Fiskus coraz chętniej blokuje konta przedsiębiorcom

Według danych z Ministerstwa Finansów, do października ub.r. odnotowano 21 przypadków zablokowania rachunków bankowych wśród przedsiębiorców. Natomiast rok później z tego instrumentu korzystano już znacznie częściej, bo blokad było aż 325. Jednak eksperci przekonują, że wciąż mamy do czynienia z marginalnym zjawiskiem. W Polsce jest przecież ok. 1,7 mln firm i co najmniej tyle powinno być zgłoszonych kont. Z kolei resort dodaje, że środki zablokowane od kwietnia do października br. opiewają na kwotę blisko 28 mln złotych. To ponad 4 razy więcej niż w pierwszych kilku miesiącach po wprowadzeniu tego rozwiązania.

Na tropie oszustów

Od 30 kwietnia 2018 roku w ramach STIR (System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej) możliwa jest blokada rachunku bankowego na żądanie szefa KAS. I od tego dnia do października ub.r. zrobiono tak w przypadku 21 kont. Natomiast w analogicznych miesiącach 2019 roku było ich już 325.

– Mamy do czynienia z marginesowym wykorzystaniem tego instrumentu, biorąc pod uwagę skalę problemu. Oszustwa podatkowe nie zostały całkowicie wyeliminowane. Jedynie częściowo ograniczono ich zakres, który ciągle pozostaje bardzo duży i przekracza przeciętnie setki tysięcy przypadków w roku – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

W Polsce jest ok. 1,7 mln firm prowadzących działalność gospodarczą. Jak zaznacza Marek Zieliński, prezes Krajowego Instytutu Kontroli Biznesowej (KIKB), były dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu, co najmniej tyle samo powinno być zgłoszonych firmowych rachunków bankowych. Blokada 21 z nich w 2018 roku, a nawet 325 w br. jest bardzo symboliczna. Ekspert podkreśla, że obecnie STIR nie jest realnym zagrożeniem dla przedsiębiorców, a na pewno nie dla tych, którzy działają na rynku w sposób transparentny i uczciwy.

– Jeśli odniesiemy liczbę blokad do znajdujących się łącznie w obrocie rachunków bankowych, to należy uznać, że narzędzie to nie jest masowo stosowane. Niemniej jednak uzasadnione obawy budzi tempo wzrostu jego użycia. Niepokój wywołuje też wprowadzanie zmian w prawie, zmierzających do zastosowania blokady środków finansowych przedsiębiorcy na większą skalę – mówi dr Remigiusz Stanek, radca prawny, Partner w STANEK Legal, ekspert BCC ds. prawa bankowego i postępowań podatkowych.

Według Marka Zielińskiego, wzrost liczby zablokowanych rachunków może wynikać z progresu samego fiskusa, który z roku na rok będzie bardziej umiejętnie typował podmioty podejrzane o dokonywanie niedozwolonych transakcji. Ponadto, swój udział będą miały także organy ścigania. One coraz częściej dokonują zabezpieczenia mienia i środków pieniężnych firm oraz osób fizycznych podejrzanych o dokonanie przestępstw podatkowych (KKS) i karnych związanych z praniem pieniędzy (KK).

– Nawet jeśli liczba blokowanych kont będzie wzrastać o 100% rocznie, to znaczenie tego instrumentu wciąż pozostanie minimalne. Najbardziej oczywistą chorobą systemu podatkowego w Polsce jest wyłudzanie nienależnych zwrotów. Państwo, które wypłaca rocznie około 100 mld zł jest swego rodzaju bankomatem. Pobiera się z niego pieniądze na podstawie 1,3 mln deklaracji podatkowych – stwierdza prof. Modzelewski.

Skok na kasę

Od kwietnia do października ub.r. zablokowano 6 417 762,46 zł. To ponad 4 razy mniej niż w tych samych miesiącach 2019 roku. Wówczas było to 27 663 198,37 zł. Jak zauważa ekspert z KIKB, w ubiegłym roku średnio na jednym koncie zablokowana była kwota 300 tys. zł, a ostatnio – 85 tys. zł. Widać więc, że częstsze działania w 2019 roku nie przełożyły się proporcjonalnie na wartość pojedynczej blokady.

– Jeśli dane te odniesiemy do szacowanej luki podatkowej w samym tylko podatku VAT, czyli ok. 25 mld zł, to kwoty te nie mają jak na razie dużego udziału w uszczelnieniu systemu. Jednak jak każdy mechanizm, tak i ten ma za zadanie działanie nie tylko sankcyjne, ale i prewencyjne. Jeśli STIR będzie precyzyjnie stosowany do rachunków wykorzystywanych w działalności przestępczej, to mamy szybkie i skuteczne narzędzie przeciwdziałające praniu pieniędzy i wyłudzeniom podatkowym – komentuje ekspert z BCC.

Z kolei prof. Modzelewski podkreśla, że same zwroty VAT-u wynoszą około 100 mld zł rocznie. Według eksperta, co najmniej 1% z nich to wyłudzenia, choć są też szacunki mówiące o 10%. Nawet przyjmując pierwszą z wymienionych wartości, to ona i tak jest znacznie większa od zablokowanej puli.

– Blokady są dokonywane, jeżeli posiadane informacje wskazują, że podmiot kwalifikowany może wykorzystywać działalność banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów związanych z wyłudzeniami skarbowymi albo do czynności zmierzających ku temu. Wykorzystywany instrument ma przeciwdziałać tym czynnikom – wyjaśnia Paweł Jurek, rzecznik Ministra Finansów.

Jak zaznacza dr Stanek, mechanizm blokowania rachunku dokonuje się w oparciu o wynik analizy systemu STIR oraz bardzo ocenne kryteria podejmowania decyzji o blokadzie, do których przedsiębiorca nie ma dostępu. Nie może też im przeciwdziałać na takich samych zasadach jak w sytuacji standardowego toku postępowania podatkowego. Ekspert podkreśla, że blokada działa nie dłużej niż 72 godziny. Jednak może być przedłużona na oznaczony czas, trwający maksymalnie do 3 miesięcy. Nie trzeba też chyba nikogo specjalnie przekonywać, że brak swobodnego dostępu do środków finansowych przez taki okres potrafi skutecznie wyeliminować przedsiębiorcę z rynku.

– Sam instrument i wykorzystanie go to dwie różne sprawy. Obiektywnie brakuje umiejętności posługiwania się nim. W żadnym państwie nie udało się korzystać z niego w sposób na tyle szybki, aby można było przeciwstawić się zjawisku przede wszystkim prania pieniędzy. Przy pomocy tego instrumentu nie odstraszy się kogokolwiek od realnych oszustw podatkowych. STIR nie wpłynął w sposób zauważalny na ograniczenie problemu – mówi prof. Witold Modzelewski.

Od 20 marca 2019 r. uprawnienie do przekazania żądania o zastosowanie blokady na krótki okres, tj. do 72 godz. i wydania postanowienia o jej przedłużeniu mają naczelnicy urzędów celno-skarbowych. Jak podkreśla dr Stanek, to w naturalny sposób może spowodować zwiększenie liczby przypadków użycia blokady. Ponadto od 1 lipca 2019 r. za rachunki podmiotu kwalifikowanego zostały uznawane również lokaty terminowe. To oznacza, że od 1 stycznia 2020 r. banki spółdzielcze i SKOK-i będą mogły rozpocząć przekazywanie informacji o nich do STIR. Zdaniem eksperta z BCC, kierunek i tempo zmian regulacji pozwalają sądzić, że liczba zablokowanych rachunków przedsiębiorców będzie rosnąć z roku na rok.

– Jeżeli rozwiązanie to będzie wykorzystywane rozważnie, a analizami zajmą się dobrze przygotowani urzędnicy, to wówczas ocenimy je jako narzędzie „punktowej” reakcji fiskusa. Natomiast jeśli będzie nadużywane i stosowane wobec błędnie dobieranych podmiotów do kontroli, to przedsiębiorcy mogą się obawiać bardzo negatywnych skutków. Zarówno wynikających z blokady rachunku bankowego, jak i związanych z tym konsekwencjami prawnymi – podsumowuje prezes Krajowego Instytutu Kontroli Biznesowej.

Ubezpieczenia kredytu – czym zgrzeszyły banki?

Bancassurance to współpraca banków z ubezpieczycielami, która polega na sprzedaży polis klientom banków. Współdziałanie z krajowymi bankami przyniosło zakładom ubezpieczeń przez pierwsze sześć miesięcy 2019 r. składki o łącznej wartości 3,55 mld zł (Dział I – 2,51 mld zł, Dział II – 1,04 mld zł). W 2018 r. krajowe banki sprzedały polisy o wartości składki wynoszącej 22,2% całego Działu I (ubezpieczenia na życie) oraz 3,2% Działu II (pozostałe ubezpieczenia osobowe i ubezpieczenia majątkowe).

Dość duża skala sprzedaży ubezpieczeń za pośrednictwem banków sprzyja niestety różnym nadużyciom. Informacje o takich nieprawidłowościach regularnie docierają także do Rzecznika Finansowego. Wspomniana instytucja niedawno opublikowała obszerny raport dotyczący nadużyć na rynku finansowym oraz metod ochrony konsumenta.

Opracowanie porusza również temat związany z ubezpieczeniami kredytów. Jakie nieuczciwe praktyki dotyczące kredytowych polis zauważyli specjaliści przygotowujący raport Rzecznika Finansowego.

Ubezpieczenia kredytu – nadużycia już na etapie podpisywania umów
W niedawno opublikowanym raporcie Rzecznik Finansowy zbiorczo przedstawił główne nadużycia banków i ubezpieczycieli związane z ubezpieczeniami kredytów. Analizę oparto na zgłoszeniach konsumentów z lat 2013 – 2018. Po przeanalizowaniu skarg okazało się, że praktyki naruszające interesy konsumenta można podzielić na cztery główne grupy.

Do pierwszej kategorii należą nadużycia widoczne już na etapie zawierania umowy kredytowej. Chodzi konkretnie o:

  • traktowanie ubezpieczenia jako obowiązkowego elementu kredytu i brak możliwości wyboru innego zabezpieczenia spłaty (np. poręczenia)
  • uzależnianie kosztów kredytu od zakupu konkretnego ubezpieczenia w określonym wariancie (oferowanego przez firmę ubezpieczeniową współpracującą z bankiem)

Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, zwraca uwagę, że bardziej zróżnicowane były nadużycia związane z podpisywaniem umowy ubezpieczenia kredytowego. Rzecznik Finansowy w tym kontekście wymienia następujące „grzechy” banków oraz ubezpieczycieli:

  • niezapewnienie konsumentowi odpowiednich informacji o cenie i zakresie ubezpieczenia (szczególnie o wyłączeniach ochrony)
  • brak ankiety medycznej i pytań o stan zdrowia kredytobiorcy
  • niezapewnienie kredytobiorcy bezpośredniego kontaktu z przedstawicielem towarzystwa ubezpieczeniowego
  • odgórne obejmowanie kredytobiorców ubezpieczeniem z możliwością późniejszej rezygnacji (mechanizm opt-out)

Brak zainteresowania konsumentów kwestią zakresu ochrony ubezpieczeniowej oraz jej wyłączeń mógł ułatwiać bankom sprzedaż polis bez właściwego informowania kredytobiorców. „Trzeba jednak pamiętać, że na bankach i ubezpieczycielach ciąży większa odpowiedzialność za opisywaną sytuację, jako że są to profesjonalne instytucje” – dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Opóźnione wypłaty odszkodowań również stanowiły problem

Paweł Kuczyński, prezes porównywarki Ubea.pl, podkreśla, że według Rzecznika Finansowego stwierdzone nieprawidłowości dotyczyły też okresu trwania ubezpieczenia. Mowa o następujących praktykach:

  • nieinformowaniu klienta przez bank o wygaśnięciu ochrony ubezpieczeniowej i zaległych składkach
  • automatycznym przedłużaniu ochrony ubezpieczeniowej na kolejny okres
  • jednostronnej zmianie ceny lub warunków ubezpieczenia kredytowego
  • uniemożliwieniu klientowi zmiany ubezpieczenia (umowa kredytowa wygasała wraz z umową polisy)

Największe znaczenie miały chyba jednak nieprawidłowe praktyki związane z wypłatą odszkodowania. Wedle ustaleń Rzecznika Finansowego do tej kategorii naruszeń interesów konsumenta zaliczały się następujące działania:

  • przekroczenie ustawowego terminu na wypłatę odszkodowania lub zadośćuczynienia
  • nieuzasadniona odmowa wypłaty świadczenia (odszkodowania lub zadośćuczynienia)
  • odmowa albo uniemożliwienie przez bank skierowania sprawy do sądu
  • odmowa skierowania przez bank reklamacji do towarzystwa ubezpieczeniowego lub uniemożliwienie klientowi dokonania takiej reklamacji
  • wzywanie rodziny zmarłego kredytobiorcy do spłaty długu jeszcze przed przeprowadzeniem postępowania spadkowego

Warto dodać, że wszystkie wymienione powyżej nadużycia w pewnym stopniu dotyczyły zarówno polis indywidualnych, jak i ubezpieczeń grupowych.

„Szczególnie problematyczna była jednak sytuacja posiadaczy polis grupowych, ponieważ bank będący stroną umowy z zakładem ubezpieczeń mógł np. utrudniać skierowanie reklamacji do ubezpieczyciela” – podkreśla Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Rekomendacja U poprawiła sytuację kredytobiorców

Dobra informacja jest taka, że obecna sytuacja na rynku ubezpieczeń kredytu jest już zapewne nieco lepsza niż ta przedstawiona w raporcie Rzecznika Finansowego. Analizowane skargi na ubezpieczenia kredytu pochodzą bowiem również z okresu przed wprowadzeniem Rekomendacji U.

Rekomendacja U to pakiet zaleceń przygotowany przez Komisję Nadzoru Finansowego, który miał uregulować rynek bancassurance. Jego wprowadzenie w pierwszym kwartale 2015 r. faktycznie ograniczyło niektóre nadużycia związane ze sprzedażą ubezpieczeń kredytowych.

Nadal jednak pozostaje wiele do naprawy. Biorąc kredyt, zwróć więc baczną uwagę na ubezpieczenie kredytu oferowane przez bank. Bądź świadomym konsumentem, który dopytuje się i czyta zapisy umowy przed jej podpisaniem. To najlepszy sposób na to, by nie stać się ofiarą opisanych powyżej nadużyć.

Black Friday jak narkotyk – święto konsumpcji ma coraz więcej przeciwników

Dzień Singla, Black Week, Black Friday, Cyber Monday. Rozpoczęła się przedświąteczna gorączka zakupowa. Jak co roku handlowcy kuszą ogromnymi rabatami, jednak coraz częściej pojawiają się głosy, by w tym czasie zachować rozsądek i ograniczyć konsumpcję.

Nawigacja samochodowa za połowę ceny, 40% zniżki na wynajem apartamentu, promocja na zakup auta – to tylko niektóre z ofert, którymi klientów bombardują sprzedawcy w ostatnim tygodniu listopada. Wiele wskazuje na to, że w zdecydowanej większości przypadków, skutecznie.

Wiatr zmian

Wartość sprzedaży elektroniki użytkowej, konsumenckiej i dóbr trwałych w tygodniu, w którym przypada Black Friday, przewyższyła w ubiegłym roku bożonarodzeniowe obroty sklepów na rynkach Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Polski i Brazylii. Wzrosty były nawet trzycyfrowe. W tym roku na zakupy w Black Friday szykuje się 2/3 Polaków. W Stanach Zjednoczonych aż 86% mieszkańców planuje wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na zakupy w okresie przedświątecznym.

Jednak powoli widać zmianę. Badania pokazują, że chociaż o 12% więcej Amerykanów planuje wziąć udział w tegorocznych wyprzedażach, to na zakupy chcą wydać 3 mld dolarów mniej niż w roku ubiegłym.  Z roku na roku spada też liczba klientów w sklepach. Firma RetailNext zajmująca się monitoringiem ruchu w sieciach handlowych podaje, że w 2018 r. liczba klientów w okresie Czarnego Piątku spadła o 9%. Rok wcześniej ruch zmniejszył się o 4%.

Podobno terminu Black Friday użyła jako pierwsza policja w Filadelfii w latach 50-tych. Określała w ten sposób chaos jaki panował na ulicach miasta dzień po Święcie Dziękczynienia, gdy tłumy turystów, miłośników zakupów i fanów sportu zalewały miasto zjeżdżając na mecz armii, która zmagała się z marynarką wojenną.

Zastanów się dwa razy

Mimo, że znaczna cześć tego ruchu przeniosła się do sieci, coraz częściej słychać głosy krytykujące „święto zakupowej próżności” i wzywające do ograniczenia konsumpcji. Nie tylko wśród klientów. Firma kosmetyczna Deciem zarządzająca marką The Ordinary, 29 listopada zamknie wszystkie swoje sklepy i wyłączy stronę internetową.  W oświadczeniu firmy opublikowanym na Instagramie czytamy, że jest to sprzeciw przeciwko nadmiernej konsumpcji, która stanowi jedno z największych zagrożeń. „Nie czujemy, by Czarny Piątek był wydarzeniem przyjaznym dla konsumenta czy naszej planety”- zwracają uwagę organizatorzy akcji.

Na całym świecie rośnie świadomość tego, że zasoby naszej planety są skończone a nadmierna konsumpcja prowadzi nie tylko do zanieczyszczenia środowiska i rosnącej emisji CO2, ale też wyczerpywania się źródeł energii czy słodkiej wody. Warto się nad tym zastanowić gdy rzucimy się w wir przedświątecznych zakupów  – czy naprawdę potrzebujemy kolejnej pary butów, telefonu czy perfum? Niestety, każda dodatkowa rzecz, która ląduje w naszym koszyku przyczynia się do dewastacji środowiska i de facto wpływa na jakość naszego życia w kolejnych latach – zwraca uwagę Wojciech Stramski zarządzający funduszem Deep Change Ventures inwestującym w technologie, które mają pomóc rozwiązać globalne problemy.

Nie jest on w swojej opinii odosobniony. Przez ostatnie 5 lat, sieć handlowa REO celowo zamyka swoje sklepy w Czarny Piątek, wysyłając pracowników na płatny urlop. We Francji 200 marek zorganizowało się pod hasłem „Uczyń Piątek Znów Zielonym” (Make Friday Green Again), nawiązującym do hasła wyborczego Donalda Trumpa. Zadeklarowały one, że tego dnia nie wprowadzą rabatów i zobowiązały się do przekazania 10% środków ze sprzedaży na działalność organizacji nonprofit.  Z kolei firma Patagonia, która w 2011 r. zrealizowała słynną kampanię „Nie kupuj tej kurtki”, w tym chce przeznaczyć 100% przychodów ze sprzedaży w Czarny Piątek na organizacje zajmujące się ochroną środowiska.

Klienci mówią: dość

Z najnowszych danych firmy Intrum, która przeprowadziła badanie na grupie 24 tys. konsumentów w 24 europejskich krajach wynika, że niemal połowa z nich (42 procent) ogranicza swoje wydatki ze względu na konieczność prowadzenia zrównoważonego rozwoju.

Co ciekawe, największą potrzebę ograniczenia konsumpcji dostrzega młode pokolenie. 47% konsumentów w wieku 18-21 i 43% w wieku 22-37 lat deklaruje chęć ograniczenia wydatków w trosce o środowisko. Ale i wśród osób starszych statystyki poparcia dla opcji zrównoważonego rozwoju spadają tylko nieznacznie.

– Zaczynamy dostrzegać, że problemy klimatyczne są naszym udziałem i dzieją się tu i teraz, wymagają więc podjęcia zdecydowanych kroków. Musimy zrozumieć, że ograniczenie zakupów to mały, ale ważny krok, który ma rzeczywisty wpływ na zmniejszenie śladu węglowego, który po sobie zostawiamy. Jesteśmy ostatnim pokoleniem żyjącym na tej planecie, które może zmienić negatywny trend zmian klimatycznych – zwraca uwagę Wojciech Stramski.   

Warto w tym miejscu przywołać opinię neurobiologa, Christiana Elgera, który w rozmowie z Deutsche Welle porównał procesy chemiczne zachodzące w mózgu pod wpływem okazyjnych zakupów, do reakcji zachodzących po spożyciu narkotyków. Przyjemność jaka nam towarzyszy podczas kupowania tzw. okazji jest tak duża, że nasz mózg nie dopuszcza żadnych informacji zewnętrznych. Obszar mózgu odpowiedzialny za racjonalizowanie zakupów staje się w tym czasie ledwo aktywny. To oznacza, że na hasło: „rabat” i „wyprzedaż” poddajemy się chwili i wypełniamy koszyk, mimo, że wcale tych rzeczy nie potrzebujemy.

Ty polujesz na okazje Black Friday i Cyber Monday, a cyberoszuści polują na ciebie

Już za chwilę Black Friday, Cyber Monday i Mikołajki, czyli sezon najlepszych w roku okazji, rabatów i przecen. Tych największych szukać warto w Internecie, na zagranicznych platformach typu AliExpress, eBay, Amazon, Wish lub GearBest. Świąteczne przedsprzedaże, atrakcyjne zniżki w sklepach internetowych i stacjonarnych, to także okazje dla złodziei danych. Dlatego należy mieć świadomość, by w takim okresie szczególnie zwracać uwagę na ochronę swoich danych, tzw. wrażliwych, czyli: imię i nazwisko, adres, numer dowodu osobistego, PESEL i data urodzin. To cenna informacja dla potencjalnych złodziei tożsamości. Dane te w rękach przestępców mogą zostać użyte, m.in. do wyłudzenia kredytu czy pożyczek zarówno na osobę fizyczną, jak i na firmę. Ze względu na przeniesienie do Internetu znacznej części transakcji zakupowych, a tym samym większości transakcji finansowych, należy zdawać sobie sprawę ze sprytu przestępców internetowych. Trzeba mieć świadomość, że scenariusze hackerów bazują nie tylko na technologii, ale nadal przede wszystkim wykorzystują ludzką naiwność. Złodzieje internetowi czyhają na błędy, jakie popełniamy z powodu szybkości, automatyzmu postępowania lub zwykłego braku spostrzegawczości.

Konieczne jest więc wpojenie sobie kilku zasad bezpieczeństwa i wyrobienie właściwych nawyków dotyczących zachowań w Internecie. Żaden system bezpieczeństwa transakcji nie jest w 100% odporny na błędy popełnione przez użytkownika.

Wszyscy użytkownicy przestrzeni internetowej, świadomi zagrożeń, powinni stosować wszelkie niezbędne środki ostrożności, nawet te oczywiste, jak: stosowanie różnych haseł dostępu, regularne ich zmienianie i niezapamiętywanie przez przeglądarkę, nie mówiąc już o niepodawaniu loginów i haseł innym osobom. Działając w przestrzeni online, musimy zachowywać szczególną ostrożność, jakie dane pozostawiamy.

Gdy wciąga nas wir zakupów i działamy w pośpiechu, łatwiej o pomyłkę. Niestety wiedzą o tym oszuści, którzy opracowują coraz to nowe metody, by wykorzystać naszą nieuwagę w sieci. Dlatego, w przededniu Black Friday, Cyber Monday i szczytu świątecznych zakupów, przygotowaliśmy wskazówki jak zwiększyć swoje bezpieczeństwo w sieci i ustrzec się pułapek zastawionych przez cyber oszusta:

  1. Konta i hasła: bądź jak 007

Nigdy, nigdzie i nikomu nie udostępniaj swojego PINu ani hasła do bankowości internetowej i mobilnej. Nawet Twój własny bank nigdy Cię o to nie poprosi. Ponadto, zawsze upewnij się czy korzystasz z oficjalnych kanałów kontaktu – aplikacji, strony www lub innych – by dostać się do swojego konta lub udostępnić jakieś dane. Jeśli nie masz pewności czy możesz w sposób bezpieczny podać jakąś informację, skontaktuj się bezpośrednio ze swoim bankiem lub dostawcą usług finansowych i poproś o dodatkowe szczegóły lub wyjaśnienie.

  1. Kontroluj: im więcej, tym lepiej

Zwiększ swoje bezpieczeństwo prosząc swój bank lub dostawcę usług finansowych by dostarczał Ci szczegóły odnośnie każdej zrealizowanej transakcji co najmniej dwoma kanałami – na przykład poprzez powiadomienie SMS i jednocześnie na maila – utwórz osobny adres email, który będzie Ci służył wyłącznie do przechowywania notyfikacji z bankowości mobilnej i potwierdzeń transakcji z platform społecznościowych.

  1. Udostępniaj: im mniej, tym lepiej

Trzymaj swoje dane osobowe – takie jak numer telefonu komórkowego, datę urodzenia, informacje szczególne jak imię pierwszego psa lub kota – z daleka od mediów społecznościowych typu Facebook. Kompletując z różnych źródeł skrawki danych osobowych, cyberprzestępcy są w stanie podać się za Ciebie i dokonać oszustwa typu SIM swap – polegającego na przejęciu kontroli nad Twoim telefonem i uzyskaniu wszelkich potrzebnych informacji, aby dostać się do Twojego konta mailowego i bankowego.

  1. Bądź na bieżąco 

Zawsze aktualizuj swoje aplikacje i urządzenia do najnowszej wersji, po to by uniknąć usterek i korzystać w pełni z najwyższego poziomu bezpieczeństwa. W międzyczasie staraj się zachować czujność i zwracaj uwagę na to jak zachowują się Twoje urządzenia mobilne – jeśli przestaniesz odbierać połączenia lub SMSy i nie wiesz dlaczego, sprawdź to niezwłocznie bezpośrednio u Twojego operatora komórkowego. Chodzi o to, żeby wykluczyć poza wszelką wątpliwość, że padło się właśnie ofiarą oszustwa typu SIM swap.

  1. Korzystaj z kart jednorazowych

Popraw bezpieczeństwo i opłacalność zakupów, dzięki kartom wirtualnym ze zmiennym numerem – zwłaszcza kupując online na zagranicznych platformach i serwisach. Taki rodzaj wirtualnej karty może służyć do płatności tylko raz, następnie dane karty ulegają zniszczeniu i w ich miejsce pojawiają się nowe.

Właściciele firm z sektora MŚP z pesymizmem patrzą w przyszłość

Euler Hermes wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, wraz z Bibby Financial Services przeanalizowali sytuację ponad 2 300 firm z sektora MŚP w Europie, Ameryce Północnej i Azji. W wielu kryteriach polskie przedsiębiorstwa wybiły się ponad przeciętną ocenę rynku.

Kluczowe wnioski:

  • Do 56% (65% w 2017 roku) spadł odsetek MŚP wyrażających zaniepokojenie stanem globalnej gospodarki. Niemniej, tylko 20% ankietowanych firm uważa, że​​ gospodarka światowa osiąga dobre wyniki (w porównaniu do 30% w 2017).
  • Trzy największe zagrożenia dla globalnego wzrostu gospodarczego w 2019 r. to sytuacja polityczna w USA (42% ankietowanych), Brexit (35%) oraz rosnące koszty surowców (23%)
  • 53% polskich MŚP spodziewa się wzrostu sprzedaży w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dla całej, globalnej grupy firm MŚP było to odpowiednio tylko 46% ankietowanych firm, które spodziewają się wzrostu sprzedaży.
  • Największymi wyzwaniami, na najbliższe 12 miesięcy, przed którymi stoją polskie, jak również zagraniczne przedsiębiorstwa są rosnące koszty ogólne. Wśród polskich MŚP wskazało je 68% firm, zaś w całej grupie ankietowanych – 42%.
  • Wahania kursów walutowych pozostają najbardziej znaczącym wyzwaniem dla wszystkich MŚP, które prowadzą handel międzynarodowy (18%).
  • 30% badanych MŚP w ciągu ostatniego roku miało problemy z odzyskaniem swoich należności. 51% polskich MŚP wskazało, że w efekcie negatywnie wpłynęło to na ich zyski i w efekcie wzrost.
  • 1 na 3 MŚP uważa, że ​​finansowanie jest łatwo dostępne w wysokim stopniu. Dla Polski oznacza to spadek z 41% takich ocen w 2017 roku.
  • 25% polskich MŚP prawdopodobnie wystąpi o finansowanie zewnętrzne w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W badaniu ogólnym było to tylko wszystkich 15% MŚP.

UMIARKOWANE NASTROJE WŚRÓD PRZEDSIĘBIORCÓW

Polskie MŚP odnotowały wzmożoną sprzedaż w okresie ostatnich 12 miesięcy, przy czym 44% ankietowanych firm odnotowało wzrost, a 96% zidentyfikowało możliwości wzrostu. 53% z nich oczekuje, że sprzedaż wzrośnie w ciągu następnych 12 miesięcy, głównie poprzez zwiększenie liczby nowych klientów. To trzeci wynik wśród wszystkich badanych krajów i więcej niż wynosi średnia ogólnoświatowa, gdzie mniej niż połowa ankietowanych MŚP (46%) spodziewa się wzrostu sprzedaży, co odzwierciedla spadek optymizmu odnośnie międzynarodowej wymiany handlowej. Najbardziej ufne, co do wzrostu poziomu sprzedaży są małe i średnie firmy w USA – 64% firm. Na drugim miejscu są firmy holenderskie – 56% z nich deklaruje wzrostu sprzedaży, niewiele więcej niż w Polsce. Najmniej optymistyczne są MŚP w Hongkongu – tylko 30% z nich patrzy w przyszłość z optymizmem.

Rosnące koszty (68%) to obecnie największe wyzwanie dla polskich MŚP. Co więcej, aż 61% z nich spodziewa się, że będzie to także największe wyzwanie w następnych 12 miesiącach. Blisko połowa (46%) ankietowanych polskich firm wskazuje, iż  otrzymanie w terminie zapłaty od klientów pozostaje w 2019 r. największym wyzwaniem i zagrożeniem dla ich przepływów pieniężnych. Dla wszystkich regionów, największymi wyzwaniami stojącymi obecnie przed MŚP są także rosnące koszty (42%), ale również regulacje prawne i biurokracja (36%) oraz przepływ środków pieniężnych (32%). Nieznacznie różni się to z wynikami zaobserwowanymi w 2017 roku, kiedy to największym problemem był brak wykwalifikowanego personelu (49%), a w następnej kolejności koszty (48%) oraz biurokracja rządowa (44%). W przypadku firm prowadzących handel międzynarodowy największym wyzwaniem są wahania kursów walutowych, co wskazało 18% firm (20% w 2017 roku), następnie biurokracja (15%) oraz brak sieci biznesowej (9%). Kraje prezentujące największe możliwości dla eksporterów to USA, Chiny i Niemcy.

– W ostatnim opracowaniu Euler Hermes wykazał, że marże zysku dla polskich MŚP rzeczywiście spadały od 2016 r., główne z powodu zwiększonych jednostkowych kosztów pracy. Należy także zauważyć, że optymizm wyrażony przez MŚP w tym badaniu nie został odzwierciedlony w innych badaniach. Na przykład, badanie wskaźnika PMI dla przemysłu przeprowadzone przez IHS Markit wykazało, że utrzymywał się on poziomie poniżej 50,0 punktów od listopada 2018 r. i osiągnął najniższą wartość od ponad sześciu lat wynoszącą 47,4 punktu w lipcu 2019 r., odzwierciedlając fakt, że większość kierowników ds. zaopatrzenia w sektorze przemysłowym ma względnie pesymistyczne nastawienie wobec obecnej i przyszłej sytuacji swoich przedsiębiorstw – wskazuje Mandfred Stamer, starszy ekonomista ds. Europy i Bliskiego Wschodu, Euler Hermes.

Odsetek badanych MŚP, które doświadczyły nieściągalnych długów pozostał zasadniczo taki sam (30% w 2019 r. w porównaniu z 35% w 2017 r.). MŚP w Belgii (40%), Republice Czeskiej (38%) i Republice Słowackiej (37%) są bardziej narażone na nieściągalne należności. Spośród MŚP, które zgłosiły nieściągalne zadłużenie, ponad dwie piąte (44%) stwierdziło, że wpłynęło ono na ich wzrost/zyski. Dla Polski wskaźnik ten wyniósł 51%.

Odsetek polskich MŚP, które uważają, że dostęp do finansowania jest doskonały lub dobry, spadł z 41% w 2017 r. do 29% w 2019 r. Ponownie polskie przedsiębiorstwa wymieniały słaby rating kredytowy i historię (26%) jako główny powód odmów (48% w 2017 r.). Wynik jest tożsamy z badaniem całościowym, gdzie tylko 30% firm uważa, że dostęp do finansowania jest doskonały lub dobry. Najwyższy odsetek firm jest w Stanach Zjednoczonych (43%), w Belgii (39%), Kanadzie i Singapurze (po 38%). Najwyższy procent firm, które uznaje, że dostęp do finansowania jest slaby odnotowano na Słowacji (34%), we Francji (33%) i w Irlandii (33%). Główna przyczyna to wymagana dokumentacja (48%) i wysokie stopy procentowe (40%).

W połowie przypadków (52%) polskie MŚP są samodzielne finansowo. Jednak 25% firm prawdopodobnie wystąpi o finansowanie zewnętrzne. W badaniu ogólnym odsetek ten wyniósł 15%, przy czym będzie to tylko 6% niemieckich i holenderskich MŚP.

– Polski realny PKB wzrósł o 5,1% w 2018 r. Najwyższy od 2007 r. wzrost gospodarczy był napędzany głównie przez popyt wewnętrzny – wydatki konsumenckie i publiczne, a także inwestycje. Gospodarka nieco zwolniła w pierwszej połowie 2019 r., a Euler Hermes oczekuje, że wzrost dla całego roku osiągnie poziom około 4% – dodaje Mandfred Stamer.

BĄDŹ CIERPLIWY, ALE I GŁODNY WYZWAŃ

Umiarkowane i wyważone nastroje wśród przedsiębiorców nie powinny dziwić, bowiem żyjemy w czasach, gdy ryzyko polityczne i niepewność handlowa stają się normą.

W gospodarce rynkowej ręcznie sterowanej, jeden ruch liderów politycznych, niosący za sobą konsekwencje wahań kursów walut oraz nowe przeszkody prawne mogą całkowicie wywrócić biznes. W obliczu wzmożonego zapału do protekcjonizmu na świecie i szybko zmieniających się warunków finansowych należy być cierpliwym, ale i otartym do stawiania czoła nowym wyzwaniom. Ludovic Subran Główny Ekonomista, Allianz i Euler Hermes, radzi: – Gromadź nowe informacje i bądź otwarty na nowe pomysły i strategie, by z powodzeniem móc przenieść swoją działalność w nowe geograficznie regiony i na nowe rynki zbytu. Przy tym bądź zwinny, by z pewnością siebie stawić czoła bezprecedensowym sytuacjom. Nie popadaj w pesymizm, ale badaj, ucz się i staraj się korzystać z szans. W czasach niepewności zaufaj profesjonalnym usługodawcom i doskonałym praktykom w zakresie zarządzania finansami, którzy wesprą Cię w przezwyciężeniu nieprzewidzianych sytuacji.

Rynek przed czwartkowym Świętem Dziękczynienia

To może być ostatni dzień normalnego handlu w tym miesiącu, gdyż jutro Amerykanie obchodzą Święto Dziękczynienia, a jutro, zamiast pracować, będą skupieni na szukaniu przecen w sklepach. Rozliczenia na koniec okresu mogą zdominować handel, ale przy flaucie panującej od kilku dni nie ma potrzeby dużego dopasowania transakcji zabezpieczających do zmian portfeli. A w relacjach USA-Chiny – nic nowego.

To typowe zachowanie rynku przed czwartkowym świętem w USA. Piątek w zasadzie się nie liczy (skrócona sesja na Wall Street), a konieczność porządkowania portfeli przed końcem miesiąca zmusza do zawierania ostatnich transakcji nawet już we wtorek. To, że wczoraj zmiany były wielkie, już pokazuje, że listopad nie przyniósł tak dużych zmian, które wymagałyby korekt w transakcjach hedgingowych. Zatem jest mało prawdopodobne, aby napakowany publikacjami z USA kalendarz (trzy dni skompresowane w jeden) mógł wyraźnie zatrząść dolarem, a w konsekwencji całą sceną FX. Dane najprawdopodobniej potwierdza, że ożywienie w USA jest solidne i choć tu i ówdzie są widoczne pewne słabości, ogólnie sytuacja nie zmusza Fed do reakcji. A skoro gospodarka jest „w dobrym położeniu” (cytat z szefa Fed Powella), a banku centralny przeszedł w tryb pauzy, dane nie wzruszą oczekiwaniami co do ścieżki polityki monetarnej.

EUR/USD utknął przy 1,10 i najprościej mówić: skoro nie chciał się wcześniej przebić ponad 1,11, został zrzucony niżej. Jednocześnie nikt nie ma odwagi pociągnąć kursu w stronę 1,09, bo nie ma ku temu silnych podstaw. Euro potrzebuje wsparcia fundamentalnego, ale jak na razie wskaźniki PMI sugerują jedynie uklepywanie dna po ostatniej zapaści. A póki tli się nadzieja na porozumienie handlowe USA-Chiny, nie ma presji na ucieczkę w USD. Znów po takich crossach jak USD/JPY i AUD/USD nie widać, aby apetyt na ryzyko był silny i bardziej stabilizuje rynek. Wreszcie świadectwem tego, że warunki rynkowe są niepewne i nie skłaniają do agresywnego szukania okazji, jest postawa walut rynków wschodzących. EUR/PLN ponownie pod 4,31 pokazuje, że na kilka tygodni przed końcem roku inwestorzy prędzej myślą o redukcji ryzyka i spieniężaniu zysków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy mniej wstydzą się niskich zarobków niż odmowy przy płatności kartą

Co łączy brak środków na karcie w chwili płacenia i możliwość znalezienia się w rejestrze dłużników? Wstyd. Te dwie sytuacje uznali Polacy za najbardziej wstydliwe i stresujące na liście siedmiu możliwych zdarzeń związanych z finansami. Denerwuje się w takich momentach ponad 40 proc. badanych, a wśród kobiet nawet co druga. Na siedmio punktowej liście najmniej krępujące są niskie zarobki, ale tu jest odwrotnie, częściej źle się czują z tego powodu panowie niż panie – wynika z badania Quality Watch przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Pełny koszyk jedzenia, ubranie spakowane już w torbę i okazuje się, że nie da się za to zapłacić. Karta zawodzi. Terminal wyświetla odmowę. W głowie gonitwa myśli, wydałam, wydałem już wszystko? Kiedy i jak? Przekroczyłem ustawiony limit? A może to tylko problemy z połączeniem? Czy mam wystarczająco dużo gotówki? Czas mija. Z tyłu kolejka. I tak wtedy pojawia się wstyd wśród 38 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet – wynika z badania Quality Watch przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

– Takie zdarzenia i reakcje to bardzo charakterystyczny symptom osób, które unikają wglądu w swoją sytuację finansową, wręcz uciekają przed pełną wiedzą na temat swoich finansów. Nie mają do końca świadomości jakimi środkami dysponują, nie chcą też często wiedzieć jakie mają zobowiązania, w tym długi, w myśl zasady „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Coraz liczniejsze udogodnienia w postaci kilku kart płatniczych w portfelu nie zdejmują z nas obowiązku planowania i zarządzania. Zdenerwowanie i wstyd to po prostu efekt, tego, że nagle wychodzi na jaw, że nie dajemy rady i nie do końca panujemy nad poważną częścią naszego życia jaką są finanse – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Sytuacja druga, przychodzi dokument z informacją „Nie zapłaciłeś 250 zł za …, jeśli nie zrobisz tego w ciągu 30 dni, wpiszemy cię do Rejestru Dłużników prowadzonego przez BIG”. Wtedy o twoich problemach dowie się każdy, kto sprawdzi cię w tej bazie, gdy będziesz próbował kupić coś na raty, zaciągnąć kredyt, czy pożyczkę, albo skorzystać z leasingu, franchisingu, zakupu telefonu w abonamencie, itd. W 43 proc. przypadków otwarciu takiego listu towarzyszy wstyd, podobnie jak przy odrzuceniu płatności kartą, bardziej wstydzą się kobiety niż mężczyźni. Gdy w grę wchodzi wiek, to osoby starsze bardziej stresuje perspektywa obecności w rejestrze dłużników (57 proc.), a młodych zakupy „niedziałającą kartą” (63 proc.).

W pozostałych z siedmiu badanych sytuacji bardziej denerwują się i wstydzą panowie. Mowa tu o niepłaceniu alimentów. Za wstydliwe uważa to 34 proc. pań i 44 proc. panów. Następnie ogłoszenie upadłości konsumenckiej także bardziej zawstydza mężczyzn (17 proc.) niż kobiety (10 proc.). Jeszcze większe różnice widać w przypadku niskich płac, gdzie ponad dwukrotnie więcej panów (14 proc.) niż pań (6 proc.) uważa to za powód do zażenowania. Nieznacznie gorzej czują się panowie od pań w chwili odmowy udzielenia kredytu ze względu na złą historię kredytową.

– U mężczyzn w większym stopniu pieniądze powiązane są z poczuciem własnej wartości i z jednej strony wielu dłużników tej płci nawet przejściowe kłopoty traktuje jak bankructwo i powód do skrępowania czy zawstydzenia, a z drugiej strony silny i długotrwały wstyd bardziej skłania mężczyzn do ukrywania się lub ucieczki przed problemem, niż poszukiwania konstruktywnych rozwiązań i pomocy. Widzę to na co dzień. Po rady i wsparcie, do naszego stowarzyszenia zgłasza się zdecydowanie więcej kobiet i to zwykle na wcześniejszym etapie problemów finansowych – mówi Roman Pomianowski, kierujący Stowarzyszeniem Program Wsparcia Zadłużonych.

– O tym, że kobiety szybciej szukają wyjścia z pułapki nadmiernych długów, świadczą również statystyki na temat osób ogłaszających upadłość konsumencką. Od początku 2015 r., kiedy weszły w życie zliberalizowane przepisy dotyczące upadłości konsumenckiej, wśród decydujących się na skorzystanie z tego rozwiązania cały czas przeważają kobiety. I dzieje się tak, mimo że według naszych statystyk dotyczących osób opóźniających płatności problemy ma zdecydowanie więcej mężczyzn, i na dodatek ich zaległości są zwykle wyższe – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. – Męski wstyd spowodowany problemami finansowymi to poważniejsza sprawa niż u kobiet – puentuje Roman Pomianowski.wstydliwe sytuacje 3 wstydliwe sytuacje 2 wstydliwe sytuacje

Zakupy ONline & OFFline, czyli jak consumer experience wpływa na rynek powierzchni handlowych

Handel od zawsze łączył ludzi. Fenicjanie pokonywali setki mil morskich, by sprzedać towary innym kupcom, Grecy mieli swoje agory, a Rzymianie – Forum Romanum, gdzie oprócz dóbr wymieniano też idee i poglądy. Dziś, w XXI w. wiele interakcji przeniosło się do sieci, która użytkownikom zapewnia szybkie i łatwe zakupy, a sklepom internetowym tworzenie unikatowych doświadczeń. W poszukiwaniu tych ostatnich równie chętnie, co przed ekran smartfona, kierujemy się jednak na miasto, co skrzętnie dostrzegają uczestnicy rynku powierzchni komercyjnych. Jakie aktualne trendy konsumenckie pomagają deweloperom, operatorom, zarządcom i najemcom „wyjść do ludzi”?

Miastotwórczy charakter inwestycji to temat, który dla rynku nieruchomości nie jest ani obcy, ani nowy. Już w latach 60. aktywistka miejska Jane Jacobs i urbanista William H. Whyte zapoczątkowali ruch, zgodnie z którym to miejsca miały służyć ludziom, a nie odwrotnie. Tak narodziła się filozofia placemakingu, której echa wybrzmiewają do dziś, także w Polsce. Projekty kreujące atrakcyjne miejsca obejmują niekiedy dłuższe fragmenty ulic lub wręcz całe kwartały.

Przykładem z lokalnego podwórka świeci OFF Piotrkowska Center w Łodzi – tegoroczny zwycięzca konkursu Towarzystwa Urbanistów Polskich na najlepiej zagospodarowaną przestrzeń w kraju. – Duński urbanista Jan Gehl podkreślał, że w pierwszej kolejności liczą się ludzie. Dopiero efektem analizy ich potrzeb i pragnień powinny być budynki i nowe funkcje – wyjaśnia Michał Styś, pomysłodawca i koordynator projektu. – W myśl tej idei teren dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa oddaliśmy artystom i kreatywnym przedsiębiorcom, którzy doskonale czują się w otoczeniu klimatycznej, czerwonej cegły. Po dołożeniu funkcji handlowo-usługowych i gastronomicznych do imprez i wydarzeń kulturalnych, udało nam się stworzyć prawdziwe miejsce spotkań – dodaje.

Klimat dla handlu

W kontekście projektów komercyjnych, placemaking i rewitalizacja stanowią potężne narzędzia do efektywnego budowania wizerunku danego budynku lub przestrzeni. Prestiż dla dewelopera czy zarządcy to także świetny marketing dla całego miasta, a sukces zawsze można przekuć w wymierne liczby – czy to w wzrost wartości inwestycyjnej, czy nowe, lukratywne umowy najmu.

Ile więc można zarobić na „tworzeniu miejsc”? Na potrzeby raportu „Placemaking. Value And The Public Realm”, firma CBRE przeanalizowała kilkanaście zrekultywowanych przestrzeni na całym świecie. Listę otwiera Duke of York Square w Londynie – adaptacja XIX-wiecznej szkoły dla sierot na ekskluzywne tereny handlowe, usługowe i kulturalne z cyklicznym, największym w Londynie targiem zdrowej żywności. Znajdujący się 370 kilometrów dalej kompleks handlowo-mieszkaniowo-rekreacyjny Liverpool One, który powstał z przebudowanych pustych obiektów i parkingów, skusił takich gigantów, jak Apple czy Harvey Nichols. Stawki czynszu udało się podnieść o 17,5%, i to w czasie ogólnej recesji na rynku powierzchni komercyjnych w mieście Beatlesów.

Łatwo zauważyć, że inwestycjom w poprawę jakości przestrzeni często towarzyszy wzrost potencjału turystycznego miejsca. – Oryginalny klimat to coś, co doceniają zarówno mieszkańcy, jak i przyjezdni. Dodajmy do tego lokalizację w sercu miasta i mamy niemal gotowy przepis na magnes przyciągający w naturalny sposób klientów – uważa Monika Hryniewicz, Head of Leasing w firmie OPG Property Professionals. – Tak stało się m.in. w przypadku OFF Piotrkowska Center, które czytelnicy magazynu National Geographic Traveler uznali za największy z Siedmiu Nowych Cudów Polski. Najemcy, zwłaszcza ci modowi i gastronomiczni, mocno to doceniają. Chcą być częścią miejsca, o którym głośno nie tylko w samym mieście – dodaje.

Zakupy ONline & OFFline

W kontekście placemakingu interesująco jawi się kwestia zakupów w internecie. Od lat trwa dyskusja, czy (i kiedy) sektor e-commerce zakończy żywot branży retail. Prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Dosłownie. Jak wynika z tegorocznego badania „Konsument w dobie omni-channel” firmy Ernst & Young, 57% Polaków dokonuje zakupów online, a 47% wybiera wyłącznie sklepy tradycyjne. 66% ankietowanych szuka w internecie informacji o produktach i ich cenach, a wielu z nich dokonuje potem zakupu w sklepie stacjonarnym. Najczęściej za pośrednictwem sieci kupujemy elektronikę (71%), najrzadziej produkty spożywcze (10%). W przypadku odzieży i obuwia korzystanie z zakupów online deklaruje połowa Polaków.

Synergię działań online i offline docenia marka Zalando – największy w Europie sklep internetowy specjalizujący się w sprzedaży ubrań, obuwia i dodatków. Choć jak podkreśla Dorothee Schönfeld, dyrektor zarządzająca Zalando Outlets, handel w sieci zawsze będzie priorytetem firmy, placówki stacjonarne stały się integralną częścią modelu biznesowego. Lokalizacja pierwszej z nich nie była więc raczej dziełem przypadku. Klimatyczny budynek pofabryczny w dzielnicy Kreuzberg, sercu europejskiej kultury alternatywnej, z widokiem na słynny Mur Berliński i East Side Gallery po drugiej stronie Szprewy, okazał się prawdziwym wabikiem na hipsterów i turystów. Wkrótce potem dołączyły kolejne lokalizacje we Frankfurcie, Hamburgu, Hanowerze, Kolonii, Lipsku, Monachium i Sztutgarcie.

Podobne przykłady, choć oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji, można też znaleźć w Polsce. Sklep Skarpetoholik, dotąd opierający swoją sprzedaż wyłącznie na internecie, w tym roku zdecydował się otworzyć stacjonarny pop-up na OFF Piotrkowska Center. – To przykład, jak podstawowy model biznesowy można uzupełnić o rozwiązania pozwalające wyjść z ofertą do klientów ceniących tradycyjne formy sprzedaży, chcących przed zakupem towar dotknąć, przymierzyć i przekonać się o jego jakości na własne oczy – wyjaśnia Kamil Wasiak, rzecznik „OFFa”. – Trend slow shoppingu rozwija się niezależnie od boomu, jaki przeżywa e-commerce, a miejsca takie jak dawna fabryka Ramischa sprzyjają kreowaniu kultury zakupów. Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z klientem i zdające sobie z tego sprawę wielkie marki, nadal otwierają coraz to nowsze i wymyślniejsze przyczółki tradycyjnego handlu – dodaje.

W Łodzi jak w Berlinie…

„Tu jest jak w Nowym Jorku albo Berlinie” – pisał o OFF Piotrkowska Center National Geographic Traveler. A już niebawem pofabryczne mury z czerwonej cegły uzupełni nowy budynek Fern, który utworzy w tym miejscu wyjątkowy pasaż mody z kolejnymi butikami, pop-upami i salonami projektantów, a także… publicznie dostępnym rooftopem ze strefą relaksu. Zupełnie, jak w stolicy Niemiec. – Słowo „Fern” po niemiecku oznacza „zdalny”. Emocji, jakie towarzyszyć będą temu miejscu, nie da się jednak odczuć przez ekran smartfona – przyznaje z uśmiechem Monika Hryniewicz. – Wierzymy, że tego typu projekty, oparte na idei placemakingu i rewitalizacji, będą podnosić jakość przestrzeni polskich miast, z korzyścią dla znajdujących się w nich najemców handlowo-usługowych – podsumowuje ekspertka.

Handel w stylu „OFF”

Na pozytywny consumer experience nie składa się jednak tylko „gdzie”, ale też (a może przede wszystkim) „co” i „jak”. Świadome marki przywiązują więc coraz większą wagę zarówno do jakości swojej oferty, jak też etyki prowadzonego biznesu. Także pod tym względem ciekawym przykładem służy wspomniane wcześniej Zalando. Na berlińskim Alexanderplatz, czyli w handlowym sercu miasta, platforma otworzyła stacjonarny pop-up, gdzie kupimy… odzież używaną. Produkty dostępne w sklepie pochodzą od klientów sieci, którzy mogą wymienić nieużywane ubrania na vouchery za pośrednictwem Zalando Wardrobe. Aplikacja pozwala też sprzedawać artykuły „z drugiej ręki” innym użytkownikom.
Kompromis pomiędzy konsumpcjonizmem, a ideą zero waste na dobre zadomowił się także na naszym gruncie, i to nie tylko w postaci wyprzedaży garażowych. Etyczne i estetyczne zakupy z drugiej ręki zrobimy na przykład w Wysokich Półkach – innym lokalu na OFF Piotrkowska Center. W ciekawie zaaranżowanej przestrzeni wynajmiemy regał, gdzie możemy wystawić na sprzedaż rzeczy, których już nie potrzebujemy. Ta sama idea przyświeca organizowanemu cyklicznie TargOFFisku – wydarzeniu, które łączy targi dla projektantów mody, pchli targ z ubraniami i rękodziełem, swap party oraz prelekcje na temat odpowiedzialnej mody i ekotrendów w przemyśle odzieżowym.

Coraz więcej nowych „M” na rynku najmu

Na rynku wynajmu pojawia się coraz więcej ofert dotyczących nowych mieszkań. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przeanalizowali to ciekawe zjawisko.

Podczas przeglądania ofert najmu mieszkań, wciąż można zobaczyć wiele zdjęć lokali, które pod względem wystroju i wyposażenia przypominają o czasach PRL-u. Taka sytuacja dotyczy również większych miast. Równocześnie możemy zaobserwować wzrost udziału rynkowego najnowszych mieszkań przeznaczonych na wynajem. Narodowy Bank Polski niedawno zaprezentował ciekawe informacje opisujące wspomniane zjawisko.

Dane NBP wskazują, że mieszkania wybudowane w czasach obecnego boomu (po 2014 r.) stanowią już poważną część rynków najmu z miast wojewódzkich. Za przyjemność związaną z użytkowaniem niemal nowego mieszkania, trzeba będzie jednak sporo dopłacić.

Wzmożona aktywność inwestorów przynosi efekty

Doniesienia o wzroście udziału najnowszych mieszkań w ofercie wynajmujących dobrze korespondują z innym zjawiskiem, które było widoczne po 2014 r. Mowa o zwiększonym zainteresowaniu inwestycyjnym wynajmem lokali. Dane Narodowego Banku Polskiego sugerują, że w latach 2017 – 2018 około 30% – 40% nowych mieszkań z siedmiu największych rynków pierwotnych było kupowanych w celach inwestycyjnych. Dzięki długotrwałej stabilizacji stóp procentowych NBP i oprocentowania lokat na niskim poziomie, miało miejsce swoiste „odmłodzenie” zasobu mieszkań przeznaczonych na wynajem.

Już 20% ofert wynajmu dotyczy najnowszych lokali

Eksperci RynekPierwotny.pl na podstawie danych Narodowego Banku Polskiego postanowili zaprezentować, jak przez ostatnie lata wzrastał udział najnowszych „M” w rynku wynajmu. Poniższa tabela przedstawia taki udział obliczony osobno dla Warszawy, pięciu innych metropolii (Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Gdańsk) oraz dziesięciu mniejszych miast wojewódzkich (Białystok, Bydgoszcz, Katowice, Kielce, Lublin, Olsztyn, Opole, Rzeszów, Szczecin i Zielona Góra).

