8 proc. mieszkańców Europy ma alergię na jad owadów. Jedynym sposobem leczenia jest odczulanie

Lekarze podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów są  wykonywane nadal, zgodnie ze schematem leczenia. Wynika to z tego, że traktowane są jako terapia ratująca życie. Zwykle reakcja na jad owadów żądlących, typu osy, szerszenie czy pszczoły, oznacza miejscowy obrzęk i świąd w miejscu użądlenia, jednak dla niektórych osób może skończyć się wstrząsem anafilaktycznym, który zagraża życiu. Jedynym sposobem leczenia alergii na jad owadów jest odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa. Jej skuteczność sięga 80–90 proc.

– Jad owadów zawiera alergeny, które dostają się do organizmu w trakcie użądlenia. W polskich warunkach problemem są różnego rodzaju gatunki os, ale też szerszeń, który ma podobny jad, ale wstrzykuje go znacznie więcej, więc jego użądlenie jest bardziej niebezpieczne. Jednak przede wszystkim zagrożeniem są pszczoły, których użądlenia są groźniejsze niż w przypadku os, a ostatnio coraz częściej również trzmiele, wykorzystywane w szklarniach do zapylania roślin – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

 Alergia na jad owadów błonkoskrzydłych jest częsta. To, jak częsta, zależy od stopnia ekspozycji na użądlenie. W takich grupach pacjentów jak pszczelarze, wędkarze czy myśliwi, czyli osób, które są nadmiernie eksponowane, ta alergia występuje znacznie częściej, dotyka nawet kilkunastu procent z nich – mówi prof. dr hab. Marita Nittner-Marszalska z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Nie każda reakcja po użądleniu owada ma charakter alergii. U osób, które nie są uczulone na jad, typowe są ból, świąd i niewielki obrzęk w miejscu użądlenia. Jednak dla wielu bliskie spotkanie z osą, pszczołą czy szerszeniem może się skończyć ciężką reakcją alergiczną.

 Z definicji jest to obrzęk, który jest większy niż powierzchnia dłoni i trwa dłużej niż dobę. To jest miejscowa reakcja alergiczna, która jest niegroźna i można ją zignorować – mówi.

Znacznie poważniejsza jest systemowa reakcja alergiczna, która może mieć przebieg łagodny, ale też dramatyczny, zagrażający życiu. W wersji łagodnej na całym ciele mogą pojawić się bąble pokrzywkowe, występują też zaczerwienienie i swędzenie skóry, obrzęk warg, powiek, szyi czy nawet całej twarzy, i to pomimo że miejsce użądlenia było odległe, jak np. stopa czy palec dłoni. W tym przypadku wystąpić mogą również objawy, które w ogóle nie kojarzą się z użądleniem, np. niepokój, ból brzucha albo skurcz oskrzeli.

 Skórne i obrzękowe grupy reakcji są zwykle niegroźne dla życia. Niestety są również formy groźniejsze, rzadsze, ale rozwijające się bardzo dynamicznie. One przebiegają z zajęciem układu oddechowego, kiedy występuje intensywna duszność, czasem ze świszczącym oddechem. Może pojawić się osłabienie, spadek ciśnienia, przyspieszenie akcji serca i tzw. objawy sercowo-krążeniowe, które mogą powodować istotne zagrożenie dla życia. Tych objawów bardzo się boimy – mówi prof. Marita Nittner-Marszalska.

Takie ciężkie, systemowe reakcje alergiczne stanowią śmiertelne zagrożenie dla osób uczulonych. Pojawiają się wówczas: uczucie przeszkody w gardle, duszności, kaszel ze świszczącym oddechem, zasłabnięcie, bóle brzucha, a nawet utrata przytomności. W najpoważniejszych przypadkach może rozwinąć się wstrząs anafilaktyczny wymagający natychmiastowego specjalistycznego leczenia.

– Wstrząs anafilaktyczny rozwija się szybko. Pacjent traci ciśnienie, słabnie, potem traci przytomność i może też stracić życie. Jest to sytuacja krańcowa, najgroźniejsza ze znanych nam reakcji alergicznych. Zresztą taka jest też definicja anafilaksji – jest to reakcja alergiczna, która stanowi bezpośrednie zagrożenie życia – mówi badaczka.

Ryzyko, że po użądleniu przez owada błonkoskrzydłego, czyli osę, pszczołę lub szerszenia, pojawi się poważna, systemowa reakcja alergiczna, dotyczy w Europie nawet 8 proc. populacji, przy czym u ok. 3 proc. osób mogą wystąpić objawy ciężkie, stanowiące bezpośrednie zagrożenie życia. Specjaliści podkreślają, że osoby, które doświadczyły objawów reakcji alergicznej, powinny skontaktować się z alergologiem, który zaleci obserwację kolejnych reakcji i ustali, jakie leki należy podać w razie użądlenia.

 Jeżeli pacjent doznał łagodnych objawów miejscowych, to nie trzeba wykonywać żadnych badań diagnostycznych. Należy je obserwować, choć one w niewielkim stopniu grożą wystąpieniem poważniejszej reakcji w przyszłości. Z kolei jeśli ktoś doświadczył reakcji uogólnionej, tej poważniejszej, to nie powinien ignorować takich objawów, ale zgłosić się do alergologa. Wtedy zlecamy badania diagnostyczne, które są dla nas podstawą do dalszego postępowania i kwalifikacji pacjentów do odczulania. Pacjenci z alergią na jad owadów błonkoskrzydłych i ciężkimi objawami absolutnie i bezwzględnie powinni być odczulani, czyli poddani immunoterapii – podkreśla prof. Marita Nittner-Marszalska.

Odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa jadami, jest jedynym przyczynowym leczeniem alergii na jad owadów błonkoskrzydłych. Wszystkie osoby, u których po użądleniu owadów rozwinęły się ciężkie objawy, powinny zostać poddane tej terapii, ponieważ istnieje ryzyko, że przy kolejnym takim zdarzeniu wystąpi równie ciężka lub nawet cięższa reakcja alergiczna zagrażająca życiu.

– Immunoterapia jest podstawowym leczeniem, bo jej celem jest uzyskanie tolerancji alergenu. Za pomocą leków nie potrafimy profilaktycznie zabezpieczyć pacjenta. Jedyną możliwością jest wstrzykiwanie odpowiednio przygotowanego alergenu. To powoduje, że pacjent nabiera tolerancji, czyli stanu, który jest charakterystyczny dla osób bez alergii – mówi prof. Marek Jutel.

Do immunoterapii kwalifikowani są pacjenci w każdym wieku – zarówno dzieci, jak i dorośli, a nawet seniorzy. Odczulanie u dzieci można rozpocząć po ukończeniu przez nie piątego roku życia, ale i od tej reguły stosuje się wyjątki.

– Wyjątki dotyczą zwłaszcza alergii na jad owadów. Jeżeli mamy zagrożenie życia, to w takich przypadkach możemy odczulać nawet młodsze dzieci – mówi naukowiec z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – W ten sposób przywracamy pacjenta do zdrowia, ale w naturalny sposób – nie stosujemy żadnych środków chemicznych, tylko alergen, na który pacjent jest uczulony.

Zwykle immunoterapię stosuje się przez okres od trzech do pięciu lat, czyli stosunkowo krótko w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, które wielu pacjentów musi kontynuować przez całe życie.

– To jedna z najskuteczniejszych terapii w medycynie w ogóle. W przypadku alergii na jad pszczoły skuteczność immunoterapii wynosi powyżej 90 proc. To oznacza, że 90 na 100 pacjentów, u których występowały ciężkie, groźne dla życia reakcje alergiczne, nie będzie ich mieć po odczulaniu. W przypadku jadu osy mamy skuteczność krańcową ok. 80 proc. Gdy porównamy ją ze skutecznością leków przeciwhistaminowych na poziomie 5 do 10 proc., to immunoterapia jest faktycznie leczeniem, którego nie da się zastąpić – mówi prof. Marek Jutel,

Specjaliści podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów powinny być wykonywane nadal i zgodnie ze schematem zaleconym przez alergologa.

 Sezon sprzyja aktywności owadów, robi się bardzo ciepło i one są wszędzie wokół nas. Musimy się więc strzec, niezależnie od istniejącej sytuacji epidemiologicznej – zaznacza prof. Marita Nittner-Marszalska.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej. Więcej informacji na stronie Facebooka: Zerwij z alergią – wybierz zdrowie.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Pracodawcy w IT mają większy wybór kandydatów. Większość rekrutuje zdalnie

Aż 90 proc. firm z branży IT oferuje możliwość rekrutacji zdalnej z uwagi na pandemię koronawirusa. Wcześniej tylko 10 proc. pracodawców było gotowych przeprowadzić cały ten proces przez internet. Zmiana podejścia to odpowiedź na preferencje kandydatów. W obecnej sytuacji oczekują oni, że wśród dostępnych opcji będzie rekrutacja online.  Jednak – jak wynika z badań No Fluff Jobs – to niejedyne skutki pandemii dla rynku pracy w IT. Zmieniły się także priorytety poszukujących pracy i oczekiwania pracodawców.

Okres izolacji spowodował, że firmy technologiczne poszukujące pracowników przestawiły się na rekrutację zdalną. Jeszcze na początku roku pracodawcy w IT nie byli otwarci na prowadzenie procesów rekrutacyjnych całkowicie zdalnie, mimo że jest to branża innowacyjna, która wyznacza trendy technologiczne. Obecnie taka opcja znajduje się w zdecydowanej większości ofert pracy. W efekcie pracodawcy otrzymują więcej aplikacji, a proces rekrutacji odbywa się bardzo sprawnie. Myślę, że ten trend utrzyma się w branży IT – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Steiner z zespołu produktu i marketingu w No Fluff Jobs.

Wpływ pandemii koronawirusa na rynek pracy w IT widać także w innych obszarach. Pracodawcy poszukują obecnie przede wszystkim doświadczonych pracowników, którzy potrafią adaptować się do zmian, są elastyczni, pracowali w różnych środowiskach, przy projektach z wielu branż.

– Pandemia nauczyła nas otwartości na zmiany i możliwości, jakie dają nowe technologie oraz rynek. Obecnie rośnie zapotrzebowanie na programistów, którzy mają doświadczenie w utrzymywaniu sklepów e-commerce i wszelkiego rodzaju firm specjalizujących się w usługach dla tej branży. Poszukiwani są także specjaliści, którzy potrafią utrzymywać i rozwijać narzędzia online, zwłaszcza narzędzia do komunikacji i analiz, oraz eksperci od technologii mobilnych. Doświadczenie i umiejętności w tej dziedzinie są na wagę złota – wymienia Marta Steiner.

Wynagrodzenia już przed pandemią były jednym z najważniejszych kryteriów wyboru oferty, bo aż 90 proc. kandydatów oczekiwało tej informacji. Obecnie to kryterium może być jeszcze bardziej istotne ze względu na niestabilną sytuację gospodarczą.

Według najnowszego raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy IT w Polsce. Co oferowali pracodawcy w 2019 roku?” programistom proponowane są stawki przekraczające nawet 20 tys. zł (netto na fakturze B2B), ale wynagrodzenie zależy od doświadczenia, specjalizacji i miejsca pracy. W ofertach dominuje współpraca oparta na umowie B2B (co drugie ogłoszenie). Mediana wszystkich oferowanych w IT wynagrodzeń brutto bez względu na doświadczenie, specjalizację i typ umowy to 12,5 tys. zł.

Jak podkreśla ekspertka, wynagrodzenia w branży IT nie spadają, wręcz przeciwnie – minimalnie rosną. Jednak wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosną również oczekiwania pracodawców. Analizy ekspertów No Fluff Jobs pokazują również, że pracodawcy z branży IT są obecnie w lepszej sytuacji – mają większy wybór kandydatów. Według danych z kwietnia tego roku nastąpił 30-proc. wzrost aplikujących na stanowisko senior developer w stosunku do lutego. Jeszcze niedawno pozyskanie programisty z doświadczeniem było trudniejsze.

Z drugiej strony programiści również ujawniają swoje preferencje. Już przed pandemią bardzo wnikliwie sprawdzali reputację pracodawcy. Jak wynika z badań No Fluff Jobs, aż 70 proc. kandydatów, zanim zaaplikowało na ofertę, czytało opinie o firmie w sieci.

Myślę, że teraz będą robić to jeszcze bardziej dogłębnie. Jeszcze większe znaczenie będzie miała wiarygodność i stabilność firm, które rekrutują pracowników – przewiduje Marta Steiner

Ponad 70 proc. ofert pracy w 2019 roku pochodziło od małych i średnich firm (do 250 pracowników). Poszukiwały przede wszystkim programistów z kilkuletnim doświadczeniem w backendzie (ze znajomością Javy) lub full stack developerów.

Nastroje klientów na rynku motoryzacyjnym stopniowo się poprawiają. Powrót do normalności może potrwać nawet dwa lata

Sprzedaż samochodów zaczyna odbijać od dna. W czerwcu, jak wynika z najnowszych danych PZPM, była o 20,5 proc. niższa niż przed rokiem, podczas gdy majowa o 55 proc. gorsza w porównaniu do sytuacji z 2019 roku. W czasie pandemii znacząco spadł popyt na samochody premium. Z drugiej jednak strony była ona bodźcem do rozwoju przedsiębiorstw z określonych branż, w efekcie czego wzrosło zapotrzebowanie na samochody dostawcze i chłodnie. – Nastroje zakupowe w całej branży powinny wrócić do poziomu sprzed pandemii na przełomie sierpnia i września – ocenia Dariusz Olejnik, wiceprezes Kingsman Personal Finance.

– Koronawirus mocno uderzył w branżę motoryzacyjną, w szczególności na poziomie sprzedaży marek premium. Obecnie bardzo dużo ludzi wycofuje się z decyzji zakupowych bądź odkłada je w czasie. Wśród producentów na rynku widzimy teraz wstrzymane zamówienia przez to, że fabryki były zamknięte. Dopiero teraz robią one restart, dlatego sprzedaż nowych samochodów w Polsce znacząco się obniżyła – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Olejnik.

Z danych GUS, na które powołuje się Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, wynika, że produkcja samochodów osobowych w Polsce już w marcu była o połowę niższa niż rok wcześniej. W kwietniu zanotowała spadek o prawie 100 proc., a w maju – o 81,2 proc. w ujęciu rocznym. Odmrażanie fabryk i dostaw komponentów w kolejnych miesiącach powinno przynieść odbicie.

Widać je już w najnowszych danych sprzedażowych. W czerwcu – jak wynika z raportu PZPM na podstawie Centralnej Ewidencji Pojazdów – liczba rejestracji nowych aut osobowych była o 20,5 proc. niższa niż w czerwcu 2019 roku. W stosunku do maja br. oznacza to znaczące wzrosty – o 69,3 proc. w przypadku osobówek. Czerwiec przyniósł także odbicie w segmencie marek premium. Ich sprzedaż sięgnęła 6,6 tys. sztuk i była nie tylko wyższa niż w maju (o 60 proc.), lecz także wyższa niż przed rokiem i to o ponad 11 proc. Pierwsze półrocze zakończyło się jednak spadkiem sprzedaży w tym segmencie o 13,6 proc.

Obecnie sprzedaż na polskim rynku możemy posegmentować. Są na pewno klienci, którzy mieli i mają pieniądze i teraz ruszają na zakupy, ponieważ to jest bardzo dobry moment. Jest bardzo dużo samochodów rabatowanych i są to z reguły marki premium. Na naszym przykładzie możemy powiedzieć, że zakup takiego auta to jest około 300 tys. zł netto w górę i są to głównie marki takie jak BMW albo Mercedes. Z drugiej strony są klienci stricte biznesowi, dostawcy usług, np. spożywka czy przewozy. Bardzo dużo sprzedawaliśmy ostatnio samochodów dostawczych, a w szczególności chłodni – mówi wiceprezes Kingsman Personal Finance.

Sprzedaż samochodów dostawczych do 3,5 t ucierpiała w czasie pandemii nieco mniej niż w przypadku osobówek. Pierwsze półrocze zakończyło się spadkiem na poziomie niecałych 30 proc. (o 35,4 proc. spadł segment aut osobowych), ale już sam czerwiec – tylko na poziomie 14,1 proc.

 Przychodzą do nas przedsiębiorcy, którzy prowadzili sklepy internetowe czy hurtownie. Dla nich naturalnym rozwojem była dostawa bezpośrednio do klienta, żeby skrócić łańcuch dostaw, więc kupowali samochody, w dużej mierze były to chłodnie. Wzrost zauważyliśmy już na przełomie marca i kwietnia – wskazuje Dariusz Olejnik. – Coraz więcej ludzi idzie w agrobiznes. Mamy wiele transakcji, które są warte ponad 4 mln zł i jest ich coraz więcej, czyli widzimy rozwój w kierunku produkcji żywności czy szeroko rozumianego agrobiznesu.

Mimo stopniowego odbicia na rynku niedawne badanie KPMG i PZPM pokazało, że nastroje w branży motoryzacyjnej nie są najlepsze. Wskaźnik nastrojów zatrzymał się na poziomie 20 punktów, czyli o 46 punktów mniejszym niż pod koniec grudnia 2019 roku. Wszystkie badane firmy odnotowały spadek przychodów, a 61 proc. obniżyło wynagrodzenia. Blisko 80 proc. menedżerów jest zdania, że dojście do sytuacji, jaka panowała w branży motoryzacyjnej przed wybuchem pandemii, zajmie nawet dwa lata.

– Klienci muszą oswoić się z nowym otoczeniem i ekonomia naszego kraju musi wrócić do poziomu, który będzie gwarantował bezpieczeństwo rozwoju. Na przełomie kwietnia i maja przeprowadzaliśmy ankietę wśród naszych klientów i większość stwierdziła, że ich biznes wróci do normy w okresie od trzech do sześciu miesięcy. Przewidujemy więc, że w okolicach sierpnia/września powinny wrócić nastroje zakupowe, które pozwolą przełamać pewne bariery, nie ma jednak na to dzisiaj żadnej gwarancji – ocenia wiceprezes Kingsman Personal Finance.

Pandemia napędza rozwój innowacyjnych wdrożeń internetu rzeczy. Wraz z siecią 5G pozwoli skuteczniej wykrywać chorych

Pandemia koronawirusa wymusiła na wielu firmach przyjęcie nowego sposobu funkcjonowania i wdrożenie metod pracy zdalnej. Ta nieoczekiwana transformacja sektora stała się szansą dla rozwiązań z zakresu internetu rzeczy, które pozwolą zautomatyzować szereg procesów wykonywanych dotychczas przez ludzi. Na popularności zyskują rozwiązania mobilne oraz rozbudowane systemy komunikacji między inteligentnymi urządzeniami.

Z uaktualnionego raportu „Worldwide Internet of Things Spending Guide” autorstwa analityków z International Data Corporation wynika, że w 2020 roku branża internetu rzeczy będzie rozwijać się nieco wolniej niż w 2019 roku i wypracuje średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 8,2 proc. Spadek będzie jednak tymczasowy, gdyż już w 2021 roku wzrosty wrócą do wartości dwucyfrowych. Będzie to możliwe dzięki upowszechnieniu się rozwiązań z zakresu IoT w najbardziej technologicznie perspektywicznych branżach.

Według ekspertów znacznie wzrosną wydatki na technologię internetu rzeczy w branży zdrowotnej, ubezpieczeniowej i edukacyjnej, w których inwestycje w systemy IoT wyniosą odpowiednio 14,5 proc, 12,3 proc oraz 11,9 proc. Rynek napędzi również sektor prywatny – szacuje się, że na rynku konsumenckim sprzedaż rozwiązań z zakresu internetu rzeczy wzrośnie w 2020 roku aż o 13,9 proc.

– Chociaż pandemia zmusiła wiele organizacji do wstrzymania niektórych innowacyjnych wdrożeń internetu rzeczy, to będzie on kluczowym czynnikiem napędzającym powrót do wzrostu, a niektóre zastosowania pomogą użytkownikom końcowym w osiągnięciu nowego poziomu automatyzacji, hiperłączności i bycia zawsze zdalnie – przekonuje Andrea Siviero, dyrektor ds. badań w grupie Customer Insights & Analysis IDC.

Potencjał tego sektora gospodarki dostrzegł także polski rząd, który widzi w nim szansę na unowocześnienie polskiego przemysłu. Aby wypromować rozwiązania tego typu, powołano do życia Grupę Roboczą ds. Internetu Rzeczy, której nadrzędnym celem jest stworzenie dogodnych warunków do rozwoju IoT na terenie Polski. W ramach popularyzacji tej technologii zorganizowano cykl regionalnych konferencji „Perspektywy dla rozwoju Internetu Rzeczy – Samorząd Przyszłości”, które miały wesprzeć innowatorów z tego sektora gospodarki na drodze do wdrożenia ich pomysłów w życie.

O tym, jak przydatne mogą okazać się rozwiązania z zakresu internetu rzeczy, przekonuje m.in. firma WISeKey, która opracowała system automatycznego wykrywania ognisk infekcji chorobami zakaźnymi. Narzędzie Foresight IoT Early Warning System miałoby charakter globalny i funkcjonowałoby dzięki miliardom inteligentnych czujników, takich jak automatyczne termometry. System automatycznie identyfikowałby ogniska zakaźne i wskazywał, jaki obszar należy poddać kwarantannie, aby zapobiec wybuchowi pandemii.

– COVID-19 wpływa na ewolucję dojrzałości internetu rzeczy, ponieważ firmy zostały zmuszone do dostosowania swoich planów technologicznych w odpowiedzi na kryzys. Może to jeszcze bardziej wzmocnić podział na dwa typy osób wdrażających IoT – zaawansowanych użytkowników, którzy są zdeterminowani i chcą zarabiać na swoich inicjatywach z nim związanych. Druga grupa prawdopodobnie opóźni inwestycje, nie dostrzegając wyraźnych korzyści w perspektywie krótko- i długoterminowej, i pozostanie w tyle – wskazuje Svetlana Khimina, starszy analityk ds. badań w grupie Customer Insights & Analysis firmy IDC.

Wdrożenie technologii internetu rzeczy pozwoli zautomatyzować część prac wykonywanych dotychczas przez personel, a co za tym idzie – zmniejszyć ryzyko wybuchu epidemii w zakładach pracy. O tym, jak może wyglądać przyszłość zautomatyzowanego rynku pracy, przekonują przedstawiciele krakowskiego Hubu Innowacji Cyfrowych. Instytucja ma pomóc polskim przedsiębiorcom wdrożyć metodologię pracy zgodną z koncepcją Przemysłu 4.0. Aby zachęcić do inwestycji tego typu, w ramach hubu powstanie autonomiczna fabryka przyszłości wykorzystująca w procesie produkcji systemy sztucznej inteligencji, technologię uczenia maszynowego, autonomiczne roboty przemysłowe oraz urządzenia do wirtualnej rzeczywistości, wszystko spięte w ramach jednego, spójnego systemu internetu rzeczy.

– Obecnie wykorzystanie wiedzy na temat internetu rzeczy pozwoli skoncentrować się na zastosowaniach, które zapewnią lepszy start w warunkach nowej normalności – przekonuje Svetlana Khimina.

Nowa normalność oznacza najprawdopodobniej życie przez jakiś czas z rozprzestrzeniającym się wirusem. Do jego opanowania może przyczynić się sieć 5G. Dzięki infrastrukturze nowej generacji możliwe będzie podpięcie do internetu nawet do 100 urządzeń na metr kwadratowy. Tak duże zagęszczenie elementów internetu rzeczy umożliwi wdrożenie rozwiązań inteligentnych do systemów sygnalizacji świetlnej, monitoringu czy do urządzeń biometrycznych monitorujących stan zdrowia przechodniów.

W kosmos polecimy balonem. Ziemię z wysokości ponad 30 kilometrów będzie można obejrzeć z kapsuły z widokiem 360 stopni [DEPESZA]

Już wkrótce podróż w kosmos może być w turystyce podobnym zjawiskiem jak np. rejs statkiem. W kosmosie powstają pierwsze hotele, wkrótce mogą też wystartować pierwsze komercyjne loty w przestrzeń kosmiczną realizowane przez prywatne firmy. Ziemię będzie można obejrzeć nie tylko z perspektywy statku kosmicznego, lecz także balonu stratosferycznego. Studio PriestmanGoode opracowało koncepcję wysokowydajnego balonu i kapsuły ciśnieniowej dla Space Perspective, aby zabrać turystów kosmicznych w rejs wokół stratosfery. Loty testowe mają się rozpocząć już w 2021 roku.

