ABM przeznaczy 100 mln na stworzenie wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych

W ramach ogłoszonego konkursu Agencja Badań Medycznych wybierze projekty przewidujące utworzenie i rozwój Centrów Wsparcia Badań Klinicznych (CWBK). Inicjatywa ma na celu zwiększenie liczby zarówno badań klinicznych, jak i ich uczestników w Polsce, a także wykorzystanie potencjału sektora badań klinicznych dla zwiększenia konkurencyjności krajowej gospodarki.

Konkurs na tworzenie i rozwój CWBK jest realizacją Planu Rozwoju Badań Klinicznych.  Jak podkreśla p.o. Prezesa dr n. med. Radosław Sierpiński – Stworzenie Centrów  Wsparcia Badań Klinicznych jest realizacją ubiegłorocznych obietnic i przyczyni się do poprawy atrakcyjności rynku badań klinicznych w Polsce, a co najważniejsze do wzrostu dostępności do badań dla pacjentów, poprawy ich standardu i bezpieczeństwa.

W Polsce wciąż nie wykorzystujemy w pełni istniejącego potencjału w obszarze badań klinicznych. Biorąc pod uwagę wielkość populacji Polski, wartość polskiego rynku badań klinicznych powinna być trzykrotnie większa niż obecnie 2 mld zł. – tłumaczy Prezes Sierpiński. W związku z tym, jednym z kroków podjętych przez ABM, mających na celu likwidację barier w tym zakresie jest stworzenie w Polsce wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych, funkcjonujących w modelu usług wspólnych zapewniających kompleksowe i systemowe wsparcie realizacji badań zarówno komercyjnych, jak i niekomercyjnych.

Centra Wsparcia Badań Klinicznych, które powstaną pozwolą na realizację badań na najwyższym, europejskim poziomie. To pakiet rozwiązań dla naukowców, lekarzy oraz pacjentów umożliwiający dostęp do najnowszych terapii już na etapie ich wdrożenia przy zachowanych najwyższych standardach jakości i bezpieczeństwa – podsumowuje Prezes ABM – Radosław Sierpiński.

Pierwszym krokiem realizacji projektu przez ABM było określenie standardu modelowego CWBK, kolejnym jest pomoc w rozwoju Centrów poprzez dofinansowanie trzech obszarów: zasobów ludzkich, rozbudowy istniejącej infrastruktury oraz systemów wspierających i jakościowych. Efektem podjętych działań będzie stworzenie sieci ośrodków, w których zostaną wdrożone jednolite, systemowe rozwiązania jakościowe.

Wprowadzone rozwiązania, pozwolą na skrócenie całkowitego czasu przeprowadzenia badania oraz zwiększą jakość uzyskanych danych. Zmiany te, pozwolą na uatrakcyjnienie rynku badań klinicznych w Polsce, co przyczyni się do częstszego wyboru przez sponsorów polskich ośrodków badawczych,  a tym samym wzrost liczby prowadzonych badań i dostępu do nowoczesnych, innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Stworzenie Centrów Wsparcia Badań Klinicznych pomoże w   rozwoju  nauk medycznych i nauk o zdrowiu oraz poprzez zwiększenie m.in. konkurencyjności polskiego rynku w zakresie obsługi badań klinicznych oraz przyczyni się do wzrostu innowacyjności polskiej medycyny.

Kwota przeznaczona na dofinansowanie projektów wyłonionych w ramach konkursu wynosi  100 mln złotych. Nabór wniosków trwa od 11 maja do 30 lipca 2020 r. Wszelkie pytania dotyczące konkursu, należy kierować pod adres mailowy: [email protected]

Szczegóły dotyczące konkursu: https://abm.gov.pl/pl/konkursy/regulaminy-konkursow-in/231,Konkurs-na-wsparcie-tworzenia-i-rozwoju-Centrow-Wsparcia-Badan-Klinicznych-ABM20.html

W związku z ogłoszeniem konkursu, Agencja Badań Medycznych zaprasza do udziału w webinarium informacyjnym. w zakresie założeń konkursu oraz przygotowania i składania wniosków. Webinarium odbędzie się w terminie 19.05, o godz. 11:00. Informacje dotyczące zapisu na wydarzenie dostępne są na stronie: https://abm.gov.pl/pl/aktualnosci/wydarzenia-i-szkolenia

Webinarium: Ceny Transferowe w 2019 i 2020. Wpływ Covid-19.

Zespół Cen Transferowych i Wycen Arena Advisory serdecznie zaprasza już 18 maja o godzinie 10 na webinarium dotyczące cen transferowych w trakcie którego omówimy obowiązki za rok 2019 oraz implikacje Covid-19 na obowiązki za rok 2020. W trakcie wydarzenia poruszone zostaną zagadnienia dotyczące m.in. procedur i wymogów sporządzania dokumentacji podatkowej oraz obowiązków informacyjnych i sprawozdawczych związanych z cenami transferowymi. Omówimy także kwestie rosnącej odpowiedzialności karno-skarbowej członków zarządu i wpływu ewentualnych korekt na rozliczenia VAT i celne. W drugiej części webinarium omówimy wpływ kryzysu wywołanego przez koronawirusa na transakcje z podmiotami powiązanymi.

Termin: 18 maja godz. 10.

Do kogo jest adresowane webinarium?

Webinarium jest kierowane przede wszystkim do członków zarządu, dyrektorów finansowych, managerów działów księgowych oraz innych osób odpowiedzialnych za ceny transferowe i rozliczenia podatkowe.

Agenda:

Blok I: Rok 2019 – punkt wyjścia i podsumowanie najważniejszych założeń.

  • Kto jest zobowiązany do sporządzania dokumentacji?
  • Zakres obowiązków sprawozdawczych.
  • Odpowiedzialność karno-skarbowa członków zarządu i sankcje.
  • Uprzednie porozumienia cenowe (APA) i korekty cen transferowych.

Blok II: Rok 2020, czyli ceny transferowe w czasach kryzysu.

  • Wpływ COVID-19 na transakcje w 2020 roku.
  • Nadzwyczajne okoliczności.
  • Warunki rynkowe.
  • Co robić, aby wypełnić obowiązki za 2020 rok?

Rejestracja:

https://arenaadvisory.clickmeeting.pl/ceny-transferowe-w-2019-i-2020-wplyw-covid-19/register

Prelegenci:

Joanna Żmuda-Trzebiatowska – Tax Managing Partner, Licencjonowany doradca podatkowy z 14-letnim doświadczeniem zawodowym w zakresie cen transferowych i doradztwa podatkowego dla międzynarodowych grup kapitałowych. Odpowiedzialna za projekty dotyczące analiz benchmarkingowych, dokumentacji cen transferowych, polityki cen transferowych i przeglądów cen transferowych na rzecz przedsiębiorstw wielonarodowych oraz spółek notowanych na GPW.

Jakub Patalas – Transfer Pricing & Valuations Manager, specjalizujący się w cenach transferowych i doradztwie dla grup kapitałowych. Przeprowadził szereg projektów w zakresie analiz porównawczych, benchmarkingu instrumentów finansowych, przygotowywania dokumentacji Local File i Masterfile, opracowywania analiz ekonomiczno-finansowych i rynkowej wyceny opłat licencyjnych m.in. dla podmiotów z branży finansowej, technologicznej, farmaceutycznej i deweloperskiej.

W Polsce przybywa najwięcej hoteli czterogwiazdkowych

Zainteresowanie inwestorów sektorem hotelowym w Polsce jest wciąż duże, choć plany związane z wprowadzaniem nowych projektów zostaną teraz dokładnie zweryfikowane

Z najnowszego raportu firmy doradczej Walter Herz wynika, że od 2012 roku liczba skategoryzowanych obiektów hotelowych w Polsce wzrosła o ponad  30 proc. W lipcu minionego roku w kraju było 2635 hoteli. Dominowały wśród nich obiekty z trzema gwiazdkami, które stanowiły prawie połowę placówek. Hotele czterogwiazdkowe, których w połowie ubiegłego roku mieliśmy w kraju 418, to kategoria, która w ostatnich latach odnotowała największy wzrost i w największym stopniu wzbogaciła ofertę rynkową. Od 2012 roku ich ilość wzrosła w Polsce niemal dwukrotnie. Obiektów w najwyższej kategorii 5 gwiazdek mamy natomiast w kraju wciąż niezbyt dużo, bo tylko 76.

– Struktura zaplecza hotelowego w Polsce potwierdza, że nasz rynek opiera się wciąż na obiektach ekonomicznych, a na rozwój sektora decydujący wpływ ma siła nabywcza polskiego społeczeństwa – przyznaje Andrzej Szymczyk, Associate Director, Investment &Hospitality w Walter Herz.

W czołówce Warszawa, Kraków i Gdańsk

Z danych zawartych w opracowaniu Waler Herz wynika, że tradycyjnie najsilniejszymi inwestycyjnie lokalizacjami były główne ośrodki miejskie, wśród których wiodącymi rynkami jest Warszawa, Kraków i Gdańsk.

– Niemniej jednak swoją ofertę rozbudowują także główne miejscowości turystyczne. W widocznym stopniu miały w tym swój udział m.in. inwestycje typu condo z rozproszoną strukturą właścicielską, które w ostatnich latach stały się bardzo popularnym produktem inwestycyjnym na rynku. Związany z ich realizacją model pozyskiwania finansowania pozwolił na stworzenie pewnej liczby obiektów, które prawdopodobnie nie powstałyby przy udziale tradycyjnego finansowania ze względu na ograniczenia związane z lokalizacją czy biznes planem. Wysokie ryzyko związane z inwestowaniem w tego rodzaju projekty, na co we wrześniu zeszłego roku zwracała uwagę Komisja Nadzoru Finansowego, zaowocowało wstrzymaniem przez banki pozytywnych decyzji kredytowych dla wielu zaplanowanych już inwestycji. Mimo, że dla niektórych z nich zostały wydane pozwolenia na budowę i podpisane umowy franczyzowe z sieciami hotelowymi. Ta zmiana z pewnością przyniesie spadek liczby powstających obiektów condo w najbliższych latach – informuje Andrzej Szymczyk.

Inwestorzy zrewidują plany

Ponadto, zdaniem eksperta, wprowadzony w marcu br. stan epidemii, w połączeniu z nasyceniem niektórych lokalnych rynków hotelowych, zaowocuje spadkiem liczby aktywnych obiektów hotelowych w kraju. – Weryfikacja rynku związana z nowymi warunkami funkcjonowania hoteli będzie trudnym sprawdzianem szczególnie dla obiektów z historycznie słabą rentownością, które już wcześniej miały trudności z zapewnieniem odpowiedniej płynności finansowej. Możemy spodziewać się także, że wielu inwestorów zrewiduje swoje plany i zdecyduje się na przesunięcie terminów realizacji nowych projektów lub całkowicie odejdzie od inwestycji – dodaje Andrzej Szymczyk.

W drugiej połowie 2019 roku mieliśmy w kraju prawie 177 tys. pokoi w hotelach i innych obiektach hotelowych. W porównaniu ze stanem sprzed roku zasoby noclegowe wzrosły o 6285 pokoi. Większość krajowego zaplecza zapewniały hotele skategoryzowane, w których było ponad 141 tys. pokoi, z czego ponad 5300 pokoi przybyło od poprzedniego roku. Obłożenie obiektów hotelowych w ostatnich latach rosło. Jak szacują analitycy Walter Herz, średni stopień wykorzystania pokoi hotelowych w 2019 roku w Polsce wyniósł 50,8 proc.

Należy zwrócić przy tym uwagę, że od 2017 roku mogliśmy obserwować nieproporcjonalnie szybszą rozbudowę bazy noclegowej w naszym kraju (wzrost o 9 proc.) w porównaniu ze stopniem jej wykorzystania (wzrost o 2 proc.). Liczba turystów korzystających z obiektów noclegowych w Polsce wzrosła natomiast w ciągu roku o ponad 5 proc. do 35,7 mln osób.

Rynek warszawski z największym wzrostem

Najbardziej gwałtowny rozwój od kilku lat przeżywa rynek hotelowy w Warszawie. W 2019 roku zasoby stolicy wzrosły o prawie 1400 pokoi, które weszły na rynek w 7 nowych obiektach. Do warszawskiej bazy hotelowej dołączyły m.in. hotel moxy Warszawa Praga (141 pokoi), Vienna House Warszawa Mokotów (164 pokoje), Four Points by Sheraton Warszawa Mokotów (190 pokoi), Puro Warszawa Centrum (149 pokoi), czy Motel One (333 pokoje). Po renowacji i rebrandingu na rynek powrócił również hotel sieci Radisson zlokalizowany przy ulicy Grzybowskiej z 311 pokojami, który funkcjonuje obecnie pod marką Radisson Collection.

W tym roku oferta hotelowa w Warszawie, zgodnie z wcześniejszymi planami firm, powinna zwiększyć się o około 3000 pokoi, które ma zaoferować 16 nowych obiektów hotelowych. Wśród planowanych otwarć są zarówno hotele zlokalizowane w ścisłym centrum miasta, jak Crowne Plaza i Holiday Inn Express przy Rondzie Daszyńskiego, Nobu przy Wilczej, czy NYX w kompleksie Varso, jak również obiekty usytuowane w dzielnicach zewnętrznych jak m.in.: Mercure Warszawa Ursus Station, Staybridge Suites Warsaw Ursynów czy Best Western Plus Warsaw Wawer.

Nowe marki w Krakowie

Kraków niezmiennie od wielu lat cieszy się dużym zainteresowaniem turystów, rośnie też liczba osób przyjeżdżających do miasta w celach służbowych. Dlatego też zainteresowanie inwestorów tą lokalizacją nie spada. W 2019 roku w stolicy Małopolski pojawiło się 11 nowych obiektów hotelowych, w tym 9 obiektów czterogwiazdkowych i 2 hotele pięciogwiazdkowe. Znalazły się wśród nich m.in. Balthazar Design Hotel z 25 pokojami, ibis Styles Kraków Santorini z 63 pokojami, Wawel Queen z 49 pokojami czy hotel mGallery by Sofitel Kraków z 64 pokojami, działający w ramach grupy Bachleda Luxury Hotel.

Wśród zapowiadanych tegorocznych otwarć wymienić można natomiast m.in. hotel AC by Marriott Kraków przy krakowskich Błoniach, który zaoferuje 300 pokoi. W następnych latach wejść na rynek mają z kolei takie hotele jak Autograph Collection Kraków (125 pokoi), Curio Collection by Hilton (113 pokoi), Hyatt Place Kraków (216 pokoi), King Salomon (117 pokoi), Mercure Kraków Fabryczna City (200 pokoi), Indigo Kraków Wawel Castle (76 pokoi), ibis Styles Kraków Mogilska (259 pokoi), Tribe Kraków Stare Miasto (170 pokoi), czy Le Meridien Kraków (dawniej Hotel Royal, około 100 pokoi). Dwa hotele powstaną także przy lotnisku w Balicach: moxy i Hampton by Hilton (173pokoi).

Wrocław unowocześnia bazę

Wrocławski rynek hotelowy charakteryzuje zaś relatywnie uboga i nienowa baza noclegowa. Rozwój biznesu w tej lokalizacji i notowana, coraz większa atrakcyjność turystyczna miasta sprawia, że inwestorzy i hotelarze bardzo mocno interesują się tą aglomeracją. Wielkość bazy noclegowej we Wrocławiu rozwijała się powoli przez szereg lat, by w lipcu 2019 roku zwiększyć się o ponad 600 pokoi, co stanowi wzrost o przeszło 13 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. W 2019 roku wrocławski rynek wzbogacił się o takie hotele jak: Best Western Premier Wrocław z 64 pokojami, zarządzany przez Dobry Hotel, DB Hotel z 149 pokojami, The Bridge mGallery by Sofitel Wrocław ze 184 pokojami, hotel Traffic z 36 pokojami, Korona Hotel Wrocław Market Square ze 115 pokojami, czy ZooHotel z 50 pokojami.

W 2020 roku planowane jest otwarcie kolejnych obiektów, w tym m.in.: hotelu Altus Palace Wrocław (81 pokoi w dawnym Pałacu Leipzigerów) i Q Hotel Wrocław Bielany (209 pokoi). W następnych latach gości ma z kolei powitać Grand Hotel Wrocław (170 pokoi), Hampton by Hilton Wrocław Airport (120 pokoi), Indigo Wrocław (127 pokoi), Vienna House Easy Wrocław (240 pokoi), Holiday Inn Express Wrocław (142 pokoje), czy Puro Wrocław Dworzec Świebodzki (337 pokoi).

Gdańsk trójmiejskim liderem

Na rynku trójmiejskim bardzo mocno przez ostatnie lata rósł Gdańsk. Od 2012 roku liczba pokoi hotelowych w mieście wzrosła o 2143 jednostki, dzięki czemu zasoby Gdańska zwiększyły się o 63 proc. W tym samym czasie w Sopocie liczba pokoi hotelowych wzrosła o 39 proc., a w Gdyni tylko o 3 proc.

W 2019 roku na rynku trójmiejskim przybyło ponad 600 nowych pokoi hotelowych, które dostarczone zostały głównie przez dwa gdańskie obiekty: Radisson Hotel & Suites Gdańsk z 350 pokojami i Holiday Inn Gdańsk Old Town z 240 pokojami.

Na ten rok zaplanowano w Gdańsku m.in. otwarcie kompleksu przy ulicy Pszennej z czterogwiazdkowym hotelem Grano (136 pokoi) oraz częścią apartamentową Grano Residence (141 pokoi). W następnych latach przy ulicy Chmielnej ma powstać obiekt z 350 pokojami w różnych standardach i markach należących do Louvre Hotels Group. Na rynek ma wejść również kompleks Holiday Inn Express i Staybridge Suites przy alei Grunwaldzkiej (246 pokoi).

W 2021 roku przy gdańskim Długim Targu pojawić się ma również hotel Indigo Gdańsk Old Town (67 pokoi) i hotel Reneissance Gdańsk, położony przy Chmielnej (250 pokoi).

W Sopocie z kolei w tym roku ma zostać otwarty m.in. 100 pokojowy hotel Sopotorium Medical Resort & SPA z ofertą skierowaną do osób przyjeżdżających na pobyty medyczne, rehabilitacyjne i kuracyjne. Kurort czeka również na otwarcie hotelu Radisson Blu przy ulicy Bitwy pod Płowcami, który dostarczyć ma 220 pokoi. U zbiegu ulic Haffnera i Niepodległości realizację obiektu hotelowego z 230 pokojami planuje firma Polnord. Hotel Crowne Plaza Sopot ma zostać otwarty w 2022 roku.

Stabilny Poznań i rozwojowe Katowice

Poznań, legitymujący się długą tradycją hotelarską od wielu lat mocno związaną z branżą targową i wystawienniczą, w ostatnich latach odznacza się stabilizacją, zarówno popytową, jak i podażową. W 2019 roku został otwarty hotel Hampton by Hilton Poznań Old Town ze 117 pokojami, a przy lotnisku Ławica zaczął działać obiekt pod marką moxy ze 120 pokojami, należący do Polskiego Holdingu Hotelowego..

Do najbardziej interesujących, zapowiadanych w Poznaniu otwarć należy zaś niewątpliwie pierwszy w naszym kraju hotel sieci Occidental, należącej do hiszpańskiej Grupy Barceló. O funkcję hotelową ma też wzbogacić się Kupiec Poznański, jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w mieście. W 2022 roku powstać ma się w nim hotel AC by Marriott, który zaoferuje około 150 pokoi.

W Katowicach w połowie 2019 roku funkcjonowało 2300 pokoi w obiektach hotelowych. Po otwarciu zapowiadanych hoteli, które obecnie są w trakcie realizacji i lub planowania, podaż w mieście zwiększy się o prawie 1900 pokoi. Zainteresowanie tą lokalizacją ze strony inwestorów determinuje wzrost rynku biurowego i liczne wydarzenia targowo-wystawiennicze organizowane w mieście. W 2020 roku gości przyjąć ma hotel Diament Plaza Katowice, który po rozbudowie zaoferuje 135 pokoi. W 2021r. otworzyć ma się hotel Mercure Katowice City Center z 268 pokojami. A w 2022 roku ma zakończyć się budowa czterogwiazdkowego hotelu Puro, dzięki któremu katowicki rynek wzrośnie o 247 pokoi.

Wśród zapowiadanych w Katowicach otwarć jest również hotel Qubus z 97 pokojami oraz dwumarkowy Kyriad i Première Classe, który zaoferuje łącznie około 200 pokoi. W miejscu wyburzonego, słynnego hotelu Silesia w ścisłym centrum miasta stanie natomiast Nova Silesia. Inwestycja obejmować będzie dwa czternastokondygnacyjne budynki biurowe, które przyniosą 30 tys. mkw. powierzchni i siedmiopiętrowy hotel ze 150 pokojami. Uruchomienie swojego drugiego hotelu w Katowicach planuje również sieć Vienna House. Czterogwiazdkowy obiekt Vienna House R.evo z 203 pokojami ma łączyć funkcje hotelu z apartamentami na dłuższe pobyty.

Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19. Santander Bank Polska zaprasza na webinar dla przedsiębiorców

Santander Bank Polska, wspólnie z ALPLA Opakowania z Tworzyw Sztucznych Sp. z o.o., Korporacja KGL S.A. i Polskim Związkiem Przetwórców Tworzyw Sztucznych zapraszają do wzięcia udziału w otwartym webinarze: „Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19”, który odbędzie się 12 maja o godz. 13:00.

Nowe okoliczności związane z COVID-19 zmuszają przedsiębiorców do zmiany sposobu prowadzenia działalności gospodarczej. Pandemia z dnia na dzień przearanżowała funkcjonowanie firm i całego społeczeństwa. Przedsiębiorcy bardziej niż kiedykolwiek potrzebują wsparcia oraz merytorycznej wymiany wiedzy na temat rynku i gospodarki.

Celem webinaru „Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19” jest dyskusja na temat obecnej kondycji rynku opakowań z tworzyw sztucznych i dalszych trendów w tej branży.

Dyskusję poprowadzą eksperci: Mariusz Musiał, Dyrektor Zarządzający ALPLA Opakowania z Tworzyw Sztucznych Sp. z o.o., Lech Skibiński, Wiceprezes Zarządu Korporacja KGL S.A., Robert Szyman, Dyrektor Generalny Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych oraz Kamil Mikołajczyk i Maciej Nałęcz z Departamentu Sektorów Strategicznych w Santander Bank Polska.

W trakcie webinaru eksperci postarają się odpowiedzieć na pytania:

  • Czy producenci opakowań z tworzyw sztucznych odczuli zwiększony/zmniejszony popyt na swoje produkty i w jakich kategoriach, branżach?
  • Jakie zmiany w produktach wprowadzają producenci opakowań w związku z pandemią COVID-19 i na jakie trendy/zapotrzebowanie odpowiadają te zmiany?
  • Czy takie popularne dotychczas hasła, jak zrównoważony i odpowiedzialny biznes, GOZ, #zerowaste, #noplastic nie wytracą impetu w konsekwencji obecnego kryzysu i jak mogą wpłynąć na debatę wokół rynku opakowań?
  • Co pandemia koronawirusa zmieniła w działaniu firm i które z tych zmian oceniane są jako potencjalnie trwałe?

Szkolenie jest bezpłatne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Zapisy odbywają się poprzez link: https://www.santander.pl/webinar-opakowania

Branża budowlana nie poddaje się kryzysowi – 92% firm działa dalej

Firmy działające w branży budowlanej nie odczuwają skutków kryzysu tak dotkliwie jak pozostałe. Aż 92% z nich nie przerwało działalności mimo trwającej epidemii. Nie oznacza to jednak, że obecna sytuacja ich nie dotyka, 64% przyznaje bowiem, że zostało zmuszonych do odwołania niektórych zleceń – wynika z badania Oferteo.pl. Przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim o zdrowie swoje i pracowników.

Firmy budowlane nie przerywają działalności

Czy w czasie epidemii zamierza Pan kontynuować działalnośćWedług badania przeprowadzonego wśród polskich przedsiębiorców przez Oferteo.pl, największy polski portal łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wynika, że większość branży budowlanej funkcjonuje bez przerwy pomimo trwającego kryzysu. 92% firm budowlanych nie przerwało działalności w czasie kryzysu. Aż 49% przedsiębiorców zadeklarowało w badaniu, że normalnie realizuje zlecenia w czasie epidemii, 43% zdecydowało się natomiast na ograniczenie zakresu usług. Wygląda więc na to, że obecna ciężka sytuacja na rynku nie odbija się na branży budowlanej tak, jak na pozostałych. Odsetek nieustannie działających firm ze wszystkich sektorów gospodarki jest bowiem nieco niższy i wynosi 88%.

Sam fakt kontynuowania działalności nie oznacza niestety, że kryzys ich nie dotyka. Aż 64% przedsiębiorców budowlanych przyznało, że obecna sytuacja zmusiła ich już do odwołania części zleceń.

Przedsiębiorcy obawiają się o zdrowie

Jakie są Pana największe obawy biznesowe w związku z epidemiąWśród największych wyzwań, właściciele firm budowlanych wskazywali przede wszystkim obawę o zdrowie swoje oraz całego zespołu. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 70% badanych. Na drugim miejscu znalazła się konieczność ograniczenia kontaktu z klientem wskazana przed 57% przedsiębiorców, a na kolejnych – opóźnienia w dostawach materiałów (32%) oraz problemy z ich dostępnością na rynku (26%). 

Jedna trzecia przedsiębiorców nie posiada zabezpieczenia finansowego

Czy posiada Pan zabezpieczenie finansowe na wypadek zmniejszenia przychodówNa pytanie, „czy posiadają Państwo zabezpieczenie finansowe na wypadek zmniejszenia przychodów?”, niemal jedna trzecia (30%) właścicieli firm budowlanych odpowiedziała, że nie posiada żadnych oszczędności. 35% przedsiębiorców przyznało, że zgromadzone środki wystarczą im na pokrycie kosztów funkcjonowania przez miesiąc lub dwa, a 22% respondentów nie będzie w stanie utrzymać się z oszczędności nawet przez miesiąc.

