Rower w czasie epidemii koronawirusa. Badanie firmy KROSS

KROSS wykonał pierwsze reprezentatywne badanie podejścia Polaków do używania rowerów w czasach koronawirusa. Rower to dla ponad polowy Polaków nadal ulubiony i najlepszy dla zdrowia sposób przemieszczania się i dobra alternatywa podczas epidemii.

Koronawirus zmienił nasze codzienne funkcjonowanie. Ograniczył znacząco swobodę życiową, ale rowerzystów nie odstraszył od jazdy. Dla wielu Polaków rower to nie tylko ekologiczny i sprzyjający zdrowemu trybowi życia środek transportu, ale także dobry sposób na przemieszczanie się w czasie epidemii.

Po ogłoszeniu staniu zagrożenia epidemicznego, w Polsce zostały wprowadzone środki ostrożności mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Zamknięto między innymi szkoły, galerie handlowe, obiekty kulturalne i sportowe. Na portalach społecznościowych ruszyła akcja #zostanwdomu. W jej ramach internauci zachęcają innych do pozostania w domu, dzielą się doświadczeniami z domowej kwarantanny, polecają filmy czy książki do przeczytania. Ogłoszenie pandemii koronawirusa i podjęte działania zmieniły dotychczasowe życie większości Polaków. Lider rynku rowerowego w Polsce, firma KROSS zleciła badanie, które odpowiada na pytania, jakie istotne zmiany nastąpiły w życiu Polaków na przestrzeni ostatnich tygodni, szczególnie jeżeli chodzi o podejście do rowerów.
Rower w czasie epidemii koronawirusa. Badanie firmy KROSS

Jak zmienia się życie w czasie koronawirusa ?

Z powodu epidemii wszystkie sposoby poruszania się poza jazdą samochodem zostały ograniczone. Dotyczy to przede wszystkim transportu miejskiego, gdzie już tylko 10% Polaków zamierza z niego korzystać, wiedząc, że przebywanie w zatłoczonym miejscu może powodować dodatkowe zagrożenie epidemiologiczne. Zmniejszyła się chęć Polaków do spacerowania i jeżdżenia rowerem, które są związane z ogólnym ograniczeniem przemieszczania się Polaków, jednak ten spadek nie jest tak drastyczny, jak w przypadku transportu miejskiego. Dziś za najbezpieczniejszy środek transportu Polacy uważają własny samochód.
Rower w czasie epidemii koronawirusa. Badanie firmy KROSS 2

Rower to ulubiony sposób transportu Polaków!

Prawie ¾ respondentów uważa, że rower to najlepszy dla zdrowia i ekologiczny sposób przemieszczania się. Dane te pokazują długofalowy trend coraz większej popularności rowerów wśród Polaków. Co najważniejsze, prawie 60% Polaków uważa, że rower to ich ulubiony sposób poruszania się.

Rower to bezpieczny środek transportu podczas epidemii!

Ponad połowa Polaków (52%) uważa również, że rower to bezpieczny środek transportu podczas epidemii. Pokrywa się to z opiniami ekspertów, którzy polecają rower do przemieszczania się do pracy czy rekreacyjnie, zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa, jak utrzymywanie dystansu powyżej 2 metrów oraz dbanie o czystość i dezynfekcję rak. Co trzeci Polak (34%) wybiera właśnie rower jako sposób transportu, w celu uniknięcia zakażeniem koronawirusem.

A co robimy podczas koronawirusa?

„Przymusowy” pobyt w domu skłonił nas do nadrobienia zaległości. Sprzątamy, wykonujemy prace, na które wcześniej nie mieliśmy czasu. To najlepszy sposób na przetrwanie dla ponad połowy Polaków. 45% decyduje się też na spacery w okolicach domu. Jako Polacy i konsumenci zmieniliśmy nawyki zakupowe. Aż 30% z nas zrezygnowało z zakupu ubrań, 15% z opłacania dodatkowych aktywności pozaszkolnych lub tych, które wykonujemy po pracy, a 14% z zakupu kosmetyków. Tylko 6% odkłada na później zakup roweru, jednak nadal 23% planuje dokonać takiego zakupu w ciągu nadchodzącego roku. Ci, co rower posiadają, nie rezygnują z jego używania. Podsumowując, rower to nadal ulubiony sposób poruszania się Polaków, z którego z chęcią korzystają podczas epidemii. Potwierdzają to również wykonane badania w innych krajach, gdzie podczas epidemii mieszkańcy przesiadają się na rower, gdyż uważają to za zdrową alternatywę oraz gdy inne środki komunikacji nie są dostępne.

Badanie opinii na zlecenie firmy KROSS zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków w dniach 20-24 marca 2020 r. przez Agencję Badawczą Difference.

1MDB: malezyjski skandal korupcyjny o wymiarze globalnym

się w pełni oczywista w 2015 roku, kiedy obligacje 1MDB, wówczas warte około 12 mld dolarów, zostały obniżone przez agencje ratingowe Standard & Poor’s & Fitch do poziomu śmieciowego.

W centrum skandalu z 1MDB znajduje się były premier Malezji: niegdyś nietykalny człowiek w tym kraju, który w 2009 r. utworzył „odważny i śmiały” suwerenny fundusz inwestycyjny, aby „pobudzić rozwój gospodarczy swojego narodu”. Najib Razak to wywodzący się z politycznej arystokracji najstarszy syn drugiego premiera Malezji, Abdula Razaka, a także bratanek trzeciego z premierów. Jako anglofil, Najib ukończył szkołę średnią w brytyjskiej Malvern College, prestiżowej szkole prywatnej, a następnie ekonomię przemysłową na University of Nottingham. To tło i jego retoryka na temat znaczenia „umiarkowanego” islamu sprawiły, że naturalnie pasował do współczesnych polityków Zachodu, w tym Davida Camerona i Baracka Obamy. Kiedy w końcu w 2009 r. został premierem – jako szef partii, która przez pół wieku dominowała w polityce malezyjskiej – wydawało się, że w końcu przyjmuje z góry ustaloną rolę. Ale chmury nad Najibem Razakiem zbierały się od samego początku jego działalności politycznej. Wiele pytań, związanych z jego osobą, dotyczyło umowy na francuskie okręty podwodne zawartej w 2002 r., kiedy był ministrem obrony. Twierdzono wtedy, że w ramach umowy o wartości 1,2 mld dolarów, wypłacono około 130 mln dolarów prowizji – czemu Najib zawsze zaprzeczał. Do tego doszły pytania o makabryczne morderstwo mongolskiej modelki, która w rozmowach z Francuzami pełniła funkcję tłumacza. Francuskie dochodzenie trwa, podczas gdy nowy rząd w Kuala Lumpur ponownie otworzył wcześniej umorzone śledztwo w Malezji. W 2018 roku, pogrążony w skandalu związanym z działalnością funduszu 1MDB, Razak stracił szansę na reelekcję i zaraz po przegranych wyborach został oskarżony o nadużycie władzy i przestępcze naruszenie zaufania w stosunku do SRC International, byłej firmy-córki 1MDB. Najib nie przyznał się do winy i konsekwentnie zaprzecza wszelkim zarzutom przeciwko niemu w stosunku do 1MDB.

Inna postać, chińsko-malezyjski finansista z tętniącej życiem wyspy Penang, Low Taek Jho – bardziej znany, jako Jho Low – jest przedstawiany przez śledczych z Malezji i USA, jako jeden z głównych twórców oszustwa 1MDB. Pomimo, że nigdy nie zajmował formalnego stanowiska w funduszu, to prawdopodobnie odegrał kluczową rolę w jego działalności. „To dzięki jego sprytowi w nawiązywaniu kontaktów i wyczuciu biznesu, fundusz mógł funkcjonować i się rozwijać w tak niekonwencjonalny sposób” – mówią dziennikarze Bradley Hope i Tom Wright w bestsellerze „Billion Dollar Whale” wydanym w 2018 r., który opowiada o rzekomych wyczynach Jho Low. Amerykańscy prokuratorzy twierdzą, że Low wykorzystał swoje potężne powiązania polityczne, aby wygrać interesy dla 1MDB, płacąc setki milionów dolarów łapówkami. Mówi się, że miliardy z funduszu zostały wyprane przez amerykański system finansowy i „kupowały” jedne z najdroższych nieruchomości na świecie, pożądane dzieła sztuki i finansowały hollywoodzkie filmy. Był to człowiek znany z mieszania biznesu z wielkimi życiowymi przyjemnościami. Wystawne przyjęcia i głośne przyjaźnie z arabskimi członkami rodziny królewskiej, gwiazdami filmu i estrady (sfinansowanie filmu „Wilk z Wall Street” z funduszu 1MDB) podsycały jego szybki awans na szczyt. Podczas imprezy w Vegas w 2012 roku Britney Spears wyskoczyła nawet z tortu urodzinowego. Cytowani wyżej reporterzy spekulują w swojej książce, że w pewnym momencie Jho Low mógł mieć dostęp do większej ilości płynnej gotówki, niż jakikolwiek inny człowiek na ziemi.

Upadek rządu Najiba Razaka okazał się złą wiadomością dla Low. Wniesiono przeciw niemu zarzuty karne, w związku z czym znajduje się obecnie w kilku krajach, na liście osób poszukiwanych. Według Departamentu Sprawiedliwości USA, Jho Low, przekierowywał pieniądze z 1MDB na konta osobiste, utworzone pod przykryciem biznesu wyglądającego na legalny. Według oskarżenia, pieniądze te prawdopodobnie trafiały bezpośrednio do portfeli skorumpowanych urzędników. Jego obecne miejsce pobytu nie jest znane, ale poprzez oświadczenia na swojej oficjalnej stronie internetowej twierdzi, że jest niewinny. Jego prawnicy z kolei utrzymują, że Low nie może obecnie liczyć na sprawiedliwy proces w Malezji.

Historia 1Malaysia Development Berhad (1MDB) stała się jeszcze bardziej intrygująca, kiedy o prawdopodobny udział w skandalu, związanym z wyprowadzaniem pieniędzy z malezyjskiego, państwowego funduszu inwestycyjnego, oskarżonych zostało w Malezji 17 obecnych i byłych członków kierownictwa amerykańskiego banku Goldman Sachs. Jednym z nich jest Michael Evans, obecny prezes i międzynarodowa twarz Alibaby, chińskiego giganta handlu elektronicznego, w przeszłości jeden z dyrektorów Goldman Sachs, a także dyrektor naczelny Goldman Sachs International Richard Gnodde i były wiceprezes Goldman Sachs Group, Michael Sherwood. Każdemu z oskarżonych grozi kara 10 lat pozbawienia wolności i grzywna w wysokości co najmniej miliona ringgitów (ok. 239 tys. dolarów).

Jedną z kluczowych postaci w aferze 1MDB, ze strony banku Goldman Sachs jest Timothy Leissner. Ten sprytny niemiecki bankier reprezentował jedną z najpotężniejszych instytucji finansowych na świecie, Goldman Sachs, w czasie, gdy bank wchodził do Azji. Po kryzysie finansowym w 2008 r. transakcje zawierane przez Timothy Leissnera w Azji Południowo-Wschodniej (w szczególności w Malezji) przyniosły bankowi znaczne przychody, a on sam został prezesem banku w regionie. Ale największe okazje do zarobienia pojawiły się, kiedy jego droga zawodowa skrzyżowała się z Jho Lowem – będącym głównym graczem w imieniu 1MDB. Goldman Sachs wcześniej odrzucał Low jako klienta, co do którego urzędnicy Departamentu ds. Zgodności banku Goldman Sachs zgłaszali zastrzeżenia dotyczące źródeł pochodzenia jego pieniędzy. Ale jak wynika z aktu oskarżenia w USA, Leissner i inny bankier Goldmana, Roger Ng, ostatecznie wykorzystali potężne powiązania Lowa, aby „przepchnąć” interesy Goldmana.

W 2012 r. urzędnicy z 1MDB spotkali się z przedstawicielami Goldman Sachsa w Hongkongu, aby omówić umowę emisji obligacji malezyjskiego funduszu. Umowa doszła do skutku i w latach 2012–2013 Goldman zaaranżował emisję trzech transz obligacji dla 1MDB, o wartości 6,5 mld dolarów, z opłatami w wysokości 593 mln dolarów, czyli 9% od całości. Według krytyków wysokość opłat, które pobrał Goldman Sachs znacznie przekroczyła średnią wartość, jaka w tym czasie obowiązywała na rynku za tego typu transakcje. Malezyjscy prokuratorzy twierdzą, że Goldman Sachs oprócz zawyżonej prowizji, złożył również nieprawdziwe oświadczenia i pominął kluczowe fakty, oferując za tak duże pieniądze jedynie ogólniki dotyczące obligacji sprzedawanych na rzecz malezyjskiego funduszu państwowego 1MDB. Goldman Sachs zaprzecza tym zarzutom. Według Business Insider’a, przedstawiciele Banku twierdzą, że: „to niektórzy członkowie byłego rządu Malezji i 1MDB kłamali wobec Goldman Sachsa”.

Ostatecznie Leissner, oskarżony również w USA o spiskowanie w celu prania pieniędzy i naruszenie przepisów antykorupcyjnych przez przekupywanie zagranicznych funkcjonariuszy – przyznał się do winy.

W sumie 1MDB znajduje się w centrum dochodzeń w sprawie prania pieniędzy, w co najmniej sześciu krajach, w tym w Szwajcarii, Malezji, Stanach Zjednoczonych i Australii.

Szwajcaria prowadzi śledztwo wobec sześciu osób podejrzanych o pranie pieniędzy, przekupywanie zagranicznych funkcjonariuszy i inne przestępstwa w ramach dochodzenia w 1MDB. Również w związku z tą sprawą, w 2019 roku, szwajcarski sąd federalny odrzucił apelację Falcon Private Bank przeciwko „nielegalnie generowanym zyskom”, które szwajcarski organ nadzoru finansowego odebrał temu bankowi w 2016 roku. Odebrane 2,5 mln franków szwajcarskich (2,56 mln dolarów) jest powiązane właśnie ze skandalem 1MDB w Malezji. Falcon został oskarżony o poważne naruszenie przepisów dotyczących prania pieniędzy, ponieważ nie przeprowadził kontroli historii transakcji i relacji biznesowych związanych z 1Malaysia Development Berhad, zarejestrowanym w Szwajcarii, Singapurze i Hongkongu.

Podobne zastrzeżenia wobec Falcona miał Urząd Monetarny Singapuru (MAS), który wcześniej nakazał zaprzestanie działalności oddziału Falcona w Singapurze, z powodu „utrzymującego się i poważnego braku zrozumienia” kontroli prania brudnych pieniędzy w Singapurze. Urząd oskarżył również kierownictwo wyższego szczebla Falcona w Szwajcarii i Singapurze, o „niewłaściwe postępowanie”.

Amerykański Departament Sprawiedliwości stwierdził ostatnio, że według jego oceny w 1MDB, założonym przez byłego premiera Malezji Najiba Razaka, sprzeniewierzonych zostało około 1 mld dolarów.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Microsoft ogłasza stworzenie Komputera Planetarnego na rzecz zrównoważonego rozwoju

W styczniu Microsoft zadeklarował realizację ambitnego celu osiągnięcia ujemnej emisji dwutlenku węgla w ciągu najbliższej dekady. Obecnie Microsoft stawia kolejny krok na rzecz zrównoważonego rozwoju, koncentrując się na zachowaniu i ochronie różnorodności biologicznej i ekosystemu na całym świecie.

W ramach programu AI for Earth, Microsoft zapowiada stworzenie Komputera Planetarnego – platformy umożliwiającej dostęp do bilionów punktów danych gromadzonych przez ludzi i maszyny, osadzonych w przestrzeni kosmicznej, atmosferze, pod powierzchnią ziemi czy w wodach na całej powierzchni globu. Platforma pozwoli użytkownikom udzielić odpowiedzi na nowe pytania, dzięki dostępowi do najnowocześniejszych narzędzi uczenia maszynowego. Zapewni ona możliwość publikowania wyników badań i prognoz jako usług dostępnych dla globalnej społeczności.
W ramach inicjatywy Microsoft zapewni ponad 500 grantów w 81 krajach, dzięki czemu organizacje pracujące nad projektami środowiskowymi otrzymają dostęp do światowych zbiorów danych oraz platformę komputerową do ich analizy. Microsoft deklaruje dalsze inwestycje w konkretne obszary rozwiązań środowiskowych, takie jak identyfikacja gatunków, mapowanie terenu i optymalizacja użytkowania gruntów.

Realizacja tego projektu będzie możliwa dzięki partnerstwu z firmą Esri, która jest liderem na rynku oprogramowania systemów informacji geograficznej (GIS) z wieloletnim doświadczeniem w budowaniu rozwiązań w zakresie monitoringu środowiska.

Kurs franka znów powyżej 4,30 zł. Ropa znów spada

Kredytobiorcy frankowi z pewnością nie mają łatwych chwil obecnie. Spowolnienie w gospodarce powoduje, że frank znów drożeje, z drugiej strony niższe stopy procentowe w Polsce powodują, że niedługo różnica pomiędzy kredytem złotowym, a frankowym znów wzrośnie.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy marcowe dane na temat produkcji przemysłowej w USA. Spadła ona w ujęciu miesięcznym o 5,4%. Warto zwrócić uwagę, że nie jest to pełny miesiąc epidemii. Oznacza to, że dopiero kwietniowe dane pokażą nam skalę problemów. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że przyjdzie nam na nie czekać cały miesiąc. Poznaliśmy za to indeks NY Empire State. Jest to badanie ankietowe, gdzie odpytywani są menedżerowie czołowych firm sektora produkcyjnego. Wynik – 78 punktów pokazuje, że jest pełna zgodność, co do tego, że najbliższe miesiące czeka nas pogorszenie sytuacji. Dolar przyjął te dane sporym odbiciem, ale bardzo szybko wrócił do poprzednich poziomów.

Frank pogłębia minima

Frank szwajcarski, po ostatnich umocnieniach się, jest najsilniejszy względem europejskiej waluty od lipca 2015 roku. Wtedy to doszło do uwolnienia kursu franka względem euro i gwałtownie zyskał on na wartości po tym, jak Bank Szwajcarii przestał interweniować na rynku sztucznie osłabiając walutę Szwajcarii. Dzisiejsze umocnienia są spowodowane przeświadczeniem, że CHF jest dobrą lokatą kapitału na trudne czasy. Jak widać to przeświadczenie to samospełniająca się przepowiednia. Tak wielu inwestorów w nie wierzy i z tego korzysta, że kupując franki podnoszą ich cenę. W rezultacie frank kosztuje znów powyżej 4,30 zł.

Ropa znów spada

Ropa naftowa znów znalazła się poniżej poziomu 30 dolarów za baryłkę. Porozumienie państw OPEC nie było w stanie zatrzymać spadków i na giełdzie w Londynie widzieliśmy 28 dolarów… Na giełdzie w Nowym Jorku wczoraj spadki sięgnęły nawet poziomu 20 dolarów. Warto zwrócić uwagę, że ropa na nowojorskiej giełdzie mocniej traci na wartości niż londyńska. W Londynie wciąż czarne złoto jest 10% powyżej minimów tegorocznych, w Nowym Jorku wczoraj wyrównano poziom minimów kursowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak zarządzać nieruchomością w czasie epidemii?

W skutecznym zarządzaniu nieruchomością w czasie epidemii ma pomóc nowy pakiet rozwiązań specjalnych, który zapewni bezpieczeństwo w miejscu pracy. Składa się on z niezbędnych teraz elementów, takich jak dezynfekcja metodą zamgławiania, czyszczenie środkami wirusobójczymi i zdalny pomiar temperatury przy pomocy kamer termowizyjnych.

Utrzymanie czystości, kontrola dostępu, przeglądy instalacji, ochrona – te i wiele innych czynności związanych z obsługą nieruchomości mają niebagatelne znaczenia w sytuacji epidemii wywołanej koronawirusem SARS-CoV-2. Dlaczego? Bo nie wszyscy pracują zdalnie. Fizyczna obecność pracowników jest niezbędna np. w zaawansowanych parkach technologicznych, magazynach, centrach logistycznych i zakładach produkcyjnych. Ich zdrowie musi być jak najlepiej chronione. Konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa, co wymaga natychmiastowej reakcji i efektywnego działania.

Aby skutecznie zarządzać nieruchomością w czasie epidemii, należy reagować na bieżąco i dostosowywać zakres usług do zaistniałej sytuacji. – W odpowiedzi na aktualną sytuację rozprzestrzeniania się koronawirusa koniecznie jest wprowadzenie w firmach dodatkowych środków ostrożności – przestrzega Daniel Kwiatkowski, wiceprezes Impel Synergies. Jakie to środki? – Są to pomiary temperatury i wywiady z osobami wjeżdżającymi na teren obsługiwanej nieruchomości, automatyczna awizacja przyjazdu, organizacja wyizolowanych pomieszczeń, częstsze przeglądy i dezynfekcje klimatyzacji, intensyfikacja i zwiększenie częstotliwości sprzątania oraz odkażania klamek czy barierek, a także prewencyjna dezynfekcja instalacji i całych pomieszczeń poprzez zamgławianie – wymienia.

Nowy pakiet antywirusowy

Tego typu kompleksowe rozwiązania pomagają zarządzać sytuacją kryzysową, minimalizują ryzyko oraz umożliwiają pracę na terenie nieruchomości przy zachowaniu wymaganych środków ostrożności. W ramach działań ograniczających skutki epidemii Grupa Impel stworzyła pakiet usług specjalnych. Składa się z: dezynfekcji, higieny i ochrony, zdalnego pomiaru temperatury, szybkich rekrutacji oraz bezpiecznej pracy zdalnej.

Stan epidemii na całym świecie wymusił na właścicielach i zarządcach obiektów publicznych potrzebę częstego i starannego odkażania pomieszczeń i przestrzeni otwartych. Aby uzyskać jak najlepsze efekty, przeprowadza się dezynfekcję manualną, metodą zamgławiania i metodą ozonowania. Niezbędne jest także dostarczenie preparatów dezynfekujących oraz środków ochrony osobistej w czasie ogromnych deficytów tych towarów na rynku.

Bardzo ważnym elementem jest zdalny pomiar temperatury, potrzebny wszędzie tam, gdzie panuje wzmożony ruch. Użycie systemów termowizyjnych pozwala mierzyć temperaturę osób przebywających w grupie. Pomiar bazuje na temperaturze kącików oczu i odbywa się w czasie od 0,1 (czyli w czasie rzeczywistym) do 0,3 sekundy, w zależności od systemu. – Kamery najczęściej montuje się przy wejściu do lobby w biurowcach i przed wejściami do firm produkcyjnych – mówi Jakub Obajtek, dyrektor sprzedaży produktu outsourcing procesowy w Sanpro Synergies – spółce należącej do  Grupy Impel. Wyjaśnia, że zaletą tego rozwiązania jest brak konieczności zatrzymywania osób do pomiaru, dzięki czemu ruch przebiega płynnie, a system wysyła odpowiednie alerty w przypadku stwierdzenia podwyższonej temperatury ciała. Bardzo istotnym aspektem proponowanej przez Sanpro Synergy metody pomiaru temperatury, odróżniającym ją od standardowych metod termowizyjnych, jest eliminacja wpływu warunków zewnętrznych np. przebywania człowieka na słońcu.

Doświadczone firmy z branży FM starają się także zapewnić utrzymanie kompletu załogi w branży handlowej czy logistycznej, co teraz jest nie lada wyzwaniem. – Ułatwiamy naszym klientom utrzymanie ciągłości procesów zapewniając personel w krótkim czasie – wyjaśnia Jakub Obajtek. – Oprócz tego pomagamy zabezpieczyć się przed atakami hakerów i niekontrolowanemu odpływowi istotnych danych firmowych podczas pracy zdalnej – dodaje.

Zarządzanie kompleksowe

Rozprzestrzenianie się koronawirusa SARS-CoV-2 udowodniło, że w zarządzaniu nieruchomością trzeba liczyć się z sytuacjami kryzysowymi i wystąpieniem zdarzeń niepożądanych, które zagrażają zdrowiu i życiu. W takich niecodziennych sytuacjach bardzo istotne jest jednoczesne zarządzanie wieloma procesami dzięki Zintegrowanej Obsłudze Nieruchomości (ZON). Działania są wówczas zsynchronizowane i kontrolowanie przez jedną osobę, sprawującą opiekę nad wszystkimi elementami związanymi z funkcjonowaniem obiektu oraz nad poszczególnymi zespołami pracowników stacjonarnych i mobilnych.

Usługa zintegrowana polega nie tylko na dopasowaniu odpowiednich rozwiązań, ale również na synergii między nimi. – W zarządzaniu nieruchomością doskonale sprawdza się model kompleksowej obsługi, który integruje dedykowane rozwiązania z obszaru ochrony fizycznej i technicznej, usługi utrzymania czystości i technicznej obsługi instalacji i urządzeń budynkowych – przybliża Daniel Kwiatkowski, wiceprezes Impel Synergies. – Główną korzyścią jest osiągnięcie optymalizacji kosztowej, organizacyjnej i procesowej. – zauważa. Do tego dochodzi poprawa wskaźników biznesowych, zwiększona efektywność działań oraz prosta i transparentna współpraca z dostawcą.

Jednym z priorytetowych celów kompleksowego zarządzania nieruchomością jest zapewnienie bezpieczeństwa i poprawa komfortu pracowników zarówno w sytuacjach kryzysowych, jak również w normalnych okolicznościach. Warto powierzyć wszystkie usługi jednemu dostawcy, pozostawiając sobie jedno zadanie główne – rozwijanie biznesu.

Zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników

Skuteczna interwencja Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, w związku z zaprzestaniem przez niektóre przychodnie medycyny pracy przyjmowania na badania z zakresu medycyny pracy, doprowadziła do rozwiązania tego problemu.

W ostatnim okresie do Biura Rzecznika MŚP docierały liczne sygnały, dotyczące problemów z przeprowadzaniem obowiązkowych badań lekarskich dla pracowników w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2 i choroby COVID-19. Z uwagi na powyższe 18 marca 2020 r. Rzecznik MŚP wystosował pismo do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z prośbą o zawieszenie obowiązku przeprowadzania okresowych badań lekarskich. Dodatkowo wielokrotnie, w ramach ustawowych kompetencji, informował Ministra Rozwoju odnośnie istnienia barier i utrudnień w wykonywaniu działalności gospodarczej w tym zakresie.