Informacje z poniższego zestawienia wskazują, że udział rynkowy mieszkań wybudowanych w czasach boomu (po 2014 r.) osiągnął już 20%. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl to oznacza, że średnio co piąte mieszkanie na wynajem z miast wojewódzkich jest niemal nowe. Warto odnotować, że udział najnowszych lokali w rynkach najmu z mniejszych miast wojewódzkich szczególnie szybko wzrósł w ostatnich kwartałach. Na terenie metropolii analogiczny wskaźnik szybciej osiągnął poziom zbliżony do 20%.Nowe lokale najem RP tab.1

Za lepszy standard zwykle trzeba nieco dopłacić …

Wspomniane już wcześniej „odmłodzenie” zasobu mieszkań przeznaczonych na wynajem może być czynnikiem, który uatrakcyjni rodzimy rynek najmu. Pojawienie się wielu najnowszych mieszkań na rynku prawdopodobnie zachęci część właścicieli starszych „M” do remontu wynajmowanych lokali. Nowe mieszkania posiadają bowiem przewagę estetyczną i funkcjonalną nad starszymi lokalami. Taka różnica jest widoczna, mimo że mieszkania od dewelopera, które inwestorzy kupują pod wynajem, często bywają wykańczane w sposób dość budżetowy.

Równocześnie trzeba pamiętać, że osoby nabywające nowe mieszkanie w celu wynajmu, zawsze będą oczekiwały zadowalającej stopy zwrotu. Wg portalu RynekPierwotny.pl taka stopa rentowności najmu musi uwzględniać koszt zakupu nowego metrażu (zwykle większy niż na rynku wtórnym) oraz nakłady związane z wykończeniem. Właśnie dlatego najemca na ogół będzie musiał dopłacić za przyjemność użytkowania niemal nowego lokum. Potwierdzają to na przykład dane NBP mówiące, że na początku 2019 r. przeciętny czynsz za najnowsze mieszkania z Warszawy był o około jedną czwartą większy od rynkowej średniej.

Mowa o miesięcznej różnicy czynszu wynoszącej około 420 zł (mieszkanie o pow. 30 mkw.) oraz 700 zł (mieszkanie o pow. 50 mkw.). Takie wyniki sugerują, że na wynajem najnowszych mieszkań w Warszawie oraz innych metropoliach mogą sobie pozwolić lepiej zarabiające osoby.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rosnąca świadomość konsumentów: wartości przyświecające markom oraz lojalność klientów w Europie

W związku z nabierającym tempa sezonem świątecznym specjaliści ds. marketingu zwiększają budżety reklamowe i próbują wyróżnić się na tle konkurencji na coraz bardziej innowacyjne sposoby. Jak wiadomo cena jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na przyciągnięcie klienta, jednak z najnowszego badania Criteo wynika, że nie jest ona jedynym czynnikiem stymulującym sprzedaż w okresie świątecznym. Okazuje się, że wraz z rokiem 2020 wkraczamy w erę świadomego konsumenta.

Tacy konsumenci podejmują decyzje zakupowe w oparciu o wartości społeczne, środowiskowe i polityczne. Cena jest istotna, ale nie zawsze najważniejsza. Podczas tzw. złotego kwartału zarówno detaliści, jak i marki muszą zastanowić się, jak dotrzeć do konsumentów na poziomie emocjonalnym. Okres Bożego Narodzenia kojarzy nam się z poczuciem wspólnoty i dawania innym, co w praktyce oznacza, że jako konsumenci podejmujemy bardziej przemyślane decyzje zakupowe, biorąc pod uwagę także własny system wartości.

W globalnej ankiecie lojalności klientów zatytułowanej „Why We Buy” (Dlaczego kupujemy) firma Criteo zapytała respondentów z ośmiu europejskich krajów o powody lojalności markom oraz sposoby, w jakie system wartości determinuje decyzje zakupowe.

Nasze ustalenia z pewnością przydadzą się firmom przygotowującym się na nadchodzący sezon świąteczny. Zależało nam, aby nasza ankieta odpowiedziała na pytanie, co sprawia, że klienci z Polski pozostają wierni markom oraz co skłania ich do zmiany preferencji.

Dlaczego kupujemy w Polsce?

Ze wszystkich ankietowanych krajów to właśnie respondenci z Polski są najbardziej skorzy do zmiany preferowanej marki. Na pytanie „Czy rozważasz zmianę preferowanej marki na inną?” odpowiedzi twierdzącej udzieliło 88% ankietowanych. Ci sami konsumenci zwracają uwagę na wartości, jakimi kieruje się dana marka. 72% ankietowanych deklaruje, że sposób kreowania swojej tożsamości przez daną markę determinuje ich decyzje zakupowe.

Wartości marki i ścieżki zakupowe klientów

Z naszej ankiety wynikają dwie obserwacje niezwiązane z krajem pochodzenia respondentów: spora część europejskich konsumentów podejmuje świadome decyzje zakupowe, a wielu z nich rozważa zmianę preferowanej marki na inną.

Powinny mieć to na względzie zwłaszcza firmy przygotowujące strategie marketingowe na sezon świąteczny. Własna narracja i promowanie wartości przyświecających marce w reklamach pozwala budować więzi z klientami, wzmacniać ich lojalność, a także trafiać z przekazem do świadomych konsumentów.

W dobie rosnącej świadomości konsumentów odnośnie skutków ich decyzji zakupowych, firmy ukierunkowane na rozwój powinny w swoich kampaniach reklamowych skupiać się nie tylko na produktach i cenach, ale także wartościach, jakimi się kierują.

DNB Bank Polska: Pięć kluczowych trendów w handlu w 2020 roku

Zbliżający się rok 2020 to dalszy rozwój e-commerce i nowych technologii, ale także rozwój stosunkowo nowych trendów, takich jak: ekonomia subskrypcji, partnerstwo międzybranżowe oraz działalność nastawiona na zrównoważony rozwój.  Wszystko po to, by sprostać rosnącym wymaganiom konsumenckim – wskazują eksperci DNB Bank Polska. Na praktycznych przykładach prezentujemy pięć kluczowych trendów w branży.

E-commerce

Polska jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla rozwoju e-commerce. Obecnie na polskim rynku większość sklepów stacjonarnych oferuje sprzedaż przez internet, ponadto funkcjonuje około 32 tys. zarejestrowanych sklepów internetowych (o około 10 tys. więcej niż jeszcze 6 lat temu) i liczba ta systematycznie rośnie. Choć udział e-commerce w całym segmencie handlu stanowi wciąż zaledwie 7 proc., eksperci oceniają, że do 2023 roku wzrośnie on do około 10 proc. i będzie systematycznie rósł w kolejnych latach.

– O dalszym rozwoju e-commerce zdecydują o tym przede wszystkim zmieniające się trendy konsumenckie („convenience” oraz „positive  experience”), ale także coraz efektywniejsza logistyka i transport, która pozwala rozwijać ten segment rynku. Przed sektorem handlu jeden z najbardziej gorących okresów – tzw. Black Friday,  a także  gorączka przedświątecznych zakupów. Nawet jeśli dla wielu to wciąż jedyna okazja w roku do zakupów przez internet to dobry początek, by z czasem zwiększyć częstotliwość zakupów online – mówi Ewa Białek, dyrektor Biura Handlu i Usług DNB Bank Polska

WeFarm to platforma dla rolników, która umożliwia producentom rolnym kontakt z lokalnymi dostawcami towarów i sprzętów. Posiada ona dwa wymiary, pierwszym jest budowanie społeczności, w której użytkownicy wymieniają się wiedzą. Drugi wymiar to prowadzenie wymiany handlowej. Dziś korzysta z niej 1,9 mln osób. Jej wzrost jest dziś szybszy niż wspólnie Amazona i eBay w początkowej fazie rozwoju.

Rozwój 5G

Cyfryzacja już od kilku lat mocno zmienia handel. Od łańcucha dostaw, przez dystrybucję, aż po samą sprzedaż detaliczną. Już dziś powstają inteligentne fabryki, które wykorzystują internet rzeczy (IoT), szybko rozwijają się systemy cyber-fizyczne (CPS) i przetwarzanie danych w chmurze. Wszystko po to, aby umożliwić producentom korzystanie z danych w czasie rzeczywistym w celu zwiększenia wydajności, zmniejszenia kosztów i dostosowania się do zmian popytu oraz customer experience (CX).

Rozwój technologii 5G jest odpowiedzią na te potrzeby. To ulepszona wersja obecnie używanych połączeń internetowych – jak wskazuje Instytut Staszica, przesył danych może być nawet 40 razy szybszy. Dodatkowo 5G pozwoli to na zmniejszenie zużycia energii w urządzeniach, w niektórych przypadkach aż o 90 proc. Ericsson wskazuje, że rok 2020 będzie przełomowy dla rozwoju technologii i do 2024 będzie ona stanowiła 20 proc. rynku. W Polsce technologia dopiero jest w fazie wstępnej, jednak niedawno rząd wspólnie z telekomami podpisali porozumienie o budowie spółki „Polskie 5G”.

Brazylijski producent wyrobów mlecznych Languiru wspólnie z firmami technologicznymi SIG i Siemens umożliwia konsumentom lepsze kontrolowanie jakości produktów. Przy pomocy smartfona mogą oni zeskanować kod QR na produkcie i uzyskać dostęp do danych, jakie firma zbiera na wszystkich etapach produkcji (o jakości produktu, procesie produkcji i dostawy). Wykorzystując możliwości przesyłu danych w czasie rzeczywistym, firma zyskuje większe zaufanie klientów.

Ekonomia subskrypcji

Ekonomia subskrypcji, czyli inaczej ekonomia abonamentowa, w najbliższych kilku latach wpłynie na zmiany modelu zakupowego Polaków. Na razie ten trend jest obserwowany z perspektywy globalnej. Jak wskazuje Subscription Economy Index w ostatnich siedmiu latach (w Ameryce Północnej, Europie i Azji) wartość rynku sprzedaży produktów i usług w formie abonamentów wzrosła aż o 300 proc. Gartner przewiduje, że do roku 2023 trzy czwarte firm zajmujących się handlem detalicznym będzie oferowało subskrypcję. Fundacja Digital Poland argumentuje, że u nas także rynek stale zyskuje na znaczeniu. Z subskrypcji korzysta dziś 90 proc. konsumentów, na których średnio przypada 3,9 subskrypcji. Większość jednak jest na razie ograniczona do zapłaty za rachunki oraz rozrywki (VoD, muzyka). W najbliższej przyszłości może się to zmienić.

Z perspektywy branży ekonomia subskrypcji pozwala na zwiększenie bazy klientów, dla których dzięki rozłożonej płatności na raty towary są bardziej dostępne, a tym samym bardziej atrakcyjne. Dodatkowo stała relacja z konsumentem pozwala na lepsze zrozumienie jego potrzeb i w efekcie możliwość poprawy customer experience (CX) – argumentuje Ewa Białek

Nike wprowadził niedawno możliwość kupowania butów w formie subskrypcji. Oferta dotyczy obuwia dziecięcego (przedział wiekowy 2-10 lat), a koszt jednej pary to 50-60 USD. W ofercie jest wiele modeli i to od indywidualnych preferencji zależy jakie buty chce się zamówić. Wszystko w ramach Nike Adventure Club. Jeśli wierzyć doniesieniom model subskrypcji rozważa obecnie Apple. W ramach usługi co roku użytkownik miałby możliwość wymiany swojego „starego” iPhone’a. Byłoby to rozszerzenie obecnej usługi pozwalającej na zakup najnowszego modelu i zostawienie w rozliczeniu jego poprzedniej wersji.

Gospodarka o obiegu zamkniętym

Jak wskazują dane GUS, w Polsce około 90 proc. odpadów pochodzi z przemysłu. Oznacza to, że w produkcji istnieje wciąż dużo przestrzeni, by firmy bardziej odpowiedzialnie zarządzały zasobami. Odpowiedzią jest model gospodarki o obiegu zamkniętym, w którym surowce są wykorzystywane bardziej efektywnie i zwiększające poziom recyklingu.

W tym zakresie w sprzedaży detalicznej następują najszybsze i najbardziej znaczące zmiany. Wszystko dzięki rosnącej świadomości konsumentów. Jak wskazują badania OC&C Strategy 15 proc. przedstawicieli najmłodszej generacji chce być aktywnie zaangażowana w ograniczenie ilości wytwarzanych odpadów, 14 proc. w zmniejszenie śladu węglowego, a 13 proc. w ograniczenie zużycia plastiku jednorazowego użytku.

Bardzo trafnym stwierdzeniem definiującym model gospodarki o obiegu zamkniętym jest „quality is sustainability”. Wskazuje ono, że zrównoważony rozwój to zarówno ograniczanie poziomu zanieczyszczeń dla środowiska, jak i integralne zmiany w funkcjonowaniu organizacji. Może się to przełożyć bezpośrednio na finanse. Rynkowe wyliczenia np. na temat branży fashion wskazują, że GOZ pozwala na zwiększenie rocznych zysków operacyjnych (EBIT) nawet o 2 proc. – wskazuje Ewa Białek

Roland Mouret zaprojektował plastikowe wieszaki, które mogą w łatwy sposób być poddane recyklingowi. Dodatkowo same składają się w 80 proc. z materiałów z recyclingu. To odpowiedź na bardzo palący i dotąd niewystarczająco nagłośniony problem. Rocznie produkuje się około 150 mld sztuk ubrań, z czego dwie trzecie jest umieszczanych na wieszakach. Zdecydowana większość z nich zanieczyszcza nasze środowisko. Zastąpienie ich wieszakami przyjaznymi dla środowiska pozwoli z jednej strony ograniczyć zanieczyszczenie, z drugiej zwiększyć zysk firm, ponieważ stare wieszaki mogą być sprzedane jako forma surowca wtórnego.

Partnerstwa i łączenie różnych branż

Sprzedaż detaliczna w coraz większym stopniu zaczyna się przenikać z innymi branżami lub całymi sektorami gospodarki. Obrazem tego są m.in. nowoczesne przestrzenie handlowe, które w coraz większym stopniu odpowiadają za „doświadczenia” niż zakupy. Gensler Research Institute wskazuje, że 15 proc. klientów przychodzi do centrum handlowego w celach towarzyskich, 19 proc. osób, by się nauczyć lub dowiedzieć czegoś nowego, 10 proc. poszukuje inspiracji dla rozwoju osobistego, a 7 proc. ze względu na ofertę rozrywkową galerii. Oznacza to, że firmy muszą szybko adaptować się do rosnących potrzeb klientów i oferować im coraz szersze pakiety usług.

Spełnianie oczekiwań klientów jest kluczowe w budowaniu pozycji na rynku. Jest to możliwe także dzięki współpracy z innymi podmiotami. Pozwala to lepiej rozpoznać trendy konsumenckie i zwiększa innowacyjność. Takie podejście stawia przed firmami wiele wyzwań. Kluczowe jest znalezienie obszaru do rozwoju, tak by zmiana była komplementarna z głównym obszarem działalności.

Sieć sklepów Walmart (których tylko w USA jest ponad 4,7 tys.) łączy sprzedaż detaliczną i opiekę medyczną. Niedawno otwarto pierwsze centrum medyczne Walmart Health Center. Początkowa liczba pacjentów to około 100 dziennie, czyli trzy razy więcej niż zakładano. Specyfika amerykańskiego rynku sprawia, że od dawna około 1 mln obywateli odbiera pakiety medyczne właśnie w Walmart. Stanowią oni naturalną bazę klientów, którzy mogą korzystać z medycznych usług oferowanych przez sieć.

Zasady i dopuszczalny zakres ujawnienia tajemnicy skarbowej

Wszelkie dane zawarte w składanych deklaracjach podatkowych oraz innych dokumentach udostępnianych przez płatników, inkasentów lub podatników objęte są tajemnicą skarbową. Może jednak dojść do sytuacji, w której konieczne stanie się ujawnienie tej tajemnicy. Przesłanki i tryb tej czynności regulują przepisy Ordynacji podatkowej.

Dopuszczalny zakres udostępnienia informacji

Przede wszystkim należałoby podkreślić, że informacje objęte tajemnicą skarbową mimo objęcia tą klauzulą mogą zostać udostępnione pewnym, określonym w przepisach podmiotom. Przy czym przepisy Ordynacji podatkowej wskazują na dwie różne kategorie informacji i dokumentów, które zostały objęte tajemnicą skarbową. Z jednej strony są to dokumenty i informacje objęte tajemnicą bankową. Z drugiej natomiast pozostałe dokumenty i informacje. Rzecz jasna informacje objęte jednocześnie tajemnicą skarbową i bankową strzeżone są znacznie pilniej i objęte odmiennymi wymogami udostępniania.

Udostępnianie informacji objętych tajemnicą bankową

Informacje objęte jednocześnie tajemnicą skarbową i tajemnicą bankową mogą być udostępniane wyłącznie organom i podmiotom wymienionym w art. 297 Ordynacji podatkowej. W ramach tego zamkniętego katalogu wskazano m.in.: ministra właściwego do spraw finansów publicznych, Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, dyrektora izby administracji skarbowej i to tylko w toku postępowania podatkowego, postępowania w sprawach o przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe, kontroli podatkowej oraz kontroli celno-skarbowej. W katalogu tym znalazły się również sądy lub prokuratury, jeżeli dane są niezbędne ze względu na toczące się postępowanie, Rzecznik Praw Obywatelskich w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym, Prokurator Generalny w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym albo w przypadkach określonych w Kodeksie postępowania administracyjnego, a także Centralne Biuro Antykorupcyjne, jeżeli jest to niezbędne do realizacji wykonywanych przez ten podmiot zadań. Oczywiście katalog podmiotów wyszczególniony w Ordynacji podatkowej jest znacznie szerszy.

Udostępnianie informacji objętych wyłącznie tajemnicą skarbową

Katalog podmiotów, którym mogą zostać udostępnione informacje objęte tajemnicą skarbową, ale nieobjęte informacją bankową, jest oczywiście zdecydowanie szerszy. Ordynacja podatkowa wymienia w tym zakresie m.in. ministra właściwego do spraw finansów publicznych, inne organy podatkowe, organy kontroli skarbowej, organy wymiaru sprawiedliwości oraz niektóre inne organy i podmioty, które realizują zadania publiczne.

Oczywiście udostępnienie tych informacji musi być związane z prowadzonymi przez te organy i podmioty postępowaniami lub wykonywanymi czynnościami. Te postępowania i czynności nie są jednak tak ściśle doprecyzowane, jak w przypadku tajemnicy bankowej.

Zasady uchylenia tajemnicy skarbowej

Może jednak dojść do sytuacji, w której konieczne staje się uchylenie tajemnicy skarbowej, czyli dochodzi do swoistego zdjęcia z określonych dokumentów klauzuli tajemnicy skarbowej. Zgodę na takie ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę skarbową może wyrazić wyłącznie Szef Krajowej Administracji Skarbowej. Wydaje ją w stosunku do podmiotu, który udostępni dane, czyli naczelnika urzędu skarbowego, naczelnika urzędu celno-skarbowego, a także dyrektora izby administracji skarbowej. Oczywiście zgoda odnosi się wyłącznie do informacji, które stanowią informację skarbową. Nie dotyczy to informacji stanowiących inną tajemnicę niż skarbowa, a także objętych ochroną na podstawie innych ustaw. Jednocześnie Szef Krajowej Administracji Skarbowej, wydając stosowną zgodę, wskazuje sposób udostępnienia posiadanych przez organy danych oraz ich ewentualnego wykorzystania przez osobę, która je otrzyma. Oczywiście udostępnienie powinno też posiadać ściśle określoną formę. Następuje bowiem na wniosek określonego naczelnika urzędu skarbowego, urzędu celno-skarbowego lub dyrektora izby administracji skarbowej i wyłącznie w formie pisemnej.

Przesłanki ujawnienia tajemnicy skarbowej

Wyrażenie zgody przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej nie następuje bezwarunkowo. W tym zakresie istnieją trzy przesłanki. Po pierwsze przyczyną udostępnienia danych objętych tajemnicą skarbową może być ważny interes publiczny. Po drugie fakt, iż dane informacje są konieczne dla osiągnięcia celów kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Po trzecie natomiast udostępnienie informacji może być uzasadnione tym, iż urzeczywistni to prawo obywateli do ich rzetelnego informowania o działalności organów podatkowych i jawności życia publicznego. Dodatkowo organy podatkowe mogą udostępnić informacje zawarte w aktach podatkowych tym organom, które na podstawie odrębnych przepisów są obowiązane do przyjęcia zaświadczenia albo oświadczenia o wysokości osiąganych przez podatnika dochodów lub przychodów, a także zaświadczenia lub oświadczenia o niezaleganiu w podatkach. Oczywiście informacje te są udostępniane tylko w takim zakresie, w jakim jest to konieczne do weryfikacji treści złożonego oświadczenia.

Ujawnienie tajemnicy skarbowej a prawo do ochrony prywatności

Instytucja tajemnicy skarbowej zasadza się na konstytucyjnym prawie do ochrony prywatności. Jak wskazano bowiem w art. 47 ustawy zasadniczej: „każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”. Wśród znawców prawa nie budzi wątpliwości to, iż wszelkie informacje dotyczące sytuacji majątkowej danego podmiotu są objęte tą ochroną. To prawo do ochrony prywatności może podlegać wyłącznie ograniczeniom mieszczącym się w granicach prawa. Mogą mieć zatem związek z interesem publicznym oraz powinny mieć proporcjonalny charakter.

Jak powinny działać organy?

Organy administracji publicznej, ujawniając określone dane, za każdym razem powinny mieć zatem na uwadze istotę udostępnianych informacji oraz zakres prawa do ochrony prywatności. Ewentualne wyrażenie zgody na ujawnienie tajemnicy skarbowej nie może w żadnym wypadku stanowić aktu generalnego. Każda sprawa powinna być traktowana indywidualnie i mieć charakter aktu indywidualnego, który wydany zostaje na wniosek, a nie z urzędu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Powierzchnie biurowe w Europie – trendy i prognoza na 2020 r.

Z najnowszego raportu firmy doradczej Savills wynika, że popyt na powierzchnie biurowe w Europie może w 2019 roku wynieść 9,2 mln m kw., czyli tylko o 4% mniej niż w roku 2018. Średni wskaźnik pustostanów na rynkach europejskich obniżył się w minionych 12 miesiącach z 6,1% do 5,4%, co przekłada się na ograniczoną dostępność powierzchni biurowej o wysokim standardzie w Centralnych Obszarach Biznesu (COB).

Jeremy Bates, dyrektor ds. rynków najmu w regionie EMEA, Savills, powiedział: „Gospodarka europejska zbliża się do maksimum wydajności, ale miejsca pracy nadal będą powstawały, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż w ostatnich latach. Największy przyrost miejsc pracy jest prognozowany w sektorach opartych na wiedzy, takich jak usługi profesjonalne, nauki ścisłe i nowe technologie. Pomimo dużej aktywności najemców, będą oni zwracali coraz większą uwagę na wysokość kosztów ze względu na malejącą wydajność i w związku z tym będą zainteresowani nowymi strategiami dotyczącymi miejsc pracy, które umożliwiłyby im zwiększenie efektywności i ograniczenie kosztów”.

Na warszawskim rynku odnotowano rekordowy popyt na powierzchnie biurowe – od początku 2019 roku do końca września wynajęto blisko 690 tys. m kw., co jest najwyższym wynikiem w historii osiągniętym w czasie trzech pierwszych kwartałów roku. Biorąc pod uwagę ostatnich 12 miesięcy (4 kw. 2018-3 kw. 2019) aktywność najemców wyniosła aż 922 tys. m kw. Wysoki popyt na biura przełożył się na dalszy spadek wskaźnika pustostanów, który dla całej Warszawy wynosi średnio 8,2%, a w budynkach biurowych zlokalizowanych centralnie spada do 5,5%.

Ze względu na ograniczoną podaż powierzchni biurowej rośnie zainteresowanie lokalizacjami poza centrum. Dzieje się tak w miastach, w których inwestorzy oportunistyczni realizują projekty polegające na modernizacji istniejących obiektów, ich rekomercjalizacji i odsprzedaży. Kolejnym skutkiem ograniczonej podaży jest wzrost popytu na elastyczne powierzchni biurowe na terenie całej Europy.

Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz w Savills w Polsce, powiedziała: „Popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie w lokalizacjach pozacentralnych od wielu lat stanowi około 55-60% popytu brutto. Pokrywa się to z geograficzną dystrybucją powierzchni biurowej w stolicy, gdyż ok. 60% z niej znajduje się poza centrum. W Warszawie od kilku lat odnotowujemy wysoką aktywność deweloperów w centralnych lokalizacjach, a powstające projekty cieszą się dużym zainteresowaniem najemców. Konkurencja ze strony nowych budynków wymaga od właścicieli starszych obiektów szeregu inwestycji, których celem jest zwiększenie atrakcyjności tych nieruchomości dla najemców. Zakres modernizacji może być różny, ale najczęściej są to przebudowy recepcji głównej oraz przestrzeni wspólnych, a także implementowanie w budynkach nowych technologii”.

Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich, Savills, powiedział: „Duży popyt ze strony najemców w połączeniu z niskimi wskaźnikami pustostanów przyczynił się w 2019 roku do wzrostu czynszów. Koszt najmu powierzchni biurowej w najlepszych budynkach w COB wzrósł w minionych 12 miesiącach średnio o 6,2% w porównaniu ze wzrostem o 4.0% w poprzednich 12 miesiącach”.

„W 2020 roku czynsze w najbardziej atrakcyjnych biurowcach w Europie mogą wzrosnąć średnio o 2%, przy czym największy, około 6%, wzrost spośród przeanalizowanych przez nas miast mogą odnotować Sztokholm, Amsterdam i Luksemburg. Trend wzrostowy utrzyma się także w większości miast niemieckich, aczkolwiek czynsze będą w nich rosły wolniej niż w 2019 roku z powodu spowolnienia niemieckiej gospodarki oraz prognozowanego spadku popytu i wolumenu transakcji najmu. W większości lokalizacji wzrost wyniesie ok. 1% przy jednoczesnym braku podaży obiektów o charakterze spekulacyjnym” – dodaje Mike Barnes.

Rok 2019 w Europie upływa pod znakiem dobrej koniunktury na rynku elastycznej powierzchni biurowej. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku na przeanalizowanych przez Savills rynkach europejskich operatorzy elastycznej powierzchni biurowej podpisali umowy najmu na 687 tys. m kw., co oznacza wzrost o 15% w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku.

Jessica Alderson, analityczka z działu badań globalnych w należącej do Savills spółce Workthere, działającej na rynku elastycznych powierzchni biurowych, powiedziała: „Na rynek wkraczają nowi i niszowi operatorzy, co skutkuje obniżeniem marży zysku operacyjnego podmiotów o bardziej ugruntowanej pozycji. Jednocześnie wynajmujący rozważają możliwości otwarcia własnej powierzchni coworkingowej. Wśród przykładów można wymienić firmę The Office Operators (TOO), która w pierwszym kwartale 2019 roku podpisała umowę najmu w holenderskim mieście Almere, oraz francuską firmę Wojo, która rozpoczęła działalność w Barcelonie, wynajmując 8 tys. m kw. w nowo wybudowanym biurowcu w dzielnicy 22@. W 2018 roku udział powierzchni elastycznej w całkowitym popycie na powierzchnie biurową w Europie wyniósł 10,2%, natomiast w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku wzrósł do 12%”.

Według firmy Workthere, średnia liczba stanowisk pracy wynajmowanych w biurach serwisowanych i coworkach w pierwszych dziewięciu miesiącach roku wzrosła w Europie o 7% do 12,5%. Wynika to z coraz większego zainteresowania wynajmem gabinetów przez większe firmy, które generują popyt na tego typu powierzchnie wspólnie z freelancerami korzystającymi głownie z coworków.

