Policja odebrała 38% więcej praw jazdy w czasie pandemii

0

Prawie 17 tys. kierowców straciło prawo jazdy w 3 pierwszych miesiącach pandemii w Polsce z powodu przekroczenia prędkości. To blisko o 40% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. W rekordowych województwach (łódzkim i śląskim) liczba odebranych dokumentów wzrosła prawie trzykrotnie.

Policjanci mają obowiązek zatrzymać prawo jazdy kierowcom, którzy w terenie zabudowanym przekroczyli prędkość o więcej niż 50 km/h. Od początku marca do końca maja 2020 roku z tego powodu na 3 miesiące odebrano uprawnienia do prowadzenia pojazdów 16 946 kierowcom i jest to więcej o 4671 niż w 2019 roku. Eksperci rankomat.pl przeanalizowali statystyki Komendy Głównej Policji i wynika z nich, że puste z powodu koronawirusa ulice w miastach zachęciły niektórych kierowców do brawurowej jazdy.

3 razy więcej piratów w łódzkim

Łódzkie (186,5%), śląskie (167,2%) i kujawsko-pomorskie (153,9%) to właśnie w tych województwach odnotowano największe wzrosty w 2020 roku, jeśli chodzi o liczbę zatrzymanych praw jazdy. Na drugim biegunie znalazły się województwa dolnośląskie (-18,7%), świętokrzyskie (-13,4%) i zachodniopomorskie (-8,8%). Są to jedyne województwa, w których policjanci rzadziej odbierali dokumenty niż w 2019 roku. W pozostałych województwach wzrosty wyniosły od 7,3% w lubuskim do 109,1% w podlaskim.

Zmiany w liczbie zatrzymanych praw jazdy 01.03-31.05.2019 vs. 01.03-31.05.2020 r._v1

¼ piratów w mazowieckim

Niezależnie od wzrostów najwięcej praw jazdy odebrano kierowcom w największym województwie w Polsce, czyli w mazowieckim (3836). Na drugim miejscu znalazło się województwo wielkopolskie (1329), a na trzecim pomorskie (1308). Z drugiej strony najmniej dokumentów zatrzymali policjanci z województwa lubuskiego (251). Na drugim miejscu od końca znalazło się opolskie (286), a na trzecim podlaskie (481).

W ktĂłrym wojewĂłdztwie zatrzymano najwiÄ™cej praw jazdy za przekroczenie prÄ™dkoĹci_v1

Mniej ofiar nadmiernej prędkości

Mimo że liczba odebranych praw jazdy w 3 pierwszych miesiącach pandemii w Polsce wzrosła o 38%, to statystyki policyjne jasno pokazują, że były to mniej tragiczne miesiące na drogach w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. Policjanci w całej Polsce odnotowali z przyczyny niedostosowania prędkości do warunków ruchu mniej: wypadków (- 28%), zabitych (- 24%), rannych (- 32%) i kolizji (- 26%) z winy kierujących.

Większy ruch, wyższe OC

Choć liczba zatrzymanych praw jazdy w poszczególnych województwach zaskakuje, to ma ona odzwierciedlenie w natężeniu ruchu w tych regionach, a to z kolei wpływa na cenę OC. W województwie mazowieckim i pomorskim średnia składka polisy wyniosła zdecydowanie powyżej 700 zł w I półroczu 2020 roku. Są to dwa z trzech województw, w których odebrano najwięcej uprawnień do kierowania pojazdem, jednocześnie są to dwa z trzech najdroższych regionów w Polsce pod kątem ceny OC. Pozytywnym zaskoczeniem jest tutaj woj. dolnośląskie, gdzie kierowcy płacą najwięcej za ubezpieczenie, a jednak policjanci odebrali tam mniej praw jazdy za przekroczenie prędkości niż w 2019 roku.

Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC w I półroczu 2020 roku_v1

Towarzystwa ubezpieczeniowe biorą pod uwagę szereg czynników, ustalając wysokość składki OC. Liczy się nie tylko historia ubezpieczenia kierowcy i dane techniczne jego pojazdu takie jak np. pojemność silnika, ale również drogi, którymi porusza się każdego dnia. Sieć i rodzaj dróg, liczba ich użytkowników, czy statystyki wypadkowe dla danego regionu przekładają się na ryzyko wystąpienia kolizji lub wypadku. Każde towarzystwo inaczej kalkuluje wspomniane ryzyko, dlatego zawsze warto porównać wszystkie oferty – komentuje Tomasz Kroplewski, kierownik ds. rozwoju produktu rankomat.pl.

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. Jego pełna treść jest dostępna pod adresem:

https://rankomat.pl/files/raport-ranking-ceny-oc-i-p-rocze-2020.pdf

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu może analizować zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń. To jedyna tego typu publikacja w Polsce

COVID-19: wszystko co musisz wiedzieć o nowych, ustawowych wakacjach kredytowych

0

W ramach walki z ekonomicznymi skutkami pandemii kredytobiorcy już w marcu otrzymali możliwość skorzystania z wakacji kredytowych – rozwiązanie zostało zaproponowane przez instytucje finansowe. Obecnie obowiązuje rozwiązanie ustawowe w ramach Tarczy Antykryzysowej 4.0. Ponownie można wnioskować o zawieszenie spłaty rat.

Mimo, że o wakacjach kredytowych mówi się od wielu miesięcy dopiero obecnie, w ramach Tarczy Antykryzysowej 4.0. wprowadzono rozwiązanie ustawowe. Wcześniejsze możliwości wprowadzane były przez instytucje finansowe na bazie rekomendacji organizacji branżowych. Do końca maja br. według danych BIK banki zawiesiły zobowiązania kredytowe o wartości 76 mld. zł. Według danych Związku Banków Polskich rozwiązanie objęło milion umów.

Warto pamiętać, że możliwość skorzystania z wakacji kredytowych dostępna była także przed epidemią – oferowały je zarówno banki, jak i firmy pożyczkowe.

– Nowe, ustawowe wakacje kredytowe zostały zaproponowane przez UOKiK i wprowadzone w przepisach tzw. Tarczy 4.0. Urząd argumentował, że wcześniejsze rozwiązania – wprowadzane samodzielnie przez różne instytucje finansowe – nie były jednolite, a co za tym idzie – nie każdy klient mógł skorzystać z identycznej pomocy – wskazuje Tomasz Jaroszek, ekspert platformy Kapitalni.org. – Ustawodawca zaproponował więc własną regulację, jednak nie każdy może na jej podstawie zawiesić swoje zobowiązanie. Ci, którzy nie spełniają zapisanych warunków powinni indywidualnie rozmawiać z pożyczkodawcą. Nigdy nie należy unikać kontaktu z instytucją finansową, jeśli mamy utrudnioną możliwość spłaty zobowiązania – dodaje.

Dla kogo nowe wakacje kredytowe?

Wakacje kredytowe znalazły się w ustawie o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw, którą 22 czerwca podpisał Prezydent RP.

Tarcza 4.0, weszła w życie 24 czerwca 2020 r. i zapewniła konsumentom regulowane powszechnymi przepisami wakacje kredytowe na wniosek zainteresowanego. Zgodnie z tymi przepisami klient może zgłosić wniosek o zawieszenie umowy o kredyt konsumencki oraz hipoteczny. O taką ulgę ma prawo starać się ten, kto po 13 marca 2020 r. utracił pracę lub inne główne źródło dochodu. Gdy w umowie występuje kilku kredytobiorców, np. małżeństwo, wystarczy, że jeden z nich utraci pracę lub inne główne źródło dochodu.

Ponadto, jeżeli kredytobiorca ma więcej niż jeden kredyt w tej samej instytucji finansowej, wniosek o zawieszenie umowy może obejmować tylko jeden z nich. Gdy jednak jest zadłużony w kilku bankach lub firmach pożyczkowych, w każdej z nich ma prawo poprosić o ustawowe wakacje kredytowe.

Aby skorzystać z ustawowych wakacji kredytowych muszą jednak być zachowane dwa warunki – zobowiązanie musiało zostać zaciągnięte przed 13 marca 2020 r., a termin zakończenia okresu kredytowania określony w umowie przypada po upływie 6 miesięcy od dnia 13 marca 2020 r.

– Zaletą „ustawowych wakacji” jest bez wątpienia to, że instytucje finansowe nie mają dowolności w ustalaniu ich warunków. Każdy klient może skorzystać z identycznego zwolnienia w spłacaniu rat, bez względu na to w jakiej instytucji finansowej zaciągnął zobowiązanie – komentuje Tomasz Jaroszek.

Z zawieszenia płatności na rzecz banku lub innej instytucji finansowej nie mogą skorzystać osoby, które pożyczyły pieniądze po 13 marca lub okres krótszy niż pół roku oraz takie, które nie straciły pracy. Ustawowe wakacje kredytowe nie dotyczą także kredytów studenckich, preferencji z programu „Rodzina na swoim” oraz kredytów z dopłatami BGK (kredyty mieszkaniowe na usuwanie skutków powodzi oraz osuwisk ziemnych i huraganów). W bankach z rozwiązania nie mogą skorzystać osoby, które mają już przeterminowane zadłużenie.

Jak działają ustawowe wakacje kredytowe?

Przewidziany w ustawie mechanizm zakłada zawieszenie obowiązku spłacania kredytów konsumenckich, hipotecznych i kredytów w rozumieniu art. 69 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe, zarówno w części kapitałowej, jak i odsetkowej. W tym okresie kredytodawca nie będzie mógł pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem opłat z tytułu składek za umowy ubezpieczenia powiązane z umową kredytu. Maksymalny termin zawieszenia wykonania umowy wynosi 3 miesiące. Oznacza to, że okres kredytowania będzie o ten czas przedłużony.

Kredytobiorca musi sam wystąpić o przerwę w spłacie kredytu. Najłatwiej zrobić to zdalnie – mailowo lub przez logowanie do systemu swojego banku lub firmy pożyczkowej. Niektóre instytucje proszą o kontakt w tej sprawie z infolinią lub kontakt mailowy. We wniosku należy wpisać dane zobowiązania oraz złożyć oświadczenie o utracie głównego źródła dochodu (np. utracie pracy). Co ważne, ustawa nie wskazuje końcowej daty do której należy złożyć wniosek o wakacje kredytowe.

To klient decyduje na jaki czas chce zawiesić spłatę zobowiązania. Nie muszą być to trzy miesiące – czyli okres maksymalny. W tym okresie zainteresowany nie płaci rat z umowy, obowiązują go tylko opłaty za ubezpieczenie. Instytucja finansowa nie może także naliczać w tym okresie odsetek ani pobierać żadnych innych opłat.

Jeśli wcześniej klient wystąpił o wakacje kredytowe na podstawie regulacji bankowych lub firm pożyczkowych, ustają one z mocy prawa z dniem doręczenia kredytodawcy wniosku o zawieszenie umowy z regulacji ustawowej.

To oznacza, że pożyczkodawca, który np. w maju zgodził się na zawieszenie w spłacie zadłużenia na trzy miesiące, musi respektować kolejny wniosek klienta, który wystąpi o wakacje w lipcu na podstawie tarczy 4.0. Instytucja finansowa wskaże klientowi jedynie sposób, w jaki rozliczy zawieszenie spłaty umowy, która została automatycznie skrócona.

Mobile Identity, systemy integrujące doświadczenia klientów i nowe formaty telekomunikacyjne głównymi trendami w najbliższych latach

0

Zmiana zachowań i nawyków spowodowanych lockdownem oraz zalecenie dystansowania społecznego znacznie przyspieszyły transformację cyfrową w obszarze komunikacji z klientami. Silne kanały e-commerce i bez tego były nieodzowne, ale w momencie wystąpienia pandemii, ten, kto ich nie miał, bardzo dotkliwie odczuł skutki zamknięcia gospodarki. To, co obecnie obserwujemy, to szybkie nadrabianie zaległości i skierowanie nakładów inwestycyjnych na wzmocnienie zdalnych kanałów komunikacyjnych i sprzedażowych, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Przyszłość stoi przede wszystkim przed rozwiązaniami, które zwiększą potencjał w zakresie komunikacji omnichanneli pozwolą integrować i zbierać rozproszone po różnych kanałach (SMS, Whatsapp, Facebook, Viber, RCS, email czy push) doświadczenia klientów i nimi efektywnie zarządzać, najlepiej w ramach jednej platformy. Obecność sklepów stacjonarnych oczywiście nie straci sensu, ale wiele z doświadczeń zakupowych czy okołozakupowych, do tej pory przypisanych wizycie w placówce, będzie można w coraz większym zakresie przekazać zdalnie. 

Skorzystają na tym nowe formaty telekomunikacyjne, takie jak np. RCS (Rich Communication Services), często określany jako technologiczny następca SMS-a. RCS rozszerza funkcjonalność tradycyjnego SMS-a o szereg funkcji multimedialnych. Obok 5G to obecnie jeden z najsilniejszych trendów na rynku telekomunikacyjnym. Wiadomości RCS adresowane  do potencjalnego klienta to nie tylko nieograniczona ilość tekstu, ale także możliwość załączania różnych multimediów i pełna interaktywność ułatwiająca np. podejmowanie decyzji zakupowej czy przeglądanie portfolio produktowego. Poza tym, RCS dostarcza funkcję chatu, włączając w to również możliwość korzystania z chatu grupowego. Pozwala również na przesyłanie plików pomiędzy użytkownikami – zarówno tekstowych, jak i video czy audio. Można też za jego pomocą sprawdzić w czasie rzeczywistym np. dostępność usług lub produktów. Mamy zatem do czynienia z rozwiązaniem, które spełnia funkcje komunikacyjne, informacyjne oraz sprzedażowe w formie adekwatnej do oczekiwań społeczeństw posiadających coraz więcej urządzeń mobilnych (w tym smartfonów) i interaktywności charakterystycznej np. dla social mediów. RCS doskonale wpisuje się w obecne uwarunkowania i widać to już teraz po dynamice jego wdrażania w poszczególnych regionach świata.

Wraz z rosnącym udziałem urządzeń mobilnych pilną kwestią stanie się także odpowiednie zabezpieczenie transakcji online dla aplikacji i witryn mobilnych. Jednym z rozwiązań jest Mobile Identity – metoda weryfikacji, uwierzytelniania, zapobiegania oszustwom i oceny ryzyka, która automatycznie umożliwia firmom sprawdzenie tożsamości abonenta mobilnego lub klienta internetowego i potwierdzenie jego autentyczności w ciągu kilku sekund. . To metoda działająca „za kulisami”, zapewniająca bezproblemową obsługę klienta, eliminująca przy tym potrzebę ręcznego wprowadzania informacji, takich jak 2FA lub OTP.

Autor: Maciej Kaczorek, Senior Sales Manager w Infobip

BPS Leasing przystępuje do Związku Polskiego Leasingu

0

BPS Leasing spółka z Grupy BPS, największego zrzeszenia banków spółdzielczych w Polsce, dołączyła właśnie do Związku Polskiego Leasingu. Grupę BPS tworzy bowiem 328 banków zrzeszonych oraz Bank BPS, co daję łączną liczbę ponad 2,3 tys. placówek.    

BPS Leasing to kolejna, w ostatnim czasie spółka, która dołączyła do grona firm leasingowych, stowarzyszonych w Związku Polskiego Leasingu (ZPL). BPS Leasing działa na rzecz rozbudzania inwestycji lokalnych przedsiębiorców, którzy  współpracują z bankami spółdzielczymi, jednocześnie zapewniając im pełną ofertę produktową od leasingu finansowego po usługę FSL (full service leasing). 

„Przystępując do Związku Polskiego Leasingu, w centrum naszych zainteresowań jest digitalizacja. Z uwagi na rozproszoną sieć sprzedaży, jaką charakteryzują się Banki Spółdzielcze, istotna będzie dla nas możliwość zawierania umów leasingu zdalnie, np. poprzez profil zaufany, przy wykorzystaniu podpisu elektronicznego. Chcemy aktywnie wymieniać się doświadczeniami z innymi przedstawicielami sektora finansowego. Interesują nas zagadnienia prawne i podatkowe, mające wpływ  na funkcjonowanie branży leasingowej. Jako spółka, należąca do grupy BPS, jesteśmy w stanie dotrzeć do klientów, z małych miejscowości z pełną ofertą leasingową oraz inicjatywami sektora, za sprawą sieci banków spółdzielczych” – powiedziała Sylwia Węgrzynowska, dyrektor Departamentu Sprzedaży i Marketingu w BPS Leasing S.A.

Witając nowego członka w Związku Polskiego Leasingu Ewa Łuniewska, przewodniczą Komitetu Wykonawczego ZPL, powiedziała:  „Nasza organizacja liczy obecnie 30 podmiotów, wśród których są podmioty oferujące i pracujące na rzecz rozwoju leasingu finansowego, leasingu operacyjnego, wynajmu długo- i krótkoterminowego czy pożyczki inwestycyjnej, w naszym kraju. Cieszymy się, że zyskaliśmy pantera o tak szerokim dotarciu, jak BPS Leasing. Dzięki współpracy w ramach grup i zespołów roboczych ZPL będziemy w stanie docierać do szerokiego grona przedsiębiorców, którzy są klientami bankowości spółdzielczej. Jest to dla nas nowa grupa partnerów. ”

BPS Leasing przystępuje do Związku Polskiego Leasingu w szczególnym momencie, kiedy eksperci rynku pracują na rzecz transformacji systemowej Związku Polskiego Leasingu. Wprowadzenie nowej strategii ZPL „2021+” wiąże się z potrzebą obrania kierunku, zbieżnego z obecną sytuacją rynkową i odpowiadającego tak na wyzwania przyszłości jak i nowe potrzeby polskich firm leasingowych i ich klientów.

Dla uwolnienia się od opodatkowania liczy się fakt zaprzestania wykorzystywania nieruchomości do celów gospodarczych, a nie moment wydania decyzji

0

Opodatkowanie niektórych gruntów podatkiem rolnym wynosi 0 zł. Ale stawka opodatkowania tych samych gruntów, lecz zakwalifikowanych jako związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, to już 0,95 zł/m2 (maksymalna stawka w 2020 r.). Od najwyższej stawki podatku od nieruchomości gruntowych można się uwolnić, zaprzestając wykorzystywania ich do takiej działalności. W sprawie jednej ze spółek, która dokonała takiego zaprzestania w 2011 r., organ podatkowy chciał pobierać podatek jeszcze 6 lat później, bo – jak poinformował – o tym, czy zaprzestała, będzie można mówić dopiero wtedy, gdy inny organ stwierdzi to decyzją.

Podatek od nieruchomości

Przepis art. 12, ust. 1 ustawy o podatku rolnym stanowi m.in., że użytki rolne klasy V, VI i VIz oraz grunty zadrzewione i zakrzewione ustanowione na użytkach rolnych zwalnia się od podatku rolnego (Dz.U. z 2020 r., poz. 333). W posiadaniu takich gruntów była jedna ze spółek akcyjnych, która w lipcu 2018 r. wystąpiła do organu podatkowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku od nieruchomości. Spółka jest właścicielem działek o łącznej powierzchni 764 794 m2. Jak poinformowała urząd, od 1999 r. dokonywała na ich częściach nasadzeń drzew, czego zaprzestała w 2011 r. W tym samym roku wójt gminy wydał na jej wniosek interpretację indywidualną w zakresie sposobu opodatkowania gruntów rolnych obsadzonych drzewami. W dokumencie tym stwierdził, że należy je opodatkowywać podatkiem od nieruchomości.

Zwolnienie z podatku

Od początku 2013 r. do czerwca 2018 r. spółka, ani żaden inny podmiot, nie wykorzystywała należących do niej działek w jakikolwiek sposób. Ich część wskazywała jako grunty klasy VI, a więc podlegające zwolnieniu z podatku rolnego. Do opodatkowania podatkiem od nieruchomości deklarowała te części działek, które były obsadzone. Łącznie było to aż 496 694 m2. Przedsiębiorca stwierdził, że również te działki powinny podlegać zwolnieniu, bo nie można ich uznać za użytki rolne wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej.

Opodatkowanie wg najwyższej stawki

W grudniu 2018 r. organ poinformował, że spółka się myli i sporne działki powinny być nadal opodatkowywane podatkiem od nieruchomości według najwyższej stawki. Wywnioskował, że przedsiębiorstwo zalesia grunty zdewastowane i zdegradowane wskutek własnej działalności polegającej na produkcji towarów chemicznych. Zatem jeśli działalność firmy generuje szkodliwe dla środowiska skutki, w tym dla użytków rolnych, to rekultywacja tych gruntów mieści się w definicji zajęcia gruntów pod działalność gospodarczą. I nawet zaprzestanie przez firmę nasadzeń nie zmienia faktu, że sporny teren jest zalesiony i jego charakter rolny nie został przywrócony.

Dla stwierdzenia zakończenia rekultywacji potrzebna jest decyzja organu

Stanowisko to potwierdził organ drugiej instancji, stwierdzając, iż nasadzanie drzewek przez spółkę można traktować jako działalność naprawczą zniszczonego przez nią gruntu. Powołał się przy tym na fakt, że w orzecznictwie sądów administracyjnych zajęcie użytków rolnych na cele działalności gospodarczej może polegać również na dokonywaniu na nich rekultywacji. Tak więc do czasu jej zakończenia, stwierdzonego ostateczną decyzją właściwego organu, sporne działki są nie tylko związane z prowadzeniem działalności, ale faktycznie dla jej celów zajęte.

Organ pouczył spółkę, że nie mają znaczenia jej deklaracje, iż nasadzeń dokonuje dobrowolnie. Nie ma o tym bowiem mowy, gdyż taki obowiązek nakładają na nią m.in. przepisy z zakresu ekologii i ochrony środowiska. Zdaniem spółki właśnie wykonywanie ustawowych nakazów rekultywacji na nieruchomościach nie może być w odniesieniu do niej uznawane za wykorzystywanie ich do prowadzenia działalności gospodarczej.

Element działalności gospodarczej

Spółka zaskarżyła decyzję organu odwoławczego. Pośród swoich zarzutów podniosła m.in., że zgodnie z fundamentalną zasadą prawa podatkowego granice opodatkowania muszą być precyzyjnie określone w ustawie podatkowej, z kolei organy, dokonując interpretacji jej przepisów, nie mogą tych granic rozszerzać. A w jej sprawie do takiego niedopuszczalnego rozszerzenia doszło. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie nie przychylił się jednak do powyższej skargi.

W pierwszych punktach uzasadnienia wyroku jednak na to się nie zanosiło. Sąd przyznał rację organom podatkowym, że zajęcia nieruchomości na prowadzenie działalności nie można utożsamiać wyłącznie z czynnościami składającymi się na proces produkcyjny. Z kolei nasadzenie drzew, które miało zrekultywować zdegradowane grunty, służyło m.in. ochronie sąsiednich gruntów czy też poprawie wizerunku firmy i umożliwiało jej prowadzenie swojej działalności poprzez wypełnianie wymogów środowiskowych. Owa rekultywacja była następstwem działalności firmy, stąd też słusznie postrzegana jest jako element działalności gospodarczej.

Liczy się moment zaprzestania działalności, a nie data wydania stwierdzającej to decyzji

WSA w Lublinie uchylił jednak decyzję organu podatkowego, w myśl której o tym, czy rekultywacja została zakończona, musi stwierdzić decyzja odpowiedniego organu. Taka decyzja stwierdza jedynie fakt, że cel, w jakim była przeprowadzana, został osiągnięty. Nie jest jednak jego elementem koniecznym, a tylko jednym z dowodów na jego spełnienie. Nie może ona tym samym być wyrocznią wskazującą, od którego momentu doszło do rzeczywistego zaprzestania wykonywania działalności gospodarczej na rekultywowanych gruntach. Jak orzekł sąd: „To bowiem fakt zaprzestania wykorzystywania gruntu dla celów gospodarczych ma znaczenie na gruncie ustawy podatkowej, a nie formalne zakończenie postępowania administracyjnego w przedmiocie rekultywacji” (wyrok z dnia 25 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 11/20).

Sąd pouczył organy podatkowe, że sam brak decyzji administracyjnej o zakończeniu przez spółkę prac rekultywacyjnych nie może stanowić podstawy do niekorzystnego dla niej opodatkowywania ją podatkiem od nieruchomości. Organy powinny przeprowadzić dodatkowe dowody, a także przeanalizować już zgromadzone w tej sprawie, w tym zeznania świadka, które wyraźnie potwierdziły, kiedy nasadzenia zostały całkowicie zaniechane.

Podsumowanie

Lubelski sąd podjął słuszne i ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie. Z jednej strony przypomniał im, że na proces prowadzenia działalności gospodarczej nie składają się wyłącznie same czynności stanowiące element tworzenia produktu czy świadczenia usługi. To przecież działania prawne w sferze organizacyjnej, także te związane z jej dobrami materialnymi i niematerialnymi. Dlatego przedsiębiorcy muszą mieć świadomość ponoszenia odpowiedzialności za takie działania tak jak w ww. przypadku, za doprowadzenie do degradacji eksploatowanego gruntu.

Z drugiej strony sąd sprowadził organy podatkowe na ziemię. Możliwość nakładania na tych przedsiębiorców jak najwyższego opodatkowania nie leży wyłącznie w gestii urzędników. Gdyby tak było, to dla zabezpieczenia zwiększonych wpływów fiskusa urzędnicy mogliby niefrasobliwie przeciągać proces wydawania decyzji dla niego niekorzystnych, bo powodujących odcięcie jednego ze źródeł dopływów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Czas specjalistów – wpływ sektora usług biznesowych na polski rynek pracy

0

Z najnowszego raportu ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce wynika, że w 2019 r. centra usług biznesowych tworzyły każdego miesiąca 2550 nowych miejsc pracy. Niskie koszty zatrudnienia przestały być magnesem dla inwestorów. Wraz z rozwojem branży usług nowoczesnych rosną pensje, ale i oczekiwania wobec pracowników.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy obecnie 1513 centrów obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrów badawczo-rozwojowych (R&D). W ciągu ostatniego roku pod względem zatrudnienia branża urosła o 10%. Podobna dynamika utrzymuje się od kilku lat. O ile w roku 2016 sektor tworzył około 214 000 stanowisk pracy, dziś jest to 338 000. Jest to druga pod względem wielkości zatrudnienia gałąź gospodarki w Polsce.

Paradoksalnie, bodźcem do dalszego rozwoju branży usług nowoczesnych w Polsce, a zatem wzrostu zatrudnienia, może być obecna sytuacja epidemiczna. Sprzyjać będą temu światowe trendy, takie jak nearshoring, czyli zlecanie obsługi biznesu podmiotom geograficznie bliższym miejscu jego prowadzenia. Tendencja do skracania łańcuchów dostaw w światowej gospodarce może spowodować, że polskie centra przejmą zlecenia płynące do tej pory do Azji. Spodziewa się tego blisko połowa (45%) badanych przez ABSL firm.

