Czy można było przygotować się na pandemię?

0

Pandemia stanowiła cios dla polskich przedsiębiorców. Większość z nich nie była gotowa na taki scenariusz.  Różne branże musiały ograniczyć lub całkowicie zaprzestać prowadzenia działalności, pozostałe otworzyły się na model pracy zdalnej. Niektóre firmy straciły, inne wręcz przeciwnie. Jednak, czy można się było odpowiednio przygotować na przyjście pandemii? Krzysztof Kordulewski, Prezes Leroy Merlin Polska kierujący spółką od 2014 roku, odpowiada twierdząco.

Jak wyglądała sprzedaż w czasie pandemii? Czy firma była logistycznie przygotowana na taką sytuację?

Pandemia i lockdown stanowiły ogromne wyzwania dla wszystkich przedsiębiorstw i instytucji – wiele firm nie było przygotowanych na taką sytuację, a dynamiczne zmiany wymagały błyskawicznego reagowania i podejmowania bardzo trudnych decyzji. Przygotowanie samego Leroy Merlin do pandemii uważam jednak za bardzo dobre. Kluczowe znaczenie miał fakt, iż jako sieć posiadamy sklepy również we Włoszech i mieliśmy informację z pierwszej ręki, jak mogą wyglądać ograniczenie w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Doświadczenia południa Europy pozwoliły nam znacznie lepiej przygotować się do okresu pandemii w wielu różnych wymiarach. Przede wszystkim, jeszcze przed pojawieniem się pierwszego przypadku COVID-19 mieliśmy już powołany Komitet Kryzysowy, który przygotowywał różne scenariusze wydarzeń, procedury i sposoby postępowania. Bardzo ważne było również to, że od początku zadbaliśmy o bardzo transparentną komunikację z wszystkimi pracownikami. Ze sporym wyprzedzeniem rozpoczęliśmy również proces zaopatrywania marketów w niezbędne środki ochrony osobistej: maski, przyłbice, rękawiczki, żele. W momencie ogłoszenia Stanu Epidemicznego byliśmy w pełni gotowi na to, by w maksymalny sposób zadbać o bezpieczeństwo naszych klientów i pracowników. I tu wypada pochwalić i podziękować jednym i drugim za zrozumienie podjętych przez nas środków bezpieczeństwa. Dzięki temu wszyscy czuliśmy się bezpieczniej. Łącznie przez trzy miesiące na zakup środków bezpieczeństwa przeznaczyliśmy niebagatelną sumę 13 mln złotych.

Zgromadzone środki bezpieczeństwa i higieny pozwoliły nam również wesprzeć szpitale w całej Polsce, które w tym trudnym czasie potrzebowały konkretnej i celowanej pomocy rzeczowej. Znając lokalne środowiska i ich potrzeby, byliśmy w stanie reagować natychmiast. Takich placówek było sto kilkadziesiąt.

Jeżeli chodzi o samą sprzedaż – w trakcie pandemii sklepy budowlano-remontowe mogły funkcjonować, jednak w ograniczonym zakresie i w zgodzie ze specjalnymi regulacjami, w naszym przypadku nie tylko tymi ogólnopolskimi, ale również wewnętrznymi, wprowadzonymi na rzecz zwiększania bezpieczeństwa pracowników i klientów. Nasze markety były przez pewien czas zamknięte w weekendy, sklepy pracowały w skróconych godzinach, na ich terenie mogła przebywać mniejsza liczba osób. To w wyraźny sposób odbiło się na sprzedaży. W szczytowym momencie lockdownu spadki obrotów były rzędu kilkudziesięciu procent. Przy okazji chciałbym zdementować doniesienia medialne, jakoby sklepy remontowo-budowlane były oblegane przez klientów. To, co postronny obserwator mógł widzieć, to kolejkę klientów przed wejściem do sklepu, ale ta kolejka świadczyła nie o szturmie na sklep, tylko o tym, jak bardzo ograniczyliśmy ilość gości, którzy jednocześnie mogli przebywać na powierzchni sprzedaży sklepu.

Jakie kroki podjęła firma, by zachować płynność w prowadzeniu działalności?

Kluczowe dla Leroy Merlin było znalezienie rozwiązań, które pozwolą na oszczędności, ale nie kosztem bezpieczeństwa i pracowników. Już na początku pandemii podjęliśmy i zakomunikowaliśmy decyzję, że zrobimy wszystko, by nikt z naszych pracowników nie stracił pracy, oraz nie zmniejszymy ich dotychczasowych wynagrodzeń. W zamian prosiliśmy pracowników by, tak jak dotychczas, wykonywali jak najlepiej swoje zadania na rzecz zaspokojenia potrzeb klientów. Decyzja – i same działania – z pewnością nie należały do najłatwiejszych, ale dziś możemy powiedzieć, iż było to słuszne podejście, które na wiele lat będzie kształtować zaufanie pracowników do przedsiębiorstwa Leroy Merlin.

Skoro nie cięliśmy kosztów personalnych w przedsiębiorstwie, to oczywiście szukaliśmy oszczędności w innych obszarach. Podjęliśmy trudną, ale zrozumiałą zarazem decyzje o wstrzymaniu niektórych inwestycji, a inne zostały przesunięte na następny rok. Z oczywistych względów zmniejszyliśmy również zakupy towarów, dostosowując je do bieżącego popytu. Znacznemu ograniczeniu podlegały również koszty szkoleń i podróży służbowych.

Bardzo doceniamy fakt, iż w czasie pandemii nasze markety mogły funkcjonować. Leroy Merlin nie korzysta z tarczy antykryzysowej ani wsparcia ze środków państwowych, publicznych. W naszej opinii taka pomoc powinna zostać skierowana do mniejszych podmiotów, dla których ma ona kluczowe znaczenie. Przetrwanie pandemii umożliwiła nam przede wszystkim stabilna sytuacja Leroy Merlin w Polsce, dzięki której pomimo trudności, jesteśmy w stanie pokonać kryzys własnymi siłami

Jak wyglądało przejście, właściwie z dnia na dzień, ze stacjonarnego, na zdalny tryb pracy? Czy firma była na to przygotowana?

Tak, jak to już wspominałem, nad różnymi scenariuszami wydarzeń pracowaliśmy, zanim w naszym kraju pojawił się pierwszy przypadek COVID-19. W efekcie tego pracownicy centrali firmy jeszcze przed ogłoszeniem Stanu Epidemicznego przeszli praktycznie w całości w tryb pracy zdalnej, odliczając osoby, które pełniły dyżury w każdej dyrekcji. Z czasem również niektórzy pracownicy sklepów przeszli w tryb pracy zdalnej, mowa tu chociażby o projektantach kuchni i łazienek, którzy dzięki nowoczesnej technologii łączyli się z klientami przebywającymi w domu i wspólnie z nimi pracowali nad projektami.

Jak wyglądała sytuacja w trakcie i po lockdownie? Czy klienci pozostali przy formie online, czy powrócili do sklepów stacjonarnych?

W silny sposób odczuliśmy zwiększenie zainteresowania klientów zakupami przez internet. E-commerce jako kanał sprzedaży w Leroy Merlin, odnotował bardzo gwałtowny, aż kilkukrotny wzrost. Klienci wprost zakochali się w usłudze Click&collect, która pozwala im zarezerwować towary w wybranym sklepie, a następnie po kilku godzinach przyjechać po ich odbiór. Po zniesieniu większości ograniczeń w gospodarce sprzedaż w segmencie online pozostaje na wyższym poziomie niż przed epidemią, jednakże wraz ze stopniowym znoszeniem obostrzeń, coraz więcej klientów decyduje się na zakupy stacjonarne. Jest to zachowanie jak najbardziej zrozumiałe. Klienci dokonujący zakupu produktów wyposażenia domu chcą te produkty zobaczyć na własne oczy. Nie bez znaczenia jest też możliwość skorzystania z pakietu kilkudziesięciu różnego rodzaju usług, które oferujemy klientom w sklepach Leroy Merlin. W przypadku usług i produktów, takich jak dostępne w Leroy Merlin, zastąpienie tradycyjnej sprzedaży internetową nie jest oczywiste. Materiały wykończeniowe, dekoracje, to coś, co wciąż wolimy zobaczyć, ocenić i podjąć decyzję. Dla wielu naszych klientów duże znaczenie ma również zasięgnięcie porady czy opinii doradcy klienta, a to zawsze było naszą mocną stroną.

Jak technologia może wspomóc zarządzanie w kryzysie?

W przypadku Leroy Merlin technologia wpłynęła przede wszystkim na sprawność komunikacji: zarówno pomiędzy pracownikami, jak i pracownikami oraz klientem. Ta szybka komunikacja z pracownikami jest kluczowa dla sprawnego zarzadzania przedsiębiorstwem w czasie jakiegokolwiek kryzysu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Leroy Merlin kilka lat temu wyposażyła wszystkich pracowników (w tej chwili jest to ponad 11 000 osób) w smartfony, które stały się zarówno narzędziem pracy, jak i komunikacji. Dzięki temu mogłem osobiście i błyskawicznie przekazywać informacje na temat bieżącej sytuacji i tłumaczyć pracownikom powody podejmowania przez przedsiębiorstwo konkretnych działań. Uniknęliśmy dzięki temu zwłoki w informowaniu pracowników, a także zapewniliśmy, że ten sam przekaz dociera do wszystkich.

Uważam, że dzięki sprawnej komunikacji uniknęliśmy wielu niepotrzebnych trudnych chwil. Morale pracowników było bardzo wysokie. W porównaniu do innych przedsiębiorstw, mogę potwierdzić, iż poziom absencji pracowników był znikomy przez cały okres lockdownu.

Czy pandemia na stałe zmieni sposób zarządzania biznesem?

Nie ma wątpliwości, że to doświadczenie będzie miało ogromny wpływ na zarządzanie w przedsiębiorstwach. Wiele firm ta sytuacja zupełnie zaskoczyła, dla niektórych branż stanowiła ogromny cios. Zmienia się podejście do takich kwestii, jak np. praca zdalna. W przypadku Leroy Merlin jest podobnie. Okazuje się, że wiele rzeczy można zrobić bez konieczności przemieszczania się czy też wielogodzinnych spotkań. Będzie to na pewno procentowało w przyszłości. Na zmiany sposobu zarządzania przedsiębiorstwa będą mieć również wpływ ewoluujące zwyczaje zakupowe naszych klientów, tak by wdrażane przez nas rozwiązania stanowiły jak najbardziej kompletną odpowiedź na ich potrzeby. Rozwój nowych technologii będzie niezbędny i konieczny.

Wielu przewiduje, że po kryzysie firmy przede wszystkim muszą odrobić straty, czy będzie mieć to wpływ na zahamowanie rozwoju przedsiębiorstw?

Coraz częściej zwraca się uwagę na to, że podczas pandemii jedne firmy straciły – inne wręcz przeciwnie, zyskały. Wiele zależy od segmentu gospodarki, tego, czy firmy były przygotowane na sprzedaż internetową i kontakt z klientem za pośrednictwem kanałów online. Niebagatelny wpływ na rozwój przedsiębiorstw ma również nastawienie klientów, którzy coraz częściej decydują się na rezygnację z zakupów lub przesunięcie ich w czasie, obawiając się o niepewną przyszłość czy drugą falę pandemii.

W przypadku Leroy Merlin, zmianie uległy nasze plany co do rozwoju sieci w Polsce. Wspominałem już o tym przy okazji decyzji o ochronie wynagrodzeń i miejsc w Leroy Merlin. Dotychczasowa dynamika rozrostu sieci zakładała około 4-5 otwarć rocznie. Każde uruchomienie nowego sklepu to wydatki rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Zdecydowaliśmy się odłożyć w czasie dwa planowane otwarcia, ograniczając w ten sposób wydatki inwestycyjne.

Nie wiem, czy do końca roku uda nam się odrobić straty powstałe w czasie lockdownu. Jedną wielką niewiadomą jest to, co wydarzy się pod koniec tego roku, czy będzie druga fala zachorowań, jak bardzo odczujemy spadek w polskiej gospodarce. Bardzo byśmy chcieli odrobić te straty, tym bardziej, że na wrzesień planujemy uruchomienie procesu podwyżek dla pracowników, trochę na przekór doniesieniom z rynku pracy. Ludzie zasługują na rzetelną ocenę, wielu z nich dokonało dużego rozwoju swoich kompetencji i ten rozwój powinien być doceniony.

Czy w związku z pandemią, która nieodwracalnie zmieniła nasze zachowania, a co za tym idzie – rynek, firma planuje zmiany w funkcjonowaniu marketów?

Myślę, że wszyscy powinniśmy być gotowi na to, że pewien reżim sanitarny na długo zagości w naszych sklepach. Dezynfekcja rąk na wejściu do sklepu, przegrody plexi oddzielające pracowników od klientów, maseczki i przyłbice ochronne – tak funkcjonować będziemy jeszcze przez wiele miesięcy. Poza tym będziemy starali się robić wszystko tak, jak dotychczas. Od rana do wieczora jak najlepiej odpowiadać na potrzeby klientów.

Jakie wyzwania stoją teraz przed pracownikami i pracodawcami?

Myślę, że najważniejszym wyzwaniem stojącym przed wieloma przedsiębiorstwami będzie odbudowa zaufania między pracownikami a przedsiębiorstwem. Wiele firm było zmuszonych do podjęcia trudnych decyzji związanych z redukcją zatrudnienia, niektórzy pracodawcy nie musieli tego robić, ale ulegli zwyczajnie panice, a panika nigdy nie jest dobrym doradcą w tych spawach.

Tak jak już wspominałem, w trakcie pandemii naszym głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom Leroy Merlin – zarówno w wymiarze sanitarnym, to znaczy zapewnienie im sprzętu i narzędzi ochronnych, a także wiedzy i procedur dot. ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa, jak i w wymiarze stabilności zatrudnienia. Widzimy dziś, iż wdrożone przez nas działania pomogły nam wzmocnić zaufanie do firmy. Jest jeszcze coś, o czym do tej pory nie mówiłem, a co wydaje mi się ważne w kontekście zaufania do Leroy Merlin jako pracodawcy. W czasie pandemii przekazywaliśmy za darmo naszym pracownikom, a także domownikom naszych pracowników środki ochrony, takie ja żele antywirusowe i maski ochronne. Myślę, że dzięki temu to zaufanie ma dziś znacznie szerszy charakter i obejmuje również zaufanie rodzin naszych pracowników do Leroy Merlin.

Działania pomocowe, tak popularne w ostatnich miesiącach u Was w firmie nie są nowością bo od dawna staracie się być blisko lokalnych społeczności – sąsiadów Waszych sklepów. Czy i dlaczego tym razem ten model się sprawdził?

Działania CSR i wsparcie lokalnych społeczności od dawna wpisane są w DNA Leroy Merlin, stanowiąc ważny, nieodłączny aspekt naszych działań na poziome centralnym i lokalnym. Jesteśmy blisko lokalnych społeczności – i tak było też w tej sytuacji. Zgodnie z przyjętym przez nas modelem, wiele akcji pomocowych, które podejmujemy, ma charakter oddolny – są one zgłaszane i realizowane przez pracowników naszych marketów, którzy najlepiej znają lokalne środowiska i ich potrzeby. Dzięki temu możemy działać szybko i precyzyjnie, niosąc konkretną i niezbędną pomoc. Podczas pandemii wsparliśmy sto kilkadziesiąt szpitali w Polsce, odpowiadając na potrzeby zgłaszane do nas przez placówki, a także przez naszych pracowników. W wielu miejscach przeszliśmy moim zdaniem swoisty test zaufania: pilnie potrzebujemy ochraniaczy, masek, kombinezonów, a czasami… klimatyzatorów – idziemy po pomoc do najbliższego Leroy Merlin, bo wcześniej to oni nam pomogli przy lokalnych, społecznych inicjatywach. Dzięki temu nasi pracownicy mają pewność realnego wpływu na firmę, na to, co i dla kogo robimy – a sukces takich działań sprawia, że chętnie angażują się w aktywności z zakresu CSR i nie są to pojedyncze „zrywy”, tylko codzienność funkcjonowania w lokalnych społecznościach.

Jeśli przyszłością Górnego Śląska nie jest węgiel to jaki potencjał inwestycyjny ma region?

0

Grzegorza Szulika, prezesa zarządu polskiego fintechu Provema – z siedzibą główną w Katowicach, zapytaliśmy o to, co sądzi o potencjale sektora inwestycyjnego na Śląsku.

Wszystko wskazuje na to, że przyszłością Górnego Śląska nie jest węgiel. Rozwój lokalnej gospodarki wymaga inwestycji w branże innowacyjne, o wysokiej wartości dodanej. Które z nich mogą się okazać najważniejsze dla regionu?

Zdecydowanie przemysł wydobywczy nie będzie już wiodącym produktem promującym województwo Śląskie. Sam rynek przeszedł sporą metamorfozę, a inwestycje, które zostały zaplanowane, doskonale się sprawdziły i wskazały kolejne kierunki. Planowanych działań powinno być więcej, bo województwo ma ogromny potencjał. Oprócz rynku dla biznesu, przykładowo nieruchomości komercyjne czy rynek motoryzacyjny, który wciąż znajduje pomysł na siebie, mamy również branżę technologiczną. W samych Katowicach znajduje się aż siedem państwowych uczelni, nie licząc prywatnych, które posiadają takie kierunki jak automatyka, elektronika i informatyka. Potencjał związany z pracami nad zaawansowanymi technologiami jest nieprawdopodobny. Blockchain, machine learning czy sztuczna inteligencja to przyszłość. Nie tylko na rynku technologicznym, ale każdej branży, którą można usprawnić i uzupełnić automatyzacją procesów.

Jak aktualny kryzys wpłynie na lokalne inwestycje?

Z całą pewnością jest to w pewnym stopniu zależne od branży. Możemy zaobserwować, że transakcje długoterminowe są realizowane zgodnie z planem. Firmy inwestujące w zaawansowane technologie nie mają powodów do zmartwień. Systemy informatyczne, aplikacje, podsystemy czy innowacyjne rozwiązania to dzisiaj przyszłość prawie każdej branży. Zaczynając od sklepów, idąc przez medycynę i na wojsku kończąc.

Proszę o podanie kilku przykładów śląskich inwestycji w przedsięwzięcia zaawansowane technologicznie. Czy region może się pochwalić wdrożeniem dużych projektów przemysłowych wykorzystujących sztuczną inteligencję czy przemysłowy internet rzeczy?

Województwo Śląskie jest objęte programem rozwoju technologii, a co za tym idzie, firmy uzyskują spore środki na wprowadzenie nowoczesnej techniki oraz prowadzenie badań badawczo-rozwojowych. Plan miał na celu prowadzenie inteligentnego rozwoju i jest to sukcesywnie realizowane. Program dla Śląska zorganizowany przez Ministerstwo Inwestycji i rozwoju przy udziale funduszy unijnych przewidział prawie 220 milionów złotych na 42 innowacyjne projekty w przemyśle stalowym, energetyce, motoryzacji, medycynie i farmacji. Oprócz rynkowych potentatów typu Tauron, są firmy jak Provema, która wprowadziła system LoanByLink upraszczając proces modyfikacji każdej strony internetowej w sklep internetowy oraz rozwijają pracę nad sztuczną technologią. Powstają inteligentne budynki jak kompleks GPP. Jest tego naprawdę sporo.

Istnieje też ogromny potencjał dla rozwoju branży usługowej. Czy w najbliższym czasie można się spodziewać kolejnych inwestycji w branży turystycznej lub handlowej?

Nie jestem pewien branży turystycznej, chociaż ma ona duży potencjał, bo aż się prosi o implementację np. sztucznej inteligencji. Handel jest i będzie. Myślę i z całą pewnością można stwierdzić, że inwestorzy będą lokować swój kapitał w tę branżę. W tym roku w top 200 rozwijających się przedsiębiorstw, tylko 27 firm ze śląska trafiło na listę, z czego handel dotyczył 9 firm. Wnioski nasuwają się same.

Raporty dotyczące rynku technologicznego potwierdzają, że główne ośrodki, w których się rozwija polska branża technologiczna to Warszawa, Wrocław, Trójmiasto i Kraków. Dlaczego Górny Śląsk jest tak słabo widoczny w tych zestawieniach?

Myślę, że wciąż jest to związane z kojarzeniem się Śląska jako przemysłu wydobywczego, który jest ostatnimi czasy mocno piętnowany. Ciężko to zrozumieć, bo aglomeracja jest druga w kraju pod względem udostępniania powierzchni handlowej, zaraz po Warszawie. Województwo Śląskie posiada nowoczesne zasoby magazynowe, dynamiczny rynek pracy oraz wciąż rozwijające się przedsiębiorstwa sektora technologicznego.

Na Górnym Śląsku ma swoje siedziby kilka istotnych instytucji finansowych. Jaki jest ich wpływ na rozwój regionu i całego kraju?

Instytucje finansowe mają to do siebie, że muszą się rozwijać. Często pracują w formie fintech lub lendtech, a to oznacza, że innowacje i rozwój są podstawą ich działalności. Większość firm stawiających na technologię, ma ogromny wpływ zarówno w skali regionu, jak i kraju. Udostępniane rozwiązania można modyfikować, dostosowywać, a co za tym idzie, działać rozwojowo i dynamicznie. Często jest tak, że w trakcie jednego projektu mamy pomysł na kolejne rozwiązanie.

W jakim kierunku zmierza branża finansowa? Czy możemy spodziewać się ciągłego rozwoju polskiego sektora bankowego?

Sektor bankowy się rozwija, ale myślę, że przyszłością polskiego sektora finansowego są instytucje implementujące nowe rozwiązania oraz stawiające na digitalizację i automatyzację. Klienci oczekują dzisiaj szybkich, usprawnionych procesów, a przede wszystkim spersonalizowanych ofert.

PKN ORLEN rozpoczyna przejęcie Grupy PGNiG

0

PKN ORLEN i Skarb Państwa, reprezentowany przez Ministra Aktywów Państwowych, podpisały List Intencyjny w sprawie przejęcia przez Grupy PGNiG. Planowana transakcja to kolejny krok PKN ORLEN, po wykupie akcji Grupy ENRGA i warunkowej zgodzie Komisji Europejskiej na przejęcie Grupy LOTOS, w budowaniu silnego multienergetycznego koncernu. Wiodącym podmiotem, który zrealizuje proces tworzenia jednej, polskiej firmy o zdywersyfikowanych przychodach i znaczącej pozycji na rynku europejskim jest PKN ORLEN.

– Powiększony PKN ORLEN jest kluczowym podmiotem. Dla przeprowadzenia  procesu jest niezbędna siła kapitałowa. Poprzez tego typu połączenia tworzy się możliwość wygenerowania dodatkowych synergii po stronie dochodowej i kosztowej. To przełomowy proces, który zwiększy efektywność funkcjonowania PGNiG i PKN ORLEN. Całościowa integracja pewnych rynków, dystrybucji, sprzedaży i obrotu pokazuje kolejne kierunki rozwoju – powiedział podczas konferencji Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów.

– Polska gospodarka dostaje dziś potężny impuls gospodarczy. To nie koniec. Dokonujemy dziś dwóch kroków – nie tylko mamy otwarta zgodę na przejęcie Grupy LOTOS przez przez PKN ORLEN, ale otwieramy też drzwi do kolejnej konsolidacji. Rozpoczynamy proces przejęcia PGNiG przez PKN ORLEN. Budujemy w Polsce potężny koncern multienergetyczny o globalnym zasięgu. Konsolidacja spółek skarbu państwa to nasza odpowiedź na coraz bardziej wymagające otoczenie – mówi Jacek Sasin, Wicepremier, Minister Aktywów Państwowych. – Trzeba tworzyć duże podmioty, które po połączeniu swoich budżetów inwestycyjnych, będą mogły realizować śmiałe i ambitne projekty. Transformacja energetyczna Polski to duże wyzwanie, a naszym zadaniem jest jej przeprowadzenie w sposób jak najbardziej efektywny. PKN ORLEN ma kompetencje do realizacji tego procesu, dlatego będzie wiodącym podmiotem tej transakcji. Jesteśmy częścią Europy, w której wiele spółek energetycznych procesy konsolidacyjne ma już za sobą. Wspierały je rządy państw, w których działają. Tworzenie wielosektorowych koncernów, liczących się w Europie i na świecie, wpisuje się w politykę gospodarczą naszego rządu – podkreśla Wicepremier, Minister Aktywów Państwowych.

W wyniku integracji aktywów PKN ORLEN, Grupy ENERGA, LOTOS i PGNiG łączne roczne przychody nowego koncernu wyniosłyby ok. 200 mld zł. Zysk operacyjny EBITDA kluczowych segmentów osiągnąłby ok. 20 mld zł rocznie. Za zysk operacyjny połączonego podmiotu w ok. 40 proc. odpowiadałby nadal podstawowy biznes, czyli rafineria i petrochemia. Z kolei wydobycie z łączną roczną produkcją na poziomie ok. 70 mln boe stanowiłoby ok. 20 proc wyniku. Po ok. 15 proc. generowałyby sprzedaż detaliczna paliw, gazu i energii oraz regulowana dystrybucja, z dużym potencjałem wzrostu w kolejnych latach. Wytwarzanie energii odpowiadałoby za ok. 10 proc. zysku operacyjnego. W tym przypadku możliwe byłoby podwojenie wyniku w perspektywie do 2030 r. dzięki realizacji nowych inwestycji- PKN ORLEN, jest zdeterminowany, aby zbudować silny koncern multienergetyczny, który będzie bardziej odporny na wahania rynku i sprosta wyzwaniom konkurencyjnego rynku.
To projekt strategiczny dla przyszłości polskiej gospodarki, która potrzebuje transformacji energetycznej. Jeśli chcemy liczyć się na biznesowej mapie Europy musimy go zrealizować – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – Branża rafineryjna jest cykliczna, bo w dużej mierze zależy od otoczenia makroekonomicznego, które podlega dużym wahaniom. Aby inwestować i myśleć o rozwoju w długiej perspektywie, trzeba mieć stabilne i zdywersyfikowane przychody. Dlatego budujemy jeden silny multienergetyczny koncern, który będzie oparty również o biznes regulowany, z jakim mamy do czynienia w energetyce i gazie. Aktywa przejętej już Grupy ENERGA oraz przejmowanego LOTOSu i są doskonałym uzupełnieniem naszej działalności. Integracja z PGNiG rozszerzy łańcuch wartości koncernu o gaz ziemny, co będzie kolejnym ważnym krokiem do budowania jednej, silnej, multienergetycznej firmy – dodaje Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z zapisami Listu intencyjnego model transakcji oraz jej harmonogram  zostaną wypracowane przez zespół składający się z przedstawicieli  stron porozumienia. Fundamentem będzie rola PKN ORLEN jako wiodącego podmiotu transakcji. Na potrzeby transakcji opracowana zostanie wycena wartości PGNiG, w tym pakietu posiadanego przez Skarb Państwa. Niezbędne będzie także przeprowadzenie procedury przed odpowiednimi organami ochrony konkurencji tj. Komisją Europejską lub UOKiK.

Prowadzone przez PKN ORLEN transakcje wpisują się w światowe trendy. Największe światowe koncerny paliwowe już dawno zbudowały zintegrowane łańcuchy wartości oparte na wydobyciu ropy naftowej i gazu, inwestycjach w nowoczesną elektroenergetykę i poszerzaniu kompetencji w sprzedaży detalicznej. Na przykład BP, Total, Shell czy Equinor zarządzają swoją organizacją właśnie w sposób segmentowy, koncentrując się przede wszystkim na dywersyfikacji źródeł przychodów. PKN ORLEN wykorzysta i wzmocni istniejący system zarządzania segmentowego do zarządzania Grupą po akwizycjach.

Grupa ORLEN dąży do tego, aby zostać biznesowym liderem zrównoważonej transformacji sektora energetycznego w Europie Środkowo-Wschodniej. W przypadku segmentu wydobycia, konsolidacja poprawiłaby efektywność operacyjną i inwestycją oraz umożliwiłaby skoncentrowanie się na złożach gazu ziemnego i ropy naftowej w Polsce i Europie. W zakresie energii elektrycznej powstałoby zintegrowane portfolio wytwórcze w kraju, oparte o efektywne elektrownie gazowe oraz odnawialne źródła energii, w tym morską energetykę wiatrową. W tym kontekście istotny byłby potencjał jednostek gazowych do bilansowania nieregularnego profilu wytwarzania z odnawialnych źródeł energii. Jednocześnie zarządzanie szerokim portfolio aktywów umożliwiłoby optymalizację handlu na hurtowym rynku energii elektrycznej.

