W lipcu spodziewany wyraźny spadek inflacji

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za czerwiec wyniósł 4,1 proc. r/r oraz 0,1 proc. m/m, co było zgodne ze wstępnym szacunkiem GUS.

W lipcu należy spodziewać się wyraźnego spadku inflacji, która może obniżyć się do poziomu górnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. ± 1 p.p.).

Taki skokowy spadek inflacji będzie w dużej mierze wynikać z dwóch czynników: silnego obniżenia taryf na gaz oraz efektu bazy związanej z częściowym odmrożeniem cen energii w lipcu ubiegłego roku.

Sierpniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej będzie miało charakter niedecyzyjny, co oznacza, że ewentualne decyzje dotyczące stóp procentowych mogą zapaść najwcześniej we wrześniu.

Rynek oczekuje, że do końca bieżącego roku RPP zdecyduje się na obniżki stóp procentowych łącznie o około 50 punktów bazowych. Coraz więcej wypowiedzi członków Rady wskazuje na możliwość rozpoczęcia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej, w miejsce dotychczasowych jednorazowych działań dostosowawczych.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I półrocza 2025

Pierwsze półrocze 2025 roku na warszawskim rynku biurowym przyniosło stabilny wzrost podaży oraz umiarkowany wzrost popytu, przy jednoczesnym nieznacznym wzroście wskaźnika pustostanów do 10,8%. Nowoczesna powierzchnia biurowa w stolicy przekroczyła już 6,3 mln mkw., a wśród dostarczonych inwestycji znalazły się m.in. prestiżowe projekty w rejonie Ronda Daszyńskiego oraz siedziba CD Projekt. Rynek inwestycyjny utrzymał dobrą kondycję, z transakcjami o wartości ponad 216 mln euro. Jednocześnie na rynku najmu widoczny jest zwrot ku silniejszej pozycji wynajmujących, co wpływa na wzrost stawek czynszów i ograniczenie zachęt dla najemców. Przyszłość rynku zapowiada się pod znakiem długoterminowych umów i rosnących opłat eksploatacyjnych, a także malejącej dostępności dużych powierzchni biurowych.

RYNEK W LICZBACH

  • Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej (mkw.) – 6,33 mln
  • Nowa podaż (mkw.) – 85 200
  • W budowie i renowacji (mkw.) – 140 500
  • Popyt (mkw.) – 301 400
  • Wskaźnik pustostanów – 10,8% (wzrost o 0,3 pp. kwartał-do-kwartału)

PODAŻ BIUROWA

W pierwszej połowie 2025 r. zostały dostarczone 3 projekty biurowe – The Bridge (51 800 mkw.) oraz Office House (27 800 mkw.), oba zlokalizowane w rejonie Ronda Daszyńskiego, a także nowa siedziba CD Projekt (5 600 mkw.) w strefie biurowej Wschód.

Wciąż obserwujemy coraz częstsze przekształcanie nieruchomości biurowych na nowe funkcje, najczęściej mieszkaniowe, co często wiąże się z gruntowną modernizacją lub całkowitą przebudową.

Aktywność deweloperska pozostaje umiarkowana, lecz stabilna, z prawie 90% nowej powierzchni powstającej w centralnych lokalizacjach.

POPYT I WAKAT

Strefy biurowe Centrum, Służewiec oraz CBD niezmiennie pozostają najbardziej atrakcyjne dla najemców, odpowiadając za 80% całkowitej wynajętej powierzchni w Warszawie.

Choć nowe umowy (razem z umowami na potrzeby własne właścicieli) dominowały w strukturze popytu, to renegocjacje zyskują na znaczeniu, odpowiadając za ponad 40% całkowitej wynajętej powierzchni w stolicy.

Lekki wzrost pustostanów – do 7,8% (o 0,4 pp. kwartał-do-kwartału) w strefach centralnych oraz do 13,3% (wzrost o 0,3 pp. kwartał-do-kwartału) w strefach poza centrum.

Z ponad 680 000 mkw. wolnej powierzchni biurowej w całej stolicy najwięcej znajduje się na Służewcu (ponad 223,9 tys. mkw.) oraz w Centrum (ponad 155,8 tys. mkw.).Wskaźnik pustostanów

WARUNKI OFERTOWE NAJMU

Powierzchnie na najwyższych piętrach odznaczają się wyższymi stawkami czynszów, przekraczając średni czynsz w budynkach klasy A (ponad 30 euro/mkw./miesiąc).

Obserwujemy wyraźny zwrot w stronę „rynku wynajmującego”, który dyktuje warunki najmu oraz wpływa na znaczny spadek zachęt finansowych oferowanych najemcom.

W związku z końcem okresu rozliczeniowego, odnotowaliśmy średni kwartalny wzrost opłat eksploatacyjnych o 3%.

Centralne lokalizacje (budynki klasy A): 22,00-28,00 euro/mkw./miesiąc

Poza centrum (budynki klasy A): 16,00-19,50 euro/mkw./miesiąc

Średnia opłata eksploatacyjna: 28,00 zł/mkw./miesiąc

Strefa biurowa Podaż (mkw) Popyt (mkw) Wskaźnik pustostanów (%)
Centrum 1,91 mln 102,8 tys. 8,1%
Służewiec 1,06 mln 72,8  tys. 21,1%
Centralny Obszar Biznesowy (CBD) 994 tys. 63,4  tys. 7,1%
Korytarz Jerozolimskie 763  tys. 21,1  tys. 11,4%
Mokotów 394  tys. 6,4 tys. 5,4%
Wschód 292  tys. 14,1  tys. 9,6%
Żwirki i Wigury 260  tys. 7,9  tys. 17,7%
Zachód 209  tys. 4,5  tys. 9,5%
Korytarz Puławska 197  tys. 3,5  tys. 6,1%
Północ 126  tys. 3,5 tys. 7,5%
Ursynów, Wilanów 123  tys. 1,4 tys. 7,3%

Źródło: Avison Young

BIUROWY RYNEK INWESTYCYJNY – I POŁOWA 2025 r.

  • Polski rynek biurowy zakończył pierwsze półrocze 2025 roku z wolumenem inwestycyjnym na poziomie 411 milionów euro, co stanowiło 24% całkowitego wolumenu w Polsce.
  • Rynek biurowy w Warszawie odnotował 10 sfinalizowanych transakcji o łącznej wartości ponad 216 milionów euro, w tym 2 transakcje typu „core”.
  • Największą transakcją był zakup budynku Wronia 31 w Warszawie przez Uniqa Real Estate.
  • Kolejną transakcją typu „core” w Warszawie była sprzedaż Plac Zamkowy – Business with Heritage.
  • Polski kapitał odpowiadał za 44% wolumenu w warszawskim sektorze biurowym.

CO DALEJ?

Właściciele nieruchomości nadal preferują długoterminowe umowy najmu – standardem stają się kontrakty 7-letnie.

Oczekiwany jest wzrost opłat eksploatacyjnych w związku z nadchodzącymi rekalkulacjami.

Przewiduje się ograniczoną dostępność modułów biurowych powyżej 5 000 mkw., które będą coraz rzadsze lub wręcz niedostępne na rynku.

Autor Agnieszka Bykowska, Research Analyst w Avison Young

Licytacje komornicze nieruchomości – czy to nadal opłacalna okazja na rynku?

Licytacje komornicze to jedna z mniej popularnych, ale powszechnie znanych już metod nabywania mieszkań na rodzimym rynku wtórnym. Pytanie, czy jest to sposób godny polecenia wszystkim poszukującym odpowiedniego dla siebie lokum i o czym mogą świadczyć statystyki Krajowej Rady Komorniczej (KRK) z kilkunastu minionych lat.

Opcja z komorniczego rewiru

Jeszcze kilkanaście lat temu jednym z bardziej wiarygodnych, a jednocześnie dość osobliwych wskaźników oceny kondycji koniunktury na rynku mieszkaniowym jak i całej gospodarki kraju była aktywność na nim kancelarii komorniczych, mierzona liczbą zajęć nieruchomości czy też ich licytacji. W okresie pamiętnego spowolnienia gospodarczego sprzed półtorej dekady, będącego efektem globalnego kryzysu finansowego, liczba zlicytowanych nieruchomości w Polsce wzrosła z niespełna 4 tys. w 2010 roku do blisko 10 tys. cztery lata później, czyli o około 150 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl obecnie sytuacja wygląda już nieco inaczej, na co wpływ ma zapewne nieporównywalnie lepsza kondycja materialna rodaków. Niezmiennie jednak planując zakup własnego lokum na pewno warto przynajmniej zastanowić się nad „za i przeciw” opcji mieszkania z komorniczego rewiru, które dziś można wylicytować nawet bez wychodzenia z domu.

W serwisie internetowym KRK, w zakładce obwieszczeń o licytacjach, przez lata można było przebierać w około tysiącu pozycji licytacji mieszkań i mniej więcej połowie tej liczby dotyczących domów z całego kraju. Aby licytacja mieszkania doszła do skutku, komornik musi ogłosić ją tu na co najmniej dwa tygodnie przed jej planowanym terminem. Tymczasem w chwili obecnej takich anonsów można się doliczyć 670 w przypadku mieszkań i 530 domów, czyli w granicach średniej z ostatnich lat.

Ryzyka zakupu nieruchomości od komornika

Istnieją trzy główne ryzyka zakupu nieruchomości od komornika. Pierwsze to kupno mieszkania lub domu z lokatorem. Jeżeli dotychczasowy właściciel nie będzie chciał się wyprowadzić po zlicytowaniu nieruchomości konieczne będzie przeprowadzenie postępowania eksmisyjnego w normalnym trybie, a więc z obowiązkiem zapewnienia lokatorowi pomieszczenia zastępczego czy tymczasowego, do którego będzie mógł się przeprowadzić. Może to być procedura czasochłonna.

Drugie ryzyko to prawo dotychczasowego właściciela do zaskarżenia postanowienia sądu o przysądzeniu własności. Czyli nowy właściciel po wpłaceniu całej wylicytowanej ceny nieruchomości nie ma do niej prawa własności do czasu rozpatrzenia przez sąd zażalenia zlicytowanego poprzedniego właściciela. A to może potrwać miesiące, a nawet lata.

I wreszcie trzecia kwestia – ryzyko zakupu nieruchomości bez niezbędnej wizytacji i obejrzenia mieszkania/domu, a to dlatego, że właściciel nie udostępnił lokalu.

Przed dwoma pierwszymi przypadkami trudno się zabezpieczyć, bardzo rzadko bowiem licytowane lokum pozostaje wolne i już opuszczone przez dotychczasowych właścicieli. Co zaś do trzeciego przypadku, musimy założyć, że mieszkanie jest wręcz zdewastowane, a zatem z kwalifikacją do kapitalnego remontu (wymiany wszystkiego), i takie dodatkowe koszty wkalkulować przy licytacji.

Nawet o połowę taniej

Decyzji o zakupie mieszkania poprzez licytację komorniczą przyświeca jeden główny cel – perspektywa znaczącej korzyści materialnej w postaci nabycia lokum po zdecydowanie okazyjnej cenie, a więc grubo poniżej wartości rynkowej. Teoretycznie taki bonus może wynieść jedną trzecią tej ostatniej, a w wyjątkowych okolicznościach nawet połowę. Pytanie, na ile to jest cel realny.

Cena wywoławcza (wywołania) na licytacjach komorniczych, czyli najniższa cena za jaką można nabyć nieruchomość, wynosi 3/4 na pierwszej licytacji i aż 2/3 na drugiej licytacji tzw. ceny oszacowania, która powinna w miarę precyzyjnie odzwierciedlać wartość rynkową przedmiotowej nieruchomości. Czy zawsze odzwierciedla? – trudno powiedzieć – niestety nie ma na to żadnej gwarancji. Machina komornicza działa – przynajmniej teoretycznie – poza własnym interesem, przede wszystkim w interesie zadłużonego, a więc komornik ma obowiązek uzyskania jak najwyższej ceny i do tego dąży. Z drugiej strony możliwe są przypadki ustalenia ceny oszacowania na poziomie umożliwiającym nabycie lokum od komornika za pół ceny rynkowej.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl mimo wszystko najlepiej podchodzić dość ostrożnie do ceny oszacowania jako być może mniej lub bardziej zawyżonej. Zdarzają się też przypadki oszacowania ceny nieruchomości przez rzeczoznawcę, który nie oglądał nieruchomości, bo nie został wpuszczony do środka przez właściciela. Jeżeli więc na pierwszej licytacji od ceny wywołania licytacja kilku licytantów podbije cenę do poziomu kilku procent poniżej ceny oszacowania, to w skrajnym przypadku nabycie mieszkania poprzez licytację może okazać się kupnem powyżej ceny rynkowej.

Tymczasem rzeczywiste okazje oraz względna pewność, że nie przepłacamy, mają miejsce wówczas, gdy kupujemy na drugiej licytacji po cenie wywołania lub lekko powyżej, czyli przy braku konkurencyjnych licytantów, albo po krótkiej i niewiele podbijającej cenę wywołania licytacji. O takie sytuacje jest jednak tym trudniej, im bardziej atrakcyjna jest nieruchomość. Bezwzględnie należy jednak zawsze przed licytacją wyznaczyć poziom, powyżej którego uznamy dalszy w niej udział za nieopłacalny, a więc bezcelowy. Polując na okazję z licytacji można bowiem bardzo łatwo wpaść w pułapkę zawyżonej ceny lub kupna mieszkania będącego źródłem wielu problemów. O tym należy zawsze pamiętać już na etapie wnoszenia obowiązkowego 10-procentowego wadium.

Statystyki KRK z dość jednoznaczną wymową

Trend zajęć komorniczych nieruchomości ma w ciągu minionych 12 lat wyraźny trend spadkowy z maksimum w roku 2013 na poziomie ponad 198 tys. do niespełna 126 tys. w roku 2024. To regres o znaczące 36 proc.

Można go podzielić na cztery etapy:

2013–2017: Stopniowy, regularny spadek (średnio -15 tys. rocznie).

2018: Lekki wzrost (z 138,4 tys. do 146,7 tys.).

2019–2022: Silniejszy spadek – rekordowo niski poziom w 2022 r. (116,3 tys.).

2023–2024: Stabilizacja – niewielkie wahania wokół 126 tys.Wyk.1 - Liczba zajęć komorniczych

Taki stan rzeczy to efekt spadającej liczby dłużników połączony z poprawą ich sytuacji finansowej, a ponadto postępująca poprawa ściągalności długów bez konieczności egzekucji z nieruchomości. W sumie to skutek mniejszej liczby rodaków popadających w tarapaty finansowe oraz coraz lepszych parametrów rynku pracy i utrzymującego się od lat na rekordowo niskim poziomie wskaźnika bezrobocia rejestrowanego.

Z kolei trend liczby sprzedaży nieruchomości w trybie licytacyjnym ma nieregularny charakter, ale również jednoznacznie spadkowy, ze szczytem w latach 2014-2016 i minimum w roku 2020. Widać tu wyraźnie wpływ pandemii na postępowania egzekucyjne oraz malejący z czasem popyt na nieruchomości licytacyjne.Wyk.2 Wskaźnik egzekucji z nieruchomości

Tymczasem wskaźniki efektywności egzekucji z nieruchomości, rozumiane jako procentowy udział sprzedaży nieruchomości w trybie licytacji w stosunku do liczby zajęć komorniczych nieruchomości w danym roku, wyraźnie zwyżkują, nie licząc załamania z pandemicznego roku 2020. Pytanie, dlaczego pomimo ogólnego spadku liczby zajęć i sprzedaży efektywność systemu rośnie. To z kolei może świadczyć o rosnącej jakości przygotowania licytacji lub większym zainteresowaniu nabywców.

Lokum od komornika bez wychodzenia z domu

Co ciekawe, nie tylko wskaźnik efektywności egzekucji z nieruchomości ma tendencję wzrostową. Podobny trend reprezentują statystyki licytacji nieruchomości w formie elektronicznej. Krajowa Rada Komornicza rozpoczęła prowadzenie systemu e-licytacji nieruchomości od 1 września 2021 r. za pośrednictwem serwisu www.elicytacje.komornik.pl. Było to efektem nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego z 2020 r., która wprowadziła obowiązek prowadzenia licytacji nieruchomości online.

I tak w roku 2022 liczba licytacji elektronicznych wyniosła 528 przypadków, rok później 1172, by w roku 2024 osiągnąć poziom 1763. Tym samym w roku ubiegłym udział licytacji elektronicznych przekroczył już jedną czwartą ogółu. Progres wydaje się więc dość imponujący. Czas pokaże, czy ta metoda przyczyni się w przyszłości do wyraźnego wzrostu zainteresowania Polaków nieruchomościami od komornika.

Póki co jednak, ta opcja nabywania nieruchomości, czy to w formie tradycyjnej czy elektronicznej, wciąż dedykowana jest raczej osobom dobrze zorientowanym w obecnych realiach rynku nieruchomości, potrafiącym odróżnić prawdziwą okazję od tej pozornej. Dziś bowiem nie brakuje korzystnych cenowo ofert sprzedaży mieszkań czy domów zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym, dla których aukcje komornicze jeszcze dość długo stanowić będą tylko pewne, mimo wszystko raczej marginalne uzupełnienie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rzecznik MŚP zasiądzie w Radzie ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego

Z inicjatywy Agnieszki Majewskiej Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Minister Rozwoju i Technologii przychylił się do propozycji włączenia przedstawiciela instytucji Rzecznika MŚP do składu Rady ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego – nowego organu doradczego Prezesa Rady Ministrów.

Utworzenie Rady stanowi realizację jednego z głównych postulatów zgłoszonych podczas I Kongresu Przemysłu Drzewnego, który odbył się 10 marca 2025 r. w siedzibie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli administracji rządowej, świata nauki oraz przedsiębiorców i miało na celu wspólną dyskusję o przyszłości i potencjale rozwojowym branży drzewnej w Polsce. Wśród kluczowych tematów poruszanych podczas Kongresu znalazły się m.in. potrzeba poprawy konkurencyjności sektora, wypracowanie odpowiednich instrumentów wsparcia oraz zapewnienie spójności działań legislacyjnych.

W odpowiedzi na wystąpienia Rzecznika MŚP z 1 kwietnia oraz 26 maja 2025 r., Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Michał Jaros pismem z dnia 10 lipca 2025 r., potwierdził uwzględnienie przedstawiciela Rzecznika w pracach Rady.

Drewno jako surowiec odgrywa fundamentalną rolę w działalności wielu przedsiębiorstw sektora MŚP, zwłaszcza firm rodzinnych, rzemieślniczych i regionalnych. Cieszę się, że głos tego środowiska zostanie wysłuchany przy tworzeniu ram rozwoju całej branży. Liczę na realny wpływ na kierunki działań Rady i konkretne efekty w postaci rozwiązań sprzyjających rozwojowi firm” – powiedziała Agnieszka Majewska Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Udział Rzecznika MŚP w pracach Rady ma zapewnić skuteczną reprezentację interesów mikro, małych i średnich przedsiębiorców oraz ułatwić koordynację działań administracji z potrzebami rynku. Celem Rady będzie wypracowanie rozwiązań legislacyjnych i instrumentów wspierających rozwój polskiego przemysłu drzewnego i meblarskiego jednego z kluczowych sektorów dla krajowej gospodarki i eksportu.

Chiny odporne na wojny handlowe – PKB rośnie ponad 5%, a eksport zaskakuje pozytywnie

Chiny pokazują odporność na wojny handlowe, PKB rośnie w tempie ponad 5%. Dane inflacyjne z rodzimej gospodarki nie dają wskazówki co do dalszej ścieżki stóp procentowych. Dynamika cen pod lupą również ze Stanów. 

Pozytywne zaskoczenia z Chin

Wczoraj poznaliśmy bardzo dobre dane odnośnie bilansu handlowego z Państwa Środka, przede wszystkim zachwyciło tempo wzrostu eksportu. Dzisiaj uwaga skupiona była na PKB za II kwartał i te wartości też są zaskakująco dobre. PKB w II kwartale wyniósł 5,2% w relacji r/r, w przypadku k/k 1,1% przy oczekiwaniach na poziomie 0,9%. Znacznie wyżej od prognoz wypadła też produkcja przemysłowa w czerwcu 6,8% vs 5,6%. Nieco zawiodła sprzedaż detaliczna, która wyniosła mniej niż oczekiwania analityków. Patrząc jednak na całościowy obraz można powiedzieć, że w obecnym otoczeniu wojen handlowych chińska gospodarka radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Analitycy często głosili tezy, że wzrost ponad 5% jest nie do utrzymania. Trzeba dodać też, że Chiny są już objęte 30% taryfą, podczas gdy duża część państw rozpocznie handel na nowych cłach od 1 sierpnia. Dane wywołały euforię szczególnie na walutach regionu, takich jak AUD czy NZD, które dzisiaj umacniają się do USD o ponad 0,35%.

CPI bez zaskoczenia

W kalendarzu dzisiaj pojawił się też odczyt inflacji CPI z polskiej gospodarki za czerwiec. Wynik 4,1% w relacji r/r nie wskrzesił dużej zmienności, gdyż był zgodny z oczekiwaniami analityków. Taka wartość nie daje też odpowiedzi na pytanie o przyszłą ścieżkę kształtowania się stóp procentowych w Polsce. Posiedzenie w sierpniu jest niedecyzyjne, więc tak naprawdę poczekamy do września i dopiero wtedy dowiemy się czy obniżki kosztu pieniądza będą kontynuowane. Notowania EUR/PLN niemal nie drgnęły od wczorajszych poziomów i kształtują się poniżej 4,26. Nieco niżej dzisiaj schodzi kurs USD/PLN, który odbił się od poziomu 3,65.

Czy będzie nieco wyższa inflacja?

Skoro jesteśmy przy kwestii cen, dzisiaj poznamy jeszcze odczyty dynamiki inflacji zarówno bazowej, jak i konsumenckiej z amerykańskiej gospodarki. Publikacje te są pod baczną obserwacją analityków, gdyż wśród decydentów polityki monetarnej z USA panuje podział odnośnie dalszych decyzji Fed. Część członków twierdzi, że inflacja jest już okiełznana i jest przestrzeń do obniżki stóp. Druga część uważa jednak inaczej i chce utrzymywać koszt pieniądza bez zmian nawet do końca roku. Patrząc na oczekiwania analityków przed dzisiejszymi wskazaniami, ta druga grupa może dostać dzisiaj argument do utrzymywania swojego stanowiska. Zarówno bazowa CPI, jak CPI mają wypaść wyżej niż w poprzednim miesiącu o 0,2%. Jeśli taki scenariusz się ziści, to znów oddali się perspektywa cięć stóp na ten rok, co może być plusem dla notowań USD.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Cła USA bez większego wpływu na europejskie waluty

Ostatnie decyzje amerykańskiej administracji przeszły z bardzo małym echem. Wyraźniej widać ich wpływ na rynek ropy, gdzie jednak zostały wsparte dodatkowymi sygnałami. Inflacja w Polsce nie zaskoczyła.

Wpływ ceł na waluty

Wygląda na to, że świat dojrzewa do decyzji, by odpuścić obecny styl negocjacji z Amerykanami. Należy pamiętać, że USA grając tak szeroko, mogą doprowadzić do stworzenia innych, niż dotychczas połączeń ekonomicznych globalnie. Takich, w których nie są centrum świata. Wiadomo, gospodarka tego kraju jest ogromna i odpowiada za 25% światowego PKB. Należy jednak pamiętać, że ze względu na wytwarzanie wielu produktów lokalnie, odpowiada również za mniej więcej 13% światowego importu. W rezultacie wiele państw dochodzi do wniosku, że zamiast padać na kolana, musi wymyślić sposób na funkcjonowanie w świecie ze znacznie mniejszym udziałem Wielkiego Brata. W sobotę ogłoszono cła i na walutach nic wielkiego się nie stało – przynajmniej w Europie. Kurs EURUSD lekko spadł, ale można to śmiało to zrzucić na kontynuację obecnej korekty po wybiciu przez dolara rekordowych dołków. Nawet reakcja na meksykańskim peso, które powinno być główną ofiarą ceł, nie jest szczególnie znacząca. Pozostaje pytanie – jaki wpływ będzie to miało na gospodarkę USA? Cła powinny podnieść ceny, a wyższa inflacja to wyższe stopy procentowe. Wyższe stopy to z kolei mocniejszy dolar.

Korekta cen ropy

Wczoraj mieliśmy niespodziewaną wypowiedź Donalda Trumpa, który dał Rosji jeszcze 50 dni na zakończenie wojny w Ukrainie. W przeciwnym razie zapowiedział sankcje. Oznacza to, że przez te 50 dni na rynek ciągle będzie trafiał rosyjski surowiec. Do tego warto zwrócić uwagę, że rośnie wydobycie w OPEC+, a nowa runda taryf celnych co do zasady powinna ograniczyć zapotrzebowanie na ropę. Skoro na rynku ma być więcej towaru, a zapotrzebowanie będzie mniejsze, to cena powinna spadać. Od wczorajszych szczytów cena baryłki ropy naftowej spadła już o 2,5% z 71,5 dolara na 69 dolarów. Jeżeli ta sytuacja się utrzyma, może to nie być koniec spadków.

Inflacja bez niespodzianek

Finalne dane za inflację w czerwcu okazały się równe wstępnym i wynoszą 4,1%. Nie jest to niespodzianka. Warto jednak pamiętać, że można oczekiwać jej istotnego zmniejszenia się w kolejnych miesiącach. Powodem jest, chociażby ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Gdyby nie spodziewano się istotnego spadku, nie doszłoby w lipcu do obniżek stóp. Analitycy spodziewają się w lipcu wyniku nawet poniżej 3%. Należy pamiętać, że rok temu lipiec przyniósł duży wzrost z powodu częściowego uwolnienia cen energii.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

E-leasing staje się faktem. Nowe przepisy upraszczają zawieranie umów online

13 lipca 2025 roku weszły w życie długo oczekiwane przepisy wchodzące w skład pakietu deregulacyjnego, które otwierają nowy rozdział w cyfryzacji usług leasingowych. Od tego momentu możliwe jest zawieranie umów leasingowych całkowicie zdalnie, bez obowiązku zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. To fundamentalna zmiana – szczególnie dla sektora MŚP, który stanowi największą grupę klientów tej branży.

Zgodnie z ustawą podpisaną przez Prezydenta RP 6 lipca 2025 roku, umowy leasingowe mogą być zawierane w tzw. formie dokumentowej. Oznacza to możliwość składania oświadczeń woli za pośrednictwem e-maila, aplikacji mobilnych czy podpisów elektronicznych niekwalifikowanych, pod warunkiem jednoznacznego ustalenia treści umowy oraz identyfikacji osoby składającej oświadczenie.

To przełom nie tylko dla branży leasingowej, ale dla całej gospodarki cyfrowej. Eliminacja papierowych barier przekłada się na realne oszczędności – zarówno czasowe, jak i finansowe. Wprowadzenie e-leasingu może istotnie ograniczyć koszty operacyjne, przyspieszyć procesy i umożliwić automatyzację wielu etapów – komentuje Maciej Zygmański, Business Development Manager w SIGNIUS.

Dotychczas każda umowa leasingowa w Polsce musiała być zawarta w formie pisemnej, co wymuszało stosowanie podpisu odręcznego lub podpisu kwalifikowanego. Dla wielu firm oznaczało to konieczność drukowania, podpisywania, skanowania i przesyłania dokumentów. Spowalniało to cały proces i generowało dodatkowe koszty operacyjne.

Nowe przepisy, opracowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kończą ten etap i wprowadzają leasing do głównego nurtu cyfryzacji – na podobnych zasadach, na jakich wcześniej cyfrowo zmodernizowano procesy w sektorze bankowym, HR czy administracji publicznej.

Branża leasingowa dołącza do grona sektorów, które stawiają na efektywność i automatyzację. Już dziś możliwa jest integracja procesu zawierania umów z systemami CRM, platformami sprzedażowymi czy usługami identyfikacji online. Dzięki temu firmy leasingowe mogą szybciej obsługiwać klientów, a przedsiębiorcy finalizować transakcje bez wychodzenia z biura – podkreśla Maciej Zygmański.

Warto zaznaczyć, że zmiany nie nastąpią natychmiast. Leasingodawcy będą wdrażać nowe rozwiązania stopniowo, przygotowując odpowiednie procedury i narzędzia. Z e-leasingu będą mogli skorzystać zarówno nowi, jak i obecni klienci, o ile obie strony umowy wyrażą na to zgodę.

Choć nowe przepisy dotyczą na razie samego zawierania umów, eksperci zgodnie wskazują, że to dopiero pierwszy etap cyfrowej transformacji rynku leasingowego. Kolejnymi krokami powinny być m.in. wprowadzenie e-weksli, cyfrowa ocena zdolności kredytowej oraz uproszczenie zasad dotyczących obiegu dokumentów elektronicznych.

E-leasing to strategiczny impuls do rozwoju rynku e-podpisów i cyfrowych usług zaufania. Otwiera nowe możliwości integracji technologii, automatyzacji i poprawy doświadczenia klienta. To również wyraźny sygnał, że cyfryzacja w Polsce nie jest już tylko wizją, ale realnie wspiera rozwój gospodarki – podsumowuje Maciej Zygmański.

Kurs dolara a konflikt Trumpa z Powellem – co dalej z polityką Fed?

Rynki zdają się dobrze radzić z kolejną rundą trumpowskich ceł, a groźba ich wprowadzenia w sierpniu jest traktowana jako strategia negocjacyjna. Trwający konflikt Trumpa z Powellem dalej nie zmienia prognozy podtrzymania stóp procentowych przez Fed.

Kluczowe punkty:

  • Otoczenie lekko się pogorszyło, ale PLN pozostaje mocny.
  • Handel „sell America” blaknie, USD zyskuje.
  • W miarę zbliżania się terminu 01.08 Trump straszy wyższymi cłami.
  • Brytyjska gospodarka w maju ponownie się kurczy. Oczekuje się cięcia stóp BoE w sierpniu.

Listy zawierające ogłoszenie bardzo wysokich ceł od sierpnia, które Trump rozsyła do partnerów handlowych USA, są traktowane jako kolejne odroczenie wyznaczonego przez niego terminu 9 lipca i w dużej mierze strategia negocjacyjna. Waluty G10 utrzymują się w wąskich przedziałach i, co ciekawe, rynki kolejne wiadomości o cłach ignorują albo reagują na nie, wspierając dolara – to wyraźna zmiana względem początkowej reakcji na kwietniowy „dzień wyzwolenia”. Złowieszcze sygnały płyną tylko w dalszym ciągu z amerykańskiego rynku obligacji skarbowych, na którym w odpowiedzi na ustawę budżetową i perspektywę ogromnych deficytów w przewidywalnej przyszłości wyprzedaży doświadczają długoterminowe obligacje. Mimo wszystko nawet tam wszystko przebiega jednak jak na razie w uporządkowany sposób.

Odporność ta zostanie w tym tygodniu poddana testowi. Rynki będą uważnie śledzić negocjacje handlowe, wypatrując oznak postępów. Dodatkowym zagrożeniem dla dolara będzie próba zamachu Trumpa na niezależność Rezerwy Federalnej, ponieważ naciska on, by bank centralny obniżył stopy procentowe szybciej, niż jest skłonny to zrobić. Silny odczyt amerykańskiej inflacji w czerwcu (wtorek 15.07) wzmocniłby pozycję Fedu. Brytyjski kalendarz makroekonomiczny na ten tydzień jest niezwykle bogaty. W środę (16.07) opublikowane zostaną dane o inflacji w czerwcu, a dzień później (czwartek 17.07) istotne dane z rynku pracy w maju i czerwcu.

PLN

Jako że zewnętrzne otoczenie staje się nieco mniej korzystne, złoty doświadczył w ubiegłym czasie niewielkiej wyprzedaży względem euro. Zmienność waluty jest jednak wciąż dość ograniczona, a kurs EUR/PLN jest bliski średniej z ostatnich miesięcy.

Uwaga skupiła się głównie na negocjacjach handlowych między USA i UE, wydarzenia krajowe nie były zaś szczególnie istotne. Ten tydzień będzie podobny, chociaż warto spojrzeć na dane o rachunku obrotów bieżących (poniedziałek 14.07) i szczegółowy raport inflacyjny (wtorek 15.07). W ostatnich miesiącach dynamika tego pierwszego była minimalnie niekorzystna z punktu widzenia siły złotego. Presja cenowa zaskoczyła w czerwcu lekko w górę, oczekuje się jednak, że w tym miesiącu spadnie do celu Narodowego Banku Polskiego (2,5% ± 1 pp.), co powinno wesprzeć dalsze obniżki stóp procentowych.

EUR

Uczestnicy rynku nie przejęli się jak na razie weekendową groźbą Trumpa, że od 1 sierpnia Unia Europejska będzie obciążona 30-procentowymi cłami. Postrzegamy to raczej jako kolejną taktykę z podręcznika negocjacji Trumpa, a nie wiążącą deklarację, szczególnie że większość komunikatów z obu stron wskazuje w ostatnim czasie, że uzgodnienie ramowego porozumienia handlowego jest blisko.

Tak jak było przez większość ubiegłego tygodnia, również ten przyniesie niewiele wpływających na rynki danych gospodarczych ze strefy euro, odbędą się jednak liczne przemówienia oficjeli Europejskiego Banku Centralnego. Stopy procentowe EBC są na poziomie 2%, rynki widzą więc przestrzeń na maksymalnie jeszcze jedną obniżkę, do której dojdzie nieprędko. Parametry polityki monetarnej zostaną na razie na obecnym poziomie, głównym czynnikiem kształtującym euro będą więc wydarzenia poza Wspólnotą, a dokładniej wyniki amerykańskiej gospodarki i wiadomości dotyczące konfliktu Trumpa z prezesem Fedu Jeromem Powellem.

USD

Dolar w ubiegłym tygodniu zyskał na perspektywach wyższych ceł. To wyłamanie się z trendu po „dniu wyzwolenia” stanowi powrót do konwencjonalnego myślenia, zgodnie z którym większy protekcjonizm handlowy i podwyższona globalna niepewność są postrzegane jako korzystne dla amerykańskiej waluty. Tymczasem rynki w konflikcie między prezesem Fedu a Białym Domem wydają się obecnie popierać Powella i niemal całkowicie wykluczają możliwość cięcia stóp procentowych na lipcowym posiedzeniu FOMC, szczególnie po czerwcowym raporcie NFP (non-farm payrolls).

Czekamy na raport inflacyjny za czerwiec (wtorek 1.07), który powinien wesprzeć stanowisko Fedu. Wpływ ceł na inflację jest wciąż bardzo ograniczony, wątpimy jednak, że może tak być wiecznie. W którymś momencie importerom skończą się zapasy, które zgromadzili wcześniej w tym roku, nim zostały wprowadzone cła, a wtedy ceny powinny wzrosnąć, szczególnie biorąc pod uwagę zdrową dynamikę wydatków konsumenckich. Tymczasem wydaje się, że dolar będzie potrzebował katalizatora, nim spadnie do nowych minimów, a dobry raport inflacyjny raczej nim nie będzie.

GBP

Znaczny spadek liczby zatrudnionych na Wyspach w maju kładzie się cieniem na funcie i ogólnie brytyjskich aktywach, ponieważ sugeruje, że pracodawcy źle przyjęli ostatnie podwyżki podatków. Podnosi to wagę raportu z rynku pracy za maj i czerwiec (czwartek 17.07), który może być istotniejszy nawet o danych inflacyjnych (środa 16.07) – ich zmiana względem wcześniejszego miesiąca powinna być niewielka.

Do czwartkowego popołudnia my, a co ważniejsze Bank Anglii, powinniśmy mieć bardziej klarowny obraz skali słabości brytyjskich danych gospodarczych. Opublikowana w ubiegłym tygodniu kiepska dynamika PKB w maju nie była ani trochę optymistycznym sygnałem, ponieważ oznacza, że gospodarka Wysp w II kwartale niemal na pewno skurczyła się w ujęciu kwartalnym. Nie tylko sprawia to, że obniżka stóp procentowych Banku Anglii w sierpniu staje się coraz bardziej prawdopodobna (rynki swap wyceniają ją na niemal 90%), ale również zwiększa ryzyko dodatkowych podwyżek podatków jesienią, które wydają się obecnie właściwie nieuniknione. Nie jest to szczególnie dobra perspektywa dla funta, który w ubiegłym tygodniu wciąż radził sobie gorzej od większości pozostałych walut G10.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Cła Trumpa na UE mogą obniżyć PKB strefy euro o 1%, a euro pozostaje stabilne

Prezydent USA zapowiada cła na UE w wysokości 30% od 1 sierpnia. Czy będzie tąpnięcie na giełdach? W tle spokojny początek tygodnia na notowaniach złotego i dobre dane z chińskiej gospodarki. 

UE się „doigrała”

Weekend przyniósł niezbyt dobre informacje dla krajów UE. Prezydent USA, po wielu tygodniach nerwowej atmosfery w fazie wyczekiwania, zdecydował się jednostronnym oświadczeniem podnieść taryfy celne do poziomu 30% od 1 sierpnia. Wcześniej w ramach „kwietniowych taryf” wartość ta wynosiła 20%. Mamy więc znany w przypadku Trumpa scenariusz braku dialogu i wymuszania na partnerach handlowych tego, czego oczekuje. Oczywiście padają też groźby, że w przypadku ceł odwetowych wartość taryf po stronie USA również zostanie zwiększona. Prezydent Stanów Zjednoczonych, jak to zwykle bywa, ma rozwiązanie tego problemu – przenoszenie fabryk z UE na teren USA. Ciekawy jest brak reakcji rynków na weekendowe doniesienia. Dla UE wyższe taryfy to spory balast dla wstającej z kolan koniunktury, choćby dla rynku motoryzacyjnego u naszego zachodniego sąsiada. Analitycy szacują, że taka wysokość ceł może zmniejszyć o 1% PKB w strefie euro. Mimo wszystko euro trzyma się mocno (EUR/USD okolice 1,17). Nie widać również paniki na indeksach giełdowych – DAX dzisiaj spada o 0,7%. Być może jednak jest to kwestia dużej wiary w to, że sytuację można jeszcze odwrócić i dojść do porozumienia, a tak wysokie cła ze strony Trumpa znów staną się tylko straszakiem.

Wakacyjny handel

Krajowa waluta reaguje na te wydarzenia bardzo spokojnie. Na EUR/PLN można śmiało mówić o wakacyjnym handlu, a kurs porusza się w wąskim paśmie wahań między poziomem 4,23 a 4,29 od początku maja. Spadki notowań głównej pary walutowej świata sprawiły, że nastąpił nieznaczny wzrost w kierunku górnego ograniczenia, ale kurs wraz z początkiem tego tygodnia znów wraca w okolice środka tego kanału. Jutro ważny odczyt z krajowej gospodarki, a mianowicie CPI za czerwiec. Oczekiwania mówią o poziomie 4,1%. Każda niższa wartość może być niekorzystna dla PLN, gdyż rozbudzi apetyty na wrześniową obniżkę stóp procentowych przez RPP. Po odbiciu od poziomu 3,60 kurs USD/PLN ruszył w górę i jest tuż przed oporem na 3,65. Jego pokonanie będzie zależeć od notowań głównej pary walutowej świata.

Niestraszne cła

Dzisiaj w kalendarzu niewiele ważnych danych makro, niemniej jednak zwraca uwagę bilans handlowy z Chin. Sytuacja w Państwie Środka również jest warunkowana cłami na eksport do USA. Aktualna stawka, ustalona w połowie maja na 90 dni, wynosi aż 30%. Nie jest to może aż tak wysoka stawka (jak obowiązujące do niedawna 145%), ale analitycy czekali na te dane właśnie pod kątem pogorszenia bilansu handlowego. Obawy okazały się jednak nieuzasadnione, a Chiny osiągnęły znacznie większą nadwyżkę w handlu niż zakładały prognozy. Pozytywnie zaskoczył także eksport, który wzrósł 5,8% przy oczekiwaniach na poziomie 5,0%. Jutro, także z tego rejonu świata, ważny odczyt PKB za II kwartał. Poprawa w handlu może dać pozytywny efekt również w przypadku wzrostu gospodarczego i dać powiew optymizmu na cały rynek zarówno walutowy, jak i giełdowy. W końcu mówimy o największej fabryce świata.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Energetyka i banki ciągną GPW w górę – jakie perspektywy na dalszą część roku?

Pierwsze półrocze było rekordowo dobre dla warszawskiej giełdy. Drożały zwłaszcza spółki energetyczne i banki. Jednak wzrost wyceny banków może dziwić, skoro obniżane są stopy procentowe i ich zyski już tak łatwo nie będą rosnąć.

WIG20 wzrósł o 30%, a szeroki indeks warszawskiej giełdy o 3 pkt. proc. więcej. To jednocześnie był okres dobry także dla innych giełd europejskich.

– Europejski rynek poradził sobie dobrze, a polski bardzo dobrze, tak wysokie wzrosty na GPW nie były widziane od początku XXI wieku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Powody są takie, że gdy rósł amerykański rynek, polski rynek stawał się relatywnie coraz bardziej tani, a to zaczęło się zmieniać właśnie w tym roku.

Inny powód wzrostów na GPW, to dwie dodatkowe premie za ryzyko, których inwestorzy oczekują, decydując się na polski rynek akcyjny. Pierwsza związana jest konfliktem Rosja-Ukraina i perspektywami zakończenia wojny toczącej się bezpośrednio za polską granicą. Coraz mocniej wyceniane było zawarcie pokoju, choć teraz wiemy, że nie stanie się to tak szybko, jak można było oczekiwać po deklaracjach D.Trumpa, jednak jak dotąd nie widać rozczarowania inwestorów z tego powodu. Oczekiwania na drugą premię związane są z tym, że nasz rynek nadal jest w koszyku rynków rozwijających się i charakteryzuje się mniejszą płynnością.

Tym bardziej może dojść do przesunięcia uwagi inwestorów od ryzyka geopolitycznego w kierunku tego, jakie wyniki w raportach kwartalnych prezentują spółki.

Jakie branże zyskały najbardziej na wycenie w I półroczu? Zyskały bardzo polskie banki i energetyka.

– Wyceny polskich banków nie do końca spełniają jedną z bardzo ważnych funkcji indeksów giełdowych. Indeksy powinny rosnąć, gdy poprawie się analiza fundamentalna, a z bankami tak nie było w mojej ocenie – komentuje analityk XTB. – Gdy banki operują w otoczeniu wysokich stóp procentowych, to mają podstawy, aby poprawiać swoje wyniki i to widzieliśmy zwłaszcza w 2024 r. Teraz, gdy stopy są już obniżane, utrzymanie dynamiki wyników finansowych będzie o wiele cięższe. Skąd więc wzrosty kursów? Inwestorzy zagraniczni chętniej lokują tutaj swoje środki. Robią to tym chętniej ponieważ sektor bankowy jest bardziej płynny niż inne sektory z GPW.

Wyceny polskich banków mogą jednak nadal rosnąć jeżeli inwestorzy zwrócą uwagę na ich bardzo dobre wskaźniki wypłacalności. Pod tym względem pozytywnie odróżniają się nawet na tle europejskich banków, które również obowiązują parametry ostrożnościowe wyznaczone przez UE.

Wzrosty branży energetycznej należy powiązać z ogłaszaniem nowych strategii rozwoju, a działo się to pod koniec minionego roku i na początku 2025 r. Zbliża się jednak czas, gdy spółki energetyczne będą musiały w raportach kwartalnych dowieźć zakładane efekty.

Natomiast indeks spółek gamingowych przyniósł małe rozczarowanie. Od nieudanej premiery sprzed kilku lat Cyberpunka inwestorzy wyczekują na udane premiery na miarę Wiedźmina3. Od początku roku bardzo dobrze radzi sobie CD Projekt, wobec tej spółki oczekiwania ustawione są bardzo wysoko (demo kolejnego Wiedźmina zostało bardzo dobrze przyjęte).

– Polski rynek akcji nie jest bardzo drogi, nadal mamy do czynienia z relatywnie niskimi wycenami, podtrzymanie wysokich trendów wzrostowych jest więc możliwe, ale na przeszkodzie może stanąć pokusa realizacji zysków przez inwestorów po tak dobrym pierwszym półroczu – podsumowuje T.Turski z XTB.

Sztuczna inteligencja w Polsce: popularna, ale używana bez wiedzy pracodawców i regulacji

Polacy korzystają ze sztucznej inteligencji częściej niż Amerykanie czy Niemcy – 69% deklaruje regularne użytkowanie, co plasuje nas powyżej średniej światowej. Jednocześnie aż 90% nie zna obowiązujących przepisów dotyczących AI, a ponad połowa pracowników wykorzystujących narzędzia oparte na sztucznej inteligencji w miejscu pracy ukrywa ten fakt przed pracodawcą – wynika z raportu KPMG pt. „Sztuczna inteligencja w Polsce. Krajobraz pełen paradoksów”, który analizuje percepcję, wykorzystanie i zaufanie do AI w Polsce i na świecie. W badaniu wzięło udział 48 tys. respondentów z 47 krajów, w tym 1 082 z Polski.

Sztuczna inteligencja zagościła na stałe w życiu prywatnym i zawodowym Polaków – aż 76% użytkowników zauważyło poprawę wydajności i dostępności zasobów dzięki automatyzacji powtarzalnych zadań. Wśród pracujących Polaków 54% korzysta z AI intencjonalnie i co najmniej raz na kilka miesięcy, a niemal 90% użytkowników wykorzystuje w tym celu publicznie dostępne narzędzia, z czego 77% sięga po rozwiązania bezpłatne.

Z raportu KPMG wynika że w praktyce narzędzia AI wykorzystywane są często bez nadzoru i bez wiedzy pracodawcy – 55% pracowników korzystających z AI w Polsce nie ujawnia, że używa AI, prezentując jej wyniki jako własne. Choć AI zwiększa efektywność pracy u większości jej użytkowników w Polsce (64%), to w co trzecim przypadku prowadzi także do wzrostu obciążenia obowiązkami.

Poziom wdrożeń AI w polskich organizacjach dorównuje, a nawet przewyższa ten obserwowany w USA czy Niemczech. Jednak inną kwestią jest rzeczywiste wykorzystywanie sztucznej inteligencji w codziennej pracy. Różnica między firmami, które formalnie wdrożyły AI, a rzeczywistym wykorzystaniem przez pracowników, wynika z wielu przyczyn – jedną z nich jest po prostu to, że dostęp do tych narzędzi ma tylko wybrana część zespołu. Z drugiej strony zdarzają się sytuacje, gdzie teoretycznie dostęp do AI jest szeroki, ale brakuje odpowiednich szkoleń i motywacji ze strony pracodawców. W efekcie nawet jeśli technologia jest dostępna, to w praktyce niewiele osób z niej rzeczywiście korzysta. W związku z tym niezwykle ważne jest zadbanie o popularyzację wiedzy o narzędziach sztucznej inteligencji, dostosowanej do specyfiki każdego stanowiska. Konieczne jest pokazanie pracownikom, dlaczego to właśnie ich zadania staną się łatwiejsze dzięki AI – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Wysoki stopień wdrożenia AI nie oznacza, że wykorzystywany jest jej pełny potencjał. Jak pokazują wyniki badania, pracownicy w Polsce najchętniej i częściej niż pracownicy innych krajów sięgają po narzędzia, które są najbardziej przystępne i nie wymagają szkolenia przed rozpoczęciem użytkowania. Takie rozwiązania mają swoje zalety – są tańsze, ich integracja z infrastrukturą firmy jest prosta, a ich wysoka elastyczność umożliwia dopasowanie do specyfiki i kontekstu pracy. W rezultacie przyczyniają się do usprawnienia realizacji codziennych, drobnych zadań oraz sprzyjają rozwojowi innowacyjnych postaw i inicjatyw pracowniczych. Jednocześnie jednak niska specjalizacja takich narzędzi zwiększa ryzyko błędów kontekstualnych, a ich otwarty charakter – ryzyko niedozwolonych zastosowań, związanych z przetwarzaniem danych firmowych poza regulowanym środowiskiem – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Zaufanie do AI rośnie wolniej niż jej popularność

Tylko 41% Polaków deklaruje zaufanie do sztucznej inteligencji – to mniej niż średnia światowa (46%). Mimo to poziom akceptacji dla obecności AI w pracy jest jednym z najwyższych – aż 77% respondentów z Polski akceptuje jej wdrażanie w miejscu zatrudnienia.

Stosunkowo wysoki poziom akceptacji w Polsce może świadczyć o otwartości społeczeństwa na nowe technologie oraz rosnącym zaufaniu do ich praktycznych zastosowań. Jednocześnie pokazuje to, że postawy wobec AI nie są determinowane wyłącznie poziomem rozwoju gospodarczego, lecz także lokalnym kontekstem – w tym dostępnością narzędzi, sposobem ich wdrażania oraz obecnością debaty publicznej wokół sztucznej inteligencji. Nie można lekceważyć wpływu presji na korzystanie z narzędzi AI – prawie połowa (48%) pracowników obawia się, że pozostaną w tyle, jeśli nie będą korzystać ze sztucznej inteligencji – zauważa Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

Kompetencje użytkowników – samoocena przewyższa deklarowany poziom wiedzy

Choć 60% badanych z Polski twierdzi, że potrafi efektywnie posługiwać się AI, a 70% uważa, że potrafi rozpoznać wygenerowane przez nią treści, jedynie 29% przeszło jakiekolwiek szkolenie w tym zakresie – o 10 punktów procentowych mniej niż światowa średnia. Co więcej, 46% uczestników badania określa swoją wiedzę i umiejętności potrzebne do świadomego korzystania z AI jako niskie.

Wiele osób deklaruje umiejętność korzystania z AI i wskazuje, że potrafi wskazać obszar zastosowania dla sztucznej inteligencji, ale jednocześnie często towarzyszy im niska ocena własnych kompetencji oraz niepewność dotycząca poziomu posiadanej wiedzy. Może to wynikać z tego, że użytkownicy korzystają z AI głównie w oparciu o własną intuicję i podstawową znajomość technologii, bez głębszego zrozumienia jej zasad działania czy ograniczeń. Mimo że sztuczna inteligencja jest coraz powszechniej wykorzystywana, rzeczywisty poziom kompetencji użytkowników wciąż pozostaje zróżnicowany – zarówno w Polsce, jak i w skali światowej. To wyraźny sygnał dla pracodawców, instytucji edukacyjnych i regulatorów o potrzebie inwestowania w edukację cyfrową – wskazuje Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Cyberzagrożenia, dezinformacja i przyszłość pracy – obawy w cieniu technoentuzjazmu

Coraz częściej wykorzystywana sztuczna inteligencja jednocześnie budzi wśród Polaków powszechne obawy. Aż 89% respondentów obawia się cyberzagrożeń związanych z tą technologią, a 44% twierdzi, że osobiście doświadczyło ich skutków. 54% badanych zetknęło się z dezinformacją wygenerowaną przez AI, a 48% wskazuje na negatywne skutki automatyzacji – przede wszystkim utratę kontaktu z człowiekiem.

Nastroje dotyczące ryzyka zastąpienia przez sztuczną inteligencję w pracy pozostają umiarkowane. Połowa badanych pracowników z Polski nie dostrzega zagrożenia dla kluczowych funkcji swojej pracy ani całej branży, jednak co trzeci (34%) przewiduje, że sztuczna inteligencja może przejąć ważne zadania, a podobny odsetek spodziewa się redukcji etatów w swoim sektorze. Polacy wykazują też mniejszy sceptycyzm niż przeciętny pracownik na świecie – 31% obawia się zastąpienia przez AI, podczas gdy średnia światowa wynosi 40%.

Ograniczona wiara w regulacje

Pomimo powszechnego oczekiwania na regulacje (zarówno krajowe, jak i międzynarodowe), aż 90% polskich respondentów nie ma świadomości istnienia obecnych przepisów dotyczących AI. Z kolei co trzecia osoba wykorzystująca AI w pracy przyznaje się do regularnego podejmowania działań nieostrożnych lub wręcz sprzecznych z polityką firmy. Dane te pokazują wyraźną lukę między regulacyjnymi intencjami a praktyką.

W porównaniu do średniej światowej, Polacy częściej korzystają z AI, rzadziej jednak uczestniczą w formalnych szkoleniach. Z jednej strony można dostrzec szybką adopcję i percepcję rosnących korzyści z wdrażania sztucznej inteligencji, ale z drugiej zwraca uwagę ograniczone zaufanie i brak ugruntowanych kompetencji do posługiwania się AI. Ta mieszanka sprzeczności stanowi punkt wyjścia do pogłębionej debaty o odpowiedzialnym wdrażaniu sztucznej inteligencji w życiu społecznym, gospodarczym i regulacyjnym.

O raporcie:

Badanie „Trust, Attitudes and Use of Artificial Intelligence: A Global Study 2025” zostało przeprowadzone przez zespół naukowców z University of Melbourne we współpracy z KPMG. Jest to jedno z najbardziej kompleksowych badań dotyczących zaufania społecznego, postaw i wykorzystania sztucznej inteligencji na świecie, obejmujące ponad 48 000 respondentów z 47 krajów, w tym 1082 respondentów z Polski. W każdym z krajów dane zbierano z wykorzystaniem reprezentatywnych paneli badawczych. Respondenci zostali zaproszeni do udziału w ankiecie online, a zbieranie danych trwało od listopada 2024 do połowy stycznia 2025 roku.

Jesika Mackiewicz powołana do zarządu Matexi Polska

Matexi Polska wzmacnia swoje struktury zarządcze. Do zarządów spółek realizujących projekty mieszkaniowe w Warszawie dołączyła Jesika Mackiewicz. Menedżerka z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości będzie wspierać dalszy rozwój Matexi Polska na stołecznym rynku.

Uznany deweloper o belgijskich korzeniach rozbudowuje swoje struktury operacyjne.  Z początkiem lipca br. Jesika Mackiewicz została powołana do zarządów spółek odpowiedzialnych za realizację warszawskich inwestycji. Jesika Mackiewicz jako członkini najwyższego kierownictwa, odpowiada za współtworzenie i wdrażanie strategii firmy, w tym rozwój portfela projektów mieszkaniowych, pozyskiwanie gruntów oraz przygotowanie nowych inwestycji.

„Powołanie Jesiki Mackiewicz do zarządu Matexi Polska to ważny krok w kierunku dalszego wzmocnienia struktur Grupy Matexi na strategicznym rynku warszawskim. Jesika wnosi do zespołu nie tylko bogate, wieloletnie doświadczenie w sektorze nieruchomości, ale także niezwykle cenne cechy osobowościowe – konsekwencję w działaniu, doskonałą samoorganizację oraz wysoki poziom profesjonalizmu, który łączy z wyjątkową empatią i umiejętnością pracy zespołowej. Od momentu dołączenia do Matexi dała się poznać jako liderka o dużym zaangażowaniu i silnym poczuciu odpowiedzialności za powierzony jej obszar. Jej powołanie to nie tylko docenienie dotychczasowej pracy, ale także wyraz naszego przekonania, że jej kompetencje i podejście będą miały kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju portfolio naszych projektów mieszkaniowych” – podkreślił Mirosław Bednarek, Regional Business Director, Prezes Zarządu Matexi Polska.

Jesika Mackiewicz ma ponad 10-letnie doświadczenie w sektorze nieruchomości. Z Matexi Polska związana jest od roku. Jako Business Manager odpowiada za projekty mieszkaniowe i PRS realizowane w Warszawie. Zarządza zespołem developmentu, odpowiedzialnym za cały proces zakupów i przygotowania inwestycji, zaczynając od pozyskiwania nowych gruntów, przez negocjacje, due dilligence, zawieranie umów zakupu nieruchomości oraz uzyskiwanie decyzji administracyjnych: decyzji WZ, decyzji środowiskowych, pozwoleń na budowę, a także przygotowywanie biznesplanów inwestycji, struktury transakcji i strategii prowadzenia projektów.

Artur Apostoł odchodzi z Globalworth

Po blisko dziewięciu latach kierowania operacjami nieruchomościowymi, w tym pięciu latach w roli dyrektora zarządzającego tym obszarem, Artur Apostoł podjął decyzję o rezygnacji z funkcji współzarządzającego biznesem Globalworth w Polsce i odejściu z firmy. Zmiany organizacyjne w strukturze Globalworth Poland związane z jego rezygnacją wejdą w życie z początkiem sierpnia 2025 roku.

Artur Apostoł, Managing Director – Real Estate Operations Poland, związany jest ze spółką Globalworth od momentu rozpoczęcia budowy jej portfela nieruchomościowego niemal 9 lat temu, odpowiadając za obszar operacji nieruchomościowych i akwizycji. Współtworzył polski zespół Globalworth i współprowadził transakcje budujące portfel aktywów spółki w Polsce, który w zaledwie kilka kwartałów urósł ponad trzykrotnie dzięki takim akwizycjom jak m.in.: Skylight&Lumen czy Spektrum Tower, osiągając w szczytowym momencie wielkość 620 tys. mkw. GLA oraz wartość 1,65 mld EUR w łącznie 22 inwestycjach biurowych i biurowo-handlowych. Współzarządzał rozwojem właścicielskich kompetencji zarządczych Globalworth w Polsce, jednej z największych tego typu organizacji na rynku biurowym CEE. Posiada blisko 20-letnie doświadczenie w zakresie zarządzania inwestycjami nieruchomościowymi na rynku CEE.

Chciałbym podziękować Arturowi za zaangażowanie w zarządzanie zespołem i znaczący wkład w rozwój firmy. Podczas swojej obecności w Globalworth przyczynił się do rozwoju działalności firmy w Polsce oraz miał znaczący wkład w rozwój i kierunek działań lokalnego zespołu. Życzymy mu powodzenia na kolejnym etapie drogi zawodowej. Nasze priorytety strategiczne oraz zaangażowanie na rynku polskim pozostają niezmienne” podkreśla Dennis Selinas, CEO, Globalworth.

Od momentu przejęcia pełnej odpowiedzialności także za komercjalizację polskiego portfela Globalworth w 2020 roku zespoły zarządzane przez Artura zrealizowały transakcje najmu o łącznej powierzchni ponad 580 tys. mkw. GLA, a na co dzień obsługują obecnie ponad 500 najemców. Artur zainicjował i nadzorował szereg projektów, które uczyniły z Globalworth Poland lidera i pioniera w wielu obszarach: liczne modernizacje obiektów (m.in. Lubicz Park, Warsaw Trade Tower), własna marka biur serwisowanych Ace of Space oraz własna aplikacja budynkowa Globalworth App.

Niemal 9 lat spędzonych w Globalworth było dla mnie zawodowo okresem wymagającym i równocześnie niesamowicie satysfakcjonującym. W tym czasie udało nam się stworzyć stabilny portfel atrakcyjnych nieruchomości ze społecznością liczącą ponad 500 najemców. Wewnętrznie przeszliśmy ewolucję od kilkuosobowego zespołu do ponad 150 osób działających w ramach właścicielskiej, wewnętrznej zintegrowanej platformy zarządczej, wspierającej najemców na wszystkich etapach decyzji strategicznych i operacyjnych. Dziękuję wszystkim, z którymi miałem przyjemność pracować i budować relacje biznesowe. Po formalnym przekazaniu obowiązków pozostanę również do dyspozycji zarządu przez pewien okres przejściowy” podkreśla Artur Apostoł, Managing Director – Real Estate Operations Poland, Globalworth.

Z dniem 1. sierpnia 2025 roku dotychczasowe obowiązki Artura Apostoła przejmą pozostali członkowie polskiego zespołu zarządczego Globalworth: Rafał Pomorski oraz Łukasz Duczkowski.
Odchodzi od nas wieloletni kolega i inspirujący lider, na poziomie osobistym są to więc dla nas intensywne tygodnie. Od niemal 9 lat pracujemy razem na co dzień, zatem transfer i podział obowiązków ramach Globalworth przebiega sprawnie, z zachowaniem pełnej płynności operacyjnej mówi Rafał Pomorski, Managing Director – Finance & Operations Poland, Globalworth.

Rafał Pomorski, Managing Director – Finance & Operations Poland, Globalworth jest doświadczonym ekspertem z zakresu finansów i księgowości. Związany jest z Globalworth od wejścia firmy na rynek polski w 2017 roku jako CFO spółki, a od 2021 roku w roli Managing Director – Finance & Operations Poland. W latach 2015-2016 odpowiadał za finanse w Griffin Real Estate, wiodącej i dynamicznie rozwijającej się grupie inwestycyjnej działającej na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Od 2011 roku pracował jako menadżer finansowy w MGPA, firmie private equity inwestującej na rynku nieruchomości. Stanowisko to zajmował do 2015 roku. Karierę zawodową rozpoczynał w 2007 roku w dziale audytu PwC. Rafał posiada tytuł magistra ekonomii, zdobyty na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W 2016 roku został członkiem Association of Chartered Certified Accountants.

Łukasz Duczkowski, Head of Investments and Special Projects Poland, Globalworth, posiada blisko 20-letnie doświadczenie z zakresu nieruchomości komercyjnych oraz rynków kapitałowych. Z Globalworth związany jest od 2018 roku w roli Szefa działu inwestycji oraz projektów specjalnych, gdzie odpowiadał za budowanie portfela nieruchomości w Polsce. W latach 2017-2018 pracował dla Griffin Capital Partners, gdzie m.in. współtworzył platformę logistyczną ELI. Karierę zawodową rozpoczynał w 2007 roku w banku HSBC, następnie związał się z branżą nieruchomości komercyjnych, pracując w Colliers International. Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Bydgoskiej oraz Politechniki Warszawskiej. Z dniem 1. sierpnia 2025 roku obejmie stanowisko Managing Director – Real Estate Operations Poland.

Najem mieszkań w czerwcu 2025: rynek pod presją, czas na sprzedaż?

W czerwcu rynek najmu znalazł się w punkcie napięcia. Z jednej strony obserwujemy kontynuację spadku podaży – o ponad 3% względem maja. Z drugiej odbudowę popytu, z najwyższą czerwcową liczbą odpowiedzi na ogłoszenia od 2020 roku. W tle tych dynamik decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która w lipcu ponownie obniżyła stopy procentowe. Czy to moment, w którym właściciele mieszkań zaczną wycofywać się z rynku najmu i ruszą ze sprzedażą mieszkań, zanim sytuacja znów się odwróci?

Kryzys podaży? Liczba ofert w dół

Na koniec czerwca na rynku dostępnych było 23,1 tys. ofert najmu – to o 6% mniej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jeszcze większy spadek dotyczył nowych ogłoszeń: opublikowano ich niespełna 16 tys., czyli 24% mniej niż w czerwcu 2024 roku.

Aż 65% ogólnopolskiej bazy, czyli 15 tys. aktywnych ofert, przypadało na siedem największych miast, jednak i tu widać spadek względem maja. W pozostałych lokalizacjach dynamika była jeszcze bardziej zróżnicowana. Największy wzrost zanotowano w Bydgoszczy – tam przybyło 30 ogłoszeń, co przełożyło się na 8% wzrost miesiąc do miesiąca. Z kolei najsilniejsze spadki dotknęły Olsztyn (–25%) oraz Poznań (–12%).

Stopy spadają, właściciele kalkulują. Czas na sprzedaż?

Jedną z możliwych przyczyn utrzymującego się spadku podaży są czynniki makroekonomiczne. Lipcowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o kolejnej obniżce stóp procentowych – tym razem o 0,25 pkt proc., do poziomu 5% – po raz drugi w 2025 roku zaskoczyła rynek. Po majowym cięciu o 0,5 pkt proc. oczekiwano raczej pauzy, tymczasem widoczna jest kontynuacja cyklu luzowania, co naturalnie znajduje swoje odzwierciedlenie na rynku nieruchomości. Echa stają się dostrzegalne także w najmie.

– Obniżki stóp procentowych zaczynają wpływać na decyzje właścicieli mieszkań, którzy coraz częściej rozważają zakończenie wynajmu i wystawienie lokali na sprzedaż. Dla wielu z nich to może być idealny moment – przy rosnącej zdolności kredytowej kupujących i spodziewanej odbudowie popytu. Już w maju 2025 liczba zakończonych ogłoszeń sięgnęła 23,7 tys., a część z nich mogła być przygotowaniem gruntu pod transakcję sprzedaży. Można przypuszczać, że lipcowa obniżka może zadziałać podobnie, skutkując skróceniem czasu emisji ofert najmu i wzrostem liczby zamkniętych ogłoszeń, przekraczającym typowe sezonowe wartości – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Dane z Otodom i OLX z ostatnich miesięcy potwierdzają tę tendencję. W czerwcu średni czas publikacji ogłoszenia najmu skrócił się do 20 dni – to o 6% mniej niż w maju i aż o 8% mniej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku.

– Choć zmiany są na razie niewielkie, decyzje Rady Polityki Pieniężnej mogą zapoczątkować trwałe przesunięcia na rynku najmu. Niższy koszt pieniądza stymuluje rynek kredytów hipotecznych, co w perspektywie miesięcy może wyhamować popyt na najem. Jeśli więcej osób zdecyduje się na zakup mieszkania zamiast wynajmu, presja na rynku najmu może zelżeć, a ceny – ustabilizować się lub nawet lekko spaść. Należy jednak pamiętać, że taki efekt zależy od skali obniżek i działa z pewnym opóźnieniem – dodaje Milena Chełchowska.

Popyt w górę

Tymczasem w czerwcu odnotowano wyraźne ożywienie po stronie popytowej. Użytkownicy serwisu Otodom wygenerowali 370 tys. odpowiedzi na ogłoszenia, co oznacza wzrost o 12% w ujęciu miesięcznym i 8% rok do roku. To najlepszy czerwiec pod tym względem od 2020 roku. Średnia cena najmu mieszkania wyniosła 3 611 zł, a stawka za metr kwadratowy – 71 zł.

Wśród analizowanych miast najniższe przeciętne stawki za wynajem odnotowano w Białymstoku (2 069 zł), a najwyższe w Warszawie (4 961 zł). Z kolei w średnim segmencie cenowym uplasowały się miasta, takie jak Poznań (2 605 zł), Lublin (2 608 zł) i Rzeszów (2 550 zł). W ujęciu miesięcznym największe wzrosty stawek zanotowano w Trójmieście (+2,5%) i Łodzi (+2,4%), natomiast spadki pojawiły się w Szczecinie (–1,7%) oraz Rzeszowie (–1,2%).

– Analizując zmiany cen w perspektywie rocznej najsilniej podrożały czynsze w Olsztynie (+12,8%), Zielonej Górze (+9,6%) i Bydgoszczy (+9,3%). Niewielkie obniżki zaobserwowano zaś w Katowicach (–1,6%) i Białymstoku (–0,6%). Ogólny obraz rynku to więc umiarkowane wahania z wyraźnymi wyjątkami w niektórych miastach – podsumowuje Milena Chełchowska.

Zaskoczenie poza metropoliami – Zielona Góra przebiła duże miasta

Najemcy wciąż najchętniej rozglądają się za mieszkaniami dwupokojowymi – w czerwcu odpowiadały one za 52% wszystkich wyszukiwań. Lokale powyżej 40 mkw. przyciągnęły 22% zapytań, a te około 30-metrowe – 18%. Ponad 53% wszystkich wyszukiwań specyfikujących powierzchnię w swoich wyszukiwaniach dotyczyło mieszkań z minimalnym metrażem równym 30 mkw. lub 40 mkw.

Analiza preferencji cenowych również potwierdza dominację lokali dwupokojowych. W Białymstoku najczęściej szukano ofert do 2 000 zł. W Bydgoszczy, Katowicach, Kielcach, Opolu, Rzeszowie i Łodzi dominował przedział do 2 500 zł, a w Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Poznaniu, Szczecinie, Trójmieście, Warszawie, Wrocławiu oraz Zielonej Górze – do 3 000 zł. Choć w metropoliach taki poziom cen nie zaskakuje, interesujące przesunięcie nastąpiło w Zielonej Górze, gdzie aż 24% wszystkich wyszukiwań dotyczyło właśnie mieszkań dwupokojowych w tym przedziale cenowym.

Polska gospodarka traci przez brak przeładunku ukraińskich zbóż

Obsługa zbóż z Ukrainy zablokowana. Dla logistyki to wręcz tragiczna wiadomość.

– Rozumiemy, że rozlewanie się ukraińskich surowców, płodów rolnych i zboża na polski rynek to zła sprawa i ona nigdy nie powinna mieć miejsca. Musimy jednak rozgraniczyć dwie rzeczy: pozwolenie na tranzyt, a co za tym idzie na zysk dla polskich portów i terminali przeładunkowych, a pozwlenie na wprowadzanie towarów do obrotu. Uważamy, że blokowanie przeładunku produktów z Urainy w Polsce jest bolesne dla naszej gospodarki – przekonuje Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

Od wielu miesięcy na Polskich granicach pojawia się duży problem z brakiem importu towarów, szczególnie dotyczy to przeładunków zbóż z Ukrainy. Efektem są ogromne koszty i zagrożenie zwolnieniami. Jest to sytuacja, która wymaga przeanalizowania i podjęcia działań przez służby krajowe, w tym np. Ministerstw Infrastruktury.

– Niestety odnotowaliśmy, że import, szczególnie zbóż z Ukrainy od ponad roku się nie odbywa. Polskie terminale i to chyba wszystkie stoją puste i ponoszą przy tym bardzo duże koszty za obsługę. Zauważyliśmy też, że niektóre kraje jak Rumunia, Niemcy, Turcja, mają duże ilości zbóż z Ukrainy w swoich portach. Tamte kraje są w stanie działać tak, by zajmować się spedycją surowców, a jednocześnie nie doprowadzać do ich dystrybucji na ich rynkach rodzimych. U nas niestety ta sytuacja została zaniedbana. W efekcie tracą firmy transportowe, porty, terminale przeładunkowe – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

– W samych czynnościach i tranzytach przez Polskę nie ma nic nieprawidłowego, wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Tracimy bardzo duże kwoty pieniędzy za transport kolejowy, przeładunki, obsługę portową, spedycję i wygląda to tak, że magazyny stoją puste, a zarabiają na tych czynnościach i obsłudze tych towarów inne kraje – mówi Laura Hołowacz, Prezes zarządu Grupy CSL.

Tranzyty przez Polskę odbywają się zgodnie z prawem i jest to dokładnie monitorowane przez krajowe służby. Celem jest, aby ten tranzyt rozwijać a nie hamować, wskutek czego, żeby przez polskie terminale odbywało się wiele przeładunków i towary ruszały dalej w drogę do innych krajów.

– Polskie służby kładą bardzo mocny nacisk na bezpieczeństwo i kontrolę jakości towarów oraz dokumentów. Problem na pewno stanowi opieszałość czynności na granicy związanych z odprawą. Czasami trwają nawet kilka dni i to nie tylko z Ukrainy, ale także innych kierunków. Należy przeanalizować cały łańcuch dostaw, gdyż obecnie  branża TSL na tym traci, a to z kolei odbija się na krajowej gospodarce i naszym PKB. Nie chciałabym komentować bankructw lokalnych firm transportowych, a to niebawem może im grozić – mówi Laura Hołowacz.

W przygranicznych portach problem stanowi płynność tranzytu, na który wpływa struktura zatrudnienia i działania. Powoduje to opóźnienia w odprawach, czasami nawet kilkudniowe.

– W naszym województwie służby na granicach pracują 24/7, dzięki czemu wszystko odbywa się w miarę płynnie, ale na innych granicach często po ośmiu godzinach porty są zamykane i właśnie wszystkie czynności są blokowane i odprawy się nie odbywają. Jest to niezrozumiałe, szczególnie, że wiele czynności aktualnie odbywa się elektronicznie, co przyspiesza sprawę. Inne kraje nie mają takich problemów i wyraźnie się rozwijają, kiedy my tracimy. Sprawie trzeba się przyjrzeć i definitywnie coś z nią zrobić – mówi Laura Hołowacz.

Co zmieni jawność cen mieszkań?

Ofertowe ceny mieszkań stają się publicznie dostępne. To ważny krok w stronę większej transparentności, który ułatwi klientom orientację w rynku. Mało kto spodziewa się jednak przełomu, bo to nie kwestia jawności jest dziś decydująca. Prym wiodą dostępność kredytów, rosnące koszty budowy i regulacje prawne.

Ceny mieszkań “na widoku”

Deweloperzy mają nowy obowiązek. Za sprawą nowelizacji ustawy z maja 2025 roku (Dz.U. 2025, poz. 758) od początku sprzedaży każdej inwestycji są zobligowani publikować ceny ofertowe lokali – brutto, z uwzględnieniem VAT – oraz historię ich ewentualnych zmian. Dane te trafiają również do centralnego rejestru prowadzonego przez ministra cyfryzacji, co ma umożliwić szerszy dostęp do porównywalnych informacji o rynku pierwotnym.

To krok w stronę przejrzystości i uporządkowania rynku. Kupujący mogą łatwiej analizować i porównywać oferty, z kolei deweloperzy zyskują szansę na budowanie zaufania poprzez bardziej otwartą komunikację. Warto jednak zaznaczyć, że przepisy nie wymagają ujawniania cen transakcyjnych, czyli tych faktycznie zapłaconych przy podpisaniu aktu notarialnego. Takie informacje nadal pozostają poza zakresem nowelizacji i nie są automatycznie dostępne dla opinii publicznej.

Choć nowe przepisy wprowadzają większą przejrzystość i porządkują sposób prezentowania ofert, nie oznaczają one automatycznej rewolucji cenowej –   Jawność cen ułatwi klientom porównywanie ofert, a tym samym pozwoli zaoszczędzić czas i zorientować się  w sytuacji rynkowej. Choć faktycznie jest to potrzebne, nie rozwiąże zasadniczych problemów rynku – nie wpłynie ani na dostępność gruntów, ani na koszty materiałów budowlanych czy robocizny, które pozostają kluczowymi czynnikami rynkowymi. W naszym przypadku publikowanie cen było zresztą standardem już od dawna, więc nowe przepisy w tym zakresie nie oznaczają dla nas dużej zmiany. Niestety nieprzemyślany technicznie przez ustawodawcę sposób ich raportowania zajmuje naszym pracownikom ogrom czasu, i nie widać w tym ducha deregulacji – mówi Krzysztof Tętnowski, prezes zarządu Tętnowski Development.

Realne motory zmian

Jawność cen może uporządkować sposób prezentacji ofert, ale to inne czynniki – dostępność kredytów, koszt zakupu gruntów, materiałów i robocizny – decydują dziś o poziomie cen. Przykładowo, banki udzieliły w pierwszym kwartale 2025 roku ponad 48 tysięcy kredytów mieszkaniowych, na łączną kwotę przekraczającą 20 miliardów złotych. To wyraźny sygnał, że popyt wspierany dostępnością finansowania pozostaje silny, mimo zmieniających się warunków makroekonomicznych. Wysoka aktywność kredytowa wpływa natomiast bezpośrednio na rynek nieruchomości, wzmacniając presję cenową i utrzymując konkurencję po stronie popytu.

Co ciekawe, nawet rekordowa w I kwartale 2025 roku podaż nowych mieszkań (wg. JLL liczba dostępnych lokali przekroczyła 59 tys.) nie przynosi oczekiwanego ochłodzenia. Wynika to z faktu, że popyt nadal przewyższa dostępność najbardziej pożądanych lokalizacji i standardów. W efekcie rosną nie tylko ceny, ale też tempo podejmowania decyzji zakupowych przez kupujących. – W takim otoczeniu nawet pełna jawność transakcyjna nie byłaby w stanie zneutralizować wpływu taniego lub łatwo dostępnego kredytu — to dostępność finansowania nadal w dużej mierze wyznacza dynamikę cen mieszkań. Kredyt pozostaje głównym narzędziem napędzającym popyt, a jego szeroka dostępność sprawia, że rosnące ceny nie zniechęcają nabywców. Dla wielu osób liczy się przede wszystkim miesięczna rata, a nie nominalna wartość nieruchomości, co dodatkowo rozgrzewa rynek – mówi Bartłomiej Rzepa.

Materiały nie tanieją

Z perspektywy deweloperów kluczowym wyzwaniem nadal pozostają rosnące koszty po stronie podaży. Dane GUS z kwietnia 2025 roku wskazują, że ceny produkcji budowlano-montażowej wzrosły o 3,4 proc. rok do roku i 0,2 w relacji m./m. Z kolei analiza Grupy PSB pokazuje, że niektóre materiały – takie jak płyty OSB czy drewno – zdrożały nawet o 8 proc., a cement i wapno o kolejne 2–4 proc. Jedynie nieliczne grupy produktów, jak izolacje termiczne czy systemy suchej zabudowy, odnotowały spadki. – Deweloperzy tak naprawdę nie są dziś w stanie budować taniej , wręcz przeciwnie. Ceny materiałów budowlanych rosną, podobnie jak koszty robocizny, gruntu i finansowania. Do tego dochodzą czynniki regulacyjne: wyższe standardy energetyczne czy przedłużające się procedury administracyjne, które generują dodatkowe koszty i wydłużają cykle inwestycyjne. W takim otoczeniu deweloperzy mają dość ograniczoną przestrzeń do obniżek czy promocji. Koszty po stronie producenta są zbyt wysokie, by zostawić dużo przestrzeni na takie działania – mówi Bartłomiej Rzepa.

Diego Arrabal nowym wiceprezesem Check Point na region EEMEA

0

Firma Check Point Software Technologies, specjalizująca się w cyberbezpieczeństwie, ogłosiła powołanie Diego Arrabala na stanowisko wiceprezesa odpowiedzialnego za region Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki (EEMEA). To strategiczna decyzja, która wpisuje się w ambitny plan ekspansji firmy i odpowiedź na dynamicznie rosnące zagrożenia cyfrowe w jednym z najbardziej narażonych regionów świata.

Diego Arrabal to menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze technologii i bezpieczeństwa IT. Przez lata kierował wielokulturowymi zespołami oraz rozwijał kluczowe obszary biznesu w globalnych korporacjach. Wcześniej pełnił strategiczną rolę w firmie VMware, gdzie odpowiadał za rozwój działu Networking and Security na terenie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Teraz jego zadaniem w Check Point będzie nie tylko zarządzanie działalnością operacyjną w regionie EEMEA, ale przede wszystkim wspieranie klientów i partnerów w procesie transformacji cyfrowej – z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji oraz architekturze hybrydowej. – Bezpieczeństwo nie może być przeszkodą w rozwoju – ma go wspierać. Naszym celem jest dostarczanie rozwiązań, które są jednocześnie skuteczne, proste i godne zaufania – podkreśla Arrabal.

Cyberzagrożenia w liczbach: region EEMEA pod presją

Nominacja Diego Arrabala następuje w kluczowym momencie. Region EEMEA doświadcza obecnie średnio niemal 1800 cyberataków tygodniowo na jedną organizację. Rosnąca złożoność infrastruktury IT, pojawiające się nowe regulacje oraz cyfrowa transformacja wymagają nowych liderów i nowych rozwiązań.

Objęcie stanowiska przez Arrabala to nie tylko personalna zmiana, ale również element szerszej strategii Check Point: inwestycji w kadrę zarządzającą, która łączy dogłębną znajomość lokalnych rynków z globalnym podejściem do cyberbezpieczeństwa. – Diego doskonale rozumie złożoność regionu EEMEA i ma wyjątkową zdolność budowania relacji opartych na zaufaniu – komentuje Sherif Seddik, prezes ds. sprzedaży międzynarodowej w Check Point.

Firma stawia na cztery filary swojej strategii: cyberbezpieczeństwo oparte na prewencji, wykorzystanie sztucznej inteligencji, integrację rozwiązań, rozwój partnerstw biznesowych.

Przyszłość pod znakiem ochrony i wzrostu

Nowy wiceprezes Check Point ma przed sobą ambitne zadanie – nie tylko reagowanie na rosnącą liczbę zagrożeń, ale także tworzenie stabilnej, odpornej infrastruktury cyfrowej dla firm z regionu EEMEA. To region pełen potencjału, ale i wyzwań. Arrabal wydaje się idealnym liderem, który ma poprowadzić organizację w stronę bezpiecznej i zrównoważonej przyszłości.

Sztuka, whisky, kryptowaluty – przegląd inwestycji alternatywnych

W czasach niepewności gospodarczej, wysokiej inflacji oraz coraz mniej przewidywalnych rynków finansowych, inwestorzy coraz chętniej sięgają po mniej oczywiste, ale często bardziej ekscytujące formy lokowania kapitału. Inwestycje alternatywne, jeszcze do niedawna traktowane jako uzupełnienie klasycznego portfela, dziś zyskują status głównej strategii wielu graczy – od prywatnych kolekcjonerów po fundusze hedgingowe. Dzieła sztuki, stare samochody, whisky, a nawet kryptowaluty – wszystkie te obszary mają nie tylko swój unikalny urok, ale też rządzą nimi konkretne mechanizmy, które mogą przynosić imponujące stopy zwrotu. Poniżej analizujemy cztery popularne kierunki inwestowania poza mainstreamem – z naciskiem na ich potencjał, ryzyka i praktyczne zasady wejścia.

Sztuka, czyli inwestuj w piękno

Rynek sztuki przez dekady pozostawał domeną koneserów i elitarnych kolekcjonerów, ale w XXI wieku grono osób zainteresowanych tą kategorią systematycznie się poszerza. Wzrost znaczenia domów aukcyjnych online, rozwój prywatnych galerii oraz platform inwestycyjnych sprawił, że nawet inwestorzy z umiarkowanym kapitałem mogą wejść w posiadanie wartościowego dzieła. Kluczem jest jednak nie estetyka, a strategia – znajomość trendów, nazwisk oraz cyklów rynkowych.

Sztuka współczesna, zwłaszcza dzieła artystów urodzonych po 1980 roku, bije dziś rekordy popularności. Jednak inwestycje w tego typu twórczość wiążą się z wysokim ryzykiem – hossa może być nagła, ale równie błyskawiczna jest korekta. Znacznie bardziej przewidywalne są prace uznanych artystów z XX wieku, których dzieła regularnie pojawiają się w obiegu aukcyjnym i nie tracą na wartości nawet w czasach kryzysu. Dobrze udokumentowane pochodzenie, certyfikaty autentyczności oraz jakość konserwatorska to absolutna podstawa.

Dla inwestora nieobeznanego z rynkiem idealnym rozwiązaniem mogą być fundusze artystyczne, które pozwalają rozproszyć ryzyko i skorzystać z wiedzy ekspertów. Niezależnie jednak od formy inwestycji – sztuka wymaga cierpliwości i głębokiego researchu. Warto też pamiętać, że fizyczne przechowywanie dzieł (odpowiednie warunki, ubezpieczenie) generuje koszty, które należy wkalkulować w strategię długoterminową.

Kryptowaluty

Kryptowaluty są dziś nie tylko egzotyczną ciekawostką, ale także realnym narzędziem do dywersyfikacji portfela. Zmienność, która może stanowić barierę dla bardziej zachowawczych inwestorów, przyciąga jednocześnie tych, którzy szukają okazji do ponadprzeciętnych zysków. Ale prawdziwa gra toczy się dziś już nie tylko na poziomie Bitcoina i Ethereum. Coraz większe znaczenie mają projekty infrastrukturalne – takie jak Solana, której rosnąca popularność sprawiła, że fraza solana cena stała się jednym z częściej wyszukiwanych terminów w kontekście inwestycyjnym.

Solana, znana z błyskawicznych transakcji i niskich kosztów, zyskuje uznanie wśród deweloperów i instytucji finansowych, co może przekładać się na stabilny wzrost wartości w dłuższej perspektywie. Inwestorzy powinni jednak zachować ostrożność – rynek kryptowalut jest wciąż słabo regulowany, podatny na manipulacje i silnie uzależniony od globalnej polityki monetarnej.

Aby ograniczyć ryzyko, eksperci zalecają dywrsyfikację także w obrębie samego rynku krypto – nie tylko przez wybór różnych projektów, ale też przez łączenie inwestycji krótko- i długoterminowych. Dodatkowo warto zainwestować w cold wallet i zapoznać się z zasadami bezpiecznego przechowywania tokenów – bo niekontrolowana strata klucza prywatnego oznacza utratę dostępu do kapitału. Krypto to pole dynamiczne i wymagające, ale dla inwestora zdyscyplinowanego i analitycznego – potencjalnie bardzo dochodowe.

Whisky i wino, czyli procent z procentów

Inwestowanie w alkohol klasy premium – zwłaszcza whisky i wina – od kilku lat notuje stabilne wzrosty, które przyciągają nie tylko pasjonatów, ale i profesjonalnych inwestorów. W odróżnieniu od rynku akcji, alkohole inwestycyjne charakteryzują się znacznie niższą zmiennością oraz odpornością na inflację. Limitowana dostępność, rosnący popyt z Azji oraz fakt, że część butelek po prostu znika z rynku (bo jest konsumowana), powodują, że ich wartość rośnie niemal z definicji.

W przypadku whisky, na szczególną uwagę zasługują butelki z zamkniętych już destylarni – jak Port Ellen czy Brora – których ceny mogą osiągać dziesiątki tysięcy funtów. Z kolei wina klasy Bordeaux czy burgundzkie grand cru, odpowiednio przechowywane, mogą zwiększyć swoją wartość nawet o kilkaset procent w ciągu dekady. Kluczem do sukcesu jest jednak jakość przechowywania – kontrola temperatury, wilgotności, brak światła – oraz zakup od wiarygodnych dostawców z pełną dokumentacją.

Coraz więcej inwestorów decyduje się na tzw. whisky casks – czyli beczki whisky, które dojrzewają przez kilka lub kilkanaście lat, zanim zostaną zabutelkowane. To inwestycja bardziej długofalowa, ale o ogromnym potencjale, zwłaszcza przy współpracy z renomowanymi domami destylacyjnymi. Należy jednak pamiętać, że inwestowanie w alkohole, mimo pozornej prostoty, wymaga dużej wiedzy produktowej i orientacji w rynku wtórnym. Rekomenduje się konsultację z doradcą lub firmą specjalizującą się w aktywach luksusowych.

Klasyczne samochody

Motoryzacja to nie tylko pasja, ale coraz częściej również konkretna strategia inwestycyjna. Klasyczne samochody – szczególnie modele z lat 60. i 70. – osiągają dziś ceny, które jeszcze dekadę temu były niewyobrażalne. Aston Martin DB5, Porsche 911 Carrera RS czy Ferrari 250 GTO to nie tylko symbole statusu, ale także aktywa, które w długim okresie mogą przynieść znaczne zyski. W niektórych przypadkach roczna stopa zwrotu przekraczała 15–20%, co czyni z nich poważną alternatywę wobec rynku akcji.

Nie każdy jednak klasyk przynosi zyski. O wartości decydują rzadkość modelu, stan techniczny, oryginalność części oraz udokumentowana historia pojazdu. Duże znaczenie ma też „story” auta – np. udział w wyścigach, znany poprzedni właściciel czy unikatowe wyposażenie. Koszty przechowywania i serwisowania są spore, dlatego zaleca się lokowanie kapitału jedynie w pojazdy z wysokim potencjałem wzrostu lub emocjonalną wartością kolekcjonerską.

Dobrą praktyką jest inwestowanie w samochody objęte już ochroną prawną jako zabytki – z jednej strony gwarantuje to ich status, z drugiej pozwala korzystać z ulg podatkowych i ułatwień prawnych przy transakcjach. W ostatnich latach obserwujemy także wzrost popularności zlotów i wydarzeń motoryzacyjnych, które dodatkowo zwiększają wartość medialną i rynkową pojazdów. Klasyk w garażu to nie tylko przyjemność z jazdy, ale również lokata kapitału, która może być przekazana następnym pokoleniom.

Dlaczego wybór odpowiedniego tonera jest kluczowy dla Twojej drukarki

Wybór odpowiedniego tonera do Twojej drukarki może wydawać się prosty, ale może mieć ogromny wpływ na wydajność i efektywność Twojego biura. Niezależnie od tego, czy prowadzisz małą firmę, czy zarządzasz dużym biurem, odpowiedni toner może pomóc Ci zaoszczędzić koszty, działać bardziej ekologicznie i poprawić jakość wydruków. Przyjrzyjmy się, dlaczego to jest tak ważne.

Wpływ tonera na jakość wydruku

Spójne kolory i wyraźny tekst

Dobry toner sprawia, że Twoje wydruki zawsze wyglądają profesjonalnie. Spójne kolory i wyraźny tekst są kluczowe, zwłaszcza jeśli często musisz drukować dokumenty, które mają zrobić wrażenie na klientach lub partnerach. Wysokiej jakości toner do drukarki zapewnia, że każdy wydruk ma taką samą wysoką jakość, bez smug czy plam.

Zmniejszenie awarii drukarki

Tanie tonery mogą prowadzić do zatorów i innych problemów z drukarką. Może to być nie tylko frustrujące, ale także prowadzić do kosztownych napraw lub wymian. Inwestując w wysokiej jakości toner, zmniejszasz ryzyko awarii i przedłużasz żywotność swojej drukarki.

Oszczędności na dłuższą metę

Efektywne wykorzystanie tonera

Nowoczesne tonery są zaprojektowane tak, aby działały bardziej efektywnie, co oznacza, że możesz wydrukować więcej stron na jednym wkładzie. Może to przynieść znaczne oszczędności kosztów, zwłaszcza jeśli masz dużo pracy do druku. Ponadto dostępne są inteligentne tonery, które ostrzegają Cię, gdy są prawie puste, dzięki czemu nigdy nie zabraknie Ci tuszu podczas ważnych zadań.

Mniej konserwacji i wymian

Tanie tonery mogą prowadzić do awarii i uszkodzeń drukarki. Oznacza to większe koszty konserwacji i ewentualnie nawet koszty wymiany części lub całej drukarki. Wybierając niezawodny toner, zmniejszasz te ryzyka i oszczędzasz pieniądze na dłuższą metę.

Zrównoważony rozwój i wpływ na środowisko

Materiały z recyklingu

Wiele nowoczesnych tonerów jest wykonanych z materiałów pochodzących z recyklingu, co pomaga zmniejszyć ilość odpadów i chronić środowisko. Wybierając ekologiczne opcje, przyczyniasz się do zrównoważonego rozwoju bez utraty jakości.

Programy recyklingu

Wielu dostawców oferuje programy recyklingu, w ramach których możesz oddać stare tonery do ponownego wykorzystania. To nie tylko zmniejsza ilość odpadów, ale może także przynieść oszczędności kosztów dzięki rabatom lub zachętom oferowanym za udział w tych programach.

Innowacje technologiczne w tonerach

Inteligentne tonery

Postęp technologiczny doprowadził do rozwoju inteligentnych tonerów, które komunikują się z Twoją drukarką w celu zapewnienia optymalnej wydajności. Te tonery mogą automatycznie informować Cię o niskim poziomie tuszu i nawet zamawiać nowe wkłady zanim całkowicie się wyczerpią.

Bezpieczeństwo i prywatność

Wraz ze wzrostem zagrożeń cybernetycznych ważne jest również zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo związane z drukowaniem. Niektóre nowoczesne tonery mają wbudowane funkcje zabezpieczające pomagające chronić poufne informacje podczas drukowania.

Hybrydowa praca: Nowa norma

Kompaktowe drukarki do pracy zdalnej

Przejście na pracę zdalną spowodowało większe zapotrzebowanie na kompaktowe, wydajne drukarki łatwe do użytku w domu. Oznacza to również potrzebę mniejszych lecz potężnych tonerów zapewniających tę samą wysoką jakość co ich większe odpowiedniki.

Elastyczność i mobilność

Hybrydowa praca wymaga elastycznych rozwiązań łatwych do przenoszenia między biurem a domem. Nowoczesne tonery odgrywają tu kluczową rolę zapewniając niezawodną wydajność bez względu na miejsce pracy.

Wybór odpowiedniego tonera to coś więcej niż tylko kwestia ceny; chodzi o jakość, trwałość, oszczędności kosztów i postęp technologiczny. Dokonując świadomych wyborów przy wyborze toner do drukarki, możesz zapewnić swojemu biznesowi zawsze optymalną wydajność jednocześnie przyczyniając się do bardziej zrównoważonej przyszłości.

Bądź na bieżąco z najnowszymi trendami i technologiami w świecie drukarek i tonerów aby upewnić się że Twój biznes jest zawsze gotowy na każde wyzwanie!

Funt pod kreską – brytyjska gospodarka słabnie. Trump wysyła listy, rynki w napięciu

Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że temat ceł będzie nam towarzyszyć do końca kadencji obecnego prezydenta USA. W tym tygodniu otrzymaliśmy potwierdzenie, że argument taryf będzie podnoszony nie tylko w sprawach handlowych. Mimo wcześniejszego porozumienia USA z Wielką Brytanią, dzisiejsza sesja nie jest łaskawa dla funta. Tempo wzrostu cen w Rumunii jest coraz wyższe. 

Cła loading…

Trump wysyła listy do dziesiątek partnerów handlowych. Znajduje się w nich informacja o wysokości nowych ceł. Póki co, najwyższa stawka to 50% i dotyczy Brazylii. Prezydent tego kraju od razu skomentował te informacje. Mówił o znalezieniu innych partnerów handlowych, jeżeli zajdzie taka konieczność, bo „Brazylia może przetrwać bez handlu z USA”.

Zgodnie z doniesieniami jednego z amerykańskich kanałów telewizyjnych, dzisiaj możemy się też spodziewać korespondencji na temat ceł skierowanej do Unii Europejskiej. Informacja ta zasiewa pewną dozę niepewności na rynkach.

Warto wspomnieć także o czwartkowym ostrzeżeniu wysłanym do Kanady, która miałaby zostać obarczona stawką 35% na niektóre towary od 1 sierpnia. Ostatnie zaostrzenie retoryki Trumpa widoczne jest na rynkach. W piątek o poranku spadają kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy giełdowe. Wzrost niepewności geopolitycznej lepiej znoszą aktywa alternatywne. Zyskuje złoto, które dociera do 3350 USD za uncję. Kolejny rekord odnotowuje Bitcoin, gdzie odhaczone zostaje 118 500 USD.

Cios w funta

Brytyjska waluta nie ma ostatnio najlepszej passy. Oprócz problemów politycznych, funt obarczony został kolejnymi słabymi odczytami makroekonomicznymi.  Produkcja przemysłowa kurczy się o 0,3% r/r (konsensus – wzrost o 0,1% r/r). W ujęciu miesięcznym spadek osiągnął 0,9%, a oczekiwano powrotu z -0,6% m/m do poziomu zero. Przetwórstwo przemysłowe także wypadło poniżej prognoz (0,3%, konsensus 0,4% r/r) W ujęciu miesięcznym znaleźliśmy się na ujemnym poziomie (-1% m/m). Mimo wzrostowych oczekiwań, poniżej kreski pozostał także porównywany miesięcznie PKB (-0,1% m/m). Dane kwartalne (0,5% k/k) i roczne (0,7% r/r) okazały się dodatnie, jednak wzrost wciąż jest na bardzo niskich poziomach. To wszystko doprowadziło do piątkowego odwrotu inwestorów od funta. Brytyjska waluta traci dziś do złotego, euro, franka i amerykańskiego dolara. Kurs GBP/PLN spadł przed południem z 4,94 PLN do 4,92 PLN.

Inflacja odbija

W piątek poznaliśmy również dane o dynamice cen we Francji i Rumunii. W pierwszym z wymienionych państw był to odczyt finalny. Inflacja konsumencka wzrosła w Paryżu o 1% r/r. Jest to wartość wyższa od prognozy na poziomie 0,9% r/r. Zwyżkowy względem oczekiwań był również odczyt w ujęciu miesięcznym (0,4%, prognoza 0,3%). Skok tempa wzrostu cen wykazały także publikacje z Rumunii. Aktualnie ceny konsumenckie rosną tam w tempie 5,7% r/r. Poziom jest wyższy od prognozowanego 5,5% r/r. Odczyt wyższy od oczekiwań tylko na chwile zachwiał rumuńską walutą. Ostatecznie notowania leja względem euro i złotego szybko wróciły do poziomu sprzed publikacji. W piątek o godzinie 14:00 kurs RON/PLN oscyluje przy 0,838 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Jarosław Komierzyński nowym członkiem zarządu Toyota Bank Polska ds. zarządzania ryzykiem

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wyraziła zgodę na powierzenie Jarosławowi Komierzyńskiemu funkcji Członka Zarządu odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem istotnym w Toyota Bank Polska S.A.

Decyzja została podjęta jednogłośnie podczas posiedzenia KNF w dniu 2 lipca 2025 r.

Jarosław Komierzyński rozpoczął karierę zawodową w 2000 r. w Kredyt Banku. W latach 2008–2025 związany był z DNB Bank Polska S.A. gdzie odpowiadał za zarządzanie ryzykiem kredytowym, rynkowym, płynności oraz operacyjnym. W ramach pełnionych funkcji nadzorował również obszar kontroli wewnętrznej, bezpieczeństwa informacji, ciągłości działania oraz ochrony danych osobowych. Pełnił również funkcje na rzecz DNB Bank ASA, tj. Regionalnego Oficera Bezpieczeństwa (RSO) odpowiedzialnego za ograniczanie ryzyk w obszarze bezpieczeństwa informacji i Lokalnego Oficera Ryzyka Operacyjnego (LORO), a także Inspektora Ochrony Danych zgłoszonego do UODO.

Jest absolwentem studiów magisterskich na kierunku Finanse i Bankowość Szkoły Głównej Handlowej, a także studiów podyplomowych z zakresu Zarządzania Cyberbezpieczeństwem oraz programu Executive MBA w Akademii Leona Koźmińskiego.

Stabilizacja cen materiałów budowlanych w Polsce trwa

Trwająca od dokładnie roku stabilizacja dynamiki cen materiałów budowlanych na niewielkim minusie zdaje się nie mieć końca. Oznacza to, że także w maju spadkowy trend na poziomie ułamka procenta w relacji rok do roku został utrzymany. Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl  niewiele wskazuje na to, by taka sytuacja miała ulec radykalnej zmianie przed uruchomieniem zapowiadanych inwestycji infrastrukturalnych realizowanych z wykorzystaniem środków unijnych.

Publikowana przez Grupę PSB średnia dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w maju zanotowała kolejny raz kosmetyczny spadek wartości, tym razem o 0,7%. W kanale detalicznym zniżka wyniosła 0,7%, z kolei w kanale hurtowym – 0,5%. W ten sposób średnie zmiany stawek w relacji miesiąc do miesiąca są bliskie zeru. Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - maj

Wzrost cen w maju 2025 r. w porównaniu do maja 2024 r. odnotowano zaledwie w 4 grupach towarowych, bez zmian pozostały ceny w 3 kategoriach, natomiast spadki wystąpiły w 13 grupach. Takie proporcje wskazują na silnie utrwalony, jednak zdecydowanie umiarkowany trend spadkowy.

Największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji termicznych (-5,5%), wykończeń (-4,1%) oraz oświetlenia, elektryki (-3,6%). Z kolei największe podwyżki dotyczyły kategorii: płyty OSB, drewno (+9,2%) oraz cement, wapno (+3,6%). Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych w maju 2025r.

Opublikowana niedawno opinia Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa komunikuje o najpoważniejszym kryzysie krajowej branży budowlanej od 2016 roku. Jego głównymi symptomami mają być spadające wykorzystanie mocy produkcyjnych w dużych firmach wykonawczych, stagnacja inwestycji publicznych i prywatnych oraz brak spójnej strategii państwa, co miało doprowadzić do paraliżu całego sektora. W tej sytuacji bez zdecydowanych działań ze strony rządu rodzimej budowlance, stanowiącej jeden z kluczowych filarów gospodarki, odpowiadający za 10 proc. PKB i dający pracę ponad milionowi osób, grozi długotrwała zapaść koniunkturalna.

Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, potwierdzeniem słabnącej kondycji krajowego sektora budownictwa są najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego za miesiąc maj. Trudno w nich nie dopatrzeć się słabnących nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Widoczny regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania sugerują rosnącą ostrożność operacyjną branży deweloperskiej, która w ten sposób może reagować na niepewność ekonomiczną, rosnące koszty budowy czy oczekiwania odnośnie stóp procentowych.

W obecnej sytuacji wszystko zdaje się wskazywać na to, że dopóki zapowiadany szumnie boom inwestycyjny w ramach krajowej gospodarki w segmentach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego, wojskowego czy mieszkaniowego finansowanych ze środków unijnych nie stanie się faktem dokonanym, tak długo ceny na rodzimym rynku materiałów budowlanych pozostaną stabilne z lekką tendencją spadkową.

Niestety, jak ocenia PZPB, odbicie w segmencie infrastrukturalnym spóźnia się już o kilkanaście miesięcy, co potwierdza, że państwo zawodzi systemowo i na wielu poziomach od wielu lat. W tej sytuacji należy tylko mieć nadzieję, że ożywienie koniunktury na rynku budowlanym za sprawą środków z KPO w końcu doczeka się materializacji, a nie okaże się przysłowiowym „czekaniem na Godota”.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

AI pomaga, ale też budzi lęk – co myślą Polacy o wpływie sztucznej inteligencji na zatrudnienie?

„Millenialsi” bardziej niż inne pokolenia obawiają się, że sztuczna inteligencja zabierze im pracę. Wśród najbardziej zagrożonych zawodów Polacy wymieniają pracowników call center, grafików i programistów. Tak wynika z raportu „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”, przygotowanego na zlecenie Politechniki Wrocławskiej, przez agencję badawczą K+ Research.

Czy te obawy są uzasadnione? Według naukowców i obserwatorów rynku pracy zagrożenia istnieją, ale w rękach człowieka wciąż pozostaje wiele narzędzi, by w wyścigu o miejsce pracy pozostać konkurencyjnym.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie wrocławskiej uczelni, Polacy mają już swoje przemyślenia na temat wpływu AI na życie zawodowe. 49% respondentów badania uważa, że AI pomaga w pracy, choć jednocześnie aż 55% deklaruje, że zawodowo z niej nie korzysta.

Jeżeli już respondenci ją wykorzystują to najczęściej w celu szukania pomysłów, inspiracji i rozwiązań z wykorzystaniem modeli językowych (27%). Jest to szczególnie widoczne w przypadku pokolenia Z (62%). Wśród zalet, jakie niesie ze sobą używanie technologii AI w pracy przodują automatyzacja rutynowych zadań (40%) i możliwość szybszego podejmowania decyzji (30%).

Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej "Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji - wiedza, doświadczenie, nastroje"
Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”

Mimo deklarowanej świadomości pozytywnych aspektów obecności AI w życiu zawodowym, Polacy nie są w tym obszarze wolni od obaw. To właśnie bezrobocie technologiczne znalazło się w czołówce zagrożeń wynikających z rozwoju AI, zaraz za dezinformacją i manipulacją. Aż 15% badanych spodziewa się masowej utraty miejsc pracy w związku z rozwojem AI.

– To, co respondenci postrzegają jako „wykluczenie”, często jest w rzeczywistości przemianą wymagań na danym stanowisku lub koniecznością przekwalifikowania – zwraca uwagę Katarzyna Oleszek-Sławińska z Biura Karier Politechniki Wrocławskiej. – Aktywni zawodowo Polacy powinni potraktować tę przemianę jako impuls do zastanowienia się z jednej strony jakie kompetencje mogę rozwinąć, aby stać się bardziej konkurencyjnymi, a z drugiej w jakich obszarach ich pracy, sztuczna inteligencja może być dla nich realnym wsparciem – dodaje.

Jak podkreśla ekspertka, sztuczna inteligencja coraz mocniej wkracza w różne aspekty procesu rekrutacyjnego. – Managerowie zatrudnienia coraz chętniej sami korzystają ze zdobyczy AI i dopuszczają na przykład prowadzenie rozmowy z potencjalnym kandydatem przez czat, zwłaszcza przy rekrutacji na niższe stanowiska – zauważa kierowniczka Biura Karier Politechniki Wrocławskiej. W innym wymiarze, znajomość chociażby podstawowych narzędzi AI staje się standardem w licznych ogłoszeniach o pracę. – Kompetencje związane ze sztuczną inteligencją będą niezwykle potrzebne, a wciąż nie mamy wielu specjalistów, którzy sztuczną inteligencję rozumieją i potrafią wykorzystywać – mówi Katarzyna Oleszek-Sławińska.

Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej "Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji - wiedza, doświadczenie, nastroje"
Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”

Naukowcy i eksperci są zgodni, że przy obecnym tempie rewolucji technologicznej nie unikniemy coraz większego przenikania rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję w życie gospodarcze, a co za tym idzie w rynek pracy.

– Współczesna gospodarka w sposób naturalny podąża torem wyznaczanym przez maksymalizację efektywności. Wszędzie, gdzie za pomocą technologii i automatyzacji możliwe jest osiągnąć efektu kosztem niższym niż koszt pracy człowieka, technologia będzie miała przewagę – przyznaje dr hab. inż. Tomasz Kajdanowicz, prof. uczelni, kierownik Katedry Sztucznej Inteligencji na Wydziale Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Wrocławskiej.

Ekspert Politechniki Wrocławskiej zauważa jednak, że to nadal człowiek pozostaje ogniwem, które narzuca sztucznej inteligencji obszar działania i zadaje pytania, które inicjują powstanie wytworu AI. – Z tej perspektywy kluczowymi kompetencjami przyszłości będą logiczne myślenie, myślenie abstrakcyjne, czy umiejętności komunikacyjne, które już dziś są kluczowe przy pracy z AI chociażby w obszarze poprawnego promptowania – wyjaśnia prof. Kajdanowicz.

Dla zachowania konkurencyjności na rynku pracy istotne będzie więc z jednej strony poszukiwanie obszarów, w których ludzka osobowość, psychika będą wartością, z drugiej zaś, otwartość na doszkalanie się z narzędzi AI.

– Jesteśmy świadomi, że naszym zadaniem, jako uczelni, jest dostarczanie społeczeństwu wiedzy oraz edukowanie go w zakresie odpowiedzialnego korzystania z narzędzi AI, a także stwarzanie kolejnym pokoleniom przestrzeni do wysokiej jakości kształcenia w tej dziedzinie. Nie bez powodu trzy z pięciu nowo otwartych w tym roku kierunków studiów na Politechnice Wrocławskiej to kierunki związane ze sztuczną inteligencją, takie jak matematyka stosowana i sztuczna inteligencja, matematyka i algorytmy sztucznej inteligencji oraz sztuczna inteligencja – podsumowuje prof. Kamil Staniec, prorektor ds. kształcenia Politechniki Wrocławskiej.

Warszawski rynek biurowy w I połowie 2025: 34% wzrost nowej podaży przy rekordowo niskim poziomie inwestycji

W I połowie 2025 roku na warszawskim rynku biurowym oddano do użytku 85 200 m kw. nowoczesnej powierzchni – o 34% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie wolumen projektów w budowie spadł do historycznie niskiego poziomu – 140 000 m kw. Aktywność najemców utrzymuje się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku, choć całkowity popyt spadł o 11% r/r w porównaniu ze średnią dla pierwszego półrocza z lat 2020-2024. Najemcy wciąż stawiają na najlepsze lokalizacje i najwyższe standardy, co przekłada się na dalszy spadek wskaźnika pustostanów w centralnych strefach miasta.

ROSNĄCE ZASOBY W CENTRUM, WYSOKA JAKOŚĆ MA ZNACZENIE

Zasoby biurowe w Warszawie na koniec czerwca 2025 roku wynosiły 6,33 mln m kw., z czego 46% było zlokalizowanych w strefach centralnych. Na biurowej mapie stolicy szczególnie wyróżnia się okolica ronda Daszyńskiego, która pozostaje głównym beneficjentem inwestycji deweloperskich.

Popyt najemców koncentruje się na projektach oferujących najwyższą jakość, certyfikaty zrównoważonego rozwoju i centralne położenie. To kontynuacja trendu flight to quality, który obserwujemy już od kilku kwartałów – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Trend „flight to quality” – czyli poszukiwanie najlepszych lokalizacji i najwyższych standardów ESG – nie tylko się utrzymuje, ale coraz silniej wpływa na strategie zarówno najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Ograniczona nowa podaż będzie dodatkowo wzmacniać presję na najlepsze biura w topowych lokalizacjach.

NOWA PODAŻ ROŚNIE, ALE INWESTYCJI W BUDOWIE CORAZ MNIEJ

W I półroczu 2025 roku deweloperzy oddali do użytku największą ilość nowej powierzchni od trzech lat. Nowa podaż w porównaniu z okresem od stycznia do czerwca przed rokiem wzrosła o 34% i wyniosła 85 200 m kw. Do najważniejszych inwestycji należą: The Bridge (52 000 m kw., Ghelamco) oraz Office House (27 800 m kw., Echo Investment). Obie są zlokalizowane w biurowych zagłębiu w okolicy ronda Daszyńskiego (podstrefa Zachodnie Centrum).

Jednocześnie wolumen projektów w budowie zmalał o połowę względem ubiegłego roku, osiągając poziom 140 000 m kw. Aż 86% tej powierzchni realizowana jest w centrum miasta. Wśród największych inwestycji przy których toczą się prace są m.in.: Upper One (35 500 m kw.), V Tower (30 700 m kw.) oraz Studio A (24 000 m kw.).

Mniejszy wolumen inwestycji w budowie może oznaczać ograniczoną dostępność nowoczesnej powierzchni w perspektywie 2-3 lat, zwłaszcza w topowych lokalizacjach. Według naszych analiz do 2027 roku może powstać do 250 000 m kw. nowej powierzchni. Tak niski poziom nowej podaży to dobra wiadomość dla właścicieli najlepszych biurowców, którzy będą mogli liczyć na zwiększone zainteresowanie ich inwestycjami. Do gry na nowo wejdą starsze projekty w bardzo dobrych lokalizacjach. Przykładem jest znany biurowiec Atrium1 przy rondzie ONZ, który przeszedł gruntowną modernizację, a po rebrandingu zmienił się w Wise Point i oferuje ponad 18 000 m kw. powierzchni na wynajem – mówi Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

STABILNA AKTYWNOŚĆ NAJEMCÓW, SPADA UDZIAŁ RENEGOCJACJI

Całkowity popyt brutto w I półroczu wyniósł 301 400 m kw., notując niewielki, około 5%, spadek w porównaniu z analogicznym okresem przed rokiem. 55% popytu przypadło na strefy centralne, a najwięcej umów zawarto w strefie Centrum (102 800 m kw.) i na Służewcu (72 800 m kw.). Autorzy raportu podkreślają, że zmieniła się struktura popytu względem pierwszego półrocza poprzedniego roku – nowe umowy odpowiadały za 47% wolumenu, renegocjacje spadły do 43%, a pre-lety stanowiły zaledwie 2%. Na ekspansje przypadło 8% podpisanych kontraktów.

PUSTOSTANY W DÓŁ W CENTRUM, W GÓRĘ POZA NIM

Na koniec I półrocza w całym mieście do wynajęcia było 682 700 m kw. biur, a wskaźnik pustostanów wynosił 10,8%, co oznacza spadek o 10 pb r/r. W centrum dostępność powierzchni zmniejszyła się do 7,8% (spadek o 130 pb r/r), podczas gdy w strefach poza centrum wzrosła do 13,3% (wzrost o 100 pb r/r). Najwięcej wolnej powierzchni znajduje się na Służewcu (223 900 m kw.), w strefie Centrum (155 800 m kw.) i wzdłuż korytarza Al. Jerozolimskich (87 100 m kw.). Te trzy strefy odpowiadają za niemal 70% wolnych biur w Warszawie.

CZYNSZE I OPŁATY EKSPLOATACYJNE: WYSOKA JAKOŚĆ W CENIE

Czynsze wywoławcze za najlepsze powierzchnie w centrum wynoszą od 22,50 do 26,00 EUR/m kw./miesiąc, z możliwym wzrostem do 28,00 EUR/m kw./miesiąc dla powierzchni premium w budowie. W strefach poza centralnych stawki dla projektów klasy A wahają się od 14,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne osiągają poziom nawet 40 PLN/m kw./miesiąc.

TRENDY NA NAJBLIŻSZE KWARTAŁY: MODERNIZACJA, KONWERSJE I SELEKTYWNY POPYT

W nadchodzących kwartałach kluczowymi zjawiskami kształtującymi warszawski rynek biurowy będą konwersje, modernizacje i pogłębiająca się selekcja jakościowa powierzchni dokonywana przez najemców.

Coraz więcej właścicieli starszych budynków, nawet tych w centralnych lokalizacjach, analizuje zmianę funkcji, przede wszystkim na cele mieszkaniowe. Jednocześnie część starszych biurowców przechodzi kompleksową modernizację lub repozycjonowanie, aby móc konkurować z nowoczesnymi projektami pod względem standardu technicznego i atrakcyjności dla najemców – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Reaserch, Savills.

Ekspansja marki Trump: od luksusowych nieruchomości po stabilnecoiny i sieci komórkowe

Nazwisko Trump, poza jego najbardziej znanym posiadaczem, kojarzone jest z biznesami związanymi z nieruchomościami oraz hotelarstwem. Jednak rodzina Trumpów spędziła ostatnie dwa lata na agresywnej dywersyfikacji swojego portfolio, często w zaskakującym kierunku, jak na przykład telekomunikacja, fintech czy kryptowaluty. Marek Górniak, Network Development Manager we Freedom24, opisuje ich strategię.

Na tle cyklu wyborczego 2024-2025 i powrotu Donalda Trumpa do politycznego centrum zainteresowania, jego nazwisko jest ponownie wykorzystywane komercyjnie, od sieci komórkowych po stablecoiny (kryptowaluty, których wartość jest powiązana z określonym aktywem). Trudno się temu dziwić. Nazwisko obecnego prezydenta USA samo w sobie jest w końcu marką. Obecnie, poprzez zmiany w rodzinnym portfolio inwestycyjnym, zaczyna ona obejmować nowe, nieoczywiste branże.

Polityczny statement nasączony technologią

W czerwcu 2025 r. organizacja Trump ogłosiła wejście na rynek Trump Mobile, wraz ze smartfonem T1 w cenie 499 USD. Urządzenie jest sprzedawane jako „Made in the USA” i ma patriotyczne logo ze złotą obudową i amerykańską flagą. Jego sztandarowy abonament, Plan 47, nawiązuje do objęcia przez Trumpa stanowiska 47. prezydenta USA i kosztuje 47,45 USD miesięcznie.

Ale w tym patriotycznym opakowaniu kryją się pewne sygnały ostrzegawcze. Analitycy kwestionują skalę produkcji w USA, a T1 może być tylko przemianowanym chińskim telefonem OEM. Rzekomy „amerykański montaż” wydaje się być bardziej taktyką marketingową, niż rzeczywistością produkcyjną.

Mimo to przedsięwzięcie może stać się popularne wśród lojalnej, konserwatywnej bazy zwolenników Trumpa. Podobnie jak przy wielu innych przedsięwzięciach, Trump udziela licencji na swoje nazwisko, ale pozostaje nieaktywny w operacjach spółki telekomunikacyjnej.

Kryptoofensywa

Według Forbesa aktywa krypto stanowią około 40% wartości netto rodziny Trumpów – obecnie ponad 2,9 miliarda dolarów. Ich działalność koncentruje się w czterech obszarach tego rynku, z których pierwszym jest górnictwo kryptowalut. Donald Trump Jr. i Eric Trump posiadają udziały w spółce joint venture American Bitcoin. Hut 8, kanadyjska firma wydobywająca kryptowaluty, posiada 80% udziałów w projekcie, a pozostałe 20% jest kontrolowane przez podmiot powiązany z Trumpem.

Drugi obszar to inwestycje w Ethereum, Bitcoin czy Solana, na których Eric Trump aktywnie buduje portfel. Na ten cel do Coinbase Prime przelano 300 mln USD, w tym 212,6 mln na samo Ethereum.

Trzeci element to plan powiązania z kryptowalutami platformy społecznościowej Trumpa, Truth Social, która gromadzi 6,3 miliona użytkowników, ale zmaga się ze stratami finansowymi, problemami z monetyzacją i krytyką za bycie ideologiczną bańką.

Czwartym obszarem jest budowanie własnej infrastruktury krypto, w postaci World Liberty Financial (WLFI). Projekt w końcowym kształcie ma obejmować nie tylko uruchomionego niedawno stablecoina USD1, ale też giełdę kryptowalut i szerszy ekosystem tokenów.

Tworzenie innowacji czy aktywów politycznych?

Kwestia samego WLFI wymaga rozwinięcia. Projekt reklamuje się jako zdecentralizowany ekosystem finansowy nowej generacji. Jego sztandarowa oferta, stablecoin USD1, jest wspierana przez rezerwy w dolarach amerykańskich, krótkoterminowe obligacje skarbowe i ekwiwalenty gotówki. System WLFI obsługuje Ethereum, Binance Smart Chain, blockchain i natychmiastowe swapy kryptowalutowe. Rezerwy przechowuje się za pośrednictwem BitGo, a raporty audytorskie są publikowane co miesiąc.

Pozornie transparentna platforma budzi jednak wątpliwości co do struktury własnościowej. Do końca 2024 r. Donald Trump miał posiadać do 75% WLFI, a do połowy 2025 r. jego udział spadł do 40%. Zbiegło się to z rosnącą kontrolą regulacyjną w USA nad stablecoinami, w tym z trwającą debatą nad ustawą GENIUS, która narzuciłaby emitentom tych instrumentów surowe standardy certyfikacji. Projekt WLFI jeszcze bardziej upolitycznia dwumiliardowa inwestycja od MGX, funduszu z siedzibą w Abu Zabi.

Globalna ekspansja marki Trump

Obok przedsięwzięć cyfrowych, marka Trump jest eksportowana poprzez międzynarodowe inwestycje w nieruchomości – szczególnie na Bliskim Wschodzie i w Europie Wschodniej. W Dubaju budowana jest Trump International Hotel and Tower, z ponad miliardem dolarów finansowania od podmiotu powiązanego z Arabią Saudyjską.

W Katarze trwają prace nad luksusowym nadmorskim ośrodkiem golfowym i kompleksem willi marki Trump o wartości 5,5 mld USD. Z kolei w Arabii Saudyjskiej i Omanie przygotowuje się nowe projekty hotelowe, mieszkaniowe i golfowe, co pozycjonuje brand Trumpa jako symbol luksusu na rynkach wschodzących. Jeśli chodzi o Europę Wschodnią, to zięć prezydenta USA, Jared Kushner, buduje Trump Tower w dawnej siedzibie Ministerstwa Obrony Jugosławii w Belgradzie. Ten projekt jest postrzegany jako geopolityczne oświadczenie oznaczające powrót Stanów Zjednoczonych na Bałkany.

Z pomocą tych inwestycji generowane są dochody z licencji i zarządzania, jednocześnie tworząc formę „geoekonomii Trumpa”: połączenia polityki, osobistego brandingu i globalnych przepływów kapitału.

Imperium biznesowe rodziny Trump w 2025 r. prezentuje unikalną mieszankę inwestycyjną, łączącą modne technologie, kapitał polityczny i tradycyjne przedsięwzięcia w branży nieruchomości. To ryzykowne scenariusze gry kształtowane przez zmienność, regulacje i bagaż reputacji ich zarządców.

Aktywność w segmencie kryptowalut jest ambitna, ale obarczona podwyższonym ryzykiem, podczas gdy międzynarodowe projekty nieruchomości mogą oferować bardziej stabilny przepływ gotówki. Tymczasem przedsięwzięcia telekomunikacyjne czy w mediach społecznościowych pozostają w najlepszym razie spekulacyjne. W ostatecznym rozrachunku, nie warto mylić politycznego szumu ze zrównoważonym modelem biznesowym. Mimo rozmiaru i widoczności marki, ekosystem komercyjny Trumpa cały czas przechodzi stress test pod wpływem organów regulacyjnych, rynków oraz czasu.

Autor: Marek Górniak, Network Development Manager we Freedom24

Zmieniające się nawyki polskich e-konsumentów: więcej produktów, niższe ceny, wyższe zwroty

Zmieniające się nawyki konsumentów w polskim e-commerce coraz wyraźniej pokazują, że kluczem do sukcesu nie jest już tylko niska cena, ale całościowe doświadczenie zakupowe. Z danych aplikacji When U Buy wynika, że choć kupujemy coraz więcej, to produkty są coraz tańsze, a preferencje względem płatności i dostawy zaczynają przesuwać się w nowych kierunkach.

Średnia wartość koszyka zakupowego w czerwcu wyniosła 167 zł – o 11% mniej niż w maju. Nie oznacza to jednak, że kupujemy mniej. Wręcz przeciwnie – liczba produktów w koszyku wzrosła z 2 do 2,6, a wydatki na użytkownika poszły w górę. To efekt rosnącej popularności tańszych produktów – średnia cena pojedynczego przedmiotu spadła o 20% w ciągu miesiąca (z 80 zł do 64 zł), co kontynuuje trend zauważalny już od początku roku. Innymi słowy – konsumenci kupują więcej, ale szukają oszczędności.

Wraz ze wzrostem liczby zamawianych produktów rośnie również poziom zwrotów – w czerwcu wyniósł 16%, podczas gdy w maju było to 11%. Może to świadczyć o bardziej impulsywnych zakupach, a także o większym zaufaniu do elastycznych polityk zwrotów, które oferują zarówno globalne platformy, jak i polskie e-sklepy.

Niższe koszyki, wyższe wydatki

W przypadku Allegro średnia wartość koszyka spadła aż o 27% w porównaniu do czerwca 2024 r. i wyniosła 113 zł. Jednocześnie wzrosły miesięczne wydatki na użytkownika (o 9% m/m), co wskazuje na wzrost częstotliwości zakupów. Średnia cena pojedynczego produktu to 61 zł – niemal identycznie jak w maju, ale aż o 30% mniej niż rok wcześniej. Wzrósł też poziom zwrotów – z 8% do 11%. Ciekawie prezentują się dane dotyczące płatności. Allegro Pay odpowiada za 32% transakcji, Apple Pay – za 20%, natomiast BLIK – za 23%. Karta kredytowa traci na znaczeniu – w czerwcu jej udział spadł do 13%, co oznacza spadek o 7 p.p. w ciągu roku. Temu utrzymuje wyższy średni koszyk (162 zł) niż Allegro, ale i tu widać spadek o 9% miesiąc do miesiąca. Choć użytkownicy dodają do koszyków więcej produktów niż gdziekolwiek indziej, miesięczne wydatki są blisko dwa razy niższe niż na Allegro, co pokazuje, że zakupy na chińskich platformach wciąż mają charakter okazjonalny, a nie systematyczny. Zwroty utrzymują się na stabilnym poziomie 4%, co wciąż jest jednym z najniższych wyników na rynku.

Logistyka i płatności

Automaty paczkowe wciąż dominują (52% wszystkich dostaw), ale rynek dostawców się zmienia. Orlen dynamicznie zwiększył udział z 2% do 7% rok do roku, a DHL z 3% do 8%. DPD pozostaje stabilny (11%). Mimo delikatnego spadku udziału, InPost nadal jest bezkonkurencyjny jako główny operator przesyłek w Polsce. Na rynku płatności Blik pozostaje liderem, choć jego udział spada – w czerwcu wyniósł 25,2%, co oznacza spadek o 20% r/r. Apple Pay zyskuje na popularności, a w czerwcu jego udział przekroczył 34%, wyprzedzając kartę kredytową, której znaczenie stopniowo maleje.

Czerwcowe dane potwierdzają, że konsumenci stają się coraz bardziej „smart” – poszukują okazji, porównują ceny i świadomie wybierają metody dostawy i płatności. Wzrost liczby produktów w koszyku, przy jednoczesnym spadku ich ceny jednostkowej i wyższym poziomie zwrotów, pokazuje większą odwagę w eksplorowaniu ofert, ale też większe oczekiwania wobec e-sklepów. Dla branży to sygnał, że prosta promocja cenowa nie wystarczy. Liczy się jakość obsługi, elastyczność procesów i umiejętność odpowiadania na potrzeby coraz bardziej doświadczonych klientów – komentuje Ewa Kraińska, właścicielka When U Buy.

Choć chińskie platformy nadal cieszą się dużym zainteresowaniem, to stabilizacja ich koszyków i spadające ceny mogą sugerować, że ich okres największej ekspansji powoli się kończy. Tym samym pojawia się przestrzeń dla polskich e-sklepów – o ile zrozumieją, że dziś „więcej” nie zawsze znaczy „drożej”, a elastyczność i doświadczenie użytkownika mają większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej.

Accolade wskazuje 10 europejskich miast portowych z największym potencjałem inwestycyjnym

Eksperci Accolade, międzynarodowego inwestora na rynku nieruchomości przemysłowych, wskazali 10 europejskich miast portowych, które mogą w najbliższych latach odegrać kluczową rolę w transformacji łańcuchów dostaw, logistyki i inwestycji przemysłowych. W materiale znalazły się miasta łączące rozwiniętą infrastrukturę z atrakcyjnym położeniem i otwartością na nowe inwestycje. Wśród nich aż 2 porty z Polski – Gdynia oraz Szczecin–Świnoujście, których potencjał dodatkowo wzmacnia rządowy program „Polskie Morze”.

Przebudowa łańcuchów dostaw, przyspieszająca cyfryzacja, potrzeba zrównoważonego rozwoju i nowe strategie relokacyjne jak friendshoring i nearshoring – to główne trendy, które będą w najbliższych latach napędzać rozwój portów w Europie. Największe porty, które przez dziesięciolecia dominowały w światowym handlu – jak Rotterdam czy Hamburg – zbliżają się do granic swojej przepustowości. Globalne wyzwania i nowe strategie łańcuchów dostaw sprawiają, że coraz częściej inwestorzy, operatorzy logistyczni i producenci wybierają lokalizacje, które jeszcze niedawno były uznawane za alternatywne. Dziś są one naturalnym kierunkiem ekspansji. Porty takie jak Gdynia, Walencja czy Rijeka odpowiadają na te potrzeby elastycznością, dostępnością gruntów, otwartością na automatyzację i inwestycje prośrodowiskowe. Ich atutem jest także rosnąca rola w strategicznych korytarzach handlowych, od Bałtyku po Morze Śródziemne – mówi Joanna Sinkiewicz, dyrektor zarządzająca Accolade w Polsce i Group Commercial Director.

Szczecin–Świnoujście (Polska) – ok. 400 tys. mieszkańców (aglomeracja)

Drugi największy kompleks portowy w Polsce. Inwestycje w pogłębianie toru wodnego do 12,5 m, rozbudowa terminala kontenerowego oraz planowana infrastruktura LNG i intermodalna czynią z tego regionu kluczowy punkt logistyki Bałtyku. Przeładunek w 2024 roku wyniósł prawie 76 tys. TEU. Bliskość granicy niemieckiej i dostęp do sieci kolejowej łączącej Polskę z Niemcami, Czechami i Skandynawią zwiększają jego znaczenie. Z potencjału Szczecina jako portowego centrum logistyczno-przemysłowego aktywnie korzystają inwestorzy, tacy jak Accolade, który rozwija tu kilka nowoczesnych obiektów magazynowych.

Walencja (Hiszpania) – 790 tys. mieszkańców

Czwarty największy port Europy i największy w Hiszpanii – przeładowuje ponad 5,7 mln TEU rocznie. Staje się alternatywą dla przeładowanej Barcelony i nowym centrum logistycznym Morza Śródziemnego. Intensywne inwestycje w zieloną energię, cyfryzację i rozbudowę terminali (m.in. terminal Valencia Port 2030). Port ma doskonałe połączenia z Afryką Północną, Ameryką Łacińską i Francją, a jego rozwój wspiera również korytarz śródziemnomorski. Accolade zainwestowało tutaj już w dwa projekty: Accolade Funds Park Valenzia Picassent, który bardzo szybko został całkowicie wynajęty, i Park Valencia Alzira, nowoczesne centrum logistyczne z potencjałem budowy magazynów o powierzchni ponad 60 tys. mkw. 

Wierzymy, że porty staną się kluczowymi katalizatorami nowoczesnej logistyki przemysłowej w całej Europie. Ich rola ewoluuje od tradycyjnych węzłów transportowych do strategicznych punktów, które integrują zrównoważony rozwój, cyfryzację i łańcuchy dostaw. W Accolade postrzegamy miasta portowe jako naturalne centra przyszłej ekspansji, zarówno dla naszego portfolio, jak i dla naszych partnerów. Dzięki szybkiemu rozwojowi infrastruktury i działaniom politycznym wspierającym zieloną transformację jesteśmy gotowi pogłębić naszą obecność w tych lokalizacjach, inwestując w inteligentne, przyszłościowe parki logistyczne, które spełniają wymagania nowej ery – powiedział Lukas Repal, Chief Operating Officer, Accolade.

Rijeka (Chorwacja) – 105 tys. mieszkańców

Strategiczna lokalizacja nad północnym Adriatykiem z przeładunkiem wynoszącym w 2024 roku 600 tys. TEU. Trwają inwestycje w nowy terminal kontenerowy oraz modernizację linii kolejowej do Węgier i Austrii. Rijeka ma potencjał, by odciążyć zatłoczone porty Europy Zachodniej, a dzięki poprawiającej się infrastrukturze transportowej coraz częściej jest wybierana przez operatorów logistycznych.

Bilbao (Hiszpania) – 350 tys. mieszkańców

Położony w Kraju Basków port rozwija się jako nowoczesne centrum logistyczne i przemysłowe północnej Hiszpanii. Z przeładunkiem na poziomie 500 tys. TEU w 2024 roku, dysponuje jednym z najnowocześniejszych terminali kontenerowych na wybrzeżu Atlantyku. Port intensywnie inwestuje w dekarbonizację i cyfryzację, rozwijając m.in. infrastrukturę LNG i projekty związane z energią wodorową. Dzięki bliskości granicy francuskiej i doskonałym połączeniom autostradowym oraz kolejowym, Bilbao stanowi istotny punkt na trasie handlowej między Hiszpanią, Francją i resztą Europy Zachodniej.

Gdynia (Polska) – 240 tys. mieszkańców

Port Gdynia od lat uchodzi za jedno z najdynamiczniej rozwijających się centrów logistycznych w regionie Morza Bałtyckiego. W 2024 roku przeładował rekordowe 975 tys. TEU. Obecnie trwają inwestycje w Port Zewnętrzny – nowy głębokowodny terminal kontenerowy, który znacząco zwiększy przepustowość portu i umożliwi obsługę większych statków, w tym oceanicznych kontenerowców. Gdynia korzysta także z bycia częścią Trójmiasta i dobrej integracji z siecią kolejową i drogową, obsługując rosnący wolumen ładunków z Polski, Czech, Słowacji i krajów bałtyckich.

– Polskie porty, takie jak Szczecin–Świnoujście i Gdynia, wchodzą w kluczowy moment swojego rozwoju. Widzimy, jak dynamicznie rośnie ich znaczenie w logistyce regionalnej i międzynarodowej, a teraz dodatkowo wspierać je będzie rządowy program „Polskie Morze”. Ten projekt zakłada nie tylko rozbudowę infrastruktury portowej, ale też inwestycje w intermodalność, zieloną energię oraz rozwój otoczenia biznesowego wokół portów. Jeśli te plany zostaną skutecznie zrealizowane, Polska może stać się jednym z liderów nowej, zrównoważonej logistyki w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla inwestorów przemysłowych i operatorów logistycznych to szansa, by działać bliżej rynków końcowych i w pełni wykorzystać potencjał Bałtyku – podkreśla Joanna Sinkiewicz.

Genua (Włochy) – 580 tys. mieszkańców

Genua to punkt wyjścia dla towarów kierowanych do Włoch, Szwajcarii i południowych Niemiec. Trwa wieloletnia transformacja infrastrukturalna (projekt „Nuova Darsena”), a po odbudowie mostu Morandi jeszcze bardziej wzrośnie dostępność miasta. Intensyfikacja inwestycji w infrastrukturę kolejową ma zwiększyć jego intermodalność. Port przeładował w 2024 roku 1,8 mln TEU.

Konstanca (Rumunia) – 270 tys. mieszkańców

Największy port na Morzu Czarnym, który w 2024 roku przeładował niemal 1 mln TEU. Zyskuje znaczenie w kontekście eksportu zboża z Ukrainy i Centralnej Azji. Obecnie realizowane są inwestycje unijne w modernizację infrastruktury kolejowej i terminali kontenerowych. Kluczową rolę w przyszłości może odegrać Via Carpatia, która wzmocni pozycję portu jako kluczowego węzła logistycznego łączącego Morze Czarne z Europą Środkową i Północną. Nowoczesna infrastruktura drogowa ułatwi transport towarów m.in. z Ukrainy, Azji i Bliskiego Wschodu, zwiększając konkurencyjność portu wobec zachodnioeuropejskich terminali morskich.

Koper (Słowenia) – 25 tys. mieszkańców

Mały, ale dynamiczny port z przeładunkiem ok. 1,1 mln TEU w 2024 roku. Dzięki nowej linii kolejowej do Lublany i rozbudowie terminali stał się alternatywą dla Triestu i Rijeki. Obsługuje rynki Austrii, Węgier, Czech i południowych Niemiec. Wyróżnia się sprawnością operacyjną i wysokim poziomem cyfryzacji.

Pireus (Grecja) – 1,5 mln mieszkańców (aglomeracja Aten)

Port obsługuje ok. 4-5 mln TEU rocznie. Choć należy już do największych w Europie, jego potencjał nadal nie jest w pełni wykorzystany. Od momentu przejęcia przez chińską grupę COSCO (67% udziałów), Pireus jest intensywnie modernizowany – wdrażane są rozwiązania z zakresu automatyzacji, cyfryzacji oraz zrównoważonego rozwoju. Kluczowy punkt na trasie Azja–Europa.

Porto (Portugalia) – 1,7 mln mieszkańców (aglomeracja)

Port Leixões, położony niedaleko centrum Porto, rozwija się w kierunku inteligentnego portu kontenerowego. W 2024 roku przeładowano tu ponad 700 tys. TEU. Miasto korzysta na relatywnie mniejszym obciążeniu niż Lizbona, a także na rosnącym znaczeniu morskiej turystyki i inwestycji w zielone technologie, jak np. panele słoneczne i automatyzacja operacji portowych.

Materiał został przygotowany przez ekspertów Accolade na podstawie analizy danych rynkowych, planów inwestycyjnych, trendów logistycznych i przemysłowych oraz rozmów z partnerami branżowymi.  Ma on charakter informacyjny, wszystkie wymienione porty posiadają równorzędny potencjał rozwoju.

Średnie ceny mieszkań w największych miastach Polski – czerwiec 2025

W czerwcu br. aż w 15 miastach wojewódzkich średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów praktycznie nie zmieniła się względem maja. W Warszawie wyniosła ponad 18 tys. zł, w Gdańsku – 17,5 tys. zł, z kolei we Wrocławiu – blisko 15 tys. zł. O zaledwie 1% poszła w górę mdm. średnia cena mkw. w Krakowie i Łodzi, a o 2% wzrosła w Białymstoku. W tych trzech miastach zanotowano odpowiednio blisko 17 tys. zł, prawie 12 tys. zł i ponad 11 tys. zł. Obecnie największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 roku mają Warszawa i Katowice.

Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w czerwcu br. aż w 15 miastach wojewódzkich (spośród 18) średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów praktycznie nie zmieniła się względem maja. W Warszawie wyniosła 18 097 zł, w Gdańsku – 17 538 zł, we Wrocławiu – 14 734 zł, w Poznaniu – 13 408 zł, w Szczecinie – 13 113 zł, w Katowicach – 12 881 zł, w Olsztynie – 12 023 zł, w Toruniu – 12 915 zł, w Lublinie – 11 513 zł, w Rzeszowie – 11 163 zł, w Kielcach – 10 887 zł, w Bydgoszczy – 10 863 zł, w Zielonej Górze – 10 748 zł, w Opolu – 9 447 zł, a w Gorzowie Wielkopolskim – 8 409 zł. O 1% poszła w górę miesiąc do miesiąca średnia cena metra kwadratowego w Krakowie – do 16 776 zł, a także w Łodzi – do 11 594 zł. Z kolei o 2% wzrosła w Białymstoku – do 11 424 zł.

– W ciągu ostatnich sześciu miesięcy niemal we wszystkich największych miastach zdarzały się wzloty. Dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy deweloperzy podnoszą ceny mieszkań. Ten sam efekt może przynieść pojawienie się na rynku droższych lokali, wyprzedaż najtańszych nieruchomości albo kombinacja obydwu czynników. W czerwcu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia właśnie w Białymstoku, Łodzi i Krakowie. Dla przykładu, w tym pierwszym mieście pojawiła się w czerwcu pula nowych mieszkań, których średnia cena metra kwadratowego wyniosła blisko 13,8 tys. zł za metr kwadratowy. To sporo jak na ten rynek. W dodatku kupujący wybierali częściej lokale z dolnej półki cenowej – średnio po ok. 10 tys. zł za metr – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie powyżej 18 tys. zł nie powinna nikogo zaskakiwać. – Stolica od lat przyciąga osoby o wysokich dochodach, a to, w połączeniu z niskim bezrobociem, ograniczoną dostępnością atrakcyjnych działek i napływem kapitału – także z innych krajów – naturalnie winduje ceny. Z kolei Katowice to dziś bardzo ciekawy przykład. Wielu inwestorów przeniosło tam swoje zainteresowanie z Krakowa. Deweloperzy oferują tu coraz więcej mieszkań o wysokim standardzie, które przyciągają kupujących spoza regionu – komentuje Mateusz Kaczorowski, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Natomiast Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego z portalu Otodom, zwraca uwagę na miasta z rozwiniętym rynkiem pracy, czyli np. Warszawę i Gdańsk. W nich mieszkańcy mają wyższe dochody, więc mogą pozwolić sobie na droższe nieruchomości. – To wpływa na poziom cen. Również atrakcyjne lokalizacje i z dobrą jakością życia przyciągają inwestorów i mieszkańców, co sprawia, że trzeba więcej płacić. Ponadto wiele mieszkań jest kupowanych pod wynajem turystyczny, co sztucznie zwiększa popyt i ceny. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia m.in. w Krakowie i Gdańsku – dodaje ekspert.

Są też takie miasta, jak Gorzów Wielkopolski, Kielce i Szczecin, w których w tym roku średnia cena metra kwadratowego zatrzymała się lub nawet spadła, np. w Szczecinie – aż do poziomu z lipca ubiegłego roku.

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z czerwca tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego, warto zwrócić uwagę na olbrzymie różnice między poszczególnymi miastami. Według BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl, w Zielonej Górze mieszkania oferowane przez deweloperów w czerwcu były średnio aż o 38% droższe niż przed rokiem (ostatnio – 10 748 zł, rok wcześniej – 7 790 zł). W Opolu średnia cena wzrosła rdr. o 22% (czerwiec br. – 9 447 zł, czerwiec ub.r. – 7 722 zł), w Gorzowie Wielkopolskim – o 16% (odpowiednio – 8 409 zł i 7 253 zł) i w Toruniu – również o 16% (12 915 zł i 11 172 zł).

– W tych miastach tempo wzrostu cen ofertowych w ciągu roku może wręcz szokować. W tym okresie w Zielonej Górze zniknęły z rynku nowe mieszkania w cenie do 8 tys. zł za metr kwadratowy, a pojawiły się z ceną przekraczającą pułap 9 tys. zł. Przy tym rok temu w ofercie deweloperów nie było ani jednego takiego mieszkania. A obecnie 267 lokali kosztuje co najmniej 9 tys. zł, a 63 mają cenę ponad 12  tys. zł za metr kwadratowy – podaje Marek Wielgo.

Na drugim biegunie są Rzeszów i Lublin, gdzie średnia cena metra kwadratowego spadła przez rok o 1%, a w Kielcach wróciła do zeszłorocznego poziomu. W grupie siedmiu największych rynków mieszkaniowych w Polsce wyróżnia się Gdańsk, w którym nowe mieszkania podrożały w przeliczeniu na metr kwadratowy średnio aż o 14%. Pamiętajmy jednak, że w tym przypadku mamy do czynienia ze specyficzną metropolią. Ze względu na jej atrakcyjność turystyczną powstaje tu wiele drogich mieszkań w projektach ulokowanych m.in. w pobliżu Zatoki Gdańskiej. Dla przykładu, w lutym i maju na rynek trafiła duża pula takich lokali.

– Warto zwrócić również uwagę na fakt, że we Wrocławiu jeszcze w styczniu różnica rdr. wynosiła 12%, a w kolejnych miesiącach stopniała do 5%. Po sześciu miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. mają Warszawa i Katowice. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tam w czerwcu tylko 2%. Z kolei w Krakowie, Łodzi i Poznaniu było to 3% – informuje Marek Wielgo.

Z koli jak podkreśla Marcin Krasoń, ceny poszczególnych mieszkań nie muszą się zmieniać, by zmieniała się średnia cena. Gdy do oferty trafia dużo drogich mieszkań – średnia cena wzrośnie, tak samo gdy z oferty zniknie dużo tanich. Obserwowaliśmy to przy wybuchu wojny w Ukrainie. Na rynku najmu bardzo szybko zniknęło wiele tańszych lokali, co wywindowało średnie ceny w górę – w niektórych miastach nawet o ponad 30% w kilka miesięcy.

– Rynek nadal będzie napędzany głównie przez segment popularny. To właśnie zwykły Kowalski ze swoją zdolnością kredytową wyznacza dziś tempo sprzedaży. Jeśli stopy procentowe zostaną obniżone, w tym segmencie można spodziewać się jeszcze większego ożywienia. Nie brakuje jednak osób, które zarabiają znacznie więcej i szukają mieszkań z wyższej półki. Dla nich deweloperzy przygotowują drogie, prestiżowe inwestycje – podsumowuje Mateusz Kaczorowski.

Wzrost inwestycji w Polsce napędza rynek gwarancji kontraktowych — składki przekroczyły 800 mln zł w 2024 roku

  • Wzrost inwestycji w Polsce oznacza zwiększone zapotrzebowanie na gwarancje kontraktowe. W 2024 roku wartość składek odprowadzonych do ubezpieczycieli w tym segmencie przekroczyła 800 mln zł, co oznacza ponad 150-procentowy wzrost względem 2016 roku[1].
  • W Polsce zdarza się, że instytucje publiczne oczekują gwarancji usunięcia wad i usterek nawet na 15 lat. W zachodniej Europie standardem jest 7-8 lat.
  • Obecnie jednak rynek gwarancyjny w Polsce wszedł w fazę miękką (soft market) – to szansa na znacznie lepsze warunki negocjacyjne dla firm wykonawczych.

Polska wkracza w najintensywniejszy okres inwestycyjny od dekad. Do końca tej dekady wartość zapowiedzianych inwestycji infrastrukturalnych może sięgnąć nawet biliona złotych. Kolej, drogi, energetyka i obronność to cztery główne filary wysiłku budżetowego państwa. Już w 2025 roku planowane przetargi przekroczą 60 mld zł, a wartość zobowiązań długoterminowych – tylko w sektorze kolejowo-drogowym – sięga ponad 250 mld zł.

Największe programy infrastrukturalne obejmują m.in. modernizację linii kolejowych (PKP PLK – 15–20 mld zł), budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego (132 mld zł), realizację nowych dróg krajowych (GDDKiA – 13,5 mld zł rocznie), rozbudowę sieci przesyłowych (PSE – 64 mld zł), budowę elektrowni jądrowej (150 mld zł) oraz modernizację infrastruktury obronnej w ramach programu „Tarcza Wschód” (10 mld zł w pierwszym etapie).

Gwarancje: cichy fundament wielkich inwestycji

Wzrost inwestycji oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na gwarancje kontraktowe – czyli zabezpieczenia wymagane od wykonawców. W 2024 roku wartość składek odprowadzonych do ubezpieczycieli w tym segmencie przekroczyła 800 mln zł, co oznacza ponad 150-procentowy wzrost względem 2016 roku. Jednocześnie spadła szkodowość – o 65% r/r. Pierwszy kwartał 2025 roku potwierdził ten trend – szkody spadły o kolejne 81%, a składki wzrosły o 2,5%.

To moment wyjątkowy. Rynek gwarancyjny w Polsce wszedł w fazę miękką (soft market), co oznacza znacznie lepsze warunki negocjacyjne dla firm wykonawczych – wyjaśnia Paweł Sajewicz, Dyrektor Praktyki ds. Gwarancji, Aon Polska. – Ubezpieczyciele są bardziej otwarci na ryzyko, proponują niższe stawki, elastyczne zabezpieczenia, większe limity. To rzadkie okno szansy, z którego trzeba umieć skorzystać.

Ryzyka: co może pójść nie tak?

Raport firmy Aon nie tylko opisuje koniunkturę, ale ostrzega przed nadciągającymi zagrożeniami:

  • Rosnące koszty materiałów budowlanych – szczególnie w latach 2026–2028, w wyniku równoległych inwestycji w Europie i odbudowy Ukrainy.
  • Braki kadrowe – już dziś 1/3 firm odczuwa niedobór pracowników, mimo dekoniunktury.
  • Wyczerpanie pojemności gwarancyjnych – przez kumulację zadań inwestycyjnych oraz długie okresy obowiązywania gwarancji (15 – 20 lat), które blokują możliwość finansowania nowych kontraktów.

Z pozoru wszystko wygląda jak pasmo sukcesów, ale rynek ma swoje ograniczenia – przestrzega Sajewicz. – Jeżeli nie zbudujemy pojemności gwarancyjnej teraz, to za dwa-trzy lata wiele firm nie będzie w stanie zdobyć gwarancji na nowe kontrakty.

Przetargi: logika kontra procedury

Kluczową kwestią poruszaną w raporcie Aon jest długość gwarancji jakości wymaganych przez instytucje publiczne. W Polsce zdarza się, że oczekuje się gwarancji usunięcia wad i usterek nawet na 15 lat. W połączeniu z terminami gwarancji należytego wykonania daje to często okresy ponad 20-letnie. To sytuacja nieznana w większości państw UE.

Gwarancja to nie wieczyste zobowiązanie – mówi Sajewicz. – Jeśli publiczny inwestor wymaga 15-letniej gwarancji, musi się zastanowić, czy ryzyko da się rzetelnie ocenić w takim horyzoncie. Ubezpieczyciele nie mogą oferować takich terminów – ani w zakresie kalkulacji ryzyka, ani w zakresie reasekuracji.

W zachodniej Europie standardem są gwarancje trwające maksymalnie 7-8 lat. Polskie rozwiązanie to absurd, który skutecznie wypycha z rynku ubezpieczycieli, generuje gigantyczne obciążenia dla wykonawców i ostatecznie – koszty, które ponoszą podatnicy. Efekt? Mniejsza konkurencja, wyższe ceny – ocenia Sajewicz.

Konsekwencje: scenariusz zatoru

Raport Aon przedstawia możliwy rozwój sytuacji po 2026 roku:

  • Brak dostępnych limitów gwarancyjnych, bo zostaną zablokowane przez długoterminowe zobowiązania.
  • Banki odmówią finansowania, widząc pogorszenie wskaźników płynności wykonawców.
  • Ubezpieczyciele ograniczą udział w rynku, z powodu zbyt długiego ryzyka i braku reasekuracji.
  • Duże przetargi zostaną opóźnione, bo zabraknie firm spełniających wymogi finansowe.

To nie jest teoria – to mechanizm, który w różnych wersjach widzieliśmy już w Polsce między innymi w latach 2012, 2022. Boom kończy się nagle, gdy system finansowy traci zdolność do dalszego kredytowania inwestycji – przestrzega Sajewicz.

Co z kosztami pracy i materiałów?

Równoległe inwestycje w Polsce, Niemczech, krajach bałtyckich i odbudowa Ukrainy mogą doprowadzić do eksplozji kosztów.

Stal, kruszywa, asfalt, beton – wszystko będzie droższe, a pracownicy pojadą tam, gdzie płacą więcej. To nie tylko kwestia ceny, ale fizycznej dostępności surowców i ludzi – zauważa Sajewicz.

[1] Dane Polskiej Izby Ubezpieczeń, opracowane przez Aon Polska

Generacja AI w Polsce: prawie wszyscy młodzi korzystają ze sztucznej inteligencji, ale niewielu jest gotowych na jej zawodowe wykorzystanie

Najnowsze badanie „Generacja AI: młodzi Polacy na cyfrowym rynku pracy”, przeprowadzone przez Talent Days i Microsoft, pokazuje, że sztuczna inteligencja (AI) jest już powszechnie używana przez młode osoby w Polsce, jednak tylko niewielka część z nich czuje się przygotowana do jej stosowania w pracy zawodowej.

Z badania wynika, że aż 97 proc. osób w wieku 18–35 lat korzysta z narzędzi opartych na AI. Najczęściej wykorzystują je do tworzenia treści (64 proc.), analizy danych (40 proc.) oraz komunikacji (33 proc.). Ponad 40 proc. deklaruje, że sięga po te narzędzia codziennie lub kilka razy dziennie. Mimo to, tylko 12 proc. młodych czuje się w pełni gotowych do używania AI w środowisku pracy.

Większość uczy się samodzielnie – poprzez praktykę, media społecznościowe i kursy online. W tym kontekście pojawia się znacząca luka między szybkim rozwojem technologicznym a jakością edukacji przygotowującej do profesjonalnego wykorzystania AI.

Oczekiwania wobec pracodawców

Ponad połowa badanych (54 proc.) pozytywnie ocenia wpływ AI na swoją przyszłą karierę, jednak wskazują też na bariery w zdobywaniu kompetencji – brak czasu, koszty kursów i szybkie tempo zmian. Dlatego młodzi liczą na konkretne wsparcie ze strony pracodawców: 60 proc. chce mieć dostęp do narzędzi AI w pracy, 44 proc. oczekuje szkoleń wewnętrznych, a 39 proc. chciałoby mieć czas na naukę w godzinach pracy.

Respondenci wskazują jako główne korzyści z wykorzystania AI oszczędność czasu (85 proc.) oraz automatyzację rutynowych zadań (54 proc.). W dalszej kolejności ważne jest dla nich wykorzystywanie AI do analizy danych, skutecznego formułowania zapytań (promptów) oraz krytycznej oceny wyników generowanych przez sztuczną inteligencję.

AI w procesach rekrutacyjnych – wsparcie, nie zastępstwo

Młodzi pozytywnie odbierają korzystanie z AI przez firmy, zwłaszcza na etapie aplikowania – ponad połowa używa AI do przygotowania CV, listu motywacyjnego czy rozmów rekrutacyjnych. Jednocześnie wyraźnie podkreślają, że sztuczna inteligencja powinna wspierać procesy, a nie zastępować człowieka, zwłaszcza w ocenie kompetencji miękkich czy prowadzeniu rozmów rekrutacyjnych. Za pozytywne uznają natomiast wykorzystanie AI do wspierania onboardingu czy generowania spersonalizowanego feedbacku.

Obawy i dystans wobec AI

Mimo rosnącej popularności, sztuczna inteligencja nie budzi pełnego zaufania. Ponad 68 proc. badanych ma konkretne obawy, m.in. utratę pracy przez automatyzację (35 proc.), ryzyko błędów i manipulacji (34 proc.) czy uzależnienie społeczeństwa od technologii (31 proc.). Tylko 1 proc. ufa w pełni treściom generowanym przez AI, a 20 proc. nie ufa im wcale.

Młodzi Polacy podchodzą do AI krytycznie – weryfikują dane, analizują logikę i testują różne scenariusze. Ważne dla nich są etyka, przejrzystość oraz bezpieczeństwo danych (73 proc.) i ochrona prywatności (65 proc.). Zgodność z regulacjami prawnymi to istotny aspekt dla 48 proc. respondentów.

Podsumowanie

Raport „Generacja AI” wskazuje na duży potencjał młodych Polaków w korzystaniu z AI, ale też na potrzebę systemowego wsparcia edukacyjnego i organizacyjnego. Pełne wykorzystanie sztucznej inteligencji w pracy wymaga nie tylko samodzielnej nauki, ale także odpowiednich szkoleń, narzędzi i warunków stwarzanych przez pracodawców oraz instytucje edukacyjne.

Jak podkreśla Łukasz Foks z Microsoft Polska, celem jest zapewnienie szerokiego dostępu do rzetelnej edukacji AI dla miliona osób w Polsce do końca 2025 roku, by każdy mógł nie tylko korzystać z technologii, ale także ją rozumieć i stosować odpowiedzialnie.

Jawność cen mieszkań. Start dzisiaj, pełne efekty od września

11 lipca 2025 r. zaczęła obowiązywać tzw. ustawa o jawności cen, która zobowiązuje deweloperów do publikowania na swoich stronach internetowych cen ofertowych mieszkań i domów. Choć zmiana zapowiada nową jakość na rynku, z punktu widzenia klientów rewolucja zacznie się stopniowo: wejście w życie ustawy przewidziano bowiem w dwóch etapach. To, kiedy klient zobaczy cenę na stronie, będzie zależało od tego, kiedy deweloper formalnie rozpoczął sprzedaż inwestycji. W większości przypadków na pełną przejrzystość cenową trzeba będzie poczekać do 11 września 2025 r.

Nowe regulacje to efekt nowelizacji ustawy z 20 maja 2021 r. o ochronie nabywcy lokalu mieszkalnego i domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. W praktyce oznaczają one obowiązek publikowania na stronie internetowej dewelopera ofert wraz ze szczegółowymi informacjami o cenach mieszkań i domów – bez konieczności kontaktowania się ze sprzedawcą czy wysyłania dodatkowych zapytań. Cena ma być widoczna od razu.

– Polski Związek Firm Deweloperskich od początku popierał wprowadzenie obowiązku publikowania cen ofertowych mieszkań. Jesteśmy zwolennikami transparentności i uczciwej konkurencji – mówi Bartosz Guss, dyrektor generalny PZFD. – Klienci mają prawo znać pełne koszty zakupu nieruchomości, a jawność cen wspiera podejmowanie świadomych decyzji. Dobrze, że nowe przepisy zmierzają właśnie w tym kierunku. Aktywnie wspieramy branżę we wdrażaniu tych rozwiązań.

Co się zmienia?

Nowe przepisy nakładają na deweloperów obowiązek informowania o:

  • cenie metra kwadratowego powierzchni użytkowej każdego oferowanego lokalu (mieszkania i domu),
  • cenie pomieszczeń przynależnych (np. komórek lokatorskich czy boksów rowerowych) lub miejsc postojowych,
  • wszystkich dodatkowych kosztach związanych z zakupem nieruchomości, które nabywca będzie zobowiązany ponieść na rzecz dewelopera.

Informacje te muszą być zamieszczane od momentu opublikowania ofert po rozpoczęciu sprzedaży, a w przypadku prowadzenia tzw. przedsprzedaży – przed zawarciem pierwszej umowy rezerwacyjnej. Wszystkie informacje muszą być publicznie dostępne na stronie internetowej firmy, w miejscu umożliwiającym ich łatwe odnalezienie przez klienta. Dopuszczalne są podstrony lub poddomeny, ale z głównej strony musi prowadzić do nich czytelny link czy odesłanie. Ważne jest również, by informacje były jednoznacznie powiązane z konkretnym deweloperem i możliwe do zidentyfikowania przez nabywcę.

Uwaga: jeśli ceny są publikowane wyłącznie na portalach ogłoszeniowych lub stronach pośredników, nie spełnia to wymogów ustawy. Deweloper nadal ma obowiązek prowadzenia własnej strony internetowej lub zarządzanej przez siebie witryny z informacjami o cenach.

– To istotna zmiana, która uporządkuje sposób komunikowania cen na rynku – mówi Przemysław Dziąg, zastępca dyrektora generalnego PZFD. – Już teraz wielu deweloperów prezentuje ceny na swoich stronach, ale nowe przepisy tworzą jednolity standard, zrozumiały dla wszystkich. To korzystne zarówno dla klientów, jak i dla firm, które chcą działać na jasnych zasadach.

Obowiązek prowadzenia i aktualizowania strony internetowej obowiązuje tak długo, jak długo w danej inwestycji dostępne są niesprzedane lokale mieszkalne lub domy jednorodzinne. Deweloper musi utrzymywać stronę aż do momentu przeniesienia własności wszystkich nieruchomości na nabywców.

Nowe przepisy nie obejmują natomiast lokali usługowych (przeznaczonych pod działalność handlową, usługową czy biurową), a także lokali przeznaczonych pod najem krótkoterminowy (np. aparthotele, condo-hotele).

Dlaczego 11 lipca nie zobaczymy jeszcze wszystkich cen?

Choć przepisy formalnie wchodzą w życie 11 lipca, dla zdecydowanej większości inwestycji będzie obowiązywał dwumiesięczny okres przejściowy. Dotyczy to projektów, w których sprzedaż rozpoczęła się przed tą datą. W ich przypadku obowiązek publikacji cen zacznie obowiązywać dopiero od 11 września 2025 r.

– Przejrzystość nie dzieje się z dnia na dzień – podkreśla Bartosz Guss. – Nowe przepisy wymagają dostosowania systemów informatycznych, materiałów marketingowych i procedur sprzedażowych. To realne wyzwanie operacyjne, ale podchodzimy do niego z pełnym profesjonalizmem, bo wiemy, że zaufanie klientów buduje się na rzetelnej informacji.

Dlatego w pierwszych tygodniach po wejściu w życie przepisów klienci mogą zauważyć różne tempo wdrażania zmian – szczególnie w starszych inwestycjach. Pełna jawność cen stanie się obowiązkiem od 11 września 2025 r., choć wiele firm przygotowuje się do tego już teraz.

PZFD rekomenduje, by deweloperzy, którzy nie są objęci obowiązkiem od 11 lipca, wyraźnie informowali o tym na stronie internetowej. Dzięki temu nabywcy unikną nieporozumień i zyskają pewność, że firma działa zgodnie z prawem.

– Widzimy, że część firm już dziś wdraża specjalne zakładki, które umożliwiają szybkie porównanie cen lokali w danej inwestycji. Inne integrują systemy sprzedażowe z bazami danych, aby informacje były zawsze aktualne – mówi Przemysław Dziąg. – To krok w stronę cyfryzacji całego procesu zakupu mieszkania, co w przyszłości może oznaczać większy komfort i bezpieczeństwo dla klientów.

EIT i Ministerstwo Rozwoju uruchamiają w Polsce program wspierający ekspansję technologicznych startupów

Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT) wspólnie z Ministerstwem Rozwoju i Technologii uruchamiają w Polsce pierwszy w Europie pilotaż programu EIT Regional Innovation Booster. To szansa dla polskich firm technologicznych na ekspansję i podbój rynków nordyckich, niemieckiego lub hiszpańskiego. Polska jest pierwszym i jak dotąd jedynym krajem, w którym program jest dostępny.

Inicjatywa wpisuje się w strategię EIT, który w ostatniej dekadzie wsparł blisko 10 tys. innowacyjnych przedsiębiorstw i został uznany w 2024 r. za jednego z najaktywniejszych inwestorów[1]. Pilotażowy program, na który do 2028 r. EIT planuje przeznaczyć co najmniej 30 mln euro i docelowo rozszerzyć go na co najmniej trzy dodatkowe kraje, ma nie tylko otworzyć młodym firmom drzwi na zagraniczne rynki, lecz także przyspieszyć tworzenie przełomowych rozwiązań, które mogą odpowiedzieć na wyzwania globalne.

Do programu mogą zgłaszać się małe i średnie przedsiębiorstwa rozwijające technologie, w tym deep tech, w jednym z siedmiu obszarów tematycznych, takich jak klimat, transformacja cyfrowa, energia, opieka zdrowotna, surowce rzadkie i minerały, żywność i rolnictwo, inteligentne miasta i mobilność. EIT Regional Innovation Booster skierowany jest wyłącznie do startup-ów posiadających technologie o wysokim poziomie gotowości rynkowej (TRL 7+), czyli takie, które zostały już przetestowane w realnym środowisku i są gotowe do wdrożenia w skali międzynarodowej. Program zakłada skalowanie rozwiązań na jednym z trzech wybranych rynków – w Hiszpanii, Niemczech lub krajach nordyckich.

„Pomimo imponującej liczby i różnorodności talentów technicznych polskie start-upy są niedostatecznie reprezentowane na arenie międzynarodowej, niewielu z nich udaje się także odnieść sukces na rynku globalnym, m.in. z uwagi na ograniczony dostęp do globalnych sieci start-upów czy luki w finansowaniu na etapach wzrostu. EIT Regional Innovation Booster zapewnia wsparcie start-upom w tych kluczowych obszarach. To zdecydowany krok w kierunku podniesienia rangi Polski i polskiego ekosystemu innowacji na arenie międzynarodowej” – mówi Michał Jaros, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

„To nie jest kolejny tradycyjny akcelerator – EIT Regional Innovation Booster to innowacyjne podejście do wspierania lokalnego ekosystemu start-upowego. Nie jest to kolejny program międzynarodowy. Współtworząc go z polskim rządem i lokalnymi instytucjami, zaprojektowaliśmy środowisko wsparcia precyzyjnie dopasowane do potrzeb rodzimych przedsiębiorstw. Dzięki temu EIT Regional Booster może realnie pomóc obiecującym firmom pewniej wejść na rynki globalne” – zaznacza Martin Kern, dyrektor Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii.

EIT Regional Innovation Booster przewiduje trzy następujące po sobie etapy. W pierwszym zostanie wybranych maksymalnie 12 start-upów z przełomowymi technologiami. Każdy z nich wskaże jeden z trzech wybranych regionów docelowych, a przez kolejny miesiąc będzie korzystać z intensywnego wsparcia mentorów i ekspertów tego rynku, którzy wspólnie opracowują szczegółową roadmapę ekspansji. Partnerem etapu jest Krajowy Punkt Kontaktowy NCBR.

Do drugiego etapu, który będzie realizowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, zostanie wybranych do pięciu firm. Otrzymają one granty w wysokości do 200 tys. euro na internacjonalizację i realizację założeń roadmapy z etapu pierwszego.

W III etapie, zaplanowanym na pierwszą połowę 2026 roku, maksymalnie pięć start-upów, które pomyślnie przeszły etap II, będzie mogło otrzymać wsparcie dedykowanego eksperta z wybranego regionu. Będzie on na bieżąco doradzał, pomagał w rozwiązywaniu wyzwań, wspierał w networkingu i monitorował postępy. Dodatkowo zespoły inwestycyjne EIT Community będą mogły indywidualnie współpracować z wybranymi start-upami z myślą o potencjalnej inwestycji kapitałowej.

[1] EIT zajął pierwsze miejsce w rankingu Sifted 2024 jako najskuteczniejszy inwestor, wyróżniony za wyjątkowe wsparcie najbardziej obiecujących europejskich start-upów https://www.eit.europa.eu/news-events/news/eit-recognized-europes-top-investor-sifteds-2024-ranking.

Polska 17. w Europie pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego – liderzy to Malta i Cypr

Polska ulokowała się w czerwcu na 17. miejscu w Europie pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego. Liderami niespodziewanie zostały Malta oraz Cypr, które doświadczyły najmniejszej ilości ataków – wynika z najnowszych danych Check Point Research. Cyberprzestępcy najczęściej biorą na cel sektor badań i edukacji, administrację oraz branżę telekomunikacyjną.

Choć za najlepiej cybernetycznie zabezpieczone państwa w Europie uznawane są obecnie Szwajcaria, Finlandia oraz Estonia – kraje, które mocno zainwestowały w zaawansowaną analizę zagrożeń, szyfrowanie danych i szeroką edukację cyfrową społeczeństwa – to najnowsze analizy wskazują na innych liderów bezpieczeństwa sieciowego.

Okazuje się, że najnowocześniejsze zabezpieczenia niekoniecznie odpowiadają aktualnej sytuacji w cyberprzestrzeni. Wg opracowanego przez Check Point „indeksu zagrożeń”, będącego względną klasyfikacją różnych krajów w oparciu o ich wielkość oraz liczbę ataków, w czerwcu sytuacja najlepiej wyglądała na Malcie, Cyprze oraz Litwie. W Polsce liczba ataków m/m spadła, co pozwoliło nam podskoczyć o cztery pozycje w światowym rankingu. Niestety, nie spowodowało to wyraźnej poprawy na tle państw europejskich, gdzie ledwo załapaliśmy się do czołowej dwudziestki najbezpieczniejszych państw (pozycja 17.).Ranking cyberbezpieczeństwa

Z analiz Check Point Reserach wynika, że najsilniej atakowany jest obecnie sektor edukacji i badań, administracja publiczna oraz branża telekomunikacyjna – czyli te obszary, gdzie systemy informatyczne są rozległe, często przestarzałe i narażone na luki bezpieczeństwa. Cyberprzestępcy wykorzystują socjotechnikę, phishing oraz luki w popularnych platformach (np. Discord, Laravel), by infekować sieci i uzyskiwać dostęp do poufnych danych.

– Sektory krytyczne i strategiczne dla funkcjonowania państwa od wielu miesięcy pozostają czołowym obiektem zainteresowania zorganizowanych grup hakerskich działających w naszym kraju w pojedynkę lub wspieranych przez inne państwa. Celem takich działań jest stałe zakłócanie stabilnego funkcjonowania państwa, instytucji publicznych oraz podważania zaufania społeczeństwa do instytucji. Stąd tak ważne jest zaangażowanie państwa na poziomie inwestycyjnym i edukacji społeczeństwa. Należy bowiem pamiętać, że najsłabszym ogniwem w przypadku większości cyberataków jest człowiek, brak uwagi lub nieprzestrzeganie procedur – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Za równo w Polsce, jak i na świecie najczęściej wykorzystywanym oprogramowaniem w atakach jest FakeUpdates (w skali globalnej odpowiada już za ok. 4% wszystkich infekcji), znany również jako SocGholish. Malware ten działa podstępnie, podszywając się pod aktualizacje przeglądarek, by następnie instalować dodatkowe komponenty szpiegowskie i umożliwiać kolejne ataki. Jego śladem podążają równie groźne Androxgh0st (kradnący dane z aplikacji webowych) oraz AsyncRAT – zdalny trojan, który pozwala przejąć pełną kontrolę nad zainfekowanym komputerem. W zeszłym miesiącu AsyncRat wykorzystał zaufane platformy, takie jak Discord, do dostarczania złośliwego ładunku i wykradania danych. Wszystkie trzy malware’owe rodziny zidentyfikowano jako główne zagrożenia w niezależnie od regionu świata.

Jednym z najbardziej niepokojących zjawisk jest rosnąca aktywność grup ransomware-as-a-service, takich jak Qilin, które specjalizują się w atakach na duże przedsiębiorstwa. W czerwcu Quilin odpowiadał za 17% wszystkich ataków tego typu, celując przede wszystkim w szpitale, uczelnie i instytucje rządowe. 

– Odkryta przez nas kampania AsyncRAT oraz utrzymująca się dominacja FakeUpdates ukazują rosnącą złożoność cyberataków. Wraz z pojawieniem się dominujących grup ransomware, takich jak Qilin, obserwujemy coraz bardziej ukierunkowane i wyrafinowane metody kradzieży danych oraz ich szyfrowania. Organizacje muszą działać proaktywnie, wdrażając analizę zagrożeń w czasie rzeczywistym oraz kompleksowe strategie bezpieczeństwa. – podsumowuje Lotem Finkelstein, dyrektor ds. analizy zagrożeń w Check Point Software.              

Eksperci Check Point Research podkreślają, że tradycyjne programy antywirusowe już nie wystarczają, a organizacje powinny wdrażać rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i chmurze, korzystać z segmentacji sieci, automatycznego reagowania na incydenty (SOAR), a także nie zapominać o edukacji pracowników. To właśnie człowiek – klikający w podejrzany link – nadal bywa najsłabszym ogniwem.

Inflacja w strefie euro stabilna na poziomie celu EBC, w Czechach wzrost zgodny z oczekiwaniami

Inflacja w strefie euro utrzymuje się na docelowym poziomie. W Czechach natomiast mieliśmy spodziewany wyskok w górę, na razie bez wpływu na stopy. Za oceanem liczba nowych bezrobotnych znów spada.

Inflacja w unii walutowej

Zaskoczenia w Niemczech nie było. Rynek spodziewał się 2,0% i dostał 2,0%. Jest to dokładnie poziom, do którego dąży EBC. Taką wartość pokazała również cała strefa euro w ostatnim odczycie. Co z tego wynika? Z jednej strony skuteczność polityki monetarnej. Natomiast z drugiej wraca pytanie, czy spadek inflacji nie wynika raczej z niskiej innowacyjności europejskiej gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 2,15% – jest zatem czysto symbolicznie wyższa od inflacji. Na wielu rynkach taka sytuacja może powodować ryzyka nawrotu wyższego poziomu wzrostu cen. Zobaczymy, jak zachowa się strefa euro w przyszłości. Bez jednak wyraźnego spadku inflacji, dalsze istotne obniżki stóp są wykluczone. Biorąc pod uwagę, że większość gospodarek ma przed sobą jeszcze przynajmniej kilka ruchów stóp w dół, jest to zapowiedź jeszcze silniejszego euro.

Co z resztą kontynentu?

Wczoraj poznaliśmy również odczyt z Czech. U naszych południowych sąsiadów inflacja konsumencka rośnie zgodnie z oczekiwaniami o 2,9%. Należy zaznaczyć, że miesiąc temu było to 2,4%. Czy należy się zatem bać wyskoku? Zdaniem przedstawicieli tamtejszego banku centralnego nie, ale zapowiadają oni bardziej ostrożną politykę monetarną. Dlaczego zatem inflacja wzrosła tak znacznie, a wszyscy są spokojni? Rok temu w czerwcu mieliśmy miesięczny spadek cen. W obecnych danych ta obniżka już się nie mieści, bo roczny wskaźnik zawiera oczywiście ostatnich 12 miesięcy. To, co pcha w górę wzrost cen to przede wszystkim koszty żywności i paliw. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa jest nadal wysoka. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kraj ten – podobnie jak wiele innych – ma problem z cenami nieruchomości. Spadające stopy procentowe powodują, że kredyty stają się bardziej dostępne, a mniejsza od oczekiwanej ilość mieszkań na rynku winduje ceny. Brakuje tylko, aby państwo dołożyło program wsparcia deweloperów…

Dane zza oceanu

Wczoraj zobaczyliśmy solidny odczyt z USA. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 227 tysięcy. Ostatni raz tak nisko byliśmy siedem tygodni temu. Pokazuje to, że tamtejszy rynek pracy wraca dobre tory. Dane te nie są rewolucją, ale wynik był o 8 tysięcy lepszy od oczekiwań. Jest to różnica zauważalna, ale nic co wywraca rynki do góry nogami. Lepsze odczyty to jednak silniejszy dolar. W rezultacie widzieliśmy kolejne umocnienie amerykańskiej waluty względem euro. Za jedno euro trzeba znów płacić mniej niż dolara i siedemnaście centów. Względem złotego było to pierwsze od końca czerwca podejście pod poziom 3,65 zł na kursie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Nvidia przekracza kapitalizację 4 bilionów dolarów

Nvidia osiągnęła historyczny rekord – jej wartość na giełdzie przekroczyła 4 biliony dolarów. To pierwsza firma na świecie, której udała się ta sztuka. W ciągu ostatnich 3 miesięcy cena akcji spółki wzrosła aż o 66 proc. Firma ma obecnie ogromne znaczenie dla rynku technologii i globalnych inwestorów. Zyskuje dzięki temu, że stała się technologicznym kręgosłupem rozwoju sztucznej inteligencji. 

Kapitalizacja Nvidii sięgnęła oszałamiającej kwoty 4 bilionów dolarów. To ośmiokrotność kapitalizacji ponad 400 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na warszawskiej giełdzie. Drugą spółką pod względem kapitalizacji na światowych giełdach jest Microsoft (kapitalizacja 3,78 bln dolarów), a trzecią Apple (3,15 bln dolarów).

Dzięki swojej ogromnej wartości Nvidia stanowi już 7,32 proc. całej wartości amerykańskiego indeksu S&P500. To więcej niż jakakolwiek inna spółka. W tym roku sama wygenerowała aż 142 punkty bazowe spośród 714 punktów wzrostu całego indeksu (7,14 proc. od początku roku). Oznacza to, że niemal jedna piąta wyników całego indeksu przypada właśnie na nią. Jeszcze bardziej widoczne jest to w przypadku skupiającego spółki technologiczne indeksu Nasdaq, w którym udział Nvidii wynosi aż 9,27 proc. Spółka odpowiada za 184 punkty bazowe z rocznej stopy zwrotu wynoszącej 922 punkty bazowe (9,22 proc.). Pokazuje to, że jedna spółka stoi za jedną piątą tegorocznych wzrostów całego technologicznego indeksu. Dotyczy to zresztą nie tylko samej Nvidii, ale całej branży półprzewodników, która odpowiada za jedną trzecią ostatnich wzrostów indeksów S&P500 i Nasdaq.

W dłuższym terminie obraz jest jeszcze bardziej spektakularny. W ostatniej dekadzie stopa zwrotu z akcji Nvidii przekroczyła 34 tys. proc., co czyni ją najlepiej performującą dużą spółką na globalnych rynkach (z kapitalizacją powyżej 5 mld dolarów). Nvidia stała się wręcz punktem odniesienia nie tylko dla inwestorów indywidualnych, ale dla globalnych rynków w ogóle.

Kluczowym elementem sukcesu Nvidii są inwestycje największych graczy technologicznych. Microsoft, Meta, Amazon i Alphabet planują łączne nakłady inwestycyjne na poziomie około 350 miliardów dolarów. Te cztery firmy odpowiadają już za ponad 40 proc. przychodów Nvidii, to jasny sygnał, że popyt wciąż jest bardzo silny.

Za tymi imponującymi liczbami nie stoi jednak sama tylko innowacyjność. Kluczowa jest zdolność Nvidii do tworzenia przekonującej narracji rynkowej i umiejętność przełożenia jej na realną wartość portfeli inwestorów. Nvidia z producenta kart graficznych przekształciła się w technologiczny kręgosłup globalnej sztucznej inteligencji. Dopóki AI pozostaje dominującym kierunkiem, w którym płynie globalny kapitał, Nvidia pozostanie centralną spółką tego trendu. Nadchodzący sezon wyników w USA będzie kolejnym sprawdzianem. Inwestorzy liczą, że Nvidia znów przebije prognozy przychodów i zysków. Podniesienie prognoz mogłoby nadać tej hossie nowy impuls.

Oczywiście tak wysoka wycena oraz koncentracja inwestorów na sztucznej inteligencji niesie ze sobą także ryzyka. Rynek AI charakteryzuje się dużą zmiennością, a oczekiwania wobec spółek z tego sektora bywają wygórowane. Wystarczy jedno słabsze sprawozdanie finansowe czy opóźnienie w rozwoju kluczowej technologii, aby gwałtownie ochłodzić rynkowy entuzjazm. Dodatkowo dynamiczny rozwój AI zwiększa ryzyko pojawienia się nowych, silnych konkurentów, którzy mogą szybko odebrać liderowi część rynku. To wszystko oznacza, że obecne spektakularne wzrosty wymagają od inwestorów nie tylko entuzjazmu, ale przede wszystkim chłodnej analizy i ostrożności.

Autor: Analityk rynków eToro w Polsce, Paweł Majtkowski

Jak chcą podróżować zetki, a jak ich rodzice? Okazuje się, że jesteśmy zupełnie różni

Jak podróżują młodzi ludzie, a jak ich rodzice? Nowe badanie Sabre dowodzi, że reprezentanci pokolenia Z, spragnieni nowych doświadczeń i wrażeń, cenią sobie podróże krótsze i częstsze, a 85% z nich już planuje kolejny wyjazd. Co ciekawe, 54% z nich przyznaje, że social media inspirują ich do podróżowania – najbardziej kierują się Instagramem, YouTube’em i TikTokiem. 4 na 10 młodych Polaków podróżuje obecnie częściej niż w poprzednich latach, a niemal połowa z nich deklaruje, że w kolejnych latach będzie starała się podróżować jeszcze częściej.

Zetki wybierają krótkie, intensywne podróże, zazwyczaj trwające 5 do 7 dni, by doświadczyć jak najwięcej w krótkim czasie. Chętnie podróżują w grupie – dla 32% z nich brak towarzystwa stanowi istotną barierę w planowaniu wakacji. Co ciekawe, zetki planują podróże uważnie i pragmatycznie – szukają oszczędności jeszcze przed wylotem. Ponad 66% z nich korzysta z porównywarek cen biletów, 50% preferuje oferty last minute, a 26% korzysta z modnych, chociaż cechujących się ograniczoną skutecznością trików, jak zakupy w trybie incognito przeglądarki, by próbować uniknąć wyższych cen.

– Młodsze pokolenie chętnie łączy różne narzędzia, aby obniżyć koszty podróży. Generacja wychowana w cyfrowym świecie w naturalny sposób rozumie, że platformy i aplikacje to złożone technologie, które czasem wyliczają i prezentują ceny dynamicznie. Część konsumentów podejmuje wyzwanie i stara się wygrać z systemami dynamicznie maksymalizującymi przychody. Nasze badanie wskazuje, że pokolenie zet nie wyobraża sobie planowania podróży bez sprawdzenia potencjału na oszczędności – mówi Grzegorz Surma, ekspert Sabre.

Pokolenie AI

87% Polaków w wieku 18-25 lat planuje całą swoją podróż z wykorzystaniem internetu, a 25% przyznaje, że zdarzyło im się już wykorzystać AI do ułatwienia lub przyspieszenia planowania podróży. To rekordowy współczynnik, który pokazuje, że AI weszło już na stałe nie tylko do świata contentu, ale też do świata podróży. Co więcej, 54% czerpie inspirację do podróży z social mediów. Oznacza to, że wielu młodych Polaków przechodzi przez cały proces – od wyboru destynacji, przez research cen, po kliknięcie “kupuj” – całkowicie cyfrowo.

Generacja X – starsi, ale wciąż pełni podróżniczej pasji

Koszty podróży to problem osób we wszystkich grupach wiekowych i na wszystkich szczeblach kariery. 61% Polaków w wieku 45-55 lat wymienia koszty jako główną barierę w regularnym podróżowaniu. Nic więc dziwnego, że generacja X także stara się zoptymalizować wydatki. 73% przedstawicieli tej grupy planuje podróż w najbliższym czasie, ale jak pokazuje badanie, tylko 23% z nich deklaruje, że podróżuje więcej niż kiedyś. Zamiast krótkich wypadów preferują dłuższe wyjazdy, i średnio spędzają w ciągu całego roku kalendarzowego 14 nocy poza domem. 7 na 10 Polaków w tej grupie wiekowej wykorzystuje internet do planowania podróży.

Polacy w wieku 45-55 lat przyznają również, że najczęściej korzystają z porównywarek cen biletów, podobnie jak zetki. 77% z nich korzysta z takich narzędzi, a 31% rezerwuje noclegi z wyprzedzeniem, by zaoszczędzić.

Pokolenia w podróży – co je różni?

Zetki i ich rodzice podróżują z innych powodów, w różnych stylach, i mają różne podejście do planowania. Zetki cenią sobie spontaniczność, towarzystwo i cyfrowe rozwiązania, które pozwalają im podróżować częściej i taniej. Aż 44% z nich podróżuje z przyjaciółmi. Z kolei generację X cechuje to, że szuka oszczędności w sposób bardziej tradycyjny – planują z wyprzedzeniem, szukają długich wakacji, ale wciąż mając na uwadze koszty.

Młodsze pokolenie wybiera więcej krótkich, intensywnych wyjazdów, które są bardziej dostosowane do ich dynamicznego stylu życia. Z kolei starsze pokolenie preferuje stabilność, spokój i relaks, a wypoczywa głównie w lipcu, sierpniu, i wrześniu. Ma też mniej kompleksów – tylko 34% Polaków w wieku 45-55 lat zgadza się ze stwierdzeniem, że czują się gorsi, jeśli podróżują mniej, niż ich znajomi.

W przypadku obu generacji technologia odgrywa kluczową rolę w zarządzaniu kosztami podróży, czego dowodzi wysoka popularność porównywarek cen i podobnych narzędzi do planowania wyjazdów.

Metodologia:
Badanie „Podróże Polaków 2025” zostało przeprowadzone na zlecenie firmy Sabre przez IQS w dniach 15-28 kwietnia 2025 roku. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1042 osób od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: CAWI.

CRIF: Innowacje i dane telco kluczem do zwiększenia dostępności kredytów i walki z oszustwami

  • 74 proc. Europejczyków obawia się o swoje finanse, 30 proc. spodziewa się spadku przychodów, a 28 proc. trudności z oszczędzaniem.
  • W 2024 r. 12 proc. Polaków otrzymało odmowę przyznania kredytu – więcej niż w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii i we Włoszech.
  • 77 proc. Polaków obawia się oszustw związanych z wykorzystaniem nowoczesnych technologii.
  • To główne wnioski na podstawie raportu CRIF Banking on Banks – Dekada transformacji w usługach finansowych.

Raport CRIF Banking on Banks – Dekada transformacji w usługach finansowych zawiera analizę̨ opinii na temat bankowości wyrażonych przez 6 tys. konsumentów we Włoszech, Niemczech, Francji, Polsce i Wielkiej Brytanii oraz 2 tysiące ekspertów finansowych z rynków europejskich.

Badanie obejmujące aż pięć kluczowych rynków europejskich dostarcza cennych danych o rzeczywistych potrzebach i oczekiwaniach konsumentów wobec sektora finansowego. Najważniejszą informacją jest to, że aż 74 proc. Europejczyków obawia się o swoje finanse. Wielu z nich z niepokojem myśli o swojej przyszłości. 30 proc. spodziewa się zmniejszenia poziomu przychodów w najbliższym roku, a 28 proc. – trudności z oszczędzaniem. To jednak tylko część tego, co faktycznie dzieje się w branży. Pełen obraz daje połączenie perspektywy konsumenckiej z wiedzą ekspercką. I właśnie to podejście zastosowane w raporcie pozwala lepiej zrozumieć różnice między tym, czego oczekują klienci, a tym, co oferuje obecnie sektor finansowy – mówi Kamil Gosławski, Head of Banking & Insurance w CRIF Polska.

Odmowy kredytów. Gdzie i komu jest najtrudniej?

Od początku 2024 r. z odmową przyznania kredytu spotkało się 12 proc. Polaków i tyle samo Niemców. W skali badanych przez CRIF krajów te wartości są jednak niższe i wynoszą 9 proc.

– W całej Europie sektor bankowy mierzy się z wyzwaniem zwiększenia dostępności finansowania dla konsumentów. Każdy z banków chciałby pozyskiwać nowych klientów, co staje się coraz trudniejsze przez dużą konkurencyjność na rynku oraz brak dodatkowych źródeł danych do identyfikacji czy oceny zdolności kredytowej konsumentów. Wydaje się, że obecnie jedną z największych przeszkód dla sektora finansowego jest wiarygodna i rzetelna weryfikacja osób młodych bez historii płatniczej czy kredytowej. Rozwiązaniem tego problemu może być wykorzystanie, w ramach oceny konsumenta, danych z branży telekomunikacyjnej. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że tradycyjne dane w połączeniu z danymi telco pozwalają skuteczniej przeciwdziałać oszustwom, np. kradzieży tożsamości. Poza tym mogą wpłynąć na zwiększenie konwersji dla oferowanych produktów finansowych, takich jak pożyczki czy kredyty – komentuje Kamil Gosławski.

Największe szanse w otrzymaniu kredytu w ciągu ostatnich 10 lat miały osoby w wieku 55 lat i więcej. Zaledwie 4 proc. osób z tej grupy wiekowej wnioskujących o kredyt otrzymało decyzję negatywną. Najwięcej odrzuceń wniosków – 13 proc. – było w grupie najmłodszych konsumentów w wieku 18-34 lat oraz w grupie wiekowej 35-45 lat – po 11 proc. Odmowa udzielenia kredytu dotyczyła kobiet i mężczyzn niemal po równo – odpowiednio 8 i 9 proc. wnioskujących.

Raport CRIF wskazuje też, jak konsumenci radzą sobie z odmowami banków. Jednym ze sposobów jest pozyskanie nowej karty kredytowej, na co w 2024 r. zdecydowało się 21 proc. Europejczyków z badanych krajów. Kolejna metoda to korzystanie z usług płatności odroczonych, tzw. Buy Now Pay Later (BNPL), z czego skorzystało 11 proc. respondentów.

– Osoby młodsze częściej kierują się po pożyczki, ale trudniej im uzyskać pieniądze, bo banki i firmy pożyczkowe obawiają się ryzyka związanego z nierzetelnością płatniczą w tej grupie konsumentów. Aby sprostać tym wyzwaniom i zmniejszyć ryzyko kredytowe, sektor finansowy aktywnie poszukuje nowych rozwiązań. Rośnie zainteresowanie innowacjami, w tym otwartą bankowością, integracją danych kredytowych oraz wspominanymi danymi z branży telekomunikacyjnej – wyjaśnia Kamil Gosławski.

Bankowość cyfrowa ułatwia zarządzanie pieniędzmi

Najważniejsze zmiany w usługach finansowych w ciągu ostatnich lat to rozwój bankowości elektronicznej, mobilnej i wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI), uczenia maszynowego (ML), jak również płatności bezdotykowych i cyfrowych. Technologia zmieniła preferencje użytkowników – 66 proc. Europejczyków jest skłonnych zarządzać wszystkimi aspektami swoich finansów online.

Szczególnie Polacy doceniają wygodę cyfrowego zarządzania finansami. Aż 76 proc. uważa, że dostęp online do wszystkich usług finansowych oraz ubezpieczeń znacząco ułatwia gospodarowanie pieniędzmi. W skali Europy sądzi tak 67 proc. konsumentów.

– Cyfryzacja usług bankowych sprawiła, że stały się bardziej dostępne, szczególnie dla osób, które mieszkają nieco dalej od placówek bankowych. Odległość fizyczna nie jest już ograniczeniem co do wyboru dostawcy usług finansowych. Konsumenci mają większy wybór instytucji finansowych, a wraz z tym i samych ofert. Co ciekawe, prawie połowa Europejczyków widzi korzyści z dostępu do bardziej etycznych i przyjaznych dla środowiska produktów, takich jak zrównoważone inwestycje oraz zielone obligacje. Kwestie środowiskowe przestały być obojętne i również mają wpływ na preferencje konsumentów. Generalizując, przestawienie się klientów na usługi cyfrowe to kolejne wyzwanie dla branży finansowej. Szybkość, wygoda i kwestie etyczne coraz częściej decydują o wyborze oferty. Instytucje finansowe, żeby być konkurencyjne, muszą podążać za tymi oczekiwaniami – podsumowuje ekspert CRIF.

Rozwój sztucznej inteligencji, cyfryzacja i uczenie maszynowe, oprócz wymiernych korzyści są też postrzegane przez konsumentów jako źródło zagrożenia. Aż 77 proc. Polaków obawia się oszustw typu scam (wyłudzenia danych i pieniędzy przez internet) oraz innych fraudów finansowych. Ogólnie obawa nadużyć związanych z rozwijającymi się technologiami wśród Europejczyków jest niższa – 68 proc.

Czterodniowy tydzień pracy w Polsce – preferencje i oczekiwania pracowników według badania SWPS

0

Kiedy chcielibyśmy mieć wolne, gdyby praca trwała tylko cztery dni? Właśnie ogłoszono nabór do ministerialnego pilotażu skróconego czasu pracy, a badacze z Uniwersytetu SWPS przyjrzeli się wyobrażeniom, jakie na temat skompresowanego tygodnia pracy mają dziś osoby aktywne zawodowo. Wyniki badania prof. Katarzyny Januszkiewicz z Wydziału Nauk Społecznych USWPS pokazują, że najwięcej zwolenników ma model pracy w rytmie 4/7, a aż 74 proc. respondentów przewiduje, że będzie to miało korzystny wpływ na jakość życia.

W ostatnich latach rośnie zainteresowanie elastycznymi formami organizacji pracy, w tym skróconym tygodniem roboczym. Wynika to m.in. z doświadczeń pandemii – kiedy to wielu pracowników, samodzielnie zarządzając swoim czasem, realizowało obowiązki zawodowe w krótszym niż standardowy czasie pracy. Rozwój technologii oraz wykorzystanie inteligencji generatywnej do optymalizacji procesów dodatkowo sprzyjają temu trendowi, umożliwiając organizacjom efektywniejsze zarządzanie zasobami. Testy przeprowadzone w Islandii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Belgii czy Hiszpanii wskazują, że zmniejszenie dni pracy może wpłynąć korzystnie na wzrost produktywności, lojalności, poprawę dobrostanu pracowników i zwiększenie ich satysfakcji zawodowej. Na podobne efekty liczy Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, ogłaszając pilotaż, w którym chętne organizacje mogą, przy wsparciu państwa, wypróbować wybraną formę skracania czasu pracy. Aby świadomie i odpowiedzialnie modelować wdrożenie tej zmiany, warto poznać oczekiwania, jakie mają wobec niej aktywni zawodowo dorośli.

Choć koncepcja czterodniowego tygodnia pracy zyskuje w Polsce na popularności, wciąż brakuje pogłębionej analizy społecznych oczekiwań na temat form, możliwych scenariuszy jego wdrażania oraz skutków, jakie może przynieść w dłuższej perspektywie. Stąd celem naszego badania było zidentyfikowanie preferencji pracowników wobec skróconego tygodnia pracy, a także opinii na temat dostępności i użyteczności tego rozwiązania.

Jak wyobrażamy sobie czterodniowy tydzień pracy?

Wyniki wskazują, że badani są w największym stopniu zainteresowani uelastycznieniem czasu pracy. Z takiego rozwiązania skorzystałoby 65 proc. kobiet i 63 proc. mężczyzn. W odpowiedzi na pytanie dotyczące preferowanej formy uelastycznienia czasu pracy, przy zachowaniu niezmienionego zakresu obowiązków i poziomu wynagrodzenia, najczęściej wskazywano w obydwu grupach (kobiety i mężczyźni) czterodniowy tydzień pracy w wariancie ośmiogodzinnym (36 proc. kobiet, 37 proc. mężczyzn). Drugą najczęściej wybieraną opcją wśród kobiet był pięciodniowy tydzień pracy ze skróconym dniem pracy do 6–7 godzin (29 proc.), natomiast wśród mężczyzn – czterodniowy tydzień pracy w systemie dziesięciogodzinnym (19 proc.). Brak zainteresowania zmianą wymiaru czasu pracy zadeklarowało 13 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn. Odpowiedź „trudno powiedzieć” wybrało 12 proc. kobiet i 9 proc. mężczyzn. Dane te wskazują na zróżnicowanie preferencji względem modelu skracania czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowych warunków zatrudnienia.

– Najchętniej wybieranym modelem jest czterodniowy tydzień pracy przy zachowaniu ośmiogodzinnego dnia pracy, niezmienionego zakresu obowiązków i poziomu wynagrodzenia. Warty odnotowania jest jednak fakt, że pozostałe opcje również były wybierane przez respondentów. Nawet jeśli nie były to wskazania dominujące i dodamy do tego blisko 15 proc. grupę niezainteresowanych tym rozwiązaniem, to można wysnuć wniosek o pewnej niejednorodności ocen i preferencji osób badanych wobec uelastyczniania czasu pracy – podsumowuje prof. Januszkiewicz.

Opcją skrócenia tygodnia pracy do 4 dni po 8 godzin, przy proporcjonalnym obniżeniu poziomu wynagrodzenia i zachowaniu tego samego zakresu obowiązków, nie jest zainteresowanych 57 proc. kobiet i 56 proc. mężczyzn, analogicznie 32 proc. i 33 proc. badanych w obu grupach dopuszcza taką możliwość, po 11 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.

Poniedziałek, piątek czy wolna środa

Preferowanym dodatkowym dniem wolnym jest piątek, wskazało na niego 52 proc. mężczyzn i 50 proc. kobiet. Drugą pozycję zajął poniedziałek z podobnym poparciem w obu grupach: 18 proc. mężczyzn i 19 proc. kobiet. Dla 18 proc. mężczyzn i 17 proc. kobiet nie ma znaczenia, który dzień byłby wolny. Najmniej wskazań uzyskały środkowe dni tygodnia, wtorek 0 proc. i 1 proc., środa 9 proc. i 10 proc. oraz czwartek 2 proc. i 3 proc.

Analiza postaw wobec organizacji dnia wolnego wykazała pewne zróżnicowanie w zależności od płci. Największe poparcie w obu badanych grupach zyskał dzień wolny wyznaczony na stałe, wskazało tak 40 proc. mężczyzn oraz 36 proc. kobiet. Zauważalne różnice ujawniły się w odniesieniu do rozwiązań elastycznych. Tę opcję częściej preferowały kobiety – 27 proc. (mężczyźni 22 proc.) Podobnie jak w przypadku rozwiązania łączącego te dwie opcje, tzn. dnia wolnego wyznaczonego na stałe, ale z możliwością modyfikacji (21 proc. i 18 proc.). Z kolei mężczyźni (11 proc.) częściej niż kobiety (8 proc.) deklarowali, że forma wyznaczenia dnia wolnego nie ma dla nich znaczenia. Identyczny, 8 proc. odsetek respondentów w obu grupach nie potrafił jednoznacznie określić swoich preferencji.

Do kogo powinna należeć decyzja?

Największe poparcie, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, zyskał model współdecydowania o dodatkowym dniu wolnym przez pracownika i pracodawcę – wskazało na niego odpowiednio 36 proc. kobiet i 55 proc. mężczyzn. Na drugim miejscu znalazła się opcja pozostawienia decyzji wyłącznie pracownikowi, którą poparło 35 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn.

Pomysł, by to pracodawca samodzielnie decydował o dniu wolnym, spotkał się ze stosunkowo niskim uznaniem – wybrało go jedynie 12 proc. kobiet i 13 proc. mężczyzn. Rozwiązania, w których dzień wolny byłby narzucony odgórnie przez legislatora, wskazało 7 proc. wśród kobiet i 9 proc. mężczyzn.

– Znaczący odsetek respondentów chciałby wyłączności w zakresie ustalania dodatkowego dnia wolnego, przy niskim poparciu dla decyzji autorytarnych pracodawcy i odgórnych regulacji legislacyjnych, może świadczyć o postrzeganiu tego rozwiązania jako odpowiedzi na oczekiwania indywidualizacji sposobu pracy, niekoniecznie uwzględniającą potrzeby czy odpowiedzialność po stronie pracodawcy – wyjaśnia badaczka.

Czy to się może udać?

Badani optymistycznie oceniają możliwość wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy. Ponad połowa ankietowanych – 57 proc. kobiet i 56 proc. mężczyzn – uznała takie rozwiązanie za możliwe do wdrożenia. Odsetek osób sceptycznych, uznających wprowadzenie skróconego tygodnia pracy za niemożliwe, wyniósł odpowiednio 28 proc. dla kobiet i 27 proc. dla mężczyzn. Od jednoznacznej oceny wstrzymała się niewielka część respondentów – 17 proc. kobiet i 15 proc. mężczyzn.

– Na tle tych wyników szczególnie interesujące są odpowiedzi respondentów dotyczące potencjalnych barier we wdrażaniu czterodniowego tygodnia pracy. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, najczęściej wskazywaną przeszkodą był specyfika wykonywanego zawodu (po 38 proc.) – dodaje prof. Katarzyna Januszkiewicz.

Mężczyźni wyżej niż kobiety oszacowali ryzyko związane z polityką firmy (38 proc. v. 31 proc.) i rozwiązaniami legislacyjnymi (28 proc. v. 18 proc.). Kobiety w większym stopniu zwróciły uwagę na podejście przełożonego (31 proc. v. 26 proc.) i postawę współpracowników (15 proc. v. 12 proc.). Badani rzadko wskazywali własne nastawienie jako istotną barierę – taką odpowiedź zadeklarowało jedynie 9 proc. kobiet i 10 proc. mężczyzn.

Żeby lepiej się żyło i… pracowało

Zarówno kobiety jak i mężczyźni w zdecydowanej większości dostrzegają korzyści związane z tą zmianą (odpowiednio 60 proc. kobiet i 62 proc. mężczyzn ocenia potencjalne konsekwencje pozytywnie). Obejmują one poprawę jakości życia, relacji i lojalności wobec pracodawcy. Na korzystny wpływ na jakość życia liczy aż 74 proc. respondentów, przy jedynie 11 proc. obawiających się negatywnych skutków. Podobnie optymistyczne prognozy dotyczą zaangażowania pracowników w pracę – 71 proc. i w odniesieniu do relacji ze współpracownikami – 66 proc. pozytywnych ocen.

– Wyniki sugerują, że skrócenie tygodnia pracy może przyczynić się do wzrostu satysfakcji, motywacji oraz poprawy atmosfery w zespole – podkreśla autorka badania.

W kontekście organizacyjnym, wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy może według 65 proc. badanych korzystnie wpłynąć na lojalność wobec organizacji. Oczekiwania związane z wydajnością pracy mają 67 proc. pozytywnych ocen, a rozwoju zawodowego 61 proc. pozytywnych ocen.

Wyraźne preferencje pracowników w połączeniu z pozytywnymi oczekiwaniami dotyczącymi dobrostanu i zaangażowania sugerują, że jest to kierunek zmian zgodny z ich potrzebami. Jednak różnice w sposobie operacjonalizacji tego rozwiązania wskazują, że skrócony tydzień pracy nie jest jednomyślnie interpretowany w społeczeństwie.

dr hab. Katarzyna Januszkiewicz, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Niepewność i bardziej zróżnicowane perspektywy widać w odniesieniu do konsekwencji finansowych i makroekonomicznych. Tylko połowa badanych (51 proc.) przewiduje pozytywny wpływ wdrożenia rozwiązania na sytuację finansową firmy, a 21 proc. obawia się negatywnych konsekwencji, przy znacznym odsetku osób niemających wyrobionego zdania (29 proc.). Podobnie jest w przypadku sytuacji finansowej pracowników, gdzie pozytywne skutki dostrzega 49 proc., negatywne 23 proc., a 27 proc. respondentów nie potrafi ocenić wpływu. Największa niepewność i rozbieżność opinii dotyczy gospodarki kraju, gdzie jedynie połowa respondentów widzi pozytywne konsekwencje, 22 proc. negatywne, a blisko jedna trzecia (28 proc.) nie potrafi określić wpływu.

– Różnice w ocenie pozytywnych konsekwencji w perspektywie „ja”, „organizacja”, a „społeczeństwo” pokazują potrzebę pogłębionej debaty w oparciu o dane. Brak jasnej komunikacji dotyczącej polityki państwa w tym zakresie może stać się istotnym ograniczeniem dla wprowadzenia zmian – dodaje prof. Januszkiewicz.

Skracanie czasu pracy wydaje się naturalnym etapem rozwoju organizacji. Dziś nikt nie wyobraża sobie pracy po 14–16 godzin dziennie, jak miało to miejsce w XVII wieku, czy 12–14 godzin w czasach rewolucji przemysłowej. Z czasem równie powszechnie zaakceptujemy dodatkowy wolny dzień w tygodniu, tak jak wcześniej zaakceptowaliśmy wolne soboty. Kluczowe jest jednak czerpanie z dotychczasowych doświadczeń – zarówno innych krajów, jak i organizacji, które przeszły ten proces. Środowisko akademickie ma tu do odegrania istotną rolę – nie tylko jako recenzent zmian, ale przede wszystkim jako źródło danych i badań wspierających decyzje w duchu evidence based management. Diagnoza społecznych potrzeb i oczekiwań to pierwszy krok na tej drodze.

Podane dane są częścią szerszej puli wyników badań przeprowadzonych przez prof. Katarzynę Januszkiewicz, z Wydziału Nauk Społecznych USWPS. Badanie zrealizowano metodą CAWI, na ogólnopolskiej próbie 1000 dorosłych osób (od 18 do 65 lat) aktywnych zawodowo. Próbę dobrano z zachowaniem proporcji demograficznych (wiek, płeć, dobór warstwowy), zgodnych ze strukturą populacji według danych GUS, co pozwala na uogólnienie uzyskanych wyników na całą populację. Większość – 80 proc. respondentów – to pracownicy etatowi, 9 proc. pracowało na umowie-zleceniu/o dzieło, 7 proc. prowadziło własną działalność, 2 proc. to pracujący studenci, a 3 proc. pobierało świadczenia emerytalne, pracując. Jeśli chodzi o pozycję zawodową, 23 proc. badanych zajmowało stanowiska kierownicze, a 77 proc. pełniło funkcje niebędące kierowniczymi. Ponad połowa (55 proc.) badanych deklarowała, że pracuje tygodniowo 40 godzin, 23 proc. poniżej 40 godzin, a 22 proc. badanych pracuje więcej niż 40 godzin. Stosowane systemy czasu pracy to podstawowy (70 proc.), zadaniowy (22 proc.), pozostała część badanych wskazała „inny”.

Autor/Źródło: dr hab. Katarzyna Januszkiewicz, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Piotr Staniewski dołącza do PZWLP jako Pełnomocnik Zarządu

0

Do zespołu biura Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) pod koniec czerwca dołączył Piotr Staniewski, obejmując stanowisko Pełnomocnika Zarządu. Piotr Staniewski będzie odpowiadał za wsparcie organizacji oraz jej zarządu w działaniach związanych z obchodzonym w tym roku dwudziestym jubileuszem istnienia Związku, a także w ogólnym rozwoju działalności PZWLP.

Piotr Staniewski jest doświadczonym menadżerem w branży wynajmu i leasingu pojazdów. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w dużych międzynarodowych firmach CFM i leasingowych w obszarze strategii, sprzedaży, produktów i zarządzania projektami. W ostatnich latach był odpowiedzialny za rozwój biznesu, innowacje i transformacje flot w kierunku zeroemisyjnych. Jest pasjonatem koncepcji pojazdów i mobilności jako usługi (car-as-a-service i mobility-as-a-service) oraz nowych technologii. Ponadto, bierze aktywny udział w licznych konferencjach i wydarzeniach branżowych jako prelegent i ekspert w dziedzinie wynajmu samochodów i elektromobilności. Jest Liderem Komitetu ds. Instytucji Finansowych w Polskim Stowarzyszeniu Nowej Mobilności. Ukończył Akademię Leona Koźmińskiego na kierunkach Zarządzania i Marketingu oraz Finansów i Bankowości. Prywatnie jest fanem kolarstwa, z którego doświadczenie w pracy zespołowej, wykorzystuje także w codziennej pracy zawodowej.

Rok 2025 to dla Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów wyjątkowy czas, ponieważ nasza organizacja obchodzi okrągły, 20 jubileusz swojej działalności na rynku – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Dołączenie Piotra Staniewskiego do zespołu biura PZWLP, na co dzień realizującego działania Związku, to cenne i silne wzmocnienie. Liczymy, że wieloletnie doświadczenie Piotra w branży wynajmu i leasingu samochodów będzie skutecznie wspierało nie tylko nasze działania związane z jubileuszem Związku, ale przełoży się również na wsparcie i rozwój organizacji w wielu innych obszarach jej działalności m.in. współpracy z zewnętrznymi partnerami, czy poszerzania reprezentacji rynkowej PZWLP.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) został założony w listopadzie 2005 roku. Organizacja świętuje w tym roku jubileusz 20 lat swojego istnienia na rynku. Od momentu utworzenia, niezmiennie do dzisiaj PZWLP jest jedyną w Polsce organizacją skupiającą i reprezentującą firmy wynajmu i leasingu samochodów. Dziesięć lat temu spektrum działalności Związku zostało poszerzone o firmy specjalizujące się przede wszystkim w krótkoterminowym i średnioterminowym wynajmie aut, a więc o klasyczne wypożyczalnie samochodów. Obecnie organizacja skupia zarówno duże polskie i międzynarodowe firmy wynajmu długoterminowego, jak i Rent a Car (wypożyczalnie aut). Ponadto, w najbliższym czasie planowane jest poszerzenie grona firm skupianych w organizacji o podmioty wyspecjalizowane w wynajmie aut ciężarowych. Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane formy wynajmu samochodów, Członkowie PZWLP finansują i zarządzają aktualnie łączną flotą przekraczającą 300 tysięcy aut i odpowiadają za ok. 40% sprzedaży nowych samochodów do firm w kraju. Dzięki temu organizacja ma silny i istotny wpływ na kształtowanie, rozwój i kondycję całego sektora motoryzacyjnego w naszym kraju.

W PZWLP funkcjonuje kilka eksperckich zespołów roboczych, w oparciu o które organizacja realizuje swoje najważniejsze cele, m.in. zajmujące się marketingiem i komunikacją branży, monitoringiem legislacji oraz istotnymi dla branży zagadnieniami podatkowo-prawnymi, rozwojem rynku elektromobilności oraz infrastruktury w tym zakresie, rynkiem wtórnym samochodów po wynajmie / po leasingu, czy branżą i usługami Rent a Car. PZWLP jest członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu (ZPL), Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Organizacja współtworzy ze Stowarzyszeniem Kierowników Flot Samochodowych (SKFS) uruchomione w 2017 roku jako pierwsze w Polsce, pełnowymiarowe podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej.

Inwestycje w magazyny rosną dwukrotnie, biura i handel ostrożne – trendy Savills H1 2025

0

Raport firmy doradczej Savills Polska „Investment Market in Poland in H1 2025” pokazuje, że po umiarkowanym początku roku drugi kwartał przyniósł ożywienie na rynku inwestycyjnym w Polsce. Choć całkowity wolumen transakcji wciąż pozostaje poniżej średnich od 2020 roku, inwestorzy wracają – selektywnie, ostrożnie i coraz częściej z regionu CEE. Liderem pozostaje sektor magazynowy, który odpowiada za niemal połowę wartości transakcji. Rosnące znaczenie mają także strategie value-add z potencjałem na wzrost wartości poprzez przebudowę, modernizację lub zmianę przeznaczenia.

STABILIZACJA GOSPODARKI I SPADEK STÓP PROCENTOWYCH SPRZYJAJĄ INWESTOROM

Polska gospodarka kontynuuje stabilny rozwój – prognozy zakładają wzrost PKB na poziomie 3,4% w 2025 i 3,2% w 2026 roku. Kluczowym motorem wzrostu pozostaje prywatna konsumpcja, wspierana przez rosnące realne dochody gospodarstw domowych. Po przejściowym spadku napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2024 roku (do ok. 12,74 mld USD wobec 28,36 mld USD rok wcześniej), aktywność inwestycyjna ma wyraźnie przyspieszyć, napędzana m.in. funduszami unijnymi i odbudową eksportu.

Na rynku finansowym utrzymuje się tendencja do łagodzenia polityki monetarnej – w maju nastąpiła obniżka o 50 pb, a w lipcu kolejna o 25 pb. Obecna stopa referencyjna wynosi 5,0%. Dalsze obniżki są prawdopodobne, biorąc pod uwagę stabilizującą się inflację (3,6% w 2024, z prognozą na poziomie 3,9%) oraz pozytywne perspektywy makroekonomiczne. Europejski Bank Centralny serię obniżek rozpoczął już w lutym, a w wyniku ostatniej, z czerwca, stopa refinansowa wynosi 2,15%. Niższe koszty finansowania mogą przełożyć się na większą płynność i aktywność inwestorów na rynku nieruchomości.

– Rynek inwestycyjny stabilizuje się, a aktywność inwestorów stopniowo rośnie. Oprócz kapitału szukającego stabilnych, długoterminowych aktywów, coraz częściej pojawiają się także inwestorzy zainteresowani projektami z potencjałem do przebudowy, repozycjonowania lub zmiany funkcji budynków Mark Richardson, Head of Investment, Savills.

SELEKTYWNE OŻYWIENIE I LOGISTYKA NA PROWADZENIU

W II kwartale 2025 roku wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Polsce wyniosła 911 mln Euro – o 45% więcej niż kwartał wcześniej, ale o 33% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. W całym I półroczu inwestycje osiągnęły 1,53 mld Euro, co oznacza spadek o 10% r/r. Wzrost w inwestycjach od kwietnia do końca czerwca napędzał głównie sektor magazynowy, w którym odnotowano największą transakcję; sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna za ponad 253 mln Euro.

Wartość inwestycji w biura wzrosła umiarkowanie do 227mln Euro w II kwartale (411 mln Euro w całym I półroczu), jednak to wciąż wynik o połowę niższy niż rok wcześniej. Rynek handlowy odnotował spadek o 30%, a w II kwartale zawarto transakcje o wartości 133 mln Euro, co dało łącznie 324 mln Euro za I półrocze. To o 26% mniej niż średnia z lat 2020–2025, co potwierdza wyzwania i zmiany związane z rynkiem handlowym na rynku, oraz większą aktywność inwestorów w formacie mniejszych parków handlowych i obiektów typu convenience.

Choć całkowity wolumen inwestycji w I półroczu odpowiadał zaledwie jednej trzeciej wartości z całego 2024 roku, to liczba transakcji była wysoka – zawarto 59 umów, co już stanowiło 48% kontraktów podpisanych w poprzednim roku. Większość z nich dotyczyła relatywnie niewielkich aktywów, a średnia wartość transakcji wyniosła 26 mln Euro. Tylko jedna transakcja przekroczyła 100 mln Euro – była to sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna.

Pod względem pochodzenia kapitału dominowali inwestorzy z USA z ponad 31% udziałem w wolumenie oraz krajów Europy Zachodniej i Nordyckiej (20%). Udział inwestorów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Ukrainy) zbliżył się do 37%, co czyni CEE liderem wśród źródeł kapitału.

Pierwsze półrocze pokazało dużą aktywność inwestorów regionalnych i krajowych, szczególnie w transakcjach o mniejszej skali. Uwagę zwracają też transakcje typu sale & leaseback – w tym sprzedaż zakładów Eko-Okna. Widać też powrót do strategii value-add, co świadczy o rosnącej gotowości inwestorów do angażowania się w bardziej wymagające, ale perspektywiczne projekty. Rynek staje się coraz bardziej zróżnicowany i dojrzałyWioleta Wojtczak, Associate Director, Head of Reaserch, Savills.

BIURA OSTROŻNIE, ALE WRACAJĄ

Od stycznia do czerwca nad Wisłą zawarto 23 transakcje na rynku biurowym o łącznej wartości przekraczającej 411 mln Euro. To aż 52% liczby transakcji z całego 2024 roku, ale zaledwie 25% ich wartości, co pokazuje rosnącą aktywność przy jednoczesnym spadku średnich wolumenów. Przeciętna wartość jednej transakcji biurowej wyniosła ok. 18 mln Euro – o 8 mln Euro mniej niż średnia wartość transakcji sprzedaży pojedynczego budynku w poprzednim roku.

Inwestorzy lokowali kapitał zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych. Trzy z pięciu największych transakcji dotyczyły nieruchomości stołecznych, po jednej zrealizowano w Krakowie i Wrocławiu, a szósta w kolejności miała miejsce w Szczecinie. Największe umowy podpisywali inwestorzy zagraniczni (m.in. Uniqa Real Estate, Stena Real Estate), ale znaczący udział w rynku mieli także inwestorzy krajowi. Odpowiadali oni za 42% wartości transakcji z ujawnionym pochodzeniem kapitału.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w centrum Warszawy szacowane są obecnie na poziomie ok. 6,00%. Różnica pomiędzy yieldami dla takich obiektów a najlepszymi nieruchomościami poza centrum lub w miastach regionalnych sięga 125–150 punktów bazowych.

RETAIL WCIĄŻ TRZYMA SIĘ MAŁYCH FORMATÓW

Na rynku nieruchomości handlowych sfinalizowano 20 transakcji o łącznej wartości ponad 324,4 mln Euro. Średnia wartość pojedynczej umowy wyniosła nieco ponad 16 mln Euro, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie inwestorów mniejszymi projektami, głównie parkami handlowymi i centrami typu convenience, których dotyczyła połowa sfinalizowanych transakcji Trzy transakcje dotyczyły portfeli nieruchomości, w tym zakup 10 obiektów sieci A-Centrum przez czeską grupę Reticulum. Pozostałe dotyczyły m.in. pustostanów z potencjałem do przebudowy lub modernizacji. Przykładem jest centrum handlowo-biurowe Arkady Wrocławskie, które zgodnie z planem zostaną rozebrane, a na ich miejscu nowy właściciel Vastint zrealizuje wielofunkcyjny projekt wpisujący się w miejską tkankę.

Z raportu wynika, że krajowi inwestorzy odpowiadali za dziewięć transakcji, co przełożyło się na 25% wolumenu sektora. Kapitał z Czech i Ukrainy, tylko w 4 transakcjach, wygenerował aż 39% wolumenu w tym sektorze. Do końca roku oczekiwane są kolejne umowy, nie tylko w segmencie parków handlowych, ale również dużych centrów o znaczeniu regionalnym.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych w Polsce szacuje się na poziomie 6,25–6,50%, choć obiekty o silnej pozycji rynkowej mogą osiągać niższe wartości. W przypadku parków handlowych wynoszą one między 7 a 8%, w zależności od lokalizacji, konkurencji i jakości najemców.

REKORDOWE WOLUMENY W POWIERZCHNIACH MAGAZYNOWO-PRZEMYSŁOWYCH

Sektor magazynowy odpowiadał za 45% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w I połowie 2025 roku – w ramach 12 transakcji wypracował 694 mln Euro. To wynik prawie dwuipółkrotnie wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Taki wzrost wynika ze wspomnianej już sprzedaży zakładów Eko-Okna (ponad 36% wolumenu sektora) oraz zakupu portfela czterech nieruchomości nabytych przez fundusz Adventum Industrial.

Inwestorzy zorientowani na ten sektor są coraz bardziej selektywni – preferują stabilne aktywa z długimi umowami najmu (WAULT nawet powyżej 10 lat). Aż 64% kapitału pochodziło z USA, wyraźnie dystansując inwestorów z Czech (12,5%) i Węgier (10,2%).

Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów magazynowych utrzymują się stabilnie na poziomie 6,25–6,50%. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych wpłyną na koszty finansowania, a w efekcie mogą dodatkowo zwiększyć aktywność inwestorów w tym segmencie.

LIVING TO NISZA, ALE Z DUŻYM POTENCJAŁEM

Sektor najmu instytucjonalnego pozostaje niszowy na tle tradycyjnych rynków komercyjnych. W I połowie 2025 roku zrealizowano zaledwie trzy transakcje o łącznej wartości 86,5 mln Euro. Dwie z nich dotyczyły gotowych obiektów studenckich kupionych przez belgijską spółkę Xior (w Warszawie i Wrocławiu), trzecia to wspólny projekt PRS w Krakowie realizowany przez Eiffage Immobilier Polska i LifeSpot Management.

W I półroczu sektor living zanotował trzy transakcje. To nadal nisza, ale coraz bardziej zauważalna, a aktywność takich graczy jak Xior czy LifeSpot pokazuje rosnące zainteresowanie zagranicznego kapitału, co warte podkreślenia, również w miastach regionalnych. Czynniki demograficzne, migracje i zmiana stylu życia młodego pokolenia będą w kolejnych latach napędzać rozwój tego segmentu. Jeśli dojdzie do przejęcia części portfela Resi4Rent przez będzie to ważny sygnał dla rynku potwierdzający jego płynnośćJacek Kałużny, Director, Head of Operational Capital Markets, Savills.

Choć wolumeny są niewielkie, rynek zdaniem ekspertów Savills zyskuje na znaczeniu. Według doniesień medialnych TAG Immobilien prowadzi rozmowy w sprawie zakupu części aktywów Resi4Rent – największego inwestora i operatora mieszkań na wynajem instytucjonalny w Polsce. Jeśli ta transakcja portfelowa dojdzie do skutku, będzie to ważny krok dla segmentu PRS. Potwierdzi płynność, pomoże w budowaniu zaufania i da wyraźny sygnał pozostałym inwestorom, że możliwe jest wyjście z projektu nie tylko poprzez sprzedaż mieszkań do nabywców indywidualnych.

Prime yieldy dla projektów PBSA szacowane są na ok. 6%, a dla PRS – 5,5% przy działkach mieszkaniowych i ok. 6,00% przy terenach komercyjnych.