Rosną kompetencje…

Pośród 970 firm posiadających w Polsce centra usług biznesowych, 71% to inwestorzy zagraniczni, zatrudniający czterech na pięciu pracowników branży (82%).

Polska wraz ze swoją ofertą staje się jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji w naszym sektorze.  Nowoczesne usługi biznesowe mają duży udział w wydostawaniu się Polski z pułapki średniego dochodu, a Polska wraz ze swoją ofertą staje się jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji. Warto podkreślić, że obecnie blisko co piąta firma z listy Fortune Global 500 zainwestowała w Polsce. Jest to dobitny przykład na to, że jako rynek osiągnęliśmy dojrzałość. Świadczymy coraz bardziej złożone usługi, wymagające wysokich kwalifikacji – mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych.

Sektor usług nowoczesnych przechodzi rozwój zarówno ilościowy, jak i jakościowy. Do niedawna jednym z głównych argumentów na rzecz lokowania kolejnych inwestycji w Polsce były niskie koszty pracy. O ile początkowo polscy pracownicy wykonywali na rzecz międzynarodowych korporacji przede wszystkim prace administracyjne, dziś coraz częściej odpowiedzialni są za skomplikowane procesy biznesowe, badania i rozwój.

… i oczekiwania

Jak wskazuje raport ABSL, niskie koszty zatrudnienia przestały być najważniejszym atutem Polski. Dziś zagranicznych inwestorów przyciągamy m. in. znajomością języków obcych, kreatywnością pracowników i tzw. bliskością kulturową.

– Otwartość na zmiany oraz chęć poszerzania kompetencji będą teraz jednym z kluczowych elementów, jeżeli chodzi o rynek pracownika. Zwiększona liczba miejsc pracy, wymagających wyższych kwalifikacji, jest tego dowodem. Od cyfryzacji w pracy nie uciekniemy i pracownicy powinni aktywnie uczestniczyć w szkoleniach, aby podwyższać swoje umiejętności i stawać się konkurencyjnymi na rynku – komentuje Edyta Janas, Business Development Director, Randstad Sourceright EMEA.

Ze względu na umiędzynarodowienie branży usług biznesowych, prócz zdolności interpersonalnych konieczna jest bardzo dobra znajomość języków obcych. Jak wskazuje raport, w pojedynczym centrum usług pracownicy posługują się średnio ośmioma językami. W rekordowym przypadku liczba używanych w pracy języków wynosiła 38.

CIC Warsaw i Venture Café otworzyli swój Kampus Innowacji dla warszawiaków i najemców

0

29 czerwca CIC i Venture Café Warszawa oficjalnie otworzyli swój Kampus Innowacji dla publiczności i klientów. Na 8 tys. mkw. znajduje się biuro CIC Warsaw, elastyczny coworking klasy premium i wspólna przestrzeń do pracy dla start-upów oraz firm zajmujących się skalowaniem i rozwijaniem innowacyjnych biznesów. Znajduje się tam wiele unikalnych miejsc na spotkania i wydarzenia organizowane przez Venture Café. Wśród nich jest District Hall, który oferuje dostępną dla wszystkich przestrzeń do spotkań i pracy oraz TrendHouse, który jest dedykowany dla przedsiębiorców i ekspertów innowacji.

Otwarcie Kampusu to ważne wydarzenie dla warszawskiego środowiska innowacyjnych firm. Jego celem jest łączenie i wspieranie przedsiębiorców oraz liderów innowacji w nowoczesnych technologiach, nauce, medycynie czy rynku nieruchomości.

CIC Warsaw jest pierwszą lokalizacją Cambridge Innovation Center w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Od 1999 r. CIC gościł w swych progach ponad 6 500 firm. W pierwszym centrum CIC w Cambridge powstawał najpopularniejszy na świecie system operacyjny używany w telefonach komórkowych, czyli Android od Google. Dziś Cambridge Innovation Center gromadzi ponad 2000 podmiotów reprezentujących zarówno działalność komercyjną, jak i non-profit w wielu branżach.

CIC tworzy unikalną, globalną i niezwykle aktywną społeczność łączącą biznes, naukę i kapitał. Z myślą o firmach nawiązujemy wartościowe partnerstwa z rządowymi i pozarządowymi organizacjami wspierającymi rozwój wielu branż technologicznych, a także z ośrodkami naukowymi i inwestorami – dając w ten sposób swoim najemcom dostęp do środowiska umożliwiającego szybki rozwój biznesu. – Jerzy Brodzikowski, General Manager CIC Warsaw

Otwarta społeczność innowatorów

Sercem Kampusu Innowacji jest otwarty dla wszystkich Warszawiaków District Hall – platforma innowacji społecznych. To miejsce, które oferuje otwartą strefę do pracy, kawiarnię oraz przestrzeń do nieformalnych spotkań. Oprócz ogólnodostępnego District Hall, przestrzeń Kampusu Innowacji składa się jeszcze z Trend House’u oraz nowoczesnych przestrzeni dla najemców CIC.
Trend House jest specjalną przestrzenią przeznaczoną dla wyselekcjonowanego grona przedsiębiorców, naukowców oraz przedstawicieli korporacji, a zarazem platformą do animacji współpracy między światem wielkiego biznesu i mniejszymi organizacjami takimi jak startupy lub scale-upy.
Warszawskie CIC to przestrzenie dostosowane do potrzeb dynamicznie rosnących, innowacyjnych firm. Prywatne biura i pomieszczenia do pracy zespołowej, w pełni wyposażone kuchnie oraz wygodne sale konferencyjne zapewniają możliwość skoncentrowania się na biznesie, bez rozpraszania uwagi. Mniejsze podmioty mogą wynajmować pojedyncze biurka w strefie coworkingu.

-CIC Warsaw jest katalizatorem dla innowacyjności – tworzy warunki szczególnie sprzyjające rozwojowi biznesów działających w obszarze technologii. W swoim ekosystemie, we współpracy z partnerami merytorycznymi i biznesowymi, łączymy firmy działające w najważniejszych dziś dla innowacyjności sferach w wyspecjalizowanych hubach. – Jerzy Brodzikowski, General Manager CIC Warsaw

Pierwsi najemcy wprowadzają się do CIC Warsaw

Z początkiem lipca, do przestrzeni biurowej wprowadzili się też pierwsi najemcy. Wśród nich są między innymi firma szkoleniowa Apexnet, Leonardo Holding, czy amerykański scale-up medtechowy Precision Life.

-Już w tej chwili przekroczyliśmy zakładane plany komercjalizacji naszej przestrzeni na tym etapie rozwoju CIC Warsaw. Najemcy doceniają doskonałą lokalizację w Varso Place, nasze podejście do projektowania przestrzeni i animacji społeczności. Naszym głównym celem jest pobudzanie współpracy między innowatorami i uwalnianie ich od administracyjnych obowiązków związanych z biurem, dzięki czemu mogą skupić się na tworzeniu przełomowych projektów. – Izabela Górska, Współzałożycielka i Dyrektor Zarządzająca CIC Poland, Sales Lead w CIC Warsaw

Obecnie najemcy mogą korzystać z 6 tys. mkw. przestrzeni CIC Warsaw oraz 2 tys. mkw. przestrzeni District Hall oraz Trend House. Docelowo zostanie oddanych do użytku 14 tys. mkw. Do końca 2021 roku zostanie, m.in. uruchomiona przestrzeń Investors Floor, która będzie przeznaczona głównie dla przedstawicielstw funduszów inwestycyjnych wspierających rozwój innowacji.

Bezpieczeństwo i nowa normalność

Cały Kampus Innowacji jest przystosowany do wyzwań związanych z globalnym kryzysem zdrowotnym. W salach konferencyjnych, biurach, przestrzeni eventowej i coworkingowej obowiązuje ograniczenie dotyczące liczby osób mogących przebywać w tego typu pomieszczeniach – 1 osoba na 4 mkw. Wszystkie osoby przebywające na terenie CIC Warsaw są proszone o zachowanie odległości 1,5 m odstępu od innych użytkowników przestrzeni. Między biurkami zachowane są 2 m odstępu.
We wszystkich pomieszczeniach i powierzchniach wspólnych znajdują się dobrze widoczne informacje dotyczące bezpieczeństwa. Kilka razy dziennie cała przestrzeń jest również skrupulatnie dezynfekowana. Wszyscy najemcy CIC Warsaw zostali poinformowani o obowiązujących przepisach i zasadach bezpieczeństwa.
Ponadto, we wszystkich lokalizacjach CIC na całym świecie najemcy otrzymują specjalny gadżet, który pozwala w bezpieczny sposób korzystać z ekranów dotykowych (np. w salach konferencyjnych czy w drukarkach) oraz otwierać drzwi. Dla zachowania najwyższego bezpieczeństwa, ekrany dotykowe drukarek pokryte są nano-septyczną powłoką.
Autor : Izabela Górska

Ministerstwo Rozwoju: wkrótce nowe formy pomocy dla polskiej turystyki

0

Resort rozwoju pracuje nad kolejnymi instrumentami wsparcia dla branży turystycznej – mówił Andrzej Gut-Mostowy, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju podczas kolejnego webinarium „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”.

Cykl wideokonferencji dla polskich przedsiębiorców, przybliżający im możliwości wsparcia dostępne w ramach tzw. Tarczy antykryzysowej został zorganizowany przez Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości. Poniedziałkowe webinarium było poświęcone perspektywom polskiej turystyki podczas pandemii koronawirusa oraz portalowi Biznes.gov.pl, który pozwala prowadzić działalność gospodarczą online.

„Turystyka jest taką dziedziną gospodarki, która została bardzo mocno dotknięta epidemią. W ministerstwie przygotowaliśmy rozwiązania, które są dla niej wsparciem – powiedział wiceminister Gut-Mostowy. – Szacujemy, że kilkanaście tysięcy firm z branży turystycznej otrzymało bezpośrednią pomoc w ramach tarczy finansowej na kwotę co najmniej 4 mld zł” – uzupełnił.

W opinii Guta-Mostowego „Najistotniejsze jest to, by znów rozbudzić w Polakach chęć podróżowania i w ramach dobrze rozumianego patriotyzmu gospodarczego stymulować wypoczynek w Polsce” – podkreślił.

Z kolei Dominik Wójcicki, dyrektor Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju przedstawił możliwości, jakie daje przedsiębiorcom portal rządowy Biznes.gov.pl. Poinformował, że obecnie z e-administracji korzysta samodzielnie 75 proc. przedsiębiorstw, a wskaźnik ten rośnie z roku na rok.

„Koncepcja Biznes.gov.pl powstała w 2015 roku i wtedy byliśmy pionierami. Obecnie z fakultatywnej formy załatwiania spraw urzędowych staliśmy się w wielu kategoriach takim must have (red. z ang. muszę mieć) – powiedział Wójcicki. – Biznes.gov.pl to cyfrowe drzwi do rozwoju firmy. Za pierwsze sześć miesięcy tego roku mamy 25 mln odsłon na naszym portalu i to jest prawie 100 proc. wzrostu rok do roku. Jest to stały trend” – zaznaczył.

Biznes.gov.pl to dwa główne komponenty: usługi online i informacje prawne prezentowane w przystępny sposób. „Jesteśmy częścią rządowego programu tarczy antykryzysowej, na naszym portalu można dowiedzieć się, jakie rozwiązania są w niej przewidziane – mówił przedstawiciel resortu rozwoju. – Przedsiębiorcy są zadowoleni, że poziom e-administracji jest tak wysoki” – podkreślił.

Biznes.gov.pl ma bardzo rozbudowaną sekcję z artykułami informacyjnymi, które odpowiadają na potrzeby przedsiębiorców, interpretując i tłumacząc konkretne ustawy. „Z części merytorycznej jesteśmy bardzo dumni, bo to nasz atut. Pod tym względem się wyróżniamy. Lekkość, łatwość, przystępność artykułów, to jest coś, co przedsiębiorcy bardzo doceniają” – mówił Dominik Wójcicki.

„Informujemy przedsiębiorców o planowanych zmianach prawnych, ułatwieniach czy ulgach. Personalizujemy te tematy i wysyłamy do branży, której one dotyczą” – wyjaśnił.

„Dużym plusem Biznes gov.pl jest to, że integruje działalność różnych urzędów i jest szansą na uzyskanie bardziej ramowej odpowiedzi na zadane pytania” – ocenił Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan.

Wójcicki zapowiedział też, że portal ma taką wizję rozwoju, by jak najwięcej usług i informacji podawać w jednym miejscu, niezależnie od tego, którego resortu są to kompetencje. „To, co mamy w planach to dalsza integracja z innymi ministerstwami. Przedsiębiorca szuka wszystkiego w jednym miejscu i nie chce przechodzić między różnymi portalami” – wyjaśnił.

Dodał, że do marca 2022 r. jest planowane zakończenie połączenia Biznes.gov.pl i Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). „Do takiego połączonego projektu, który nazywamy Kontem Przedsiębiorcy po jakimś czasie dołączy moduł e-doręczeń, by można było odbierać pisma urzędowe w formie elektronicznej” – powiadomił Wójcicki.

Kolejne webinaria z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” poświęcono tematom: „Szybka Ścieżka – Koronawirusy” (środa 1 lipca), „Tarcza Finansowa PFR dla Dużych Firm” (czwartek 2 lipca). We wtorek 7 lipca eksperci z Ministerstwa Finansów przedstawią ułatwienia podatkowe w Tarczy Antykryzysowej.

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Dobry system ERP dla dużych firm – co powinno go wyróżniać

Doskonale przemyślany system zarządzania jest istotny w każdym przedsiębiorstwie. Im bardziej skomplikowana i rozbudowana jest jego struktura, tym narzędzia powinny być bardziej zaawansowane. I tutaj z pomocą przychodzą systemy ERP.

ERP jest specjalistycznym oprogramowaniem, które umożliwia kompleksowe zarządzanie wszystkimi zasobami i procesami, jakie mają miejsce w przedsiębiorstwie. Nawet małe firmy szybko doceniają dobrodziejstwa, jakie wiążą się z ERP. Nietrudno domyślić się, że obszar zarządzania w niewielkich firmach jest zdecydowanie mniejszy niż w przedsiębiorstwie produkcyjnym czy korporacji. Idąc tym tropem, w dużej firmie ERP nie tylko jest pomocny, ale wręcz obowiązkowy. Powinien być traktowany w kategorii długofalowej inwestycji, która przełoży się na realny zysk.

Funkcjonalność ERP

Systemy ERP (Enterprise Resource Planning) są tak przemyślane, by pozwalały na kompleksowe zarządzanie i kontrolę. Są uniwersalne i sprawdzą się niezależnie od branży i wielkości organizacji, jaka z nich korzysta. Składają się ze zintegrowanych modułów, które ze sobą współpracują, w ramach jednej bazy danych. Można je zmieniać i dopasować do indywidualnych potrzeb każdej organizacji. Przyjrzyjmy się zatem przykładowym funkcjonalnościom.

Jedną z najważniejszych jest zintegrowanie informacji finansowych, umożliwiające m.in. lepszy nadzór nad przychodami i wydatkami. Oprócz tego możliwa jest efektywna koordynacja związana z zapasami, zamówieniami, księgowaniem. Ze względu na to, że wiele systemów ERP posiada również funkcje CRM, dostępna jest opcja zarządzania danymi na temat klientów. Łatwo można je połączyć z dostawami, czy składanymi zamówieniami. Równie wydajne i kompleksowe jest zarządzanie procesami produkcyjnymi.

Istotne jest także to, że systemy ERP umożliwiają standaryzację informacji dotyczącą zasobów ludzkich. Szybko można dokonać analizy czasu pracy, wynagrodzeń, kosztów związanych ze szkoleniami, dietami itd. Jest to szczególnie ważne, jeśli raporty i analizy mają dotyczyć dużych grup pracowników, albo pracujących w różnych oddziałach firmy. Prawda jest taka, że wymienione funkcje, to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować dobrej klasy system ERP. Nasuwa się zatem pytanie…

Czy można wypróbować system ERP przed wdrożeniem w firmie?

Tak, jest to możliwe, jeśli wiemy, do kogo się zwrócić. Duże przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na wdrożenie ERP, szybko zauważyły wzrost wydajności, efektywności i konkurencyjności. Jednak zawsze korzyści wynikające ze stosowania takiego programu, warto zaobserwować na swoim przykładzie.

Systemem ERP polecanym do wdrożeń w dużych organizacjach jest oprogramowanie ERP dla dużych firm enova365. Wyróżnia go intuicyjna obsługa, szerokie spektrum możliwości i wysoka konfigurowalność.  Dodatkową zaletą jest to, że wcale nie musimy od razu decydować się na zakup i wdrożenie. Najpierw możemy system wypróbować i zastanowić się nad tym, w jakich płaszczyznach jest najbardziej przydatny i jakie moduły są najbardziej potrzebne. Przetestuj za darmo oprogramowanie ERP enova365, by sprawdzić, jak wiele może wnieść do procesu zarządzania w Twojej firmie.

NCBR przyznało pierwszą transzę środków dla szpitali jednoimiennych na walkę z koronawirusem

0

Aż 79 projektów dotyczących walki z koronawirusem zgłosiły szpitale jednoimienne do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Pierwsze podmioty otrzymały już decyzje o przyznaniu dofinansowania na prace badawczo-rozwojowe w walce z epidemią. Pierwsza, wynosząca w sumie ponad 27 mln zł transza środków trafi m.in. do Centrum Medycznego w Łańcucie, Szpitala Wojewódzkiego im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Łomży, Centralnego Szpitala Klinicznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie oraz Politechniki Wrocławskiej.

Mowa o zainicjowanym pod koniec kwietnia przedsięwzięciu „Wsparcie szpitali jednoimiennych w walce z rozprzestrzenianiem się zakażenia wirusem SARS-CoV-2 oraz w leczeniu COVID-19”. Zakłada ono finansowanie badań naukowych lub prac rozwojowych realizowanych w tym obszarze przez szpitale jednoimienne, konsorcja szpitali jednoimiennych oraz konsorcja szpitali jednoimiennych i jednostek naukowych. Większość szpitali złożyła więcej niż jeden wniosek – część z nich aplikowała w roli lidera projektu, a część jako współkonsorcjanci. Najbliższe tygodnie to czas zawierania umów, przy czym, co warto podkreślić, poszczególne umowy są podpisywane na bieżąco, zaraz po uzyskaniu zgody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na przyznanie dofinansowania.

Ogromny odzew szpitali jednoimiennych na adresowaną do nich inicjatywę Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które jest agencją wykonawczą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, świadczy o determinacji w pokonaniu epidemii COVID-19. Pierwotny budżet całego przedsięwzięcia to 100 mln zł. Dziś już wiadomo, że wnioski o dofinansowanie projektów, które były przyjmowane od 22 kwietnia do 31 maja br., opiewają na dużo wyższą kwotę – blisko 380 mln zł. Jeden wnioskodawca ubiega się więc średnio o około 4,8 mln zł. Najniższa wnioskowana kwota to niespełna 0,2 mln zł, najwyższa – ponad 47 mln zł.

– Kiedy walka z COVID-19 postawiła przed służbami medycznymi nowe wyzwania, uruchomiliśmy specjalny instrument wsparcia finansowego dla szpitali jednoimiennych. Jestem pełen uznania dla naszych lekarzy i naukowców, że w tak trudnym, wymagającym ogromnego poświęcenia czasie, tak licznie zaangażowali się w przygotowanie wniosków w naszym przedsięwzięciu – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Obecnie trwa proces ich oceny. Wszyscy czekamy na leki, procedury medyczne, technologie służące skutecznej terapii COVID-19 i profilaktyce rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2. Jestem przekonany, że doświadczenie szpitali jednoimiennych wniesie znaczący, polski wkład w walkę z epidemią, niosąc chorym ulgę i nadzieję, a jednocześnie pozwoli znaleźć nowe rozwiązania do walki z pandemią – dodaje. 

Podnieść skuteczność leczenia 

Zaplanowane w projektach rozwiązania mają nam pomóc poczuć się bezpieczniej nie tylko tu i teraz, ale także w przyszłości. Choć ich katalog jest różnorodny, można wyodrębnić trzy główne obszary prowadzenia badań naukowych i prac rozwojowych, w których aplikują wnioskodawcy. Pierwszy z nich odnosi się do podniesienia skuteczności leczenia choroby zakaźnej COVID-19 poprzez opracowanie nowatorskich terapii, a także schematów leczniczych i procedur medycznych wraz z oceną ich bezpieczeństwa. Wnioski dotyczą m.in. poszukiwania kandydatów na nowe leki, a także zmiany wskazań już zarejestrowanych produktów leczniczych do terapii COVID-19. Proponowane są także badania nad osoczem ozdrowieńców. Widoczne jest dążenie do wypracowania modelowej opieki szpitalnej nad chorymi, także z uwzględnieniem potrzeb szczególnie wrażliwych grup pacjentów. Planowane są pogłębione analizy różnych aspektów przebiegu infekcji, jej monitorowania oraz przewidywania wystąpienia ciężkiego przebiegu choroby COVID-19. Nadesłane projekty zawierają koncepcje wytypowania grup najbardziej narażonych na przebycie ciężkiej postaci choroby oraz dedykowaną im profilaktykę, a także monitoring i sposób leczenia błyskawicznie dostosowywany do zmiany stanu chorego. Wnioskodawcy chcą też aktywnie włączyć się w poszukiwania szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2.

Jak zatrzymać koronawirusa

Drugi z głównych obszarów badawczych to opracowanie nowych rozwiązań i technologii w zakresie ograniczania rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, co dotyczy zarówno zwiększenia bezpieczeństwa pracy personelu medycznego jak i możliwości detekcji osób zakażonych. Choć zachorowalność w Polsce daleka jest od najczarniejszych prognoz, wciąż nie możemy powiedzieć, że pokonaliśmy przeciwnika. Stąd wnioskodawcy stawiają na opracowanie innowacyjnych, szybkich, dokładnych i tanich testów diagnostycznych oraz środków i procedur bezpieczeństwa. Poszukują także skutecznych sposobów dezynfekcji, także przy pomocy całkowicie nowych środków. Rozwiązania te mogą być przydatne nie tylko pacjentom i personelowi medycznemu poprzez odpowiednią organizację pracy szpitali, ale także  wpłynąć na ograniczenie zagrożeń epidemicznych w innych miejscach, np. w zakładach pracy. Wypracowane standardy postępowania mogą ułatwić dobór odpowiednich technologii aby zapewnić maksymalne bezpieczeństwo czy też pomóc określić skalę zagrożenia.

Gromadzić dane, aby zrozumieć i reagować

Trzeci obszar tematyczny sięga po rozwiązania telemedyczne, sztuczną inteligencję, a nawet robotykę. Zahamowaniu epidemii i poszerzaniu wiedzy na temat zakażeń SARS-CoV-2 ma służyć stworzenie odpowiednich narzędzi informatycznych do zbierania danych o przebiegu choroby lub epidemiologicznych. Duże zbiory informacji mogą z kolei stawać się podstawą dla uczenia maszynowego i zasilić algorytmy wpierające lekarzy w procesie diagnozowania pacjentów.

Złożone projekty świadczą o tym, że poszukiwane są sposoby prowadzenia poszerzonej diagnostyki i monitorowania stanu pacjenta poprzez automatyzację tych procesów, tak żeby mogły się one odbywać w sposób bezkontaktowy, z wykorzystaniem nie tylko narzędzi laboratoryjnych, ale też informatycznych oraz robotów. Zaangażowanie takich technologii jest szansą na zmniejszenie ryzyka zakażeń wśród personelu szpitali.

Wsparcie na 100 procent 

Realizacja projektów, które uzyskają dofinansowanie, nie powinna trwać dłużej niż rok. Intensywność wsparcia w przedsięwzięciu NCBR dla szpitali jednoimiennych to 100% kosztów kwalifikowalnych. Można je przeznaczyć m.in. na wynagrodzenia pracowników naukowo-badawczych, personelu technicznego i pomocniczego w części, w jakiej wynagrodzenia bezpośrednio wiążą się z realizacją badań naukowych oraz prac rozwojowych projektu; na usługi merytoryczne zewnętrzne świadczone w ramach podwykonawstwa; a także na zakup, amortyzację aparatury badawczej lub odpłatne z niej korzystanie.

Inicjatywa ma formę nie tradycyjnego konkursu, ale dofinansowania w trybie pozakonkursowym, przyznawanego na maksymalnie uproszczonych zasadach. Stało się to możliwe dzięki wejściu w życie rozwiązań przyjętych w tzw. drugiej tarczy antykryzysowej, a pozwalających NCBR m.in. na szybkie reagowanie w sytuacji zagrożenia epidemicznego oraz epidemii.

Innowacje przeciw epidemii

Przedsięwzięcie dla szpitali jednoimiennych to nie jedyne działanie NCBR ukierunkowane na prowadzenie projektów badawczo-rozwojowych w czasie pandemii. Do polskich przedsiębiorców i naukowców, którzy pracują nad diagnostyką, leczeniem i przeciwdziałaniem chorobom wirusowym, adresowany jest konkurs Szybka Ścieżka „Koronawirusy”. Jego budżet to 200 mln zł. Są to środki z unijnego Programu Inteligentny Rozwój. Nabór wniosków w tym konkursie prowadzony jest do końca roku. Konkurs został podzielony na trzy rundy: pierwsza zakończyła się 5 czerwca (wpłynęło 40 wniosków o dofinansowanie projektów na łączną kwotę dofinansowania 238,5 mln zł), druga trwa od 6 czerwca do 24 lipca, a trzecia od 25 lipca do 31 grudnia 2020 r. Ocena wniosków będzie przeprowadzana po zakończeniu każdej z rund i potrwa do 90 dni.

Pracuj.pl i Versum wspierają branżę Hair & Beauty

0

Pracuj.pl wspiera kolejną branżę w obliczu wyzwań związanych z konsekwencjami epidemii koronawirusa. Od połowy czerwca pracodawcy z branży Hair & Beauty, którzy korzystają z usług firmy Versum, mogą opublikować na portalu Pracuj.pl ogłoszenie za symboliczną złotówkę. Inicjatywa ma na celu pomoc dla branży Hair & Beauty w obliczu rosnącej liczby wizyt klientów, a co za tym idzie – dużego zapotrzebowania na kadry. Od maja br. podobne wsparcie od portalu otrzymuje także branża HoReCa.

Według danych firmy Versum w ciągu zaledwie miesiąca od odmrożenia działalności salonów kosmetycznych i fryzjerskich Polacy umówili w nich ponad 3,5 mln wizyt o łącznej wartości ponad 500 mln złotych. Właściciele salonów – w wielu wypadkach zmuszeni do trudnych decyzji personalnych między marcem a majem – od czasu otwarcia drzwi lokali znów zaczęli wykazywać duże potrzeby rekrutacyjne.