Postulaty Rzecznika MŚP zostały uwzględnione w znowelizowanej ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374 ze zm.). Na mocy nowych przepisów wprowadzono zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników, badań lekarskich i psychologicznych kierowców oraz badań lekarskich, psychologicznych, szkoleń i sprawdzianów maszynistów w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

Pracodawca i pracownik obowiązani będą podjąć wykonanie zawieszonych obowiązków w zakresie badań nie później niż do upływu terminu 60 dni od dnia odwołania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ponadto przewidziano możliwość przeprowadzenia badania wstępnego lub kontrolnego pracownika i wydania odpowiedniego orzeczenia lekarskiego przez innego lekarza niż uprawniony do ich wykonywania. Orzeczenie takie straci moc po upływie 30 dni od dnia odwołania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Powyższe zostało również potwierdzone w odpowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 10 kwietnia 2020 r. na wspomniane na wstępie pismo Rzecznik MŚP z 18 marca 2020 r.

Warto także wspomnieć, że pismem z 20 marca 2020 r., Rzecznik MŚP zawnioskował do Ministra Zdrowia o stworzenie i udostępnienie listy placówek medycznych, do których pracodawcy będą mogli na bieżąco kierować pracowników i kandydatów na pracowników na wstępne i okresowe badania z zakresu medycyny pracy.

88% firm chce dalej działać pomimo kryzysu. – wyniki ankiety

Przedsiębiorcy chcą przetrwać panujący kryzys i podejmują w tym celu zdecydowane działania. Ograniczają koszty i tną inwestycje, a co piąty właściciel firmy zdecydował się wprowadzić pracę zdalną – wynika z raportu Oferteo.pl. Aż 88% przedsiębiorstw chce kontynuować realizację zleceń pomimo kryzysu. Najlepiej przygotowana na trudności jest branża informatyczna.

Firmy funkcjonują, ale odczuwają kryzysCzy w czasie epidemii zamierza Pan kontynuować działalność

Oferteo.pl, przeprowadziło badanie wśród polskich przedsiębiorców. Wynika z niego, że pomimo trwającego kryzysu są oni zdecydowani walczyć o utrzymanie się na rynku. Aż 46% zamierza kontynuować działalność w czasie epidemii. 42% zaznaczyło, że są zmuszeni ograniczyć swój zakres działań. Co dziesiąty ankietowany przyznał, że zawiesił działalność, a 2% firm zostało zamkniętych. Najbardziej dotknięta kryzysem została branża transportowa, w której aż 26% firm zamknęło lub zawiesiło działalność.

Badanie Oferteo.pl wskazuje na dużą determinację wśród przedsiębiorców, aby nie przerywać funkcjonowania firm. Mimo to większość z nich (66%) przyznaje, że w związku z trwającym kryzysem zmuszeni zostali do odwołania niektórych zleceń.

Największe wyzwaniaJakie są według Pana największe wyzwania w realizacji bieżących zleceń

Właściciele firm najczęściej wskazywali obawę o zdrowie swoje oraz całego zespołu (66%) jako największe wyzwanie w czasie epidemii. Dla 62% najtrudniejszym sprawdzianem jest prowadzenie działalności przy ograniczonym kontakcie z klientem. W 50% przypadków utrudnienia powodowane są przez opóźnienia w dostawach materiałów lub problemy z ich dostępnością.

Branża informatyczna najlepiej zabezpieczonaCzy ma Pan zabezpieczenie finansowe na wypadek zmniejszenia przychodów

Wyniki badania pokazują, że prawie co trzecia firma w Polsce nie posiada żadnego zabezpieczenia finansowego, które pozwoliłoby jej na funkcjonowanie w ciężkich czasach. 35% przedsiębiorców przyznaje natomiast, że zgromadzone oszczędności wystarczą im na miesiąc lub dwa, a 22% badanych nie będzie w stanie utrzymać się z nich nawet przez miesiąc.

W najlepszej sytuacji finansowej zdaje się być branża informatyczna. W jej przypadku 43% firm posiada zabezpieczenie na okres 1-2 miesięcy, a 24% – nawet na 3 miesiące lub dłużej.

Mimo posiadania rezerw finansowych większość (56%) przedsiębiorców przyznaje, że zaczyna już obserwować narastające zatory płatnicze, a 80% spodziewa się w najbliższych tygodniach coraz poważniejszych problemów z płynnością finansową.

Firmy boją się utraty zleceńJakie są Pana największe obawy w związku z epidemią

Przedsiębiorcy zdecydowanie chcą, aby ich firma działała w czasie epidemii oraz po jej zakończeniu. Najbardziej obawiają się więc zmniejszania się liczby zleceń, co w dłuższej perspektywie mogłoby uniemożliwić im funkcjonowanie. W badaniu Oferteo.pl tę obawę wskazało aż 78% badanych.

Wśród odpowiedzi często pojawiał się również lęk przed rezygnacją obecnych klientów (54%) oraz przed powstawaniem zatorów płatniczych (33%). Rzadziej przedsiębiorcy boją się utraty personelu oraz zamykania działalności przez swoich podwykonawców.

Cięcia kosztów i inwestycjiJakie środki zaradcze podjął Pan w związku z epidemią

Aby zminimalizować negatywny wpływ obecnej sytuacji na funkcjonowanie firmy, przedsiębiorcy już teraz podejmują różne działania. Najpopularniejszym z nich jest znaczne ograniczanie kosztów funkcjonowania, na które zdecydowało się już 60% firm. Na drugim miejscu, z wynikiem 41%, znalazło się minimalizowanie inwestycji. Co piąte przedsiębiorstwo zdecydowało się na oddelegowanie pracowników do pracy zdalnej, a 16% podzieliło ich na mniejsze zespoły. Firmy starają się również szybko zdobyć pieniądze poprzez pozyskiwanie środków zewnętrznych, zintensyfikowaną windykację należności lub wyprzedawanie środków trwałych.

Ponadto w badaniu Oferteo.pl 22% przedsiębiorców przyznało, że planuje w najbliższym czasie zwolnienia wśród pracowników. 33% rozważa natomiast okrojenie etatów lub obniżenie płac. 10% badanych już podjęło te kroki.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w marcu 2020 roku na grupie ponad 2 700 przedsiębiorców.

Na Ukrainie wystrzeliła liczba bezrobotnych

Epidemia koronawirusa spowodowała, że część pracowników z Ukrainy wyjechała z Polski. Co więcej, zamknięcie granic zatrzymuje przepływ nawet 160 tys. osób miesięcznie. Nie pozostaje to bez znaczenia dla ukraińskiego rynku pracy. Z danych State Employment Service of Ukraine wynika, że w kwietniu w tydzień zarejestrowano ponad 36 tys. bezrobotnych. Eksperci Personnel Service wskazują, że ta liczba wzrośnie. Natomiast w Polsce mamy do czynienia ze zmianą trendu. Na stanowiska, które do tej pory zajmowali głównie Ukraińcy, zgłaszają się Polacy, którzy w trakcie epidemii stracili pracę.

Emigracja z Ukrainy do Polski ma charakter czysto zarobkowy. Nasi sąsiedzi przyjeżdżają do nas podreperować domowy budżet, bo w Polsce zarabiają nawet trzykrotnie więcej niż u siebie. Teraz, w związku z koronawirusem, część podjęła decyzję, aby wrócić na Ukrainę. Sytuacja w ich ojczyźnie, podobnie zresztą jak wszędzie, nie sprzyja szukaniu pracy. Wskazują na to wyraźnie dane dotyczące liczby bezrobotnych. A to dopiero początek. Ostatecznie bez pracy na Ukrainie może zostać nawet do 450 tys. osób, które wrócą z emigracji – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

W tydzień na Ukrainie przybyło 36 tys. bezrobotnych

Opierając się na szacunkach związanych z liczbą aktywnych telefonów komórkowych użytkowanych w Polsce i obsługiwanych przez ukraińskich operatorów, można przyjąć, że w ostatnich latach przebywało u nas co roku ok. 1,2 mln obywateli Ukrainy. W momencie wybuchu epidemii koronawirusa część przebywającej w Polsce kadry ze Wschodu, zdecydowała się na powrót do ojczyzny, co wpłynęło na stopę bezrobocia. Z danych State Employment Service of Ukraine wynika, że tylko w ciągu pięciu dni – od 6 do 10 kwietnia br. – liczba bezrobotnych na Ukrainie wzrosła o 36,2 tys. osób.

Decyzja części osób o wyjeździe była związana z tym, że pracownicy z Ukrainy, w ramach uproszczonej procedury zatrudniania mogą pracować w Polsce legalnie tylko przez pół roku. Ci, którym wiza wygasała w niedługim czasie, nie chcieli ryzykować, mimo że całkiem szybko okazało się, że w Tarczy Antykryzysowej uwzględniono postulat, związany z odnawianiem prawa do pracy i przebywania w Polsce dla cudzoziemców. Daje im on możliwość legalnego pobytu w okresie trwania stanu epidemicznego oraz 30 dni po jego zakończeniu – zwraca uwagę Krzysztof Inglot.

Zmiana trendu w Polsce

Pracownicy z Ukrainy często pracowali na stanowiskach, których polscy pracownicy nie chcieli zajmować. Epidemia koronawirusa spowodowała jednak, że trend się zmienił. Pracownicy, którzy stracili pracę, w tym przede wszystkim w sektorze HoReCa, szukają teraz pracy w innych branżach, również na stanowiskach, które do tej pory zajmowali głównie Ukraińcy.

W Polsce zagrożonych jest ok. 2 mln stanowisk pracy, w tym wiele z nich należy do sektora HoReCa. Przy czym osoby, które stracą zatrudnienie niekoniecznie muszą zasilać kręgi bezrobotnych. Część z nich znajdzie pracę w innej branży, co dzieje się już teraz. Polacy nagminnie zgłaszają się na stanowiska, na które do tej pory firmy szukały pracowników z Ukrainy – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Genomtec wspomoże walkę z koronawirusem

Wrocławska spółka biotechnologiczna dynamicznie rozwija prace nad opracowaniem szybkich testów ułatwiających wykrycie patogenów koronawirusa SARS CoV-2. Genomtec jest jednym z finalistów akceleratora MIT Enterprise Forum Poland oraz zwycięzcą konkursu CVC Young Innovator Awards.

Genomtec to jeden z finalistów  programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum, który wspiera najbardziej innowacyjne startupy naukowo-technologiczne z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw MIT Enterprise Forum CEE jest częścią globalnej sieci MIT Enterprise Forum, afiliowanej z najlepszą na świecie uczelnią technologiczną – Massachusetts Institute of Technology. Wrocławska firma wygrała także międzynarodowy konkurs zorganizowany w ramach HubWeek w Bostonie. Teraz spółka udowadnia, że jej przełomowe rozwiązania technologiczne mogą być pomocne w walce z epidemią koronawirusa.

Startupy, które łączą swoją technologiczną innowacyjność ze społeczną odpowiedzialnością mogą okazać się kluczowe w walce z zagrożeniem idącym za globalnym rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2twierdzi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration programu MIT Enterprise Forum CEE

Rozwiązania, nad którymi pracowały przez lata startupy, mogą wspomóc walkę z epidemią i pomóc zminimalizować jej długofalowe skutki, nawet jeśli pierwotnie nie takie miało być zastosowanie ich technologii. Najważniejsze jest by się zmobilizować, przeanalizować możliwości wdrożenia w zakresie przeciwdziałania epidemii i wziąć odpowiedzialność nie tylko za swój biznes, ale także wszystkich bezpośrednio zagrożonych. Jesteśmy dumni, że startupy z którymi mieliśmy przyjemność pracować w akceleratorze realizują tę misję- dodaje.

Dzięki opracowaniu autorskich zestawów diagnostycznych dedykowanych chorobom dróg oddechowych, w tym także SARS-CoV-2 będziemy mogli udostępniać odczynniki umożliwiające prowadzenie testów na istniejącym już sprzęcie laboratoryjnym. Docelowo pozwoli to na skrócenie czasu analizy z 2-3 godzin do nawet 15 minut. W obecnej sytuacji każde usprawnienie wykonywania testów w kierunku koronawriusa jest na wagę złota. Dodatkowo opatentowaliśmy nasze mobilne urządzenie diagnostyczne Genomtec ID, dzięki któremu w przyszłości będzie mogli korzystać z innowacyjnej technologii pozwalającej na wykrywanie materiału genetycznego wirusa bezpośrednio w miejscu opieki nad pacjentemmówi Miron Tokarski, prezes Genomtec.

Genomtec jest także zwycięzcą trzeciej edycji konkursu CVC Young Innovators wspierającego innowacyjne startupy, które poza przełomowymi technologiami i atrakcyjnym modelem biznesowym zapewniają także realne korzyści w wymiarze społecznym. Dzięki wygranej w konkursie wrocławska firma uzyskała środki na dalszy rozwój w wysokości 100 tys. złotych.

Kiedy Miron i Genomtec otrzymali nagrodę CVC Young Innovator, doceniliśmy to, że łączy unikalną na skalę światową biotechnologię i misję poprawy dostępności do testów genetycznych w krajach rozwijających się. To, że w obecnej sytuacji Genomtec błyskawicznie wykonał piwot, koncentrując swoją pracę na zwielokrotnieniu zdolności testowania zakażeń Covid-19, świadczy o olbrzymiej klasie i jakości tego zespołu. Po prostu olbrzymi szacunek dla Mirona – powiedział Krzysztof Krawczyk partner CVC Capital Partners.

Nagroda w konkursie CVC Young Innovator Awards była jasnym potwierdzeniem wysokiej jakości naszych działań. Konkurs dzięki swojej marce i międzynarodowemu zasięgowi pozwolił nam uzyskać większą rozpoznawalność i przede wszystkich uwiarygodnić Genomtec wśród rynku i inwestorów. Nagroda pieniężna pozwoliła nam na rozwój prac B+R oraz doposażenie naszego laboratoriumdodaje Miron Tokarski.

Już w maju rozpocznie się rekrutacja do kolejnej edycji akceleratora MIT Enterprise Forum CEE. Więcej informacji dostępnych na stronie internetowej: www.mitefcee.org

Proces windykacji w dobie obecnego kryzysu wywołanego pandemią

Dziś już nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że przed nami najtrudniejszy czas dla gospodarki, problem dziś mają wszystkie branże, a więc wszyscy klienci sektora finansowego, jedni w mniejszym, inni w większym stopniu.

Również branża leasing i wynajmu pojazdów notująca do końca 2018 r. dwucyfrowe wzrosty z lekkim wyhamowaniem w 2019 r., stoi dziś przed nie lada wyzwaniem – stworzeniem parasola ochronnego nad biznesami klientów, tak by sprzęt sfinansowany przez firmy leasingowe pozostał u nich jak najdłużej, by mogli z niego korzystać po zniesieniu barier wynikających z pandemii.

Branża już podjęła działania, by ten cel został osiągnięty

Związek Polskiego Leasingu, organizacja zrzeszająca spółki leasingowe i wynajmu pojazdów zakomunikowała w marcu br., że firmy członkowskie podjęły szereg działań polegających na elastycznym podejściu do klienta m.in. w kwestii spłaty jego zobowiązań i dalszej realizacji zawartych umów w sytuacji kryzysowej poprzez odraczanie rat lub ich części, odstępowanie od naliczania dodatkowych odsetek, prowizji, i innych opłat.

Branża wykorzystuje te narzędzia, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, chroniąc w oczywisty sposób także swoje interesy. Stosowanie „polityki obustronnych korzyści” wydaje się oczywiste, dlatego, jako branża, dostosowujemy również procesy windykacyjne w naszych spółkach – podkreślił Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL.

Standardowo obsługą procesów windykacyjnych zajmują się wyspecjalizowane podmioty, którym procesy te są zlecane. W uproszczeniu proces windykacji polega na doprowadzeniu do wyegzekwowania zaległych należności, bądź do odbioru przedmiotu leasingu w sytuacji wypowiedzianej umowy leasingowej.

Dziś branża leasingowa i wynajmu oczekuje i potrzebuje zmiany standardowego procesu windykacji na czas kryzysu. To oczekiwanie branża kieruje do podmiotów windykacyjnych obsługujących proces. Podmioty windykacyjne dziś powinny stworzyć nowe procedury i nowe projekty, które sprostają oczekiwaniom branży, a więc w efekcie umożliwią klientom prowadzenie działalności po ustaniu kryzysu.

Proces windykacji w dobie dzisiejszego kryzysu musi być przede wszystkim elastyczny, co przede wszystkim oznacza wdrożenie dodatkowych narzędzi przez podmioty windykacyjne, które te elastyczne rozwiązania będą realizowały we właściwy sposób i wobec określonych przedsiębiorców. Powinny one pozwolić na identyfikację powodów zadłużenia, a więc na identyfikację tych przedsiębiorców, którzy mają dziś realne problemy finansowe wywołane pandemią. Chodzi o to, by w jak najkrótszym czasie i jak najsprawniej zidentyfikować przedsiębiorców, do których należy dotrzeć z elastycznymi rozwiązaniami branży. Tak rozumiana identyfikacja zminimalizuje ryzyka wykorzystania tych rozwiązań w niewłaściwy sposób, a także zminimalizuje ryzyka fraudowe, które w obecnym czasie z całą pewnością są podwyższone – podkreśla Kinga Tabor-Kłopotowska, adwokat, Dyrektor Departamentu Karnego i Windykacji, z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni.

Szybka identyfikacja i selekcja windykacyjna przedsiębiorców w sytuacji zagrożenia epidemicznego i ograniczonych możliwości przemieszczania się i odbywania wizyt u przedsiębiorców – czy to w ogóle możliwe?

Tak, dziś bardziej niż kiedykolwiek digitalizacja procesu windykacji i zastosowanie odpowiednich rozwiązań IT, by m.in. odbywać wirtualne wizyty i spotkania, to wyznaczniki skutecznego i profesjonalnego procesu windykacji. Skuteczny proces windykacji bez tych rozwiązań po prostu nie istnieje. Jednym z możliwych scenariuszy procesu windykacji wobec przedsiębiorców, którzy faktycznie potrzebują pomocy wydaje się być konieczność połączenia procesu windykacji z restrukturyzacją, a więc przygotowanie kompleksowych rozwiązań,  dzięki którym to podmiot windykacyjny zajmie się obok windykacji również m.in. opracowaniem najkorzystniejszego modelu restrukturyzacyjnego, przygotuje konieczne dokumenty, doprowadzi od ich podpisania – wyjaśnia Kinga Tabor Kłopotowska.

To tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy windykacyjnych. Wiadomo już, że dziś scenariusze windykacyjne będą podlegały nieustannym zmianom w zależności od rozwoju obecnej sytuacji i zmian przepisów prawa. Firmy windykacyjne będę musiały bardziej niż kiedykolwiek postawić na digitalizację usług, kompleksowość i kreatywność, by spełnić oczekiwania branży leasingowej i jej klientów – zwraca uwagę Kinga Tabor – Kłopotowska.

Rozliczenie kosztów w trybie specjalnym. Preferencje dla firm walczących z COVID-19

Jedną z części tzw. tarczy antykryzysowej są znane już mechanizmy podatkowe w postaci ulgi B+R i IP Box. Ministerstwo Rozwoju promuje te rozwiązania w szczególności wśród firm, które opracowują i produkują artykuły niezbędne do przeciwdziałania COVID-19. Zaliczymy do nich m.in. płyny dezynfekujące, maski ochronne czy przyłbice drukowane na drukarkach 3D. Przedsiębiorcy nie muszą czekać na rozliczenie tegorocznych kosztów do końca roku podatkowego. Ministerstwo umożliwia im odliczenie zaliczek na podatek dochodowy jeszcze w tym roku.

Informacje dostępne na stronach rządowych nie wyjaśniają, w jaki sposób można skorzystać z tych preferencji. W komunikacie Ministerstwa Rozwoju czytamy, że ulga B+R w trybie przyspieszonym jest skierowana do tych firm, które wykażą poniesione koszty w składanych zeznaniach rocznych, czyli w 2021 roku. Jednocześnie podkreśla się, że odliczenie zaliczek na podatek dochodowy jest możliwe jeszcze w roku bieżącym. W sytuacji, gdy podatnik przestanie płacić zaliczki lub obniży ich wysokość bez podania przyczyny, fiskus może wszcząć czynności sprawdzające, a nawet kontrolę skarbową.

Jeśli firma chciałaby w bezpieczny sposób skorzystać z rozliczenia kosztów w trybie przyspieszonym, powinna przeprowadzić pełną analizę obszarów, w których owe koszty poniosła oraz na bieżąco  wyodrębniać te koszty w swoim systemie księgowym. W kolejnym kroku należy przygotować dokumentację naukowo-techniczną objaśniającą działania podjęte przez przedsiębiorstwo w ramach przeciwdziałania COVID-19. Końcowym etapem jest przesłanie do urzędu skarbowego wniosku o obniżenie bądź zaniechanie poboru zaliczek zgodnie z wytycznymi ministerstwa opisanymi w odpowiednich artykułach ustaw – tłumaczy Paweł Perzyński, ekspert ds. Ulgi B+R w Ayming Polska.

Z przyspieszonego rozliczenia kosztów w ramach ulgi B+R mogą skorzystać firmy, które wprowadzają do produkcji następujące wyroby, o ile wcześniej ich nie wytwarzały:

  • płyny do dezynfekcji rąk – rozwiązanie kierowane zwłaszcza do producentów chemii gospodarczej lub płynów do e-papierosów;
  • maseczki ochronne – z tej preferencji mogą skorzystać przedsiębiorstwa produkujące odzież, zasłony lub inne wyroby tekstylne;
  • przyłbice ochronne – opcja dla firm produkujących druki 3D.

IP Box w walce z COVID-19

Inną formą wsparcia podatników prowadzących działalność badawczo-rozwojową jest skorzystanie z ulgi IP Box w trybie specjalnym. Oznacza ona objęcie 5%-ową stawką podatku dochodów z praw własności intelektualnej, które są wykorzystywane do przeciwdziałania skutkom COVID-19.

Przykładami takiej działalności może być opracowanie np.:

  • programu komputerowego służącego obniżeniu prawdopodobieństwa zachorowania na COVID-19 pod warunkiem posiadania praw własności do takiego oprogramowania;
  • nowych metod produkcji środków czynnych w branży medycznej pod warunkiem rozpoczęcia działań w celu uzyskania ochrony prawnej dla opracowanego rozwiązania.

Zgodnie z informacją Ministerstwa Rozwoju, wygenerowanie oszczędności w podatku dochodowym byłoby możliwe również w sytuacji, gdy podatnik nie posiada jeszcze kwalifikowanego prawa własności intelektualnej ani ekspektatywy na jego uzyskanie. Jedynym warunkiem jest zgłoszenie lub złożenie wniosku o uzyskanie prawa ochronnego do właściwego organu w terminie 6 miesięcy, licząc od końca miesiąca, za który – przy obliczaniu zaliczki – zastosowano 5%-ową stawkę podatku. W informacji ministerstwa pojawia się stwierdzenie, że skorzystanie z ulgi IP Box należy wykazać w zeznaniu rocznym po zakończeniu roku podatkowego. Jednak, tak jak w przypadku rozliczenia ulgi B+R w trybie specjalnym, należy się do tego odpowiednio przygotować.

Skorzystanie z IP Box w nowej formie powinno być poprzedzone przeprowadzeniem pełnej analizy kosztów wraz z wyodrębnieniem ich na bieżąco w systemie księgowym oraz wyliczeniem wskaźnika NEXUS. Następnie przedsiębiorca jest zobligowany do przygotowania dokumentacji, która uprawdopodobni uzyskanie ochrony prawnej w przeciągu 6 miesięcy od dnia skorzystania z IP Box. Na koniec należy przesłać do urzędu skarbowego wniosek o obniżenie bądź zaniechanie poboru zaliczek.– dodaje Paweł Perzyński, ekspert ds. Ulgi B+R w Ayming Polska.

Komisja Europejska zachęca przedsiębiorców do indywidualnych konsultacji zagadnień antymonopolowych

8 kwietnia br. Komisja Europejska wychodząc naprzeciw przedsiębiorcom opublikowała dokument określający politykę stosowania unijnego prawa ochrony konkurencji w odniesieniu do porozumień kooperacyjnych zawieranych w związku z kryzysem COVID-19 (Antitrust Temporary Framework).

Co do zasady, wdrożenie jakiejkolwiek formy horyzontalnej lub wertykalnej współpracy przedsiębiorców powinno być poprzedzone analizą pod kątem zgodności danego rozwiązania z prawem ochrony konkurencji. W przeciwieństwie np. do administracji podatkowej, organy antymonopolowe (Komisja Europejska oraz Prezes UOKiK) nie mają prawnego obowiązku udzielania indywidualnych interpretacji co do oceny prawnej danego rozwiązania. Wychodząc jednak naprzeciw dynamicznym zmianom rzeczywistości gospodarczej w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, 8 kwietnia Komisja Europejska opublikowała dokument określający politykę stosowania unijnego prawa ochrony konkurencji w odniesieniu do porozumień kooperacyjnych zawieranych w związku z kryzysem COVID-19 (Antitrust Temporary Framework)[1].

Komunikat zawiera m.in. informację o możliwości zwracania się do Komisji o tzw. comfort letters przez przedsiębiorców mających wątpliwości co do zgodności z prawem konkurencji zamierzonych działań.

Należy pamiętać, że niektóre ograniczenia konkurencji mogą zostać uznane za zgodne z prawem, jeżeli spełniają przesłanki tzw. wyłączenia indywidualnego. Antykonkurencyjne porozumienie będzie objęte wyłączeniem grupowym, jeżeli przyczynia się ono do polepszenia produkcji lub dystrybucji produktów, bądź do popierania postępu technicznego lub gospodarczego, przy zastrzeżeniu dla użytkowników słusznej części zysku, który z tego wynika. Jednocześnie porozumienie takie, musi spełniać przesłankę niezbędności, jak również nie dawać stronom możliwości eliminowania konkurencji w stosunku do znacznej części produktów objętych tym porozumieniem.

Wszystkie te warunki muszą zostać spełnione łącznie, a w przypadku zakwestionowania określonej praktyki przez organ antymonopolowy (Komisję Europejską lub Prezesa UOKiK) to na przedsiębiorcach (stronach porozumienia) spoczywa ciężar wykazania, że dana praktyka jest objęta wyłączeniem indywidualnym. Oznacza to również, że wszelkiego rodzaju ograniczenia konkurencji wynikające ze współpracy przedsiębiorców powinny zostać samodzielnie ocenione przez strony (self-assessment). Ponieważ w unijnym systemie prawa antymonopolowego brak jest odpowiednika interpretacji podatkowej (tzn. uzyskania wiążącego rozstrzygnięcia organu w przedmiocie kwalifikacji prawnej danego rozwiązania), instytucja wyłączenia indywidualnego jest wykorzystywana przede wszystkim jako linia obrony w postępowaniach antymonopolowych i sądowych.

Deklaracja Komisji dotycząca możliwości kierowania indywidualnych zapytań stanowi istotne odstępstwo od zasady samooceny. Z komunikatu wynika bowiem, że przedsiębiorcy mogą zwrócić się do Komisji w celu wyjaśnienia wątpliwości prawnych dotyczących rozważanego modelu współpracy biznesowej. Komisja wskazuje, że tolerowane będą takie formy współpracy przedsiębiorców, które mają na celu zapewnienie ciągłości dostaw (np. poprzez koordynację produkcji lub wymianę informacji o stopniu wykorzystania mocy produkcyjnych) w związku z pandemią.