Beneficjentami stworzenia multienergetycznego koncernu będą klienci. Połączenie kompetencji umożliwi wypracowanie rozszerzonej, atrakcyjnej oferty handlowej w zakresie paliw, gazu i energii. To także duży potencjał do dalszego rozwoju marki ORLEN oraz programu lojalnościowego VITAY opartego o szereg kompleksowych usług.

Stworzenie zintegrowanej Grupy umożliwiłoby pełne wykorzystanie i rozwój kompetencji pracowników. Obecnie na rynku odczuwalny jest deficyt pracowników, szczególnie w branży produkcyjnej. W wyniku konsolidacji łączne zatrudnienie wyniosłoby ponad 60 tys. osób.

Grupa ORLEN posiada duże doświadczenie w realizacji procesów akwizycyjnych, nie tylko w Polsce, ale też na rynku globalnym. Na przestrzeni lat do Grupy ORLEN włączone zostały m.in. ANWIL we Włocławku, czeski Unipetrol, litewska spółka ORLEN Lietuva, czy ostatnio Grupa Energa. W każdym przypadku efektem przejęć był rozwój spółki ukierunkowany na budowę specyficznych kompetencji, zwiększanie roli spółki w regionie i wykorzystanie potencjału pracowników.

Połączona grupa miałaby również znaczące doświadczenie w realizacji dużych projektów inwestycyjnych. Tylko w ciągu ostatnich 3 lat, Grupa ORLEN zrealizowała 3 projekty, których koszty przekroczyły 1 mld zł. Chodzi o instalację do produkcji polietylenu w czeskim Unipetrolu i dwie elektrownie gazowo-parowe w Płocku i Włocławku. Grupa posiada także licencję na budowę morskiej farmy wiatrowej o mocy ok. 1200 MW na Morzu Bałtyckim. Koszty tego typu inwestycji sięgają standardowo kilkunastu miliardów złotych.

Z kolei marka ORLEN jest szeroko rozpoznawalna w regionie, dzięki silnym relacjom Grupy z jej klientami, pracownikami i współpracującymi instytucjami. Koncern cały czas wzmacnia globalną rozpoznawalność poprzez realizowany proces co-brandingu w europejskiej sieci czy inwestycje w sponsoring sportowy. To przemyślana strategia, która pomaga w budowaniu relacji z klientami i partnerami biznesowymi.

Jak utrzymać ciągłość biznesową w epoce pracy zdalnej

0

Obserwowany w ostatnim czasie ogromny wzrost liczby pracowników zdalnych obnażył problemy, z jakimi zmagają się przedsiębiorstwa. 80% dużych firm z całego świata jest źle przygotowanych do utrzymania ciągłości biznesu w przypadku pandemii.[1] Z tego powodu uwaga większości pracodawców jest kierowana na wdrożenie optymalnego rozwiązania, które pozwoli kontynuować działanie firmy. Oprócz stosowania sieci VPN, przedsiębiorstwa mogą korzystać z aplikacji internetowych, które w znacznym stopniu ułatwiają pracę zdalną.

 Rola aplikacji internetowych

Aplikacje internetowe udostępniane są w modelu chmury publicznej (Software as a Service, SaaS). Oprogramowanie znajduje się na serwerach w podłączonych do internetu centrach danych, a zadaniem ich operatorów jest zapewnienie użytkownikom wrażenia, jakby korzystali aplikacji zainstalowanych bezpośrednio na fizycznym urządzeniu. Konieczne jest więc zagwarantowanie bardzo szybkiej transmisji danych, ale także zabezpieczenie ich przed utratą czy kradzieżą.

Dostęp do interfejsu takich aplikacji odbywa się za pomocą przeglądarki internetowej – najczęściej z komputera, ale też z urządzenia mobilnego (telefonu, tabletu) czy telewizora. W ten sposób można skorzystać z narzędzi do edycji tekstu, serwisów aukcyjnych czy sprawdzić na stronie firmy kurierskiej, gdzie w danym momencie znajduje się oczekiwana przesyłka. Wiele tego typu aplikacji opracowywanych jest też na wyłączny użytek danego przedsiębiorstwa. Zapewniana w ten sposób elastyczność dostępu do informacji, ułatwia przejście na model pracy zdalnej i utrzymanie ciągłości prowadzonego biznesu.

Jak pomagają aplikacje internetowe

Strategia i taktyka definiująca, w jaki sposób w przedsiębiorstwie będzie zapewniana ciągłość biznesowa i przywracanie działania firmy po katastrofie lub awarii, powinna być opisana w dokumencie polityki bezpieczeństwa (ang. Business Continuity and Disaster Recovery, BCDR). Aplikacje internetowe mogą znacząco ułatwić proces tworzenia takiej polityki postępowania w nagłych i niespodziewanych sytuacjach. Oto kilka przykładów:

  • Gdy pracownicy nie mogą pojawić się osobiście w biurze, powinni mieć możliwość korzystania z urządzenia podłączonego do internetu, z którego transmisja danych zabezpieczona jest protokołem SSL. Minimalizuje to ryzyko wycieku poufnych firmowych informacji, związanych np. z zarządzaniem zapasami, raportowaniem wydatków, czy obsługą wewnętrznych systemów firmowych.
  • Może zdarzyć się, że firmowe urządzenie pracownika przestanie działać, a dostarczenie przez pracodawcę nowego sprzętu jest utrudnione z powodu ograniczeń logistycznych. W takich sytuacjach użytkownik może skorzystać z prywatnego urządzenia, zgodnie z trendem BYOD (Bring Your Own Device), z którego uzyska bezpieczny dostęp do aplikacji internetowych.
  • W przypadku radykalnych zmian w łańcuchu dostaw dzięki aplikacjom internetowym można rozpocząć współpracę z nowymi dostawcami, aby sprawnie zarządzać zapasami i wysyłką.

Potencjalne zagrożenia

Aplikacje internetowe wymagają specjalnego podejścia. Strategie i rozwiązania stosowane do ich ochrony często różnią się od tych zabezpieczających innego rodzaju zasoby. Przykładowo, sieć VPN jasno określa co znajduje się wewnątrz niej, a co poza nią. Aplikacje webowe należy zaś chronić głównie przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz. Ważne jest też, aby udzielając dostępu do nich stosować wieloetapowe uwierzytelnianie użytkowników – wskazuje Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Eksperci Fortinet zaznaczają również, że aplikacje te są narażone na wiele różnych zagrożeń, między innymi celowe zdalne zablokowanie dostępu do nich (DDoS), złośliwe boty, ataki typu zero-day, wykorzystujące interfejs API i inne. Lista najpopularniejszych w danym roku zagrożeń publikowana jest w dokumencie OWASP Top Ten[2] przez niezależną organizację Open Web Application Security Project.

Oczywiście nie wszystkie firmy mogą być gotowe na przeniesienie większości operacji biznesowych do internetu. Jednak w przypadku tych obszarów, w których jest to możliwe, aplikacje internetowe zapewnią wiele korzyści, w tym zwiększoną odporność na nieprzewidziane okoliczności. Co najważniejsze, umożliwią użytkownikom bezpieczny dostęp do systemów, które pomogą utrzymać ciągłość biznesu.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/covid-19/odpornosc-na-cyberataki-podczas-pandemii

[2] https://owasp.org/www-project-top-ten/

Głos prawie 16 tysięcy Polaków bez znaczenia. Co w drugiej turze wyborów prezydenckich poszło nie tak? Wyjaśniają eksperci Symetrii

0

Druga tura wyborów prezydenckich już za nami. Mimo niemal rekordowej frekwencji mamy powody do niepokoju. W pierwszej turze prawie 21 tysięcy oddanych głosów zostało unieważnione w wyniku błędów formalnych w procesie głosowania korespondencyjnego. W drugiej niewiele mniej, bo 15,5 tys. Symetria wzięła pod lupę cały proces i sprawdziła co jest ich źródłem i jak można by ich uniknąć.

Wybuch globalnej pandemii skłonił w tym roku wiele osób do tego, by nie odwiedzać obwodowych komisji wyborczych. Nie oznacza to jednak, że nie oddali oni swoich głosów. Mimo że 28 czerwca mogliśmy oddać głos w wyborach prezydenckich wrzucając do urny swoją kartę do głosowania to ponad 500 tysięcy osób postanowiło skorzystać z opcji głosowania korespondencyjnego. 12 lipca w drugiej turze wyborów zagłosować w ten sposób chiało ponad 550 tys. obywateli.

– Tylko w pierwszej turze korespondencyjnie zagłosowało ponad 12 razy więcej osób niż przed pięcioma laty. Taki skok zainteresowania został wywołany prawdopodobnie obawą przed zakażeniem COVID-19. Pandemia zdaje się ustępować, jednak wciąż wolimy być ostrożni w kontaktach międzyludzkich. To mogło być właśnie przyczyną, że wyborcy chcieli celowo uniknąć pójścia do lokalu wyborczego – mówi Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii, przodującej polskiej agencji UX (User Experience).

Olbrzymie zainteresowanie tegorocznymi wyborami miało przełożenie również na głosowanie korespondencyjne. Ledwo zakończony globalny lockdown i sezon wakacyjny to okoliczności, które także wpłynęły na popularność głosowania poza lokalem wyborczym. Obawa o zdrowie własne i swoich najbliższych oraz chęć odbycia upragnionego urlopu były silniejsze niż potrzeba osobistego odwiedzenia komisji wyborczej.

W I turze wyborów prezydenckich wysłano 536 tys. pakietów, zaś do komisji wyborczych wróciło 483 tys., co oznacza, że na 10 przekazanych wyborcom kart do głosowania korespondencyjnego, jedna wylądowała w przysłowiowym koszu (zwrot 90,14%).

W finałowej turze, która miała ostatecznie rozstrzygnąć o wyborze Głowy Państwa jeszcze więcej osób postanowiło skorzystać z możliwości zdalnego głosowania, w związku z czym wysłano aż 550 tys. pakietów, czyli o około 14 tys. więcej niż uprzednio. Co ciekawe, odesłało 486 tys., a to oznacza, że chociaż do obwodowych komisji wyborczych wróciło o 3 tys. więcej kart, to w ujęciu całościowym, odnosząc się do wszystkich wysłanych pakietów, wskaźnik zwrotu spadł o niecałe 2 p.p. do wartości 88,29%.

Przekazane do obwodowych komisji wyborczych pakiety zostały następnie zweryfikowane pod kątem poprawności formalnej. Monika Banach, UX Team Leader w Symetrii, wskazuje, że odnotowaliśmy spory postęp w tym względzie, gdyż w porównaniu z 2015 rokiem ilość odesłanych pakietów w pierwszej turze była większa o 9 p.p., a w drugiej o 7 p.p. – Ta kampania prezydencka ma wielu bohaterów, natomiast wszyscy oni muszą zmierzyć się z tym najniebezpieczniejszym antagonistą – koronawirusem. Ze względu na trwającą pandemię, wiele osób zrezygnowało z osobistego uczestniczenia w wyborach, nie rezygnując jednocześnie z oddania głosu. Dzięki temu wyborcy stali się bardziej zdeterminowani, ponieważ celowo nie udali się do lokalu wyborczego ze względów epidemiologicznych, ale i ze względu na fakt, że był to akt ich własnej woli. Nie zapominajmy też o promocji tej formy głosowania – mówi Banach.

Elekcyjny egzamin dojrzałości

Niestety podobnie jak w latach poprzednich nie wszystkie z odesłanych pakietów zostały zaakceptowane i uwzględnione w wyborach. W pierwszej turze z powodu błędów formalnych odrzucono blisko 21 tysięcy głosów. To około 4.4% wszystkich przesłanych drogą pocztową pakietów. W drugiej turze przez błędy formalne do kosza trafiło mniej, bo 15 552 pakietów. W ten sposób unieważniono 3,2% korespondencyjnych głosów.

Czy to dużo? – Gdybyśmy wszyscy głosowali korespondencyjnie, a frekwencja byłaby na takim poziomie jak w niedzielę wyborczą to oznaczałby to, że w pierwszej turze około 840 tys. głosów nie zostałoby uwzględnione,a drugiej byłoby to 655 tys. To prawie tyle, ile w pierwszej otrzymali razem kandydaci Biedroń i Kosiniak-Kamysz. Wyglądałoby to tak, jakbyśmy pozbawili głosu wyborczego więcej niż wszystkich obywateli Poznania i Białegostoku, a w drugiej turze – wszystkich mieszkańców Wrocławia – mówi Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii. Andrzej Duda w drugiej turze wygrał przewagą ponad 400 tys głosów, więc mówimy tu o liczbie, która mogłaby mieć realny wpływ na końcowy wynik wyborów.

Ciekawym wydaje się fakt, że mimo iż skala przedsięwzięcia była wielokrotnie wyższa niż w latach poprzednich to wspomniany wskaźnik utrzymał się na zbliżonym poziomie.

Najpopularniejszym błędem wciąż pozostaje brak oświadczenia w odesłanych pakietach, ale co należy uznać za pozytywny trend, znacznie zmniejszyła się liczba pakietów z tym błędem. W 2020 w pierwszej turze w porównaniu z poprzednimi wyborami odnotowano spadek o 11 punktów procentowych, w drugiej natomiast o 9 punktów – analizuje Monika Banach z Symetrii i następnie tłumaczy: – Można przypuszczać, że to zasługa większej akcji informacyjno-edukacyjnej, co spowodowało większe wyczulenie wyborców na temat.

Niepokojący wydaje się fakt, że w tym roku liczba kopert zwrotnych, w których nie było koperty na kartę do głosowania w pierwszej turze wzrosła o ponad 7 punktów procentowych w porównaniu z wyborami z 2015 roku (z niewiele ponad 2% do 9,77%). W przypadku drugiej tury było trochę lepiej. Liczba zwróconych kopert z brakującymi kopertami do głosowania okazała się większa o ponad 5,5 p.p. w porównaniu do 2015 – Prawdopodobnie karta do głosowania została od razu włożona do zbiorczej koperty, a nie do oddzielnej, tak jak zostało to wskazane w instrukcji. Ten błąd razem z błędem wynikającym z braku oświadczenia sumarycznie odpowiadają za około 93% odnotowanych błędów (w 2015 ok 96%) – zauważa ekspertka Symetrii.

21 tysięcy nieważnych głosów w pierwszej turze to więcej niż łączna suma mieszkańców Władysławowa, Jastarni i Helu, które tak chętnie odwiedzają turyści każdego roku w sezonie letnim. Czy wykluczenie tak licznej grupy mogło zaważyć na wyniku pierwszej tury wyborów? Oczywiście, że nie, jednak w drugiej turze walka była bardziej wyrównana, dlatego każdy głos był na wagę złota.

Nie zabrakło i pozytywów

Jedną z największych zmian na plus, jakie odnotowano podczas realizacji badania jest wstępny etap wnioskowania o pakiet uprawniający do głosowania korespondencyjnego. W przeszłości, kiedy posiadanie profilu zaufanego było mało popularnym zjawiskiem, a co za tym idzie ta metoda identyfikacji wykorzystywana była o wiele rzadziej to alternatywna procedura “ręczna” była dosyć karkołomna i wymagała przesłania wydrukowanego, podpisanego i zeskanowanego zgłoszenia do właściwego urzędu gminy. Dzisiaj proces ten jest dużo łatwiejszy i przede wszystkim – szybszy w realizacji. Wystarczy, że obywatel posiada profil zaufany, jaki może łatwo założyć w systemie bankowości elektronicznej swojego banku. Nie potrzeba nawet komputera stacjonarnego – wystarczy smartfon z smartfon z dostępem do internetu. Również sam wniosek o wydanie zgody i odpowiedniego pakietu można przesłać z poziomu telefonu komórkowego.

Kolejne usprawnienie dotyczy samego procesu wysyłki przygotowanej przez wnioskodawcę dokumentacji. Dzięki wykorzystaniu profilu zaufanego internauta nie musi samodzielnie szukać adresu e-mail na jaki ma wysłać zeskanowane zgłoszenie, a w tym celu posługuje się wyłącznie systemem przygotowanym przez rząd. Po drugie, gdy wniosek zostanie wysłany, generowane jest urzędowe potwierdzenie, stanowiące dowód na to, że przesłany plik został odebrany przez administrację. W przypadku wykorzystania “ręcznej” metody wygląda to zgoła inaczej, internauta musiał zdać się na łut szczęścia i liczyć na to, że wysłany plik dotarł. Wnioskodawca zyskał więc większe poczucie kontroli nad procesem, a ten z kolei stał się bardziej czytelny.

Sporym ułatwieniem jest również zmiana sposobu dostarczania pakietu do głosowania korespondencyjnego i mniejszy rozmiar przesyłki. O ile w przeszłości był to skomplikowany formalnie list polecony, który wymagał złożenia podpisu i osobistego odbioru z rąk listonosza lub w dedykowanej placówce pocztowej, tak dziś dokumenty trafiają bezpośrednio do skrzynki pocztowej osoby wnioskującej. To łatwiejsze i szybsze rozwiązanie, które redukuje niepotrzebny punkt frustracji, jakim jest konieczność osobistego odbioru przesyłki. Natomiast sam jej wymiar pozwala, żeby schować ją do torby czy plecaka, lecz wciąż jest zbyt duży, aby zmieściła się w np. w damskiej torebce.

Również sposób późniejszego przekazania kompletu uzupełnionych już dokumentów, uwzględniających wypełnioną kartę do głosowania i oświadczenie, zmienił się diametralnie. Wystarczy wrzucić odpowiednio przygotowany pakiet do nadawczej skrzynki pocztowej lub dostarczyć go samodzielnie do właściwego urzędu gminy. Wrzucenie przesyłki do skrzynki jest proste, nie czasochłonne. Nie wymaga stania w kolejce czy wypełniania dodatkowych druków. Wyborca musi jedynie znaleźć skrzynkę pocztową, ale ta znajduje się co najmniej przy najbliższym urzędzie pocztowym.

Komunikacyjny impas

Analizując wyniki badania, można dojść do wniosku, że wszelkie kwestie związane z komunikacją są piętą achillesową całego procesu. Eksperci z firmy Symetria zidentyfikowali dwa kluczowe momenty, w których obywatel może poczuć się niewystarczająco poinformowany o tym, co dzieje się z jego pakietem wyborczym. Nie wiadomo, kiedy należy spodziewać się przesyłki oraz czy po uzupełnieniu i odesłaniu, pełen pakiet dokumentów na pewno dotrze do Obwodowej Komisji Wyborczej.

Gdyby organy państwowe były firmą komercyjną, sprzedającą swoje produkty, istnieje ryzyko, że klienci skorzystaliby z oferty konkurencji. Zgodnie z obliczeniami Baymard Institute, przedsiębiorstwa ignorujące doświadczenia użytkowników korzystających z ich usług czy produktów sporo tracą. Blisko 70% klientów twierdzi, że gdy ich poziom UX spada, opuszczają sklep i rezygnują z zakupu. Co więcej inna analiza American Express podkreśla, że ludzie rozczarowani jakością obsługi, podzielą się swoją negatywną opinią z około 15 osobami. Władza ma zatem szczęście, że Państwo to nie korporacja i użytkownicy nie wybierają jego usług na zasadach wolnego rynku – zwraca uwagę Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

A przecież wykorzystując integrację z profilem zaufanym, system mógłby bez problemu poinformować wnioskodawcę o aktualnym statusie, jak ma to miejsce w wielu rozwiązaniach komercyjnych. W przeciwnym wypadku, traktowany w ten sposób klient czuje się pozostawiony sam sobie i zagubiony, co budzi frustrację, niepokój i umacnia negatywne skojarzenia, które mogą skutkować niechęcią do skorzystania z usługi w przyszłości.

Ocena wizualna

Elementem, który nie doczekał się większego liftingu jest instrukcja postępowania, jaką administracja dołącza do pakietu. Jej ton jest mocno zniechęcający, formalny, pozbawiony emocji, a nawet – demotywujący, jako że wykorzystuje metodę kija, a nie marchewki. Informacje zawarte w broszurze skupiają się na negatywnych konsekwencjach niezastosowania się do procedur, które sprowadzają się do nieuwzględnienia karty podczas ustalania wyników głosowania. Brakuje tu pozytywnego przekazu, pokazującego co możemy zyskać prawidłowo wypełniając formalności. Dokument pozbawiony jest również elementów wizualnych, grafik czy schematów. Stanowi jedynie ścianę tekstu.

Ludzki mózg przetwarza obrazy 60 000 razy szybciej niż tekst, a 90% informacji przekazywanych do mózgu ma charakter wizualny. Dlatego to, jak wygląda dokument jest kluczowe dla pomyślnego transferu komunikatu. Nie od dziś wiadomo, że jesteśmy wzrokowcami, a wiele z odbieranych bodźców traktujemy pobieżnie i oceniamy na zasadzie szybkiego rzutu okiem – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Patrząc na proces głosowania korespondencyjnego nie da się ukryć, że przez okres ostatnich 5 lat dokonano w nim licznych usprawnień, które istotnie wpływają na komfort realizacji. Mimo to, niektóre z przeoczeń wymagają zdecydowanej i jak najszybszej interwencji, szczególnie biorąc pod uwagę jak duże są możliwości technologiczne, jakie oferują nowoczesne systemy IT. Wiele z usprawnień jest łatwych do wdrożenia, a ich brak jest kłopotliwy i niepotrzebnie zakłóca cały proces. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: czy jesteśmy gotowi na w pełni korespondencyjne wybory w razie powrotu pandemii?

W obecnej formie byłoby ciężko przeprowadzić taki proces, szczególnie na tak szeroką skalę, jednak uważam, że wystarczyłoby nanieść kilka drobnych poprawek, które znacznie usprawnią procedurę głosowania korespondencyjnego – twierdzi Monika Banach i wskazuje na kluczowe elementy, jakie jej zdaniem pozwolą odmienić oblicze procesu. – Biorąc pod uwagę nasze obserwacje, istotnym problemem z punktu widzenia osoby oddającej swój głos jest instrukcja, która jest mało zrozumiała i nieprzyjazna dla odbiorcy. To właśnie niezastosowanie się do niej sprawiło, że część nadesłanych pakietów wyborczych nie była w ogóle brana pod uwagę podczas liczenia głosów. Dlatego rekomendowałabym przygotowanie kilku różnych koncepcji instrukcji i następnie przeprowadzenie badań w grupie potencjalnych użytkowników. Na tej podstawie jesteśmy w stanie dosyć szybko wybrać tę, która jest zrozumiała, daje czytelne wskazówki i pozwala wyborcom uniknąć błędów – podsumowuje ekspertka Symetrii.

Rozwój pracownika to sukces firmy

0

Rozbudowywanie wiedzy i kompetencji pracowników to ważny element strategii przedsiębiorstwa, który przekłada się na efektywność firmy. Zyskuje on na znaczeniu szczególnie w dobie spowolnienia gospodarczego, z jakim się obecnie mierzymy. Dlaczego jest to tak ważne?

Jeszcze kilka lat temu odpowiedzialność za rozwijanie kompetencji pracowników leżała po stronie działu HR. Obecnie kluczową rolę w tym zakresie odgrywa menedżer i jego zaangażowanie w proces oraz… sami pracownicy i ich osobiste nastawienie do nabywania nowych umiejętności. Aż 76% kobiet oraz 74% mężczyzn przyznaje, że ma – przynajmniej częściowo – opracowany plan rozwoju kariery. [1]

Sygnał zwrotny czy szkolenie?

Zdaniem 82% respondentów zmiana systemu kształcenia pracowników jest ważna lub bardzo ważna dla firmy, jednak zaledwie 5% badanych stwierdziło, że ich firma jest do tego całkowicie lub częściowo przygotowana.[2] – Zdobywanie lub rozwijanie kwalifikacji zatrudnionych w zmieniającym się dynamicznie otoczeniu biznesowym przekłada się na budowanie konkurencyjności firmy na rynku, a także na profesjonalizm i efektywność pracy zespołu – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Firmy najczęściej oferują pracownikom szkolenia i kursy (zewnętrzne i wewnętrzne), jednak ważnym aspektem są także regularne ocenianie wyników pracy oraz jasne przedstawienie ścieżki kariery i perspektyw awansu. Ponad połowa badanych – odpowiednio 53% kobiet i 58% mężczyzn twierdzi, że ich bezpośredni przełożony ma świadomość, jakie są ich ambicje zawodowe.[3] – W Perfetti Van Melle pracownik zyskuje możliwość indywidualnego rozwoju dopasowanego do potrzeb i bieżących wyzwań, a także odkrywania swojego potencjału. Wspólnie tworzymy środowisko pracy, które sprzyja rozwojowi różnorodnych umiejętności. Każdemu pracownikowi gwarantujemy jasno wytyczoną ścieżkę kariery i pracę w oparciu o regularny feedback ze strony przełożonych – dodaje Tikhomiroff.

Kompetencje przyszłości

Według różnych statystyk zdecydowana większość obecnych kilkulatków będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją. Dynamika zmian na rynku pracy pokazuje, że pracodawcy powinni silniej skupić uwagę na rozwoju kompetencji cyfrowych wśród pracowników. Jak pokazują badania PwC kursy z tego zakresu cieszą się dużym zainteresowaniem – aż 87% polskich respondentów wskazało, że uczestniczy w szkoleniach, by lepiej zrozumieć nowoczesne rozwiązania. Niemal ¾ pracodawców zapewnia już możliwość udziału w kursach w zakresie umiejętności związanych z nowymi technologiami. Dzięki temu zaledwie 18% badanych w Polsce obawia się, że w przyszłości nie będzie mieć odpowiednich kompetencji do wykonywania swoich zadań w przyszłości (globalny wskaźnik wyniósł 24%).[4] Można więc prognozować, że ścieżka rozwoju kompetencji pracowników będzie zmierzać w kierunku rozbudowywania kompetencji również w zakresie digitalizacji, które będą stanowić o konkurencyjności biznesu.

[1] Raport Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność, Hays, 2019

[2] Badanie Deloitte Global Human Capital Trends 2019

[3] Raport Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność, Hays, 2019

[4] Raport z badania Upskilling Hope & Fears, PwC, lipiec 2019

Euro zbliża się do 4,50 zł

0

Wczoraj niespodziewanie inwestorzy zapragnęli zwiększyć swoje zaangażowanie w euro. Patrząc na reakcje innych par walutowych ciężko ten wzrost łączyć z wynikiem wyborów w Polsce.

Niespodziewany wyskok euro

Wczoraj miało miejsce niespodziewane wybicie euro względem pozostałych walut. Co ciekawe, wspólna waluta europejska rosła zarówno względem franka jak i złotego. Jest to o tyle interesująca sytuacja, że przeważnie wzrosty euro względem franka raczej pomagają złotemu. Tutaj jednak źródło ruchu znajdowało się nie w ogólnym nastroju na rynku, a wyraźnie w większym popycie na euro. Tym samym niestety euro okazało się być wczoraj najdroższe od maja, osiągając niemal 4,50 zł.

Decyzja RPP

Rada Polityki Pieniężnej kończy dzisiaj posiedzenie. Dowiemy się zatem, czy dojdzie do obniżki stóp procentowych. Jest to mało prawdopodobny scenariusz, ale nadal możliwy. Nie mamy jeszcze stopy referencyjnej na poziomie 0%. Wariant ujemnych stóp jest na razie mniej prawdopodobny. Może się natomiast pojawić kwestia interwencji rynkowych, zbliżona do tego co się dzieje na zachodzie. Mechanizm ten jest stosowany, aby zwiększyć ilość kapitału na rynku, nie ruszając stóp procentowych.

Dane z Chin lepsze od oczekiwań

Wbrew oczekiwaniom zarówno eksport jak i import w Chinach rosły w czerwcu zamiast maleć. Eksport wzrósł o 0,5% wobec oczekiwanego spadku, z kolei import (pomimo oczekiwanych spadków) rósł o 2,7%. Po raz kolejny widzimy znacznie lepszą dyspozycję importu pokazującą, że gospodarka coraz bardziej przekłada się na konsumpcję wewnętrzną. Warto zwrócić uwagę, że to kolejny krok w stronę zrównoważenia wymiany w handlu zagranicznym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,

14:00 – Polska – bilans płatniczy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

PKN ORLEN ze zgodą KE na przejęcie Grupy LOTOS

0

PKN ORLEN otrzymał od Komisji Europejskiej warunkową zgodę na przejęcie Grupy LOTOS. Wynegocjowane warunki gwarantują możliwość dalszego rozwoju połączonego koncernu w obszarze wydobycia, produkcji, logistyki i sprzedaży detalicznej oraz hurtowej w całej Europie. Fuzja z Grupą LOTOS to ważny krok w kierunku budowy silnego multienergetycznego koncernu o międzynarodowym potencjale, skutecznie konkurującego na wszystkich rynkach.

Połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS znacząco wzmocni pozycję koncernu w negocjacjach cenowych z kontrahentami z USA, krajów Bliskiego Wschodu czy Rosji. Ułatwi też nawiązanie współpracy z nowymi partnerami. Transakcja ta będzie miała szczególne znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa paliwowo-energetycznego Polski oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Optymalizacja logistyki, w tym zakupu surowca i dystrybucji gotowych produktów przełoży się też na stabilność cen dla Klientów.

– Zgoda Komisji Europejskiej na połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS to sygnał, że w Europie potrzebne są silne, multienergetyczne koncerny. To historyczny moment dla obu koncernów i polskiej gospodarki. Łącząc potencjał obu firm jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniom związanym z transformacją energetyczną, ponieważ niskoemisyjna gospodarka wymaga miliardowych inwestycji. Połączony kapitał finansowy i ludzki otwiera możliwości realizacji nowych projektów, które wzmocnią naszą konkurencyjność i umożliwią dalszą ekspansję na globalnym rynku. Jestem przekonany, że ta fuzja przyniesie korzyści zarówno akcjonariuszom jak i klientom koncernu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – Konsekwentnie negocjowaliśmy z Komisją, aby przejęcie Grupy LOTOS było optymalne dla wszystkich stron transakcji. To się udało. Przed nami rozmowy z potencjalnymi partnerami dotyczące wdrożenia środków zaradczych. Będziemy negocjować przede wszystkim atrakcyjną wymianę aktywów. Jesteśmy do tego dobrze przygotowani, mamy ustalony plan działania, aby w przyszłości maksymalnie móc wykorzystać synergie wynikające z tego przejęcia – dodaje Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Konsolidacja Grupy LOTOS i PKN ORLEN oznacza większe możliwości finansowe na realizację dużych, wymagających wielomiliardowych nakładów, projektów inwestycyjnych, korzystnych dla polskiej gospodarki oraz środowiska, np. planowanej inwestycji w budowę morskich farm wiatrowych. Fuzja to także szansa dla obu firm na wejście w nowe obszary działalności i jeszcze szybsze rozwijanie tych, w których są już aktywne.

LOTOS zachowa pełną odrębność podatkową. To oznacza dalsze wpływy do budżetu miasta Gdańsk na takich samych zasadach, jak obecnie. Siedziba spółki pozostanie w Gdańsku i tu, tak jak do tej pory, będą trafiać wpływy z tytułu podatku CIT. Podobnie będzie z podatkami od nieruchomości.

Jeden silny koncern znacznie mocniej będzie mógł zaangażować się w działania społeczne, kulturalne i sportowe na Pomorzu. Dzięki skoordynowanej polityce CSR, lokalne społeczności zyskają większe i bardziej kompleksowe wsparcie.

Środki zaradcze uzgodnione z Komisją Europejską obejmują zobowiązania PKN ORLEN i Grupy LOTOS w obszarach: produkcji paliw i działalności hurtowej, logistyki paliw, działalności detalicznej, paliwa lotniczego oraz asfaltu. Sposób spełnienia określonych warunków i szczegóły transakcji będą ustalane z potencjalnymi partnerami zewnętrznymi w ramach odrębnych rozmów i negocjacji. Zarówno nabywcy aktywów wynikających ze środków zaradczych, jak i warunki zawartych z nimi umów będą podlegały zatwierdzeniu przez Komisję.

Środki zaradcze przewidują m.in. zmianę modelu biznesowego rafinerii w Gdańsku, na bazie której powstanie spółka joint venture. PKN ORLEN, w przypadku połączenia z Grupą LOTOS, będzie operatorem wyodrębnionej w ramach JV rafinerii, co gwarantuje bezpieczeństwo paliwowe Polski. Od początku procesu, ze względu na skalę i skomplikowanie transakcji Komisja oczekiwała sprzedaży całej rafinerii. PKN ORLEN przez okres dwóch lat pracował nad wypracowaniem alternatywnego modelu, który z jednej strony przekona instytucję europejską, a z drugiej pozwoli na realizację strategicznych celów przez PKN ORLEN. Finalnie dla zewnętrznego partnera trafi 30 proc. udziałów.

Zgoda KE przewiduje zobowiązanie do sprzedaży części sieci sprzedaży detalicznej. W tym przypadku PKN ORLEN i Grupa LOTOS nadal będą dysponowały największą siecią w Polsce i mogą wzmocnić pozycję na rynku europejskim.  Nadrzędnym celem PKN ORLEN będzie znalezienie partnera do jak najbardziej atrakcyjnej wymiany aktywów polskich na podobne w innych częściach Europy. Środki zaradcze w obszarze sprzedaży detalicznej to standardowa praktyka w postępowaniach KE. W procesie dotyczącym przejęcia kontroli przez Statoil nad Dansk Fuels w 2016 r. przedmiotem transakcji było ok. 70 procent stacji paliw kontrolowanych przez Dansk Fuels. Finalnie do zewnętrznego nabywcy trafiła ok. 30 procent sieci firmy z Danii.

W zakresie posiadanych pojemności magazynowych, potencjał połączonych PKN ORLEN i Grupy LOTOS zmniejszy się o zaledwie 10 proc., co stanowi 7 procent łącznej powierzchni magazynowej w Polsce. W porównaniu do wcześniejszych tego typu transakcji, które przeprowadzono Europie to bardzo duże osiągnięcie. W postępowaniu dotyczącym przejęcia kontroli przez TotalFina nad Elf w 2000 r., podjęte zobowiązania dotyczyły zbycia znacznego pakietu infrastruktury paliwowej, w postaci rurociągów oraz szeregu baz paliwowych zlokalizowanych w różnych regionach Francji, co miało doprowadzić do zwiększenia konkurencji na rynku hurtowej sprzedaży paliw. Środki zaradcze obejmowały ok. 14 terminali paliwowych w całej Francji.

Konsolidacje firm paliwowych w innych europejskich krajach już dawno nastąpiły. Przykładem jest węgierski MOL, norweski Equinor, hiszpański Repsol, portugalski Galp Energia, włoskie Eni, czy francuski TOTAL. Na tych wszystkich rynkach połączenie największych firm nie tylko nie zaburzyło konkurencji na rynku, lecz dało impuls do wprowadzenia korzystnych zmian. W wyniku wdrożenia środków zaradczych proces konsolidacji spółek również w Polsce w żaden sposób nie zaburzy konkurencji zarówno w obszarze paliw, jak i logistyki, co gwarantuje unijne prawo antymonopolowe.

Proces przejęcia kapitałowego Grupy LOTOS przez PKN ORLEN został zainicjowany w lutym 2018 r., podpisaniem Listu Intencyjnego ze Skarbem Państwa, który posiada w gdańskiej spółce 53,19% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Z kolei w kwietniu 2018 r. w gdańskiej spółce rozpoczął się proces due dilligence, czyli badanie jej kondycji handlowej, finansowej, prawnej i podatkowej pod kątem przejęcia. Natomiast w listopadzie 2018 r. PKN ORLEN złożył w Komisji Europejskiej wstępną wersję wniosku o zgodę na koncentrację. W trakcie prac nad dokumentem PKN ORLEN i Grupa LOTOS otrzymały z KE setki pytań, na które sukcesywnie odpowiadały. Dobra współpraca wszystkich stron pozwoliła opracować ostateczny kształt wniosku, który trafił do Komisji na początku lipca 2019 r. Dodatkowo pod koniec sierpnia 2019 r. podpisane zostało porozumienie pomiędzy PKN ORLEN, a Skarbem Państwa i Grupą LOTOS określające ramową strukturę transakcji przejęcia gdańskiej spółki. Pod koniec września 2019 r. Komisja, zgodnie z praktyką zastosowała standardową dla drugiej fazy negocjacji procedurę „stop the clock”, która została zatrzymana na początku marca br. PKN ORLEN otrzymał 8 kwietnia br. od Komisji Europejskiej możliwość zapoznania się z wynikami jej analiz przeprowadzonych w II fazie postępowania, związanego z przejęciem kapitałowym Grupy LOTOS. Zgodnie z praktyką dla tej fazy postępowania, zastosowana została procedura „Statement of Objections”. PKN ORLEN złożył formalną propozycję środków zaradczych pod koniec kwietnia br., a na początku maja br.

Polscy inżynierowie napędzają światową komunikację mobilną. Polska u progu technologii 5G

0

Temat 5G poruszany jest często w kontekście częstotliwości, szybkości sieci czy anten i sprzętu. Z kolei sercem 5G jest jego oprogramowanie, dzięki któremu możliwe jest przekształcenie sprzętu obsługującego starsze G, na sieć najnowszej generacji. Nad oprogramowaniem, które pozwala światu na mobilną komunikację, pracują inżynierowe w Polsce.  W centrum R&D w Krakowie i Łodzi przygotowują między innymi różne funkcjonalności sieci 5G, zapewniają odpowiednią stabilność
i przepustowość łączy dla największych operatorów na świecie.
 

– „Mówiąc o oprogramowaniu musimy pamiętać, że obecnie mamy do czynienia nie tylko z 4G i 5G, cały czas funkcjonują poprzednie generacje, które  również potrzebują wsparcia i rozwoju. 2G jest praktycznie nieśmiertelne i to dzięki niemu możemy wykonywać połączenia głosowe czy wysyłać wiadomości sms. Największą różnicą przy oprogramowaniu dla każdego standardu G jest właśnie jego cykl życia. Przy 2G, 3G i 4G jesteśmy już w zaawansowanej fazie, gdzie potrzebne są głównie krytyczne poprawki. Z kolei 5G od strony oprogramowania potrzebuje jeszcze znacznie więcej badań i tworzenia rozwiązań, które pozwolą na wdrożenie określonych funkcjonalności” – mówi Ante Mihovilovic, szef centrum R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz szef działu rozwoju produktów z centrami badawczymi w Korei, Chinach i Szwecji.

Polskie centrum badawcze zatrudnia ponad 1600 osób i jest drugim największym tego typu ośrodkiem firmy Ericsson po macierzystej placówce w Szwecji. Inżynierowe w Polsce pracują dla największych klientów na całym świecie. Dla operatora w Japonii przygotowują odpowiednie funkcjonalności sieci 5G na jedno z największych wydarzeń sportowych świata, a w USA współpracują z czterema operatorami przy jednym ze sportowych świąt Stanów Zjednoczonych – „To z Polski współpracujemy również z głównymi producentami smartfonów przy opracowywaniu optymalnych rozwiązań zarówno dla sieci, jak i dla samych telefonów. Jesteśmy lokalnym centrum, ale pracujemy globalnie tworząc jeden zespół z centrami R&D w Chorwacji i Korei, pracuje praktycznie 24 godziny
na dobę nad tym samum kodem” – tłumaczy Ante Mihovilovic.

Oprogramowanie przygotowywane w Polsce pozwala na płynne i szybkie wdrożenie sieci 5G. Każde z G bardzo często działa na tym samym sprzęcie, w tym samym czasie. To unikatowe rozwiązanie, możliwe właśnie dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu.
– „Przykładowo, mamy sprzęt wyprodukowany 5 lat temu, który jest zdolny obsługiwać wszystkie cztery standardy G symultanicznie. Nikt poza nami nie jest w stanie, tylko za pomocą odpowiedniego oprogramowania „zamienić” sieć starszej generacji w sieć 5G. To rozwiązanie było rozwijane m.in. przez polskie centrum R&D, a pierwsze wdrożenia tego typu na świecie nadzorował też zespół R&D z Polski” – mówi Ante Mihovilovic.

Polska u progu technologii 5G

Ericsson posiada obecnie 97 komercyjnych umów i kontraktów 5G z operatorami, z czego 55 to publicznie ogłoszone umowy, a 45 sieci na pięciu kontynentach już funkcjonuje.

Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G, a licząc deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów (standard-essential patent – SEP) związanych z 5G na świecie (15,8%).

W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku.  Jest to możliwe  dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. W lutym 2020 r. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel oraz badawczej sieci na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

Polska wciąż w ogonie Europy pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego

0

Polska po raz kolejny znalazła się poza pierwszą 20 europejskiej listy bezpieczeństwa cybernetycznego – wynika z danych przedstawionych przez firmę Check Point Software Technologies. Rodzime firmy tym razem terroryzuje trojan Agent Tesla, za pomocą którego hakerzy zaatakowali blisko 14% zbadanych sieci firmowych! W skali globalnej największym zagrożeniem w zeszłym miesiącu okazał się botnet Phorpiex, który poprzez kampanię spamową dystrybuuje nowy ransomware Avaddon. 

Czerwcowy Global Threat Index, czyli przegląd światowego krajobrazu cybernetycznego, potwierdza, że bieżący stan bezpieczeństwa Polski staje się trwałym trendem. Polska znajduje się w trzeciej dziesiątce (28 miejscu) bezpiecznych państw Europy, z indeksem zagrożenia na poziomie 35,7 – to spadek o dwa miejsca względem Maja oraz o jedno w porównaniu do kwietnia br.

Jak wskazują dane Check Pointa, w czerwcu najbezpieczniejszymi sieciami w Europie były z kolei Duńska (18,9), Fińska (22,3) oraz sieć Belgijska (23,8), natomiast najbardziej niebezpieczną Bośniacka, z indeksem zagrożeń wynoszącym 60,4.

Spory udział w bieżącej sytuacji naszego kraju ma tym razem trojan zdalnego dostępu – Agent Tesla, który zidentyfikowany został w 13,5% polskich przedsiębiorstw – ponad 3,5-krotnie częściej niż wynosi średnia światowa. Trojan ten jest w stanie monitorować i gromadzić dane wejściowe klawiatury ofiary, schowka systemowego, dokonywać zrzutów ekranów oraz przechwytywać dane uwierzytelniające należące do różnych programów zainstalowanych na komputerze ofiary (w tym Google Chrome, Mozilla Firefox i klient poczty Microsoft Outlook). Co ciekawe, Agent Tesla jest szeroko sprzedawany w Internecie jako legalne oprogramowanie, w kwocie 15-69 dolarów za licencje użytkownika. Twórcy oficjalnie informują, że nie może być wykorzystywany do szkodliwych celów, jednak rzeczywistość poważnie weryfikuje te oświadczenia.

Nowy ransomware podbija świat

Specjaliści cyberbezpieczeństwa poinformowali, że w ubiegłym miesiącu popularny botnet Phorpiex, który składa się z ponad miliona zainfekowanych komputerów, rozpoczął dystrybucję nowego typu ransomware. Wcześniej Phorpiex znany był z rozpowszechniania szerokich kampanii spamowych wykorzystujących m.in. tematykę seksualną. Eksperci szacują, że roczne przychody z jego nielegalnej działalności sięgają 0,5 mln dolarów.

Tymczasem najnowszy kampania przeprowadzana za pośrednictwem Phorpiexa próbuje zachęcić odbiorców do otwarcia załącznika zip z zaszytym złośliwym oprogramowaniem Avaddon. Zaszyty „szkodnik” jest nowym wariantem Ransomware-as-a-Service (RaaS), który pojawił się na początku czerwca br. Jego otwarcie spowoduje zaszyfrowanie wszystkich plików w naszym komputerze, co będą z pewnością będą się starali wykorzystać hakerzy, żądając okupu za możliwość odzyskania utraconych danych.

Ostatnie kampanie spowodowały, że w ciągu zaledwie miesiąca Avaddon stał się drugim najbardziej szkodliwym programem na świecie, „awansując” aż o 13 miejsc!

Wciąż jednak najpopularniejszym typem malware na świecie jest wspomniany wcześniej Agent Tesla, który infekował ponad 3% organizacji na świecie. Podium zamyka z kolei XMRig (2%), cryptominer, który dzięki pracy bezpośrednio na urządzeniu końcowym, a nie w samej przeglądarce internetowej jest w stanie wykopywać kryptowalutę Monero bez potrzeby aktywnej sesji przeglądarki internetowej na komputerze ofiary.

Polityka Nowej Szansy: efektywność dodatkowych form wsparcia przedsiębiorców

0

Tematem spotkania on-line 8 lipca br., wieńczącego doradczo-instruktażowy cykl wideokonferencji pt. „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”, była ustawa o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców. Wieloetapowe i wielowymiarowe wsparcie dla przedsiębiorców, którzy borykają się zarówno ze skutkami gospodarczymi pandemii COVID-19, jak i wcześniejszymi trudnościami ekonomicznymi, jest niezbędne. Wie o tym polski rząd, czego efektem jest m.in. pakiet nowych instrumentów pomocowych w ramach Polityki Nowej Szansy.

Ekspertami, którzy przybliżyli nowe rozwiązania pomocowe w ramach Polityki Nowej Szansy oraz omówili dodatkowe korzyści płynące z rządowych instrumentów osłonowych byli: Beata Lubos, zastępca dyrektora z Departamentu Innowacji Ministerstwa Rozwoju, Marzena Zalewska, dyrektor z Biura Zarządzania i Restrukturyzacji Majątku Skarbu Państwa Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Paweł Kolczyński, wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu.

Nowy instrument do ratowania i restrukturyzacji przedsiębiorców

Według stanu na 13 lipca br. dotychczas udzielona pomoc pracownikom i przedsiębiorcom ma wartość 114 mld złotych, co już stanowi ogromne wsparcie. Nowy instrument ratowania i restrukturyzacji przedsiębiorców doskonale uzupełnia wsparcie płynnościowe, które jest oferowane na rynku. Narzędzie to adresowane jest do nieco innej grupy odbiorców, ponieważ umożliwia wsparcie firmom, które doświadczyły trudności jeszcze przed epidemią koronawirusa. – powiedziała Beata Lubos z Ministerstwa Rozwoju.

Kto i na jakich zasadach skorzysta?

Zarówno mikro-, mali, średni przedsiębiorcy, jak i duże firmy, które znalazły się w trudnej sytuacji ekonomicznej, także te pozostające w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego lub zmiany modelu biznesowego.

Dotychczasowe wsparcie było skierowane do firm, które zostały dotknięte kryzysem wywołanym przez COVID-19, ale nie znajdowały się w aż tak trudnej sytuacji. Teraz oferujemy pomoc dedykowaną, która według przepisów unijnych uznana jest za pomoc publiczną. Program ten jest notyfikowany przez Komisję Europejską i stanowi odpowiedź na szersze, bieżące zapotrzebowanie. Naszym celem jest próba restartu danego przedsiębiorstwa. A restrukturyzacja wymaga określonego kapitału – przekonywał
Paweł Kolczyński z Agencji Rozwoju Przemysłu, zarządzającej dotacją ministerialną na poziomie 1,7 mld złotych w ramach dotychczas prowadzonych działań osłonowych.

Ustawa o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców zakłada nowe formy pomocy wielopłaszczyznowej i długoterminowej (aż do 10 lat):

  • pomoc na ratowanie w formie pożyczki na okres do 6 miesięcy, która zapewni przedsiębiorcy płynność na czas potrzebny do opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji;
  • tymczasowe wsparcie restukturyzacyjne w formie pożyczki na okres do 18 miesięcy dla przedsiębiorców, którzy mogą sami przeprowadzić restrukturyzację w oparciu o uproszczony plan restrukturyzacji, ale dla zapewnienia skuteczności potrzebują wsparcia finansowego;
  • lub pomoc na restrukturyzację w formie pożyczki lub w formie wejść kapitałowych na czas określony w planie restrukturyzacji jako wsparcie na realizację planu restrukturyzacji, który zostanie przygotowany przez przedsiębiorcę i ma na celu przywrócenie przedsiębiorcy zdolności.

Jak to działa i kiedy zacznie obowiązywać?

Zarówno dla Ministerstwa Rozwoju finansującego program, jak i Agencji Rozwoju Przemysłu – operatora środków pomocowych do ratowania i restrukturyzacji przedsiębiorstw oceniającego wnioski – liczą się przede wszystkim: zdolność wnioskodawców do samodiagnozowania bieżącego stanu rzeczy i umiejętność rzetelnego opracowania planu restrukturyzacji. Stąd składane wnioski będą rozpatrywane szczególnie pod kątem tego, aby zwiększyć szanse na efektywne wdrożenie działań naprawczych w przedsiębiorstwie.

Warto zwrócić uwagę, że według nowych zapisów Polityki Nowej Szansy oferowane wsparcie może się sumować z innymi dostępnymi formami pomocowymi.

– W pierwszej kolejności zachęcamy przedsiębiorców do zapoznania się z ustawą i wstępnego opracowania planu na wykorzystanie środków – tak, aby już dziś jak najlepiej przygotować się do złożenia wniosku. Ze względów epidemiczno-sanitarnych rekomendowane są dwa sposoby złożenia wniosku: za pośrednictwem operatora pocztowego lub za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej – doradziła Marzena Zalewska z Agencji Rozwoju Przemysłu.

Praca zdalna zostanie na dłużej. Technologie chmurowe pomagają firmom

0

Nawet co trzeci pracownik może już nie wrócić do biura po lockdownie – wynika z badań Gartnera. To dane globalne, ale i w Polsce coraz więcej firm przyznaje, że praca zdalna po prostu się sprawdziła i w okresie długoterminowym nabierze jeszcze większego znaczenia. Jak zatem w dłuższej perspektywie rozwijać firmę, wykorzystując technologie pracy na odległość?

Umiejętne rozstawienie aparatów lub kamer, wykorzystanie mobilnego greenboxa, nowoczesne oprogramowanie streamingowe oraz porady dotyczące oświetlenia i nagłośnienia – wszystko to nabiera dziś nowego znaczenia. Podczas kilku miesięcy lockdownu eksperci Canon Polska nie zrezygnowali ze spotkań z klientami, ale postawili na profesjonalne domowe studio do spotkań online, szkoleń czy webinarów.

– Odpowiednia prezentacja produktu, podobnie jak bezpośredni kontakt z klientem, to podstawa każdego biznesu – mówi Piotr Wieczorek, Business Development Manager B2C Canon Polska. – Podczas lockdownu nasz zespół B2C stanął przed wyzwaniem: jak zachować bezpieczeństwo, nie rezygnując z dotychczasowych standardów kontaktu z kontrahentami? Tak powstało prawdziwe domowe studio do internetowych transmisji i online spotkań z klientami wspomina.

W testowym spotkaniu online, zorganizowanym wspólnymi siłami producenta oraz jednej z uczelni, uczestniczyło ponad 400 studentów. Streaming video na żywo wygenerował prawie 6 razy większe zainteresowanie niż dotychczasowe wykłady prowadzone w klasyczny sposób – na żywo.

– Wszystko to wskazuje, że internetowe formy komunikacji, w tym także praca zdalna, będą nabierały coraz większego znaczenia. Nie sprawdziły się obawy przedsiębiorców, że pracownicy będą mniej wydajni podczas pracy z domu – komentuje Piotr Wieczorek.

Pięć filarów wydajnej pracy zdalnej

Istotnie – jak przekonują psychologowie biznesu, dobrze zorganizowana praca w domu może być niemal tak samo wydajna, jak biurowa. Warto jednak przestrzegać kilku zasad. Eksperci podzielili je na pięć głównych filarów:

  1. Psychiczny komfort. Warto odseparować się od domowych „rozpraszaczy”, zachować odpowiedni rytm pracy i pozostawać w regularnym kontakcie ze współpracownikami oraz przełożonymi.
  2. Uporządkowanie przestrzeni cyfrowej oraz analogowej. To kwestia, która dotyczy zwłaszcza firm na początku ich cyfrowej transformacji. Przejście w większej mierze na pracę zdalną może być dobrą okazją, aby większość dokumentacji przerzucić całkowicie do sieci.
  3. Odpowiednie narzędzia komunikacji. Niepewne połączenie, ciągły pogłos, brak wyraźnej wizji, opóźnienia – to częste bolączki wielu grupowych spotkań internetowych. Aby firma sprawnie działała na odległość, warto zadbać o dostarczenie pracownikom odpowiednich rozwiązań technicznych.
  4. Bezpieczeństwo cyfrowe. HomeOffice nie może być służyć jako okazja dla cyberprzestępców. Warto inwestować w świadomość pracowników oraz odpowiednie zabezpieczenia ze strony oprogramowania.
  5. Nowoczesne technologie. Znaczne ułatwienie i uporządkowanie codziennej pracy.

Z głową w chmurach

Ekspert Canon Polska znajduje odpowiedź na większość tych zagadnień. – To oprogramowanie chmurowe. Cyfrowy „mózg” firmy, znajdujący się nie w biurze, a w przestrzeni internetowej. Łączący poszczególnych pracowników oraz ich komputery, zapewniający nowoczesne i wydajne rozwiązania techniczne oraz wyśrubowane normy cyberbezpieczeństwa – mówi Dariusz Szwed, Product Business Development Manager, B2B w Canon Polska.

W ostatnich latach chmura obliczeniowa niemal całkowicie zintegrowała się z nowoczesnym biznesem. Coraz bardziej kreatywne pomysły przedsiębiorców udowadniają jej ogromną przydatność. Jedna z firm meblarskich udostępnia projekty mebli w przestrzeni chmurowej, pozwalając klientom pobrać (zakupić) gotowe schematy i zlecić produkcję mebli lokalnym wykonawcom w ich regionie. Dzięki pomysłowemu wykorzystaniu Internetu, zyskuje nie tylko firma-producent, ale też lokalna społeczność.

– Fascynują nas podobne pomysły, ale wcale nie musimy wybiegać myślami tak daleko – zwraca uwagę Dariusz Szwed. – Korzyści z wykorzystania technologii chmurowych są widoczne także w codziennej pracy, zwłaszcza tej na odległość. Zastosowanie oprogramowania chmurowego może na przykład uprościć system zarządzania dokumentami. Konkretne pliki będą na firmowym serwerze przypisane do konkretnego pracownika, uszeregowane w przejrzysty sposób i zabezpieczone przed dostępem osób niepowołanych.

Jeszcze lepsze osiągi mają dziś drukarki oraz skanery. – Nowoczesne urządzenia wielofunkcyjne mogą automatycznie rozpoznać skanowaną fakturę i wysłać ją bezpośrednio do odpowiedniego działu, powiadomić konkretnego pracownika o zawartych w dokumencie treściach albo zapisać plik w odpowiednim katalogu. Wszystko staje się prostsze i dużo bardziej czytelne. A to kluczowa wartość w sytuacji, gdy różni pracownicy pracują nad jednym tematem – podsumowuje Dariusz Szwed.

Jak przekonują eksperci, polscy przedsiębiorcy powinni pracować nad wydajnym wykorzystaniem możliwości, które daje im praca zdalna. Wydaje się bowiem, że „HomeOffice” pozostanie z nami na dłuższy czas. To nie tylko kwestia lockdownu, ale i cyfrowej transformacji biznesu, która w ostatnich latach nabiera wyraźnego przyspieszenia.

Sprawne i efektywne transakcje w czasie COVID-19. Centrum Południe wita nowego najemcę

0

Zaangażowanie wszystkich zainteresowanych stron prowadzi do sukcesu, nawet jeśli pojawiają się przeszkody takie, jak pandemia. Przekonały się o tym spółka biurowa Skanska oraz Sennder, które całkowicie zdalnie przeprowadziły transakcję najmu we wrocławskim Centrum Południe. Firma zajmie ponad 1200 mkw. powierzchni biurowej. Do swojej wyłącznej dyspozycji będzie miała również prawie 200-metrowy taras. Przeprowadzka zaplanowana jest na koniec stycznia 2021 roku.

Sennder to firma działająca w zakresie logistyki transportu drogowego towarów w segmencie ładunków całopojazdowych. Wykorzystując własną technologię informatyczną, rozwija logistykę w nowym kierunku i wprowadza nowy poziom przejrzystości i elastyczności w branży.

– Współpraca z firmą sennder to świetny przykład tego, jak mimo utrudnień można sprawnie i efektywnie przeprowadzić proces transakcji najmu. Ograniczenia spowodowane koronawirusem nie pozwoliły na zastosowanie standardowych procedur, w tym spotkań na budowie. Bazowaliśmy wyłącznie na wizualizacjach i dostępnych kanałach komunikacji. To było spore wyzwanie, ale dzięki zaangażowaniu i chęciom obu stron wszystko świetnie zadziałało – mówi Karolina Jamróz, menadżer ds. wynajmu w spółce biurowej Skanska.