Hair & Beauty rekrutuje

Przeprowadzona wśród klientów Versum ankieta wskazuje, że 75% właścicieli salonów planuje zwiększyć zatrudnienie w swoim salonie w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Jako najbardziej poszukiwanych specjalistów wskazywano fryzjerów, kosmetologów oraz kosmetyczki ze specjalnością manicure/pedicure, mających od 1 do 3 lat doświadczenia zawodowego.
Potwierdzają to także dane Pracuj.pl. Liczba ogłoszeń zamieszczonych na portalu przez firmy z kategorii zdrowie/uroda już w maju br. była aż o 89% wyższa, niż w kwietniu – okresie najsilniejszego ograniczenia rekrutacji w związku z pandemią – i tylko o 18% niższa, niż w lutym. Jak zauważa Łukasz Marciniak, na portalu widać także wyraźne ożywienie zainteresowania ofertami ze strony kandydatów.

Obserwujemy wzrost średniej liczby aplikacji na ogłoszenie w kategorii Hair&Beauty. Rekordowe wyniki odnotowaliśmy w maju, kiedy to pracodawcy otrzymywali na Pracuj.pl średnio 70% więcej aplikacji na ogłoszenie do salonów urody, niż w tym samym okresie rok wcześniej. Epidemia Covid-19 zmusiła wiele firm do zwalniania doświadczonych fryzjerów, kosmetyczek czy manicurzystów. Najbliższe miesiące to czas, gdy tacy pracownicy będą szukać nowej posady. To szansa dla wielu salonów urody na łatwiejsze znalezienie dobrej klasy pracownika – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Rozwoju Sprzedaży w Grupie Pracuj.

Ogłoszenie za 1 zł

Aby wesprzeć branżę Hair & Beauty w wyzwaniach rekrutacyjnych, Pracuj.pl wraz z firmą Versum przygotował specjalne rozwiązanie dla jej przedstawicieli. Do połowy lipca bisko 50 000 profesjonalistów z branży Fryzjerstwo i Uroda, którzy korzystają z usług firmy Versum, może opublikować jedno ogłoszenie na Pracuj.pl za symboliczną złotówkę. Dzięki dedykowanym narzędziom proces publikacji przebiega szybko, w sposób prosty i zautomatyzowany.
Ogłoszenia zamieszczone w ramach akcji będą wyświetlane przez 30 dni z zasięgiem na całą Polskę. Ponadto pracodawcy w ramach oferty dostają także dostęp do narzędzia umożliwiającego prowadzenie rozmów rekrutacyjnych w formie wideoczatu z kandydatami oraz wsparcie doradcy Pracuj.pl.

-Obecnie skupiamy się na bieżącej pomocy branży Hair & Beauty, umożliwiając salonom jak najszybszy powrót do stabilnej sytuacji sprzed pandemii. Dzięki wspólnym działaniom z Pracuj.pl salony zyskają dostęp do topowych specjalistów, którzy będą w stanie obsłużyć wzmożony ruch w salonach i zabezpieczą potrzeby klientów. – komentuje Sebastian Maśka, prezes firmy Versum.

Praca zdalna nie sprawi, że biura znikną

0

Pandemia Covid-19 stała się istotnym czynnikiem mającym wpływ na zmianę funkcji biura i modelu pracy. W przyszłości przestrzenie biurowe staną się kreatywnym miejscem służącym do spotkań pracowników i współpracy w zespole – przewidują eksperci Colliers International w oparciu o raport „Exploring post-COVID-19 Workplace”, analizujący wyniki globalnej ankiety „Work from Home” i omawiający przyszłe trendy w miejscu pracy.

W ankiecie Colliers „Work from Home” udział wzięło ponad 5000 respondentów z 18 branż. Zdecydowana większość z nich chciałaby chociażby częściowo kontynuować zdalny tryb pracy po zakończeniu pandemii, jednocześnie zachowując możliwość powrotu do biura w celu współpracy z kolegami. Niektórzy respondenci zaznaczali potrzebę postawienia jasnej granicy między życiem zawodowym a prywatnym. Z raportu wynika więc, że w przyszłości biura nie opustoszeją, jednak będą musiały być dostosowane do bardziej elastycznego modelu pracy.

– Globalna pandemia całkowicie zmieniła podejście do pracy zdalnej. Największą niespodzianką dla wielu firm było odkrycie, że ich organizacja może funkcjonować w modelu  zdalnym, bez uszczerbku na produktywności i utrzymać stały kontakt z pracownikami i klientami. To sprawiło, że wiele firm, zaczęło się zastanawiać jaka jest przyszłość ich miejsca pracy. Biuro pozostanie ważnym aspektem w tym temacie, ponieważ ciężko jest tworzyć kulturę organizacji podczas pracy zdalnej. Potrzebujemy interakcji twarzą w twarz, aby budować prawdziwe i znaczące relacje – mówi JanJaap Boogaard, szef Workplace Advisory na region EMEA w Colliers International.

– Można przytoczyć wiele przykładów firm, które przekształciły swoje środowiska pracy tak, aby sprzyjało ono zwiększeniu wydajności pracy zespołowej, współpracy i kreatywności,  jednak wciąż jest wiele organizacji, które muszą pójść w te ślady. Przewidujemy, że COVID-19 będzie katalizatorem nowego podejścia do projektowania środowiska pracy. Większość organizacji wdroży modele elastyczne, które pozwalają na bardziej efektywne wsparcie zarówno pracy indywidualnej i zadań wymagających skupienia, jak i współpracy oraz interakcji. Oznacza to, że sposób projektowania i użytkowania przestrzeni biurowej zostanie zmodyfikowany, aby był jeszcze bardziej spójny z kulturą, wartościami i dominującymi w firmie stylami pracy – dodaje JanJaap Boogaard.

– Taka zmiana wymaga wykształcenia nowych nawyków, zmodyfikowania podejścia do zarządzania zespołami oraz wdrożenia narzędzi pozwalających efektywnie zarządzać wykorzystaniem nowej elastycznej przestrzeni. Dla wielu organizacji może to być wyzwanie, dlatego warto zacząć od precyzyjnej oceny potencjału pracy zdalnej oraz diagnozy gotowości kadry menedżerskiej do zarządzania zespołem rozproszonym. Warto również przemyśleć kwestie cyfrowej warstwy nieruchomości, aby odpowiednio dobrać rozwiązania technologiczne, które pomogą nam wdrożyć nowy sposób funkcjonowania – dodaje Dorota Osiecka, dyrektor działu Workplace Innovation w Colliers International w Polsce.

– Wiele innowacji powstaje nieoczekiwanie, często w wyniku interakcji ad hoc, o które trudno podczas zaplanowanych rozmów wideo. Strukturyzacja czasu w biurze również wydaje się nie wspierać owej przypadkowości. Jednak organizacje powinny znaleźć równowagę między zapewnieniem wystarczającej przestrzeni do spotkań w biurze, a zarządzaniem wydajnością tej przestrzeni i zdolnością do równomiernego rozplanowania liczby osób korzystających z biura, aby uniknąć nadmiernego zagęszczenia w niektórych dniach tygodnia lub okresach korzystania z biura – uważa Sven Moller, dyrektor w dziale Workplace Advisory na region EMEA w Colliers International.

Równowaga czy wakacyjny handel?

0

Wakacyjny zastój zaczyna przejmować kontrolę nad handlem w tym tygodniu. Albo to, albo niezdecydowanie bierze się z równoważącego się wpływu czynników ryzyka. Poniedziałkowy rajd ryzykownych aktywów został wczoraj przygaszony przy niemilknącej debacie o szybkości ożywienia gospodarczego w obliczu niepokojącego przerostu liczby zachorowań na COVID-19.

Czyli nic nowego

O ile nie pojawi się nowy katalizator dla przebudzenia zmienności, niezdecydowanie będzie paraliżować handel na rynkach. Podstawą pozostaje chęć dyskontowania odbicia ożywienia gospodarczego, ale codziennie bite rekordy dziennej liczby odnotowanych przypadków zachorowań w USA oraz nowe ogniska chorych m.in. w Tokio i Melbourne powodują, że perspektywy gospodarcze stanęły pod znakiem zapytania. Jakkolwiek nieprawdopodobnym jest powrót do pełnego lockdownu, a władze decydują się tylko na zamykanie newralgicznych obszarów (jak w Pekinie czy Melbourne), tak globalnie nasila się strach przed wychodzeniem z domu. To może rzutować na konsumpcję, plany prowadzenia biznesów, a w rezultacie dławić wzrost gospodarczy. Ale też nie wiadomo, czy nowa fala przyrostu zachorowań utrzyma się tydzień, miesiąc czy dłużej. Władze państwowe są lepiej przygotowane niż na początku roku, a banki centralne zapewniły bufor bezpieczeństwa dla aktywów finansowych. Ciężko zbudować trwały rajd ryzyka, ale też nie ma silnego przekonania do totalnej ucieczki.

Aura niezdecydowania silnie odznacza się w notowaniach EUR/USD, który od czterech tygodni nie może wyrwać się z poza przedział 1,1175-1,1350. Ostatni silny ruch wzrostowy z przełomu maja i czerwca zbiegł się z rajdem rynku akcji i opierał o oczekiwania szybszego niż wcześniej zakładano tempa ożywienia gospodarczego. Ale gdy wstępny pęd się wyczerpał, a na rynek zaczęły trafiać raporty o dynamicznym wzroście chorych na COVID-19, EUR/USD zagubił kierunek. Analiza fundamentów gospodarek USA i strefy euro jest tutaj na drugim planie, gdyż perspektywy są uzależnione od ścieżki rozwoju pandemii. Przeważa zatem status dolara jako bezpiecznej przystani wspólnie z wpływem masowej ekspansji monetarnej Fed. Jeśli rynek zacznie się obawiać drugiego dna recesji, USD będzie zyskiwał, podczas gdy EUR potrzebuje powrotu zdecydowanego apetytu na ryzyko i wznowienia rajdu rynku akcji (co też oznacza odpływ kapitału z dolara).

Wakacyjny marazm odbija się także na notowaniach złotego, co dla EUR/PLN oznacza zakotwiczenie blisko 4,47. Wprawdzie można zaznaczyć, że kurs niebezpiecznie flirtuje z górnym zakresem wielotygodniowej konsolidacji 4,41-4,4820, to nie widać, aby nasilała się presja na większe osłabienie złotego. Wczoraj bez większej reakcji przyjęta została rewizja prognoz gospodarczych Komisji Europejskiej, według których PKB Polski skurczy się w tym roku o 4,6 proc. (w maju KE szacowała spadek o 4,3 proc.). Nowe prognozy pokazały, że w 2020 r. recesja w całej UE będzie głębsza niż wcześniej sądzono, choć w Polsce spadek będzie najmniejszy. Innymi słowy otoczenie gospodarcze w Europie jest niekorzystne, ale Polska wygląda na tym tle najlepiej. Jednak wysoka niepewność prognoz w aktualnych warunkach powoduje, że dla rynków raport KE nie jest żadną wskazówką. Poza tym brak zdecydowanego kierunku na rynkach zewnętrznych z pewnością nie pomaga w rozruszaniu rynku złotego, ale też zbliżająca się druga tura wyborów prezydenckich powstrzymuje inwestorów od zwiększania alokacji (nawet jeśli w wyniku wyborów nie widzimy impulsu do trwałego ruchu).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W Polsce mamy suszę. Ulewy i burze nie poprawiają sytuacji

0

Mimo ulewnych deszczy w Polsce wciąż mamy suszę. Krótkotrwałe i intensywne opady powodują lokalne podtopienia. Występowanie tych pozornie wykluczających się zjawisk jednocześnie jest efektem zmian klimatycznych. Każdy może jednak podjąć działania realnie poprawiające sytuację.

Ulewne deszcze, podtopienia i susza – tak jest w Polsce

Ostatnio w Polsce walczyliśmy z tzw. powodziami błyskawicznymi. Pojawiły się one po ulewnych deszczach i bardzo szybko doprowadzały do podtopień. Podczas nawałnic lub kilku następujących po sobie burz z intensywnymi opadami spada tak dużo wody, że ziemia nie jest w stanie jej przyjąć. Obserwowaliśmy to m.in. przed ostatnim weekendem czerwca w okolicach Przeworska na Podkarpaciu.

Informacje o podtopieniach wielu osobom mogą wydawać się zaskakujące. Przecież chwilę wcześniej media ostrzegały o zagrożeniu suszą. Niestety, w wielu miejscach Polski jest ono aktualne. Intensywne i krótkotrwałe opady wsiąkają do ziemi w minimalnym stopniu, spływając w szybkim tempie do niżej położonych miejsc. To prowadzi z kolei do występowania rzek z ich koryt – mówi Anna Sawicka, ekspert ds. rozwoju strategii ekologicznej Banku Ochrony Środowiska.

Powtarzające się od kilku lat bezśnieżne zimy dodatkowo wpływają na obniżenie poziomu wód podziemnych. Odbudowę zasobów wodnych mogą zapewnić tylko mniej intensywne, ale długotrwałe opady.

To efekty zmian klimatycznych. Jeszcze możemy poprawić sytuację

Przyczyną występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych są zmiany klimatyczne. W dużej mierze odpowiada za nie efekt cieplarniany. Przemysł, transport i intensywna hodowla zwierząt sprawiają, że do atmosfery trafiają duże ilości m.in. dwutlenku węgla. To prowadzi do wzrostu temperatury na Ziemi i zaburzenia równowagi opadowej. Kłopot stanowi także postępujący rozwój obszarów miejskich.

Coraz większe tereny zajmują ulice, place i chodniki. Zastępują one łąki i lasy – wszelkie powierzchnie nieutwardzone, biologicznie czynne, które dotychczas wchłaniały wody opadowe. Dlatego tak ważna jest dbałość o oazy zieleni w naszym otoczeniu, m.in. miejskie parki. Działać może każdy, np. tworząc łąkę kwietną. Jest to proste i tanie, a korzyści duże. Tego rodzaju roślinność nie tylko cieszy oczy pięknymi kolorami, ale przede wszystkim wiąże wilgoć w glebie. Jeśli wysiejemy rośliny miododajne, pomożemy także pszczołom – podkreśla Anna Sawicka.

Warto zadbać też o magazynowanie deszczówki. Można gromadzić ją w zbiorniku retencyjnym, a w dowolnej chwili wykorzystać do prac gospodarczych lub podlewania ogrodu. Jeżeli zbudujemy odpowiednią instalację, deszczówkę wykorzystamy nawet w domu – do takich czynności jak spłukiwanie toalety lub pranie.

Pieniądze w zasięgu ręki

Rządowy program „Moja Woda” oferuje wsparcie na inwestycje związane z wykorzystywaniem zatrzymanej wody, w tym budowę zbiornika retencyjnego. Przedsięwzięcie może zostać dofinansowane w wysokości nawet 80 procent jego wartości, w kwocie nie wyższej niż 5 tys. zł. Od 1 lipca wnioski są przyjmowane w Wojewódzkich Funduszach Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Warto również zapoznać się z produktami oferowanymi przez bank  specjalizujący się w inwestycjach proekologicznych. Samorządy z kolei mogą wziąć udział w konkursie „Miasto z klimatem”. Dzięki inicjatywie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwa Klimatu można sfinansować m.in. likwidację powierzchni nieprzepuszczalnych w miastach.

Około 70 proc. szukających pracy sezonowej nie bierze pod uwagę wyjazdu za granicę

Podejmowanie pracy sezonowej w czasach pandemii COVID-19 to szczególne wyzwanie. Serwis OLX postanowił sprawdzić, gdzie, za ile i na jakich warunkach w tym roku Polacy podejmują się wakacyjnego zajęcia.

Podobnie jak w ubiegłym roku, najwięcej ofert dotyczących pracy sezonowej pojawia się w dużych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław, Poznań, Kraków i Łódź. Jednak liczba tych ogłoszeń jest w tym roku znacznie mniejsza. W Warszawie jest o 39 proc. mniej ofert niż w zeszłym roku, we Wrocławiu mniej o 42 proc., a w Poznaniu mniej o 28 proc. Jednak są też miasta, w których możliwości zdobycia pracy sezonowej jest więcej niż w ubiegłym roku. Przykładowo w Rzeszowie pojawiło się o 16 proc. więcej ofert.

Jak wynika z danych serwisu OLX, to właśnie najbliżej domu szukamy sezonowego zajęcia. Do pracy oddalonej o 5 km jest gotowych dojeżdżać aż 28 proc. badanych. Na dojazd powyżej 100 km zdecydowałoby się zaledwie 9,5 proc. badanych.

 

   
Do 5 km 28%
6-10 km 25%
11-20 km 24%
21-50 km 10%
51-100 km 2%
Powyżej 100 km 9.5%

 

 

 

Ankietowani zapytani o chęć podjęcia pracy za granicą w ponad 70 proc. odpowiedzieli: „nie”. Chętniej do pracy za granicę pojadą jednak mężczyźni (24 proc.) niż kobiety (zaledwie 12,5 proc.).

Różnice względem płci widać też w oczekiwaniach dotyczących finansów. Jak się okazuje, wynagrodzenia powyżej 20 zł brutto za godzinę pracy oczekuje zaledwie 8,5 proc. kobiet, a mężczyzn – ponad 20 proc. Na najpopularniejsze stawki, między 15 a 20 zł za godzinę, zgodziłoby się 70 proc. panów i niemal 80 proc. pań.

Najwięcej ofert pracy sezonowej jest w sektorze budowlanym, branży hotelarsko-gastronomicznej, na stanowiskach kasjerów, kierowców i kurierów. W tych branżach najchętniej szukają też zatrudnienia pracownicy sezonowi. Dopiero na piątym miejscu pod względem popularności znalazła się praca w rolnictwie i hodowli – mówi Tomasz Grzechnik, dyrektor kategorii Praca w OLX.

Pracę sezonową podejmujemy ze względu na chęć dodatkowego zarobku, najlepiej w krótkim czasie. Najpopularniejszy okres to dwa do trzech miesięcy. 

Najczęściej wskazywana motywacja do pracy sezonowej 

Uczę się i chcę dorobić w wakacje 1
Potrzebuję dodatkowego dochodu 2
Mam wystarczająco dużo wolnego czasu 3
Można więcej zarobić w krótkim czasie 4
Moja sytuacja życiowa wymaga ode mnie elastyczności czasowej 5

 

Wszyscy respondenci deklarują, że sprawdzają pracodawcę przed podjęciem zatrudnienia. Najczęściej informacji szukają w internecie lub oglądają miejsce pracy. Blisko 1/3 ankietowanych podejmuje pracę z polecenia, wcześniej pytając o pracodawcę swoich znajomych.

Istotne są też warunki, na jakich ma zostać podjęta praca sezonowa. Pierwszym i najważniejszym jest wymiar pracy. Również miejsce pracy powinno być atrakcyjne, dopiero na trzecim miejscu znalazł się rodzaj umowy. Większość respondentów to ludzie młodzi (55 proc. to studenci), trudno więc dziwić się tym motywacjom. Na czwartym miejscu znalazła się gwarancja ubezpieczenia, a dalej dojazd i zakwaterowanie.

Czy krakowski rynek biurowy zwolni

0

Realizacja rozpoczętych projektów biurowych idzie w Krakowie pełną parą. Budowa nowych inwestycji uzależniona będzie jednak od popytu na biura, których odbiorcą na krakowskim rynku jest głównie sektor usług dla biznesu    

Krakowski rynek biurowy w regionach nie ma sobie równych. Kraków to też największy w kraju ośrodek dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Pracuje w nim najwięcej osób w Polsce. W 234 centrach obsługi biznesu w stolicy Małopolski zatrudnionych jest już prawie 80 tys. ludzi. W ciągu ostatnich 4 lat, według danych ABSL, w outsourcingu znalazło w mieście pracę ponad 26 tys. osób.

I to właśnie sektor nowoczesnych usług dla biznesu generuje największe zapotrzebowanie na krakowskie biura. W 2018 roku całkowity popyt na powierzchnię biurową w Krakowie przekroczył 200 tys. mkw., a w 2019 roku aktywność najemców przyniosła rekordowy wynik 267 tys. mkw. powierzchni. W pierwszym kwartale tego roku na krakowskim rynku również wynajęte zostało więcej biur niż rok temu, ponad 62 tys. mkw. Najwięcej umów podpisały firmy z sektora usług i IT.

Napływ inwestorów zahamowany

Kraków, który dysponuje już blisko 1,5 mln mkw. powierzchni, swój potencjał biurowy zwiększa przede wszystkim dzięki rozwojowi firm z sektora BPO, SSC/GBS, IT oraz R&D. Od 2016 roku zasoby biurowe w mieście wzrosły prawie dwukrotnie. Miasto efektywnie wykorzystywało możliwości, jakie dawało zainteresowanie ze strony zagranicznego biznesu. Dziś kryzys wywołany przez COVID-19 ograniczył napływ inwestorów, którzy czekają teraz na dalszy rozwój wypadków. Jego skutki odczuwa także branża usług dla biznesu, jednak w mniejszym stopniu niż inne sektory działalności usługowej. Outsourcing odznacza się bowiem  wysoką elastycznością i zdolnością dostosowywania się do sytuacji rynkowej.

– Silne upowszechnianie pracy zdalnej wywrze niestety prawdopodobnie w dłuższej perspektywie, nie tylko w Krakowie, negatywny wpływ na rynek najmu i popyt na powierzchnie biurowe. W czerwcu powrót pracowników do biur nie okazał się wcale masowy. Szacunkowe dane wskazują, że tylko około jedna trzecia pracowników pracowała znów w firmowych biurach – mówi Emilia Kalińska, Senior Leading Negotiator w Walter Herz.

– Wyraźnie już widać, że COVID-19 w znacznym stopniu przyspieszy rozpoczętą wcześniej transformację środowiska pracy w stronę mobilności. Przeszło połowa pracowników biurowych może już teraz na stałe wykorzystywać elastyczny model pracy. W związku z tym w nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się zmian na rynku biurowym, których podłożem będzie rewizja strategii firm, dotycząca organizacji pracy i realnego zapotrzebowania na powierzchnię biurową – prognozuje Emilia Kalińska.

Poszukiwanie bardziej elastycznych warunków najmu

Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz także uważa, że w najbliższym czasie część z najemców będzie prawdopodobnie dążyć do uzyskania bardziej elastycznych warunków najmu, które będą pozwalały na bieżąco dostosowywać wielkość zajmowanej powierzchni do potrzeb. – Wiele firm będzie poszukiwało sposobów na optymalizację kosztów, decydując się na tańsze lokalizacje albo łącząc na przykład wynajem tradycyjnej powierzchni biurowej z powierzchnią coworkingową, której wybór w Krakowie jest coraz większy. W zeszłym roku oferta flexi biur wzrosła na krakowskim rynku niemal dwukrotnie – informuje Mateusz Strzelecki.

W Krakowie zwiększa się także dostępność tradycyjnej powierzchni. W aglomeracji powstaje ponad 20 projektów, w których znajduje się łącznie przeszło 200 tys. mkw. powierzchni biurowej. W trakcie realizacji jest m.in. Ocean Office Park, High5ive 5, Wadowicka 3, czy Unity Centre. W maju br. Grupa Buma przystąpiła do budowy końcowych etapów swoich dwóch inwestycji – Wadowicka 3 i Tertium Business Park. W czerwcu z kolei firmy Cain International i White Star Real Estate na krakowskim Podgórzu, przy skrzyżowaniu ulic Kuklińskiego i Saskiej rozpoczęły realizację kampusu biurowego – The Park Kraków, w którym zaprojektowane zostało 8 budynków klasy A o łącznej powierzchni 100 tys. mkw.

Większe wymagania banków

Budowy zainicjowanych wcześniej projektów w Krakowie są kontynuowane, niemniej w dłuższej perspektywie obecna sytuacja, w zależności od popytu może wpłynąć na decyzje deweloperów i spowodować przesuwanie w czasie niektórych nowych realizacji. Tym bardziej, że banki wprowadziły teraz ostrzejszą weryfikację wniosków. By uzyskać kredyt inwestorzy muszą liczyć się z większymi oczekiwaniami w kwestii zabezpieczenia poziomu przednajmu, który przed COVID-19 był wymagany na poziomie 30 proc., a obecnie dochodzi do 50-60 proc.

Z drugiej strony na uwagę zasługuje niezwykle wysoki poziom transakcji inwestycyjnych odnotowany na rynku nieruchomości komercyjnych w pierwszym półroczu tego roku. Ich wartość wyniosła prawie 2,9 mld euro. Sektor biurowy miał w wolumenie transakcyjnym najwyższy udział, wyższy nawet od segmentu magazynowego. Wysoka aktywność inwestorów przyniosła mu w tym czasie drugi, najlepszy wynik w historii. Mimo globalnej pandemii na budynki biurowe podpisane zostały umowy kupna/sprzedaży o łącznej wartości ponad 1,3 mld euro. W tym, w Krakowie właściciela zmieniły m.in.: High Five 4 i 5 oraz Equal Business Park.

Covid-19 vs. kryzys 2008 w mieszkaniówce

0

Czym różni się zastój wywołany przez Covid-19 od kryzysu z 2008 roku? Jaki wywarł wpływ na rynek mieszkaniowy? Czy w opinii deweloperów, scenariusz sprzed lat może się powtórzyć? W których aspektach? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Obecną sytuację na rynku trudno porównać do kryzysu z 2008 roku, który był wywołany przez typową bańkę spekulacyjną. Dodatkowo rynek wygląda całkiem inaczej, jeśli spojrzymy na ceny i zdolność nabywczą klientów, podaż mieszkań czy zakres dostępnej oferty.

Biorąc pod uwagę obecne zarobki i zdolność kredytową nabywców, aby sytuacja była podobna w zakresie dostępności mieszkań, ceny lokali powinny być dziś niemal dwukrotnie wyższe. Aktualnie, według wyliczeń NBP, za średni zarobek Polacy mogą kupić teraz przeciętnie 0,82 mkw. mieszkania, a w 2007 roku było to tylko 0,48 mkw.

Obecnie także oferta mieszkaniowa jest najniższa w historii, a wskaźnik wyprzedaży na rekordowo niskim poziomie, dwóch kwartałów. W najbliższym czasie możemy oczywiście oczekiwać spadku sprzedaży, jak również wstrzymania wielu nowych inwestycji. Brak nowej oferty, spotęgują problemy z uzyskaniem pozwoleń na budowę i koniecznych uzgodnień. Pod tym względem pierwszy kwartał 2020 roku był bardzo słaby, a drugi będzie jeszcze gorszy i nie należy spodziewać się poprawy w kolejnych miesiącach.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Obecna sytuacja jest zgoła odmienna od kryzysu, jaki miał miejsce w 2008 roku. Na tę chwilę sytuację z koronawirusem postrzegamy jako zjawisko, które w długiej perspektywie nie powinno mieć znaczącego wpływu na rynek pierwotny. Jest jeszcze zbyt wcześnie na właściwą ocenę sytuacji oraz prognozowanie potencjalnego wpływu, zarówno na popyt na rynku pierwotnym, jak i na ceny mieszkań. Trudno bowiem przewidzieć wszystkie możliwe skutki i czas, w jakim pandemia będzie wpływała na znajdujący się dotychczas w wysokiej fazie aktywności rynek nieruchomości.