Statek kosmiczny Neptune, balon i kapsuła ciśnieniowa, które mogą polecieć na wysokość 100 tys. stóp, mogą stanowić kolejny etap turystyki kosmicznej. PriestmanGoode, agencja projektowa z siedzibą w Londynie i Chinach, zaprojektowała nowy rodzaj statku turystyki kosmicznej. Spaceship Neptune może zabrać zwykłych ludzi na skraj ziemskiej atmosfery. Statek kosmiczny, który składa się z wysokowydajnego balonu i kapsuły ciśnieniowej, jest budowany przez amerykańską firmę Space Perspective i oferuje pasażerom widok na Ziemię z wysokości ponad 30 kilometrów.

– Neptune to kulminacja długofalowej współpracy, która zaowocowała jedynym statkiem kosmicznym zaprojektowanym od samego początku z myślą o komercyjnych podróżach kosmicznych – podkreśla Nigel Goode, współzałożyciel firmy PriestmanGoode. – Naszym punktem wyjścia było doświadczenie i wygoda pasażerów. Przyjrzeliśmy się różnym elementom, które sprawiłyby, że przeżycie to nie tylko zapadałoby w pamięć, lecz było też wygodne i zawierało niezbędne elementy w sześciogodzinnej podróży, takie jak chociażby toaleta.

Statek Neptune będzie pilotowany przez pilota z maksymalnie ośmioma pasażerami na pokładzie. Całe doświadczenie zajmie około sześciu godzin – w tym dwugodzinne podejście powyżej 99 proc. ziemskiej atmosfery, dwugodzinny lot na wysokości 100 tys. stóp nad ziemią, a następnie dwugodzinne zejście. Neptune wyląduje na morzu, skąd statek odbierze pasażerów, kapsułę i balon.

– Chcieliśmy mieć pewność, że pasażerowie będą w każdej chwili mieć dostęp do widoku 360 stopni i że stworzyliśmy im na tyle dużo przestrzeni, by mogli poruszać się podczas podróży. W międzyczasie musieliśmy też zminimalizować wagę i stworzyć wysoce funkcjonalne środowisko dla pilota. Wszystkie te elementy miały wpływ na ostateczny kształt kapsuły – mówi Nigel Goode.

Statek kosmiczny Neptune nie jest jedynym projektem, dzięki któremu turyści zwiedzą skraj kosmosu. Podobne wycieczki balonami stratosferycznymi mają być organizowane przez firmę Zero 2 Infinity, która przewiduje zabranie ludzi w 4,5-godzinną podróż. W ciągu najbliższych kilku lat turyści polecą 22 mile w górę w balonie helowym Bloon. Virgin Galactic, firma astronautyczna brytyjskiego miliardera, sir Richarda Bransona, niedawno wznowiła z kolei listę oczekujących na udział w komercyjnym locie suborbitalnym.

Na wniosek Rzecznika MŚP Minister Finansów wyjaśnił wątpliwości związane ze zmianami stawki podatku VAT w odniesieniu do czasopism specjalistycznych oraz jej wysokości od 1 lipca 2020 r.

Na podstawie pierwotnego brzmienia art. 8 ust. 2 pkt 1 lit. a ustawy z dnia 9 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2019 r. poz. 1751, ze zm.) ustawodawca wprowadził w okresie od dnia 1 listopada 2019 r. do dnia 31 marca 2020 r. stawkę podatku VAT w wysokości 8% w odniesieniu m.in. do czasopism innych niż regionalne lub lokalne (tzw. czasopisma specjalistyczne). Docelowo stawka podatku VAT na czasopisma, w tym specjalistyczne, miała wynieść 7%. Następnie, na podstawie ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2020 r. poz. 568) powyższy okres przejściowy przewidujący 8% stawkę VAT przedłużono do dnia 30 czerwca 2020 r.

Rzecznik MŚP otrzymał sygnały o barierach i utrudnieniach związanych z powyższymi zmianami stawki podatku VAT na czasopisma specjalistyczne. W otrzymanym od przedsiębiorcy prowadzącego wydawnictwo zgłoszenia wynikało, iż zmiany stawek podatku VAT, w tym przedłużanie okresów przejściowych, często powoduje konieczność wycofania wydrukowanych nakładów czasopism w przypadku, jeżeli na ich okładce jest wydrukowana inna stawka podatku VAT niż po zmianie. Co istotne, generuje to dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorców.

W związku z powyższym, pismem z dnia 17 czerwca 2020 r. Rzecznik MŚP zasygnalizował powyższy problem Ministrowi Finansów z wnioskiem o wyjaśnienie tej problematycznej kwestii. W odpowiedzi pismem z dnia 26 czerwca 2020 r. Minister Finansów wyjaśnił, że w niniejszej sprawie znajduje zastosowanie przepis szczególny zawarty w art. 146aa ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2020 r. poz. 106, ze zm.) i na jego podstawie stawka podatku VAT na czasopisma specjalistyczne również od 1 lipca 2020 r. nie ulega zmianie i wynosi 8%.

„Odmrażanie” gospodarki poprawiło nastroje przedsiębiorców, ale za wcześnie na optymizm

Czy gospodarka złapała głębszy oddech pomimo trwającej pandemii? Indeksy wyprzedzające dotyczące koniunktury odnotowały duże wzrosty w ciągu dwóch miesięcy. Odbiły się od poziomów katastrofalnych.

– Pojawiła się już taka narracja, że globalna gospodarka otrząsnęła się z pandemii, niestety ta teza jest błędna – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W ostatnich latach indeks PMI stał się hitem wśród ekonomistów. Przyjmowany jest też bardzo dobrze na rynkach finansowych. Jednak te badania koniunktury działają dobrze jeżeli warunki zewnętrzne są dość normalne, teraz tak nie jest.

Dzięki PMI można było tworzyć modele finansowe prowadzące do określenia wielkości PKB. Teraz tak już nie jest. W obecnej sytuacji indeksy pokazują kierunek zmiany, ale co jej siły należy podchodzić bardziej ostrożnie.

– Poprawa indeksów PMI w różnych krajach jest teraz uzależniona od odmrażania gospodarek czyli od tego jak głębokie były restrykcje związane z pandemią – komentuje ekspert XTB.

Inwestorzy reagują też na kolejne dane o bezrobociu w USA. W trakcie poprzedniej recesji (podczas której S&P500 spadł o ponad 58% do poziomu 666 punktów, niewiele powyżej 20% obecnej wartości) zatrudnienie w USA spadło o 8,7 miliona osób w nieco ponad 2 lata (pomiędzy styczniem 2008 a lutym 2010). Teraz spadek ten wyniósł przeszło 22 miliony w… dwa miesiące. Pomimo znacznie lepszych danych za maj i czerwiec, zatrudnienie jest nadal niższe o 14,7 miliona osób względem szczytowego lutego.

Jak należy patrzeć z kolei na te dane? Przede wszystkim, są to sytuacje nieporównywalne. W klasycznej recesji, takiej jak ta poprzednia, spadek zatrudnienia wynikał przede wszystkim z ograniczania działalności przez firmy. Jest to proces naturalnie stopniowy, gdyż firmy starając się zrozumieć sytuację, dostosowują swoją strukturę kosztów. Tym razem skokowy spadek zatrudnienia to także efekt ograniczeń administracyjnych, ale również hojnych (przejściowo) zasiłków dla bezrobotnych. Podobnie jak ze wskaźnikami PMI nie należy tych danych interpretować jednoznacznie.

– O sytuacji w gospodarce będziemy mogli powiedzieć coś konkretnego dopiero jesienią – wyjaśnia dr Przemysław Kwiecień.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 6.07-10.07.2020

Przekaz płynący z danych makro jak na razie pozostaje optymistyczny i sugeruje szybsze niż się spodziewano tempo odbicia ożywienia. Ale niepokojące statystyki zachorowań w USA podsycają wątpliwości czy aktywa ryzykowne mogą bezstresowo piąć się w górę. Narastająca niepewność przynajmniej przejściowo może stać się hamulcowym dla rajdu ryzyka. W następnym tygodniu jest niewiele publikacji pierwszego kalibru z największą uwagę na najnowsze dane z rynku pracy USA.

Przyszły tydzień: ISM dla usług, wnioski o zasiłek z USA, Sentix z Eurolandu, RBA, CPI/PPI z Chin, rynek pracy z Kanady

USA

Tydzień w USA otworzy się bilansem nowych przypadków zachorowań na wirusa po długim weekendzie obchodów Dnia Niepodległości. Złe statystki ustawią sentyment na początek tygodnia i mogą odwrócić uwagę od opisujących przeszłość danych makro. Spośród tych indeks ISM dla usług (pon) powinien pokazać silne odbicie powyżej granicy 50 pkt., biorą pod uwagę jak sektor usługowy skorzystał na dotychczasowym restarcie gospodarki. To może jednak być krótkookresowy szczyt, jeśli przywracane zakazy w niektórych stanach wzniecą wątpliwości wokół perspektyw poprawy koniunktury. Podobnie rosnąca liczba przypadków COVID-19 może zahamować spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (czw), jeśli zahamowany zostanie proces przywracani miejsc pracy. Słabsze dane będą podkopywać zaufanie inwestorów, podnosząc ryzyko korekty na Wall Street oraz wzrostu awersji do ryzyka na globalnym rynku.

Strefa euro

W Eurolandzie indeks nastrojów inwestorów Sentix (pon) powinien wskazać na dalsze odreagowanie wiosennego załamania. Indeks pozostaje w silnej korelacji z zachowaniem giełd i rajd z przełomu maja i czerwca sugeruje wzrost przekonania inwestorów, że najgorsze minęło. Na rynek trafią też dane z niemieckiego przemysłu za maj (pon, wt), które powinny wskazać na solidne odbicie po dwóch miesiącach silnych spadków. Dla EUR dane nie będą miały istotnego znaczenia. Konsolidacja EUR/USD odzwierciedla niezdecydowanie inwestorów w obliczu równoważących się czynników pozytywnych (poprawa w danych) i negatywnych (druga fala zachorowań).

Wielka Brytania

Kalendarz z Wielkiej Brytanii zawiera jedynie PMI dla sektora budowlanego (pon), ale po wynikach z przemysłu i usług można spodziewać się solidnego odbicia odzwierciedlającego otwarcie gospodarki w czerwcu. Nie sądzimy, aby dane miały istotny wpływ na GBP z większą uwagą skupioną na generalnym sentymencie. Każdy tydzień lipca przynosi też nową rundę negocjacji umowy handlowej po brexicie, ale jak na razie nie słychać o postępach. Rozmowy mogą być zarówno źródłem pozytywnej niespodzianki, jak i rozczarowania, stąd nastawienie inwestorów do GBP może być zmienne.

Polska

Przyszły tydzień nie przynosi żadnych istotnych danych z Polski. W ostatnich dniach złoty pozostawał w trendzie bocznym (do EUR), ale co ważniejsze, był niewrażliwy na okresy poprawy nastrojów na rynkach zewnętrznych. Wydaje się, że zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Australia

Bank Rezerwy Australii powinien pozostawić stopę kasową na 0,25 proc. (wt), jak również nie spodziewamy się dodatkowych decyzji związanych z ekspansją ilościową. Ostatnim razem RBA wybrzmiewał optymistycznie o perspektywach ożywienia gospodarczego. Choć ostatnie decyzje o przywróceniu częściowego lockdownu w okolicach Melbourne podnoszą ryzyka dla prognoz, bank nie powinien działać pochopnie, ale poczekać na więcej danych. Mimo to wyrażenie zaniepokojenia w komunikacie może być odebrane gołębio i zachwiać ostatnim spokojem AUD.

Chiny

W Chinach odczyty CPI i PPI (czw) pokażą siłę presji deflacyjnej w obliczu utrzymującej się niepewności gospodarczej – ważne wskaźniki dla oceny kondycji gospodarki i perspektyw ożywienia wymiany handlowej. W Kanadzie po czerwcowym raporcie z rynku pracy (pt) oczekuje się podobnie silnego odczytu co w USA. Gospodarka szybko poradziła sobie z lockdownem i obecne następuje przywracanie miejsc pracy. Pozytywne zaskoczenie powinny wzmocnić fundamentalną stronę CAD i wyróżnić walutę na tle innych surowcowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawska Praga – miejsce z przyszłością

Według brytyjskiego dziennika The Independent, warszawska Praga to najlepsza dzielnica spośród wszystkich miast Europy. Najciekawszym jej aspektem jest zachowana na prawym brzegu oryginalna, przedwojenna architektura, w odróżnieniu od zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, niemal całkowicie zniszczonej po II wojnie światowej i Powstaniu Warszawskim. Natomiast magazyn Travel Supermarket ocenił Pragę jako czwartą najmodniejszą dzielnicę Europy, doskonale skomunikowaną z centrum za sprawą linii metra, miejskiej kolejki SKM, tramwajów i autobusów

Z uwagi na bardzo duży potencjał deweloperzy budują na Pradze-Północ również ekskluzywne inwestycje, dzielnica jest też doskonale skomunikowana za sprawą metra, co zachęca młodych ludzi do zamieszkania właśnie tutaj. Wieloletnie inwestycje w Pragę- Północ sprawiają, że obserwujemy dynamiczne zmiany społeczno-kulturowe. Praga-Północ przestaje być negatywnie kojarzona, dziś myślimy o niej jak o dzielnicy z ogromnym potencjałem, przyjaznej mieszkańcom i artystom, dzięki licznym galeriom sztuki, klimatycznym restauracjom, festiwalom czy koncertom na praskich podwórkach. Nie boję się powiedzieć, że obecne połączenie współczesności z historią sprawi, że Praga-Północ nie tylko będzie chętnie odwiedzana przez turystów z całego świata, ale  dla wielu osób – w tym dla mieszkańców – stanie się najlepszym na świecie miejscem do życia” – mówi Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

„Podczas wojny dzielnica nie ucierpiała zbyt wiele. Powstanie trwało tu zaledwie kilka dni, po czym Niemcy uciekli, a wkroczyli Rosjanie i Polacy. To z jednej strony oznacza, że rzeczywiście mało jest w stolicy takich miejsc z zachowaną tkanką miejską, ale z drugiej strony, gdy „cała Polska budowała swoją stolicę”, o Pradze zapomniano na ponad 50 lat” – wyjaśnia Tomasz Kucharski, burmistrz Dzielnicy Praga-Południe.

Covid-19 zmienił rynek nieruchomości. Wielotygodniowa blokada wpłynęła na wyznaczenie nowych kierunków rozwoju, a praca zdalna przyczyniła się do wzrostu zainteresowania większymi mieszkaniami i domami w dobrze skomunikowanych peryferiach. Natomiast w centrach miast powodzeniem cieszą się modne mniejsze lokale inwestycyjne. Rozwój technologii i nowy styl życia (networking, coworking) powodują silny wpływ na zachowania związane z pracą i organizowaniem aktywności, w tym wybór lokalizacji zamieszkania.

„Warszawa, jak wiadomo, jest wyjątkową lokalizacją, nie tylko w skali kraju, ale w gronie metropolii europejskich. Mówi się, że polski rynek nieruchomości dzieli się na dwie części: Warszawę i resztę kraju. Inwestycje w stołeczne nieruchomości są więc bezkonkurencyjne pod wieloma względami: najlepszy rynek pracy, największy popyt na wynajem mieszkań w każdym segmencie, ogromny wybór wszelkiego rodzaju nieruchomości, optymalny zwrot z inwestycji oraz najwyższy wzrost wartości w czasie itd. Co ciekawe, w stolicy powstaje więcej luksusowych mieszkań, niż we wszystkich pozostałych polskich metropoliach razem wziętych, co daje najlepsze świadectwo potencjału głównego rynku kraju” – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl, największego portalu zawierającego oferty od deweloperów.

Zarówno ci przyjeżdżający do stolicy, jak i jej mieszkańcy, chętnie wybierają modne miejsca z potencjałem zapewniającym wzrost ceny nieruchomości i dobrą komunikację.

Obecnie najmodniejszym miejscem w Warszawie jest składająca się z północnej i południowej części dzielnica Praga. Nazwa wywodzi się od słowa „prażyć”, oznaczającego wypalanie gęsto porastającego wówczas ten teren lasu. Licząca blisko ćwierć miliona mieszkańców dzielnica od lat przechodzi swój renesans. Wcześniej słynąca z ekskluzywnej Saskiej Kępy, Parku Skaryszewskiego z uroczym jeziorkiem, kultowego bazaru Różyckiego, Stadionu Narodowego oraz ZOO z otwartym wybiegiem dla niedźwiedzi od strony jednej z głównych ulic, dziś zyskuje dzięki najstarszej i kiedyś najbardziej zaniedbanej części – tzw. starej Pragi. Współpraca urzędników, mieszkańców i inwestorów daje bardzo dobre efekty, a dzielnica zyskuje z każdym dniem.

Wielu inwestorów zastanawia się gdzie długoterminowo ulokować swoje oszczędności i zabezpieczyć je przed inflacją oraz niskim oprocentowaniem lokat bankowych. Powoduje to dodatkowy rozwój tej dzielnicy, gdyż szukający okazji inwestorzy dostrzegają tam dobry biznes, podobnie jak przed laty w znajdującej się po drugiej stronie Wisły dzielnicy Powiśle, gdzie dziś cena metra kwadratowego apartamentu rozpoczyna się od ponad 26.000 zł, a popyt na nie jest olbrzymi.

Nieruchomości odporne na sytuacje kryzysowe

Polacy mają zgromadzone w bankach rekordowo wysokie oszczędności. Suma pieniędzy zdeponowanych w lutym 2020 r. sięgnęła blisko 620 mld zł. W czasach obniżek stóp procentowych lokaty stają się jeszcze mniej atrakcyjne, a na rynku giełdowym może utrzymywać się podwyższona zmienność. Jak mówił Robert G. Allen, amerykański biznesmen i członek Izby Reprezentantów USA: “Ilu znasz milionerów, którzy stali się bogaci poprzez inwestowanie na kontach oszczędnościowych?” Pieniądze muszą pracować, stąd obecna sytuacja wywołuje duże zainteresowanie ofertami na rynku nieruchomości. Podobnie jak po kryzysie zapoczątkowanym w 2008 roku, również teraz zakup mieszkania pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania długoterminowego – zarówno pod kątem stopy zwrotu, jak i relatywnie niskiej zmienności. Należy w tym miejscu podkreślić, że fundamenty wzrostu cen mieszkań w ostatnich latach (siła popytu, rynek pracy, poziom życia w największych miastach) są znacznie silniejsze, niż w okresie hossy 2006-2007.

„Historia pokazuje, że mieszkania w długoterminowej perspektywie bronią swojej wartości. W dobie Covid-19 wiele osób poszukuje sposobów ochrony swoich oszczędności. Mieszkanie jest wygodną, bezpieczną lokatą kapitału, odporną na inflację. Przy obecnych, rekordowo niskich stopach procentowych, spadających cenach surowców i niepewnej sytuacji na giełdach światowych, atrakcyjna nieruchomość może być jedną z najciekawszych opcji lokowania kapitału” – informuje Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development.

Jak przeanalizował Dom Maklerski Michael Strom w raporcie „Mieszkania jako klasa aktywów inwestycyjnych”: biorąc po uwagę okres 4Q 2006 – 4Q 2019, gdzie dysponujemy danymi dla wszystkich klas aktywów, najwyższą stopę zwrotu zanotowało złoto. Drugim najmocniej rosnącym aktywem była cena mieszkania powiększonego o wynajem. W analizowanym okresie takie połączenie wygenerowało stopę zwrotu w wysokości 135%. Ich wycena mocno wzrosła w początkowym okresie, co było skutkiem hossy cen mieszkań w 2007 r. Maksymalne obsunięcie wyniosło 22 p.p. i było zanotowane w drugim kwartale 2008 r. Następnie, po ok. 4-letniej stabilizacji, rozpoczął się wzrost. Wynik w całym okresie jest składową wzrostu cen mieszkań o 53% oraz przychodów z najmu, które dodały kolejne 82 p.p. wyniku. W analizowanym ujęciu sam wzrost cen mieszkań pokonał inflację konsumencką o ponad 23 p.p., która urosła przez 13 lat o 30%.porównanie stóp zwrotu w wybrane klasy aktywów

„Zmiany cen na rynku mieszkaniowym są na razie praktycznie niewidoczne. Trudno uważać, że spadek ceny nieprzekraczający nawet 1% może powodować jakiekolwiek odczuwalne zmiany po stronie kupującego, mimo tego, że radykalnie zmieniły się oczekiwania konsumentów, z przekonania o niekończącym się wzroście cen do oczekiwania, że teraz ceny będą spadać. Jednak ci, którzy liczyli na wyraźny spadek cen jeszcze w tym roku, mogą się zawieść” – informował w kwietniowy raport SonarHome, firmy umożliwiającej darmową wycenę mieszkania online. Jednak już w maju i czerwcu br. odnotowano w Warszawie 10% wzrost cen nieruchomości na rynku pierwotnym.

Nieruchomości na Pradze inwestycją z potencjałem

Warszawa zdecydowanie należy do najatrakcyjniejszych rynków nieruchomości w Polsce. Koncentrujemy się na rozwijaniu naszej oferty mieszkaniowej w „zielonych” obrzeżach z dobrą infrastrukturą, natomiast w centralnych miejscach, idąc za dużym popytem, lokalizujemy atrakcyjną ofertę dla lokowania funduszy, głównie związaną z najmem. Obecnie najmodniejszym rejonem miasta, prócz Powiśla, staje się dzielnica Praga” – potwierdza Klaudia Siarkiewicz, Prezes Kreator Dom Invest, jednego z liderów budowlanych w Warszawie.

centrum praskie koneser
FOT. CENTRUM PRASKIE KONESER

Dzięki dobremu zarządzaniu przez władze w ostatnich latach ta niegdyś zaniedbana dzielnica odzyskała swój blask i urok. Duże inwestycje, jak 8-hektarowe Soho Factory (od najmodniejszej dzielnicy Nowego Jorku), przez 38-hektarowy Port Praski, łączący loftowe apartamenty z kanałami rodem z Amsterdamu oraz plaże nad Wisłą z widokiem na Starówkę, po odrestaurowaną zabytkową wytwórnię wódek „Koneser” w sercu Starej Pragi, oferują eventy, jedzenie, modę, design, sztukę i wyjątkową przestrzeń miejską. Nie dziwi, że w tym innowacyjnym otoczeniu Google for Startups zlokalizował swój kampus zwany inkubatorem przedsiębiorczości. Parki i zieleń, zagospodarowane obszary wodne, modne restauracje, teatry, galerie i kluby, graffiti i murale powodują że coraz więcej inwestorów lokuje swoje fundusze w nieruchomościach właśnie w tej części Warszawy.

Wkrótce, przy ul. Bliskiej 17, w jednym z najciekawszych miejsc południowej części tej dzielnicy, powstanie oryginalny budynek „Bliska Residence” zaprojektowany przez słynną pracownię architektoniczną „Beczak & Beczak”. Projekt budynku wpisuje się w unikatową architekturę i obraz najmodniejszej dzielnicy Warszawy. Deweloper Kreator Dom Invest wybuduje tam 196 nowoczesnych mikro-apartamentów inwestycyjnych.

„Praga zmienia się nie do poznania. Pamiętam ją z lat 70. czy 80, jej przedwojenne i powojenne  oblicze z rodzinnych opowieści. Cieszy nas jej renesans i wszystkie, te duże i małe inwestycje. Wreszcie możemy być dumni w naszej dzielnicy” – mówi Adam Białas, dziennikarz, ekspert rynku, mieszkaniec warszawskiej Pragi od urodzenia, działacz Stowarzyszenia „Nowoczesna Praga”. Jego przodkowie też zamieszkiwali w tej dzielnicy od kilku pokoleń przed II wojną światową.

Inwestycje z przyszłością

Sporo osób interesuje się małymi lokalami, ale w modnych lokalizacjach z dobrą infrastrukturą. Nie chcąc się nadmiernie zadłużać, wolą mini apartamenty i wykorzystanie atrakcji znajdujących się w okolicy. Ten modny trend powstał ponad 30 lat temu w Azji i dobrze adaptuje się w miastach USA i Europy. Inwestując w takie lokale można w przyszłości zyskać na ich cenie, a w razie potrzeby łatwo odsprzedać lub wynająć. Nie trzeba też spłacać dużego kredytu za niepotrzebne duże metraże, tylko skupić się na innych życiowych aktywnościach.