Aż 55% przedsiębiorców prowadzących firmę budowlaną zaznaczyło, że zaczyna już obserwować narastające zatory płatnicze, a 78% przyznało, że w najbliższym czasie spodziewa się ich pogłębienia. 

Obawy przed utratą zleceń i klientów

Jakie są Pana największe obawy biznesowe w związku z epidemiąNajwiększe obawy branży budowlanej w związku z epidemią są bardzo zbliżone do obaw wszystkich przedsiębiorców. Firmy chcą nadal działać i realizować zlecenia, zatem najbardziej boją się ich zmniejszającej się liczby (79%), a także rezygnacji obecnych klientów (53%).

Wielu z nich wśród obaw wskazywało również powstawanie zatorów płatniczych (32%) oraz brak środków potrzebnych na spłatę zobowiązań (26%). Co czwarty badany zaznaczył, że obawia się utrudnionego dostępu do niezbędnych materiałów.

– Przedsiębiorcy w trudnym czasie obawiają się przede wszystkim utraty kolejnych zleceń. Ich brak może prowadzić do narastających zadłużeń i niewydolności finansowej przedsiębiorstwa. Stale napływające i realizowane zlecenia to główny czynnik dający przedsiębiorstwu szansę na przetrwanie kryzysu i stosunkowo szybki powrót do normalności. W obecnych czasach warto rozważyć stosowanie nowych metod poszukiwania klientów, takich jak serwisy onlineradzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Jak walczą z kryzysem?

Jakie środki zaradcze podjął Pan w związku z epidemiąWedług badania Oferteo.pl najczęściej podejmowanymi przez przedsiębiorców krokami mającymi na celu walkę ze skutkami kryzysu są ograniczenie kosztów i inwestycji. Nie inaczej jest w przypadku branży budowlanej. To właśnie te dwa środki zaradcze wskazywane były najczęściej. Właściciele takich firm decydują się również na dzielenie pracowników na mniejsze zespoły (22%), a także próbują pozyskać dodatkowe środki z zewnątrz (12%).

Zapytani o to, czy w związku z epidemią planują zwolnienia pracowników, 23% właścicieli firm budowlanych odpowiedziało twierdząco. 39% nie podjęło jeszcze decyzji w tej kwestii. W ich przypadku kluczowe mogą okazać się najbliższe tygodnie oraz stopniowe odmrażanie gospodarki i wznawianie działania zatrzymanych firm.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w 2020 roku na grupie ponad 1 255 przedsiębiorców działających w branży budowlanej.

Gdyby nie chmura obliczeniowa, firmy byłyby teraz w jeszcze większych tarapatach

COVID-19 wyrządził ogromne spustoszenia w globalnej gospodarce, a jesteśmy dopiero na początku liczenia strat. Dewastacyjny wpływ pandemii na gospodarkę byłby z pewnością jeszcze gorszy, gdyby nie przejście wielu firm i instytucji na model pracy zdalnej, który był możliwy dzięki wcześniejszym lub podejmowanym na szybko inwestycjom w chmurę obliczeniową.

Wpływ koronawirusa bez wątpienia jest katastrofalny ze społecznego i gospodarczego punktu widzenia. Jednak z pewnością byłby on znacznie poważniejszy, gdyby nie inwestycje przedsiębiorstw w cloud computing. Choć przed pandemią w Polsce z chmury korzystało kilkanaście procent przedsiębiorstw, nawet tak niskie zaangażowanie polskich firm należy ocenić pozytywnie, jako dobrą bazę teraźniejszych i przyszłych transformacji. Chmura obliczeniowa zasila dzisiaj niemal wszystko to, co pozwala nam w miarę normalnie funkcjonować w czasach izolacji. Praca zdalna, dostęp do filmów i seriali przez platformy typu Netflix, dostęp do książek z poziomu np. aplikacji Storytel, automatyzacja łańcuchów dostaw sieci retailowych czy po prostu działanie aplikacji zakupowych – to zasługa chmury.

Bohater nieoczekiwanej rewolucji

Na zachodzie od dawna dostrzegano wartość chmury. Według firmy analitycznej Canalys, w 2019 roku organizacje wydały rekordową sumę 107 mld dolarów na wdrożenia lub rozwój infrastruktury chmurowej i było to aż o 37 proc. więcej niż w roku poprzednim. Natomiast Gartner przewiduje, że światowe wydatki na usługi chmury publicznej wzrosną w 2020 roku o 17 proc., do kwoty ponad 266 mld dolarów.

Andrzej Stella-Sawicki_CloudFerro
Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro

To, że dziś firmy korzystające z cloud computingu mogą kontynuować wszystkie lub większość dotychczasowych procesów, zawdzięczają w dużej mierze wcześniejszym inwestycjom w rozwiązania cloudowe. To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie naprawdę szybkie tempo adopcji chmury – mówi Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro, polskiej firmie specjalizującej się w świadczeniu usług chmurowych. Jeszcze kilka lat temu firmom brakowało narzędzi, aby umożliwić pracownikom natychmiastowe przejście na pracę zdalną. Dziś firmy mają właściwie wszystko, czego potrzebują, aby pracownicy mogli wykonywać swoje zadania z domu – szybki internet, przystępne cenowo komputery osobiste, systemy zabezpieczeń w formie zaawansowanych sposobów rejestracji i uwierzytelniania oraz dostępność większości systemów biznesowych w chmurze. Okazuje się, że chmura obliczeniowa, w obliczu dzisiejszego ogromnego wyzwania, dobrze spełnia swoją rolę, zapewniając platformę do pracy zdalnej, współdzielenie dokumentów, możliwość szybkiego skalowania zasobów. Na przykładzie naszej organizacji – od momentu ogłoszenia pandemii dostosowaliśmy model działania przechodząc na pracę zdalną, ale dzięki rozwiązaniom chmurowym nasi klienci nie odczuli żadnej zmiany w jakości świadczonych przez nas usług – dodaje Andrzej Stella-Sawicki.

Co więcej, wydaje się, że ta nagła rewolucja może na stałe zmienić system, w którym funkcjonujemy, pracujemy czy uczymy się. W przyszłości, nawet jak już wrócimy do normalności, pracodawcy, pracownicy, nauczyciele, studenci i uczniowie, dostrzegając zalety towarzyszące pracy zdalnej, z pewnością będą z nich korzystać na szerszą skalę – mówi przedstawiciel CloudFerro.

Gdyby taka sytuacja wydarzyła się dekadę wcześniej, IT byłoby w zupełnie innej sytuacji. Według badań przeprowadzonych przez kierownictwo działu IT firmy Osterman Research, w 2010 roku przeciętna firma wydawała rocznie na przetwarzanie w chmurze zaledwie 6300 dolarów rocznie, co w przeliczeniu na jednego pracownika wynosiło nieco ponad 23 dolary. To niewielki ułamek obecnych nakładów na ten obszar IT.

Praca zdalna lub brak pracy

Jeszcze kilka lat temu chmura to było narzędzie czysto developerskie. Najważniejsze było tworzenie oprogramowania, natomiast podstawy pracy zdalnej – wideokonferencje, współpraca dokumentów i bezpieczna sieć – miały marginalne znaczenie. W 2010 r. przetwarzanie w chmurze, jakie stosowano w firmach, nie byłoby jeszcze w stanie umożliwić pracy zdalnej na szeroką skalę. Dziś okazało się zbawienne i to nie tylko dla firm, ale i dla samych pracowników. Bez realnej możliwości bezpiecznego kontynuowania pracy, wiele firm musiałoby zwalniać pracowników.

Chmura to mobilność, a mobilność to możliwość zdalnej pracy czy nauki. To co do tej pory było przywilejem lub nagrodą dla nielicznych staje się naszą nową normalnością i w końcu przestaniemy pracować w pracy, a zaczniemy po prostu pracować. Wydaje mi się, że w świecie po koronawirusie trudno będzie pracodawcy odrzucić kandydaturę osoby niepełnosprawnej ruchowo tylko dlatego, że nie może przyjechać do biura.  Dzisiejsza sytuacja wyraźnie pokazuje, że sama obecność pracownika w biurze nie jest gwarancją jego skuteczności. Znacznie ważniejszy jest swobodny dostęp do technologii i narzędzi służących do wykonywania naszych obowiązków. Gdzie to robimy jest sprawą drugorzędną – komentuje Stanisław Bochnak strateg biznesowy z VMware Polska.

Chociaż ludzkie i ekonomiczne koszty dzisiejszego kryzysu są ogromne, potencjalne szkody finansowe związane z pandemią zostały zmniejszone dzięki możliwości wykorzystania chmury do wykonywania niektórych działań operacyjnych. Dzięki chmurze pracownicy mogą nie tylko pracować zdalnie, ale także efektywnie współpracować, odbywając konferencje video czy pracując nad tymi samymi dokumentami i projektami jednocześnie.

Korzyści dla wszystkich

Cloud computing to jednak nie tylko ogromne wsparcie dla pracy zdalnej. To także ogromna pomoc dla szkół, które nagle zostały zamknięte. Dzieci na całym świecie realizują swoją edukację online, z domu. Podobnie jest na uniwersytetach.

W ciągu miesiąca firmy, instytucje, urzędy na całym świecie przeszły transformację na jaką nie mogły się zdecydować latami. Zdalna szkoła w Polsce? Każdy kto wpadłby na taki pomysł jeszcze rok temu uznany zostałby za fantastę, ale dzięki nowym technologiom jest to możliwe. Uczelnie na całym świecie umożliwiają naukę online, obrony prac dyplomowych, a nawet udział w specjalistycznych laboratoriach. Wykorzystując technologie chmurowe m.in. VMware wrocławska Wyższa Szkoła Bankowa udostępnia swoich studentom wirtualne laboratoria. Dostęp do nich mają z dowolnego miejsca na ziemi i to nawet ze smartfona – mówi Bochnak.

Ostatnie inwestycje w rozwiązania chmurowe m.in. w opiece zdrowotnej dziś pomagają z kolei wspierać pracowników służby zdrowia w ich niezwykle ważnej pracy na linii frontu. Dodatkowo, dzięki chmurze obliczeniowej naukowcy z całego świata mogą wspólnie pracować nad szczepionką na wirusa, na którą wszyscy czekają.

Pod wieloma względami pandemia koronawirusa stała się impulsem do największego w historii testu przetwarzania w chmurze. Menedżerowie, którzy mogli mieć kiedyś wątpliwości odnośnie zasadności inwestycji w informatykę, przekonali się, jakim wsparciem jest chmura obliczeniowa dla pracy zdalnej.

Sytuacja z COVID-19 z pewnością wiele firm przekona do inwestowania w cloud computing. Jak się dziś okazuje, w wielu przypadkach inwestowanie w chmurę obliczeniową było najlepszą decyzją w zakresie informatyki, jaka kiedykolwiek została podjęta.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o całkowite otworzenie gospodarki najpóźniej od 1 lipca br.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz skierował apel do Premiera od  ponad 100 organizacji przedsiębiorców o wyznaczenie i ogłoszenie daty zakończenia ograniczeń w działaniu przedsiębiorstw najpóźniej na dzień 1 lipca br.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w imieniu organizacji przedsiębiorców zrzeszonych w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku skierował dzisiaj apel do Premiera  o całkowite odmrożenie gospodarki najpóźniej na dzień 1 lipca br. Podkreślił tym samym, że konieczne jest podanie również konkretnych terminów kolejnych etapów wychodzenia z blokady.

Wskazał, że przedsiębiorcy muszą znać maksymalny okres, przez który będą finansować swój przestój. Nie mając natomiast wiedzy nt. konkretnego terminu otworzenia gospodarki, nie będą w stanie oszacować, czy ich na to stać, a w rezultacie utrzymać miejsc pracy. Dalsze mrożenie działalności przedsiębiorstw może w efekcie doprowadzić do załamania się finansów publicznych oraz dwucyfrowego wskaźnika bezrobocia.

Rzecznik powołał się na wzór Czech, Austrii i Danii, które rozpoczęły już ścieżkę systematycznego powrotu do gospodarczej normalności. Jednocześnie zaznaczył, że konieczne jest zastosowanie wszystkich dostępnych metod zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom i klientom. Równolegle ocenił, iż dotychczasowe działania rządu w celu walki z epidemią, wypłaszczania krzywej zachorowań oraz przygotowania służby zdrowia były  w pełni zrozumiałe, dzięki czemu aktualnie jest możliwe przejście do działań na rzecz stopniowego uwalniania gospodarki.

Niezachwiany rozwój rynku nieruchomości magazynowych

Sektor magazynowy, dzięki popularyzacji handlu internetowego w ostatnich tygodniach, jest na rynku nieruchomości określany mianem najbardziej odpornego na negatywne skutki gospodarcze wywołane przez Covid-19. Jak podaje firma doradcza Savills, dane za pierwszy kwartał póki co nie odbiegają znacząco od tych z analogicznego okresu ubiegłego roku, ale wynikające z obecnej sytuacji szanse i zagrożenia dla sektora logistycznego wyklarują się dopiero w kolejnych miesiącach, w zależności od rozwoju pandemii.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2020 r. zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej w Polsce osiągnęły poziom 19,0 mln m kw. Głównymi regionami magazynowymi pozostaje Warszawa (4,4 mln m kw.), Górny Śląsk (3,2 mln m kw.) i Polska Centralna (3,1 mln m kw.).

„Pandemia koronawirusa tylko wzmocniła trendy, które nadawały ton rynkowi magazynowemu już od dawna. W wyniku wzrostu obrotów w handlu internetowym zwiększył się popyt na powierzchnię magazynową generowany przez sektor e-commerce. Nasilił się również pęd w kierunku automatyzacji w logistyce, który nabiera teraz zupełnie nowego znaczenia. Pozwala uniezależnić się od rynku pracy już nie tylko w kontekście alternatywy dla trudności w dostępie do pracowników i rosnących wynagrodzeń, ale także niesie za sobą dodatkową zaletę w postaci odporności maszyn na czynniki zdrowotne” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

W pierwszym kwartale na rynek dostarczono ponad 428 000 m kw., z czego blisko połowę w regionie Wrocławia. W budowie na koniec marca w całej Polsce pozostawało 2,2 mln m kw. Coraz więcej nowej powierzchni przybywa w Trójmieście, który to obszar znalazł się na podium pod względem ilości nowobudowanej powierzchni, z rekordowym dla tego rynku wynikiem blisko 290 000 m kw. Rośnie również liczba realizowanych projektów dedykowanych logistyce miejskiej.

„Większa ostrożność deweloperów w stosunku do budów spekulacyjnych, jakiej należy się spodziewać w najbliższym czasie, może spowodować większą konkurencję o powierzchnię dostępną na wynajem w momencie powrotu koniunktury” – dodaje Kamil Szymański.

Jak wynika z raportu firmy Savills, w pierwszym kwartale roku nie był dostrzegalny wpływ koronawirusa na popyt. Od początku stycznia do końca marca wynajęto w Polsce zbliżoną ilość powierzchni magazynowej, co w analogicznym okresie ubiegłego roku (1,1 mln m kw.). Wyraźnie widoczny był wzrost zapotrzebowania na powierzchnię tymczasową.

Na koniec marca 2020 r. stopa pustostanów wyniosła 7,2% i pozostała stabilna w stosunku do poprzedniego kwartału, ale wzrosła rdr. o 1,8 pkt. proc. Poza kilkoma wyjątkami czynsze w całej Polsce były stabilne. Jak podaje Savills, za wynajem nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej, w zależności od regionu, trzeba zapłacić od 2,70 do 4,40 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe, do nawet 5,25 euro/m kw./miesiąc za małe moduły (SBU).

„Na rynku nieruchomości sektor magazynowy niewątpliwie jest jednym z najbardziej odpornych na kryzys związany z koronawirusem, choć nazwanie go beneficjentem obecnej sytuacji byłoby z pewnością określeniem na wyrost. Spowolnienie w przemyśle, problemy z łańcuchem dostaw i spadek konsumpcji, jeśli utrzymałyby się w dłuższym terminie, z pewnością nie będą działały korzystnie na popyt na powierzchnię magazynową. Z drugiej strony, Polska może okazać się atrakcyjną alternatywą dla europejskich firm rozważających przeniesienie produkcji do rejonów bliższych rynkom zbytu, w ramach wdrażania popandemicznych strategii niwelowania ryzyka zaburzeń ciągłości łańcucha dostaw” – podsumowuje Kamil Szymański z Savills.

Państwo pomoże firmom w restrukturyzacji, ale biznes czeka na więcej

Przedsiębiorcy, którzy zastanawiali się nad przeprowadzeniem restrukturyzacji, uzyskali kolejne argumenty, za podjęciem działań naprawczych. Lada dzień sejm powinien przegłosować projekt ustawy o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw. Na firmy czeka dodatkowe wsparcie finansowe i narzędzia ułatwiające proces restrukturyzacji. Zdaniem ekspertów PMR Restrukturyzacje, przedsiębiorcy już teraz powinni przygotowywać się do podjęcia tych działań, rozpoczynając od opracowania planu restrukturyzacyjnego.

Z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że 46 proc. firm w Polsce ma pieniądze umożliwiające działanie firmy przez maksymalnie 3 miesiące. 10 proc. firm nie ma zaś żadnych rezerw finansowych. Odsetek firm zagrożonych utratą płynności finansowej jest więc dziś na bardzo wysokim poziomie.

Po okresie wyczekiwania ze strony sektora przedsiębiorstw, kwestię pomocy w procesie restrukturyzacji firm podjęły polskie władze. 29 kwietnia br. w sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy zakładającej możliwość wsparcia ze środków publicznych procesów restrukturyzacyjnych w firmach, które podejmują działania naprawcze w związku z występującymi sytuacjami kryzysowymi. – Roczna pomoc z budżetu państwa w kwocie 120 mln zł będzie przez 10 lat przeznaczana m.in. na ratowanie, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne i restrukturyzację. To ważny krok w kierunku wsparcia przedsiębiorców, który z pewnością ułatwi przeprowadzenie planów naprawczych. Mamy jednak nadzieję, że będzie to jeden krok z wielu – podkreśla Małgorzata Anisimowicz.

Wszystko wskazuje na to, że projekt zostanie przegłosowany już za kilka dni, jednak wciąż spływają do niego propozycje zmian. 5 maja br. Sejmowa Komisja Gospodarki i Rozwoju zaproponowała poprawki, które jej zdaniem mają na celu maksymalne uproszczenie zasad udzielania pomocy dla przedsiębiorców bez zmiany istoty ustawy. Wśród nich warto wymienić m.in. uproszczenie wniosków o pomoc, usunięcie katalogu obowiązkowych załączników do wniosku oraz zapisy dotyczące zabezpieczenia pożyczki jako elementu fakultatywnego, a nie obowiązkowego, co może wpłynąć na jej wysokość, a nie samo przyznanie.

Dobry plan restrukturyzacyjny kluczem do uniknięcia upadłości

W projekcie ustawy istotne dla uzyskania pomocy finansowej ze środków publicznych jest opracowanie realnego planu ratunkowego. Dobrze przygotowany plan to taki, który zawiera rzeczywiste sposoby rozwiązania problemów i pokazuje ścieżkę ich wdrażania, a także perspektywy finansowe na kolejne lata, które wskażą, jak pomoc od państwa przyczyni się do przywrócenia zdolności do konkurowania na rynku.

Przy opracowaniu planu restrukturyzacyjnego cenne może się okazać zewnętrzne wsparcie doświadczonego w tym zakresie doradcy restrukturyzacyjnego, a także powołanego przez niego interdyscyplinarnego zespołu, w skład którego wchodzą specjaliści z obszarów pozyskiwania finansowania, księgowości, podatków, analiz rynkowych oraz doświadczeni negocjatorzy. – Współpraca w zakresie ochrony przedsiębiorstwa to przede wszystkim świadomość jego specyfiki i indywidualności. Doświadczenie w prowadzeniu procesów restrukturyzacji pozwala na skorzystanie ze sprawdzonych instrumentów oraz często uzyskanie większych efektów, niż przewidywały w decyzji o podjęciu restrukturyzacji zarządy firm. Tym bardziej, jeżeli kompleksowa obsługa restrukturyzacji zapewniona jest w ramach jednej firmy – od etapu decyzji o zamiarze restrukturyzacji do jej wyniku końcowego, uwzględniając wsparcie w pozyskaniu finansowania – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Pomoc z budżetu państwa w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców to od dawna oczekiwane zmiany, bez wątpienia idące w dobrym kierunku. W przypadku przyjęcia poprawek do projektu, ustawa wejdzie w życie 14 dni po jej ogłoszeniu. W sytuacji zagrożenia upadłością czas ma ogromne znaczenie. Dlatego im szybciej przedsiębiorcy rozpoczną planowanie działań naprawczych, tym większa szansa na ich powodzenie.

Bezpłatna Konferencja ONLINE – Cyfrowa Transformacja w Biznesie

Jak rozpocząć proces zmiany i zadbać o rozwój technologiczny firmy?

Już 28 maja odbędzie się Konferencja, podczas której zostaną przedstawione najnowsze trendy w zakresie udoskonalania procesu cyfrowej transformacji. Analityka danych, digitalizacja procesów wewnętrznych, automatyzacja oraz technologie mobilne to obszary, które stają się niezbędne, aby firmy funkcjonowały efektywniej.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję ONLINE

Wśród wystąpień m.in.:

  • Jak technologie zmieniają firmy na przykładzie grupy medialnej Polska Press?

Magdalena Chudzikiewicz – Grupa Polska Press

  • Robotyzacja procesów biznesowych – czy warto?

Wojciech Szremski – Schaeffler Polska Sp. z.o.o.

  • Wpływ cyfrowej transformacji na bezpieczeństwo IT

Tomasz Zalewski – Bird & Bird

  • Nowe środowisko pracy – współpraca ludzkiej i sztucznej inteligencji w różnych obszarach działania organizacji

Rafał Górski – KPMG

Biznesowym celem cyfrowej transformacji jest niewątpliwie redukcja kosztów oraz poprawa jakości i uatrakcyjnienie oferty. Warto zaznaczyć, że zachodząca na naszych oczach cyfrowa rewolucja, zakłada postawienie klienta w centrum uwagi. To stwierdzenie wiąże się ze stałym monitorowaniem i zbieraniem danych o potrzebach i nastawieniu konsumentów, a nawet przewidywaniem ich zachowań, Stosowanie najnowszych rozwiązań technologicznych niewątpliwie wpływa na pozyskiwanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Właśnie te firmy, które staną się przedsiębiorstwami cyfrowymi, będą liderami zmian w biznesie, w swoim sektorze.

Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji ONLINE, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://kongrestransformacji.pl/

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

9:30 | Czwartek, 28 maja 2020
Strona internetowa wydarzenia: https://kongrestransformacji.pl/

Kreditech Polska zmienia nazwę na Monedo

  • Zmiana nazwy firmy na polskim rynku jest konsekwencją rebrandingu globalnego Kreditech na Monedo.
  • Monedo jest międzynarodowym fintechem. Firma jako pierwsza na świecie wdrożyła w pełni automatyczny system oceny kredytowej klientów, wykorzystujący mechanizmy sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego.
  • W Polsce Monedo jest niebankowym pożyczkodawcą, umożliwiającym zakupy na raty i pay-later u swoich partnerów e-commerce oraz właścicielem serwisu pożyczkowego Monedo Now.
  • Monedo działa na rynku indyjskim, polskim, rosyjskim i hiszpańskim, gdzie udzielił już ponad 2 mln pożyczek i obsłużył ponad 1 mln klientów.

Kreditech Polska, właściciel serwisu pożyczkowego Monedo Now i dostawca alternatywnych sposobów finansowania zakupów w e-commerce (raty i płatności odroczone) ogłosił dziś zmianę nazwy firmy na Monedo Polska. Decyzja jest konsekwencją wcześniejszego rebrandingu spółki matki (Monedo Holding GmbH, wcześniej Kreditech Holding GmbH) z siedzibą w Hamburgu, przeprowadzonego w marcu br.

Monedo jest światowym pionierem w zakresie wykorzystania automatycznej analizy danych, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w branży pożyczkowej. Firma wykorzystuje do weryfikacji zdolności kredytowej zaawansowane narzędzia technologiczne, umożliwiające pogłębioną, automatyczną analizę danych o zachowaniach klientów. Stworzony przez Monedo autorski model scoringowy umożliwia obsługę aplikacji kredytowych i wypłatę środków 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dzięki wysokiej trafności oceny zdolności kredytowej klienta, firma jest w stanie skutecznie pozyskiwać i obsługiwać klientów o zróżnicowanym profilu ryzyka, w tym osoby, które z różnych powodów są odrzucane przez tradycyjne procesy kredytowe w bankach.

W Polsce Monedo oferuje pożyczki ratalne na okres do 48 miesięcy, udzielane online. Klientów zdobywa m.in. dzięki sprzedaży POS (Point-Of-Sale), realizowanej we współpracy z największymi operatorami e-commerce. Z Monedo Now swoje zakupy mogą finansować m.in. klienci Allegro. Wspólnie z PayU firma jako pierwsza w Polsce udostepniła konsumentom rozwiązanie „pay-later” (płatności odroczone).

Aktualna strategia firmy zakłada rozwój działalności pożyczkowej dla klientów near-prime – czyli osób legitymujących się dobrą sytuacją finansową, klientów sektora bankowego lub takich, które z różnych powodów nie mogą lub nie chcą korzystać z finansowania w bankach.

Przewagą konkurencyjną Monedo jest mozliwość dokonania oceny kredytowej klienta przy wykorzystaniu alternatywnych danych, w stosunku do tradycyjnych modeli stosowanych przez banki, zdolność do obsługi wniosków i realizacji wypłat w trybie 24/7 oraz krótki czas potrzebny na przekazanie pieniędzy klientowi. Przykładowo w przypadku finansowania zakupów w e-commerce u partnerów Monedo, klient otrzymuje dostęp do środków nawet w ciągu 30 minut od zainicjowania wniosku u pożyczkodawcy.

