Pandemia koronawirusa infekuje banki

Najnowszy kryzys może znacząco osłabić polski sektor bankowy, który od lat boryka się z malejącą rentownością. W dodatku lekarstwo zaordynowane gospodarce przez władze monetarne jest dla branży równie szkodliwe, co pierwotna przyczyna problemów.

Wprowadzone w połowie marca restrykcje mocno uderzyły w życie społeczne i gospodarcze. Jeśli za miernik weźmiemy wyniki giełdowe, do największych przegranych należą banki. W ciągu dwóch miesięcy indeks WIG-Banki stracił prawie 41 proc. Od początku roku jest przeszło 46 proc. pod kreską.

Koronawirus zwiększa ryzyko kredytowe

W przypadku banków koronawirus pogłębił negatywną passę, z jaką zmagają się one od zeszłego roku. Do procesów o kredyty frankowe, kwestii zwrotu prowizji za wcześniej spłacone kredyty konsumpcyjne (tzw. małe TSUE) i niskich stóp procentowych pandemia dołożyła kolejne zmartwienie w postaci znacznego wzrostu ryzyka kredytowego.

Przez ostatnie 12 miesięcy indeks WIG-Banki zanotował 54-proc. stratę. To najgorzej ze wszystkich sektorów na GPW. W efekcie kapitalizacja wchodzących w jego skład instytucji zmalała o ok. 100 mln zł. Z jednym wyjątkiem wszystkie straciły co najmniej 30 proc. Niedawno wartość wskaźnika spadła do poziomu najniższego od lipca 2009 r.

Spodziewana recesja i niechybny wzrost bezrobocia pociągną za sobą utratę płynności, a w konsekwencji falę niewypłacalności przedsiębiorstw. To obniży rentowność banków, która od kilku lat pozostaje pod presją kilku czynników. Tyle że dotąd sektor generalnie sobie z tym radził. Czy tak będzie tym razem?

Dwa cięcia warte setki milionów

Banki zdały test z wiarygodności podczas marcowej paniki klientów, którzy wypłacili z kont grube miliardy (podaż pieniądza wzrosła w marcu o historyczne 31 mld zł, czyli o tyle, co przez wcześniejsze 20 miesięcy). Lecz nie zmieniło to nastrojów inwestorów na warszawskim parkiecie.

Dość niespodziewany cios zadała bowiem branży Rada Polityki Pieniężnej, obniżając stopę referencyjną o 50 pb. W kwietniu ponowiła ten bolesny w skutkach ruch.

Im niższe stopy procentowe, tym niższe przychody banków z działalności kredytowej. Choć mogą one redukować stawki na depozytach, podnosić różne opłaty i koszty pozaodsetkowe, co dzieje się np. w przypadku hipotek (wydatki z nimi związane są najwyższe od 2013 r.), to odbudowa topniejącej marży odsetkowej zajmie im trochę czasu.

Im niższa stopa referencyjna, tym większy cios w rentowność banków. Jak zauważa Michał Konarski z Biura Maklerskiego mBanku, obniżkę kosztu pieniądza z 2015 r. (z 2 do 1,5 proc.) sektor odrobił w sześć kwartałów. – Cięcie stóp z 8 kwietnia będzie dla branży bardziej dotkliwe. Bankom dłużej zajmie odrobienie tej obniżki – mówi w rozmowie z PAP Biznes.

Szacuje się, że decyzje RPP z marca i kwietnia uszczuplą tegoroczny zysk banków o min. 10 proc. Po pierwszej tegorocznej obniżce niektóre organizacje podawały, ile będzie ich ona kosztować. W przypadku PKO BP miało to być nawet 400 mln zł rocznie, Banku Pekao – 250, a Alior Banku – 140. Już po kwietniowej zmianie stóp procentowych Bank Millennium poinformował, że z tego powodu zarobi o 190 mln zł mniej. Dla Getin Banku może ona oznaczać zarobek niższy o 130 mln zł.

Pierwsza obniżka zabierała bankom około 10 proc. zysku w skali roku. Kwietniowa uszczupli go o co najmniej 10 proc., ponieważ jest coraz mniejsza przestrzeń na cięcie odsetek wypłacanych klientom z lokat – twierdzi Łukasz Jańczak z Ipopema Securities.

Niespłacane kredyty pochłoną uwolnione kapitały

W związku z pogorszeniem perspektyw gospodarki i znacząco większym ryzykiem kredytowym KNF zaleciła bankom, by nie wypłacały ubiegłorocznego zysku. W przyszłym roku może się okazać, że inwestorzy liczący na dywidendę ponownie obejdą się smakiem, bo nie będzie czego dzielić. Choć nadzór rozwiązał bufor systemowy i uwolnił miliardy złotych w bankowych bilansach, może się okazać, że zysk drastycznie zmaleje. W ostatnich latach oscylował on wokół 13-14 mld zł.

O takim scenariuszu wspomniał nawet prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło. Pozornie wydaje się to niemożliwe. Jednak spowodowane przez COVID-19 problemy przedsiębiorstw pociągną za sobą wzrost odsetka zagrożonych kredytów. W efekcie banki będą musiały zawiązać na nie rezerwy. Jak duże?

Moja wstępna ocena jest taka, że może to być dwa-trzy razy więcej niż dotąd. W 2019 r. to było niecałe 10 mld zł – mówi w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Zbigniew Jagiełło.

Do tego dochodzi ryzyko kursowe. Obniżki stóp procentowych o 100 pb oraz niestandardowe operacje NBP (odkup obligacji skarbowych od banków komercyjnych) doprowadziły do osłabienia złotówki średnio o 3-10 proc. w stosunku do najważniejszych walut. Bilansom wielu banków ciążą kredyty we frankach szwajcarskich. To właśnie te podmioty mogą najbardziej ucierpieć na koronawirusowej recesji, a zyskać instytucje, które nie finansowały zakupów nieruchomości dewizami.

Mniejszy popyt na kredyty

Choć rząd zapowiedział programy pomocowe dla firm, ich spodziewane rezultaty mogą być słabsze od oczekiwanych. Dlaczego?

Po pierwsze, z powodu trwającego zawieszenia wielu działów gospodarki i niepewności o przyszłość przedsiębiorstwa boją się wnioskować o kredyty, a same banki – mimo gwarancji BGK – zaostrzają kryteria ich przyznawania.

Po drugie, zdaniem ekonomistów kryzys zmieni też postawy konsumentów, którzy mogą już nie być tak skorzy do zadłużania się na cele konsumpcyjne, czy nawet mieszkaniowe. Przynajmniej w krótkim i średnim okresie koronawirus może doprowadzić do spadku konsumpcji.

Mimo delikatnego wzrostu poziomu akcji kredytowej dla firm w marcu nadpłynność banków jest największa od czerwca 2007 r. (92 proc.). Zresztą zdaniem ekonomisty Marcina Czaplickiego z PKO BP to zwiększenie finansowania w marcu było jednorazowym zdarzeniem w długoterminowym trendzie spadkowym.

Rentowność banków zmniejszy się dwukrotnie?

Nadmiar depozytów (w niepewnych czasach inwestorzy stawiają na płynność), mniejszy popyt na kredyty, ograniczone możliwości ich udzielania i pogorszenie jakości portfela obniżą dochodowość sektora.

Wskaźnik ROE rodzimych banków zmniejsza się systematycznie, czyli odwrotnie niż średnia europejska. W 2018 r. wyniósł on 6,4 proc., co plasowało nasz kraj na 20. miejscu w UE. Od tamtej pory utrzymuje się na zbliżonym poziomie.

Po poprzednim dużym kryzysie zyskowność polskiego sektora bankowego skurczyła się ponad dwukrotnie – z 16,6 proc. 2008 r. do 7,7 proc. rok później. Jednak źródła tamtego załamania były inne niż obecnego i pochodziły z samego sektora.

Teraz kłopoty wyszły z realnej gospodarki, co nie musi być dobrą wiadomością. Dla instytucji finansowych oznacza to mniejszy wpływ na sytuację.

Ostatnie dostępne dane wskazują jeszcze na dobrą kondycję sektora. Wedle KNF po dwóch miesiącach tego roku wynik finansowy branży był lepszy niż w analogicznym okresie rok temu.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak, 4 Business Services

Banki przykręcają śrubę, spada zdolność kredytowa

Dwuosobowa rodzina otrzymująca co miesiąc 6200 zł mogła w kwietniu liczyć na kredyt hipoteczny niższy nawet o 140 tys. zł niż w lutym, wynika z analizy Bankier.pl. Obniżka stóp procentowych w większości banków nie spowodowała wzrostu zdolności kredytowej.

Pandemia koronawirusa przemeblowała rynek kredytów hipotecznych, chociaż na razie widzimy dopiero pierwsze efekty zmian w podejściu banków. Kredytodawcy zwiększają wymogi wobec klientów i bardziej konserwatywnie podchodzą do oceny ryzyka. W ciągu dwóch miesięcy zmieniły się nie tylko oczekiwania, co do rozwoju sytuacji gospodarczej, ale również cena pieniądza. Po dwóch obniżkach stóp procentowych wskaźnik WIBOR 3M znajduje się na poziomie 0,7 proc. Najniższym w historii i aż o 1 pp. niższym niż na początku 2020 r.

Rezultaty rynkowej rewolucji zauważyć można, jeśli porówna się ze sobą oferty, które dzieli zaledwie dwumiesięczna przestrzeń. Bankier.pl wziął pod lupę „przedepidemiczne” propozycje i symulacje prezentowane przez banki w kwietniu dla tego samego profilu klienta.

W zestawieniach przewagę mają banki, które obniżyły szacunki maksymalnej zdolności kredytowej (pomimo, przypomnijmy, obniżki stóp procentowych). Najwyższą kwotę przy 20-procentowym wkładzie własnym, proponuje Bank Pocztowy (740 tys. zł), który w lutym oceniał finansową wydolność profilowych klientów zarabiających 6,2 tys. zł na 670 tys. zł.

– Banki w różnym tempie aktualizują oprocentowanie kredytów hipotecznych. W symulacjach przygotowanych na potrzeby kwietniowej edycji rankingu część instytucji bazowała już na nowych stawkach, a niektóre nadal na starych. Można byłoby spodziewać się, że skoro spada oprocentowanie zobowiązania (i zarazem rata płacona przez klientów), to wzrośnie szacowana przez banki zdolność kredytowa profilowego gospodarstwa domowego. Tak jednak w większości przypadków się nie dzieje, co świadczy dobitnie o zmianie nastawienia kredytodawców – komentuje Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Po zakończeniu kwarantanny co 4 zatrudniony mógłby pracować zdalnie na stałe

Obowiązująca od połowy marca kwarantanna będąca wynikiem epidemii koronawirusa spowodowała, że wielu Polaków z dnia na dzień musiało przenieść swoje życie zawodowe do przestrzeni domowej. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden dla jednej piątej zatrudnionych praca zdalna stała się nową formą realizacji obowiązków służbowych. Wśród rodziców wykonujących swoje zadania poza biurem czterech na dziesięciu przyznaje, że trudno im je godzić z opieką nad dziećmi. Z kolei blisko 70 proc. badanych potwierdza, że musi dzielić swoje zastępcze biuro z pozostałymi domownikami. Pomimo tych przeszkód ponad jedna czwarta ankietowanych deklaruje, że mogłaby pracować w takim trybie na stałe.

Nowy format biura

Praca zdalna, która do tej pory była często traktowana jako benefit pracowniczy, w czasie pandemii koronawirusa stała się dla części Polaków koniecznością. Jak wynika z badania Nationale-Nederlanden już niemal połowa z nich wykonuje swoje zadania poza siedzibą firmy. W tej grupie jedna piąta respondentów deklaruje, że jest to dla nich nowy tryb pracy, z kolei 14 proc. przyznaje, że już wcześniej zdarzało im się pracować w ten sposób. Co dziesiąty Polak stawia się w biurze jedynie w ramach wyznaczonego dyżuru.

Znaczna część ankietowanych ze względu na charakter pracy, nie ma możliwości wykonywania swoich obowiązków zdalnie. W regularnym trybie pracuje dziś blisko 40 proc. badanych. Zadania w biurze częściej realizują mężczyźni (44 proc.) niż kobiety (31 proc.). Różnica ta może wynikać przede wszystkim z podziału opieki nad dziećmi, które przez epidemię nie chodzą do szkół i przedszkoli. Badanie wykazało, że ze zwolnienia na opiekę nad dzieckiem korzysta 8 proc. pracowników. W grupie kobiet z tej opcji korzysta 14 proc., natomiast wśród mężczyzn są to 3 proc.

Epidemia koronawirusa doprowadziła do realizacji jednego z popularnych scenariuszy kreślonych przez badaczy zajmujących się przyszłością pracy. To co kiedyś było uznawane za przywilej, dziś stało się normalnością. Konieczność zaadaptowania się do nowych warunków pokazała, że wielu z nas potrafi skutecznie wykonywać swoje zadania również poza siedzibą firmy. Niewykluczone, że obecna sytuacja przyczyni się do znacznego wzrostu liczby osób pracujących zdalnie także w późniejszym okresie  – dr hab. Katarzyna Śledziewska, Dyrektor Zarządzająca DELab UW.

Egzamin z home office

Jak pokazują wyniki badania praca z domu przypadła do gustu sporej części ankietowanych. Jedna czwarta deklaruje, że bardzo lubi pracować w ten sposób i mogłaby tak realizować swoje obowiązki również po zakończeniu kwarantanny. Podobna grupa respondentów docenia pracę zdalną, choć wolałaby ją wykonywać naprzemiennie z biurową. Jeden na dziesięciu badanych przyznaje, że nie przepada za tym modelem, choć obecnie jest to jedyna opcja, aby zrealizować służbowe zadania. Wśród uczestników badania 24 proc. nie ma możliwości pracy zdalnej.

Dla osób, które po raz pierwszy zetknęły się z tą formą pracy jest to pewnego rodzaju test z umiejętności zarządzania czasem pracy, samodzielności i dyscypliny. Wielu pracowników stoi również przed wyzwaniem godzenia obowiązków służbowych z opieką nad dziećmi. Wśród uczestników przeprowadzonego przez nas badania aż czterech na dziesięciu rodziców wskazywało na trudności w tym zakresie – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej w Nationale-Nederlanden.

Pomimo możliwych przeszkód w dopasowaniu się nowej rzeczywistości, ponad 40 proc. uczestników badania uważa, że ma wystarczające warunki do pracy w domu, a co czwarty, że są one nawet komfortowe. Jedynie co dziesiąty badany jest zdania, że home office to uciążliwa forma wykonywania dotychczasowych zadań i stara się ją ograniczyć.

Częściej na własnym sprzęcie

Zmiana trybu pracy jest sporym wyzwaniem organizacyjnym nie tylko dla wielu pracodawców, ale także sporej grupy pracowników, którzy w miejscu zamieszkania musieli wydzielić specjalne miejsce do pracy. Trzy czwarte ankietowanych przyznaje jednak, że ma do swojej dyspozycji funkcjonalną przestrzeń do wygodnej pracy przy komputerze tj. siedzisko lub kanapę. Niemal 70 proc. pracowników musi jednak dzielić ją z innymi domownikami. Mimo tego sześciu na dziesięciu uczestników badania wskazuje, że ma możliwość odizolowania się od nich na czas zdalnych spotkań i konferencji.

Znaczna część ankietowanych deklaruje również posiadanie koniecznych narzędzi pracy. Aż 84 proc. respondentów potwierdza, że ma do dyspozycji własny komputer, a 60 proc., że może pracować na służbowym sprzęcie. Blisko trzy czwarte badanych zapewnia, że jest na nim zainstalowane niezbędne oprogramowanie. Większość osób biorących udział w ankiecie pracuje z wykorzystaniem szybkiego i stałego łącza internetowego – na taką odpowiedź wskazało 81 proc. z nich.

Dostosowanie się do nowego modelu pracy zależy w dużej mierze od jej charakteru. Osoby, które na co dzień pracowały w zespołach mogą odczuwać brak interakcji ze współpracownikami, podobnie ci, których praca polegała na budowaniu relacji z klientem. W procesie zmian istotną rolę odgrywają pracodawcy. Istnieje wiele narzędzi, które wspierają współpracowników we wspólnym realizowaniu zadań. Odpowiedzialny pracodawca powinien wyposażyć swoich ludzi w wiedzę i rozwiązania, które ułatwią efektywne zarządzanie w rozproszonym zespole – dodaje Marta Pokutycka-Mądrala.

Zdalnie, czyli krócej i efektywniej

Co drugi uczestnik badania zgadza się z twierdzeniem, że w czasie kwarantanny pracuje krócej. Co za tym idzie, taka sama grupa uważa, że ma więcej czasu na odpoczynek i rozwój własnych zainteresowań. Ponadto trzy czwarte ankietowanych potwierdza, że nowe technologie i praca zdalna pozwala im bardziej cieszyć się domem i rodziną. Warte odnotowania jest również to, że ponad 40 proc. respondentów deklaruje efektywniejszą pracę w czasie izolacji.

– Nowe umiejętności i kompetencje cyfrowe, które nabywamy i rozwijamy w czasie trudnych tygodni, a także nowe praktyki pracy na odległość w firmach, bez wątpienia przyśpieszą transformację cyfrową polskich przedsiębiorstw. W dłuższej perspektywie wpłynie to pozytywnie na rozwój polskiej gospodarki: do tej pory pod kątem wprowadzania rozwiązań cyfrowych polskie firmy plasowały się pod koniec unijnego rankingu – dr hab. Renata Włoch, koordynatorka DELab UW.

Szybkie testy i zapobieganie powikłaniom SARS-CoV-2 z dofinansowaniem ABM

Pozytywną rekomendację w ramach szybkiej ścieżki wsparcia Agencji Badań Medycznych, ukierunkowanej na walkę z COVID19, uzyskali badacze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu oraz naukowcy ze start-up’u SensDx, którzy rozpoczną swoje badania nad szybkimi testami oraz leczeniem i zapobieganiem powikłań spowodowanych koronawirusem.

Szybkie testy do wykrywania wirusa SARS-CoV-2

W ramach proponowanego projektu, start-up SensDx zamierza przeprowadzić optymalizacje wytwarzania, walidację analityczną, ocenę skuteczności klinicznej w ramach eksperymentu badawczego oraz wdrożenie do masowej produkcji wyrobu medycznego do diagnostyki in vitro SARS-CoV-2 SensDx. Wyrób ten będzie służył do wykrywania wirusa SARS-CoV-2, w wymazie z gardła oraz nosa pacjentów z objawami COVID-19 lub zakażonych SARS-CoV-2, u których nie stwierdza się objawów.

Wdrożenie do masowej produkcji planowe w projekcie ma służyć do wytwarzania jednorazowych testów do wykrywania Sars-CoV-2. W przypadku metodologii postępowania w identyfikacji wirusa SARS-CoV-2, technologia SensDx może być pierwszym narzędziem przesiewowym służącym do wykrywania wirusa w miejscach dużych skupisk ludzkich, takich jak lotniska, węzły komunikacyjne, kontrole graniczne i inne punkty, strategiczne dla rozprzestrzeniania się epidemii.

Opracowanie i wdrożenie na rynek szybkiego i prostego w obsłudze testu do identyfikacji koronawirusa przyczyni się do przyspieszenia procesu diagnostycznego, a tym samym do zahamowania epidemii koronawirusa. Szybka diagnostyka jest bowiem kluczowym elementem dla opanowania i ograniczenia epidemii. – podkreśla dr Dawid Nidzworski, kierownik projektu, CTO w SensDx.

Projekt realizowany jest w partnerstwie z Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Instytutem Biotechnologii i Medycyny Molekularnej w Gdańsku, Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu, Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym we Wrocławiu, Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym, oraz Uniwersytetem Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Zapobieganie i leczenie powikłań spowodowanych przez COVID-19

Z uwagi na zasięg pandemii, ciężkość komplikacji i spodziewaną dużą częstość ich występowania we wczesnym okresie po wyzdrowieniu, badacze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epiemiologicznej w Katowicach  pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Mariusza Gąsiora, zaprojektowali badanie mające na celu określenie skali problemu wczesnych powikłań po COVID-19.

Zakażenie wirusem SARSCov-2 poza zajęciem dróg oddechowych i płuc może obejmować układ sercowo-naczyniowy i nerwowy. W ostrej fazie choroby, może stanowić to bezpośrednie zagrożenie życia. U części chorych obserwowane mogą być z kolei schorzenia będące pozostałością procesów patologicznych.

Projekt da odpowiedź na jedno z kluczowych pytań dotyczących potencjalnych powikłań zakażenia SARSCov-2. Dotychczasowe doniesienia są niepokojące – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Jerzy Jaroszewicz, Kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Chorób Zakaźnych i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

W ramach badania, zaplanowano przeprowadzenie kompleksowej diagnostyki kardiologicznej, pulmonologicznej i neurologicznej obejmującej badania laboratoryjne, obrazowe i czynnościowe. Uzyskane wyniki, oprócz określenia skali problemu, pozwolą na wyłonienie badań, które będą mogły służyć jako optymalne narzędzia identyfikujące pacjentów z wczesnymi powikłaniami.

Projekt ma na celu umożliwienie szybkiego leczenia chorób będących komplikacjami zakażenia wirusem SARS-COV-2. Dodatkowym aspektem poruszonym w ramach projektu będzie analiza zaburzeń psychiatrycznych (lękowych, depresyjnych, potraumatycznych).

Weryfikacja tych doniesień w warunkach Polski będzie kluczowa dla zapewnienia bezpieczeństwa chorym.

SAVILLS: nieznaczna poprawa nastrojów na rynku nieruchomości

Drugie z badań ankietowych dotyczących wpływu pandemii Covid-19 na globalny rynek nieruchomości, przeprowadzone przez firmę doradczą Savills wśród dyrektorów działów badań i analiz Savills, wskazuje na nieznaczną poprawę nastrojów.

Udział respondentów oceniających wpływ pandemii na rynek nieruchomości jako bardzo negatywny spadł z 29% (zgodnie z badaniem przeprowadzonym na koniec marca br.). do 19%, natomiast udział respondentów oceniających wpływ pandemii na poziomie umiarkowanie negatywnym wzrósł z 67% do 74%.

Nastroje w Chinach nieznacznie się poprawiły. W pierwszej połowie kwietnia, wraz ze spadkiem wskaźnika nowych zakażeń, wzrosła aktywność na rynku najmu nieruchomości handlowych i biurowych. Wskaźniki wykorzystania powierzchni również wzrosły dzięki otwarciu większej liczby biur i sklepów, ale nadal utrzymują się poniżej normalnych poziomów wskutek obowiązującego nakazu zachowania dystansu społecznego. Szybki spadek zakażeń wpływa pozytywnie także na nastroje rynkowe w Korei Południowej i Wietnamie, gdzie określane są już jako neutralne.

Celem najnowszego badania jest przegląd nastrojów na 31 rynkach świata* na podstawie oceny sytuacji w poszczególnych regionach przez dyrektorów działów badań i analiz Savills. Prezentowane wyniki dotyczą badania przeprowadzonego 15 kwietnia 2020 roku.

Czynsze

Stawki czynszu utrzymują się na stabilnym poziomie w 60% sektorów i krajów biorących udział w badaniu, przy czym w sektorze biurowym czynsze pozostają na stabilnym poziomie w 71% krajów w przypadku budynków biurowych. Największymi beneficjentami są najemcy powierzchni handlowych, którzy mogą liczyć na różne formy zwolnienia z płatności czynszu w 80% krajów. Kolejnym popularnym rozwiązaniem jest odroczenie płatności kosztów eksploatacyjnych i zmiana struktury płatności – korzystają z niego właściciele nieruchomości handlowych w 40% krajów.

Popyt na rynkach najmu

Dynamika popytu uległa zmianie na wielu rynkach praktycznie z dnia na dzień. Jednak wraz z pierwszymi sygnałami wskazującymi na szczyt epidemii w wielu krajach, obserwujemy oznaki stabilizacji w niektórych sektorach. Popyt wśród najemców na powierzchnie biurowe utrzymuje się na stabilnym poziomie w 42% krajów, natomiast umiarkowane spadki dotyczą 55% rynków. Wyniki te świadczą o znacznej poprawie w porównaniu z końcem marca, gdy na umiarkowane spadki wskazało 70% respondentów.

Aktywność inwestycyjna

Z przeprowadzonego badania wynika, że wolumeny transakcji inwestycyjnych są niższe, ale nie spadają już tak gwałtownie jak w marcu. W pierwszej połowie kwietnia nie odnotowano zmian w aktywności inwestycyjnej w 44% krajów. Wolumeny transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości biurowych nie uległy zmianie od końca marca w niemal połowie krajów uwzględnionych w badaniu – wcześniej na umiarkowane lub duże spadki aktywności inwestycyjnej wskazywali respondenci z 73% krajów.

Ceny nieruchomości

Pandemia zasadniczo nie wpłynęła dotychczas na wartości nieruchomości – w 63% krajów uwzględnionych w badaniu nie zmieniły się, aczkolwiek wolumeny transakcyjne były niewielkie. W obecnej sytuacji nie dziwi to, że ceny nieruchomości logistycznych i obiektów z sektora opieki zdrowotnej utrzymały się na dotychczasowym poziomie bądź wzrosły odpowiednio w 87% i 95% analizowanych krajów. Popyt na nieruchomości w obu sektorach utrzyma się na wysokim poziomie w dającej się przewidzieć przyszłości, wpływając pozytywnie na ich wartość. Ceny nieruchomości biurowych i mieszkaniowych nie uległy zmianie w ponad dwóch trzecich krajów.

Wsparcie państwa

Na działania ze strony państwa w postaci obniżki podatków od nieruchomości lub tymczasowy zakaz eksmisji wskazują respondenci z 59% krajów uwzględnionych w badaniu.

Sophie Chick, dyrektor działu badań globalnych w Savills, powiedziała: „Od czasu naszego poprzedniego badania przeprowadzonego pod koniec marca liczba zachorowań na Covid-19 na całym świecie wzrosła ponad dwukrotnie, ale wraz osiągnięciem szczytu nowych zakażeń w wielu krajach, zaczynamy mieć większą jasność. Obecnie coraz częściej myślimy o przyszłości – w kilku krajach otwarte zostały sektory gospodarki, które nie są uważane za niezbędne.

W wielu krajach nadal obowiązuje izolacja, ale dopiero przyszłość pokaże, jakie będą długofalowe skutki pandemii Covid-19. Zdaniem wielu komentatorów świat będzie zupełnie inny. Przymusowa izolacja przyspieszyła upowszechnienie technologii komunikacyjnych i elastycznego modelu pracy z domu. Łańcuchy dostaw poddawane są analizie, czego efektem może być intensyfikacja działań zmierzających do lokowania działalności we własnym kraju lub w krajach sąsiednich przez producentów zainteresowanych dywersyfikacją sieci dostaw; niemniej jednak tempo zmian może spowolnić ze względu na konsumentów, dla których cena jest istotnym czynnikiem. Docenia się obecnie znaczenie dostępu do prywatnej przestrzeni zewnętrznej lub dużej przestrzeni ogólnodostępnej, a także do Wi-Fi i możliwości pracy z domu. Zdrowie i dobre samopoczucie, które już przed pandemią były w centrum naszych zainteresowań, mają teraz priorytetowe znaczenie dla nas wszystkich. Zmiany sposobu, w jaki pracujemy i spędzamy wolny czas, będą miały wpływ na rynki nieruchomości na całym świecie”.

Mat Oakley, dyrektor działu badań rynków nieruchomości komercyjnych w Savills w Wielkiej Brytanii i Europie
Mat Oakley, dyrektor działu badań rynków nieruchomości komercyjnych w Savills w Wielkiej Brytanii i Europie

Mat Oakley, dyrektor działu badań rynków nieruchomości komercyjnych w Savills w Wielkiej Brytanii i Europie, dodaje: „Niektóre kraje europejskie stopniowo łagodzą obostrzenia, co daje podstawy do optymizmu w dłuższej perspektywie, ale mimo to obserwujemy bardzo dużą ostrożność. Sytuacja na europejskich rynkach biurowych jest w dużym stopniu stabilna i odzwierciedla globalne trendy wśród najemców. Branże logistyczna i opieki zdrowotnej odnotowują zasadniczo wzrosty, a skutki pandemii Covid-19 są najbardziej dotkliwe dla sektorów handlowego i rozrywkowego, które stają się beneficjentami pomocy państwa.

Aktywność inwestycyjna w dużym stopniu sprowadza się do transakcji dotyczących najlepszych aktywów zawieranych przez inwestorów krajowych na rodzimych rynkach. Inwestorzy oportunistyczni szukają obniżek, ale wielu jest rozczarowanych brakiem większych przecen na większości rynków”.

Rynek mieszkań i kredytów – Bardzo dobry I kwartał z fatalną końcówką

Koronawirus, COVID-19, pandemia – nowe w naszych słownikach określenia odmieniane na wszelkie możliwe sposoby wpłynęły nie tylko na organizację naszego życia codziennego, ale i całą gospodarkę. W I kwartale 2020 r. na rynku mieszkaniowym nie zauważymy jednak znaczących zmian w trendach, które byłyby następstwem pojawienia się globalnego wirusa. Szczegółowy opis sytuacji na rynku mieszkaniowym znalazł się w najnowszym wydaniu Barometru Metrohouse i Gold Finance.

COVID-19 nie namieszał na rynku. Jeszcze…

To, że następstwa obecnej sytuacji się pojawią, możemy być pewni. – W raporcie Metrohouse i Gold Finance, który przygotowujemy przy współudziale portalu RynekPierwotny.pl nie znajdziemy spektakularnych danych, które pokazałyby, w jaki sposób rynek zareagował na pojawienie się wirusa. Na to jest jeszcze zbyt wcześnie. Są jednak dwa elementy, które sprawiają, że raport jest naznaczony obecną sytuacją. Pierwszy to Indeks Popytu, który jest pochodną zgłaszanego zainteresowania klientów ofertą rynku wtórnego. Podczas, gdy w końcówce 2019 r. wyniósł 120 pkt, a na początku 2020 r. ponad 140 pkt., w marcu spadł do poziomu 77 pkt. Nie jest to jednak zaskakujące w kontekście tego, że druga połowa marca to apogeum paniki wywołanej pojawieniem się wirusa i potrzeba zapewnienia najbliższym bezpieczeństwa na najbliższy okres. Poszukiwanie nowego lokum zeszło na dalszy plan, mówi autor raportu, Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Drugi symptom znajdujemy w części poświęconej kredytom hipotecznym. – Banki bardzo szybko zareagowały na zmiany na rynku i momentalnie wycofały oferty promocyjne podwyższając marże swoich produktów, chcąc w ten sposób znacząco obniżyć akcję kredytową. Dodatkowym obostrzeniem było podwyższenie wkładu własnego w niektórych z banków oferujących dotychczas finansowanie 90 proc. ceny zakupu. Dziś wiele z instytucji oferuje już możliwość finansowania przy wymaganym minimum 20-procentowym wkładzie kredytobiorcy, dodaje Marcin Jańczuk. Zmieniają się też zasady scoringu przyszłych klientów banków. Niezbyt mile widziane są osoby prowadzące działalność gospodarczą oraz przedstawiciele branż, które w istotny sposób ucierpiały w obliczu masowej kwarantanny.

Ceny na wtórnym w części miast nieco przyhamowały

Transakcje używanych mieszkań w pierwszym kwartale 2020 r. pokazały, że silny wzrost cen z ostatnich kilkunastu miesięcy ulega stopniowemu osłabieniu. Spośród analizowanych przez Metrohouse pięciu największych rynków w trzech miastach pojawiły się niewielkie, ale warte odnotowania spadki nie przekraczające 1 proc. Niższe ceny odnotowujemy w Gdańsku, gdzie za m kw. płaciliśmy 7753 zł, w Krakowie (8069 zł) oraz w Warszawie (9944 zł). W stolicy nie doczekaliśmy się jak na razie przekroczenia magicznej granicy 10 tysięcy złotych za m kw. Wśród miast, w których kontynuowane były wzrosty cen są Wrocław (o 3,2 proc.) i Poznań (3,4 proc.). Najbardziej jednak widoczne wzrosty miały miejsce w Łodzi, gdzie średnia cena m kw. zbliża się do 5000 zł.

W większości analizowanych miast można było wynegocjować więcej niż w poprzednich kwartałach. Zwykle było to ok. 3 proc. ostatniej ceny ofertowej, ale w Poznaniu negocjacje dochodziły nawet do 5 proc. Również w trakcie ekspozycji oferty na rynku sprzedający obniżali pierwotnie założone ceny ofertowe. Przedłużająca się sprzedaż powodowała obniżki cen o 2-3 proc.

W IV kw. 2019 r. odsetek nabywców deklarujących zakup inwestycyjny wynosił 31 proc. – W omawianym I kw. 2020 r. widoczny jest wzrost zakupów mieszkań pod wynajem do 39 proc. Przedmiotem analizy jest rynek wtórny, w przypadku nowych mieszkań szacujemy, że odsetek może być jeszcze wyższy. Przedmiotem takich zakupów w skali całego kraju są lokale o średniej powierzchni 46 m kw., za które średnio płacimy 318 tys. zł, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Największą grupę nabywców stanowią osoby pomiędzy 30 a 40 rokiem życia (40 proc.), kupują oni też statystycznie najdroższe mieszkania – średnia wynosi 357 tys. zł. Coraz bardziej aktywna jest także grupa pomiędzy 50 a 60 rokiem życia.

Ceny na rynku pierwotnym rosły szybciej

Jak twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl I kw. 2020 r. w kontekście rynku pierwotnego można podzielić na dwa okresy. – W pierwszej połowie kwartału było widoczne rekordowe zainteresowanie nowymi mieszkaniami. Wynikało ono między innymi z faktu, że okres Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku nie sprzyjał sprawdzaniu oferty deweloperów. Druga połowa ubiegłego kwartału przyniosła natomiast spadek zainteresowania mieszkaniami (zarówno nowymi, jak i używanymi). Przyczyną tej zmiany była oczywiście epidemia koronawirusa, mówi Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl .

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że największe wzrosty dotyczyły trzech wiodących rynków deweloperskich. W Warszawie, w porównaniu do IV kw. 2019 r. średnie ceny nowych mieszkań wzrosły o 6,7 proc. (do 10 418 zł/mkw.), w Krakowie o 6,2 proc. (do 9 207 zł/mkw.), a we Wrocławiu o 4,5 proc. (do 8 455 zł/mkw.) Na wspomnianych rynkach, rozkład cenowy nowych mieszkań mocno przesunął się w stronę droższych ofert. Pod koniec I kw. 2020 r. mieszkania deweloperskie z ceną ofertową ponad 10 000 zł stanowiły już 43% stołecznej oferty. Analogiczny wynik dla Krakowa, Wrocławia i Gdańska wynosił odpowiednio: 24 proc., 23 proc. oraz 27 proc. Trzeba również dodać, że warszawskie i krakowskie ceny ofertowe po raz pierwszy przekroczyły symboliczną barierę wynoszącą 10 000 zł/mkw. oraz 9000 zł/mkw.

Dokładniejsze dane portalu RynekPierwotny.pl pozwalają na wyjaśnienie, dlaczego średnia ofertowa cena 1 mkw. nowych mieszkań wzrosła we wszystkich analizowanych metropoliach. Od stycznia do marca 2020 r. odsetek lokali posiadających cenę ponad 10 000 zł/mkw. najszybciej powiększał się w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Taka sytuacja tłumaczy spore wzrosty średniej ofertowej ceny 1 mkw. widoczne na trzech wiodących rynkach.

Może być trudniej o kredyt

Analizując udział Gold Finance w wolumenie nowo udzielanych kredytów hipotecznych można szacować, że I kw. 2020 r. był rekordowy. Według szacunków Barometru Metrohouse i Gold Finance wartość kredytów hipotecznych zaciągniętych w tym okresie może przekroczyć nawet 17 mld zł, więc będzie to wynik o prawie 4 mld zł lepszy niż w analogicznym okresie 2019 r. Jednak idyllę na rynku kredytowym zachwiała globalna pandemia. – Przez pojawienie się pandemii COVID-19 jesteśmy w zupełnie innej rzeczywistości niż było to jeszcze parę tygodni temu. W ofercie kredytów hipotecznych zmieniło się wszystko: marże, polityka kredytowa, kontakt z klientami a do tego doszły obniżki stóp procentowych, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert Gold Finance. Można było się spodziewać, że banki w obliczu kryzysu będą zachowywać się bardziej ostrożnie i tak też zrobiły. W pierwszej kolejności zaczęły ograniczać akcję kredytową poprzez podwyższanie marż kredytów oraz odejście od ofert promocyjnych. Potem część banków wprowadziła wymóg większego wkładu własnego, żeby ograniczyć ryzyko korekty cen na rynku nieruchomości, a co za tym idzie niewystarczające zabezpieczenie dla banku w stosunku do udzielonego kredytu. Kolejnym etapem była zmiana polityki kredytowej poprzez wykluczenie dochodów z działalności gospodarczej i wytypowanie branż podwyższonego ryzyka, które najbardziej ucierpią na aktualnej sytuacji. – Nie możemy przewidzieć jak długo banki będą miały takie podejście do udzielania przez nich kredytów hipotecznych, ale na pewno można stwierdzić, że o kredyt hipoteczny jest teraz trudniej, a oczekiwanie na niego jest dłuższe niż zwykle, mówi Andrzej Łukaszewski z Gold Finance.

W Warszawie średni wypłacany kredyt hipoteczny wynosi już 411,2 tys. zł. i jest wyższy o ponad 6 tys. zł od wyniku z IV kw. 2019. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę koszyk pozostałych pięciu największych miast, przeciętny kredyt jest niższy niż w stolicy o ponad 55 tys. zł i wynosi 355,8 tys. zł. W pozostałych analizowanych miastach kupując nieruchomość zadłużamy się średnio na 270,7 tys. zł.

Przy comiesięcznych dochodach gospodarstwa domowego w wysokości 8000 zł rodzina posiadająca dwójkę dzieci uzyska obecnie średnią zdolność kredytową na poziomie 620 tys. zł, natomiast para bez dzieci – 740 tys. zł. Singiel prowadzący jednoosobowe gospodarstwo domowe przy założeniu, ze zarabia 5000 zł miesięcznie może liczyć na 442 tys. zł.

Pandemia minie, infrastruktura pozostanie – Instytut Staszica na temat obecnego stanu inwestycji infrastrukturalnych i pożądanych kierunków polityki państwa

Czasy kryzysów, takich jak trwająca pandemia, skłaniają decydentów, a często i opinię publiczną do myślenia w horyzoncie krótkoterminowym i w stanie moralnej paniki.   Przejawia się to w wypowiedziach i postulatach formułowanych przez polityków oraz publicystów, takich jak rezygnacja z istotnych inwestycji, zwłaszcza z zakresu obronności (zakup F-35), infrastruktury (budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego) czy istotnych inwestycji drogowych i kolejowych. Instytut Staszica stoi na stanowisku, iż to właśnie inwestycje infrastrukturalne są tym elementem, który może w największym stopniu pobudzać gospodarkę w dobie kryzysu i spowolnienia oraz pomagać walczyć z bezrobociem.

Obecnie mamy do czynienia z sytuacją „teraz albo nigdy”. Wyczerpywanie się funduszy europejskich jako podstawowego źródła finansowania inwestycji infrastrukturalnych w kolejnych perspektywach unijnych decyduje o tym, że jest to ostatni moment, kiedy możemy na trwałe zmienić naszą infrastrukturę przy wsparciu finansowania zewnętrznego.

Branża infrastrukturalna w dobie koronawirusa

Generalnie pandemia i związane z tym problemy dotknęły branżę budowlaną, choć  relatywnie w mniejszym stopniu, niż inne sektory gospodarki. Roboty wykonywane są najczęściej na wolnym powietrzu, producenci wyrobów wdrożyli procedury i zapewnili środki ochrony, umożliwiając w ten sposób produkcję, inwestorzy, GDDKiA oraz PKP PLK, dysponują pieniędzmi na realizację inwestycji. To sprawia, że podstawowym oczekiwaniem branży  nie jest wsparcie od rządu, ale możliwość realizacji robót oraz produkcji wyrobów dla infrastruktury na poziomie zakładanym w dokumentach rządowych. Można bowiem  w taki sposób prowadzić cały pakiet spraw inwestycyjnych, aby branża nie była obciążeniem dla budżetu państwa i pracowała w tempie jak najmniej zaburzonym przez pandemię koronawirusa. Jak podaje Polski Kongres Drogowy, z uśrednionych informacji wynika, że firmy oceniają swój potencjał wykonawczy, zwłaszcza kadrowy w tej chwili na mniej więcej 73% potencjału  normalnego i planowanego.

Oczywiście pandemia rodzi dla branży realne zagrożenia, takie jak spowolnienie realizacji rozpoczętych inwestycji lub wręcz ich przerwanie. Może to być spowodowane przyczynami takimi, jak absencja pracowników, brak podwykonawców, problemy z pozyskaniem materiałów, logistyką czy choćby kwarantanną po zachorowaniu któregoś z pracowników. Branża cierpi także na skutek efektu ciągnionego – przez niższe zamówienia lub brak zamówień na materiały i wyroby, a w konsekwencji ograniczanie lub przerwanie produkcji przez firmy pracujące na rzecz tych inwestycji. Pandemia powodować może także spowolnienie lub przerwanie ogłaszania przetargów przez inwestorów, spowodowane częstymi w czasie koronawirusa zmianami w sposobie pracy (praca zdalna, zawieszenie projektów, zamkniecie urzędów itp.).

Tymczasem Polska jest w środku ofensywy inwestycyjnej, zwłaszcza w drogownictwie i na kolei. Krajowy Program Kolejowy zakłada na rok bieżący wydatki PKP PLK na inwestycje w wysokości 12,4 mld zł. Byłyby to najwyższe roczne wydatki PLK; przypomnijmy, że w 2019 roku było to rekordowe 10 mld zł. Mimo epidemii poziom 12,4 mld zł jest możliwy do realizacji. Warunkiem jest pilne rozstrzygnięcie przetargów będących w procedowaniu i ogłaszanie nowych.

Jeżeli nawet część z nowych przetargów będzie realizowana począwszy od 2021 roku, to po rozstrzygnięciu przetargu w roku bieżącym i zawarciu umowy z wykonawcą będzie mógł on kupić część materiałów. Tego typu wcześniejsze zakupy mogły być dotychczas finansowane przez PLK do wysokości 90%. Nie ma przeszkód, aby było to 100%. Dzięki temu już w 2020 roku można pożytkować środki na poczet wydatków w latach kolejnych. Tym bardziej, że nie ma już przestrzeni na przesuwanie wydatków i robót na lata kolejne. Na 2021 r. w Krajowym Programie Kolejowym zapisano aż 15,3 mld zł! Dodatkowo w przyszłym roku rozpoczyna się trzecia unijna perspektywa 2021-2027, a PLK posiada już gotowe dokumentacje na projekty z tej perspektywy i to w systemie „buduj” – czyli do szybkiej realizacji. I tak, do końca 2023 roku polską gospodarkę czeka wyścig z czasem, dotyczący wykorzystania środków z perspektywy 2014-2020, a trzecia perspektywa w praktyce zamiast w 2021 rozpocznie się u nas w 2024 roku. Poza tym zapowiedzi reformy unijnych funduszy pokazują, ze może to być ostatnia realna szansa na pozyskanie tak znaczących środków na infrastrukturę.

Także GDDKIA posiada obecnie potencjał dla utrzymania i intensyfikacji prac na odcinkach drogowych – jak podaje Dyrekcja obecnie realizowanych jest 95 projektów o łącznej długości 1178 km, w przetargach jest 16 zadań na 184,7 km, zaś w przygotowaniu – 138 zadań o łącznej długości 2760,9 km.