Największe różnice w cenach za wynajęcie biurka pomiędzy stolicą a miastami regionalnymi występują we Francji i w Wielkiej Brytanii. We Francji koszt ten w Paryżu wynosi 700 euro miesięcznie, czyli mniej więcej dwukrotnie więcej niż w Lyonie, Marsylii czy w Nicei. W Wielkiej Brytanii miesięczny abonament za dostęp do biurka w Londynie kosztuje 700 funtów (819 euro), czyli również dwa więcej niż w miastach regionalnych takich jak Manchester, Birmingham, Leeds i Reading. Duże różnice występują także w Holandii, gdzie wynajem biurka w Amsterdamie jest o 54-67% droższy niż w Hadze, Eindhoven, Rotterdamie czy Utrechcie. Różnice pomiędzy największymi miastami w Niemczech, Irlandii i Hiszpanii są znacznie mniejsze i wynoszą od 20% do 30%.

Jeremy Bates dodaje: „Sektor biur elastycznych będzie nadal się rozwijał wraz z upowszechnianiem się na rynkach europejskich modelu biura jako usługi (space-as-a-service). Przewidujemy, że ich udział w całkowitym popycie na nowoczesną powierzchnię biurową w 2020 roku przekroczy 13%, mimo iż wzrośnie również liczba właścicieli nieruchomości, którzy zaproponują własną ofertę w tym zakresie. Miasta z bardziej rozbudowaną bazą najemców z sektora nowych technologii mogą odnotować największy wzrost popytu na powierzchnie elastyczne, ponieważ start-upy poszukując lokalizacji biurowej przeliczają jej koszt na stanowisko pracy. Bardziej tradycyjny najem będzie efektywniejszy w przypadku najemców korporacyjnych, którzy podejmują decyzje związane z nieruchomościami z uwzględnieniem dłuższej perspektywy czasowej”.

Black Friday pobija rekordy w zakupach na raty

Choć tegoroczne zakupowe święto przypada na 29 listopada, to oferty specjalne i rozliczne zniżki kuszą już od kilku tygodni w sklepach zarówno stacjonarnych, jak internetowych. Wyrazem zainteresowania Polaków „Czarnym Piątkiem” i następującym po nim „Cyber Poniedziałkiem” jest wzmożona aktywność zakupowa. Potwierdzają to także kredytowe statystyki BIK z lat ubiegłych, które szybują aż do 116% w liczbie zaciąganych kredytów ratalnych, a wartościowo do 106% więcej w relacji do średnich dziennych wyników dla pozostałych dni roboczych w listopadzie.

Czarny Piątek, czyli popularny „Black Friday” ugruntował już swoją pozycję w kalendarzu konsumpcyjnym Polaków, którzy przedłużają zakupowe szaleństwo aż do Cyber Poniedziałku. Pokusa na rabaty i promocje specjalne z roku na rok owocuje wzrostem liczby udzielanych kredytów ratalnych w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie.
Black Friday pobija rekordy w zakupach na raty
BIK zaobserwował, że w 2017 r. liczba udzielonych kredytów ratalnych wzrosła prawie o połowę w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie 2017 r., a w 2018 r. było to już 80%.

W Black Friday, który w 2017 r. był 24 listopada, banki udzieliły 20,5 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 71,8 mln zł. Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym było to prawie o 100% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2017 r.

W ubiegłym roku, zakupowe święto przypadło na 23 listopada, a banki udzieliły 23,92 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 85,25 mln zł. W ujęciu liczbowym było to 116%, a w wartościowym 106% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2018 r.

Po doświadczeniach lat 2017 – 2018 tegoroczne Święto Zakupów przypadające na 29 listopada 2019 r. zapowiada się jeszcze bardziej rekordowo. Tym bardziej, że banki w okresie styczeń – październik 2019 r. udzieliły kredytów ratalnych na wartość o 6,7% wyższą niż rok temu.

Oferty specjalne w Black Friday, a także w Cyber Monday, są istotnym impulsem do zakupów nie tylko w sklepach stacjonarnych, ale w dużej mierze internetowych. Należy mieć świadomość, by w trakcie poszukiwania super oferty nie dać się złowić złodziejom, zastawiającym pułapki na nasze dane osobowe.

SCOBY – ekologiczna alternatywa dla plastiku

Nawet do 13 mln ton plastiku rocznie trafia do mórz i oceanów[1]. Kwestia zanieczyszczenia środowiska tworzywami sztucznymi jest równie poważna co globalne ocieplenie. Komisja Europejska do 2021 roku planuje objąć zakazem produkcję przedmiotów jednorazowego użytku, wykonanych z tworzyw sztucznych. Znane marki zadeklarowały ograniczenie zużycia opakowań z plastiku na rzecz surowców odnawialnych lub pochodzących z recyklingu. W odpowiedzi na ten problem powstało SCOBY, eko-opakowanie autorstwa Róży Rutkowskiej, absolwentki School of Form Uniwersytetu SWPS.

SCOBY – ekologiczna alternatywa dla plastiku już niedługo pojawi się w naszych domach

Róża Rutkowska udowodniła, że istnieją naturalne materiały, które mogą zastąpić plastik. Projektantka stworzyła SCOBY (Symbiotic Culture Of Bacteria and Yeast), tkaninę z grzybka kombuchy[2] o właściwościach membrany, w którą można pakować żywność, jednocześnie przedłużając jej trwałość.

Jesteśmy uzależnieni od tworzyw sztucznych, bo ułatwiają nam przechowywanie ale i gotowanie żywności. Pamiętajmy, że mamy wybór. Możemy zdecydować się na alternatywne opakowania wykonane z kombuchy, alg czy kazeiny. SCOBY jest kompromisem pomiędzy wygodą a troską o przyrodę. Surowiec jest wielofunkcyjny i szybki do uzyskania. Poza tym, może być zjedzony wraz z zawartością lub wyrzucony na kompost. Dzięki temu, zamiast zaśmiecać środowisko będzie je wzbogacać – mówi Róża Rutkowska.

SCOBY to propozycja innego spojrzenia na naturę i rolnictwo, które może konkurować z gotowymi, masowo stosowanymi produktami. Projekt skłania do myślenia o współpracy człowieka z przyrodą, z której obie strony czerpią korzyści. Przyczynia się także do zmniejszenia zanieczyszczenia wywołanego masową produkcją opakowań z tworzyw sztucznych.

Róża Janusz, absolwentka School of Form Uniwersytetu SWPS otrzymała od Climate KIC Polska grant w wysokości 30 tys. euro na wprowadzenie na rynek pierwszego ekologicznego opakowania. Projekt, który może zrewolucjonizować branżę opakowaniową i zastąpić plastikowe pojemniki oraz folię spożywczą, powstał dzięki prototypowaniu.

Dofinansowanie pomoże młodej projektantce przeprowadzić badania R&D (research & development), które sprawdzą, czy taki materiał może wchodzić w kontakt z żywnością. Dodatkowo Róża Janusz chce zwiększyć produkcję oraz wprowadzić na rynek pierwsze opakowanie stworzone na bazie SCOBY (Symbiotic Culture Of Bacteria and Yeast). Projektantka i jej zespół MakeGrowLab skoncentruje się na firmach z branży zdrowie i uroda. To właśnie one poszukują ekologicznych rozwiązań, które odpowiadają na potrzeby świadomych klientów – ograniczenie zużycia plastiku i wykorzystanie takich opakowań, które promują ekologiczny styl życia.

SCOBY to opakowanie wyhodowane przez mikroorganizmy, które zamieniają bioodpady na materiał.. Zużyty produkt może być wykorzystany na kompost. Oznacza to, że materiał nie zaśmieca środowiska, ale je wzbogaca.SCOBY_Róża Rutkowska2

Jak powstają takie innowacje jak SCOBY?

Częstym powodem wolnego rozwijania produktów albo w ogóle niepodchodzenia do tematu wdrożenia jest brak komunikacji pomiędzy nauką, dizajnem i biznesem. Prototypowanie może to zmienić, bo ostatecznie wszyscy możemy fizycznie pracować nad tym samym, używając różnego języka – mówi Róża Janusz.

Szybka materializacja pomysłu i poddanie go krytyce to pierwszy krok do stworzenia, a w dalszym etapie wdrożenia innowacyjnych produktów.

Wspólnym językiem komunikacji w rozwoju SCOBY jak i tworzenia startupu MakeGrowLab było właśnie prototypowanie – wyjaśnia Róża Janusz.

Takie działanie okazało się skuteczne. O ekologicznej alternatywie dla plastiku zrobiło się głośno, a firma otrzymała grant z akceleratora Climate KIC Polska na uruchomienie powiększonej pilotażowej produkcji oraz wprowadzenie na rynek pierwszych opakowań stworzonych na bazie SCOBY.

Zaczynając prace nad SCOBY jako studentka wzornictwa, podeszłam do procesu ideacji głównie z narzędziami projektowymi. Produkt wyrósł z pomysłu w produkt dzięki tysiącom prototypów. Właściwości i możliwości SCOBY początkowo nie były sprawdzane za pomocą mikroskopu, a właśnie języka prototypowania – tłumaczy Róża Janusz.

Inaczej do tego samego procesu podszedłby naukowiec, a jeszcze inaczej przedsiębiorca. Dziś SCOBY wdrażane jest także dzięki prototypowaniu. Pierwsza wersja produktu z laboratorium jest podstawą wzoru stworzonego przez projektanta, a to zmieniane jest przez klienta i tak dalej w różnych konfiguracjach. W MakeGrowLab to prototyp jest największym środkiem komunikacji pomiędzy dziedzinami i branżami. To kartka, na której ciągle coś jest dopisywane i kreślone i zarazem świetne narzędzie do komunikacji pomiędzy pozornie odległymi sektorami jak projektowanie, nauka i biznes.

Jak wyhodować SCOBY?

SCOBY_Róża Rutkowska6 SCOBY_Róża Rutkowska4 SCOBY_Róża Rutkowska3Tkanina powstaje w wyniku fermentacji cukrów z wyciągu z odpadów rolniczych przybierając postać membrany na powierzchni płynu.

Przez dwa tygodnie materia tka swoją formę w obrębie naczynia, w którym rośnie przez nawarstwianie, podobnie do cebuli. Proces nie wymaga światła, sterylnych warunków czy zaawansowanych technologii. Jedyne, co jest niezbędne do jego rozwoju, to temperatura około 25 st. Celsjusza – tłumaczy absolwentka School of Form Uniwersytetu SWPS.

Industrialna uprawa

SCOBY może być wykorzystane przez rolników oraz producentów żywności. Zainteresowanie alternatywnymi opakowaniami rośnie również wśród rolników przyszłości, którzy prowadzą farmy wertykalne.

Moi rodzice zajmują się uprawą warzyw, dlatego często obserwowałam procesy zachodzące w środowisku, o których potem uczyłam się w School of Form na specjalności industrial design. Uczelnia pokazała mi, że warto czerpać z interdyscyplinarnego spojrzenia na projektowanie. A przede wszystkim, że można tworzyć nowe rozwiązania i przeciwdziałać globalnym problemom takim jak zanieczyszczenie środowiska. SCOBY jest projektem, który w przyszłości będzie jednym z wielu rozwiązań, które mogą zastąpić tworzywa sztuczne  ale to nasze wybory są kluczowe w walce z plastikiem – dodaje Róża Rutkowska.

Projekt znalazł się w finale konkursu MAKE ME! na Łódź Design Festival i był prezentowany na Gdynia Design Days 2018.

[1] Dane Instytutu Europejskiej Polityki Ochrony Środowiska Naturalnego.

[2] Kombucha – grzyb herbaciany lub grzybek japoński, to kolonia bakterii i specjalnej kultury drożdży.

W tym roku w Polsce niewypłacalność ogłosiło już 839 firm

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. Kluczowe wnioski:

  • W październiku 2019 roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informację o 82 niewypłacalnych polskich firmach wobec 101 w tym samym okresie 2018 roku – spadek o 19% r/r, jednocześnie za cały okres 10 miesięcy br. niewypłacalnych firm w oficjalnych publikacjach było 839, tj. o 2% niż przed rokiem (824 niewypłacalności)
  • Liczba niewypłacalności r/r wzrosła w sektorach usług i handlu, niewiele mniejsza była w budownictwie.
  • Mniejsza (na razie tylko w minionym miesiącu) była skala problemów z niewypłacalnością firm produkcyjnych i transportowych
  • Ponadbranżowy problem sektora spożywczego – liczne niewypłacalności: firm produkujących żywność (7) i ją dystrybuujących (również 7).
  • Generalnie handel jest areną kłopotów firm dystrybuujących… wyroby konsumpcyjne (11), a nie inwestycyjne (4), jak np. materiały budowlane
  • W budownictwie niewypłacalności przede wszystkim firm wznoszących budynki – to 2/3 (9 z 14) ich liczby w październiku, brak w tym gronie firm wyspecjalizowanych w budowie dróg, natomiast pozostałe (5) firm specjalizuje się w pracach wodno-kanalizacyjnych i elektrycznych
  • O ile w handlu kłopoty mają firmy wyspecjalizowane w dobrach FMCG, w tym w żywności, to wśród firm usługowych liczne są przypadki niewypłacalności firm doradztwa biznesowo-finansowo-marketingowego (8) oraz zaangażowanych w procesy inwestycyjne (6)

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Paradoks: wysoki poziom konsumpcji nie chroni przed niewypłacalnością firmy handlujące towarami konsumpcyjnymi i je produkującymi (20 niewypłacalności)

W październiku widoczna była skala problemów producentów żywności (głównie związanych z hodowlą i przetwórstwem mięsa) oraz firm nią handlujących (najczęściej dostarczających owoce i warzywa oraz zboża). Do 14 firm z tego grona dołączyły także firmy produkujące oraz handlujące wyrobami tekstylnymi i obuwiem.

Jak mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka: „Łącznie aż ¼ spośród niewypłacalnych w październiku firm specjalizowała się w produkcji bądź dostarczaniu towarów konsumpcyjnych pierwszej potrzeby – wydawałoby się więc, iż konsumpcja hamuje…. Co przecież nie jest prawdą. Na wzroście konsumpcji zyskują więc konsumenci (oraz budżet w postaci podatków pośrednich), ale już nie wszystkie, a nawet całkiem spore grono firm wyspecjalizowanych w produktach pierwszej potrzeby. Skala popytu nie jest więc gwarancją sukcesu finansowego firm.”

niewypłacalność firm w sektorachŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – na horyzoncie spowolnienie inwestycji infrastrukturalnych czy kubaturowych ale wciąż największym problemem kwestia niskiej rentowności

Jeśli w statystyce niewypłacalności sektora budowlanego aż 2/3 stanowią firmy wznoszące budynki, to nie dlatego, iż już, aktualnie spada kubaturowa produkcja budowlano-montażowa. Inwestycje mieszkaniowe, użyteczności publicznej (samorządy – największy inwestor w Polsce) miały się dotychczas dobrze a popyt na mieszkania winduje ich ceny oraz pozwala sprzedawać przysłowiowe „dziury w ziemi”. Podobnie inwestycje handlowe czy powierzchni biurowych i magazynowych. Wskazuje to więc na inną, nie popytową bieżącą przyczynę kłopotów ich wykonawców – kwestia niskiej rentowności na skutek wzrostu cen materiałów oraz robocizny jest problemem nie tylko wykonawców infrastrukturalnych, ale wszystkich firm budowlanych.

Tym niemniej perspektywy sektora – i powoli rzeczywistość nie są dobre także w kwestii popytu na jego usługi. Największy inwestor – jednostki samorządu terytorialnego wskutek splotu różnych czynników, w tym zmian w prawie (z jednej strony kwestie spadku przychodów a z drugiej dodatkowych kosztów – zadań) i wzrostu cen energii i mediów będą ograniczać inwestycje lub planują to czynić w najbliższej przyszłości. Deklaruje to w upublicznianych badaniach już 1/3 samorządów. Na to nakłada się oczywiście w miarę bliski koniec obecnej perspektywy budżetowej UE. Stąd może zaskakiwać obecne, antycypujące już niejako te trendy spowolnienie w tempie sprzedaży budowlano-montażowej: spadła ona w październiku o 4% r/r, i był to najsłabszy wynik od początku 2017 roku.

Koniunktura w branży uderza także we współpracujące firmy – w pierwszej kolejności w firmy usługowe obsługujące budownictwo od strony projektowo-inżynierskiej, nadzorujące procesy inwestycyjne etc. Rosnąca powoli skala ich niewypłacalności jest dodatkową sugestią, iż koniunktura w branży budowlanej nie będzie się już poprawiać, ale raczej odwrotnie – jest w trendzie spadkowym.

niewypłacalność przedsiębiorstw w ciągu 10 miesięcyŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

liczba niewypłacalnych firm październik 2019Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

niewypłacalność firm od stycznia do października 2019Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Naukowcy testują szczepionki pozwalające zapobiec epidemii egzotycznych chorób przenoszonych przez kleszcze i komary. Na celowniku znalazł się wirus Zika

Postępujące ocieplenie klimatu sprzyja rozprzestrzenianiu się chorób przenoszonych przez kleszcze i komary na nowe tereny. Aby zapobiec przenoszeniu się infekcji, naukowcy pracują nad szczepionkami bazującymi na cząsteczkach wirusopodobnych, które pozwolą zabezpieczyć się przed epidemią np. wirusa Zika przenoszonego przez komary z rodzaju Aedes, pochodzące ze strefy tropikalnej. Wirus Zika znalazł się na liście chorób priorytetowych WHO.

– Jedyne, co możemy obecnie robić, to stosować repelenty, czyli zapobiegać ugryzieniom. W przypadku kleszczowego zapalenia mózgu to są szczepionki dostępne na rynku od wielu lat. One nie są w Polsce obowiązkowe, są rekomendowane dla osób wysokiego ryzyka, czyli dla leśników, albo osób, które podróżują w rejony endemiczne. W przypadku wirusa kleszczowego zapalenia mózgu możemy się szczepić i to jest podstawowa metoda zapobiegania infekcji. W przypadku wirusa Zika to jest tak naprawdę ochrona przed potencjalnym ugryzieniem przez zainfekowanego komara – mówi Ewelina Król, adiunkt na Międzyuczelnianym Wydziale Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Choć dziś w Europie liczba zakażeń wirusem Zika jest marginalna, postępujące ocieplenie klimatu będzie sprzyjać przenoszeniu się komarów z rodzaju Aedes na północne rejony globu. W związku z tym w perspektywie kolejnych kilkunastu-kilkudziesięciu lat problem masowych zakażeń Ziką może dotknąć zarówno kraje Ameryki Północnej, jak i Unii Europejskiej. Aby zapobiec pandemii, naukowcy z całego świata pracują nad stworzeniem szczepionek, które zabezpieczyłyby nas przed tym wirusem.

W Polsce badania w tej materii prowadzone są m.in. przez dr Ewelinę Król, która eksperymentuje z wykorzystaniem w szczepionkach cząstek wirusopodobnych, czyli białek wirusowych pozbawionych materiału genetycznego wirusa. Pierwsze testy pozwoliły wypracować potencjalny poziom ochrony szczepionki na modelu mysim, ale badania nad nią są dopiero we wczesnej fazie rozwoju. Aby dopuścić ją do powszechnego użytku, należy jeszcze przeprowadzić testy skuteczności i bezpieczeństwa.

Z powodzeniem zakończyły się również badania szczepionki na mysiej populacji przeprowadzone przez naukowców z University of Texas Medical Branch oraz Instituto Evandro Chagas. Eksperymentalna szczepionka weszła w interakcję z układem immunologicznym gryzoni i zabezpieczyła je przed infekcją.

– Szczepionki to jest jedyna możliwa metoda zapobiegania infekcjom i przenoszeniu się różnych infekcji. Powinniśmy szczepić się na wiele infekcji wirusowych. Oczywiście, nie należy się szczepić jeżeli np. nie podróżujemy w rejony endemiczne, gdzie dane wirusy występują. Natomiast jeżeli wybieramy się w takie miejsca, to jak najbardziej wszystkie szczepienia obowiązkowe powinniśmy przebyć, żeby być pewnym, że nie zachorujemy – wyjaśnia ekspertka.

Obszerne badania nad wirusem Zika przeprowadzili naukowcy z Duke-NUS Medical School. Wykorzystali oni mikroskop krioelektronowy, aby precyzyjnie odtworzyć strukturę wirusa. Badania wykazały, że Zika wykazuje wyższą wytrzymałość termiczną niż denga, inny przedstawiciel rodziny flawiwirusów, w związku z czym wykazują większą przeżywalność w warunkach podwyższonej temperatury, w tym w trakcie gorączkowania pacjenta.

Eksperymenty przeprowadzone przez Duke-NUS Medical School pozwolą lepiej zrozumieć naturę wirusa, a co za tym idzie – wytypować przeciwciała, które pozwolą skutecznie zapobiec wybuchowi potencjalnej epidemii.

Ważny krok na drodze w walce z wirusem poczyniła również Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków, która dopuściła do powszechnego użytku test ZIKV Detect 2.0 IgM Capture ELISA pozwalający na wykrycie przeciwciał Zika w krwi pacjenta. Pozwoli on wykryć chorobę we wczesnym stadium rozwoju u pacjentów, u których wystąpiły pierwsze objawy kliniczne.

– Nikt pewnie nie robił jeszcze takich badań, żeby zaszczepić się wszystkim na raz w tym samym czasie, natomiast nie ma potencjalnego zagrożenia. Ostatnimi czasy pojawiła się teoria, jeżeli chodzi o flawiwirusy, że infekcja jednym wirusem powoduje wzmocnienie infekcji kolejnym należącym do Flaviviridae. I to faktycznie w przypadku tych wirusów może być problem, ponieważ np. zaszczepienie się przeciwko wirusowi Denga może wzmocnić objaw infekcji wirusem Zika. Obecnie staramy się opracowywać szczepionki, które będą eliminowały problem wzmocnienia infekcji zależnej od przeciwciał – tłumaczy Ewelina Król.

Wirus Zika znalazł się na liście chorób priorytetowych WHO m.in. obok wirusów Ebola, Nipah czy koronawirusa MERS. Organizacja umieszcza na niej choroby i patogeny zagrażające ludzkości, na które nie ma ani lekarstwa, ani szczepionek.

Niesprawne akumulatory odpowiadają za prawie 40 proc. awarii samochodów. Koszty wymiany zimą mogą być wyższe, nawet w przypadku nowszych aut

39 proc. awarii samochodów jest spowodowane niesprawnym akumulatorem – wskazują dane VARTA. Po części wynika to z zaawansowanego wieku aut – średni wiek pojazdów w Polsce wynosi około 13 lat, a w niektórych pojazdach akumulator nigdy nie był sprawdzany. Drugi powód ekstremalne temperatury, które skracają żywotność akumulatora. Kiedy po upalnym lecie przychodzi zima, uruchomienie silnika może przekraczać jego możliwości. Dlatego – mając na uwadze nadchodzące przymrozki – kierowcy powinni z wyprzedzeniem sprawdzić stan akumulatora, żeby nie narażać się na problemy i związane z nimi koszty.

Po gorącym lecie, jakie mieliśmy w tym roku, akumulatory w wielu samochodach znajdują się w kiepskim stanie. To w konsekwencji może oznaczać ryzyko awarii i problem z uruchomieniem silnika przy pierwszych przymrozkach w okresie zimowym. Wtedy bardzo trudno jest się umówić na szybką wymianę akumulatora u mechanika. Dlatego podczas kolejnej wizyty w warsztacie, np. w celu wymiany opon, warto sprawdzić stan techniczny akumulatora. Wiele warsztatów wykonuje taką usługę bezpłatnie, w ramach rutynowych czynności serwisowych lub na indywidualne życzenie klienta – mówi agencji Newseria Biznes Adam Potępa, menadżer ds. kluczowych klientów w Clarios Poland.

Wysokie temperatury latem prowadzą do samorozładowania akumulatora, co skraca jego żywotność. Tymczasem tego lata w Polsce termometry pokazywały miejscami niemal 40°C. To zdecydowanie przekracza optymalną temperaturę dla akumulatorów samochodowych, wynoszącą 20°C, a stopień nagrzania pojazdów zaparkowanych na słońcu jest jeszcze wyższy. Kiedy następnie wydajność akumulatora spada z powodu zimna, uruchomienie silnika, które wymaga poboru większej ilości energii, może przekraczać jego możliwości. Dlatego nadchodząca zima może spowodować zwiększoną liczbę awarii akumulatorów, co z kolei będzie wiązać się z koniecznością interwencji pomocy drogowej. Czasami wystarczy już jedna noc z przymrozkami, żeby pojawił się problem.

Im starszy akumulator, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia problemów z uruchomieniem silnika – wskazuje Adam Potępa. – Koszty wymiany akumulatora zimą mogą być wyższe, dlatego warto z wyprzedzeniem sprawdzić jego stan techniczny, a nie czekać na problem z rozruchem silnika. Nawet jeżeli kierowcy korzystają z popularnych programów typu assistance na drodze, to i tak ponoszą dodatkowe koszty w postaci straconego czasu i nerwów, kiedy czekają na przyjazd pomocy drogowej na mrozie.

Każdego dnia zaparkowany samochód wykorzystuje około 1 proc. energii akumulatora. Proces ten może doprowadzić do całkowitego rozładowania akumulatora już w ciągu kilku tygodni. Podróżowanie wyłącznie na krótkich dystansach sprawia z kolei, że akumulator może nie zdążyć się naładować. Zimą ryzyko się zwiększa ze względu na korzystanie z dodatkowych funkcji pobierających moc, takich jak podgrzewanie szyb czy foteli.

Ogrzewanie samochodowe może pobierać nawet 1000 W mocy, pomimo wykorzystywania ciepła generowanego przez silnik. Podobnie klimatyzacja, która odpowiada za pobór ok. 500 W mocy z akumulatora. Nowoczesne funkcje takie, jak podgrzewane fotele, elektryczny szyberdach czy układ sterowania silnikiem, dzięki któremu nowsze samochody spełniają śrubowane przez UE normy środowiskowe, także mają wpływ na akumulatory.

Nowoczesne pojazdy są bardzo zaawansowane i stosowane w nich systemy wymagają odpowiedniego podejścia – mówi Adam Potępa.

Jak podkreśla, przerwanie zasilania może spowodować utratę danych, np. niesprawność elektrycznych szyb czy konieczność ponownej instalacji oprogramowania. Niektóre elementy wyposażenia wymagają też aktywacji kodem bezpieczeństwa po przywróceniu zasilania. Dlatego każdorazowo przy wymianie akumulatora powinien być obecny specjalista.

– Ważnym powodem, dlaczego warto skorzystać z warsztatu, jest także fakt dbania o środowisko, czyli zutylizowania w odpowiedni sposób zużytego akumulatora, co dla kierowcy oznacza ograniczenie kosztów w postaci np. kaucji przy zakupie nowego – wskazuje ekspert.

Według danych firmy VARTA, która prowadzi od kilku lat program bezpłatnego testowania akumulatorów, 26 proc. wszystkich testowanych akumulatorów jest w złym stanie. Tymczasem na darmową kontrolę można się umówić już w ponad 2 tys. warsztatów w całej Polsce.