„W Polsce jesteśmy jedyną niebankową instytucją, która dostarcza usługi finansowania zakupów na raty w e-commerce. Nasze rozwiązania zwiększają konwersję i podnoszą wartość koszyka zakupów. Całkowicie zdalny proces i możliwość zapewnienia konsumentom dostępu do alternatywnego, niebankowego źródła finansowania zakupu to kluczowe czynniki budujace naszą wartość dla partnerów z segmentu handlu online. Jest to ważne zwłaszcza w obecnej sytuacji. W okresie pandemii widzimy wzrost zainteresowania naszymi rozwiązaniami, zwłaszcza płatnościami odroczonymi. Marzec br. był rekordowym miesiącem jeśli chodzi o liczbę transakcji e-commerce opłaconych z wykorzystaniem PayU Monedo „Płacę później”” – podkreśla Krzysztof Komosa, Dyrektor Zarządzający Monedo Polska.

Zmiana nazwy holdingu Monedo Holding jest zwieńczeniem 24 miesięcy strategicznych zmian firmy, w ramach których zarządzanie organizacją przejął nowy zespół (w tym nowy prezes, dyrektor finansowy, dyrektor ds. zarządzania ryzykiem i dyrektor ds. rozwoju technologii). W tym okresie Monedo zebrało również ponad 45 mln EUR finansowania, w rundzie której przewodzili znani międzynarodowi inwestorzy technologiczni m.in. HPE Growth i Runa Capital.

“Przez ostatnie dwa lata pracowaliśmy nad wdrożeniem nowej strategii. Zmiana nazwy firmy wyznacza kolejny etap transformacji Monedo, z fazy startupu do dojrzałego fintechu. Pomimo turbulencji spowodowanych globalną pandemią, koncentrujemy się obecnie na utrzymaniu firmy na ścieżce rozwoju, podnoszeniu wydajności, doskonaleniu procesów związanych z zarządzaniem ryzykiem i kosztami, a także na rozwoju naszych produktów i usług” – mówi David Chan, CEO Monedo.

Monedo jest jednym z niewielu przykładów fintechu o ugruntowanej pozycji, działającego na skalę międzynarodową. Firma zatrudnia ponad 350 osób z ponad 40 krajów w siedmiu lokalizacjach, rozwijając swoje produkty w zespołach w Niemczech, Polsce i Tajlandii. Monedo udziela pożyczek klientom w Indiach, Polsce, Rosji i Hiszpanii oraz posiada centrum serwisowe w Rumunii.

Monedo jest obecne na Polskim rynku od 2012 roku. Codziennie system scoringowy Monedo procesuje ponad 2 tys. wniosków pożyczkowych.

Rusza planowanie infrastruktury lotniska Centralnego Portu Konsultacyjnego

Spółka Centralny Port Komunikacyjny rozpoczęła konsultacje z 35 wytypowanymi firmami i instytucjami w celu zwymiarowania infrastruktury nowego lotniska. Zebranie szczegółowych danych dotyczących m.in. liczby i lokalizacji budynków, ich powierzchni i kubatury, a także zakładanej w 2027 r. liczby pracowników jest elementem prac nad master planem Portu Lotniczego Solidarność. 

Wśród firm zaproszonych do konsultacji znalazły się m.in. Polskie Linie Lotnicze LOT, spółki handlingowe LS Airport Services i Welcome Airport Services, firmy obsługi technicznej LOT AMS i LS Technics, spółki spedycyjno-logistyczne Poczta Polska, DHL, FedEx, UPS i TNT, dostawcy paliw Orlen i Lotos, a także m.in. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, Policja, Straż Graniczna, Główny Inspektorat Sanitarny oraz Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Spółka CPK zapytała dostawców usług lotniczych i instytucje państwowe zarówno o inwentaryzację ich infrastruktury obecnie na Lotnisku Chopina, jak też o prognozy i oczekiwania na koniec 2027 r., kiedy planowane jest oddanie do użytkowania pierwszego etapu Portu Lotniczego Solidarność. Pytania dotyczą m.in.:
Typu budynków
• Minimalnej potrzebnej powierzchni terenu
Liczby i lokalizacji obiektów
• Powierzchni i kubatury budynków
• Wymaganego sąsiedztwa innych elementów infrastruktury
• Zasilania w media
• Zapotrzebowania na parkingi i pola odstawcze
Liczby pracowników w obiektach.

Zbieranie informacji od zaangażowanych podmiotów potrwa do 1 lipca 2020 r. Spółka CPK planuje, że 15 lipca firmy i instytucje otrzymają podsumowanie tego etapu konsultacji.

Do konsultacji zaprosiliśmy szeroką grupę polskich i międzynarodowych podmiotów, które będą użytkownikami przyszłego lotniska. Dzięki temu spółka CPK pozyska szczegółowe informacje m.in. o preferowanej lokalizacji obiektów, wymaganym sąsiedztwie, zapotrzebowaniu na przyłącza i przewidywanej liczbie pracowników – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Zebrane w ten sposób dane zostaną przetworzone i wykorzystane w zakresie określonym w warunkach współpracy z konsultantem wsparcia technicznego ds. master planu (tzw. master plannerem). W spółce trwa obecnie postępowanie przetargowe w celu wyłonienia firmy, która będzie pełnić tę rolę.

W tym roku planujemy podpisać umowę z wybranym wykonawcą. Wtedy ruszą też prace nad master planem portu lotniczego, które będą prowadzone przez zintegrowany zespół CPK i master plannera – mówi Mikołaj Wild, prezes CPK. – Rozpoczęliśmy właśnie pierwszą z planowanych konsultacji na temat infrastruktury na potrzeby master planu – wyjaśnia.

Na master plan CPK będą składały się m.in: wieloletnia strategia etapowego rozwoju lotniska i szczegółowe wymagania w zakresie infrastruktury i zaplecza usługowego. Celem tego procesu planistycznego będzie całkowite zwymiarowanie i lokalizacja planowanej infrastruktury CPK, która w pierwszym etapie będzie miała przepustowość do 45 mln pasażerów i 1 mln ton przewozów cargo rocznie.

Częścią składową przygotowań do master planu jest 350-stronnicowy brief strategiczny CPK, który usystematyzował założenia elementów infrastruktury. Powstał on w oparciu o prawie 10 tys. uwag od prawie 150 podmiotów, które brały udział w poprzednich etapach konsultacji w tym i ubiegłym roku.

Jednocześnie koncepcję przyszłego lotniska opiniują przewoźnicy lotniczy w ramach Komitetu Konsultacyjnego (ACC), który został powołany w ubiegłym roku przez Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) we współpracy z CPK. Dotychczas w ramach ACC miały miejsce w Warszawie dwa spotkania: w lipcu i październiku ub. roku. Teraz ze względu na sytuację epidemiologiczną na świecie spotkania odbywają się online.

Obecnie na etapie uzgodnień rządowych jest Program Wieloletni, który określi planowane wydatki na CPK w kolejnych latach. W planach spółki na najbliższe trzy miesiące jest też m.in. wybór doradcy strategicznego spośród największych i najlepszych pod względem operacyjnym lotnisk przesiadkowych świata.

Zawsze patrz na jasną stronę życia

Po rynkach nie widać silnego przekonania za handlem w którymkolwiek kierunku, ale ponieważ lepiej patrzeć na jasną stronę życia, inwestorzy utrzymują umiarkowanie pozytywne nastawienie, szukając potwierdzenia w informacjach o malejącym tempie przyrostu nowych zachorowań i staraniach restartu kolejnych gospodarek. Tymczasem pojawiają się ryzyka drugiej fali zakażeń.

Potrzeba powrotu do normalności jest silna, stąd z zadowoleniem są przyjmowane doniesienia, że Francja, Włochy i Wielka Brytania odnotowały najmniejszą liczbę zgonów od marca. Do danych makro opisujących przeszłość podchodzi się z dystansem (gdyż wiadomo, że było/jest źle), stąd ograniczona reakcja na dramatyczny raport z rynku pracy USA (spadek zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w kwietniu o 20,5 mln). Ważniejsze jest, że po okresie dostosowania i opanowania sytuacji w drugim kwartale, druga połowa roku przyniesie mocne odbicie gospodarcze. To jednak opiera się na założeniu, że pandemia koronawirusa będzie powoli wygasać. Ale w tym kontekście niepokojące są sygnały z Korei Południowej, która doświadcza nagłego wzrostu przypadku zachorowań powiązanych z nocnymi klubami. W poniedziałek liczba przypadków wynosi 79 i to po wielu tygodniach, gdzie raportowano zaledwie kilka lub kilkanaście przypadków. Druga fala wzrostu zakażeń to obecnie największy czynnik ryzyka, który może zburzyć chęć rynków do dyskontowania lepszego jutra. Ale to też czynnik ryzyka, którego spora grupa inwestorów jest świadoma i dlatego powstrzymuje się od pełnego zaangażowania w rajd ryzyka. Dlatego wolę z dystansem podchodzić do interpretacji wzrostów na rynku akcji, które łatwo mogą zostać przełamane przy powrocie awersji do ryzyka. Póki jednak inwestorzy chcą widzieć w napływających informacjach szklankę do połowy pełną, indeksy mogą piąć się wyżej, a na FX będzie widać przesiadkę w stronę ryzykownych walut.

Od strony impulsów makro dopiero druga połowa tygodnia przyniesie istotniejsze raporty, choć zniszczenia dokonane przez COVID-19 w marcu (i całym I kwartale) są już z dyskontowane. W USA sprzedaż detaliczna (pt) prawdopodobnie pokaże drugi rekordowy spadek z rzędu, podczas gdy produkcja przemysłowa (pt) ma tąpnąć o ponad 20 proc. Odczyty indeksów nastrojów przedsiębiorców (wt, pt) i konsumentów (pt) pozwolą ocenić, jakie są oczekiwania na przyszłość podmiotów gospodarczych. Poza tym głównym driverem dla Wall Street będzie postęp we wznawianiu działalności gospodarczej. W Europie monitorowane będą szacunki PKB za I kw. W danych z Eurolandu (pt) istotne będą rewizje, które mogą być znaczne z uwagi na trudności przy gromadzeniu danych przez urzędy statystyczne. PKB Wielkiej Brytanii (śr) w I kw. prawdopodobnie ucierpiało mniej niż strefa euro z uwagi na późniejszy rozwój pandemii i lockdown dopiero w dwóch ostatnich tygodniach marca, ale to też oznacza, że dużo gorzej będą wyglądać figury za II kw., co będzie ciążyć na GBP w średnim terminie.

W Polsce szybki szacunek PKB za I kw. (pt) prawdopodobnie pokaże najsłabszy wzrost od 2013 r. i jedyny dodatni wynik w tym roku. Spodziewamy się wzrostu o 2,2 proc., powyżej konsensusu 1,8 proc., licząc na nieco mniejsze szkody po stronie konsumpcji prywatnej. Tak czy inaczej odczyt nie będzie źródłem pozytywnego impulsu dla złotego. Pozostałe publikacje w tygodniu – saldo bieżące (czw), rewizja CPI (pt) – powinny przejść bez echa. EUR/PLN pozostaje konsolidacji 4,51-4,57, pozostawiony na uboczu i słabo skorelowany z wahaniami nastrojów na rynkach zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pandemia mocno zachwiała cenami owoców. Najbardziej widać to po jabłkach

Średnie ceny 10 najczęściej eksponowanych w gazetkach promocyjnych owoców wzrosły o przeszło 17 procent, porównując okres od 9 marca do 5 maja ub. i tego roku. Najmocniej zdrożały jabłka – o prawie 94 proc. Gruszki poszły w górę o blisko 31 procent, pomarańcze – o ponad 28 procent, a cytryny i arbuzy – o przeszło 20 proc. Wzrosty na poziomie kilkunastu proc. odnotowały też mandarynki i winogrona. Natomiast najmniej podrożały ananasy, bo o 5 proc. Nieznacznie potaniały tylko banany i grejpfruty – spadki między 1 a 2 proc.

Porównując średnie ceny rabatowe z czasu pandemii i analogicznego okresu ub. roku, widać, że najczęściej promowane owoce na wagę z tzw. TOP 10 poszły w górę o 17,3 proc. Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie warzywa zdrożały o 6,3 proc. Paulina Kopeć ze Stowarzyszenia „Unia Owocowa” uważa, że na te wyniki wpłynął zwiększony popyt na część art. kupowanych na zapas. Klienci nabywali tylko te produkty świeże, które mogli dłużej przechowywać. Zapotrzebowanie na jabłka w pierwszych tygodniach pandemii zostało podwojone przez polskie sieci.

– Owoce poszybowały w górę blisko 3-krotnie bardziej niż warzywa. Moim zdaniem, wpłynęła na to nie tylko panika klientów czy polityka cenowa branży. Wzrosty zostały też potwierdzone na rynku hurtowym. Pokazują one, że ceny w sklepach mogą zmienić się jeszcze bardziej na niekorzyść konsumentów. Zeszłoroczne uprawy były zdziesiątkowane przez czynniki pogodowe. W tym roku mieliśmy rekordowo suchy kwiecień. I dodatkowo zbiory mogą być utrudnione, m.in. z powodu ograniczeń w przemieszczaniu się pracowników ze Wschodu – mówi Karol Kamiński z serwisu DING.pl.

Najbardziej poszły w górę jabłka – aż o 93,7 proc. Kolejne w zestawieniu są gruszki – wzrost o 30,6 proc. O 28,4% proc. zdrożały pomarańcze, o 20,6 proc. – cytryny, a o 20,5 proc. – arbuzy. O kilkanaście proc. podskoczyły mandarynki i winogrona – odpowiednio o 16,7 i 15 proc. Ceny ananasów zwiększyły się tylko o 5 proc.

– Na jabłka jest największy popyt, bo są twardymi owocami. Można je dokładniej umyć i mniej obawiać się o zakażenie. W dobie pandemii ich sprzedaż napędza też patriotyzm zakupowy. Podobnie jest w przypadku gruszek. Kolejne owoce są importowane. Koszty zagranicznych produktów rosną przez ograniczenia w ruchu międzynarodowym. Dlatego klienci automatycznie sięgają po krajowe produkty – wyjaśnia Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

Zdaniem Pauliny Kopeć, wzrosty cen jabłek są spowodowane niedoszacowaniem ich od początku sezonu. Mniejsze zbiory i zwiększony popyt na rynku lokalnym sprawił, że surowiec automatycznie zdrożał, co oczywiście miało wpływ na promocje. – Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał od popytu na jabłka krajowe i eksportowe, które są teraz wyjątkowo drogie. Za dwa tygodnie możemy zaobserwować korektę cen na rynku hurtowym, ale to niekoniecznie przełoży się na rabaty w sklepach – informuje Paweł Soska z Grupy Producentów Owoców Polskie Sady.

– W analizowanym okresie spadły tylko ceny bananów i grejpfrutów – odpowiednio o 1,8 i 1,4 proc. – W czasie pandemii banany nie mogły być kupowane na zapas, bo szybko się psują. Natomiast grejpfruty nie są najpopularniejsze w Polsce ze względu na swój smak. Klienci wolą kupować inne cytrusy. Wyraźnie widać, że wybory konsumentów silnie wpływały na strategie promocyjne w tym trudnym czasie. Stąd też sieci podejmowały odpowiednie dla siebie decyzje – podsumowuje Bartłomiej Domański z Hiper-Com Poland.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl. Porównano średnie ceny promocyjne 10 najczęściej eksponowanych w gazetkach owoców na wagę (winogron, jabłek, pomarańczy, bananów, cytryn, gruszek, arbuzów, ananasów, grejpfrutów i mandarynek). Sprawdzono 1183 promocji w dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sieciach convenience i cash&carry. Analizowany materiał był wydawany na przestrzeni blisko 60 dni na przełomie marca i maja 2019 r. oraz w analogicznym okresie br.

Spadek PKB i recesja coraz bliżej

W 2020 roku w polskiej gospodarce będziemy mieli pierwszą od 30 lat recesję. Już teraz wiadomo, że sprawa ta jest przesądzona, a kryzys okaże się głęboki. To, jak dotkliwy okaże się spadek PKB, zależy głównie od tego, w jakim kierunku będzie rozwijała się epidemia koronawirusa. Jeżeli jako kraj poradzimy sobie z nią w najbliższych 2-3 miesiącach – wówczas może to być mniej o ok. 4pp. W przypadku, gdyby na jesieni pojawiła się druga fala zachorowań i konieczność ponownego zamykania poszczególnych sektorów gospodarki – wtedy PKB mogłoby spaść nawet aż o 7 punktów procentowych. Komisja Europejska w swojej prognozie zakłada, że spadek PKB w Polsce będzie najniższy spośród wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej.

– Warto zauważyć, że prognozowany dla Polski spadek PKB jest i tak niższy niż wyniki zapowiadane w innych krajach. Dla państw strefy euro spodziewana jest recesja nawet na poziomie minus 7-8pp. – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Ten optymistyczny scenariusz dla naszego kraju wynika ze stabilnej sytuacji makroekonomicznej Polski jeszcze przed kryzysem. Weszliśmy w niego ze stosunkowo niskim długiem publicznym, niskim zadłużeniem zagranicznym i w miarę zrównoważonym saldem wymiany międzynarodowej. W ostatnich 10 latach najważniejszym motorem wzrostu naszej gospodarki był popyt zewnętrzny. W tej chwili jednak bardzo dotyka go kryzys. Już teraz widać, że ten ważny element wzrostu gospodarczego Polski jest zaburzony. Jednocześnie prognozowane spadki w innych krajach unijnych nie napawają optymizmem. Do tego dochodzi jeszcze istotny cios wymierzony w popyt wewnętrzny. Konsumenci nie mogą realizować części swoich potrzeb zakupowych. Te dwa czynniki będą więc równo wpływać na obniżenie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce, o 7-8 pp. w porównaniu do tego, co prognozowano jeszcze w styczniu – analizuje Sawulski.

Nowy 7-osobowy SUV Toyota Highlander debiutuje w Europie

  • Europejska gama SUV-ów Toyoty zostanie wzbogacona o nowy hybrydowy model;
  • Highlander Hybrid ma przestronne 7-osobowe wnętrze i bagażnik o pojemności 658 l;
  • Wydajny napęd hybrydowy 4. generacji z inteligentnym napędem na 4 koła AWD-i;
  • Moc 244 KM* i emisja CO2 od 146 g/km (WLTP)*;
  • Nowy Highlander zapewnia najlepszą równowagę między dynamiką i niską emisją CO2.

Highlander, największy hybrydowy SUV Toyoty, od przyszłego roku po raz pierwszy będzie dostępny w Europie Zachodniej i Środkowej. Model oferowany wyłącznie z napędem hybrydowym jeszcze bardziej rozbuduje europejską gamę SUV-ów marki, dołączając do RAV4 z segmentu D-SUV, Toyoty C-HR z klasy C-SUV i reprezentującego segment B-SUV Yarisa Cross, który niedługo trafi do salonów.

Toyota Highlander 2021 (1)Po 23 latach doświadczenia w rozwijaniu technologii hybrydowej, 15 milionach sprzedanych hybryd, 9 hybrydowych modelach na europejskim rynku i 44 na świecie oraz po wprowadzeniu na rynek 4. generacji napędów hybrydowych, Toyota ma niekwestionowaną pozycję lidera rynku hybryd. Highlander Hybrid łączy najbardziej zaawansowane na świecie technologie hybrydowe Toyoty, ogromne doświadczenie marki w produkcji SUV-ów i aut terenowych ze słynną jakością i niezawodnością produkowanych przez nią samochodów.

Highlander w pełni wykorzystuje atuty platformy GA-K i architektury TNGA, które gwarantują komfort, łatwość prowadzenia i bezpieczeństwo oraz niskie zużycie paliwa i niewielką emisję spalin opracowanego w technologii TNGA napędu hybrydowego. Inteligentny napęd AWD-i zapewnia bardzo dobrą przyczepność i stabilność oraz zwiększa możliwości ciągnięcia przyczepy do 2 ton.

Projekt nadwozia i wnętrza

Toyota Highlander 2021 (3) Toyota Highlander 2021 (2)Highlander Hybrid to potężny SUV o długości 4950 mm i 20-calowych aluminiowych kołach, który łączy opływowe nadwozie o dynamicznej stylistyce SUV-a klasy premium z siłą i wytrwałością rasowego auta terenowego 4×4.

Wnętrze zostało zaprojektowane, by połączyć praktyczność i trwałość z przestronnością, komfortem i wysoką jakością wykończenia na poziomie 7-miejscowego SUV-a dla wymagających. Drugi rząd siedzeń można przesuwać do przodu i do tyłu w zakresie 180 mm, co zapewnia komfortową przestrzeń oraz łatwe wejście do auta wszystkim pasażerom, w tym także dwóm dorosłym osobom zajmującym trzeci rząd siedzeń.

Bagażnik o pojemności 658 l ma dodatkowy schowek pod podłogą, a jego pojemność można radykalnie zwiększyć, składając oparcia drugiego i trzeciego rzędu siedzeń. Po ich złożeniu powstaje przestrzeń bagażowa z płaską podłogą o pojemności 1909 l. Tylna klapa bagażnika otwiera się i zamyka automatycznie i może zostać uruchomiona ruchem stopy.

We wnętrzu zaprojektowano przemyślany układ pojemnych schowków, zaś wejścia USB zamontowano przy pierwszym i drugim rzędzie siedzeń. Kolorystyka wnętrza może być utrzymana w czarnej lub grafitowej tonacji.

Bogate wyposażenie w podwyższonym standardzie obejmuje 12,3-calowy ekran dotykowy na konsoli centralnej, służący do obsługi systemu multimedialnego i nawigacji satelitarnej, wyświetlacz HUD na przedniej szybie, Apple CarPlay i Android Auto, bezprzewodową ładowarkę telefonu, wentylowane fotele oraz wirtualne lusterko wsteczne o poszerzonym polu widzenia.

Napęd hybrydowy

Pełny napęd hybrydowy 4. generacji Toyoty Highlander to napędzający przednią oś układ 2,5-litrowego silnika benzynowego, pracującego w oszczędnym cyklu Atkinsona, oraz dwóch silników-generatorów. Współpracuje z nimi elektryczny silnik przy tylnej osi, tworząc inteligentny napęd AWD-i (All-Wheel Drive-intelligent). Mocna bateria niklowo-wodorkowa została umieszczona pod drugim rzędem siedzeń.

Całkowita moc napędu wynosi 244 KM*, zaś średnia emisja CO2 to tylko 146 g/km* (WLTP) lub 117 g/km* (Correlated NEDC). Średnie zużycie paliwa wynosi od 6,6 l/100 km* wg testu WLTP lub od 5,2 l/100 km* w cyklu Correlated NEDC. Highlander Hybrid zapewnia najkorzystniejszą korelację mocy do emisji CO2 w swoim segmencie.

Przełącznik trybów jazdy (Drive Mode Select) umożliwia kierowcy wybór pomiędzy trybami ECO, NORMAL, SPORT i TRAIL. Wszystkie cztery można aktywować także gdy samochód użytkowany jest w oddzielnie wybieranym trybie elektrycznym (EV).

Akustyczna przednia szyba oraz materiały wygłuszające w dachu, podłodze i desce rozdzielczej, a także nakładki na błotniki i wykładziny w bagażniku powodują, że kabina jest bardzo dobrze wyciszona. Dzięki temu można w pełni docenić płynną, cichą pracę napędu hybrydowego.

Nadwozie zbudowane na platformie GA-K w technologii TNGA jest lekkie i sztywne, a przy tym ma nisko położony środek ciężkości. Dzięki temu nowy SUV jest zwinny i pewnie się prowadzi, zarówno w mieście i na krętych drogach, jak i na autostradzie.

Systemy bezpieczeństwa

Nowy Highlander Hybrid jest wyposażony w ulepszony pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense drugiej generacji, którego zadaniem jest zapobieganie kolizjom lub ograniczanie ich skutków. Pakiet zawiera układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia z funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów oraz zapobiegania kolizjom na skrzyżowaniach (PCS), pełnozakresowy inteligentny tempomat adaptacyjny z funkcją uwzględniania znaków drogowych (IACC), system rozpoznawania znaków drogowych (RSA), asystenta utrzymania pasa ruchu (LTA) oraz automatyczne światła drogowe (AHB).

Sprzedaż Toyoty Highlander Hybrid na europejskich rynkach rozpocznie się na początku 2021 roku.

* Wstępne wyniki, przed ostateczną homologacją.

Karambol w motoryzacji. Co 17. firma handlowa i co 15. produkcyjna była już zadłużona przed pandemią

Sytuacja finansowa w motoryzacji nie napawa optymizmem. W kryzys z niespłaconymi długami weszła co 17. firma handlująca pojazdami i co 15. firma produkcyjna. Na koniec marca zaległości tego sektora przekroczyły 1,2 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK. Sprzedaż aut drastycznie spada, podobnie jak rejestracja pojazdów. Wyhamowała też produkcja. Do tego mówi się o podwyżkach cen samochodów. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode, aż dwie trzecie firm handlowych w tej branży jest w słabej i złej kondycji. Najbliższa przyszłość pokaże czy branża utrzyma się na powierzchni.

Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych działów polskiej gospodarki. Jak wynika z obliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego, odpowiada za 3,4 proc. PKB w Polsce oraz zapewnia miejsca pracy 0,5 mln osób. Branża ta jest silnie uzależniona od zagranicznego popytu na samochody oraz części i akcesoria motoryzacyjne.

Według PIE łącznie z tytułu spadku popytu krajowego i zagranicznego powstałoby mniej wartości dodanej o 18,1 mld zł, a pracę straciłoby 167 tys. osób. Oznaczałoby to 1,3 proc. mniej wartości PKB w całej polskiej gospodarce i 1,1 proc. mniej ogółu zatrudnionych. Szacunki te uwzględniają nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale również działy z nim współpracujące – takie jak np. produkcję metali, tworzyw sztucznych, sprzedaż i naprawę samochodów. Od początku tego roku do końca marca zarejestrowano w Polsce 107 641 samochodów osobowych, o 23 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (-32 163 szt.). Z badania 4P Research Mix wynika, że z powodu pandemii i wynikających z niej konsekwencji finansowych z zakupu samochodu zrezygnowało 4 proc. badanych. Tymczasem zaległości branży motoryzacyjnej rosną. Przez rok zwiększyły się o 107 mln zł (ponad 9 proc.) – podaje Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK.