Zrozumiałe jest więc, że i branża drogowa zwraca uwagę konieczność wykorzystania potencjału budownictwa do pobudzania wzrostu gospodarczego, co wymaga kontynuowania wielkich programów inwestycyjnych: Programu Budowy Dróg Krajowych, „Mosty dla Regionów”, „100 obwodnic”, inwestycji na drogach powiatowych i gminnych, współfinansowanych z Funduszu Dróg Samorządowych. Jako priorytet branża drogowa wskazuje zachowanie płynności finansowej która zależy od wszystkich podmiotów: zamawiających, inżynierów kontraktu, generalnych wykonawców i podwykonawców. Rozwiązaniami postulowanymi  mogą być: wprowadzenie płatności częściowych, zmniejszenia gwarancji, uproszczony dostęp do linii kredytowych, ze spłatami dotowanymi przez państwo. W latach poprzedniego kryzysu w budownictwie, wiele firm zostało przez banki wpisane na „czarne listy”. Teraz te same firmy są dla banków szansą. Sektor bankowy jeśli je sfinansuje dostanie odsetki. Drogą do przyspieszenia obiegu pieniądza jest przyspieszanie odbiorów robót, wystawiania Przejściowych Świadectw Płatności i fakturowania.

Nie można zapominać, że pandemia dodatkowo jeszcze pogłębiła problemy i patologie nękające polską branże infrastrukturalną, takie jak duże przesunięcia terminów ogłaszania i rozstrzygania przetargów.  W poprzednich latach KPK nigdy nie był realizowany zgodnie z wcześniejszymi założeniami, a w dzisiejszej sytuacji opóźnienia mogą być jeszcze większe.  Praktyką było przesuwanie niewykonanych robót na lata kolejne. I tak KPK z września 2015 zakładał wydatki w latach 2021 do 2023 kolejno: 7 mld, 3 mld, 1,9 mld zł, a ostatni, z września 2019, odpowiednio: 15,3 mld, 12 mld, 8 mld zł.

Kolejnym problemem w ostatnich 2 latach były duże różnice w ofertach cenowych wykonawców w odniesieniu do cen szacowanych w przetargach. Przekroczenia, często kilkudziesięcioprocentowe, powodują wydłużanie procedur, a także unieważnianie przetargów. Skalę problemu obrazuje fakt, że suma przekroczeń, mierzona jako różnica między najniższą ofertą w przetargu i ceną szacowaną przez PLK, w tym okresie przekracza niż 10 mld zł.

Inwestycje infrastrukturalne – najlepsza tarcza antykryzysowa

Historia gospodarcza – także wielkich kryzysów począwszy od lat 30. XX wieku – pokazuje, że właśnie inwestycje infrastrukturalne są najlepszą możliwą „tarczą antykryzysową” oraz motorem wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy. Właśnie inwestycje infrastrukturalne są tym elementem, który może w największym stopniu pobudzać gospodarkę w dobie kryzysu i spowolnienia oraz pomagać walczyć z bezrobociem. Ponadto inwestycje infrastrukturalne realizowane są, jak wspomniano, w horyzoncie długookresowym. Okoliczności się zmieniają, a zrealizowane inwestycje infrastrukturalne decydują na dekady o sile i bezpieczeństwie ekonomicznym państwa, perspektywach gospodarki oraz jakości życia społeczeństw. Ponadto wreszcie mamy sytuację typu „teraz albo nigdy”. Wyczerpywanie się funduszy europejskich w kolejnych perspektywach unijnych jako podstawowego źródła finansowania inwestycji infrastrukturalnych, a także zmiany geopolityczne, nadają krytycznego znaczenia inwestycjom infrastrukturalnym  realizowanym tu i teraz.

Paradoksalnie obecna sytuacja może wspierać rozwiązanie niektórych problemów branży infrastrukturalnej, w tym generowanych przez nadciagający kryzys. Branża borykająca się od kilku lat z brakiem rąk do pracy może wchłonąć z rynku (także ze względu na niską barierę wejścia) pracowników tracących zatrudnienie w innych branżach, zwłaszcza wobec wyjazdu tysięcy pracowników z Ukrainy.  Dlatego brak nowych zleceń i przetargów może się wiązać z katastrofą na rynku pracy – pracodawcy tnąc koszty będą zmuszani do redukcji zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń.

Dlatego, aby utrzymać siłę branży infrastrukturalnej jako swego rodzaju koła zamachowego polskiej gospodarki w dobie spowolnienia, państwo polskie powinno stymulować rozwój gospodarki poprzez inwestycje w projekty infrastrukturalne, dające impuls kolejnym sektorom i branżom. Instytucje państwowe odgrywają kluczową rolę na poziomie planowania i komunikacji o nowych inwestycjach w infrastrukturze drogowej i kolejowej. Potrzebna jest determinacja, by kontynuować program rozwoju ze sprawnym wykorzystaniem środków unijnych w perspektywie obecnej i w kolejnych latach.

Co prawda Unia Europejska dopuściła przenoszenie środków na walkę z epidemią, jednak inwestycje infrastrukturalne powinny być ostatnimi, których taka operacja mogłaby dotyczyć. Gospodarka kraju wytrzyma ograniczenia przez określony czas, a będzie on tym krótszy, im mniejsza większa będzie aktywność podmiotów, w szczególności w tych obszarach, w których – przy wdrożeniu stosownych zabezpieczeń – ta aktywność jest możliwa. Bezsprzecznie inwestycje infrastrukturalne do tych obszarów należą, nie tylko z uwagi na możliwości realizacji, ale też z uwagi na ilość podmiotów w nie zaangażowanych i związanym z tym zatrudnieniem. Lepiej więc, aby ci pracownicy pobierali wynagrodzenie od pracodawcy, a nie byli na garnuszku państwa, wspierani pieniędzmi przesuniętymi z inwestycji.

Równie ważne są jest tempo ogłaszania i rozstrzygania kolejnych przetargów. To od stanu realizacji inwestycji zależeć będzie, jak szybko państwu polskiemu uda się wyjść z kryzysu gospodarczego. Dodatkowo, kryzys stwarza okazję do naprawienia problemów trapiących branżę na co dzień – uproszczenia procedur przetargowych, egzekwowania jakości i dobrych praktyk zamiast dyktatu najniższej ceny,  rzetelnych rozliczeń kontraktów.

Ponadto państwo powinno stymulować aktywność banków dla zapewnienia finansowania działalności podmiotów zaangażowanych w realizowane inwestycje infrastrukturalne.

Co i jak finansować?

Nastawienie banków do całego procesu związanego z tymi inwestycjami i do firm je realizujących nie było, w ostatnich latach, entuzjastyczne. Wynikało to z przyczyn leżących zarówno po stronie państwowych inwestorów, GDDKiA i PKP PLK, jak i wykonawców.

Pierwsi nie zapewniali organizowania procesów inwestycyjnych w czasie i w wielkościach przyjętych w dokumentach rządowych, drudzy – rywalizując w przetargach oferowali ceny często o kilkadziesiąt procent niższe od szacowanych przez inwestorów – to w konsekwencji kosztem rentowności. I wreszcie zachowanie instytucji państwa: rządy, w kolejnym roku, akceptowały niewykonania inwestycji infrastrukturalnych w roku poprzednim, przenosząc wydatki na lata następne. W efekcie mieliśmy i mamy dalej pasywną postawę banków w relacjach z firmami, w szczególności z obszaru inwestycji kolejowych.

Okres epidemii, to paradoksalnie dobry czas, aby to nastawienie i praktykę zmienić. Obecnie, to właśnie w interesie państwa polskiego leży sprawna realizacja inwestycji infrastrukturalnych. Będą one również podstawowym narzędziem w dochodzeniu gospodarki kraju do równowagi po koronawirusie. Stąd na rządzie i instytucjach państwa ciąży obowiązek zapewnienia takiego działania banków, aby stymulowało ono, a nie utrudniało, jak to jest dzisiaj, osiąganie oczekiwanych powszechnie celów. To państwo jest gwarantem przekazywania środków, tych z budżetu jak i unijnych, na inwestycje infrastrukturalne. To państwo przyjmuje, w drodze aktów prawnych, stosowne programy, w tym wydatków na inwestycje. Zatem państwo powinno stworzyć warunki dla ich realizacji i egzekwować wykonanie programów. Jednym z decydujących warunków jest efektywne finansowanie procesów inwestycyjnych przez banki. Bez niego szereg firm nie będzie mogło nawet wziąć udziału w przetargu np.  z braku środków na gwarancję wykonania.

Koniecznym jest jednoznaczny, mocny przekaz rządu, skierowany do instytucji finansowych, w szczególności do banków oraz wdrożenie mechanizmów, których skutkiem powinna być zmiana nastawienia banków do inwestycji infrastrukturalnych i w konsekwencji konstruktywne relacje z firmami je realizującymi. Przedłużanie się pasywnego nastawienia i takich działań banków, z pewnością stworzy poważne trudności w osiągnięciu celów, nie tylko branż, ale kraju, jakie wiąże się z inwestycjami infrastrukturalnymi. Działanie rządu musi tu być szybkie i skuteczne.

Podsumowanie i konkluzje

Konkludując powyższe Instytut Staszica podkreśla, iż w dobie epidemii i nadciągającego kryzysu i spowolnienia realną i skuteczną pomocą będą więc ciągłość realizacji inwestycji infrastrukturalnych oraz ogłaszanie nowych przetargów przez państwowych  inwestorów – GDDKA i PLK. Inwestycje infrastrukturalne są tym elementem, który może w największym stopniu pobudzać gospodarkę w dobie kryzysu i spowolnienia oraz pomagać walczyć z bezrobociem. Ponadto inwestycje infrastrukturalne realizowane są w horyzoncie długookresowym, w którym może zdarzyć się wiele: zarówno klęski żywiołowe, epidemie, kryzysy jak i okresy prosperity. Tym niemniej okoliczności się zmieniają, a zrealizowane inwestycje infrastrukturalne decydują na dekady o sile i bezpieczeństwie ekonomicznym państwa, perspektywach gospodarki oraz jakości życia społeczeństw.

ZUS przyznaje coraz mniej świadczeń emerytalnych, mimo to wydatki na nie rosną

Ponad 302 tys. wyniosła liczba osób, którym Zakład Ubezpieczeń Społecznych przyznał emeryturę w ub.r. To o ponad 52 tysiące mniej niż w 2018 roku. Według ekspertów, niektórzy Polacy opóźnili swoje przejście na emeryturę, aby zwiększyć wysokość przyszłego świadczenia. Wpływ na to miała dobra sytuacja na rynku pracy. Z danych ZUS-u wynika również, że seniorzy zazwyczaj stają się emerytami w ustawowym wieku. W latach 2018-2019 najwięcej świadczeń przyznano w województwie mazowieckim, a najmniej – w opolskim. W ubiegłym roku na emerytury przeznaczono ponad 163 mld zł, czyli o około 11,5 mld zł więcej niż w 2018 roku.

W ubiegłym roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych przyznał emeryturę 302,3 tys. osobom. To mniej niż w 2018 roku, kiedy liczba ta wynosiła 354,6 tys. Jak stwierdza Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, były członek Rady Nadzorczej ZUS, taka różnica rok do roku jest spora. Ona nie mogła być spowodowana tylko czynnikami demograficznymi. Bardzo dobra sytuacja na rynku pracy i szybki wzrost wynagrodzeń sprawiły, że część osób odłożyło decyzję o przejściu na emeryturę, żeby zwiększyć wysokość świadczenia.

– 5-6 lat temu było mniej ofert pracy dla ludzi starszych. Dla nich przejście na emeryturę stanowiło często jedyną opcję. W dwóch ostatnich latach sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Część osób, które osiągnęły wiek emerytalny, otrzymały od swoich pracodawców propozycje pozostania w firmie. To często wiązało się nawet z podniesieniem wynagrodzenia. Takie sytuacje dotyczyły zwłaszcza pracowników wykwalifikowanych, ponieważ trudno było znaleźć sensowne zastępstwo – wyjaśnia ekonomista Marek Zuber.

W ubiegłym roku 243,8 tys. osobom (mężczyźni – 94 tys., kobiety – 149,8 tys.) przyznano emeryturę z Zakładu w ustawowym wieku emerytalnym. Poniżej tej granicy świadczenie dostało 9,6 tys. osób (mężczyźni – 8,4 tys., kobiety – 1,2 tys.), a powyżej – 48,9 tys. (mężczyźni – 11,9 tys., kobiety – 37,1 tys.), o czym informuje Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS-u. Z kolei Marek Zuber zaznacza, że w naszym społeczeństwie jest nieznacznie więcej kobiet. One mają standardowo mniejsze emerytury, do czego przyczynia się niższy wiek emerytalny. Starają się więc dłużej pracować. Natomiast część mężczyzn szybciej odchodzi z rynku pracy ze względu na uprawnienia obowiązujące w wybranych branżach, np. górnicy czy też służby mundurowe.

– 60-letnia kobieta ma przed sobą średnio 24 lata życia. Przechodzenie na emeryturę w tym wieku to moim zdaniem bardzo zła decyzja. Świadczenie przyznane przez ZUS będzie zachowywało siłę nabywczą ze względu na waloryzację o inflację, ale wynagrodzenia wzrosną znacznie szybciej i u emerytów pojawi się poczucie zubożenia. Jeżeli w momencie przejścia na emeryturę jej wysokość będzie stanowiła 50% średniego wynagrodzenia, to pod koniec życia spadnie do ok. 25%. To naprawdę spora i odczuwalna różnica – analizuje Jeremi Mordasewicz.

Jak dodaje Paweł Żebrowski, w 2018 roku Zakład przyznał emeryturę 255,7 tys. osobom (mężczyźni – 94 tys., kobiety – 161,7 tys.) w wieku emerytalnym. Poniżej granicy 65/60 lat świadczenie otrzymało  18,5 tys. osób (mężczyźni – 15,7 tys., kobiety – 2,8 tys.), a powyżej – 80,4 tys. (mężczyźni – 21,3 tys., kobiety – 59,1 tys.).

– Kobiety zarabiają o kilkanaście procent mniej od mężczyzn, co ma wpływ na wysokość późniejszego świadczenia. Ale podstawową przyczyną niskich emerytur kobiet jest niższy niż dla mężczyzn wiek emerytalny i w rezultacie dłuższy czas pobierania świadczenia. Jednak z wyliczeń wynika, że panie mogą mieć o ponad 50% wyższą emeryturę, jeśli przejście na nią opóźnią o ok. 5 lat. Przykładowo więc, zamiast 2 tys. miesięcznie, kobieta może dostać ok. 3 tys. złotych – podkreśla ekspert z Konfederacji Lewiatan.

ZUS ustalił, że w 2018 roku 57% osób przeszło na świadczenie natychmiast po osiągnięciu wieku emerytalnego. 36,3% w ciągu roku (1-11 miesięcy), zaś 5,7% opóźniło tę decyzję o rok lub dłużej od nabycia uprawnień. W przypadku mężczyzn podział ten wyglądał następująco – 63,8%, 32,2% oraz 4%. Natomiast statystyki dotyczące kobiet wyniosły odpowiednio – 53,5%, 38,5% i 8,1%.

– Opóźnienie przejścia na emeryturę o kilka miesięcy może wynikać z tego, że ktoś się wahał i nie załatwił niezbędnych formalności. Albo czekał na korzystną waloryzację składek, która jest zazwyczaj najwyższa w pierwszym kwartale roku. Do pewnej grupy kobiet zaczyna docierać, że tak wcześnie na emeryturę odchodzić nie powinny. Oczywiście można zdecydować się na ten krok i nadal pracować, ale wtedy już sięgamy po uzbierany kapitał. Natomiast z samego świadczenia będzie ciężko wyżyć, jeżeli ktoś nie zgromadził sobie znaczących oszczędności – wyjaśnia Jeremi Mordasewicz.

W analizowanych latach najwięcej emerytur wypłacanych przez ZUS przyznano w województwach – mazowieckim (2018 rok – 53,7 tys. osób, 2019 rok ¬– 45,3 tys. osób) oraz śląskim (42,5 tys. i 36,5 tys.), najmniej zaś w opolskim (9,2  tys. i 7,8 tys.) oraz lubuskim (9,8 tys. i 8,1 tys. osób). Jak informuje Marek Zuber, Mazowsze i Śląsk to regiony, w których jest najwięcej pracowników. Ponadto tam przeciętne wynagrodzenia należą do najwyższych w kraju, czyli również emerytury powinny być wysokie. To może stanowić element zachęcający do rezygnacji z aktywności zawodowej.

– Moim zdaniem, nie powinniśmy porównywać województw, ponieważ one są zbyt dużymi agregatami. Ludzie inaczej zachowują się w dużym mieście, gdzie zazwyczaj jest łatwiej o lepiej płatna pracę, niż w małym miasteczku. Osoby pracujące fizycznie szybciej tracą zdolność do wykonywania swoich obowiązków zawodowych. Z kolei pracownicy umysłowi mogą z reguły, choć nie zawsze, dłużej zarabiać, bo ich kondycja zdrowotna jest standardowo lepsza – stwierdza ekspert Lewiatana.

Natomiast Paweł Żebrowski informuje, że w ubiegłym roku ZUS przeznaczył na emerytury ponad 163,7 mld złotych. Rok wcześniej kwota ta wyniosła przeszło 152,3 mld złotych. Ta różnica nie jest zaskoczeniem, co podkreśla Marek Zuber. I dodaje, że wpływ na to mają 2 czynniki. Pierwszy to relatywny wzrost liczby pobierających świadczenie, co wynika ze starzenia się naszego społeczeństwa. Drugi to waloryzacja emerytur, na którą wpływ miała inflacja.

– Warto też na koniec dodać, że racjonalne jest płynne przejście na emeryturę. po 60. czy 65. roku życia nie żegnamy się z pracą, tylko zaczynamy stopniowo mniej jej wykonywać. To może być wymiar np. czterech dni w tygodniu czy 6 godzin dziennie. Tak już się dzieje np. w Niemczech czy Holandii. Niedługo standardem będzie 70 lat – podsumowuje były członek Rady Nadzorczej ZUS.

Jak koronawirus wpływa na trendy na warszawskim rynku mieszkaniowym

Zaledwie półtora miesiąca w nowej rzeczywistości pozwala zauważyć punkt zwrotny na polskim rynku mieszkaniowym. Strona popytowa na zmiany zareagowała niemal od razu. Strona podażowa była nieco sparaliżowana. Przyglądając się bliżej cenom ofertowym niemal z dokładnością co do dnia można sprawdzić, kiedy koronawirus zainfekował rynek i jak zadziałał na podaż. Sprawa popytu wymaga dłuższej obserwacji. Choć trudno oszacować skalę zmian dotyczącą przełożenia części decyzji zakupowych na lepsze czasy. To można już ocenić, że okres totalnego zamrożenia minął.

Kompletny lockdown za nami

Do tej pory ocena sytuacji rynkowej odbywała się w formie obserwacji kupujących i sprzedających. Lockdown spowodował przede wszystkim zatrzymanie strony popytowej. Zamrożenie rynku po stronie kupujących było spowodowane szybkimi zmianami na rynku pracy, a w związku z tym rosnącym niepokojem. Jednak jak się okazało, niemały wpływ miała również troska o własne bezpieczeństwo, zdrowie i zastosowanie się do zaleceń dotyczących ograniczenia kontaktów. Koronawirus wpływa na wszystkie obszary gospodarki, dlatego oczywistym jest, że i rynek nieruchomości po jego „ingerencji” nie będzie już taki sam. Oceny, że nic się nie stało są delikatnie mówiąc bardzo ryzykowne, jednak z drugiej strony mówienie o tym, że rynek nieruchomości się już skończył, jest również mocno przesadzone. Rynek nieruchomości jest rynkiem cyklicznym, dlatego to nie pierwsze i nie ostatnie perturbacje na tym rynku.
Rynek w kryzysie funkcjonuje, choć w inny sposób. Mamy zwykle do czynienia ze zmniejszoną liczbą transakcji (w pierwszej fazie załamania), dopiero po pewnym czasie widzimy zmiany w przeciętnych cenach mieszkań. Kryzys jednak nie wygasza transakcyjności do zera i to również jest widoczne w obecnym czasie na rynku mieszkaniowym.

Bardzo duży wpływ na zachowania kupujących miał kompletny lockdown. Rynek nieruchomości się zmienił. Jeżeli chodzi o postawy kupujących na razie nie ma powrotu do czasów sprzed koronawirusa, jednak obecnie jest znacznie lepiej niż przez ostatnich parę tygodni. W ostatnich dwóch tygodniach kwietnia obserwuje się dużo większy ruch, kupujący przede wszystkim chcą się spotykać i oglądać mieszkania. Ta zmiana jest widoczna mniej więcej od momentu złagodzenia restrykcji dotyczących przemieszczania się – ocenia Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Trend cen mieszkań w Warszawie – na żywo

Zmiana cen na rynku mieszkaniowym nie następuje nagle i dynamicznie. Oczekujący na szybkie spadki mogą być nieco zawiedzeni. Jednak rynek nieruchomości to rynek, na którym procesy decyzyjne i działanie są często rozłożone w czasie, dlatego gwałtownych ruchów w całej masie transakcji praktycznie nie widać. Obserwując mieszkania znajdujące się w ofercie niemal z dokładnością co do dnia można było zauważyć zmianę postawy sprzedających. Liczba aktywnych ofert na portalach ogłoszeniowych wskazywała na lekki spadek, a trend wzrostu cen się zatrzymał. Do zmiany doszło po 9 marca, czyli w tym samym tygodniu, w którym wielu z nas przeszło na pracę zdalną a w kraju wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego.Dzienna zmiana ceny ofertowej 1m2 mieszkania w Warszawie

Wykres przedstawia mieszkania będące aktywne w ofercie maksymalnie 90 dni. Jednak biorąc pod uwagę mieszkania będące dłużej w ofercie trend jest zbliżony do tego z powyższego wykresu.

źródło: obliczenia na podstawie danych zgromadzonych przez SonarHome.pl

Jeśli spojrzymy na ceny ofertowe w Warszawie globalnie, bez żadnych dodatkowych założeń, pokażą one przekształcenie się trendu wzrostu cen mieszkań (na początku marca) na ich stabilizację aż do końca kwietnia. Nieco inny obraz możemy zauważyć przyglądając się tym danym bardziej szczegółowo dzieląc oferty na czas ich aktywności na portalach ogłoszeniowych. Nawet prosty podział na oferty aktywne maksymalnie 45 dni oraz mieszkania będące w ofercie do 90 dni pokazuje różnicę w trendzie cenowym dla poszczególnych grup, choć niewielką [patrz wykres poniżej]. Zwracając uwagę na mieszkania będące w ofercie nie dłużej niż 45 dni widzimy lekki trend spadkowy przeciętnej ceny 1m2 mieszkania (wszystkie statystyki dotyczą rynku wtórnego). Jakie pierwsze wnioski nasuwają się po analizie poniższego wykresu? Mieszkania wystawione na sprzedaż na początku 2020 roku, trzymają cenę, ale te wystawione później już niekoniecznie.

Można się w tym przypadku pokusić się o tezę, że właściciele wystawiający na sprzedaż swoje nieruchomości w czasie rozgrzanego rynku z perspektywą na to, że ceny mieszkań rosną, a do zakupu ustawiają się kolejki kupujących, są mniej elastyczni, niż osoby, które zdecydowały się na sprzedaż w późniejszym czasie. Kiedy ograniczymy statystykę do ofert aktywnych maksymalnie 45 dni, widzimy już większą elastyczność sprzedających, być może pogodzenie się z obecną sytuacją. W wyniku tego zauważalny jest lekki trend spadkowy. Moment przełomowy dla dwóch statystyk jest taki sam i przypada w pobliżu 9 marca. Nie są to drastyczne spadki, pamiętajmy cały czas, że są to ceny ofertowe. Jednak wskazują na to, że pole do negocjacji ze sprzedającymi może się powiększać, szczególnie ze względu na to, że oni sami, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, już stosują lekką korektę cenową. – komentuje Barbara Bugaj, główny analityk ds. rynku nieruchomości w SonarHome.pl

Zmiana ceny ofertowej 1m2 mieszkania w Warszawie w podziale na liczbę dni aktywności oferty

źródło: obliczenia na podstawie danych zgromadzonych przez SonarHome.pl

Przyjrzyjmy się szczegółom

Koronawirus zmienia powoli postawę sprzedających, choć nie wszystkich. W ostatnich latach obserwowaliśmy nieprzerwany wzrost cen mieszkań. W rezultacie świeższe oferty (czyli te o krótszym czasie aktywności) były wystawiane w wyższych cenach niż te starsze, będące dłużej na portalach ogłoszeniowych. Powód był prosty i wspomniany już wcześniej, regularny wzrost cen w czasie. Sytuacja zmienia się, gdy do gry wkracza pandemia i wszystkie jej konsekwencje. Mniej więcej w drugim tygodniu marca zmiany są widoczne w przypadku nowszych ofert.

Ceny mieszkań będących w ofercie w podziale na czas aktywności

źródło: SonarHome.pl

Ceny mieszkań będących w ofercie nie dłużej niż 45 dni w okolicach drugiego tygodnia marca zaczynają być niższe niż te będące aktywne w ofercie od 46 do 180 dni. Wyraźnie możemy zauważyć, że trend zmian cen starszych ofert przeszedł z fazy wzrostu jedynie w fazę stabilizacji. A ceny mieszkań, będących krócej w ofercie są niższe i w momencie marcowego przełamania przeszły w lekki trend spadkowy, stabilizując się na początku kwietnia.

Obserwując zmiany cen mieszkań w podziale na czas aktywności oferty możemy stwierdzić, że sprzedający w erze koronawirusa są skłonni do zmiany oczekiwań cenowych. Widzimy, że w świeższych ogłoszeniach ceny ofertowe są niższe niż w przypadku mieszkań, które w ofercie są dłużej i były wystawione na sprzedaż przed atakiem koronawirusa. Jeszcze do niedawna ceny mieszkań, które długo pozostawały w ekspozycji były niższe od tych, które dopiero co pojawiały się w ofercie. W normalnej sytuacji sprzedający, których mieszkanie jest już dość długo wystawione na sprzedaż, obniżają swoje oczekiwania. Obecnie sprzedający, którzy zdecydowali się wystawić na sprzedaż mieszkanie na długo przed marcem 2020 nie są zbyt elastyczni. Natomiast Ci, którzy od niedawna mają zamiar sprzedać swoją nieruchomość, zareagowali na bieżącą sytuację rynkową spowodowaną pandemią. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome.pl

Niewielka dynamika zmian

Jak już wcześniej wspomniano, cenowe zmiany na rynku nieruchomości nie są agresywne, jest tak zarówno w przypadku cen transakcyjnych jak i ofertowych. Jest to jedna z charakterystycznych cech tej klasy aktywów.

Obecne zmiany cen w stolicy są niewielkie. Ujemna dynamika zmian wystąpiła pod koniec marca i była kontynuowana do połowy kwietnia. Mediana cen mieszkań spadła zaledwie o 0,63%, także jak widzimy zmiana nie przekroczyła nawet 1%.Dynamika zmian cen mieszkań w aktywnych ofertach

źródło: SonarHome.pl

Podsumowując, dynamika wzrostu cen zatrzymała się natomiast nie oznacza to, przynajmniej na chwilę obecną, wyraźnych ruchów cenowych w przypadku ofert na rynku lokali mieszkalnych. Obecne zmiany wskazują na spadek cen w fazie lockdown ’u oraz brak zmian mediany cen mieszkań pod koniec kwietnia w stosunku do analogicznego okresu miesiąca poprzedniego.

Jak należy interpretować powyższy wykres?

  • wykres przedstawia procentową zmianę cen mieszkań w aktywnych ofertach
  • punkty znajdujące się poniżej linii 0% wskazują na spadek cen w porównaniu miesiąc do miesiąca
  • punkty znajdujące się powyżej linii 0% wskazują na procentowy wzrost cen mieszkań w porównaniu do analogicznego okresu w miesiącu poprzednim
  • lewa oś obrazuje procentową wysokość zmian cen, którą należy zestawić z poziomą osią czasu

Nastroje konsumenckie w kwietniu szorują po dnie

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi prognozami[1], wskaźnik koniunktury konsumenckiej w kwietniu notował historyczne minima. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK)[2] obrazujący nastroje Polaków w pierwszym miesiącu drugiego kwartału spadł do poziomu -36,4 pkt. Tak niskiego poziomu nie widzieliśmy nawet ponad dekadę temu, mając do czynienia z globalnym kryzysem finansowym. W lutym 2009 roku poziom indeksu wyniósł -30,3 pkt, natomiast w październiku 2012 roku wyznaczył minima poprzedniego cyklu na poziomie -32,1 pkt.Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej

źródło: SonarHome.pl na podstawie danych GUS

Aż 95% ankietowanych przez GUS potwierdziło, że obecna epidemia miała wpływ na odpowiedzi dotyczące koniunktury konsumenckiej. Polacy oceniając bieżącą sytuację najbardziej obawiali się zmiany ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju. Odpowiedzi respondentów wskazały również na wyraźny spadek skłonności do dokonywania ważnych zakupów.Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej [pkt] i jego wybrane części składowe

źródło: SonarHome.pl na podstawie danych GUS

W stosunku do przyszłości konsumenci nie są optymistami. Największą obawę stanowi zmiana poziomu bezrobocia w kraju. Nawiązując do kwietniowej ankiety przeprowadzonej przez GUS aż 48% respondentów obawia się utraty pracy lub zaprzestania prowadzenia własnej działalności. 88% twierdzi, że koronawirus stanowi duże zagrożenie dla gospodarki w Polsce. Polacy uważają również, że obecna sytuacja stanowi zagrożenie dla ich osobistej sytuacji finansowej – odpowiedziało tak 81% ankietowanych, w tym 44% twierdzi, że zagrożenie jest duże.Jakie zagrożenie stanowi obecna sytuacja epidemiologiczna dla osobistej sytuacji finansowej Polaków

źródło: GUS

Podsumowanie

Pandemia zaskakując rynki zaskoczyła również konsumentów. Nagła zmiana sytuacji przełożyła się na głęboki spadek nastrojów konsumenckich. Sytuacja stwarza wysoką niepewność ze względu na to, że mierzymy się z innym wymiarem załamania, niż te które znamy z przeszłości (np. kryzys finansowy). W tym przypadku strach potęguje dodatkowo obawa o własne bezpieczeństwo. Wszystkie te czynniki nie pozostaną bez wpływu na rynek nieruchomości, ponieważ to ludzie ten rynek tworzą. Zmiany jednak nie będą gwałtowne, szczególnie w przypadku cen mieszkań. Mimo tego, że sądząc po nastrojach konsumenckich sytuacja wygląda bardzo poważnie, to widzimy, że najgłębsze wyhamowanie pod względem zainteresowania popytu mamy już za sobą. Od drugiej połowy marca do połowy kwietnia potencjalni kupujący nie byli zainteresowani wizytami czy spotkaniami (na co wpłynęły również restrykcje związane z ograniczeniem kontaktów). Powoli przyzwyczajamy się jednak do funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Oczywiście sytuacja nie wraca do tej sprzed koronawirusa, jednak druga połowa kwietnia przynosi zmiany w zachowaniach kupujących, którzy już zgadzają się na spotkania. Doświadczeni inwestorzy nie przestali trzymać ręki na pulsie i cały czas obserwują rynek, a na tym pojawiają się ciekawe okazje z wyprzedaży wcześniejszych zakupów pakietowych czy nietrafionych zakupów (finansowanych przez wysokooprocentowane pożyczki). Rekordowo niskie stopy procentowe wciąż wspierają rynek nieruchomości. Ponieważ ten dla osób z gotówką, a jednocześnie niezainteresowanych giełdą, czy niekoniecznie znających się na różnych aktywach finansowych, wydaje się najbliższy.

[1] Artykuł „Koronawirus zmienia rynek nieruchomości” – https://sonarhome.pl/raporty/koronawirus-zmienia-rynek-nieruchomosci

[2] Obydwa wskaźniki ufności konsumenckiej mogą przyjmować wartości od –100 do +100. Wartość dodatnia oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych optymistycznie nad konsumentami nastawionymi pesymistycznie, natomiast wartość ujemna oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych pesymistycznie nad konsumentami nastawionymi optymistycznie. W okresie 06-16.04.2020 r. przeprowadzono metodą wywiadu telefonicznego 1808 wywiadów.

Świadek w postępowaniu podatkowym – czy i jak usprawiedliwić niestawiennictwo przed organem?

Świadek w postępowaniu podatkowym pełni funkcję analogiczną do tożsamej instytucji przewidzianej w przepisach postępowania cywilnego, karnego, a co za tym idzie – również szeroko pojętego postępowania administracyjnego. Pojęciem ściśle związanym ze świadkiem są, co oczywiste, składane przez niego zeznania. Warto zatem nadmienić, że na gruncie ustabilizowanego orzecznictwa sądów administracyjnych stanowią one oświadczenie wiedzy świadka co do faktów istotnych dla rozstrzygnięcia przez organ podatkowy określonej sprawy. Jednak czy każdy aspekt odnoszący się do tego środka dowodowego wygląda podobnie jak w przypadku innych postępowań? Czy stawiennictwo, mimo że obowiązkowe, może być usprawiedliwione, a jeśli tak, to w jaki sposób?

Dowód o charakterze ściśle osobistym

Zarówno w doktrynie, jak i judykaturze nie ma wątpliwości co do tego, że dowód z przesłuchania świadka ma charakter osobisty, wobec czego nie przewiduje się możliwości zastąpienia zeznań inną formą złożenia tego typu oświadczenia np. poprzez wyjaśnienia przekazane na piśmie. Jedynym dopuszczalnym trybem przeprowadzenia dowodu z zeznań świadka jest złożenie ich bezpośrednio przed organem podatkowym. Natomiast pisemna wypowiedź osoby mającej wystąpić w roli świadka, nie mogąc być uznaną za dowód w rozumieniu art. 180 § 1 Ordynacji podatkowej, będzie jedynie swego rodzaju źródłem informacji dotyczącej dowodu.

Czy można pozwolić sobie na nieobecność?

Jak uprzednio wspomniano, osoba wezwana w charakterze świadka zobowiązana jest do złożenia zeznań. Odmówić można wyłącznie w ściśle określonym przez przepisy Ordynacji podatkowej przypadku, a mianowicie, gdy świadek jest osobą najbliższą (wskazaną w treści art. 196 § 1 o.p.) względem strony. Ponadto świadek uprawniony jest do odmowy odpowiedzi na poszczególne pytania, jeżeli mogłoby to narazić świadka lub osobę wymienioną w przywołanym powyżej przepisie na odpowiedzialność karną, karną skarbową albo mogłoby spowodować naruszenie tajemnicy zawodowej. Są to jedyne wyjątki od reguły obligatoryjnego stawienia się oraz złożenia zeznań przez osobę wezwaną do tego przez organ podatkowy. Należy zaznaczyć, że jest to obowiązek prawny, w świetle przepisów Ordynacji podatkowej sankcjonowany karą porządkową. Do nałożenia tej kary ma prawo organ przeprowadzający rozprawę.

Kiedy dojdzie już do nieobecności

Z treści art. 262 §1 Ordynacji podatkowej, ustanawiającego instytucję kary porządkowej dla uczestników, którzy mimo prawidłowego wezwania nie stawili się przed organem, wynika pośrednio, że dopuszczalne jest usprawiedliwienie takiej osoby. Co istotne, przedstawienie uzasadnionej przyczyny wyłącza sankcję kary porządkowej względem nieobecnego uczestnika. Generalną zasadą ukształtowaną na tle praktyki każdego z regulowanych prawnie postępowań jest osobiste przedłożenie przez określonego uczestnika adekwatnego uzasadnienia w tym zakresie. Najczęstszymi przyczynami niestawiennictwa są problemy zdrowotne czy obowiązki służbowe. Swego rodzaju przełomu w tym obszarze dokonał ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny, który w ciekawym wyroku z dnia 19 lutego 2020 r. (sygn. akt II FSK 768/18) orzekł, że nie tylko nie jest wymagane usprawiedliwienie pisemne (np. w formie zwolnienia lekarskiego), ale również, że usprawiedliwiać może kto inny niż uczestnik (w tym przypadku świadek), którego sprawa dotyczy (!).

Stan faktyczny

W stanie faktycznym przywołanej powyżej sprawy wnuk strony postępowania został wezwany przez organ podatkowy do stawiennictwa w celu przesłuchania w charakterze świadka. Aż do dnia rozprawy właściwy Urząd Skarbowy nie uzyskał żadnej informacji świadczącej o możliwej nieobecności wskazanego świadka. Dopiero w wyznaczonym w wezwaniu dniu rzekomy pełnomocnik świadka telefonicznie poinformował US, iż świadek, przebywając aktualnie za granicą, nie może stawić się przed organem. Co istotne, w aktach sprawy nie znajdowało się żadne pełnomocnictwo dowodzące uprawnienia kontaktującej się osoby do występowania w imieniu świadka. Wobec tego powinien on zwrócić się do US osobiście, czego mimo wszystko nie uczynił. Nie przedstawił tym samym dowodów, potwierdzających, że opisany wyjazd w ogóle miał miejsce, oraz że okoliczność ta równocześnie stanowiła przeszkodę uniemożliwiającą stawiennictwo oraz chociażby telefoniczny kontakt z organem. W następstwie powyższego Naczelnik Urzędu Skarbowego za niestawienie się na wezwanie organu nałożył na świadka karę porządkową.

Co na to NSA?

W uzasadnieniu wydanego przez siebie wyroku Naczelny Sąd Administracyjny stanął na stanowisku, że nagła, nieplanowana wcześniej podróż służbowa osoby, która została wezwana przez organ podatkowy do stawiennictwa w celu złożenia zeznań jako świadek, powinna być uznana za uzasadnioną przyczynę nieobecności.

NSA zaakcentował w szczególności fakt, że świadek dołożył należytej staranności, dążąc do tego, aby przedmiotowy Urząd Skarbowy powiadomiony został o tym zdarzeniu. Podkreślono natomiast, że bez znaczenia dla sprawy pozostaje okoliczność, iż sama informacja nie została przekazana bezpośrednio od zainteresowanego bądź od jego formalnie ustanowionego pełnomocnika, lecz od osoby trzeciej. Zdaniem NSA umożliwiło to przecież organowi podatkowemu uzyskanie odpowiedniej informacji o nieobecności świadka oraz jej przyczynach.

Warto zwrócić uwagę, że Naczelny Sąd Administracyjny nie tylko przyznał rację świadkowi, ale też skrytykował tryb działania organu podatkowego, stawiając tezę, w świetle której w przypadku zaistnienia wątpliwości co do wiarygodności i prawidłowości usprawiedliwienia świadka dokonanego przez osobę postronną, jedynym właściwym działaniem Urzędu Skarbowego byłoby wówczas przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tym zakresie, do czego jednak w zaistniałym stanie faktycznym nie doszło.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że stawienie się przed organem podatkowym osoby prawidłowo wezwanej jest jej obowiązkiem, zarówno prawnym, jak i społecznym. Tym niemniej przytoczone wyżej orzeczenie NSA bezsprzecznie dowodzi tego, iż w sytuacjach przez uczestników postępowania nieprzewidzianych nie ma znaczenia sposób, w jaki organ otrzyma wyjaśnienia co do ich nieobecności. Istotna jest wyłącznie ich treść i zasadność, pozwalająca na usprawiedliwienie danej osoby, które z kolei wyłączy konieczność nałożenia na nią stosownej kary porządkowej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prawie połowa Polaków studiujących za granicą wróciła do Polski

W związku z epidemią koronawirusa polskie uczelnie prowadzą zajęcia online, a studenci kontynuują naukę w domu. A co z Polakami studiującymi za granicą? Czy zdecydowali się na powrót? Jak teraz realizowane są zajęcia na zagranicznych uczelniach?

Prawie połowa polskich studentów studiujących za granicą wróciła do Polski – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Elab*. W niespełna 13 proc. przypadków uczelnie odwołały egzaminy w tym semestrze, a 63 proc. realizuje zajęcia online. Co dziesiąty ankietowany odpowiedział, że jego uczelnia odwołała zajęcia.

Prawie połowa Polaków studiujących za granicą wróciła do Polski– W momencie przeprowadzania ankiety więcej niż trzech na sześciu studentów odbywa zajęcia online. Jeśli sytuacja związana z koronawirusem się utrzyma, ten procent w najbliższych tygodniach się podniesie, ponieważ na części uczelni trwa wiosenna przerwa – mówi Przemysław Jeziorowski z Elab Education Laboratory.

(Nie) czas, by wracać

Elab zapytał studentów również o to, dlaczego wrócili lub dlaczego tego nie zrobili. Większość z tych, którzy wrócili nie żałuje, choć w niektórych przypadkach musieli nawet zrezygnować z pracy.

Niektórym udało się wrócić jeszcze przed ogłoszeniem zamknięcia granic – tak było w przypadku Kasi, studiującej architekturę na University of the Arts London, która nie żałuje swojej decyzji. – Cieszę się, że jestem w domu z rodziną. W Londynie mieszkam w akademiku, wszyscy moi znajomi wrócili do domów, więc zostałabym sama w małym pokoju w pustym budynku. W razie choroby byłabym tam w dużej mierze zdana na siebie.

W niektórych przypadkach, w obliczu nowych okoliczności, studenci szybko zmieniali zdanie. – Na początku wcale nie miałam zamiaru wracać na przerwę wielkanocną, planowałam przeczekać całą sytuację, dopóki by się nie uspokoiła i przylecieć do Polski po wszystkim. Zdanie zmieniłam z dnia na dzień, gdy okazało się, że loty zaczęto odwoływać, a granice państw zamykać – mówi Bogna, uczęszczająca na Spanish Studies & Psychology na Lancaster University.

Równie szybko decyzję podjęła Katarina studiująca Management na London School of Economics, która wylądowała w Polsce na dzień przed zamknięciem granic. Wykalkulowała, że w razie najgorszego scenariusza najbezpieczniej i najwygodniej będzie jej w Polsce. Okazało się, że powrót z wyprzedzeniem był dobrym rozwiązaniem pod względem ekonomicznym. Po zamknięciu granic ceny biletów sięgały nawet 500 funtów, a w innych przypadkach trzeba było się liczyć nawet z dwiema przesiadkami. – Jedynym problemem było spakowanie [rzeczy z] akademika na odległość, ale na szczęście w Londynie nadal operowały firmy, które oferują pakowanie oraz transport rzeczy – komentuje Katarina.

W innej sytuacji znalazła się Justyna studiująca Physical Earth Science na Swansea University. Zdecydowała się pozostać w Walii z powodów osobistych i trudności, jeśli chodzi o połączenia lotnicze. Zaznacza również, że w momencie, gdy organizowane były ostatnie loty do Polski, sytuacja w Walii wydawała się bardziej stabilna niż u nas.

Na pozostanie za granicą zdecydował się również Grzegorz, studiujący Business Management na University of Essex. Zaznacza, że powrót wiązałby się z problemami natury logistycznej. Ponadto, jest w trakcie rekrutacji do pracy i dlatego musi być na miejscu.

Tymczasowo z powrotu zrezygnowała również Agata studiująca Film i Media na Queen Margaret University. Co prawda wyprowadziła się z akademika, ale zamieszkała z chłopakiem w jego domu na małej wysepce. – Tutaj nam wirus nie straszny – mówi Agata – Czekam, aż wznowią loty do Polski, żeby wrócić do domu, ale nie spieszy mi się aż tak.

Jak wyglądają teraz studia?

Aktualnie zajęcia realizowane są głównie online, w różnej formie. Część osób otrzymuje materiały i spotyka się z wykładowcami na Skype lub Zoom. Na niektórych uczelniach udostępniane są jedynie prezentacje z wykładów. Brak bezpośredniego kontaktu z wykładowcą jest problemem dla części studentów. – Niestety nie było za bardzo zajęć przez wideo konwersacje, przez co kontakt z nauczycielami był bardzo średni. Mam nadzieję, że sytuacja się poprawi – komentuje Ania studiująca w Newcastle.

W części przypadków zmieniono formę egzaminów na wypowiedź pisemną w formie eseju. Z kolei egzaminy praktyczne z oczywistych powodów najczęściej nie mogą się odbyć. Część studentów narzeka na brak możliwości korzystania z zasobów uczelni. – Nic nie zastąpi mi fizycznej biblioteki uniwersyteckiej czy rozmowy z tutorem w studio, bazującej na fizycznych pracach czy dostępu do maszyn w pracowniach – mówi Kasia studiująca architekturę.

Inne strefy czasowe i przygotowania z wyprzedzeniem

Studenci zaznaczają, że niektórym ciężko zmotywować się do nauki bez uniwersyteckiego trybu. Najczęściej nie mają jednak zastrzeżeń do prowadzących. Niektórzy zwracają uwagę na swoich kolegów, którzy według nich nie zawsze zaglądają do przesyłanych materiałów. Część studentów nie pojawia się na zajęciach online.

Kamil, studiujący na University of Westminister, zwraca uwagę, że nie musi to wynikać z lenistwa jego kolegów: – University of Westminster jest najbardziej międzynarodową uczelnią na świecie (170 nacji) i część osób wróciła np. do Ekwadoru czy Australii i w tej sytuacji zajęcia odbywają się dla nich w środku nocy, więc zrozumiała jest decyzja uniwersytetu o nieobowiązkowej obecności na zajęciach (wciąż trzeba wysyłać wszystkie worksheety etc.).

Część uczelni przygotowała się do nauki online z wyprzedzeniem. – Uczelnia -jak się dowiedziałam post factum – przygotowywała się do prowadzenia kierunków online już od stycznia, w momencie kiedy dopiero zaczynał w mediach pojawiać się alarm o COVID-19. Dlatego też wszyscy wykładowcy jak i nauczyciele byli jak najlepiej przygotowani – mówi Katarina studiująca na London School of Economics.

Uczelnie zwracają pieniądze i pomagają studentom

Część studentów musiała zrezygnować ze swojej pracy za granicą – wynika z ankiety Elab. Jednak nie we wszystkich przypadkach było to konieczne. Jedna z osób studiujących w Anglii, mimo że wróciła do Polski, zakwalifikowała się do tzw. Government’s Job Retention Scheme, gwarantującego otrzymanie nawet 80 proc. pensji. Część studentów zarabia z kolei online lub stara się o pracę zdalną.

Niektóre uczelnie – np. Swansea University – otworzyły możliwość ubiegania się o zapomogę studentom przebywającym w zakwaterowaniu studenckim. Uniwersytety oddają również pieniądze za kwiecień i maj studentom, którzy wyprowadzili się z akademików – dzieje się tak np. w Queen Margaret University.

*Internetowa ankieta wielokrotnego wyboru przeprowadzona w grupie 110 osób studiujących za granicą, zrealizowana w dniach od 30.03.2020 do 13.04.2020.

Znów przecena złotego. Kryptowaluty rosną w siłę

Po kilku lepszych dniach złoty znów znalazł się w odwrocie. Warto zwrócić uwagę, że ruchy te nie są już tak silne i dzienna zmienność znów zamyka się w kilku pojedynczych groszach, co potwierdza stabilizację rynku.

Euro znów po 4,55 zł

Po kilku lepszych dniach wczoraj znów oglądaliśmy wyraźne osłabienie złotego. Euro dotarło do 4,55 zł. Frank ponownie przekroczył 4,30 zł docierając przez moment powyżej 4,31 zł. Dolar dotarł do 4,20 zł, a funt do 5,23 zł. Dzisiaj widać lekkie korekty, za wyjątkiem funta, który od rana staniał już ponad 3 grosze.

Kryptowaluty rosną w siłę

W pierwszej połowie marca byliśmy świadkami dwóch bardzo silnych załamań na rynku kryptowalut. W rezultacie w ciągu dwóch dni przez moment cena najpopularniejszej kryptowaluty spadła z 8000 dolarów do zaledwie 4000 dolarów. Analitycy nie są pewni, co było powodem tak znacznej przeceny, aczkolwiek w trakcie samego ruchu dużą rolę odegrały zlecenia automatyczne, które aktywowały się wraz ze spadającą ceną. Od tego czasu jednak trwa odrabianie strat i dzisiaj ponownie bitcoin zameldował się już w okolicach 8000 dolarów.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

W czasach, gdy wszyscy obniżają stopy procentowe nadal znajdują się kraje, które postanawiają utrzymać je na niezmienionym poziomie. Są to np. Węgry. Kraj ten zmaga się, co prawda, z nietypowo wysoką inflacją, jednakże od styczniowego szczytu spadła już ona o niemal 1%, a obecny poziom 3,9% nie jest już niczym nadzwyczajnym. Wczorajszy brak obniżek stóp doprowadził do osłabienia forinta względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak zmieni się nasze życie zawodowe i gospodarcze po pandemii?

Eksperci z różnych dziedzin są zgodni: po epidemii świat będzie wyglądał zupełnie inaczej. Obudzimy się w świecie większego dystansu, ale też innego podejścia ekonomicznego i gospodarczego. Sytuacja izolacji społecznej zmusiła nas do szybkiego i totalnego uzależnienia naszych czynności od technologii. Komunikacja między pracownikami, handel, konferencje i spotkania, księgowość oraz prowadzenie projektów – wszystko to prawie w stu procentach przerzuciliśmy na narzędzia online. Można powiedzieć, że sektor informatyczny i nowych technologii to jeden z niewielu, który wyjdzie z epidemii obronną ręką. To sprawi, że nasza praca i aktywność gospodarcza po epidemii może być inna, niż przed nią. Chociaż pewnie w pierwszym momencie rzucimy się sobie w objęcia.

– Istnieją branże, które paradoksalnie na tym kryzysie nie stracą aż tak dużo, a mogą nawet zyskać. To jest szeroko rozumiany handel internetowy i e-commerce. Wydłużają się kolejki do sklepów internetowych, w warunkach izolacji społecznej w dużej mierze przerzucamy się na handel online. Również wiele tradycyjnych firm i sklepów próbuje w ostatnim czasie wdrażać platformy do handlu internetowego – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Wiele osób po miesiącach odseparowania społecznego będzie wręcz łaknęło kontaktów offline. To spowolni na chwilę te branże, ale przecierane dzisiaj ścieżki w dużym stopniu zrewolucjonizują świat, który znamy. Dużo więcej miejsca w naszych biurach zajmą nowe technologie, które umożliwiają kontakt i wymianę informacji – platformy, komunikatory, wideokonferencje. Te technologie mają teraz wagę infrastruktury krytycznej. Dostęp do szerokopasmowego i szybkiego internetu, bezpieczeństwo danych – to są elementy, które po tym kryzysie będą zyskiwały na znaczeniu. Świat, w którym obudzimy się po pandemii, będzie inny niż ten, z którym mamy dzisiaj do czynienia – przewiduje Kubisiak.

Jak Polska przygotowuje się na zmiany klimatu?

Instytucje analityczne Ministerstwa Środowiska dobitnie informują, że Polska będzie odczuwać zmiany klimatu, które są nieuchronne. Do pewnego stopnia widoczne są już teraz – każdej zimy, kiedy nie ma śniegu i w lecie przy niekończących się ulewach. Oprócz tego świadczą o tym ekstremalne zjawiska pogodowe. Pierwsze z nich – huragany czy burze piaskowe – mogliśmy już zaobserwować w Polsce.

– Zmiana klimatu to zjawisko, które już teraz ma miejsce. Polska powinna już dawno rozpocząć proces zabezpieczania się przed jego skutkami. Do pewnego stopnia przygotowujemy się już teraz – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. – Opracowywane są plany zmian w rolnictwie oraz gospodarce wodnej. Dotyczy to także reform energetyki, które pozwolą na dostosowanie się do zmian i zaadaptowanie do nowych warunków klimatycznych. Te z kolei zmienią funkcjonowanie wielu sektorów, w tym także rolnictwa. Przy upałach, gdzie temperatury będą sięgały nawet 40 stopni Celsjusza – praca rolnicza będzie wyglądała zupełnie inaczej niż dotychczas. Energia także nie będzie konsumowana tak, jak do tej pory – kiedy była potrzebna głównie w okresie grzewczym w czasie zimy. Niedługo konieczne okaże się wykorzystywanie jej do ochładzania powietrza w szczytach letnich. Zmiany te są już prognozowane w wielu instytucjach. Chociaż powstają plany na okoliczności nowych warunków klimatycznych, wciąż brakuje odpowiedniej polityki środowiskowej na skalę całego kraju. Nadal nie ma jednego dokumentu, w którym zawarty byłby polski plan reagowania na postępujące już zmiany klimatu. Wskazane jest więc stworzenie konkretnej strategii adaptacyjnej i mitygacyjnej w kwestii klimatu w Polsce – ocenił Jakóbik.

Esaliens TFI uruchamia Esaliens Gold

Esaliens TFI wprowadził do oferty Esaliens Gold, subfundusz dostępny w ramach Esaliens Parasola Zagranicznego SFIO, z ekspozycją na złoto i metale szlachetne. Subfundusz bazowy Esaliens Gold inwestuje co najmniej 80% aktywów netto w spółki z całego świata wyspecjalizowane w wydobyciu, przetwarzaniu i handlu metalami szlachetnymi. Podmioty te skupiają swoją działalność w obrębie nie tylko złota, ale również kruszców takich jak platyna, pallad czy srebro.

Zespół zarządzający portfelem subfunduszu bazowego wybiera inwestycje w oparciu o szczegółową analizę pojedynczych pozycji. Głównym celem zarządzającego jest minimalizowanie ogólnej zmienności wartości portfela przy jednoczesnym zapewnianiu satysfakcjonujących zwrotów z inwestycji poprzez ekspozycję na rynki metali szlachetnych.

Jacek Treumann
Jacek Treumann, Członek Zarządu Esaliens TFI

„Chcemy, aby nasi klienci zawsze mieli możliwość reakcji na wydarzenia rynkowe. Teraz znajdą w ofercie Esaliens TFI rozwiązanie adekwatne do sytuacji i swojej spersonalizowanej strategii. W okresie zawirowań i dużych napięć złoto nieraz sprawdziło się jako bezpieczna przystań chroniąca przed inflacją i skuteczne narzędzie dywersyfikacji dzięki niskiej korelacji z głównymi klasami aktywów. Dobre zachowanie złota w niepewnych czasach widzieliśmy w historii już wielokrotnie. Akcje spółek wydobywczych rosły zarówno w czasach kryzysu deflacyjnego (1925-1935), jak i podczas stagnacji lat siedemdziesiątych” – wyjaśnia Jacek Treumann, członek zarządu Esaliens TFI SA.

Esaliens Gold docelowo skierowany jest do inwestora zainteresowanego rynkami metali szlachetnych. TFI już od dłuższego czasu obserwowało zainteresowanie klientów rozwiązaniami inwestycyjnymi dotyczącymi tego obszaru. Subfundusz może być przeznaczony między innymi do systematycznego oszczędzania w ramach długoterminowych programów oszczędnościowych i emerytalnych takich jak CPO, IKE czy IKZE. Esaliens Gold dąży do wyników jak najbardziej zbliżonych do osiąganych przez Franklin Gold and Precious Metals Fund.

Stałym celem Esaliens TFI, od początku naszej działalności, jest dostarczanie klientom rozwiązań inwestycyjnych, które oferują konkretną wartość dodaną. Esaliens Gold doskonale wpisuje się w ten cel”  – mówi Jacek Treumann.

Esaliens Gold jest dostępny w wybranych punktach obsługi klientów uprawnionych dystrybutorów, w siedzibie Esaliens TFI SA, a także za pośrednictwem platformy Esaliens24.pl. Do 8.04.2020 subfundusz działał pod nazwą Esaliens Globalnych Zasobów i miał odmienną politykę inwestycyjną.

When home is the new office. Polacy tęsknią za pracą z biura?

JLL publikuje wyniki raportu „When home is the new office”, który analizuje opinie polskich pracowników na temat pracy zdalnej.

Home office – temat, który był przedmiotem wielu komentarzy, opracowań, a także jednym z najważniejszych benefitów wskazywanych przez pracowników. A jak oceniamy pracę zdalną w momencie, kiedy nie jest ona kwestią wyboru, a koniecznością? Opinie są tym bardziej ciekawe, że – jak wynika z raportu JLL „When home is the new office” – dla wielu osób praca z domowej kanapy, łóżka, czy kuchni to jednak całkiem nowa sytuacja. 42% uczestników badania albo w ogóle nie korzystała z home office, albo pracowała z domu zaledwie jeden dzień w miesiącu.

1. Motywacja i współpraca – czyli razem, a jednak osobno

Home office dla wielu, a zwłaszcza osób mieszkających w pojedynkę, oznacza przymusową izolację. Brak codziennego i bezpośredniego kontaktu z kolegami z pracy, spontanicznych rozmów, możliwości zadania krótkiego pytania na open space czy szybkiej służbowej kawy, może być na dłuższą metę frustrująca.

Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL
Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Blisko 80% respondentów jednoznacznie stwierdziło, że odczuwa silną przynależność do swojej organizacji pracując z biura, podczas gdy będąc w domu tak samo uważa jedynie 44% ankietowanych. Podobny odsetek wskazał też, że praca w biurze wśród innych osób pozytywnie wpływa na ich poziom motywacji. Mając wiedzę o tym, jak istotne są relacje międzyludzkie w efektywnej pracy wszyscy musimy, zarówno liderzy jak i pracownicy, nadal je pielęgnować. Aktualnie oznacza to oczywiście sięganie po narzędzia umożliwiające kontakt online. Nie bez powodu, w oczekiwaniu na powrót do „normalności”, wiele zespołów je wspólnie lunche podczas wideokonferencji, czy gra w wirtualne kalambury. – komentuje Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL.

Ponadto, dane JLL wskazują, że odpowiednio 90% i 75% respondentów pozytywnie ocenia współpracę z kolegami i klientami w biurowej rzeczywistości. Natomiast pracując zdalnie – jedynie 41% i 47%.

Co naturalnie prowadzi do…

2. Cyfrowej transformacji

Nasi respondenci w większości wskazywali, że sięgają teraz po rozwiązania technologiczne, z którymi nie mieli wcześniej do czynienia. Home office stał się więc silnym impulsem wpływającym na tempo transformacji technologicznej firm, ale też sprawiającym, że wielu pracowników stało się bardziej otwartych na innowacje. To świetna wiadomość dla branży IT, tym bardziej że w prawie 100% przypadkach respondenci zadeklarowali też, że w przyszłości chcą korzystać z tych nowych rozwiązań. – podkreśla Łukasz Dziedzic, Starszy Analityk Rynku, JLL

Od aplikacji umożlwiających zorganizowanie wideokonferencji dla setki gości po platformy do elektronicznego obiegu dokumentów. Te rozwiązania pozwalają nam pracować praktycznie z dowolnego miejsca. Czy jednak…

3. Kanapa wygrywa z biurowym krzesłem?

Obszar związany z ergonomią codziennej pracy stał jeszcze ważniejszy dla wielu pracowników biurowych. To, co wcześniej braliśmy za pewnik, czyli fotele „współpracujące” z naszymi plecami, musieliśmy zamienić np. na kuchenne krzesła.

Ergonomia to jeden z punktów, w którym biuro zdecydowanie wygrywa z pracą z domu. I nie chodzi tu tylko o regulowane biurka, ale też różnorodność przestrzeni, z których możemy korzystać w trakcie dnia pracy. Z tego względu 86% respondentów wskazało, że otoczenie biurowe dobrze wpływa na ich samopoczucie. – tłumaczy Jakub Zieliński.

Dlatego warto, abyśmy pamiętali o robieniu sobie regularnych przerw, rozciąganiu, czy wybraniu się na krótki „spacer” po balkonie, czy przydomowym ogródku. Przerwy są też priorytetem dla osób, które muszą dzielić swój dzień między pracę, a dzieci.

4. Domowe przedszkole

Ci z nas, którzy mieszkają w pojedynkę mogą odczuwać nieprzyjemne skutki izolacji, natomiast rodzice z dziećmi mogą powiedzieć, że interakcji mają aż zanadto. Okazuje się jednak, że aktualnie większość z nas jest bardziej zadowolona ze swojego życia rodzinnego.
Poziom satysfakcji w tym obszarze wzrósł prawie trzykrotnie nawet biorąc pod uwagę fakt, że osoby mające dzieci borykają się na co dzień z większym hałasem, który – co tu ukrywać – przeszkadza w pracy. Ponadto, obecnie dwa razy więcej pracowników przyznaje, że ma więcej czasu na swoje hobby. Aż 85% badanych jest zadowolonych z jakości posiłków pracując zdalnie – dla porównania, w biurze była to jedynie połowa pracowników. Jednym z powodów może być to, że dużo czasu oszczędzamy na dojazdach do pracy, a spędzając cały dzień w domu, możemy go lepiej zaplanować. – dodaje Jakub Zieliński.

Czy to oznacza, że…

5. Dom i biuro świetnie się uzupełniają?

Brzmi jak banał, jednak opinie pracowników są dowodem, że oba modele pracy są komplementarne. Dlatego być może, po tym jak aktualna sytuacja uspokoi się, wielu pracodawców bardziej łaskawym okiem spojrzy na tzw. home office.
Ostatnie tygodnie były prawdziwym testem naszej elastyczności, który wielu z nas zdało z sukcesem. Jednak czy dzielenie pracy na tę z biura i z domu stanie się nowym standardem? Jest to na pewno jeden z trendów transformacji miejsca pracy, któremu warto się przyglądać. Natomiast ci, którzy początkowo widzieli na horyzoncie zmierzch tradycyjnych powierzchni biurowych, pospieszyli się. Pracownikom brakuje otoczenia biurowego i normalnego kontaktu z pracownikami. Niewykluczone jednak, że po powrocie do normalności będziemy oczekiwać większej swobody w doborze miejsca pracy. – podsumowuje Jakub Zieliński.

BioMaxima S.A. rozpoczyna sprzedaż analizatorów do badania pacjentów z zakażeniem SARS-CoV-2, planuje wprowadzić test antygenowy

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także dystrybutor odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, rozpoczął sprzedaż analizatorów immunochemicznych iFlash 1800 służących wykrywaniu zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Pierwszy z systemów zostanie zainstalowany w jednym ze Szpitali Miejskich przekształconych obecnie w szpital jednoimienny zakaźny i będzie służył do badań przeciwciał klasy IgM i IgG u osób z podejrzeniem zakażenia SARS-CoV-2.

Zgodnie z zapowiedziami Emitenta, że sukcesywnie będzie poszerzał swoją ofertę o kolejne systemy do diagnostyki COVID-19, BioMaxima SA wprowadza do sprzedaży pełnoprofilowy analizator immunochemiczny o wysokiej wydajności do ilościowego oznaczania przeciwciał IgM/IgG przeciwko SARS-CoV-2019. Analizator iFlash 1800 został już zgłoszony w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, i jest przeznaczony dla dużych laboratoriów szpitalnych oraz prywatnych laboratoriów sieciowych w kraju. Analizator iFlash 1800 jest ważnym uzupełnieniem oferty Spółki, która od wielu lat z powodzeniem sprzedaje już aparaty do oznaczeń immunochemicznych Pathfast oraz Ichroma wraz z zestawami diagnostycznymi do immunochemii, mającymi zastosowanie przy łóżku pacjenta (POCT) a także w mniejszych laboratoriach. Metoda chemiluminescencyjna CLIA służąca do wykrywania przeciwciał klasy IgM i IgG przeciwko SARS-CoV-2 z wykorzystaniem analizatora iFlash 1800 znajdzie zastosowanie na każdym etapie postępowania diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, a ze względu na wysoką wydajność systemu (180 oznaczeń na godzinę) znajduje ona również zastosowanie w badaniach przesiewowych pacjentów. W porównaniu do testów immunochromatograficznych pozwala na szybkie przebadanie dużej liczby pacjentów. Zarząd BioMaxima S.A. wiąże bardzo duże nadzieje z nowym analizatorem.

Analizator iFlash 1800 powinien również znaleźć zastosowanie w laboratoriach, gdzie wykonuje się testy PCR, jako narzędzie dopełniające diagnostykę molekularną zakażeń SARS-COV-2. Swoistość testów do wykrywania przeciwciał metodą CLIA, która jest większa od testów immunochromatograficznych, a także czułość metody CLIA, powodują, że wyniki badań są dokładniejsze. Ze względu na te cechy, ta metoda ma też zastosowanie w diagnostyce różnicowej zakażenia. Na różnych etapach progresji choroby skuteczność testu PCR i metody CLIA nie jest taka sama, więc wykorzystanie połączonych wyników z obydwu metod stanowi doskonałe narzędzie do poprawienia efektywności diagnozy i monitorowania postępu choroby. Prawidłowa interpretacja połączonych wyników testów pozwala na dokładniejszą ocenę miana wirusa i progresji choroby, co jest niezbędne w postawieniu prawidłowej diagnozy klinicznej i leczeniu pacjenta.

„W chwili obecnej ten system znajdzie zastosowanie głównie w dużych ośrodkach prowadzących identyfikację zakażeń SARS-CoV-2019 przy pomocy badań molekularnych. W Polsce znajduje się 87 akredytowanych przez MZ laboratoriów COVID – to jest potencjalny rynek dla naszego nowego systemu. Oceniamy też, że z biegiem czasu, w miarę jak wzrasta poziom wiedzy o przebiegu choroby koronawirusowej,  zwiększa się liczba pacjentów, którzy pokonali infekcję i jednocześnie pojawia się coraz więcej dowodów na to, że nawet 80% przypadków COVID-19 może przebiegać bezobjawowo, takie badanie ma potencjał do powszechnego wykorzystania w celu zbierania pośród ogólnej populacji informacji na temat odpowiedzi immunologicznej na infekcję. W naszej ocenie, szczegółowa informacja o mianie IgM/IgG będzie wykorzystywana m.in. do badania skali zakażeń bezobjawowych, poziomu nabytej odporności w społeczeństwie, czy też przy tworzeniu tzw. paszportu immunologicznego. Ilościowe oznaczanie przeciwciał będzie również potrzebne w związku z terapeutycznym stosowaniem osocza pacjentów, którzy pokonali infekcję.” – komentuje Łukasz Urban, Prezes Zarządu BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. liczy, że urządzenia oznaczające przeciwciała w ilościowy sposób IgM i IgG przeciwko SARS-CoV-2 o dużej wydajności oraz wysokiej czułości i specyficzności będą również wykorzystywane przy szczegółowych badaniach dynamiki odpowiedzi immunologicznej organizmu na infekcję koronawirusową, a także w badaniach nabytej odporności na SARS-COV-2 wśród ogólnej populacji.

W kolejnych etapach walki z epidemią SARS-COV-2, system diagnostyczny z analizatorem iFlash 1800 może też znaleźć zastosowanie w przypadku, gdy zostanie dopracowana i będzie szerzej stosowana metoda leczenia pacjentów zakażonych przy pomocy osocza ozdrowieńców. Wówczas istotne będzie badanie jakości i miana przeciwciał IgG. Z uwagi na fakt, iż wyniki uzyskiwane na analizatorze są ilościowe, w tym przypadku można oczekiwać zastosowania metody CLIA z wykorzystaniem analizatora iFlash 1800 w laboratoriach, gdzie będą prowadzone badania nad osoczem pacjentów po przebytej COVID-19.

„Stworzenie bazy zainstalowanych systemów iFlash 1800 w placówkach medycznych, które obecnie są zainteresowane głównie diagnostyką w kierunku COVID-19, umożliwi BioMaxima po wygaszeniu epidemii dostarczanie pozostałych testów z szerokiej palety możliwości tego systemu, zapewniając Spółce przychody również w długim horyzoncie.” – dodaje Urban.

iFlash 1800 to analizator o szerokim zastosowaniu również w pozostałych badaniach immunochemicznych, łącznie dla 119 parametrów, głównie w badaniach funkcji tarczycy, hormonów płciowych, markerów nowotworowych i szeregu innych specjalistycznych oznaczeń np. takich jak pełny panel badań do diagnostyki cukrzycy wrodzonej lub panel do pełnej diagnostyki stanu niewydolności wątroby. BioMaxima S.A. szacuje, że zainstalowane analizatory w placówkach obecnie koncentrujących się na badaniach w kierunku SARS-CoV-2, w miarę powrotu do normalnego trybu pracy znajdą zastosowanie również w rutynowych oznaczeniach powyższych parametrów.

„Na bieżąco śledzimy rozwój technologii diagnostycznych wykorzystywanych do walki z SARS-CoV-2. W miarę jak będą dojrzewały nowe metody i jak będą pojawiały się nowe możliwości skuteczniejszej diagnostyki, BioMaxima będzie również uzupełniała swoją ofertę. W ten sposób dbamy o relacje z naszymi klientami, którzy wiedzą, że w BioMaxima zawsze znajdą najbardziej zaawansowane rozwiązania swoich potrzeb diagnostycznych.” – podsumowuje Prezes Urban.

Spółka w niedługim czasie planuje wprowadzić do sprzedaży także test do wykrywania obecności antygenu wirusa SARS-CoV-2, który wykorzystuje wymaz z nosa i gardła osoby, u której podejrzewa się zarażenie koronawirusem, umożliwiając szybką wstępną diagnostykę. Tego typu testy mogą stać się również uzupełnieniem diagnostyki molekularnej PCR, zwiększając wykrywalność zakażeń, zwłaszcza w przypadku konieczności szybkiej diagnostyki  personelu medycznego czy osób opiekujących się osobami starszymi lub chorymi. Koszt testu oraz krótki, 30-minutowy czas wykonania badania, daje szanse zwiększenia ilości wykonywanych testów w Polsce i dzięki temu wykrywalności zakażeń COVID-19.

Zarząd podkreśla, że badanie genetyczne Real Time PCR należy obecnie traktować jako najbardziej wiarygodną metodę diagnostyki SARS-CoV-2 poprzez identyfikację materiału genetycznego wirusa, a znajdujący się w ofercie BioMaxima SA test umożliwiający identyfikację zakażenia SARS-CoV-2 na podstawie oznaczenia dwóch genów, z krótkim (62 minutowym) czasem amplifikacji, który zapewnia bezpieczeństwo wiarygodności badania dzięki stabilnym odczynnikom, wyróżnia się na tle innych testów molekularnych opartych na tej metodzie. Wytwarzany przez BioMaxima SA test PCR SARS-CoV-2 Real Time PCR LAB-KIT spełnia wymagania zawarte w najnowszych rekomendacjach zarówno WHO (Laboratory testing for coronavirus disease 2019 (COVID-19) in suspected human cases. Interim guidance.) z dnia 2.03.2020 r. jak i Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH w zakresie diagnostyki molekularnej SARS-CoV-2 z dnia 24.04.2020 r.

W ostatnich tygodniach Spółka zarejestrowała w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL) molekularny test do wykrywania SARS-CoV-2 oparty na metodzie Real Time PCR oraz rozpoczęła sprzedaż w Unii Europejskiej szybkiego testu immunochromatograficznego do wykrywania przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2.

_____________________________________________________________________

Emitent wypracował w 4 kw. 2019 r. blisko 600 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 8.407 tys. zł. W analogicznym okresie 2018 r. Spółka zanotowała stratę netto w ujęciu skonsolidowanym w kwocie 10 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wynosiły 9.158 tys. zł. Osiągnięte wyniki finansowe potwierdzają słuszność podjętej decyzji o wdrożeniu do realizacji ogromnego programu inwestycyjnego.

W całym 2019 r. Spółka odnotowała ponad 247 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto sięgających 30.706 tys. zł. Miniony rok był pod wieloma względami bardzo udany dla Emitenta. Dynamika wzrostu sprzedaży eksportowej w 2019 r. sięgnęła 113,54%, a jej udział w sprzedaży ogółem wyniósł 27,5%. Sprzedaż eksportowa wypracowana w 2019 r była najwyższa w dotychczasowej historii BioMaxima S.A. Dzięki otwarciu nowego Zakładu Produkcyjnego Spółka istotnie zwiększyła wydajność produkcji, co pozwoliło na zwiększenie obrotów z istniejącymi zagranicznymi kontrahentami. Emitent w ostatnim kwartale minionego roku odbudował swoją pozycję na rynku krajowym, czego potwierdzeniem jest m.in. wzrastająca liczba i wartość wygrywanych przetargów.

Teraz branża fitness walczy o przetrwanie, po pandemii czeka ją reorganizacja

Według liderów branży fitness pierwszy kwartał 2020 r. rozpoczął się bardzo dobrze dla całego sektora. Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 sprawiła jednak, że niemal z dnia na dzień musieli oni zamknąć swoje kluby i stracili dużą część swoich przychodów. Jak wynika z siódmej edycji badania firmy doradczej Deloitte „The European Health & Fitness Market 2020”, w 2019 roku przychody klubów sportowych w Europie wyniosły 28,2 mld euro, czyli o 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Na rynku pojawiali się nowi gracze, a liczba klubowiczów wzrosła o niemal 2 mln osób. Tylko w Polsce, przed wybuchem epidemii, działało prawie 3 tys. klubów fitness, do których uczęszczało nieco ponad 3 mln osób.

Jak wynika z corocznej analizy branży fitness przygotowanej przez firmę doradczą Deloitte i EuropeActive, tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 liderzy branży optymistycznie patrzyli na perspektywy rozwoju całego sektora. Na prognozy wpływ miały czynniki makrospołeczne, takie jak rosnąca świadomość korzyści zdrowotnych, starzenie się społeczeństwa czy też zwiększająca się klasa średnia.

Walka o przetrwanie

Wielkość rynku fitness w 28 państwach Unii Europejskiej oraz Norwegii, Rosji, Szwajcarii, Turcji i na Ukrainie wzrosła rok do roku o 3 proc., osiągając w 2019 roku przychody w wysokości 28,2 mld euro. Rozwój ten był napędzany nie tylko przez rosnącą w tych krajach liczbę klubów, lecz także liczbę osób z nich korzystających. To wzrost odpowiednio o 2,3 proc. oraz 3,8 proc w porównaniu z 2018 rokiem. Ponadto inwestorzy wciąż patrzyli na branżę z dużym zainteresowaniem, o czym świadczy 17 transakcji fuzji i przejęć w ciągu roku.

Rynek fitness jest jednym z tych obszarów, które kryzys związany z rozpowszechnieniem się koronawirusa SARS-CoV-2 najbardziej dotknął. Niemal z dnia na dzień wiele krajów, w tym Polska, zdecydowało się na zamknięcie obiektów sportowych. Jak wynika z szacunków Federacji Pracodawców Fitness, zrzeszającej duże sieci klubów sportowych, skutki finansowe tak długiego przestoju ciężko będzie zniwelować, nawet po ich ponownym uruchomieniu w maju czy czerwcu bieżącego roku. Federacja przewiduje, że w najbardziej optymistycznym wariancie przy otwarciu klubów przed początkiem czerwca, luka przychodowa w branży wyniesie 1,84 mld zł.

– Sektor ewoluuje i dzięki licznym możliwościom ery cyfrowej próbuje się dostosować do rzeczywistości, której warunki dyktuje epidemia. Część klubów, by uratować się przed widmem upadku, wdrożyła zajęcia oraz konsultacje trenerskie w trybie online. Były one zresztą obecne w wielu ofertach już wcześniej, ale na pewno nie w takiej skali jak dziś. Warto jednak pamiętać, że działania te są wciąż niewystarczające, aby móc zapewnić stabilność zarówno właścicielom jak i pracownikom. Obiekty sportowe cały czas ponoszą wysokie koszty stałe, takie jak np. koszt najmu powierzchni czy leasing sprzętu – mówi Przemysław Zawadzki, Partner, Lider Sport Business Group w Deloitte.

Kolejny rok z rzędu w 2019 roku pozycje liderów branży utrzymały Niemcy oraz Wielka Brytania. Te kraje razem z Francją, Hiszpanią i Włochami mają 65 proc. udział w ubiegłorocznych przychodach europejskiego rynku. Polska z nieco ponad 3 mln członków zarejestrowanych w około 2,7 tys. klubach fitness zajmuje 7. pozycję w rankingu.

Wzrost przychodów tuż przed wybuchem pandemii

Przychody pierwszej dziesiątki największych europejskich operatorów fitness stanowiły 3,6 mld euro. Liderem rankingu kolejny rok z rzędu pozostała sieć premium z Wielkiej Brytanii – David Lloyd Leisure, której przychody w 2019 roku wyniosły 587 mln euro. Na drugim miejscu znalazł się holenderski Basic-Fit z 515 mln euro przychodów, który umocnił tym samym swoją pozycję rynkową. Z kolei najbardziej dynamiczny wzrost odnotował SATS Group, który awansował z piątej na trzecią pozycję rankingu, osiągając przychody wyższe rok do roku o 19,5 proc. Rok 2019 był też dobry dla nisko kosztowych operatorów takich jak RSG Group, PureGym, Clever fit czy Fitness World, przejęty przez brytyjskie PureGym pod koniec roku. Ostatnia trójka sieci miała dwucyfrowe wskaźniki wzrostu.
– Za rynkiem fitness w Polsce i całej Europie, naprawdę dobry rok. To między innymi za sprawą rosnącej świadomości znaczenia zdrowego i aktywnego trybu życia oraz lepszej dostępności placówek sportowych. Nadal istotny wpływ na zachowania konsumenckie miały nowoczesne technologie, czyli opomiarowanie, śledzenie aktywności, dzielenie się informacjami w mediach społecznościowych czy wreszcie porady lub treningi on-line. Widzimy umocnienie i przyspieszenie tego wzorca w okresie pandemii, spodziewamy się, że obecna sytuacja może trwale odmienić obraz rynku fitness wspierając jego digitalizację – mówi Szymon Pankowski, Menadżer, Sport Business Group, Deloitte.

Liderem w Europie pod względem liczby członków został Basic-Fit z 2,22 mln klubowiczów. Na drugiej pozycji uplasowała się z kolei sieć RSG Group, a tuż za nią brytyjski PureGym – odpowiednio z 2,05 mln oraz 1,13 mln użytkowników.

Polski potencjał

Tuż przed wybuchem pandemii w Polsce działało około 2,7 tys. klubów fitness, do których uczęszczało nieco ponad 3 mln osób. Przychody polskiego rynku w 2019 roku stanowiły 986 mln euro (bez VAT), czyli 4,23 mld zł. Średnia miesięczna wysokość opłaty członkowskiej spadła rok do roku o 1,8 proc. i wyniosła 26,5 euro.

Największą liczbą klubów dysponuje obecnie Grupa Benefit Systems. Na polskim rynku operator posiada 159 klubów działających pod takimi markami jak Zdrofit, Fitness Academy, S4 Fitness Club czy Calypso. Podmiot ten jest liderem rynku pracowniczych pakietów sportowych. Na drugim miejscu znalazła się sieć Calypso – 47 placówek. Na trzecim miejscu uplasowała się z kolei Xtreme Fitness Gyms dysponująca 42 klubami fitness.

– Rekordowy dla branży 2019 rok za nami. W dobie niepewności niestety jedno jest pewne – raport za 2020 rok będzie wyglądał zupełnie inaczej. Obostrzenia społeczno-gospodarcze do pary z powolnym powrotem do nowej normalności sprawią, że łączny przychód branży może skurczyć się nawet o połowę. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu aż jedna trzecia działających dzisiaj klubów fitness i siłowni zamieni się w pustostany lub zmieni operatora – i to w perspektywie najbliższych dwunastu miesięcy – mówi Adam Śliwiński, Prezes Zarządu Total Fitness oraz członek Federacji Pracodawców Fitness.

Digitalizacja zmienia branżę

Dla wielu klubowiczów coraz częściej liczy się obecnie możliwość treningu nie tylko w klubie, ale także we własnym domu, podczas podróży służbowej czy też na świeżym powietrzu. To przyczyniło się do zmiany koncepcji funkcjonowania wielu graczy, w tym większej koncentracji na indywidualnych potrzebach klientów. Jak twierdzą eksperci Deloitte, duży wpływ na branżę ma też digitalizacja, która wymaga od klubów włączenia cyfrowych rozwiązań do ich modeli biznesowych. Ponadto aplikacje mobilne czy też tzw. urządzenia wearables, czyli inteligentne zegarki i opaski cieszą się największym uznaniem wśród osób poniżej 45 roku życia. Doceniają oni m.in. możliwość śledzenia w czasie rzeczywistym własnej kondycji fizycznej i dzielenia się wynikami z przyjaciółmi. Cyfryzacja branży wydaje się szczególnie ważna w czasie, gdy ograniczenie spotkań grupowych jest konieczne, a przejście na działalność online może stać się jednym ze sposobów na utrzymanie funkcjonalności.

– Pandemia COVID-19 wcześniej czy później dobiegnie końca, ale następująca po niej rzeczywistość może wymagać adaptacji, a może nawet istotnej zmiany koncepcji funkcjonowania klubów fitness. Zrozumienie potrzeb klientów w nowej rzeczywistości i umożliwienie im uprawiania ulubionych sportów w bezpieczny i efektywny sposób będzie wyzwaniem, ale i ciekawą szansą dla rynku – mówi Szymon Pankowski.

Słaba kondycja branży fitness

Funkcjonowanie branży fitness staje pod wielkim znakiem zapytania. W połowie marca, gdy obiekty sportowe liczyły na największe zainteresowanie klientów, 3,5 tys. klubów musiało z powodu pandemii zamknąć drzwi. 100 tys. pracowników zastanawia się, co będzie dalej, a ponad 3 mln osób korzystających z tych usług siedzi w domach. Na starcie zmagań z koronawirusem dwie trzecie firm fitness jest w złej lub słabej kondycji finansowej, a co 25. firma ma zaległości wobec banków i partnerów biznesowych. Suma zaległości to 93 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska.

W Polsce istnieje ok. 10 tys. różnego rodzaju obiektów sportowo-rekreacyjnych, w tym około 3,5 tys. to kluby fitness. Pracuje  w nich  na różnego rodzaju umowach ponad 100 tys. osób, a członkostwa w klubach fitness ma wykupione ponad 3 mln osób, co daje blisko 4,2 mld zł przychodów w ciągu roku. Dodatkowo z oferty klubów fitness, siłowni i innych obiektów sportowych, takich jak baseny, korzysta również ok. 1,2 mln użytkowników pracowniczych kart sportowych. Badania „The European Health Fitness Market” uznawały polską branżę fitness za perspektywiczną. Wpływ na to miał między innymi postępujący rozwój infrastruktury, rosnące zapotrzebowanie na zdrowy styl życia, a także wspieranie aktywności fizycznej przez wielu pracodawców.

Dziś pandemia koronawirusa zahamowała pozytywne trendy w tym sektorze. – Poza załamaniem związanym z koniecznością zamknięcia wszystkich obiektów, branża wkrótce odczuje także destrukcyjny wpływ innych czynników gospodarczych, w tym zmniejszenia popytu inwestycyjnego, spadku tempa wzrostu PKB i zachwiania decyzji zakupowych Polaków, którzy bardziej niż wcześniej będą się liczyć z każdą złotówką – informuje Polska Federacja Fitness.

Według jej danych głównym źródłem przychodów obiektów sportowych jest sprzedaż karnetów. W momencie zamknięcia siłowni część klientów rezygnuje z karnetów lub je zawiesza. Nie ma też mowy o pojawieniu się nowych klientów. Część przedsiębiorstw już w pierwszych cięciach kosztów zrezygnowała z dofinansowywania kart sportowych swoim pracownikom. Dodatkowo zblokowane kwarantanną obiekty muszą też zwrócić pieniądze za drugą połowę marca br., kiedy nie były dostępne. A koszty stałe, które muszą być ponoszone niezależnie od faktu zamknięcia obiektów: czynsze, wynagrodzenia pracowników zatrudnionych na umowę o pracę oraz dzierżawa i leasing sprzętu, pozostają. Stanowią około 70 proc. wszystkich kosztów operacyjnych branży.

Co 25. firma z branży ma problemy finansowe

Branża fitness na skraju wyczerpania. Dwie trzecie firm weszło w kryzys w nienajlepszej kondycji finansowej
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, na koniec marca w branży zajmującej się Działalnością sportową, rozrywkową i rekreacyjną, gdzie według statystyk mieści się szeroko pojęta działalność fitness, zaległości miało niecałe 4 proc. podmiotów. Oznacza to, że płatności opóźnione o co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł wobec partnerów biznesowych i banków wykazywała co 25. firma prowadząca obiekty sportowe. Łączna kwota zaległości 1476 tego typu przedsiębiorstw (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych firm, które bierzemy pod uwagę w zestawieniu) przekroczyła 93 mln zł. To obraz sprzed pandemii, bo statystyki dotyczące zaległości uwzględniają co najmniej 30 dniowe opóźnienia w rozliczeniach B2B. Kłopoty wywołane koronawirusem będą więc widoczne w zaległościach firm najwcześniej w maju. Na tle ogółu gospodarki, fitness przynajmniej przed pandemią prezentował się nieźle, bo odsetek niepłacących na czas wszystkich przedsiębiorstw był wyższy i wynosił 5,8 proc. wobec 3,9 proc. wśród firm fitness. Na dodatek, gdy w całej gospodarce kwota zaległości cały czas rosła, w „branży sportowej” zmalała przez pięć kwartałów o jedną dziesiątą.

Przeważa raczej słaba kondycja

I zapewne sytuacja poprawiałaby się dalej, gdyby nie wybuch epidemii koronawirusa. Prawdopodobieństwo, że w niesprzyjających warunkach wiele firm z tej branży nie przetrwa, jest całkiem spore. Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska, około dwóch trzecich prowadzących kluby i obiekty sportowe oraz obiekty służące poprawie kondycji fizycznej weszło w okres pandemii w złej i raczej słabej kondycji finansowej.

słaba kondycja fitness
Źródło: Bisnode Polska

– Bardzo dobra koniunktura gospodarcza, moda na sport i rosnące dochody konsumentów pomagały temu biznesowi wchodzić powoli na wyższe szczeble kondycji finansowej. Pandemia przerwała tę wspinaczkę. Co dalej stanie się z finansami tej  branży, pokażą kolejne miesiące. W danych dotyczących nieopłaconych w terminie zobowiązań na rzecz dostawców i instytucji finansowych m.in. banków oraz firm leasingowych skutki będzie widać najwcześniej około maja – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Zgodnie z warunkami zgłaszania przeterminowanych zobowiązań do Biur Informacji Gospodarczej, by wpisać dług musi on być opóźniony o min. 30 dni od wyznaczonego na fakturze terminu, a przed wpisem wierzyciel ma też obowiązek wysłać dłużnikowi wezwanie do zapłaty. Od wysłania zobowiązany jest poczekać 30 dni, by dać szansę dłużnikowi na spłatę. Wprawdzie wezwanie można przekazać przed upływem 30-dniowego terminu przeterminowania wymaganego do zgłoszenia dłużnika do rejestru, ale nawet w takiej sytuacji informacje o braku płatności w marcu pojawią się w rejestrze dłużników najwcześniej w maju – tłumaczy Sławomir Grzelczak.

Sport i rozrywka z powodu pandemii ucierpiały najszybciej

Jak wskazują eksperci z tej branży, wyłączenie obiektów sportowych z działalności nawet na jeden miesiąc, powoduję lukę w przychodach, którą trudno będzie nadrobić, przy jednoczesnej konieczności pokrycia kosztów stałych za ten czas. Konsekwencje kryzysu dopiero nadejdą. Branża przewiduje, że w wyniku epidemii jej przychody będą o ok. 40 proc. niższe niż rok wcześniej i to pod warunkiem, że wprowadzone zakazy i izolacja będą miały charakter jednorazowy i zakończą się przed czerwcem. Jeśli epidemia będzie jednak miała swoją drugą falę jesienią, przychody zmniejszą się o ponad połowę.