Budynek, do którego wprowadzi się firma sennder, znajduje się w pierwszym etapie kompleksu Centrum Południe we Wrocławiu. Podczas planowania inwestycji zadbano o to, aby otoczenie sprzyjało rekreacji. Najemcy, oprócz udogodnień nowoczesnego biurowca, będą mieli do dyspozycji specjalnie zaaranżowane przestrzenie na zewnątrz. Użytkownicy biur oraz okoliczni mieszkańcy będą mogli m.in. spędzić czas w kawiarni czy przy fontannie, skorzystać z uroków małej architektury oraz terenów zielonych. Deweloper szczególną uwagę zwrócił także na bioróżnorodność posadzonych roślin.

Dla sennder, przy wyborze nowej siedziby kluczowym aspektem był duży taras na wyłączność, dostępny bezpośrednio z powierzchni najmu, z którego pracownicy firmy będą mogli korzystać na co dzień. Jako, że plany inwestycji nie zakładały pierwotnie połączenia powierzchni biurowej z tarasem, a etap prac na budowie był już zaawansowany – generalny wykonawca, deweloper i najemca stanęli przed niemałym wyzwaniem. Dzięki elastyczności Skanska i współpracy wszystkich stron udało się wypracować satysfakcjonujące rozwiązanie oraz zapewnić tak ważną z punktu widzenia pracownika przestrzeń do relaksu w czasie pracy.

– Centrum Południe to nowatorski projekt, który idealnie odzwierciedla innowacyjne podejście grupy sennder do transportu drogowego w Europie. Absolutnym priorytetem naszej firmy jest komfort pracy. Biurowiec zapewnia nam odpowiednią przestrzeń do rozwoju, stworzenia stref relaksu, zaplecza konferencyjnego oraz wyłączny dostęp do powierzchni tarasowej, a wszystko to w topowej lokalizacji – podkreśla Krzysztof Koronkiewicz, Managing Director sennder Polska.

Projekt stworzony z myślą o ludziach

Centrum Południe to pierwsza inwestycja w stolicy Dolnego Śląska realizowana zgodnie z wytycznymi certyfikatu WELL, który stawia człowieka w centrum zainteresowania. Jego uzyskanie potwierdza, że przebywanie w biurowcu jest optymalne dla zdrowia i samopoczucia pracowników. Przy ocenie budynku branych jest pod uwagę ponad 100 cech. Certyfikat przyznawany jest przez International WELL Building Institute (IWBI).

Biurowiec jest zlokalizowany w świetnie skomunikowanej części miasta. Pobliskie przystanki autobusowe i tramwajowe zapewniają możliwość łatwego dojazdu komunikacją miejską. W zaledwie 15 minut można nią dotrzeć do wrocławskiego Rynku oraz zabytkowej starówki. Zaś krótki spacer wystarczy, aby dostać się do Dworca Kolejowego Wrocław Główny.

Centrum Południe – kluczowe fakty i liczby:

  • Projekt będzie się składał z 5 budynków o całkowitej powierzchni najmu: ok. 85 000 mkw. GLA
  • Budowa pierwszego etapu kompleksu Centrum Południe rozpoczęła się w trzecim kwartale 2018 roku. Jej zakończenie zaplanowane jest na trzeci kwartał 2020 roku
  • Dwa budynki powstające w ramach pierwszego etapu zaoferują najemcom ok. 27,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.
  • Generalnym wykonawcą jest firma Skanska S.A.

Za projekt architektoniczny pierwszego i drugiego etapu kompleksu odpowiedzialna jest pracownia APA Wojciechowski.

85 tys. m kw. powierzchni biurowej do podnajmu – duży wzrost. 25 tys. mkw. w kilka dni 

0

Na największych rynkach regionalnych w Polsce jest co najmniej 85 tys. m kw. powierzchni biurowej dostępnej w formule podnajmu.  Tylko w ostatnich dniach pojawiło się wolnych biur do podnajmu o powierzchni ponad 25 tys. mkw. Dostawca danych o rynku biurowym – platforma REDD – jako pierwsza w Polsce zaczęła gromadzić dane o biurach dostępnych w podnajmie.

Najwięcej biur do podnajmu dostępnych jest w Warszawie (32,661 m kw.), z czego prawie 40 proc. w budynkach A-klasowych w Śródmieściu.
podnajmyWAW

Dostępna powierzchnia w podnajmie stanowi 3 proc. całkowitej powierzchni dostępnej w Warszawie (1.01 mln m kw.). W pozostałych miastach, najwięcej powierzchni w podnajmie dostępnej jest we Wrocławiu (18,953 m kw.), Łodzi (8,143 m kw.) oraz Krakowie (12,194 m kw.).

podnajmyPL

– Najemca związany terminową umową najmu nie może rozwiązać jej bez konsekwencji, przed upływem wskazanego w umowie terminu. To problem szczególnie obecnie kiedy wiele firm musi albo szukać oszczędności, albo nie potrzebuje już tak dużej przestrzeni.  W takiej sytuacji firma może zdecydować się na podnajem swojej powierzchni, po wyrażeniu zgody przez wynajmującego. Żeby zachęcić do podnajmu, może zaproponować niższy czynsz w celu szybszego znalezienia nowego najemcy – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

– Dane REDD pokazują, że czynsze w przypadku podnajmu bywają niższe o ok. 8-15 proc. od kwoty pierwotnej. Zależy to jednak o lokalizacji oraz klasy budynku. Im wyższa klasa i lepsza lokalizacja tym czynsze w podnajmie są wyższe – dodaje Judyta Bartnicka, Big Data Analyst REDD.

Podnajmy zaczynają odgrywać coraz większą rolę na rynku biurowym. Dowód? Tylko w ostatnich dniach pojawiło się wolnych biur do podnajmu o powierzchni ponad 25 tys. mkw.
podnajmy

– Niektóre z firm po analizie swoich potrzeb biurowych rozważają podnajem obecnie wykorzystywanej powierzchni. Nasi analitycy zauważyli wzmożony ruch dotyczący tego specyficznego obszaru, który w dobie gwałtownych ruchów rynkowych w ostatnim czasie zyskał na szczególnym znaczeniu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Rozważnie i ekologicznie – nowy trend w budownictwie

0

Panele słoneczne, białe dachy, wykorzystanie wody deszczowej i stacje ładowania aut – to główne rozwiązania ekologiczne wprowadzane przez Bouygues Immobilier w nowej inwestycji w Warszawie. Pakiet zaproponowany przez francuskiego dewelopera jest doskonałym przykładem nowego podejścia do budownictwa zrównoważonego.  

Projekt kompleksu Essentiel, który powstanie na Białołęce w Warszawie, uwzględnia pakiet ekologicznych rozwiązań. Zostały one wprowadzone w trosce o środowisko oraz z myślą o mieszkańcach, którym przynoszą wymierne korzyści. Podstawowym elementem będą panele słoneczne na dachach – ich użycie zmniejszy koszty energii w częściach wspólnych. Z kolei jasne pokrycie dachów sprawi, że budynek nagrzeje się wolniej i nie trzeba będzie zużywać tyle energii na jego chłodzenie. Kolejne rozwiązanie to gromadzenie wody deszczowej do podlewania roślin. W projekcie zapowiedzianej inwestycji znalazły się również stacje do ładowania samochodów elektrycznych oraz zadaszone stojaki na rowery. Ostatnią częścią pakietu są rośliny porastające wjazdy do garaży podziemnych.

Nowy kierunek w budownictwie

Wprowadzając takie rozwiązania, Bouygues Immobilier Polska wyznacza nowy kierunek w zrównoważonym budownictwie, które do tej pory opierało się przede wszystkim na certyfikacji. Obecnie większego znaczenia nabierają widoczne i łatwe do identyfikacji rozwiązania ekologiczne, które są bardzo ważne dla mieszkańców. – Potrzeby i oczekiwania się zmieniają, świadomość o ekologicznych budynkach rośnie, dlatego reagujemy i proponujemy konkretne rzeczy oraz rozwiązania, które są coraz bardziej istotne dla klientów – mówi Paweł Kozakiewicz, project manager i sustainability leader Bouygues Immobilier Polska.

Pierwsze przykłady konkretnych elementów budownictwa zrównoważonego w Polsce w wykonaniu Bouygues Immobilier widoczne są w inwestycji Camelia zrealizowanej w Warszawie w 2018 roku. Jeszcze przed budową – z myślą o zachowaniu bioróżnorodności – opracowano specjalny projekt zieleni, po to aby stworzyć odpowiednie warunki do osiedlania się pożytecznych owadów i innych gatunków zwierząt. Deweloper zorganizował także cykl spotkań z architektami, wykonawcami i innymi osobami uczestniczącymi w projekcie, w celu wzmacniania świadomości i pogłębiania wiedzy, która później została wykorzystana przy realizacji. Dodatkowym działaniem w obszarze bioróżnorodności było posadzenie rodzimych gatunków roślin, które nie wymagają specjalnych systemów nawadniających, dzięki czemu oszczędza się wodę. Wcześniej zasięgnięto opinii ekologa, który przedstawił swoje wytyczne, a później sporządzał okresowe raporty z ich przestrzegania. Te i inne działania doprowadziły do uzyskania certyfikatu BiodiverCity (Camelia jest pierwszą inwestycją w Polsce z takim certyfikatem), który koncentruje się na miejskiej bioróżnorodności.

Na drodze zrównoważonego rozwoju

Ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne oraz zdrowie człowieka jest głównym celem budownictwa ekologicznego, które jest elementem zrównoważonego rozwoju. Taki rozwój polega na zaspokajaniu potrzeb współczesnych społeczeństw w taki sposób, aby nie zmniejszać tej możliwości przyszłym pokoleniom.
Zrównoważony rozwój jest drogą do realizacji naszego celu, jakim jest tworzenie miejskich przestrzeni, w których żyje się lepiej teraz i w przyszłości – tłumaczy Paweł Kozakiewicz.

Zdaniem Bouygues Immobilier rozwój budownictwa ekologicznego w Polsce nabiera rozpędu i na dystansie kilku kolejnych lat odegra bardzo znaczącą rolę, wytyczając nowe ścieżki przed deweloperami. – Zrównoważone budownictwo polega na dostarczaniu produktu, który jednocześnie spełnia wszystkie potrzeby mieszkaniowe przy jednoczesnej małej ingerencji w obecny stan przyrody – mówi Paweł Kozakiewicz. – Jako deweloper należący do potężnej międzynarodowej grupy mamy mocną świadomość odpowiedzialności społecznej, dlatego nie wyobrażamy sobie budowania wbrew zasadom zrównoważonego rozwoju – dodaje.

Sukcesy z doliny krzemowej prowadzą start-upy do patologii

0

Deck przygotowany na kolanie, niekompletny, niezwykle skąpy w treść, a do tego brzydki jak noc. Po jego wysłaniu spółka w krótkim czasie zyskuje kilkanaście milionów dolarów w rundzie seed. Historia prawdziwa, amerykańska, natomiast wynika z określonego faktu – founderzy to weterani rynku i seryjni przedsiębiorcy. Zdecydowana większość start-upów kroczących tą samą drogą szybko upada, bo nie dostaje żadnego finansowania od VC. 

A wystarczy się tylko przygotować…

Tysiące artykułów, podcastów czy filmów w sieci trafnie przekazuje, jak przygotować się do pozyskania kapitału od VC. Niestety founderzy je ignorują, ślepo wierząc, że ich biznes jest tak wyjątkowy, że ich to nie dotyczy. Inspirują się zagranicznymi success stories, zapominając o pracy u podstaw. W efekcie marnują czas analityków inwestycyjnych, a żaden fundusz nie chce nawet z nimi porozmawiać. Dostając kilkaset pomysłów miesięcznie, trzeba kierować się uproszczonym systemem oceny. Każdy fundusz wypracowuje własny, jednak w większości opierają się one na tych samych filarach, które warto poznać, by nie zmarnować swojej szansy.

Liczy się dopasowanie

Niezwykle istotnym aspektem jest zgodność z polityką inwestycyjną funduszu, czyli zbiorem zasad mówiącym w co i jak dany fundusz inwestuje. Start-up musi mieścić się w kryteriach. Bierze się tu pod uwagę szereg zmiennych:

  1. sektor – jeśli fundusz inwestuje tylko w med-tech, nie zainwestuje w aplikację do pomiaru ubrań, ponieważ nie zna się na tym i nie wniesie realnej wartości,
  2. etap rozwoju – jeśli fundusz skupia się na etapie pre-seed, nie zainwestuje w late stage, bo nie ma takich ticketów i może mieć zupełnie inne wyobrażenie odnośnie mechanizmów nadzoru właścicielskiego,
  3. wycena – jeśli fundusz ma określone widełki jaki % udziałów ich interesuje, w większości przypadków nie zejdzie poniżej tego pułapu,
  4. trakcja – jeśli fundusz oczekuje, że na etapie mvp spółka powinna generować określoną sprzedaż, nie zaangażuje się w projekt, który będzie wymagał dziesiątek milionów do pokazania pierwszej iteracji produktu,
  5. koinwestycja – jeśli fundusz zawsze pełni rolę leada w rundach lub do pewnego etapu chce być jedynym inwestorem – nie dołączy do większej rundy,
  6. model biznesowy – jeśli fundusz skupia się na rynku masowym b2c, nie zainwestuje w projekt działający w obszarze b2g.

Powyższe elementy stanowią wstępny etap oceny. Część z nich można znaleźć na stronie internetowej funduszu, część wywnioskować z portfolio, a pozostałe można zidentyfikować jedynie w rozmowie. Niezwykle ważny jest również fakt, że na polskim rynku większość funduszy ma charakter publiczno-prywatny, funkcjonując w ramach różnych programów rządowych. W takim przypadku należy zapoznać się choćby z samymi założeniami takiego działania, które są ogólnodostępne, by wiedzieć na co można liczyć. Wniosek: należy odrobić lekcje i zapoznać się z funduszem, by z jednej strony sprostać jego oczekiwaniom, z drugiej wiedzieć, kto ma być potencjalnym partnerem biznesowym.

Deck to wciąż podstawa

Deck ma bardzo określoną rolę – ma on w lakoniczny sposób przedstawić spółkę i jej pomysł na biznes. Co ważne – stanowi on jedynie preludium do dalszej rozmowy z founderem. Nikt nie spędzi dziesiątek godzin na analizie jednego dokumentu – jeśli jest on ciekawy, kolejnym krokiem jest call. Najprostszą analogię stanowi tutaj CV – wysyłane w celu zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną. Mechanizmy są tu podobne. Kilka, maksymalnie kilkanaście slajdów w zdecydowanej większości przypadków wystarcza, by zrozumieć, czy biznes może być potencjalnie interesujący. Wysłanie kilkudziesięciostronicowych dokumentów jest błędem i często pokazuje, że team nie potrafi w prosty sposób przekazać idei swojego pomysłu. Jeśli ma taki problem z funduszem, który świetnie rozumie innowacje, to co będzie się działo z w trakcie tłumaczenia tego ostatecznemu klientowi nieposiadającemu elementarnej wiedzy? Problemy mogą też być odwrotne – deck składający się z 7 slajdów, skąpy w informacje, zrobiony na szablonie Power Pointa musiałby niezwykle zaciekawić analityka, by kontynuować rozmowę z founderem. Nie działa tu efekt jaki można zaobserwować w kampaniach teaserowych marketingowych w postaci budowania napięcia poprzez tajemniczość. Jeśli nie ma kompletnych informacji, a przy tym na tyle przekonujących, by działać dalej – deck ląduje w koszu.

Bezcelowe byłoby tu wymienianie tego, co powinno w decku się znaleźć, czy jak ma on wyglądać, bo tego typu treści są już setki, jednak warto wskazać pewne błędy, które często się powielają:

  1. Brak konkurencji – zawsze jest jakaś konkurencja, jeśli nie ma ona charakteru bezpośredniego to ma formę pośrednią. Tutaj często widać brak dostatecznego przygotowania w postaci porządnej analizy rynku.
  2. Posklejany zespół – dołączanie do młodych osób ludzi z bardzo dużym doświadczeniem np. przedsiębiorców lub naukowców, którzy w efekcie albo nie będą w ogóle się angażować, albo będą to robić w stopniu tak minimalnym, że będzie on bez znaczenia dla spółki.
  3. Miliardy – skupianie się na pokazywaniu danych makroekonomicznych, globalnych miliardów przeklejanych z raportów gospodarczych, przy jednoczesnym braku analizy rynku lokalnego, a tym bardziej samego modelu finansowego spółki.
  4. Niespójny model – brak wskazania konkretnego modelu i price’ingu, który pozwala wnioskować, że projekt długofalowo ma szansę dać pozytywne ROI i NPV większe od 0.

Wniosek końcowy jest niezwykle prosty – brak właściwego przygotowania i dokładnego przemyślenia tematu drastycznie obniża szansę na otrzymanie finansowania. Liczenie na to, że w dobie znacznej liczby działających funduszy „ktoś się z pewnością tym zainteresuje” ma charakter życzeniowy. VC działają w pewnej konwencji, mają określone procedury i kamienie milowe do osiągnięcia. Jeśli potencjalna spółka portfelowa nie podeszła profesjonalnie i z zaangażowaniem do etapu tworzenia decka, który ma zbudować pierwsze wrażenie, to co będzie się działo jak już dostanie pieniądze? Warto pamiętać, że pierwsze wrażenie robi się tylko raz i zmiana wypracowanej opinii jest później dość trudna. Jeśli zatem poważnie liczy się na otrzymanie finansowania od VC, należy poświęcić czas na dopracowanie zarówno samego pomysłu, jak i prezentacji. Wtedy znacząco zwiększymy prawdopodobieństwo, że odbiór będzie pozytywny i otrzymamy upragnioną wiadomość z zaproszeniem na telekonferencję. Przestańcie zatem żyć historiami z doliny krzemowej, o jednorożcach z garaży, gdzie wszystko dzieje się przypadkiem i szczęśliwie i weźcie się do pracy.

Autor: Szymon Janiak, dyrektor zarządzający Czysta3.vc

Upadłość, restrukturyzacja – nie taki diabeł straszny

0

Widmo niewypłacalności i konieczności zamknięcia firmy w dzisiejszych czasach zagląda w oczy coraz większej liczbie przedsiębiorców, którzy często podejmują skazane na niepowodzenie próby ratowania swojego przedsiębiorstwa za wszelką cenę. Niejednokrotnie skutkuje to jedynie pogorszeniem sytuacji. Warto rozważyć, czy przewidziane przez prawo postępowania – restrukturyzacyjne i upadłościowe nie są lepszym rozwiązaniem niż popadnięcie w długi, które mogą się za przedsiębiorcą ciągnąć latami.

Kiedy zacząć rozważać złożenie wniosku?

Wyczucie tego momentu nie jest wcale proste nawet dla prawnika, a co dopiero dla przedsiębiorcy, który zajmuje się zawodowo czymś zupełnie innym. Postępowanie restrukturyzacyjne można wszcząć wobec przedsiębiorcy niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością. Aby wszcząć postępowanie upadłościowe, musimy mieć do czynienia z niewypłacalnością. Czy to oznacza, że w przypadku popadnięcia w stan niewypłacalności można dokonać wyboru? I tak i nie… a w zasadzie niekoniecznie będzie to wybór, którego przedsiębiorca może dokonać autonomicznie. Zacznijmy od ustalenia znaczenia pojęcia „niewypłacalności”. Prawo upadłościowe zawiera definicję legalną stanu niewypłacalności, która mówi, że ze stanem tym mamy do czynienia wtedy, gdy dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. I nie chodzi tu o nieregulowanie należności spornych, bo uważamy je za nienależne, gdyż wtedy niemal każda spółka pozwana o milionowe odszkodowanie za wyimaginowaną szkodę kwalifikowałaby się jako niewypłacalna. Chodzi o zdolność uregulowania bezspornych należności, których termin płatności już upłynął. Prawo upadłościowe wprowadza również domniemanie, że jeśli wymagalne należności przeterminowały się o trzy miesiące, to dłużnik jest niewypłacalny. Domniemanie z kolei to taka figura prawna, która mówi o przyjęciu jakiegoś założenia, które jednak może być obalone. Oznacza to, że dłużnik, który nie reguluje swoich zobowiązań przez pół roku, wcale nie musi być niewypłacalny, z kolei inny, który zalega tylko o tydzień, jest nadal wypłacalny. Stąd trudność w określeniu, czy moment na złożenie stosownego wniosku już nadszedł, czy też nie. Prawo restrukturyzacyjne stosuje oczywiście tę samą definicję.

Dla kogo restrukturyzacja, kto musi upaść?

Gdy już wiemy przynajmniej orientacyjnie, kiedy mamy do czynienia ze stanem niewypłacalności, należy zastanowić się, czy nasza firma osiągnęła już ten stan, czy dopiero wisi nad nami groźba popadnięcia w niewypłacalność. Jeśli ustalimy, że z trudem, ale jeszcze dajemy radę pchać wózek, na którym spoczywa nasza firma, choć już niedługo może nam zabraknąć sił, to może być to dobry moment na rozważenie wniosku o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego. Restrukturyzacja polega na tym, żeby wynegocjować z wierzycielami taki pakiet ulg dla przedsiębiorcy, polegający np. na rezygnacji z odsetek, umorzeniu części zobowiązań czy rozłożeniu ich na raty, aby umożliwić mu wyjście na prostą i zachowanie jego działalności. W trakcie rozpoznawania wniosku sąd będzie brał pod uwagę zarówno przyczyny pogorszenia sytuacji finansowej przedsiębiorcy, realność przedstawianych przez niego prognoz, jego planowane przychody (np. z realizacji już zawartych umów) czy proponowane redukcje kosztów prowadzenia działalności oraz inne elementy jego sytuacji – posiadane zdolności zarobkowe, park maszyn itp. Rola przedsiębiorcy polega w tym przypadku na tym, aby przekonać najpierw sąd, a potem wierzycieli, że dzięki udzieleniu określonych ulg, da on radę wywiązać się ze swoich zobowiązań. Co ważne, przedsiębiorca nie traci wówczas kontroli nad swoją działalnością i jeśli sumiennie wypełnia zawarty układ, to przejdzie przez problemy suchą stopą, a wypełnienie zawartego porozumienia z wierzycielami to sytuacja typu „win-win”.

Upadłość z kolei to remedium na trudniejsze przypadki, bowiem tyczy się ona przedsiębiorców (oraz konsumentów), którzy nie mają już widoków na w miarę bezproblemowe wyjście z tarapatów, w które popadli. Upadłość w swoim założeniu ma przede wszystkim chronić wierzycieli, później – jeśli sytuacja na to pozwoli – doprowadzić do zachowania przedsiębiorstwa dłużnika. W praktyce niestety rzadkie są przypadki, które kończą się realizacją obu tych celów. Niemniej skuteczne złożenie wniosku o upadłość leży przede wszystkim w interesie osób, które mogą ponosić odpowiedzialność subsydiarną za zobowiązania niewypłacalnego dłużnika (np. członkowie zarządu spółek z o.o.), bo może to pozwolić im uniknąć odpowiedzialności osobistej.

Efektem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości będzie z dużą dozą prawdopodobieństwa wyznaczenie tymczasowego nadzorcy sądowego, który przygotuje dla sądu upadłościowego raport wskazujący na zasadność lub bezcelowość uwzględnienia wniosku o ogłoszenie upadłości. Przyczyną oddalenia wniosku o ogłoszenie upadłości jest w przeważającej większości przypadków tzw. ubóstwo masy upadłości. Chodzi o sytuację, w której środków z majątku spółki nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów procedury upadłościowej, nie mówiąc już o zaspokojeniu wierzycieli choćby w najmniejszym stopniu. Raport TNS zmierza zatem do tego, aby ustalić, czy z majątku spółki (środków trwałych, towaru, wierzytelności, środków pieniężnych) da się pokryć koszty postępowania i w jakiejkolwiek części zaspokoić wierzycieli.

Jeśli raport TNS daje widoki na pomyślne przeprowadzenie upadłości, sąd może uwzględnić wniosek niewypłacalnego przedsiębiorcy i przydzielić mu syndyka. Zdarzają się sytuacje, w których zarząd nad przedsiębiorstwem pozostaje w rękach upadłego, ale należą one raczej do rzadkości. Syndyk przejmuje kontrolę nad przedsiębiorstwem i dąży do zaspokojenia wierzycieli w jak największym stopniu.

Co ma z tego przedsiębiorca? Przede wszystkim spokój, że kłopoty spółki nie dotkną jego majątku osobistego. Nie dotyczy to przedsiębiorców jednoosobowych ani wspólników spółek osobowych, ale członkowie zarządów spółek kapitałowych mogą być spokojniejsi. Na marginesie warto wspomnieć, że ta informacja winna zachęcić przedsiębiorców prowadzących spółki jawne lub komandytowe, w których ponoszą odpowiedzialność za ich zobowiązania bez ograniczeń, czy wybór takiej, a nie innej formy prowadzenia działalności był trafny.

Poza tym, jeśli po przeprowadzeniu procedury upadłościowej pozostaną jakiekolwiek środki, wrócą one do upadłego lub jego wspólników, pomniejszone o koszty postępowania upadłościowego. Ktoś może powiedzieć, że gdyby przedsiębiorca miał więcej aktywów niż zobowiązań, to by nie upadł. Ta teza jest na pozór słuszna, ale tylko na pozór. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który posiada znaczną część swojego majątku ulokowaną w nieruchomościach, które trudno zbyć w kilka tygodni, natomiast utracił płynność finansową. W takim przypadku aktywa uzyskane ze sprzedaży przez syndyka takich trudno zbywalnych aktywów mogą pokryć wszelkie koszty z nawiązką.

Kiedy podjąć decyzję?

Jak wynika z powyższych wywodów, im prędzej zdecydujemy się na podjęcie działań zmierzających do przeprowadzenia restrukturyzacji czy upadłości, tym większą mamy szansę, że zakończą się one powodzeniem. Przedsiębiorca, który liczy na to, że poradzi sobie w trudnej sytuacji, gra trochę w rosyjską ruletkę. Jeśli trafi na pustą komorę nabojową, przetrwa. Jeśli jednak trafi na nabój, to gra może okazać się opłakana w skutkach. Odwlekanie podjęcia tych trudnych niejednokrotnie decyzji może okazać się jednak gwoździem do trumny i spowodować więcej szkód niż korzyści.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Lady Robot Banku Pocztowego. Robotyzacja w dobie epidemii

0

Optymalizacja procesów i rozwój kompetencji cyfrowych – to cele realizowanego w Banku Pocztowym projektu Lady Robot, czyli automatyzacji procesów z wykorzystaniem technologii RPA (robotic process automation). Jednym z kryteriów wyboru procesów do robotyzacji jest dalsza poprawa jakości obsługi klienta. Efektem realizowanego projektu jest m.in. robot opracowany w związku z dynamicznie zmieniającą się sytuacją spowodowaną epidemią koronawirusa, który na bieżąco aktualizuje informacje o adresach i godzinach otwarcia placówek Banku oraz Poczty Polskiej. Lady Robot odpowiada w Banku także za prezentowanie Klientom wiadomości w bankowości internetowej, wyliczanie prowizji do pobrania z rachunku Klienta, a także aktualizację online danych na stronie internetowej Banku dotyczących wyceny funduszy.

Zarząd Banku Pocztowego podkreśla, że cyfryzacja i automatyzacja procesów biznesowych, zwłaszcza w czasach stanu epidemii, to ważny kierunek rozwoju bankowości pocztowej. Z kolei zdaniem eksperta PwC, firmy wspierającej Bank w zakresie wprowadzania robotów, projekty realizowane w ramach Lady Robot sprawiają, że Bank Pocztowy można zaliczyć do instytucji, które dalekowzrocznie patrzą na optymalizację i digitalizację procesów. Obecnie Bank uruchamia kolejny etap przedsięwzięcia, w wyniku którego opracowanych zostanie kolejnych 5 robotów.

Program Lady Robot w Banku Pocztowym został powołany w celu automatyzacji prostych, niekiedy monotonnych procesów biznesowych, jak np. proces analizy kredytowej czy obsługa aktualizacji różnego rodzaju danych. Wszystko po to, aby odciążyć pracowników Banku, a także zaoferować Klientom większy komfort korzystania z usług Banku. Jednym z ostatnio zrealizowanych w ramach Lady Robot zadań jest robot na bieżąco aktualizujący na stronach internetowych Banku informacje o godzinach otwarcia placówek Banku Pocztowego i Poczty Polskiej.