Sytuacja finansowa sprzed pandemii nie napawa optymizmem

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wynika, że na koniec marca zaległości miało 6 proc. podmiotów zajmujących się handlem hurtowym i detalicznym pojazdami samochodowymi oraz naprawą pojazdów. Wśród firm produkcyjnych niesolidnych dłużników było 6,7 proc. Oznacza to, że płatności opóźnione o co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł wobec partnerów biznesowych i banków wykazywała co 17. firma handlowa i co 15. produkcyjna. Zaległe zobowiązania wobec banków i kontrahentów na koniec marca miało 13 554 firm z tych sektorów ( w zestawieniu brane są pod uwagę firmy aktywne, zawieszone i zamknięte), a ich zaległości przekroczyły 1,2 mld zł i przypadają głównie na firmy zajmujące się sprzedażą. Najwyższy odsetek firm z zaległościami odnotowali jednak producenci ciężarówek – 18,9 proc. i samochodów osobowych – 13,5 proc. W handlu najwięcej ryzykownych firm ma sprzedaż hurtowa i detaliczna pozostałych pojazdów samochodowych z wyłączeniem motocykli, oraz sprzedaż hurtowa i detaliczna samochodów osobowych i furgonetek, odpowiednio 11,2 proc. i 9,9 proc. O ile jednak przez rok o 4 proc. wzrosła liczba firm handlowych z problemami ze spłatą kredytów, bieżących rachunków oraz względem kontrahentów, to wśród producentów ubyło złych płatników o 7 proc. Za sprawą handlu pojazdami łączny dług branży powiększył się o 101,9 mln zł. Średnia zaległość przypadająca na firmę zajmującą się sprzedażą pojazdów wynosi obecnie prawie 83 tys. zł. Jednak gdy mowa o producentach jest to już 577 tys. zł.

branża motoryzacyjna
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK
branża motoryzacyjna 2
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

– Branża motoryzacyjna jest szczególnie podatna na zmiany koniunktury gospodarczej, bo w okresie kryzysu popyt na samochody gwałtownie maleje. Do tego dochodzą ograniczenia w przemieszczaniu się mieszkańców i obawy o pogorszenie się ich sytuacji finansowej w najbliższym czasie, a także utrudnienia w rejestrowaniu nowych pojazdów. Z kolei zamykanie fabryk samochodów w krajach UE doprowadziło do spadku produkcji pojazdów oraz coraz większych problemów poddostawców części i akcesoriów motoryzacyjnych, zarówno na potrzeby krajowych zakładów, jak i producentów za granicą – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. –Sytuacji nie sprzyjają zaległości. Na jedną firmę handlową przypada już średnio 83 tys. zł, a produkcyjną niemal 577 tys. zł. Nasze analizy szeroko pojętej branży motoryzacyjnej pokazują jednak obraz jeszcze sprzed pandemii, bo statystyki dotyczące zaległości uwzględniają co najmniej 30 dniowe opóźnienia w rozliczeniach między firmami, stąd kłopoty wywołane koronawirusem dopiero będą widoczne w najbliższych miesiącach – wyjaśnia.

Dwie trzecie firm z branży motoryzacyjnej jest w raczej słabej i złej kondycji

Jeszcze przed pandemią kondycja finansowa firm handlowych związanych z rynkiem motoryzacyjnym była  słaba. Dotyczy to wszystkich składowych branży: sprzedaży aut, części zamiennych, naprawy i konserwacji, sprzedaży hurtowej i detalicznej. Dzisiaj zaledwie 3 proc. ze zbadanych przez Bisnode firm z branży motoryzacyjnej jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, 31 proc. w dobrej. 6 proc. w bardzo złej i aż 60 proc. w słabej. To właśnie te ostatnie będą w najbliższej przyszłości decydować o tym, czy branża utrzyma się na powierzchni.

branża motoryzacyjna 3
Źródło: Bisnode Polska

Niepewne prognozy przewidują wzrost cen i liczą na szybki rozruch gospodarki

W opinii firmy zajmującej się wynajmem samochodów Carsmile, prawdopodobieństwo spadku cen nowych aut wynosi 5 proc., natomiast prawdopodobieństwo podwyżki, która ma pokryć rosnące koszty produkcji, a także koszty przestojów w fabrykach z powodu pandemii, to 60 proc. W marcu średnia cena nowego samochodu osobowego sprzedanego w Polsce wyniosła 124,7 tys. zł. W skali roku nowe samochody zdrożały średnio o 11,3 proc., a w stosunku do grudnia 2019 r. – o 3,8 proc. Gdyby w kolejnych miesiącach tego roku ceny rosły w takim samym tempie, jak w pierwszym kwartale, w całym 2020 r. mowa byłaby o podwyżkach średnio o 15,4 proc. Hamująca sprzedaż nowych samochodów, będąca skutkiem epidemii koronawirusa, teoretycznie powinna powstrzymać producentów od podnoszenia cen, a nawet spowodować, że ceny zaczną maleć, aby zachęcić klientów do zakupu. Jednak według analityków Carsmile, producenci podniosą ceny, aby pokryć rosnące koszty produkcji aut, a także koszty przestojów w fabrykach do jakich doszło z powodu koronawirusa. Pomimo spadku sprzedaży będą więc dążyli do tego, aby w miarę możliwości obronić swoje marże.

Wyniki Grupy Banku Millennium po 1 kwartale 2020 r.

W 1 kwartale 2020 roku skonsolidowany zysk netto Grupy Banku Millennium wyniósł 18,1 mln zł (-89% r/r). Z pominięciem pozycji nadzwyczajnych wyniósłby 190 mln zł i utrzymał się na ubiegłorocznym poziomie. Liczba aktywnych klientów detalicznych przekroczyła 2,6 mln (+708 tys. r/r). Bank odnotował rekordową sprzedaż kredytów hipotecznych (1,34 mld zł; +57% r/r) i wzrost wartości portfela kredytów korporacyjnych (19,6 mld zł; +6% r/r). Od połowy marca bezprecedensowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19 w poważny sposób zakłócił funkcjonowanie gospodarki i życia społecznego. Bank natychmiast uruchomił działania pomocowe skierowane do swoich klientów.

W dobie pandemii COVID-19 najważniejsze stało się bezpieczeństwo pracowników i klientów oraz płynność obsługi. Większość pracowników Millennium pracuje zdalnie, przy zachowaniu reguł bezpieczeństwa otwarte są oddziały, normalnie funkcjonuje bankowość internetowa i mobilna. Pomimo negatywnego tła ekonomicznego płynność i pozycja kapitałowa Grupy pozostają silne. Jako jeden z pierwszych banków wdrożyliśmy czasowe odroczenie spłat rat pożyczek gotówkowych, kredytów hipotecznych i kredytów dla firm. W ramach programu Tarcza Finansowa PFR udostępniliśmy wnioski o wsparcie finansowe bezpośrednio w systemie Millenet – mówi Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium. – 92% ankietowanych w kwietniu klientów było zadowolonych z działalności Banku. Większość z nich nie doświadczyła żadnych problemów i doceniła możliwość bankowości internetowej i aplikacji mobilnej*.

– Fundacja Banku Millennium wsparła finansowo Instytut Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, który opracował pierwszy polski test na obecność COVID-19 i prowadzi prace badawczo-rozwojowe nad testami nowej generacji.  Wierzę, że pomoc w zwiększeniu skali i przyspieszeniu procesu testowania Polaków jest warunkiem niezbędnym powrotu do prawdziwej normalności w życiu społecznym i gospodarczym – dodał prezes.

Główne dane finansowe i biznesowe

Zysk pod wpływem kosztów integracji i rezerw nadzwyczajnych

  • W 1 kw. 2020 r. odnotowano zysk netto w wysokości 18,1 mln zł lub po korekcie o pozycje nadzwyczajne/zdarzenia jednorazowe (*) 190 mln zł, tj. na poziomie podobnym jak w poprzednim roku
  • 30 mln zł (24 mln zł po podatku) kosztów integracji związanych z Euro Bankiem, synergii 24 mln zł
  • 55 mln zł wzrostu rezerw na ryzyko prawne walutowych kredytów hipotecznych
  • 60 mln zł (49 mln zł po podatku) wyprzedzająca rezerwa związana z Covid-19
  • Znormalizowany* ROE w wys. 8,4%, a koszty/dochody na poz. 48,3%

(*) bez zdarzeń jednorazowych: w I kw. 2020 r.: 1) koszty integracji (30.1 mln zł), 2) 55,3 mln zł rezerw na ryzyko prawne walutowych kredytów hipotecznych, 3) wyprzedzająca rezerwa na Covid-19 w wys. 60 mln zł, 4) liniowa dystrybucja składki na fundusz przymusowej restrukturyzacji BFG w wys. 58,2 mln zł; w I kw. 2019 r.: 1) koszty integracji (2 mln zł), 2) 26,9 mln zł uwolnienie rezerwy na podatek od aktywów, 3) liniowa dystrybucja składki na fundusz przymusowej restrukturyzacji BFG w wys. 73,3 mln zł;

Wyższe dochody i koszty po połączeniu

  • Przychody operacyjne wzrosły o 24% r/r
  • Wynik z pozycji odsetek wzrósł o 38% r/r
  • Wynik z tytułu prowizji wzrósł o 19% r/r
  • Koszty operacyjne wzrosły o 28% r/r bez kosztów integracji (raportowany wzrost o 35% r/r) i spadły o 5% kw./kw. po korekcie o koszty integracji i BFG

Utrzymana wysoka jakość aktywów i płynność

  • Wskaźnik kredytów z utratą wartości na poziomie 4,75%
  • Koszt ryzyka** na poziomie 108 b. (75 p.b. po wyłączeniu rezerwy na Covid-19)
  • Wskaźnik kredyty/depozyty na niskim poziomie 86%

(**) od kredytów brutto

Solidna pozycja kapitałowa i niższe bufory regulacyjne

  • Łączny wskaźnik kapitałowy (TCR) Grupy na poziomie 19,5% oraz wskaźnik CET1 na poziomie16,5% uwzględniając zysk za drugą poł. 2019 r. i znacznie powyżej poziomów wymaganych przez regulatora (odpowiednio 15,4% i 12,2%)
  • KNF zredukował bufor powiązany z kredytami hipotecznymi w walutach obcych do 4,9% w listopadzie 2019 r.
  • Obniżenie bufora na ryzyko systemowe do 0% z 3% w marcu 2020 r.

Bankowość detaliczna

  • 2,6 mln aktywnych klientów (34% r/r); 708 tys. nowych klientów po 1 roku, z uwzględnieniem 494 tys. klientów przejętych wraz Euro Bankiem
  • Roczny wzrost depozytów o 32%
  • Roczny wzrost kredytów o 47% (72% r/r bez walutowych kredytów hipotecznych)
  • Wysoka, 1,3 mld zł, produkcja nowych kredytów hipotecznych oraz pożyczek gotówkowych przekładająca się na wzrost r/r/ portfeli kredytowych o odpowiednio +57% i +31%
  • Przyśpieszenie tempa wzrostu rachunków dla mikroprzedsiębiorstw, wzrost netto aktywnych rachunków o 20 000 r/r (24% nowych rachunków zostało otwartych przez Internet)
  • 96 000 klientów mikrobiznesowych

Bankowość przedsiębiorstw

  • Wolumeny na rachunkach bieżących wzrosły o +39% r/r
  • Wzrost kredytów dla przedsiębiorstw: +7% r/r
  • 6% roczny wzrost wolumenów w faktoringu
  • Rosnąca liczba i wolumen transakcji na wszystkich głównych produktach dla przedsiębiorstw

Działania pomocowe w związku z pandemią koronawirusa COVID-19 (marzec/kwiecień 2020)

Od momentu pojawienia się zagrożenia Bank Millennium włożył ogromny wysiłek technologiczny i organizacyjny w kompleksowe wsparcie klientów. Ci, zachęcani do zdalnego bankowania, w dużo większym stopniu niż w poporzednich miesiącach korzystali z bankowości elektronicznej i mobilnej. Liczba logowań do bankowości mobilnej klientów detalicznych wzrosła w marcu do rekordowych 36 mln (33 mln w lutym), a do systemu Millennet do 12 mln (10 mln w lutym).

 

Udogodnienia dla klientów indywidualnych:

  • Czasowe odroczenie spłaty kredytu dla klientów pożyczek gotówkowych i kredytów hipotecznych znajdujących się w trudnej sytuacji (zawieszana jest cała rata kapitałowo-odsetkowa, a okres kredytowania wydłuża się o czas zawieszenia). Na dzień 4 maja, zatwierdzono 41 900 wniosków o wakacje kredytowe, dotyczące funkcjonujących pożyczek gotówkowych, 16 000 wniosków dla kredytów hipotecznych o wartości kredytów odpowiednio 1 191 mln zł i 4 486 mln zł. Liczba wniosków stopniowo spada od czasu wprowadzenia oferty.
  • Płatności zbliżeniowe do 100 zł bez PIN – Bank zwiększył maksymalną kwotę płatności zbliżeniowych bez podawania PIN-u. Posiadaczom kart Visa udostępnił płatności Garmin Pay, w których limit nie obowiązuje.
  • Otwarcie konta za pomocą selfie – możliwość zdalnego otwierania konta osobistego z wykorzystaniem potwierdzenia tożsamości na podstawie zdjęć dowodu osobistego i selfie.

 

Dla przedsiębiorców:

  • Czasowe odroczenie spłaty rat kredytu dla mikroprzedsiębiorstw i firm które doświadczyły przejściowych problemów spowodowanych pandemią. Program obejmuje również faktoring i leasing. Liczba wakacji kredytowych dla klientów korporacyjnych wynosiła około 800 (MŚP: 700) na koniec kwietnia, z łączną wartością kredytów z odroczoną spłatą na poziomie poniżej 500 mln zł.
  • Gwarancje de minimis na bardzo atrakcyjnych warunkach w ramach pakietu pomocowego dla małych i średnich firm we współpracy z BGK (do 80% kwoty kredytu przy odnowieniu lub podwyższeniu kwoty kredytu, wydłużenie okresu gwarancji do 39 miesięcy dla kredytu obrotowego).
  • Pomoc w utrzymaniu płynności dla średnich i dużych firm – po podpisaniu kolejnej umowy z BGK mogą one skorzystać ze wsparcia w postaci gwarancji płynnościowych zabezpieczających transakcje kredytowe z Funduszu Gwarancji Płynnościowych.
  • Udział w programie Tarcza Finansowa PFR dla mikro, małych i średnich firm, które ucierpiały wskutek pandemii. Bank udostępnił możliwość wnioskowania o subwencję bezpośrednio w bankowości internetowej Millenet. Całość procesu, w tym otrzymanie decyzji i podpisanie umowy z Polskim Funduszem Rozwoju, odbywa się online w serwisie Millenet.
  • Możliwość w pełni elektroniczngo podpisywania umów dla firm. Cyfrowy obieg dokumentów oparty jest o podpis kwalifikowany z kwalifikowanym znacznikiem czasu. Dotyczy umów kredytowych i ich zabezpieczeń, bankowości transakcyjnej, faktoringu, finansowania handlu i produktów skarbowych.

 

Dla nas wszystkich:

  • Finansowe wsparcie walki z pandemią – Fundacja Banku Millennium przekazała 500 tys. zł Instytutowi Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, który opracował pierwszy polski test na obecność COVID-19 i prowadzi dalsze prace badawczo-rozwojowe nad testami nowej generacji.
  • Wsparcie pracowników i ich rodzin – Bank utworzył Specjalny Fundusz Wsparcia dla Pracowników na wypadek zarażenia koronawirusem w kwocie 1 mln zł ze środków banku.
  • Mecenat kultury w ramach akcji #zostanwdomu – Bank bezpłatnie udostępnia online filmy festiwalowe Millennium Docs Against Gravity oraz wersje online spektakli teatralnych emitowanych przed laty przez TVP w ramach Pereł Millennium.
  • Fundacja Banku Millennium przygotowała internetową wersję programu edukacyjnego Finansowy Elementarz dla dzieci w wieku przedszkolnym.

*Opinie klientów cytowane przez CEO pochodzą z wywiadu telefonicznego przeprowadzonego wśród ca. 1 000 klientów detalicznych Banku Millennium w dniach 3.04 – 4.05.2020. Próba odzwierciedla strukturę bazy klientów pod względem płci i wieku.

Okienka dla seniorów już nie ma, ale przyzwyczajenia pozostały

Tegoroczne zakupy na majówkę potwierdzają obserwowany od dwóch miesięcy trend „duże zakupy w małych sklepach” – kupujemy tam rzadziej, ale więcej. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że liczba wizyt w małych sklepach utrzymuje się na obniżonym poziomie względem okresu sprzed kryzysu epidemicznego, podczas gdy średni koszyk stabilizuje się na poziomie podwyższonym o 30%. Równocześnie, wzrosty w poszczególnych kategoriach wskazują na coraz większe urozmaicenie tegoż koszyka. Dane wskazują też, że zmiana rytmu pracy w tradycyjnych sąsiedzkich sklepach związana z okienkiem dla seniorów również wpłynęła na przyzwyczajenia konsumentów, którzy po niedawnym zniesieniu ograniczeń nie powrócili jeszcze do poprzednich trendów.

Pandemia koronawirusa zmieniła obyczaje zakupowe konsumentów. Jednym z efektów są rzadsze odwiedziny w małych lokalnych sklepach, ale powiązane z dużo większymi zakupami niż poprzednio, zarówno jeśli chodzi o sumę wydatków jak i o średnią wartość każdorazowego zakupu. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że po intensywnych zakupach wielkanocnych, obroty w handlu tradycyjnym spadły, by ponownie wzrosnąć przed majówką do poziomu o 19% wyższego niż przed kryzysem. Druga połowa kwietnia przyniosła też pewną stabilizację średniego koszyka, który nadal jednak był aż o 30% większy niż przed rozpoczęciem kryzysu i o 26% większy niż rok temu. Liczba paragonów, świadcząca o częstotliwości wizyt w małych sklepach, odbiła nieznacznie w górę w ciągu minionych dwóch tygodni zapewne w skutek zarówno przygotowań do majówki, jaki i częściowego poluzowania niektórych obostrzeń zakupowych, niemniej nadal była o 9% niższa niż przed kryzysem i o 16% niższa niż rok temu. Czy tendencja ta utrzyma się dłużej? Na pewno pierwsza połowa maja będzie kluczowa w tej kwestii.Comp_Mat. prasowy (1)

Od dwóch miesięcy obserwujemy w małych lokalnych sklepach umacniający się trend – kupujemy rzadziej, ale więcej. Zakupy na majówkę, podobnie jak przedświąteczne, kiedy można było spodziewać się powrotu do sklepów wielkopowierzchniowych, nie zmieniły tego trendu, a wręcz go umocniły. Potwierdza to, że w dobie koronawirusa tradycyjne lokalne sklepy stały się głównym źródłem zaopatrzenia dla wielu z nas. Są postrzegane jako wygodne i przede wszystkim bezpieczne – mówi Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A.

Co kupowaliśmy? Majówkowy koszyk w tym roku okazał się bardziej „domowy”

Przede wszystkim, jak przystało na sezon, wzrosła sprzedaż lodów, o 487% względem średniej sprzed wprowadzenia ograniczeń związanych z epidemią. Równoczesny wzrost koszyka zaledwie o 8% sugeruje intensywny wzrost penetracji konsumpcji związanej z rozpoczęciem sezonowych kampanii dystrybucji tych produktów. Jednakże w ujęciu rocznym majówka 2020 nie była dla lodów tak łaskawa jak zeszłoroczna (obroty -17% rdr) pomimo tego, że pogoda rok temu mniej sprzyjała konsumpcji mrożonych przysmaków. Wpływa na to zapewne fakt, że konsumujemy ich więcej w dni wolne od pracy, a tegoroczna majówka była po prostu krótsza. Wydaje się potwierdzać to podobny spadek sprzedaży innych produktów impulsowych, takich jak słone przekąski (-21% rdr), cukierki (-11% rdr) i napoje bezalkoholowe (-9% rdr).

Jak co roku, z okazji majówki wzrosła też sezonowa sprzedaż piwa (39% obrotu względem średniej sprzed kryzysu, ale tylko +2% rdr), przy czym wzrost średniej wartości koszyka o 29% potwierdza, że tę popularną kategorię również kupujemy rzadziej, ale w większych ilościach. Podobny trend wykazały musztardy i ketchupy, popularnie utożsamiane z majówką.

Tegoroczną majówkę najwyraźniej też wielu konsumentów spędziło gotując w domu, o czym świadczy istotny wzrost w porównaniu z analogicznych okresem poprzedniego roku zaobserwowany na mące, dodatkach do wypieków i cukrze (odpowiednio o 43%, 29% i 27%),

dżemach i powidłach o 35%, wędlinach o 32%, konserwach rybnych, mięsnych i warzywno-owocowych (odpowiednio o 28%, 21% i 20%), mrożonkach o 27%, serach homogenizowanych, żółtych, białych i pleśniowych (odpowiednio o 38%, 26%, 23% i 19%), a także przyprawach oraz koncentratach i przecierach (o 18% i 16%).

Warto zwrócić też uwagę, że nastąpił spadek obrotów artykułów medycznych i higienicznych (odpowiednio -23% i -12% w porównaniu do lutego), co może oznaczać, że konsumenci nie czują się już zagrożeni pandemią tak bardzo jak we wcześniejszych tygodniach.

Okienko dla seniorów już nie obowiązuje, ale… przyzwyczajenie pozostało

Średnie obroty podczas okienka dla seniorów (między godziną 10 a 12), które przestało obowiązywać od tego tygodnia, wykazywały w minionych tygodniach poziom niższy aż o 34% od analogicznych okresów sprzed wprowadzenia tego ograniczenia. Obserwacja minionych dwóch sobót (przypomnijmy, że od 20 kwietnia godziny dla seniorów przestały obowiązywać w weekendy) pokazuje, że obroty odbiły się już w górę, ale zaledwie o 10% względem sobót, gdy ograniczenie to obowiązywało. Sugeruje to, że konsumenci częściowo przyzwyczaili się do nowego rytmu zakupów i, pomimo że godziny dla seniorów już nie obowiązywały, nadal miały wpływ na weekendowe obroty w godzinach 10-12. Na pytanie, czy po całkowitym zniesieniu okienka również w dni robocze tradycyjny trend godzinowy powróci, czy też pozostawi ono bardziej długotrwałe ślady w naszych obyczajach zakupowych, będzie można odpowiedzieć dopiero w najbliższych dniach.

Kolejne znoszenie ograniczeń i odbudowująca się stopniowo częstotliwość wizyt powodują, że tym bardziej należy zadbać o bezpieczeństwo klientów i personelu w sklepach. W ramach wsparcia dla sklepów tradycyjnych działających na M/platform w tym tygodniu rozpoczęliśmy we współpracy z Grupą Żywiec dystrybucję 10 tysięcy przyłbic ochronnych w prezencie dla personelu tych placówek, a od dwóch tygodni testujemy z pilotową grupą 250 lokalnych sklepów bezpłatną aplikację mobilną e-Mka Twoje Zakupy, która umożliwia im pracę w modelach „zamów i odbierz” oraz „zamów do domu”. W połowie maja natomiast uruchamiany kolejny duży program promocyjny we współpracy z grupą dziesięciu wiodących producentów spożywczych, aby w sąsiedzkich sklepach nie zabrakło dobrych produktów po dobrych cenach. To jest nasz wkład w walkę z koronawirusem – podsumowuje Tomasz Jasinkiewicz.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród sklepów, które przystąpiły do programu Promo+. Analizę opracował dział analityki Comp Centrum Innowacji, dostawcy systemu M/platform, na zlecenie Comp Platforma Usług S.A., operatora usługi Promo+.

Nastroje polskich pracowników i pracodawców w czasie epidemii

Pracodawcy przyznają, że COVID-19 jest zagrożeniem dla zdecydowanej większości prowadzonych przez nich biznesów, jednak 18% widzi w nim szansę na rozwój swojej firmy. Epidemia rozwiała obawy o efektywność pracy zdalnej, a kryzys wpłynął pozytywnie na motywację pracowników. Ale i w tej grupie nie brakuje niepokojów. Czego dokładnie dotyczą – o tym m.in. mówią wyniki badania agencji Insight Lab z Grupy Komunikacja+.

Ekonomiści przewidują, iż recesja gospodarcza może dorównać tej z 1990 roku i być największą w ciągu ostatnich 30 lat. Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Konfederacja Lewiatan szacują straty gospodarcze sięgające 79,3 mld zł (okres 16.03 – 20.04.2020). Duża dynamika zmian i brak jednoznacznych analiz związanych z rozwojem wirusa powodują niepewność zarówno wśród przedsiębiorców, jak i pracowników.

Czas epidemii i trwającego w związku z nią lockdownu jest szczególnie trudny dla przedsiębiorców – mówi Ewa Eron-Gorzała, Operations Director w Insight Lab. – Ponad połowa badanych, którzy prowadzą głównie działalność biurową, musiała ograniczyć dotychczasowe działania, a 1/5 z nich wstrzymać działalność do odwołania. Pracodawcy są zgodni co do tego, że COVID-19 jest zagrożeniem dla większości prowadzonych przez nich biznesów. Firmy poddają się kolejnym restrykcjom, pracują zdalnie, jednak nie pozostaje to bez wyraźnego negatywnego wpływu na ich obawy związane zarówno z sytuacją gospodarczą, osobistą jak i emocjonalną– dodaje.

Pracownicy najbardziej obawiają się o zdrowie swoje i rodziny (75%), w dalszej kolejności o kondycję firm, w których pracują (68%) oraz ryzyka redukcji pensji (53%). Na tym etapie pandemii to pracodawcy są grupą, która bardziej odczuwa utratę stabilności firm. Wstrzymują procesy rekrutacyjne (71%) i ograniczają  wydatki.

Badanie Insight Lab przynosi też kilka pozytywnych danych. U większości pracowników wzrósł poziom motywacji do pracy. – Zwiększyło się zaangażowanie liderów. Monitorują sytuację COVID-19 i dbają o przekazywanie pracownikom bieżących informacji. Dbają o komfort pracy na home office, udostępniając pracownikom niezbędne narzędzia do pracy zdalnej, zapewniając wysoki poziom managementu i planowania zadań oraz bieżącej komunikacji w firmie – wylicza Ewa Eron-Gorzała.