– Koronawirus zamroził branżę fitness w Polsce. Straty już teraz wylicza się na 400 mln zł, bez pracy zostało ok. 80 tys. osób. Tarcza antykryzysowa pomoże klubom i siłowniom tylko w niewielkim stopniu. Dla branży kluczowe koszty to czynsze. Tymczasem są z nich zwolnione tylko kluby znajdujące się w galeriach handlowych, te zaś stanowią maksymalnie 15 proc. rynku. Oczekujemy zapisu, który pozwoli umorzyć czynsze najmu na wszystkich powierzchniach, które straciły 100 proc. przychodu. Inaczej branżę czeka fala bankructw – przestrzega Tomasz Napiórkowski z Polskiej Federacji Fitness.

Sport i rozrywka z powodu pandemii ucierpiały najszybciej, bo to właśnie te sektory jako pierwsze zostały dotknięte zakazem gromadzenia. Widmo bankructwa zajrzało w oczy klubom sportowym. Podobnie jest z teatrami, kinami czy innymi placówkami związanymi z rozrywką. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że to właśnie tym obiektom jako ostatnim zostanie przywrócona pełna funkcjonalność.

Wiara w bezgraniczną pomoc banków centralnych

Rynki czekają na wyłonienie się nowego tematu przewodniego, w międzyczasie pielęgnując optymizm wywołany nadziejami na restart gospodarek. Euro zostało zaskoczone decyzją Fitch o cięciu ratingu Włoch, ale dominuje przekonanie, że EBC uchroni włoskie obligacje przed paniczną przeceną. Na FX wyróżnia się słabość USD, prawdopodobnie wywołana przepływami na koniec miesiąca. Wieczorna decyzja Fed także skupia uwagę.

Agencja ratingowa Fitch poza regularnym harmonogramem dokonała w środę obniżki oceny wiarygodności kredytowej Włoch o jeden stopień do BBB-. Perspektywa ratingu jest stabilna. Fitch wytłumaczył decyzję istotną zmianą zdolności kredytowej emitenta ze względu na wpływ Covid-19 na gospodarkę i finanse publiczne. Fitch spodziewa się spadku PKB o 8 proc. w 2020 r. i wzrostu deficytu budżetowego do 10 proc. PKB a gwarancji publicznych do 25 proc. PKB. Agencja zaznacza jednak, że ryzyka dla prognoz przeważają po negatywnej stronie. Za nami już decyzje dwóch agencji (w piątek S&P utrzymało ocenę BBB), a za tydzień rewizji dokonuje Moody’s (Baa3 – odpowiednik BBB-). Wszystkie trzy agencje utrzymują ocenę o 1-2 stopnie powyżej statusu śmieciowego, co ogranicza negatywną presję na włoskie aktywa. Temperatura podniosłaby się dopiero, gdyby włoskie obligacje utraciły status inwestycyjny u wszystkich czterech agencji (EBC posiłkuje się także oceną DBRS), gdyż wówczas bank centralny nie mógłby uwzględniać włoskich instrumentów w operacjach skupu aktywów. Na razie jednak nikt nie przewiduje takiego zagrożenia i dlatego decyzja Fitch nie wywołała poruszenia i osłabienia EUR. Z reszta sam Fitch zaznaczył, że „stabilna perspektywa częściowo odzwierciedla naszą opinię, że skup aktywów przez EBC wspomoże odpowiedź fiskalną Włoch na pandemię COVID-19 i złagodzi ryzyko refinansowania poprzez utrzymanie kosztów finansowania na bardzo niskim poziomie, przynajmniej w krótkim okresie.”

Uwaga w środę przenosi się na FOMC, po którym jednak nie spodziewamy się fajerwerków ani zmiany w postrzeganiu dolara. Posiedzenie FOMC będzie dla rynków przede wszystkim okazją, by zdobyć więcej informacji jak daleko może się posunąć Rezerwa Federalna i jakie narzędzia pozostały do jej dyspozycji. W ostatnich tygodniach Fed obniżył stopy procentowe niemal do zera i wprowadził szereg programów płynnościowych dla różnych segmentów rynku. Teraz przede wszystkim skupi się na implementacji i koordynacji ogłoszonych programów. Wskutek tych programów bilans Fed mocno napęczniał – z mniej niż 4 bln USD na jesieni ubiegłego roku do ponad 6 bln USD obecnie. Bardzo istotne będzie nie tylko w jakim tempie bilans Fed będzie rósł, ale też jaka będzie jego kompozycja. Pytaniem otwartym pozostaje, jak daleko Fed może się posunąć? Ostatnio prezes Fed Jerome Powell powiedział wprost, że Fed nie będzie się wahał i w razie konieczności sięgnie również po inne aktywa. Rynek interpretuje to jako zapowiedź przyszłego rozpoczęcia skupu akcji oraz akcyjnych ETFów, ale pojawiają się również radykalne opinie, że może dojść do skupu surowców (w domniemaniu ropy). Z takiego rozwiązania na pewno ucieszyłby się Donald Trump i amerykańscy producenci, ale postrzegamy to jako bardzo mało realne. Koszty przeważyłyby korzyści i byłby to niebezpieczny precedens. Oznacza to też jeszcze więcej USD na rynku, deprecjonując jego wartość, kiedy wygaśnie zapotrzebowanie na niego jako bezpiecznej przystani.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zarządzanie zespołem w czasie i po pandemii

Od kilku tygodni firmy ze wszystkich branż próbują dostosowywać się do nowych warunków pracy oraz funkcjonowania w zmiennym i niepewnym środowisku biznesowym. Niezależnie, czy poszczególne zespoły pracują zdanie, czy zachowują dystans i różnego rodzaju zasady bezpieczeństwa w siedzibie przedsiębiorstwa, wszystkie organizacje zarówno te, które musiały ograniczyć czy zredukować do zera swoją aktywność, jak i te które obecnie pracują ponad swoje możliwości, narażone są na wiele zagrożeń, wywołanych brakiem regulacji dotyczących nowych obszarów związanych z ich codziennym działaniem. Należą do nich m.in.: zasady dotycząca pracy zdalnej, polityka zdrowotna organizacji oraz podejście organizacji do funkcjonowania w zmianie i zarządzania innowacyjnością. Brak tych trzech elementów, widoczny niestety obecnie w wielu przedsiębiorstwach, może poza konsekwencjami zdrowotnymi, występującymi wśród zatrudnionych, prowadzić do spadku zaangażowania, motywacji i wydajności pracowników, a także przełożyć się na poziom odczuwanego przez nich strachu przed przyszłością i związanego z tym poziomu stresu. COVID-19 stał się dla wielu firm okazją do zrobienia kroku naprzód i wsparcia pracowników w obszarach, które stanowią dla nich obecnie największe wyzwanie, a które jednocześnie mogą przesądzić o konkurencyjności organizacji obecnie oraz w nowej, kształtującej się aktualnie rzeczywistości. Co zrobić by dobrze i sprawnie unormować różne obszary oraz przygotować organizację na funkcjonowanie w nowych warunkach?

Pojawienie się koronawirusa zmieniło codzienność wielu firm na całym świecie. Obecnie, poza koniecznością podejmowania działań mających na celu zachowanie ciągłości funkcjonowania – utrzymania płynności finansowej i dotychczasowego poziomu zatrudnienia, muszą one zapewnić odpowiednie warunki pracy pracownikom, chroniąc nie tylko ich zdrowie fizyczne, ale również dobre samopoczucie. Gross z tych zadań spoczywa obecnie na menadżerach i osobach zarządzających, którzy w gąszczu nowych wyzwań dnia codziennego, myśląc o przyszłości powinni zaplanować również działania, i zabezpieczyć zasoby, mające na celu przygotowanie kluczowych rozwiązań niezbędnych do poprawnego i płynnego funkcjonowania organizacji w przyszłości.

Należą do nich w szczególności:

– opracowanie i implementacja zasad dotyczących zasad pracy zdalnej;
– opracowanie i wdrożenie polityki zdrowotnej organizacji;

– określenie podejścia organizacji do funkcjonowania w zmianie i innowacyjności.

Praca zdalna – zasady i ich implementacja

Obowiązujący w Polsce Kodeks Pracy, tak jak wiele innych aktów prawnych, nie był aktualizowany przez wiele lat. Doprowadziło to do sytuacji, w której popularna od wielu lat, a teraz w przypadku większości przedsiębiorstw nieunikniona praca zdalna nie doczekała się oficjalnego unormowania na poziomie ogólnokrajowym. W związku z tym oraz z trwającym już od kilku tygodni „no office” to same organizacje powinny zatroszczyć się o sprawne opracowanie i implementację zasad pracy zdalnej by nie tylko teraz, ale również w kolejnych miesiącach mogła ona odbywać się sprawnie i bez przeszkód. Przejście na pracę zdalną w wielu organizacjach spowodowało szereg zmian w obszarze:

– kwestii technicznych – zabezpieczenia odpowiedniego sprzętu i danych co wiąże się z koniecznością wprowadzenia zasad ich ochrony przez samych pracowników;
– kwestii raportowania czasu pracy – przygotowania sprawnie działających rozwiązań, procesów oraz odpowiednich szablonów czy zmian w oprogramowaniu;
– kwestii wydajności – wielu pracowników stanęło przed ogromnym wyzwaniem, jak pogodzić pracę z domu z opieką nad dziećmi, które również zostały w nim zamknięte, co w dużym stopniu przełożyło się na skupienie i wydajność poszczególnych pracowników;
– kwestii ergonomii miejsc pracy – pracownicy w wielu przypadkach nie mają możliwości stworzenia sobie odpowiednich miejsc pracy, pozwalających im w sposób bezpieczny dla ich zdrowia wykonywać codzienne zawodowe obowiązki – brak odpowiednich biurek, krzeseł, monitorów itd.

By móc usystematyzować każdy z powyższych obszarów, dostosować go do specyficznych potrzeb organizacji i zapewnić pracownikom odpowiednie funkcjonowanie teraz i w przyszłości firmy, mimo wielu innych działań, które muszą zostać zrealizowane obecnie, już teraz powinny poświęcić czas i zasoby na opracowanie oraz implementację zasad pracy zdalnej. Działanie takie pozwoli im na zminimalizowanie pojawiających się obecnie problemów oraz przygotowanie się na to, co być może stanie się w niedalekiej przyszłości elementem ich codzienności.

Przygotowanie prawidłowych zasad dotyczących pracy zdalnej wymaga posiadania sporej wiedzy i zrozumienia na poziomie osób zarządzających. Muszą one wiedzieć nie tylko o wszystkich problemach jakie na tej płaszczyźnie pojawiły się dotychczas, ale również postarać się przewidzieć, te które mogą pojawić się w przyszłości. Menadżerowie pracujący nad przygotowaniem zasad pracy zdalnej powinni również sami umieć radzić sobie z trudnościami i wyzwaniami z nią związanymi. Patrzeć nie tylko z poziomu konieczności zarządzania zespołem rozproszonym, czy dbania o jego efektywności, ale także zejść do poziomu szeregowych pracowników, którzy mierzą się ze swoimi specyficznymi wyzwaniami związanymi z pracą zdalną i postarać się ich zrozumieć. Podejście takie dla wielu zarządzających może stanowić duże wyzwanie, dlatego przed podjęciem pracy nad wewnętrznym uporządkowaniem zasad tej formy, warto najpierw zadbać o odpowiednie przygotowanie menadżerów i poszerzenie ich wiedzy twierdzi Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Polityka zdrowotna organizacji

Wiele firm w ostatnich latach skupiło się na przygotowaniu i wdrożeniu polityki lub nawet kultury zdrowotnej organizacji. Koncentrowała się ona jednak w szczególności na tych obszarach, które pozwalają na stałe utrzymywanie dobrej kondycji fizycznej i psychicznej pracowników. W obecnej sytuacji organizacje muszą bardziej skupić się na przygotowaniu zasad postępowania i szybkiego reagowania na inne zagrożenia. Chodzi przede wszystkim o wypracowanie procedur działania w przypadku pojawienia się w miejscu pracy zatrudnionych z objawami różnego rodzaju infekcji czy chorób zakaźnych, które w bardzo szybkim czasie mogą rozprzestrzenić się na innych pracowników i sparaliżować pracę organizacji. Sporym wyzwaniem będzie również przygotowanie procedur pozwalających na efektywne wykorzystywanie przez pracowników zwolnień lekarskich i zmianę podejścia firm do absencji chorobowych pracowników, tak by ich nieobecność nie wywoływała u nich poczucia zagrożenia na płaszczyźnie zawodowej, ale była naturalnym krokiem chroniącym pozostałych zatrudnionych, szczególne w przypadku chorób wirusowych i bakteryjnych. Będą się one musiały odnosić również do kwestii zachowania odpowiedniej higieny zarówno w miejscu pracy jak i poza nim, ale także wprowadzić szereg działań mających na celu stałe dbanie o odporność pracowników oraz ich zdrowie psychiczne. Działanie to będzie wymagało nie tylko zdobycia odpowiedniej wiedzy od zewnętrznych ekspertów, stworzenia nowych procedur czy konieczności wprowadzenia nowych zasad, ale także zainwestowania pewnych środków w odpowiedni sprzęt pozwalający szybko wychwytywać potencjalne zagrożenie np. posiadanie przez firmę urządzeń mierzących temperaturę pracowników przychodzących do pracy. Polityki zdrowotne organizacji będą teraz także wymagały zmiany podejścia osób zarządzających i szerokiego spojrzenia firmy na kwestie zdrowia zatrudnionych.

Obecne sytuacja pokazała, że wiele organizacji nie jest przygotowanych na poradzenie sobie z problemami zdrowotnymi zatrudnionych, szczególnie jeśli miałaby stanąć przed wyzwaniem polegającym na poradzeniu sobie z sytuacją masowych zachorowań czy też przeciwdziałania im. Brak wypracowanych procedur i odpowiedniego sprzętu nie jest jednak największym problemem. Kluczowa jest bowiem zmiana optyki w obszarze podejścia do kwestii dbania o zdrowie pracowników jako największego dobra organizacji, stanowiącego o płynności jej funkcjonowania. Dotychczasowe podejście nie sprawdzi się już bowiem teraz, w obliczu stale powracającego zagrożenia wirusowego. Konieczna jest zmiana myślenia o zdrowiu pracowników na poziomie zarządzających. Ich kondycja zdrowotna staje się teraz nie tylko sprawą jednostki, ale przede wszystkim istotną sprawą dla pracodawców, którzy muszą pomyśleć obecnie o odpowiednich zabezpieczeniach, ale również o tym, że pracownik chory to pracowników, którego nie ma w pracy i który w czasie choroby tej pracy nie świadczy, z czym oczywiście nie wiążą się dla niego żadne konsekwencjedodaje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Podejście organizacji do funkcjonowania w zmianie i zarządzania innowacyjnością

Okres pandemii pokazał również jak wiele organizacji nie jest przygotowanych na funkcjonowanie w zmianie. I choć od lat w świecie biznesu istniały takie pojęcia jak VUCA, Agile czy zarządzanie zmianą oraz innowacyjnością, dopiero w obliczu realnego zagrożenia okazuje się, jak niewiele firm faktycznie zrozumiało ich znaczenie i wdrożyło je do swojego codziennego funkcjonowania. Pozostałe mierzą się obecnie z ad hocowymi działaniami mającymi pozwolić im na szybkie wypracowanie nowych produktów, usług czy procedur i ich sprawne zastosowanie. Obecny czas nie jest jednak czasem na długotrwałe tworzenie i testowanie nowych procedur, jest czasem sprawnego działania i podejmowania decyzji z godziny na godzinę, co wymaga odpowiedniej otwartości, zrozumienia i elastyczności, na którą niestety nie stać obecnie wielu podmiotów. Właśnie dlatego tak ważne jest wypracowanie odpowiedniego podejścia organizacji do funkcjonowania w zmianie, szybkie zdobycie odpowiedniej wiedzy przez osoby zarządzające i przygotowanie oraz wdrożenie zasad i ram sprawnego postępowania i podejmowania decyzji w przyszłości.

Kolejnym niezwykle ważnym obszarem jest aktualnie zarządzanie innowacyjnością. Każdy kryzys, bez względu na jego źródło może być okazją do rozwoju – zarówno dla firm, ale też dla ich pracowników. Zawirowania na rynku zawsze rodzą nowe biznesy, nowe pomysły, nowe produkty i usługi oraz nowe szanse. Firmy muszą być zatem otwarte i przygotowane na nieszablonowe myślenie, nowe rozwiązania i wsłuchiwać się w różne informacje płynące zarówno z rynku jak i z wnętrza organizacji. Ważne jest bowiem to, czy będą potrafiły dostrzec pojawiające się szanse oraz czy będą miały możliwość i odwagę by skorzystać z tworzącej się w ich otoczeniu innowacyjności. Już teraz warto rozwijać działy rozwoju, by na bieżąco analizowały to co się dzieje i stale pracowały nad najbardziej poszukiwanymi obecnie rozwiązaniami.

Najgorszą rzeczą jaką może w czasach kryzysu zrobić jakakolwiek organizacja to zamknięcie się na zmiany. Tkwienie w przekonaniu, że dotychczasowe podejście i oferta są jedyną słuszną drogą, którą nadal należy podążać. W obliczu kryzysu liczy się sprawne działanie, otwartość, myślenie poza schematami, sprawne analizowanie i łączenie faktów oraz dostrzeganie szans i promowanie pomysłowości. Liczy się wsłuchiwanie w głos gospodarki, potrzeby konsumentów, ale również własnych pracowników, którzy niejednokrotnie mogą zaskakiwać swoją innowacyjnością. Ważne jest zatem wypracowanie procedur, które pozwolą zbierać i analizować informacje, dostrzegać szanse i pojawiającą się w otoczeniu organizacji innowacyjność oraz sprawne przygotowywanie oraz wdrażanie nowych pomysłów, by firma mogła jak najszybciej zaznaczyć swoją pozycję na rynku i dalej się rozwijać. Działanie takie wymaga jednak ogromnej wiedzy i otwartości na poziomie osób zarządzających. To bowiem od ich podejścia i otwartości zależy przyszłość organizacji – dodaje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Zawirowania i kryzysy gospodarcze to nie tylko szereg problemów, ale również szans dla wielu organizacji. W starciu z trudną obecnie codziennością zwyciężą te, które odpowiednio wcześnie pomyślą o usystematyzowaniu nowych obszarów, które zadecydują o ich konkurencyjności, ofercie i kondycji teraz i w przyszłości. Przyszłości niepewnej, mogącej przynieść jednak wiele dobrego tym podmiotom, które potrafią otworzyć się na obecne potrzeby rynku, konsumentów i pracowników oraz sprawnie się do nich dostosować.

E-arbitraż – czyli jak firmy mogą powalczyć o zaległe płatności

W ostatnim czasie znacząco wzrosło zainteresowanie e-arbitrażem. Z powodu pandemii i odroczenia rozpraw w sądach powszechnych, coraz więcej firm decyduje się na korzystanie z innych możliwości rozpatrywania spraw spornych. Firmy wnoszą o rozstrzygnięcie konfliktów z kontrahentami na kilkaset złotych, ale także na ponad 100 tys. złotych. Wyroki zapadają w 3 tygodnie, a zaległa płatność trafia od dłużnika na konto firmy. O tym, jakie korzyści niesie e-arbitraż opowiada Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

Firmy z branży transportowej, budowalnej, nieruchomości czy usługowej z powodu pandemii koronawirusa coraz częściej mają trudności z utrzymaniem płynności finansowej. Co gorsza, w związku z wprowadzonymi obostrzeniami sądy powszechne zawiesiły rozpatrywanie spraw, a co za tym idzie przedsiębiorcom ciężko jest obecnie dochodzić swoich praw, a to dopiero początek potencjalnego paraliżu. W optymistycznym scenariuszu, gdy opadnie kurz, na wokandzie zrobi się spory korek, w pesymistycznym, nasz wymiar sprawiedliwości będzie przypominał brazylijski, gdzie na załatwienie czeka blisko 100 milionów spraw. Ratunkiem może okazać się elektroniczny arbitraż. Dlaczego? Jest kilka powodów.

Skuteczność

„Elektroniczne sądy arbitrażowe, w tym także Ultima Ratio, działają na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego o sądach polubownych. Są więc alternatywnym wobec sądów państwowych sposobem rozpoznawania sporów. Rozstrzygnięcie sądu arbitrażowego ma taką samą moc prawną, jak decyzja sądu powszechnego. Jeśli dłużnik nie wykona wyroku, wystarczy wnieść orzeczenie do sądu apelacyjnego o nadanie mu klauzuli wykonalności. Takie wnioski rozpoznawane są zwykle na posiedzeniach niejawnych, a średni czas ich załatwienia to około półtora miesiąca.” – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

Szybkość, wyrok po 14 dniach w e-sądach arbitrażowych

Elektroniczne sądy arbitrażowe działają znacznie szybciej niż sądy powszechne, którym wydanie wyroku w sprawach gospodarczych zajmuje od kilkunastu do kilkudziesięciu miesięcy! W przypadku Ultima Ratio arbitrzy – notariusze przeszkoleni przez Stowarzyszenie Notariuszy RP – mają, zgodnie z regulaminem, 3 tygodnie na wydanie wyroku. Warto jednak zaznaczyć, że jak pokazuje praktyka, średni czas trwania sprawy to aktualnie 14 dni. Oznacza to, że – doliczając, czas potrzebny na nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności przez sąd apelacyjny, jeśli dłużnik nie wykona od razu wyroku, czyli około półtora miesiąca – pozwany już po dwóch miesiącach od złożenia pozwu może odzyskać dług od niesolidnego kontrahenta. Po potwierdzeniu wyroku przez sąd apelacyjny, do akcji wkraczają komornicy, a oni działają efektywnie i co ważne szybko. Zgodnie z różnymi statystykami po roku od zaistnienia opóźnienia w płatności jest tylko 10% szans na odzyskanie długu.

Dłużnik nie opóźni celowo postępowania

„W sądach powszechnych dłużnicy celowo wnoszą sprzeciwy do nakazów zapłaty czy odpowiedzi na pozwy. Można to zrobić za darmo, a zdecydowanie opóźnia to wydanie wyroku. W Ultima Ratio od momentu doręczenia pozwu za pośrednictwem poczty elektronicznej pozwany ma siedem dni na sformułowanie swojej odpowiedzi. Aby ukrócić celowe opóźnianie postępowania, za przedstawienie przez pozwanego kontrargumentów elektroniczne sądy arbitrażowe pobierają opłatę w takiej samej wysokości, jak opłata od pozwu. Dzięki temu istnieje mniejsze ryzyko gry na czas – wniesienie odpowiedzi na pozew zależy bowiem od tego, na ile pozwany jest przekonany co do siły swoich argumentów.- dodaje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

Niższe koszty e-arbitrażu nawet o 70%

Pobierane opłaty związane z prowadzeniem sprawy są niższe niż w sądach powszechnych, szczególnie dla spraw dotyczących zaległych płatności na sumę powyżej 100 tys. złotych. W Ultima Ratio arbitrzy rozstrzygają konflikty dotyczące płatności o wartości zarówno 500 złotych jak i 150 tys. złotych. Dodatkowo nie ma wydatków związanych z koniecznością stawienia się w sądzie – koszty delegacji – a co za tym idzie nieobecnością osób decyzyjnych w pracy. Nie ma też kosztów druku i wysyłki pism ani zaliczek na świadków. To pozwala znacznie ulżyć kieszeni przedsiębiorców – według różnych wyliczeń elektroniczny sąd arbitrażowy może być nawet do 70% tańszy niż sąd powszechny.

Cały proces zdalnie i online

Elektroniczne sądy arbitrażowe, takie jak Ultima Ratio, z definicji działają jedynie w sposób zdalny. Sprawy rozpoznawane są wyłącznie przez internet – nie ma budynku, w którym trzeba się stawić, ani rozpraw, na które trzeba dojechać. Całe postępowanie toczy się online, a wszystkie czynności można załatwić bez wychodzenia z biura, a nawet z domu. To duże ułatwienie w obecnej sytuacji – panującej epidemii koronawirusa – gdy priorytetem jest ograniczenie kontaktów z innymi. – dodaje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

Zwyczajowo w elektronicznych sądach arbitrażowych wszystkie czynności, od złożenia pozwu, przez przedstawienie materiału dowodowego, po wydanie wyroku wykonywane są za pośrednictwem specjalnej platformy cyfrowej, której zabezpieczenia są porównywalne do tych, stosowanych w systemach bankowości elektronicznej. Dzięki porozumieniu z Ministerstwem Cyfryzacji, w Ultima Ratio strony potwierdzają swoją tożsamość poprzez Profil Zaufany, podpis kwalifikowany oraz e-dowód. Cały materiał dowodowy jest przesyłany za pośrednictwem bezpiecznych łącz, a arbitrzy mogą kontaktować się ze stronami korzystając ze specjalnie dedykowanego czatu.

Nieodwołalność zapisu arbitrażowego

Po podpisaniu umowy w której zawarto tzw. klauzulę arbitrażową, strona nie może się już później z arbitrażu ani wycofać, ani zmienić zdania, chyba, że za zgodą drugiej strony. Zapis arbitrażowy jest przez prawo traktowany tak samo, jak inne istotne zapisy kontraktu, na przykład ilość towaru, cena czy gwarancja jakości. Sprawa z zapisem na Ultima Ratio może więc toczyć się tylko w Ultima Ratio. Zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego, gdyby trafiła ona do sądu powszechnego, sąd ten musiałby ją na wstępie odrzucić, na zarzut drugiej strony.

Czy Fed podejmie decyzję o dalszym łagodzeniu polityki pieniężnej?

Pandemia COVID-19 nieprzerwanie sieje spustoszenie na rynkach finansowych. Sytuacja zmusza banki centralne i rządy państw do wprowadzania w życie bezprecedensowych środków zaradczych, mających na celu ochronę ich gospodarek. W środę decyzję ws. kolejnych działań ogłosi Rezerwa Federalna. Czego możemy się spodziewać?

Rezerwa Federalna była jednym z pierwszych banków centralnych, który zdecydował się rozpocząć luzowanie polityki monetarnej w obliczu agresywnego rozprzestrzeniania się koronawirusa.  Amerykańscy decydenci w marcu postanowili obciąć stopy procentowe łącznie o 150 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do widełek 0-0,25%. Ponadto Fed w ostatnich tygodniach uruchomił również szereg mniej konwencjonalnych instrumentów polityki monetarnej, porzucając limit zakupów w ramach programu luzowania ilościowego, a także oferując amerykańskim przedsiębiorcom oraz władzom stanowym i samorządom lokalnym dostęp do korzystnego finansowania w ramach programów pożyczkowych o łącznej wartości kilku bilionów dolarów.

 

Od czasu ogłoszenia przez amerykański bank centralny pakietu działań, wirus kontynuował bardzo agresywne rozprzestrzenianie się w Stanach Zjednoczonych. Kraj ten odnotował jak dotąd najwięcej potwierdzonych przypadków zakażeń koronawirusem – nieco ponad milion. Warto jednak zwrócić uwagę, że USA są państwem, które wśród innych krajów rozwiniętych wyróżnia się wielkością populacji (328 mln ludności wobec np. 60 mln w przypadku Włoch czy 47 w przypadku Hiszpanii), więc korygując dane o ten czynnik, sytuacja wygląda nieco lepiej. Wprowadzone środki i restrykcje mające ograniczyć ekspansję wirusa w USA wydają się ograniczać skalę wzrostu nowych zakażeń. Do tej pory nie otrzymaliśmy jednak jednoznacznych sygnałów wskazujących na to, że przyrost nowych dziennych przypadków zakażeń istotnie zwalnia. Dane nie wskazują tym samym, żeby w krótkim okresie uzasadnionym było oczekiwanie szybkiego zawieszenie obowiązku ich stosowania (Wykres 1).

Wykres 1: Liczba dziennych nowych potwierdzonych zakażeń koronawirusem w USA (luty ‘20 – kwiecień ‘20)

dziennych nowych potwierdzonych zakażeń koronawirusem w USA
Źródło: Refitiv Datastream Data: 28/04/2020

Dane makroekonomiczne napływające ze Stanów Zjednoczonych zaczynają obrazować skalę strat, jakie środki zapobiegawcze wywołują w największej gospodarce świata. Na przykład na rekordowo niskim poziomie znalazł się zbiorczy indeks PMI opisujący sytuację w usługach i w przemyśle w kwietniu. Produkcja przemysłowa w marcu odnotowała największy miesięczny spadek od lat 40-tych XX wieku, ponadto rekordowego spadku w tym samym miesiącu doświadczyła sprzedaż detaliczna. W kontekście obecnego kryzysu szczególne obawy budzi jednak sytuacja na rynku pracy. Miejsca pracy w USA są likwidowane z niebywałą szybkością. Na przestrzeni pięciu tygodni o zasiłek dla bezrobotnych wystąpiło łącznie 26,5 mln nowych bezrobotnych* (Wykres 2). W najbliższych tygodniach liczba bezrobotnych niechybnie będzie wzrastać. Zgodnie z naszymi szacunkami stopa bezrobocia znajduje się obecnie w okolicy poziomu 20%, co oznaczałoby, że bezrobocie w USA jest najwyższe od lat 30-tych XX wieku.

Wykres 2: Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych nowych bezrobotnych w USA (2007 – 2020)

Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych nowych bezrobotnych w USA
Źródło: Refitiv Datastream Data: 28/04/2020

Biorąc pod uwagę kompleksowy charakter działań już podjętych przez Rezerwę Federalną sądzimy, że podczas spotkania FOMC w tym tygodniu decydenci po raz pierwszy od stycznia nie dokonają zmian w polityce monetarnej. Dodatkowo sądzimy, że uwzględniając sytuację w Stanach Zjednoczonych, tamtejsi decydenci najpewniej przyjmą pesymistyczną i gołębią retorykę. Dla rynków finansowych kluczowa będzie konferencja prasowa po spotkaniu, podczas której przemawiać będzie przewodniczący FOMC, Jerome Powell. Odbędzie się ona w formie wideokonferencji. Kluczowym pytaniem, naszym zdaniem jest to, czy Powell będzie w stanie przekonać rynki, że Rezerwa Federalna ma możliwość uruchomienia dodatkowych narzędzi, w razie potrzeby dalszego pobudzania amerykańskiej gospodarki. Jeżeli prezesowi Fed uda się powyższe, spodziewamy się rajdu ulgi na rynku akcji i ogólnego wzrostu apetytu na ryzyko na rynku walutowym. Jeśli rynek stwierdzi z kolei, że Fed nie ma już amunicji, zyskać mogą z kolei waluty safe haven, w tym sam dolar amerykański. Nie sądzimy jednak, że ten ostatni scenariusz zostanie zrealizowany. Uważamy, że Fed nie wyczerpał dostępnych środków i w razie potrzeby może podjąć kolejne działania, które mogą uwzględniać na przykład rozszerzenie programu pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw czy też rozszerzenie zakresu instrumentów jakie bank centralny nabywa w ramach skupu aktywów o te mniej ortodoksyjne niż dotychczasowe.

Poza tym, Fed może również opublikować w środę najnowsze projekcje gospodarcze i dotyczące stóp procentowych, po tym jak pominął ten krok w marcu. Jeśli takie projekcje zostaną opublikowane, sądzimy, że wskażą one na to, że w najbliższym czasie decydenci spodziewają się niezmienionych stóp procentowych. W przypadku ich publikacji, prognozy dynamiki PKB niechybnie zostałyby znacząco obniżone w relacji do poprzednich i mogłyby wskazywać, że gospodarka Stanów Zjednoczonych znajduje się na drodze do największej recesji od czasów Wielkiego Kryzysu sprzed około dziewięćdziesięciu lat. Dla rynku istotne okazać mogą się również jakiekolwiek komentarze Powella dotyczące tego jak szybko – zdaniem Fedu – gospodarka może odbić się po kryzysie. Obecnie sądzimy, że ożywienie amerykańskiej gospodarki prawdopodobnie będzie stopniowe i będzie miało kształt litery U, aniżeli litery V (tj. szybkiego powrotu do sytuacji sprzed kryzysu).

Niemniej, biorąc pod uwagę, że inwestorzy na rynku walutowym zdają się szykować na najgorsze, taki scenariusz prawdopodobnie jest jednak zawarty w cenach. Sądzimy, że reakcja rynku na ogłoszenia ze strony Rezerwy Federalnej może być dość umiarkowana. Inwestorzy czekają obecnie na prawdopodobnie ciekawsze ogłoszenia ze strony EBC, które poznamy w czwartek i mogą nie chcieć podejmować istotnych zmian w swoich działaniach przed zapoznaniem się z informacjami z drugiej strony Atlantyku.

*dane odsezonowane

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Pandemia narzuciła konieczność wprowadzenia autorytatywnego zarządzania firmą. Kluczowy jest także sprawny obieg informacji

Przez pandemię koronawirusa i związane z nią widmo recesji wiele firm stanęło w obliczu kryzysu. To stawia przed nimi nowe wyzwania w obszarze zarządzania. Kluczem do dobrego zarządzania są informacje pozyskiwane na bieżąco i z różnych źródeł, która stanowią podstawę do podejmowania decyzji. W trakcie kryzysu trzeba je jednak zbierać szybko i sprawnie zarządzać ich przepływem. Zmian wymaga też styl pracy liderów. – Jeżeli ktoś na co dzień preferuje demokratyczny, wychowawczy styl zarządzania, to w warunkach kryzysu często konieczne jest jednak sięgnięcie po zarządzanie nakazowe, autorytatywne – mówi dr Irena Bach-Dąbrowska, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

– Na każdym poziomie zarządzania – operacyjnym, taktycznym czy strategicznym – kluczowy czynnik dla podejmowania trafnych decyzji stanowi informacja. Ważne, żeby była ona możliwie rzetelna, dokładna, zweryfikowana, aktualna i wyselekcjonowana z całego zbioru nadmiarowych danych. To nie tylko podstawowy zasób pozwalający na podejmowanie trafnych decyzji, ale i istotny element procesu komunikacji, który jest jednym z najtrudniejszych obszarów do zarządzania w pracy z ludźmi – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Irena Bach-Dąbrowska, dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Zarządzanie operacyjne jest podstawą funkcjonowania firmy i bezpośrednio wpływa na efektywność całej organizacji. Składają się na nie wszystkie aspekty codziennego kierowania firmą, które wymagają dobrego planowania. Istotą zarządzania operacyjnego jest zbieranie informacji i podejmowanie na ich podstawie decyzji, które są niezbędne dla realizacji celów przedsiębiorstwa. Jednak w trakcie kryzysu trzeba je zbierać bardzo szybko, w trudnych warunkach.

 W działalności operacyjnej prowadzonej w warunkach kryzysu i – co równie ważne – w warunkach pracy zdalnej dostęp do informacji powinien być możliwie szeroki. Ta informacja może nie będzie kompletna ani świetnie wyselekcjonowana, ale powinna być aktualna i użyteczna dla odbiorcy. Musi być dostarczana błyskawicznie, więc nie można oczekiwać, że będzie pełna. Ważne jest jednak to, żeby na jej podstawie można było zdefiniować możliwie dużo obszarów ryzyk lub skutków, które pojawią się jako następstwo określonych decyzji – mówi dr inż. Irena Bach-Dąbrowska.

Jak podkreśla, organizacja musi zbierać dane na bieżąco, z wielu różnych źródeł: z otoczenia gospodarczego, formalnoprawnego, ale również analizować działania podejmowane przez konkurencję. Aby mieć pełny obraz sytuacji rynkowej, firma bądź instytucja musi też zbierać informacje od wszystkich swoich interesariuszy, w tym m.in. pracowników, klientów, kontrahentów czy partnerów biznesowych.

 Te informacje powinny być pozyskiwane przez oddelegowane do tego osoby czy działy, tak aby na bieżąco zasilały osoby decyzyjne na każdym poziomie zarządczym. Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie newsletterów, które w dobie kryzysu mogą pojawić się z większą częstotliwością, np. codziennie lub co drugi dzień. Mogą one obejmować np. przegląd najważniejszych informacji z mediów, które mają wpływ na działalność danej organizacji – mówi dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania gdańskiej WSB.

Ważne, aby gromadzić też wszystkie pytania, skargi czy komentarze pojawiające się w różnych kanałach, np. w mediach społecznościowych, za pośrednictwem infolinii czy zgłoszeń mailowych. Ich analiza pozwoli na bieżąco wskazać błędy, które popełnia firma, i wprowadzić korekty. Zarządzanie w czasie kryzysu wymaga też płynnego i szybkiego obiegu informacji w ramach całego przedsiębiorstwa.

– Dobrym rozwiązaniem jest zorganizowanie przestrzeni informacyjnych, np. dysków współdzielonych, dla wszystkich uczestników określonego procesu. Dzięki temu wszyscy pracownicy, kierownicy działów i osoby zaangażowane będą mogły korzystać z tego samego zbioru danych i na bieżąco go uzupełniać, weryfikować czy dokonywać selekcji. Będą również podejmować decyzje oparte na tych samych  informacjach, co jest bardzo istotne dla sprawnej realizacji zadań – mówi ekspertka.

Jak podkreśla, dla sprawnej wymiany informacji ważne są też krótkie, ale treściwe spotkania. W obecnych warunkach, kiedy wiele firm pracuje zdalnie, zazwyczaj są to wideokonferencje. Ważne jednak, żeby takie spotkania miały z góry określoną agendę i cel.

Wszystkie dane i informacje gromadzone przez organizację są pomocne nie tylko do zarządzania nią w warunkach kryzysu. Mogą posłużyć też do wielu innych celów, np. stanowić podstawę do zmiany modelu biznesowego albo wdrożenia na rynek nowych produktów czy usług. Pomogą też lepiej przygotować ją na kolejne nieprzewidziane sytuacje.

– Wszystkie te informacje będą służyły w dłuższej perspektywie, m.in. do oceny zdolności organizacji do funkcjonowania w dynamicznie zmieniających się warunkach. Będą dostarczały wielu cennych danych na temat mocnych i słabych stron firmy, w każdym aspekcie jej działania: komunikacyjnym, technologicznym, produkcyjnym, usługowym czy administracyjnym – wskazuje dr inż. Irena Bach-Dąbrowska.

Zarządzanie operacyjne w czasie kryzysu wymaga również zmiany sposobu pracy liderów. To oni ponoszą odpowiedzialność za szybkie i obarczone dużym ryzykiem podejmowanie decyzji. Zdarza się, że muszą podejmować je bez możliwości ich skonsultowania z wyższym szczeblem, bo wymaga tego bieżąca sytuacja. Dlatego w takich warunkach sprawdzają się doświadczeni liderzy i silny, ufający sobie zespół.

 Jeżeli ktoś na co dzień preferuje demokratyczny, wychowawczy styl zarządzania, to w warunkach kryzysu często konieczne jest jednak sięgnięcie po zarządzanie nakazowe, autorytatywne. Nie oznacza to, że nie należy słuchać swoich pracowników i zarządzać tzw. silną ręką. Trzeba ich słuchać bardzo uważnie, szanować ich obawy i punkty widzenia, ale jasno ustalić sposób pracy, wytyczać kierunki działania, skutecznie i szybko dzielić zadania do realizacji. Trzeba im pokazać, że lider panuje nad sytuacją i jest osobą, która zapewnia spokój i stabilizację w warunkach zmian – zaznacza ekspertka. – Z drugiej strony zarządzanie w czasie kryzysu wymaga od osób zarządzających pozbycia się nawyków mikrokontrolingu, w szczególności kiedy pracę realizuje się zdalnie. Trzeba zaufać swojemu zespołowi, dać mu jasne wytyczne i pozwolić działać.

Dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania gdańskiej WSB podkreśla, że również dla uczelni wyższych w czasie pandemii koronawirusa dużym wyzwaniem było przejście na zarządzanie zdalne – zarówno administracji, jak i całego procesu dydaktycznego.

Do tej pory nasza uczelnia  w marginalnym zakresie oferowała kształcenie zdalne w takiej wersji, jaką teraz musieliśmy pilnie uruchomić w trybie masowym. Na 17 kierunków tylko na jednym oferowaliśmy studia online i to wyłącznie dla studentów zagranicznych – mówi dr inż. Irena Bach-Dąbrowska. – Jednak w ciągu jednego dnia pozyskaliśmy różnymi kanałami informację zwrotną od blisko 500 wykładowców na temat ich możliwości organizacji pracy zdalnej w dwóch trybach – z uczelni oraz z domu. Jednocześnie pozyskaliśmy informację od wszystkich pracowników administracyjnych, zabezpieczających procesy organizacyjne i obsługowe w zakresie dydaktyki. Na tej podstawie zostały podjęte decyzje w zakresie doposażenia technicznego, szkoleń pracowników, zmian organizacji dydaktyki i współpracy z dostawcami usług zewnętrznych.

Producenci lodów czekają na rozmrożenie gospodarki i otwarcie gastronomii. Na razie wzrosła sprzedaż w sklepach

0

Mniejsza sprzedaż lodów w gastronomii i wzrost konsumpcji lodów w domach – to dwa główne trendy obserwowane przez producentów lodów w ostatnich tygodniach. Choć jest za wcześnie na to, by ocenić wpływ zamrożenia gospodarki na branżę, wiadomo już, że sezon 2020 będzie wyjątkowy z uwagi na zmianę zwyczajów zakupowych Polaków związanych z akcją HASHzostańwdomu. – Wyczekujemy poprawy pogody i złagodzenia restrykcji dla lodziarni, aby w tegorocznym sezonie konsumpcja lodów na świeżym powietrzu znów była możliwa – przyznaje Olga Walentynowicz z firmy PPL Koral.

Notujemy wyraźnie mniejszą sprzedaż lodów dla segmentu HoReCa, czyli lokali gastronomicznych, które pozostają zamknięte. Aktywność na świeżym powietrzu zawsze pozytywnie wpływa na sprzedaż lodów, a obecnie wiele osób pozostaje w domu. Z drugiej strony obserwujemy większą sprzedaż lodów familijnych, w dużych opakowaniach, z przeznaczeniem do zjedzenia w domu, ale – co ciekawe – także lodów impulsowych, np. na patyku, w rożku czy kubku. Zauważyliśmy, że jeśli klienci decydują się na lody impulsowe, to kupują ich więcej podczas jednego pobytu w sklepie niż w analogicznym okresie w 2019 roku. Stąd wniosek, że zabierają je do domu na zapas – mówi agencji Newseria Biznes Olga Walentynowicz z PPL Koral.

Jak przyznaje, zarówno ze strony restauratorów, jak i klientów widoczne jest oczekiwanie na otwarcie kawiarni, lodziarni i innych lokali gastronomicznych. Tym bardziej że lada moment, wraz z ociepleniem, w pełni zacznie się sezon.

Zamknięcie kawiarni i lodziarni ma negatywny wpływ na całą branżę lodową, ale mamy nadzieję, że zniesienie ograniczeń sprawi, że również segment HoReCa odmrozi się i szybko stanie na nogi – mówi Olga Walentynowicz. – Nasza produkcja i logistyka działają bez większych zakłóceń. Jesteśmy przygotowani na pełne rozmrożenie rynku i szybkie działanie, aby zaspokoić potrzeby konsumentów.

Jest zbyt wcześnie, żeby mówić o wpływie pandemii koronawirusa na całą branżę lodową, jednak pewne zmiany są wyraźnie widoczne. Chodzi m.in. o zwyczaje zakupowe Polaków. Na początkowym etapie ograniczeń rządowych konsumenci wychodzili do sklepów tylko w razie pilnej potrzeby i kupowali wówczas raczej tylko podstawowe produkty. W kolejnych tygodniach to zaczęło się zmieniać i ponownie chętniej sięgają po artykuły żywnościowe, które mają osłodzić im czas spędzany w izolacji.

– W obecnej sytuacji zmieniają się zwyczaje zakupowe Polaków dotyczące również miejsca dokonywania zakupów. Coraz większą popularnością cieszą się małe sklepy osiedlowe, zlokalizowane blisko domu – zauważa przedstawicielka polskiego producenta lodów.

Jej zdaniem przedłużające się restrykcje wpłynęły na wszystkich producentów branży FMCG, których produkty nie są pierwszą potrzebą zakupową Polaków.

