w dyrektywie o delegowaniu pracowników nie dotyczą w tej chwili kierowców

0

W Internecie oraz prasie można znaleźć wiele niepokojących informacji o reformie dyrektywy o delegowaniu pracowników od 30 lipca br. – modyfikacji jest dużo, jednak, w tej chwili, nie dla sektoru transportu drogowego.  Kierowcy zostaną objęci poprawką w dyrektywie o delegowaniu pracowników, lecz dopiero za ponad 18 miesięcy i to na specjalnych warunkach wynikających wprost z przyjętego niedawno pakietu mobilności.

Handel powoli wraca do życia

0

Pierwsze tygodnie nowej normalności po odmrożeniu handlu z jednej strony zaskoczyły wyższą niż prognozowano odwiedzalnością, ale z drugiej potwierdziły wzbierającą falę renegocjacji umów; wynika z najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland podsumowującego drugi kwartał na rynku handlowym.

„Po tygodniach izolacji i życiu w strachu przed koronawirusem ciężko było sobie wyobrazić szturm na galerie handlowe zaraz po zdjęciu obostrzeń. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno średnia odwiedzalność jak i średnie obroty, które do PRCH raportowali właściciele obiektów, z tygodnia na tydzień rosły. Bitwa z wirusem o handel trwa, i pomimo symptomów poprawy na rynek oddychający pełną piersią trzeba będzie jeszcze poczekać kilkanaście miesięcy. Z jednej strony obecny rok można w zasadzie uznać za stracony pod względem dochodów i rozwoju sieci, z drugiej jednak obecne problemy wymuszają poszukiwanie niestandardowych rozwiązań, które mogą być ożywcze dla całej branży i przynieść wiele rozwiązań lepiej dopasowanych do oczekiwań współczesnych klientów, zwłaszcza tych reprezentujących najmłodsze pokolenia” – Patrycja Dzikowska z Działu Badań i Analiz Rynkowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Według danych monitorowanych w cyklu tygodniowym przez PRCH, w pierwszym tygodniu po restarcie średnia odwiedzalność obiektów handlowych sięgnęła 68 proc. ubiegłorocznych wyników w pierwszy poniedziałek po odmrożeniu. Po dwóch miesiącach, pomimo wielu restrykcji i obowiązku zakupów z zakrytymi ustami i nosem oraz w  rękawiczkach, odwiedzalność wzrosła średnio do 77-81 proc. zależnie od dnia tygodnia w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku. Z dostępnych danych wynika, że lepiej radziły sobie obiekty małe i średniej wielkości, a więc raczej te reprezentujące tzw. format „zakupów w sąsiedztwie”. Obiektom o rozbudowanej ofercie rozrywkowej i gastronomicznej, która działa w bardzo ostrym rygorze sanitarnym, trudniej jest odzyskać wcześniejszych klientów.    Najlepiej radziły sobie obiekty zlokalizowane na południowo-zachodniej ścianie kraju, a najsłabiej te, którym najbliżej do wschodniej granicy kraju. W przeszłości były one chętnie odwiedzane przez klientów zza zamkniętych obecnie granic z Ukrainą, Białorusią, Litwą czy Rosją.

Podaż nie forsuje tempa

W drugim kwartale 2020 roku podaż nowej powierzchni wyniosła zaledwie ok. 92 tys. m kw., co zdecydowanie odbiegało od średniej notowanej w tym czasie w ostatnich latach. Autorzy raportu zwracają uwagę, że najwięcej nowej powierzchni (niemal 50 proc.), przypadło na główne aglomeracje, a nieco mniej (ok. 30 proc.) dostarczono w segmencie miast o liczbie mieszkańców poniżej 50 tys.
Klientom udostępniono m.in. część handlowo – usługowo – gastronomiczną mutlifunkcyjnego kompleksu Elektrownia Powiśle w Warszawie, będącego przykładem zarówno rewitalizacji i wniesienia nowego życia w stare poprzemysłowe mury, jak i stworzenia miejsca z ofertą handlowo – usługową dostosowanego do ewoluujących oczekiwań klientów.

Warto podkreślić rosnącą rolę małych obiektów handlowych o charakterze tzw. „convenience”. W okresie kwiecień – czerwiec otwarto np. Rondo Hakena Park i Park Handlowy Mieszka w Szczecinie oraz Park Handlowy Chojnice i Park Handlowy Kasztelania w Chrzanowie.

Do końca roku można spodziewać się dodatkowych 250 tys. m kw. powierzchni, o ile tempo i ciągłość prac deweloperów zostaną zachowane. Na koniec czerwca na etapie budowy było w sumie ponad 480 tys. m kw. Pomimo rosnącego zainteresowania inwestorów parkami handlowymi, to centra handlowe nadal są formatem dominującym na rynku pod względem wielkości powierzchni i stanowią 61 proc. łącznego wolumenu obecnie powstającej powierzchni. Wśród projektów w trakcie realizacji przodują małe i średniej wielkości centra i parki handlowe. Tylko 5 spośród obecnie budowanych obiektów ma mieć więcej niż 20 tys. m kw. powierzchni najmu.

Kryzys spowodowany pandemią Covid-19 będzie testem dla całej branży i zapewne pogłębi problemy obiektów i sieci handlowych, które już wcześniej je przeżywały. Jedną z pierwszych ofiar jest łódzkie centrum handlowo-rozrywkowe Sukcesja, które przestało działać zaledwie 5 lat po otwarciu.

W oczekiwaniu na więcej premier
Drugi kwartał nie był obfity również pod względem debiutów. Urban Outfitters w Elektrowni Powiśle wystartował ze swoim pierwszym flagowym polskim sklepem. W warszawskiej Galerii Młociny otworzył się pierwszy w Polsce salon Modivo. Multibrandowy sklep z ekskluzywnymi ubraniami należy do tego samego właściciela co salony eobuwie.pl, i podobnie łączy zakupy offline i online. Swoją premierę miała również niemiecka marka z modą „plus size” Ulla Popken. W tym samym czasie z rynku zniknęły cztery marki – odzieżowa Camaieu, gastronomiczne Papa Diego i Van Dog, a także księgarnie z logo Mole Mole.

Projekt kodeksu RODO dla branży retail trafił do Prezesa UODO

0

Branżowy kodeks przetwarzania danych osobowych, stworzony przez grupę ekspercką Polskiej Rady Centrów Handlowych dla sektora handlowego czeka na zatwierdzenie prezesa UODO.  To ostatni etap przed jego publikacją. W trakcie wielomiesięcznej pracy udało się wypracować wspólne stanowisko branży centrów handlowych, które zaowocowało stworzeniem dokumentu. Już niedługo stanie się on realnym wsparciem dla biznesu we wdrażaniu efektywnych procedur w zakresie ochrony danych osobowych. 

Promowanie najlepszych branżowych praktyk jest jednym z głównych celów Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH), dlatego niedługo po wejściu w życie przepisów RODO stowarzyszenie podjęło inicjatywę utworzenia kodeksu branżowego, który stałby się drogowskazem w kwestii właściwego zarządzania danymi osobowymi dla przedsiębiorstw działających w sektorze handlu. Mimo, że rozporządzenie zostało opublikowane dwa lata temu, jego zapisy nadal wzbudzają wiele wątpliwości. Potrzebę opracowania dokumentu uwzględniającego specyfikę branży dostrzegły również same firmy zrzeszone w PRCH. Powołano więc grupę roboczą, która w trakcie wielu miesięcy intensywnych prac stworzyła projekt kodeksu branżowego. Kolejnym etapem były konsultacje społeczne,  a finalnie, w dniu 13 lipca br., projekt trafił na biurko prezesa UODO.