Najwyraźniej sprawdza się też system pracy zdalnej – większość respondentów uważa, że wykonując zadania z domów są tak samo lub nawet bardziej efektywni niż wcześniej, kiedy pracowali w biurach. Są też przedsiębiorcy (18% badanych), którzy w tej niełatwej dla większości sytuacji  widzą szansę na rozwój swoich firm.

Każdy dzień obostrzeń wywołanych przez pandemię pustoszy budżety samorządów. Konieczne mogą okazać się cięcia inwestycji

Każdy dzień restrykcji przynosi straty na biletach komunikacji miejskiej, płatnym parkowaniu, opłatach za żłobki czy z powodu zamknięcia obiektów sportowo-kulturalnych. Samorządy muszą się też liczyć ze spadkiem dochodów z tytułu PIT, CIT i podatków lokalnych. Ubytki w dochodach sprawiają, że już zaczęły szukać oszczędności i ciąć wydatki, żeby uzupełnić dziurę dochodową. Warszawa na razie nie planuje ciąć inwestycji – ale część miast może być do tego zmuszona.

– Na tym etapie nie ma żadnych decyzji co do ewentualnych ograniczeń w inwestycjach miejskich. Przetargi, które były procedowane wcześniej, są realizowane. To pobudza gospodarkę i dzięki temu tworzymy miejsca pracy, co w czasie kryzysu jest jednak bardzo ważne. Z drugiej strony oszczędności i ograniczenia rozpoczynaliśmy sami od siebie, tzn. od Biura Marketingu, od promocji, wszelkiego rodzaju imprez stricte komercyjnych czy zakupu gadżetów. Odwołaliśmy wiele imprez plenerowych, które siłą rzeczy w tym momencie i tak nie mogą się odbyć. W tych obszarach wprowadziliśmy jak największe ograniczenia – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Gałecka, rzeczniczka m.st. Warszawy.

Jak podkreśla, trudno jeszcze ocenić, jakie dokładnie przełożenie będzie mieć pandemia koronawirusa na budżet Warszawy, ale z pewnością niższe będą dochody miasta z tytułu podatków PIT, CIT oraz z biletów komunikacji miejskiej.

– Gdy porównamy marzec 2020 roku do analogicznego miesiąca rok wcześniej, wpływy z biletów komunikacji miejskiej były dużo niższe. Ale z drugiej strony od 17 kwietnia zauważamy już tendencję wzrostową, coraz więcej osób je kupuje – mówi Karolina Gałecka.

Co istotne, sytuacja samorządów miast była zła jeszcze przed wybuchem pandemii SARS-CoV-2. Wiele z nich nie uporało się jeszcze ze skutkami tzw. piątki Kaczyńskiego i wprowadzonych przez rząd zmian w podatku PIT. Obniżka stawki z 18 do 17 proc. oraz zerowy PIT dla młodych ograniczyły ich dochody. Na to dodatkowo nałożyły się problemy związane m.in. z niedoszacowaniem subwencji oświatowej, wzrostem płacy minimalnej czy cen energii.

Każdy dodatkowy dzień obostrzeń wywołanych przez pandemię pustoszy budżety samorządów, które tracą nie tylko na biletach komunikacji miejskiej, ale i płatnym parkowaniu, opłatach za żłobek i zamknięciu obiektów sportowych czy kulturalnych (utracone przychody np. za bilety na basen czy odwołane imprezy). Muszą liczyć się też ze spadkiem dochodów z tytułu PIT, CIT, podatków lokalnych i użytkowania wieczystego, a z drugiej strony ze zwiększonymi wydatkami, chociażby na zakupy środków ochrony osobistej dla urzędników czy pracowników służb zaangażowanych w walkę z koronawirusem.

– Podobnie jak inne samorządy w Polsce, zwracaliśmy się już z prośbą o pomoc do administracji rządowej. Apelowaliśmy przede wszystkim o wzrost subwencji ogólnej – jako rekompensata tego spadku dochodów, które ponoszą samorządy w związku z SARS-CoV-2 – ale także o zawieszenie janosikowego do końca 2023 roku. Warszawa ponosi największe koszty i wpłaca największe sumy właśnie w związku z janosikowym. Wystosowaliśmy też apel do administracji rządowej o udzielenie takiego wsparcia, rekompensaty z budżetu miasta za gospodarowanie odpadami komunalnymi. To również mogłaby być realna pomoc dla samorządu warszawskiego – mówi rzeczniczka m.st. Warszawy.

Stan finansów samorządowych dodatkowo pogorszy jeszcze recesja, której ekonomiści spodziewają się w następstwie pandemii koronawirusa. O wsparcie i pakiet specjalnych rozwiązań przeznaczonych dla JTS-ów do rządu zaapelował już także Związek Miast Polskich. Jednak ubytki w dochodach powodują, że te na własną rękę zaczęły już szukać oszczędności i ciąć wydatki, żeby uzupełnić dziurę dochodową.

– Każdy zdaje sobie sprawę, że skutkiem koronawirusa będzie kryzys gospodarczy. My w Warszawie mamy finanse w dobrym stanie, ale tam, gdzie możemy wprowadzać pewne ograniczenia, już to robimy, żeby poczynić oszczędności. To m.in. 8 mln zł, które zostały już zaoszczędzone w tegorocznym budżecie Biura Marketingu i Centrum Komunikacji Społecznej – mówi Karolina Gałecka.

Jak podkreśla, stolica nie ma na razie w planach cięcia inwestycji. Wręcz przeciwnie – miasto zamierza dalej inwestować w nowoczesne rozwiązania i technologie, które pozwolą wprowadzić oszczędności w dłuższej perspektywie. Przykładem jest m.in. wymiana oświetlenia na LED-owe.

– Nie idziemy wzorem Krakowa, nie wyłączamy oświetlenia w porze nocnej w ramach oszczędności, bo na bezpieczeństwie mieszkańców Warszawa absolutnie oszczędzać nie może. Pamiętajmy, że ludzie pracują również w nocy, pracują na zmianę czy wracają w porze nocnej do domu. Dlatego absolutnie takich kroków nie wykonamy. Idziemy w zupełnie innym kierunku – do końca 2022 roku planujemy wymienić całe oświetlenie w Warszawie na LED-owe, energooszczędne. Tym samym zaoszczędzimy bardzo dużo pieniędzy właśnie dzięki wprowadzeniu nowoczesnych technologii. I to jest rozwiązanie dla Warszawy optymalne: nie oszczędzanie na bezpieczeństwie, ale inwestowanie w nowoczesne technologie, które pozwolą zaoszczędzać pieniądze na trudne czasy – mówi rzeczniczka m.st. Warszawy..

Stolica nie może zaoszczędzić też na wydatkach na komunikację miejską. Rządowe obostrzenia dotyczące przemieszczania się publicznym transportem wręcz wymusiły wzrost wydatków w tym obszarze.

– Wciąż obowiązuje rozporządzenie Ministra Zdrowia, które wprowadza konkretne obostrzenia w komunikacji miejskiej i dotyczy m.in. liczby pasażerów przypadających na dany skład komunikacji i taboru. Jeżeli mamy skład przewidziany na 30 miejsc siedzących, to zajęta może być tylko połowa. Jesteśmy zobligowani, żeby wszystkie te wytyczne wdrożyć, ale to niesie za sobą konsekwencje, jak konieczność uruchomienia jak największego taboru, aby spełnić te obostrzenia. Dlatego nie oszczędzamy na komunikacji miejskiej. Zresztą zauważamy większe natężenie ruchu, coraz więcej osób kupuje bilety miejskie – mówi Karolina Gałecka.

Rzeczniczka podkreśla, że miasto stara się też wspomóc przedsiębiorców poszkodowanych przez pandemię koronawirusa. Mogą oni liczyć m.in. na obniżki czynszów sięgające nawet do 90 proc. Taka ulga przysługuje warszawskim przedsiębiorcom po złożeniu stosownego wniosku w Urzędzie Miasta, w tej chwili ich liczba jest już dość duża.

6 maja Komisja Budżetu i Finansów Publicznych kontynuowała prace nad rozwiązaniami osłonowymi w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. W trakcie posiedzenia prezes Związku Miast Polskich, senator Zygmunt Frankiewicz zgłosił projekt tzw. tarczy samorządowej – czyli pakietu rozwiązań dedykowanych JTS-om w związku z pandemią.

Proponowane przepisy przewidują m.in.: rekompensatę niektórych ubytków w dochodach własnych, spowodowanych restrykcjami stanu epidemii (subwencja rekompensująca), korekty przepisów dotyczących sposobu wyliczania subwencji, VAT-u od opłat za użytkowanie nieruchomości, możliwości zawieszenia (w całości albo w części) realizacji budżetu obywatelskiego, a także przygotowania do budżetu obywatelskiego na rok 2021, jeżeli byłoby to konieczne w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem SARS-CoV-2.

Mimo rosnącej świadomości Polacy nie przykładają wagi do zdrowego żywienia. Aż 1/3 cierpi na choroby wywołane złą dietą

12 mln Polaków cierpi na różnego rodzaju choroby związane z nieprawidłowym żywieniem. Chociaż mamy na ten temat coraz większą wiedzę, zbilansowanej diety nie ma wśród naszych priorytetów. – Sposób żywienia powinien być traktowany jako długofalowa inwestycja w nasze zdrowie fizyczne i psychiczne – mówi psycholog społeczny, prof. Janusz Czapiński. Tym bardziej że – jak wynika z nowego raportu przedstawicieli grupy spółek DANONE, „Planeta. Zdrowie. Przyszłość” – ma to ogromne znaczenie nie tylko dla naszej kondycji, lecz również dla stanu środowiska naturalnego.

– W kontekście naszej wizji One Planet. One Health przeprowadziliśmy analizę ponad 20 tys. notatek prasowych, postów i informacji związanych z trendami żywieniowymi i zdrowiem pojawiających się w ostatnim roku w różnych mediach. Na podstawie tej analizy wyciągnęliśmy wnioski, które pokazują, co jest ważne dla Polaków w kwestiach odżywiania, zdrowia i stanu naszej planety – mówi agencji Newseria Biznes Marek Sumiła, dyrektor Rynku Polska i Kraje Bałtyckie, Danone.

– Raport przygotowany przez grupę spółek DANONE wyraźnie pokazuje, że trzy główne ogniwa życia, czyli stan naszej planety, nasze psychiczne i fizyczne zdrowie oraz przyszłość nasza i naszych dzieci, są niesamowicie silnie ze sobą powiązane. Na wszystkie te trzy elementy człowiek ma decydujący wpływ – mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, opiekun merytoryczny raportu „Planeta. Zdrowie. Przyszłość”.

Wynika z niego, że kluczowy dla naszego zdrowia jest brak zbilansowanej diety. Mimo rosnącej świadomości na temat żywienia Polacy nie przykładają do tego wystarczającej wagi. Nie traktują posiłków jako ważnych elementów dnia, które muszą zaplanować i wygospodarować na nie czas. Nieprawidłowe żywienie i brak zbilansowanej diety to duży społeczny problem.

– Ponad 1/3 Polaków cierpi na różne choroby dietozależne. Nieprawidłowe żywienie powoduje 80 różnych chorób – mówi dyrektor Rynku Polska i Kraje Bałtyckie w Danone.

Przykładowo, tylko niespełna 12 proc. Polek spożywa produkty będące źródłem wapnia, ale problem niedoborów tego pierwiastka dotyczy nie tylko ich, ale także mężczyzn i dzieci. Co istotne, Polacy są też daleko od podium pod względem długości życia w zdrowiu.

– Na przestrzeni kilku ostatnich dekad średnia długość życia Polaków znacząco się wydłużyła. Niestety trend ten został zahamowany w ostatnich latach. Musimy zacząć patrzeć na sposób odżywiania się i aktywność fizyczną jako inwestycję w przyszłość. Wiemy, że właściwe odżywianie przekłada się na znaczące podniesienie komfortu życia – mówi Marek Sumiła.

Czynniki związane z dietą (bez otyłości) odpowiadają w Polsce średnio za utratę 14,2 proc. lat przeżytych w zdrowiu. Dlatego też zmiana nawyków żywieniowych powinna być traktowana jako długofalowa inwestycja w zdrowie i przyszłość.

 Związek między dietą i aktywnością fizyczną a naszą kondycją psychiczną jest niezwykle silny. Silniejszy niż związek z ilością pieniędzy, które mamy na koncie, i tym, ile zarabiamy. Jedynym elementem, który może konkurować z dietą, są dobre relacje społeczne. Innymi słowy, istnieje zależność przyczynowo-skutkowa między zmianą diety i poprawą dobrostanu psychicznego – dodaje prof. Janusz Czapiński.

Raport grupy spółek DANONE wskazuje, że decyzje zakupowe i żywieniowe podejmowane przez konsumentów mają także ogromne przełożenie na stan środowiska naturalnego. To, co jemy, kupujemy i co robimy z przeterminowaną żywnością lub resztkami jedzenia, ma wpływ na kondycję planety. Tymczasem tylko w Polsce każdego roku na śmietnik trafia ok. 9 mln ton żywności.

– Niewątpliwie zaśmiecamy środowisko naturalne i to w pewnym momencie musi się odbić na zmianach klimatu, z którymi już mamy do czynienia. Niektórzy mówią wręcz o klęsce klimatycznej. Susza, która trwa dzisiaj w Polsce, też jest w pewnej mierze rezultatem naszego obchodzenia się ze środowiskiem w nie najlepszy sposób – mówi badacz. – Zmieniając dietę na bardziej zrównoważoną i łącząc to z większą aktywnością fizyczną, możemy sprawić, że nie tylko będziemy czuli się lepiej, ale i planeta odetchnie, a nasze dzieci będą żyły w lepszym świecie, nie obawiając się stopnienia lodowców czy braku dostępu do żywności.

Polacy zdecydowanie zbyt małą wagę przykładają do profilaktyki zdrowotnej. Zamiast zapobiegać, wolą leczyć ewentualne choroby spowodowane złym stylem życia, kiedy te już się pojawią.

– Niestety strategia leczenia jest zdecydowanie częściej wybierana przez Polaków. Nie zważamy na to, co jemy, czy uprawiamy aktywność fizyczną, na to, w jakim żyjemy środowisku. Jeżeli już zachorujemy, po to jest przecież system ochrony zdrowia, żeby pójść do lekarza i zrekompensować te wszystkie braki, które sami w dużej mierze sprowokowaliśmy. Tymczasem druga strategia – zapobiegania – jest, po pierwsze, zdecydowanie tańsza, po drugie, nie obciąża systemu ochrony zdrowia, a jej stosowanie leży tylko w naszej gestii – podsumowuje prof. Janusz Czapiński.

Mimo unijnych ułatwień w transporcie pandemia szkodzi polskiemu eksportowi żywności. Remedium po otwarciu granic mogą być rynki pozaunijne

W dwóch pierwszych miesiącach 2020 roku eksport napojów i tytoniu wzrósł o 11,1 proc., natomiast żywności i żywca o 5,8 proc. Ten trwający od dekady trend wzrostowy został przerwany przez wybuch pandemii koronawirusa. Mniejszy popyt spowodowany zamknięciem gastronomii i ograniczeniem zakupów wpłynął na nadwyżki produkcji. Z drugiej strony nie wiadomo, jak na tegoroczne zbiory wpłynie niedobór pracowników sezonowych. Pierwsze dane za marzec powinniśmy poznać 14 maja.

– Pandemia poprzerywała wszelkie łańcuchy dostaw, zwłaszcza w eksporcie, przez co potraciliśmy miejsca eksportowe związane z naszą żywnością – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. Marian Podstawka, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego. – W normalnych warunkach nasz rynek rolno-żywnościowy odnotowywał wzrost eksportu. Kwota eksportu wynosiła 30 mld euro i bilans w tym handlu jest dodatni  około 10 mld euro.

Z obliczeń instytutu opracowanych na podstawie danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa i Ministerstwa Finansów wynika, że eksport polskiej żywności rósł nieprzerwanie od akcesji do Unii Europejskiej, z wyjątkiem niewielkiego cofnięcia w 2009 roku. Dziesięć lat później wartość wyeksportowanych towarów sięgnęła 31,8 mld euro, zaś import – 20,5 mld euro, co dało najwyższy w ciągu półtorej dekady dodatni bilans. Jednocześnie eksport żywności i innych produktów rolno-spożywczych stanowił niemal 13,5 proc. całego wywozu. Najwięcej eksportowaliśmy żywca, mięsa i jego przetworów. Warto jednak przypomnieć, że wraz z nowym rokiem powróciła do Polski grypa ptaków, co zamknęło niektóre rynki.

– To były znakomite wyniki w normalnych warunkach, ale wiadomo, że w obecnych już takie nie będą, co przeszkodzi w rozwoju rolnictwa i całego przemysłu rolno-spożywczego – mówi prof. Marian Podstawka. – Jeżeli stan zamrożenia gospodarki, transportu, zamkniętych granic będzie trwał dłużej, to sytuacja na pewno będzie niekorzystna dla eksportu polskiej żywności. Gdyby jednak czas zablokowania transportu okazał się krótszy, to wiadomo, że to poprawi sytuację eksportową i bilansu handlu zagranicznego artykułami żywnościowymi.

Od 7 kwietnia Ministerstwo Rolnictwa umieszcza na swojej stronie internetowej informacje na temat tego, jakie produkty są pożądane w poszczególnych krajach. W przypadku Australii są to np. majonez, musztarda, makarony, kasza perłowa i gryka, w przypadku Singapuru nabiał, świeże, konserwowe i mrożone warzywa, mrożone dania gotowe i makarony, a w przypadku Nigerii popyt jest na aż kilkadziesiąt kategorii. Zjednoczone Emiraty Arabskie budują z kolei rezerwy mięsa, lecz musi ono mieć certyfikat halal.

– Pewna okoliczność sprzyja sytuacji eksportowej, ponieważ z tego, co wiadomo, Singapur, Chiny i inne państwa na Wschodzie starają się nawiązać kontakt z naszym resortem – mówi dyrektor IERiGŻ – PIB. – Ministerstwo Rolnictwa ogłosiło stronę „Możliwości eksportowe”, gdzie można zasięgać informacji, co możemy eksportować, w jakich ilościach, na jakich warunkach, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. I te utracone przez koronawirusa kanały eksportowe w Europie mogą być odrobione dzięki nowym kontraktom i kontaktom eksportowym ze wspomnianymi Singapurem czy Chinami.

Opracowana w Polsce powłoka zabija większość wirusów i bakterii. Znajdzie zastosowanie w produkcji maseczek i sprzętu ochronnego

Maseczki na twarz mogą skutecznie chronić przed zakażeniem koronawirusem, nie zapewniają jednak całkowitej skuteczności. Większość wychwytuje jedynie duże kropelki wody. Ponadto, choć maska ​​może złapać wirusa i uniemożliwić mu dostanie się do nosa lub ust, to go nie zabije. Opracowana w Polsce specjalna powłoka zabija wirusy, bakterie, zabezpiecza też przed zanieczyszczeniami, alergenami, pyłami, grzybami i pleśnią. Może być stosowana zarówno w maseczkach wielokrotnego użytku, jak i na całym sprzęcie ochronnym lekarzy i ratowników.

Większość masek może wychwytywać jedynie duże kropelki wody. Choć powstrzymuje wirusa i uniemożliwia mu przedostanie się do nosa czy ust, nie zabija go. Oznacza to, że gdy użytkownik usuwa maskę, wirus przenosi się na palce, a następnie na inne często dotykane powierzchnie. W efekcie, choć maseczki teoretycznie mogą faktycznie zabezpieczać, w praktyce nie dają 100 proc. skuteczności. Dlatego też na całym świecie trwają badania nad maseczkami, które mają znacznie bardziej chronić przed wirusami. Naukowcy w Kanadzie opracowali np. zabójczą antywirusową powłokę, którą można nakładać na zewnętrzną stronę dowolnej maski. Materiał składa się głównie z chlorku potasu i chlorku sodu. Sole te rozpuszczają się, gdy zetkną się z kropelkami wody, krystalizują się, a ostre krawędzie kryształów przebijają wówczas wirusy.

Polacy opracowali zaś pierwszą maseczkę, której nanopowłoka skutecznie zabija nie tylko wirusy, lecz także bakterie.

– Udało się nam stworzyć powłokę, którą możemy nanosić na materiały i tkaniny używane do produkcji maseczek. Powłoka ta jest bardzo innowacyjnym rozwiązaniem, które na pięciu poziomach neutralizuje i degraduje bakterie, wirusy, alergeny, lotne związki organiczne, pleśń czy grzyby – mówi Norbert Duczmal, pomysłodawca HalloyNano.

Dzięki wykorzystaniu nanopłytek jako nośnika i działaniu nanosrebra, nanotlenku cynku oraz nanodwutlenku tytanu opracowana w Polsce powłoka skutecznie chroni przed zakażeniem, przy okazji zabezpiecza też przed zanieczyszczeniem powietrza czy alergenami. Wykorzystuje proces fotokatalizy – powstają w nim reaktywne formy tlenu, które niszczą struktury białkowe wirusów i bakterii. Powłoka aktywowana jest zarówno przez światło naturalne, jak i sztuczne. Tym samym nanopowłoka sprawdzi się nie tylko w przypadku maseczek, ale też całego sprzętu zabezpieczającego.

– Powierzchnia chroniąca HalloyNano wkrótce będzie mogła chronić nie tylko twarze, ale również być użyta przy produkcji rękawiczek, odzieży czy zabezpieczeń dla szpitali – kombinezonów lub śluz. Jest samoczyszcząca i aktywuje swe właściwości jedynie pod wpływem światła dziennego lub sztucznego – podkreśla pomysłodawca HalloyNano.

Opracowana w Polsce technologia może okazać się ratunkiem dla szpitali i placówek leczniczo-opiekuńczych w całym kraju. Średnio jeden szpital zakaźny zużywa dziennie nawet kilkaset zestawów ochronnych. Brakuje nie tylko gogli czy kombinezonów, ale niekiedy również zwykłych maseczek.

– Wsparcie ułatwi nam pomoc wybranym placówkom na terenie Polski, w których sytuacja jest dramatyczna – małym szpitalom i domom opieki społecznej – apeluje Norbert Duczmal.

Projekt HalloyNano można wesprzeć jeszcze przez 38 dni na portalu wspieram.to/nanomaska.

Facebook z pozytywną rekomendacją od Citi. Dane z rynku pracy nie wystraszyły inwestorów

Mimo historycznie wysokiej stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych S&P 500, Nasdaq oraz Dow Jones Industrial Average kontynuują wzrostowe odbicie zapoczątkowane w połowie marca. Trzy główne amerykańskie indeksy świecą zielenią, zyskując od 0,8 do 1,3 proc. W indeksie DJIA największe wzrosty odnotowują takie spółki jak Boeing, Walt Disney, JPMorgan Chase czy Exxon Mobil. Wzrosty wynoszą od ponad 2,6 do prawie 4 proc.

Gospodarka USA straciła w kwietniu 20,5 miliona miejsc pracy. Jest to najbardziej gwałtowny spadek od czasów Wielkiego Kryzysu. Departament Pracy USA w piątkowym raporcie pokazał również, że stopa bezrobocia wzrosła do 14,7 proc. w zeszłym miesiącu, bijąc rekordowy poziom 10,8 proc., który miał miejsce po drugiej wojnie światowej w listopadzie 1982 r.

Jednakże tak słabe dane były już poniekąd w cenach, ponieważ od tygodni na bieżąco napływały dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Stąd też inwestorzy na Wall Street bardziej skupili się na innych tematach i z zadowoleniem przyjęli oznaki poprawy stosunków między Chinami i USA, a także perspektywę ożywienia gospodarczego, gdy kolejne stany zniosą ograniczenia i restrykcje. W oficjalnej notce prasowej opublikowanej wczoraj strona chińska stwierdziła, że negocjatorzy obu krajów zgodzili się stworzyć sprzyjające warunki dla wdrożenia fazy pierwszej umowy zawartej na początku roku.

Z ciekawych informacji dotyczących spółek, analitycy Citi podnieśli poziom ceny docelowej dla Facebooka do 245 USD ze 195 USD, powołując się na wyniki firmy w pierwszym kwartale, co pomogło złagodzić obawy o słabość na rynku reklamy cyfrowej. Firma Marka Zuckerberga również może złapać oddech dzięki zmniejszeniu zagrożenia z powodu niekorzystnych przepisów i zaostrzonych regulacji, które mogły spółki dotyczyć. Obecnie można zauważyć poprawę nastrojów w Waszyngtonie dla wszystkich dużych firm technologicznych. Citi prognozuje wzrost przychodów o 9 proc. w 2020 r., a następnie wzrost o 23 proc. w 2021 r. Akcje FB wzrosły o około 45 proc. z marcowego minimum. Na Wall Street Facebook ma 45 rekomendacji kupuj, 5 trzymaj i 3 sprzedaj. Średni poziom ceny docelowej to 237 USD przy cenie na giełdzie na poziomie 212 USD.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Skutki koronawirusa w USA są coraz bardziej widoczne

Podobnie jak w ostatnich tygodniach, głównym tematem na rynkach finansowych pozostaje wpływ epidemii koronawirusa na gospodarkę. Podczas gdy sytuacja w Europie zaczyna się uspokajać, a rządy i UE planują pobudzić europejską gospodarkę do ponownego wzrostu, w USA sytuacja ciągle się pogarsza. Według wyników raportu ADP w kwietniu br. ubyło ponad 20 milionów miejsc pracy w sektorze prywatnym. Istnieje ryzyko, że w nadchodzących miesiącach amerykańskie bezrobocie wyniesie około 15%. Ze względu na wysokie zadłużenie amerykańskich gospodarstw domowych, kraj ten może stanąć w obliczu poważnych problemów społecznych.

