Centralny Rejestr Beneficjentów Bezpośrednich ma pomóc walczyć z praniem brudnych pieniędzy. Za brak wpisu grozi kara miliona złotych

Co roku suma wypranych pieniędzy w skali globalnej może sięgać 2–5 proc PKB, czyli nawet 2 bln dol. W Polsce według różnych szacunków skalę problemu ocenia się na nieco ponad 1 proc. PKB. Utworzenie Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych ma zapobiegać zarówno praniu brudnych pieniędzy, jak i zmniejszyć ryzyko terroryzmu. Wszystkie polskie spółki handlowe mają obowiązek zgłosić do 13 kwietnia 2020 roku informacje o swoich tzw. beneficjentach rzeczywistych. Nowo powstające spółki mają na to 7 dni od zarejestrowania w KRS. Kary za spóźnienie sięgną miliona złotych.

 Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych jest internetowym systemem, w którym można sprawdzić, kto w danej spółce jest osobą decyzyjną, mówiąc w dużym uproszczeniu. Jest to narzędzie, które od 13 października obowiązuje w polskim porządku prawnym, ma ono z założenia przeciwdziałać praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Dubicki, partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy.

Zgodnie z prawem wszystkie polskie spółki handlowe muszą tu zgłosić informacje o swoich tzw. beneficjentach rzeczywistych, czyli osobach, które rzeczywiście sprawują kontrolę nad firmami. Docelowo znajdą się tu dane 450 tys. spółek.

– Obowiązek wpisu do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych dotyczy wszystkich podmiotów gospodarczych funkcjonujących w Polsce. Dotyczy to spółek jawnych, komandytowych, komandytowo-akcyjnych, spółek z o.o. i spółek akcyjnych, chyba że są to spółki giełdowe. Ich ten obowiązek nie dotyczy – wymienia Łukasz Dubicki.

Jednym z głównych zadań CRBR jest przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. W rejestrze znajdują się bowiem  informacje o osobach, które wpływają na kluczowe decyzje w spółkach, nawet jeżeli teoretycznie znajdują się poza wieloszczeblową strukturą korporacyjną.

 Rejestr został zrobiony po to, żeby w cieniu rozwiązań korporacyjnych nie mogły ukrywać się osoby fizyczne, czyli żeby było wiadomo po sprawdzeniu w takim rejestrze, kto jest w danej spółce decydentem, kto podejmuje kluczowe decyzje, kto ma wpływ na funkcjonowanie tej spółki. Dodatkowo w CRBR będą gromadzone też dane osób upoważnionych do reprezentowania spółki – tłumaczy partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy.

Biuro Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości szacuje, że suma pieniędzy wypranych rocznie w skali globalnej wynosi 2–5 proc. światowego PKB, czyli nawet ok. 2 bln dol. W Polsce, jak wskazuje „Krajowa Ocena Ryzyka” opracowana przez Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, skalę problemu ocenia się na nieco ponad 1 proc. PKB. Według GIIF na najwyższy poziom ryzyka narażone są transakcje z użyciem rachunków bankowych, gdzie można ukryć dane rzeczywistych zleceniodawców. Niemal 66 proc. postępowań wszczętych przez GIIF w 2018 roku dotyczyło właśnie podejrzanych transakcji z wykorzystaniem rachunków bankowych. W ten sposób pieniądze najczęściej trafiały do Hongkongu (ok. 10,3 mld zł). To więcej niż wyniosła wymiana handlowa z tym krajem w 2017 roku. Rejestr pozwoli ukrócić ten proceder.

 Podmioty, które zostały zarejestrowane przed dniem 13 października 2019 roku, mają czas na wpis do 13 kwietnia przyszłego roku. Natomiast nowo powstające spółki mają obowiązek zrobić takie zgłoszenie w terminie 7 dni od zarejestrowania w Krajowym Rejestrze Sądowym. Również zmiany danych spółek będą musiały być uwidaczniane w CRBR i na to też jest 7-dniowy termin – mówi Łukasz Dubicki.

Nowy rejestr to efekt dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. Jak podkreśla ustawodawca, zgłoszenie beneficjentów do CRBR jest łatwe i zajmuje mało czasu, jednak kary za brak wpisu mogą być kosztowne.

– Firmie, która nie wpisała się do rejestru na czas, grozi kara do 1 mln zł. Jest to dosyć wysoka kara, biorąc pod uwagę fakt, że obowiązkiem wpisu do CRBR objęty jest bardzo szeroki katalog firm. Jest to podyktowane powagą materii, którą reguluje ta ustawa. Działanie i przeciwdziałanie terroryzmowi oraz zapobieganie praniu pieniędzy w systemach finansowych jest wartością mocno chronioną – mówi Łukasz Dubicki.

Trzykrotna zdobywczyni nagrody Emmy: Coraz więcej kobiet zajmuje stanowiska kierownicze. Także w Polsce mają dobre perspektywy

– Dziś coraz większa uwaga skupiona jest na kobietach i to jest wspaniałe – mówi Rita Cosby, amerykańska dziennikarka, która relacjonowała huragan Katrina, wojnę w Afganistanie, przeprowadzała wywiady z Jaserem Arafatem czy Slobodanem Miloševiciem. Choć jest jeszcze wiele barier do pokonania, kobiety częściej zajmują najważniejsze stanowiska w firmach i w polityce. Dziennikarka podkreśla, że niebawem możemy doczekać się pierwszej kobiety na stanowisku prezydenta USA. – Sukcesy kobiet dają przykład i motywacje kolejnym kobietom, a wzajemne wsparcie buduje silną więź na całe życie – podkreśla dziennikarka.

– Obecne czasy są niesamowite dla kobiet. Dziś coraz większa uwaga skupiona jest na kobietach i to jest wspaniałe. Zajmują one stanowiska kierownicze w tak wielu różnych organizacjach. W pewnych obszarach wciąż jednak mamy wiele do zrobienia, żeby pokonać pozostałe bariery – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rita Cosby, amerykańska dziennikarka, trzykrotnie uhonorowana nagrodą Emmy.

Jak ocenia, sytuacja kobiet na rynku pracy w kilku ostatnich dekadach uległa znaczącej poprawie. Potwierdzają to również dane przytaczane przez PwC, z których wynika, że w krajach zrzeszonych w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) udział kobiet aktywnych zawodowo wzrósł już do 69 proc. Gdyby jednak wszystkim krajom OECD udało się podnieść poziom zatrudnienia kobiet do tego notowanego w Szwecji (81 proc.), PKB całej grupy mógłby wzrosnąć w długiej perspektywie nawet o 6 bln dol. („Women in Work Index” 2019).

Dziennikarka podkreśla też, że kobiety w drodze do sukcesu muszą się przede wszystkim wspierać nawzajem m.in. poprzez mentoring. Istotne też, żeby kobiety były solidarne, doceniały wzajemnie swoje osiągnięcia.

– Kobiety, a zwłaszcza te, które osiągnęły sukces, powinny się interesować innymi kobietami, wspierać je i pomagać, pokazując im potencjał pracy zespołowej i to, że mogą liczyć na wsparcie innych kobiet. To bardzo ważne, ponieważ kobiety często mają bardzo podobne doświadczenia i są pewne rzeczy, które możemy przekazać naszym koleżankom. Kobiety i mężczyźni często stawiają czoła innego rodzaju wyzwaniom w życiu zawodowym, inaczej podchodzą do pewnych kwestii. Więź, jaka wytwarza się między kobietami, które udzielają sobie wsparcia, jest czymś naprawdę wyjątkowym –podkreśla Rita Cosby.

W Stanach Zjednoczonych przejawem zmian jest większa liczba kobiet zasiadających w Kongresie i na stanowiskach menedżerskich czołowych spółek. Jednocześnie trzeba nadal wzmacniać przedsiębiorczość kobiet i pracować nad zwiększeniem ich udziału w zarządach i radach nadzorczych firm.

– W Stanach Zjednoczonych liczba kobiet zasiadających w Kongresie jest większa niż kiedykolwiek, więcej kobiet zostaje dyrektorami generalnymi, obejmuje stanowiska kierownicze nawet w koncernach samochodowych, czego przykładem jest Mary Barra [dyrektor generalna General Motors – red.] czy Nikki Haley, która była ambasadorem USA w ONZ. Zyskałyśmy niesamowite wzory do naśladowania. Perspektywy dla kobiet na całym świecie są bardzo obiecujące, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce, co widać na różnych płaszczyznach – mówi Rita Cosby.

Jak podkreśla, po raz pierwszy w historii tak wiele kobiet w Stanach Zjednoczonych ma szanse na objęcie najwyższego stanowiska w państwie.

– Kobiety mają wysokie notowania w wyścigu o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych i mają realną szansę na nominację kandydacką. Podobną sytuację mieliśmy w przypadku Hilary Clinton, a teraz sytuacja może się powtórzyć. Nie ma dla mnie większego znaczenia, z jakiego obozu wywodziłaby się taka kandydatka – Demokratów, Republikanów czy niezależnych. Ważne jest to, że coraz więcej kobiet może brać udział w tak istotnych wydarzeniach. Zbliżają się czasy – może już podczas tych wyborów – gdy kobiety będą odgrywały w nich kluczową rolę – zapowiada amerykańska dziennikarka.

Rita Cosby, trzykrotnie uhonorowana nagrodą Emmy, jest córką powstańca warszawskiego Ryszarda Kossobudzkiego. Jako pierwsza dziennikarka dotarła do więźniów w Guantánamo, przeprowadzała wywiady m.in. z Jaserem Arafatem i Slobodanem Miloševiciem. Prowadziła programy autorskie, relacjonowała też huragany Katrina i Rita oraz wojnę w Afganistanie. Jest blisko związana z amerykańską Polonią, aktywnie promuje Polskę i polską historię w środowisku amerykańskim.

Właśnie za „wybitne zasługi w popularyzowaniu wiedzy o polskiej historii i za osiągnięcia w pracy dziennikarskiej” została 11 listopada odznaczona przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W stolicy amerykańska dziennikarka spotkała się również z mieszkańcami wieżowca Złota 44, zlokalizowanego w ścisłym centrum miasta i – jak podkreśliła – jest on jednym z symboli nowoczesnej Warszawy.

– Jako córka powstańca warszawskiego mogę powiedzieć, że gdy mój ojciec stąd wyjeżdżał, Warszawa była w ruinie. Nie został żaden budynek, na którym wojna nie odcisnęłaby piętna zniszczenia, na który nie spadła bomba, który nie popadł w ruinę. A teraz, po upływie kilku dekad, jesteśmy w pięknym, luksusowym budynku Złota 44 w samym sercu Warszawy. W budynku, który śmiało mógłby konkurować i przyćmić wiele luksusowych apartamentowców na całym świecie. Jego piękno uosabia sukces Warszawy, która odrodziła się jak feniks z popiołów i jest symbolem sukcesu, na który świat może spoglądać z podziwem – mówi Rita Cosby.

1,5 mln dzieci w Polsce mieszka w tzw. chorych domach. Źle ogrzewane, zawilgocone i niedoświetlone budynki mają olbrzymi wpływ na ich zdrowie

Wilgoć, niska temperatura, brak światła i nadmierny hałas to cztery główne czynniki ryzyka istniejące w tzw. chorych domach. Dzieci, które mieszkają w złych warunkach, a jest ich ok. 1,5 miliona, ponadczterokrotnie częściej cierpią na astmę, alergie, kaszel, świszczący oddech czy atopowe zapalenie skóry. Na takie dolegliwości bardziej niż mieszkańcy bloków narażone są dzieci przebywające w domach jednorodzinnych na obszarach podmiejskich, bo większość takich budynków jest nieodpowiednio ogrzewana i niedoświetlona – wynika z V edycji raportu „Barometr zdrowych domów”, który powstał z inicjatywy Grupy VELUX.

– W budynkach spędzamy 90 proc. naszego czasu. Dzisiejsze pokolenia nazywa się nawet „Indoor Generation”. Dyskutujemy bardzo wiele o skażeniu środowiska, smogu, o tym, co na zewnątrz budynków, i to są bardzo ważne tematy, ale zapominamy, że największy wpływ na nasze życie, zdrowie i kondycję mają warunki, w jakich mieszkamy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

W Polsce aż 1,5 mln dzieci mieszka w domach, których stan techniczny może wywierać negatywny wpływ na ich zdrowie i zdolności uczenia się. W całej Europie problem dotyka 26 mln, czyli co trzeciego dziecka – wynika z najnowszego raportu „Barometr zdrowych domów” opracowanego przez instytut RAND Europe na zlecenie Grupy VELUX we współpracy m.in. z Global Compact Network Poland oraz Instytutem Matki i Dziecka.

Dziś jedna czwarta zgonów dzieci przed 5. rokiem życia jest spowodowana przez skażenie środowiska i powietrza, do którego budynki przyczyniają się w dużym stopniu. Dlatego autorzy raportu podkreślają, że poprawa stanu budynków i dekarbonizacja zasobów budowlanych jest kluczowa dla zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń.

– Szacuje się, że dzieci spędzają nawet 20 godzin dziennie w zamkniętych pomieszczeniach, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. W związku z tym są narażone m.in. na nieprawidłową wentylację, zawilgocenie, nieodpowiednią ilość światła dziennego czy zbyt niską temperaturę. To wszystko może prowadzić do różnych dolegliwości. Zgłasza je nawet 30 proc. dzieci mieszkających w tzw. chorych budynkach. Dlatego tak ważne są starania zmierzające do modernizacji budownictwa – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, kierownik Oddziału Hospitalizacji Jednego Dnia w Instytucie Matki i Dziecka.

Wilgoć, brak światła, niska temperatura i nadmierny hałas to według raportu cztery czynniki, które mają największy wpływ na stan zdrowia mieszkańców. U dzieci mieszkających w domach dotkniętych jednym z tych czterech czynników prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych jest o 1,7 razy wyższe. Dzieci narażone na wszystkie te cztery czynniki zmagają się z problemami zdrowotnymi ponad 4 razy częściej. Cierpią m.in. na atopowe zapalenie skóry, kaszel, świszczący oddech, alergię czy astmę, na którą już w tej chwili w Polsce choruje prawie 26 proc. dzieci. Te problemy ze zdrowiem nie ustępują po okresie dzieciństwa i utrzymują się również w dorosłym życiu.

– Od wielu lat podnosimy problem tego, że dzieci żyją w tzw. chorych budynkach. Przebywanie w nich wiąże się z różnymi dolegliwościami i jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci małych, do 5–7 roku życia, które nie mają jeszcze w pełni wykształconego układu odpornościowego – mówi dr Alicja Karney.

Raport pokazuje, że dzieci mieszkające w domach jednorodzinnych na obszarach podmiejskich są bardziej narażone na problemy zdrowotne w porównaniu ze swoimi rówieśnikami mieszkającymi w blokach. Wynika to z faktu, że większość budynków jednorodzinnych jest nieodpowiednio ogrzewana i niedoświetlona.

– Połowa polskiego społeczeństwa mieszka w domach jednorodzinnych. Te stanowią ilościowo 9 razy większą grupę niż budynki wielorodzinne i do tej pory nie zostały szeroko objęte programami termomodernizacyjnymi, w związku z czym są bardzo zaniedbane. 70 proc. budynków jednorodzinnych w Polsce jest ogrzewanych przy pomocy nieefektywnych systemów grzewczych, często węglowych, przez co są źródłem niskiej emisji i głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Polsce – podkreśla Jacek Siwiński. – Dzieci są najbardziej narażone na wpływ negatywnych warunków życia. Mówiąc o dzieciach i ich sytuacji w związku z warunkami mieszkaniowym chcemy wywołać debatę wokół renowacji budynków i warunków mieszkaniowych polskich rodzin oraz ich skutków dla zdrowia i gospodarki.

Opracowany na zlecenie Grupy VELUX „Barometr zdrowych domów” zwraca też uwagę na wpływ zanieczyszczonego powietrza na zdrowie dzieci. Według WHO na liście 50 miast w Europie z najbardziej skażonym powietrzem, aż 36 znajduje się w Polsce. Badania potwierdziły, że u jednej czwartej dzieci, które umierają przed ukończeniem 5 roku życia, zgon spowodowany był pośrednio lub bezpośrednio przez skażone środowisko, w którym żyły.

– Dzieci cierpią najbardziej z powodu niskiej jakości powietrza, bo są niższe, a największe stężenie pyłów zawieszonych jest do 1,5 metra wysokości. Im wyżej, tym te cząstki PM2,5 czy PM10 są bardziej rozrzedzone w powietrzu. Wyprowadzenie małego dziecka w wózku na spacer w okresie smogowym naraża je na wyższe stężenia niż w przypadku osoby dorosłej – tłumaczy Kamil Wyszkowski, prezes zarządu Global Compact Network Poland. – Po drugie, przedszkola i szkoły to najczęściej parterowe albo jednopiętrowe budynki przy ruchliwej ulicy, gdzie znowu mamy największe stężenia substancji związanych z benzo(a)pirenem czy pyłów zawieszonych.

Według szacunków ekspertów przygotowujących raport poprawa warunków w domach i szkołach mogłaby zwiększyć europejskie PKB o ponad 300 mld euro, a w przypadku Polski – o około 60 mld zł do 2060 roku. Wynika to z poprawy stanu zdrowia dzieci, a tym samym mniejszej liczby dni ich nieobecności w szkole, a rodziców w pracy, a także wyższej produktywności obydwu grup.

– Okazuje się, że korzyści z poprawy warunków życia, z programów renowacyjnych, ambitnego podejścia do programów typu „Czyste powietrze” są daleko większe niż tylko spadające koszty zużycia energii czy redukcja emisji dwutlenku węgla. Korzyści po stronie zdrowia, wydajności, zdolności uczenia się będą miały dużo większe znaczenie niż tylko dzisiejszy rachunek za energię – dodaje prezes VELUX Polska.

Coraz więcej start-upów działa w branży rolno-spożywczej. Z ich rozwiązań chętnie korzystają najwięksi producenci żywności

Branża rolno-spożywcza przyciąga coraz więcej start-upów. Rolnictwo potrzebuje rozwiązań, które zastąpią pracę człowieka, czy efektywnych i możliwie najbardziej naturalnych środków, np. ochrony roślin. Innowacyjne firmy w tych obszarach szukają dla siebie nisz, specjalizując się np. w produkcji glonów, żywności na bazie owadów i efektywnych upraw. Inne z kolei oferują nowe sposoby dystrybucji produktów spożywczych. Z ich nowatorskich pomysłów coraz częściej chcą korzystać najwięksi gracze na rynku, m.in. sieci handlowe czy producenci żywności – ocenia Marcin Woźniak, prezes funduszu VC AgriTech Hub.

 W przyszłości będzie coraz więcej start-upów działających w branży spożywczej. Wynika to ze zmieniających się nawyków konsumenckich i chęci prowadzenia zdrowego stylu życia. W związku z tym zmiana na rynku jest potrzebna, a jej najlepszym driverem są właśnie start-upy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Woźniak, prezes funduszu venture capital AgriTech Hub, specjalizującego się w branży agro- i foodtechowej.

Według raportu Five Seasons Ventures i Dealroom.co w ostatnich latach w branży foodtech na całym świecie powstało 35 jednorożców, czyli start-upów z wyceną przekraczającą 1 mld dol., a ich łączna wartość to 169 mld euro. Na europejskim rynku działa ich dziewięć i są one warte 30 mld euro.

 Szukamy ciekawych, innowacyjnych rozwiązań. Takich projektów na rynku polskim jest bardzo dużo, jest z czego wybierać – tłumaczy Marcin Woźniak. –Jednym z obszarów, na jaki zwracamy uwagę, są alternatywne źródła białka, czyli białko pochodzące nie tylko z roślin, lecz także z owadów. Tradycyjna produkcja, czyli w oparciu o mięso zwierząt, jest nieekologiczna i robi się passé. W tym kontekście alternatywne rozwiązania stają się coraz bardziej atrakcyjne.

Jednym z przykładów start-upu wykorzystującego te tendencje jest amerykański Impossible Foods. Firma tworzy roślinne hamburgery wytwarzane z leghemoglobiny sojowej, w smaku do złudzenia przypominające mięsnego burgera.

– Inne obszary inwestycyjne, które nas interesują, to m.in. rozwiązania e-commerce czy marketplace dla różnego rodzaju produktów spożywczych – wskazuje ekspert podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu. – Niezwykle obiecująco wygląda również sektor związany z dystrybucją żywności. Jednym z takich projektów jest np. firma, która tworzy nowy kanał dystrybucji bezpośrednio w korporacjach. Jednocześnie system ten umożliwia zbieranie szczegółowych danych o użytkownikach.

To właśnie w obszarze e-commerce i dostaw żywności działa najwięcej globalnych jednorożców. Są firmy, które np. sprzedają żywność z kończącym się terminem ważności, czy portale z ofertą wyłącznie ekologicznej żywności od lokalnych producentów. W większych miastach działają coolomaty, czyli paczkomaty na żywność.

Nie brakuje też start-upów rozwijających spożywczy druk 3D, np. Natural Machines czy Foodini Food. Robotyka spożywcza z kolei poprawia jakość produktów, zwiększa wydajność produkcji i zmniejsza wydatki. Przykładem może być Momentum Machines, który opracowuje w pełni autonomiczny bot-burger, przygotowujący burgera bez ingerencji człowieka.

 Na szczególną uwagę zasługuje zwiększające się zainteresowanie dużych producentów start-upami. To właśnie start-upy są źródłem innowacji. Często duże korporacje nie są tak szybkie i elastyczne w kreowaniu własnych rozwiązań. Łatwiejsze jest zainwestowanie w zewnętrzny start-up czy współpraca na zasadzie odsprzedaży niż tworzenie własnych nowych produktów  – podkreśla Woźniak.

Segmentem agro- i foodtech coraz częściej interesują się także inwestorzy. Raport Five Seasons Ventures i Dealroom.co wskazuje, że w latach 2013–2018 fundusze venture capital w Europie zainwestowały 6,5 mld euro w ten obszar.

– Inwestorzy dosyć chętnie inwestują w start-upy z branży spożywczej. Związane to jest z trendem zmian konsumenckich, więc dla funduszy inwestycje w ten segment dają możliwość uzyskania atrakcyjnego zwrotu – podkreśla Marcin Woźniak.

Fundusz VC AgriTech Hub zainwestował np. 1,5 mln zł w Plantalux i nowoczesne lampy imitujące światło słoneczne do szklarni. Blisko milion złotych otrzymała z kolei Usarya Polska i jej maszyna do odkamieniania pól uprawnych Husarya. Pojawiają się pierwsze akceleratory dla innowacyjnych firm z branży rolno-spożywczej.

Baterie mogą być całkowicie ekologiczne. Przyszłością są ładowarki wydłużające czas ich pracy

Można już kupić biodegradowalne naczynia i sztućce, głośniki bluetooth wykonane z korka, a plastikowe butelki służą już do produkcji butów. Ekologiczne mogą być także baterie – trwają prace nad stworzeniem baterii białkowej, w Kanadzie pojawiły się zaś baterie bez rtęci, kadmu czy ołowiu. Innym rozwiązaniem może być zastąpienie baterii tymi wielokrotnie ładowanymi. Wprowadzenie technologii litowo-polimerowej do baterii sprawia, że ładują się szybko, a znacznie dłużej działają. GP Batteries nie tylko można ładować, lecz także zamiast plastiku opakowanie jest całkowicie wykonane z papieru.

– Jeśli możemy daną baterię naładować wielokrotnie, jest to korzystne dla naszego portfela i środowiska. Przeprowadziliśmy badania, z których wynika, że możliwość czterokrotnego naładowania baterii jest już korzystniejsze dla środowiska niż użycie baterii alkalicznych, nawet uwzględniając koszt zakupu ładowarki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Vis z GP Batteries.

Na rynku pojawia się coraz więcej ekologicznych zamienników rzeczy codziennego użytku, Plastikowe butelki zebrane z plaż, wyłowione z mórz i oceanów służą np. jako materiał do produkcji butów czy zabawek dla dzieci. Zamiast plastikowych naczyń można kupić te całkowicie biodegradowalne. Aby oszczędzać papier, można natomiast kupić zeszyty wielokrotnego użytku. Ekologiczne stają się też baterie.

W Kanadzie można np. kupić baterie bez rtęci, kadmu, ołowiu i litu, bezpieczne dla środowiska, które nie emitują związków zubożających warstwę ozonową. Amerykańscy naukowcy pracują z kolei nad białkową baterią, która mogłaby zastąpić tę litowo-jonową. Innym rozwiązaniem mogą być baterie do wielokrotnego ładowania, np. jedno opakowanie akumulatorów Pale Blue może zastąpić nawet 4 tys. baterii alkalicznych.

Małe akumulatory można już ładować dzięki wykorzystaniu tarcia między dwoma materiałami, w przyszłości baterie mogłyby być też ładowane przez zielone źródła energii – wiatr, słońce czy wodę. Już teraz telefony można ładować światłem słonecznym, problemem jeszcze jest ich krótki czas działania, jednak już wkrótce ma się to zmienić.

– Obserwujemy coraz szersze wykorzystanie ładowania bezprzewodowego, więc można będzie je w przyszłości zastosować w przypadku baterii standardowych i baterii mniejszych rozmiarów. Wiemy, że stanie się to przedmiotem prawa europejskiego. Prace nad tym już trwają i oczekujemy, że zakończą się w niedalekiej przyszłości – ocenia Jan Vis.

Bezprzewodowe ładowanie akumulatora wykorzystuje pole indukcyjne lub magnetyczne. Ładowarki działają coraz szybciej, a w ten sposób naładowane baterie działają zdecydowanie dłużej – np. dzięki technologii LiPo Pale Blue ładują się pięciokrotnie szybciej niż konwencjonalne akumulatory i wytrzymują dwukrotnie więcej ładowań.

Jak zauważa Jan Vis, zmieniają się nie tylko baterie i akumulatory, lecz także ich produkcja czy stosowane opakowania.

– GP Batteries od dawna zmagała się z problemem plastikowych opakowań. Mieliśmy opakowanie w całości wykonane z plastiku, potem wymyśliliśmy naszą narrację na rzecz środowiska, a sprzedawcy detaliczni i konsumenci mówili: „Tak, ale opakowanie jest z plastiku”. Obecnie wprowadziliśmy opakowanie w całości wykonane z papieru i jesteśmy w rzeczywistości pierwszym producentem baterii podejmującym podobne działania – zaznacza Jan Vis.

Powstają już protezy kończyn wspierane przez sztuczną inteligencję. W Polsce będzie produkowana bioniczna ręka kontrolowana za pomocą mózgu

Tylko w Stanach Zjednoczonych żyje ponad 2 mln osób bez którejś z kończyn. Szacuje się, że na całym świecie takich osób jest ponad 10 mln. Szansą dla osób po amputacji kończyn są bioniczne protezy, które są coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Naukowcy z Uniwersytetu Utah opracowali skomputeryzowaną protezę nogi wspieraną przez sztuczną inteligencję, dzięki której ruchy sztucznej kończyny są zbliżone do tej naturalnej. Także w Polsce będą już wkrótce produkowane bioniczne ręce, kontrolowane za pomocą mózgu.

W samych Stanach Zjednoczonych żyje ponad 2 mln osób bez którejś z kończyn (dane Amputee Coalition), a na całym świecie takich osób może być ponad 10 mln. Protezy bioniczne są ogromną szansą na samodzielne funkcjonowanie dla osób, które straciły kończynę. Sterowanie tego typu protezami odbywa się poprzez wykorzystanie impulsów przekazywanych przez mózg. Fale mózgowe powstające w wyniku aktywowania konkretnych obszarów mózgu przetwarzane są przez czujniki, które interpretują ich rodzaj, a następnie dają impuls do określonego ruchu. Działanie bionicznych protez coraz częściej wspierane jest przez algorytmy sztucznej inteligencji.

– „Zeus” ma być protezą kończyny górnej dla osób, które straciły dłoń. Działa na zasadzie przekazywania sygnałów nerwowych do mięśni, jak dłoń robota, która pomaga w codziennych czynnościach. „Zeus” może wykonywać ruchy dzięki sygnałom mięśniowym. Wykorzystując tę protezę, osoby po amputacji mogą zarówno otworzyć sztuczną dłoń, jak i ją zamknąć. Dzięki tej protezie mogą również wykonywać różnego rodzaju chwyty, jak np. zwykłe chwytanie ręką, z użyciem kciuka mogą chwycić mały przedmiot trzema palcami – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dhruv Agrawal z firmy Aether Biomedical.