Akceptacja PUODO jest już ostatnim etapem procesu powołania do życia branżowego kodeksu RODO. Dokument nie przekształca przepisów wynikających z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE, a doprecyzowuje, jakie wymogi w zakresie ochrony danych osobowych, muszą spełniać podmioty działające na rynku centrów handlowych. Jest to nie tylko praktyczny poradnik objaśniający zawiłości regulacji, ale również narzędzie do budowania zaufania konsumentów na przejrzystych zasadach.

– Cieszę się, że dzięki wspólnemu zaangażowaniu wielu ekspertów udało się doprowadzić prace nad kodeksem do tego momentu. Pragnę podziękować wszystkim zaangażowanym w projekt, zarówno w jego opracowanie merytoryczne, jak i w proces konsultacji społecznych. Składając wniosek o zatwierdzenie kodeksu będziemy monitorować proces jego akceptacji, licząc na szybkie zatwierdzenie – mówi Radosław Knap, Dyrektor Generalny PRCH.

Patronat merytoryczny nad inicjatywą stworzenia kodeksu objęły kancelaria prawna Domański Zakrzewski Palinka (DZP) oraz firma doradcza DAPR. W przygotowanie dokumentu zaangażowała się PRCH i przedstawiciele właścicieli i zarządców centrów handlowych: Apsys Polska, Atrium Poland Real Estate Management, BNP Paribas Real Estate Poland, Colliers International REMS, EPP, Ingka Centres Polska, Klepierre Management Polska, Mayland Real Estate, Metro Properties, Napollo Retail i Unibail-Rodamco-Westfield.

Pandemia zwiększyła skalę marnowania żywności. Z rosnącym problemem pomagają walczyć nowe technologie

Pandemia zwiększyła skalę marnowania żywności. Z rosnącym problemem pomagają walczyć nowe technologie 1

Co roku do kosza trafia 1/3 produkowanej żywności, a statystyczny Polak wyrzuca 247 kg jedzenia. Ograniczenia związane z pandemią koronawirusa sprawiły, że problem wyrzucania jedzenia stał się jeszcze poważniejszy. Polacy chcą jednak z nim walczyć i sięgają w tym celu po nowe technologie. Aplikacja Too Good To Go pozwala uratować przed wyrzuceniem to, co danego dnia serwowały lokale współpracujące z aplikacją, a co nie zostało sprzedane. Do pogromców marnowania jedzenia mogą dołączyć m.in. klienci bp.

Spowodowane pandemią utrudnienia w transporcie, zamknięte restauracje i przymusowa izolacja sprawiły, że do kosza trafiły miliony ton jedzenia.

 Problem marnowania żywności istniał już wcześniej, pandemia jedynie uwidoczniła nam, jak duża jest to skala. W momencie, kiedy wycięliśmy jeden element łańcucha dostaw, okazało się, że mierzymy się z gnijącymi na polach truskawkami, wylewanym mlekiem i ziemniakami, które nie docierały do konsumentów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karolina Woźniak, PR Manager Too Good To Go.

Według danych Boston Consulting Group każdego roku w Unii Europejskiej marnuje się 88 mln ton żywności, średnio 173 kg na osobę. Polska pod tym względem należy do niechlubnej czołówki – co roku każdy z nas wyrzuca średnio 247 kg.

– Globalnie marnujemy 1/3 jedzenia. Wyobraźmy sobie, że kupując trzy torby pysznego jedzenia, zaraz po wyjściu ze sklepu wyrzucamy jedną z nich. Gdyby całe zmarnowane jedzenie było krajem, byłoby trzecim największym emitentem zanieczyszczeń do atmosfery na świecie, zaraz po Chinach i Stanach Zjednoczonych – wskazuje Karolina Woźniak.

Wyrzucając jedzenie, marnujemy także surowce potrzebne do jego wyprodukowania, m.in. wodę czy energię. To z kolei przyczynia się do ocieplenia klimatu. Jak wskazują eksperci FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa), marnowanie żywności odpowiada za 8 proc. gazów cieplarnianych wyemitowanych na skutek działalności człowieka, a na każdy kilogram wyprodukowanej żywności do atmosfery wydziela się 4,5 kg CO2.

– Nowe technologie pozwalają nam w bardzo łatwy sposób przyłączać się do walki z marnowaniem jedzenia – przekonuje ekspertka. – Aplikacja Too Good To Go w prosty sposób łączy jej użytkowników z miejscami takimi jak restauracje, piekarnie, cukiernie czy sklepy mającymi nadwyżkową żywność, której nie udało się sprzedać danego dnia.

Klient poprzez aplikację kupuje paczkę niespodziankę, w której znajdzie się to, co danego dnia serwowały lokale współpracujące z Too Good To Go, a co nie zostało sprzedane. Nie ma przy tym pewności, jakie dokładnie produkty się w niej znajdą, ale może je zakupić po znacznie niższej cenie niż normalnie, a paczkę musi odebrać we wskazanym punkcie. Sama aplikacja jest darmowa i cieszy się dużym powodzeniem. Dziennie sprzedawane jest nawet 90 proc. wystawionej żywności. Z Too Good To Go współpracuje ponad 38 tys. partnerów. Od niedawna do tego grona dołączyła firma bp.

– Klienci bp w bardzo łatwy sposób mogą korzystać z aplikacji Too Good To Go i zamawiać paczki niespodzianki z kawiarenek na naszych stacjach Wild Bean Cafe albo ze sklepów na stacjach bp, a następnie odebrać je ze wskazanej, wybranej w aplikacji stacji bp – mówi dr Magdalena Kandefer-Kańtoch, rzecznik prasowy bp Polska.

Z oferty mogą na razie korzystać mieszkańcy Krakowa, ale program ma objąć stacje bp w całej Polsce. W ramach współpracy klienci bp będą też mogli wesprzeć Banki Żywności specjalnym voucherem, który można zakupić w aplikacji Too Good To Go.

 Także w Polsce od lat inwestujemy, stosujemy szereg procesów i innowacji, by zapobiegać marnowaniu jedzenia w gastronomii czy w handlu. Współpraca z Too Good To Go jest kolejnym krokiem w tej strategii i z pewnością nie ostatni – zapowiada Magdalena Kandefer-Kańtoch.

Na początku 2020 roku bp ogłosiło nowy cel HASHbpNetZero, zgodnie z którym do 2050 roku ma stać się firmą o zerowej emisji netto. Chce także pomóc zredukować światową emisję netto do zera do 2050 roku lub wcześniej.

25 mln zł trafi na wsparcie innowacyjnych projektów w rolnictwie. Powstaje specjalny fundusz rolniczy

25 mln zł trafi na wsparcie innowacyjnych projektów w rolnictwie. Powstaje specjalny fundusz rolniczy 2

Małe i średnie firmy technologiczne z branży rolno-spożywczej, które rozwijają innowacyjne projekty, będą mogły liczyć na wsparcie nowego funduszu KOWR Ventures. Zostanie on utworzony przez GPW Ventures, spółkę zależną Giełdy Papierów Wartościowych, oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Początkowo na rozwój projektów trafi 25 mln zł. Inicjatorzy liczą, że pomoże to unowocześnić przemysł rolno-spożywczy i rolnictwo w Polsce, ale też wprowadzić więcej podmiotów z tych sektorów na warszawski parkiet.

14 lipca został podpisany list intencyjny, który zapoczątkował współpracę GPW Ventures i KOWR w zakresie rozwoju innowacji w rolnictwie. Inwestorem nowego funduszu będzie KOWR, a zarządzany on będzie przez GPW Ventures.

Najważniejszym zadaniem KOWR Ventures będzie selekcja projektów i wybór tych, które mają szansę na sukces rynkowy, oraz wspieranie ich rozwoju biznesowego. Wielu inżynierów posiada ekspercką wiedzę na temat produktu, ale słabiej radzi sobie z elementami sprzedażowymi, a jeszcze gorzej z zagadnieniami kontroli i planowania finansowego. Właśnie w tych obszarach KOWR Ventures może ich wesprzeć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes GPW w Warszawie.

