Apteki oblegane w epidemii. 3 sposoby, żeby szło im jeszcze lepiej

Zdaniem ekspertów to dobry moment, żeby aptekarze szeroko zadbali o kondycję swojego biznesu, np. oszczędzając na dostawie energii czy rachunkach telefonicznych. Optymalizacja biznesu zwiększy zysk teraz, a jednocześnie przyda się, jeśli dobra koniunktura zahamuje.

W Polsce działa obecnie ponad 13,5 tys. aptek i punktów aptecznych, tak wynika z danych IQVIA na koniec 2019 r. Większość z nich przeżywa obecnie oblężenie, co potwierdzają analizy sprzedaży. W marcu, czyli wraz z początkiem pandemii koronawirusa w Polsce, wartość sprzedaży na rynku farmaceutycznym wzrosła aż o 32.2% w stosunku do marca 2019 oraz o 26,3% w porównaniu z lutym (analizy PEX Pharma Sequence). Największy, bo blisko 50% wzrost odnotowano w segmencie leków bez recepty.

– Branża farmaceutyczna jest jedną z tych, które na koronawirusie nie tracą, a wręcz odnotowują jeszcze lepsze wyniki. Dobry biznesowo czas warto wykorzystać w celu maksymalizacji zysków, a także zabezpieczenia firmy na trudniejsze chwile. Skutki nadchodzącego spowolnienia gospodarczego mogą bowiem odczuć wszystkie przedsiębiorstwa. Przewaga branż, takich jak farmaceutyczna polega na tym, że już teraz mogą pomyśleć o optymalizacji działań i szukaniu oszczędności bez ponoszenia konsekwencji biznesowych. Część z nich można wykonać zdalnie, bez wychodzenia z domu, co jest bardzo istotne w dobie minimalizowania ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa – mówi Katarzyna Bienias – Head Small & Medium Enterprises w Axpo Polska.

Właściciele aptek oraz magazynów farmaceutycznych powinni więc być teraz otwarci na zmiany, które pomogą im w maksymalizacji zysków i znalezieniu oszczędności na trudniejsze czasy. Pierwszym krokiem może być przejrzenie comiesięcznych rachunków i obcięcie zbędnych kosztów.

Poniżej przedstawiamy 3 proste pomysły na optymalizację kosztów, których dokonamy z domu

Telefon

Większość aptek musi być w stałym kontakcie z hurtowniami oraz – w razie problemów – z klientami. Każda ma więc podpisane umowy z operatorami telefonicznymi, które często z wygody i braku czasu są jedynie co jakiś czas odnawiane. Większość została podpisana lata temu, a od tego czasu na rynku mogło pojawić się wiele konkurencyjnych ofert. Jest to zatem dobry czas na dopasowanie usług telefonicznych do potrzeb apteki. Oszczędności w tej kwestii mogą być spore, zwłaszcza gdy sieć aptek zdecyduje się na jednego operatora. Obecnie wiele firm proponuje także nowym klientom nawet pół roku usług za darmo, co także może pomóc przetrwać trudny okres.

Energia

To samo dotyczy rachunków za media. Lodówki, podświetlane standy, mocne oświetlenie – to wszystko może generować olbrzymie koszty w aptece. Warto poznać alternatywy dla obecnego dostawcy energii, tym bardziej że do dyspozycji mamy nie tylko standardowe opcje. Na przykład dzięki zamianie sprzedawcy można teraz obniżyć miesięczne koszty nawet o 20% ze względu na najniższe od miesięcy ceny na giełdzie.

– Właściciele aptek powinni szukać stabilnego i wiarygodnego partnera, który zapewni firmie indywidualne podejście, wysoką jakość obsługi i bezpieczeństwo. Warto skorzystać teraz z niskich cen energii oferowanych przy zmianie dostawcy i zabezpieczyć dostawy nawet na kilka lat w stałej cenie na cały okres umowy, szczególnie że można to zrobić bezpiecznie online. Ceny energii elektrycznej osiągają obecnie poziomy sprzed 2 lat- czyli takie, jakie były przed drastycznym okresem podwyżek z ostatnich lat. To dobry czas, żeby przyjrzeć się ofertom na rynku i wybrać najlepszą dla siebie – przy okazji można np., jak w Axpo, uzyskać darmową i zdalną analizę kosztów dystrybucji (kolejna oszczędność), potencjału na panele fotowoltaiczne i dostać w standardzie zieloną energię. Indywidualną ofertę można poznać bez wychodzenia z domu, eksperci telefonicznie i za darmo przeprowadzają wszystkie analizy i formalności, a umowa podpisywana jest online – dodaje Katarzyna Bienias.

Internet

Praktycznie każde przedsiębiorstwo, także farmaceutyczne pracuje obecnie w trybie online. Podobnie jak w przypadku umów z operatorami telefonicznymi, także oferta dostawcy internetu może być już nieco przestarzała i warto poświęcić czas, aby poszukać nowej. Przykładowo, różnica między ceną internetu światłowodowego o prędkości 1 Gb/s między dwoma czołowymi dostawcami wynosi teraz nawet 30%. Być może najbardziej opłacalną opcją okaże się jednak skorzystanie z pakietu i połączenie usług telefonicznych z tymi internetowymi od jednego operatora.
***

Apteki i magazyny farmaceutyczne to niejedyne firmy, które dobrze sobie radzą w dobie pandemii. Hurtownie spożywcze, firmy kurierskie, piekarnie, rolnicy czy producenci żywności także powinni w taki sposób zarządzić miesięcznymi kosztami, aby szybko nie stracić odnotowywanych w tym momencie zysków.

Inwestorzy wracają

Na rynku znów panuje lepsza atmosfera do inwestycji bardziej ryzykownych. Widać odbicie zarówno na giełdach, jak i surowcach energetycznych. Pytanie, czy to wiara w korzystny rozwój sytuacji, czy korekta przeceny z powodu strachu.

Apetyt na ryzyko powoli wraca

Po serii słabszych dni inwestorzy znów rozpoczynają inwestować. Widać to dobrze chociażby po giełdach, surowcach energetycznych, czy kryptowalutach. Najwyraźniej tak niskie wyceny tworzą okazję do zarobku pomimo dużej niepewności. Na walutach ta odwilż jest znacznie mniej widoczna, o czym świadczy chociażby pewien barometr ryzyka w naszym regionie jakim jest para EURCHF. Frank znów się umacnia względem euro, co świadczy o tym, że ryzyko eskalacji problemów wciąż jest wysokie.

Polskie stopy procentowe

Dzisiaj poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. Szansa na obniżkę jest na razie relatywnie mała. Patrząc na kondycję gospodarki ryzyko inflacji, oprócz oczywiście żywności, jest teraz relatywnie niewielkie. Jednak z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że obniżka stóp procentowych to dalsze osłabianie i tak słabego już polskiego złotego. O ile w przypadku euro jest to wyjątkowo korzystne dla eksporterów, o tyle już nie dla osób, które importują. Z oczywistych powodów taka decyzja nie jest mile widziana przez kredytobiorców frankowych.

Węgrzy utrzymali stopy procentowe

Wczorajsze posiedzenie Banku Węgier nie spowodowało zmian stóp procentowych. Ruch ten był zgodny z oczekiwaniami, główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 0,9% i na razie jest i tak jedną z najniższych wśród państw w tym regionie. Forint Węgierski zareagował umocnieniem, co sugeruje, że część inwestorów zakładała możliwość obniżki stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Nieruchomości w Hiszpanii | Zakup z Casaensol

Posiadanie domu lub mieszkania poza granicami rodzimego kraju jest dla większości osób synonimem luksusu i czymś praktycznie nieosiągalnym. Pozostaje to dla nich jedynie odległym pragnieniem i marzeniem, którego prawdopodobnie nigdy nie zrealizują. Jednak dla części z nas, marzenie to jest dobrze zaplanowaną i opłacalną inwestycją, która jest doskonałym sposobem na zabezpieczenie swojego majątku.

Ceny domów i mieszkań w Hiszpanii są bardzo atrakcyjne.

Finalny koszt nieruchomości jest często niższy niż w przypadku inwestycji w większych miastach w Polsce. Zakup nieruchomość w słonecznej Hiszpanii do doskonałe rozwiązanie dla ludzi świadomych tego, iż inwestycja w dom lub mieszkanie poza granicami rodzimego kraju jest wyjątkowo opłacalna.

Apartament lub dom zlokalizowany w pobliżu Morza Śródziemnego to idealne rozwiązanie dla każdej osoby, która pragnie posiadać nieruchomość w pełnym słońcu nad wodą. Hiszpania jest idealnym wyborem, gdyż sytuacja gospodarcza tego kraju sprzyja wszelkiego rodzaju inwestycjom. Na cenę obiektu ma wpływ nie tylko jego powierzchnia i stan wykończenia, ale też lokalizacja, w jakiej się znajduje. Hiszpania to kraj, w którym zdecydowanie warto kupować mieszkania i domy, a rynek nieruchomości jest tam wyjątkowo obfity w atrakcyjne w oferty w przystępnych cenach.

Cała procedura zakupu nieruchomości w Hiszpanii stanie się dzięki naszej pomocy nieskomplikowana i intuicyjna. Decydując się na kupno mieszkania czy apartamentu na terenie Unii Europejskiej, nie należy się obawiać zawiłości skomplikowanych procedur i formalności. Wystarczy wybrać wymarzony region, zastanowić się jak powinien wyglądać nasz dom lub mieszkanie i pozwolić naszej firmie poprowadzić się przez całą procedurę związaną z zakupem nieruchomości. Przeprowadzimy cały proces zakupu nieruchomości za Ciebie!

Nieruchomosci-w-Hiszpanii-Zakup-z-Casaensol-1

Koszt utrzymania nieruchomości w Hiszpanii różnią się w zależności od lokalizacji obiektu oraz jego rodzaju. Średnie opłaty roczne związane z utrzymaniem wynoszą około 500-1000 euro, a 200-300 euro należy dodatkowo zapłacić za podatek od nieruchomości. Ceny są często równe lub niższe w porównaniu do kosztu opłat w większych miastach w Polsce (w zbliżonym metrażu nieruchomości).

Coraz więcej osób decyduje się na zakup nieruchomości w Hiszpanii. Niektórzy chcą posiadać dom lub mieszkanie dla swoich własnych potrzeb, lub też pragną dokonać zakupu jako inwestycji w celu wynajmu. Niezależnie od celu zakupu, inwestycja w nieruchomości w tym kraju to doskonałe i opłacalne rozwiązanie. Możemy zagwarantować, iż zakup we współpracy z nami (https://casaensol.pl/) będzie bezproblemowy i prosty!

GK GPW publikuje wyniki finansowe za 2019 r.

  • Zysk netto w wysokości 119,3 mln zł w 2019 r.
  • Wynik EBITDA w wysokości 193,2 mln zł
  • Wysoki poziom przychodów ze sprzedaży równy 336,1 mln zł
  • Wzrost kosztów operacyjnych o 4,2% do 181,1 mln zł w 2018 r.
  • Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 53,9% w skali roku
  • Wypłata dywidendy w 2019 r. w wysokości 133,5 mln zł (tj. 3,18 zł dywidendy na akcję)

Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w 2019 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 336,1 mln zł, zysk netto równy 119,3 mln zł oraz zysk EBITDA na poziomie 193,2 mln zł. Koszty operacyjne w 2019 r. wyniosły 181,0 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 53,9%.

W IV kw. 2019 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 80,3 mln zł. Zysk netto ukształtował się na poziomie 11,2 mln zł. Wynik EBITDA wyniósł 41,2 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 47,4 mln zł.

– Cały rok 2019 poświęciliśmy na realizację celów postawionych w ramach strategii #GPW2022. Widzimy już pierwsze efekty, które cieszą oraz wzmacniają nasze fundamenty do dalszego rozwoju. Pracujemy nad inicjatywami strategicznymi oraz wspólnie z uczestnikami rynku aktywnie działamy nad wdrażaniem Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jednocześnie, w świetle pandemii koronawirusa, uruchomiliśmy i skutecznie stosujemy procedury pracy w nadzwyczajnej sytuacji w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników GK GPW, stabilności działania rynków regulowanych, umożliwienia inwestorom stałego dostępu do aktualnych informacji i podejmowania na podstawie nich świadomych decyzji inwestycyjnych, a emitentom – utrzymania płynności mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

2019 r. był czasem dużych wyzwań na rynkach finansowych w Polsce i w Europie. Był to jednak także okres kontynuacji rozwoju GK GPW. W ubiegłym roku GK GPW odnotowała rekordowy obrót energią elektryczną na poziomie 228,9 TWh, co oznacza tym samym wzrost o 1,3% rdr. Wzrost wolumenów obrotów o 2,0% rdr miał także miejsce na rynku gazu, gdzie wartość ta ukształtowała się na rekordowym poziomie 146,1 TWh. W dalszym stopniu sprzedaż danych dynamicznie rosła. Efekty działań w tym zakresie są widoczne w przychodach z tej linii biznesowej, które wzrosły o 7% rdr, tym samym osiągając poziom 47,9 mln zł.

W 2019 r. wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW spadła o 6,3% rdr. Na Głównym Rynku akcji zadebiutowało siedem spółek (w tym pięć przeniesień notowań z NewConnect na Główny Rynek akcji), a na rynku NewConnect zadebiutowało 15 spółek.

Dla GPW tworzenie wartości dla akcjonariuszy jest najwyższym priorytetem. Wymierną realizacją tego priorytetu jest m.in. regularne dzielenie się zyskami z akcjonariuszami. W sierpniu 2019 r. wypłacono 3,18 zł dywidendy na akcję. Stopa dywidendy w dniu odcięcia prawa do dywidendy wyniosła 8,2%.

Realizacja strategii #GPW2022

Do kluczowych osiągnięć w 2019 roku GPW zalicza uruchomienie projektów technologicznych związanych z budową własnej platformy transakcyjnej oraz budowę systemu GPW Data, w ramach którego będą toczyć się prace nad nowymi rozwiązaniami z zakresu danych rynkowych. W ubiegłym roku GPW uruchomiła również program crowdfundigowy adresowany do brokerów zajmujących się crowdfundingiem i crowdinvestingiem, który jest pierwszym etapem prac w drodze do uruchomienia Private Market. Ponadto, w 2019 r. GPW uruchomiła Program Pokrycia Analitycznego oraz wsparcia technologicznego dla domów maklerskich. Wystartował także program Akademii GPW Growth, którego celem jest wsparcie rozwoju małych i średnich firm.

W ubiegłym roku GPW pracowała również nad poszerzeniem swojej oferty produktowej. Dzięki współpracy z partnerami na rynkach GPW zostały wprowadzone nowe ETFy, produkty strukturyzowane, instrumenty pochodne oraz indeks WIG-ESG, który jest odpowiedzią na coraz większe zapotrzebowanie inwestorów na spółki uwzględniające w swoim rozwoju kryteria równoważnego rozwoju. W ramach inicjatyw międzynarodowych, GPW wraz z partnerami wprowadziła na rynek indeks CEE Plus. Z kolei na początku marca 2020 r., zgodnie z harmonogramem, GK GPW uruchomiła pilotaż Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS), prowadzony przez Towarową Giełdę Energii, oraz pozyskała pierwszego jego członka – Dom Maklerski BOŚ, który pośredniczy w zawieraniu i rozliczaniu transakcji w zakresie obrotu pszenicą.

W strategii rozwoju GK GPW na lata 2018-2022 założyliśmy szerokie wykorzystanie nowych technologii i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań na prowadzonych przez nas rynkach oraz dywersyfikację przychodów dzięki tym działaniom. W 2019 r. przychody ze sprzedaży danych GK GPW sięgnęły rekordowego poziomu – blisko 50 mln zł. Większość tej kwoty pochodzi od podmiotów zagranicznych, co pokazuje jak duży potencjał ma dziś informacja i właściwy sposób zarządzania nią. To właśnie nasza aktywność w obszarze technologicznym jest fundamentem pod dalszy wzrost przychodów ze sprzedaży danych i rozwój kolejnych linii biznesowych – zaznacza Marek Dietl.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2019 r. i cały 2019 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2019 r. wyniósł 11,2 mln zł, w porównaniu do 37,1 mln zł rok wcześniej. W całym 2019 r. Grupa wypracowała wynik netto na poziomie 119,3 mln zł, o 35,0% mniej niż w 2018 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym, to efekt niższych przychodów ze sprzedaży zarówno na rynku finansowym jak i towarowym, jak również wzrostu kosztów operacyjnych o 4,2% rdr. W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży odnotowały spadek o 2,7% w stosunku do ubiegłego kw., natomiast koszty operacyjne wzrosły o 31,2% kdk. Wynik netto w 2019 r. jest także obciążony rezerwą zawiązaną w kwocie 15,5 mln zł, z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT. Rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 43,6 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 9,3% oraz o 6,0% kdk. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 54,4% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 56,3% w III kw. 2019 r. i 54,4 rok wcześniej. W całym 2019 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 185,0 mln zł, o 3,6% mniej niż w 2018 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 55,0% wobec 55,3% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji. W 2019 r. przychody Grupy GPW sięgnęły 336,1 mln zł, o 3,1% mniej niż w 2018 r.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 27,1 mln zł, w porównaniu do 30,6 mln zł rok wcześniej. Jest to jednocześnie spadek o 9,3% w stosunku do III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 117,5 mln zł i spadły o 5,5% wobec 2018 r. Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym jest w dużym stopniu związany ze spadkiem przychodów z obrotu na rynku akcji o -7,1% w porównaniu do roku 2018. Spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym wynika przede wszystkim ze spadku wartości obrotów w transakcjach sesyjnych na Głównym Rynku o 6,3% rdr. W tym samym czasie wartość transakcji pakietowych spadła o 49,8% tj. o 3,8 mln zł.

  • Obsługa emitentów

W IV kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 4,3 mln zł, w porównaniu do 5,0 mln zł w III kw. 2019 r. i 5,7 mln zł w IV kw. 2018 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 5,8% całkowitych przychodów Grupy GPW i wyniosły 19,6 mln zł, wobec 22,8 mln rok wcześniej. Spadek przychodów z tego tytułu jest związany ze spadkiem wartości emisji IPO w stosunku do roku 2018 r. oraz mniejszą liczbą notowanych spółek. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła 76 mln zł w 2019 r., wobec 346 mln zł w 2018 r. Natomiast wartość SPO w 2019 r. wyniosła 8,2 mld zł, w porównaniu z 5,3 mld zł w 2018 r., jednak w 2019 r. wystąpiła jedna emisja na kwotę 7,3 mld zł. Przychody z opłat za notowanie spadły o 2,3 mln zł w całym 2019 r. w porównaniu z rokiem wcześniejszym i ukształtowały się na poziomie 17,5 mln zł.  Przychody z opłat za wprowadzenia wyniosły 2,2 mln zł w 2019 r. w porównaniu do 3,1 mln zł rok wcześniej.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2019 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 12,2 mln zł, co oznacza wzrost o 3,5% rdr i wzrost o 6,3% względem III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z tego segmentu również ukształtowały się na rekordowym poziomie 47,9 mln zł, co oznacza wzrost o 7,0% względem 2018 r. i stanowi 14,3% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. W 2019 r. pozyskano 9 nowych klientów na dane non display, 9 odbiorców danych przetworzonych oraz 2 podmioty kalkulujące indeksy z wykorzystaniem danych GPW. Odnotowano również dalszy szybki wzrost sprzedaży danych WIBOR jak również wzrost liczby abonentów danych GPW i TGE.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,0 mln zł, o 10,1% mniej niż rok wcześniej i o 0,2% mniej niż w III kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2019 r. wyniósł 44,8%. W całym 2019 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 149,9 mln zł, co oznacza spadek o 2,4% w stosunku do roku 2018 i przekłada się na 44,6% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2019 r. wyniosły 18,3 mln zł, co oznacza spadek o 11,9% rdr oraz o 2,5% kdk. W całym 2019 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 75,2 mln zł odnotowując spadek o 4,3%. Przychody z obrotu energią wyniosły 4,9 mln zł w ostatnim kw. 2019 r., co oznacza spadek o 13,8% rdr i jednocześnie wzrost o 2,8% kdk. W całym 2019 r. przychody z tego tytułu wyniosły 16,3 mln zł, o 11,2% mniej niż rok wcześniej. Przychody z obrotu gazem sięgnęły 12,1 mln zł w 2019 r., co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 12,3%. Natomiast w IV kw. przychody z obrotu gazem odnotowały spadek o 1,5% rdr, rosnąc tym samym o 5,1% w stosunku do III kw. i kształtując się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w 2019 r. o 9,6% rdr i wyniosły 34,2 mln zł. W IV kw. 2019 r. przychody z tego obszaru wyniosły 6,7 mln zł, co oznacza spadek o 22,4% rdr oraz o 11,8% kdk. Spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi związany jest z wygaśnięciem certyfikatów kogeneracyjnych z końcem 2018 r. i całkowitym ich umorzeniem do 30 czerwca 2019 r. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2019 r. wyniosły 12,5 mln zł, w porównaniu do 11,5 mln zł w 2018 r., co oznacza wzrost o 8,4% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2019 r. status członka Rynku Towarów Giełdowych miało 78 spółek, w porównaniu do 72 na koniec 2018 r.

 

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,1 mln zł, o 16,8% mniej niż rok wcześniej i 18% mniej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 27,8 mln zł, o 3,1% mniej niż rok wcześniej. Spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika w głównej mierze ze spadku przychodów z kogeneracji w związku z zakończeniem systemu 30 czerwca 2019 r.

 

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2019 r. wyniosły 12,4 mln zł o 4,6% mniej niż rok wcześniej i o 14,0% więcej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 46,3 mln zł przychodów, czyli o 0,9% więcej niż rok wcześniej. Wzrost przychodów z tego tytułu wynika ze wzrostu wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.

s

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 47,4 mln zł, wobec 42,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 11,6% rdr i o 31,2% kdk. W 2019 r. koszty operacyjne wyniosły 181,1 mln zł, wobec 173,8 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 4,2% rdr. W 2019 r. wskaźnik C/I wzrósł do 53,9% z 50,1% w 2018 r.

  • Wzrost kosztów operacyjnych w 2019 r. był przede wszystkim efektem wzrostu amortyzacji o 5,1 mln zł do poziomu 36,9 mln zł,
  • Grupa odnotowała także wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych łącznie o 13,1% rdr, tj. o 9 mln zł do poziomu 77,8 mln zł,
  • Koszty usług obcych wzrosły o 8,9% rdr, tj. o 3,9 mln zł i wyniosły 48,5 mln zł.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W IV kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, czyli spółek stowarzyszonych KDPW S.A. i CG S.A. oraz współkontrolowanej PAR S.A., wyniósł 1,9 mln zł, podobnie jak w analogicznym okresie przed rokiem. W 2019 r. zysk z tego tytułu wyniósł 11,3 mln zł, wobec 10,6 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 6,7%. Na udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności miały wpływ przede wszystkim wyniki KDPW oraz zakończenie negatywnej kontrybucji za sprawą sprzedaży Aquis Exchange. W 2019 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 11,4 mln zł w porównaniu do 11,2 mln zł rok wcześniej. Na koniec 2019 r. udział w stracie spółki PAR wyniósł 0,6 mln zł, w porównaniu do 0,2 mln zł w roku wcześniejszym.

Polscy naukowcy stworzyli aplikację z mapą obrazującą skalę ryzyka zakażenia koronawirusem w Polsce

POLCOVID-19 – tak nazywa się aplikacja stworzona przez polskich naukowców, m.in. z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, której głównym celem jest pomoc Polakom w lepszej identyfikacji ryzyka koronawirusa i wsparcie rządzących w działaniach prewencyjnych. Internetowe narzędzie pomaga zidentyfikować objawy zakażenia koronawirusem i wskazuje stopień ryzyka zakażenia na podstawie samooceny dokonywanej przez użytkowników. Głównym wyróżnikiem aplikacji jest unikalna mapa Polski wskazująca, w których rejonach jest najwięcej osób z objawami zakażenia.

Dostępna za pośrednictwem przeglądarki aplikacja POLCOVID-19 to efekt współpracy genetyków, immunologów i bioinformatyków związanych z polskimi ośrodkami badawczymi. Liderem projektu jest dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Zadaniem jego zespołu było opracowanie skutecznego narzędzia, które w czasie epidemii przysłuży się społeczeństwu i pozwoli każdej osobie w łatwy sposób zidentyfikować objawy mogące wskazywać na zakażenie koronawirusem, a co za tym idzie – wzmocni potrzebę pozostania w domu w celu uniknięcia zakażenia.

POLCOVID-19Użytkownik wypełnia prosty kwestionariusz dotyczący m.in. ogólnego samopoczucia, objawów choroby lub ich braku, a także innych istotnych czynników, które mogą sprzyjać zakażeniu koronawirusem. Aplikacja podpowie, w której z czterech grup ryzyka dana osoba się znajduje: wysokiego, podwyższonego, możliwego czy umiarkowanego. Na tej podstawie POLCOVID-19 zaprezentuje rekomendacje dla danej osoby przygotowane na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zaznacza dr Karolina Chwiałkowska, współtwórczyni aplikacji. – Dzięki tym krokom każda osoba może skuteczniej zinterpretować swoje objawy, bardziej świadomie zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych przeciw zakażeniu koronawirusem oraz dowiedzieć się więcej o możliwej profilaktyce.

Wirtualna mapa wskazuje ryzyko w najbliższej okolicy i statystyki dla jeszcze lepszej ochrony społeczeństwa

Na interpretacji objawów mogących wskazywać na zakażenie koronawirusem, możliwości aplikacji – w odróżnieniu od innych narzędzi tego typu – dopiero się zaczynają. Z anonimowych danych powstaje wirtualna mapa Polski, która pokazuje, jaki odsetek osób o najwyższym ryzyku zakażenia znajduje się w kraju lub – bardziej szczegółowo – w danym mieście lub powiecie. Użytkownik może zapoznać się także z rozkładem objawów chorobowych na interesującym go obszarze. W połączeniu z oficjalnymi danymi Ministerstwa Zdrowia o potwierdzonych testami przypadkach zakażenia, mapa przybliża najdokładniejszy obraz stanu zdrowia społeczności na danym terenie. POLCOVID-19 może zatem wesprzeć działania prewencyjne rządu i pozwolić na jeszcze lepsze planowanie działań jednostek i większych społeczności w trakcie trwającej epidemii. Jak podkreślają jej twórcy, najważniejszą rolą aplikacji jest stałe zwiększenie świadomości Polaków i wspieranie działań profilaktycznych poprzez promowanie idei „zostań w domu, by móc z niego wyjść jak najszybciej”.

To ważne, by mieć świadomość, że w naszym najbliższym otoczeniu mogą być osoby o wysokim prawdopodobieństwie zakażenia wirusem, które nie zostały poddane testowi. Wówczas lepiej rozumiemy potrzebę izolacji lub szczególnej ostrożności. Z drugiej zaś strony – już niedługo część osób wróci do pracy po kwarantannie i zwiększy liczbę kontaktów z innymi. Dzięki aplikacji będzie można sprawniej organizować swoje codzienne życie i pracę – tłumaczy dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, założyciel IMAGENE.ME SA, ekspert w dziedzinie badań DNA i medycyny spersonalizowanej. – Dlatego zachęcamy wszystkich Polaków, by weszli na stronę polcovid.pl, założyli konto i poświęcili kilka minut na wypełnienie ankiety zgodnie ze stanem faktycznym. Dzięki wspólnemu działaniu możemy stworzyć w Polsce najdokładniejszą mapę zagrożenia koronawirusem w skali światowej. By to osiągnąć, jest konieczne, by ankietę wypełniło jak najwięcej osób.

Dane pomogą zwiększyć świadomość zagrożenia koronawirusem

Naukowcy podkreślają, że użytkownik może wypełniać kwestionariusz tak często, jak potrzebuje – albo codziennie, albo w przypadku wystąpienia nowych objawów czy zmiany samopoczucia. Dane zbierane przez aplikację POLCOVID-19 są całkowicie zanonimizowane, a mapa pokazuje je wyłącznie w skali powiatu lub miasta. Dzięki temu każdy może uzyskać wiedzę o sytuacji w swoim regionie bez informowania innych użytkowników o indywidualnych objawach. Naukowcy wykorzystają wyniki do dalszych analiz.

Dr hab. Mirosław Kwaśniewski
dr hab. Mirosław Kwaśniewski

W tej kryzysowej sytuacji, która dotyka nas i naszych bliskich, jako naukowcy chcemy lepiej zrozumieć charakter tej choroby, aby skuteczniej radzić sobie z nią teraz i przygotować się na to, co przyniesie przyszłość. Dlatego zebrane, zanonimizowane dane dziś będą służyły Polakom, a następnie zostaną wykorzystane do analiz statystycznych i badań naukowych dotyczących oceny predyspozycji do zachorowania na COVID-19 i samego przebiegu choroby w polskim społeczeństwie – podsumowuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski.

POLCOVID-19 jest dostępny bezpłatnie na stronie internetowej polcovid.pl, dlatego nie trzeba go instalować. Trwają prace nad wersją mobilną, która niedługo będzie dostępna w sklepach z aplikacjami dla systemów Android i iOS.

Niezdany test solidarności ministrów finansów UE

Europa zaczyna dzień od wygaszania apetytu na ryzyko, jaki narósł przez ostatnie dwa dni. Jakkolwiek wątpliwości popytu pojawiły się jeszcze wczoraj pod koniec sesji na Wall Street, dziś rano kubeł zimnej wody na głowy inwestorów wylewa Eurogrupa, która po wielogodzinnych rozmowach nie doszła do porozumienia w sprawie strategii łagodzenia wpływu pandemii na gospodarkę.

Szesnaście godzin spędzonych na rozmowach nie wystarczyło ministrom finansów UE, aby znaleźć konsensus dla planu odpowiedzi na wyzwania stawiane przez pandemię COVID-19. Kością niezgody stały się corona bonds, tj. wspólne obligacje państw UE. Takiego rozwiązania dla złagodzenia obciążeń fiskalnych życzą sobie Francja i państwa z południa Europy, które najmocniej ucierpiały na wybuchu epidemii. Przeciwne są Niemcy oraz inne kraje z bogatszej północy, które obawiają się, że emisja wspólnego długu pozostanie docelowym środkiem stwarzającym furtkę dla niżej ocenianych państw do taniego zadłużania się w przyszłości.

EUR/USD został zrzucony pod 1,0850, a awersja do ryzyka przetoczyła się przez inne klasy aktywów. Wstępny szok jest zrozumiały, nawet jeśli w końcowym rozrachunku spór między członkami UE nie oznacza jeszcze całkowitego fiaska w tworzeniu planu. Eurogrupa wróci do rozmów jutro. Jakkolwiek corona bonds mogą pozostać nieuzgodnionym elementem, można dalej liczyć, że kompromis zostanie osiągnięty w kwestii funduszu na pożyczki mitygujące ryzyko wzrostu bezrobocia, gwarancji rządowych pod inwestycje przedsiębiorstw (gry przyjdzie czas na odbudowę ożywienia), a także linie kredytowe z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Mimo to dzisiejszy brak porozumienia podnosi ryzyko, że UE będzie marnować czas na kłótnie, przez co jednak koszty walki z koronawirusem będą wyższe. Dla EUR potwierdzenie europejskiej solidarności jest kluczowe, gdyż brak skoordynowanych działań fiskalnych będzie szkodliwy zarówno dla waluty, jak i też dla oceny wiarygodności kredytowej biedniejszych krajów. Ostatnie czego strefa euro potrzebuje, to dodatkowego kryzysu zaufania do instrumentów dłużnych państw członkowskich.

Kwietniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej dla jej członków powinno być jednym z przyjemniejszych w najbliższym czasie. Oczekujemy, że po dzisiejszym spotkaniu nie dojdzie do zmian w polityce monetarnej. Od 17 marca, kiedy RPP dokonała obniżki stopy referencyjnej o 50 pb do 1 proc., a dodatkowo bank wprowadził inne narzędzia dla wsparcia gospodarki, nie otrzymaliśmy wiele twardych danych z gospodarki, które pomogłyby Radzie ocenić skalę szkód wywołanych epidemią koronawirusa i paraliżem aktywności gospodarczej. Jakkolwiek przedstawianie w połowie marca przez prezesa NBP Adama Glapińskiego prognozy gospodarcze można obecnie uznać za wyjątkowo optymistyczne, wprowadzonymi narzędziami Rada zyskała czas, aby zebrać jak najwięcej danych przed kolejną decyzją. Rozwój epidemii w kraju i na świecie jest sprawą dynamiczną, tak samo jak rodząca się dyskusja o momencie poluzowania zakazów dotyczących działalności gospodarczej i wychodzenia z domu. Za miesiąc (lub później) Rada być może będzie miała większe przekonanie, czy wprowadzone narzędzia są wystarczające dla wsparcia gospodarki, czy potrzeba czegoś więcej. Osobiście nie uważam, aby dalsze obniżki stóp procentowych są najlepszą drogą. Choć niezaprzeczalnie złagodziłoby to obciążenia kredytowe, ryzykiem jest pogorszenie sytuacji krajowych banków, co osłabi ich skłonność do udzielania kredytów, co będzie negatywnie rzutować na akcje kredytową w przyszłości. RPP ma do dyspozycji inne narzędzia (np. pożyczki dla banków nakierowane na kredyty dla firm), które teraz skuteczniej poprawią sytuację finansową przedsiębiorstw. Nie sądzę, aby Polska, jako bądź co bądź gospodarka wschodząca, może sobie pozwolić na sprowadzeni głównej stopy procentowej do zera (lub do 0,50 proc.). Choć słabszy złoty może okazać się korzystnym czynnikiem dla polskich eksporterów (o ile odbudują się rynki zbytu), zbyt niskie stopy procentowe rodzą ryzyko podwyższonej zmienności kursu złotego, co dla nikogo nie będzie dobre. Rada musi mieć to na wadze przy przyszłych decyzjach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Epidemia koronawirusa – kolejne rozwiązania dedykowane cudzoziemcom

Rada Ministrów w ramach rozszerzenia tzw. tarczy antykryzysowej przyjęła 7 kwietnia 2020 r. projekt kolejnej ustawy mającej na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom epidemii wirusa SARS-CoV-2. Zakłada on m.in. przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie ruchu bezwizowego lub wiz Schengen. Projekt przewiduje także wydłużenie okresu ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca.

Przyjęty 7 kwietnia przez Radę Ministrów projekt ustawy* zawiera dodatkowe szczególne rozwiązania dla cudzoziemców przebywających w Polsce. Pierwsze weszły w życie 31 marca a ich szczegóły można znaleźć na stronie Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Projekt nowej ustawy dotyczy cudzoziemców, którzy w dniu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego 14 marca 2020 r. przebywali w Polsce na podstawie:

  • wizy Schengen,
  • wizy wydanej przez inne państwo obszaru Schengen (w tym wizy długoterminowej uprawniającej do pobytu w okresie przekraczającym 90 dni),
  • dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo obszaru Schengen,
  • w ramach ruchu bezwizowego,
  • wizy długoterminowej wydanej przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski,
  • dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski.

Pobyt tych osób będzie uważany za legalny od dnia następującego po ostatnim dniu legalnego pobytu wynikającego z ww. wiz, dokumentów lub ruchu bezwizowego, do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii – w zależności, który obowiązywał jako ostatni.

Powyższe rozwiązanie zakłada, że wydłużenie legalności pobytu będzie następować z mocy prawa. Nie będzie konieczne składanie żadnych wniosków ani wydawanie zezwoleń czy dokumentów.

Pozwoli to na dalszy legalny pobyt w Polsce cudzoziemcom, którzy z różnych przyczyn związanych z epidemią wirusa SARS-CoV-2 nie mogą opuścić jej terytorium oraz tych, którzy chcą w dalszym ciągu realizować cel pobytu, w tym wykonywanie pracy. Wspomniany przepis umożliwia bowiem cudzoziemcom wykonywanie pracy w oparciu o posiadanie zezwolenia na pracę, zezwolenia na pracę sezonową oraz oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy, które na mocy już obowiązujących przepisów ulegają lub ulegną przedłużeniu z mocy prawa.

Dzięki opisywanemu rozwiązaniu cudzoziemcy nie będą zmuszeni w przyszłości do składania jakichkolwiek wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych aby móc bez przeszkód opuścić terytorium Polski.

Projekt przewiduje również przedłużenie z mocy prawa okresów ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca (TZTC – dokumenty wydawane cudzoziemcom ubiegającym się o udzielenie ochrony międzynarodowej), jeżeli ich koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Okres ważności tych dokumentów ulegnie przedłużeniu do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni. Rozwiązanie to jest istotne z uwagi na czasowe zawieszenie bezpośredniej obsługi klientów przez urzędy wojewódzkie i Urząd do Spraw Cudzoziemców z powodu epidemii koronawirusa. Umożliwi cudzoziemcom posługiwanie się tymi dokumentami do czasu, gdy stanie się możliwe wydanie nowych.

*Projekt ustawy o  szczególnych  instrumentach  wsparcia  w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 został przekazany do Sejmu RP. Tekst projektu dostępny jest w druku sejmowym nr 330 na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl.

Zalew wniosków o restrukturyzacje może sparaliżować sądy. Konieczne są zmiany w prawie restrukturyzacyjnym

Pandemia koronawirusa może oznaczać wzrost liczby postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Dostosowanie prawa restrukturyzacyjnego do pandemii – m.in. automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku – pozwoli większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów. – W przeciwnym wypadku czeka nas paraliż sądów – ocenia Piotr Zimmerman z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

 Czeka nas wysyp wniosków o upadłość i postępowanie restrukturyzacyjne. To nieuniknione. Już dzisiaj wiemy, że żaden system pomocy nie spowoduje, że przedsiębiorstwa i cała gospodarka wyjdą suchą nogą z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Późnym latem i wczesną jesienią na pewno będą dziesiątki, jeśli nie setki wniosków o upadłość i restrukturyzację, bo to jedyne wyjście, jakie pozostanie przedsiębiorcom – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zimmerman, radca prawny w Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA.

Z ankiety przeprowadzonej wśród firm skupionych w Pracodawcach RP w dniach 30–31 marca wynika, że 93 proc. z nich odnotowało spadek przychodów w związku z pandemią. Z tego jedna trzecia straciła między 26 a 50 proc. przychodów, a prawie jedna czwarta – od 51 do 75 proc. W marcu 30 proc. firm przeprowadziło zwolnienia, a taki plan na kolejne trzy miesiące ma aż 66,5 proc.

Zdaniem eksperta, patrząc już na dzisiejszą sytuację firm, widać, że konieczne są zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i ich dostosowanie do obecnej sytuacji epidemicznej.

– Kiedy nastąpi lawinowy wysyp wniosków o restrukturyzacje, sądy po prostu sobie nie poradzą z otwieraniem postępowań. Dlatego jeśli sytuacja nadal będzie się pogarszała i ten stan epidemii będzie trwał przez jeszcze miesiąc czy dwa, to konieczne będzie wprowadzenie takich rozwiązań jak automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku, żeby każdy, kto pójdzie do sądu, uzyskał automatyczną ochronę – wskazuje Piotr Zimmerman.

Jak wynika z danych Coface, w 2019 roku ogłoszono 1019 postanowień o upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce – o 4,5 proc. więcej niż w roku 2018. Wśród wszystkich rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości – 574, co stanowi 56 proc. wszystkich postępowań. Łączna liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła do 445.

 W trakcie restrukturyzacji przedsiębiorca jest traktowany jako zagrożony niewypłacalnością. W związku z tym w ciągu najbliższych tygodni na pewno należałoby się pochylić nad dostosowaniem prawa restrukturyzacyjnego do obecnej trudnej sytuacji, nad przyspieszeniem możliwości jego zastosowania, wprowadzeniem instrumentów, które pozwolą większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów, mimo niedowładu ze strony sądów – przekonuje doradca restrukturyzacyjny.

Polskie firmy mogą skorzystać z postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego i postępowania sanacyjnego. Obecnie, jak podaje Coface, wśród postępowań restrukturyzacyjnych najwięcej jest przyspieszonych postępowań układowych, które stanowią 67 proc. wszystkich postępowań. Systematycznie spada liczba postępowań układowych i sanacyjnych.

 Stan epidemii w żaden sposób nie zwalnia od obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Jeżeli firma stała się niewypłacalna, to ma obowiązek taki wniosek złożyć, nawet jeżeli sytuacja ta nie jest wywołana jej wewnętrznymi problemami, tylko zewnętrzną sytuacją – podkreśla Piotr Zimmerman.

Obawy o utratę pracy najsilniejsze od 10 lat. Gdyby się potwierdziły, bez zatrudnienia zostałoby 3,6 mln osób

26 proc. pracowników obawia się, że straci pracę w ciągu kolejnych sześciu miesięcy – wynika z nowej edycji badania „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad. To najsilniejsze obawy w historii tych analiz, czyli od 10 lat. Najmniej o swoją zawodową przyszłość boją się osoby pracujące na etacie na czas nieokreślony, najbardziej – osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych oraz na umowach o pracę, ale na czas określony. Gdyby ich obawy miały się spełnić, bez pracy pozostałoby 3,6 mln osób. – Liczymy, że ten czarny scenariusz się nie sprawdzi, ale nie spodziewam się mniejszej liczby bezrobotnych niż 2,5 mln osób do końca tego roku – komentuje wyniki badania Łukasz Komuda, ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

– Kluczowy wskaźnik analizowany w badaniu „Monitor Rynku Pracy”, czyli obawa o utratę pracy, wyniósł 26 proc. Taki odsetek pracowników obawia się, że w nadchodzących sześciu miesiącach może utracić zatrudnienie. Dla porównania, od III kwartału 2010 roku, odkąd jest prowadzona ta analiza, najwyższy poziom lęku o utratę pracy wynosił 13 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec marca, bardziej pesymistycznie nastawione są kobiety oraz osoby młode, w przedziale wiekowym 18–29 lat. Największe obawy mieli mieszkańcy centralnej Polski oraz pracownicy branży hotelarskiej, gastronomicznej, handlu, branży finansowej i ubezpieczeniowej.

Pośród zawodów, których przedstawiciele sygnalizowali największy lęk, mieliśmy zarówno te niewymagające wysokich kwalifikacji, takie jak kasjerzy, sprzedawcy czy robotnicy niewykwalifikowani, jak i top menedżerów, którzy również zgłaszają obawę, że za chwilę ich miejsce pracy może przestać istnieć albo ze względu na poważne redukcje czy reorganizacje mogą znaleźć się w sytuacji poszukujących nowego pracodawcy – wyjaśnia Łukasz Komuda. – Najmniejszy lęk jest w budownictwie, edukacji i IT, co chyba nie jest zaskoczeniem. Drugi i trzeci z tych sektorów są zdominowane przez usługi publiczne, publicznego pracodawcę, gdzie stabilność jest zdecydowanie większa.

Obawy uzależnione są również od tego, na podstawie jakiej umowy dana osoba jest zatrudniona. Jak wyjaśnia ekspert, najspokojniejsi są pracownicy na umowie o pracę na czas nieokreślony, ale mimo to odsetek wśród nich i tak jest wysoki i wynosi 17 proc. Wśród osób zatrudnionych na umowy-zlecenia lub umowy o dzieło wynosi on 43 proc., a wśród pracujących na etacie na czas określony – 39 proc.

Gdyby ich obawy się potwierdziły, to pracę straciłoby około 3,6 mln ludzi w ciągu sześciu miesięcy. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że tak się nie stanie i skok bezrobocia będzie zdecydowanie mniejszy. Niemniej nie prognozowałbym mniejszego wzrostu bezrobocia niż sięgający do 2,5 mln ludzi do końca 2020 roku – zastrzega ekspert FISE. – Tu wystarczy prosta kalkulacja  jeżeli połowa samozatrudnionych, przekraczając ten odsetek lękających się o utratę zleceń, i jedna dziesiąta wszystkich etatowców straciłaby pracę, to byłoby właśnie około 2,5–2,6 mln ludzi.

Z danych GUS wynika, że na koniec lutego 2020 roku, czyli przed pojawieniem się koronawirusa w Polsce, liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła niecałe 920 tys. Jak podkreśla Łukasz Komuda, to pokazuje, że spodziewane tempo wzrostu bezrobocia będzie bezprecedensowe. Dotychczasowe kryzysy gospodarcze, nawet jeśli wiązały się z redukcją zatrudnienia, były bardziej rozłożone w czasie.

– Teraz mówimy o tąpnięciu, które następuje od końcówki marca przez cały kwiecień, dlatego że cały czas mamy restrykcje, które są jeszcze bardziej zaostrzane, jeśli chodzi o swobodę poruszania się. To wpływa na sposób funkcjonowania firm oraz przychody zarówno producentów, jak i dystrybutorów i sprzedawców – mówi ekspert FISE.

Ten kryzysowy czas – jego zdaniem – wskazuje też na słabości elastycznego rynku pracy, do którego dążyli zarówno pracodawcy, jak i pracownicy, a który sprawdzał się w okresie dobrej koniunktury.

W tej chwili widzimy w całej rozciągłości koszty takiego rozwiązania. Nie trzeba zrywać żadnej umowy, po prostu zleceniobiorcy, zarówno samozatrudnieni, jak i zatrudnieni na umowy cywilnoprawne zwyczajnie nie otrzymują kolejnych zleceń. To już ma miejsce. Negatywne nastroje i fakt, że istotnej części pracowników obniżają się dochody, powodują u nich lęk i gotowość do tego, żeby godzić się na gorsze warunki pracy – mówi Łukasz Komuda.

Tego również obawiają się pracownicy. 41 proc. Polaków odczuwa strach przed obniżeniem pensji.

Badanie Randstad wskazuje, że znacznie obniżył się również optymizm związany z szansą na nową pracę. 52 proc. badanych odpowiedziało, że w przypadku utraty obecnej pracy w ciągu sześciu miesięcy znajdą nową – tak samo dobrą lub lepszą. Na początku marca ten odsetek wynosił 70 proc. Mimo wszystko trzech na czterech respondentów wierzy, że przez pół roku znajdzie jakąkolwiek inną pracę.

Połowa Polaków obetnie wydatki wielkanocne ze względu na pandemię. Tylko co trzecia osoba ich nie zmniejszy

Zgodnie z badaniem Barometr Providenta przeprowadzonym w lutym na tegoroczne Święta Wielkanocne Polacy zamierzali wydać średnio 637 zł, czyli o 74 zł więcej niż przed rokiem. W związku z rozwojem pandemii koronawirusa w marcowym badaniu tylko 30 proc. zapowiedziało, że utrzyma założony wcześniej budżet. Prawie połowa Polaków zamierza ciąć świąteczne wydatki. Deklarują tak przede wszystkim seniorzy.

Zaledwie w ciągu kilku tygodni badanie na temat wielkanocnych planów Polaków stało się nieaktualne. Według lutowego Barometru Providenta nieco ponad połowa respondentów planowała wydać do 500 zł, kolejne 17 proc. – między 500 a 1 tys. zł. Średni budżet świąteczny wynosił wówczas niecałe 640 zł i był nieco wyższy od ubiegłorocznego. W marcu większość badanych zadeklarowała, że zrewiduje swoje wydatki.

Z powodu pandemii koronawirusa pierwotnie założone budżety utrzyma niecałe 30 proc. badanych.

 Zmiana świątecznych planów zrewidowała nasze wydatki. Niemal połowa z badanych zadeklarowała, że wyda na Wielkanoc mniej, niż zamierzała. Najczęściej o cięciach w budżecie myślą seniorzy. Prawie 58 proc. z nich twierdzi, że poniesie niższe koszty – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej Provident Polska.

To niejedyna zmiana, jaką na Polakach wymusiła pandemia koronawirusa. Inne są teraz nasze plany na spędzenie świątecznych dni. 43 proc. badanych spędzi ten czas w domu – z rodziną lub samotnie. Prawie 25 proc. będzie świętować z rodziną, ale zdalnie, dzięki wykorzystaniu technologii. 10 proc. Polaków deklaruje, że ich świąteczne plany nie zmienią się z powodu sytuacji epidemiologicznej.

Barometr Providenta pokazał, że Polacy są przywiązani do tradycji, dlatego w tym roku najbardziej będzie im brakować zwyczaju święcenia pokarmów, który z powodu pandemii został zawieszony.

– Dla 78 proc. badanych to ważna tradycja wielkanocna – mówi Karolina Łuczak. – Pamiętajmy jednak, że wiele zwyczajów można kultywować, nie wychodząc z domu. Dzieci na pewno chętnie przygotują kolorowe pisanki.

Polacy nie zamierzają za to zrezygnować z domowych porządków, które są trwale związane z przygotowaniami do świąt.

W lutowej edycji badania respondenci wskazali, że na świątecznym stole będą dominować tradycyjne potrawy. Polacy nie wyobrażają sobie Wielkanocy bez żurku (57 proc.) lub barszczu białego (41 proc.) oraz jajek (75 proc.) i białej kiełbasy (prawie 50 proc.). Wyjątkowo przywiązani do tradycyjnych smaków są przedstawiciele najstarszego pokolenia.

Międzypokoleniowe różnice w smaku najbardziej widać na przykładzie ciast. Najstarsi preferują tradycyjnego podczas Wielkanocy mazurka. Młodzi wolą makowca, którego przygotowujemy także na gwiazdkę ­– dodaje ekspertka z Provident Polska.

Przyszłość medycyny to w pełni zdalne leczenie. Polacy chcą biometrycznie badać krtań

Możliwość w pełni zdalnego diagnozowania schorzeń w dobie pandemii koronawirusa byłaby nieoceniona. Tego typu innowacyjne systemy są jednak dopiero opracowywane. Polacy zaprojektowali kamerę rejestrującą pracę fałd głosowych w technologii slow motion, co pozwoli na lepszą diagnostykę aparatu mowy, a w przyszłości – stawianie diagnozy nawet na odległość. Zebrane przez urządzenie dane mogą posłużyć jako punkt wyjścia do opracowywania profili biometrycznych ludzkiego głosu.

– Nasze urządzenie potrafi nagrać fałdy głosowe z prędkością nawet 3,2 tys. klatek na sekundę. Dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo dokładnie przeanalizować pracę fałdów głosowych i bardzo szybko wykryć najdrobniejsze zaburzenia tej pracy sygnalizujące powstanie pierwszych schorzeń krtani, a potem szybko poddać je rehabilitacji i usunąć – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Just, prezes DiagNova Technologies.

Zestaw do zaawansowanego badania krtani opracowany przez polskich ekspertów przeznaczony jest zwłaszcza do diagnozowania osób, które zawodowo pracują głosem, czyli śpiewaków, lektorów czy nauczycieli. Umożliwia badanie dysfonii, na skutek której człowiek przestaje używać swojego głosu w celach zawodowych.

– Możemy wykrywać wszelkie zmiany organiczne w obrębie krtani, ale również zmiany czynnościowe. Nasze urządzenie może wykrywać wszelkie zmiany typu onkologicznego, czyli po prostu poprawiać diagnostykę onkologiczną. W tej chwili nasz produkt jest jedynym tego typu rozwiązaniem na świecie. Jest to nowa technologia – zapewnia Marcin Just.

Jednak na rynku medycznym już od dłuższego czasu są dostępne sztywne endoskopy umożliwiające zapisywanie obrazu w jakości HD. Przewagą polskiego rozwiązania nad dotychczas używanymi aparatami jest zastosowanie kamery ALI Cam-HS1, która umożliwia rejestrowanie rzeczywistych nagrań slow motion realizowanych w trybie High Speed. Dają one dużo lepsze możliwości diagnostyczne niż dotychczas stosowana technologia stroboskopowa. Zgodność urządzenia z oprogramowaniem DiagnoScope Specjalista pozwala natomiast na przeprowadzenie pełnej diagnostyki kimograficznej, włącznie z parametryzacją ruchu fałdów głosowych i generowaniem fonowibrogramów. To z kolei daje punkt wyjścia do jeszcze bardziej zaawansowanej diagnostyki.

– Mamy tu do czynienia np. z biometrią głosową. Dzięki naszemu urządzeniu będziemy mogli zdecydowanie dokładniej zmierzyć to, co dzieje się w krtani, a dzięki temu być może w przyszłości lepiej diagnozować ludzi zdalnie. Możliwe będzie również wprowadzenie kontroli dostępu do obszarów chronionych czy w jakikolwiek inny sposób wspomaganie kryminalistyki dzięki lepszemu poznaniu zjawisk zachodzących w krtani – zapowiada prezes DiagNova Technologies.

Biometria głosowa może być również stosowana m.in. w procesie uwierzytelniania, np. przelewów bankowych. Wzorzec głosu jest unikalny dla każdej osoby, co oznacza że można dla niego stworzyć model matematyczny. Urządzenie proponowane przez polskich inżynierów jest jednak na razie przeznaczone do zastosowania w gabinetach lekarskich.

– Badanie prowadzone jest wyłącznie u lekarza. Polega ono na wprowadzeniu do gardła pacjenta tzw. optyki sztywnej. Jest to zasadniczo badanie bezkontaktowe i nie jest nieprzyjemne dla pacjenta. Dzięki wprowadzeniu tej optyki jesteśmy w stanie zobaczyć fałdy głosowe, które są trochę głębiej ukryte, a dzięki tak dużej liczbie klatek na sekundę możemy bardzo precyzyjnie zobrazować pracę tych fałdów głosowych, a diagnoza może być postawiona praktycznie natychmiast, w ciągu 15 minut – wyjaśnia Marcin Just.

Wzrost wydatków na szpitale nie wystarczy. Potrzebne jest finansowanie dodatkowych kosztów ponoszonych przez ich podwykonawców

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że dodatkowe finansowanie szpitali na zwalczanie epidemii COVID-19 musi obejmować również środki na dodatkowe koszty ponoszone przez podwykonawców usług niezbędnych do funkcjonowania szpitali. FPP apeluje do szpitali, aby zawierały z firmami aneksy uwzględniające dodatkowe koszty osobowe i materiałowe. Wśród realizowanych przez zewnętrzne podmioty działań są działania bezpośrednio związane z procesem opieki medycznej nad pacjentem. Również koszty obsługi szpitali w zakresie utrzymania czystości, dezynfekcji, prania czy cateringu istotnie wzrosły w wyniku pandemii SARS-COV-2.

Firmy realizujące kontrakty ponoszą znacznie wyższe koszty, by wyposażyć pracowników wykonujących czynności w bezpośrednim otoczeniu pacjenta. Muszą oni być zabezpieczeni podobnie jak lekarze oraz dodatkowo dezynfekować wszystkie powierzchnie kilkadziesiąt razy dziennie. Dlatego FPP postuluje, by wielokrotnie większe nakłady były uwzględnione w kontraktach publicznych – w ramach ich waloryzacji. Należy ponadto odblokować strumień płatności podwykonawcom przez anulowanie art. 54 ustawy o podmiotach leczniczych i finansowanie za pośrednictwem kredytów w BGK.

„Mało kto zauważa istotne usługi, jakie są cały czas realizowane w szpitalach przez firmy prywatne na podstawie kontraktów publicznych. Te usługi wymagają takich samych zabezpieczeń, jak w przypadku personelu medycznego. Salowe, sanitariusze, osoby , piorące bieliznę szpitalną, przygotowujące posiłki są równie narażone na zakażenie, jednak codziennie ofiarnie wypełniają swoje obowiązki. Koszty firm świadczących te usługi – ze względu na ryzyko zakażenia SARS-COV-2 – wzrosły kilkukrotnie. Dotyczy to zarówno zabezpieczeń i wynagrodzeń pracowników, absencji z powodu epidemii, jak również lawinowego zwiększenia poziomu dezynfekcji wykonywanej w szpitalach. Dostawy środków czystości i dezynfekcji wzrosły o kilkaset procent. Jednak szpitale nadal płacą za usługi według wcześniej zawartych, wieloletnich kontraktów. Taka sytuacja jest nieakceptowalna – należy natychmiast zwaloryzować wszystkie kontrakty i odblokować płatności na rzecz podwykonawców, którzy muszą na bieżąco regulować wynagrodzenia pracownikom i płacić za zwiększone dostawy środków higienicznych oraz środków ochrony osobistej” – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Bez usług pomocowych przy pacjencie, usług mycia i dezynfekcji powierzchni i pzredmiotów, przygotowywania posiłków i innych rodzajów wsparcia, stan pancjentów i higieny w szpitalach może ograniczyć skuteczność wysiłków lekarzy. Wiele tych usług jest zlecanych w trybie zamówień publicznych. Przepisy Prawa zamówień publicznych (PZP) stanowią, że umowa może być zmieniona, m.in. w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych okoliczności. Ta podstawa upoważnia więc do zmiany umow w zwiazku epidemią. Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 powinna jednak pójść dalej. Konieczne jest wprowadzenie obowiązku zmieniania umów, w tym pokrycia zwiększonych kosztów wykonania zamówień na usługi towarzyszące leczeniu. Jeżeli umowy nie będą zmienione, wszystkie te usługi będą wykonywane na niewystarczającym poziomie. Cena tego zaniechania będzie znacznie wyzsza, niż zwiększenie nakładów.

Nie mniej istotne jest wsparcie płynności finasnowej wykonawcow. Obecnie wykonawcy nie mogą sięgać po np. faktoring, ponieważ obowiązuje wymóg uzyskania zgody organu założycielskiego podmiotu leczniczego na cesję wierzytelności. W praktyce wykonawca nie może przenieść wieczytelnosci, co – wobec długich terminów zapłaty w lecznictwie – blokuje ich płynność finasnową. Dlatego konieczna jest także gruntowna zmiana art. 54 ustawy o działalności leczniczej – tak, aby cecja wierzytelności była dopuszczalna.

Usługi salowych i sanitariuszy są integralną częścią procesu terapeutycznego. Usługi żywienia zbiorowego oraz pralnicze wspomagają proces leczenia i przyczyniają się do szybszej rekonwalescencji pacjentów. To pracownicy firm zewnętrznych dbają o stan sanitarno-epidemiologiczny pomieszczeń szpitali, o to by pacjenci przebywali w sterylnych warunkach i mieli pomoc przy podstawowych czynnościach – tj. toaleta, transport na badania itd. Dbają o dostawy posiłków uwzględniających wszystkie zalecenia lekarzy, jak również o pościel, w której pacjenci śpią.

Nakłady, które muszą być przeznaczone na służbę zdrowia, muszą uwzględniać także potrzebę zakupu usług od podmiotów, które wspierają procesy lecznicze. Tak, aby mogły one uzyskać środki na opłacenie pracowników, którzy z oddaniem pracują na rzecz pacjentów oraz na zwiększone koszty zużycia materiałów ochrony osobistej oraz materiałów higienicznych.

Antykryzysowe minimum Szymona Hołowni

Przyjęta przez Sejm tzw. „Tarcza Antykryzysowa” jest dziurawa i niewystarczająca. Boleśnie przekonują się o tym przedsiębiorcy, którzy muszą dziś zawieszać lub wręcz zamykać swoją działalność oraz pracownicy, którzy tracą pracę. Ewidentnie przekonany jest już o tym sam rząd, który dziś zaproponował jej korektę – wciąż dalece nieprzystającą do realnych potrzeb „zamkniętej” gospodarki.

Tydzień temu, 30 marca b.r., ogłosiłem pięciopunktowe „minimum gospodarcze”, szczegółowo skonsultowane nie tylko z moimi ekspertami gospodarczymi, ale również z dziesiątkami polskich pracowników i pracodawców. Dziś przedstawiam jego rozwiniętą wersję, uzupełnioną o precyzyjne kalkulacje, obejmujące źródła finansowania wydatków w nim zawartych.

PO PIERWSZE – PRAWDZIWE PENSJE

Musimy chronić wypłacalność ludzi. Rozwiązania rządowe w tym zakresie są skomplikowane i nieczytelne. Kompensacja pensji w założeniu rządowym wymaga pokrywania przez pracodawców znacznej części wynagrodzeń pracowników. Jakim cudem? Przecież znaczna część przedsiębiorców całkowicie utraciła już środki finansowe. To państwo powinno przejąć wynagrodzenia wszystkich pracowników do wysokości pełnej płacy minimalnej, proporcjonalnie do stanu finansowego firmy. Oznacza to, że jeśli przedsiębiorstwo całkowicie utraciło dochody, pensje jego pracowników państwo przejmuje w całości. Jeśli utrata dochodów jest częściowa, wtedy państwo bierze na siebie wypłaty pensji proporcjonalnie do tej utraty. Takie rozwiązanie powinno działać przynajmniej przez sześć miesięcy. Po zakończeniu kryzysu firmy powinny zwracać otrzymane wsparcie na dogodnych warunkach – w wysokości 50%, jeśli utrzymały zatrudnienie, lub w pełnej wysokości jeśli zwolniły pracownika.

PO DRUGIE – 2 080 ZŁOTYCH DLA BEZROBOTNYCH I SAMOZATRUDNIONYCH

Koronabezrobotnym, czyli wszystkim osobom, które utraciły pracę wskutek obecnego kryzysu, lub musiały zawiesić działalność gospodarczą, trzeba zapewnić środki do życia. Pakiet rządowy nie przewiduje żadnej rekompensaty osobom, którzy byli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę. Czy rządzący naprawdę nie widzą, czy tylko udają, że w Polsce za chwilę jak bumerang wróci problem wysokiego bezrobocia? Ta sytuacja nie jest zawiniona ani przez firmy, ani przez pracowników, dlatego uważamy, że konieczne jest czasowe podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych z 823 zł do wysokości 2080 zł, czyli 80% płacy minimalnej. Takie świadczenie powinno być wypłacane wszystkim bezrobotnym przez sześć miesięcy, zaczynając od kwietnia. Wypłata świadczeń nie może być obarczona żadnymi dodatkowymi warunkami, oprócz stwierdzenia faktu pozostawania aktualnie bez pracy. Każde inne biurokratyczne ograniczenie przyczyni się do dramatycznego wzrostu ubóstwa w Polsce.

PO TRZECIE – TANI KREDYT

Płynność finansowa firm jest dziś sprawą kluczową dla utrzymania zatrudnienia. Przedsiębiorcy muszą mieć możliwość opłacania swoich pracowników i kontrahentów, dlatego konieczna jest natychmiastowa akcja kredytowa dla tych z nich, którzy przeżywają trudności. W tym celu instytucje takie jak Bank Gospodarstwa Krajowego, Polski Fundusz Rozwoju i Agencja Rozwoju Przemysłu powinny zacząć udzielać gwarancji na kredyty, które dzięki temu staną się dostępne. Akcja kredytowa musi zostać uruchomiona jeszcze przed połową kwietnia, żeby powstrzymać zwalnianie pracowników, czy ogłaszanie upadłości przez firmy, którym epidemia uniemożliwiła działalność. Kredyty powinny być wypłacane w dwóch transzach – pierwszej, nieoprocentowanej i drugiej, oprocentowanej na 0,5%, gwarantowanej w 85%.

PO CZWARTE – PÓŁ ROKU BEZ PODATKÓW

Pobieranie jakichkolwiek danin od przedsiębiorców, którzy stracili dochody powinno zostać odroczone na sześć miesięcy. Po tym czasie należy zaproponować elastyczny sposób ich spłaty, lub częściowego umorzenia. Obciążanie dziś daninami przedsiębiorców, którzy stracili możliwości produkcyjne, doprowadzi do zwalniania ludzi i upadłości firm.

PO PIĄTE – KOŁO RATUNKOWE DLA SAMORZĄDÓW

Ze względu na dramatyczną utratę wpływów przez samorządy, rząd powinien przekazać dodatkową transzę środków dla samorządów terytorialnych, między innymi przez zwiększenie subwencji ogólnej. Samorządy są właścicielami szkół, szpitali, przychodni, ośrodków pomocy społecznej. Już dziś wspierają przedsiębiorców, choćby przez odraczanie czynszów. To samorządy są dziś na pierwszej linii frontu walki ze skutkami epidemii, dlatego wsparcie dla niech musi być bezwarunkowe. Rząd nie może decydować o tym, w jaki sposób władze lokalne będą tymi pieniędzmi dysponować.

Powyższe propozycje należy sfinansować za pomocą pilnej emisji „koronaobligacji” Skarbu Państwa, a także poprzez poczynienie odpowiednich oszczędności w środkach przekazywanych dziś mediom publicznym, IPN, KRRiT czy Polskiej Fundacji Narodowej. Należy solidarnie ograniczyć budżety Kancelarii Rady Ministrów, Kancelarii Prezydenta, poszczególnych ministerstw. Podobne obostrzenia powinny obowiązywać w spółkach skarbu państwa, które w tym trudnym dla Polski czasie nie powinny nawet myśleć o wypłacaniu sobie nagród.

Wszystkie kraje od USA po strefę Euro zwiększają dziś swoje zadłużenie. W Polsce ten wskaźnik jest stosunkowo niski. Partia rządząca korzystała z koniunktury, ale nie czyniła oszczędności. Oczywiście trzeba to powiedzieć jasno: zadłużenie samo w sobie nie jest niczym dobrym, ale koszt tego długu będzie nieproporcjonalnie niższy od kosztu odbudowy gospodarki, jeśli dziś doprowadzimy do upadku firm, popadania ludzi w ubóstwo i utratę płynności finansowej przez samorządy.

JAK FINANSOWAĆ POMOC?

Moi doradcy przeanalizowali budżet na 2020 r. Nierealne dziś założenie wzrostu PKB o 3,7% zaktualizowali na przykre, lecz niestety realistyczne założenie spadku o 5% . Z uwagi na odroczenia lub obniżenia danin, a także na konieczność przekazania dodatkowych środków z PIT do samorządów, założyli odpowiednie zmniejszenie dochodów budżetu i zwiększenie wydatków na pomoc dla firm i obywateli.

Z tych wyliczeń wynika deficyt budżetu w wysokości ok. 120 miliardów złotych w 2020 roku. Przy uwzględnieniu środków unijnych, które pozostają w naszej dyspozycji z poprzedniego budżetu UE, a które możemy wydawać przez kolejne trzy lata, pozostaje do sfinansowania 90 miliardów zł poprzez emisję obligacji Skarbu Państwa.

Emisja obligacji skarbowych spowoduje wzrost współczynnika długu do PKB do 52%, wciąż znacząco poniżej konstytucyjnego progu 60% zadłużenia Państwa. Dla porównania: Niemcy obecnie są zadłużone na 63%, a średnia Unii Europejskiej to 82%.

Należy przypomnieć, że kwota 90 miliardów złotych długu jest równa mniej więcej dwuletniemu kosztowi programu 500+, wraz z rocznym programem trzynastej emerytury. Dla przykładu na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego planowano wydać ponad 100 miliardów złotych. Ta inwestycja w obecnej sytuacji nie ma znaczenia strategicznego.

Dodatkowo uważamy, że Spółki Skarbu Państwa powinny natychmiast wstrzymać finansowanie działań niezwiązanych z działalnością statutową. Oznacza to między innymi przekazanie w tym roku pełnej dywidendy Ministrowi Finansów. Każda złotówka jest dziś ważna dla budżetu państwa.

Epidemia COVID-19 spowodowała, że niepewność Polaków o pracę jest najwyższa od 10 lat.

Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad, wynika, że 26% pracowników ryzyko utraty posady ocenia jako duże. To blisko 1/5 więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.

Obecna sytuacja jest kompletnie nowa zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników. Nie mamy żadnych doświadczeń jak w tym okresie się zachowywać, jak prowadzić firmę, jak pracować. To jest jednym z powodów lęku jaki odczuwają pracownicy, którzy obawiają się o przyszłość swojego miejsca pracy, jak i pracodawcy, którzy nie wiedzą, jak potoczą się losy ich firmy.

Wyniki badań pokazują wyraźnie, że większe obawy dotyczące utraty pracy mają osoby pracujące na umowy zlecenia i na umowy terminowe. Jest to o tyle uzasadnione, że zakończenie współpracy z takimi osobami jest dla pracodawcy stosunkowo proste i nie pociąga za sobą kosztów związanych z odprawami.

Przyszłość polskiego rynku pracy zależy od tego jak długo będzie trwać epidemia oraz zakresu działań osłonowych dla przedsiębiorców, jakie będą podejmowane przez rząd. Bez wsparcia państwa wiele firm nie przetrwa zmniejszenia lub braku zamówień i zerwanych łańcuchów dostaw.

Wzrost pesymizmu dotyczącego możliwości znalezienia pracy jest w tej sytuacji uzasadniony, szczególnie, że z rynku pracy płyną zapowiedzi zwolnień. Wiele osób ma też osobiste doświadczenia, które wskazują na problemy pracodawców. Okres 6 miesięcy na znalezienie nowej pracy może być faktycznie zbyt krótki, w sytuacji gdy nie jest wiadomo jak będzie przebiegać epidemia i jak długo potrwają ograniczenia wprowadzone przez rząd w celu zapobiegania jej rozprzestrzeniania. Trudno też przewidzieć, jak będzie wyglądał rynek pracy po zakończeniu epidemii. Prawdopodobnie nie wróci w skali 1 do 1 do stanu ze stycznia 2020 r, ale można prognozować że stopniowo kolejne branże, choć w różnym tempie, będą odbudowywały swój potencjał. Dla części pracowników będzie to oznaczało konieczność przyjęcia, choćby okresowo, pracy za niższą niż dotychczas stawkę lub na innym stanowisku i w innej branży.

Tarcza antykryzysowa przewiduje m.in. możliwość okresowego obniżenia pracownikom wynagrodzenia za pracę przy przestoju ekonomicznym czy czasowe obniżenie wymiaru pracy. Dla wielu pracowników, szczególnie tych niżej wynagradzanych, to rozwiązanie wiąże się z obawą o utrzymanie dotychczasowego poziomu życia, co jest w pełni zrozumiałe. Warto jednak podkreślić, choć nie było to przedmiotem badania, że patrząc choćby na wysokość zasiłków dla bezrobotnych, jest to rozwiązanie korzystniejsze o ile pozwoli na zapobiegnięcie likwidacji przedsiębiorstwa czy istotnemu ograniczeniu zatrudnienia. Po stronie pracodawców rozwiązania te wiążą się z ograniczeniem możliwości rozwiązywania umów o pracę w dłuższej perspektywie, co również wpływa na ostrożność firm w aplikowaniu o dofinansowanie.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Jak bardzo koronawirus zainfekuje gospodarkę? Jak dotkliwa będzie recesja w Polsce?

Bezrobocie może wzrosnąć do 15 proc., a dynamika PKB do ujemnej wartości 6 proc. To są jednak czarne scenariusze. Jakie scenariusze uważane są za najbardziej prawdopodobne, jak drastycznie odczujemy skutki pandemii?

Technicznie z recesją mamy do czynienia, gdy PKB spada przez dwa miesiące. I to wydaje się przesądzone, ale jakie będą wyniki polskiej gospodarki może bardzo zależeć od IV kwartału. Są też ekonomiści, którzy uważają, że z recesją mamy do czynienia, jeżeli w ciągu 12 miesięcy bezrobocie wzrasta o ponad 1,5 proc., a tego scenariusza nie da się uniknąć.

– Sytuacja zmienia się z dnia na dzień, a prognozy ciągle ulegają pogorszeniu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Negatywne uderzenie dotyczy podaży, bo wiele firm ogranicza produkcję, ale też i popytu, który jest szczególnie ważny dla PKB. Należy spodziewać się, że popyt konsumencki będzie się szybko obniżał, ze względu na sytuację finansową gospodarstw domowych. Wstrzymywane są inwestycje, a więc mamy w gospodarce wiele zakłóceń, z którymi w Polsce nie mieliśmy do czynienia od początku lat 90. XX wieku, a na świecie od czasów II wojny światowej.

Jeszcze niedawno wydawało się, że spowolnienie będzie oznaczało, że tempo wzrostu PKB spadnie do 3 proc. Oceny ekonomistów bardzo zmieniły się w ciągu zaledwie kilku tygodni.

– Teraz oceniam, że to nie będzie wzrost o 3 proc., ale spadek PKB w 2020 r. o ponad 3%, przy stopniowym spadku inflacji, i powrót do wzrostu ok 2,5% w 2021 r. – wyjaśnia ekspert XTB. – To jednak bardzo zależy od tego czy w drugiej połowie roku zaczniemy odrabiać potężne straty, a taką mam jeszcze nadzieję.

Przy takim scenariuszu mielibyśmy w ciągu dwóch lat nieduży spadek PKB, co jednak będzie bardzo dużą stratą.

– Ta strata będzie nie do odrobienia, a może być gorzej, bo obecnie tworzone scenariusze są obarczone bardzo dużym błędem – przyznaje P.Kwiecień.

Bardzo ważna będzie skala upadłości firm, powodująca efekt domina. Natomiast tempo wzrostu bezrobocia wyznaczać będzie skalę ograniczenia konsumpcji.

Start-up Michała Kicińskiego poszukuje partnerów do produkcji wentylatorów dla pacjentów z COVID-19

Mudita – polska firma technologiczna, założona przez Michała Kicińskiego, współtwórcę firmy CD Projekt, wspólnie z lekarzami z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki, zaprojektowała prosty i niedrogi w produkcji wentylator dla pacjentów z COVID-19. Breath ma za zadanie dostarczać tlen do płuc pacjenta w sytuacji, gdy jego życie jest zagrożone, a lekarz nie ma możliwości skorzystania z profesjonalnego respiratora. Mudita szuka teraz partnerów, którzy pomogą w produkcji urządzenia.

Mudita, znana do tej pory z prac nad pierwszym polskim minimalistycznym telefonem, postanowiła wesprzeć służbę zdrowia w trudnym czasie walki z epidemią. Mając na pokładzie doświadczony zespół inżynierów, elektroników, mechaników i programistów, podjęła współpracę z transplantologiem dr hab. Michałem Wszołą, dr Dominikiem Drobińskim, anestezjologiem pracującym w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie i innymi lekarzami oraz personelem medycznym z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki. Razem uruchomili projekt pod roboczą nazwą Breath, aby pomóc szpitalom, które nie dysponują wystarczającą liczbą respiratorów. W ciągu tygodnia inżynierowie skonstruowali prototyp prostego w obsłudze i niedrogiego w produkcji wentylatora.

Firma Mudita poszukuje partnerów, którzy przyłączą się do projektu i pomogą w wyprodukowaniu urządzenia. Zaprasza do kontaktu na adres: [email protected].

“Jako firma technologiczna mamy dziś możliwość wsparcia lekarzy lokalnie w Polsce i na świecie. To wyścig z czasem, ale postanowiliśmy działać” – mówi Michał Kiciński, założyciel Mudity.

Breath ma za zadanie dostarczać tlen do płuc pacjenta w sytuacji, gdy jego życie jest zagrożone, a lekarz nie ma możliwości skorzystania z profesjonalnego respiratora. W obecnej sytuacji szpitale często nie dysponują wystarczającą ich liczbą, a dokupienie nowego sprzętu jest trudne ze względu na jego wysokie koszty i ograniczoną dostępność.

Firma zdecydowała się oprzeć konstrukcję wentylatora na worku AMBU – to prosty zestaw do resuscytacji i wentylacji oddechowej, który jest na wyposażeniu każdej jednostki medycznej. Może dostarczać pacjentowi dodatkową ilość tlenu, jeśli jest podłączony do jego źródła, np. butli. Jest to jednak urządzenie manualne – wentylacja pacjenta wymaga więc, aby lekarz, pielęgniarka lub ratownik medyczny uciskał worek siłą mięśni. Przy zwiększającej się liczbie pacjentów z COVID-19 nie jest możliwe, aby personel medyczny mógł pomóc w ten sposób każdemu choremu, który tego wymaga.

Mudita opracowała mechanizm, który uciskając worek AMBU, wtłacza tlen do płuc chorego. Lekarz nie musi robić tego manualnie, może natomiast ustawić parametry takie jak objętość powietrza wtłaczanego do płuc czy częstotliwość uciskania. Czujniki ciśnienia na bieżąco kontrolują mechanizm uciskający worek AMBU.

Na podstawie projektu przygotowanego wspólnie z lekarzami, inżynierowie z firmy Mudita stworzyli już w pełni funkcjonalny, pierwszy model urządzenia. Obecnie trwają przygotowania do uzyskania koniecznych certyfikacji oraz produkcji na masową skalę.

Adrian Krupowicz, szef zespołu inżynierów w firmie Mudita przygotował dla pozostałych osób zaangażowanych w projekt filmik pokazujący ich rozwiązanie i sposób jego działania – Mudita postanowiła go opublikować i na bieżąco informować o postępach w projekcie – na stronie internetowej firmy Mudita powstaje dedykowany mu serwis.

Restrukturyzacja lepsza niż ”Tarcza Antykryzysowa”

przed nami, jej negatywne skutki odczuwa prawie każdy, kto prowadzi firmę. Niemal każdy przedsiębiorca w kraju wobec dużej niepewności co do okresu trwania epidemii podejmuje decyzje, które mają go uchronić w przyszłości przed negatywnymi konsekwencjami kryzysu wywołanego epidemią. Przedsiębiorcy chcieliby, w tak skrajnie trudnej dla siebie sytuacji, móc liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony Państwa.

Dariusz Maszczyk, Doradca Restrukturyzacyjny, Członek Zarządu SIW Doradcy Restrukturyzacyjni Sp. z o.o.
Dariusz Maszczyk, Doradca Restrukturyzacyjny, Członek Zarządu SIW Doradcy Restrukturyzacyjni Sp. z o.o.

Wprowadzona na początku kwietnia tarcza antykryzysowa pomimo mnogości rozwiązań nie znalazła jednak uznania przedsiębiorców. Jak wynika z opinii naszych klientów, które znalazły również potwierdzenie w opiniach organizacji skupiających pracodawców w Polsce, główne zarzuty dotyczą:

  • terminu udzielenia pomocy; pomimo zatrzymania sprzedaży już w połowie marca, pierwsze możliwości zawnioskowania o pomoc pojawiły się dopiero 01 kwietnia, a niektóre formy pomocy pomimo ich uchwalenia wciąż nie są możliwe do zawnioskowania,
  • wykluczeniu dużych przedsiębiorstw z bezpośrednich programów wsparcia,
  • skomplikowania i niejednoznaczności zapisów w przepisach oraz wnioskach dotyczących poszczególnych form pomocy,
  • długiego okresu rozpatrywania wniosków – nasi klienci, którym udało się, dzięki naszej pomocy, zawnioskować o dostępne formy wsparcia już 1 kwietnia na chwilę obecną nie mają żadnych decyzji w tym zakresie, nikt nie potrafi odpowiedzieć czy pomoc nadejdzie i kiedy zostanie przekazana przedsiębiorcy,
  • niedostatecznej ilości środków oraz zakresu pomocy bezpośredniej, w przypadku przestoju zakładu pomoc Państwa w proponowanej wysokości jest niewystarczająca, skorzystanie z pomocy uzależnione jest z dodatkowych warunków (dopłaty z FGŚP)
  • dla form pomocy z puli starosty: dofinansowanie wynagrodzeń pracowników MŚP czy też dofinansowanie części kosztów prowadzonej działalności gospodarczej – aktualnie brak możliwości aplikowania o środki, dodatkowo niejednoznaczne sformułowania: „Starosta może przyznać dofinansowanie … w kwocie nie przekraczającej…” potęgują niepewność co do terminu, decyzji organu i wysokości dofinansowania,
  • źle zaadresowanej pomocy, np. z pomocy (zwolnienie z ZUS na 3 miesiące) skorzysta mikro przedsiębiorca, który nie odczuł negatywnie skutków kryzysu, zaś nie skorzysta przedsiębiorca większy, nawet jeżeli jego biznes stanie.

Niemal każdy przedsiębiorca w tej sytuacji waży, czy ma szanse na pomoc Państwa, kiedy, i w jakiej wysokości, czy nie lepszym rozwiązaniem będzie trwałe ograniczenie kosztów przez m.in. redukcje zatrudnienia. Prawie każdy porzucił myśli o inwestycjach. Głównym celem zarządzających jest utrzymanie płynności przedsiębiorstw umożliwiającej bieżące regulowanie zobowiązań.

Kryzys wywołany przez epidemię, podobnie jak choroba ludzi, dotknie najmocniej przedsiębiorstwa o obniżonej płynności, czyli takie, które przy dużym zadłużeniu, nie mają dostatecznej poduszki płynnościowej w postaci zasobów pieniężnych czy dostępnych linii kredytowych. W naszej ocenie może to dotyczyć nawet 30 procent wszystkich przedsiębiorstw.

W tej sytuacji, biorąc pod uwagę również osobistą odpowiedzialność osób zarządzających, warto przeanalizować złożenie wniosku o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego. W sytuacji, gdy pomimo wprowadzonych samodzielnie środków, takich jak redukcje kosztów, ograniczenie zatrudnienia, wykorzystanie dostępnych środków pomocowych, firma nie będzie w stanie wypracować cash flow umożliwiającego przetrwanie firmy w okresie zastoju wywołanego epidemią, otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego może być jedyną szansą na uratowanie przedsiębiorstwa.

W polskim prawie są dostępne różne warianty postępowań restrukturyzacyjnych. Nasi specjaliści doradzają klientom konkretne, optymalne rozwiązania w zależności od sytuacji w jakiej dana firma się znajduje.

Zalety postępowania restrukturyzacyjnego są bezsporne, podkreślić należy:

  • postępowanie restrukturyzacyjne ma zawsze pierwszeństwo przed upadłościowym,
  • daje szansę i czas na naprawę przedsiębiorstwa, poprzez jego oddłużenie bez konieczności składania wniosku o upadłość,
  • daje możliwość zawarcia układu z wierzycielami,
  • w zależności od formy daje przedsiębiorstwu narzędzia umożliwiające wstrzymanie egzekucji a nawet odstąpienia od zawartych umów,
  • pozwala na poprawę płynności przedsiębiorstwa poprzez dostosowanie planu spłaty zobowiązań do możliwości ekonomicznych przedsiębiorstwa,
  • daje ochronę dla osób zarządzających przed odpowiedzialnością osobistą w przypadku wystąpienia przesłanek do ogłoszenia upadłości.

W najbliższym czasie spodziewamy się fali wniosków restrukturyzacyjnych oraz upadłości firm, które pomimo podjętych działań nie poradziły sobie w tym trudnym okresie.

Autor: Dariusz Maszczyk, Doradca Restrukturyzacyjny, Członek Zarządu SIW Doradcy Restrukturyzacyjni Sp. z o.o.

Pierwszy wirtualny debiut na GPW – SimFabric wchodzi na rynek NewConnect

  • Na rynku NewConnect zadebiutowały akcje producenta gier SimFabric
  • Wartość wprowadzonych akcji wyniosła 17,5 mln złotych*
  • SimFabric jest 378. Spółką notowaną na NewConnect oraz 4. debiutem na tym rynku w 2020 r.
  • Debiut po raz pierwszy w historii GPW odbył się w formie online

7 kwietnia 2020 roku na rynku NewConnect zadebiutowała spółka zależna PlayWay – SimFabric, producent gier i symulatorów na komputery i urządzenia mobilne. Do alternatywnego systemu obrotu wprowadzono 5.469.000 akcji serii A o łącznej wartości 17,5 mln złotych*. W związku z panującą pandemią koronawirusa w kraju, debiut SimFabric odbył się wirtualnie, za pośrednictwem kanału GPW na YouTube.

Debiut SimFabric jest historycznym wydarzeniem dla naszej giełdy, ponieważ odbył się całkowicie online. Niezmiernie cieszymy się, że w czasie dużej zmienności na rynku mamy spółki, które nie tylko radzą sobie z nowymi wyzwaniami, ale również stawiają na dalszy rozwój. Dzisiejszy debiut pokazuje, że giełda w pełni działa. Arkusze są pełne zleceń, a spółki debiutują. Witamy nowego emitenta i życzymy sukcesów na nowej ścieżce rozwoju – mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

Powstała w 2016 r. SimFabric S.A. jest spółką zależną PlayWay, tworzy symulatory i gry komputerowe na komputery PC oraz urządzenia mobilne (iOS, Android). Od 2018 roku jest certyfikowanym producentem i wydawcą gier na konsole: Nintendo Switch, PS4 i Xbox One. W 2019 roku SimFabric w drodze przekształcenia kapitałowego stał się Spółką Akcyjną.

*poziom kursu odniesienia ustalony na poziomie ceny sprzedaży większości akcji serii A

Co 4 zatrudniony obawia się utraty pracy przez koronawirusa. Szanse na znalezienie nowej maleją

Epidemia COVID-19 spowodowała, że niepewność Polaków o pracę jest najwyższa od 10 lat. Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad wynika, że 26% pracowników ryzyko utraty posady ocenia jako duże. To blisko o 1/5 więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.

Wśród obaw wskazywanych przez Polaków w związku z pandemią koronawirusa najczęściej wymienia się zmniejszenie wynagrodzenia (41%). Na taką odpowiedź najczęściej wskazywali mieszkańcy północnych i zachodnich regionów kraju (44%) oraz miast od 50 do 200 tys. mieszkańców (47%). Duży strach przed takim działaniem pracodawcy wskazują osoby w wieku od 50 do 64 lat (45%).

Co 4 Polak obawia się zwolnienia z firmy, w której jest obecnie zatrudniony. Najczęściej są to osoby zamieszkujące centralną część kraju (28%), wsie w obrębie aglomeracji (30%) oraz w wieku od 18 do 29 lat (30%). Na możliwość utraty zatrudnienia najczęściej wskazywali niewykwalifikowani robotnicy (37%), pracownicy biurowi i administracyjni (34%) oraz inżynierowie (33%). W podziale na branże zwolnień najbardziej obawiają się pracownicy finansów i ubezpieczeń (40%), przemysłu oraz komunikacji i IT (po 30%).

16% zatrudnionych boi się, że przedsiębiorstwo, w którym pracują, może zostać zlikwidowane. Największy odsetek osób, które wskazały taką możliwość, zamieszkuje północny region Polski oraz miasta od 20 do 50 tys. mieszkańców (po 21%). Dużo większe obawy pod tym względem wykazują kobiety (22%) niż mężczyźni (11%). W podziale na grupy wiekowe największy lęk związany z likwidacją zakładu pracy odczuwają osoby pomiędzy 30 a 39 rokiem życia (15%).

NEWAG wraz z SKM Warszawa z największym kontraktem w historii

W środę 8 kwietnia Alan Beroud, prezes Zarządu Szybkiej Kolei Miejskiej Sp. z o.o. i Zbigniew Konieczek, prezes Zarządu NEWAG S.A. podpisali umowę na dostawę nowego taboru dla warszawskiej SKM. Zgodnie z jej postanowieniami do końca listopada 2022 roku na torach stołecznej aglomeracji pojawi się 21 „Impulsów” drugiej generacji produkowanych przez nowosądecką spółkę.

„To dobra wiadomość dla mieszkańców stolicy i podwarszawskich miejscowości, zwłaszcza tych dojeżdżających codziennie do pracy. Wiemy, jak bardzo czekają na te pociągi. Nowe Impulsy 2 z Newagu pozwolą zwiększyć komfort ich codziennego podróżowania, a nam wzmocnić linie SKM cieszące się największym zainteresowaniem pasażerów” – powiedział Alan Beroud, prezes Zarządu Szybkiej Kolei Miejskiej. „Planujemy także wykorzystać nowy tabor, po zakończeniu prac remontowych i modernizacyjnych w obrębie Warszawskiego Węzła Kolejowego, do uruchomienia kolejnych połączeń” – dodał.
„W 2012 roku dostarczyliśmy pierwsze pojazdy Impuls wyprodukowane przez NEWAG S.A. właśnie dla SKM Warszawa. Dzisiaj, po 8 latach, kontynuując naszą współpracę, możemy dostarczyć pojazdy nowej generacji – Impuls 2. Mamy nadzieję, że EZT Impuls 2, cieszące się wysoką niezawodnością i bezpieczeństwem, spełnią oczekiwania pasażerów stolicy” – mówi Zbigniew Konieczek, prezes Zarządu NEWAG S.A.

Zgodnie z harmonogramem przedstawionym przez producenta, dwa pierwsze pociągi dotrą do Warszawy w początkiem 2022 roku. Umowa przewiduje, że stołeczny przewoźnik najpóźniej do końca listopada 2022 roku otrzyma 21 pojazdów: 15 pięcioczłonowych oraz 6 czteroczłonowych. Będą one stacjonowały na terenie nowoczesnego zaplecza SKM na warszawskich Odolanach. Umowa obejmuje także przeszkolenie pracowników w zakresie ich obsługi oraz wykonywanie wszelkich niezbędnych przeglądów i napraw przez okres siedmiu lat.

Nowe elektryczne zespoły trakcyjne w barwach Szybkiej Kolei Miejskiej zostaną wyposażone w monitoring, nowoczesny system informacji pasażerskiej, automaty biletowe, hotspot Wi-Fi, ładowarki USB oraz ratujące życie defibrylatory AED. Każdy z pojazdów będzie klimatyzowany i w pełni dostosowany do potrzeb osób z ograniczoną możliwością poruszania się.

Koronawirus w Polsce: mniejszy ruch na drogach, ale tłoczno przed sklepami

Agencja marketingu mobilnego Spicy Mobile i operator aplikacji dla kierowców Yanosik przedstawiają wyniki badania dotyczącego wpływu epidemii na ruch w miastach oraz zwyczaje zakupowe.

Wyniki z sześciu największych miast w Polsce są jednoznaczne – ruch samochodowy wyraźnie zmalał. Świadczy o tym wzrost średniej prędkości, który można wytłumaczyć mniejszymi korkami. Najbardziej zmianę w natężeniu ruchu drogowego mogą odczuć kierowcy poruszający się po warszawskich ulicach. W stolicy średnia prędkość wzrosła bowiem o 28% z 40 km/h do 51 km/h. Na potrzeby analizy porównano średnią prędkość w dniu ogłoszenia epidemii w Polsce, czyli z 20 marca, z ubiegłorocznym wynikiem dla tego samego okresu. Dane pochodzą z systemu Yanosik (aplikacja nawigacyjna na telefony komórkowe).koronawirus-a-ruch-na-drogach

Sporą zmianę w ruchu odczuli też kierowcy w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski średnia prędkość na drodze wzrosła bowiem aż o 25% z 40 km/h do 50 km/h. Nawet w trakcie epidemii ruch samochodowy nie zelżał natomiast w Łodzi – średnia prędkość w tym mieście wzrosła jedynie o 7% do 46 km/h.koronawirus-a-zakupy

Dalsze analizy pokazują wzrost ruchu przed dyskontami spożywczymi i marketami budowlanymi. W dniu ogłoszenia stanu epidemii w Polsce liczba zatrzymań przed sklepami popularnych sieci budowlanych wzrosła o 26%, a największy ruch odnotowano między godziną 11.00 a 16.00. Wynika to zapewne z poszukiwania maseczek, rękawiczek czy środków do dezynfekcji, ale i wykorzystania czasu w domu na wykonanie remontu lub drobnych napraw. Co nie dziwi, Polacy ruszyli też masowo do dyskontów spożywczych, robiąc zakupy 20 marca dużo wcześniej niż zwykle (szczyt ruchu koło południa a nie w godzinach wieczornych).

Ciekawych danych dostarczają też wyniki pasywnego pomiaru na urządzeniach mobilnych firmy Spicy Mobile. Według nich zasięg aplikacji zakupowych między lutym a marcem wzrósł o 20%, a licząc od stycznia o 38% (pod uwagę wzięto dane od 16 do 29 marca 2020 i dla analogicznego okresu w styczniu i lutym). Podwoiło się też korzystanie z aplikacji dowożących jedzenie, jak np. Pyszne.pl.

Praca zdalna: jakie prawa i obowiązki mają pracownik i pracodawca

W przyjętej przez rząd „Ustawie o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych” (tzw. specustawa koronawirusowa) znalazły się zapisy o możliwości polecenia pracownikowi wykonywania tzw. pracy zdalnej. Eksperci inFakt wyjaśniają, na czym polegają nowe zmiany.

Kiedy pracodawca może zlecić pracownikowi pracę zdalną?

Jednym z podstawowych elementów stosunku pracy jest tzw. podległość służbowa określona w Kodeksie pracy. Polega ona na możliwości jednostronnego wskazania przez pracodawcę rodzaju i godzin pracy lub też miejsca wykonywania zadań. – Co do zasady takie ustalenia są dokonywane w umowie o pracę. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy pracodawca jest uprawniony do czasowej zmiany zadań. Dzieje się tak np. w czasie nieobecności innego pracownika, w przypadku zlecenia pracy wykraczającej ponad jej ustalony wymiar, np. godzin nadliczbowych przy niespodziewanie dużym zleceniu od klienta, a także gdy zachodzi potrzeba pracy z innego miejsca, np. podróży służbowej do siedziby klienta – mówi Ewelina Włodarczyk, ekspert ds. kadrowo-płacowych w firmie inFakt.

Nakaz wykonywania przez pracownika pracy w domu mieści się w granicach dopuszczalnych poleceń służbowych pod warunkiem, że rodzaj pracy na to pozwala. – Jeśli pracownik nie chce wykonać polecenia służbowego nakazującego pracę w domu bez podania rzeczowych argumentów uzasadniających taką odmowę, pracodawca ma prawo potraktować to jako naruszenie obowiązków pracowniczych – wskazuje Ewelina Włodarczyk. – W konsekwencji odmowa wykonywania pracy w domu może być powodem uzasadniającym rozwiązanie umowy o pracę.

Inaczej należy potraktować przypadek, gdy rodzaj pracy lub sytuacja mieszkaniowa pracownika nie pozwalają na wykonywanie pracy w trybie zdalnym. Wówczas pracownik nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji. – Należy zatem uznać, że w takiej sytuacji pracodawca powinien zwolnić pracownika z obowiązku świadczenia pracy na czas, w którym chciałby, aby ten nie pojawiał się w siedzibie firmy – mówi ekspertka inFakt. – Za ten okres pracownikowi przysługuje wynagrodzenie.

Jakie rozwiązania wprowadza specustawa?

Na podstawie art. 3 „specustawy koronawirusowej” pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania przez określony czas. Jest to tzw. praca zdalna, mająca za zadanie przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Zgodnie z brzmieniem ustawy za „przeciwdziałanie COVID-19” rozumie się wszelkie czynności związane ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby. Zatem przesłanki polecenia pracownikowi pracy zdalnej są szerokie i w praktyce każdy pracodawca, choćby ze względu na profilaktykę, może to zrobić.

Sposób wnioskowania o pracę zdalną

Specustawa nie wskazuje formy, w jakiej pracodawca ma polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej. W związku z tym polecenie takie może zostać wydane przez pracodawcę w dowolnej formie, również ustnie. Dla zachowania celów dowodowych rekomenduje się zawarcie z pracownikiem porozumienia w formie pisemnej, które będzie stanowić załącznik do umowy o pracę. Warto podkreślić, że decyzja o poleceniu pracy zdalnej leży wyłącznie w gestii pracodawcy. Pracownik może oczywiście o to wnioskować, ale nie wiąże to w żaden sposób pracodawcy. Co równie istotne, pracodawca sam podejmuje decyzję, w stosunku do których pracowników wyda polecenie wykonywania pracy zdalnie.

Zgodnie ze stanowiskiem Państwowej Inspekcji Pracy i wyjaśnieniami zawartymi na jej stronie internetowej, ustawa nie określa maksymalnego okresu wykonywania pracy zdalnej. Decyzja w tym zakresie również należy do pracodawcy – może to być czas oznaczony, jednakże uzasadniony przeciwdziałaniem COVID-19. Jednocześnie należy wskazać, że art. 3 ustawy utraci moc po upływie 180 dni od dnia jej wejścia w życie. Wydaje się zatem, że czas, na jaki pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej, nie może wykraczać poza wspomniany okres – wyjaśnia PIP. 

Praca zdalna a telepraca

„Praca zdalna” jest pojęciem szerszym niż „telepraca” – w rozumieniu specustawy polega ona po prostu na wykonywaniu pracy poza miejscem jej stałego wykonywania na polecenie pracodawcy i w celu przeciwdziałania COVID-19.

Telepracą jest natomiast wykonywanie pracy regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej, za pośrednictwem których pracownik przedstawia efekty pracy swojemu pracodawcy. Najprostszym przykładem jest praca wykonywana na komputerze poza zakładem pracy, a następnie przesyłana pracodawcy za pośrednictwem poczty elektronicznej.

Praca zdalna może natomiast polegać na tym, że pracownik świadczy powierzoną mu pracę np. w domu bez użycia środków komunikacji elektronicznej (komputera czy internetu). Przykładowo pracownik w domu może analizować dokumenty, odręcznie pisać opinie oraz przekazywać pracodawcy rezultaty pracy.

W sytuacji pracy zdalnej wynagrodzenie nie zmienia się. – Praca zdalna polega po prostu na zmianie miejsca wykonywania obowiązków, ale jest świadczona, dlatego należy się dotychczasowe wynagrodzenie – podkreśla Ewelina Włodarczyk.

Jak dokumentuje się pracę zdalną?

Jest to kwestia uzgodnień pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Kwestii tej nie reguluje też Kodeks pracy, który wskazuje, że pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.

Pracodawca nie ma również obowiązku stworzenia regulaminu pracy zdalnej, gdyż przepisy nie przewidują tego typu formy wykonywania pracy. Dla zachowania ostrożności pracodawca może poinformować pracownika, że warunki zatrudnienia w pozostałym zakresie nie ulegają żadnym zmianom.

Warto również dodać, że świadczenie pracy w formie zdalnej w celu przeciwdziałania COVID-19  nie stanowi telepracy w myśl przepisów k.p. Co do zasady przyjmuje się, że wymiar pracy zdalnej nie powinien przekraczać połowy etatu, aby nie narazić się na zarzut wykonywania pracy na warunkach telepracy. Świadcząc pracę zdalnie, pracownik nie jest związany obowiązującymi godzinami pracy tak jak w przypadku telepracy, może więc dowolnie dobierać godziny wykonywanej pracy. Pracodawca natomiast nie odpowiada za ewentualny wypadek przy wykonywaniu pracy zdalnej w domu przez pracownika w przeciwieństwie do wykonywania pracy w warunkach telepracy.

Rynki wschodzące: Jak walczyć z covid19 nie mając narzędzi i środków EBC i innych wiodących gospodarek

Rynki wschodzące (RW) odnotowały rekordowe odpływy kapitałowe w ciągu ostatnich kilku tygodni, co pociągnęło za sobą bardzo mocną deprecjację ich walut oraz wyzwoliło ograniczenia w płynności w odniesieniu do najsłabszych gospodarek z tej grupy.

W ostatnich dniach odpływy znacznie przyspieszyły, zaś waluty zareagowały odpowiednio, zwłaszcza w krajach będących eksporterami surowców i tych, które wdrożyły ogólne blokady, aby walczyć z pandemią Covid-19. Rynki zaczęły ustalać ceny w sytuacji ryzyk związanych z kryzysem wywołanym przez gwałtowne zatrzymanie gospodarki: spready, instrumenty korporacyjne lub państwowe, klasa inwestycyjna lub wysoka stopa wzrostu znajdują się obecnie w pobliżu lub powyżej poziomu spreadów gospodarek wschodzących osiągniętych w trakcie kryzysu na rynku kredytów hipotecznych typu subprime. Szok finansowy może nasilić się w przyszłości, dochodząc do 35% PKB, wówczas to odpływy kapitałowe z rynków wschodzących przekroczą poziom notowany w trakcie kryzysu w latach 2008-09 (zob. Rysunek 1). Wiąże się to głównie z mocnymi wyprzedażami akcji w Azji (Tajwanie, Tajlandii i Korei Południowej), Brazylii oraz obligacji w RPA (zob. Rysunek 2). Ostatnio, obligacje w twardych walutach RW nie skorzystały z odbicia w aktywach obarczonych ryzykiem. Możliwości animowania rynku pozostają ograniczone. Wydaje się, że wiele segmentów rynku twardej waluty RW wyczerpało się wbrew obligacjom korporacyjnym klasy inwestycyjnej w USD i EUR. Nie korzystają one z banków centralnych jako nabywcy ostatniej szansy. Wraz ze wzrostem potrzeb finansowych w obliczu wpływu gospodarczego kryzysu dostęp emitentów RW do rynków międzynarodowych wygląda bardzo słabo.

Rynki wschodzące mają nierówne możliwości walki z pandemią. Im ich możliwości są mniejsze, tym dłużej będzie trwać powstrzymywanie jej rozprzestrzeniania. Eksperci Euler Hermes uważają, że Nigeria, Ukraina, Argentyna, Rumunia i Indie znajdują się w najgorszej sytuacji. Mając na uwadze rozwój kryzysu związanego z Covid-19, większość rynków wschodzących wdrożyło ogólnokrajowe lub częściowe blokady ze względu na ich bardzo słabe systemy opieki zdrowotnej. Jednak rynki wschodzące mają nierówne możliwości walki z pandemią. Patrzymy na dwa główne wskaźniki: (1) obliczamy średnią odpowiednich wskaźników zdrowotnych WHO, począwszy od adekwatności zasobów ludzkich i gotowości na wypadek sytuacji wyjątkowej, do systemów nadzoru i jakości reakcji w zakresie zdrowia publicznego, i (2) korzystamy z Indeksu Podatności na Zarażenie Rand Corporation (zob. Rysunek 3). W związku z tym wynika, że to Nigeria, Ukraina, Argentyna, Rumunia i Indie znajdują się w najgorszej sytuacji.

Im dłuższe powstrzymywanie rozprzestrzeniania epidemii, tym głębsza recesja. Czechy, Słowacja, Meksyk, Brazylia, Argentyna, Tajlandia, Indie, Nigeria i Republika Południowej Afryki odnotują głęboką recesję w świecie rynków wschodzących. Niektóre rynki wschodzące wyeksponowały źródła podatności na recesję jeszcze przed kryzysem Covid-19 (zawyżona wartość walut, zależność od przychodów/eksportu ropy naftowej/turystyki, brak pola manewru). Teraz pandemia prezentuje potrójny szok gospodarczy – handlowy, finansowy i konsumpcyjny – na dokładkę wyzwanie w obszarze polityki zdrowotnej. W szczególności ostra korekta cen akcji i znaczące umocnienie się dolara, a także ogólny trend rozszerzania spredów korporacyjnych i państwowych przyczyniły się do zauważalnego zacieśnienia warunków monetarnych i finansowych. Blokady oznaczają znaczący wstrząs popytu krajowego toteż eksperci Euler Hermes szacują, że będzie on kosztował między 1,5 p.p. a 3,0 p.p. rocznego wzrostu PKB w zależności od ich długości (zob. Rysunek 4). Kraje takie jak Czechy, Słowacja, Meksyk, Brazylia, Argentyna, Tajlandia, Indie, Nigeria i Republika Południowej Afryki odnotują głęboką recesję w świecie rynków wschodzących.

Ekonomiście Euler Hermes nie przewidują całorocznej recesji we wschodzących gospodarkach azjatyckich, ale uderzenie we wzrost powinno być największe od czasu azjatyckiego kryzysu finansowego, przekraczające uderzenie globalnego kryzysu finansowego. Ze względu na połączenie niskiego wzrostu kluczowych partnerów handlowych, odpływy kapitałowe, niskie ceny surowców i środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii wywierające presję na popyt krajowy spodziewany ogólny wzrost PKB wschodzących gospodarek azjatyckich wyniesie +3.1% w 2020 r. wobec +5.2% w 2019 r. Ponieważ wstrząs będzie głównie koncentrował w 1. poł., prognozujemy częściowe ożywienie koniunktury w drugiej połowie roku oraz wzrost PKB we wschodzących gospodarkach azjatyckich do poziomu +5.2% w 2021 r. (tj. powrót do poziomu z 2019 r.). W 2020 r., najbardziej dotknięte będą Indie, Malezja, Tajlandia, Hongkong i Singapur (przy czym trzy ostatnie odnotują ujemny wzrost przez cały rok). Indie mogą starać się prześliznąć przez kryzys, biorąc pod uwagę ograniczoną politykę ułatwiającą swobodę działania oraz kwestie finansowe i społeczne, które już ciążyły na popycie krajowym.

Wszystkie główne wschodzące gospodarki europejskie wdrażały środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii przez co najmniej cztery tygodnie, co – jak się oczekuje – obniży popyt krajowy (w szczególności wydatki konsumenckie, ale także inwestycje) o około jedną trzecią w tym okresie. Zmniejszy to wzrost regionalny o -1,7 p.p. do +0,9% w 2020 r. jako całości, przy założeniu, że środki ograniczające zostaną stopniowo zniesione w ciągu dwóch miesięcy od zakończenia ogłoszonego okresu obowiązywania, tak aby nastąpiło ożywienie gospodarek w 2. poł. roku. Szok popytowy będzie niższy w Rosji (spadek wzrostu o -1,1 p.p. do +0,8%), ponieważ silniejszy wzrost wolumenu w sektorze naftowym wraz z nasilonymi wydatkami publicznymi będą wspierały popyt. Z kolei wzrost Turcji i gospodarek państw Europy Środkowej należących do UE spadnie o ponad -2 p.p. w 2020 r., ponieważ konsumpcja prywatna i inwestycje były kluczowymi czynnikami napędowymi wzrostu w ostatnich latach, a brak turystyki będzie również odgrywał swoją rolę w wielu krajach. W alternatywnym scenariuszu, gdy środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii zostaną przedłużone do dwóch miesięcy w całym regione (ze stopniowym znoszeniem w ciągu dwóch miesięcy po zakończeniu okresu ich obowiązywania i ożywieniem gospodarczym w 2 poł.), szok popytowy będzie znacznie cięższy, redukując całoroczny PKB w 2020 r. o dalsze -1,2 p.p. w Rosji, -2 p.p. średnio w gospodarkach państw Europy Środkowej i -2,5 p.p. w Turcji.

Środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii wprowadzono również w państwach Bliskiego Wschodu. Jednomiesięczna blokada zredukuje roczny regionalny wzrost średnio o -2 p.p., popychając cały region w całoroczną recesję (-0,2% prognozowane na 2020 r.). Na rynkach Rady Współpracy Krajów Zatoki Perskiej blokada nakłada się na szok w zakresie cen ropy naftowej. Arabia Saudyjska, która zwiększyła wzrost wolumenu w sektorze naftowym, a także wydatki rządowe, odczuje w mniejszym stopniu skutki recesji (-0.6 pp). W przypadku dwumiesięcznej blokady roczny regionalny wzrost powinien obniżyć się o kolejne -1,5 p.p. do -2,5 p.p.

Ponieważ Covid-19 rozwija się teraz w Afryce, niektóre kraje już wdrożyły środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii. Według prognoz jednomiesięczna blokada zredukuje wzrost regionalny o -1,3 p.p. do +0,5% w 2020 r. Dwumiesięczna blokada powinna obniżyć roczny wzrost o kolejne -2 p.p. lub mniej więcej o taką wartość.

W Ameryce Łacińskiej recesja jest nieunikniona ze względu na potrójny szok: 1 – szok w zakresie handlu z Chinami i cen surowców (Brazylia, Chile i Peru), 2 – szok dotyczący cen ropy naftowej (Kolumbia, Meksyk, Ekwador), i w końcu, 3 – równie mocny szok związany ze środkami ograniczającymi rozprzestrzenianie epidemii praktycznie we wszystkich gospodarkach. Uważamy, że takie środki są jedynym możliwym rozwiązaniem w regionie, w którym nakłady na służbę zdrowia pozostają w tyle za krajami OECD, a dynamika wzrostu już była słaba w największych gospodarkach. Ogólnie, oczekujemy spadku -1,5%, z wyjątkiem Wenezueli, w 2020 r., po niskim wzroście +0.7% w 2019 r. Gospodarka prawie wszystkich największych krajów skurczy się w tym roku. Spodziewamy się, że ożywienie nastąpi w 2. poł. roku oraz przewidujemy dodatni wzrost na poziomie +1.7% w Ameryce Łacińskiej w 2021 r.

 

Reszta świata robi „wszystko, co w jej mocy”, ale czy RW mogą sobie na to także pozwolić? Kilka RW miało lepsze warunki wyjściowe w porównaniu do 2008 r., ale wciąż bardziej ograniczone pole manewru, aby dalej pobudzać gospodarkę bez negatywnych efektów wtórnych. Niekonwencjonalne polityki są mniej dostępne na rynkach wschodzących, zwłaszcza w zakresie instrumentów kredytowych i częściowego bezrobocia, mające na celu ochronę sektora prywatnego. Wpływ na miejsca pracy i upadłości będzie wysoki. Należy również mieć na uwadze fakt, że wzrost zadłużenia i skorzystanie z poluzowania polityki pieniężnej na rynkach wschodzących (np. w Republice Południowej Afryki) stworzy opór, ryzyka związane z wypłacalnością i stres wiarygodności na wizerunkach banków centralnych w bardziej dotkliwy sposób niż na półkuli północnej. Ryzyka stagflacji w 2. poł. 2020 r. będą wymagać kontroli.

W porównaniu z 2008 r. wschodzące gospodarki azjatyckie generalnie borykają się z obecnym kryzysem w mniej solidnych warunkach wyjściowych. Dla większości gospodarek dług publiczny i deficyty są większe, niż były w 2008 r. (chociaż nadal na przyzwoitym poziomie w większości przypadków), a dynamika wzrostu już zwalniała w 2019 r. Pozytywnym aspektem jest to, że obraz potrzeb w zakresie finansowania zewnętrznego napawa większym optymizmem, z bardziej korzystnym saldem rachunku bieżącego dla kilku gospodarek. Bez względu na warunki wyjściowe, koordynacja polityki fiskalnej i pieniężnej we wschodzących gospodarkach azjatyckich została agresywnie złagodzona. Ma to na celu pomóc gospodarkom w prześlizgnięciu się przez kryzys, ale jest mało prawdopodobne, aby w rezultacie udało się uniknąć recesji technicznej w większości przypadków. W większości gospodarek realne stopy procentowe są już bliskie zera (a nawet ujemne). Nie zniechęciło to wszystkich głównych banków centralnych we wschodzących gospodarkach azjatyckich do obniżki stóp procentowych, dzięki przestrzeni dla stóp procentowych dokonanej przez Rezerwę Federalną w USA i prawdopodobnym siłom deflacyjnym wraz z pogrążaniem się gospodarki światowej w recesji. Ogólnie mówiąc, wciąż istnieje pole manewru w polityce fiskalnej we wschodzących gospodarkach azjatyckich (z wyjątkiem Chin, Indii i Malezji, stosunkowo), i większość wykorzystała je do ogłoszenia znaczących fiskalnych pakietów pobudzających gospodarkę. Szacujemy, że pogorszenie równowagi fiskalnej w głównych wschodzących gospodarkach azjatyckich może być zróżnicowane od -1 p.p. do -11 p.p. w 2020 r. Wartość może być większa w szczególności dla Tajwanu, Indonezji i Filipin.

Wschodzące gospodarki europejskie, które znajdowały się w centrum kryzysu z lat 2008-09 ze względu na duże zaburzenia równowagi makroekonomicznej w regionie, dzisiaj mają znacznie lepsze warunki wyjściowe, z wyjątkiem Turcji. Jednak swoboda w zakresie konwencjonalnej polityki monetarnej jest w regionie ograniczona, ponieważ stopy procentowe już znajdują się znacznie poniżej stóp inflacji. Ale większe gospodarki w regionie mają pole manewru w polityce fiskalnej i ogłosiły fiskalne instrumenty pobudzające gospodarkę, choć tylko Rumunia (1,2% PKB), Polska (9%) i Czechy (18%) podały kwoty. Rozmiar pakietów dwóch ostatnich krajów powinien być wystarczający, aby poradzić sobie z oddziaływaniem połączonych szoków Covid-19 na handel i finansowanie, a także dwumiesięczny okres stosowania środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii. Jednak finansowanie tych instrumentów na rynkach międzynarodowych może okazać się trudne dla wielu krajów, ponieważ inwestorzy uciekli do bezpiecznych przystani, co zostało odzwierciedlone w dużych odpływach kapitału i rosnących spreadach. W konsekwencji banki centralne Polski, Rumunii i Chorwacji zaczęły skupować obligacje państwowe (luzowanie ilościowe). Spodziewane jest, że Czechy i prawdopodobnie Węgry pójdą w ich ślady. To jednak stwarza istotne ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy. Inflacja może gwałtownie wzrosnąć w 2021 r., kiedy kryzys się skończy, a banki centralne wycofają się z poluzowania polityki pieniężnej.

W Ameryce Łacińskiej polityki monetarne pomogą złagodzić skutki, ale nie zapobiegną recesji: banki centralne w Brazylii, Meksyku, Chile, Peru i Kolumbii już obniżyły stopy, aby wesprzeć działalność. Inflacja powinna pozostać pod kontrolą ze względu na silnie ograniczony popyt i niższe ceny surowców. Po drugie, w Ameryce Łacińskiej swoboda budżetowa jest nierównomiernie rozłożona, a wskaźniki długu publicznego w relacji do PKB wzrosną prawie wszędzie. Argentyna i Brazylia mają bardzo niską przestrzeń fiskalną. W Kolumbii, Chile i Peru, a nawet w Meksyku, rządy mogą działać w bardziej znaczący sposób. Jednak wszędzie, niższe dochody budżetowe ze względu na niższe ceny ropy naftowej, ograniczyły działalność i budżetowe środki stymulacyjne będą przyczyniać się do zwiększenia zadłużenia publicznego. Na koniec, chociaż wrażliwość na zmiany sytuacji międzynarodowej została w ostatniej dekadzie zmniejszona w Ameryce Łacińskiej, w regionie pozostały słabe powiązania. Argentyna już prowadzi rozmowy o restrukturyzacji, ponieważ nie będzie w stanie zaspokoić swoich potrzeb finansowych w tym roku i powinna znaleźć się nawet w gorszym położeniu pośród nastawienia risk-off na rynkach (gospodarka powinna skurczyć się -4%). Na Ekwador będzie oddziaływać szok związany z cenami ropy naftowej i jest on następnym najsłabszym ogniwem, który prawdopodobnie ogłosi moratorium na spłatę zadłużenia. Brazylia i Meksyk pozostają na naszej liście obserwacyjnej ze względu na ich spóźnione reakcje polityczne, które sprowadzają się do wdrożenia surowych środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii z potencjałem do poważnego ograniczenia gospodarki.

 

Międzynarodowa reakcja polityczna: wsparcie zewnętrzne (G20) byłoby kluczowe w zakresie wstrzymania spłat niektórych długów i uwzględnienia większych wydatków budżetowych na zaspokojenie potrzeb związanych z opieką zdrowotną. Rynki wschodzące jeszcze nie były brane pod uwagę przez decydentów politycznych, ponieważ wciąż debatowali o tym, jak duża będzie pomoc fiskalna i monetarna, zwłaszcza w Chinach, Europie i USA. Jednak, rynki finansowe przypomniały obserwatorom o czyhających ryzykach i kilka działań podjęto w ostatnim tygodniu, wykorzystując położenie G20, instytucje Breton Woods, a także sieć banków centralnych w celu złagodzenia rozmiarów szoku oddziałującego na rynki wschodzące. Po pierwsze, ministrowie finansów i przedstawiciele banków centralnych G20 zobowiązali się podjąć działania w zakresie zadłużenia krajów o niskich dochodach i przekazać pomoc rynkom wschodzącym w ramach planu walki z pandemią Covid-19. Rynki wschodzące potrzebowałyby co najmniej 2,5 bln USD. Ministrowie i bankierzy z głównych uprzemysłowionych i wschodzących gospodarek przyjęli z zadowoleniem pakiet pomocy Banku Światowego w wysokości 160 mld USD do wykorzystania w ciągu kolejnych 15 miesięcy w celu wsparcia swoich krajów członkowskich.

Spośród 189 członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego 85 poprosiło MFW o pomoc finansową od początku epidemii koronawirusa – ta liczba wniosków o pomoc finansową nie ma precedensu w 75-letniej historii funduszu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy mogłyby poluzować brak płynności w gospodarkach wschodzących, które odnotowały odpływ kapitału w wysokości 83 mld USD. Po drugie, Rezerwa Federalna działa jak bank centralny dla świata, starając się zapewnić globalnemu systemowi finansowemu płynność w USD, której potrzebuje w celu uniknięcia blokady. Fed ustanowił tymczasowy instrument z przyrzeczeniem odkupu, aby umożliwić zagranicznym bankom centralnym zamianę posiadanych skarbowych papierów wartościowych na gotówkę. Nowojorski Fed stwierdza, że ma ponad 200 posiadaczy rachunków, z zagranicznymi bankami centralnymi i władzami monetarnymi, stanowiących zdecydowaną większość. Jednak nowemu instrumentowi brakuje czegoś, co zapewniają swapy walutowe: chociaż umożliwia zagranicznym bankom centralnym upłynnienie ich zasobów skarbowych papierów wartościowych i otrzymanie dolarów, nie przyczynia się do powiększenia rezerw. Obserwatorzy zorientowani w sprawie wymieniają potencjalny instrument o wartości 5 bln USD.

Pytanie brzmi: czy to jest wystarczające? Moratorium na spłatę dwustronnych długów państwowych w ramach Klubu Paryskiego, a także linie swap w celu zaspokojenia potrzeb walut obcych, i nowa alokacja MFW o wartości 500 mld USD specjalnych praw ciągnienia dla krajów rozwijających się mogą być konieczne obok już ogłoszonych inicjatyw. Wierzymy, że w niektórych przypadkach MFW będzie nalegał na posiadaczy obligacji na rozłożenie obciążeń jako warunek dodatkowych pożyczek dla krajów będących w potrzebie. Będzie to forma redukcji wartości państwowych euroobligacji dla pewnych krajów granicznych. Ten kryzys stawia również ważne pytania finansistom o wzrost rynków wschodzących: jaką rolę mogłyby odegrać Chiny w złagodzeniu części długu względem tych gospodarek? Czy już powinniśmy zawiązać komitet restrukturyzacyjny w Klubie Paryskim? Czy istniejące instytucje są wystarczające?

Co mogłoby pójść źle? Niektóre rynki wschodzące są wysoce uzależnione od międzynarodowych rynków kapitałowych w zakresie finansowania wzrostu (wysokie deficyty obrotów bieżących, duży udział zadłużenia zewnętrznego) i mogą nie posiadać instytucji o wystarczających środkach (mała przestrzeń fiskalna) lub wiarygodności, aby pójść o krok dalej ze swoim eksperymentem (luzowanie ilościowe, monetyzacja zadłużenia). Jeżeli kryzys będzie współmierny do tego, co widzimy w Chinach, Europie i USA, eksperymentowanie może być albo ograniczone (i recesja, i zaciskanie pasa ostrzejsze), albo tak czy inaczej doprowadzone do końca, wiodąc do poważnych obaw podczas fazy wyjścia. Czy zobaczymy strukturalną falę niespłaconych zobowiązań w świecie wschodzących gospodarek? Czy zobaczymy hiperinflację w niektórych gospodarkach? Nieposkromione waluty?

Gdyby kryzys dotyczący płynności przekształcił się w kryzys zadłużeniowy, dużymi rynkami wschodzącymi najbardziej narażonymi na obniżenie ratingów i późniejsze nieregulowanie zobowiązań państwowych lub korporacyjnych byłyby: Argentyna, Turcja, Republika Południowej Afryki, Meksyk, Chile, Pakistan, Indonezja, Malezja, Rumunia i Polska. W rzeczy samej, refinansowanie długu stało się większym wyzwaniem dla tych najbardziej zadłużonych: około 250 mld USD z tytułu kwoty głównej obligacji korporacyjnych i państwowych jest wymagalnych w 2020 r., rekordowy poziom. Ponad 20% obligacji RW znajduje się w obrocie po zaniżonej cenie (> 1000 p.b.), analogicznie do sytuacji, jaka miała miejsce w 2009 r. Nie można wykluczyć fali niespłacania zobowiązań (państwowych i korporacyjnych) w szczytowym momencie kryzysu, lub w następujących po kryzysie miesiącach, a niektóre kraje są bardziej od innych narażone na ryzyko przymusowego skorzystania z pomocy finansowej MFW, w szczególności Republika Południowej Afryki. Ponadto pewna liczba rynków granicznych (RG) i rynków rozwijających się znajdzie się na pierwszej linii kryzysu w nadchodzących tygodniach. Obejmują one producentów ropy naftowej (Oman, Bahrajn, Kazachstan, Algierię, Nigerię, Ekwador) oraz kraje już potrzebujących pomocy (Sudan, Zimbabwe, Wenezuela, wszystkie trzy) i bardziej ogólnie, rynki RG z największym zapotrzebowaniem brutto na finansowanie zewnętrzne: Mozambik, Białoruś, Tunezja, Sri Lanka, Bahrajn, Ukraina i Zambia. Kraje te mogą również potrzebować pomocy MFW lub w rezultacie nie zdołają regulować swoich zobowiązań.

Nadciągający kryzys polityczny jako dodatek do kryzysu opieki zdrowotnej, kryzysu finansowego i gospodarczego. Kryzys opieki zdrowotnej, kryzys finansowy i gospodarczy może także stać się kryzysem politycznym w kilku krajach, w których zidentyfikowano polityczną niestabilność. Kraje, które już skłaniały się ku autorytaryzmowi, wykorzystają kryzys do zniesienia wszelkich mechanizmów gwarantujących zachowanie równowagi politycznej, jakie jeszcze pozostały. Kalendarz wyborczy na lata 2020-21 jest przepełniony w kluczowych RW, a ostatnie wyniki wyborów pokazały wzrost nieliberalnych liderów. Ten kryzys może bardziej zintensyfikować rozgrywki polityczne na wrażliwych rynkach wschodzących.

W Ameryce Łacińskiej napięcia społeczne mogłyby zostać ponownie wzniecone, gdyby walka z kryzysem nie powiodła się i gdyby zbyt wiele osób w trudnej sytuacji zostało pozostawionych bez pomocy. Najsilniejsze protesty wybuchłyby w krajach o niskiej dynamice wzrostu, znacznych nierównościach społecznych i słabej mobilności społecznej, ale w których nowe rządy zdołałyby wykorzystać niezadowolenie polityczne na swoją rzecz. Chociaż w tym przypadku wysokie zaufanie udzielone takim liderom i ich zespołom uległoby osłabieniu, głównie w Brazylii i Meksyku. Taki scenariusz oznaczałby powrót do politycznej niestabilności w dwóch największych gospodarkach w regionie, który zniszczyłby nie tylko gospodarki, ale także instytucje, i mógłby oznaczać nagły wzrost ryzyka politycznego dla przedsiębiorstw. Mogłoby to skutkować walką o władzę pomiędzy rządami centralnymi i władzami lokalnymi, i potencjalnie pogłębić polityki nacjonalistyczne w Meksyku oraz zwiększyć ryzyko odwołania prezydenta w Brazylii. Całkowite i długotrwałe blokady na kluczowych rynkach eksporterów surowców, takich jak Chile, Peru lub nawet Brazylia, które są wiodącymi eksporterami niektórych surowców, mogłyby nie tylko spowodować presję prowadzącą do spadku cen, ale nawet przerwać światowe dostawy miedzi, rudy żelaza lub pewnych towarów rolno-spożywczych.

 

Wyjście z kryzysu może okazać się powolne i powodujące inflację, zważywszy na wyższe uzależnienie od przepływów handlowych, turystycznych i niższą wiarygodność banków centralnych.

Systemy opieki zdrowotnej znajdujące się pod presją mogą domagać się długotrwałego ograniczenia kontaktu między ludźmi (dystansowania społecznego), skutkującego niższymi wpływami turystycznymi wykraczającymi poza czerwiec ze względu na zamknięcie granic. Jest to kluczowy punkt stresu dla większości gospodarek wschodzących, w których wpływy z turystyki stanowią ponad 20% PKB (Hongkong, Meksyk) i ponad 10% PKB (Turcja, Argentyna, Indie, Republika Południowej Afryki). Oprócz ewentualnie wolniejszego przywrócenia popytu krajowego i otwarcia granic, ożywienie gospodarcze może być wolniejsze, biorąc pod uwagę presje inflacyjne (dwucyfrowe stopy inflacji do końca roku) wywołane przez silne deprecjacje walut. Dlatego uważamy, że wzrost pozostanie poniżej potencjału w 2021 r. na poziomie +4%.

Rysunek 1. Epizody odpływów skalowane według PKB (% PKB, skumulowane przepływy dzienne od 21 stycznia, całkowity portfel nierezydentów)

Epizody odpływów skalowane według PKB
Źródło: IMF, Allianz Research

Rysunek 2. Całkowite przepływy portfela według regionów, mld USD

Całkowite przepływy portfela według regionów, mld USD
Źródło: Zasoby krajowe, Bloomberg, IIF

Rysunek 3. Średnia wskaźników zdrowotnych WHO i Indeks Podatności na Zarażenie Rand Corporation

Średnia wskaźników zdrowotnych WHO i Indeks Podatności na Zarażenie Rand Corporation
Źródło: WHO, Allianz Research

Rysunek 4. Oczekiwania realnego wzrostu PKB na rynkach wschodzących

Oczekiwania realnego wzrostu PKB na rynkach wschodzących
Źródło: WHO, Allianz Research

Rysunek 5. Wymóg finansowania zewnętrznego brutto (% rezerw walutowych i aktywów przechowywanych w państwowych funduszach majątkowych)

Wymóg finansowania zewnętrznego brutto
Źródło: Różne źródła, Allianz Research

Rysunek 6. Dług państwowy i przedsiębiorstw niefinansowych denominowany w walucie obcej (% PKB)

Dług państwowy i przedsiębiorstw niefinansowych denominowany w walucie obcej
Źródło: IIF, różne źródła, Allianz Research

AUTORZY ANALIZY

LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista Euler Hermes

ALEXIS GARATTI
Szef Badań Ekonomicznych Euler Hermes

ANA BOATA
Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

MANFRED STAMER
Starszy Ekonomista Euler Hermes

GEORGES DIB
Ekonomista Euler Hermes

FRANCOISE HUANG
Starszy Ekonomista Euler Hermes

PATRICK KRIZAN
Starszy Ekonomista Euler Hermes

Złoty znów odrabia straty. Kolejne dobre dni na giełdach

Po ostatnich stratach znów kilka lepszych dni dla polskiej waluty. W dalszym ciągu jednak polska waluta jest na bardzo wysokich poziomach i nie zanosi się, żebyśmy szybko się z nimi pożegnali.

Dobry początek tygodnia dla złotego

Od wczoraj złoty wyraźnie odrabia straty. W szczytowym momencie euro potaniało aż o 6 groszy, a teraz (nawet pomimo odbicia) znajduje się tuż poniżej 4,54 zł. Frank szwajcarski staniał do 4,29 zł. Czy to dobry moment, by podkupić waluty pod kredyty hipoteczne? Wielu Polaków zadaje sobie to pytanie. Na parze EURCHF widać odrobinę uspokojenia. Dlaczego ta para jest taka ważna? Jest to swoisty barometr strachu na rynku. Gdy inwestorzy czują strach, przenoszą swoje środki w bezpieczne miejsca, a przynajmniej takie, które uchodzą za bezpieczne. W rezultacie, gdy rośnie ryzyko na rynku, frank nieproporcjonalnie mocniej drożeje niż euro. Jeżeli sytuacja ma eskalować można się spodziewać kolejnych wyskoków ceny franka.

Kolejne dobre dni na giełdach

W ciągu dwóch tygodni główny niemiecki indeks DAX skoczył w górę niemal 25%. Wzrosty na innych europejskich parkietach również zbliżają się do 20%. Jest to oczywiście w dalszym ciągu wyraźnie poniżej tego, co przed spadkami, ale odbicie sięga już niemal połowy tamtych spadków. Inwestorzy uznali, że jest źle, ale nie aż tak, jak dotychczas sądzono.

Korekta na dolarze

Dzisiaj od rana niespodziewanie na wartości traci dolar amerykański względem euro. Ruch ten dodatkowo napędza umocnienia złotego. Pieniądze, które płyną do Europy są najwyraźniej wymieniane na inne waluty, stąd umacnianie się oprócz złotego innych walut naszego regionu. Mowa tutaj chociażby o koronie czeskiej i forincie. Waluty te oczywiście wyraźniej umacniały się względem dolara niż euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Europa środkowa – jak wypada na tle innych rynków wschodzących w walce z pandemią wirusa

Mniejsza początkowo skala strat na tle innych regionów

Kraje Europy Środkowej są regionem, który w ocenie Euler Hermes powinien lepiej poradzić sobie ze wstrząsem gospodarczym, niż inne rynki wschodzące. Nie obędzie się jednak bez strat (-1,7% PKB Europy Środkowej), ale niższych wobec ich skali: -2,6% w Ameryce Łacińskiej, -1,8% w Azji, -2% na Bliskim Wschodzie. Tylko w Afryce spodziewane jest -1,4% (uwzględnione Nigeria i RPA). Założeniem prognozy tych strat dla dynamiki PKB są środki ograniczające trwające tylko 1 miesiąc. Może to być warunek trudny do spełnienia, stąd istotna jest także odporność i zasoby tych rynków w dłuższej perspektywie – zarówno na polu rozprzestrzeniania się choroby i jej zapobieganiu (m.in. wskaźniki efektywności służby zdrowia) jak i uzależnienia od finansowania zewnętrznego, kluczowego w sytuacji spadku wartości walut, tak charakterystycznego dla wszystkich sytuacji kryzysowych. Dostępność i będą decydujące dla odpowiedzi na pytanie jak szybko – czy raczej jak długo będzie trwał kryzys w danym kraju z omawianej grupy.

Podjęte działania powinny być skuteczne, chociaż mogą być kosztowne – mogą wywołać kryzys drugiej rundy

Warto zaznaczyć, iż kraje Europy Środkowej są (jako cała grupa) obecnie w lepszej sytuacji wyjściowej, niż miało to miejsce w czasie kryzysu lat 2007-2008. Pomimo tego, iż operacje na stopach procentowych są utrudnione (gdyż znajdują się znacznie poniżej stóp inflacji), to najsilniejsze gospodarki regionu mają pole manewru w polityce fiskalnej i ogłosiły pierwsze wersje planów pobudzenia swoich gospodarek. Nie wszystkie z nich oszacowały ich koszt, w tej grupie Polska z kosztem pakietu rządowego na poziomie 9% PKB jest wyprzedzona przez Czechy, gdzie ma on wartość 18% PKB. W obydwu przypadkach ich rozmiar – wartość powinien być wystarczający, aby poradzić sobie z oddziaływaniem połączonych szoków Covid-19 na handel i finansowanie, a także dwumiesięczny okres stosowania środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii. Tym niemniej ich finansowanie na rynkach międzynarodowych może okazać się trudne – zaczął się już odpływ kapitału i wzrosły spready, w konsekwencji Narodowy Bank Polski (a także m.in. banki centralne Rumunii i Chorwacji) już zaczęły skupować obligacje państwowe (czyli luzowanie ilościowe), a kolejne kraje pójdą w ich ślady. Stwarza to ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy – gwałtowny wzrost inflacji w 2021 i wycofanie się banków centralnych z poluzowania polityki pieniężnej.

Kryzys płynności może przerodzić się w kryzys zadłużeniowy – zagrożenie gospodarek o największych potrzebach pożyczkowych, w tym Polski

Refinansowanie długu stało się większym wyzwaniem dla tych spośród najbardziej zadłużonych gospodarek wschodzących: wymagalne w 2020 roku jest około 250 mld USD z tytułu kwoty głównej obligacji korporacyjnych i państwowych państw z tej grupy. W efekcie ponad 20% obligacji rynków wschodzących znajduje się w obrocie po zaniżonej cenie (> 1000 p.b.), analogicznie do sytuacji, jaka miała miejsce w 2009 r. Nie można wykluczyć fali niespłacania zobowiązań (państwowych i korporacyjnych) w szczytowym momencie kryzysu, lub w następujących po kryzysie miesiącach, a niektóre kraje są bardziej od innych narażone na ryzyko przymusowego skorzystania z pomocy finansowej MFW. Wydaje się, że wiele segmentów rynku twardej waluty rynków wschodzących wyczerpało się wbrew obligacjom korporacyjnym klasy inwestycyjnej denominowanym w USD i EUR. Nie korzystają one z banków centralnych (tak jak chociażby kraje strefy euro) jako nabywcy ostatniej szansy. Wraz ze wzrostem potrzeb finansowych w obliczu wpływu kryzysu gospodarczego dostęp emitentów z rynków wschodzących do rynków międzynarodowych wygląda więc bardzo niepewnie. Sytuację utrudnia fakt, iż już pewna liczba innych rynków – granicznych jak i wschodzących znajdzie się na podobnej linii kryzysu w najbliższych tygodniach lub już potrzebuje pomocy MFW. Spośród 189 członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego 85 poprosiło MFW o pomoc finansową od początku epidemii koronawirusa – ta liczba wniosków o pomoc finansową nie ma precedensu w 75-letniej historii funduszu

Pracownicy szpitali potrzebni od zaraz

Już nie tylko maseczki, gogle ochronne, rękawiczki i respiratory są w polskich szpitalach najpotrzebniejsze. W obecnej sytuacji przy rosnącej liczbie osób chorych na COVID-19, koniecznej kwarantannie dla zakażonych pracowników placówek służby zdrowia, w szpitalach zaczyna również brakować personelu medycznego.  

Wsparcie społeczne dla szpitali na całym świecie jest ogromne. Znane osoby przekazują spore sumy pieniędzy, firmy przestawiają linie produkcyjne, żeby dostarczać respiratory, lub organizują pomoc na wiele innych sposobów – szyją maseczki, kombinezony, produkują przyłbice. Restauratorzy dowożą posiłki dla ratowników, lekarzy i pielęgniarek. Każdy, kto ma taką możliwość, chce pomóc w walce z koronawirsuem.

A tych, którzy walczą na pierwszej linii frontu, nie przybywa. Dopiero pod koniec zeszłego tygodnia Główny Inspektorat Sanitarny przedstawił dane o pracownikach służby zdrowia zakażonych koronawirusem. W Polsce jest to 461 lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Z kolei na kwarantannie przebywa 4500 pracowników medycznych. Na ten moment zakażonych może być już znacznie więcej. Oznacza to, że w służbie zdrowia, która na co dzień zmaga się z lukami kadrowymi, w najbliższych tygodniach będzie jeszcze mniej osób do pracy.

Pomoc w poszukiwaniu personelu

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Manpower „Niedobór talentów w branży medycznej” 72 proc. szpitali ma zbyt mało pielęgniarek wszystkich specjalizacji, a ponadto 68 proc. szpitali zgłasza niedobór lekarzy. Wśród stanowisk niemedycznych szpitale najbardziej potrzebują:

  • salowych, pomocy kuchennych, sprzątaczek, sanitariuszy (38 proc.),
  • pracowników administracyjnych (38 proc.),
  • personelu technicznego – kierowcy, konserwatorzy, specjaliści IT (29 proc.).

Mając na uwadze obecną sytuację oraz braki kadrowe w służbie zdrowia, znany w Polsce serwis z ogłoszeniami OLX uruchomił możliwość dodawania bezpłatnych ogłoszeń w kategorii Praca w podkategorii „Zdrowie i opieka”. Każdy zarejestrowany użytkownik może całkowicie bezpłatnie dodać 100 ofert pracy dotyczących właśnie tego sektora. A z darmowego dodawania ogłoszeń można korzystać do końca czerwca 2020 r.

Wprowadzając możliwość bezpłatnej publikacji ogłoszeń o pracę w podkategorii „Zdrowie i opieka”, chcemy pomóc wszystkim jednostkom służby zdrowia w zaspokojeniu rosnących potrzeb kadrowych. Dodatkowo zespół sprzedaży OLX Praca pomaga w wyborze ogłoszeń, wspiera proces tworzenia treści ogłoszenia, a jeśli jest taka potrzeba, również z tego procesu wyręcza, przygotowując kompletną ofertę pracy za pracowników szpitali czy przychodni. Ten proces wsparcia nie jest standardowy, ale uznaliśmy, że w obecnej sytuacji będzie to forma naszej skromnej pomocy w zapewnieniu ciągłości zatrudnienia w służbie zdrowia – mówi Paweł Świderski, Head of Operations w OLX.

Każda placówka to inne potrzeby

Akcja rozpoczęła się w zeszłym tygodniu. Dział sprzedaży OLX Praca dzwoni do placówek medycznych i oferuje wsparcie w formie wystawiania ogłoszenia, przygotowania treści, a nawet opublikowania oferty. W niektórych szpitalach na chwilę obecną nie ma dodatkowych potrzeb kadrowych.

Pierwszy odzew jest bardzo pozytywny. Na ten moment mamy ponad 100 opublikowanych ogłoszeń. Wiadomo, że nie we wszystkich placówkach medycznych brakuje lekarzy, ratowników czy pielęgniarek. Nierzadko potrzebne są osoby wydające posiłki czy z obsługi sprzątającej – tłumaczy Grzegorz Sawicki, Sales Manager w OLX.

Obecnie najwięcej nowo opublikowanych ogłoszeń dotyczy Warszawy. W województwie mazowieckim jest też najwięcej osób zakażonych koronawirusem. A z prognoz wynika, że niestety szczyt zachorowań cały czas przed nami.

Pieniądze z UE wzmocnią tarczę. Pożyczki na płynność pod koniec kwietnia

Właściciele mikro-, małych i średnich firm będą mogli skorzystać z preferencyjnych pożyczek płynnościowych. Rozwiązanie stanowi element rządowej tarczy antykryzysowej. Pożyczek w regionach będą udzielać instytucje finansujące, współpracujące z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Ich lista pod koniec kwietnia zostanie opublikowana na stronie bgk.pl. Wtedy ruszy nabór wniosków.

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wraz z Bankiem Gospodarstwa Krajowego podpisały umowę na uruchomienie preferencyjnej pożyczki płynnościowej dla firm z sektora MŚP. O pieniądze będą mogli ubiegać się przedsiębiorcy, którzy z powodu koronawirusa znaleźli się w trudnej sytuacji. Pożyczek będą udzielać pośrednicy finansowi, których wybierze BGK. Początkowo do firm trafi ok. 400 mln zł, ale Ministerstwo nie wyklucza zwiększenia tego budżetu.
– Wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego przygotowaliśmy ofertę pożyczki, która pomoże wielu firmom z sektora MŚP przezwyciężyć skutki COVID19. Utrzymanie płynności to obecnie jedno z największych wyzwań dla wielu firm. Pożyczki będą połączone z dotacją, co oznacza, że przedsiębiorca będzie musiał zwrócić jedynie pożyczony kapitał, bez odsetek ani żadnych dodatkowych kosztów. Dzięki takim korzystnym warunkom, firmom łatwiej będzie przetrwać trudny okres tąpnięcia gospodarczego, wywołanego epidemią koronawirusa – mówi Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Rozwiązanie na trudne czasy

Unijna pożyczka płynnościowa to zupełnie nowy produkt, który ma wesprzeć przedsiębiorców dotkniętych kryzysem. – Z perspektywy naszej misji wspierania rozwoju społeczno-gospodarczego, najważniejsze jest obecnie wdrażanie rozwiązań, które pomogą ratować firmy przed bankructwem i koniecznością redukcji etatów. Z pożyczki płynnościowej będzie można sfinansować pensje pracowników, opłacić czynsz za wynajem lokalu, uregulować zaległe należności wobec kontrahentów. To są najpilniejsze potrzeby małych i średnich biznesów, które decydują o ich przetrwaniu, a zatem i o kondycji polskiej gospodarki – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.
Najważniejsze cechy pożyczki płynnościowej:
  • Żadnych dodatkowych kosztów – gdy przedsiębiorca podpisze umowę na pożyczkę, jednocześnie otrzyma dotację na spłatę oprocentowania. Będzie to automatyczne – przedsiębiorca nie będzie musiał składać żadnych dodatkowych wniosków.
  • Brak ściśle określonego katalogu wydatków – przedsiębiorca zdecyduje na jakie potrzeby związane z utrzymaniem firmy przeznaczy środki pożyczki; pożyczką będą mogły być sfinansowane wydatki poniesione już 1 lutego 2020 r. – ważne żeby nie były opłacone.
  • Półroczna karencja w spłacie – przedsiębiorca będzie mógł zapłacić pierwszą ratę dopiero po pół roku od zaciągnięcia zobowiązania.
  • Wakacje kredytowe – raz w roku przez dwa pierwsze lata spłaty pożyczki przedsiębiorca będzie mógł skorzystać z dwumiesięcznych wakacji kredytowych.
  • Pożyczka do 15 mln zł – to maksymalna kwota pożyczki dla jednego przedsiębiorcy. Co ważne, jedna firma będzie mogła wziąć więcej niż jedną pożyczkę płynnościową, ale pod warunkiem, że ich łączna kwota nie przekracza 15 mln zł.
  • Proste zabezpieczenie pożyczki – w przypadku jednostkowej pożyczki w wysokości do 100 tys. zł jedynym wymaganym zabezpieczeniem będzie wystawiony przez przedsiębiorcę weksel in blanco.
  • Brak wymogu wkładu własnego
  • Okres spłaty do 6 lat
  • Pożyczka skierowana do wszystkich branż
Pożyczki płynnościowe finansowane będą z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) spadł w marcu o 17,38%

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc marzec. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Pierwszy miesiąc walki z pandemią odcisnął swoje piętno na warszawskiej GPW. Przed negatywnymi skutkami panicznej wyprzedaży akcji nie uchronił się także Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60), który spadł w marcu o 17,38% do poziomu 552,43 pkt. a w całym pierwszym kwartale stracił już 30,27% swojej wartości.

W pierwszej połowie marca ceny akcji kontynuowały wędrówkę na południe, potwierdzając najczarniejsze wizje wpływu pandemii koronawirusa na gospodarkę. Sytuacja na rynkach poprawiła się po interwencji Narodowego Banku Polskiego, który zainicjował po raz pierwszy w historii własne QE. Nie wchodząc w szczegóły techniczne samej interwencji należy przyznać, że działania NBP zatrzymały falę spadków cen akcji doprowadzając nawet do odrobienia części strat w drugiej połowie marca, ale jednocześnie doprowadziły do silnego osłabienia złotówki.

Ostatecznie indeks szerokiego rynku WIG spadł w marcu o 15,5%, a w całym pierwszym kwartale skurczył się o 28%. Niewiele lepiej wypadł indeks największych spółek, po spadku o 14,5% w marcu, zamknął on cały pierwszy kwartał 29,6% niżej od poziomu z początku roku. Lepiej sytuacja wygląda wśród małych spółek skupionych w indeksie SWIG80, który po marcowym spadku o 11,8%, ostatecznie stracił od początku roku „jedynie” 14,8%.

Producenci odzieży i motoryzacyjni pod największą presją

Giełdowy Indeks Produkcji również zaliczył w pierwszej połowie miesiąca rekordowy spadek do historycznych minimów, by następnie odrabiać mozolnie część strat w drugiej części miesiąca. W marcu wśród 60 największych polskich spółek produkcyjnych obecnych na WGPW zanotowano aż 45 spadków cen akcji przy 12 wzrostach i 3 przypadkach utrzymania wartości rynkowej na niezmienionym poziomie.

W przekroju branżowym przecena wartości rynkowej najbardziej dotknęła tzw. projektantów, czyli spółki z branży odzieżowej, które zajmują się głównie projektowaniem i dystrybucją, posiadając swoje zakłady produkcyjne najczęściej w Azji. Średni miesięczny spadek cen akcji w tej grupie wyniósł 41,93%. Inną branżą, która szczególnie mocno ucierpiała na skutek ucieczki kapitału inwestorów była motoryzacja (-29,54%).

Jest to zbieżne z sytuacją całej GPW w minionym miesiącu gdzie na wartości straciły wszystkie indeksy sektorowe, bez wyjątku. Największa przecena na WIG-ODZIEŻ, który w marcu spadł o 30,9%, a w dalszej kolejności były indeksy WIG-BANKI (-29,5% mdm), WIG-MEDIA (-27,9%), WIG-MOTO (-23,3%) i WIG-NIERUCHOMOŚCI (-21,3%).

Farmacja w odsieczy

Jednak co piąta spółka z portfela GIP60 oparła się fali przecen. Z oczywistych względów wśród nich największą reprezentację mają spółki z branż chemicznej oraz farmaceutycznej. Skokowy wzrost popytu na farmaceutyki sprawił, że spółki z tej grupy jakie jedne z nielicznych zanotowały wzrost cen akcji w marcu średnio o 9%. Jednakże największy miesięczny wzrost wartości rynkowej, a tym samym zwycięstwo marcowego rankingu GIP60 przypadło firmie Libet, czyli… producentowi materiałów budowlanych. Wzrost ceny akcji z 0,522 zł do 1,03 zł oznacza miesięczny wzrost o 97,32%, a był on efektem oferty na zakup spółki ze wszystkimi jej zakładami za cenę 4-krotnie wyższą niż wartość rynkowa z początku miesiąca. Drugie miejsce dla firmy Biomed-Lublin w. surowic i szczepionek – wzrost z 1,335 zł do 2,06 zł (54,31%), a najniższy stopień podium dla spółki Bioton za 29,39% wzrost ceny akcji z 2,535 zł do 3,28 zł.

 Przemysłowcy pod presją

Pandemia koronawirusa objęła swoim zasięgiem już praktycznie wszystkie największe gospodarki przemysłowe świata, destabilizując sytuację firm, rozrywając łańcuchy dostaw w przeciągu zaledwie kilku tygodni. Wartości produkcyjnego PMI® spadły w marcu niemal w każdym kraju na świecie gdzie prowadzi się takie badania, wyjątkiem były jedynie Chiny (50,1) i Tajwan (50,4), gdzie sytuacja wydaje się względnie opanowana. Szczególnym optymizmem napawa imponujący wzrost wartości tego wskaźnika w Chinach, gdzie w lutym PMI® zanurkował do 40,3 p. a w marcu odbił ponad neutralny poziom notując 50,1 p. Ciągle otwarte pozostają pytania o to czy nie nastąpi nawrót epidemii w tym kraju, oraz czy rozwinięte kraje poradzą sobie z problemem równie skutecznie. Niestety sytuacja we Włoszech czy w Hiszpanii oddala nas od twierdzącej odpowiedzi na drugie z tych pytań.

W porównaniu z innymi krajami, Polska jest dopiero na początku swojej walki z koronawirusem, ale ankietowani kierownicy firm produkcyjnych spodziewają się najgorszego. PMI® w naszym kraju wyniósł w marcu 42,4 notując piąty najgorszy wynik na świecie.

Własne badania w ramach projektu BAROMETR 4FACTORY przeprowadziła firma DSR S.A. Jako dostawca oprogramowania dla firm produkcyjnych DSR S.A. utrzymuje bliski kontakt z ponad setką dużych firm produkcyjnych z różnych branż, posiadających swoje zakłady w Polsce, co wykorzystano do przeprowadzenia własnych badań, które będą kontynuowane w kolejnych miesiącach. Wśród firm zapytanych o stan produkcji w marcu, było aż 43,6% takich, które nie zmieniły poziomu swojej produkcji, a co piątej udało się nawet ją zwiększyć. Zaledwie 1/3 zapytanych firm odpowiedziała, że poziom produkcji zmniejszył się. Jako główną przyczynę spadku produkcji firmy wskazały zmiany w zamówieniach od klientów (6 na 10 firm podało taką przyczynę), rzadziej firmy wskazywały na problem z dostępnością pracowników (5%) i współpracę z partnerami w łańcuchu dostaw (5%). Badanie to, skoncentrowane na branży produkcyjnej, ma szansę stać się wiarygodnym wskaźnikiem. Pozbawione jest elementu emocji, jak w przypadku badania PMI, oraz oparte na porównaniu liczbowych wartości produkcji. Już pierwsza edycja pokazuje silny różnice w branżach. Producenci żywności mają problem ze sprostaniem popytowi, a motoryzacyjni z wykorzystaniem wolnych mocy produkcyjnych. Wpływ na zmianę produkcji żywności mają zmiennie, w tym przypadku rosnące, zamówienia od odbiorców detalicznych kompensujące spadki w unieruchomionym sektorze HoReCa. W motoryzacji drugą przyczyną zmian są trudności w dostawach na czas.

Niepewna przyszłość

Pandemia koronawirusa zatacza coraz większe kręgi zwiększając poziom niepewności wśród inwestorów na całym świecie. Reakcje banków centralnych próbujących wszelkimi dostępnymi środkami utrzymać płynność w gospodarce chwilowo ustabilizowała sytuację, ale samo zwiększenie ilości pieniądza nie wystarczy jeśli aktywność gospodarcza utrzyma się na obecnym poziomie w kolejnych tygodniach lub nawet miesiącach.

Czy zatem czeka nas zapaść w globalnej branży produkcyjnej i fala bankructw? Jest to ciągle scenariusz bardzo prawdopodobny, jednakże w porównaniu np. z sektorem usług perspektywy dla przemysłu są ciągle nienajgorsze. We Włoszech w marcu, a więc najprawdopodobniej w samym szczycie epidemii, PMI® dla przemysłu wyniósł 40,3 pkt. i jest to oczywiście wynik fatalny, ale w porównaniu z usługowym PMI® na poziomie 17 pkt (gorszego odczytu nie zanotowano nigdy i nigdzie indziej), wypada całkiem przyzwoicie. Udział sektora produkcyjnego w PKB Hiszpanii i Włoch to odpowiednio 11% i 14%.

Podczas wspomnianego badania w ramach projektu BAROMETR 4FACTORY poproszono ankietowanych o prognozę sytuacji w kwietniu. Przez odpowiedzi przewija się wysoki niepokój związany z załamaniem zamówień od klientów (głównie eksportowych) oraz przerwaniem łańcuchów dostaw, ale prawie jedna trzecia ankietowanych ciągle wierzy, że uda się przejść przez obecny kryzys w dobrej kondycji. Tragedii jeszcze nie ma, ale wiele będzie zależało od sposobu walki z pandemią w kolejnych tygodniach i miesiącach.

Jak światowe gospodarki radzą sobie ze zwalczaniem skutków ekonomicznych koronawirusa

Walka z Covid-19 jest wojną w pełnym tego słowa znaczeniu. Wydaje się, że Chiny wygrały pierwszą bitwę. Hongkong, Tajwan, Singapur i Japonia również odniosły pewne sukcesy w łagodzeniu epidemii, bez wątpienia dzięki swoim doświadczeniom w radzeniu sobie z epidemią Sars w 2003 roku. Z drugiej strony Europa i Stany Zjednoczone długo budziły się ze złudzeń poczucia swojej nietykalności wobec tego wirusa. W rezultacie epidemia szaleje teraz na Zachodzie. Coraz bardziej oczywistym staje się fakt, że zwalczanie skutków ekonomicznych koronawirusa będzie wymagało czegoś więcej, niż obniżek stóp procentowych.

Do tej pory zachodnim krajem najbardziej dotkniętym epidemią są Włochy, które mają szczególnie silne powiązania gospodarcze z Chinami. Północne Włochy, to nowy Wuhan (chińskie mega-miasto, w którym pojawił się koronawirus). Przytłoczony epidemią rząd włoski hamuje gospodarkę, zamykając gospodarkę detaliczną i poddając kwarantannie cały kraj. Wszystkie sklepy z wyjątkiem aptek i sklepów spożywczych są zamknięte. Ludzie zostali poinstruowani, aby pozostać w domu i mogą wchodzić do miejsc publicznych tylko w celu zakupów lub dojazdu do pracy.

W Niemczech do tej pory stosunkowo niewiele osób zmarło na koronawirusa, jednak liczba infekcji gwałtownie rośnie, tak samo szybko, jak w innych krajach. Wydarzenia publiczne w całym kraju zostały odwołane, a uczniom i studentom zapowiedziano, aby pozostali w domu.

Z kolei Austria już dawno zamknęła granicę z Włochami. Austriackie szkoły, uniwersytety i większość sklepów również zostały zamknięte. Początkowo Francja stosowała bardziej swobodne podejście, ale teraz także zamknęła swoje szkoły, restauracje i sklepy, podobnie jak Hiszpania. Dania, Polska i Czechy zamknęły swoje granice z sąsiadami, w tym z Niemcami i wprowadziły podobne restrykcje na swoich terytoriach. W Stanach Zjednoczonych liczba osób zarażonych przekroczyła 800 tys., a zmarło ponad 100 osób (stan na dzień 01.04.2020 r.). Prezydent USA Donald Trump ogłosił stan wyjątkowy. O rozwoju epidemii w naszym kraju jesteśmy informowani na bieżąco.

W zaistniałej sytuacji wydaje się, że najważniejszym jest, aby w zwalczaniu epidemii wszystkie rządy podążały za przykładem Chin, podejmując bezpośrednie działania przeciwko Covid-19. Brak funduszy nie powinien ograniczać nikogo na pierwszej linii frontu. Szpitalne oddziały intensywnej terapii muszą zostać rozbudowane; zbudowane muszą zostać szpitale tymczasowe; na masową skalę muszą być produkowane lub kupowane i udostępniane wszystkim potrzebującym: respiratory, sprzęt ochronny i maski. Poza tym resorty zdrowia publicznego muszą otrzymać zasoby i fundusze niezbędne do dezynfekcji fabryk i innych przestrzeni publicznych. Obowiązywać muszą zasady powszechnej higieny. Szczególnie ważne jest badanie populacji na dużą skalę, na obecność koronawirusa. Identyfikacja każdego przypadku może uratować wiele istnień ludzkich. Poddanie się pandemii po prostu nie wchodzi w grę.

Skutki ekonomiczne koronawirusa

Szkody, jakie pandemia koronawirusa Covid-19, spowodowała i jeszcze spowoduje w gospodarce światowej, są na obecnym etapie nie do oszacowania. Posłużmy się przykładami kilku państw.

Amerykanie w ubiegłym roku wydali 2,1 bln dolarów na usługi (transportowe, gastronomiczne, hotelarskie i rekreacyjne). Przychody z tych sektorów trafiają do wielu miejsc. To z nich bezpośrednio płaci się pracownikom za ich pracę. To z nich finansuje się dostawców. Ci płacą podatki, z których finansowana jest policja i nauczyciele, płacone są czynsze, które stanowią wynagrodzenie właścicieli nieruchomości, i zyski przypadające inwestorom. W zaistniałej sytuacji wszystkie przepływy pieniężne są zagrożone, ponieważ wydatki konsumpcyjne spadają. Pięć sektorów doświadczających najbardziej bezpośredniego i natychmiastowego załamania popytu lub stojących w obliczu mandatów rządowych z powodu koronawirusa, to:

  • transport lotniczy;
  • sztuki sceniczne i sport;
  • hazard i rekreacja;
  • hotele i inne zakwaterowanie;
  • oraz restauracje i bary.

Z kolei w Wielkiej Brytanii, według brytyjskiej firmy badawczej Capital Economics, spadek brytyjskiej gospodarki w związku z recesją wywołaną koronawirusem, może osiągnąć nawet poziom 20% w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Jest to spowodowane wprowadzeniem nowych decyzji rządowych, mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się epidemii, takich jak zamykanie pubów, restauracji i teatrów, które „znacznie ograniczą działalność gospodarczą”, a gospodarstwa domowe będą mniej środków przeznaczać na „nieistotne” wydatki. Firma Capital Oeconomicus jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa przewidywała recesję w brytyjskiej gospodarce i spadek PKB o 2,5% w stosunku kw/kw, w drugim kwartale. Teraz, wraz z zatrzymaniem się części gospodarki, w tym decyzji dot. zatrudnienia i inwestycji, uważa, że PKB może spaść o 10–20%.

W Polsce, z najświeższych badań Organizacji Pracodawców Lewiatan, opracowanych przez prof. Jacka Męcinę z UW, wynika, że aż 94% ankietowanych przedsiębiorstw wyraźnie odczuwa uderzenie pandemii, a tylko 5% w niewielkim stopniu. Im mniejsza firma, tym boleśniej została przez wirusa uderzona. Dlatego prawie 68% przedsiębiorstw mówi wprost – brak pomocy państwa może stać się powodem decyzji o zlikwidowaniu działalności. Z wyciągniętą po pomoc ręką 53% firm może czekać do miesiąca, niecałe 19% – do trzech tygodni, a kolejne 28% – już tylko dwa tygodnie. I kolejna zła wiadomość: nawet pomoc nie spowoduje zmiany decyzji o redukcji zatrudnienia (dane na podstawie: polityka.pl).

Przeciwdziałanie skutkom Covid-19 w gospodarce

„Wszystkim osobom, które są obecnie bezrobotne z powodu ważnych i koniecznych środków ograniczających, na przykład w związku z koniecznością zamykania hoteli, barów i restauracji: wkrótce dostaną pieniądze. Chiński atak wirusowy nie jest twoją winą! Będziemy silniejsi niż kiedykolwiek!” – Powiedział w ubiegłym tygodniu prezydent USA Donald Trump, przemawiając do narodu za pośrednictwem sieci społecznościowych. Jak później określił amerykański minister finansów Stephen Mnuchin, początkowo 250 mld dolarów zostanie przeznaczonych na wsparcie ludności w formie bezpośredniej pomocy ukierunkowanej. Sugeruje to, że na każdego dorosłego Amerykanina o dochodach mniejszych niż 75 tys. dolarów rocznie będzie około tysiąca dolarów.

Pakiet stymulacyjny zatwierdzony przez Kongres, to największa pomoc finansowa dla gospodarki w historii Stanów Zjednoczonych. Dwa biliony dolarów to – zgodnie z danymi Banku Światowego – kwota przewyższająca PKB takich państw, jak Kanada, Rosja czy Brazylia. Media w USA piszą, że pakiet jest bezprecedensowy i historyczny. Licząca ponad 800 stron ustawa przewiduje między innymi fundusz o wartości 500 mld dolarów na pomoc dla branż znajdujących się w trudnej sytuacji. Ponadto pakiet przeznacza 350 mld dolarów na pożyczki dla małych firm, 250 mld na zwiększoną pomoc dla bezrobotnych i 100 mld dolarów dla szpitali, na bezpośrednią walkę z wirusem.

Dodatkowo, w poniedziałek 23 marca 2020 r. amerykańska Rezerwa Federalna (tj. Bank Centralny USA) podjęła bezprecedensowe środki w celu wsparcia rynków finansowych: ogłoszono, że od teraz wykup z rynku obligacji skarbowych będzie następował bez żadnych ograniczeń, w takich ilościach, jakie będą „niezbędne”. We wtorek zaobserwowano opóźniony, ale potężny efekt tej decyzji na rynkach finansowych. Ceny na instrumenty finansowe, jak i surowce rosły na całym świecie. Dotyczyło to przede wszystkim akcji spółek, ale także walut, w tym walut krajów rozwijających się, a także złota i ropy naftowej. Trudno przecenić także psychologiczny efekt, jaki osiągnęły amerykańskie władze dzięki swojej decyzji i można założyć, że będzie on dłuższy, niż jej bezpośredni wpływ na ceny określonych aktywów. Na rynkach finansowych od dawna funkcjonuje termin „Bazooka[1] Fed”, używany w przypadkach, w których amerykański bank centralny stosuje pewne pilne, nietypowe i być może nawet niezwykle niebezpieczne środki oddziaływania finansowego na rynki i całą gospodarkę. Jako przykład emocjonalnej reakcji na to, co wydarzyło się 23 marca, można zacytować ocenę zawartą w artykule w Australian Financial Review, wiodącej gazety finansowej na półkuli południowej, która zaczyna się od tezy: „Zapomnijcie o Bazooce. Rezerwa Federalna użyła broni nuklearnej. Decyzja o nieograniczonym wykupie obligacji rządowych USA z rynku, podjęta przez największy na świecie bank centralny jest decydującym momentem nie tylko w tym kryzysie, ale także w całej historii działalności banków centralnych, co świadczy o powadze zjawiska spadku aktywności gospodarczej, który negatywnie wpływa na globalną gospodarkę i wspierający ją system finansowy”.

Działania amerykańskich władz poparł sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, który oświadczył, że w celu walki z koronawirusem, biorąc przykład z USA należy dodrukować pieniędzy w ilości odpowiadającej 10% światowego GDP. Zaproponował, aby środki te skierować na pomoc krajom rozwijającym się.

Z kolei w Wielkiej Brytanii Robert Chote, szef Biura Odpowiedzialności Budżetowej (OBR), zaproponował inne rozwiązanie i zaczął namawiać rząd do pożyczania i wydawania jak największych kwot, aby pomóc zrównoważyć skutki pandemii. Chote stwierdził, że podczas drugiej wojny światowej deficyty budżetowe „przez 5 lat przekraczały 20% PKB”, nazywając to „właściwą rzeczą do i osób. Rząd musi i będzie działać z głębokim poczuciem pilności ”. Stanowisko Johnsona poparł minister finansów Rishi Sunak, który powiedział na konferencji prasowej, że „nigdy wcześniej nie podejmowaliśmy takiej walki ekonomicznej”. Ogłosił, że skarb królestwa odłożył „bezprecedensowe” 330 mld funtów na gwarantowane przez rząd pożyczki przedsiębiorstw – stanowiące równowartość 15% PKB. Rząd sfinansuje dotacje dla małych firm w wysokości od 10 do 25 tys. funtów, kredytodawcy zaoferują trzymiesięczną przerwę w spłacaniu kredytów hipotecznych tym, którzy mają trudności finansowe. Wg Sunaka „oznacza to, że każda firma, która potrzebuje dostępu do gotówki, aby opłacić czynsz, wynagrodzenie, dostawców lub zakup akcji, będzie mogła uzyskać dostęp do pożyczki lub kredytu wspieranego przez rząd na atrakcyjnych warunkach”.

Podobne do brytyjskich działania podjęto w Hiszpanii, która planuje na wsparcie gospodarki przeznaczyć 200 mld euro i wspierać gospodarkę m.in. przez: niskooprocentowane kredyty dla przedsiębiorstw poszkodowanych przez epidemię, zawieszanie obowiązku spłaty kredytów hipotecznych, wsparcie dla rodzin najbardziej dotkniętych kryzysem, rekompensatę za korzyści utracone w czasie pandemii.

We Francji rząd uruchomił 45 mld euro, w ramach środków kryzysowych dla krajowych firm. Duża część tej kwoty przeznaczona będzie na: odroczenie wszystkich płatności podatkowych i kosztów wynagrodzeń i anulowanie takich płatności dla firm zagrożonych upadłością. Rząd francuski zagwarantuje również pożyczki o wartości 300 mld euro, aby pomóc firmom przetrwać kryzys.

Federalny rząd Niemiec na walkę z gospodarczymi skutkami pandemii koronawirusa, przeznaczył 500 mld euro. Środki zostaną przeznaczone na zapewnienie płynności finansowej firmom dotkniętym pandemią. Łatwiejszy ma być dostęp do pożyczek udzielanych przez państwowy bank rozwoju. Firmy, które będą miały trudności z płynnością finansową, mogą liczyć na odroczenie płatności podatków i składek. Niemiecki rząd wprowadził również zasiłek za pracę krótkoterminową, a wiele zobowiązań z tytułu długu publicznego i prywatnego (takich jak czynsze mieszkaniowe i płatności odsetek) zostało zawieszonych.

W Polsce podjęto również działania antykryzysowe ze strony rządu. Tzw. tarcza antykryzysowa deklaruje środki na wsparcie gospodarki w wysokości 10% PKB. W ramach tarczy tzw. mikro-przedsiębiorcy mogą liczyć na 5 tys. złotych pożyczki, przewiduje między innymi zwolnienie ze składek ZUS na trzy miesiące, z czego mogą skorzystać osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, a także mikro-firmy, zgłaszające do ZUS maksymalnie do dziewięciu osób. Krytycy tarczy twierdzą, że ewentualna pomoc cierpiącym firmom obwarowana jest wieloma warunkami, co czyni możliwość skorzystania z niej bardzo niepewną.

W niektórych innych krajach Unii Europejskiej zawieszono spłatę pożyczek, w tym hipotek, a największe banki w Gruzji również ogłosiły możliwość odłożenia obowiązkowych płatności. Rząd rosyjski ogłosił odroczenie wpłat ubezpieczeń dla małych i średnich przedsiębiorstw, zawieszenie planowych kontroli i inne środki wsparcia. Jak widać z powyższego, rozdawnictwo pieniędzy nie jest jedynym rozwiązaniem antykryzysowym ogłoszonym przez rządy w ostatnich dniach.

Konsekwencje działań i/lub zaniechań w gospodarce objętej koronawirusem

Zrozumieć, dlaczego gospodarka światowa jest w poważnym niebezpieczeństwie z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa, pomaga jedno z podstawowych praw ekonomii, które brzmi: „wydatki jednej osoby, stanowią dochód innej osoby”. Wyrażona w jednym zdaniu teza wiąże się faktycznie z 87 bln dolarów, globalnej gospodarki.

Ten związek między wydatkami a dochodami, konsumpcją i produkcją leży u podstaw funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej. Jest to podstawa swego rodzaju perpetuum mobile, jakim jest ta gospodarka. Kupujemy rzeczy, które chcemy i potrzebujemy i w zamian dajemy pieniądze tym, którzy te rzeczy wyprodukowali, którzy z kolei używają tych pieniędzy, aby kupować rzeczy, których oni chcą i potrzebują, i tak dalej. To, co jest tak bardzo niepokojące w związku z potencjalnymi falowymi efektami ekonomicznymi wirusa, polega na tym, że ta maszyna, swoiste perpetuum mobile może się niemal całkowicie zatrzymać, na czas nieokreślony, w wielu sektorach gospodarki. Żadna współczesna gospodarka nie doświadczyła jeszcze czegoś takiego. Po prostu nie wiemy, jak ta maszyna ekonomiczna zareaguje na pojawiające się przeszkody, ani jak trudne lub łatwe będzie jej ponowne włączenie.

Stany Zjednoczone i znaczna część świata są na skraju ogromnego ograniczenia wydatków konsumpcyjnych, co z kolei będzie oznaczać mniejszą wydajność gospodarczą i niższe dochody wśród osób świadczących te usługi. Oczywiście zarówno władze USA, jak i innych krajów (na co wskazano wcześniej) podejmują różne działania w walce z kryzysem gospodarczym wywołanym przez koronawirusa.

W USA podjęto środki zaradcze m.in. pod ogólnym hasłem „tysiąc dolarów do rąk każdego obywatela”, nazywane tu również „rozdawaniem pieniędzy z helikoptera”. Czy jednak przepis wsparcia gospodarki za pomocą dodrukowywania pieniędzy naprawdę pomoże Amerykanom i całej gospodarce światowej? Część ekspertów w USA uważa, że „w rzeczywistości reakcja Stanów Zjednoczonych w postaci drukowania pieniędzy stała się nieuniknionym trendem”.

Jednak nie da się ukryć, że tego typu działania odbywają się kosztem globalnej gospodarki. Dolar amerykański jest światową walutą rezerwową i główną walutą światowego handlu. I, niestety, to właśnie z powodu finansowej hegemonii dolara, światowa gospodarka będzie musiała ponieść konsekwencje luzowania ilościowego na dużą skalę tej waluty (tj. wykupu amerykańskich obligacji przez USA, za amerykańskie dolary, drukowane „z powietrza”).

Takie działania muszą spowodować poważną, globalną inflację. Rosnące ceny towarów wkrótce rozprzestrzenią się na wszystkie produkty na całym świecie, co doprowadzi do wyższych cen aktywów finansowych, a skutki tego wzrostu będą odczuwalne w realnej gospodarce. Zauważają to Chińczycy. Anglojęzyczny Global Times napisał, że: „jako jeden z największych kredytorów amerykańskiego długu, Chiny muszą uwzględnić wpływ drukowania pieniędzy w Stanach Zjednoczonych i zachować odpowiednie środki ostrożności w odniesieniu do struktury chińskich rezerw walutowych”. Tłumacząc to ostatnie zdanie z dyplomatycznego angielskiego, na potoczny polski, można zrozumieć, że: Chiny poważnie rozważają scenariusz, w którym dolary i amerykańskie obligacje z chińskich rezerw walutowych trzeba będzie natychmiast wyprzedawać, ponieważ działania Waszyngtonu doprowadzą do globalnej inflacji i katastrofalnej dewaluacji samej amerykańskiej waluty. Możemy założyć, że Pekin tym samym, wysłał publiczne ostrzeżenie do Waszyngtonu.

Również wielu amerykańskich ekonomistów wystąpiło z krytyką idei rozdawnictwa pieniędzy. Uważają oni, że jest to bezsensowne działanie, ponieważ problemem, z jakim obecnie musi zmierzyć się Ameryka, nie polega na braku pieniędzy, a rozerwaniu łańcuchów dostaw, w wyniku paniki konsumenckiej, co prowadzi dalej do rozerwania więzi kooperacyjnych w gospodarce. Eksperci dodają, że: „zwiększanie masy pieniężnej w rękach obywateli za pomocą środków nadzwyczajnych nie jest rozwiązaniem systemowym, a tylko takie mogłoby doprowadzić do uruchomienia inwestycji w gospodarce. Dla normalnego funkcjonowania gospodarki pracujący ludzie muszą otrzymywać normalne pensje, a nie „pieniądze zrzucane z helikoptera””.

Trzeba jednak przyznać, że również tradycyjne metody stymulowania biznesu w obecnej sytuacji raczej się nie sprawdzą. Zdaniem ekspertów kluczowym problemem w zaistniałej sytuacji jest dzisiaj to, że globalny system finansowy i jego polityka pieniężna już przed epidemią koronawirusa zbliżyły się do niebezpiecznej granicy, na co wyraźnie wskazuje polityka zerowych stóp procentowych wielu banków centralnych. Natomiast koronawirus tylko pogorszył istniejące wcześniej, niepokojące trendy w gospodarce. Przykładem mogą być wcześniejsze działania Europejskiego Banku Centralnego, który obniżył stopy procentowe do zera na długo przed pojawieniem się epidemii w Europie.

Finansiści intuicyjnie rozumieją, że w obecnej sytuacji stary sposób (dalsze obniżanie stóp procentowych) nie zadziała, a nowe narzędzia i metody rozwiązywania bieżących problemów ekonomicznych nie zostały jeszcze opracowane. Dlatego rządy próbują tak „egzotycznych” środków, jak dystrybucja gotówki bezpośrednio do konsumentów i wydawać by się mogło, że znaleziono prosty, niezawodny i skuteczny sposób na stymulowanie popytu. Zachodzi jednak pytanie podstawowe: jeśli problem można tak łatwo systemowo rozwiązać, to dlaczego trzeba płacić podatki? Dlaczego obywatele w ogóle pracują, jeżeli można żyć z dodrukowywanych pieniędzy?

W zasadzie wśród ekspertów panuje zgodna opinia, że w obecnej trudnej sytuacji, pozostaje polegać na potencjale mobilizacyjnym państwa w gospodarce: bez dużych projektów państwowych nie ma wyjścia z obecnego kryzysu – ani w Stanach Zjednoczonych, ani w innych krajach. Tak było w czasie Wielkiej Depresji, tak jest i teraz, kiedy wymagane są decyzje na wielką skalę.

Jednak, jako właściwy przykład działań, można podać nie rozdawnictwo pieniędzy, a stosowane już lub planowane do zastosowania, takie celowane rozwiązania, jak: wakacje podatkowe na uproszczonych formalnie warunkach, wakacje kredytowe (związane z tym przejściowe zamrożenie depozytów), okresowe przejęcie przez państwo wypłaty pensji w biznesach, które nie mogą normalnie działać i/lub inna forma partycypacji w kosztach przedsiębiorców, dotacje z budżetu na ratowanie biznesów itp. Przy czym, ważnym jest, aby skala tych działań była proporcjonalna do faktycznego zapotrzebowania, znajdującej się w kryzysie gospodarki. Może się, bowiem okazać, że znajdziemy się w sytuacji „podobnej, jak przed kryzysem w 2008 r., kiedy władze nie zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji i próbowały stymulować gospodarkę za pomocą narzędzi punktowych”, aż w końcu okazało się, że ożywienie jest możliwe tylko przy pomocy bezprecedensowych środków. W 2008 r. do systemu finansowego trzeba było przelać kilka bilionów dolarów. Teraz skala interwencji państwa może być znacznie większa.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Bazooka– amerykańska ręczna wyrzutnia niekierowanych przeciwpancernych pocisków rakietowych z głowicą kumulacyjną. Granatnik przeciwpancerny stosowany przez wojska amerykańskie i na uzbrojeniu armii amerykańskiej do lat sześćdziesiątych XX wieku.

UNICEF Polska alarmuje: W czasie izolacji rośnie skala przemocy domowej wobec dzieci

Wraz z ograniczeniami i zaostrzeniami wynikającymi z pandemii koronawirusa, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach zmagających się z COVID-19, znacząco nasila się zjawisko przemocy domowej. W szczególnie trudnej sytuacji znalazły się dzieci.

16 marca w Polsce zostały zamknięte szkoły, przedszkola i inne placówki sprawujące opiekę nad dziećmi. Wprowadzono edukację na odległość. Tym samym dzieci straciły bezpośredni kontakt z nauczycielami, pedagogami i rówieśnikami oraz z dziadkami i dalszą rodziną, która jest dla nich często jedynym wsparciem w trudnych chwilach. Od 1 kwietnia wprowadzono dodatkowe obostrzenia, na mocy których, dzieci nie mogą poruszać się w przestrzeni publicznej bez opieki osoby dorosłej.

Problemy związane z izolacją i naruszeniem rutyny dnia codziennego odbijają się negatywnie na psychice najmłodszych. Ciężar wsparcia edukacyjnego i psychologicznego dziecka spoczął przede wszystkim na rodzicu, który niejednokrotnie nie jest w stanie temu sprostać.

Izolacja i brak kontaktów z innymi osobami sprzyjają nasilaniu się aktów przemocy domowej. Pracownicy UNICEF ze wszystkich krajów, gdzie występuje koronawirus, alarmują, że sytuacja dzieci staje się coraz trudniejsza. W Polsce organizacje prowadzące telefony zaufania informują o coraz większej liczbie zgłoszeń ze strony najmłodszych.

Sytuacja dzieci w rodzinach dotkniętych przemocą

Walka z pandemią spowodowała, że instytucje, które w normalnych warunkach udzielały dzieciom wsparcia, teraz funkcjonują w trybie zdalnym. Zaangażowanie policji w szereg działań związanych z koronawirusem powoduje ograniczenie możliwości monitorowania rodzin objętych procedurą „Niebieskie Karty”. Dzieci mają obecnie znikomy kontakt z osobami, które mogłyby im pomóc (wychowawcy, nauczyciele, pedagodzy itd.) oraz ograniczony dostęp np. do prowadzenia swobodnej rozmowy telefonicznej. Najmłodsi niejednokrotnie nie są w stanie uzyskać wsparcia lub nie wiedzą, gdzie i w jaki sposób mogą się po nie zwrócić.

Warto zauważyć, że w rodzinach dotkniętych przemocą, niejednokrotnie zaniedbywane są potrzeby żywieniowe dzieci czy potrzeby związane z zapewnieniem dostępu do materiałów i sprzętów niezbędnych do edukacji na odległość. W sytuacji epidemii realizacja tych potrzeb może być przeoczona lub niedostrzeżona przez instytucje pomocowe.

Dyrektor Generalny UNICEF Polska, Marek Krupiński apeluje o wzmocnienie wszystkich możliwych działań, które mogą wesprzeć bezpieczeństwo dzieci. Należy monitorować te rodziny, w których już dochodziło do przemocy. Dzieci muszą wiedzieć, gdzie mogą się zgłosić z prośbą o pomoc i że ta pomoc do nich dotrze. Ponadto, każdy z nas powinien w tym trudnym czasie być bardziej wyczulony na sygnały świadczące o przemocy domowej. Nie bójmy się ich zgłaszać do odpowiednich służb, mówi Marek Krupiński.

Nie rezygnować z ostrożności

Ryzykowne aktywa kontynuują rajd ulgi na optymizmie, że epidemia koronawirusa może słabnąć w niektórych epicentrach. To przynosi słabość USD, który dotychczas służył jako bezpieczna przystań na przeczekanie. Teraz w skróconym tygodniu ważne będzie na ile uda się wytrwać z nadziejami na poprawę, a na ile ryzykiem będzie chęć szybkiej realizacji zysków. Bo sceptycznie podchodzę do tezy, że całe zło jest już w cenach.

Nie chcę demonizować, ale nie brakuje wyzwań dla aktualnego optymizmu. Sam spadek liczby zachorowań odnotowywanych na świecie każdego dnia to jeszcze nie dowód, że pandemia została opanowana. Wciąż nie ma uniwersalnego i skutecznego środka medycznego do walki z koronawirusem, stąd podtrzymywane będą obawy władz i obywateli odnośnie tego, kiedy i w jaki sposób będzie można przywrócić aktywność gospodarczą. Niepewność będzie ciążyć na wynikach spółek i w takim otoczeniu trudno zakładać, aby wczorajsze silne wzrosty na giełdach brały się z fundamentalnego dyskonta przepływów pieniężnych. Nie chcę nawet przypominać jak dramatycznie będą dopiero wybrzmiewać dane z rynku pracy w USA, ale też Europie. Obszary ryzyka wciąż są duże i będą jeszcze nie raz straszyć. Na razie widzimy risk-on, rajd na giełdach, a na FX przesiadkę z USD w kierunku ryzykownych: AUD, NZD, NOK. EUR/PLN na 4,53 jest najniżej do tygodnia, ale wątpię, czy starczy entuzjazmu ogólnorynkowego, by doprowadzić kurs do 4,50. Dziś uwaga na Wall Street, czy znajdzie się tam chęć na podtrzymanie rajdu, czy jednak będzie rządzić klątwa Wtorku Odwrotu.

EUR/USD odbija w kierunku 1,09, co dowodzi, że obawy związane z rozprzestrzenianiem się COVID-19 w Europie i USA w większym stopniu negatywnie odbijają się na EUR, nawet jeśli to Nowy Jork rozpatrujemy jako bieżące epicentrum. Z tego powodu tym bardziej istotne jest, co Eurogrupa planuje dziś zaprezentować jako fiskalne wsparcie dla gospodarki. Ministrowie finansów państw strefy euro mają dyskutować, jakie rozwiązanie będzie najlepsze, by bezpiecznie rozprowadzić obciążenia finansowe. Z docierających informacji wynika, że rozpatrywane są wspólne euroobligacje („corona bonds”) lub linie pożyczkowe z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Pierwsze rozwiązanie oferuje więcej możliwości (gdyż arsenał ESM jest ograniczony do 410 mld EUR), ale pomysł corona bonds spotyka się z silnym sprzeciwem m.in. Niemiec. Jest bardziej prawdopodobne, że Eurogrupa pójdzie utartym już śladem programów pożyczkowych dla małych i średnich firm w celu ochrony miejsc pracy, podczas gdy ESM pozostanie pierwszą dostępną opcją na wypadek, gdyby rynek długu kwestionował wypłacalność członków Eurolandu (Włochy przychodzą tu pierwsze na myśl). To nie wystarczy, by zbudować dodatkowy entuzjazm uczestników rynku i dać świeże paliwo dla umocnienia EUR. Jednak jakiekolwiek sygnały, że Eurogrupa nie zamyka się całkowicie na pomysł koronaobligacji mogą się dobrze wpasować w pozytywne nastroje, jaki dziś panują na rynku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirus nie pozostanie bez wpływu na rynek powierzchni elastycznych

Znajdujemy się właśnie w bardzo specyficznej sytuacji, którą ciężko nam wszystkim zrozumieć. Gro ekspertów na całym świecie próbuje przewidzieć skutki pandemii, skupiając się przede wszystkim na nadchodzącym kryzysie gospodarczym.

Trudno nie wrócić więc myślami do 2008, kiedy to mierzyliśmy się z poprzednim kryzysem. To właśnie wówczas zaczął dynamicznie rozwijać się rynek powierzchni elastycznych, który wykorzystał rosnący wskaźnik pustostanów. W opustoszałych biurowcach zaczęły otwierać się kreatywne przestrzenie projektowane pod wchodzących na rynek pracy Millenialsów.

To, że COVID-19 odciśnie swoje piętno w poszczególnych sektorach rynku nieruchomości komercyjnych nie pozostawia już dziś wątpliwości. Wciąż niewiadomą pozostaje, jak duży i długotrwały będzie to wpływ. Obecna atmosfera niepewności i lockdown gospodarki odbije się również na rynku biur elastycznych. Patrząc jednak teraz na ten sektor z perspektywy poprzedniego kryzysu, który pozwolił mu znacząco się rozwinąć, powinniśmy rozważać nie tylko zagrożenia, ale i szanse.

Oczywiście, w krótkiej perspektywie powierzchnie flex mogą ucierpieć tracąc część najemców. Bądźmy jednak świadomi, że to właśnie na elastycznym modelu najmu zbudowany jest ich model biznesowy. Największa zaleta tego produktu, czyli możliwość stosunkowo szybkiego wejścia i wyjścia z powierzchni, w obecnej sytuacji spowoduje redukcję przychodów w portfelach operatorów. W zależności od długości okresu, w jakim będziemy zmuszeni do pracy zdalnej, możemy spodziewać się, że  mniejsi najemcy,  którzy są bardziej podatni na kryzysowe sytuacje i gospodarcze zawirowania (np.  freelancerzy oraz MŚP), będą rezygnować z przedłużenia umów lub je wypowiadać. Również część korporacji, która wynajmuje powierzchnie flex na potrzeby realizowanych projektów, może się wycofać lub przynajmniej wstrzymać z nowymi najmami.

Długofalowo flexy zyskają

Długoterminowo operatorzy powierzchni flex mogą jednak zyskać. Do tej pory większość firm w ramach zabezpieczenia kontynuacji biznesu pod kątem nieruchomości ograniczała się tylko do swoich tradycyjnych biur. Natomiast to, co się dzieje teraz, otwiera nam oczy na wiele różnych, potencjalnych przypadków – co gdy nie będziemy mieli do naszego biura dostępu lub zostanie odcięte od prądu czy sieci? Albo w sytuacji, gdy w krótkim czasie będziemy musieli ograniczyć zasoby ludzkie? W takich momentach potrzebujemy alternatywnego miejsca pracy. Powierzchnie flex gwarantują nam to, że w szybki sposób można mieć do nich dostęp, nawet wtedy, gdy firmowe biuro jest już zamknięte czy wręcz zablokowane.

Epidemia COVID-19 przyśpieszy procesy, jakie zaczęliśmy obserwować już wcześniej, czyli przechodzenia z tradycyjnego modelu biura na bardziej elastyczny. Coraz więcej najemców będzie myślało o włączeniu powierzchni flex do swojej strategii utrzymania biznesu tak, aby odpowiednio zarządzać ryzykiem i kosztami, np. planując jedynie 70% powierzchni w tradycyjnym układzie, a pozostałe 30% w biurach elastycznych, które dopasują się do bieżących potrzeb. Taki kierunek obierają już od dawna rynki zachodnie, przez co rynek powierzchni elastycznych rósł tam o wiele szybciej niż w Polsce. Obecnie w Londynie flexy stanowią ponad 5% wszystkich powierzchni biurowych, na Manhattanie jest to aż 15%, a w Warszawie jedynie 2,5%.

Powierzchnie elastyczne mogą też zyskać na ewentualnych perturbacjach na rynku biurowym. Część firm w obecnej niepewnej sytuacji gospodarczej może odsunąć swoje plany relokacji czy ekspansji biura i zdecydować się na mniej wiążące rozwiązania. Tu z pomocą przyjdą im operatorzy przestrzeni flex, którzy zaoferują większą elastyczność i bezpieczeństwo w sytuacji zapotrzebowania na szybkie zwiększenie bądź zmniejszenie powierzchni. Jest to atut, który najemcy szczególnie doceniają w kryzysowych sytuacjach, kiedy długofalowe planowanie jest utrudnione.

Krótkoterminowo sojusznikiem powierzchni elastycznych może się też okazać sytuacja na budowach. Ewentualne opóźnienia przy realizacji, wykończeniach i odbiorach biurowców, spowodowane przerwanymi łańcuchami dostaw i ograniczeniami wynikającymi z kwarantanny pracowników, mogą czasowo zwiększyć popyt na flexy, wypełniając w ten sposób lukę podażową.

Flexy wciąż będą w cenie

Nie można zapominać o unikalnej wartości flexów, czyli zróżnicowanej społeczności, która może się wymieniać pomysłami i inicjatywami, być rynkiem talentów i inspiracji. Nadal będzie to duży atut powierzchni coworkingowych i serwisowanych, które choć na początku mogą stracić nieco na zaufaniu, to długofalowo będą nadal przyciągać.

Wśród licznych zalet powierzchni elastycznych warto również odnotować obserwację, z której wynika, że ich użytkownicy łatwiej i szybciej byli w stanie przestawić się na pracę zdalną, której na masową skalę doświadczamy w Polsce od marca. To nowe doświadczenie pozwala przypuszczać, że po epidemii będziemy obserwować zmianę nawyków w naszej pracy – zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców. Więcej osób i firm przekona się home office’ów, co będzie sprzyjać rozwojowi rynku powierzchni elastycznych.

Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International

Hakerzy wykorzystują COVID-19 do wyłudzania danych

Hakerzy tworzą fałszywe strony internetowe oraz masowo rozsyłają wiadomości elektroniczne mające na celu zwabić nieświadomych użytkowników i wyłudzić ich dane uwierzytelniające, czy zainfekować komputery złośliwym oprogramowaniem. Wiele zorganizowanych grup przestępczych zmieniło swoje taktyki działania, coraz częściej wykorzystując w przeprowadzanych atakach materiały związane z koronawirusem – m.in. są to wiadomości medyczne, informacje o fałszywych lekarstwach, dodatkowych świadczeniach w sytuacjach kryzysowych i brakach w zaopatrzeniu.

Zorganizowane grupy cyberprzestępcze na dużą skalę wykorzystują niepewność i obawy związane z pandemią koronawirusa do atakowania osób prywatnych i przedsiębiorstw na przeróżne sposoby. Od połowy lutego br. można zaobserwować błyskawiczny rozrost infrastruktury wykorzystywanej przez cyberprzestępców do prowadzenia ukierunkowanych kampanii phisingowych związanych tematycznie z COVID-19. Kampanie te mają na celu zwabienie nieświadomych użytkowników na fałszywe strony internetowe i wyłudzenie ich danych uwierzytelniających.

Hakerzy tworzą fałszywe strony internetowe oraz masowo rozsyłają wiadomości elektroniczne mające na celu zwabić nieświadomych użytkowników i wyłudzić ich dane uwierzytelniające, czy zainfekować komputery złośliwym oprogramowaniem. Wiele zorganizowanych grup przestępczych zmieniło swoje taktyki działania, coraz częściej wykorzystując w przeprowadzanych atakach materiały związane z koronawirusem – m.in. są to wiadomości medyczne, informacje o fałszywych lekarstwach, dodatkowych świadczeniach w sytuacjach kryzysowych i brakach w zaopatrzeniu.

Najsłabszym ogniwem zabezpieczeń systemów informatycznych jest człowiek. Obawy pojawiające się w związku z pandemią koronawirusa wykorzystywane są przez hakerów. Stosowana przez nich socjotechnika bazująca na strachu ma większą skuteczność. Jeśli działamy pod wpływem emocji, często tracimy zdrowy rozsądek i czujność, zapominając o podstawowych zasadach bezpiecznego korzystania z Internetu. Firmy powinny dziś w szczególny sposób zadbać o świadomość pracowników w zakresie cyberzagrożeń, jak również przygotować się na sprawną reakcję w przypadku cyberataku – mówi Michał Kurek, partner w dziale doradztwa biznesowego, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

W celu ochrony przed wyłudzeniami haseł dostępowych, warto rozważyć stosowanie dwuskładnikowego uwierzytelniania. W przypadku organizacji zdalnego dostępu do wrażliwych danych firmowych jest to niezwykle istotne. Należy szczególnie zadbać o to, by systemy i urządzenia posiadały najnowsze aktualizacje i poprawki bezpieczeństwa, włączając w to urządzenia używane do pracy zdalnej. Warto być przygotowanym na wzmożone zainteresowanie cyberprzestępców próbami wykorzystania luk w zabezpieczeniach systemów IT podczas trwania pandemii.

Należy pamiętać, że system antywirusowy dawno przestał być skutecznym sposobem na walkę ze złośliwym oprogramowaniem. W ostatnich latach obserwujemy wzmożone kampanie malware mające na celu uzyskanie nieautoryzowanego dostępu do danych firmowych, przejęcie kontroli nad pocztą korporacyjną użytkownika, m.in. w celu wyłudzeń przelewów wysokokwotowych, czy paraliż firmy poprzez zaszyfrowanie danych w celu uzyskania okupu – mówi Marcin Strzałek, menedżer w zespole ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Firmy powinny upewnić się, że wszelkie niestandardowe, wysokokwotowe przelewy podlegają dodatkowej weryfikacji, najlepiej telefonicznie lub przez wiadomość SMS, co pomoże ochronić organizację przed zwiększonym ryzykiem podszywania się cyberprzestępców pod kadrę zarządzającą. Ponadto, w celu ochrony przed atakami typu ransomware – czyli nakierowanymi na paraliż firmy poprzez szyfrowanie danych i żądanie okupu – istotne dane powinny być zabezpieczane poprzez regularne tworzenie kopii zapasowych i ich przechowywanie poza siecią korporacyjną.

Pandemia COVID-19, z uwagi na całe spektrum nowych, trudnych do przewidzenia wyzwań, z pewnością wprowadzi znaczące zmiany w sposobie, w jaki firmy na całym świecie funkcjonują i podchodzą do ochrony przed cyberzagrożeniami.

Giełdy a koronawirus

Jedną z konsekwencji pandemii jest załamanie się światowych giełd. Panikę na giełdzie łatwo zauważyć, gdy ceny akcji spółek gwałtownie spadają. Właściciele akcji wyprzedają je jak najszybciej – co sprawia, że w kolejnych dniach ich ceny są jeszcze niższe. Ilustrują to wykresy cen akcji, które lecą dramatycznie w dół – bez korekty następnego dnia. Trudniej jednak przewidzieć lub zauważyć poprawę sytuacji na giełdzie. Ekonomiści lubią przewidywać trendy, a politycy szukają symptomów stabilizacji, by uspokoić opinię publiczną. Tym przewidywaniom nie można jednak do końca wierzyć.

– Przedstawiciele naszego rządu już parę tygodni temu przedstawiali analizy, ukazujące stabilizację na giełdach. Wtedy sytuacja miała zacząć się poprawiać, ale od tego czasu  giełdy na całym świecie straciły od 25 do 30% wartości – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Ten przykład pokazuje, że nie należy opierać się na krótkookresowych, technicznych wskaźnikach. Przede wszystkim trzeba śledzić informacje epidemiologiczne. Jeśli epidemia zacznie wygasać – czyli widać będzie wypłaszczenie liczby zachorowań i ich późniejszy spadek – rynki finansowe zareagują na to szybką odbudową. Oczywiście zależną od tego, na ile głęboka będzie wcześniejsza zapaść. Natomiast jeśli cały czas będziemy mieli do czynienia ze złymi wiadomościami z realnej gospodarki, to nawet jeśli na rynkach finansowych nastąpi pewna stabilizacja, to będzie ona tylko czasowa – ostrzega Orłowski.

Wyniki sprzedaży Ronson Development za I kw. 2020 r.

W pierwszym kwartale 2020 r. Ronson Development zakontraktował sprzedaż 278 lokali wobec 174 w analogicznym okresie 2019 r.

Liczba lokali przekazanych klientom w pierwszych trzech miesiącach tego roku, które zostaną rozpoznane w rachunku wyników za ten okres, wyniosła 387, z czego 234 lokali przekazano w wysokomarżowym projekcie City Link III.

– Wyniki sprzedaży mieszkań w marcu i w całym pierwszym kwartale tego roku były jednymi z najlepszych w historii Ronson Development. Głównie przyczynił się do tego nasz warszawski projekt Ursus Centralny. Na początku marca uzyskaliśmy pozwolenie na budowę drugiego etapu tej inwestycji, co umożliwiło nam zawieranie umów deweloperskich z klientami. Projekt ten od samego początku cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Jeszcze przed uzyskaniem pozwolenia na budowę, 100 mieszkań w drugim etapie objętych było umowami rezerwacyjnymi. Ponad 80% z nich zostało już skonwertowanych na umowy deweloperskie – powiedział Andrzej Gutowski, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży w Ronson Development.

Dobre tempo sprzedaży Ronson Development zanotował w pierwszym kwartale również w pozostałych swoich inwestycjach. Poza wspomnianym Ursusem Centralnym, gdzie sprzedano 99 lokali łącznie w dwóch pierwszych etapach, największą popularnością cieszyły się projekty: Miasto Moje w Warszawie (65 sprzedanych lokali) i Panoramika w Szczecinie (32 sprzedane mieszkania).

– W związku z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa i wprowadzonymi ostatnio przez władze ograniczeniami, zmieniliśmy organizację naszych sił sprzedażowych. Ze względów bezpieczeństwa, nie organizujemy klasycznych dni otwartych ani nie zapraszamy klientów i potencjalnych klientów do naszych salonów sprzedaży. Większość kontaktów odbywa się zdalnie – telefonicznie, mailowo czy poprzez czat online. W tym tygodniu zorganizujemy również pierwszy dzień otwarty online w jednej z naszych warszawskich inwestycji. Współpracujące z nami kancelarie notarialne wdrożyły natomiast szczególne środki ostrożności, umożliwiając bezpieczne zawarcie umowy – wskazał Andrzej Gutowski.

– Obserwujemy niezmiennie dużą aktywność na naszej stronie internetowej. Niemniej jednak, w związku z ograniczeniami w przemieszczaniu się, po bardzo dobrym pierwszym kwartale, spodziewamy się wyhamowania tempa sprzedaży w najbliższych dwóch miesiącach. Ten okres zamierzamy wykorzystać do zbudowania bazy klientów i utrzymania z nimi dobrego kontaktu, tak aby odbudować naszą sprzedaż, gdy sytuacja zacznie się normalizować – dodał wiceprezes.

Pierwszy kwartał 2020 r. był również jednym z najlepszych w historii Ronson Development pod względem wypracowanych wyników finansowych. W tym okresie deweloper przekazał bowiem swoim klientom rekordową liczbę 387 lokali, z czego 234 to lokale przekazane w projekcie City Link III, gdzie marża brutto na sprzedaży sięgnęła 39%. Ponadto, 84 lokale zostały przekazane w projekcie Panoramika IV w Szczecinie, a 59 w projekcie Miasto Marina we Wrocławiu. Dla porównania, w analogicznym okresie 2019 r. spółka przekazała klientom łącznie 145 lokali.

Sprawozdanie finansowe Ronson Development za pierwszy kwartał 2020 r. zostanie opublikowane 14 maja.

– W okres zawirowań wywołanych przez epidemię COVID-19 weszliśmy będąc w bardzo dobrej sytuacji finansowej. Szybko dostosowaliśmy nasze działania sprzedażowe do nowej rzeczywistości. Na bieżąco monitorujemy również postęp prac na budowach i na ten moment nie obserwujemy żadnych opóźnień. Współpracujemy przeważnie z dużymi generalnymi wykonawcami, którzy dobrze sobie radzą w obecnej sytuacji. Nie rezygnujemy również z naszych planów, zakładających uruchomienie w tym roku siedmiu projektów obejmujących łącznie ponad 900 lokali. Przygotowania do tych inwestycji idą zgodnie z planem. Terminy uruchamiania nowych etapów będziemy oczywiście dostosowywać do bieżących warunków rynkowych – podsumował Boaz Haim, prezes Ronson Development.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

Liczba lokali 1Q 2020 1Q 2019 Zmiana r/r
Sprzedaż 278 174 +60%
Przekazania 387 145 +167%

 

Uchodźcy szczególnie zagrożeni koronawirusem. Zła sytuacja w obozach w Grecji

Ponad 80 proc. uchodźców na świecie mieszka w krajach o niskim i średnim dochodzie, często w państwach, gdzie toczą się konflikty oraz brakuje podstawowych środków czystości czy wody. Koronawirus to dla nich znacznie większe zagrożenie niż dla pozostałych osób. W przeludnionych obozach dla uchodźców nie ma warunków do izolacji, nie jest możliwa kwarantanna czy zachowanie odpowiedniego dystansu i higieny. W akcję zapobiegania pandemii w obozach dla uchodźców włączyła się Polska Akcja Humanitarna.

– Mieszkańcy krajów, w których toczą się konflikty, są w podwójnie trudnej sytuacji. Wiele ośrodków zdrowia i przychodni zostało zniszczonych, nie są więc w stanie uzyskać pomocy medycznej. Tak jest chociażby w ogarniętym wojną Jemenie. Dla tych ludzi, i tak już osłabionych przez konflikt zbrojny, niedożywienie, wszelkiego rodzaju choroby, zakażenie koronawirusem byłoby śmiertelne w skutkach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej.

Z danych ONZ wynika, że ponad 80 proc. uchodźców na świecie mieszka w krajach o niskim i średnim dochodzie. Często niedożywieni, bez dostępu do lekarzy czy podstawowych środków czystości, są szczególnie narażeni na zagrożenie.

Trudna sytuacja panuje przede wszystkim w obozach dla uchodźców. Tymczasem koronawirusa wykryto w krajach o największej populacji uchodźców – w Niemczech, Sudanie, Pakistanie, Ugandzie i Turcji.

– W obozie dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos jest wyjątkowo duże zaludnienie. W obozie projektowanym na 3 tys. osób w tej chwili już mieszka 20 tys. osób. Na 3 mkw. mieszka wspólnie sześć osób – wskazuje Rafał Grzelewski. – Na jeden kran przypada tam aż 1,3 tys. osób, brakuje też środków czystości. Gdyby ktoś zachorował, nie ma możliwości zastosowania kwarantanny.

Dwa najskuteczniejsze środki ostrożności przeciwko koronawirusowi – dystans społeczny i mycie rąk – są trudne do wdrożenia w obozach i osadach, w których zazwyczaj brakuje miejsca, czystej wody i środków czystości. Takie warunki życia często katalizują przenoszenie chorób, zagrażając nie tylko uchodźcom, ale także mieszkańcom przyjmujących ich społeczności.

– W obozie na Lesbos jest tylko sześcioro lekarzy. Nie są w stanie zaopiekować się wszystkimi ludźmi, którzy zachorowaliby na chorobę wywołaną koronawirusem – zaznacza przedstawiciel PAH.

W niektórych obozach dla uchodźców rozpoznano już pierwsze przypadki koronawirusa, np. w greckim Ritsona kilka dni temu poinformowano o 20 przypadkach SARS-CoV-2. Ciężka sytuacja panuje choćby w Bangladeszu, gdzie potwierdzono przypadki koronawirusa, m.in. na terenach położonych blisko obozów dla uchodźców, w których żyją setki tysięcy uchodźców z ludu Rohingya.

Aby zapobiegać pandemii koronawirusa w obozach dla uchodźców, przede wszystkim trzeba dostarczać bardzo dużo wody, środków czystości, żeli antybakteryjnych, trzeba montować punkty mycia rąk. Istotne, by stworzyć tym ludziom warunki, by mogli być izolowani, gdy ktoś z nich zachoruje – wymienia Grzelewski.

Polska Akcja Humanitarna pomaga imigrantom w greckich obozach. Według różnych szacunków łącznie w Grecji przebywa 50 tys. uchodźców.

– Pomagamy w obozie dla uchodźców na Lesbos – poprawiamy tam infrastrukturę wodną, czyli zwiększamy dostęp do wody, ale także przeprowadzamy szkolenia z higieny. Montujemy dozowniki na płyn antybakteryjny w wielu punktach obozu tak, żeby można było w łatwy sposób zdezynfekować ręce. Dostarczamy też mydło i przede wszystkim szkolimy – mówi Rafał Grzelewski.

W branży deweloperskiej nie widać jeszcze symptomów kryzysu. Utrudniony dostęp do finansowania może jednak uderzyć w kondycję deweloperów

Prace na budowach są w większości kontynuowane przy zachowaniu procedur bezpieczeństwa. Eksperci jednak oceniają, że z czasem także branża deweloperska odczuje skutki pandemii, m.in. wskutek załamania na rynku pracy i zmniejszonego popytu, problemów z dostawami materiałów budowlanych czy utrudnionego dostępu do finansowania. To może zastopować prowadzone inwestycje. W takim scenariuszu, jeżeli termin realizacji inwestycji się opóźni, odpowiedzialność będzie spoczywać na deweloperze, a nabywca lokalu będzie uprawniony do zerwania z nim umowy.

 Kryzys związany z pandemią na pewno bezpośrednio dotknie również rynku deweloperskiego. Wynika to zarówno z ograniczeń, nakazów i zakazów wprowadzonych przez rząd, jak również z ich konsekwencji ekonomicznych i braku możliwości prowadzenia działalności. Prawdopodobnie będzie się to wiązało z opóźnieniami – zarówno w prowadzonych pracach budowlanych, jak również z brakiem płynności po stronie deweloperów czy też nabywców lokali – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Cieśliński, adwokat i wspólnik w Kancelarii BCLA Bisiorek Cieśliński i Wspólnicy.

Polski Związek Firm Deweloperskich podaje, że na bieżąco współpracuje z resortem rozwoju w celu wypracowania takich rozwiązań, które mają chronić branżę przed długotrwałymi konsekwencjami pandemii i spowolnienia gospodarczego. Jednym z uwzględnionych w tarczy antykryzysowej postulatów branży było przedłużenie zezwoleń na pracę cudzoziemców. Okres ważności zezwoleń został wydłużony na cały czas obowiązywania stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego. Pod koniec marca Urząd Dozoru Technicznego po chwilowym przestoju wznowił też kontrole budowlane, konieczne dla ciągłości procesu inwestycyjno-budowlanego. Warunkują one m.in. zwalnianie kolejnych transz finansowania przez banki. Brak tych środków może uniemożliwić opłacenie wykonawców i zapłatę pensji pracownikom.

Jak na razie wielu deweloperów zapewnia, że ich projekty nie mają przestojów w związku z pandemią koronawirusa i wprowadzonymi przez rząd ograniczeniami. Większość biur sprzedaży jest co prawda zamknięta, ale z drugiej strony w czasie domowej kwarantanny klienci mają dużo czasu na zapoznanie się z ogłoszeniami o sprzedaży mieszkań i ofertą deweloperów.

Eksperci są jednak zdania, że z czasem i branża deweloperska dotkliwie odczuje skutki pandemii, m.in. wskutek załamania na rynku pracy i zmniejszonego popytu, zerwania łańcuchów dostaw i problemów z dostawami materiałów budowlanych czy utrudnionego dostępu do finansowania. Klienci zaczną też odkładać decyzję o zakupie mieszkania na lepsze czasy.

Jak podkreśla adwokat Marcin Cieśliński, jeżeli termin realizacji inwestycji się opóźni, a deweloper nie dostarczy lokalu w terminie przewidzianym umową, wówczas odpowiedzialność prawna leży po jego stronie.

– Umowa przewiduje konkretny termin, który deweloper gwarantuje nabywcy. W przypadku opóźnień nabywca może wezwać dewelopera do dostarczenia mu lokalu z dodatkowym, 120-dniowym terminem na wykonanie tego zobowiązania. Po tym czasie jest uprawniony do odstąpienia od umowy, mając jednocześnie zagwarantowany zwrot środków, które wpłacił – mówi.

Z drugiej strony, w przypadku opóźnień po stronie klientów, np. w płatnościach czy stawiennictwie na akt końcowy do zawarcia umowy przyrzeczonej, znajdują się oni w korzystniejszej sytuacji niż deweloperzy. Mogą bowiem powołać się na przewidzianą w polskim prawie tzw. klauzulę siły wyższej. Przykładowo, klient może wykazać, że nie mógł się stawić w terminie z uwagi na kwarantannę albo nie miał funduszy wskutek utraty dochodów spowodowanej bieżącym kryzysem. W takim scenariuszu deweloper nie może skorzystać ze swojego prawa do odstąpienia od umowy, co części nabywców może zapewnić dodatkowy czas i ułatwić wywiązanie się ze swoich zobowiązań.

 Z kolei środki, które wpłacili klienci, są zabezpieczone na wiele sposobów. Po pierwsze, mamy rachunki powiernicze, na których znajdują się pieniądze niewypłacone jeszcze deweloperom. W takim scenariuszu są one zwracane przez bank bezpośrednio do klienta. Deweloperzy ustanawiają również gwarancje bankowe lub ubezpieczeniowe, które pozwolą na zwrot tych środków nabywcom. W przypadku ewentualnej upadłości dewelopera w polskim prawie są przewidziane specjalne tryby, które pozwalają uchronić nabywców przed jej skutkami – mówi ekspert Kancelarii BCLA Bisiorek Cieśliński i Wspólnicy.

Mikroprzedsiębiorcy i samozatrudnieni masowo wnioskują o zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne. Dziennie do ZUS wpływają dziesiątki tysięcy wniosków

Ponad pół miliona mikrofirm i milion samozatrudnionych może skorzystać z ulgi w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne. Łącznie do 6 kwietnia złożono ponad 264 tys. wniosków o wsparcie w ramach rozwiązań przewidzianych w tarczy antykryzysowej. Zdecydowana większość – ok. 212 tys. – dotyczyła zwolnienia z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. – Wnioski można przesyłać pocztą i składać do skrzynek w placówkach, ale zachęcamy do przesłania ich przez Platformę Usług Elektronicznych – mówi prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS.

– Mamy kilka rodzajów wniosków dotyczących rozwiązań, które składają się na wsparcie firm w ramach tarczy antykryzysowej. Głównym jest zwolnienie z obowiązku opłacania składek, drugi dotyczy prawa do świadczeń postojowych, kolejny – ulgi w odroczeniu terminu płatności składek czy rozłożenia zadłużenia na raty – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

ZUS poinformował, że od wejścia w życie przepisów tarczy antykryzysowej do 6 kwietnia przedsiębiorcy złożyli nieco ponad 264 tys. wniosków o wsparcie. Zdecydowana większość (212 tys.) dotyczyła zwolnienia z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne za trzy miesiące, od marca do maja. Z rozwiązania mogą skorzystać mikrofirmy, które zatrudniają do dziewięciu osób, o ile działały przed 1 lutego 2020 roku.

Zwolnienie z opłacania należności z tytułu składek stanowi pomoc publiczną. Tym samym z takiego rozwiązania mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy na dzień 31 grudnia 2019 roku nie znajdowali się w trudnej sytuacji, ale którzy później, z powodu pandemii SARS-CoV-2, napotkali trudności.

– Szacujemy, że liczba mikroprzedsiębiorstw, która skorzysta z tego rozwiązania, może wynieść prawie 700 tys., a liczba zatrudnionych w tych mikrofirmach może sięgać 2,4 mln osób ubezpieczonych. Jest to specjalna ulga o dużym zasięgu – podkreśla prezes ZUS.

Ze zwolnienia w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne mogą też skorzystać samozatrudnieni. W ich wypadku warunkiem skorzystania z ulgi jest limit przychodu wynoszący 300 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia na 2020 rok (15 681 zł) w pierwszym miesiącu, za który jest składany wniosek.

Może to dotyczyć ponad miliona samozatrudnionych. Skutki finansowe zwolnienia z obowiązku opłacania składek przez te trzy miesiące szacujemy na 13–14 mld zł – wylicza prof. Gertruda Uścińska. – Jeżeli samozatrudniony dzisiaj przekroczył przychód, np. osiągając 20 tys. zł, to nie spełnia warunku podstawowego. Ale jeżeli jego sytuacja się pogorszy w kolejnych dwóch miesiącach, to będzie mógł złożyć taki wniosek.

Przedsiębiorcy mogą też złożyć wnioski o odroczenie składek lub rozłożenie należności na raty. Osoby samozatrudnione oraz zleceniobiorcy mają też prawo do świadczenia postojowego.

Jak wskazuje prezes ZUS, praktycznie wszystkie wnioski trafiają do Zakładu przez Platformę Usług Elektronicznych. Znacznie rzadziej wnioski przesyłane są pocztą lub wrzucane do specjalnych skrzynek w placówkach.

Na podstawie składanych wniosków widać, że jest bardzo duże zainteresowanie nowymi rozwiązaniami. Wnioski w większości wpływają w formie elektronicznej przez Platformę Usług Elektronicznych. Wnioski o zwolnienie ze składek można składać do końca czerwca tego roku, natomiast w innych sprawach będzie można to robić także później – mówi prof. Gertruda Uścińska.

Innowacyjność w bankowości jest niezbędna w utrzymaniu się na rynku. Największe instytucje muszą otworzyć się na zmiany

Dyrektywa bankowa PSD2 otwiera drogę do współpracy banków i zewnętrznych dostawców usług na ogromną skalę z korzyścią dla konsumentów. Nie obędzie się bez zmian w największych organizacjach. Banki będą musiały stać się o wiele szybsze w działaniu. Instytucje zbyt wolno adaptujące się do zmian będą musiały liczyć się z utratą klientów, którzy wybiorą bardziej intuicyjne i wygodniejsze rozwiązania. 

– To jest bardzo dobry ruch, żeby organizacje, które są powolne i nie są w stanie zaadaptować się do nowych oczekiwań użytkowników, np. banki, współpracowały z organizacjami, które są o wiele szybsze, zwinniejsze, są w stanie wziąć więcej ryzyka na siebie i skorzystają z otwartej bankowości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas Digital Finance Summit 2020 Mateusz Chrobok, wiceprezes ds. biometryki behawioralnej w firmie Buguroo.

Jak oceniają eksperci, wdrożenie dyrektywy to dopiero początek zmian na rynku cyfrowych finansów. Istotne będą wdrożenia banków oraz usługodawców zewnętrznych, którzy dzięki niej mają szansę na zdobycie nowych klientów wśród instytucji finansowych. Rosnąca popularność cyfrowej bankowości może mieć również pozytywny wpływ na dalszą cyfryzację innych obszarów życia. Dla większych instytucji to jednak przede wszystkim wyzwanie.

– Albo ten proces będzie dyfuzją w pewnym czasie, gdzie będą to współprace typu partnerstwa, albo zbyt powolne organizacje, które nie będą w stanie integrować się z nowymi rozwiązaniami, będą po prostu umierać, ponieważ użytkownicy zaczną się od nich odsuwać i będą woleli wykorzystać to, co jest dla nich przyjemniejsze – wskazuje Mateusz Chrobok.

Bankowa dyrektywa PSD2 umożliwi m.in. stworzenie jednolitego rynku płatności w krajach Unii Europejskiej oraz zapewni bezpieczeństwo transakcji i finansów użytkowników. Umożliwi także zewnętrznym usługodawcom oferowanie dodatkowych usług dla klientów oraz zwiększy bezpieczeństwo transakcji bankowych. Niektóre operacje wymagają tzw. silnego uwierzytelnienia, czyli dwuetapowego procesu weryfikacji tożsamości, np. przez logowanie i wiadomość SMS. Ponadto czas odpowiedzi w sprawie reklamacji zostanie skrócony z 30 dni kalendarzowych do 15 dni roboczych.

– Im więcej transparentności w tym, w jaki sposób przeprowadzamy transakcje i uwierzytelnianie, tym lepiej jesteśmy w stanie ocenić, jak serwisy i dostawcy usług funkcjonują. PSD2 wprowadziło otwarte płatności i otwarte API. To właśnie API jest obwarowane wymaganiami. Nie jest łatwo je spełnić, żeby dostać się do tych danych. Ma to swoje plusy, ale i minusy, bo wymaga kreatywnego i innowacyjnego podejścia ze strony firm – mówi ekspert.

API (Application Programming Interface) to oprogramowanie, które pozwala na komunikację między dwiema aplikacjami.

– Na chwilę obecną nie widzę skokowego wzrostu popularności wykorzystania API. Zainteresowanie jest, ale nie jest skokowe. Część serwisów dalej korzysta ze starych screen scrapingów (zautomatyzowanego pozyskiwania i gromadzenia danych wizualnych – przyp. red.) zamiast nowego API – mówi Mateusz Chrobok.

Nauka parzenia kawy – warsztaty dla baristów

Warsztaty kawowe to świetny sposób na urozmaicenie firmowej imprezy czy branżowego eventu. Każdy zna różnicę w smaku pomiędzy rozpuszczalną kawą z automatu a prawdziwą aromatyczną kawą przyrządzoną z ziaren. Dlaczego by nie nauczyć się tego na własne potrzeby?

Aromatyczny zapach roznoszący się w powietrzu, a przy zbliżeniu aromat wypełniający nozdrza. To zapach prawdziwej kawy. Świeżo palona kawa z kawiarni to rozkosz dla podniebienia, ale czy rzeczywiście stać nas na codzienne chodzenie do kawiarni? Kochasz prawdziwą kawę i nie wyobrażasz sobie poranka bez latte czy mocnego espresso? A co, gdyby nauczyć się samodzielnego parzenia prawdziwej kawy na szybkim kursie? Poznaj szkolenia baristyczne i ich możliwości.

Warsztaty kawowe, czyli urządź kawiarnię w swojej kuchni

Czym są szkolenia oraz warsztaty kawowe? To szybki, ale intensywny kurs parzenia kawy. Brzmi banalnie? Wcale taki nie jest. Praktyczne umiejętności są oczywiście podstawą, ale warsztaty dla baristów to także odpowiednia dawka wiedzy teoretycznej, dzięki której uczestnicy mogą przyswoić szerszą wiedzę na temat brązowego napoju.

Sztuka parzenia kawy nie bez powodu tak jest nazywana. Każda osoba potrafi rozpoznać różnicę pomiędzy rozpuszczalnym napojem z automatu a prawdziwą aromatyczną kawą zaparzoną ze świeżo zmielonych ziaren. Świadomość tego, co spożywamy i co pijemy jest wśród Polaków coraz większa. Wielu z nas woli posiłki i napoje przyrządzone z naturalnych i wysokogatunkowych składników. A zwłaszcza, kiedy sami przyrządzamy je od A do Z.

Komu mogą przydać się warsztaty i szkolenia baristyczne? W zasadzie każdemu. Pierwsza grupa to  amatorzy, którzy chcą nauczyć się jak przyrządzać kawę tak jak w kawiarni. Powody mogą być różne. Zamiłowanie do tego aromatycznego napoju czy chęć wyczerpania możliwości nowo zakupionego ekspresu ciśnieniowego. Drugą grupą uczestników szkoleń są początkujący bariści. Przeważnie chcą nauczyć się podstaw, poznać najpopularniejsze metody parzenia kawy i sprawdzone przepisy na espresso, latte czy macchiato.

Warsztaty baristyczne na imprezie firmowej? Tak, poproszę!

Trzecią grupą są natomiast uczestnicy firmowych imprez integracyjnych. Nowocześni pracodawcy coraz chętniej urozmaicają spotkanie pracownicze poprzez pokazy kulinarne czy właśnie warsztaty z parzenia kawy. Ich rosnąca popularność dowodzi, iż jest to dobry pomysł na wzbogacenie programu konferencji, imprez branżowych i innych eventów. Uczestnicy doceniają starania pracodawców i organizatorów, a przede wszystkim wynoszą praktyczną wiedzę, która przyda się im na co dzień. Wszak wiadomo, że nie ma biura, w którym nie byłoby silnej reprezentacji kawoszy.

Dlaczego jeszcze warto zorganizować warsztaty baristyczne podczas imprez firmowych i branżowych eventów? Tego typu atrakcję może połączyć np. z pokazem baristycznym oraz cateringiem kawowym. Zatrudnienie na wieczór profesjonalnych baristów to nie tylko okazja to kosztowania różnych rodzajów aromatycznych kaw. To również sposobność, aby dowiedzieć się więcej o tym popularnym napoju.

Ale szkolenie kawowe przynosi więcej korzyści niż sądzimy. Przede wszystkim wpływa bardzo dobrze na wizerunek marki jako nowoczesnej i dbającej o uczestników wydarzeń. Każdy organizator chce, aby ich wydarzenie zostało w pamięci gości na dłużej. Warsztaty z przygotowywania kawy z pewnością zaskoczą i oczarują uczestników.

Jak zorganizować szkolenie kawowe? Pomoże Mobilny Barista

Teraz zostaje pytanie: jak zorganizować warsztaty kawowe? Wszak potrzebny jest do tego profesjonalny sprzęt, spory zapas składników oraz oczywiście dobry instruktor. Istnieją firmy, które specjalizują się w przeprowadzaniu tego typu imprez. Jedną z nich jest firma mobilnybarista.pl. Jak sama nazwa wskazuje przedstawiciele ów firmy organizują pokazy i warsztaty w dowolnym miejscu. Posiadają specjalnie przystosowane stanowiska, które można rozstawić na imprezach typu konferencja, pokaz, event czy szkolenie biznesowe.

Mobilny Barista to firma, której warsztaty nie ograniczają się tylko do nauki parzenia kawy. Program może zostać wzbogacony o szkolenie z wiedzy na temat kawy czy szkolenie latte art. Ponadto uczestnicy warsztatów mogą zgłębić wiedzę praktyczną na temat tak zwanej sensoryki w kawie. Polega ona na rozwijaniu umiejętności wyczuwania smaków i aromatów. Taką umiejętność łatwo jest później przełożyć na umiejętność wyczuwania różnicy w jakości różnych ziaren. Do tego firma zapewnia np. warsztat przygotowywania poprawnego espresso, warsztat Home Barista szkolący jak zaparzyć dobrą kawę w domu przy użyciu różnych metod oraz warsztat latte art, czyli naukę malowanie mlekiem.

Nowoczesny branding z kawą w tle

Wspomniana firma organizuje także warsztaty herbaciane. To świetny pomysł na to, aby ożywić nieco nudną konferencję lub poluzować atmosferę sztywnego spotkania branży. Mobilny Barista jest elastyczny jeśli chodzi o dopasowanie do wymagań marketingowych danego organizatora. Nie ma najmniejszego problemu, aby umieścić logo danej firmy na froncie baru, na papierowych kubkach czy fartuchu baristy. A jako bonus? Logo firmy w formie piankowego wzoru na powierzchni kawy.