Zmiany w prawie i podatkach obowiązujące od 1 stycznia 2020 roku

Znowelizowana ustawa o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej wprowadzi możliwość przeniesienia decyzji związanych z przedsiębiorstwem w przypadku jego zbycia. Umożliwione zostanie przejęcie praw z decyzji związanych z przedsiębiorstwem przez jego nabywcę w przypadku, gdy do nabycia dochodzi na podstawie czynności prawnej.

Nabywca przedsiębiorstwa będzie mógł złożyć do organu administracji publicznej, który wydał decyzję, wniosek o przeniesienie na niego tej decyzji w terminie 3 miesięcy od dnia nabycia przedsiębiorstwa. Do czasu upływu tego terminu decyzja nie wygaśnie.

Przeniesienie takiej decyzji będzie możliwe, jeżeli:

  • spełnione będą warunki do uzyskania tej decyzji, określone w odrębnych przepisach,
  • nabywca przedsiębiorstwa przedłoży dokumenty potwierdzające spełnienie tych warunków,
  • nabywca przedsiębiorstwa oświadczy, że przyjmuje wszystkie warunki zawarte w tej decyzji i zobowiązuje się do wykonania związanych z nią obowiązków,
  • nabywca przedsiębiorstwa przedłoży pisemną zgodę pozostałych nabywców przedsiębiorstwa na przeniesienie na niego decyzji związanej z przedsiębiorstwem, w przypadku gdy przedsiębiorstwo nabyło kilka osób.

Nowe przepisy przewidują także, że w przypadku śmierci małżonka przedsiębiorcy, jeżeli przedsiębiorstwo stanowiło w całości mienie przedsiębiorcy wpisanego do CEIDG i jego małżonka, a małżonek ten nie był przedsiębiorcą, zarządu udziałem w przedsiębiorstwie objętego spadkiem będzie mógł dokonywać tymczasowy przedstawiciel. Nie będzie posiadał uprawnień do wykonywania działalności gospodarczej, a jego rola będzie ograniczona do zarządu majątkiem. Do powołania tymczasowego przedstawiciela będą stosowane odpowiednio przepisy dotyczące powołania zarządcy sukcesyjnego po śmierci przedsiębiorcy.

W ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji dodano nowy rodzaj czynu nieuczciwej konkurencji, polegający na nieuzasadnionym wydłużaniu terminów zapłaty za dostarczane towary lub wykonane usługi. Może on polegać w szczególności na:

  • naruszeniu przepisów ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (Dz.U. z 2019 r. poz. 118 i 1649);
  • rażącym odstępstwie od dobrych praktyk handlowych, które narusza zasadę działania w dobrej wierze i zasadę rzetelności;
  • niedostosowaniu do harmonogramu dostawy towarów lub harmonogramu wykonania usługi;
  • nieuwzględnieniu właściwości towaru lub usługi, które są przedmiotem umowy.

Ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych przewiduje skrócenie terminów zapłaty w transakcjach handlowych, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny (z wyłączeniem podmiotów leczniczych) – do maksymalnie 30 dni. Termin zapłaty w transakcjach asymetrycznych, w których dłużnikiem jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem mikro-, mały lub średni przedsiębiorca, nie będzie mógł przekraczać 60 dni, natomiast postanowienie umowne określające dłuższy termin zapłaty będzie nieważne.

Podniesiona zostanie wysokość odsetek za opóźnienia w transakcjach handlowych o dwa punkty procentowe. W przypadku transakcji, w których dłużnikiem jest podmiot leczniczy, odsetki pozostaną na dotychczasowym poziomie.

Najwięksi dłużnicy prywatni zostali zobowiązani do przekazywania ministrowi ds. gospodarki corocznych sprawozdań o stosowanych terminach zapłaty. Ustawa zawiera również zmiany związane z dochodzeniem odsetek od należności w transakcjach handlowych na drodze sądowej.

Najważniejszymi zmianami dotyczącymi roszczeń są:

  • przerzucenie ciężaru dowodu, że termin w umowie nie jest rażąco nieuczciwy, na dłużnika,
  • wprowadzenie zasady, że trzyletni termin na ustalenie, że termin zapłaty określony w umowie jest nieuczciwy wobec wierzyciela, biegnie od dnia zakończenia wykonywania umowy,
  • nieważność zrzeczenia się roszczenia o ustalenie, że termin zapłaty jest nieuczciwy wobec wierzyciela oraz możliwość odstąpienia przez wierzyciela od umowy lub jej wypowiedzenia, gdy ustalony w niej termin zapłaty został nadmiernie wydłużony – przekracza 120 dni, liczonych od daty doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostarczenie towaru lub wykonanie usługi, a ustalenie tego terminu było rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.
Podmiot Transakcja niesymetryczna (podmioty nierównorzędne) Transakcja symetryczna (obie strony umowy są podmiotami równorzędnymi, np. średnim przedsiębiorcą)
 

Duży przedsiębiorca

 

Zastrzeżenie terminu płatności w umowie z mikro, małym i średnim przedsiębiorcą, który jest wierzycielem powyżej 60 dni jest nieważne i obowiązuje 60-dniowy termin.

 

Jeżeli strony transakcji handlowej przewidziały w umowie termin zapłaty dłuższy niż 30 dni, wierzyciel może żądać odsetek ustawowych po upływie 30 dni, liczonych od dnia spełnienia swojego świadczenia i doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, do dnia zapłaty, ale nie dłużej niż do dnia wymagalności świadczenia pieniężnego.

 

Termin zapłaty określony w umowie nie może przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, chyba że strony w umowie wyraźnie ustalą inaczej i pod warunkiem że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.

 

W przypadku ustalenia terminu zapłaty dłuższego niż 60 dni – w razie sporu między nimi to dłużnik będzie musiał udowodnić, że ustalony termin zapłaty nie był rażąco nieuczciwy wobec wierzyciela.

 

 

Średni, mały i mikro przedsiębiorca

 

Nie dotyczy.

 

Jak powyżej.

W ustawie Kodeks postępowania cywilnego wprowadzono zmiany polegające na uproszczeniu procedury zabezpieczającej w sprawach o roszczenia pieniężne z tytułu transakcji handlowych, w rozumieniu ustawy o terminach zapłaty, w których wartość wynagrodzenia nie przekracza 75 000 zł. Powód nie będzie musiał wykazywać interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia, w przypadku, gdy dochodzi zapłaty z tytułu transakcji handlowej, której wartość nie przekracza kwoty 75 000 zł, a od dnia upływu terminu zapłaty dochodzonej należności, upłynęły co najmniej 3 miesiące.

Zgodnie z ustawą o własności lokali jeżeli liczba lokali wyodrębnionych i lokali niewyodrębnionych, należących do dotychczasowego właściciela, nie jest większa niż trzy, to wówczas mamy do czynienia z tzw. „małą” wspólnotą mieszkaniową, a do zarządu nieruchomością wspólną mają odpowiednie zastosowanie przepisy Kodeksu cywilnego i Kodeksu postępowania cywilnego o współwłasności. Natomiast wspólnoty, w których jest od 4 do 7 lokali z „małych” wspólnot mieszkaniowych staną się „dużymi” wspólnotami mieszkaniowymi. Jeśli właściciele nie uzgodnią innego sposobu zarządu nieruchomością wspólną, to zarząd będzie sprawowany zgodnie z przepisami ustawy o własności lokali, Właściciele lokali zostaną wówczas obowiązani podjąć uchwałę o wyborze jednoosobowego lub kilkuosobowego zarządu.

Ponadto decyzje w przedmiocie czynności zwykłego zarządu będzie podejmował samodzielnie zarząd.

Do podjęcia przez zarząd czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu potrzebna będzie uchwała właścicieli lokali wyrażająca zgodę na dokonanie tej czynności oraz udzielająca zarządowi pełnomocnictwa do zawierania umów stanowiących czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu w formie prawem przewidzianej.

Od 1 stycznia 2020 roku wspólnota mieszkaniowa będzie musiała uchwalić roczny plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólną i opłat na pokrycie kosztów zarządu. Na pokrycie kosztów zarządu, właściciele lokali będą uiszczać zaliczki w formie bieżących opłat, płatne z góry do dnia 10 każdego miesiąca.

Zarząd albo zarządca będzie obowiązany prowadzić ewidencję pozaksięgową kosztów zarządu nieruchomością wspólną oraz zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów, a także rozliczeń z innych tytułów na rzecz nieruchomości wspólnej. Co więcej, zarząd albo zarządca zobowiązani są do zwołania zebranie ogółu właścicieli lokali co najmniej raz w roku, nie później niż w pierwszym kwartale każdego roku.

Ustawa Prawo przedsiębiorców przewiduje tzw. prawo do błędu dla przedsiębiorców wpisanych do CEIDG, którzy naruszą przepisy prawa związane z wykonywaną działalnością gospodarczą w okresie 12 miesięcy od dnia podjęcia działalności gospodarczej po raz pierwszy albo ponownie po upływie co najmniej 36 miesięcy od dnia jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia. Jeżeli właściwy organ rozpocznie postępowanie mandatowe albo postępowanie w sprawie nakładania lub wymierzania administracyjnej kary pieniężnej, to przed nałożeniem grzywny w drodze mandatu karnego albo przed nałożeniem   lub wymierzeniem  administracyjnej kary pieniężnej, organ będzie wzywał przedsiębiorcę, w drodze postanowienia  do usunięcia w wyznaczonym przez siebie terminie stwierdzonych naruszeń przepisów prawa oraz ewentualnych skutków tych naruszeń.

Przedsiębiorca, który usunie  naruszenia i ich skutki w wyznaczonym terminie, nie zapłaci kary. Właściwy organ, w drodze decyzji, odstąpi od nałożenia na niego lub wymierzenia mu administracyjnej kary pieniężnej i poprzestanie na pouczeniu albo  przedsiębiorca nie będzie podlegać karze za popełnione wykroczenie lub wykroczenie skarbowe.

Kodeks spółek handlowych przewiduje od 1.01.2020 roku obowiązek prowadzenia stron internetowych dla spółek akcyjnych oraz komandytowo-akcyjnych w celu komunikacji z akcjonariuszami. Wspomniane spółki są zobowiązane do publikacji na stronach internetowych wymaganych przez prawo lub ich statuty ogłoszeń pochodzących od spółek. W przypadku spółki publicznej jest to:

  • ogłoszenie o zwołaniu walnego zgromadzenia,
  • informacja o ogólnej liczbie akcji w spółce i liczbie głosów z tych akcji w dniu ogłoszenia, a jeżeli akcje są różnych rodzajów – także o podziale akcji na poszczególne rodzaje i liczbie głosów z akcji poszczególnych rodzajów,
  • dokumentacja, która ma być przedstawiona walnemu zgromadzeniu,
  • projekty uchwał lub, jeżeli nie przewiduje się podejmowania uchwał, uwagi zarządu lub rady nadzorczej spółki, dotyczące spraw wprowadzonych do porządku obrad walnego zgromadzenia lub spraw, które mają zostać wprowadzone do porządku obrad przed terminem walnego zgromadzenia,
  • formularze pozwalające na wykonywanie prawa głosu przez pełnomocnika lub drogą korespondencyjną, jeżeli nie są one wysyłane bezpośrednio do wszystkich akcjonariuszy.

Zgodnie z ustawą o Krajowym Rejestrze Sądowym, adresy stron internetowych tych spółek podlegają zgłoszeniu do rejestru.

Kodeks cywilny zostaje uzupełniony o ważny przepis w zakresie planowania sukcesji przedsiębiorstw. Od 1.01.2019 roku przedmiotem zapisu windykacyjnego może być ogół praw i obowiązków w spółce osobowej. Zgodnie z art. 10 § 1 Kodeksu spółek handlowych, ogół praw i obowiązków wspólnika w spółce osobowej (czyli konglomerat praw korporacyjnych i majątkowych wspólnika przysługujących mu z tytułu uczestnictwa w spółce) jest co do zasady niezbywalny, chyba że umowa spółki stanowi inaczej lub uzyskano pisemną zgodę wszystkich pozostałych wspólników. W związku z tą cechą ogółu praw i obowiązków w spółce osobowej, do tej pory przedmiotem zapisu windykacyjnego mogło być co najwyżej roszczenie o wypłatę wartości udziału kapitałowego przypadającego na zmarłego wspólnika. Dzięki wprowadzanej zmianie, powstanie wygodne narzędzie prawne do planowania sukcesji w przedsiębiorstwach rodzinnych, nierzadko prowadzących działalność w formie spółek osobowych.

W ustawie o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych wprowadzono zmiany w zakresie dotychczasowej ewidencji papierów wartościowych prowadzonej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Od 1 stycznia 2020 r. jest to bowiem ewidencja akcji, które są przedmiotem oferty publicznej, są dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym lub wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Ewidencja obejmować ma podstawowe dane o akcjach i trybie przeprowadzenia ich oferty, dopuszczenia do obrotu na rynku regulowanym lub wprowadzenia do alternatywnego systemu obrotu. Tak, jak uprzednio, jest ona jawna, a dodatkowo Komisja Nadzoru Finansowego udostępnia ją na swojej stronie internetowej.

W przeciwieństwie do poprzedniego stanu prawnego, wpisu do ewidencji akcji dokonuje ich emitent lub inny niż emitent podmiot składający wniosek o ich dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym, a nie Komisja Nadzoru Finansowego. Termin na dokonanie wpisu do ewidencji akcji wynosi 14 dni od dnia:

  • przydziału akcji, a w przypadku niedokonywania przydziału akcji – od dnia ich wydania;
  • dopuszczenia akcji do obrotu na rynku regulowanym lub ich wprowadzenia do alternatywnego systemu obrotu.

Jeżeli oferta publiczna akcji prowadzona jest w sposób ciągły – dokonanie wpisu może mieć miejsce w terminie 14 dni od dnia przydziału akcji albo ich wydania będącego ostatnim dniem przedziału czasowego określonego przez emitenta lub oferującego, nie dłuższego jednak niż 6 miesięcy.

Oferujący obowiązany jest więc niezwłocznie zawiadomić emitenta o przeprowadzonej ofercie publicznej akcji tak, aby emitent miał możliwość dokonania pełnego wpisu do ewidencji akcji. Zawiadomienie powinno nastąpić w terminie 5 dni od przydziału lub wydania akcji.

W związku z powyższą zmianą uchylony został przepis nakładający na podmiot dokonujący oferty publicznej obowiązek uiszczenia opłaty ewidencyjnej.

Nie tracą mocy wpisy w brzmieniu dotychczasowym, dokonane przed 1.01.2020 r.

Ustawę  o obrocie instrumentami finansowymi uzupełniono natomiast o postanowienia dotyczące wyłącznej możliwości zamieszczania w firmie (nazwie) spółki zwrotu „dom maklerski” oraz używania takiego oznaczenia w obrocie handlowym. Od 1.01.2020 takie wyłączne prawo ma jedynie spółka, która uzyskała zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej. Przepisy wyraźnie wskazują, że nie może tego robić bank prowadzący działalność maklerską.

Zmiany w ustawie o PIT:

– wprowadzono możliwość pomniejszenia przez wierzyciela podstawy opodatkowania o zaliczaną do przychodów należnych wartość wierzytelności o zapłatę świadczenia pieniężnego w rozumieniu ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, jeżeli wierzytelność ta nie zostanie uregulowana lub zbyta w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (rachunku);

– w symetrycznych transakcjach handlowych (np. pomiędzy dwoma dużymi przedsiębiorcami), w których możliwe będzie wydłużenie terminu zapłaty powyżej 60 dni po spełnieniu określonych warunków, w sytuacji gdy nie zostaną one spełnione, zamiast postanowień umownych ustalających dłuższy niż 60 dni termin zapłaty będzie obowiązywał 60-dniowy termin zapłaty.

Zmiany w ustawie o CIT:

– wprowadzono możliwość pomniejszenia przez wierzyciela podstawy opodatkowania o zaliczaną do przychodów należnych wartość wierzytelności o zapłatę świadczenia pieniężnego w rozumieniu ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, jeżeli wierzytelność ta nie zostanie uregulowana lub zbyta w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (rachunku);

– ustalono, że w transakcjach asymetrycznych, tj. jeżeli dłużnikiem zobowiązanym do zapłaty za towary lub usługi jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem jest mikro, mały albo średni przedsiębiorca termin zapłaty określony w umowie nie będzie mógł przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi (lub od otrzymania przez dłużnika towaru lub usługi zgodnie z projektowanym art. 7 ust. 4 ustawy);

– określono, że przypadku ustalenia terminu niezgodnego z tym przepisem, zastosowanie będzie miał art. 13 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych w nowym brzmieniu, zgodnie z którym z mocy prawa stosowany będzie termin zapłaty 60 dni;

– w symetrycznych transakcjach handlowych (np. pomiędzy dwoma dużymi przedsiębiorcami), w których możliwe będzie wydłużenie terminu zapłaty powyżej 60 dni po spełnieniu określonych warunków, w sytuacji gdy nie zostaną one spełnione, zamiast postanowień umownych ustalających dłuższy niż 60 dni termin zapłaty będzie obowiązywał 60-dniowy termin zapłaty;

– wprowadzono  obowiązek wykazywania wierzytelności lub zobowiązań, które powodują zwiększenia lub zmniejszenia podstawy opodatkowania w zeznaniach podatkowych. Jest to rozwiązanie analogiczne do tego, które obowiązuje w podatku VAT, w związku z którym podatnicy składają deklarację VAT-ZD.

Zmiany w ustawie Ordynacja podatkowa:

– Szef KAS będzie przekazywał Prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów informacje, w tym zawierające dane stanowiące tajemnicę skarbową, bankową lub zawodową, o ustaleniu prawdopodobieństwa wystąpienia opóźnień w spełnianiu przez podmiot obowiązany do złożenia informacji, o których mowa w art. 82 § 1b Ordynacji podatkowej;

– W art. 299f § 2 Ordynacji podatkowej przyjęto, że prawdopodobieństwo wystąpienia opóźnień występuje, jeżeli suma wartości świadczeń pieniężnych niezapłaconych przez dany podmiot w terminie 60 dni od dnia otrzymania faktury wynosi w okresie kolejnych 3 miesięcy co najmniej 2 000 000 złotych. Informacje określone w art. 299f § 7 Ordynacji podatkowej będą mogły być przekazane na wniosek Prezesa UOKiK;

Przyjęto, że przekazanie informacji o ustaleniu prawdopodobieństwa wystąpienia opóźnienia za dany miesiąc będzie możliwe do 20. dnia drugiego miesiąca następującego po miesiącu, za który ustalono to prawdopodobieństwo.

Artykuł przygotowany przez zespół Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Dolar traci

Uwagę inwestorów w ostatnim czasie skupiają informacje dotyczące eskalacji napięć na linii USA-Iran. Jak na tę kwestię reagują rynki?

Zaskakująco zmienny okres świąteczno-noworoczny zakończył się osłabieniem dolara amerykańskiego względem większości światowych walut. W obliczu niemal pustego kalendarza ekonomicznego oraz pod nieobecność istotnych wieści z zakresu polityki monetarnej, informacje o zabiciu przez USA jednego z najważniejszych irańskich generałów skupiły na sobie praktycznie całą uwagę rynku. Co ciekawe, pierwszą reakcją na doniesienia o wspomnianej operacji USA w Iraku była deprecjacja dolara, aczkolwiek jego osłabienie było krótkotrwałe i nie przyjęło istotnych rozmiarów.

W tym tygodniu uwagę rynków przykuje nie tylko sytuacja na Bliskim Wschodzie. Znaczenie będą miały również dane. Po dzisiejszych odczytach inflacji w strefie euro, które nie przyniosły utrzymania wzrostu inflacji bazowej (na który liczyliśmy), czekają nas równie istotne dane z amerykańskiego rynku pracy. Od piątkowego raportu opisującego sytuację w grudniu oczekujemy potwierdzenia dobrej sytuacji na rynku pracy w USA, na co wskazywał raport z listopada.

PLN

Polski złoty w ostatnim czasie charakteryzował się siłą, w początkach tego tygodnia schodząc do najniższego poziomu od ponad półtora roku w parze z euro. Umocnienie złotego można powiązać ze zmianami na głównej parze walutowej i ogólną poprawą nastrojów, w czym istotnie nie przeszkodził nawet wzrost napięć na linii USA-Iran.

Kalendarz ekonomiczny dla Polski w ostatnim czasie był stosunkowo pusty. W zeszłym tygodniu poznaliśmy tylko grudniowe dane PMI o aktywności biznesowej w przemyśle, które okazały się nieco lepsze od oczekiwań. W tym tygodniu jednak rynek zaszokowały dane o inflacji, która na koniec roku wzrosła do 3,4% – poziomu aż o pół punktu procentowego wyższego od konsensusu. W tym kontekście środowa konferencja prasowa po spotkaniu RPP nabierze większego znaczenia. Coraz bardziej skłaniamy się w stronę poglądu, zgodnie z którym w 2020 roku Rada zmieni stanowisko i podniesie stopy procentowe.

GBP

Szterling ostatnio umacnia się w parze z euro, jednak w parze ze złotym pozostaje dość stabilny. W krótkim okresie zachowanie funta powinno zależeć zarówno od zachowania głównej pary, jak i informacji dotyczących negocjacji ostatecznych warunków relacji UE z Wielką Brytanią po zakończeniu okresu przejściowego. Jeśli kierować się przebiegiem dotychczasowych negocjacji brexitowych, należałoby się spodziewać, że jakiekolwiek istotne dla rynku wieści dotyczące dalszych losów Brexitu zaczną do nas docierać bliżej wyznaczonych kluczowych terminów w kontekście negocjacji. Czyli nieprędko.

EUR

Znakomita większość istotnych wskaźników opisujących nastroje w strefie euro ostatnio kieruje się na północ. Nie wszystkie odczyty można jednak określić mianem dobrych – chyba najbardziej rzucającym się w oczy wyjątkiem są dane z niemieckiego przemysłu. Warto jednak wspomnieć, że w ostatnich dniach zrewidowano w górę grudniowe dane PMI dla strefy euro. Po rewizjach indeks zbiorczy oddalił się od kluczowego poziomu 50, sugerując brak większego ryzyka wystąpienia recesji w najbliższym czasie.

Kluczowa w tym tygodniu publikacja ze strefy euro – dzisiejsze dane o inflacji – nie przyniosła zaskoczeń. Inflacja bazowa w grudniu znalazła się na poziomie 1,3%, czyli tym samym, co notowany w poprzednim miesiącu.

USD

O ile eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie sprzyjała aktywom safe haven (bezpiecznych przystani) – wspierając m.in. jena japońskiego, złoto oraz amerykańskie obligacje – o tyle dolar amerykański dotychczas nie doświadczył z tego tytułu większej i utrzymującej się aprecjacji. Amerykańskie obligacje zyskiwały, co sprawiło, że różnica w rentownościach między USA a strefą euro skurczyła się.

W kontekście makroekonomicznym, ostatnie publikacje drugorzędnych danych z USA były nieco słabsze niż dotychczas. To sprawia, że piątkowy kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy tym bardziej powinien zyskać na znaczeniu.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Brexit staje się faktem. Co to oznacza dla Polski?

Ciągnąca się od kilku lat historia Brexitu osiągnie swój punkt kulminacyjny 31 stycznia, kiedy to Wielka Brytania oficjalnie wystąpi z Unii Europejskiej. Tak zdecydował nowy rząd Borisa Johnsona, który w jesiennych wyborach otrzymał duże zaufanie wyborców. Wygrana zdecydowaną większością głosów pozwoli Johnsowi zrealizować plany Brexitu – ale najważniejszy sprawdzian dla nowego rządu przyjdzie później. Połowa 2020 roku upłynie bowiem pod znakiem skomplikowanych i powolnych negocjacji handlowych, których wynikiem ma być zbudowanie nowej relacji z krajami Unii. Pośród tych krajów jest Polska, dla której Wielka Brytania jest jednym z największych partnerów handlowych. Chociaż więc ostatnie trzy lata ciągnącego się Brexitu ostudziło emocje, wciąż jest to jedno z największych zmartwień naszych przedsiębiorców.

– Najtrudniejszy będzie okres przejściowy między oficjalnym Brexitem a finalnym zawarciem nowych umów handlowych. Zasadna jest obawa, czy ten okres przejściowy nie zaszkodzi naszym relacjom z Wielką Brytanią – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Warto przypomnieć, że Wielka Brytania jest trzecim największym partnerem handlowym Rzeczypospolitej. Mamy nadzieję, że narzędzia zastosowane przez jeden i drugi rząd pomogą nam bezpiecznie przejść przez ten okres turbulencji. Kolejnym ważnym dla Polski tematem są losy naszych obywateli, którzy mieszkają i pracują na Wyspach. W tej sprawie na szczęście brytyjscy dyplomaci i przedsiębiorcy są zgodni: Polacy są istotnym elementem gospodarki Wielkiej Brytanii. Na pewno nie będą wypychani z kraju, gdy nie będzie już on członkiem Unii Europejskiej – uspokaja Roszkowski.

Projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego nabiera tempa. W tym roku rozpocznie się wykup gruntów i wybór doradcy strategicznego

Zmiana specustawy, która ma skrócić procedury administracyjne, przygotowanie wieloletnich ram finansowania oraz rozpoczęcie procesu wykupu gruntów i wyboru doradcy strategicznego – to najważniejsze zadania na 2020 rok związane z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego. Inwestycja, jak zapewnia pełnomocnik rządu ds. CPK, wciąż ma szansę zacząć działać tak, jak zakładano, czyli w 2027 lub 2028 roku. – Warto zbadać niektóre koncepcje, np. niskiej emisji lotniska czy alternatywnych źródeł zasilania w energię i ciepło – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

– Najważniejsze plany na 2020 rok to przygotowanie nowelizacji ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Dotyczy ona przede wszystkim skrócenia procedur administracyjnych, co pozwoliłoby na pierwsze operacje lotnicze w 2027 lub 2028 roku. Po drugie, nowelizacja obejmuje też przygotowanie programu wieloletniego dotyczącego finansowania CPK. To także rozpoczęcie procesu wykupu gruntów pod budowę portu oraz wybór doradcy strategicznego – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Horała, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Zmiany w specustawie mają też umożliwić szybsze rozpoczęcie negocjacji na temat dobrowolnego wykupu gruntów. W gminach Baranów, Teresin i Wiskitki koło Grodziska Mazowieckiego na budowę portu przewidziano ok. 35 km kw. gruntów. Zgodnie z zapowiedziami 2020 rok ma być kluczowym etapem przygotowań w powstaniu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Już w pierwszej połowie roku mają ruszyć prace nad masterplanem lotniska i zintegrowanej z nim stacji kolejowej. Oprócz koncepcji rozwoju portu lotniczego w perspektywie 20 lat znajdą się tam informacje o podstawowych parametrach i przepustowości infrastruktury.

– W ramach przygotowania masterplanu lotniska wykonamy inwentaryzację geotermalną. Zobaczymy, czy są dostępne źródła o odpowiednich parametrach, które można by w sposób opłacalny ekonomicznie wykorzystywać, np. do taniego podgrzewania pasów startowych – zaznacza Marcin Horała. – Ale to też inne źródła energii słonecznej czy wiatrowej. Nie chcę niczego przesądzać, bo tym będą się zajmowali specjaliści, natomiast cel jest jasny, żeby było to lotnisko przyszłości – nowoczesne technologicznie i możliwie niskoemisyjne.

Nowoczesne technologicznie mają być także prowadzące do lotniska szlaki kolejowe, które będą powstawać w kolejnych latach. Część kolejowa Programu CPK zakłada budowę 1,6 tys. km nowych linii prowadzących z 10 kierunków do CPK i Warszawy. Każda z linii będzie się składać z nowych odcinków sieci oraz zmodernizowanych fragmentów już istniejącej infrastruktury.

– Przez ostatnie 20–30 lat w Polsce dominował trend likwidowania linii kolejowych, PKP PLK głównie tylko modernizowało istniejące szlaki. Zdarzały się sytuacje, że po modernizacji jechało się ledwie 5 czy 10 minut szybciej niż przed nią. My całkowicie odkładamy na bok ten punkt widzenia. Zbudujemy nową ramę komunikacyjną kraju, która przełamie dotychczasowe schematy – mówi Marcin Horała.

W tym roku mają ruszyć badania środowiskowe w miejscach planowanych inwestycji kolejowych. Pod koniec 2019 roku rozstrzygnięto już przetarg na wykonanie inwentaryzacji przyrodniczych, w pierwszej kolejności inwentaryzacja obejmie teren, na którym powstanie 140-kilometrowy odcinek linii dużych prędkości Warszawa – CPK – Łódź.

– Linie są teraz trasowane, w przetargu zostało wybranych pięciu doradców, którzy będą prowadzili inwestycje środowiskowe, a później nastąpią kolejne, czasem żmudne etapy uzyskiwania kolejnych pozwoleń i decyzji środowiskowych prowadzących do prawomocnych pozwoleń na budowę – wskazuje pełnomocnik rządu ds. CPK.

Najszybciej w ramach etapu zero ma powstać właśnie odcinek do stolicy. Pozostałe inwestycje kolejowe są wpisane w horyzont czasowy do 2040 roku.

– Ten najbardziej optymistyczny scenariusz to pierwsze operacje lotnicze w roku 2027 lub 2028 i w tym czasie powinna powstać kolej dużych prędkości Łódź – CPK – Warszawa, która będzie dowoziła bezpośrednio na lotnisko. Kolejnych „szprych” w tej ramie w 2028 roku raczej się nie uda oddać, ale będą one uzupełniane w ciągu kilku kolejnych lat, tak żeby ok. 2035 roku system był już gotowy – zapowiada Marcin Horała.

Jak podkreśla, sam komponent lotniskowy będzie kosztował ok. 25 mld zł. Kolejne 7–8 mld zł może pochłonąć rozbudowa infrastruktury drogowej, a kolejne kilkanaście miliardów – budowa sieci kolejowej.

W 944 miastach w Polsce mieszka około 40 proc. Polaków. Swojego potencjału nie wykorzystuje prawie połowa małych i jedna piąta średnich miast

Czerwińsk nad Wisłą na Mazowszu, Klimontów w województwie świętokrzyskim oraz Lututów i Piątek w Łódzkiem – to cztery miejscowości na mapie Polski, które od 2020 roku uzyskały status miasta. Nadanie go to dla miejscowości prestiż i szansa na szybszy rozwój. Gospodarkę miast napędzają przede wszystkim wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw, zatrzymanie tendencji wyludniania się, przyciąganie nowych mieszkańców oraz budowanie marki miast poprzez wykorzystanie ich zasobów – wynika z raportu PIE „Scenariusze rozwoju małych i średnich miast do 2035 roku”.

Instytut przebadał 295 miast, z czego 90 średnich i 205 małych. Miasta małe, do 20 tys. mieszkańców, zamieszkuje 13 proc. Polaków, z kolei miasta średnie, od 20 do 200 tys. mieszkańców – 27 proc. Ich sytuacja jest bardzo zróżnicowana, co zależy od wielu czynników m.in. lokalizacji, sposobu zarządzania, liczby mieszkańców czy ich zaangażowania.

– Zarówno w małych, jak i w średnich miastach wyróżniliśmy po trzy grupy. Pierwsza z nich to ośrodki o najgorszej sytuacji społeczno-gospodarczej. One patrzą na 2035 rok z dużym optymizmem. Druga grupa miast to miasta pośrednie, które mają jakiś potencjał, ale brakuje im impulsu do szybszego rozwoju. Trzecia grupa miast, zarówno małych, jak i średnich, to są miasta wiodące – lokomotywy rozwoju rynków lokalnych – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

43 proc. średnich ośrodków stanowią miasta nazwane lokomotywami rozwoju rynków lokalnych. Są w najlepszej kondycji, mają mocną pozycję w regionie, dobrą sytuację ekonomiczną oraz rosnące wskaźniki działalności gospodarczej i sytuacji społecznej. Najwięcej z nich znalazło się w województwach wielkopolskim, śląskim oraz mazowieckim. Są wśród nich Gdynia, Skierniewice, Ełk czy Gliwice.

Przykładowo Ełk jest miastem turystycznym, co okazuje się być lokomotywą rozwoju dla rynków lokalnych – mówi Katarzyna Dębkowska.

Jak podkreślają eksperci PIE, ogólna sytuacja pozwala tym miastom optymistycznie patrzeć w przyszłość, mimo nie zawsze ukierunkowanego rozwoju. By mogły dalej rozwijać swój potencjał, potrzebują stabilnego i przyjaznego otoczenia oraz szerokiego wachlarza możliwości rozwoju dla biznesu.

39 proc. średnich ośrodków miejskich zaliczono do drugiej grupy, czyli miast z potencjałem bez silnych wyróżników. Wśród nich są m.in. Sosnowiec i Zambrów, co czwarte znajduje się na Śląsku.

– Spośród średnich miast najgorszą sytuacją społeczno-gospodarczą charakteryzują się ośrodki, które kiedyś były stolicami województw [stanowią one ¼ tej grupy – red.] – mówi Katarzyna Dębkowska.

Te miasta stanowią 18 proc. przebadanych przez PIE ośrodków. To m.in. Chełm, Elbląg, Przemyśl, Tarnobrzeg czy Włocławek. Z badania wynika, że ośrodki te nie uważają się za innowacyjne, a swoją przyszłość widzą w rozwiniętym zakresie usług.

W każdej z tych grup główne wyzwania wiążą się ze zjawiskiem depopulacji oraz brakiem kompleksowych strategii rozwoju, z czym zmaga się co piąte średnie miasto. W przypadku ośrodków w najsłabszej kondycji eksperci PIE postulują nawet podjęcie interwencji ze strony państwa, ponieważ miasta te są w największym stopniu zagrożone skutkami wyludniania się. Szansą mogłoby być np. pobudzenie migracji z pobliskich terenów miejskich czy deglomeracja funkcji publicznych.

– Czynnikami, które mają napędzać przyszłość i stanowią osie przygotowanych przez nas scenariuszy rozwoju miasta, są zarówno czynniki ekonomiczne, jak i społeczne. Często wynikają one z samego potencjału miasta, ale czasami są uwarunkowane zewnętrznie, np. jasne i stabilne przepisy prawne, w których otoczeniu miasto może sprawniej działać – mówi ekspertka PIE.

Polski Instytut Ekonomiczny wspólnie z ekspertami rekomenduje miastom konieczne dla zwiększenia ich potencjału działania do 2035 roku zarówno na szczeblu miejskim, wojewódzkim, jak i krajowym.

– Dla każdej z grup powstały cztery scenariusze: pożądany, dwa pośrednie i negatywny. Zakładamy, że miasta będą  dążyły do scenariusza optymistycznego – podkreśla Dębkowska. – W osi scenariuszy często wskazywanymi czynnikami były: wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw i polityka migracyjna w celu zatrzymania wyludniania się miast czy przyciągania nowych mieszkańców. Kolejny czynnik to odkrywanie i wykorzystywanie zasobów, które miasta mają, i budowanie na tym swojej marki.

W przypadku miast w gorszej sytuacji duże znaczenie mają zewnętrzne projekty i źródła finansowania oraz ich efektywne wykorzystywanie.

– Ciekawe pomysły współpracy z innymi miastami czy łączenie się w klastry też mogą spowodować napędzanie rozwoju – mówi Katarzyna Dębkowska. – Do tego potrzebne są odpowiednie kadry zarządzające miastem, jak też angażująca się społeczność lokalna.

W małych miastach statystyki są nieco gorsze. Aż 43 proc. z nich określono jako miasta niewykorzystanych szans. Eksperci zalecają im m.in. efektywniejsze zarządzanie gospodarką przestrzenną oraz rozwój współpracy z innymi gminami w zakresie usług publicznych. 26 proc. zdefiniowano jako potrzebujące impulsu rozwojowego, którym mogłoby być np. zagospodarowanie porzuconej infrastruktury i zwiększenie liczby projektów społecznych, które mogłyby zaangażować mieszkańców. 31 proc. z małych miast to miejsca przyjazne do życia. Tym eksperci zalecają przygotowanie zachęt dla inwestorów i wspieranie lokalnego kapitału, a także zachęcanie do migracji powrotnych.

Większość Polaków odpowiedzialnie planuje domowy budżet na 2020 rok. Najwięcej pieniędzy wydamy na remonty, zakup samochodu i wakacje

Wraz z początkiem stycznia większość Polaków robi plany na 2020 rok, również te związane z poważnymi inwestycjami. 69 proc. z nas przewiduje w tym roku znaczące wydatki i już zaplanowało, w jaki sposób je sfinansuje – wynika z Barometru Providenta. Domowy budżet obciążą przede wszystkim koszty remontu, zakupu samochodu i wakacyjnego odpoczynku. Większość z nas wydatki sfinansuje z oszczędności i bieżących dochodów. Co piąty Polak rozważa pożyczkę lub kredyt.

– Nowy rok to czas na realizację nowych planów, wyzwań i postanowień. W najnowszym badaniu Barometr Providenta zapytaliśmy respondentów, czy udało im się zrealizować ubiegłoroczne plany. Jedna trzecia z nich odpowiedziała twierdząco. Bardziej konsekwentni byli mężczyźni, bo 40 proc. z nich zrealizowało swoje plany – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magda Maślana z Provident Polska.

Jak wynika z badania Barometr Providenta, 69 proc. Polaków przewiduje znaczące wydatki w 2020 roku oraz już zaplanowało, z czego je sfinansuje. Najczęściej planujemy wydatki codzienne, czyli zakupy żywności, ubrań i opłaty rachunków.

– Ponad 50 proc. Polaków przyznało, że to właśnie one pochłoną najwięcej z domowych budżetów – zaznacza Magda Maślana.

Połowa rodaków planuje wakacyjny wyjazd i już rezerwuje na ten cel środki. Niewiele mniej (49 proc.) chce w 2020 roku zrobić remont mieszkania i domu.

– Polacy planują również zakup sprzętu AGD. Dla blisko 40 proc. jest to spore wyzwanie i już na początku roku o tym myślą. Myślimy również o naszym zdrowiu, planując wydatki związane z leczeniem – wymienia ekspertka.

Niemal co trzeci Polak (27 proc.) wskazuje, że największym obciążeniem dla domowego budżetu będzie remont mieszkania. Wydatki na ten cel sięgną kilkudziesięciu tysięcy złotych. Sporo pieniędzy pochłonie też zakup samochodu (16 proc. odpowiedzi) i wakacyjny wypoczynek (10 proc.). Dla 7 proc. respondentów portfele obciążą przede wszystkim codzienne zakupy, podobna grupa wskazuje na spłatę zaciągniętych kredytów.

– Polacy dość odpowiedzialnie myślą o wydatkach na ten rok. Blisko 60 proc. zamierza oszczędzać na swoje cele i co miesiąc odkładać pewną kwotę, aby móc je sfinansować. 42 proc. wskazuje, że będzie posiłkowało się przede wszystkim bieżącymi dochodami, 22 proc. rozważy pożyczkę bądź kredyt, czy to w banku, czy w instytucji finansowej. Z kolei 3 proc. o taką pomoc poprosi rodzinę bądź znajomych – mówi Magda Maślana.

Dogoterapia jest prowadzona w 20 szpitalach i ośrodkach terapeutycznych w Polsce. Psy pomogły już ponad 7,5 tys. małych pacjentów

Kontakt ze zwierzętami niesie ze sobą wiele korzyści – wspomaga proces leczenia i ułatwia radzenie sobie ze stresem i bólem. Dogoterapia jest więc coraz powszechniej wykorzystywana w leczeniu chorych dzieci. Decydują się na nią również szpitale. W 2019 roku niemal 5 tys. dzieci wzięło udział w ogólnopolskim programie zajęć dogoterapii połączonej z „Terapią śmiechem”. To projekt prowadzony od 2017 roku przez Fundację „Dr Clown” i firmę Mars Polska. Łącznie z terapii skorzystało ponad 7,5 tys. małych pacjentów, a do akcji dołączają kolejne placówki.

 Relacja pomiędzy człowiekiem i psem jest wyjątkowa, niesie ze sobą bardzo wiele korzyści. Nie moglibyśmy tej wiedzy nie wykorzystać w praktyce, aby pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebują, czyli chorym dzieciom. Właśnie dlatego od ponad trzech lat rozwijamy projekt dogoterapii wraz z Fundacją „Dr Clown” w polskich szpitalach dziecięcych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Głowacka, lekarz weterynarii, ekspertka do spraw żywienia zwierząt w Mars Polska.

Badania naukowców z Instytutu Nauki o Zwierzętach WALTHAM, należącego do firmy Mars, wskazują, że kontakt ze zwierzętami znacznie poprawia samopoczucie u małych pacjentów. Redukuje stres i wspomaga produkcję oksytocyny, czyli hormonu szczęścia. Obecność psów przyczynia się również do szybszej rekonwalescencji po chorobach i operacjach.

 Zwierzęta dają nam niesamowite, bezkrytyczne wsparcie, co jest ogromnym motywatorem nie tylko do rozwoju dzieci, ale również do radzenia sobie w trudnych warunkach. Dzieci w szpitalach są codziennie narażone na różnego rodzaju sytuacje stresowe i lękowe, a obecność zwierząt pomaga im sobie z tym radzić – ocenia Małgorzata Głowacka.

Zwierzęta pomagają dzieciom oderwać się od codziennej rutyny, zaspokajają też ich potrzebę miłości i akceptacji. Dlatego coraz częściej dogoterapia wykorzystywana jest w szpitalach. Od 2017 roku firma Mars Polska wraz z Fundacją „Dr Clown”  prowadzi zajęcia z dogoterapii połączonej z „Terapią śmiechem”.

 Uśmiech poprawia naszą wentylację i krążenie krwi. Kiedy się śmiejemy, wydzielają się endorfiny, czyli hormony szczęścia. W takim stanie dzieci łatwiej adaptują się do nowych warunków, chętniej współpracują z personelem i biorą udział w zajęciach, ale przede wszystkim zajmują się zabawą. Dobroczynne działanie śmiechu i jego skutki są bardzo spójne z  korzystnymi efektami, które przynosi kontakt ze zwierzęciem – przekonuje Katarzyna Czereszewska, specjalistka ds. koordynacji CSR w Fundacji „Dr Clown”.

Od 2017 roku w zajęciach dogoterapii wzięło udział ponad 7,5 tys. małych pacjentów. Tylko w 2019 roku w 327 spotkaniach na oddziałach m.in. psychiatrii, onkologii, neurologii, kardiologii czy okulistyki uczestniczyło niemal 4,9 tys. dzieci.

 Liczba wizyt w ostatnim roku zwiększyła się dwuipółkrotnie. To pokazuje zarówno otwartość szpitali, jak i duże znaczenie obecności psów i dogoterapeutów na oddziałach. Na twarzach dzieci od razu pojawiają się uśmiechy – mówi Katarzyna Czereszewska.

Początkowo „Terapia śmiechem” połączona z dogoterapią była realizowana w pięciu placówkach, obecnie obejmuje swym zasięgiem 20 szpitali i ośrodków terapeutycznych, m.in. w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Szczecinie, Bielsku-Białej czy Lublinie.

 Od 2017 roku wizyt jest sześciokrotnie więcej, więc z naszej perspektywy te zajęcia są bardzo potrzebne. Same szpitale zapraszają, żebyśmy je kontynuowali czy zaczęli je u nich realizować. Coraz więcej rodziców również jest świadomych i pyta, czy w danym szpitalu jest dogoterapia – podkreśla Katarzyna Czereszewska.

Producenci żywności wciąż korzystają na rosnącej zamożności polskiego konsumenta i wzroście eksportu. Muszą jednak wyprzedzać trendy żywieniowe

Polski eksport żywności może w tym roku zwiększyć wartość o niemal 7 proc., czyli o ponad 2 mld euro. Pomagają mu wysoki popyt na świecie, konkurencyjne ceny i wysoka jakość. Także polscy konsumenci mają coraz więcej środków na produkty wyższej jakości. Jednak w dalszej perspektywie zmiana ich oczekiwań i rozwój technologii mogą doprowadzić do problemów niektórych branż. Producenci muszą więc nie tyle podążać za nowymi trendami, co je wyprzedzać.

– Produkcja żywności ma bardzo duże znaczenie dla Polski, a potencjał eksportowy tej branży z perspektywy makroekonomicznej jest bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kacper Nosarzewski, partner 4CF Future Foods i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością. – Trzeba jednak uważać, czy nie ulegnie to z czasem wygaszeniu, dlatego że źródła konkurencyjności w eksporcie i na rynku wewnętrznym powoli się wyczerpują. W związku z tym, że zarówno konsumenci zagraniczni, jak i krajowi zmieniają swoje oczekiwania, przedstawiają inne wizje żywienia, może się okazać, że krajowi producenci żywności nie nadążają za tym i – co gorsza – nie będą w stanie wyprzedzić ewentualnych trendów, żeby skutecznie konkurować.

W 2018 roku polski eksport żywności zwiększył się o 6,8 proc., w 2019 roku według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej urośnie o 6,9 proc. i osiągnie wartość 31,8 mld euro, dokładnie dwa razy tyle, co w pierwszej połowie roku. Oznacza to wzrost udziału w handlu zagranicznym ogółem z 12,8 do 13,4 proc. Polska jest jednym z liderów eksportu artykułów rolno-spożywczych, a jego przewaga nad importem rośnie. W 2019 roku ma przekroczyć 11 mld euro. Także na krajowym rynku wyższe dochody konsumentów sprzyjają wyższym wydatkom przy zbliżonym wolumenie, a to oznacza sięganie po produkty z wyższej półki.

– Tak długo, jak Polacy będą się bogacić i w polskich gospodarstwach domowych dochód do dysponowania na konsumpcję będzie wzrastał, a możemy się spodziewać, że jeszcze chwilę to potrwa, tak długo będzie to dobry klimat dla polskich producentów, żeby podsuwać konsumentom nowe produkty albo wręcz systemy żywieniowe związane ze zdrowym stylem życia, sportem czy jakąś nową organizacją wartości w gospodarstwie domowym – ocenia Kacper Nosarzewski. – Oczekiwania konsumentów ewoluują w stronę bardziej zróżnicowanej diety i bardziej różnorodnego koszyka towarów spożywczych, co jest odwzorowaniem ich nowych stylów życia. Jeśli nastąpiłaby dekoniunktura, to możemy się spodziewać, że ogromne rzesze klientów wrócą w stronę produktu taniego.

W Polsce rynek żywności ekologicznej stanowi zaledwie ułamek rynku spożywczego – według danych PMR to zaledwie 0,4 proc. (1,1 mld zł), choć rośnie trzykrotnie szybciej niż cały rynek. 23 proc. respondentów odpowiedziało, że kupuje żywność ekologiczną, 44 proc. jednak za główną przyczynę jej niekupowania podaje wysokie ceny. Jednak w dalszej przyszłości proporcje cenowe między masowo produkowaną tanią żywnością a jej zastępnikami mogą się zmienić. Drugim kierunkiem rozwoju może się okazać żywność wytworzona w laboratoriach.

– Oczywiście chcielibyśmy, żeby jutro „smakowało” słodko, pożywnie i zdrowo, ale jak to dokładnie zostanie osiągnięte, pozostaje nadal niewiadomą – mówi partner 4CF Future Foods i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością. – Przemysł mięsny bardzo chciałby wierzyć w to, że w perspektywie 15–30 lat popyt na białko z mięsa nadal się utrzyma. Ale są już takie firmy, które rzucają wyzwanie rynkowi mięsnemu, mówiąc: dostarczymy białka z alternatywnych źródeł i konsumenci będą nadal delektować się znanym im smakiem, a jednak z punktu widzenia bilansu środowiskowego i kosztów będziemy w stanie konkurować z branżą mięsną i pokonać ją.

Grudniowa inflacja wyniosła 3,4%. Sporo, a będzie jeszcze więcej

Główny Urząd Statystyczny zaprezentował szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2019 r. W miesiącu tym ceny przeciętnie okazały się o 0,8% wyższe niż w listopadzie i jednocześnie wyższe niż przed rokiem o 3,4% (w listopadzie wskaźnik dwunastomiesięczny wynosił 2,6%).

Dane te okazały się skrajnie różne od oczekiwanych przez rynek. Konsensus wskazywał na wartość wskaźnika dwunastomiesięcznego w przedziale 2,8% – 2,9% a skrajnie pesymistyczna prognoza wskazywała wartość inflacji 3,1%. Dla pierwszych miesięcy roku 2020 oczekiwany jest dalszy silny wzrost inflacji do poziomu wyraźnie powyżej 4,0%. W konsekwencji trudno oczekiwać średniorocznego wskaźnika inflacji w roku 2020 niższego niż 3,5% (wobec 2,3% w roku 2019 i 1,7% w roku 2018).

– Jako XTB spodziewaliśmy się wzrostu o 3 proc. i była to jedna z najwyższych prognoz – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – A styczeń przyniesie dalszy wzrost inflacji, zwłaszcza że wzrosną niektóre ceny regulowane. To może być nawet 4 proc. wzrost cen.

W grudniu wzrost inflacji był spowodowany nie tylko wszystkim wyższymi cenami paliw. O 1,2 proc. w porównaniu do października podrożała żywność.

Ceny żywności i napojów bezalkoholowych okazały się o 1,2% wyższe niż w listopadzie i o 7,0% wyższe niż przed rokiem. Ceny nośników energii okazały się wyższe niż w listopadzie o 0,1% i jednocześnie niższe niż przed dwunastoma miesiącami o 1,8%. W przypadku paliw do prywatnych środków transportu odnotowano wzrost cen w skali miesiąca o 2,1% i spadek cen o 0,2% w skali roku.