Pomimo, iż komunikat odwołuje się przede wszystkim do produktów medycznych, „zaproszenie” Komisji do składania zapytań indywidualnych nie jest ograniczone wyłącznie do sektora ochrony zdrowia. Mając na uwadze praktykę obrotu gospodarczego, wydaje się, że podobne wątpliwości mogą pojawić się nie tylko w odniesieniu do horyzontalnych porozumień kooperacyjnych, ale mogą dotyczyć również porozumień wertykalnych oraz jednostronnych praktyk przedsiębiorców posiadających pozycję dominującą.

Na marginesie warto wskazać, że przed wejściem w życie rozporządzenia Rady (WE) 1/2003 z 16.12.2003 w sprawie wprowadzenia w życie reguł konkurencji ustanowionych w art. 81 i 82 Traktatu, istniała możliwość notyfikacji porozumienia Komisji Europejskiej, która wydawała rozstrzygniecie w przedmiocie wyłączenia indywidualnego (system zbliżony do kontroli koncentracji). Okazuje się, że kryzys wywołany COVID-19 wpłynął na wzrost popularności tego instrumentu w tych jurysdykcjach, gdzie rozwiązanie takie dalej obowiązuje. Dobrym przykładem jest Australia, gdzie organ antymonopolowy w krótkim czasie wydał szereg decyzji dopuszczających ograniczenia konkurencji związane ze współpracą przedsiębiorców, m.in. w sektorze ubezpieczeniowym[2], opieki zdrowotnej[3] i zaopatrzenia w leki[4] i sprzęt medyczny[5], bankowości[6], centrów handlowych[7] oraz handlu detalicznego[8].

Komunikat zawiera również apel o raportowanie do Komisji wszelkiego rodzaju nieuczciwych praktyk mogących naruszać unijne reguły konkurencji, co oznacza, że urzędnicy będą szczególnie uważnie przyglądali się wszelkiego rodzaju skargom oraz sygnałom wpływającym z rynku.

W związku z tym, że bieżące działania przedsiębiorców są przedmiotem wnikliwej obserwacji organów antymonopolowych na całym świecie, w zaistniałej sytuacji warto rozważyć wystąpienie do Komisji z zapytaniem o ocenę niektórych praktyk biznesowych przed ich wdrożeniem. W przypadku korzystnego dla przedsiębiorcy rozstrzygnięcia rozwiązanie takie może okazać się szybsze oraz tańsze w porównaniu z drogą postępowania administracyjnego i sądowego, wiążącego się z ewentualnym – nawet nieskutecznym – zakwestionowaniem legalności danej praktyki przez Komisję lub Prezesa UOKiK. Należy również pamiętać, że unijne reguły konkurencji (art. 101 i 102 Traktatu o funkcjonowaniu UE) mogą być stosowane zarówno przez Komisję, jak i organy krajowe, przez co pozytywne rozstrzygniecie Komisji może również „uporządkować” sytuację prawną przedsiębiorcy w relacji z Prezesem UOKiK.

[1] https://ec.europa.eu/info/sites/info/files/framework_communication_antitrust_issues_related_to_cooperation_between_competitors_in_covid-19.pdf

[2] https://www.accc.gov.au/media-release/private-health-insurers-to-cooperate-on-covid-19-coverage-and-deferral-of-premiums

[3] https://www.accc.gov.au/media-release/private-and-public-hospitals-to-cooperate-on-covid-19-in-victoria-and-queensland

[4] https://www.accc.gov.au/media-release/medicine-wholesalers-to-co-operate-on-access-to-pharmaceutical-products

[5] https://www.accc.gov.au/media-release/cooperation-to-aid-supply-of-covid-19-medical-equipment

[6] https://www.accc.gov.au/media-release/banks-authorised-to-co-operate-on-loan-relief-and-services

[7] https://www.accc.gov.au/media-release/shopping-centres-to-co-operate-to-support-retail-tenants

[8] https://www.accc.gov.au/media-release/supermarkets-to-work-together-to-ensure-grocery-supply

Wirtualna opieka nad dziećmi nowym benefitem na rynku pracownicznym

W okresie pandemii, gdy sytuacja zmusza nas do pozostania w domu i pracy zdalnej, pracownikom trudno zaproponować jakiekolwiek udogodnienia pozapłacowe. Dotychczas atrakcyjne dla pracowników benefity jak karta multisport, owocowe czwartki, kursy językowe, czy dofinansowanie przejazdów obecnie tracą sens. Na rynku pojawiła się nowa usługa oferowana przez sieć przedszkoli KIDS&Co. – Wirtualne Pokoje opieki nad dziećmi w wieku przedszkolnym i dla uczniów klas 1-3. Usługa jest w pełni dostosowana do obecnej sytuacji pandemicznej w Polsce.

Stan epidemii w Polsce wymusił na pracodawcach nowy sposób funkcjonowania. Zgodnie z rekomendacją Rządu, większość firm, które mają taką możliwość, zdecydowała się na pracę w trybie zdalnym. Przedłużające się home office to wyzwanie zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Zarówno szkoły jak i przedszkola są teraz zamknięte. Sieć przedszkoli dwujęzycznych KIDS&Co. wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pracodawców i pracowników wprowadziła nowe rozwiązanie na rynek, dostosowane do obecnej rzeczywistości. To Wirtualne Pokoje.

Usługa skierowana jest do klientów korporacyjnych. Wirtualne Pokoje to nic innego, jak zajęcia z naszymi nauczycielami, którzy przez określony czas opiekują się dziećmi pracowników, by ci mogli zająć się obowiązkami, a dziecko w ten sposób zachowuje swoją codzienną rutynę. Wystarczy, że pracownik ma laptopa, tablet, czy telefon komórkowy podłączony do telewizora z opcją smart TV. Na ekranie dziecko widzi nauczycieli znajdujących się w naszej placówce. Zajęcia są w pełni interaktywne, zatem dziecko może zadawać pytania i czuć obecność pedagoga. Mamy dopracowany i wyjątkowy program zajęć, ułożony z bloków tematycznych i dostosowany do wieku grupy – wyjaśnia Karina Trafna, prezes sieci KIDS&Co.

Jeden Wirtualny Pokój to zajęcia dla grup do 15 dzieci w wieku przedszkolnym lub klas 1-3. Zajęcia trwają od godziny do 4 godzin i prowadzi je dwóch wykwalifikowanych nauczycieli. Połowa nauczycieli w przedszkolach KIDS&Co. to angliści, więc zajęcia mogą być prowadzone również dla grup obcokrajowców. Zajęcia podzielone są na różne bloki tematyczne dostosowane indywidualnie do wieku i preferencji każdej grupy, w tym zajęcia ruchowe jak karate, zumba, czy hip-hop, różnego typu zajęcia plastyczne, a w starszych grupach eksperymenty i doświadczenia – wszystko bez konieczności angażowania rodziców. W sumie w Polsce działa 15 placówek pod marką KIDS&Co., więc sieć jest przygotowana do prowadzenia wielu zajęć jednocześnie.

Przed pandemią klientami sieci KIDS&Co. byli głównie pracodawcy z branży SSC/BPO, duże centra R&D lub firmy produkcyjne. Te firmy chętnie dofinansowywały czesne w przedszkolach operatora dzieciom swoich pracowników lub decydowały się na otwarcie własnych przedszkoli i żłobków powierzając ich organizację i prowadzenie KIDS&Co. Od czasu zamknięcia przedszkoli – wszystkie korzystają z oferty zajęć zdalnych. Obecnie do KID&Co. zgłaszają się nowi klienci, którzy również są zainteresowani Wirtualnymi Pokojami i chcą zaoferować swoim pracownikom nietypowy i bardzo pomocy benefit.

Co trzeci pracownik uważa, że praca zdalna zmniejsza efektywność

18% pracowników stwierdziło, że praca z domu wpłynęła pozytywnie na ich efektywność, a 37% z nich nie zauważyło zmiany, w porównaniu z wykonywaniem obowiązków w siedzibie firmy. Z drugiej strony niemal co trzecia spytana osoba (29%) przyznała, że odczuła spadek efektywności na „home office”. Praca zdalna może okazać się wyzwaniem trudnym w realizacji, a przyczyniają się do tego np. ograniczone możliwości pracy zespołowej. Takie wnioski wynikają z sondażu NEXERY przeprowadzonym na koniec marca 2020 r. przez InsightOut Lab.

Wyzwania pracy zdalnej

Praca z domu wiąże się z wieloma trudnościami – taki wniosek płynie z sondażu zleconego przez NEXERĘ. Problemy mogą dotyczyć szczególnie tych pracowników, którzy do tej pory nie byli na „home office” – aż 57% badanych przyznało, że nigdy nie skorzystało takiej możliwości. Po czterech tygodniach, od kiedy firmy zaczęły przestawiać się na pracę zdalną, ponad połowa respondentów stwierdziła, że pracuje tak samo lub bardziej efektywnie niż będąc w miejscu pracy – 37% nie zauważyło różnicy, a 18% uznało, że ich wydajność wzrosła. Blisko 30% ankietowanych dostrzegło jednak pogorszenie wydajności swoich działań.

Wśród trzech najczęściej pojawiających się trudności, z jakimi borykają się zdalni pracownicy, znalazło się ograniczenie możliwości pracy zespołowej (29% respondentów uznało, że jest to jedno z głównych wyzwań), brak możliwości realizacji niektórych zadań zdalnie (27%) i zarządzanie rozproszonym zespołem (27%). Innymi, nieco mniej uciążliwymi problemami okazały się przekazywanie wiedzy pracownikom i uczenie ich nowych umiejętności, ograniczone możliwości konsultacji działań lub zadań, pozyskanie nowych klientów i kontrahentów czy utrzymanie relacji z klientami i interesariuszami.

– Wiele z codziennych działań, składających się na sprawne funkcjonowanie firmy, do tej pory odbywało się za pomocą sieci. Tym bardziej w czasie, gdy zaleca się pracę zdalną, internet jest głównym narzędziem pozwalającym wykonywać swoje obowiązki pracownikom z wielu branż. Z naszego badania wynika, że pracownicy mają najmniej problemów z organizowaniem i przeprowadzaniem spotkań kreatywnych z zespołem (19%) oraz przeprowadzaniem rekrutacji i wdrażaniem pracowników (16%). Dostęp do szybkiego łącza pozwala na sprawną komunikację, wymianę informacji i wiedzy między pracownikami, zarządem, klientami i interesariuszami. Niezawodna sieć stała się zatem jednym z podstawowych narzędzi do pracy. Ankietowani to potwierdzają – 67% spytanych pracowników uważa szybkie i stabilne łącze za najbardziej przydatne rozwiązanie w pracy zdalnej – mówi Piotr Wieczorkiewicz, Członek Zarządu ds. Operacji w firmie NEXERA.

Przepis na sukces: samodyscyplina i dobre narzędzia

Sondaż NEXERY pokazał, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, że praca w domu wymaga od nich samodyscypliny – potwierdziło to prawie ¾ pytanych pracowników. Co więcej niemal 60% respondentów stwierdziło, że wie jak efektywnie pracować z domu i faktycznie przynosi to efekty. Praca nad sobą, nauka organizacji czasu i samodyscypliny to nie jedyne plusy zaistniałej sytuacji. Ponad połowa badanych (51%) w wyniku przejścia na pracę zdalną, poznała lepiej działanie wielu programów, aplikacji i narzędzi internetowych, których wcześniej nie korzystała.

– Z badania wynika, że pracownicy napotykają liczne trudności podczas „home office”. Połowa respondentów przyznała, że ma problemy z koncentracją, zaś 35% stwierdziło, że nie ma warunków do pracy zdalnej w ogóle. Wyzwaniem jest też oddzielenie życia prywatnego od zawodowego – ten problem zgłosiło aż 53% pracowników. Część z trudności można wyeliminować, dobrze organizując czas i miejsce pracy, a także stosując samokontrolę. O inne elementy, jak np. zapewnienie szybkiego i stałego internetu, czyli głównego narzędzia pracy zdalnej, troszczą się operatorzy. Od niezawodnego łącza zależy dziś los wielu pracowników z różnych branż. Dostarczając sieć światłowodową w naszych Regionach mamy poczucie, że przyczyniamy się do poprawy jakości pracy i wspieramy rozwój biznesu – dodaje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w firmie NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 1064 osób aktywnych zawodowo (pracujących).

Pierwszy polski test na koronawirusa z udziałem firmy zlokalizowanej w PPNT

Na początku kwietnia 2020, naukowcy z Poznania opracowali pierwszy polski test na koronawirusa. W prace badawcze zaangażowana była młoda firma chemiczna z PPNT, FutureSynthesis.

Europejska walka z epidemią koronawirusa trwa mniej-więcej od lutego 2020 r. W połowie marca wirus dotarł też do Polski. I od razu rozpoczęły się badania mające na celu opracowanie szybkiego testu wykrywającego zakażenie u polskich pacjentów. W poznańskim Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN prace ruszyły już 20 marca. Do wspólnego projektu zaproszono kilkudziesięciu naukowców, w tym 8-mio osobowy zespół firmy FutureSynthesis, lokatora PPNT działającego w branży chemicznej.

Dlaczego FutureSynthesis?

FutureSynthesis posiada zaawansowaną technologię syntezy kwasów nukleinowych, cząsteczek na których oparte jest działanie molekularnych testów wykrywających wirusa. Od początku pojawienia się epidemii, firma podjęła starania pozyskania na polski rynek amerykańskiego testu do wykrywania wirusa. Jednak działania te, ze względu na wymagania prawne, były bardzo długotrwałe, a jak wiadomo, czas był (i jest) bardzo istotny.

Dlatego, gdy tylko Instytut Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk pod kierownictwem prof. Marka Figlerowicza rozpoczął prace koncepcyjne nad projektowaniem nowego testu na koronawirusa, lider zespołu FutureSynthesis, dr hab. Marcin Chmielewski, dołączył do grupy zaangażowanych naukowców. Obie instytucje doskonale się znają, bo FutureSynthesis od dawna współpracuje z PAN. We wspólnych pracach nad testem, firma podjęła się syntezy kwasów nukleinowych niezbędnych w pracach koncepcyjnych. Szybkie tempo prac oraz syntetyzowanie sond i starterów niemalże przez całą dobę przez zespół parkowej firmy, spowodowało, że prototyp testu powstał w ciągu 5 dni, natomiast pełen test w 2 tygodnie.

– Mając świadomość wagi sytuacji, chwilowo odsunęliśmy wszystkie inne nasze działania. Praca charakteryzowała się zawrotnym tempem. Projekty sekwencji były opracowywane do późnych godzin popołudniowych, następnie w  nocy prowadzone były syntezy chemiczne, aby następnego dnia, po oczyszczeniu dostarczyć gotowe cząsteczki do testów. Nasz zespół wykonywał je czasami nawet w przeciągu 24 godzin. – mówi Joanna Chmielewska, Prezes Zarządu FutureSynthesis.

Wspólny sukces – gotowy test na koronawirusa!

9 kwietnia media obiegła wiadomość o zakończeniu prac koncepcyjnych i przejściu do produkcji. Gotowy test jest o wiele tańszy od tych do tej pory sprowadzanych z Chin, a równie skuteczny. IChB PAN udzielił licencji na opracowany test radomskiej firmie Medicopharma, która przeprowadziła walidację uzyskując certyfikat IVD (In Vitro Diagnostic). Uzyskanie certyfikatu dało zielone światło to tego, aby FutureSyntesus wspólnie z A&A Biotechnology i Medicopharmą rozpoczęli pełną produkcję testu. Rząd RP zamówił pierwsze 150 tyś sztuk testów.

– Co będzie dalej? Czas pokaże, nasza firma jest w pełnej gotowości do pracy. – zapewnia Joanna Chmielewska

Na zdjęciach: zespół FutureSynthesis w trakcie prac nad testem na koronawirusa. Fot.: J. Chmielewska

EKOBAROMETR – najpopularniejsze akcje proekologiczne według Polaków

Blisko 7 na 10 Polaków wskazuje ograniczenie korzystania z plastikowych słomek jako najpopularniejszy trend – wynika z badania w ramach projektu EKOBAROMETR, którego inicjatorem i pomysłodawcą jest Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research.

Niepokojące doniesienia dotyczące postępujących zmian klimatycznych w ostatnich miesiącach spowodowały, że coraz głośniej zaczęto mówić o różnego rodzaju działaniach ukierunkowanych na zahamowanie szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu. Część
z tych działań, akcji ma lub miało charakter przejściowy, a część z nich ma szanse przekształcić się w długofalowe trendy. Zdecydowanie najlepiej rozpoznawaną akcją ekologiczną, wskazywaną przez 68% ankietowanych, jest ograniczanie korzystania ze słomek np. w różnego rodzaju obiektach restauracyjnych i hotelowych. W drugiej kolejności wymieniano przekazywanie części przychodu na sadzenie drzew 47% (wskazań), a w trzeciej 38% dostrzegano tendencję do sprzedawania produktów w większych opakowaniach w celu ograniczenia produkcji plastiku.wykres_1

Wysoki poziom znajomości danego działania proekologicznego nie musi oznaczać,
że jest ono postrzegane jako skuteczne. Widać to na przykładzie rzadszego korzystania
z plastikowych słomek. Najlepiej rozpoznawalna przez konsumentów inicjatywa ekologiczna ma w oczach respondentów niższą wartość dla ochrony środowiska niż trzy inne, spośród których jako najbardziej efektywna (65%) wskazywana była darowizna części przychodu firmy na sadzenie nowych drzew. I odwrotnie – wysoka postrzegana skuteczność akcji nie powoduje, że staje się powszechna, a dzięki temu lepiej rozpoznawalna. Przykładowo, ponad połowa badanych uznaje korzystanie z woskowijek zamiast folii do pakowania kanapek jako relatywnie efektywne, a jednocześnie jest to działanie o jednym z niższych wskaźników popularności.

Z badania wynika, że firmy powinny zwracać uwagę na to, aby w promowaniu akcji ekologicznych skupiać się nie tylko na budowaniu ich świadomości wśród konsumentów,
ale także na podkreślaniu ich wartości dla środowiska naturalnego.wykres_2

Zagadnienia ekologiczne są coraz chętniej wykorzystywane w różnych formach komunikacji. W zależności od potrzeb strategia działań dzieli się na doraźne wykorzystanie
już popularnych treści oraz na długofalowe kreowanie wizerunku marki.

Pierwsze podejście pozwala na dynamiczne działanie i szybkie uzyskanie oczekiwanych rezultatów przy jednoczesnej relatywnie łatwej promocji . Druga metoda buduje za to silniejsze konotacje z marką niż pierwsza metoda.  Przykładem doraźnych treści może być ograniczenie wykorzystania plastikowych słomek, zaś działanie długofalowe może się przejawiać np. w przekazywaniu części dochodu na sadzenie drzew. – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w dniach  17-24.03.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono 1476 ankiet z użytkownikami SW Panel. Projekt ma charakter cykliczny, realizacja kolejnej fali planowana jest na przełom czerwca i lipca 2020 r.

Szczegółowe informacje o projekcie

Projekt badawczy EKOBAROMETR to cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw
i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia.

https://swresearch.pl/news/zaczynamy-regularny-pomiar-eko-nastrojow-polakow?page=1

Ekspert Canon Polska radzi jak zarządzać drukarnią na odległość

Czy w czasach powszechnej izolacji można sprawnie, zdalnie prowadzić zakład produkcyjny, a praca całej drukarni odbywać się na odległość? – Nowoczesne rozwiązania technologiczne mogą w tym pomóc i uratować w trakcie pandemii branżę druku przekonuje ekspert Canon Polska.

HomeOffice – to pojęcie, które w ostatnich tygodniach zdominowało życie zawodowe wielu branż. Niestety nie każde zadanie można wykonywać zdalnie. W domowe zacisze nie da się przenieść na przykład produkcji przemysłowej. Także branża drukarska nie ma wyboru – aby zakład mógł poprawnie funkcjonować, ktoś musi obsługiwać maszyny.

– Na szczęście w dzisiejszych czasach dysponujemy rozwiązaniami, które mogą znacznie ułatwić pracę na odległość. Dlatego właścicielom drukarni rekomendujemy wykorzystanie kilku narzędzi, które pomogą przejść im jak najbezpieczniej przez ten trudny czas – mówi Michał Młynarczyk, Professional Print Product Manager w Canon Polska.

Zdalne serwisowanie urządzeń

Nowoczesne oprogramowanie do monitorowania i diagnozy stanu maszyn pozwala zautomatyzować wiele czasochłonnych zadań, zmniejszając częstotliwość niezbędnych przeglądów technicznych. Jednym z oferowanych na polskim rynku rozwiązań jest eMaintenance.  – To oprogramowanie, które wykorzystuje zdalną diagnostykę, przekazując informacje o stanie urządzeń bezpośrednio do dostawcy usług. Jeśli przydarzy się jakaś usterka, dostawca sprzętu zostanie automatycznie powiadomiony. Następnie będzie mógł zareagować, wysyłając na miejsce technika lub zapewniając drukarni rozmowę z ekspertem. Innymi słowy, odpowiedzialność za bieżące nadzorowanie maszyny drukarskiej przejmuje tak naprawdę jej producent lub dostawca – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

Oprogramowanie eMaintenance potrafi także ocenić moment, w którym poziom toneru zbliża się do wyczerpania. Jeśli użytkownik będzie sobie tego życzył, eMaintenance automatycznie złoży zamówienie na toner u odpowiedniego dostawcy. Co więcej, choć oprogramowanie zostało zaprojektowane z myślą o urządzeniach wielofunkcyjnych firmy Canon, istnieje możliwość wykorzystania go także przy pracy z wybranymi maszynami innych firm.

Drugim ze sposobów zdalnego serwisowania urządzeń jest oprogramowanie i aplikacja PRISMAlytics. – To oparte na chmurze rozwiązanie, zapewniające dostęp do urządzeń drukarskich z dowolnego komputera lub smartfona. PRISMAlytics monitoruje wydajność maszyn w czasie rzeczywistym i pomaga optymalizować ich wykorzystanie. Dzięki temu użycie maszyn drukarskich staje się nie tylko mniej awaryjne, ale i bardziej wydajne – mówi ekspert firmy Canon Polska.

Aplikacja PRISMAlytics Dashboard co 15 minut zbiera dane, pochodzące z samego serca urządzeń produkcyjnych, ich kontrolera – PRISMAsync. Użytkownik uzyskuje dostęp do wiadomości o stanie urządzenia oraz o zużyciu materiałów eksploatacyjnych. Ponadto aplikacja prezentuje trendy wydajności w określonym czasie (dzień, tydzień, miesiąc lub kwartał), dzięki czemu można łatwiej rozdzielać obowiązki maszyn, a tym samym redukować koszty.

Zarządzanie planem produkcyjnym

Kolejnym oprogramowaniem ułatwiającym pracę, nastawionym bardziej na nadzór nad wykonywanymi przez urządzenia  zadaniami jest PRISMAsync Remote Manager. Jak przekonuje ekspert Canon Polska, to prosty sposób na kontrolowanie przepływu prac i monitorowanie działań nawet kilku drukarek jednocześnie. Aplikacja umożliwia bezpośrednie ładowanie za pomocą metody „przeciągnij i upuść”, plików gotowych do druku, zmianę ich ustawień oraz przenoszenie czy kopiowanie zadań pomiędzy drukarkami, a także monitorowanie kolejek plików, czekających na wydruk.

– Oczywiście nie wszystko można załatwić całkowicie zdalnie – przyznaje Michał Młynarczyk. – Żadne oprogramowanie nie załaduje papieru do podajnika ani nie wymieni toneru. Nowoczesne aplikacje ułatwiają i umożliwiają pracę w drukarni,
której doglądać będzie zaledwie jeden, dyżurujący pracownik. Taka możliwość zmniejsza ryzyko epidemiczne w zasadzie do zera.

Sprawny kontakt z klientami

Trzecim rozwiązaniem z rodziny PRISMA jest PRISMAdirect. Zintegrowany system do zarządzania całym procesem druku. Jego zadaniem jest uporządkowanie procesu i przebiegu produkcji, umożliwia pozyskiwanie zleceń, zwiększa produktywności oraz zmniejsza ogólne koszty funkcjonowania firmy. – Można powiedzieć, że jest to cyfrowy krwioobieg całej drukarni – podkreśla specjalista Canon Polska.

Oprogramowanie PRISMAdirect integruje dwa, opcjonalne moduły główne: procesowanie zamówień oraz obsługę sklepu internetowego. Obie części cechują się sporą elastycznością, dzięki czemu każdy użytkownik może w pełni dowolnie zarządzać swoim biznesem. W ramach PRISMAdirect możliwa jest na przykład wszechstronna personalizacja witryn sklepowych, dzięki czemu drukarnia może skuteczniej przyciągnąć uwagę klientów.

– Mówiąc w skrócie, PRISMAdirect usprawnia cały proces produkcyjny. Od nawiązania kontaktu z klientem, poprzez pozyskanie zamówienia, zarządzanie kolejką zleceń i materiałami, aż po produkcję i realizację projektu. Wszystko to można zrobić całkowicie zdalnie, z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie. Informacje o zamówieniach i zadaniach, w tym wiadomości wymieniane z klientami, znajdują się w jednym, przejrzystym widoku. Co więcej, także ten system współpracuje z drukarkami produkcyjnymi innych dostawców – informuje Michał Młynarczyk.

Królestwo maszyn

Jeszcze parę lat temu konieczność pracy zdalnej byłaby paraliżująca dla wielu obszarów biznesu. Dziś dysponujemy nowoczesnymi rozwiązaniami, które coraz częściej dają możliwość zarządzania firmą na odległość. – Firma bez ludzi, wypełniona jedynie szumem maszyn drukarskich, jest smutnym miejscem. Wszyscy mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli wrócić do normalnego funkcjonowania. Tymczasem dzisiejsze innowacje pokazują nam, że nie bez podstawy od lat mówimy o konieczności dokonania cyfrowej transformacji biznesu – podsumowuje ekspert Canon Polska.

Programiści pomagają nauczycielom

Najszybciej rozwijająca się spółka IT w Polsce – SoftwareHut, dołączyła do programu Microsoft wspierającego szkoły w zdalnym nauczaniu. Wśród partnerów inicjatywy oprócz SoftwareHut znalazły się takie firmy jak T–Mobile oraz Operator Chmury Krajowej. Programiści SoftwareHut przeszkolili do tej pory ponad 800 pedagogów z korzystania z bezpłatnego pakietu Microsoft Office 365 dla Edukacji. Pilotażowe warsztaty odbyły się na początku kwietnia, a obecnie eksperci z SoftwareHut doradzają nauczycielom, jak najlepiej korzystać z udostępnionych narzędzi.

Spółka w pomoc nauczycielom zaangażowała się już na początku kwietnia, kiedy zaczęła prowadzić warsztaty dla lokalnych szkół z Białegostoku, z którego się wywodzi. Inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem i w ciągu kilku tygodni przeszkolonych zostało ponad 800 nauczycieli. – Dzięki wydatnej pomocy firmy SoftwareHut udało nam się wdrożyć Microsoft Office 365 do prowadzenia zdalnych lekcji. Webinaria dla nauczycieli oraz konsultacje z programistami przeprowadziły nas bezproblemowo przez proces integracji oprogramowania, za co jesteśmy bardzo wdzięczni – mówi Katarzyna Szostak–Król,  dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 im. Stanisława Staszica w Białymstoku.

Inicjatywa SoftwareHut spotkała się z uznaniem ze strony Microsoft, który zaprosił spółkę do ogólnopolskiego programu wsparcia nauczycieli w prowadzeniu zdalnych lekcji. – W Microsoft rozwijamy technologię do zdalnej edukacji już od dawna. Każdy uczeń i nauczyciel może w Polsce bezpłatnie korzystać z usługi Office 365 A1 dla Edukacji, zawierającej Microsoft Teams, aplikacje Word, Excel PowerPoint i OneNote w wersji online oraz inne aplikacje i narzędzia do zdalnej nauki. Mamy przekonanie, że technologia zawsze powinna być tworzona z myślą o pomocy ludziom w ich codziennej pracy, nauce i rozrywce. Dziś, kiedy każdy z nas mierzy się z trudną rzeczywistością, wiemy że tylko razem – łącząc siły i zaangażowanie po stronie Microsoft oraz naszych Partnerów – jesteśmy w stanie pomóc uczniom, nauczycielom, szkołom, studentom i wykładowcom w ich codziennych zajęciach, w nauce – mówi Cecylia Szymańska, Dyrektor ds. Edukacji w Microsoft Polska.

Zaangażowanie w ogólnopolską akcję polega na udzielaniu pomocy nauczycielom chcącym skorzystać z pełni możliwości, jakie daje usługa Office 365. Komplet rozwiązań umożliwia poprowadzenie zdalnej lekcji, dzieci mogą widzieć nauczyciela i tablicę. Nauczyciel może udostępnić uczniom swój ekran, przeprowadzić testy i zebrać wyniki tak, że uczniowie nie będą widzieli nawzajem swoich prac. Każdy może na bieżąco zadawać nauczycielowi pisemnie pytania w trakcie lekcji albo dyskutować z klasą na ogólnym forum podczas przerw. Ważnym aspektem uruchomionego programu wsparcia dla szkół jest to, że konsultacje odbywają się online, dzięki czemu wszyscy mogą pozostać bezpiecznie w domu. – Praca przy pomocy zdalnych narzędzi to dla każdego programisty codzienność. W związku z tym jesteśmy gotowi na przekazanie tych niezbędnych umiejętności nauczycielom. Warto podkreślić, że nasi pracownicy są także wykładowcami akademickimi, dzięki czemu posiadają wiedzę z zakresu dydaktyki i potrafią w prosty sposób przekazać techniczną wiedzę osobom, które na co dzień nie mają do czynienia z instalacją oprogramowania czy obsługą aplikacji e–learningowych – tłumaczy Robert Strzelecki, prezes zarządu SoftwareHut.

Mimo że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska co do daty, kiedy uczniowie powrócą do szkół, to inicjatywa Microsoft i partnerów oferujących darmowe wsparcie i szkolenia, przyczyni się do zdobycia kolejnych kompetencji przez nauczycieli. – Podczas jednego z warsztatów mieliśmy prawie 180 uczestników. To pokazuje zarówno skalę potrzeb, jak i możliwości zdalnego przekazywania wiedzy. Dziś z przyjemnością odpowiadamy na zadawane przez nauczycieli pytania – podsumowuje Robert Strzelecki.

SoftwareHut szykuje także dodatkowe innowacyjne rozwiązanie wspierające zaangażowanie uczniów, z którego bezpłatnie będą mogli korzystać nauczyciele zwiększając w ten sposób frekwencje udziału w wirtualnych lekcjach.

Szkoły potrzebujące technicznego wsparcia w przejściu na nauczanie zdalne mogą zgłaszać się bezpośrednio do SoftwareHut pod adresem: [email protected], tel: 693 244 282.

Cyfrowa Polska w czasie pandemii wspiera kulturę i edukację

dotychczasowej formie i zachęca ich do przenoszenia swojej twórczości do internetu. Organizacja wspiera również nauczycieli i uczniów, których lekcje muszą obecnie odbywać się online.

– Dziś mamy trudny okres dla wszystkich. Jednak jako branża czujemy się społecznie odpowiedzialni i dlatego pomagamy oraz wspieramy pojednyczne osoby i organizacje, które tego obecnie potrzebują – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Jak zaznacza w szczególnej sytuacji są twórcy, którzy często w wyniku zamknięcia teatrów, galerii, wystaw, muzeów czy odwołanych wydarzeń i imprez, zostali pozbawieni możliwości pracy i zarobku. – Szansą dla nich dzisiaj  jest oodnalezienie się ze swoją twórczością w internecie. Jako Związek od lat pokazujemy, że nowoczesne technologie nie są wrogiem dla artystów, ale ogromną możliwością w szerokim rozpowszechnianiu ich dzieł, a z czasem także środkiem do monetyzowania pracy twórczej – dodaje Michał Kanownik.

#Kulturawsieci i granty dla twórców

Dlatego Związek Cyfrowa Polska wspólnie z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego zachęcają twórców do przenoszenia swoich prac do internetu oraz wykorzystywania nowoczesnych rozwiązań technologicznych do promocji swojej twórczości. Na platformie Patronite.pl razem uruchomili specjalną zakładkę  #Kulturawsieci, w której promowani są twórcy wykorzystujący technologie w swojej twórczości oraz ci, którzy zdecydowali się wykorzystać internet w rozpowszechnianiu swoich prac. Patronite.pl daje też im możliwość znalezienia mecenatów, którzy mogą cyklicznie finansowo wspierać ich twórczość.

Ponadto Cyfrowa Polska zdecydowała się przyznać granty wybranym artystom zaangażowanym w inicjatywę #Kulturawsieci. W sumie w najbliższych tygodniach branża chce wesprzeć finansowo kilkudziesięciu autorów. Pierwsze wyróżnienia trafiły w ubiegłym tygodniu już do kilku twórców. Otrzymali je autorzy MWM – Ministranckiej Wytwórni Muzycznej (patronite.pl/mwm), młody pisarz Piotr Dudek (patronite.pl/CienBurzy) oraz inicjatorki akcji  „Spa dla mam” (patronite.pl/wspieramymamy).

Wsparcie w nauce online

Branża cyfrowa pomaga także w edukacji online. – Polska szkoła przechodzi dziś przyśpieszoną rewolucję cyfrową. Wiemy, że nie jest to łatwe zadanie, często z wieloma przeszkodami, także technologicznymi. Dlatego wspieramy dziś ten proces oferując potrzebny do tego sprzęt elektroniczny  – wyjaśnia prezes Michał Kanownik.

Związek Cyfrowa Polska włączył się m.in. w akcję promującą najlepszych edukatorów online – „Edukator Roku”, organizowanej w ramach programu #akcjaedukacja prowadzonego przez GovTech Polska. Organizacja ufundowała sprzęt elektroniczny oraz urządzenia mobilne, które mogą nauczycielom i uczniom uczestniczyć w edukacji online. W ramach walki z cyfrowym wykluczeniem sektor cyfrowy włączył się również w akcję #KomputerDlaUcznia. To zbiórka organizowana przez Fundację Impact, która ma na celu zapewnienie uczniom możliwości nauczania przez internet.

Jakie rozwiązania oferują firmy pożyczkowe w dobie kryzysu?

Nieprzewidziane zdarzenia losowe, takie jak wybuch pandemii, stawiają pożyczkodawców i pożyczkobiorców w bardzo trudnej sytuacji. Niektóre firmy przygotowały gotowe rozwiązania dla swoich klientów. Eksperci rankomat.pl sprawdzili, jakie są to działania i co może zrobić osoba, której płynność finansowa ucierpiała przez pandemię.

Koronawirus pokrzyżował plany terminowej spłaty pożyczki wielu klientom banków i firm pozabankowych. Ponieważ zasady przyznawania oraz spłat pożyczek w firmach pozabankowych różnią się od rozwiązań stosowanych w sektorach bankowych, propozycje pożyczkodawców muszą być bardziej indywidualne i dopasowane do wymagań pożyczkobiorcy. Część firm już zadeklarowała wyjście naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, w tym odroczenie czy wstrzymanie spłat pożyczki. Oto przegląd kilku rozwiązań firm pozabankowych, z których mogą skorzystać klienci tych marek.

Na pomoc posiadaczom pożyczek ratalnych

Wonga

Firma przygotowała następujące propozycje dla posiadaczy pożyczek ratalnych w Wonga:

  • wakacje kredytowe – na okres do 1 miesiąca, aktywowane w ciągu 48 godzin po pozytywnym rozpatrzeniu prośby klienta.

Dla spłacających pożyczkę jednorazowo:

  • możliwość rozłożenia spłaty na 12 miesięcy bez dodatkowych kosztów,
  • szansa na ustalenie pierwszych, niższych 3 rat podczas rozkładania płatności.

Warunkiem otrzymania wakacji kredytowych w Wonga jest brak przeterminowanych należności ze strony klienta. W niektórych przypadkach klient może być poproszony o załączenie dokumentacji potwierdzającej trudności finansowe, które mają związek z pandemią. Pożyczkobiorca może aktywować przeniesienie raty najwcześniej  14 dni przed terminem jej płatności.

Smartney

Oto skrótowy opis programu pomocowego marki, w odpowiedzi na potrzeby klientów
z zaciągniętą pożyczką ratalną w Smartney:

  • zmniejszenie wysokości rat pożyczki,
  • odroczenie terminu spłaty raty pożyczki o 1 miesiąc,
  • zawieszenie czynności windykacyjnych (bez dodatkowych odsetek karnych za zwłokę)
    w uzgodnionym terminie (do 21 dni),
  • umorzenie odsetek karnych za zwłokę od klientów, którzy spłacają raty po terminie (zgodnie z harmonogramem), gdzie opóźnienie jest skutkiem pandemii.

Głównym warunkiem otrzymania pomocy od Smartney jest brak opóźnień w spłacie pożyczki (do 29.02.2020 r.) oraz niezbite dowody na to, że trudna sytuacja finansowa klienta jest bezpośrednio powiązana z pandemią koronawirusa. Dodatkowo na decyzje pomocowe ze strony Smartney wpływają dawna, obecna sytuacja finansowa oraz rokowania dotyczącej przyszłej sytuacji klienta. Firma zobowiązuje się, że do każdej sytuacji odniesie się indywidualnie.

Provident

Firma Provident dla swoich klientów przygotowała następujące rozwiązania:

  • okresowa przerwa w spłacie – firma odracza termin spłaty do 4 rat tygodniowych lub 1 raty miesięcznej,
  • rozłożenie rat pożyczki – to rozwiązanie dla klientów, którzy wciąż borykają się ze spłatą długu (nawet jeśli już wykorzystali wszystkie okresowe przerwy w spłacie),
  • brak odsetek karnych – dla klienta, który spłaca dług w gotówce i opóźni się w spłacie należytej raty w okresie trwania umowy (oczywiście, przy wcześniejszym zgłoszeniu sytuacji).

Część z rozwiązań Provident Polska była już możliwa do realizacji przed wybuchem pandemii. W sprawie programu pomocowego firmy najlepiej kontaktować się bezpośrednio z jej siedzibą, gdzie sytuacja klienta zostanie rozpatrzona indywidualnie.

Na pomoc posiadaczom chwilówek

Miloan

Firma wychodzi z następującymi rozwiązaniami dla posiadaczy niespłaconych chwilówek w Miloan:

  • obniżenie odsetek i prowizji przy spłacie chwilówki,
  • obniżenie odsetek za nieterminową spłatę pożyczki.

Każda sytuacja jest analizowana indywidualnie i w zależności od klienta dobierane są odpowiednie rozwiązania.

TaniKredyt

Firma proponuje klientom poszkodowanym finansowo na skutek pandemii:

  • przedłużenie terminu spłaty pożyczki – na maksymalnie 30 dni.

Opłaty z tytułu prowizji i odsetek zostały dostosowane do założeń specustawy Tarczy Antykryzysowej 2.0.

HapiPożyczki

Po indywidualnym przeanalizowaniu sytuacji pożyczkobiorcy firma proponuje:

  • zawieszenie spłat rat pożyczki na okres jednego miesiąca (z możliwością przedłużenia „wakacji” w spłacie zobowiązań po zakończeniu tego okresu).

HapiPożyczka zaznacza, że jest to praktyka stosowana od dawna i dobrze się sprawdza dla klientów w trudniej sytuacji finansowej.

Vivus

Jak przeczytamy na głównej stronie firmy, Vivus dla klientów dotkniętych finansowo pandemią koronawirusa, proponuje:

  • odroczenie spłaty kapitału pożyczki

Uprawnieni do skorzystania z oferty są jedynie Ci klienci, który przedstawią dowody na to, że ich sytuacja wynika bezpośrednio ze skutków pandemii.

Podsumowanie

Rządowa specustawa Tarcza Antykryzysowa 2.0. wymusiła na firmach pozabankowych obniżenie kosztów pozaodsetkowych i tym samym zmianę warunków przyznawania pożyczek ratalnych i chwilówek oraz egzekwowania ich spłaty, wyjaśnia Jerzy Małysz, ekspert Rankomat:

Zgodnie z przyjętą 31 marca 2020 r. ustawą tarczy antykryzysowej koszty pozaodsetkowe dla pożyczek do 30 dni nie będą mogły przekroczyć 5%, a dla pożyczek ratalnych czy kredytów na dłuższy okres mogą osiągnąć maksymalnie 21%. Tak stanowcze obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych może oznaczać koniec dla wielu firm pozabankowych. To wielki cios dla jedynej, legalnej konkurencji wobec banków, czy SKOK-ów. Mimo tych utrudnień część pożyczkodawców dostosowuje swoje wymagania, nie tylko względem wymagań rządowych, ale również przychylnie spogląda na klientów, którzy przez koronawirusa stracili główne źródło dochodów i teraz nie chcą popaść w długi z zaciągniętą pożyczką. – tłumaczy.

Ostateczną decyzję związaną z przyznaniem pomocy zawsze podejmuje konkretna firma pozabankowa. Część z nich wciąż pracuje nad gotowymi rozwiązaniami, dla klientów dotkniętych problemem utraty płynności finansowej w wyniku kryzysu gospodarczego i światowej pandemii. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest kontakt z siedzibą firmy pozabankowej w celu uzgodnienia możliwości ewentualnego odroczenia bądź wstrzymania spłaty pożyczki.

Zasięg koronawirusa COVID-19. Już 2 miliony zakażeń, a Belgia została nowym liderem w smutnym rankingu śmiertelności

Koronawirus jest cały czas w ofensywie. W trakcie kilku ostatnich dni sytuacja Polski nie uległa zmianie. Liczba zachorowań na COVID to 7582 i nadal rośnie w tempie około 400 dziennie. Na świecie potwierdzono już 2 miliony zakażeń, a Belgia została nowym liderem w smutnym wyścigu śmiertelności. Są jednak pozytywne sygnały płynące z niektórych krajów (Austria, Norwegia, Dania, Czechy) pokazujące, że możemy kontrolować rozprzestrzenianie się choroby.polska-20200415

Poziom śmiertelności typem wskaźnika, który może pokazać na ile przeciążona jest służba zdrowia danego kraju

W dniu 15 kwietnia na świecie potwierdzono ponad 2 miliony zakażeń. To ogromna liczba, która – w perspektywie globalnej – ciągle dynamicznie rośnie. Poziom śmiertelności jest typem wskaźnika, który może pokazać na ile przeciążona jest służba zdrowia danego kraju. Pojemność służby zdrowia powinna być pochodną wielkości kraju. Uwzględniając to można przygotować zestawienie śmiertelności (wśród chorych na COVID) względem gęstości choroby w przeliczeniu na milion mieszkańców. Poniżej infografika ułatwiająca interpretację kolejnych wykresów.

Na dzień 15 kwietnia liczba zachorowań w Polsce to 7582 i nadal rośnie w tempie około 400 dziennie. Polska opuściła trend wykładniczy – spłaszczamy krzywą – co jest bardzo dobrą wiadomością. Konieczne jest jednak doprowadzenie do systematycznego spadku nowych przypadków w ujęciu dziennym.gestosc-vs-smiertelnosc-interpretacja

Śmiertelność i gęstość zakażeń – stan na 15.04.2020

W pespektywie globalnej 6.5% chorych na COVID zmarło. W Polsce wskaźnik ten jest znacznie niższy i wynosi 3.8%. Na całym świecie średnio 263 osoby na milion są zakażone, w Polsce ta wartość wynosi 198. To są bardzo dobre wyniki, jedne z najlepszych w Europie. Mimo to istnieją kraje, w których – przy podobnych założeniach – pacjenci z COVID umierają rzadziej (np. Czechy – 2.7%, Finlandia – 2.2%).gestosc-vs-smiertelnosc-2020415

Belgia, z wynikiem 13.2%, jest nowym liderem w smutnym wyścigu śmiertelności wśród chorych na COVID (bardzo podobne wartości notują Wielka Brytania, Włochy oraz Francja). Belgia jest również trzecim w kolejności krajem pod względem gęstości infekcji – 2913 zakażonych w przeliczeniu na milion mieszkańców (Luksemburg wykluczony ze względu na mikro populację). Epidemia w Belgii rozpoczęła się o 12 dni później niż we Włoszech oraz o 6 dni później niż w Hiszpanii (zakładając, że pierwszy dzień przypada na 20 potwierdzonych).

Belgia to mały kraj (11.5 miliona mieszkańców), jednak Szwajcaria jest jeszcze mniejsza (8.6 miliona mieszkańców), gęstość zakażeń w Szwajcarii przekracza pomiar dla Belgii (3061 chorych na milion mieszkańców), natomiast odsetek zgonów wśród chorych jest niemal trzykrotnie mniejszy niż w Belgii (4.7%). Szwajcaria jest jedynym krajem, w którym odsetek zgonów jest dosyć niski, przy jednocześnie wysokim zagęszczeniu chorych.

Śmiertelność w Holandii przekracza tę w Hiszpanii (11.1% vs 10.4%), gdzie Holandia to 1662 chorych a Hiszpania aż 3771 chorych w przeliczeniu na milion mieszkańców.

Szwecja nabiera prędkości, zarówno w nowych potwierdzonych przypadkach, jak też w już wysokiej śmiertelności – odsetek zgonów w stosunku do zarażonych wynosi 10.1% będąc jednym z najwyższych w grupie krajów posiadających około 1000 zakażonych na milion mieszkańców.

Stany Zjednoczone, pomimo ogromnej liczby zakażeń (ilościowo), utrzymują odsetek zgonów poniżej średniej dla całego świata (4.4% USA vs 6.5% cały świat).

Poniżej te same dane po usunięciu krajów z bardzo dużym zagęszczeniem infekcji.gestosc-vs-smiertelnosc-wybrane-2020415

Autor/Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 16.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Rynki wracają do szacowania niewiadomych. Wrócił silny dolar

Bolesne było wczorajsze zderzenie rynkowych nadziei na szybkie odbicie ożywienia globalnego z ekonomicznymi realiami. Wrócił silny dolar amerykański przy wyraźnej przecenie walut surowcowych, presji na ceny ropy naftowej i spadkach indeksów giełdowych. Rynki wracają do szacowania niewiadomych, ale to prowadzi do jazdy po wybojach przy większej dawce.

Zarówno wyniki finansowe spółek z Wall Street, jak i dane ekonomiczne wskazują na poważne uderzenie wynikające z restrykcji dla działalności gospodarczej w celu zwalczania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Po wczoraj wiemy, że w marcu sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa odnotowały historyczne spadki. Dane ze sprzedaży mogłyby być jeszcze gorsze (niż -8,7 proc. m/m), gdyby nie szturm Amerykanów na sklepy spożywcze i drogerie w celu gromadzenia zapasów na zarządzony lockdown. Kwietniowe odczyty prawdopodobnie będą jeszcze gorsze (gdyż w marcu nie wszystkie stany wprowadziły ostre zakazy), co z resztą dobrze odzwierciedla rekordowe załamanie indeksu NY Empire State. Wskaźniki produkcji nowych zamówień, zatrudnienia tąpnęły do rekordowych minimów, a przedsiębiorcy w rejonie Nowego Jorku spodziewają się tylko niewielkiej poprawy sytuacji w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Dziś podobnych wskazań można oczekiwać po indeksie Fed z Filadelfii. Raport o wnykach o zasiłek dla bezrobotnych wskaże kolejny wielomilionowy skok liczby pobierających zasiłek. Dostaniemy też pierwsze wskazania o załamaniu rynku budownictwa mieszakowego. Po wynikach Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America widać, ze banki zaczynają odkładać miliony na straty na portfelach kredytowych.

Inwestorzy dość długo ignorowali ekonomiczną rzeczywistość w przekonaniu, że najgorsze zostało zdyskontowane i teraz przyszła pora na wycenę przyszłej odbudowy. Na rynkach jednak nic nie jest tak proste, szczególnie gdy liczba niewiadomych jest mnożona przez spory polityków i ekspertów medycznych odnośnie tego, kiedy będzie bezpiecznie na restart aktywności gospodarczej. To główne pytanie dla najbliższych dni i tygodni i bez odpowiedzi nie da się jasno określić, kiedy będzie dobry moment na kupno aktywów ryzykownych. Nikt nie chce przegapić dołka i spóźnić się na „ten właściwy rajd”. Jak jednak minione dni pokazują, wciąż jesteśmy na rynku niedźwiedzia i wysokiej awersji do ryzyka, które naturalnie będzie przeplatana okresami pozytywnych nastrojów.

Z perspektywy aktywów oznacza to tylko tyle, że każdy zryw optymizmu jest kruchy w podstawach i łatwo będzie o korektę. Jednocześnie nie sądzę, aby czekało nas kolejne rynkowe załamanie na wzór tych z połowy marca. Aktualny kryzys nie jest kryzysem finansowym, a jednak banki centralne na świecie poczyniły sporo, aby zapewnić płynność i nie dopuścić do sytuacji, gdzie niedobory kapitału będą prowadzić do skokowych zmian wycen aktywów z powodu braku zleceń po przeciwnej stronie arkusza. Nie zmienia to faktu, że strach będzie generował szybkie wyzbywanie się ryzykownych aktywów, gdy nagromadzą się wątpliwości, czy dotychczasowy rajd miał sens. Na liście zagrożonych instrumentów są akcje, waluty surowcowe i rynków wschodzących, ropa naftowa i obligacje państw o kwestionowanej pozycji fiskalnej (np. Włoch).

W tym zamieszaniu wzrost EUR/PLN „tylko” do 4,54 należy uznać za delikatny klaps. Nie łudźmy się jednak, że złoty stał się swojego rodzaju bezpieczną przystanią. W zeszłym tygodniu zwracałem uwagę, że dokonane lubowanie polityki monetarnej NBP będzie czynnikiem hamującym odreagowanie bieżącej słabości PLN. To opóźnienie wychodzi teraz złotemu na dobre – innymi słowy, skoro nikt masowo nie kupował złotego, to teraz nie ma komu go wyprzedawać. To także pokazuje, że polska waluta jest poza głównym obiegiem w żonglerce inwestorów między ryzykownymi i bezpiecznymi aktywami. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że EUR/PLN nie prędko zanurkuje pod 4,50, ale też i wybicie ponad 4,60 nie jest dużym zagrożeniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe metody zarządzania zasobami ludzkimi w dobie epidemii

Wiele obaw i niepewności wywołanych pandemią koronawirusa pochłania dziś zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników na całym świecie. Choć zahamowanie niektórych sektorów gospodarki nastąpiło gwałtownie i przyczyniło się do zastoju na rynku pracy, to kryzys pobudził także nowe metody zarządzania zasobami ludzkimi m. in. leasing pracowniczy. Capgemini Invent bada, w jaki sposób chińskie firmy radzą sobie z wyzwaniami w tym trudnym czasie i jak kształtuje się przyszłość zatrudnienia. Czy te rozwiązania można przenieść także na europejski rynek?

Chiny, jak też obecnie niemalże każdy kraj zmagający się z kryzysem, poświęciły gospodarkę na rzecz opanowania epidemii. Zatrzymanie większości sektorów działalności gospodarczej było koniecznością podyktowaną ograniczeniem rozwoju wirusa. Wyłączenie poszczególnych gałęzi gospodarki wskutek zmiany priorytetów potrzeb rynku przyniosło zatrzymanie produkcji, zamknięcie wielu fabryk, hoteli, restauracji. W konsekwencji te działania doprowadziły do redukcji w ilości pracowników, szczególnie w sektorze gastronomicznym i hotelarskim. Zrodziło to pytanie – co dalej?

Dynamiczna zmiana popytu

Z drugiej zaś strony nastąpił ogromny wzrost zainteresowania zakupem produktów spożywczych online. Poszerzająca się liczba osób objętych kwarantanną, ograniczenie dostępu do sklepów czy restauracji i troska o własne zdrowie wzbudziły duży popyt na e-zakupy.

Zgodnie z danymi Walmarta, do końca stycznia wielkość podaży warzyw w Chinach przekroczyła 10 000 ton, a mięsa 2 000 ton. Po dwóch tygodnia rozprzestrzeniania się wirusa popyt na te produkty wzrósł 1,5-krotnie i nieustannie eskalował. W ciągu zaledwie pierwszych 9 dni stycznia lider chińskiego rynku odnotował wzrost obrotu o ok. 374 proc. Według danych Nielsen’a we Włoszech sprzedaż internetowa wzrosła o 80 proc. Z tygodnia na tydzień ilość zakupów online rosła nawet o 30 p. p. Wszyscy główni sprzedawcy żywności online odnotowali progres sprzedaży, co przekłada się na wzrost liczby zamówień, ich wartości oraz nowych klientów.

Dynamiczne natężenie popytu nałożyło na spożywczy sektor e-commerce szereg nowych i nieoczekiwanych wyzwań. Ogromną korzyścią wynikającą z tej sytuacji jest wyklarowanie się najlepszych praktyk w zakresie dystrybucji żywności i zarządzania sektorem sklepów online w kryzysie.

Problem nie do przeskoczenia?

Kiedy pracownicy fabryk, restauracji i hoteli tracą pracę, osoby zatrudnione w e-commerce nie są w stanie obsłużyć złożonych zamówień. Gwałtowny wzrost popytu na artykuły spożywcze online, mimo ich fizycznej dostępności, był nie do zaspokojenia m. in. ze względu na dynamicznie pogłębiające się luki kadrowe w logistyce i obsłudze e-sklepów. Pozyskanie nowych pracowników jest utrudnione ze względu na rozszerzający się obszar objęty kwarantanną.

Rozwiązaniem na tak dynamicznie rozwijający się problem po dwóch stronach jest zaproponowany przez Alibaba Group model leasingu zasobów ludzkich. Holding znany z innowacji w handlu detalicznym opracował system tymczasowej migracji pracowników z sektora o niższym zapotrzebowaniu kadrowym, do działalności o większym zainteresowaniu konsumenckim.

Alibaba Group zaproponowała pracownikom restauracji, zamkniętych na czas pandemii, pracę w e-commerce. Dzięki temu rozwiązaniu holding zwiększył swoje możliwości sprzedażowe, ilość obsługiwanych zamówień została zwiększona. Osoby dotknięte bezrobociem wynikającym z kryzysu, otrzymały pracę w sektorze o dynamicznym wzroście zainteresowania. Wśród beneficjentów modelu leasingu zasobami ludzkimi znaleźli się także właściciele restauracji, które na czas walki z pandemią musiały zostać zamknięte. Dzięki migracji pracowników przedsiębiorcy z sektora gastronomicznego zostali odciążeni z kosztów utrzymania swojej kadry, na czas niefunkcjonowania lokali.

Potrzeba matką wynalazku

Sukces pomysłu wypracowanego przez Alibaba Group, popchnął działania w tym zakresie do przodu. Holding w kwietniu planuje wprowadzenie platformy online do zarządzania współdzieloną siłą roboczą i jednocześnie chce na stałe włączyć model leasingu zasobów ludzkich do swoich regularnych działań.

Usprawnieniem tego przedsięwzięcia ma być wykorzystanie analityki danych. Dzięki niej będzie można skategoryzować pracowników, dzieląc ich pod względem z góry określonych kryteriów. Pomogą one przy dostosowaniu odpowiednich zadań do ludzi o konkretnym doświadczeniu zawodowym lub specjalizacji.

Przyjęcie modelu leasingu zasobami ludzkimi może generować znaczne oszczędności dla wielu sektorów, rynków i przedsiębiorców, niwelowanie strat i może zapewnić także elastyczność zatrudnienia. Regulowanie liczbą pracowników w określonych sektorach, uzależniając ją od popytu, usprawni funkcjonowanie rynku i ograniczy bezrobocie. Ponadto taki model zarządzania kadrą zobowiąże pracodawców do jeszcze bardziej restrykcyjnego przestrzegania regulacji prawnych i ubezpieczeniowych względem zatrudnionych osób.

Kryzys to dobry czas na inwestycje. Jednak według ekspertów czas okazyjnych zakupów na polskiej giełdzie dobiega końca

Mimo że kryzys w wielu, zwłaszcza niedoświadczonych inwestorach budzi instynktowną chęć ucieczki z rynków, eksperci uważają, że to najlepszy czas na inwestycje, gdyż wiele aktywów zostało przecenionych i można je nabyć po okazyjnych cenach. Zdaniem Cezarego Chybowskiego, szefa Reliance Polska, dobry czas na wyszukiwanie inwestycyjnych perełek potrwa jeszcze kilka tygodni, choć najlepszy moment na zakup akcji jest już za nami.

Kryzys jest okresem bardzo dużych przecen na rynku finansowym, które spowodowane nie są złą sytuacją spółek, ale ogólnoświatową paniką. Ludzie w przypływie emocji wycofują pieniądze z giełdy, co powoduje utratę wartości spółek, czyli spadającą kapitalizację, spadek wartości akcji. Dzięki temu za tę samą cenę możemy kupić tych akcji więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Chybowski, prezes zarządu Reliance Polska. – Najlepszy moment na giełdzie do inwestycji moim zdaniem już był, kiedy wszystkie indeksy były na czerwono, w tej chwili jeszcze on trwa, ale to jest ostatni dzwonek, aby kupić okazyjnie akcje na polskiej giełdzie.

Indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie, WIG 20, swoje minima osiągnął 12 marca, dzień po decyzji o zamknięciu szkół. Na zakończenie dnia jego wartość ledwo przekraczała 1300 punktów, najmniej od 2008 roku. Jednak w ciągu miesiąca nawet ten indeks, w którym znajduje się pięć banków obarczonych koniecznością rozłożenia spłat kredytów firmom i konsumentom oraz m.in. firm LPP i CCC, które musiały zamknąć swoje sklepy w centrach handlowych, zdołał odrobić ponad 300 pkt, czyli niemal jedną czwartą. Zapowiedzi „rozmrażania” gospodarki spowodowały w przypadku niektórych spółek nawet kilkudziesięcioprocentowe wzrosty w czasie jednej sesji.

– Inwestowanie teraz ma jak największy sens, ponieważ możemy dzisiaj kupować akcje spółek, papiery wartościowe, takie jak obligacje, ale także kruszce, złoto, srebro, dzieła sztuki, numizmatyka, to wszystko, co teraz będzie zwyżkować – przekonuje prezes Reliance Polska. – Kolejnym obszarem do inwestowania jest ziemia, świetnym terenem są Mazury, które są wciąż niedoszacowane. Mamy też atrakcyjne ceny nieruchomości, mieszkań, powierzchni komercyjnych. Myślę, że za kilka tygodni będzie jeszcze dużo więcej okazji do inwestowania.

Cezary Chybowski przestrzega nie tylko przed wychodzeniem z inwestycji po spadkach, bo oznacza to sprzedawanie aktywów po niskich cenach i realizowanie strat, ale także przed trzymaniem gotówki w domu. W czasach kryzysu wiele osób woli mieć pieniądze pod ręką, niektórzy wciąż pamiętają kolejki przed greckimi bankami sprzed ponad 10 lat. Ta sytuacja jednak, zdaniem prezesa Reliance, się nie powtórzy, bo polski system bankowy jest w bardzo dobrej kondycji i będzie miał zapewnioną płynność. Ponadto niskie stopy procentowe przy relatywnie wysokiej inflacji, która będzie w kolejnych miesiącach rosła, powodują, że gotówka będzie traciła na wartości. Istnieje też czynnik społeczny, solidarnościowy.

– Gotówka trzymana w domu jest narażona na utratę z tytułu kradzieży i inflacji. Przede wszystkim wyciągając pieniądze z banku, powodujemy, że bank nie jest w stanie racjonalnie określić, jak duże środki będzie miał na pomoc przedsiębiorcom w postaci kredytów – tłumaczy Cezary Chybowski. – Dzisiaj bank nie będzie miał środków na to, aby pożyczyć np. naszemu pracodawcy, który z kredytu będzie nam musiał zapłacić kwietniowe bądź majowe wypłaty. Warto więc spojrzeć na to szerzej, a nie tylko na to, żeby ochronić swoje środki. Tym bardziej że sytuacja banków jest bardzo dobra i nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby miały nie wypłacić naszych środków, które są tam zgromadzone.

Z powodu pracy zdalnej podczas pandemii gwałtownie wzrosła ilość przesyłanych danych. Naraża to firmy na ich utratę, co może kosztować miliony

W ciągu ostatniego roku ilość danych, którymi zarządzają firmy na świecie, wzrosła o 40 proc. Pandemia koronawirusa sprawiła, że tempo to przyspieszyło w pierwszych miesiącach tego roku, chociażby ze względu na przejście większości przedsiębiorstw na tryb pracy zdalnej. Wzrost ilości danych to jednak przede wszystkim wzrost ryzyka ich utraty, co może skutkować dużymi stratami finansowymi. Jak wynika z nowego badania Dell Technologies, największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych jest dziś rosnąca liczba cyberataków. Może być to także awaria sprzętu czy zwykły błąd ludzki skutkujący wykasowaniem danych. W ciągu ostatniego roku aż 82 proc. organizacji miało do czynienia z takimi zakłóceniami w swojej działalności.

Jak wynika z opublikowanego w marcu badania Dell Technologies „Global Data Protection Index 2020 Snapshot”, organizacje na całym świecie zarządzają o prawie 40 proc. większą ilością danych niż jeszcze rok wcześniej. To w tej chwili 13,53 petabajtów (PB) danych, co stanowi wzrost nie tylko względem ubiegłego roku (9,70 PB), ale również znaczący skok – bo aż o 830 proc. – w porównaniu z 1,45 PB w 2016 roku.

– Spodziewamy się, że w 2025 roku będziemy globalnie mieć już 175 zetabajtów danych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Olkowski, architekt rozwiązań Dell Technologies.

Pandemia koronawirusa spowodowała, że w ostatnich miesiącach ogromne wzrosty zanotowały serwisy do zdalnego komunikowania się. Według serwisu Apptopia zyskały takie aplikacje jak Zoom (z 2 do blisko 7 mln użytkowników), Google Classroom (z 2 do 5 mln użytkowników) czy Microsoft Teams (z 0,5 do ponad 2 mln). Tymczasem w mediach pojawiają się informacje, że niektóre aplikacje służące do komunikacji nie zawsze gwarantują pełną ochronę przesyłanych danych.

Im więcej danych gromadzi firma, tym większe wyzwania związane z ich ochroną. W badaniu Dell Technologies 81 proc. respondentów zadeklarowało, że ich obecne rozwiązania do ochrony danych nie będą w stanie zaspokoić wszystkich przyszłych potrzeb biznesowych. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa jest zaś rosnąca liczba zakłóceń – od cyberataków do przestojów i utraty danych. W ciągu ostatniego roku 82 proc. organizacji (wobec 76 proc. w 2018 roku) miało do czynienia z takimi zakłóceniami w swojej działalności, a 68 proc. obawia się ich również w ciągu nadchodzących 12 miesięcy.

– Większość firm doświadczyła cyberataku. Niektóre doświadczają nawet kilkunastu bądź kilkudziesięciu tego typu incydentów dziennie, choć większość z nich jest nieudana. Te ataki mogą być różnego typu: phishing mail, atak hakerski, exploit wpuszczony ze środka. Metod jest bardzo wiele, a kreatywność hakerów nieograniczona. Są nawet strony, gdzie można zamówić wirusa, który zostanie stworzony specjalnie dla nas. Dlatego nasi respondenci zdecydowanie podkreślają, że cyberataki są jednym z głównych zagrożeń dla ochrony danych i biznesu jako całości – wskazuje Daniel Olkowski.

Jak podkreśla, cyberatak to niejedyne ryzyko utraty danych. Częstą przyczyną bywają również: awaria sprzętu, wadliwie działająca aplikacja czy zwykły błąd ludzki i przypadkowe wykasowanie istotnych informacji.

 Utrata danych pojedynczej firmy to jest problem punktowy, ewentualnie problem kilku powiązanych z nią firm. Zdarza się jednak, że niemożność działania pojedynczego kontrahenta skutkuje zatrzymaniem całego łańcucha dostaw, a często też niemożnością funkcjonowania całych branż. Można to sobie wyobrazić na przykładzie dostaw samochodów. Jeżeli fotele do aut nie dojeżdżają na czas, wówczas cała produkcja staje, co powoduje perturbacje na rynku samochodowym. To ma wpływ na całą światową gospodarkę – przekonuje ekspert.

Utrata danych zawsze bowiem wiąże się ze stratami finansowymi. Z badania Dell Technologies wynika, że w ciągu ubiegłego roku średni koszt utraty danych wzrósł do ponad 1 mln dol. z 995,6 tys. dol. rok wcześniej. Z kolei średni koszt przestoju z tego powodu wzrósł o 54 proc. – w 2019 roku ich szacowany koszt przekroczył już 800 tys. dol. rocznie.

 Nieważne, czy jesteśmy firmą marketingową, produkcyjną, czy finansową  w każdym przypadku utrata danych bądź brak możliwości kontynuowania produkcji wiąże się z konkretnymi stratami, ale te skutki są dalekosiężne, gdyż klienci odwracają się i przechodzą do konkurencji – mówi Daniel Olkowski.

Co istotne, koszty finansowe są znacznie większe w przypadku organizacji korzystających z rozwiązań do ochrony danych pochodzących od różnych producentów. Takie przedsiębiorstwa mają do czynienia z prawie dwa razy wyższymi kosztami przestojów i prawie pięciokrotnie wyższymi kosztami utraty danych. Organizacje korzystające z usług więcej niż jednego dostawcy rozwiązań są też prawie dwa razy bardziej narażone na incydenty, które mogą uniemożliwić im dostęp do danych. Mimo to korzystanie z produktów wielu dostawców jest coraz popularniejsze – 80 proc. organizacji zdecydowało się na wdrożenie rozwiązań do ochrony danych pochodzących od więcej niż jednego producenta (wzrost o 20 pkt proc. od 2016 roku).

– Dzisiaj IT przeżywa transformację: mamy Internet of Things, systemy sztucznej inteligencji, wirtualizację, chmurę publiczną, cloud native. Nie wszystkie rozwiązania do ochrony danych nadążają za bardzo dynamicznym rozwojem branży. Również wartość danych zmienia się w czasie. Przykładowo, dane z kamery samochodowej są praktycznie bezwartościowe, dopóki nie zdarzy nam się wypadek. Dlatego też zupełnie inna musi być ochrona danych, które są istotne, i takich, które możemy pominąć. Respondenci zwracają uwagę, że powoduje to wzrost złożoności systemów, nad którymi nie są w stanie zapanować – mówi ekspert.

Jak wynika z nowego badania Dell Technologies, większość firm inwestuje już w nowe technologie, z których najpopularniejsze to aplikacje cloud native (58 proc.), sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (53 proc.), aplikacje typu oprogramowanie jako usługa (SaaS, 51 proc.), sieci 5G i infrastruktura brzegu sieci (49 proc.) oraz internet rzeczy (36 proc.). Mimo potencjalnych korzyści aż trzy czwarte organizacji jest jednak zdania, że zwiększają one złożoność ochrony danych. 61 proc. twierdzi, że stanowią wręcz zagrożenie dla ochrony danych.

 Firmy potrzebują systemów, które w sposób automatyczny zapewnią im zabezpieczenie całości danych i będą w stanie adaptować się do nowego środowiska, w przypadku zmieniającej się infrastruktury nie będą wymagać udziału człowieka, aby nowe systemy były automatycznie chronione – mówi architekt rozwiąząń Dell Technologies. – Respondenci wskazują też, że potrzebują systemów, które ochronią ich przed cyberatakami. Stąd widoczny w tej chwili trend budowania rozwiązań cyber recovery, cyfrowych bunkrów, które zapewniają bezpieczeństwo i przetrwanie danych w przypadku ataku hakera, ransomware czy jakiegokolwiek innego.

Minister infrastruktury: Wydłużenie uprawnień dla kierowców czy maszynistów nie stanowi zagrożenia. Bez tego groził nam paraliż transportowy kraju

Okres ważności praw jazdy i uprawnień do kierowania pojazdami został wydłużony. Dotyczy to nie tylko kierowców zawodowych, lecz również np. maszynistów. – Groził nam paraliż transportowy państwa, a do tego nie mogliśmy dopuścić – podkreślił minister Andrzej Adamczyk. Jego zdaniem nie stanowi to żadnego zagrożenia, a odpowiednie badania kierowcy i pozostałe grupy będą musieli odbyć 60 dni po zakończeniu stanu epidemii.

– Staliśmy przed dylematem: albo schłodzić gospodarkę i zatrzymać część ruchu samochodowego, albo też umożliwić kierującym pojazdami dalszą pracę. Trzeba pamiętać, że termin, kiedy wygasają takie uprawnienia, nie jest terminem szczególnym, po którego przekroczeniu kierowca stwarza niebezpieczeństwo na drodze i powinien być szczególnie traktowany. Stąd wydłużenie uprawnień nie tylko dla kierujących pojazdami, ale także dla maszynistów i wszystkich tych, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo w sektorze kolejowym – powiedział podczas konferencji Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Infrastruktury zawodowi kierowcy nie muszą przechodzić okresowych badań lekarskich i psychologicznych w czasie pandemii koronawirusa. Orzeczenia lekarskie i psychologiczne, których ważność upłynęła po 7 marca br., zachowują ważność, ale nie dłużej niż do 60 dni po odwołaniu stanu epidemii. Innymi słowy: po tym momencie zawodowi kierowcy wciąż jeszcze będą mieć dwa miesiące, żeby odbyć obowiązkowe badania. W projekcie nowelizacji tarczy resort zaproponował wydłużenie okresu ważności praw jazdy (w tym zagranicznych).

Ministerialna propozycja zakłada również wydłużenie okresu, w którym ważność zachowują m.in. pozwolenia na kierowanie tramwajem, pojazdem uprzywilejowanym lub pojazdem przewożącym wartości pieniężne, a także świadectwa kierowcy oraz legitymacje instruktora nauki jazdy i egzaminatora.

Nie widzimy zagrożenia związanego z wydłużeniem uprawnień do kierowania pojazdami – powiedział Adamczyk. – Groził nam paraliż transportowy państwa, do czego nie mogliśmy dopuścić. W momencie, kiedy tylko będzie sprzyjająca okoliczność, oczywiście wracamy do sprawy.

Zgodnie z propozycją MI wszystkie dokumenty, uprawnienia i szkolenia mają pozostać ważne także w okresie 60 dni od daty zakończenia stanu epidemii. Po tym terminie będzie trzeba wszystkie zaległe badania i szkolenia wykonać lub odnowić, a terminy ważności dokumentów przedłużyć.

Resort poszedł także na rękę właścicielom pojazdów sprowadzonych z innego kraju Unii Europejskiej. Dotychczas na jego zarejestrowanie obowiązywał termin 30 dni. Z początkiem 2020 roku weszła w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła kary pieniężne (od 200 zł do 1 tys. zł) za przekroczenie tego terminu. Przyjęta z końcem marca tarcza antykryzysowa wydłużyła czas na dopełnienie tych formalności z 30 do 180 dni. Podobnie sytuacja wygląda ze zgłoszeniem nabycia lub zbycia pojazdu zarejestrowanego w kraju.

Formalności te są teraz utrudnione ze względu na to, że w niektórych miastach zamknięto wydziały komunikacyjne w urzędach. W innych urzędy skróciły godziny pracy, odsyłają do składania wniosków online lub mailowo bądź obsługują interesantów za pośrednictwem skrzynki podawczej umieszczonej przed urzędem. W takich przypadkach dokumenty, zanim zostaną rozpatrzone, przechodzą 24-godzinną kwarantannę. Następnie, po pozytywnym rozpatrzeniu, dokumenty wraz z tablicami rejestracyjnymi są odsyłane pocztą do właściciela. W niektórych urzędach załatwienie formalności wciąż jest możliwe osobiście, po uprzednim telefonicznym umówieniu się na wizytę (interesanci z ulicy nie są obsługiwani).

Za kwestie związane z rejestracją pojazdów odpowiedzialni są starostowie i samorządy powiatowe. To samorządy powiatowe podjęły w większości decyzję o zamknięciu wydziałów komunikacji, co spowodowało, że nie można dokonać prostej czynności, jaką jest rejestracja samochodu, często niezbędnego do prowadzenia działalności gospodarczej, zakupionego lub leasingowanego. Musimy wyciągnąć z tego testu wnioski i pracować nad rozwiązaniami, które w przyszłości, gdyby zaszły podobne okoliczności, nie doprowadzą do wielotygodniowego paraliżu operacji związanych z rejestracją pojazdów – powiedział Andrzej Adamczyk.

Lawinowo rośnie liczba firm zawieszających działalność. Tylko zniesienie restrykcji poprawi sytuację mniejszych przedsiębiorstw

0

Tylko w marcu działalność zawiesiło ponad 48 tys. firm. W pierwszych 10 dniach kwietnia kolejne 20 tys. – wynika z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Za zdecydowaną większość przypadków odpowiada pandemia koronawirusa. Na taki krok decydują się przede wszystkim samozatrudnieni i mikrofirmy. – Tarcza antykryzysowa może zatrzymać falę zawieszeń, jeśli jednak restrykcje zostaną przedłużone, części firm może być trudno wrócić na rynek – ocenia Mariusz Rutke z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

 Według danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej w marcu zawiesiło swoją działalność około 50 tys. firm. Skala jest ogromna. Dla porównania, w marcu 2019 roku zawiesiło działalność o 30 tys. mniej firm. Pierwsza dekada kwietnia również nie napawa optymizmem, bo zgodnie z danymi płynącymi z CEIDG zawieszeniu uległo około 20 tys. kolejnych firm – wylicza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Rutke, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Z danych CEIDG wynika, że zawieszeń masowo zaczęło przybywać po 12 marca, czyli po wprowadzeniu przez rząd pierwszych obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. Rekordowy okazał się zwłaszcza ostatni tydzień, kiedy taką decyzje podjęło blisko 23,7 tys. przedsiębiorców. Na zawieszenie decydują się przede wszystkim samozatrudnieni i mikrofirmy. Dane z początku kwietnia mogą wskazywać, że ten miesiąc może okazać się pod względem zawieszeń wyjątkowy.

– Jeżeli zakazy związane z pandemią koronawirusa zostaną rozszerzone czasowo na kolejne dni czy tygodnie, to należy się spodziewać kolejnej fali zawieszeń. W szczególności chodzi o podmioty, które oczekują na powrót do normalnego funkcjonowania. Jeżeli to nie nastąpi w najbliższym okresie, to pewnie kolejne firmy będą dokonywały zawieszenia – analizuje Mariusz Rutke.

Jak przekonuje ekspert, zawieszeń może być więcej również ze względu na kończące się umowy z pracownikami. W wielu firmach, zwłaszcza mniejszych, dominują umowy terminowe, na czas określony. Jeśli sytuacja związana z pandemią będzie się utrzymywać, to umowy nie będą przedłużane, pracownicy zwalniani, a wtedy firma będzie mogła zawiesić działalność. Tylko części z nich może pomóc tarcza antykryzysowa 2.0.

– Rozszerzyła ona m.in. zwolnienie ze składek ZUS na trzy miesiące dla podmiotów, które zatrudniają od 10 do 49 pracowników, wydłużyła też świadczenie postojowe. Należy zdecydowanie powiedzieć, że działania podejmowane przez państwo ograniczają skalę zawieszania działalności – ocenia ekspert WSB.

Zgodnie z tarczą antykryzysową 2.0 zwolnienie z ZUS dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób ma być jednak limitowane. Całkowite zwolnienie z opłaty składek obejmie do dziewięciu osób zatrudnionych w takich przedsiębiorstwach. Świadczenie postojowe, które początkowo miało być wypłacone tylko jednorazowo, teraz może zostać wypłacone trzykrotnie lub nawet więcej razy, w zależności od sytuacji związanej z koronawirusem. Ogółem do ZUS już wpłynęło niemal 600 tys. wniosków o pomoc.

– Zawsze możemy powiedzieć, że ta pomoc mogłaby być większa, ale trzeba mieć na uwadze finanse państwa. Nie wiemy też, jak długo potrwa zagrożenie związane z pandemią koronawirusa. Prawdopodobnie w kolejnych tygodniach państwo będzie musiało się skupić na sektorze firm średnich oraz dużych – zaznacza Mariusz Rutke.

Sytuację znacząco poprawić może jedynie częściowe lub całkowite odmrożenie gospodarki. Z problemami boryka się duża część firm gastronomicznych –   dla nich przełomem będzie decyzja o otwarciu restauracji, kawiarni czy barów. Także branża turystyczna czeka na otwarcie granic i zniesienie zakazu przemieszczania się.

– Zawieszenie firmy nie oznacza jej zamknięcia, więc stosunkowo szybko te podmioty będą mogły wrócić do funkcjonowania. Koronawirus zwiększył bezrobocie, więc będzie im łatwiej znaleźć pracowników – mówi ekspert. – Z drugiej strony wzrost bezrobocia oznacza jednak obniżenie dochodów, więc będziemy mniej skłonni wydawać, a co za tym idzie, firmom nie będzie tak łatwo wrócić do normalności.

Nowe laboratorium zajmie się oceną urządzeń 5G pojawiających się na polskim rynku. Może być kluczowe dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej

Chociaż w Polsce trwa pandemia, Urząd Komunikacji Elektronicznej jest w trakcie wyłaniania pierwszych dostawców sieci 5G w Polsce. Trwają aukcje na pierwsze częstotliwości, co może już niebawem poskutkować pierwszymi wdrożeniami. Na polskim rynku już pojawiają się pierwsze urządzenia wspierające nowy standard. Sprawdzeniem ich bezpieczeństwa i zgodności z międzynarodowymi standardami zajmie się nowe laboratorium, które ma uprawnienia do wydawania międzynarodowych certyfikatów bezpieczeństwa. To bardzo istotne zwłaszcza w kontekście infrastruktury krytycznej, w ramach której takie urządzenia także będą wykorzystywane.

– Standaryzacja sieci specjalnych, łączących infrastrukturę krytyczną, jest wymagająca i kosztowna, ale mamy też potrzeby dotyczące prostszych rozwiązań, gdzie musimy zachować higienę i zasady, a same rozwiązania nie muszą być tak złożone. Współpraca i uporządkowanie tego obszaru przez określenie, który standard do czego służy, ma właśnie miejsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jerzy Żurek, dyrektor Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego.

Pod koniec I kwartału 2020 roku w Instytucie Łączności otwarto Laboratorium Oceny Bezpieczeństwa Produktów Teleinformatycznych zgodne z międzynarodowymi standardami certyfikacji Common Criteria. To pierwszy tego typu ośrodek w Polsce. Dzięki niemu eksperci ds. cyberbezpieczeństwa otrzymają narzędzia do skuteczniejszego identyfikowania zagrożeń teleinformatycznych. Środki na budowę laboratorium pozyskano w ramach programu Cyberbezpieczeństwo i eTożsamość – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczyło na ten cel przeszło 2 mln zł.

Ośrodek pozwoli zmierzyć się z wyzwaniami, jakie przed branżą informatyczną wkrótce postawi rozwój sieci 5G oraz upowszechnienie się systemów internetu rzeczy (IoT). Jest uprawniony m.in. do testowania i wydawania certyfikatów bezpieczeństwa zgodnych z międzynarodową normą ISO/IEC 15408, które będą honorowane także w innych krajach.

O tym, że to na tym sektorze branży należy skupić uwagę ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, przekonuje raport „Securing the Future of a Smart World” opracowany przez Business Performance Innovation Network we współpracy z A10 Networks. Zgodnie z ustaleniami badaczy aż 94 proc. specjalistów IT uważa, że umasowienie się urządzeń IoT będzie miało istotny wpływ na kondycję oraz bezpieczeństwo infrastruktury sieciowej piątej generacji.

– Dysponujemy zbiorami zasad, badań i testów, które muszą być wykonane na pewnych urządzeniach, rozwiązaniach czy oprogramowaniu służących do łączności. Otwartość standardów polega na tym, że każdy zespół w laboratorium, który zajmuje się badaniem odporności na różnego rodzaju ataki, ma również obowiązek rozwijać te ataki, czyli wymyślać nowe metody postępowania. Jeżeli uda im się złamać dane rozwiązanie, to informacja o tym jest publikowana. Środowisko wymienia się tą informacją i naprawia ewentualne błędy – tłumaczy ekspert.

Strategia Cyberbezpieczeństwa RP na lata 2019–2024 ma być odpowiedzią na wyzwania, jakie w nadchodzących latach postawią przed regulatorami nowe technologie. Dokument zakłada m.in. rozbudowę systemu wymiany informacji o cyberzagrożeniach oraz usprawnienie funkcjonowania bieżących systemów teleinformatycznych. W realizacji tych celów pomoże nawiązanie współpracy partnerskiej z eksperckimi korporacjami technologicznymi – Ministerstwo Cyfryzacji porozumiało się już z m.in. z Cisco, Ericssonem, Nokią oraz Samsungiem.

Ministerialny dokument zakłada także wdrożenie Narodowych Standardów Cyberbezpieczeństwa, które opiszą sposób wykorzystania nowoczesnych technologii w ramach infrastruktury sieciowej podmiotów publicznych oraz prywatnych. W ich ramach wprowadzone zostaną m.in. regulacje dotyczące wymiany informacji w chmurze czy funkcjonowania aplikacji mobilnych. Ministerstwo planuje także wdrożyć w życie programy edukacyjne, które podniosą świadomość obywateli w obszarze cyberbezpieczeństwa.

– Jeżeli mówimy o bezpieczeństwie w bardzo złożonych systemach, to wiedza na ten temat jest w rękach nielicznej grupy superekspertów. Ponadto funkcjonujemy w obszarze technologii, która rozwija się bardzo szybko, i jako użytkownicy nie zdajemy sobie sprawy, jakie niesie to ze sobą skutki i zagrożenia. I tu wchodzimy w zagadnienie organizacji systemu edukacji, żeby zwykły użytkownik miał świadomość, z jakimi ryzykami wiąże się używanie różnych urządzeń czy rozwiązań komunikacyjnych, i żeby świadomie decydował o tym, co robi w sieci, jak używa aplikacji czy rozwiązań – podsumowuje Jerzy Żurek.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 116,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Kampania społeczno-informacyjna województwa małopolskiego ws. koronawirusa

Województwo Małopolskie rusza z kampanią społeczno-informacyjną „Dobro jest w Małopolsce. Stop Koronawirusowi!”, która prowadzona jest wyłącznie w przestrzeni wirtualnej. Jej głównym celem jest pokazanie solidarności mieszkańców Małopolski w czasie epidemii koronawirusa oraz informowanie o różnych formach pomocy dla tych, którzy najbardziej tego potrzebują.

Nowa kampania Małopolski jest odpowiedzią na trudną sytuację w jakiej wszyscy się znajdujemy. To akt solidarności, wspólnej odpowiedzialności i wsparcia dla tych najbardziej potrzebujących. Dzięki tej kampanii region chce pokazać jak w obliczu epidemii mieszkańcy Małopolski jednoczą swoje siły. To także sposób na mobilizację, że wszyscy razem możemy więcej!

– Wiemy, że najlepszym sposobem na powstrzymanie wirusa wywołanego COVID-19 jest izolacja. Ale izolacja nie oznacza pozbawiania nas poczucia bycia razem! Dlatego w naszej kampanii podkreślamy: przejdźmy przez to razem, wszyscy bez wyjątku stosujmy się do wytycznych, wszyscy bądźmy za siebie odpowiedzialni – mówi Witold Kozłowski, marszałek województwa małopolskiego.

W ramach kampanii został przygotowany specjalny serwis (tutaj) skierowany do wszystkich mieszkańców Małopolski. Zawiera informacje dotyczące wsparcia dla służby zdrowia i przedsiębiorców w ramach Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej, czy akcji organizowanych m.in. przez Departamenty Urzędu Marszałkowskiego. Ich celem jest wsparcie mieszkańców żyjących z turystyki czy regionalnych producentów żywności.

W ramach kampanii Małopolska chce również połączyć tych, którzy są w stanie zaoferować swoją pomoc z tymi, którzy jej potrzebują. W tym celu powstaje specjalny Bank Ofert, gdzie można znaleźć informacje o różnych formach pomocy oferowanej przez instytucje, firmy czy stowarzyszenia z Małopolski.

Region nie zapomniał także o miłośnikach kultury, która również aktywnie działa w sieci! Coś ciekawego znajdą tu dla siebie także najmłodsi.

Warto dodać, że aktywność w ramach kampanii ma również charakter edukacyjny. W prosty sposób przypomina o istniejących nakazach wprowadzonych przez rząd RP. Dedykowane grafiki na ten temat pojawią się w przestrzeni internetowej.

Działania województwa w ramach kampanii Dobro jest w Małopolsce. Stop Koronawirusowi! można obserwować na stronie: www.malopolska.pl.dobrojestwmalopolscestopkoronawirsowi, ale także na profilu facebook.com/lubiemalopolske.

Powstała również dedykowana, kampanijna nakładka na zdjęcie profilowe, dostępna dla fanów profilu Małopolski, która jest wyrazem wsparcia i aktu solidarności w tych trudnych chwilach. Grafiki dedykowane kampanii można też zobaczyć na ekranach monitorów w Kolejach Małopolskich.

Przymusowa izolacja wpłynie na nasze zdrowie psychiczne i przyszłe zachowania społeczne

Z powodu epidemii koronawirusa dla wielu osób codziennością stała się całkowita izolacja. Osoby przebywające na kwarantannie, pracownicy zdalni lub osoby samotne – które z powodu kryzysu straciły pracę – mierzą się teraz z pustymi czterema ścianami swojego domu. Reszta, która chodzi do pracy, stoi w kolejce na pocztę albo zajmuje się dziećmi – praktykować musi społeczny dystans, by nie narazić siebie i innych na zakażenie wirusem. Jak ta sytuacja na nas wpływa? Eksperci są zgodni, że izolacja nie jest dla człowieka naturalnym stanem. Jako zwierzęta stadne potrzebujemy kontaktu z innymi. Nic dziwnego, że najgorszą karą dla więźniów jest samotny karcer. Po dłuższym czasie każdy z nas źle znosi samotność. Jednak aktualna sytuacja daje tej samotności kontekst, który może nam pomóc przetrwać ciężkie chwile.

– Na pewno źle się znosi więzienie w izolatce. Natomiast my mamy kontekst społecznego zagrożenia – troszczymy się o swoich rodziców, swoje dzieci i przyjaciół. To ogromnie pomaga w izolacji. Kontekst nadaje jej sens – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Krzysztof Obłój, ekonomista. – Jak ten czas wpłynie na nasze zachowania? Na podstawie wstępnych badań w Chinach wiemy już, że “social distancing” z nami zostanie. Już się go nauczyliśmy i wiemy, że działa ochronnie. Żyjąc w sytuacji niepewności odnośnie przyszłych epidemii, ludzie będą mieli mniejszą skłonność do zgromadzeń i większą potrzebę utrzymywania dystansu. Epidemia zmieni niektóre rutyny ludzkiego zachowania. Nikt tej długotrwałej izolacji nie zniesie bardzo dobrze – ale zniesiemy to lepiej, niż przypuszczamy. Najtrudniej będą to znosiły dzieci. One nie akceptują i nie rozumieją ani kontekstu, ani tej sytuacji – analizuje Obłój.

PKN ORLEN podwyższył do 8,35 zł cenę za akcję w wezwaniu na sprzedaż 100% Grupy ENERGA

PKN ORLEN w wezwaniu na sprzedaż 100% akcji Grupy ENERGA podwyższył do 8,35 zł cenę za jedną jej akcję, która pierwotnie była ustalona na 7 zł. Planowana transakcja to kolejny krok w kierunku budowy silnego koncernu multienergetycznego o międzynarodowej pozycji, który będzie istotnym wzmocnieniem dla polskiej gospodarki w obliczu nadchodzących wyzwań.

Aktualna, podwyższona cena zostanie zapłacona za wszystkie akcje Grupy ENERGA objęte zapisami w całym okresie trwania wezwania, czyli od 31 stycznia do 22 kwietnia 2020 r.

Konsekwentnie realizujemy nasz strategiczny cel, jakim jest stworzenie zintegrowanego koncernu typu multi-utility, powstałego w wyniku połączenia z ENERGĄ, a także z Grupą LOTOS. Będzie on zdolny do jeszcze efektywniejszego działania na coraz bardziej konkurencyjnym rynku paliwowo-energetycznym, a jednocześnie pozwoli zwiększyć odporność połączonego biznesu na ryzyka i wahania rynkowe. To ważne szczególnie teraz. Polska gospodarka w szybkim tempie musi poradzić sobie z ekonomicznymi skutkami epidemii koronawirusa. Silnym wsparciem dla niej będą firmy takie jak PKN ORLEN, o mocnych fundamentach, stawiające na dynamiczny rozwój – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Sfinalizowanie transakcji pozwoli efektywniej wykorzystać potencjał obu firm. Grupa ENERGA posiada łącznie ponad 50 aktywów produkujących energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Ponad 30% produkowanego przez Grupę ENERGA wolumenu energii elektrycznej pochodzi z OZE, co stanowi najwyższy udział spośród jej głównych konkurentów. Dla PKN ORLEN to interesujący portfel OZE, który bilansuje posiadane przez spółkę aktywa konwencjonalne, np. bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku. Ma to też istotne znaczenie w kontekście planowanych przez PKN ORLEN inwestycji w morskie farmy wiatrowe.

Konsolidacja spółek umożliwi również wykorzystanie obecnych nadwyżek produkcyjnych PKN ORLEN przez Grupę ENERGA. W te sposób ograniczone zostaną koszty operacyjne związane z obrotem energią na Towarowej Giełdzie Energii. Z kolei połączenie bazy klientów obydwu grup wygeneruje potencjał do sprzedaży dodatkowych produktów i usług, szczególnie w segmencie mniejszych odbiorców.

Zakup akcji Grupy ENERGA oznacza również wzrost potencjału rozwojowego w obszarze elektromobilności, w którym PKN ORLEN konsekwentnie umacnia swoją pozycję. Fuzja spółek umożliwi powiększenie infrastruktury sieci ładowania i kompetencji niezbędnych do rozwoju tego segmentu rynku. Połączenie sieci szybkich ładowarek zainstalowanych przez PKN ORLEN, Grupę ENERGA oraz Grupę LOTOS pozwoli stworzyć drugą pod względem liczby punktów infrastrukturę, dysponującą 133 punktami ładowania i zapewniającą dobre pokrycie geograficzne.

ENERGA w wyniku transakcji zachowa pełną odrębność. Konsolidacja grup będzie więc szansą dla Pomorza nie tylko na większe wpływy podatkowe, ale też nowe inwestycje i miejsca pracy dla wykwalifikowanych specjalistów w większej i silniejszej firmie o międzynarodowym znaczeniu.

PKN ORLEN od lat aktywnie zaangażuje się w działania społeczne, kulturalne i sportowe na Pomorzu, czego najlepszym przykładem jest zorganizowanie w 2019 r. największej polskiej imprezy motoryzacyjnej – VERVA Street Racing w Gdyni. Jeden silny koncern będzie mógł jednak jeszcze aktywniej wspierać lokalne inicjatywy i społeczności.

Dynamiczny rozwój w Pointpack S.A. w Q1 2020 r.

Pointpack S.A. prognozuje, że w okresie 1 stycznia – 31 marca 2020 r. nastąpił wzrost przychodów spółki o 143% w stosunku do pierwszego kwartału 2019 r. Jednocześnie spółka intensyfikuje rozwój własnych algorytmów sztucznej inteligencji (AI), prowadząc prace badawczo – rozwojowe nad rozwiązaniami optymalizującymi koszty logistyczne na etapie „ostatniej mili”. Zgodnie z szacunkami, mają one wspomóc branżę kurierską i e-commerce w lepszym dostosowaniu infrastruktury do nagłej zmiany dynamiki na rynku, np. podczas szczytów sezonowych lub podczas pandemii.

Na podstawie wstępnej agregacji przychodów ze sprzedaży za Q1 2020 r. Pointpack S.A. spodziewa się dziewiątego kwartału z rzędu, w którym wzrost przychodów ze sprzedaży przekroczy 100% w ujęciu rok do roku. Ich wysokość oszacowano na 9 009,9 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2019 r. wyniosły one 3 701,3 tys. zł.

Ostatni kwartał br. był w spółce okresem kolejnego etapu komercjalizacji autorskiego systemu IT. Cieszymy się, że nasza marka, rozwiązania i usługi  cieszą się coraz większym zainteresowaniem wśród kurierów i sieci detalicznych. Oczywiście, na nasze wyniki z ostatniego kwartału miała też wpływ sytuacja rynkowa, związana z wybuchem pandemii koronawirusa. Szacujemy, że zainicjowana w ten sposób transformacja w handlu sprawi, że segment e-commerce będzie przez najbliższe miesiące impulsem do pobudzenia  gospodarki oraz przełoży się na jeszcze szybszy rozwój naszej spółki. Liczba realizowanych przesyłek stabilnie rośnie, co pozwala nam z optymizmem patrzeć na rynek i działalność spółki – tłumaczy Marek Piosik, prezes Pointpack S.A.

Spółka realizuje w ramach współpracy z NCBiR projekt  rozwoju inteligentnej sieci infrastruktury logistyki miejskiej o wartości  6,5 mln zł. Prowadzone prace B+R zmierzają do opracowania inteligentnej sieci połączonych punktów obsługowych (sklepów) oraz samoobsługowych (automatów kurierskich)  umożliwiających w przestrzeni miejskiej skorzystanie z istniejących na rynku usług kurierskich i doręczycielskich.

Prowadzimy prace nad autorskimi narzędziami wykorzystującymi algorytmy sztucznej inteligencji.   Pozwolą one Spółce oraz uczestnikom sektora KEP (kuriersko-pocztowego), handlowego i logistyki miejskiej na ograniczenie własnych kosztów, związanych z początkowym i końcowym etapem procesu logistycznego(tzw. pierwsza i ostatnia mila). Efektem projektu będzie zbudowanie systemu interoperacyjnej, inteligentnej sieci logistyki miejskiej, składającej się m.in. z punktów i urządzeń nadawczo-odbiorczych w obszarze pierwszej i ostatniej mili. Rozwiązania tego typu powinny przyczynić się do usprawnienia działalności uczestników branży, przed którą pandemia koronowirusa stawia coraz większe wyzwania. Nasz system udrożni proces dostaw i infrastrukturę logistyczną, co w obliczu dynamicznie rosnącej liczby przesyłek kurierskich usprawni system i obniży koszty – przekonuje Marek Piosik, prezes Pointpack S.A.

W ramach rozwoju działalności Pointpack S.A. kontynuuje długoterminową współpracę z firmą Cleveron w zakresie integracji systemowej oraz dystrybucji automatów i robotów
nadawczo-odbiorczych tej spółki na polskim rynku. Jednocześnie Spółka umożliwia integracje swojej platformy technologicznej i ułatwia wejście na rynek automatów kurierskich kolejnym producentom, także z Polski. Pointpack S.A. nie wyklucza również rozbudowy własnej infrastruktury sieci punktów nadawczo – odbiorczych o automaty kurierskie.

Komisja Europejska pomoże MŚP najbardziej dotkniętym kryzysem COVID-19

komunikacie z 13 marca Komisja Europejska zobowiązała się do natychmiastowego udzielenia pomocy najbardziej dotkniętym kryzysem COVID-19 MŚP, ze środkami pieniężnymi dostępnymi dla nich już w kwietniu.

W związku z tym 6 kwietnia Komisja Europejska odblokowała 1 mld EUR z Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS) , który posłuży jako gwarancja dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EFI), należącego do grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Umożliwi to EFI udzielenie specjalnych gwarancji w celu zachęcenia banków i innych pożyczkodawców do zapewnienia płynności co najmniej 100 000 europejskim MŚP i małym firmom o średniej kapitalizacji dotkniętym skutkami gospodarczymi pandemii koronawirusa. Jest to część pakietu środków ogłoszonego przez grupę EBI 16 marca , mającego na celu szybkie wsparcie dla europejskich MŚP i spółek o średniej kapitalizacji.

„1 mld EUR odblokowany z EFIS w ramach instrumentu gwarancji kredytowych COSME (LGF) i gwarancji MŚP InnovFin (SMEG) w programie „Horyzont 2020″ pozwala EFI udzielać pośrednikom finansowym gwarancji o wartości 2,2 mld euro, odblokowując 8 mld euro dostępnego finansowania.” – mówi Adam Dorywalski, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. UE w Brukseli. Gwarancje będą oferowane za pośrednictwem EFI na rynku poprzez zaproszenie do wyrażenia zainteresowania kilkuset pośrednikom finansowym, w tym bankom i alternatywnym kredytodawcom. Kluczowymi cechami tych gwarancji będą:

  • Uproszczony i szybszy dostęp do gwarancji EFI;
  • Wyższe pokrycie ryzyka – do 80% potencjalnych strat z tytułu indywidualnych pożyczek (w przeciwieństwie do standardowych 50%);
  • Koncentracja na pożyczkach na kapitał obrotowy w całej UE;
  • Zezwolenie na bardziej elastyczne warunki, w tym odroczenie, zmianę terminu lub płatne dni wolne.

MŚP będą mogły składać wnioski bezpośrednio do swoich lokalnych banków i kredytodawców uczestniczących w programie, które zostaną wymienione na stronie www.access2finance.eu .

Kiedy i kto ma stosować maseczki od 16 kwietnia?

Resort zdrowia przygotował szybką nowelizację rozporządzenia w sprawie ograniczeń, nakazów i zakazów wynikających z pandemii koronawirusa. W przedstawionym dziś dokumencie precyzuje, w jakich miejscach od 16 kwietnia trzeba będzie nosić maseczki ochronne.

Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii liberalizuje zasady stosowania maseczek ochronnych, jakie oficjalnie mają wejść w życie od najbliższego czwartku (16 kwietnia).

Kto nie będzie musiał nosić maseczki ochronnej?

Zgodnie z przedstawionym 14 kwietnia projektem ze stosowania maseczek ochronnych w przestrzeni publicznej zwolnione będą:

  • dzieci poniżej drugiego roku życia,
  • osoby mające problemy z oddychaniem, które nie pozwalają im na zakrywanie ust lub nosa,
  • a także osoby niezdolne do samodzielnego zakrycia lub odkrycia ust lub nosa.

Gdzie należy stosować maseczki?

Resort doprecyzował również miejsca, gdzie obywatele będą zobligowani do zakrywania ust i nosa. Przepisy, które mają wejść w życie 16 kwietnia, dotyczyć będą m.in.:

  • środków publicznego transportu zbiorowego oraz pojazdów samochodowych, w których poruszają się osoby niezamieszkujące lub niegospodarujące wspólnie;
  • miejsc ogólnodostępnych, w tym dróg i placów, obiektów kultu religijnego, obiektów handlowych, placówek handlowych i targowisk;
  • szeroko rozumianych terenów zieleni m.in. parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także terenu plaż;
  • terenów leśnych, a w szczególności parkingów leśnych, miejsc postoju pojazdów, miejsc edukacji leśnej, miejsc małej infrastruktury leśnej i miejsc biwakowania.

Obowiązek zdjęcia maseczki podczas legitymowania

W rozporządzeniu zastrzeżono, że w przypadku legitymowania osoby i w celu określenia jej tożsamości – osoba nosząca maseczkę lub przyłbicę może zostać poproszona o jej zdjęcie.

MZ zdecydował również o zniesieniu 14-dniowej kwarantanny dla pracowników platform wiertniczych zlokalizowanych na obszarze Polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej Morza Bałtyckiego. Chodzi o pracowników zatrudnionych w oparciu o inny stosunek pracy niż marynarska umowa o pracę, którzy na platformach pracują w 14-dniowym systemie pracy. Zdaniem legislatora konieczność odbywania rzeczonej kwarantanny w przypadku tych pracowników nie pozwalałaby im na korzystanie z przysługujących im uprawnień do odpoczynku.

Marta Markiewicz

Od elektromobilności nie ma odwrotu. Ani koronawirus, ani nadchodząca recesja nie sparaliżują realizacji strategii UE

Epidemia koronawirusa drastycznie odbiła się na gospodarkach krajowych i lokalnych. Coraz częściej słychać o rezygnacji z planowanych inwestycji, czy dofinansowywaniu niektórych sektorów. Mimo to KE ogłosiła, że nie zamierza przesuwać terminu ograniczania emisji CO2. To oznacza, m.in. rozwój ekologicznego transportu. Polskie samorządy, m.in. Gorzów, Wrocław czy Bydgoszcz rozpoczęły właśnie konsultacje w sprawie elektromobilności.

Europejski Zielony Ład to strategia na ekologiczną rewolucję, której realizacja ma do 2050 r. uczynić europejską gospodarkę neutralną dla klimatu. Plan działań obejmuje kilka kluczowych obszarów polityki, które wymagają zmian w celu obniżenia ich negatywnego wpływu na środowisko. Są to np. budownictwo, rolnictwo, przemysł, czy transport. Założenia wobec tego ostatniego są naprawdę ambitne: za równo 30 lat Europa ma osiągnąć zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o 90%, m.in. poprzez dynamiczny rozwój infrastruktury elektromobilności.

Politycy: przez epidemię nie zdążymy!

Na arenie międzynarodowej cały czas toczy się dyskusja, czy realizacja założeń Europejskiego Zielonego Ładu nie powinna zejść na dalszy plan w obliczu nadchodzącej recesji gospodarczej. Po wybuchu epidemii minister klimatu Michał Kurtyka skierował list do unijnych komisarzy, w którym apelował o przesunięcie planowanych rozwiązań, również z powodu zakłócenia łańcucha dostaw związanego z OZE. Argumentował, że koronawirus może uniemożliwić realizację założeń na lata 2022 oraz 2025.

–Dotyczy to nie tylko naszego celu obejmującego odnawialne źródła energii, ale także innych celów zapisanych w polityce klimatycznej i energetycznej UE.- Michał Kurtyka, minister klimatu

Wątpliwości rozwiał Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, który w oświadczeniu dotyczącym szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow, podkreślił, że mimo iż prace nad dokumentami mającymi doprowadzić do osiągnięcia neutralności klimatycznej zaczęły się w dość trudnych warunkach, KE nie zamierza z nich rezygnować, ani ich przekładać. Jeszcze we wrześniu 2020 roku chce przedstawić plany umożliwiające zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku o 50-55 proc. w porównaniu do 1990 roku.

– Będziemy nadal intensywnie współpracować z naszymi partnerami na całym świecie, korzystając z dostępnych narzędzi i zachęcać do zwiększania ambicji oraz prac związanych z takimi kwestiami jak zrównoważone finansowanie zmian oraz wprowadzanie rozwiązań związanych z klimatycznymi zmianami. – Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu

Cel dla miast? Mniej spalin na drogach

– W obecnej sytuacji jest to niewątpliwie spore wyzwanie, jednak determinacja KE wskazuje, że nie będzie od tego ucieczki, ani żadnego przesunięcia. Jednym z obszarów, nad którym mimo pandemii trwają prace, jest elektromobilność. Neutralność klimatyczna jest celem niezwykle istotnym dla przyszłości gospodarek i ochrony środowiska, dlatego Unia trwa przy swoim stanowisku, stanowczo powtarzając, iż plan zostanie utrzymany. – Tomasz Żołyniak, prezes Energii Polskiej.

Gminom, w zależności m.in. od liczby mieszkańców i zarejestrowanych samochodów, wyznaczono minimalną liczbę punktów ładowania zainstalowanych w stacjach, które powinny się pojawić do końca tego roku. I tak, w gminach, w których jest więcej niż 100 tys. mieszkańców i zarejestrowano tam co najmniej 60 tys. pojazdów samochodowych, a na 1000 mieszkańców przypada tam nie mniej niż 400 pojazdów samochodowych, minimalna liczba punktów ładowania to 60. Liczba ta rośnie wraz ze wzrostem zmiennych – im więcej mieszkańców i samochodów, tym większa liczba punktów ładowania, które muszą powstać. Przyjęty harmonogram przewiduje, że ich wybudowanie ma zostać zrealizowane do końca roku, a zajmie się tym operator systemu dystrybucyjnego elektroenergetycznego, który działa na danym obszarze.

Elektryczne autobusy i karetki, czyli samorządy pytają mieszkańców

Zgodnie z tymi wytycznymi samorządy rozpoczęły właśnie konsultacje dotyczące lokalnych strategii elektromobilności. Czeka je niełatwe wyzwanie, ponieważ popularność, a przede wszystkim świadomość korzyści wynikających z pojazdów elektrycznych jest w Polsce znikoma. Na profilu Elektromobilny Gorzów czytamy, że według najnowszych badań SAMAR, we wrześniu 2019 roku, po polskich drogach jeździło niecałe 21 milionów pojazdów do 3,5 tony, z czego zaledwie 0,02% stanowiły samochody elektryczne (4400 sztuk). Miasto pracuje obecnie nad opracowaniem potrzeb zmotoryzowanych użytkowników dróg, a także nad parametrami ekonomicznymi dotyczącymi budowy, obsługi i użytkowania stacji ładowania.

Wrocław, który już teraz pozwala posiadaczom aut elektrycznych korzystać z buspasów, zapowiada także, że do 1 stycznia 2025 roku liczba pojazdów elektrycznych (lub napędzanych gazem ziemnym) we flocie pojazdów służbowych i wykorzystywanych do zadań publicznych będzie wynosić 30 proc., podobnie jak liczba autobusów zeroemisyjnych wykorzystywanych w komunikacji miejskiej do 2028 roku.

Urząd Miasta Bydgoszcz zlecił opracowanie dokumentu specjalistom z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego, a Szczecin planuje do końca 2020 roku dobudować 185 punktów ładowania.

– Zależy nam na takim rozwinięciu infrastruktury, aby kierowcy mogli użytkować auta elektryczne z taką łatwością, jak obecnie samochody z silnikami spalinowymi. Przede wszystkim realizujemy terminowo nasze zobowiązania ustawowe. – Michał Przepiera, zastępca prezydenta Szczecina

Eksperci wskazują, że dyskusja o elektromobilności tocząca się w tak trudnym czasie, może umknąć większości mieszkańców.

– Nie mam wątpliwości, że samorządy przygotują się do zmian w ustalonych terminach. Szkoda tylko że tak istotny temat jest omawiany w sytuacji, gdy myślimy o innych palących potrzebach, bowiem byłaby to świetna okazja, aby wytłumaczyć Polakom znaczenie i korzyści płynące z ekologicznego transportu. Tych zmian nie należy traktować jako uciążliwego obowiązku, ale jako szansę. Nowe inicjatywy biznesowe tworzone w duchu eko są przecież równoznaczne z możliwością pozyskania nowych funduszy ze wspólnoty. Nie zapominajmy także, że inwestycje w przyjazny klimatowi transport czy rolnictwo w długiej perspektywie mają przynieść nam oszczędności, bo jeśli będziemy w mniejszym stopniu wpływać negatywnie na środowisko, to jednocześnie wydamy mniej na walkę z tego skutkami. – Sebastian Biela, wiceprezes Energii Polskiej.

GPW organizuje pierwszy ‘virtual roadshow’ z inwestorami z Azji i Bliskiego Wschodu

  • GPW wspólnie z bankami inwestycyjnymi organizuje po raz pierwszy cykl spotkań z inwestorami z Azji i Bliskiego Wschodu
  • Giełda kontynuuje działania, których celem jest promowanie emitentów w najważniejszych centrach finansowych na świecie

GPW wspólnie z bankami inwestycyjnymi rozpoczęła cykl spotkań dla spółek notowanych na warszawskiej giełdzie z inwestorami z najważniejszych centrów finansowych Azji i Bliskiego Wschodu. To pierwsza inicjatywa, której celem jest zainteresowanie globalnych inwestorów polskim rynkiem kapitałowym. W kwietniu i maju spółki z indeksów WIG20 i mWIG40 będą uczestniczyć w videokonferencjach lub telekonferencjach z inwestorami z Singapuru, Japonii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (Abu Zabi). W drugim lub trzecim kwartale br. planowane są również videokonferencje z inwestorami z Hong Kongu oraz Chin.

W ostatnich tygodniach przekonaliśmy się jak videokonferencje są użytecznym narzędziem w biznesie.  Zdecydowaliśmy więc, że zaplanowany na ten rok roadshow w najważniejszych globalnych centrach finansowych Azji i Bliskiego Wschodu przeprowadzimy z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Udział w tych wirtualnych spotkaniach to ogromna szansa dla emitentów z warszawskiej giełdy na dotarcie do nowej grupy inwestorów. Cieszę się, że w czasie zwiększonej niepewności na globalnych rynkach nie wstrzymujemy działań, które są ważne dla emitentów i całego rynku – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Polska: łabędzi śpiew inflacji

Ceny konsumenckie w marcu były 4,6 proc. wyższe niż przed rokiem. Prognoza TMS Brokers zakładała odczyt na poziomie 4,5 proc. rok do roku, a mediana prognoz Bloomberga 4,4 proc. Silny spadek cen paliw został zneutralizowany przez ceny żywności i koszty wywozu śmieci oraz podwyżkę akcyzy na alkohol i papierosy. Polska pozostała krajem z najwyższą inflacją w regionie.

– Uważamy, że dynamika wzrostu cen hamuje, a dane za kwiecień i maj będą wskazywać na ostrą dezinflację (z roczną dynamiką CPI bliską nawet 3 proc.). W rezultacie – na papierze – poziom realnych stóp procentowych jest nadal bardzo niekorzystny dla złotego, ale już niebawem efekt ten zacznie wygasać. Pod koniec roku dynamika CPI powinna znaleźć się przy celu, a nawet poniżej. Dynamika inflacji bazowej prawdopodobnie obniży się w tym czasie poniżej 1 proc. rok do roku. Wyraźnych spadków należy spodziewać się m.in. w kategoriach usług transportowych, hotelach i restauracjach, czy rekreacji i kulturze – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

RPP wygląda w przyszłość i nie będzie baczyć na wysoki odczyt za marzec. W retoryce władz monetarnych dominuje obawa przed deflacją w 2021 roku, na którą wskazuje gigantyczna luka popytowa.

Od niektórych członków RPP słychać sygnały, że istnieje przestrzeń do dalszego cięcia stóp lub rozszerzenia skupu aktywów o kolejne instrumenty, np. akcji.

– Sięgnięcie po kolejne instrumenty niestandardowe lub redukcje stóp nie są naszym scenariuszem bazowym, jeśli załamanie wzrostu wywołane pandemią COVID-19 nie będzie niebezpiecznie się przedłużać – ocenia Sawicki z DM TMS Brokers.

Kurs EUR/PLN rośnie dziś w kierunku 4,55 na fali pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych (kolejne załamanie cen ropy i rozpoczęcie korekty na rynku akcji).

– Spodziewamy się, że w najbliższych kilkunastu dniach zejście notowań poniżej 4,50 może okazać się niemożliwe. Nasza prognoza na koniec czerwca to 4,45, co pokazuje, że wyraźne pogorszenie fundamentów i odwrót inwestorów od rynków wschodzących nie pozwolą złotemu szybko otrząsnąć się z załamania z marca – ocenia Sawicki.

Kto zyskuje, a kto traci – zmiana zasad gry w Internecie

Wiemy, że globalne wydarzenia często wpływają na efektywność kampanii reklamowych. Epidemia COVID-19 nie jest wyjątkiem. Firmy zmieniają sposób działania, ludzie zostają w swoich domach, a świat reaguje na pandemię – zwraca się do wyszukiwania wiadomości online w celu uzyskania odpowiedzi na pytania i rozwiązań dotyczących ich nowych potrzeb. W ostatnich dwóch dekadach Core PR kompleksowo obsłużyła ponad 600 kampanii dla największych korporacji z wielu sektorów gospodarki. Obecnie obserwujemy silną zmianę zachowań konsumenckich, wiele branż wręcz zawiesiło swoje działania, a inne korzystają ze wzmożonego zainteresowania i prowadzą silne działania e-marketingowe. W zasadzie to, co obserwujemy na naszym rynku, ma podobne odbicie w światowych trendach. Ponieważ procesy produkcyjne są spowolnione, obserwujemy wpływ tego faktu na kampanie PPC dotyczące produkcji i towarów przemysłowych. Koszt kliknięcia wzrósł o 5%, a współczynniki konwersji w tej branży nieznacznie spadły, ale reklamodawcy odczuwają bolesny spadek ruchu w sieci wyszukiwania aż o 13%.

Obserwując SERP (Search Engine Results Page) widzimy, że wyszukiwarki mogą szukać czegoś zupełnie innego, więc kliknięcia (PPC) nie są warte wydatków na reklamę. Od kilku tygodni, odkąd COVID-19 stał się pandemią, zaobserwowaliśmy spadek współczynników konwersji średnio o 21%. Oczywiście każda branża widzi inną skuteczność Google Ads. Przyjrzyjmy się temu trochę bliżej.

Branże, które odnotowują wzrost wskaźników w Internecie

Zdrowie i medycyna

Nic dziwnego, że wiele osób szuka informacji o tym, jak chronić siebie i swoich najbliższych. Gdy użytkownicy zwracają się do sklepów, aby kupić wszystko, od dostępnych bez recepty środków przeciwbólowych po niezbędne leki, wielu reklamodawców widzi większą łatwość w sprzedaży swoich produktów online, a kliknięcia reklam i współczynniki konwersji są znacznie wyższe, niż zwykle.

Również śledzenie tendencji ruchu na różnych stronach internetowych, oferujących statystyki dotyczące rozprzestrzeniania się infekcji koronawirusa, jest użytecznym wskaźnikiem nastrojów społecznych. Suma ruchu do witryn powiązanych z koronawirusem w ciągu ostatnich 28 dni wygląda następująco: Światowa Organizacja Zdrowia who.int 269,9 mln, Centra kontroli i zapobiegania chorobom cdc.gov 334,8 mln, Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób ecdc.europa.eu 11,0 mln, Worldometer worldometers.info 1.3 miliarda.

Zarządzanie przedsiębiorstwem i sektor technologii

W Google znajdziemy dodatkowe porady i zasoby, które pomagają małym firmom radzić sobie w tych niepewnych czasach, w szczególności w zakresie zarządzania  pracownikami podczas pracy zdalnej i opracowywania planów ciągłości projektów. Wygląda na to, że wielu reklamodawców  jest bardzo aktywnych w tym obszarze. Ogólnie rzecz biorąc, liczba wyszukiwani ze strony kierownictwa wzrosła o 23% od 23 lutego.

  • Gdy ludzie przygotowują się do pracy zdalnej, materiały biurowe gwałtownie stały się niezbędnikiem w tej branży. Liczba wyszukiwań materiałów biurowych wzrosła o 90%, liczba kliknięć płatnych reklam w wyszukiwarce wzrosła o 35%, a współczynnik konwersji wyszukiwania o 41%
  • W miarę, jak tradycyjny handel detaliczny skupił się na działaniu online wzrósł popyt na używane przez niego materiały do pakowania i wysyłki. Ponad dwukrotnie zwiększyło to konwersję reklam w wyszukiwarce (wzrost o 123%) i współczynnik konwersji reklam (wzrost o 107%).
  • Analiza Deloitte wskazuje również, że firmy produkujące sprzęt mogą wskazywać duże zapotrzebowanie ze strony przedsiębiorstw, które składają duże zamówienia na laptopy i urządzenia mobilne, aby wesprzeć pracowników pracujących teraz z domu.
  • Prognozy wydatków na IT wskazują na stały popyt na usługi infrastruktury chmurowej oraz potencjalny wzrost wydatków na specjalistyczne oprogramowanie. Prognozy przewidują również zwiększone zapotrzebowanie na sprzęt komunikacyjny i usługi telekomunikacyjne, ponieważ organizacje zachęcają pracowników do pracy z domu, a szkoły przechodzą na nauczanie online. Działy IT będą wykorzystywane w zakresie zamawiania urządzeń, konfigurowania odpornej, elastycznej i bezpiecznej sieci, systemów odzyskiwania po awarii, bezpieczeństwa IT itp.
  • Potrzeba coraz szybszego dostępu do danych i automatyzacji zwiększy koncentrację na sprzęcie sieciowym i komunikacji jak nigdy wcześniej, przyspieszając wdrażanie sieci 5G i przyjęcie sprzętu 5G.

Finanse

Chociaż rynki finansowe osiągają słabe wyniki, to wygląda na to, że teraz bardziej niż kiedykolwiek klienci szukają doświadczenia, pomocy i wiedzy. W branży, która zwykle ma jedne z najdroższych słów kluczowych i wysoki koszt kliknięcia, obserwujemy spadek CPC i zmniejszenie presji ze strony zwykle mocno konkurującej branży. Wielu zauważa również zwiększone CTR (stosunek między liczbą kliknięć a wyświetleniami reklamy, który mierzy się w procentach) i CVR (stosunek między liczbą osób klikających reklamę lub wyświetlających stronę i podejmujących pożądane działania).

Uroda i higiena osobista

W ciągu ostatnich kilku tygodni wiele szybkozbywalnych  towarów konsumpcyjnych (FMCG) cieszyło się dużym zainteresowaniem. Konsumenci szukają też produktów takich jak mydło i środki dezynfekujące do rąk, oraz środków ochrony osobistej. Zauważamy 41% wzrost poszukiwań w kategorii „urody i higieny osobistej”. Wiele z tych branż ma boom biznesowy na SERP z niższymi CPC i znacznie wyższymi CVR.

W czasach kryzysu odczuwamy potrzebę pozostawania w kontakcie i informowania. Niezależnie od tego, czy śledzimy nowe infekcje, czy uzyskujemy informacje o najlepszych praktykach związanych z zapobieganiem koronawirusa, śledzenie ruchu informacyjnych stron internetowych jest także wskaźnikiem nastrojów społecznych. Gwałtowny wzrost ruchu wskazywałby, że coraz większa liczba ludności jest zaniepokojona sytuacją. Łączny spadek ruchu o -4,1% w ostatnim okresie  sugerowałby powolny powrót do normalności. Top 5 stron internetowych w kategorii „zdrowie” odnotowało w ubieglym tygodniu:  webmd.com 29,2 mln + 3,14%,  verywellhealth.com 5,6 mln -7,08%, mohw.go.kr 2,5 mln -15,36%,  folkhalsomyndigheten.se 1,7 mln -31,45%,  cdc.gov.tw 1,9 mln -13,25%.

Media na żądanie 

Wprowadzony „dystans społeczny” spowodował, że  konsumujemy więcej rozrywki w domu. Podczas gdy większość reklamodawców z branży rozrywkowej odnotowuje zwiększony popyt i generuje kilka dodatkowych konwersji, media na żądanie gwałtownie wzrosły i podwoiły swoje konwersje w ciągu ostatnich kilku tygodni – sport o 30%, a „media on demand” o 109%. Również w ubiegłym tygodniu notujemy wzrost odwiedzin witryn z  filmami i transmisjami telewizyjnymi o + 0,83%, a 5 najlepszych witryn w kategorii notuje: youtube.com 7,8 mld + 1,06%,  netflix.com 732,4 mln + 3,95%,  YouTube.be 238,5 mln -5,96%,  imdb.com 121,9 mln + 2,48%,  dailymotion.com 59,9 mln + 1,98%.

Sektor gamingowy

Firma analityczna Newzoo poinformowała, że ​​izolacja spowodowała wzrost czasu przeznaczonego na gry i wydanych na nie pieniędzy, o czym świadczą dane amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej Verizon, która stwierdziła, że ​​ruch w grach wzrósł o 75% w godzinach szczytu. GSD (Games Sales Data) monitoruje sprzedaż gier z cyfrowym pobieraniem od 16 największych firm z branży gier w prawie 50 krajach Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Śledzi także sprzedaż fizyczną (sprzęt i oprogramowanie) na 17 terytoriach, dzięki czemu możemy analizować wpływ blokady na rynek fizyczny i cyfrowy. Ogólnie na wszystkich śledzonych rynkach w ciągu 12 tygodni sprzedano 4,3 miliona gier, co stanowi skok o 63% w porównaniu z poprzednim tygodniem.

Na wszystkich 50 rynkach pobrano w ciągu tygodnia 2,74 miliona gier od uczestniczących wydawców, co stanowi wzrost o 52,9% w porównaniu z poprzednim tygodniem. We Francji, która została zablokowana we wtorek 17 marca, pobieranie cyfrowe wzrosło o ponad 180%. Hiszpania przystąpiła do blokady w sobotę 14 marca, a jej sprzedaż cyfrowa wzrosła o 142,8%, a następnie w kolejnym tygodniu o 23,3%. Włochy są krajem, który jest zablokowany najdłużej, zamknął się w poniedziałek, 9 marca. W pierwszym tygodniu blokady sprzedaż cyfrowych wydań wzrosła o 174,9%. W drugim tygodniu blokady sprzedaż cyfrowych plików do pobrania spadła o 11,7% z tygodnia na tydzień, ale wciąż znacznie wyprzedza normalny poziom dla kraju.

Jeśli chodzi o rynki przed ich zablokowaniem, ale w fazie „dystansu społecznego”, nadal odnotowywano wzrost pobierania cyfrowego. W Wielkiej Brytanii liczba pobrań cyfrowych wzrosła o 67,4% z tygodnia na tydzień jeszcze zanim kraj zaczął się blokować. Niemcy odnotowały wzrost sprzedaży cyfrowej o 60,2%, a Australia wzrost pobierania o 26,5%.  Na wszystkich 17 fizycznych rynkach detalicznych sprzedaż gier wzrosła o 82% z tygodnia na tydzień do 1,58 mln sprzedanych tytułów.  W ostatnim miesiącu nastąpił też gwałtowny wzrost sprzedaży konsol (po ponad dwóch miesiącach poważnych spadków), o 155%. Było to powszechne zjawsko, ze znacznymi korzyściami dla Nintendo Switch, PlayStation 4 i Xbox One.

W pierwszym tygodniu blokady Włoch sprzedaż konsol wzrosła o 84%. W drugim tygodniu blokady ich sprzedaż spadła tylko nieznacznie – o 1,8%. W Hiszpanii, kiedy po raz pierwszy wprowadzono blokadę, sprzedaż wzrosła o 27,7%. W następnym tygodniu wzrosła ponownie o 66,1%. Podczas pierwszego okresu blokady we Francji sprzęt konsol skoczyła o 140,6% tydzień po tygodniu. W poprzednim tygodniu odnotowano także wzrost sprzedaży konsoli o 17%. W Wielkiej Brytanii sprzedaż konsol poprawiła się o 126,6%, a następnie wzrosła o 250%. W Australii odnotowano wzrost sprzedaży automatów do gier o 19,6%, a następnie ponownie skoczyła o 285,6%.

Od e-sportu i wydarzeń po rozwój i sprzedaż detaliczną przemysł gier okazał się dosyć odporny, ale należy pamiętać o negatywnym wpływie odwołania najważniejszych imprez, targów, premier dla tego sektora np. niezliczone wydarzenia e-sportowe zostały anulowane, przełożone lub przeniesione do trybu online. Istnieje jednak potencjał, aby rozkwitać w czasie kryzysu, podczas gdy tradycyjne sporty są niedostępne.

Organizacje charytatywne i non-profit 

W czasach kryzysu często widzimy to, co najlepsze w ludziach. W miarę rozprzestrzeniania się COVID-19 organizacje non-profit i charytatywne zauważyły:

  • 10% wzrost wyświetleń reklam w wyszukiwarce.
  • Wzrost konwersji reklam w wyszukiwarce o 23%.
  • Wzrost współczynnika konwersji reklamy w wyszukiwarce o 20%.

Google Ads obsługuje wiele programów grantowych Google, aby umożliwić reklamowanie organizacji non-profit za darmo, ale utrzymanie ich zgodności jest często trudne. Na szczęście jest jasne, że w tym kryzysie łatwiej niż kiedykolwiek znajdują zainteresowanie.

Branże – „zamrożone”, które czekają duże zmiany online

Nieruchomości

Zarówno rynek pierwotny, jak i wtórny wydaje się dość stabilny. W czasie kryzysów nieruchomości zawsze stanowiły dobrą lokatę, a w ostatnich latach notowano bardzo wysoki popyt na rynku mieszkaniowym. W SERP ruch związany z wyszukiwaniem również pozostaje względnie stabilny – z niewielką zmianą liczby operacji wyszukiwania, CPC lub współczynników konwersji. Ale niektóre ważne zmiany mogą mieć poważne konsekwencje dla branży.

  • Zarówno branża deweloperska, jak i budownictwo odnotowują spadające współczynniki konwersji (odpowiednio -53% i -7%) oraz mniejszą liczbę wyszukiwań. Spowolnienie na tych polach może w przyszłości spowodować zmniejszenie podaży nieruchomości.
  • Zarówno oferty nieruchomości, jak i wyszukiwania pośredników w obrocie nieruchomościami odnotowały pewien wzrost kosztu kliknięcia (+ 15% w ostatnim miesiącu). Jednak na rynku nieruchomości odnotowano spadek współczynników konwersji o 25%, podczas gdy agenci nieruchomości i brokerzy zaobserwowali wzrost o 30%. Gdy konsumenci są coraz bardziej niezdolni do uczestnictwa w normalnym funkcjonowaniu, więcej osób będzie polegać na profesjonalnym agencie, który zamiast tego umówi się na spotkanie.
  • Odnotowano znaczący wzrost wyszukiwania firm z dobrze opracowaną ofertą cyfrową
  • Usługi przeprowadzek i relokacji wzrosły o 11% przy jednoczesnym zachowaniu dobrego CTR, CPC i CVR.

Motoryzacja 

Przemysł motoryzacyjny wykazuje zauważalny – 30% spadek średniego współczynnika konwersji w branży w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Obserwujemy, że wyszukiwarki zmieniają swoje preferencje w branży motoryzacyjnej, w kierunku aut używanych i ich naprawy:

Kategoria Średnia zmiana współczynnika konwersji w wyszukiwarce od COVID-19
Dealerzy pojazdów -42%
Aukcje pojazdów 5%
Części i akcesoria samochodowe -28%
Naprawa i konserwacja pojazdu 44%
Barwienie szyb pojazdu 79%

Handel

Niektórzy przypuszczaliby, że e-commerce gwałtownie wzrośnie, a tradycyjny handel detaliczny zmniejszy liczbę operacji. Ale podczas gdy niektórzy konsumenci zwracają się do e-commerce, aby zastąpić zwykłe zakupy, inni nie są pewni swoich przyszłych dochodów. Ta niestabilność wpływa na współczynniki konwersji użytkowników z reklam w wyszukiwarce – współczynniki konwersji dla sprzedaży detalicznej spadły o -14%. Duzi detaliści, w tym Amazon, zmniejszają swoje budżety na Google Ads, w wyniku czego spadek CPC o – 9% w Google wyrównał ROAS (wskaźnik informujący o zwrocie z konkretnej kampanii reklamowej) większości detalistów. Jak na ironię wydaje się, że hurtownicy zauważają odwrotną tendencję – wzrost CPC o 14%, a współczynnik konwersji o 9%.

Ponieważ wielu klientów poddaje się kwarantannie lub pracuje w domu, spodziewamy się pojawienia różnych wzorców konsumpcji rozrywki. Śledząc usługi przesyłania strumieniowego i platformy mediów społecznościowych, możemy zobaczyć najnowsze trendy w eCommerce, a także miejsca, w których ludzie spędzają swój czas.

Handel elektroniczny i zakupy wzrosły w ostatnim tygodniu o 2,8% , a 5 najlepszych witryn w handlu elektronicznym i zakupach odnotowało: ebay-kleinanzeigen.de 34,9 mln + 5,5%,  shopping.naver.com 23,9 mln -2,72%,  shopping.yahoo.co.jp 24,6 mln + 5,94%,  n11.com 15,5 mln + 1,5%,   coupang.com 14,4 mln + 2,68%.

Edukacja i rozwój 

W ciągu ostatnich tygodni liczba studentów dotkniętych zamknięciem szkół i uniwersytetów w 138 krajach wzrosła prawie czterokrotnie – do 1,37 miliarda, co stanowi ponad 3 na 4 dzieci i młodzież na całym świecie. Ponadto prawie 60,2 miliona nauczycieli nie ma już w klasach. Rynek edukacyjny stał się głównym celem największych graczy technologicznych. Apple, Google i Microsoft konkurują, aby zyskać przewagę w świecie technologii edukacyjnych.

Szkoły i uczelnie w na całym globie są zamknięte na kilka miesięcy, co powoduje wymuszony wzrost e-learningu i szkoleń. Chociaż nauczanie się zmieniło, to jeszcze nie nastąpiły krótkoterminowe zmiany w wydajności reklamodawców szkolnictwa wyższego. Potencjalni studenci nie zmienili swojego zachowania na SERP. W ostatnich tygodniach nastąpił niewielki wzrost liczby płatnych wyszukiwań dotyczących  kariery i szkoleń zawodowych (odpowiednio + 10% i + 8%), ale na razie jest to w dużej mierze aspiracyjne, ponieważ liczby konwersji nie zmieniły się zauważalnie. Jednak globalne zamknięcia mają wpływ na ponad 91% światowej populacji uczniów i studentów. Apple ulepszyło swoje oprogramowanie, aby zarządzać doświadczeniami uczniów i nauczycieli. Niedawno wypuścił na rynek nowego iPada za 299 USD dla szkół z obsługą Apple Pencil. Mówiąc najprościej, stawka są wysoka. Agencja Frost & Sullivan potwierdza, że rynek edukacyjny wygenerował 17,7 miliarda dolarów przychodów dla dostawców technologii. Z tej sumy 83 procent kwoty przychodów  dzielą firmy Google, Microsoft i Apple . Frost & Sullivan powiedział jednak, że rynek się zmienia, a pole bitwy zmierza w kierunku rozszerzonej rzeczywistości i narzędzi rzeczywistości wirtualnej, sztucznej inteligencji, robotyki oraz analityki.

Branże, które straciły w sieci najwięcej

Podróże i turystyka

Ponieważ granice są zamknięte, a firmy, rządy i konsumenci unikają niepotrzebnych podróży za wszelką cenę, nie powinno nikogo dziwić, że spadł popyt na rezerwacje podróży. W rezultacie wielu reklamodawców  z tego sektora stara się przekonwertować nowych użytkowników na swojej stronie. Problem tych reklamodawców potęguje, liczba odwołań lotów, opóźnień i ograniczeń jest najwyższa w historii, przez co ich reklamy są bardziej narażone na nietrafione wyniki. Łącznie COVID 19 spowodował spadek współczynnika konwersji podróży o -27% , najbardziej w obszarze pakietów wakacyjnych o – 50%, serwisy rezerwacyjne o – 49%, rejsy statkami – 44%, podróże lotnicze – 41%.

Aby złagodzić niektóre z tych zakłóceń, można:

  • Dodać nowe wykluczające słowa kluczowe dla wyszukiwań COVID-19, doradczych i związanych z anulowaniem.
  • Promować tańsze taryfy, łatwe odwołania i korekty na przyszłe podróże.
  • Zaproponować swoim klientom ubezpieczenie podróżne, aby złagodzić obawy i jednocześnie zwiększyć średnią cenę sprzedaży.

W miarę rozprzestrzeniania się wirusa na świecie kraje powoli zamknęły swoje granice. Wprowadzono ograniczenia dotyczące podróży, a dla wielu wakacje w obcym kraju wydają się bardziej ryzykowne, niż zabawne. Śledzenie branży turystycznej pozwala zrozumieć, w jaki sposób koronawirus wpływa na zglobalizowaną gospodarkę. Obejmuje to podróże lotnicze, hotele, wynajem samochodów, rejsy i wiele innych. Na przykład ścisłe monitorowanie ruchu do miejsc rezerwacji hotelowych może pomóc zrozumieć wielkość wpływu koronawirusa na ten sektor, a także wczesny sygnał powrotu do normalności.

W minionym tygodniu w obszarze „podróże i turystyka – loty” globalna liczba odwiedzin zmniejszyła się o -13,9%, a  5 najlepszych stron internetowych w kategorii „podróże lotnicze” odnotowało:  aa.com 4,3 mln -17,15%,   southwest.com 3,6 mln -13,35%,   ryanair.com  3,0 mln -2,13%,  delta.com 3,2 mln -19,39%,  united.com 2,2 mln -21,22%. Natomiast ruch w sekcji „zakwaterowanie i hotele” spadł o -10,13%, a 5 najlepszych witryn w kategorii zarejestrowało: booking.com 20,5 mln -12,5%, jalan.net 6,2 mln -17,57%,  airbnb.com 5,7 mln -14,88%,  agoda.com 4,8 mln -5,05%,  hotels.com 2,2 mln -14,81%. Z kolei „wypożyczalnie samochodów” odnotowały: – 7,8% ruchu w ostatnim tygodniu. 5 najlepszych stron internetowych w kategorii: enterprise.com 855,9 tys + 2,39% ,  rentalcars.com 445,9 tys -9,14%,   timescar.jp 527,7 tys -13,37%,  hertz.com 420,8 tys -11,45%,  timesclub.jp 408,2 tys -7,83%.