W tym roku KOWR planuje powierzyć pod zarządzanie spółce GPW Ventures do 25 mln zł. Zostaną one przeznaczone na inwestycje w przedsiębiorstwa, których działalność jest związana m.in. z poprawą konkurencyjności gospodarki rolnej i zwiększaniem rentowności gospodarstw rolnych. Inne obszary wsparcia to efektywne gospodarowanie zasobami i przeciwdziałanie niekorzystnym zmianom klimatycznym, a także rozwój działalności pozarolniczej na obszarach wiejskich.

Potencjał innowacji w rolnictwie jest gigantyczny, a firmy istniejące w tym sektorze i w jego otoczeniu są tego świetnym dowodem – mówi Wojciech Kędzia, zastępca dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. – W naszych szufladach leżą ciekawe projekty, jak całkowicie zrobotyzowane fabryki białka owadziego, narzędzia wykorzystujące technologie satelitarne, samolotów bezzałogowych, analizy multispektralnej dla rolnictwa precyzyjnego, dla szacowania wielkości plonów czy identyfikacji szkód w rolnictwie.

Problemem, podobnie jak w innych branżach, w rozwijaniu innowacyjnych projektów w sektorze agro jest dostęp do kapitału. Sposobem na ich dokapitalizowanie ma być właśnie fundusz KOWR Ventures. Jak podkreśla Wojciech Kędzia, trudno było do tej pory oceniać z perspektywy biznesowej projekty, które trafiały do KOWR. Teraz pomogą w tym eksperci GPW.

– Liczymy na to, że kompetencje Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa i resortu rolnictwa w zakresie rozpoznania potrzeb firm zostaną wzmocnione przez ekspertów od zarządzania finansami w projektach innowacyjnych, którymi dysponuje Giełda Papierów Wartościowych i spółka GPW Ventures – podkreśla zastępca dyrektora generalnego KOWR. – Mamy nadzieję, że ta współpraca przyczyni się w sposób bardzo wydatny do rozwoju polskiego rolnictwa, szybszej akceleracji projektów, ich kapitalizacji i wprowadzenia na rynek.

Jak podkreśla prezes GPW, celem jest także zwiększenie zainteresowania spółek technologicznych, działających na rzecz tego sektora, wejściem na giełdę.

Chcemy je przyciągnąć na giełdę poprzez inwestycje kapitałowe. Wielu przedsiębiorców chciałoby rozwijać swoje firmy w skali międzynarodowej i obecność na parkiecie może im w tym pomóc, natomiast nie są jeszcze przygotowani na to, żeby debiutować na GPW. To właśnie w takie przedsięwzięcia ma inwestować KOWR Ventures – podkreśla dr Marek Dietl.

Priorytetem będą projekty małe i średnie, a początkowo zakładana jest dywersyfikacja portfela inwestycyjnego (do 5 mln zł w jedno przedsięwzięcie).

Jeśli ten fundusz będzie się powiększał i gdyby KOWR zdecydował się reinwestować zyski, które zostały uzyskane z tych inwestycji, to z czasem będzie można się pokusić o większe inwestycje, rzędu 10, 15 czy 20 mln zł – zapowiada prezes GPW.

E-recepty prawie wyeliminowały papierowe druki. Według ekspertów wrażliwe dane pacjentów są w pełni bezpieczne

Lekarze wystawili już ponad 275 mln e-recept, a w maju stanowiły one 95 proc. wszystkich recept. Również pacjenci przekonali się do nowej formuły wykupywania leków, w dużej mierze dzięki pandemii, bo bez tego przez kilka tygodni byliby pozbawieni opieki medycznej. Zaufanie Polaków do tego narzędzia mogą podważać doniesienia o zagrożeniu wycieku wrażliwych danych z aplikacji do zarządzania e-receptami, jednak eksperci przekonują, że są one w pełni bezpieczne. Pacjenci mogą sami decydować o tym, jakie dane udostępniają w aplikacji, a bez ich zgody nie ma możliwości, żeby wrażliwe informacje o ich stanie zdrowia trafiły do niepowołanych podmiotów.

– W ostatnich miesiącach w czasie pandemii Polska dokonała ogromnego skoku technologicznego – i to zarówno administracja publiczna, przedsiębiorstwa, jak i ludzie – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Busiło z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, wiceprzewodniczący Komitetu Ochrony Danych Osobowych i Zarządzania Informacją. – Zdalny dostęp do sektora medycznego był w tym czasie bardzo istotny. Gdyby nie e-recepty i zdalne diagnozy, byliby pozbawieni dostępu do świadczeń zdrowotnych. Po prostu system nie był w czasie pandemii nastawiony na bezpośredni kontakt i tylko dzięki rozwiązaniom zdalnym można było zapewnić funkcjonowanie jakiejkolwiek opieki zdrowotnej.

Pandemia SARS-CoV-2 przyczyniła się do skokowego wzrostu popularności telemedycyny, jak i e-recept. Według danych Ministerstwa Zdrowia od momentu wprowadzenia elektronicznych recept lekarze wystawili ich już ponad 275 mln dla 25 mln pacjentów. W maju br. udział e-recepty wzrósł do 95 proc., podczas gdy jeszcze w lutym, tuż przed pandemią, sięgał 88 proc. Do tego narzędzia przekonali się zarówno lekarze, jak i pacjenci. Z badania „Świadomość i postrzeganie Internetowego Konta Pacjenta”, zrealizowanego w kwietniu br. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Centrum e-Zdrowia, wynika, że o e-recepcie słyszało 93 proc. Polaków, a 40 proc. postrzega ją jako duże ułatwienie. Niemal 100 proc. nie miało żadnych trudności z jej realizacją, a 84 proc. badanych ocenia ją pozytywnie. Polacy doceniają głównie fakt, że dzięki niej mogą uniknąć osobistej wizyty w przychodni (48 proc.) i nie muszą przepisywać u lekarza recepty w formie papierowej (42 proc.).

W ostatnich tygodniach popularność i zaufanie do tej formy korzystania z e-recept podważyły jednak doniesienia, według których jedna z sieci aptek nielegalnie pozyskiwała dane pacjentów z systemu informacji medycznej P1. Chodzi o aplikację Gemini Apps, należącą do grupy Gemini, która jest właścicielem jednej z największych sieci aptek w Polsce. Jak podkreślił „Dziennik Gazeta Prawna”, zarzuty dotyczyły tego, że aplikacja do rezerwowania leków na e-receptę miała bez uprawnienia pobierać dane z państwowej bazy, które były wykorzystywane do profilowania pacjentów oraz przekazywane Microsoftowi i Amazonowi. Na ich podstawie można np. ustalić, kto choruje na demencję, cukrzycę, depresję albo jest nieuleczalnie chory.

– Wydaje się, że te rewelacje medialne są mocno przesadzone. System został wykorzystany przez aptekę certyfikowaną zgodnie z przeznaczeniem, czyli do weryfikacji danych z e-recepty. I tylko tyle. Został wykorzystany w sposób właściwy, zgodnie z interfejsem wystawionym przez Ministerstwo Zdrowia, więc trudno mówić tutaj o wycieku danych – ocenia Mariusz Busiło.

Głos w tej sprawie zabrały Ministerstwo Zdrowia, Naczelna Izba Aptekarska i Urząd Ochrony Danych Osobowych. Po medialnych doniesieniach grupa Gemini wydała oświadczenie, w którym odparła wszystkie zarzuty, informując, że jej aplikacja działała zgodnie z przepisami. Co więcej, profilowani według danych medycznych byli wyłącznie ci pacjenci, którzy wcześniej wyrazili na to zgodę.