– Z obietnic rządu wynika jednak, że będziemy powoli wracać do normalności społeczno-biznesowej i wychodzić z izolacji domowej. Na pewno wygrają producenci, którzy są przygotowani na różne scenariusze i będą szybko reagować na zachowania rynku i konsumentów. Późniejsze tendencje sprzedażowe będą uzależnione od istniejących ograniczeń co do możliwości przemieszczania się osób i funkcjonowania dotychczasowych miejsc sprzedaży lodów – zaznacza Olga Walentynowicz.

Zjawiskiem, które pozytywnie wpłynie na kondycję rodzimych firm, są akcje społeczne zachęcające do zakupu polskich produktów opatrzone hashtagami HASHwybieram590, HASHkupuje590 czy HASHkupujeBoPolskie. Badania pokazują, że coraz więcej Polaków wybiera polskie produkty, aby wspierać rodzimą gospodarkę.

Według danych agencji badawczej CMR w sezonie 2019 sprzedaż lodów w Polsce była zróżnicowana w poszczególnych miesiącach i ściśle uzależniona od pogody. W kwietniu i maju ubiegłego roku sprzedaż była niższa odpowiednio o 24 proc i 33 proc. w porównaniu z wyjątkowo ciepłym analogicznym okresem 2018 roku. Jednak w rekordowo upalnym czerwcu 2019 roku sprzedaż lodów impulsowych była aż o 50 proc. wyższa niż rok wcześniej. Cały sezon – od kwietnia do sierpnia – zakończył się utrzymaniem wartości sprzedaży lodów w sklepach małoformatowych, jednak liczba sprzedanych opakowań była o 8 proc. niższa, co oznacza większą popularność droższych wariantów lodów.

Pandemia koronawirusa podwójnie uderza we frankowiczów. Ryzyku utraty pracy i wynagrodzeń towarzyszy rekordowy wzrost rat kredytów

Dzięki obniżce stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej osoby spłacające kredyty w złotych płacą niższe raty. W gorszej sytuacji są frankowicze, gdyż szwajcarska waluta osiągnęła najwyższe notowania w historii, co przełożyło się na wzrost zobowiązań z tytułu spłacanych kredytów. W razie utraty pracy lub cięć w wynagrodzeniach mogą liczyć tylko na wakacje kredytowe, a to stanowi tylko tymczasowe rozwiązanie problemu i w dodatku kosztowne.

 W związku z załamaniem się rynku można przypuszczać, że dojdzie do pogorszenia spłat rat kredytów frankowych. Coraz więcej osób zawiesza swoje działalności gospodarcze, narzeka na obniżone wynagrodzenie czy traci pozycję zawodową. Część kredytobiorców, w tym frankowiczów, może przez to utracić płynność finansową, co będzie skutkować problemami z wypłacalnością – mówi agencji Newseria Biznes Wioletta Miros z Kancelarii Adwokackiej Czupajło & Ciskowski.

Frankowicze mają jednak dodatkowy problem w postaci wzrostu kursu franka. Szwajcarska waluta przekroczyła poziom ze stycznia 2015 roku, kiedy szwajcarski bank centralny uwolnił kurs waluty, wywołując paniczną reakcję rynków i skokową podwyżkę. W marcu w ciągu kilku dni frank podrożał o ok. 25 gr do poziomu 4,3 zł.

– Kredytobiorca, który ma ratę w wysokości 1 tys. franków szwajcarskich, musi dodatkowo dopłacić 250 zł miesięcznie. W tym momencie, kiedy każdy boryka się z problemem zatrudnienia czy obniżonego wynagrodzenia, jest to duża kwota – mówi Wioletta Miros.

Jak podkreśla, frankowicze nie mogą liczyć na pomoc ze strony państwa. Nie ma żadnego aktu prawnego, który odgórnie regulowałby kwestię spłaty rat w czasie pandemii. Takie rozwiązanie wprowadzono np. na Węgrzech, gdzie do końca bieżącego roku odgórnie zarządzono moratorium na spłatę kredytów. W Polsce banki oferują tzw. wakacje kredytowe, czyli możliwość zawieszania spłaty rat kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych od trzech do sześciu miesięcy, nie jest to jednak rozwiązanie odgórnie regulowane prawem.

 W związku z tym mamy sytuację, w której to banki decydują, na jakich warunkach te wakacje się odbywają, a pomiędzy poszczególnymi bankami istnieją pewne różnice. Część zawiesza jedynie raty kapitałowe, w innych zawieszane są jedynie odsetki. Różny jest też czas obowiązywania umowy, bo niektóre banki w związku z wakacjami kredytowymi wydłużają czas trwania umowy, a inne go utrzymują – mówi ekspertka. – Co prawda mamy kilka tzw. ustaw pomocowych, jednak ostatecznie oferują pomoc tylko niewielkiemu odsetkowi kredytobiorców, głównie osobom najuboższym, w najgorszej sytuacji finansowej. Można więc powiedzieć, że w tym czasie frankowiczom nie zaoferowano żadnej pomocy.

Z danych Związku Banków Polskich wynika, że od połowy marca do 21 kwietnia konsumenci złożyli w bankach ponad 633 tys. wniosków o odroczenie rat kredytów hipotecznych i konsumenckich. Tylko w ciągu minionych dwóch tygodni przybyło ich 90 tys. Pozytywnie rozpatrzono ponad 470 tys. z nich (czyli ok. 86 proc.), a banki odroczyły konsumentom raty kredytowe o wartości ok. 18 mld zł.

Wioletta Miros podkreśla jednak, że wakacje kredytowe stanowią tylko tymczasowe rozwiązanie problemu, które może okazać się kosztowne. W ostatecznym rozrachunku mogą one bowiem powiększać koszty kredytu. Jedynym rozwiązaniem długoterminowym jest w tym przypadku postępowanie sądowe zmierzające do unieważnienia umowy bądź tzw. odfrankowienia.

– Można szukać stałego rozwiązania, które ureguluje prawa i obowiązki zarówno kredytobiorcy, jak i kredytodawcy w tych trudnych czasach i ostatecznie zmierza do obniżenia wartości całego kredytu – podkreśla ekspertka z z Kancelarii Adwokackiej Czupajło & Ciskowski. – Banki często uzależniają wakacje kredytowe od aneksów do umowy, w których mogą być zawarte klauzule utrudniające później postępowania sądowe. Niektóre wprowadzają uregulowania, na które kredytobiorcy nie zgodziliby się w normalnych warunkach.

Jak pokazują statystyki BIK, w ciągu ostatnich trzech lat (2017–2019) liczba czynnych kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich zmniejszyła się o 13,3 proc. Na koniec grudnia ub.r. w trakcie spłaty pozostawało blisko 452 tys. takich zobowiązań, których wartość sięgała prawie 102 mld zł. Jakość zobowiązań zaciągniętych we frankach szwajcarskich utrzymywała się na poziomie zbliżonym do złotowych. Na koniec ubiegłego roku tylko 1,30 proc. czynnych mieszkaniowych kredytów frankowych figurowało w portfelach banków jako opóźnione powyżej 90 dni.

Kwiecień niekorzystny dla wynajmujących mieszkania. Sytuacja powoli wraca do normy

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem długoterminowego najmu mieszkań. Jeszcze w marcu liczba wynajętych lokali nie odbiegała od normy, natomiast już w kwietniu obniżyła się o około połowę. Obecnie sytuacja powoli wraca jednak do normy. Co istotne, na rynku nie widać też dużych problemów z niewypłacalnością najemców ani presji na obniżki czynszów. Pojawiła się za to grupa nowych inwestorów, którzy w obecnej sytuacji wietrzą okazję do zakupów mieszkań w bardzo dobrych cenach.

– Rynek najmu długoterminowego w Polsce zmienia się właściwie na naszych oczach, na szczęście nie radykalnie. Niektóre z tych zmian są na lepsze, większość chyba niestety na gorsze. Widzimy m.in. przejściowy spadek zainteresowania najemców wynajmowaniem nowych mieszkań, jednak to zainteresowanie już wraca – miejmy nadzieję – do wcześniejszego poziomu – mówi agencji Newseria Biznes Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Grupy Mzuri, która zajmuje się zarządzaniem najmem i grupowym inwestowaniem w mieszkania.

Ze statystyk grupy wynika, że jeszcze w marcu liczba wynajętych mieszkań nie odbiegała od normy, natomiast już w kwietniu obniżyła się o około połowę. Także liczba telefonów od potencjalnych najemców zmniejszyła się około dziesięciokrotnie. Z drugiej strony polepszyła się jakość kontraktów, a znacznie większa niż zwykle część telefonów kończy się podpisaniem umowy najmu.

– Ludzie nadal szukają mieszkań na wynajem i po pewnym załamaniu związanym z wprowadzeniem kwarantanny, a potem jeszcze ze Świętami Wielkanocnymi, teraz widzimy odbicie zainteresowania. Jednakże poziom pustostanów nieznacznie wzrósł. W ubiegłym roku na koniec kwietnia wskaźnik pustostanów wynosił 5,9 proc., natomiast teraz – 7 proc. Jeszcze 10 dni temu wynosił 7,1 proc, więc obserwujemy minimalne odbicie w poziomie pustostanów, jak i zainteresowaniu najemców – prognozuje Artur Kaźmierczak.

Na wzrost poziomu pustostanów złożyły się trzy czynniki: większe niż przed pandemią trudności z wynajęciem mieszkania, zwolnienie niektórych lokali przez studentów oraz przez część najemców z zagranicy. Z drugiej strony widoczny jest jednak zwiększony odsetek przedłużeń umowy najmu. W przypadku Mzuri w kwietniu br. ten odsetek wyniósł 73 proc. już w pierwszym tygodniu miesiąca (dla porównania, w kwietniu 2019 roku wyniósł 75 proc. w całym miesiącu).

Co ciekawe, na razie nie widać również znaczącej presji najemców na obniżki czynszów i poza pojedynczymi przypadkami nie nastąpiły ich znaczące spadki. Grupa Mzuri w marcu w kilku przypadkach rozłożyła na raty spłatę czynszu tym najemcom, którzy wpadli w kłopoty z powodu pandemii. Zjawisko to nie miało na razie masowego charakteru. O działania pomocowe (np. zawieszenie, obniżkę czynszu) wystąpiło raptem ok. 8 proc. najemców, przy czym łączna wartość wnioskowanej pomocy stanowiła zaledwie ok. 0,6 proc. całości należnego za kwiecień czynszu.

 Nie widzimy problemu zalegania najemców za czynsz. Zebraliśmy ponad 97 proc. czynszu należnego za kwiecień, więc ten problem praktycznie nie istnieje. Nasza ściągalność jest tylko minimalnie gorsza, niż miało to miejsce w analogicznych okresach poprzednich miesięcy – mówi partner zarządzający Grupy Mzuri. – Z kolei stawki czynszu nie zmieniają się poza trzema lokalizacjami, gdzie na rynek wpłynęła duża liczba mieszkań wcześniej przeznaczonych na najem dobowy. Tam rzeczywiście stawki spadły o około 10–15 proc.

Te trzy lokalizacje to Śródmieście w Warszawie, okolice Starego Miasta w Krakowie oraz gdańskie Główne Miasto.

Lokale z najmu dobowego są z reguły wykończone w wysokim standardzie, a jednocześnie często są oferowane po stawkach obniżonych o ok. 10–15 proc. względem przeciętnych stawek rynkowych. Grupa prognozuje jednak, że w dłuższej perspektywie wpływ konkurencji ze strony mieszkań na wynajem krótkoterminowy na cały rynek będzie ograniczony. Wynika to m.in. z faktu, że stanowią one małą część całego rynku (ok. 2–2,5 proc.). Na około 30–50 tys. mieszkań na doby przypada ok. 1–1,1 mln lokali oferowanych na długi okres.

Artur Kaźmierczak zauważa też, że pandemia koronawirusa nie spowodowała załamania popytu na mieszkania na wynajem. Co prawda w marcu widoczne było chwilowe wstrzymywanie się inwestorów z takimi zakupami, a nieliczni w ostatniej chwili wycofywali się z transakcji. Z drugiej strony pojawiła się jednak grupa inwestorów, którzy w obecnej sytuacji widzą dobrą okazję do zakupów mieszkań w atrakcyjnych cenach. Sprzyjają temu m.in.: dwukrotna obniżka stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu 0,5 proc. (stopa referencyjna) i 0,0 proc. (stopa depozytowa), niepewność i duża zmienność na rynku akcji, silny odpływ kapitału z funduszy TFI (według wstępnych danych Analizy.pl w marcu br. wycofano co najmniej 12 mld zł, co stanowi najgorszy wynik w historii) oraz przekonanie inwestorów o spodziewanych przecenach mieszkań.

– Rynek inwestycyjny wziął bardzo głęboki oddech po wprowadzeniu kwarantanny w połowie marca. Wiele transakcji zostało zawieszonych, odroczonych albo w ogóle anulowanych. Jednak po około dwóch tygodniach widzimy już, że pojawiają się nowe transakcje. Nasi starzy inwestorzy nadal kupują i pojawiła się też grupa nowych. Poziom zakupów może nie jest jeszcze taki jak przed pandemią, ale nie jest też tak, że rynek inwestycyjny zamarł – mówi partner zarządzający Grupy Mzuri.

Nowe technologie zmieniają oblicze pracy paleontologów. W odnajdywaniu szczątek dinozaurów pomaga sztuczna inteligencja

Skanery 3D i synchrotron umożliwiły paleontologom odtworzenie wyglądu dinozaura na podstawie znalezionych skamieniałych kości. Dzięki tym urządzeniom możliwe było również przełomowe odkrycie związane ze znalezionym na Opolszczyźnie pradinozaurem, a także zebranie szczegółowej wiedzy o najmniejszym dotychczas poznanym dinozaurze. Nowe technologie zmieniają przede wszystkim laboratoryjną część pracy paleontologów. Podstawą ich działań wciąż są prowadzone w terenie prace wykopaliskowe.

– Współczesnym paleontologom pomagają w pracy różne nowinki techniczne czy instrumenty służące do wizualizacji obrazu. Korzystamy ze skanerów 3D, coraz częściej wykorzystujemy tomograf komputerowy, wykorzystujemy urządzenia rysunkowe, takie jak np. tablety rysunkowe. W paleontologii tworzenie ilustracji z rozsypanych kości ma pewną wartość. Towarzyszy nam przy tym cała masa zaawansowanej technologii – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Rafał Piechowski, doktorant w Zakładzie Paleobiologii i Ewolucji Uniwersytetu Warszawskiego.

Skanery 3D wykorzystywane są do analizowania potencjalnych miejsc wykopalisk. Dzięki modelowi badanej przestrzeni można zoptymalizować prace wykopaliskowe. Skanowane są także znalezione artefakty. Technologia trójwymiarowego skanowania pozwala na mapowanie obszarów i struktur kości zwierząt, które normalnie nie są widoczne dla ludzkiego oka. Skanowanie kości i symulacja 3D z użyciem synchrotronu pozwoliły m.in. odtworzyć wygląd halszkaraptora, drapieżnego dinozaura żyjącego około 75 mln lat temu.

– Nawiązujemy różnego rodzaju współprace, także międzynarodowe. Badając szczątki pokarmowe z Krasiejowa, które przypisujemy silezaurowi, korzystaliśmy z aparatury badawczej w Grenoble. Tamtejszy synchrotron wykonał skany tych pozostałości, tzw. koprolitów, czyli skamieniałych odchodów zwierząt – wskazuje Rafał Piechowski.

Badania nad znalezionym na Opolszczyźnie pradinozaurem pozwoliły naukowcom odkryć m.in. to, że dinozaury nie wywodzą się od zwierząt dwunożnych, tylko czworonożnych. Synchrotron o wysokiej rozdzielczości umożliwił również zbadanie inkluzji w bursztynie znalezionym w Birmie. Dzięki temu odkryty został najmniejszy znany gatunek dinozaura – oculudentavis khaungraae. Długość jego czaszki wraz z dziobem mierzy 7,1 mm. Był to więc gatunek mniejszy od najmniejszego współczesnego ptaka. Dzięki synchrotronowi udało się ustalić, jaki tryb życia prowadziło zwierzę i czym się żywiło.

Naukowcy posiłkują się w swojej pracy również zaawansowanym oprogramowaniem komputerowym.

– Programy, które wykorzystywane są w paleontologii, mają możliwość automatycznego kompilowania danych przez sztuczną inteligencję. Badając skamieniałości kręgowców, bazujemy na programach, które pomagają nam śledzić ewolucję pewnych cech w obrębie różnych grup zwierząt. Wówczas bardzo przydatne są programy, które mogą analizować wiele zmiennych – tłumaczy doktorant UW.

Niepewna równowaga na rynku pracy w czasie kwarantanny – ankieta SAZ

Większość agencji pracy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia w marcu i kwietniu odczuła znaczne spadki zamówień wynikające ze spadku liczby pracowników firm-klientów i z nadzieją wyczekuje na odmrożenie rynku po majówce. Największe przeszkody w funkcjonowaniu to na dziś zaciskanie pasa przez klientów, obowiązkowa kwarantanna na granicach i ogromna niepewność związana z funkcjonowaniem „tarczy” oraz zmianami prawa pojawiającymi się z dnia na dzień.

Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), największa w Polsce branżowa organizacja pracodawców, zrzeszająca agencje pracy przeprowadziła ankietę wśród swoich firm członkowskich, żeby dowiedzieć się jak radzą sobie w czasie kwarantanny i jak widzą najbliższą przyszłość na polskim rynku pracy.

Większość – 59% respondentów (co nie jest zaskoczeniem), zadeklarowało, że epidemia wpłynęła na ich funkcjonowanie „w znacznym stopniu” i że kryzys w takiej skali jest dla nich biznesowym szokiem. Co bardziej zaskakujące – ponad 80% uważa, że branża zatrudnienia bardzo zmieni się po kryzysie, z czego 59% – że zmieni się na plus.

Rekrutacyjne roszady

Właściciele i szefowie agencji rekrutacyjnych zrzeszonych w SAZ wskazują na marzec – pierwszy miesiąc kwarantanny, jako zdecydowanie najtrudniejszy. Wszystkie agencje odczuły spadki zatrudnienia, z czego w ponad połowie przekroczyły one 20%. W kwietniu połowa agencji odnotowała zmniejszenie liczby pracowników powyżej 20% a druga połowa – od 10 do 20%. Tylko 19% agencji ma nadzieję, że w maju liczba zatrudnionych wzrośnie o ok 10%, aż połowa ocenia, że rynek pracy zanotuje w tym okresie kolejny około 10-procentowy spadek. Pozostałe 31% uważa, że sytuacja ustabilizuje się i nie będzie zmian ani w jedną ani w drugą stronę.

– Sytuacja szczególnie dynamicznie zmieniała się w pierwszych dwóch tygodniach lock down-u. Jednego dnia otrzymywaliśmy informację, że u jakiegoś klienta stanęła linia produkcyjna i pracę traci 200 osób, a następnego dnia ktoś inny informował, że potrzebuje tych ludzi – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ i prezes agencji Work Service SA. – Nowe miejsca pracy nie zawsze pojawiają się w tym samym miejscu, w którym inne są zamykane. A więc, chociaż uwalniają się duże zasoby polskich pracowników, problem jest często ich mobilność, dużo mniejsza niż np. pracowników z Ukrainy.

Agencje muszą reagować na te zmiany z dnia na dzień i – gdzie tylko to możliwe – „dopasować” uwolnione miejsca pracy do pracowników, którzy właśnie stracili zatrudnienie. Sprawy nie ułatwiał chaos przepisów, które dramatycznie, najczęściej także z dnia na dzień, zmieniały „zasady gry”.

– W pierwszym etapie kwarantanny nowe przepisy często wchodziły w życie w nocy, co rodziło ogromną niepewność i dezinformację, która trwa w zasadzie do dziś. Kiedy nie wiadomo, jak zachowa się państwo ciężko cokolwiek zaplanować. Przykładem może być tarcza antykryzysowa. Wiemy, że środki z jej puli są ograniczone, więc obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” – mówi Maciej Kopaczyński, wiceprezes SAZ i prezes Laxo Group. – Wciąż dużą zagadką jest to, jak ostatecznie wyglądać będzie odciążenie w daninach, które mamy składać państwu, nie wiemy, jakie będą i czy będą kolejne etapy pomocy, a więc czy musimy zwalniać ludzi, czy jednak uda nam się utrzymać zatrudnienie.

Elastyczność znów w cenie

Sytuacja w poszczególnych agencjach jest bezpośrednim odzwierciedleniem sytuacji w branżach, dla których wykonują one zlecenia. Przed najtrudniejszymi wyzwaniami stanęły więc agencje dostarczające pracowników do automotive (gdzie redukcje zamówień pracowników sięgnęły nawet 80%), handlu, restauracji, firm eventowych, czy meblarskich. Na brak zamówień nie narzekają te, które działają dla sieci spożywczych, firm kurierskich czy producentów i dystrybutorów wyrobów farmaceutycznych i medycznych.

– Od swoich początków skupiamy się przede wszystkim na branży spożywczej i logistycznej, więc śmiem uważać, że ucierpieliśmy najmniej, jak tylko mogliśmy. Obecnie skupiamy się na problemach branży rolniczej, która będzie borykała się z dużym niedoborem pracowników. Jesteśmy w kontakcie z kilkunastoma urzędami miast i gmin, w których pojawiają się zapytania od gospodarstw rolnych. Identyczna sytuacja jest na Zachodzie, gdzie Niemcy lub Duńczycy usilnie szukają pomocy, a w połowie maja rusza przecież sezon zbioru owoców – mówi Jakub Goliszewski, prezes zarządu FOLGA SA.

Dodaje, że choć marzec i kwiecień były miesiącami redukcji, to wśród klientów już zauważalna jest nadzieja, na poprawę i wejście w „nową normalność” po kwarantannie już w maju.

– Mamy pierwsze pozytywne sygnały, np. że branża automotive na Węgrzech powoli rusza, co jest wskaźnikiem wychodzenia z recesji – mówi Goliszewski.

Z ankiety SAZ wynika, że około 20% agencji w trakcie kryzysu udało się wejść we współpracę z branżami, z którymi dotychczas nie współpracowały, a które w czasie kwarantanny zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników.

W czasie niepewności i ciągłej zmiany na usta pracodawców wróciło słowo „elastyczność”. Ponad połowa agencji SAZ uważa, że spowoduje to na rynku zatrudnienia „zmianę na lepsze”.

– Praca tymczasowa już jest postrzegana jako dobra alternatywa, a czasem panaceum dla poranionych kryzysem firmy, które szykują się na trudny restart. Wiele z nich obawiając się kosztów i stałych zobowiązań będzie teraz planowało działania w krótkim horyzoncie: tygodnia, miesiąca, maksymalnie kwartału. Będą więc częściej wybierać elastyczne formy zatrudnienia, gdzie mimo nieco droższej usłudze rekrutacyjnej można m.in. szybciej i łatwiej zawieszać lub wychodzić ze współpracy z pracownikami, niż ma to miejsce przy stałych umowach o pracę – mówi Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progress.

Jego zdaniem odmrażanie gospodarki będzie w pierwszej kolejności dotyczyło rynku wewnętrznego. – Trzeba zadbać o zagospodarowanie pracowników w kraju i zabezpieczenie tych, którzy stracili pracę – mówi Maciołek. Jego zdaniem po kryzysie spowodowanym pandemią Polacy chcąc nie chcąc wrócą do zawodów, których w ostatnich pięciu latach nie chcieli już wykonywać, jak przetwórstwo mięsne, rybne czy też rolno-spożywcze.

– Zdecydowanie pozytywnym skutkiem, który mam nadzieję pojawi się po kwarantannie, będzie to, że wrócimy do tradycyjnego szacunku dla pracy i będziemy pracę po prostu traktować poważniej – mówi Michał Podulski, wiceprezes SAZ. – Nie mam oczywiście na myśli powrotu do brutalnego „rynku pracodawcy”, bo polscy pracodawcy też w ostatnich latach bardzo się „ucywilizowali”.

Nowe granice nowej normalności

Kryzys koronawirusowy już bardzo mocno wpłynął na międzynarodową wymianę pracowników. Ogromne kłopoty mają małe regionalne firmy, które bazowały wyłącznie na pracownikach z Ukrainy. Fakt, że Ukraińcy, którzy już przebywają w Polsce otrzymali prezent w postaci automatycznego przedłużenia wiz pracowniczych jest dla niech niewielkim pocieszeniem. Dwutygodniowa kwarantanna na granicach ma też dramatyczne konsekwencje dla około 64 tys. Polaków pracujących w Niemczech czy Czechach. Wielu z nich staje przed trudnym wyborem między rezygnacją z zarobków, a pozostaniem z rodziną. Z wyliczeń SAZ wynika, że z tytułu przychodów, już stracili oni w sumie ponad 200 mln zł.

Osobny temat, to sytuacja polskich opiekunek osób starszych, które pracują na Zachodzie i jako personel około medyczny mogą po spełnieniu określonych warunków przekraczać granice bez obowiązku odbycia kwarantanny. Ale i tutaj sytuacja się skomplikowała.

– Wielu Niemców na czas kwarantanny zrezygnowała z usług opiekunek i samodzielnie zaopiekowała się swoimi rodzicami. Ale też wiele opiekunek, które traktowały tę pracę jako dodatkowe źródło dochodu, zrezygnowało teraz z wyjazdów – mówi Maciej Kopaczyński. – Z drugiej Niemcy zostali niemal całkowicie odcięci od nielegalnie pracujących tam opiekunek z Ukrainy, więc na dziś te dwa trendy się równoważą – dodaje.

Członkowie SAZ mają podzielone zdanie odnośnie wpływu kryzysu na szarą strefę, zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie. Brak możliwości skorzystania z rządowego wsparcia i brak zagwarantowanej opieki zdrowotnej powoduje, że nielegalne agencje tracą zarówno płynność finansową, jak i chętnych do pracy. Jednak zaciskanie pasa po kryzysie może spowodować, że działające „na czarno” firmy szybko wrócą do gry, bo będą tańsze. Chyba, że państwo, również szukające pieniędzy zdecyduje się na zagęszczenie sita kontroli tego typu działalności.

Szansą rozwoju dla firm ubezpieczeniowych są ubezpieczenia zdrowotne

Branża ubezpieczeniowa, jak większość sektorów gospodarki, ucierpiała w związku z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2, choć nie w takim samym stopniu jak np. branża bankowa. Należy się jednak spodziewać, że w ciągu najbliższych miesięcy zainteresowanie jej ofertą może wrócić ze zdwojoną siłą. Po doświadczeniach epidemiologicznych szczególnie produkty gwarantujące szeroko pojętą ochronę zdrowia oraz działania prewencyjne mogą się cieszyć dużym powodzeniem wśród klientów. Warunek jest jednak jeden. Branża ubezpieczeniowa musi znacznie przyspieszyć proces cyfryzacji i odświeżyć portfolio produktowe.

Sektor firm ubezpieczeniowych oferuje dziś szeroki zakres produktów: od ochronnych po inwestycyjne. Każdy z tych segmentów odczuje skutki epidemii w różnorodny sposób. Na początku kryzysu związanego z ogłoszonym stanem zagrożenia epidemiologicznego, działania sprzedażowe ubezpieczycieli mocno ucierpiały, co było zrozumiałe, biorąc pod uwagę koncentrację klientów na zupełnie innych aspektach. W mojej opinii jednak ten okres stagnacji w aktywności sprzedażowej dobiega końca. Ludzie we wszystkich krajach dotkniętych pandemią zaczną niebawem szukać produktów i ofert, które zapewnią im bezpieczeństwo i ochronę zdrowia. Świadczą już o tym dane konsumenckie z Chin, które okres pandemii mają za sobą. Oferta ubezpieczycieli w tym zakresie jest doskonałą odpowiedzią na to zapotrzebowanie. Ubezpieczenia medyczne, szpitalne, assistance medyczne, druga opinia lekarska czy ubezpieczenia od cyber ryzyka to zakres usług odpowiadający na te potrzeby i dający poczucie ochrony w sytuacjach kryzysowych. Widać zresztą bardzo wyraźnie, że rynek nie znosi próżni. Ubezpieczyciele dość szybko zareagowali na potrzeby Polaków i informowali klientów, że ochrona ubezpieczeń życie i zdrowotnych obejmuje także leczenie choroby COVID-19.

Podobnie będzie z produktami oszczędnościowo-emerytalnymi. Wiele osób weszło w ten kryzys całkowicie bez oszczędności lub z bardzo niewielkimi środkami, które pozwoliłyby im przetrwać najbliższe miesiące na wypadek utraty pracy lub obniżki wynagrodzeń. To doświadczenie może skłonić niektórych do próby zbudowania osobistej poduszki finansowej, na którą składałyby się także oszczędnościowe i emerytalne produkty ubezpieczeniowe.

Nieco inaczej będzie z produktami inwestycyjnymi, także oferowanymi przez polskich ubezpieczycieli. Dynamika sprzedaży na tym rynku może ulec spowolnieniu i to w dłuższej perspektywie czasowej, ze względu na dużą przecenę na rynkach finansowych.

Pod znakiem zapytania stoją również ubezpieczenia majątkowe. Co prawda, płacenie składek w przypadku niektórych z nich jest prawnie obowiązkowe i w tym zakresie nic się nie zmieni, ale już zupełnie inaczej wygląda kwestia na przykład dobrowolnego ubezpieczenia samochodowego AC. W przypadku tego produktu wiele osób może dojść do wniosku, że skoro rzadziej obecnie używa samochodu, to albo ograniczy się jedynie do OC, albo będzie szukać tańszych ofert o mniejszym zakresie.

Obecna sytuacja znacznie przyspieszyła proces digitalizacji sektora ubezpieczeniowego, który do tej pory w tym obszarze pozostawał nieco w tyle za instytucjami bankowymi. Teraz te zaległości są w przyspieszonym tempie nadrabiane. – Grzegorz Cimochowski, Partner w Deloitte, lider Sektora Usług Finansowych

O ile polisę ubezpieczenia majątkowego można nabyć online już od jakiegoś czasu, to wydawało się, że w przypadku ubezpieczeń na życie będzie to jeszcze długo niemożliwe. Złożoność tego produktu oraz proces sprzedaży wymagający osobistego kontaktu w opinii wielu firm był dużą przeszkodą w jego digitalizacji. Obecna sytuacja zmusiła ubezpieczycieli do zmiany percepcji, co spowodowało, że w znacznym stopniu przyspieszyli oni pracę nad sprzedażą ubezpieczeń na życie w kanałach cyfrowych, które raczej wspierają agentów niż stanowią dla nich konkurencję. W mojej opinii będzie to już proces trwały i nieodwracalny. Wpłynie to także na zmianę funkcjonowania sieci agencyjnej. Agenci i przedstawiciele ubezpieczeniowi będą musieli w większym zakresie, niż to jest obecnie, przenieść swoją działalność do przestrzeni cyfrowej. Ich naturalną bazą kontaktu przestanie być notes z numerami telefonu, a staną się media społecznościowe. Pozwoli to ubezpieczycielom pozyskać młodszych klientów i agentów, których deficyt był do tej pory dość mocno odczuwalny.

Zestawienie najważniejszych dla przedsiębiorców zmian w prawie związanych z pandemią koronawirusa

USTAWA z dnia 2 marca 2020r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. 2020 poz. 374) (dalej „Ustawa”).

Przyjęta w trybie pilnym i opublikowana niezwłocznie po jej uchwaleniu, w dniu 7 marca 2020 r. Ustawa określa zasady zapobiegania oraz zwalczania zakażenia wirusem SARS –CoV-2 określonego w Ustawie znanym na całym świecie skrótem COVID-19.

Poniżej omawiamy najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorcy, regulacje wprowadzone Ustawą, które mogą wpłynąć bezpośrednio na działalność każdego podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą w Polsce.

  1. Polecenia zastępujące decyzje administracyjne podlegające natychmiastowemu wykonaniu, bez możliwości odwoławczych.

Zgodnie z art. 11 Ustaw, w przypadku pojawienia się konieczności podjęcia działań zwalczających COVID-19, Prezes Rady Ministrów może, na wiosek wojewody, wydać przedsiębiorcom – osobom prawnym i jednostkom nie posiadającym osobowości prawnej – polecenia w drodze decyzji administracyjnej, które będą podlegać natychmiastowemu wykonaniu z chwilą ich doręczenia lub ogłoszenia.

Należy podkreślić, że każdorazowe polecenie/decyzja nie będzie wymagać uzasadnienia.

Zadania określone taką decyzją (poleceniem) będą finansowane ze środków budżetu państwa i realizowane na podstawie umowy zawartej z przedsiębiorcą. Należy założyć szybki tryb negocjacji umowy z przedsiębiorcą w której to umowie zostaną określone wszystkie lub zasadnicze elementy pozwalające na realizację polecenia. W przypadku odmowy podpisania umowy, zadanie będzie wykonywane na podstawie decyzji w trybie natychmiastowym. Wszelkie prace o charakterze planistycznym związane z realizacją powierzonych zadań będą finansowane ze środków własnych przedsiębiorcy i jak się wydaje powinny być uwzględnione w warunkach umowy.

W sytuacjach nagłych i uzasadnionych gdy nie będzie czasu ani warunków na ogłoszenie lub przesłanie polecenia, polecenie będzie mogło być wydawane w formach szczególnych czyli: ustnie, telefonicznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej a także za pomocą innych środków łączności. W takim nagłym przypadku polecenia (decyzje) powinny jak tylko będzie to możliwe zostać utrwalone na piśmie w postaci protokołu lub podpisanej przez stronę adnotacji/ notatki dotyczącej treści i warunków polecenia

  1. Wyłączenie działania regulacji ustawowych w zakresie: prawa budowlanego, zagospodarowania przestrzennego, ochrony i opieki nad zabytkami.

W celu przeciwdziałania COVID-19 Ustawa w art. 12 Ustawy przewiduje wyłączenie stosowania przepisów ustawy z dnia 7 lipca 1994r. Prawo Budowlane (Dz.U. z 2019 poz. 1186 ze zm.) oraz ustawy z dnia 27 marca 2003 o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2020 poz. 293 ze zm.) a także ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2020 r. poz. 282 ze zm.) w sytuacji konieczności projektowania i budowy a także remontu oraz rozbiórki obiektów budowlanych w tym także w przypadku konieczności zmiany sposobu użytkowania obiektów budowlanych.

Należy także odnotować, iż w przypadku konieczności poszerzenia bazy do udzielania świadczeń zdrowotnych czyli w przypadku konieczności budowy bądź adaptacji istniejących budynków na potrzeby służby zdrowia, Ustawa przewiduje możliwość pominięcia, oprócz procedur wynikających z przytoczonych powyżej regulacji prawnych, także wszelkich przepisów wydanych na podstawie art 22 ust 3 , 4 i 4a ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. A zatem wymogów dotyczących w szczególności warunków: ogólno-przestrzennych, sanitarnych, instalacyjnych, wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, w tym systemów teleinformatycznych lub systemów łączności podmiotu wykonującego działalność leczniczą. Rezygnacja w sytuacjach nadzwyczajnych z ustawowych wymogów dotyczących pomieszczeń w których wykonywana jest działalność lecznicza dotyczy także usług leczniczych świadczonych dla osób pozbawionych wolności jak i jednostek budżetowych oraz jednostek wojskowych.

  1. Wyłączenie odpowiedzialności przewoźników lotniczych kolejowych i drogowych a także zarządzających lotniskami i dworcami za szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19

Warto także podkreślić szczególną sytuację przewoźników wynikającą z regulacji Ustawy. Otóż zgodnie z artykułem 14 Ustawy, zniesiona zostaje odpowiedzialność przewoźników lotniczych kolejowych i drogowych a także zarządzających lotniskami i dworcami za wszelkie szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19 w wyniku którego przewóz stanie się niemożliwy. Ustawodawca sięga w ustępie 2 art. 14 Ustawy do definicji „okoliczności nadzwyczajnych” określonej w przepisach Rozporządzenia (WE) 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004r. a także uznaje za taką okoliczność wszelkie uzasadnione działania mające na celu przeciwdziałanie COVID-19.

  1. Zawieszenie stosowania przepisów o zamówieniach publicznych

Ustawa w Art. 6 wyłącza stosowanie przepisów o zamówień publicznych do zamówień których przedmiotem są towary lub usługi niezbędne do przeciwdziałania COVID -19 a zachodzi wysokie prawdopodobieństwo szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby lub gdy wymaga tego ochrona zdrowia publicznego. Także w przypadku usług, dostaw lub robót budowlanych udzielanych w związku z zapobieganiem lub zwalczaniem epidemii na obszarze na którym ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii wyłącza się stosowanie przepisów o zamówieniach publicznych.

Zmiany w prawie spółek pod wpływem pandemii COVID-19

Przepisy tzw. tarczy antykryzysowej wprowadzają istotne zmiany dla spółek w związku z pandemią koronawirusa (SARS-Cov-2)

  1. Termin do zgłoszenia beneficjenta rzeczywistego zostanie wydłużony do 13 lipca 2020 r.

Zgodnie z przepisem art. 195 ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. z 2018 r., poz. 723 z późn. zm.), spółki handlowe, z wyjątkiem spółek publicznych i spółek partnerskich, wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego przed dniem 13 października 2019 r. zobowiązane były zgłosić informację o beneficjentach rzeczywistych do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych („CBRB”), w terminie do dnia 13 kwietnia 2020 r. Należy zwrócić uwagę, że przepis art. 52 ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r., poz. 568) („Specustawa”), wydłużył ten termin o trzy miesiące, do dnia 13 lipca 2020 r.

Dokonanie zgłoszenia do CBRB wymaga przede wszystkim wewnętrznego ustalenia beneficjenta rzeczywistego spółki. Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo w naszym artykule „Czas poznać beneficjenta rzeczywistego twojej spółki” (https://poland.taylorwessing.com/en/press-releases/do-you-know-your-beneficial-owner-you-better-do).

  1. Termin na sporządzenie i zatwierdzenie sprawozdania finansowego i sprawozdania z działalności za rok obrotowy 2019 wydłużony o 3 miesiące

Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości (Dz.U. z 1994 Nr 121, poz. 591 z późn. zm.) („Ustawa o Rachunkowości”) w przypadku spółek handlowych których rok obrotowy pokrywa się z rokiem kalendarzowym termin sporządzenia sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności spółki za rok obrotowy 2019 miał upłynąć w dniu 31 marca 2020 r., a termin ich zatwierdzenia w dniu 30 czerwca 2020 r. Specustawa przyznała ministrowi finansów uprawnienie do wydłużania między innymi tych terminów. Rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie określenia innych terminów wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz w zakresie sporządzenia, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji (Dz.U. z 2020 r., poz. 570), oba wspomniane powyżej terminy zostały wydłużone o trzy miesiące. Przy czym zmienione terminy nie maja zastosowania w przypadku tych spółek, którym terminy na przygotowanie sprawozdań upłynęły przed dniem 31 marca 2020 r. Na marginesie należy zauważyć, że wydłużenie terminów zatwierdzenia sprawozdań oznacza automatyczne wydłużenie terminu ich złożenia, który zgodnie z art. 61 ust. 1 Ustawy o Rachunkowości biegnie od daty zatwierdzenia tych dokumentów.

  1. Posiedzenia organów spółek kapitałowych mogą odbywać się on-line

W celu umożliwienia spółkom bieżącego funkcjonowania oraz wypełniania ciążących na nich obowiązków, w tym między innymi związanych z zatwierdzeniem sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności spółki, przepis art. 27 Specustawy, wprowadził dla spółek kapitałowych całkowicie nowe, szerokie możliwości odbywania posiedzeń zgromadzeń spółek, ale także ich zarządów i rad nadzorczych, na odległość, w tym w formie on-line.

  1. Zgromadzenie wspólników i walne zgromadzenia

Zgodnie z art. 27 Specustawy, udział w zgromadzeniu wspólników lub walnym zgromadzeniu można wziąć również przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, chyba że umowa spółki lub statut stanowią inaczej. Takie sformułowanie przepisu oznacza, że większość spółek będzie mogła skorzystać z tego trybu, bez konieczności zmiany umowy spółki lub statutu. Jest to istotna zmiana w stosunku do dotychczasowego stanu prawnego, który wymagał aby ta forma odbywania zgromadzenia została wpierw wyraźnie dopuszczona w konstytucji spółki.

Udział w zgromadzeniu odbywanym przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej obejmuje w szczególności dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym wszystkich uczestniczących w zgromadzeniu wspólników lub akcjonariuszy oraz wykonywanie prawa głosu, osobiście lub przez pełnomocnika.

Należy zauważyć, że szczegółowe zasady udziału w zgromadzeniach organizowanych przy wykorzystywaniu środków komunikacji elektronicznej określać ma regulamin uchwalany przez radę nadzorczą, a w przypadku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, również przez wspólników. Uchwała w tym przedmiocie może zostać przyjęta przez wspólników w spółce z o.o. w drodze głosowania pisemnego. Przyjęcie tego regulaminu warunkuje możliwość odbycia zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Ten ostatni wymóg należy uznać za przejaw całkowicie zbędnego formalizmu; w szczególności jest on prawnie i prakseologicznie niespójny zarówno z tym, że brak jest normy, która wskazywałaby, iż naruszenie postanowień tego regulaminu, nawet kwalifikowane, stanowi przesłankę stwierdzenia nieważności lub uchylenia uchwały a nadto systemowo zarząd jako organ Spółki odpowiadał i odpowiada za organizację walnego zgromadzenia.

Na marginesie powyższego warto zauważyć, że samo odbywanie zgromadzeń podlega ograniczeniom wynikającym z Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz.U. z 2020 r., poz. 491 z późn.zm) („Rozporządzenie”), a które dotyczą wolności przemieszczania się oraz gromadzenia, wprowadzone w związku z zagrożeniem pandemią choroby COVID-19. W naszej ocenie zwołując zgromadzenie zarówno zarząd spółki, jak i dokonujący tego podmiot muszą być w pełni świadomi ograniczeń, co oznacza, że treść ogłoszenia o zwołaniu musi uwzględniać zarówno obecne, jak i możliwe w przyszłości okoliczności.

W związku z powyższym rekomendujemy raczej przeprowadzenie obrad zgromadzenia wspólników czy walnego zgromadzenia albo przez umożliwienie wszystkim wspólnikom czy akcjonariuszom „zdalnego” udziału w posiedzeniu odpowiedniego zgromadzenia albo przez wykorzystanie „proxy-voting” i ustanowienie jednego pełnomocnika, wykonującego instrukcje wszystkich uprawnionych do udziału w odpowiednim zgromadzeniu. Pozwala to na ograniczenie liczby uczestników do dwóch lub trzech osób, włączając w to notariusza, jeżeli jego obecność jest konieczna. Możliwe jest umożliwienie udziału w zgromadzeniu wszystkim uprawnionym przez środki komunikacji elektronicznej, typu Cisco Webex, Zoom, Google Hangouts i temu podobne.

  1. Zarząd i rada nadzorcza

Również zarządy i rady nadzorcze spółek kapitałowych otrzymały szersze możliwości podejmowania decyzji na odległość. Możliwość odbywania „zdalnie” ich posiedzeń stała się domyślna. Umowa lub statut muszą zawierać normę wprost zakazującą takiego odbywania posiedzeń i głosowania, aby procedowanie z użyciem środków komunikacji na odległość stało się niemożliwe.