Natomiast w Europie spadki w przemyśle i sprzedaży detalicznej wynoszą około 10%. W Niemczech produkcja przemysłowa spadła w marcu o 9,2% w zestawieniu miesiąc do miesiąca. W Polsce o przyszłym rozwoju zadecyduje nie tylko dalszy przebieg sytuacji związanej z koronawirusem, ale także decyzje polskiego rządu i banku centralnego. NBP zobowiązał się już do wsparcia gospodarki poprzez obniżanie stóp procentowych i wprowadzanie luzowania ilościowego. Z drugiej strony, przyszły rozwój sytuacji politycznej jest bardzo niepewny ze względu na wybory, które z powodu koronawirusa zostały przełożone na bliżej nieokreślony termin. Kwestia głosowania może na dłuższą metę mieć bardzo duży wpływ na rozwój gospodarczy i polityczny w Polsce.

Złoty skorygował niektóre straty z poprzednich tygodni. Pod koniec tygodnia kurs wahał się w okolicy 4,56 PLN / EUR. Eurodolar spadł w tym tygodniu do 1,078 USD/EUR.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Toyota wznawia produkcję w dwóch kolejnych europejskich fabrykach

  • Toyota uruchamia 11 maja działalność dwóch kolejnych fabryk w Europie;
  • Produkcja ruszy w fabrykach Toyota Motor Manufacturing Turkey (TMMT) oraz Toyota Motor Manufacturing UK Deeside (TMUK Deeside), początkowo w ograniczonym zakresie;
  • To kolejna decyzja tego rodzaju po wznowieniu produkcji w zakładach Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) i Toyota Motor Manufacturing France (TMMF) 4 maja;
  • We wszystkich uruchamianych fabrykach zostały podjęte szczególne środki prewencyjne, które mają zapewnić pracownikom bezpieczne warunki pracy.

11 maja Toyota Motor Europe (TME) stopniowo wznowi działalność dwóch kolejnych zakładów produkcyjnych w Europie, po tym jak uruchomienie fabryk w Polsce i Francji przebiegło zgodnie z planem. Pracownicy fabryki samochodów Toyoty w Sakarya w Turcji rozpoczną pracę od szkolenia z nowych zasad bezpieczeństwa oraz od zapoznania się z nową organizacją środowiska pracy. Produkcja zostanie uruchomiona następnego dnia, początkowo w ograniczonym zakresie, a w kolejnych dniach i tygodniach będzie stopniowo zwiększana, odpowiednio do wzrostu sprzedaży samochodów na europejskich rynkach. Toyota Motor Manufacturing Turkey produkuje Toyotę C-HR oraz Corollę Sedan.

Silniki i układy hybrydowe do samochodów montowanych w Turcji są produkowane w fabryce TMUK Deeside w Walii, która również na nowo rozpocznie działalność w przyszłym tygodniu. Brytyjscy pracownicy będą się zapoznawali z nowymi procedurami bezpieczeństwa, zasadami zachowania odstępów i standardami higieny przez dwa pierwsze dni, po czym linie produkcyjne ruszą 13 maja. Liczba wytwarzanych komponentów w TMUK Deeside będzie rosła stopniowo.

Decyzja podjęta po wieloaspektowej analizie sytuacji

Decyzja o wznowieniu działalności zakładów w Walii i Turcji zapadła po uwzględnieniu wielu różnych czynników. Najważniejszym kryterium była realna możliwość zapewnienia pracownikom bezpieczeństwa epidemiologicznego poprzez wprowadzenie szczegółowych procedur higieny i zachowania dystansu.

Kolejnym czynnikiem było stopniowe luzowanie obostrzeń zapobiegających rozprzestrzenianiu się wirusa, wprowadzane w wielu europejskich krajach przez rządy i władze lokalne. To umożliwia m.in. stopniowe wznowienie pracy salonów samochodowych i sprzedaży nowych samochodów w niektórych krajach. Została zapewniona także ciągłość dostaw.

Działalność fabryki TMUK Deeside została zawieszona 18 marca, zaś 21 marca wstrzymano produkcję zakładu w Turcji. Wynikało to z rosnącej liczby zachorowań w wielu krajach w Europie oraz wprowadzanych przez rządy ograniczeń w poruszaniu się obywateli i działalności przedsiębiorstw, sklepów i punktów usługowych.

Obecnie sytuacja w niektórych krajach się poprawia, stąd decyzja Toyota Motor Europe o otwarciu czterech zakładów produkcyjnych. Pozostałe fabryki – TMUK Burnaston (produkcja Corolli hatchback i Corolli TS Kombi), Toyota Peugeot Citroen Automobiles (produkcja Toyoty AYGO) oraz Toyota Motor Russia St. Petersburg (produkcja Camry i RAV4) na razie czekają na kolejne decyzje o wznowieniu działalności.

Bezpieczeństwo jako priorytet

Ostrożne uruchamianie produkcji w fabryce napędów w Walii oraz samochodów w Turcji ułatwia priorytetowe potraktowanie zdrowia i bezpieczeństwa pracowników oraz współpracowników, w tym dostawców. Doświadczenia zdobyte podczas udanego wznowienia produkcji fabryk w Polsce i Francji pozwolą przeprowadzić ten proces jak najsprawniej, w dostosowaniu do zaleceń władz oraz do specyfiki każdego zakładu. W obu fabrykach przeprowadzono już działania reorganizacyjne, które umożliwią zachowanie odpowiednich zasad bezpieczeństwa, oraz wprowadzono wymagane środki higieny i instrukcje ich użycia, zgodnie z wytycznymi odpowiednich władz. Wszystkie działania są realizowane we współpracy między kierownictwem i przedstawicielami pracowników, i zgodnie z zasadą Kaizen będą nieustannie weryfikowane i udoskonalane. Pracownicy będą mieli wystarczającą ilość czasu na zapoznanie się i oswojenie z procedurami zachowania ścisłej higieny oraz ich stosowaniem w praktyce w nowym środowisku pracy.

Nowe zasady i procedury obejmują między innymi:

  • Zachowanie odpowiedniego dystansu między pracownikami, kiedy tylko jest to możliwe. Pomagają w tym odpowiednio oznakowane stanowiska pracy i jednokierunkowe ciągi komunikacyjne oraz inne środki;
  • Regularne i dokładne mycie lub dezynfekcja rąk;
  • Obowiązkowe noszenie masek dostarczanych przez zakład;
  • Zwiększoną częstotliwość czyszczenia wspólnych przestrzeni;
  • Szczegółowe i przemyślane dostosowanie zakładu do nowych standardów za pomocą symulacji i testowania nowych rozwiązań;
  • Zmianę grafików pracy w taki sposób, by uniknąć gromadzenia się w zakładzie dużych grup ludzi;
  • Dodatkowe procedury, które pozwolą uniknąć spotkań pracowników wchodzących do fabryki i kończących zmianę;
  • Ograniczenia w korzystaniu ze stołówek, wprowadzenie wyłącznie jednorazowych sztućców;
  • Wymianę informacji z przemysłem motoryzacyjnym w otoczeniu otwieranych fabryk Toyoty.

Odpowiedzialność społeczna

Podczas zawieszenia produkcji wszystkie fabryki Toyoty prowadzą innego rodzaju działalność, taką jak konserwacja obiektów i wyposażenia, modernizacja sprzętu oraz przygotowanie do wdrożenia przyszłych projektów. Fabryki włączyły się także we wspieranie lokalnych społeczności i pobliskich szpitali.

  • TMMT wsparło lokalną społeczność, korzystając ze swoich możliwości produkcyjnych. Zakład dostarczył 30 000 masek i 7 500 przyłbic szpitalom w Sakarya i Stambule, zaś pracownicy wyprodukowali 13 kabin do wykonywania testów i również przekazali je szpitalom. Kabiny umożliwiają przeprowadzenie testów na koronawirusa przy minimalnym kontakcie między pracownikami służby zdrowia a pacjentami. Ponadto dzięki wsparciu finansowemu Toyoty szpital w Sakarya kupił cztery respiratory.
  • Fabryki Toyoty w Wielkiej Brytanii wspierają lokalne i ogólnokrajowe działania na wiele sposobów. TMUK zaangażował się w pomoc brytyjskiej służbie zdrowia w odbieraniu, testowaniu i naprawach sprzętu medycznego. Produkowane w druku 3D przyłbice oraz części do respiratorów zostały dostarczone do wielu szpitali i ośrodków opieki społecznej. TMUK było również zaangażowane w opracowanie innowacyjnych pełnych osłon na głowę i ramiona z filtrem powietrza HEPA, z których korzystają obecnie pracownicy służby zdrowia. Oprócz tego firma przekazała wiele dotacji różnym instytucjom, w tym organizacjom charytatywnym i bankom żywności.

Komu najbardziej zaszkodzi koronawirus? Straty w światowym handlu mogą osiągnąć 2,4 bln USD

  • Handel światowy może pozostać poniżej 90% swojego poziomu sprzed kryzysu nawet po zniesieniu blokad i tylko stopniowo się ożywić w drugim półroczu 2020 r.
  • Euler Hermes szacuje, że blokady i nieskoordynowane znoszenie ograniczeń mogą kosztować handel towarami 2,4 bln USD, tyle samo, gdyby wszystkie kraje podniosły swoje taryfy do 17%, blisko poziomów ostatnio odnotowanych w 1994 r.
  • Sektory komputerowy i elektroniczny, metalowy i górniczy, transportowy, sprzętu elektrycznego i tekstylny są najbardziej narażone na ryzyko długotrwałych zakłóceń łańcucha dostaw w trakcie znoszenia ograniczeń. W kategoriach krajów, najbardziej zagrożone są przedsiębiorstwa działające w Chinach, USA, Niemczech, Francji, Irlandii, Belgii, Luksemburgu i Niderlandach.
  • Należy uważać na staroświecki protekcjonizm, który może: (1) stworzyć na nowo niepewność z 2019 r. i zaszkodzić ożywieniu inwestycji, gdy równocześnie napięcia na linii USA-Chiny przybierają na sile; (2) wyeliminować handel sprzętem powiązanym z Covid-19 w wysokości 30 mld USD i działać jak wzmacniacz kryzysu dla krajów wschodzących i rozwijających się.

Wszystkie kraje powinny znieść powszechne blokady do czerwca tego roku. Jednak po szoku 22,5% w ujęciu wartościowym handel może pozostać poniżej 90% swojego poziomu sprzed kryzysu nawet po zniesieniu blokad. Niemniej eksperci Euler Hermes wciąż spodziewają się, że handel towarami odbije się w drugiej połowie roku, po ożywieniu w sektorze wytwórczym. Stosują R0, prognozowany koniec blokad we wszystkich krajach i udział każdego kraju w handlu towarami, aby zrozumieć, w jakim tempie rygory międzynarodowego handlu towarami zostaną zniesione. Rysunek 1 przedstawia udział handlu światowego (jako % handlu sprzed kryzysu) przywracanego w ciągu następnych miesięcy. Widzimy, że koniec blokad (który powinien zostać ogłoszony do końca czerwca w większości krajów) nie oznacza natychmiastowego powrotu do normalności. Rzeczywiście, niektóre kraje będą kontynuować regionalne blokady i tylko stopniowo otwierać wszystkie sektory swoich gospodarek, przy czym bary i restauracje będą funkcjonować na niskich obrotach przez kilka dodatkowych miesięcy. Oczekuje się, że handel towarami ożywi się w drugiej połowie 2020 i w 2021 r., podnosząc ogólny wzrost w następnym roku +10% w ujęciu ilościowym i +15% w ujęciu wartościowym.

Rysunek 1: Światowy handel towarami w 2020 r. jako udział poziomu z 2019 r.: wpływ blokad i stopniowe nieskoorydynowane znoszenie ograniczeń

Światowy handel towarami w 2020
Źródła: Różne, Euler Hermes, Allianz Research

Analitycy Euler Hermes szacują, że blokady i nieskoordynowane znoszenie ograniczeń mogą kosztować handel towarami 2,4 bln USD, tyle samo, gdyby wszystkie kraje podniosły swoje taryfy do 17%, tj. blisko poziomów ostatnio odnotowanych w 1994 r. Nawet po zniesieniu blokad zróżnicowane zasady likwidacji ograniczeń w zakresie przepływu towarów, usług i ludzi mogą stworzyć niepewność, asymetrię informacyjną i obciążenia regulacyjne na przedsiębiorstwa, co uniemożliwi handlowi światowemu powrót do normalności. Z perspektywy towarów, takie nieskoordynowane znoszenie ograniczeń odejmie ogółem 1,5 bln USD od światowych transgranicznych przepływów towarów do końca 2020 r. Jest to równowartość wprowadzenia ogólnoświatowej podwyżki taryf o +7 p.p. (do około 13% średniej taryfy) na światowy handel towarami. Rozpatrując łącznie wpływ blokad i stopniowe nieskoordynowane ponowne otwarcie widzimy, że kryzys Covid-19 i jego następstwa eliminują handel towarami w wysokości 2,4 bln USD (i handel usługami w wysokości 1,1 bln USD). Ogółem, dodane straty z powodu blokad i wyjścia z nich będą stanowić równowartość nagłego wzrostu +11 p.p. światowej średniej taryfy do około 17%, poziomu ostatnio odnotowanego w 1994 r.

Mimo ożywienia w kszałcie litery U niektóre specyficzne sektory narażone są na ryzyko presji inflacyjnej, ponieważ są bardziej od innych wrażliwe na zakłócenia łańcucha dostaw (wysoka zagraniczna wartość dodana eksportu), a ich zapasy znajdują się poniżej lub blisko średniej długotermiowej. Kilka składników PMI „cen procesu produkcji” wzrosło w ciągu ostatnich kilku miesięcy ze względu na dłuższe czasy dostaw i różne trudności logistyczne z powodu powszechnych blokad mających wpływ na ponad połowę światowego PKB. Patrząc na sektory, komputerowy i elektroniczny, następnie metalowy i górniczy, transportowy, sprzętu elektrycznego i tekstylny są najbardziej narażone na ryzyko długotrwałych zakłóceń w trakcie znoszenia ograniczeń, zważywszy na ich uzależnienie od produkcji zagranicznej, a także poziomu zapasów. W kategoriach krajów, przedsiębiorstwa działające w Chinach, USA, Niemczech, Francji, Irlandii i krajach Beneluksu mogą być najbardziej narażone na presję inflacyjną i zakłócenia łańcucha dostaw, ponieważ i ich zależność eksportowa od zagranicznych procesów produkcji jest wyższa w porównaniu do podobnych przedsiębiorstw w innych krajach, a ich poziom zapasów znajduje się poniżej lub blisko średniej długoterminowej.

Rysunek 2: Integracja światowego łańcucha dostaw i poziom zapasów według sektorów

Integracja światowego łańcucha dostaw i poziom zapasów według sektorów
Źródła: Bloomberg, OECD TiVA, Euler Hermes, Allianz Research (Notowane przedsiębiorstwa dla określonych sektorów, gdy dane są dostępne, ostatni punkt to średnia II pół. 2019 r. i I pół. 2020 r.)

Rysunek 3: Integracja światowego łańcucha dostaw i poziom zapasów według krajów

Integracja światowego łańcucha dostaw i poziom zapasów według krajów
Źródła: Bloomberg, OECD TiVA, Euler Hermes, Allianz Research
(Notowane przedsiębiorstwa dla określonych sektorów, gdy dane są dostępne, ostatni punkt to średnia II pół. 2019 r. i I pół. 2020 r.))

Na koniec, analitycy Euler Hermes zwracają uwagę, że należy uważać na powrót ryzyka sprzed Covid: staroświecki protekcjonizm, który może (1) stworzyć na nowo niepewność z 2019 r. i zaszkodzić ożywieniu inwestycji, gdy równocześnie napięcia na linii USA-Chiny przybierają na sile; (2) wyeliminować handel sprzętem powiązanym z Covid-19 w wysokości 30 mld USD, tym samym działając jak wzmacniacz kryzysu dla krajów wschodzących i rozwijających się. USA oficjalnie wysunęły oskarżenia przeciwko Chinon ustami sekretarza stanu Mike’a Pompeo, który powtórzył wcześniejsze zarzuty, łączące epidemię Covid-19 z laboratorium w Wuhan, w Chinach. To może prowadzić USA do zakwestionowania porozumienia handlowego, tzw. pierwszej fazy, którego warunki są nawet bardziej wymagające obecnie, kiedy ceny energii gwałtownie spadły. Euler Hermes szacuje, że w tym roku Chiny mogą kupić dodatkowe +20% produktów energetycznych, aby uczynić zadość porozumieniu, i dodatkowe +3,6% produktów rolno-spożywczych. I chociaż oznacza to wzrost +1,8% w tym roku, to jest to trzy razy mniej, niż prognozowano, kiedy porozumienie było podpisywane. Ponadto, oczekuje się, że WTO utoruje drogę dla Europy do podniesienia taryf w związku z przypadkiem Airbus/Boeing do końca czerwca.

Blokady i znoszenie ograniczeń łączą się również ze zwiększonymi środkami protekcjonistycznymi dotyczącymi produktów powiązanych z Covid-19. Dane pokazują rekordowo wysoki poziom nowych restrykcji eksportowych w zakresie zaopatrzenia medycznego, farmaceutycznego i środków ochrony (produkty powiązane z Covid-19). W sumie, w 2020 r. na świecie wprowadzono ponad 80 nowych środków protekcjonistycznych na te produkty, rekordowo dużo i 2,5 razy więcej niż w ciągu całęgo 2019 r. Euler Hermes ocenia, że zakazy eksportowe mogą ograniczyć handel produktami powiązanymi z Covid-19 o 30 mld USD w 2020 r.

Ten ukierunkowany protekcjonizm może być wzmacniaczem kryzysu sanitarnego dla krajów wschodzących i rozwijających się. Rzeczywiście, jak pokazano na Rysunku 4 to Brazylia, Argentyna i Algeria, następnie Republika Południowej Afryki, Maroko, Indonezja, Kolumbia, Malezja, Meksyk i Chile są krajami, których import produktów powiązanych z Covid-19 jest silnie skoncentrowany na trzech głównych partnerach, i gdzie taryfy importowe na takie produkty są wyższe w stosunku do reszty świata.

Rysunek 4: Średnie taryfy importowe na produkty powiązane z Covid-19 i koncentracja importu (% importu od czołowych trzech partnerów handlowych)

Średnie taryfy importowe na produkty powiązane z Covid-19 i koncentracja importu
Źródła: Bank Światowy, Euler Hermes, Allianz Research

GEORGES DIB
Ekonomista

ANA BOATA
Szef Badań Makroekonomicznych

ELLA CARMI
Asystent Badań Ekonomicznych

BASTIEN PATRAS
Asystent Badań Ekonomicznych

Czy wspólnik większościowy może pozostać pracownikiem spółki?

Istotą stosunku pracy jest wykonywanie określonego rodzaju pracy na rzecz pracodawcy oraz pod jego nadzorem i kierownictwem, w miejscu i w czasie wyznaczonym przez niego, za odpowiednim wynagrodzeniem. Powyższa legalna definicja, podyktowana przez Kodeks pracy, choć stanowi trzon prawa pracy i jego główny drogowskaz, w praktyce ulega ewolucji i związanym z tym, licznym, lecz akceptowalnym modyfikacjom. Czy jednak wystarczające przesłanki w tym względzie spełnia umowa o pracę zawarta przez spółkę z jej większościowym udziałowcem? Czy tego typu postępowanie jest dopuszczalne zarówno w odniesieniu do prawa pracy, jak i prawa spółek handlowych?

Z powyższym problemem od lat mierzą się zarówno praktycy, jak i sądy, prezentując przy tym skrajnie odmienne stanowiska. W ostatnim czasie można jednak zaobserwować stałą tendencję zmierzającą w kierunku braku aprobaty dla zatrudniania wspólników większościowych przez ich spółki w oparciu o umowę o pracę.

KP a KSH

Na gruncie prawa pracy kwestią ze wszech miar oczywistą jest, że stronami stosunku pracy są z jednej strony pracodawca, z drugiej zaś pracownik. W świetle art. 3 Kodeksu pracy za pracodawcę uznaje się jednostkę organizacyjną, także nieposiadającą osobowości prawnej, jak również osobę fizyczną – rzecz jasna pod warunkiem zatrudniania pracowników. Nadmienić wypada, że zgodnie z art. 31 KP w sytuacji, gdy pracodawcą jest jednostka organizacyjna np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, obowiązki z zakresu prawa pracy realizuje w jej imieniu osoba bądź organ zarządzający czy też ewentualnie upoważniona bezpośrednio do tego osoba. Z powyższego wynika zatem, iż powołując się na normy Kodeksu spółek handlowych wobec statusu osoby prawnej, który posiada spółka z o.o., organem nią zarządzającym, a co za tym idzie wykonującym czynności w obszarze prawa pracy, jest zarząd.

Specyfika struktury i funkcjonowania spółki

Cechą charakterystyczną dla spółek kapitałowych, do których zaliczamy spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, jest zasadniczy rozdział sfery właścicielskiej od sfery zarządczej – menedżerskiej. Co istotne dla niniejszych rozważań, w rzeczywistości nie wyklucza to równoczesnego sprawowania przez jedynego udziałowca funkcji członka zarządu czy jego prezesa.

Zaakcentować należy, że z perspektywy przepisów prawa prawdopodobny jest ponadto stan faktyczny, w którym stuprocentowy udziałowiec będzie jedynym członkiem jednoosobowego zarządu sp. z o.o. Warunkiem zgodności z prawem czynności podejmowanych przez takiego wspólnika względem reprezentowanej przez niego spółki jest forma aktu notarialnego. Wobec powyższego zawarcie przez spółkę umowy o pracę z jedynym wspólnikiem i członkiem zarządu przy zachowaniu rygoru formy czynności prawnej należałoby uznać za poprawne i ważne w świetle prawa, a przynajmniej w świetle regulacji Kodeksu spółek handlowych.

Co na to prawo pracy?

Jak wspomniano powyżej, przepisy Kodeksu pracy definiują stosunek pracy za pomocą jego konstytutywnych cech:

  • wykonywanie pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy pod jego kierownictwem,
  • wykonywanie pracy następuje w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę.

Szczególnego podkreślenia wymaga jeden z obligatoryjnych czynników stosunku pracy, wskazany przez przywołaną wyżej definicję – element podporządkowania. Co istotne, owo podporządkowanie powinno zaistnieć nie tylko formalnie, lecz także w sensie faktycznym. Trudno uznać wobec tego, że w przytaczanym już przypadku spółki, w której pracodawca (spółka) i zatrudniony przez niego pracownik (jedyny wspólnik oraz członek zarządu) fizycznie stanowią jedną osobę, można dostrzec element podporządkowania. W efekcie sprowadzałoby się to bowiem do sytuacji, w której członek zarządu byłby de facto podporządkowany samemu sobie. Nie sposób zaprzeczyć, że wobec braku tego kluczowego elementu stosunku pracy zawarcie umowy o pracę w przedmiotowych okolicznościach jest niedopuszczalne, zaś umowy zawarte w taki sposób powinny być uznane za nieważne. Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na art. 22 § 11 Kodeksu pracy, który w swej treści stanowi, że zatrudnienie spełniające wymieniane powyżej wymogi skutkuje powstaniem stosunku pracy niezależnie od tego, jak strony nazwą tę umowę. Rozumując zatem a contrario, choćby porozumienie stron zostało nazwane umową o pracę, to wobec niespełnienia kumulatywnie podstawowych cech (co wykazano powyżej) relacja ta nie będzie mogła być uznana za stosunek pracy.

Judykatura po stronie Kodeksu pracy

Kolejny spór w przedmiotowej materii jednoznacznie rozstrzygnął w ostatnim czasie Sąd Okręgowy w Rzeszowie w wyroku z dnia 16 stycznia 2020 r. (sygn. akt IV U 1402/18), powtarzając za Sądem Najwyższym (wyrok z dnia 1 czerwca 2010 r., sygn. akt II UK 34/10), że uznanie, iż większościowy udziałowiec jest jako członek zarządu zatrudniony na podstawie umowy o pracę, „prowadziłoby do symbiozy pracy i kapitału. Sytuacja tego rodzaju jest zaś sprzeczna z aksjologią prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, która jest zasadniczo oparta na oddzieleniu kapitału i pracy”.

Orzecznictwo stoi na ugruntowanym stanowisku, że realizacja omawianego rodzaju zatrudnienia powinna być uznana za swoiste podporządkowanie „samemu sobie” (tak, np. w uchwale Sądu Najwyższego z dnia 8 marca 1995 r., sygn. akt I PZP 7/95), co stoi w zdecydowanej sprzeczności z fundamentalnymi regułami prawa pracy.

Pochylając się nad analizowanym zagadnieniem, Sąd Najwyższy również w wyroku z dnia 11 września 2013 r., sygn. akt II UK 36/13, postawił tezę, stosownie do której większościowego udziałowca spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie może łączyć z nią stosunek pracy, ponieważ wówczas status pracownika zostaje zaabsorbowany przez status pracodawcy, będącego tym samym właścicielem kapitału. Sprowadza się to do tego, iż w takim stanie faktycznym wspólnik realizuje czynności z zakresu prawa pracy na rzecz samego siebie. Z drugiej zaś strony udziałowiec taki jest od spółki będącej przecież jego pracodawcą ekonomicznie niezależny. Trudno bowiem w takich okolicznościach mówić o odpłatności pracy, gdyż źródłem potencjalnego wynagrodzenia będzie własny majątek tegoż wspólnika.

Umowa cywilnoprawna jak najbardziej dopuszczalna

Zaznaczenia wymaga, że dotychczasowe dywagacje odnoszą się do kwestii zatrudnienia udziałowca jako członka zarządu zgodnie z regułami prawa pracy. Tym niemniej właściciel spółki bez przeszkód może sprawować funkcję członka zarządu, lecz w oparciu o inną podstawę, którą może być np. kontrakt menedżerski czy też inna umowa cywilnoprawna.