Polak na czele Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego. Jego zadaniem będzie wprowadzenie do lotnictwa najnowszych technologii

Nowe technologie napędzają rozwój branży lotniczej. Coraz częściej wspomina się o konieczności redukcji śladu węglowego samolotów przy wykorzystaniu dronów, paliw nowych generacji bądź pojazdów napędzanych energią elektryczną. Z tymi zadaniami zmierzy się nowy przewodniczący rady zarządzającej Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego, Piotr Samson z Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

– Agencja stoi przed wyzwaniem wprowadzania w życie i nadzoru nad nowymi technologiami lotniczymi, takimi jak silniki elektryczne do lotnictwa, drony oraz kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. Jedną z praprzyczyn tych wszystkich elementów jest kwestia ochrony środowiska i tego, że lotnictwo europejskie idzie w kierunku redukcji emisji spalin oraz hałasu. Bez nowych technologii i biopaliw nie będziemy w stanie osiągnąć  standardów postawionych przez Komisję Europejską – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Branża lotnicza powoli wkracza w erę nowych technologii. Pod koniec 2019 roku Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) podjęła decyzję o przyznaniu certyfikacji dla systemu Thales dla Airbusów A530. Ten nowoczesny dotykowy panel kontrolny ma ułatwić pilotom zarządzanie kokpitem nowoczesnych samolotów. Thales pomoże w podejmowaniu szybkich decyzji na każdym etapie lotu, zwiększając tym samym bezpieczeństwo pasażerów.

Cyfryzacja linii lotniczych będzie postępować, a EASA ma sprawować pieczę nad tymi procesami, aby zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa nowych systemów kontroli lotów. To tylko jedno z wyzwań, jakie w najbliższych latach staną przed Agencją – EASA zadba także o zmniejszenie śladu węglowego transportu lotniczego na terenie Unii.

Z unijnego raportu „Emission Reduction Targets for International Aviation and Shipping” wynika, że w związku z dynamicznym rozwojem lotnictwa w 2050 roku aż 20 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych będzie pochodzenia lotniczego. W celu zredukowania śladu węglowego transportu lotniczego EASA planuje promować nowe środki transportu bazujące na niskoemisyjnych systemach napędowych. Jednym z przykładów takich pojazdów jest Projekt Fresson, prototyp hybrydowego samolotu od Cranfield Aerospace Solutions.

Firma we współpracy z Rolls-Royce’em, Denis Ferranti Group i Delta Motorsport oraz naukowcami z Uniwersytetu w Warwick chce stworzyć samolot zdolny do wykonywania 60-minutowych lotów przy wykorzystaniu napędu hybrydowego. Przyznanie przez EASA certyfikacji dla prototypu pozwoli wdrożyć pierwsze testy środowiskowe w 2021 roku i rozpocząć produkcję nowych samolotów w 2023 roku.

– Pierwszym krokiem jest wprowadzanie większej proporcji biopaliw do zasilania samolotów komunikacyjnych. Drugi element to są napędy hybrydowe, w lotnictwie mówimy o tym, żeby wprowadzać napędy elektryczne, tu najważniejsza jest kwestia baterii, które będą zasilać samoloty. Trzeci element to poprawa zarządzania ruchem lotniczym na terenie Europy. Chodzi o to, żeby samoloty latały jak najprostszymi liniami i żeby te loty były jak najkrótsze, wtedy będzie jak najmniej emisji spalin – tłumaczy ekspert.

Jednym z liderów na europejskim rynku osobowych elektrycznych pojazdów latających jest firma Volocopter, która uzyskała certyfikację EASA dla swoich taksówek pionowego startu i lądowania. Firma opracowała nie tylko działający prototyp pojazdu. We współpracy z firmą Skyports zaprojektowała także VoloPort, lądowisko stworzone z myślą o miejskich systemach elektrycznych taksówek. Firma szacuje, że wprowadzenie tych pojazdów do powszechnego użytku może zająć od dwóch do pięciu lat.

EASA opracowała wytyczne dla producentów elektrycznych i hybrydowych pojazdów pionowego startu i lądowania, które mają ułatwić wdrażanie ich do systemów transportu publicznego. W tym celu stworzono klasę małych pojazdów latających, do których zaliczają się latające taksówki o wadze do 3175 kg, które będą mogły wykonywać loty nad terenem miejskim.

– Te loty w pierwszej kolejności będą na krótkich dystansach, prawdopodobnie będą je wykonywać taksówki powietrzne. Pierwsza taka taksówka została scertyfikowana przez amerykański nadzór lotniczy FAA, więc działania w USA już się zaczynają, wkrótce dotrą także do Europy. Zakładamy, że samolot krótszego zasięgu, około 40-osobowy, wejdzie do użytkowania w perspektywie około 10 lat – przewiduje Piotr Samson.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku samolotów hybrydowych w 2018 roku wyniosła 530 mln dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 1,05 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 8,9 proc.

Cyberwojny nie rozpęta sztuczna inteligencja, lecz hakerzy. Coraz częściej za atakami stoją całe rządy, a nie pojedynczy cyberprzestępcy

Scenariusz III wojny światowej w internecie należy traktować raczej jako serię pojedynczych bitew toczonych w cyberprzestrzeni.  Cyberawarie trzeba koniecznie brać pod uwagę przy szacowaniu ryzyk przez firmy – ocenia Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.  Już od kilku lat rośnie ryzyko ataków sponsorowanych przez rządy. Cyber Operations Tracker wskazuje, że w ciągu ostatnich 15 lat doszło do ponad 200 ataków, za które odpowiedzialne są całe państwa.  

– Scenariusz III wojny światowej w internecie, czyli tzw. cyberwojny, należy traktować raczej jako serię pojedynczych bitew toczonych w cyberprzestrzeni. Mamy w niej zorganizowane grupy, które ścierają się między sobą, wymyślają co rusz nowe sposoby przełamywania zabezpieczeń. Jednak dotkliwe incydenty, które wpływają na ciągłość działania infrastruktury krytycznej, nie zdarzają się często – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Nową areną światowych konfliktów jest internet. Konsekwencje ataku mogą być jednak trudne do przewidzenia. Zainfekowanie sieci energetycznych może doprowadzić do całkowitego paraliżu państwa. Dlatego też światowe mocarstwa coraz częściej stoją za atakami hakerów. Cyber Operations Tracker, który zbiera informacje o atakach cybernetycznych na zamówienie państwa, wskazuje, że od kilkunastu lat takich zdarzeń przybywa. Podejrzewanych o sponsorowanie operacji cybernetycznych jest obecnie 28 krajów, w tym Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny czy Iran. W ciągu ostatnich 15 lat odnotowano 206 ataków, za które odpowiedzialne są rządy, przy czym od 2018 roku ich liczba rośnie coraz szybciej.

Najpoważniejsze mogą być konsekwencje ataku kluczowych instytucji z punktu widzenia funkcjonowania państwa. Również ataki wymierzone w pojedyncze firmy mogą prowadzić do miliardowych strat. Zagrożenie jest coraz większe.

– Dziś ten czynnik cyber, oprócz zwykłych awarii i kryzysów, trzeba brać pod uwagę w różnych procesach, m.in. szacowania ryzyka dla przedsiębiorstw – przekonuje Kamil Gapiński.

Zgodnie z dwunastym corocznym przeglądem priorytetów prewencyjnych (PPS) Rady Stosunków Zagranicznych (CFR) w 2020 roku największym zagrożeniem dla USA będzie destrukcyjny cyberatak na infrastrukturę krytyczną, w tym na systemy wyborcze. Według relacji Rosja i Stany Zjednoczone już przeprowadziły agresywne sondowania swoich sieci energetycznych i zainfekowały je wzajemnie złośliwym kodem, który można aktywować w przypadku totalnej cyberwojny.

O ile cyberataki stały się czymś powszechnym, o tyle III wojnę światową mogą wywołać też same komputery i trenowana do tego sztuczna inteligencja. Jednak zdaniem eksperta jest to nieco mniej prawdopodobny scenariusz.

– Walka komputerów czy duża automatyzacja w procesach ataków czy w procesach dystrybucji złośliwego oprogramowania oczywiście istnieje, natomiast nie do końca jest tak, że człowiek nie ma nad tym kontroli. Automatyczna realizacja różnych cyberataków i zagrożeń jest tylko pozorna, ponieważ nawet nowoczesne sieci botnetów są poddawane pewnym instrukcjom od cyberprzestępcy – wskazuje ekspert.

Potencjalnie niebezpieczne mogą okazać się systemy obronne krajów czy naprowadzania rakiet. Jeśli padną ofiarą cyberataków, mogą odpowiedzieć w niekontrolowany sposób i zainicjować konflikt na skalę światową. Według ekspertów za atakami zawsze jednak będzie stać człowiek.

– Dzisiejsze skomplikowane i wyrafinowane cyberataki dlatego są tak skuteczne, ponieważ zajmują się nimi zorganizowane grupy cyberprzestępcze, potocznie nazywane APT. Te grupy mają swoje cele polityczne i finansowe, a często są też wspierane finansowo przez obce rządy, przez służby specjalne. Dlatego teza o tym, że będziemy mieli w przyszłości walkę komputerów, jest tylko częściowo prawdziwa – ocenia Kamil Gapiński.

Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2019 i prognoza na 2020 r.

W 2019 r. ogłoszono 1 019 postanowień o upadłości i restrukturyzacji firm. To o 4,5 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku ta dynamika wzrośnie do 6 proc.

Jak wynika z raportu rocznego Coface „Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2019 r.” wśród wszystkich rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości: 574 co oznacza wzrost o 3 proc. Stanowią one aż 56 proc. wszystkich postępowań. Łączna liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła o blisko 7 proc. W roku 2019 zanotowano ich łącznie 445, co stanowi prawie 44 proc. wszystkich postępowań.

Utrzymuje się ciągły, znaczący wzrost liczby przyspieszonych postępowań układowych. Ich liczba wzrosła r/r o 15 proc. i w 2019 roku ta najszybsza forma restrukturyzacji stanowiła już 67 proc. wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych i 29 proc. ogółu postanowień sądowych. Zmalała natomiast liczba postępowań układowych i sanacyjnych.

– Wiele firm zagrożonych trudną sytuacją płynnościową sięga po przewidziane prawem rozwiązania restrukturyzacyjne, w niektórych przypadkach jest to kupowanie czasu, aby opóźnić ogłoszenie upadłości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Upadłości w branżach odzwierciedlają sytuację obserwowaną na rynku. Roczny wzrost o 30 proc. zanotował transport (w ciągu dwóch lat o 83 proc.) oraz o 8 proc. handel (w ciągu dwóch lat o 15 proc.). Aż o 38 proc. wzrosła liczba postanowień w rolnictwie i leśnictwie.

Poprawę zanotowała produkcja (-2 proc.), która nadal jest liderem w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji (25,7 proc wszystkich postanowień). Goni ją jednak handel, który z powodu wzrostu postanowień stanowi już 24,7 proc. całości.

Zmniejszyła się liczba postanowień w budownictwie (-13 proc.), dzięki czemu udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji zmniejszył się do
12 proc., co daje wynik o ponad połowę niższy w porównaniu z rekordowym rokiem 2012, kiedy co czwarte postanowienie sądowe dotyczyło firmy budowlanej.

Rok 2020 będzie trudniejszy dla polskiej gospodarki niż lata ubiegłe, co także znajdzie odzwierciedlenie w większej liczbie upadłości i restrukturyzacji. Prognoza Coface zakłada, że wzrost gospodarczy Polski sięgnie 3,3 proc. PKB, a upadłości i restrukturyzacje wzrosną o 6 proc. w 2020 r. Po skokowym zwiększeniu wykorzystania restrukturyzacji w poprzednich latach, ich liczba będzie się stabilizować pozostając na zbliżonym do obecnego udziału, czyli 44 proc. w łącznej liczbie postanowień.

Ciekawiej na złotym. Niespokojnie na rynku ropy

Po przeszło dwóch tygodniach nudy na polskim złotym początek roku rozpoczął się całkiem ciekawie. Wczoraj złotówka testowała wielomiesięczne minima względem euro, a dzisiaj w wyniku niepokojów już wróciła na poprzednie poziomy.

Dolar dalej mocny

Wczorajsze dane pokazały, że za oceanem wcale nie dzieje się źle. Dobrze wypadł raport Challengera na temat liczby zwolnień. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych okazały się symbolicznie lepsze od oczekiwań. Trochę słabiej od oczekiwań wypadł indeks PMI dla przemysłu, ale to w dalszym ciągu wynik wyraźnie powyżej granicy 50 punktów, rozdzielającej rozwój od recesji. W rezultacie dolar wyraźnie umacniał się względem głównych walut, a co za tym szło, również względem złotego.

Chwilowa siła złotego

Wczoraj polska waluta niespodziewanie spadła poniżej 4,24 złotego za euro. Był to najniższy poziom od lipca 2019 roku. Do przebicia tamtego poziomu zabrakło ułamków grosza. Wcześniej tak tanie euro oglądaliśmy w połowie 2018 roku. Nie nacieszyliśmy się jednak długo tanią europejską walutą, gdyż dzisiaj złotówka od rana jest w odwrocie, a euro ponownie kosztuje około 4,2550 zł jak w drugiej połowie grudnia.

Niespokojnie na rynku ropy

Według strony białoruskiej, czemu zaprzeczają Rosjanie, wstrzymane zostały dostawy ropy do białoruskich rafinerii. Jest to wynik fiaska negocjacji z 31 grudnia w sprawie warunków dostaw. Co ważne, dla nas porozumienie takie zostało zawarte w sprawie gazu. Na rynkach w przypadku ropy naftowej niepokój podnoszą doniesienia z Azji, gdzie Amerykanie zabili irańskiego generała na lotnisku w Bagdadzie. Efektem tych działań jest skokowy wzrost cen ropy o 3,5%. Jeżeli dojdzie do dalszej eskalacji, należy spodziewać się kolejnych wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Branża cyfrowa: 2020 pełny wyzwań wokół 5G, cyfryzacji radia i podziału unijnych środków

Dalszy rozwój sieci 5G, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa kraju, cyfryzacja radia oraz rozdział środków z unijnego budżetu cyfrowego – to zdaniem przedstawicieli branży cyfrowej i nowoczesnych technologii główne wyzwania dla tego sektora w 2020 roku. 

Jak ocenia Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje największe przedsiębiorstwa tego sektora, najpoważniejszym wyzwaniem, przed którym stoi branża w nowym roku to dalszy rozwój sieci piątej generacji. Tym bardziej, że stawka stojąca za technologią jest ogromna – dzięki nieporównywalnie większej przepływności, mniejszym opóźnieniom, obsłudze gigantycznej liczby urządzeń jednocześnie ma ona przynieść wpływy do budżetu, nowe miejsca pracy i wzrost całych sektorów gospodarki.

Wdrożenie i rozwój sieci piątej generacji przełoży się również na powstanie usług, które przy dzisiejszych możliwościach są nieosiągalne – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I zaznacza, że kwestia 5G będzie kluczowa dla przyszłości rozwoju innowacyjności Europy względem rynków światowych. – Myślę, że najbliższe miesiące mogą być rozstrzygające dla 5G w Europie. Do tej pory prace nad wdrożeniem sieci w krajach Unii pozostawiały wiele do życzenia: państwa nie dysponowały strategiami wprowadzenia 5G, a rozmowy na temat sieci upływały w cieniu wątpliwości co do bezpieczeństwa całej infrastruktury  – przypomina prezes Związku.

Bezpieczeństwo, zwiększanie świadomości i cyfryzacja mediów

Cyfrowa Polska zwraca też uwagę, że myśląc o rozwoju 5G nie można zapominać o cyberbezpieczeństwie – nie tylko infrastruktury, ale też  konsumentów i przedsiębiorców. – Rolą państwa oraz naszej branży jest ciągłe podnoszenie świadomości wśród ludzi na temat bezpiecznego korzystania z nowoczesnych technologii. Z całą pewnością za wiedzą muszą pójść też zmiany legislacyjne, aby cyberbezpieczeństwo uzyskało systemowe wsparcie – ocenia Michał Kanownik.

Niemałe wyzwania stoją też przed gałęzią e-commerce i e-usług – zarówno w Polsce, jak i w Europie. Jak ocenia Kanownik, w kraju przyjdzie nam kontynuować walkę o uczciwą konkurencję w e-handlu, który boryka się z problemem popularnych azjatyckich portali. Zdaniem Związku w skali Unii kluczowe są nadchodzące reformy, które może przynieść Kodeks Usług Cyfrowych. Ryzyko zmian Dyrektywy, o którą opierają się usługi cyfrowe w Europie, oznacza, że trzeba w tej sprawie trzymać rękę na pulsie. W 2020 r. branża będzie musiała zadbać, by wszelkie regulacje usług cyfrowych i handlu elektronicznego wpisywały się w ideę jednolitego rynku cyfrowego.

Zdaniem Michała Kanownika w skali naszego kraju nowy rok może okazać się przełomowym dla zamówień publicznych na sprzęt IT. – Wzrost kompetencji cyfrowych i rosnąca świadomości na temat postępu w cyfryzacji muszą dotknąć administracji. Powinny za sobą pociągnąć również zmiany w podejściu do zamówień publicznych, aby nabywany na ich drodze sprzęt, wybierany był nie tylko na podstawie ceny, ale również z uwzględnieniem kryteriów takich jak cyberbezpieczeństwo i jakość – podkreśla prezes Cyfrowej Polski.

Jego zdaniem, w 2020 r.  w powróci z pewnością też temat cyfryzacji radia w Polsce. – Jest to konieczny krok w cyfryzacji gospodarki naszego kraju – ocenia Michał Kanownik. Rok ten będzie szczególny również dla całego rynku europejskiego w związku z pierwszym w historii rozdziałem środków z planowanego na kolejne lata dedykowanego budżetu cyfrowego. – Ich spożytkowanie zadecyduje, czy unijna gospodarka zdoła stać się realnym graczem na światowej arenie cyfrowej. Skala i sposób wykorzystania środków stanowić będzie o tym, czy UE uzyska niezależność w globalnej rozgrywce
– zauważa Kanownik.

Nowy rok z nowym rodzajem spółek

Już pierwszego marca 2020 roku wejdą w życie przepisy o nowym rodzaju spółek handlowych, które mają stać się szansą na rozwój biznesu dla wielu innowacyjnych przedsiębiorców. Czym jest prosta spółka akcyjna i jakie korzyści ze sobą niesie?

Jak podaje Ministerstwo Rozwoju, prosta spółka akcyjna to wyjście naprzeciw potrzebom innowacyjnych środowisk startupowych, których działalność do tej pory była mocno utrudniona. Mogły one bowiem funkcjonować jedynie jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjne. Większość przedsiębiorców decydowała się na tę pierwszą opcję, głównie ze względu na to, że była prostsza w obsłudze i mniej kosztowna aniżeli spółka akcyjna. Do głównych problemów, z którymi borykały się startupy, należały komplikacje przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej, problemy z pozyskiwaniem finansowania zewnętrznego czy likwidacją spółki. Nowy rodzaj spółek kapitałowych, jakim jest prosta spółka akcyjna to, jak wskazuje Ministerstwo Rozwoju, nowoczesna forma będąca połączeniem cech spółki z o.o. z zaletami spółki akcyjnej.

Jakie korzyści?

Cechą wyróżniającą prostą spółkę akcyjną jest minimalny kapitał zakładowy. Powołanie spółki do życia wiąże się z pokryciem wkładu w wysokości co najmniej 1 zł. Nowy rodzaj spółki pozbawiony jest skomplikowanych wymogów organizacyjnych, nie ma tutaj obowiązku tworzenia rady nadzorczej, a do funkcjonowania spółki wystarczy jednoosobowy zarząd. Obok możliwości zarejestrowania spółki w sposób tradycyjny, pojawia się opcja szybkiej rejestracji drogą elektroniczną przy pomocy formularza. Ułatwienie dotyczy również elektronicznego podejmowania uchwał, odbywania zgromadzeń akcjonariuszy, a także ich rejestru, do prowadzenia którego dopuszczony zostaje blockchain, a więc rejestr rozproszony. Prosta spółka akcyjna to także łatwiejsze dysponowanie środkami spółki, przy jednoczesnym zagwarantowaniu ochrony wierzycielom spółki.

– Prosta spółka akcyjna to innowacyjny krok dla polskiego biznesu, zwłaszcza z dwóch względów. Po pierwsze dzisiaj, żeby stworzyć jakiś nowy projekt, należy poświęcić kilka miesięcy na opracowanie koncepcji pozyskiwania kapitału. W przypadku prostej spółki akcyjnej wystarczy jeden dzień, aby wpisać akcjonariuszy i założyć spółkę, a inwestorzy mogą inwestować w startupy jeszcze na poziomie pomysłu. Po drugie, mamy tu do czynienia z prowadzeniem rejestru akcjonariuszy na blockchainie, czyli za pomocą rejestru rozproszonego, co oznacza, że będzie to wyjątkowo bezpieczne i trudne do manipulacji. Inwestorzy będą mogli korzystać z tokenów, które będą swoistymi prawami do akcji. Co ważne, ten nowy rodzaj spółki stanie się silną konkurencją  dla platform crowdfundingowych, które do tej pory zajmowały się zbieraniem funduszy na realizację różnego typu projektów. Od marca taki sam proces każdy przedsiębiorca będzie mógł przeprowadzić sam, ponosząc niewielkie koszty – zwraca uwagę Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, właściciel portalu inwestycyjnego Obligain.- Prosta spółka akcyjna może sprawić, że w przyszłości Polska stanie się pionierem innowacji technologicznych zarówno w Europie, jak i na świecie. PSA nie będzie miała statusu spółki publicznej, w związku z czym jej akcje nie będą mogły być notowane na giełdzie. Jednakże sądzę, że za jakiś czas powstaną giełdy, na których będziemy mogli tymi akcjami obracać – podsumowuje.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2019 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 7,5% rdr do 14,0 mld zł w grudniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 23,2% rdr do poziomu 645,3 tys. szt. w grudniu 2019 r.
  • Wzrost wartości notowanych emisji nieskarbowych na rynku Catalyst o 6,3% do poziomu 92,1 mld zł w grudniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 0,7% do poziomu 15,3 TWh w grudniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 28,8% rdr do 14,8 TWh w grudniu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 14,0 mld zł w grudniu 2019 r., czyli o 7,5% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w grudniu 2019 r. o 7,2% rdr do poziomu 13,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w grudniu 2019 r. 763,9 mln zł, o 12,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia 2019 r. wyniosła 57832,88 pkt i była o 0,2% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 51,7% rdr do poziomu 129,6 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w grudniu wzrosła o 34,5% rdr i wyniosła 104,0 mln zł.

W grudniu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 645,3 tys. szt., czyli o 23,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 14,4% rdr do poziomu 403,9 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 20,1% rdr do 132,6 tys. szt. w grudniu 2019 r.

W grudniu 2019 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 23,0% rdr do poziomu 116,8 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 120,9% rdr do 20,6 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 92,1 mld zł na koniec grudnia 2019 r. wobec 86,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w grudniu 2019 r. o 40,6% rdr do poziomu 194,6 mln zł wobec 138,4 mln zł rok wcześniej.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w grudniu 2019 r. 13,8 mld zł wobec 20,3 mld zł rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w grudniu 2019 r. wyniósł 15,3 TWh, co oznacza spadek o 0,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 18,8% rdr do poziomu 3,2 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 4,8% rdr do poziomu 12,1 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w grudniu o 28,8% rdr do 14,8 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 13,9% do poziomu 2,9 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 33,0% rdr do poziomu 11,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w grudniu 2019 r. 2,7 TWh, co oznacza spadek o 26,1% rdr. Grudniowe dane w tej linii biznesowej są jednak nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło w czerwcu 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 13,2% rdr osiągając w grudniu 2019 r. poziom 26,5 ktoe[3]. W całym 2019 r. obroty białymi certyfikatami wzrosły o 49,1% w stosunku do 2018 r.

Kapitalizacja 401 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec grudnia 2019 r. wyniosła 550,24 mld zł (129,2 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 449 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec grudnia 2019 r. 1 103,85 mld zł (259,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w grudniu 2019 r. zadebiutowały akcje spółki Carbon Studio (wartość oferty 2,7 mln zł).

Na rynku Catalyst w grudniu 2019 r. zadebiutowały obligacje miasta Koszalin (wartość oferty 35 mln zł).

W grudniu 2019 r. na GPW odbyło się 18 sesji giełdowych w porównaniu do 17 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Magazyn konsygnacyjny i magazyn call of stock – zmiany na gruncie VAT od stycznia 2020 r.

Z początkiem 2020 r. podatnicy powinni przygotować się na obszerne zmiany w rozliczaniu podatku VAT w transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Modyfikacje w tym zakresie zostały wprowadzone m.in. przez pakiet przepisów nowelizujących dyrektywę VAT 2006/112/WE, określany mianem „Quick fixes”. Jedna z zasadniczych zmian dotyczy ujednolicenia zasad rozliczania transakcji towarowych w Unii Europejskiej przy użyciu magazynu konsygnacyjnego, nazywanego na gruncie dyrektywy VAT magazynem „call of stock”. Wprowadzenie zmian w tym zakresie jest argumentowane potrzebą wyeliminowania niepewności prawa podatkowego na szczeblu unijnym i zmniejszeniem formalności po stronie przedsiębiorców prowadzących działalność transgraniczną.

Harmonizacja przepisów

W obowiązującym stanie prawnym procedura dotycząca magazynu typu „call of stock” nie została wprost uregulowana w przepisach dyrektywy VAT. Państwa członkowskie były do tej pory jedynie uprawnione do stosowania uproszczeń w postaci magazynu „call of stock” (w Polsce nazywanym magazynem konsygnacyjnym) na podstawie ogólnych zapisów dyrektywy oraz przyjętej praktyki krajowej. W rezultacie niektóre z nich stosowały uproszczenia w mniejszym bądź szerszym zakresie. Inne z kolei w ogóle nie uregulowały tej kwestii. Dopiero na skutek uchwalenia Dyrektywy Rady (UE) 2018/1910 z dnia 4 grudnia 2018 r. zmieniającej dyrektywę VAT 2006/112/WE wprowadzono zapis regulujący procedurę magazynu „call of stock”, który zacznie obowiązywać w całej UE od 1 stycznia 2020 r. Do tego czasu państwa członkowskie zostały zobowiązane do implementacji przepisów zmienionej dyrektywy VAT do krajowego porządku prawnego w celu harmonizacji przepisów na poziomie unijnym. Implementacja dyrektywy zmieniającej w Polsce została wyrażona w projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Kodeks karny skarbowy, który – jak wynika z treści projektu – zacznie obowiązywać od nowego roku.

Na czym polega uproszczenie?

Już teraz zastosowanie procedury magazynu konsygnacyjnego oznacza odroczenie momentu powstania obowiązku podatkowego w VAT dla towarów tego samego przedsiębiorcy przemieszczanych z jednego do drugiego państwa członkowskiego do dnia pobrania towarów z magazynu przez ich nabywcę. Skorzystanie z magazynu konsygnacyjnego wyłącza bowiem stosowanie zasad typowych dla rozliczania VAT od transakcji wewnątrzwspólnotowych z chwilą przemieszczenia towarów (wystawienia faktury WDT/WNT lub 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania przemieszczenia).

Tytułem przypomnienia zasada ogólna mówi, że przemieszczenie towarów w ramach przedsiębiorstwa z jednego państwa członkowskiego do drugiego państwa członkowskiego jest kwalifikowane jako tzw. nietransakcyjna wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (WDT) w państwie rozpoczęcia wysyłki towarów oraz jako tzw. nietransakcyjne wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów (WNT) opodatkowane w państwie zakończenia wysyłki. W rezultacie z chwilą przemieszczenia własnych towarów przedsiębiorca jest zobowiązany do rejestracji oraz rozliczenia VAT z tytułu nietransakcyjnego WNT w państwie zakończenia wysyłki. Natomiast w momencie odsprzedaży towarów do klienta krajowego w tym państwie przedsiębiorca jest zobowiązany opodatkować taką transakcję wg stawki krajowej i odprowadzić VAT należny w tym państwie.

Na tym tle instytucja magazynu konsygnacyjnego – a na gruncie dyrektywy magazynu „call of stock” – jest szczególnie korzystna dla przedsiębiorców przemieszczających własne towary, gdyż wyłącza konieczność rejestracji i rozliczenia VAT w państwie zakończenia wysyłki. Procedura magazynu konsygnacyjnego przenosi bowiem obowiązek rozliczenia podatku na nabywcę tych towarów w państwie zakończenia wysyłki i przesuwa moment rozpoznania obowiązku podatkowego do dnia ich pobrania z takiego magazynu. Wraz z początkiem 2020 r. zmienią się jednak niektóre uregulowania ustawy VAT i zasady stosowania tej szczególnej procedury.

Magazyn „call of stock” w polskiej ustawie od stycznia 2020 r.

Ustawa nowelizująca VAT uchyla obowiązującą dotychczas definicję magazynu konsygnacyjnego (m.in. art. 2 pkt 27c i d ustawy VAT) i w to miejsce wprowadza nowe rozdziały 3a i 3b sankcjonujące procedurę magazynu typu „call of stock” znajdującego się na terytorium kraju oraz na terytorium państwa członkowskiego innego niż terytorium kraju. Warunki uzyskania tych preferencji zostały szczegółowo uregulowane w projektowanym art. 13a ust. 2 (magazyn w kraju) oraz art. 13h ust. 2 (magazyn w innym państwie członkowskim).

Porównując cechy magazynu „call of stock” z aktualnym do tej pory magazynem konsygnacyjnym, należy zaznaczyć, iż zasadnicze preferencje w zakresie neutralnego rozliczania VAT w transakcjach transgranicznych zostały utrzymane. Zmianie uległy natomiast następujące kwestie:

  • magazyn typu „call of stock” będzie się odnosić wyłącznie do towarów przeznaczonych do konkretnego nabywcy (obecnie nie ma takiego warunku); Ustawodawca przewidział natomiast możliwość zastąpienia nabywcy przez innego podatnika, jeżeli nastąpi to w terminie 12 miesięcy od dnia wprowadzenia towarów do magazynu;
  • działalność objęta procedurą magazynu „call of stock” została rozszerzona o działalność handlową;
  • w przypadku, gdy przechowywane towary nie zostaną pobrane w terminie 12 miesięcy, obowiązek podatkowy powstanie na zasadach ogólnych (termin został skrócony z 24 miesięcy).

Pomimo tego, że niektóre z wprowadzonych zmian zaostrzają warunki skorzystania z procedury magazynu „call of stock” w stosunku do wciąż funkcjonującego w polskich przepisach magazynu konsygnacyjnego, to niewątpliwym sukcesem jest uporządkowanie zasad prowadzenia działalności transgranicznej w całej Unii Europejskiej. W efekcie zostaną zredukowane bariery administracyjne w różnych państwach, które do tej pory odmiennie regulowały przemieszczanie towarów własnych w ramach przedsiębiorstwa. Jest to korzystne nie tylko dla polskich dostawców, którym prościej będzie zwiększyć obroty za granicą, ale również dla przedsiębiorców z UE zainteresowanych rozwojem biznesu w Polsce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kto w 2020 będzie najbardziej potrzebował finansowania i na co może liczyć?

Publikowane przez PARP raporty na temat kondycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw pokazują, że liczba firm w Polsce systematycznie rośnie[1]. Regularnie wzrasta poziom zatrudnienia w przedsiębiorstwach, które zwiększają swoje przychody, produkcję i wartość dodaną. Z drugiej strony zmniejsza się przeżywalność polskich firm w pierwszym roku działalności, a jedna trzecia z nich obawiała się w 2019 roku utraty płynności finansowej. Dużym problemem wśród firm sektora MŚP jest niska świadomość dostępnych rozwiązań w zakresie finansowania. Oferta dla nich jest jednak bardzo szeroka, a obecne na rynku rozwiązania dają wiele możliwości zasilenia firmy dodatkowymi środkami.

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym ocenia kondycję małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce oraz ich możliwości na pozyskanie finansowania w roku 2020.

Największe hamulce rozwoju: brak kapitału, zagrożenie utratą płynności, wysokie koszty

Badania rynku pokazują, że w ostatnich latach polskie firmy finansowały swój rozwój przede wszystkim ze środków własnych. Jest to podejście bezpieczne, ale jednocześnie hamujące tempo wzrostu. Środki własne najczęściej są bardzo ograniczone i nie zawsze wystarczają na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Szukając finansowania zewnętrznego, polscy przedsiębiorcy w pierwszej kolejności sięgają po kredyt bankowy. Wielu z nich otrzymuje jednak negatywną decyzję kredytową. W 2019 roku z odmową ze strony banku spotkało się 20 proc. badanych firm[2]. Przedsiębiorcy często nie dysponują odpowiednimi zabezpieczeniami, które pozwoliłyby im na pozyskanie finansowania bankowego w optymalnej wysokości. Problemem okazują się także same instytucje finansujące MŚP, wśród których niewiele jest takich, które starają się zrozumieć model biznesowy danej firmy i wesprzeć ją kompleksowo w realizacji celów. Najgorzej, gdy sytuacja firmy nie jest do końca standardowa, wymaga indywidualnego podejścia i ułożenia warunków w sposób dopasowany do specyfiki jej potrzeb. Obok kwestii finansowania, poważnymi czynnikami ograniczającymi rozwój przedsiębiorstw były w 2019 roku: utrudniony dostęp do wykwalifikowanej siły roboczej, rosnąca presja na podwyżki płac, nieuczciwa konkurencja, opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów, a w skutek tego zagrożenie utratą płynności finansowej.

Kto będzie szczególnie poszukiwał kapitału?

W III kwartale 2019 roku tempo wzrostu PKB wyniosło według danych GUS 3,9 proc., co było najniższym wynikiem w trzech ostatnich latach. Z uwagi na spodziewane dalsze spowolnienie gospodarcze, banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów dla firm i zaczynają ostrożnie podchodzić do kwestii finansowania pewnych branż. Można to zaobserwować na przykład w przypadku branży transportowej oraz budowlanej, które są postrzegane obecnie jako bardziej ryzykowne. Z pewnością będzie to powodowało, że działające w tych obszarach firmy, zaczną intensywniej poszukiwać innych rodzajów finansowania, niż kredyty bankowe. Jeżeli chodzi o profil klientów, to wśród firm z sektora MŚP szukających finansowania poza sektorem bankowym można wyróżnić przede wszystkim dwie grupy przedsiębiorców. Pierwszą z nich są młode, dynamicznie rosnące firmy, które chcą osiągnąć kolejny krok milowy w swoim rozwoju. Zazwyczaj oczekują one kompleksowego podejścia, tzn. zapewnienia środków na cele inwestycyjne, na zwiększone zapotrzebowanie na kapitał obrotowy, ale również pewnego poziomu zabezpieczenia na nieprzewidziane sytuacje. Drugą grupą są firmy o wieloletniej historii, które przejściowo odczuwają spowolnienie koniunktury w swojej branży. W ich przypadku najbardziej problematyczny jest spadek przychodów i zysków, co skutkuje ograniczeniem zaangażowania i zmniejszeniem limitów kredytowych ze strony finansujących je dotychczas instytucji. To oczywiście tylko pogłębia ich trudną sytuację, do której ustabilizowania konieczne są dodatkowe środki.

Instytucje pozabankowe wypełnią lukę w ofercie finansowania

Małe i średnie przedsiębiorstwa często wciąż mają niewielką świadomość w kwestii rozmaitych form finansowania, po jakie mogą sięgnąć. Oferta w tym zakresie jest jednak bardzo szeroka. Spośród dostępnych źródeł można wymienić: kredyt bankowy, leasing, faktoring, pożyczki, dotacje unijne, venture capital, private debt. Problem w tym, że nie każda firma będzie w stanie sprostać określonym warunkom, zwłaszcza tym stawianym przez banki. W przypadku zakupu środków trwałych najłatwiej jest sięgnąć po leasing. Dynamicznie rośnie też udział faktoringu jako źródła finansowania dla MŚP. Ofertę ze strony działających od lat na tym rynku faktorów uzupełniają nowo powstające fintechy. Wśród alternatywnych form finansowania na znaczeniu zyskuje też popularny ostatnio crowdfunding udziałowy. Dla wielu firm możliwość pozyskania w ten sposób kwoty sięgającej nawet 4 mln zł wydaje się kuszącą opcją. Z pewnością większym zainteresowaniem będą się również cieszyły propozycje dopasowane do indywidualnych potrzeb danego przedsiębiorcy, „szyte na miarę”, odpowiadające na realne potrzeby małych i średnich firm. Już teraz innowacyjne biznesy, takie jak startupy technologiczne mogą liczyć na adresowaną dla nich, bogatą ofertę funduszy typu venture capital. Nowością dla mniejszych firm, prowadzących bardziej tradycyjną działalność jest z kolei private debt, czyli forma pośrednia między długiem, a inwestycją kapitałową, która jak dotąd dostępna była tylko dla większych graczy. Tego typu indywidualnych ofert finansowania, dedykowanych konkretnym rodzajom biznesu, z pewnością pojawi się w tym roku jeszcze więcej.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać startupy, generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

[1] https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-malych-i-srednich-przedsiebiorstw-w-polsce-1

[2] https://www.money.pl/gielda/nfg-co-piatemu-przedsiebiorcy-banki-odmowily-udzielenia-kredytu-w-2019-r-6391800560371330a.html

Eesti Energia poszukuje partnerów do inwestycji w morską farmę wiatrową

Eesti Energia kontynuuje badania w Zatoce Ryskiej i poszukuje partnerów do inwestycji w morską farmę wiatrową zlokalizowaną na tym obszarze. Wszystko dzięki decyzji estońskiego rządu o rozpoczęciu procedury związanej z pozwoleniem na budowę.

Według Aavo Kärmasa, prezesa Enefit Green, spółki należącej do grupy Eesti Energia, Morski Pan Przestrzenny Pärnu zakłada, że obszar objęty pozwoleniem na budowę jest odpowiedni do rozwoju energetyki wiatrowej. Potwierdziły to też pomiary wiatru, pokrywy lodowej oraz migracji ptaków przeprowadzone dotychczas przez Eesti Energia.

Łotewska strefa rozwoju farm wiatrowych znajduje się zaledwie 10 km od Zatoki Ryskiej. Morska farma wiatrowa znajdująca się na tym obszarze mogłaby być pierwszym wspólnym estońsko-łotewskim projektem produkcji energii odnawialnej – powiedział Kärmas. Estonia nie ma doświadczenia w budowie morskich farm wiatrowych. Z tego powodu, oraz ze względu na rozmiar przedsięwzięcia, projekt ma być realizowany we współpracy z kilkoma firmami. Biorąc pod uwagę jego potencjalnie transgraniczny charakter, należy też podkreślić znaczenie współpracy między estońskim Ministerstwem Gospodarki i Komunikacji a jego łotewskim odpowiednikiem, przy uzgodnieniu rozwiązania infrastrukturalnego niezbędnego do opracowania projektu. Mamy nadzieję kontynuować bardzo dobrą współpracę w tym zakresie – dodał.

Według planów morska farma wiatrowa ma mieć do 160 turbin wiatrowych o łącznej mocy 1000 MW. Energia produkowana przez tej wielkości farmę pokryłaby prawie połowę zapotrzebowania Estonii na energię elektryczną. Byłby to też istotny krok w kierunku osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

Projekt ma być realizowany w pełnej współpracy ze społecznością lokalną, w tym władzami i mieszkańcami gmin Kihnu i Häädemeeste. Ukończenie budowy ma nastąpić przed 2030 r.

Wchodzimy w nową dekadę. Dla branży Consumer Finance to nie czas na lifting tylko poważną transfigurację

Początek nowej dekady będzie dla branży pożyczkowej pełen wyzwań. Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney, w ramach badań doktoranckich dotyczących Consumer Finance podsumowuje, które 4 obszary w 2020 roku będą wyznaczały kierunki zmian na rodzimym rynku.

Analityka, algorytmy, wykorzystanie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji, czyli coraz bardziej skuteczna analiza danych, możliwa dzięki nowoczesnym technologiom; rosnąca liczba zwinnych organizacji działających w formule smart-techów i doceniających wartość analityki; coraz więcej rozwiązań hybrydowych odpowiadających na różne potrzeby konsumentów – to tylko kilka prognoz na 2020 rok. Oto najważniejsze z nich.

Po pierwsze – innowacje

Online, mobile, big data, AI, cyberbezpieczeństwo, prywatność

Konsumenci są non-stop online. Korzystają ze smartfonów, mają coraz więcej innych urządzeń z kategorii wearables. Oplata ich sieć, z której czerpią informacje i w której informacje zostawiają. Miliony danych, których wykorzystanie dzisiaj jest śladowe w stosunku do możliwości, bez wątpienia zaczną nabierać znaczenia  O ile z tą ilością danych, które już zebrano ludzie i systemy jeszcze sobie nie radzą, w branży jest coraz więcej smart-techów, które doceniają wartość analityki, algorytmów, wykorzystania uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Właściwe wykorzystanie dostępnych informacji powinno znacząco poprawić obsługę klientów, zoptymalizować procesy i ograniczyć ryzyka.

Warto tu wspomnieć, że aż 7 na 10 badanych przez Autopay Research w 2019 uważa, że zmiany technologiczne w naszym życiu są nieuniknione. Dodatkowo aż 60 proc. jest zdania, że postęp czyni nasze życie łatwiejszym. Polacy chętnie korzystają z nowych rozwiązań. Bez tego ani rusz w kolejnej dekadzie. Smart-tech pomoże zatem i firmom w branży i samym klientom.

Po drugie – aspekt ludzki

Zmiany demograficzne i wiążące się z tym oczekiwania klientów

Branża będzie musiała nauczyć się obsługiwać zarówno starzejące się społeczeństwo (które zwiększy wydatki na zdrowie, opiekę medyczną, ubezpieczenia i infrastrukturę ułatwiającą jej życie), jak i młodą generację osób urodzonych po 2000 roku, która dorosła, zacznie lub już zaczęła pracować, wynajmować mieszkania, samochody… To grupa tych konsumentów, którzy nie musieli zmieniać przyzwyczajeń z „offline” na „online” jak chociażby Millenialsi, tylko po prostu urodzili się w erze Internetu i smartfonów. To klienci przyzwyczajeni do szybkich rozwiązań, najlepiej dostępnych ze smartfonu, lubiący próbować, nie przywiązujący się do marek, lecz do smart – rozwiązań. To wreszcie ci, którzy pierwsi wypróbują szybkie i proste rozwiązania finansowe proponowane przez Google czy Facebooka podczas wymarzonych zakupów w sieci. Bo przecież jak przewidują badania, to jest to co przekształci Consumer Finance i zmieni siły na rynku zapewne już w tej dekadzie.

Po trzecie – regulacje

Już dzisiaj z widocznym ryzykiem przeregulowania, nie tylko w Polsce zresztą, trzeba się będzie zmierzyć – poszukać balansu w taki sposób, by jednocześnie chroniąc klienta nie zabijać innowacyjności i postępu. Regulacje musza nadążać za technologiami, by klient mógł w tej sieci bezpiecznie i szybko kupować. Z drugiej strony, zasada fair play, odpowiedzialne finansowanie i „klientocentryczność” powinny być absolutnie podstawowymi wartościami każdego gracza w branży.

Po czwarte – ekonomia

Czy Polskę dopadnie stadium zerowych stóp z którymi mierzą się już rynki zachodnie? Presja ceny, szczególnie w obliczu pozostałych czynników, zapewne nabierze wielu barw i wymusi na branży nowe modele biznesowe. I dotyczy to wszystkich graczy, czy to tych dzisiaj ogarniętych poszukiwaniami rozwiązań wynikających z open banking, czy szukających nowych produktów firm pożyczkowych i banków, czy firm zarządzających wierzytelnościami.

Klient w centrum tej zmiany będzie wygrany – otrzyma tańsze finansowanie, w momencie zakupu, na klik, szybko i bezpiecznie.

Nie zapominajmy zaś o jednej ważnej rzeczy. Wśród światowych megatrendów, które wpływają na konsumpcję jest myślenie o planecie, klimacie, zdrowym życiu bez plastiku. Coraz większa liczba osób decyduje się na tzw. świadomą konsumpcję, czy też zrównoważoną konsumpcję (w tym także świadome, zrównoważone finanse). W Polsce, w badaniu doktoranckim Katarzyny Jóźwik te czynniki  przejawiały się w wypowiedziach ekspertów jeszcze dość rzadko. Ale czy słusznie? Trendy proekologiczne wpływają przecież na styl życia, konsumpcję i ludzkie wybory. Czy będą wpływały na decyzje konsumpcyjne, no to co i jak finansujemy w kolejnej dekadzie? Czas pokaże, ale pewnym jest, ze smart living to droga do przyszłości.

Optymistyczna końcówka 2019 r.

Druga połowa ubiegłego roku była nerwowa w związku z ryzykiem eskalacji wojen handlowych oraz niepewnością co do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Wybory na Wyspach, których wyniki praktycznie wykluczyły możliwość twardego Brexitu, oraz większa chęć Donalda Trumpa do negocjacji z Chinami przyniosły na koniec roku więcej optymizmu na rynkach finansowych.

W 2019 nie spełniły się czarne scenariusze, co nie oznacza jednak, że handel europejski i światowy może spocząć na laurach. Nadal istnieją problemy, które zagrażają światowej gospodarce praktycznie od czasu ostatniego kryzysu. Ryzyka te obejmują niezrównoważony wskaźnik zadłużenia krajów, firm oraz gospodarstw domowych w najbardziej rozwiniętych gospodarkach. W Europie możemy wspomnieć chociażby o bardzo wolno rosnącym PKB Niemiec, nadmiernym zadłużeniu i problemach gospodarczych Włoch, czy też wprowadzaniu niepopularnych reform we Francji. Wiodące wskaźniki również nie przewidują poprawy sytuacji na Starym Kontynencie. Nie spodziewamy się jednak wybuchu kryzysu. Po wyeliminowaniu największych zagrożeń – eskalacji wojen handlowych i twardego Brexitu, prognozujemy jedynie spowolnienie wzrostu gospodarczego w Europie i w Polsce. W obliczu bardzo łagodnej polityki pieniężnej EBC oraz możliwości złagodzenia polityki pieniężnej w Polsce, perspektywa głębokiej recesji wydaje się być odległa. Najprawdopodobniej doczekamy się jednak spowolnienia we wszystkich sektorach gospodarczych, przede wszystkim w przemyśle.

Spokojna atmosfera w handlu na rynkach finansowych w tym tygodniu pomogła złotemu w umocnieniu. W piątek rano kurs wobec wspólnej waluty wynosił 4,25 EUR/PLN. Eurodolar w piątek rano był wyceniany na 1,116 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Komentarz ZPP w sprawie nowych przepisów dotyczących przewozu osób

Przepisy ustanawiające ramy prawne dla funkcjonowania pośredników przy przewozie osób teoretycznie obowiązują już od 1 stycznia 2020 roku. Teoretycznie, ponieważ wciąż brak jest kluczowych z punktu widzenia ich realizacji przepisów wykonawczych. Wyrażamy głębokie zdumienie, że po przeprowadzeniu bardzo rozsądnej reformy stanowiącej efekt wielomiesięcznych prac i dialogu między Ministerstwem Infrastruktury a stroną społeczną, prawodawca nie zdołał w odpowiednim czasie przygotować stosownych rozporządzeń. Rezultatem tych opóźnień jest niemożliwy do zaakceptowania brak pewności prawnej – zarówno po stronie platform i kierowców, jak i pasażerów.

Ustawa z 16 maja 2019 roku o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw w istotnym stopniu zmieniła warunki funkcjonowania dużej części podmiotów na rynku przewozu osób. Brzmienie przepisów zmieniało się na poszczególnych etapach trwających dwa lata prac, jednak ostatecznie przyjęte podejście było bardzo rozsądnym kompromisem – zmniejszono poziom restrykcyjności regulacji dotyczących rynku taksówkarskiego (choćby poprzez zlikwidowanie egzaminów z topografii miasta), dostosowano przepisy do wymogów współczesności (wprowadzenie możliwości rozliczania opłat za przejazdy z wykorzystaniem aplikacji mobilnej, niekoniecznie taksometru) oraz uregulowano działalność platform świadczących usługi pośrednictwa przy przewozie osób, na przykład przez zobowiązanie ich do uzyskania osobnej licencji, czy też prowadzenia pośrednictwa wyłącznie na rzecz przedsiębiorców posiadających licencję na przewóz osób.

Wiele kwestii technicznych, takich jak wzór licencji na wykonywanie pośrednictwa przy przewozie osób, a także standardy i wymagania dotyczące kas fiskalnych mających postać oprogramowania, czy aplikacji mobilnej służącej do rozliczania opłaty za przewóz osób, nie zostało uregulowanych bezpośrednio w ustawie – wprowadzono w tym zakresie delegacje do wydania rozporządzeń przez poszczególnych ministrów. O ile rezultat procesu legislacyjnego dotyczącego nowelizacji ustawy o transporcie drogowym możemy ocenić jak najbardziej pozytywnie, o tyle prawodawca nie zdał egzaminu, jeśli chodzi o wydanie do niej aktów wykonawczych. Dla przykładu – rozporządzenie Ministra Infrastruktury zmieniające rozporządzenie w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia, eliminujące wymóg wyposażania taksówek w taksometry, zostało ogłoszone 31 grudnia 2019 roku, czyli dokładnie dzień przed wejściem w życie nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, która w części zmieniającej ustawę Prawo o ruchu drogowym uwzględniła możliwość stosowania w taksówkach aplikacji mobilnej zamiast taksometru. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie wzorów zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego i wzorów licencji na wykonywanie transportu drogowego oraz wypisów z tych dokumentów, zawierające wzór licencji na wykonywanie pośrednictwa przy przewozie osób, zostało ogłoszone dopiero 10 grudnia 2019 roku. W tym akurat przypadku problem jest jednak mniejszy, bo zgodnie z ustawą z 16 maja 2019 roku, pośrednicy mają trzy miesiące na uzyskanie stosownej licencji. Prawdziwy kłopot dotyczy jednak rozporządzeń, które powinien wydać Minister Finansów oraz Minister Cyfryzacji, tj. poświęconych kasom fiskalnym mającym postać oprogramowania oraz aplikacji mobilnej służącej do rozliczania opłaty za przewóz osób. Te przepisy bowiem nie zostały jeszcze w ogóle ogłoszone, a mają kluczowe znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania podmiotów prowadzących działalność w zakresie pośrednictwa przy przewozie osób. Nie ulega wątpliwości, że jedną z ważniejszych zmian wprowadzonych w ramach nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, była właśnie zmiana umożliwiająca rozliczanie opłat za przejazd z wykorzystaniem aplikacji mobilnej.

Jednym z celów przedmiotowej nowelizacji było uporządkowanie rynku przewozu osób w Polsce. Niestety, skutek braku stosownych rozporządzeń jest wprost odwrotny – sytuacja ta generuje chaos i ogromne poczucie niepewności co do sytuacji prawnej przedsiębiorców działających na rynku przewozu osób. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców konsekwentnie wspierał zmiany legislacyjne ukierunkowane na zmodernizowanie regulacji dotyczących rynku przewozu osób w Polsce. Uważamy, że ustawa będąca efektem wielomiesięcznych prac to dobry akt, który spełnia swoją rolę. Fatalnie byłoby, gdyby wysiłki te poszły na marne tylko i wyłącznie przez opieszałość w przygotowaniu odpowiednich przepisów wykonawczych. Apelujemy wobec tego do Ministra Cyfryzacji i Ministra Finansów o jak najpilniejsze opublikowanie stosownych rozporządzeń.

Czarne chmury z Bliskiego Wschodu

Po wczorajszym, pozytywnym starcie roku na rynkach nie ma już śladu, gdyż sentyment zaczęły dyktować obawy o konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie. Ropa jest wyżej, indeksy tracą, a kapitał ucieka w stronę bezpiecznego jena i złota po tym, jak w amerykańskim ataku drona w Iraku zginął dowódca irańskich wojsk specjalnych. Oczywisty risk-off.

Napięcia między USA i Iranem narastały od jakiegoś czasu i kwestią czasu było, kiedy prezydent Donald Trump przerzuci uwagę na Bliski Wschód po tym, jak na jakiś czas „zamknął” sprawę sporu handlowego z Chinami. Nie mamy tu do czynienia z ostrzeliwaniem strategicznych celów, ale z bezpośrednim zamachem na czołowego irańskiego generała. Jest to agresywny pokaz siły i jawna prowokacja, czego Teheran nie pozostawi bez odpowiedzi. Niewykluczone, że niestabilny Irak stanie się polem walk o dominację w regionie. Ma to oczywiście bezpośredni wpływ na rynek ropy naftowej. Sam Irak odpowiada za eksport ok. 3,4 mln baryłek, ponad 10 proc. produkcji OPEC. w szerszym ujęciu rozprzestrzenienie konfliktu na obszar cieśniny Ormuz zagraża transportowi ropy z całego regionu. Kontrakty na WTI i Brent skoczyły o 3 USD i biorąc pod uwagę, że zaraz zaczyna się weekend, który może przynieść wszystko, tylko nie rozejm, trzeba się liczyć z dalszym podbijaniem cen.

Eksplozja ryzyka geopolitycznego trafia na rynek rozgrzany entuzjazmem po porozumieniem handlowym USA-Chiny z ubiegłego miesiąca, a zatem na rynku jest dużo pozycji nastawionych na zarabianie przy wzroście apetytu na ryzyko. Już widzimy domykanie tych pozycji na AUD/USD, NZD/USD, ale też EUR/USD i rynku akcji. Po stronie bezpiecznych przystani wygrywa JPY, a dalej CHF, a USD jest nieco zostawiony z boku z uwagi na zaangażowanie USA w konflikt. Słabość dolara pomaga za to cenom złota, które są najwyższe od września. O ile rynki nie znajdą kojącego punktu zaczepienia dla stabilizacji sentymentu (np. lepsze dane makro – dziś ISM dla przemysłu z USA), strach przed wyparowaniem gromadzonych rynków będzie napędzał korektę.

Niebezpiecznie mocny w obliczu wzrostu awersji do ryzyka jest złoty. Wczoraj EUR/PLN zdołał zejść półkę niżej pod 4,24, ale ktokolwiek uznał za sensowne kupowanie polskiej waluty na rynku z nieodbudowaną płynnością na pewno nie przewidywał tak niekorzystnego zwrotu w otoczeniu rynkowym. To nie jest moment na rozważanie fundamentalnego uzasadnienia za siłą lub słabością złotego. Przed nami długi weekend z potencjalnym zagrożeniem nasilenia ucieczki od ryzyka. EUR/PLN na poziomach najniższych od prawie pół roku może być dla spekulantów okazją trudną do zignorowania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jeszcze nie kryzys, ale powolne wyhamowanie gospodarki w 2020 r.

Po szczytowym roku 2018 gospodarka światowa w ciągu ostatnich 12 miesięcy weszła już w fazę spowolnienia. Kolejny, 2020 rok przyniesie kontynuację spadku światowego wzrostu gospodarczego. Według ekspertów istnieje wiele przyczyn, które wpływają na mało optymistyczne prognozy. W obliczu pojawiających się czynników spowolnienia pojawia się pytanie o jego wpływ na Polską gospodarkę.

– Głównym powodem spowolnienia jest niepewność związana z Brexitem oraz wojnami handlowymi między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Sytuacja Polski na tym tle kształtuje się średnio – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W 2020 roku rozwój gospodarczy w naszym kraju, z dużym prawdopodobieństwem, będzie wyraźniej wolniejszy niż w 2019 roku. Można jednak spodziewać się wyniku na poziomie powyżej 3 proc. Chociaż będzie to wynik gorszy niż w 2019 roku, nadal pozwoli uplasować się Polsce w czołówce państw europejskich. Należy więc zakładać pewne spowolnienie w gospodarce, jednak zdecydowanie 2020 rok nie okaże się rokiem kryzysowym – ocenił Sawulski.

Skarbówka kontroluje przedsiębiorcę od 6 lat, traktując go jak przestępcę

W opublikowanym 2 stycznia 2019 r. podsumowaniu raportu na temat „Barier prawnych w rozwoju firm rodzinnych w Polsce” Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła: „Kontrola w urzędach skarbowych i Ministerstwie Finansów pokazała, że skomplikowany charakter przepisów prawa oraz częste jego zmiany mogą w dalszym ciągu stanowić główną barierę w prowadzeniu działalności gospodarczej”. W swoim raporcie NIK wskazała m.in. na dużą liczbę błędów popełnianych przez urzędników skarbowych. W zbadanym okresie I kwartału 2018 r. NIK stwierdziła aż 55% uchylonych przez sądy administracyjne interpretacji indywidualnych wydanych przez organy podatkowe i aż 29,1% uchylonych decyzji podatkowych przez organy drugiej instancji oraz 16,1% uchyleń tych decyzji przez wojewódzkie sądy administracyjne (łącznie aż 45% uchyleń decyzji organów podatkowych; podobne wartości, jak w raporcie działalności urzędów kontroli skarbowych opublikowanym przez NIK w 2015 r.). W przypadku jednego z klientów warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec organ już od 6 lat zawzięcie prowadzi postępowanie kontrolne, mimo że w tym czasie inny organ, wyższego stopnia, dwukrotnie uchylił jego błędne decyzje.

Brak dostatecznego udowodnienia winy przedsiębiorcy

Raport wskazuje także na naruszenia zasad prowadzenia postępowań podatkowych aż w połowie skontrolowanych urzędów skarbowych. Ma to swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie. Wśród głównych przyczyn uchylania decyzji organów podatkowych przez organy drugiej instancji oraz sądy Dyrektor Departamentu Poboru Podatków w Ministerstwie Finansów wskazał m.in. na: braki w materiale dowodowym, niewyjaśnianie wszystkich okoliczności stanu faktycznego sprawy, błędne określanie wysokości zobowiązania podatkowego, a także brak dostatecznego udowodnienia, że przedsiębiorca nie działał w dobrej wierze lub zachował się niedbale, dokonując transakcji stanowiącej ogniwo w łańcuchu karuzeli VAT.

Kontrola, która trwa już 6 lat

Powyższe ustalenia NIK to nie suche dane, a znajdujące swe odzwierciedlenie w rzeczywistości fakty. Jedna z wałbrzyskich firm z branży stalowej, obecnie klient Kancelarii Prawnej Skarbiec z Warszawy, w listopadzie 2013 r. stała się podmiotem postępowania kontrolnego, wszczętego w zakresie prawidłowości rozliczeń w PIT i w VAT za rok 2011. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Wałbrzychu (obecnie Naczelnik Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu) prowadzi je nadal, mimo upływu 6 lat, choć organ drugiej instancji już dwukrotnie uchylił jego decyzje wymiarowe. Urząd kontroli skarbowej z uporem próbuje wykazać, że podatnik, który w branży działa od wielu lat, jest przestępcą podatkowym. Kwestionuje dokonane przez podatnika transakcje ze słowackim kontrahentem, twierdząc, że oba podmioty uczestniczyły w łańcuchu transakcji mających na celu wyłudzenie podatku VAT, czyli w tzw. mechanizmie karuzelowym.

Nieprzekonujące, wybiórcze i niezgodne z literą prawa ustalenia organu

Zdaniem organu podatnik wiedział lub powinien był wiedzieć, że w takim procederze uczestniczy. Co ciekawe, organ wciąż ponawia te same argumenty przeciwko podatnikowi, mimo iż dwukrotnie zostały one uznane za niewystarczające przez organ wyższego stopnia. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu, uchylając decyzję organu po raz drugi, ponownie wskazał na następujące nieprawidłowości organu pierwszej instancji: niezasadne przyjęcie, że prawo do uwzględnienia kosztów podatkowych uzależnione jest od dobrej wiary czy też świadomości podatnika, podczas gdy uzależnione jest od poniesienia wydatku i jego właściwego udokumentowania, odzwierciedlającego rzeczywiste zdarzenie gospodarcze; dokonanie niespójnych ustaleń w zakresie transakcji zakupu towarów od polskich podmiotów gospodarczych, w istocie nie wyjaśniających okoliczności faktycznych, tym samym nie pozwalających na prawidłowe zastosowanie przepisów prawa materialnego (stwierdzono więc naruszenie przez organ skarbowy przepisów prawa procesowego, tj. art. 122, 187 § 1 i 191 Ordynacji podatkowej); brak ustalenia w sposób niebudzący wątpliwości okoliczności dotyczących istnienia towaru, który miał być przedmiotem zakupu i sprzedaży (nie ustalono, czy podatnik faktycznie nabył towar, czy przez jego firmę tylko przechodziły puste faktury, czy podmioty wskazane na fakturach miały na celu wprowadzenie przez firmę podatnika do obrotu towaru niewiadomego pochodzenia); pominięcie faktu, iż niekorzystna dla kontrahenta podatnika decyzja podatkowa, z której organ wywiódł niekorzystne dla podatnika argumenty, dotyczy innego okresu niż przeprowadzone przez podatnika transakcje; brak dokonania ustaleń w sposób przekonujący i zgodny z literą prawa, czy towar, który miał być sprzedany słowackiemu kontrahentowi, odpowiadał towarowi podatnika zakupionemu od polskiego kontrahenta; brak ustaleń w zakresie stanu faktycznego w sposób umożliwiający prawidłowe ustalenie przebiegu poszczególnych transakcji, tzn. czy faktycznie różniły się one między sobą w sposób uprawniający organ pierwszej instancji do wywodzonych twierdzeń, czy też faktycznie odbywały się na podobnych zasadach, jak te zakwestionowane; wybiórcze przedstawienie w uzasadnieniu decyzji stanu faktycznego sprawy, co oznacza, że organ pominął istotne okoliczności mogące mieć wpływ na podjęte rozstrzygnięcie; wykorzystanie materiału dowodowego zgromadzonego w innej sprawie przy niewykazaniu, że faktycznie ma on bezpośrednie przeniesienie na grunt niniejszej sprawy.

Konkludując swoje wywody na temat stwierdzonych nieprawidłowości, Dyrektor Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu już drugi raz pouczył, że dla prawidłowego rozstrzygnięcia sprawy konieczne jest przeprowadzenie postępowania dowodowego w znacznej części wskazanego przez organ drugiej instancji i z uwzględnieniem zasad wyrażonych w art. 122, art. 187 § 1 i art. 191 Ordynacji podatkowej, a także odniesienie się również do zarzutów podniesionych w odwołaniu od decyzji, czego organ pierwszej instancji nie zrobił.

Postępowanie karne bez celu

Jednak dla organu skarbowego było jasne, że wałbrzyski przedsiębiorca jest przestępcą. Dlatego też bez większych skrupułów, a – jak się później okazało – także bez żadnych argumentów wszczął przeciw niemu postępowanie karne skarbowe we wrześniu 2016 r. Następnie sam je zawiesił do czasu zakończenia sprawy podatkowej. Pełniący rolę pełnomocnika radca prawny Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec, złożył jednak w imieniu przedsiębiorcy zażalenie na postanowienie o zawieszeniu procesu (przedsiębiorca chciał kontynuować proces mający rzekomo udowodnić, że jest przestępcą). Sąd przychylił się do tego zażalenia, zgadzając się z zarzutem, że skoro organ wszczął postępowanie i postawił zarzuty, a następnie zawiesił postępowanie, to w jakim celu w ogóle wszczął samo postępowanie karne. Postępowanie to toczy się więc nadal, mimo że na wniesienie aktu oskarżenia się nie zanosi. Jedno, co udało się organowi tym trudnym do zrozumienia działaniem uzyskać, to przerwanie biegu terminu przedawnienia zobowiązania przedsiębiorcy. Zgodnie bowiem z art. 70 § 6 pkt 1 O.p.: „Bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe…” (Dz.U. 2019 poz. 900). Dzięki wniesionemu zażaleniu organ nie będzie mógł w nieskończoność wydłużać tego okresu.

Bezprawie urzędnicze to smutna rzeczywistość

Przykład wałbrzyskiego przedsiębiorcy to nie tylko potwierdzenie faktów zgromadzonych w raporcie Najwyższej Izby Kontroli. To przede wszystkim obraz rzeczywistości, w jakiej funkcjonują na co dzień osoby prowadzące działalność gospodarczą w Polsce. Rzeczywistości, w której każdego dnia organy podatkowe dopuszczają się urzędniczego bezprawia. Dlatego tak trudno jest przedsiębiorcom dać wiarę w bezstronność działań organów skarbowych. Nastawienia tego nie jest w stanie zmienić żadna Konstytucja biznesu czy tworzenie instytucji rzeczników, bo tak jak i inne pro przedsiębiorcze deklaracje, w zderzeniu z rzeczywistością okazują się być deklaracjami od niej oderwanymi.

Jeżeli jeden z organów państwowych powołanych do kontroli działalności innych organów państwowych, takich jak organy podatkowe, w swym raporcie nie pozostawia na nich „suchej nitki” m.in. w zakresie popełnianych błędów co do zasad i oceny gromadzenia materiału dowodowego oraz co do oceny działań podatnika w zakresie dobrej wiary, to naturalne jest, że w oczach przedsiębiorców, jak i innych podatników, organy te będą niewiarygodne. Postępujący wbrew literze prawa fiskus, publicznie piętnowany z tego powodu przez inny organ, w tym przypadku organ najwyższej kontroli państwowej, nie może skutecznie dokonywać oceny prawnej postępowań podatników, bo wtedy nazywałoby się to ignorancją, a już na pewno hipokryzją.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W tych regionach Polski będzie najłatwiej o nową pracę

W pierwszym kwartale 2020 roku najwięcej ofert pracy będzie we wschodnim i północno-zachodnim regionie kraju. To ważna informacja dla osób rozważających zmianę pracodawcy, ponieważ właśnie tam o nową pracę będzie najłatwiej. Dla firm oznacza to, że powinny utrzymać atrakcyjne oferty i intensywne sposoby poszukiwania kandydatów, ponieważ nadal mogą spodziewać się dużej rywalizacji o kadry. Na drugim biegunie znajduje się Polska południowo-zachodnia oraz centralna, gdzie ofert zatrudnienia będzie mniej. Dowiedz się więcej z analizy przygotowanej przez ManpowerGroup.

Według raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” na pierwszy kwartał 2020 roku pracodawcy we wszystkich sześciu badanych regionach planują rekrutować nowych pracowników. Początek roku oznacza dla kandydatów stosunkowo korzystne warunki do poszukiwania nowej pracy, jednak ofert będzie zdecydowanie mniej niż w ostatnich miesiącach.

Najwięcej firm, które planują zwiększyć zatrudnienie, znajduje się na wschodzie Polski – prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem pracodawców, którzy deklarują wzrost, a spadek liczby pracowników) wskazywana przez lokalne firmy wynosi +12% i jest najwyższa spośród wszystkich badanych regionów. Na dobre perspektywy znalezienia nowej pracy mogą liczyć również mieszkańcy północno-zachodniej części kraju (+9%). Mniejszych wzrostów zatrudnienia można oczekiwać w Polsce północnej (+6%) i południowej (+6%). Najsłabsze prognozy rekrutacyjne wskazały firmy z centrum kraju (+5%), a także z południowego-zachodu (+5%).

– Z powodu sezonowości firmy w wielu sektorach na pierwszy kwartał mają mniejsze potrzeby kadrowe niż w końcówce roku, dlatego najbliższe miesiące będą dla pracownika mniej korzystne pod względem znalezienia nowej pracy. Przykładem jest branża logistyczna rozwijająca się w regionie centralnym i południowo-zachodnim, która ze względu na intensywność zamówień w sezonie świątecznym największe zapotrzebowanie na pracowników zgłasza właśnie w końcówce roku – wyjaśnia Dominik Malec, dyrektor z agencji rekrutacyjnej Manpower. – Z kolei trudności ze znalezieniem pracy na południu i w południowym-zachodzie to efekt mniejszego zapotrzebowania na pracowników w przemyśle wydobywczym i produkcji przemysłowej, które mają dominujący udział w gospodarce tych części Polski. Chęć większego powiększania zespołów jest z kolei widoczna w regionie północnym, na co wpływ mają między innymi zaplanowane inwestycje przebudowy portów morskich. Mimo różnych prognoz w regionach, wciąż brakuje pracowników fizycznych wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych. Ze znalezieniem nowej pracy nie powinni mieć problemu specjaliści IT oraz inżynierowie z różnych branż – dodaje Dominik Malec.

Plany rekrutacyjne polskich firm są niższe w ujęciu kwartalnym i rocznym. Największą różnicę odczują osoby zainteresowane pracą w regionie południowo-zachodnim i południowym, gdzie prognozy zatrudnienia najbardziej się obniżyły. W ujęciu rocznym dla południowego-zachodu to różnica 11 a dla południa 9 punktów procentowych. W ujęciu kwartalnym zostały zanotowane podobne zmiany. Na przestrzeni ostatniego roku prognoza poprawiła się dla północnego-zachodu. Więcej ofert pracy niż w minionym kwartale będzie też w Polsce wschodniej, północnej i centralnej.
W tych regionach Polski będzie najłatwiej o nową pracę– Pracodawcy ostrożnie podchodzą do decyzji o powiększaniu swojego zespołu również ze względu na spowolnienie obserwowane na rynkach zachodnich. Spadek popytu na pracowników jest najbardziej widoczny w regionach ulokowanych na ścianie zachodniej Polski, gdzie biznes firm skierowany jest na potrzeby rynku niemieckiego. Mniejsze zapotrzebowanie na pracowników w centrum kraju, gdzie lokowany jest głównie kapitał firm SSC, BPO, IT i R&D, może wiązać się z planami zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS. Przyczyniłoby się to do wzrostu kosztów zatrudnienia, zwłaszcza dla firm zatrudniających wysoko wykwalifikowanych specjalistów – wyjaśnia ekspert.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Cyberbezpieczeństwo, bigtechy i dezinformacja wśród największych wyzwań dla rozwoju internetu w 2020 roku. Część z nich wiąże się z wdrożeniem sieci 5G

Wielkimi krokami zbliża się komercyjne uruchomienie w Polsce sieci 5G. Nowa technologia, a także rozwój Internetu rzeczy, pociągają za sobą zwiększenie znaczenia zagrożeń cybernetycznych, dlatego kluczowe w tym kontekście będą m.in. kwestie ochrony danych, cyberbezpieczeństwa i rozbudowy infrastruktury. W skali globalnej wyzwaniami dla rozwoju internetu pozostają m.in. dezinformacja i monopol technologicznych gigantów, czyli tzw. grupy GAFA. Wszystkie te wyzwania będą w tym roku dyskutowane, także w Polsce mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.

– Zjawiska takie jak dezinformacja, cyberprzemoc czy cyberprzestępczość są dla internetu największym zagrożeniem. Kradzieże tożsamości, próba wykorzystywania internetu do prowadzenia działalności agresywnej w stosunku do innych państw – te zjawiska prowadzą do różnych ograniczeń. Wyzwaniami są także rola mediów społecznościowych i dyskusja o łańcuchu wartości – kto i w jakim stopniu powinien wpływać na rozwój infrastruktury i w nią inwestować oraz jak sprawiedliwie dzielić zyski z internetu poprzez odpowiednie regulacje – mówi agencji Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Jak podkreśla, w tym kontekście nie ustaje dyskusja o pozycji technologicznych gigantów, którzy mają decydujący wpływ na rynek technologiczny. Tak zwane bigtechy zagrażają konkurencyjności rynku i konsumentom, którzy często nie mają kontroli nad tym, jak wykorzystywane są ich dane osobowe i informacje o ich aktywności w sieci. W Stanach Zjednoczonych i wielu krajach Europy nasiliły się w ostatnim roku działania urzędów monopolowych wymierzone w tzw. grupę GAFA (Google, Amazon, Facebook i Apple).

– Internet jest fantastycznym narzędziem, ale jednocześnie sprzyjającym monopolizacji. Mamy do czynienia z dominacją gigantów technologicznych – mówi Marek Zagórski. – Wszystkie te wyzwania będą w nadchodzącym roku dyskutowane także w Polsce. Internet jest dynamiczny, pojawiają się coraz to nowe wyzwania i zagrożenia, ale także nowe możliwości. Dlatego dyskusja powinna się toczyć, bo dzięki niej będziemy w stanie wytyczyć granice.

W kontekście rozwoju internetu i ograniczania dominacji tzw. grupy GAFA ważnym elementem jest podatek cyfrowy. W ciągu kilku kolejnych miesięcy Komisja Europejska ma przedstawić projekt daniny obowiązującej we wszystkich krajach UE. Taki krok rozważa też polski rząd, który wstrzymuje się jednak do czasu decyzji Brukseli. Jak dotąd na wprowadzenie podatku cyfrowego na własną rękę zdecydowały się już m.in. Czechy (7-proc. stawka zacznie obowiązywać z początkiem 2020 roku).

– Wyzwaniem dla internetu w kolejnych latach będzie szybkość działania, a po drugie – wprowadzenie internetu rzeczy opartego na technologii 5G i wypracowanie w tym zakresie odpowiednich standardów – podkreśla prof. Jacek Leśkow, dyrektor NASK.

W Polsce komercyjne wdrożenie sieci 5G zbliża się wielkimi krokami. Testy tej technologii były już prowadzone w Warszawie i kilku innych dużych miastach, a we wrześniu ub.r. prezydent Andrzej Duda podpisał tzw. megaustawę telekomunikacyjną, która wprowadza ułatwienia niezbędne do rozwoju nowej technologii. Na jej upowszechnieniu mają skorzystać konsumenci, MŚP i cała gospodarka.

Wdrożenie 5G oznacza jednak szereg wyzwań. Będzie wiązać się m.in. z koniecznością rozbudowy infrastruktury telekomunikacyjnej, wliczając w to infrastrukturę szkieletową oraz nowe punkty dostępowe i stacje bazowe. Potrzebne będą środki finansowe, jak i nowe regulacje, które to umożliwią. Polski Instytut Ekonomiczny szacuje koszty uruchomienia nowej technologii w Polsce na 20,3 mld zł. Z punktu widzenia rozwoju sieci 5G kluczowe będą również kwestie ochrony danych i cyberbezpieczeństwa nowej sieci i jej poszczególnych komponentów, oraz odpowiednia edukacja społeczeństwa.

– Wyzwaniem dla nas obecnie jest nie tylko IoT (internet rzeczy – przyp. red.) i 5G, lecz także walor edukacyjny. Część mediów koncentruje się na tym, żeby przerażać widzów czy słuchaczy różnymi zagrożeniami. Oczywiście niebezpieczeństwa istnieją, ale patrzymy na pozytywny aspekt tej nowej rewolucji cyfrowej, która się na naszych oczach rozgrywa – mówi prof. Jacek Leśkow.

– Bezpieczny i coraz szybszy internet – tego oczekują od nas wszyscy użytkownicy, zarówno biznes, instytucje rządowe, jak i zwyczajni internauci – wskazuje Roman Malinowski, dyrektor rejestru krajowego .pl – domeny narodowej. – Największym wyzwaniem jest dziś utrzymanie otwartości sieci – tak jak do tej pory, ale z zachowaniem prywatności i bezpieczeństwa. Możemy mówić o przetwarzaniu danych, algorytmach i sztucznej inteligencji, ale to są elementy pochodne, które dzieją się w ekosystemie internetu. Sieć musi pozostać otwarta dla wszystkich.

Jak podkreśla, większe bezpieczeństwo w sieci będzie wymagać wypracowania pewnego kompromisu pomiędzy wszystkimi jej użytkownikami – od pojedynczych internautów po rządy i duże koncerny – oraz wdrożenia regulacji, które będą z jednej strony chronić prywatność, a z drugiej – inwestycje w gospodarkę cyfrową.

– Wszystkie strony tego kompromisu muszą ustąpić, zgodzić się na pewną wspólną regulację. Istotne jest, żeby nie wyłączyć nikogo z dyskusji o tym, jak ta regulacja ma wyglądać, czego ma dotyczyć i jak ma być zaimplementowana – mówi Roman Malinowski. – Rok 2019 był okresem dobrych zmian w internecie. To był kolejny rok jego dojrzałego użytkowania i tak będzie również w 2020 roku.

Jak ocenia dyrektor NASK, przyszły rok nadal będzie upływać pod znakiem dyskusji o równowadze pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością słowa w internecie. Prof. Jacek Leśkow podkreśla, że nie jest ona niczym nowym, ale zupełnie nowy wymiar ma zasięg tej debaty, ponieważ obecnie cyfrowe media i cyfrowe środowisko komunikowania się umożliwiają propagowanie rozmaitych poglądów z dużą szybkością i na dużą skalę. To z kolei stwarza szereg zagrożeń związanych m.in. z dezinformacją.

Fake newsy to narastający problem, którego efektem jest spadek zaufania społecznego. Przeciwdziałanie temu zjawisku jest trudne, ponieważ w dobie cyfrowej fałszywe informacje rozprzestrzeniają się błyskawicznie i są nie do zatrzymania. Eksperci zauważają, że fake newsów nie da się oddzielić od faktów, dopóki nie zmienią się nawyki czytelników, przyzwyczajonych do szybkiej i pobieżnej konsumpcji treści. Stąd potrzebny jest większy nacisk na edukację.

– Osoby, które nie mają pojęcia na dany temat, wypowiadają się w sposób autorytarny, tworzą przykładowo swój blog, a potem te wypowiedzi są multiplikowane i – często nieświadomie, bez złych intencji – powstaje fake news. Dlatego musimy nauczyć się filtrować informacje, oddzielać szum informacyjny od autentycznych treści. Wielkim wyzwaniem jest również to, jak zdefiniować autorytety, gdzie szukać fachowców, kogo słuchać i jak konstruować sobie spójny obraz rzeczywistości w świecie cyfrowym – mówi prof. Jacek Leśkow.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej, 68 proc. obywateli UE spotyka się ze zmanipulowanymi lub fałszywymi informacjami co najmniej raz w tygodniu. W Polsce ma z nimi do czynienia ponad połowa internautów – wynika z tegorocznego badania NASK. 35 proc. natrafia na nie przynajmniej raz w tygodniu lub częściej. Mimo to co piąty internauta (19 proc.) nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji ani ich źródeł.

W tym roku wzrosną ceny prądu. Gospodarstwa domowe mogą liczyć na rekompensaty, ale w trudniejszej sytuacji będzie przemysł

Prezes URE zatwierdził nowe taryfy na sprzedaż energii elektrycznej dla odbiorców w gospodarstwach domowych dla Tauronu, Enei i Energi Obrót. Przyszłoroczne rachunki wzrosną średnio o 9 zł, ale na tym nie koniec podwyżek. – W 2020 roku zostanie wprowadzona tzw. opłata mocowa, oznaczająca podwyżkę w wysokości kilkudziesięciu złotych, którą wszyscy odbiorcy energii będą musieli uwzględnić w swoich rachunkach – mówi radca prawny Jan Sakławski. Rząd pracuje już nad projektem ustawy, która ma zrekompensować gospodarstwom domowym wzrost cen energii w 2020 roku, tak aby nie płaciły więcej niż w ubiegłym. Biznes nie może jednak liczyć na taką pomoc.

 Turbulencje na rynku energii w bardzo znaczący sposób wpłynęły na działalność firm w ubiegłym roku i w 2020 roku również będzie to odczuwalne – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny, wspólnik w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

W ubiegłym roku odbiorcy końcowi nie odczuli podwyżek na rachunkach za energię elektryczną na skutek wprowadzenia ustawowych mechanizmów gwarancji cen. Tak zwana ustawa prądowa zamroziła stawki na poziomie z czerwca 2018 roku. Jednak zabieg ten spowodował, że spółki obrotu przez długi czas nie były w stanie nawet oszacować, jakie będą ich rzeczywiste przychody z tytułu sprzedaży energii.

– Zawarte przez nie kontrakty na zakup energii już funkcjonowały, więc spółki musiały płacić za energię, którą już zakupiły, żeby następnie sprzedać ją swoim klientom. To spowodowało, że część sprzedawców energii zdecydowała się wycofać z rynku, a część zdecydowała się na postępowania restrukturyzacyjne, żeby ratować się przed niewypłacalnością i koniecznością ogłoszenia upadłości – mówi Jan Sakławski. – Zawirowania na rynku i niepewność przełożyły się na problemy z wyborem sprzedawcy. Ci, którzy wycofywali się z rynku, często pozostawiali portfele, które były przejmowane przez inne podmioty. W takich sytuacjach odbiorcy przemysłowi przez pewien czas musieli korzystać ze stawek rezerwowych, które były bardzo wysokie. One potem zostały objęte gwarancjami z ustawy cenowej, ale mimo wszystko duża niepewność prawna i regulacyjna zawsze odbija się negatywnie na gospodarce.

Rynkowy kryzys najlepiej zniosły spółki o największym kapitale, które mogły liczyć na wsparcie dużej grupy kapitałowej. To przede wszystkim czterej najwięksi gracze energetyczni: Tauron, Enea, Energa i PGE.

– Zawirowania, które miały miejsce w 2019 roku, zdecydowanie wpłyną na to, co będzie działo się w tym roku. Zwłaszcza w kontekście wypadnięcia z rynku części podmiotów, umocnienia się pozycji największych sprzedawców i przejęcia przez nich części portfela tych, którzy musieli się z rynku wycofać – mówi Jan Sakławski.

Jak podkreśla, w tym roku wprowadzone ustawowo mechanizmy gwarancji cen stracą ważność i odbiorcy muszą liczyć się z możliwością podwyżek. Spółki obrotu będą próbowały powetować sobie straty na działalności operacyjnej wynikające z ustawy prądowej.

– Sprzedawcy muszą podnieść ceny. Rynek wie to od dłuższego czasu. Spółki energetyczne będą musiały odbić sobie brak bądź zmniejszenie zysków za ubiegły rok cenami w 2020 roku. To nie pozostanie bez wpływu na sytuację przedsiębiorstw w Polsce – mówi Jan Sakławski.

Z końcem grudnia prezes URE zatwierdził już firmom Enea i Energa Obrót nowe taryfy na sprzedaż energii elektrycznej dla odbiorców w gospodarstwach domowych korzystających z tzw. sprzedawcy z urzędu. Ich tegoroczne rachunki (w grupie G11) będą wyższe o ok. 9 zł miesięcznie. Enea i Energa Obrót mogą zmienić ceny za energię elektryczną w rozliczeniach z odbiorcami w gospodarstwach domowych najwcześniej po 13 stycznia 2020 roku.

Wcześniej, w połowie grudnia, prezes URE zatwierdził już taryfę operatora systemu przesyłowego (PSE), pięciu największych dystrybutorów energii elektrycznej (PGE Dystrybucja, Tauron Dystrybucja, Enea Operator, Energa Operator, innogy Stoen Operator) oraz taryfę na sprzedaż energii dla sprzedawcy z urzędu – Tauron Sprzedaż. Te taryfy przedsiębiorcy mogą stosować od początku stycznia br. W przypadku klientów detalicznych obsługiwanych kompleksowo (sprzedaż i dystrybucja) przez Tauron wzrost rachunków wyniesie ok. 12 proc. w stosunku do ubiegłego roku, czyli nie więcej niż 9 zł miesięcznie.

W końcówce grudnia wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin poinformował w mediach, że rząd pracuje nad projektem ustawy, która zrekompensuje gospodarstwom domowym wzrost cen energii w 2020 roku, tak aby nie płaciły więcej niż w ubiegłym.

 Mamy już zapowiedzi rządzących, że postarają się w jakiś sposób zrekompensować tę podwyżkę cen energii, ale tylko gospodarstwom domowym. Biznes – przede wszystkim przemysł – będzie musiał radzić sobie sam. Odbiorcy biznesowi będą musieli przygotować się na to, że nikt do nich żadnego mechanizmu nie skieruje i w związku z tym będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni – mówi Jan Sakławski.

Wzrost cen będzie dotkliwy zwłaszcza dla przedsiębiorstw produkcyjnych, dla których energia jest kluczowym elementem działalności i głównym kosztem. Firmy działające w branżach energochłonnych, zużywające duże wolumeny energii, będą narażone na największe wahnięcia w zakresie rentowności.

– Nie mówimy tutaj jednak o podmiotach energochłonnych ustawowo, które mają dedykowany system rekompensat. Mówimy o podmiotach z branży przemysłowej czy produkcyjnej, które po prostu kupują duże wolumeny energii. To są koszty rzędu kilkuset tysięcy lub nawet kilku milionów złotych miesięcznie i one są bardzo istotne w wydatkach i działalności operacyjnej przedsiębiorstw. Dla tych przedsiębiorstw nawet podwyżka o 20 zł na megawatogodzinie oznacza wzrost rzędu kilkuset tysięcy złotych miesięcznie – mówi Jan Sakławski.

Co istotne, ceny energii w Polsce, windowane m.in. przez uprawnienia do emisji CO2 i rosnące koszty paliw, i tak już w tej chwili należą do najwyższych w Europie. Z analiz MPiT wynika, że ceny energii na rynku hurtowym w Polsce są najwyższe w porównaniu z uprzemysłowionymi krajami sąsiednimi. W latach 2015–2018 były wyższe średnio o 20 proc. w stosunku do Niemiec, o 22 proc. wobec Czech i 17 proc. wobec Słowacji.

Inaczej jest w przypadku cen dla gospodarstw domowych. Z danych Eurostatu wynika, że w pierwszym półroczu polskie gospodarstwa domowe płaciły za energię 0,13 euro za kWh. Tylko w pięciu krajach UE (Chorwacja, Malta, Litwa, Węgry i Bułgaria) ceny były niższe niż w Polsce.

– Wpływ podwyżek cen energii na sytuację gospodarstw domowych jest kwestią bardzo indywidualną. W skali mikro to jest zużycie bardzo niewielkie, więc podwyżka o kilka, kilkanaście złotych miesięcznie nie będzie bardzo dotkliwa. Te pieniądze w pewnym zakresie finansują transformację energetyczną, więc można pokusić się o niepopularne stwierdzenie, że podwyżka jest konieczna – mówi Jan Sakławski. – Trzeba też zwrócić uwagę, że w 2020 roku zostanie wprowadzona tzw. opłata mocowa. To również będzie podwyżka w wysokości kilkudziesięciu złotych, którą wszyscy odbiorcy energii, również gospodarstwa domowe, będą musieli uwzględnić w swoich rachunkach.

PIE: Polska wciąż za mało eksportuje na rynki poza UE. To duża niewykorzystana szansa

Większość polskich eksporterów za główne bariery wejścia na rynki krajów pozawspólnotowych uważa takie czynniki jak znacząca odległość i związane z nią wysokie koszty transportu, większe ryzyko biznesowe czy obciążenia celne. Na te kwestie nie mają wpływu ani firmy, ani władze państwa. Jednak zdaniem ekspertów wsparcie administracji mogłoby znacząco pomóc w nawiązywaniu relacji handlowych z partnerami z innych kontynentów. – Wciąż pozostaje pole do usprawnienia działań w tym obszarze – uważa kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

– Z sukcesem weszliśmy na rynek europejski, natomiast udział krajów rozwijających się w naszym eksporcie jest dzisiaj niższy niż 30 lat temu, gdy zaczynaliśmy transformację gospodarczą. Niewątpliwie jest to olbrzymi obszar do zagospodarowania, a jednocześnie wielka szansa do wykorzystania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Chojna, kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Pole dla działań pobudzających aktywność naszych eksporterów na tych rynkach istnieje, ale jest dość ograniczone, gdyż główne przeszkody, tak jak oni je dziś postrzegają, mają charakter obiektywny.

Według firm prowadzących wymianę handlową z innymi krajami głównymi przeszkodami w podejmowaniu współpracy z partnerami pozaeuropejskimi są większa odległość i związane z nią koszty transportu, obawy przed korupcją i nierzetelnością miejscowych firm, a także wysokie cła. Na wszystkie wymienione czynniki nie mają wpływu ani sami przedsiębiorcy, ani polskie władze. Jednak kilkanaście procent respondentów Polskiego Instytutu Ekonomicznego za najważniejszą barierę uważa brak informacji albo brak wsparcia ze strony państwa.

– Możliwe jest tu podejście dwojakie: typowanie perspektywicznych rynków, i to już się robi, bo są programy promocyjne z serii Go: Go China, Go Africa, Go Arctic, jest też mapa pewnych rynków uznawanych za priorytetowe, na które państwo stawia w polityce wspierania eksportu. Generalnie są to wybrane kraje afrykańskie, bliskowschodnie, nie można zapominać o wielkich rynkach azjatyckich typu Indie czy Chiny, ale bardzo atrakcyjne są rynki krajów Azji Centralnej, np. Kazachstan – tłumaczy Janusz Chojna. – Drugie podejście może polegać na tym, że rozstrzyga rynek i sami eksporterzy. Będą wchodzić tam, gdzie uznają, że jest to dla nich zyskowne, opłacalne, a państwo powinno ich w tym wspierać.

Państwa europejskie wciąż dominują w strukturze polskiego eksportu, przy czym od 1990 roku liderem są  Niemcy z 27,7-proc. udziałem w okresie styczeń – październik 2019 roku. Drugie w kolejności Czechy odbierają 6,1 proc. polskich towarów, a zamykająca podium Wielka Brytania odpowiada za 6 proc. eksportu. W pierwszej dziesiątce znalazły się tylko dwa kraje pozaunijne: Rosja i Stany Zjednoczone, do których łącznie trafia 6 proc. wartości wywozu polskich towarów. Jednak spowolnienie gospodarcze w Niemczech, nadchodzący brexit, zła prasa polskiej żywności w Czechach, rosyjskie embargo i amerykańskie cła powinny zmotywować rodzimych eksporterów do poszukiwania nowych odbiorców.

– Na każdym z kontynentów można znaleźć potencjalny obszar ekspansji. Są rynki Ameryki Łacińskiej, co prawda ten kontynent ma ostatnio swoje kłopoty gospodarcze, niemniej jest to ciągle wielki, szybko rozwijający się obszar, który przez polskich eksporterów – ze względu na odległość i słabe tradycje kontaktów gospodarczych – nie jest dostatecznie silnie wykorzystywany – uważa przedstawiciel Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Branża farmaceutyczna stawia na innowacyjność. Farmaceutyczni giganci skupiają się na chorobach serca i nowotworach

Opracowywane są coraz bardziej innowacyjne metody leczenia ciężkich chorób. Trendem jest łączenie najnowszych technologii – produktów drobnocząsteczkowych, sztucznej inteligencji oraz cyfryzacji. Leczenie nowotworów odbywa się już coraz częściej z wykorzystaniem genetycznie modyfikowanych komórek pozyskiwanych z organizmu chorych, a najnowsze leki swoim działaniem nie są już wymierzone w konkretnie umiejscowiony nowotwór, ale w komórki o cechach nowotworowych. Wprowadzenie na rynek nowego leku jest jednak niezwykle kosztowne i długotrwałe.

– Jednym z wyzwań dla medycyny jest starzenie się i ciągły wzrost liczebności populacji. W związku z tym będziemy potrzebować innowacyjnych leków do leczenia chorób, na które nie wynaleziono jeszcze leków. W sektorze opieki zdrowotnej możemy się spodziewać pewnej liczby innowacyjnych rozwiązań. Będą one związane przede wszystkim z leczeniem chorób serca oraz nowotworów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Markus Baltzer, prezes firmy Bayer w Polsce.

W 2020 roku większe grono pacjentów zostanie prawdopodobnie poddanych immunoterapii CAR-T, która jest obecnie najnowocześniejszą spersonalizowaną metodą leczenia agresywnych nowotworów krwi i szpiku kości. Terapia opiera się na pracy zmodyfikowanych genetycznie limfocytów T, które są w stanie rozpoznawać cechy komórki nowotworowej odróżniające ją od komórki zdrowej. Dzięki temu są zdolne do jej zniszczenia. W Polsce dwaj pierwsi pacjenci zostali poddani tej terapii pod koniec 2019 roku.

We wrześniu 2019 roku do obrotu w Europie został dopuszczony rewolucyjny lek na raka. Larotrectinib nie jest preparatem, którego działanie wymierzone jest w konkretny rodzaj nowotworu, ale w czynnik genetyczny nowotworu. Larotrectinib wykazał w badaniach 75-proc. skuteczność. Stosowany był w leczeniu m.in. mięsaka tkanki miękkiej, a także nowotworu tarczycy oraz płuc.

– Onkologia należy do obszarów, w których cała branża farmaceutyczna ma jeszcze dużo do zrobienia. W nim też koncentrują się nasze wysiłki. Opracowanie nowego leku jest jednak niezwykle kosztowne, mówimy tu nawet o kwotach rzędu 12 mld euro, a zatem pokrycie kosztów wprowadzenia na rynek nowego specyfiku stanowi nie lada wyzwanie pod względem finansowym – zaznacza prezes firmy Bayer w Polsce.

Wprowadzenie na rynek nowego leku jest nie tylko kosztowne, lecz także czasochłonne. Drogę do pełnego zastosowania wydłuża dodatkowo czas potrzebny na objęcie leku procedurą refundacyjną. Przykładem może być lek Gazyvaro stosowany w leczeniu przewlekłej białaczki limfocytowej (PBL), która jest najczęstszym typem białaczki występującym w Europie. Lek został zarejestrowany przez Europejską Agencję Leków w 2014 roku. W polskim programie lekowym leczenia chłoniaków złośliwych pojawił się dopiero w 2020 roku.

Mimo tego na rynku farmaceutycznym pojawia się coraz więcej innowacji.

– Trendem jest łączenie technologii – produktów drobnocząsteczkowych, sztucznej inteligencji oraz cyfryzacji. Będzie to dla nas wyzwanie na kolejną dekadę, ponieważ w tym czasie będziemy mieli do czynienia z bardziej świadomymi pacjentami, posiadającymi większą wiedzę na temat swoich schorzeń i bardziej zaangażowanymi w proces leczenia. Do tego czasu udostępnimy technologie, które będą pomagały ludziom w poprawianiu ich stanu zdrowia – mówi Markus Baltzer.

Według Allied Market Research światowy rynek leków onkologicznych i przeciwnowotworowych został wyceniony na 97,4 mld dol. w 2017 r., a do 2025 r. osiągnie wartość 176,5 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu osiągnie poziom 7,6 proc.

Rośnie liczba Ukraińców z ważnymi zezwoleniami na pobyt w Polsce. Mimo wielu zapowiedzi spadku, liczby wciąż rosną

Na koniec trzeciego kwartału 2019 r. ponad 415 tys. cudzoziemców miało ważne zezwolenia na pobyt w Polsce. Wg danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców (UdSC), od stycznia największy wzrost dot. obywateli Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Indii oraz Mołdawii. Zdaniem ekspertów, należy spodziewać się coraz mniejszego napływu Ukraińców. Będzie też trudniej niż dotychczas zatrzymać ich na rynku pracy. Rośnie odsetek firm mających problemy z przyciągnięciem kandydatów z tamtego rejonu. Polska rywalizuje przede wszystkim z Niemcami, Czechami i Węgrami. Znawcy tematu przekonują, że na sile przybierze migracja osób z Azji.   

Kierunek Polska

Według stanu na 30 września 2019 roku, ważne zezwolenia na pobyt w naszym kraju posiadało 415,5 tys. cudzoziemców, o czym informuje Jakub Dudziak, rzecznik prasowy UdSC. W pierwszych trzech kwartałach br. największy wzrost dotyczył obywateli Ukrainy – o 30,8 tys. (do 210 tys. osób), Białorusi – o 4,3 tys. (do 24,4 tys.), Gruzji – o 1,9 tys. (do 4,8 tys.), Indii – o 1,1 tys. (do 9,9 tys.) oraz Mołdawii – o 0,8 tys. (do 2,2 tys.). Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

– Dane te nie dotyczą nowych osób poszukujących pracy, lecz takich, które już przebywają w naszym kraju. Procedury legalizacji pobytu aktualnie trwają 3-4 razy dłużej niż jeszcze kilka lat temu. W związku z tym można stwierdzić, że wyniki obejmują osoby, które przyjechały do nas w 2018 roku. Dodatkowo cudzoziemcy, po okresie adaptacji i podjęciu decyzji o pozostaniu w Polsce, niejednokrotnie mogą zmieniać pracodawców, tym samym zwiększając statystyki ważnych zezwoleń – komentuje Jana Bednarek, ekspert rynku pracy z agencji rekrutacyjnej Manpower.

Natomiast Jakub Dudziak podkreśla, że w pierwszych trzech kwartałach 2018 roku liczba Ukraińców posiadających ważne dokumenty pobytowe wzrosła o 27,5 tys. (do 172,7 tys.). W przypadku obywateli Białorusi przybyło 3,5 tys. (do 18,9 tys.), Gruzji – 0,8 tys. (do 2,4 tys.), Indii – 1,7 tys. (do 8,7 tys.), a Mołdawii – 0,2 tys. (do 1,4 tys.).

– Ukraińcy od dawna przyjeżdżają do nas i do Rosji. Dla nich rosyjski rynek stawał się coraz mniej atrakcyjny, kiedy tamtejsza gospodarka zaczęła wyraźnie słabnąć pod wpływem sankcji zachodnich. Dalej tam jeżdżą zarabiać, ale rzadziej niż kiedyś. Jednocześnie sytuacja gospodarcza u nas stawała się coraz lepsza, co było sygnałem nie tylko dla Ukraińców, ale też dla obywateli innych państw – analizuje Andrzej Korkus, prezes EWL SA, agencji rekrutującej pracowników z rynków wschodnich.

Z kolei Monika Banyś, rzecznik prasowy Personnel Service stwierdza, że najprawdopodobniej już minął okres największego boomu na przyjazdy Ukraińców do pracy. Teraz należy spodziewać się, że chętnych z tego kraju będzie coraz mniej. Ekspert odwołuje się do „Badania Imigracji Zarobkowej”. W nim co drugi pracodawca stwierdził, że coraz trudniej jest przyciągnąć pracowników z Ukrainy. To najbardziej zaskakujący wynik. Rok wcześniej takie trudności wskazało tylko 14% ankietowanych.

– Spodziewamy się spadku liczby przyjeżdżających obywateli Ukrainy, trudniej będzie ich również zatrzymać w kraju. Jak wynika z badania preferencji migracji zarobkowych Ukraińców, które Manpower przeprowadził dokładnie rok temu, co czwarty Ukrainiec chce stąd wyjechać. Według naszych obserwacji, w ciągu ostatnich 12 miesięcy znacznie wzrosło zainteresowanie wyjazdem do Niemiec, a w ostatnim czasie pytają oni także o oferty z Czech – mówi Jana Bednarek.

Walka o pracownika

W opinii prezesa Korkusa, atutem Polski jest nie tylko sytuacja na naszym rynku pracy. Mamy bardzo liberalną politykę przyjmowania pracowników w pierwszym kroku. Wystarczą tylko dwa dokumenty – paszport biometryczny i oświadczenie, by dana osoba mogła w ciągu tygodnia tu przyjechać. Tym długo wygrywaliśmy walkę o pracowników w tej części Europy, co przełożyło się na falę przyjazdów do nas. Ale w innych krajach także zachodzą zmiany i „monopol” Polski dobiega końca.

– Konkurują z nami głównie Czechy, Węgry i Niemcy. Przewagą dwóch pierwszych państw nad Polską jest wydawanie zezwoleń dla Ukraińców na okres dwóch lat. U nas takie dokumenty są ważne tylko przez pół roku i to też kształtuje w znaczny sposób charakter imigracji zarobkowej z Ukrainy. Do nas ci pracownicy przyjeżdżają na bardzo krótkie okresy – podkreśla Monika Banyś.

Dziś jeszcze nie wiadomo, jak w praktyce będzie wyglądało otwarcie rynku niemieckiego dla Ukraińców. Zdaniem prezesa EWL SA, to może wpłynąć na skalę migracji do Polski. Ponadto, warto uważnie przypatrywać się zmianom zachodzącym na samej Ukrainie. Przykładowo, w tamtejszym sektorze budowlanym wynagrodzenia znacznie wzrosły w pierwszej połowie u.br. Jest dużo nowych inwestycji, za którymi też pójdą kolejne miejsca zatrudnienia.

– Już samo ogłoszenie tego, że Niemcy otworzą swój rynek, sprawiło, że wyjechało tam wielu Ukraińców. Oni najpierw przyjeżdżają do Polski, dostają zezwolenie, żeby tu pracować, ale potem przekraczają granicę i nielegalnie zarabiają w Niemczech. Łamią prawo, bo chcą odłożyć więcej pieniędzy. A to istotne, zwłaszcza przy imigracji, która trwa np. tylko 3 miesiące – dodaje Monika Banyś.

Jak zaznacza Jana Bednarek, obywateli Gruzji i Mołdawii można zatrudnić w Polsce, korzystając z procedury uproszczonej. Z kolei Hindusi przyjeżdżają głównie ze względu na wynagrodzenia. Nasz rynek pracy jest atrakcyjny pod względem dostępności tego typu ofert. Natomiast prezes Korkus podkreśla, że Gruzini wyjeżdżali zarabiać do Rosji, ale z czasem więcej z nich zaczęło wybierać Polskę. Do tego przyczynił się wzrost napięcia w stosunkach gruzińsko-rosyjskich, w efekcie Moskwa wstrzymała loty przewoźników do swojego sąsiada.

Napływ Azjatów

– Pracownicy z Azji będą pojawiać się u nas coraz częściej. Z raportu MRPiPS wynika, że w pierwszej połowie 2019 roku wydano ponad 35 tysięcy zezwoleń na pracę dla Azjatów. To o 42% więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Ten wzrost jest więc tutaj mocno widoczny. Oczywiście, skala jest nieporównywalna, bo w przypadku Ukraińców jest to ok. 200 tys. i tylko 35 tys. Azjatów – stwierdza rzecznik prasowy Personnel Service.

W opinii eksperta z Manpower, polskie firmy są coraz bardziej otwarte na zatrudnienie kandydatów z zagranicy. Chcąc zapewnić sobie odpowiednią liczbę pracowników, sięgają chętniej m.in. po osoby z  Indii, Nepalu oraz Filipin. Natomiast prezes EWL SA zaznacza, że nasza gospodarka jest w dobrej kondycji, pensje rosną dynamicznie. To sprawia, że stajemy się atrakcyjniejszym krajem do emigracji.

– Pracownicy z Ukrainy są wciąż dominującą grupą imigrantów i tak najprawdopodobniej zostanie. Wynika to z tego, że oni są nam bliscy kulturowo, dobrze pracują i łatwo się można z nimi porozumieć. Dużo prościej jest mieć pracownika, który mówi po ukraińsku niż np. Hindusa posługującego się tylko językiem ze swojej ojczyzny. Tego zupełnie nie da porównać. Należy podkreślić, że Ukraińcy już pracują w usługach i rozmawiają z klientami. Nie jest to może mocna tendencja, ale dostrzegamy ją  – podsumowuje Monika Banyś.

Najwyższy wzrost inflacja osiągnie w I kwartale 2020 r.

Wzrost cen będzie w I kw. 2020 r. najwyższy od 2012 r. Nie tylko ze względu na podwyżki opłat za energię elektryczną, ale także z powodu wyjątkowo drogiego mięsa.

W pierwszych trzech miesiącach roku inflacja w Polsce wzrośnie nawet do 3,5 proc., w ocenie międzynarodowej firmy doradczej Coface.

– Rosną ceny wieprzowiny na rynkach światowych w związku z tzw. afrykańskim pomorem świń, a skutki są takie, że drożeją też inne typy mięsa, również drobiowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.

Coraz więcej wiemy o wzroście cen energii elektrycznej, kolejni jej wytwórcy dostają zgody na podwyżki od krajowego regulatora. Przed rokiem te podwyżki zostały zablokowane ze względu na kumulację okresu wyborczego, teraz będą więc tym bardziej wysokie, ich 5 proc. wzrost staje się założeniem coraz bardziej optymistycznym. Nie wiadomo jeszcze jaka ostatecznie będzie reakcja rządu, bo napływające informacje były sprzeczne.

– Wzrost inflacji będzie miał miejsce głównie w I kw., później będziemy obserwowali już niższą dynamikę cen – komentuje G.Sielewicz z Coface. – Pod koniec 2020 r. będzie sięgała 1,5 proc., ale stopy procentowe powinny pozostać na rekordowo niskim poziomie nie tylko w 2020 r., ale także w kolejnym roku.

Czy prawdą jest, że warszawska giełda umiera?

Indeks WIG20 jest powodem do rozpaczy dla inwestorów. Znajduje się wśród najgorszych 20 głównych indeksów giełdowych na świecie. W tym gronie są przede wszystkim indeksy krajów Afryki i Bliskiego Wschodu, a nie ma żadnego z Europy.

Złe były wyniki 2019 r. Kiepska okazała się cała dekada dla warszawskiej giełdy. GPW jest w gronie pięciu najgorszych giełd europejskich. Jest to o tyle zadziwiające, że po 2008 r. Polska nie była krajem, który znalazł się w kryzysie gospodarczym, natomiast nasza giełda jest w gronie rynków akcji krajów UE dotkniętych największym kryzysem.

– W ostatnich dnach rozgorzała dyskusja czy warszawska giełda umiera – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To tsunami krytyki, która spada na GPW nie jest bezpodstawne, zwłaszcza, że w 2019 r. nie tylko Stany Zjednoczone widziały 20-50 proc. wzrosty indeksów.

W Europie bardzo wysokie były wzrosty indeksów w krajach bałkańskich. Pomimo recesji w Niemczech giełda tego kraju też miała dobre wyniki w 2019 r.

WIG20 zamknął rok na minusie. Przyczyn należy szukać w składzie indeksu. Wśród tworzących go spółek są cztery banki, których kurs ucierpiał z powodu wyroku TSUE dotyczącego frankowiczów. WIG20 to także dwa koncerny energetyczne, które pomimo rosnących kosztów produkcji energii z węgla kamiennego nie mogły podnieść cen, bo mieliśmy intensywny rok pod względem wyborczym. Współwłaścicielem dwóch banków jest Skarb Państwa. W sumie jest on bardzo ważnym akcjonariuszem w połowie spółek tworzących indeks WIG20. To nie jest akcjonariusz, który cieszy się zaufaniem inwestorów indywidualnych.

– Polacy mają coraz więcej oszczędności, a wielkim zainteresowaniem cieszą się inwestycje w nieruchomości, które na dłuższą metę gospodarce niespecjalnie się przysłużą – ocenia dr P.Kwiecień. – Dla gospodarki byłoby lepsze, gdyby choć część tych pieniędzy trafiała na GPW i była zagospodarowana przez polskie firmy, które dzięki temu mogłyby szybciej się rozwijać.

Potrzebne jest odbudowanie zaufania inwestorów do warszawskiego rynku. Spółki z udziałem Skarbu Państwa z WIG20 zbyt często dodawały sobie nowy profil działalności, nie wyjaśniając przyczyn tego swoim pozostałym akcjonariuszom.

– Potrzebne są też nowe zachęty dla inwestorów, a taką byłoby zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych z inwestycji długoterminowych – dodaje ekspert XTB.

8 innowacji, które będą rządzić w biznesie w 2020 roku

Rozwój autonomicznych samochodów i dronów, roboty-akrobaci rodem z filmów science fiction czy ostra walka ze zjawiskiem „deepfake” – to trendy, które będą nadawać ton rozwojowi branży. Rok 2020 może stać się przełomowym dla tych innowacji – do tej pory zdecydowanie nie powiedziały one ostatniego słowa. Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION, wskazuje 8 innowacji które będą źródłem zmian nie tylko w obszarze technologii, ale też w biznesie.

W 2019 roku rządziły voiceboty i chatboty, pokazując kierunek, w jakim powinien podążać biznes jeśli chodzi o automatyzację kontaktów z klientami. Był to także czas przygotowań i wdrożenia dyrektywy PSD2 na unijnym rynku finansowym. Mijający rok przyniósł również wiele nowych, niekiedy ogromnych skoków technologicznych w przyszłość. Zdaniem Marcina Dąbrowskiego z ITMAGINATION 2020 rok zapowiada się wręcz futurystycznie. Autonomiczne samochody, roboty zdolne do akrobatycznych skoków czy komputery kwantowe to tylko niektóre innowacje kształtujące trend na nadchodzący rok.

  1. Nowy wymiar bezpieczeństwa w bankach

Od września 2019 roku logowanie do kont bankowych wymaga od użytkowników dodatkowego uwierzytelniania – oprócz loginu i hasła także kod SMS lub dana biometryczna. Oprócz tego banki wraz z wejściem w życie dyrektywy PSD2, musiały udostępnić fintechom i innym podmiotom trzecim w pełni funkcjonalne API. Pozabankowi dostawcy usług płatniczych (TPP), poszli w ślady tradycyjnych instytucji bankowych i zaczęły oferować swoim klientom także usługi finansowe. Aby nie stracić swojej pozycji rynkowej, a nawet rosnąć i pozyskiwać kolejnych nowych klientów, banki zaczęły z kolei wprowadzać do swojej oferty usługi dodane, tzw. VAS (Value-Added Services). Możliwości banków, tempo i skala poszerzenia ich usług w 2020 roku pozostaną jednym z najważniejszych tematów w świecie finansów.

  1. Ewolucja sztucznej inteligencji

Sztuczna inteligencja już nie gra tylko w szachy czy w japońską grę planszową Go, ale znacząco przyspiesza i ułatwia obsługę klienta. AI wspiera lekarzy, producentów, czy sprzedawców w sklepach internetowych. Jej możliwości i zastosowania rosną z roku na rok. Sztuczna inteligencja może przewidywać ruch w sklepie, pomagać w optymalizacji zatrudnienia oraz wspomagać efektywne rozmieszczanie towarów na półkach. Ponadto systemy bazujące na sztucznej inteligencji mają możliwość analizowania milionów aktywności użytkowników jednocześnie, w czasie rzeczywistym, co jest idealnym wsparciem dla banków i innych firm usługowych, których konkurencyjność zależy od umiejętności podania klientowi dopasowanej indywidualnie oferty „tu i teraz” w odpowiedzi na jego realne potrzeby. Inwestycje w AI będą na pewno silnie rosły w 2020 roku. Sztuczna inteligencja jest na tyle ważna, że brak rozwoju w tym segmencie może wyłączyć firmę z głównego nurtu na rynku.

  1. Smart świat tworzony przez Internet Rzeczy

Wbrew pozorom Internet Rzeczy nie rośnie tak szybko, jak niektórzy chcieliby to widzieć 10 lat temu. Idealnym przykładem jest sieć 5G, podstawa do IoT, która wydaje się być z jednej strony must have, a z drugiej wielkim wyzwaniem dla telekomów. Mimo najszczerszych chęci, wiele krajów nadal nie jest przygotowanych na przyjęcie nowego wymiaru łączenia bezprzewodowego. Za IoT podąża Edge computing i Edge AI, które odpowiadają za przetwarzanie ogromnych ilości danych na urządzeniach końcowych i w chmurze w każdej branży. Sukces wielu technologii należących do Internetu Rzeczy zależy od tego, czy dane zostaną odpowiednio szybko przetworzone, dostarczając znaczących, wartościowych informacji. Od tych procesów zależy, czy w najbliższej przyszłości ujrzymy inteligentne miasta, transport czy budynki. Dobrze byłoby, aby 2020 rok przyniósł odpowiedź na pytanie czy IoT i nowe technologie udźwigną ogromną ilość danych produkowaną przez korporacje.

  1. Roboty z filmów science fiction

W 2019 roku furorę w świecie innowacji zrobiły psy futurystyczne i humanoidy od firmy Boston Dynamics, które doskonale sobie radzą z zadaniami w naturalnych warunkach. Od września ubiegłego roku w sprzedaży dostępne są roboty Spot przypominające psy do zastosowań przemysłowych, np. do monitorowania placu budowy czy prostych manipulacji przy instalacjach gazowych lub energetycznych. Autor tych robo-psów pochwalił się także kolejnym osiągnięciem – humanoidalnym robotem Atlas, który może wykonywać wymyślne akrobacje, takie jak przewroty w przód, obroty w powietrzu czy imponujące wyskoki. Nie oznacza to jednak, że inne firmy pozostają w tyle. Popularna marka Samsung równie śmiało wkroczyła do robotyki. Firma może się pochwalić Samsung Botem – metrowej wysokości robotem, który może przedstawić prognozę pogody, zmierzyć nam ciśnienie, a także wezwać karetkę, jeśli użytkownik upadnie i nie będzie reagował przez określony czas. Zdaniem eksperta ITMAGINATION w 2020 roku można spodziewać się kolejnych osiągnięć w dziedzinie robotyki i nowych, spektakularnych rozwiązań technologicznych z wykorzystaniem robotów.

  1. Samochody bez kierowców

Możliwości autonomicznych samochodów czy dronów są coraz większe, a intensywne testy wyraźnie pokazują, że firmy kładą szczególny nacisk na wprowadzenie tej technologii w życie. W 2019 roku Tesla wdrożyła ulepszenie do wszystkich swoich aut. Przykładowo – za pomocą aplikacji mobilnej kierowca może „przyzwać” auto do siebie. Na razie jednak producent zastrzegł, że najbezpieczniej korzystać można z tego dodatku wyłącznie pod warunkiem utrzymywanie przez kierowcę kontaktu wzrokowego
z pojazdem. Pozwoli mu to zareagować i zatrzymać samochód w przypadku, gdy na drodze auta pojawi się nieoczekiwany obiekt niewychwycony przez czujniki. Marcin Dąbrowski podkreśla, że ten rok będzie należał do maszyn autonomicznych – ich flota będzie rosła w stajni samochodów Ubera, Tesli czy dronów dostarczających paczki Amazona. Do wyścigu dołączają już kolejne znane marki i firmy,
a kwestią czasu pozostaje moment, kiedy samochody bez kierowcy będą masowo wozić ludzi po miastach.

  1. Czas na kryptowaluty

Blockchain zaliczył już duży rozwój w ostatnich latach – tak jeśli chodzi o zastosowanie go w  biznesie jako sposobu na bezpieczne przechowywanie i przesyłanie danych, jak i jeśli chodzi o kryptowaluty. Dla tych ostatnich ważnym momentem było wejście do gry takich gigantów, jak Facebook, Amazon czy Samsung. W 2019 roku wiodący gracz na rynku e-zakupów wydał Amazon Managed Blockchain, który umożliwia klientom skonfigurowanie sieci blockchain w ich organizacjach. Revolut umożliwia każdemu wymianę pieniędzy na najpopularniejsze kryptowaluty, niwelując bariery związane z skomplikowanym światem Blockchain. Z kolei flagowy model telefonu Samsunga – Galaxy S10 – może przechowywać klucze prywatne do portfeli na kryptowaluty. Facebook z kolei dalej pracuje nad ogłoszoną w czerwcu 2019 roku własną kryptowalutą Libra do szybkich płatności na platformie. Wdrożenie Libry planowane jest na 2020 rok. Moment ten pokaże czy tak innowacyjne podejście sprawdzi się w sieci społecznościowej. Z kolei Chiny obawiają się inwestycji w kryptowaluty i choć popierają przemysł blockchain i chcą w niego inwestować, odradzają to w przypadku walut cyfrowych.

  1. Komputery kwantowe

Google twierdzi, że w 2019 roku jego komputer kwantowy dokonał skomplikowanych obliczeń w 200 sekund, co klasycznemu, najszybszemu komputerowi zajęłoby około 10 000 lat. W związku z tak imponującym wynikiem, wokół sprawy pojawiło się dużo wątpliwości, czy firmie faktycznie udało się osiągnąć sukces. Nie zmienia to jednak faktu, że Google zasługuje na pochwałę choćby dlatego, że już robi duże postępy w sferze, która dla wielu firm i naukowców pozostaje w obszarze marzeń. Komputery kwantowe mogą wspierać rożne sektory gospodarki. W branży medycznej ciekawym rozwiązaniem jest symulacja struktury molekuł, co może pomóc w opracowaniu nowych lekarstw. Również sektor finansowy przygląda się tej technologii ze względu na możliwość podniesienia poziomu bezpieczeństwa i udoskonalenia sztucznej inteligencji odpowiedzialnej m.in. za ocenę ryzyka. 2020 rok może pokazać, ile było prawdy w sukcesie giganta technologicznego i na ile konkurenci faktycznie pozostali w tyle
w kwantowym wyścigu zbrojeń.

  1. Walka z deepfake

Pojęcie fake news stało się już powszechnie znane, jednak „deepfake” to stosunkowo nowy, niepokojący trend i godny zastępca fałszywych informacji, który zagościł w sieci. Łatwy dostęp do zaawansowanych technologii umożliwia manipulowanie obrazem online. Sztuczna inteligencja może podmienić obraz nieruchomy lub ruchomy innym i stworzyć „nową prawdę”. Facebook, Microsoft, a także Amazon połączyli siły w walce ze zjawiskiem deepfake w sieci. Duży wkład finansowy i opracowane materiały badawcze pomogą w poszukiwaniach skutecznej metody wykrywania fałszywek. Prawdziwy test walki
z deepfake będzie można zaobserwować już w 2020 roku w związku z planowanymi na listopad wyborami prezydenckimi w USA. To wtedy Facebook będzie mógł się najlepiej wykazać rezultatami przeprowadzanych badań i postarać się poprawić zszarganą reputację po wyborach prezydenckich w USA w 2016 roku i skandalem związanym z Cambridge Analytica.

Koniec świątecznej przerwy, inwestorzy wracają

Koniec świątecznej przerwy i rynki wracają do regularnego działania. Ostatnim dniom towarzyszyły zubożałe warunki płynnościowe, co na FX szkodziło USD, ale pomagało m.in. EUR, AUD a finalnie także GBP. Rynek akcji zakończył mocny rok w szampańskich nastrojach, gdyż nie słabnie entuzjazm wokół porozumienia handlowego USA-Chiny.

Na starcie nowego roku o zdrowe perspektywy chińskiej gospodarki chce zadbać bank centralny, który obniżył o 50 pb stopę rezerw obowiązkowych, czym uwolni do systemu 800 mld CNY (115 mld USD). Z drugiej strony należy zadać sobie pytanie, czy działania Ludowego Banku Chin są czysto prewencyjne, czy jednak biorą się z obaw, że gospodarka nie może podnieść się po spowolnieniu wywołanym skutkami wojny handlowej z USA? Pekinowi zależy na zapewnieniu wzrostu PKB blisko 6 proc. i choćby z tego powodu będzie luzować politykę, ale jeśli nie zacznie się to przekładać na poprawę w danych makro, rynki nie znajdą w ekspansywnej polityce wyraźnego powodu do zadowolenia. Wskaźniki PMI dla przemysłu (rządowe i komercyjne) sygnalizują ekspansję, ale bardzo powolną (50,2 i 51,5). Jakkolwiek odczyty grudniowe mogą jeszcze nie odzwierciedlać zadowolenia porozumieniem Pierwszej Fazy, to jeśli następna aktualizacja nie przyniesie istotnej poprawy, inwestorów może czekać bolesne zderzenie z rzeczywistością.

Magicznie wybrzmiewa podsumowanie roku na rynku akcji z S&P500 wyżej o prawie 30 proc., choć bez zająknięcia o tym, że grudzień 2018 przyniósł ostry zjazd o ponad 12 proc. Od tego czasu nastąpił zwrot w polityce handlowej Białego Domu, ale też w nastawieniu Fed. Bank centralny nie tylko dokonał trzech obniżek stóp procentowych po 25 pb każda, ale także przeprowadza ukryte QE w postaci skupu bonów skarbowych i wpompowania w rynek międzybankowy 300 mld USD. Oficjalnie celem jest przeciwdziałanie zaburzeniom płynności, ale pieniądza na rynku chyba jest pod dostatkiem, skoro dolary „uciekają” na inne rynki. Z marazmu próbują się wybić EUR/USD (ponad 1,12) i AUD/USD (0,70), a popyt ciągle szuka okazji, by odbudować pozycje w GBP, mimo że ryzyko polityczne wciąż nie odpuszcza.

Na starcie 2020 r. przekonamy się, na ile ostatnie ruchy mają tylko uzasadnianie w zaburzeniach płynności, a na ile maja silniejsze podparcie w fundamentach. Na razie oczekiwania na owoce porozumienia handlowego są zawieszone wysoko, ale szybko muszą znaleźć potwierdzenie w poprawie danych. Dziś indeksy PMI z Eurolandu i USA raczej taki drogowskazami nie będą, gdyż są to jedynie rewizje wcześniejszych wskazań. Osobiście pozostaje ostrożny, gdyż uważam, że rynki zapędziły się za daleko z entuzjazmem i oczekują po danych tego, czego szybko nie dostaną. Tańczmy, póki muzyka gra, ale nie spuszczajmy orkiestry z oka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polskie firmy rekrutacyjne bez kompleksów na światowych rynkach

Polskie agencje rekrutacyjne szukają pracowników już nie tylko dla firm w Europie, ale również w krajach arabskich. Okazuje się, że to lepszy biznes niż współpraca z Norwegami czy Czechami.

Polskie agencje pracy coraz częściej skupiają się na rynkach Zatoki Perskiej. Kraje takie jak Arabia Saudyjska, Kuwejt czy Emiraty Arabskie mają ogromne zapotrzebowanie na pracowników. W hotelarstwie, usługach, pomocy domowej, opiece nad osobami starszymi i dziećmi, jako monterzy konstrukcji i spawacze. Pracę znajdują tam głównie ludzie z Pakistanu, Egiptu i Bangladeszu oraz Filipińczycy, których mieszka tam około 300 tysięcy. To głównie ich na potrzeby firm arabskich rekrutuje agencja Workroom z Warszawy. Okazuje się, że mimo działalności lokalnych agencji, silny partner z Polski jest tam równie atrakcyjny lub nawet bardziej, jeśli oferuje dodatkowe kierunki zatrudniania dla pracowników z Dalekiego i Bliskiego Wschodu.

– Zapewniamy pracowników z Filipin na Półwyspie Arabskim, ale także w Europie, w tym w Polsce. To, że obsługujemy kilka destynacji i mamy siedzibę w Kuwejcie, czyni nas wiarygodnym partnerem dla tamtejszych pracodawców – mówi Arkadiusz Jankowski z Workroom. – Dla nas również jest to bardzo atrakcyjne, bo procedury i przepisy dotyczące legalizowania pobytu i zatrudnienia są tam łatwiejsze niż w Polsce.

Agencja działa w Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które poszukują pracowników z Egiptu, Bangladeszu i Filipin.

Mniej ofert w Skandynawii

Kraje arabskie wciąż się rozwijają, ale niełatwo tam o pracowników, bo nie każdy dobrze czuje się w kraju o odmiennej mentalności, religii i surowych zasadach określających życie codzienne kobiet. Dlatego kraje te stanowią często tylko etap dla szukających pracy. Po upływie czasu określonego w umowie wracają do swoich krajów lub próbują znaleźć zatrudnienie w Europie.

– Odkrywamy i sprawdzamy różne kierunki i ten okazał się bardzo dobry dla działalności takich firm jak nasza. Rekrutujemy też w Europie, ale te najpopularniejsze kierunki są mocno obstawione przez agencje – dodaje Jankowski.

Z kolei w niektórych krajach, do niedawna jeszcze uznawanych za „eldorado” dla Polaków, zaczyna brakować ofert. Jest tak np. w Norwegii, w której coraz częściej pracują Szwedzi oraz imigranci z szeregu ościennych krajów. Zdaniem Rafała Borowskiego, prezesa agencji MR JOB zapotrzebowania na pracowników w Norwegii nie jest wysokie, bo nie ma tak wielu otwartych na współpracę przedsiębiorstw jak w Polsce czy innych krajach europejskich.
– Norwegowie nie mają problemu ze znalezieniem pracowników na miejscu. Kolejka chętnych jest tam wystarczająco długa – mówi Borowski. – Oni wiedzą, że płaca u nich, nawet ta minimalna, jest wysoka, więc podnoszą poprzeczkę, jeśli chodzi o kwalifikacje. Wejście na ten rynek jest kuszące, natomiast w branży przemysłowej – przez wysoki próg wejścia – mało realne.

Czechy już nie tak atrakcyjne

Podobna sytuacja jest w Czechach, gdzie jeszcze kilka lat temu zarobki w branży przemysłowej były wyższe niż w Polsce.

– Kiedy wynagrodzenia w Polsce nie były tak atrakcyjne jak w Czechach, Polacy, szczególnie ci mieszkający w pobliżu granicy, chętnie wyjeżdżali tam do pracy. Wracali do Polski na weekendy a niektórzy nawet codziennie – mówi Aneta Janik-Barciś, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. – Dzisiaj, kiedy ta różnica wynagrodzeń nie jest tak duża, mniej Polaków pracuje w Czechach, chociaż wciąż są tam poszukiwani, bo bariera językowa nie jest duża. Poza tym Polacy pracują tam niemal w każdej fabryce na stanowiskach kierowniczych.

W ostatnim czasie Czesi odczuwają problem braku rąk do pracy i wspomagają się Ukraińcami. Ściągają też do pracy ludzi z Indii, Wietnamu i Filipin.
Filipińczycy cenieni i bliscy Polsce

Właśnie zatrudnianiem tych ostatnich coraz mocniej interesują się firmy z Polski. Przyjezdnych z innych krajów, głównie z Ukrainy jest w Polsce wielu, ale ich ilość nie przyrasta tak jak w ubiegłych latach. Część z nich, po wejściu nowej ustawy imigracyjnej w Niemczech, która wejdzie w życie w styczniu 2020 r., wyjedzie tam pracować. Filipińczycy mogliby ich zastąpić oraz wypełnić lukę w zatrudnieniu w branżach, gdzie wciąż jest zapotrzebowanie – w rolnictwie, branży spożywczej i budownictwie.

Choć Filipińczycy pochodzą z innej części świata, gdzie dominuje kultura Wschodu, to okazuje się, że nie trzeba uczyć ich realiów świata zachodu i świetnie odnajdują się na emigracji. W ich kraju działają ośrodki kształcenia zawodowego przygotowujące ich do życia za granicą i uczą tam nie tylko języka angielskiego, ale też różnic kulturowych.
– Również poprzez to, że na Filipinach jest dużo amerykańskich baz wojskowych, mieszkańcy tego kraju są bardzo obyci z kulturą zachodnią, co bardzo ułatwia współpracę z nimi – wyjaśnia Jankowski. – Wszyscy też dobrze mówią po angielsku. Są pracowici, lojalni, sromni, mają wysoką kulturę pracy. Dodatkowym atutem dla nas Polaków jest też bliskość kulturowa, ponieważ są katolikami.

Zaletą zatrudniania Filipińczyków, jest również to, że po załatwieniu wszelkich formalności mogą pracować na kontrakcie przez cały rok. Dla porównania, Ukraińcy otrzymują pozwolenie na pół roku, potem trzeba je przedłużać, co angażuje ludzi, czas i pieniądze. Ryzyko, że Filipińczyk zrezygnuje z pracy przed upływem czasu zawartego w umowie, jest nikłe. Rekrutacja pracowników na Filipinach nadzorowana jest urzędowo i za rezygnację z pracy przed upływem roku grozi kara – trzyletni zakaz wyjazdu do pracy za granicę organizowany przez urząd i agencje pracy. Samodzielne zorganizowanie wyjazdu do pracy w Europie jest możliwe, ale trudne. Dlatego Filipińczycy, zanim wyjadą, bardzo dokładnie wypytują o warunki pracy, sposób pracy i ilość godzin. Jeśli coś im nie pasuje na wstępie, wycofują się i szukają lepszej oferty.

– To pracownicy pożądani nie tylko w Polsce i Europie, ale ze względu na bliskość geograficzną, także na Bliskim Wschodzie – mówi Jankowski. – Patrząc na problemy na rynku pracy myślę, że ta tendencja będzie się utrzymywać przez dłuższy czas.

9 milionów procent – taki wzrost zanotował bitcoin w ciągu ostatniej dekady

Jeśli ktoś 10 lat temu zainwestował w kryptowaluty, prawdopodobnie zyskał fortunę. Dziewięć milionów – taki procentowy wzrost zanotował bitcoin w ciągu ostatniej dekady (od lipca 2010 r.), wg danych agencji Bloomberg. W tym samym czasie główne indeksy giełdowe w USA wzrosły o 300 proc., złoto o 25 proc., a indeks największych polskich spółek WIG20 spadł o ok. 8 proc. – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Bitcoin na koniec 2019 r. mógł pochwalić się tak silnymi wzrostami, mimo że jego bieżąca cena ok. 7220 dolarów stanowi ledwie jedną trzecią szczytu z grudnia 2017 r.

To już się nie zdarzy?

Tak istotne wzrosty mogą jednak być niezwykle trudne do powtórzenia, o ile w ogóle możliwe. Już dziś wiemy, że nie spełni się wiele nadziei napędzających ten 9-milionowy zysk. Nie następuje szybka adaptacja bitcoina, a jednocześnie mnożą się kryptowalutowe alternatywy. Jest ich obecnie blisko 5 tys. – wg CoinMarketCap.

Zwolennicy bitcoina mogą szukać nadziei na 2020 r. w zjawisku halvingu, czyli zmniejszeniu o połowę otrzymywanych bitcoinów w rekompensacie za ich „wykopywanie”. Nastąpi to w maju, a wynagrodzenie spadnie z 12,5 do 6,25 bitcoina. Nadzieja opiera się na dwóch wcześniejszych halvingach. Wg danych Bloomberga po pierwszym z nich w 2012 r. cena kryptowaluty wzrosła o blisko 8,2 tys. proc. w rok, natomiast po drugim w 2016 r. o ok. 2,2 tys. w półtora roku.

Próbka danych jest oczywiście bardzo mała i nie daje gwarancji, że historia powtórzy się po raz trzeci. Sytuacja na rynku jest także nieco inna niż w poprzednich latach. Bitcoin, ale także bodaj wszystkie kryptowaluty ogółem, nie mają aż takiej ekspozycji medialnej, jaką mogły cieszyć się jeszcze dwa lata temu. Niewielka skala ich wykorzystania w codziennych transakcjach zniechęciła wiele instytucji finansowych do zwiększenia zainteresowania kryptowalutami z kręgu bitcoina.

Konkurencja, jakiej nie było

Kilka lat temu nie toczyła się jeszcze tak szeroka, jak dziś dyskusja o tzw. stablecoinach, czyli kryptowalutach powiązanych z tradycyjnymi aktywami, np. dolarami. Na tym bazuje m.in. tworzona przez Facebook libra, która jednak i tak napotka duże problemy w USA i UE, a z projektu wycofali się już najwięksi partnerzy.

Pojawiają się koncepcje tworzenia własnych kryptowalut przez największe banki centralne na świecie. Gdyby CBDC (Central Bank Digital Currency), czyli kryptowaluty banków centralnych zostały wprowadzone w poszczególnych krajach czy grupach państw, mogłyby zadać kolejny cios bitcoinowi. Te projekty kłócą się z ideą stojącą w jakiejś mierze za 9-milionową aprecjacją wartości bitcoina w ostatniej dekadzie. Najbardziej znana kryptowaluta pozostaje przecież poza systemem finansowym i nie zależy od żadnego z banków centralnych czy rządu.

Stabilizacja? Nawet o to nie będzie łatwo

Prawdopodobnie najlepszym, czego można życzyć cenie bitcoina na 2020 r., jest stabilizacja. Tyle że nawet z tym nie będzie łatwo. Może się okazać, że wspomniany halving bitcoina, zaplanowany na maj, został już w całości uwzględniony w cenie. Jeśli tak jest, to obecny poziom może być już nieco na wyrost optymistyczny. Bieżący kurs ok. 7220 dol. w ostatni dzień 2019 r. znajduje się od nieco ponad miesiąca poniżej trzech istotnych poziomów długookresowych średnich ruchomych cen – 50-dniowej, 100-dniowej i 200-dniowej. Bez pozytywnych bodźców dla rynku obecny trend spadkowy może doprowadzić cenę bitcoina z powrotem do 3-4 tys. dol, czyli w okolice poziomów z pierwszego kwartału 2019 r. Nadzieje na szerszą adaptację, odreagowanie i powrót wzrostów mogą podtrzymywać popyt i tym samym cenę bitcoina na relatywnie wysokich poziomach oraz powodować w dalszym ciągu silne wahania wartości. Jednak sen o siedmiocyfrowym wzroście najprawdopodobniej już się nie powtórzy, w każdym razie już nie w przypadku bitcoina.

Zmiany w znakowaniu żywności bez GMO. Nowe przepisy mogą jednak wprowadzać konsumentów w błąd

Większość Polaków chce zakazu upraw roślin genetycznie modyfikowanych, a mając wybór, wybrałaby produkt pochodzący od zwierząt karmionych paszą bez GMO – wskazują badania, na które powołuje się resort rolnictwa. Od 1 stycznia zaczęły obowiązywać nowe zasady oznaczania takich produktów – „Bez GMO” w przypadku produktów roślinnych i „Bez stosowania GMO” w przypadku żywności pochodzenia odzwierzęcego. Nowy system znakowania ma pomóc konsumentom w świadomym wyborze, ale może jednak wprowadzać w błąd.

– Od 1 stycznia 2020 roku weszły w życie nowe przepisy w zakresie znakowania żywności bez GMO. Do tej pory warunki stosowania takich oświadczeń nie były w żaden sposób wprost uregulowane, natomiast teraz prawodawca przewidział określone wymogi, jakie muszą spełnić producenci , żeby takie oznaczenia na etykietach mogły się pojawiać – mówi agencji Newseria Biznes dr Agnieszka Szymecka-Wesołowska z Centrum Prawa Żywnościowego.

Producenci mogą opatrzyć swoje produkty roślinne znakiem „Bez GMO”, jeśli spełnione zostaną dwa warunki.

– Taka żywność nie może zawierać GMO, składać się z GMO ani być wyprodukowana za pomocą GMO. Na rynku musi też znajdować się odpowiednik, który jest genetycznie modyfikowany – tłumaczy dr Agnieszka Szymecka-Wesołowska. – Hasło „Bez GMO” będzie więc mogło pojawić się na kukurydzy, ponieważ na rynku europejskim jest dozwolona kukurydza GMO, ale nie będzie mogło pojawić się na puszce groszku, bo ten nie został wpisany do unijnego rejestru roślin genetycznie modyfikowanych, które mogą być wprowadzane do obrotu.

Również pasza może być oznaczona hasłem „Bez GMO”, o ile ma swój genetycznie modyfikowany odpowiednik. W przypadku produktów odzwierzęcych, w myśl nowych przepisów, znak „Wyprodukowano bez stosowania GMO” może pojawić się wówczas, gdy zwierzęta były karmione bez użycia pasz genetycznie modyfikowanych.

Zdaniem ekspertki nowe przepisy mogą jednak wprowadzić konsumentów w błąd. Przykładowo także produkty pochodzące od zwierząt, które leczono genetycznie modyfikowanymi lekami czy karmiono modyfikowaną paszą, o ile nie były dostępne inne pasze, mogą zostać opatrzone znakiem o produkcji bez zastosowania GMO.

– Prawodawca wprowadza okresy karencji, czyli okresy, w których zwierzęta będą mogły być karmione paszami genetycznie modyfikowanymi. Mówimy tutaj tylko o okresie karencji przed wyprodukowaniem wyrobu gotowego, czyli wypuszczeniem na rynek jajek, mleka czy mięsa. W tym czasie rzeczywiście nie będzie można stosować pasz genetycznie modyfikowanych, ale przed nim będzie można. Dlatego jeśli chodzi o pełną informację, to mam wątpliwość, czy rzeczywiście konsumenci będą do końca świadomi tego, co stoi za tymi oznaczeniami – ocenia ekspertka Centrum Prawa Żywnościowego.

Jako produkty bez GMO mogą być także sprzedawane gotowe środki spożywcze zanieczyszczone GMO, o ile zawartość modyfikacji genetycznej wynosi nie więcej niż 0,1 proc.

– W mojej ocenie ustawa wbrew pozorom liberalizuje możliwość stosowania oznaczeń „Wolne od GMO” w kontekście choćby okresów karencji. Dzisiaj, jeśli producent stosuje takie oznaczenie, to nie wyobrażam sobie, żeby w jakimkolwiek momencie produkcji wyrobu końcowego był stosowany jakiś produkt genetycznie modyfikowany – podkreśla Szymecka-Wesołowska.

Producent, który wprowadza na rynek produkty bez GMO, musi wcześniej przeprowadzić odpowiednie testy, a dokumenty przechowywać przez dwa lata. Za fałszowanie wyników badań i wprowadzenie na rynek żywności o zbyt niskiej jakości grożą kary finansowe – w przypadku naruszeń w znakowaniu żywności do 10 proc. przychodu osiągniętego w roku rozliczeniowym poprzedzającym rok nałożenia kary, ale nie mniej niż 1 tys. zł, natomiast za niespełnienie obowiązku przeprowadzania badań laboratoryjnych i przechowywania dokumentacji – do czterdziestokrotnego przeciętnego wynagrodzenia.

– Kontrola nad tymi nowymi oznaczeniami będzie sprawowana przez trzy inspekcje: Inspekcję Weterynaryjną, Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i Inspekcję Handlową – mówi dr Agnieszka Szymecka-Wesołowska.

Portal Statista podaje, że największy obszar upraw genetycznie zmodyfikowanych na świecie znajduje się w Stanach Zjednoczonych (75 mln hektarów w 2018 roku) i Brazylii (nieco ponad  51 mln hektarów). Pod względem areału najczęściej modyfikowanymi genetycznie uprawami są bawełna (80 proc. bawełny uprawianej na całym świecie zostało zmodyfikowane genetycznie), soja (77 proc.) i kukurydza (ok. 30 proc.). W Polsce, jak podaje ekspertka, nawet 90 proc. białka to proteiny genetycznie modyfikowane.

– Zgodnie z ustawą o paszach stosowanie pasz genetycznie modyfikowanych jest zakazane. Tylko ten przepis jest martwy, ponieważ w zasadzie od 2008 roku obowiązuje vacatio legis, co dwa lata przedłużany jest moment wejścia w życie tego zakazu. Wydanie tej ustawy [o znakowaniu żywności – red.] w czerwcu 2019 roku pokazuje, że prawodawca raczej nie zamierza w najbliższym czasie tego zakazu faktycznie wprowadzić w życie – dodaje dr Agnieszka Szymecka-Wesołowska.

Jeśli producenci wprowadzą do obrotu produkty niespełniające wymogów ustawy, a oznaczone jako wolne GMO na podstawie obowiązujących do tej pory przepisów ogólnych, to będą one mogły pozostawać na rynku do czasu wyczerpania zapasów, ale nie dłużej niż do końca 2022 roku. Zgodnie z nowymi przepisami informacje o tym, że produkt jest wolny od GMO, będą mogli przekazywać także sprzedawcy w przypadku żywności sprzedawanej luzem (np. kolby kukurydzy na stoiskach z warzywami).

Płaca minimalna w tym roku wyższa niż w ubiegłym o 350 zł. Zbyt gwałtowne wzrosty mogą doprowadzić do zwolnień w mniejszych miastach

Od stycznia 2020 roku minimalne wynagrodzenie wzrasta do rekordowego poziomu 2600 zł brutto. To o 150 zł więcej, niż pierwotnie planowano. Z kolei stawka godzinowa zwiększa się z 14,70 do 17 zł. Według dr. Stanisława Kluzy ze Szkoły Głównej Handlowej, choć rynek pracy wymaga jeszcze pewnego uporządkowania zarówno przez państwo, jak i przez pracodawców, to zbyt wysokie podwyżki płacy minimalnej mogą dać efekt odwrotny do zamierzonego i doprowadzić do zwolnień w mniejszych miastach.

 Płaca minimalna jest czymś koniecznym, ale trzeba uważać, żeby nie podrożyła funkcjonowania małych i średnich przedsiębiorstw do poziomu, który będzie eliminował albo zmniejszał konkurencyjność tego segmentu w gospodarce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Stanisław Kluza, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej. – Próba podniesienia płacy minimalnej do zbyt wysokiego poziomu może mieć negatywne konsekwencje dla wielu pracodawców, ale także dla pracowników.

Od nowego roku minimalne wynagrodzenie zwiększyło się o 350 zł i sięga 2600 zł brutto. To niemal dwa razy tyle, co dekadę temu. Z kolei zatrudnionym na umowy cywilnoprawne pracodawcy będą musieli zapłacić co najmniej 17 zł brutto. Podwyżka jest rekordowa; w poprzednich latach pensja minimalna wzrastała rokrocznie od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu złotych. Dla pracodawcy oznacza to całkowity koszt zatrudnienia jednej osoby przekraczający 3 tys. złotych. O ile w dużych miastach, gdzie wynagrodzenia i tak są wyższe, nie będzie to miało znaczenia, o tyle w mniejszych ośrodkach przedsiębiorcy mogą nie udźwignąć wzrostu kosztów osobowych.

– Są regiony mniej zamożne niż Warszawa, gdzie koszty życia są dużo niższe. Tu nadmierne podniesienie płacy minimalnej w przedsiębiorstwach, które są zbyt mocno obciążone kapitałem ludzkim, a jest zbyt mało czynnika technologicznego, może nieść ryzyko zwolnień – podkreśla Stanisław Kluza. – W niektórych małych miejscowościach może to dotyczyć bardzo dużego odsetka pracowników. W tym wypadku pracodawcy ograniczając koszty, a jednocześnie nie mogąc się nadmiernie umaszynowić, będą dużo chętniej skłaniali się w kierunku zwolnień. Uważam, że jest w tym zbędne ryzyko.

Były minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego podkreśla, że porządkowaniu sytuacji na rynku pracy w Polsce sprzyjają warunki rynkowe: wchodzenie na rynek pracy pokoleń niżu demograficznego i przechodzenie na emeryturę powojennych liczniejszych generacji, co przekłada się na systematyczne, postępujące od niemal sześciu lat spadki bezrobocia. Dlatego nawet mimo spodziewanego spowolnienia gospodarczego ekonomiści nie oczekują wzrostu liczby bezrobotnych. W październiku stopa bezrobocia rejestrowanego zmniejszyła się do 5 proc., co jest poziomem najniższym od września 1990 roku. Choć w listopadzie minimalnie wzrosła (5,1 proc.), można to uznać za efekt sezonowy. Dla porównania w najgorszym pod tym względem miesiącu – lutym 2003 roku – wynosiła ona 20,7 proc.

– Należy się cieszyć z niskiej stopy bezrobocia, gdyż ona w dużej mierze będzie się przekładała na wzrost dobrobytu społecznego, na utrwalenie się relacji na rynku pracy – przekonuje dr Stanisław Kluza. – Przez 20–25 lat mieliśmy rynek pracodawcy, który mógł często twardo i brutalnie dyktować reguły gry. Obecnie mamy rynek pracownika, czyli pracodawca musi coś zaoferować, żeby zawalczyć o najlepszych. Nie tylko płacę, ale również dobrą atmosferę w pracy, szacunek dla pewnej proporcji w życiu zawodowym i w życiu osobistym, szkolenia i rozwój. Z tego punktu widzenia nie jest to tylko i wyłącznie rozwiązanie problemów społecznych, ale też podniesienie jakości polskiego rynku pracy.

Gdynia przyciągnęła w 2019 roku ponad 3 mln turystów. Miasto stawia na rozwój przemysłu spotkań

Rośnie liczba turystów, którzy wypoczywają nad polskim morzem. W 2018 roku województwo pomorskie odwiedziło ok. 9 mln osób, a samą Gdynię – 2,5 mln. W 2019 roku było ich już ponad 3 mln. Gości przyciąga nie tylko morze, lecz również bogata oferta kulturalna. Miasto rozwija też przemysł spotkań – ogółem na Pomorzu odbyło się ponad 1,8 tys. spotkań i wydarzeń biznesowych.

– Spodziewamy się, że w 2019 roku liczba turystów w Gdyni przekroczy 3 mln. Do sierpnia było ich około 2,8 mln, więc są to już znaczące wyniki, biorąc pod uwagę wielkość miasta – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Debis, dyrektor projektów strategicznych w Agencji Rozwoju Gdyni.

Z „Raportu z działań Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej za rok 2018” wynika, że województwo pomorskie odwiedziło w ubiegłym roku ok. 9 mln turystów. Spośród dużych miast najwięcej gości przyjechało do Gdańska (3,1 mln), Gdyni (2,5 mln) i Sopotu (blisko 2 mln). Liczba turystów systematycznie rośnie, na co wskazują także dane GUS-u. Tylko w lipcu i sierpniu 2019 roku obszar nadmorski odwiedziło  o 3,6 proc. osób więcej niż przed rokiem.

– Miasto stara się budować atrakcyjną przestrzeń publiczną i ofertę wydarzeń kulturalnych. Wszystko to wpływa na to, że wizerunkowo Gdynia jest  postrzegana jako miejsce atrakcyjne do przyjazdów turystycznych, ale również dla samych mieszkańców – ocenia Jacek Debis.

Turystów przyciąga do Gdyni m.in. bogaty kalendarz imprez kulturalnych i sportowych o randze międzynarodowej, m.in. Open’er, Globaltica, Ladies’ Jazz Festiwal, Mistrzostwa Świata FIFA U-20, Mistrzostwa Świata Juniorów w Żeglarstwie czy Gdynia Aerobaltic.

– Gdynia słynie z dużych wydarzeń znanych już od lat, jak Festiwal Filmów Fabularnych, w Open’erze bierze udział 100 tys. uczestników, Volvo Gdynia Sailing Days czy Gdynia Design Days. To wydarzenia bardzo charakterystyczne dla miasta, które wskazują na jego otwartość i połączenie z morzem. To cecha unikalna nie tylko na tle Polski, ale w ogóle tej części Europy – przekonuje ekspert Agencji Rozwoju Gdyni.

Gdynia ma także szeroką ofertę muzeów – Muzeum Miasta Gdyni, Muzeum Emigracji, Muzeum Marynarki Wojennej czy zabytkową siedzibę Automobilklubu Morskiego. Dużą popularnością cieszy się Akwarium Gdyńskie.

– Podjęliśmy się realizacji projektów związanych z tożsamością miasta. Jest to np. projekt związany z dwudziestoleciem międzywojennym i gdyńskim modernizmem. Stworzyliśmy Gdyński Szlak Modernizmu, który cieszy się coraz większym zainteresowaniem – mówi Jacek Debis.

Każdego lata organizowane są spacery architektoniczne trasami Gdyńskiego Szlaku Modernizmu, fotospacery czy konkursy fotograficzne. Co roku odbywa się tu także cykl międzynarodowych konferencji na temat modernizmu w Europie. Gdynia stara się o wpisanie modernistycznego śródmieścia na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. W październiku zostało ono wpisane na listę tentatywną, która jest ostatnim etapem przed listą zasadniczą.

– Kolejnym projektem jest Legenda Morska Gdyni, która obejmuje nie tylko historię, ale również zintegrowaną ofertę współczesną. Warto wspomnieć o Szlaku Kulinarnym Centrum Gdyni – to pierwszy szlak kulinarny w Polsce, który zrzesza blisko 80 restauracji w samym centrum miasta – wymienia Debis.

Gdynia ma duże zaplecze turystyczne oraz związane z przemysłem spotkań. To m.in. 14 hoteli, 10 dużych obiektów sportowo-rekreacyjnych, w tym Gdynia Arena, gdzie w imprezach może wziąć udział do 5 tys. osób. Jak zaznacza ekspert, hotele coraz mocniej nastawiają się na klientów biznesowych.

– Miasto próbuje już od jakiegoś czasu stawiać na rozwój przemysłu spotkań. Wiąże się to chociażby ze stworzeniem Centrum Konferencyjnego na terenach Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego, ale też rozwojem nowej bazy turystycznej, chociażby przy takich instytucjach uniwersyteckich jak Uniwersytet Morski czy Akademia Marynarki Wojennej. Kolejne hotele, kolejne miejsca, które mają powstać m.in. na terenie na styku z morzem, również będą w dużej mierze nastawiały się właśnie na przemysł spotkań – zaznacza Debis.

Z raportu Polskiej Organizacji Turystycznej „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” przytaczającego dane Gdańsk Convention Bureau wynika, że w 2018 roku na Pomorzu – m.in. w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, a także w innych miastach regionu – odbyło się nieco ponad 1,8 tys. spotkań i wydarzeń dla 50 osób i więcej. Najwięcej, bo ok. tysiąca, zorganizowano konferencji i kongresów. W ubiegłym roku odbyły się 624 wydarzenia korporacyjne i motywacyjne oraz 179 targów i wystaw.

– Bez wątpienia turystyka morska będzie cały czas istotnym elementem rozwoju tej gałęzi gospodarki, ale elementem najdynamiczniej się rozwijającym będzie przemysł spotkań, czyli oferta konferencyjna, wydarzenia kulturalne, biznesowe, ekonomiczne oraz tzw. city breaki, czyli inteligentna turystyka miejska, łącząca ofertę zarówno kulturalną i kulinarną, jak i związaną np. z turystyką edukacyjną – wymienia Jacek Debis.