Zgodnie z art. 27 Specustawy w posiedzeniu zarządu i rady nadzorczej można wziąć udział i głosować przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, chyba że umowa spółki lub statut stanowi inaczej. Możliwe jest także podejmowanie uchwał przez radę nadzorczą i zarząd uchwał w trybie pisemnym, tj. obiegowym, bez odbycia posiedzenia, chyba że umowa spółki lub statut stanowi inaczej. W przypadku rad nadzorczych ważność podjętej w ten sposób uchwały zależy od tego, czy wszyscy członkowie rady zostali powiadomieni o treści projektu uchwały oraz od zachowania kworum wynoszącego ½ członków rady. Umowa spółki lub statut mogą przewidywać surowsze wymagania dotyczące podejmowania uchwał na odległość; czyli np. podnosić quorum czy wprowadzać odpowiedni termin dla dostarczenia projektów uchwał. Można też wprowadzić konieczność wyrażenia zgody przez członków rady na podjęcie uchwały w określonym przedmiocie z wykorzystaniem środków komunikacji na odległość. Takie szczególne ograniczenia muszą znaleźć się w umowie lub statucie. Zawarcie ich w „regulaminie rady” (choć w tym przypadku ustawa – w odróżnieniu od regulaminów walnego zgromadzenia czy zgromadzenia wspólników – wyraźnie już od dawna przewiduje istnienie takiego dokumentu) nie jest wystarczające dla uznania danej uchwały, z naruszeniem postanowienia zawartego nie w statucie ale w innym dokumencie. za nieważnie podjętą. Stanowi to różnicę w stosunku do poprzedniego stanu prawnego, w którym naruszenie regulaminu w zakresie ograniczenia zdalnego głosowania w radzie nadzorczej stanowiło przesłankę wystarczającą dla ustalenia przez sąd nieważności czy nieistnienia takiej uchwały. Ewentualnie istniejące ograniczenia w regulaminach rad nadzorczych, dla zachowania swojej skuteczności muszą zostać przeniesione na poziom statutu spółki. Ten formalizm nowej regulacji należy również ocenić negatywnie.

Wprowadzono również ułatwienia dotyczące podejmowania uchwał w formie tradycyjnej, tj. pisemnej, na posiedzeniu. Członkowie zarządów i rad nadzorczych mogą obecnie brać udział w podejmowaniu uchwał, oddając swój głos na piśmie za pośrednictwem innego członka zarządu lub rady nadzorczej, chyba że umowa spółki lub statut stanowi inaczej. Dla rad nadzorczych art. 27 Specustawy wprowadza dodatkowy warunek dla podjęcia uchwały w ten sposób. Oddanie głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady nadzorczej może mianowicie dotyczyć wyłącznie spraw wprowadzonych do porządku obrad wcześniej niż w dniu posiedzenia. Wykluczone jest głosowanie w ten sposób nad sprawami wprowadzonymi do porządku obrad w dniu posiedzenia. Jest to przeniesienie dotychczasowej regulacji przepisu art. 388 § ksh dotyczącego spółki akcyjnej do rady nadzorczej.

Jak przeprowadzić posiedzenie organu spółki kapitałowej w czasach koronawirusa (COVID-19) i kwarantanny?

W związku z pojawieniem się nietypowej dla codziennej działalności sytuacji związanej z ogłoszeniem stanu epidemii zarówno w Polsce, jak i większości krajów UE, spółki oraz ich organy muszą w codziennej pracy zderzyć się z nową rzeczywistością i podjąć wyzwanie działania jak najbardziej zbliżonego do normalności. Tym bardziej, że nawet nadzwyczajna sytuacja nie zwalnia ze wszystkich obowiązków przewidzianych w przepisach ustaw.

Jednym z obowiązków, wykonywanych zazwyczaj w drugim kwartale roku kalendarzowego, jest zatwierdzenie zamknięcia roku obrotowego. Znakomita większość polskich podmiotów gospodarczych za rok obrotowy uznaje rok kalendarzowy. Początek ”sezonu” zwyczajnych zgromadzeń wspólników czy zwyczajnych walnych zgromadzeń nałożył się w tym roku na ogłoszenie stanu epidemii. Należy przy tym zauważyć, że zgodnie z przepisami ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r., poz. 568) („Specustawa”), terminy na sporządzenie i zatwierdzenie sprawozdania finansowego i sprawozdania z działalności za rok obrotowy 2019 zostały wydłużone o 3 miesiące.

Zatwierdzenie sprawozdań finansowych to jednak nie jedyna czynność, do której potrzeba aktywności walnego zgromadzenia lub zgromadzenia wspólników. Biorąc pod uwagę ryzyko recesji, jest wysoce prawdopodobne, że wielu akcjonariuszy czy wspólników spółek, dla których zaistniała sytuacja może rodzić potrzeby płynnościowe, będzie chciało wesprzeć finansowo swoje spółki, co może wymagać podjęcia uchwał przez zgromadzenia wspólników czy walne zgromadzenia; często w obecności notariusza.

Pogodzenie obecności na walnym zgromadzeniu czy zgromadzeniu wspólników większej liczby wspólników i akcjonariuszy z jednoczesnym zachowaniem wymogów bezpieczeństwa epidemicznego, może w dzisiejszej rzeczywistości okazać się niemożliwe. W celu umożliwienia spółkom bieżącego funkcjonowania oraz wypełniania ciążących na nich obowiązków, w tym między innymi związanych z zatwierdzeniem sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności spółki, Specustawa wprowadziła dla spółek kapitałowych całkowicie nowe, szerokie możliwości odbywania posiedzeń zgromadzeń spółek, ale także ich zarządów i rad nadzorczych, na odległość w tym w formie on-line

  1. Zgromadzenie wspólników w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami kodeksu spółek handlowych („ksh”) wprowadzonymi w Specustawie, w braku przeciwnego zastrzeżenia w umowie spółki dopuszczalny jest udział w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, co obejmuje w szczególności: (i) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której wspólnicy mogą wypowiadać się w toku obrad zgromadzenia wspólników, przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad zgromadzenia wspólników; (ii) wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku zgromadzenia wspólników. Udział wspólników w zgromadzeniu wspólników może podlegać jedynie wymogom i ograniczeniom, które są niezbędne do identyfikacji wspólników i zapewnienia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. Możliwe jest zatem skorzystanie zarówno z wideokonferencji, jak i telekonferencji, a także działanie przez pełnomocnika. Warunkiem skorzystania z powyższych rozwiązań nie jest już, jak dotychczas, ich dopuszczenie w umowie spółki, ale brak wyraźnego zakazu w umowie spółki. Należy zwrócić jednak uwagę na to, że Specustawa wprowadziła wymóg przyjęcia przez radę nadzorczą, a w przypadku spółki nieposiadającej rady nadzorczej – przez wspólników, regulaminu, który określi szczegółowe zasady udziału w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Przyjęcie regulaminu może nastąpić jednak uchwałą wspólników bez odbycia zgromadzenia, jeżeli wspólnicy reprezentujący bezwzględną większość głosów wyrażą na piśmie zgodę na treść tego regulaminu.

W przypadku, w którym umowa spółki pozwala na udział w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej lub tryb taki z innych powodów nie jest możliwy lub pożądany, w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, w których możliwy jest konsensus w sprawie podjęcia uchwał bez odbycia „tradycyjnego” zgromadzenia wspólników, dopuszczalne jest korzystanie z trybów przewidzianych przez art. 227 § 2 ksh, czyli powzięcie jednomyślnych uchwał w trybie pisemnym (tj. jeżeli wspólnicy wyrażą na piśmie zgodę na postanowienie, które ma być powzięte) albo głosowanie pisemne. Warto zaznaczyć, że od 1 marca 2019 r. możliwość głosowania pisemnego dotyczy również uchwał rocznych, czyli takich, które dotychczas były podejmowane na zwyczajnych zgromadzeniach wspólników, którego odbycie w sposób tradycyjny było wcześniej koniecznością. W sytuacji stanu epidemii praktycznym rozwiązaniem jest zatem uzyskanie przez zarządy spółek, odpowiednio wcześniej, pisemnej zgody wszystkich wspólników na głosowanie pisemne i przeprowadzenie w ten sposób zatwierdzenia roku obrotowego 2019, udzielenie absolutoriów oraz, w przypadku w którym będzie to konieczne, powołanie członków organów spółki na kolejne/nowe kadencje.

  1. Walne zgromadzenie w spółce akcyjnej

Wykorzystywanie środków komunikacji elektronicznej w publicznej spółce akcyjnej może dotyczyć już etapu organizacji walnego zgromadzenia. Zmiany przepisów ksh wprowadzone w Specustawie powinny rozszerzyly możliwość przeprowadzenia walnego zgromadzenia ze zdalnym uczestniczeniem akcjonariuszy i członków władz- na wszystkie spółki, w których statut nie zabrania takiego sposobu jego odbycia – dotychczas możliwość ta dotyczyła jedynie spółek, w których statut ją przewidywał.

Przypomnijmy, że ogłoszenie o zwołaniu walnego zgromadzenia powinno zawierać informacje o: (i) sposobie wykonywania prawa głosu przez pełnomocnika, w tym w szczególności o formularzach stosowanych podczas głosowania przez pełnomocnika, oraz sposobie zawiadamiania spółki przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej o ustanowieniu pełnomocnika, (ii) możliwości i sposobie uczestniczenia w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, (iii) sposobie wypowiadania się w trakcie walnego zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, (iv) sposobie wykonywania prawa głosu drogą korespondencyjną lub przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej.

Podobnie jak w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością również w spółce akcyjnej szczegółowe zasady udziału w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej powinien regulować uchwalony przez radę nadzorczą regulamin. Jeżeli ten warunek został spełniony, wówczas możliwe jest skorzystanie zarówno z wideokonferencji, jak i telekonferencji. Udział akcjonariuszy w walnym zgromadzeniu może podlegać jedynie wymogom i ograniczeniom, które są niezbędne do identyfikacji akcjonariuszy i zapewnienia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. Istotne, że Specustawa wprowadziła obowiązek zapewnienia transmisji obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym przez spółki publiczne.

Możliwość kontaktowania się ze spółką na odległość w związku ze zwołanym walnym zgromadzeniem mają również akcjonariusze. Akcjonariusz lub akcjonariusze spółki publicznej reprezentujący co najmniej jedną dwudziestą kapitału zakładowego mogą przed terminem walnego zgromadzenia zgłaszać spółce na piśmie lub przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej projekty uchwał dotyczące spraw wprowadzonych do porządku obrad walnego zgromadzenia lub spraw, które mają zostać wprowadzone do porządku obrad. Spółka niezwłocznie ogłasza projekty uchwał na stronie internetowej.

Dodatkowo, statut może upoważnić do żądania umieszczenia określonych spraw w porządku obrad najbliższego walnego zgromadzenia oraz do zgłaszania spółce na piśmie lub przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej projektów uchwał dotyczących spraw wprowadzonych do porządku obrad walnego zgromadzenia lub spraw, które mają zostać wprowadzone do porządku obrad, akcjonariuszy reprezentujących mniej niż jedną dwudziestą kapitału zakładowego.

W obecnej sytuacji można również, wykorzystując dotychczasowe przepisy ksh, umożliwić akcjonariuszom uczestnictwo w walnym zgromadzeniu i wykonywanie prawa głosu przez pełnomocnika. Rolę pełnomocnika akcjonariusze i spółka mogą powierzyć jednemu, wskazanemu przez spółkę, profesjonalnemu doradcy, wykonywującemu zawód adwokata lub radcy prawnego. W takim przypadku stosunek zlecenia łączyłby adwokata (radcę prawnego) ze spółką (i w stosunku do niej miałby on „duty of care”) i dotyczyłby umożliwienia odbycia walnego zgromadzenia przez wykonywanie pełnomocnictw akcjonariuszy, zgodnie z treścią ich instrukcji. Pełnomocnik byłby obecny w kancelarii notarialnej czy w siedzibie spółki czy nawet kancelarii tego pełnomocnika, w obecności notariusza (o ile to możliwe; taki pełnomocnik może pełnić także funkcję przewodniczącego walnego) i wykonywałby prawo głosu wszystkich akcjonariuszy, którzy udzieliliby mu pełnomocnictwa. Przebieg walnego zgromadzenia, może być transmitowany i umożliwiać zarówno zdalną obecność członków władz (zarządu i rady nadzorczej), jak i zadawanie pytań przez akcjonariuszy, którzy udzielili pełnomocnictwa. Ewentualne wprowadzenie zmian do treści projektów uchwał walnego zgromadzenia, w stosunku do treści projektów opublikowanych, co do których akcjonariusze sporządzili instrukcję do głosowania, wymagałoby ogłoszenia przerwy w walnym zgromadzeniu, w celu umożliwienia ewentualnej zmiany treści wydanych przez akcjonariuszy instrukcji.

Obecne regulacje, dotyczące głosowania pisemnego przez akcjonariuszy nie wydają się w pełni odpowiadać wyzwaniom, jakie postawiła obecna sytuacja przed spółkami. Zwłaszcza, że możliwość korespondencyjnego głosowania została wprowadzona przez przywołanie w ustawie „regulaminu walnego zgromadzenia”, dokumentu korporacyjnego wcześniej ksh nie znanemu, a którego status jest co najmniej wątpliwy (naruszenie regulaminu nie skutkuje powstaniem uprawnienia do zaskarżenia uchwały).

Zwracamy uwagę, że niezależnie od formy odbywania zgromadzenia w przypadku spółek z o.o. wymagana jest obecność przewodniczącego zgromadzenia wspólników i protokolanta (a gdy jest to wymagane, notariusza), zaś w przypadku spółek akcyjnych, przewodniczącego walnego zgromadzenia oraz notariusza.

  1. Pilna nowelizacja przepisów ksh w odniesieniu do formy posiedzeń rad nadzorczych oraz zarządów.

W sytuacji, gdy członkowie władz mogą być objęci czy to formalną, czy nawet faktyczną kwarantanną oraz przy ograniczeniach w przemieszczaniu się, konieczne stało się umożliwienie zarządom działanie w sytuacji nadzwyczajnej. Obecnie obowiązujące przepisy, wprowadzone do ksh na mocy Specustawy, dopuszczają podejmowanie przez kolegialne zarządy spółek kapitałowych uchwał w trybie zdalnym (przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość), pisemnym lub pisemnym za pośrednictwem innego członka zarządu, chyba że umowa spółki lub statut stanowi inaczej. W przypadku spółki akcyjnej, rada nadzorcza spółki powinna jednak określić w formie regulaminu szczegółowe zasady udziału w posiedzeniu zarządu przy wykorzystywaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.

Rady nadzorcze mogą funkcjonować zdalnie, czyli przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, w trybie pisemnym lub w trybie pisemnym za pośrednictwem innego członka rady nadzorczej, jeżeli umowa spółki lub statut nie stanowią inaczej. Podjęta w tym trybie uchwała jest ważna, wyłącznie w przypadku, w którym wszyscy członkowie rady nadzorczej zostali powiadomieni o treści projektu uchwały oraz co najmniej połowa członków rady wzięła udział w podejmowaniu uchwały. Umowa spółki lub statut mogą przewidywać surowsze wymagania dotyczące podejmowania uchwał przez radę nadzorczą w trybach wskazanych powyżej. Analogicznie do regulacji dotyczącej posiedzeń zarządu, w przypadku spółki akcyjnej, rada nadzorcza spółki powinna określić w formie regulaminu szczegółowe zasady udziału w posiedzeniu rady nadzorczej przy wykorzystywaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Co ważne, rada nadzorcza może podejmować uchwały w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość także w sprawach, dla których umowa spółki lub statut spółki przewiduje głosowanie tajne, o ile żaden z członków rady nadzorczej nie zgłosi sprzeciwu.

W sytuacjach, gdy aktualnie obowiązujące wewnętrzne regulaminy zarządów lub rad nadzorczych w sposób szczególny regulują warunki podejmowania uchwał, należy przeanalizować je pod kątem konieczności ich ewentualnej zmiany.

  1. Podsumowanie

W każdym przypadku w pierwszej kolejności należy dokładnie przeanalizować treść umowy spółki bądź statutu pod kątem możliwości zdalnego trybu podejmowania uchwał, komunikowania się ze spółką oraz uczestnictwa w zgromadzeniu wspólników lub walnym zgromadzeniu. Jeżeli umowa spółki lub statut przewidują brak możliwości korzystania z innych form odbywania posiedzeń organów niż bezpośrednie spotkanie, warto rozważyć kwestię implementacji takich rozwiązań do dokumentów korporacyjnych spółki, przy czym należy pamiętać, że ze względu na konieczność przeprowadzenia trybu wymaganego dla zmiany umowy spółki (statutu) oraz rejestracji zmiany w Krajowym Rejestrze Sądowym, może okazać się to czasochłonne i przez to utrudnione. Rozwiązaniem praktycznym jest udzielenie pełnomocnictw i skoordynowanie tego procesu przez spółki, dodatkowa transmisja obrad albo w przypadku sp. z o.o., zgoda na głosowanie pisemne.

Jesteśmy gotowi udzielić Państwu wsparcia w organizowaniu walnych zgromadzeń czy zgromadzeń wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej oraz z wykorzystaniem instytucji pełnomocnictwa i jednoczesnej dwustronnej emisji dźwięku i obrazu do osób uprawnionych do udziału w walnym zgromadzeniu czy zgromadzeniu wspólników, a także w przygotowaniu regulaminów zdalnego odbywania walnych zgromadzeń wspólników, a także posiedzeń zarządu i rady nadzorczej spółki.

Wypowiedzenie umowy – nic prostszego?

Przedsiębiorcy stoją obecnie przed ogromnymi wyzwaniami. Jednym z tych wyzwań jest podjęcie trudnych decyzji o zakończeniu współpracy i wypowiedzeniu umów. W czasach aktualnych ograniczeń i komunikacji zdalnej doradzamy, jak zrobić to bezpiecznie i prawidłowo od strony prawnej.

Zasady regulujące tzw. następcze czynności prawne niweczące (czyli zmierzające do zakończenia stosunku prawnego) są następujące:

Obecna treść art. 77 § 2 k.c. jest wynikiem nowelizacji Kodeku cywilnego, która weszła w życie 8 września 2016 roku.Wypowiedzenie umowy

Oznacza to, że rozwiązanie, wypowiedzenie albo odstąpienie od umowy zawartej w formie pisemnej zwykłej (art. 78 k.c.), dokumentowej (art. 772 k.c.) lub elektronicznej (art. 781 k.c.) powinno być dokonane w formie dokumentowej, zastrzeżonej pod rygorem ograniczeń dowodowych (ad probationem).

Nie jest istotne, czy umowa została zawarta w formie pisemnej ze względu na wymóg ustawowy, zastrzeżenie umowne (pactum de forma), ani pod jakim rygorem forma ta była zastrzeżona.

Dlatego, jeżeli umowa nie zastrzega żadnych wymagań odnośnie formy czynności następczej niweczącej (a w dotychczasowej praktyce postanowienia umów często regulowały tylko wymóg formy przy jej zmianie) oraz nie ma takiego przepisu ustawy, umowę można rozwiązać lub wypowiedzieć w formie dokumentowej (np.: e-mail, sms, nagranie, zdjęcie, skan, faks), czyli w sposób bardziej odformalizowany niż przed zmianą Kodeksu cywilnego w 2016 roku (dotychczas przewidziana była forma pisemna).

Co więcej, od 8 września 2016 roku przepis art. 77 § 2 k.c. ma charakter dyspozytywny, co oznacza, że strony mogą zdecydować, jaką formę wybierają dla czynności następczej niweczącej ich umowę i wcale nie musi to być forma bardziej solenna (czyli ostrzejsza), niż forma dokumentowa. Za ,,inną formę”, o której mowa w tym przepisie, można uważać zatem „formę dowolną”, nawet ustną.

Kodeksowe zasady dotyczące zakończenia umowy zawartej w kwalifikowanej formie szczególnej nie uległy zmianie i jeżeli nie zastrzeżono inaczej, wyglądają następująco:wypowiedzenie

Zatem, jeżeli umowa została zawarta w kwalifikowanej formie szczególnej, odstąpienie oraz wypowiedzenie wymagają zachowania zwykłej formy pisemnej, zastrzeżonej pod rygorem ograniczeń dowodowych (ad probationem). Rygor taki obowiązuje bez względu na to, czy zawarcie umowy w którejś z kwalifikowanych form szczególnych nastąpiło zgodnie z ustawą lub z wolą stron.

WAŻNE!

Zgodnie z art. 74 § 4 k.c., w stosunkach między przedsiębiorcami uchybienie wymaganiom formy, gdy nie został zastrzeżony rygor nieważności (przez ustawę lub strony), czyli zastrzeżonej tylko dla celów dowodowych (ad probationem), nie skutkuje sankcjami dowodowymi, a jednocześnie pozostaje bez wpływu na ważność dokonanej czynności prawnej.

W związku z powyższym, odstąpienie albo wypowiedzenie umowy między przedsiębiorcami może nastąpić w dowolnej formie, jeżeli ustawa lub umowa nie przewidują dla takiego oświadczenia wymogu zachowania określonej formy pod rygorem nieważności.

REKOMENDACJA

W biznesie sprawdzają się rozwiązania proste oraz bezpieczne prawnie. Komunikacja ustna, mimo że jak wynika z wyżej przedstawionych reguł, jest w zasadzie dozwolona, to jednak nie cieszy się zaufaniem. Najczęściej stosowana jest ,,klasyczna” forma pisemna, co wynika z dotychczasowych przepisów oraz powszechnej praktyki, szczególnie z tzw. ,,ostrożności procesowej’’. Jednakże, to co dotąd było regułą lub przyzwyczajeniem, dziś powinno ulec weryfikacji, tym bardziej że możemy skorzystać z rozwiązań, które są dostępne, tańsze i szybsze niż tradycyjna korespondencja.

Dlatego warto odnotować, że Kodeks cywilny umożliwia stosowanie formy dokumentowej (e-mail, sms, nagranie, zdjęcie, skan, faks), jako formy mającej na celu usprawnienie dokonywania czynności prawnych.

Zatem, jeżeli zamierzasz wypowiedzieć Twoją umowę (albo od niej odstąpić), kieruj się następującymi kryteriami:wypowiedzenie

Nie rezygnujmy z transakcji – alternatywne metody zawarcia kontraktu

W związku z pandemią koronawirusa, wprowadzonymi ograniczeniami w przemieszczaniu się oraz zakazie zgromadzeń i zebrań, a jednocześnie możliwościami wykonywania pracy zdalnej i powszechną komunikacją przy pomocy narzędzi on-line, wiele osób zadaje sobie pytanie, jak powinni zorganizować biznes, skoro i tak na koniec ,,trzeba będzie coś podpisać”. Negocjacje i ustalenia można prowadzić poprzez korespondencję mailową, telekonferencje i wideo-konferencje, ale co dalej? Zaakceptowaliśmy już rezygnację z tradycyjnego uścisku dłoni, no ale przecież nie możemy zrezygnować z podpisywania dokumentów.

Jakie mamy możliwości zawarcia kontraktu, gdy nie możemy złożyć podpisu własnoręcznie pod dokumentem na spotkaniu.

Forma                               pisemna

(art. 78 § 1

kodeksu cywilnego)

Do zawarcia umowy wystarcza wymiana dokumentów obejmujących treść oświadczeń woli, z których każdy jest podpisany przez jedną ze stron, lub dokumentów, z których każdy obejmuje treść oświadczenia woli jednej ze stron i jest przez nią podpisany.

W praktyce oznacza to, że fazę negocjacyjną możemy zorganizować przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, a uzgodnioną umowę podpisać własnoręcznie i przesłać drugiej stronie kurierem lub pocztą, z prośbą, aby uczyniła to samo.

Forma      elektroniczna

(art. 781 § 1 i 2 kodeksu cywilnego)

Do zachowania elektronicznej formy czynności prawnej wystarcza złożenie oświadczenia woli w postaci elektronicznej i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym.

Oświadczenie woli złożone w formie elektronicznej jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej.

Oznacza to, że wszędzie tam, gdzie przepisy wymagają od nas własnoręcznego podpisu, możemy użyć kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

Dokument potwierdzający umowę

(art. 77§ 1 i 2

kodeksu cywilnego)

 

W wypadku gdy umowę zawartą pomiędzy przedsiębiorcami bez zachowania formy pisemnej (np. e-mailem, telefonicznie) jedna strona niezwłocznie potwierdzi w piśmie skierowanym do drugiej strony, a pismo to zawiera zmiany lub uzupełnienia umowy, niezmieniające istotnie jej treści, strony wiąże umowa o treści określonej w piśmie potwierdzającym, chyba że druga strona niezwłocznie się temu sprzeciwiła na piśmie.

W przypadku gdy umowę zawartą pomiędzy przedsiębiorcami bez zachowania formy dokumentowej (np. ustnie) jedna strona niezwłocznie potwierdzi w dokumencie skierowanym do drugiej strony, a dokument ten zawiera zmiany lub uzupełnienia umowy, niezmieniające istotnie jej treści, strony wiąże umowa o treści określonej w dokumencie potwierdzającym, chyba że druga strona niezwłocznie się temu sprzeciwiła w dokumencie.

Należy pamiętać, że potwierdzenie nie zastępuje wymaganej formy umowy ani jej nie konwaliduje. Nie stosuje się go, jeżeli dla umowy zawartej w sposób nieformalny wymagana jest jakakolwiek forma szczególna pod rygorem nieważności (ad solemnitatem). W takim wypadku nie możemy potwierdzić umowy, jest ona bowiem od początku nieważna.

Natomiast, w sytuacji gdy forma szczególna była zastrzeżona dla wywołania określonych skutków prawnych (ad eventum), wówczas potwierdzenie nie wywoła takich, zamierzonych przez strony lub przewidzianych przez ustawę, skutków.

 

PODPIS WŁASNORĘCZNY = KWALIFIKOWANY PODPIS ELEKTRONICZNY

Jeżeli przepisy ani strony nie zastrzegły pod rygorem nieważności formy pisemnej czy elektronicznej dla danej czynności (oraz oczywiście udziału notariusza), wystarczyć może forma dokumentowa. Do zachowania dokumentowej formy czynności prawnej wystarcza złożenie oświadczenia woli w postaci dokumentu, w sposób umożliwiający ustalenie osoby składającej oświadczenie.

Przypomnijmy, że od 8 września 2016 r. dokument przestał być kojarzony tylko z papierem. Zgodnie z art. 773 kodeksu cywilnego, DOKUMENTEM jest nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią. Jest nim zatem e-mail, sms, wiadomość wysłana poprzez komunikator, nagrania (obrazu, dźwięku), a także plik w jakimkolwiek formacie umożliwiającym odczytanie.

Dlatego, nie rezygnujemy z zawierania umów. Ale zanim sięgniemy po tradycyjny długopis, przeanalizujmy czy możemy skutecznie złożyć podpis lub e-podpis i zawrzeć umowę, aneks bądź złożyć inne oświadczenie, bez wychodzenia z domu czy biura.

Rodzaje podpisów elektrycznych i innych usług zaufania, zgodnie z Rozporządzeniem eIDAS

Od 1 lipca 2016 r. najważniejszym aktem prawnym mającym zastosowanie we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej, zapewniającym spójne standardy prawne i techniczne świadczenia usług zaufania na jednolitym rynku cyfrowym Unii Europejskiej jest Rozporządzenie eIDAS[1].

Rozporządzenie wprowadziło m.in. powszechnie rozpoznawalne mechanizmy identyfikacji elektronicznej (eID), umożliwiające jednoznaczną weryfikację tożsamości użytkowników usług online oraz podpisów elektronicznych.

Poniżej przedstawiamy najbardziej ,,praktyczne” usługi, szczególnie przydatne w dobie aktualnego stanu pandemii na świecie.

  • OSOBY FIZYCZNE: e-podpis
PODPIS ELEKTRONICZNY – oznacza dane w postaci elektronicznej, które są dołączone lub logicznie powiązane z innymi danymi w postaci elektronicznej i które użyte są przez podpisującego jako podpis (np. stopka w mailu).
ZAAWANSOWANY PODPIS ELEKTRONICZNY – oznacza podpis elektroniczny, który spełnia następujące wymogi:

a)         jest unikalnie przyporządkowany podpisującemu;

b)         umożliwia ustalenie tożsamości podpisującego;

c)         jest składany przy użyciu danych służących do składania podpisu elektronicznego, których podpisujący może, z dużą dozą pewności, użyć pod wyłączną swoją kontrolą; oraz

d)         jest powiązany z danymi podpisanymi w taki sposób, że każda późniejsza zmiana danych jest rozpoznawalna (np. podpisy cyfrowe).

KWALIFIKOWANY PODPIS ELEKTRONICZNY – oznacza zaawansowany podpis elektroniczny, który jest składany za pomocą kwalifikowanego urządzenia do składania podpisu elektronicznego i który opiera się na kwalifikowanym certyfikacie podpisu elektronicznego.
  • Podpisowi elektronicznemu nie można odmówić skutku prawnego ani dopuszczalności jako dowodu w postępowaniu sądowym wyłącznie z tego powodu, że podpis ten ma postać elektroniczną lub że nie spełnia wymogów dla kwalifikowanych podpisów elektronicznych.
  • Kwalifikowany podpis elektroniczny ma skutek prawny równoważny podpisowi własnoręcznemu.
  • Kwalifikowany podpis elektroniczny oparty na kwalifikowanym certyfikacie wydanym w jednym państwie członkowskim jest uznawany za kwalifikowany podpis elektroniczny we wszystkich pozostałych państwach członkowskich.

 

  • OSOBY PRAWNE: e-pieczęć
PIECZĘĆ ELEKTRONICZNA – oznacza dane w postaci elektronicznej dodane do innych danych w postaci elektronicznej lub logicznie z nimi powiązane, aby zapewnić autentyczność pochodzenia oraz integralność powiązanych danych.
ZAAWANSOWANA PIECZĘĆ ELEKTRONICZNA – oznacza pieczęć elektroniczną, która spełnia następujące wymogi:

a)         jest unikalnie przyporządkowana podmiotowi składającemu pieczęć;

b)         umożliwia ustalenie tożsamości podmiotu składającego pieczęć;

c)          jest składana przy użyciu danych służących do składania pieczęci elektronicznej, które podmiot składający pieczęć może, mając je z dużą dozą pewności pod swoją kontrolą, użyć do złożenia pieczęci elektronicznej; oraz

d)         jest powiązana z danymi, do których się odnosi, w taki sposób, że każda późniejsza zmiana danych jest rozpoznawalna.

KWALIFIKOWANA PIECZĘĆ ELEKTRONICZNA – oznacza zaawansowaną pieczęć elektroniczną, która została złożona za pomocą kwalifikowanego urządzenia do składania pieczęci elektronicznej i która opiera się na kwalifikowanym certyfikacie pieczęci elektronicznej.
  • Kwalifikowana pieczęć elektroniczna korzysta z domniemania integralności danych i autentyczności pochodzenia tych danych, z którymi kwalifikowana pieczęć elektroniczna jest powiązana.
  • Kwalifikowana pieczęć elektroniczna oparta na kwalifikowanym certyfikacie wydanym w jednym państwie członkowskim jest uznawana za kwalifikowaną pieczęć elektroniczną we wszystkich pozostałych państwach członkowskich.
  • e-DOKUMENTY: e-znacznik czasu
ELEKTRONICZNY ZNACZNIK CZASU – oznacza dane w postaci elektronicznej, które wiążą inne dane w postaci elektronicznej z określonym czasem, stanowiąc dowód na to, że te inne dane istniały w danym czasie.
KWALIFIKOWANY ELEKTRONICZNY ZNACZNIK CZASU musi spełniać następujące wymogi:

a)         wiąże on datę i czas z danymi tak, aby w wystarczający sposób wykluczyć możliwość niewykrywalnej zmiany danych;

b)         oparty jest na precyzyjnym źródle czasu powiązanym z uniwersalnym czasem koordynowanym; oraz

c)          jest podpisany przy użyciu zaawansowanego podpisu elektronicznego lub opatrzony zaawansowaną pieczęcią elektroniczną kwalifikowanego dostawcy usług zaufania lub w inny równoważny sposób.

  • Kwalifikowany elektroniczny znacznik czasu korzysta z domniemania dokładności daty i czasu, jakie wskazuje, oraz integralności danych, z którymi wskazywane data i czas są połączone.
  • Kwalifikowany elektroniczny znacznik wydany w jednym państwie członkowskim jest uznawany za kwalifikowany elektroniczny znacznik czasu we wszystkich państwach członkowskich.

Sądy rejestrowe w czasie stanu epidemii w Polsce (stan na 21 kwietnia 2020 r.)

W przypadku spółek handlowych szereg czynności może wiązać się z koniecznością uprzedniej zmiany umowy albo statutu spółki, a w związku z tym również przeprowadzenia postępowania rejestrowego, którego pozytywne zakończenie jest warunkiem skuteczności takiej zmiany. Również zmiana składu organów z powodów czysto praktycznych powinna zostać możliwie pilnie wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego. Chcielibyśmy przedstawić Państwu kilka bieżących informacji dotyczących funkcjonowania wydziałów rejestrowych w sądach gospodarczych w związku z ogłoszeniem w Polsce stanu epidemii.

Zgodnie z informacjami uzyskanymi w biurach obsługi interesantów oraz sekretariatach wydziałów gospodarczych Krajowego Rejestru Sądowego sądów rejonowych największych miast w Polsce (m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach i Gdańsku), na dzień 21 kwietnia 2020 roku, załatwianie spraw w sądach rejestrowych odbywa się na poniższych zasadach.

  1. Biura podawcze

Biura podawcze większości sądów są aktualnie nieczynne. Wyjątkiem jest Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy (XII i XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego), gdzie przy jednym funkcjonującym na ten moment stanowisku biura podawczego pisma mogą być składane osobiście. We wszystkich sądach wszelkie pisma i wnioski można natomiast składać za pośrednictwem poczty.

  1. Rozpatrywanie spraw

Na dzień 21 kwietnia 2020 roku wszystkie sprawy przed sądami rejestrowymi są rozpatrywane, posiedzenia niejawne się odbywają, a sędziowie i referendarze sądowi wydają zarządzenia i postanowienia. W niektórych sądach wydziały pracują jednak w mniejszym składzie, również ze względu na wprowadzenie pracy w systemie rotacji pracowników, w związku z czym okres oczekiwania na rozpoznanie sprawy najprawdopodobniej ulegnie znacznemu wydłużeniu. W sprawach pilnych, zgodnie z dotychczasową praktyką, wnioskodawcy mogą składać do przewodniczącego wydziału odpowiednio umotywowane wnioski o przyspieszenie rozpoznania sprawy i pilne rozpatrzenie wniosku. Nie ma jednak żadnych gwarancji, że sprawa zostanie rozpoznana niezwłocznie.

W zaistniałej sytuacji, planując działania spółki, należy liczyć się z tym, że pożądany wpis do rejestru może zostać dokonany dopiero w dłuższej perspektywie czasu. Jeżeli zależy nam na czasie i charakter sprawy na to pozwala, warto rozważyć alternatywne rozwiązania.

Należy zwrócić uwagę, że zgodnie z art. 15 zzs ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374 ze zm.), w okresie stanu epidemii bieg terminów procesowych i sądowych nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulga zawieszeniu na czas trwania tego stanu. Dotyczy to również postępowań toczących się przed sądami rejestrowymi.

Rozwiązywanie sporów w czasie pandemii

Jak rozwiązywać spory kiedy nie działają sądy? Gdzie udać się po pomoc w związku z zaistniałym sporem w biznesie w tym szczególnym czasie? A co ze sporami już zawisłymi przed sądem?

Te i inne pytania niewątpliwie zadają sobie przedsiębiorcy w tym trudnym dla gospodarki i biznesu czasie.

Przedsiębiorcy przeglądają też swoje kontrakty w poszukiwaniu klauzul związanych z siłą wyższą czy nadzwyczajnymi sytuacjami. A ponieważ umowy pisze się na ciężkie czasy niewątpliwie, w niejednej umowie znajdą tego rodzaju klauzule i je zastosują. Pozostaje jednak pytanie jak rozwiązywać spory w sytuacji, w której nie działają sądy, a strony umówiły się na rozstrzyganie ewentualnych konfliktów przez właściwy sąd powszechny? Co mają zrobić przedsiębiorcy, których sprawy już zawisłe w sądach są właśnie odwoływane i (pewnie) trafią na koniec kolejki w już i tak przeciążonych sprawami sądach?

Oczywiście umowy mogą zawierać również zapis na sąd polubowny, czyli tak zwaną klauzulę arbitrażową, co pozwala ominąć sąd powszechny. Powstaje jednak pytanie czy sądy arbitrażowe – nawet przy założeniu, że działają – będą w stanie zająć się sprawą? Mając bowiem na uwadze dość wysoki formalizm procedury arbitrażowej może się okazać, że w tym szczególnym czasie w jakim przyszło obecnie działać przedsiębiorcom sądy arbitrażowe nie będą w stanie normalnie procedować. Każde bowiem rozstrzyganie sporów przez sąd (powszechny czy arbitrażowy) wiąże się ze spotkaniami stron, biegłych, świadków podczas rozprawy lub posiedzenia sądu co wymaga udziału co najmniej kilku osób.

Oczywiście praktyka pokaże na ile sądy arbitrażowe będą w stanie dostosować się do zaistniałej sytuacji. Tym niemniej przedsiębiorcy, u których zaistniał spór w biznesie lub których spór właśnie „ugrzązł” w sądzie powszechnym, mogą skorzystać z innych alternatywnych metod rozwiązywania konfliktów. Każdy bowiem spór można rozwiązać w mediacji gospodarczej, która to z kolei może okazać się dość efektywnym narzędziem, możliwym do użycia także w czasie pandemii.

  1. Mediacja lekarstwem na trudne czasy

Mediacja gospodarcza przeżywa w ostatnich latach w Polsce swoje odrodzenie. Mam tu na myśli głównie otoczenie legislacyjne mediacji, w tym szereg kolejnych nowelizacji przepisów prawa mających na celu zachęcenie przedsiębiorców do mediacji.

Mediacja to bardzo odformalizowana metoda rozwiązywania sporu w biznesie, która jest co najmniej kilkukrotnie tańsza niż proces sądowy czy postępowanie arbitrażowe. Mediacja może być także prowadzona za pomocą różnych środków porozumiewania się na odległość (w drodze wideo- czy telekonferencji, a nawet pisemnie on-line). Do mediacji z udziałem mediatora może dojść bez ich bezpośredniego kontaktu, a więc – aktualnie – bez zagrożenia dla ich zdrowia.

Aby skorzystać z mediacji nie jest też potrzebna specjalna regulacja umowna pomiędzy stronami. Mediacja może się odbyć także bez szczególnego skierowania sądu, kiedy to strony same decydują się na przeprowadzenie mediacji przez niezależnego, wybranego przez nich mediatora czy też niezależny, wyspecjalizowany ośrodek mediacyjny (tzw. mediacja prywatna).

Tak naprawdę, w drodze mediacji można nie tylko rozwiązać istniejący spór ale i „wymediować” szczególne warunki umowy w szczególnych okolicznościach jaką jest np. pandemia. Może to być istotne właśnie w sytuacji, w której strony zawierające umowę nie przewidziały pewnych okoliczności ich wykonywania jak np. wprowadzenie na terenie całego kraju stanu epidemii czy zagrożenia epidemicznego. Tego rodzaju sytuacje i stany wyjątkowe mogą niejednokrotnie prowadzić do zaburzenia relacji biznesowej pomiędzy stronami lub też ją czasowo uniemożliwić. Jeśli strony nie przewidziały takiej sytuacji w umowie to mogą znaleźć się w biznesowym pacie. Z pomocą w takiej sytuacji może przyjść właśnie mediacja gospodarcza, która pozwoli stronom nie tylko wyjaśnić rozbieżności w zakresie interpretacji umowy lub jej wykonywania, ale i ułożyć tę relację na przyszłość.

Klasyczna mediacja gospodarcza polega na udziale niezależnego mediatora gospodarczego w komunikacji pomiędzy stronami pozostającymi w sporze. Strony, niejako moderowane przez mediatora w postępowaniu mediacyjnym, dążą do wypracowania rozwiązania, które byłoby dla obu stron akceptowalne. Proces mediacji prowadzić więc powinien do sytuacji win-win.

  1. Ugoda zastępuje wyrok

Praktyka pokazuje, że rozwiązanie wypracowane przez obydwie strony z pomocą mediatora w drodze mediacji gospodarczych jest zazwyczaj dobrowolnie przez nie realizowane i nie potrzeba żadnych środków przymuszających aby wypracowaną ugodę strony wdrożyły w życie. Warto jednak pamiętać, że ugodę wypracowaną w drodze mediacji gospodarczych można potwierdzić przed sądem. W takiej sytuacji mediator bądź pełnomocnicy stron zwracają się do sądu z prośbą o wyznaczenie terminu, podczas którego dochodzi do formalnego zatwierdzenia przez sąd ugody, która staje się tytułem egzekucyjnym, a więc zyskuje walor i moc prawną wyroku sądowego. To zatwierdzenie ugody może odbyć się także kilka tygodni lub miesięcy po jej zawarciu przed mediatorem. Tym samym fakt niedziałania sądu w obecnym czasie nie wstrzymuje stron w rozwiązywaniu sporów za pomocą mediacji i późniejszego ewentualnego zatwierdzenia wypracowanej ugody przez sąd.

To samo dotyczy sporów zawisłych już pomiędzy stronami przed sądem. W sytuacji, w której nie ma pewności kiedy na nowo sąd będzie mógł procedować w sprawie, strony mogą zawrzeć ugodę pozasądową w drodze mediacji prywatnych regulując w niej odpowiednio losy zawisłego sporu (np. postanawiając o cofnięciu pozwu i wzajemnym zniesieniu kosztów sądowych). Jestem przy tym przekonana, że w obecnej sytuacji jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, szczególnie jeśli stronom zależy na szybkim zakończeniu sporu.

Szacuje się, że mediacja jest co najmniej dziesięciokrotnie tańsza od procesu sądowego. Być może właśnie ta aktualna, wyjątkowa sytuacja przyczyni się do większego wykorzystania mediacji gospodarczej w biznesie i przedsiębiorcy częściej będą sięgać po to narzędzie do rozwiązywania sporów.

  1. Porównanie kosztów: Postępowanie sądowe vs. mediacja prywatna w ramach Międzynarodowego Centrum Mediacji („mcm.org.pl”)

Wartość przedmiotu sporu: 3.000.000 zł

Koszty Postępowanie sądowe Mediacja
Opłaty wstępne / rejestracja sprawy** 200.000 zł opłaty sądowej 1.500 zł netto opłata rejestracyjna
Obsługa prawna podczas procesu* / Koszt mediacji** ok. 120.000 zł 15.000 zł netto

(15 godzin mediacji rozdzielonych na sesje mediacyjne)

Opinie biegłych ok. 3.000 zł nie dotyczy
Egzekucja komornicza ok. 2.500 zł nie dotyczy
Suma kosztów głównych ok. 325.500 zł 16.500 zł

*koszty kalkulowane na podstawie danych World Bank publikowanych w raporcie Doing Business Report (Polska)

** koszt mediacji prywatnej w ramach Międzynarodowego Centrum Mediacji

Jak uratować relację biznesową w czasach pandemii koronawirusa (COVID-19)?

Sytuacja powstała w związku pandemią COVID-19 już dokonała zasadniczej zmiany otaczającej nasz rzeczywistości. Nie sposób na obecnym etapie ocenić charakter i zakres wszystkich skutków trwającej pandemii, nie ulega jednak wątpliwości, że będzie ona miała przełożenie na sferę stosunków prawnych, w tym także na relacje umowne. Zapewne wielu przedsiębiorców już doświadcza lub wkrótce doświadczy sytuacji, w której wykonanie zobowiązań kontraktowych stanie się bardzo trudne lub nawet niemożliwe. Należy wówczas zastanowić się nad zastosowaniem rozwiązań już teraz dostępnych na gruncie obowiązujących przepisów prawa – poniżej przedstawiam parę praktycznych czynności, które w naszej ocenie może podjąć przedsiębiorca zmagający się z wykonaniem obowiązków umownych:

  1. Czy wystąpienie siły wyższej zostało uregulowane w umowie?

Czytanie zawartych umów ze zrozumieniem jest trudne do przecenienia. Niewykluczone, że w umowie, której jesteśmy stroną, zawarta została tzw. klauzula siły wyższej (vis maior, force majeure), która w praktyce obrotu handlowego stała się standardowym postanowieniem powszechnie włączanym do różnego rodzaju umów. Zazwyczaj zawiera ono definicję przypadku siły wyższej (np. jako wydarzenie nadzwyczajne, zewnętrzne, trudne do przewidzenia, którego skutkom nie można zapobiec nawet przy dołożeniu maksymalnej staranności) uzupełnioną następnie o otwarty bądź zamknięty katalog konkretnych stanów i sytuacji, które w ocenie stron umowy spełniają przesłanki definicji. Istotą klauzuli siły wyższej jest zastrzeżenie, że strona nie odpowiada za niewykonanie bądź nienależyte wykonanie umowy, które zostało spowodowane działaniem siły wyższej lub w inny sposób ogranicza jej odpowiedzialność kontraktową w tym zakresie.

  1. Epidemia jako przypadek siły wyższej.

Zawarcie w umowie postanowienia dotyczącego siły wyższej to zdecydowanie dobra wiadomość. W kolejnym kroku, należy się zastanowić, czy zamieszanie powstałe w związku z COVID-19 spełniać będzie przesłanki definicji siły wyższej zawartej w umowie. Z dużą dozą pewności można zakładać, że tak będzie w istocie, aczkolwiek decydujące znaczenie ma brzmienie analizowanego postanowienia. Jeśli wyraźnie wskazano w nim na epidemię jako jeden z przykładów siły wyższej, wówczas sytuacja wydaje się dość prosta. Zgodnie art. 2 punktem 9 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych przez epidemię rozumieć należy wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących. O ile w okresie od 14 marca do dnia 19 marca 2020 roku, a więc w czasie oficjalnego ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, można byłoby się ewentualnie zastanawiać, czy już mamy do czynienia z epidemią, czy jeszcze „tylko” z ryzykiem jej wystąpienia, o tyle oficjalne ogłoszenie stanu epidemii począwszy od dnia 20 marca 2020 roku rozwiewa w tym zakresie wszelkie wątpliwości. Stan epidemii wywołuje szereg daleko idących, bezpośrednich konsekwencji prawnych, lecz równocześnie w istotny sposób wzmacnia legitymację do powołania się na zawartą w umowie klauzulę siły wyższej.

  1. Inne przypadki siły wyższej.

Sytuacja jest jednak bardziej złożona, rozprzestrzenianie się COVID-19 uruchomiło szereg reakcji i procesów, których kierunek rozwoju, a przede wszystkim skutki trudno na obecnym etapie przewidzieć. Wiele z nich może być potencjalnie postrzeganych w kategoriach siły wyższej, co można odnieść także do działań organów administracji publicznej i podjętych już czynności mających w celu zwalczanie zagrożenia epidemicznego. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii wprowadza ‑ podobnie jak wcześniejsze rozporządzenia w tym zakresie – szereg restrykcji bardzo bezpośrednio przekładających się na prowadzenie działalności gospodarczej. Obecnie obostrzenia te obejmują m.in. ograniczenie lub całkowity zakaz prowadzenia określonych rodzajów działalności (w tym działalności związanej z prowadzeniem usług hotelarskich, działalności polegającej na organizowaniu imprez, działalności związanej z konsumpcją i podawaniem napojów, handlu detalicznego określonymi towarami w dużych obiektach handlowych, działalności związanej ze sportem, rozrywkowej i rekreacyjnej, czy też zakaz korzystania z rowerów miejskich dostępnych publicznie), ograniczenia określonego sposobu przemieszczania się, czy też ograniczenia lub zakaz obrotu i używania określonych przedmiotów (np. zakaz wywozu lub zbywania poza terytorium RP respiratorów oraz kardiomonitorów). Postrzeganie działalności władczej państwa (tzw. imperium) w kategoriach siły wyższej budzi co prawda pewne kontrowersje w literaturze prawniczej, tym niemniej uznać należy, że swoboda stron w kształtowaniu relacji umownej sięga na tyle daleko, aby tego rodzaju urzędowe obostrzenia mogły zostać objęte ustaloną przez strony definicją siły wyższej. Decydujące znaczenie w tym zakresie będzie więc miała treść umowy.

  1. Co, jeśli w umowie nie została przewidziana klauzula siły wyższej?

Podobny problem może się pojawić również wtedy, gdy co prawda strony takie postanowienie przewidziały w umowie, aczkolwiek z uwagi na jego wąski zakres nie będzie ono mogło zostać zastosowane, np. gdy jego treść została zredukowana wyłącznie do wyczerpującego wyliczenia określonych sytuacji, które akurat nie obejmują ani epidemii ani działań władczych państwa. Siła wyższa jest pojęciem używanym na gruncie polskiego prawa, nie ma jednakże ogólnego przepisu w Kodeksie cywilnym, który przewidywałby ograniczenie odpowiedzialności umownej z uwagi na działanie siły wyższej. W takiej sytuacji należałoby się zastanowić nad alternatywnymi instrumentami, w tym w pierwszym rzędzie nad tzw. klauzulą rebus sic stantibus z art. 3571 Kodeksu cywilnego, która jakiś czas temu przeżyła prawdziwy renesans popularności w związku z publiczną dyskusją w kwestii możliwości jej zastosowania do kredytów denominowanych oraz indeksowanych frankiem szwajcarskim (CHF). Przepis ten pozwala na zmianę sposobu wykonania świadczenia, jego wysokości lub nawet rozwiązanie umowy, jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy. Podobne mechanizmy zostały przez ustawodawcę przewidziane dla niektórych konkretnych rodzajów umów (np. podwyższenie wynagrodzenia ryczałtowego lub rozwiązanie umów o dzieło zgodnie z art. 632 Kodeksu cywilnego, czy obniżenie czynszu dzierżawnego na podstawie art. 700 Kodeksu cywilnego). Warto w tym kontekście pamiętać także o tym, że odpowiedzialność za należyte wykonanie opiera się na zasadzie winy, przy czym dłużnik jest co do zasady zobowiązany do dochowania należytej staranności. Atrakcyjność wskazanych wyżej rozwiązań istotnie obniża jednak fakt, że o zmianie stosunku umownego (lub nawet jego rozwiązaniu) orzeka sąd, co oznacza, że efektywne rozwiązanie problemu niemożności wykonania umowy odwlecze się w czasie, w szczególności mając na uwadze obecną sytuację. Już teraz, o ile problem nie zostanie uprzednio uregulowany systemowo przez ustawodawcę, należy liczyć się z nadzwyczajnymi opóźnieniami w pracy sądów.

  1. Jakie działania podjąć w chwili obecnej?

Zazwyczaj postanowienia umowne regulujące siłę wyższą przewidują też odpowiednią procedurę działania, której początkiem jest powiadomienie drugiej strony, że jej kontrahent handlowy został dotknięty przypadkiem siły wyższej i że może to wpłynąć na wykonywanie przez niego obowiązków umownych. Należy to zrobić zgodnie z przewidzianym umową trybem komunikacji, w każdym jednakże razie w sposób, który odpowiednio udokumentuje spełnienie tego obowiązku informacyjnego. Kolejnym etapem może być podjęcie przez strony, w dobrej wierze, negocjacji w celu odpowiedniej zmiany stosunku umownego. Ostatecznie w razie przedłużającego się działania siły wyższej (np. dłużej niż 90 dni), każdej ze stron może przysługiwać prawo do jednostronnego rozwiązania umowy. Wiele zależy od okoliczności konkretnej sprawy (w tym przede wszystkim od brzmienia umowy) wydaje się jednak, że w obecnej chwili jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków i przede wszystkim należałoby poczekać na dalszy rozwój sytuacji. Bez wątpienia podjęcie komunikacji z kontrahentem handlowym i przygotowanie go na ewentualne perturbacje w zakresie wykonania umowy jest jak najbardziej wskazane. Co istotne, dotyczy to zarówno umów, w których siła wyższa została wyraźnie uregulowana, jak i tych, w których brak jest tego typu regulacji. Rozpoczęcie rozmów na wczesnym etapie działania siły wyższej może ograniczyć rozmiar ewentualnych szkód, a być może także zwiększyć szansę na utrzymanie relacji kontraktowej.

Rozstania z pracownikami w dobie epidemii

Wprowadzone przez rząd rozwiązania pomocowe dla pracodawców mają na celu wsparcie pracodawców i ochronę miejsc pracy. Zakres proponowanej pomocy jest coraz szerszy, co pozwala wyrażać nadzieję, że okażą się one wystarczające do utrzymania etatów w przedsiębiorstwach najbardziej dotkniętych spadkami obrotów. Pracodawcy powinni być jednak przygotowani również na mniej optymistyczny scenariusz i mieć świadomość swoich obowiązków i dostępnych rozwiązań technicznych w przypadku, gdy redukcja etatów okaże się być nieunikniona.

W obecnym czasie epidemia Covid-19 wymusiła szereg zmian w obszarze działania wielu przedsiębiorstw oraz przyjętej przez nie organizacji pracy. Trudna sytuacja ekonomiczna związana z zawieszeniem międzynarodowego transportu lotniczego, zamknięciem granic dla cudzoziemców oraz ograniczeniami w działalności głównie sektora usług i handlu, ale też pozostałych przedsiębiorców, może niestety odbić się na ich kondycji finansowej, a w konsekwencji na trwałości zatrudnienia pracowników. Pracodawcy, którzy planowali dokonanie zwolnień indywidualnych już wcześniej oraz ci, których okoliczności zmuszą do takich zwolnień w najbliższym czasie, będą musieli zmierzyć się z dodatkowymi trudnościami logistycznymi przy doręczaniu pisemnych wypowiedzeń umów. Trudności te związane będą między innymi z wykonywaniem przez pracowników pracy zdalnej z domu i związanym z tym brakiem osobistych kontaktów między nimi a ich przełożonymi. Wśród pracodawców pojawiają się wątpliwości, czy w przypadku skierowania wszystkich lub większości pracowników do pracy w systemie zdalnym oraz brakiem bezpośrednich spotkań służbowych, można nie naruszając wymogów prawnych, doręczyć pracownikowi wypowiedzenie umowy o pracę bez osobistego kontaktu z nim?

  1. Wymogi ogólne

Rozwiązywanie umów o pracę jest jedną z najbardziej niewygodnych i trudnych decyzji, jakie podejmować muszą pracodawcy wobec zatrudnianych przez siebie osób. Proces ten jest sformalizowany i wymaga zachowania ściśle określonych wymogów zawartych w przepisach kodeksu pracy dotyczących, m.in. doręczeń, pisemności, konieczności podania przyczyny rozwiązania umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony oraz poinformowania o przysługującym pracownikowi prawie odwołania się do sądu pracy w terminie 21 dni od doręczenia wypowiedzenia.

  1. Zdalne doręczenie oświadczenia woli pracodawcy

Wypowiedzenie umowy o pracę, które zostało własnoręcznie podpisane przez pracodawcę lub inną należycie umocowaną do tego osobę oraz spełnia wymogi określone w art. 30 kodeksu pracy, można przesłać pracownikowi pocztowym listem poleconym za potwierdzeniem odbioru albo kurierem na jego adres domowy. Rozwiązanie to ma jednak kilka wad. Poza obiektywnymi trudnościami osobistego zakomunikowania faktu zwolnienia z pracy w trakcie doręczania pisemnego wypowiedzenia, jednym z głównych ryzyk dla pracodawcy jest fakt, niemożliwości dokładnego określenia daty i godziny jego doręczenia. Może się bowiem okazać, że w dniu doręczania wypowiedzenia pracownik był nieobecny w pracy z powodu zwolnienia lekarskiego lub urlopu na żądanie. Należy pamiętać, że nie można również doręczyć wypowiedzenia pracownikowi, który jest nieobecny w pracy ze względu na sprawowaną osobistą opiekę nad dzieckiem w związku z zamknięciem żłobka, przedszkola lub szkoły, do których uczęszcza dziecko. Doręczone pracownikowi w takim dniu wypowiedzenie będzie co prawda skuteczne, jednak pozostaje obarczone wadą naruszenia art. 41 kodeksu pracy, który zabrania pracodawcy wypowiadania umowy o pracę podczas urlopu pracownika lub innej usprawiedliwionej nieobecności w pracy. W rezultacie pracownik będzie mógł stosunkowo łatwo skutecznie odwołać się do sądu pracy, który orzec może o przywróceniu do pracy lub zasądzić odszkodowanie.

  1. Doręczenie elektroniczne

Mając na uwadze ww. ryzyka związane ze zdalnym doręczaniem wypowiedzenia, warto rozważyć alternatywę w postaci doręczenia elektronicznego. Wymóg pisemnego wypowiedzenia umowy o pracę spełniać będzie bowiem także wypowiedzenie przesłane pracownikowi e-mailem, które jako załącznik zawiera wypowiedzenie umowy o pracę podpisane za pomocą certyfikowanego podpisu elektronicznego. Zgodnie z art. 78(1) kodeksu cywilnego, oświadczenie woli złożone w formie elektronicznej jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej. Należy pamiętać, że dokument musi być opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Taki e-podpis można uzyskać u jednego z certyfikowanych dostawców. Ze względu na wymogi składania w Krajowym Rejestrze Sądowym podpisanych elektronicznie sprawozdań finansowych, podpisami takimi często dysponują członkowie zarządu spółek kapitałowych, tj. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnych.

Dokonując doręczenia wypowiedzenia e-mailem na powyższych zasadach, warto wysłać je na służbowy adres e-mail pracownika, w tym bowiem przypadku pracodawca mając dostęp do zasobów własnego serwera pocztowego, dość łatwo będzie mógł udowodnić, że do doręczenia faktycznie doszło oraz wskazać dokładny jego moment. Dodatkowo spotykanym w praktyce i rekomendowanym rozwiązaniem jest jednoczesne przeprowadzenie z pracownikiem tele- lub wideokonferencji z udziałem dodatkowego świadka po stronie pracodawcy, który w razie powoływania się przez pracownika na problemy z pocztą elektroniczną, potwierdzi przebieg służbowej rozmowy, fakt wysłania w jej trakcie e-maila z wypowiedzeniem (świadek może zostać umieszczony w kopii e-maila) oraz reakcję pracownika na tę sytuację. Należy przy tym zadbać aby osoba ta była upoważniona do przetwarzania danych osobowych zwalnianego pracownika i świadoma obowiązku zachowania poufności tych danych. Najczęściej będzie to bezpośredni przełożony pracownika lub przedstawiciel działu kadr. W przypadku e-doręczenia wypowiedzenia, najlepiej go dokonywać w dniu roboczym, upewniając się uprzednio, że pracownik był tego dnia aktywny zawodowo, tj. obecny w pracy zdalnej i nie korzystał z urlopu ani usprawiedliwionej nieobecności w pracy.

  1. Czy można podpisać wypowiedzenie umowy o pracę przy użyciu profilu zaufanego na platformie ePUAP?

Nie można. Takie wypowiedzenie będzie wadliwe, bowiem podpis przy użyciu profilu zaufanego nie spełnia wymogu kwalifikowanego podpisu elektronicznego, a więc wymogu pisemności. Pomimo wprowadzenia na platformie ePUAP możliwości podpisania dowolnego dokumentu, nie znajduje ona zastosowania do spraw pracowniczych. Dzięki profilowi zaufanemu można kontaktować się z urzędami i sądami oraz załatwiać sprawy urzędowe takie jak m.in. złożenie sprawozdania finansowego. Nie można jednak stosować go podpisując dokumenty z zakresu prawa pracy ani innych oświadczeń przeznaczonych dla osób prywatnych.

COVID-19 a prawo ochrony konkurencji i konsumentów – polska perspektywa

Epidemia koronawirusa ma istotny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej. Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci spotykają się z niecodziennymi sytuacjami na rynku. Poniżej przedstawiamy ogólną analizę wpływu epidemii COVID-19 na poszczególne aspekty polskiego prawa ochrony konkurencji oraz zakres kompetencji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów („UOKiK”) w związku z zaistniałą sytuacją.

  1. Kontrola koncentracji

Jak dotąd żadne szczególne środki dotyczące systemu kontroli koncentracji nie zostały wprowadzone. Zatem, wciąż możliwe jest dokonywanie zgłoszeń zamiaru koncentracji, które powinny zostać rozpoznane w ustawowym terminie 1 miesiąca (sprawy w i fazie) lub 5 miesięcy (sprawy zakwalifikowane do II fazy). Niemniej, należy mieć na uwadze, że czas trwania postępowań antymonopolowych w sprawach kontroli koncentracji może być dłuższy niż zwykle, nawet w przypadku spraw nieskomplikowanych (niemniej, UOKiK ma obowiązek wydania decyzji w ustawowym terminie). Również prowadzenie badań rynku (w sprawach bardziej skomplikowanych) może być utrudnione. W przeciwieństwie do Komisji Europejskiej, czy francuskiego Urzędu Ochrony Konkurencji (Autorité de la concurrence) UOKiK nie zwrócił się dotychczas do przedsiębiorców o powstrzymanie się z notyfikacjami, które mogą zostać złożone w późniejszym terminie. Niemniej, zważywszy na powagę sytuacji, rekomendacja taka wydaje się uzasadniona. Możliwe, że UOKiK będzie bardziej skłonny do kontaktów pre-notyfikacyjnych z przedsiębiorcami (co rzadko ma miejsce w Polsce) w celu wcześniejszego zbadania koncentracji przed formalnym ich zgłoszeniem[1]

  1. Praktyki ograniczające konkurencję

Trwająca sytuacja kryzysowa może mieć spowodować zmianę kwalifikacji prawnej porozumień lub jednostronnych działań przedsiębiorców mających pozycję dominującą. W szczególności, niektóre rodzaje porozumień horyzontalnych (tj. zawartych pomiędzy konkurentami), które stanowiłyby naruszenie art. 101 ust. 1 TFUE[2] lub art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów[3], mogą zostać uznane za legalne w aktualnej sytuacji. Porozumienia tego rodzaju mogą skorzystać z wyłączenia indywidualnego określonego w art. 101 ust. 3 TFUE lub art. 8 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Należy jednak mieć na uwadze, że postanowienia takich antykonkurencyjnych porozumień mogą „stać się” legalne po jednoczesnym spełnieniu czterech warunków, tj. przyczynienie się do polepszenia produkcji, dystrybucji towarów lub do postępu technicznego lub gospodarczego; zapewnienie nabywcy lub użytkownikowi odpowiedniej części wynikających z porozumień korzyści; niezbędności; brak możliwości wyeliminowania konkurencji na rynku. Ponadto, to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek wykazania spełnienia przesłanek wyłączenia indywidualnego. Zatem, niezależnie od dynamicznej sytuacji, a także mając na uwadze 5-letni okres przedawnienia, pożądane jest gromadzenie wszelkiego rodzaju dowodów (takich jak dane rynkowe oraz korespondencja), aby mieć możliwość wykazania w przyszłości, że określona forma współpracy była konieczna. Podobnie przedstawia się sytuacja jednostronnych praktyk przedsiębiorców dominujących, które mogą np. w czasie kryzysu wstrzymywać dostawy na rzecz swoich stałych klientów.

Jednocześnie organy antymonopolowe uważnie monitorują działania przedsiębiorców w czasie kryzysowej sytuacji. Przykładowo, UOKiK wszczął postępowanie w sprawie wypowiedzenia umów przez hurtownie zaopatrujące szpitale w sprzęt ochronny (w tym maski chirurgiczne). Zgodnie z komunikatem prasowym, tego rodzaju nagłe rozwiązanie umów mogło mieć na celu uzyskanie znacznie wyższych cen od aktualnych klientów (szpitali)[4]. Obecnie UOKiK przygląda się działaniom dwóch hurtowni farmaceutycznych. Organ bada, czy miało miejsce naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję (antykonkurencyjnego porozumienia lub nadużycia pozycji dominującej). Ponadto, UOKiK uruchomił specjalną infolinię dla szpitali.

Po drugie, niektórzy przedsiębiorcy mogą zostać zmuszeni przez władze publiczne do działań o charakterze antykonkurencyjnym. Dobrym przykładem są przepisy art. 11 ust. 2-5 polskiej specustawy dotyczącej COVID-19[5], które ustanawiają podstawy prawne do wydawania przez Prezesa Rady Ministrów wiążących poleceń lub zawierania umów przez podmioty niepubliczne, w tym przedsiębiorców. Niektóre z tego rodzaju środków mogą mieć charakter ograniczający konkurencję. Niemniej, mogą one skorzystać z tzw. state action defense, zgodnie z którą działania przedsiębiorców wymuszone przez władze publiczne nie stanowią naruszenia art. 101 ust. 1 lub art. 102 TFUE oraz art. 6 ust. 1 lub 9 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Dobrym przykładem jest decyzja Prezesa Rady Ministrów nakładająca na serwisy internetowe Allegro oraz OLX obowiązek zaprzestania sprzedaży niektórych produktów farmaceutycznych i paramedycznych. Należy jednak pamiętać, że doktryna state action – będąca wyjątkiem od ogólnych zakazów określonych w przywołanych przepisach – jest zawężająco interpretowana przez sądy unijne. Zatem, w sytuacjach tego rodzaju zalecana jest konsultacja z doradcą z zakresu prawa konkurencji.

  1. Relacje konsumenckie

Kryzys związany z COVID-19 może skłaniać do zachowań skutkujących wyrządzeniem szkody konsumentom. Dotyczy to między innymi:

  • odmowy zwrotu opłaconego z góry wynagrodzenia z tytułu świadczenia usług;
  • wprowadzania w błąd konsumentów co do właściwości niektórych produktów, np. w zakresie antybakteryjnego działania;
  • podnoszenia cen niektórych produktów.

W oficjalnym komunikacie UOKiK poinformował, że zgodnie z odpowiednimi przepisami, podróżujący (klienci biur podróży) są uprawnieni do zwrotu kosztów, jeżeli zostali zmuszeni do rezygnacji z imprezy na skutek nadzwyczajnych okoliczności. Sytuacja pasażerów (klientów linii lotniczych) jest niejednoznaczna ze względu na brak specyficznych regulacji w tym zakresie. Niemniej, Prezes Tomasz Chróstny (UOKiK) wyraził oczekiwanie, że „linie lotnicze także powinny zachować się odpowiedzialnie i monitorować bieżącą sytuację, aby uniknąć zagrożenia dla zdrowia pasażerów”[6]. Nie można wykluczyć, że UOKiK będzie skłonny wszczynać postępowania przeciwko przedsiębiorcom, którzy odmówili konsumentom zwrotu kosztów usług, które nie były faktycznie świadczone w czasie stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Odnośnie informacji wprowadzających w błąd, tego rodzaju komunikaty mogą stanowić nieuczciwe praktyki rynkowe stanowiące również, zgodnie z art. 24 ust. 2 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Stosowanie tego rodzaju praktyk zagrożone jest karą pieniężną w wysokości do 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy, która to kara może zostać nałożona przez UOKiK.

Najbardziej problematyczna sytuacja związana jest z podwyżkami cen. Chociaż organy antymonopolowe zwykle powstrzymują się z ingerowaniem w polityki cenowe przedsiębiorców, UOKiK zakomunikował, że nieuczciwe podwyżki cen detalicznych będą traktowane jako pobieranie marż sprzecznych z zasadami współżycia społecznego[7]. Taka kwalifikacja prawna może skutkować wszczynaniem przez UOKiK postępowań dotyczących naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Zatem, detaliści powinni być w stanie przedstawić dowody na okoliczność, że podwyżka cen była niezbędna w aktualnej sytuacji (np. ze względu na wzrost cen surowców).

Panująca sytuacja jest wnikliwie monitorowana przez UOKiK, który utworzył zespół dedykowany do zwalczania nieuczciwych praktyk handlowych w czasie kryzysu związanego z COVID-19. Zatem, należy oczekiwać, że UOKiK będzie prowadził w najbliższych latach postępowania dotyczące tego rodzaju praktyk.

Podejście UOKiK nie różni się w istotny sposób od działań organów ochrony konkurencji we Włoszech[8], Wielkiej Brytanii[9] oraz Australii[10].

  1. Przewaga kontraktowa

Zważywszy na znaczenie łańcucha dostaw żywności w czasie epidemii COVID-19, praktyki dużych przedsiębiorców (dostawców lub nabywców) względem słabszych kontrahentów mogą być oceniane na gruncie tzw. ustawy o przewadze kontraktowej[11]. Zgodnie z art. 6 tej ustawy, zakazane jest nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej, który to zakaz skierowany jest zarówno do dostawców, jak i nabywców. Przewaga kontraktowa została natomiast definiowana jako znacząca dysproporcja w potencjale ekonomicznym stron. Dotychczas ustawa ta była wykorzystywana przez UOKiK jako narzędzie walki z dużymi przedsiębiorcami, którym zarzucano wykorzystywanie mniejszych kontrahentów, co miało miejsce np. w relacjach między dużymi przetwórcami żywności zaopatrywanymi przez rolników indywidualnych[12] lub relacje pomiędzy sieciami supermarketów a mniejszymi dostawcami[13]. Mając na uwadze sytuację spowodowaną epidemią COVID-19 oraz niejasność podstawowych pojęć ustawy, regulacja ta może być wykorzystywana przez UOKiK w szczególności do walki ze znaczącymi podwyżkami cen hurtowych lub cen surowców. Tego rodzaju podejście zostało również zakomunikowane przez Prezesa UOKiK w oficjalnym oświadczeniu[14].

  1. Zatory płatnicze

Z dniem 1 stycznia 2020 r. UOKiK uzyskał kolejną kompetencję, tj. możliwość prowadzenia postępowań przeciwko przedsiębiorcom, którzy nie regulują wymagalnych zobowiązań pieniężnych w sytuacji, gdy suma wartości świadczeń pieniężnych niespełnionych oraz spełnionych po terminie wynosi co najmniej 2 mln zł w okresie 3 kolejnych miesięcy[15]. UOKiK ma kompetencję do nakładania kar pieniężnych (proporcjonalnych do wartości świadczenia oraz kwoty odsetek) w sytuacji, gdy wobec przedsiębiorcy zostanie stwierdzone opóźnianie się ze spełnieniem świadczeń pieniężnych. Jednakże, w odniesieniu do zatorów powstałych na skutek COVID-19 dłużnik może podnosić, że opóźnienie spowodowane było działaniem siły wyższej. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego[16], administracyjna kara pieniężna nie może zostać nałożona w takich okolicznościach. Niemniej, przedsiębiorca powinien być w stanie wykazać, że opóźnienie spowodowane było epidemią COVID-19.

[1]Przykładowo, amerykańska Federalna Komisja Handlu (Federal Trade Commission) przyjmuje wyłącznie zgłoszenia w formie elektronicznej (dokumenty papierowe nie są przyjmowane od 17 marca 2020 r.). Zob.: https://www.ftc.gov/news-events/blogs/competition-matters/2020/03/changes-bureau-procedure-during-covid-19-coronavirus

[2] Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. C 326, 26.10.2012, s. 47–390).

[3] Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 369 z późn.zm.).

[4] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16260

[5] Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. 2020 r. poz. 374).

[6] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[7] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16322

[8] https://en.agcm.it/en/media/press-releases/2020/3/ICA-Coronavirus-the-Authority-intervenes-in-the-sale-of-sanitizing-products-and-masks

[9] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[10] https://www.accc.gov.au/consumers/consumer-rights-guarantees/covid-19-coronavirus-information-for-consumers

[11] Ustawa dnia 15 grudnia 2016 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 517 z późn.zm.).

[12] Np. decyzja UOKiK z dnia 1 października 2019 r. RGB-15/2019; decyzja Prezesa UOKiK z dnia 5 marca 2018 RGB-3/2018.

[13] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=15796

[14] Zob. przypis 7.

[15] Art. 13b ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 118 z późn.zm.).

[16] Art. 189e ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 256 z późn.zm.).

[1] ROZPORZĄDZENIE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) NR 910/2014 z dnia 23 lipca 2014 r. w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym oraz uchylające dyrektywę 1999/93/WE;

Ponadto, w Polsce od 7 października 2016 r. obowiązuje ustawa z 5 września 2016 o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej.

SARS-CoV-2 wśród policjantów – badanie WUM z dofinansowaniem Agencji Badań Medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych – dr n. med. Radosław Sierpiński, wydał kolejną pozytywną rekomendację w ramach szybkiej ścieżki wsparcia dla projektów ukierunkowanych na walkę z COVID-19. Dzięki dofinasowaniu ABM, badacze z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpoczną badanie nad częstością występowania zakażeń SARS-CoV-2 wśród pracowników policji w woj. Mazowieckim.

Proponowany projekt jest pierwszym tego typu badaniem epidemiologicznym w Europie Środkowo-Wschodniej, dotyczącym częstości występowania zakażeń SARS-CoV-2 w grupie szczególnie narażonej na zakażenia wirusem z uwagi na charakterystykę wykonywanej pracy. Realizacja badania pozwoli na identyfikację częstości występowania obecnych i przebytych zakażeń SARS-CoV-2, zwłaszcza tych o przebiegu skąpo lub bezobjawowym.

Ze względu na obszar badawczy i specyfikę badanej grupy, projekt pod kierownictwem dr hab. n. med. Mariusza Gujskiego, realizowany będzie w ramach konsorcjum Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego z Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego oraz Centralnym Szpitalem Klinicznym MSWiA.

Celem badania jest określenie częstości występowania obecnych i przebytych zakażeń SARS-CoV-2 w grupie pracowników policji, szczególnie narażonej na zakażenie wirusem z uwagi na wykonywane obowiązki zawodowe w czasie epidemii. Pozwoli również na określenie czynników sprzyjających zakażeniu SARS-CoV-2 w badanej grupie. Badanie zostanie przeprowadzone na reprezentatywnej, dobranej losowo, próbie 5 000 funkcjonariuszy oraz pracowników cywilnych policji z terenu województwa mazowieckiego.

Jak podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Gujski – badanie to będzie stanowiło istotny wkład Polski w rozwój wiedzy na temat rozwoju pandemii COVID-19 w Europie. Pozwoli również odpowiedzieć na pojawiające się coraz częściej pytanie, czy liczba osób faktycznie zakażonych, jest istotnie wyższa niż podają oficjalne statystyki.

Główne badanie składać się będzie z dwóch części – badania screeningowego w kierunku obecnych i przebytych zakażeń SARS-CoV-2 oraz kwestionariuszowego badania uzupełniającego. Dane uzyskane podczas realizacji badania zostaną użyte do estymacji częstości występowania zakażeń SARS-CoV-2 w badanej grupie na poziomie województwa. Wnioski opracowane na podstawie uzyskanych wyników umożliwią opracowanie zaleceń dla organów administracji publicznej w obszarze interwencji z zakresu zdrowia publicznego celem ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 w populacji Polskiej.

Ponadto, uzyskane w projekcie dane, mogą stanowić podstawę do działalności planistycznej w związku z potencjalnym ryzykiem wystąpienia drugiej fali zachorowań na COVID-19 w IV kwartale 2020 roku.

Nabór wniosków tylko do końca kwietnia

Na wsparcie badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19, Agencja Badań Medycznych  przeznaczy nawet 50 milionów zł, a jeśli zaistnieje taka potrzeba, to budżet ten zostanie zwiększony. Każdy wniosek ma szansę na dofinansowanie nawet do 5 milionów zł. Nabór wniosków trwa do 30 kwietnia br.

Rynek nieruchomości w obliczu zmian – Cushman & Wakefield podsumowuje pierwszy kwartał 2020 r.

Czy skutki pandemii koronawirusa są już odczuwalne na polskim rynku nieruchomości? Jak bardzo zmieni się on na przestrzeni kolejnych miesięcy? Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield w premierowym wydaniu raportu pt. „Trends Radar” podsumowuje pierwszy kwartał 2020 r. na rynku nieruchomości, przedstawia wpływ pandemii na poszczególne sektory oraz prognozy dotyczące rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce.

Rynek biurowy

Pomimo, że biurowce pozostają otwarte, to ze względu na regulacje wprowadzające dystans pomiędzy stanowiskami pracy i kwestie bezpieczeństwa, większość pracowników biurowych pracuje zdalnie. Na chwilę obecną rząd nie wprowadził żadnych przepisów ograniczających prace budowlane, niemniej jednak wydłużenie procesów administracyjnych, ograniczona dostępność pracowników, możliwość przerwania łańcucha dostaw, a co za tym idzie wzrost kosztów budowy, mogą wpłynąć w krótkim okresie na przesunięcie terminów ukończenia projektów biurowych będących w realizacji.

Niższa podaż powierzchni biurowej w pierwszym kwartale 2020 r. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku jest niezależna od trwającej pandemii i wynika z rozkładu powierzchni planowanej do oddania w 2020 roku. W analizowanym okresie 2020 r. najemcy wynajęli łącznie blisko 350 tys. mkw., co przekłada się na wzrost aktywności o 33,5% rok do roku. Czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe pozostały na niezmienionym poziomie względem ostatniego kwartału 2019 r. Na dziewięciu rynkach biurowych ponad 1,75 mln mkw. powierzchni biurowej znajduje się obecnie w budowie, z czego 44% przypada na Warszawę.

Najemcy budynków biurowych stosują strategię „wait and see”, a część z nich już teraz wstrzymała decyzje o relokacji. W wyniku pandemii cierpią również coworkingi, ale eksperci Cushman & Wakefield są zdania, że po jej zakończeniu, skorzystają na odbiciu, ponieważ wzrośnie zapotrzebowanie firm na elastyczne powierzchnie biurowe.

Wysoki poziom umów przednajmu w budynkach biurowych zminimalizuje ryzyko znacznego wzrostu wskaźnika pustostanów. Eksperci Cushman & Wakfield przewidują, że najemcy skupią się na przedłużaniu umów, a stawki czynszów pozostaną na relatywnie niezmienionym poziomie. Wzrośnie natomiast presja ze strony najemców na podnoszenie standardów nieruchomości, a wykorzystane technologie oraz wdrożenie zasad bezpieczeństwa i higieny w budynkach biurowych będą decydowały o ich atrakcyjności. Waśnie dlatego właściciele powinni już teraz wdrażać rozwiązania sprzyjające pracy w nowej rzeczywistości ujęte w koncepcji „Six Feet Office” stworzonej przez interdyscyplinarny zespół ekspertów Cushman & Wakefield.

„W najbliższych miesiącach najemcy zmierzą się z wieloma wyzwaniami dotyczącymi organizacji pracy oraz zmianą podejścia do zajmowanej powierzchni biurowej. Wytyczne i regulacje prawne związane z bezpieczeństwem epidemicznym zmuszą pracodawców do szukania zupełnie nowych rozwiązań umożliwiających zwiększenie odstępów pomiędzy pracownikami w biurach. Ponadto, niektórzy najemcy będą rozważać zmniejszenie zajmowanych powierzchni ze względów finansowych” – mówi Krzysztof Misiak, International Partner, Head of Cushman & Wakefield Poland.

Rynek handlowy

W pierwszym kwartale 2020 r. całkowite zasoby powierzchni handlowej wzrosły o ponad 72 000 mkw. Największe otwarte obiekty to: Galeria Chełm (17 500 mkw.), Stop Shop w Siedlcach (14 100 mkw.), Castorama i Agata Meble we Włocławku oraz Selgros w Siedlcach. Z powodu obowiązujących restrykcji, nowe obiekty zostały otwarte częściowo, w zakresie dozwolonym przez prawo.

Na koniec I kwartału 2020 r. w budowie pozostawało około 500 000 mkw., z czego znaczna część miała być ukończona do końca roku. Z powodu pandemii, otwarcia mogą się przesunąć, a projekty na wczesnym etapie realizacji mogą zostać anulowane.

Począwszy od 20 kwietnia 2020 roku rząd stopniowo zmniejsza restrykcje dla sektora handlowego, aczkolwiek większość z nich zostanie zniesiona dopiero w trzecim etapie rządowego planu „powrotu do normalności”. Dokładna data jego ogłoszenia zależy od rozwoju pandemii.

Obecna sytuacja na pewno zmieni zwyczaje klientów, którzy z jednej strony deklarują chęć dokonania większych zakupów po zakończeniu epidemii (46%), ale na pewno będą potrzebowali odbudować swoje poczucie bezpieczeństwa. Z kolei przedstawiciele handlu detalicznego i najemcy na pewno zrewidują swoje strategie, co zapewne będzie skutkowało renegocjacją umów, mniejszym popytem na powierzchnie handlowe i rosnącą liczbą wolnych powierzchni w centrach handlowych. Właściciele i managerowie zarządzający centrami handlowymi już teraz opracowują szereg działań, których celem będzie zapewnienie klientom bezpieczeństwa, gdy restrykcje zostaną zmniejszone. Zmiany, które na pewno będą widoczne na rynku, to wzrost udziału sektora e-commerce w handlu i rozwój nowych technologii, które zmienią sposób, w jaki będziemy robić zakupy.

„COVID-19 niewątpliwie zmieni globalny rynek powierzchni handlowych. Zmiany będą widoczne przede wszystkim w obszarze handlu i organizacji przestrzeni handlowych. Wpływ obecnej sytuacji będzie odczuwany przez miesiące, jeśli nie przez lata, dlatego tak ważne jest położenie punktu nacisku na rozwiązania, które ułatwią powrót do normalności i zapewnią sukces w długofalowej perspektywie” – podkreśla Joanna Klusek, Partner, Head of Retail, Asset Services Poland, Cushman & Wakefield.

Według ekspertów Cushman & Wakefield sektor handlowy z pewnością bardzo ucierpi, dlatego kluczowa jest współpraca właścicieli obiektów z najemcami. Ponadto, wszyscy uczestnicy rynku powinni już teraz przystąpić do rewizji swoich strategii i przygotowania planu dostosowywania się do rzeczywistości po pandemii.

Rynek magazynowy

I kwartał 2020 r. na rynku powierzchni magazynowej zakończył się dobrymi wynikami zarówno po stronie popytu, jak i podaży. Dane pokazują, że łączny wolumen transakcji najmu osiągnął prawie 1 mln mkw., co jest drugim najwyższym wynikiem odnotowanym w historii polskiego rynku magazynowego, natomiast wskaźnik pustostanów był stabilny i wyniósł 7%. Oddano 400 000 mkw. nowo wybudowanej powierzchni magazynowej, z tego 45% w regionie wrocławskim. Kolejne 2,1 miliona mkw. powierzchni magazynowej pozostaje w budowie.

Pomimo ogólnej dobrej kondycji tego sektora, odnotowano już także pierwsze oznaki spadku aktywności. Najemcy z kategorii e-commerce odnotowują wzrost, ale ogólne spowolnienie odczuwa już wiele innych branż (w tym sektor handlowy i motoryzacyjny), a niektórzy najemcy negocjują już obniżenie stawek czynszu.

Z drugiej strony, firmy kurierskie odnotowały liczbę zamówień wyższą niż w okresie przedświątecznym. W obliczu rosnącego wolumenu handlu e-commerce, popyt zarówno na duże boksy magazynowe, jak i miejską przestrzeń logistyczną powinien pozostać na niezmienionym poziomie.

Mimo panującej sytuacji rynek magazynowy w Polsce w długiej perspektywie będzie nadal rozwijał się dynamicznie dzięki silnym fundamentom. Przestawienie się wielu klientów na zakupy online nie minie wraz z pandemią. Wzrost popularności e-commerce odnotowały nie tylko branże, które wcześniej z sukcesem prowadziły sprzedaż w Internecie (np. branża fashion), ale również takie jak np. zakupy spożywcze, których dotychczasowy udział w rynku był marginalny. Kolejnym czynnikiem wzrostu może być relokacja części produkcji z Azji oraz chęć utrzymania jej w Europie, czyli bliżej miejsca konsumpcji. To szansa dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej, który jest nadal konkurencyjny w porównaniu z Europą Zachodnią pod względem wysokości stawek czynszów i kosztów pracy.

„Obecna sytuacja jest bardzo trudna dla wszystkich, zarówno najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Większość postrzega to jako wyzwanie i stara się ewoluować tak, aby mu sprostać. Trzeba przyznać, że rynek powierzchni magazynowych ma się całkiem dobrze w porównaniu z innymi sektorami nieruchomości komercyjnych. Mimo to ogólny obraz jest bardzo złożony. W niektórych sektorach najemcy zmagają się z ogromnymi trudnościami biznesowymi. Inne firmy rozwijają się w znacznie szybszym tempie niż kiedykolwiek wcześniej, w dużej mierze dzięki przyspieszonemu wzrostowi sprzedaży e-commerce. Pęd działań i zmian jest silny” – zaznacza Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Eksperci Cushman & Wakefield podkreślają, że pierwszy kwartał na polskim rynku nieruchomości komercyjnych rozpoczął się bardzo dobrze, a łączny wolumen transakcji inwestycyjnych wyniósł 1,72 mld euro, co jest drugim najlepszym wynikiem za pierwszy kwartał roku w historii.

Siłą napędową rynku były sektor powierzchni magazynowych. Łącznie z sektorem biurowym stanowił prawie 95% całego wolumenu transakcji. Inwestorzy na rynku nieruchomości handlowych również byli aktywni, lecz głównie w sektorze parków handlowych, sklepów budowlanych oraz spożywczych. Wolumen tych transakcji nie przekroczył 40 milionów euro.

Transakcje, które wkroczyły w zaawansowaną fazę jeszcze przed kryzysem, zostały lub są finalizowane pomimo pandemii. Eksperci Cushman & Wakefield obserwują jednak znaczny spadek zainteresowania inwestorów nowymi projektami.

„Podejście ‘wait and see’ to najprostsze podsumowanie strategii przyjętej aktualnie przez większość inwestorów. W kolejnym kwartałach planowane są zamknięcia dużych transakcji platformowych podpisanych w ostatnim czasie. Będą one miały duży wpływ na wolumen transakcyjny w 2020 roku. Mimo to prognozujemy, że 25-35% transakcji planowanych na ten rok nie dojdzie do skutku lub prawdopodobnie zostanie przesunięte na przyszły rok” – mówi Soren Rodian Olsen, Partner, Head of Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Komisja Europejska zaakceptowała Tarczę Finansową dla mikro, małych i średnich firm

W dniu 27 kwietnia 2020 r. Komisja Europejska zaakceptowała Tarczę Finansową dla mikro, małych i średnich firm. Zgodnie z informacjami zawartymi w decyzji Komisji, Beneficjentem wsparcia może być podmiot posiadający rezydencję podatkową na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a beneficjent rzeczywisty pomocy nie może mieć rezydencji podatkowej w tzw. rajach podatkowych.

To kolejna forma wsparcia podmiotów z sektora MŚP, obok obowiązujących od początku kwietnia rozwiązań tzw. Tarczy antykryzysowej wprowadzających szereg rozwiązań mających na celu wsparcie podmiotów zatrudniających mniej, niż 250 osób, o rocznym obrocie nieprzekraczającym 50 milionów EUR lub rocznej sumie bilansowej poniżej 43 milionów EUR (przy analizie statusu przedsiębiorstw należy brać pod uwagę powiązania z innymi podmiotami – zarówno kapitałowe, jak i osobowe).

W odpowiedzi na kryzys wywołany pandemią COVID-19 wprowadzono również zmiany w dostępnych instrumentach wsparcia tej grupy firm.

Poniżej przedstawiamy kluczowe informacje o rozwiązaniach, które mają na celu wsparcie w zachowaniu płynności finansowej i kontynuacją działalności przed MŚP.

Rozwiązania przewidziane w Tarczy Antykryzysowej

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa mają możliwość z korzystania z instrumentów wsparcia zawartych w Tarczy antykryzysowej dostępnych dla wszystkich przedsiębiorstw – w szczególności z dofinansowania wynagrodzeń ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych czy odroczenia terminów płatności podatków i składek ZUS bez opłaty prolongacyjnej, umorzenia podatku od nieruchomości na podstawie uchwały rady gminy.