Podsumowanie

Co do zasady jedyny udziałowiec jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością bądź wspólnik większościowy spółki z o.o. nie może równocześnie odgrywać roli pracownika oraz pracodawcy. Niezgodne z Kodeksem pracy jest, aby jedna osoba korzystała z uprawnień oraz wykonywała obowiązki obu stron stosunku pracy. Jest to oczywiście zasada ogólna, nie wyłączająca konieczności obligatoryjnej analizy i każdorazowej oceny stanu faktycznego aktualnego w spółce. Pod uwagę należy wziąć przy takim badaniu zarówno strukturę właścicielską, kompetencje organów, jak i okoliczność, kto sprawuje faktyczną kontrolę nad spółką, co pozwoli w rzetelny sposób zdecydować, czy zawarcie umowy o pracę ze wspólnikiem jest dopuszczalne, czy też nie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co 8. firma w Warszawie nie jest pewna czy przetrwa COVID-19

Blisko 7. na 10. warszawskich przedsiębiorców deklaruje, że koronawirus wpłynie negatywnie na kondycję ich firm – wynika z raportu firmy Devire. Jednocześnie aż 12% firm nie jest pewnych czy w ogóle przetrwa ten trudny czas. Brak rezerwy finansowej, mniejsza liczba zleceń lub całkowity brak przychodu, to tylko niektóre z problemów, z jakimi borykają się pracodawcy.

Główny Urząd Statystyczny w Warszawie potwierdził, że mimo narastania epidemii koronawirusa podstawowe wskaźniki dla rynku pracy w Warszawie i województwie mazowieckim pozostały w marcu stabilne. W Warszawie stopa bezrobocia pozostała na poziomie z lutego, zaś na Mazowszu nawet lekko spadła. Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się, ale nieznacznie.

Choć fala zwolnień w firmach już się rozpoczęła, to pierwsze efekty zobaczymy dopiero w kwietniu i maju. Krajowa Izba Gospodarcza szacuje, że 1,3 mln osób straci pracę. Według licznych prognoz bezrobocie może dojść do 10, a nawet 13%. W tej chwili w statystykach GUS jeszcze tego nie widać. Co ciekawe dane za marzec pokazują dalszy spadek bezrobocia. W Warszawie stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w marcu 1,3% i obniżyła się o 0,2 p. proc. w skali roku. Dla województwa mazowieckiego wskaźnik ten wyniósł 4,5% i obniżył się o 0,4 p. proc. w skali roku.

– Wpływ kryzysu na spadek liczby zatrudnionych będzie jednak widoczny w późniejszych miesiącach. Częściowo wynika to z okresów wypowiedzenia osób, które otrzymały wypowiedzenie w marcu, dlatego ten efekt na pewno będzie rozciągnięty na cały drugi kwartał – podkreśla Michał Młynarczyk, Prezes Devire oraz Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

Jakich konsekwencji boją się warszawscy przedsiębiorcy?

Z raportu Devire „Wpływ koronawirusa na polskie przedsiębiorstwa”, przeprowadzonego w połowie marca br., dowiadujemy się, że w głównej mierze firmy odczuwają redukcję popytu na produkt/usługę – deklaruje tak 55% respondentów badania. Drugą poważną konsekwencją dla biznesu są problemy z płynnością finansową, które dotykają blisko połowę firm (46%).

Wszystko to w efekcie prowadzi do redukcji zatrudnienia. Pierwszą falę zwolnień obserwowaliśmy głównie w: transporcie, branży turystycznej, HORECA, w usługach, szkoleniach, eventach. Przez wprowadzenie ograniczeń w handlu ucierpiała gastronomia, rozrywka i handel inny niż spożywczy. Jak wynika z danych Devire – 44% respondentów będzie redukować zatrudnienie. W drugiej fali zwolnień ucierpią najbardziej pracownicy umysłowi. Zmniejszony popyt na usługi, zagrożenie dla realizacji zobowiązań i kontraktów, już przekładają się na cięcia kadrowe.

Warszawa najlepiej przygotowana na pracę zdalną

Przynajmniej tymczasowo praca zdalna stała się alternatywą dla uszczuplania kadr. Spośród największych miast w Polsce, to Warszawa okazała się najlepiej przygotowana na pracę zdalną – przejście w taki tryb pracy deklaruje aż 81% przedsiębiorców. W głównej mierze z domu operują pracownicy HR, Kadra Zarządzająca oraz pracownicy sprzedaży. Za stolicą na podium znajduje się Wrocław oraz Gdańsk.Praca zdalna w poszczególnych największych miastach w Polsce

Tam, gdzie praca zdalna nie była możliwa, najczęściej barierą był charakter wykonywanych obowiązków – przyznaje 8. na 10. pracodawców. Co ciekawe w połowie z tych firm zabrakło sprzętu elektronicznego dla pracowników (np. odpowiedniej liczby laptopów). Niepokojący może być fakt, że 8% firm nie wprowadziło pracy zdalnej ze względu na decyzję Zarządu.

Pomimo trudnej sytuacji w wielu branżach, przedsiębiorcy powinni mieć świadomość, że zbyt agresywne uszczuplanie kadr, może utrudnić im powrót do normalności, gdy sytuacja w Polsce się ustabilizuje – podkreśla Michał Młynarczyk z Devire.

Gremi Personal uruchamia serię czarterów dla pracowników z Ukrainy. Lot dla pracowników będzie bezpłatny

Międzynarodowa agencja zatrudnienia Gremi Personal jest jedną z pierwszych firm w Polsce, która pracuje nad uruchomieniem serii lotów czarterowych zarówno dla setek swoich pracowników z Ukrainy, jak i dla tych Ukraińców, którzy posiadają wizy i chcą dostać się do pracy w Polsce.

Jak oświadczył właściciel Gremi Personal Evgenij Kirichenko, „loty czarterowe dla naszych pracowników organizujemy bezpłatnie”. Ponadto Gremi Personal bierze na siebie organizację 14-dniowej kwarantanny dla ukraińskich pracowników, którą należy odbyć w Polsce.

Zgodnie z wymogami władz ukraińskich, z wszystkimi pracownikami korzystającymi z lotu czarterowego zawarte zostały długoterminowe umowy o pracę w Polsce, a także zostały im zapewnione ubezpieczenia zdrowotne, w tym na wypadek zachorowania na COVID-19.

„Rzecz nie chodzi o czartery z pracownikami sezonowymi. Otrzymujemy ogromne zapotrzebowanie od polskich firm na pracowników z Ukrainy. Również nasi pracownicy, którzy tymczasowo wyjechali na Ukrainę po zamknięciu granic, chcą wrócić, ale nie mogą z powodu trudności z przekroczeniem granicy lądowej. Otrzymujemy również liczne zapytania o wolne miejsca pracy od Ukraińców, którzy szukają pracy w Polsce. Zainteresowanie jest oczywiste z obu stron i postaramy się je zaspokoić ”- powiedział Evgenij Kirichenko.

Jak już wcześniej informowaliśmy, według danych z ankiety telefonicznej przeprowadzonej przez Centrum Analityczne Gremi Personal, 67% obywateli Ukrainy, którzy opuścili Polskę z powodu kwarantanny, chce wrócić.

Nawet 800 000 aut planowały nabyć w 2020 roku firmy z sektora MŚP. Koronawirus pokrzyżował im plany

Jeszcze w pierwszym kwartale 2020 r. blisko 18 proc. z ponad 2 milionów podmiotów z sektora MŚP planowało inwestycje  w rozwój firmowych flot – wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Keralla Research na zlecenie Carefleet S.A. Gdyby przedsiębiorcy zrealizowali swoje deklaracje, do mikro, małych i średnich firm w Polsce trafiłoby nawet 800 000 nowych i używanych samochodów. Dziś już nikt nie łudzi się, że osiągnięcie takiego wyniku będzie możliwe. 

Ambitne plany przedsiębiorców z sektora MŚP

Według danych Carefleet S.A. na początku bieżącego roku zakup służbowych samochodów deklarowało 17,6 proc. firm z sektora MŚP, przy czym największy odsetek podmiotów z tej grupy (9,6 proc.) zamierzał nabyć tylko jeden pojazd. Blisko 6 proc. przedsiębiorstw miało w planach powiększenie floty o 2-3 auta, a niecałe 2 proc. wykazywało chęć zakupu od 4 do 6 samochodów. Marginalny odsetek (0,4 proc.) stanowiły firmy planujące nabycie więcej niż 7 pojazdów.

Analizując zebrane dane, można założyć, że gdyby nie trudna sytuacja rynkowa spowodowana rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, w tym roku do flot mikro, małych i średnich przedsiębiorstw mogłoby trafić od 600 do nawet 800 tysięcy aut. W pierwszym kwartale chęć zakupu jednego samochodu deklarowały przede wszystkim mikro firmy, które stanowią około 96 proc. wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce. Z kolei inwestycję w 4-6 służbowych pojazdów planowały głównie przedsiębiorstwa handlowe i podmioty dysponujące flotą powyżej 50 samochodów mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Oczywiście znaczną część zakupionych przez sektor MŚP aut stanowiłyby samochody używane. Jak wynika z naszych badań, ponad 50 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorstw nabywa służbowe pojazdy na rynku wtórnym, przede wszystkim w komisach oraz centrach sprzedaży pojazdów pokontraktowych i poleasingowych – dodaje Olejnik.

Optymistyczne nastroje mikro, małych i średnich przedsiębiorców z początku roku to pokłosie dobrej koniunktury, którą potwierdzają statystyki sprzedaży samochodów z ostatnich kilku lat. Jak wynika z danych IBRM Samar, tylko w 2019 r. z polskich salonów wyjechała rekordowa liczba około 555 tys. nowych aut osobowych. Ich nabywcami byli przede wszystkim klienci instytucjonalni – w tym firmy z sektora MŚP – którzy odpowiadali za ponad 2/3 całkowitej sprzedaży. Na rynku zaobserwowano także znaczny wzrost popytu na samochody używane, które bardzo chętnie nabywane są przez mikro i małe podmioty gospodarcze.

Początek roku pod kreską. Koniec –  pod znakiem zapytania

Choć według danych CEPiK w styczniu br. zarejestrowano o ponad 25 proc. mniej nowych samochodów osobowych i dostawczych niż w grudniu 2019 r., to prognozy IBRM SAMAR na 2020 rok były optymistyczne –  525 tys. rejestracji samochodów osobowych oraz 65 tys. samochodów dostawczych o DMC do 3,5 tony. Dziś wiadomo, że najprawdopodobniej się nie spełnią.

Zazwyczaj na początku roku na rynku samochodów można zaobserwować mniejszy ruch, co jest w dużej mierze spowodowane niższą aktywnością klientów firmowych. Dodatkowo w grudniu 2019 roku mieliśmy do czynienia z bardzo wysoką liczbą rejestracji nowych samochodów, która przekroczyła 60 tys. sztuk, więc wszyscy zakładali, że zwiększona sprzedaż w roku 2020 rozpocznie się pod koniec pierwszego kwartału. Dopiero najnowsze dane z kwietnia pokazują, jak bardzo zagrożenie ze strony SARS-CoV-2, domowa izolacja społeczeństwa i mocno wyczuwalna atmosfera niepewności biznesowej, widoczna przede wszystkim wśród mniejszych firm, odbiły się na kondycji branży motoryzacyjnej – mówi Bartosz Olejnik.

Zgodnie z danymi IBRM SAMAR, w kwietniu 2020 r. w Centralnej Ewidencji Pojazdów zarejestrowano 17 865 samochodów osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 t. To o 66 proc. mniej niż w analogicznym miesiącu 2019 r. i o 47 proc. mniej niż w marcu 2020 r. Spadek liczby pojazdów zarejestrowanych w ciągu czterech pierwszych miesięcy 2020 r. względem porównywalnego okresu roku 2019 wyniósł niemal 34 proc.

Tak niskie wyniki są w dużej mierze spowodowane wstrzymaniem zakupów samochodów przez przedsiębiorstwa. W dobie recesji wiele firm  podejmuje radykalne kroki, aby zminimalizować koszty działalności. Dotyczy to  również szeroko rozumianej mobilności. I choć trudno spodziewać się, że przedsiębiorcy nagle zrezygnują z nabywania samochodów, to  wszystko wskazuje na to, że będą starali się obniżyć koszty ich zakupu i eksploatacji oraz możliwie jak najbardziej rozłożyć płatności w czasie – mówi Bartosz Olejnik. – Tych kilku miesięcy nie uda się najprawdopodobniej nadgonić i musimy liczyć się z istotnymi spadkami  sprzedaży samochodów nowych i używanych w skali całego roku. Jak dużymi? Wszystko zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja i jakie realne wsparcie w dłuższej perspektywie zagwarantuje przedsiębiorcom rząd – dodaje.

Stop kredytom i zakupom za gotówkę?

Jak zaznacza Bartosz Olejnik, pandemia Koronawirusa może przełożyć się na wzrost popularności outsourcingowych modeli finansowania samochodów służbowych, które dla wielu przedsiębiorców będą skutecznym antidotum na trudną sytuację finansową.

Bardzo prawdopodobne, że gdy obecna sytuacja minie, zaobserwujemy w sektorze MŚP zwiększone zainteresowanie wynajmem długoterminowym samochodów. W przeciwieństwie np. do zakupu aut za gotówkę, rozwiązanie to nie skutkuje angażowaniem własnego kapitału, a minimum formalności i relatywnie niskie wymogi odnośnie zabezpieczenia transakcji w porównaniu z kredytem bankowym mogą być dla przedsiębiorców dodatkową zachętą – mówi. – Dodatkowo możemy spodziewać się, że większy niż dotychczas odsetek mikro i małych firm będzie decydował się na zakup samochodów używanych – podsumowuje.

Chińscy hakerzy atakują rządy państw

Chińscy hakerzy atakowali rządy krajów Azji i Pacyfiku podczas 5-letniej kampanii szpiegowskiej! Czy polscy politycy również mogą być infiltrowani?

Politycy oraz administracja rządowa kilku krajów Azji i Pacyfiku stała się obiektem szpiegowania przez chińską grupę hakerską APT – donosi firma Check Point Software Technologies. Już w 2015 roku grupa o nazwie Naikon, prowadziła ataki na agencje rządowe najwyższego szczebla i powiązane organizacje w krajach Morza Południowochińskiego. Grupa Naikon szybko jednak zniknęła. W maju 2020 roku znów pojawiła się na mapie szpiegowskiej w cyberprzestrzeni i okazuje się, że była aktyna przez okres ostatnich 5 lat.

Ostatnie pięć lat Naikon spędził spokojnie – w ukryciu – rozwijając swoje umiejętności i wprowadzając nową cyberbroń w postaci backdoora Aria-body. Aby uniknąć wykrycia, wykorzystywali exploity przypisane wielu grupom APT oraz wykorzystali serwery swoich ofiar jako centra dowodzenia i kontroli’ – mówi Lotem Finkelsteen, kierownik wywiadu zagrożeń w Check Point.

Podstawową metodą ataku Naikon jest infiltracja danego organu rządowego, a następnie wykorzystanie kontaktów, dokumentów oraz innych danych organów administracji publicznej do przeprowadzania ataków na kolejne kraje, wykorzystując zaufanie oraz dobre stosunki dyplomatyczne między departamentami i rządami. Naikon stale atakował kraje z tego samego regionu geograficznego (APAC), w tym Australię, Indonezję, Filipiny, Wietnam, Tajlandię, Birmę i Brunei. Grupa w szczególności kierowała ataki na ministerstwa spraw zagranicznych, nauki i techniki, a także firmy będące własnością rządu. Uważa się, że głównym motywem było gromadzenie danych geopolitycznych.

Czy Polska w sferze zainteresowania?

W Polsce jak do tej pory nie ujawniono podobnych działań cyberszpiegowskich, co nie oznacza, że ich nie ma. Już w 2012 roku hakerzy zaatakowali rządowe serwery w ramach protestu przeciw ratyfikacji międzynarodowej umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi, znanej bardziej jako ACTA. W 2016 r. nacjonalistyczne ugrupowanie „Prawy Sektor” dokonało ataku, który zaowocował wyciekiem części poufnych danych z sieci Ministerstwa Obrony Narodowej. W 2019 r. niepokojącym incydentem było włamanie wietnamskich hakerów na serwery NBP. Jak ujawnił portal Zaufana Trzecia Strona, hakerzy wykorzystali podatność ASPX RCE, a cały atak wietnamskiej grupy miał zostać przeprowadzony jedynie „w celach rozrywkowych”.

Eksperci firmy Check Point wpadli na ślad działalności szpiegowskiej Naikon dosyć przypadkowo, podczas badania przykładowego złośliwego e-maila z zainfekowanym dokumentem, który został wysłany z ambasady jednego z krajów APAC do organów rządowych Australii. Dokument zawierał exploit, który po otwarciu infiltrował komputer użytkownika i próbował pobrać wyrafinowane złośliwe oprogramowanie typu backdoor o nazwie „Aria-body”. Program pobierany był z zewnętrznych serwerów sieciowych używanych przez grupę Naikon i pozwalał na uzyskanie zdalnego dostępu do zainfekowanego komputera lub sieci, omijając środki bezpieczeństwa.

– Naikon próbował zaatakować jednego z naszych klientów podszywając się pod zagraniczny rząd – właśnie wtedy organizacja wróciła na nasz radar po pięcioletnim ukryciu i postanowiliśmy to zbadać. Nasze badania wykazały, że Naikon jest wysoce zmotywowaną i wyrafinowaną chińską grupą APT. To, co je napędza, to chęć gromadzenia danych wywiadowczych i szpiegowskich na temat poszczególnych krajów – dodaje Lotem Finkelsteen.

Cushman & Wakefield podsumowuje sytuację na rynku magazynowym w I kwartale 2020 roku

I kwartał 2020 r. na rynku powierzchni magazynowych zakończył się dobrymi wynikami zarówno po stronie popytu, jak i podaży. Łączne zasoby rynku przekroczyły poziom 19 milionów mkw. – wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Całkowity wolumen transakcji najmu osiągnął 956 000 mkw. – to drugi najwyższy wynik popytu w historii polskiego rynku odnotwany w pierwszych trzech miesiącach roku.
Nowe umowy i ekspansje stanowiły 82% całkowitego popytu, co również świadczy o bardzo dobrej kondycji rynku.

W I kw. 2020 roku ukończono inwestycje o łącznej powierzchni 428 000 mkw., z czego ponad 40% zrealizowano na rynku wrocławskim.

Aktywność deweloperska utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, o czym świadczy prawie 2,2 miliona mkw. powierzchni magazynowej w budowie.
Nowe projekty realizowane są na wszystkich 13 rynkach regionalnych. Ponad 50% wolumenu inwestycji zasili dwa największe rynki w Polsce, czyli region Warszawy, a także Górny Śląsk.

Pod koniec marca 2020 roku około 1,4 mln mkw. powierzchni pozostawało niewynajęte, co stanowiło 7,4% całkowitych zasobów rynku magazynowego w Polsce.
Czynsze za powierzchnie magazynowe utrzymały się na stabilnym poziomie na większości rynków regionalnych.

Popyt

Aktywność najemców utrzymała się bardzo wysokim poziomie. Dane za I kwartał 2020 roku pokazują, że łączny wolumen transakcji najmu osiągnął prawie 960 000 mkw., co jest drugim najwyższym wynikiem popytu odnotowanym na polskim rynku magazynowym w pierwszych trzech miesiącach roku. Popyt netto obejmujący nowe umowy i ekspansje osiągnął prawie 790 000 mkw., co stanowiło 82% wszystkich transakcji. To również znakomity rezultat, świadczący o dobrej kondycji rynku. W ostatnich latach udział popytu netto w ogólnych wynikach (popycie brutto) stanowił ok. 65-70%, podczas gdy ok. 30-35% przypadało na renegocjacje kontraktów.

W pierwszym kwartale tylko 18% popytu brutto to odnowienia umów. Oznacza to, że nasi klienci potrzebowali nowej lub dodatkowej powierzchni, co wiąże się z organicznym rozwojem biznesu. Warto podkreślić, że historycznie, w trudniejszych okresach dla rynku, udział renegocjacji w ogólnym popycie zawsze wzrastał – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial& Logistics, Cushman & Wakefield.

Nadal najpopularniejsze wśród najemców są lokalizacje typu „core”. Aż 85% wszystkich transakcji zawarto na pięciu głównych rynkach magazynowych. Najwięcej umów sfinalizowano w regionie Warszawy (236 000 mkw.) oraz na Górnym Śląsku (199 000 mkw.). Zbliżone wolumeny, na poziomie 120 000-130 000 mkw. odnotowano na rynkach Polski Centralnej, Wrocławia i Poznania.

Wśród użytkowników powierzchni przemysłowych największy udział miały firmy z branży sieci sklepów (24% wolumenu transakcji najmu) oraz operatorzy logistyczni (23%). Warto zaznaczyć, że zapotrzebowanie na dodatkowe powierzchnie, niemal we wszystkich branżach, jest związane ze zmianami struktury sprzedaży i rosnącym udziałem sprzedaży internetowej.

Podaż

Deweloperzy ukończyli inwestycje obejmujące prawie 430 000 mkw. powierzchni magazynowej, z czego aż 43% dostarczyli w regionie wrocławskim. Kolejne 2,18 miliona mkw. powierzchni magazynowej pozostaje w budowie. Największą aktywność deweloperską obserwujemy na rynkach Warszawy i Górnego Śląska, gdzie powstaje 1,20 miliona mkw. tj. 55% wszystkich inwestycji realizowanych w Polsce w marcu 2020 roku. Jednakże nowe projekty realizowane są praktycznie na wszystkich rynkach regionalnych. Bardzo aktywne pozostają rynki Trójmiasta i Wrocławia – na obu deweloperzy budują obecnie prawie 500 000 mkw.

Projekty deweloperskie znajdujące się w budowie mają zróżnicowany charakter, obejmują najbardziej standardowe regionalne parki logistyczne typu multi-let, projekty typu BTS, budowane zgodnie z indywidualną specyfikacją użytkownika oraz miejskie parki, w dużej mierze wykorzystywane dla wsparcia logistyki „ostatniej mili”.

W dalszym ciągu na wysokim poziomie, bo ok. 46%, utrzymał się wskaźnik powierzchni realizowanej spekulacyjnie. Pozostałe 54% powierzchni w budowie zostało zabezpieczone umowami typu pre-let. Wśród deweloperów realizujących obiekty o charakterze spekulacyjnym, największy udział mieli Panattoni, Hillwood oraz 7R SA. Z pewnością aktualna sytuacja związana z pandemią koronawirusa, zmniejszy skłonność deweloperów i inwestorów do rozpoczynania inwestycji o charakterze spekulacyjnym – komentuje Adrian Semaan, Research Consultant, Industrial& Logistics, Cushman& Wakefield.

Pustostany

Wskaźnik pustostanów utrzymał się na stabilnym poziomie 7,4% w ujęciu kwartalnym, przy czym wzrósł o 1.8 pp. w porównaniu do stanu sprzed roku, co w głównej mierze wynikało ze wzrostu zaangażowania deweloperów w inwestycje spekulacyjne, widocznego w zeszłym roku. Wśród pięciu największych rynków regionalnych najwyższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w rejonie Polski Centralnej, choć należy podkreślić, że uległ tam obniżeniu z 13% do 10% w ujęciu kwartalnym (warto wspomnieć o dużym najmie ponad 50 000 mkw. firmy z branży handlowej w Exeter Park Stryków).

Odwrotne zjawisko, znaczącego wzrostu dostępności powierzchni, obserwowaliśmy na rynku Wrocławia (8,9%). Jeszcze trzy miesiące wcześniej omawiany wskaźnik dla Wrocławia wynosił zaledwie 3%. Wzrost ten w głównej mierze spowodowany był znaczącym wolumenem nowej podaży. Na rynkach Górnego Śląska (7,3%) i Poznania (8,6%) i w okolicach Warszawy (5,3%) poziom wskaźnika utrzymał się na stabilnym poziomie. Wśród mniejszych rynków regionalnych wahał się od 1,8% w Szczecinie do max. 7,5% w Krakowie.

Czynsze

Przy aktualnej dynamice zmian, jedną z najczęstszych kwestii pojawiających się w kontekście rynku magazynowego, są pytania o poziom czynszu i ewentualne zmiany w tym zakresie. Poziom czynszów jest wynikową wielu danych rynkowych i potencjalnych zmian w jego obrębie. Warto tu wymienić: poziom popytu, zainteresowanie funduszy zagranicznych finalnym produktem magazynowym, koszty finansowania bankowego, koszty budowlane, konkurencję między deweloperami, dostępność i koszt gruntów inwestycyjnych.

Każdy ze wspomnianych czynników, mógłby być przedmiotem dłuższej analizy. Dla przykładu weźmy pierwszy z nich – poziom popytu. Czy koronawirus spowoduje spadek popytu na magazyny? Część najemców odczuwa bardzo negatywny wpływ aktualnej sytuacji na swoją działalność biznesową i wystąpiła do właścicieli obiektów z prośbą o przejściowe wsparcie w postaci obniżenia lub przesunięcia zobowiązań. Prośby takie są rozpatrywane przez właścicieli indywidualnie i dokładnie weryfikowane przez właścicieli. Ewentualne wsparcie ma charakter doraźny i związane jest z przesunięciem kosztów na kolejne miesiące umowy lub wydłużeniem kontraktów – mówi Joanna Sinkiewicz.

W I kwartale 2020 roku nie zaobserwowaliśmy zmiany poziomu czynszów. Spodziewamy się, że w całym 2020 roku stawki bazowe czynszów utrzymają się na podobnym poziomie tj. dla obiektów typu BIG-BOX na poziomie 2,50-3,80 EUR/mkw./miesiąc oraz 4,00-5,25 EUR/mkw./miesiąc w przypadku mniejszych modułów magazynowych typu SBU. Czynsze efektywne nadal wahają się w zakresie od 2,00-3,20 EUR/mkw./miesiąc w zależności od lokalizacji. Prawdopodobne jest, że skala zachęt finansowych oferowanych najemcom może się nieznacznie zwiększyć w kolejnych miesiącach bieżącego roku. Główną przyczyną może być znaczący wolumen inwestycji realizowanych spekulacyjnie (do dostarczenia na rynek w najbliższych miesiącach).