Jeśli jednak chodzi o wyniki sprzedaży, w maju zaobserwowaliśmy odbicie i spodziewamy się powrotu do poziomów sprzedaży zbliżonych do notowanych na początku roku. Ponadto, sytuacja na budowach jest stabilna. Obecnie realizujemy i jednocześnie rozpoczynamy przedsięwzięcia inwestycyjne zgodnie z wcześniej przyjętym planem na ten rok. Nie ma więc przesłanek, które pozwoliłyby przypuszczać, że mamy do czynienia z sytuacją zbliżoną w skutkach do kryzysu z 2008 roku.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Sytuacja związana z COVID-19 i ta z 2008 roku są podobne pod tym względem, że ich skutki w pewnym stopniu odczuła cała gospodarka. Jeśli chodzi o aktualną sytuację branży deweloperskiej, nie ma w tej chwili przesłanek, aby powtórzył się scenariusz z 2008 roku. Obserwujemy oczywiście spowolnienie w sprzedaży mieszkań, ale sytuacja już zaczyna wracać do normy. Poza tym, wszystkie nasze inwestycje są realizowane zgodnie z harmonogramem. Planujemy rozpoczęcie budowy kolejnych projektów mieszkaniowych na terenie Warszawy. Nie przewidujemy także znaczących spadków cen na rynku mieszkań. Bardziej prawdopodobna jest ich stabilizacja, a nawet wzrost przy założeniu, że nowa podaż na rynku będzie mniejsza.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Kryzys 2020, wywołany pandemią COVID-19, w niczym nie przypomina kryzysu finansowego z lat 2008 – 2009. Inne będą też jego konsekwencje. Tamten był typowym kryzysem finansowym, w niewielkim tylko stopniu przeniesionym do realnej gospodarki. Nie zbankrutowała wówczas żadna piekarnia, zakład stolarski czy restauracja. Chyba, że wcześniej nabywały opcje walutowe i źle obstawiły kierunek zmian kursów. Kłopoty miały banki i inne instytucje finansowe. Kryzys przebiegał zatem niejako nad głowami realnych konsumentów. Reasumując, kryzys lat 2008 – 2009 zaczął się „od góry i schodził w dół”.

Kryzys 2020 to konsekwencja lockdown-u, decyzji administracyjnej o zamrożeniu życia, m.in. gospodarczego przez rządy prawie wszystkich krajów w obawie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Decyzja ta dotknęła wszystkich przedsiębiorców, przede wszystkim z realnej gospodarki i usług, z dnia na dzień redukując popyt na ich towary i usługi. W wyniku tej decyzji ucierpieli pracodawcy, wytwórcy i pracobiorcy, którzy w dużej mierze pozbawieni zostali możliwości wykonywania pracy i zarobkowania. Porwały się łańcuchy dostaw, rozszerzając kryzys na nowe obszary gospodarki, ograniczając również podaż. Zanikł popyt, zmalała podaż – prosta recepta na kryzys.

Należy tez zauważyć, że ten kryzys spadł na nas w innym momencie budowania społeczeństwa dobrobytu. Zasoby firm i ludzi w Polsce są nieporównywalnie większe w porównaniu z tymi, z jakimi mieliśmy do czynienia  12 lat temu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie wydaje się, by mogła powtórzyć się sytuacja ze znacznym spadkiem sprzedaży mieszkań, ich produkcją i istotnym spadkiem cen. Raczej będziemy mieli zjawisko interwału, straconych kilku miesięcy. To z pewnością odbije się na wynikach firm, przychodach ludzi i wskaźniku optymizmu, skłonności do inwestycji i konsumpcji.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

To są dwie zupełnie różne sytuacje. Po pierwsze kryzys z 2008 roku w swojej podstawie miał bańkę związaną z rynkiem nieruchomości w USA. W Polsce także mieliśmy do czynienia z bardzo szybkim, wręcz skokowym wzrostem cen mieszkań, który nie zawsze odpowiadał ich wartości. Rynek po prostu rósł zbyt szybko.

W tej chwili jesteśmy na zupełnie innym etapie rozwoju rynku, który w prawdzie rośnie od dawna, ale w sposób zrównoważony, stabilny i odpowiadający popytowi oraz rozwojowi gospodarczemu. Obecny kryzys to oczywiście olbrzymie wyzwanie społeczne i gospodarcze, które bez wątpienia odbije się także na kondycji rynku nieruchomości. Myślę jednak, że jest to jedna z gałęzi gospodarki, która ucierpi relatywnie mniej niż inne sektory. Należy brać jednak pod uwagę, zmiany strukturalne na rynku, np. stopniowe zwiększenie znaczenia rynku najmu czy najmu długoterminowego. Nie zmienia to faktu, że nowoczesne mieszkanie to wciąż towar deficytowy i rynek ma przed sobą bardzo stabilne perspektywy długofalowego rozwoju. Myślę, że obecny kryzys na pewno znacznie zahamuje wzrost cen. Nie sądzę jednak byśmy mieli do czynienia z gwałtownymi zmianami.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Obecna sytuacja jest całkowicie różna niż ta w 2008 roku. Zarówno popyt, jak i ceny mieszkań utrzymują się na stabilnych poziomach. Odnotowaliśmy właściwie tylko przejściowe przesuniecie sprzedaży. Branża deweloperska, co potwierdzają wstępne badania rynkowe, to jeden z sektorów, który dobrze radzi sobie w obecnej sytuacji. Większość firm bardzo szybko rozbudowała zdalne systemy komunikacji z klientami, by utrzymywać płyną działalność i kontynuować sprzedaż. Zakładamy, że ewentualne, czasowe zawieszenie decyzji zakupowych nie wpłynie na generalny poziom popytu na mieszkania.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przede wszystkim mamy inną sytuację gospodarczą, inny koszt kredytu i inna relację wynagrodzeń do cen mieszkań. Zakładając średnią cenę 8000 zł/mkw., w 2008 roku można było nabyć 0,36 mkw., a w 2019 roku już 0,56 mkw.

W poprzednim okresie inwestorami byli głównie zagraniczni nabywcy, dla których ceny w Polsce były niskie. Zawierali transakcje pakietowe w większości w systemach 10/90 czy 20/80, z których następnie lawinowo zaczęli się wycofywać. Deweloperzy nagle mieli z powrotem w sprzedaży nawet 80 – 90 proc. mieszkań, które uznawali już za sprzedane.

Nie mamy też obecnie sztucznego stymulatora popytu, jakim były kredyty frankowe, a takie zobowiązania zaciągały osoby, które nie miały zdolności na kredyt w złotówkach. Zakupy były dokonywane często w celach spekulacyjnych, co jeszcze bardziej napędzało wzrost cen.

Obecnie branża zareagowała znacznie szybciej na przewidywane zamrożenie popytu i wiele firm zdecydowało o wstrzymaniu realizacji inwestycji. Według danych GUS, w kwietniu br. rozpoczęto budowę o blisko 40 proc. mniejszej ilości mieszkań niż w kwietniu 2019 roku. Z pewnością wynika to także ze spowolnienia pracy urzędów.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Poprzedni kryzys był powiązany z branżą nieruchomości, a obecny nie jest i dlatego uważam, że jego przebieg będzie inny. Staramy się, aby nie powtórzył się scenariusz z ostatniego kryzysu finansowego, bo wyciągnęliśmy z niego wnioski. Wiele natomiast zależy od skuteczności programu odmrażania gospodarki. Trzymamy kciuki za decydentów, aby podejmowali słuszne decyzje, zmierzające do jak najszybszego przywrócenia stanu sprzed epidemii.

Agata Zambrzycka, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Covid-19 nie spowoduje takiego kryzysu, jak w roku 2008. Obserwujemy, że sprzedaż powoli się stabilizuje i wraca do poziomu sprzed wybuchu pandemii. Nie widać też nagłych spadków cen na rynku, choć kilka dużych firm zaproponowało większe promocje. W trzecim etapie Osiedla Natura w ofercie zostało kilka ostatnich mieszkań, których ceny podnieśliśmy, w związku z dużym zainteresowaniem. W Osiedlu Łomianki ceny utrzymujemy na podobnym poziomie, jak przed pandemią.

Ewa Skibińska, marketing manager Grupy BY MADE

Choć w ostatnich miesiącach popyt jest mniejszy niż w okresie sprzed epidemii, już obserwujemy ożywienie na rynku. Po odmrożeniu gospodarki zainteresowanie klientów stopniowo się zwiększa,  choć niektórzy inwestorzy wciąż wstrzymują się z decyzjami.  Analizując skutki epidemii trzeba mieć na uwadze, że w miastach takich jak Wrocław popyt wciąż przewyższa podaż. Budowy realizowane są bez większych zakłóceń, dlatego nie spodziewamy się powtórki z roku 2008. Wciąż mamy do czynienia z duży niedoborem  mieszkań  w Polsce. Po kryzysie sprzed kilkunastu lat deweloperzy stali się ostrożniejsi. Bardziej skłaniają się ku liniowemu niż skokowemu wzrostowi podaży.

Wrocław jest miastem dynamicznym, rozwojowym, jego potencjał się powiększa. Ludzie chcą tu mieszkać, przyjeżdżają z innych miast i ciągle generują popyt. Inwestycje w świetnych lokalizacjach cieszą się dużym zainteresowaniem, co widać na przykładzie budynku Legnicka 60C, położonym w centrum Wrocławia.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia na rynku nieruchomości i w całej gospodarce ma zupełnie inne podstawy niż kryzys z 2008 roku. Wówczas wszystko było podyktowane załamaniem sektora finansowego. Dopiero później dało się odczuć kryzys w innych sektorach gospodarki. Ówczesny kryzys wywołany był zbyt dużą dostępnością kredytów hipotecznych, które niespłacane wywołały upadek instytucji finansowych. Do tego doszedł spadek wartości obligacji i pęknięcie tzw. bańki cenowej. Obecna sytuacja nie została spowodowana przez problemy sektora finansowego, a przez pandemię.  Przed nią koniunktura w branży deweloperskiej była doskonała. Sprzedaż mieszkań była wysoka, co miało potwierdzenie w rosnącej zasobności Polaków. Ten popyt wprawdzie chwilowo się zatrzymał, ale teraz systematycznie się odradza. Covid-19 nie wpłynął również szczególnie mocno na  plany konsumentów dotyczące zakupu mieszkań. Przed pandemią chęć kupna lokalu na rynku pierwotnym deklarowało około 53 proc. konsumentów, a obecnie jest to  około 47 proc. Natomiast zmianie ulega rodzaj  preferowanych nieruchomości. Pandemia sprawiła, że większym zainteresowaniem cieszą się domy, mieszkania z ogrodem czy dużym balkonem lub tarasem. Uważam, że po chwilowym spowolnieniu możemy liczyć na powrót do normalnej sytuacji na rynku nieruchomości. Potwierdzają to sygnały płynące z Azji, która wcześniej uporała się z pandemią.

Autor: Dompress.pl

Pandemia zatrzymała podróżujących, ale nie gapowiczów

0

Transport pasażerski bardzo ucierpiał z powodu koronawirusa. W komunikacji miejskiej spadek przychodów ze sprzedaży biletów szacuje się na ponad 80 proc., podobnie na kolei. Mimo zniesienia większości ograniczeń, wciąż nie ma tylu pasażerów co wcześniej, pojawia się natomiast więcej osób podróżujących na gapę – alarmuje PKP Intercity. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wpisanych jest ponad 115 tys. gapowiczów z łącznym długiem 144,3 mln zł. Tylko w maju w rejestrze przybyło ponad 7 tys. osób, a kwota zaległości z tytułu nieopłaconych kar za jazdę bez biletu wzrosła o prawie 8 mln zł.

Pandemia uderzyła po kieszeni wiele obszarów gospodarki, ale przewóz osób jest jednym z tych, który ucierpiał najbardziej. W Warszawie w marcu ZTM sprzedał o 3,5 mln mniej biletów niż w tym samym miesiącu rok temu, to spadek o 53 proc. Ze sprzedaży biletów uzyskano o blisko 37 mln zł mniej niż w porównywalnym okresie, a to oznacza ponad 44 proc. straty. W Krakowie liczba pasażerów zmniejszyła się o 90 proc. Tygodniowe wpływy z biletów z 8 mln zł spadły do 600 tys. zł. Polscy przewoźnicy kolejowi stracili od 70 do ponad 90 proc. pasażerów. Średni spadek rezerwacji biletów w PKP Intercity wyniósł 94 proc. Spółka odwołała 60 proc. pociągów, a 8 proc. miało skrócone trasy.

Niestety koronawirus nie jest jedynym utrapieniem firm zajmujących się transportem masowym. – Zestawiając liczbę podróżnych z liczbą gapowiczów z rozczarowaniem odnotowaliśmy, że w okresie zmniejszonego ruchu pasażerskiego, w niektórych pociągach istotnie wzrósł odsetek osób podróżujących bez ważnego biletu – zwraca uwagę radca prawny Michał Wojdat, Naczelnik Wydziału w Biurze Rozliczeń, Reklamacji i Windykacji PKP Intercity. – A przecież każdy nieopłacony przejazd zmniejsza możliwości inwestycyjne PKP Intercity, nakierowane na podnoszenie komfortu i jakości świadczonych usług. Godzi to nie tylko w interesy spółki, ale także pozostałych podróżnych korzystających z naszych usług. Dlatego też cały czas angażujemy się w sprawy windykacji należności od gapowiczów, a jednym z narzędzi wykorzystywanych w tym procesie jest trwająca od początków 2016 roku współpraca z BIG InfoMonitor umożliwiająca nam wpis dłużników do rejestru – dodaje.

W warunkach trudnych finansowo dla transportu pasażerskiego widać rosnące zniecierpliwienie wobec jeżdżących bez biletu i większą determinację w ściąganiu należności i kar. – Na koniec maja odnotowaliśmy w bazie ponad 115 tys. gapowiczów z łącznym długiem przekraczającym 144,3 mln zł. Gdy w ciągu roku liczba osób jeżdżących na gapę wzrosła o ponad 17,7 tys., a nieopłacone kary za brak biletu o prawie 20,2 mln zł, tylko w maju zgłoszonych zostało ponad 7 tys. nowych gapowiczów i prawie 8 mln zł długu – podkreśla Rafał Gołębiewski, Ekspert Departament Rynku Korporacyjnego BIG InfoMonitor. – Zarządcom firm transportowych chodzi o odzyskanie średnio od jednej osoby ok. 1250 zł – dodaje.

A liczy się każda złotówka. Eksperci z branży wskazują, że pandemia spowoduje, że trzeba będzie na nowo opracować systemy komunikacji miejskiej i międzymiastowej. Dylematy dotyczą przede wszystkim pasażerów, którzy nie będą chcieli jeździć zatłoczonymi autobusami, tramwajami czy metrem. Część z nich przesiądzie się do samochodów, a część po odwołaniu stanu epidemicznego pozostanie w trybie pracy zdalnej. Przewoźnicy muszą się więc liczyć z tym, że wpływy z biletów będą spadać, a zaostrzone normy bezpieczeństwa spowodują, że koszty przewozu pasażerów wzrosną.

Wsiąść do pociągu byle jakiego, ale z biletem

PKP Intercity, po zakończeniu okresu największych obostrzeń, stopniowo przywraca i uruchamia kolejne połączenia zarówno krajowe, jak i międzynarodowe oraz wydłuża trasy pociągów, które wcześniej zostały skrócone w związku z zagrożeniem epidemicznym. W wakacje codziennie po torach będzie kursować ponad 400 pociągów spółki.

– Przypominamy pasażerom, że od początku czerwca obowiązują nowe zasady podróżowania z PKP Intercity. W związku z nadal obowiązującym limitem zajętości miejsc w pociągach, przejazd składami PKP Intercity jest możliwy wyłącznie z biletem wskazującym miejsce do siedzenia. Brak biletu lub brak pobranej miejscówki do biletu okresowego będzie oznaczał konieczność uiszczenia opłaty dodatkowej, która zgodnie z obowiązującymi przepisami wynosi pięćdziesięciokrotność najtańszego biletu, czyli 650 zł. Jeśli gapowicz nie płaci kary, informację o tym przekazujemy do Rejestru BIG. Od początku współpracy zgłosiliśmy przeszło 120 tysięcy informacji. Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor traktujemy jako użyteczne narzędzie na każdym etapie windykacji – mówi Michał Wojdat .

PKP Intercity nie jest jedyną firmą transportową korzystającą z narzędzia windykacyjnego jakim jest wpis osoby, która nie zapłaciła w terminie kary za jazdę na gapę do rejestru dłużników BIG. W ostatnim czasie dołączył do nich również Miejski Zakład Komunikacji w Nysie. W efekcie 300 nyskich dłużników MZK już może się spodziewać wezwań do zapłaty. Zaległości względem MZK w Nysie przekroczyły 378 tys. zł.

 Wykorzystanie Rejestru Dłużników BIG, to skuteczne rozwiązanie dla tego sektora. Już sama groźba dopisania informacji do systemu, do którego tak często zaglądają banki, powoduje, że 67 proc. dłużników dokonuje płatności do 30 dni po otrzymaniu wezwania. Nawet 26 proc. zobowiązań dłużników wpisanych do rejestru zostaje usuniętych w ciągu pierwszych czterech miesięcy od ich wpisania. Cały proces trwa znacznie krócej niż skierowanie sprawy do sądu czy windykacji. Po całkowitej spłacie zadłużenia informacja o długu jest usuwana i nie są przechowywane żadne dane historyczne, co dodatkowo motywuje dłużnika do spłaty – zaznacza Rafał Gołębiewski.

 Wielu gapowiczów to osoby wchodzące w dorosłe życie lub znajdujące się w okresie swojej największej aktywności, które prędzej czy później wykazują zainteresowanie różnego rodzaju ofertami m.in. pożyczkowymi, kredytowymi czy telekomunikacyjnymi. Niestety obecność w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor może im pokrzyżować wiele planów, dlatego współpraca wierzycieli z BIG ułatwia egzekucję na każdym etapie dochodzenia należności, zarówno na etapie polubownym (kiedy np. gapowicze chcą uniknąć negatywnych konsekwencji wpisu) czy na etapie sądowo-egzekucyjnym, ale też po jego bezskutecznym zakończeniu, bo wpis długu w rejestrze cały czas będzie istniał. Dopóki nie zostanie uregulowany, sprawdzające klienta banki, telekomy i inne firmy będą widziały zaległość. I nie będą skore zaufać dłużnikowi i podpisać z nim umowy – wyjaśnia Michał Wojdat.

Profil statystycznego dłużnika-gapowicza

W ujęciu wiekowym dłużników gapowiczów, w Rejestrze BIG InfoMonitor najwięcej, bo aż jedna trzecia – ma między 35 a 44 lata. Jest ich blisko 37 tys. Dlatego też profil statystycznego gapowicza to wbrew pozorom nie osoba, która niedawno odebrała dowód osobisty, lecz stateczny czterdziestolatek. Wśród gapowiczów czterech na pięciu obecnych w rejestrze to właśnie panowie.

profil gapowicza
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Gdzie mieszka najwięcej pasażerów na gapę?

Gdyby przypisać gapowiczowi adres, to najwięcej nieuczciwych pasażerów zamieszkuje woj. mazowieckie – ponad 28 tys., śląskie – prawie 23 tys. oraz pomorskie – prawie 10,5 tys. osób. Regiony te dominują również pod względem najwyższych kwot zaległości. – Najmniej dłużników – gapowiczów pochodzi z województw: podlaskiego, opolskiego i lubuskiego. Ale czy tam akurat pasażerowie mają najwyższą moralność, a najniższą na Mazowszu? Niekoniecznie, statystyki widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, to w dużej mierze wynik aktywności firm przewozowych w zgłaszaniu swoich dłużników do rejestru – zauważa Rafał Gołębiewski.

Najwyższe średnie zadłużenie na osobę mają mieszkańcy województwa podlaskiego – 1590 zł oraz łódzkiego – 1588 zł. Rekordzista pochodzi z Pomorza, z tytułu jazdy bez biletu uzbierał kar na łączną kwotę niemal 219 tys. zł.

miejsca gapowiczów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Pekao Investment Banking wyłącznym doradcą finansowym przy finansowaniu kluczowych inwestycji spółki GAZ-SYSTEM

0

Pekao Investment Banking, spółka z grupy Banku Pekao S.A., było wyłącznym doradcą finansowym przy pozyskaniu przez GAZ-SYSTEM ponad 5 mld zł na finansowanie projektów budowy infrastruktury gazowej, zwiększających bezpieczeństwo energetyczne Polski.   

Pekao Investment Banking udzieliło spółce GAZ-SYSTEM kompleksowego wsparcia przy zapewnieniu dostępu do środków finansowych na realizację szeregu kluczowych inwestycji. Pekao IB było odpowiedzialne m.in. za koncepcję struktury kredytu konsorcjalnego i harmonogram procesu. Przeprowadziło analizę modelu finansowego, a także negocjacje warunków cenowych z bankami oraz zapisów umowy kredytu. Zaangażowało się w rozmowy z ponad 40 polskimi i międzynarodowymi instytucjami, by uzyskać jak najlepsze warunki finansowania.

Odpowiednio dobrana struktura transakcji oraz szerokie spektrum zaproszonych instytucji poskutkowały nadsubskrypcją na każdym etapie procesu oraz przełożyły się na bardzo korzystne warunki cenowe oraz liberalną strukturę finansowania, pomimo trwającej pandemii COVID-19.

– Cieszę się, że jako Grupa Pekao wzięliśmy aktywny udział w pozyskania funduszy dla spółki GAZ-SYSTEM na realizację ważnych dla Polski inwestycji energetycznych, a Pekao IB sprawnie wsparło proces pozyskiwania finansowania, pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19 – powiedział Tomasz Styczyński, wiceprezes Banku Pekao S.A. i szef rady nadzorczej Pekao IB.

  W ciągu ostatnich kilku miesięcy mieliśmy przyjemność świadczyć usługi w zakresie debt advisory przy największych finansowaniach dłużnych na polskim rynku. Po zakończonych z sukcesem procesach dla KGHM oraz Polimery Police, obecne finansowanie wyróżnia się tym, że było w całości organizowane w niezwykle wymagającym okresie turbulencji gospodarczych spowodowanych COVID-19. Tym bardziej mamy dużą satysfakcję, że osiągnięte warunki cenowe oraz elastyczna struktura finansowania pozwolą spółce GAZ-SYSTEM na realizację strategicznego dla polskiej gospodarki programu inwestycyjnego – powiedział Maciej Jacenko, prezes Pekao IB.

Doradcą prawnym wspierającym kredytobiorcę oraz Pekao Investment Banking w procesie pozyskania finansowania była kancelaria Allen & Overy, A. Pędzich sp. k.

Sezon na lody z powodu pandemii wystartował z opóźnieniem. Upały i odmrażanie gospodarki zwiększają popularność lodów na patyku i w rożku

Ograniczona możliwość przemieszczania się i konieczność noszenia maseczek spowodowały, że apetyt Polaków na mrożone desery nieco się zmniejszył. W efekcie spadła sprzedaż tzw. lodów impulsowych, czyli np. na patyku lub w rożku. Wzrosła za to konsumpcja lodów familijnych, w większych opakowaniach, które obecnie odpowiadają za ponad połowę sprzedaży. Eksperci firmy Wedel oceniają, że ta kategoria będzie dalej rosnąć, podobnie jak na rynkach zachodnioeuropejskich. Jednak w najbliższych wakacyjnych miesiącach, głównie dzięki ładnej pogodzie, Polacy wrócą też do spontanicznej konsumpcji lodów w formatach impulsowych.

– Spodziewamy się, że w lipcu, sierpniu i na początku września lody impulsowe zyskają na znaczeniu. Sprzyja temu dobra pogoda. Jednak biorąc pod uwagę trendy długoterminowe, lody familijne i multipacki prawdopodobnie wciąż będą zyskiwać, podobnie jak w krajach Europy Środkowej i Zachodniej, Skandynawii czy Stanach Zjednoczonych, gdzie ich udział w rynku sięga 70 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Rogowski, dyrektor kategorii lody firmy Wedel.

W ubiegłorocznym sezonie w okresie styczeń–kwiecień lody w formatach impulsowych odpowiadały za prawie 47 proc. sprzedaży. Lody familijne (600 ml i większe) i desery stanowiły blisko 49 proc., a multipacki – 4,3 proc. sprzedaży. Statystyki za analogiczny okres tego roku pokazują już, że wybory konsumenckie nieco się zmieniły. Ponad połowa (55,3 proc.) sprzedażowego tortu należy teraz do lodów familijnych i deserów, 37 proc. – do lodów impulsowych, a 7,5 proc. to multipacki (Panel Handlu Detalicznego, Nielsen).

– Pandemia odcisnęła duże piętno na sprzedaży lodów – zwłaszcza w kwietniu i maju – z uwagi na ograniczenia w mobilności społeczeństwa i konieczność nakładania maseczek, które utrudniają konsumpcję lodów czy innych produktów impulsowych – wskazuje Marcin Rogowski.

Jak ocenia, wraz z łagodzeniem obostrzeń i wzrostem temperatur konsumpcja lodów powinna jednak wrócić do wcześniejszego stanu, w którym dominują formaty impulsowe. Na polskim rynku od lat najlepiej sprzedającą się kategorią są właśnie formaty impulsowe, czyli lody na patyku, w rożku, tubie czy w formie kanapki. Nowością są też lody w opakowaniach typu pouch – zamknięte w wygodnej sakiewce, z której wyciska się zawartość.

– Bez względu na porę roku i temperatury Polacy od wielu lat wybierają głównie lody mleczne. Lody sorbetowe stanowią tylko ułamek sprzedaży w porównaniu z rynkowym liderem. Cztery najpopularniejsze smaki w Polsce to wanilia, śmietanka, czekolada i truskawka, a 9 na 10 konsumentów wybiera też czekoladę jako najlepszy dodatek do lodów – mówi dyrektor kategorii lody w Wedlu. – Czekolada bardzo dobrze kojarzy się konsumentom. Lody i czekolada wydały nam się więc idealną kompozycją, co stanowiło jeden z głównych motywów zaistnienia naszej marki w lodowej kategorii. Co istotne, ma ona odwrotną sezonowość w stosunku do czekoladowej, co bardzo ułatwia nam pracę.

– Czekolada nie jest dla nas tajemnicą, doświadczenie na tym polu ogromnie pomogło nam w opracowaniu nowych, ulepszonych receptur lodów. Ta używana w produkcji lodów jest trochę inna niż czekolada, którą spożywamy w tabliczce czy batonach. Jest bardziej płynna, bo warunki, w których jest aplikowana, są całkiem inne. Baza lodowa ma temperaturę ok. -25 stopni, natomiast czekolada +40. Dobranie odpowiednich parametrów jest kluczowe, ale wieloletnie doświadczenie ułatwiło nam opracowanie receptur – mówi Krzysztof Rutkowski z Działu Badań i Rozwoju firmy Wedel.

Lody są deserem, po który sięga blisko 100 proc. konsumentów w Polsce. 70 proc. kupuje je spontanicznie, kiedy najdzie ich na to ochota – wynika z ubiegłorocznego badania Wedla. Polacy są tradycjonalistami w kwestii lodów, trzymając się głównie ulubionych smaków, ale w ostatnich latach są także bardziej otwarci na nowości.

– Te nowości to np. oryginalne połączenia lodów słodko-kwaśnych albo słodko-słonych, jak karmelowa czekolada ze słonymi orzeszkami. Wśród monosmaków w ciągu ostatnich dwóch sezonów popularne są zwłaszcza mango i marakuja, które często występują też razem – mówi Marcin Rogowski.

Jak podkreśla, w kategorii lodów marka Wedel zamierza stopniowo rozwijać ofertę i rozszerzać portfolio produktów, dostosowując ją do oczekiwań i trendów konsumenckich.

– To był odważny krok, żeby wejść w kategorię lodową, która jest trudna i wymagająca. Ta decyzja była poprzedzona latami gruntownych badań o profilu rynkowym, konsumenckim, produktowym i cenowym. Kolejnym etapem był dobór producentów surowców i opakowań gwarantujących odpowiednią jakość oraz powołanie zespołu cross-funkcyjnego, który dzisiaj tworzy i wprowadza na rynek nasze kolejne produkty – wyjaśnia dyrektor kategorii lody firmy Wedel.

– Proces opracowania oferty lodowej zaczyna się od koncepcji i badań na grupie konsumentów. Później wchodzimy my, czyli Dział Badań i Rozwoju. Przeprowadzamy próby laboratoryjne, opracowujemy receptury i docelowy smak. Po finalnej akceptacji produktu trafia on na rynek – uzupełnia Krzysztof Rutkowski.

W zależności od tego, jak innowacyjny i unikalny jest nowy produkt (np. pod względem receptury), cały ten proces może trwać rok, a nawet dłużej.

– Jakość jest dla nas najważniejsza bez względu na to, czy mówimy o czekoladzie, czy o lodach. Najlepsze, wyselekcjonowane składniki – jak np. orzechy czy suszone owoce – pozyskujemy z Polski i całego świata, w zależności od tego, gdzie charakteryzują się najwyższą jakością – podkreśla Marcin Rogowski.

 

Źródła: E.Wedel za Nielsen – Panel Handlu Detalicznego, „Cała Polska z Dyskontami (Food)”, sprzedaż wartościowa, okres styczeń–kwiecień 2019 i styczeń–kwiecień 2020, kategoria: Lody

Badanie „Lody oczami Polaków i Włochów” zrealizowane przez Kantar na zlecenie LOTTE Wedel w dniach 15–23 kwietnia 2019 roku, metodą CAWI, na reprezentatywnej grupie Polaków i Włochów

Coraz popularniejszy crowdfunding udziałowy wymaga regulacji. UE już działa w tym kierunku

Crowdfunding udziałowy, czyli finansowanie społecznościowe, to coraz popularniejsza forma pozyskiwania kapitału przez małe spółki, start-upy i rozwijające się projekty, ale niejednokrotnie korzystają z niej też dojrzałe biznesy. W Polsce ten rodzaj crowdfundingu nie jest jeszcze tak rozwinięty jak w USA czy Wielkiej Brytanii, a większość platform działa w sferze praktycznie nieregulowanej, co wiąże się z szeregiem ryzyk dla przeciętnych inwestorów. UE pracuje jednak nad przepisami, które mają to zmienić, uregulować i ujednolicić rynek w całej Europie. Platformy crowdfundingowe będą mogły działać w całej UE na podstawie tych samych zezwoleń i wymogów.

– Popularność platform crowdfundingu udziałowego na świecie ogromnie wzrosła na przestrzeni ostatnich 10 lat. Wiąże się to głównie z tym, że umożliwiają one przedsiębiorcom stosunkowo łatwe pozyskanie środków na działalność gospodarczą. Wiąże się to także z rozwojem technologii, dzięki internetowi szerokie grono inwestorów może się zapoznać z działalnością emitentów i zainwestowania w ich biznes – mówi agencji Newseria Biznes Michał Karwasiński, radca prawny, wspólnik kancelarii Karwasiński Szpringer i Wspólnicy. – W Polsce ten rynek rozwija się od kilku lat i to bardzo dynamicznie. Jego wielkość szacowana jest na poziomie nawet kilkuset milionów złotych. Z całą pewnością jest to rynek prospektywny, co dostrzegają też organy UE, które już w 2014 roku zwróciły uwagę na tę formę działalności jako umożliwiającą rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, w tym start-upów.

W Polsce platformy crowdfundingu udziałowego funkcjonują w dwóch reżimach prawnych. Jedna z nich prowadzona jest przez dom maklerski i podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Jej działalność jest ściśle regulowana i nadzorowana w celu zapewnienia bezpieczeństwa inwestorom. Od podmiotu prowadzącego taką platformę KNF wymaga spełnienia określonych wymogów prawnych. Większość platform crowdfundingu udziałowego działa jednak w sferze niemal całkowicie nieregulowanej. Ich działalność opiera się na reklamowaniu i przekazywaniu inwestorom informacji o ofertach publicznych akcji prowadzonych przez emitentów.

W zasadzie działalność nieregulowanych platform powinna ograniczać się wyłącznie do przekazywania niektórych informacji i namiarów na emitenta takich instrumentów. Trzeba nieustannie zwracać uwagę, czy działalność takiej platformy – polegająca na ułatwieniu inwestorom i emitentom pozyskania kapitału – mieści się jeszcze w sferze nieregulowanej, czy być może wkracza już w sferę zastrzeżoną dla regulowanych pośredników, czyli domów maklerskich – mówi Michał Karwasiński.

Jak ocenia, sytuacja ta wiąże się z szeregiem ryzyk dla przeciętnych inwestorów. Wielu z nich ma ograniczoną wiedzę i doświadczenie w zakresie inwestowania w instrumenty finansowe. Przez to istnieje ryzyko, że instrumenty finansowe, które trafią do ich portfeli w związku z działalnością platform crowdfundingowych, będą dla nich nieodpowiednie albo związane z nadmiernym ryzykiem. Inwestorzy mogą też nie zdawać sobie sprawy z bardzo ograniczonej płynności takich instrumentów oraz faktu, że mogą zostać z taką inwestycją na lata, bez możliwości wycofania się.

 Ponadto inwestorzy mogą ulegać impulsom i emocjom związanym z inwestowaniem w instrumenty, o których informują platformy crowdfundingowe. Widząc, że zbliża się czas do zakończenia danej oferty, zegar tyka, został ostatni kwadrans i to jest ostatni moment, żeby zainwestować w spółkę, wielu z nich nie będzie w stanie racjonalnie przemyśleć swojej decyzji i zadziała na podstawie emocji – mówi radca prawny.

Rynkowi crowdfundingu udziałowego coraz uważniej przygląda się KNF, z kolei Unia Europejska zamierza uregulować i ujednolicić zasady funkcjonowania tego typu platform w całej Europie. Porozumienie w tej sprawie Parlament Europejski i Komisja Europejska wypracowały w grudniu ubiegłego roku. Najważniejsze projektowane zmiany to możliwość promowania emisji we wszystkich 27 krajach UE. W tej chwili jest to mocno utrudnione: reklamowanie emisji polskiej spółki za granicą mogłoby wymagać akceptacji lokalnych nadzorów finansowych, które zwykle mają różne wymogi i regulacje. Po wejściu w życie nowych przepisów zgoda na działalność wydana przez KNF będzie miała charakter wystandaryzowany w całej Europie, a na poziomie UE pieczę będzie sprawować ESMA (Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych).

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat poszczególne kraje członkowskie UE w różny sposób odnosiły się do działalności platform crowdfundingu udziałowego. Wiele z nich wprowadziło częściowe, szczątkowe czy nawet daleko idące regulacje ograniczające ich działalność. Tym samym właściciele platform crowdfundingowych w Polsce, chcąc prowadzić podobną działalność np. w Niemczech czy Portugalii, muszą uwzględniać lokalne przepisy. Unia Europejska zamierza stworzyć jednolity rynek i wprowadzić jednolite zezwolenie na prowadzenie działalności w charakterze platformy finansowania społecznościowego. Dzięki temu przedsiębiorcy w całej UE posiadający takie zezwolenie będą mogli prowadzić działalność na równych zasadach i w sposób całkowicie bezpieczny – mówi Michał Karwasiński.

Jak ocenia, przepisy projektowane na poziomie UE z pewnością przyczynią się do wzrostu konkurencyjności rynku crowdfundingu udziałowego i jego większej popularności. Oznacza to też, że rynek potencjalnych inwestorów ma szanse na wzrosty, a nowe przepisy dodatkowo zapewnią im większe bezpieczeństwo.

– Przede wszystkim drobni inwestorzy w UE, korzystający z usług takich licencjonowanych platform crowdfundingowych, będą badani pod kątem ich wiedzy i doświadczenia. Będą otrzymywać ostrzeżenie, że inwestycja, której chcą dokonać za pośrednictwem takiej platformy, może być dla nich nieodpowiednia i podejmują ją na własne ryzyko. Dostaną szereg wystandaryzowanych informacji o inwestycjach dostępnych na tych platformach, dzięki czemu będą mogli je porównać, a same platformy będą pośrednio odpowiedzialne za zapewnienie rzetelności i aktualności tych informacji. Wreszcie, klient platformy będzie mógł otrzymać wsparcie w wycofaniu się ze swojej inwestycji – podkreśla radca prawny.

Miliardy na walkę z suszą. Rząd planuje kolejne inwestycje i uprości ich realizację

Miliardy na walkę z suszą. Rząd planuje kolejne inwestycje i uprości ich realizację 1

Polska jest jednym z europejskich krajów najbardziej zagrożonych deficytem wody, a susze, które ją co roku nawiedzają, są coraz większym problemem m.in. dla rolnictwa i przemysłu. Dlatego też w najbliższych latach rząd przeznaczy miliardy złotych na inwestycje, które mają jej przeciwdziałać i poprawić krajowy bilans wodny. Projekt specjalnej ustawy, która ma minimalizować skutki susz oraz upraszczać prowadzenie niezbędnych inwestycji w tym zakresie, trafił do Rady Ministrów i ma zostać przyjęty w tym kwartale.

– Przygotowaliśmy około 34 zbiorników na najbliższe siedem lat, a więc najbliższą perspektywę budżetową. W grę wchodzą i duże, i małe zbiorniki, to są inwestycje rozrzucone po całej Polsce. Na najbliższy okres planujemy natomiast budowę cofki na stopniu wodnym w Malczycach i rozpoczęcie budowy [stopnia wodnego – red.] w Libiążu. Już mamy gotowy program wieloletni, który jest złożony na Radę Ministrów, czekamy na uzgodnienia i przygotowujemy realizację – mówi agencji Newseria Biznes Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Projekt ustawy o inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy przewiduje m.in. rozwiązania prawne ułatwiające działalność dla rolników, samorządów i spółek wodnych w zakresie przeciwdziałania suszy. Zaproponowane w dokumencie narzędzia mają skrócić czas przygotowania inwestycji wodnych i usprawnić procesy uzyskiwania pozwoleń, aby takie projekty można było realizować znacznie szybciej.

Potężną bolączką wszystkich inwestycji w Polsce jest czas. Zbiornik w Raciborzu był planowany w poprzednim wieku, już nie mówiąc o perturbacjach podczas realizacji, budowa rozpoczęta w 2000 roku dopiero dzisiaj mogła się zakończyć – mówi Marek Gróbarczyk. – Założyliśmy sobie, że inwestycje realizujemy w ciągu siedmiu lat, tyle, ile trwa perspektywa budżetowa, i tak chcemy wydawać środki. Żadna inwestycja nie będzie mogła wejść do realizacji, jeśli nie będzie przygotowana tak, aby można było ją skończyć w ciągu siedmiu lat plus trzy dodatkowe lata na rozliczenie projektu z Unią Europejską.

Jak wynika z projektu ustawy, Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie pod względem zasobów wodnych, dlatego jest jednym z najbardziej zagrożonych deficytem wody państw europejskich. Na jednego mieszkańca przypada ok. 1,6 tys. m sześc. na rok, a w okresach suszy spada do poziomu 1 tys. Średnia w Europie jest prawie trzykrotnie większa.

Jednym z narzędzi do walki ze skutkami suszy jest retencja wód. Dziś utrzymuje się ona na poziomie ok. 6,5 proc, co oznacza, że gromadzimy ok. 4 mld m sześc. wody. Dla porównania w Hiszpanii to ok. 40 proc. Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja w Polsce powinna być przynajmniej dwa razy wyższa. Zgodnie z Programem Rozwoju Retencji, który został przyjęty przez rząd w ubiegłym roku, poziom ten ma wzrosnąć do 15 proc. w perspektywie 2027 roku.

 Program Rozwoju Retencji jest zakrojony na 10 mld zł. To w sumie 94 duże i małe inwestycje – mówi  minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Program ten ma przede wszystkim zabezpieczyć Polskę przed skutkami suszy, która pojawia się co roku i uderza m.in. w rolnictwo, energetykę i przemysł. Z analiz PGW Wody Polskie wynika, że 45 proc. terenów rolnych i leśnych (głównie na terenie województwa wielkopolskiego, części kujawsko-pomorskiego, lubuskiego oraz Mazowsza) jest zagrożonych występowaniem suszy rolniczej. Straty w rolnictwie wywołane tym zjawiskiem są bardzo dotkliwe. Tylko w 2018 roku Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi udzieliło pomocy finansowej producentom rolnym w wysokości ponad 3,3 mld zł. W ubiegłym roku szczególnie dotkliwa była susza rolnicza, która dotknęła ponad 200 tys. gospodarstw rolnych i przełożyła się na spadek plonów i wzrost cen żywności. Z kolei obszary zagrożone suszą hydrogeologiczną stanowią 35,6 proc. powierzchni Polski („Plan przeciwdziałania skutkom suszy”). Zjawisko to na początku tego roku objęło 90 proc. terytorium Polski.

Jesteśmy w okresie niezwykle fluktuacyjnej pogody i realizowane inwestycje muszą być budowane zarówno na okres powodzi, jak i na okres suszy. O tej porze w Warszawie mieliśmy 6 metrów poziomu wody, aby miesiąc później stan Wisły spadł do 40 cm – mówi Marek Gróbarczyk. – W województwach śląskim, dolnośląskim, małopolskim czy podkarpackim występuje bardzo dużo podtopień.

W ubiegłym tygodniu w Raciborzu Dolnym został oddany do użytku największy w Polsce zbiornik przeciwpowodziowy o powierzchni przekraczającej 26 km² i pojemności 185 mln m³. Inwestycja wybudowana przez Budimex zabezpieczy przed żywiołem około 2,5 mln mieszkańców Dolnego Śląska. Jak poinformował minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, pod uwagę brana jest przebudowa zbiornika na mokry, zasilający Odrę w okresach suszy i stanowiący element zabezpieczenia przeciwpowodziowego.

– Przebudowa nie będzie inwazyjna. Oczywiście to będzie wymagało zbudowania śluzy w ramach drogi wodnej, stworzenia nowego projektu. Największe problemy dotyczą oczywiście obszaru środowiskowego, ale myślę, że poradzimy sobie w kwestiach ekologicznych – mówi.

Handel podróbkami kwitnie. Państwa i firmy w UE tracą na tym procederze dziesiątki miliardów euro rocznie

Handel podróbkami kwitnie. Państwa i firmy w UE tracą na tym procederze dziesiątki miliardów euro rocznie 2

Straty w dochodach budżetowych na poziomie 15 mld euro rocznie, czyli prawie 64 mld zł, w całej Unii Europejskiej to efekt handlu podrobionymi towarami. Problemem fałszerstw najbardziej dotknięte są: branża kosmetyczna, farmaceutyczna, alkoholowa oraz zabawek i gier. Łączna utrata dochodów w tych sektorach to 19 mld euro, czyli ponad 80 mld zł rocznie. Jak podaje Julio Laporta z Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), tendencje są niepokojące, bo ostatni raport dotyczący podróbek ujawnił wzrost strat ze sprzedaży o 2,5 mld euro.

Wyższe straty widoczne są zwłaszcza w branży kosmetycznej i trudno przypisać ten wzrost jednej konkretnej przyczynie – mówi agencji Newseria Biznes Julio Laporta, szef działu informacji Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). – Na obecną sytuację wpływa wiele czynników, a coraz większy udział małych przesyłek w handlu oraz rozwój e-commerce z pewnością odgrywają tu istotną rolę. Podrobione towary dużo trudniej wykryć i zatrzymać podczas kontroli granicznej, jeśli są przesyłane w małych opakowaniach.

Według raportu EUIPO rocznie w Unii Europejskiej sektor produktów kosmetycznych i higieny osobistej traci około 14,1 proc. wartości sprzedaży (40,9 mld zł) z powodu obecności podrabianych produktów. W Polsce odsetek ten wynosi jeszcze więcej, bo 19,1 proc., co odpowiada ponad 1,9 mld zł corocznie traconej wartości sprzedaży. To wzrost o 523 mln zł od czasu przeprowadzenia ostatniej analizy. W branży farmaceutycznej straty wynoszą 25,7 mld zł w UE i 1,7 mld w Polsce. Sektor spirytusowy w UE – 9,7 mld zł, z czego za 0,7 mld odpowiada polski rynek, a branża gier i zabawek – 4,4 mld zł, z czego 0,2 mld przypada na nasz kraj.

Wśród najpopularniejszych kategorii fałszowanych produktów są dobra konsumpcyjne: ubrania, buty, zabawki oraz leki, choć były również przypadki przechwycenia przez straż graniczną dość nietypowych towarów – np. podrobionych ziemniaków, materiałów budowlanych, soczewek kontaktowych czy sprzętu dentystycznego.

Straty dochodów budżetowych według naszej oceny wynoszą około 15 mld euro rocznie w całej Unii Europejskiej. 19 mld euro tracą cztery najbardziej dotknięte tym zjawiskiem branże – mówi szef działu informacji EUIPO. – To ma konsekwencje dla gospodarki. Jedno na trzy miejsca pracy w Unii Europejskiej jest wspierane przez branże intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej, które wypracowują 45 proc. europejskiego PKB. Zatem fałszerstwo jest bezpośrednim atakiem na tworzenie miejsc pracy i innowacje.

Konsumentów dotyczy to w ten sposób, że w budżetach państw jest mniej środków na usługi publiczne i inwestycje. Poza tym, jak wynika z analizy EUIPO, prawie wszystkie zarejestrowane niebezpieczne podrobione towary oceniono jako stwarzające poważne zagrożenie dla konsumentów. Większość z nich była przeznaczona dla dzieci: zabawki, produkty do pielęgnacji i odzież. Powód jest oczywisty – podrabiane produkty nie są poddawane tak rygorystycznemu testowaniu w celu zapewnienia ich bezpieczeństwa dla konsumentów lub użytkowników jak produkty oryginalne. Przez to stwarzały zagrożenia m.in. zadławienia, uduszenia się, porażenia prądem czy uszkodzenia słuchu.

W coraz większym stopniu związki z handlem towarami podrobionymi mają zorganizowane grupy przestępcze. Według najnowszego sprawozdania EUIPO straty gospodarcze i społeczne spowodowane podrabianiem towarów pozbawiają rządy dochodów, a zyski z tej działalności mogą służyć do finansowania poważnych przestępstw, jak handel narkotykami czy pranie pieniędzy.

Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej ściśle współpracuje z takimi partnerami jak Europol w walce z przestępstwami naruszającymi własność intelektualną. Pomaga szkolić policję w zakresie spraw z nią związanych za pomocą CEPOL – Agencji UE ds. Szkolenia w Dziedzinie Ścigania.

Utworzyliśmy także portal ds. ścigania przestępstw w zakresie naruszania własności intelektualnej, który jest platformą do bezpiecznej wymiany informacji na temat naruszeń własności intelektualnej między posiadaczami praw a organami ścigania. Współpracujemy również z państwami członkowskimi UE w zakresie koordynacji i dzielenia się wiedzą w celu rozwiązania tego problemu. Europejskie obserwatorium do spraw naruszeń własności intelektualnej znajdujące się w naszym biurze łączy sektory prywatny i publiczny w walce przeciwko fałszerstwu – dodaje Julio Laporta.

Europejskie obserwatorium do spraw naruszeń praw własności intelektualnej powstało 11 lat temu, a w 2012 roku na mocy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) zostało przeniesione do EUIPO. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej jest zdecentralizowaną agencją UE z siedzibą w Alicante, w Hiszpanii. Zarządza rejestracją znaku towarowego Unii Europejskiej i zarejestrowanego wzoru wspólnotowego, które zapewniają ochronę własności intelektualnej we wszystkich państwach członkowskich UE.

Samochody przyszłości będą aktualizować oprogramowanie poprzez chmurę. Sztuczna inteligencja poprowadzi auto za człowieka [DEPESZA]

Branża motoryzacyjna dąży do automatyzacji. Auta przyszłości będą w czasie rzeczywistym analizować otoczenie i warunki drogowe, dzięki czemu możliwe stanie się wyeliminowanie roli kierowcy w procesie prowadzenia pojazdu. Pozwoli to zwiększyć bezpieczeństwo na drodze i upłynnić ruch w warunkach miejskich. Samochód przyszłości chce zaprojektować producent m.in. kart graficznych i systemów sztucznej inteligencji – Nvidia – we współpracy z Mercedes-Benz.

– Podzielamy z koncernem Mercedes-Benz wizję samochodu przyszłości. Wspólnie zrewolucjonizujemy środowisko własności samochodów, dzięki czemu oprogramowanie pojazdu będzie programowalne i będzie można je stale aktualizować za pośrednictwem aktualizacji bezprzewodowych. Każde przyszłe auto Mercedes-Benz z systemem Nvidia Drive będzie wspierane przez zespół ekspertów SI i inżynierów oprogramowania, którzy będą rozwijać, udoskonalać i ulepszać samochód przez cały okres jego użytkowania – przekonuje Jensen Huang, założyciel i prezes Nvidii.

Nadrzędnym celem firmy jest stworzenie pojazdu, który przy wykorzystaniu inteligentnej platformy Drive umożliwi dotarcie pod wskazany adres bez konieczności jego własnoręcznego prowadzenia. Tym samym przyszłe modele Mercedesów, począwszy od 2024 roku, będą w stanie na równi konkurować z pojazdami Tesli wyposażonymi w system autopilota.

Choć wdrożenie takiego systemu do komercyjnego użytku będzie wymagało czasu, już teraz platforma Nvidia Drive może zostać wykorzystana w inteligentnych pojazdach do ułatwienia pracy kierowcy. Obecna odsłona systemu współpracuje z systemami śledzenia ruchu oraz położenia głowy, dzięki czemu sztuczna inteligencja może wykryć pierwsze objawy zmęczenia bądź przysypiania za kierownicą. W takiej sytuacji system wykorzysta sygnały dźwiękowe, świetlne i wibracyjne, aby ostrzec kierowcę i uchronić go przed wypadkiem.

Układami od Nvidii zainteresowała się również chińska korporacja Xpeng Motors, która zaprojektowała inteligentny samochód P7. Pojazd ten wykorzystuje układ sztucznej inteligencji Nvidia Drive AGX Xavier, który jest odpowiedzialny za kontrolę autonomicznych funkcji auta. Jest to elektryczny samochód oferujący autonomię poziomu 3, czyli przystosowany do samodzielnej jazdy po ulicach i autostradach przy asyście kierowcy, który ma być bezpośrednią konkurencją dla pojazdów od Tesli.

– Ta nowa platforma stanie się wydajnym, scentralizowanym i programowalnym systemem w naszych przyszłych pojazdach. Architektura obliczeniowa SI firmy Nvidia pomoże nam usprawnić naszą podróż w kierunku jazdy autonomicznej. Te nowe możliwości i aktualizacje zostaną pobrane z chmury, co poprawi bezpieczeństwo – wskazuje Ola Källenius, szef Mercedes-Benz AG.

Według analityków z firmy ResearchAndMarkets wartość globalnego rynku autonomicznych samochodów w  2019 roku wyniosła 24,1 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 60 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 18,06 proc.

Na granicy USA z Meksykiem powstaje wirtualny mur. Zamontowane na wieżach czujniki zareagują na ruch, a sztuczna inteligencja sprawdzi zagrożenie [DEPESZA]

Kamery, drony wyposażone w sztuczną inteligencję, czujniki 3D – granice kontrolują od dawna już nie tylko celnicy. Amerykańska agencja celna poszła o krok dalej – na granicy USA i Meksyku do 2022 roku stanie 200 mobilnych wież kontrolnych, które wykorzystują sztuczną inteligencję do śledzenia ruchu. Rozróżnią ludzi od zwierząt, a przy tym zasilane są energią słoneczną. – Wieże znacząco zwiększą naszą przewagę w walce przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym – przekonuje Rodney Scott, szef Patrolu Granicznego Stanów Zjednoczonych.

Już od kilku lat granice kontrolują nie tylko celnicy. Na lotniskach i przejściach granicznych bezpieczeństwo sprawdzają kamery wyposażone w system sztucznej inteligencji, która sama analizuje obraz, a ludzi informują tylko w wyjątkowych sytuacjach. Kamery rozpoznają ludzkie emocje, wyszukują ludzi zachowujących się podejrzanie. Aaron Elkins, informatyk z San Diego State University, zwraca uwagę, że ludzie zazwyczaj są w stanie dostrzec oszustwo tylko u innych ludzi w 54 proc. przypadków. Dla porównania systemy wizyjne z zasilaniem SI były w stanie osiągnąć dokładność ponad 80 proc. Kamery na podczerwień mogą wykrywać zmiany w systemie przepływu krwi i w ten sposób wychwycić podejrzanych. Zintegrowane z systemami bezpieczeństwa analizują rysy twarzy i w ten sposób sprawdzają, czy granicy nie zamierza przekroczyć osoba poszukiwana.

Amerykańska agencja celna idzie o krok dalej. Na granicy z Meksykiem powstanie inteligentny, wirtualny mur, który zapewni autonomiczną kontrolę terenu 24 godziny na dobę. Firma Anduril Industries podpisała pięcioletni kontrakt z amerykańską agencją celną na budowę wirtualnej ściany.

– Te wieże dają agentom terenowym znaczącą przewagę w walce przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym, które ułatwiają nielegalną działalność transgraniczną – twierdzi Rodney Scott, szef Patrolu Granicznego Stanów Zjednoczonych (USBP).

Autonomiczne wieże nadzoru skanują teren za pomocą radaru. Jeśli wykryją ruch, kierują w to miejsce kamerę i analizują obrazy za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji. Sprawdzą się zwłaszcza w miejscach słabiej zaludnionych, gdzie teoretycznie łatwiej nielegalnie przekroczyć granicę.