Konflikt wokół praworządności w Polsce z wpływem na gospodarkę. Inwestorzy zagraniczni mogą szukać innych rynków

– To, co dzieje się w tej chwili z sądownictwem, będzie miało negatywne skutki dla ekonomii – zarówno bezpośrednie, w postaci ograniczenia funduszy z UE, jak i pośrednie, czyli zniechęcenie do inwestycji ze względu na niestabilność prawną – mówi dr Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspert ocenia również, że prowadzona dotychczas reforma sądownictwa w Polsce nie przyniosła żadnych pozytywnych skutków, a jedynie konflikt z UE. Jego zdaniem szanse na zmianę tej sytuacji są niewielkie po ostatnich wyborach parlamentarnych, w których partia rządząca uzyskała w Sejmie większość. Jaskółką zmian jest jednak objęcie większości w Senacie przez opozycję.

Na całym świecie stabilne prawo i zaufanie do sądów powoduje, że przedsiębiorcy chętniej do takiego kraju przyjeżdżają i inwestują. Sytuacja, w której sądy są opanowane przez siłę polityczną, jest dla nich zniechęcająca, bo bardzo często wchodzi się w interes z państwem. Jeżeli inwestor chce mieć szansę na spór, który będzie rozstrzygnięty przez niezależny podmiot, to musi być niezależne sądownictwo – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Marcin Matczak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

W ubiegłym roku w całej Europie odnotowano 6 356 nowych inwestycji bezpośrednich (BIZ) – wynika raportu „Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2019” firmy doradczej EY. To drugi najlepszy wynik od blisko 20 lat, choć w ujęciu rocznym liczba BIZ zmniejszyła się o 4 proc. Polska zajmuje 6. miejsce pod względem atrakcyjności inwestycyjnej w Europie i 1. w CEE (272 inwestycje w ub.r., dla porównania Węgry – 101). Wśród niepokojących zjawisk inwestorzy w badaniu wymienili brexit, polityczną niestabilność UE oraz wzrost nastrojów populistycznych i protekcjonistycznych.

Z tegorocznego badania „Klimat Inwestycyjny”, zrealizowanego przez PAIH, Grant Thornton oraz HSBC, wynika z kolei, że 65 proc. zagranicznych inwestorów określiło warunki do prowadzenia biznesu w Polska  jako co najmniej dobre. Jako główne atuty polskiego rynku wskazali oni przede wszystkim wielkość rynku wewnętrznego oraz stabilność gospodarczą. Natomiast żółta kartka została wystawiona za zmienność i niejasność przepisów, niską efektywność sądownictwa gospodarczego i podatkową biurokrację.

– Dlatego uważam, że to, co dzieje się w tej chwili z sądownictwem, będzie miało negatywne skutki dla ekonomii – zarówno bezpośrednie, w postaci ograniczenia funduszy z UE, jak i pośrednie, czyli zniechęcenie do inwestycji ze względu na niestabilność prawną ­– podkreśla dr hab. Marcin Matczak.

Spór wokół praworządności w Polsce trwa od kilku lat, zapoczątkował go podwójny wybór sędziów do Trybunału Konstytucyjnego przez nowo wybranych posłów VIII kadencji, po wyborach wygranych przez PiS w 2015 roku. Polska i Węgry są już objęte procedurą z art 7. unijnego traktatu, który dotyczy stwierdzenia ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. W ocenie KE i wielu europolityków ta okazała się jednak nieskuteczna. Dlatego trwają prace nad nowym mechanizmem, którego utworzenie zapowiedziała szefowa KE Ursula von der Leyen. Zgodnie z nową procedurą Komisja miałaby kontrolować w państwach członkowskich takie obszary, jak wymiar sprawiedliwości, przestrzeganie konstytucji i wolność mediów czy system antykorupcyjny, zamiast zmian w poszczególnych instytucjach takich jak Trybunał Konstytucyjny.

W ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po półtora roku wydał wyrok, który miał ocenić legalność prawną reformy wymiaru sprawiedliwości przeprowadzonej pod rządami PiS. TSUE skierował jednak sprawę z powrotem pod jurysdykcję Sądu Najwyższego i orzekł, że to on powinien ją zbadać.

Definicja reformy oznacza, że mają to być zmiany na lepsze. Do tej pory niestety ich nie ma. Nie da się naprawić sądownictwa wymianą kadr, tak jak nie da się polepszyć funkcjonowania szpitala, jeżeli zwolni się najbardziej doświadczonych lekarzy i zatrudni tych mniej doświadczonych. Dlatego chciałbym, żeby premier zastanowił się, czy rzeczywiście warto tak bardzo poświęcać nasze relacje z Unią Europejską. Właściwie ta reforma nie przyniosła niczego poza konfliktem, bo sprawy sądowe trwają dłużej, a powinny się skracać – mówi dr hab. Marcin Matczak.

Ekspert ocenia, że szansa na poprawę sytuacji jest niewielka po ostatnich wyborach parlamentarnych, w których partia rządząca uzyskała w Sejmie większość. PiS zdobył w październikowych wyborach 43,59 proc. głosów, 235 mandatów w Sejmie i 48 – w Senacie. W tej izbie nie ma jednak większości (43 senatorów ma druga Koalicja Obywatelska, która uzyskała w wyborach 27,4 proc. i ma 134 mandaty w Sejmie).

– Sytuacja, w której partia rządząca ma rząd i większość w Sejmie, ale ma też nad sobą tę izbę refleksji w postaci Senatu, kontrolowanego przez drugą stronę, jest dobra, dlatego że decyzje będą bardziej rozważne, nie da się już po prostu korzystać tylko z argumentu siły. Trzeba będzie działać siłą argumentu – mówi dr hab. Marcin Matczak.

Sztuczna inteligencja pomaga podejmować szybkie i trafne decyzje biznesowe. Dzięki temu firmom łatwiej wyprzedzić konkurencję

Narzędzia bazujące na big data, sztucznej inteligencji czy uczeniu maszynowym są coraz chętniej wykorzystywane przez polskie firmy. Pozwalają na uzyskanie przewagi konkurencyjnej na rynku, ponieważ pomagają przewidywać zachowania rynkowe. Najnowsze technologie można wdrożyć w firmie m.in. za pomocą systemów ERP. To cyfrowa baza agregująca dane z różnych obszarów działalności firmy takich, jak finanse, księgowość czy obsługa klienta, która pozwala na szybką i sprawną digitalizację przedsiębiorstwa. W połączeniu z elastycznością chmury obliczeniowej ułatwia zarządzanie i podejmowanie strategicznych decyzji zwłaszcza w przemyśle i firmach produkcyjnych.

Obecnie transformacja cyfrowa łączy w sobie szereg technologii, jak internet rzeczy, sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe czy big data. Połączenie wszystkich tych elementów odgrywa istotną rolę w takich branżach, jak produkcja przemysłowa czy dystrybucja. W prowadzeniu działalności firmy coraz częściej przewidują i wyprzedzają bieg zdarzeń, zamiast biernie czekać na ich rozwój – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Phil Lewis, wiceprezes Solution Consulting w regionie EMEA w Infor.

Niezależnie od branży czy wielkości firmy cyfrowa transformacja stała się już dla biznesu koniecznością. Odgrywa istotną rolę zwłaszcza w takich branżach jak produkcja przemysłowa czy dystrybucja. Wykorzystanie nowych technologii umożliwia firmom tworzenie nowych modeli biznesowych, pozwala lepiej odpowiadać na potrzeby klientów i warunkuje ich pozycję rynkową. Według firmy doradczej IDC („Worldwide Semiannual Digital Transformation Spending Guide”) na całym świecie firmy dokonują już znaczących inwestycji w technologie i usługi, które umożliwiają cyfrową transformację ich organizacji i modeli biznesowych. W tym roku globalne wydatki na ten cel mają sięgnąć 1,18 bln dol., co w porównaniu z poprzednim oznacza prawie 18-proc. wzrost.

– Cyfrowa transformacja trwa. Polskie firmy stawiają czoła tym samym wyzwaniom, co wszystkie inne firmy w gospodarce globalnej. Menedżerowie zadają sobie pytanie, w jaki sposób adaptować nowe technologie, żeby wzbogacić systemy i nadążyć za światowymi trendami. Widzimy rzeczywiście dużą świadomość zmian modelu biznesowego. Wiele firm przechodzi z modelu oferowania produktów do oferowania usług, na co pozwalają im właśnie nowoczesne technologie – mówi Mariusz Siwek, dyrektor regionalny CEE North w Infor.

– Właściwe wykorzystanie transformacji cyfrowej zapewnia wgląd w zupełnie nowe obszary działań, takie jak skomplikowane operacje wykonywane na dużej liczby danych, pobieranie danych z czujników IoT czy analizy prognostyczne – wskazuje Phil Lewis.

Cyfrowa transformacja opiera się na nowych technologiach, takich jak internet rzeczy, sztuczna inteligencja czy big data. Dla firm kluczowym jej elementem są systemy ERP, które w oparciu o zintegrowane, cyfrowe narzędzia agregują dane z głównych obszarów działalności (m.in. finansów, księgowości, kadr, produkcji, obsługi klienta czy wsparcia sprzedaży), ułatwiając zarządzanie przedsiębiorstwem i podejmowanie strategicznych decyzji.

Planowanie zasobów przedsiębiorstwa odgrywa kluczową rolę w projektach transformacji cyfrowej. Systemy ERP umożliwiają firmie kontrolowanie prowadzonej działalności i procesów biznesowych, a co za tym idzie – zapewniają ich wydajność. Równie ważne jak same systemy ERP są jednak zestawy narzędzi, które im towarzyszą. To właśnie one pozwalają zoptymalizować i przeprowadzić transformację przedsiębiorstwa – mówi Phil Lewis.

Chmurowe rozwiązania ERP wyposażone w inteligentne narzędzia, które bazują na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, łączą zarówno elastyczność chmury, jak i możliwości zaawansowanej analityki biznesowej. W ten sposób umożliwiają firmom sprawną i szybką digitalizację, ale do optymalnego działania potrzebują odpowiednich zasobów danych.

– Głównym wyzwaniem jest nie tyle zdobywanie danych, ile odpowiednie ich przetwarzanie i wykorzystanie właściwych narzędzi, żeby wykreować dodatkową wartość dla klientów. Tutaj z pomocą przychodzą nam właśnie rozwiązania w chmurze, które scalają wszystkie nowoczesne technologie w taki sposób, żeby były dostępne do szybkiej adaptacji i przynosiły szybkie, wymierne efekty naszym klientom, szczególnie w przemyśle – mówi Mariusz Siwek.

Infor tworzy oprogramowanie dostępne w chmurze zarówno dla dużych organizacji, jak i małych czy średnich przedsiębiorstw. W portfolio rozwiązań wspierających cyfrową transformację firm ma m.in. platformę Business Intelligence oraz wdrożoną niedawno platformę Coleman AI, która bazuje na sztucznej inteligencji oraz pomaga podejmować szybsze i trafniejsze decyzje biznesowe. Narzędzie wykorzystuje zbierane dane i możliwości uczenia maszynowego do usprawnienia procesów związanych m.in. z zarządzaniem magazynem, planowaniem transportu czy predykcyjnym utrzymaniem ruchu.

– Eksperymentowanie w postaci samodzielnego budowania centrów obliczeniowych i rozbudowy systemów często kończy się fiaskiem. Naszą wartością dodaną są sprawdzone wzorce, które pomagają firmom szybko wdrożyć nowe technologie cyfrowe. Do tego niezbędna jest strategia cyfryzacji, czyli pewna zgoda w firmie dotycząca tego, jakie cele chcemy osiągnąć i jak wyróżnić się na rynku – mówi Mariusz Siwek.

Ponad połowa osób 50+ spotkała się z dyskryminacją podczas rekrutacji. Mimo że firmy deklarują otwartość na pracowników z tej grupy

Firmy deklarują otwartość na pracowników 50+. 66 proc. zapewnia, że nie dyskryminuje ze względu na wiek. Mimo to ponad połowa silversów przyznaje, że zetknęła się z dyskryminacją ze względu na wiek w procesie rekrutacji, a co trzeci – w obecnym miejscu pracy – wynika z raportu „Pokolenie 50+ w pracy – prawda i stereotypy”. Przedstawicieli tego pokolenia na rynku pracy wyróżnia ich doświadczenie i wykształcenie, są gotowi do podnoszenia swoich kwalifikacji zawodowych i – wbrew stereotypom – zaznajomieni z mediami społecznościowymi. Podczas rekrutacji często jednak przegrywają z młodszym pokoleniem, które odważniej promuje swoje kandydatury.

– Z jednej strony mamy dużo deklaracji pracodawców, że są przygotowani do zatrudniania osób 50+, że są otwarci, a z drugiej strony mamy pracowników, którzy w wieku 50 lat i więcej są przeźroczyści dla rynku pracy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Mamok, dyrektor zarządzający Essilor Polonia.

Z raportu „Pokolenie 50+ w pracy – prawda i stereotypy” opracowanego przez Essilor Polonia i Bigram wynika, że osoby 50+ są przeważnie aktywne zawodowo, cechuje je duże doświadczenie zawodowe (83 proc.), komunikatywność (77 proc.) i lojalność wobec pracodawcy (49 proc.). Podobne zdanie mają o silversach pracownicy działów HR. Mimo to osobom w wieku 50+ trudniej znaleźć pracę niż przedstawicielom młodszych pokoleń.

 Potencjalni kandydaci w wieku 50+ powinni bardziej odważnie promować swoje kandydatury, bo jeżeli porównamy ich do millenialsów, którzy robią to bez żadnego problemu, widzimy, że jest to bardzo ważny aspekt. Drugi aspekt jest taki, że powinni też myśleć o tym, czym się wyróżnić wśród innych kandydatów, ponieważ wiek nie jest barierą – tłumaczy Adam Mamok.

Osoby z działów HR uważają, że wadą, która odróżnia pokolenie 50+ od pracowników z innych pokoleń, jest brak znajomości języków obcych (64 proc.), brak elastyczności (58 proc.), trudności w nadążaniu za zmianami technologicznymi (42 proc.) oraz brak innowacyjności (26 proc.). Zupełnie inaczej postrzegają się sami silversi – 54 proc. ocenia swoją znajomość języka angielskiego jako zaawansowaną, 72 proc. jest gotowa do podnoszenia swoich kwalifikacji, a zdecydowana większość jest aktywna w mediach społecznościowych (95 proc. ma konto na LinkedInie, a 56 proc. na Facebooku).

 41 proc. tych pracowników jest gotowych do relokacji, czyli to nie są osoby, które są mocno przywiązane do miejsc, w których żyją. To osoby dobrze przygotowane, dobrze wykształcone. Jest to grupa, która ze względu na swoje doświadczenie, obecny niż demograficzny i związane z tym niskie bezrobocie jest doskonałym rozwiązaniem na braki kadrowe – przekonuje ekspert Essilor. – Jeżeli mamy kulturę organizacyjną, która sprzyja wymianie międzypokoleniowej i dobrej atmosferze, tacy pracownicy ze względu na swoje doświadczenie wnoszą bardzo dużo.

Jak wynika z raportu, według 93 proc. osób z działów HR ich firma zatrudnia pracowników 50+. Jednocześnie w większości przedsiębiorstw odsetek zatrudnionych z tej grupy wiekowej nie przekracza 30 proc. wszystkich pracowników. Dodatkowo większość organizacji nie ma w swojej strategii praktyk zapobiegających dyskryminacji w pracy silversów. 36 proc. pracowników 50+ spotkało się z dyskryminacją w swoim miejscu pracy.

– W tym obszarze jest jeszcze wiele do zrobienia, ale to nie tylko kwestia samych pracodawców, lecz także działania pracowników 50+, którzy przez promocję i swoje aktywne działania powinni te stereotypy obalać – przekonuje Mamok.

Starsi pracownicy jako przejawy dyskryminacji wskazują m.in. ogłoszenia typu „praca w młodym, dynamicznym zespole”, pytania podczas rozmowy, ile brakuje do emerytury, i wymowne spojrzenia, brak dopasowania do organizacji czy sugestie o usunięciu z CV daty urodzin.

– Taka dyskryminacja może się przejawiać na wiele sposobów. Z jednej strony pewnego wykluczenia z grupy, ostracyzmu młodszych pokoleń, myślę, że również pewnego traktowania w codziennych sytuacjach w pracy. Z drugiej strony, jeżeli mówimy o polityce zatrudniania firm, przejawia się to w braku dawania szansy takim osobom podczas rekrutacji czy przyjęcia później do pracy – mówi Adam Mamok.

Dobry czas dla restauratorów z różnych nurtów. Polscy konsumenci doceniają zarówno food trucki, jak i najlepsze restauracje

Polski rynek gastronomiczny przechodzi duże zmiany. Trudno wyodrębnić jeden dominujący trend – z jednej strony mamy rosnącą popularność street foodu i food trucków, z drugiej strony modny staje się fine dining, czyli sztuka restauracyjna na najwyższym poziomie. Konsumenci chętnie jadają na mieście, coraz większą wagę przywiązują do jedzenia i jego jakości oraz lubią poznawać nowe smaki, ale to kuchnia polska i włoska pozostają dominujące. – W 2020 roku w trendach gastro będziemy mieć także kuchnię wegetariańską oraz wspieranie lokalnego biznesu – ocenia Adriana Marczewska, szefowa kuchni WuWu.

 Nie ma jednego typu kuchni, która jest serwowana, jednego trendu, który dominuje na rynku. Mamy cały wachlarz: street food, fine dining, tradycyjna kuchnia polska i bardzo zdrowe podejścia do jedzenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adriana Marczewska, szefowa kuchni WuWu.

Z raportu „Rynek gastronomiczny w Polsce” wynika, że Polacy coraz częściej chodzą do restauracji – niemal połowa wskazuje, że w 2018 roku zdecydowanie częściej jadała w lokalach gastronomicznych niż jeszcze rok wcześniej. Raport „Polska na Talerzu 2019” podaje natomiast, że 93 proc. osób w ciągu ostatnich 6 miesięcy odwiedziło restauracje. Najczęściej odwiedzamy pizzerie (68 proc.), sieci fast food (65 proc.), na popularności zyskują food trucki (21 proc.).

– Wspólnym wyznacznikiem w poszukiwaniach konsumentów jest smak, wygoda i jakość. Mam nadzieję też, że dojdzie do tego świadomość pochodzenia produktu – mówi Adriana Marczewska.

O wyborze lokalu decydują smak danej kuchni (51 proc. ), chęć poznania nowych smaków (29 proc.) oraz dostępność (21 proc.). W restauracjach najchętniej sięgamy po dania znane nam, a więc bezpieczne, dlatego popularnością cieszy się kuchnia polska (82 proc. według raportu „Polska na talerzu”), włoska (61 proc.), amerykańska czy arabska (odpowiednio 36 i 30 proc.). Jednocześnie rośnie liczba konsumentów preferujących polską kuchnię regionalną, co przekłada się na rozwój lokalnej gastronomii, z ofertą z tradycyjnymi potrawami.

– W 2020 roku mocno będzie się rozwijał nurt kuchni wegetariańskiej i wegańskiej. Może nie codziennie, ale ta kuchnia będzie częściej zaglądała do naszej codziennej diety – ocenia ekspertka.

Raport na temat Food-Trendów portalu Pyszne.pl wskazuje, że obecnie diety wegetariańskiej przestrzega 4 proc. Polaków, a 8 proc. chciałoby jej wypróbować. Nawet 40 proc. ma z kolei zamiar ograniczyć spożycie mięsa.

– Niedawno była to sympatia do zwierząt, a teraz decyzje przejścia na wegetarianizm motywowane są sytuacją ekologiczną. Istnieje też przekonanie, że niejedzenie mięsa jest zdrowsze, więc ludzie, którzy chcą się zdrowo odżywiać, częściej sięgają po produkty wege. One są też łatwiej dostępne niż najlepszej klasy mięso – tłumaczy Adriana Marczewska.

W Polsce rozwija się kultura foodie – do jedzenia podchodzimy coraz bardziej świadomie, oglądamy programy kulinarne, przywiązujemy wagę nie tylko do smaku, lecz także wyglądu dania. Duży wpływ na rozwój tego trendu mają media społecznościowe, zwłaszcza Instagram. Tym samym rośnie rola blogerów czy influencerów.

 To jest bardzo pozytywne zjawisko, bo ono też wpływa na edukację, zwiększa dotarcie. Za pomocą ludzi, którzy są foodblogerami, możemy opowiedzieć naszą historię, dlaczego się decydujemy na pewne rozwiązania, jaka jest filozofia naszego jedzenia, naszego miejsca – tłumaczy szefowa kuchni WuWu. –Przy otwieraniu restauracji bardzo ważna jest świadomość miejsca. Teraz nie wystarczy dobre jedzenie. Ważna jest lokalizacja, misja, wartość edukacyjna czy emocjonalna, którą przekazujemy gościom. Bardzo ważne jest świadome budowanie marki i reklama, dbanie o najmniejsze szczegóły, doskonałe przeszkolenie zespołu, idealne zarządzanie kosztami, wiedza i doświadczenie – wymienia.

Jak podkreśla, wszystkie te kwestie składają się na długotrwały sukces restauracji, o który nie jest łatwo. Szczególnie na warszawskim rynku wiele restauracji się otwiera i zamyka, a budowanie silnej marki, która będzie przynosić zyski, to długi proces. Jednocześnie restauratorów optymizmem napawa fakt, że na popularności zyskuje fine dining, czyli sztuka restauracyjna na najwyższym poziomie. Klienci coraz chętniej wybierają lokale, które jedzenie traktują jak sztukę – od wyboru składników, przez odpowiednie przygotowanie i podanie, po dekorację stołu i obsługę kelnerską.

Na rynku debiutują drony z systemem autonomicznego autopilota. Przyszłość branży to maksymalne ułatwienie obsługi tych urządzeń

Z biegiem lat drony wyewoluowały z prostych zabawek do wszechstronnych narzędzi, które sprawdzają się w szeregu najróżniejszych zadań. W branży filmowej sprawdzają się w roli narzędzia do kręcenia ujęć z lotu ptaka, wykorzystuje się je w roli systemów obrazowania optycznego bądź konserwacji trudno dostępnych obiektów i przestrzeni. Wiele z tych zadań wymaga niezwykłej precyzji w operowaniu pojazdem, dlatego producenci nieustannie usprawniają pojazdy, aby zautomatyzować ich pracę.

– Technologia ewoluuje w zawrotnym tempie, rozwijając się na wielu płaszczyznach. Drony nie tylko stają się mniejsze i mają dłuższy czas lotu, lecz także wspomagane są wieloma systemami redundantnymi, jak anteny czy kontrolery prędkości ESC, które znacznie poprawiają bezpieczeństwo. Obserwujemy również duże postępy w zakresie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Andrew Becker, szef europejskiego działu zarządzania produktem firmy DJI.

Pierwsze generacje dronów konsumenckich były w pełni zależne od umiejętności pilotażu użytkownika, w systemach sterowania na próżno było szukać jakichkolwiek układów wspomagania. Wraz z rozwojem branży pojawiła się konieczność wykorzystania technologii, które korygowałyby błędy pilotażu i ułatwiały obsługę tych urządzeń. Dzięki wdrożeniu czujników zbliżeniowych współpracujących z systemem inteligentnej kontroli lotu drony pokroju DJI Phantom 4 Pro V2.0 mogą korzystać z 5-osiowego układu omijania przeszkód. A to tylko najprostszy przykład wykorzystania technologii inteligentnych w pojazdach tego typu.

– Oferujemy przeciętnemu konsumentowi maszyny, które podążają za nim w trakcie podróży i nie są to tylko urządzenia działające w oparciu o technologię „pikseli monitorujących”, lecz także wykorzystując uczenie maszynowe; dron może odróżnić ludzi od pojazdów czy zwierząt i jednocześnie zachować bezpieczeństwo lotu – przekonuje Andrew Becker.

Projektanci drona Skydio 2 postanowili z kolei wyposażyć sprzęt w system autonomicznego sterowania, który pozwoli nagrać dynamiczne sceny nawet tym, którzy nie mają żadnego doświadczenia w pilotażu. Drona wyposażono w szereg kamer oraz czujników, które mają za zadanie śledzić położenie użytkownika, podążać za nim i unikać wszelkich przeszkód, które napotka na swojej drodze. Po włączeniu autopilota wszystkie manewry wykonuje sztuczna inteligencja, a dla zwiększenia precyzji śledzenia można sięgnąć po nadajnik Sydio Beacon, który ułatwi namierzenie celu, za którym podąża dron.

– Przyszłość technologii dronów leży w jej coraz większej dostępności, zarówno dla początkujących konsumentów, jak i specjalistów, którzy muszą wykonać konkretne zadanie, przy czym technologia ta będzie autentycznym wsparciem. Klienci indywidualni będą mogli cieszyć się daną chwilą, bez konieczności koncentrowania się na obsłudze technologii. Specjaliści, na przykład ratownicy, mogą rzeczywiście skoncentrować się na poszukiwaniu zaginionych osób, a nie zastanawiać się nad zawiłościami obsługi sprzętu – mówi ekspert DJI.

Rozwój inteligentnych platform dronowych może przyspieszyć także firma NVIDIA, która na początku listopada zaprezentowała Jetson Xavier NX – zminiaturyzowany układ sztucznej inteligencji mniejszy niż karta kredytowa. Komputer zaprojektowano m.in. w celu zwiększenia możliwości systemów autonomicznego sterowania pojazdami takimi jak drony.

– Możemy wykorzystać tego typu technologię do ułatwienia sobie pracy. Weźmy na przykład branżę kontroli. Zamiast manualnego oblatywania placu budowy możemy usprawnić ten proces, a uczenie maszynowe umożliwi automatyczne gromadzenie danych i ich analizę – wskazuje ekspert. 

Potencjał technologii autonomicznych doceniają także przedstawiciele świata biznesu, którzy w oparciu m.in. o Phantomy 4 tworzą inteligentne systemy monitoringu. Po podpięciu do dronów aparatury Multispectral można zbierać precyzyjne dane na temat stanu upraw rolniczych albo skorzystać z kamery dookolnej, aby przeprowadzić inspekcję linii wysokiego napięcia, jak czyni to firma Florida Power & Light.

Rozwój branży będzie wiązał się jednak z pewnymi wyzwaniami, na które producenci będą musieli odpowiedzieć. Wzrost liczby bezzałogowych pojazdów latających wymusi wprowadzenie obostrzeń dotyczących ich funkcjonowania, zwłaszcza w miejscach, gdzie przecinają korytarze lotnicze. DJI przygotowuje na tę okazję narzędzie, które pozwoli lokalizować drony znajdujące się w pobliżu pilota.

Nowa aplikacja ma wystartować w przyszłym roku i w pierwszej fazie wdrożeniowej pozwoli prześledzić pozycję pojazdów w odległości do 1 km, a po uzyskaniu odpowiednich zgód od jednostek odpowiedzialnych za organizację przestrzeni powietrznej zasięg ten zostanie zwiększony. Dzięki temu piloci będą wiedzieli, na jakiej wysokości znajdują się inne drony, jak szybko i w jakim kierunku się przemieszczają.

– Każda popularna technologia musi w pewnym momencie być uregulowana. Ludzie mogą odnieść wrażenie, że wykorzystanie dronów zostanie utrudnione, lecz obserwujemy odwrotną tendencję, ponieważ zasady stają się bardziej przejrzyste, w szczególności w Europie. Jesteśmy zwolennikami wprowadzania regulacji, w szczególności w zakresie wspólnym dla lotnictwa załogowego i bezzałogowego. Regulacje te są po to, żeby pomóc ludziom rozstrzygnąć, czy loty w danym miejscu są bezpieczne czy nie –  stwierdza Andrew Becker. 

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów w 2018 roku wyniosła 13,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Upadek biura podróży Thomas Cook powoduje zmiany na europejskim rynku lotniczym, również polskim

Upadek przedsiębiorstwa Thomas Cook ma realny wpływ na rynek lotniczy. Przewoźnicy rozpoczęli wojnę o najatrakcyjniejsze spośród osieroconych połączeń, które mogą przynieść gigantyczne zyski. Z kolei hiszpańska branża hotelarska, broniąc się przed serią bankructw, podjęła inicjatywę powołania własnej linii lotniczej, która ma dostarczać pasażerów na Wyspy Kanaryjskie. Zmiany dotykają także rynek polski. TUIfly rezygnuje z połączenia LublinAntwerpia i przenosi maszyny do obsługi wakacyjnych kierunków.

W zniknięciu z rynku oferty grupy Thomas Cook linie lotnicze widzą okazję do przejęcia najbardziej dochodowych kierunków. Widoczna jest wojna o sloty, czyli o czasy operacji na lotniskach, po upadającym przewoźniku Thomas Cook Airlines. Jednak pozyskanie nowych tras oznacza jednoczesną decyzję o rezygnacji z części dotychczasowych. – Tylko w ostatnim czasie linie Jet2, wraz z marką Jet2holidays, zrezygnowały z otwierania nowych tras typu city break i wszystkie zasoby przeznaczają na zajęcie miejsca po upadłym gigancie. Efektem jest otwarcie bazy na Teneryfie i ograniczanie połączeń pomiędzy miastami w Europie na rzecz kierunków wakacyjnych – podkreśla Maciej Kłos, Dyrektor Naczelny firmy doradczej International Business Advisors.

Walka o wakacje

Pozostałe firmy również nie chcą przespać swojej szansy. Linie easyJet zdecydowały o wzmocnieniu swojej marki easyJet Holidays i przenoszą zasoby (flota + sloty) ze swoich baz w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec do obsługi głównych kurortów w basenie Morza Śródziemnego. Hiszpańska branża hotelarska podjęła inicjatywę powołania własnego przewoźnika, który dostarczałby pasażerów na Wyspy Kanaryjskie. Grupa TUI także konsoliduje swój produkt. Koncentruje się na wykorzystaniu floty swojego przewoźnika TUIfly (Niemcy, Belgia, Holandia, Wielka Brytania) do obsługi tras wakacyjnych, likwidując przy tym połączenia emigracyjno-pracownicze pomiędzy portami w Belgii a Maroko, Algierią czy Francją. Ta redukcja dotyczy także trasy Antwerpia–Lublin; Antwerpia–Florencja i Antwerpia–Toulon.

Konkurencja w Polsce się zaostrza

W Polsce upadek Thomasa Cooka spowodował likwidację biura podróży Neckermann. Odwołanych zostało wiele planowanych połączeń z portów regionalnych do popularnych miejsc, takich jak Burgas, Antalya czy  Grecja. Miejsce Neckermanna szybko zajmują inni duzi gracze na rynku. TUI oraz ITAKA zwiększają liczbę kierunków z polskich portów regionalnych. Do gry włączył się również turecki gigant w branży turoperatorskiej – Corendon. Wraz z własnym przewoźnikiem, Corendon Airlines, zapowiada ekspansję w Polsce. – Likwidacja trasy Antwerpia–Port Lotniczy Lublin to przykład dużych zmian zachodzących na europejskim rynku lotniczym. Pomimo wysokiego, 74% obłożenia, połączenie przegrywa rywalizację z potencjalnie wysokomarżowymi kierunkami wakacyjnymi. TUI Group w Lublinie, gdzie zamknie 06.01.2019 r. połączenie do Antwerpii, w sezonie letnim zaoferuje ponad 10.000 miejsc na trasach wakacyjnych do Antalyi i Burgas. To tylko pokazuje, że dla przewoźników szczególnie ważny jest teraz jeden kierunek: wakacje – zaznacza Maciej Kłos.

Znajdź swój rynek z Google i zaplanuj ekspansje

Bywa, że na drodze do zdobycia klientów na zagranicznym rynku staje jedno słowo, np. zdecydowana większość internautów z Wielkiej Brytanii poszukuje “ankle bracelet” (bransoletka na kostkę), podczas gdy w Polsce klienci wpisują w wyszukiwarkę “bransoletka na nogę”. Jakie słowa kluczowe wybrać do opisu produktów, w jakim języku udostępnić stronę www,  jaką metodę płatności wybrać, a czego na nowym rynku unikać? Google pomaga polskim przedsiębiorcom stawiać pierwsze kroki lub rozwijać eksport dzięki bezpłatnym szkoleniom Internetowe Rewolucje w eksporcie oraz narzędziu Market Finder.

Właściciele małych i średnich przedsiębiorstw są niewątpliwe ekspertami, jeśli chodzi o swój lokalny rynek i klientów. Mniejszą wiedzę mają natomiast na temat możliwości rozwoju na zagranicznych rynkach, a także wszystkiego, co się z nimi wiąże: trendów zakupowych, kwestii prawnych związanych z eksportem i dostępnych opcji płatności za produkty w innych krajach. W rzeczywistości 70% średnich i małych przedsiębiorstw nie ma wystarczającej wiedzy o rynkach zagranicznych, aby efektywnie rozpocząć ekspansję. Największe bariery dla małych firm na drodze do eksportu to: różne standardy lub przepisy dotyczące produktów (51%), biurokracja (49%), trudność w prowadzeniu działań marketingowych dla zagranicznych klientów (49%), brak widoczności w wyszukiwaniach klientów zagranicznych (46%), bariery językowe lub kulturowe (41%), cła (37%) oraz brak wiedzy o tym, które rynki docelowe wybrać (35%).

Co kraj to obyczaj i… inne preferencje zakupowe

82% klientów jest bardziej skłonnych do zakupu, jeśli kontent na stronie jest dostarczony w  natywnym języku, a aż 67% klientów online nie zdecyduje się dokończyć transakcji, jeśli sprzedawca nie dostarcza lokalnych metod płatności. Każdy kraj to jednak nieco inne preferencje zakupowe, np. co trzeci Hiszpan jest w stanie dopłacić za wysyłkę tego samego dnia, 41% Irlandczyków akceptuje dłuższy czas dostawy przy zakupach z zagranicy, a 41% Brytyjczyków preferuje dostawy do domu podczas godzin pracy. Co ciekawe, np. 32% Holendrów wciąż płaci poprzez tradycyjny przelew bankowy. Tego rodzaju informacje to bardzo cenne wskazówki podczas planowania rozwoju biznesu na zagranicznym rynku, które mogą decydować o powodzeniu biznesu

Market Finder Google

Market Finder Google to bezpłatna platforma, która prowadzi firmy przez wszystkie etapy rozwoju eksportu, skupiając dane i wiedzą Google oraz jego partnerów. Od czerwca tego roku narzędzie dostępne jest również w języku polskim. Interaktywna ścieżka wyznaczona przez Market Finder wskazuje krótką listę obiecujących nowych rynków docelowych odpowiednich dla danej marki, pomaga określić popyt na wybrane produkty lub usługi na podstawie lokalnych, miesięcznych wyszukiwań, a także popularne trendy na rynkach, dochód rozporządzalny na osobę, liczbę użytkowników internetu i zalecane stawki. Gdy już lista potencjalnych rynków jest gotowa, Market Finder pomaga zaplanować działania związane z tłumaczeniami, płatnościami, obsługą klienta, jak również podatkami, wymaganiami prawnymi, logistyką i rekrutacją. Z tego narzędzia korzysta już ponad 200 000 małych i średnich firm na całym świecie – najwięcej we Włoszech, Niemczech i Wielkiej Brytanii. W Polsce  przedsiębiorcy mogą dodatkowo skorzystać z bezpłatnych szkoleń prowadzonych przez ekspertów programu Internetowe Rewolucje w eksporcie. Aby wziąć w nich udział wystarczy zarejestrować się na stronie internetowerewolucje.pl. Program przewiduje indywidualną konsultację eksportową z wykwalifikowanym doradcą, dedykowany plan działania dla przedsiębiorstwa oraz 2-miesięczny okres wsparcia w realizacji planu eksportowego.

Biznesowa dynastia kawowo-herbacianego imperium MOKATE

Aż 70% Polaków deklaruje, że regularnie pije kawę, a co druga badana osoba nie wyobraża sobie poranka bez małej czarnej – tak wynika z badań Food Research Institute. Zamiłowanie do kawy przekłada się na coraz bardziej świadome wybory konsumenckie Polaków, którzy chętnie eksperymentują z nowymi odmianami czy sposobami parzenia kawy. W sklepach znajdziemy wiele rodzajów i odmian kaw. Część z nich produkowana jest przez globalne koncerny, jednak na półkach znajdziemy także produkty polskich firm. Jedną z nich jest rodzinna firma MOKATE.

Większość konsumentów kojarzy markę ze słynnym cappuccino, które niemal 30 lat temu było w szarej rzeczywistości czymś wyjątkowych. Od tego czasu wiele się zmieniło, a MOKATE rozwija się pozostając w pełni polską, rodzinną firmą. Wkrótce miną cztery lata, odkąd stery w jednej z najprężniej działających, polskich firm rodzinnych na rynku spożywczym w Polsce przejęło kolejne pokolenie. U progu lat 90. MOKATE dało Polakom smak cappuccino, które było wówczas nieznanym produktem. Dziś o kawowo – herbaciane imperium i ciągłość rodzinnej firmy dba dr Adam Mokrysz, CEO Grupy MOKATE, który z powodzeniem rozwija ofertę firmy i międzynarodową świadomość polskich marek w ponad 70 krajach na świecie.

To już czwarte pokolenie w istniejącej od 1927 rodzinnej firmie Mokryszów. Udana sukcesja to powód do dumy, dowód na silne podstawy oraz ogromna odpowiedzialność sukcesora wobec pracy poprzedników. Proces efektywnej sukcesji w MOKATE zaowocował z jednej strony nowym spojrzeniem na rozwój firmy i międzynarodową ekspansją, z drugiej kontynuacją wartości rodzinnych i szacunku do pracy poprzednich pokoleń. Takie właśnie jest MOKATE z dr Adamem Mokryszem na czele – nierozerwalnie łączy tradycję z nowoczesnością, firmę z rodziną, pasję z pracą.

Rodzinne tradycje to nie tylko firma i zamiłowanie do jej rozwoju. W rodzinie Mokryszów to również szachy. Pozornie szachy z biznesem wydają się mieć niewiele wspólnego, ale Adam Mokrysz grający w szachy od 5 roku życia przekonuje, że jest inaczej planując w biznesie, jak na szachownicy, zawsze kilka ruchów do przodu.

Strategia rozwoju firmy Adama Mokrysza to…?

To droga ewolucji i konsekwentnego budowania wartości firmy, by zwiększać skalę biznesu, ale jednocześnie utrzymać wszystkie najważniejsze wartości firmy. Zdaję sobie sprawę, że zarządzanie Grupą Mokate, to także ogromna odpowiedzialność – za jej przyszłość, za rozwój, za bezpieczeństwo ludzi, którzy tworzą ją z nami. Zawsze powtarzałem, że to właśnie wspaniali ludzie są naszą największą wartością i kapitałem.

Jakie były Pana początki w firmie?

W rodzinie Mokryszów od najwcześniejszych lat przejmuje się na początku proste zadania, stopniowo ucząc się trudniejszych i doskonaląc swoje umiejętności. Kierując się tą zasadą oraz chęcią, by jak najlepiej poznać rodzinny biznes, pracę w Mokate rozpoczynałem jako szeregowy pracownik na stanowisku referenta w dziale finansowym. Później stopniowo obejmowałem coraz istotniejsze stanowiska w działach marketingowym i eksportowym. Dlatego dziś świetnie zdaję sobie sprawę z kierunku, w jakim chcę dziś prowadzić i rozwijać naszą firmę. Kluczem do rozwoju jest ekspansja zagraniczna, którą zajmuję się od lat, a która pozwala nam na zdobywanie kolejnych szczytów i celów biznesowych.

No właśnie, eksport jest dla Mokate bardzo ważny. W 2017 roku stanowił 60 proc. waszej sprzedaży. Ile wynosi teraz?

Z każdym rokiem ten udział zwiększa się. Należy jednak zauważyć, że równolegle stawiamy na mocny rozwój sprzedaży i naszych marek na rynku krajowym. Dywersyfikacja kanałów i kierunków handlowych pozwala nam na stabilny i bezpieczny rozwój.

Waszą siłą są też Wasze marki. Bo Mokate to jedna z niewielu polskich firm spożywczych, której markowe produkty znajdują się w czołówce najlepiej sprzedających się w niemal każdej kategorii w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wiele polskich firm spożywczych, które tak jak Mokate powstały na początku lat 90-tych, skupiało się wówczas bardziej na produkcji, niż na brandzie. W Mokate było inaczej – wiedzieliśmy i rozumieliśmy, że rynek i jego potrzeby szybko się zmieniają. Potrafiliśmy przewidywać. I dzięki temu podejściu dziś nasze portfolio budują silne i znane marki zarówno w Polsce, jak i w Europie. Proszę zwrócić uwagę, że obecnie walkę o klienta w ogromnej mierze wygrywają „firmy marketingowe”, które rozumieją potrzeby konsumentów, mają swoją markę i potrafią się zareklamować. Oczywiście te czynniki muszą iść w parze z wysoką jakością produktów i doskonałą wiedzą na temat rynku, na którym one funkcjonują.

Budowa marki to tytaniczna praca?

Tak, ale uważam, że najtrudniejsza jest nie tylko jej budowa, ale także kolejne kroki, czyli utrzymanie i dalsze rozwijanie brandu. Jako rodzina mówimy, że marki to nasze dzieci. A firma jest warta tyle, ile warte są jej marki.

Rozwinięty eksport to gwarancja sukcesu?

Liczą się markowe produkty – smaczne, ciekawe, innowacyjne, wysokiej jakości. Ale jednocześnie perfekcyjnie dopasowane do oczekiwań konsumentów w danym kraju. W Mokate od lat rozwijamy eksport w oparciu o lokalny personel, ponieważ nikt tak dobrze nie zna smaków i zwyczajów konsumentów, jak ich krajan. Takie podejście do biznesu sprawia, że nasze produkty znajdują uznanie w oczach milionów ludzi na całym świecie. Bo mówimy tu o grupie ok. 70 państw, w których z powodzeniem sprzedajemy produkty pod markami LOYD, czy Mokate.

Czy istnieje recepta na zdobycie zagranicznego rynku?

Nie ma jednej reguły i recepty. Może to być rozwój poprzez dystrybucję i właściwego partnera zainteresowanego wspólnym budowaniem biznesu. Innym razem drogą do rozwoju jest akwizycja lub założenie przedstawicielstwa w kraju, w którym budujemy sprzedaż. Kluczem – tak jak wspomniałem – jest rozwój międzynarodowy w oparciu o lokalne struktury.

Co jeszcze jest ważne w utrzymaniu pozycji międzynarodowej firmy?

Trzeba być cierpliwym, konsekwentnym i systematycznym. Utrzymywanie silnej pozycji międzynarodowej, to inwestowanie w rynek, markę, świadomość konsumenta. Elastyczność i ciągła analiza rynków, na których już sprzedajemy oraz tych, na które chcemy wejść – jest bardzo istotna. Pozwala na minimalizowanie ryzyka związanego z nietrafionymi decyzjami biznesowymi, a także na skuteczny i dynamiczny rozwój na danym rynku. Sam eksport absolutnie nie gwarantuje sukcesu, a jest jedynie jedną z dróg rozwoju. Trzeba wiedzieć, jak tą drogą podążać.

Wróćmy jeszcze do Pana. Jak radzi sobie Pan z połączeniem chęci wdrażania własnych pomysłów i prowadzenia firmy po swojemu, z dotychczasowym dorobkiem Pana rodziców?

Korzystam z ogromnej mądrości i przedsiębiorczości moich przodków. W rodzinie Mokryszów od zawsze funkcjonował gen przedsiębiorczości. Definiuje on nasz tok myślenia, który przekłada się na sposób działania i powoduje, że dalej, jako kolejne pokolenie, jestem głodny sukcesu. Jedna z moich zasad, którymi kieruję się w życiu, mówi: Bądź PHD, ale nie po doktoracie. Czyli bądź poor, hungry, determined – zawsze głodny sukcesu, niezależnie od tego, co robisz. Miej i utrzymuj energię osoby, która dopiero zaczyna budować biznes. Dlatego chcę podejmować wiele działań i inicjatyw, które doprowadzą Mokate na kolejny szczebel rozwoju. Bardzo szanuję tradycję i to, co zostało stworzone. Czerpię z tego najlepsze wzorce. Z drugiej strony chcę stale dopasowywać firmę do dzisiejszych czasów – a te zmieniają się w zawrotnym tempie.

Które wzorce uważa Pan za najważniejsze? Za najbardziej wartościowe?

Firmę budujemy w oparciu o takie wartości, jak wysoka etyka, poszanowanie partnera, gra fair play w biznesie czy szacunek do drugiego człowieka. Te wartości wynosi się z rodzinnego domu. Od lat w Mokate pielęgnujemy je i dbamy, by stale były obecne w naszej pracy. Wokół nich z powodzeniem budujemy naszą firmę.

Zarówno Pan, jak i Mokate jesteście laureatami wielu nagród i wyróżnień. Co one znaczą dla firmy, dla rodziny?

To docenienie naszej firmy i jej osiągnięć. To ukłon w stronę całej historii Mokate i tego, co tworzymy jako rodzina w regionie i na świecie. Firmę tworzą ludzie. Pracownicy to nasi ambasadorzy, z którymi rozwijamy firmę na co dzień. Oni najlepiej świadczą o tym, że firma Mokate jest godna uznania i zaufania. I że warto podejmować z nią współpracę jako pracownik, kontrahent, partner biznesowy, czy dostawca. To, że udaje nam się ściągać do Mokate ludzi z talentem i inicjatywą, którzy pracują z nami wiele lat, to jedna z miar naszego sukcesu.

Rynek, na którym działacie zmienił się względem tego, na którym zaczynali Pana rodzice?

Tak, zdecydowanie się zmienił. Jego dynamika jest dziś znacznie większa niż 30 lat temu.

Zmienił się też sam klient.

Dziś jest on bardzo otwarty na nowości i innowacje. Przykłada dużą wagę do składu produktów, do ich jakości. To konsument bardzo świadomy z jasno sprecyzowanymi oczekiwaniami wobec produktów, które kupuje. Działamy na rynku napojów gorących – kawy i herbaty. To bardzo konkurencyjny rynek, na którym działają najsilniejsze marki świata od wielu lat. Mimo to od 30 lat z powodzeniem rozwijamy markę Mokate oraz kolejne brandy, które z czasem uzupełniały nasze portfolio. I w efekcie dziś jesteśmy jednym z największych producentów kawy i herbaty w tej części świata.

I nadal potraficie utrzymywać przewagi konkurencyjne?

Oczywiście, ale to złożony i wielopłaszczyznowy proces.

Na który składa się…

Wiele czynników. Przede wszystkim jednak słuchamy naszych konsumentów. Stale dbamy o to, by byli zadowoleni, bo to od nich zależy dalsze powodzenie firmy. Nieraz wyprzedzamy ich potrzeby i oczekiwania. Jesteśmy więc proaktywni, a nie reaktywni – to bardzo istotne. Podejmujemy bardzo dużo działań angażujących i aktywujących klientów takich jak konkursy, promocje konsumenckie, działania reklamowe, trademarketingowe czy wizerunkowe.

Musicie być atrakcyjni dla klienta.

I tacy jesteśmy. Dzięki temu będzie zauważał, doceniał i wybierał nasz produkt. Z satysfakcją mogę powiedzieć, że z powodzeniem od lat udaje nam utrzymywać, a wielokrotnie i zwiększać przewagi konkurencyjne produktów Grupy Mokate.

A co z samym produktem? Jakie on ma znaczenie w tej układance?

Kawa i herbata, tak jak chociażby pieczywo, należą do tzw. podstawowego koszyka zakupowego Polaków. Dlatego bardzo ważne są detale. Od lat uważnie patrzymy na to, jak zmieniają się preferencje smakowe konsumentów. Wiemy, jaką kawę i herbatę chcą pić, co ma decydujący wpływ na ich proces zakupowy. Ta wiedza jest absolutnie kluczowa i wymaga od nas dużych inwestycji w badania rynku. Mając tę wiedzę i umiejętność jej analizy i wykorzystania w praktyce, można liczyć na odniesienie sukcesu sprzedażowego. Fakt, że klienci kupują nasze produkty, jest tego najlepszym dowodem i wyrazem uznania dla działań, które podejmujemy. Marzenia tworzą rzeczywistość i lubią się spełniać. Wystarczy tylko, że będziemy tego chcieli i konsekwentnie do tego dążyli.

CES 2020 — najważniejsze trendy technologiczne, które ułatwią nasze życie

Za kilka tygodni rozpoczną się targi CES® 2020, podczas których zostaną zaprezentowane innowacje i technologie najnowszej generacji. Dzięki nim nasz świat zmieni na lepsze. Od 50 lat podczas targów CES prezentowane są rozwiązania, które rewolucjonizują sposób, w jaki żyjemy, pracujemy i bawimy się. Dzięki technologiom nasz świat staje się nie tylko bardziej inteligentny i bezpieczny, ale także działa sprawniej, począwszy od komunikacji z bliskimi po transport.

Wszystko wskazuje na to, że targi CES 2020 będą niezwykłe. Na powierzchni 269 tys. m kw. znajdzie się 4500 stanowisk wystawców. Podczas targów CES 2020 zostaną zaprezentowane tak rewolucyjne technologie, jak sieć 5G i łączność mobilna, sztuczna inteligencja, rzeczywistość wirtualna i rozszerzona, roboty, inteligentne miasta, innowacyjne pojazdy, cyfrowe rozwiązania dla zdrowotne i wiele innych.

Oto wybrane trendy, których należy spodziewać się podczas tegorocznej edycji imprezy:

Sieć 5G i łączność mobilna

W miarę rozprzestrzeniania się szybkich, pojemnych i wydajnych sieci 5G na całym świecie operatorzy, producenci urządzeń i twórcy aplikacji prześcigają się w oferowaniu nowych usług.

Sieć 5G będzie tematem przewodnim targów CES 2020. Możemy spodziewać się prezentacji najnowszych urządzeń, aplikacji i usług zarówno od największych graczy w branży, jak i małych i niezwykle innowacyjnych startupów.

Sztuczna inteligencja (AI)

Inteligentne maszyny i aplikacje pozwalają nam niejako dostosowywać świat do naszych potrzeb i sprawiają, że możemy żyć wygodniej. Nowoczesne oprogramowanie jest w stanie precyzyjnie przewidywać nasze wybory i podejmować przemyślane decyzje za nas. Przełamywanie kolejnych barier w technologiach uczenia maszynowego i przetwarzania języka sprzyja pojawianiu się nowych aplikacji i otwiera zupełnie nowe możliwości.

Podczas targów CES 2020 swoje innowacje z zakresu sztucznej inteligencji będą prezentować dostawcy z niemal każdego sektora technologicznego, w tym John Deere, Kyocera, Doosan i Brunswick.

Cyfrowe rozwiązania zdrowotne

Technologia pozwala ludziom lepiej dbać o zdrowie i dobre samopoczucie. Dzięki innowacjom lekarze mogą unowocześniać metody leczenia i pomagać pacjentom w poprawie jakości życia bardziej precyzyjnie i skutecznie niż kiedykolwiek wcześniej.

W ostatnim dziesięcioleciu zmiany następowały szybko, a ich tempo będzie tylko rosnąć. Systemy AI są w stanie wykrywać różne rodzaje raka skóry bardziej precyzyjnie od lekarzy, zaś technologie mapowania genomu umożliwiają tworzenie spersonalizowanych leków dostosowanych nie tylko do potrzeb pacjenta, ale także jego tolerancji na poszczególne składniki aktywne. Podczas targów CES 2020 najnowsze rozwiązania medyczne zaprezentują m.in. Philips, Omron Healthcare, Myant, Procter & Gamble, Cigna i Humana.

Inteligentne miasta

Coraz bardziej inteligentne miasta zmieniają eksurbanizację w technologiczny raj. Dostęp mieszkańców do usług za pośrednictwem technologii nie tylko zwiększa wydajność naszych miast, ale także sprzyja ich zrównoważonemu rozwojowi. Innowacje przyczyniają się m.in. do ograniczenia zanieczyszczenia powietrza i korków, a także spadku przestępczości.

Podczas targów CES 2020 swoje rozwiązania ukierunkowane na przyszłość miast będzie prezentować Departament Transportu Stanów Zjednoczonych oraz takie firmy, jak Hitachi, Siemens i NTT.

Technologie motoryzacyjne

W ostatnim czasie auta urosły do rangi zaawansowanych technologicznie gadżetów, łącząc w sobie rozwiązania z zakresu komunikacji mobilnej, sztucznej inteligencji, nowoczesnych interfejsów itd. Organizatorzy targów CES 2020 trzymają rękę na pulsie rewolucji motoryzacyjnej. Powierzchni wystawienniczej poświęconej tej branży pozazdrościłaby niejedna impreza stricte motoryzacyjna. Podczas tegorocznej edycji CES swoje rozwiązania będzie oferować ponad 160 wystawców motoryzacyjnych, w tym 10 koncernów, które zaprezentują m.in. samochody autonomiczne, koncepcyjne i wyposażone w technologie łączności mobilnej.

Podróże i turystyka

Niemal każda współczesna firma ma profil technologiczny. Rynki niemające tradycyjnie bliższych związków z technologiami wykorzystują innowacje, aby rozszerzać działalność i zapewniać klientom jak najlepsze wrażenia użytkowe. Dzięki dedykowanej strefie wystawienniczej podczas targów CES 2020 będzie można przekonać się, w jaki sposób bardziej inteligentne i bezpieczniejsze technologie rewolucjonizują turystykę. Ed Bastian, dyrektor generalny linii lotniczych Delta, jako pierwszy przedstawiciel linii lotniczych w historii CES wygłosi przemowę, w której poruszy rolę technologii w podróżowaniu.

Odporność na ryzyko

Media niemal codziennie donoszą o katastrofach naturalnych i sytuacjach wyjątkowych z całego świata. Podczas targów CES 2020 zostaną zaprezentowane technologie związane z odpornością na ryzyko, które pomagają krajom i miastom w lepszym przygotowaniu się na sytuacje wyjątkowe, reagowaniu na nie oraz powrocie do „normalności”. Wśród wystawców warto wymienić Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych oraz firmy Growgenix i Oxicool. Ich rozwiązania pozwolą zapewnić społecznościom zdrowie, bezpieczeństwo, energię elektryczną, żywność i ochronę.

Nowe technologie są wdrażane wyjątkowo szybko na ranku polskim. Każdego roku największe firmy technologiczne oraz media i liderzy biznesu z Polski odwiedzają targi CES, aby poznać najnowsze innowacje. Moja żona, która jest rodowitą Polką, co roku gości na targach CES. Niezwykle cieszy ją rosnąca frekwencja polskich gości CES.

Technologie mają pozytywny wpływ na niemal każdy aspekt naszego życia od podróży i rozrywki, przez zdrowie, wykształcenie, transport i wiele innych. Przyszłość innowacji technologicznych zostanie zaprezentowana podczas targów CES 2020 w terminie 7-10 stycznia. Najnowsze informacje na temat targów CES można znaleźć pod adresem CES.tech.

Gary Shapiro, prezes i dyrektor generalny Consumer Technology Association (CTA)™

Grupa IMS poszukuje inwestora strategicznego

Zarząd IMS S.A., lidera marketingu sensorycznego w Polsce, podjął decyzję o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego, który ma wesprzeć plany spółki, związane z rozwojem międzynarodowym.

„Mamy silną pozycję na terenie Polski, gdzie jesteśmy niekwestionowanym liderem w dziedzinie marketingu sensorycznego. Dbając o interesy akcjonariuszy zdecydowaliśmy o położeniu silniejszego niż dotychczas nacisku na zapewnienie rozwoju na rynkach zagranicznych – stąd decyzja o rozpoczęciu poszukiwań inwestora strategicznego” – powiedział wiceprezes zarządu IMS Piotr Bielawski.

W tym celu IMS zidentyfikował kilka interesujących celów akwizycyjnych działających w branży spółki, mających swoje siedziby głównie na terenie Europy.

W ocenie zarządu powiększenie Grupy Kapitałowej IMS o kilka rentownych zagranicznych podmiotów o przychodach ze sprzedaży rzędu 15-100 mln zł możliwe jest jedynie przy wsparciu silnego, ukierunkowanego na osiągnięcie celu, partnera.

Spółka rozważa pozyskanie inwestora finansowego lub branżowego, zawarcie aliansu strategicznego, czy też dokonanie innej transakcji o podobnym charakterze. W związku z powyższym, Emitent planuje prowadzić rozmowy z potencjalnymi inwestorami i partnerami, a także, po zawarciu stosownych umów o zachowanie poufności, może m.in. udostępniać zainteresowanym informacje na temat spraw, aktywów i działalności spółki oraz Grupy IMS.

„W związku z tym w najbliższym czasie zamierzamy podpisać umowę na doradztwo transakcyjne z jedną z wiodących światowych firm konsultingowych” – dodał Piotr Bielawski.

Crowdfunding udziałowy czy venture capital?

Sukcesy zbiórek prowadzonych za pośrednictwem platform crowdfundingowych sprawiają, że coraz więcej firm rozważa taką formę finansowania. Efekt finalny uzależniony jest tu od wielu czynników. Jednym z nich jest odpowiednie nagłośnienie procesu emisji. W jego promocji, aktywnie uczestniczą więc zarówno firmy szukające środków, jak i same platformy, na których odbywa się zbiórka. Często podkreślane są wszystkie zalety crowdfundingu, rzadziej słychać o tym, że projekt nie zrealizował celu lub wręcz zupełnie się nie udał. Tymczasem finansowanie społecznościowe obarczone jest sporym ryzykiem i może nie być satysfakcjonujące, ani dla firmy szukającej wsparcia, ani dla jej inwestorów. Czy zamiast niepewnej zbiórki wśród dużego grona drobnych inwestorów lepiej postawić na współpracę z jednym profesjonalnym partnerem? Jaki rodzaj finansowania będzie lepszym źródłem środków na rozwój biznesu?

Istotą działań crowdfundingowych jest zgromadzenie wokół danego przedsięwzięcia odpowiednio dużej i zaangażowanej społeczności, która swoimi pieniędzmi wspomoże jego realizację. Taki rodzaj finansowania można potraktować jako zrzutkę, w której uczestniczą sympatycy związani emocjonalnie z daną inicjatywą. Przykładem mogą być amerykańscy fani zespołu Marillion, którzy w 1997 roku złożyli się na organizację jego trasy koncertowej w USA. Środki pochodzące z crowdfundingu finansowały już wydawanie płyt muzycznych, a nawet kręcenie pełnometrażowych filmów. W klasycznym modelu finansowania społecznościowego, osoby biorące udział w zbiórce, otrzymują w zamian za to produkt, gadżet lub inne świadczenie niepieniężne. Natomiast sytuacja, w której społeczność finansująca projekt w zamian za wsparcie otrzymuje udziały lub akcje firmy, to tzw. crowdinvesting lub equity crowdfunding, czyli społecznościowe finansowanie udziałowe. W Polsce najbardziej donośnym przykładem tego typu wsparcia była zbiórka prowadzona przez Wisłę Kraków. Jej kibice uzbierali łącznie 4 mln złotych, stając się przy tym właścicielami 5 proc. akcji klubu. W wypadku crowdfundingu udziałowego obok wsparcia okazanego danej marce i emocji z tym związanych, równie ważny staje się wymiar finansowy i oczekiwanie zwrotu z inwestycji.

Receptą na rozwój niekoniecznie musi być zrzutka

Equity crowdfunding oferuje szereg korzyści dla firm będących na wczesnym etapie rozwoju. Poza samym gromadzeniem kapitału, procesowi temu towarzyszy najczęściej mocna akcja marketingowa i działania PR, które budują świadomość produktu i rozpoznawalność marki. Już samo w sobie, skutecznie stymuluje to wzrosty sprzedaży. Dodatkowo można też pozyskać kapitał przy stosunkowo atrakcyjnej wycenie. Kuszące są: mniej sformalizowana procedura, niewielka ilość regulacji prawnych oraz wysoki limit emisji bez prospektu oraz memorandum informacyjnego. Od ubiegłego roku może on sięgać 1 mln Euro, czyli ponad 4 mln zł. Są jednak i słabsze strony. Ze względu na to, że wpłaty najczęściej są drobne, do inwestycji trzeba przekonać dużą ilość podmiotów. Nie zawsze udaje się też przekroczyć, wymaganą przez platformę crowdfundingową, minimalną wysokość uzbieranego kapitału. Prowizje pobierane zarówno przez platformy, jak i systemy płatności mogą z kolei mocno obniżyć opłacalność przedsięwzięcia. Ponadto w przyszłości zarządzanie przedsiębiorstwem, w którym udziały posiada wielu drobnych inwestorów, może być kłopotliwe (na przykład przy podejmowaniu ważnych decyzji strategicznych).

– Wybór najbardziej optymalnego źródła finansowania wynika z bardzo indywidualnych uwarunkowań danego projektu. Przede wszystkim większość funduszy venture capital poszukuje wyjątkowych projektów, mogących przynieść ponadprzeciętną stopę zwrotu. Ponadto projekty te muszą mieć też potencjał do rozwoju na rynkach globalnych. Z tego powodu niektóre firmy nie będą miały szansy, aby takie finansowanie pozyskać. Nie oznacza to jednak, że ich działalność nie jest wartościowa. Crowdfunding udziałowy z pewnością będzie dobrym źródłem finansowania dla projektów typu B2C, które działają w modelu biznesowym, który może być łatwo zrozumiany przez potencjalnych inwestorów, a dodatkowo oferuje im produkty lub usługi, które sami chcieliby kupować. Łatwiej im wówczas identyfikować się z daną marką i podjąć decyzję inwestycyjną, pomimo dużego ryzyka i niepewnego zwrotu – tłumaczy Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego finansującego innowacyjne biznesy.

Korzyści i ryzyko inwestora

Podstawowa różnica między crowdfundingiem, a crowdfundingiem udziałowym jest taka, że w tym drugim przypadku wpłacający oczekuje przede wszystkim zysku. Inwestorzy w zamian za wpłaty otrzymują akcje i liczą na wypłatę dywidend. W praktyce wygląda to nieco inaczej. Model finansowania społecznościowego dla firm wciąż pozostaje niedostatecznie uregulowany. Wpłaty częściej traktowane są tu jako dofinansowanie działalności, niż jako inwestycja kapitałowa. Crowdfundingowi inwestorzy nie mają wpływu na funkcjonowanie spółki, ani klasycznej ochrony, a ich dostęp do informacji jest bardzo ograniczony. W pierwszych latach funkcjonowania firmy, rzadko kiedy można liczyć na dywidendę, a płynność całej inwestycji bywa mocno niepewna. Wszystko to sprawia, że equity crowdfunding jest inwestycją obarczoną bardzo wysokim ryzykiem i należy traktować ją w kategoriach bardzo alternatywnych.

– Ryzyko inwestora w crowdfundingowym modelu finansowania jest  bardzo wysokie, w związku z tym, można je zminimalizować, inwestując  jednorazowo niewielką kwotę. Inaczej wygląda to w przypadku funduszu, który angażuje środki w wysokości od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych. W jego interesie leży wówczas jak najlepsza ochrona poczynionej inwestycji, dlatego pomimo obejmowania udziałów mniejszościowych, fundusz zapewnia sobie zwykle szereg dodatkowych uprawnień (większość w radzie nadzorczej, liquidation preference itp.). Co prawda inwestor posiada w tym wypadku większą kontrolę i może wpływać na strategię rozwoju, ale poza finansowaniem, oferuje spółce również cenne wsparcie merytoryczne, a także korzyści wizerunkowe. Z tego względu fundusze venture capital często stają się partnerami w biznesie, którzy wspólnie ze spółką pracują nad tym, aby finansowane przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem. Trzeba mieć jednak na uwadze, że już w umowie inwestycyjnej przewidziane są pewne strategie wyjścia z inwestycji przez fundusz (np. prawo drag along). Są one wiążące dla founderów, którzy zobowiązują się do zarządzania firmą w całym okresie inwestycji. Kampanie crowdfundingowe zwykle nie pociągają za sobą tak daleko idących konsekwencji – dodaje Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

To, czy dla startupu korzystniejszy będzie crowdfunding udziałowy, czy inwestycja funduszu zależy od jego długoterminowej strategii i celów jakie chce osiągnąć. W przypadku niższych potrzeb kapitałowych i projektów wzbudzających duże emocje wśród konsumentów atrakcyjniejsza może wydawać się zbiórka od sympatyków skupionych wokół marki. Jeśli jednak firma myśli o długofalowym rozwoju, lepiej oprzeć się na wiarygodnym partnerze, który zapewni długoterminowe wsparcie. W przypadku firm na wczesnym etapie rozwoju pewne jest jedno – kredyt bankowy i pozyskanie kapitału z giełdy najczęściej będą dla nich nieosiągalne. Alternatywne sposoby finansowania są więc ciekawą propozycją zdobycia środków na rozwój. Przed dokonaniem wyboru warto dokładnie przeanalizować dostępne opcje oraz wady i zalety każdego z rozwiązań.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać  startupy, generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

Michał Zębik

Nie widać końca hossy na amerykańskiej giełdzie. Trump ma reelekcję w kieszeni?

W USA rozpoczęła się już kampania wyborcza i prezydent D.Trump chwali się sukcesami w amerykańskiej gospodarce. Rekordy na Wall Street mogą jednak obrócić się przeciw jego planom dotyczącym reelekcji.

Amerykańska giełda w ostatnim czasie niemal codziennie jest bliska historycznych maksimów lub te maksima zdobywa, co prezydent USA chętnie traktuje jako swój wyjątkowy sukces.

Wielu krytyków zarzuca mu jednak, że gdy mówi o rekordowej gospodarce – to pomija niektóre fakty. Stopa bezrobocia jest w okolicach 50-letniego minimum, ale produkcja przemysłowa w październiku miała najgorsze wyniki od dziesięciu lat.

Indeks Dow Jones od 2010 r. wzrósł o 170 proc., gdy produkcja o 40 proc. i jej wzrost bardzo wyhamował. Jak to możliwe, że giełda bije rekordy, choć amerykańska gospodarka ma coraz większe problemy?

– Kiedyś Dow Jones był indeksem zdominowanym przez firmy przemysłowe, teraz dominują firmy technologiczne, takie jak Apple czy Microsoft – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Indeksy giełdowe rosną jednak szybciej niż wyniki najmocniejszych spółek technologicznych i wskaźniki wyceny, na które zwracają uwagę inwestorzy zaczynają przypominać te z okolic szczytu bańki internetowej sprzed 20 lat.

Do wyborów prezydenckich pozostał jeszcze niemal rok. Trudno będzie o tak wysokie indeksy giełdowe za kilka czy kilkanaście miesięcy.

– Giełdowe wyniki mogą łatwo obrócić się przeciw planom o reelekcji – komentuje ekspert XTB.

Krajowy przemysł wyraźnie zwalnia, a co za tym idzie spada zapotrzebowanie na energię elektryczną

Niepokojącym sygnałem jest spadek popytu na energię elektryczną. Potwierdza, że nasza gospodarka spowalnia. Jednocześnie polski prąd jest za drogi, bo energetyka jest oparta na węglu kamiennym.

– Od początku roku do września zużycie energii elektrycznej zmalało o 1 proc., a jej produkcja niemal o 3 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Spadek zużycia energii elektrycznej potwierdza, że polska gospodarka spowalnia, a dotyczy to zwłaszcza przemysłu chemicznego i metalurgicznego., które odczuwają skutki spadku zamówień.

Jednak zmniejszenie produkcji jest większe niż regres w popycie na polską energię, a dzieje się tak dlatego, że importowana energia jest tańsza od krajowej.

– Dzieje się tak, bo polski węgiel kamienny jest drogi, a dodatkowym obciążeniem są opłaty za uprawnienia do emisji CO2, co podbija stawki na rynku hurtowym – wyjaśnia ekspert.

Delegowanie pracowników – co się zmieni w 2020 roku?

Nawet do 40 proc. mogą wzrosnąć koszty pracownicze. Przedsiębiorcy powinni przygotować się na spore perturbacje wraz z wejściem w życie zmian w unijnych przepisach w latach 2020/2021. Dyrektywa o pracownikach delegowanych spędza sen z oczu w szczególności polskim przewoźnikom. Przyczyna jest prosta. Jeżeli do tej pory kierowca otrzymywał wypłatę na poziomie 6500 złotych na rękę z uwzględnieniem diet i ryczałtów za noclegi, to pracodawca ponosił całkowity koszt około 8500 złotych w zależności od przyjętej podstawy wynagrodzenia.

Według obecnych propozycji już w lipcu 2020 roku ma wejść w życie dyrektywa o pracownikach delegowanych.[1] Nowe przepisy nie są zbieżne z obecnie funkcjonującym polskim prawem. Co to oznacza w praktyce? Ustawa o czasie pracy kierowców wyraźnie wskazuje, że kierujący pojazdem ciężarowym pozostaje w podróży służbowej. Taki zapis nakazuje wypłacenie pracownikowi należności w postaci diet i ryczałtów noclegowych. Tymczasem Unia Europejska chce wprowadzenia przepisów o delegowaniu, które będą nakazywać wypłatę wynagrodzenia obowiązującego w kraju tak zwanym przyjmującym. W konsekwencji może dojść do sytuacji, w której polski przewoźnik będzie zmuszony wypłacić pracownikowi polskie diety wraz z ryczałtem noclegowym oraz dodatkowo pełne sektorowe wynagrodzenie liczone wedle prawa państwa, w którym kierowca przebywał.

Wszystkie państwa Wspólnoty powinny przygotować się do wytycznych unijnego legislatora. Jeśli nie dojdzie do zmian w polskich zasadach wynagradzania kierowców, pracodawcy muszą liczyć się nawet z 40 proc. wzrostem kosztów pracowniczych. Jednak w przypadku zmiany w przepisach krajowych podwyżka kosztów powinna być bliżej dolnych prognozowanych wartości – czyli około 15 proc. Konieczne aktualizacje w polskim prawie powinny również bezspornie zaliczać całe wynagrodzenie wypłacane kierowcy – bez znaczenia, czy podlega „oskładkowaniu” czy też nie – na poczet europejskich płac minimalnych lub sektorowych – mówi Łukasz Włoch, Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Co z tym delegowaniem?

Zgodnie z ustawą o delegowaniu każdy kraj będzie mógł za pomocą odpowiednich wytycznych oraz prawa wewnętrznego samodzielnie ustalać stawki płacy minimalnej lub sektorowej. Dlatego warto zadbać o to, aby w Polsce stworzyć taki system wynagradzania kierowców, który będzie przejrzysty dla europejskich służb kontrolnych, a nie powodował podwyżki kosztów pracowniczych na poziomie, który realnie może wyeliminować z rynku polskich przedsiębiorców. – Niezależnie od wprowadzonych zmian kilkuprocentowa podwyżka kosztów po stronie pracodawców jest nieunikniona. Jednak bez modyfikacji polskiego prawa – sama dyrektywa o delegowaniu wprowadzi chaos legislacyjny, znaczne utrudnienia administracyjne oraz spowoduje jeszcze większe koszty – tłumaczy ekspert OCRK.

Co się zmieni w 2020 roku?

Zgodnie z wytycznymi należy odstąpić od stawek płac minimalnych na rzecz wynagrodzenia sektorowego. To zaś ma być definiowane zawsze według kraju przyjmującego. Zwrot kosztów takich jak diety i ryczałty za nocleg mogą zostać w całości wykluczone z wyliczania należnego wynagrodzenia w trakcie delegowania pracownika. – Obecna kwota, którą otrzymuje kierowca, składa się w 70 proc. z diet i ryczałtów noclegowych, a 30 proc. to wynagrodzenie bazowe, od którego odprowadzane są składki na ubezpieczenie społeczne oraz zaliczki na podatek dochodowymówi Kamil Wolański, OCRK.

Delegowanie pracowników 2020Wyliczenia wynagrodzeń kierowców zawodowych pochodzą z programu 4Trans firmy Inelo

Po wejściu w życie dyrektywy o delegowaniu nie wypłacamy minimalnych stawek godzinowych, ale pełne wynagrodzenie obowiązujące w danej grupie zawodowej w kraju przyjmującym. Pracodawca powinien porównać wysokość minimalnej kwoty wypłacanej między państwami wysyłającym i przyjmującym oraz uzupełnić, to znaczy wyrównać do pensji tego miejsca, które przyjmuje pracownika delegowanego. Od wejścia w życie proponowanych zmian diety i ryczałty przez to, że formalnie stanowią zwrot kosztów, mogą zostać wyłączone z zasadniczej wypłaty przysługującej poza granicami kraju. Będzie to wynikać z faktu, że brak jednoznacznego wyjaśnienia, czy dany składnik to zwrot kosztów czy wynagrodzenie według strony przyjmującej, oznacza domniemanie, że to zwrot kosztów.

Przewoźnicy powinni jeszcze pamiętać, że ustalenie prawidłowej kwoty do wypłacenia pracownikowi delegowanemu nie może polegać wyłącznie na podstawie przepisów powszechnie obowiązujących w państwie przyjmującym takich jak kodeks pracy. Musi się to odbywać z uwzględnieniem również układów zbiorowych pracy na przykład branżowych czy sektorowych – mówi Wolański z OCRK.

Warto pamiętać także, że nieznajomość przepisów czy trudny dostęp do informacji nie zwalnia przedsiębiorcy z obowiązku właściwego wyliczenia wynagrodzenia pracownika – dodaje ekspert.

Co czeka przewoźników?

Nadchodzące zmiany to trudny czas w szczególności dla branży transportowej. Niezbędne jest wsparcie specjalistów w zakresie rozliczania czasu pracy kierowców, ale też w interpretowaniu aspektów prawnych i wyznaczaniu takich rozwiązań informatycznych, które optymalizują biznes i dają gwarancję niezawodności. W przyszłości telematyka i usługi prowadzenia ewidencji czasu pracy truckerów są nieuniknione i warto inwestować w takie innowacje, by nie zgubić się w meandrach unijnych regulacji i nie pozostać w tyle za zachodnią konkurencją.

[1] Dyrektywa PE i Rady UE 2018/957 z dnia 18 czerwca 2018 roku zmieniająca dyrektywę 96/71/WE dotyczącą delegowania pracowników
w zakresie świadczenia usług.

Co ze stopami procentowymi w Polsce?

Zmiany w polityce stóp procentowych to gorący temat na rynkach walutowych. Świat oczywiście największą uwagę przywiązuje do tematu USA, ale inne kraje w tym Polska nie dają o sobie zapomnieć.

Wraca temat obniżek stóp procentowych

Eryk Łon, członek Rady Polityki Pieniężnej, znów wraca do tematu obniżek stóp procentowych. Na razie na ostatnim posiedzeniu podczas głosowania nie zdobył jeszcze poparcia w sprawie obniżania stóp, ale niewykluczone, że w przyszłości to się zmieni. Argumentem jest inflacja pod kontrolą. Jest to przedziwny argument, biorąc pod uwagę mandat Rady. Skoro ma dbać o stabilność cen, to dlaczego stabilne ceny miałyby ją motywować do działania. Niemniej, gdyby faktycznie miało dojść do obniżek stóp procentowych, można się spodziewać osłabiania polskiego złotego.

Wystąpienie Powella

Jerome Powell, prezes Rezerwy Federalnej w USA, w godzinach nocnych czasu polskiego miał wystąpienie na temat stóp procentowych. Co ciekawe wskazywał na to, że nie wzrosną w najbliższym czasie. Określił poziom inflacji 2%, czyli bardzo bliski obecnemu, jako pożądany dla trwałego wzrostu gospodarczego. Jest to wyraźna zmiana względem ostatnich wystąpień prezydenta USA, który wręcz domagał się gwałtownych obniżek stóp procentowych. Reakcją rynków na zmianę perspektywy stóp procentowych z obniżek na stabilną jest wzrost wartości dolara.

Chińczycy zwiększyli PKB

W Chinach co pięć lat przeprowadzana jest rewizja danych o PKB. W tym roku korekta była wyjątkowo słaba, co nie zmienia faktu, że gospodarka nagle urosła o przeszło 250 miliardów dolarów. To dla porównania mniej więcej połowa polskiego PKB. Jest to wzrost o 2,1% poprzednie dwie korekty miały zakres 3,4% i 4,4%. Za to 15 lat temu wzrost wyniósł abstrakcyjne 16,3%. Skąd biorą się te zmiany? Wynikały one głównie z niedoszacowania sektora usługowego. Wspomniany wzrost zostanie najprawdopodobniej rozłożony równomiernie na ostatnie 5 lat, jak to miało miejsce w przeszłości. Powinno to zwiększyć PKB o około 0,4% rocznie, realizując założoną linię partii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – saldo obrotów towarowych,

16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Łódź jednym z najszybciej rozwijających się miast w kraju

Lokalizacja w sercu Polski, łatwy dostęp do specjalistów, szeroka oferta nowoczesnej powierzchni biurowej oraz przystępne koszty życia sprawiają, że potencjał biznesowy Łodzi rośnie z roku na rok, a region łódzki uznawany jest za jeden z najszybciej rozwijających się w kraju. W ciągu ostatnich lat miasto ewoluowało od ośrodka produkcyjnego do jednego z głównych centrów outsourcingowych i logistycznych w Polsce, co przyciąga nie tylko dużych najemców, deweloperów, ale i inwestorów – wynika z najnowszego raportu „Przyszłość zaczyna się tu… Łódź”, przygotowanego przez Colliers International i Urząd Miasta Łodzi.

Łódź pokazuje, że systematyczne i konsekwentne realizowanie strategii przynosi założone rezultaty. Z jednej strony wdrażane są w życie mniejsze projekty, przy jednoczesnym podejmowaniu i realizowaniu kluczowych dla miasta planów długofalowych. Zmiany są ogromne, wielowymiarowe i dotyczą każdej dziedziny życia. Rozwój gospodarczy, integracja społeczności i przemiany zachodzące w Łodzi wyraźnie wpływają na jakość życia jej mieszkańców, a także na sposób postrzegania miasta przez turystów i potencjalnych inwestorów.

Ponad 500 tys. mkw. nowoczesnych biur w Łodzi

– Łódzki rynek nowoczesnych powierzchni biurowych liczy już pół miliona metrów kwadratowych i wciąż jest w rozkwicie. Dzięki konsekwentnej realizacji strategii rozwoju, miasto przykuwa uwagę coraz większej liczby deweloperów, jak również najemców z sektora BPO/SSC. Szacuje się, że 40% istniejącej powierzchni biurowej ma mniej niż 5 lat, a powstające inwestycje biurowe odmieniają wygląd centralnych części miasta. Biurowce, zaprojektowane w nowoczesny sposób z uwzględnieniem potrzeb lokalnych społeczności, wpisują się w tkankę miasta i posiadają pełną infrastrukturę – przystanki komunikacji miejskiej, stacje wypożyczania rowerów, usługi medyczne oraz ofertę kulturalno-rozrywkową. Wyjątkową cechą architektury Łodzi jest łączenie nowoczesności z tradycją przemysłową – mówi Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny Colliers International w Łodzi.

Największą inwestycją urbanistyczną w historii Łodzi jest projekt Nowego Centrum Łodzi, będącego obecnie głównym skupiskiem nowoczesnych biurowców w mieście. Obejmuje ono rozległy teren pokolejowy i poprzemysłowy, który od 2007 roku przechodzi głęboką restrukturyzację, stając się kluczową przestrzenią dla współczesnego rozwoju miasta oraz jego najatrakcyjniejszym terenem inwestycyjnym.

– Nowe Centrum Łodzi to największe w Europie Środkowej przedsięwzięcie infrastrukturalne łączące biznes, handel, kulturę oraz transport, zlokalizowane w ścisłym centrum miasta, obejmujące powierzchnię ponad 100 hektarów. Dzięki przeniesieniu linii kolejowych pod ziemię, odzyskano ogromną powierzchnię w centrum miasta, która teraz może być wykorzystana pod nowe inwestycje biurowe, dzięki którym powstają kolejne atrakcyjne miejsca pracy. Budowa nowej dzielnicy biznesowo-mieszkalnej, uzupełnionej o kluczowy projekt komunikacyjny – podziemny dworzec Łódź Fabryczna – ma na celu podniesienie rangi miasta, promocję i rewitalizację obiektów historycznych na jego terenie, pobudzenie gospodarki miejskiej oraz stworzenie nowego miejsca, atrakcyjnego zarówno dla biznesu, mieszkańców, jak i turystów – mówi Hanna Zdanowska, Prezydent Łodzi.

Potencjał łódzkiego rynku pracy

Łódzki Obszar Metropolitalny, jedną z największych aglomeracji miejskich w Polsce, zamieszkuje ponad 1,1 mln osób. Potencjał zasobów ludzkich utrzymuje się na wysokim poziomie. Sytuacja na rynku pracy w Łodzi jest korzystna, spośród prawie 700 tys. mieszkańców ponad 57% stanowią osoby w wieku produkcyjnym. Stopa bezrobocia na koniec I połowy 2019 r. kształtuje się na niskim poziomie i wynosi ok. 5,1%. Rozwinięty sektor przemysłowy zatrudnia ok. 50 tys. osób. Rozkwit przeżywają też branże: informatyczna, logistyczna, badawczo-rozwojowa oraz AGD. Należy również zwrócić uwagę na liczne centra usług dla biznesu – szeroko pojęte BPO.

Na 22 łódzkich uczelniach kształci się około 72 tys. studentów. Najwięcej z nich uczy się na kierunkach biznesowych i administracyjnych oraz inżynieryjno-technicznych, ponadto 4 tys. osób studiuje technologie informatyczne oraz blisko 3 tys. studentów jest na kierunkach językowych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że łódzkie uczelnie wyższe kładą coraz większy nacisk na współpracę z biznesem, m.in. z centrami usług. Kierunki biznesowe i administracyjne, lingwistyczne, informatyczne oraz inżynieryjno-techniczne, które najczęściej wybierają studenci w Łodzi, są bardzo perspektywiczne. Zapotrzebowanie na specjalistów w branży informatycznej, inżynieryjno-technicznej oraz w sektorze BPO/SSC nieustannie rośnie, w związku z tym pracodawcy coraz częściej oferują zatrudnienie studentom ostatnich lat studiów licencjackich lub magisterskich.

– Z powodu konkurencyjnych względem pozostałych dużych miast w Polsce warunków życia, dużej liczby studentów, a także licznej grupy kompetentnych pracowników, do Łodzi przenosi się wiele firm z innych regionów Polski. Następstwem tego stają się migracje pracowników uwarunkowane niższym kosztem życia, przy uwzględnieniu wzrostu wynagrodzeń – tłumaczy Marcin Włodarczyk.

Łódź logistycznym centrum Polski

Centralne położenie Łodzi wpływa znacząco na jej dobre skomunikowanie z resztą kraju. Miasto leży w niewielkiej odległości od skrzyżowania dwóch głównych autostrad – A1 i A2, przechodzących ze wschodu na zachód i z północy na południe. Kluczowe znaczenie ma również droga ekspresowa S8 łącząca Białystok z Wrocławiem. Łódź posiada też dobre połączenia kolejowe z największymi miastami w Polsce. W granicach miasta funkcjonuje Międzynarodowy Port Lotniczy im. Władysława Reymonta, obsługujący regularne loty m.in. do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Grecji i Niemiec.

Ze względu na centralne położenie, motorem rozwoju lokalnej gospodarki pozostaje logistyka i transport. Na terenach wokół miasta wyrastają kolejne magazyny, a bezpośrednie połączenie kolejowe z Chinami napędza rozwój e-commerce w całym kraju.

Region Polski Centralnej należy do grupy trzech największych rynków magazynowych w kraju, zaraz po Warszawie i tuż przed Górnym Śląskiem.

— Bardzo dobra lokalizacja i silnie rozwinięta infrastruktura drogowa przyciągają głównie inwestorów z zagranicznym kapitałem. Bliskość skrzyżowania autostrad, będących częścią paneuropejskich korytarzy transportowych, stanowi idealną lokalizację dla firm z sektora produkcji oraz logistyki. Bezpośrednie połączenie kolejowe cargo między Łodzią a Chinami gwarantuje skrócenie transportu do dwóch tygodni, co stanowi dokładnie połowę czasu, który jest potrzebny na dostawę towaru drogą morską — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Centra logistyczne w regionie Polski Centralnej budowane są przez największe firmy deweloperskie sektora magazynowego. Ze względu na strategiczną lokalizację realizowane są tu zarówno parki logistyczne, jak i inwestycje w formule BTS dedykowane głównie najemcom z sektora branży handlowej, logistycznej, produkcyjnej i e-commerce.

EXPO 2024

Globalne wyzwania i uwarunkowania lokalne w istotnym stopniu wpływają na zakres merytoryczny Wystawy EXPO w Łodzi, która odbędzie się w terminie 27 kwietnia-28 września 2024 r. Będzie ona dotyczyć podnoszenia jakości życia w miastach i kwestii ich zrównoważonego rozwoju dzięki rewitalizacji, poszanowaniu i świadomemu korzystaniu ze środowiska, a także zaangażowaniu społecznemu Te założenia znajdują swoje odzwierciedlenie w proponowanym temacie głównym wystawy: Nature of the City – Natura Miasta. Idea współczesnego miasta. Szczególnym tematem, na którym skupione będzie EXPO 2024, jest wprowadzanie zielonych rozwiązań w historycznym centrum miasta. Wystawa ma na celu zaprezentować zasady zrównoważonego rozwoju, takie jak ekologia i ochrona środowiska, zrównoważona mobilność, promocja rozwiązań zapewniających tanie i energooszczędne mieszkania, jak i rozwiązania Smart City, umożliwiające wdrażanie najnowszych technologii w obszarze infrastruktury miejskiej.

Zanosi się na spokojny dzień

Rynki wyciszają się przed końcem miesiąca i w obliczu skrócenia tygodnia przez Święto Dziękczynienia. Rynek akcji podtrzymuje umiarkowany optymizm, choć bez świeżych rewelacji w temacie umowy handlowej USA-Chiny. Negocjatorzy są po rozmowie telefonicznej, gdzie „osiągnięto konsensus w sprawie właściwego rozwiązania istotnych problemów”. Nic nowego.

Co pokazuje rynek akcji (wzrosty), nie przekłada się na trendy na rynku walutowym. Choć zauważalna jest szczątkowa presja na bezpieczne przystanie – JPY, CHF – nie widać korespondującego wzrostu zainteresowania walutami ryzykownymi. AUD, CAD, NOK i SEK pozostają zblokowane. NZD znalazł w nocy wsparcie w danych o sprzedaży detalicznej, ale dziś rano już widać szybką realizację zysków. Nawet na rynkach wschodzących nie ujawnia się wzrost apetytu na ryzyko. EUR/PLN po sześciu tygodniach wraca ponad 4,30. Albo inwestorzy na rynku walutowym są bardziej ostrożni niż ich koledzy z rynku akcji i nie widzą podstaw do nadmiernego optymizmu; albo brak istotnej poprawy w danych makro i brak kontrastu w polityce monetarnej (wszędzie luzowanie) eliminuje okazje inwestycyjne. Urealniają się moje obawy, że okołoświąteczny marazm drugiej połowy grudnia może się rozciągnąć na listopad.

Zanosi się na spokojny dzień, o ile oczywiście nie wypłyną nowe rewelacje odnośnie relacji USA i Chin. Na polu danych na pierwszym planie jest indeks zaufania konsumentów z USA. Ostatnie trzy miesiące przyniosły spadek wskaźnika, ale w obliczu poprawy sentymentu w biznesie i łagodzenia polityki Fed teraz spodziewane jest odbicie w nastrojach konsumentów. Tłem będą dane o sprzedaży domów i cenach nieruchomości. Wieczorem przemawia Lael Brainard z Fed, ale są małe szanse na wzmianki o kursie polityki monetarnej. Dziś w nocy prezes Fed powtórzył, że gospodarka jest w dobrym miejscu, a polityka odpowiednia i ten spokój powinien się udzielać wszystkim członkom zarządu Fed.

Przed południem uwagę może przyciągnąć wystąpienie prezesa RBA Phillipa Lowe’a. Jeśli prezes chce zmienić rynkowe oczekiwania ku grudniowej obniżce stopy kasowej, to to jest ostatnia ku temu okazja. Osobiście wątpię w taki obrót wydarzeń, gdyż protokół po listopadowym posiedzeniu sugerował, że bank woli zaczekać z oceną sytuacji do przyszłego roku i posiedzenia w lutym. Ryzykiem za to jest opinia Lowe’a o zasadności i korzyściach zastosowania niekonwencjonalnych narzędzi polityki pieniężnej. Otwartość RBA na takie narzędzia (np. QE) może zostać zinterpretowana przez rynek jako zapowiedź zastosowania ich w niedalekiej przyszłości. Biorąc pod uwagę słabość AUD w ostatnich godzinach, wygląda na to, że część rynku ustawia się na ewentualność komentarzy o QE. Negatywna reakcja wciąż jest możliwa, tak samo jak neutralny wydźwięk przemówienia będzie rozczarowaniem dla sprzedających i pretekstem do rajdu ulgi dla Aussie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek w USA na szczytach

  • Dyskusje na linii Waszyngton – Pekin
  • Stany Zjednoczone wciąż na szczytach
  • Obniżka stóp w Chinach

Przyjęcie przez amerykański Kongres ustaw wspierających działania uczestników trwających od czerwca masowych protestów w Hongkongu sprawiło, że relacje pomiędzy USA a Chinami ponownie się ochłodziły. Oznacza to tym samym, że porozumienie pomiędzy tymi krajami odsuwa się w czasie. Według ostatnich doniesień Chiny domagają się, aby prezydent Donald Trump zawetował ustawy. Do niedawna jeszcze źródła chińskie podawały informację, że nie należy wiązać ze sobą obu tematów. Raczej nic nie wskazuje na to, abyśmy wkrótce poznali efekty pierwszej fazy trwających negocjacji handlowych. Na kolejne napięcia na linii Pekin – Waszyngton amerykański rynek zareagował spadkami, szybko jednak nastąpiły odbicia. Rynek amerykański jest wciąż bardzo mocny, S&P500 wzrósł, a NASDAQ także jest na szczytach.

W Stanach Zjednoczonych trwa jeszcze sezon wyników giełdowych za trzeci kwartał. Większość spółek pokazała wyniki powyżej konsensusu, jednak nie notują one wzrostów.

Z kolei w Chinach po raz pierwszy od 2015 r. obniżono stopy procentowe dla operacji repo z 2,55 do 2,5 proc. Jest to reakcja na słabe dane makroekonomiczne z października. Zmniejszenie kosztu finansowania na rynku międzybankowym jest wspierającym czynnikiem dla instytucji finansowych. Może to przez mechanizm transmisyjny zwiększyć płynność w całej gospodarce Chin.

Deloitte Polska łączy siły z Google Cloud

Firma doradcza Deloitte rozszerza współpracę z Google Cloud na terenie Polski i Europy Środkowej. Wspólna strategia przewiduje budowę rozwiązań chmurowych dla konkretnych branż i klientów, a także wspólne działania marketingowe i edukacyjne.

Google Cloud jest jednym z najważniejszych globalnych partnerów technologicznych Deloitte. Na rynku EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) Deloitte posiada już ponad 600 konsultantów i inżynierów w obszarze cloud. Teraz firma doradcza chce skupić się na rozwoju tej gałęzi usług w Polsce i Europie Środkowej. Podpisanie kolejnej umowy o współpracy wskazuje na zaangażowanie w rozwój usług w obszarze transformacji cyfrowej opartych o najwyższej klasy rozwiązania technologiczne.

Efektywna współpraca, efektowne wyniki

Podpisując umowę o współpracy Deloitte Polska dołączyło do globalnego grona firm wspierających klientów za pomocą rozwiązań Google Cloud Platform.

Chcemy stać się najważniejszym partnerem Google Cloud w regionie Europy Środkowej. Wspólnie będziemy wykorzystywać modele operacyjne dla różnych sektorów, dzięki najlepszym technologiom chmurowym i wiedzy naszych ekspertów. Mamy ku temu solidne podstawy. Już teraz Deloitte posiada najwyższy status partnera Google Cloud – Premier Partner – w obszarach migracji, infrastruktury, bezpieczeństwa, analityki danych i marketingu oraz uczenia maszynowego. Te usługi chcemy także oferować w Polsce – mówi Jakub Garszyński, lider usług cloud w Deloitte Polska.

W obszarze cloud Deloitte oferuje już globalnie usługi m.in. w zakresie strategii adopcji chmury, migracji, modernizacji i integracji aplikacji, bezpieczeństwa i zarządzania ryzkiem, budowy rozwiązań w modelu cloud native, SAP S/4HANA, a także analizy danych, big data, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Kompleksowość usług i ich jakość dodatkowo potwierdza fakt, że dwa lata z rzędu Deloitte został odznaczony przez Google Cloud tytułem Global Services Partner of the Year.

Doświadczenie firmy Deloitte w zakresie transformacji cyfrowej przedsiębiorstw sprawia, że jest ona dla nas idealnym partnerem do współpracy. Dzięki wspólnym działaniom będziemy w stanie pomóc przedsiębiorstwom z różnych branż w modernizacji ich infrastruktur, a co za tym idzie w dalszym ich rozwoju. Wierzymy, że szybka adopcja technologii opartych o rozwiązania w chmurze może mieć kluczowe znaczenie dla budowania przewagi konkurencyjnej polskiej gospodarki – dodaje Urszula Leciejewska, Head of Google Cloud Channel.

Partnerstwo z Google Cloud umożliwia Deloitte dostęp do wiedzy, szkoleń oraz programów akceleracyjnych dla klientów. Na tej podstawie będą prowadzone wspólne działania marketingowe oraz tworzone rozwiązania dedykowane konkretnym branżom lub klientom. Partnerzy zajmą się także edukacją polskiego rynku w zakresie rozwiązań chmurowych.

Rok 2019 w sektorze magazynowym z szansą na rekord

Rynek magazynowo-logistyczny jest najdynamiczniej rozwijającym się sektorem nieruchomości w Polsce. W okresie zaledwie pięciu lat całkowite zasoby powierzchni w kraju uległy podwojeniu. Wolumen projektów w budowie jest wciąż bardzo wysoki, a rozwój infrastruktury drogowej kreuje kolejne lokalizacje. Dane za III kw. 2019 r. pokazują jednak istotny wzrost stopy pustostanów, a proces absorpcji nowej podaży jest dłuższy, niż kilka miesięcy temu.

Połowa przestrzeni magazynowej w Polsce powstała w ciągu ostatnich 5 lat

Jeszcze w pierwszej połowie 2014 r. całkowite zasoby nowoczesnych przestrzeni magazynowych w Polsce wynosiły niewiele ponad 8 mln m kw. Rosnący popyt na powierzchnie magazynowe i logistyczne bezpośrednio przełożył się na ożywienie na rynku, a prawdziwy boom zaczął się 3 lata temu. Jedynie w 2017 i 2018 roku oddano do użytku obiekty o całkowitej wielkości odpowiednio 2,4 i 2,2 mln m kw, a dotychczasowe dane z 2019 r. wskazują, że ten rok nie ustępuje.

Tylko w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku, w ręce najemców przekazano magazyny o łącznej powierzchni ponad 1,97 mln m kw., co jest absolutnym rekordem. W rezultacie na koniec września całkowite zasoby nowoczesnych przestrzeni magazynowych w kraju osiągnęły poziom 17,6 mln m kw.” – Szymon Dołęga, Konsultant, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa BNP Paribas Real Estate.

Na Górnym Śląsku otwarto jeden z największych magazynów w Europie

Analizując największe umowy najmu z ostatnich lat wyraźnie widać, że większość z nich dotyczy międzynarodowych potentatów z branży handlu elektronicznego. Z racji specyfiki sektora e-commerce, firmy te zajmują specjalnie dla siebie stworzone obiekty idealnie odpowiadające ich potrzebom (BTS). W III kw. tego roku byliśmy świadkami oddania do użytku kolejnego z takich centrów dystrybucyjnych. Czterokondygnacyjny gigant położony w Gliwicach oferuje łącznie ponad 210 000 m kw., co czyni go największym tego typu obiektem w Polsce i jednym z największych w Europie.

Polski rynek powierzchni magazynowych stale przykuwa uwagę zagranicznych graczy. Inwestorzy, również największe i znane na całym świecie firm, decydują się lokować w naszym kraju główne centra przeładunkowe i logistyczne. Na ich decyzje wpływają szczególnie takie czynniki, jak lokalizacja, stale rozwijająca się infrastruktura transportowa oraz niskie koszty operacyjne. Biorąc jednak pod uwagę dostępność wolnych działek oraz siły roboczej, zainteresowanie inwestorów skutkuje szybkim przyrostem nowej powierzchni i wysoką aktywnością deweloperów nie tylko na głównych rynkach. To zaś przyczynia się do generowania nowych miejsc pracy i rozwoju regionów – Igor Roguski, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych, Europa Środkowo-Wschodnia BNP Paribas Real Estate.

Dostępność dróg i pracowników jest wciąż decydująca

Pomimo postępującej automatyzacji procesów magazynowych i logistycznych, integralną cechą sektora przemysłowo-logistycznego jest nieustannie wysokie zapotrzebowanie na siłę roboczą. Tymczasem w Polsce mamy do czynienia z najniższym bezrobociem od kilkudziesięciu lat. Coraz atrakcyjniejsze stają się lokalizacje wciąż oferujące większy dostęp do kapitału ludzkiego, zapewniające jednocześnie bliskość tras szybkiego ruchu. W konsekwencji, stajemy się świadkami „otwierania nowych obszarów” poprzez rozwój dróg ekspresowych i autostrad.

Ostatnim przykładami alternatywnych lokalizacji mogą być m. in.: kompleks powstający na północ od Wrocławia, w bezpośrednim sąsiedztwie trasy S5, czy rozbudowa jednego z dwóch nowoczesnych kompleksów w okolicach Kielc, położonego przy niedawno oddanym fragmencie trasy S7 – Hanna Milczarek, Dyrektor, Magazyny i Logistyka, Rynki Kapitałowe BNP Paribas Real Estate.

Pierwsze oznaki nasycenia?

Trzeci kwartał, oprócz imponujących danych dotyczących wielkości podaży nowej powierzchni, pokazał również wzrost średniej stopy pustostanów. Na koniec września bez najemców pozostawało 6,7% istniejącej powierzchni magazynowo-logistycznej, o 1,3 p. proc. więcej niż w poprzednim okresie bieżącego roku. Należy jednak zaznaczyć, że biorąc pod uwagę ogromną ilość powierzchni dostarczonej na rynek w ostatnich latach, to poziom wciąż relatywnie niski. Dodatkowo, całkowity wolumen powierzchni w budowie, mimo że wciąż wygląda imponująco (1,8 mln m kw.), jest najmniejszy od początku 2018 r. Czy oznacza to, że szczyt koniunktury mamy już za sobą? A może raczej są to jedynie tymczasowe wahania, spowodowane kumulacją nowej podaży – pokażą kolejne miesiące.

Więcej informacji o aktualnej sytuacji na rynku magazynowo logistycznym w Polsce znajdą Państwo w raporcie międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate pt. „Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce, III kw. 2019 r.”

Usługi IT nowym towarem eksportowym do Chin

Deficyt w wymianie handlowej pomiędzy Polską a Chinami to przepaść. Obecnie więcej towarów i usług wysyłamy do Rumuni niż do Państwa Środka. Wartość eksportu do Chin w 2018 roku wyniosła 2,5 mld USD, natomiast import stanowi ponad 30 mld USD. Wysyłamy głównie metale nieszlachetne i wyroby z nich, maszyny i urządzenia, a także tworzywa sztuczne. Eksport usług stanowi margines działalności polskich przedsiębiorców. Sytuację tę może zmienić polska branża IT. O tym od czego zacząć ekspansję usług informatycznych opowiada Robert Strzelecki, którego firma Solution4Labs otworzyła swój pierwszy oddział w Chinach.

Jak rozpocząć działalność w Chinach?

– Przygodę z Państwem Środka najlepiej rozpocząć od udziału w misji gospodarczej. Szereg takich wydarzeń organizuje PAIH lub regionalne samorządy. To cenne doświadczenie, dzięki któremu możemy poznać partnerów biznesowych i nauczyć się specyfiki współpracy z przedsiębiorcami z Chin. Ważnym zasobem jest także posiadanie partnerskiej firmy, która już działa na tamtym rynku. Tak było w przypadku Solution4Labs. Specjalizujemy się we wdrażaniu systemów LIMS do laboratoriów i dzięki współpracy z naszym globalnym partnerem, który realizuje zlecenia na tym rynku, zaczęliśmy rozważać możliwość ekspansji na Daleki Wschód. To jednak dopiero początek drogi.

Co trzeba zrozumieć zanim podejmie się próbę rozwoju biznesu w Chinach?

– Przede wszystkim trzeba tam być, zobaczyć, jak funkcjonuje ich świat biznesu, porozmawiać z ludźmi. Chiny to nie jest miejsce, w którym zrobimy biznes za przysłowiową „miskę ryżu”. To bardzo zaawansowany przemysłowo kraj. Guangzhou – region, który wybraliśmy jako punkt startu – to główny ośrodek chińskiego przemysłu elektronicznego. Bycie z biznesem właśnie w tym miejscu wiąże się z dużym potencjałem, ale i konkurencją. Myśląc o rozpoczęciu działalności w tym rejonie świata, warto przeanalizować dokładnie swoje cele i formę współpracy, ponieważ do wyboru mamy wiele rodzajów spółek, a każda z pewnymi zaletami i ograniczeniami. Rynek pracowników jest także zupełnie inny. Występują tam na przykład lepsze oraz gorsze okresy na zatrudnianie.

Bez czego europejski biznesmen nie może się obejść w Chinach?

– Bez Internetu! Internet w Chinach nie funkcjonuje na takich samych zasadach jak w innych krajach – część usług jest niedostępna. Jeżeli chcemy się samodzielnie poruszać po mieście, dobrym pomysłem jest zaopatrzenie się w tłumacza i mapy offline. Podczas spotkania biznesowego bardzo ważnym momentem jest chwila wręczania wizytówek. Należy temu rytuałowi poświęcić należytą uwagę i zawsze mieć je ze sobą. W rozmowach biznesowych przydatny jest także tłumacz z angielskiego na chiński – nie wszędzie spotkamy się ze znajomością tego języka po drugiej stronie.

Z jakimi kosztami trzeba się liczyć na samym początku?

– Aby myśleć o ekspansji na ten rynek należy na początku zdać sobie sprawę, że odbędziemy tam przynajmniej 3–4 podróże służbowe. Dla partnerów biznesowych w Chinach relacje są bardzo ważne. Podróże same w sobie generują spore koszty. W zależności od tego, jaki charakter ma mieć biznes, należy na sam start założyć kwotę ok. 30 tys. USD. Pamiętajmy, że na początku będziemy w znaczniej mierze polegać na doświadczeniu i wiedzy innych, a ta kosztuje. Jeżeli chcemy na stałe zaznaczyć swoją obecność w Chinach to obowiązkowe jest biuro. To wcale nie musi na początku oznaczać ogromnych kosztów. Warto skorzystać z porad Zagranicznych Biur Handlowych PAIH, które działają lokalnie. Pani Małgorzata Zawisza, Business Development Manager w Chengdu, tłumaczyła nam, że ceny najmu biura są uzależnione od lokalizacji. W regionach wysoko rozwiniętych i dużych ośrodkach miejskich takich jak Szanghaj, Pekin, Guangzhou ceny będą wielokrotnie wyższe niż w środkowej części Chin. Obecnie kształtują się nowe huby nastawione na zaawansowane technologie i IT. W tych miejscach przedsiębiorcy mogą liczyć na bogate programy wsparcia obejmujące: darmowy wynajem biura przez określony czas, pomoc w rekrutacji pracowników, ulgi i zwolnienia podatkowe a także granty. Coraz częściej pojawiają się także programy akceleracyjne, których uczestnicy przykładowo otrzymują możliwość stworzenia w Chinach joint–venture z największymi graczami, takimi jak Tencent czy Alibaba.

Jak wygląda zakładanie spółki w Chinach?

– Niezwykle przydatna jest dobra firma konsultingowa, która poprowadzi nas w rozmowach z rządem. Co ciekawe przy zakładaniu firmy ogromne znaczenie ma pieczątka – ten, kto ma pieczątkę w firmie ma władzę. Trzeba ich także sporo zgromadzić od urzędników pod dokumentami założycielskimi. Same kontrakty także sygnuje się swoistą pieczątką – z odcisku własnego palca. Chiny to kraj, w którym biurokracja jest dość mocno rozwinięta i aby odnaleźć się w tej rzeczywistości najlepiej skorzystać z pomocy specjalistów. Mimo tego warto a nawet trzeba posiadać tam swoje przedstawicielstwo.

Dlaczego firma IT powinna mieć swój oddział na miejscu. Czy nie można realizować projektów zdalnie?

– Prowadzenie biznesu w Chinach oparte jest na relacjach a te trudno utrzymywać przez e–mail lub komunikator. Należy rozróżnić stałą współpracę i obecność na miejscu od realizacji pojedynczego zlecenia. W naszym przypadku był to także warunek chińskiego kontrahenta, który w perspektywie chciał realizować szereg wdrożeń, ale tylko z partnerem obecnym na lokalnym rynku. Postawienie stopy w drzwiach to z jednej strony spore nakłady, które trzeba ponieść na początku, jednak potencjał jest ogromny. Solution4Labs rozpoczęło właśnie realizację pierwszego projektu polegającego na implementacji systemu LIMS w laboratorium na terenie Państwa Środka. Po pozytywnym przejściu pilotażowego wdrożenia specjaliści Solution4Labs będą wspierali wdrożenia systemu w ponad 100 lokalizacjach na terenie Chin. To przykład potencjału i skali działania, jakich można oczekiwać po współpracy z dalekowschodnimi partnerami.

Co dziwi europejskiego biznesmena w kulturze pracy chińskich pracowników?

– Ciekawostką są biura, a będąc precyzyjnym, ilość miejsca na jedno stanowisko pracy, które jest znacząco mniejsze niż w Polsce. Pracownicy nie są przywiązani do posiadania okna w biurze, a w połowie dnia pracy mają czas na drzemkę – w naszym biurze są łóżka. Sama rekrutacja także jest specyficzna i uzależniona od chińskiego kalendarza. Są lepsze i gorsze okresy na rekrutacje i należy to uwzględnić w swoim planie wejścia na rynek. Może się okazać, że pozyskamy pracowników dopiero po trzech miesiącach, bo okres, w którym założyliśmy rekrutacje okazał się niezbyt fortunny. Nam na szczęście, dzięki wiedzy zdobytej wcześniej, udało się uniknąć takiej sytuacji.

Na co chińscy partnerzy zwracają uwagę przy podejmowaniu współpracy?

– Wspomniane wcześniej relacje są niezwykle istotne, ale równie ważnym czynnikiem jest wiarygodność firmy. Wiarygodność to w zasadzie przedłużenie relacji – dla chińskich biznesmenów liczy się stabilność partnera a ta może być zagwarantowana przez firmę z solidnymi podstawami. Spotkaliśmy się z tym podczas negocjacji. Nasi kontrahenci byli żywo zainteresowani tym, jak długo działamy na rynku – niezwykle ważne były referencje od innych firm. W przypadku Solution4Labs, która współpracuje od lat przy podobnych projektach ze światowymi dostawcami, był to mocny argument. W dodatku fakt, że firma jest częścią grupy kapitałowej TenderHut umocnił ich w przekonaniu, że współpraca z nami będzie owocna.

Polska branża IT posiada świetnych i cenionych na całym świecie specjalistów, którzy śmiało mogą konkurować także na rynku chińskim. Stała obecność polskich przedsiębiorców z tego sektora, rozwijających biznes na miejscu może się okazać doskonałym produktem eksportowym z roku na rok równoważącym deficyt handlowy pomiędzy naszymi krajami.

Podpisanie umowy handlowej pomiędzy USA a Chinami może zostać przesunięte na przyszły rok

Według mediów podpisanie wstępnej umowy handlowej pomiędzy USA a Republiką Ludową Chin może zostać przesunięte na przyszły rok. Jako przyczynę takiego rozwoju wydarzeń uznaje się to, ze Pekin domaga się większego zakresu cofnięcia ceł, a USA domagają się ustalenia szczegółowego harmonogramu zakupów amerykańskich produktów rolnych przez Chiny.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości 1,51%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco mocniejszy spadek – o 2.04%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień: z lekkim wzrostem o 0,58% dla sWIG80 oraz spadkiem o 0,33% dla mWIG40.

W nadchodzącym tygodniu nie zapowiada się zbyt wiele odczytów danych makroekonomicznych. Jednak w środę (27.11.2019) poznamy dane o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz dane dotyczące zamówień na dobra trwałe w USA. W czwartek (28.11.2019) poznamy wstępne dane o listopadowej inflacji CPI oraz HICP w Niemczech. Z kolei w piątek (29.11.2019) poznamy szacunkowe dane o listopadowej inflacji CPI w Polsce oraz o PKB Polski w III kwartale 2019. Ponadto w piątek poznamy również październikową inflacje HICP dla Strefy Euro.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.