– Użytkownik w tej aplikacji miał pełną kontrolę nad swoimi danymi. Wystarczyło, że podał wyłącznie swój e-mail i już mógł realizować system rezerwacji recept – dodaje ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. – Użytkownik aplikacji ma wiele możliwości, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych. Po pierwsze, warto się upewnić, że taka aplikacja korzysta z szyfrowanych połączeń, a jego dane są przechowywane na serwerach dużych i certyfikowanych dostawców, którzy dostarczają rozwiązania np. dla banków. Takimi dostawcami są właśnie Microsoft czy Amazon.

Jak podkreśla ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, dr Łukasz Kister, za bezpieczeństwo systemu informatycznego P1, w którym są przechowywane dane medyczne Polaków i informacje o wystawionych e-receptach, odpowiada Ministerstwa Zdrowia. Resort udziela dostępu do rejestru wyłącznie tym aptekom, które zweryfikuje. Nie ma żadnej możliwości, żeby jakakolwiek apteka czy firma, która nie została pozytywnie zweryfikowana, uzyskała do niego dostęp.

– W przypadku aplikacji Gemini nie ma też możliwości, aby znalazły się w niej jakiekolwiek informacje dotyczące naszej prywatności, stanu zdrowia i chorób, z którymi się borykamy – wyjaśnia dr Łukasz Kister. – Ta aplikacja otrzymuje od uprawnionej apteki wyłącznie dane dotyczące przepisanych nam produktów medycznych. Żadne inne informacje ani dane wrażliwe nie są przekazywane. Można to zweryfikować samemu, przechodząc proces rejestracji. Jednak po komentarzach medialnych widać, że wiele wypowiadających się osób nie zweryfikowało tej aplikacji i nie przeszło procesu sprawdzenia swojej e-recepty, żeby móc samodzielnie i naocznie się o tym przekonać.

Pacjenci mogą samodzielnie zweryfikować wystawioną przez lekarza e-receptę, co jest o tyle istotne, że dziś na podstawie czterocyfrowego kodu nie wiemy, co konkretnie lekarz przepisał i w jakim dawkowaniu.

– Dla nas – jako pacjentów – ważne jest, żeby móc zweryfikować, czy lekarz się nie pomylił – tłumaczy ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

Jak podkreśla, aplikacje służące do rezerwacji leków online i zarządzania e-receptą nie stanowią żadnego zagrożenia dla prywatności pacjentów i ich wrażliwych danych osobowych.

– Szczególnie gdy mówimy o aplikacjach profesjonalnych, które wykorzystują naszą zgodę i dobrowolne wykorzystanie danych dla swojej wygody. One pozwalają na wybór tego, w jaki sposób chcemy korzystać z tej aplikacji, i nie przechowują ważnych informacji o nas – mówi dr Łukasz Kister.

Eksperci podkreślają, że wątpliwości dotyczące aplikacji Gemini Apps nie powinny zahamować cyfryzacji polskiej służby zdrowia, która służy zarówno pacjentom, jak i lekarzom. Konieczne jest opracowanie standardów bezpieczeństwa dla rozwiązań technologicznych, ale nie powinny być one zbyt restrykcyjne, żeby nie zahamować innowacyjności branży.

– Mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia, które już zmienia ton wypowiedzi w sprawie tej aplikacji, nie zrezygnuje z cyfryzacji medycyny i w dobie koronawirusa i obostrzeń pandemicznych, które w każdej chwili mogą wrócić, nie nakaże nam znów chodzić do aptek i tam bezpośrednio weryfikować wystawione recepty. Tego rodzaju aplikacje są stosowane na całym świecie, są bezpieczne i weryfikowane. Najważniejsze, aby ministerstwo, Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, UODO i apteki doszli do porozumienia i określili minimalne standardy bezpieczeństwa, jakie należy zastosować przy tego rodzaju aplikacjach, żeby już nigdy więcej nie pojawiły się tego rodzaju wątpliwości – wskazuje ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

– Wprowadzając bardzo sztywne ramy prawne, de facto blokujemy innowacje i możliwość rozwoju. Nadmierna ochrona prywatności przez regulatora może prowadzić do wykluczenia Polski z konkretnych rynków i branż. To wcale nie znaczy, że nasze dane będą bardziej i lepiej chronione. Najlepszym przykładem jest to, że jesteśmy profilowani i śledzi się naszą obecność w internecie przez przeglądarki internetowe – dodaje ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Statystyczny Polak nie potrafi żyć bez telefonu komórkowego. Korzysta z niego przez kilka godzin dziennie, co utrudnia wypoczynek

Więcej niż 9 na 10 Polaków korzysta z telefonu komórkowego, a wśród dzieci ten odsetek jest niewiele niższy – wynika z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Ze smartfona korzystamy codziennie po kilka godzin i nie rozstajemy się z nim nawet w sypialni czy podczas spotkań towarzyskich. Pandemia SARS-CoV-2 sprawiła, że od marca codzienność – wliczając w to edukację, pracę zdalną i kontakty z rodziną i przyjaciółmi – niemal w całości przeniosła się do sieci, a Polacy zaczęli spędzać przed ekranami telefonów jeszcze więcej czasu. Dla wielu osób, zwłaszcza wychowanych online dzieci i nastolatków, ta sytuacja mogła dodatkowo przyczynić się do uzależnienia od internetu – ostrzegają eksperci z okazji przypadającego 15 lipca Dnia bez Telefonu Komórkowego.

– Telefon komórkowy jest narzędziem, bez którego już nie wyobrażamy sobie życia. Właściwie przenieśliśmy cały wielki świat do tego małego urządzenia. Mamy w nim różne kanały komunikacji: SMS-y, komunikatory, media społecznościowe. Z drugiej strony telefonem możemy płacić, mamy w nim aplikacje sportowe i do robienia zakupów, więc większość naszych aktywności mieści się w nim. Dlatego jeżeli zapominamy zabrać go z domu, często powoduje to niepokój i dyskomfort. Chętniej wrócimy po ten telefon, niż wytrzymamy bez niego jeden dzień poza domem – mówi agencji Newseria Biznes psycholog i trener biznesu Beata Adamczyk-Nowak, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Z telefonu komórkowego korzysta 92,2 proc. Polaków. Najpopularniejszy typ to smartfon, którego ma ponad 3/4 użytkowników telefonii komórkowej. Wśród osób poniżej 44. roku życia ten odsetek wzrasta już do 90 proc. Tradycyjny telefon ma niespełna co czwarty Polak i w tej grupie dominują osoby powyżej 60 lat.

Jak pokazują dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej, ponad 2/3 Polaków regularnie korzysta z internetu w telefonie, ale w najmłodszych grupach wiekowych (15–34 lata) ten odsetek wynosi już 94 proc. Telefon służy głównie do przeglądania stron internetowych (prawie 80 proc.) i portali społecznościowych (70 proc.), korzystania z komunikatorów (68,5 proc.) oraz aplikacji mobilnych (63 proc.). Więcej niż co drugi Polak (54,2 proc.) ma w nim zainstalowaną aplikację swojego banku, a 40 proc. płaci zbliżeniowo telefonem – i to przynajmniej kilka razy w tygodniu.

– Właściwie każdy z nas jest trochę uzależniony od telefonu. Im więcej aktywności, im więcej funkcjonalności i aplikacji on zawiera, tym częściej w nim przesiadujemy. Oczywiście to zależy też od tego, ile czasu poświęcamy na zaglądanie do komórki. Są osoby, które potrafią to kontrolować, a inne mają non stop włączone powiadomienia, reagują na każde z nich i właściwie to telefon rządzi nimi, a nie odwrotnie – mówi Beata Adamczyk-Nowak.

Ogólnopolskie badanie Mobiem Polska, przeprowadzone na początku tego roku, pokazało, że ponad 60 proc. osób w wieku 15–35 lat nie rozstaje się z telefonem w ciągu dnia, korzystając z niego nawet podczas spotkań towarzyskich czy w sypialni, bo aż 82 proc. Polaków ma go ze sobą nawet podczas snu. Ponad połowa korzysta z telefonu kilka godzin dziennie, a 70 proc. jest skłonnych wrócić do domu po telefon nawet kosztem spóźnienia się do pracy lub szkoły.

Uzależnienie od telefonów i internetu było dużym problemem społecznym jeszcze przed pandemią SARS-CoV-2. Społeczna izolacja tylko go zaostrzyła. Polacy zaczęli spędzać znacznie więcej czasu przed komputerami i ekranami smartfonów. To też zaburzyło równowagę między życiem prywatnym i zawodowym oraz wpływa na sposób, w jaki wypoczywamy.

– Okazuje się, że Polacy są na trzecim miejscu od końca w całej Europie pod względem czasu, który przeznaczamy na wypoczynek. Dzieje się tak dlatego, że w pracy jesteśmy właściwie non stop. Dzień naszej pracy wydłużył się nawet do 13,5 godzin, dlatego że jesteśmy ciągle online – podkreśla psycholog. – Kiedy idziemy urlop, dobrym sposobem na zaprzestanie myślenia o pracy jest zaplanowanie sobie na pierwsze dni aktywności, które najbardziej lubimy i które zajmą naszą głowę. Ułatwiajmy sobie wypoczywanie w taki sposób, że wyłączamy na czas urlopu pocztę, a jeśli już musimy mieć to pod kontrolą, zaglądajmy tam maksymalnie raz w tygodniu.

Te ograniczenia powinny też dotyczyć dzieci, które w coraz większym stopniu mają ze smartfonami taki sam problem jak dorośli.

– Według badań Fundacji Dzieci Niczyje [dziś Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę – red.] 64 proc. dzieci w wieku od 6 miesięcy do 6,5 roku życia korzystało z urządzeń mobilnych. Aż 84 proc. 10-latków posiada też własny telefon komórkowy – mówi Beata Adamczyk-Nowak.

Dzieci najczęściej korzystają z telefonu po to, żeby dzwonić do rodziny i znajomych, pisać i odbierać SMS-y. Ponad 70 proc. deklaruje, że smartfon to także urządzenie do grania i słuchania muzyki, a 60 proc. przegląda w nim internet. Co istotne, o bezpieczeństwo dziecka podczas korzystania z internetu dba jednak tylko co drugi rodzic.

– Wygodne jest to, że dziecko może pograć albo obejrzeć na telefonie jakąś bajkę i dać nam chwilę spokoju. Jednak są symptomy, które wskazują już na uzależnienie, np. kiedy chcemy ograniczyć dziecku dostęp do telefonu, bo korzysta z niego za często, a ono staje się drażliwe. Podobnie jeśli dziecko do tej pory podejmowało jakieś aktywności fizyczne albo angażowało się w jakieś społeczności, a teraz tego nie robi, jest odizolowane od grup rówieśniczych – mówi psycholog.

Najnowsze technologie wchodzą do polskich szkół. Edukacja wykorzysta robotykę, druk 3D, a nawet gry komputerowe

Obostrzenia pandemiczne przełożą się na gwałtowne zinformatyzowanie systemu polskiej edukacji. Pandemia koronwawirusa wymusiła bowiem na dyrektorach szkół wdrożenie modelu edukacji zdalnej oraz wykorzystanie na lekcjach innowacyjnych metod nauczania za pośrednictwem nowych technologii. W przyszłości szkoły będą mogły przekazywać wiedzę za pośrednictwem druku 3D, robotyki, programowania czy gier komputerowych.

–  Dziś do szkoły nie przychodzi się po wiedzę, tylko po umiejętności, ale system edukacji nie jest do tego dostosowany. Powstają firmy, które chcą te technologie pokazywać i przemycać na zajęciach np. robotykę czy druk 3D. Mówi się o kinestetykach, czyli uczniach, którzy mogą chłonąć wiedzę poprzez ruch, dotyk i mnemotechniki. I właśnie nadanie przez drukarkę 3D kształtu fizycznego, praca projektowa, robotyka, programowanie, inżynieria to są rzeczy, których trzeba uczyć, żeby nie powstawała różnica między kompetencjami absolwentów a tym, co jest wymagane na rynku pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Rybiński, prezes Fundacji EdTech Poland.

Mimo że w obliczu pandemii koronawirusa polskie szkoły zostały zmuszone do wdrożenia systemów zdalnego nauczania nagle i bez przygotowania, doświadczenia wyciągnięte w tym trudnym czasie pozwolą zinformatyzować polski system edukacji.

Z badań przeprowadzonych przez autorów platformy edukacyjnej Vulcan oraz ekspertów z Zakładu Badań nad Procesem Uczenia się przy Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu wynika, że w trakcie pandemii polscy uczniowie częściej sięgali po nowe technologie. Przed wdrożeniem modelu nauki zdalnej tylko 8 proc. uczniów korzystało z komputera do wykonywania notatek, obecnie odsetek ten wzrósł do 31 proc. Aż 85 proc. badanych przyznało, że nauczanie zdalne nie stanowiło technicznego wyzwania dla kadry nauczycielskiej, a w procesie nauczania zaczęto częściej wykorzystywać m.in. prezentacje multimedialne. 50 proc. respondentów dostrzegło potencjał tej metody nauczania.

–  W Polsce prawie wszystkie szkoły są podłączone do internetu, podczas gdy np. w Niemczech bardzo dużo nadal nie ma dostępu do szerokopasmowego internetu. Nie można powiedzieć, że stopień rozwinięcia kraju jest skorelowany z zaawansowaniem technologicznym szkół, czasami można zauważyć, że mniej rozwinięte kraje starają się nadgonić lukę technologiczną w szkołach szybciej niż te wysoko rozwinięte. Polskie szkoły powinny w to inwestować, ponieważ dzięki temu stawiamy na kapitał ludzki. Rozwój gospodarczy i dobrobyt za 10–20 lat zależy od tego, jakie kadry wyszkolimy obecnie – twierdzi ekspert.

Już teraz najbardziej innowacyjne szkoły korzystają z pomocy ekspertów z rynku technologicznego, aby unowocześnić proces edukacji. Warto wspomnieć np. o firmie ZMorph, która w ramach projektu „EU-geniusz w świecie 3D” dostarczy szkołom z powiatu toruńskiego 41 drukarek 3D. Urządzenia będą wykorzystywane na lekcjach do nauczania metod modelowania trójwymiarowego czy programowania.

–  Za 10–20 lat większość produkcji na świecie będzie generowana przez technologię podobną do druku 3D. Jeżeli dzieci nie będą miały pojęcia na temat projektowania, modelowania, to nie wyszkolimy tych kadr. Bogate szkoły prywatne, np. American School of Dubai, są przykładem totalnej innowacji w edukacji. Tam wszystkie przedmioty zahaczają o programowanie, a na odpowiedniku naszego WOS-u dzieci badały kampanię Trumpa i Clinton za pomocą robotów wydrukowanych na drukarkach 3D. Zaprogramowały je w ten sposób, że za każdego tweeta, który pojawiał się z hashtagiem Clinton lub Trump, robot się posuwał. Tak starali się przewidzieć, kto wygra wybory – mówi Mateusz Rybiński.

Nauki informatyczne promuje także Fundacja Orange, która zaprosiła do eksperymentalnego programu edukacyjnego blisko 300 szkół z całej Polski. W ramach tej współpracy od września 2020 roku w wybranych szkołach uczniowie klas 1-3 będą uczyć się odpowiedzialnego korzystania z nowych technologii, a w klasach 4-8 wdrożone zostaną zajęcia z podstaw programowania. Na potrzeby zajęć fundacja przekaże szkołom tablety oraz roboty edukacyjne, a nauczycielom zapewni zajęcia podnoszące ich kompetencje.