– Im więcej nasi agenci wiedzą o tym, co mogą napotkać w terenie, tym bezpieczniej i skuteczniej mogą odpowiedzieć na zagrożenie – przekonuje szef USBP.

– Bez względu na to, dokąd zmierzamy jako kraj, będziemy musieli mieć świadomość sytuacyjną (możliwość szybkiej reakcji na zagrożenie – przyp. red.) na granicy – podkreśla w rozmowie z „The Washington Post” Matthew Steckman, dyrektor ds. rozwoju w firmie Anduril. – Zarówno demokraci, jak i republikanie zgadzają się, że ten system jest potrzebny.

System inteligentnego muru nie wykorzystuje rozpoznawania twarzy ani innych technologii identyfikacji osobistej. Sprawdza jedynie źródło ruchu, rozpoznając przy tym, czy odpowiada za to człowiek, zwierzę, czy pojazd. Co istotne, system może być stosowany także w terenach górskich, nie traci przy tym na dokładności. Za ideą inteligentnej ściany optowali demokraci. Republikanie zapowiadali budowę fizycznego, betonowego muru.

HPE dostarcza pięć nowych rozwiązań „Powrót do pracy”, aby pomóc organizacjom przyspieszyć proces odbudowy w następstwie COVID-19

0

Firmy dowolnej wielkości mogą ponownie otwierać i wznawiać działalność, dbając  przy tym o zdrowie i bezpieczeństwo swoich pracowników, a to dzięki nowym możliwościom monitorowania odległości dla zachowania odpowiedniego dystansu społecznego, bezdotykowym wejściom czy wykrywaniu gorączki.

Firma Hewlett Packard Enterprise (HPE) ogłosiła pięć nowych rozwiązań w zakresie powrotu do pracy, które pomogą organizacjom przyspieszyć przywracanie działalności biznesowej po COVID-19. Nowe rozwiązania, które pomogą w kontrolowaniu rozprzestrzeniania się wirusa i zapewnią ciągłość biznesową, będą wdrażane i zarządzane za pośrednictwem usług HPE Pointnext Technology Services. Rozwiązania te będą skalowalne dla firm każdej wielkości, wykorzystując bezpieczne, wysokowydajne serwery HPE dla urządzeń brzegowych, infrastrukturę sieciową opartą na AI Aruba oraz technologie z ekosystemu partnerów HPE.

HPE ściśle współpracuje z klientami, którzy doświadczyli przestojów z powodu przestojów związanych z COVID-19 i pomaga utrzymać ich działalność poprzez stworzenie lub udoskonalenie możliwości pracy zdalnej. Jednym z przykładów jest wdrożenie udoskonalonej, bezpiecznej łączności i rozwiązań VDI dla wsparcia telepracy. Ponadto, aby pomóc klientom w oszczędzaniu kapitału i obniżeniu ryzyka finansowego, HPE zaoferowało 2 mld dol. na finansowanie i nowe programy za pośrednictwem HPE Financial Services. Oferty te obejmują rozliczenia międzyokresowe lub redukcję kosztów, wynajem krótkoterminowy oraz generowanie środków pieniężnych poprzez przekształcenie istniejących, posiadanych zasobów IT na kapitał, który może być wykorzystany do zakupu nowych, zmodernizowanych technologii.

Pięć nowych rozwiązań wspierających powrót do pracy wprowadzonych przez HPE wesprze kolejny etap u klientów, którzy oczekują, że przynajmniej część ich pracowników bezpiecznie powróci do biur lub zakładów pracy. Do klientów HPE, którzy już zaczęli wdrażać te rozwiązania, należą zarówno duże międzynarodowe lotniska i globalne zakłady przetwórstwa spożywczego czy opakowań, jak i sklepy detaliczne i biura firmowe.

Nowe rozwiązania obejmują monitorowanie odległości dla zachowania odpowiedniego dystansu społecznego, bezdotykowe wejścia, wykrywanie gorączki, rzeczywistość rozszerzoną i wizualne doradztwo zdalne, a także alerty w miejscu pracy i wymianę informacji.

„Od czasu wybuchu epidemii COVID-19, nasi klienci zwracają się do HPE w celu uzyskania pomocy w dostosowaniu się do wyjątkowych wyzwań, jakie stawia przed nimi pandemia, w celu utrzymania ciągłości działalności biznesowej. Byliśmy przy nich przez cały ten trudny okres, począwszy od wsparcia przejścia na zdalną obsługę za pomocą naszych kompleksowych rozwiązań w zakresie wirtualnego interfejsu pulpitu (VDI), a skończywszy na pomocy w powrocie do pracy i nowej normalności” – powiedział Saadat Malik, wiceprezes IoT i Intelligent Edge Services w HPE. „Nasze nowe, solidne rozwiązania, wykorzystujące szereg technologii HPE i możliwości partnerów, pomagają firmom w bezpiecznym przejściu na nowy system, opierając się jednocześnie na wysoce zróżnicowanej, długoterminowej strategii cyfryzacji miejsca pracy”
dodaje Malik. 

Osiągnięcie ciągłości działania i utrzymanie zdrowia dzięki pięciu nowym rozwiązaniom HPE w zakresie powrotu do pracy.

Pięć nowych rozwiązań wspierających powrót do pracy zostanie wdrożonych przez dział HPE Pointnext Technology Services, która dysponuje różnorodną wiedzą fachową i wsparciem na skalę światową oraz łączy szerokie możliwości HPE w zakresie sprzętu i oprogramowania w połączeniu z ofertą partnerów.

Nowe rozwiązania będą wykorzystywały serwery HPE ProLiant, systemy HPE EdgeLine Converged Edge Systems i infrastrukturę sieciową wspieraną przez Aruba AI do zasilania i przetwarzania danych z kamer oraz analizy wideo na brzegu sieci, a także umożliwią usługi lokalizacyjne. Rozwiązania te wykorzystują również technologie partnerów, którzy zapewniają inteligentny nadzór za pomocą kamer monitorujących i termowizyjnych, a także oprogramowanie AI do analizy wideo (SAFR™ firmy RealNetworks, Venzo Secure). Rozwiązania umożliwiające powrót do pracy oferują klientom następujące korzyści: 

  • Monitorowania odległości dla zachowania odpowiedniego dystansu społecznego – wsparcie pracodawców zarówno w monitorowaniu, jak i wdrażaniu wytycznych. Przykłady zastosowania obejmują ostrzeganie pracowników za pośrednictwem urządzeń z funkcją Bluetooth, jeśli są zbyt blisko siebie przez dłuższy czas, lub wykorzystanie analizy wideo w celu weryfikacji czy twarz pracownika jest zabezpieczona maską w wymaganych do tego lokalizacjach.
  • Bezdotykowe wejścia – stosowanie bezpiecznego i higienicznego sposobu wejścia pracowników do miejsca wykonywania pracy bez konieczności dotykania klamek i innych punktów wejścia. Rozwiązanie to wykorzystuje rozpoznawanie twarzy do bezdotykowego dostępu, a także do wieloczynnikowej kontroli dostępu i weryfikacji tożsamości osoby.
  • Wykrywanie gorączki – identyfikacja osób z podwyższoną temperaturą ciała za pomocą kamer termowizyjnych, uczenia maszynowego i analityki wideo w celu proaktywnego ostrzegania pracowników i personelu dla zapewnienia im bezpieczeństwa i zmniejszenia ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa.
  • Rozszerzona rzeczywistość i wizualne doradztwo zdalne – umożliwienie pracownikom na miejscu efektywnej współpracy z pracownikami zdalnymi w celu sprawnego wykonywania skomplikowanych czynności konserwacyjnych. Oferując zdigitalizowane, trójwymiarowe wizualizacje systemu lub maszyny, pracownik zdalny może zidentyfikować problem, jak np. pęknięty zawór gazu lub wody w hali produkcyjnej, aby zawnioskować o niezbędne i terminowe naprawy. 
  • Alerty w miejscu pracy i wymiana informacji – wsparcie pracodawców w dzieleniu się informacjami o miejscu pracy i wysyłaniu pracownikom alertów dotyczących konkretnej lokalizacji za pomocą aplikacji i pulpitów nawigacyjnych. Pracownicy otrzymują powiadomienia w czasie rzeczywistym dotyczące konkretnej lokalizacji w budynku, a także te o wszelkich zmianach lub aktualizacjach pojawiających się na miejscu w czasie, gdy firmy przechodzą do normalnej działalności.

Przyspieszenie powrotu do działalności dla każdej firmy bez względu na skalę działania

ISA SpA, producent i dostawca wyposażenia wnętrz we Włoszech, wdrożył już niektóre z tych rozwiązań w celu monitorowania odległości i czasu trwania interakcji między pracownikami oraz ostrzegania ich za pomocą powiadomień push, jeśli zbyt blisko przebywali pośród innych. 

Forbis Group i CBRE łączą siły dla Cisco Systems Poland Sp. z o.o.

0

Współpraca CBRE i Forbis Group nabiera tempa. Efektem pierwszych, wspólnych działań jest wykonanie realizacji biurowej dla Cisco Systems Poland Sp. z o.o. przy ulicy Domaniewskiej w Warszawie. Dzięki sprawnie przeprowadzonemu procesowi oraz zaangażowaniu ekspertów CBRE i Forbis Group realizacja została wykonana zgodnie z harmonogramem, pomimo zatrzymania gospodarki. 

CBRE i Forbis Group zrealizowali wspólnie projekt dla Cisco Systems Poland Sp. z o.o. Plan zakładał zmiany aranżacyjne na całkowitej powierzchni 1900 metrów kwadratowych. CBRE reprezentował klienta i nadzorował cały przebieg prac budowlanych, podczas gdy Forbis Group realizował prace budowlane, jako generalny wykonawcza, zgodnie z dostarczonym projektem. Za sukcesem realizacji stoi sprawna i bezproblemowa współpraca ekspertów działu Building Consultancy z CBRE oraz ekspertów Forbis Group.

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że nasza współpraca z CBRE pozwala nam przynosić wymierne korzyści dla klientów. Realizacja dla Cisco Systems Poland Sp. z o.o. jest tego najlepszym przykładem. Mimo licznych utrudnień, związanych z pandemią i ograniczeniem spotkań do zdalnych telekonferencji, udało nam się wspólnie z CBRE z sukcesem zrealizować wymagający projekt – zaznacza Marcin Powierza, współwłaściciel Forbis Group. 

Prace budowlane rozpoczęły się w marcu, czyli w czasie, kiedy w kraju wprowadzano lockdown i wszelkie restrykcje związane z pandemią koronawirusa. Głównym celem stało się utrzymanie prac budowlanych i założonego terminu. Wprowadzony został szereg zabezpieczeń i procedur, mających na celu zminimalizowanie ryzyka związanego z pojawieniem się osoby zakażonej na budowie. Kilkuetapowe mierzenie temperatury, separacja stanowisk pracowniczych, wymienna koordynacja pracowników nadzorujących budowę – wszystkie te rozwiązania miały na celu utrzymanie ciągłości prac budowlanych nawet w przypadku, gdyby pojawiła się osoba chora na budowie. Wszystkie te procedury zostały wprowadzone jeszcze przed zaleceniami Ministerstwa Zdrowia.

Pomimo wielu komplikacji, z którymi aktualnie mierzy się większość inwestycji w Europie, takich jak np. opóźnienia w dostawach sprzętu i materiałów produkowanego poza granicami kraju czy zmniejszenie dostępnych mocy przerobowych, udało się uzyskać to co jest naszym głównym celem – pełne zadowolenie naszego wspólnego klienta. Myślę, że nasza stała współpraca z Forbis Group nabiera na znaczeniu szczególnie w takich sytuacjach, zaufanie i partnerskie zasady współpracy pozwoliły nam zareagować niezwłocznie i sprawnie dostosować się do nowej sytuacji. – komentuje Michał Mróz, project manager ze strony CBRE.

Dzięki współpracy CBRE i Forbis Group, której nie pokrzyżowała nawet panująca pandemia, cały projekt udało się zrealizować zgodnie z harmonogramem, który nie uwzględniał przesunięć i opóźnień.

Fala zwolnień pracowników dopiero przed nami

Stosunkowo niewielki przyrost bezrobocia w czerwcu, wynoszący 0,1 pkt proc. w stosunku do maja, jest raczej miernikiem pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.

Opublikowane przez resort pracy wstępne dane o rynku pracy w czerwcu wskazują na dalszy wzrost bezrobocia, którego stopa wyniosła 6,1%. Dynamika wzrostu bezrobocia wyhamowała w stosunku do wcześniejszych miesięcy, ale nie można pomijać faktu, iż okres wakacyjny to od wielu lat czas, w którym bezrobocie dość znacząco spadało m.in. z uwagi na fakt dużego zapotrzebowania na prace w gastronomii, turystyce i rolnictwie.

Zatem stosunkowo niewielki przyrost bezrobocia, wynoszący 0,1 pkt proc. w stosunku do maja, jest raczej miernikiem pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.
Warto zauważyć, że aktualne dane dotyczące bezrobocia nie oddają rzeczywistego stanu zapotrzebowania na pracę – konstrukcja instrumentów przewidzianych w tarczach antykryzysowych zakłada, że przez okres otrzymywania wsparcia przedsiębiorca nie może zwolnić pracowników. To stabilizuje poziom zatrudnienia w tych firmach, które skorzystały ze wsparcia z Fundusz Pracy lub Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Do tej pory zwalniały głównie te przedsiębiorstwa, które nie spełniały ustalonych kryteriów uzyskania pomocy publicznej i nie posiadały wystarczających środków na przetrwanie okresu zamrożenia gospodarki lub też nie widziały możliwości dalszego prowadzenia działalności w nowych warunkach. Po okresie zakończenia wsparcia udzielanego bezpośrednio na wypłatę wynagrodzeń możemy spodziewać się kolejnej fali zwolnień, szczególnie w tych firmach, gdzie pandemia koronawirusa znacząco ograniczyła możliwość sprzedaży produktów lub usług na wcześniejszym poziomie lub też zmieniona organizacja zmniejszyła zapotrzebowanie na prace np. poprzez procesy automatyzacji.

Liczba osób bezrobotnych przekroczyła milion i wyniosła w czerwcu 1 027 067, z tego 551 268 to kobiety. Oznacza to przyrost liczby osób bez pracy w ciągu miesiąca o 15 378. Publikowane przez resort rodziny dane dotyczą wyłącznie bezrobocia rejestrowanego, a więc obejmują tylko te osoby, które zdecydują się na rejestrację w powiatowym urzędzie pracy. Na indywidualane zachowania osób tracących pracę może mieć wpływ wiele czynników, a jednym z nich są spodziewane korzyści z rejestracji w powiatowym urzędzie pracy. Ponieważ wprowadzony niedawno instrument pod nazwą zasiłek solidarnościowy dla osób tracących pracę z powodu pandemii nie wymaga rejestracji, gdyż jest wypłacany przez ZUS, może stanowić o odroczeniu przez część osób rejestracji w PUP. Te osoby pozostające bez pracy pojawią się w statystykach dopiero po zakończeniu trzymiesięcznego okresu pobierania zasiłku, co w znaczący sposób może zmienić na gorsze ocenę sytuacji na naszym rynku pracy.

Zakończenie dofinansowania wynagrodzeń w ramach tarcz antykryzysowych i następujących po tym okresów wypowiedzeń oraz koniec wypłaty zasiłku solidarnościowego będzie momentem weryfikacji, na ile COVID-19 wpłynął na rynek pracy. Koniec interwencji publicznej może być również początkiem znaczącego wzrostu dynamiki bezrobocia. W mojej ocenie, możemy spodziewać się na jesieni przyrostów stopy bezrobocia w granicach 0,5 pkt proc. m/m.

Polska najmniej straci

Według prognoz Komisji Europejskiej Polska po raz kolejny najspokojniej przejdzie przez trwający kryzys. Jest tutaj spora zasługa transferów socjalnych. Pamiętajmy jednak, że wychodzenie z kryzysów na kredyt powoduje, że kiedyś trzeba go spłacić.

Dane z Niemiec

Analitycy przecenili sytuację u naszego zachodniego sąsiada. Produkcja przemysłowa rośnie w ujęciu miesięcznym o 7,8% wobec oczekiwanych 10%. Wydawać by się mogło, że to (oprócz różnicy realia a oczekiwania) bardzo dobre dane dla gospodarki. Warto jednak spojrzeć na wynik roczny. Ten z kolei oznacza spadek o imponujące 24,7%. Jak widać, by wrócić do poprzednich poziomów będziemy potrzebować jeszcze kilka miesięcy wyraźnych wzrostów. Po tych danych obserwowaliśmy spadek euro względem dolara o około pół centa.

Dobre prognozy dla Polski

Informacja, że PKB Polski spadnie w tym roku o 4,6% nie brzmi dobrze. Z drugiej strony to najlepszy wynik prognozowany przez Komisję Europejską w tym roku. W innych państwach będzie gorzej. Prognoza jest słabsza dla nas niż majowa, ale i tak analitycy zwracają uwagę na korzystny wpływ transferów na podtrzymanie konsumpcji. Mimo to jednak widać będzie zwiększoną skłonność do oszczędzania. Dla porównania PKB strefy euro powinno się skurczyć w tym roku o 8,7%. Pamiętajmy jednak, że biorąc pod uwagę siłę odbicia za rok lepszy łączny wynik według prognoz osiągnie Malta.

Dobry indeks koniunktury

Wczoraj poznaliśmy serię indeksów koniunktury w USA. Najważniejszy z nich – indeks ISM dla usług – wyniósł 57,1 punktu. Analitycy spodziewali się dokładnie 50 punktów, byłby to wówczas idealnie neutralny odczyt z równą liczbą odpowiedzi pozytywnych, co negatywnych. Warto zwrócić również uwagę na indeks aktywności biznesowej, który niespodziewanie osiągnął 66 punktów. Po raz kolejny okazuje się, że obecny kryzys szybko przyszedł, ale równie szybko się uspokaja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ponad pół miliona złotych dla Polski – firma SCJohnosn podsumowała wsparcie organizacji w walce ze skutkami COVID-19

0

Firma S.C. Johnson, która jest liderem globalnego rynku profesjonalnych oraz domowych środków czystości, wsparła globalną walkę z wirusem COVID 19. Przedsiębiorstwo do tej pory ofiarowało ponad milion dolarów na rzecz walki ze skutkami wirusa w Europie. Tylko do Polski przekazano dary oraz bezpośrednie wsparcie finansowe o łącznej wartości 133.000 dolarów (ponad pół miliona złotych).

Zasoby te są częścią kompleksowego wsparcia organizacji działających na rzecz ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19, a także pomocy osobom dotkniętym w wyniku pandemii. W perspektywie globalnej na ten cel firma przeznaczyła kwotę 10 milionów dolarów.

Firma SC Johnson pomoc skierowała do szerokiego grona organizacji walczących
ze skutkami COVID-19, zlokalizowanych w 15 krajach Europy.

W Polsce wsparciem finansowym objęto wybrane szpitale oraz organizacje społeczne:

  • $55,946 (220,000 zł) otrzymała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP) – środki zostały przekazane na zakup sprzętu dla polskich szpitali walczących
    z pandemią COVID-19 w kraju oraz w celu wspierania działań na rzecz lokalnych społeczności
  • $15,258 (60,000 zł) otrzymał Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki
    w Gorzowie Wielkopolskim
    – pieniądze te mają ułatwić niesienie pomocy pacjentom poszkodowanym przez wirus COVID-19,
  • Ponad 139.000 sztuk produktów firmy (wycenianych na kwotę 946,076 złotych) zostało przekazanych Hospicjum Św. Kamila w Gorzowie Wielkopolskim oraz Stowarzyszeniu Otwarte Drzwi – w celu wsparcia osób objętych opieką tych organizacji.

Wśród działań na rzecz innych krajów europejskich wyróżnić można m.in.:

  • Współpracę z niemieckimi organizacjami społecznymi Gute Nacht Bus oraz Tafel Erkrath – w celu organizacji noclegu, pomocy społecznej oraz transportu dla osób potrzebujących.
  • Pomoc miejskiemu ośrodkowi pomocy społecznej w Sztokholmie przy zakupie jedzenia oraz środków higieny dla bezdomnych,
  • Partnerstwo z Czerwonym Krzyżem poprzez wsparcie ze strony firmy pracowników służby zdrowia oraz osób potrzebujących. Pomocą objęto Austrię, Wielką Brytanię, Węgry oraz teren Niemiec,
  • Wsparciu ośrodków zdrowia w Wielkiej Brytanii udzielonego w partnerstwie z Fundacją NHS Charities Together – w celu zapewnienia pomocy pacjentom oraz pracownikom służby zdrowia w rejonach z najwyższą liczbą poszkodowanych przez COVID-19. Podczas tych działań w szczególności zadbano o zdrowie pracowników obciążonych stresem – poprzez organizację dostaw posiłków, jak również dołożono starań mających na celu zapewnienie możliwości relaksu w przerwach od pracy,
  • Dostarczenie sprzętu dla Szpitala Luigi Sacco przy pomocy ze strony Fundacji Francesca Rava we Włoszech. Ponadto, firma wsparła też dwie organizacje dobroczynne: Lega Italiana per la Lotta contro i Tumori (LILT) oraz OBM ONLUS– które opiekują się kobietami w ciąży oraz nowonarodzonymi dziećmi, zagrożonymi działaniem COVID-19,
  • Przekazanie środków finansowych dla Lekarzy Bez Granic w Hiszpanii, którzy zapewniali obecność profesjonalnych lekarzy podczas działań jednostek pogotowia wzywanych do osób zarażonych COVID-19,
  • Pomoc Fundacji SOS Covid w Portugalii, która zapewniała sprzęt ochronny lekarzom spieszącym na ratunek pacjentom zarażonym wirusem,
  • Wsparcie Fundacji Margareta of Romania Royal poprzez pomoc w powstaniu systemu telefonicznych porad dla seniorów, gdzie można było skonsultować się z psychologiem, poprosić o dostarczenie produktów spożywczych albo zorganizować dostawę zakupów, jeśli osoba potrzebująca nie miała dostępu do internetu,

Dzięki globalnemu partnerstwu z organizacją Save the Children, firma pomogła również dzieciom i młodzieży, które miały ograniczony dostęp do szkół w czasach pandemii w Wielkiej Brytanii oraz Hiszpanii. To nowa inicjatywa, której celem jest umożliwienie dzieciom i młodzieży zdobywania wiedzy oraz poznawania nowoczesnych sposobów radzenia sobie z zagrożeniami czyhającymi na zdrowie naszych najbliższych.

Trendy w światowym marketingu – wyniki międzynarodowego badania z okresu pandemii

0

W którą stronę będzie ewoluował światowy marketing w wyniku pandemii? Coroczna, szósta edycja międzynarodowego badania marketerów „Salesforce State of Marketing” wskazuje nasilenie trendów, które ujawniły się już w latach ubiegłych. Niezalenie od sytuacji makroekonomicznej klient musi być w centrum uwagi. Jednak z powodu wirusa na jeszcze szybszy wzrost może liczyć wirtualna rzeczywistość oraz technologie oparte na sztucznej inteligencji. Niezmiennie w najwyższej cenie są też wszystkie kompetencje miękkie. 

Międzynarodowe badanie specjalistów zajmujących się marketingiem, co roku realizowane przez Salesforce na potrzeby raportu „State of Marketing” zbiegło się z ogólnoświatowym kryzysem COVID-19. Jak wiadomo, pandemia wywołała nie tylko ogromne zawirowanie w światowej gospodarce, ale i różnego rodzaju przetasowania w hierarchiach wartości. Jakie trendy ujawniły się w obliczu tak wielkich zmian rynkowych?

Ważne wnioski z raportu

  • Wrażenia klienta z kontaktu z firmą i produktem (Customer Experience) jeszcze bardziej na topie – obecnie już 84% klientów i konsumentów twierdzi, że doświadczenia dostarczane przez firmy są równie ważne jak ich produkty i usługi (to wzrost o 4% w stosunku do badania z 2018 r.).
  • Skuteczny marketing wymaga dostępu do danych – niemal 4/5 firm (78%) potwierdza, że ich działania ukierunkowane na zarządzanie zaangażowaniem klientów wynikają z przetwarzanych danych.
  • Zarządzanie Customer Experience jest w centrum uwagi nawet tych firm, które mają gorsze wyniki od średniej w branży – 68% z grupy underperformers prowadzi działania marketingowe dla budowania odpowiednich doświadczeń swoich klientów. W grupie o ponadprzeciętnych rezultatach (high performers) działania takie prowadzi aż 88% firm.
  • Tradycyjne podejście do marketingu ogranicza i hamuje osiąganie rezultatów biznesowych – 69% badanych firm twierdzi, że marketing tradycyjny ogranicza zaangażowanie klienta. To duży wzrost w stosunku do 2018 r., kiedy z twierdzeniem takim zgadzało się 37% firm.
  • Upowszechnianie sztucznej inteligencji (AI) – AI to wschodząca gwiazda wśród nowoczesnych technologii; jej wykorzystanie w marketingu wzrosło z 29% firm w 2018 r. do 84% w roku 2020.
  • Firmy powinny nie tylko szanować i chronić dane swoich klientów, ale też zachować pełną przejrzystość w procesach zarządzania nimi – 58% konsumentów i klientów firm czuje się komfortowo, gdy ich dane są wykorzystywane w sposób przejrzysty. Niestety 63% twierdzi, że firmy nie działają w tej kwestii w sposób transparentny.
  • Marketerzy dopracowują modele personalizacji – 81% badanych szefów marketingu twierdzi, że obecnie znacznie bardziej niż przed 2 laty troszczy się o równowagę między personalizowaniem komunikacji z klientami a zachowaniem ich odpowiedniego komfortu.
  • Koncentracja na jednostkach w B2B – stosunkowo nowym zjawiskiem w marketingu B2B są programy ABM (Account Based Marketing), czyli działania skoncentrowane na pojedynczych klientach. Spośród wszystkich tego typu działań 64% zapoczątkowano w ciągu ostatnich 5 lat. Co ciekawe firmy z grupy high-performers przeznaczają na ABM 18% swoich budżetów, a underperformers – 14%.

Informacje o badaniu:

Raport „Salesforce: State of Marketing 2020” bazuje na badaniach przeprowadzonych w 2020 r. na grupie 6950 szefów marketingu w firmach z sektora B2B i B2C działających na terenie Ameryki Północnej i Łacińskiej, Europy, Azji (w tym Bliskiego Wschodu), Afryki i obszaru Pacyfiku.

Badane firmy podzielono na 3 grupy zależnie od oceny wyników działań marketingowych: high performers (ponadprzeciętne dla branży rezultaty działań), underperformers (rezultaty umiarkowane lub poniżej przeciętnej w branży) oraz moderate performers (rezultaty zbliżone do średniej w branży).

Pandemia na razie nie ujawnia nowych trendów – na fali będzie wirtualna rzeczywistość

W badaniach zidentyfikowano trendy, które uwidaczniano już w ubiegłorocznych edycjach „State of Marketing” – m.in. silną koncentrację na customer experience, chęć angażowania klientów w interakcje, personalizowanie komunikacji, wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym AI, troskę o wiarygodność firmy. Nie można przesądzić, że nasilenie tych trendów jest skutkiem kryzysu, tym bardziej, że pandemia jeszcze nie wygasła, a jej ekonomiczne konsekwencje są odczuwalne od niedawna. Niemniej według szefów marketingu kolejne lata przyniosą duże zmiany w ich podejściu. 60% z nich uważa, że znaczący wpływ na marketing będzie miało komercyjne uruchomienie sieci 5G. Większe możliwości Internetu przyniosą rozwój projektów np. z obszaru wirtualnej rzeczywistości, co stanie się elementem strategii customer experience.

Marketing przejmuje strategiczne funkcje w firmach

Światowy marketing coraz mocniej angażuje się w zarządzanie zaangażowaniem klientów w czasie rzeczywistym. Z jednej strony klienci domagają się od firm spersonalizowanego prezentowania ofert i zrozumienia jako jednostki. Z drugiej strony zdolność do budowania zaangażowania na takim poziomie wymaga od firm wyjścia poza tradycyjne działania marketingowe, płynnej współpracy wewnątrz organizacji i oczywiście zastosowania zaawansowanych technologii IT. Pewne jest, że strategiczna rola marketingu w firmach jest coraz bardziej widoczna – obecnie niemal połowa (45%) szefów marketingu twierdzi, że ich dział jest w organizacji liderem w zakresie zarządzania doświadczeniami klientów. W 2017 r. twierdziło tak tylko 24% CMO.

W marketingu najszybszy wzrost odnotowuje sztuczna inteligencja

Obecnie największym wyzwaniem dla marketingu jest efektywne integrowanie różnorodnych danych pozyskiwanych z wielu źródeł w czasie rzeczywistym. Jest to konieczne dla uzyskania możliwie pełnej i dokładnej wiedzy o kliencie – oczywiście po to, by niezależnie od formy kontaktu móc właściwie obsłużyć jego sprawę. Obecnie przy wykorzystaniu wielu różnych kanałów komunikacji firm z otoczeniem w zasadzie jedynie zaawansowane rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w odpowiedni sposób wspierają zarządzanie informacją o kliencie. Stąd też rekordowy wzrost wydatków działów marketingu na rozwiązania AI. W ciągu ostatnich 2 lat wykorzystanie AI w marketingu wzrosło o 186%. Upowszechnianie sztucznej inteligencji prowadzi do wykształcenia nowego pojęcia „empatycznego marketingu”, czyli takiego, który pozwala zrozumieć indywidualne potrzeby klientów i osiągnąć wysoki stopień personalizacji, nawet gdy firma obsługuje jednocześnie tysiące klientów.

Pięć najważniejszych zastosowań AI to:

  • zapewnienie personalizowanych doświadczeń w kanałach komunikacji i obsługi,
  • doskonalenie segmentacji klientów,
  • wnioskowanie z danych,
  • prowadzenie klientów do kolejnych działań (zarządzanie customer journey),
  • automatyzacja interakcji z klientami.

Czy wysokie nakłady na AI przynoszą oczekiwane rezultaty? W obsłudze klienta zawsze wyzwaniem było zapewnienie spójnych doświadczeń i komunikacji niezależnie od formy kontaktu. Tegoroczne badania pokazały, że obecnie już ponad połowa (51%) szefów marketingu uważa, iż wdrożone przez nich narzędzia cross-channel dają klientom poczucie satysfakcji. To duży wzrost w stosunku do 31% w 2018 r. Warto dodać, że obecnie 71% klientów wykorzystuje wiele kanałów do przeprowadzenia tej samej transakcji.

Nakłady na AI dają rezultaty także w marketingu B2B, gdzie wyraźnie ugruntowuje się trend budowania indywidualnych relacji z klientami. Firmy B2B wdrażają strategie ABM – Account Based Marketing (obecnie 92% badanych potwierdza, że kieruje się taką strategią) dla spełnienia oczekiwań klientów, którzy chcą, by podejście i zaangażowanie były porównywalne do tych z sektora B2C.

Kompetencje miękkie zawsze w cenie

Szefowie marketingu w swoich zespołach najwyżej oceniają kompetencje związane z komunikatywnością i analizą danych oraz kreatywnością. Firmy odczuwają pewien niedostatek umiejętności programistycznych (w tym kodowania) oraz znajomości data science. Najniżej oceniana w zespołach jest inteligencja emocjonalna.

Headless commerce – liczy się spójna treść

W celu budowania zaangażowania klienta zdecydowana większość zespołów marketingowych dzieli wspólne cele i wskaźniki z kolegami z działów sprzedaży, e-commerce i obsługi klienta. Firmy coraz częściej podejmują inicjatywy sprzyjające budowie jednolitego systemu komunikowania się z klientami, takie jak np. headless commerce. Jest to technologia, w której brak nadrzędnej struktury IT – najważniejsza jest treść, która ma być dostarczona klientom w najlepszy możliwy dla nich sposób, niezależnie od platformy i momentu interakcji. Headless commerce wykorzystuje interfejsy API, aby dostosować wygląd prezentowanych treści do różnych urządzeń i ekranów. Przykładowo można stworzyć dzięki temu zupełnie odrębny wygląd sklepu, aplikacji mobilnej, a nawet wersji na smartwatcha.

Dane w służbie empatycznego marketingu

Z roku na rok firmy posiadają i analizują coraz większe ilości danych na temat swoich odbiorców. Warto podkreślić, że co roku zwiększa się średnia liczba źródeł informacji o klientach wykorzystywanych przez firmy – w 2019 r. było ich 8, w 2020 r. już 10, a prognozy na 2021 r. mówią o 12 źródłach. Najczęściej wykorzystywane są dane transakcyjne, deklarowane zainteresowania i preferencje oraz tożsamości cyfrowe. Jednak ich analiza przynosi wartość jedynie wówczas, gdy są one dokładne, aktualne i zintegrowane. Niestety niewielu respondentów jest zadowolonych z posiadanych danych. Przyczynia się do tego zarówno brak integracji rozwiązań IT – średnio tylko 28% z nich jest zintegrowanych, jak i rozdrobnienie narzędzi do zarządzania danymi. W tym zakresie w 2018 r. używano średnio 3 narzędzi, podczas gdy w 2020 r. już 12.

Jednym z elementów strategii empatycznego marketingu jest budowanie zaufania klientów, które zależy nie tylko od właściwie dostosowanej obsługi. Duży wpływ na nie ma sposób wykorzystywania przez firmę danych osobowych. Poczucie prywatności i anonimowości jest krytyczną wartością klientów. Obecnie 63% z nich twierdzi, że firmy nie działają w tej kwestii w sposób transparentny. Na tym tle aż 81% szefów marketingu uważa, że dba o równowagę między personalizacją a poziomem komfortu klienta w zakresie ochrony danych osobowych. To pokazuje, że komunikacja na temat wykorzystania i ochrony danych osobowych może być dla firm wciąż bardzo atrakcyjnym polem do budowania relacji z klientami i zabiegania o ich względy.

Praca zdalna nową biznesową normalnością – nawet po pandemii

0

Mimo pandemii koronawirusa zapotrzebowanie na usługi IT w ostatnich miesiącach stale rosło. Zapewnienie nieprzerwanego dostępu do narzędzi informatycznych, regularna praca nad ich ulepszaniem, a także tworzenie nowych rozwiązań wymagały wdrożenia efektywnych środowisk pracy zdalnej, gdzie systemy do współpracy online odgrywały kluczową rolę.

W Lufthansa Systems, jednej z wiodących firm informatycznych świadczących usługi dla sektora lotniczego, najważniejsze jest zapewnienie nieprzerwanego dostępu do oferowanych rozwiązań. Pandemia COVID-19 nie mogła sprawić, że prace nad prowadzonymi projektami ulegną spowolnieniu. Przeciwnie, niektóre inicjatywy zyskały na znaczeniu. W wielu liniach lotniczych z dnia na dzień obciążenia poszczególnych aplikacji gwałtownie wzrosły.

Bezpieczeństwo pracowników w niepewnych czasach

Wraz z wybuchem pandemii gdański oddział Lufthansa Systems stanął przed wyzwaniem stworzenia środowisk pracy zdalnej dla ponad 800 zatrudnionych tam osób. Priorytetem było zapewnienie poczucia bezpieczeństwa pracownikom i sprawnego przepływu informacji wewnątrz firmy. Lufthansa Systems Poland jako jedna z pierwszych organizacji z kompleksu biurowego Alchemia w Gdańsku zaproponowała pracownikom, aby wykonywali swoje obowiązki z domowego zacisza.

Regularna komunikacja w ramach zespołów musiała błyskawicznie przenieść się do przestrzeni wirtualnej. Niezwykle ważne było również zapewnienie łatwego dostępu do wspólnych zasobów firmowych. Poza bieżącymi obowiązkami, do środowisk online przeniesiono również szkolenia dotyczące m.in. procesu zmiany oraz radzenia sobie ze stresem. Z pomocą przyszła platforma Cisco Webex wdrożona przez firmę Sevenet S.A.

„W czasie COVID-19 zaobserwowaliśmy lawinowy wzrost zainteresowania platformami pracy zdalnej jaką jest Cisco Webex. Klienci potrzebowali zarówno narzędzi do bieżącej wymiany informacji takiej jak Webex Teams, ale również platform spotkań grupowych w tym Webex Meetings oraz Events. Warto tutaj podkreślić, że poza bogatą funkcjonalnością systemy Webex są po prostu bezpieczne. Z jednej strony oferują szyfrowaną komunikację pomiędzy użytkownikami, zaś z drugiej posiadają bogate mechanizmy bezpieczeństwa samego spotkania. Przykładem może być tu blokowanie dostępu do spotkania przez organizatora bądź wymuszenie podania hasła, gdy użytkownik podłącza się z telefonu lub z systemu wideokonferencyjnego. Cisco, oprócz samego rozwiązania, posiada również dedykowane terminale wideo (np. DX80). To idealny duet do wyposażenia domowego biura” – mówi Rafał Chomicz, Prezes Zarządu Sevenet S.A.

Pracownicy dobrze czują się na home office

Mimo że w okresie kwarantanny wielu osobom brakowało osobistej interakcji z innymi członkami zespołu, jak wynika z wewnętrznego badania przeprowadzonego przez Lufthansa Systems Poland, 80% pracowników firmy dobrze ocenia pracę w trybie home office, czuje, że jest produktywna i dobrze poinformowana. Co ciekawe, efektywność ich pracy w wielu przypadkach okazała się być nawet wyższa niż przed pandemią.

„Po dwóch miesiącach pracy zdalnej przeprowadziliśmy badanie opinii wśród naszych pracowników i to, co było dla nas niezwykle ciekawe i bardzo motywujące do dalszego działania, to informacja, że 97% naszych pracowników czuje się bardzo dobrze poinformowana o tym, co dzieje się w firmie. Komunikacja w dużych firmach zawsze jest sporym wyzwaniem, zarówno dla przełożonych, jak i działów HR, gdyż by dotrzeć do odbiorcy trzeba zaspokoić różne potrzeby grup. Komunikacja w czasach COVID-19 to zupełnie nowa kompetecja, którą musieliśmy bardzo szybko zbudować i po tym wyniku sądzimy, że osiągnęliśmy na tym polu pewien sukces” – mówi Aleksandra Oszajca, Dyrektor HR z Lufthansa Systems Poland.

„Przed pandemią organizowaliśmy cykliczne spotkania kierowane do wszystkich naszych pracowników. W czasie ich trwania pracownicy mogli wyrazić swoją opinię na wiele różnych tematów. Obecnie odbywają się one za pośrednictwem platformy Cisco Webex i często są o wiele bardziej owocne. Przykładowo, podczas jednej z ostatnich sesji pracownicy zadali aż 150 pytań za pośrednictwem funkcji czatu. W przypadku tradycyjnego spotkania nie byłoby to możliwe ze względu na ograniczenia czasowe” – mówi Dariusz Przywara, Prezes Lufthansa Systems Poland.

Model mieszany w nowej normalności

Konieczność zapewnienia ciągłości działania w warunkach pandemii wiązała się w wielu firmach z potrzebą przyspieszenia procesu cyfrowej transformacji. Dla 89% dyrektorów IT z całego świata, którzy wzięli udział w niedawnym badaniu Cisco, wzrost wykorzystania pracy zdalnej oznaczał zmianę kulturową w ich firmie. 87% ankietowanych przyznało, że utrzymanie normalnego poziomu działalności było dla nich wyzwaniem – podobnie jak zapewnienie bezpieczeństwa rozproszonej siły roboczej, na które wskazało 80% ankietowanych przez Cisco dyrektorów IT.

Dlatego organizacje, aby pozostać produktywnymi i konkurencyjnymi, stawiają na narzędzia pomagające zabezpieczyć zdalnych pracowników i utrzymać ich produktywność w czasach nowej normalności. Stąd gwałtowny wzrost i utrzymująca się popularność Cisco Webex. W kwietniu Webex miał 500 milionów użytkowników na całym świecie – w skali globu było to 3-krotnie więcej niż przed pandemią, w Polsce ten wzrost był jeszcze większy.

Zdaniem ekspertów Cisco wiele zmian w strukturze i kulturze firm utrzyma się po zakończeniu pandemii koronawirusa, a w miejscach pracy będzie dominował model mieszany, w którym część osób pracuje zdalnie, a część z biura.

„Trudno oczekiwać, że po zniesieniu restrykcji wrócimy do stanu sprzed pandemii. Koronawirus sprawił, że wiele osób doceniło walory pracy zdalnej. Firmy powinny elastycznie reagować na potrzeby pracowników i umożliwiać im wykonywanie obowiązków z dowolnego miejsca, nie zapominając jednocześnie o kwestiach bezpieczeństwa. Myślę, że wprowadzenie w firmach mieszanego modelu pracy będzie jedną z trwalszych zmian wywołanych obecną sytuacją” – podsumowuje Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco Polska.

Czy inflacja jest zła dla gospodarki?

Ekonomiści od lat nie mogą dojść do porozumienia w kwestii gospodarczych skutków inflacji. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu była uważana za zjawisko jednoznacznie negatywne. Przykładem jej niszczącego działania było to, co wydarzyło się w Republice Weimarskiej w 1923 roku, gdzie ceny konsumenckie w bardzo krótkim czasie wzrosły o 1,6 biliona razy, wpędzając Niemcy w ogromny kryzys gospodarczy.

Dlaczego inflacja jest problemem dla gospodarki? Grupą najbardziej zaniepokojoną powinni być inwestorzy lub mówiąc szerzej, posiadacze kapitału. Ich środki w czasie inflacji w szybkim tempie tracą wartość. Pieniądz przestaje pełnić rolę środka przechowującego wartość. Skutkiem z reguły jest wzrastająca niepewność, wzrost kosztów inwestycji dla przedsiębiorców oraz kosztów utrzymania dla konsumentów. W gospodarce zakłócona zostaje rola cen jako nośnika informacji, ciągłe zmiany cen powodują, konsumenci i przedsiębiorstwa nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji zakupowych. Podwyżki cen zaskakują przedsiębiorców nie dając im czasu na dostosowanie się.

Podstawową przyczyną inflacji jest wzrost podaży pieniądza. Jeżeli w rękach nabywców pojawi się jego zwiększona ilość, zwiększony popyt powoduje wzrost cen. Dlatego właśnie, pytanie o gospodarcze skutki inflacji jest teraz tak bardzo aktualne. Rządy, walcząc z kryzysem, drukują pieniądz na skalę zupełnie niespotykaną w historii.

Jednak przecież powszechnie uważa się, że wzrost podaży pieniądza przyczynia się do pobudzenia wzrostu gospodarczego. Jednocześnie może on służyć władzom państw do finansowania zwiększonych wydatków budżetowych. Dlatego pokusa drukowania pieniądza towarzyszy rządzącym już od czasów starożytnych. Staje się ona znacznie większa, gdy przy okazji można zrobić coś dobrego, czyli ożywić gospodarkę, szczególnie w tak trudnych czasach, jak obecnie. Prawdopodobnie to właśnie dzięki zwiększeniu podaży pieniądza, kryzysy finansowe z lat 1987 i 2008 nie przekształciły się w globalne depresje podobne do tej z początku lat 30-tych.

Inflacja powoduje, że konsumenci oraz podmioty gospodarcze chcą się jak najszybciej pozbyć tracących wartość pieniędzy. Najłatwiej to zrobić nabywając dobra inwestycyjne i konsumpcyjne. Związany z tym przyspieszony obrót pieniądza jest kolejnym czynnikiem pobudzającym gospodarkę. Dodatkowo, jeśli inflacja jest niekorzystna dla inwestorów to znaczy, że jest korzystna dla podmiotów zadłużonych. Dzięki inflacji spada wartość zobowiązań, jakie trzeba spłacić. To wspaniała wiadomość dla zadłużonych po uszy współczesnych państw. Od dawna obserwuje się też negatywną korelację inflacji i bezrobocia. Wygląda na to, że dzięki wyższej inflacji więcej osób znajdzie pracę.

Dlatego niewykluczone, że rządy i banki centralne najważniejszych państw rozwiniętych podjęły już decyzję. Jeżeli ceną za wyjście z bieżącego kryzysu ma być wysoka inflacja, to niech tak będzie. Najważniejsze pytanie brzmi – co będzie potem? Korzystny wpływ inflacji na gospodarkę ma charakter krótkoterminowy. W miarę upływu czasu zaczną przeważać jej negatywne skutki. Czy wtedy coraz bardziej populistyczne rządy będą miały dość determinacji, aby wprowadzić globalny plan Balcerowicza? Wszyscy pamiętamy, jak ogromny był społeczny koszt duszenia inflacji w Polsce w latach 90-tych.

Cokolwiek się stanie, inwestorzy powinni mieć przygotowany plan chroniący ich oszczędności przed globalną hiperinflacją. Mogą to być inwestycje w papiery wartościowe czy surowce. Wartość dóbr o ograniczonej podaży, takich jak na przykład metale szlachetne, z dużym prawdopodobieństwem będzie rosła w stosunku do dóbr o podaży nieograniczonej – czyli na przykład pieniędzy.

Autor: Bartosz Tomczyk – Przewodniczący Rady Nadzorczej

Dwunastokrotny wzrost sprzedaży obuwia w e-handlu – dane od ExpertSender

0

W 2019 roku obuwie było jedną z najchętniej kupowanych przez Internet kategorii produktów, a klienci miesięcznie wydawali średnio około 228 złotych na ten cel. Co ciekawe, pierwszymi źródłami informacji na temat oferty przede wszystkim był Internet: strony sklepów i wyszukiwarka[1]. Dlatego też firmy zajmujące się e-handlem, żeby przyciągnąć na swoje strony klientów, inwestują w narzędzia do zautomatyzowanego marketingu. Według danych ExpertSender zastosowanie odpowiednich narzędzi może przełożyć się na 6 razy większe zainteresowanie klientów i 12 razy wyższą sprzedaż w kategorii obuwie. 

W Internecie obuwie częściej kupują kobiety, choć różnica jest niewielka: według deklaracji robi to 60% kobiet i 56% mężczyzn. Co ciekawe, sama kategoria jest równie podatna na efekt ROPO (ang. research online purchase offline), czyli wyszukiwanie produktów online a zakup offline, jaki i odwrócony efekt ROPO, czyli wyszukiwanie produktu offline, a zakup online.[2]

Nie bez znaczenia jest tu zastosowanie trendów w e-handlu. Przede wszystkim dopasowanie oferty do wcześniejszych zakupów pozwala w prosty sposób zasugerować klientom np. jaki rozmiar powinni dobrać lub poinformować ich o najnowszym produkcie, który będzie pasował do poprzednich wyborów. – mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender.

Metodą na zachęcenie klientów do zakupów online jest wykorzystanie personalizowanych e-maili i SMSów. Tak też było w przypadku współpracy ExpertSender i Szopex. Wysyłano wiadomości dostosowane do oczekiwań klientów z zastosowaniem zaawansowanej personalizacji opartej na danych behawioralnych i zakupowych, dzięki czemu zainteresowanie tymi komunikatami wzrosło. W porównaniu do 2017 roku 4 razy więcej osób otworzyło wiadomość z ofertą sklepu Worldbox oraz Sklepu Koszykarza, a aż 6 razy więcej kliknęło w wiadomość wysłaną przez Sklep Biegacza. 

Personalizacja w dzisiejszych czasach jest niezwykle ważna. Pozwala nie tylko zaproponować odpowiednią ofertę, której klient potrzebuje, ale też umożliwia przedstawienie tej propozycji w ulubionym kanale komunikacji klienta. Niezależnie czy to jest e-mail, SMS, notyfikacja z aplikacji, strony internetowej lub media społecznościowe. To na pewno wpływa na pozytywne odczucia i przywiązanie do e-sklepu. – dodaje Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender.

To też przełożyło się na sprzedaż. Była ona średnio większa o ok. 115% niż w 2017 roku, przy czym dla sklepu Worldbox oraz Sklepu Koszykarza wzrost ten był ok. dziesięciokrotny, a w przypadku Sklepu Biegacza – nawet dwunastokrotny.

Zależało nam na bezawaryjności narzędzia, dużej dostarczalności wiadomości, dobrej komunikacji z działem wsparcia technicznego oraz możliwości szerokich działań przy minimalnym zaangażowaniu naszego działu IT. ExpertSender z powodzeniem spełnił większość tych oczekiwań.– mówi Agnieszka Stankiewicz, analityk CRM w Szopex.

[1] Na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2020, Gemius dla e-commerce Polska.

[2] Na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2020, Gemius dla e-commerce Polska.

Według organów podatkowych słuszna wykładnia przepisów to taka, która pozwoli ściągnąć z podatnika jeszcze więcej

0

Jeśli przedsiębiorca płaci podatki, to przecież może ich płacić więcej. Urząd skarbowy domagał się zapłaty wyższych podatków od spółki organizującej turnieje gry w pokera, bo tak interpretował na jej niekorzyść – wydawać by się mogło – jasne przepisy ustawy hazardowej, w oparciu o które działała.

Koncesja na organizację turniejów pokerowych

W 2012 r. jedna ze spółek z o.o. otrzymała od Ministra Finansów koncesję na organizację gier hazardowych na okres 6 lat. Koncesja obejmowała organizację turniejów pokerowych. Takich turniejów w okresie od 1 marca 2014 r. do 30 listopada 2016 r. spółka przeprowadziła dwanaście. Na każdy otrzymywała zezwolenie od Ministra i każdorazowo zatwierdzał on szczegółowy regulamin zasad i warunków turnieju. Stanowiły one, że warunkiem uczestnictwa jest wpłata wpisowego, którego część stanowiła opłatę turniejową, a część opłatę kasynową. Pierwsza składała się na pulę wygranych dla graczy. Z kolei opłata kasynowa stanowiła dochód spółki. Wypłacane graczom wygrane w wysokości uzależnionej od zajętego przez nich w turnieju miejsca pomniejszane były o 25% podatek od gier. Podstawa opodatkowania pomniejszana była z kolei o kwotę uiszczonego przez gracza wpisowego.

Kontrola urzędu i decyzja o bezprawnym zaniżaniu podstawy opodatkowania

Od 13 stycznia do 16 lutego 2017 r. funkcjonariusze urzędu celnego przeprowadzili w spółce kontrolę prawidłowości rozliczania podatku od gier dla uczestników turniejów pokerowych. Ustalono, że spółka składała w urzędzie skarbowym comiesięczne deklaracje podatkowe w jego zakresie i wpłacała wykazane w tych deklaracjach kwoty. Jednak zdaniem kontrolerów sposób obliczania przez nią podstawy opodatkowania w okresie od marca 2014 r. do lipca 2015 r. był nieprawidłowy i doprowadził do zaniżenia kwoty należnego podatku. Za podstawę opodatkowania spółka przyjmowała różnicę pomiędzy sumą wszystkich wygranych z danego miesiąca a sumą wszystkich opłat turniejowych. Urząd celny ustalił, że powinna ona brać za podstawę sumę kwot dziennych wygranych pomniejszoną o kwotę dziennego wpisowego, wpłaconego jedynie przez gracza, który w tym dniu wygrał.

Po sporządzeniu przez funkcjonariuszy protokołu z kontroli w lutym 2017 r. naczelnik urzędu skarbowego wszczął postępowanie podatkowe, w wyniku którego wydał decyzję o obarczeniu spółki odpowiedzialnością w zakresie niepobrania lub pobrania i niewpłacenia podatku od gier w odpowiedniej wysokości we wskazanym przez kontrolerów okresie oraz określił wysokość niedopłaty.

Rozliczenie miesięczne

Spółka zarzuciła naczelnikowi naruszenie przepisów obowiązującej wówczas ustawy o swobodzie działalności gospodarczej poprzez niespełnienie wymogów upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Organ nie przywołał w nim pełnej podstawy prawnej wszczęcia i prowadzenia kontroli oraz daty jej rozpoczęcia. Zdaniem spółki naczelnik urzędu skarbowego dokonał również błędnych ustaleń, że za podstawę opodatkowania podatkiem od gier nie można przyjmować kwoty wygranej, pomniejszonej o kwotę wpisowego za udział w turnieju. Skarżąca stała na stanowisku, że kwoty wygranej podlegają oczywistemu pomniejszeniu o wpisowe wniesione także w dniach, w których gracz nie uzyskał wygranej. Dlatego też podstawę opodatkowania należy ustalać, wyliczając różnicę sumy uzyskanych wygranych w całym turnieju, a więc w danym miesiącu, i sumy wpłaconego wpisowego w całym turnieju, również w danym miesiącu.

Dyrektor izby administracji skarbowej utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję naczelnika urzędu skarbowego, stwierdzając, że podatek należało obliczyć oddzielnie dla każdej pojedynczej rozgrywki każdego dnia, bez ujmowania kwot wpłaconych przez gracza w dniach, w których nie wygrał lub wygrana nie przekraczała wysokości wpłaty.

Przepisy są jasne

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi rozstrzygający spór przytoczył treść przepisów ustawy o grach hazardowych (dalej: „u.g.h.”) z daty powstania obowiązku podatkowego spółki. Jej art. 75 ust. 6 jasno stwierdza, że urządzający turniej gry pokera jest zobowiązany do złożenia właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego deklaracji podatkowych w zakresie podatku od gier, obliczania, pobierania i wpłacania go na konto urzędu skarbowego za okresy miesięczne, w terminie do 20. dnia miesiąca następnego. Natomiast zgodnie z art. 73 ust. 1 pkt 8 ww. ustawy podstawę opodatkowania tym podatkiem w pokerze rozgrywanym w formie turnieju stanowi kwota wygranej pomniejszona o kwotę wpisowego za udział w turnieju.

Sąd orzekł, że nie powinno być żadnych wątpliwości co do tego, iż kwoty wygranej i wpisowego muszą być ujmowane za cały turniej w rozliczeniu miesięcznym. W przepisie art. 73 ust. 1 pkt 8 u.g.h. ustawodawca nie wprowadził żadnego ograniczenia w postaci możliwości pomniejszenia podstawy opodatkowania o wpisowe wnoszone jedynie w dniach uzyskania wygranej. Błędna interpretacja przepisów dokonana przez organy podatkowe w tej sprawie doprowadziłaby do sytuacji, gdy organizator turnieju, jako płatnik, pobierałby podatek od gier także wtedy, gdy zwycięzca uzyskiwałby dochód w jednym dniu, podczas gdy w miesięcznym rozliczeniu turnieju osiągnąłby stratę.

„Skoro art. 73 ust. 1 pkt 8 u.g.h. nie wprowadza żadnych rozróżnień co do możliwości obniżenia podstawy opodatkowania tylko od dni, w których gracz uzyskał wygraną, nie ma podstaw do wprowadzania takich rozróżnień w drodze wykładni” (wyrok WSA w Łodzi z 26 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 521/19).

Nie każdemu podatnikowi będzie się chciało sądzić z fiskusem

To kolejny przykład, jak organy podatkowe rozumieją swój obowiązek budowania do siebie zaufania podatników czy też rozstrzygania zaistniałych wątpliwości na ich korzyść. A w omawianej sprawie nawet trudno mówić o jakichkolwiek wątpliwościach, bo – jak stwierdził sąd – brzmienie treści przepisów jest jasne i klarowne. Jak widać, organy skarbowe preferują raczej taktykę obarczania przedsiębiorców, takich jak skarżąca spółka, nienależnymi ciężarami podatkowymi. Skoro i tak płaci, to przecież może płacić jeszcze więcej. A nuż nie będzie mu się chciało iść do sądu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Praca tymczasowa szansą na wyjście z kryzysu

0

• W ciągu kilku tygodni sytuacja na rynku pracy zmieniła się drastycznie. Do tej pory największym zmartwieniem pracodawców było znalezienie pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, teraz firmy walczą o utrzymanie etatów.
• Konieczne są rozwiązania, które będą wspierać utrzymanie miejsc pracy.
• Polskie Forum HR, członek Konfederacji Lewiatan, przedstawiło resortowi rodziny, pracy i polityki społecznej rekomendację dotyczącą wydłużenia okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy użytkownika z 18 do 30 miesięcy w ciągu 36 miesięcy.

Wszelkie badania pokazują, że pracodawcy w ograniczonym zakresie będą zwiększać bezpośrednie zatrudnienie . Prognozy rekrutacyjne są najsłabsze od 2008 roku. Jak wynika z badania Plany Pracodawców, realizowanego przez Randstad, aż 59% pracodawców w ciągu najbliższych 6 miesięcy spodziewa się w Polsce recesji. To o 35 pkt proc. więcej niż zanotowano w poprzedniej edycji badania. Firmy jeszcze długo będą odczuwały skutki pandemii. Nieprzewidywalność wpływu wirusa na rynek pracy, w skali dotąd niespotykanej, sprawia, że wszelkie decyzje podejmowane przez przedsiębiorców są bardzo ostrożne, naznaczone presją ograniczania kosztów i zachowania maksymalnej elastyczności.

– Z rozmów, jakie prowadzimy w firmach, przebija duże poczucie niepewności co do przyszłości ich organizacji i całej gospodarki. Obawy przed drugą falą epidemii, utraty rynków zbytu, odbudowy łańcucha dostaw, spadku popytu czy utrzymania płynności. To duże wyzwania, na które często nadal nie ma jeszcze odpowiedzi, a wszelkie prognozowanie jest obarczone dużym ryzykiem – dodaje Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjny, Trenkwalder Polska.

Konsekwencją tego jest również niepewność po stronie pracowników. Wiele branż znacznie ograniczyło swoją działalność, co przełożyło się na rosnące wskaźniki bezrobocia. Z drugiej strony mamy sektory, które dużo lepiej radzą sobie z obecną sytuacją. Przemysł spożywczy, producenci środków czystości, IT, e-commerce, czy centra usług wspólnych – te sektory nadal zatrudniają.

– Badanie zrealizowane przez naszą firmę pokazało, iż spośród nowo zatrudnionych pracowników tymczasowych 45% zostało zwolnionych z poprzedniej pracy. Aż 80% nowych pracowników było wcześniej zatrudnionych w gastronomii, usługach lub produkcji. 68% z nich wskazało, że w wyniku pandemii musiało podjąć pracę w zupełnie innej branży niż dotychczas. Praca tymczasowa jest dla tych osób sposobem na przetrwanie tego trudnego okresu – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

Praca tymczasowa w dużym stopniu wsparła pracodawców i pracowników w wychodzeniu z kryzysu ponad dekadę temu. Mimo, że pracownicy tymczasowi w początkowej fazie masowo tracili zatrudnienie, co obserwowaliśmy również w momencie wybuchu pandemii, jednocześnie byli pierwszymi, których zatrudniano gdy tylko sytuacja zaczęła się poprawiać. Pierwsze sygnały takich reakcji już obserwujemy na rynku.

Z tych wszystkich powodów Polskie Forum HR przedstawiło Ministerstwu Rodziny Pracy i Polityki Społecznej rekomendację dotyczącą wydłużenia okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego w u jednego pracodawcy użytkownika z 18 do 30 miesięcy w ciągu 36 miesięcy.

– W naszej opinii zmiana ta pozwoli firmom na łagodniejsze przejście przez ten trudny okres. Będzie bardzo dobrą alternatywą dla pracodawców, którzy nie mogą pozwolić sobie na podejmowanie długotrwałych zobowiązań, a nadal chcą realizować projekty i tworzyć miejsca pracy – nawet w krótkim okresie czasu. To rozwiązanie pozwoli również na łatwiejszy powrót na rynek pracy i utrzymanie zatrudnienia przed dłuższy okres czasu grupie osób, które zostały zwolnione w czasie kryzysu – mówi Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR.

Pośród elastycznych form zatrudnienia, pracę tymczasową wyróżniają wysokie standardy zatrudnienia. W założeniu praca tymczasowa odpowiada nie tylko potrzebom przedsiębiorstw w zakresie elastyczności, lecz także potrzebie godzenia życia zawodowego i prywatnego przez pracowników. Przyczynia się zatem do tworzenia miejsc pracy oraz do udziału większej liczby osób w rynku pracy i ich integracji, co ma szczególne znaczenie w przejściowym okresie trwania pandemii.

Co Polacy transportowali w czasie epidemii – Raport Clicktrans

0

W czasie licznych obostrzeń, wywołanych przez koronawirusa, Polacy zaczęli intensywnie transportować zwierzęta, paczki czy palety. Jednocześnie spadła liczba przeprowadzek czy sprowadzanych samochodów. Więcej informacji o transporcie i jego cenach w czasie COVID-19 prezentuje raport Clicktrans.pl – polskiego serwisu aukcji transportowych.

Serwis Clicktrans.pl zbadał tendencje transportowe Polaków w okresie największych obostrzeń i społecznego dystansu od zamknięcia granic w połowie marca 2020 do końca maja, po którym wprowadzono ostatni etap odmrażania gospodarki. Raport Clicktrans pokazuje, jak pandemia wpłynęła na transport towarów i zwierząt.

W okresie pandemii królowali czworonożni towarzysze

Społeczny dystans sprawił, że Polacy częściej zlecali transport zwierząt domowych. Na terenie kraju liczba zleceń wzrosła aż o 39,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku. Pupil ułatwiał przetrwanie społecznego dystansu. Ponadto, osoby na kwarantannie musiały przetransportować swoje psy rodzinie czy znajomym.

transport zwierząt

Koronawirus nie sprzyjał przeprowadzkom, sprowadzaniu samochodów i motocykli

Z oczywistych względów okres epidemii nie był dobrym czasem na przeprowadzkę. Liczba zleceń w serwisie Clicktrans na przeprowadzkę spadła zarówno na trasach międzynarodowych (o 11,9%), jak i krajowych (28,8%). Podobny spadek dotyczył samochodów. W trakcie COVID-19 międzynarodowy transport samochodów spadł o 10,6% a krajowy o 2,7%. To pokazuje, że Polacy w niepewnym finansowo czasie nie byli gotowi na kosztowne wydatki, jak przeprowadzka czy sprowadzenie samochodu. Przeprowadzkom nie sprzyjała także obowiązkowa kwarantanna po przekroczeniu granic wielu europejskich państw.

transport aut

Spadek cen usług transportowych

W większości przypadków, niezależnie czy transport był krajowy czy międzynarodowy, koronawirus wywołał spadek cen transportu w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku.

– Spadek cen usług transportowych był spowodowany większą konkurencją o zlecenia wśród przewoźników. Część firm miała problem ze stałymi zleceniami, m.in. na trasach międzynarodowych, i zaczęła intensywnie szukać ich w Internecie, proponując bardziej konkurencyjne stawki szczególnie w transporcie krajowym – tłumaczy Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.pl.

Najwyższy spadek cen widać w krajowych przeprowadzkach, wyniósł niemal 16% (z 664 zł do 559 zł). O 15% spadły także ceny międzynarodowego transportu zwierząt (z 1095 zł do 931 zł). Spory spadek cen (o 11%) odnotowano także w krajowym transporcie mebli (z 225 zł do 200 zł).

Raport: „Transport towarów przez Polaków w czasie epidemii” został opracowany na podstawie 70 595 zleceń transportowych użytkowników serwisu Clicktrans.pl opublikowanych w okresie największych obostrzeń związanych z koronawirusem (15.03.-31.05.2020). Dane zostały porównane z analogicznym okresem 2019 roku. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy znajdują się w raporcie.

Ransomware kosztuje gospodarkę 11,5 miliardów dolarów – biznes i władza na celowniku.

0

Ransomware pozostaje jednym z najbardziej kosztownych zagrożeń dla biznesu. Tylko w 2019 roku wygenerował globalne straty w wysokości 11,5 miliardów dolarów. Targetowane kampanie, koncentracja na biznesie i instytucjach państwowych, ransomware-as-a-service, leakware… – tak będzie wyglądał krajobraz ataków szyfrujących w kolejnych latach. 

Biznes rodzi…ransom-biznes

Przestępcy coraz chętniej mierzą w sektor biznesowy, w tym MŚP. Dotyka je aż 71% ataków. Nie jest więc zaskoczeniem, że według raportu Ransomware i Cyberbezpieczeństwo przygotowanego przez Xopero Software, ataki szyfrujące wywołują poważny niepokój u 79,8% małych i średnich firm. Paradoksalnie co druga z nich przyznaje, że nie jest wystarczająco przygotowana na to zagrożenie. Jednocześnie ponad 77% przedsiębiorstw, które dotknął ransomware deklaruje, że używa aktualnych programów antywirusowych.

Rośnie również sama częstotliwość ataków. Na początku 2016 roku ransomware uderzał co 2 minuty, rok później co 40 sekund. W 2019 roku mówiono o 14 sekundach, a do przyszłego roku czas ten może skrócić się nawet do 11 sekund!

Władza na celowniku

Ransomware nie jest łaskawy dla rządowych i lokalnych władz.

Jeden z najgłośniejszych ataków typu ransomware w 2019 r., przydarzył się miastu Baltimore w USA. W wyniku szkód wyrządzonych przez złośliwe oprogramowanie, miasto straciło około 18,2 miliona dolarów. Pikanterii całej sprawie dodał fakt, że hakerzy stojący za atakiem zażądali tylko 76 tysięcy dolarów okupu, które i tak na początku lokalnym władzom wydały się pokaźną sumą. Przykład Baltimore dobrze ilustruje błąd w szacowaniu strat związanych z atakami ransomware – mówi Paweł Wałuszko, Cybersecurity Expert w TestArmy.

Wbrew pozorom, dotyczy to również Polski. W grudniu minionego roku byliśmy świadkami ataków szyfrujących na Urzędy Gminy w Kościerzynie i Lututowie.

Skąd rosnąca ilość ataków na organizacje rządowe i instytucje publiczne? Przetwarzają one ogromne ilości danych dotyczących milionów ludzi, a z reguły korzystają z przestarzałych i łatwych do obejścia technologii, co dla przestępców oznacza niekiedy szybki i prosty zysk – wart swojego ryzyka.

A ryzykiem jest tutaj prawdopodobieństwo zapłaty okupu. Okazuje się bowiem, że sektor publiczny niechętnie sięga do portfela. Z badań CyberEdge wynika, że 45% firm, które padły ofiarą ransomware opłaciły okup, podczas, gdy współczynnik ten w sektorze publicznym wyniósł 17,1%.

Ile kosztuje ransomware?

Według danych Cybersecurity Ventures wartość globalnych szkód spowodowanych przez ransomware w 2019 roku możemy szacować na 11,5 miliarda dolarów. Dla porównania, w 2015 było to 325 milionów. Do tych kosztów zaliczamy: wartość zniszczonych/skradzionych danych, koszty przestoju, utraconej produktywności, postępowania karne, szkolenia pracowników i utratę reputacji. Koszt pojedynczego ataku szacowany jest na 150 tys. dolarów. W jego skład wchodzi kwota okupu oraz koszt przestoju w działalności organizacji, który potrafi być nawet 23 razy wyższy niż żądana kwota.

Jak się chronić?

Przede wszystkim inwestować w edukację zespołu i bezpieczeństwo systemów informatycznych. Regularne szkolenia pracowników mogą w znaczącym stopniu zminimalizować ryzyko ataku poprzez phishing. Ransomware stale ewoluuje, a więc nawet jeśli dziś zabezpieczenia dają 100% gwarancji bezpieczeństwa, to nie można mieć pewności, że jutro, w obliczu nowych ataków, nadal będą tak samo skuteczne. Dlatego tak istotne jest, by regularnie aktualizować wszelkie zabezpieczenia – radzi Grzegorz Bąk, Product Development Manager w Xopero Software – Nie możemy również zapomnieć o backupie. Gdy wszystkie nasze zabezpieczenia zawiodą, będzie on kołem ratunkowym, które pozwoli na odzyskanie danych, bez konieczności płacenia okupu.

– Zamiast liczyć na to, że przestępcy zaprzestaną swojego procederu, ochroni nas jeden cudowny antywirus albo łudzić się, że „nam się to nie zdarzy bo to mała firma” zakładajmy najgorsze i stosujmy się do powszechnych najlepszych praktyk bezpieczeństwa (edukacja pracowników, separacja sieci, ochrona poczty i stacji, aktualizacje czy zasada least privilege), a gdy mimo wszystko to zawiedzie przywróćmy system z niezaszyfrowanej kopii zapasowej – radzi Robert Grabowski, Head of CERT Orange Polska.

Specjaliści są zgodni – szkolenia pracowników z zakresu cyberbezpieczeństwa, aktualizacja zabezpieczeń, separacja sieci, ochrona poczty i oprogramowanie do backupu – to sposoby na walkę z ransomware.

Brexit to także sprawa zachodniopomorska. Pandemia koronawirusa „przykryła” ważny, międzynarodowy temat

0

Czy w dobie pandemii koronawirusa, ktoś jeszcze pamięta, że jesteśmy na półmetku roku przejściowego Brexitu? To w tym czasie miały wykuwać się nowe przepisy i ustawy międzynarodowe, które będą jasno i wyraźnie definiować jak powinien wyglądać import, eksport i gospodarcze kontakty międzynarodowe pomiędzy Wielką Brytanią i reszty Europy. W czerwcu premier Boris Johnson stwierdził, że nie ma szans na przedłużenie okresu przejściowego. Nie da się jednak ukryć, że niepewność jaka panuje wokół tego tematu może się znacząco odbić na relacjach gospodarczych z Królestwem, a to będzie ciosem dla firm transportowych i logistycznych z naszego regionu. – To jest temat globalny, o silnym wydźwięku lokalnym. Zgłasza się do mnie wiele firm z pytaniem: ten Brexit to będzie czy może pandemia sprawiła, że mamy się teraz martwić innymi rzeczami? No niestety, Brexit będzie i jeżeli Wielka Brytania wspólnie z Unią Europejską nie opracuje szybko spójnego planu działania to przed nami miesiące chaosu – mówi Piotr Porzycki, prawnik i doradca podatkowy z kancelarii CMW, ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

  • Kontrole graniczne wracają do Wielkiej Brytanii 1 stycznia 2021. Wciąż jednak brakuje przepisów i wytycznych jak będzie wyglądał obrót handlowy po Brexicie
  • Pandemia koronawirusa spowodowała, że rozmowy spowolniły, ale nie ma mowy o wydłużeniu okresu przejściowego dla Brexitu. Efektem jest chaos, który najmocniej dotyka firmy, które zajmują się m.in. spedycją i logistyką, handlem międzynarodowym i rozliczeniami podatkowymi
  • Efekty nieumiejętnie przeprowadzonego Brexitu dotkną nas wszystkich. Wzrosną obciążenia publicznoprawne i koszty wymiany towarowej z Wielką Brytanią, a to odbije się na cenach
  • To się skończy bardzo źle, bo powstanie umowa o wolnym handlu pisana „na kolanie”, która będzie zawierała masę luk, niedomówień i błędów – mówi mec. Piotr Porzycki, prawnik i ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Umowa na kolanie” albo brak porozumienia. Brexit zapowiada się boleśnie

Mówiąc kolokwialnie: Brexit został „przykryty” przez koronawirusa. Wiele firm zajmujących się logistyką, transportem, e-commerce i rozliczeniami finansowymi zajęło się „gaszeniem pożaru” w postaci ratowania bieżącej działalności przed konsekwencjami globalnej pandemii, a tymczasem za rogiem czekają już kolejne komplikacje. Jak wyglądać będzie międzynarodowa wymiana handlowa między Wielką Brytanią, a Unią Europejską? To dzisiaj wielka niewiadoma, a czasu by ustalić przepisy i rozliczenia coraz mniej. Od 1 stycznia 2021 roku na granicy Unia Europejska – Wielka Brytania powrócą kontrole. Najpierw częściowo, a całkowicie – równo za rok – w lipcu 2021.

– Świat skupił się na pandemii, ale o Brexicie zapominać nie można. Decyzje zapadły i cały czas trwają prace legislacyjne i negocjacyjne, co do kształtu przyszłej współpracy. Jest to temat aktualny i ważny, bo negocjacje nie przynoszą żadnego rezultatu. Sytuacja jest więc taka, że przedsiębiorcy oczekują na pewne uporządkowanie spraw związanych z importem, eksportem czy możliwością przekraczania granic, a nic takiego nie ma miejsca. Wielka Brytania ma swoje postulaty, których nie akceptuje Unia Europejska i odwrotnie. To się skończy bardzo źle, bo albo powstanie umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Wielką Brytanią, która będzie zawierała masę luk, niedomówień i błędów albo wcale nie będzie takiego porozumienia – mówi mec. Piotr Porzycki, prawnik i  doradca podatkowy kancelarii CMW.

Pandemia koronawirusa według naszego eksperta nie może być usprawiedliwieniem dla spowolnienia prac legislacyjnych w zakresie Brexitu. Koronawirus skomplikował pewne sprawy, ale nie zatrzymał pracy instytucji europejskich. – Zadaniem stron jest określić warunki współpracy dla obopólnych korzyści. Brak porozumienia to problem  zarówno dla przedsiębiorców unijnych, jak również brytyjskiego otoczenia biznesowego – dodaje mec. Porzycki.

Transport, spedycja, logistyka, handel – Brexit będzie odczuwalny dla całej gospodarki

Co najbardziej martwi przedsiębiorców? Wyłączenie w relacjach polsko – brytyjskich zasady swobody przepływu kapitału, skutkujące opodatkowaniem dywidend i niektórych innych należności transgranicznych podatkiem dochodowym oraz podatkiem od czynności cywilnoprawnych, wprowadzenie obszaru celnego i ustalenie jak import i eksport towarów będzie przebiegać np. pod kątem cła czy preferencji podatkowych. Te kwestie to podstawa przyszłego obrotu gospodarczego między Wielką Brytanią, a Unią Europejską.

Brexit bez umowy o wolnym handlu oznaczać będzie bowiem objęcie taryfą celną wymiany towarowej między Polską, a Wielką Brytanią. To z kolei skutkować będzie koniecznością uzyskania przez polskich przedsiębiorców uczestniczących w takim obrocie stosownych pozwoleń na stosowanie uproszczeń i preferencji celnych. Są to jednak procedury skomplikowane i czasochłonne, które trwają miesiącami. Jak mówi mec. Piotr Porzycki uzyskanie ww. pozwoleń może zajmować nawet… 10 miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy lipiec to nie ma szans by przedsiębiorcy przygotowali się na to w odpowiedni sposób.

– To będzie problem, który dotknie lokalnych przedsiębiorców. Wiele firm z Pomorza Zachodniego to przedstawiciele sektora TSL, czyli Transportu, Spedycji i Logistyki. Nowa rzeczywistość będzie skutkowała tym, że firmy wypadną z kręgu przedsiębiorstw importujących lub eksportujących towary z lub do Wielkiej Brytanii. . Wiele zależy także od wysokości ponoszonych kosztów – jeżeli będą one zbyt wysokie, a procedury zbyt skomplikowane, to nawet firmy, które teoretycznie uzyskają wszystkie dokumenty i pozwolenia mogą nie być zainteresowane taką działalnością. Dla firm z naszego regionu Brexit może więc oznaczać straty, a jak wiadomo kolejne straty w czasie pandemii koronawirusa to ogromny problem i wiele przedsiębiorstw nie może pozwolić sobie na utracenie kolejnych rynków – mówi mec. Piotr Porzycki. – Branża TSL z pewnością będzie dotknięta najmocniej, ale straci też sektor handlowy, w tym branża retail. Wzrosną koszty obrotu towarowego, co przełoży się na wysokość uzyskiwanych marż, a w konsekwencji – ceny towarów. Będzie to odczuwalne dla wszystkich – dodaje mec. Porzycki.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie wyklucza, że już niebawem powołany zostanie panel ekspercki, który będzie udzielać informacji przedsiębiorcom, którzy mogą być dotknięci Brexitem. Założenie jest takie, by think-tank działał podobnie do „Izbowego Pakietu dla Przedsiębiorców”, który został powołany, by wspierać firmy borykające się z problemami w czasie pandemii koronawirusa.

Jan Dębski nowym prezesem Polskiej Rady Centrów Handlowych

0

Podczas walnego zebrania członków stowarzyszenia Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) wybrano nowy zarząd i komisję rewizyjną organizacji. Pierwsze obrady nowego kierownictwa zaowocowały wyłonieniem prezesa, wiceprezesów oraz dyrektora generalnego. 

Sprawozdawczo-wyborcze walne zebranie członków PRCH odbyło się 17 czerwca br., w związku z pandemią koronawirusa po raz pierwszy w formie łączonej, offline i online. Głosowanie 42 członków zwyczajnych wyłoniło nowe struktury stowarzyszenia. W skład zarządu powołano 12 ekspertów branży nieruchomości komercyjnych: Karola Bartosa (Atrium European Real Estate), Agatę Brzezińską (Pradera), Jana Dębskiego (Unibail-Rodamco-Westfield), Radosława Knapa, Justynę Kur (Apsys Polska), Annę Malcharek (Gemini Holding), Urszulę Matej-Bil (EPP), Dominika Piwka (NEPI Rockcastle), Leszka Sikorę (ECE Projektmanagement), Piotra Staniszewskiego (Dentons), Aleksandra Walczaka (DEKADA) oraz Aleksandrę Zentile-Miller (Chapman Taylor). Wybrano również członków komisji rewizyjnej: Danutę Dąbrowską, Jakuba Jonkisza i Izabelę Walczewską – Schneyder.

Pierwsze obrady zarządu odbyły się 2 lipca br. i zaowocowały wyłonieniem nowego prezesa PRCH. Jan Dębski zastąpił na tym stanowisku Aleksandrę Zentile-Miller i jest czwartym przewodniczącym zarządu stowarzyszenia w jego 17-to letniej historii. Dębski swoją karierę rozpoczynał w Kanadzie, gdzie spędził trzynaście lat pracując w sektorze budowlanym. Od 1993 roku był Dyrektorem Rozwoju Pepsico w Centralnej Europie i Rosji. Następnie przez jedenaście lat piastował pozycję CEO w firmie ECE Projektmanagement, z którą rozpoczął ekspansję w Polsce. Od dziesięciu lat jest związany z Unibail Rodamco Westfield jako Chairman of Business Development.

– Wraz z pandemią koronawirusa przed branżą miejsc handlu i usług pojawiło się wiele nowych wyzwań, dlatego czuję ogromną odpowiedzialność obejmując stanowisko prezesa PRCH w takim momencie. Scenariusza, który napisało nam życie, nie da się napisać na nowo, jednak mogę obiecać, że będę starał się z całych sił zmienić jego zakończenie tak, aby branża wyszła z kryzysu obronną ręką. Czeka nas teraz wiele miesięcy wytężonej pracy, pracy na rzecz poprawy wizerunku centrów handlowych, zmian legislacyjnych, edukacji oraz rozwoju miejsc handlu i usług – mówi Jan Dębski, nowy prezes Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Nowe kierunki działania stowarzyszenia będzie wyznaczać również pięciu wiceprezesów organizacji: Karol Bartos, Justyna Kur, Anna Malcharek, Piotr Staniszewski oraz Aleksander Walczak. Dyrektorem generalnym PRCH pozostał Radosław Knap, związany ze stowarzyszeniem od 2009 r., wybrany na to stanowisko po raz drugi.

– Dziękuję za ten dowód zaufania i docenienie mojej dotychczasowej działalności. Zależy mi na dalszym rozwoju organizacji w nowych obszarach, jakie są ważne dla sektora, dlatego bardzo cieszę się, że będę mógł kontynuować pracę jako dyrektor generalny PRCH. Czuję na sobie odpowiedzialność, aby odpowiednio kierować zespołem stowarzyszenia, jednocześnie wsłuchując się w głos ekspertów, będących naszymi członkami. Chcę nadal budować ich zaangażowanie i tworzyć organizację będącą głosem w sprawach legislacyjnych i jednocześnie merytorycznym wsparciem sektora nieruchomości handlowych. W odnowionym składzie rozpoczynamy pracę nad nowymi projektami, nie rezygnując jednocześnie z naszych flagowych przedsięwzięć jak PRCH Expert Development Programme, PRCH Database czy PRCH Retail Awards, które przez lata zyskały uznanie branży – mówi Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Decyzją walnego zgromadzenia w poczet członków honorowych stowarzyszenia przyjęto Elżbietę Dmowską-Mędrzycką (Mediadem) oraz Pawła Dębowskiego (Dentons). Oboje zaangażowani byli w działalność PRCH od początku istnienia organizacji i zostali wyróżnieni za zasługi dla rozwoju sektora.