Gastronomia

Wiele krajów zamknęło restauracje i bary, co mocno uderzyło w firmy w czasach izolacji społecznej. Podczas gdy wiele miejsc uczy się przechodzić na tryb usługi dostawy i na wynos, to ciężko było znaleźć pozytywne dane w systemie SERP w ubiegłym tygodniu. W kategorii restauracje w ubiegłym tygodniu  notujemy zmniejszenie liczny wyświetleń o  -18 % , a „bary i kluby nocne„ aż o -26%. Natomiast w ostatnim tygodniu odnotowaliśmy 4,47% wzrost liczby odwiedzin w kategorii  „restauracje i dostawa online”. 5 najlepszych witryn odnotowało: doordash.com 10,6 mln + 7,95%,   dominos.com 7,6 mln + 2,14%,  ubereats.com 7,5 mln + 5,89%,  grubhub.com 7,2 mln + 3,78%,  pizzahut.com 4,8 mln -11,12%.

Konferencje (MICE)

1,5 biliona USD całkowitego PKB wspartego światowymi wydarzeniami biznesowymi uplasowałoby ten sektor na 13 pozycji największej gospodarki na świecie, większej niż gospodarki takich krajów jak Australia, Hiszpania, Meksyk, Indonezja i Arabia Saudyjska. Opierając się na bezpośrednim wpływie na PKB w wysokości 621,4 mld USD, sektor wydarzeń biznesowych znalazłby się na 22 miejscu pod względem wielkości gospodarki na świecie.

Sektor wydarzeń biznesowych bezpośrednio generował więcej produkcji (sprzedaży biznesowej), niż wiele dużych światowych sektorów, w tym elektronika użytkowa i komputery oraz sprzęt biurowy. Większość dużych konferencji i wydarzeń MICE odwołano, lub przełożono na jesień. Klienci próbują też zorganizować je wirtualne. Niestety, wiele firm polega na marketingu zdarzeń, aby wypełnić swój profil biznesowy, więc odwołania tych wydarzeń będą miały również wpływ na inne firmy. Już od wybuchu COVID-19 pod koniec lutego specjaliści od marketingu zauważyli rosnącą redukcję konwersji o 33%, ponieważ coraz więcej wydarzeń wciąż jest odwoływanych.

Analiza Function4 – największej platformy dla wydarzeń związanych z usługami finansowymi pokazuje obecny wpływ COVID-19 na 1719 wydarzeń  zaplanowanych w Nowy Jorku, Londynie i Hongkongu w drugim i trzecim kwartale 2020 roku. Sytuacja ma wpływ na 80% wydarzeń w kwietniu, najbardziej w Nowym Jorku – 84%. Wpłynęło to ogółem na 52% wydarzeń zaplanowanych na II kwartał 2020 r.

7% wydarzeń przeniesiono do online’u i odbyły się wirtualne, chociaż spodziewane jest, że liczba ta znacznie wzrośnie. Wydarzenia w drugim kwartale zostały już zaplanowane i wydaje się, że przyjmuje się podejście „poczekamy i zobaczymy”. Godne uwagi jest to, że 1 na 5 zdarzeń wymienionych na poszczególnych stronach internetowych (tj. Function4) jest nadal aktywna. Podkreśla to potrzebę procesów korporacyjnych wokół aktualizacji i komunikacji, ponieważ większość wydarzeń w kwietniu została anulowana.

Bezpośredni wpływ globalnych wydarzeń biznesowych pokazuje skalę problemu. W wydarzeniach biznesowych uczestniczyło ponad 1,5 miliarda uczestników w ponad 180 krajach, wygenerowały one ponad 1,07 bln USD bezpośrednich wydatków, co stanowi planowanie i produkcję wydarzeń biznesowych, podróże czy wydatki wystawców. Wydarzenia biznesowe wsparły 10,3 mln bezpośrednich miejsc pracy na świecie i wygenerowały 621,4 mld USD bezpośredniego PKB. Po uwzględnieniu skutków pośrednich i indukowanych zdarzenia biznesowe potwierdziły całkowity globalny wpływ gospodarczy: to 2,5 biliona USD produkcji (sprzedaż biznesowa) i 26 milionów miejsc pracy.

Sport i fitness

Duże wydarzenia sportowe i ligowe zostały anulowane i nie obędą w dającej się przewidzieć przyszłości. Ponieważ trwają kwarantanny i zwiększono wysiłki na rzecz dystansowania się społeczności, siłownie, baseny czy kluby sportowe są zamknięte. Podsumowując, wiele branż związanych ze sportem i kondycją odnotowuje silne spadki współczynnika konwersji.

Godnym uwagi wyjątkiem jest to, że programy sportowe – (treningi online) znacznie wzrosły w ciągu ostatnich kilku tygodni. Zmiana współczynnika konwersji reklamy w wyszukiwarce wyniosła od połowy lutego: programy sportowe online wzrost o 65%, imprezy sportowe spadek o -74%,  dobra sportowe – 49%.

W wielu branżach COVID-19 zmienił rynek marketingu online, potrzeby klientów  i zachowań online. W związku z epidemią przyszłe działania wymagają redefinicji i zrozumienia nowych zasad. Dystansowanie społeczne zmienia nawyki zakupowe i konsumpcyjne. Łącznie pięć największych sieci społecznościowych w ostatnim tygodniu odnotowało mały spadek -0,31% liczby wizyt (facebook.com 6.2 biliona  -0,63%, twitter.com 1.3B -1,23%, instagram.com 1.0B + 0,23%,  whatsapp.com 486,2 mln -3,05%, vk.com 459,2 mln + 3,99%). Korzystając z globalnych analiz bostońskiej agencji WordStream, która monitoruje obecnie wydatki na kampanie online (Google Ads) za blisko 20 miliardów USD, oraz izraelskiej firmy SimilarWeb, która nadzoruje ruch w sieci ponad 80 milionów stron internetowych oraz 3 milionów aplikacji mobilnych, można zauważyć opisane wyżej, potwierdzające się trendy i wyniki.

Autor:

Adam Białas, dziennikarz/ dyrektor w agencji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i online marketingu. Autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjne, ekspert w kampaniach i w budowaniu wizerunku brandu B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, MICE i deweloperskiej

Recesja jest nieunikniona, głębokiego kryzysu być może uda się uniknąć

W badaniu firmy doradczej Deloitte „CFO Survey 2020” przeprowadzonym w ostatnim kwartale 2019 roku, czyli w czasie kiedy Chiny zaczęły się zmagać z epidemią SARS-CoV-2, aż 42 proc. dyrektorów finansowych w Polsce jako wysoki oceniło poziom niepewności gospodarczej i finansowej w firmach. Było to o 7 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Choć pandemii i recesji nią wywołanej nie sposób było przewidzieć, badanie Deloitte pokazało także, że rok do roku CFO mieli coraz mniejszy apetyt na podejmowanie ryzyka przez ich firmę.

W 11. edycji badania Deloitte udział wzięło 558 dyrektorów finansowych z 12 krajów Europy Środkowej, również z Polski. Twórcy raportu sprawdzili ich nastroje w kontekście perspektyw gospodarczych oraz wyników finansowych i planów rozwoju ich firm na najbliższe 12 miesięcy. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od września do grudnia 2019 r.

Dyrektorzy finansowi (CFO) posiadają rozległą wiedzę na temat funkcjonowania przedsiębiorstwa. Podczas planowania roku finansowego to oni podejmują kluczowe decyzje w firmie. Nasze badania pokazują, że w ostatnich latach dyrektorzy finansowi trafnie potrafili przewidywać nie tylko siłę i kierunek oddziaływania poszczególnych zjawisk zachodzących w gospodarce, ale także wartości liczbowe dotyczące wzrostu PKB czy inflacji – mówi Paweł Spławski, Partner w zespole ryzyka finansowego, Deloitte.

Ekonomiczna niepewność

Poziom niepewności gospodarczej i finansowej w firmach pod koniec ub. roku nie zmienił się mocno rok do roku. Jako wysoki oceniło go 42 proc. badanych CFO w Polsce, czyli o 7 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Jako niski postrzegało go jedynie 7 proc. respondentów. Wyniki te są niemal identyczne, jeżeli chodzi o badanych z Europy Środkowej i stanowią odpowiednio 40 proc. i 8 proc. zapytanych dyrektorów.

Dyrektorzy finansowi z jednej strony liczyli na dalszy wzrost PKB, a z drugiej wciąż z ostrożnością podchodzili do jakichkolwiek większych inwestycji związanych z obciążeniem bilansu ich firm, co można było odczytywać jako reakcje na zapowiadane spowolnienie w gospodarce – mówi Julia Patorska, Liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Badanie firmy doradczej pokazało również, że z roku na rok dyrektorzy finansowi mają coraz mniejszy apetyt na podejmowanie ryzyka przez ich firmę. W Polsce jedynie 25 proc. badanych uważało, że ten rok będzie dobry na tego typu działania. Jest to 10 p.p. mniej niż rok wcześniej, mimo, iż dyrektorzy finansowi nie spodziewali się wówczas epidemii. Dwa miesiące po przeprowadzeniu badania jesteśmy w zupełnie innej sytuacji, spowolnienie gospodarcze jest faktem, nie wiadomo natomiast jak głęboka będzie recesja.

Bez punktów odniesienia

W marcu natężenie dojazdów do pracy spadło w Europie o 20-60 proc. Największy spadek został zanotowany we Włoszech (63 proc.). W Polsce miał miejsce 36 proc. spadek, a w Niemczech 39 proc. Mniejsze niż na zachodzie Europy ograniczenia mobilności widać również w pozostałych krajach Europy Środkowej. Liczba wyjść klientów do sklepów spożywczych spadła w Polsce o 59 proc. Jeszcze gorzej było w przypadku centrów handlowych, restauracji, kawiarni, gdzie liczba wyjść spadła w marcu o 78 proc.

Kryzys gospodarczy, który w mniejszym lub większym stopniu dotyka światowe gospodarki, trudno porównać z jakąkolwiek wcześniejszą sytuacją. Kryzys finansowy w 2009 roku był spowodowany czynnikami strukturalnymi i nierównowagami na rynkach, boomem kredytowym i problemami w sektorze finansowym. Z kolei kryzys zadłużeniowy, który dotknął niektóre kraje strefy euro w kolejnych latach, miał przyczyny w niskiej konkurencyjności gospodarek i zbytnim zadłużeniem po stronie sektora finansów publicznych. Obecny kryzys nie ma przyczyn we wcześniejszych nierównowagach rynkowych, wywołał szok po stronie popytu, podaży i może doprowadzić do głębokich zakłóceń na rynku finansowym. Jak zauważają eksperci Deloitte towarzyszy mu wysoka niepewność i brak podręcznikowych recept.

Nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć z jak głębokim wstrząsem mamy do czynienia. Na pewno jest za wcześnie żeby mówić o głębokim kryzysie. Recesja jest już natomiast pewna. Impulsy, które do niej prowadzą to między innymi spadek krajowego i zagranicznego popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, spadek podaży i niepewność, a w końcu – co wciąż przed nami – zwolnienia, bankructwa i dalsza wyprzedaż waluty krajowej – mówi Paweł Spławski.

Pesymiści znad Wisły

Tuż przed wybuchem epidemii przewidywania polskich CFO odnośnie wystąpienia w Polsce spowolnienia gospodarczego w 2020 roku nie były optymistyczne. Za wysoce prawdopodobne uznawało je 33 proc. respondentów, za dość prawdopodobne – aż 42 proc. Tylko 19 proc. sądziło, że spowolnienie jest mało prawdopodobne, a jedynie 1 proc., że bardzo mało prawdopodobne 1 proc.

Analitycy są zgodni co do kierunku zmiany wskaźnika PKB, jednak wszelkie prognozy liczbowe są obarczone wysokim błędem. Zdaniem ekspertów Deloitte negatywnie dotknięte epidemią zostaną wszystkie sektory polskiej gospodarki, jednak w poszczególnych branżach jej negatywne skutki będą odmienne.

Najbardziej gwałtownym zmianom ulegają branże produkujące wyroby tekstylne, odzież i obuwie. W okresach spowolnienia gospodarczego, można dostrzec wolniejszy wzrost sprzedaży, która jednak gwałtownie rośnie w momencie poprawy koniunktury. Sprzedaż artykułów użytku domowego obniżyła się wyraźnie na początku 2009 r. Jej wzrost po okresie kryzysu zadłużeniowego był łagodny i bardzo podobny do wzrostu PKB
– mówi Julia Patorska.

Obserwując sprzedaż produktów żywnościowych można zauważyć dużo mniejsze wahania na przestrzeni lat, zarówno w Polsce jak i krajach Unii Europejskiej. Jak zauważają specjaliści z Deloitte o rzeczywistej ścieżce zmiany PKB zadecyduje szereg czynników wewnętrznych, takich jak dynamika zachorowań i zgonów, działania administracyjne skutkujące wstrzymaniem prowadzonej działalności gospodarczej bądź jej ograniczeniem czy też zakres pomocy ze strony państwa. Wśród zewnętrznych czynników znaczenie ma dynamika rozwoju pandemii u kluczowych partnerów gospodarczych, działania administracyjne skutkujące utrudnieniami w swobodnym przepływie osób, towarów i usług, a także zakres interwencji instytucji międzynarodowych i luzowania wymogów dotyczących przeciwdziałaniu nadmiernemu długowi publicznemu i w końcu prawdopodobieństwo wystąpienia globalnego kryzysu finansowego.

Inflacja i rynek pracy

Z badania Deloitte wynika, że tuż przed wybuchem pandemii polscy CFO wykazywali największy pesymizm pytani o inflację. Aż 93 proc. oczekiwało, że wzrośnie ona i tylko 2 proc. liczyło na jej spadek. W regionie to odpowiednio 83 proc. i 4 proc. wszystkich respondentów. Dzisiaj, gdy jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji, już wiemy, że na spadek cen będą oddziaływały takie siły jak ograniczony popyt na dobra i usługi, mniejsze dochody ludności, niepewność co do przyszłości i zawirowania na rynku ropy naftowej z równoczesnym spadkiem popytu na paliwa. O wzroście cen zdecydują niedobory niektórych produktów na rynku, poluzowanie polityki monetarnej i transfery pieniężne do ludności.

Choć z założenia interwencje rządzących mają na celu utrzymywanie miejsc pracy, to w sektorach i branżach najbardziej narażonych na spadek przychodów i utratę płynności, obserwujemy zwolnienia pracowników. Branże najbardziej narażone to turystyka, transport lotniczy, a także branża rekreacyjna i wydarzeń masowych. W tych sektorach spadek obrotów sięga od 80 do nawet 100 proc. – mówi Paweł Spławski.

W badaniu Deloitte aż 40 proc. CFO spodziewało się wzrostu bezrobocia, co nie dziwi jeśli wziąć pod uwagę wskaźnik bezrobocia na poziomie 5,2 proc. w grudniu. Choć aktualne dane z urzędów pracy nie pokazują znacznego wzrostu zwolnień, co trzecia firma wskazuje je jako nieuniknione, a wstępne analizy resortu pracy szacują wzrost stopy bezrobocia do 9-10 proc. przed końcem roku. Oznacza to prawie półtora miliona osób bezrobotnych w kraju.

Gospodarka po pandemii

Trudno dziś jednoznacznie określić jaka czeka nas rzeczywistość, po tym jak poszczególne kraje zwalczą pandemię. Przez zbyt wiele zmiennych o niewiadomych wartościach, wszelkie prognozy są obarczone wysokim ryzykiem błędu. Najczęściej analitycy wskazują na recesję w tzw. kształcie litery U, czyli powolne wychodzenie z kłopotów. Nawet jeśli, tak jak w Chinach moce produkcyjne wrócą do stanu sprzed pandemii w relatywnie krótkim czasie, to niepewność wśród konsumentów będzie na tyle silna, że jeszcze przez pewien czas ograniczy popyt.

Zmieni się więcej niż dziś przypuszczamy, choćby niektóre zachowania i sposób pracy. Czas walki z wirusem sprawił, że w większym zakresie pracujemy zdalnie. Za tym idzie ograniczanie przestrzeni biurowych, zmniejszone obłożenie transportu publicznego, a także mniejsze zatłoczenie ulic. Przyzwyczajenie do wirtualnych spotkań może też ograniczać podróże służbowe w przyszłości – mówi Julia Patorska.

Eksperci Deloitte prognozują dalszy rozwój telemedycyny i e-commerce, ograniczenie powierzchni handlowych oraz rozwój lokalnych usług społecznych. Możliwa jest także reorganizacja łańcuchów dostaw, gdzie obok kosztu głębiej analizowane będą inne ryzyka wpływające na przerwy w dostawach.

Fiskus chce opodatkowywać VAT nawet prywatne transakcje. Wystarczy uznać kogoś za przedsiębiorcę

Przedsiębiorca prowadzący działalność w zakresie obrotu częściami samochodowymi nabył grunt do majątku prywatnego w celu inwestycji prywatnych oszczędności. Dokonał tego poza prowadzoną działalnością gospodarczą, niemniej zgodnie z regułami logiki miał nadzieję na rentowność swojej inwestycji. Liczył po prostu na to, że w przyszłości sprzeda działkę z zyskiem. Ta chęć osiągnięcia zysku, jak i fakt wcześniej dokonanych nabyć i sprzedaży innych nieruchomości oraz dokonanie podziału gruntu na mniejsze działki przesądziły o tym, że organ podatkowy uznał podatnika za profesjonalnie zajmującego się obrotem nieruchomościami, a zatem zobowiązanego do odprowadzenia VAT przy sprzedaży ww. gruntu. Ze stanowiskiem tym nie zgodził się podatnik i wniósł skargę do sądu.

Jak stanowi przepis art. 15 ust. 2 ustawy o VAT, działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność, w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych. Na ten właśnie przepis powołał się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, stwierdzając o zobowiązaniu sprzedającego swoją nieruchomość właściciela do zapłaty podatku od towarów i usług.

Lokata kapitału na przyszłość

W latach 1997-2005 podatnik siedmiokrotnie zawarł umowy nabycia nieruchomości, których zakup finansował zarówno ze środków prywatnych, jak i z majątku wspólnego ze swoją małżonką. Była wśród nich nabyta w 2005 r. działka gruntu o powierzchni 1,3019 ha, znajdująca się na terenie o przeznaczeniu do zabudowy dla aktywności gospodarczej. Następnie w trakcie postępowania rozwodowego małżonkowie podzielili majątek, znieśli wspólność majątkową, a w ramach podziału podatnikowi przypadła w całości ww. działka o pow. 1,3019 ha. Na innym z przypadłych mu gruntów posadowił dom, w którym aktualnie zamieszkuje.

Z majątku prywatnego podatnik nabył również gospodarstwo rolne, dom jednorodzinny oraz mieszkanie, które – jak wskazał – użytkowane są przez niego, jego rodzinę i przyjaciół do celów mieszkalnych i wypoczynkowych. Podatnik traktuje zakup i posiadanie tych nieruchomości jako lokatę kapitału na przyszłość.

Nabycie gospodarstwa rolnego

Dodatkowo nabył jeszcze w latach 2008-2009, wraz z innym małżeństwem, gospodarstwo rolne, składające się z kilku terenów rolnych. Podatnik udzielił jednemu z małżonków pełnomocnictwa do zarządu tym gospodarstwem z racji zamieszkiwania przez niego w miejscu położenia nieruchomości. Korzystając z pełnomocnictwa, zarządca dokonał w imieniu własnym, jak i swojego mocodawcy szereg czynności, częściowo nieuzgodnionych z mocodawcą, zmierzających do wybudowania dwóch odrębnych domostw: jednego dla siebie i małżonki, drugiego dla mocodawcy. W następstwie tych czynności do kilku działek doprowadzono sieć wodnokanalizacyjną, jak również przebudowano linię energetyczną. Z uwagi m.in. na konieczność uregulowania stanu prawnego drogi gminnej podzielono wspólne gospodarstwo na mniejsze działki. W latach 2008-2011 współwłaściciele zbyli jedną część tego gospodarstwa. Pozostałą część zbyli w 2012 r. na rzecz należącej do nich wspólnie spółki z o.o. Organy podatkowe uznały tę dokonywaną w kawałkach sprzedaż wspólnego gospodarstwa rolnego za mieszczącą się w ramach wykonywania działalności gospodarczej i obciążyły ją opodatkowaniem VAT.

Działania zarządcy nieruchomości

W świetle tak przedstawionego stanu faktycznego podatnik wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy nosząc się z zamiarem zbycia posiadanej prywatnie i samodzielnie na wyłączną własność, nabytej w 2005 r. w ramach lokaty kapitału na przyszłość, działki gruntu o pow. 1,3019 ha, sprzedaż ta będzie zwolniona z opodatkowania podatkiem od towarów i usług.

Podatnik miał obawy, czy pomimo tego, iż dokonuje zbycia nieruchomości należącej do jego majątku prywatnego, fiskus nie będzie chciał obarczyć tej transakcji VAT-em m.in. z uwagi na fakt, że już raz potraktowano go przy sprzedaży działek jako profesjonalnie trudniącego się obrotem nieruchomościami. A jak wskazał we wniosku, przesądziły wówczas o tym nie działania jego, a działania zarządcy nieruchomości wspólnej.

Uzasadnienie ekonomiczne transakcji

Co do kwestii udoskonaleń działki, podatnik wskazał, że jeszcze wspólnie z żoną ogrodził ją tuż po jej zakupie. Poza tym nie poczynił żadnych dodatkowych nakładów, zwłaszcza nie uzbroił działki. Nigdy nie czerpał z tytułu jej posiadania korzyści, np. z wydzierżawienia czy użyczenia, nawet bezpłatnie. Sam też nie wykorzystywał jej do celów osobistych. Podkreślił, że działka nigdy nie była składnikiem majątkowym ani towarem w jego działalności gospodarczej, jaką jest handel częściami samochodowymi. Nabył ten grunt w 2005 r. wyłącznie w celu lokaty kapitału jako lepszej inwestycji niż lokaty bankowej. Oboje z małżonką spodziewali się, że w przyszłości inwestycja ta przyniesie im wyższy zysk ze sprzedaży tego gruntu, niż mógłby to zaoferować bank. Podatnik oświadczył, że sprzedaje go tylko dlatego, że wartość nieruchomości aktualnie wzrosła i cena sprzedaży da mu oczekiwany zysk. Natomiast prognozy rynkowe na przyszłość nie dają pewności co do tego, czy wartość tej nieruchomości wzrośnie, czy zmaleje. Stąd też dalsza lokata jego majątku w tę działkę w stosunku do ceny, jaką może uzyskać teraz, nie jest uzasadniona ekonomicznie.

Nieruchomość była towarem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie miał wątpliwości co do tego, że podatnik zamierza zbyć przedmiotową nieruchomość w ramach działalności gospodarczej. Uznał zatem, że transakcję tę należy opodatkować podatkiem od towarów i usług. Przemawia za tym to, że – jak sam podatnik przyznał – nabył działkę w 2005 r. celem jej odsprzedaży z zyskiem. Zatem w opinii fiskusa przedmiotowy grunt posłużył podatnikowi do celów zarobkowych. Poza tym, w przeszłości podatnik dokonywał podziałów działek, nabyć i sprzedaży nieruchomości, co wskazuje, że jest on przedsiębiorcą profesjonalnie trudniącym się obrotem nieruchomościami.

Czynności zwykłego zarządu majątkiem prywatnym

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach wskazał, że wykładni art. 15 ust. 1 i 2 polskiej ustawy o VAT, wdrożonego do polskiego porządku prawnego na podstawie unijnego rozporządzenia 2006/112/WE, należy dokonywać w zgodzie z orzecznictwem unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Zaś w połączonych sprawach C-180/10 i C-181/10 TSUE wyrokiem z 15 września 2011 r. orzekł, że jeśli sprzedaż nieruchomości następuje w ramach zarządu majątkiem prywatnym, a nie w ramach działalności, to nie można jej uznać za podlegającą opodatkowaniu VAT. Chyba że sprzedający podejmuje aktywne działania charakterystyczne dla obrotu nieruchomościami, jakie podejmują profesjonalni handlowcy. Z innego rozstrzygnięcia TSUE (z 20 czerwca 1996 r., C-155/94) wynika, że zwykłe wykonywanie prawa własności nie może być samo z siebie uznawane za prowadzenie działalności gospodarczej, a sama liczba i zakres transakcji nie może o tym decydować. W związku z tym nie może o tym przesądzać również sam fakt podziału jednej działki na kilka, jeśli działanie to ma uzasadnienie ekonomiczne, czy też długość czasu, jaki minął między transakcjami ani też wysokość uzyskanych przez sprzedającego zysków. Czynnościami wykraczającymi poza zwykły zarząd własnym majątkiem będą za to działania marketingowe, jak również uzbrojenie działki.

Jak przedsiębiorca, to musi płacić

WSA uznał, że planowana przez podatnika sprzedaż jednej działki nie nosi cech prowadzonej stale działalności profesjonalnej, przypisywanej przedsiębiorcom, a jest jedynie realizacją jego prawa do zarządu własnym majątkiem prywatnym. W prawie tym mieści się także nabywanie nieruchomości z zamiarem osiągnięcia w przyszłości zysku przy jej ewentualnej sprzedaży. Uchylając zaskarżoną przez podatnika interpretację, odniósł się do kwestii uznania już w przeszłości podatnika przez inne organy za przedsiębiorcę handlującego nieruchomościami:

„…organ lapidarnie, jednym tylko zdaniem, przyznał, że „miał na uwadze” kwestię nabycia i sprzedaży przez skarżącego innych nieruchomości oraz ich podziału. Jednak sama okoliczność, że organ interpretacyjny to zagadnienie tylko „miał na uwadze”, lecz w żaden sposób go nie rozwinął, nie może przekreślać szeregu innych argumentów…” (wyrok z 18 grudnia 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 798/19).

Bezpieczna sukcesja majątku

Przedsiębiorcy, prowadząc działalność gospodarczą, są zobowiązani do stałego ponoszenia ciężarów na rzecz fiskusa w postaci podatków i innych opłat. To, że płacą, nie może jednak oznaczać, że można sięgać do ich kieszeni za każdym razem, gdy tylko osiągną jakikolwiek przychód. Przedsiębiorcy to też ludzie, mają swoje rodziny i życie prywatne, w tym także prywatne majątki. Ich pomnażanie dzięki właściwym decyzjom inwestycyjnym służyć ma zabezpieczeniu bytu rodziny, a nie zabezpieczeniu zwiększonych wpływów do kasy skarbu państwa.

Działania fiskusa, jak te opisane powyżej, sprawiają, że w celu ochrony dorobku życia właściciele majątków coraz częściej sięgają po dostępne w polskim prawie i zagranicznych jurysdykcjach środki jego zabezpieczenia. Przykładem mogą być tu fundacje prywatne, umowy trustu czy rachunki powiernicze służące w najwyższym stopniu zabezpieczeniu i sukcesji majątku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.