„Bliska Residence to nowoczesne, wygodne 1- i 2-pokojowe mieszkania o powierzchni od 20 do 35 mkw. Będą stanowić świetną opcję dla najmu krótko- i długoterminowego. To unikalne rozwiązanie łączy możliwość stabilnej inwestycji mieszkaniowej ze wszystkimi aspektami ochrony poprzez umowę deweloperską i jednocześnie znakomitego zakupu komercyjnego z wielowymiarową możliwością wynajmu” – informuje Prezes Kreator Dom Invest Klaudia Siarkiewicz.

Estymacja ceny metra kwadratowego w tym modnym apartamentowcu to ok. 13.500 – 13.700 zł brutto z możliwością całkowitego odliczenia VAT, co daje 23% rabatu i cenę 10.975 zł za m2. Operatorem budynku będzie renomowana, znana z innych projektów firma, która zapewnia ok. 7% zysku rocznie z najmu od zainwestowanych pieniędzy.

Praga to także dobrze skomunikowana baza mieszkaniowa dla wielu młodych ludzi, w tym studentów znajdujących się tam uczelni wyższych. Nowoczesne apartamentowce, wpisujące się w klimat ceglanych murów i starych kamienic, podobają się wielu warszawiakom. W okresie letnim na Ząbkowskiej zamknięty jest ruch samochodowy, co sprzyja spacerom, kiermaszom i licznym straganom, a nawet grze w ping-ponga. Praga zaskakuje otwartością, a restauracje z ogródkami na Ząbkowskiej zachęcają warszawiaków do spędzenia w nich leniwego popołudnia.

„Warszawa to największa aglomeracja, do której wciąż napływają nowi mieszkańcy. To regionalne centrum biznesowe, do którego przybywają managerowie na kontrakty. To także prężny ośrodek akademicki, który przyciąga młodych ludzi. W związku z tym przeznaczenie mieszkań na wynajem to bardzo interesująca inwestycja, zwłaszcza że atrakcyjne mieszkania i lokalizacje są bardziej odporne na wszelkie zawirowania gospodarcze, niż inne instrumenty rynkowe. Dodam, że nasi klienci rozumieją ten mechanizm, lokując wolne środki na rynku nieruchomości. W I kwartale w Dom Development transakcje gotówkowe stanowiły – podobnie jak w 2019 roku – ok. 40%” – mówi Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development.

„Stale obserwujemy światowe trendy. W wielu miastach świata niegdyś zaniedbane dzielnice za sprawą rewitalizacji stały się dziś najmodniejszymi rejonami, np. w Barcelonie, Miami czy Berlinie. Stąd też notujemy bardzo duże zainteresowanie inwestycją ze strony kupujących. Dziś nasi klienci wymagają atrakcyjnych rozwiązań w lokalizacjach z przyszłością, a taką niewątpliwie jest Praga” – dodaje Prezes Kreator Dom Invest.

„Bez wątpienia nasza dzielnica przeżywa w ostatnich latach renesans i to nie tylko za sprawą ogromnych środków, które miasto stołeczne Warszawa przeznacza na Program Rewitalizacji – to blisko 1,5 miliarda złotych, z których lwia część w latach 2015-2022 pozwala przywrócić dawny blask wielu północnopraskim zabytkom. Wystarczy przypomnieć, jak jeszcze niedawno wyglądały w Warszawie rzadkie zachowane zespoły zwartej przedwojennej zabudowy. Odnowione kamienice i oficyny stały się niewątpliwą wizytówką  tej części stolicy i to dla nas, jako Zarządu Dzielnicy, największy powód do dumy. Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia” – powiedziała Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

„Polska czeka na wielką inwestycję, jaką będzie niewątpliwie budowa nowoczesnej sali koncertowej orkiestry Sinfonia Varsovia. Już w 2010 roku został rozstrzygnięty międzynarodowy dwuetapowy konkurs architektoniczny na projekt nowej sali koncertowej dla ponad 1800 widzów, który wygrało Atelier Thomas Pucher z Grazu. W 2015 roku, w obecności Prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, architekt Thomas Pucher i dyrektor Sinfonii Varsovii Janusz Marynowski podpisali umowę na wykonanie dokumentacji projektowej. Harmonogram inwestycji zakładał zakończenie prac projektowych w lutym 2020 r., a rozpoczęcie robót budowlanych w październiku 2020 r. Otwarcie sali koncertowej planowano na luty 2025 roku” – mówi Tomasz Kucharski, burmistrz dzielnicy Praga-Południe.

Wyznaczono sądy ds. ochrony własności intelektualnej – ma być szybciej i efektywniej

Zgodnie z obietnicami złożonymi podczas prac nad nowelizacją Kodeksu Postępowania Cywilnego, Ministerstwo Sprawiedliwości w konsultacji z Urzędem Patentowym wydało rozporządzenie w sprawie przekazania niektórym sądom okręgowym rozpoznawania spraw własności intelektualnej z właściwości innych sądów okręgowych.

– Jednym z głównych problemów systemu ochrony własności intelektualnej jest m. in. czas trwania postępowań oraz brak merytorycznego przygotowania sędziów do orzekania w sprawach dotyczących własności intelektualnej. Dotychczas mieliśmy do czynienia z rozproszeniem spraw pomiędzy różne sądy – mówi Arkadiusz Grądkowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Przed nowelizacją sprawy z zakresu naruszenia praw własności intelektualnej (np. naruszenie praw ochronnych na wzory użytkowe i znaki towarowe) rozpoznawały sądy powszechne oraz Sąd Najwyższy, natomiast sprawy, dotyczące decyzji wydawanych przez Urząd Patentowy RP rozpatrywane były przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie i Naczelny Sąd Administracyjny. Rozproszenie spraw nie sprzyjało specjalizacji sędziów oraz pogłębiało problem przewlekłości postępowań, który dodatkowo nasilał się przez rosnącą z roku na rok liczbę spraw z zakresu własności intelektualnej.

– Specjalizacja sądów i sędziów będzie sprzyjać jednolitości orzecznictwa. Przyczyni się również do przyspieszenia postępowań i zwiększenia efektywności ochrony praw własności intelektualnej – mówi Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Krajowych Producentów Leków.

Develia podsumowała sprzedaż za II kw. 2020

Develia sprzedała 423 lokale w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2020 roku na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 618 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spółka przekazała 482 lokale, w tym 61 w II kwartale. Podczas gdy przekazania w pierwszej połowie 2019 roku wyniosły 1673 lokale.

Deweloper zawarł 315 umów rezerwacyjnych, które w najbliższym okresie, po podjęciu decyzji przez klientów, mogą przekształcić się w umowy deweloperskie. Liczba zawartych umów rezerwacyjnych wzrosła w pierwszej połowie 2020 roku o 88 sztuk, w tym o 38 sztuk w II kwartale.

Z powodu lockdownu i dużej niepewności odnośnie rozwoju sytuacji, sprzedaż na początku II kwartału wyhamowała. W kwietniu Develia zanotowała ujemną sprzedaż -7 lokali, ponieważ utrudnione było prowadzenie niemal każdej działalności gospodarczej, a klienci obawiali się o przyszłość i wstrzymywali się z decyzjami dotyczącymi zakupu mieszkania. W kolejnych miesiącach wraz z odmrażaniem gospodarki, sytuacja zaczęła wracać do normy i obserwowaliśmy stopniowy wzrost zainteresowania ofertą Develii. W maju sprzedaż wyniosła 40 mieszkań, natomiast w czerwcu 79. To oznacza tendencję wzrostową, jednak klienci są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji – mówi Paweł Ruszczak, p.o. prezesa Develii.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, w II kwartale Develia wprowadziła elastyczną ofertę 3×0, która została przedłużona na kolejne miesiące. Deweloper oferuje podpisywanie umów rezerwacyjnych bez konieczności dokonywania wpłaty, możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej bez konsekwencji oraz korzystny dla kupującego harmonogram wpłat 20/80.

Najwięcej mieszkań znalazło nowych właścicieli w inwestycjach Na Woli w Warszawie i Słoneczne Miasteczko w Krakowie. Aby uzupełnić ofertę w II kwartale deweloper wprowadził do sprzedaży kolejne etapy inwestycji: V etap osiedla Mała Praga w Warszawie oraz XI etap osiedla Słoneczne Miasteczko w Krakowie.

Poprawa za oceanem

Dane z amerykańskiego rynku pracy pokazały, że nie jest wcale tak źle, jak sądzono. Miejsca pracy są odzyskiwane znacznie szybciej, niż dotychczas przewidywano. Dobrze wypadły też zamówienia.

Dobre dane z USA

Amerykański rynek pracy dochodzi do siebie szybciej niż oczekiwano po problemach wynikających z pandemii. Bezrobocie spadło w ciągu miesiąca z 13,3% na 11,1%. To zasługa głównie tego, że przybyło nie 3 mln, a 4,8 mln miejsc pracy w ciągu miesiąca. Są to oczywiście w większości reaktywacje etatów zamkniętych przy lockdownie, aczkolwiek liczby pokazują, że sytuacja faktycznie się poprawia. Analitycy potwierdzają te obserwacje, czego dowodem jest umacnianie się dolara względem euro po tych danych. Zamówienia na dobra wypadły zgodnie z oczekiwaniami, ale wynik ten nie popsuł dobrego nastroju inwestorów.

PMI dla usług też lepsze

Indeksy PMI dzielą się na te dla przemysłu i dla usług. Zwyczajowo inwestorzy przykładali większą wagę do indeksu przemysłowego, nie znaczy to, że ten dla usług jest w ogóle nieistotny. Warto zwrócić uwagę, że dzisiejsze dane były wyraźnie (bo aż 1 punkt) powyżej oczekiwań. Poziom 48,3 pkt nie przekroczył granicy 50 punktów, co w dalszym ciągu wskazuje na istotne pogorszenie nastrojów po zamknięciu gospodarek na pandemię.

Dymisja premiera Francji

Premier Francji Edouard Philippe złożył dymisję. Powód nie jest do końca znany, ale o rekonstrukcji mówiło się nad Sekwaną od dłuższego czasu. Jako jeden z powodów wskazywana jest popularność obecnego premiera, co mogło powodować potencjalne konflikty z myślącym o reelekcji prezydentem. Rynki walutowe czekają na rozwój sytuacji i na razie nie reagują.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Satelity pokazują, że Europa jest sucha jak wiór

0

W dużej części Europy ostatnie miesiące są jednymi z najbardziej suchych w historii pomiarów opadów. Niedawne nawałnice, prowadzące nawet do lokalnych podtopień, nie wpłynęły na niski poziom wilgotności głębszych warstw gleby. Intensywne opady w dużej mierze spływają od razu do rzek i rowów melioracyjnych, nawilżając tylko warstwę powierzchniową. W Wielkiej Brytanii maj był najbardziej suchym miesiącem od 124 lat. Pożary trawią lasy, łąki i pola. Wiele rzek ma rekordowo niski poziom wody. Zdjęcia satelitarne pokazują skalę problemu i powagę sytuacji.

Obecne wydarzenia związane z pandemią przyćmiły obraz gigantycznych płomieni, które przetoczyły się przez południowo-wschodnią Australię zaledwie kilka miesięcy temu. Jednak cały czas jesteśmy świadkami globalnego ocieplenia, które oddziałuje coraz bardziej destrukcyjnie na nasze otoczenie. Według naukowców zajmujących się klimatem, może to być niestety nasza nowa rzeczywistość. Jak dotąd, rok 2020 jest najcieplejszym w Europie od stulecia. Według danych historycznych, średnia temperatura powietrza jest o pół stopnia Celsjusza wyższa niż w roku 1990, który dotychczas był pod tym względem rekordowo ciepły. Skutkiem jest wyraźnie obniżona wilgotność gleby pól uprawnych, która będzie miała wpływ na plony.

Niemieckie problemy z suszą

W przypadku Niemiec, w tym roku kraj wyjątkowo wcześnie doświadcza „suchej” pogody. Pożary lasów w Nadrenii Północnej-Westfalii rozpoczęły się już w kwietniu. Według krajowych służb meteorologicznych, w tym właśnie miesiącu odnotowano zaledwie 5% zwykłych opadów deszczu, a cały rok 2020 może być kolejnym okresem dotkliwej suszy w Niemczech, być może nawet większym niż wyjątkowo trudne dwa poprzednie lata 2018 i 2019.

Oznaki kolejnego roku suszy można zobaczyć wszędzie. We wschodnim Dreźnie poziom wody Łaby wynosi zaledwie 95 cm, podczas gdy jej średnia głębokość jest dwa razy większa. Łaba jest jedną z wielu rzek w Niemczech, na których w dwóch ostatnich latach zawieszono żeglugę z powodu zbyt niskiego poziomu wody.

Zima bez opadów śniegu i właściwie zupełnie bezdeszczowa wiosna dają o sobie znać. Trudną sytuację związaną z suszą w Niemczech widać na zdjęciach z satelity Sentinel-2 (L2A) – mówi Sybrand van Beijma, Earth Observation Data Specialist z firmy CloudFerro, specjalizującej się w świadczeniu usług przetwarzania w chmurze, będącej również operatorem platform udostępniających wielkie zbiory satelitarnych zdjęć obserwacji Ziemi. Wskaźnik wilgotności (moisture index) jest prostą metodą wizualnego porównania danych z różnych okresów i zauważenia różnic w wilgotności gleby. Porównując zdjęcia z maja 2019 i maja 2020, można np. zaobserwować spory spadek wilgotności gleby. To bardzo cenna informacja, zwłaszcza w kontekście regionalnego zarządzania gospodarką wodną. Jeśli dany teren ma alarmująco niski poziom wilgotności, lokalna administracja powinna mieć odpowiednie dane, aby podjąć właściwe środki zaradcze – podkreśla ekspert.

Niemieccy rolnicy obawiają się, że po dwóch latach suszy, trzeci rok może być jeszcze bardziej ciężki. I choć problemy w 2018 roku spowodowały rekordową wypłatę odszkodowań dla rolników od państwa – było to prawie 292 mln euro – to nie pokryły one wszystkich strat.  Tegoroczna susza oznacza kolejne kłopoty.

Nizina, czy może pustynia Środkowoeuropejska

Susza w Europie rozciąga się od północnej Francji, przez Europę środkową i północną, aż po wschodnie granice Polski. We Francji uprawy pszenicy i jęczmienia mają najsuchsze warunki glebowe od pięciu lat. Inni znaczący europejscy producenci zbóż, tacy jak Rumunia i Ukraina twierdzą, że ich rezerwy wody są na wysokim poziomie ryzyka. Według Instytutu Rolnictwa i Ekonomiki Żywności w Polsce, w tym roku plony z upraw zbóż mogą spaść nawet ponad 8 proc. Susza, która spala wschodnią część Unii Europejskiej, niszczy zbiory i zaostrza wywołane pandemią koronawirusa spowolnienie gospodarcze, które już teraz oceniane jest jako najgłębszy kryzys od upadku komunizmu.

Porównując zdjęcia satelitarne z kolejnych lat można zaobserwować wysychanie kontynentu. Widzimy zmniejszające się zbiorniki wodne, coraz płytsze rzeki, a w niektórych miejscach – nawet zanikające mniejsze rzeki i jeziora. Sytuacja jest rzeczywiście poważna i należy ją dokładnie monitorować – zauważa Sybrand van Beijma.  Warto podkreślić, że ogrom informacji dotyczących pomiarów związanych z warunkami klimatycznymi i ich zmianą w czasie pozyskujemy dzięki europejskiemu programowi obserwacji Ziemi Copernicus, na bazie którego działają zbudowane przez nas platformy: CREODIAS, którego jesteśmy operatorem i WEkEO, który również oparty jest na naszej chmurze obliczeniowej. Produkty informacyjne, oparte na zdjęciach z satelitów pokazują sytuację obecną, a także zmiany, jakie zachodzą w czasie. Mogą z nich korzystać instytuty naukowe i badacze, ale także firmy, tworząc aplikacje wspomagające zarządzanie gospodarką wodną czy symulujące wpływ suszy na otoczenie – wyjaśnia specjalista z CloudFerro.

Według Centrum Badań nad Środowiskiem Helmholtz, globalne ocieplenie ma bardzo duży wpływ na suszę w Europie. Jeśli temperatura na Ziemi wzrośnie o trzy stopnie, to obszar objęty suszą w Europie powiększy się dwukrotnie i obejmie ponad jedną piątą naszego kontynentu. Natomiast susze będą trwać nawet 3-4 razy dłużej. Problem może dotknąć nawet 400 mln ludzi. Jeśli, zgodnie z ustaleniami Traktatu Paryskiego, uda się ograniczyć wzrost ocieplenia klimatu do 1,5 stopnia, powinno to wpłynąć na zmniejszenie obszaru dotkniętego suszą.

Europa stawia sobie za cel aktywną walkę ze zmianami klimatycznymi i przeciwdziałanie ich negatywnym skutkom. Potrzebne jest wypracowane mechanizmów zarządzania klimatycznego oraz reagowania w przypadku klęsk żywiołowych i katastrof. Dlatego konieczne jest zbieranie szczegółowych danych na temat sytuacji na Ziemi oraz ich analizowanie. Służą do tego m.in. zdjęcia z satelitów Sentinel, dostępne np. na platformie CREODIAS.eu.

Nowoczesne stoisko targowe – dobry design dla Twojej firmy

Branża wystawiennicza daje obecnie spore pole do popisu architektom i projektantom sztuki użytkowej. Uczestnicy imprez branżowych już jakiś czas temu zrozumieli, że żeby zaistnieć i wyróżnić się spośród dziesiątek, a niekiedy setek innych wystawców, muszą postawić na ciekawą kreację i oryginalny design. Nowoczesne stoisko targowe to dzisiaj często efekt pracy designerów oraz architektów, którzy inspirują się najnowszymi trendami, ale nie zaniedbują jednocześnie funkcji użytkowej stanowisk.

Uczestnicy imprez branżowych wiedzą, że inwestycja w oryginalne i nowoczesne stoisko targowe popłaca. Czasem dosłownie – dane z raportu UFI (Światowego Stowarzyszenia Targowego), wskazują, że tego targi plasują się na drugim miejscu wśród czynników kształtujących decyzje zakupowe konsumentów. Od tego więc jak firmy zaprezentują się na wystawie często będzie zależeć to, jaki wizerunek przedsiębiorstwa utrwali się w świadomości gości i czy zaprocentuje to w przyszłości np. wzrostem sprzedaży lub nawiązaniem relacji biznesowej. Warto więc zadbać o to, żeby zabudowa oraz przestrzeń, którą się dysponuje, zostały jak najlepiej wykorzystane i zagospodarowane.

Nowoczesne stoisko targowe: koncepcja i design

Dobry design musi iść w parze z tym, co reprezentuje firma – zarówno w warstwie wizualnej, jak i wartości. Już na etapie planowania dobrze zastanowić się też, jaki efekt chcemy uzyskać poprzez obecność na imprezie. Wysoki stopień personalizacji nowoczesnego stoiska targowego będzie działał na naszą korzyść. Może wzmocnić markę i sprawić, że cały brand stanie się bardziej rozpoznawalny i ceniony. W trakcie otworzenia zabudowy warto zaakcentować oraz wyeksponować nie tylko produkty, ale i to, co stanowi o sile i potencjale danej firmy. Myśląc szerzej o całej marce można uzyskać najciekawsze efekty w postaci nietuzinkowego i nowoczesnego stoiska targowego, którego poszczególne części będą nawiązywać w sposób dosłowny lub zawoalowany do działalności oraz misji przedsiębiorstwa. Ten rodzaj myślenia jest bliski projektantom zabudowy, którzy sztukę przemysłową przenoszą w ten sposób na nowy poziom.

Opowiedz o swojej firmie

Twórcy nowoczesnych stoisk targowych mają dzisiaj do dyspozycji niezliczone możliwości. Dostępne technologie, modułowe systemy wystawiennicze oraz materiały o zróżnicowanej fakturze pozwalają na wcielenie w życie najbardziej fantazyjnych wizji. Markę może reprezentować ciekawa bryła, oryginalna grafika, wielopoziomowa konstrukcja oraz intrygująca aranżacja. Nowoczesne stoisko targowe to także design, który nie tylko przykuwa wzrok, ale i angażuje. Poszczególne elementy zabudowy powinny zachęcać do odwiedzin, ale i wciągać uczestników imprezy w opowieść o konkretnej marce. Opowieść będzie ciekawsza, jeśli środki wyrazu, których użyjemy, nie będą monotonne, a krótka wizyta przy stoisku okaże się obfitować w różnego rodzaju doznania. Nowoczesne stoisko targowe oraz jego design promuje, uczy, bawi i zachęca do wymiany doświadczeń.

Zagraniczne inwestycje pod podwójną kontrolą UOKiK

0

24 lipca 2020 r. wejdzie w życie nowelizacja ustawy o kontroli niektórych inwestycji[1]. Zmiany zostały wprowadzone na mocy ustawy potocznie nazywanej Tarczą Antykryzysową 4.0[2]. Nowe przepisy nakładają na inwestorów zagranicznych obowiązek zawiadamiania Prezesa UOKiK o inwestycji w niektóre przedsiębiorstwa działające w Polsce. Pomimo wyłączenia spod tego obowiązku podmiotów z Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, wyłączenie to nie znajdzie zastosowania wobec podmiotów zależnych inwestora spoza EOG/OECD. Oznacza to, że np. polskie spółki zależne koncernu chińskiego będą traktowane jako podmiot zagraniczny nawet jeśli były one wcześniej aktywne na rynku polskim.

System kontroli inwestycji zagranicznych wykazuje wiele podobieństw do rozwiązań z zakresu kontroli koncentracji. Obowiązek zawiadomienia Prezesa UOKiK będzie dotyczył m.in. transakcji nabycia dominacji, co należy rozumieć w dużej mierze w sposób tożsamy ze znanym na gruncie prawa antymonopolowego pojęciem przejęcia kontroli. Możliwe więc będą sytuacje, gdy konieczne będzie przedłożenie dwóch notyfikacji tej samej transakcji Prezesowi UOKiK, tj. zamiaru koncentracji oraz nabycia podmiotu objętego ochroną. Poza nabyciem dominacji zawiadomieniu będzie podlegało również nabycie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną, co będzie dotyczyło sytuacji osiągnięcia lub przekroczenia progów 20% oraz 40% głosów, udziału kapitałowego lub zyskach podmiotu objętego ochroną.

Zgodnie z ustawą, nabycie dominacji lub znaczącego uczestnictwa będzie mogło nastąpić również w sposób pośredni, np. na skutek transakcji pomiędzy spółkami-matkami podmiotów objętych ochroną. Ustawa posługuje się również pojęciem „nabycia następczego”, przez co należy rozumieć sytuacje umorzenia lub nabycia własnych udziałów/akcji podmiotu objętego ochroną, podział lub połączenie takiego podmiotu oraz zmiany umowy/statutu takiego podmiotu poprzez uprzywilejowanie (zmianę uprawnień) udziałów/akcji niektórych wspólników. Ustawa zawiera również klauzulę obejścia prawa uznającą za nabycie dominacji lub znaczącego uczestnictwa wszelkiego rodzaju działania mające na celu uniknięcie obowiązku notyfikacji.

Podstawowym warunkiem uznania za podmiot objęty ochroną jest osiągniecie co najmniej 10 mln euro obrotu na terytorium Polski w co najmniej jednym z lat obrotowych poprzedzających rok złożenia zawiadomienia. Podmioty, które spełniają ten warunek będą objęte ochroną jeżeli:

  1. są spółkami publicznymi (tj. notowanymi na giełdzie) lub
  2. prowadzą działalność w jednym ze strategicznych sektorów gospodarki wymienionych w ustawie (m.in. energetyka, opracowywanie i modyfikacja oprogramowania, przemysł chemiczny, telekomunikacja, przemysł zbrojeniowy, sektor medyczny i farmaceutyczny, przeładunek w portach śródlądowych, przetwórstwo mięsa, mleka, zbóż oraz owoców i warzyw).

Po otrzymaniu zawiadomienia Prezes UOKiK będzie miał 30 dni roboczych na przeprowadzenie wstępnego postępowania sprawdzającego, które może zostać zakończone:

  1. decyzją o odmowie wszczęcia postępowania kontrolnego i braku sprzeciwu wobec transakcji,
  2. postanowieniem o wszczęciu postępowania kontrolnego, jeżeli zawiadamiający nie przedłożył żądanych przez organ informacji lub dokumentów lub dalsze badanie jest uzasadnione z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego lub porządku publicznego.

Ustawowy termin zakończenia postępowania kontrolnego będzie wynosił 120 dni. Poza przypadkami, gdy zawiadamiający nie uzupełnił braków formalnych zawiadomienia, decyzja o sprzeciwie wobec transakcji będzie mogła zostać wydana, gdy:

  • w związku z nabyciem istnieje przynajmniej potencjalne zagrożenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego RP lub zdrowia publicznego w RP,
  • brak jest możliwości ustalenia przynależności państwowej nabywcy,
  • transakcja może mieć negatywny wpływ na projekty i programy leżące w interesie UE.

Nabycie dokonane bez uzyskania pozytywnej decyzji Prezesa UOKiK (lub wbrew decyzji negatywnej) będzie dotknięte cywilnoprawną sankcją nieważności. W tym celu Prezes UOKiK uzyska również m.in. kompetencję do zaskarżania uchwał organów spółki – wytaczania powództw o stwierdzenie ich nieważności.

Ponadto, nabycie znaczącego uczestnictwa lub dominacji bez zawiadomienia będzie stanowiło przestępstwo zagrożone grzywną do 50 mln zł, karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat albo obiema tymi karami łącznie. Odpowiedzialności tej podlegać będzie również osoba, która wykonywała prawa głosu z udziałów lub akcji w imieniu wspólnika w przypadku, gdy nie zostało złożone zawiadomienie.

[1] Ustawa z dnia 24.07.2015 r. o kontroli niektórych inwestycji (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 117 z późn.zm.).

[2] Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19 (Dz.U. 2020 poz. 1086).

Autor: Szymon Gołębiowski – adwokat w międzynarodowej kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Śląskie Kamienice S.A. będą współpracowały z Columbus Energy przy projektach farm fotowoltaicznych

0

Śląskie Kamienice S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała, że spółka zależna Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji podpisała umowę współpracy w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych ze spółką COLUMBUS ENERGY S.A. Spółki zamierzają realizować wspólnie przedsięwzięcia związane z fotowoltaiką poprzez nowy podmiot, w którym będą miały po 50% udziałów w kapitale zakładowym.

Spółka Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji, w której Śląskie Kamienice S.A. objęły 10.000.000 akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego, zawarła umowę współpracy w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych z notowaną na rynku NewConnect spółką COLUMBUS ENERGY S.A. Zgodnie z nią oba podmioty zobowiązały się do wspólnej realizacji projektów polegających m.in. na znalezieniu lokalizacji, zaprojektowaniu, budowie i uruchomieniu wolnostojącej instalacji fotowoltaicznej, poprzez ich wspólne finansowanie i podział zadań związanych z ich przygotowaniem. W celu realizacja całego przedsięwzięcia obie strony zobowiązały się do zawarcia umowy spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, w której obejmą po 50% udziałów. Zarząd Śląskie Kamienice S.A. dostrzega bardzo duży potencjał wzrostu w tym segmencie biznesowym.

„Zainicjowanie aktywności w obszarze fotowoltaiki to ogromny impuls dla rozwoju naszej Grupy Kapitałowej, która już wkrótce zmieni formalnie nazwę na Berg Holding S.A.” – komentuje Kamil Kita, Prezes Zarządu Farmy Fotowoltaiki S.A. i jednocześnie Członek Zarządu spółki Śląskie Kamienice S.A. „Mamy zamiar bardzo aktywnie inwestować w branżę fotowoltaiki, ponieważ ma ona ogromny potencjał i jest dopiero w początkowej fazie wzrostu. Jeszcze w tym roku planujemy rozpocząć budowę pierwszych farm fotowoltaicznych.” – dodaje Kita.

W ramach współpracy przy realizacji projektów Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji będą odpowiedzialne za wyszukiwanie lokalizacji pod realizację projektów, pozyskiwanie praw do nieruchomości dla realizacji projektów oraz finansowanie 50% kosztów realizacji projektów na warunkach określonych w umowie. Projekty będą realizowane przez spółki celowe tworzone przez spółkę zawiązaną wspólnie przez Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji oraz Columbus Energy S.A. Korzyści majątkowe dla Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji będą pochodziły m.in. z zysków osiąganych w ramach spółek celowych wynikających z uruchomienia projektów, wytwarzania i sprzedaży energii elektrycznej lub ze sprzedaży projektów na rzecz osób trzecich lub sprzedaży udziałów w spółkach celowych.

„Dzięki współpracy z naszym partnerem – Śląskie Kamienice S.A., która specjalizuje się w modernizacji kamienic, nasze działania nabiorą rozpędu, a ich efekty będziemy mogli zobaczyć już niebawem.” – mówi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A. „Mamy ambicje inwestować we własne projekty farm w takim stopniu, aby w następnym roku osiągnąć wiodącą pozycję w Polsce.” – dodaje Zieliński.

 „Pozyskanie tak strategicznego partnera, jakim jest Columbus Energy S.A., było jednym z priorytetów Spółki. Teraz jesteśmy przekonani, że projekty farm fotowoltaicznych będą poddawane analizie, wdrożeniu i komercjalizowane bez zbędnej zwłoki, przez co w szybkim tempie wypracują zyski dla spółki.” – zakończył Kamil Kita.

Śląskie Kamienice S.A. zakończyły 2019 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 22,8 mln zł. Wartość aktywów Spółki na koniec 2019 r. ukształtowała się na poziomie blisko 89,8 mln zł. Spółka planuje podjąć działania mające na celu spełnienie przez nią warunków niezbędnych do przeniesienia notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Śląskie Kamienice S.A. to Spółka stworzona na silnych fundamentach, która zajmuje się modernizacją zakupionych kamienic na obszarze Górnego Śląska. W 2017 r. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect.

Cushman & Wakefield i Matterport zawierają globalne porozumienie przyspieszające wirtualny marketing nieruchomości komercyjnych

0

– W ramach umowy oferta usług wirtualnych dotyczących nieruchomości komercyjnych zostanie poszerzona o rozwiązanie 3D capture –

Firma Matterport, lider rynku w zakresie pozyskiwania danych przestrzennych, poinformowała dziś o zawarciu globalnego porozumienia z Cushman & Wakefield (NYSE: CWK), jedną z największych firm świata świadczących usługi doradcze na rynku nieruchomości. Dzięki usługom Matterport Capture Services, Cushman & Wakefield będzie mogła zaoferować klientom gotowe rozwiązanie umożliwiające skanowanie wnętrz nieruchomości komercyjnych w technologii 3D.

John Forrester, Prezes Cushman & Wakefield, powiedział: Zawarte porozumienie idealnie wpisuje się w naszą prostą i silną strategię technologiczną. Przewiduje ona współpracę ze strategicznymi partnerami w zakresie dostarczania innowacyjnych narzędzi, które generują cenne dane i kreują wartość dla naszych klientów.

Dzięki wiodącej w branży platformie danych 3D i technikom firmy Matterport wyspecjalizowanym w obsłudze kamer Matterport Pro2, specjaliści firmy Cushman & Wakefield będą mogli prezentować potencjalnym najemcom i nabywcom nieruchomości w środowisku wirtualnym za pomocą modeli digital twins, czyli cyfrowe repliki fizycznych obiektów.

Adam Stanley, Główny Dyrektor ds. Informatyki i Główny Dyrektor ds. Cyfryzacji, Cushman & Wakefield, powiedział: Nasi klienci coraz częściej oczekują od nas danych i informacji, które pomogą im w podejmowaniu decyzji i rozwiązywaniu złożonych wyzwań biznesowych. Współpraca ta to podręcznikowy przykład tego, jak rozwijamy naszą ofertę dla właścicieli i najemców nieruchomości, umożliwiając naszym specjalistom obsługę klientów na wyjątkowym poziomie za pomocą wirtualnego rozwiązania, które w obecnych warunkach stało się niezbędne.

Matterport Capture Services to kompleksowe rozwiązanie dla firm, które potrzebują szybkiego dostępu do doświadczonego i solidnego specjalisty Matterport, który sporządzi skan posiadanych nieruchomości. Dzięki zamieszczeniu unikalnego linku do immersyjnego modelu 3D digital twin na stronie internetowej, w ofertach, e-mailach lub w kanałach mediów społecznościowych, eksperci Cushman & Wakefield umożliwiają radykalne zwiększenie liczby potencjalnych klientów zwiedzających daną nieruchomości. Klienci z praktycznie każdego miejsca w świecie mogą odbyć wirtualny spacer po wybranym obiekcie w dowolnym czasie tak, jakby w nim faktycznie byli, a także poznać układ nieruchomości z perspektywy domku dla lalek i zajrzeć do niej pod dowolnym kątem oraz dokonać cyfrowego pomiaru pokoi, powierzchni, wysokości sufitów i mebli, aby ocenić, czy dana powierzchnia spełnia ich potrzeby.

RJ Pittman, Dyrektor Generalny Matterport, powiedział: Cushman & Wakefield rozumie potęgę naszej unikalnej platformy danych przestrzennych i możliwości biznesowe wynikające z modeli digital twins oferowanych przez Matterport. Dzięki natychmiastowemu dostępowi do tysięcy techników Matterport w 375 miastach w Ameryce Północnej i krajach regionu EMEA, firma Cushman & Wakefield może korzystać ze wsparcia Matterport i poszerzyć ofertę usług poprzez zwiększenie efektywności i wykorzystania portfela nieruchomości na całym świecie”.

Ośrodek interesów życiowych – skutki wyroku NSA, sygn. II FSK 2653/16

0

Kwestia ustalenia centrum interesów osobistych oraz gospodarczych podatnika ma wpływ na ustalenie jego rezydencji podatkowej, a tym samym na obowiązek podatkowy i odpowiednie opodatkowanie osiąganych dochodów w danym kraju. Urzędy skarbowe są w tej kwestii bardzo rygorystyczne, ponieważ większość sytuacji interpretują na korzyść Skarbu Państwa. Jednym z takich przykładów jest sprawa dotycząca ustalenia miejsca zamieszkania w przypadku opuszczenia kraju przez osobę oddelegowaną do pracy w innym państwie, która ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 28 września 2018 r., sygn. II FSK 2653/16).

Przepisy ustawy o PIT

Kluczowe dla prawidłowego określenia miejsca rezydencji podatkowej jest ustalenie miejsca zamieszkania podatnika. Zgodnie z polską ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 3 ust. 1a) uznaje się, że osoba ma miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli posiada ośrodek interesów życiowych (osobistych lub gospodarczych) lub przebywa w Polsce dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. W takich przypadkach osoby fizyczne podlegają w Polsce obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (tzw. nieograniczony obowiązek podatkowy).

Spójnik „lub” wskazuje, że kryteria te należy rozpatrywać rozłącznie i niezależnie. Przykładowo, aby określić miejsce zamieszkania, nie trzeba przebywać w Polsce dłużej niż 183 dni w roku. Wystarczy posiadać w tym kraju ośrodek interesów życiowych. Dodatkowo z uwagi na użycie spójnika „lub” także w przypadku rozróżnienia osobistego i gospodarczego ośrodka interesów życiowych w efekcie należy przyjąć, że w ustawie zdefiniowane są trzy rozłączne kryteria potwierdzające miejsce zamieszkania. Takie podejście potwierdzają także organy podatkowe (np. interpretacja Dyrektora Izby Skarbowej w Łodzi z 7 lutego 2012 r., sygn. IPTPB2/415-650/11-4/MP).

Pomimo tego, że do okresu 183 dni wlicza się każdy zaczęty dzień w danym kraju, w tym także weekendy, święta czy dni wolne od pracy, to podatnik wskazał, że jego pobyt nie przekroczył tego okresu, zatem fiskus w omawianej sprawie skupił swoje zainteresowania na analizie dwóch pozostałych przesłanek (interesów życiowych).

Centrum interesów osobistych

Powiązania osobiste to występowanie więzi rodzinnych, towarzyskich, podejmowanie aktywności społecznej, kulturalnej, sportowej czy też politycznej. W praktyce często podstawowym czynnikiem jest obecność w danym kraju współmałżonka/partnera oraz małoletnich dzieci. Przykładowo więc, wyjeżdżając do innego kraju w celu zarobkowym z całą rodziną, należy przyjąć, że ośrodek osobistych interesów jest w tym innym kraju. W przypadku osób samotnych za ośrodek interesów osobistych przyjmuje się miejsce prowadzenia samodzielnego gospodarstwa domowego, tj. przykładowo relacji z przyjaciółmi, uczestniczenia w życiu kulturalnym, politycznym czy też praktykowania hobby.

Przykładowo Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 20 grudnia 2018 r. wskazał, że „w dbałość o ognisko domowe, przez co należy rozumieć, że osoba zainteresowana czyni wszystko, co jest niezbędne, aby mieć to mieszkanie do własnej dyspozycji w każdym czasie, w sposób ciągły, a nie od czasu do czasu, na pobyt, który z różnych względów może mieć charakter krótkotrwały”. Innymi słowy, jeżeli osoba fizyczna czyni starania, aby osiedlić się w danym kraju na pobyt długotrwały, wówczas występować może u niej tzw. ognisko domowe, które jest przyczyną występowania interesów osobistych w tym kraju. W związku z powyższym w omawianej sprawie organ stwierdził, że podatnik przeniósł na terytorium Włoch centrum interesów osobistych.

Ośrodek interesów gospodarczych

Inny natomiast wniosek wynikał w zakresie interesów gospodarczych. We wniosku o interpretację podatnik wskazał, że na terytorium Polski posiada jeszcze dwa rachunki bankowe i jest właścicielem nieruchomości, którą na czas pobytu wynajmuje. Ponadto jest ubezpieczony oraz ma zawieszony stosunek pracy z polskim pracodawcą.

Należy wskazać, że w przepisach brak jest definicji ośrodka interesów gospodarczych. W praktyce chodzi tu o miejsce, gdzie osiąga się większość swoich dochodów z pracy zarobkowej, wykonywania wolnego zawodu czy prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto pod uwagę może być wzięta kwestia posiadanych inwestycji w danym kraju, majątku ruchomego i nieruchomego, depozytów czy lokat, a także kredytów lub polis ubezpieczeniowych. W związku z powyższym organ stwierdził, że powiązania podatnika są na tyle silne, że nieograniczony obowiązek podatkowy powstaje na terytorium Polski.

Co stwierdził NSA

NSA potwierdził wcześniejsze stanowisko WSA w Warszawie i wskazał, że pomimo iż pozostawione w Polsce mienie może wpływać na ustalenie ośrodka interesów życiowych, to jednak nie ma ono decydującego charakteru. W ocenie NSA w niniejszej sprawie powiązania z Polską miały charakter marginalny. W szczególności nie można mówić o ośrodku gospodarczym w sytuacji, gdy podatnik większość dochodów osiąga z pracy we Włoszech. Był to zresztą bezpośredni powód jego przeprowadzki. Tam też wykonuje zawód. Dodatkowo NSA podkreślił, że w tym przypadku nie znajdą zastosowania tzw. normy kolizyjne, ponieważ podatnika nie można uznać za rezydenta dwóch krajów – Polski i Włoch.

Stanowisko NSA należy uznać za korzystne dla podatnika w szczególności z uwagi na zagwarantowanie pewności prawa. Sprawa z pozoru prosta została skomplikowana przez urząd do tego stopnia, że rozstrzygnięcie musiał wydać NSA.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybór tonera do drukarki firmowej. Na co zwrócić uwagę?

0

Wśród podstawowego sprzętu użytkowanego przez każdą firmę jest zapewne drukarka. Ze względu na częstotliwość druku, jakość wydruku oraz koszty eksploatacji, najwięcej przedsiębiorstw decyduje się na drukarkę laserową. Pomimo wyższej ceny zakupu, jest ona bardzo ekonomiczna i wydajna, przez co inwestycja szybko się zwraca. Pamiętajmy jednak że koszt początkowy nie jest jedynym i największym, lecz decydujący jest tu koszt materiałów eksploatacyjnych, których będziemy używać w naszej firmie.

Koszty materiałów eksploatacyjnych do drukarek laserowych są dużo niższe, ponadto mają większą pojemność, przez co są znacznie wydajniejsze w porównaniu z drukarkami atramentowymi. Toner używany w laserach może jednocześnie być nieużytkowany przez dłuższy czas i nic mu się nie stanie, zaś w przypadku tuszu do drukarek atramentowych, często zdarza się, że zasychają w kartridżach i nie nadają się już do pracy. Na co zwrócić jednak uwagę podczas kupowania tonera do firmowej drukarki laserowej?

tonery-do-drukarek

Tonery do drukarek – https://dmd-biuro.pl/

Toner dobrany do urządzenia

Przede wszystkim musimy kupić odpowiedni toner. Niezależnie, czy będziemy korzystać z produktów oryginalnych, czy zamienników, odpowiednio dobrany toner to podstawa. Musi on być w pełni kompatybilny z posiadanym modelem drukarki aby nie doszło do uszkodzenia sprzętu. Ponadto należy zwrócić uwagę na datę produkcji, a więc datę uzupełnienia kasety, bowiem zbyt odległy termin skutkować może zmniejszeniem jakości wydruku oraz jego wydajności.

Oryginalny toner czy zamiennik?

Oczywiście w instrukcji obsługi każdego modelu znajdziemy informację, iż powinniśmy korzystać wyłącznie z oryginalnych produktów, dedykowanych poszczególnym urządzeniom. Jest to też warunek ważnej gwarancji, w przypadku oddawania sprzętu do serwisu. Warto jednak korzystać z zamienników, gdyż są one obecnie na tyle wyspecjalizowane, że nie uszkodzą naszej drukarki a koszt ich zakupu może być nawet o 90% mniejszy, niż w przypadku oryginalnego tonera. Jest to ważne zwłaszcza dla tych firm, które drukują duże ilości materiałów. Obecnie zamienniki charakteryzują się dużo niższą ceną bez utraty jakości druku, wydajności oraz całkowicie bezpieczne. Możemy skorzystać także z tonerów regenerowanych, czyli takich, gdzie oryginalne puste kasety są czyszczone i ponownie napełniane. Odpowiednio napełniony w ten sposób toner może być często najlepszym produktem, gdyż napełniany jest on do końca i ma większą wydajność, niż oryginał a nawet zamiennik.

Najważniejsze parametry tonera

Niezależnie jednak, na jaki rodzaj tonera się zdecydujemy, warto zwrócić uwagę na rzetelność firmy, która jest jego producentem oraz parametry, które go charakteryzują- przede wszystkim wydajność, która określa maksymalną ilość wydrukowanych kopii A4, przy 5% pokrycia strony tekstem. Im większa wydajność, tym oczywiście lepiej, gdyż przekłada się na obniżenie ceny zadruku jednej strony.

Cena jest tym, co nas bardzo interesuje. Przecież zależy nam na tym, by koszt zakupu produktu był jak najmniejszy. Pamiętajmy jednak, by przy wyborze tonera kierować się przede wszystkim jego wydajnością i jakością oraz korzystać ze sprawdzonych źródeł, gdyż ceny pomiędzy gorszym a lepszym tonerem nie będą aż takie skokowe i warto wydać te parę złotych więcej, by móc cieszyć się lepszą jakością i większą ilością wydruku.

Znając dwa wyżej wymienione parametry, a więc wydajność i cenę kasety, w łatwy sposób możemy obliczyć koszt zadruku jednej strony, dzięki czemu będziemy mogli dokładnie oszacować koszty eksploatacji naszej drukarki i ocenić, jaki toner będzie najkorzystniejszym wyborem.

Musimy również zwrócić uwagę na to, czy nasza drukarka jest monochromatyczna, czyli możliwy jest wydruk jedynie dokumentów czarno-białych. W tym przypadku potrzebny będzie wyłącznie jeden toner, z czarnym proszkiem o oznaczeniu koloru „black”. Z kolei w przypadku drukarek kolorowych, będziemy mieć do czynienia z czterema odrębnymi kasetami o kolorach żółtym, niebieskim, purpurowym oraz czarnym. Oczywiście zakup tonerów kolorowych w zestawie będzie tańszy, niż przy zakupie pojedynczych kaset.

Warto także zwrócić uwagę na to, czy na dany produkt przyznana zostaje gwarancja. Powinna ona obejmować możliwość zamiany tonera w przypadku jego nieprawidłowego działania. Niektórzy producenci poszli o krok dalej, oferując nawet usługę naprawy sprzętu, w przypadku jeśli toner zamiennik ją uszkodzi.

Jak widzimy, wybór odpowiedniego tonera do firmowej drukarki nie jest wcale taki trudny. Jeśli jednak nadal mamy z tym problem, gdyż jesteśmy laikiem w tej kwestii, to nie ma obaw, bowiem większość sklepów internetowych posiada wyszukiwarki, dzięki którym w łatwy sposób znajdziemy toner, który będzie pasował do danego urządzenia i szybko będziemy mogli porównać interesujące nas parametry. Ponadto zawsze możemy prosić o pomoc przedstawiciela handlowego lub sprzedawcę.

Jazda bez karty kierowcy lub z nieważną kartą – jakie są konsekwencje?

0

Karta kierowcy to jeden z najważniejszych dokumentów, do którego posiadania zobligowany jest kierowca poruszający się pojazdem wyposażonym w tachograf cyfrowy, służący przede wszystkim do identyfikacji kierowcy, rejestracji czasu jazdy oraz jej przebiegu. Co jednak, gdy z przyczyn od nas niezależnych, karta ulegnie zniszczeniu, zostanie skradziona lub ją zgubimy? A co jeśli karta straci ważność? Jakie kary mogą zostać na nas nałożone? Oto kilka podstawowych informacji na ten temat.

Jazda bez karty kierowcy

Zgodnie z obowiązującymi przepisami unijnymi oraz krajowymi, kierowcy zobowiązani są do posiadania oraz posługiwania się kartą kierowcy podczas wykonywania swojej pracy. Jest to oczywiście zrozumiałe i kierowcy dostosowują się do ustanowionego prawa, jednak w życiu dochodzi czasem do pewnych zdarzeń losowych, na które nie mamy wpływu lub nie robimy czegoś celowo. Co w przypadku, gdy karta ulegnie uszkodzeniu, zgubimy ją lub zostanie nam skradziona? Warto znać procedury, jak należy wtedy postępować, by uniknąć wysokich kar.

roczlicz-kierowce

Profesjonalne rozliczanie czasu pracy kierowców

Jeśli dojdzie do uszkodzenia, zgubienia lub kradzieży karty kierowcy, należy przed rozpoczęciem przewozu wydrukować z tachografu wszystkie dane prowadzonego pojazdu, po czym na tym właśnie wydruku wypisać dane identyfikacyjne kierowcy oraz szczegółowo opisać sytuację, po czym zatwierdzić wszystko podpisem. Po zakończeniu przewozu należy postąpić podobnie, wykonując wydruk z tachografu i uzupełniając go o okresy przez niego nie ujęte takie jak: inne prace, gotowość czy odpoczynek oraz podając dane identyfikacyjne kierowcy i zatwierdzić wszytko podpisem.

Jeśli zgubiliśmy kartę, dodatkowo należy niezwłocznie wystąpić z wnioskiem o wydanie nowej karty a jazdę możemy kontynuować maksymalnie przez 15 dni od daty zgubienia karty. Jeśli karta jest uszkodzona, oprócz tworzenia obowiązkowych wydruków, dodatkowo należy niezwłocznie wysłać ją listem poleconym do Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych wraz z wnioskiem o jej duplikat. Ważne, by mieć przy sobie kopię złożonego wniosku. Jeśli nasza karta zostanie skradziona, musimy ten fakt zgłosić na policję, by otrzymać odpowiedni dokument, z którym możemy wykonywać swoją pracę przez 15 dni oraz który posłuży do wniosku o wydanie nowej karty. Co ważne, osobą upoważnioną do złożenia wniosku oraz uiszczenia opłaty za wydanie nowej karty jest tylko i wyłącznie kierowca i musi to zrobić w terminie 7 dni od dnia, w którym skorzystanie z karty stało się niemożliwe.

Jazda z nieważną kartą kierowcy

Analogicznie jak w przypadku jazdy bez karty kierowcy, jazda z nieważną kartą kierowcy jest zabroniona. Karta kierowcy wydawana jest na okres maksymalnie 5 lat, jednocześnie nie dłuższy niż okres ważności prawa jazdy danego kierowcy. Gdy zbliża się koniec ważności karty, należy do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych złożyć odpowiedni wniosek o jej przedłużenie. Należy to zrobić nie później niż 15 dni kalendarzowych przed upływem ważności karty ale również i nie wcześniej niż 60 dni kalendarzowych przed końcem ważności karty.

Kontrola przestrzegania przepisów oraz grożące sankcje

Organem upoważnionym do przeprowadzania kontroli w zakresie przestrzegania przepisów czasu pracy kierowcy jest Inspekcja Transportu Drogowego. Podczas każdorazowej inspekcji dochodzi do sprawdzenia karty kierowcy, wykresówek, wydruków z tachografu, zapisów odręcznych oraz innych dokumentów. Kontroli podlega okres maksymalnie 28 dni wstecz.

Za nieuzasadnioną jazdę bez karty lub jazdę z kartą nieważną grożą wysokie kary finansowe, nakładane nie tylko na kierowcę, ale również na właściciela firmy lub osobę zarządzającą transportem. I tak, za jazdę z nieważną kartą kierowcy, nie rejestrując aktywności, prędkości pojazdu, przebytej drogi a także używając cudzą kartę kierowca może otrzymać mandat karty w wysokości od 500 zł do 2000 zł. Dodatkowa kara to brak obowiązkowych wydruków z tachografu- 200 zł za każdy brakujący wydruk oraz 100 zł za nieprawidłowe ich opisanie. Właściciel firmy za wykonywanie przez kierowcę pracy bez ważnej karty kierowcy może zostać ukarany mandatem w wysokości 2000 zł, zaś osoba zarządzająca transportem karę 500 zł.

Victoria Dom w pierwszej połowie roku poprawiła sprzedaż o 14%

0

Victoria Dom zakontraktowała w pierwszej połowie br. 848 mieszkań co oznacza wzrost o 14% w ujęciu r./r. Popyt na rynku pierwotnym jest cały czas wysoki. Pandemia Covid-19 spowodowała jednak wydłużenie czasu uzyskiwania zgód na budowę, a tym samym ograniczyła podaż deweloperów. Zarząd spółki zakłada, że w przyszłym roku powróci do dynamicznego trendu wzrostowego w zakresie sprzedaży.

Victoria Dom, będąca jednym z największych warszawskich deweloperów, w pierwszej połowie 2020 r. sprzedała rekordową liczbę 848 mieszkań. Oznacza to wzrost o 14% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku kiedy zakontraktowano 745 lokali.  W samym drugim kwartale br. spółka podpisała 255 umów deweloperskich i płatnych umów rezerwacyjnych co jest wynikiem o 33% niższym niż rok wcześniej kiedy zawarto 380 umów.

„Osiągniętą sprzedaż w drugim kwartale br. oceniamy jako dobrą. Jest ona powyżej naszych założeń zweryfikowanych w reakcji na rozwój pandemii Covid-19. Widzimy wciąż silny popyt na nowe mieszkania. Zanotowana mniejsza kontraktacja wynika natomiast w dużym stopniu z wyprzedania naszej oferty i ograniczonej podaży. Nowe projekty wprowadzamy z opóźnieniem ze względu na   wydłużenie się okresu uzyskiwania odpowiednich pozwoleń  na budowę i zgód administracyjnych.  Obecnie zdecydowana większość naszych inwestycji, których termin przekazania mieszkań planowany jest na ten rok, jest już sprzedana. Oferujemy głównie lokale, które będziemy oddawać do użytkowania w kolejnych latach” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

„W kolejnych okresach zagrożeniem dla branży deweloperskiej może być wzrost cen mieszkań spowodowany m.in. wyższymi  kosztami gruntów oraz restrykcyjną polityką banków wprowadzoną od kwietnia br.  Oceniamy to ryzyko jednak jako niewielkie. W ostatnim czasie widzimy bowiem już pewne luzowanie polityki kredytowej ze strony instytucji finansowych. Mimo wyższego wkładu własnego i wyższych kosztów obsługi również klienci są cały czas mocno zainteresowani inwestycjami w mieszkania. Takie inwestycje traktują jako bezpieczne i perspektywiczne” – podkreślił Waldemar Wasiluk.

Zarząd Victoria Dom zapewnia, że realizacja projektów deweloperskich przebiega normalnie.  „Obecna uzyskiwana przez nas sprzedaż jest w pełni satysfakcjonująca i jest zbliżona do poziomów notowanych w zeszłym roku. Zakładamy, że do dynamicznego trendu wzrostowego powrócimy w przyszłym roku. W trzecim i czwartym kwartale br. planujemy  wprowadzenie do sprzedaży kilku nowych inwestycji. Będą to nowe projekty oraz kolejne etapy bardzo popularnych osiedli takich jak np. Nova Ochota oraz inne przedsięwzięcia na Białołęce i w Ursusie. W przygotowaniu mamy także pierwszy projekt w Krakowie, z którym ruszymy w ciągu kilku tygodni” – dodał Waldemar Wasiluk.

Victoria Dom utrzymuje bogaty bank ziemi, na którym może realizować inwestycje deweloperskie  przez co najmniej kolejnych kilka lat.

GPW rozszerza Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego o kolejne spółki

0
  • Do obecnych 39 uczestników Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego organizowanego przez GPW dołączą kolejnych 12 spółek
  • Nowe spółki zostały wyłonione przez analityków 12 Członków Giełdy, którzy przygotowują raporty analityczne w ramach obecnie działającego Programu
  • Pierwsze raporty inicjujące dla wyłonionych spółek będą opublikowane w ciągu najbliższych 60 dni

W czwartek, 2 lipca br. zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zatwierdził dopuszczenie kolejnych 12 spółek do Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego (PWPA), edycji uzupełniającej Programu, który wystartował w czerwcu 2019 r. Pomysł uruchomienia PWPA był szeroko konsultowany z instytucjami rynku, a jego etap pilotażowy został zaplanowany na 2 lata. Celem Programu jest zwiększenie dostępności analiz dla mniej płynnych spółek, a co za tym idzie umożliwienie inwestorom podejmowania decyzji inwestycyjnych w oparciu o wiarygodne, niezależne źródło informacji o emitencie. W ramach rozszerzenia PWPA każdy z 12 Członków Giełdy (domów maklerskich), biorących udział w Programie, wytypował jedną dodatkową spółkę do pokrycia.

Regulacyjne rozdzielenie opłaty za raporty analityczne od opłaty za realizację transakcji giełdowych (tzw. unbundling) spowodował spadek liczby i ograniczył dostępność sporządzanych raportów analitycznych na temat małych i średnich spółek. Decyzję o rozszerzeniu programu podjęliśmy w związku z dynamicznym wzrostem rachunków maklerskich od początku roku, a zasady kwalifikacji kolejnych spółek wypracowaliśmy wspólnie z domami maklerskimi. 12 nowych emitentów objętych Programem reprezentuje bardzo różne branże – wśród nich są producenci gier, producenci budowlani, firmy z branży marketingu sensorycznego czy recyklingu –  co znacząco podnosi atrakcyjność raportów publikowanych w ramach Programu zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych – zaznacza Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

W odróżnieniu od pierwotnej wersji PWPA, wyłaniając emitentów do rozszerzonej edycji, analitycy nie musieli ograniczać się do spółek wchodzących tylko w skład indeksów mWIG40 i sWIG80. W edycji uzupełniającej, zgodnie z regulaminem, może to być każda spółka notowana na Głównym Rynku GPW, za wyjątkiem WIG20. Jedynym warunkiem był brak wydanej rekomendacji giełdowej dla danej spółki w ciągu ostatniego roku.

Spółki zaklasyfikowane do uzupełniającej edycji PWPA oraz Członkowie Giełdy, których analitycy będą przygotowywać analizy na ich temat:

Lp Członek Giełdy Spółka
1 DM PKO BP MLP Group S.A.
2 Erste Securities IMS S.A.
3 DM Banku BPS Prochem S.A.
4 Noble Securities Krynicki Recykling S.A.
5 DM BDM Artifex Mundi S.A.
6 Millenium DM Korporacja KGL S.A.
7 DM BOŚ Votum S.A.
8 Ipopema Securities Mirbud S.A.
9 Santander Bank Polska Kino Polska TV S.A.
10 mBank Sygnity S.A.
11 Trigon DM Boombit S.A.
12 Bank Pekao S.A. Protektor S.A.

 

Eksport online remedium na kryzys gospodarczy? Cykl webinariów Amazon i PAIH dla polskich przedsiębiorców

0

Spowolnienie gospodarcze i zmiany w zwyczajach zakupowych konsumentów, wywołane skutkami pandemii koronawirusa, wpływają na działalność biznesową wielu polskich sprzedawców. Tylko w kwietniu odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej przez internet na poziomie blisko 28% r/r[1]. Tymczasem wiele firm z sektora MŚP nie jest gotowych na rozszerzenie modelu prowadzenia biznesu o internetowe kanały sprzedaży. Amazon we współpracy z Polską Agencją Inwestycji i Handlu (PAIH) wspiera lokalnych przedsiębiorców, objętych „luką cyfryzacyjną”, oferując im narzędzia umożliwiające rozwijanie działalności na rynku e-commerce. W dniach 9 i 14 lipca br. odbędą się pierwsze z serii bezpłatnych webinariów dotyczących sprzedaży online i możliwościach skalowania biznesu dzięki ekspansji zagranicznej.

Panująca pandemia koronawirusa, skutkująca ograniczeniem handlu tradycyjnego, sprawiła, że potrzeba cyfryzacji małych i średnich przedsiębiorstw stała się pilniejsza niż dotychczas. MŚP odpowiadają za 74 % wartości wytwarzanego w Polsce PKB[2], jednak jak pokazują badania, poziom ich cyfryzacji jest niski. W zakresie integracji technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa[3], mierzonej przez Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI) polskie firmy zajmują dopiero 25. miejsce na 28 państw Unii Europejskiej. Jedną ze zmiennych branych pod uwagę przy obliczaniu wskaźnika DESI jest właśnie odsetek MŚP sprzedających online za granicą. Europejski handel także jest dotknięty „luką cyfryzacyjną” – ok. 60 % obywateli Unii Europejskiej kupuje online, ale tylko 16% przedsiębiorców oferuje swoje produkty w sieci[4]. W odpowiedzi na tę dysproporcję Komisja Europejska uczyniła cyfryzację w sektorze MŚP priorytetem w zakresie pobudzania wzrostu gospodarczego, a krajowe instytucje w ślad za nią podejmują działania przyspieszające digitalizację biznesu. Nabrały one szczególnego znaczenia w trakcie pandemii – w reakcji na zmiany na rynku, wielu przedsiębiorców musi szybko opanować i wdrożyć nowe kanały sprzedaży online. Według danych GUS, w związku z ograniczeniem handlu w stacjonarnych sklepach w kwietniu br. w porównaniu z poprzednim miesiącem odnotowano znaczny wzrost sprzedaży detalicznej przez internet – o 27,7%. Przy spadku sprzedaży detalicznej ogółem o prawie 23% w stosunku do kwietnia ub. r., pokazuje to jak istotnym kanałem sprzedaży w trakcie kryzysu staje się internet.

Amazon od dawna wspiera sprzedawców w rozwijaniu swojego biznesu i wejściu na rynki zagraniczne dzięki sprzedaży online. Zmiany wywołane pandemią, na które bardzo szybko zareagowali klienci, jeszcze przyspieszą proces digitalizacji handlu. Wzrost zainteresowania zakupami online stwarza szanse polskim przedsiębiorcom poszukującym nowych rynków zbytu dla swoich produktów. Amazon może im w tym pomóc – mówi Mariusz Mielczarek, Dyrektor ds. Sektora Publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej, Amazon.

Przed podjęciem decyzji o ekspansji zagranicznej na większą skalę, zachęcamy przedsiębiorców do przetestowania pomysłu. Jedynym ze sposobów na sprawdzenie na ile dany rynek będzie atrakcyjny i opłacalny jest wykorzystanie e-commerce. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich branż, ale sprawdzi się na pewno w przypadku kosmetyków, mebli, ubrań czy np. sprzętu fitness. Co więcej na niektórych rynkach sprzedaż internetowa to dużo skuteczniejsze rozwiązanie, niż dystrybucja w punktach stacjonarnych  – mówi Agnieszka Siekierska-Otłowska, dyrektor Pionu Produktów i Marketingu PAIH.

Pierwsze z serii bezpłatnych warsztatów online dla sprzedawców odbędą się w dniach 9 i 14 lipca br.o godz. 14.00.  W webinariach weźmie udział przedstawiciel PAIH, który przedstawi korzyści wynikające z ekspansji zagranicznej w handlu oraz opowie o wsparciu Agencji: doradztwie z zakresu procedur administracyjnych, opracowywaniu rozwiązań prawnych, wsparciu w wyborze lokalizacji czy wiarygodnych partnerów i dostawców.  W drugiej części spotkania Marta Jabczyńska z Amazon zaprezentuje biznesowe aspekty współpracy ze sprzedawcami. Warsztat uzupełni wystąpienie Cypriana Iwucia, właściciela kilku marek z branży modowej, który opowie o praktycznych aspektach eksportu online.

Amazon oferuje dostęp do ponad 300 mln klientów w 180 krajach świata. Chcemy podzielić się swoim globalnym doświadczeniem z polskimi przedsiębiorcami, którzy dotychczas działali tylko stacjonarnie i zaoferować im pomoc w otwarciu kanału sprzedaży online, służącego poszerzeniu skali biznesu o rynki zagraniczne. Mamy nadzieję, że nasze warsztaty pozwolą rodzimym przedsiębiorcom osiągać sukces nie tylko w Polsce, ale i na światowym rynku – dodaje Mariusz Mielczarek

[1] Dynamika sprzedaży detalicznej w kwietniu 2020r. , Informacje sygnalne, GUS

[2] Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, PARP, 2018

[3] The Digital Economy and Society Index 2020, https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/desi

Integracja technologii cyfrowych obejmuje cyfryzację biznesu i korzystanie z e-handlu. Cyfryzacja biznesu określana jest na podstawie czterech wskaźników (odsetka przedsiębiorstw używających elektronicznych sposobów udostępniania informacji, mediów społecznościowych, big data i rozwiązań chmurowych). Handel elektroniczny obejmuje trzy wskaźniki: odsetek MŚP sprzedających online, udział obrotu z e-commerce w całkowitym obrocie MŚP oraz odsetek MŚP sprzedających online za granicą.

[4] A guide to e-commerce in Europe, European Commission, Enterprise Europe Network, 2018.  https://een.ec.europa.eu/sites/default/files/een_guide_ecommerce_2018.pdf

Self-publishing rośnie w siłę

0

Self-publishing z roku na rok stanowi coraz większą część całego międzynarodowego rynku książki. W rankingach bestsellerów firmy Amazon, ponad jedną czwartą stanowią książki wydane przez niezależnych autorów.  Z danych firmy IMKER wynika, że także w Polsce nie tylko znacząco rośnie liczba samodzielnie wydawanych książek, ale także ich sprzedaż.

5-10 proc. od ceny okładkowej – na taką kwotę może liczyć autor, który zdecyduje się wydać książkę w tradycyjnym wydawnictwie. Nic dziwnego, że twórcy – zwłaszcza ci, którzy mają bezpośredni kontakt ze swoimi czytelnikami jak blogerzy, youtuberzy, specjaliści – decydują się na self-publishing. Dzięki temu mogą liczyć na ok. 70 proc. zysku z każdej sprzedanej książki. Doceniają też wolność podejmowania niezależnych decyzji na każdym etapie.

Z danych IMKER – firmy wspierającej self-publisherów, oferującej usługi fulfillment, czyli magazynowania, pakowania, wysyłki, a także oferującej narzędzia sprzedażowe – wynika, że w okresie od marca do maja b.r. liczba wydanych tytułów zwiększyła się o 110 proc., a liczba sprzedanych książek o 185 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. To dobre prognozy dla niezależnych autorów.

udzial wydawcow bestdellerowych (1)

W Amazonie książki wydawane przez self-publisherów, zajmują drugie miejsce na liście najlepiej sprzedawanych książek stanowiąc 27 proc. wszystkich bestsellerów, a e-booki niezależnych autorów to 41 proc. wszystkich dostępnych e-booków. Aby przekonać się, jak pandemia i lockdown wpłynął na rynek książek wydanych w trybie self-publishing, IMKER postanowił porównać dane dotyczące sprzedaży książek, liczbę autorów decydujących się na publikację, a takżę liczbę dostępnych tytułów, zestawiając dane od marca do maja b.r. z analogicznym okresem w roku 2019. – Wszystkie wyniki pokazują jednoznacznie, że autorzy, najczęściej blogerzy i youtuberzy, coraz częściej decydują się na samodzielne publikowanie. Dzięki zbudowanej bazie fanów na swoich stronach i w social mediach, znakomicie radzą sobie ze sprzedażą, a ich książki zyskują miano wielokrotnego bestsellera – komentuje Krzysztof Bartnik, właściciel IMKER.

Self-publishing. Żadna nowość

Osobom niezwiązanym z branżą wydawniczą, może wydawać się, że książki publikowane samodzielnie, to te, których wydaniem nie było zainteresowane żadne popularne wydawnictwo. To fałszywy stereotyp. Warto pamiętać, że książki, które zostały samodzielnie wydane przez autorów, to chociażby takie bestsellery jak m.in.: tomik „Mleko i miód” Rupi Kaur, “Bogaty ojciec, biedny ojciec” Roberta Kiyosaki, „W stronę Swanna. W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta czy ” 50 twarzy Greya” E.L. James.

Na rynku pojawia się coraz więcej firm usprawniających proces self-publishingu, oferujących pomoc w redakcji, korekcie, składzie i druku książki. Inne firmy budują sklepy internetowe lub udostępniają widgety umożliwiające sprzedaż książki bezpośrednio z poziomu bloga autora. Dzięki temu niezależni autorzy mogą jeszcze łatwiej wydawać i sprzedawać książki atrakcyjne pod względem merytorycznym i wizualnym.

Dlaczego self-publishing?

Dlaczego twórcy, którzy bez problemu znaleźliby wydawnictwa zainteresowane podpisaniem z nimi kontraktu, decydują się na samodzielne wydanie książki? Przecież wiąże się to z koniecznością zarządzania wielością zadań – redakcją, korektą, zaprojektowaniem okładki, znalezieniem drukarni, kontrolą jakości, odbiorem, magazynowaniem, promocją i sprzedażą.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. Niezależni autorzy (“indie publishers”) zarabiają więcej niż twórcy związani umowami z wydawnictwami. Ci ostatni dostają zazwyczaj około 7,5 proc okładkowej ceny książki lub jeszcze mniej, jeśli korzystają z agenta. Platformy umożliwiające self-publishing – jak Amazon, Apple Books, Ingram Spark czy Kobo – przekazują do 70 proc. ceny publikacji autorowi. Autorzy, którzy sprzedają dzieła bezpośrednio swoim czytelnikom – np. za pośrednictwem własnej strony WWW – mogą liczyć na jeszcze wyższy zarobek – przekonuje raport przedstawiony przez Alliance of Independent Authors.

Miażdżące wyliczenia dotyczące wynagrodzeń dla twórców współpracujących z wydawnictwem i samodzielnych przedstawił Michał Szafrański na swoim blogu “Jak oszczędzać pieniądze?”. Z artykułu wynika, że od 1 lipca 2016 roku, do 30 października 2019 autor sprzedał 81 928 egzemplarzy książki “Finansowy Ninja”, dzięki czemu zarobił “na rękę” 3 633 125 zł, po odliczeniu wszystkich kosztów i darowizny na rzecz fundacji Pajacyk. Przy 10 procentowej prowizji, sprzedając dokładnie taką samą liczbę egzemplarzy zarobiłby 315 376 zł – ponad 11 razy mniej. Obecnie autor zbliża się już do granicy 100 tys. sprzedanych egzemplarzy.

– Z naszych wyliczeń wynika, że koszt związany z wydaniem książki przez self-publishera zwraca się już przy kilkuset wydanych egzemplarzach. Jeżeli publikacja nie jest skierowana jedynie do koneserów,  a autor posiada rozbudowaną bazę odbiorców (fanów, subskrybentów), osiągnięcie takiego wyniku nie jest trudne, a tym samym ryzyko związane z inwestycją finansową we własną publikację jest niewielkie – komentuje ekspert IMKER.

Autorzy, którzy decydują się na self-publishing zwracają uwagę także na poczucie kontroli. Nie pozbywają się praw autorskich, nie są zobowiązani żadnymi umowami licencyjnymi, dzięki czemu sami decydują o dodrukach, wydaniu audiobooka lub adaptacji ich utworów na potrzeby filmu.

Najczęściej samo-wydawane

ksiązki wydane przez self publisherów (1)

Pośród samodzielnie wydawanych tytułów, najlepiej radzi sobie literatura non-fiction. Potwierdzają to dane IMKER. Aż jedna czwarta wszystkich publikacji dotyczy rozwoju osobistego. Na drugim miejscu plasują się książki o tematyce biznesowej i ekonomicznej. Ostatnie miejsce na podium zajmują poradniki na temat sportu i odżywiania.

National Sales Congress już we wrześniu! Wśród prelegentów m. in. Philip Zimbardo

0

To już oficjalne. Nowe rozporządzenie polskiego rządu pozwala na organizację kongresów, konferencji i targów od 6 czerwca bieżącego roku. Najbliższa edycja National Sales Congress odbędzie się 24 września na PGE Narodowym.

Jak wynika z rozporządzenia w Dzienniku Ustaw wydanego przez Radę Ministrów w dniu 29 maja:

„Zgodnie z ustawą z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292 i 1495 oraz z 2020 r. poz. podmioty działalności związane z organizacją, promocją lub zarządzaniem imprezami, takimi jak targi, wystawy, kongresy, konferencje, spotkania mogą odbywać się w nowym reżimie sanitarnym.”

Mimo wymuszonego lockdownu, jesień 2020 zapowiada się inspirująco. Już we wrześniu odbędzie się jeden z najważniejszych kongresów sprzedażowych w Polsce. Sprawdźcie, co nowego przygotowali organizatorzy.

Najważniejszy kongres sprzedaży w Polsce

National Sales Congress to rozbudowane i kompleksowe wydarzenie przeznaczone dla wszystkich osób pracujących w sprzedaży. W ramach kongresu wystąpią doświadczeni praktycy sprzedaży i wybitni mówcy, uczestnicy będą mogli skorzystać z ich doświadczenia i rozwinąć swoje kompetencje. Szereg prelekcji i debat pozwoli pogłębić wiedzę i przygotować na wszystkie trudności, które mogą czekać ekspertów w branży sprzedażowej.

Kongres został podzielony na trzy filary – scena Sprzedaż, scena Zarządzanie oraz Networking i strefa wystawiennicza. Dzięki temu uczestnicy mają pewność, że wybiorą prelekcje dopasowane do ich kompetencji oraz zdobędą umiejętności, które realnie przydadzą im się w pracy.

Dużym atutem NSC jest specjalna Strefa Networkingu obsługiwana przez Biznes Klub Polska – zespół profesjonalnych networkerków. Dzięki niej nawiążesz nowe relacje biznesowe i wymienisz doświadczenia z najlepszymi w branży.

Nowości na NSC!

Do tegorocznej edycji National Sales Congress dołączył Philip Zimbardo. To jeden z najsłynniejszych psychologów na świecie, emerytowany profesor na Uniwersytecie Stanforda oraz kierownik sławnego projektu badawczego znanego jako Stanfordzki Eksperyment Więzienny (Stanford Prison Experiment).

Philip Zimbardo specjalizuje się w psychologii społecznej – jest autorem ponad 60 książek i 600 publikacji. Obecnie w badaniach zajmuje się przede wszystkim psychologią heroizmu. Jako założyciel i prezes organizacji Heroic Imagination Project prowadzi szkolenia w szkołach, instytucjach i firmach na całym świecie.

Wśród prelegentów będą obecni także Nikolay Kirov – wykładowca studiów MBA, ekspert z zakresu przywództwa i negocjacji, Jakub B. Bączek – złoty medalista Mistrzostw Świata jako trener mentalny kadry narodowej siatkarzy Stephana Antigi,  Adam Bernacki – międzynarodowy konsultant z zakresu zwiększania efektywności zakupowe i wielu innych.

Udział w Kongresie będzie potwierdzony certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia: Koźmiński Executive Business School – lidera programów MBA w Polsce, Kirov Strategic Negotiators – wiodącą w Polsce firmę szkoleniowo-konsultingową specjalizującą się w programach rozwoju umiejętności miękkich i strategicznych, a także Quest Change Managers – zespołu konsultantów, którzy pomagają firmom w osiąganiu coraz lepszych rezultatów i w dynamicznym rozwoju.

Tarcza Antykryzysowa 4.0 – zmiany podatkowe i dopłaty do oprocentowania kredytów

0

W przyjętej Tarczy antykryzysowej 4.0 znalazło się wiele przepisów, których celem jest poprawa płynności finansowej przedsiębiorstw. Firmy będą mogły skorzystać z dopłat do oprocentowania kredytów oraz do końca grudnia 2020 r. zostaną zwolnione z podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych. W ramach nowelizacji przepisów wprowadzona została zmiana umożliwiająca zaliczenie jako koszt kwalifikowany nowej inwestycji, wydatków związanych z dwuletnimi kosztami pracy, najmem, dzierżawą, w tym w formie leasingu finansowego, także po terminie zakończenia inwestycji wskazanego w uzyskanej decyzji o wsparciu. Dodatkowo eksperci KPMG w Polsce wskazują na rozszerzony katalog, dzięki któremu od podstawy opodatkowania podatnik może odliczyć darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19.

Rozwiązaniem w Tarczy 4.0, mającym poprawić płynność finansową przedsiębiorców jest wprowadzenie dopłat do oprocentowania kredytów obrotowych odnawialnych i nieodnawialnych, w  rachunku kredytowym oraz rachunkach bieżących udzielanych w złotych. Jest to kolejny ważny instrument płynnościowy uruchomiony w ramach tarczy antykryzysowej, w której będzie uczestniczył Bank Gospodarstwa Krajowego.

Do końca 2020 r. przedsiębiorcy będą mogli złożyć odpowiedni wniosek o udzielenie kredytu z  dopłatami, wraz z oświadczeniem pod rygorem odpowiedzialności karnej co do spełnienia określonych warunków, do banku, który zawarł umowę o współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Mechanizmem dopłat będą mogły być też objęte kredyty udzielone do tej pory, jeśli zostaną dostosowane do wymogów ustawowych. Dopłaty do oprocentowania wyniosą 2 punkty procentowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców lub 1 punkt procentowy w przypadku pozostałych przedsiębiorców. Co jest bardzo istotne, dopłaty nie będą stanowić przychodu dla celów PIT oraz CIT. Jest to więc obok dopłat do wynagrodzeń pracowników z FGŚP bezzwrotna forma pomocy – mówi Konrad Zawrotniak, ekspert w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. M&A w KPMG w Polsce.

Dopłaty do oprocentowania kredytów będą stanowić pomoc publiczną zgodnie z regulacjami UE i mogą być stosowane do określonych limitów (m.in. 800 tys. euro), a mechanizm ten można będzie łączyć z  pomocą de minimis oraz pomocą w formie gwarancji kredytowych.

Zwolnienie z podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych

Na końcu procesu legislacyjnego do przepisów Tarczy 4.0 zostało wprowadzone zwolnienie z podatku minimalnego dla wszystkich nieruchomości komercyjnych za okres od 1 marca 2020 r. do 31 grudnia 2020 r. Postulat branży został spełniony – będzie to ważne wsparcie, tym bardziej, że branża nieruchomości komercyjnych i deweloperzy nieruchomościowi zostali wykluczeni z rozwiązań Tarczy Finansowej PFR dla Dużych Firm.

Podmioty posiadające nieruchomości komercyjne będą mogły wystąpić o zwrot nadwyżki zapłaconego podatku minimalnego nad zaliczkami na podatek CIT za okres marzec-maj 2020.

Mając na uwadze brak szczególnych regulacji wprowadzanych przez Tarczę 4.0 w zakresie zwrotu, przy ubieganiu się o  taki zwrot nie będą miały zastosowania przepisy dotyczące weryfikacji prawidłowości zasadności zwrotu podatku minimalnego, w szczególności art. 24b ust 15 ustawy o CIT, w tym m.in. dotyczące weryfikacji transakcji z podmiotami powiązanymi pod kątem zgodności z warunkami rynkowymi. Dla wielu firm, właśnie kwestia kontroli podatkowej przy zwrocie nadpłaconego podatku minimalnego była głównym powodem nie występowania przez firmy o zwrot. Przepisy weszły w życie 24 czerwca br., z tego względu warto już pomyśleć o wystąpieniu o zwrot nadwyżki podatku minimalnego za okres marzec-maj 2020 r. Za kolejne miesiące będzie już obowiązywać zwolnienie – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, partner w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. M&A w KPMG w Polsce.

Polska Strefa Inwestycji – najem i koszty pracy także po zakończeniu inwestycji dzięki zmianom w Tarczy 4.0

Ustawodawca dostrzegł, że okres w którym możliwe jest traktowanie jako kwalifikowanych wydatków nowej inwestycji z  tytułu najmu, dzierżawy i leasingu jest znacznie krótszy, niż okres faktycznej, ekonomicznej przydatności tych obiektów, a tym samym także czasu ponoszenia tych wydatków w rzeczywistości. Podobna problematyka dotyczyła dwuletnich kosztów pracy jako sposobu ponoszenia wydatków kwalifikowanych w ramach realizowanej inwestycji, gdzie datą graniczną uznawania tych kosztów było zakończenie inwestycji. Wychodząc naprzeciw tym problemom, w ramach nowelizacji przepisów Tarczy 4.0, wprowadzona została jedna z istotniejszych zmian umożliwiająca zaliczenie jako koszt kwalifikowany nowej inwestycji, wydatków związanych z dwuletnimi kosztami pracy, najmem, dzierżawą, w tym w formie leasingu finansowego, także po terminie zakończenia inwestycji wskazanego w uzyskanej decyzji o wsparciu.

Podstawową zaletą modyfikacji przepisów jest zapewnienie wyższej nominalnie wartości potencjalnego zwolnienia z podatku dochodowego. Niniejsza modyfikacja pozwoli w szczególności uatrakcyjnić ofertę Polski w kontekście rozwoju szeroko pojętego sektora nowoczesnych usług dla biznesu, ale też zapewni przedsiębiorstwom z sektora produkcyjnego, używających maszyn i urządzeń na podstawie zawartych umów najmu czy też leasingu, zaliczenie tych wydatków do kosztów kwalifikowanych, także po zakończeniu danej inwestycji – mówi Arkadiusz Kalwik, ekspert w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19 bez ustawowego limitu i dla firm płacących podatek liniowy

W Tarczy Antykryzysowej 4.0 ustawodawca rozszerzył również katalog, dzięki któremu od podstawy opodatkowania podatnik może odliczyć darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19. Oprócz już wprowadzonych wcześniejszymi przepisami możliwości odliczenia darowizn na rzecz określonych podmiotów, w nowej regulacji do katalogu zostały dodane domy dla matek z małoletnimi dziećmi i kobiet w ciąży, noclegownie, schroniska dla osób bezdomnych, w tym z  usługami opiekuńczymi, ośrodki wsparcia, rodzinne domy pomocy oraz domy pomocy społecznej.

Tarcza Antykryzysowa 4.0 przewiduje dodatkowo możliwość odliczenia przez podatników, w tym także osoby prowadzące działalność gospodarczą, darowizn rzeczowych, których przedmiotem są komputery przenośne będące laptopami lub tabletami, kompletne, zdatne do użytku i wyprodukowane nie wcześniej niż 3 lata przed dniem ich przekazania, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2020 r. takim podmiotom jak placówki oświatowe czy organizacje pożytku publicznego. Co istotne, warunkiem odliczenia będzie udokumentowanie przekazanej darowizny dowodem, z którego wynikają dane identyfikujące darczyńcę oraz wartość przekazanej darowizny wraz z oświadczeniem obdarowanego o  jej przyjęciu – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Darowizny można rozliczać w zeznaniu składanym po zakończeniu roku podatkowego lub przy obliczaniu zaliczki w przypadku podatników zobowiązanych do samodzielnej wpłaty takich zaliczek w trakcie roku. Warto podkreślić, że z odliczenia darowizn przekazanych na przeciwdziałanie COVID-19 skorzystają nawet firmy płacące liniowy PIT, które co do zasady pozbawione są podatkowych preferencji. Co więcej, darowizn tych nie obejmuje limit w wysokości odpowiednio 6% dochodu w  przypadku podatku PIT oraz 10% w przypadku podatku CIT.

Strategiczna współpraca CUK I FINES

0

CUK Ubezpieczenia i Fines, czołowi gracze na rynku pośrednictwa ubezpieczeń oraz consumer finance, zawarli porozumienie o partnerstwie strategicznym w zakresie dystrybucji ubezpieczeń. Dzięki temu sieć sprzedaży Fines, jeden z największych brokerów kredytów i pożyczek gotówkowych w Polsce, otrzyma pełne wsparcie produktowe, technologiczne oraz pomoc managerów regionalnych od CUK Ubezpieczenia. Bogaty pakiet polis ubezpieczeniowych, pochodzący od 30 towarzystw majątkowych oraz życiowych, trafi do sprzedaży w placówkach franczyzowych oraz sieci agencji kredytowych współpracujących z Fines.  

CUK Ubezpieczenia to największa multiagnecja ubezpieczeniowa w Polsce działająca pod własnym brandem na polskim rynku już od 19 lat. Firma posiada ponad 330 placówek sieci własnej i franczyzowej oraz ponad 300 punktów partnerskich w całej Polsce. To multiagencja, która zajmuje się doradztwem w zakresie doboru produktów ubezpieczeń majątkowych oraz życiowych poprzez analizę ofert dostarczanych przez 30 ubezpieczycieli. Dzięki rozbudowanym systemom informatycznym, porównującym cenę i zakres ubezpieczenia,  klienci otrzymują dopasowaną do swoich preferencji  ochronę w możliwie najlepszej cenie. CUK Ubezpieczenia posiada w swojej ofercie ubezpieczenia komunikacyjne, majątkowe, życia i zdrowia, biznesu, turystyczne, rolne i wiele innych. Na mocy podpisanego porozumienia CUK Ubezpieczenia udostępni nowoczesne narzędzia i udzieli niezbędnego wsparcia sieci Fines w sprzedaży ubezpieczeń.

– „Nasza współpraca to spore wydarzenie na rynku usług finansowych. Dla CUK to szansa na dotarcie z kompleksową ofertą ubezpieczeniową poprzez świetnie  zorganizowaną i jedną z największych w Polsce sieci doradztwa finansowego. Dzięki naszym autorskim systemom do ofertowania oraz szerokiemu pakietowi wsparcia sprzedaży Doradcy Fines będą mogli kompleksowo zabezpieczyć u swoich klientów ryzyko ubezpieczeniowe. Pomożemy w  szybkim i efektywnym wdrożeniu naszych sprawdzonych rozwiązań oraz przekazaniu naszego ubezpieczeniowego know how. Klienci placówek Fines otrzymają teraz dostęp do bogatszej oferty i w jednym miejscu będą mogli nie tylko wziąć kredyt, ale także ubezpieczyć pojazdy, mieszkanie, życie i inne ryzyka. Jestem przekonany, że strategiczna współpraca CUK oraz Fines, będzie wartościowa dla obydwu spółek oraz pozwoli nam dotrzeć z profesjonalnie dobranym produktem ubezpieczeniowym do kolejnych grup klienckich” – mówi Jacek Byliński, Prezes Zarządu multiagencji CUK Ubezpieczenia

Fines S.A. jest największym niezależnym operatorem sieci agencji kredytowych w Polsce. Działając na rynku od 2005 roku firma opiera swoją działalność na przejrzystych zasadach i partnerskich relacjach z klientami. Sieć agencji kredytowych Fines to zarówno placówki agencyjne, mobilni agenci, jak i placówki franczyzowe. Sieć sprzedaży korzysta z ponad 15 lat doświadczeń i liczy 200 placówek pod nazwą Fines Operator Bankowy oraz 1200 biur kredytowych. – „Konsekwentnie od kilku lat budujemy lokalne centra finansów, oferując naszym klientom szeroką gamę produktów: kredytów, pożyczek, płatności masowych, leasingów, a także ubezpieczeń. Współpraca strategiczna z CUK Ubezpieczenia to dla nas kolejny krok w rozwoju oferty, której celem jest możliwie najbardziej kompleksowa obsługa Polaków. Już dzisiaj doradzamy im w wyborze odpowiednich rozwiązań wspierających codzienne wydatki oraz realizujemy misję rzetelnego partnera w dziedzinie finansów osobistych. Aktualnie poszerzamy naszą ofertę o dostęp do ofert z ponad 30 towarzystw ubezpieczeń. CUK Ubezpieczenia to solidny partner z ugruntowaną pozycją na rynku, sukcesami i olbrzymim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej. Dzięki wspólnemu działaniu nasi partnerzy uzyskają dostęp do bardziej kompleksowej oferty ubezpieczeniowej i możliwości pełniejszego obsłużenia naszych klientów. Wierzę, że nasza współpraca okaże się sukcesem dla obydwu partnerów” – mówi Piotr Przedlacki, Prezes Zarządu Fines S.A.

Za nawiązanie współpracy i projekt wdrożenia oferty CUK Ubezpieczenia do sieci franczyzowej i partnerskiej Fines odpowiada Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

– „Pomysł na wdrożenie szerokiej linii produktów ubezpieczeniowych w sieci partnerskiej Fines to odpowiedź na potrzeby klientów korzystających z usług finansowych. Oczekują oni bowiem kompleksowości, uniwersalności i możliwości zakupu wielu produktów finansowych w jednym miejscu. Do tej pory sieć Fines rozwijała swój portfel produktów kredytowych, pożyczek i leasingów. Potrzebowała wsparcia w zakresie szerokiej oferty rynku ubezpieczeniowego. Współpraca z CUK Ubezpieczenia to tak naprawdę korzyść dla każdej ze stron i zdecydowany krok w kierunku  kompleksowej oferty dla Klienta i budowaniu dla niego przyjaznego świata finansów. Dzięki determinacji i pracy zespołów po obu stronach doprowadziliśmy do podpisania umowy o strategicznym porozumieniu. CUK Ubezpieczenia łączy siły z Fines, a efektem tej synergii będzie najszersza oferta produktów finansowych w Polsce. Klienci już niebawem będą mogli zrealizować swoje potrzeby finansowe oraz zostać profesjonalnie obsłużeni zarówno przez specjalistów od kredytów, jak i ekspertów w zakresie produktów ubezpieczeniowych w Fines. To duży sukces i jestem przekonany, że klienci to docenią” – dodaje Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

W kolejnym etapie współpracy spółki będą poszukiwać dalszych synergii w dostarczaniu dla klientów kompleksowych ofert w obszarze kredytów, pożyczek i ubezpieczeń.

Audioteka inwestuje 4 mln zł w nowe produkcje audio

0

Audioteka startuje z programem „Usłysz kulturę”, w ramach którego przeznaczy 4 mln zł na realizację wybranych projektów. Akcja jest skierowana do scenarzystów, realizatorów i reportażystów, zarówno z instytucji kultury, jak i wolnych strzelców.

Pomysł na akcję “Usłysz kulturę” powstał w trakcie trwającej pandemii. W związku z zamknięciem instytucji kultury i redukcją budżetów na wydarzenia kulturalne, wielu artystów znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego Audioteka postanowiła stworzyć program umożliwiający twórcom: reżyserom, realizatorom audio, reportażystom, scenarzystom realizację i sfinansowanie ich projektów.

Jednocześnie Audioteka nie ukrywa, że chodzi także o pozyskanie wartościowych treści dla słuchaczy. – Chcemy, żeby słuchacze zawsze mieli dostęp do tego, co Audioteka obiecuje, czyli do bogatego i stale rosnącego zasobu wartościowych treści do słuchania – dobrze opowiedzianych historii. Mamy nadzieję, że przeznaczenie 4 mln zł na szeroko pojęte projekty kultury przysporzy się do utrzymania branży kreatywnej na bardzo wysokim poziomie – komentuje Marcin Beme, założyciel Audioteki.

Twórcy mogą aplikować do programu “Usłysz kulturę” w czterech kategoriach:

  1. Dla scenarzystów – autorski scenariusz audiobooka/audioserialu, autorski scenariusz spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski scenariusz audiomusicalu, autorski scenariusz adaptacji wybranego dzieła kultury
  2. Dla realizatorów – autorski pomysł i realizacja audioserialu, autorski pomysł i realizacja spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski pomysł i realizacja audiomusicalu, autorski pomysł i realizacja adaptacji wybranego dzieła kultury
  3. Dla dokumentalistów – autorski pomysł i realizacja audioreportażu o dowolnej tematyce, lub autorski pomysł i realizacja audio true crime
  4. Dla outsiderów – innowacyjne i niepowtarzalne pomysły na produkcje audio

Audioteka wstępnie przeznaczy 2 mln zł na zakup scenariuszy i realizację projektów, a jeśli program spotka się z dużym zainteresowaniem ze strony twórców, firma gotowa jest przeznaczyć na jego kontynuację kolejne 2 mln zł. Projekty będą oceniane na bieżąco. Aplikować do programu “Usłysz kulturę” należy za pośrednictwem strony www.uslyszkulture.pl. O zakończeniu naboru do programu Audioteka poinformuje na stronie z 2-tygodniowym wyprzedzeniem.

Nowy wymiar audio

Historia założonej w 2008 roku w Polsce Audioteki, platformy i aplikacji z produkcjami audio, dobrze pokazuje, jak zmieniało się nasze podejście do słuchania książek, czy szerzej produkcji audio.

Misją Audioteki jest dostarczenie “dobrze opowiedzianych historii”, dlatego też Audioteka zawsze pierwsza i najodważniej wprowadzała i wprowadza najróżniejsze formaty audio i najróżniejsze typy treści do słuchania. Na przestrzeni rozwoju Audioteki do produkcji klasycznych audiobooków dochodziły produkcje podcastów, audioreportaży, audioseriali i oczywiście doskonale znane wszystkim słuchaczom superprodukcje. Mimo, że powstają dla przestrzeni audio produkcje Audioteki nie ustępują topowym produkcjom filmowym – najlepsze teksty, czy to książek czy scenariuszy, najlepsi kompozytorzy, realizatorzy i przede wszystkim najznakomitsi wykonawcy – najlepsze polskie głosy.

Polacy przekonali się do produkcji audio, bo od początku roku spędzają z Audioteką średnio już ponad 10 milionów minut miesięcznie. Przez ostatnie trzy miesiące największą popularnością cieszyły się audiobooki z kategorii Fantastyka oraz Kryminał, sensacja i thriller. O 94 proc. wzrosła popularność audiobooków z kategorii Religia, a o ponad 50 proc. powieści, szczególnie fantastycznych i klasyki literatury. Rekord słuchalności przypadł oryginalnym audioserialom Audioteki, takim jak muzyczny podcast Anny Gacek “Don’t give up!”, audioserial Wojciecha Chmielarza “Prosta sprawa” oraz audioserial Łukasza Orbitowskiego “Recepcja”.

Nowe ryzyka na horyzoncie

0

Raport NFP z rynku pracy USA bez wątpienia był lepszy od oczekiwań i sugeruje, że w momencie gromadzenia danych przez Departament Pracy ożywienie gospodarcze prężnie przyspieszało. Wyróżnienie punktu w czasie jest jednak kluczowe, biorąc pod uwagę ponowny wzrost liczby zachorowań na wirusa i przywracane restrykcje. W rezultacie raport NFP jest już starą informacją w obliczu nowych ryzyk na horyzoncie.

Wadą danych miesięcznych jest to, że opisują sytuację w jednym konkretnym punkcie na linii czasu. Dla raportu z rynku pracy USA jest to tydzień obejmujący 12-ty dzień miesiąca. Na tamten moment sytuacja na rynku pracy sugerowała, że ożywienie gospodarcze postępuje szybciej niż się spodziewano. Czerwiec przyniósł 4,8 mln nowych (lub przywróconych) miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, dużo więcej niż 3,058 mln z mediany prognoz. Stopa bezrobocia spadła z 13,3 proc. do 11,1 proc., podczas gdy liczba „tymczasowo” bezrobotnych (tj. zwolnionych tylko na czas lockdownu) spadła z 15,3 mln do 10,6 mln. Tu jednak pozytywne dane się kończą, a szersze ujęcie powoduje, że entuzjazm należy stonować. Po dwóch miesiącach odzyskano na razie tylko 7,5 mln miejsc pracy, podczas gdy w marcu i kwietniu ubyło ich łacnie 22 mln. Szacuje się, że w czerwcu liczba bezpowrotnie utraconych stanowisk (np. z powodu bankructw firm) wzrosła o prawie 600 tys. do 2,9 mln. Stopa bezrobocia pozostaje najwyżej do czasy Wielkiego Kryzysu z ubiegłego wieku, a w czerwcu każdy tydzień przyniósł ponad 1 mln nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tak ostatnia figura może zacząć ponownie wzrastać, gdyż rozprzestrzenianie się koronawirusa zmusza władze stanowe do przywracania restrykcji, co może skutkować ponownymi zwolnieniami pracowników. Podsumowując, po danych można wnioskować, sytuacja poprawia się szybciej niż spodziewano, ale wciąż jest relatywnie zła, a na horyzoncie czekają nowe ryzyka, które sytuację mogą ponownie pogorszyć. Szczególnie w USA, gdzie długi weekend i obchody Dnia Niepodległości mogą przynieść eksplozję nowych zakażeń.

Dla przeciwwagi trzeba nadmienić, że przyszłość przynosi też szanse, np. postępy w pracach nad szczepionką. Jest sporo argumentów, których można się uczepić, aby pozytywnie patrzeć na perspektywy gospodarcze i projekcje rynkowe. Jest też sporo takich, które ten optymizm hamują. Żaden z nich nie jest jednak obecnie na tyle silny, aby zdominować wszystkie inne. I to je aktualnie największy problem dla rynków, gdyż bez lidera nie ma kierunku. Na razie każdy dzień przynosi coś nowego, co pozwala ustawić krótkoterminowy trend, ale starcza to jedynie na wahania kursów walut w ramach utrwalonych przedziałów. Wydaje się jednak, że prędzej dane zaczną odzwierciedlać nowe obawy o drugą falę zachorowań na wirusa, niż z dnia na dzień wszyscy Amerykanie zaczną wierzyć w konieczność masek w miejscach publicznych. Awersja do ryzyka może wziąć górę, co powinno pchać kapitał z powrotem w stronę USD i innych bezpiecznych przystani. Wątpliwości co do utrzymania dotychczasowego tempa ożywienia będą skutkować niższymi poziomami m.in. EUR/USD, GBP/USD i AUD/USD. To także zła widomość dla złotego, gdzie rynek dawno zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Na kontynuację tych rozważań przyjdzie czas po weekendzie. Dziś należy nastawiać się na flautę w związku z dniem wolnym w USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O ponad jedną trzecią urósł rynek nieruchomości premium w Polsce. Jego wartość w 2019 roku przekroczyła 1,8 mld PLN

0

Sprzedaż na rynku nieruchomości premium w całym 2019 i w pierwszym kwartale 2020 roku utrzymywała się na dobrym i stabilnym poziomie. W pierwszych trzech miesiącach tego roku była wyższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W drugim kwartale – już po rozpoczęciu się pandemii – sprzedano w Warszawie mniej apartamentów, ale średnia cena wzrosła. Takie są wnioski z najnowszej edycji Raportu „High Level Book” przygotowanego przez High Level Sales & Marketing. W raporcie zbadano segment luksusowych nieruchomości w 7 aglomeracjach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Łodzi.

Z uwagi na pandemię koronawirusa, w tegorocznej edycji raportu analizowano również dane z I oraz II kwartału 2020 z Warszawy. W pierwszych 3 miesiącach 2020 roku zanotowano wzrost średniej ceny nieruchomości premium o 13% r/r. Liczba sprzedanych apartamentów wzrosła z 13 w pierwszym kwartale 2019 do 28 w pierwszym kwartale 2020, tj. o 115%. Natomiast w drugim kwartale 2020, czyli już po ogłoszeniu stanu pandemii, sprzedano w stolicy mniej apartamentów niż przed rokiem (II kw. 2019 – 79, II kw. 2020 – 21), za to średnia cena w II kwartale 2020 wzrosła wobec 2019 roku o 9%.

„W krótkim okresie możemy się spodziewać zmniejszenia liczby transakcji i niewielkiej korekty cenowej. Jednak w dłuższej perspektywie trend wzrostowy powróci. Potwierdzają to analizowane przez nas regularnie dane, w tym te z ostatniego kryzysu w 2008. Nieruchomości premium są odporne na wahania rynków finansowych, gdyż w takim czasie klienci poszukują najlepszych adresów. Popyt utrzymuje się na stabilnym poziomie a podaż jest dość ograniczona, gdyż najbardziej wartościowe aktywa trzymane są najdłużej i sprzedawane najpóźniej” – mówi Karolina Kaim, prezes Tacit Investment.

Od początku pandemii pierwszym i najbardziej zauważalnym trendem był skokowy wzrost zainteresowania klientów ofertami luksusowych nieruchomości. Rosnącą popularnością zaczęły cieszyć się nieruchomości gotowe do odbioru w tym roku, najchętniej z przylegającymi działkami lub ogrodami, albo zlokalizowane w odległości do 100 km od aglomeracji. Klienci weryfikują swoje potrzeby mieszkaniowe, chętnie szukając inwestycji z większą powierzchnią lub liczbą pomieszczeń.

Trwają prace nad nowym systemem poboru opłat drogowych. Od 2021 roku będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli płacić np. smartfonem

Prosty, nowoczesny i wygodny dla przewoźników – taki ma być nowy system poboru opłat drogowych, który zastąpi viaTOLL. Ten przestanie działać z końcem lipca 2021 roku i pozostaną po nim bramownice, które będą wykorzystywane już tylko w celach kontrolnych. Nowy system będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli uiścić opłatę drogową m.in. za pośrednictwem aplikacji mobilnej w smartfonie. Zostanie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów. Planowane na przyszły rok wdrożenie nowego systemu ma być płynne i nie powodować wzrostu opłat ani problemów dla kierowców.

Nowy system poboru opłat drogowych budujemy zgodnie z zasadą trzech P: prosty, przyjazny i przejrzysty. Chcemy, żeby użytkownik dróg płatnych w Polsce mógł właśnie w taki sposób wywiązywać się z obowiązków uiszczania opłat za przejazd. Zależy nam też, żeby wykorzystywać te dane, które już zbieramy i mamy w naszych rejestrach, aby nie pobierać ich ponownie od użytkowników dróg. W szczególności mówię tu o takich rejestrach jak rejestr CEPiK czy rejestr danych podatkowych CRP KEP – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Od 1 lipca Główny Inspektor Transportu Drogowego nie zajmuje się już poborem opłat za przejazdy pojazdami powyżej 3,5 tony po płatnych drogach krajowych i autostradach na wyznaczonych odcinkach A2 (Konin – Stryków) i A4 (Bielany Wrocławskie – Sośnica). Zgodnie z nowelizacją ustawy o drogach, którą prezydent podpisał w połowie czerwca, to zadanie przejęła Krajowa Administracja Skarbowa. Dla kierowców nie wiąże się to jednak z żadnymi zmianami – pobór opłat odbywa się na dotychczasowych zasadach.

Nadzór nad systemem poboru opłat drogowych trafił do KAS w celu ujednolicenia zasad poboru danin, które są uiszczane na rzecz państwa przez uczestników ruchu drogowego. To zagwarantuje szybki i skuteczny przepływ tych pieniędzy do Krajowego Funduszu Drogowego – wyjaśnia Dariusz Rostkowski, zastępca dyrektora Departamentu Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej w Ministerstwie Finansów.

Do końca lipca 2021 roku KAS zamierza wygasić dotychczasowy system poboru opłat. Zastąpi go nowy, oparty na geolokalizacji.

System, który projektujemy, będzie bazować na technologii pozycjonowania satelitarnego, co oznacza, że nie będą konieczne inwestycje w infrastrukturę przydrożną. Nie będziemy już także potrzebować bramownic w celu rejestracji przejazdu po drogach płatnych w Polsce. Bramownice pozostaną, ale będą wykorzystywane w celach kontrolnych – mówi Przemysław Koch.

Nowy system poboru opłat drogowych ma być efektywniejszy, bardziej nowoczesny, a przy tym bardziej wygodny dla kierowców i przewoźników. Co ważne, nie będzie generował po ich stronie niepotrzebnych obowiązków i kosztów. Ograniczy też koszty ponoszone przez administrację.

– W tej chwili przyjmujemy projekt budowy nowego systemu, jesteśmy po fazie redefinicji architektury rozwiązania. Opieramy się na komponentach, które mamy już wdrożone produkcyjnie w resorcie finansów, w szczególności na systemie SENT, który wykorzystuje technologię pozycjonowania satelitarnego. Chcemy zbudować taki system, który dzięki nowym technologiom uprości i usprawni system poboru opłat drogowych w Polsce – mówi pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

– Nowy system wesprze pracę inspektorów inspekcji drogowej. Będą oni mieli o wiele łatwiejszy dostęp do danych przekazywanych w czasie rzeczywistym, co pozwoli na bieżące monitorowanie przewozu towarów i ruchu środków przewozowych. Będzie to system nowoczesny, oparty na danych geolokalizacyjnych, które pozwolą z dużą dokładnością określić, czy realizowany przewóz wiązał się z uiszczeniem opłaty, czy też nie, i po jakim odcinku drogi krajowej się odbywał – dodaje Dariusz Rostkowski.

Jak podkreśla, wdrożenie nowego systemu w 2021 roku dla kierowców nie będzie wiązać się ze wzrostem opłat, bo ich wysokość ustala resort infrastruktury.

Politykę w zakresie wysokości stawek za przejazdy realizowane po płatnych odcinkach dróg krajowych realizuje Ministerstwo Infrastruktury. Nie jest to zadanie ministra finansów ani szefa Krajowej Administracji Skarbowej – zaznacza ekspert z Ministerstwa Finansów.

System ma być także dużo wygodniejszy dla kierowców. Zamiast urządzeń pokładowych służących wyłącznie do poboru opłaty pozwoli na wykorzystanie w tym celu telefonów komórkowych, nawigacji satelitarnych czy urządzeń fabrycznie montowanych w pojazdach. To oznacza, że do uiszczenia opłaty elektronicznej będzie można wykorzystać np. smartfon z zainstalowaną bezpłatną aplikacją mobilną dostarczoną przez KAS.

– Nowy system poboru opłat budujemy w modelu otwartym, dajemy możliwość wykorzystania różnych urządzeń do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych. Będą to m.in. urządzenia OBU, które są już dzisiaj stosowane, ale także zintegrowane systemy lokalizacyjne (ZSL) fabrycznie montowane w pojazdach ciężkich powyżej 3,5 tony, czy aplikacja mobilna. Będzie ona darmowa, każdy użytkownik dróg płatnych w Polsce będzie mógł ją pobrać ze sklepów internetowych, zainstalować na smartfonie lub tablecie i wykorzystywać w celu uiszczenia opłaty za przejazd – mówi Przemysław Koch.

Pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji podkreśla, że nowy system elektronicznego poboru opłat drogowych będzie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów.

W e-Urzędzie chcemy stworzyć kafelek „pobór opłat drogowych”, gdzie użytkownik dróg będzie miał dostęp do kompleksowej obsługi. Będzie mógł założyć konto, zarejestrować wszystkie swoje pojazdy i do każdego z nich przypisać urządzenie wykorzystywane do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych, czyli ZSL, OBU albo aplikację mobilną. W przestrzeni e-Urzędu Skarbowego użytkownik będzie miał także wgląd we wszystkie zrealizowane przejazdy po drogach płatnych w Polsce i informację o naliczonych opłatach i rozliczeniach – mówi.

Coraz trudniej o pomnażanie kapitału na światowych rynkach. Przyszłe inwestycje będą wymagały większej gotowości na ryzyko

Pandemia przyniosła zalew rynku płynnością finansową ze strony banków centralnych, w wyniku czego rentowności obligacji nie dadzą już zarobić. Niskie stopy procentowe sprawiają, że wynik na lokatach jest realnie ujemny, coraz trudniej też wynająć jedną z ulubionych przez lata inwestycji Polaków – nieruchomości. W tej sytuacji zostają przemyślane inwestycje w akcje lub obligacje indeksowane inflacją bądź korporacyjne. Tu też jednak czai się ryzyko nieoszacowanego wpływu koronakryzysu na wyniki firm.

Obecnie na rynkach finansowych jesteśmy w bardzo dziwnym momencie, bo z jednej strony wiemy, że gospodarka jednak zwolni, a z drugiej strony aktywa i ich wyceny tego nie pokazują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, dyrektor zarządzający iWealth Management. – Panuje optymizm spowodowany tym, że banki centralne skupują aktywa. Odreagowaliśmy głębokie spadki, taką szybką panikę, na niektórych aktywach w zasadzie nawet nie widać, że jesteśmy w okresie pandemii, spowolnienia gospodarczego i zahaczamy o recesję.

Maleją oszczędności polskich gospodarstw domowych, co spowodowane jest zarówno sytuacją na rynku pracy, jak i inflacją. Z kolei stopy procentowe (referencyjna na poziomie 0,10 proc.) nie dają zarobić na depozytach. Jak widać z danych Analiz.pl, tylko w I kwartale oszczędności Polaków skurczyły się o 25 mld zł. Wprawdzie na początku II kwartału inflacja nieco wyhamowała, ale w czerwcu znów okazała się zaskakująco wysoka, o 0,5 pkt proc. ponad prognozy (3,3 proc. vs. 2,8 proc. według wstępnego szacunku). Także majowy odczyt na poziomie 2,9 proc. ma się nijak do średniego oprocentowania lokat, które wyniosło wówczas zaledwie 0,58 proc. Nawet depozyty o krótkim terminie zapadalności oferują zwrot na poziomie ledwo przekraczającym 0,8 proc. Nic dziwnego, że większość tych, którzy nie chcą patrzeć, jak ich oszczędności topnieją w bankach, szuka innych sposobów inwestycji.

W czasach kryzysowych kapitał płynie głównie w bezpieczne miejsca. Są wśród nich głównie obligacje i wyraźnie widać, że Narodowy Bank Polski, który ogłosił obniżenie stóp procentowych, chcąc wesprzeć gospodarkę i trochę wyprzedzając to, co może się zdarzyć w najbliższych miesiącach, spowodował, że obligacje bardzo dobrze pracowały dla inwestorów. Trzeba jednak pamiętać, że te rentowności na przyszłe lata są bardzo niskie – podkreśla Grzegorz Chłopek.

W jego opinii coraz więcej kapitału będzie przepływać w kierunku akcji, które są naturalnym zabezpieczeniem przed inflacją.

– Z drugiej strony z założenia mają one oczekiwaną stopę wyższą niż obligacje, chociaż z nieco większym ryzykiem. Ale ponieważ to ryzyko trzeba ograniczać, dlatego trzeba podchodzić do inwestycji dosyć oportunistycznie, czyli wykorzystywać pewne okazje – dodaje ekspert.

Z giełd najmocniej zachowuje się rynek amerykański, zwłaszcza spółki technologiczne. Indeks NASDAQ wzrósł w ciągu pierwszego półrocza o niemal 10 proc. pomimo głębokiego spadku w połowie marca. Kto wówczas zainwestował w spółki tego sektora, w trzy i pół miesiąca zarobił już ponad 48 proc. Także S&P 500 urósł od marcowych dołków o 34,5 proc., choć nie powrócił jeszcze do poziomów z początku roku. Jednak właśnie z tego powodu akcjom amerykańskim grozi korekta, co zwykle pociąga za sobą spadki i na innych rynkach, zwłaszcza tak słabo radzącym sobie jak indeks największych polskich spółek WIG20, który od początku roku stracił niemal 20 proc. i trudno oczekiwać poprawy przy wysokiej ekspozycji na banki i spółki uzależnione od decyzji politycznych. Znacznie lepiej radziły sobie małe spółki.

 Następne miesiące przyniosą twarde dane z gospodarki. Spółki pokażą wyniki, które branże zyskały, a które straciły – mówi dyrektor zarządzający iWealth Management. – Najbezpieczniejszą alternatywą w stosunku do inwestycji na lokacie są obligacje skarbowe. Kolejną opcją, ale tutaj już należy być bardziej ostrożnym i bardziej selektywnym, są obligacje przedsiębiorstw. Należy jednak pamiętać, że w chwili obecnej emisje przedsiębiorstw mogą być obarczone takim ryzykiem, że przy pewnych kłopotach, które mogą się ujawnić później, kiedy spółki w końcu pokażą wszystkie raporty, że takie obligacje niekoniecznie muszą być wykupione w całości.

Pandemia SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę globalnego układu sił. Nowa odsłona rywalizacji między Chinami i USA

– Pandemia koronawirusa przyspieszy zmianę układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata – ocenia politolog, prof. UW, dr hab. Bogdan Góralczyk. Stany Zjednoczone i Chiny jeszcze przed rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 toczyły wojnę handlową, która teraz została chwilowo zamrożona. Nowy wirus stał się kolejną kością niezgody i przyczyną eskalacji napięć we wzajemnych stosunkach. USA są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez pandemię, podczas gdy chińska gospodarka po kryzysie z początku roku praktycznie odzyskała już prawie pełny potencjał.

Jeszcze przed pandemią mieliśmy do czynienia z wojną handlową na linii Stany Zjednoczone – Chiny. W trakcie lockdownu jesteśmy odizolowani, zamknięci w domach, ale jednocześnie świat aż drży w posadach i mamy nową odsłonę pojedynku między tymi państwami. To już nie tyko wojna handlowa, która w tym momencie jest przecież tylko zawieszona, ale także nowy wymiar wojny propagandowo-medialnej. Niektórzy mówią wręcz, że to już jest otwarta zimna wojna albo ku temu zmierza – ku wojnie ideologicznej na systemy wartości – mówi politolog, sinolog i dyplomata dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Proces zmian układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata rozpoczął się ponad dekadę temu, podczas poprzedniego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Od tego czasu Chiny systematycznie doganiają Stany Zjednoczone i umacniają swoje wpływy na całym świecie.

 Na Wschód przenosi się już nie tylko gospodarcze i handlowe, ale w dużej mierze również technologiczne centrum – mówi ekspert.

Obecny kryzys epidemiologiczny związany z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę. O ile Azja dość dobrze poradziła sobie z pierwszą falą pandemii, o tyle Zachód na czele ze Stanami Zjednoczonymi wciąż ma duże problemy z jej przezwyciężeniem i zażegnaniem kryzysu.

Pandemia koronawirusa stała się w ostatnich miesiącach przyczyną napięć między Pekinem i Waszyngtonem. Prezydent Donald Trump i sekretarz stanu Mike Pompeo zarzucali, że nowy wirus powstał w laboratorium w Wuhanie, a Chiny przez długi czas tuszowały prawdziwą skalę zagrożenia. Pekin odpowiada, że administracja Trumpa chce w ten sposób jedynie przykryć swoją nieudolność w walce z pandemią. Stany Zjednoczone są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa i wciąż zmagają się z ograniczeniami w funkcjonowaniu gospodarki. Tymczasem gospodarka Państwa Środka odzyskała już prawie pełny potencjał.

– W I kwartale Chiny po raz pierwszy od pół wieku zanotowały recesję i to prawie siedmioprocentową. Według Pekinu cały ten rok zakończy się minimalnym wzrostem na poziomie 1–2 proc., ale to zależy od dalszego przebiegu pandemii – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk.

Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega, że jesienią już niemal na pewno dojdzie do ponownego wzrostu liczby zakażeń i drugiej fali pandemii SARS-CoV-2, która może być jeszcze groźniejsza od obecnej. Na świecie – nawet w Chinach czy we Włoszech, gdzie przyrost nowych zakażeń został opanowany – wciąż pojawiają się nowe ogniska choroby, które wymuszają utrzymanie obostrzeń społecznych i gospodarczych.

 Niedawno w Pekinie, na targu w stolicy państwa znowu wybuchło ognisko nowych zakażeń i trzeba było testować dziesiątki tysięcy ludzi – mówi dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Władze zadecydowały o zamknięciu obiektów sportowych i kulturalnych, zawieszono też część transportu publicznego i zakazano opuszczania miasta osobom z grupy wysokiego ryzyka. Jednak ryzyko powrotu pandemii to niejedyne zagrożenie, z jakim musi mierzyć się Państwo Środka.

– Chiny mają szeroko zakrojony, ambitny program przebudowy swojego modelu gospodarczego i rozwojowego. Jednak zagrażają tym same sobie, bo wzięły na siebie tak wiele bardzo ambitnych programów, że to wszystko może się wywrócić. Zagrażają sobie same również tym, że coraz bardziej zamykają się wewnętrznie. Xí Jìnpíng, przywódca Chin, mówi o globalizacji i otwartych rynkach, ale wewnętrznie mówi się o twardej ręce i silnym uścisku we władzy nad społeczeństwem. W Chinach pojawia się jedynowładztwo, co nie jest dobrym rozwiązaniem na przyszłość – podkreśla sinolog z UW.

Zgodnie ze statystykami WHO na całym świecie zakażonych koronawirusem zostało już ponad 10 mln osób, a prawie 510 tys. zmarło (dane na 1.07). Wyzdrowiało ponad 5,5 mln chorych. Największymi ogniskami choroby są w tej chwili obie Ameryki, głównie Stany Zjednoczone (na które przypada 1/4 wszystkich zakażeń) i Brazylia. Za nimi plasują się Rosja i Indie, a w Europie największymi ogniskami są Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania i Francja.

Susza minęła, ale ulewy i podtopienia wciąż groźne. Na rzekach utrzymują się stany ostrzegawcze i alarmowe

Ze skrajności w skrajność – sytuacja hydrologiczna w Polsce jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Po wielu miesiącach suszy i braku deszczu przyszedł czas intensywnych opadów  atmosferycznych i zagrożenia powodziowego. Najtrudniejsza sytuacja jest na południu kraju oraz tam, gdzie przemieszcza się fala wezbraniowa. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed gwałtownym wzrostem stanów wody w rzekach na terenie południowej Polski. Tym bardziej że sezon burzowy się nie skończył.

W ostatnich dniach wystąpiły bardzo intensywne, punktowe opady deszczu wynikające z burz, m.in. w Łapanowie w Małopolsce, w województwie podkarpackim, także w Warszawie. Nagle na stosunkowo małą powierzchnię spadły hektolitry wody, od 100 do 150 litrów na metr kwadratowy. W przypadku Łapanowa w ciągu paru godzin spadło 30 proc. rocznych opadów. To bardzo duże ilości wody i żadne koryto rzeczne lub wały przeciwpowodziowe nie są w stanie tej wody utrzymać – powiedział agencji Newseria Biznes Przemysław Daca, prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, podczas otwarcia budowanego zbiornika przeciwpowodziowego w Raciborzu.

Końcówka czerwca i początek lipca przyniosły w wielu regionach gwałtowne ulewy, burze i opady gradu, głównie na wschodzie i południu kraju. To spowodowało liczne podtopienia, zwłaszcza na obszarach silnie zurbanizowanych, czego przykładem może być Warszawa. IMiGW ostrzega, że kolejne dni także będą sprzyjać głębokiej konwekcji, która wiąże się z wnoszeniem nagrzanego od podłoża, zabudowań i akwenów wilgotnego powietrza i tworzeniem się ośrodka niskiego ciśnienia przy powierzchni ziemi. To grozi kolejnymi krótkotrwałymi, ale gwałtownymi opadami. W miejscu wystąpienia intensywnych opadów, na mniejszych rzekach i w zlewniach zurbanizowanych wciąż możliwe są gwałtowne wzrosty stanu wody, a nawet przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych.

Mamy lokalne podtopienia, mamy uszkodzoną infrastrukturę transportową, a w niektórych miejscach tzw. powodzie miejskie, które wynikają głównie z zabetonowania terenów, z niewłaściwej infrastruktury kanalizacyjnej, ale przede wszystkim z ilości wody, która nagle spada – dodaje Przemysław Daca.

Jak podkreśla, trudno o jednoznaczną prognozę na temat tego, czy ostatnie intensywne opady deszczu oddalają ryzyko suszy na dłużej.

Wszystko zależy od przyrody i trudno o jakiekolwiek prognozy. Możemy jedynie prognozować opady i takie dane skutecznie prezentuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w perspektywie od kilku dni do dwóch tygodni. Trudno przewidzieć, jaka będzie sytuacja hydrologiczna latem i jesienią. Musimy być przygotowani na każdą sytuację, zarówno na suszę, jak i na podtopienia – wyjaśnia prezes Wód Polskich.

Jeszcze w kwietniu meteorolodzy zapowiadali, że to będzie kolejny rok suszy, rekordowej od kilkudziesięciu lat. Z takim zjawiskiem zmagaliśmy się przez ostatnie prawie trzy lata, które były bardzo trudne pod względem hydrologicznym.

W niektórych regionach punktowo, w województwie lubuskim czy łódzkim, są takie miejsca, gdzie nie padało aż tak mocno – mówi Przemysław Daca.

IMiGW ostrzega przed suszą hydrologiczną również na części terenów w Wielkopolsce.

Jednym z obszarów najbardziej dotkniętych skutkami suszy jest jak zwykle rolnictwo. W tym roku po ciepłej zimie oraz suchym marcu i kwietniu opady deszczu pojawiły się w maju, czyli wtedy, kiedy rośliny najbardziej potrzebują wody. Zatem rolnicy nie powinni mieć wywołanych suszą problemów z plonami. Jednak ulewne deszcze to też dla nich duży problem – powodują podtopienia, woda stoi na polach, przez co niemożliwe jest wykonywanie jakichkolwiek zabiegów agrotechnicznych. Dodatkowo gleba wyschnięta po gorącym dniu nie chłonie wody jak gąbka, tylko powoduje jej spływanie do rzek.

Pandemia przyspiesza rozwój aplikacji mobilnych do walki z jej skutkami. Wiele z nich pozwala firmom na wyeliminowanie bezpośredniego kontaktu z klientem

Restrykcje pandemiczne utrudniły prowadzenie biznesów, w których kontakt z klientem stanowi podstawę działania. Na ratunek przyszły rozwiązania mobilne – aplikacje smartfonowe umożliwiły przeniesienie procesów sprzedażowych do sieci czy nawiązanie kontaktu z partnerem biznesowym za pośrednictwem nowoczesnych narzędzi komunikacyjnych. Potencjał aplikacji mobilnych w ograniczaniu skutków pandemii doceniają nawet te biznesy, które dotychczas nie korzystały z żadnych rozwiązań mobilnych.

– Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie skierowali się w stronę rozwiązań bezdotykowych. W związku z tym sporo firm zwraca się w kierunku aplikacji mobilnych. Widzimy duży wzrost zainteresowania nimi w porównaniu do poprzednich okresów – większość produktów, które przygotowywaliśmy do tej pory, to  aplikacje będące częścią większych systemów informatycznych, portali. Teraz sporo firm zgłasza się do nas po rozwiązania, które mogłyby uporządkować procesy w nich, przyspieszyć, zoptymalizować pracę, a także zachęcić użytkowników do tego, żeby kupili produkty przez aplikację mobilną – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Powichrowski, projektant graficzny i współwłaściciel GoApps.

Z badania zrealizowanego w czasie pandemii koronawirusa przez firmę badawczą Ipsos na zlecenie PayPal wynika, że w trakcie kwarantanny aż 47 proc. Polaków zdecydowało się na opłacanie rachunków za pośrednictwem aplikacji webowych bądź mobilnych. Co więcej, 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nawet po wygaśnięciu pandemii będzie sięgać po narzędzia tego typu. 51 proc. badanych w wieku co najmniej 65 lat chciałoby zrezygnować z gotówki.

Inwestycja w rozwiązania mobilne ułatwiła funkcjonowanie m.in. firmy InPost, która w dobie pandemii koronawirusa mogła na masową skalę przetestować potencjał swojej nowej aplikacji. Po wdrożeniu mechanizmu zdalnego, bezdotykowego otwierania skrytki zainteresowanie aplikacją gwałtownie wzrosło, dzięki czemu do końca maja zainstalowano ją na 4 mln urządzeń.

Po rozwiązania mobilne sięgnęła również sieć sklepów Żabka, która nie tylko eksperymentuje z autorskimi płatnościami Żappka Pay. Aplikacja tej firmy umożliwi także wysłanie listy zakupów do sklepu i skompletowanie zamówienia przez jego personel. Dziś zakupy można odebrać osobiście w placówce, a w niedalekiej przyszłości trafią do punktów odbioru Żabki, dzięki czemu odbierzemy je bez kontaktowania się z kasjerami.

– Możemy na każdy proces, który odbywa się z użyciem obsługi urządzenia, spojrzeć tak, jakbyśmy traktowali smartfon jako pilot do obsługi nowej rzeczywistości. Smartfonem możemy otworzyć paczkomat, zapłacić za bilety czy miejsce parkingowe. Ludzie coraz częściej będą wybierali smartfon niż dotykanie publicznych urządzeń w przestrzeni publicznej – ocenia ekspert.

Przełomową aplikację mobilną planuje wdrożyć także sieć Stokrotka. Firma we współpracy z ekspertami ze Scandit pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli wdrożyć do smartfonów skaner zakupów. Aplikacja tej sieci umożliwiłaby wykonywanie zakupów bez jakiegokolwiek kontaktu z personelem. Technologia jest obecnie testowana w estońskich sklepach i jeśli przyjmie się na tamtejszym rynku, trafi także do Polski, umożliwiając skanowanie i płacenie za produkty z poziomu telefonu.

– Klienci poza aplikacjami mobilnymi często potrzebują także integracji np. z silnikami obsługującymi sztuczną inteligencję. Tak mieliśmy w przypadku ostatnio realizowanego projektu, który ma wspierać ludzi w trzeźwości, w walce z nałogami. Często klienci wymagają przygotowania oprogramowania, które będzie działało ze sprzętem, czyli np. z czujnikami, paczkomatami czy urządzeniami przemysłowymi. I to jest trend, który coraz bardziej widać w ostatnich czasach – wskazuje Michał Powichrowski.

Ogromny wzrost zainteresowania rozwiązaniami mobilnymi w czasie pandemii zanotowano nie tylko w branży usług, lecz także w sektorze rozrywkowym. Według analityków z Sensor Tower w pierwszym półroczu 2020 roku posiadacze urządzeń mobilnych pobrali aż o 42,5 proc. więcej gier niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zauważalnie wzrosły również wpływy App Store oraz Sklepu Play, odpowiednio o 22,7 proc. i 19 proc.

Według firmy badawczej Technavio wartość globalnego rynku aplikacji mobilnych do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 21 proc. w skali roku.

Nowa strategia CERN ma pomóc odkryć tajemnice Wszechświata. Naukowcy będą też opracowywać rewolucyjne technologie i innowacyjne terapie medyczne

Medycyna, biotechnologia, sztuczna inteligencja czy robotyka – to tylko część obszarów, nad którymi będą w najbliższych latach pracować naukowcy ze Starego Kontynentu. Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN ogłosiła niedawno strategię, która określa przyszłość badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Priorytetami będą badanie bozonu Higgsa, czyli cząstki elementarnej, która może wyjaśnić tajemnice Wszechświata, oraz badanie granicy wysokoenergetycznej.

– Nowa strategia dotycząca fizyki cząstek elementarnych opiera się przede wszystkim na nauce, dlatego przedstawia naukowe priorytety w tej dziedzinie – wskazuje Ursula Bassler, przewodnicząca Rady CERN. – Europejska Grupa Strategiczna (ESG) – specjalny organ utworzony przez radę – z powodzeniem przeprowadziła strategiczną refleksję, do której włączyło się kilkuset europejskich fizyków. Przedstawiona w strategii wizja naukowa powinna służyć jako wskazówka dla CERN-u i ułatwiać spójną politykę naukową w całej Europie.

Europejska Organizacja Badań Jądrowych (CERN) niedawno ogłosiła zaktualizowaną strategię dotyczącą dalszych badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Badania rozwojowe dotyczące zaawansowanych technik akceleratorowych, detektorowych i obliczeniowych mają zostać zintensyfikowane. W ten sposób Europa ma stać się liderem w zakresie przełomowych technologii.

W centrum działań ma pozostać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), czyli dotychczas największy na świecie akcelerator cząstek. Jest w stanie wytworzyć ogromną energię, naturalną dla Wszechświata, ale niedostępną na Ziemi. Dotychczas LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 teraelektronowoltów. W ten sposób naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Obecnie trwają prace nad Future Circular Collider (FCC), który ma pozwolić na m.in. kolizje elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile nawet 100 TeV. W międzyczasie przebudowywany jest także LHC. Nowy, Wielki Zderzacz Hadronów Wysokiej Świetlności (High-Luminosity LHC) ma pracować do 2038 roku.

– To bardzo ambitna strategia, która wyznacza świetlaną przyszłość dla Europy i dla CERN z ostrożnym, stopniowym podejściem. Będziemy nadal inwestować w silne programy współpracy między CERN i innymi instytutami badawczymi w państwach członkowskich i poza nimi – deklaruje dyrektor generalna CERN Fabiola Gianotti. – Współpraca ta ma kluczowe znaczenie dla trwałego postępu naukowego i technologicznego oraz przynosi wiele korzyści społecznych.

Po erze Wielkiego Zderzacza Hadronów ma nastąpić era zderzacza elektronowo-pozytonowego. Na niespełna 10 lat przed zakończeniem programu High-Luminosity LHC ma powstać „fabryka Higgsa”. Nowa maszyna produkowałaby duże ilości bozonów Higgsa w bardzo czystym środowisku, mogłaby też mapować interakcję z innymi cząsteczkami. To pozwoliłoby na znaczące odkrycia, m.in. dotyczące ciemnej materii. Miałoby też ogromny wpływ na wiele różnych dziedzin, nie tylko fizykę. Stworzenie nowych cząstek zrewolucjonizowałoby np. medycynę i pomogło odkryć leki na choroby uważane za praktycznie niewyleczalne. Przyspieszyłoby także rozwój sztucznej inteligencji i robotyki. Jak wskazują naukowcy, bozon Higgsa, czyli cząstka elementarna odkryta w 2012 roku, jest potężnym narzędziem do znalezienia odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące początków Wszechświata.

– Europa powinna pozostać otwarta na uczestnictwo w innych ważnych projektach, które będą służyć całej branży, takich jak proponowany projekt Międzynarodowego Zderzacza Liniowego – wyjaśnia przewodnicząca ESG Halina Abramowicz.

Netflix bije rekordy. Dane z rynku pracy pobudzają do kupna akcji

Dane z amerykańskiego rynku pracy wsparły w czwartek indeksy giełdowe. Publikacja ta wyjątkowo pojawiła się w czwartek, a nie w piątek, ponieważ ostatni dzień roboczy tego tygodnia jest w USA dniem wolnym od pracy ze względu na obchody Dnia Niepodległości, które z kolei będą mieć miejsce w sobotę.

Według raportu Departamentu Pracy stopa bezrobocia w USA w czerwcu spadła do 11,1 proc., przy konsensusie na poziomie 12,3 proc. To wystarczyło, aby podnieść sentyment na rynku, gdyż odzyskano w szóstym miesiącu tego roku 4,8 mln miejsc pracy. Gospodarka USA stworzyła miejsca pracy w rekordowym tempie, gdyż więcej restauracji i barów wznowiło działalność, dając kolejny dowód na to, że recesja COVID-19 prawdopodobnie się skończyła. Dane o zatrudnieniu zostały także wsparte przez dane o wydatkach konsumenckich, które wskazują na gwałtowne odbicie i powrót Amerykanów do konsumpcji.

Co więcej, pozytywnie na sentyment na Wall Street wpływać mogą informacje o testach kolejnych szczepionek na COVID-19. Szczepionki te przygotowują takie firmy jak Pfizer i BioNTech. Są one na wczesnym etapie testów u ludzi, ale z obiecującym wynikiem. Dodatkowo wczorajsze dane PMI i ISM dotyczące wzrostu działalności w sektorze przemysłowym także były pozytywne dla byków. Wzrost aktywności został potwierdzony po obu stronach Atlantyku. Inwestorów nie jest w stanie na tę chwilę wystraszyć szerząca się epidemia w USA z 50 000 przypadków dziennie.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek firma Vertical Research Partners podniosła rekomendację dla spółki Boeing, do kupuj z trzymaj. Poziom ceny docelowej został ustalony na 118 USD, co może oznaczać wzrost o 35 proc. od ostatniej ceny. Średni poziom ceny docelowej dla producenta samolotów znajduje się o wiele wyżej, ponieważ na poziomie 180,60 USD. Natomiast najwyższa prognoza zakłada wzrost ceny akcji nawet do 281 USD – wynika z danych zebranych przez agencję Bloomberg.

Według firmy Bernstein spółka Netflix dobrze pozycjonuje się do tego, aby podnieść ceny w kolejnych latach, ponieważ epidemia spopularyzowała usługi serwisu streamingowego. Zaangażowanie użytkowników i polubienie produktu Netflixa może spowodować, że spółce będzie o wiele łatwiej sukcesywnie podnosić ceny w 2021 i 2022 roku. Plany podwyżek abonamentu mogą zależeć jednak od siły odbicia gospodarczego. Bernstein pozostawia poziom ceny docelowej równy 504 USD. W środę cena akcji Netflixa zamknęła się na rekordowym poziomie, rosnąc od marcowego dołka o ponad 60 proc.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Raport: aż 3 mln Polek pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego COVID-19

7 mln Polaków pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią. 3 mln tej grupy stanowią kobiety, dla których skutki gospodarczo-społeczne mogą być szczególnie dotkliwe. Kryzys uderzył w sektory silnie sfeminizowane – od usług, po edukację, opiekę i sektor zdrowotny. Do tego dochodzi również gwałtowna transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, które już teraz szukają oszczędności, m.in. poprzez zastępowanie najbardziej powtarzalnych procesów pracą maszyn i algorytmów. Jakie zagrożenia dla pracujących kobiet niosą te zmiany? A jakie szanse i korzyści mogą one przynieść? Odpowiedzi m.in. na te pytania znajdziemy w raporcie „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego” opracowanym w ramach kampanii #WomanUpdate przez instytut badawczy Uniwersytetu Warszawskiego Digital Economy Lab (DELab) oraz Instytut Innowacyjna Gospodarka (INGOS).Rys 3 Sektory silne oddzialywanie COVID19

Pandemia wywoła kryzys gospodarczy, którego skali i skutków nie jesteśmy dziś w stanie oszacować. Jednak to co już widać gołym okiem, to gwałtowne przyspieszenie i intensyfikacja transformacji cyfrowej, która mocno zmienia rynek pracy i redefiniuje rolę człowieka w różnych procesach. W ostatnich miesiącach doszło bowiem do wyostrzenia trendów, na które już dawno zwracaliśmy uwagę: automatyzacji i platformizacji – mówi prof. UW dr hab. Katarzyna Śledziewska, współautorka raportu, Dyrektor Zarządzająca DELab, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Praca, jaką dotychczas znaliśmy, istotnie zmieni swój charakter. Przekształceniu ulegną formy zatrudnienia, a w dalszej perspektywie zostaną zmodyfikowane lub zupełnie znikną te miejsca pracy, w których wykonywane są powtarzalne, rutynowe czynności i gdzie bardziej efektywne kosztowo będzie użycie maszyn – dodaje prof. UW dr hab. Renata Włoch, współautorka raportu, Koordynatorka DELab, Instytut Socjologii UW. Jak wynika z raportu, w sektorach zagrożonych automatyzacją liczną reprezentację stanowią również kobiety.

Nowa rzeczywistość wyzwaniem dla sfeminizowanych sektorów gospodarki

Restrykcje związane z pandemią radykalnie ograniczyły możliwości zarobkowe wszędzie tam, gdzie podstawą był bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem – od szeroko rozumianego sektora usług, przez turystykę i kulturę, po gastronomię i sektor opiekuńczy – czyli tych sektorów, w których stanowczą grupę pracowników tworzą kobiety:Rys 4_Zatrudnienie kobiet_sektory zagrozone COVID19

  • 1,2 mln kobiet znajduje zatrudnienie w usługach, handlu hurtowym i detalicznym, co stanowi 75% wszystkich pracowników i jest jednym z najwyższych odsetków w krajach wysoko rozwiniętych.
  • 1 mln kobiet pracuje w przetwórstwie przemysłowym, a 256 tys. w firmach prowadzących działalność związaną z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi.
  • Kobiety znacznie intensywniej angażują się również w opiekę nad dziećmi i wypełnianie obowiązków domowych: w Unii Europejskiej codzienną opieką nad dziećmi zajmuje się 92% kobiet i 68% mężczyzn (w wieku 25-49 lat), a codziennym przygotowaniem posiłków lub pracami domowymi 79% kobiet – w porównaniu do 34% mężczyzn. Większe obciążenie obowiązkami domowymi dotyczy również kobiet pracujących zawodowo.

Dokładając do tego fakt, iż Polki nisko oceniają swoje umiejętności cyfrowe, a do branży IT podchodzą wciąż z dużym lękiem (zaledwie 15% pracowników tego sektora to kobiety[1]) – zmiany stają są konieczne. Zwłaszcza, że poziom ponadpodstawowych kompetencji cyfrowych osób dorosłych plasuje Polskę na 25. miejscu wśród 28 krajów Unii Europejskiej.

Dlaczego kobiety rezygnują z uczenia się nowych technologii?

Jak wskazuje raport „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego”, kobiety na ogół mają wysoko rozwinięte kompetencje emocjonalne, które pozwalają radzić sobie ze zmianami i niepewnością, ułatwiają pracę w grupie i przejmowanie odpowiedzialności. Krytyczne myślenie, rozwiązywanie złożonych problemów czy kreatywność zawdzięczają natomiast umiejętnościom poznawczym. Wyzwaniem jednak wciąż pozostaje, w teorii „tylko”, a w praktyce „aż” rozwinięcie kompetencji cyfrowych.

Wyzwanie to jest szczególnie ważne dla pracodawców, których podstawą działań powinno być budowanie relacji i strategii firmy opartej na wartościach, takich jak empatia, godność i solidarność – wartościach wpisujących się w różnorodne potrzeby swoich pracowników.

My, pracodawcy już dziś powinniśmy wspierać możliwości rozwijania kompetencji cyfrowych swoich pracowników, zwłaszcza w sektorach silnie sfeminizowanych. Wspieranie kobiet w zdobywaniu nowych umiejętności cyfrowych nie tylko pozwoli lepiej przygotować biznes do wyzwań przyszłości, ale także wzmocni wyrównywanie szans pracowników ze względu na płeć. Jak bowiem potwierdzają badania – im wyższe umiejętności cyfrowe u kobiet, tym większa równość płci w środowisku pracy.

Nie możemy przy tym zapominać, że obok kompetencji technicznych konieczne jest podnoszenie kompetencji emocjonalnych, które pozwolą na lepszą adaptację do zmian i przełamywanie stereotypów – przede wszystkim tych w naszej głowie. Bo nie ma nic gorszego niż nurtujące nas pytanie „Czy będę równie dobra?” – to nasza wewnętrzna blokada przed samorozwojem i odważnym wkraczaniem w nową rzeczywistość zawodową mówi Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Skoro potencjał jest tak duży, to skąd ta blokada? – Głównym powodem rezygnacji kobiet z branży technologicznej jest brak wiary we własne siły, wzmocniony stereotypem, że nie ma tam dla nich miejsca. Tymczasem prawda leży zupełnie gdzie indziej. My kobiety boimy się tego, co jest nam nieznane. W połączeniu z wysokim poczuciem odpowiedzialności za podejmowane działania – których finałem musi być sukces – często zdarza nam się rezygnować na starcie. Szybciej odpuścimy w poczuciu bycia niewystarczającą, niż damy sobie szansę na spróbowanie mówi Joanna Pruszyńska-Witkowska, współzałożycielka i wiceprezes Future Collars, inicjatorka kampanii #WomanUpdate.

Kryzys to dobry czas na zmiany

Kryzys to wbrew pozorom dobry czas na wprowadzanie zmian, które w dłuższej perspektywie mogą przyczynić się do zmniejszenia nierówności płci na rynku pracy i zwiększenia obecności kobiet w sektorze ICT. Firmy mogą odpowiedzieć na niego, oferując elastyczny, zdalny sposób pracy, jak i również wyposażając pracowników w kompetencje pożądane na rynku pracy. Z kolei państwo może wykorzystać ten moment na rozwój szeroko dostępnego systemu edukacji ustawicznej, w ramach którego będzie możliwe dostosowanie kompetencji pracowników do potrzeb cyfryzującej się gospodarki.

[1] Country Reports | Women in Digital scoreboard (2018) https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/country-reports-women-digital-scoreboard

Hakerzy celują w pracę zdalną. Luki w Apache Guacamole

Jedna z najpopularniejszych na świecie infrastruktur informatycznych do pracy zdalnej – Guacamole – posiada poważne luki bezpieczeństwa – ujawniają eksperci firmy Check Point. Hakerzy mogli podsłuchiwać sesje zdalne, rejestrować używane hasła i kontrolować komputery w organizacji. Eksperci wskazali dwa wektory ataku, które mogły prowadzić do pełnej kontroli nad całą siecią organizacji.

Badacze firmy Check Point wykryli luki w zabezpieczeniach Apache Guacamole – czołowej infrastrukturzy informatycznej do pracy zdalnej. Oprogramowanie, które zostało pobrane przez ponad 10 milionów użytkowników na świecie (jest bezpłatne i otwarte) umożliwia pracownikom zdalny dostęp do firmowych sieci komputerowych z dowolnego miejsca za pomocą przeglądarki internetowej. Apache Guacamole działa na wielu urządzeniach, w tym na telefonach komórkowych i tabletach.

Eyal Itkin, jeden ze specjalistów pracujących w firmie Check Point wykazał, że osoba atakująca z dostępem do komputera wewnątrz organizacji może wykonać atak odwrotnego RDP, czyli protokołu pulpitu zdalnego, w którym zdalny komputer zainfekowany złośliwym oprogramowaniem przejmuje dane klienta, który próbuje się z nim połączyć. Tego typu atak umożliwiłby hakerowi kontrolę nad bramą Apache Guacamole, która obsługuje wszystkie sesje zdalne w sieci.

Po uzyskaniu dostępu do bramy, haker może podsłuchiwać wszystkie przychodzące sesje, rejestrować używane poświadczenia, a nawet kontrolować inne sesje w organizacji. Badacze Check Pointa przyznają, że w praktyce oznacza to uzyskanie pełnej kontroli nad całą siecią organizacyjną.

Luki w Guacamole pozwalają na przeprowadzenie ataków na dwa różne sposoby:

  • Scenariusz odwrotnego ataku: Zaatakowana maszyna w sieci korporacyjnej wykorzystuje przychodzące połączenie, aby zaatakować bramę Apache, starając się ją przejąć.
  • Scenariusz dotyczący nieuczciwego pracownika: pracownik używa komputera w sieci, aby wykorzystać połączenie na obu końcach i przejąć kontrolę nad bramą.

– Choć w tych trudnych czasach globalne przejście do zdalnej pracy staje się koniecznością, musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji, jakie zdalne połączenia mają dla bezpieczeństwa. Nasi badacze wykryli kolejne luki, które zagrażają bezpieczeństwu firm i ich pracownikom. Firmy oraz różnego rodzaju organizacje powinny zwrócić szczególną uwagę na zabezpieczenie urządzeń końcowych oraz sieci własnych, a także zaktualizowanie usług pozwalających na pracę zdalną – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager Check Pointa w Polsce.  

31 marca Check Point Research ujawnił swoje ustalenia firmie Apache. Nowa, załatana wersja Apache Guacamole została wydana w czerwcu 2020 r.

Chiński rząd dołącza samochody hybrydowe do programu wspierania elektromobilności

Chiński rząd ogłosił, że uwzględni samochody hybrydowe w programie wspierania elektromobilności jako kolejną kategorię niskoemisyjnych aut. Nowe przepisy, które wejdą w życie w styczniu 2021 roku, mają na celu zwiększenie produkcji samochodów niskoemisyjnych. Analitycy oceniają, że decyzja ta wzmocni Toyotę i Hondę na chińskim rynku.

Pekin postanowił w swojej strategii budowy czystej motoryzacji zwrócić się w stronę hybryd, by przyspieszyć walkę ze smogiem i emisją CO2. Do tej pory chińskie władze skupiały się wyłącznie na autach elektrycznych (EV) – na baterie (BEV), na wodór (FCV) i hybrydach ładowanych z sieci (PHEV). Problem w tym, że auta tego typu są jeszcze wciąż mało popularne wśród klientów, a ponieważ Chiny wyznaczyły minimalny procentowy udział EV w całkowitej sprzedaży każdego z producentów, mocno ogranicza to sprzedaż samochodów na tym rynku.

Chiny podejmują intensywne wysiłki, by zwalczyć ogromne skażenie powietrza w zurbanizowanej części kraju, wprowadzając najbardziej rygorystyczne normy emisji spalin na świecie oraz narzucając koncernom motoryzacyjnym minimalny udział aut niskoemisyjnych w całkowitej sprzedaży i produkcji. W 2019 roku zelektryfikowane samochody typu BEV, FCEV i PHEV musiały stanowić 10% wszystkich egzemplarzy sprzedanych przez danego producenta. Chiński rynek odpowiada za 30% światowej sprzedaży nowych samochodów, dlatego przepisy wprowadzone w życie w ubiegłym roku ograniczały możliwości wzrostowe branży motoryzacyjnej.

W drugiej połowie czerwca 2020 roku zostały ogłoszone nowe regulacje, które do kategorii niskoemisyjnych samochodów osobowych włączyły hybrydy nieładowane z zewnętrznego źródła (HEV). Zdaniem analityków, ta zmiana otworzy nowe możliwości przed producentami samochodów, w szczególności Toyotą i Hondą, które dominują na rynku hybryd. Toyota oferuje na chińskim rynku 8 modeli hybrydowych. W jej gamie znajdują się również dwa modele z napędem plug-in hybrid – kompakty Corolla i Levin, a także dwa bliźniacze auta elektryczne – crossovery Toyota C-HR i Izoa. W ofercie Hondy dla chińskich klientów znajduje się 6 modeli hybrydowych.

Hybrydy obniżają emisję spalin w motoryzacji dzięki efektowi skali

Hybrydy to szybki i przystępny sposób na obniżenie emisji spalin. Nie jest to już bynajmniej niszowa technologia – w ostatnich latach Toyota sprzedaje rocznie 1,5 miliona tych samochodów. Wynika to z ich przystępnej ceny, porównywalnej z cenami diesli, oraz z tego, że pełne hybrydy realnie obniżają spalanie o kilka litrów na 100 km bez konieczności ładowania i bez żadnych dodatkowych obowiązków czy komplikacji dla kierowcy. Jednocześnie hybrydy emitują zauważalnie mniej dwutlenku węgla i szkodliwych gazów oraz cząstek stałych w porównaniu z konwencjonalnymi samochodami spalinowymi, co – jeśli wziąć pod uwagę kwestię skali – ogranicza smog i efekt cieplarniany w nie mniejszym stopniu niż dużo mniej popularne auta wspierane dotąd przez chińskie władze (BEV, PHEV i FCEV). Jaka to skala? W ciągu 23 lat, jakie upłynęły od premiery Priusa, sama tylko Toyota sprzedała ponad 15 milionów hybryd, co przełożyło się na uniknięcie emisji ponad 120 milionów ton CO2.

W Polsce rządowa strategia elektromobilności przeszła podobną drogę. Początkowo ustawa przewidywała wsparcie i przywileje dla trzech rodzajów samochodów elektrycznych – na baterie, na wodór oraz hybryd plug-in. W tym roku programem zostały objęte również hybrydy nieładowane z sieci – od początku 2020 roku są one objęte obniżką akcyzy o połowę.