Naukowcy z Uniwersytetu w Utah w USA opracowali natomiast skomputeryzowaną bioniczną nogę. „Lenzi” wykorzystuje specjalnie zaprojektowane czujniki siły i momentu obrotowego, a także akcelerometry i żyroskopy, które pomagają określić pozycję nogi w przestrzeni. Czujniki te są podłączone do procesora komputerowego, który rozpoznaje otoczenie i określa rytmiczne ruchy użytkownika, długość kroku i prędkość chodzenia. Na podstawie tych danych zasila w czasie rzeczywistym silniki w stawach, pomagając tym samym w chodzeniu, wstawaniu, wchodzeniu po schodach lub manewrowaniu wokół przeszkód.

Proteza bioniczna „Zeus” opracowywana przez Aether Biomedical będzie produkowana w Polsce.

– Naszą działalność zapoczątkowaliśmy w Indiach, ale przenieśliśmy się do Polski, stworzyliśmy  zespół, pozyskaliśmy finansowanie i dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Naszym partnerem jest jeden z największych dystrybutorów protez w Polsce – twierdzi Dhruv Agrawal.

Według analityków z Research and Markets rynek zaawansowanych technologicznie protez i egzoszkieletów był w 2018 roku wyceniany na kwotę 2,11 mld dol. Do 2024 roku ma być wart 3,82 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu przekroczy 10 proc.

W sklepach zostawiamy coraz więcej pieniędzy, a jednak w branży handlowej liczba bankrutów wzrosła o 37 proc.

W sklepach zostawiamy coraz więcej pieniędzy, a jednak w branży handlowej liczba bankrutów wzrosła o 37 proc.

Wydawać się może, że branży handlowej powinno powodzić się coraz lepiej. Mamy rekordowo niskie bezrobocie, a wynagrodzenia rosną w tempie 7 proc. rocznie. Jako konsumenci mamy więcej pieniędzy do wydania i to robimy.

Jednak wzrost wynagrodzeń, to jednocześnie problem dla handlu, a w sklepach coraz bardziej brakuje pracowników. Problemów jest więcej, do nich należą opóźnione płatności.

– W handlu te opóźnienia wzrosły najbardziej bo aż 3-krotnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – To wzrost z 15 do 44 dni opóźnienia w porównaniu do wymaganego w umowach terminu.

Jak wynika z analiz Coface liczba upadłości i restrukturyzacji w handlu wzrosła o 37 proc.

– Wprowadzenie podatku handlowego jeszcze dodatkowo pogorszy sytuację w tej branży – komentuje ekspert.

2 mld zł – tyle potrzeba, aby zablokować wzrost cen energii

Czy ceny energii elektrycznej dla osób indywidualnych nie wzrosną? Zapowiedział to wprawdzie wicepremier Jacek Sasin. Jednak rząd ma na to tylko tygodni, a koszty dla budżetu państwa będą bardzo wysokie.

– Gdyby rząd chciał powtórzyć sytuację z tego roku, to tylko na dopłaty do gospodarstw domowych musiałby przeznaczyć blisko 2 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapieice.pl.

Tegoroczne dopłaty były finansowane w dużej mierze z jednorazowych przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2.

– Takich pieniędzy w takiej kwocie już nie będzie w przyszłorocznym budżecie państwa, a gdyby rząd chciał zablokować wzrost cen energii dla biznesu, to koszty dla budżetu byłyby kilkakrotnie wyższe – komentuje ekspert.

Tym bardziej wątpliwa staje się też obietnica, że po raz pierwszy Polska będzie miała budżet bez deficytu. Nie wiadomo też czy rządowi uda się zlikwidować ustawowe zapisy o ograniczeniu składek na ZUS do 30-krotności średniego wynagrodzenia, co pogorszyłoby i tak złą kondycję ZUS, doprowadzając też w przyszłości do bardzo dużych nierówności w wysokości emerytur.

Przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii przełamią impas ws. brexitu

Brytyjski funt jest najdroższy od ponad pół roku. To optymistyczna reakcja inwestorów, którzy spodziewają się, że ostateczna data Brexitu jest już dużo bardziej prawdopodobna.

12 grudnia w Wielkiej Brytanii zorganizowane zostaną wcześniejsze wybory parlamentarne, które mają już swojego faworyta. I dotychczasowy impas wokół Brexitu zostanie przełamany.

– Według sondaży najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, że wygra Partia Konserwatywna i odzyska większość parlamentarną – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I najpóźniej z końcem stycznia 2020 r. Wielka Brytania rzeczywiście wyjdzie UE.

Funt kosztuje ponad 5 zł, to najwyższy jego kurs od pół roku, a najniższy wynosił 4,67 zł.

Stopy zwrotów na polskim rynku mieszkaniowym znacznie powyżej poziomu Europy Zachodniej

Eksperci Trei Real Estate, Catella Residential Investment Management i Wüest Partner Deutschland przeanalizowali polski rynek nieruchomości mieszkaniowych.

W Polsce rozwija się sektor najmu instytucjonalnego

  • Od 2014 r. czynsze w polskich aglomeracjach wzrosły mniej więcej o jedną czwartą
  • Wskaźnik NIY dla inwestycji mieszkaniowych wynosi od 5% do 7%
  • Poziom IRR projektów deweloperskich jest dwa razy wyższy niż w Niemczech

Polski rynek mieszkaniowy staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych. Podczas gdy większość zasobów mieszkaniowych pozostaje w rękach prywatnych właścicieli, coraz bardziej profesjonalny rynek najemców ewoluuje w wyniku wzmożonej aktywności deweloperskiej inwestorów instytucjonalnych w segmencie nowych projektów mieszkaniowych. Dotyczy to szczególnie Warszawy i głównych miast: Wrocławia, Gdańska, Katowic, Krakowa, Łodzi i Poznania. Stawki czynszów w tych miastach wzrosły średnio o około jedną czwartą od 2014 r. Trwająca urbanizacja i rosnący popyt pokrywają się z niewielką podażą gruntów pod zabudowę, co wciąż podnosi atrakcyjność nowoczesnych mieszkań w polskich aglomeracjach. To wnioski z piątkowej konferencji dotyczącej polskiego rynku mieszkaniowego “Poland’s Real Estate Market – Safe Bet or High-Risk Investment?”, podczas której eksperci z branży wymienili obserwacje i wskazali najważniejsze trendy dotyczące tego sektora.

Rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne mieszkania

W wyniku prywatyzacji, będącej wynikiem zmian ustrojowych po 1989 roku, w Polsce wciąż obserwujemy wysoki wskaźnik mieszkań własnościowych.

Duża część zasobów mieszkaniowych pochodzi z czasów socjalistycznych i jest obecnie w złym stanie technicznym. Jednocześnie szacuje się, że w Polsce brakuje 1,5 miliona mieszkań. Dotyczy to zwłaszcza największych aglomeracji. Sytuację pogarsza postępująca urbanizacja i rosnący popyt na nowoczesne mieszkania, zwłaszcza w dużych polskich miastach. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Jako potencjalne kierunki naszych inwestycji rozważamy przede wszystkim aglomeracje liczące ponad 250 000 mieszkańców, które są głównymi beneficjentami pozytywnego klimatu inwestycyjnego w Polsce. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate

Duży popyt na mieszkania to rezultat rosnącej liczby mieszkańców, niskiej stopy bezrobocia wynoszącej obecnie ok. 5,1%, stabilnej stopy inflacji na poziomie ok. 1,7% oraz rosnących wynagrodzeń, które w latach 2010-2018 wzrosły o 42%. Pozytywne przemiany są przede wszystkim obserwowane w dużych polskich miastach, z bogatym zapleczem uniwersyteckim, rosnącą liczbą inwestorów z branży usług, którzy napędzają rynek biurowy. To wszystko zachęca młodych ludzi z mniejszych miejscowości do relokacji i przekłada się na rosnącą liczbę mieszkańców.

Analizując całkowite zasoby mieszkaniowe w Polsce, mieszkania na wynajem stanowią obecnie 4,5%, przy czym mniej niż 1% z nich należy do inwestorów instytucjonalnych. Ta sytuacja ilustruje duży potencjał wzrostu rynku profesjonalnych najemców. – Dariusz Węglicki, Country Manager Poland w Catella Residential Investment

Rosnące zapotrzebowanie na mieszkania znajduje odzwierciedlenie w aktywności deweloperów. W 2018 r. na rynek trafiło ok. 185 000 mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 3,8 % rok do roku.

Jednak ostatnio znacząco zmalała dostępność działek pod budowę osiedli mieszkaniowych w obrębie polskich aglomeracji. Pomimo ogromnego popytu na mieszkania, ukończenie projektów w budowie nie będzie w stanie pokryć popytu w najbliższych latach. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Zyski lepsze niż w Europie Zachodniej

Polski rynek nieruchomości mieszkaniowych oferuje atrakcyjne możliwości inwestycyjne, jeśli weźmie się pod uwagę niskie koszty budowy i ceny gruntów na tle ogromnego rosnącego popytu.

Grunty w Polsce są znacznie tańsze niż w Niemczech. W Warszawie, najdroższym polskim mieście, cena wynosi 450 euro za metr kwadratowy powierzchni brutto. W Poznaniu płacimy około 240 euro. Dla porównania: stawka bieżąca w Monachium wynosi od 8 000 do 10 000 euro za metr kwadratowy, a w Berlinie ta kwota oscyluje między 3 000, a 4 000 euro. Sam fakt, że niemieckie rozporządzenie o oszczędzaniu energii (EnEV) nie ma tutaj zastosowania, przekłada się na oszczędności kosztów budowy wynoszące ok. 300 do 400 euro za metr kwadratowy w porównaniu z Niemcami, dzięki czemu możliwe jest osiągnięcie nawet dwa razy wyższej wewnętrznej stopy zwrotu (IRR) przy projektach deweloperskich w Polsce. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate

Sytuacja na rynku najmu mieszkań jest podobna.

W porównaniu z krajami Europy Zachodniej, w Polsce można wygenerować zyski z wynajmu (NIY), które są o 1,5 do 2 punktów procentowych wyższe i wynoszą średnio od 5 do 7 procent. – Dariusz Węglicki, Country Manager Poland w Catella Residential Investment

Obecne warunki rynkowe wskazują, że w Polsce – najbardziej zaludnionym kraju Europy Środkowo-Wschodniej, będą pojawiać się atrakcyjne inwestycje, chociaż inwestorzy zagraniczni powinni uważać na stabilność polityki tego kraju i jej konsekwencje dla gospodarki. – Karsten Jungk, dyrektor zarządzający i partner Wüest Partner Deutschland

Wykres 1: Stawki czynszów w największych miastach Polski

Stawki czynszów w największych miastach Polski
Źródło:Wüest Partner Deutschland, na podstawie danych immobilien-polen.de

Wykres 2: Trend cen sprzedaży mieszkań dla aglomeracji

Trend cen sprzedaży mieszkań dla aglomeracji
Źródło: Wüest Partner Deutschland, na podstawie danych Narodowego Banku Polskiego, 2019

Przewaga Torysów w sondażach korzystna dla funta

Miniony tydzień pokazał słabość amerykańskiej waluty. Wyjątkowo dobrze radził sobie natomiast funt brytyjski, któremu pomogły wieści dotyczące wyborów parlamentarnych planowanych na grudzień.

W minionym tygodniu dolar amerykański doświadczył osłabienia w relacji do głównych walut. Walucie nie pomógł brak przełomu w relacjach handlowych USA i Chin oraz poprawa w danych makroekonomicznych dla strefy euro.

Wśród walut G10 w ostatnich dniach najbardziej wyróżniał się jednak dolar nowozelandzki. W kontrze do decyzji niektórych innych istotnych banków centralnych, Bank Rezerwy Nowej Zelandii nie spełnił oczekiwań rynku i podczas ostatniego spotkania postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Najgorzej radzącą sobie walutą w grupie G10 był natomiast dolar australijski – jego słabość wynikała najpewniej z zamykania długich pozycji na parze AUD/NZD. Co tyczy się walut rynków wschodzących, w zeszłym tygodniu mieliśmy do czynienia głównie z ich deprecjacją. Największe straty odnotowało chilijskie peso – walucie w ostatnim czasie ciążą obawy o sytuację polityczną.

W najbliższych dniach uwaga rynku powinna ponownie skupić się na odczytach ekonomicznych. Jednymi z istotniejszych publikacji w kalendarzu ekonomicznym w tym tygodniu będą odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI dla strefy euro. Poznamy je już w najbliższy piątek. Wyższą zmienność na rynku walutowym mogą powodować również publikacje w środę “minutek” z ostatniego spotkania decyzyjnego Rezerwy Federalnej, jak i ekwiwalent tego dokumentu dla analogicznego spotkania Europejskiego Banku Centralnego, który poznamy w ten czwartek.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu był stosunkowo słaby, jednak podobnie jak euro, był w stanie odrobić część lub wszystkie straty z początku tygodnia (w zależności od pary) w jego drugiej części.

Wstępne dane o dynamice polskiego PKB w poprzednim kwartale nie zostały odebrane pozytywnie przez większość obserwatorów rynku – skala ekspansji w ujęciu rocznym okazała się bowiem niższa od oczekiwań konsensusu i znalazła się na najniższym poziomie od niemal trzech lat. Jednak patrząc na dane odsezonowane można stwierdzić, że ekspansja gospodarki Polski cały czas pozostaje wysoka. Sytuacja gospodarcza Polski nie budzi naszych większych obaw.

Ten tydzień nie będzie aż tak interesujący jak poprzedni pod kątem kolejnych odczytów z Polski. Poznamy jednak najnowsze dane z polskiego rynku pracy i przemysłu. W tym tygodniu opublikowane zostaną również “minutki” z ostatniego spotkania decyzyjnego RPP.

GBP

Szereg publikacji makroekonomicznych dotyczących inflacji, wzrostu gospodarczego jak i sytuacji na rynku pracy w Wielkiej Brytanii, który ukazał się w ubiegłym tygodniu, przyniósł w większości przypadków wyniki zgodne z oczekiwaniami konsensusu albo wypadające nieco poniżej tychże oczekiwań. Mimo to w ostatnich dniach funt brytyjski umacniał się, i to dość gwałtownie. Niedawno opublikowane sondaże przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi wskazują bowiem na spore prowadzenie Partii Konserwatywnej nad laburzystami. Przewagę torysów wspiera również decyzja ze strony Brexit Party (partii zwolenników Brexitu przewodzonej przez Nigela Farage’a) o wycofaniu własnych kandydatów z części okręgów, w których elektorat prawicowy mógłby być podzielony.

Doświadczenie z 2017 roku uczy nas, że Partia Pracy ma jeszcze sporo czasu na mobilizację i odebranie torysom części głosów. Na ten moment jednak najbardziej prawdopodobny scenariusz to wyraźna wygrana torysów w Izbie Gmin. W przypadku realizacji takiego scenariusza niedługo później powinniśmy oczekiwać akceptacji przez brytyjski parlament umowy regulującej kwestię Brexitu, która najpewniej nie będzie znacznie odbiegać od ostatniej wersji Withdrawal Agreement.

EUR

Zgodnie z ostatnim odczytem danych o dynamice PKB w poprzednim kwartale, Niemcy zdołały uniknąć technicznej recesji, wspierając ekspansję w strefie euro. Poprawa w danych makro dla bloku walutowego była pozytywna dla euro jak i innych europejskich walut – w zeszłym tygodniu lepsze od rynkowych oczekiwań okazały się również dane o produkcji przemysłowej.

Wygląda na to, że strefie euro uda się uniknąć recesji i powrócić do wyższego tempa wzrostu, czego oczekujemy. Wskaźniki aktywności biznesowej PMI które poznamy w piątek będą kluczową publikacją ekonomiczną tego tygodnia. Oczekujemy, że wyniki ankiet będą wskazywać na zauważalną poprawę sytuacji biznesu. Powinno to dodatkowo sprawić, że przestanie mówić się o potrzebie większego rozluźnienia polityki monetarnej ze strony EBC w najbliższym czasie. W przypadku realizacji takiego scenariusza, euro powinno zyskać w relacji do głównych walut.

USD

Ostatnie dane dla USA, które poznaliśmy nie miały równie pozytywnego wydźwięku jak te dla strefy euro. Należy jednak zaznaczyć, że póki co żaden z odczytów nie budzi naszych obaw co do trwałego spowolnienia wzrostu gospodarczego w USA.

W najbliższych dniach poznamy głównie drugorzędne dane ekonomiczne dla USA. W związku z tym uwaga inwestorów najpewniej skupi się na “minutkach” z ostatniego spotkania FOMC. Dokument ten może rzucić więcej światła na to, czy Fed w istocie zamierza wstrzymać się w najbliższej przyszłości ze zmianami w poziomie stóp procentowych, na co wskazują m.in. ostatnie wypowiedzi Jerome’a Powella przed Kongresem.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Polski rynek powierzchni handlowych – III kw. 2019 r.

Na koniec trzeciego kwartału 2019 r. całkowite zasoby powierzchni handlowej w Polsce przekroczyły 15 mln mkw. Analitycy Cushman & Wakefield wskazują, że w wyniku wysokiego nasycenia rynku centrów handlowych w dużych miastach, zainteresowanie deweloperów przesunęło się na mniej nasycone rynki mniejszych miejscowości, a także na inne formaty handlowe, takie jak na przykład obiekty wielofunkcyjne. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield publikuje raport „MARKETBEAT – Polski rynek handlowy – III kw. 2019 r.”

  • Planowana wielkość podaży na koniec 2019 r. przy uwzględnieniu obiektów w budowie: ponad 400 000 mkw.;
  • Prawie jedna czwarta nowej tegorocznej podaży zasiliła najmniej nasycone rynki miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców;

Duże zainteresowanie polskim rynkiem handlowym ze strony międzynarodowych marek – na koniec III kw. 2019 r. dziesięć z nich zdecydowało się na ekspansję w Polsce.

Na koniec III kw. 2019 roku nowa podaż na rynku powierzchni handlowych wyniosła ok. 45 000 mkw. Deweloperzy zakończyli budowę dwóch obiektów – centrum handlowego Stara Ujeżdżalnia w Jarosławiu (25 000 mkw.) oraz parku handlowego N-Park (5 300 mkw.) we Wrocławiu. Pozostałą część podaży uzupełniły Centrum Janki, Galeria Słowiańska w Zgorzelcu czy Galeria Głowno w województwie łódzkim, gdzie zakończyły się rozbudowy istniejących centrów handlowych. W ramach obiektów convenience (poniżej 5 000 mkw.) na rynek trafiło ok. 20 000 mkw., m.in.: Atut Bełchatów, Vendo Park w Pułtusku i Ostrołęce, czy centrum handlowe przy ul. Młodzianowskiej w Radomiu.

W budowie pozostaje ponad 100 000 mkw. powierzchni handlowej z terminem otwarcia do końca bieżącego roku, w związku z czym planowana wielkość podaży na koniec 2019 r. wyniesie ponad 400 000 mkw. Deweloperzy kontynuują przebudowy lub modernizacje funkcjonujących obiektów, a w części z nich trwają już prace lub planowane jest zmniejszenie powierzchni hipermarketu spożywczego na rzecz większej galerii handlowej, wprowadzenie mniejszego operatora spożywczego (np. Tesco KEN Warszawa, Galeria Miodowa w Kluczborku) albo zmiana operatora spożywczego na market budowlany (np. Tesco Gdynia, Tesco Bydgoszcz).

W trzecim kwartale na polskim rynku handlowym swoje pierwsze sklepy otworzyły takie marki jak koreańska LG Brand Store i holenderska marka modowa 100Days Amsterdam w warszawskim Klifie, hiszpańska marka modowa La’Mona w Pasażu Łódzkim, Monki – samodzielna marka odzieżowa z Grupy H&M w krakowskiej Bonarce, a także dwie włoskie marki modowe Corneliani i Fabiana Filippi w budynku Ethos w Warszawie. W tym samym czasie dwie odzieżowe marki – Cubus i Forever 21 zdecydowały się wycofać z polskiego rynku.

Czynsze „prime” w najlepszych centrach handlowych pozostają stabilne, liderem pozostaje Warszawa, gdzie za lokale o powierzchni 100 mkw. w najlepszych centrach handlowych stawki wahają się w granicach 100-130 EUR/mkw./miesiąc, a na pozostałych rynkach utrzymują się na poziomie 35-50 EUR/mkw./miesiąc. Jednocześnie obserwujemy coraz większą presję na obniżenie czynszów w mniej popularnych centrach handlowych z mniej atrakcyjną ofertą lub gorszą lokalizacją.

– Najemcy coraz częściej podpisują umowy, w których wysokość czynszu uzależniona jest od wysokości obrotów, a także oczekują innych zachęt w postaci okresów bezczynszowych, krótszych okresów najmu, pokrycia części kosztów wykończenia i aranżacji wynajętej powierzchni, czy zamrażania kosztów eksploatacyjnych. Polaryzacja rynku będzie się z czasem pogłębiać wpływając na coraz większe różnice w średnich stawkach czynszu w poszczególnych obiektach – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield, autorka raportu.

W Polsce nadal będziemy obserwować dalszy rozwój wielokanałowej strategii sprzedaży ze sklepami internetowymi otwierającymi tradycyjne lokale handlowe oraz dużymi sieciami wzmacniającymi i doskonalącymi sprzedaż w kanale on-line.

– Coraz większe poczucie bezpieczeństwa, bezpłatne dostawy i stała poprawa jakości obsługi konsumentów pozytywnie wpływają na rozwój handlu internetowego w Polsce. Polacy cenią e-commerce dodatkowo za wygodę, duży wybór produktów i bardzo często konkurencyjne ceny. Najczęściej kupujemy w sieci sprzęt elektroniczny i artykuły gospodarstwa domowego oraz odzież i obuwie. W przypadku sprzedaży produktów spożywczych największym wyzwaniem wciąż pozostaje transport i dostarczenie produktów w jak najkrótszym czasie przy zachowaniu ich świeżości – dodaje Małgorzata Dziubińska.

Pokolenie C przyspiesza wdrażanie nowych technologii w obszarze nieruchomości

Obecna na polskim rynku zaledwie od kilku lat branża PropTech rozwija się coraz szybciej, wpisując się w postęp rewolucji cyfrowej. Na przyspieszenie wdrażania nowych technologii w obszarze nieruchomości coraz większy wpływ ma także nowe pokolenie, wchodzące obecnie na rynek pracy. Generacja C przy wyborze pracodawcy zwraca uwagę na innowacyjność miejsca zatrudnienia oraz dostępnych narzędzi. Pracodawcy, a tym samym właściciele i najemcy budynków komercyjnych, powinni nie tylko zaakceptować fakt, że technologia w miejscu pracy to już podstawa, ale także jak najszybciej wdrożyć najciekawsze rozwiązania.

Nowe technologie są dziś nieodłącznym elementem każdego biznesu, dlatego właściciele nieruchomości, którzy chcą wykorzystać potencjał młodych pracowników muszą sprostać ich oczekiwaniom. Pokolenie C, którego nazwa pochodzi od słów „connect, communicate, change”, dorastało w czasach nieograniczonego dostępu do Internetu i mediów, dlatego korzystanie z technologii jest dla nich czymś zupełnie naturalnym. Nowe pokolenie intensyfikuje potrzebę stosowania nowych technologii także w obszarze zarządzania nieruchomościami. Wiąże się to z potrzebą optymalizacji i automatyzacji wielu procesów i zadań, które dotychczas wykonywane były przez telefon, e-mail czy ręcznie. Generacja C myśli kategoriami przemiany technologicznej – dane są dla nich zawsze dostępne w chmurze, spotkania odbywają się poprzez wideokonferencje, a biuro często jest wirtualne. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom generacji C to inwestycja w przyszłość i sposób na wyprzedzenie konkurencji, nie tylko w kontekście pozyskiwania nowych pracowników. Wdrożenie najnowszych rozwiązań to także podwyższenie klasyfikacji i standardu danej nieruchomości.

Czego konkretnie potrzebują budynki i ich przyszli pracownicy?

Systemy IT przeznaczone dla nieruchomości komercyjnych spełniają podwójną rolę – podwyższają ich standard (nawet do klasy A+) oraz sprawiają, że są pożądanym miejscem pracy dla nowego pokolenia.

– Od kilku lat widać jak rozwój i wdrażanie nowych technologii w obszarze nieruchomości w Polsce systematycznie przyspiesza. Jako pionier w dostarczaniu oprogramowania IT dla budynków komercyjnych i przemysłowych, obserwujemy szczególne zainteresowanie rozwiązaniami z obszarów Facility Software, Tenant Apps, Smart Security Systems i Visitor Management. Nasz flagowy produkt – platforma Singu FM została już wdrożona w ponad dziesięciu tysiącach budynków na świecie. To rozwiązanie, które usprawnia zarządzanie nieruchomościami, podnosi ich wartość, ale także wpływa na pozyskiwanie nowych pracowników – mówi Adam Penkala, Wiceprezes Zarządu Velis Real Estate Tech.

Korzyści dla każdego

Rozwiązania PropTech wykorzystują nowoczesne platformy oparte na chmurze, IoT, skanowaniu kodów QR, pracy dronów, a nawet wirtualnej rzeczywistości i sztucznej inteligencji. Połączenie tych narzędzi tworzy kompleksowe systemy, których wdrożenie przynosi profity widoczne na każdym szczeblu zarządzania nieruchomością.

Właściciele budynków oraz ich zarządcy, za pomocą jednej aplikacji mogą zarządzać portfelem nieruchomości na całym świecie, kontrolując tym samym wydatki i przychody oraz monitorując wszystkie procesy. Dla najemców szczególnie istotnym aspektem jest usprawnienie komunikacji wewnętrznej, która odbywa się za pomocą aplikacji mobilnej. Dzięki temu kontakt ze służbami technicznymi jest łatwiejszy, a co za tym idzie – zgłaszanie i naprawianie usterek w budynku odbywa się znacznie szybciej. Istnieje także możliwość pobierania istotnych dokumentów, instrukcji, czy regulaminów oraz śledzenia na bieżąco newsów z aktualnościami dotyczącymi obiektów. Dodatkowo, wszystkie kontakty do najważniejszych osób pracujących w obiekcie są  dostępne od ręki. – Nie mniej ważne są kwestie zbierania i dostępu do danych. Singu FM, wykorzystując IoT gromadzi dane, które są bezpiecznie przechowywane w chmurze. Dzięki temu możliwa jest automatyzacja i optymalizacja procesów, takich jak raportowanie czy zagospodarowanie przestrzeni – podkreśla Adam Penkala.

W przypadku pracowników technicznych i firm zewnętrznych nowe technologie oznaczają m.in. sprawniejszą likwidację usterek czy podwyższenie jakości ochrony. Dzięki wykorzystaniu beaconów, tagów NFC czy QR kodów, możliwy jest bezpośredni kontakt z odpowiednimi osobami i tym samym niezwłoczne zgłaszanie nieprawidłowości. Ważne dane, takie jak sposoby konserwacji, instrukcje bezpieczeństwa, plany ewakuacyjne, a także listy kontrolne i protokoły są przechowywane w chmurze i dostępne od ręki na urządzeniach mobilnych.

Dzięki automatyzacji większości procesów maleją koszty operacyjne, a efektywność pracowników rośnie. Budynki komercyjne i przemysłowe, w których zaimplementowano rozwiązania IT zyskują zatem nie tylko wyższy standard i klasyfikację, ale są też postrzegane jako atrakcyjne miejsca pracy, ponieważ są lepiej dostosowane do potrzeb przyszłych generacji pracowników.

Ewelina Jaskuła

Słabsze dane zza oceanu. W Polsce kwestia 30-krotności ZUS nadal nierozwiązana

Dane zza oceanu okazały się słabsze od oczekiwań. Po lepszej passie dla dolara przyszedł czas na słabszy moment. W rezultacie oglądamy spadek wartości amerykańskiej waluty.

Słabsze dane zza oceanu

W piątek poznaliśmy dwa ważne odczyty z USA. Najpierw o 14:30 sprzedaż detaliczna okazała się w ujęciu miesięcznym lepsza od oczekiwań o 0,1%. Problem w tym, że subindeks pokazujący ten sam parametr bez samochodów (które są ważną składową) był jednak o 0,2% słabszy. Później, tego samego dnia, poznaliśmy produkcję przemysłową. Spada ona o 0,8%, podczas gdy oczekiwano spadku o zaledwie 0,4%. W piątkowym bilansie dnia dolar okazał się słabszy niż waluty europejskie (GBP, EUR). Słabsze dane z USA spowodowały, że inwestorzy postanowili zrealizować zyski z ostatnich umocnień dolara i w piątkowy wieczór amerykańska waluta wyraźnie traciła względem euro. Notowania funta natomiast wzrosły głównie przez wieści dotyczące Partii Brexitu, która w zbliżających się wyborach parlamentarnych, jak poinformował Nigel Farage, nie będzie wystawiać kandydatów w okręgach konserwatystów. Taka informacja rodzi nadzieję, że nowy rząd będzie miał parlamentarną większość.