Prognoza

Aktualna sytuacja jest skomplikowana dla wszystkich, zarówno dla najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Warto jednak podkreślić, że większość z nich stara się traktować obecne realia jako wyzwanie i adoptować się do nowej sytuacji. Tym samym, rynek magazynowy radzi sobie całkiem nieźle, szczególnie na tle pozostałych segmentów nieruchomości komercyjnych. Przy czym całościowy obraz jest raczej złożony. Istnieją sektory, w których najemcy mierzą się z ogromnymi utrudnieniami biznesowymi i walczą o utrzymanie płynności. Dynamicznie rozwijający się w Polsce sektor motoryzacyjny boryka się ze wstrzymanymi lub znacząco ograniczonymi procesami produkcji oraz zmniejszonym popytem, co w konsekwencji prowadzi do odłożonych w czasie decyzji inwestycyjnych. Część najemców odnotowuje spadki na umiarkowanym poziomie lub zastępuje mniej rentowne aktywności biznesowe tymi, które lepiej sprawdzają się w obecnej sytuacji. Są też firmy, które rosną i rozwijają się z dynamiką dużo większą niż kiedykolwiek wcześniej, co w głównej mierze wynika z przyśpieszonego rozwoju sprzedaży w kanale e-commerce. Dynamika działań i zmian jest ogromna – mówi Joanna Sinkiewicz.

Dalsze cięcia stóp procentowych

Kolejne banki widząc spowolnienie gospodarcze obniżają stopy procentowe. Tym razem przyszła kolej na Czechy i Norwegię. Patrząc na to, jak niskie są stopy procentowe i zakładając nieobniżanie ich do ujemnych poziomów, powoli kończy się przestrzeń dla dalszych obniżek.

Sytuacja we Włoszech

Włochy były najszybciej dotkniętym przez koronawirusa państwem. Z tego powodu dane z Włoch uważane są za pewien przedsmak tego, co się będzie działo w innych krajach. Poznaliśmy wczoraj marcowe dane na temat sprzedaży detalicznej z Italii. Spadła ona w ujęciu rocznym o niemal 20%. Oznacza to, że na 5 towarów jeden nie został sprzedany. Pamiętajmy, że są to dane za marzec, kwiecień ma prawo być jeszcze słabszy.

Czesi obniżają stopy procentowe

Bank Czech jeszcze do wczoraj utrzymywał relatywnie wysokie stopy procentowe na poziomie 1%. W Unii Europejskiej wyższe mają tylko Rumunia i Chorwacja, wynik ten biorąc pod uwagę ilość państw w unii walutowej nie jest jednak aż tak imponujący. W Czechach na wczorajszym posiedzeniu CNB ścięto stopy procentowe do 0,25% (dla porównania strefa euro na 0%). Decyzja była mocniejsza niż oczekiwania analityków, którzy spodziewali się cięć do poziomu Polski na 0,5%. W rezultacie wczoraj obserwowaliśmy osłabianie się czeskiej waluty.

Norwedzy zerują stopy procentowe

Wczorajsze posiedzenie obniżyło po raz kolejny stopy procentowe w Norwegii. Główna stopa procentowa wynosi obecnie 0%. Warto przypomnieć, że jeszcze na początku tego roku wynosiła ona 1,5%. W sytuacji spowolnienia gospodarczego ta decyzja jest jak najbardziej racjonalna, warto zwrócić uwagę, że była możliwa, bo Bank Norwegii w sytuacji lepszej koniunktury podnosił stopy procentowe. Po samej decyzji korona norweska początkowo zyskała względem euro, ale do końca dnia straciła całe to umocnienie.

Dzisiaj dzień wolny w Wielkiej Brytanii i Czechach oraz Słowacji, w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ingerencja w prawo własności prywatnej przed wyrokiem sądu nie może mieć miejsca

Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza wprowadzić konfiskatę prewencyjną polegającą na tym, że organy ścigania już nie będą musiały wykazywać faktu przeniesienia majątku, czy też tego, że ten majątek służył do popełniania przestępstw lub był nabyty w sposób nielegalny. Ustawodawca na obywatela chce przerzucić ciężar udowodnienia, że jego majątek pochodzi z legalnych źródeł. Oznacza to de facto wprowadzenie domniemania winy!

W przypadku wejścia w życie ww. rozwiązań wystarczy, że osoba majętna będzie np. utrzymywać kontakt z – jak się później może okazać – sprawcą przestępstwa i wówczas, może być narażona na ryzyko związane z obowiązkiem wykazania pochodzenia całego swojego majątku, pod rygorem jego przejęcia przez państwo, również w wyniku pomyłki organów. Państwo zajmie lub ostatecznie przejmie dobra, pochodzące z legalnych źródeł. To wszystko będzie możliwe w sytuacji, w której nie będzie toczyło się żadne postępowanie karne wobec właściciela majątku.

Interpretując nowe przepisy, warunkiem zajęcia majątku nie musi być bowiem wyrok skazujący! Konfiskata prewencyjna obejmuje także własność osób, wobec których nie toczy się żadne postępowanie karne, ale które nie są w stanie wykazać legalnego pochodzenia majątku.

Może to być ostrze skierowane przeciwko uczciwym przedsiębiorcom. Prawo rekwirowania ich majątków w sytuacji tak dużej uznaniowości przyjętych rozwiązań oraz niesprzyjających warunków zewnętrznych, wynikających z pandemii koronawirusa, może dodatkowo wzmagać niepewność związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej. Konfiskatę prewencyjną, resort sprawiedliwości chce wprowadzić, pomimo iż w polskim Kodeksie karnym obowiązuje już konfiskata rozszerzona na podstawie, której sąd może orzec przepadek niestanowiącego własności sprawcy przedsiębiorstwa albo jego równowartości. Mienie, które sprawca objął we władanie lub do którego uzyskał jakikolwiek tytuł w okresie 5 lat przed popełnieniem przestępstwa, uważa się za korzyść uzyskaną z popełnienia przestępstwa, a tym samym podlega ono przepadkowi. Jeśli zaś to mienie zostało przeniesione na osobę trzecią pod jakimkolwiek tytułem, to takie mienie także podlega przepadkowi.

Organy państwa mają zatem już teraz bardzo skuteczne narzędzia do konfiskaty majątków osób, które majątek nabyły nielegalnie lub nabyły go od sprawców przestępstw.

Podzielamy pogląd, że nie może być zgody na ukrywanie dóbr przez przestępców. Jednak przestępcą staje się osoba dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. Do tego czasu uważa się podejrzanego za niewinnego. W kręgu zainteresowania wymiaru sprawiedliwości powinni być wyłącznie realni przestępcy lub osoby czerpiące benefity z działalności przestępczej innych osób, zaś narzędzia do walki z przestępczością powinny być proporcjonalne i minimalizować ryzyko nadużyć i pomyłek organów państwa. Tymczasem, uzasadniona jest obawa, iż nowe przepisy będą mogły być wykorzystane przeciwko przedsiębiorcom, którzy działali w dobrej wierze, jednak ktoś z ich otoczenia okazał się przestępcą.

Zdaniem Rady Przedsiębiorczości konieczne jest odstąpienie od dalszego procedowania ww. zmian. Konfiskata majątku i zmierzające do niej działania prokuratury stoją w sprzeczności z art. 46 Konstytucji RP. Nie może być prewencyjnego represjonowania obywateli, niedopuszczalnego w demokratycznym państwie prawnym.

COVID-19 wymusi zmiany w zawieranych transakcjach na powierzchnie biurowe

Pandemia COVID-19 niewątpliwie wpłynęła na rynek nieruchomości biurowych w Polsce. Wiele firm na czas kryzysu wstrzymało swoje decyzje w zakresie ekspansji bądź zmiany biura, aby z bezpiecznej pozycji obserwować rozwój sytuacji na rynku. Ci najemcy, którym właśnie kończą się umowy, są jednak zmuszeni wykonać jakiś ruch, dlatego też nadal wiele transakcji jest kontynuowanych. Powszechna kwarantanna i praca zdalna nie ograniczają tych działań, gdyż obecnie zawierane umowy sygnowane są podpisami elektronicznymi. W ostatnich tygodniach uczestniczyliśmy już w kilku takich transakcjach.

Relokacja czy renegocjacja?

W tym, jak i w przyszłym roku, z pewnością możemy się spodziewać wzrostu liczby renegocjacji, które do tej pory stanowiły tylko 33% umów najmu w Polsce. Obecna sytuacja sprawia, że najemcy skupiają się głównie na optymalizacji kosztów, zaś ewentualną relokację postrzegają jedynie przez pryzmat potencjalnych oszczędności.

Niepewne okoliczności, w których się znaleźliśmy sprawiają, że najemcy będą wymagać od właścicieli obiektów większej elastyczności w zakresie umów, zarówno jeśli chodzi o długość ich obowiązywania, możliwości zwolnienia z czynszu na jakiś okres, jak i ilości wynajmowanej powierzchni. Część firm, podejmując teraz decyzje, będzie chciała zachować możliwość redukcji albo doprecyzowania ostatecznej wielkości przedmiotu najmu, ponieważ w przyszłości może się to przełożyć na realne oszczędności finansowe.

Siła wyższa

Deweloperzy również nie są dziś w łatwej sytuacji. Nawet jeśli postępujące budowy dotrzymają zaplanowanych terminów realizacji, niepewne staje się uzyskanie pozwoleń na użytkowanie w odpowiednim czasie, ponieważ urzędy funkcjonują obecnie w ograniczonym zakresie. Dochodzą do nas sygnały, że pewne ukończone już inwestycje mają opóźnienia wynikające właśnie z tego powodu. To sytuacja dla obu stron nowa i niekomfortowa, a znaczna część umów nie przewidywała wcześniej takich wydarzeń. W związku z tym spodziewamy się, że deweloperzy będą zabezpieczać opóźnienia w dostarczeniu powierzchni, stosując argument „siły wyższej”.

Zmiana priorytetów

W związku z koniecznością optymalizacji kosztów większość firm będzie teraz dokładniej analizowała swoje zapotrzebowanie na powierzchnię. Możemy przypuszczać, że po pandemii skończy się tendencja dostosowywania biura pod pracowników, a bardziej pod aktualne potrzeby i możliwości finansowe. Ponadto najemcy będą ostrożniej podchodzili do inwestowania w modne i luksusowe wykończenie wynajmowanych powierzchni, a dodatkowe koszty, które firma będzie musiała ponieść w związku z relokację, będą przedmiotem negocjacji z wynajmującym.

Analizując na bieżąco sytuację obserwujemy, że część najemców już zrewidowała swoje zapotrzebowanie na powierzchnię biurową, a wielu może to zrobić niebawem. Spodziewamy się również wzrostu zainteresowania hybrydowymi modelami najmu – powierzchnia wynajęta na tradycyjne biuro będzie uzupełniana o przestrzenie coworkigowe w zależności od chwilowego zapotrzebowania organizacji.

Niewykluczone, że wiele firm będzie musiało całkowicie przearanżować swoje biura – przejść z modeli open space na format gabinetowy oraz wdrożyć rozwiązania technologiczne, które pomogą zarządzać taką przestrzenią. Pomóc w tym może aplikacja, którą sami już u siebie wprowadzamy i oferujemy ją naszym klientom. Umożliwia ona m.in. rezerwację biurek, sal konferencyjnych, wyszukiwanie pracowników na terenie biura, zgłaszanie usterek w budynku, rezerwację miejsc parkingowych, dostęp do wirtualnej recepcji i wiele innych funkcjonalności.

Potrzeba matką wynalazków

Obecna sytuacja i związane z nią ograniczenia w spotykaniu się i poruszaniu wymuszą na branży poszukiwania nowych rozwiązań. Myślę, że jednym z trendów na rynku nieruchomości komercyjnych, którego możemy się spodziewać w niedalekiej przyszłości, jest bardziej kreatywne podejście do prezentowania nowych projektów, niewymagające bezpośrednich spotkań i wizyt na miejscu przyszłego biura.

– Komentarz Pawła Skałby, senior partnera i dyrektora Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International –

Pierwsze imprezy targowe w Niemczech – już od 30 maja. Nasz zachodni sąsiad decyduje się na stopniowe odmrażanie branży targowej.

Można będzie organizować mniejsze targi specjalistyczne już od 30 maja – zdecydowały władze Nadrenii Północnej Westfalii. Od takich imprez oraz od kongresów rząd tego landu postanowił  rozpocząć stopniowe odmrażanie branżowych imprez. Nadrenia Północna Westfalia to jeden z najlepiej rozwiniętych gospodarczo regionów Niemiec. Głównym ośrodkiem jest tu Dusseldorf – jedno z wiodących centrów targów branżowych Europy. – Stanowić to może pozytywny sygnał także dla reszty kraju i dalej Europy. Mamy nadzieję, że i nasze władze skorzystają z tych doświadczeń – mówi Beata Kozyra – prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Nadrenia Północna Westfalia, jako jeden z pierwszych niemieckich landów, postanowiła rozpocząć odmrażanie działalności gospodarczej. Armin Laschet – premier tego regionu – przedstawił plan odblokowywania poszczególnych dziedzin życia. Jednym z jego punktów jest możliwość organizowania kongresów i targów branżowych dla mniejszej liczby osób już od 30 maja.

– To ważny krok w kierunku ponownego uruchomienia przemysłu targowego. Targi, w perspektywie krótko- i średnioterminowej, to bardzo ważny element ożywiania niemieckiej gospodarki przede wszystkim jako platforma innowacji i współpracy – mówi Jörn Holtmeier dyrektor zarządzający AUMA – Stowarzyszenia Niemieckiego Przemysłu Targowego. Jego zdaniem, ważny sygnał dla targów to już dziś stopniowe otwieranie firm hotelowych i restauracyjnych planowane przez kraje związkowe.

Od 4 maja w Niemczech obowiązują nowe przepisy dotyczące stopniowego znoszenia poszczególnych ograniczeń. Każdy land ma tu dużą autonomię. Nadrenia Północna Westfalia jest dla niemieckiej gospodarki i demografii kluczowa. W porównaniu z innymi krajami związkowymi mieszka w niej najwięcej osób. Podczas trwającej pandemii znalazł się wśród trzech najbardziej poszkodowanych, jeżeli chodzi o ilość chorych. Trafia tu też aż blisko 25% całego polskiego eksportu do Niemiec. Na jej terenie działa wiele firm zagranicznych i jest zróżnicowana etnicznie, co przekłada się na ożywione kontakty międzynarodowe tutejszych przedsiębiorców. Znajduje się tu również jedna z największych i najsłynniejszych przestrzeni targowych w Europie.

– Skoro więc w tym landzie, tak boleśnie doświadczonym przez COVID19, jego władze zaproponowały jasne i konkretne etapy odmrażania gospodarki i wyraźnie uwzględniły w tych etapach branżę targową, stanowić to może pozytywny sygnał także dla reszty kraju, jak również  dla całej Europy. Mamy nadzieję, że również nasze władze skorzystają z tych doświadczeń, tym bardziej, że polska gospodarka w największym stopniu jest połączona z niemiecką – mówi Beata Kozyra z Polskiej Izby Przemysłu Targowego i przypomina, że polska branża targowa czeka dziś na konkretne decyzje rządu o odblokowywaniu imprez targowych.

Władze Nadrenii Północnej Westfalii obwarowały przyzwolenie na organizację mniejszych targów branżowych spełnieniem licznych warunków związanych z utrzymaniem bezpieczeństwa. Dotyczą one również innych odmrażanych dziedzin życia, co znajduje się w przedstawionym przez premiera landu planie. Trzeba zatem będzie przestrzegać nowych reguł higieny, zachowywać odstęp czy zakładać maski w miejscach publicznych. Jeszcze w maju mają zacząć działać m.in. szkoły, placówki handlowe, gastronomia, niektóre hotele i obiekty turystyczne, sportowe, w tym także baseny, a nawet kina i instytucje kultury. Większe imprezy targowe, a więc takie, w których udział brać będzie ponad 1000 osób, muszą jeszcze poczekać co najmniej do końca wakacji.

– Niemieccy organizatorzy targów i sama AUMA służą radą i fachową wiedzą właściwym organom. Opracowaliśmy już propozycje dotyczącego organizacji targów, aby spełniały one wysokie wymagania dotyczące bezpieczeństwa, higieny i zasad odległości podczas przeprowadzania takich imprez – mówi Jörn Holtmeier, zaznaczając, że istotnym czynnikiem w organizacji targów będzie otwarcie granic i wznowienie transgranicznych podróży służbowych.

Danie przez władze zielonego światła większym imprezom targowym zależeć będzie również od spełnienia warunków zawartych w planie odmrażania na najbliższe tygodnie. Niezbędne jest tu bowiem stałe monitorowanie sytuacji, badania ok. 10 wskaźników, dalsze prace nad rozpoznaniem działania wirusa (we współpracy z landowym uniwersytetem), monitorowanie gospodarki, przeprowadzanie dużej ilości testów itp. Dla władz Nadrenii Północnej Westfalii ważne jest, by społeczeństwo zaakceptowało nowe reguły bezpieczeństwa i je stosowało. Jednym z używanych przez władze landu wskaźników jest ilość dostępnych łóżek w szpitalach. Dziś dysponują 1/3 wolnych łóżek, co oznacza, że można leczyć także inne choroby niż wyłącznie te wywołane koronawirusem.

Każdy land był w innym stopniu doświadczony pandemią, każdy ma inny poziom strat i wymaga celowych, indywidualnych działań dostosowanych do regionu.

Najsłynniejsze światowe targi w Dusseldorfie to m.in. Euroshop, Interplastica, Energy Storage Europe, Prowein, Medica, Tophair.

Innowatorzy zrównoważonego rozwoju – Polski Greenbin.app z tytułem Startupu Roku

Aplikacja Greenbin.app, ułatwiająca zbiórkę zużytych opakowań, zwyciężyła w polskim finale międzynarodowego konkursu PowerUp! Challenge organizowanego przez fundusz EIT InnoEnergy. Laureat otrzymał tytuł Startupu Roku i zmierzy się ze zwycięzcami pozostałych konkursów krajowych w międzynarodowym Wielkim Finale zaplanowanym na październik. Nagrodę publiczności Amazon Web Services oraz nagrodę specjalną SpeedUp! otrzymała firma Swapp!, która stworzyła rozwiązanie pomagające zmniejszyć zużycie jednorazowych opakowań.

Aplikacja Greenbin.app zdobyła tytuł polskiego Startupu Roku w czasie zrealizowanego online krajowego finału konkursu PowerUp! Challenge. W jury polskiej edycji zasiedli Konrad Sitnik z EEC Ventures, Tomasz Czapliński ze SpeedUp Venture Capital Group, Paula Pul z LAWMORE, a także Łukasz Skarka, zarządzający portfelem inwestycyjnym w EIT InnoEnergy Central Europe.

Organizatorem przedsięwzięcia jest fundusz EIT InnoEnergy, inwestujący w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart. Poszukiwania najbardziej innowacyjnych startupów, scaleupów oraz małych i średnich firm z regionu Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczęły się na początku roku. Do tegorocznej edycji zakwalifikowało się łącznie 425 firm wywodzących się z 24 państw Europy Środkowo-Wschodniej. Spośród wszystkich uczestników, którzy pomyślnie przeszli proces aplikacji, aż 360 stanowiły startupy.

Zwycięski pomysł, aplikacja Greenbin.app, to przykład realizacji założeń gospodarki obiegu zamkniętego. Firma stworzona przez Olenę Sydorenko umożliwia konsumentom pozbywanie się opakowań po zużytych produktach dając gwarancję, że zostaną one poddane recyklingowi. Opakowania oznakowane specjalnym QR kodem, po zeskanowaniu przez konsumenta za pośrednictwem aplikacji, trafiają do punków zbiórki oraz do systemu, który ułatwia śledzenie ich dalszych losów. Producenci towarów otrzymują możliwość monitorowania zużytych opakowań, a konsumenci mogą liczyć na specjalne rabaty.

„Nawet największe firmy nie zbudują za nas zrównoważonego świata. Konieczna jest także zmiana naszych nawyków jako konsumentów. Wierzymy, że stworzona przez naszą firmę aplikacja Greenbin.app pomoże przekonać konsumentów do bardziej odpowiedzialnego podejścia do zużytych opakowań, a producentom znacznie ułatwi monitorowanie, co dzieje się z opakowaniami po ich produktach.” – mówi Olena Sydorenko, twórczyni Greenbin.app, polskiego Startupu Roku.

Firma Greenbin.app nie była jedynym wyróżnionym podczas polskiego finału PowerUp! Challenge. Nagrodę publiczności ufundowaną przez Amazon Web Services, a także nagrodę specjalną ufundowaną przez fundusz SpeedUp, otrzymał startup Swapp!. Tworzy on opakowania wielorazowego użytku, które można uzupełniać detergentami i środkami kosmetycznymi znanych marek w specjalnych automatach. Dzięki rozwiązaniu wiele jednorazowych opakowań nigdy nie powstanie.

Następny przestanek: Wielki Finał

Zwycięzcy krajowych finałów wezmą udział w październiku w międzynarodowym Wielkim Finale PowerUp! Challenge, w którym rywalizować będą o nagrody o łącznej wartości 65 tysięcy euro, tytuł Startupu Roku Europy Środkowo-Wschodniej oraz pakiet korzyści sponsorowanych przez partnerów programu, takich jak Amazon Web Services, Revolut i SpeedUp Group.

Uczestnictwo w konkursie to także szansa na dołączenie do sieci partnerów EIT InnoEnergy, reprezentujących najważniejsze branże gospodarki, ośrodki badawcze i uniwersytety w całej Europie. Najbardziej innowacyjne pomysły mogą liczyć na wielomilionowe inwestycje, wsparcie w komercjalizacji produktów i wprowadzeniu ich na rynki międzynarodowe.

„Nagrodzone w tegorocznej edycji PowerUp! polskie startupy to świetne przykłady na to, jak innowacyjne rozwiązania mogą wspierać proces budowy zrównoważonego świata, w którym odpowiedzialni producenci i konsumenci łączą siły w walce o naszą wspólną przyszłość. Obydwa zwycięskie projekty doskonale wpisują się w założenia gospodarki obiegu zamkniętego.” – mówi Jakub Miler, Dyrektor Generalny InnoEnergy Cantral Europe. „Światową gospodarkę dotyka obecnie bezprecedensowy kryzys, ale wierzę, że po nim rozpocznie się okres równie dynamicznego rozwoju. Wielką rolę odegrają wtedy innowacyjne firmy, które w porę zrozumiały, że przyszłość należy do tych, którzy umiejętnie połączą biznes z realizacją idei zrównoważonego rozwoju.”

Wielki Finał konkursu PowerUp! Challenge odbędzie się 27 października, w czasie konferencji Impact’20. Partnerem głównym konkursu jest potentat energetyczny z Ukrainy, firma DTEK.

Luki w Tarczy 2.0 łatane Tarczą 3.0 – brak zwolnień z ZUS dla korzystających z ulgi na start

Przed wejściem w życie tzw. Tarczy Antykryzysowej 2.0 zapowiadano, że ze zwolnienia z ZUS będą mogli skorzystać przedsiębiorcy opłacający składki wyłącznie za siebie, niezależnie od osiągniętego przychodu. Jednak po publikacji ustawy okazało się, że dotychczasowy limit  dla zwolnień z ZUS nie został zniesiony. Ustawodawca zlikwidował go za to dla przedsiębiorców, którzy ubiegają się o świadczenie postojowe. Zwolnienia nie obejmą także korzystających z ulgi na start.

Kryterium przychodowe a Tarcza 3.0

Wiele kontrowersji narosło wokół zwolnienia przedsiębiorców ze składek ZUS, które miało być weryfikowane na podstawie uzyskanego przychodu. Wskazywano między innymi, że nie jest to odpowiedni miernik kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Tymczasem zgodnie z projektem Tarczy 3.0 zwolnienie z ZUS ma dotyczyć przedsiębiorców, których przychód w pierwszym miesiącu, za który wnioskują o zwolnienie, przekracza 15 681 zł. Wówczas ich dochód w lutym 2020 r. nie może przekroczyć 7 000 zł. Należy podkreślić, że z kilku powodów luty nie jest miarodajnym miesiącem dla wysokości przychodu. W Polsce obostrzenia związane z sytuacją epidemiologiczną zaczęły się w marcu, a w lutym większość przedsiębiorców funkcjonowała jeszcze normalnie.

Na mocy tych przepisów może się okazać, że wielu z nich nie będzie mogło skorzystać ze zwolnienia z ZUS. Ponadto zwolnienie według Tarczy 3.0 ma dotyczyć już tylko składek za kwiecień i maj. Warto przypomnieć, że według pierwotnych założeń miało dotyczyć również marca.

Brak zwolnień z ZUS dla korzystających z ulgi na start

Chaos informacyjny dotyczył również zwolnienia z ZUS przedsiębiorców, którzy korzystają z ulgi na start. ZUS zarówno na infolinii, jak i na swojej stronie internetowej informował, że przedsiębiorcy, którzy ją zastosowali, mogą skorzystać ze zwolnienia.

Przepisy jednak mówią coś innego. Głos w tej sprawie zabrał też rzecznik ZUS, który wskazał, że ulga na start wyklucza możliwość skorzystania ze zwolnienia ze składek ZUS.

Możliwość skorzystania ze zwolnienia z ZUS przedsiębiorcom stosującym ulgę na start ma dać dopiero Tarcza 3.0. To zwolnienie będzie jednak dotyczyć tylko składek za kwiecień i maj 2020 r. W dodatku mówimy tylko o składkach na ubezpieczenie zdrowotne. W związku z tym powstaje kolejne pytanie: co w sytuacji, kiedy przedsiębiorca kończy korzystać z ulgi na start? Co ze składkami społecznymi? Powstaje bowiem kolejna luka wykluczająca ze zwolnienia ZUS osoby, które kończą ulgę na start z dniem 31.03.2020 r.

Dla kogo świadczenie postojowe?

Kolejne kontrowersje dotyczą świadczenia postojowego. W związku z dotyczącymi go przepisami rodzi się pytanie: czy ustawodawca nie gubi się we wprowadzanych przez siebie zmianach? Pierwotnie w serwisach rządowych znalazła się zapowiedź, że „także niedawno założone firmy nie pozostaną bez pomocy”. Następnie w pierwszej Tarczy Antykryzysowej znalazł się zapis, że świadczenie przysługuje firmom założonym przed 1 lutego 2020 roku. Tarcza 2.0 nie wprowadziła modyfikacji tej daty dla wszystkich. Zmiana dotyczyła wyłącznie osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych na 1 kwietnia 2020 roku.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt