[DEPESZA] Ruch lotniczy w Polsce spadł o prawie 90 proc. Przed końcem maja większość przewoźników na świecie może ogłosić bankructwo

Bez pomocy finansowej przed końcem maja większość linii lotniczych na świecie będzie zmuszona ogłosić bankructwo – prognozuje specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA – Centre for Aviation. Wiele z nich już teraz jest na etapie bankructwa technicznego i nie obsługuje zobowiązań, a ich rezerwy gotówkowe szybko się wyczerpują, ponieważ floty są uziemione. O wsparcie dla przewoźników, którzy walczą o przetrwanie po załamaniu rynku wywołanym przez SARS-CoV-2, apeluje też IATA. Według danych Eurocontrol od początku kryzysu spowodowanego przez koronawirusa ruch lotniczy w Polsce spadł o blisko 90 proc., ale część rynków znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji.

W Polsce od połowy marca zawieszone są krajowe i międzynarodowe pasażerskie połączenia lotnicze, z wyjątkiem lotów cargo, bez załadunków i pasażerów, lotów państwowych i lotów wykonywanych w celu ochrony ratowania życia lub zdrowia ludzkiego oraz ochrony porządku publicznego. Według danych Eurocontrol ograniczenia w transporcie i kryzys związany z koronawirusem przyczyniły się do dramatycznych spadków na europejskim rynku lotniczym. Wśród państw Unii Europejskiej najbardziej ucierpiały Malta (-94,9 proc.), Słowacja (-94,2), Słowenia (-92,2), Włochy (-92,2), Łotwa (-91,6), Austria (-89,2), Polska (-88,1) czy Cypr (-87,1). Cierpią także duże rynki: Hiszpania (-83,9 proc.), Francja (-77,4 proc.), Niemcy (-70,1 proc.) czy Wielka Brytania (-64,2 proc.).

– Skala obecnego kryzysu jest znacznie gorsza i większa niż po 11 września, podczas SARS czy globalnego kryzysu finansowego. Linie lotnicze walczą o przetrwanie. Europejski ruch lotniczy doświadczył bezprecedensowych spadków. Stawką są miliony miejsc pracy. Linie lotnicze potrzebują pilnych działań rządowych, jeśli mają wyjść z tego kryzysu i być gotowe do działania po pokonaniu SARS-CoV-2 – podkreślił w ubiegłym tygodniu cytowany w komunikacie IATA dyrektor generalny tej organizacji Alexandre de Juniac.

Ograniczenia w transporcie międzynarodowym i regionalnym zmniejszyły liczbę operacji pasażerskich, więc przychody linii lotniczych gwałtownie spadają. Żeby załagodzić finansowe skutki SARS-CoV-2, przewoźnicy tną koszty, ale IATA podkreśla, że przy średnich rezerwach gotówkowych na około dwa–trzy miesiące linie lotnicze stoją w obliczu kryzysu płynności. Organizacja szacuje, że branży potrzeba pomocy finansowej w wysokości ok. 200 mld dol., żeby zapobiec przemysłowej katastrofie i pomóc liniom przetrwać kryzys.

Co istotne, jeszcze na początku marca organizacja podawała, że pandemia koronawirusa zmniejszy tegoroczne przychody linii lotniczych o 113 mld dol. Teraz podkreśla, że te szacunki są już znacznie zaniżone, bo w międzyczasie wiele państw wprowadziło kolejne ograniczenia w podróżowaniu, a skala kryzysu okazała się dużo większa. Upadłość ze skutkiem natychmiastowym już na początku marca ogłosiły linie Flybe, które obsługiwały około połowy krajowych połączeń lotniczych w Wielkiej Brytanii, przewoziły ok. 9 mln pasażerów rocznie i zatrudniały 2 tys. pracowników. Upadek Flybe – największego przewoźnika regionalnego w Europie – był pochodną pandemii koronawirusa, która wpłynęła na poziom rezerwacji (choć linia problemy miała już wcześniej).

Ograniczenia w przewozach pasażerskich poważnie ograniczyły też dostępność przewozów cargo, które – jak podkreśla IATA – mają przecież kluczowe znaczenie dla transportu międzynarodowego, w tym również leków, sprzętu medycznego, żywności czy innych wrażliwych na upływ czasu materiałów, w pośredni sposób wspierając walkę z pandemią SARS-CoV-2. Agencja apeluje więc, by operacje cargo były wykluczone z regulacji ograniczających podróże, a także by likwidować przeszkody ekonomiczne, takie jak opłaty lotniskowe czy ograniczenia slotowe.

Specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA (Centre for Aviation) spodziewa się, że bez rządowego wsparcia i pomocy finansowej przed końcem maja większość linii lotniczych na świecie będzie zmuszona ogłosić bankructwo. Wiele już teraz jest na etapie bankructwa technicznego i nie obsługuje zobowiązań, a ich rezerwy gotówkowe szybko się wyczerpują, ponieważ floty są uziemione.

O pomoc rządów i instytucji międzynarodowych apeluje też IATA, która podkreśla, że sektor lotniczy ma olbrzymie znaczenie dla globalnej gospodarki. W całej Europie wspiera 12,2 mln miejsc pracy, generując PKB w wysokości 823 mld dol. Linie lotnicze przewożą około 35 proc. światowego handlu, a każde stanowisko w transporcie lotniczym wspiera kolejne 24 w łańcuchu wartości w branży turystycznej i turystycznej – w sumie prawie 70 mln miejsc pracy.

– Świat przetrwa ten kryzys. A kiedy to nastąpi, będzie potrzebował funkcjonującego sektora transportu lotniczego. Bez wsparcia finansowego nie jest to zagwarantowane – wskazał Brian Pearce, główny ekonomista IATA.

Organizacja wskazuje trzy formy pomocy dla przewoźników. Pierwsza to bezpośrednie wsparcie finansowe dla linii lotniczych, które ma wspomóc ich płynność i zrekompensować utracone dochody. Druga to pożyczki, gwarancje kredytowe i wsparcie rynku obligacji korporacyjnych przez rząd lub banki centralne, a trzecia – ulgi podatkowe, odroczenie lub wydłużenie terminów płatności podatków dochodowych i innych opłat nakładanych przez rządy do końca roku. IATA wskazuje, że rządy państw UE nie mogą czekać, bo pomoc dla lotnictwa jest potrzebna „na już” i w każdej formie, na przykład w postaci obniżenia opłat, które linie lotnicze ponoszą na lotniskach, czy złagodzenia wymogów wynikających z unijnego rozporządzenia UE 261 (dotyczy praw pasażerów – prawa do opieki i odszkodowania, kiedy lot został opóźniony lub odwołany).

 Bez pomocy linie lotnicze nie będą w stanie wznowić operacji. Wiele z nich może w ogóle przestać istnieć. Wsparcie pozwoli utrzymać podstawowe usługi cargo, zachować jak największą liczbę miejsc pracy oraz zapewni szybkie przywrócenie łańcuchów dostaw i turystyki – powiedział cytowany w komunikacie wiceprezes regionalny IATA na Europę Rafael Schvartzman.

Organizacja na początku marca zwróciła się już do Komisji Europejskiej o czasowe zawieszenie zasady 80–20 „wykorzystuj albo tracisz”. Linie lotnicze mają przydzielony określony czas na start lub lądowanie na danym lotnisku, ale ryzykują jego utratą, jeśli nie utrzymają minimum 80 proc. slotów w ciągu roku kalendarzowego. Dlatego też są zmuszone do latania pustymi „lotami widmo” w celu utrzymania slotów. Komisja Europejska wyraziła już zgodę na odstąpienie od tej zasady, ale IATA obawia się, że ma to nastąpić dopiero od czerwca, i apeluje o przyspieszenie.

Według opublikowanego w ubiegłym tygodniu raportu S&P Global Ratings kryzys wywołany koronawirusem ma przyczynić się do spadku liczby pasażerów linii lotniczych o średnio 70 proc. w okresie trzymiesięcznym i około 20–30 proc. na koniec tego roku w regionach najbardziej dotkniętych epidemią. Z kolei w 2021 roku spodziewany jest wzrost o ok. 15–20 proc. względem obecnego, a w 2022 roku – dalszy, 10-proc. wzrost. Analitycy podkreślili jednak, że obecny kryzys będzie mieć bezprecedensowy wpływ na globalne podróże lotnicze, a wzrost liczby pasażerów mogą spowolnić obawy związane z podróżami nawet po ustaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa.

BCC, Pracodawcy RP i SAZ krytycznie o tarczy antykryzysowej

Pracodawcy do rządu: działajcie szybciej i bardziej zdecydowanie! Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), Business Centre Club i Pracodawcy RP krytycznie odnoszą się do propozycji zawartych w „tarczy antykryzysowej”.

Zwolnić firmy z obowiązku składek ZUS i wszystkich podatków, a nie tylko je odroczyć, przyspieszyć zwrot podatku VAT, pokryć ze środków Skarbu Państwa 50% kosztów związanych z decyzją o zawieszeniu działalności podjętych przez inspektorów sanitarnych, umożliwić pracownikom szybkie przebadanie się na koszt pracodawcy – to tylko kilka z ponad 30 punktów, przedstawionych dziś przez Business Centre Club na spotkaniu Rady Dialogu Społecznego.

Postulaty popiera także Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), jedna z największych tego typu organizacji branżowych w Polsce.

– Propozycje Ministerstwa oceniamy jako niewystarczające. Zakres pomocy jest dla nas praktycznie niewiadomy, bo nie ma żadnych gwarancji na otrzymanie pomocy – większość propozycji nie jest zobowiązaniem, ale niewiążącą deklaracją. Brak także jasnych kryteriów udzielania pomocy. Wiele przepisów tworzonych jest na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy” do wyczerpania środków – mówi adwokat Joanna Torbé ekspertka BCC i SAZ z kancelarii Joanna Torbé & Partnerzy, która była jedną z osób opracowujących uwagi do dokumentów przekazanych przez Kancelarię Premiera RP. Bardzo wiele uzależnia się też od niezalegania firm ze składkami ZUS czy wobec fiskusa. Tworzenie takich konstrukcji dzisiaj budzi duże wątpliwości – dodaje.

Pracodawcy chcą też znać odpowiedź na pytanie, dlaczego ustawy pomocowej nie przygotowani wcześniej. Organizacje otrzymały do zaopiniowania ponad stustronicowy dokument w nocy z soboty na niedzielę i już w poniedziałek musiały przedstawić woje stanowisko.

– Wydaje nam się, że sytuację można było przewidzieć przynajmniej już w styczniu i o wiele wcześniej stworzyć i skonsultować tego typu dokument, zwłaszcza że porusza on bardzo istotne materie tak z punktu widzenia przedsiębiorców, pracowników, jak i Skarbu Państwa – mówi Joanna Torbé.

Krytycznie do projektu odnieśli się także Pracodawcy Rzeczpospolitej Polskiej.

– Trudno zaproponowane rozwiązania uznać za tarczę, która ma ochronić polski rynek pracy przed skutkami koronawirusa i nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Dopłaty do pensji to zdecydowanie za mało. To działania jedynie doraźne, a rynek pracy potrzebuje konkretnych reform. Najwidoczniej rządzącym zabrakło odwagi, aby do walki z kryzysem wytoczyć ciężkie działa. Ale machanie szabelką może okazać się dla rynku pracy niewystarczające. Potrzebne są konkrety – powiedział „Rzeczpospolitej” Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP.

Stanowisko ZPP ws. „tarczy antykryzysowej”

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że główne kierunki wsparcia przedsiębiorców zaproponowanego przez rząd w ramach tzw. „tarczy antykryzysowej” są słuszne, jednak szczegółowe elementy poszczególnych propozycji sprawiają, że przewidziana pomoc dla firm może być znacznie mniej efektywna, niż jest to potrzebne. Pragniemy jednocześnie podkreślić znaczenie czasu. Nie wiemy, w jakim tempie będzie przybywać osób chorych, niemożliwe jest również dokładne przewidzenie jak długo trwać będzie stan podwyższonego ryzyka, z którym w tej chwili musimy się mierzyć. Wiemy natomiast, że już w tej chwili rzesze przedsiębiorców, szczególnie mikro i małych, walczą o przetrwanie. Część z nich nie może prowadzić działalności z uwagi na szczególne rozwiązania wprowadzone w związku z pandemią, inni mierzą się z drastycznie obniżonym popytem. Dlatego też wyrażamy nadzieję, że „tarczę” uda się możliwie szybko uchwalić w ramach procesu legislacyjnego, oczywiście we współpracy z zainteresowanymi partnerami społecznymi.

Mając na uwadze powyższe, chcemy jednoznacznie wskazać, że w odniesieniu do istotnej części przedstawionych rozwiązań dostrzegamy pola do koniecznych korekt. W toku prac nad „tarczą” pojawiają się również propozycje, które uważamy za absolutnie kuriozalne i szkodliwe. Wobec tego chcielibyśmy tym silniej zaapelować o wyjątkowo intensywną pracę i dialog z partnerami społecznymi, tak by w ciągu najbliższych dni udało się wspólnie wypracować projekt skutecznie łagodzący negatywny wpływ pandemii koronawirusa na polską gospodarkę.

Przed przedstawieniem oceny konkretnych rozwiązań zawartych w tarczy, chcielibyśmy zaznaczyć, że z naszego punktu widzenia efektywne wsparcie przedsiębiorców w tym kryzysowym czasie powinno spełniać kilka warunków. Po pierwsze, za absolutnie kluczowe uznajemy zapobieżenie masowym upadłościom mikro i małych firm, dla których zaburzenia płynności finansowej spowodowane malejącymi przychodami są szczególnie niebezpieczne. Uważamy, że w celu zabezpieczenia tego „gospodarczego mrowiska” generującego ponad 50 proc. PKB i odpowiadającego za niemal 60 proc. zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, należy umożliwić mniejszym podmiotom jak najszybszy i najłatwiejszy dostęp do kapitału obrotowego. Po drugie, projektowane w związku z ograniczeniem negatywnych skutków pandemii zmiany prawne, powinny być w dużej mierze skupione na deregulacji i ograniczeniu liczby oraz uciążliwości obowiązków administracyjnych i sprawozdawczych. Takie podejście przyniosłoby dwa pozytywne rezultaty. Umożliwiłoby bowiem przedsiębiorcom skupienie się – w tym trudnym czasie – na faktycznym prowadzeniu biznesu, co jest szczególnie istotne w obliczu niesprzyjających okoliczności wywołujących znacznie obniżony popyt. Ponadto, pozwoliłoby na szybsze i skuteczniejsze „odbicie” polskiej gospodarki w momencie, w którym problem pandemii przestanie mieć tak niebezpieczną skalę. Po trzecie w końcu, przy projektowaniu rozwiązań ukierunkowanych na ulżenie przedsiębiorcom w kontekście zobowiązań publicznoprawnych, należy uciekać od pułapki wszelkiego rodzaju „odroczeń”. O ile mogą one nieco poprawić sytuację w tej konkretnej chwili, o tyle znacznie silniej odczuwalny będzie ich negatywny wpływ na firmy w momencie, w którym staną one przed koniecznością uiszczania np. zwielokrotnionych składek na ubezpieczenia społeczne. Nawet jeśli przewidziany byłby preferencyjny mechanizm rozłożenia ich na raty, wzrost obciążeń wciąż należałoby uznać za niewskazany w sytuacji, w której firmy będą odbudowywały skalę działalności.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaproponował już szereg rozwiązań, których umieszczenie w „tarczy” rekomenduje – wszystkie z nich są zgodne z przedstawionym wyżej generalnym kierunkiem. Z zadowoleniem dostrzegamy fakt, że część z naszych rekomendacji została, choćby częściowo, ujęta w przedstawionym projekcie.

Uwagi szczegółowe

W pierwszej kolejności pragniemy zwrócić uwagę na element, który nie został jeszcze zawarty w projekcie przesłanym do konsultacji, lecz był już szeroko komunikowany – niestety w bardzo niespójny sposób. Podczas ogłaszania generalnej koncepcji „tarczy”, zapowiedziano odroczenie spłaty składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców. Deklaracja ta spotkała się z naszą krytyką, ponieważ – spójnie z generalnym poglądem wyrażonym powyżej – uważamy, że odraczanie zobowiązań publicznoprawnych w tej sytuacji jest pułapką, która może utrudnić szybki restart gospodarki po pandemicznym kryzysie. W trakcie formułowania roboczej wersji projektu doszło jednak do spotkania przedstawicieli projektodawców (Ministerstwa Rozwoju) z Prezydentem Andrzejem Dudą, w trakcie którego ustalono, że zamiast odroczenia, projekt będzie przewidywał zwolnienie ze składek ZUS. Wątpliwości pojawiają się jednak co do zakresu podmiotowego tego zwolnienia, ponieważ doniesienia dot. tej kwestii są sprzeczne. Według jednej z wersji, zwolnienie miałoby obejmować samozatrudnionych, których przychody spadły, oraz wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających przynajmniej jednego pracownika, niezależnie od tego, czy pandemia jakkolwiek wpłynęła na generowane przychody. W naszym przekonaniu, taka formuła byłaby najbardziej optymalna – pozwoliłaby bowiem na szybkie uruchomienie pomocy, bez konieczności weryfikacji dodatkowych kryteriów. Według drugiej z przedstawianych w mediach wersji, zwolnienie ze składek miałoby dotyczyć wyłącznie tych podmiotów, które mogłyby wykazać spadek przychodów. O ile jest to oczywiście rozwiązanie znacznie lepsze od dotychczas proponowanego odroczenia składek, o tyle wydaje się, że objęcie zwolnieniem wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających pracowników pozwoliłoby na dużo bardziej efektywne (bo szybsze) udzielenie pomocy. Jak już wspomniano, kwestia zwolnienia ze składek nie została jeszcze włączona do treści projektu ustawy, jednak z pojawiających się w przestrzeni publicznej dwóch opcji, zdecydowanie rekomendowalibyśmy przyjęcie pierwszej.

Jeśli chodzi o rozwiązania, które w projekcie się znalazły, w pierwszej kolejności wypadałoby zdecydowanie pochwalić propozycje ograniczenia bądź przesunięcia terminów spełniania określonych obowiązków administracyjnych, czy sprawozdawczych. Przewiduje się bowiem m.in. umożliwienie unieszkodliwiania odpadów medycznych o właściwościach zakaźnych, powstających w związku z zagrożeniem epidemicznym, w instalacjach nieposiadających stosownych decyzji administracyjnych, jeśli nie byłoby możliwości ich przetworzenia w uprawnionych spalarniach. Ta rozsądna propozycja zasługiwałaby na kontynuację w ramach „regularnego”, a nie kryzysowego reżimu prawnego. W nadchodzących tygodniach można się naturalnie spodziewać szczególnego wzrostu wolumenu niebezpiecznych odpadów medycznych, jednak jeszcze przed rozwojem epidemii w Polsce, w zakresie unieszkodliwiania tego rodzaju odpadów popyt wielokrotnie przewyższał podaż, co powodowało gwałtowny wzrost cen utylizacji. Koszt ten ponoszą oczywiście szpitale, zaś niewystarczająca liczba instalacji spowodowana jest – poza trudnościami związanymi z koniecznością uzyskania decyzji środowiskowych – radykalnym ograniczeniem katalogu możliwych do wykorzystania metod utylizacji niebezpiecznych odpadów medycznych.

Powyższy element projektu jest przykładem dosyć szczegółowej propozycji o charakterze udrażniającym system, a jednocześnie w pewnym sensie deregulacyjnej. Projekt zawiera jednak szereg innych rozwiązań o takim charakterze. Do takich należy zaliczyć m.in. zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników, przesunięcie obowiązku składania nowego pliku JPK_VAT, czy też przesunięcie obowiązku utworzenia PPK w średnich przedsiębiorstwach. Z uwagi na noworoczne zamieszanie związane z koniecznością rejestracji w Bazie Danych Odpadowych i związaną z nią elektronizacją, przedsiębiorcy z pewnością dostrzegą również propozycję wydłużenia okresu, w którym możliwe jest sporządzanie dokumentów ewidencji odpadów w formie papierowej, do końca 2020 roku. Zadowolenie musi budzić ponadto fakt, że projektodawca uwzględnił pojawiające się z wielu stron rekomendacje przesunięcia terminu składania obowiązkowych sprawozdań, jednak pewne wątpliwości budzi tryb w którym takie przesunięcie może się odbyć. Wprowadzany do uchwalonej na początku marca 2020 roku specustawy „koronawirusowej” przepis art. 15zze deleguje na ministra finansów kompetencję do wydania rozporządzenia, w którym określiłby inne terminy wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz sporządzania, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji, o których mowa w ustawie o rachunkowości. Konstrukcja ustawowa generuje wobec tego konieczność wydania nowych aktów prawnych, co może powodować pewne zamieszanie. Rekomendowanym podejściem byłoby jednak odraczanie i zawieszanie terminów mocą ustawy, tak by uniknąć chaosu powodowanego koniecznością bieżącego śledzenia przez uczestników życia gospodarczego dzienników ustaw w celu uzyskania informacji, czy zostało wydane odpowiednie rozporządzenie.

Jednocześnie dostrzegamy negatywny przykład wydłużania ustawowych terminów. Wśród propozycji przedstawionych w projekcie znajduje się przepis przedłużający o aż trzy miesiące termin wydania interpretacji indywidualnej w odniesieniu do wniosków złożonych i nierozpatrzonych przed wejściem w życie ustawy. Uważamy, że biznes potrzebuje – szczególnie w tej chaotycznej sytuacji – minimum stabilizacji umożliwiającej uregulowanie swoich stosunków prawnych. Nie ma zatem żadnego uzasadnienia dla tego, by wydłużony został termin wydawania interpretacji, zwłaszcza że aktywność organów podatkowych w trakcie stanu epidemii będzie z naturalnych przyczyn ograniczona. Apelujemy o wycofanie się z tej regulacji.

W zakresie swoistej deregulacji, czy udrażniania procedur, za godne pochwały uznajemy również przepisy wydłużające termin składania wniosków o udzielenie prawa pobytu, a także przedłużające już wydane karty pobytu. To bardzo ważny obszar, szczególnie z punktu widzenia rynku pracy, który w wielu branżach już w tej chwili w dużej mierze opiera się na imigrantach zarobkowych z zagranicy. Dostrzegamy jednocześnie możliwość jeszcze dalej idących zmian, tj. wydłużenia czasu obowiązywania zarejestrowanych oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, upłynnienia procedur w sytuacji, w której podstawą legalizacji pobytu cudzoziemca w Polsce są okoliczności inne niż praca (np. nauka), czy też elektronizacji pewnych elementów procedur (np. w formie umożliwienia odbierania zarejestrowanych oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcom, drogą elektroniczną).

Na aprobatę zasługują również niektóre z zaproponowanych przepisów podatkowych, m.in. umożliwienie odliczenia straty poniesionej w 2020 roku od dochodu z 2019 roku (do kwoty 5 mln zł), o ile przychody uzyskane w 2020 roku byłyby co najmniej o 50 proc. niższe niż w 2019 roku. Jest to rozwiązanie ukierunkowane oczywiście na przyszłość, nie natychmiastową pomoc, jednak może stanowić dla wielu firm cenny impuls w procesie odbudowy biznesu. Pozytywnie należy również ocenić odroczenie podatku od sprzedaży detalicznej do 1 stycznia 2021 roku. Wejście w życie jakichkolwiek nowych obciążeń fiskalnych w trakcie roku, w którym mamy do czynienia z tak głębokim problemem gospodarczym wywołanym pandemią, byłoby całkowicie nieakceptowalne. Na uwagę zasługuje również umożliwienie samorządom wprowadzenia za część 2020 roku zwolnienia z podatku od nieruchomości o charakterze podmiotowym, mianowicie obejmującym przedsiębiorców których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych skutków epidemii. W ramach obowiązującego reżimu prawnego, zwolnienia od podatku od nieruchomości ustanawiane przez gminę, mogą mieć charakter wyłącznie przedmiotowy – wprowadzenie takiej możliwości należy zatem uznać za jak najbardziej potrzebne posunięcie. Jedyne wątpliwości dotyczyć mogą skali przedstawionych działań. O ile zapowiadane koszty realizacji postanowień „tarczy” muszą budzić wrażenie, o tyle są państwa, które w zakresie rozwiązań podatkowych idą nieco dalej. W Danii zdecydowano się na przyznanie firmom dotkniętym negatywnym skutkom koronawirusa ulg podatkowych o wartości 20 miliardów dolarów (czyli w praktyce mniej więcej równowartości całego filaru „tarczy” ukierunkowanego na wsparcie przedsiębiorców, wliczając w to, poza bezpośrednimi ulgami i świadczeniami, instrumenty płynnościowe, tj. m.in. gwarancje). Wielka Brytania zdecydowała się zamrozić pięć różnego rodzaju danin, zaś Norwegia rozważa redukcję obniżonej stawki VAT z poziomu 12 proc. do 8 proc. Rozwiązania podatkowe są na pewno godnym aprobaty elementem tarczy, jednak poddajemy pod rozwagę możliwość ich rozszerzenia. Za przykładową propozycję dodatkowej regulacji należałoby rozszerzyć możliwość kasowego rozliczania podatków dochodowych i podatku VAT na wszystkich podatników. Kryzysowa sytuacja już w tej chwili powoduje narastanie zatorów płatniczych, które w kombinacji z koniecznością uiszczenia danin publicznoprawnych mogą wiązać się z zachwianiem płynności nawet relatywnie sporych podmiotów. Dlatego też wprowadzenie na czas epidemii możliwości kasowego rozliczenia dla wszystkich powinno stanowić pozytywny impuls dla gospodarki.

Krokiem w dobrym kierunku jest „rozluźnienie” zakazu handlu w niedzielę, poprzez czasowe umożliwienie rozładowywania, przyjmowania i ekspozycji towaru pierwszej potrzeby w tym dniu. Pozytywnie oceniając tę propozycję, stoimy na stanowisku że ostatecznie przyjęte rozwiązanie powinno iść znacznie dalej i zakładać czasową rezygnację z zakazu handlu w ogóle. Tym samym możliwe stałoby się „rozładowanie” ruchu w sklepach, co jest z pewnością pożądane z punktu widzenia ograniczania dalszego rozpowszechniania się wirusa. Trzymając się wątku handlu, pragniemy ponadto przypomnieć nasze, opublikowane wcześniej rekomendacje, odnoszące się do umożliwienia sprzedaży na odległość szerszego katalogu produktów, w tym m.in. leków na receptę, czy alkoholu. Uważamy, że szczególnie w sytuacjach takich jak pandemia wyjątkowo zaraźliwego wirusa, potencjał handlu online powinien być wykorzystywany.

Pandemia koronawirusa stanowi ogromny problem z punktu widzenia toczących się postępowań administracyjnych i sądowych. Zwracaliśmy na to uwagę w naszym poprzednim stanowisku, dlatego cieszyć musi fakt, że projektodawca również pochylił się nad tego rodzaju trudnościami, z którymi mierzą się zarówno przedsiębiorcy, jak i obywatele nieprowadzący działalności gospodarczej. Co interesujące, w toku procesu przygotowywania „tarczy” pojawiły się uzupełniające się koncepcje rozwiązania tego problemu. W przedstawionym projekcie zawarto przepisy umożliwiające zawieszenie postępowania lub kontroli prowadzonych na podstawie Ordynacji podatkowej, a także kontroli celno-skarbowej, przez organ – z urzędu lub na wniosek – w razie ogłoszenia stanu zagrożenia. Ponadto, minister finansów miałby prawo wydać rozporządzenie, którym zawiesiłby te postępowania i kontrole, wskazując w nim nie tylko okres, na który następuje zawieszenie, lecz również jego zakres terytorialny. Możliwe byłoby zatem zawieszenie postępowań tylko w części kraju, podczas gdy w innych regionach postępowania toczyłyby się „jak w normalnych warunkach”, mimo ograniczeń wywołanych pandemią. Co więcej, projekt przewiduje że Rada Ministrów mogłaby – również rozporządzeniem – wstrzymać administracyjne postępowania egzekucyjne należności pieniężnych, na analogicznych zasadach. Ministerstwo Sprawiedliwości w swoim projekcie przepisów zaproponowało zawieszenie biegu terminów w postępowaniach sądowych, administracyjnych, egzekucyjnych w administracji i innych postępowaniach prowadzonych na podstawie ustawy. Uznając propozycje zawarte w projekcie za bardzo potrzebne (chociaż w naszym przekonaniu zawieszenie postępowań powinno mieć charakter generalny i odbywać się w automatycznie, jako konsekwencja przepisów umieszczonych bezpośrednio w ustawie – uwaga jest zatem analogiczna do tej przedstawionej wobec możliwości przesunięcia terminu składania sprawozdań), postulujemy uzupełnienie ich o rozwiązanie postulowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości i z pewnością oczekiwane przez podmioty gospodarcze.

Projekt zawiera szereg zmian o charakterze co najmniej zaskakującym. Proponuje się bowiem m.in. bardzo głęboką ingerencję w stosunki wynikające z umów najmu lokali, zarówno mieszkalnych jak i o innym przeznaczeniu. Zgodnie z przedstawionymi regulacjami, obowiązujące umowy najmu miałyby być automatycznie wydłużane do dnia 30 czerwca 2020 roku, na dotychczasowych warunkach, na podstawie oświadczenia woli najemcy. Co prawda przewidziano od tej reguły wyjątki (z prawa takiego nie mogliby skorzystać najemcy pozostający w zwłoce z zapłatą opłat za używanie lokalu), jednak zaproponowany przepis w bardzo istotnym stopniu ogranicza swobodę dysponowania swoim majątkiem przez wynajmujących. Jeszcze ciekawsza jest propozycja, by obowiązujące umowy najmu nie mogły być wypowiedziane przez najemcę, w okresie do 30 czerwca 2020 roku. W tym przypadku ingerencja wydaje się być jeszcze głębsza, jako że przewidziano możliwość wyjątkowego wypowiedzenia umowy np. w sytuacji, w której najemca wynajął, podnajął albo oddał do bezpłatnego używania lokal lub jego część bez pisemnej zgody właściciela, lecz nie wówczas gdy najemca jest w zwłoce z zapłatą czynszu lub innych opłat za używanie lokalu. Tym samym, projektodawca de facto uniemożliwił wynajmującym wypowiedzenie umów najmu lokatorom, którzy nie uiszczają opłat za używanie lokalu. Jest to regulacja, którą w tym kształcie trudno jest poprzeć. Innym przykładem propozycji ukierunkowanej na ustawowe uregulowanie stosunków najmu jest propozycja obniżenia o 90% czynszu najemców lokali w galeriach handlowych, którzy zostali objęci faktycznym czasowym zakazem prowadzenia działalności z uwagi na specjalne środki bezpieczeństwa wprowadzone w związku z przeciwdziałaniem epidemii. Zwracamy uwagę na fakt, że jest to – analogicznie – bardzo głęboka ingerencja w stosunki umowne, wiążąca się z poważnymi konsekwencjami po stronie wynajmujących. Jednocześnie, aby regulacja miała charakter kompleksowy, należałoby uwzględnić w niej również sytuację przedsiębiorców, którzy dalej prowadzą działalność gospodarczą, jednak w znacznie ograniczonym stopniu. Adekwatnym rozwiązaniem mogłoby być w ich przypadku automatyczne przejście na czynsz uzależniony od wysokości obrotu (jeżeli umowa taki przewiduje), bez czynszu minimalnego. Dodatkowo, najemcy zwracają uwagę również na potrzebę obniżenia opłat za inne należności wynikające z umowy najmu przestrzeni handlowej, np. za korzystanie z lobby. Co znamienne, w projekcie nie przewidziano ustawowej redukcji czynszów za najem nieruchomości od spółek skarbu państwa czy innych podmiotów publicznych – wydaje się, że skoro celem projektodawcy jest stosunkowo szeroko pojęta ochrona najemców, również ten obszar powinien być przez niego zaadresowany.

Nie sposób uciec od oceny tych elementów projektu, które wiążą się z konkretną pomocą finansową – czy to w formie dofinansowania wynagrodzeń, wypłaty świadczeń, czy też udostępnienia pożyczek. W projekcie przewidziano pewien instrument, który konstrukcyjnie jest wprost idealnie przystosowany do zabezpieczenia płynności finansowej najmniejszych firm. Chodzi tu o pożyczki udzielane mikroprzedsiębiorcom przez starostów, pochodzące ze środków Funduszu Pracy. Procedura jest maksymalnie uproszczona – o pożyczkę może ubiegać się każdy mikroprzedsiębiorca, który prowadził działalność gospodarczą przed 1 marca 2020 roku, a formą zabezpieczenia jest domyślnie weksel własny in blanco. Niestety, podstawowym problemem tego instrumentu jest bardzo mała kwota maksymalna pożyczki, ustanowiona na poziomie 5 tysięcy złotych. Są to środki całkowicie nieprzystające do celu pożyczki, jakim ma być – zgodnie z przepisami – „pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej”. Dysproporcja ta widoczna jest jeszcze mocniej, jeśli uwzględni się fakt, że pożyczka ulega umorzeniu (wraz z odsetkami), jeśli mikroprzedsiębiorca przez pół roku od jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia w stosunku do końca lutego 2020 roku. Taka konstrukcja wskazuje, że projektodawca chce premiować mikroprzedsiębiorców utrzymujących zatrudnienie mimo trudniejszego gospodarczo czasu. Niestety, kwota 5 tysięcy złotych nie skłoni żadnego przedsiębiorcy zatrudniającego pracowników do utrzymania stanu zatrudnienia w warunkach gwałtownie malejących przychodów. Omawiane rozwiązanie jest wobec tego konstrukcyjnie generalnie zbieżne z postulowanym przez nas kierunkiem szybkich, łatwych w dostępie i tanich pożyczek dla najmniejszych firm, jednak kwota przewidzianego w tym zakresie wsparcia jest zdecydowanie niewystarczająca. Uważamy, że tego rodzaju pożyczki powinny być dostępne w kwocie do 15 proc. przychodów za rok poprzedni, lecz nie więcej niż 300 tys. zł.

Podstawową słabością pozostałych instrumentów pożyczkowych jest z kolei zbyt wysoki poziom sformalizowania oraz zbyt długi czas na wydanie decyzji w kwestii udzielenia wsparcia. Przedsiębiorca ubiegający się o „pomoc na ratowanie” powinien złożyć m.in. analizę i ocenę sytuacji finansowej za ostatnie 2 lata obrotowe oraz wszelką dokumentację taką jak sprawozdania finansowe i raporty biegłego rewidenta z badań sprawozdań, podczas gdy minister rozwoju lub Agencja Rozwoju Przemysłu ma mieć 30 dni na ocenę merytoryczną i formalną wniosku. Część przedsiębiorców potrzebujących pomocy może nie przetrwać skumulowanego okresu potrzebnego na zgromadzenie niezbędnej dokumentacji oraz, następnie, poświęconego przez ministra lub ARP na analizę wniosku. Pomoc musi być udzielana szybciej, w związku z czym zasadne wydawałoby się skrócenie tego terminu i uproszczenie procedury.

Uzupełniając powyższą uwagę należy zwrócić uwagę na wysoki poziom rozdrobnienia przewidywanych instrumentów pomocowych, co z pewnością nie wpływa na przejrzystość systemu wsparcia. Poszczególne instrumenty przypisane są do różnych instytucji, obowiązują w ich przypadku odmienne procedury i formularze. Wydaje się, że w celu uproszczenia systemu zasadne byłoby jego skoncentrowanie i przyznanie jasnej kompetencji do dystrybuowania pomocy jednej-dwóm instytucjom, z innymi odgrywającymi co najwyżej rolę pomocniczą. Dodatkowo konieczne jest maksymalne odformalizowanie procedury. Nadmierny poziom biurokracji i wydłużające się terminy ograniczą dostępność instrumentów dla tych podmiotów, które koniecznie ich potrzebują.

Analogiczne zastrzeżenie można mieć do konstrukcji wypłaty świadczeń „postojowych” dla samozatrudnionych i osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych. Świadczenie to wypłacane jest wyłącznie wówczas, gdy w następstwie wystąpienia COVID-19 doszło do trwającego nieprzerwanie co najmniej 30 dni kalendarzowych przed miesiącem złożenia wniosku przestoju w działalności samozatrudnionego albo zleceniodawcy lub zamawiającego, z którymi została zawarta umowa cywilnoprawna. Zakładając, że wnioskodawca spełnia kryteria przychodowe i inne określone w projekcie (m.in. brak dofinansowania do wynagrodzeń udzielonego zleceniodawcy), ZUS wypłaca mu świadczenie w terminie nie dłuższym niż 30 dni od „dnia wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do jego przyznania”. Jako że pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce odnotowano 8 marca, pierwsze 30-dniowe nieprzerwane przestoje nastąpią najpewniej dopiero w kwietniu. W maju możliwe stanie się zatem złożenie wniosku o udzielenie tego jednorazowego (!) świadczenia, które przez ZUS wypłacone zostanie w ciągu 30 dni, lecz nie od dnia wpłynięcia wniosku, tylko od dnia wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do jego przyznania. Wcale niewykluczone zatem, że pierwsze świadczenia wypłacone byłyby w czerwcu lub lipcu, co całkowicie podważa sens udzielania tego rodzaju wsparcia.

Zarzut zbytniego skomplikowania należy postawić również systemowi wsparcia zatrudnienia. O ile sama jego koncepcja wydaje się być zrozumiała i zasadna, o tyle – ponownie – zdecydowano się na rozdzielenie finansowania na dwa strumienie pieniężne: jeden pochodzący z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (który, notabene, będzie musiał z pewnością być zasilony gigantycznymi środkami w celu realizowania tego zadania), administrowany przez wojewódzkie urzędy pracy, drugi pochodzący z Funduszu Pracy i administrowany przez starostów. W sytuacji nadto już dokuczliwego chaosu spowodowanego epidemią, generowanie dodatkowych komplikacji systemu wydaje się być całkowicie niezasadne. Zwłaszcza, że nie zdecydowano się na wykorzystanie taniego i efektywnego modelu sprawdzonego przy okazji realizacji programu „500+”, to jest automatycznych wypłat dla podmiotów objętych programem. Zamiast tego, mamy procedurę wnioskową, w ramach której uzyskanie dofinansowania jest uzależnione od wykazania utraty przychodów, a w niektórych przypadkach wiąże się również z podejmowaniem osobnych ustaleń z organizacjami związkowymi. Wszystko to powoduje, że od systemu wsparcia automatycznie odcięte mogą być podmioty najsłabsze, niedysponujące zasobami do analizowania i realizacji tych zadań biurokratycznych, zaś do reszty pomoc może trafić z istotnym opóźnieniem, co naraża polską gospodarkę na redukcję miejsc pracy liczoną w setkach tysięcy etatów. Dodatkowo rozważyć należałoby zniesienie limitu ograniczenia wymiaru czasy pracownika do połowy etatu i wprowadzenie możliwości ograniczenia wymiaru czasu pracy o połowę aktualnego wymiaru zatrudnienia. Doprecyzowując, należałoby również wskazać wyraźnie moment, od którego mogą być realizowane regulacje dotyczące dofinansowania z FGŚP i zmian w zakresie zatrudnienia (czy np. liczy się to od 14 marca, czyli od dnia wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego).

Interesujące są ponadto propozycje zgłoszone przez ZUS i UOKiK. Trudno zrozumieć, dlaczego Zakład zdecydował się na „ukrycie” w swojej propozycji regulacji świadczeń postojowych, wprowadzenia obowiązku każdorazowego informowania go o zawarciu jakiejkolwiek umowy o dzieło. Wydaje się, że jest to całkowicie niezwiązane z podstawowym celem pakietu i jako takie powinno stanowić propozycję analizowaną w ramach osobnego procesu legislacyjnego.

Z zadowoleniem odnotowujemy tymczasem deklaracje Prezesa UOKiK o wycofaniu się ze szkodliwej propozycji regulacji rynku kredytu konsumenckiego. Należy docenić ten wyraz autorefleksji i mieć nadzieję, że podobny los spotka inny postulat zakładający wprowadzenie możliwości ustanawiania cen maksymalnych określonych produktów (czyli de facto mechanizmu zaburzania prawa popytu i podaży, który nie zadziałał skutecznie nigdy w historii).

Reasumując, istotną część rozwiązań zawartych w projekcie „tarczy” możemy ocenić pozytywnie. Jednocześnie, rozbudowana warstwa administracyjno-biurokratyczna zaproponowana przez projektodawcę, jak i rozdrobnienie poszczególnych strumieni wsparcia, może znacznie zmniejszyć efektywność udzielanej pomocy. Wydaje się ponadto, że z uwagi na szczególny charakter wyzwania, z którym przychodzi się mierzyć polskiej gospodarce, zasadne byłoby uruchomienie szczególnych, tj. niekonwencjonalnych środków, i podjęcie odważnego wysiłku deregulacyjnego. Liczymy wobec tego na skłonność projektodawcy do dalszej pracy nad projektem i uwzględnienie przedstawionych w powyższym stanowisku uwag.

Pandemia topi rynki, a panika napędza umocnienie dolara amerykańskiego

Miniony tydzień charakteryzował się bardzo silną zmiennością na rynkach finansowych. Jak w kontekście zamieszania związanego z koronawirusem radził sobie rynek walutowy?

Drastyczne środki podjęte przez państwa, mające ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, w ostatnich dniach siały spustoszenie na światowych rynkach finansowych. Reakcją inwestorów była ucieczka od ryzyka i skupowanie bezpiecznego (zdaniem inwestorów) dolara amerykańskiego. Każda główna waluta doświadczyła istotnej wyprzedaży w relacji do dolara. Sile amerykańskiej waluty poddał się nawet japoński jen. Największe straty notowały jednak waluty krajów, których gospodarki uzależnione są od wydobycia ropy naftowej, czyli surowca, którego cena w ostatnim czasie leciała na łeb, na szyję. Dołożyło się to do ogólnej atmosfery strachu, która i tak nie sprzyjała tym walutom.

W tym tygodniu opublikowane zostaną dane, które pozwolą zacząć określać skalę strat spowodowanych epidemią. We wtorek poznamy wstępne marcowe odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI dla strefy euro i Wielkiej Brytanii, z kolei w czwartek w Stanach Zjednoczonych opublikowany zostanie zyskujący na znaczeniu cotygodniowy raport o liczbie zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych. Wszystkie wspomniane odczyty najpewniej pokażą, że sytuacja z jaką mamy do czynienia jest najgorsza w historii. Dla rynku walutowego istotniejsze będą jednak informacje o zakażeniach w krajach, które albo już wprowadziły istotne środki ostrożnościowe, wskazując obywatelom pozostanie w domach, albo rozważają tego typu krok. Trwałość umocnienia dolara amerykańskiego może zostać poddana w wątpliwość w związku z istotnym pogarszaniem się sytuacji w kontekście koronawirusa w Stanach Zjednoczonych – zwłaszcza jeśli analogiczne dane dotyczące sytuacji Włoch i Hiszpanii przestaną się pogarszać.

Stoimy obecnie przed niespotykanym dotąd w historii kryzysem gospodarczym. Są jednak kwestie budzące nadzieję. Na bezprecedensową sytuację światowe banki centralne i rządy przygotowują równie bezprecedensowe rozwiązania. Wydatki publiczne, gwarancje kredytowe i zastrzyki płynności na ogromną skalę są ogłaszane praktycznie każdego dnia. Biorąc pod uwagę, że rządy zdają się być gotowe do zrobienia wszystkiego, co trzeba, powrót do sytuacji gospodarczej zbliżonej do tej sprzed wybuchu epidemii może być możliwy, jak tylko uda się ujarzmić koronawirusa.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację słabości polskiego złotego. Podobnie jak inne waluty EM, w związku z rynkowym odwrotem od ryzyka, złoty był wyprzedawany i tracił w relacji do głównych walut. Walucie nie pomogły też działania krajowych decydentów, którzy rozluźnili politykę pieniężną, ogłaszając przeprowadzanie kilku rodzajów operacji (w tym skupu obligacji) i istotnie obniżając stopy procentowe. Oprócz powyższych, otrzymaliśmy również informacje o działaniach rządu w kontekście walki ze skutkami koronawirusa mające obejmować zarówno bezpośrednie wsparcie finansowe (szczególnie dla pracowników), zmiany regulacyjne, jak i dodatkową płynność. W najbliższych dniach dla złotego dane makroekonomiczne z kraju nie będą miały znaczenia. Wygląda też na to, że bardziej istotne od wieści dotyczących walki z koronawirusem w Polsce będą te dotyczące sytuacji globalnej.

GBP

W zeszłym tygodniu funt brytyjski otrzymał większy cios niż wspólna europejska waluta. Za deprecjacją szterlinga stała między innymi nagła zmiana retoryki gabinetu Borisa Johnsona, który obecnie stwierdza, że w celu powstrzymania wirusa niewykluczone jest wprowadzenie lockdownu. Bank Anglii zdecydował się na kolejną obniżkę stóp procentowych, jednocześnie ogłaszając dodatkowy skup aktywów o wartości 200 mld funtów, jak również zwiększając program mający wspierać sytuację finansową małych i średnich przedsiębiorstw. Odczyty indeksów PMI dla Wielkiej Brytanii, które poznamy we wtorek, bez wątpienia pokażą dramatyczne załamanie aktywności przedsiębiorstw. Niemniej w tym tygodniu ważniejsze będzie czwartkowe spotkanie decyzyjne Banku Anglii, które ma odbyć się pomimo drastycznych środków, jakie bank ogłosił podczas nadzwyczajnego posiedzenia w zeszłym tygodniu.

EUR

Biorąc pod uwagę stan pełnej kwarantanny we Włoszech i Hiszpanii, jak i szereg rosnących ograniczeń wprowadzanych w innych gospodarkach bloku walutowego, można bez wątpienia stwierdzić, że strefę euro czeka ostra recesja. Ulgę państwom wspólnego bloku przynieść jednak powinny agresywne działania Europejskiego Banku Centralnego, który w ubiegłym tygodniu zobowiązał się do dodatkowego skupu aktywów o wartości 750 mld EUR, wspierając tym samym rynek obligacji rządowych, co pozwoli państwom na sfinansowanie ogromnych deficytów fiskalnych bez obawy o sytuację rynku. W istocie, gwałtowny spadek spreadów obserwowany w ostatnich trzech dniach jest promykiem nadziei wyzierającym ponad chmury posępnych wieści.

W najbliższym czasie będziemy pilnie obserwować codzienne dane o nowych zakażeniach, licząc na to, że drastyczne rozwiązania wprowadzone w ostatnich tygodniach pozwolą na rozpoczęcie „wypłaszczenia” krzywej pandemii.

USD

Pierwotnym instynktem uczestników rynku walutowego w sytuacji globalnego kryzysu jest lgnięcie do „bezpiecznego” dolara amerykańskiego. Obecna pandemia, przynajmniej do tej pory, nie stanowiła wyjątku od tej zasady. Umocnienie amerykańskiej waluty wspierał fakt, że Europa do tej pory otrzymała największy cios w kontekście wirusa. Należy jednak zaznaczyć, że porównywalnie lepsza sytuacja w USA może wiązać się z ograniczoną liczbą testów jakie dotychczas przeprowadzono w tym kraju. Co warte uwagi, w momencie pisania niniejszego komentarza Stany Zjednoczone prześcignęły Włochy w liczbie odnotowywanych dziennie nowych przypadków zakażeń. Wzrost liczby przeprowadzanych testów będzie objawiał się pogorszeniem statystyk, ograniczając potencjał dolara amerykańskiego do dalszej aprecjacji z obecnych poziomów. W najbliższym czasie oczekujemy ogłoszenia pakietu działań fiskalnych w USA w odpowiedzi na kryzys i czekamy na czwartkowe dane dotyczące liczby zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami będą najgorsze w historii.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Branża pożyczkowa zagrożona propozycjami UOKiK

W sobotę, 21 marca, do projektu ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych dodano propozycje poszczególnych resortów i urzędów administracji publicznej. Podmioty zrzeszone w ZPF oceniają propozycje UOKiK jako prowadzące do likwidacji legalnie działającej części sektora rynku finansowego i wyrażają wobec nich zdecydowany sprzeciw. Nie zapewniają one bowiem efektów minimalizujących skutki rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, lecz je wzmacniają.

UOKiK proponuje, aby na wniosek kredytobiorcy, kredytodawca był zobowiązany zawiesić spłatę kredytu konsumenckiego albo kredytu hipotecznego na okres 365 dni (po tym terminie bowiem proponowane przepisy miałyby stracić swoją moc). Kolejną propozycją UOKiK jest ograniczenie maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego do:

  1. 15% + 6% całkowitych kosztów kredytu w skali roku dla kredytów i pożyczek o okresie spłaty powyżej 30 dni
  2. 5% całkowitych kosztów kredytu dla kredytów i pożyczek o okresie spłaty do 30 dni
  3. 45% całkowitych kosztów kredytu w całym okresie kredytowania.

– Propozycja obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych kredytu w żaden sposób nie została zmierzona co do jej skutków, stąd decyzja o jego wdrożeniu, niemająca aktualnie żadnego merytorycznego uzasadnienia, w okresie wpadania w kryzys jest szczególnie ryzykowna – wskazuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Brak jest możliwości zmierzenia tych skutków natychmiast, czyli w tempie prac nad propozycjami włączonymi w pakiet antykryzysowy, więc ewentualna merytoryczna dyskusja nad tą kwestią powinna być przeniesiona na czas, kiedy dzięki pogłębionym analizom będziemy mogli podjąć merytoryczną próbę zweryfikowania także skutków w postaci osłabienia instrumentarium służącego wychodzeniu z kryzysu i przywracania efektywności procesów gospodarczych.

W obecnej sytuacji przewidywać już można – także na podstawie historycznych doświadczeń – szereg konsekwencji tak drastycznego obniżenia limitu kosztu kredytu konsumenckiego.

  1. W okresie kryzysu ryzyko ogólnogospodarcze i koszty ryzyka kredytowego istotnie wzrastają. Instytucje finansowe, racjonalnie i profesjonalnie realizujące polityką kredytową, będą zmuszone ograniczyć grupę docelową klientów oraz dostępność produktów kredytu konsumenckiego. To zaś oznacza, że nawet przy utrzymaniu aktualnego poziomu limitu kosztów, znacznie wzrośnie skala wykluczenia z rynku kredytowego, jeszcze przed pandemią wynoszącą ok. 20%.
  2. Proponowane obniżenie limitu wpłynie negatywnie na pozycję finansową banków, zwiększając ich zapotrzebowanie na kapitał, ograniczając możliwości efektywnego wykorzystania instrumentarium związanego z poluźnieniem wymogów kapitałowych i zdolności do utrzymania aktywności kredytowej. Ta jest zaś niezbędna do zachowania procesów gospodarczych w okresie pandemii i do wychodzenia z kryzysu po jej ustaniu.
  3. Proponowany limit wpłynie również negatywnie na wiarygodność płatniczą instytucji pożyczkowych, korzystających z zewnętrznych źródeł finansowania bieżącej działalności pożyczkowej – w tym wobec posiadaczy obligacji emitowanych przez instytucje pożyczkowe oraz wobec banków, w części również finansujących działalność pożyczkową kredytem. W efekcie należy spodziewać się nawet utraty wyłożonych w ten sposób środków. Wskutek tego w przypadku wielu firm sektora pożyczkowego dojdzie do całkowitego zatrzymania strumienia przychodów z bieżącej działalności. To spowoduje poważne zawirowanie na rynku kapitałowym, jednocześnie znacząco osłabiając potencjał gospodarki do odtworzenia sprawności procesów gospodarczych po ustaniu pandemii.
  4. Obniżenie limitu wpłynie na „zerową” skłonność banków do zaoferowania oprocentowania depozytów dla klientów indywidualnych, mogących wyrażać zainteresowanie lokowaniem oszczędności w bankach. Oferowane warunki depozytów wywołają ich dynamiczny odpływ z banków oraz wzrost skłonności lokowania w bardziej ryzykowne, ale proponujące wyższy zwrot produkty finansowe. Często, niestety, także w przedsięwzięcia o charakterze wyłudzeń, niekiedy wielkiej skali, z czym mieliśmy już do czynienia w historii rynku finansowego ostatnich lat w Polsce. Jego efektem będzie obniżenie zaufania do całego systemu finansowego i do państwa, które w odniesieniu do zorganizowanych z premedytacją przestępstw, wyłudzeń nie wykazywało dotąd wystarczającej skuteczności w ich przeciwdziałaniu.
  5. Aktualne wyniki badań, prowadzonych przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH i ZPF pokazują, że co najmniej 13,2% klientów sektora kredytowego spośród tych, którym zostanie kredyt odmówiony, zwróci się o to finansowanie do podziemia pożyczkowego. Już tylko wykluczenie połowy klientów sektora pożyczkowego (wariant i tak optymistyczny) sprawi że pojawi się nawet ponad 100 tysięcy osób, które wpadną w szpony mafii pożyczkowej. To zaś oznacza, że mafia pożyczkowa pozostanie bezkarna.
  6. Obniżenie limitu kosztów to w efekcie także drastyczne ograniczenie wpływów z podatków CIT, PIT i VAT – szacunki tylko branży instytucji pożyczkowych wskazują na możliwe uszczuplenie dochodów nawet o kwotę przekraczającą 2 miliardy złotych rocznie, co ograniczy źródła finansowania pomocy ze strony budżetu państwa dla gospodarki.
  7. Obniżenie limitu jest praktycznie jednoznaczne z likwidacją nawet 40 tysięcy miejsc pracy w sektorze pożyczkowym i sektorach blisko powiązanych, w tym m.in. pośrednictwa finansowego, usług outsourcingu, a także dostarczania danych czy rozwiązań z zakresu nowoczesnych technologii. Tym samym powiększą się koszty koniecznego wsparcia ze strony budżetu państwa dla pracowników tych sektorów w wyniku utraty miejsca zatrudnienia.

Jednocześnie nastąpi ograniczenie możliwości oferowania produktów klientom dokonujących zakupów online. Obniżenie limitu kosztów kredytu spowoduje ogromne straty wielu sektorów gospodarki, oferujących swoje produkty i usługi do sprzedaży w kanale online, finansowanej w znacznej części w modelu tzw. odroczonej płatności. Tym samym należy przewidywać poważne ograniczenie bieżącego funkcjonowania w wielu obszarach gospodarki, przesuwającej się dynamicznie do modelu sprzedaży online w okresie pandemii. Już w roku 2019 e-commerce miał wartość około 50 mld zł, rósł w tempie 20% rocznie, z którego korzystało około 18 milionów klientów. W efekcie wrosną koszty koniecznego wsparcia dla tych sektorów, zmuszonych do powiększania skali wypowiedzeń i likwidacji miejsc pracy.

– Należy też podkreślić, że czas kryzysu wywołanego pandemią, wbrew pojawiającym się opiniom w kręgach rządowych, może się okazać tylko i wyłącznie korzystnym dla mafii pożyczkowej, działającej poza oficjalnym i profesjonalnym obrotem – dodaje Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Wskaźnik tzw. odmów udzielenia finansowania już przed wybuchem pandemii wyniósł w branży pożyczkowej 60 proc. Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia do twierdzenia, że w sytuacji drastycznego podwyższenia ryzyka kredytowego, profesjonalne instytucje pożyczkowe, miałby zwiększać swój apetyt na ryzyko, ryzykując nie tylko brak możliwości spłaty swoich zobowiązań wobec inwestorów, ale i utratę możliwości prowadzenia działalności gospodarczej.

Darmowe gorące napoje na stacjach ORLEN dla służb walczących z koronawirusem

PKN ORLEN wesprze służby bezpośrednio zaangażowane w walkę z epidemią koronawirusa. Od dziś na stacjach ORLEN pracownicy pogotowia ratunkowego, policji, straży pożarnej, straży miejskiej, wojska, straży granicznej oraz Inspekcji Transportu Drogowego obsługiwani będą poza kolejnością i otrzymają bezpłatnie wybrany gorący napój. PKN ORLEN konsekwentnie zwiększa też bezpieczeństwo pracowników i klientów na stacjach paliw w całej Polsce. Dostawy paliw do całej sieci detalicznej koncernu są stabilne i przebiegają zgodnie z założonym harmonogramem.

– Dostrzegamy z jak wielkim zaangażowaniem i poświęceniem pracują przedstawiciele służby zdrowia i służb mundurowych. Ich praca jest nieoceniona. Wykonując swoje codzienne obowiązki korzystają ze stacji ORLEN. To oczywiste, że powinni być obsługiwani w pierwszej kolejności, otrzymają też bezpłatnie kawę lub herbatę – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – Jako firma odpowiedzialna społecznie, nie możemy pozostać obojętni w tym trudnym czasie. Nasze działania obejmują kilka obszarów. Staramy się, aby nasze wsparcie w walce z epidemią koronawirusa miało charakter kompleksowy. Nie zapominamy przy tym o zapewnieniu bezpieczeństwa naszych pracowników na stacjach paliw i klientów – dodaje Prezes Obajtek.

Włączając się w walkę z epidemią koronawirusa PKN ORLEN uruchomił m.in. produkcję płynu do dezynfekcji rąk w Zakładzie ORLEN OIL w Jedliczu, który w pierwszej kolejności przekazany został Agencji Rezerw Materiałowych. Na potrzeby pracowników służb medycznych zakupiono 5 tys. maseczek ochronnych. Dodatkowo Fundacja ORLEN przekazała na wsparcie szpitali 6 mln złotych. W działania wspierające walkę z epidemią wpisują się również obniżki cen paliw na stacjach ORLEN.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników stacji paliw i ich klientów, wszystkie obiekty pod marką ORLEN są regularnie sprzątane i dezynfekowane. Przy kasach i na wejściu do większości stacji dostępny jest płyn do dezynfekcji rąk. Na niemal wszystkich stacjach zostały zamontowane bariery z pleksi zabezpieczające pracowników i klientów. W celu ochrony ich zdrowia, PKN ORLEN zapewnia też dodatkowe wyposażenie. Wszystkie stacje zostaną zaopatrzone w przyłbice ochronne i termometry do bezdotykowego mierzenia temperatury ciała.

Tankowanie paliwa przez klientów odbywa się w jednorazowych rękawiczkach, co nadzoruje pracownik stacji. Jeśli klient nie użyje jednorazowych rękawiczek, pistolet dystrybutora jest dezynfekowany przez pracownika. Pracownicy obsługujący klientów są wyposażeni w jednorazowe rękawiczki.

Punkty restauracyjne na stacjach są zamknięte. Funkcjonują strefy gastronomiczne z m.in. hot dogami, kanapkami, burgerami. Został jednak wprowadzony zakaz konsumpcji na terenie budynku stacji. Akcesoria do gorących napojów, takie jak wieczka do kubków czy mieszadełka, zostały wycofane ze stref samoobsługowych i są dostępne u pracowników.

Wprowadzone zostały ograniczenia związane z liczbą osób jednocześnie przebywających w budynku stacji. Na stacjach przy autostradach i drogach ekspresowych, czyli na tzw. Miejscach Obsługi Podróżnych może maksymalnie przebywać do 10 osób i do 1 osoby na małych stacjach. Stacje wyposażone w okienko do sprzedaży nocnej mogą prowadzić sprzedaż z wykorzystaniem tego rozwiązania. Informujemy klientów o konieczności zachowania odstępu przebywając w budynku stacji. Klienci są również zachęcani do płatności kartą lub za pomocą aplikacji ORLEN Pay lub VITAY bezpośrednio przy dystrybutorze. To rozwiązanie cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony kierowców.

PKN ORLEN włączył się ponadto do rządowej kampanii edukacyjnej. Na stacjach paliw wywieszone są plakaty oraz udostępnione ulotki na temat zasad higieny, wpływające na minimalizowanie ryzyka zakażenia. Na wybranych stacjach tranzytowych wyświetlany jest film przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia i Państwową Inspekcję Sanitarną. PKN ORLEN uruchomił dodatkowo wewnętrzną infolinię wsparcia dla stacji paliw.

Za mało pieniędzy na wsparcie firm w tarczy antykryzysowej

Dostępność pomocy dla przedsiębiorców jest w ustawie dotyczącej tarczy antykryzysowej bardzo ograniczona z powodu zbytniej biurokracji i przeznaczenia na ten cel zaledwie 800 mln zł.

Ustalenie limitów wydatków na takim poziomie wskazuje na brak zrozumienia powagi sytuacji. Dla przykładu jeśli średnie wsparcie dla przedsiębiorcy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w przeliczeniu na pracownika wynosić będzie wraz z ZUS około 2 000 zł, to pomocą w okresie 3 miesięcy można objąć tylko około 140 tys. pracowników. Czy wobec realnych zagrożeń gospodarki program kierowany do zaledwie 2%, może 3% zatrudnionych, biorąc pod uwagę także środki Funduszu Pracy u starostów jest realna pomocą?. Warto podkreślić, że dobrze, że pomoc będzie udzielana także przez Powiatowe Urzędy Pracy, tyle, że aby miała realny wymiar trzeba dodatkowych środków. Postulujemy na ochronę miejsc pracy minimum 3 mld zł z FGŚP i 3 mld zł z FP, wraz z możliwością odpowiednich zmian w planach finansowych tych funduszy.

Oznaczałoby to w przybliżeniu możliwość objęcia pomocą w okresie 3 miesięcy z tych dwóch instrumentów tj. przestoju i działań starosty – około 1 mln miejsc pracy. Dodatkowo potrzebne jest radykalne uproszczenie procedury przyznania pomocy przedsiębiorcy, uproszczony elektroniczny wniosek, czas na konsultacje ze związkami zawodowymi nie więcej niż 3 dni i zagwarantowanie rozpatrzenia wniosku i uruchomienia środków w terminie 10 dni od złożenia wniosku. Warto też rozważyć możliwość wydłużenia programu do 6 miesięcy.

Tylko wtedy zbudujemy realną pomoc dla przedsiębiorców i pracowników, która pozwoli przetrwać ten trudny okres chroniąc miejsca pracy.

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, Uniwersytet Warszawski

Tarcza antykryzysowa: pakiet osłonowy dla przedsiębiorców (projekt ustawy)

W ostatnich dniach do konsultacji przesłany został projekt ustawy, w którym przybliżone zostały kolejne szczegóły dotyczące rządowego pakietu osłonowego („tarcza antykryzysowa”) w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Rozwiązania dotyczące terminu płatności podatku

  • Wydłużenie terminu na przekazanie przez płatników zaliczek na podatek od wynagrodzeń pobranych za marzec i kwiecień. Planuje się, że zapłata tych zaliczek będzie mogła być dokonana do 1 czerwca 2020 r.
  • Rezygnację z opłaty prolongacyjnej z tytułu rozłożenia na raty lub odroczenia terminu płatności podatków i zaległości podatkowych, które są dochodem budżetu państwa w przypadku złożenia wniosku w trakcie obowiązywania stanu epidemicznego i 30 dni po jego odwołaniu, jak również z tytułu składek należnych za okres od 1 stycznia 2020 roku (art. 15z i 15y).
  • Możliwość wprowadzenia przez radę gminy zwolnień z podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu koronawirusa, jak również odroczenia płatności rat podatku przez wójtów za kwiecień-czerwiec 2020 roku (nie później niż do końca miesiąca września).

Dofinansowania na rzecz przedsiębiorców

  • Przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wynagrodzeń wraz ze składkami na ubezpieczenie społeczne pracowników (osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę, umowę o pracę nakładczą, umowę zlecenia lub innej umowy o świadczenie usług) objętych przestojem ekonomicznym i obniżonym wymiarem czasu pracy. Dofinansowanie wypłacane jest przez 3 miesiące od podpisania umowy, a przyznanie wsparcia możliwe będzie do wyczerpania środków.

– Wynagrodzenie w okresie przestoju ekonomicznego obniżone może być maksymalnie o 50%, jednak nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Dofinansowanie wynosi do 50% minimalnego wynagrodzenia.

– W przypadku spadku obrotów (spadek sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym w wysokości i na zasadach określonych w ustawie), przedsiębiorca może ograniczyć wymiar czasu pracy pracowników o 20% (do nie mniej niż 0,5 etatu, przy zachowaniu minimalnego wynagrodzenia) i uzyskać dofinansowanie połowy wynagrodzeniawypłacanego pracownikom przy obniżonym wymiarze czasu pracy, jednak nie więcej niż do 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z kwartału poprzedzającego złożenie wniosku o wsparcie.

  • Starosta powiatu, w którym zarejestrowany jest przedsiębiorca, może dofinansować część kosztów wynagrodzeń i składek na ubezpieczenie społeczne mikro, małym i średnim przedsiębiorcom, u których nastąpił spadek obrotów w wyniku pandemii COVID-19. Dofinansowanie może być udzielone na okres 6 miesięcy (mikro i mali przedsiębiorcy) i 3 miesięcy (średni przedsiębiorcy) w wysokości stanowiącej iloczyn:

– liczby pracowników i 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 30%,

– liczby pracowników i 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 50%,

– liczby pracowników i 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 80%,

jednak nie więcej niż faktycznie wynagrodzenie faktycznie wypłacone.

Jak wskazaliśmy wcześniej, opisane powyżej instrumenty stanowią pomoc de minimis.

Rozliczenia podatkowe

  • Możliwość wstecznego rozliczania strat podatkowych w PIT i CIT.  Stratę poniesioną w 2020 r. podatnicy będą mogli odliczyć od dochodu uzyskanego w 2019 r., przy czym nie więcej niż 5 milionów złotych. W tym celu, podatnicy złożą korektę zeznania za 2019 r. Będą tak mogły zrobić te osoby/spółki, których przychody osiągnięte w 2020 r. spadną o co najmniej 50% w stosunku do przychodów osiągniętych w 2019 r.
  • Przedłużenie terminu do zapłacenia podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych za miesiące marzec-maj 2020 r. do 20 lipca 2020 r. Podobnie jak wyżej, przesłanka wymagana do skorzystania ze wskazanej preferencji to 50% spadek przychów w porównaniu do miesiąca roku poprzedniego.
  • Wyłączenie stosowania regulacji w podatkach dochodowych dotyczących tzw. złych długów w odniesieniu do dłużników, którzy powinni uwzględniać niezapłacone zobowiązania przy obliczaniu zaliczek na podatek dochodowy. Prawo do skorzystania z tej preferencji ograniczone zostało do podatników, których przychody osiągnięte w okresach rozliczeniowych (miesięcznych albo kwartalnych) w stosunku do analogicznych okresów w 2019 r. zmniejszą się przynajmniej o 50%. Ewentualnie do osób, które nie osiągnęły w poprzednim roku przychodów, ale w 2020 r. ponoszą negatywne konsekwencje ekonomiczne pandemii.
  • Wprowadzenie możliwości rezygnacji z uproszczonych zaliczek w 2020 r. i obliczanie zaliczek miesięcznych od bieżących dochodów. Zrezygnować z uproszczonych zaliczek za okres marzec-grudzień 2020 r. będą mogli jednak wyłącznie „mali podatnicy”.
  • Wprowadzenie odliczenia w podatku PIT i CIT z tytułu darowizn (pieniężnych lub rzeczowych) przekazanych na cele związane z zapobieganiem oraz zwalczaniem zakażenia koronawirusem dla określonych kategorii podmiotów.
  • Zwolnienia z podatku od czynności cywilnoprawnych udzielanych pożyczek w związku z pogorszeniem sytuacji finansowej pożyczkobiorcy w efekcie zaistniałej pandemii.
  • Przesunięcie wprowadzenia nowej matrycy stawek VAT z 1 kwietnia na 1 lipca 2020 r.

Obowiązki sprawozdawcze

  • Odroczenie do 1 lipca 2020 r. obowiązku składania nowych JPK_VAT (JPK V7M, zwany również VDEK) z deklaracją dla dużych przedsiębiorców
  • Odroczenie do 13 lipca 2020 r. zgłoszeń do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (CRBR).
  • Ceny transferowe: do 30 grudnia 2020 r. przedłużono termin do złożenia informacji o cenach transferowych (TP-R) (art. 11t ust. 1 UPDOP), w przypadku podmiotów, których rok podatkowy rozpoczął się po 31 grudnia 2018 r. a zakończył przed 31 grudnia 2019 r. UWAGA: nie wydłużono terminów ustawowych dla podmiotów, których rok podatkowy rozpoczął się przed 31 grudnia 2018 r. a zakończył przed 31 grudnia 2019 r. (ani na złożenie CIT-TP, ani na sporządzenie dokumentacji podatkowej).
  •  Zawieszenie terminów dotyczących raportowania schematów podatkowych, innych niż schematy transgraniczne, w okresie od 31 marca do dnia 30 czerwca 2020 r.
  • Termin na wydanie indywidualnych interpretacji prawa podatkowego wydłużony o dodatkowe 3 lub nawet 6 miesięcy.
  • Wydłużenie terminu na złożenie zawiadomienia o dokonaniu płatności na rachunek spoza „białej listy” do 14 dni.

Pracodawcy RP: „Tarcza Antykryzysowa” jeszcze zbyt cienka, by ochronić gospodarkę

Pomoc Państwa w kształcie zaproponowanym w pakiecie ustaw tzw. „Tarczy Antykryzysowej” jest kierunkowo dobra, ale jeszcze niewystarczająca – rozwiązania muszą być dalej idące i elastyczne – uważają Pracodawcy RP i proponują kilkadziesiąt konkretnych zmian w pięciu obszarach.

„Kluczowe są  w tej chwili pomoc ‘tu i teraz’ i działania wyprzedzające, a nie tylko reagowanie na fakty. Pakiet pomocowy idzie we właściwym kierunku, ale ma wiele braków i wymaga niezbędnych korekt, aby spełnił swój cel” – mówi Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP. „W celu zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego kraju, przetrwania firm i zachowania miejsc pracy konieczne jest poniesienie adekwatnych nakładów finansowych przy jednoczesnym zachowaniu stabilności finansowej państwa” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Zdaniem Pracodawców RP, konieczne są poprawki w „Tarczy” w zakresie: utrzymania płynności finansowej przedsiębiorstw, wsparcia funkcjonowania rynku pracy, wsparcia ochrony zdrowia, niezbędnych rozwiązań prawno-administracyjnych/otoczenia biznesu, konieczne jest też obniżenie klina podatkowego zamiast programu inwestycji publicznych.

  1. Utrzymanie płynności finansowej przedsiębiorstw, w tym m.in. możliwość dokonania zwrotu podatku VAT i skrócenie czasu weryfikacji zwrotów z 60 do maksymalnie 14 dni oraz czasowe zawieszenie regulacji w zakresie obowiązkowego mechanizmu split payment i uwolnienie środków z rachunków VAT.

„Proponowane kryterium spadku przychodów o 50 proc. dla przyznania ulgi jest nie do przyjęcia. Nagły spadek przychodów o połowę oznacza najczęściej bankructwo” – podkreśla dr Sławomir Dudek.

  1. Wsparcie funkcjonowania rynku pracy, w tym m.in. rozwiązania dla elastycznego czasu pracy oraz zabezpieczenie możliwości pobytu lub wjazdu do kraju cudzoziemcom zatrudnianym w kraju.

„Projekt nie rozwiązuje wielu problemów praktycznych, z którymi borykają się teraz pracodawcy, dotyczy to np. ułatwień w zatrudnianiu cudzoziemców oraz braku zapowiadanej wcześniej możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego” – komentuje Arkadiusz Pączka.

Niezbędne rozwiązania prawno-administracyjne/otoczenie biznesu, m.in. poprzez uproszczenie administracji – odejście od skomplikowanych formularzy i procedur oraz restrykcyjnych przepisów, odroczenie terminów płatności danin.

„Ustawa winna dać delegację poszczególnym resortom do proponowania szybkich rozwiązań w reakcji na aktualną sytuację i potrzeby. Jesteśmy gotowi wspólnie z Rządem wypracować wykaz takich obszarów, które byłyby przedmiotem tych delegacji” – podkreśla dr Sławomir Dudek. Proponowane zmiany powinny być proste i pomocne, a nie są. Na przykład nowelizując konkretne przepisy albo zawieszając ich stosowanie należy przedłużyć terminy rozliczeń rocznych CIT i PIT do 30 czerwca. Zapomniano także o sprawozdaniach finansowych, które wedle aktualnych przepisów należy podpisać elektronicznie do 31 marca – to wymaga natychmiastowych zmian” – dodaje.

Obniżenie klina podatkowego zamiast programu inwestycji publicznych oraz rezygnacja ze świadczeń dodatkowych, które nie są absolutną koniecznością.

„W przesłanym pakiecie brak informacji o Funduszu Rozwoju i Bezpieczeństwa, który miał wydatkować 30 mld zł na projekty inwestycyjne. Pracodawcy RP od samego początku stoją na stanowisku, że pakiet fiskalny dotyczący inwestycji publicznych nie jest najlepszym rozwiązaniem na obecną sytuację kryzysową – w obliczu niepewności co do rozwoju sytuacji musimy lepiej dobierać instrumenty reakcji. Musimy też przebudować budżet, aby przekierować środki na utrzymanie bezpieczeństwa ekonomicznego, środki na dodatkowe świadczenia muszą być przesunięte na wsparcie firm i miejsc pracy” – podkreśla dr Sławomir Dudek.

 Ochrona zdrowia – zapewnienie podmiotom leczniczym odpowiednich do sytuacji środków pomocowych i stworzenie specjalnych warunków pracy dla personelu medycznego, w tym m.in. przedłużenie okresu ważności orzeczeń lekarskich do 90 dni zamiast wskazanych w projekcie 60 lub 30.

„Konieczne jest m.in. uzupełnienie projektu o rozwiązania rozszerzające możliwość wykonywania badań, w tym poprzez dopuszczenie wykonywania badań laboratoryjnych w pojazdach i w obiektach przenośnych” – mówi Arkadiusz Pączka.

Pracodawcy RP zwracają też uwagę, że w projektowanych przepisach w zasadzie brak jest rozwiązań skierowanych do dużych przedsiębiorców, którzy przecież także nie są odporne na aktualne problemy ekonomiczne.

Komentarz prawny: Dyskryminacja w pracy w dobie koronawirusa

Epidemia koronawirusa sprawiła, że wiele osób pracuje obecnie w tzw. modelu „home office”. Niestety, nie wszyscy pracownicy na rynku mogli przejść w tryb pracy zdalnej ze względu na rodzaj i specyfikę wykonywanej pracy. Sytuacja, w której część osób jest delegowana do pracy zdalnej, a część musi pozostać na stałych stanowiskach pracy, może prowadzić do zjawiska dyskryminacji w rozumieniu prawnym. Powstaje również problem zwrotu wydatków poniesionych przez pracowników.

W związku z sytuacją epidemiologiczną pracodawcy podjęli różne próby zabezpieczenia zarówno swoich pracowników, jak i swoich interesów gospodarczych. Wielu pracodawców, korzystając z uregulowań jakie wprowadziła ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 wysłało pracowników na tzw. „pracę zdalną”, tj. wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania. Rozwiązanie to pozwoli na ograniczenie lub znaczne zmniejszenie rozprzestrzeniania się wirusa. Kluczowe jest to, aby w momencie dokonywania decyzji organizacyjnych, pracodawcy mieli na uwadze przepisy dotyczące zakazu dyskryminacji w miejscu pracy.

Zakaz dyskryminacji w stosunku pracy

Zgodnie z art. 183a § 1 Kodeksu Pracy, pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie warunków zatrudnienia bez względu na ich cechy indywidualne. Katalog cech stanowiących przyczynę dyskryminacji jest otwarty, może to być np. w szczególności płeć, wiek, niepełnosprawność, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna, zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony, zatrudnienie w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Selektywne i dowolne delegowanie pracowników do pracy zdalnej w dobie koronawirusa, na podstawie niejasnych kryteriów, może być postrzegane jako dyskryminacja.

Praca powinna być organizowana w sposób zapewniający rotacyjność oraz sprawiedliwe obciążenie obowiązkami wszystkich pracowników. Nie może być tak, iż tylko niektórzy pracownicy znajdujący się w tej samej sytuacji są w sposób nieuzasadniony narażani lub bardziej narażani na ryzyko zakażenia wirusem – komentuje mec. Andrzej Wilk, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Z powyższym wiąże się także kwestia wyboru pracowników, którzy będą pracowali zdalnie, w sytuacji, gdy ze względów technicznych część osób musi pozostać w dotychczasowym miejscu pracy.

Wybór powinien opierać się o kryteria obiektywne, konkretne, zrozumiałe dla pracowników i uzasadnione w tej szczególnej sytuacji. Zastosowanie kryterium niespełniającego warunków klarowności, może stanowić przejaw dyskryminacji pośredniej, tj. gdy na skutek pozornie neutralnego postanowienia, zastosowanego kryterium lub podjętego działania występują lub mogłyby wystąpić niekorzystne dysproporcje albo szczególnie niekorzystna sytuacja wobec wszystkich lub znacznej liczby pracowników, należących do grupy wyróżnionej ze względu na jedną lub kilka swoich cech – dodaje z kolei mec. Katarzyna Świerkot, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Racjonalnym kryterium może być np. dojazd do miejsca pracy w sposób niesprzyjający rozprzestrzenianiu się chorób, brak czynników zwiększających zagrożenie zachorowaniem lub rozprzestrzenianiem się wirusa, obiektywna niemożliwość wykonywania pracy zdalnej. Wybór pracowników może być też oparty o ich dobrowolne zgłoszenie się do pracy w biurze.

Epidemia nie rozróżnia stanowisk

Nie może dochodzić do sytuacji, że tylko kadra managerska ma prawo pracować zdalnie, podczas gdy szeregowi pracownicy są zmuszani do przychodzenia do biura. Również sytuacja odwrotna nie jest dopuszczalna. Życie i zdrowie każdego człowieka stanowi konstytucyjnie chronioną wartość. Podobnie należy zadbać oto, aby wybór pracownika, który nie będzie pracował zdalnie nie stanowił „kary” dla tej osoby.

W szczególności należy wprowadzić rotacyjność pracowników pracujących zdalnie w stosunku do pracowników świadczących pracę z siedziby firmy. Zmiany pracowników powinny następować w równych odstępach czasu, np. co 3 dni lub co tydzień lub kilka godzin w zależności od długości trwania pracy zdalnej, aby wszystkim pracownikom zapewnić odpowiednią ochronę życia i zdrowia oraz obłożenie pracą. W kwestii sankcji, możliwe jest bardzo szerokie spektrum podstaw odpowiedzialności prawnej pracodawcy począwszy od przepisów kodeksu pracy tj. art. 18 ze znaczkiem 3d, poprzez odpowiedzialność cywilnoprawną z art. 471 k.c. w zw. z art. 300 k.p.(z tytułu nienależytego wykonania umowy), czy art. 415 k.c. w zw. z art. 300 k.p. (odpowiedzialność deliktową) czy wreszcie odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych pracownika (jakim również jest zdrowie i życie) art. 23 i 24 k.c. w zw. z art. 448 k.c – podkreśla mec. Andrzej Wilk.

Warto mieć na uwadze, że cechą charakterystyczną stosunku pracy jest wykonywanie pracy „na ryzyko” pracodawcy, który dostarcza pracownikowi narzędzi, materiałów i innych środków niezbędnych do wykonywania umówionych obowiązków. Istota stosunku pracy wyklucza, by to pracownik w całości ponosił te koszty, bowiem wskazywałoby to na odmienny od umowy o pracę stosunek prawny tj. umowę cywilnoprawną. Pracodawca powinien wobec tego zapewnić pracownikom odpowiednie narzędzia i sprzęty oraz materiały do wykonywania pracy zdalnej.

W tym obowiązku również kryje się obowiązek pracodawcy dotyczący niedyskryminowania pracowników. Pracodawca powinien w równy sposób dostarczyć wszystkim pracownikom sprzęt oraz narzędzia konieczne do wykonywania pracy np. laptopów, telefonów służbowych. Nie może dochodzić do sytuacji, w której przedmioty są dostarczane jedynie części pracowników, zatrudnionych na wyższych stanowiskach w zakładzie pracy, a pozostałe osoby są zmuszane do korzystania z prywatnych zasobów
– wspomina mec. Katarzyna Świerkot.

Zwrot wydatków poniesionych przez pracownika

Praca pracownika na prywatnym sprzęcie oraz zasobach powinna prowadzić do refundacji poniesionych wydatków np. na energię elektryczną czy Internet.
Ustawodawca nie uregulował kwestie zwrotu wydatków jakie pracownik ponosi w związku z pracą zdalną. Brak takich ustaleń poczynionych przez pracodawcę może powodować ryzyko roszczeń ze strony pracowników. Czas epidemii i pracy zdalnej może znacząco się przedłużyć, co spowoduje, iż koszty pracy zdalnej leżące po stronie pracownika będą przez niego odczuwalne – wskazuje mec. Andrzej Wilk.

Wielu pracodawców nie zadbało o to i nie zdaje sobie sprawy z tego, iż de facto wydatki ponoszone przez pracowników mogą stanowić nieopodatkowany przychód pracodawcy. – dodaje z kolei mec. Katarzyna Świerkot.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych w obliczu pandemii COVID-19

Wybuch pandemii COVID-19 wywołał wstrząs gospodarczy i finansowy na rynkach EMEA, jak i na całym świecie. W pierwszej kolejności odbiło się to na Chinach, w których zamknięto 50% fabryk, co z kolei wywarło ogromny wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Aktywność na niektórych szlakach handlowych z Chin zmniejszyła się o 20%-40%, przy czym prognozuje się, że import z tego regionu zmniejszy się o około 12% w I kwartale br., a do II kwartału cały globalny handel zmniejszy się aż o 7%. Oznacza to, że wzrost gospodarczy na świecie wyniesie w tym roku jedynie około 2% (w porównaniu do 3,5% w 2019 roku), co stanowi najwolniejsze tempo rozwoju w ostatniej dekadzie.

– Trudno w tej chwili oszacować, jaki finalnie będzie wpływ koronawirusa na rynek nieruchomości w regionie EMEA, ale najszybciej jego skutki odczują branże turystyki, handlu oraz rekreacji i wypoczynku. Optymistyczny scenariusz dla EMEA zakłada zerowy wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku po spadku w II i III kwartale br., zaś wstrząs na rynkach nieruchomości ograniczałby się głównie do sektora hotelowego, handlowego oraz do logistyki i produkcji zależnej od towarów niezaliczających się do produktów pierwszej potrzeby lub pochodzących z chińskiego łańcucha dostaw – mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzająca Colliers International w Polsce.

Umiarkowanie optymistyczny scenariusz zakłada ożywienie gospodarcze dopiero w pierwszym kwartale 2021 r., przy czym skutki będą mocniej odczuwalne na rynkach biurowych, zależnych od najbardziej narażonych na spadki firm (np. linii lotniczych, agencji eventowych, biur podróży, banków, ubezpieczycieli czy przedsiębiorstw energetycznych).

– Na rynkach kapitałowych działalność zostanie zamrożona, ale główni gracze nadal są aktywni na tzw. bezpiecznych rynkach (safe-haven), zwłaszcza w odniesieniu do bardziej odpornych obiektów handlowych, sektora logistycznego i przemysłowego oraz budynków biurowych i mieszkaniowych. W zależności od tego, czy mamy do czynienia ze scenariuszem umiarkowanie czy bardzo optymistycznym, inwestorzy wstrzymają się z decyzjami do czasu, aż ceny i dostępność lub koszt kapitału staną się bardziej przejrzyste. W przypadku inwestorów międzynarodowych zmienność kursów walutowych w II III kwartale oraz brak możliwości fizycznej weryfikacji aktywów wpłynie na wyhamowanie aktywności – mówi Monika Rajska-Wolińska.

Potrzeba co najmniej trzech miesięcy, aby rynek inwestycyjny poradził sobie z ostrym wstrząsem gospodarczym na świecie i w Europie.

– Część inwestorów, zwłaszcza tych, którzy potrzebują kapitału, może być zmuszona do zrewidowania swoich aktywów, co doprowadzi do sprzedaży niektórych nieruchomości w celu zrównoważenia portfeli. Drugim wyzwaniem jest finansowanie i zmienność kursowa, które utrudniają oszacowanie zwrotu z inwestycji, oraz zmiana wartości stóp zwrotu i poziomu cen, które mogą wystąpić w przypadku przedłużającego się pogorszenia koniunktury – zauważa Monika Rajska-Wolińska.

– Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, dlatego aby w tym trudnym czasie na bieżąco dostarczać aktualnych informacji o wpływie koronawirusa na rynki regionu EMEA uruchomiliśmy portal Colliers’ COVID-19 Insights, na którym nasi eksperci każdego tygodnia  udostępniają nowe informacje i analizy dotyczące wpływu pandemii na poszczególne sektory rynku nieruchomości komercyjnych  – mówi Monika Rajska-Wolińska

ZPP apeluje do rządu o poważne potraktowanie zagrożeń jakie stoją przed Polską

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców apeluje o poważne potraktowanie zagrożeń jakie stoją przed Polską. Nadzwyczajna sytuacja wymaga od rządu i parlamentu ponownego przeanalizowania rozwiązań zapisanych w projekcie nazwanym „Tarczą antykryzysową”.

Jeszcze trzy miesiące temu mieliśmy najniższe bezrobocie od 1989 roku, nieprzerwany wzrost gospodarczy od trzech dekad i szybko rosnącą wydajność naszych przedsiębiorstw. Te czasy są za nami. Wkraczamy w nową rzeczywistość i nie możemy działać jak zwykle.

Nie tylko tu i teraz, ale też z myślą o dniach kiedy przyjdzie nam odbudowywać gospodarkę w trudnych warunkach i w zmienionym otoczeniu ekonomicznym na świecie. Bogatsze i wyżej rozwinięte państwa jak Stany Zjednoczone prognozują wzrost bezrobocia nawet do 30 proc. Dla wielu rozwiniętych państw to może oznaczać cofnięcie się w rozwoju do poziomu sprzed 10 lat. Dla Polski, jako kraju dopiero raczkującego w grupie państw rozwiniętych, to może oznaczać powrót do kategorii, z której dwa ostatnie pokolenia pracowników i pracodawców wydostały nas swoją ciężką pracą.

Rząd i Sejm muszą zrozumieć, że tym razem nie będzie drugiej szansy. Powagę sytuacji najlepiej oddają programy stabilizacyjne innych państw europejskich i Stanów Zjednoczonych, których lekturę polecamy uwadze autorom projektu ustawy i parlamentarzystom.

ZPP odnajduje w propozycjach rządu szereg godnych pochwały zapisów. Do nich niewątpliwie należą propozycje deregulacyjne. Mowa tu przede wszystkim o ograniczeniu bądź przesunięciu terminów spełniania niektórych obowiązków administracyjnych, czy sprawozdawczych. Na szczególną uwagę zasługują przepisy regulujące unieszkodliwianie odpadów medycznych, przepisy dotyczące energii odnawialnej, zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników, przesunięcie obowiązku składania nowego pliku JPK_VAT, zawieszenie terminów sądowych (stanowiące część propozycji przedstawionej przez Ministerstwo Sprawiedliwości) i niektórych postępowań. Za godne pochwały uznajemy również przepisy wydłużające termin składania wniosków o udzielenie prawa pobytu, a także przedłużające już wydane karty pobytu. To bardzo ważny obszar z punktu widzenia rynku pracy – funkcjonowanie wielu branż już w tej chwili w dużej mierze opiera się na imigrantach zarobkowych z zagranicy.

ZPP zobowiązuje się monitorować w najbliższych miesiącach skutki tych ułatwień, w przekonaniu, że wiele z nich zasłuży na wprowadzenie ich w życie na stałe. W tym kontekście z uznaniem przyjęliśmy propozycję „rozluźnienia” zakazu handlu w niedzielę, poprzez czasowe umożliwienie rozładowywania, przyjmowania i ekspozycji towaru pierwszej potrzeby w tym dniu. Podobne, choć precyzyjniej sformułowane i wcześniej, podjęło większość państw europejskich, w tym Niemcy gdzie większość sklepów w niedziele pozostawała dotychczas zamknięta. Apelujemy jednocześnie o podjęcie odważniejszego kroku i zrezygnowanie – przynajmniej czasowe – z zakazu w ogóle.

Z rzeczy, które w naszym przekonaniu wymagają natychmiastowego zaadresowania to jednoznaczna deklaracja rządu o umorzeniu składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców. Rozumiemy, że to trudny okres, ale przeciągający się wielogłos w kwestii składek ZUS wprowadza coraz większy niepokój w naszym środowisku i coraz więcej małych i mikro firm może po prostu zawiesić swoją działalność, co nie tylko przysporzy większych bieżących problemów finansowych państwu, ale w przyszłości zaważy na newralgicznym sektorze gospodarki. Niejasności jest więcej. Wątpliwości pojawiają się jednak co do zakresu podmiotowego tego zwolnienia, ponieważ doniesienia dot. tej kwestii są sprzeczne. Według jednej z wersji, zwolnienie miałoby obejmować samozatrudnionych, których przychody spadły, oraz wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających przynajmniej jednego pracownika, niezależnie od tego, czy pandemia jakkolwiek wpłynęła na generowane przychody. Według drugiej z przedstawianych w mediach wersji, zwolnienie ze składek miałoby dotyczyć wyłącznie tych podmiotów, które mogłyby wykazać spadek przychodów. Uważamy, że tylko rozwiązania proste i możliwie łatwe do wdrożenia mają sens w obecnej sytuacji. Jakiekolwiek wartościowanie i stawianie warunków skazuje całą idę wsparcia na porażkę. Jeszcze raz – sytuacja jest nadzwyczajna. Tu nie ma miejsca na tradycyjne obrządki urzędników ZUS, którzy na co dzień mogą do woli celebrować podania, sprawdzać zeznania, stawiać przedsiębiorców na baczność, nie licząc się z ich czasem i kosztami jakie dodatkowo pochłaniać będą księgowi i doradcy podatkowi. Ta sama kwestia dotyczy pomocy w finansowaniu wynagrodzeń pracowników, która zakłada trzystopniową strukturę przyznawania wsparcia dla pracowników. Rozumiemy tradycyjny strach urzędników, że ktoś dostanie za dużo. Chcemy jednak zwrócić uwagę, że w obecnej sytuacji, jeżeli te pieniądze trafią do ludzi w czerwcu, albo i we wrześniu, to sens utrzymywania urzędników skarbowych, również będzie ograniczony.

Z nieukrywanym rozbawieniem przeczytaliśmy propozycje odnoszącą się do pożyczek dla przedsiębiorców. 5 tysięcy złotych. Z całym szacunkiem dla urzędniczych pensji, są to środki w żaden sposób nieprzystające do celu pożyczki, jakim ma być – zgodnie z przepisami – „pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej”. Dysproporcja ta widoczna jest jeszcze mocniej, jeśli uwzględni się fakt, że pożyczka ulega umorzeniu (wraz z odsetkami), jeśli mikroprzedsiębiorca przez pół roku od jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia w stosunku do końca lutego 2020 roku. Taka konstrukcja wskazuje, że projektodawca chce premiować mikroprzedsiębiorców utrzymujących zatrudnienie mimo trudniejszego gospodarczo czasu. 5 tysięcy złotych nie skłoni żadnego przedsiębiorcy zatrudniającego pracowników do utrzymania stanu zatrudnienia w warunkach gwałtownie malejących przychodów. O wyższych sumach pożyczanych przy zastrzeżeniu, że minister rozwoju lub Agencja Rozwoju Przemysłu ma mieć 30 dni na ocenę merytoryczną i formalną wniosku, nawet nie wspominamy. Odsyłamy do propozycji i procedur jakie dla swoich przedsiębiorców przygotowały inne rządy zatroskane o los gospodarki państwa.

Na koniec, jako kuriozum i dowód oderwania autorów projektu od realiów zwracamy uwagę na propozycje zgłoszone przez ZUS i UOKiK. ZUS najwyraźniej korzystając z chaosu i desperacji wielu postanowił wprowadzić nam dodatkowy obowiązek każdorazowego informowania urzędu o zawarciu jakiejkolwiek umowy o dzieło. To propozycja nie tyko zwiększająca, w takiej chwili, obowiązki raportowania przedsiębiorców, ale też porażający biurokratycznym brakiem empatii.

Bezmyślny i jednoznacznie szkodliwy jest postulat UOKiK, którego projekt zakłada m.in. wprowadzenie możliwości ustanawiania cen maksymalnych określonych produktów, oraz faktyczną likwidację rynku pożyczek poprzez wprowadzenie absurdalnej konstrukcji zawieszenia wykonywania umowy kredytu konsumenckiego (również hipotecznego) na okres 12 miesięcy, na wniosek złożony przez konsumenta. W propozycji nie przewidziano absolutnie żadnych kryteriów, które powinien spełniać wnioskodawca. Urząd stworzony dla ochrony konsumentów, w takiej chwili proponuje rozwiązania w oczywisty sposób nie tylko niszczące rynek finansowy, ale nade wszystko szkodliwy dla samych konsumentów , którzy w praktyce zostaliby odcięci od źródeł finansowania zewnętrznego. W chwili kiedy cały świat walczy o udrożnienie rynku kapitałowego, polski rząd proponuje jego destabilizację i zdanie się na lichwę.

ZPP docenia, że projekt powstawał w krótkim czasie i często w godzinach nocnych, ale jeszcze raz napomina rządzących o potraktowanie sytuacji w jakiej znalazł się kraj i nasza gospodarka bardzo poważnie. My naprawdę jedziemy na jednym wózku.

Postępowania restrukturyzacyjne szansą na przetrwanie dla przedsiębiorcy zagrożonego niewypłacalnością

W okresie intensywnej walki ze światową pandemią COVID – 19, jak i wobec wynikającej z niej konieczności podjęcia nadzwyczajnych środków, wielu przedsiębiorców jest zmuszonych do radzenia sobie w niecodziennej sytuacji, a niekiedy nawet do czasowego zawieszania swojej działalności lub przemodelowania sposobu jej prowadzenia. Obecna sytuacja powoduje, że koniunktura na rynku jest zachwiana, zaś sytuacja ekonomiczna wielu przedsiębiorców już jest niestety niepewna lub może stać się taką w nieodległej perspektywie. Dlatego też warto pamiętać o możliwościach ratunku dla biznesu zagrożonego niewypłacalnością. Możliwości te oferują postępowania restrukturyzacyjne.

 Jest to bardzo istotne, szczególnie, że na dzień dzisiejszy niestety nadal brak jest szczegółowych rozwiązań przygotowanych przez Radę Ministrów dla właścicieli prywatnych biznesów, w związku z zaistniałymi trudnościami. W tej sytuacji, tym bardziej warto wiedzieć jakie możliwości ratunku oferuje obowiązujące blisko od 4 lat Prawo Restrukturyzacyjne.

Jakie korzyści dają postępowania restrukturyzacyjne?

  1. Układ z wierzycielami

Ustawa oferuje możliwości:

  • Zawarcia przez przedsiębiorcę układu z wierzycielami w ramach jednego z postępowańt.j. postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego oraz postępowania sanacyjnego. Układ ten ma na celu rozłożenie na raty wymagalnych zobowiązań lub też ich umorzenie – częściowe lub całkowite. Nie jest wykluczone połączenie powyższych rozwiązań i dokonanie częściowego umorzenia zobowiązań przy jednoczesnym rozłożeniu ich na możliwe do spłaty raty. Co więcej, do przyjęcia układu i uzyskania korzyści z niego wynikających nie jest konieczna zgoda wszystkich wierzycieli, a także nie jest konieczne, aby wszyscy wierzyciele uczestniczyli w głosowaniu nad układem.
  • Zawarcia przez dłużnika układu wyłącznie z niektórymi spośród wierzycieli (układ częściowy), których to wierzytelności szczególnie wymagają restrukturyzacji z punktu widzenia interesów przedsiębiorcy. Niewątpliwie przekłada się to na szybkość postępowania.
  1. Ochrona przed egzekucją

Warto pamiętać, że przy otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego dochodzi już do zawieszenia, a następnie do umorzenia postępowań egzekucyjnych dotyczących zobowiązań upadłego powstałych przed jego otwarciem, zaś wszczęcie postępowania egzekucyjnego do wierzytelności objętej układem jest po tym czasie niedopuszczalne. Tym samym dłużnik może uzyskać ochronę przed toczącymi się egzekucjami komorniczymi, jak i uniknąć wszczęcia ich w niedalekiej przyszłości, co niekiedy jest kluczowe, w celu zachowania ciągłości prowadzonej działalności przedsiębiorstwa.

  1. Szybkość procedowania

Postępowania restrukturyzacyjne, w szczególności postępowanie o zatwierdzenie układu, jak i przyspieszone postępowanie układowe, cechuje znaczna dynamikaWarto wskazać postępowanie o zatwierdzenie układu, które jest w zasadzie prowadzone samodzielnie przez dłużnika przy udziale profesjonalnego nadzorcy układu i może w zasadzie zostać zakończone praktycznie w ciągu 4 tygodni od jego rozpoczęcia (sąd ma bowiem w takim przypadku 2 tygodnie na podjęcie decyzji, co do zatwierdzenia przyjętego układu). Z kolei przyspieszone postępowanie układowe modelowo powinno się zakończyć w ciągu 2 – 3 miesięcy.

  1. Możliwość uzyskania pomocy publicznej na szczególnych warunkach

Postępowania restrukturyzacyjne stanowią odrębny tytuł do uzyskania przez dłużnika będącego przedsiębiorcą pomocy publicznej, która nie stanowi pomocy de minimis, bez konieczności przeprowadzania długotrwałej procedury notyfikacyjnej przed Komisją Europejską. Tym samym przedsiębiorca może uzyskać znaczne korzyści finansowe w postaci chociażby ulg w spłacie należności publicznoprawnych o znacznej wysokości (przewyższającej wysokość maksymalnej wartości pomocy de minimis, która wynosi dla większości przedsiębiorców obecnie kwotę 200 000 EUR brutto w ciągu 3 lat).

  1. Odstąpienie od niekorzystnych umów oraz restrukturyzacja majątku i zatrudnienia

W ramach postępowania sanacyjnego istnieje możliwość odstąpienia od niekorzystnych umów zawartych przez przedsiębiorcę, a także dokonania restrukturyzacji zatrudnienia w jego przedsiębiorstwie na zasadach analogicznych, jak ma to miejsce w toku postępowania upadłościowego, a tym samym z pominięciem wielu przepisów dotyczących ochrony pracowników przed rozwiązaniem stosunku pracy. W toku sanacji istnieje rownież możliwość dokonania szybkiego zbycia zbędnych przedmiotów majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa dłużnika przez profesjonalnego zarządcę prowadzącego postępowanie. To może przyczynić się do szybkiego pozyskania finansowania na dalszą restrukturyzację.

NIEWYPŁACALNOŚĆ LUB ZAGROŻENIE NIĄ STANOWI PRZESŁANKĘ OTWARCIA POSTĘPOWAŃ RESTRUKTURYZACYJNYCH

Co istotne, postępowania restrukturyzacyjne mogą być otwarte już wobec dłużników, którzy są zagrożeni niewypłacalnością. Tym samym nie jest konieczne, aby stali się oni niewypłacalni, jak ma to miejsce w przypadku postępowania upadłościowego. Jest to logiczna konsekwencja tego, iż głównym celem postępowań restrukturyzacyjnych jest zachowanie w obrocie przedsiębiorstwa dłużnika i uniknięcie stanu niewypłacalności, w którym to już konieczne będzie złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Wniosek dłużnika konieczny do otwarcia postępowań restrukturyzacyjnych

Postępowania restrukturyzacyjne (z wyjątkiem postępowania sanacyjnego względem osoby prawnej) mogą zostać otwarte wyłącznie wskutek złożenia przez dłużnika pisemnego wniosku. Wniosek ten podlega opłacie w kwocie 1.000,00 zł. Ponadto w przypadku przyspieszonego postępowania układowego konieczne jest uiszczenie zaliczki na wydatki w kwocie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku w trzecim kwartale roku poprzedniego, ogłoszonego przez Prezesa GUS.

Warto także mieć na uwadze, iż najważniejszym warunkiem otwarcia i prowadzenia postępowania sanacyjnego, jak i postępowania układowego jest posiadanie możliwości bieżącego zaspokajania kosztów postępowania, co w konsekwencji uzasadnia wniosek, iż zbyt późne podjęcie decyzji o dokonaniu restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa może skutecznie zamknąć ku temu drogę, co sprawi, że konieczne będzie złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

W trudnym i niepewnym okresie gospodarczym jaki niewątpliwie nastał dla wielu branż, konieczne jest podejmowanie dynamicznych, a niekiedy i trudnych decyzji, celem umożliwienia dalszego istnienia na rynku w stabilniejszym okresie, który – jak wszyscy mamy nadzieję – nadejdzie jak najszybciej. W obliczu takich decyzji nieocenioną pomoc stanowi wsparcie i doradztwo prawne ze strony doświadczonych partnerów.

Nadchodzi kryzys, jego skala zależy od szybkości i skuteczności działań rządu

Problem zatrzymania aktywności biznesowej dotyczy całej światowej gospodarki. Koronawirus zrywa łańcuch dostaw, ale jeszcze przed dwoma tygodniami w wielu firmach nie brano pod uwagę takich scenariuszy.

Chiny próbują wracać do gry, co widać w różnych statystykach. I to jest plus. Ale poza Chinami aktywność gospodarcza zamiera.

– Sytuacja jest chaotyczna, a to sprawia, że recesja w światowej gospodarce na pewno będzie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Natomiast od rządów poszczególnych krajów zależeć będzie jak głęboka okaże się recesja.

Najgorszy scenariusz jest taki, że firmy nawzajem przestaną sobie płacić i pracownikom.

– Tego scenariusza można jednak nadal uniknąć, ale każdy stracony dzień bez decyzji zwiększa zagrożenie, z decyzjami nie można czekać – ocenia ekspert XTB.

Dom Maklerski BOŚ pierwszym członkiem giełdowego rynku rolnego

  • Dom Maklerski BOŚ S.A. został dopuszczony do działania na Rynku Towarów Rolno-Spożywczych prowadzonym przez Towarową Giełdę Energii
  • Od początku marca br. GK GPW uruchomiła pilotaż giełdowego rynku rolnego w ramach projektu Platformy Żywnościowej

Z początkiem marca GK GPW uruchomiła nowy rynek – Rynek Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS). Pierwszym domem maklerskim – członkiem rynku RTRS – został Dom Maklerski BOŚ, który będzie świadczył usługi pośrednictwa w zawieraniu i rozliczaniu transakcji w zakresie obrotu pszenicą. Obrót pszenicą na RTRS jest prowadzony  w formule rynku kasowego (tzw. rynek spot).

– Projekt uruchomienia giełdowego rynku rolnego był jedną z naszych najważniejszych inicjatyw strategicznych. Zgodnie z harmonogramem do końca sierpnia trwa okres pilotażu, podczas którego koncentrujemy się na przyłączaniu uczestników rynku – Autoryzowanych Magazynów oraz domów maklerskich. Witamy Dom Maklerski BOŚ na pokładzie i cieszymy się na dalszą współpracę – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

– Cieszę się, że DM BOŚ jest pierwszym domem maklerskim na rynku Towarów Rolno-Spożywczych. Z pewnością ugruntuje to naszą mocną pozycję w świadczeniu usług w obszarze rynków towarowych – mówi Radosław Olszewski, prezes DM BOŚ. – Jesteśmy bardzo aktywnym biurem na rynkach towarowych. Od wielu lat uczestniczymy w kształtowaniu się mechanizmów giełdowego obrotu energią elektryczną, gazem ziemnym i prawami majątkowymi, z roku na rok umacniając swoją pozycję. Dlatego też liczymy na rozwój tego nowego segmentu rynku – dodaje.

Giełda, Izba Rozliczeniowa (IRGiT) i Magazyny Autoryzowane oraz domy maklerskie są podstawą funkcjonowania Rynku Towarów Rolno-Spożywczych. Sieć autoryzowanych magazynów, pokrywająca docelowo obszar całego kraju, umożliwi fizyczne rozliczenie transakcji z dostawą towaru. Na giełdowym rynku rolnym magazyny autoryzowane będą odpowiedzialne za weryfikowanie i jakość przechowywanego towaru będącego w obrocie giełdowym, ewidencjonowanie towaru, rozliczenie transakcji w towarze i fizyczną dostawę produktów. IRGiT będzie odpowiedzialna za obsługę zabezpieczeń i rozliczeń finansowych.

Tarcza Antykryzysowa nie powstrzyma upadku tysięcy mikro-przedsiębiorstw

Polska Grupa Supermarketów, będąca organizacją skupiającą ponad 600 placówek handlowych, prowadzonych przez małych i mikro przedsiębiorców z niepokojem obserwuje propozycje rządu RP, Pani Minister Jadwigi Emilewicz, zawarte w projektach ustaw tzw. „Tarczy Antykryzysowej.

Zdaniem PGS założenia pakietu osłonowego, którego wartość oszacowana została na kwotę ponad 212 mld zł, nie zawierają działań, które w precyzyjny sposób odpowiadałyby na bolączki osób i rodzin, prowadzących działalność gospodarczą.

– Pomimo, iż pakiet zawiera filary mające zapewnić bezpieczeństwo pracowników, system finansowania przedsiębiorstw, ochrony zdrowia, znakomitą większość propozycji należy rozpatrywać w kategoriach pożyczek i prolongaty, które staną się niezaprzeczalnie obciążeniami finansowymi dla firm w późniejszym czasie – podkreśla Michał Sadecki, prezes PGS.W opinii PGS, niejasny system zawieszenia składek ZUS, dopłat do pensji pracowniczych, zwolnień z obowiązku zapłaty podatku, których płatność ma być jedynie przesuwana w czasie – sprawiają, że tysiące firm działających w skali mikro (samozatrudnieni lub z 1-2 pracownikami) zmuszone zostanie do zawieszenia działalności, pozostawiając po sobie setki tysięcy złotych w postaci niespłaconych czynszów, faktur za towary, opłat administracyjnych.

– Brak stanowczych działań, uproszczenia procedur, zwolnień podatkowo-administracyjnych dla ponad 2,5 mln tego typu firm, działających w Polsce, może podważyć fundament polskiej gospodarki. Masowe zwieszanie działalności i upadek przedsiębiorstw to nie tylko tragedie ludzkie, lecz załamanie funkcjonowania istotnego elementu gospodarczej siły naszego państwa – dodaje prezes PGS.

W świetle takiej sytuacji niezbędne jest – zdaniem PGS – podjęcie stanowczych i ukierunkowanych działań, pozwalających na „przetrwanie” setkom tysięcy przedsiębiorców. Mając na uwadze przedstawione przez Radę Ministrów planowane działania kryzysowe i harmonogram czasowy obowiązującego stanu epidemii, skutkujący co najmniej 30-50 dniowym wstrzymaniem działalności operacyjnej dla wielu firm sektora usług, działania pakietu rządowego powinny skupić się na maksymalnym odciążeniu przedsiębiorców w podstawowym zakresie:

  1. Całkowitym zawieszeniu obowiązku składek ZUS dla wszystkich firm
  2. Zwolnienia mikro firm z obowiązku zapłaty CIT, PIT, PFRON
  3. Wstrzymać obowiązek Split Payment (dla mikro firm) na okres 3 miesięcy w celu odzyskania płynności
  4. Zawiesić obowiązek wprowadzenia zmiany stawek VAT oraz nowej struktury JPK, które mają zostać wprowadzone od 1 kwietnia 2020r.
  5. Wprowadzić możliwość systemu szybkich badań pracowników, w celu uniknięcia zagrożenia dla innych oraz potencjalnie zamknięcia placówki handlowej.
  6. Uruchomić system łatwego dostępu do pożyczek dla mikro firm, gwarantowanych przez państwo.
  7. Wprowadzić „specjalne” warunki dla transportu spożywczego

Biznes domaga się abolicji wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca br.

Abolicję wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca br., w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych – proponuje Konfederacja Lewiatan, w czasie epidemii koronawirusa.

Lewiatan proponuje jeszcze w tym tygodniu wprowadzenie, dla wszystkich firm przeżywających trudności ekonomiczne, w związku ze skutkami COVID-19, mechanizmu zwolnienia z danin publicznych płaconych do ZUS i urzędów skarbowych, obejmującego okres trzech miesięcy. Za ten okres obowiązywałaby gwarancja utrzymania uprawnień dla ubezpieczonych.

– Uważamy za uzasadnione wprowadzenie dla firm, które znalazły się w kłopotach, powszechnej abolicji od wszelkich danin publicznych płaconych do urzędów skarbowych i ZUS (ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). W przypadku składek na ZUS należy zadbać o ciągłość praw ubezpieczonych, zwłaszcza w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego i chorobowego – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Pomimo nieopłacania składek przez płatników, na indywidualanych kontach ubezpieczonych należałoby dokonać zapisów pozwalających na uwzględnienie tego okresu do późniejszej wysokości świadczenia, na podstawie średniej składki z poprzednich miesięcy.

W obecnej sytuacji, w której firmy nie mogą zapewnić ciągłości funkcjonowania, i w związku z absencją pracowników, niezbędne jest również odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca br.

Tarcza antykryzysowa dziś nie chroni dostatecznie miejsc pracy i firm przed upadkiem

Rząd przekazał do konsultacji projekt tzw. tarczy antykryzysowej. Proponowane w niej rozwiązania nie ochronią dostatecznie miejsc pracy i firm przed upadkiem.

  • Nie uwzględniono tam najważniejszych postulatów przedsiębiorców, które Lewiatan przekazał rządowi.
  • Zaproponowane środki są drastycznie za małe.
  • Potrzebujemy natychmiastowych działań, bo na koniec marca tysiące przedsiębiorców nie będzie miało środków na wypłatę wynagrodzeń

Co wprowadzono z Szóstki Lewiatana?
Lewiatan postulował sześć niezbędnych działań, większość z nich nie została uwzględniona w projekcie tzw. tarczy:

1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

Nie uwzględniono w projekcie tzw. tarczy. Zapowiedziano jedynie wsparcie dla jednoosobowej działalność i mikroprzedsiębiorstw. W większości płatności zostaną odroczone, a nie będzie zwolnień.

2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.

Zaproponowane w tzw. tarczy rozwiązania będą nieskuteczne. Wypłata świadczeń będzie pomocą de minimis (z limitem do 200 tys. Euro na 3 lata), co uniemożliwi skorzystanie z większości przedsiębiorstw. Wnioski będą rozpatrywane do wyczerpania środków, czyli na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Wypłata środków wymaga zastosowania długotrwałych i skomplikowanych procedur biurokratycznych. Świadczenia będą przyznawane jedynie na 3 miesiące. Mnóstwo zapisów wymaga doprecyzowania, np. kwestia kryteriów ekonomicznych przyznania wsparcia.

3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.

Nie uwzględniono w projekcie tzw. tarczy.

4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.

Nie uwzględniono w projekcie tzw. tarczy.

5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.

Odroczono tylko do 1 lipca 2020 r. Firmy nie będą mogły się przygotować do wdrożenia tych przepisów.

6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Częściowo uwzględniono w projekcie tzw. tarczy. Wydłużono ważność dokumentów pobytowych cudzoziemców. Nie wiadomo jednak co z legalizacją pracy w przypadku oświadczeń i zezwoleń na pracę.

Ile środków brakuje?

Na pewno zabraknie środków na pomoc. Rząd mówi o 212 miliardach złotych, ale niewielka część tej puli trafi na ratowanie miejsc pracy i utrzymanie płynności finansowej firm. Wystarczy jeden przykład, rząd proponuje 800 milionów złotych na dofinansowanie wynagrodzeń oraz niejasną możliwość pożyczek z Funduszu Pracy. Kwota ta wystarczy na wsparcie ok. 150 tysięcy pracowników. Zagrożone będą natomiast miliony miejsc pracy i potrzeba minimum 6 miliardów, aby zapewnić im wsparcie przez 3 miesiące. Trzeba też pamiętać, że potrzeby te z każdym dniem rosną.

Co trzeba zrobić już dziś?

Wszyscy pracodawcy, których dotykają skutki pandemii, muszą jeszcze w tym tygodniu otrzymać zwolnienie na 3 miesiące z danin publicznych płaconych do ZUS i US. Zwolnienie, a nie odroczenie. Firmy zmuszone do wprowadzenia przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy muszą mieć zagwarantowane dopłaty do wynagrodzeń do wysokości połowy przeciętnego wynagrodzenia wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne. Pomoc musi przychodzi natychmiast, bez zbędnej biurokracji, bazując na oświadczeniach o sytuacji w firmach.

Słabe otwarcie na rynkach

 

Po weekendzie widać kolejną ucieczkę inwestorów, zarówno z giełdy, jak i rynków surowcowych. Spadkami otworzyły się główne indeksy giełdowe, a ropa znów znajduje się w okolicach 25 dolarów za baryłkę.

Spadki na giełdach

Dzisiaj od rana w dół idą główne indeksy giełdowe w Europie. Na otwarciu spada zarówno niemiecki DAX, jak i francuski CAC. Do spadków dołączył również polski WIG. Powodem są słabe dane i prognozy wydłużenia stanu nadzwyczajnego. Warto zwrócić uwagę również na kolejny spadek cen ropy w okolice 25 dolarów za baryłkę. Jeszcze w piątek widzieliśmy odbicie w okolicach 31 dolarów. Wraz z pojawianiem się kolejnych przesłanek o możliwym przedłużeniu izolacji spadają też prognozy zapotrzebowania na ropę naftową.

Waluty względnie spokojnie

Po weekendzie waluty znajdowały się na zbliżonych poziomach co podczas piątkowego zamknięcia. Nad ranem, co prawda, znów rozpoczęła się lekka przecena złotego względem głównych walut., patrząc jednak na skalę poprzednich dni i tamtych ruchów kilkugroszowa przecena nie budzi aż takich emocji. Euro zbliża się jednak ponownie do poziomu 4,60 zł co powoduje, że analitycy znów podejrzliwie obserwują kurs.

Rumunia też obniża stopy procentowe

W piątek Bank Rumunii obniżył stopy procentowe z 2,5% do 2%. Decyzja ta nie zaskoczyła rynków. Warto zwrócić uwagę, że inflacja w Rumunii spadała już od kilku miesięcy zatem decyzja o obniżce stóp procentowych była tym łatwiejsza. Kraj ten nadal ma relatywnie wysokie stopy procentowej względem strefy euro, aczkolwiek patrząc na inne państwa w swoim regionie np. Chorwację, jest to zbliżony poziom. Rumuńska leja nie reagowała istotnie na zmianę stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Krok w dobrą stronę… tyle, że za krótki – branża targowa o prezydenckich propozycjach dla przedsiębiorców

Krok w dobrą stronę… tyle, że za krótki – tak Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego określa zaproponowane przez prezydenta Andrzeja Dudę rozwiązania uzupełniające do tzw. Tarczy Antykryzysowej. Zdaniem Beaty Kozyry polski biznes, a w szczególności branża targowa, turystyczna, transportowa czy MICE, wielkim krokami zbliża się do przepaści. Od ponad miesiąca tysiące firm działających w tych sektorach zaprzestały działalności z powodu epidemii koronawirusa. A brak ich aktywności biznesowej równy jest 0 zł przychodów – wskazuje Beata Kozyra. Jak przewiduje, jeśli skuteczna pomoc nie nadjedzie, za klika miesięcy straty branży mogą dojść do ponad 1 mld zł.

Prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego stawia pytania:

  • Jak w takiej sytuacji utrzymać stan zatrudnienia, który jest warunkiem skorzystania z dopłat?
  • Czy Polski Rząd jest gotowy na przyjęcie 5 mln bezrobotnych i wypłacać przez najbliższe miesiące 3,5 mld zasiłku miesięcznie?
  • Czy Polski Rząd stać na utratę 12% wpływów PKB?

Branża targowa, która po odwołaniu wszystkich zaplanowanych na najbliższe tygodnie imprez znalazła się w wyjątkowych kłopotach, czeka na propozycje korzystnych rozwiązań prawno instytucjonalnych ze strony władz. Przedstawione przez przedstawicieli rządu we środę pomysły spotkały się z oceną, że to krok we właściwym kierunku, ale, jak na razie, niewystarczający. Przedsiębiorcy zaangażowani w organizację imprez targowych traktują je jako swoisty wstęp do dyskusji o ostatecznym kształcie pakietu pomocowego dla firm. W sobotę wypowiedziała się na ten temat Głowa Państwa.

– Propozycja Pana Prezydenta, że wszyscy mikro przedsiębiorcy, których przychody spadły o więcej niż 50 proc. w stosunku do lutego 2020 roku, będą zwolnieni z płacenia składek na ZUS przez trzy miesiące to krok w dobrą stronę… tyle, że za krótki – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT) i przypomina, że reprezentowana przez nią branża, a także inne – np. turystyczna, transportowa czy MICE (organizacja spotkań biznesowych) – wielkimi krokami zbliżają się do przepaści. Od ponad bowiem miesiąca tysiące firm z naszych branż zaprzestały działalności z powodu koronawirusa, a brak tej działalności skutkuje tym, że zwyczajnie nie mają one żadnych przychodów.

W ocenie Beaty Kozyry opcja zwolnienia z płacenia składek ZUS jest bardzo dobrym rozwiązaniem. – Ale nie jedynie na 3 najbliższe miesiące, tylko do momentu „powrotu” do normalności. I dla wszystkich samozatrudnionych, i mikro, jak również małych przedsiębiorstw, których przychody spadły lub spadną o więcej niż 25 proc. w stosunku do lutego bieżącego roku lub opcjonalnie do przychodu marzec 2020 do 2019 lub kwiecień 2020 do kwiecień 2019. To drugie porównanie wynika z tego, że cykl rozliczenia odbytych targów wynosi na ogół 3 miesiące – uważa prezes PIPT.

Z kolei opcja dopłat rządowych do wynagrodzeń w wysokości 40% średniej pensji przy utrzymaniu zatrudnienia jest również oczekiwanym przez przedsiębiorców wsparciem. – Ale po pierwsze warunek utrzymania 100% zatrudnienia w obecnych warunkach będzie trudny do zachowania. Po drugie – z czego pracodawca ma wypłacić pozostałe 60% kw wynagrodzenia, kiedy nie ma przychodów? – pyta Beata Kozyra. Zwraca uwagę, że w tym czasie przedsiębiorca będzie również płacił czynsz, wynajem, media, telefony itp. oraz raty kredytów czy leasingów. – Jak zatem w takiej sytuacji utrzymać stan zatrudnienia, który jest warunkiem skorzystania z dopłat? – pyta Beata Kozyra. – Sama odpowiem na to pytanie… NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI. A to oznacza upadłość takiej firmy i kolejnych kilku tysięcy firm w podobnej sytuacji niezależnie od branży – kwituje prezes PIPT.

Jak wskazuje, firmy branży targowej już od prawie 2 miesięcy mierzą się z brakiem płynności finansowej. 150 mln miesięcznych strat, jakie notuje branża targowa, urośnie za klika miesięcy do ponad 1 mld zł. W marcu dołączyły kolejne branże turystyczna, MICE, transportowa. Za chwilę dołączą kolejne.

– Tylko te 3 branże to kilkanaście tysięcy firm, które dorzucają co roku do worka zwanego PKB ponad 12%. Kilkanaście tysięcy firm, które utraciło możliwość prowadzenia swych biznesów. Kilkanaście tysięcy firm, to setki tysięcy osób, które nie mogą wykonywać swojej pracy – zwraca uwagę Beata Kozyra i ostrzega: – Firmy te bez pomocy Państwa będą zmuszone do ogłoszenia upadłości. Wówczas do budżetu państwa wpłynie z tytułu ich działalności… 0 zł. Czy Polski Rząd stać na utratę 12% wpływów PKB?

Jej zdaniem, bez pomocy Rządu pracownicy tych firm zasilą szeregi bezrobotnych. Czy Polski Rząd jest gotowy na przyjęcie 5 mln bezrobotnych? Czy Polski Rząd jest gotowy wypłacać przez najbliższe miesiące 3,5 mld zasiłku miesięcznie? – zastanawia się prezes Izby i powołuje się na wpis, jaki znalazła na jednym z forów internetowych: Ominie cię koronawirus, ale możesz umrzeć z głodu. – Dzisiaj może jeszcze zdanie to brzmi dość melodramatycznie, ale bez natychmiastowych dobrych rozwiązań wsparcia dla polskiego biznesu jutro stanie się faktem – twierdzi Beata Kozyra.

Tarcza Antykryzysowa: przykłady działań polityki podatkowej w innych państwach

Doświadczenia z kryzysu z 2008 roku pokazały, że instrumenty podatkowe mają istotną rolę w łagodzeniu skutków spowolnienia gospodarczego. Aktualne działania innych państw pozwalają stwierdzić, że polityka podatkowa ma i będzie mieć istotne znaczenie w walce ze skutkami ekonomicznymi koronawirusa.

W obliczu pandemii koronawirusa, kraje Europy Wschodniej stopniowo wprowadzają zmiany w prawie podatkowym – przede wszystkim, odroczone zostały terminy do składania deklaracji podatkowych w większości państw (Czechy, Słowacja, Litwa, Łotwa) oraz umorzone zostały kary z tytułu opóźnionych deklaracji podatkowych (bez podania przyczyny do 3 miesięcy, Czechy). W przypadku Litwy, przedsiębiorcy, którzy przerwali prowadzenie działalności gospodarczej, są zwolnieni ze składania deklaracji.

Również w krajach Europy Zachodniej wprowadzono m.in. regulacje mające na celu odroczenie płatności podatków. Przykładowo we Francji odsunięto na czerwiec termin płatności zaliczek na podatek dochodowy, a te które wpłacono mogą być zwrócone. Podobne czasowe zwroty podatków zapłaconych od stycznia 2020 będą możliwe w Szwecji. W Niemczech nie będą naliczane odsetki od zaległości podatkowych dla dotkniętych kryzysem firm. Z kolei rząd w Belgii będzie oferował firmom, którym spadły dochody ulgi podatkowe.

Podobne trendy można obserwować poza Europą. Podobne do europejskich rozwiązania zastosowano na terenie Stanów Zjednoczonych – możliwe stało się przesunięcie terminów do składania deklaracji podatkowych oraz wprowadzono programy pomocowe. W Chinach w związku z pandemią tymczasowo obniżyły składki dla pracodawców oraz wprowadziły szereg ulg i zwolnień podatkowych. Obniżono VAT z 3 do 1% w systemie kasowym dla małych przedsiębiorców. Dodatkowo, obniżono m.in. podatek VAT na usługi medyczne, gastronomiczne, fryzjerskie, a także na odzież i maski ochronne (obniżenie VAT w celu pobudzenia konsumpcji rozważane jest także na Jamajce, na Cyprze).

Z kolei w Australii zdecydowano się z jednej strony na działania zapobiegające karaniu podatników – przykładowo umorzenie odsetek należnych od 23 stycznia 2020 r., jak również na zachęty podatkowe – przewidziano 15-miesięczną zachętę inwestycyjną (do 30 czerwca 2021 r.) w postaci “przyspieszonych” odpisów amortyzacyjnych, a dla firm o obrotach poniżej 500 milionów USD przewidziano możliwość odliczenia 50% kosztu danego aktywa w roku jego zakupu. Kanadyjskie rozwiązania pozwalają na odroczenie płatności podatków dochodowych do dnia 31 sierpnia 2020 r. (rozwiązanie obejmuje także brak konieczności wpłacania bieżących zaliczek), przy jednoczesnym braku naliczania kar/odsetek za późniejszą płatność. Na odroczenie płatności podatków oraz składania zeznań podatkowych zdecydowano się także w Japonii (bez konieczności składania jakichkolwiek wniosków przez podatników).

Z polskim pakietem antykryzysowym środowisko przedsiębiorców, jak również środowisko doradców, wiązało bardzo duże oczekiwania. Z perspektywy biznesu za najważniejsze należy uznać dwa pierwsze filary tzw. Tarczy Antykryzysowej, czyli filar dotyczący bezpieczeństwa pracowników oraz filar dotyczący finansowania przedsiębiorstw. W tym zakresie szczególnie istotne mogą być regulacje pomocowe dotyczące dofinansowania elastycznego zatrudnienia, jak również planowane wsparcie w zakresie gwarancji / poręczeń instytucji państwowych dla przedsiębiorców. W Polsce projekty stosownych aktów prawnych nie zostały jeszcze opublikowane, dlatego można mieć nadzieję, że postulaty przedsiębiorców mogą być nadal wzięte pod rozwagę i odzwierciedlone w konkretnych rozwiązaniach wspomagających przedsiębiorców zmagających się z efektami epidemii koronawirusa.

Myśląc o podatkach warto również pamiętać, że istniejące instrumenty podatkowe nie powinny w żaden sposób utrudniać walki z epidemią (np. w zakresie rozliczania przekazywania środków ochrony), a wręcz promować jej zwalczanie (np. zwolnienie z PIT części wynagrodzeń personelu medycznego “na pierwszej linii”).

Jan Wacławek, partner zarządzający działem podatkowo-prawnym PwC Polska:

Branża budowlana w nieprzewidywalnych warunkach

Tego kryzysu nie można było przewidzieć, a co za tym idzie – przygotować się do niego. Pandemia koronawirusa uderzyła w krótkim czasie w zasadzie we wszystkie branże – w tym branżę budowlaną. O tym, jak prawdopodobnie będą wyglądały najbliższe tygodnie w zupełnie nowej rzeczywistości, opowiada Marek Sprengel, prezes firmy Awilux – producenta okien, drzwi i akcesoriów, dostarczającego swoje rozwiązania m.in. na rynek polski, niemiecki, belgijski czy luksemburski.

Wszechobecna panika i strach przed tym, jak długo będzie trwała obecna sytuacja, a także rygorystyczne decyzje podejmowane w słusznym celu przez rządy wielu krajów sprawiły, że branża budowlana stanęła przed wieloma dylematami.

Kryzys na wielu płaszczyznach

Pandemia przyniosła zupełnie inny rodzaj kryzysu, niż ten finansowy z lat 2008-2012. – Obecnie mamy do czynienia z nieznanym nam dotąd kryzysem psychologicznym. Strach o zdrowie, niewiedza dotycząca długości trwania załamania oraz zastoju, a także problemy finansowe wielu osób prywatnych i przedsiębiorców sprawiają, że decyzje zakupowe i inwestycyjne odkładamy na bliżej nieznaną nam przyszłość. Branża budowlana staje przed problemem wycofania się potencjalnych inwestorów z decyzji biznesowych oraz możliwymi ograniczeniami wprowadzanymi przez polski, jak i zagraniczne rządy – mówi Marek Sprengel, prezes firmy Awilux.

W tej chwili sytuacja nie wygląda jeszcze aż tak dramatycznie. – Branża budowlana na chwilę obecną realizuje zamówienia z lutego i początku marca, a także wcześniejsze zlecenia złożone z odroczonym terminem realizacji. Według mojej wiedzy, wiele inwestycji przebiega bez większych problemów, a place budów starają się zachowywać wszelkie środki ostrożności, między innymi dotyczące rozproszenia pracowników. Na osi czasu znajdujemy się aktualnie przed nadchodzącymi najgorszymi 3-4 tygodniami, w trakcie których liczba zamówień drastycznie spadnie, a ludzie będą żyli w niepewności, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie – jak długo to jeszcze potrwa? – mówi Marek Sprengel, prezes firmy Awilux i dodaje – Widzimy, że w obawie przez niepewną przyszłością pierwsze firmy okienne zaczęły obniżać ceny swoich wyrobów, ale wydaje mi się, że blokada nie leży w cenie, tylko jest umiejscowiona w głowach ludzi. I chociażby okna były teraz sprzedawane za połowę ceny albo mniej, to popytu na nie nie będzie. 

Rynki europejskie w czasach kryzysu

Z ostatnich doniesień wynika, że rząd Luksemburga nakazał zamknąć i zabezpieczyć do odwołania wszystkie budowy. Dynamicznie zmieniająca się sytuacja zmusza do zastanowienia się, czy w ramach rozszerzania pandemii nie postąpią w podobny sposób inne kraje.

We Włoszech, na oczach całego świata, rozgrywa się właśnie największa tragedia. Wątpię, żeby tam ktoś teraz myślał o inwestycjach. Groźne sygnały dochodzą do nas również z Francji, gdzie wprowadzono obostrzenia dotyczące przemieszczania się. W związku z rosnącą na tamtym terenie liczbą zachorowań pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że Francja nie powtórzy losu Włoch. Najbardziej pragmatycznym z rynków jest teraz rynek niemiecki, który zawczasu zabezpieczył przedsiębiorców, wprowadzając szereg programów pomocy dodaje prezes firmy Awilux.

Świat po pandemii – kiedy to nastąpi?

Na to pytanie nie potrafią aktualnie odpowiedzieć nawet najtęższe umysły, jednak pierwszych zmian można spodziewać się nie wcześniej, niż na przełomie kwietnia i maja.

Zmian w branży możemy spodziewać się w momencie, gdy zaczniemy otrzymywać pierwsze informacje o stabilizacji liczby zachorowań lub o ich cofaniu. Będzie to sygnał, że w naszych głowach przestanie siać spustoszenie strach i niepewność, a pojawi się chęć powrotu do normalności i planowania kolejnych miesięcy. Inwestorzy zaczną wtedy składać zamówienia, nawet z odroczonym terminem realizacji, w obawie przed kolejnymi przestojami związanymi z niemożnością dotrzymania nowych terminów. Można założyć, że nasza sprzedaż i popyt na nasze produkty będą odwrotnie proporcjonalne do liczby notowanych zachorowań. A kiedy ten moment nastanie, musimy być gotowi, by z całą energią wrócić do wcześniejszego życia i zmierzyć się z nową rzeczywistością – dodaje Marek Sprengel.

Według aktualnych sygnałów, branża budowlana wróci do pełni możliwości, a tym samym do stanu sprzed pandemii, pod koniec sezonu letniego. Marek Sprengel przewiduje również, że w momencie gdy aktualna sytuacja zacznie się stabilizować, to wszystkie firmy budowlane, a zwłaszcza wznoszące nowe obiekty, będą chciały nadrobić czas zastoju.

– Wstrzymane budowy i projekty z muszą kiedyś ruszyć i w miarę możliwości – nawet nadgonić stracony czas. Świat nie lubi bezruchu, więc obecny stan jest raczej przejściowy. Po wszystkim będziemy potrzebować mocnego startu i znowu „wszystkie ręce pójdą na pokład”. W tym trudnym okresie odpowiedzialni społecznie przedsiębiorcy powinni w pierwszym rzędzie dbać o swoich pracowników. To razem z nimi później odbudują firmy. W Awiluksie zarząd wstrzymał wypłatę swoich wynagrodzeń i wprowadził ograniczenia dotyczące nowych inwestycji, tak, aby zabezpieczyć środki na wypłaty dla pracowników. Przekazaliśmy również wsparcie finansowe na rzecz szpitala w Lesznie – aby umożliwić personelowi medycznemu sprawne funkcjonowanie – z zachowaniem środków bezpieczeństwa.

Tymczasowe trudności, z którymi przyszło nam się mierzyć mogą sprawić, że powrót do normalnego funkcjonowania po kryzysie zaskoczy nas wieloma ewolucjami. Firmy zmuszone do wprowadzania zmian systemowych – takich jak choćby praca zdalna – będą chciały zatrzymać wiele z nich na stałe. Jedno jest pewne – przedsiębiorcy z wielu krajów, którzy przetrwają kryzys, przystąpią do pracy ze zdwojoną energią, by odbudować to, co zostało wstrzymane lub zniweczone przez pandemię.

Koronawirus wpłynie na rozwój branży farmaceutycznej i biotechnologicznej

Branża farmaceutyczna stoi przed wielkim wyzwaniem wynalezienia szczepionki i leku na koronawirusa. W poszukiwaniach kluczową rolę może odegrać sztuczna inteligencja. Zdaniem ekspertów Deloitte wartość światowego rynku urządzeń medycznych do 2025 roku wzrośnie do 612,7 mld dolarów. W latach 2019-2024 globalne przychody producentów leków na receptę wyniosą 1,18 bln dolarów. Motorem wzrostu branży farmaceutycznej pozostają leki onkologiczne. Oczekuje się, że do 2024 roku będą miały prawie 20-proc. udział w światowym rynku sprzedaży farmaceutyków. Jednocześnie, jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte „2020 Global life scences outlook. Creating new value. Building blocks for the future”, sektor ten znajduje się pod coraz większą presją cenową i wymogiem zwiększonej efektywności, co wiąże się m.in. z inwestycjami w prace badawczo-rozwojowe. Terapie genowe, identyfikacja i opracowywanie nowych leków, urządzenia ubieralne, telemedycyna – to tylko niektóre z trendów, jakie będą rządziły rynkiem farmaceutycznym w najbliższych latach.

Według ekspertów Deloitte do 2024 globalne przychody leków na receptę powinny rosnąć dynamicznie, średnio o 6,9 proc. rocznie. W tym czasie osiągną one wartość do 1,18 bln dolarów. Wzrost będzie możliwy dzięki takim czynnikom, jak przyspieszenie procesu zatwierdzania leków, zwiększenie sprzedaży w ramach terapii onkologicznych czy większe możliwości uzyskania dodatkowych 109 mld dolarów ze sprzedaży leków sierocych, czyli stosowanych w kuracji chorób rzadko występujących. Średni koszt rocznej terapii takim lekiem w 2018 r. wynosił 150,8 tys. dolarów w porównaniu z 33,6 tys. dolarów w przypadku leków innych niż sieroce. Nie bez wpływu na rozwój branży pozostaje również kwestia znalezienia leków na chorobę Covid-19, wywołaną koronawirusem SARS-CoV-2. Jak zauważają eksperci Deloitte w związku z obecną sytuacją rosnąć będzie także rola organizacji działających w obszarze technologii medycznych.

W najbliższych latach rynki wschodzące będą koncentrować się na krajowych firmach techmed. Przykładem mogą być Chiny, które chcą, aby w 2020 roku urządzenia medyczne produkowane w kraju stanowiły połowę wszystkich urządzeń medycznych używanych w szpitalach, a do 2025 r. osiągnęły poziom 70 proc. – mówi Maciej Dalecki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte.

W poszukiwaniu leku

W skali globalnej z powodu SARS-CoV-2 zachorowało ponad 250 tys. osób, a ponad 10 tys. zmarło (stan na 20 marca 2020 r.). Przed sektorem farmaceutycznym stoi wyzwanie związane z wynalezieniem skutecznego leku, który przeciwdziałałby rozprzestrzenianiu się choroby wywołanej wirusem. Dzięki potężnej mocy obliczeniowej, pozwalającej na analizę miliardowych zestawów danych, sztuczna inteligencja (AI) może być kluczowym narzędziem do walki z koronawirusem – zarówno pod względem prognoz dotyczących jego rozprzestrzeniania się, jak i prac nad opracowaniem leku oraz szczepionki. Już teraz nad jej wynalezieniem pracują naukowcy między innymi w USA czy Wielkiej Brytanii. Ostatni z krajów płaci po kilka tysięcy funtów osobom zdrowym, które chcą wziąć udział w testowaniu szczepień na Covid-19.

Wpływ technologii na rozwój sektora farmaceutycznego

W 2020 r. przedsiębiorstwa medyczne będą musiały konkurować z firmami działającymi w branży technologii konsumenckich i nowych modeli opieki. Dzięki przełomowym innowacjom coraz częściej dostawcy usług medycznych i producenci leków będą skupiać się na profilaktycznej opiece zdrowotnej.

Firmy z branży farmaceutycznej znajdują się w rewolucyjnym momencie. Obietnice terapii komórkowej i genowej pozwalają mieć nadzieję na opracowanie skutecznej kuracji chorób do tej pory uważanych za nieuleczalne. Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe to technologie, które pozwalają oczekiwać, że nowoczesne leczenie może być nie tylko innowacyjne, lecz także efektywniejsze pod względem czasu i kosztów. Obranie metodologii bazującej na analizie danych umożliwia tworzenie wartościowych rozwiązań w całej produkcji, łańcuchu dostaw i ekosystemie opieki zdrowotnej
– zaznacza Maciej Dalecki.

Oczekuje się, że do 2022 roku rynek aplikacji biotechnologicznych osiągnie wartość 8,9 mld dolarów w porównaniu z 7,7 mld dolarów w 2017 r., przy średnim rocznym wzroście na poziomie 2,9 proc. Przyjęcie zaawansowanych technologii, takich jak sztuczna inteligencja (AI) czy uczenie maszynowe pozwoli na całościowe, wszechstronne zbieranie informacji o pacjencie począwszy od diagnozy, poprzez proces leczenia, aż po utrzymanie zdrowia i profilaktykę. Dzięki rozwiązaniom chmurowym i analityce danych możliwe będzie prowadzenie spersonalizowanej opieki zdrowotnej, opracowywanej na podstawie informacji płynących ze zdalnego i prowadzonego w czasie rzeczywistym monitoringu zdrowia pacjenta. Chodzi o takie dane, jak temperatura, puls, ciśnienie czy stężenie hormonów. Informacje będą przesyłane przez urządzenia ubieralne wyposażone w czujniki medyczne, a następnie analizowane i przetwarzane przez odpowiednie algorytmy.

W 2019 r. inwestycje w chmurze stały się jednym z priorytetów branży. W miarę dojrzewania rozwiązań chmurowych, organizacje działające na rynku farmaceutycznym i biotechnologicznym, nie tylko zaczęły bardziej ufać tej technologii, lecz także postrzegać ją jako niezbędną do utrzymania przewagi konkurencyjnej
– podkreśla Krzysztof Wilk, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego w Deloitte.

Oczekuje się, że w latach 2018-2023 rynek medycyny obliczeniowej i oprogramowania do odkrywania nowych lekarstw będzie rósł średnio 5,1 proc. rocznie, a do końca 2023 roku osiągnie wartość 7,87 mld dolarów.

Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia

Eksperci Deloitte uważają, że branża farmaceutyczna będzie kłaść nacisk na przyśpieszenie prac badawczo-rozwojowych z wykorzystaniem technologii. Rozwiązania AI w branży biofarmaceutycznej przybiorą na znaczeniu. Według autorów raportu w latach 2018-2025 wartość tego rynku wzrośnie z 198,3 mln dolarów do 3,88 mld dolarów. W branży odkrywania leków największy udział będą miały technologie oparte na sztucznej inteligencji – jej wartość w okresie objętym prognozą zwiększy się z 149,8 mln dolarów do 2,9 mld dolarów przy średnim rocznym wzroście na poziomie 52,9 proc. Startupy z branży AI pracują nad zmianą przeznaczenia istniejących leków lub generowaniem nowych przy użyciu sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i automatyzacji.

Cyfryzacja kluczowych obszarów biznesu wraz z inteligentną automatyzacją produkcji może pomóc firmom zredukować cykl wejścia na rynek leków. Przewiduje się, że począwszy od 2020 roku rocznie pojawiać się będzie ponad 200 nowych zastosowań w terapii genowej i komórkowej – mówi Krzysztof Wilk.

W badaniach nad opracowywaniem nowych leków niebagatelną rolę odgrywają giganci technologiczni. Google DeepMind, firma specjalizująca się w sztucznej inteligencji, stara się stworzyć algorytm, który będzie przewidywał trójwymiarowy kształt białek, co może znacząco przyspieszyć pracę nad wynalezieniem leków na nieuleczalne dotąd choroby.

*Raport “2020 Global life scences outlook. Creating new value. Building blocks for the future” został opublikowany w styczniu 2020, przed ogłoszeniem przez WHO pandemii koronawirusa SARS-CoV-2.

2/3 firm z branży eventowej i HoReCa nie prowadzi teraz działalności. Czego oczekują od rządu?

67% firm i lokali z branży gastronomicznej i eventowej w Polsce wstrzymało całkowicie funkcjonowanie w wyniku epidemii koronawirusa – wynika z ankiety serwisu Briefly. Trzy najbardziej oczekiwane przez przedsiębiorstwa formy pomocy to: zwolnienie z obowiązku płacenia składek na ZUS, dofinansowanie wynagrodzeń pracowników oraz zwolnienie z opłat za czynsz, media i odpady. Weekendowe zapowiedzi rządu i prezydenta częściowo spełniają te postulaty.

67% firm i lokali z branży gastronomicznej i eventowej w Polsce wstrzymało całkowicie funkcjonowanie w wyniku epidemii koronawirusa, 32% działa w ograniczonym stopniu (np. oferując jedzenie na wynos lub z dowozem), a jedynie 1-2% prowadzi normalną działalność.

Najbardziej oczekiwane formy pomocy przez przedsiębiorstwa z branży horeca to: zwolnienie z obowiązku płacenia składek na ZUS, dofinansowanie wynagrodzeń pracowników oraz zwolnienie z opłat za czynsz, media i odpady, a także “wakacje kredytowe” (odroczenie spłat rat kredytów i leasingu) oraz nieoprocentowane kredyty na zachowanie płynności.

Połowa z ankietowanych firm i przedsiębiorców zadeklarowała skorzystanie z jednorazowej wypłaty ok. 2 tys. zł dla samozatrudnionych i osób na umowie zleceniu.2 na 3 firm gastronomicznych i eventowych nie prowadzi teraz działalności

Niektórzy właściciele lokali postulują wprowadzenie dopłat do czynszów i wynajmu, w przypadku gdy przestrzeń jest własnością prywatną, a nie komunalną.

Jedna z opinii: Naszymi największymi kosztami są koszty pracownicze oraz czynsze za wynajem lokali. Ponieważ są to lokale wynajmowane od firm prywatnych trudno liczyć na zrozumienie z ich strony. Jeśli Państwo mogłoby udzielić bezpośredniego, realnego wsparcia finansowego na przetrzymanie dwóch-trzech miesięcy w postaci np w 80% bezzwrotnej pomocy to może udałoby się zachować płynność.

Pojawiły się głosy, że pomocne byłyby kredyty na poziomie 100-200 tysięcy zł o bardzo niskim oprocentowaniu.

Według właścicieli firm każda rozsądna forma pomocy, która pozwoli przetrwać ten trudny okres bez konieczności zwalniania pracowników i ogłoszenia upadłości jest mile widziana.formy wsparcia firm gastronomicznych i eventowych nie prowadzi teraz działalności

Trzy czwarte przedsiębiorców życzyłoby sobie, żeby pomoc dla firm z branży horeca była bezwarunkowa. 31% ankietowanych uważa utrzymanie poziomu zatrudnienia w firmie przez 6 miesięcy za akceptowalny warunek otrzymania wsparcia państwowego.

Wśród ankietowanych firm najwięcej, bo połowę stanowiły restauracje, zaś jedną czwartą organizatorzy i firmy obsługujące eventy.zamknięte firm gastronomicznych i eventowych nie prowadzi teraz działalności

70% firm, które wypełniło ankietę zatrudniało do 10 osób przed wybuchem epidemii koronawirusa. Zgodnie z zapowiedziami prezydenta z soboty 21 marca to właśnie osoby prowadzące jednoosobową działalność oraz mikrofirmy (zatrudniające do 9 osób) będą bezwarunkowo zwolnione ze składek ZUS przez 3 miesiące.wielkość firm gastronomicznych i eventowych nie prowadzi teraz działalności

Państwowy pakiet wsparcia dla firm i pracowników

18 marca rząd ogłosił składający się z pięciu filarów pakiet przepisów, które mają ułatwić gospodarce przetrwanie skutków epidemii koronawirusa. Pierwsze dwa filary dotyczą ochrona pracowników przed utratą miejsc pracy oraz wsparcia dla przedsiębiorców. Główne założenia wsparcia ogłoszone 18 marca:

  • Firmy o obniżonych obrotach i stratach mogą liczyć na dopłatę do 40 proc. wynagrodzenia przeciętnego dla pracownika, o ile same zapłacą drugie 40 proc.

  • Jednorazowa wypłata ok. 2 tys. zł dla samozatrudnionych i osób na umowie zleceniu.

  • Gwarancje kredytowe, mikropożyczki dla przedsiębiorców do wysokości 5 tysięcy zł

  • Odroczenie o 3 miesiące płatności składek ZUS

W weekend 21-22 marca prezydent oraz rząd ogłosili modyfikację propozycji wsparcia. Zapowiedzieli, że przedsiębiorcy mogą liczyć na dopłatę do wynagrodzeń pracowników i zawieszenie składek na ZUS. Zmodyfikowane i sprecyzowane obietnice władz:

  • Pomoc będzie kierowana do firm w kryzysowej sytuacji (spadek obrotów o 15% rok do roku lub 25% miesiąc do miesiąca) i do tych na postojowym

  • Pracodawca może ograniczyć pracownikom czas pracy do 0,8 etatu i obniżyć pensję do 80 proc. dotychczasowego wynagrodzenia (jednak nie mniej niż pensja minimalna 2600 zł brutto)

  • Firmy, które spełnią kryteria spadku obrotów lub postojowego, a także utrzymają zatrudnienie, mogą liczyć na dopłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych do wynagrodzeń pracowników oraz zawieszenie składek na ZUS

  • Osoby samozatrudnione, na umowie zleceniu i umowie o dzieło otrzymają od państwa jednorazową wypłatę ok. 2 tys. zł

  • Osoby prowadzące jednoosobową działalność oraz mikrofirmy do 9 osób będą zwolnione ze składek ZUS przez 3 miesiące

  • Mikropożyczki dla przedsiębiorców do wysokości 5 tysięcy zł (możliwe umorzenia, jeśli firma utrzyma poziom zatrudnienia)

  • Przedsiębiorcy zostaną zwolnieni z opłat abonamentowych za radioodbiorniki i telewizory

  • Przesunięcie terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy od wypłacanych wynagrodzeń w marcu i kwietniu 2020 r. (do 1 czerwca 2020)

  • Firmy, którym spadły obroty, będą mogły wydłużać czas pracy pracownika do 12 godzin

– Ostatnie zapowiedzi państwowej pomocy są spójne z oczekiwaniami środowiska firm gastronomicznych oraz eventowych. To, co teraz kluczowe, to aby wnioski umożliwiające otrzymanie państwowej pomocy były w rozsądny sposób uproszczone i szybko rozpatrywane. Pomyślna reaktywacja działalności restauracji, przestrzeni eventowych, firm cateringowych po okresie epidemii zależeć będzie od nastrojów Polaków i przeświadczenia, że epidemia nie wróci, a także od społecznego poczucia, że państwo nikogo nie zostawia bez pomocy: ani firm, ani pracowników – komentuje Tomasz Szczęśniak, współzałożyciel i prezes Briefly, serwisu ułatwiającego organizację imprez okolicznościowych i firmowych.

Branża gastronomiczna oraz eventowa jest jedną z najbardziej dotkniętych przez restrykcje.

Przypomnijmy decyzje, które obowiązują bezterminowo na mocy tzw. specustawy tj. ustawy dotyczącej szczególnych rozwiązań w walce z epidemią koronawirusa:

  • zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób o charakterze publicznym, państwowym i religijnym

  • restauracje, kawiarnie, bary mogą sprzedawać jedynie jedzenie na wynos lub z dostawą do klientów

  • lokale gastronomiczne nie mogą serwować posiłków na miejscu

  • zamknięte zostały siłownie, baseny, kluby taneczne, kluby fitness, muzea, biblioteki, kina, boiska oraz inne miejsca rozrywki

Lokale gastronomiczne oraz obiekty rozrywkowe będą zamknięte na przyjmowanie klientów „na miejscu” do czasu uchylenia rozporządzenia przez Ministra Zdrowia. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że pod koniec marca przeanalizuje możliwość uchylenia zakazów zgromadzeń oraz otwarcia restauracji, klubów i miejsc rozrywki w przypadku poprawy sytuacji.

Grupa Plast-Box podsumowała 2019 rok

Przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej Plast-Box, znaczącego producenta opakowań z tworzyw sztucznych w Polsce i Europie, w roku 2019 zwiększyły się o 24,3% względem porównywalnego okresu rok wcześniej i wyniosły 213,1 mln zł. Konsekwentny wzrost przychodów Grupy to przede wszystkim pochodna konsolidacji przejętej spółki Stark Partner.  

Zrealizowana na koniec 2018 roku akwizycja miała istotny wpływ na wzrost liczby klientów, ale Grupa z sukcesem pracowała nad poprawą zyskowności, podejmując szereg inicjatyw zwiększających efektywność spółek. Mierząc ją skorygowanym zyskiem na poziomie EBITDA, w 2019 roku tempo wzrostu wyniosło 82,2% (10,6 mln zł) r/r. Wartościowo skorygowana EBITDA osiągnęła wartość 23,5 mln zł, a zysk netto wyniósł 8,8 mln zł.

Zakończyliśmy rok finansowy dobrymi wynikami. Przychody spółki rosły w dwucyfrowym tempie, a wyniki operacyjne są lepsze w każdym aspekcie w stosunku rok do roku. Wyższe przychody przekładają się na silny wzrost EBITDA i zysku netto, co pokazuje, że udaje nam się generować korzyści skali dzięki przejęciu  – komentuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Na poziomie jednostkowym przychody Plast-Box S..A. wzrosły w raportowanym okresie o 3,9% do 153,2 mln zł, wobec 147,5 mln zł w analogicznym okresie roku 2018. Rentowność netto prowadzonej działalności podniosła się, co przełożyło się na osiągnięty wynik netto w wysokości 6,6 mln zł.

Grupa Plast-Box konsekwentnie realizowała w ciągu roku kontrakty na krajowym rynku oraz intensyfikowała aktywność zagraniczną. W efekcie konsolidacji wyników Plast-Box, na koniec 2019 roku udział polskiego rynku w całkowitych przychodach Grupy Kapitałowej wyniósł 45,0%, wzrastając r/r o 44,2%. Sprzedaż zagraniczna w ujęciu rocznym wzrosła o 11,6% do blisko 117,2 mln zł, a kluczowymi kierunkami eksportowymi były kraje Unii Europejskiej i Europy Wschodniej.

W ubiegłym roku rozpoczęliśmy proces konsolidacji, który docelowo pozwoli działać spółkom Grupy jak jednej firmie. Ta znacząca reorganizacja przynosi Grupie wiele korzyści, pozwala efektywnie zarządzać marketingiem produktów, uzupełnia portfolio i wzmacnia naszą pozycję na konkurencyjnym rynku opakowaniowym – stwierdza Grzegorz Pawlak.

Grupa Kapitałowa Plast-Box działa na ponad 30 rynkach w Europie, poza Polską prowadzi sprzedaż w oparciu o sieć dystrybutorów. Grupą zarządza słupska spółka Plast-Box S.A. W skład Grupy wchodzi 6 spółek zależnych prowadzących działalność na terenie Polski oraz na Ukrainie i Białorusi. Grupa posiada 3 fabryki produkcyjne, łącznie zatrudniając ponad 460 pracowników.

Koronawirus przewartościuje rynek nieruchomości

Globalna pandemia koronawirusa stanowi dla branży nieruchomości prawdziwy test. Kryzys lepiej przejdą ci, którzy szybciej odnajdą się w nowej sytuacji i będą w stanie się do niej dostosować, dlatego teraz, jak nigdy wcześniej, jest czas na działanie.

Zdaniem Michała Styśa z OPG Property Professionals, aktualna sytuacja odciśnie piętno na wszystkich uczestnikach rynku, bez względu na skuteczność procedur wdrożonych przez władze. – Inwestorzy i właściciele nieruchomości oraz ich najemcy i klienci żyją w symbiozie. Skutki gospodarcze wywołane wirusem, niezależnie od tego, jak długo będą się utrzymywać, już teraz zaburzyły system. Kryzys silnie dotyka sektor handlowy i rozrywkowo-rekreacyjny, w szczególności gastronomię i mieszkania na wynajem krótkoterminowy, lecz nie pozostaje też bez wpływu na hotele, a nawet biura. Dla wszystkich oznacza to konieczność odnalezienia się w nowej sytuacji – podkreśla ekspert.

Jak aktualna sytuacja wypada na tle globalnego kryzysu finansowego sprzed ponad dekady? Zdaniem szefa OPG Property Professionals, zatory płatnicze stanowią realny problem, dlatego ważne jest staranne obserwowanie płynności najemców oraz terminowych realizacji płatności. – W 2008 roku zabrakło pieniędzy w systemie finansowym, w tym wypadku możemy mieć do czynienia z kryzysem w sektorze realnym, ponieważ pieniędzy nie będą miały małe firmy i konsumenci. Oprócz odroczenia terminów płatności zobowiązań podatkowych i składek ZUS oraz nienaliczania ewentualnych odsetek, koniczne mogą się okazać potencjalne ulgi w postaci zawieszenia spłat kredytów i odsetek oraz wydłużania okresów kredytowania nieruchomości. Oznacza to, że dotknięty zostanie także rynek finansowy – wyjaśnia Michał Styś.

Czas próby dla zarządców aktywów

Ekspert dodaje, że aktualna sytuacja stanowić będzie swoisty papierek lakmusowy dla jakości zarządzania aktywami. – W perspektywie krótkoterminowej ucierpi „cash flow” nieruchomości, co spowoduje konieczność rozmowy z bankiem, a w najgorszym wypadku – restrukturyzację długu. W ujęciu długofalowym może niestety zostać utracone długotrwale zaufanie najemców i partnerów, co będzie szczególnie dotkliwe przy nieprofesjonalnie zarządzanych aktywach oraz nieprawidłowo zarządzanym ryzyku związanym z długością umów najmu, nieamortyzowanymi i nierentalizowanymi nakładami na fit-out i okresami zwolnień z czynszu. Kryzys uwypukli znaczenie długookresowych umów instytucjonalnych, zawieranych w formule triple-net, dzięki którym właściciel może przenieść koszty związane z podatkami od nieruchomości, ubezpieczeniami i utrzymaniem nieruchomości na najemców – tłumaczy.

Michał Styś podkreśla jednocześnie znaczenie relacji biznesowych, powołując się na doświadczenia OPG Property Professionals. – Znany amerykański socjolog Enrico Quarantelli powiedział kiedyś: „im gorsza sytuacja, tym lepsi stają się ludzie”. W obliczu kryzysu wartości nabierają więc dotychczasowe relacje z najemcami. Jako profesjonalni zarządzający, posiadający w portfelu najemców nawet z ponad 20-letnim stażem w zarządzanych przez nas aktywach i budynkach, przechodziliśmy już przez trudne momenty, umiejętnie znajdując takie rozwiązania, które pomagały wszystkim stronom wyjść z całej sytuacji możliwie „suchą stopą”. Wykazujemy dużą uwagę wobec firm, koncentrując się na problemach, ale celem jest utrzymanie wartości nieruchomości w perspektywie długofalowej, nieustannie dbając o interes inwestora – dodaje.

Wirus przewartościuje rynek nieruchomości

Ekspert podkreśla, że kryzys nie musi dotknąć wszystkich w równym stopniu. – Przewidujemy, że skutki aktualnej rzeczywistości rynkowej najmocniej odczują właściciele, którym brakuje doświadczenia w sytuacji, gdy umowy planuje wypowiedzieć nawet połowa najemców budynku. W tak trudnych chwilach służymy naszą wiedzą i fachowym, popartym praktyką doradztwem. Z kryzysem prawdopodobnie lepiej poradzą sobie natomiast dobrze zarządzane przestrzenie wielofunkcyjne. W literaturze urbanistycznej i ekonomicznej można zetknąć się z pojęciem „rezyliencji” miejsc. Im większa różnorodność funkcji w obrębie systemu, tym lepiej wdrażane są procesy adaptacyjne w czasie zakłócenia lub zagrożenia. Przestrzenie wielofunkcyjne mają tę podstawową zaletę, że są bardziej odporne na fluktuacje gospodarcze i kryzysy. Nawet, jeśli zamkniemy restauracje i bary, działać będą biura – chyba, że zamienimy je na rzecz home office’u. Wówczas będą działać sklepy – chyba, że zamienimy je na zakupy przez internet. Dalej istnieć będą mieszkania, będą działać hotele i inne usługi. Nie da się w długiej perspektywie przenieść wszystkiego w sferę wirtualną, aczkolwiek coraz bardziej konieczna będzie umiejętność szybkiego dostosowania się i kreatywność – wyjaśnia.

Zdaniem szefa OPG Property Professionals, obecna sytuacja dokona swoistego przewartościowania – zarówno w sferze operacyjnej, jak i… czysto ludzkiej. – Proste, ręcznie sterowane, elastyczne systemy są bardziej odporne na problemy i defekty, niż skomplikowane systemowe, złożone rozwiązania. Nasz nieduży, lecz kreatywny i elastyczny zespół doskonale rozumie potrzeby najemców i właścicieli. Podejmując szybkie i przemyślane decyzje oraz sprawnie wdrażając nowe rozwiązania dostosowane do dynamicznie zmieniającej się sytuacji, pomagamy przejść wszystkim stronom przez tę trudną dla każdego sytuację. Czas, by zakasać rękawy! – podsumowuje Michał Styś.

Agencja Badań Medycznych włącza się w międzynarodowe prace nad szczepionką przeciwko koronawirusowi

W odpowiedzi na obecne zagrożenie epidemiologiczne spowodowane pojawieniem się wirusa SARS-CoV-2, Prezes Agencji Badań Medycznych w porozumieniu z Ministrem Zdrowia podjął decyzję o rozpoczęciu przez ABM badania własnego pn. „Badania nad szczepionką przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 oraz wsparcie prac badawczych nad poszukiwaniem skutecznej terapii”, które realizowane będzie w partnerstwie z polskimi i międzynarodowymi ośrodkami.

„Podejmujemy wyzwanie wobec zagrożenia epidemiologicznego naszych obywateli poszukując skutecznej drogi w walce z CoV-2. Wierzę, że poza zabezpieczeniem sanitarno-epidemiologicznym Polaków, które jest realizowane przez Rząd na najwyższym poziomie, musimy aktywnie włączyć się w światowe prace nad znalezieniem skutecznej metody prewencji i terapii tej choroby. Liczę, że dzięki współpracy ze stroną amerykańską oraz wiodącymi grupami badawczymi ze świata uda nam się przekazać wkład w te tak ważne
i potrzebne dziś rozwiązania.” – podkreśla dr n. med. Radosław Sierpiński – Prezes Agencji Badań Medycznych.

tłumaczenia medyczneObecnie toczą się rozmowy dotyczące kształtu i możliwości współpracy między innymi z amerykańskim National Institutes of Health (NIH) i dr. Anthony’m S. Fauci – Dyrektorem Instytutu Chorób Zakaźnych w Waszyngtonie. ABM prowadzi  także zaawansowane rozmowy z międzynarodowymi Uniwersytetami w Europie, a otwarcie na współpracę zadeklarowała również Ambasada Chin oraz badacze z Niemiec i Kanady.

Agencja Badań Medycznych w ramach realizacji projektu, wybrała do współpracy trzy polskie ośrodki – Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Biotechnologii i Antybiotyków wraz z zespołem prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej, Narodowe Centrum Onkologii w konsorcjum z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym oraz Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu.

Jedną z koncepcji przygotowanych w ramach projektu, jest propozycja realizowana przez Narodowy Instytut Onkologii i Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, który we współpracy
z innymi naukowcami planuje zastosować nowatorską technologię łączącą wykorzystanie bakteriofagów i nanoprzeciwciał do opracowania terapii przeciwko zakażeniom wirusem SARS-CoV-2.

„W naszym projekcie chcemy wykorzystać nanoprzeciwciało, które umieszczone zostanie na główce bakteriofaga. To nanoprzeciwciało będzie w stanie rozpoznać wirus SARS-CoV-2 i uniemożliwi mu wniknięcie do komórek ludzkich. Bakteriofagi są wykorzystywane w terapii od dziesięcioleci i są bezpieczne dla człowieka. Natomiast nanoprzeciwciała są od niedawna testowane jako potencjalne leki. Dotychczas nikt jeszcze nie wykorzystał połączenia bakteriofag-nanoprzeciwciało do walki z wirusami ludzkimi. Jesteśmy pionierami.” – podkreśla lider projektu prof. Jan Walewski, dyrektor NIO-PIB.

Polscy naukowcy poszukają również skutecznych terapii wśród znanych leków poprzez intensyfikację prac nad inhibitorami proteazy SARS-CoV-2 Mpro. Celem badania jest zahamowanie działania enzymu, co pozwoli na zablokowanie rozprzestrzeniania się wirusa. Za realizację konceptu odpowiedzialni są naukowcy z Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytut Biotechnologii i Antybiotyków wraz z zespołem prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej. Prace prowadzone są we współpracy z grupą prof. Rolfa Hilgenfelda z Lübeck University w Niemczech, który miał olbrzymi wpływ na wygaszenie poprzedniej epidemii SARS (w 2002/2003 r.).

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu pod kierownictwem prof. Ewy Jankowskiej poprowadzi natomiast prace nad zastosowaniem chlorochininy (lek antymalaryczny) u chorych z potwierdzoną infekcją COVID-19 na wczesnym etapie choroby z łagodnymi objawami, aby zapobiec ciężkim powikłaniom płucnym.

Jak podsumowuje Prezes Agencji dr Radosław Sierpiński – Jestem przekonany, że wybrane przez nas koncepty to innowacyjne i ważne projekty o dużym potencjale naukowym, mogące przyczynić się do opracowania szczepionki lub skutecznych metod terapii koronawirusa. Wierzę, że wspólne działania podjęte przez Agencję Badań Medycznych i wybitnych badaczy przyniosą oczekiwane przez wszystkich efekty.

Kwotą inicjacyjną przeznaczoną na projekt jest 5 mln zł, jednak jeśli zajdzie taka potrzeba, środki te będą dynamicznie zwiększane. – deklaruje Prezes ABM.

Fakty i nadzieje

Awersja do ryzyka przejmuje kontrolę na starcie tygodnia w obliczu fatalnych statystyk ekspansji pandemii, do czego dokłada się frustracja politycznymi targami w USA nad pakietem fiskalnym. Wkrótce dane coraz mocniej będą pokazywać ekonomiczny koszt paraliżu aktywności gospodarczej, podczas gdy po pozytywnej stronie mamy tylko nadzieję, że tempo przyrostu nowych zachorowań niedługo zacznie słabnąć.

Fakty w dalszym ciągu przemawiają za podtrzymaniem awersji do ryzyka i ucieczka w bezpieczne przystanie. Rynek akcji zalewa dziś czerwień, a futures na S&P500 sięgnął dolnego limitu dopuszczalnych wahań. Na rynku walutowym mocny jest JPY, ale też EUR, CHF. Wraca siła USD, choć jeszcze w nocy był on pod presją w związku z wydarzeniami w Kongresie USA. Prace nad trzecim pakietem fiskalnym szacowanym na 1,6 bln USD stanęły w miejscu przez opozycję Demokratów w Senacie, którzy zablokowali głosowanie nad pakietem. W opinii niektórych Demokratów ustawa pod przewodnictwem Republikanów nie spełnia wszystkich pokładanych w niej celów. Obie partie mają swoje priorytety w kwestii zwolnień lekarskich, wsparcie dla służby zdrowia i ochrony konsumentów, ale wydaje się, że obecnie nie ma czasu na polityczne przepychanki. Przez weekend liczba przypadków zachorowań w USA podwoiła się do ponad 33 tys. Niemal jedna trzecia Amerykanów ma nakazane pozostać w domu. Ekonomiczne skutki paraliżu działalności gospodarczej w kraju, gdzie pracownika można zwolnić z dnia na dzień, będą katastrofalne. James Bullard z Fed już przestrzegł, że bez reakcji władz stopa bezrobocia może wzrosnąć do 30 proc. Przerażająco zapowiada się czwartkowy raport o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jedyne, co może zatrzymać wzrost liczby wniosków przed przekroczeniem 1 mln to opóźnienia w procesowaniu wniosków przez urzędy.

Rynek dalej będą wyceniać zły scenariusz dla globalnej gospodarki przynajmniej do czasu, aż działania władz nie stworzą wrażenia podjęcia równej walki z wirusem i nie zobaczymy słabnącego tempa przyrostu nowych przypadków zachorowań i zgonów. Nawet gdy do tego dojdzie, miną kolejne tygodnie zanim dojdzie do odwołania nakazów do pozostania w domach i wznowienie funkcjonowania gospodarki. W tym czasie perspektywy dla globalnego wzrostu pozostaną pesymistyczne, co będzie ciążyć na wycenie ryzykownych aktywów. Jednocześnie niska płynność i okresy pozytywnych wieści będą generować silne rajdy ulgi, po których prawdopodobne będą ponowne gwałtowne wyprzedaże.

Jest zdecydowanie za wcześnie, by ogłaszać dołek dla rynku akcji. Ceny ropy naftowej mogą zejść poniżej 20 USD/b na kombinacji załamania popytu i podtrzymania wojny cenowej Arabii Saudyjskiej, Rosji i USA. Ekspansja monetarna podtrzyma nisko rentowności obligacji skarbowych, tłumiąc obawy o ryzyko kredytowe. Finalnie na tym efekcie powinna rosnąć cena złota, jak tylko oczyści się z ryzyka upłynniania pozycji. Na rynku walutowy utrzymuje się pęd ku walutom defensywnym – USD, JPY, EUR, CHF.

Wstępna presja na wyprzedaż złotego została opanowana przy 4,60 za euro z podejrzeniem interwencji instytucjonalnej. W kolejnych dniach intersujące będzie, czy przy następna fala paniki rynkowej spotka się z podobnym blokowaniem osłabienia waluty. Zainteresowaniem będą się też cieszyć kolejne aukcje skupu obligacji i operacje repo przez bank centralny jako źródło informacji o potrzebach płynnościowych sektora bankowego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

QubicGames podsumowuje 2019 rok i przedstawia strategię na rok 2020

Spółka QubicGames S.A. w roku 2019 kontynuowała z sukcesami strategię rozwoju w kierunku globalnego wydawcy niezależnych gier Premium na konsole. W ubiegłym roku zgodnie z zapowiedzią Spółka wprowadziła 25 gier na konsolę Nintendo Switch, z czego 12 gier w czwartym kwartale 2019 roku. Status globalnego wydawcy potwierdza prestiżowy ranking Metacritic opublikowany 10 marca 2020 roku (Metacritic’s 10th Annual Game Publisher Rankings), w którym Spółka zajęła 33. miejsce sąsiadując z takimi globalnymi wydawcami jak Daedalic Entertainment czy Curve Digital. Należy podkreślić, że w rankingu 40 najlepszych wydawców roku 2019 według Metacritic QubicGames jest jedyną firmą z Polski.

Dzięki dużej liczbie wydanych tytułów, udanej kampanii na 15- lecie Spółki oraz świątecznej kampanii Giveaway Spółka zanotowała bardzo udany rok. W roku 2019 sprzedała łącznie 1.537.150 sztuk gier na konsolę Nintendo Switch, a baza unikalnych graczy gier płatnych i bezpłatnych na konsoli Nintendo osiągnęła zapowiadane 3 milionów użytkowników. W roku 2019 przychody ze sprzedaży wyniosły 9.144,7 tys. zł i wzrosły w porównaniu do roku 2018 o 161%. Jest to kolejny rok z rzędu z bardzo dużym wzrostem przychodów przekraczającym 150% r/d/r. W omawianym okresie Spółka osiągnęła zysk ze sprzedaży w wysokości 1.051,4 tys. zł w porównaniu do 33,2 tys. zł straty w roku 2018. Jednocześnie w 2019 roku Spółka wypracowała dwukrotnie wyższą EBITDA niż w roku ubiegłym.

W latach 2020-21 QubicGames planuje zdecydowanie wzmocnić pozycję jako wydawca niezależnych gier Premium nie tylko na konsole Nintendo Switch, ale też konsole Sony i Microsoft oraz komputery PC/Mac. Dlatego też najważniejszym celem na rok 2020 jest podpisane umów na dystrybucje gier o znacząco wyższym potencjale od obecnie wydanych, w przedziale cenowym od 14.99 do 29.99 USD/EUR zarówno na konsolę Nintendo Switch, jak i konsole Sony i Microsoft (w tym konsole nowej generacji) oraz komputery PC/Mac, które zostaną wydane w latach 2020-21.

Już obecnie Spółka posiada umowy na wydanie znacząco większych tytułów takich jak Door Kickers, Epistory: Typing Chronicles, Dex czy Real Boxing. Obecnie Spółka ewaluuje szereg projektów oraz prowadzi negocjacje w celu pozyskania kolejnych gier z jeszcze większym potencjałem na konsole i komputery PC/Mac. Wprowadzanie kolejnych projektów w przedziale cenowym 14.99 – 29.99 USD/EUR powinno stopniowo zwiększać przychód oraz zysk z każdej sprzedanej kopii gry, co jest kolejnym celem QubicGames.

Niewątpliwie ważnym celem w roku 2020 będzie również rozwinięcie dystrybucji gier na konsoli Nintendo Switch na rynku japońskim. W chwili obecnej Spółka przygotowuje do certyfikacji 5 tytułów, jednocześnie planuje w przyszłości wydawać część nowych gier na rynku japońskim wraz z wydaniem ich na rynkach zachodnich.

Warto podkreślić, że niezależnie od działalności wydawniczej i przychodów ze sprzedaży gier w roku 2019 Spółka zanotowała duży zysk z działalności inwestycyjnej. W 2019 roku działalność ta przyniosła 2.660,2 tys. zł zysku i w dużej mierze wpłynęło na osiągnięcie zysku brutto na poziomie 3.379,3 tys. zł. Na dzień sporządzenia raportu dwie spółki, w których QubicGames posiada akcje (SONKA S.A. i Drageus Games S.A.) są notowane na rynku NewConnect, a kolejne dwie – Noobz from Poland S.A. oraz No Gravity Development Sp. z o.o., są w fazie przygotowania do debiutu na rynku NewConnect.

W roku 2020 QubicGames planuje kolejne inwestycje, przede wszystkim jako współzałożyciel nowych podmiotów mających unikalny model biznesowy i działający w branży gier wideo.

Duża liczba premier, coraz bardziej doświadczony zespół wydawniczy oraz pozyskiwanie coraz większych tytułów na lata 2020-21 pozwala optymistycznie patrzeć na przyszłość Spółki. Celem Zarządu jest utrzymanie obecnego trendu wzrostowego, zarówno co do ilości sprzedawanych gier, jak i marży z każdej sprzedanej sztuki gry, co razem wpłynie na wzrost przychodów i zysków uzyskiwanych ze sprzedaży gier.

Restrukturyzacja może uratować firmę przed upadłością w czasach pandemii. Przyspieszone postępowanie układowe w 7 krokach

Apel powstałego właśnie Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług nie pozostawia złudzeń – sieci handlowe stoją na krawędzi. Muszą ponosić koszty stałe, w tym koszty zatrudnienia pracowników i koszty najmu, a zakaz handlu odciął ich od dopływu gotówki. Z podobnymi problemami zmaga się branża hotelowa, gastronomiczna, transportowa oraz szeroko pojęty sektor usług. Nie ma zamówień, nie ma klientów, więc firmy tracą płynność finansową. Aby uniknąć upadłości, coraz więcej firm przygotowuje wnioski o otwarcie uproszczonego postępowania układowego. Dlaczego w tej sytuacji to idealne rozwiązanie na zapewnienie biznesom przetrwania? Jak przeprowadzić szybko restrukturyzację? Na te pytania odpowiada mec. Robert Szczepanek  z kancelarii Causa Finita.

Zamrożenie zobowiązań z okresu pandemii

Uproszczone postępowanie układowe cechuje niewiele formalności i szybka procedura. Mogą z niego korzystać wszyscy przedsiębiorcy, od osób fizycznych prowadzących jednoosobową działalność, po spółki akcyjne. W założeniu powinno ono trwać 2-3 miesiące i dać firmie ochronę przed wierzycielami. Jest tylko jeden szkopuł. Ochrona taka obejmuje długi sprzed otwarcia postępowania układowego. To jednak w przypadku koronawirusa nie problem. Większość przedsiębiorstw była generalnie rentowna przed wybuchem pandemii i najprawdopodobniej odzyska rentowność po odwołaniu ograniczeń w handlu. Chodzi jednak o narosły w tym okresie ciężar długów, który może nie pozwolić im przetrwać.

Dlatego przedsiębiorstwa, które zaczynają odczuwać problemy z płynnością finansową, powinny składać wnioski już teraz. W ten sposób właściciele firm mogą zabezpieczyć się przed wierzycielami, a co ważne, firma może dalej funkcjonować szukać nowych rynków zbytu, nowych możliwość. Oczywiście, trzeba pamiętać, że podczas przyspieszonego postępowania układowego, dłużnik musi na bieżąco regulować aktualne zobowiązania.

Wierzyciele nie pójdą do komornika ani nie wypowiedzą umów a firma działa

Co daje firmie otwarcie przyspieszonego postępowania układowego? Przede wszystkim, narosły w okresie pandemii garb długów przestaje jej na jakiś czas ciążyć. Żaden wierzyciel nie może iść z nimi do komornika. Dotyczy to nie tylko wynajmujących i dostawców, ale również banków (o ile nie są zabezpieczone rzeczowo) oraz – pod pewnymi warunkami – Urzędów Skarbowych i ZUS. Co więcej, bezpieczne są także umowy najmu lokali, w których firma prowadzi swoje sklepy, biura czy restauracje. Właściciele nie mogą ich wypowiedzieć, chyba, że na podstawie okoliczności, jakie zaszły już po otwarciu uproszczonego postępowania układowego. To samo dotyczy banków i udzielonych kredytów. Jeżeli środki zostały oddane do dyspozycji przedsiębiorcy w okresie trwającej pandemii, umowa kredytowa nie może zostać wypowiedziana, chyba, że po otwarciu postępowania przez sąd firma dalej nie płaci rat. Otwarcie postępowania po zakończeniu epidemii daje ponadto firmie jeszcze jedną korzyść – realną szansę na restrukturyzację zobowiązań narosłych w okresie, kiedy nie było zamówień i klientów z powodu pandemii.

Zobowiązania zmniejszone albo rozłożone na raty

Co firma powinna zawrzeć w propozycjach układowych? Z jednej strony propozycje muszą być realne, a z drugiej – nie mogą przekraczać granic pewnej tolerancji. Koniec końców wierzyciele muszą układ zaakceptować. Przepisy mówią, że propozycje mogą polegać na zmniejszeniu wysokości zobowiązań, rozłożeniu ich na raty, odroczeniu terminów zapłaty a nawet na konwersji wierzytelności na udziały lub akcje. Dopuszczalne są tu oczywiście rozmaite kombinacje.

Sąd powinien rozpoznać wniosek o otwarcie przyśpieszonego postępowania układowego w terminie tygodnia od dnia jego złożenia. Postanowienie zapada na posiedzeniu niejawnym. Może więc zostać wydane pomimo zamknięcia sądów z powodu koronawirusa. Sądy nie organizują w tym czasie rozpraw, ale wnioski starają się rozpoznawać normalnie.

Jeżeli wniosek zostanie rozpoznany pozytywnie, sytuacja stanie się, zważywszy na okoliczności, bardziej niż komfortowa. Przedsiębiorstwo będzie mogło nadal funkcjonować, i to prawie zupełnie normalnie. Bez potrzeby oglądania się na długi z okresu pandemii, firma będzie mogła nadal prowadzić swoje sklepy, biura czy restauracje, zamawiać towar i zatrudniać pracowników. W swojej nazwie będzie musiała oczywiście dodać słowa: „w restrukturyzacji” oraz przekonać swoich kontrahentów, że to tylko stan przejściowy, a firma pozostaje godnym zaufania partnerem. Niemniej jednak, jest to cena, którą warto zapłacić za uśmierzenie bólu głowy związanego z narosłymi w okresie epidemii długami. Oczywiście istnieją pewne ograniczenia. Przede wszystkim, dla czynności przekraczających zwykły zarząd majątkiem przedsiębiorstwa (takich jak chociażby sprzedaż biurowca) wymagana jest zgoda powołanego przez sąd nadzorcy sądowego.

Wierzyciele powinni wziąć udział w głosowaniu

Kiedy wszystkie dokumenty, propozycje i plany są dopracowane, sąd zwołuje zgromadzenie wierzycieli, na które w praktyce mało który z nich fatyguje się osobiście. Wierzyciele najczęściej głosują korespondencyjnie, na specjalnie przygotowanych kartach. Układ zostaje zawarty, kiedy zaakceptują go wierzyciele posiadający 2/3 ogólnej sumy wierzytelności objętej układem, stanowiący ponad 50% ogólnej ich liczby. Mowa oczywiście o wierzycielach, którzy brali udział w głosowaniu. Jeżeli któryś z nich sprawę zaniedbał i nie wziął udziału w głosowaniu – jego głosu nie liczy się ani „za”, ani „przeciw”. Natomiast zawarty układ w pełni go wiąże.

Wniosek o restrukturyzację  ochroni chroni menadżerów przed odpowiedzialnością osobistą

Nie wiadomo, czy apel Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług zostanie ostatecznie wysłuchany przez rząd. Pandemia koronawirusa kiedyś się jednak skończy, a wraz z nią – odwołane zostaną ograniczenia prowadzenia biznesu. Dobrze przeprowadzone uproszczone postępowanie układowe z pewnością pomoże wówczas firmom złapać głęboki oddech. Wznowienie działalności będzie o wiele łatwiejsze, gdy komornicy nie będą pukać do drzwi, a wynajmujący grozić wyrzuceniem z obiektów. Postępowanie, wdrożone odpowiednio wcześnie, pozwoli uniknąć upadłości, a także ochroni menadżerów przed odpowiedzialnością osobistą. W połączeniu z innymi instrumentami pomocowymi, projektowanymi aktualnie przez władze, może pomóc firmie powrócić do gry.

Przyspieszone postępowanie układowe w 7 krokach:

  1. Przygotuj dokumenty: wniosek, wstępny plan restrukturyzacyjny (w Internecie jest dużo wniosków i opracowań na ten temat) oraz wykaz majątku z szacunkową wyceną
  2. Popracuj nad propozycjami układowymi. Oszacuj, jak daleko możesz się posunąć. Przeprowadź pierwsze negocjacje   z przychylnymi wierzycielami, lobbuj, staraj się zbudować większość.
  3. Uruchom komunikację marketingową. Ważne, by Twoja firma nie była stygmatyzowana z powodu restrukturyzacji. Sytuacja jest trudna, ale takie rzeczy się zdarzają a Ty masz konkretny plan na powrót do gry;
  4. Zabezpiecz środki na działalność operacyjną po otwarciu przyspieszonego postępowania układowego
  5. Złóż wniosek
  6. Postępuj zgodnie z wytycznymi nadzorcy sądowego oraz postanowieniami sędziego komisarza
  7. Wykonuj układ zgodnie z jego treścią

JR HOLDING ASI S.A. notuje ponad 165 mln zł zysku brutto w 2019 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zakończyła 2019 rok rekordowym zyskiem brutto w wysokości ponad 165 mln zł. Osiągnięty wynik finansowy jest najlepszym w całej historii Spółki.

Emitent wypracował w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi. Osiągnięcie przez Spółkę tak wysokiego zysku wynika przede wszystkim z rozwoju spółek portfelowych i wzrostu ich wartości oraz świadczy o potencjale portfela inwestycyjnego w skład, którego wchodzą podmioty działające w różnorodnych i bardzo perspektywicznych branżach m.in. odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych, nowych technologii oraz od niedawna, biotechnologii. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. jest niezwykle zadowolony z wypracowanych w minionym roku wyników finansowych.

„Nasze wyniki finansowe za 2019 r. są odzwierciedleniem filozofii rozwoju Spółki, która oparta jest na budowaniu wartości. W minionym roku uzyskaliśmy status ASI oraz opublikowaliśmy nową strategię rozwoju na lata 2020-2022. Zakłada ona całkowite wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii – biotechnologii czy sztucznej inteligencji. Naszym celem jest także zmiana rynku notowań na rynek główny GPW w Warszawie oraz osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł. Uważam jednak, że ten drugi cel może zrealizować zdecydowanie wcześniej.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Portfel inwestycyjny JR HOLDING ASI S.A. cechuje duża dywersyfikacja, która powinna umożliwić odporność na zmiany rynkowe. Jedną ze spółek portfelowych jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku nowoczesnej energetyki, w tym fotowoltaiki w Polsce. JR HOLDING ASI S.A. jest także największym akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejnym podmiotem portfelowym jest notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych ONE MORE LEVEL S.A., pracujący aktualnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajduje się również notowana na rynku NewConnect spółka Thunderbolt S.A., która buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. posiada też pakiet akcji Premium Fund S.A. z rynku NewConnect, która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. Z kolei spółka portfelowa, notowana na rynku NewConnect, Synerga.fund S.A. posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz ma odpowiadać za marketing i skalowanie terapii na świecie, a także budowę globalnej marki. Przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego jest realizowane w spółce Adelante Sp. z o.o., w której JR HOLDING ASI S.A. jest wiodącym inwestorem. Ponadto, w ostatnim czasie Emitent nabył 10% pakiet akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Medcamp S.A., która realizuje projekty biotechnologiczne i posiada w swoim portfelu akcje Genxone S.A. Spółka ta ogłosiła, że jako pierwszy prywatny podmiot w Polsce zacznie wykonywać badania genetyczne w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19).

„Uważam, że wszystkie nasze spółki portfelowe będą w średniej oraz długiej perspektywie czasowej odporne na skutki spowolnienia gospodarczego wynikającego z epidemii koronawirusa. Mogą wręcz odnotować wzrost skali prowadzonego biznesu w obecnie panujących warunkach. Realizowane przez nas działania inwestycyjne zostały zauważone i dobrze ocenione przez rynek, bowiem kurs naszych akcji zanotował w poprzednim roku 6-krotny wzrost, któremu towarzyszyły bardzo wysokie obroty. Jestem przekonany, że skuteczne realizowanie przyjętej strategii rozwoju pozwoli nam nadal zwiększać wartość Spółki, czego zapewne oczekują od nas Akcjonariusze.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Czystsze powietrze nad Europą i Chinami podczas epidemii

Satelity umieszone na ziemskiej orbicie pokazują nie tylko to, co fizycznie dzieje się na Ziemi, ale również wiele zanieczyszczeń, które znajdują się w atmosferze. Są to na przykład szkodliwe substancje pochodzące z samochodów i ciężarówek, spalania paliw kopalnianych w elektrowniach czy działalności przemysłowej. Okazuje się, że ograniczenie aktywności ludzi związane z epidemią koronawirusa ma dodatkowy skutek, w postaci lepszej jakości powietrza.

Sytuacja w Europie

Wraz z rozwojem epidemii wirusa najpierw w Chinach, a potem w Europie podjęto bezprecedensowe środki w celu ograniczenia przepływu ludzi. W wielu miejscach stanął przemysł, transport towarowy oraz większość usług. Satelity pokazują, jak wpływa to na stan atmosfery.

Ostatnie zdjęcia z europejskich satelitów Sentinel, a właściwie jednego, konkretnego satelity Sentinel-5P, który wyposażony jest w przyrząd TROPOMI, dokumentują m.in. emisję dwutlenku azotu. Mapy przedstawiają średnie tygodniowe wartości pomiarów gęstości kolumn NO2 w okresie od połowy lutego do połowy marca 2020 roku. Jeśli chodzi o pomiary dotyczące Europy, obserwujemy redukcję emisji NO2 dotyczącą północnych Włoch. I to w okresie, kiedy standardowo Włochy zmagają się z zimowym smogiem  – wyjaśnia Sybrand van Beijma, Earth Observation Data Specialist z firmy CloudFerro, która jest operatorem platformy CREODIAS.EU.

W ramach platformy CREODIAS udostępniane są satelitarne zdjęcia z monitoringu Ziemi na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na platformie można wyszukiwać, przeglądać i przetwarzać w ramach udostępnionej infrastruktury chmurowej ogromne zbiory danych w postaci historycznych i spływających na bieżąco obrazów z satelitów.

Zamknięte miasta w Chinach

Chińskie władze wprowadziły ograniczenia wcześniej niż europejskie państwa, czego efekty jeszcze lepiej widać na zdjęciach z Sentinela-5P: – Jeśli porównamy zdjęcia z ostatnich kliku- kilkunastu tygodni, widzimy znaczące zmiany w jakości powietrza w Chinach. Na zdjęciu wykonanym w okolicy Nowego Roku widać normalny, standardowy poziom NO2. Natomiast na początku lutego, kiedy już niektóre chińskie miasta właściwie odcięto od świata, a przemysł się zatrzymał, można zaobserwować gwałtowny spadek emisji zanieczyszczeń. Następnie, w okresie kiedy część przemysłu powoli wraca do normalnego funkcjonowania widzimy wzrost emisji, jednak nie jest to jeszcze poziom sprzed epidemii wirusa – tłumaczy ekspert z CloudFerro.

Oba przypadki pokazują, że środki zapobiegawcze wprowadzane przez poszczególne kraje, wpływające na ograniczenie transportu i produkcji, mają spory wpływ na zmniejszenie zanieczyszczenia atmosfery.

Analiza została wykonana na podstawie zdjęć satelitarnych z Sentinel-5P, dostępnych na platformie CREODIAS.EU.

„Kontratyp koronawirusa” – analiza projektu nowelizacji specustawy dot. Tarczy Antykryzysowej.

Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Adwokat Dawid Rasiński, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Zgodnie z projektem ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 marca 2020 r. (dalej: „projekt ustawy antykryzysowej”, „projekt ustawy”) strony umowy w sprawie zamówienia publicznego powinny niezwłocznie poinformować się wzajemnie o wpływie okoliczności związanych z COVID-9 na należyte wykonanie tej umowy, o ile wpływ taki wystąpił lub może wystąpić (art. 1 projektu ustawy dodaje art. 15r do obowiązującej ustawy).

Zamawiający oraz wykonawca umowy zawartej w trybie prawa zamówień publicznych powinni potwierdzić wpływ koronawirusa na należyte wykonanie tej umowy, poprzez przedłożenie drugiej stronie oświadczenia lub dokumentów, które mogą dotyczyć w szczególności (art. 15r ust. 1):

  • liczby i stanowisk pracowników lub osób świadczących pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy, które uczestniczą lub mogłyby uczestniczyć w realizacji zamówienia:
  1. podlegających obowiązkowej hospitalizacji w związku z przeciwdziałaniem COVID-19,
  2. podlegających obowiązkowej kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu w związku z pozostawaniem w styczności z osobami, których zdrowie zostało zagrożone przez COVID-19,
  3. zwolnionych od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem, o którym mowa w art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, lub dzieckiem legitymującym się orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności do ukończenia 18 lat albo dzieckiem z orzeczeniem o niepełnosprawności w przypadku zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola, szkoły lub innej placówki, do których uczęszcza dziecko, lub niemożności sprawowania opieki przez nianię lub dziennego opiekuna z powodu rozprzestrzeniania się COVID-19;
  • decyzji wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego lub działającego z jego upoważnienia państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, nakładających na wykonawcę obowiązek podjęcia określonych czynności zapobiegawczych lub kontrolnych;
  • poleceń wydanych przez wojewodów lub decyzji wydanych przez Prezesa Rady Ministrów związanych z przeciwdziałaniem COVID-19, o których mowa w art. 11 ust. 1 i 2;
  • wstrzymania dostaw produktów, komponentów produktu lub materiałów, trudności w dostępie do sprzętu lub trudności w realizacji usług transportowych;
  • okoliczności, o których mowa w pkt 1-4, w zakresie w jakim dotyczą one podwykonawcy lub dalszego podwykonawcy.

Dalej w projekcie ustawy wskazano, iż każda ze stron umowy może żądać przedstawienia dodatkowych oświadczeń lub dokumentów potwierdzających wpływ okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19 na należyte wykonanie tej umowy. Zamawiający (wykonawca) powinien na podstawie otrzymanych dokumentów i oświadczeń przekazać wykonawcy (zamawiającemu) w terminie 7 dni swoje stanowisko wraz z uzasadnieniem odnośnie do wpływu okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19 na należyte wykonanie umowy. Termin ten liczony jest od otrzymania ostatnich dokumentów.

Jeżeli umowa zawiera postanowienia dotyczące kar umownych lub odszkodowań z tytułu odpowiedzialności za jej niewykonanie lub nienależyte wykonanie – w stanowisku, o którym mowa powyżej, zamawiający (wykonawca) powinien przedstawić wpływ okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-10 na należyte wykonanie umowy oraz wpływ zmiany umowy na zasadność ustalania i dochodzenia tych kar lub odszkodowań, lub ich wysokość.

Zamawiający, jeżeli stwierdzi, że okoliczności związane z wystąpieniem koronawirusa mogą wpłynąć lub wpływają na należyte wykonanie umowy, może w uzgodnieniu z wykonawcą dokonać zmiany umowy, w szczególności poprzez:

  • zmianę terminu wykonania umowy lub jej części, lub czasowe zawieszenie wykonywania umowy lub jej części,
  • zmianę sposobu wykonywania dostaw, usług lub robót budowlanych,
  • zmianę zakresu świadczenia wykonawcy i odpowiadającą jej zmianę wynagrodzenia wykonawcy

– o ile wzrost ceny spowodowany każdą kolejną zmianą nie przekroczy 50% wartości pierwotnej umowy.

Projekt ustawy antykryzysowej przewiduje wprowadzenie przepisu, którego wartość normatywna stanowi swoisty „kontratyp koronawirusa COVID-19”.

Otóż, zgodnie z projektem (art. 1 dodający art. 15t do ustawy obowiązującej) nie popełnia przestępstwa, o którym mowa w art. 296 § 1-4 kodeksu karnego (przestępstwo niegospodarności), kto nie ustala lub nie dochodzi od strony umowy (zawartej w trybie zamówień publicznych) należności powstałych w związku z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem tej umowy na skutek okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19, o których mowa powyżej (pkt 1-5), lub zmienia umowę w sprawie zamówienia publicznego zgodnie z wyżej wskazanymi zasadami.

W tym miejscu przywołać należy treść art. 296 § 1 k.k., który stanowi:

Kto, będąc obowiązany na podstawie przepisu ustawy, decyzji właściwego organu lub umowy do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, wyrządza jej znaczną szkodę majątkową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5

Mając powyższe na uwadze, jeżeli na wykonanie (należyte wykonanie) umowy w sprawie zamówienia publicznego mają wpływ okoliczności związane z wystąpieniem wirusa COVID-19 (np. wstrzymanie dostaw materiałów potrzebnych do realizacji zamówienia), to Meneger (np. prezes zarządu, dyrektor jednostki) może bez narażenia się na odpowiedzialność karną odstąpić od ustalania lub dochodzenia od drugiej strony należności powstałych w związku z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem tej umowy (kary umowne, odszkodowania) lub może dokonać zmiany tejże umowy.

Przenalizujmy przykładowy stan faktyczny, w którym zachowanie Menegera nie będzie stanowić przestępstwa niegospodarności.

Wykonawca informuje pisemnie Zamawiającego, iż termin realizacji zamówienia (stworzenie systemu informatycznego) jest zagrożony na skutek okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19, a to obowiązkową kwarantanną większości pracowników Wykonawcy, wobec czego wnosi on o zmianę umowy poprzez wydłużenie terminu realizacji prac. Do pisma dołączone jest oświadczenie Wykonawcy o liczbie pracowników poddanych kwarantannie obowiązkowej (jeśli wykonawca dysponuje może wysłać skan decyzji Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego o konieczności poddania się kwarantannie). Zamawiający w terminie 7 dni poinformował wykonawcę, iż uznaje, że przedstawione okoliczności związane z epidemią koronawirusa mają wpływ na wykonanie umowy, wobec czego wyraża zgodę na zmianę umowy poprzez wydłużenie terminu realizacji zamówienia. Ponadto, Zamawiający odniósł się w swym stanowisku do kary umownej zastrzeżonej w umowie na wypadek niedochowania terminu realizacji umowy (w wysokości 200 tys. zł), wskazując, iż na skutek przytoczonych okoliczności odstępuje od naliczania kary umownej.

Dyrektor jednostki, występującej jako Zamawiający,  we wskazany kazusie nie będzie ponosił odpowiedzialności karnej, albowiem jego zachowanie nie nosi cech bezprawności, która została wyłączona  przepisem projektowanej ustawy.

Konkludując, należy stwierdzić, iż komentowany przepis odnosi się expressis verbis jedynie do zachowania Menegera, podejmującego decyzje w imieniu jednej ze stron umowy w sprawie zamówienia publicznego. Jednakże zasady postępowania określone w projekcie ustawy w odniesieniu do wpływu koronawirusa na umowy zawarte w trybie publicznym, mogą być punktem odniesienia dla kontraktów komercyjnych. W przypadku umów komercyjnych (nie zawieranych w trybie ustawy PZP), tryb postępowania w zakresie stwierdzenia przeszkody spowodowanej koronawirusem powinien być tożsamy lub zbliżony.

Adwokat Dawid Rasiński, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Jak zachować płynność finansową w sytuacji zaburzonego łańcucha dostaw?

W przypadku wielu firm trudno dziś mówić o inwestowaniu w rozwój. W tej chwili najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej i przetrwanie kryzysowego okresu. Sytuacja związana z łańcuchem dostaw, zwłaszcza tych z Dalekiego Wschodu zmienia się bardzo dynamicznie, są już jednak zwiastuny powrotu do normalności. Firmy czeka długa walka o to, aby wyjść z tego kryzysu obronną ręką. Sytuacja jest trudna, ale w przypadku zapotrzebowania na kapitał obrotowy przedsiębiorstwa mogą liczyć na wiele opcji.

Krystyna Kalinowska, Dyrektor Inwestycyjny, Podlaski Fundusz Kapitałowy
Krystyna Kalinowska, Dyrektor Inwestycyjny, Podlaski Fundusz Kapitałowy

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym ocenia sytuację małych i średnich przedsiębiorstw w obliczu zaburzonego łańcucha dostaw oraz ich szanse na pozyskanie kapitału.

Sytuacja epidemiologiczna w Chinach ulega stopniowej poprawie, jednak jeszcze długo będziemy odczuwać skutki przestoju w chińskich fabrykach. Trudna sytuacja może dotknąć szeregu polskich firm, które ze względu na braki towarów i komponentów sprowadzanych z Azji, będą musiały ograniczyć produkcję i sprzedaż. Niższy popyt ze strony konsumentów nie powstrzyma kurczących się zapasów magazynowych. Wiele polskich firm może wkrótce stać się niezdolnych do realizacji bieżących zobowiązań. Największym wyzwaniem staje się obecnie utrzymanie płynności finansowej przedsiębiorstw. W walkę o poprawę sytuacji angażuje się rząd oraz banki, kapitału można szukać także w ofercie instytucji pozabankowych.

Dlaczego firmom grozi utrata płynności?

O groźbie utraty płynności finansowej już w zeszłym roku mówiła jedna trzecia polskich firm[1]. W roku obecnym, ze względu na kryzys wywołany pandemią koronawirusa, sytuacja robi się jeszcze trudniejsza, a prognozy dotyczące zapotrzebowania na kapitał obrotowy nabierają aktualności. Problem dotyczy między innymi przedsiębiorstw, które ze względu na zaburzony łańcuch dostaw generują niższe przychody, lecz wciąż muszą regulować zobowiązania. Wsparcie firmom oferują rządowe programy osłonowe, równie istotne mogą okazać się indywidualnie dopasowane propozycje finansowania.

Według zeszłorocznego raportu PARP, najczęstszymi przyczynami zagrożenia utratą płynności finansowej były opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów oraz utrata klientów. Badani przedsiębiorcy obawiali się przede wszystkim rosnących cen materiałów i usług niezbędnych do działania firmy oraz pogarszającej się terminowości w regulowaniu płatności. Z początkiem tego roku niektóre z tych obaw zaczęły się materializować. Epidemia koronawirusa w Chinach sprawiła, że przez ponad miesiąc tamtejsze fabryki pozostawały nieczynne. Obawy polskich firm związane z brakiem towarów i komponentów oraz ich rosnącymi cenami stały się uzasadnione. Teraz z kolei, gdy epidemia na dobre przeniosła się do Europy, niemal we wszystkich branżach zapanowała ogromna niepewność.

Sytuacja stała się szczególnie dotkliwa dla odbiorców docelowych, ale jeszcze bardziej dla firm będących pośrodku łańcucha dostaw. W ich przypadku utrata płynności finansowej wiąże się nie tylko z niemożnością spłaty bieżących zobowiązań, ale przede wszystkim z zaburzeniem ciągłości dostaw, które często muszą być realizowane z dużym wyprzedzeniem. Dziś chińskie fabryki pracują już normalnie, a ich odbiorcy mówią o szybkim nadrabianiu zaległości. Problem przeniósł się jednak do Europy, gdzie łańcuch dostaw załamuje się w zatłoczonych portach oraz na przywróconych granicach państwowych. Sytuację przedsiębiorców dodatkowo utrudniają rosnące kursy walut, przez które sprowadzenie zamówionej w Chinach partii towaru staje się mniej opłacalne.

Na jakie wsparcie mogą liczyć firmy w obliczu kryzysu?

Ogłoszony przez rząd, pięcioczęściowy pakiet antykryzysowy obejmie m.in. działania osłonowe dla firm oraz rynku pracy. Zgodnie z zapowiedziami, przedsiębiorcy mogą liczyć na udogodnienia w płatnościach podatków, dopłaty do wynagrodzeń pracowników czy odroczenie składek ZUS. Ważnym aspektem mają być działania wpływające na poprawę płynności finansowej firm. Znalazły się wśród nich gwarancje kredytowe, mikro pożyczki do wysokości 5 tys. zł oraz leasing operacyjny dla sektora transportowego. Szczególnie istotne będą wszelkie instrumenty umożliwiające firmom utrzymanie zatrudnienia, gdyż odcięte z dnia na dzień od przychodów firmy będą zmuszone do redukcji kosztów poprzez zwolnienia. Zapowiedziano również, że szereg rozwiązań o charakterze gwarancyjnym oraz płynnościowym jest przygotowywany przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Agencję Rozwoju Przemysłu. Na ten moment nie są jednak znane bliższe szczegóły. Już teraz pojawiają się jednak głosy, że w obliczu tej sytuacji działania te będą niewystarczające. Pytaniem jest również, jak szybko rozwiązania te uda się wprowadzić w życie oraz jaka będzie reakcja banków, które ostatnimi czasy raczej zaostrzały kryteria przyznawania kredytów.

Specjalny fundusz przeznaczony na walkę ze skutkami pandemii utworzyła też Unia Europejska. Łącznie będzie on wynosił 37 mld EUR, a Polska będzie jednym z największych beneficjentów i otrzyma 7,4 mld EUR wsparcia. Obok wydatków związanych z opieką zdrowotną, środki te zostaną przeznaczone przede wszystkim na wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, które boleśnie odczuwają skutki kryzysu.

Alternatywą dla firm poszukujących kapitału może okazać się oferta instytucji pozabankowych. Proponowane przez nie rozwiązania takie jak np. private debt są łatwiej dostępne i bardziej elastyczne. Dzięki temu, że bazują na indywidualnej ocenie biznesu i dostosowują konstrukcję finansowania do realnych potrzeb firmy, mogą lepiej sprawdzić się w kryzysowej sytuacji. Zwłaszcza w przypadku firm, które borykają się z problemem zaburzonego łańcucha dostaw i z powodu opóźnień lub przestojów w dostawach, muszą jednorazowo zamrozić więcej gotówki w zaliczkach i przedpłatach. Jest to rozwiązanie, które może pomóc w szybszym przywróceniu stabilności działania. Niewątpliwym atutem instytucji pozabankowych, poza ich elastycznością, jest także to, że oferują nie tylko pomoc w utrzymaniu płynności finansowej, lecz także w odpowiednim zarządzaniu kapitałem obrotowym.

[1] PARP „Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce”, Warszawa, czerwiec 2019

Koronawirus uderza w producentów elektroniki. Problemy nie dotykają jednak wszystkich

0

Pandemia koronawirusa wpływa na działalność i kondycję finansową polskich firm. Nie wszystkie mają jednak problemy. Około 15 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP deklaruje, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły – wynika z badania na zlecenie KRD. Mimo kłopotów bigtechów takich jak Apple czy Samsung i przestojów w produkcji elektroniki problemy omijają jak na razie producentów i dystrybutorów akcesoriów cyfrowych. Część z nich notuje wręcz wzrosty, ponieważ klienci w obawie przed brakiem towaru i niemożliwością realizacji dostaw wypełniają swoje magazyny po brzegi.

– Mimo sytuacji związanej z koronawirusem nie odnotowaliśmy żadnych spadków zainteresowania akcesoriami mobilnymi wśród użytkowników. Te produkty cały czas dobrze się sprzedają, fabryki pracują – może nie w 100 proc. tak jak wcześniej, ale stocki mamy pełne. Mamy kilkanaście kategorii, w których znajduje się od kilku do kilkudziesięciu różnych produktów, więc nawet jeżeli któregoś z nich zabraknie, jesteśmy w stanie zastąpić go innym – mówi agencji Newseria Biznes Kacper Kowalewski, prezes zarządu Baseus Polska, producenta takich rozwiązań jak ładowarki, powerbanki, słuchawki czy nawilżacze powietrza.

Kryzys związany z pandemią koronawirusa dotkliwie odbija się na gospodarce i kondycji przedsiębiorstw. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod patronatem Krajowego Rejestru Długów, 38 proc. polskich firm z sektora MŚP było zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności, a 28 proc. zauważyło spadek płynności finansowej. Mniej więcej 1/3 zanotowała ograniczenie sprzedaży i produkcji.

Problemy dotykają nie tylko małych i średnich przedsiębiorstw, ale i globalnych koncernów. Technologiczny giganci – m.in. Google, Apple i Microsoft – byli zmuszeni wstrzymać swoją produkcję i zamknąć fabryki w Chinach, co przełożyło się na ich wyniki finansowe. Apple oficjalnie poinformowało, że jego wyniki kwartalne będą niższe od prognozowanych, m.in. wskutek zatrzymania linii produkcyjnych iPhone’ów, a Samsung musiał zamknąć jedną z fabryk w Korei Południowej, gdzie produkowany jest najnowszy flagowiec Galaxy Z Flip.

Marcowe badania pod patronatem KRD pokazują jednak, że nie wszystkie firmy notują straty z powodu pandemii koronawirusa. Około 15 proc. zadeklarowało wręcz, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły. Kłopoty omijają jak na razie producentów i dystrybutorów akcesoriów mobilnych.

– Nie odnotowaliśmy żadnych spadków: ani zainteresowania, ani sprzedaży. Cały czas działamy, wysyłamy towar, więc wszystko jest w porządku – mówi Kacper Kowalewski.

W związku z koronawirusem firma odnotowała wręcz wzrost sprzedaży, ponieważ jej klienci – w obawie przed brakiem towaru i niemożliwością realizacji dostaw – wypełniają swoje magazyny po brzegi.

Prezes firmy Baseus ocenia też, że w przypadku dużych rynkowych graczy nawet wstrzymanie produkcji w chińskich fabrykach nie spowoduje znaczących przestojów, ponieważ zazwyczaj mają ją ulokowaną w różnych zakładach. Zatrzymanie linii produkcyjnych w jednej czy dwóch fabrykach może spowodować co prawda chwilowe problemy, ale nie jest równoznaczne z końcem działalności.

Jak podkreśla, marka w każdej kategorii produktowej ma od kilku do kilkunastu różnych zamienników i nawet jeżeli jednego z nich zabraknie – jest w stanie zastąpić go innym, tej samej jakości i o tych samych parametrach.

 Klienci nie mają z tym problemu, bo najważniejsze są dla nich parametry i funkcjonalność produktu – mówi Kacper Kowalewski.

Marka nie tylko nie odnotowała dotąd problemów związanych z łańcuchem dostaw i sprzedażą, ale też rozwija działalność. Co tydzień do jej oferty dołącza po kilka nowych produktów, a na specjalne potrzeby klientów uruchomiła również nową gałąź – produkcję płynów, żeli i ściereczek antybakteryjnych. Z ewentualnymi problemami muszą liczyć się jednak mniejsi gracze, o słabszej pozycji rynkowej.

– Są na pewno takie firmy – w tym nawet polscy producenci – które są zdecydowanie mniejsze i też produkują akcesoria mobilne, korzystając z fabryk w Chinach. One mogą mieć problemy, ale nie chcę wyrokować, bo na razie nie mamy takich informacji – mówi prezes zarządu Baseus Polska.

Ceny paliw będą nadal spadać. Tanieje ropa, a popyt na stacjach benzynowych maleje

0

Ceny ropy są najniższe od 2002 roku. W ślad za nimi lecą na łeb na szyję ceny paliw na stacjach benzynowych. Z powodu pozostawania większości osób w domach frekwencja tankujących jest nawet o połowę niższa niż zazwyczaj. To oznacza duże problemy właścicieli stacji benzynowych.

Średnie ceny paliw w Polsce spadły w ostatnim tygodniu o 22–23 gr na litrze, a oleju napędowego o 24 gr. Obecnie średnie ceny to 4,52 zł za 1 litr w wypadku benzyny 95 i 4,60 zł za litr diesla – informuje Biuro Maklerskie Reflex. Na niektórych stacjach ceny spadły nawet poniżej 4 zł na litrze. Prognozy zwiastują dalsze spadki. Według portalu E-petrol.pl w tym tygodniu (23–29 marca) średnia cena benzyny 98 będzie się mieściła w przedziale 4,49–4,70 zł, cena 95-tki między 3,99 a 4,30 zł, zaś cena diesla – między 4,30 a 4,55 zł za litr. Najtańszy tradycyjnie będzie gaz LPG. E-petrol.pl prognozuje jego cenę na 1,97–2,06 zł za litr.

Gwałtowne obniżki cen w hurcie dają dużą szansę na pogłębienie spadków cen na stacjach w kolejnych dniach, jednak ich skala będzie już prawdopodobnie dużo mniejsza – oceniają eksperci BM Reflex. – Odbicie na rynku ropy naftowej i osłabienie złotego spowodują odbicie cen hurtowych na rynku krajowym, co może ograniczać skłonność do głębokich korekt na stacjach w dół. Niemniej na razie nie ma zagrożenia wzrostem cen detalicznych – piszą analitycy.

Spadki są pokłosiem najszybszego od 1991 roku spadku cen ropy. Jest ona najtańsza od 18 lat. 18 marca cena baryłki teksańskiej ropy WTI spadła poniżej 22 dol., a europejskiej ropy Brent zbliżyła się od góry do ceny 25 dol. Od początku roku spadki te są rzędu 60 proc. To efekt koronawirusa i zamrożenia światowych gospodarek. Ceny „czarnego złota” spadają czwarty tydzień z rzędu. Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin powiedział w telewizji publicznej, powołując się na rozmowy z prezesami spółek paliwowych, że zaobserwowano bardzo wyraźny spadek sprzedaży benzyny na stacjach benzynowych, nawet o połowę.

– Wydaje się, że dzisiaj problemem dla wszystkich staje się nie poziom cen, ale poziom sprzedaży paliw. Oznacza to przede wszystkim problemy właścicieli stacji – komentuje BM Reflex. – Ograniczenie wyjazdów służbowych i prywatnych, pozostanie w domach i praca zdalna będą przekładały się na niższe zapotrzebowanie na paliwa.

Dodatkowym czynnikiem obniżającym ceny ropy naftowej na światowych rynkach jest wojna cenowa między Arabią Saudyjską a Rosją. Tych dwóch z trzech największych na świecie producentów „czarnego złota” nie porozumiało się na spotkaniu OPEC+ 6 marca, gdyż Rosja odmówiła dalszego cięcia wydobycia. W efekcie tego Arabia Saudyjska zapowiedziała zwiększenie wydobycia od kwietnia i obniżenie cen. Rzecz polega na tym, że koszty wydobycia w Arabii Saudyjskiej są znacznie niższe niż w Rosji. Jednak i tak sięgają 35 dol. za baryłkę, więc Saudowie będą musieli dopłacać do produkcji.

Prezydent USA zasugerował w czwartek podjęcie w odpowiednim czasie mediacji między Rosją i Arabią Saudyjską. Oczywiście jego celem jest ocalenie amerykańskich łupków. Niestety cel Rosji i Arabii Saudyjskiej, w cieniu rzekomego konfliktu, może być ten sam – doprowadzenie do spadku produkcji ropy naftowej z łupków w USA. Poza tym im dłużej ceny ropy naftowej pozostaną na niskich poziomach, tym większe ryzyko problemów z produkcją i wzrostu jej cen w dłuższym okresie – podsumowuje BM Reflex.

Polska najszybciej rosnącym rynkiem biurowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Najnowszym trendem są elastyczne biura

Wielu najemców biur – zarówno indywidualnych, jak i biznesowych – ma coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby albo w miarę rozwoju swojej działalności wyrasta ze współdzielonych biur. Decydują się wtedy najczęściej na biura w modelu flex office, który jest jednym z najszybciej rosnących trendów na rynku nieruchomości. Według JLL w ubiegłym roku powierzchnia elastycznych biur w Polsce wyniosła 240 tys. mkw., a na rynku wciąż jest ogromny potencjał do wzrostu. Operator elastycznych biur New Work chce go wykorzystać i do końca przyszłego roku być obecny już w 27 lokalizacjach w Polsce, która jest dla firmy kluczowym rynkiem w regionie.

– Sharing economy opisuje obecną sytuację na rynku – wszyscy chcą się dzielić, ale tylko do pewnej granicy. Kiedy ktoś chce prowadzić własne rozmowy telefoniczne – woli mieć własne biuro. Dlatego też koncepcja gospodarki współdzielonej, która została podchwycona przez WeWork czy LinkedIn – obejmująca duże przestrzenie co-workingowe z małymi biurkami dla poszczególnych osób – na dłuższą metę nie jest przyjmowana przez rynek aż tak dobrze. Wiele osób – w miarę rozwijania swojej działalności – wyrasta ze sceny co-workingowej, buduje własne firmy i chce odzyskać swoją prywatność – mówi agencji Newseria Biznes Hubert Abt, dyrektor generalny i założyciel New Work.

Ekonomia współdzielenia (sharing economy czyli wymiana dóbr między użytkownikami odgrywa coraz ważniejszą rolę w globalnej gospodarce. W sektorach takich jak transport czy nieruchomości zdobyła już znaczną część rynku. Według firmy PwC jeszcze w 2014 roku wartość globalnego rynku usług dzielonych wynosiła raptem 15 mld dol. Tymczasem do 2025 roku globalny przychód z ekonomii współdzielenia ma już sięgnąć 335 mld dol. i to tylko w pięciu sektorach (usługi finansowe, transport, hotelarstwo, turystyka i HR). Ten trend zyskuje wśród konsumentów rosnącą popularność, ponieważ odpowiada na kilka ważnych potrzeb: niskie ceny, indywidualizację i wygodę. Według Eurobarometru niemal co czwarty Europejczyk skorzystał już z usług oferowanych na platformach współdzielenia.

Na podstawie sharing economy wyrosło w ostatniej dekadzie wiele biznesów – takich jak Uber, WeWork czy Airbnb – które pozyskały miliardowe finansowanie i klientów, stając się światowymi gigantami. Z drugiej strony – ten model budzi też coraz więcej kontrowersji, m.in. w kontekście prawa, które nie nadąża za zmieniającym się rynkiem, i problemów finansowych – bo wiele biznesów, które wyrosły zgodnie z zasadami gospodarki współdzielenia, w praktyce okazało się nieefektywnych finansowo.

Założyciel New Work Hubert Abt ocenia, że trend sharing economy co prawda rewolucjonizuje rynek, ale w praktyce wielu klientów – zarówno indywidualnych, jak i biznesowych – ma coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby albo po prostu z czasem „wyrasta” ze współdzielenia, w miarę rozwoju swojej działalności.

– Klientów można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza to osoby pracujące w przestrzeniach co-workingowych, ludzie z laptopami, których wszyscy znają z WeWork i Starbucksa. Oni wpisują się w nurt elastyczności na życzenie i wielu możliwych lokalizacji – mówi Hubert Abt. – Dalej mamy małe i średnie firmy zatrudniające 5-15 pracowników, które potrzebują gotowego miejsca, gdzie można się wprowadzić, i elastycznych warunków, bez wieloletnich zobowiązań czy nakładów inwestycyjnych. Ostatnią grupą są klienci korporacyjni, ci najwięksi: firmy typu Heineken, Lufthansa czy Tata Consultancy, potrzebujący ogromnych przestrzeni do pracy, z których część – ze względu na zmiany w relacjach pracodawca – pracownik, musi być zarządzana w sposób elastyczny. Około 50 proc. pracowników nie jest już zatrudniona na stałe, więc duże firmy potrzebują coraz większej przestrzeni w swoich biurach funkcjonującej na elastycznych warunkach. 

Firmy – od małych po te duże – mają większe potrzeby niż tylko wynajęcie współdzielonej przestrzeni biurowej. W związku z tym New Work oferuje im biura w modelu flex office, czyli w pełni wyposażone i zaaranżowane, wraz z ich obsługą biurową, administracyjną i techniczną oraz  możliwością wynajmu na określony czas.

– Pracownicy korzystający z przestrzeni co-workingowych znajdą się wszędzie, lecz firmy mają już inne potrzeby – mówi Hubert Abt.

Jak podkreśla, cyfryzacja i zmiany zachodzące w relacjach pracodawca – pracownik sprawiają, że produkty dostarczane na rynek muszą być elastyczne. Dlatego też elastyczny wynajem biur to segment rynku, który z każdym rokiem nabiera rozpędu. Potwierdzają to dane firmy doradczej JLL, z których wynika, że dynamiczny rozwój tego sektora jest jednym z najszybciej rozwijających się trendów na rynku nieruchomości komercyjnych. W 2019 roku podaż elastycznych przestrzeni biurowych na 24 największych rynkach Europy wzrosła o 29 proc, a Polska jest jednym z liderów. Powierzchnia elastycznych biur na polskim rynku wyniosła w ub.r. 240 tys. mkw., ale wciąż jest potencjał do wzrostów, bo w Warszawie raptem 2,5 proc. oferty to elastyczne przestrzenie biurowe.

– Flex to słowo klucz w całej branży. Obecnie możemy mówić o renesansie takich usług ze względu na popyt i przemiany społeczne spowodowane cyfryzacją – mówi Hubert Abt. – Elastyczność to podstawowa korzyść dla klientów. Korporacje wymagają przestrzeni biurowej na życzenie, czegoś w rodzaju wejściówki na siłownię. Wszystko musi już na nich czekać, razem z kawą i pizzą. Mniejsi klienci potrzebują prywatności bez nakładów inwestycyjnych, a korporacyjni stawiają na bezpieczeństwo, trwałość, zarządzanie rekrutacją i potrzebują o wiele większych przestrzeni. Nie wszystkie potrzeby są więc takie same, ale elastyczność pozwala każdemu klientowi wynająć biuro tylko na określony okres, bez jakichkolwiek nakładów inwestycyjnych.

Jak podkreśla, Polska to dla New Work największy rynek w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Do 2021 roku już około 70 proc. portfolio firmy ma być zlokalizowane właśnie na polskim rynku.

– Polska gospodarka jest największa w regionie, ma szybszą dynamikę w porównaniu z mniejszymi krajami, takimi jak Węgry czy Czechy. Dlatego też możemy tak szybko się tu rozwijać. W Polsce wynajmujemy już w trzech miastach (Kraków, Łódź, Warszawa – przyp. red.), a wkrótce będziemy dostępni w kolejnych. Dla porównania, w pozostałych krajach mamy po jednym mieście i ta różnica decyduje o naszej dynamice rozwoju w Polsce – mówi Hubert Abt.

Polska jest także najszybciej rosnącym rynkiem biurowym w regionie CEE. Według JLL ubiegły rok był rekordowy i charakteryzował się świetnymi wynikami rynków regionalnych – zarówno po stronie podażowej, jak i popytowej. Prym wciąż wiedzie jednak Warszawa, która na dodatek w zeszłym roku odnotowała spektakularny poziom popytu – wskazują eksperci JLL. Obecnie w stolicy w budowie znajduje się prawie 800 tys. mkw. powierzchni biurowej, z czego ponad połowa zostanie oddana do użytku w 2020 roku – podaje Savills w styczniowym raporcie.

– Musimy być tam, gdzie mamy najwięcej klientów – mówi Hubert Abt. Elastyczny najem przestrzeni biurowej jest potrzebny wszędzie, ale musimy brać pod uwagę skalę ekonomiczną, jeśli chodzi o ilość dostępnej przestrzeni w danym mieście. Im większe miasto, tym mamy jej więcej i otwieramy ją wcześniej.

Założyciel New Work zapowiada, że do 2021 roku firma chce być obecna łącznie w 27 lokalizacjach w Polsce. Obecnie pracuje nad dodatkowymi siedmioma projektami o łącznej powierzchni 20 tys. mkw. Planuje otworzyć biura m.in. w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach oraz na mniejszych rynkach regionalnych, takich jak Białystok. Wprowadzi też kolejne lokalizacje w Łodzi i Warszawie.

Praca zdalna to ogromne wyzwanie dla firm. Nieautoryzowane aplikacje i urządzenia mogą je narazić na milionowe straty

Popularyzacja pracy zdalnej oraz narzędzi chmurowych przyczynia się do wzrostu zagrożeń związanych z tzw. Shadow IT, czyli wykorzystywaniem w ramach firmowej sieci rozwiązań technologicznych niezatwierdzonych przez administratorów. Niezweryfikowane pod kątem bezpieczeństwa urządzenia i aplikacje mogą stać się obiektem ataku cyberprzestępców. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa pracują nad narzędziami, które pozwolą zminimalizować ryzyko ingerencji w firmową sieć za pośrednictwem Shadow IT.

– Gartner szacuje, że w roku 2020 co trzeci udany cyberatak będzie wykorzystywał Shadow IT. Coraz więcej słyszy się o wycieku danych, atakach ransomware, infekowaniu urządzeń wykorzystywanych w instytucjach. Stosowanie aplikacji w chmurze też nie ułatwia sytuacji. Sondaż Skyhigh mówi, że przeszło 70 proc. menedżerów IT nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia Shadow IT w ich organizacjach. Szacuje się, że średnia instytucja finansowa wykorzystuje około tysiąca aplikacji w chmurze, z czego tylko 7 proc. spełnia wymagania bezpieczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi software AG.

Pracodawcy pozwalający na wykorzystywanie prywatnych telefonów w ramach firmowych struktur informatycznych narażają się na spore niebezpieczeństwo. Z najnowszych danych opublikowanych przez brytyjską organizację Which wynika, że aż 42,1 proc. urządzeń z Androidem, które są aktywnie użytkowane, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa. Taki odsetek sprzętów korzysta bowiem z systemu w wersji 6.0 bądź starszej, dla których nie są wydawane nowe poprawki bezpieczeństwa. Używanie ich w ramach firmowej sieci może ułatwić cyberprzestępcom przeprowadzenie skutecznego ataku.

Źródłem zagrożenia są nie tylko przestarzałe i niesprawdzone urządzenia, ryzykowne jest także korzystanie z niesprawdzonych aplikacji, które mogą przyczynić się do wycieku poufnych danych. Specjaliści ds. bezpieczeństwa z firmy Wandera na początku 2020 roku przytoczyli przykład aplikacji do chmurowej konwersji dokumentów Cometdocs, w której wykryto groźne niedopatrzenie – aplikacja mobilna nie szyfrowała plików przed wysłaniem ich na serwer, przez co mogły paść łatwym łupem cyberprzestępców.

– Działy IT powinny zwiększyć kontrolę nad wykorzystywaniem różnych rozwiązań we własnej organizacji. Można wykorzystywać do tego narzędzia, które zminimalizują ludzki czynnik ryzyka. Możemy mieć większą kontrolę nad użytkownikiem. Działy IT odpowiadają za to, czy infrastruktura jest zabezpieczona. Nieświadomość tego, że użytkownicy wykorzystują nieautoryzowane aplikacje, może być brzemienna w skutki. To przekłada się na konkretne pieniądze, na efekty biznesowe, np. wyciek danych, kary ze względu na RODO – przestrzega ekspert.

Liczba prywatnych urządzeń wykorzystywanych w ramach firmowych sieci będzie stale rosła, dlatego branża technologiczna pracuje nad redukcją ryzyka ataku za pośrednictwem Shadow IT. Rozbudowane narzędzia tego typu udostępniają m.in. korporacje wyspecjalizowane w dostarczaniu chmurowych rozwiązań biznesowych.

Microsoft Cloud App Security to zintegrowana usługa bezpieczeństwa, której celem jest monitorowanie przepływu danych oraz analiza potencjalnych zagrożeń w czasie rzeczywistym przy wykorzystaniu technologii chmurowych. Potrafi automatycznie identyfikować aplikacje i usługi w ramach organizacji oraz analizować przeszło 70 czynników ryzyka. Firma z Augsburga opracowała z kolei zestaw narzędzi baramundi Management Suite przystosowany do pracy w rozproszonym środowisku biznesowym. bMS automatyzuje wykrywanie podatności i dystrybucję łat oraz pozwala na zdalne zarządzanie wszystkimi urządzeniami wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie, dzięki czemu specjaliści ds. IT mają pełny wgląd w dane przepływające przez firmową sieć.

– Są narzędzia, które umożliwiają rozdzielenie części prywatnej i firmowej, żeby wyjść naprzeciw ryzykom, zabezpieczyć przed wyciekiem danych i przejmowaniem różnych informacji, a w przypadku kradzieży urządzenia zdalnie wyczyścić tylko część firmową. Są też bazy, tzw. CVE, w których możemy sprawdzić, czy aplikacja ma dużą, czy małą podatność, czy są one istotne, czy nie. Praktycznie każdy software ma lub może mieć tę podatność – twierdzi Sebastian Wąsik.

Według analityków Fortune Business Insights globalny rynek cyberbezpieczeństwa w 2019 roku był wart 112 mld dol. Do 2027 roku ma rosnąć w tempie 12,6 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość niemal 282 mld dol.

Magda Gessler: otworzyłam sklep internetowy. Powstał, by wszyscy mieli dostęp do smakołyków, które pamiętam z dzieciństwa

Restauratorka otworzyła sklep internetowy Schronisko Smaków Magdy Gessler. Dostępne są w nim między innymi przetwory, naturalnie wędzone mięsa, miody czy świeże pieczywo. Specjały przygotowywane są zgodnie z długoletnią tradycją przez wykwalifikowany zespół pod czujnym okiem restauratorki.

– Sklep internetowy powstał, by wszyscy mieli dostęp do smakołyków, które pamiętam z czasów mojego dzieciństwa. Mama i babcia zawsze konserwowały przysmaki sezonowe w szkle, a później przetrzymywały je w spiżarni. Dzięki temu czułam się bezpieczna. Obecnie niewiele osób ma czas, by robić przetwory. Nasza przeszkolona załoga zatrzymuje czas lata, jesieni, żeby Państwo mogli skosztować smaków, mieszkających w mojej głowie i duszy – mówi w wozmowie z agencją Newseria Lifestyle Magda Gessler.

Magda Gessler tłumaczy, że przez 10 lat prowadzenia programu „Kuchenne rewolucje” nieustannie walczyła z chemią spożywczą i szkodliwymi konserwantami. Sklep jest owocem jej dotychczasowych działań. Specjały, które się w nim znajdują są bowiem konserwowane jedynie w sposób naturalny – przez sterylizację, gotowanie czy wędzenie.

Dawniej ludzie w sposób nadzwyczajny pochylali się nad jedzeniem. Mieli czas, by przykładać się do jego wykonywania. Starali się nie ze względu na możliwość zarobku, ale z powodu jakości i miłości do bliskich. To właśnie chcę powtarzać, by ludzie, którzy ciężko pracują mieli przyjemność otworzenia słoika, na przykład z świeżą konfiturą z malin – tłumaczy.

W Schronisku Smaków można znaleźć jedynie starannie wyselekcjonowane produkty. Restauratorka zapewnia, że najważniejsza jest dla niej jakość. W konsekwencji ilość schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca staranności wykonania. Sprawdzone przysmaki powstają w górach – dzięki temu nie mają kontaktu smogiem i zanieczyszczeniami znajdującymi się w miejskim powietrzu.

Produktem numer jeden w naszym sklepie internetowym jest szynka – długo wędzona i peklowana.  Wędzenie odbywa się na prawdziwym drzewie olchowym lub owocowych i trwa od 12 do 24 godzin. Dzięki temu szynka pachnie ogniskiem. Cudowna jest również kiełbasa krakowska – bardzo dobrze doprawiona z odrobiną pieprzu. Jest też boczek, który ubóstwiam. Wszystkie produkty są chude, mają w sobie niewielką ilość tłuszczu. Chleb pieczemy sami w piecu w Bukowinie Tatrzańskiej – mówi restauratorka.

Oprócz mięs, ryb, sosów czy przetworów z warzyw i grzybów w sklepie internetowym Magdy Gessler można znaleźć również produkty słodkie, które świetnie nadają się do deserów i jako przekąski pomiędzy posiłkami. Wszystkie wykonane są z naturalnych owoców, co sprawia, że zawierają w sobie niezbędne witaminy, także witaminę C, która przyczynia się do ochrony komórek przed stresem oksydacyjnym.

Oczywiście mamy też słodką półkę – lato zamknięte w szkle, na czele z moim ukochanym sokiem malinowym. Kiedy jest zimno sok malinowy działa jak lekarstwo. Natomiast bez konfitury malinowej, nie wyobrażam sobie kruchych ciasteczek. W Schronisku Smaków jest również konfitura pigwowa i syrop korzeniowy, który pobudza krążenie i wzmacnia odporność – zwraca uwagę.

Jak podkreśla restauratorka, produkty są wytwarzane na bieżąco i dostarczane klientom w krótkim czasie, co gwarantuje świeżość.

Sławomir Dudek: Dług Polski na poziomie 55% PKB jest realny

Jeśli złoty polski osłabnie w tym roku podobnie tak jak w 2008 r., to jest możliwe, że przebijemy dług na poziomie 55 procent Produktu Krajowego Brutto – wynika z analizy Pracodawców RP. Ryzyko jest realne, nie możemy się ograniczyć do drukowania pieniądza przez NBP, musimy też szukać oszczędności w budżecie – np. poprzez zawieszenie 13-tej i 14-stej emerytury.

Według naszych wyliczeń, dodatkowe potrzeby pożyczkowe mogą wynieść w 2020 roku ponad 100 miliardów złotych, to jest:

  • ubytek dochodów jednorazowych (opłata przekształceniowa OFE, dochody ze sprzedaży dodatkowych pozwoleń na emisję CO2, dochody ze sprzedaży pasma 5G) w kwocie ok. 20 mld zł,
  • ubytek podatków i składek z tytułu recesji w gospodarce w kwocie ok. od 20 do 40 mld zł,
  • koszty pakietu ustaw tzw. Tarczy Antykryzysowej w kwocie ok. 66 mld zł – nie mamy jednak informacji o pełnym koszcie tego pakietu, gdyż nie dołączono do niego Oceny Skutków Regulacji i bazujemy na kwocie ogłoszonej przez rząd wcześniej.

„Bazowa ustawa jest przygotowana legislacyjnie dobrze – za to należą się gratulacje, ale tylko do niej dołączono Ocenę Skutków Regulacji, zawierającą działania na sumę ok. 12 mld zł – pozostałe projekty nie mają wyliczeń lub nadal są wariantowe. Co istotne, pakiet nie zwiera propozycji Prezydenta dotyczącej zawieszenia składek dla firm zatrudniających do 9 pracowników, przy spełnieniu kryterium przychodowego. A ten projekt ma kosztować 13 mld zł, tylko że… miesięcznie” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP. „To oznacza, że dziś nie da się przygotować rzetelnej oceny wpływu sytuacji kryzysowej i pakietu Tarczy na finanse publiczne. Potrzeba więcej czasu na dokładne wyliczenia” – podkreśla ekspert.

W analizowanym przez Pracodawców RP scenariuszu, dług publiczny zapisany w planie na 2020 r. w kwocie 1 039 mld zł (ponad bilion zł) może wzrosnąć od ok. 106 do 126 mld złotych. Ustawa budżetowa zakładała pierwotnie, że relacja państwowego długu publicznego (PDP) do PKB wyniesie 43,8 proc. Niższy wzrost PKB w skrajnym scenariuszu, nominalna stabilizacja PKB, to przyrost tej relacji do ok. 46 proc. (czyli plus 2,2 pp.). Należy uwzględnić też ryzyko kursowe i ewentualne trwałe osłabienie złotego. Na dziś to 10 proc. deprecjacji kursu wobec głównych walut, a według symulacji Ministerstwa Finansów każde 10 proc. to ok. 1 pp. relacji PDP do PKB – czyli dług na poziomie 47 proc. Dodając do tego szacowane dodatkowe potrzeby pożyczkowe (106-126 mld zł), uzyskujemy dług publiczny wielkości ok. 51,7 do 52,5 proc. PKB. Do progu 55 proc. zostaje więc bardzo niewiele, bo tylko 2,5 proc. PKB. Jeśli nasza waluta osłabnie jak w 2008 roku, to jest możliwe, że przebijemy poziom 55 proc. PKB.

Co do konieczności stosowania się do reguły wydatkowej, to mamy klauzulę wyjścia – w przypadku wprowadzenia stanu klęski żywiołowej można planować w budżecie wydatki większe niż ograniczenie Stabilizującej Reguły Wydatkowej. Jednak w przypadku progu bezpieczeństwa dla państwowego długu publicznego takiej klauzuli nie ma. Po przekroczeniu długu wyższego niż 55 proc. PKB trzeba będzie zastosować działania sanacyjne przewidziane w art. 86 Ustawy o Finansach Publicznych (np. brak realnej waloryzacji emerytur, mrożenie wynagrodzeń itd.). Po przebiciu 55 proc. można również zastosować art. 38 pkt. 3 tej ustawy, czyli przyjęcie do wyliczenia PDP średniorocznego kursu walutowego, a nie kursu z końca roku i uwzględnienie kwoty wolnych środków pieniężnych na rachunku budżetu. Osłabienie złotego może być jednak trwałe w kolejnych miesiącach, i średnia nie zadziała, a środków na rachunkach w obecnej sytuacji płynnościowej też nie będzie.

Mamy też w rezerwie środki europejskie, które mogą złagodzić potrzeby pożyczkowe, o ile nie są one już zawarte w obecnych planach (nie są to nowe środki, tylko niewykorzystane). Kolejne pytanie to kwestia dochodów podatkowych: czy ubytek 40 mld zł w skrajnym scenariuszu to wszystko? „Niektórzy ekonomiści szacują, że spadek dochodów będzie głębszy. W latach 2008-2009, w czasie poprzedniego kryzysu, dochody podatkowe zmniejszyły się o ok. 3 pp. PKB! W tym roku sytuacja może być jednak jeszcze gorsza. Musimy więc szukać oszczędności w budżecie, abyśmy uniknęli tego, niestety realnego, ryzyka” – podkreśla dr Dudek.