Ceny prądu nie wzrosną jednak?

Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin podczas wywiadu w RMF FM poinformował, że ceny prądu dla odbiorców indywidualnych nie wzrosną. Jest to o tyle ważna informacja, że wzrost cen prądu mógł być jednym z czynników podnoszących istotnie inflację w Polsce. Ceny surowców energetycznych w ciągu roku były w miarę stabilne, zatem taniejąca ropa nie będzie dusić inflacji. Gdyby udało się w tym roku również dopłacić spółkom, by nie podnosiły cen, skumulujemy jeszcze większy wzrost na kolejny rok. Będzie to też kosztować budżet odpowiednio więcej. Jeżeli nie dojdzie do wzrostu cen, może to być gwóźdź do trumny koncepcji podwyżek/utrzymywania na niezmienionym poziomie stóp procentowych w Polsce.

Dalej nie wiadomo co z budżetem

Kwestia 30-krotności, a raczej jej zniesienia, w przypadku składek ZUS w dalszym ciągu nie została rozwiązana. W mediach trwa obecnie próba sił pomiędzy istotnymi politykami partii rządzącej. Jest to o tyle ważna kwestia, że dotyczy realnie około 5% pracujących (zarabiających rocznie 30 krotność średniego wynagrodzenia), którym istotnie wzrosną podatki. Problem w tym, że nie będzie to podatek, ale składka emerytalna. Skoro mamy system emerytalny zależny od odłożonych składek, będziemy je musieli kiedyś wypłacić. Nie jest to zatem realnie wpływ podatkowy tylko pewne zobowiązanie. W krótkim okresie, zanim zaczną być większe emerytury, budżet wyraźnie zyska. W przyszłości będzie trzeba znaleźć środki na te emerytury, ale to już problem kolejnych kadencji. Nie zmienia to faktu, że całe to zamieszania nie pomaga złotemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak wygląda program MIT Enterprise Forum CEE? Co czeka 13 startupów z Europy Środkowo-Wschodniej, które rozpoczynają właśnie udział w procesie akceleracji?

Program MIT Enterprise Forum Poland wystartował w 2015 roku jako akcelerator dla startupów technologicznych z Polski. Akceleracja realizowana pod patronatem najbardziej prestiżowego i znanego ze współpracy ze startupami ośrodka naukowego na świecie – Massachusetts Institute of Technology, od początku budziła szerokie zainteresowanie pośród wynalazców i ich innowacyjnych firm. I to nie tylko tych pochodzących z Polski, ale również z innych części Europy czy świata. Przez cztery lata funkcjonowania programu do akceleratora zgłosiło się ponad 2500 różnych startupów. Do dziś akcelerację w ramach 5 zrealizowanych rund akceleracji przeszło ponad 100 startupów znad Wisły. W tym roku zmieniono formułę programu, otwierając się na współpracę ze startupami z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Również w nazwie akceleratora znanego dotychczas jako MIT Enterprise Forum Poland, zamiast polskiego akcentu od początku tego roku funkcjonuje słowo CEE.

CEE to słuszny kierunek

W związku z dużym zainteresowaniem nową odsłoną akceleratora, którego pierwsza edycja wystartowała w styczniu bieżącego roku, MIT Enterprise Forum CEE wiosną 2019 otworzył nabór do drugiej edycji programu.

– Do 2. edycji MIT Enterprise Forum CEE zgłosiło się ponad 200 uczestników. Zgłoszenia napłynęły nie tylko z Polski, czy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ale nawet z obu Ameryk. Wyselekcjonowanie finałowej 13 nie było łatwym zadaniem – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration MIT Enterprise Forum CEE. Duże zainteresowanie programem niewątpliwie potwierdza ogromny potencjał, który wciąż drzemie w innowatorach pochodzących z tej części Europy. Decyzja o uruchomieniu kolejnej rundy akceleracji była niewątpliwie słuszna – dodaje Owczarek.

MIT Enterprise Forum CEE oferuje w tej edycji potężną dawkę wiedzy od światowej klasy ekspertów specjalizujących się w tworzeniu i dopracowywaniu strategii i modeli biznesowych, skalowaniu biznesu czy komunikacji. Nie zabraknie również wsparcia w obszarach prawa i własności intelektualnej.

13 startupów, które finalnie zakwalifikowały się do projektu, rozpoczyna właśnie akcelerację, którą przejdą zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Bill’a Aulet’a, profesora Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Przez kolejne miesiące młodzi przedsiębiorcy, pod okiem polskich i międzynarodowych mentorów, uzyskają dostęp do unikatowego know-how, a także zaplecza technicznego i technologicznego partnerów programu. Na tych najlepszych czeka do 200 tysięcy złotych dofinansowania na rozwój działalności i przeprowadzenie pilotażu. Dodatkowo, po zakończeniu programu, każdy startup otrzyma pomoc zespołu specjalistów, wspierających go w rozwijaniu działalności na polskim rynku.

– Obok strony merytorycznej w trakcie trwania akceleracji kładziemy duży nacisk na praktykę prowadzenia biznesu – mówi Łukasz Owczarek z MIT Enterprise Forum CEE. Wszystkie zespoły wybrane do uczestnictwa w programie będą miały szansę na poznanie i nawiązanie trwałych relacji biznesowych z przedstawicielami polskich i międzynarodowych firm i korporacji oraz inwestorami, w tym również tymi z USA. W MIT Enterprise Forum CEE otwieramy startupom drzwi do naprawdę dużego biznesu. Dajemy nie tylko wsparcie i narzędzia, które mają pomóc startupom rozwijać ich biznesy, ale często sami też pomagamy w pierwszych sprzedażach.  Potencjał na rozwój i wyskalowanie biznesu jest więc ogromny – dodaje Owczarek.

2 edycja Akceleratora wystartowała

Pierwsze warsztaty i sesje mentoringowe już za nami. W ubiegły weekend startup-owcy w przestrzeni coworkingowej HubHub skorzystali z mentoringu dostarczonego przez zespół Kingmakers oraz ekspertów ds. budowy i rozwoju innowacyjnych produktów i usług z MIT Enterprise Forum CEE. Pod okiem Romeo Grzębowskiego przedsiębiorcy z regionu CEE rozmawiali zaś o skutecznych praktykach budowania i wzmacniania zaangażowania swoich pracowników. Nie zabrakło też wskazówek i success stories z obszaru brand marketingu. A to dopiero początek.

Nadchodzące tygodnie przyniosą przedsiębiorcom wybranym do udziału w programie kolejne pokłady wiedzy i praktyki. Uczestnicy poznają także osobiście Lindę Plano – od blisko 20 lat związaną z MIT, światową ekspertkę w zakresie skutecznych prezentacji biznesowych, przez ręce której „przeszły” setki startupów z całego świata, a którym pomogła pozyskać w sumie ponad 1 miliard dolarów. W agendzie programu przewidziano ponadto konsultacje z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży. Nie zabraknie również okazji do budowania relacji biznesowych z przedstawicielami polskich i międzynarodowych firm i korporacji, a także z inwestorami.

W styczniu 2020 pierwszy etap akceleracji zwieńczy wydarzenie specjalne – warszawski Demo Day przed inwestorami i potencjalnymi klientami, w trakcie którego startupy zaprezentują dopracowane w toku programu produkty, usługi i technologie. Najbardziej obiecujące startupy w nagrodę polecą zaś do Bostonu, gdzie spróbują swoich sił i szczęścia przed przedstawicielami tamtejszego biznesu.

Partnerzy

Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów. Partnerem MIT Enterprise Forum CEE jest także MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej. W portfolio firm wspierających Akcelerator wchodzą także spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej. Partnerami wspierającymi są LINK4, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting, HubHub, PZU oraz Vetasi, Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training – Twarowski & Posmyk, CRIDO, kancelaria patentowa EUPATENT.PL, Extended Tools, Novismo, TaxLab, Kingmakers oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax i Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, a także Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP). Realizacja programu dofinansowana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

W drugiej edycji akceleratora MIT Enterprise Forum CEE uczestniczy 13 startupów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. O kim już wkrótce usłyszy świat?

Chatbotize – innowacyjna platforma wspierająca prowadzenie działań w obszarze marketingu konwersacyjnego. Rozwiązanie umożliwia niemal każdemu, nawet osobom bez znajomości programowania, stworzenie dedykowanego chatbota, ułatwiając interakcję z klientem oraz skracając ścieżkę zakupową.

Digital Engineering Solutions – pionier w branży budownictwa, którego rozwiązanie łączy technologie AI i zaawansowanej analizy obrazu z możliwościami smartfonów, wykorzystując te w obszarze Asset management, celem redukcji kosztów.

GlucoActive – firma oferuje pierwszy na świecie, całkowicie bezinwazyjny glukometr dla osób chorych na cukrzycę.

LULU – system pozwalający mierzyć oraz redukować stres u pacjentów podczas wykonywanych na nich zabiegów stomatologicznych.

Mobility Lab – oprogramowanie odpowiadające na potrzeby klientów biznesowych w zakresie elektromobilności, ułatwiające zarządzanie flotą samochodową, niezbędną infrastrukturą, zużyciem energii oraz rozliczeniami związanymi z użytkowaniem pojazdów elektrycznych.

Raccoon.World – narzędzie rehabilitacyjne oparte na rozwiązaniach z obszaru BIG DATA, Machine Learning i gier wideo, wspierające proces rehabilitacji pacjentów po urazach i chorobach neurologicznych.

Saventic – platforma (SARAH) wykorzystująca sztuczną inteligencją do przetwarzania danych bioinformatycznych, pozwalająca na wykrycie chorób bardzo trudnych do zdiagnozowania, już na wczesnym etapie.

SmartVent – oprogramowanie służące do zarządzania projektami, pozwalające na optymalizację efektywności energetycznej nieruchomości komercyjnych. Rozwiązanie zapewnia nawet do 40% oszczędności w obszarze zużycia energii.

Tap2Pay – system do optymalizacji płatności online, skierowany do małych i średnich przedsiębiorstw, zapewniający wysoką konwersję we wszystkich kanałach sprzedaży.

TeleNeuroforma – system do rehabilitacji w warunkach domowych, wspierający pacjentów chorujących na schorzenia przewlekłe poprzez interaktywne ćwiczenia w formie gier oraz zdalną opiekę fizjoterapeutów.

Wellify – aplikacja, której działanie jest ukierunkowane na rzecz poprawy samopoczucia, rozwijająca inteligencję emocjonalną pracowników poprzez wykorzystanie różnych narzędzi, w tym grywalizacji.

Vaxican – autorska platforma do produkcji immunologicznych leków nowej generacji – dedykowanych pacjentom z chorobami nowotworowymi.

Visadb.io – oferuje narzędzie do odkrywania krajów, w których możemy podróżować bez konieczności posiadania wizy. Aplikacja monitoruje ponad 200 krajów pod kątem zmian wizowych, klęsk żywiołowych, ataków terrorystycznych, epidemii chorób i wydarzeń politycznych, wspierając podróżujących w planowaniu ich zagranicznych podróży.

Cztery najważniejsze trendy Customer Experience w branży HoReCa

Mood Media – światowy lider customer experience przy współpracy z ekspertami z ponad 100 krajów, wydał kolejny Trendbook ukazujący globalne trendy w dziedzinie ulepszania jakości doświadczeń klienta w branży HoReCa. Firma porównała działania podejmowane na przestrzeni pięciu lat, zarówno przez duże sieci jak i niezależne podmioty, a także przez marki luksusowe, jak i te bardziej ekonomiczne. Globalny punkt widzenia, ukazał zaskakująco dynamiczną ewolucję kluczowych doświadczeń klientów hoteli i restauracji.

Firma Mood Media zaprezentowała publikację dotyczącą trendów w branży HoReCa, koncentrując się na badaniu wyzwań i możliwości Customer Experience w różnego rodzaju hotelach i restauracjach na pięciu kontynentach. Firma przyjrzała się najlepszym praktykom branżowym poprzez pryzmat czterech głównych globalnych trendów: personalizacji, zanurzenia w marce, społeczności oraz wygody. Okazuje się, że branża na skutek dynamicznego rozwoju rynku e-commerce, musi niezwykle szybko reagować oraz odnajdywać nowe sposoby ulepszania doświadczeń swoich klientów, które nieustannie ewoluują.

– Customer experience przechodzi obecnie głęboką zmianę, a marki stają w obliczu cyfryzacji tzw. ścieżki obsługi klienta. Wyzwaniem jest możliwość spełniania oczekiwań doskonale wyedukowanych konsumentów którzy chcą, aby wszystko miało natychmiastowy skutek. Cieszymy się, że możemy dzielić się wiedzą na temat najlepszych globalnych praktyk oraz przykładami które można naśladować w obliczu zmian doświadczeń klienta w sektorze HoReCa. Naszym celem jako globalnej organizacji, jest udzielanie informacji i porad naszym klientom na temat najlepszych lokalnych i ogólnoświatowych praktyk i trendów – tak, by ulepszać customer experience w każdej branży w różnych destynacjach – mówi Valentina Candeloro, Międzynarodowa Dyrektor ds. Marketingu w Mood Media.

Branża HoReCa przechodzi sporą transformację, co nie pozostaje bez wpływu na świadczone usługi. Pojawienie się na rynku graczy w rodzaju Airbnb, szybko poddało branżę presji wprowadzania nowych technologii. Aby zapewniać wyjątkowe customer experience, wiodący przedstawiciele sektora rozpoczęli zatem demokratyzację takich rozwiązań jak roboty, sztuczna inteligencja czy też powszechne już tablety.

Transformacja branży hotelarskiej

Okazuje się, że branża hotelarska sprawnie reaguje na zmieniające się realia. Mood Media zidentyfikowało cztery główne, globalne tendencje, które widoczne są w sposobie obsługi klientów przez branżowe marki:

  • Zanurzenie w marce

Zanurzenie jest naturalnym trendem customer experience w hotelarstwie. Klienci poszukują możliwości rozwoju osobistego, dostępu do wyjątkowych doznań kulinarnych, lub oderwania się od codziennej rutyny za pomocą wyjątkowych form spędzania czasu wolnego. Jedną z odpowiedzi obiektów wypoczynkowych na ten trend, jest np. powstawanie miejsc wpisujących się w dziką naturę w jak najgłębszym stopniu. Przykładem są obiekty pozbawiane dachów lub ścian, jak w hotelu The Null Stern w Szwajcarii, czy też przenośne domki u stóp gór. Coraz częściej hotele dają także możliwość obejrzenia klientom pokoju jeszcze przed podróżą – z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości.

  • Społeczność

Marki muszą stawać się częścią codziennego życia swoich klientów i budować realne społeczności. Podczas gdy pojęcie społeczności jest poniekąd integralną częścią sektora hotelarskiego, przyjmuje ono dziś nowe formy. Klienci dbają o doświadczenia fizyczne, co oznacza, że hotele mają znaczącą rolę do odegrania w życiu społecznym. Na przykład w Indiach, sieć OYO stała się prawdziwym ambasadorem lokalnej kultury. W innych miejscach hotele tworzą przestrzenie otwarte dla turystów i miejscowych, wiele dba również o przestrzenie co-workingowe, a nawet biblioteki. W Meksyku niektóre hostele posiadają w ofercie program dla developerów IT z 12-tygodniowym programem szkoleniowym i coachingiem biznesowym, podczas gdy w Australii powstają miejskie wioski, które są połączeniem przestrzeni mieszkalnych, do pracy, spotkań branżowych, szkoleń, projektowania i rozrywki.

  • Personalizacja

Jeszcze nie wiadomo, czy personalizacja jest najważniejszym trendem, jednak pojawiają się tutaj interesujące kwestie, takie jak: spanie na miarę (wybór rodzaju i twardości materaca, rolety zaciemniające, herbaty ziołowe etc.), płacenie za hotel tyle, ile uważa się za słuszne, a nie ustalonej ceny, czy wybór pokoju odpowiedniego do nastroju. Dzisiaj każdy najmniejszy szczegół może być zdeterminowany przez wybór klienta.

  • Wygoda

Jeśli istnieje jedna rzecz, o którą proszą goście, to chcą łatwiej, szybciej i prościej zameldować się w hotelu, zrobić zakupy, wybrać jedzenie czy wyjść na miasto lub łono natury. Technologia pozwala hotelom usprawniać funkcje związane z prowadzeniem zaplecza (niektóre mają nawet zautomatyzowany system sprzątania pokoi), a także umożliwiać klientom kontrolę doświadczeń za pomocą odpowiednich narzędzi. Tzw. hotels on-demand z łatwym systemem rezerwacji, automatycznym consiergem, telefonem służącym za klucz, zintegrowanymi głośnikami zamawiania usług oferowanych przez hotel, czy elektroniczna bransoletka, która zastępuje portfel i daje możliwość dostępu do aktywności, to tylko niektóre przykłady tego globalnego trendu.

Tworzenie restauracji na nowo

Ze względu na ogromny rozwój rynku gastronomii dostarczającej jedzenie do domu, tradycyjne restauracje zmuszone są tym bardziej kreować customer experience na nowo – tak, by dać klientom dobry powód do wyjścia na kolację i stworzyć zapadające w pamięć doznanie. Poza potężnym efektem Instagrama, który posiada już opcję rezerwacji stolika za pośrednictwem Quandoo, restauracje dysponują dziś narzędziami, dzięki którym mogą spełniać zapotrzebowanie klientów na szybkość i prostotę. Restauracyjne przykłady czterech głównych trendów są niezwykle fascynujące:

1) Zanurzenie w marce

Obejmuje szefów kuchni, ale także wystrój i oczywiście oddziaływanie na wszystkie zmysły. Restauratorzy nie wahają sie także włączyć sztuki i rzeczywistości wirtualnej, jak japońska restauracja Tree By Naked yoyogi park. W lokalu Zhen Wei Fang w Nowym Jorku, wszystkie zmysły są wyostrzone dzięki cyfrowej scenie z udziałem robotów i rzeczywistości wirtualnej, a w Inamo w Londynie, stoły zamieniają się w centrum zabawy.

2) Społeczność

Restauracja jest przede wszystkim miejscem społecznym. Pojawiły się punkty sprzedaży detalicznej z przestrzenią restauracyjną, które odzwierciedlają ten trend. Kolejne inicjatywy pokazują, jak wzmocnić element społeczny – eksperyment przeprowadzony w Japonii, umożliwił osobom z niepełnosprawnościami pracować w restauracjach dzięki użyciu pomocniczych robotów. Z kolei brazylijska restauracja zaczęła korzystać z blockchainu, by zapewnić transparentność co do pochodzenia serwowanego mięsa, a McDonald’s uruchomił w Chicago lokal, w którego wnętrza wkomponowano drzewa. Daloveroo otworzyło natomiast pierwszy lokal stacjonarny w Hong Kongu.

3) Wygoda

Restauracje stają się coraz bardziej zautomatyzowane – od obsługi kelnerskiej po szefów kuchni na całym świecie. Na przykład w Chinach, Xcafé otwarte przez JD.com posiada roboty zarówno w sali jadalnej, jak i w kuchni. W Bostonie, roboty serwują zdrowe i niedrogie posiłki. Programy rozpoznające głos lub kontrola głosowa, stają się normą w amerykańskich punktach drive-through. Pozostałe przykłady pokazują, jak proste jedzenie na mieście zmieniło się w unikalne doświadczenie polegające np. na wyświetlaniu na stołach menu w rozszerzonej rzeczywistości, czy też ekspresową obsługę dla ograniczonych czasowo podróżnych na lotniskach, jak w przypadku sieci OTG.

4) Personalizacja

Technologia również tutaj odgrywa ogromną rolę. To trend, który funkcjonuje na różnych poziomach – dania dostosowane do gustu, spersonalizowane menu, menu odpowiednie do pogody, zamawianie sterowane głosem, czy też zupełnie niespotykane dania i składniki. Drukowanie 3D wciąż znajduje się na wczesnych etapach, ale jest już wykorzystywane przy przygotowywaniu deserów. W USA rzeczywistość wirtualna jest z kolei coraz częściej wykorzystywana do zamawiania spersonalizowanych burgerów i kanapek.

– Polska branża HoReCa również przechodzi widoczną transformację polegającą głównie na digitalizowaniu swojej oferty. W dużej mierze milenialsi, ale w szczególności młodsze pokolenia, oczekuję natychmiastowej interakcji w obustronnym dialogu zarówno z brandami restauracyjnymi, jak i hotelowymi. Oprócz dobrze sprzedającym się usługom marketingu sensorycznego w tym sektorze, widzimy coraz większe zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami mobilnymi, które angażują konsumentów i dostarczają markom cennych informacji na temat ich klientów – mówi Aleksandra Potrykus – Wincza, Country Manager Poland & Baltics w Mood.

Metodologia

W niniejszym badaniu, kluczowy był punkt widzenia konsumenta powracającego do hotelu czy restauracji oraz ocena tego, co się zmieniło wobec stanu sprzed pięciu lat. Celem trendbooka jest zrozumienie, co jest dźwignią pełnego i efektywnego customer experience w hotelarstwie i gastronomii poprzez wskazanie szczególnie znaczących przykładów restauracji i hoteli z całego świata.

Badanie Mastercard: pięć cech wyróżniających innowacyjne firmy

Innowacyjność jest jedną z najbardziej istotnych cech w biznesie, ponieważ pozwala ona firmom przyciągać i zatrzymywać klientów, a także budować przewagę konkurencyjną. Utrzymanie innowacyjności, szczególnie w dłuższym okresie, jest jednak trudne. Dlatego Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services zaprezentowały wyniki „Become 2020”, pierwszej edycji badania poświęconego innowacyjności. W ramach projektu powstał ranking innowacyjności Business Innovators Index oraz raport pt. „Innowatorzy stają się liderami” (eng. Innovators Become Leaders), który wskazuje na kluczowe cechy innowacyjnych firm.

Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard
Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard

„Dziś innowacyjność i kreatywność są dla firm ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze badanie zawiera opinie i doświadczenia czołowych innowatorów, które mogą pomóc innym zwiększyć kreatywność i poprawić kulturę w organizacjach tak, żeby wspierała rozwój ich biznesu” — mówi Ajay Banga, prezes i dyrektor generalny Mastercard.

Czym jest innowacyjność?

Firma badawcza Harvard Business Review Analytic Services (HBRAS) zapytała ponad 1000 dyrektorów o podejście ich przedsiębiorstw do innowacji w pięciu kluczowych obszarach zarządzania, dotyczących procesów, kapitału ludzkiego, finansowania, obsługi klienta, a także danych i technologii. Ponadto przeprowadzono badanie wśród ponad 1000 konsumentów z całego świata, aby przekonać się, czy priorytety firm są zgodne z potrzebami ich klientów.

Po przeanalizowaniu odpowiedzi HBRAS opracował metodologię Business Innovators Index, w której  innowacyjność firm jest oceniana w skali od 0 do 100 punktów. Wyniki opartego na tej metodologii badania pokazują, że o ile większość przedsiębiorstw rozumie znaczenie innowacyjności dla rozwoju biznesu, o tyle wiele z nich nie potrafi skutecznie wprowadzać swoich pomysłów w życie.

W oparciu o odpowiedzi respondentów na 40 pytań wyróżniono trzy grupy firm:

  • Liderzy — mający największe umiejętności wprowadzania innowacji; grupa ta uzyskała średni wynik w zakresie innowacyjności na poziomie 88 pkt.
  • Naśladowcy — dysponujący umiejętnościami w niektórych obszarach innowacyjności; grupa ta uzyskała średni wynik 66 pkt. i stanowi 42% wszystkich respondentów.
  • Maruderzy — niedysponujący umiejętnościami w wielu obszarach innowacyjności; grupa ta uzyskała średni wynik 37 pkt.

Najważniejsze wnioski z badania

Raport wskazuje pięć najważniejszych aspektów, które mogą pomóc przedsiębiorstwom wprowadzać innowacyjne rozwiązania lub je usprawniać:

  • Liczy się szybkość: Innowatorzy muszą myśleć w kategoriach kwartałów i tygodni, a nie lat. Prawie wszyscy (96%) liderzy innowacyjności wprowadzają nowe pomysły i rozwiązania na rynek szybko, podczas gdy w grupie maruderów robi to tylko 17%.
  • Dane jako akcelerator: Prawdziwi innowatorzy wyciągają wnioski z wielu różnych źródeł danych, sama intuicja biznesowa bowiem nie wystarczy. 73% liderów wykorzystuje zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne źródła danych.
  • Wyznaczanie priorytetów: Innowacje nie mogą być traktowane jako dodatek. Prawie 90% liderów nadaje swoim wysiłkom w zakresie innowacji wysoki priorytet na najwyższym szczeblu zarządzania. Pozwala to zapewnić odpowiedni budżet oraz motywację całego zespołu, aby wprowadzać nie tylko doskonalsze, ale wręcz przełomowe rozwiązania.
  • Kultura organizacyjna ma znaczenie: Firmy powinny zachęcać swoich pracowników, by zachowywali się jak przedsiębiorcy. Nie tylko tworzy to kulturę promującą podejmowanie ryzyka, lecz także prowadzi do szerszego wykorzystania kreatywnych pomysłów. Zdanie to podziela 84% liderów innowacyjności.
  • Koncentracja na zaspokajaniu potrzeb klientów: Prawie połowa konsumentów oczekuje od firm tworzenia nowych produktów, usług i funkcji, które są zgodnych z ich potrzebami. Przedsiębiorstwa powinny koncentrować się na wprowadzaniu innowacji, aby spełniać te oczekiwania.

„Większość innowacji to zasługa korporacji, a badanie „Become 2020” wskazuje kierunek, w którym powinny one podążać w kolejnym roku, z uwzględnieniem różnorodności, odpowiedzialności i jasnej, kreatywnej wizji” — mówi David S. Ricketts z Centrum Technologii i Przedsiębiorczości na Uniwersytecie Harvarda.

Cenne rady od czołowych dyrektorów generalnych z całego świata

Mastercard i HBRAS przygotowały również opracowanie pt. „Podręcznik innowacyjnego prezesa” (eng. The CEO’s Innovation Playbook). Opisuje ona 50 działań, które zdaniem 12 najbardziej cenionych dyrektorów generalnych na świecie mogą pomóc wprowadzić pozytywne zmiany w przedsiębiorstwach. Dyrektorzy ci reprezentują czołowe firmy i instytucje, w tym Accion, Bass Pro Shops, Citi, The Coca-Cola Company, IBM, Lyft, PayPal, Ronald McDonald House, Salesforce, ServiceNow, Uniwersytet Marylandu, hrabstwo Baltimore oraz Verizon.

Co to jest i na czym polega prewspółczynnik VAT?

W przypadku, gdy nabywane towary i usługi podatnik wykorzystuje zarówno do działalności gospodarczej, jak i poza nią, ustaleniu wartości naliczonego podatku VAT, jaki będzie mógł odliczyć w zakresie prowadzonej działalności, służy tzw. prewspółczynnik VAT (sposób określenia proporcji). Organy podatkowe stoją niejednokrotnie na stanowisku, że w świetle przepisów ustawy o VAT nie jest możliwe zastosowanie różnych sposobów określenia proporcji w odniesieniu do różnych sektorów działalności jednego podatnika. W wyroku z 2 października 2019 r. ze stanowiskiem tym nie zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, który orzekł, że w świetle art. 86 ust. 2a ustawy o VAT „…każde nabycie towarów i usług podatnik powinien rozpatrywać oddzielnie, co ewidentnie wymaga stosowania odrębnych prewspółczynników dla różnych rodzajów prowadzonej działalności i różnych nabyć” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Centralizacja podatku VAT

Jeden z powiatów w ramach swojej jednostki – wydziału starostwa prowadzi działalność krytej pływalni z wyodrębnioną dla niej ewidencją księgową i rejestrem VAT. Pływalnia świadczyła swoje usługi w ramach działalności gospodarczej opodatkowanej VAT, sprzedając bilety wstępu klientom na wolnym rynku, jak i własnym jednostkom organizacyjnym (np. szkołom średnim), korzystając przy tym z prawa do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony w wysokości 100%. Od 1 stycznia 2017 r. powiat dokonał centralizacji podatku VAT i z tym dniem zgodnie z ustawą o podatku od towarów i usług usługi świadczone między powiatem a jego jednostkami przestały podlegać opodatkowaniu VAT. Pojawiła się więc konieczność obliczenia proporcji, w jakiej wydatki pływalni powiat może przyporządkować działalności opodatkowanej i nieopodatkowanej.

Centralizacja ta objęła utworzone przez samorząd terytorialny jednostki budżetowe, zakłady budżetowe oraz urzędy gmin, starostwa powiatowe i urzędy marszałkowskie. Ustawa ta nie zawierała przepisów, które określałyby sposób dokonania tej centralizacji – dodaje Mariusz Wozniak z portalu https://becoined.com/pl/

Powiat chciał odzyskać znacznie wyższy należny VAT

W związku z powyższym powiat wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w tej sytuacji może stosować do rozliczania naliczonego VAT w zakresie dokonywanych w związku z działalnością pływalni nabyć prewspółczynnik przychodowy, czyli biorący za podstawę procentowy udział dochodu ze sprzedaży biletów na rzecz swoich jednostek (a więc już niepodlegającej opodatkowaniu VAT) w całości osiąganego przez nią dochodu. Powiat wyjaśnił, że stosowany dotąd przez niego sposób określenia proporcji, a wskazany mu na podstawie odesłania do art. 86 ust. 22 ustawy o VAT w Rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 17 grudnia 2015 r. w sprawie sposobu określania zakresu wykorzystywania nabywanych towarów i usług do celów działalności gospodarczej w przypadku niektórych podatników (Dz.U. 2015 poz. 2193), jest wysoce nieadekwatny i dyskryminujący rynkowo. Stosując obecny prewspółczynnik, może bowiem odliczać jedynie 17% VAT, podczas gdy konkurencyjni przedsiębiorcy prywatni mogą odzyskiwać 100% tego podatku, a przecież wpływy osiągane z tytułu usług świadczonych na rzecz jednostek własnych wynoszą zaledwie ok. 2% w skali roku. Powiat chciał więc stosować odmienne metody odliczania VAT od ponoszonych na działalność pływalni wydatków, oddzielnie dla prowadzonej w ramach działalności gospodarczej, i oddzielnie dla prowadzonej poza nią, co pozwalałoby mu na 98% odliczenia VAT.

Argumentacja niewystarczająca, bo przepisy zabraniają stosowania różnych prewspółczynników

Ze stanowiskiem wnioskodawcy nie zgodził się organ podatkowy. Jak poinformował, wskazany w rozporządzeniu „obrotowy” sposób określenia proporcji stanowiący, że całkowity obrót powiatu, jako jednostki samorządu terytorialnego (a więc opodatkowany i nieopodatkowany VAT) odpowiada wysokości dochodów wykonanych i jest prawidłowy. Co prawda przyznał, że ustawa o VAT pozwala podatnikowi na zastosowanie innego sposobu określenia proporcji, ale pod warunkiem, że będzie on bardziej reprezentatywny. Natomiast zdaniem organu w przedmiotowej sprawie tak nie jest. Poza tym powiat chce stosować różne prewspółczynniki do różnych nabyć, a tego przepisy ustawy o VAT zabraniają.

„…sposób określenia proporcji wprowadzony przepisami art. 86 ust. 2a ustawy, nie przewiduje możliwości odrębnego liczenia współczynnika proporcji w odniesieniu do różnych zakupów. Postępowanie takie mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której w ramach jednostki samorządu terytorialnego – oprócz proporcji określonej dla poszczególnych jednostek organizacyjnych jednostki samorządu terytorialnego – funkcjonowałyby również (dla tych samych jednostek organizacyjnych) inne sposoby określenia proporcji. (…) Taka sytuacja jest niedopuszczalna w świetle regulacji zawartych w rozporządzeniu” (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 14 maja 2019 r., sygn. 0113-KDIPT1-1.4012.145.2019.2.AK). Dodatkowo organ stwierdził, że argumentacja powiatu podnosząca, że wpływy z usług świadczonych dla swoich jednostek są znikome w skali całej działalności opodatkowanej VAT, „nie jest wystarczająca do uznania wskazanej przez Wnioskodawcę metody za najbardziej odpowiadającą specyfice wykonywanej przez jednostkę działalności i dokonywanych przez nią nabyć”.

Interpretacja organu narusza zasadę neutralności VAT

WSA w Krakowie, powołując się na orzecznictwo NSA, stwierdził, że wskazywane przez organ podatkowy rozpatrywanie udziału obrotów w ujęciu całościowym działalności podatnika z uwzględnieniem kategorii dochodów wykonanych, różnicowane w rozporządzeniu Ministra Finansów jedynie w zależności od kategorii jednostki samorządu, opiera się na założeniu wykonywania przez niego czysto niegospodarczej działalności. Potwierdza to samo uzasadnienie wprowadzenia tych przepisów. Sąd zauważył również, że tak wyznaczony w rozporządzeniu sposób określenia proporcji, nakazujący porównać proporcję obrotu z działalności gospodarczej do proporcji z całego obrotu z wysokością dochodów wykonanych powoduje, że wszelkie dotacje i inne źródła finansowania działalności nieopodatkowanej jednostki powiększają jej obrót całkowity, a co za tym idzie, obniżają wysokość prewspółczynnika.

Sąd orzekł, że zaproponowany przez podatnika sposób określenia proporcji jest bardziej trafny i adekwatny do prowadzonej przez niego działalności niż ten wskazany w rozporządzeniu. Skład orzekający nie zgodził się z organem, że różnica wartości prewspółczynników między nakazywanymi przez organ 17% a wskazywanym przez podatnika 98% nie miała znaczenia dla oceny zasadności wyboru metody określenia proporcji. Zwłaszcza że za metodą wskazaną przez podatnika przemawia charakter prowadzonej przez niego za pośrednictwem pływalni działalności. Pozwala ona na poszanowanie zasady neutralności podatku VAT, bo dzięki niej możliwe jest precyzyjne ustalenie tej części podatku naliczonego, która przypada na działalność gospodarczą pływalni, a w konsekwencji jego dokładne odliczenie.

„Nakładanie na Powiat L. obowiązku zastosowania prewspółczynnika z rozporządzenia w odniesieniu do wydatków poniesionych na działalność w Krytej Pływalni prowadzi do naruszenia zasady neutralności, jako podstawowej cechy krajowego i wspólnotowego systemu VAT” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Sąd odniósł się również do twierdzeń organu o niedopuszczalności stosowania przez podatnika różnych prewspółczynników VAT dla różnych sektorów swojej działalności. Orzekł wbrew niemu, że zarówno przepisy wspólnotowe, jak i krajowej ustawy o VAT nie sprzeciwiają się temu. Przeciwnie, samo wskazywane przez organ rozporządzenie zobowiązuje do tego podatnika:

„Z treści art. 86 ust. 2a u.p.t.u. nie wynika obowiązek stosowania wyłącznie jednej proporcji. Przeciwnie, przepis ten zobowiązuje podatnika, aby każdy zakup weryfikował pod kątem jego wykorzystania i jeśli w danym przypadku stwierdzi związek z działalnością gospodarczą i inną działalnością, to ma obowiązek zastosować proporcję uwzględniającą zarówno działalność, do której wykorzystuje ten zakup (specyfika działalności), jak i rodzaj tego zakupu (specyfika nabycia). A zatem respektując nałożony przez ten przepis obowiązek uwzględniania specyfiki działalności i nabyć, każde nabycie towarów i usług podatnik powinien rozpatrywać oddzielnie, co ewidentnie wymaga stosowania odrębnych prewspółczynników dla różnych rodzajów prowadzonej działalności i różnych nabyć” (sygn. akt I SA/Kr 851/19).

Przepisy dają podatnikom prawo wyboru, którego organy nie respektują

Art. 86 ust. 22 ustawy o VAT stanowi, że minister właściwy do spraw finansów publicznych może wskazywać niektórym podatnikom sposób określenia proporcji, najbardziej odpowiadający specyfice wykonywanej przez nich działalności i dokonywanych nabyć. Jednakże ust. 2h tego artykułu zawiera wyraźne zastrzeżenie, że: „W przypadku gdy podatnik, dla którego sposób określenia proporcji wskazują przepisy wydane na podstawie ust. 22, uzna, że wskazany zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie ust. 22 sposób określenia proporcji nie będzie najbardziej odpowiadać specyfice wykonywanej przez niego działalności i dokonywanych przez niego nabyć, może zastosować inny bardziej reprezentatywny sposób określenia proporcji” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535, ze zm.).

Niniejsza sprawa pokazuje, że gdy w grę wchodzą dochody podatkowe państwa, najwyraźniej organy nie potrafią dokonywać rzetelnej interpretacji własnych przepisów lub też dokonują jej, ale wybiórczo. Podatnicy są w takiej sytuacji skazani na walkę w obronie swoich interesów, należnych im odliczeń podatkowych, a więc w obronie należnych im pieniędzy, swojego majątku. Z pomocą prawników, zwłaszcza wyspecjalizowanych w prawie podatkowym, często udaje się im wygrać tę walkę przed sądem. Pytanie jednak, co dzieje się z majątkiem tych, którzy nie walczą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Opóźnione płatności kosztują coraz więcej

Najnowsze badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” Krajowego Rejestru Długów i Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce przynosi drobną poprawę pod względem nieuregulowanych płatności. Firmy mają w portfelach mniej przeterminowanych należności i krócej czekają na zapłatę, bo „zaledwie” 3 miesiące i 25 dni. Wzrosły natomiast koszty, jakie ponoszą one w związku ze skutkami i przeciwdziałaniem opóźnieniom w płatnościach od kontrahentów. Obecnie to już 6,3% wszystkich kosztów w firmie.

Krajowy Rejestr Długów i Związek Przedsiębiorstw Finansowych po raz 44. zaglądają do portfeli polskich firm. W III kwartale br., po raz pierwszy od lipca 2018 roku, wskaźnik INP (Indeksu Należności Przedsiębiorstw) wzrósł do 86,4 pkt. Wpłynęły na to m.in.: spadek udziału przeterminowanych należności w portfelach przedsiębiorstw (z 25,4% do 22,2%) oraz krótszy czas oczekiwania na płatności (z 4 miesięcy i 6 dni do 3 miesięcy i 25 dni). Poprawa jest, chociaż kosmetyczna.

Biznes nie ufa kontrahentom

– Z każdego tysiąca złotych wystawionego na fakturze 222 złote nie trafia do kieszeni przedsiębiorcy, a na zapłatę za wykonaną usługę lub dostarczony towar firmy czekają od kontrahentów średnio 115 dni. Lekka poprawa nie oznacza niestety, że problem z terminowym regulowaniem zobowiązań zniknął. Wręcz przeciwnie, najnowsze badanie wskazuje, że wzrósł odsetek firm, które deklarują, że taki problem u nich występuje. Więcej z nich spodziewa się również pogorszenia spływu należności w kolejnym kwartale – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Istotnie, w poprzednim kwartale 21,5% firm przyznawało, że kontrahenci nie płacą im na czas i że problem ten narasta. W III kwartale 2019 roku skarży się już na to 23,9% firm. Co trzecia firma spodziewa się, że problemy z regulowaniem zobowiązań przez kontrahentów wystąpią w większej skali niż dotychczas. W ubiegłym kwartale pesymizm odnośnie prognoz deklarowało 27,5% firm, a jeszcze wcześniej 22,7%. Pogorszenie się subiektywnych wskaźników sprawia, że spada wzajemne zaufanie wśród przedsiębiorców, co w konsekwencji może prowadzić do ograniczenia skali kredytowania w formie odroczonych terminów płatności.

– Biznes coraz mniej ufa swoim kontrahentom. Potwierdzają to wnioski płynące z niniejszego badania, a także dane historyczne z poprzednich edycji „Portfela należności polskich przedsiębiorstw”. Rośnie grupa przedsiębiorców, którzy obawiają się, że nierzetelne praktyki płatnicze ze strony klientów zachwieją ich płynnością finansową. W tej sytuacji można prognozować, że więcej firm będzie skłonnych sięgać po skuteczne narzędzia prewencyjne. Takim narzędziem jest bez wątpienia faktoring online – mówi Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Bolesny efekt kuli śnieżnej

Problem z regulowaniem własnych zobowiązań to najpoważniejsza konsekwencja opóźnień w płatnościach, na którą skarży się dzisiaj 33,2% firm. To nie tylko psuje wizerunek firm, ale też sprawia, że tracą one kontrakty, dostają krótsze terminy płatności lub klienci żądają od nich zapłaty gotówką. Gdy skala tego przełożenia rośnie, w obszarze opóźnionych należności powstanie efekt kuli śnieżnej.

Zatory finansowe to niejedyna konsekwencja opóźnień w płatnościach. Jak pokazuje badanie, co czwarta firma musi z tego powodu ograniczać inwestycje, a co dziesiąta – zatrudnienie. 10,2% firm z powodu nieuregulowanych należności ma problem z wprowadzaniem produktów na rynek, a 4,6% przedsiębiorstw musi z tego względu podnosić ceny.

Koszty obsługi należności zżerają polskie firmy

Powszechnie wiadomo, że im więcej funduszy przedsiębiorstwa przeznaczają na walkę z nieterminowością kontrahentów, tym mniej są one w stanie przeznaczyć na własną działalność i rozwój. Taka sytuacja ma niestety miejsce obecnie. Bo choć średni odsetek przeterminowanych należności w portfelach polskich przedsiębiorstw spadł z 25,4% do 22,2%, to wydatki na cele związane ze skutkami i przeciwdziałaniem opóźnieniom w płatnościach klientów wzrosły z 5,9% do 6,3%.

Składają się na to dwa wymiary kosztów związanych z analizowanymi opóźnieniami. Po pierwsze, zwiększył się udział przedsiębiorstw, w których opisywane koszty wynoszą 20-29%. Po drugie, wzrósł odsetek firm, dla których udział kosztów związanych z brakiem terminowości klientów w regulowaniu płatności wynosi 30% i więcej.

– Obecnie obsługa zobowiązań pochłania w firmach 6,3 procent wszystkich kosztów. Choć 78 procent firm na walkę z nieterminowością kontrahentów przeznacza mniej niż dziesiątą część swoich funduszy, to warto zauważyć, że są też takie przedsiębiorstwa, w których koszty te wynoszą jedną czwartą lub nawet jedną trzecią całego budżetu firmy. To gigantyczne pieniądze, a takich firm przybywa. Sytuacja dodatkowo skomplikowała się w sierpniu, kiedy to nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego spowodowała znaczącą podwyżkę kosztów sądowych w sprawach o zapłatę pomiędzy przedsiębiorcami. Ponad trzykrotny wzrost opłat sądowych czy kosztów apelacji od wyroku oddalającego roszczenie, a także wprowadzenie dodatkowych kosztów, których wcześniej nie było, sprawiły, że część wierzycieli zrezygnowała ze składania pozwów przeciwko dłużnikom na rzecz korzystania z windykacji polubownej. Ta bowiem dużo taniej, bo bez angażowania sądu i komornika, a także szybciej, bo czasem w parę miesięcy, pozwala odzyskać pieniądze od dłużnika – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Wszechobecne aplikacje mobilne na smartfonach Polaków

Aplikacje mobilne towarzyszą nam już na każdym kroku. PAYBACK postanowił sprawdzić, do jakich celów najczęściej ich używamy. Dlaczego je instalujemy? I jak wypadają na tym tle aplikacje mobilne programów lojalnościowych? Prezentujemy wyniki najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll, które firma przeprowadziła przy okazji świętowania 10-lecia działalności na polskim rynku.

Oprócz korzystania z tak oczywistych funkcji jak dostęp do skrzynki mailowej oraz dzwonienie i wysyłanie SMS-ów, dla 30% Polaków smartfon to urządzenie do płacenia za bieżące zakupy i rachunki. Choć wciąż najwięcej z nas sięga po laptopa podczas zakupów internetowych, to już co trzeci ankietowany wybiera do tego celu swojego smartfona.

Niezastąpione aplikacje mobilne

Aplikacje mobilne usprawniają wiele działań z użyciem telefonu, dlatego cieszą się bardzo dużą popularnością – korzysta z nich prawie 90% respondentów. Do czego najczęściej je wykorzystujemy? Przede wszystkim dzięki nim możemy na bieżąco śledzić media społecznościowe (69% wskazań). Bardzo podobny odsetek, bo 68%, sięga po aplikacje do robienia zakupów. Połowa z nas natomiast, dzięki zainstalowaniu aplikacji bankowej, szybko i sprawnie opłaca wszystkie swoje rachunki i sprawdza stan konta. Często jednak rezygnujemy z zainstalowania aplikacji mobilnej ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Ponad 60% ankietowanych nie chce przekazywać swoich danych osobowych.

Na zakupy ze smartfonem

Osoby, które używają smartfona podczas zakupów, wykorzystują do tego celu najwyżej dwie aplikacje mobilne. Co czwarty użytkownik sięga po nie kilka razy z miesiącu, taki sam odsetek znacznie częściej – kilka razy w tygodniu. Jakie funkcje takich aplikacji cieszą się wśród respondentów największym zainteresowaniem? Dla prawie 30% ankietowanych jest to idealny sposób do wyszukiwania produktów w atrakcyjnej cenie, natomiast 25% chętnie korzysta z ofert promocyjnych, które proponuje im dana aplikacja. Dzięki licznym kuponom i zniżkom z łatwością mogą obniżyć koszt swoich zakupów. Zazwyczaj wydają na nie do 100 zł (50% wskazań). Tylko co dziesiąty przeznacza od 200 do 500 zł. Jakie artykuły wówczas najczęściej wybieramy? Ponad połowa respondentów kupuje w ten sposób produkty spożywcze, podobny odsetek odzież oraz paliwo.

Programy lojalnościowe zawsze pod ręką

Ponad 70% ankietowanych deklaruje, że chętnie korzysta z aplikacji mobilnych programów lojalnościowych. Dzięki nim oszczędzają pieniądze i czas – doceniają możliwość szybszego zbierania punktów, które mogą wymieniać na wybrane nagrody lub wykorzystywać przy płaceniu za zakupy.

Jak potwierdzają wyniki naszego badania, aplikacje mobilne programów lojalnościowych są dla Polaków przede wszystkim źródłem oszczędności. Tak działa również aplikacja PAYBACK, z której na co dzień korzysta blisko 400 tysięcy naszych uczestników. Największą jej zaletą jest łatwy dostęp do eKuponów, dzięki którym mogą jeszcze szybciej zbierać punkty oraz korzystać z ofert rabatowych. Ponadto cenią sobie jej intuicyjność i prostotę oraz brak konieczności noszenia przy sobie plastikowej karty – mówi Katarzyna Grzywaczewska, dyrektor marketingu w PAYBACK Polska.

PAYBACK Opinion Poll

Powyższe badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 14-23 lipca 2019 r. metodą ankiety online na grupie 2044 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Polacy coraz chętniej zmieniają pracę

Pomimo tego, że wzrosły pensje a pracownicy mają pozytywne oczekiwania odnośnie do dalszych podwyżek, wielu Polaków myśli o zmianie pracy. Wpływa na to stabilna sytuacja na polskim rynku pracy i bezrobocie, które jest najniższe od 30 lat. Efekt widzimy we wzroście liczby osób, które zmieniły pracodawcę w ostatnim czasie. Do tego, co czwarta osoba – kuszona lepszymi warunkami zatrudnienia – rozważa wyjazd za granicę. To najważniejsze wnioski płynące z najnowszego przeglądu „Rynek pracy, edukacja, kompetencje”, który przygotowała PARP.

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) wynika, że stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce na koniec września 2019 r. wyniosła 5,1%. To oznacza spadek o 1,0 p.p. od początku roku. Zmiana r./r. wyniosła 0,6 p.p. To najniższy poziom bezrobocia w naszym kraju od 30 lat.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce, wrzesień 2018 r. – wrzesień 2019 r.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce, wrzesieńŹródło: opracowanie własne na podstawie danych MRPiPS.

W końcu września 2019 r. w urzędach pracy było zarejestrowanych 852,4 tys. bezrobotnych. W porównaniu z poprzednim miesiącem ich liczba spadła o 13,1 tys., tj. o 1,5%.

Sytuacja na polskim rynku pracy wygląda jeszcze lepiej na tle Europy. Stopa bezrobocia w Polsce, liczona zgodnie z metodologią Eurostatu, wyniosła w sierpniu 3,3% i od maja br. pozostaje bez zmian. To trzeci najlepszy wyniki spośród państw Unii Europejskiej – niższe bezrobocie wg Eurostatu jest tylko w Czechach (2%) oraz Niemczech (3,1%).

Rynek pracownika…

„Barometr Rynku Pracy XII” III kwartał 2019 r. firmy Work Service pokazuje, że sytuacja na polskim rynku pracy jest korzystna dla pracowników. Z raportu wynika, że rekrutację pracowników planuje niemal 40% firm. Jej celem ma być przede wszystkim zwiększenie zatrudnienia (w niemal 1/4 badanych firm), rzadziej – utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia. Rekrutację planują głównie duże firmy.

Ta sama publikacja wskazuje, że większość firm planujących rekrutację, niezależnie od wielkości firmy czy branży, będzie poszukiwała pracowników niższego szczebla (68,6%) oraz, nieco rzadziej, średniego (39,2%). Ponad połowa przedsiębiorców (56%) jednocześnie deklaruje, że ma problemy ze znalezieniem pracowników, najczęściej niższego szczebla, rzadziej – średniego, a najrzadziej – wyższego.

Równie optymistyczny obraz wyłania się z danych GUS. Przeciętne miesięczne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw od wielu miesięcy utrzymuje się na wysokim poziomie. W sierpniu br. wyniosło 6 389,6 tys. osób i było o 2,6 p.p. wyższe w porównaniu z sierpniem 2018 r.

Przeciętne miesięczne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce,sierpień 2018 r. – sierpień 2019 r. (w tys. osób)Przeciętne miesięczne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce,sierpień

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS z 15 października 2019 r.

Pracownicy sektora przedsiębiorstw powinni być zadowoleni także z zarobków, które wg danych GUS w sierpniu 2019 r. wynosiły przeciętnie 5125,26 zł brutto miesięcznie i w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wzrosły o 6,8 p.p.

Wg „Barometru Rynku Pracy” 56% pracowników spodziewa się w najbliższych miesiącach podniesienia wynagrodzenia. Istotnie częściej niż w innych badanych sektorach spodziewają się podwyżki pracownicy handlu (ok. 70%) i sektora publicznego (60%).

…motywuje do zmiany pracy

Jednocześnie coraz więcej osób zmienia pracę. Z najnowszego raportu „Monitor Rynku Pracy” (8 października 2019 r.) firmy Randstad wynika, że od II kw. br. odsetek pracowników, którzy w ostatnim półroczu zmienili pracodawcę lub stanowisko wzrósł o 2 p.p. Nieznacznie, ale jednak zwiększył się też odsetek pracowników poszukujących pracy – co druga osoba (53%) aktywnie szukała pracy lub co najmniej przeglądała oferty. Pracę najczęściej planują zmienić pracownicy do 25 r.ż. oraz osoby zatrudnione w oparciu o umowy cywilnoprawne. Najaktywniejsi są pracownicy hotelarstwa i gastronomii (21%). Pracownicy tej branży  według wspomnianego raportu najczęściej zmieniali pracę w ostatnim czasie ( wciągu 6 miesięcy przed badaniem).

Z tego samego raportu wynika też, że co czwarta osoba rozważa wyjazd za granicę w poszukiwaniu nowego zajęcia. Jako powody podają najczęściej chęć zdobycia lepszej płacy i warunków zatrudnienia (aż 63%). Migrantami zarobkowymi najczęściej zostają osoby o niskim wykształcaniu lub pracownicy fizyczni, ale w następnej kolejności także inżynierowie. Branżami, które mogą spodziewać się odpływu pracowników są przede wszystkim: budownictwo, branża finansowa, hotelarstwo i gastronomia.

Prawie połowa osób, które obecnie nie rozważają wyjazdu do pracy za granicę, wzięłaby to pod uwagę w przypadku pogorszenia się ich sytuacji zawodowej. Obecnie głównym powodem poniechania myśli o wyjeździe do pracy za granicą jest chęć pozostania w Polsce z rodziną i znajomymi.

Wśród najczęstszych powodów chęci zmiany pracy, respondenci przytoczonego wcześniej badania „Barometr Rynku Pracy” wskazywali zbyt niski poziom wynagrodzenia (44,5%), chęć samorealizacji (41,3%), brak możliwości rozwoju (34,1%), brak perspektywy awansu (32,8%). Z przytoczonego raportu wynika, że niemal połowa pracowników, którzy zamierzają zmienić pracę lub obawiają się zwolnienia, rozważa także zmianę wykonywanego zawodu. Chęć zmiany zawodu częściej deklarują najmłodsi pracownicy oraz osoby zarabiające poniżej 3000 zł netto. Najmniej skorzy do przekwalifikowania się są pracownicy sektora publicznego.

MLP Group osiągnęło blisko 100 mln zł zysku netto

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za pierwsze trzy kwartały br. W tym okresie Grupa osiągnęła 102,2 mln zł przychodów, natomiast zysk netto wyniósł 97,6 mln zł, co oznacza wzrost o 237% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła od początku roku o 10,6% do 902 mln zł. Całkowita wynajęta powierzchnia zwiększyła się w ujęciu r./r. o ponad 30%.

„Doskonałe wyniki osiągnięte w pierwszych 9 miesiącach potwierdzają, że pewnie zmierzamy do kolejnego bardzo udanego roku. W minionym okresie mieliśmy do czynienia ze szczególnie silnym popytem na małe i średnie powierzchnie magazynowe. Z sukcesem prowadzimy naszą ekspansję na rynku niemieckim, realizując duże inwestycje w Unna, Mönchengladbach|Schwalmtal i Berlinie oraz przygotowując kolejne projekty w Bochum, Koblencji i innych kluczowych regionach magazynowych tego kraju. Nasze portfolio wysokiej jakości, dobrze zlokalizowanych aktywów magazynowych jest bardzo atrakcyjne dla najemców. Świadczy o tym niski wskaźnik pustostanów. Większość budowanych obiektów jest już objęta umowami najmu. Nasz program rozwojowy kontynuujemy w szybkim tempie, bazując w dużym stopniu na dużym popycie generowanym przez najemców z segmentu e-commerce” – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w pierwszych trzech kwartałach 2019 roku uzyskał 102,2 mln zł przychodów, w porównaniu do 105,7 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. Grupa zanotowała 152,2 mln zł zysku na działalności operacyjnej, co jest wynikiem blisko 2,5 krotnie lepszym niż rok wcześniej kiedy uzyskano 62,5 mln zł. Wynik netto wzrósł natomiast w ujęciu r./r. o 237% do 97,6 mln zł. Deweloper powierzchni magazynowych na koniec września 2019 r. posiadał kapitały własne (aktywa netto) o wartości 902 mln zł, czyli o 10,6% wyższe niż wartości wykazane na koniec 2018 roku. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 18,8% do 1,72 mld zł.

Całkowita powierzchnia wynajęta na koniec września br. zwiększyła się o ponad 30% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Potencjał zabudowy na posiadanych gruntach wynosi ponad 1,23 mln m2, co oznacza możliwość podwojenia wielkości najmu. Poziom pustostanów na koniec trzeciego kwartału br. był na poziomie około 3%.

Zgodnie ze strategią „build & hold”  MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu.  Doceniają to najemcy, którzy przez cały okres współpracują z tymi samymi osobami odpowiadającymi za wysoką jakość świadczonych usług.

Specjaliści od customer service poszukiwani

Customer service to kompleksowa obsługa klienta biznesowego, która opiera się na relacji B2B (business-to-business). Jest to sektor często niedoceniany przez osoby wchodzące na rynek pracy i błędnie porównywany z call center. Customer service to określenie relacji między klientem, a dostawcą produktów lub usług na całym świecie. Zapotrzebowanie na pracowników z tego obszaru jest duże, a pensje specjalistów wzrastają w granicach 500-1000 zł rocznie. Judyta Podlasińska, z Michael Page objaśnia specyfikę dynamicznie rozwijającej się branży w Polsce.

Czym jest customer service

Specjaliści od customer service zajmują się kompleksową obsługą zamówień biznesowych. Nadzorują pełen proces obsługi klienta od momentu przyjęcia zamówienia, poprzez kontakt z magazynami, firmami logistycznymi, bieżącą i stałą komunikację z klientem oraz koordynację transportu i dostawę towaru na czas.

Specjalistów od customer service potrzebują firmy z różnorodnych sektorów zwłaszcza te, które mają własne zakłady produkcyjne, ale też same zajmują się wytwarzaniem produktów, np. przedsiębiorstwa z branży FMCG, medical device i farmacji. Ich siedziby znajdują się nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie, dlatego na customer service składa się szereg złożonych procesów. Praca zapewnia stały rozwój i wymaga skoordynowanych, bieżących działań oraz komunikacji z międzynarodowymi klientami – mówi Judyta Podlasińska, konsultant w Michael Page.

Polscy pracownicy poszukiwani

Branża customer service przeszła wiele zmian. Kiedyś oddziały znajdowały się w wielu miejscach na świecie, natomiast obecnie firmy preferują zakładanie swoich filii jedynie w wybranych krajach i Polska jest jednym z nich.

Powodem przenoszenie oddziałów customer service do Polski jest przede wszystkim dostęp do wysoko wykwalifikowanych pracowników – dobrze wykształconych i znających kilka języków obcych. Jednym z czynników jest również dobra lokalizacja naszego kraju oraz tańsze koszty pracy i wynajmu powierzchni biurowych w porównaniu np. do kosztów w Europie Zachodniej – mówi Judyta Podlasińska z Michael Page.

Profil kandydata

Zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru customer service jest dosyć spore, zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Katowice, Łódź czy Kraków. Najbardziej poszukiwane są osoby, które cechuje komunikatywność, chęć kontaktu z klientem, dynamiczność, otwartość i wielozadaniowość. Dobrze widziana jest także znajomość systemu SAP, doświadczenie w obsłudze międzynarodowych klientów oraz płynne posługiwanie się językami obcymi. Najbardziej pożądani są eksperci, którzy znają przynajmniej 3 języki: polski, angielski na poziomie minimum B2 oraz francuski lub niemiecki na poziomie native.

Branża customer service jest bardzo dynamiczna, dlatego ważne, żeby kandydat potrafił poradzić sobie również z trudnymi zadaniami, które wymagają nietypowych, pomysłowych i szybkich rozwiązań. Często jest to także praca pod presją czasu, która wymusza na pracowniku wykonywanie kilku działań jednocześnie. Dodatkowe wyzwanie mogą stanowić również różnice kulturowe i kontakt z klientami międzynarodowymi – dodaje Judyta Podlasińska.

Wynagrodzenia

Od około 2 lat dostrzegamy systematyczny wzrost wynagrodzeń w branży customer service. Więcej firm inwestuje i tworzy huby logistyczne w Polsce, stąd pojawia się coraz większe zapotrzebowanie na nowych pracowników. Dotyczy to przede wszystkim kandydatów na stanowiska specjalistyczne i managerskie, czyli osób przynajmniej z trzyletnim doświadczeniem.

Na przestrzeni ostatniego roku wynagrodzenia specjalistów z obszaru customer service wzrosły o 500-1000 zł w zależności od znajomości języków i nabytego doświadczenia. Osoby nowe w branży, posługujące się biegle jedynie językiem angielskim, które aplikują do firm z ugruntowaną, silną pozycją na rynku i dobrą renomą mogą spodziewać się wynagrodzenia w granicach 5500 do 7000 zł brutto. W firmach, które są nowe i dopiero tworzą huby logistyczne, wynagrodzenie oscyluje zazwyczaj w granicach 6500 do 8500 zł brutto. Kandydaci biegle porozumiewający się w języku angielskim oraz francuskim lub niemieckim, mogą liczyć na wzrost wynagrodzenia o ok. 1000 zł, chociaż ich pensje nie przekraczają najczęściej 8500 zł brutto. Dodatkowo, kandydaci często otrzymują pozapłacowe dodatki do pensji, możliwość pracowania zdalnie oraz korzystania z elastycznych godzin. Co miesiąc, tylko w samej Warszawie w PageGroup prowadzimy kilkanaście rekrutacji w obszarze customer service komentuje Judyta Podlasińska.

Trendy w branży

Rosnące zapotrzebowanie na kandydatów sprawia, że prognozy rozwoju dla branży są optymistyczne i wskazują na dalszy wzrost jej znaczenia na polskim rynku.

Postęp technologiczny i postępująca robotyzacja nie jest zagrożeniem dla customer service. W branży B2B, gdzie jest wiele nagłych zmiennych, maszyna nie będzie w stanie im sprostać, jak człowiek. Potrzebna jest ponadto umiejętność kreatywnego myślenia i skutecznej komunikacji, dlatego czynnik ludzki jest nie do zastąpienia. Nowoczesne technologie mogą natomiast wpłynąć na pracę zespołów. Pracownicy ograniczą pracę z dokumentami i będą mogli w większym stopniu koordynować projekty, zarządzać procesami, czy optymalizować czas dostawy – podsumowuje Judyta Podlasińska.

Dobra reputacja przewoźnika?

Krajowy Rejestr Elektroniczny Przedsiębiorców Transportu Drogowego (KREPT) funkcjonuje już od dwóch lat, a od ponad roku prowadzana jest klasyfikacja poszczególnych naruszeń (PN, BNP, NN). Jak funkcjonowanie tego narzędzia zmieniło praktyki służb kontrolnych? Czy ryzyko utraty dobrej reputacji wzrosło?

Od września 2017 r. postępowania administracyjne, mające na celu ocenę dobrej reputacji przedsiębiorstwa transportowego są prowadzone przez Wydział ds. Krajowego Rejestru Elektronicznego Przedsiębiorców Transportu Drogowego. W 2018 r. Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) przeprowadził 215 postępowań, które miały na celu sprawdzenie spełniania wymogów dobrej reputacji przez przewoźników, w efekcie czego wydano 13 decyzji administracyjnych decydujących o jej utracie.[1] Zaś od początku 2019 r. do września. GITD wszczęła 169 postępowań w tej kwestii.[2] Dla porównania w 2017 r. prowadzonych było 46 postępowań, w wyniku których żadne z polskich przedsiębiorstw transportowych nie utraciło licencji.

Co to oznacza?

Prowadzenie transportu międzynarodowego jest regulowane przez wiele aktów prawnych, wśród których jednym z najważniejszych jest ten, mówiący o konieczności posiadania zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego. Aby taki dokument uzyskać, konieczne jest spełnienie czterech wymogów. Należy posiadać:

  • rzeczywistą i stałą siedzibę w jednym z członkowskich państw UE,
  • dobrą reputację,
  • odpowiednią zdolność finansową,
  • wymagane kompetencje zawodowe.

Aby sprawdzić, czy przedsiębiorca spełnia warunek dobrej reputacji, monitorowane są m.in. takie elementy jak: postępowanie zarówno właściciela, jak i zarządzającego transportem, popełniane naruszenia z uwzględnieniem wpływu kierowcy oraz innych osób zatrudnionych w firmie. Zatem, by przewoźnik mógł się nią legitymować, musi spełnić określone wytyczne:

  • Na zarządzającym transportem lub przedsiębiorcy nie mogą ciążyć poważne zarzuty lub wyroki skazujące lub też sankcje za popełnienie poważnego naruszenia wg obowiązujących przepisów krajowych. W Polsce można wyróżnić m.in.: przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, handel ludźmi, katastrofę w ruchu lądowym, niezgłoszenie wniosku o upadłość, ukrywanie majątku przed US, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości i inne.
  • Zarządzający lub przedsiębiorca nie został w żadnym kraju UE skazany za poważne przestępstwo, ani też nie nałożono na nich sankcji za poważne naruszenia przepisów wspólnotowych m.in.: za przekroczenie czasu prowadzenia pojazdu, przekroczenia maksymalnej masy i wymiarów pojazdów użytkowych w ruchu międzynarodowym, nieprawidłowości wynikających z braku badań technicznych.

Jak to rozumieć? Aby przewoźnik mógł cieszy się dobrą reputacją w świetle prawa nie powinny ciążyć na nim naruszenia uznawane za najpoważniejsze. Naruszenie klasyfikowane jako NN na koncie przedsiębiorcy lub zarządzającego transportem odbierają mu w zasadzie możliwość prowadzenia firmy transportowej – podsumowuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK). – Jednak należy pamiętać, że w kwestii oceny dobrej reputacji istotna jest także waga i częstotliwość występowania określonych naruszeń mniejszej wagi oraz ilość kierowców zatrudnionych przez przedsiębiorstwo. Rozporządzenie Komisji UE 2016/403 określa, że trzy poważne naruszenia (PN) w przeliczeniu na jednego kierowcę – popełnione w skali roku są uznawane jako jedno naruszenie o wadze bardzo poważnego, natomiast trzy BPN w przeliczeniu na każdego kierowcę popełnione w ciągu roku skutkują uruchomieniem krajowej procedury, mającej na celu ocenę dobrej reputacji przedsiębiorstwa – wyjaśnia Wolański.

Polskie regulacje prawne określone w ustawie o transporcie drogowym doprecyzowują sytuację, w której występują średnio jedno lub dwa BPW na jednego zatrudnionego kierowcę w firmie.

Ustawodawca przewiduje ostrzeżenie dla przewoźników, u których wykryto bardzo poważne naruszenie przypisane średnio na każdego zatrudnionego kierowcę – w takich okolicznościach właściciel firmy otrzymuje pouczenie o możliwości wszczęcia procedury o utracie dobrej reputacji. Sytuacja jest mniej korzystna w momencie, gdy na każdego zatrudnionego kierowcę przypadają minimum dwa BPN – takie okoliczności mogą skutkować cofnięciem na trzy miesiące 20% wypisów z  licencji wspólnotowej oraz zawieszenia wydawania nowych na sześć kolejnych miesięcy (o ile firma posiada więcej niż 10 wypisów). Jeśli firma posiada od dwóch do dziesięciu wypisów, to za dwa BPN grozi mu cofnięcie jednego wypisu z licencji wspólnotowej na trzy miesiące oraz zawieszenie wydawania nowych na kolejne pół roku. W przypadku tych przewoźników, którzy posiadają jeden wypis z licencji stosowana jest kara w wymiarze zawieszenia wydawania wypisów przez okres dwóch kwartałów doprecyzowuje ekspert OCRK.

Kiedy należy się bać?

Przewoźnik powinien mieć świadomość, kiedy dobra ocena reputacji jego przedsiębiorstwa może być zagrożona, a ku temu mogą pojawić się trzy główne powody, gdy na właściciela został nałożony:

  • prawomocny wyrok skazujący za umyślne przestępstwa określne w art.5 ust. 2a ustawy o transporcie drogowym,
  • wykonalna decyzja o nałożeniu kary za przynajmniej jedno naruszenie klasyfikowane jako NN,
  • wykonalna decyzja za naruszenia, których częstotliwość przekracza określone normy.

Jeśli uprawniony organ – czyli GITD lub starosta właściwy dla siedziby przedsiębiorstwa – uzna, że utrata dobrej reputacji będzie stanowiła nieproporcjonalną reakcję (za wyjątkiem umyślnych przestępstw) – może podjąć decyzję o nienaruszeniu jej. Jednak takie uzasadnienie zostanie uwzględnione w rejestrze KREPT – informuje Kamil Wolański z OCRK.

Jest wyjście

Z doświadczenia współpracujących na co dzień z ponad 30 tys. kierowcami wynika, że w sytuacji, gdy zostaje wszczęte postępowanie mające na celu ocenę dobrej reputacji można podjąć kilka kroków. Najprostszym i najskuteczniejszym z rozwiązań jest zwrócenie się o pomoc do wyspecjalizowanych firm zewnętrznych, które kompleksowo wdrożą prawidłowy tok pracy w przedsiębiorstwie poprzez m.in. szkolenia kierowców, właściwą analizę czasu pracy i regulaminów, które w ciągu sześciu miesięcy powinny poprawić reputację przewoźnika. Innym, również powiązanym z powyższym rozwiązaniem jest przedstawienie dokumentów i raportów, które potwierdzają dyscyplinowanie kierowców (w tym: upomnienia, nagany, zwolnienia), których błędy skutkują wszczęciem postępowania. Przedsiębiorca ma możliwość także udostępnić materiały, które potwierdzają nadzór nad przemieszczeniem się pojazdów i przestrzeganiem norm rozporządzenia 561/2006 – radzi ekspert. Natomiast jeśli wszczęcie postępowania względem oceny dobrej reputacji jest wynikiem zaniedbań zarządzającego, to istnieje także możliwość powierzenia obowiązków zarządzającego nowozatrudnionej, kompetentnej osobie – posiadającej certyfikat kompetencji – dodaje.

Szach mat?

Co w sytuacji, gdy ocena dobrej reputacji przedsiębiorstwa nie jest pozytywna? Wydanie decyzji stwierdzającej o utracie dobrej reputacji jest jednoznaczne z zawieszeniem zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego. Czyli do czasu zastosowania środka rehabilitacyjnego pojazdy należące do przedsiębiorstwa zostają w praktyce unieruchomione.

Jako ten „środek rehabilitacyjny” powinniśmy rozumieć zatarcie skazania za przestępstwa lub wykroczenia, które zaważyły na odebraniu dobrej reputacji. Środkiem zaradczym jest także upływ roku od dnia nałożenia grzywny za wykroczenie stanowiące najpoważniejsze naruszenie tłumaczy Kamil Wolański z OCRK. Przewoźnik, który zdecyduje się na wyruszenie w trasę, mimo utraty dobrej reputacji, powinien liczyć się z karą w wysokości 12 tys. PLN – przestrzega.

Najskuteczniejszym narzędziem obrony jest zapobieganie wszelkim sytuacjom, które mogą doprowadzić do wszczęcia postępowania oceny dobrej reputacji. Warto rozważyć też współpracę z  wyspecjalizowaną w tej dziedzinie firmą, która profesjonalnie rozliczy czas pracy kierowców. Dużym ułatwieniem w tej kwestii jest także wykorzystanie dedykowanych narzędzi – oprogramowania dla transportu, które zminimalizuje ryzyko popełnienia błędu.

[1] GITD, Biuro Informacji i Promocji | Wydział Komunikacji, dane z dn. 22.03.2019

[2] GITD, Biuro Informacji i Promocji | Wydział Komunikacji, dane z dn. 25.09.2019

Skuteczne rozwiązania w walce o lojalność klienta

Zwiększenie poziomu motywacji i sprzedaży – kto nie marzy o takich efektach dla swojej firmy. Ze względu na dużą konkurencyjność, niestety z roku na rok jest to zadanie coraz trudniejsze dla każdego przedsiębiorcy. Niezależnie od tego czy mowa o dużej, średniej czy małej firmie, każda musi walczyć o uwagę i lojalność klienta. Na szczęście pomóc w tym mogą programy lojalnościowe i wsparcia sprzedaży

Obecnie aż 65% firm rozwija programy wsparcia sprzedaży. To o 20% więcej niż przed trzema laty. Duży wzrost zainteresowania taką formą aktywizacji zarówno klientów, jak i kontrahentów świadczy o jej wymiernej skuteczności. Potwierdzają to również wyniki badań. Według badania ICAN Institute „Wyzwania sprzedaży 2019”, przeprowadzonego na zlecenie Edenred Polska, w samym 2018 roku 83% liderów sprzedaży przekroczyło zakładane plany sprzedażowe o 20%. Ogromny wpływ na te wyniki miało właśnie m.in. wdrożenie programów lojalnościowych.

Lojalność na rynku B2B i B2C

Obok takich liczb żaden przedsiębiorca nie powinien przechodzić obojętnie. Szczególnie, że program lojalnościowy czy też wsparcia sprzedaży daje niemal nieograniczone możliwości aktywizacji różnych grup, które wpływają na sukces firmy. Programy możemy wdrażać zarówno dla klientów B2C, jak i B2B dbając o lojalność partnerów biznesowych oraz zwiększając sprzedaż.

Aż 91% uczestników programów wsparcia sprzedaży to klienci z segmentu B2B. Przede wszystkim punkty handlu hurtowego (96%) oraz sprzedaży detalicznej (78%). Co drugi program jest skierowany do rynku B2C.

Kolejną grupą odbiorców, o którą możemy zadbać poprzez programy lojalnościowe są siły sprzedaży. Poprawnie stworzony program, w którym oferować będziemy atrakcyjne nagrody, przełoży się bezpośrednio na ich motywację  i efektywniejsze działania.

Potencjał do zwiększenia sprzedaży

Zarówno właściciele dużych, jak i średnich oraz małych firm dostrzegają szereg korzyści z wdrożenia programów lojalnościowych i wsparcia sprzedaży. Według wspomnianego raportu ICAN Institute, aż 97% badanych podkreśla, że programy dają potencjał do zwiększenia sprzedaży i udziałów rynkowych.

Z kolei 84% twierdzi, że programy pozwalają zwiększyć i utrzymać motywację klientów. 83% z kolei uważa, że programy wspierają promocję usług i produktów firmy.

Dodatkowo programy wsparcia sprzedaży pozwalają na szybki i realny zwrot z inwestycji, zaś programy lojalnościowe pomagają zoptymalizować koszty firmy, a także utrzymać wysoką motywację uczestników.

Program wsparcia sprzedaży krok po kroku

Warunkiem osiągnięcia takich, jak opisane powyżej efektów, jest odpowiednie przygotowanie i wdrożenie programu.

Pierwszym aspektem, o który trzeba zadbać jest zdefiniowanie pożądanego celu, który chcemy osiągnąć. Następnie określenie grupy odbiorców. Niezbędne jest ustalenie budżetu, a także mechanizmu programu. Żaden program nie zakończy się sukcesem, jeśli nie zadbamy o atrakcyjne nagrody.

Co jednak z perspektywy uczestników programów lojalnościowych i wsparcia sprzedaży oznacza określenie „atrakcyjne nagrody”. Każdy z pewnością podał by swoją definicję, dlatego też organizator powinien zapewnić każdemu swobodę wyboru i dostępność nagród w każdym momencie trwania programu.

Nagrody na miarę potrzeb

Tu z pomocą przychodzą przedpłacone karty premiowe, które obok nagród rzeczowych i rabatów są najczęściej wybieranymi nagrodami w programach. Korzyści z wprowadzenia takiej nagrody osiągają zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy. Aż dla 98% firm jest to atrakcyjna forma nagradzania, a dodatkowo łatwa w obsłudze. Wybór karty przedpłaconej nie jest dla organizatora obciążeniem logistycznym, jest to elastyczna, różnorodna i dopasowana do oczekiwań uczestników nagroda.

Nie dziwi więc, że już co drugi program lojalnościowy w Polsce wykorzystuje karty przedpłacone w katalogu nagród. Karty sprawiają, że to uczestnik programu decyduje jaki ostateczny kształt przybierze nagroda. Są one akceptowane w sklepach na całym świecie, jak i w internecie.

Dodatkowo długi termin ważności kart sprawia, że można je wydać tylko raz na cały okres trwania programu, a następnie zasilać określonymi kwotami. Karty są zawsze dostępne, a zarządzanie katalogiem nagród łatwe i przejrzyste.

Wsparcie i wiedza

Dzięki tak skutecznym rozwiązaniom żaden przedsiębiorca nie musi się martwić o to czy jego program odniesie sukces. Zaś właściciele firm, którzy wciąż odkładają w czasie wdrożenie programów lojalnościowych i wsparcia sprzedaży mogą skorzystać z fachowej pomocy i wsparcia doświadczonego partnera, jakim jest Edenred. Taka współpraca z pewnością przyniesie szybki zwrot z inwestycji.

Dowiedz się więcej: lojalnosc.edenred.pl

Google radzi jak zwiększyć sprzedaż w Black Friday

Zgodnie z danymi Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w 2017 roku w Polsce zarejestrowane były 2 miliony małych i średnich przedsiębiorstw, które zatrudniały w sumie 10 milionów pracowników i generowały około 1.4 bilionów złotych przychodu. Jednak nawet tak duże  liczby nie pokazują w pełni, jaką wartość mniejsze przedsiębiorstwa wnoszą do Polski.  

Małe i średnie przedsiębiorstwa bardzo często tworzone są wokół pasji i dlatego stanowią siłę napędową rozwoju całych lokalnych społeczności, czasami je nawet reprezentując. Ich sukces zależy zarówno od pielęgnowania dotychczas nawiązanych relacji z klientami, jak i od ciągłego pozyskiwania nowych. Jednak jak pozyskiwać nowych klientów? Prawie co czwarty właściciel małej firmy twierdzi, że marketing jest jednym z największych wyzwań, przed którymi stają. Badania przeprowadzone przez Google w Europie wskazują, że 3 największe wyzwania, przed którymi stają MŚP to: zdobywanie nowych klientów (48%), utrzymanie klientów (27%) i efektywność w marketingu (24%).

Przygotowania przedsiębiorców do promocyjnej sprzedaży w Black Friday (29 listopada), powinny szczególnie uwzględniać inwestycje w marketing internetowy. Takie działanie zwiększy widoczność firmy podczas przedświątecznej gorączki. Na szczęście, także w Polsce, ten okres stwarza coraz więcej możliwości na zdobycie nowych klientów: w poprzednim roku 22% Polaków zrobiło zakupy w Black Friday, a 47% z nich zdecydowało się na zakup rzeczy, której wcześniej nie planowali nabyć.

Aby maksymalnie wykorzystać okres świąteczny, małe firmy muszą korzystać z efektywnych narzędzi internetowych. Pomoże im to dotrzeć do nowych klientów i zwiększyć przychody wraz z upływem czasu.

Poniżej znajduje się kilka łatwych i skutecznych sposobów na rozwój firmy i zwiększenie sprzedaży online w okresie Black Friday:

  1. Daj się znaleźć w Google i powiadom o swoich nowościach

Prawie jedna trzecia wszystkich wyszukiwań na urządzeniach mobilnych jest związana z lokalizacją geograficzną, a liczba ta cały czas rośnie,  dlatego bardzo ważne jest, aby Twoja firma pojawiła się w wynikach wyszukiwania Google. Możesz zarządzać takimi danymi z poziomu narzędzia Google Moja Firma. Publikowanie za pośrednictwem Google Moja Firma umożliwia dodawanie wydarzeń, produktów i usług bezpośrednio na liście w wyszukiwarce Google i Google Maps. Tworząc posty, możesz przekazać wszystkie najświeższe informacje o Twojej firmie klientom, aby mogli je  wyświetlić bezpośrednio w Google.

PROBLEM: Potencjalni klienci nawet nie wiedzą o istnieniu Twojej firmy i produktów.

ROZWIĄZANIE: Google obsługuje 63 000 wyszukiwań na sekundę każdego dnia. To także średnia liczba osób korzystających z Google dziennie, co przekłada się na co najmniej 5,6 miliarda wyszukiwań dziennie.

  • 79% polskich mniejszych firm zgadza się, że dzięki wyszukiwarce lokalni oraz pozostali klienci znacznie łatwiej znajdują firmę w Google.
  • 90% klientów częściej odwiedza firmę, która ma numer telefonu na stronie wyników wyszukiwania lub w Google Maps.
  • Każdego miesiąca poprzez Google odwiedzanych jest 100 milionów witryn biznesowych, co tworzy ponad 3 miliardy bezpośrednich połączeń między firmami a ich klientami.
  1. Znajdź nowych klientów za granicą

Proste i przydatne narzędzie Google Market Finder, potrafi podpowiedzieć najlepsze rynki docelowe na ekspansję zagraniczną dla każdej firmy. Interaktywna ścieżka wyznaczona przez Market Finder wskaże Ci krótką listę obiecujących nowych rynków docelowych odpowiednich dla Twojej marki, pomoże określić popyt na Twoje produkty lub usługi na podstawie lokalnych, miesięcznych wyszukiwań, a także popularne trendy na rynkach, dochód rozporządzalny na osobę, liczbę użytkowników internetu i zalecane stawki. Gdy już przygotujesz listę interesujących Cię rynków, Market Finder pomoże Ci zaplanować działania związane z tłumaczeniami, płatnościami, obsługą klienta, jak również podatkami, wymaganiami prawnymi, logistyką i rekrutacją.

PROBLEM: Masz poczucie, że Twoja firma jest gotowa na rozwój zagraniczny, ale nie masz pojęcia gdzie eksportować i jak zacząć.
ROZWIĄZANIE: Dogłębna analiza Twojej firmy, jej potencjału i wskazówki dotyczące międzynarodowego rozwoju.

  • 70% małych firm nie ma wystarczającej wiedzy, aby znaleźć najlepsze rynki docelowe dla swojej działalności.
  • Największe bariery dla małych firm na drodze do większego eksportu to: różne standardy lub przepisy dotyczące produktów (51%), biurokracja (49%), trudność w prowadzeniu działań marketingowych dla zagranicznych klientów (49%), brak widoczności w wyszukiwaniach klientów zagranicznych (46%), bariery językowe lub kulturowe (41%), cła (37%) oraz brak wiedzy o tym, które rynki docelowe wybrać (35%).
  1. Reklamuj swój produkt

Dzięki Shopping ads, które już teraz dostępne są w 50 nowych  krajach, a ogółem na 95 rynkach, możesz zwiększyć swój  zasięg bardziej niż kiedykolwiek.

Zacznij wyświetlać swoje produkty w wyszukiwarce Google na całym świecie dzięki multi-country feeds. Pozwalają one kierować reklamy na wiele krajów, w których używa się danego języka. Na przykład, jeśli chcesz reklamować swój produkt w Niemczech, możesz automatycznie wyświetlić jego reklamę także w innych krajach niemieckojęzycznych, np. Austrii lub Szwajcarii. Wszystko, co musisz zrobić, to skonfigurować dane dla tych krajów w kampanii.

PROBLEM: Nie wiesz, jak sprawić, aby Twoje produkty zobaczyli klienci na całym świecie.
ROZWIĄZANIE: Promuj swoje produkty jednocześnie w wielu krajach dzięki Shopping ads.

  1. Wyświetl swoją firmę w odpowiedzi na wyszukiwania klientów 

PROBLEM: Nie wiesz, jakie frazy wyszukują klienci i w jaki sposób stworzyć odpowiednią dla nich reklamę.
ROZWIĄZANIE: Propozycje słów kluczowych i oszacowanie ruchu dla Twojej witryny.

Keyword planner to bezpłatne narzędzie, które pomoże Ci stworzyć odpowiednie reklamy i kampanie. Platforma pomaga wyszukiwać słowa kluczowe i sprawdzić ich skuteczność. Keyword planner może także pomóc w ustaleniu konkurencyjnych stawek i budżetu.

  • 63% polskich małych firm stwierdziło, że reklama w wyszukiwarce ma bardzo ważne znaczenie dla ich działalności.
  1. Dotrzyj do nowych klientów

PROBLEM: Nie jesteś ekspertem w kwestii reklam i nie wiesz, jak zacząć tworzyć reklamy swoich produktów.
ROZWIĄZANIE: Zastosuj zaawansowane technicznie rozwiązania, które są bardzo przyjazne w użytkowaniu.

Dotrzyj do jeszcze większej liczby klientów, dzięki narzędziu Smart Campaigns. Wybierz swój cel (liczba zapytań, ruch na stronie internetowej lub rzeczywisty ruch w sklepie), lokalizację, budżet i prześlij swoją reklamę, Google, wykorzystując uczenie maszynowe zapewni Ci najlepsze wyniki.

  • Połowa polskich mniejszych firm (50%) wydaje znaczną część swojego budżetu marketingowego na reklamę w wyszukiwarce internetowej.
  1. Sprawdź, jak działa Twoja strona internetowa

PROBLEM: Nie wiesz, w jaki sposób wydawane są Twoje pieniądze na reklamy i czy rzeczywiście reklamy są skuteczne.
ROZWIĄZANIE: Analiza Twoich wydatków na reklamy.

Google Analytics pomoże Ci sprawdzić, jak działa Twoja strona internetowa i poprawić ewentualne błędy. Dzięki narzędziu zrozumiesz zachowania odwiedzających Twoją witrynę, co pomoże Ci w lepszej ocenie wydajności zamieszczonych tam treści i produktów. Google prowadzi również bezpłatne kursy w ramach Akademii Analytics, które pomogą Ci poznać to narzędzie Google, dzięki czemu będziesz mógł rozwijać swoją firmę na podstawie zgromadzonych danych i ich analizie.

  1. Weź udział w szkoleniu w ramach Internetowych Rewolucji Google 

PROBLEM: Nie potrafisz się odnaleźć pośród różnych cyfrowych narzędzi i posługiwać się nimi.
ROZWIĄZANIE: Indywidualne warsztaty z doradcą Google.

Jeśli potrzebujesz praktycznej pomocy i chcesz nauczyć się korzystać z narzędzi Google, możesz skorzystać z bezpłatnego szkolenia. Nawiązaliśmy współpracę z tysiącami organizacji w całym kraju, które oferują bezpłatną pomoc i warsztaty w ramach naszego programu Grow with Google. Listę organizacji i szkolenia w Twojej okolicy możesz znaleźć na stronie: grow.google.

Kim Spalding, Global Product Director, Small Business Ads, Google

Transmisje esportowe szansą dla wielu marek

Codziennie na świecie rozgrywane są turnieje esportowe. Wiele z nich jest transmitowanych przez agencje gamingowe, takie jak Fantasyexpo. Transmisje z emocjonujących rozgrywek esportowych są dla wielu marek doskonałą okazją do promowania swoich produktów w grupie potencjalnych klientów.

Emocje na żywo

Turnieje esportowe pod względem realizacji można porównać do innych dużych wydarzeń rozrywkowych, takich jak chociażby koncerty. Wielu wskazuje na to, że największą zaletą spotkań esportowych jest dynamika i wysokie tempo rozgrywki, czego przykładem może być zwłaszcza gra Counter-Strike: Global Offensive. W optymalnym wariancie spotkanie składa się z 30 rund, trwających niecałe 2 minuty. To sprawia, że każda z nich obfituje w wiele zaskakujących sytuacji oraz zwrotów akcji. Kilkadziesiąt sekund w dłuższej perspektywie może odmienić losy całego spotkania. Dzięki temu fani się nie nudzą i cały czas mogą emocjonować się rozgrywką. Wiele marek natomiast pragnie być tam, gdzie są prawdziwe emocje.

Duże zainteresowanie

Pełne emocji transmisje esportowe cieszą się zresztą dużą popularnością, zależnie od gry, której dotyczą. Bardzo dobrym przykładem są tegoroczne mistrzostwa świata w League of Legends, w których uczestniczyła drużyna Marcina “Jankosa” Jankowskiego. Półfinał z udziałem Polaka cieszył się w kraju dużym zainteresowaniem – w szczytowym momencie oglądało go łącznie ponad 85 tysięcy widzów. Równie chętnie starcie to śledzili kibice z innych krajów. Według danych Esports Charts mecz G2 Esports z SK Telecom T1 w szczytowym momencie oglądało 3 976 038 widzów. Liczba ta nie obejmuje jednak chińskich transmisji. Warto jednak przypomnieć, że według informacji z tego samego źródła, transmisje z zeszłorocznej edycji Mid-Season Invitational w szczytowym momencie śledziło 127 milionów widzów, licząc fanów z Chin.

Techniczne zalety

Jak donosi raport „Zjawisko blokowania reklam”, przygotowany przez IAB Polska pod koniec 2017 roku, liczba użytkowników oprogramowania typu adblock od 2012 do 2017 roku wzrosła o 192%. Z analiz przygotowanych przez Mindshare Polska na podstawie badania przeprowadzonego przez Live Panel wynika natomiast, że w 2018 roku aż 76% użytkowników internetu w Polsce stosowało przynajmniej jeden ze sposobów pozwalających uniknąć oglądania reklam w sieci. Przez to efektywność wielu kampanii reklamowych w przeglądarkach drastycznie spada.

Turnieje esportowe są natomiast realizowane na Twitchu oraz YouTube, a okazjonalnie również na Facebooku. W przypadku tego rodzaju transmisji organizatorzy decydują się na emisję reklam w specjalnych blokach reklamowych, których nie można zablokować, ani pominąć. Często zresztą sami widzowie żywiołowo komentują konkretne reklamy, które są dobrze dopasowane do tego rodzaju transmisji.

Jako agencja gamingowa doradzamy klientom jak tworzyć kreatywne kampanie, do których zaliczają się zarówno reklamy komercyjne, jak i niestandardowe akcje. Najważniejsze jest jednak to, żeby były one jak najbliższe społeczności graczy – tłumaczy Aleksiej Budźko, Brand Manager w agencji Fantasyexpo, która specjalizuje się między innymi w realizacji transmisji z zawodów esportowych.

Ponadto w świadczeniach sponsorzy mają zagwarantowaną stałą ekspozycję swojego logotypu lub produktu na grafice transmisji, dzięki czemu widz ma stały kontakt z daną marką. W związku z tym bardzo ważną liczbą podsumowującą transmisję jest wskaźnik „HW – hours watched”, określający łączną liczbę obejrzanych godzin, która pozwala określić przez jaki łączny czas odbiorcy mieli kontakt z markami. Dodatkowo transmisje są archiwizowane i w każdej chwili można do nich wrócić, z czego widzowie chętnie korzystają. Przykładem może być realizowana przez Fantasyexpo transmisja ze StarLadder Major Berlin 2019, czyli mistrzostw świata w grze CS:GO. Powtórki obejrzano wtedy ponad 75 tysięcy razy.

Interakcja w czasie rzeczywistym

Transmisje na platformach streamingowych mają wiele różnych zalet, które tworzą przewagę nad tradycyjną telewizją. Jedną z wielu możliwości, które daje ten sposób emisji, jest czat na żywo, który pozwala widzom na aktywne uczestniczenie w transmisji poprzez komentowanie akcji w trakcie meczów i reklam w przerwach, a także wymianę zdań między użytkownikami, co jest niezwykle angażujące. W perspektywie biznesowej ten rodzaj interakcji daje natomiast narzędzie pozwalające na automatyczne wysyłanie wiadomości na temat produktów sponsorów, zapraszanie do sprawdzenia oferty, czy też odwiedzenia kanałów w mediach społecznościowych. Narzędzie to podlega wielu konfiguracjom, dzięki którym po wpisaniu ustalonej komendy użytkownicy zobaczą określoną wiadomość.

Wiele możliwości

Nowe technologie cały czas tworzą jednak dodatkowe możliwości, dzięki którym marki mogą w różny sposób promować siebie i swoje produkty podczas transmisji esportowych. Nikogo nie powinno dziwić, że nazwa sponsora może znaleźć się w tytule transmisji, a pod oknem transmisji dostępne jest miejsce na banery z logotypami lub zachętą do sprawdzenia oferty, które po kliknięciu przekierowują widzów do konkretnej strony.

Obecnie możliwości jest jednak bardzo dużo. Dobrym przykładem może być akcja zorganizowana przez Fantasyexpo we współpracy z logitech G podczas wspomnianej wcześniej polskiej transmisji ze StarLadder Major Berlin 2019. Im więcej czasu kibice spędzali na oglądaniu rozgrywek, tym więcej sztuk wirtualnej waluty gromadzili. Po zakończeniu turnieju widzowie mogli wymienić walutę, nazwaną “dzikami”, na sprzęt od logitech G. W akcji wzięło udział ponad 140 tysięcy osób.

Kolejnym przykładem może być współpraca Polskiej Ligi Esportowej z zakładami bukmacherskimi forBET, zakładająca wyświetlanie kursów na żywo podczas transmisji meczów. Innym, możliwym do realizacji pomysłem, jest umieszczenie logotypu sponsora w samej grze – na mapie, gdzie toczy się rywalizacja. To jednak tylko przykłady kilku z wielu możliwości, które dają obecnie nowe technologie. Dzięki temu transmisje esportowe są świetną okazją do promowania marek oraz produktów, nie tylko tych związanych ze światem gamingu. Tym bardziej, że z roku na rok oglądalność turniejów esportowych rośnie.

Dlaczego Polacy nadal chętnie wyjeżdżają do pracy w Holandii?

Mimo rekordowo niskiego poziomu bezrobocia i wzrastających płac Polacy nadal chętnie wyjeżdżają do pracy za granicę. Kierunkiem cieszącym się nieustającą popularnością jest Holandia, a według badań aż 84% Polaków jest zadowolonych z pracy w tym kraju i na kolejny wyjazd ponownie wybrałoby Holandię. Niemal 60% ankietowanych zdecydowało się na wyjazd ze względu na wyższe, niż w Polsce, zarobki.

W Holandii mieszka obecnie ponad ćwierć miliona Polaków, z czego 160 tysięcy jest tu oficjalnie zarejestrowanych. W ciągu ostatnich 17 lat liczba Polaków  w tym kraju wzrosła prawie 5-krotnie. Już teraz ekonomiści szacują, że w najbliższych latach zatrudnienie na holenderskim rynku pracy znajdzie aż 80 tysięcy pracowników z zagranicy.

Kim jest statystyczny Polak pracujący w Holandii?

Największą grupę wyjeżdżających do pracy w Holandii, według raportu opracowanego na zlecenie OTTO Work Force w 2019 roku, stanowią osoby stosunkowo młode. Zdecydowana większość to pracownicy w wieku od 20 do 30 lat (67,6 proc.), choć, co ciekawe, stosunkowo liczną grupę wyjeżdżających stanowią również osoby w wieku ponad 41 lat (14,5 proc.).

Holandia jest obecnie jednym, obok Wielkiej Brytanii i Niemiec, z najczęściej wybieranych kierunków wyjazdu w celach zarobkowych. Aktualnie rekrutujemy ok. 500 osób tygodniowo, a to o 10% więcej niż w roku ubiegłym. Holenderscy pracodawcy oferują przede wszystkim pracę w branży logistycznej i produkcyjnej – mówi Patrycja Liniewicz, Managing Director International Recruitment w OTTO Work Force.

Do pracy tymczasowej w Holandii najczęściej wyjeżdżają mężczyźni (62,5%) o stażu zawodowym do 10 lat. Statystyczny Polak pracujący w kraju tulipanów przeważnie ma wykształcenie średnie (54,4%), jest stanu wolnego (76,5%) i nie ma dzieci (78,9%0), a do pracy wyjeżdża z partnerem lub znajomymi (62,0%). Z raportu OTTO Work Force wynika, że aż 92,5% badanych zna przynajmniej jeden język obcy, głównie angielski. Polacy chętnie decydują się na pracę tymczasową w Holandii i aż 84,2% badanych jest zadowolonych z tego wyboru, a 53% planuje zostać w Holandii na stałe lub regularnie tam jeździć.

Jakie są motywy wyjazdów do Holandii?

Z raportu, opracowanego za zlecenie OTTO Work Force, wynika, że główną motywacją dla Polaków wyjeżdżających do pracy w Holandii są uwarunkowania ekonomiczne. Blisko 60% badanych podaje, że wyjechali do Holandii motywowani perspektywą zdecydowanie wyższych zarobków niż w ojczyźnie. Identyczna grupa ankietowanych uzasadnia wyjazd chęcią poprawy sytuacji finansowej oraz zgromadzenia oszczędności na przyszłość. Obok zdecydowanie wyższych dochodów, znalazły się zbyt wysokie koszty utrzymania w Polsce.

Ekonomiczne motywy wyjazdu do pracy w Holandii.

Ekonomiczne motywy wyjazdu do pracy w HolandiiŹródło: Raport OTTO Work Force, Kto i dlaczego wyjeżdża do pracy w Holandii?

Wśród wyjeżdżających dominuje przekonanie, że polski rynek pracy i polityka płacowa są niekorzystne, dlatego wolą podjąć pracę za granicą. Blisko 32% ankietowanych wskazuje, że warunki oferowane przez polskich pracodawców z ich perspektywy są mało atrakcyjne. Można zatem wnioskować, że decyzja o wyjeździe do pracy w Holandii wynika przede wszystkim z chęci poprawy swojej sytuacji, nie zaś z przymusu spowodowanego trudnościami w znalezieniu pracy w kraju.

Spośród osobistych motywów wyjazdu do Holandii, najczęściej jako kluczowe wymieniane są: chęć poprawienia sytuacji finansowej, zgromadzenie oszczędności na przyszłość oraz podniesienie standardu życia. Dla 29,2 proc. badanych najistotniejszym motywem wyjazdu jest chęć zdobycia doświadczenia zawodowego, a co czwarty pracujący w Holandii deklaruje, że głównym impulsem jest chęć poszerzenia kompetencji językowych. Oznacza to, że główną oś motywacji wyjeżdżających stanowi szeroko pojęte dążenie do poprawy własnej sytuacji, która w tym wypadku jest ściśle skorelowana z finansami, a nie tak bardzo z inwestycją w siebie czy z samorozwojem.

Osobiste motywy wyjazdu do pracy w Holandii.

Osobiste motywy wyjazdu do pracy w HolandiiŹródło: Raport OTTO Work Force, Kto i dlaczego wyjeżdża do pracy w Holandii?

Holandia jest niezmiennie uważana za bardzo atrakcyjne oraz przyjazne miejsce do pracy i życia dla Polaków. Bardzo niskie bezrobocie powoduje, że Polacy są mile widziani w tym kraju i bardzo cenieni za pracowitość. Na rynku holenderskim, ze względu na rosnące niedobory kadrowe, pojawia się coraz więcej ofert dla osób, które nie komunikują się w języku obcym. Na ten moment, aż 60% naszych ogłoszeń nie zawiera kryterium językowego, jest więc to szansa dla osób, które nie mogły skorzystać z szansy wyjazdu ze względu na brak kompetencji językowych – wyjaśnia Patrycja Liniewicz, Managing Director International Recruitment w OTTO Work Force.

W 2020 zmiany w księgowości, wynagrodzeniach i płatnościach. Skorzysta tylko fiskus?

  • Wdrożony od 1 listopada br. obowiązkowy split payment ograniczy w znacznym stopniu płynność finansową przedsiębiorstw.
  • Wprowadzenie obligatoryjnego stosowania JPK_VAT wymusza na firmach wdrożenia elektronicznej księgowości, co wiąże się z dodatkowymi kosztami.
  • GUS podał, że we wrześniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,7 proc., jednak realny wzrost wynagrodzeń wynosi zaledwie 3,9 proc.

Podziały przy mechanizmie podzielonej płatności

Najbardziej kontrowersyjną i rewolucyjną zmianą w księgowości wśród przedsiębiorców jest wprowadzenie nowego systemu rozliczania podatku od towarów i usług, tzw. split payment. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że zwrot nadpłaconego podatku od towarów i usług otrzymamy szybciej. Korzystając z osobnego rachunku bankowego do rozliczania VAT przedsiębiorca będzie mógł uzyskać zwrot nadpłaconej kwoty podatku już w ciągu 25 dni od złożenia deklaracji, bez konieczności spełnienia dodatkowych warunków.  Przedsiębiorców na pewno ucieszy fakt braku sankcji przewidzianych w art. 112b i 112c ustawy o VAT (tj. zastosowanie podwyższonej stawki odsetek za zwłokę w wysokości 150% standardowej stawki). Dla przykładu, gdy omyłkowo wykaże zaniżoną kwotę zobowiązania podatkowego, czy też nie złoży deklaracji i nie wpłaci należnego podatku lub również w przypadku ujęcia w deklaracji VAT z tzw. pustej faktury. Nowe zapisy w ustawie zwalniają przedsiębiorcę od ponoszenia kary za wskazane wyżej czyny. Ostatecznie wśród zalet procedury split payment wymienia się ochronę przed negatywnymi konsekwencjami w przypadku transakcji z nieuczciwymi kontrahentami, a to za sprawą braku zastosowania przepisów z rozdziału Xa ustawy o podatku od towarów i usług, dotyczących odpowiedzialności solidarnej w VAT.

Jednak najgłośniej w kwestii nowego rozwiązania wypowiadają się jego przeciwnicy. Ich zdaniem split payment to wadliwa procedura, ponieważ w znacznym stopniu zmniejsza płynność finansową firm. Od teraz przedsiębiorcy nie będą mogli swobodnie korzystać ze środków zgromadzonych na specjalnym rachunku bankowym do celów VAT. Co do zasady będą mogli przeznaczyć je na uregulowanie zobowiązań podatkowych względem urzędu skarbowego lub ZUS. Trudny okres przejściowy – dla wielu firm podział otrzymywanych środków i „zamrożenie” części dotyczącej VAT oznacza spore trudności w planowaniu inwestycji.

  • Już wstępna faza wdrożenia split payment będzie wiązać się z czasochłonnym dostosowywaniem budżetów do nowej formy rozliczeń. Czas dodatkowo wydłuży oczekiwanie na transfer środków z rachunku do celów VAT na tradycyjny rachunek bankowy – teoretycznie na przelew taki możemy czekać nawet do 60 dni. Co więcej, będzie to możliwe wyłącznie po odpowiednim uargumentowaniu takiej prośby, więc szansa na odzyskanie zgromadzonych tam pieniędzy będzie zależała od decyzji urzędu skarbowego. Jeśli już co piąty przedsiębiorca skarży się na nieopłacone przez kontrahentów w terminie faktury, przewidujemy, że w najbliższym czasie możemy doświadczyć chaosu w płynności finansowej firm. – komentuje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Nowe regulacje nie przewidują żadnej kontroli błędów w przygotowywanych przelewach z wykorzystaniem procedury split payment, ponieważ przedsiębiorca będzie sam dzielił przelew, wpisując osobno kwotę netto (która trafi na tradycyjny rachunek bankowy kontrahenta) oraz kwotę podatku (do wpłaty na specjalny rachunek do VAT). W efekcie może dojść do wielu pomyłek i otrzymania niewłaściwej kwoty za wystawioną fakturę. Co więcej, procedura split payment nie pozwala na sporządzanie przelewów zbiorczych za kilka faktur, przez to za każdą fakturę od jednego kontrahenta należy zlecić osobne transfery. Finalnie decyzję o zastosowaniu procedury split payment podejmuje kupujący. W sytuacji, gdy będzie on płacił w ten sposób tylko część faktur od danego sprzedawcy, może zostać posądzony o to, że świadomie opłaca dokument wystawiony, by ukryć inną czynność.

Większa kontrola fiskusa przez JPK_VAT?

Rok 2020 rozpocznie się pod znakiem zmian w VAT. JPK, czyli jednolity plik kontrolny to wprowadzony w 2016 roku sposób raportowania danych do urzędu skarbowego. Stał się na tyle powszechnym narzędziem urzędników i skuteczną formą kontroli, że resort finansów postanowił wymienić deklarację VAT nowym plikiem JPK_VAT. Rozporządzenie w tej sprawie zostało już opublikowane w Dzienniku Ustaw. Jak szacuje ustawodawca, zmiany w VAT obejmą ponad 1,7 miliona podatników.

Pliki JPK (w formacie XML) wymuszają na firmach wdrożenia elektronicznej księgowości. Na żądanie organów finansowych odsyła się dane z ksiąg podatkowych, faktur, magazynu, podatkowej księgi przychodów i rozchodów, a także ewidencji przychodów. Obowiązkowo każdego miesiąca należy przesłać plik JPK_VAT, który odzwierciedla transakcje dokonane przez firmy. Narzędzie to stało się tak powszechne i jak twierdzi skarbówka, skuteczne, że zmodernizowany „plik” zastąpi deklaracje dotyczące tego podatku. Niestety problematycznym dla przedsiębiorców jest fakt, iż niektóre banki za wygenerowanie pliku JPK pobierają dodatkowe opłaty, tylko niektóre robią to za darmo, a część wcale nie udostępnia takiej usługi.

Zmiany od 2020 roku zastąpią dwie deklaracje: VAT-7 i VAT-7K nowym plikiem JPK. Oba formularze do tej pory składali wszyscy czynni podatnicy VAT, tzw. „vatowcy” rozliczający się miesięcznie składają druk VAT-7, zaś rozliczający się raz na kwartał – VAT 7-K. Największe firmy, które jeszcze dziś zobowiązane są składać powyższe deklaracje, od 1 kwietnia 2020 roku będą miały inne obowiązki. Złożą nowy JPK_VAT, który zawierał będzie także dane ze znanych dziś deklaracji. Od 1 lipca 2020 roku nowy JPK_VAT złożą także pozostali podatnicy, czyli małe, średnie i mikro firmy.

Większe pensje zagrożą rentowności firm

GUS niedawno opublikował raport, z którego wynika, że we wrześniu tego roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,7 proc. r/r. Trend, który trwa od połowy 2017 roku jest bardzo stabilny i tylko czasami zdarzają się od niego odchylenia (np. spadek w lutym i marcu)[1]. Ponadto prognozy na koniec roku wskazują, że inflacja również będzie wyższa niż w zeszłym, spowalniając realny wzrost wynagrodzeń – ten wyniósł we wrześniu tego roku 3,9 proc.[2]

Niższy realny wzrost wynagrodzeń oznacza, że baza do konsumpcji będzie miała mniejszą dynamikę. Chociaż wielu konsumentom zostanie to zrekompensowane przez cenny impuls fiskalny, czyli nowe transfery społeczne (rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko i tzw. 13 emeryturę). Finalnie sama dynamika konsumpcji powinna pozostać stabilna. Z kolei obniżenie realnej dynamiki wynagrodzeń może stanowić ulgę dla przedsiębiorców. Relacja między przychodami a kosztami powinna się poprawić, co niektórym firmom pozwoli uzyskać wyższą rentowność. A z rentownością firmy miały ostatnimi czasy problem. Mimo bardzo wysokiego wzrostu gospodarczego, rentowność obrotu netto w zeszłym roku się obniżała.

Realne wynagrodzenie rośnie wciąż szybciej niż produktywność pracy. A to oznacza, że udział płac w PKB generalnie się zwiększa, co dla mniej efektywnych firm jest egzystencjalnym zagrożeniem.

  • Nadal utrzymujący się trend rynkowy, gdzie pracownik ma duże oczekiwania finansowe wobec niewystarczających kompetencji może negatywnie wpływać na rentowność zwłaszcza małych przedsiębiorstw, które chcąc sprostać oczekiwaniom swoich Klientów zatrudniają „drogich” specjalistów, co przekłada się na obniżenie zysku firmy. To w konsekwencji powoduje szereg kolejnych problemów. – podsumowuje Monika Żebrowska, Senior HR&Finance Manager w Clue PR.

Jeśli połączymy to z zachwianiem płynności finansowej firm, 2020 rok może wprowadzić przedsiębiorców w stan sinusoidalnej niestabilności, z której firmy mogą doraźnie ratować się kredytami bankowymi.

[1] GUS, Obwieszczenie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z dnia 17 października 2019 r.

[2] GUS, Obwieszczenie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z dnia 17 października 2019 r.

Deko Eko – upcyklingowy startup pozyskał 1 mln zł finansowania od Simpact VC

Deko Eko – startup działający w obszarze gospodarki cyrkularnej – pozyskało 1 mln zł finansowania od funduszu Simpact VC na realizację projektu wdrożenia platformy B2B2C na rynkach europejskich. Oprócz Simpact w 2018 r. w Deko Eko zainwestował akcelerator Startupbootcamp z Amsterdamu. Obecnie spółka prowadzi również sprzedaż udziałów dla prywatnych inwestorów oraz funduszy seedowych przez globalną platformę crowdfundingową Eureeca.com

Dekoeko.com to platforma upcyklingowa, która rewolucjonizuje sposób myślenia o odpadach. W jednym miejscu łączy ze sobą designerów, największe firmy i konsumentów, aby wspólnie budować gospodarkę cyrkularną.

Unikalna oferta  Deko Eko polega na:

  • opracowaniu rozwiązań z zakresu “upcyklingu marki”, czyli przetwarzaniu brandowanych odpadów, które są trudne do recyklingu, a posiadają potencjał do ponownego wykorzystania. W ten sposób nie tylko umożliwiamy pozbycie się odpadów, ale przede wszystkim tworzymy wartość marki poprzez dostarczanie globalnym firmom produktów angażujących pracowników i konsumentów oraz wzmacniających przywiązanie do marki. Pomagamy również w tworzeniu gospodarki cyrkularnej wprowadzając na rynek limitowane edycje produktów upcyklingowych.
  • Umożliwianiu współpracy najlepszym projektantom i przedsiębiorstwom społecznym z całego świata z dużymi firmami i korporacjami, aby tworzyć estetyczne i funkcjonalne produkty konsumenckie wykonane w 100% ze starannie wyselekcjonowanych materiałów odpadowych.

Aktualnie na platformie znajduje się 290 sklepów projektantów i Deko Eko aktywnie pozyskuje kolejnych, dzięki temu posiada unikalny dostęp do najszerszej bazy metod przetwarzania strumieni odpadów, realizując kilkadziesiąt projektów dla największych korporacji takich jakich IKEA, McDonald’s, Coca Cola, Orange, Ergo Hestia, T-mobile, SUEZ, NN w Polsce i Holandii etc.

Deko Eko działa na rynku Polskim od paru lat, a obecnie upatruje swoją największą szansę rynkową w krajach Europy Zachodniej, gdzie gospodarka obiegu zamkniętego jest bardzo mocnym trendem, a klienci zarówno biznesowi jak i indywidualni aktywnie poszukują upcyklingowych rozwiązań. Dlatego też Deko Eko zarejestrowało swoją spółkę w Holandii (B.V.), która jest tzw. Circular Hot Spot ), gdzie planuje, przyspieszyć swój rozwój oraz otworzyć sobie drogę do międzynarodowych inwestorów w perspektywie 12-24 miesięcy.

Firma właśnie wdraża nowy B2B2C marketplace, który zastąpi dotychczasowy model sprzedaży i współpracy bezpośredniej z klientami biznesowymi zautomatyzowanym modelem online. Nowy model biznesowy przewiduje połączenie modelu prowizyjnego od każdej zrealizowanej transakcji z modelem subskrypcyjnym, czyli płatnym dostępem do platformy.

Dodatkowo w celu udoskonalenia i ułatwienia współpracy z klientami B2B poprzez platformę online, Deko Eko będzie wprowadzać rozwiązania technologiczne w formule ‘Smart Matching’, używając do tego narzędzi Machine Learning. Rozwój technologii zostanie sfinansowany z inwestycji funduszu Simpact. Oprócz tego środki zostaną głównie przeznaczone na rozwój zespołu w Polsce i Holandii.

Forbes ogłosił firmę Deko Eko jako jedną z 60 najlepiej rokujących firm, prowadzonych przez kobiety na świecie. Dyrektor zarządzająca i założycielka Deko Eko – Agata Frankiewicz – inicjatorka i współzałożycielka Koalicji na Rzecz Gospodarki Obiegu Zamkniętego “Reconomy” została finalistką TheNextWomen Pitch competition oraz European Women Challenge oraz  jedną z „50 śmiałych kobiet 2018 roku zmieniających świat na lepsze” według serwisu “Wysokie Obcasy”.

Deko Eko rewolucjonizuje sposób myślenia o odpadach, tworząc ekosystem przetwarzający trudne do recyklingu materiały odpadowe w pełnowartościowe produkty. Nowy marketplace łączy trzy grupy użytkowników: największe korporacje aktywnie poszukujące różnego rodzaju rozwiązań w zakresie efektywnego wykorzystania swoich odpadów, projektantów i firmy przetwarzające w kreatywny sposób odpady w produkty konsumenckie oraz klientów zainteresowanych zakupem oryginalnych, ekologicznych produktów. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać projekt wdrażający gospodarkę cyrkularną, adresujący problem marnowania surowców i rosnącego zanieczyszczenia środowiska. Propagowanie odpowiedzialnej produkcji i konsumpcji ma ogromne znaczenie właśnie z uwagi na przyszłe pokolenia. Tak więc #letsupcycletheworldtogether .” komentuje Jacek Ostrowski, Partner w Simpact.

Jest to też pierwsza zagraniczna inwestycja funduszu Simpact.

Nadzieja na lepsze jutro nie umiera

Optymizm niepodzielnie rządzi na rynkach. A przynajmniej inwestorzy wybierają by pozostawać optymistami. Nie ma nowych konkretów w sprawie negocjacji handlowych, ale obie strony wykonują serię przychylnych gestów. Panuje przekonanie, że do połowy grudnia dojdzie do finalizacji pierwszej umowy handlowej. Tak, tej samej, do której ratyfikacji wedle wstępnych planów miało dojść w poprzedni weekend. Dominuje też osąd, że Trump będzie przedłużał pozwolenia na kooperację z Huawei i dojdzie do wycofania się z części taryf celnych.

Przy jasnych perspektywach polityki monetarnej na najbliższe miesiące atmosfera ufnego wyczekiwania aż gesty i deklaracje przełożą się na konkrety oznacza skromne ruchy w wykonaniu głównych par walutowych. Na Wall Street niepodzielnie rozgościła się z kole pełzająca hossa. Nastrojom na rynkach (głównie akcji) pomaga też luzowanie ze strony Ludowego Banku Chin. Jednoznacznie pozytywnie rynek widzi szanse na finalizację kwestii brexitu. Każdy kandydat z ramienia Partii Konserwatywnej miał zobowiązać się do poparcia umowy brexitowej. Dziś Johnson przedstawi nowy program gospodarczy. Dynamika wydarzeń jest zdecydowanie po jego stronie a najświeższe badania sondażowe sugerują postępujący wzrost poparcia dla Torysów. Perspektywy funta w tym świetle postrzegamy jednoznacznie pozytywnie.

Rynki akcji poprawiają rekordy, a na rynku walutowym dominuje ostrożna stabilizacja przy podwyższonej wrażliwości na wieści o postępach w negocjacjach handlowych USA-Chiny. Optymizm utrzymuje się jednak tylko na nadziejach, ale do pełniejszej poprawy nastrojów potrzeba potwierdzenia w odbiciu danych makro. Choć jeden miesiąc lepszych odczytów nie odmieni jeszcze trendu, to silne PMI z Eurolandu i USA mogą być obiecującą zapowiedzią. Poza tym inwestorzy będą szukać ciekawostek w minutkach FOMC, EBC i RPP.

Na konferencji po październikowym posiedzeniu FOMC prezes Powell stwierdził, że będzie potrzeba istotnej zmiany perspektyw gospodarczych, aby bank powrócił do luzowania monetarnego. W protokole z posiedzenia (śr) poszukiwane będą informacje, co członkowie Komitetu traktują jako te istotne zmiany. Interesującym może też być, jak członkowie FOMC zapatrują się na kwestię przestrzelenia celu inflacyjnego 2 proc., o czym prezes Powell wspominał na konferencji. Większe przyzwolenie na wzrost inflacji będzie implikować brak perspektywy podwyżek stóp procentowych na dłużej. W temacie danych indeks Fed z Filadelfii (czw) i PMI dla przemysłu i usług (pt) powinny potwierdzać poprawę nastrojów w reakcji na osłabienie ryzyk geopolitycznych.

W strefie euro w centrum uwagi będą wstępne odczyty indeksów PMI (pt). Sektor usługowy ponownie powinien wypadać lepiej od przemysłu, choć w obu przypadkach spodziewana jest poprawa względem poprzedniego miesiąca. Inne wskaźniki nastrojów za listopad (ZEW, Sentix) wskazały, że firmy lepiej oceniają warunki do prowadzenia biznesu w obliczu ocieplenia relacji USA-Chiny i postępów ws. brexitu. EUR silnie będzie reagować na zaskoczenia w danych. Poza tym minutki EBC (czw) prawdopodobnie nie dostarczą rewelacji odnośnie stanowiska EBC, który czeka na efekty pakietu stymulacyjnego zakomunikowanego we wrześniu.

Z Polski otrzymamy dane z rynku pracy (czw) oraz produkcję przemysłową (pt). Produkcja będzie ważniejsza, szczególnie jeśli wskaże na mocniejszą zadyszkę sektora i potwierdzi słabe odczyty PMI. W minutkach z posiedzenia RPP interesujące będzie, jak silne są głosy niepokoju o spowolnienie w danych, nawet jeśli nie spodziewamy się, aby prędko powstała większość za obniżką stóp procentowych. Losy złotego w najbliższych dniach będą mocniej zależeć od sentyment zewnętrznego, gdzie widzimy podwyższone ryzyko wzrostu presji na aktywa rynków wschodzących. EUR/PLN 4,30 nie jest daleko, by zostać naruszonym.

Ubogi kalendarz z Australii zwiastuje konsolidację AUD po ostatniej fali osłabienia. Minutki z posiedzenia RBA (wt) skupią się na dyskusji o prognozach, co dla rynku nie będzie nową informacją. Przy niczym istotnym zaplanowanym z Nowej Zelandii, obie waluty z Antypodów pozostaną przede wszystkim wrażliwe na nowe informacje w temacie wojen handlowych.

Z Kanady dostaniemy dane o inflacji CPI (śr) i sprzedaży detalicznej (pt). Inflacja pozostaje blisko celu, ustawiając BoC w komfortowej sytuacji i pomaga oddalić apele za luzowaniem polityki. Sprzedaż detaliczna w sierpniu wypadła słabo przez niskie ceny paliw, więc tym razem jest pole do odbicia. Dane mogą zaoferować impulsy do przejściowego umocnienia CAD, ale ogólnie oczekiwalibyśmy konsolidacji w przedziale USD/CAD 1,32-1,33.
Sporządził:

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

8 najlepszych praktyk według doświadczonych członków rad nadzorczych

Obowiązek stałego nadzoru nad działalnością spółki, różnorodność zadań wymagająca zupełnie innych umiejętności i kompetencji, czy dynamika zmian otoczenia prawnego, to tylko przykłady wyzwań dla członków rad nadzorczych. Swoje obowiązki muszą wykonywać w poszanowaniu celów kadry zarządzającej, oczekiwań akcjonariuszy i przepisów prawa stanowiących o ich niezależności. Jednak sprawnie funkcjonująca rada, w której wykorzystywane są odpowiednie mechanizmy i narzędzia, może realnie wspierać rozwój spółki – wynika z raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Rady nadzorcze w Polsce: funkcje, odpowiedzialności, priorytety.”[1]

Raport przygotowany został na podstawie pogłębionych wywiadów z wybitnymi fachowcami zajmującymi od wielu lat stanowiska nadzoru w polskich i zagranicznych spółkach z różnych sektorów. Ich doświadczenie pozwoliło ekspertom Deloitte wybrać osiem najważniejszych praktyk, których stosowanie może wpłynąć na usprawnienie funkcjonowania zarówno rad nadzorczych, jak i całych organizacji. – Zidentyfikowanie słabości rad nadzorczych to ważny krok do ich wzmocnienia i budowania wartości przedsiębiorstwa. Zdrowy i dojrzały nadzór pozwala na konsekwentne rozwijanie przyjętej strategii biznesowej, a w efekcie na lepszą realizację planów finansowych – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner odpowiedzialny za grupę Audit & Assurance w Sektorze Instytucji Finansowych, Deloitte.

Współpraca z komitetem audytu

Według praktyków, zalecana jest stała współpraca komitetu audytu ze wszystkimi członkami rady nadzorczej, nie tylko ze względu na monitorowanie procesu zarządzania ryzykiem, ale również ze względu na utrwalenie w organizacji przyjętego ładu korporacyjnego. Dodatkowo, ważny jest jasny podział kompetencji pomiędzy wszystkimi komitetami rady oraz poszczególnymi jej członkami.

– Zgodnie z polskim prawem rady spółek publicznych zobligowane są do powoływania komitetu audytu. Jego funkcjonowanie nie zwalnia jednak pozostałych członków rady nadzorczej, niewchodzących w skład komitetu, z odpowiedzialności za nadzór nad sprawami finansowymi spółki – mówi Maciej Wróblewski, Partner Associate, Deloitte Legal.

Biegły rewident na posiedzeniach rady

Biorąc pod uwagę, że rada nadzorcza odpowiada za ocenę rocznych sprawozdań finansowych i sprawozdań zarządu, często ocenia stan realizacji planu finansowego, kluczowym jest systematyczne oraz autentyczne monitorowanie prac zarządu. Odpowiednie postanowienia statutu lub regulaminu rady nadzorczej mogą uprawnić przewodniczącego rady nadzorczej do zapraszania na posiedzenia osób spoza jej składu, a nawet z zewnątrz organizacji. Dlatego warto korzystać z tego przywileju. Regularna obecność np. biegłego rewidenta na posiedzeniach, może przełożyć się na faktyczną weryfikację działań zarządu, ale też pogłębione zrozumienie działalności organizacji, jej ryzyk i danych finansowych spółki.

Rzeczywista niezależność członków rad nadzorczych

Istotnym elementem funkcjonowania rady nadzorczej w spółkach publicznych jest zapewnienie jej członkom niezależności. –Sposób wykonywania obowiązków rady i jej faktyczna niezależność jest ściśle powiązana ze sposobem jej powoływania. Rady nadzorcze spółek z jednym strategicznym akcjonariuszem często, w praktyce, realizują wolę głównego akcjonariusza. W innym scenariuszu, tj. w przypadku spółek z dużym rozproszeniem akcjonariatu, zdarza się, że rady nadzorcze przyjmują rolę pasywną, ograniczając się tylko do wykonywania podstawowych obowiązków wynikających z przepisów prawa – mówi Piotr Rysiak, Adwokat, Managing Associate, Deloitte Legal.

Na rzeczywistą niezależność rady nadzorczej wpływa zakaz łączenia funkcji członka rady nadzorczej z szeregiem funkcji, które mogłyby doprowadzić do tzw. „odwrotnego podporządkowania”, a więc sytuacji, w której członkowie rady nadzorczej nadzorując kadrę zarządzającą, byliby faktycznie podporządkowani zarządowi spółki. Ponadto, na ich autonomię składają się takie kompetencje jak umiejętność samodzielnego budowania opinii i zdolność przeciwstawiania się naciskom, doświadczenie zawodowe, a także wypracowane przez lata relacje i zaufanie akcjonariuszy.

Systematyczne szkolenia

Wypełnianie obowiązku stałego nadzoru nad spółką w sposób rzetelny, odpowiedzialny, zgodny z prawem i ze standardami ładu korporacyjnego, wiąże się z posiadaniem wielopłaszczyznowej wiedzy. Zgodnie z opinią badanych, cykliczne szkolenia, oparte na studiach przypadku z zakresu prawa, finansów, zarządzania czy budowania strategii biznesowych, powinny wpisać się w standardy funkcjonowania każdej organizacji. Eksperci wskazywali, że otoczenie rynkowe oraz regulacyjne szybko się zmieniają, dlatego niekiedy samodzielnie członkowie rady nie są w stanie pozyskiwać niezbędnej wiedzy, aby stale działać na bazie aktualnego stanu prawnego.

Korzystanie z wewnętrznych źródeł informacji o spółce

Katalog obszarów, które nadzoruje rada nadzorcza jest bardzo szeroki. Regularna komunikacja z zarządem i dostęp do wszystkich dokumentów spółki to podstawa wykonywania obowiązków. Rada do swojej dyspozycji ma również wiele narzędzi, które umożliwiają częste spotkania z przedstawicielami i pracownikami departamentów podległych zarządowi, które mogą być źródłem specjalistycznej wiedzy, kluczowej z punktu widzenia nadzorującego. Działy takie jak HR, finanse, IT, prawne i podatkowe mają szczególny wkład w działalność biznesową przedsiębiorstwa, co może mieć znaczące przełożenie na jakość podejmowanych decyzji i sposób wykonywania obowiązków.

Efektywne posiedzenia rad nadzorczych

Zarówno układ sił w akcjonariacie, jak i przyjęta kultura organizacyjna w spółce wpływają na to, jak będzie funkcjonować rada nadzorcza i jak będą przebiegać jej posiedzenia. Ważne jest jednak, aby członkowie rad nadzorczych wpływali na kształt cyklicznych posiedzeń poprzez ustalanie jasnego celu i agendy posiedzenia, precyzyjnie opisywali oczekiwania wobec zapraszanych na posiedzenia przedstawicieli kierownictwa spółki, rozmawiali o faktach i konkretnych danych z poszczególnych obszarów działalności firmy.

Aktywne korzystanie z nowych technologii

Każdorazowo statut spółki i regulamin rady nadzorczej reguluje mechanizmy i warunki podejmowania uchwał rad nadzorczych. Poza trybem pisemnym, rada bardzo często ma do dyspozycji rozwiązania technologiczne, które umożliwiają bezpośredni kontakt na odległość. Potrafi to znacząco przyspieszyć jej decyzyjność, co wpływa na produktywność organu nadzoru, a także efektywność zarządzania spółką. W praktyce, korzystanie z tego typu rozwiązań upraszcza i przyspiesza podejmowanie decyzji, zwłaszcza w sytuacji, gdy jej członkowie przebywają w różnych miejscowościach czy krajach.

Procedury i komunikacja w sytuacji kryzysowej

Od rady nadzorczej oczekuje się głębokiego zaangażowania w bieżącą działalność przedsiębiorstwa i podejmowania decyzji strategicznych, również w sytuacji kryzysowej. Dotyka to w szczególności przewodniczącego rady, który z założenia powinien posiadać największe doświadczenie w stosowaniu środków zapobiegawczych oraz w przeprowadzeniu organizacji przez trudny okres. Dotyczy to także sytuacji, w których podejmowane są strategiczne decyzje z punktu widzenia przyszłego rozwoju organizacji. Posiadanie odpowiednich procedur regulujących sposób i tryb działania organizacji i jej głównych przedstawicieli w kryzysie jest zalecane przez ekspertów biorących udział w badaniu.

– Dobrze zorganizowane rady nadzorcze często korzystają z dostępnych instrumentów, ułatwiających im wykonywanie swoich obowiązków. Są jednak ciągle tradycyjnie funkcjonujące rady nadzorcze, dla których jedynym instrumentem wypełniania ich obowiązków są posiedzenia, na których fizyczna obecność jest jedynym możliwym sposobem uczestnictwa. Stosowanie przytoczonych praktyk może stanowić szansę na praktyczne usprawnienie funkcjonowania rad nadzorczych w Polsce i być odpowiedzią na potrzeby dostosowania nadzoru w czasach rosnącej dynamiki biznesu i częstych zmian w jego otoczeniu – mówi Dorota Snarska-Kuman z Deloitte.

Pełna lista dobrych praktyk wg. raportu Deloitte pt. „Rady nadzorcze w Polsce: funkcje, odpowiedzialności, priorytety” :

  1. Zapewnienie przez spółkę zaplecza (sekretariatu) do organizowania bieżącej pracy rady nadzorczej – pozyskiwania i przygotowania materiałów, zbierania informacji, komunikacji pomiędzy członkami, organizacji posiedzeń, przygotowania uchwał i protokołów, wsparcia komunikacji rady ze spółką.
  2. Aktywne i umiejętne korzystanie z wewnętrznych i zewnętrznych źródeł informacji o spółce alternatywnych do zarządu (np. dyrektorzy departamentów spółki, pracownicy niższego szczebla, kontrahenci, klienci, urzędnicy, biegły rewident).
  3. Zapraszanie biegłego rewidenta na wszystkie posiedzenia komitetu audytu.
  4. Regularne zapraszanie biegłego rewidenta na posiedzenia rady i stały kontakt i wymiana informacji pomiędzy przewodniczącym rady (lub przewodniczącym komitetu audytu) z biegłym rewidentem poza posiedzeniami.
  5. Systematyczne szkolenie i rozwijanie kompetencji członków rady nadzorczej w zakresie podstawowych obowiązków.
  6. Regularne spotkania mające na celu poznanie działalności firmy od praktycznej strony (np. spotkania z dyrektorami departamentów operacyjnych, wizyty w filiach lub zakładach produkcyjnych).
  7. Udział w szkoleniach dla rady nadzorczej opartych na studiach przypadku, szczególnie w zakresie postępowania w sytuacjach kryzysowych.
  8. Aktywne wykorzystywanie i wzmacnianie pozycji komitetu audytu.
  9. Ścisła współpraca i regularna wymiana informacji pomiędzy komórką audytu wewnętrznego a przewodniczącym rady nadzorczej (lub przewodniczącym komitetu audytu).
  10. Unikanie dyskusji bez konkluzji podczas posiedzeń rady nadzorczej (każda dyskusja powinna być zakończona wnioskiem dotyczącym planowanych działań).
  11. Dbanie o jakość i rzetelność rekomendacji komitetu audytu, aby stanowiły wiarygodny i kluczowy argument przy podejmowaniu decyzji przez radę lub podczas WZA.
  12. Jasny podział kompetencji pomiędzy komitetami rady nadzorczej oraz poszczególnymi członkami.
  13. Ustalenie procedury i sposobu komunikacji rady nadzorczej w przypadku sytuacji kryzysowych..
  14. Aktywne korzystanie z nowych technologii w pracy rady nadzorczej (np. głosowania obiegowe, wideokonferencje zamiast posiedzeń stacjonarnych).
  15. Zapewnienie rzeczywistej niezależności członków rad nadzorczych spółek wchodzących w skład grupy kapitałowej lub holdingu.

Wzrost akcyzy na piwo o 10 proc. spowoduje większe podwyżki cen, niż szacuje resort finansów. Eksperci alarmują: projekt wbrew zasadom, bez konsultacji i rzetelnej oceny skutków

Wzrost akcyzy na piwo o 10 proc. spowoduje większe podwyżki cen, niż szacuje resort finansów. Eksperci alarmują: projekt wbrew zasadom, bez konsultacji i rzetelnej oceny skutków 1

Podniesienie akcyzy na piwo o 10 proc. niesie bardzo poważne konsekwencje dla branży piwowarskiej. – Wzrost cen będzie kilkukrotnie większy, niż szacuje Ministerstwo Finansów – ocenia Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP – Browary Polskie. To może wpłynąć na spadek sprzedaży, a co za tym idzie – zmniejszenie produkcji i problemy osób zatrudnionych w branży piwowarskiej, handlu i rolnictwie. Pracodawcy RP zwracają też uwagę na sposób procedowania ustawy bez konsultacji społecznych. – To sygnał dla inwestorów zagranicznych, że otoczenie regulacyjne nie jest stabilne – przekonują.

– Branża piwowarska jest negatywnie zaskoczona propozycją rządu podniesienia akcyzy od piwa ponadtrzykrotnie w stosunku do tego, co było planowane. Od kwietnia tego roku w projekcie budżetu na przyszły rok było zapisane 3 proc. podwyżki, a teraz, na kilka tygodni przed końcem roku, proponuje się drastyczne zwiększenie tej podwyżki aż do 10 proc. Taka gwałtowna zmiana musi się negatywnie odbić na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP – Browary Polskie.

Taką podwyżkę zakłada projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym, który trafił do Sejmu 14 listopada. Kumuluje się to z innymi obciążeniami, m.in. wzrostem kosztów pracy, surowców, płacy minimalnej czy obowiązkowymi pracowniczymi planami kapitałowymi. Dodatkowo projektowane są zmiany dotyczące zniesienia limitu 30-krotności składek na ubezpieczenia społeczne.

– To wszystko razem plus koszty energii i wody składają się na presję inflacyjną, na podwyżkę ceny piwa. Do tego jeszcze ponadtrzykrotnie większa akcyza. Na pewno cena finalna, którą będzie musiał zapłacić konsument, będzie kilkukrotnie wyższa niż to, co w swojej ocenie skutków pokazało Ministerstwo Finansów [6 groszy na półlitrowej puszce piwa – red.] – ocenia Bartłomiej Morzycki. – Tak duża jednorazowa i gwałtowna podwyżka ceny z pewnością poskutkuje zmniejszeniem sprzedaży piwa, a więc i wolumenu produkcji.

Efekty mogą być zbliżone do tych sprzed kilku lat. Podwyżka akcyzy o ponad 13 proc. w 2009 roku sprawiła, że rynek piwa zmniejszył się o ponad 4 proc., zatrudnienie związane z produkcją i sprzedażą spadło o 24 proc., a dochody budżetu były dwukrotnie niższe niż zakładane. Rynek potrzebował trzech lat na odbudowę.

– Należy spodziewać się, że i tym razem do budżetu państwa wpłynie znacznie mniejsza kwota niż rząd oczekiwałby z tytułu takiej podwyżki – mówi dyrektor generalny ZPPP – Browary Polskie.

Obecnie produkcja i sprzedaż piwa generuje w polskiej gospodarce 157 tys. miejsc pracy nie tylko w browarnictwie, lecz także w rolnictwie, handlu czy branży opakowań. Związek Browary Polskie szacuje, że podwyżka akcyzy w połączeniu z innymi rosnącymi kosztami dotknie 22 tys. osób zatrudnionych w rolnictwie i przetwórstwie spożywczym.

– W Polsce akcyza od piwa jest już teraz 2,5-krotnie wyższa niż np. w Niemczech. Łączna kwota podatku akcyzowego od piwa w Polsce wpłacana do budżetu jest wyższa niż łączna kwota akcyzy wpłacana przez browary niemieckie, które przecież są dużo większym i bogatszym rynkiem. Polskie piwo w ten sposób staje się niekonkurencyjne – wskazuje Bartłomiej Morzycki.

Eksperci zwracają też uwagę na tryb pracy nad nowymi przepisami. Projekt ustawy został przesłany do Sejmu w trybie obiegowym, bez konsultacji.

– Jako Pracodawcy RP wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec sposobu procedowania tej regulacji. Abstrahując już od projektu, taki sposób procedowania ustawy, zwłaszcza podatkowej, jest nie do przyjęcia – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Jak podkreśla, sposób procedowania narusza zasadę pewności prawa i działa negatywnie na stabilność obrotu oraz rozwój przedsiębiorczości. Szybki wzrost cen może zaś przyczynić się do zwiększenia udziału szarej strefy.

– Dzisiaj to jest podatek akcyzowy, jutro to może być inny podatek, dotyczący innej branży. Zostaje zachwiane stabilne otoczenie prawne. To jest jasny sygnał dla inwestorów zagranicznych, że prawo i warunki gry rynkowej można zmienić w 5–10 minut, co destabilizuje cały rynek – przestrzega ekspert Pracodawców RP.

Niestabilność prawna może się przełożyć na spadek inwestycji zagranicznych.

– Półtora miesiąca przed końcem roku branża jest zaskoczona decyzją o wzroście akcyzy aż o 10 proc., a także zmianami w zakresie ubezpieczeń społecznych. Te wszystkie czynniki będą mocno wpływać na rozwój inwestycji w naszym kraju. Dopuszczam sytuację, że to się bardzo mocno odbije w przyszłym roku w obszarze inwestycji zagranicznych w różnych sektorach gospodarki, nie tylko w branży piwowarskiej – ocenia Arkadiusz Pączka.

Ulga na badania i rozwój pozytywnie oceniana przez firmy, choć wciąż mało popularna

Ulga na badania i rozwój pozytywnie oceniana przez firmy, choć wciąż mało popularna 2

Prawie wszystkie firmy, które choć raz skorzystały z ulgi na badania i rozwój, pozytywnie oceniają ten mechanizm. 2/3 wskazuje, że jego największą zaletą jest możliwość wygenerowania dodatkowych oszczędności. Blisko połowa przedsiębiorców przeznacza je na kolejne inwestycje, a co trzeci – na kontynuację działalności badawczo-rozwojowej – wynika z badania Kantar dla firmy doradczej Ayming Polska. Mimo bardzo pozytywnej oceny z funkcjonującej od 2016 roku ulgi wciąż korzysta stosunkowo niewiele firm. Wynika to m.in. z braku odpowiedniej wiedzy podatkowo-technicznej, aby właściwie rozliczyć tę ulgę.

Według lipcowych danych Ministerstwa Finansów po ulgę B+R sięgnęło 951 podatników CIT, co w porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza 68-proc. wzrost. W gronie podmiotów, które rozliczyły ją przynajmniej raz, 84 proc. kontynuuje korzystanie z tego mechanizmu. Blisko co piąta firma wskazała, że ulga B+R motywuje ją do dalszego rozwoju – wynika z raportu firmy doradczej Ayming Polska „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności”.

Mechanizm ulgi B+R zakłada, że podatnik ma możliwość ograniczenia płaconego podatku dochodowego, a wygenerowane oszczędności może przeznaczyć na dowolny cel. Eksperci podkreślają, że od ubiegłego roku przedsiębiorcy mogą po raz pierwszy odpisać aż 100 proc. kosztów kwalifikowanych, co oznacza, że każda złotówka wydana na B+R przynosi 2 zł odliczenia podatkowego.

Jak podkreśla Marek Dalka, menadżer Działu Ulg, Dotacji i Innowacji w Ayming Polska, pomimo pozytywnych sygnałów z rynku poziom wykorzystania ulgi B+R jest nadal stosunkowo niski. Wynika to zarówno z braku szerszej promocji tego mechanizmu, jak i z faktu, że firmy nie łączą wiedzy podatkowo-technicznej, aby właściwie rozliczyć ulgę.

– Najwięcej problemów przy rozliczaniu sprawia identyfikacja działalności B+R. Powodem tego jest brak wsparcia ze strony działów technicznych i produkcyjnych dla działów finansowych i księgowych, które tę ulgę zazwyczaj rozliczają. Może to skutkować zbyt dużym odliczeniem ulgi, co z kolei spowoduje negatywne konsekwencje przy ewentualnych kontrolach skarbowych – mówi Marek Dalka. – Z drugiej strony niewłączanie inżynierów w proces identyfikacji działalności badawczo-rozwojowej może doprowadzić do niepełnego rozliczenia ulgi, przez co firma nie wykorzysta w pełni jej potencjału. Reasumując, aby w pełni wykorzystać potencjał ulgi B+R, należy połączyć wiedzę techniczną z wiedzą podatkową i prawniczą.

Mimo że ulga B+R obowiązuje od 2016 roku, część firm wciąż o niej nie słyszała. Dlatego eksperci Ayming podkreślają, że potrzeba szerszej promocji tego narzędzia, żeby realnie przyczyniło się ono do wzrostu innowacyjności polskiej gospodarki. Poza tym przedsiębiorcy nie do końca rozumieją, czym jest działalność badawczo-rozwojowa i postrzegają ją przez pryzmat wysoko innowacyjnych działań, w skali co najmniej ogólnokrajowej. Wiele firm sądzi, że ulga B+R jest skierowana wyłącznie do tych najbardziej innowacyjnych podmiotów. Tymczasem skorzystać z niej mogą wszyscy podatnicy, którzy prowadzą działania badawcze lub rozwojowe na skalę danej organizacji.

– Ulga B+R jest prostym mechanizmem fiskalnym, którego zastosowanie można sprowadzić do pięciu kroków. W pierwszym identyfikujemy działalność badawczo-rozwojową. W tym celu rekomendujemy organizowanie spotkań technicznych z pracownikami, którzy odpowiadają za realizację takich projektów. W drugim kroku do zidentyfikowanych projektów B+R przypisujemy poniesione koszty kwalifikowane. Następnie wyodrębniamy je w ewidencji księgowej. W czwartym kroku gromadzimy sporządzaną na bieżąco dokumentację projektową, przy czym najlepszą formą dokumentowania działalności badawczo-rozwojowej jest stosowanie karty projektu. Końcowy etap to wypełnienie i złożenie załącznika CIT/BR lub PIT/BR – wyjaśnia Karolina Łukasik, starszy konsultant w Dziale Dotacji, Ulg i Innowacji w Ayming Polska.

Od tego roku przedsiębiorstwa rozliczające ulgę B+R mogą również skorzystać z nowej zachęty podatkowej, tzw. IP Box. Polega ona na opodatkowaniu preferencyjną 5-proc. stawką CIT/PIT dochodów uzyskiwanych przez podatnika z komercjalizowania praw własności intelektualnej (np. patentu, wzoru użytkowego, autorskiego prawa do programu komputerowego), które muszą być wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach działalności badawczo-rozwojowej przedsiębiorcy. Tymczasem połowa firm biorących udział w badaniu Ayming jeszcze o tym mechanizmie nie słyszała, a skorzystać z niej w najbliższym roku planuje zaledwie 3 proc. przedsiębiorców.

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje biznes. Jej wykorzystanie będzie kluczowe dla firm w najbliższych 3–5 latach

Sztuczna inteligencja będzie mieć kluczowe znaczenie dla biznesu w ciągu kolejnych 3–5 lat – podkreśla Emma Kendrew, specjalistka od AI w Accenture Technology UKI. Jak ocenia, w projektach związanych ze sztuczną inteligencją przoduje w tej chwili biznes w USA i Europie, ale gonią ich także Chiny. AI jest szeroko wykorzystywana we wszystkich branżach i w coraz większym stopniu wkracza też do codziennego życia. Dlatego firmy – zarówno duże, jak i małe i średnie – muszą uświadomić sobie kluczowe znaczenie tej technologii i innowacji dla swojej konkurencyjności.

 Znaczny wzrost zainteresowania sztuczną inteligencją można zauważyć na całym świecie. Rynki, które zajmują czołowe pozycje w tym zakresie, to USA i UE, ale również Chiny inwestują w AI znaczne środki – mówi agencji Newseria Biznes Emma Kendrew, Artificial Intelligence & Intelligent Automation Lead, Accenture Technology w Wielkiej Brytanii i Irlandii. – Dopiero teraz dostrzegliśmy, że sztuczna inteligencja może zmienić nasze codzienne życie. Zarówno w Polsce, jak i innych częściach świata wiele osób ma kontakt z AI codziennie – za pośrednictwem smartfonów czy przy korzystaniu z wyszukiwarki Google, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Jak podkreśla, sztuczna inteligencja jest technologią, która będzie mieć kluczowe znaczenie dla biznesu i konsumentów na całym świecie w ciągu kolejnych 3–5 lat, lecz także w dalszej przyszłości. Już w tej chwili AI (ang. Artificial Intelligence) jest szeroko wykorzystywana w medycynie, finansach czy kancelariach prawnych.

Bank JP Morgan Chase od dwóch lat wykorzystuje bazujące na AI oprogramowanie o nazwie COIN, które analizuje umowy kredytowe. Maszyna w ciągu kilku minut wykonuje zadanie, które wcześniej zajmowało prawnikom łącznie ok. 360 tys. godzin pracy rocznie. Z ubiegłorocznego badania SAS Accenture Applied Intelligence, Intela i Forbes Insights wynika natomiast, że 72 proc. organizacji na całym świecie prowadzi już projekty z zakresu AI.

– Sztuczna inteligencja może się wydawać czymś tajemniczym, science fiction. Ta technologia bardzo się jednak rozwinęła w ciągu ostatnich kilku lat i teraz już jesteśmy w stanie ją wykorzystać w biznesie. Obserwujemy takie zjawiska, jak wirtualni agenci i inteligencja konwersacyjna. Jesteśmy również świadkami ogromnego wzrostu popularności inteligentnych głośników domowych, dzięki czemu firmy zyskują całkowicie nowy kanał kontaktu z klientami, mogą oferować nowe produkty i usługi. To zaledwie jeden z przykładów, jak AI stwarza nowe możliwości dla biznesu – mówi Emma Kendrew.

Wirtualni asystenci są już w tej chwili coraz szerzej wykorzystywani m.in. w bankowości. W ubiegłym roku ING Bank Śląski udostępnił chatbota Mój Asystent, który odpowiada na pytania klientów, wykorzystując mechanizmy sztucznej inteligencji. Dell Technologies prognozuje z kolei, że do 2030 roku spersonalizowani, wirtualni asystenci działający w oparciu o AI upowszechnią się również w codziennym życiu (raport „The Next Era of Human-Machine Partnerships”).

 Sztuczna inteligencja może też pomóc firmom w zróżnicowaniu swoich operacji. To swego rodzaju podróż w kierunku inteligentnych rozwiązań, aby firmy mogły w lepszy sposób wykorzystać dane i informacje o klientach, produktach lub rynkach. Dzięki AI mogą też podnieść status swoich pracowników, żeby ci mogli się zająć bardziej wartościowymi zadaniami – mówi Emma Kendrew.

Jak podkreśla, w realiach cyfrowej gospodarki wszystkie firmy muszą uświadomić sobie kluczową rolę innowacji w ich działalności. Te nie są zarezerwowane tylko dla dużych podmiotów, które same kreują albo pozyskują innowacyjne rozwiązania we współpracy ze start-upami. Innowacje to też warunek konkurencyjności i utrzymania się na rynku dla MŚP.

 Jesteśmy świadkami czwartej rewolucji przemysłowej, czyli połączenia technologii opartych na chmurze i zwiększonej mocy przetwarzania. Blockchain w kombinacji ze sztuczną inteligencją i rzeczywistością rozszerzoną dostarczą całkowicie nowe doświadczenia, produkty i usługi, których być może nie jesteśmy jeszcze w stanie sobie wyobrazić – mówi Emma Kendrew.

Emma Kendrew jest wybitną specjalistką od rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją oraz automatyzacją, a także propagatorką aktywizacji kobiet w obszarze IT. W 2015 roku została wyróżniona w konkursie Management Today’s 35 Women Under 35. Do Polski przejechała w związku z wystąpieniem na konferencji Women in Tech Summit – największej w Europie konferencji dla kobiet w nowych technologiach odbywającej się w Warszawie 13–14 listopada.

Na cukrzycę choruje 3 mln Polaków. Nawet co trzeci o tym nie wie

3 mln Polaków choruje na cukrzycę, a około 5 mln ma stan przedcukrzycowy. Szacuje się, że nawet co trzeci chory nie został jeszcze zdiagnozowany i nie wie o swojej chorobie. Tymczasem wczesne rozpoznanie i właściwe leczenie daje możliwość uniknięcia groźnych dla zdrowia powikłań, takich jak utrata wzroku, niewydolność nerek, udar mózgu czy zawał serca. Dlatego kluczowa jest edukacja, która pozwala uświadomić pacjentom, jak wiele zależy od nich samych. O roli edukacji diabetologicznej mówiono podczas obchodów Światowego Dnia Walki z Cukrzycą, zorganizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków.

– Poskromienie cukrzycy jest trudne, ale możliwe. Podstawą jest wiedza na temat choroby, żeby móc wdrożyć leczenie obejmujące zmianę stylu życia, a więc stosowanie odpowiedniej diety, aktywności fizycznej, samokontroli i przestrzeganie zaleceń lekarskich co do stosowanej farmakoterapii. Jest to dużo łatwiejsze w przypadku chorego, który wie, po co to robi, jakie korzyści może z tego odnieść i jakie są niebezpieczeństwa związane z nieprzestrzeganiem tych zaleceń – mówi agencji Newseria Biznes dr Alicja Milczarczyk, diabetolog z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Zdecydowana większość, bo aż 80 proc., chorych cierpi na cukrzycę typu 2, której podstawowe czynniki ryzyka to m.in. nadwaga, otyłość i brak aktywności fizycznej. Chorują osoby coraz młodsze, a nieleczona lub niewłaściwie kontrolowana cukrzyca prowadzi do wielu groźnych powikłań, wśród których są m.in. tak poważne choroby sercowo-naczyniowe, jak udar mózgu czy zawał serca.

– Według zaleceń Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, zaleceń europejskich i amerykańskich, każdy pacjent z cukrzycą musi być rozpatrywany właśnie pod kątem powikłań sercowo-naczyniowych i sposób leczenia powinien być od tego uzależniony – mówi dr Alicja Milczarczyk.

Powikłania cukrzycy są bardzo poważne i wiążą się z uszkodzeniem czynności narządów, przede wszystkim oczu, nerek, serca oraz naczyń krwionośnych. Jej groźne konsekwencje to m.in. utrata wzroku (retinopatia cukrzycowa) i niewydolność nerek (nefropatia). Ponadto cukrzycy aż dwukrotnie bardziej niż osoby zdrowe są narażeni na zawał serca i udar mózgu .

W tym miesiącu na liście leków refundowanych pojawiły się flozyny, które pomagają przedłużyć życie chorych na cukrzycę z powikłaniami.

– To grupa leków, która wpływa na poprawę rokowania sercowo-naczyniowego i wpływa korzystnie na przebieg nefropatii cukrzycowej, ograniczając jej rozwój. To jest bardzo ważne dla pacjentów, u których już wystąpił zawał serca czy udar mózgu, ponieważ większa dostępność tych leków w tej grupie chorych pozwala poprawić ich rokowania – mówi dr Alicja Milczarczyk.

– Wiemy po wynikach badań, że te leki mocno obniżają liczbę przyjęć pacjentów do szpitala, liczbę udarów i zawałów serca. Statystycznie będzie także mniej zgonów – mówi Maciej Miłkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Szacuje się, że w Polsce ponad 5 mln osób ma stan przedcukrzycowy. Zwiększanie społecznej świadomości zagrożenia chorobą i promowanie nawyku badania poziomu glukozy we krwi daje możliwość wcześniejszego rozpoznania cukrzycy i uniknięcia groźnych dla zdrowia powikłań.

– W zakresie profilaktyki ściśle współpracujemy z NFZ, który przygotował całą strategię informowania o epidemiologii cukrzycy i czynnikach ryzyka. Zwraca uwagę na efekty spożywania cukru i braku aktywności fizycznej. Wciąż mamy jednak problem z tym, że jest wiele osób niezdiagnozowanych. Część się tego boi, domyśla się, że może mieć cukrzycę, ale nie chce tego wiedzieć – mówi Maciej Miłkowski.

Edukacja dotycząca cukrzycy jest kluczowa i pozwala uświadomić pacjentom, jak wiele zależy od nich samych w zakresie m.in. odpowiedniej diety, aktywności fizycznej czy regularnych pomiarów poziomu glukozy we krwi.

– Tylko wyedukowany pacjent będzie żyć długo. W cukrzycy, w przeciwieństwie do wielu innych chorób, edukacja jest prawie tak samo ważna jak farmakoterapia. Jeżeli będziemy stosować same lekarstwa, ale nie będziemy mieli pojęcia, jak ta choroba wpływa na nasz organizm, nic to nie da. Dlatego bardzo ważne jest, żeby zarówno pacjenci, jak i ich rodziny edukowały się w zakresie cukrzycy – podkreśla Anna Śliwińska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Polskie Stowarzyszenie Diabetyków jest jednym z głównych partnerów kampanii „Dłuższe życie z cukrzycą” (www.dluzszezyciezcukrzyca.pl), w ramach której prowadzone są działania edukacyjne mające na celu zwiększanie wiedzy na temat samej choroby oraz tego, jak jej zapobiegać i jak sobie z nią radzić. Z okazji tegorocznego Światowego Dnia Cukrzycy zorganizowana została wystawa plakatów pod hasłem „Poskromienie cukrzycy”. Ekspozycja składa się z prac laureatów konkursu, w którym wzięli udział studenci Akademii Sztuk Pięknych i uczelni artystycznych z całej Polski. Zwycięzców wyłoniło jury pod przewodnictwem znanego artysty grafika i autora plakatów Andrzeja Pągowskiego.

Zwiększa się liczba osób pracujących jako freelancerzy. Coraz częściej taki model pracy wybierany jest świadomie i dobrowolnie

Choć w Polsce przywiązanie do etatu wciąż jest wysokie w porównaniu z innymi krajami, coraz częściej zwłaszcza młodzi ludzie wybierają elastyczne formy pracy. Podobnie jak na świecie w tej grupie 75–80 proc. stanowią programiści, graficy i copywriterzy. Z raportu „Freelancerzy w Polsce 2019” wynika, że choć udział wolnych strzelców w rynku pracy nie jest tak wysoki jak w USA czy Europie Zachodniej, to przybywa ich w tempie ponad 10-proc. Szybciej niż ich liczba rośnie wartość tego rynku.

W tym roku liczba wolnych strzelców na polskim rynku pracy wzrośnie według wyliczeń raportu o 12,5 proc. do poziomu 450 tysięcy. Z raportu serwisu Useme.eu wynika, że wartość rynku freelancingu w Polsce zwiększy się w tym roku o 17,5 proc. do 9,4 mld zł.

– Najbardziej opłaca się być freelancerem programistą. Branża IT to zdecydowanie najlepiej płatna branża wśród prac freelancerskich. Tutaj stawki godzinowe szacowane są na 100–150 zł, ale najlepsi programiści potrafią zarabiać nawet 200–250 zł za godzinę – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Głośny, prezes serwisu pracy zdalnej Useme.eu. – Wśród freelancerów popularne są też wszystkie prace związane z designem, grafiką. Tu stawki wynoszą od 50 do 100 zł. Trochę mniej płatne, ale w dalszym ciągu całkiem nieźle, są prace związane z tłumaczeniami czy specjalistycznym pisaniem tekstów.

Osoby utrzymujące się tylko z tej formy zarobkowania, stanowią niespełna połowę osób korzystających z tego modelu pracy. Więcej niż co dziesiąty badany w 2019 (10,6 proc.) planował porzucić umowę o pracę na rzecz freelancingu. Co szósty badany (17 proc.) pracował jako wolny strzelec, będąc studentem (14 proc.) lub uczniem przed maturą (3 proc.).

– Koszty, które ponosi freelancer, zwykle nie są wysokie. Według naszych badań 90 proc. freelancerów pracuje we własnym domu, w związku z tym żadnych większych kosztów z utrzymaniem miejsca pracy w zasadzie nie ma, poza internetem czy telefonem – mówi Przemysław Głośny. – Największym kosztem jest chyba zdobycie wiedzy na samym początku.

Raport „Freelancerzy w Polsce 2019” został przygotowany w oparciu o badanie przeprowadzone metodą CAWI, w którym wzięło udział 1 224 freelancerów w pierwszym kwartale br. Najliczniejszą grupę respondentów stanowią osoby między 25 a 34 rokiem życia (51,5 proc.), pochodzące z dużych (38 proc.) i średnich miast (21,7 proc.). W bieżącym roku odpowiedzi udzieliło niemal tyle samo kobiet co mężczyzn (odpowiednio 50,4 proc. i 49,6 proc.).

– Drugą największą grupą są 35–44-latkowie, czyli łącznie przedział wiekowy 25–44 to jest 3/4 freelancerów pracujących w Polsce. Z jednej strony to są ludzie już po szkołach, często pracujący wcześniej na etacie w jakiejś firmie, ale zdali sobie sprawę z tego, że wolą pracować na własny rachunek – tłumaczy prezes Useme.eu. – Największym plusem bycia freelancerem jest elastyczność czasu i miejsca pracy. Kolejnym aspektem będzie też możliwość doboru klientów. Jednak pracując na własny rachunek, można w jakiś sposób wpływać na to, z kim i dla kogo się pracuje.

Z badań wynika także, że rośnie liczba osób, które wykazują się coraz dłuższym stażem pracy jako freelancerzy, potrafiący się z tej pracy utrzymać. W 2018 roku 14 proc. badanych zastanawiało się nad rezygnacją z etatu na rzecz pracy na własny rachunek, a 10 proc. rozważało przeciwny ruch. Ten system pracy daje bowiem swobodę, ale wymaga też samodyscypliny.

– Większość freelancerów pozyskuje swoich klientów poprzez rekomendacje od swoich klientów. W związku z tym z natury rzeczy osoby, które są systematyczne i pracowite, mają większe szanse na pozyskanie nowych zleceń – podsumowuje Przemysław Głośny. – Następna rzecz, która jest istotna, to chęć rozwijania się. Mówimy o branżach, w których nieustannie wiele rzeczy się zmienia, więc trzeba być na bieżąco z nowinkami technicznymi.

Polacy szykują rewolucję w telemedycynie. Kompaktowe urządzenie ze sztuczną inteligencją pozwoli zbadać gardło, płuca, serce czy brzuch bez wychodzenia z domu

Polacy opracowują kompaktowe urządzenie telemedyczne, które pozwoli dokonać pełnej diagnozy pacjenta bez wychodzenia z domu. Higo to otoskop, termometr, stetoskop, szpatułka i dermatoskop w jednym, które pozwoli kompleksowo zbadać chorego na odległość. Już dziś można w ten sposób przeprowadzać nie tylko podstawowe badania osłuchowe czy obrazowe, lecz także badanie stomatologiczne czy nawet ginekologiczne. Eksperci szacują, że w ciągu najbliższych pięciu lat rynek rozwiązań telemedycznych niemalże się potroi.

– Chcemy dotrzeć do większości gospodarstw domowych z możliwością w pełni zdalnej diagnozy i rozwiązać problem kulejącej telemedycyny, w której tak naprawdę nie ma twardej diagnozy. Bez obecności lekarza możemy zbadać gardło, ucho, osłuchać płuca, serce, brzuch, jeśli potrzeba, to nagrać kaszel, zbadać skórę czy zmierzyć temperaturę. To wszystko zdalnie, niezwykle prostym urządzeniem wspieranym przez algorytmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Krasnopolski, prezes zarządu Higo.

Higo wielkością zbliżony jest do smartfona. Badania można przeprowadzić, korzystając z różnych końcówek, które znajdują się w zestawie. To otoskop przeznaczony do badania ucha, termometr, stetoskop, a także szpatułka ułatwiająca badanie gardła i dermatoskop, którym można zarejestrować zmiany skórne. Urządzenie połączone jest z aplikacja mobilną, za pomocą której można się skontaktować z lekarzem, otrzymać diagnozę, zalecenia i e-receptę. Lekarz w swojej pracy korzysta natomiast ze specjalnej platformy telemedycznej.

Urządzenie jest o tyle innowacyjne, że dzięki wymiennym końcówkom łączy ono w sobie funkcjonalność kilku sprzętów telemedycznych, które normalnie trzeba zakupić osobno.

– Lekarz na jednym monitorze widzi zdalnie wszystkie dane – obraz z ucha, z gardła, osłuchy, nagrane dźwięki, więc może postawić szybko diagnozę. Całość trwa absolutnie mniej niż godzinę i my, nie wychodząc z domu, mamy diagnozę, wiemy, co się dzieje z nami czy naszym dzieckiem. Jeśli trzeba, otrzymamy e-receptę, więc komplet załatwiamy bez wychodzenia z domu – mówi Łukasz Krasnopolski.

Urządzenia telemedyczne pozwalają dziś na przeprowadzenie w warunkach domowych lub przy obecności pielęgniarki coraz bardziej skomplikowanych badań. Oprócz tych podstawowych na rynku dostępne są takie, jak sonda do usg brzucha, zewnątrzustna kamera stomatologiczna, a nawet kolposkop do badania ginekologicznego. To ostatnie urządzenie pozwala jednocześnie rejestrować i udostępniać dane z urządzeń medycznych, wymieniać dokumenty i obrazy medyczne oraz brać udział w konferencji wideo na żywo z lekarzem prowadzącym konsultację na odległość.

Urządzenia telemedyczne są jednak największym ułatwieniem dla rodziców małych dzieci oraz osób przewlekle chorych. Dla jednej i drugiej grupy ogromnym plusem wynikającym z przeprowadzania konsultacji na odległość jest to, że nie występuje dla nich narażenie na kolejne infekcje.

– Higo może pomóc ludziom, którzy chorują na nowotwory. Są oni bardzo podatni na infekcje. W tym przypadku możemy im pomóc, bo nie muszą wychodzić z domu, narażać się w szpitalach na infekcje, a mogą otrzymać diagnozę – mówi ekspert.

Urządzenie tworzone przez Polaków jest już na zaawansowanym etapie procesu komercjalizacji. Producent planuje dystrybuować go na rynkach europejskich, a także w Azji i na Bliskim Wschodzie. Barierą rozwojową dla tego typu technologii jest jednak kwestia dostępu do danych medycznych pacjentów.

– Mamy tylko konsultacje, więc jest to element hamujący, bo to nie rozwiązuje wielu problemów. Robimy jednak krok do przodu, zabezpieczamy dane medyczne, które rzeczywiście są twardym dowodem, by móc podjąć diagnozę. Wierzę, że w tym kierunku idzie wiele innych dziedzin, gałęzi specjalizacji, choćby kardiologia. To na pewno jest kierunek, który będzie bardzo mocno rozwijany – twierdzi Łukasz Krasnopolski.

Od 1 listopada polscy pacjenci mają możliwość odbycia online wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Higo ma się pojawić na rynku na początku 2020 r.

Mordor Intelligence szacuje, że wartość globalnego rynku rozwiązań telemedycznych do 2024 roku osiągnie wartość 60,45 mld dol. Dla porównania w 2018 roku było to 21,45 mld dol.

Warszawa wdroży aplikację mobilną pozwalającą przewidywać powódź. Inteligentne systemy wspierają szacowanie ryzyka wystąpienia klęsk żywiołowych

Dzięki analizie danych pochodzących z deszczomierzy, radarów i satelitów można z dużym prawdopodobieństwem przewidywać ryzyko wystąpienia opadów grożących powodzią. Choć Warszawa uniknęła zalania nawet podczas największej od 160 lat powodzi, to specjaliści wolą być przygotowani. Dlatego Warszawa będzie pierwszym polskim miastem, w którym instrumenty będące do dyspozycji meteorologów zostaną wykorzystane w aplikacji mobilnej dla mieszkańców. 

– RainGRS to zestaw danych pochodzących z deszczomierzy, z radarów meteorologicznych i obrazów satelitarnych. Służy do prognozowania w bardzo krótkim czasie, czyli do tzw. now casting. Jeżeli byśmy teraz połączyli takie dane np. z mapą ekspozycji na ryzyko powodziowe, to już jesteśmy w stanie z jakimś prawdopodobieństwem określić miejsca, które mogą być zagrożone podtopieniem czy powodzią miejską – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Artur Magnuszewski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Z systemu RainGRS korzysta Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. System ten polega na przeprowadzaniu estymacji sumy opadów z deszczomierzy, radarów i satelity. System przewidywania zagrożenia powodziowego dostępny dla wszystkich mieszkańców i oparty na narzędziach, z których korzysta IMGW,  ma być testowo wdrożony w polskich miastach.

W maju 2019 r. przez Wisłę przeszła fala wezbraniowa, jednak nie przekroczyła stanu alarmowego, który wynosi 650 cm. W maju 2010 r. (podczas największej od 160 lat powodzi w Polsce) poziom wody na Wiśle w Warszawie przekroczył 780 cm, lecz także wtedy nie było bezpośredniego zagrożenia powodzią, choć bulwary wiślane zostały prewencyjnie zamknięte dla pieszych. Historycznie najwyższy poziom wody w Wiśle zanotowano w Warszawie w 1844 r. (852 cm). Obecnie mimo sezonowego podnoszenia się poziomu wód, stan Wisły jest najniższy od dziesięcioleci. Specjaliści chcą być jednak przygotowani na zagrożenie.

– Trwają pracę, żeby uruchomić taki system dla Warszawy. W ramach programu ADAPTCITY, który był finansowany z projektu Life+, wykonaliśmy mapę ekspozycji na powodzie miejskie i w tej chwili współpracujemy z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej, który udostępnił transmisję danych operacyjnych z produktu RainGRS. Pomysł jest taki, żeby połączyć te dwie rzeczy i żeby powstała aplikacja mapowa dla Warszawy, która by pokazywała rozkład maksymalnych sum opadu i ekspozycji na ryzyko powodziowe – wyjaśnia ekspert.

Tymczasem powodzie miejskie wciąż zaskakują włodarzy miast, w rezultacie czego nie mogą się oni odpowiednio przygotować do nadejścia fali kulminacyjnej. Spowodowane są one najczęściej gwałtownymi i intensywnymi opadami, w rezultacie których podtopieniu ulegają poszczególne miejsca w mieście. Ochronie przed powodziami nie sprzyja też tendencja do zabudowywania centrów miast i pozbawiania ich terenów zielonych, w których gleba mogłaby wchłonąć znaczne ilości wody z opadów.

– W tej chwili nie mamy możliwości, żeby rozproszyć chmurę burzową i skierować ją w inne miejsce. Natomiast sama informacja o tym, w którym miejscu, w jakim kwartale ulic wystąpiły wysokie sumy opadu wraz z informacją, jakie jest pokrycie terenu, uszczelnienie i ukształtowanie terenu, a także informacją historyczna, jak często ten teren był poprzednio zalewany i jak często interweniowała straż pożarna, to jest informacja cenna dla celów operacyjnych choćby ze względu na bezpieczeństwo miasta – wskazuje Artur Magnuszewski.

Międzynarodowy zespół naukowców pod przewodnictwem Nassera Najibi i Naresh Devineni z The City College of New York opracowuje nowatorski model sieci bayesowskiej do wnioskowania i przewidywania czasu trwania powodzi. Model dokładnie bada także ramy czasowe powodzi. Model statystyczny opracowany przez naukowców i przetestowany w dorzeczu rzeki Missouri opiera się na danych z tego obszaru z ostatnich 50 lat.

Prace nad polskim systemem ostrzegania także są już bardzo zaawansowane.

– Trwają już próby uruchomienia aplikacji mapowej, jest już jej wersja próbna. Będzie to bardzo ciekawa rzecz dla mieszkańców Warszawy. Będzie można sprawdzić, m.in. gdzie występują największe sumy opadów. A rzecz jest bardzo nieciągła. Mieszkańcy Warszawy często mówią, że na Pradze było oberwanie chmury, a w Śródmieściu nie musieliśmy nawet parasola otwierać. To są często sytuacje lokalne, które będzie można zobaczyć w takiej aplikacji – zapowiada Artur Magnuszewski.

Z danych, na które powołuje się Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, wynika, że w całym minionym wieku powodzie pochłonęły 9,5 tys. ofiar, a w inny sposób dotknęły 10 mln osób. Straty powstałe w ich wyniku szacuje się na 70 mld euro.

Polski rynek magazynowy o krok od 18 mln mkw.

W pierwszych trzech kwartałach 2019 r. wynajęto 2,5 mln mkw. powierzchni magazynowej. Do końca roku popyt prawdopodobnie przekroczy 3 mln mkw. Na razie deweloperzy oddali do użytku 2 mln mkw., co oznacza, że całkowite zasoby sięgnęły prawie 18 mln mkw.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowych w Polsce na koniec III kwartału 2019 r.

Popyt – najemcy ciągle w formie

Rynek magazynowy w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój. Już po III kwartale popyt brutto wyniósł 2,5 mln mkw. z czego dwie trzecie stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje.

Do końca roku wolumen wynajętej powierzchni brutto powinien – już po raz czwarty z rzędu – przekroczyć próg 3 mln mkw. Wzrost odnotowany w ostatnich kwartałach wydaje się jednak bardziej zrównoważony – nie był on napędzany tak ogromnymi transakcjami jak te z lat 2016-2018, systematycznie rosła za to liczba mniejszych umów. Rynek rejestruje również coraz większą skalę renegocjacji, których łączna powierzchnia już po III kw. bardzo zbliżyła się do całorocznych wyników obserwowanych w ciągu ostatnich trzech lat i wyniosła ponad 855 000 mkw. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Zdecydowaną większość, bo aż 92% renegocjowanych umów, odnotowano na pięciu głównych rynkach, czyli na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Podobnie było w przypadku nowych umów i ekspansji, gdzie za 80% wolumenu również odpowiadała tzw. Wielka Piątka. Jednak już kolejny kwartał z rzędu coraz mocniej swoją pozycję na magazynowej mapie Polski zaznaczają mniej oczywiste lokalizacje.
W pierwszych trzech kwartałach znacząco wzrosła aktywność najemców w Białymstoku, Częstochowie, Kielcach, Kutnie, Lublinie, Opolu i Tczewie, w których w sumie wynajęto aż 112 000 mkw. Te i podobne lokalizacje w całej Polsce, oferujące rozwiniętą infrastrukturę i zasobny rynek pracy z pewnością w dłużej perspektywie przyciągną jeszcze większą uwagę najemców. – Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL

Najbardziej aktywnym segmentem najemców był sektor logistyczny z prawie 50%-owym udziałem w całkowitym popycie netto. Pierwsze trzy kwartały tego roku pokazały też imponującą aktywność sektorów lekkiej produkcji i motoryzacji, które łącznie odpowiadały za ponad jedną piątą popytu netto. Produkcja przemysłowa w Polsce wykazuje jednak ostatnio trend spadkowy, co może powodować pojawienie się spowolnienia w tych sektorach. Nadchodzące miesiące pokażą, czy ma to wpływ na rynek wynajmu, który napędzany jest przez znacznie szerszą grupę najemców.

Podaż – już prawie 18 mln mkw.

W trzecim kwartale tego roku do użytku oddano 880 000 mkw. nowej powierzchni magazynowej, co jest najwyższym kwartalnym wynikiem w historii rynku. W rezultacie nowa podaż w pierwszych dziewięciu miesiącach wyniosła 2 mln mkw., a całkowite zasoby osiągnęły poziom niemal 18 mln mkw. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Najwięcej – aż 440 000 mkw. ukończonej powierzchni przypadło na Górny Śląsk. Warto również zauważyć, że ponad 100 000 mkw. dostarczono na każdym z takich rynków jak Kraków, Olsztyn, Polska Centralna, Szczecin, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław.
Wolumen powierzchni w budowie nie wskazuje na jakiekolwiek zwolnienie ze strony deweloperów. Pod koniec września na różnych etapach budowy było prawie 2 mln mkw., z czego ponad 80% powierzchni powstawało na rynkach Wielkiej Piątki. Co ważne, prawie 56% powierzchni w budowie pozostawało niewynajęte, co przekłada się na ponad 1 mln mkw. budowanych spekulacyjnie. To, jak zwiększone ryzyko podejmowane przez deweloperów wpłynie na wskaźnik pustostanów, zależy od tego, ile powierzchni zostanie wynajęte jeszcze na etapie budowy.

Pustostany i czynsze

Stosunkowo wysoki udział powierzchni budowanej spekulacyjnie obserwowany w ostatnich kwartałach już doprowadził do niewielkiego wzrostu udziału powierzchni niewynajętej w całym kraju. Widać to głównie na mniejszych rynkach o ograniczonej podaży, gdzie nawet pojedyncze projekty spekulacyjne oddane do użytku znacząco wpływają na wskaźnik pustostanów. Patrząc jednak na główne rynki, średnia wartość dla Wielkiej Piątki wzrosła w III kw. o zaledwie 0,4 p.p. Na koniec września wskaźnik pustostanów dla Polski wyniósł 7%.

Wzrost cen wynajmu nadal wstrzymywany jest przez dynamiczny rynek deweloperski oraz duży udział inwestycji spekulacyjnych w podaży. W trzecim kwartale czynsze pozostawały na dość stabilnym poziomie, a stawki wzrosły tylko w wybranych i najbardziej popularnych obiektach logistycznych. Niezmiennie, najdroższym rynkiem pozostaje Warszawa Miasto, gdzie czynsze bazowe wahają się pomiędzy 4,3 a 5,2 euro/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki wynajmu oferowane są w podmiejskich magazynach typu big-box w Polsce Centralnej (2,6 – 3,2 euro/mkw./miesiąc).