Ciekawym przykładem wykorzystania innowacyjnych narzędzi technologicznych w procesie edukacji jest także zapowiedź włączenia do procesu nauczania gier komputerowych. Pierwszym tytułem tego typu, który trafił do polskiego kanonu lektur nieobowiązkowych, jest „This War of Mine” od studia 11 bit studios. Szkoły średnie otrzymają dostęp do tej gry, aby mogły wykorzystać ją na lekcjach WOS-u bądź historii w trakcie lekcji poświęconych problemom ludności cywilnej w trakcie konfliktów zbrojnych.

Według firmy badawczej Market Research Future Reports wartość globalnego rynku zdalnej edukacji do 2023 roku wzrośnie do 423 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 28 proc. w skali roku.

GPW Ventures i KOWR podpisały list intencyjny, aby wspólnie inwestować w rozwój rolnictwa w Polsce

0
  • GPW Ventures i KOWR podpisały list intencyjny w sprawie powołania Funduszu KOWR Ventures, który będzie inwestował w innowacyjne MŚP
  • Celem projektu jest rozwoju rolnictwa, przemysłu rolno-spożywczego oraz  obszarów wiejskich w Polsce za pomocą innowacyjnych rozwiązań

We wtorek, 14 lipca br. spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – GPW Ventures oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) podpisały list intencyjny w sprawie nawiązania współpracy w zakresie rozwoju innowacji w szeroko rozumianym sektorze rolnictwa. W uroczystości podpisania listu udział wzięli: Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi – Jan Krzysztof Ardanowski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych – Artur Soboń, Zastępca Dyrektora Generalnego KOWR – Wojciech Kędzia, Prezes GPW – Marek Dietl oraz Prezes GPW Ventures – Piotr Gębala.

Polacy to zdolny naród, ale często traciliśmy wiele pomysłów przez brak środków finansowych. Teraz uzyskamy nowoczesne narzędzie do wspierania innowacyjnych pomysłów, które w połączeniu z potencjałem polskiego rolnictwa i doświadczeniem rolników pozwoli na profesjonalną, biznesową ocenę projektów. Współpraca GPW Ventures i KOWR to początek nowej jakości w rolnictwie – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Celem współpracy GPW Ventures i KOWR jest rozwój rolnictwa, przemysłu rolno-spożywczego, sektora OZE w rolnictwie, a także obszarów wiejskich poprzez finansowanie działań innowacyjnych i rozwojowych, w tym za pośrednictwem funduszy venture capital (VC). W ramach projektu GPW Ventures utworzy dla KOWR dedykowany fundusz inwestycyjny – Fundusz KOWR Ventures, którego jedynym inwestorem będzie KOWR, a zarządzany on będzie przez GPW Ventures.

Powołanie Funduszu jest już drugą w tym roku inicjatywą GPW i KOWR, która ma na celu rozwój rolnictwa w Polsce. Giełda, która jest sercem rynku kapitałowego, zapewni fachowość i niezbędną wiedzę przy wyborze oraz przeprowadzaniu inwestycji przez Fundusz KOWR Ventures. Jesteśmy dumni, że GPW tak szybko rozwija się, wchodząc w nowe obszary biznesowe oraz podejmuje się nowych wyzwań w kolejnych sektorach gospodarki – zaznaczył Artur Soboń, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

KOWR planuje powierzyć pod zarządzanie spółce GPW Ventures do 25 mln zł w 2020 r. oraz w razie potrzeby i możliwości kolejne środki w latach następnych. Aktywa powierzone Funduszowi KOWR Ventures zostaną przeznaczone na inwestycje w przedsiębiorstwa, których działalność jest związana z poprawą konkurencyjności gospodarki rolnej i zwiększaniem rentowności gospodarstw rolnych, wspieraniem efektywnego gospodarowania zasobami i przeciwdziałaniem niekorzystnym zmianom klimatycznym, w tym OZE, czy rozwojem działalności pozarolniczej na obszarach wiejskich.

Fundusz KOWR Ventures będzie skierowany do podmiotów funkcjonujących w szeroko pojętym obszarze rolnictwa lub takich, które oferują rozwiązania dla tego rynku. Do tej pory trudno nam było oceniać innowacyjność pomysłów, które do nas trafiały, z perspektywy biznesowej. Teraz, dzięki wysokim kompetencjom w obszarze inwestycji i technologii GPW Ventures, będziemy mogli efektywnie wykorzystać potencjał polskiego przemysłu na rzecz rolnictwa – powiedział Wojciech Kędzia, Zastępca Dyrektora Generalnego KOWR.

Fundusz KOWR Ventures będzie wspierał realizacje działań innowacyjnych i rozwojowych związanych z innowacjami technologicznymi, produktowymi, procesowymi, organizacyjnymi i marketingowymi.

 Misją GPW Ventures jest przyciąganie na rynek kapitałowy poprzez oferowanie finansowania zanim nastąpi debiut na giełdzie. Powołując GPW Ventures zakładaliśmy zwiększenie dostępności finansowania dla mikro-, małych i średnich firm poprzez fundusze VC. Liczymy, że działania spółki wpłyną na zaktywizowanie MŚP do wejścia na giełdę. Słuszność naszej inicjatywy potwierdzają plany Komisji Europejskiej, która zapowiedziała utworzenie specjalnego funduszu publiczno-prywatnego wspierającego IPO małych i średnich przedsiębiorstw – podkreślił Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW. – Współpraca z KOWR umożliwi wejście na drogę do upublicznienia firmom oferującym rozwiązania dla rolnictwa. W ostatnich latach polska branża rolno-spożywcza stała się istotnym graczem globalnym i stałe podnoszenie jej konkurencyjności i innowacyjności jest warunkiem dalszego rozbudowywania pozycji na rynkach światowych – dodał Marek Dietl. 

GPW Ventures działa jako fundusz-funduszy (ang. fund-of-funds), który lokuje środki, powierzone mu przez inwestorów, na zasadach rynkowych w funduszach VC. Wśród nich wybiera takie, których strategia zakłada inwestowanie w MŚP lub wychodzenie z inwestycji poprzez ofertę prywatną, poprzedzającą ofertę publiczną (Pre-IPO), IPO a także – w przypadku kilku rund inwestycyjnych – wtórną ofertę publiczną (SPO) – zarówno na Głównym Rynku, jak i na NewConnect.

List intencyjny z KOWR jest tylko pierwszym krokiem dużej inicjatywy, a branża rolnicza – pierwszym jej uczestnikiem. W działalności GPW Ventures stosujemy najlepsze międzynarodowe standardy wyznaczone przez Invest Europe, a także Europejski Fundusz Inwestycyjny oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Dążymy więc do tego, aby zostać kolejnym podmiotem eco-systemu, który skutecznie wspiera finansowanie innowacji i technologii na szeroko rozumianym rynku kapitałowym – zaznaczył Piotr Gębala, Prezes Zarządu GPW Ventures.

Rynek zamówień online kwitnie. Zarządzanie restauracjami po pandemii

0

Pandemia COVID-19 zatrzymała na kilka miesięcy dynamiczny rozwój polskiej branży restauracyjnej. Wraz z początkiem kwarantanny 67 proc. firm i lokali całkowicie wstrzymało działalność, a 32 proc. pracowało w ograniczonym zakresie. W tej bezprecedensowej sytuacji „być albo nie być” lokali stało się zależne od szybkiej reakcji i znalezienia nowych sposobów na sprzedaż. Rozkwitło serwowanie dań na wynos – a wraz z nim rozwinął się rynek zamówień online.

Polski rynek HoReCa szacowany jest na ponad 30 mld zł. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego, na skutek pandemii jego przychody spadły nawet o 80–90 proc. Ze statystyk portalu briefly.pl wynika, że początkowo aż 67 proc. lokali gastronomicznych i eventowych zawiesiło swoją działalność, a 32 proc. działało w ograniczonym zakresie, decydując się na realizację zamówień w dostawie bądź z odbiorem własnym. Wraz z wydłużającą się kwarantanną, restauracje na dużą skalę zaczęły wprowadzać nowy system działania. Szybko okazało się, że rynek dostaw stał się podatnym gruntem do rozwoju restauracji.

Polacy wybierają dostawę

Jak wynika z raportu „Klikasz i jesz. Raport o rynku dostaw jedzenia w Polsce 2019” rynek zamówień jedzenia online rozwija się niezwykle dynamicznie. Jego wartość wzrasta rocznie nawet o 50 proc.  Według danych z raportu, w 2019 roku sektor ten był wart 1,9 mld zł. To o 0,9 mld zł więcej niż w poprzednim roku. Statystyki pokazują, że w zeszłym roku 25 mln osób zamawiało dania z lokali gastronomicznych z dostawą – i ta liczba rośnie. Już prognozy ekspertów przed pandemią wskazywały, że blisko połowa jedzenia w branży gastronomicznej będzie zamawiana online, a wolumen sprzedaży sięgnie 6 mld zł. Pandemia wywołała w branży trzęsienie ziemi. Dostawy stały się sposobem na rodzinny obiad w momencie izolacji. Skutek? Słupki sektora dostaw poszybowały w górę.

Model biznesowy pod znakiem dostaw

Pandemia postawiła zarządców lokali gastronomicznych przed dużym wyzwaniem. Przejście restauracji na tzw. koncept dark kitchen (tylko kuchnia, brak miejsc siedzących) umożliwiło im utrzymanie się na rynku w tym trudnym okresie. W celu minimalizacji strat finansowych restauracje musiały wykazać dużą kreatywność, aby „nie wypaść z gry”. Według statystyk jednego z agregatorów zamówień online, z 8 tys. restauracji zarejestrowanych na początku marca 2019, w ciągu miesiąca ponad 1600 zostało trwale zamkniętych, a straty finansowe branży gastronomicznej sięgnęły 90 proc. Kryzys przetrwali ci najbardziej kreatywni i szybko reagujący na nowe potrzeby.

Okres pandemii niewątpliwie postawił zarządców restauracji przed wyzwaniem i zweryfikował ich umiejętności. Obecna sytuacja pokazała, że właściwy człowiek na właściwym stanowisku bywa gwarancją sukcesu, a także bezpieczeństwa w sytuacji potencjalnego kryzysu. Dlatego należy być pewnym kwalifikacji menadżera lokalu, któremu powierza się biznes – mówi Michał Nowakowski, ekspert ds. Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji.Skutecznym sposobem weryfikacji  kompetencji managera restauracji może być certyfikat Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji. Jedną z kwalifikacji włączonych do systemu jest  „Zarządzanie pracą restauracji”. To wiarygodny dokument potwierdzający umiejętności oraz rzeczywiste kwalifikacje osoby, która się nim posługuje – wyjaśnia.

Co to oznacza w praktyce? ZSK to system stworzony w oparciu o popularną w krajach unijnych ideę lifelong learning. Mówi ona o tym, że warto i należy uczyć się przez całe życie, a każda umiejętność może stać się naszym atutem i być użyteczna w pracy. Tu np. w pracy zarządcy restauracji. W praktyce – jeśli posiadamy wiedzę i umiejętności, podchodzimy do egzaminu zwanego walidacją i –  jeśli przejdziemy go pozytywnie – otrzymujemy państwowy certyfikat. Nieistotne, w jaki sposób posiedliśmy kwalifikację, ważne, że ją mamy. Sprawdzane są realna umiejętność i praktyczne podejście. Jak widać, w bezprecedensowych sytuacjach i w przypadku nowych wyzwań bywa to gwarancją przetrwania.

Chociaż obostrzenia nałożone na lokale gastronomiczne są stopniowo łagodzone, przedstawiciele branży szacują, że trend serwowania dań na wynos utrzyma się. A być może nawet – umocni i wpłynie na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój rynku zamówień online. Brak możliwości przyjęcia konsumentów w lokalu przyczynił się do rozszerzenia oferty wielu restauracji. Okazało się, że jest to wygodna i efektywna metoda – czyli to, co rynek lubi.

Jak to wygląda w praktyce? Część restauracji dowozi swoje potrawy na własną rękę, a część decyduje się na skorzystanie z pośrednictwa agregatorów zamówień. Według przedstawicieli sektora dostaw, okres pandemii sprzyja jego silnemu wzrostowi. Już teraz zauważalny jest zwiększający się popyt firm realizujących zamówienia online na rynku pracy – poszukiwani są zarówno kurierzy, jak i osoby do pracy w działach obsługi klienta. Zatem rynek HR może zacząć odczuwać dobre skutki efektywnego zarządzania. Wiele znajduje się w rękach managerów restauracji.

Sprzedaż deweloperów po pierwszym półroczu – czyżby nie taki diabeł straszny…?

0

Sprzedaż mieszkań na pierwotnym rynku mieszkaniowym w drugim kwartale i pierwszym półroczu br., mierzona wynikami deweloperów giełdowych, poddała się oczekiwanemu za sprawą pandemii załamaniu statystyk. Pytanie, czy ich skala jest zwiastunem liczonej w latach głębszej dekoniunktury, czy może tylko przejściowych problemów.

Spadkowy charakter wyników sprzedaży deweloperów mieszkaniowych powiązanych z warszawską giełdą w II kwartale br. został przesądzony marcowym wybuchem pandemii koronawirusa. Kwestią była jedynie skala tąpnięcia, którą szacowano nawet na więcej niż 50 proc. w relacji rok do roku. Jak się okazało, średnio licząc na podstawie danych z 16-tu firm deweloperskich, spadek ten w okresie kwiecień – czerwiec,  czyli w większości czasu zdominowanego przez lockdown, wyniósł niewiele ponad jedną czwartą, podobnie zresztą jak i w relacji kwartał do kwartału. Pytanie, czy aby na pewno dla rodzimej deweloperki mieszkaniowej oznacza to dobry omen w potocznym znaczeniu „nie taki diabeł straszny…”.

zestawienie sprzedażyW wynikach minionego kwartału szczególną uwagę zwraca zdecydowanie znacząca dysproporcja w dynamice spadków sprzedaży pomiędzy kilkoma najlepiej wypadającymi spółkami, a całą resztą. Ba, w przypadku Murapolu, jednego z głównych tuzów mieszkaniowego rynku pierwotnego, mamy do czynienia z jedynym w stawce wzrostem sprzedaży kwartalnej w imponującym, blisko 19-procentowym zakresie do poziomu bez mała 900 lokali, choć w tym przypadku tradycyjnie wraz z płatnymi rezerwacjami. Z kolei równie nieprawdopodobnym jak na erę COVID wyczynem 816 zakontraktowanych w kwartale mieszkań pochwalił się Dom Development.

Poza tymi dwiema spółkami całkiem dobrą jak na obecne okoliczności rynkowe kwartalną sprzedaż z „zaledwie” kilkunastoprocentowym regresem licząc rok do roku zakomunikowały Echo Investment oraz Ronson Development. Wielka szkoda, że przedmiotowych statystyk nie zaprezentował dotąd Robyg, jeden z głównych rynkowych dominatorów. Potwierdziły by one lub poddały w wątpliwość nasuwającą się tezę, że w czasie trwającego kryzysu pandemicznego „duży może więcej”.

Niestety pozostały tuzin zaprezentowanych firm deweloperskich zaprezentował kwartalny spadek kontraktacji w zakresie od 33 do 70 procent w odniesieniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Uśredniając, przedmiotowy regres wyniósł w przypadku omawianych spółek blisko 50 proc., i najprawdopodobniej taki właśnie rezultat jest zbliżony do średniej rynkowej. Pytanie, czy to przesłanka rokująca optymistycznie na przyszłość.

Jeśli chodzi o wyniki półroczne, to spadek kontraktacji deweloperów działających na GPW wydaje się być już całkowicie pod kontrolą. Zaledwie 15-procentowy średni regres rok do roku, będący pokłosiem udanego pierwszego tegorocznego kwartału, nie tylko na pozór nie wzbudza większych obaw, ale wręcz przy sprzyjających wiatrach wydaje się do końca roku do odrobienia. Pytanie jednak, czy na tego typu optymistyczny „powiew” rodzimy pierwotny rynek mieszkaniowy może liczyć już w najbliższej perspektywie.

W sumie poza kilkoma wyjątkami zaprezentowane wyniki kontraktacji mieszkań przez deweloperów obecnych na warszawskiej giełdzie były w pełni przewidywalne. Stąd też ich dość mocno ograniczona wartość prognostyczna. O koniunkturze w mieszkaniówce w dłuższym terminie powinny zadecydować dane sprzedażowe dwóch kolejnych kwartałów, kiedy to gospodarcze demony wykreowane przez COVID-19 zaczną się najprawdopodobniej ujawniać w pełnej krasie. Do tego czasu bezpiecznej jest powstrzymać się z hurraoptymistycznymi wnioskami, jakie mogą wynikać z dość umiarkowanego na dziś dzień wpływu pandemii na kondycję pierwotnego segmentu krajowego rynku mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

To ostatni moment, by zarobić na Mazurach

0

Unikalny na skalę światową Szlak Wielkich Jezior Mazurskich, niesamowita fauna i flora, niewielka gęstość zaludnienia, a także ogromny potencjał wzrostu wartości ziemi to jedne z licznych argumentów przemawiających na korzyść inwestowania na Mazurach. Jednak ceny działek, szczególnie w czasie pandemii znacznie wzrosły.  Eksperci twierdzą, że to już ostatni moment, by zarobić w tym regionie.

Nie tylko jeziora

Mazury zwane Krainą Tysiąca Jezior są jednym z najpiękniejszych zakątków Polski. W konkursie“7 Nowych Cudów Świata” pokonały wszystkich finalistów z Europy, a nawet takie miejsca jak Malediwy czy Wielki Kanion Kolorado, zajmując 14 miejsce wśród światowych ikon. Warto wiedzieć, że warmińsko-mazurskie to województwo o najmniejszej gęstości zaludnienia. Zamieszkiwane jest przez około 1,4 mln osób, z czego większość żyje w miastach. Region ten jest jednym z najczystszych miejsc w naszym kraju, stąd przynależność do Zielonych Płuc Polski. Unijne dotacje na lata 2014-2020 przyczyniły się do jego dynamicznej rozbudowy, zwłaszcza infrastruktury turystycznej. Od 2016 roku działa nowy, międzynarodowy port lotniczy Olsztyn-Mazury, położony w miejscowości Szymany. Przez Mazury przebiega Via Baltica, jedna z najważniejszych tras zarówno z punktu widzenia krajowej komunikacji, jak i połączeń europejskich, umożliwiająca przejazd pomiędzy stolicami Polski i Estonii i gwarantująca dogodne połączenie Warszawy z Giżyckiem. Wszystko to sprawia, że Mazury są jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc również z inwestycyjnego punktu widzenia. Z roku na rok wzrasta zainteresowanie wypoczynkiem w tym regionie zarówno wśród Polaków, jak i Niemców, Anglików, Francuzów czy nawet Amerykanów. Swoje posiadłości ma tu wiele znanych osób m.in. Robert Lewandowski, który nie tylko wypoczywa, ale też inwestuje w regionie (w planach ma budowę projektu “Wodny Świat” w Giżycku i okolicy).

– Mazury to wyjątkowe miejsce na mapie Polski. Intensywna rozbudowa aglomeracji sprawiła, że jest to już nie tylko obszar kojarzony z sezonowym wypoczynkiem, lecz funkcjonujący przez cały rok. Powstaje tu wiele luksusowych hoteli, apartamentów i atrakcyjnych osad z prywatnymi plażami. W planach jest m.in. budowa największego w województwie kompleksu turystycznego z polem golfowym, wyciągiem narciarskim i dużym portem – mówi Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska. – Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Mazury to region wciąż niedoszacowany. W porównaniu do nieruchomości europejskich w podobnych lokalizacjach jest tam po prostu bardzo tanio. Ceny gruntów przy linii brzegowej są nawet 10-krotnie niższe aniżeli na Zachodzie. Nie dziwi zatem popyt na ziemię w tym regionie wśród Niemców, a nawet obywateli innych krajów. Jednak za kilka lat już tak tanio nie będzie, gdyż wzrosty cen widać już teraz – dodaje Chybowski

Tanio, ale ceny rosną

Jeszcze do niedawna ceny mazurskiej ziemi były wyjątkowo atrakcyjne. Jednak duże zainteresowanie działkami rekreacyjnymi w czasie pandemii spowodowało, że poszły one znacząco w górę. Jak podaje serwis Otodom.pl, w maju tego roku średnio za mkw. działki rekreacyjnej trzeba było zapłacić 99 zł, a więc o 38 proc. więcej niż miesiąc wcześniej, gdy cena ta wynosiła średnio 72 zł. Wzrost jest również zauważalny w porównaniu do maja 2019, kiedy mkw. kosztował 77 zł (wzrost o 29 proc.). Jarosław Krawczyk z Otodom.pl, uważa jednak, że średnie ceny nie są miarodajnym wyznacznikiem, dużą rolę odgrywa lokalizacja, powierzchnia, a także zabudowa działki. Podobnego zdania jest Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska: – Najdroższa ziemia to ta, z dostępem do linii brzegowej, z dobrym połączeniem komunikacyjnym z lotniskiem, blisko większych miast. Im dalej od Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, tym taniej. Zwróćmy jednak uwagę na to, że liczba działek budowlanych z dostępem do jeziora jest ograniczona i kiedyś się skończy, ktoś, kto kupi taką ziemię teraz i sprzeda przykładowo za 6 lat, może na niej bardzo dobrze zarobić, ale jest to już ostatni dzwonek, ponieważ ta ziemia cały czas drożeje – tłumaczy Chybowski.

Najlepsza inwestycja?

Z danych GUS wynika, że ceny ziemi rolnej na Mazurach systematycznie rosną. Od 2004 roku do 2019 poszły w górę aż o 888 proc. Tak ogromny wzrost cen, a także brak w obecnym czasie innych atrakcyjnych lokat kapitału, zachęca wielu inwestorów do deponowania oszczędności właśnie w tym regionie. Kolejną zachętą jest to, że można nabyć tu atrakcyjną działkę z dostępem do jeziora już od około 100 tys. zł., co jest ceną nieosiągalną w porównywalnych terenach zlokalizowanych nad morzem czy w górach, gdzie ceny są 2-3 krotnie wyższe (Obligain.pl). Jednak Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, przestrzega przed zbyt optymistycznym lokowaniem swoich oszczędności: – Obecnie pojawiło się wiele firm, które zajmują się inwestycjami na Mazurach, jednak tych z doświadczeniem jest niewiele, a to właśnie one mają dojścia do najlepszej ziemi i zapewniają bezpieczeństwo transakcji. Najlepiej inwestować w działki budowlane, a nie rolne, ponieważ możemy później spotkać się z odmową ich przekształcenia. Zwróćmy również uwagę na to, czy teren jest objęty Miejscowym Planem Zagospodarowania, jaka jest podaż gruntów w danym regionie, czy taką działkę można podzielić i czy nie jest obciążona służebnościami. Oczywiście nabycie ziemi musi zostać potwierdzone aktem notarialnym i wpisem do księgi wieczystej. Zdecydowanie najwygodniejszym z punktu widzenia inwestora modelem jest zakup gruntu poprzez wyspecjalizowaną i sprawdzoną firmę w zorganizowanej osadzie, z prywatną plażą i innymi udogodnieniami. Taka formuła po pierwsze zapewnia bezpieczeństwo transakcji, po drugie przyspiesza wzrost wartość inwestycji w czasie – podsumowuje Cezary Chybowski.

Autor: Aleksandra Maśnica