Tarcza antykryzysowa zawiera również rozwiązania adresowane wyłącznie do przedsiębiorców z sektora MŚP:
  • Przedsiębiorcy zgłaszający do ubezpieczenia mniej, niż 50 pracowników mogą zostać zwolnieni z obowiązku opłacania składek ZUS przez okres od dnia 1 marca do dnia 31 maja 2020 r. Zwolnienie z całości składek dotyczy firm ubezpieczających mniej, niż 10 osób, a 50% wartości składek umorzonych zostanie podmiotem zgłaszającym od 10 do 49 osób może liczyć na zwolnienie z 50% składek.
  • Dofinansowanie kosztów wynagrodzeń i składek na ubezpieczenie społeczne,
    u których nastąpił spadek obrotów w wyniku pandemii COVID-19 rozumiany jako stosunek łącznych obrotów w okresie 60 kolejnych dni 2020 r. w porównaniu do łącznych obrotów z tych samych 60 dni roku poprzedniego.
  • Dofinansowanie może być udzielone na okres 3 miesięcy (z możliwością wydłużenia) w wysokości stanowiącej iloczyn:

– liczby pracowników i 50% wynagrodzenia, jednak nie więcej, niż kwota minimalnego wynagrodzenia, w przypadku spadku obrotów o co najmniej 30%,

– liczby pracowników i 70% wynagrodzenia, jednak nie więcej, niż kwota minimalnego wynagrodzenia, w przypadku spadku obrotów o co najmniej 50%,

– liczby pracowników i 90% wynagrodzenia, jednak nie więcej, niż kwota minimalnego wynagrodzenia, w przypadku spadku obrotów o co najmniej 80%.

Przedsiębiorca jest zobowiązany do utrzymania zatrudnienia pracowników objętych dofinansowaniem wynagrodzenia przez okres trwania umowy.

Wniosek o dofinansowanie składany jest w powiatowym urzędzie pracy.

  • Mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzili działalność przed dniem 1 marca 2020 r. mogą skorzystać z niskooprocentowanej pożyczki w wysokości do 5 tys. złotych z Funduszu Pracy na okres nieprzekraczający 12 miesięcy. Na wniosek przedsiębiorcy pożyczka wraz
    z odsetkami może zostać umorzona, pod warunkiem, że będzie on prowadził działalność gospodarczą przez okres 3 miesięcy od dnia jej udzielenia.

Wniosek o pożyczkę składany jest w powiatowym urzędzie pracy.

Wszystkie wskazane powyżej instrumenty stanowią pomoc publiczną udzielaną w oparciu o Tymczasowe ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19) – łączna wartość wsparcia nie może przekroczyć 800 tys. EUR na jedno przedsiębiorstwo.

Wsparcie udzielane przez Bank Gospodarstwa Krajowego

  • Zmiany w warunkach programu Gwarancje de minimis

W dostępnym programie Gwarancji de minimis limit gwarancji został zwiększony z 60% do 80% kwoty kredytu oraz w przypadku kredytu obrotowego wydłużono okres gwarancji z 27 do 39 miesięcy.

W pierwszym roku gwarancja jest udzielana bez prowizji, a dla już udzielonych odstąpiono od pobierania prowizji należnych w okresie do 31 grudnia 2020 r.

Lista banków udzielających kredytów objętych programem dostępna jest na stronie BGK.

  • Zmiany w programie gwarancji Biznesmax

Gwarancją w ramach programu Biznesmax, stanowiącą pomoc de minimis, mogą zostać objęte nie tylko kredyty inwestycyjne, ale także kredyty obrotowe odnawialne przeznaczone na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorstwom innowacyjnym i efektywnym ekologicznie. W tym przypadku nie obowiązuje katalog kosztów kwalifikowanych inwestycji i konieczność składania planu projektu inwestycyjnego. Dodatkowo, do końca 2021 r. obowiązywać będzie 5% stawka rocznej dla wyliczenia dopłaty do oprocentowania kredytu.

Lista banków udzielających kredytów objętych programem dostępna jest na stronie BGK.

  • Gwarancje z Funduszu Gwarancji Płynnościowych

Średnie przedsiębiorstwa dotknięte skutkami pandemii COVID-19 mogą wnioskować o udzielaną na okres do 27 miesięcy (nie dłużej, niż okres kredytu + 3 miesiące) gwarancję kredytów zapewniających płynność finansową w wysokości do 250 mln złotych (zabezpieczenie do 80% kredytu).

Lista banków udzielających kredytów objętych programem dostępna jest na stronie BGK.

Dodatkowo BGK pracuje nad systemem dopłat do oprocentowania kredytów obrotowych udzielanych przedsiębiorstwom dotkniętym skutkami pandemii COVID-19.

Wsparcie udzielane przez Agencję Rozwoju Przemysłu

  • Pożyczka obrotowa finansująca wypłatę wynagrodzeń

Przedsiębiorca, u którego występuje deficyt płynności bieżącej, może ubiegać się o pożyczkę w celu utrzymania zatrudnienia (wartość wynagrodzeń netto), udzielaną na maksymalnie 2 lata, z karencją spłaty do 12 miesięcy.

  • Pożyczka obrotowa na finansowanie deficytu w kapitale obrotowych

Pożyczka udzielana jest podmiotom z sektora MŚP o obrotach przekraczających 4 mln złotych, które na koniec 2019 r. osiągnęły dodatni wynik finansowy (pozytywna EBITDA i wynik netto).

Wartość pożyczki mieścić się musi w przedziale od 800 tys. do 5 mln złotych, a okres finansowania nie może przekraczać 6 lat (z karencją spłaty wynoszącą do 15 miesięcy).

  • Leasing operacyjny

Instrument dostępny jest dla podmiotów z sektora MŚP o obrotach przekraczających 4 mln złotych, które na koniec 2019 r. osiągnęły dodatni wynik finansowy (pozytywna EBITDA i wynik netto) i przeznaczony jest na refinansowanie posiadanych leasingów na pojazdy i/lub naczepy powyżej 3,5t nie starsze, niż 3 lata. Maksymalna wartość leasingu wynosi 5 mln złotych, a okres finansowania nie może przekraczać 6 lat (łącznie z maksymalnie 12 miesięczną karencją).

Tarcza Finansowa z Polskiego Funduszu Rozwoju

Zasady udzielania pomocy w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju zostały zaakceptowane przez Komisję Europejską. Poniżej prezentowane są kluczowe informacje dostępne na moment przygotowania opracowania, które w oparciu o akceptację KE mogą ulec zmianie.

Wsparcie udzielane jest przedsiębiorcom prowadzącym działalność na 31 grudnia 2019 r., których obroty spadły o co najmniej 25% w dowolnym miesiącu po 1 lutego 2020 r. w porównaniu do analogicznego miesiąca roku ubiegłego oraz przyczyną spadku jest rozprzestrzenianie się COVID-19.

Z pomocy mają być wykluczone podmioty, dla których spełniony będzie warunek, że Beneficjent rzeczywisty pomocy posiada rezydencję podatkową na terenie tzw. rajów podatkowych. Podmiot wnioskujący o wsparcie musi posiadać rezydencję podatkową na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub zobowiąże się do przeniesienia rezydencji w terminie 9 miesięcy od udzielenia pomocy.

Wsparcie w ramach programu udzielane może być w formie obejmowania lub nabywania udziałów, akcji, warrantów subskrypcyjnych, obli­gacji, wierzytelności, przystępowania do spółek osobowych oraz udzielania pożyczek, gwarancji i porę­czeń.

Instrumentem finansowym w ramach programu są również subwencje, które mogą być przeznaczone na:

– pokrycie kosztów prowadzonej działalności gospodarczej (z wyłączeniem nabycia innego przedsiębiorcy),

– przedterminową spłatę kredytów (maksymalnie 25% wartości subwencji).

Środki nie mogą zostać przeznaczone na rozliczenia z podmiotami powiązanymi (płatności do właściciela, osób lub podmiotów powiązanych z wła­ścicielem).

  • Tarcza Finansowa dla Mikrofim

Maksymalna pomoc wyliczana jest w oparciu o liczbę zatrudnionych i kwoty bazowej subwencji zależnej od poziomu spadku przychodów firmy (wg obecnych założeń od 12 do 36 tys. złotych). Oznacza to, że maksymalne wsparcie wynosić może 324 tys. złotych.

Zwrotowi podlega 25% wypłaconej subwencji. Pozostałych 75% może zostać umorzone w przypadku utrzymania zatrudnienia na poziomie wg stanu na 31.12.2019 r.

W przypadku zakończenia działalności w ciągu 12 miesięcy od udzielenia wsparcia zwrotowi podlega cała wartość pomocy.

  • Tarcza Finansowa dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw

Wysokość wsparcia stanowić będzie 4%, 6% lub 8% przychodów w 2019 r., uzależniony od poziomu ich spadku w związku z COVID-19 w porównaniu do wartości w analogicznym okresie 2019 r. (odpowiednio minimum 25%, 50% i 75%). Szacowana maksymalna wartość subwencji to 3,5 mln złotych.

Umorzeniu może podlegać 75% subwencji – poziom umorzenia uzależniony jest od wysokości straty gotówkowej na sprzedaży oraz utrzymania zatrudnienia.

Wsparcie ze środków Unii Europejskiej

  • Pożyczkowy Fundusz Wsparcia Płynności

Planowane jest uruchomienie pożyczek na pokrycie wydatków bieżących i zapewnienie płynności finansowej udzielanych MŚP w trudnej sytuacji spowodowanej COVID-19, finansowanych ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Wsparcie może być przeznaczone na kapitał obrotowy, środki trwałe oraz wartości niematerialne i prawne.

Pożyczka do 15 mln złotych ma być bezpłatna – zwracany ma być jedynie kapitał. Okres spłaty ma wynosić do 6 lat, z możliwością sześciomiesięcznej karencji w spłacie oraz wstrzymania spłaty zobowiązań na 4 miesiące.

Za obsługę Pożyczkowego Funduszu Wsparcia Płynności odpowiadać ma Bank Gospodarstwa Krajowego.

  • Kredyt na innowacje technologiczne

Przedsiębiorcy z sektora MŚP wdrażający innowacje technologiczne mają możliwość ubiegania się o dofinansowanie w wysokości do 70% kwoty projektu (w zależności do wielkości firmy oraz lokalizacji inwestycji).

Działania podlegające dofinansowaniu powinny umożliwić wytwarzanie nowych lub znacząco ulepszonych, w stosunku do dotychczas wytwarzanych, produktów, procesów lub usług,

Z uwagi na pandemię COVID-19, wydłużono terminy naboru wniosków (do dnia 24 czerwca 2020 r.), na podpisanie umowy kredytowej (do 60 dni), na dostarczenie dokumentów niezbędnych do umowy o dofinansowanie (do 67 dni) oraz na dostarczenie dokumentacji środowiskowej (do 12 miesięcy),

Nie obowiązuje wymóg innowacyjności efektów projektu w skali kraju i zniesiono limit wysokości przyznawanej premii technologicznej.

  • Konkursy w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych

– W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Świętokrzyskiego ogłoszono nabór projektów związanych z działaniami profilaktycznymi i zwalczaniem skutków epidemii COVID-19,

– Śląskie Centrum Przedsiębiorczości ogłosiło konkurs na dofinansowanie utrzymania miejsc pracy oraz zwiększenie konkurencyjności. Wnioski można składać do dnia 23 czerwca 2020 r.

– Środki z Europejskiego Funduszu Społecznego przeznaczone zostaną na dofinansowanie wynagrodzeń wypłacanych przez przedsiębiorców, u których nastąpił spadek obrotów.

3M i PepsiCo po wynikach – pozytywne zaskoczenia

Wtorek przynosi kontynuację wzrostów amerykańskich indeksów giełdowych, które z niewielkimi przerwami zwyżkują już od połowy marca. W indeksie spółek przemysłowych Dow Jones Industrial Average najlepiej radzi sobie spółka Boeing, która drożeje o ponad 4 proc. Z kolei o ponad 3 proc. rośnie znany producent m.in. taśm klejących czy plastrów – firma 3M oraz spółka American Express. W indeksie Nasdaq 100 natomiast w górę pną się American Airlines, a także United Airlines – odpowiednio o ponad 7 i ponad 6 proc.

Jeden z liderów dzisiejszych wzrostów, spółka 3M, podała dziś przed sesją wyniki za 1 kwartał. Dochód netto w pierwszym kwartale wyniósł 1,29 miliarda USD. W przeliczeniu na akcję spółka z siedzibą w St. Paul w stanie Minnesota podała, że ma zysk w wysokości 2,22 USD (EPS). Wyniki przebiły oczekiwania Wall Street. Średni szacunek sześciu analityków ankietowanych przez Zacks Investment Research wskazywał na zysk na akcję w wysokości 2,02 USD. Producent kartek samoprzylepnych, powłok przemysłowych i ceramiki odnotował w raportowanym okresie przychody w wysokości 8,07 mld USD, przekraczając również prognozy. Trzej analitycy ankietowani przez Zacks oczekiwali 7,99 miliarda dolarów.

Również dziś przed sesją w USA pojawiły się wyniki PepsiCo. W pierwszym kwartale spółka odnotowało wzrost sprzedaży o 7,7% w porównaniu z rokiem poprzednim, co oznacza wzrost wartości do 13,88 miliarda dolarów. Wyłączając wpływ wahań kursów walutowych i przejęć, tak zwane przychody organiczne wzrosły o 7,9% w pierwszych trzech miesiącach roku. Zysk netto spadł jednak do 1,34 mld USD z 1,41 mld USD w porównywalnym kwartale ubiegłego roku. Skorygowane zyski wyniosły 1,07 USD za akcję, w porównaniu do 1,03 USD oczekiwanych przez analityków. PepsiCo jest m.in. właścicielem marki chipsów Lays, a wzrost sprzedaży przekąsek w okresie kwarantanny pomógł w osiągnięciu obecnego wyniku. Pepsi wciąż bardzo mocno skłania ku napojom energetycznym. Miesiąc po zakupie Rockstar Energy Beverages za 3,85 miliarda dolarów gigant z napojami i przekąskami powiedział we wtorek, że podpisał umowę na dystrybucję kolejnego napoju energetycznego: Bang, jest on trzeci co do wielkości w Stanach Zjednoczonych, po napoju Monster i Red Bull.

Dziś przed nami jeszcze publikacje takich spółek jak Alphabet, właściciel Google oraz Starbucks. To jedne z kluczowych publikacji na Wall Street.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Wyniki finansowe Grupy Novaturas za I kw. 2020 r. pod wpływem epidemii COVID-19

W pierwszym kwartale 2020 r. cała branża turystyczna znalazła się w nadzwyczajnych okolicznościach – globalny biznes turystyczny ucierpiał z powodu epidemii COVID-19. Po udanym początku roku, od połowy lutego Grupa Novaturas musiała stawić czoła rozprzestrzenianiu się wirusa, co wpłynęło na jej wyniki finansowe.

Pod koniec lutego Spółka zawiesiła loty do włoskich ośrodków narciarskich, a w marcu, po wprowadzeniu przez rządy i odpowiednie władze państw bałtyckich restrykcji związanych z izolacją obywateli, wszystkie zorganizowane wyjazdy zostały czasowo zawieszone. Wpłynęło to oczywiście na wyniki finansowe Grupy Novaturas: przychody spadły o 18,9%, a rentowność o 28,8% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Pandemia spowodowała, że w pierwszym kwartale 2020 r. Spółka poniosła dodatkowe koszty w wysokości 1,164 mln euro z tytułu niezrealizowanego zysku i dodatkowych kosztów związanych z lotami powrotnymi. Koszty te zostały częściowo zrekompensowane obniżką kosztów operacyjnych: w pierwszym kwartale wyniosły one 1,6 mln euro i były o 22% niższe w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 r.

– Aby poradzić sobie z tą sytuacją, wdrożyliśmy ścisłą kontrolę kosztów zawiesiliśmy projekty inwestycyjne, jeszcze bardziej skoncentrowaliśmy się na efektywności operacyjnej, wynegocjowaliśmy z zagranicznymi partnerami i dostawcami bardziej elastyczne stawki, dokonaliśmy przeglądu istniejących zobowiązań oraz zamierzamy skorzystać z dostępnej pomocy państwa. Efektywne i szybkie decyzje rządów krajów bałtyckich mają kluczowe znaczenie dla jednego z najbardziej dotkniętych obecnie przez COVID-19 sektorów – mówi Audronė Keinytė, dyrektor generalna Grupy Novaturas.

Początek roku charakteryzował się typowymi wyborami turystów

Zorganizowane wyjazdy pakietowe niezmiennie były najczęstszym wyborem turystów z krajów bałtyckich w pierwszym kwartale tego roku. Najpopularniejszym miejscem wypoczynku w tym okresie były słoneczne kurorty egipskie, a następnie Teneryfa na Wyspach Kanaryjskich. Wyjazdy na narty stanowiły 12,1%. Zanim pandemia zamknęła granice krajów na całym świecie, popyt na wyjazdy do odległych egzotycznych celów podróży wzrósł o 1,4%.

Udział poszczególnych kanałów sprzedaży w pierwszym kwartale 2020 r. kształtował się podobnie jak w poprzednich okresach – biura podróży odpowiadały za 70,5% sprzedaży (o 1% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku). Sprzedaż online i przez własne biura stanowiła 15,1% wobec 12,8% w pierwszym kwartale 2019 r. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2020 r. strony internetowe Spółki odwiedziło 1,15 mln unikalnych użytkowników, czyli o 6% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Niezwykle elastyczne warunki dla podróżnych umożliwiające przełożenie wyjazdu

Od początku pandemii, Grupa Novaturas i cała branża współpracuje z rządami krajów bałtyckich nad dostosowaniem istniejących przepisów dotyczących praw konsumentów do tej nadzwyczajnej sytuacji. Do czasu zakończenia prac nad regulacjami dotyczącymi wyjazdów odwołanych lub w inny sposób dotkniętych pandemią, oferujemy naszym podróżnym niezwykle elastyczne warunki zmiany planów urlopowych. Aby zaoferować klientom najlepsze warunki przełożenia planów wakacyjnych na późniejszy okres, rekordowo wcześnie uruchomiliśmy ofertę na sezon zimowy 2020-21 i sezon letni 2021.

Grupa Novaturas działa w modelu biznesowym „asset-light”, który charakteryzuje się dużą elastycznością i pozwala szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe. W dzisiejszej sytuacji jest to ogromny plus, gdyż minimalizuje wpływ kryzysu na biznes.

„Wydaje się, że z obecnego kryzysu będziemy wychodzić etapami. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zmienią się nawyki związane z podróżowaniem, zwiększą się wymagania dotyczące bezpieczeństwa podróżnych, zakwaterowania i usług transportowych, a także zmienią się nawyki związane z planowaniem podróży. Dlatego też przygotowujemy się do ponownego rozwinięcia skrzydeł, gdy tylko skończy się okres ograniczeń. Głęboko wierzymy, że gdy pandemia zostanie opanowana, podróże powrócą do naszego życia.”

Wybrane wyniki finansowe Grupy Novaturas za pierwszy kwartał 2020 r.

(tys. EUR) 1 kw. 2020 1 kw. 2019 Zmiana r/r
Przychody 23 363 28 806 -18,9%
Zysk brutto 2 535 3 559 -28,8%
EBITDA (190) 83
Zysk/(strata) netto (353) (148) +135,5%

 

Stabilizacja na giełdach

Pomimo problemów rynków surowcowych giełdy mają się całkiem dobrze. Indeksy są blisko najwyższych poziomów od pierwszej połowy marca i rosną.

Bezrobocie jeszcze nie wystrzeliło

Dane marcowe nie wskazują na nagły wzrost bezrobocia. Warto jednak pamiętać, że marzec w większości gospodarek był dopiero początkiem problemów z koronawirusem. Teoretycznie pewien niepokój może budzić wzrost bezrobocia w Hiszpanii. Wynik 14,4% przemawia do wyobraźni, to przecież ponad 2,5 raza tyle co w Polsce. Warto jednak zwrócić uwagę, że kraj ten miał niższy wskaźnik, tylko przez ostatnie trzy kwartały, wcześniej przez dekadę wszystkie odczyty były wyższe. Dane z Japonii i Węgier też pokazują lekkie wzrosty, aczkolwiek są to wzrosty o odpowiednio 0,1% i 0,2%. Nie jest to zatem nic nadzwyczajnego, szczególnie w obecnej sytuacji.

Dobry początek tygodnia na giełdach

Pomimo słabych danych z rynków surowcowych giełdy rozpoczęły ten tydzień wyraźnymi wzrostami. Wczorajsze otwarcia zarówno w Europie, jak i w USA, były wyraźnie powyżej piątkowego zamknięcia. Amerykański indeks S&P 500 jest najwyżej od niemal dwóch miesięcy. Europejskie indeksy znajdują się również blisko tych poziomów. Oznacza to, że inwestorzy powoli zaczynają uważać przecenę za przesadną i korzystają z niskich cen, by tanio kupić.

Kontrakty na ropę znów w dół

Ropa naftowa stacza się jak po równi pochyłej. Kontrakt na amerykańską ropę znów odwiedza okolicę 10 dolarów za baryłkę. Kontrakt na ropę europejską jest obecnie ponad dwukrotnie droższy, ale wciąż spada. Jeżeli ograniczenia wprowadzone przez OPEC nie ustabilizują rynku może nas czekać kolejna powtórka z rozrywki na amerykańskim kontrakcie, gdzie cena na zamknięciu może być niemal losowa ze względu na potencjalne problemy z odbiorem surowca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Co przyniesie kolejne posiedzenie Fed

Władze monetarne na całym świecie działały w marcu w trybie kryzysowym i on nadal obowiązuje. Z tego względu spada znaczenie zaplanowanych posiedzeń: działa się gdy jest ku temu potrzeba. Dlatego po jutrzejszym posiedzeniu nie spodziewamy się fajerwerków ani zmiany w postrzeganiu dolara. W długim terminie polityka Fed będzie negatywna dla USD, w krótkim liczy się tylko sentyment a ten w ostatnich dniach jest dla amerykańskiej waluty niekorzystny.

Banki centralne, z Rezerwą Federalną na czele, nie wahały się, by ruszyć ostro do walki o ratowanie koniunktury i wsparcie płynności. Spektrum zastosowanych narzędzi jest bardzo szerokie. Ścięto stopy, rozpoczęto nielimitowany skup aktywów, zwiększono skalę operacji repo, otworzono linie swapowe z innymi bankami centralnymi oraz przyznano firmom dostęp do bezpośredniego finansowania pod zastaw instrumentów dłużnych.

W rezultacie bilans Fed mocno napęczniał. W październiku mniej wartość mniejszą niż 4 bln USD, a obecnie przekracza 6 bln USD. I to jeszcze nie koniec, należy się spodziewać kontynuacji dynamicznego wzrostu wartości aktywów, zarówno pod względem nominalnym, jak również w stosunku do wielkości gospodarki. Fed działał, kiedy było to konieczne i nie czekał na termin zaplanowanego posiedzenia. Teraz nie musi działać, bowiem zajęty jest implementacją i koordynacją ogłoszonych programów. Tym bardziej nie ma potrzeby sięgać po nowe instrumenty. Nie ma możliwości, by ocenić rzetelnie skalę zniszczeń wywołanych przez koronawirusa, a na rynkach finansowych sytuacja zdecydowanie się ustabilizowała. Mechanizmy funkcjonowania systemu finansowego  i transmisji monetarnej zostały przywrócone. Zmienność spadła, indeksy na Wall Street są przy szczytach korekty, ponad 30 proc. nad marcowym dnem. Dlatego też środowe posiedzenie FOMC będzie dla rynków przede wszystkim okazją, by zdobyć więcej informacji na temat tego, jak daleko może się posunąć Rezerwa Federalna i jakie narzędzia pozostały w jej dyspozycji. Bardzo istotne będą dane: tempa wzrostu bilansu Fed i kształt jego kompozycji.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych instrumentów jest skup obligacji korporacyjnych (i związanych z rynkiem kredytowym ETFów) także firm (fallen angels), które ostatnio straciły status inwestycyjny i zostały zdegradowane. Pokazuje to, że granice dla luzowania są obecnie ekstremalnie daleko posunięte. Jerome Powell powiedział wprost, że Fed nie będzie się wahał i w razie konieczności sięgnie również po inne aktywa. Rynek interpretuje to jako zapowiedź przyszłego rozpoczęcia skupu akcji oraz akcyjnych ETFów, ale pojawiają się również radykalne opinie, że może dojść do skupu surowców (w domniemaniu ropy). Z takiego rozwiązania na pewno ucieszyłby się Donald Trump i amerykańscy producenci, ale postrzegamy to jako bardzo mało realne. Koszty przeważyłyby korzyści i byłby to niebezpieczny precedens. Na pewno padną również pytania o możliwość rozpoczęcia kontroli przebiegu krzywej rentowności.

Bartosz Sawicki, DM TMS Brokers

Bank Pocztowy przyjmuje wnioski od firm o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR

Od 29 kwietnia Bank Pocztowy rozpocznie przyjmować wnioski od swoich klientów- mikro, małych i średnich firm zatrudniających od 1 do 249 pracowników o udzielenie wsparcia w ramach Tarczy Finansowej PFR. Nowy program pomocowy o łącznej wartości 100 mld zł, finansowany przez Polski Fundusz Rozwoju skierowany jest do ok. 670 tys. polskich przedsiębiorstw, które ucierpiały w wyniku pandemii koronowirusa. Wnioski można składać za pośrednictwem bankowości elektronicznej Banku Pocztowego.  Decyzję o wypłacie subwencji finansowej lub odmowie wypłaty subwencji finansowej podejmie PFR. W przypadku podjęcia decyzji pozytywnej, PFR przekaże Bankowi do wypłaty subwencję finansową w terminie 21 dni roboczych od dnia zawarcia Umowy przez Przedsiębiorcę.

Program Tarcza Finansowa PFR kierowany jest do:

  • mikrofirm, zatrudniających na dzień 31 grudnia 2019 r. od 1 do 9 pracowników (bez właściciela), których roczny obrót lub suma bilansowa nie przekracza 2 mln euro;
  • małych i średnich firm, zatrudniających do 249 pracowników, których roczny obrót nie przekracza 50 mln euro lub suma bilansowa nie przekracza 43 mln euro;

Z subwencji będą mogły skorzystać firmy, które dotknął spadek przychodów o co najmniej 25% w dowolnym miesiącu po 1 lutego br. w porównaniu do poprzedniego miesiąca lub analogicznego miesiąca ubiegłego roku w związku z COVID-19.

Maksymalna kwota subwencji dla mikrofirm zależy od skali spadku przychodów oraz liczby zatrudnionych i wynosić może do 324 tys. zł (średnio 70-90 tys. zł), a 75% jej wartości może być bezzwrotne. 25% wartości jest bezzwrotne pod warunkiem kontynuowania działalności w ciągu 12 miesięcy od jej udzielenia. Dodatkowe 50% subwencji jest bezzwrotne w zależności od poziomu utrzymania średniego zatrudnienia w okresie 12 miesięcy. W przypadku zmniejszenia zatrudnienia procent zwrotu subwencji przez przedsiębiorcę jest odpowiednio wyższy, co stanowi silny bodziec dla beneficjentów do utrzymywania miejsc pracy. Po 12 miesiącach zaczyna się spłata ratalna reszty subwencji rozłożona na 24 miesiące.

Dla firm z sektora MŚP kwota subwencji, która stanowi 4%, 6% lub 8% sprzedaży rocznej w zależności od skali spadku sprzedaży do maksymalnie 3,5 mln zł (średnio 1,9 mln zł). 75% subwencji finansowej może być bezzwrotne, w tym 25% pod warunkiem kontynuacji działalności, 25% w zależności od poniesionej przez przedsiębiorstwo straty na sprzedaży, a dodatkowo 25% w zależności od utrzymania średniego zatrudnienia w okresie 12 miesięcy. Zwrot subwencji przez przedsiębiorcę będzie proporcjonalnie wyższy w przypadku spadku zatrudnienia.

– W ekspresowym tempie zmodyfikowaliśmy naszą bankowość elektroniczną tak, by nasi klienci mogli korzystać z subwencji w ramach tarczy PFR. Jestem przekonany, że będzie to wydajna pomoc, która pozwoli zachować miejsca pracy oraz kontynuować działalność operacyjną wielu małym i średnim firmom. Szybka realizacja takiego programu i de facto wypłata środków jest możliwa dzięki  efektywnym programom uruchamianym systematycznie przez polski rząd, a także wysokiemu poziomowi informatyzacji wielu instytucji w Polsce, w tym sektora bankowegokomentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes Banku Pocztowego

Wnioski o finansowanie poprzez bankowość elektroniczną Banku Pocztowego w postaci częściowo bezzwrotnych subwencji będą mogli złożyć przedstawiciele firm, którzy są klientami Banku Pocztowego. Wniosek oparty jest na oświadczeniach przedsiębiorcy, a jego weryfikację przeprowadza automatycznie PFR na podstawie danych z Banku Pocztowego (identyfikacja), ZUS (zatrudnienie) i Ministerstwa Finansów (m.in. przychód ze sprzedaży za poprzedni rok obrotowy dla MŚP) i na tej podstawie oblicza wysokość subwencji. Jeśli na podstawie dostępnych danych zostanie ona przyznana w niższej wysokości niż wnioskował przedsiębiorca, otrzyma on od PFR informację o powodzie podjęcia takiej decyzji. W tej sytuacji subwencja będzie wypłacona w niższej wysokości, ustalonej przez PFR, a przedsiębiorca będzie mógł złożyć odwołanie od decyzji. Możliwość odwołania zostanie uruchomiona w systemach bankowych w późniejszym terminie. Informacja o uruchomieniu odwołań zostanie podana do wiadomości.

Całość procesu, w tym otrzymanie decyzji i podpisanie umowy z PFR oraz wniosek reklamacyjny odbywa się on-line w systemie transakcyjnym banku.

Firmy, które złożą wniosek lub otrzymają subwencję w ramach Tarczy Finansowej PFR, nie ponoszą żadnych kosztów np. z tytułu prowizji bankowej czy za rozpatrzenie wniosku.

Aby sprawnie wypełnić wniosek, przedstawiciel firmy powinien przygotować dane, takie jak liczba zatrudnionych (w tym na umowy cywilnoprawne) w przeliczeniu na pełen etat oraz wysokość przychodów w danych miesiącach, które pozwolą zakwalifikować przedsiębiorstwo do grupy mikro lub małych i średnich, a także wyliczyć należną kwotę subwencji. Ponieważ podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji i jej wysokość, są rejestry publiczne, ważne jest, aby przedsiębiorca, który będzie się ubiegać o jej przyznanie złożył deklarację VAT w czasie, który pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez Ministerstwo Finansów. Przed rozpoczęciem wypełniania wniosku warto zapoznać się również z informacjami zamieszczonymi na stronie www.pfr.pl, gdzie szczegółowo opisane są zasady Tarczy Finansowej PFR.

Warunkiem uzyskania wsparcia jest prowadzenie działalności na dzień 31 grudnia 2019 r., a także niezaleganie z płatnościami podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Koniecznym warunkiem jest również posiadanie przez beneficjentów rzeczywistych firm rezydencji podatkowej w Polsce i rozliczanie podatków na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej.

Firmy IT nakręcają popyt w regionach – JLL podsumowuje I kw. 2020

Pierwszy kwartał tego roku stał pod znakiem wysokiej aktywności najemców z sektora IT. Kolejne miesiące mogą natomiast przynieść przyspieszenie po stronie firm z branży nowoczesnych usług dla biznesu.

IT nakręca popyt

W I kw. bieżącego roku w całej Polsce wynajęto blisko 360 000 mkw., z czego ponad 220 000 mkw. przypadło na główne rynki poza Warszawą. Spośród nich za 28% popytu odpowiadał Kraków, za 22% – Wrocław, a za 15% Trójmiasto. To właśnie na tych trzech rynkach doszło do spektakularnej ekspansji jednej z wiodących na świecie firm technologicznych, która w sumie wynajęła blisko 37 000 mkw. powierzchni biurowej.
W pierwszym kwartale tego roku, 8 z 10 największych transakcji poza Warszawą zostało podpisanych przez najemców z sektora IT, a popyt generowany przez wszystkie tego typu firmy stanowił blisko 60% całkowitej aktywności najemców na rynkach regionalnych. W kolejnych miesiącach niektóre transakcje mogą ulec przesunięciu, warto jednak zwrócić uwagę na możliwy wzrost zainteresowania ze strony firm z sektora BPO/SSC. W ubiegłych latach wielokrotnie udowadnialiśmy już, że polski rynek daje gwarancję utrzymania ciągłości biznesowej oraz pozwala optymalizować koszty. Te dwa aspekty nabierają teraz jeszcze większego znaczenia, a napływ inwestycji z sektora usług oznacza stabilny popyt na biura. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Ponadto, w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2020 roku wolumen umów przednajmu wyniósł prawie 82 000 mkw. Największymi transakcjami tego typu były: wynajem przez Fujitsu Technology Solutions 16 300 mkw. w Fuzji w Łodzi oraz wynajęcie przez firmę z sektora IT 14 500 mkw. w Tertium Business Park C w Krakowie.

Elastyczność w cenie

Pierwszy kwartał roku umocnił na rynkach regionalnych, a zwłaszcza w Trójmieście, pozycję operatorów elastycznych przestrzeni do pracy. To tam miały miejsce wszystkie nowe transakcje najmu dokonane przez operatorów flex, a opiewały one w sumie na niemal 8000 mkw. Największą z nich była nowa umowa New Work w Alchemii IV Neon (4500 mkw.), gdzie zostanie otwarte pierwsze biuro firmy w mieście.

Spodziewamy się, że w długim okresie zainteresowanie tego typu biurami wzrośnie. Elastyczność oferowana przez operatorów, czy to na poziomie samej umowy, czy też gotowości na szybkie przyjęcie nowego najemcy, będzie szczególnie istotna w czasach wzrostu niepewności gospodarczej. Niewykluczone więc, że jeszcze więcej firm będzie otwartych na łączenie najmu tradycyjnego z flexami. – Adam Lis, Doradca ds. Elastycznych Rozwiązań Biurowych, JLL

Podaż ciągle rośnie

W I kwartale na polski rynek dostarczono łącznie 86 500 mkw. nowej powierzchni, w tym blisko 80 000 mkw. na największych rynkach regionalnych. Łączne zasoby powierzchni biurowej to już 11,1 mln mkw., z czego za 5,5 mln mkw. odpowiadają największe rynki poza Warszawą.

W realizacji pozostaje blisko 1,6 mln mkw., z czego 850 000 mkw. biur powstaje w regionach. Najbardziej aktywni są deweloperzy w Trójmieście – gdzie zasoby biurowe osiągną poziom 1 miliona mkw. po zakończeniu wszystkich bieżących budów – oraz w Katowicach i Krakowie. Na razie nie obserwujemy spowolnienia po stronie prac deweloperów, a ewentualne opóźnienia mogą wynikać z ograniczonej dostępności pracowników, funkcjonowania urzędów, czy zaburzeń łańcucha dostaw. – Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL

Do największych ukończonych w I kwartale tego roku projektów biurowych w Polsce należy m.in: kolejny etap kompleksu High5ive w Krakowie – budynek 4 (23 500 mkw., Skanska Property Poland), pierwsza faza Face2Face w Katowicach (19 600 mkw., Echo Investment) oraz Giant Office w Poznaniu (15 300 mkw., Giant Invest).

Rynek inwestycyjny

W okresie od stycznia do marca w całej Polsce sfinalizowano 11 transakcji biurowych o łącznej wartości niemal 620 milionów EUR, co przewyższa, rekordowy dotychczas, wynik z 2006 roku. Największa z zawartych transakcji dotyczyła sprzedaży przez Skanska dwóch budynków kompleksu High5ive, położonych w ścisłym centrum Krakowa.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 8,4%. W Warszawie 7,5% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, natomiast poza nią – 9,4%. Najniższym współczynnikiem powierzchni niewynajętej spośród ośmiu rynków regionalnych cechuje się Trójmiasto (4,1%), a najwyższym Poznań (12,9%).

Obecnie na rynkach regionalnych najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (13,5 – 15 euro za mkw. miesięcznie), a najniższe Lublin (10,5 – 11,5 euro za mkw. miesięcznie). Z kolei najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości w szerokim centrum Warszawy wynoszą od 18 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim do 16 euro za mkw. miesięcznie.

Przekształcenie działalności gospodarczej a przeniesienie własności przedsiębiorstwa

Przedsiębiorca rozważający zmianę formy prawnej, w jakiej prowadzi działalność gospodarczą, ma do wyboru kilka możliwych rozwiązań. Niektórzy podatnicy decydują się na jej przekształcenie (restrukturyzację). Inni z kolei wybierają przeniesienie własności składników majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części do nowo utworzonego podmiotu i kontynuację biznesu np. w ramach wydzielonej spółki celowej. Wybór określonego modelu wynika z wielu czynników, w tym skutków podatkowych planowanej operacji, które będą odmienne w zależności od przyjętego scenariusza.

Przekształcenie działalności – możliwe scenariusze

Przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę kapitałową

Na zmianę formy prawnej biznesu mogą zdecydować się zarówno osoby fizyczne działające w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, jak i spółki.

W przypadku przedsiębiorców będących osobami fizycznymi częstym wyborem jest przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę kapitałową. Przekształcenie przeprowadza się zgodnie z procedurą uregulowaną w Kodeksie spółek handlowych. Osoba fizyczna odpowiada solidarnie z powstałą spółką kapitałową za powstałe przed przekształceniem, związane z aktywnością gospodarczą zobowiązania przedsiębiorcy przez okres trzech lat. Okres ten liczy się od dnia wpisu przekształcenia do rejestru, który w świetle przepisów KSH jest dniem przekształcenia.

Jeśli chodzi o zobowiązania w zakresie prawa podatkowego, utworzona spółka odpowiada za zobowiązania przedsiębiorcy – osoby fizycznej związane z jego działalnością, z wyłączeniem praw nieobjętych kontynuacją w świetle przepisów dotyczących opodatkowania spółek kapitałowych. Utworzony w ten sposób podmiot nie przejmuje zatem wszelkich zobowiązań przedsiębiorcy w zakresie rozliczeń podatkowych. Jako osoba fizyczna w dalszym ciągu odpowiada za swoje zobowiązania podatkowe, natomiast utworzona wskutek przekształcenia spółka odpowiada z nim solidarnie całym swoim majątkiem za zaległości powstałe do dnia przekształcenia.

Samo przekształcenie jest zasadniczo neutralne podatkowo, zarówno na gruncie podatków dochodowych, jak i VAT. Niemniej, planując tego rodzaju restrukturyzację, należy wziąć pod uwagę, że przekształcenie będzie podlegało opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych, a podstawę opodatkowania stanowić będzie wysokość kapitału zakładowego utworzonej spółki kapitałowej.

Należy wziąć również pod uwagę dalsze konsekwencje przekształcenia, w tym fakt, iż dochód spółki kapitałowej z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej podlega w istocie dwukrotnemu opodatkowaniu podatkiem dochodowym, najpierw w zakresie zysku na poziomie spółki, a następnie w momencie jego wypłaty wspólnikom (dywidendy). Z tego względu przekształcenie działalności przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną w wielu przypadkach jest jedynie przystankiem na drodze do utworzenia spółki komandytowej, w której spółka kapitałowa pełnić będzie rolę komplementariusza. Przy odpowiednim ukształtowaniu podziału zysków w takim wehikule może to zapewnić dodatkowe korzyści w zakresie rozliczeń podatkowych, a ponadto ograniczyć osobistą odpowiedzialność przedsiębiorcy za zobowiązania spółki.

Przekształcenia spółek handlowych

Przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w ramach spółek handlowych mogą również zdecydować się na ich przekształcenie. Transformacja spółki osobowej w kapitałową nie rodzi konsekwencji podatkowych, natomiast, decydując się na przekształcenie spółki kapitałowej w osobową, należy wziąć pod uwagę konieczność rozliczenia podatku w zakresie niepodzielonych zysków przekształconej spółki. Kontrowersje budzi również kwestia opodatkowania takiego przekształcenia podatkiem od czynności cywilnoprawnych, niemniej najnowsze orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego jest w tym zakresie korzystne dla podatników.

Sprzedaż przedsiębiorstwa

Często wybieranym przez przedsiębiorców planujących restrukturyzację biznesu scenariuszem jest także przeniesienie własności przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części (dalej „ZCP”) np. w postaci wkładu niepieniężnego wniesionego do specjalnie utworzonego podmiotu. W przeciwieństwie do przekształceń czy sprzedaży udziałów w spółkach (ang. share deal), ten typ transakcji polegający na przeniesieniu na nabywcę zespołu elementów służących prowadzeniu działalności gospodarczej (ang. asset deal) nie skutkuje automatycznym transferem całokształtu praw i obowiązków. W szczególności w ramach transakcji asset deal na kupującego nie przechodzą zobowiązania zaciągnięte przez sprzedawcę. W związku z tym kwestia ewentualnego scedowania ich na nowego właściciela wymagać będzie odrębnych uzgodnień, w tym również z wierzycielami zbywcy.

Należy jednak pamiętać, że nabywca przedsiębiorstwa będzie odpowiadał ze zbywcą solidarnie za dotychczasowe zobowiązania mające związek z jego prowadzeniem, chyba że w momencie zakupu przedsiębiorstwa, pomimo dochowania należytej staranności, nie miał wiedzy o ich istnieniu. Na tej samej zasadzie do wartości nabytego przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części nabywca będzie solidarnie odpowiadał ze sprzedawcą za zaległości podatkowe związane z jego działalnością gospodarczą – powstałe do dnia nabycia. Należy mieć jednak na uwadze, że nabywca będzie odpowiadał za zaległości podatkowe sprzedawcy w sytuacji, gdy od dnia wydania zaświadczenia o wysokości tych zaległości do dnia przeniesienia własności przedsiębiorstwa upłynęło więcej niż 30 dni. Warto zatem zadbać o to, aby informacja uzyskana w tym zakresie od zbywcy była aktualna.

Jeśli chodzi o rozliczenia podatkowe, sytuacja będzie kształtować się odmiennie, w zależności od tego, czy przedmiotem transakcji będzie przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część w rozumieniu przepisów podatkowych. W przypadku sprzedaży poszczególnych składników majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa możemy mieć do czynienia z odpłatną dostawą towarów, podlegającą opodatkowaniu VAT, a nabywca będzie miał prawo do odliczenia podatku naliczonego z tytułu ich nabycia, dzięki czemu z punktu widzenia VAT transakcja będzie dla niego neutralna.

Jeśli jednak zespół składników stanowić będzie przedsiębiorstwo lub zorganizowaną część przedsiębiorstwa, a zatem mógłby działać niezależnie jako przedsiębiorstwo, które samodzielnie realizuje zadania gospodarcze, sprzedaż pozostanie poza zakresem opodatkowania VAT. W konsekwencji nabywca nie odliczy podatku naliczonego, a ponadto będzie zobowiązany do uiszczenia podatku od czynności cywilnoprawnych z tego tytułu. W zależności od wartości przedmiotu transakcji wysokość należnej kwoty PCC może być znacząca, istotnie zwiększając koszt jego nabycia, a tym samym negatywnie wpływając na opłacalność całego przedsięwzięcia.

Jak wybrać najlepsze rozwiązanie?

Planując restrukturyzację biznesu, podatnik ma do wyboru szereg możliwych scenariuszy. Wybór optymalnego modelu zależy od okoliczności i założeń biznesowych towarzyszących danej transakcji, a możliwe konsekwencje podatkowe niewątpliwie są w tym zakresie jednym z kluczowych czynników. Gruntownej analizy prawnopodatkowej wymagają z pewnością skutki przeprowadzenia operacji, a w przypadku przeniesienia własności przedsiębiorstwa na nowy podmiot również kwestia odpowiedzialności stron transakcji za przeszłe rozliczenia z fiskusem (w tym ich prawidłowość i rzetelność). Przed podjęciem decyzji o wyborze konkretnego scenariusza warto zapoznać się z dostępnymi opcjami i skonsultować z doświadczonym doradcą, który pomoże wybrać najlepsze w danych okolicznościach rozwiązanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.