W okresie epidemii,  w związku z wprowadzonymi obostrzeniami, musieliśmy zapewnić nieprzerwaną obsługę Klientów, mierząc się z chwilową niedostępnością wybranych placówek czy zmianą godzin ich otwarcia. Priorytetem stało się więc opracowanie rozwiązania umożliwiającego Klientom szybki dostęp do rzetelnej informacji na temat tego, gdzie wygodnie skorzystają z usług Banku – mówi Tomasz Dąbrowski, Członek Zarządu Banku Pocztowego odpowiedzialny za obszar rozwoju biznesu i IT.
To właśnie poprawa doświadczenia Klienta, szczególnie ważnego w kontekście stanu epidemii, jest jednym z kryteriów wyboru procesów do robotyzacji. Automatyzacja procesów pozwala naszym pracownikom skupić się na tym, co najważniejsze, czyli na faktycznych potrzebach naszych Klientów, co stanowi dla nas priorytet niezależnie od zmian zachodzących w otoczeniu biznesowym. Lady Robot jest cały czas, a  teraz nawet bardziej niż kiedykolwiek, jednym z ważnych projektów zmierzających do dalszego rozwoju bankowości pocztowej – dodaje Tomasz Dąbrowski.

Firma PwC, która wspierała Bank Pocztowy w uruchomieniu projektu i zbudowaniu pierwszych robotów, od początku wskazywała na znaczące korzyści zarówno finansowe, jak i organizacyjne wynikające z wykorzystania automatyzacji procesów w Banku.

Robotyzacja procesów, zbudowanie kompetencji zespołu, a szczególnie znalezienie obszarów podatnych na robotyzację, które mogą wydatnie przynieść oszczędności ROI nie jest tematem prostym. Dlatego bardzo się cieszę widząc tak dojrzałe i poważne podejście do tego tematu w Banku Pocztowym. Nie chodzi tylko o roboty, które już wspierają pracę ludzi, lecz także o wdrożone mechanizmy wyszukiwania nowych procesów pod automatyzację, utrzymanie istniejących rozwiązań oraz tworzenie nowych – mówi Michał Targiel, Dyrektor ds. Inteligentnej Automatyzacji Procesów Biznesowych z PwC. – Dzięki Lady Robot Bank Pocztowy dołączył do grona organizacji z sektora finansowego, które za jeden z priorytetów stawiają rozwój automatyzacji procesów wewnętrznych i relacji z klientami – dodaje.

Zespół Banku Pocztowego opracowujący projekty w ramach Lady Robot składa się ze specjalistów z różnych obszarów biznesowych takich jak Ryzyko, Windykacja czy Produkty, co pozwala na tworzenie robotów dopasowanych do specyfiki konkretnego procesu. Prace są nadzorowane przez specjalistów IT – osoby związane z architekturą systemów informatycznych, znające przekrojowo specyfikę oraz skalę procesów przetwarzanych w Banku – którzy nie tylko wspierają merytorycznie proces ich powstawania, lecz także dbają o proceduralne wymogi ich wdrożenia na środowisko produkcyjne Banku z zachowaniem standardów i procedur testowych.

– Zgłosiłem się do projektu, bo widziałem w tym szansę na zdobycie nowej wiedzy i doświadczeń – mówi Łukasz Parkot, jeden z Liderów Robotyzacji, na co dzień pracujący w dziale marketingu. – W pierwszej kolejności zająłem się automatyzacją realizowanych przeze mnie czynności, zrobotyzowałem to co dawało mi najmniej satysfakcji w pracy, a teraz zaczynam pracę nad robotem wspierającym inny departament Banku. Dzięki temu pozbyłem się nudnych, powtarzalnych czynności w swoim obszarze, a moja praca dała mi lepsze spojrzenie na cross-departamentowe procesy – dodaje.

Pierwsze roboty powstały w Banku w 2018 roku, a projekt Lady Robot jest realizowany od 2019 r. W wyniku zmian w otoczeniu biznesowym w związku z COVID-19, Bank dokonał m.in. gruntownego przeglądu portfela projektów. Program robotyzacji pozostaje jednym z istotnych projektów zmierzających do dalszego rozwoju bankowości pocztowej. Obecnie Bank uruchamia kolejny etap przedsięwzięcia, w wyniku którego opracowanych zostanie kolejnych 5 robotów.

RPA (ang. Robotic Process Automation) to jeden z rodzajów automatyzacji procesów biznesowych. Jest ona realizowana za pomocą dedykowanego programu komputerowego, który wykonuje określone działania składające się na proces biznesowy. Program taki naśladuje pracę człowieka (zwykle działa on na warstwie interfejsu użytkownika), automatyzując działania wykonywane przez operatora za pomocą myszki i klawiatury, zazwyczaj w kilku systemach.*

*  Na podstawie: robonomika.pl    

Ponad 50 tys. osób otrzymało pomoc ubezpieczeniową w związku z ulewami

0

W czerwcu tego roku poszkodowani zgłosili ubezpieczycielom ponad 50 tys. szkód spowodowanych zalaniami i podtopieniami – szacuje Polska Izba Ubezpieczeń. Około 60 proc. zgłoszeń udało się obsłużyć przy pomocy uproszczonych procedur. Dzięki temu poszkodowani otrzymali pieniądze w ciągu 1-5 dni od momentu powiadomienia ubezpieczyciela o szkodzie.

Większość szkód to zniszczenia o wartości około kilku tysięcy złotych. Zdarzają się jednak kwoty wielokrotnie wyższe. Największe zgłoszone dotąd roszczenie ubezpieczyciele oszacowali na 1,3 mln zł.

– W przypadku podtopień większość szkód to drobne zalania, nie wymagające nawet wizyty rzeczoznawcy na miejscu zdarzenia. Są jednak przypadki, w których powódź niszczy wszystko, a osoby poszkodowane zostają bez dachu nad głową. W takich sytuacjach ubezpieczyciele, poza odszkodowaniem odpowiadającym wartości domu i zniszczonego majątku, wypłacają zaliczki na najpilniejsze potrzeby, a w ramach assistance mogą zaoferować poszkodowanym również nocleg – mówi J. Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Skutkom żywiołów trzeba zapobiegać

Czerwcowe podtopienia potwierdzają, że gwałtowne zjawiska pogodowe występują w Polsce każdego roku. Niestety nie ma podstaw, by spodziewać się poprawy sytuacji. – Zmiany klimatu powodują, że gwałtowne burze, silne wiatry oraz nawałnice będą pojawiały się w Polsce częściej. Ubezpieczyciele są finansowo i organizacyjnie przygotowani do niesienia pomocy poszkodowanym – mówi J. Grzegorz Prądzyński.

Przy tegorocznych podtopieniach mieliśmy do czynienia z tzw. powodziami błyskawicznymi. Nie mają one związku z wylewaniem rzek, a z gwałtownymi opadami deszczu, podczas których nadmiar wody nie może zostać odprowadzony. Ma to ścisły związek ze złym planowaniem przestrzennym.

Potrzebujemy spójnej strategii zarządzania ryzykiem klimatycznym oraz odpowiedniej prewencji. W przeciwnym wypadku zjawiska pogodowe będą powodowały coraz większe szkody. Za zniszczenia coraz trudniej będzie zapłacić z prywatnych oszczędności. Polisa na dom lub mieszkanie jest niezbędna, ale ubezpieczenia powinny być elementem krajowej strategii zarządzania ryzykiem klimatycznym. Nie mogą tej strategii zastępować – mówi J. Grzegorz Prądzyński.

W wydanym pod koniec 2018 r. raporcie pt. „Klimat ryzyka”, Polska Izba Ubezpieczeń zawarła rekomendacje dotyczące zarządzania ryzykiem klimatycznym. Są to m.in.:

  • Przegląd i niezbędne zmiany regulacji dotyczących planowania przestrzennego;
  • Tworzenie lokalnych planów zarządzania ryzykiem, wspólnie z mieszkańcami, przedsiębiorstwami i organizacjami pozarządowymi;
  • Wypracowanie jednorodnego podejścia do gromadzenia danych statystycznych;
  • Wzrost nakładów na działania edukacyjne i informacyjne.

Na tegoroczne negatywne zjawiska pogodowe nałożyła się także pandemia COVID-19. – W czasie kryzysu ochrona ubezpieczeniowa jest szczególnie istotna. Fakt, że z powodu pandemii spędzamy więcej czasu w domu, nie oznacza, że ryzyko związane z wystąpieniem nieszczęśliwego zdarzenia maleje. W niektórych przypadkach nawet rośnie, dlatego tym bardziej powinniśmy zadbać o odpowiednie polisy. Pamiętajmy, że konieczność płacenia za szkody z własnej kieszeni, zwłaszcza gdy mamy mniej pieniędzy, może być ogromnym obciążeniem dla domowego budżetu – zaznacza J. Grzegorz Prądzyński.

Warsaw UNIT drapie chmury – wieżowiec ma już blisko 200 metrów wysokości

0

Zakończyły się prace nad żelbetową konstrukcją Warsaw UNIT, a na jego szczycie zawisła symboliczna wiecha. Tym samym powstający w centrum stolicy wieżowiec Ghelamco ma już blisko 200 m (dokładnie 196,4 m). 

Warsaw UNIT jest najwyższym wśród wieżowców, jakie obecnie powstają w nowej dzielnicy biznesowej w rejonie ronda Daszyńskiego. Po ukończeniu będzie również jednym z najwyższych budynków w Polsce. Na 45 piętrach zapewni w sumie 57 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Konstrukcja budynku osiągnęła właśnie 196,4 m, a na szczycie zawisła symboliczna wiecha. Po zamontowaniu na budynku stalowych konstrukcji z podestami pod instalacje techniczne jego wysokość osiągnie 202 metry.

Warsaw UNIT to kolejny projekt, który jest naszym wkładem w budowę biznesowego centrum Warszawy na Woli. Z radością obserwuję szybko postępującą budowę. Dzięki tej inwestycji Warszawa wzbogaci się o kolejny spektakularny budynek odzwierciedlający jej dynamiczny, metropolitarny charakter – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland.

Choć budowa jeszcze trwa, Warsaw UNIT już teraz robi wrażenie. Smukła, rozrzeźbiona bryła wieżowca stworzyła wielkomiejski narożnik pomiędzy ulicą Prostą a Pańską. Jego podium pokryła niezwykła elewacja przypominającą łuski. To tak zwana „smocza skóra” – rodzaj kinetycznej fasady zbudowanej z tysięcy płytek, które reagują na każdy powiew wiatru. Dzięki temu codziennie prezentuje się inaczej, w zależności od siły i kierunku wiatru.

Zjawiskowo będzie wyglądać również hol wieżowca. Dzięki odpowiedniemu doborowi fasady będziemy mieli wrażenie przenikania się ruchu ulicznego z życiem toczącym wewnątrz budynku. W parterze przewidziano też miejsce na lokale usługowe i gastronomiczne, dostępne dla wszystkich z poziomu ulicy. 

Najnowsze technologie zapewnią bezpieczeństwo i komfort 

Warsaw UNIT wyróżniają nie tylko nowatorskie rozwiązania architektoniczne. Najnowszy projekt Ghelamco będzie też naszpikowany nowoczesnymi technologiami, które znacząco zwiększą komfort i bezpieczeństwo jego użytkowników.

Użytkownicy budynku będą mogli skorzystać m.in. z aplikacji mobilnej, opracowanej przez wewnętrzy dział innowacji Ghelamco. Aplikacja umożliwi dostęp do biura, rezerwację sal, oraz wiele innych funkcjonalności. W sytuacji zagrożenia epidemicznego aplikacja poinformuje użytkowników czy budynek działa w tzw. trybie pandemii.

W Warsaw UNIT zastosowane bowiem zostaną najnowocześniejsze rozwiązania, które pozwolą chronić najemców i ich pracowników przed rozprzestrzenianiem się wirusa. W trybie pandemii system klimatyzacji będzie pracował wyłącznie z wykorzystaniem powietrza świeżego, aby zapobiegać mieszaniu się powietrza wyciąganego z nawiewanym do powierzchni biurowych, a w windach zainstalowane zostaną lampy UV, które skutecznie zdezynfekują ich przestrzeń. Lampy UV zostaną także zainstalowane w systemach klimatyzacji.

Najnowszy projekt Ghelamco jest również pierwszym wieżowcem w Polsce starającym się o prestiżowy certyfikat WELL w najnowszej wersji v2 Core. Ten wielokryterialny system certyfikacji bierze pod uwagę przede wszystkim te parametry budynku, które mają wpływ na zdrowie i dobre samopoczucie jego użytkowników.

Ponad 20 tys. przedsiębiorców z wiedzą o Tarczy antykryzysowej

0

Zakończył się cykl wideokonferencji Ministerstwa Rozwoju i Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” poświęcony rozwiązaniom pomocowym dla firm dotkniętych pandemią koronawirusa. Przez 8 tygodni poruszonych zostało prawie 70 zagadnień ważnych dla przedsiębiorców zmagających się z kryzysem spowodowanym COVID-19. W 20 konferencjach on-line wzięło udział 20 220 widzów, którzy zadali ekspertom ponad 300 pytań. Wideo z każdej konferencji jest dostępne na kanale PARP w serwisie YouTube www.youtube.com/parpgovpl.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości i Ministerstwo Rozwoju do współpracy przy edukacyjnym cyklu bezpłatnych wideokonferencji dla firm zaprosiły jedenaście instytucji zaangażowanych w poszczególne elementy Tarczy antykryzysowej oraz Funduszowego Pakietu Antywirusowego.

W ich gronie znalazły się Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Wśród gości specjalnych na wybranych konferencjach była obecna m.in. Jadwiga Emilewicz Wicepremier i Minister Rozwoju, Małgorzata Oleszczuk Prezes PARP, Andrzej Gut-Mostowy Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Paweł Mucha Zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta RP oraz Jan Sarnowski Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów.

Patronat medialny nad wydarzeniem objęły Polska Agencja Prasowa, dziennik „Puls Biznesu”, Grupa Polska Press oraz telewizja i serwis informacyjny Polsat News.

62 ekspertów i 67 tematów

Od 26 maja do 8 lipca poruszonych zostało wiele kwestii, istotnych dla przedsiębiorców borykających się z codziennymi trudnościami. Eksperci z instytucji partnerskich z zakresu m.in. prawa pracy, finansów, ekonomii i zamówień publicznych rozmawiali o przygotowanych przez rząd rozwiązaniach osłonowych dla przedsiębiorców poszczególnych branż i podmiotów, które wprowadziła tarcza, a także o instrumentach, które mają być impulsem dla rozwoju gospodarki osłabionej pandemią. W ramach poruszanych zagadnień, znalazły się m.in.:

  • pomoc dla firm z Funduszowego Pakietu Antywirusowego – pożyczki płynnościowe z Programu Inteligentny Rozwój;
  • rozwiązania i instrumenty finansowe z tarczy antykryzysowej i tarczy finansowej;
  • tarcza samorządowa dedykowana lokalnym budżetom, które zostały istotnie uszczuplone w na skutek pandemii;
  • zmiany w Prawie zamówień publicznych, których celem jest przeciwdziałanie skutkom epidemii oraz nowe PZP, wchodzące w życie od 2021 r., które ma być impulsem dla gospodarki;
  • ochrona miejsc pracy i prowadzenie biznesu w czasie pandemii;
  • rozwiązania dla branży turystycznej.

Pełna lista tytułów konferencji: www.parp.gov.pl/tarcza.

20 tysięcy uczestników na 20 lat PARP

W całym cyklu wideokonferencji wzięło udział na żywo 20 220 uczestników. W tym czasie ruch na stronie internetowej PARP był rekordowy – odwiedziło ją prawie 532,5 tys. osób. A strona internetowa (dedykowana tylko spotkaniom) odnotowała prawie 440 tys. odsłon. Uczestnicy wykazali się również dużym zaangażowaniem, zarówno w mediach społecznościowych, podczas telefonicznych konsultacji z ekspertami czy wysyłając za pośrednictwem formularza ponad 300 pytań.

Repozytorium wiedzy

Wszystkie wideokonferencje transmitowane były łącznie przez 2,4 tys. minut, a do ich montażu wykorzystano 67 prezentacji. To obszerna baza wiedzy, która w dalszym ciągu jest dostępna dla zainteresowanych osób na kanale YouTube Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Wszystkie wideo z konferencji zamieszczone na You Tube PARP zostały już obejrzane prawie 14 tys. razy. Z materiałami (wideo oraz prezentacje) można zapoznać się bez wcześniejszej rejestracji, są one również dostosowane dla osób z niepełnosprawnościami (m.in. język migowy).

Więcej informacji: www.parp.gov.pl/tarcza.

Biznes wie, że po kryzysie musi się zmienić, ale nie ma na to czasu

0

84% pytanych w badaniu „Marketing, Innovation, and Technology” twierdzi, że rozwój firmy uzależniony jest od inwestycji w innowacje i technologie. Wydawać by się mogło, że wobec tego, aktywnie pozyskują wiedzę i wdrażają kolejne rozwiązania. Niestety – blisko połowa ankietowanych przeznacza co najwyżej 25% swojego czasu na tego typu działania.

Globalny lockdown pokazał, że firmy, które inwestują w innowacje i nie boją się nowych technologii były bezpieczniejsze podczas kryzysu. Kluczowa stała się również komunikacja na linii konsument – biznes. Okazało się, że klienci oczekują możliwości nawiązania dialogu z markami oraz chcą by brandy wpływały na otaczającą nas rzeczywistość. – Badania przeprowadzone podczas lockdownu przez firmę Berlin Cameron wykazały, że 43% milenialsów uważa, że powinnością marek jest wyjść przed szereg i pomagać. Już co czwarty z nich wierzy, że firmy potrafią wywierać tak samo silny wpływ na społeczeństwo jak rząd – mówi Tomasz Sokół, członek zarządu Online Advertising Network, agencji specjalizującej się w kampaniach realizowanych w modelu programmatic.

Inwestycja z bonusem

Raport „Marketing, Innovation, and Technology” przygotowany przez Association of National Advertisers (ANA) ujawnia, że ​​istnieje znaczący rozdźwięk między tym, co według marketerów doprowadzi do przyszłego wzrostu i budowania marki – innowacja i technologie – a tym, ile czasu poświęcają na poznanie i realizację tych praktyk. 84% respondentów badania potwierdza, że ich zdaniem rozwój firmy uzależniony jest od inwestycji w innowacje i technologie. Jednocześnie 45% ze wszystkich ankietowanych przyznaje, że na wspomniane działania przeznacza mniej niż 25% swojego czasu.

Transfer do cyfrowego świata to jeden z efektów COVID-19, to oznacza, że wirtualne doświadczenia klientów stają się ważnym elementem strategii kreacji i sprzedaży produktów marki. Według raportu ANA technologia i innowacje mogą pomóc firmom w identyfikowaniu nowych możliwości i podniesieniu wydajności przedsiębiorstwa – zauważa Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network specjalizującej się w marketingu online wspartego Big Data.

Oskubani z czasu

Jak twierdzą autorzy raportu, pracownicy kreatywni mają zbyt mało czasu, co wynika z wymogu rozszerzonego zakresu pracy i pilnych problemów, jakie pojawiają się w czasie rzeczywistym. Dlatego ewentualne szkolenia czy inna forma przekazywania wiedzy, muszą być dostarczane w skoncentrowanych formatach informacyjnych, które będą odpowiednio niewielkie i mobilne. Ponadto sami marketerzy twierdzą, że wolą uczyć się poprzez interaktywne laboratoria, pokazy, studia przypadków i grupy dyskusyjne.

Więcej niż połowa ankietowanych, która wzięła udział w raporcie „Marketing, Innovation, and Technology” uważa, że ​​jest gotowa poradzić sobie z problemami związanymi z innowacjami i technologią marketingową, które mogą pojawić się w ciągu najbliższych dwóch lat.

Badanie wykazało również, że Big Data i analityka, pomiary i umiejętność rozliczenia podejmowanych inwestycji, np. wykorzystując wskaźnik ROI (Return On Investment / zwrot z inwestycji) oraz doświadczenia klientów (customer experience) najbardziej skorzystają w wyniku wdrożenia kolejnych innowacji i technologii.

Biorąc pod uwagę luki, jakie udało się ujawnić w raporcie, stowarzyszenie ANA wydało zalecenia, które mają usprawnić pracę organizacji i ich działów kreatywnych. Obejmują one łączenie przyszłego wzrostu marki z innowacjami i technologią, szczególnie w zakresie marketingu. Firmy powinny również identyfikować obszary biznesowe, które skorzystają na marketingu wspieranym innowacjami i technologią, a także inwestować jak najwięcej czasu i zdobywać wiedzę na temat tych rozwiązań metodami preferowanymi przez marketerów.

Dzięki takiemu modelowi działania będą w stanie nie tylko skutecznie odpowiedzieć na wymagania klientów, ale również je wyprzedzać.

Niektóre informacje są ważniejsze od innych – raport walutowy

0

Aktywa ryzykowne zaliczają kolejną huśtawkę, podkreślając wysoką wrażliwość inwestorów na ryzyka płynące ze strony przeróżnych informacji, ale też przecząc swojemu własnemu zachowaniu z poprzedniej doby. Wyłania się pewien schemat, gdzie zła informacja ma wpływ, jeśli na powierzchni pokazuje swoje ekonomiczne skutki.

Czasami trudno jest nadążyć za humorami uczestników rynku. Wczoraj jeszcze w pierwszej części dnia wyglądało na to, że rekordy w dziennym przyroście nowych zachorowań na COVID-19 w USA są bez znaczenia. Entuzjazm rynkowy doprowadził do wymazania przez S&P500 całych tegorocznych spadków. Dopiero doniesienia, że Kalifornia ponownie zamyka sklepy i inne punkty usługowe, odwróciła nastroje na rynku, przynosząc gwałtowny wzrost awersji do ryzyka.

Wydaje się, że dopiero gdy inwestorzy zobaczą faktyczne ekonomiczne skutki ekspansji pandemii, wówczas zaczną to przekładać na pieniądze zainwestowane na giełdzie. Można się tyko zastanawiać, jak taki scenariusz był nie do przewidzenia w weekend? Szczególnie, że sytuacja epidemiczna będzie się tylko pogarszać, gdyż w najbliższych dniach kończy się okres inkubacyjny koronawirusa dla tych, którzy beztrosko świętowali 4 lipca.
Czy powinniśmy oczekiwać, że kolejne stany w USA będą się ponownie zamykać? Prawdopodobnie tak. Czy to oznacza, że rynki czeka głębsza korekta? Trudno powiedzieć. W końcu wciąż pozostajemy w klimacie, gdzie jednak pozytywna wiadomość bije dwie negatywne, w efekcie w każdym momencie nastroje mogą się ponownie obrócić.
Inwestorzy nie mają silnego przekonania co do kierunku, chcą podtrzymywać apetyt na ryzyko i windować ceny akcji i innych ryzykownych aktywów, ale jednocześnie mają świadomość ryzyk czyhających za rogiem. COVID-19, pogorszenie w danych, napięcia geopolityczne (jak nowy spór USA i Chin o działania Chin na Morzu Południowochińskim). Jeśli na danej sesji nie będzie dobrego punktu do zaczepiania optymizmu, będzie to dzień odwrotu od ryzyka.

Rynek walutowy schłodzenie nastrojów zaliczył jeszcze w poniedziałek i dziś USD utrzymuje odzyskane poziomy. W odróżnieniu od indeksów giełdowych, waluty ryzykowne nie wybijały się ostatnio na wielomiesięczne rekordy, stąd presja na korektę pod realizację zysków jest mniejsza. Mimo to przełożenie nasilenia risk-off na ucieczkę w USD będzie jednoznaczne, niezależnie czy czynniki ryzyka mają swoje źródło w USA czy nie. Jeśli gdzieś dolar może negatywnie reagować na złe sygnały, np. z danych z USA, to jedynie w relacji do JPY. Dzisiejsze odczyty CPI z USA mają drugorzędne znaczenie, gdyż spodziewane odbicie cen wraz z ożywieniem popytu nie zmieni nastawienia Fed. Jednak publikowane w kolejnych dniach lipcowe dane o nastrojach konsumentów (pt) i aktywności biznesowej (Empire State – śr, Philly Fed – czw) powinny mieć większą istotność, gdyż one najszybciej zasygnalizują ryzyka dla ożywienia z tytułu rosnącej liczby zachorowań na wirusa.

Wczorajszy risk-off przełamał spokój na rynku złotego i polska waluta osłabiła się względem euro do 4,49 – EUR/PLN znalazł najwyżej od końca maja. W końcu zmaterializowała się jednostronna wrażliwość złotego na wahania nastrojów na rynkach zewnętrznych. Ponieważ potencjał aprecjacyjny złotego został zablokowany przez zgłaszane przez RPP niezadowolenie z nadmiernej siły waluty, dla inwestorów spekulacyjnych stało się względnie bezpiecznym przyczaić na osłabienie, jeśli pojawią się ku temu warunki. Nie sądzę, aby w wyprzedaży było silniejsze zaplecze fundamentalne, gdyż między dziś a zeszłym tygodniem nic nie uległo zmianie (nawet prezydent Polski). Po dzisiejszej decyzji Rady Polityki Pieniężnej ani TMS, ani też nikt z ankietowanych przez Bloomberga ekonomistów nie spodziewa się zmiany poziomu stóp procentowych. W związku z postępującym odbiciem gospodarczym oraz przyspieszeniem inflacji w czerwcu (do 3,3 proc. r/r), nie ma konieczności dalszego luzowania polityki. Wprawdzie w obozie jastrzębi mogą nasilać się apele o częściową normalizację polityki w zależności od siły presji inflacyjnej, ale przynajmniej do końca roku dyskusja o podwyżkach jest wykluczona. Mimo to na samym pędzie wybicia z konsolidacji EUR/PLN może wzrosnąć o 1-1,5 proc., zanim zatrzyma się na nowej półce.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Energa Operator wybuduje magazyn energii w Czernikowie

0

Energa Operator rozpoczyna proces budowy magazynu energii w Czernikowie (woj. kujawsko-pomorskie), w pobliżu jednej z największych farm fotowoltaicznych w Polsce. Inwestycja realizowana jest w ramach współfinansowanego przez Unię Europejską projektu Smart Grid.

– Dynamiczny rozwój źródeł odnawialnych, w tym mikroinstalacji, oraz perspektywa szybkiego wzrostu liczby pojazdów elektrycznych rodzą konieczność wdrażania nowych rozwiązań, zwiększających elastyczność pracy sieci. System elektroenergetyczny powinien zostać przygotowany na znaczne i nagłe zmiany poziomu wytwarzanej i konsumowanej energii. Inteligenta sieć to taka, która dzięki mechanizmom elastyczności, jest w stanie dostarczyć odbiorcom energię o najwyższych parametrach jakościowych – mówi Alicja Barbara Klimiuk, prezes Zarządu Energi Operatora.

Magazyn wykonany zostanie w technologii baterii litowo-jonowych i dysponował będzie mocą 1 MW oraz pojemnością 2 MWh. W przybliżeniu jest to energia, która pozwala na zasilanie przez dwie godziny około 1000 gospodarstw domowych.

Energa Operator posiada już doświadczenie w realizacji podobnych inwestycji. W 2016 roku w ramach projektu Lokalne Obszary Bilansowania, w okolicach Pucka wybudowano pierwszy w Polsce magazyn energii, którego celem jest stabilizacja pracy sieci.

Inwestycja w ramach projektu Smart Grid

Rozbudowa i modernizacja infrastruktury to jedno z działań, jakie podejmuje Energa Operator, aby dostosować sposób zarządzania siecią do nowego modelu wytwarzania energii. Spółka poszukuje również innych nowatorskich rozwiązań, zwiększających elastyczność sieci. W ramach międzynarodowego projektu EUniversal, w Polsce powstaną trzy obszary demonstracyjne, w których testowane będą rozwiązania ułatwiające współpracę OSD w tym zakresie z innymi podmiotami, na zasadach rynkowych.

Magazyn energii w Czernikowie stanowi część projektu Smart Grid. Dzięki jego realizacji w ciągu najbliższych lat powstanie pierwszy w Polsce kompleksowy system zarządzania siecią średnich napięć. Zastosowane w nim nowoczesne rozwiązania teleinformatyczne takie jak moduł FDIR (ang. Fault Detection, Isolation and Restoration), umożliwią szybsze zlokalizowanie miejsca oraz przyczyn awarii, a także – dzięki odpowiedniej automatycznej rekonfiguracji sieci, maksymalne ograniczenie liczby dotkniętych nią odbiorców.

Wartość projektu Smart Grid to ponad 240 milionów złotych (koszty kwalifikowane wynoszą prawie 196 mln zł). W ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020, uzyskał on dofinansowanie na poziomie 85 proc., czyli ponad 166 mln zł.

Rośnie potencjał Czernikowa

W Czernikowie, gdzie rozpoczyna się proces budowy magazynu energii, działa już elektrownia fotowoltaiczna o mocy zainstalowanej 3,77 MW. Roczna produkcja energii elektrycznej w Czernikowie jest szacowana na poziomie 3,5 tys. MWh, co wystarczy na pokrycie zapotrzebowania ok. 1,6 tys. gospodarstw domowych. Instalacja składa się z blisko 16 tys. modułów – każdy o mocy ok. 240W, które zajmują powierzchnię ponad 22,5 tys. m2, co odpowiada wielkości kilku boisk do piłki nożnej. Elektrownia jest przyjazna środowisku – nie zanieczyszcza powietrza i nie emituje hałasu.

Zoom z dalszym wzrostem pobrań aplikacji. Amazon i Facebook z wyższymi cenami docelowymi

0

Według firmy Piper Sandler aplikacja do wideokonferencji firmy Zoom Video Communications nadal odnotowuje ogromny wzrost liczby pobrań, co oznacza, że rozwiązania do pracy zdalnej mogą być nadal na fali i popyt na nie nie wyhamowuje. ZM odnotował wzrost pobrań o 3,248 proc. w czerwcu, podczas gdy liczba pobrań z roku na rok wzrosła o 2865 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, napisał analityk James Fish, powołując się na dane o pobraniach aplikacji mobilnych z AppFigures. Ten wzrost jest nadal jednym z najbardziej imponujących trendów, jaki widzieliśmy w dziedzinie technologii, chociaż firma zauważyła, że korelacja między pobieraniem aplikacji a przychodami może nie być liniowa.

Kolejną pozytywną rekomendację otrzymała spółka Jeffa Bezosa — Amazon. Firma Cowen podniosła poziom ceny docelowej do najwyższego na Wall Street na poziomie 3700 USD z 2750 USD wcześniej. Jest to podwyżka ze względu na oczekiwane wyniki finansowe firmy za drugi kwartał, które zostaną opublikowane w tym miesiącu. Analitycy oczekują bardzo dobrych wyników ze względu na silne przyspieszenie sektora e-commerce. Internetowa sprzedaż detaliczna wciąż odnotowuje istotny wzrost popytu ze względu na pandemię oraz w konsekwencji ponownego częściowego zamknięcia gospodarki USA. Amazon może również zyskiwać dzięki usłudze Web Services, czyli chmurze i na biznesie reklamowym spółki. Mimo tego, że cena akcji wzrosła o 90 proc. od marcowego dołka, analitycy pozostają byczo nastawieni do firmy Bezosa, a wycena jest nadal atrakcyjna.

Cena docelowa dla akcji Facebooka została podniesiona przez firmę Jefferies z 250 do 285 USD ze względu na lepsze spojrzenie na rynek reklamy internetowej. Popyt na tego typu usługi wraca szybciej, niż oczekiwano, a wydatki na reklamę w maju i czerwcu wzrosły. W drugiej połowie roku trendy w wydatkach powinny się poprawiać, a reklama cyfrowa powinna zwiększać swój udział w rynku na rzecz reklamy tradycyjnej, w radio czy w telewizji — uważają analitycy Jefferies.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Zaostrzające się kryteria bankowe dotykają MSP. Dlaczego firma nie ma szansy na kredyt?

0

Raport NBP[1] dotyczący sytuacji na rynku kredytowym nie pozostawia złudzeń – zasady, na jakich banki udzielają kredytów firmom będą ulegać dalszemu zaostrzeniu. Dotknie to w szczególności sektor MSP, który stanowi 99,8 proc. wszystkich przedsiębiorstw w Polsce[2]. Z odmową przyznania kredytu mogą spotkać się zwłaszcza firmy działające w branżach zagrożonych kryzysem wywołanym przez pandemię lub takie, które już odczuły finansowe skutki koronawirusa. Co przesądza o negatywnej decyzji banku i na jakie alternatywy względem kredytu mogą liczyć małe i średnie przedsiębiorstwa?

Zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów, które obserwujemy od kilku miesięcy, osiągnęło skalę największą od czasów kryzysu z 2009 roku. Dotyczy to przede wszystkim kredytów długoterminowych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Część firm, które jeszcze przed wybuchem pandemii rozpoczęły proces pozyskiwania kredytu, spotkało się z informacją o zawieszeniu procedury z uwagi na wstrzymanie akcji kredytowej. Inne od razu czekała odmowna decyzja. Niepewność w gospodarce spowodowała jednocześnie osłabienie popytu na kredyty ze strony samych firm, które wstrzymują się z decyzjami dotyczącymi nowych inwestycji.

Dlaczego bank nie chce przyznać firmie kredytu?

Kryteria przyznawania kredytów to ustalane przez bank minimalne standardy zdolności kredytowej, jakie powinien spełniać kredytobiorca, aby uzyskać kredyt. Ich zaostrzenie może polegać w szczególności na takich działaniach jak: obniżenie maksymalnej kwoty kredytu, podniesienie wymagań odnośnie zabezpieczenia, skrócenie maksymalnego okresu kredytowania, zwiększenie pozaodsetkowych kosztów kredytu, zwiększenie wymagań odnośnie poziomu zysku generowanego przez firmę czy też dopuszczalnego poziomu zadłużenia.

Jeżeli chodzi o sytuację firmy, to dla banku dyskwalifikujący może być spadek przychodów i niepewność co do ich wysokości w kolejnych miesiącach, wygenerowana strata, potencjalna utrata należności, ryzyko danej branży. – Rozpatrując wniosek o kredyt, bank szacuje ryzyko transakcji, tj. niebezpieczeństwo niewywiązania się kredytobiorcy ze spłaty swoich zobowiązań. W związku z pandemią pogorszyła się ogólna sytuacja gospodarcza w kraju oraz w niektórych branżach i istnieje ryzyko, że może ona ulec dalszemu pogorszeniu lub długo nie wrócić do stanu wyjściowego. Może to mieć również wpływ na obniżenie jakości istniejącego portfela kredytowego banków. To sprawia, że ryzyko banku staje się wyższe, a dostępność kredytów spada – tłumaczy Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym.

Raport NBP potwierdza, że wśród przyczyn zaostrzenia polityki kredytowej przez banki, już w pierwszym kwartale 2020 roku znalazły się: pogorszenie się sytuacji gospodarczej, niezadowalające wyniki finansowe przedsiębiorstw czy działalność w zagrożonych branżach. Na decyzję banków wpływ mają również czynniki wewnętrzne, takie jak udział kredytów zagrożonych w obecnym portfelu kredytowym lub sytuacja kapitałowa banku.

Branże, które mogą mieć największe problemy

Ostatni raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, opublikowany przez PARP mówi, że w 2019 roku najwięcej firm powstało w działach gospodarki takich jak: Budownictwo (20,9 proc. ogółu nowo powstałych firm), Handel (16,1 proc.), a następnie w Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (10,7 proc.) oraz Przetwórstwo przemysłowe (7,2 proc.). Dziś często są to jednocześnie branże uznawane za najbardziej narażone na kryzys. Dla banków ryzykowne są zwłaszcza: branża budowlana, gastronomiczna, hotelarska, transportowa, meblarska, automotive, obszary takie jak handel detaliczny, kultura i rozrywka. Z wysokim poziomem ryzyka związane są również branże i firmy uzależnione w znacznym stopniu od importu z Chin.

Obecne położenie wielu firm pogarsza fakt, że jeszcze przed wybuchem pandemii ich sytuacja była niepewna. Według raportu opublikowanego przez PARP, spośród przedsiębiorstw utworzonych w 2018 roku najniższe wskaźniki przeżycia pierwszego roku odnotowano w sekcjach takich jak Kultura i rekreacja (59,6 proc.) oraz Zakwaterowanie i gastronomia (60,9 proc.). Negatywne skutki pandemii, jakie odczuwa sektor usług i handlu mogą być dla gospodarki dotkliwe tym bardziej, że zgodnie z danymi PARP, w obszarze tym działa ponad 75 proc. polskich MSP.

Jakie są alternatywy i perspektywy na III kwartał?

Wyniki ankiety przeprowadzonej przez NBP wśród banków wskazują, że żaden z nich nie przewiduje łagodzenia polityki kredytowej. Nieco optymizmu wnoszą rządowe zapowiedzi, zgodnie z którymi nawet przy wzroście liczby zakażeń, nie zostaną wprowadzone tak silne restrykcje, jak na początku pandemii. Ratunkiem dla firm mają być z kolei programy pomocowe realizowane w ramach rządowej tarczy antykryzysowej. Aktualnie BGK uruchamia program kredytów z dopłatą do oprocentowania. Kredyty będą udzielane przez banki komercyjne, które podpiszą z BGK umowę i przystąpią do programu. Dla sektora MSP przewidziano dopłatę do oprocentowania w wysokości 2 pkt. procentowych.

– Program ten ma na celu ochronę miejsc pracy i utrzymanie płynności firm, ale dopłaty będą dotyczyły wyłącznie odsetek. Raty kapitałowe firma będzie musiała spłacać samodzielnie. To oznacza, że aby uzyskać taki kredyt firma będzie musiała przejść ocenę zdolności kredytowej. Z tym może być natomiast coraz trudniej ze względu na zaostrzające się kryteria bankowe. Alternatywą względem kredytu bankowego mogą być dla firm preferencyjne pożyczki z programów unijnych, dotacje na kapitał obrotowy, ale też finansowanie ze strony funduszy dysponujących prywatnym kapitałem, które wykazują większą elastyczność w procesie oceny zdolności kredytowej firmy – dodaje Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

W obliczu globalnej recesji trudno oczekiwać szybkiej zmiany polityki banków w zakresie podejścia do oceny ryzyka. Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą jednak szukać opcji innych niż kredyt.

[1] https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/systemfinansowy/kredytowy.html
[2] https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-malych-i-srednich-przedsiebiorstw-w-polsce-2020

Polpharma Biologics jako pierwsza firma w Polsce tworzy w pełni zintegrowany łańcuch usług biotechnologicznych

0

Polpharma Biologics to należąca do Jerzego Staraka, największa polska firma biotechnologiczna, zajmująca się rozwojem i wytwarzaniem leków biopodobnych oraz innowacyjnych leków biologicznych. Przez ostatnie dwa lata Polpharma Biologics podpisała globalną umowę na komercjalizację leku z Sandoz AG, zwiększyła zatrudnienie do ponad 650 osób, a jesienią planuje otwarcie największej w Polsce i najnowocześniejszej w Europie biotechnologicznej fabryki. Teraz Polpharma Biologics integruje swoje spółki, m.in. Bioceros. Dzięki połączeniu możliwości holenderskich i polskich laboratoriów, jako pierwsza firma w Polsce będzie mogła zaproponować partnerom biznesowym wsparcie w jeszcze bardziej kompleksowym zakresie od rozwoju linii komórkowej do rozwoju gotowego produktu. 

Polpharma Biologics to największa polska firma biotechnologiczna, zajmująca się rozwojem
i wytwarzaniem leków biopodobnych oraz innowacyjnych leków biologicznych. Stworzenie grupy o ponadprzeciętnie wysokim tempie rozwoju wiąże się z inwestycją rzędu kilku mld złotych i stanowi ogromny wkład w budowanie branży biotechnologicznej w Polsce. Polpharma Biologics zatrudniająca ponad 650 wysokiej klasy specjalistów, naukowców i inżynierów, posiada nowoczesne laboratoria oraz zaplecze produkcyjne oferujące możliwość rozwoju i produkcji leków biologicznych. Firma stworzyła zespół, w którym najlepsi w swojej klasie specjaliści z całego świata, w tym już ponad 50 polskich biotechnologów, którzy wrócili do kraju, przewodzą operacjom i dzielą się wiedzą zdobytą w najlepszych firmach biotechnologicznych na świecie. Polpharma Biologics prowadzi ścisłą współpracę z ośrodkami naukowymi, np. z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, a aż 10% jej pracowników posiada tytuł doktora. Efekty pracy zespołu Polpharma Biologics mają już realne przełożenie biznesowe – w ubiegłym roku firma podpisała globalną umowę na komercjalizację leku z Sandoz AG. W wyniku porozumienia Polpharma Biologics odpowiada za rozwój i wytwarzanie leku biopodobnego do natalizumabu, stosowanego w terapii rzutowo-remisyjnej postaci stwardnienia rozsianego (RRMS). Co więcej, jesienią tego roku w Duchnicach pod Warszawą firma planuje otwarcie największej fabryki biotechnologicznej
w Polsce i najnowocześniejszej w Europie.

Już teraz Polpharma Biologics wchodzi w kolejną fazę rozwoju, integrując swoje spółki,
by w jeszcze większym stopniu wymieniać się kompetencjami, potencjałem i możliwościami produkcyjnymi w ramach grupy. 13 lipca b.r., holenderska spółka biotechnologiczna zakupiona w 2016 r. – Bioceros, zostanie całkowicie zintegrowana z grupą i zmieni nazwę na Polpharma Biologics.  W efekcie Polpharma Biologics zostanie w pełni zintegrowanym biotechnologicznym CDMO, czyli ośrodkiem produkcji leków biologicznych i biopodobnych na zlecenie partnerów zewnętrznych. Dzięki połączeniu możliwości Bioceros i laboratoriów Polpharma Biologics w Gdańsku i Duchnicach, firma może zapewnić maksymalną elastyczność, skalowalność i wydajność w zakresie wytwarzania substancji leczniczych i produktu leczniczego.

„Integracja Bioceros to kolejny etap w rozwoju Polpharma Biologics, dzięki któremu będziemy mogli pracować i wspierać naszych partnerów na wszystkich etapach – od tworzenia innowacyjnych leków biologicznych po opracowywanie substancji i produktów leczniczych do badań klinicznych nowych substancji leczniczych aż do produkcji zarejestrowanych już leków na zlecenie zewnętrznych partnerów. Dzięki temu jako jedyni i pierwsi w Polsce możemy zaoferować naszym partnerom biznesowym wsparcie w jeszcze większym zakresie – od linii komórkowej przez rozwój produktu i produkcję w dużej skali aż po wytwarzanie gotowych leków i substancji” – mówi Jan Krzewiński, Prezes Zarządu Polpharma Biologics S.A. w Gdańsku.

Tylko co trzeci młody Polak pracuje. Wakacyjny staż pomoże im zdobyć doświadczenie

0

Z badania Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 2019 roku wynika, że jedynie co trzeci młody Polak w wieku od 15 do 24 roku życia jest aktywny zawodowo. Tak niski wskaźnik to pochodna skupiania się raczej na edukacji niż karierze, choć sporo młodych już na studiach czy w trakcie technikum poszukuje pracy, żeby zdobywać doświadczenie zawodowe jeszcze przed zakończeniem nauki. Eksperci Personnel Service wskazują, że wśród młodych ludzi największą popularnością cieszą się wakacyjne staże, zwłaszcza te płatne.

W ostatnim kwartale 2019 roku tylko 35% osób w wieku 15-24 lata było aktywnych zawodowo. Dla porównania – w grupie 25-29 lat ten współczynnik był ponad dwa razy większy i wynosił 83%. Okazuje się, że młodzi Polacy są mniej aktywni niż ich koledzy w innych krajach Unii Europejskiej. Według Eurostatu odsetek zatrudnienia osób w przedziale wiekowym 15-24 lata wynosi w Unii Europejskiej 42%, czyli jest o 7 pp. wyższy niż w Polsce.

Kontynuację nauki jako powód bierności zawodowej wskazuje aż 9 na 10 osób w wieku 15-24 lata. To głównie uczniowie i studenci, najczęściej wspierani finansowo przez rodziców lub korzystający ze stypendiów naukowych, którzy traktują dobre wykształcenie jako konieczne do późniejszego sukcesu na rynku pracy. Okazuje się jednak, że takie myślenie może być pułapką. Wykształcenie jest co prawda istotne dla pracodawców, ale już od jakiegoś czasu zaczyna schodzić na drugi plan na rzecz doświadczenia zawodowego. Coraz częściej też firmy odchodzą od obowiązku okazywania dyplomu uczelni wyższych. Ważniejsza jest kreatywność, pasja i praktyczne umiejętności – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Wakacyjne staże najlepsze do zdobywania doświadczenia

Wielu młodych ludzi zdaje sobie sprawę ze zmieniających się wymagań rynku pracy. Często już podczas studiów młodzi decydują się na zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych, np. w formie praktyk czy stażu. Zgodnie z raportem „Student w pracy 2019” opracowanym przez Polską Radę Biznesu, aż 82% badanych studentów było chociaż raz zainteresowanych podjęciem stażu. Wśród największych motywacji wymieniali: zdobycie kwalifikacji zawodowych (43%), ale także chęć zarobku (33%) czy możliwość podjęcia pracy w wybranej firmie lub branży (29%).

Wakacje dla młodych osób są najbardziej dogodnym momentem na realizację stażu. Studenci mają ponad 3 miesiące, które mogą wykorzystać, aby zdobyć doświadczenie w interesującym ich zawodzie. Trzeba jednak przyznać, że wymagania finansowe młodych osób, już od jakiegoś czasu, są stosunkowo wysokie. A już na pewno młodzi nie chcą się podejmować bezpłatnych staży, choć epidemia koronawirusa może te oczekiwania nieco zmienić – analizuje Krzysztof Inglot.

Z badania Polskiej Rady Biznesu wynika, że 3 główne oczekiwania studentów wobec stażu to: wynagrodzenie (35%), elastyczne godziny pracy (35%) oraz szansa na zatrudnienie po ukończeniu stażu (33%). Co trzeci student chce zarabiać na stażu między 2001 a 3000 zł netto, podobnie co trzeci z nich liczy na zarobki w przedziale 3001-4000 zł netto. W kwestii swoich obowiązków w ramach stażu, 24% studentów jest zdania, że zakres zadań powinien być ciekawy, a zakres odpowiedzialności jasno określony. Co ważne, studenci oczekują sprawdzenia samych siebie w branży, która ich interesuje oraz nabycia nowych umiejętności w tym zakresie. Młodzi ankietowani zwracali uwagę także na znaczenie innych kwestii, np. ludzi, z którymi mieliby pracować oraz dobrej atmosfery w firmie.

Jak Polacy żyją w pracy? Raport Pracuj.pl „Zawodowy styl życia”

0

Na nasz sposób pracy wpływa wiele kwestii – m.in. styl życia, hobby, osobowość czy wiek. W najnowszym raporcie „Zawodowy styl życia. Oblicza pracy Polaków” Pracuj.pl prezentuje wyniki badań pokazujące, jak ważną rolę pełni tzw. lifestyle w kształtowaniu karier wielu osób w Polsce. Zespół portalu sprawdza też, jakie zmiany w naszym stylu życia w pracy spowodowała lub może spowodować pandemia koronawirusa.

Co w raporcie? Tematy, które zbadaliśmy:

raport

Praca, czyli więcej niż… praca

Przychodząc do pracy, przynosimy ze sobą przyzwyczajenia i postawy z życia prywatnego. Szukamy miejsc zatrudnienia, które są bliskie naszemu sposobowi funkcjonowania. Czy wiemy jednak jakie style pracy i życia w zespole najczęściej odpowiadają Polakom? Chcąc temu się przyjrzeć, przedstawiamy raport „Zawodowy styl życia”, w którym opisaliśmy postawy kandydatów i pracowników w Polsce dotyczące aspektów życia zawodowego związanych z kwestiami lifestyle.
raport2
Blisko 60-stronicowy raport to kompendium wiedzy o dziewięciu zagadnieniach dotyczących zawodowego stylu życia. Przedstawionym w raporcie tematom towarzyszy ponad 40 wykresów i infografik z ciekawymi danymi, a także 14 komentarzy ekspertów. Obok specjalistów ds. rynku pracy raport skomentowali naukowcy, praktycy w komentowanych dziedzinach i influencerzy. Co równie ważne, w specjalnej sekcji przyjrzeliśmy się badanym zjawiskom także pod kątem zmian, jakie może w ich postrzeganiu przez pracowników i pracodawców wprowadzić pandemia koronawirusa.

Tak blisko, tak daleko. Nowe formy integracji

Jednym z zagadnień omawianych w raporcie są relacje międzyludzkie między współpracownikami. Aż 6 na 10 badanych uważało, że przyjaźnie ułatwiają lepsze wykonywanie obowiązków zawodowych – o czym pisaliśmy z okazji tegorocznych Walentynek. W najnowszym raporcie prezentujemy jednak po raz pierwszy nowe dane, dotyczące podejścia Polaków do różnych form integracji jeszcze przed pandemią. Według respondentów budowie relacji w zespole sprzyjają przede wszystkim fizyczne spotkania: imprezy integracyjne, wyjazdy firmowe czy wspólne warsztaty.
raport3
Pandemia koronawirusa spowodowała znaczne zmiany w zakresie omawianych form integracji – w związku z izolacją społeczną i ograniczeniami „fizyczne” spotkania stanęły pod znakiem zapytania, wszelkiego rodzaju aktywności i wyjazdy zakładające bezpośredni kontakt musiały zostać przełożone lub odwołane. Rośnie natomiast liczba aktywności integracyjnych w przestrzeni wirtualnej.
raport4
-Najbliższe miesiące są testem kreatywności pracodawców w obszarze utrzymywania więzi w zespole bez „fizycznych” form integracji. Firmy zaczęły mocniej pobudzać aktywności w firmowych sieciach społecznościowych, organizować wewnętrzne konkursy, przykładać większą wagę do komunikacji wewnętrznej. Trudno jednak prognozować, by tego typu działania w pełni wypełniły lukę po spotkaniach i wyjazdach integracyjnych – komentuje Łukasz Marciniak, ekspert Grupy Pracuj.

Nowa integracyjna rola biur

Jak piszą eksperci Pracuj.pl w raporcie, w drugiej połowie maja i czerwcu 2020 część firm zaczęła ponownie otwierać dostęp do biur dla pracowników. O całkowitym powrocie do sytuacji sprzed pandemii nie sposób było jednak mówić. Pracodawcy, którzy mogli sobie pozwolić na dalszą pracę zdalną zespołów – np. bez znaczącego spadku efektywności – wprowadzali różnego rodzaju rozwiązania obniżające ryzyko zakażeń. Należały do nich m.in. dobrowolny wybór miejsca pracy przez pracowników, udostępnienie tylko części biurek w budynku czy rotacyjna obecność w biurach poszczególnych zespołów.
raport5
Według ekspertów sytuacja ta będzie mieć miejsce jeszcze przez wiele miesięcy. Wielki test pracy zdalnej, jakim był wybuch pandemii, w wielu środowiskach wypadł zaskakująco pozytywnie. Jak wpłynie to na rolę biur i innych przestrzeni pracy w życiu firm? Z jednej strony zdecydowana większość pracowników (89%) chce pracować przynajmniej częściowo zdalnie po opanowaniu pandemii. Z drugiej jednak ponad połowa twierdzi, że dzięki pandemii mocniej docenili możliwość spotkań ze współpracownikami w siedzibie firmy.
Można spodziewać się, że biura stopniowo będą ewoluować w stronę miejsc dedykowanych aktywnej pracy zespołowej, organizacji spotkań projektowych i budowaniu więzi między współpracownikami. Rzadziej natomiast będą służyć jako przestrzeń traktowana wyłącznie jako miejsce indywidualnej, codziennej pracy w stale wyznaczonym miejscu.

Nowe wyzwania zawodowego stylu życia

Pandemia nie zmieniła większości naszych hobby, postaw i preferencji związanych ze stylem życia, ale nowe warunki stwarzają nowe wyzwania dla pracowników i pracodawców. Raport zwraca uwagę na cztery z nich: nową rolę biur i przestrzeni pracy, budowę relacji międzyludzkich w rozproszonych zespołach, nowe oczekiwania dotyczące benefitów oraz potrzebę wsparcia różnorodnych grup specjalistów w pracy zgodnej z ich stylem życia. Jak zauważyli rekruterzy badani niedawno przez zespół Pracuj.pl, szczególnie ciekawa ewolucja dotyczy podejścia Polaków do benefitów. W najbliższych miesiącach wszystkie wspomniane zagadnienia mogą wpływać znacząco zarówno na sposób pracy zespołów, jak i na przyciąganie nowych pracowników przez firmy.
raport6

-Epidemia koronawirusa zmieniła wiele w naszym życiu zawodowym. Poświęciliśmy i poświęcamy jej sporo uwagi w różnorodnych materiałach i działaniach Pracuj.pl. W najbliższych miesiącach będziemy obserwować wpływ efektów epidemii zarówno na podstawowe kwestie związane z pracą, np. mobilność zawodową, wymagania płacowe, jak i jej bardziej „miękkie” aspekty. Raport pozwala przyjrzeć się, jak zmieniający się wokół nas świat łączy się w pracy z wieloma rolami, które pełnimy w życiu. – podsumowuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

InventionMed wypromuje symulatory medyczne w Portugalii, Hiszpanii oraz Brazylii

0

Technologiczna firma z branży medycznej InventionMed planuje przystąpienie do projektu H-INNOVA – Health Innovation Group. Jest to pierwsza tego typu inicjatywa w Europie skierowana do firm oraz startupów z branży medycznej, której celem jest wprowadzenie innowacji w dziedzinie zdrowia. Spółka podpisała umowę o poufności z członkiem Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej, PremiValor – Estudios, Investimentos e Participacoes Lda – pomysłodawcą projektu.

H-INNOVA – Healt Innovation Group zrzesza obecnie ponad 7 tys. studentów z prestiżowych uniwersytetów medycznych. Wśród jego członków znajdziemy także centra badawcze, firmy i start-upy z różnych krajów w Europie oraz organizacje medyczne z Portugalii, Hiszpanii oraz Brazylii. Obecnie założyciele projektu pracują nad wprowadzeniem innowacji w szpitalach publicznych w Portugalii przy współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Portugalskim Stowarzyszeniem Administratorów Szpitali, które nadzoruje wprowadzanie nowych technologii w sektorze zdrowia w tym kraju.

Przystąpienie do projektu umożliwi InventionMed czynny udział w działaniach związanych z wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań w placówkach medycznych w Portugalii, Hiszpanii oraz Brazylii, a także w innych europejskich krajach. Rodzi to możliwości współpracy biznesowej w zakresie dystrybucji symulatorów TutorDerm oraz wirtualnej strzykawki.

– Udział w projekcie H-INNOWA to ważny krok w kontekście obecności InventionMed na arenie międzynarodowej. Współpraca ta zwiększy możliwości badawczo-rozwojowe, pozwoli na przewidywanie trendów i co ważne – rozszerzy sieć biznesowych kontaktów.
– komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed.

Obecnie InventionMed przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. Równolegle trwają prace nad flagowym projektem – TutorDerm. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Spółka jest również w trakcie opracowywania wirtualnej strzykawki – rewolucyjne na skalę światową urządzenie szkoleniowe, które pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych.

Eksperci: Druga fala pandemii może być dużą szansą dla startupów, szczególnie dla kilku branż

0

Giełda stwarza szanse pozyskania kapitału, również dla startupów i młodych firm. Jednak znawcy tematu nie są zgodni co do tego, czy NewConnect jest optymalnym kierunkiem dla takich podmiotów. Mają wątpliwości, bo sytuacja gospodarcza nie jest zbyt dobra, a inwestorzy ograniczają wydatki na ryzykowne przedsięwzięcia. Natomiast patrząc na temat z drugiej strony, obecnie największe szanse na debiut mają m.in. spółki, które oferują rozwiązania niszowe, w tym związane z walką z koronawirusem. Do tego eksperci dodają, że druga fala pandemii może być zagrożeniem, ale też potencjalną szansą dla spółek planujących wejście na parkiet.

Kierunek giełda

Startupy i młode firmy znowu się ożywiły. Szukają źródeł finasowania. Jedną z opcji pozyskania kapitału pozostaje wejście na giełdę, szczególnie na tzw. mały parkiet, czyli NewConnect. Jak zauważa dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers, banki mają dość konserwatywną politykę udzielania kredytów dla takich podmiotów. Natomiast na giełdzie takie spółki przyciągają zdecydowanie największą rzeszę inwestorów. Jednocześnie zainteresowanie polskim rynkiem papierów wartościowych jest najwyższe od wielu lat, zwłaszcza wśród indywidualnych graczy.

– NewConnect powstał z myślą o małych, dynamicznie rozwijających się firmach. Dziś nadal pozostaje rynkiem dla sektora MŚP, w tym przedsiębiorstw o wysokim potencjale wzrostu, który umożliwia im rozwój i zapewnia nowe źródła finansowania. Tam zadebiutowało wiele firm, których właściciele napotykali problemy z pozyskaniem kapitału w tradycyjny sposób, w postaci np. kredytu bankowego. Dlatego NewConnect wciąż pozostaje ciekawą alternatywą dla mniejszych firm – komentuje Piotr Borowski, członek zarządu GPW.

Jak stwierdza ekonomista prof. Krzysztof Piech, mały parkiet był bardzo dobrym pomysłem, wzorowanym na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Natomiast już realizacja nie była zgodna z trendami występującymi na świecie. W efekcie NewConnect został drobną, prowincjonalną giełdą zasilaną głównie kapitałem krajowym. W związku z tym nie daje odpowiedniej możliwości polskim startupom wypromowania się i pozyskania zagranicznego kapitału. Zdaniem eksperta, korzystniejsze byłoby ułatwienie wchodzenia na Nasdaq czy inne globalne giełdy.

– Na NewConnect można szybciej zadebiutować, bo są mniejsze ograniczenia administracyjne i wymogi. Natomiast o giełdach globalnych mogą myśleć naprawdę duże firmy. One muszą mieć siłę przyciągnięcia kapitału zagranicznego. Trzeba też pokryć koszty związane z emisją, znacznie większe niż w kraju, a to niebagatelna kwestia. Ponadto, inwestorzy zagraniczni nie będą wchodzić z kapitałem w małą polską firmę, która dopiero może urosnąć – analizuje główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers.

Natomiast ekonomista Marek Zuber przekonuje, że mały parkiet niekoniecznie sprawdza się jako miejsce pozyskania kapitału dla typowych startupów. Grupa prywatnych inwestorów zainteresowanych nimi pozostaje stosunkowo niewielka. A takich dobrze rokujących rozwiązań nie ma za wiele. Być może szybciej można zdobyć środki za pośrednictwem platform crowdfundingowych. Jednak zebranie kilkuset tysięcy złotych z reguły bywa problemem. Według eksperta, wejść na NewConnect można, żeby się scashować, a więc to już musi być któryś etap rozwoju spółki. Pytanie tylko, czy dziś jest wystarczający popyt na akcje.

Debiut w pandemii

– Dla firm dobry okres na wchodzenie na giełdę jest wtedy, gdy notowania rosną, kiedy jest duże zainteresowanie wśród inwestorów. I tak jest właśnie teraz. Ale nie wiemy, jak długo to potrwa. Nie możemy bowiem powiedzieć, że sytuacja gospodarczo jest specjalnie dobra. Raczej widzimy sporo zagrożeń i może się okazać, że lada moment będzie dużo gorzej. Spółki muszą się liczyć się z tym, że jeśli coś się zmieni, to taka emisja może się nie powieść – stwierdza dr Kwiecień.

Prof. Piech przekonuje, że to nie jest specjalnie dobry czas dla startupów. Mimo wzrostów na giełdach międzynarodowych, pozyskanie kapitału nie było łatwe w ostatnich miesiącach. Część inwestorów będzie ograniczała wydatki, zwłaszcza te związane z niepewnymi przedsięwzięciami, a ryzyko w przypadku startupów zawsze jest duże. W związku z tym częściej będą wybierane firmy o uznanej reputacji.

– Dzisiaj rozważanie emisji akcji przez tzw. mały parkiet jest oczywiście możliwe. Jednak startup musi być już dojrzały, czyli winien posiadać gotowy i przetestowany produkt, jego odbiorców i tym samym odpowiednie przychody. Można też stwierdzić, że obecna niepewność skutkuje brakiem zainteresowania nabywaniem akcji na mało płynnym rynku kapitałowym, jakim jest NewConnect – wyjaśnia Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA S.A.

Jak podkreśla Marek Zuber, polska giełda jest w kryzysie. Przejawia się to m.in. tym, że już prawie od trzech lat więcej spółek schodzi z niej, niż na nią wchodzi. Natomiast prof. Piech przekonuje, że wejście na NewConnect nie gwarantuje sukcesu, biorąc pod uwagę to, jakie firmy decydowały się na ten krok. Być może lepsze dla startupów byłoby sięgnięcie od razu po kapitał globalny. Wtedy następuje weryfikacja z punktu widzenia inwestora międzynarodowego, czy oferta w skali światowej ma sens.

Perspektywy są jasne

– Dziś na giełdzie największym powodzeniem cieszą się branże nowatorskie, takie jak gaming, fotowoltaika, ekologia czy IT. Takie spółki niesamowicie podrożały. Nowe emisje często są traktowane przez inwestorów jako szansa wejścia do firmy, która może jeszcze dać zarobić – informuje dr Kwiecień.

Z kolei prezes Głowacki zaznacza, że największe szanse na debiut na tzw. małym parkiecie mają producenci gier komputerowych. Tak można wywnioskować na podstawie wycen spółek na GPW S.A. Jednak wytworzenie czegoś bardziej skomplikowanego niż „kółko i krzyżyk” wymaga dużej pracy i prawdziwych milionów złotych. Ekspert z Grupy Kapitałowej DGA uważa, że obecnie rynkową szansę mają podmioty niszowe, z wysoką kompetencją. Przykłady to przemysłowy Internet rzeczy, dedykowane rozwiązanie informatyczne podnoszące efektywność funkcjonowania obszarów przedsiębiorstwa czy automatyka i robotyzacja procesów produkcyjnych.

– Spore szanse mają pomysły bezpośrednio związane z walką z koronawirusem. To mogą być proste rzeczy, typu maseczki czy przyłbice, ale też bardziej wyrafinowane rozwiązania, choć niekoniecznie szczepionki. Jednak to nie muszą być firmy, które mają dużą wartość dodaną, bo wystarczy, że są dystrybutorami. Podobnie jest z tematami dot. bezpieczeństwa pracy zdalnej, czyli np. systemami ograniczającymi kradzież informacji. Widać też zapotrzebowanie na rozwiązania związane z logistyką i zwiększające efektywność obrotu towarowego – dodaje Marek Zuber.

Niepewna przyszłość

W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że jesienią może nadejść druga fala pandemii. Według dr. Kwietnia, to może być zagrożeniem dla startupów i młodych firm rozważających debiut na parkiecie. Nastroje giełdowe są chybotliwe i potrafią się zmieniać dość gwałtownie. 3 miesiące temu były ogromne obawy, że emisja nie dojdzie do skutku, bo wszyscy byli sparaliżowani. Teraz na rynku jest euforia, szczególnie wśród inwestorów indywidualnych. Za chwilę jednak może się okazać, że jest ona zupełnie nieuzasadniona. To nie jest sytuacja, gdzie mamy boom gospodarczy, który może trwać latami i na horyzoncie jest czyste niebo.

– Biorąc pod uwagę procesy makroekonomiczne, które już się rozpoczęły w gospodarkach światowych, to jesienią będzie pierwsza fala recesyjna. Ona będzie związana z dekoniunkturą na zachodzie Europy, wpłynie też na polską gospodarkę. Z kolei wiosną przyszłego roku pojawi się druga fala. Wtedy dołoży się do tego dekoniunktura w Stanach Zjednoczonych, która przez zachód kontynentu dotrze do naszego kraju. Generalnie to nie będzie dobry czas dla inwestorów, również na GPW – dodaje prof. Piech.

Natomiast jak przekonuje prezes Głowacki, każda sytuacja kryzysowa, a taką może być druga fala pandemii, jest zagrożeniem, ale także dużą szansą. Elastyczna firma, z dużym potencjałem, winna znaleźć dla siebie niszę dla wykreowania usług lub produktów. Teraz zbieramy doświadczenia po okresie funkcjonowania w całkowicie odmienionych warunkach. I jak podsumowuje ekspert z DGA, w zasadzie to może być dobry czas dla startupów. One na pewno muszą być przygotowane w aspekcie optymalizacji kosztów stałych i ciągłego penetrowania rynku i jego potrzeb.

Pandemia może zwiększyć popyt na doradztwo finansowe. Polacy będą szukać sposobów na pomnożenie gotówki

Pandemia może zwiększyć popyt na doradztwo finansowe. Polacy będą szukać sposobów na pomnożenie gotówki 1

Strach przed koronawirusem i kryzysem w połączeniu z bardzo niskim oprocentowaniem lokat sprawiły, że tylko w marcu i kwietniu Polacy wypłacili z banków rekordową kwotę 46 mld zł, a więcej osób trzyma swoje oszczędności w gotówce.  – Trzymanie pieniędzy w  skarpecie nie jest dobrym zabezpieczeniem na 2020 rok. Podstawą tego zabezpieczenia jest dbałość o finanse osobiste – mówi prezes Fundacji EFPA Polska, Mariola Szymańska-Koszczyc. Jak podkreśla, w trudnych czasach warto zwrócić się do profesjonalnego doradcy finansowego, który pomoże w podjęciu dobrej decyzji i pomnożeniu gotówki. W Polsce rozwój rynku doradztwa finansowego wciąż jednak utrudniają nieprzystające regulacje i przekonanie klientów, że nie muszą płacić za tego typu usługi.

– Pierwszym szokiem dla Polaków będzie przyzwyczajenie się do tego, że pieniądze trzymane w banku, na rachunku bieżącym albo depozycie, będą nieoprocentowane. Niewykluczone, że za chwilę będziemy musieli płacić za to, żeby pieniądze były bezpieczne w banku. To jest zupełnie nowe otwarcie. Myślę jednak, że trzymanie pieniędzy w skarpecie nie jest dobrym zabezpieczeniem na ten rok. Podstawą tego zabezpieczenia jest dbałość o nasze finanse osobiste, czyli powinniśmy wiedzieć, ile ich mamy, jakie są nasze potrzeby, jak będą się one zmieniały i jak się na nie przygotować, np. na zakup mieszkania, edukację dzieci, emeryturę czy wsparcie rodziców, którzy np. będą potrzebowali opieki – mówi agencji Newseria Biznes Mariola Szymańska-Koszczyc, prezes EFPA Polska – Fundacji na rzecz Standardów Doradztwa Finansowego, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Według danych NBP średnie oprocentowanie lokat bankowych zakładanych w kwietniu spadło poniżej 1 proc. i wyniosło 0,93 proc. Z wyliczeń firmy Expander wynika, że dla kwoty 10 tys. zł ulokowanej na rok przeciętna kwota odsetek spadła z 126 zł przed rokiem do 75 zł obecnie, a w kolejnych miesiącach będzie jeszcze gorzej. To oznacza, że więcej osób niż dotychczas będzie wycofywać pieniądze z lokat. Potwierdza to zresztą fakt, że Polacy nigdy w historii nie wypłacili dotąd z banków tak dużej gotówki, do czego przyczynił się strach przed kryzysem w połączeniu z bardzo niskim oprocentowaniem lokat. Z danych NBP wynika, że od końca lutego do końca maja br. Polacy wypłacili z banków 54 mld zł, co spowodowało wzrost gotówki w obiegu o 23 proc.

– Polacy potrzebują profesjonalnego doradztwa finansowego. W trudnych czasach niezbędny jest partner, który powie, jak się zabezpieczyć, jak zrealizować swoje życiowe potrzeby bezpiecznie, ale też efektywnie. Doradca finansowy jest trochę jak lekarz pierwszego kontaktu. Tym bardziej że skutki koronawirusa dopiero odczujemy, więc potrzebujemy profesjonalistów, żeby pomogli nam podejmować dobre decyzje – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Jak ocenia, pandemia nie powinna zmniejszyć zapotrzebowania na fachowe doradztwo finansowe, bo to jest Polakom potrzebne. Jak wynika z  badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2020” przeprowadzonego w lutym tego roku na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości (WIB) i Fundacji GPW, ponad połowa Polaków (52 proc.) uważa, że ich wiedza o finansach jest mała lub bardzo mała. Najsłabiej w sferze wiedzy finansowej czują się osoby młode w wieku 18–24 lata (83 proc.). Co drugi badany z tej grupy wiekowej deklaruje, że przy podpisywaniu umów finansowych sprawdza jedynie podstawowe zapisy i zgodność danych osobowych. Jednym z najtrudniejszych dla Polaków zagadnień jest inwestowanie – 57 proc. wskazuje niedostateczny poziom wiedzy jako kluczową barierę w inwestowaniu na giełdzie.

– Im mniej mamy pieniędzy, tym lepiej powinniśmy się nimi zajmować. Często poświęcamy finansom zbyt mało czasu, nie lubimy tego, odkładamy na później – i to jest zła strategia. Mamy w Polsce grono takich osób, którym klienci mogą zaufać, którzy zaoszczędzą nam czas, jaki musimy poświęcać na swoje finanse osobiste, i podpowiedzą skutecznie, co zrobić, kiedy mamy mniej pieniędzy, i ułatwią zajęcie się nimi – mówi ekspertka.

Jak podkreśla, na polskim rynku fachowe doradztwo w obszarze finansów utrudniają regulacje nieprzystające do rynkowych realiów.

– W instytucjach finansowych jest rzesza osób nazywanych doradcami finansowymi, którzy w praktyce nie mogą doradzać – oni mogą klientowi tylko przekazać informację. Dzisiaj zgodnie z regulacjami w obszarze produktów inwestycyjnych doradzić klientowi może tylko licencjonowany doradca inwestycyjny. Przekładając to na strukturę dyplomów wyższych uczelni – przed nami powinien siedzieć pan z doktoratem, żeby powiedzieć, jaki instrument finansowy pasuje do naszego profilu czy etapu życia. De facto więc mamy dziś bardzo mało doradztwa na rynku, a potrzebujemy więcej – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Zauważa też, że Polacy nie są przyzwyczajeni do płacenia za doradztwo finansowe, ponieważ zwykle wynagrodzenie doradcy jest opłacane z kosztów produktu finansowego, który klient nabywa.

– Na polskim rynku warto przynajmniej zainicjować dyskusję na temat tego, jak płacimy za produkty finansowe, w tym za doradztwo finansowe – mówi prezes EFPA Polska. – Idąc po kredyt czy fundusz inwestycyjny, nie płacimy za rekomendację, którą dostajemy. Praca doradców jest opłacana z kosztów tego produktu, który kupujemy. Dlatego klienci są przekonani, że nie płacą za doradztwo. Ale tak jak nie ma darmowych obiadów, tak nie ma darmowego doradztwa i trzeba zapłacić za to, co się dostaje.

Przedsiębiorcy liczą na progospodarcze inicjatywy prezydenta. Oczekują też jasnych standardów stanowienia prawa

Przedsiębiorcy liczą na progospodarcze inicjatywy prezydenta. Oczekują też jasnych standardów stanowienia prawa 2

Organizacje zrzeszające przedsiębiorców apelują do prezydenta o jasne określenie kryteriów, które musi spełniać ustawa dotycząca spraw gospodarczych, by zyskać jego podpis. Postulują, żeby każda tego typu zmiana prawa była poprzedzona konsultacjami ze stronami dialogu społecznego i przedstawicielami przedsiębiorców, zapewniała odpowiednio długie vacatio legis, a te dotyczące zwiększania obciążeń podatkowych wymagały 3/5 większości sejmowej. – Prezydent nie wpływa bezpośrednio na gospodarkę i przedsiębiorczość, ale może być otwarty na głosy środowiska przedsiębiorców – uważa główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Prezydent nie dysponuje szerokimi kompetencjami w zakresie przedsiębiorczości czy gospodarki, pełni jednak istotną rolę w procesie legislacyjnym – przypomina Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Prezydent może wspierać dobre inicjatywy, może, korzystając z prawa weta, blokować takie zmiany prawa, które jeszcze utrudnią wychodzenie z kryzysu, i może także być otwarty na głosy środowiska przedsiębiorców dotyczące potrzebnych  zmian w prawie. Wykorzystując swoją inicjatywę ustawodawczą, może zgłaszać projekty ustaw, które będą tworzyć korzystniejsze środowisko dla rozwoju przedsiębiorczości.

Jeszcze w kampanii wyborczej członkowie Rady Przedsiębiorczości apelowali do kandydatów na urząd Prezydenta RP, by przyjęli oni szereg zobowiązań, które gwarantowałyby wysoki standard stanowienia prawa

– Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich i inne organizacje zrzeszone w Radzie Przedsiębiorczości apelowaliśmy do kandydatów i apel ten podtrzymujemy w stosunku do zwycięskiego kandydata, by jasno zadeklarował, jakie minimalne standardy musi spełniać ustawa z zakresu prawa gospodarczego, by kwalifikowała się do podpisu – podkreśla Łukasz Kozłowski.

Za najważniejsze standardy właściciele firm uważają konsultacje z przedstawicielami Rady Dialogu Społecznego oraz reprezentacją przedsiębiorców (np. organizacjami branżowymi). Kolejnym warunkiem byłby odpowiedni okres na wdrożenie przepisów, czyli vacatio legis. W poprzedniej kadencji Andrzeja Dudy zdarzały się bowiem sytuacje błyskawicznego procedowania ustaw z bardzo krótkim okresem przystosowawczym.

Przykładem takiej ustawy jest tzw. podatek cukrowy – projekt opublikowano tuż przed weekendem bezpośrednio poprzedzającym święta Bożego Narodzenia, a termin zakończenia konsultacji wyznaczono na 10 stycznia, czyli przez okres świąteczno-noworoczny, kiedy wiele osób ma wolne. Ustawa miała zaś wejść w życie 1 kwietnia (potem zgodzono się na przesunięcie terminu na 1 lipca), co uniemożliwiałoby przedsiębiorcom przygotowanie się do zmian, czyli np. wdrożenie nowych, zdrowszych receptur i przestawienie produkcji. Gdy analogiczny podatek wprowadzano w Wielkiej Brytanii, producenci mieli na dostosowanie dwa lata. Ostatecznie przez pandemię temat nowego podatku został wstrzymany.

Postulujemy, by wszelkie ustawy, które zwiększają obciążenia finansowe przedsiębiorców, podnoszą podatki, były przyjmowane większością 3/5 głosów w parlamencie. Jako przedsiębiorcy rozumiemy potrzebę przywracania równowagi budżetowej, zwłaszcza po tym czasie, kiedy deficyt budżetowy musiał znacząco wzrosnąć z powodu konieczności wdrażania na szeroką skalę działań antykryzysowych – mówi główny ekonomista FPP. –Mamy pełną świadomość tego, że rząd będzie musiał szukać dodatkowych środków na sfinansowanie tak dużych wydatków państwa. Uważamy jednak, że należy szukać tych pieniędzy w sposób odpowiedzialny, który w możliwie najmniejszy sposób wpłynie na zaburzanie działalności gospodarczej w Polsce i będzie miał możliwie najmniej szkodliwy wpływ na poziom aktywności w naszej gospodarce.

Jego zdaniem warunek uchwalania ustaw zwiększających obciążenia przedsiębiorców większością trzech piątych głosów zagwarantowałby, że akceptowane w parlamencie byłyby tylko te ustawy, co do których osiągnięto konsensus różnych stron, czyli odpowiednio przemyślane i dobrze skonsultowane ze wszystkimi zainteresowanymi. Główny ekonomista FPP przekonuje, że nie chodzi o blokowanie wszelkich podwyżek podatków, które czasami mogą być konieczne, tylko o szukanie rozwiązań najmniej inwazyjnych dla firm, a co za tym idzie – dla gospodarki. Jest to tym istotniejsze, że jesienią prawdopodobnie pojawi się zniechęcenie spowodowane słabymi wynikami polskiej gospodarki, skończą się tarcze antykryzysowe i proces wychodzenia z kryzysu spowolni.

Podkreśla przy tym, że problemem nie jest wysokość obciążeń podatkowych, bo ta kształtuje się na poziomie średniej dla krajów Wspólnoty, lecz szybkie zmiany prawa, jego niestabilność oraz niejednoznaczne interpretacje przepisów. Nie jest to przy tym kwestia tylko ostatniej kadencji.

– Przez większość czasu w ostatnich dekadach to właśnie złe prawo było największym hamulcem rozwoju firm. Dlatego absolutnie nie można bagatelizować wpływu ustanowionego prawa i jego jakości na działalność gospodarczą, ponieważ w przypadku kilku branż to właśnie regulacje były głównym hamulcem decyzji o inwestycjach, tak jak w przypadku regulacji dotyczących składek na ubezpieczenia społeczne, limitu trzydziestokrotności czy budowy elektrowni wiatrowych, które zmieniały się tak często, że rozwój tego rynku na kilka lat został zahamowany – przypomina Łukasz Kozłowski. – Ważne jest, by prawo było konstruowane w taki sposób, by było jasne, przejrzyste i tworzyło równe warunki gry rynkowej dla wszystkich firm.

Polska w ogonie Europy pod względem leczenia alergii – z 12 mln osób chorych odczula się tylko 20 proc. Brak leczenia zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19

Polska w ogonie Europy pod względem leczenia alergii – z 12 mln osób chorych odczula się tylko 20 proc. Brak leczenia zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19 3

Alergia to problem 12 mln Polaków. Przyczyną jej rozwoju są alergeny znajdujące się w pyłkach drzew, traw, zbóż, chwastów, odchodach roztoczy kurzu domowego czy w sierści i naskórku zwierząt domowych. Najczęstsze objawy choroby to katar, zatkany nos, zaczerwienienie spojówek, swędzenie oczu czy suchy kaszel. Alergia to nie tylko choroba dokuczliwa, ale i groźna. Nierozpoznana albo nieleczona prawidłowo może prowadzić do rozwoju astmy oskrzelowej. Dlatego lekarze podkreślają, że kluczowa jest szybka diagnoza i leczenie, które zwłaszcza teraz – w czasie pandemii SARS-CoV-2 – może zapobiec wniknięciu wirusa do organizmu przez błony śluzowe.

– W dobie COVID-19 alergie, alergiczny nieżyt nosa i astmę oskrzelową leczymy tak samo jak wcześniej. Nie rezygnujemy z żadnych leków. Leczenie przewlekłego procesu zapalnego – zarówno w nosie, jak i w płucach – powoduje, że błona śluzowa nosa staje się bardziej odporna na wniknięcie alergenu, natomiast błona śluzowa układu oddechowego staje się lepiej zabezpieczona przed wniknięciem wirusa, w tym SARS-CoV-2. Zatem nie zmieniamy nic, staramy się właściwie optymalizować leczenie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Piotr Dąbrowiecki, alergolog z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Centralnego Szpitala Klinicznego MON, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Choroby Alergiczne i POChP.

Choroby alergiczne są określane mianem epidemii XXI w. Według Światowej Organizacji Alergii u 30–40 proc. całej populacji występuje co najmniej jedno ze schorzeń alergicznych. Z kolei WHO podaje, że zajmują one już trzecią pozycję na liście najczęstszych chorób przewlekłych. Według danych przytaczanych przez NFZ w Polsce na alergie cierpi w sumie około 12 mln osób. 8 mln ma alergiczny nieżyt nosa, a ponad 4 mln walczy z astmą, która najczęściej ma właśnie podłoże alergiczne. Zachorowań szybko przybywa, co wiąże się m.in. z rozwojem cywilizacyjnym.

– Niezauważona alergia powoduje, że nie rozpoznajemy patologii, która prowadzi do rozwoju powikłań, np. polipów nosa czy przewlekłego zapalenia zatok. Podobnie jest w astmie oskrzelowej – większość chorych to alergicy. Jeżeli nie rozpoznamy jej na czas i nie wdrożymy odpowiedniego leczenia, np. immunoterapii, może to wprost doprowadzić do rozwoju ciężkiej astmy oskrzelowej, którą już bardzo trudno leczyć. Potrzebujemy dużo sił i środków, żeby „okiełznać” takiego pacjenta. Wszystko zaczyna się od podstaw, czyli właśnie od rozwoju alergii. Nie musiałoby do tego dojść, gdybyśmy rozpoznali ją na czas – mówi dr Piotr Dąbrowiecki.

Alergia to cały szereg schorzeń objawiających się między innymi świądem, łzawieniem i pieczeniem oczu, zaczerwienieniem spojówek, katarem, niedrożnością nosa, kichaniem, pokrzywką, obrzękiem nosa i jamy ustnej, dusznością, kaszlem i świszczącym oddechem. Atak choroby wywołują m.in. roztocze kurzu domowego, pleśnie, pyłki roślin, niektóre pokarmy, sierść i skóra zwierząt, jad owadów, leki czy substancje chemiczne zawarte np. w kosmetykach. Jeżeli symptomy utrzymują się długi czas, mogą być bardzo uciążliwe i groźne dla zdrowia. Mogą powodować atopowe zapalenie skóry albo katar, atakować układ oddechowy, a nawet wywoływać groźny dla życia wstrząs anafilaktyczny. Nierozpoznana albo leczona nieprawidłowo może prowadzić do powikłań i cięższych schorzeń, takich jak astma czy POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc), która według WHO jest już trzecią wiodącą przyczyną śmierci na świecie.

– Zwykle zaczyna się od łagodniejszych objawów obejmujących spojówki i nos. Mogą też dochodzić symptomy ze strony oskrzeli, np. suchy kaszel, a następnie pojawiają się duszności i objawy astmy. Gorzej jest w przypadku pacjentów uczulonych na roztocze kurzu domowego, bo tutaj kontakt z alergenem nie jest sezonowy, ale trwa cały rok. Dlatego w ich przypadku ryzyko astmy oskrzelowej jest większe, ale mogą pojawić się też objawy atopowego zapalenia skóry. To są choroby cięższe, które wymagają kompleksowego leczenia – mówi prof. dr hab. n. med. Marek Jutel, kierownik Katedry Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI)

Alergie mają zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy w młodym wieku nie mieli symptomów. Skłonność do niej jest dziedziczna, ale za wzrost zachorowań w dużym stopniu odpowiedzialne są też czynniki cywilizacyjne, np. dym papierosowy, środki chemiczne czy smog. Lekarze podkreślają, że kluczowe jest szybkie postawienie diagnozy i wdrożenie leczenia przyczynowego.

– Kiedy diagnozujemy alergię albo zależne od niej choroby nosa czy układu oddechowego, w tym astmę oskrzelową, należy leczyć je przyczynowo z zastosowaniem immunoterapii swoistej, czyli odczulania. Podajemy lek uszyty na miarę potrzeb konkretnego pacjenta. Jeżeli przykładowo jest uczulony na roztocze, wtedy ten lek zawiera w sobie roztocze, odwraca kaskadę działań niepożądanych, pacjent przestaje na nie reagować i denerwować się, kiedy jego nos i płuca czują ich obecność. Tak działa immunoterapia – tłumaczy dr Piotr Dąbrowiecki.

Immunoterapia – nazywana popularnie odczulaniem – jest jedyną metodą leczenia alergii, która zwalcza ich przyczynę, a nie tylko objawy. Jest stosowana od dawna, to bezpieczna i skuteczna terapia, która zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i innych, ciężkich chorób alergicznych. Jak podkreśla dr Dąbrowiecki, w Polsce wciąż jest jednak stosowana zbyt rzadko.

– Ponad 12 mln Polaków ma alergię objawową. To są osoby, które mają alergiczny nieżyt nosa, spojówek, objawy astmy alergicznej czy atopowego zapalenia skóry. Około 150–200 tys. osób się odczula, a to jest kropla w morzu potrzeb. Dobrze by było, aby pacjenci mieli szerszy dostęp do immunoterapii – zaznacza ekspert z Centralnego Szpitala Klinicznego MON.

Takie jest też zalecenie z tegorocznego kongresu Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, który odbył się w czerwcu w Wiedniu. To największe na świecie wydarzenie, podczas którego między innymi omawiane i prezentowane są nowe doniesienia i wytyczne w leczeniu alergii.

 EAACI zaleca wprost, żeby – kiedy to tylko możliwe – odczulać pacjentów i próbować przywrócić tolerancję na alergen: czy to w formie iniekcyjnej, podjęzykowej, czy w formie kropli bądź tabletek. Dzięki temu można zdecydowanie lepiej i optymalnie leczyć błony śluzowe nosa i układ oddechowy. Jeżeli zaniedbamy immunoterapię, skupimy się tylko na leczeniu objawowym, to efekt nie będzie długofalowy – podkreśla dr Piotr Dąbrowiecki.

Efektywność różnych form terapii jest niemal taka sama. Leczenie trwa od trzech do pięciu lat, ale w przypadku immunoterapii podjęzykowej w tabletkach zaletą jest to, że pacjent może przyjmować ją w domu, samodzielnie, a do alergologa musi zgłosić się raz na trzy miesiące. W Polsce ta forma nie jest jednak refundowana.

 Immunoterapia podjęzykowa jest bardzo skuteczną formą terapii. Mamy badania kliniczne na dużych grupach pacjentów, które wykazały, że wyraźnie zmniejsza występowanie objawów i znacznie poprawia komfort życia. U wielu pacjentów te objawy znikają całkowicie. Problemem jest jednak właśnie brak refundacji, przez co w Polsce nie jest ona stosowana tak szeroko, jak powinna i jak oczekiwaliby tego pacjenci – mówi prof. Marek Jutel.

Jak podkreśla ekspert, w czasie pandemii SARS-CoV-2 immunoterapia podjęzykowa, którą można przyjmować w domu, jest dużo bezpieczniejszą formą leczenia, która nie wymaga częstych wizyt w gabinetach lekarskich.

– W sezonie covidowym musimy zoptymalizować leczenie chorób alergicznych, żeby zabezpieczać przed wnikaniem wirusa do organizmu przez górne czy dolne drogi oddechowe – podkreśla dr Piotr Dąbrowiecki. – Warto teraz leczyć nos, brać leki antyhistaminowe, sterydy donosowe czy wziewne, bo ich stosowanie zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 u osób z astmą, które już zostaną zarażone. Nie wiemy też, co będzie jesienią i czy pandemia z nami nie zostanie. Dobrze byłoby mieć możliwość leczenia pacjentów nie tylko w gabinecie, ale i w domu – bez konieczności wizyt w przychodni czy szpitalu. Dlatego też dobrym pomysłem jest rozwinięcie panelu immunoterapii opartej na tabletkach czy kroplach pod język.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej. Więcej informacji na stronie Facebooka: Zerwij z alergią wybierz zdrowie.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Sprzedaż okularów przez internet może znacząco wzrosnąć. Polska aplikacja pozwoli przymierzyć oprawki w rozszerzonej rzeczywistości

Narzędzia oparte na rozszerzonej rzeczywistości, które umożliwiają wirtualne przymierzenie produktu przed zakupem w sieci, mogą zminimalizować liczbę zwrotów. – Według niemieckiego zrzeszenia branży internetowej Bitkom co ósmy zakup w internecie jest zwracany do sklepu, co zwiększa koszty poniesione przez sprzedawców – tłumaczy Beata Badzyńska z Sensi Labs, firmy, która stworzyła aplikację Glasses Click & Fit pozwalającą wirtualnie dopasować okulary. Innowacyjne rozwiązanie nie nakłada oprawek na zdjęcie, ale tworzy realny model 3D twarzy, dzięki czemu klient może w telefonie przejrzeć się jak w lusterku. Aplikacja działa na platformie iOS oraz, co było dotąd niespotykane, na Androidzie.

 Wprowadzenie rozszerzonej rzeczywistości do e-commerce pozwala zminimalizować liczbę zwrotów, gdyż przed zakupem klient ma możliwość wirtualnego przymierzania tych produktów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Beata Badzyńska, dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Jak wynika z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2020”, 27 proc. internautów nie kupuje w sieci, a w 43 proc. przypadków przyczyną jest chęć obejrzenia produktu przed zakupem. Dlatego też coraz więcej e-sklepów inwestuje w rozwiązania oparte na technologii rozszerzonej rzeczywistości z myślą o przyciąganiu kolejnych klientów i zwiększaniu sprzedaży. Możliwość wirtualnej przymiarki sprawdza się w zakupach ubrań czy dodatków, ale także np. mebli. Największe koncerny meblowe wprowadziły możliwość wirtualnego dopasowania sprzętu domowego do wnętrza.

Jednym z przykładów rozwiązań dla branży fashion jest stworzona przez Sensi Labs aplikacja Glasses Click & Fit, która pozwala dopasować oprawki do kształtu twarzy i sprawdzić, jak będziemy w nich wyglądać.

 Rozwiązanie zaproponowane przez Sensi Labs jest jednym z najnowocześniejszych na świecie. W trakcie wirtualnego przymierzania okularów do odwzorowania twarzy aplikacja na platformę iOS wykorzystuje technologię wprowadzoną przez Apple w modelu iPhone X. Dzięki wykorzystaniu osiągnięć technologii rozszerzonej rzeczywistości i kamerze TrueDepth, która wyświetla siatkę 30 tys. punktów, tworząc realny model 3D twarzy, od razu wiemy, jak będziemy wyglądać w danych oprawkach – mówi Beata Badzyńska.

Co więcej, aplikacja działa nie tylko na urządzenia iOS, ale także na Androidzie.

– Innowacyjność rozwiązania Sensi Labs polega również na tym, że jako jedyni w Europie stworzyliśmy równolegle aplikację na Androida, która do rozszerzonej rzeczywistości implementuje technologię AR Foundation i Augmented Face. Z kolei ARCore pozwala prawidłowo tworzyć model 3D twarzy. Wszystko po to, aby odwzorowanie twarzy i przymierzanych okularów było jak najdokładniejsze – wskazuje dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Narzędzie jest przeznaczone dla producentów okularów, dystrybutorów i sklepów optycznych. Można je zintegrować z już istniejącymi aplikacjami lub opracować jako niezależną aplikację. Glasses Click & Fit ma na celu zwiększenie sprzedaży online, dając klientom możliwość wypróbowania produktów w zaciszu własnego domu. Technologia AR pozwala zobaczyć siebie w okularach, tak jakby użytkownik stał przed prawdziwym lustrem.

– To usługa komplementarna, obejmująca także wykonanie modeli 3D oraz wstawienie do aplikacji wszystkich oprawek. Klienci otrzymają komfort wirtualnego przymierzania przed zakupem. Będą mogli zrobić sobie zdjęcie, wysłać znajomym, aby uzyskać opinie, czy też opublikować je w social mediach. Wirtualne przymierzanie okularów gwarantuje realną oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów przy zwracaniu nieudanych zakupów – podkreśla Beata Badzyńska.

Według analityków Fortune Business Insights rynek rozszerzonej rzeczywistości w najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 50 proc. średniorocznie. Jednym z głównych motorów napędowych ma być branża sprzedaży detalicznej.

Technosygnatury mogą pomóc w odkryciu inteligentnych cywilizacji. Naukowcy będą szukać paneli słonecznych i śladów przemysłowego zanieczyszczenia atmosfery [DEPESZA]

W Drodze Mlecznej może być nawet 36 inteligentnych cywilizacji. Średni dystans do jednej z nich wynosi jednak około 17 tys. lat świetlnych. Naukowcy starają się szukać życia poza naszym Układem Słonecznym za pomocą teleskopów nowej generacji czy małych sond kosmicznych. NASA udzieliła grantu grupie astronomów na przeszukanie Wszechświata pod kątem oznak obcych cywilizacji za pomocą „technosygnatur” – przemysłowych zanieczyszczeń atmosfery, świateł miast, ogniw fotowoltaicznych czy satelitów.

Grupa naukowców z Uniwersytetu w Nottingham opracowała nową kalkulację opartą na „ewolucji kosmicznej”. Przy założeniu, że ​​życie na Ziemi jest mniej więcej reprezentatywne dla sposobu, w jaki życie ewoluuje w dowolnym miejscu we wszechświecie – na skalistej planecie, we właściwej odległości od odpowiedniej gwiazdy, po około 5 mld lat. W ten sposób wyliczyli, że w Drodze Mlecznej istnieje co najmniej 36 inteligentnych cywilizacji. Według badaczy średni dystans do jednej z nich wynosi ok. 17 tys. lat świetlnych.

Do szukania obcych cywilizacji naukowcy wykorzystywali przede wszystkim zaawansowane teleskopy. Niedawno zaś NASA udzieliła grantu grupie badaczy z Centrum Astrofizyki Harvard & Smithsonian i Uniwersytetu w Rochester na przeszukanie Wszechświata pod kątem oznak obcych cywilizacji za pomocą „technosygnatur”.

– Technosygnatury to ślady zaawansowanych technologii obcej cywilizacji, podobnych lub może nawet bardziej wyrafinowanych niż to, co posiadamy – tłumaczy Avi Loeb z Uniwersytetu w Harwardzie. – Takie sygnatury mogą obejmować przemysłowe zanieczyszczenie atmosfery, światła, ogniwa fotowoltaiczne (panele słoneczne), megastruktury czy roje satelitów.

Jednym ze sposobów, aby dowiedzieć się, czy na danej planecie może istnieć życie, jest poszukiwanie bioznaków. Gdy światło gwiazd odbija się od planety lub przechodzi przez jej atmosferę, gazy pochłaniają określone długości fal. Widmo obserwowane przez teleskop może pokazać, czy obecne są gazy związane z życiem, takie jak tlen, dwutlenek węgla lub metan. Od bioznaków znacznie dokładniejsze mogą być jednak technosygnatury –  zanieczyszczenia chemiczne dookoła planet, które mogą świadczyć o istnieniu inteligentnej, obcej cywilizacji.

– Zanieczyszczamy ziemską atmosferę naszą działalnością przemysłową –  twierdzi Avi Loeb. – Gdyby inna cywilizacja robiła to znacznie dłużej niż my, wówczas atmosfera jej planety mogłaby wykazywać wykrywalne oznaki sztucznie wytwarzanych cząsteczek, których natura prawdopodobnie nie produkuje spontanicznie, takich jak freony (CFC).

Naukowcy rozpoczną projekt od przyjrzenia się dwóm możliwym technosygnaturom, które mogą wskazywać na aktywność technologiczną na innej planecie. Według naukowców astronomowie powinni szukać obecności freonów w atmosferze planet, co może wskazywać na obecność działalności przemysłowej. Inną sygnaturą są panele słoneczne. Gwiazdy są jednym z najpotężniejszych generatorów energii we wszechświecie. Na Ziemi wykorzystujemy energię słoneczną, podobnie inne cywilizacje mogłyby wykorzystać swoje gwiazdy. Jeśli cywilizacja używa paneli słonecznych, światło odbite od planety miałoby pewną sygnaturę widmową, wskazującą na obecność takich kolektorów. Przykładem może być najbliższa gwiazda, Proxima Centauri, gospodarz planety nadającej się do zamieszkania, Proxima b.

– Wokół najbliższej Ziemi gwiazdy, Proximy Centauri (oddalonej od Ziemi o 40 bln km – przyp.red.), krąży planeta nadająca się do zamieszkania, Proxima b. Uważa się, że planeta jest na stale odwrócona w kierunku gwiazdy i ma stałe strony nocy i dnia – wskazuje Avi Loeb.

Astronom Frank Drake (założyciel instytutu SETI – Search for Extraterrestrial Intelligence) twierdził np., że w galaktyce może być 10 tys. inteligentnych cywilizacji. Najnowsze obliczenia mówią nawet o 36 tys. Włoch Enrico Fermi zapewniał z kolei, że ​​gdyby istniało inteligentne życie, już byśmy je spotkali. Jeśli jednak inteligentna, obca cywilizacja istniała, poprzez szukanie technosygnatur będzie można ją szybciej zidentyfikować.

– Mam nadzieję, że korzystając z grantu NASA, będziemy kwantyfikować nowe sposoby badania oznak obcych cywilizacji technologicznych, które są podobne lub znacznie bardziej zaawansowane niż nasze własne – mówi Avi Loeb. – Podstawowe pytanie, na które staramy się odpowiedzieć, brzmi: czy jesteśmy sami? Ale dodałbym do tego: nawet jeśli teraz jesteśmy sami, czy byliśmy sami w przeszłości?

Sytuacja po pandemii zaczyna się poprawiać

Badania płynności finansowej i stanu polskich przedsiębiorstw pokazują, że sytuacja po pandemii zaczyna się poprawiać. W ankietach Polskiego Instytutu Ekonomicznego ponad 20% przedsiębiorców deklaruje nie tylko wzrost przychodów, ale też popytu. Mają więcej zamówień, lepsze obroty i optymistyczne plany na przyszłość. Aż 60% firm deklaruje, że posiada zapasy finansowe na co najmniej trzy miesiące. W kwietniu było to tylko 40% badanych. Znacząco zmieniła się także liczba firm bez jakiejkolwiek rezerwy finansowej – z odnotowanego w marcu dwucyfrowego odsetka spadła do 5%. To dobra wiadomość dla pracowników – dużo mniej pracodawców planuje zwolnienia, a coraz więcej firm przewiduje podwyżki płac. To pokazuje, że firmy odchodzą od radykalnych strategii, które obserwowaliśmy na przełomie marca i kwietnia.

– Tylko 5% firm deklaruje zwolnienia, a 13% rozważa zwiększenie poziomów rekrutacji. Po raz pierwszy w naszych badaniach od początku pandemii widzimy, że więcej firm planuje podnosić wynagrodzenia, niż je obniżać – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To dobre wieści. Nie zmienia to jednak faktu, że firmy nadal funkcjonują w trudnej rzeczywistości. Wciąż występują duże zatory w przepływie pieniędzy, a kryzys nie sprzyja moralności płatniczej. Obecnie 20% firm deklaruje problemy z regulacją własnych zobowiązań, a ponad 40% badanych mówi, że ma trudność w uzyskaniu płatności za wystawione faktury. To niepokojąca, wymagająca monitorowania sytuacja – która w długiej perspektywie może się poważnie przełożyć na płynność i kondycję finansową przedsiębiorstw. Planowane podwyżki i mniejsza skłonność do zwolnień nie oznaczają również końca problemów pracowniczych. Mimo, że jedynie 16% badanych pracowników obawia się teraz utraty pracy – to są to głównie osoby młode. A to oni najmocniej doświadczyli zmniejszenia czasu pracy i obniżki płac podczas epidemii, nawet jeśli zachowali zatrudnienie. To oznacza, że chociaż minęło już najgorsze – to przed nami długa droga do poprawy sytuacji przedsiębiorców i pracowników – analizuje Kubisiak.

Ułatwienia podatkowe i sprawna obsługa w dobie COVID-19

0

Zmiany terminów rozliczeń podatkowych, zmiany stawek VAT czy rozwiązania związane z darowiznami podczas epidemii – to tylko nieliczne z wprowadzanych na bieżąco uproszczeń na jakie mogą liczyć przedsiębiorcy. Opowiedzieli o nich eksperci z Ministerstwa Finansów podczas jednego z ostatnich webinariów w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Wideokonferencję rozpoczęło wystąpienie Jana Sarnowskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. Pełnomocnik ds. współpracy międzynarodowej w zakresie VAT podsumował przeprowadzone działania i przedstawił nowe.

Zasadą polityki podatkowej w okresie epidemii jest „nie wymagać od firm niemożliwego”. W sytuacji gdy całość uwagi przedsiębiorców powinna być poświęcona walce o pozostanie na rynku, konieczne jest zdjęcie z nich lub przesunięcie w czasie maksymalnie dużej liczby obowiązków związanych z zapłatą i rozliczeniem podatków. Doświadczenia ostatnich miesięcy potwierdziły, że rozliczenia podatków powinny być jak najmniej czasochłonne i jak najbardziej proinwestycyjne. Ten cel chcemy osiągnąć poprzez nowe inicjatywy, takie jak np. maksymalne powiększenie dostępności ryczałtów czy też wdrożenie estońskiego CIT-u. Ten ostatni będzie dla małych firm tym, czym już teraz dla pracowników jest Twój E-PIT. Dzięki niemu, prawie 9 mln pracowników złożyło deklaracje przy pomocy kilku kliknięć – powiedział Jan Sarnowski.

Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych

Ministerstwo Finansów, w ramach Tarczy Antykryzysowej, zniosło naliczanie opłaty prolongacyjnej. Jest ona standardowo nakładana na podatników z tytułu odroczenia lub rozłożenia na raty płatności podatku lub zaległości podatkowej wraz z odsetkami i wynosi 4 proc. Aby zostać zwolnionym z tej opłaty wystarczy złożyć odpowiedni wniosek podczas trwającego stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, bądź 30 dni po odwołaniu tych stanów. Jak wyjaśnił dr Przemysław Szymczyk, dyrektor Departamentu Systemu Podatkowego w Ministerstwie Finansów – nie jest istotne kiedy powstało lub stało się wymagalne zobowiązane podatkowe, wobec którego zastosowano odroczenie lub rozłożenie na raty. Mogło to nastąpić zarówno po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego czy stanu epidemii, jak i w okresie wcześniejszym. Najważniejszy jest moment złożenia wniosku, tzn. w okresie epidemicznym lub w ciągu 30 dni po jego odwołaniu. Celem bowiem omawianego rozwiązania było i nadal jest ułatwienie podatnikom wywiązania się z odroczonych lub rozłożonych na raty należności, niezależnie od daty powstania lub wymagalności zobowiązań podatkowych, których te decyzje dotyczą.

Zmiany terminów rozliczeń

Kolejne ułatwienie dotyczy wydłużenia terminu na złożenie deklaracji PIT. Pomimo, że formalnie nie został on zmieniony i nadal obowiązywała data 30 kwietnia 2020 r., to podatnicy, którzy nie zdążyli z uregulowaniem należności, ale zrobili to do 1 czerwca 2020 r., nie zostali obciążeni odsetkami za zwłokę.
Z tego ułatwienia skorzystało ponad 334 tys. osób. Analogiczne rozwiązanie zostało zastosowane przy wpłatach daniny solidarnościowej.

Wydłużono termin na raportowanie krajowych schematów podatkowych do 30. dnia następującego po odwołaniu stanu epidemicznego, a w przypadku schematów transgranicznych przedłużono terminy co najmniej o pół roku (część z nich aż do 30 kwietnia 2021 r.). Do 31 lipca br. przedłużono także terminy związane z przekazywaniem i wymianą informacji o rachunkach raportowanych (CRS) oraz amerykańskich rachunkach raportowanych (FATCA).

Pierwotnie, w ramach Tarczy 2.0 przedłużono do 20 lipca br. termin zapłaty tzw. podatku minimalnego (od przychodów z budynków) za marzec, kwiecień i maj 2020 r. Dotyczyło to podatników, którzy spełnili określone warunki (np. związane ze spadkiem przychodów o co najmniej 50 proc.). Następnie, Tarcza 4.0 rozszerzyła to rozwiązanie poprzez wprowadzenie zwolnienia z powyższego podatku za okres od 1 marca do 31 grudnia 2020 r. Skorzystają z niego m.in. właściciele hoteli, galerii handlowych, biurowców i innych budynków, które są wynajmowane, dzierżawione lub leasingowane.

– Wiele przedsiębiorstw było sparaliżowanych nagłym przejściem na pracę zdalną. Należyte wykonanie obowiązków związanych z rozliczeniami podatkowymi, szczególnie w zakresie rozliczenia rocznego podatku dochodowego, wymaga bliskiej interakcji z innymi pracownikami oraz niezakłóconego dostępu do danych. Dla wielu podatników poprawne wykonanie obowiązków podatkowych, szczególnie w początkowej fazie epidemii, było znacznie utrudnione. Nie powinniśmy wymagać od podatników bohaterskich czynów – skomentował Aleksander Łożykowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych, Ministerstwo Finansów.

Certyfikaty rezydencji

Przedłużono także terminy posługiwania się certyfikatami rezydencji, czyli zaświadczeniami o miejscu zamieszkania (PIT) lub siedzibie (CIT) podatnika dla celów podatkowych. W czasie obowiązywania w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, a także w okresie kolejnych 2 miesięcy po ich odwołaniu, płatnik będzie miał możliwość posługiwania się certyfikatem rezydencji, jeżeli w tym czasie upłynął jego 12-miesięczny okres ważności. Dodatkowo, umożliwiono korzystanie z kopii certyfikatu lub jego wersji obejmującej 2019 r.

– To istotne udogodnienie dla licznej grupy krajowych płatników, którzy dokonują wypłat na rzecz zagranicznych rezydentów i którzy to płatnicy doświadczają w aktualnej sytuacji trudności z uzyskaniem oryginałów certyfikatów od swoich kontrahentów – wskazał dr Przemysław Szymczyk.

Darowizny

Od podstawy obliczenia podatku można odliczyć darowizny przekazane od 1 stycznia do 30 września 2020 r. Muszą one dotyczyć walki z COVID-19 i zostać przekazane m.in. dla podmiotów leczniczych (wpisanych do właściwego wykazu), Agencji Rezerw Materiałowych, noclegowni, schronisk dla osób bezdomnych, Domów Pomocy Społecznej oraz szkół. W przypadku szkół ustawa precyzuje, że ulgi dotyczą darowizn rzeczowych w formie komputerów przenośnych – laptopów i tabletów (zdatnych do użytku i nie starszych niż trzy lata).  Od podatku można odliczyć kwotę odpowiadającą wartości darowizny lub od 150 do 200 proc. wartości – zależy to od terminu przekazania środków.

Zmiany w podatku od towarów i usług

Od 1 lipca br. stosujemy nowe, prostsze zasady dotyczące stawek podatku VAT. Tak zwana nowa matryca stawek VAT porządkuje je i ułatwia stosowanie ich w biznesie. Dodatkowo w zakresie stawek VAT  wprowadzono również szereg rozwiązań związanych z przeciwdziałaniem COVID-19. Na wstępie warto wskazać na obniżenie stawki VAT do 0 proc. dla darowizn laptopów i tabletów dla placówek oświatowych.

Ta sama stawka (0 proc.) przysługuje dla darowizn związanych ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby zakaźnej wywołanej przez COVID-19. Mogą być to m.in.: wyroby medyczne, produkty lecznicze,  substancje czynne, produkty biobójcze – wyłącznie środki dezynfekujące, specjalistyczne testy diagnostyczne służące do analizy i wykrywania czynników patogennych w organizmie człowieka, wodzie, powietrzu i glebie oraz środki ochrony indywidualnej – wyłącznie maski, osłony/szyby ochronne na twarz, okulary ochronne, kombinezony, ochraniacze na buty, czepki i rękawice. Zastosowanie stawki zależne jest od podmiotu, któremu została przekazana darowizna oraz dotyczy wsparcia udzielonego od 1 lutego do 24 kwietnia br. na rzecz Agencji REZERW Materiałowych, Centralnej Bazy Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych oraz tzw. szpitali jednoimiennych. Od 25 kwietnia do 31 sierpnia br. zakres podmiotowy został rozszerzony o wszystkie podmioty wykonując działalność leczniczą, np. pozostałe szpitale, podmioty związane ze świadczeniem w ramach ratownictwa medycznego czy transportu sanitarnego oraz określone jednostki pomocy społecznej (domy dla matek z małoletnimi dziećmi i kobiet w ciąży, noclegownie, schroniska dla osób bezdomnych oraz domy pomocy społecznej). Warunkiem dokumentacyjnym jest zawarcie pisemnej umowy (również poprzez pocztę elektroniczną), z której będzie wynikało, że towary będą przeznaczone na cele związane ze zwalczaniem COVID-19.

Pamiętajmy, że stawka 0 proc. jest podwójnie korzystna, ponieważ przedsiębiorca posiadając wcześniej dany towar na stanie oraz wykorzystując go w prowadzonej działalności gospodarczej miał co do zasady prawo do odliczenia VAT. Obecnie, nie dość, że mamy stawkę 0 proc. przy przekazaniu darowizn, to jeszcze zachowujemy  prawo do odliczenia podatku naliczonego przy zakupie – powiedział dr Paweł Selera, dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług z Ministerstwa Finansów.

Kolejnym działaniem jest wprowadzenie stawki 0 proc. dla produktów leczniczych sprowadzonych do Polski. Z uwagi na stan epidemii i zakaz podróżowania, wielu pacjentów nie mogło wykonywać terapii lub zabiegów (w tym także podawanie leków) za granicą. Konieczne było sprowadzanie do kraju produktów leczniczych podlegających odpowiedniej stawce VAT.  Aby obniżyć ją do 0%, konieczne było spełnienie następujących warunków – leki były uprzednio przedmiotem importu towarów lub wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów za wynagrodzeniem na terytorium kraju, ich zakup został sfinansowany ze środków pochodzących ze zbiórek publicznych organizowanych przez organizacje pożytku publicznego oraz służą terapii, której przeprowadzenie poza granicami RP stało się niemożliwe lub nadmiernie utrudnione z uwagi na epidemię. Aby skorzystać z tego rozwiązania, podatnik musi przedstawić potwierdzenie od organizacji pożytku publicznego, że zbiórka środków była przeprowadzona zgodnie z obowiązującym prawem oraz informację od nabywcy, że leki będą wykorzystane do terapii na terytorium kraju.

MSPO 2020 jednak z Polską Grupą Zbrojeniową

0

Jeżeli tylko dojdą do skutku targi zbrojeniowe w Kielcach to oczywiście Polska Grupa Zbrojeniowa zaangażuje się w to przedsięwzięcie – powiedział podczas czwartkowej (09.07.) wizyty w skarżyskim Mesko Premier Mateusz Morawiecki.

– Wiem, że trwają ostatnie analizy dotyczące warunków sanitarnych, aby impreza była bezpieczna. Jeżeli te targi odbędą się to PGZ będzie głównym partnerem, tak jak to było w przeszłości. Chcę rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego – dodał Szef Rządu w wywiadzie dla Radia Kielce.

– Trwają intensywne przygotowania do MSPO, które odbędzie się zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym od 8 do 11 września 2020 – potwierdza prezes zarządu Targów Kielce Andrzej Mochoń – Mamy już wiele zgłoszeń udziału od firm polskich i zagranicznych, a także pismo z potwierdzeniem udziału kraju wiodącego przysłał ambasador Wielkiej Brytanii.

Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego od lat, we wrześniu, staje się miejscem prezentacji największych dokonań przemysłu zbrojeniowego z całego świata.

To nie tylko kompleksowa prezentacja sprzętu wojskowego, ale także biznesowe spotkania i umowy zawierane pomiędzy producentami sektora obronnego z różnych kontynentów. Jest to trzecia wystawa Europy, po targach w Paryżu i Londynie. W tym roku z powodu pandemii koronawirusa nie odbyło się żadne wydarzenie branży.

– Słowa pana premiera w skarżyskim Mesko to jest bardzo dobra informacja dla rodzimej „zbrojeniówki”, regionu świętokrzyskiego i miasta, oczywiście także dla nas – uważa prezes Andrzej Mochoń. – Od 28 lat pracujemy nad promocją polskiego przemysłu obronnego, uczestnicząc w budowaniu wizerunku Polski na arenie międzynarodowej jako wiarygodnego partnera biznesowego. Cieszę się, że w tym roku także będzie to możliwe. To także impuls dla całej branży targowej, by udział w targach stał się jak dotychczas elementem ożywienia gospodarczego.

Poprzednia edycja MSPO zgromadziła 610 firm z 31 krajów świata, w tym 303 firmy polskie. Targi odwiedziło 58 delegacji z 49 państw. W kieleckim ośrodku pojawiło się 30,5 tysiąca gości z całego świata, w tym 13 tysięcy podczas towarzyszącego wystawie Dnia Otwartego. Partnerem Strategicznym wydarzenia od 2016 roku jest Polska Grupa Zbrojeniowa.

Wybory bez wpływu na złotego

Zgodnie z oczekiwaniami inwestorzy byli przygotowani na taki wynik wyborów w Polsce. Zmiany na polskiej walucie są relatywnie niewielkie.

Złoty bez emocji

Nie mamy jeszcze oficjalnych wyników, aczkolwiek wydaje się, że oprócz dobrych min przedstawicieli kontrkandydata rządzącego obozu niewiele wskazuje na możliwość innego rozstrzygnięcia. Zgodnie z oczekiwaniami rynki zareagowały korzystnie dla Polski. Powodem jest niechęć do ryzyka. Obecny prezydent zwiększa, co prawda, szanse, że budżet wymknie się spod kontroli w wyniku podtrzymywania wzrostu gospodarczego kolejnymi transferami socjalnymi, ale nie jest to nowe ryzyko. Wiadomo jednak, jakie są zasady gry i ta pewność uspokaja inwestorów. Dlatego m. in. od rana w górę idzie zarówno giełda, jak i polski złoty, który nieznacznie, ale jednak zyskuje na wartości.

Co z epidemią?

O ile w Polsce publikowane dane wskazują na spadek ogólnej liczby zarażonych, o tyle w USA w dalszym ciągu mamy poważne problemy. Liczba przypadków wciąż rośnie i rynki powoli zaczynają się niepokoić możliwością eskalacji problemów. Strach budzi szczególnie perspektywa nawrotu przepisów zamrażających aktywność gospodarczą w konkretnych branżach.

Co z inflacją?

Wzrost cen był dość popularnym tematem w zakończonej kampanii prezydenckiej. Warto jednak zwrócić uwagę, że ankietowane ośrodki analityczne nie potwierdzają wcale czarnowidztwa niektórych komentatorów. Pewnym problemem jest oczywiście rozróżnienie inflacji od zmian cen w sklepach. Ceny żywności to zaledwie 25% wagi koszyka inflacyjnego. W rezultacie może się zdarzyć, że pomimo oczekiwanej w tym roku inflacji na poziomie 3,3%, ceny w sklepach wzrosną o większą wartość.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl