Pracodawcy zadowoleni z nowych zasad dywersyfikacji dostaw gazu

Konfederacja Lewiatan popiera zmiany w projekcie rozporządzenia rządu w sprawie minimalnego poziomu dywersyfikacji dostaw gazu z zagranicy. Nowe przepisy są znacznie lepsze od obecnie obowiązujących i odpowiadają aktualnym możliwościom pozyskania przez Polskę paliwa gazowego.

– Liczymy na szybkie przyjęcie nowego rozporządzenia przez Radę Ministrów. Pragniemy jednak zauważyć, iż wątpliwa jest sama zasadność istnienia obowiązku dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego z zagranicy. Nie ma już realnej potrzeby jego utrzymywania, a co więcej, jego pozostawienie może mieć negatywne konsekwencje dla dalszego rozwoju polskiego rynku gazu, chociażby w kontekście planowanego uruchomienia terminalu LNG w Świnoujściu. Dlatego Lewiatan postuluje rozpoczęcie przez Ministerstwo Gospodarki prac nad nowelizacją ustawy Prawo energetyczne zmierzającą do usunięcia obowiązku dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

W rozporządzeniu rządu w sprawie minimalnego poziomu dywersyfikacji dostaw gazu z zagranicy znajduje się wiele dobrych rozwiązań, które ułatwią prowadzenie importu gazu ziemnego. Zaliczyć do nich należy:

a) Zdefiniowanie źródła importu gazu ziemnego jako przedsiębiorstwa, od którego importer pozyskuje gaz. Rozwiązanie takie kończy wątpliwości interpretacyjne dotyczące kraju pochodzenia sprowadzanego gazu. Wyłącza także spod rygorów rozporządzenia gaz kupowany w ramach rewersu na Gazociągu Jamalskim.

b) Odniesienie wielkości gazu importowanego z jednego źródła do wielkości sprzedaży na terytorium Polski. Rozwiązanie takie umożliwia dywersyfikację importowanego gazu dostawami z Unii Europejskiej, krajów EFTA – stron o Europejskim obszarze Gospodarczym, a także gazem zakupionym na terytorium Polski.

c) Gaz kupowany od kilku podmiotów należących do jednej grupy kapitałowej traktowany jest jak kupowany z jednego źródła, co zapobiega możliwości sztucznego obchodzenia obowiązku.

d) Możliwość łącznego obliczenia udziału gazu importowanego z jednego źródła dla więcej niż jednego przedsiębiorstwa (np. PGNiG S.A. i PGNiG Obrót Detaliczny Sp. z o.o.) po uprzednim zgłoszeniu tego zamiaru do prezesa URE.

e) Objęcie przepisami rozporządzenia postępowań wszczętych przed jego wejściem w życie.

Lewiatan proponuje też uzupełnienie treści rozporządzenia, m.in. o doprecyzowanie zasad wspólnego rozliczania obowiązku dywersyfikacyjnego przez przedsiębiorstwa energetyczne, czy wprowadzenie rozwiązań ograniczających uznaniowość prezesa URE.

Przy określeniu obowiązku przedsiębiorstw energetycznych w zakresie dywersyfikacji dostaw uwzględniany powinien być import netto (import po odliczeniu gazu sprzedawanego w ramach dostawy wewnątrzwspólnotowej i eksportu). Nie ma uzasadnienia dla tworzenia obowiązku w zakresie dywersyfikacji dostaw gazu do kraju wobec gazu ziemnego, który nie jest zużywany na terytorium Polski. Obrót gazem ziemnym z zagranicą polegający na dostawie wewnątrzwspólnotowej lub eksporcie nie wpływa de facto na poziom zdywersyfikowania dostaw gazu do kraju, gdyż gaz ten nie jest wykorzystywany do zaspokojenia krajowej konsumpcji.
Konfederacja Lewiatan

Investors TFI: Napływy do funduszy inwestycyjnych będą rosnąć. Rynek wspiera lepsza kondycja polskiej gospodarki i niepewność terminu podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Poprawa stanu europejskiej gospodarki wpłynie na wzrost gospodarczy w Polsce, a pośrednio na zwiększenie napływów do TFI. Eksperci nie spodziewają się dalszych obniżek stóp procentowych przez RPP, nie oczekują też szybkich podwyżek wyższych stóp w USA, co nie zaszkodzi globalnemu, w tym polskiemu, rynkowi akcji. Coraz wyraźniejszą tendencją jest wychodzenie zarządzających TFI za granicę w celu poszukiwania płynności ograniczonej na GPW po reformie OFE.

Rynek akcji napędzać będzie rosnąca konkurencyjność europejskiej gospodarki. Wzrost niemieckiej gospodarki, która jest najsilniejszą w Europie Zachodniej, prawdopodobnie wpłynie też na polską – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Chudzik, zarządzający funduszami w Investors TFI. – Niemcy mają teraz konkurencyjne warunki eksportowe, my z kolei eksportujemy do nich, co poprawi nasz wzrost gospodarczy. Z drugiej strony niewykluczone, że pobudzą się napływy do funduszy inwestycyjnych.

Ze wstępnych danych Analiz Online wynika, że po pierwszym kwartale do funduszy inwestycyjnych napłynęło netto 5,5 mld zł, z czego największa część, bo 1,5 mld zł, do funduszy akcyjnych. I jest to trend nasilający się, bo po dwóch miesiącach roku były one na drugim miejscu.

Jak dodaje Chudzik, na rynku TFI równie ważnym czynnikiem są działania amerykańskiego banku centralnego. Fed na razie wstrzymuje się z wyraźną deklaracją co do terminu podwyżki stóp procentowych, co dalej może wspierać amerykański rynek akcji, choć wyceny wielu spółek są już na wysokich poziomach.

Trudno mi prognozować, jaki będzie konkretny przepływ środków na rynku funduszy. Jedno jest pewne: rynek przekierowuje zainteresowanie na Zachód, coraz więcej zarządzających przyjmuje takie podejście. Być może jest to jeden z czynników, który w większym stopniu zachęci klientów do inwestowania – wyraża nadzieję Chudzik.

W jego opinii może to odwrócić negatywną tendencję spadającej płynności na polskim rynku po reformie OFE w latach 2013-2014. Poza tym ograniczenie roli funduszy emerytalnych zwiększyło zmienność rynku.

Jeżeli chcemy w bardziej gwałtownych i niepokojących momentach sprzedawać akcje niektórych średnich spółek, to trudno będzie nam znaleźć drugą stronę – podkreśla ekspert. – Zazwyczaj OFE działały stabilizująco, bo z samej swojej natury długoterminowo patrzyły na spółki. Natomiast teraz tego nie ma, czyli rośnie zmienność.

Według ostatnich danych GPW udział OFE w obrotach na warszawskiej giełdzie w 2014 roku wyniósł 5,6 proc. (6,7 proc. w 2013 roku) przy jednoczesnym spadku we free float z 43,1 proc. w 2013 roku do 41,8 proc. w ubiegłym roku.

Dwa lata temu przenieśliśmy część swoich środków za granicę, bo tam ta płynność jednak jest istotnie lepsza i w przypadku gwałtownych zdarzeń na rynku taką pozycję jest o wiele łatwiej zamknąć. W Polsce trzeba działać z o wiele większym przekonaniem – zaznacza Chudzik.

Rynek funduszy mogłyby jeszcze wspomóc kolejne obniżki stóp procentowych, ale zarządzający Investors TFI nie spodziewa się takich działań. Ekspert nie widzi także szans na rozpoczęcie kolejnej hossy obligacyjnej. Obligacje skarbowe mają już boom za sobą, na korporacyjne jest jeszcze czas.

Rynek obligacji korporacyjnych rozwija się powoli, pojawiają się kolejne nowe produkty, ale raczej nie spodziewałbym się jeszcze jakiegoś gwałtownego boomu – prognozuje Maciej Chudzik. – Głównie z powodu przynajmniej częściowej realokacji środków do bardziej agresywnych funduszy  mieszanych bądź czysto akcyjnych.

Jak tłumaczy ekspert, w modelowym ujęciu fundusz zabezpieczenia emerytalnego ma środki w 40 proc. ulokowane w akcjach, a w 60 proc. w części dłużnej, w której ok. 20-30 proc. mają stanowić obligacje korporacyjne. Podobna sytuacja występuje w funduszach zrównoważonych. Podobnie jak w przypadku akcji zarządzający dokonują analizy fundamentalnej obligacji, jednak ważniejszym czynnikiem są przepływy pieniężne i bezpieczeństwo inwestycji.

W razie napływów środków uzupełnianie części korporacyjnej bywa czasem bardziej problematyczne niż akcyjnej, ponieważ mamy też wewnętrzne założenia co do dywersyfikacji portfela korporacyjnego – wyjaśnia Chudzik. – On jest mocno przesiany, czyli zakładamy po maksymalnie 2 proc. na jedno przedsiębiorstwo. Emisje długu są nieco rzadsze i trudniej je uzupełniać.

W 2014 roku wartość obrotów sesyjnych obligacji korporacyjnych notowanych na GPW Catalyst wyniosła 1,63 mld zł (1,94 mld zł w 2013 roku) przy 52,55 tys. transakcji (47,09 tys. w 2013 roku).

Opóźnia się wprowadzenie inteligentnych liczników energii i gazu na masową skalę

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku rynek liczników prądu i wody rósł dwucyfrowo, jednak wśród nich w mniejszości są urządzenia inteligentne, czyli z funkcją automatycznej komunikacji. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na ten rynek będą legalizacje liczników, czyli świadectwa ich ważności i związana z tym wymiana urządzeń na nowe. Dostawcy takich urządzeń liczą też na zamówienia z zagranicy.

Rynek urządzeń pomiarowych w Polsce się rozwija. Wiele zależy jednak od rozwoju smart meteringu na rynku polskim. W momencie, kiedy przyspieszy, szczególnie na rynku opomiarowania energii elektrycznej, to na pewno wzrost przychodów będzie widoczny – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Nowak, członek zarządu i dyrektor ds. finansowych Apatora.

W ubiegłym roku spośród wszystkich segmentów urządzeń pomiarowych najszybciej rozwijał się sektor liczników prądu. Produkcja sprzedana w tym obszarze wzrosła według danych GUS o 16 proc. Segment wodomierzy wzrósł o 10 proc. Wśród wodomierzy tempo wzrostu wyznaczają liczniki typu smart, które stanowią już jedną czwartą wszystkich nowych mierników w Polsce, jednak inaczej jest w przypadku pomiaru energii elektrycznej. W tym segmencie liczników smart, czyli z funkcją automatycznej komunikacji, jest wciąż mniej, niż oczekuje branża.

Główną dźwignią tego rynku są odnowienia i wymiana liczników związana z uzyskiwaniem świadectw ważności liczników na rynku w Polsce. Rynek związany ze smart meteringiem rozwija się, ale jego tempo zostało spowolnione w ostatnich latach – tłumaczy Nowak.

W 2014 r. rozpoczęły się lub zostały zakończone niewielkie przetargi związane z licznikami smart m.in. w gdańskiej Enerdze, w Tauronie we Wrocławiu (gdzie Apator uczestniczy w wymianie ok. 300 tys. liczników), w PGE Dystrybucja w Łodzi i Białymstoku, a w Enei trwały konsultacje techniczne. Jak czytamy w sprawozdaniu rocznym Apatora, wciąż brakuje jednak specyfikacji technicznych dla tego typu liczników.

Bardziej optymistyczne sygnały płyną z rynków zagranicznych, gdzie do wielkich wdrożeń liczników smart przygotowują się m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Dania i Norwegia. Zamówienia są jednak spodziewane dopiero w 2016 r. Rynek zagraniczny jest dla Apatora bardzo ważny, bo spółka w 2014 r. uzyskała niemal 55 proc. swoich przychodów ze sprzedaży w segmencie pomiarowym z eksportu.

Segment gazo- i ciepłomierzy w 2014 r. rozwijał się znacznie wolniej. Cały rynek mierników zużycia gazu wzrósł rok do roku jedynie o ok. 3 proc. Segment liczników ciepła ma jeszcze niższą dynamikę.

‒ Na rynku opomiarowania gazu również główną dźwignią będzie legalizacja liczników – prognozuje Nowak.

Również w segmencie gazomierzy duże znaczenie w kolejnych latach będzie miał smart metering, choć przede wszystkim na rynkach zagranicznych. Proces wymiany mierników na inteligentne rozpoczął się już m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii i Francji. Zapotrzebowanie na tego typu liczniki ma ‒ według prognozy zawartej w raporcie finansowym Apatora ‒ rosnąć dwucyfrowo.

Na rynku gazomierzy widać już skutki konsolidacji Polskiej Spółki Gazownictwa. W listopadzie 2014 r. odbył się pierwszy przetarg centralny obejmujący pięć z sześciu dawnych regionów, ponieważ dawna Pomorska Spółka Gazownictwa ma jeszcze kontrakt na dostawę liczników do końca 2015 r. Apator wiąże duże nadzieje z kolejnym centralnym przetargiem PSG, który jest zaplanowany na drugą połowę roku, bo w zeszłorocznym zdobył ok. 70 proc. dostaw.

To, co obserwujemy i na rynku energii elektrycznej, i na rynku opomiarowania gazu, to konsolidacja mocy zakupowych naszych klientów. Staramy się aktywnie brać udział w planach inwestycyjnych naszych klientów – mówi Nowak.

Prof. M. Noga: Pierwsze podwyżki stóp procentowych w połowie 2016 roku. Polska skorzysta na luzowaniu ilościowym w strefie euro

CEO Magazyn Polska

Marcowa decyzja RPP o obniżce stóp procentowych o 50 punktów bazowych kończy cykl zmian na kolejne 15-18 miesięcy – twierdzi prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Polską gospodarkę będzie wspierać nie tylko rekordowo tani pieniądz, lecz także uruchomiony w ubiegłym miesiącu program skup obligacji przez EBC. Europejskie luzowanie ilościowe ma poprawić stan zachodnich gospodarek, a Polska dzięki dużej ekspozycji eksportowej również może na tym skorzystać.

– Na razie nie widzę przesłanek dla podwyżki stóp procentowych. PKB rośnie, ale inflacja jest wyraźnie poniżej celu i tak może być przez następne ok. 15 miesięcy. W związku z tym przez przynajmniej 15-18 miesięcy nie ma żadnych przesłanek dla zmiany stóp procentowych  mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

4 marca Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Główna stopa referencyjna obecnie wynosi 1,5 proc., stopa lombardowa – 2,5 proc,. stopa depozytowa – 0,5 proc., a stopa redyskonta weksli – 1,75 proc. Profesor Noga dodaje, że rynki mogły odczytać ten ruch jako koniec cyklu obniżek, co oznacza, że następnymi krokami będą tylko podwyżki stóp procentowych.

Ostatnia decyzja Rady o obniżce stóp procentowych była moim zdaniem na odczepnego, była tylko spełnieniem szerokich oczekiwań  podkreśla prof. Marian Noga.

W jego opinii do stycznia 2016 roku, czyli do zakończenia kadencji obecnej RPP, nie nastąpią już żadne zmiany stóp, ani w górę, ani w dół.

 Analizując sytuację w gospodarce polskiej, europejskiej i amerykańskiej, wszystko wskazuje na to, że pierwsza podwyżka stóp procentowych nastąpi za około 15 miesięcy. Moim zdaniem wielkości podwyżek generalnie nie powinny być większe niż 25 punktów bazowych  ocenia były członek RPP.

Jak dodaje, większe ruchy niż o 25 punktów bazowych są niewskazane, bo gospodarka musi poradzić sobie z amortyzacją tak istotnego impulsu pieniężnego, jaki płynie od banku centralnego do rynku.

Polska gospodarka w najbliższych miesiącach również będzie odczuwać skutki luzowania ilościowego prowadzonego przez Europejski Bank Centralny. Program quantitative easing rozpoczął się 9 marca. EBC miesięcznie z rynku do września 2016 roku będzie skupował obligacje o wartości 60 mld euro.

 Ogólnie europejskie QE oceniam pozytywnie, dlatego że będzie wpływało na rozwój w krajach Unii Europejskiej, a my przecież 70 proc. towarów eksportujemy do tych krajów. I rzeczywiście żyjemy z eksportu, dlatego to jest bardzo dobry sygnał dla polskiej gospodarki  ocenia prof. Marian Noga, chociaż w jego opinii krok ten jest spóźniony, zwłaszcza wobec działań amerykańskiej Rezerwy Federalnej.  W Stanach Zjednoczonych praktycznie już zakończyło się QE, gospodarka przekracza poziom 2-proc. inflacji i ma wzrost gospodarczy rzędu 3,5 proc. Amerykanie teraz będą podwyższać stopy procentowe, a my jesteśmy na bardzo niskich i dopiero pompujemy do gospodarki te 60 mld euro miesięcznie.

Pierwsze efekty po kilku tygodniach trwania programu już są widoczne na rentownościach europejskich obligacji. Rentowność 10-letnich niemieckich papierów rządowych 9 marca wyniosła 0,312 proc., by miesiąc później spaść do 0,161 proc. Z kolei francuskie papiery obniżyły dochodowość z 0,539 proc. do 0,446 proc. To najniższe poziomy w historii. Rentowność polskich obligacji zachowuje się relatywnie stabilnie (w okresie od marca do kwietnia wynosi 2,1-2,5 proc.).

Nadmierna biurokracja blokuje rozwój firm i gospodarki. Potrzebne jest wsparcie dla bardziej innowacyjnych sektorów

CEO Magazyn Polska

W Polsce biznes nadal napotyka na bariery, które ograniczają jego rozwój. W najgorszej sytuacji są małe firmy, które potrzebują odpowiednich środków na start. Bez zmian w prawie biurokracja w Polsce będzie negatywnie wpływać na całą gospodarkę.

– Dobrym rozwiązaniem byłoby pójście ścieżką Stanów Zjednoczonych, czyli założenie, że to, co nie jest zabronione, jest dozwolone, tylko w ten sposób będziemy mogli być innowacyjni. Jeżeli będziemy innowacyjni, to będziemy tworzyli wysoką wartość dodaną, a ta pomoże nam być krajem bogatym. Z kolei jak ktoś ma pieniądze, to wtedy rozwiązywanie wszelkiego rodzaju problemów jest dużo prostsze – mówi agencji Newseria Biznes Anna Hejka, prezes Heyka Capital Markets Group, firmy zajmującej się m.in. bankowością inwestycyjną, zarządzaniem aktywami i usługami doradczymi

Według raportu OECD „Going for Growth” zmniejszenie biurokratycznych barier i administracyjnych kosztów dla nowo powstających firm jest dla Polski kluczowe. Przyspieszy to wzrost gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy. Istotne jest również ograniczenie kosztów pracy. Eksperci OECD wymieniają jeszcze kilka innych czynników: usprawnienie prawa o bankructwie, dokończenie deregulacji zawodów, prywatyzację przedsiębiorstw w górnictwie czy chemii i wycofanie się z przywilejów emerytalnych.

Panaceum na większość problemów w Polsce jest tworzenie miejsc pracy, zapewnić mogą je nowe firmy, ale one potrzebują wsparcia. Pomóc im mogą fundusze venture capital, które inwestują w firmy na wczesnym etapie ich rozwoju, bo to tworzyłoby miejsca pracy i umacniało pozycję Polski w świecie. Żeby tak się jednak stało, musimy stworzyć regulacje ułatwiające działania tym podmiotom – mówi Hejka.

Polska jest atrakcyjnym rynkiem dla funduszy private equity i venture capital. Połowa inwestycji tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej przeprowadzana była właśnie u nas (ok. 380 mln euro). W porównaniu ze średnią europejską zaangażowanie funduszy w stosunku do PKB jest w Polsce jednak dwuipółkrotnie niższe.

Jak wyjaśnia Hejka, inwestycje funduszy w polskie firmy mogłyby być bardziej znaczące, gdyby nie niektóre regulacje. Jedną z nich są warunki inwestowania przez fundusze, w które inwestuje Krajowy Fundusz Kapitałowy, czyli tzw. fundusz funduszy.

Jeżeli są dwa fundusze, które dostały pieniądze od KFK, mające innych właścicieli i działające w inny sposób i chcą one zainwestować w tę samą spółkę, to jest to obecnie niemożliwe, gdyż obydwa uzyskały pieniądze z KFK – wyjaśnia Hejka.

Jej zdaniem taka sytuacja nie powinna mieć miejsca i Polska powinna czerpać z przykładów innych krajów.

W Stanach Zjednoczonych koniecznym warunkiem rozwoju tego sektora jest to, żeby fundusze inwestowały razem, bo wtedy następuje przekaz wiedzy, kontaktów. Tworzenie tego ekosystemu powoduje kreowanie nowych pomysłów itd. U nas jest to blokowane – uważa prezes Heyka Capital Markets Group.

Inwestowanie w rozwój nowo powstających firm pomogłoby też zmienić strukturę gospodarki. Ekspertka przyznaje, że potrzebne jest wspieranie nowoczesnych sektorów, m.in. IT.

Stara gospodarka polega na tym, że jeżeli się coś sprzeda, to się już tego nie ma. W sektorze IT, który jest wiodącym sektorem rozwoju Stanów Zjednoczonych, tworzę coś, co sprzedaję 200 milionom ludzi czy podmiotów, ale ciągle jestem właścicielem tej wartości intelektualnej i mogę sprzedać to kolejnym miliardom. Jeśli nie będziemy potrafili wspierać sektora IT, to staniemy się folwarkiem Europy – mówi Anna Hejka.

Poprawia się sprzedaż okien dachowych. Branża obawia się jednak zastoju w budownictwie

0

CEO Magazyn Polska

Po trudnym drugim półroczu 2014 roku pierwsze miesiące tego roku przyniosły wyraźne ożywienie na rynku okien dachowych w Polsce. Nastrój w branży jest optymistyczny, choć studzi go spadek liczby udzielonych kredytów i zastój w budownictwie indywidualnym pod koniec ubiegłego roku. Coraz ważniejszym segmentem stają się jednak inwestycje deweloperskie, zwłaszcza te wyższej klasy.

Dziś możemy mówić o ożywieniu w sprzedaży okien dachowych. W branży nastroje są raczej optymistyczne, choć większość uważa, że na prawdziwe ożywienie przyjdzie nam jeszcze poczekać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska.

Siwiński wyjaśnia, że w zeszłym roku koniunktura była mieszana. Co prawda w pierwszym półroczu branża zanotowała duże wzrosty, ale po połowie roku sytuacja znacznie się pogorszyła. Wynikało to przede wszystkim ze stagnacji w budownictwie indywidualnym. W efekcie cały rok był podobny lub nawet nieznacznie spadkowy w porównaniu z 2013 r.

Prognozy na kolejne lata również są mieszane. Z jednej strony branża martwi się malejącą liczbą udzielanych kredytów oraz hamującym rynek wzrostem wymaganego poziomu wkładu własnego. Z drugiej strony znowelizowane prawo budowlane jest dobrym sygnałem dla rynku. Od czerwca br. budowa domu jednorodzinnego czy domku letniskowego nie będzie wymagać pozwolenia na budowę, a jedynie zgłoszenia.

Krótkoterminowo nie przeceniałbym jednak wpływu tych ułatwień na koniunkturę na rynku. W związku z tym ostrożność w planowaniu w naszym sektorze w 2015 roku dalej jest uzasadniona – zastrzega Siwiński.

Dodaje jednak, że poza wahającą się wciąż koniunkturą na rynku da się zaobserwować również inne trendy. Polacy coraz chętniej kupują okna dachowe z wyższej półki. Dla wielu inwestorów ważniejsze od ceny są komfort, doświetlenie oraz wentylacja wnętrza, a także oszczędność energii, możliwa dzięki zastosowaniu odpowiednich okien.

Te trendy zaczęli dostrzegać także deweloperzy. Chociaż w budownictwie zbiorowym potencjał tego produktu jest mniejszy, to coraz więcej firm deweloperskich stawia na inwestycje o podwyższonej jakości. Z tego powodu coraz częściej instalują wysokiej klasy okna dachowe.

Ten segment rynku staje się dla nas coraz bardziej atrakcyjny – podkreśla Siwiński.

Pomimo wciąż ostrożnych szacunków dotyczących wzrostu koniunktury Velux ma ambitne plany dotyczące rozwoju w Polsce. Jak podkreśla Siwiński, nasz kraj jest dla duńskiej spółki ważnym rynkiem. Już w tej chwili Velux wraz ze spółkami siostrzanymi zatrudnia w Polsce ok. 3,3 tys. osób i planuje w tym roku stworzyć co najmniej 100 kolejnych miejsc pracy. Wzrost zatrudnienia jest związany z planowanym zwiększeniem produkcji oraz poszerzeniem liczby produkowanych modeli okien w polskich zakładach spółki w Gnieźnie i Namysłowie.

Wzrost produkcji nie jest jednak związany tylko z sytuacją na polskim rynku. Fabryki Velux w naszym kraju produkują bowiem głównie na eksport. Wynika to ze specjalizacji – produkowane w Polsce okna lepiej sprzedają się za granicą, podczas gdy niektóre popularne modele w naszym kraju są specjalizacją zagranicznych zakładów produkcyjnych Velux.

Planowane są dalsze inwestycje, w pierwszej kolejności będziemy jednak wykorzystywać istniejący potencjał zakładów. Mamy do dyspozycji ok. 200 tys. mkw. powierzchni produkcyjnej, dlatego najpierw będziemy próbowali zwiększyć wykorzystanie tych zasobów. Niewykluczone jest jednak to, że powstaną również nowe budynki – dodaje Siwiński.

Czas likwidacji szkód ma być krótszy, a ceny polis stabilne. Bezpośrednią likwidację szkód oferuje już kilku ubezpieczycieli

CEO Magazyn Polska

Bezpośrednia likwidacja szkód jest już dostępna u ubezpieczycieli odpowiadających za dwie trzecie polskiego rynku OC. Nowa usługa, dostępna opcjonalnie dla klientów, pozwala osobom poszkodowanym w wypadku komunikacyjnym zgłosić szkodę do własnego ubezpieczyciela zamiast do zakładu ubezpieczeń sprawcy. Doświadczenia z innych państw europejskich pokazują, że dzięki temu rozwiązaniu czas likwidacji szkody znacząco się skrócił. Ubezpieczyciele zapewniają, że ceny polis pozostaną bez zmian.

– Sam bezpośredni system likwidacji szkód nie spowoduje podniesienia składek ubezpieczeniowych. W Polsce generalnie, jako rynek, mamy problem polegający na tym, że składki za ubezpieczenie OC kierowcy są zbyt niskie, co potwierdzają wyniki całej branży za 2014 rok, które dobre nie są – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu Gothaer Towarzystwa Ubezpieczeń. – Skorzystanie z bezpośredniej likwidacji szkód jest dobrowolne. To ubezpieczony sam decyduje, do kogo zgłasza szkodę. Za przystąpienie i skorzystanie z systemu BLS nie ponosi dodatkowych kosztów.

30 marca osiem zakładów ubezpieczeń, odpowiadających za znaczącą większość rynku OC, podpisało umowę o wprowadzeniu systemu bezpośredniej likwidacji szkód. Dołączyły do niego Concordia Ubezpieczenia, Ergo Hestia,  PZU, Uniqa, Warta, Aviva, Liberty Ubezpieczenia i Gothaer TU. W części z tych firm system zaczął działać 1 kwietnia, w pozostałych będą oferowane w kolejnych miesiącach. Do systemu – wypracowanego w ramach Polskiej Izby Ubezpieczeń – będą również dołączać kolejni ubezpieczyciele.

Zmienia się przede wszystkim sposób zgłaszania szkody i nasze przyzwyczajenia. Kierowca może zgłosić szkodę do zakładu ubezpieczeń, w którym sam wykupił ubezpieczenie, a nie do zakładu ubezpieczeń sprawcy wypadku. To oznacza uproszczenie sposobu likwidacji szkody. Osoba ubezpieczona będzie mogła skorzystać z firmy, którą zna, z systemu, który zna, więc będzie prościej i szybciej – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Bezpośrednia likwidacja szkód w Europie pozwoliła znacznie skrócić czas likwidacji. Pierwszy system BLS w Europie pojawił się we Francji w 1968 roku. Włodarczyk-Moczkowska wskazuje, że przy opracowywaniu polskich rozwiązań ich twórcy wzorowali się na koncepcjach europejskich.

– Gothaer TU pracuje od wielu miesięcy nad wprowadzeniem systemu bezpośredniej likwidacji szkód. Rozwiązanie wymaga dostosowania systemów informatycznych oraz zmian organizacyjnych i operacyjnych w całej firmie. Będziemy gotowi do zaoferowania naszym klientom możliwości bezpośredniego zgłaszania szkód 11 maja – zaznacza prezes zarządu Gothaer.

Jak podkreśla, nowy system to wyzwanie dla ubezpieczycieli. Przedstawiciele PIU zapewniają jednak, że pozwoli on towarzystwom budować długoterminowe relacje z klientem, ponieważ ten będzie mógł ocenić skuteczność swojego ubezpieczyciela pod kątem jakość likwidacji szkód, a nie tylko ceny polisy.

BLS pozwala na likwidację szkód związanych z uszkodzeniem mienia, uszkodzeniem pojazdu. Limit kwotowy to 30 tys. zł.

Klient może zgłosić szkody, w których udział biorą wyłącznie maksymalnie dwa pojazdy i w których nie została poszkodowana osoba, czyli nie ma szkód osobowych – mówi Włodarczyk-Moczkowska.

Przy założeniu, że wszystkie towarzystwa ubezpieczeń przyjmą nowe rozwiązania, system obejmie 83 proc. zdarzeń drogowych.

Warszawski rynek powierzchni biurowej atrakcyjny dla najemców. W niektórych lokalizacjach czynsze mogą spaść poniżej 10 euro za mkw.

CEO Magazyn Polska

Najemcy powierzchni biurowych w Warszawie mogą liczyć na dalsze obniżki czynszów, nawet do poziomu poniżej 10 euro za metr kwadratowy. Na rynku w stolicy panuje duża nadpodaż, która będzie wpływała na obniżanie czynszów jeszcze przez kolejne 3-4 lata. Warszawa wyróżnia się na tym tle spośród innych europejskich stolic, gdzie najemcom znacznie trudniej znaleźć lokal.

Możemy spodziewać się przebijania poziomów, które bardzo dawno nie były notowane na rynku w Warszawie. To zależy od lokalizacji, ale myślę, że w tych najtańszych najemcy mogą już znaleźć biura na pewno poniżej 10 euro za 1 mkw. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Jędrychowski, ekspert ds. nieruchomości komercyjnych w Nuvalu Polska.

Jędrychowski podkreśla, że warszawski rynek powierzchni biurowych jest zdecydowanie rynkiem najemcy. Od dwóch lat rosnąca podaż wpływa na obniżkę czynszów, przez co są one coraz niższe. Jak podkreśla ekspert, już teraz na podstawie planów inwestycyjnych deweloperów można przewidzieć, że nadpodaż utrzyma się na rynku przez kolejne 3-4 lata. Dlatego najemcy mogą liczyć na dalsze spadki.

Taka sytuacja jest wyjątkowa na tle innych rynków europejskich. Jak podkreśla Jędrychowski, najemcy w stolicach Europy Zachodniej nie mogą liczyć na tak korzystne warunki.

Obecnie w centrum miasta najemcy płacą 22-23 euro za metr kwadratowy. Taniej jest w okolicach rond Daszyńskiego i ONZ, gdzie powstaje wiele nowych inwestycji, oraz na Służewcu. O nadpodaży, poza spadającymi czynszami, świadczy też wysoki odsetek pustostanów w Warszawie. W tej chwili wynosi on ok. 14 proc., podczas gdy średnia w największych miastach w Unii nie przekracza 10 proc.

Ten odsetek dynamicznie rósł przez ostatnie dwa lata i będzie jeszcze rósł ze względu na to, że podaż nowych inwestycji jest bardzo duża i cały czas rośnie – podkreśla Jędrychowski. – Wiemy, ile biurowców jest planowanych na kolejne trzy lata. Myślę, że najemcy będą mieli bardzo dobre lata na negocjowanie starych umów i szukanie nowych powierzchni w wyższym standardzie za tę samą cenę.

Jak podkreśla Jędrychowski, najemcy do tej pory wybierali najczęściej powierzchnie biurowe albo w ścisłym centrum Warszawy, albo na Służewcu. Ta pierwsza dzielnica jest popularna wśród kancelarii i firm consultingowych, które m.in. ze względów prestiżowych wybierają Śródmieście.

Biurowce powstały też na całej długości Alei Jerozolimskich. Dzięki otwarciu drugiej linii metra powstaje nowa dzielnica biznesowa na Woli. Jak podkreśla Jędrychowski, najemcy mogą tam liczyć na czynsze nieznacznie tylko wyższe niż na Służewcu.

Ta dzielnica jest dużo bliżej niż Służewiec, jest metro, lepsza komunikacja. Natomiast stawki czynszu są porównywalne bądź tylko nieznacznie wyższe – podkreśla Jędrychowski.

Na koniec ubiegłego roku w Warszawie było ok. 4,4 mln mkw. powierzchni biurowej. W ciągu 12 miesięcy trafiło na rynek ponad 276 tys. mkw., a w budowie jest ponad 786 tys. mkw.

Polacy stawiają na zdrowy styl życia. Sprzedaż produktów związanych z kontrolą wagi rośnie o ok. 10 proc. rocznie

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków zmienia styl życia na zdrowszy – uprawiają sport i zdrowo się odżywiają. W walce z dodatkowymi kilogramami sięgają po produkty wspomagające kontrolowanie wagi. Rynek ten rośnie o ok. 10 proc. rocznie. Koktajle i batony odżywcze bogate w białko i mikroskładniki mogą zastąpić dwa posiłki dziennie, co oznacza, że nawet osoby o nieregularnym trybie życia nie muszą rezygnować ze zdrowej diety.

Polska znajduje się na 7. miejscu wśród krajów Unii Europejskiej pod względem otyłości i nadwagi. Badania Herbalife Global Consumer & Distributor Insights przeprowadzone w 2014 roku pokazały, że na nadmiar kilogramów cierpi aż 42 proc. Polaków. Aż 80 proc. z nich zdaje sobie sprawę ze skali problemu i chce zmienić tryb życia na zdrowszy i bardziej aktywny, z czego 63 proc. poparło swoje chęci konkretnymi działaniami w celu poprawy stanu zdrowia i kondycji fizycznej. Niestety, większość przyznała się do porażki w realizacji swoich postanowień. Dla osób pragnących schudnąć pierwszym krokiem jest dieta. Oprócz wyeliminowania z jadłospisu niezdrowych, kalorycznych posiłków Polacy chętnie sięgają po produkty wspomagające odchudzanie i pomagające kontrolować wagę.

– Najlepiej sprzedającym się segmentem są produkty do kontroli wagi. Stanowią około 64 proc. całej naszej sprzedaży i ta kategoria odnotowuje z roku na rok wzrost blisko 2-3-proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Konrad Szałkiewicz, dyrektor generalny Herbalife na Polskę, Czechy i Słowację, producenta m.in. produktów do kontroli wagi czy dla sportowców.

Skuteczne kontrolowanie wagi wymaga wprowadzenia istotnych zmian w sposobie odżywiania. Podstawą jest jedzenie pięciu pełnowartościowych posiłków w ciągu dnia. Dla wielu osób jest to trudne do zrealizowania ze względu na nieregularny tryb życia. Dlatego bardzo ważną rolę w diecie pełnią zamienniki posiłków. Są to koktajle, zupy i batony odżywcze, które dostarczają białka wysokiej jakości pochodzącego z soi i mleka oraz niezbędnych mikroskładników odżywczych z dodatkiem składników roślinnych i ziół. Można nimi zastąpić nawet dwa pełnowartościowe posiłki dziennie, są wygodne w przygotowaniu, dzięki czemu można je spożywać nawet w pracy. Branża tego typu produktów dynamicznie się rozwija.

Ta kategoria rośnie z roku na rok o około 9-10 proc. Prognozy wskazują, że branża będzie dalej rozwijała się średnio 7-10 proc. rocznie w ciągu najbliższych kilku lat – mówi Konrad Szałkiewicz. – Widzimy, że konsumenci poszukują prostych rozwiązań. Poza tym doświadczenia np. naukowców z Uniwersytetu w Pensylwanii pokazały, że osoby, które samodzielnie chcą się zmierzyć z programem do kontroli wagi, odnoszą mniejszy efekt niż osoby wspierane przez przyjaciół, rodzinę czy grupę.

Z tego powodu Herbalife prowadzi Kluby Zdrowego Stylu Życia. Konsumenci mogą też brać udział w spotkaniach grupy wsparcia, podczas których rozszerzają wiedzę o odżywaniu oraz otrzymują wsparcie innych osób walczących z nadwagą. Ponadto uczestniczą w tzw. fitcampach. Są to zajęcia, które motywują ich do codziennej aktywności fizycznej. Obecnie 17 proc. Polaków regularnie uprawia jakąś dyscyplinę sportu, a 47 proc. uważa, że 20-minutowy spacer to wystarczający trening aerobowy.

Widzimy wzrastające zainteresowanie aktywnościami fizycznymi, ale paradoksalnie nie zwiększa to szczególnie sprzedaży produktów dla sportowców. Polacy, którzy uprawiają aktywność fizyczną, zaczynają coraz bardziej interesować się zdrowym odżywianiem. Rośnie ich świadomość, dlatego szukają różnego rodzaju rozwiązań, które pomagają im kontrolować wagę. Mamy również kategorię produktów przeznaczonych dla osób bardzo aktywnych fizycznie, dla profesjonalistów, i w tej kategorii również obserwujemy wzrost sprzedaży, ale nie tak dynamiczny, jak w grupie artykułów do kontroli wagi – mówi Konrad Szałkiewicz.

Dla sportowców przeznaczone są specjalne napoje zawierające elektrolity, węglowodany i białka. Zapobiegają one odwodnieniu organizmu podczas ćwiczeń i po ich zakończeniu, jednocześnie są niskokaloryczne.

Agora chce rozwijać model płatnych treści w internecie. „Gazeta Wyborcza” ma już ponad 55 tys. płatnych użytkowników w sieci

0

CEO Magazyn Polska

Już co czwarty płatny czytelnik „Gazety Wyborczej” kupuje ją w wersji cyfrowej. Sprzedaż prasy drukowanej od ponad dekady systematycznie spada. Tradycyjne media szukają więc sposobu na dotarcie do czytelników za pomocą nowych technologii.

Strategia internetowa Agory ma kilka punktów. Po pierwsze, rozwijamy kilka marek, oczywiście Gazetę.pl, ale też np. Sport.pl, który w naszej ocenie jest dzisiaj najważniejszym internetowym medium sportowym w Polsce i fajnie rosnącym wortalem – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Wujec, dyrektor segmentu Internet w Agorze.

Kolejnym elementem strategii obecności Agory w sieci są płatne treści. W tym segmencie najważniejszym tytułem jest „Gazeta Wyborcza”. W lutym, jak podały Wirtualne Media, Agora sprzedała niemal 168 tys. drukowanych egzemplarzy „Gazety Wyborczej”, co oznacza roczny spadek o ponad 4 proc. Część czytelników zamieniła jednak papier na ekran.

Celem Agory jest systematyczny wzrost sprzedaży treści przygotowywanych w wersji cyfrowej. Spółka liczy na to, że mimo zalewu bezpłatnych informacji dostępnych w internecie, są też klienci szukający tekstów lepszej jakości, którzy gotowi są zapłacić za możliwość ich przeczytania.

Naszym celem jest rozwój płatnych treści, stąd wejście „Gazety Wyborczej” w model mierzonego paywalla [po przeczytaniu 10 artykułów w miesiącu czytelnik odsyłany jest na strony płatne – red.] – wyjaśnia Paweł Wujec. – Pod koniec zeszłego roku mieliśmy już ponad 50 tys. płacących subskrybentów. Kiedy zarząd Agory ogłosił swój cel, mało kto wierzył, że się uda, a jednak okazuje się, że w Polsce jest popyt na jakościowe treści i wbrew wszystkim obiegowym opiniom są ludzie, którzy chcą za to zapłacić.

Model wprowadzony został w lutym 2014 roku. Po roku działania liczba płatnych odbiorców cyfrowej wersji gazety wzrosła do 55 tys.

„Gazeta Wyborcza” to brand, od którego Agora się zaczęła, i priorytet dla firmy – mówi Wujec. – Równocześnie robimy mnóstwo rzeczy w zakresie modelu zasięgowego, reklamowego, nie tylko na Gazeta.pl. To m.in. wiele inicjatyw związanych z wideo.

Agora rozwija m.in. sieć AIA (Agora Internet Artists) – to największa sieć zrzeszająca twórców działających na YouTube. Obejmuje ponad 400 kanałów z różnych kategorii tematycznych, jak rozrywka, informacje, sport. Spółka ma też w ofercie platformę VOD Kinoplex.

– O tym, co robimy na rynku internetowym, trzeba myśleć w kilku kategoriach i w kilku strumieniach, a nie stawiać wszystko na jedną kartę. Są różne grupy odbiorców i różne produkty. To jest segmentacja rynku, której trzeba się nauczyć – mówi Paweł Wujec. – Zdarza się, że kiedy wrzucamy na YouTube wideo, które cieszy się popularnością na Gazeta.pl, nikt tam tego nie ogląda. I odwrotnie, filmy, które są popularne na YouTube, czasami nasze, czasami naszych partnerów, pokazane na Gazeta.pl nie zawsze podobają się naszym użytkownikom.

Polacy coraz chętniej kupują biżuterię z diamentami. Częściej jako ozdobę niż inwestycję finansową

CEO Magazyn Polska

Diamenty kojarzą się Polakom przede wszystkim z ważnymi momentami w życiu, dlatego z okazji zaręczyn czy ważnych rocznic najchętniej kupują złote pierścionki właśnie z nimi. Klienci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na sam wygląd kamienia, lecz także na jego parametry i szlify. Choć świadomość wartości diamentów rośnie, to Polacy wciąż sceptycznie podchodzą do ich zakupu jako inwestycji finansowej, preferując w tym wypadku złoto lub srebro. 

Klienci na pewno kupują brylanty bardziej świadomie. Nie tylko szukają pierścionka z brylantem, lecz także interesują się jego wewnętrznymi cechami i parametrami. Pytają o czystość, kolor, chcą porównywać jeden z drugim. Nie jest to zakup samego tylko wyrobu brylantowego, jest to zakup zdecydowanie bardziej świadomy – mówi Rafał Śliwiński, specjalista sprzedaży firmy jubilerskiej W. Śliwiński, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Diamenty to jedne z najcenniejszych kamieni szlachetnych, a wzrost ich cen na rynkach od kilku lat jest bardzo stabilny. Sam rynek diamentów rośnie o kilka procent rocznie i tak ma być również w kolejnych latach. Eksperci prognozują, że popyt na diamenty będzie coraz większy, natomiast podaż może spadać. Wśród Polaków nadal diamenty są mniej popularną inwestycją niż złoto czy srebro.

– Jest to inwestycja długofalowa, a po drugie, to inwestycja w piękno. Klienci kupują brylanty nie tylko jako inwestycję, lecz także po to, by je nosić, żeby służyły kobietom jako ozdoba na co dzień, żeby mogły błyszczeć. Są też pewnego rodzaju klienci, którzy nie rozstają się z biżuterią brylantową, którzy noszą brylanty każdego dnia i nie wyobrażają nosić na sobie innej biżuterii – mówi Rafał Śliwiński.

Polacy kupują diamenty przede wszystkim, aby upamiętnić ważne dni w swoim życiu. Najczęściej są to zaręczyny, ślub, rocznice czy narodziny dzieci. Diamenty są w takich momentach symbolem wieczności i trwałości. Diamentową biżuterię coraz chętniej kupują także kobiety niebędące w związku. Dla singielek zakup pierścionka z diamentem jest oznaką zamożności i prestiżu.

Złoty pierścionek z diamentem to wciąż najchętniej kupowany przez Polaków rodzaj biżuterii. Coraz większą popularnością cieszą się jednak także zawieszki lub naszyjniki inkrustowane brylantami, a także kolczyki.

Brylanty najlepiej prezentują się solo, czyli bez otoczenia dodatkowych innych kamieni, więc czy kolczyk, czy pierścionek najlepiej odzwierciedla nam piękno tego kamienia – mówi Śliwiński.

Brylanty można nosić zarówno w dzień, jak i wieczorem. Moda na retro sprawiła także, że Polacy na nowo zainteresowali się diamentową biżuterią zabytkową, chętnie kupują zwłaszcza dawne pierścionki.

Spośród różnego rodzaju szlifów Polakom najbardziej podoba się szlif brylantowy okrągły. Zdaniem ekspertów jest to jedna z najdoskonalszych form szlifu, bowiem najlepiej załamuje światło, a także tworzy najlepszą feerię barw i blask, zwany przez jubilerów ogniem brylantów. Znacznie mniejszą popularnością cieszą się szlify takie jak: princessa, zbliżony kształtem do kwadratu, szlify w kształcie serca oraz tzw. pear shape, czyli mające kształt gruszki. Szlify te stosowane są w biżuterii niestandardowej, innego rodzaju niż pierścionki. Tego typu ozdoby chętniej wybierają gwiazdy.

– Szlif brylantowy okrągły najbardziej kojarzy się nam z brylantem, ma najwięcej odbić, kolorów. Natomiast te pozostałe są mniej spotykane na co dzień, bardziej ekstrawaganckie, dla osób, które szukają pewnego rodzaju różnorodności w biżuterii, więc sięgają po inne szlify, które na pierwszy rzut oka mniej kojarzą się z typowym brylantem – mówi Rafał Śliwiński.

Diamentową biżuterię coraz chętniej kupują także mężczyźni. Polskie salony jubilerskie oferują panom przede wszystkim spinki do mankietów czy sygnety.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Najwyższa aktywność na rynku IPO w Europie w pierwszym kwartale roku od piętnastu lat

Europejskie giełdy rozpoczęły rok doskonale – w pierwszym kwartale 2015 r. w Europie odnotowano 81  ofert na rynku pierwotnym (IPO) o wartości 16,4 mld euro, czyli więcej (w ujęciu wartościowym) niż łącznie w całym drugim półroczu ubiegłego roku – wynika
z najnowszego kwartalnego raportu IPO Watch Europe przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Co więcej, w żadnym z pierwszych kwartałów od 2000 roku, czyli czasów „hossy internetowej”, nie odnotowano tak dobrego wyniku. Podobnie jak w pierwszej połowie roku ubiegłego, aktywność na rynku IPO w Europie była wyższa niż w Stanach Zjednoczonych.

W minionym kwartale rekordowa aktywność dotyczyła przede wszystkim rynków Europy kontynentalnej – na Madryt, Euronext i Szwajcarię przypadła ponad połowa łącznej wartości wszystkich ofert. Londyn utrzymał pierwsze miejsce z 27 IPO o łącznej wartości 4,6 mld euro, jednak stanowiło to 28% wartości wszystkich ofert w Europie wobec 52% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Największą aktywność odnotowano w sektorze produktów i usług przemysłowych (z łączną wartością ofert wynoszącą 5,4 mld euro), usług konsumenckich (3,1 mld euro) oraz finansowym (2,4 mld euro). Trzema największymi IPO były: Aena na giełdzie w Hiszpanii (zarządzanie lotniskami, 4,3 mld euro), Auto Trader na giełdzie w Londynie (handel samochodami, 2,2 mld euro) oraz Sunrise Communications na giełdzie w Szwajcarii (sektor telekomunikacji, 2,1 mld euro). Warto zaznaczyć, że spośród 10 największych IPO w Europie aż 7 miało charakter wyjścia z inwestycji przez fundusze private equity.

Aktywność na rynku IPO w Europie w ciągu minionych trzech miesięcy była najwyższa w tym okresie roku od czasów kulminacji hossy internetowej przed piętnastoma laty. Zazwyczaj pierwszy kwartał jest okresem o najmniejszej liczbie debiutów w całym roku, więc osiągnięcie lepszego rezultatu niż w całym drugim półroczu ubiegłego roku jest tym bardziej imponującym wynikiem. Wzrost zainteresowania ze strony spółek ofertami pierwotnymi wynikał po części ze sporej liczby ofert z poprzednich miesięcy, które zostały odłożone w czasie i teraz wróciły na rynek. Dalej utrzymuje się wysoki udział spółek z portfeli funduszy private equity. Miejmy nadzieję, że pozytywne nastroje przełożą się na dalszy wzrost liczby ofert w kolejnych kwartałach 2015 roku i że trend ten przeniesie się też w końcu na wyniki rynku w Warszawie” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale miały miejsce dwa IPO (po jednym na rynku głównym i NewConnect) o łącznej wartości zaledwie 8,2 mln euro. Tym samym pomimo powracającego na rynki europejskie optymizmu, chęć do przeprowadzania ofert na rynku pierwotnym na polskiej giełdzie była najniższa od ponad dziesięciu lat. Jedyną ofertą na rynku głównym było IPO zajmującej się budownictwem spółki Dekpol (6,9 mln euro), natomiast na rynku NewConnect odnotowano debiut spółki Gekoplast (1,3 mln euro).

Filip Gorczyca, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC:

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w minionym kwartale rynek pierwotny w Warszawie osiągnął dno, notując najgorszy wynik od ponad dziesięciu lat. Na szczęście wszystko wskazuje jednak na to, że marazm na naszej giełdzie, trwający już od ponad roku, zostanie wreszcie przełamany w nadchodzących miesiącach, dzięki czemu Warszawa ma szansę wrócić do czołówki tabeli najaktywniejszych rynków w Europie. Już pierwsze dni kwietnia zaowocowały udanymi lub częściowo udanymi ofertami pierwotnymi, a w kolejce czeka kilka kolejnych, w tym m.in. Wirtualna Polska Holding, która ma szansę być jedną z najciekawszych transakcji na GPW w całym 2015 roku. Z drugiej strony tylko częściowe powodzenie oferty Idea Banku pokazało, że na pełną odbudowę koniunktury na rynku pierwotnym w Warszawie jeszcze trochę poczekamy”.

Dodatkowe informacje

  1. Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2014
  1. O IPO Watch Europe

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Austrii, Belgii, Chorwacji, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburgu, Niemczech, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii i we Włoszech) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwotną ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w zakresie jednej giełdy nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 marca 2015 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

  1. O współtworzących raport

Raport został opracowany przez zespół ds. rynków kapitałowych PwC. Specjaliści ds. rynków kapitałowych PwC świadczą pełen zakres usług w zakresie transakcji na rynkach kapitałowych. Usługi te obejmują przygotowanie do oferty publicznej oraz całościową obsługę doradczą transakcji, w tym doradztwo finansowe, doradztwo prawne i doradztwo podatkowe.

Majątkowy ranking kandydatów na prezydenta

Majątki kandydatów na prezydenta są równie zróżnicowane jak profesje, którymi się parają. Jak wyliczył portal Money.pl, razem ich stan posiadania sięga około 20 mln złotych.

W wyborach prezydenckich zmierzą się ubiegający się o reelekcję Bronisław Komorowski (z poparciem PO), Andrzej Duda (PiS), Magdalena Ogórek (z poparciem SLD), Adam Jarubas (PSL), lider Twojego Ruchu Janusz Palikot, Janusz Korwin-Mikke (ugrupowanie KORWiN), muzyk Paweł Kukiz, Jacek Wilk (Kongres Nowej Prawicy), Marian Kowalski (Ruch Narodowy), Paweł Tanajno (Demokracja Bezpośrednia) oraz reżyser Grzegorz Braun.

Większość z kandydatów musiała ujawnić swoje majątki pełniąc funkcje posłów lub radnych. Z całej jedenastki, która 10 maja zmierzy się w pierwszej turze wyborów prezydenckich na pytania portalu Money.pl o stan portfela nie odpowiedzieli jedynie Paweł Tanajno i Jacek Wilk. Oto ranking majątków tych, spośród chętnych do stanowiska głowy państwa, których Money.pl udało się prześwietlić:

9. Marian Kowalski

Wiceprezes nowo powstałej partii Ruch Narodowy co prawda nie ujawnił dokładnie, jaki jest jego majątek, ale na pytanie: z czego się utrzymuje i czym może się pochwalić, jego rzecznik odpowiada: do niedawna był trenerem personalnym w jednej z sieci klubów fitness. Obecnie, od kilku tygodni, jest bezrobotnym, zarejestrowanym w Urzędzie Pracy. Co ma Marian Kowalski? Jego sztab obiecał portalowi Money.pl, że zostanie to ogłoszone, gdy tylko zostanie prezydentem.

8. Grzegorz Braun

– Nie posiadam ani żadnych nieruchomości, ani przedmiotów luksusu, ani też znaczących oszczędności. Jestem reżyserem i publicystą, wolnym strzelcem bez etatowego zatrudnienia. Utrzymuję się realizując filmy, pisząc teksty i wygłaszając prelekcje – usłyszeli dziennikarze Money.pl od Grzegorza Brauna, bratanka obecnego prezesa TVP, który kandydując w wyborach prezydenckich nie reprezentuje żadnej siły politycznej, ale jak sam twierdzi – kręgi patriotyczne.

7. Magdalena Ogórek

Kandydatki SLD w wyścigu o prezydenturę – z pewnością nie można zaliczyć do najbogatszych Polek. W ubiegłym roku, jak deklaruje, zarobiła w telewizji i na uczelni zaledwie 10 tys. zł.

6. Adam Jarubas – około 800 tys. zł

Kan­dy­dat PSL w oświad­cze­niu ma­jąt­ko­wym z 2013 roku zadeklarował na swoim kon­cie 80 tys. zł. Jest też po­sia­da­czem domu o po­wierzch­ni 165 m kw. i war­to­ści 600 tys. zł, dział­ki o powierzch­ni 800 m. kw. i war­to­ści 100 tys. zł oraz sa­mo­cho­du, którego wartość to około 15 tys. zł. Do­chód Adama Jarubasa za 2013 rok, gdy pełnił funkcję marszałka województwa świętokrzyskiego, wy­niósł 159 tys. zł.

5. Andrzej Duda – 1,1 mln zł

Polityk walczący o prezydenturę z ra­mie­nia PiS musiał ujawnić swój majątek jako europoseł. Z jego oświadczenia wynika, że na kon­cie zgro­ma­dził 90 tys. zł., a poza tym ma akcje spółki Skotan na łącz­ną sumę około 320 zł. Kandydat PiS ma dwa miesz­ka­nia. Pierw­sze z nich o po­wierzch­ni 79,4 m kw. i war­to­ści 500 tys. zł, a dru­gie o po­wierzch­ni 70,5 m kw. i war­to­ści 400 tys. zł. Po­nad­to, w oświadcze­niu An­drzej Duda wpi­sał dział­kę bu­dow­la­ną o po­wierzch­ni 325 m kw. i war­to­ści 100 tys. zł. oraz dwa auta – suzuki grand vitarę i volkswagena golfa – o łącz­nej war­to­ści 55 tys. zł.Do tego dochodzi wynagrodzenie członka Parlamentu Europejskiego – 6250 euro miesięcznie czyli około 25,1 tys. zł. Za każdy dzień wykonywania obowiązków w PE, eurodeputowany otrzymuje dietę w wysokości 304 euro czyli około 1222 zł. Kandydat PiS spłaca też kre­dyt o war­to­ści blisko 100 tys. zł na zakup sa­mo­cho­du.

4. Paweł Kukiz – co najmniej 2 mln zł

Radny sej­mi­ku wo­je­wódz­twa dol­no­ślą­skie­go na kon­cie zgro­ma­dził 27 tys. zł. Tak przynajmniej zadeklarował w oświadczeniu majątkowym, złożonym w styczniu. Jest posiadaczem domu o po­wierzch­ni 450 m kw. o war­to­ści 1,5 mln zł, miesz­ka­nia o pow. 36 m kw. o war­to­ści 350 tys. zł oraz łąki o pow. 0,6 ha ma­ją­cą war­tość 15 tys. zł oraz sa­mo­chód (sześcioletnie audi Q7) o war­to­ści 150 tys. zł. Pro­wa­dząc dzia­łal­no­ść go­spo­dar­czą, za­ro­bił ponad 302 tys. zł. Muzyk spłaca też kre­dyt hi­po­tecz­ny na bu­do­wę domu i pożyczki. Z po­ży­czo­nych 800 tys. zł do spła­ty zo­sta­ło mu jesz­cze około 600 tys. zł.

3. Bronisław Komorowski – około 3,1 mln zł

Pracownicy Kancelarii Prezydenta, jak lepszej sprawy bronią informacji o majątku swojego szefa – Bronisława Komorowskiego. Zasłaniają się przepisami, a dokładniej brakiem obowiązku ujawniania przez głowę państwa swojego stanu posiadania. Portal Money.pl przejrzał jednak oświadczenia majątkowe, jakie Bronisław Komorowski składał jeszcze jako poseł i marszałek Sejmu. Udało mu się wtedy zgromadzić całkiem pokaźne sumy: 140 tys. zł, 1,3 tys. dolarów amerykańskich i 400 euro. Poza nią Komorowski ma odziedziczone mieszkanie o powierzchni 159 m kw. które wycenił na blisko 2 mln złotych. Jest też słynne już gospodarstwo w Ruskiej Budzie o powierzchni 1,9 ha. Ma tam drewniany dom, szopę i wiatę. Wycenił tę  nieruchomość na 100 tys. zł. Prezydent (a właściwie jego żona – Anna) ma również mieszkanie o powierzchni 74 m kw. o wartości około 700 tys. zł, a także działkę budowlaną (800 m kw.) o wartości 180 tys. zł. Do tego, jako prezydent, Bronisław Komorowski zarabia miesięcznie około 20 tys. zł brutto.

2. Janusz Palikot – ponad 5 mln zł

Ze złożonego przez niego w ubiegłym roku w Sejmie oświadczenia majątkowego wynika, że niemal całość majątku założyciela Twojego Ruchu to nieruchomości i ruchomości. Jest wśród nich mieszkanie w centrum Lublina, z miejscami postojowymi i komórkami o powierzchni 85 mkw., wycenione na 1,65 mln zł. Poza tym poseł zgromadził obrazy i meble, których wartość sięga 3 mln zł. W garażach Palikot ma dwa land rovery – defender i discovery – warte 140  tys. zł. To nie wszystko. Ma jeszcze range rovera za 130 tys. zł i nissana micrę, wartego 12 tys. zł. Bogata kolekcja książek wyceniona została przez niego na 450 tys. zł. Pochwalił się też zegarkiem Breitling za 14 tys. zł. Jednak majątek Janusza Palikota jest mniejszy od deklarowanych zobowiązań o blisko 4 mln złotych. Z jego wyjaśnień wynika, że wziął kredyty na zakup nieruchomości, inwestycje kapitałowe, oraz na uregulowanie zobowiązań w imieniu żony Moniki oraz w spółkach, w których ma udziały: Dzierwany SA i Księgarnia na Wiejskiej Sp. z o.o.

1. Janusz Korwin-Mikke – 9,7 mln zł

Jest najbogatszym z kandydatów, którzy ujawnili swój majątek. Europarlamentarzysta i lider partii KORWiN zgromadził na kon­cie kwotę 25 tys. zł. Pochwalił się domem o po­wierzch­ni 130 m. kw. i war­to­ści 800 tys. zł oraz miesz­ka­niem o po­wierzch­ni 40 m kw. i war­to­ści 350 tys. zł. To jednak i tak niewiele w porównaniu z wartością ośmiu działek, których europoseł jest posia­da­czem. Ich łącz­na war­to­ści to 8 mln 540 tys. zł. Po­li­tyk ma dwa samocho­dy: hyundaya tuscona i fiata punto. Wartość obydwu nie przekracza 30 tys. zł. Europoseł jest udzia­łow­cem Por­ta­lu Pol­skiego, w którym po­sia­da 51 proc. udzia­łów. W ra­mach pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści go­spo­darczej za­ro­bił w ze­szłym roku 677 tys. 42 zł. Na­to­miast do­chód uzy­ska­ny z pu­bli­ka­cji pra­so­wych wy­niósł 32 tys. 468 zł. Wszystkie te dochody przebija jednak uposażenie, jakie Korwin Mikke otrzymuje jako europoseł. Podobnie jak Andrzej Duda, po odliczeniu podatku i składki na ubezpieczenie, otrzymuje miesięcznie z unijnej kasy równowartość około 120 tys. zł.

Ruszył program edukacyjny MF dla gimnazjalistów

„Finansoaktywni. Misja: Podatki” to program edukacyjny dla uczniów i nauczycieli szkół gimnazjalnych. Czym są podatki, dlaczego należy je płacić? Co z tego mamy? To tylko niektóre z pytań, na które pozwala uzyskać odpowiedź projekt Ministerstwa Finansów.

Zagadnienie edukacji finansowej społeczeństwa zyskuje coraz większe znaczenie na świecie, co wynika przede wszystkim z dynamicznego rozwoju rynków finansowych w ostatnich kilkunastu latach. Edukacja finansowa przynosi wiele korzyści konsumentom, społeczeństwu i gospodarce. Ministerstwo Finansów realizując szereg akcji edukacyjno-informacyjnych w ostatnim czasie stawia głównie na edukację młodych obywateli.

Z badań przeprowadzonych przez Ministerstwo Finansów wynika, że dla połowy Polaków płacenie podatków jest obowiązkiem obywatelskim („państwo potrzebuje moich pieniędzy”), natomiast dla 1/3 jest to przykry obowiązek („nie rozumiem po co je płacę”). Dlatego postanowiliśmy edukować naszych młodych Obywateli i informować ich na co przeznaczane są podatki. Mój gorący apel do wszystkich nauczycieli: Zadbajmy wspólnie o edukację finansową młodego pokolenia! – mówi wiceminister finansów i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna.

Edukujmy młodych!

Program ma na celu pokazanie w prosty sposób relacji pomiędzy płaceniem podatków
a finansowaniem przez państwo podstawowych działań, takich jak edukacja, budowa dróg czy zapewnienie bezpieczeństwa. Przekazana w tej formie wiedza ukształtuje wśród młodzieży świadomość podatkową, wyjaśni istotę i potrzebę płacenia podatków, a także płynące z tego korzyści. Projekt jest też narzędziem, które może ułatwić nauczycielom dydaktykę tej pozornie niełatwej dziedziny dzięki atrakcyjnym materiałom edukacyjnym. Zdobyte umiejętności pozwolą uczniom na podejmowanie w przyszłości racjonalnych decyzji, które pomogą im odnieść sukces w życiu zawodowym.

Jak dołączyć do programu?

Zgłoszenie do programu jest bardzo proste. Wystarczy, że nauczyciel gimnazjum wypełni formularz na stronie internetowej www.finansoaktywni.pl. Już w ciągu kilku dni na adres szkoły zostaną dostarczone bezpłatne materiały edukacyjne opracowane przez grono specjalistów. Otrzymany materiał dydaktyczny opisuje zagadnienia podatkowe w sposób przystępny i atrakcyjny dla gimnazjalistów, tak aby pomóc im zrozumieć wszystkie zagadnienia z tej dziedziny. Zestaw zawiera: scenariusz lekcji „Poznaj podatki, kojarz korzyści” dla nauczyciela, prezentację oraz animowany film edukacyjny, karty do gry edukacyjnej oraz portfele z logotypem programu. Zdobytą w ten sposób wiedzę można wykorzystać przy przygotowywaniu zadania na konkurs organizowany w ramach programu, a z otrzymanych materiałów korzystać w kolejnych latach.

Konkurs „Poznałem podatki, kojarzę korzyści”

W ramach programu zapraszamy do udziału w  konkursie, w którym szkoły mają szansę na zdobycie atrakcyjnych nagród. Wystarczy, że trzyosobowy zespół uczniów przygotuje pisemną pracę konkursową pod tytułem „Poznałem podatki, kojarzę korzyści”, a następnie na jej podstawie przeprowadzi debatę konkursową. Relacje z debaty oraz pracę przygotowaną przez uczniów nauczyciel załącza do formularza konkursowego dostępnego na stronie programu: www.finansoaktywni.pl.

Nagrody dla Finansoaktywnych!

Nagrodą główną jest dwudniowa wycieczka do Warszawy dla 16 zwycięskich zespołów z wybranych szkół, podczas której zwycięzcy odwiedzą między innymi Sejm RP oraz Ministerstwo Finansów. Członkowie najlepszego zespołu otrzymają tablety, a pozostali uczestnicy zestawy specjalnie przygotowanych upominków. Nagrody trafią również do opiekunów zespołów – 16 nauczycieli zwycięskich zespołów otrzyma tablety.

Dołącz do Finansoaktywnych! Aby dowiedzieć się więcej o projekcie oraz zapoznać się materiałem edukacyjnym programu wystarczy odwiedzić stronę www.finansoaktywni.pl.

***************

„Finansoaktywni. Misja: Podatki” to program edukacyjny organizowany i finansowany przez Ministerstwo Finansów. Jego misją jest przekazanie gimnazjalistom wiedzy z zakresu podatków.

Projekt przybliża również istotę i potrzebę płacenia podatków. Ponadto wyjaśnia przyszłym podatnikom, sens płacenia podatków i płynące z tego korzyści.

Szersza oferta obligacji skarbowych dla inwestorów detalicznych

Ministerstwo Finansów w porozumieniu z Giełdą Papierów Wartościowych 13 kwietnia 2015 r. wprowadziło po raz pierwszy do obrotu giełdowego (na rynku Catalyst) obligacje skarbowe denominowane w euro. Jest to poszerzenie oferty obligacji skarbowych kierowanej do inwestorów detalicznych.

Obligacje skarbowe denominowane w euro są od stycznia 2013 r. przedmiotem obrotu na międzybankowej platformie elektronicznej Treasury BondSpot Poland prowadzonej przez spółkę BondSpot S.A. należącą do grupy GPW. Teraz debiutują na platformie dostępnej dla inwestorów detalicznych. Inwestorzy detaliczni będą mogli kupić obligacje 4-, 9- i 12-letnie, wyemitowane przez Ministerstwo Finansów w ostatnich dwóch latach. Funkcję animatora pełnić będzie bank PKO BP, który uczestniczył również w ostatniej emisji obligacji 12-letnich w roli Co-Lead Managera. Bank PKO BP od roku 2003 pełni też rolę agenta emisji obligacji oszczędnościowych.

– W przyszłości każda obligacja wyemitowana na rynku euro również będzie wprowadzana do obrotu na rynek prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych. Mam nadzieję, że analogicznie jak w przypadku obligacji oszczędnościowych, również w przypadku debiutujących obligacji denominowanych w euro nabywcy indywidualni będą mogli nabyć te obligacje z cenami atrakcyjniejszymi lub co najmniej nie gorszymi od akceptowanych przez inwestorów hurtowych – powiedział wiceminister finansów Artur Radziwiłł.

NIK o opiece geriatrycznej

W Polsce nie ma systemu opieki medycznej nad pacjentami w podeszłym wieku. Brakuje geriatrów, a specjalistycznych poradni i oddziałów szpitalnych jest jak na lekarstwo. Główną barierą jest metoda rozliczania świadczeń medycznych przez NFZ, która zakłada finansowanie tylko jednej choroby, choć ludzie starsi z reguły cierpią na kilka schorzeń jednocześnie. Tymczasem z przeprowadzonej przez NIK analizy wynika, że pacjent w podeszłym wieku kompleksowo prowadzony przez geriatrę funkcjonuje lepiej, a jego leczenie kosztuje mniej.

Polskie społeczeństwo się starzeje. Osoby w wieku powyżej 65 roku życia stanowią obecnie ok. 14,7 proc. populacji, a w roku 2035 – wg szacunków GUS – będzie ich ponad 23 proc. Prognozy wskazują ponadto dodatkowo na wyraźny wzrost liczby osób w późnej starości,czyli po 80 roku życia.

Osoby starsze wymagają odpowiedniej opieki medycznej, dostosowanej do ich potrzeb i specyfiki schorzeń. Zwykle chorują na wiele chorób jednocześnie (co najmniej 3-4) i zażywają sporo lekarstw. Dlatego na świecie od kilkudziesięciu lat rozwijana jest geriatria – specjalistyczna dziedzina medycyny, kompleksowo zajmująca się zdrowiem, chorobami i opieką nad osobami w wieku podeszłym. Geriatria kompleksowo łączy fizyczne, psychiczne, funkcjonalne i społeczne problemy starszych pacjentów, pozwalając całościowo oceniać i rozwiązywać złożone problemy wieku podeszłego.

Starszy pacjent odwiedza specjalistów

Na podstawie przeprowadzonej kontroli NIK wskazuje na brak powszechnych, kompleksowych i zestandaryzowanych procedur postępowania dedykowanych osobom w wieku podeszłym. W polskim systemie opieki zdrowotnej starszy człowiek ze swoimi dolegliwościami trafia w pierwszej kolejności do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Ten z reguły nie ma wystarczającego przygotowania w zakresie geriatrii (tej dziedziny medycyny nie ma w obowiązkowych programach kształcenia uczelni medycznych) i dlatego traktuje starszego pacjenta, jak każdego innego w średnim wieku: wysyła do specjalisty. A że osoba starsza najczęściej cierpi na wiele chorób jednocześnie, wysyłana jest więc do wielu różnych specjalistów. Każdy z nich z kolei leczy pacjenta w swoim zakresie, często nie zwracając uwagi na inne, wcześniej zaordynowane leczenie. NIK wskazuje, że istnieją skuteczniejsze, mniej uciążliwe i zarazem mniej kosztowne sposoby opieki nad pacjentami w wieku podeszłym.

Skutecznie, nowocześnie i przyszłościowo

NIK zestawiła roczne koszty leczenia grupy pacjentów powyżej 60 roku życia, którzy byli hospitalizowani na oddziałach geriatrycznych z kosztami leczenia porównywalnej grupy pacjentów oddziałów chorób wewnętrznych. Prześledzono historie pacjentów z 10 najczęściej występującymi schorzeniami (10 najczęściej wykazywanych grup JGP) leczonych na oddziale geriatrii oraz historie porównywalnej grupy pacjentów z tymi samymi chorobami (te same grupy JGP) hospitalizowanych na oddziale chorób wewnętrznych. Wyniki analizy NIK wskazują wyraźnie, że średni jednostkowy koszt wszystkich świadczeń udzielonych pacjentowi leczonemu na oddziale chorób wewnętrznych w ciągu roku od momentu przyjęcia do szpitala, był o 1380 zł wyższy od kosztów leczenia porównywalnego pacjenta na oddziale geriatrycznym*. Wyższy był także roczny koszt leków przyjmowanych przez pacjentów, którzy byli hospitalizowani na oddziałach chorób wewnętrznych: w 2011 r. o 12,6 proc, a w 2013 r. o 10,6 proc. Dlaczego? Na oddziale chorób wewnętrznych, leczy się jedną, podstawową chorobę, na którą skarży się pacjent, także starszy. Natomiast pacjent hospitalizowany na oddziale geriatrycznym przechodzi kompleksową, odpowiednią do swego stanu – wieku i schorzeń – diagnostykę oraz terapię. Dzięki temu opuszcza oddział z lepiej dobranym, celowanym leczeniem, które jest nie tylko skuteczniejsze, ale także mniej uciążliwe, chociażby dzięki ograniczeniu liczby zalecanych leków (w skrajnym ze sprawdzonych przypadku – z siedmiu dotychczas przyjmowanych do trzech). W ten sposób starsza osoba po wyjściu ze szpitala nie musi tak często korzystać z pomocy lekarzy w poradniach specjalistycznych, czy wręcz wracać do szpitala. Takie kompleksowe postępowanie pozwala także efektywniej gospodarować funduszami przeznaczonymi na leczenie pacjentów powyżej 60 roku życia.

Brakuje lekarzy, poradni i oddziałów szpitalnych

Podstawą kompleksowego systemu opieki geriatrycznej jest odpowiednia liczba lekarzy tej specjalności. NIK zwraca uwagę, że w Polsce liczba geriatrów znacznie odbiega od średniej europejskiej: w połowie 2014 r. było jedynie 321 geriatrów, czyli średnio 0,8 geriatry na 100 tys. mieszkańców. Tymczasem w Niemczech wskaźnik ten wynosi 2,2, w Czechach 2,1, w Słowacji 3,1, a w Szwecji blisko 8.

Liczba lekarzy specjalistów w dziedzinie geriatrii w przeliczeniu na 100 tys. Mieszkańców w Polsce i wybranych krajach UE

Wykres: Liczba lekarzy specjalistów w dziedzinie geriatrii w przeliczeniu na 100 tys. Mieszkańców w Polsce i wybranych krajach UE – dane Naczelnej Izby Lekarskiej oraz wzorce opieki geriatrycznej w innych krajach, ze szczególnym uwzględnieniem krajów UE, K. Wieczorowska-Tobis, materiał z prezentacji podczas Panelu Ekspertów, Warszawa

Dodatkowo z racji braku systemu i adekwatnego finansowania geriatrii nie wszyscy lekarze geriatrzy pracują w swojej specjalności. W 2013 r. (według Naczelnej Izby Lekarskiej) w ramach kontraktu z NFZ świadczeń udzielało jedynie 160 geriatrów, czyli zaledwie połowa wszystkich, jakich mamy.

Kolejna trudność to brak oddziałów geriatrycznych. Jak wynika z ustaleń kontroli nieliczne istniejące łóżka geriatryczne są zwykle częścią oddziałów innych niż geriatryczne, np. internistycznych. Barierę w tworzeniu specjalistycznych oddziałów i poradni geriatrycznych stanowi sposób rozliczania świadczeń medycznych stosowany obecnie przez NFZ. Fundusz wykorzystuje bowiem tzw. system JGP (Jednorodnych Grup Pacjentów), który zakłada finansowanie tylko jednej choroby czy procedury, z którymi pacjent zgłasza się do leczenia. Do tej pory NFZ nie wyodrębnił Jednorodnych Grup dedykowanych specjalnie osobom starszym, u których leczenia – i jednocześnie finansowania – wymaga kilka chorób równolegle. W związku z tym opieka nad osobami w wieku podeszłym, realizowana zgodnie z zasadami sztuki medycznej, prowadzi dzisiaj do strat dla szpitali. A co za tym idzie – utrzymanie łóżek przeznaczonych dla pacjentów geriatrycznych jest możliwe tylko przy innych oddziałach, bo tam ich koszt bilansuje się leczeniem młodszych chorych, z pojedynczymi schorzeniami.

Konsekwencją nieodpowiedniej liczby – łóżek, oddziałów i lekarzy – jest wyraźne zróżnicowanie dostępu do świadczeń geriatrycznych w zależności od województwa. Geriatrów wszędzie jest za mało, ale są miejsca, gdzie sytuacja wygląda wręcz dramatycznie. Na przykład w województwie warmińsko – mazurskim w czasie objętym kontrolą, tzn. do połowy roku 2014, nie było ani jednego szpitalnego łóżka geriatrycznego i ani jednej poradni geriatrycznej. Na tym terenie również żaden lekarz geriatra nie przyjmował pacjentów w ramach umowy z NFZ. Z kolei w województwie zachodniopomorskim kontrakt z Funduszem miał podpisany jeden geriatra. Najlepiej zorganizowana opieka geriatryczna jest w województwie śląskim, na terenie którego 42 lekarzy udzielało świadczeń w zakresie geriatrii.

Niewykorzystywane standardy

NIK zwraca uwagę, że do dzisiaj Minister Zdrowia nie wprowadził w formie rozporządzenia, czyli powszechnie obowiązującego prawa, „Standardów postępowania w opiece geriatrycznej”, chociaż odpowiedni dokument został opracowany w 2007 r. przez powołany przez Ministra Zespół ds. Gerontologii. Owe Standardy na razie ukazały się jedynie w kwartalniku „Gerontologia Polska”.

W ocenie NIK Standardy powinny stanowić podstawę dla tworzenia systemu opieki geriatrycznej. Pokazują one, krok po kroku, jak należy zorganizować opiekę nad pacjentem w podeszłym wieku – począwszy od poradni geriatrycznej, poprzez oddział geriatryczny, po opiekę nad pacjentem już po wyjściu ze szpitala. W Standardach znajduje się także opis Całościowej Oceny Geriatrycznej (COG), która jest fundamentalną procedurą postępowania w geriatrii. Służy ona precyzyjnemu rozpoznaniu problemów zdrowotnych i opiekuńczych osób w podeszłym wieku. Stosowanie Całościowej Oceny Geriatrycznej pozwala skutecznie rozpoznawać problemy, programować leczenie i postępowanie poprawiające sprawność fizyczną oraz umysłową pacjentów w wieku podeszłym. Umożliwia także korzystne dla pacjenta zmniejszenie liczby przyjmowanych leków i ograniczenie innych, dodatkowych świadczeń, np. ponownych hospitalizacji. Kontrola NIK wykazała, że mimo iż procedura Całościowej Oceny Geriatrycznej została wprowadzona do leczenia szpitalnego na początku 2012 r. to nie jest ona powszechnie stosowana. Wykonano ją jedynie u 14,3 proc. pacjentów dla których była przeznaczona.

NIK wskazuje, że dużą korzyścią byłoby już, gdyby lekarze podstawowej opieki zdrowotnej wykorzystywali przynajmniej jeden element Całościowej Oceny Geriatrycznej – tzw. skalę VES 13, która w prosty sposób pozwala ustalić, który z pacjentów po 60 roku życia kwalifikuje się do objęcia opieką geriatryczną. Pomocnym i perspektywicznym rozwiązaniem powinny być także zajęcia specjalizacyjne dla studentów medycyny, jednak NIK zwraca uwagę, że wykłady z geriatrii dotychczas prowadzone były na uczelniach wyłącznie jako przedmiot fakultatywny, a zajęcia praktyczne w tej dziedzinie prowadziło tylko pięć spośród jedenastu uczelni medycznych.

Wnioski

Starzenie się społeczeństw powoduje wzrost kosztów opieki medycznej i świadczeń socjalnych. Stanowi także wyzwanie organizacyjne dla całego systemu opieki zdrowotnej. Wobec takiej sytuacji, NIK wskazuje na naglącą potrzebę budowania skutecznego systemu opieki nad osobami w podeszłym wieku oraz sieci wsparcia dla ich rodzin.

W ocenie NIK, wobec prognoz zmian demograficznych, niezbędne jest wprowadzenie przez Ministra Zdrowia pełnego systemu opieki zdrowotnej dla osób w podeszłym wieku. Kontrola NIK wykazała, że dobrze zorganizowany system opieki geriatrycznej oraz adekwatna wycena świadczeń, są korzystniejsze dla pacjenta i tańsze dla płatnika.

Ponadto NIK wskazuje także, że rzetelna analiza potrzeb, leży w gestii zarówno organizatora systemu, jak i płatnika świadczeń, i powinna w krótkim czasie wskazać rejony szczególnego deficytu opieki geriatrycznej, a wycena świadczeń dedykowanych geriatrii powinna być tak skonstruowana, by warunki finansowe umożliwiały tworzenie nowych placówek geriatrycznych.

Organizatorzy systemu opieki geriatrycznej dla osób w podeszłym wieku, m. im. z uwagi na specyfikę tej grupy pacjentów, winni również zadbać o właściwy przekaz informacji dotyczących opieki medycznej dla osób starszych. Brak zrozumienia w społeczeństwie idei i racji tworzenia systemu opieki geriatrycznej również stanowi ograniczenie w korzystaniu z tych świadczeń.

* Po zakończeniu kontroli obejmującej lata 2011 – 2013 NFZ przekazał NIK dodatkowe informacje, że w roku 2014 koszt samego tylko pobytu pacjenta w podeszłym wieku na oddziale geriatrycznym był o 300 zł wyższy od kosztów pobytu porównywalnego pacjenta w oddziale chorób wewnętrznych. W związku z tym NIK dokonała dodatkowej analizy na podstawie uzupełnionych danych z NFZ za rok 2014, z której wynika, że koszty pobytu porównywalnych pacjentów w oddziale geriatrii i oddziale chorób wewnętrznych różnią się nieznacznie (o 38 -108 zł). Ta dodatkowa analiza wzmacnia stanowisko NIK co do różnicy kosztów na korzyść opieki geriatrycznej.

Konferencja „Modernizacja Administracji Podatkowej i Nowa Ordynacja Podatkowa”

Modernizacja administracji podatkowej przeprowadzana w etapach, wsparcie podatnika i założenia nowej Ordynacji podatkowej – to główne wątki konferencji, która odbyła się 9 kwietnia br.  w Sejmie. To realizacja zmian w podejściu do podatnika, zapowiedzianych w expose premier Ewy Kopacz.

Uczestnikami konferencji pt. „Modernizacja Administracji Podatkowej i Nowa Ordynacja Podatkowa” byli m.in. przedstawiciele organizacji zrzeszających przedsiębiorców i środowisk naukowych, Kancelarii Prezydenta, administracji centralnej i instytucji rządowych oraz członkowie komisji sejmowych i senackich. Gospodarzami spotkania byli minister finansów Mateusz Szczurek i wiceministrowie finansów Janusz Cichoń i Jacek Kapica oraz przewodnicząca Komisji Finansów Publicznych Krystyna Skowrońska.

Premier Ewa Kopacz w swoim expose zapowiedziała nowe podejście do podatnika. Na tej konferencji przedstawimy kierunki realizacji tej zapowiedzi – powiedział minister Szczurek. – W założeniach nowej Ordynacji podatkowej został wyważony  interes podatnika i interes publiczny – dodał. Stąd też potrzeba gruntownych, wieloetapowych zmian obejmujących zarówno kwestie dotyczące organizacji i funkcjonowania administracji podatkowej oraz ogólnego prawa podatkowego, a także praw i obowiązków podatnika.

Modernizacja administracji podatkowej dotyczy zmian legislacyjnych i organizacyjnych oraz działań informatycznych. Wdrażana od 1 kwietnia br. konsolidacja oraz projekt ustawy o administracji podatkowej pozwolą na stworzenie optymalnych struktur organizacyjnych i warunków do przeprowadzenia proklienckiej modernizacji. Centra obsługi, usługa asystenta podatnika, wyspecjalizowane urzędy skarbowe dla dużych podatników oraz wyodrębnienie organizacyjne Krajowej Informacji Podatkowej pozwolą na lepszą jakość usług świadczonych przez urzędy skarbowe oraz przejrzyste i jednolite interpretacje podatkowe.

Naszym celem jest urzeczywistnienie koncepcji „Podatnik jest w centrum uwagi administracji” – zaznaczył minister Jacek Kapica. Jego zdaniem zmiany powinny odpowiedzieć na potrzeby i oczekiwania podatników, aby ułatwić im wykonywanie obowiązków podatkowych. Transformację rozpoczęła nowelizacja ustawy o urzędach i izbach skarbowych, która umożliwia konsolidacje procesów pomocniczych i wzmocnienie kadrowe realizacji zadań podstawowych (obsługę, postępowanie, kontrolę i egzekucję). Równolegle jest realizowana standaryzacja procesów, jednolitości działania i zarządzania w administracji podatkowej. Od 2014 r. wzmacniana jest analiza ryzyka dla określenia sposobów reagowania na zjawiska wypełniania obowiązków podatkowych. Nowa ustawa o administracji podatkowej umożliwi kompleksową, niezależną od właściwości miejscowej i komfortową obsługę podatnika, wsparcie nowych przedsiębiorców przez okres 18 miesięcy od nadania NIP przez asystenta podatnika, skoncentrowanie wyspecjalizowanych urzędów skarbowych na obsłudze dużych, strategicznych podatników. Zakłada też wyodrębnienie i specjalizację biur KIP w poszczególnych podatkach oraz utworzenie Centralnego Rejestru Danych Podatkowych. – To wszystko służy realizacji proklienckiej polityki i dążeniu do głębszej reformy strukturalnej administracji podatkowej – wyjaśnił Jacek Kapica.

– Na uwagę zasługuje opinia na temat funkcjonowania polskiej administracji podatkowej przedstawiona w raporcie sporządzonym przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), który przeprowadził w dniach 12-25 listopada 2014 r. analizę oraz przedstawił zalecenia zmierzające do usprawnienia jej efektywności i skuteczności – powiedziała wicedyrektor w Departamencie Administracji Podatkowej Małgorzata Szafoni. MFW ocenił pozytywnie kierunki inicjatyw podjętych przez Polskę, ale wskazał na brak ogólnej, długoterminowej strategii modernizacji i głębszych zmian odnoszących się do słabości strukturalnych poprawiających efektywność. Niezbędna jest głębsza reforma instytucjonalna oraz sformułowanie kompleksowej strategii modernizacji administracji podatkowej, zakładającej m.in.  utworzenie ujednoliconej krajowej administracji Podatkowej, jako jednego podmiotu (centrala i poziomy operacyjne), podległego MF i odpowiedzialnego za wszystkie sprawy związane z administracją podatkową w Polsce.

Prace nad nową ustawą regulującą organizację i funkcjonowanie administracji Podatkowej są bardzo zaawansowane, projekt został skierowany do Sejmu i czeka na pierwsze czytanie, prawdopodobnie na kolejnym posiedzeniu Sejmu.

Wiceminister finansów Janusz Cichoń zapowiedział opracowanie nowej, przyjaznej podatnikowi Ordynacji podatkowej. Jej kierunkowe założenia przygotowała Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego pod przewodnictwem prof. Leonarda Etela. – Celem prac Komisji jest uporządkowanie części ogólnej prawa podatkowego w formie nowego aktu prawnego zatytułowanego – uwzględniając historycznie ukształtowane nazewnictwo – „Ordynacja podatkowa” – powiedział prof. Etel. W jego opinii nie jest możliwa nowelizacja obowiązującego aktu, ale skonstruowanie zupełnie nowego w logice i konstrukcji. Obecnie założenia są po konsultacjach resortowych i opinii Rady Konsultacyjnej Prawa Podatkowego, a przed Komisją prace nad weryfikacja ich zasadności. W maju mają rozpocząć się konsultacje społeczne.

Nowe Ordynacja podatkowa zakłada m.in. skrócony czas na dokonanie wymiaru podatku, wydłużenie terminu do wniesienia odwołania lub zażalenia i nowe środki zwalczania przewlekłości postępowania jako jedne z podstawowych z założeń ochrony prawa podatnika. Natomiast  propozycje m.in. wprowadzenia uproszczonego postępowania podatkowego, ujednolicenie zasad prowadzenia kontroli podatkowej, rozszerzenie zakresu czynności sprawdzających, możliwość przeprowadzenia rozprawy w I instancji, wzmocnienie mocy dowodowej oświadczenia strony i konfrontacja w toku postępowania to założenia służące zwiększeniu skuteczności i  efektywności wymiaru i poboru zobowiązań podatkowych. Katalog zasad ogólnych prawa podatkowego i podstawowych praw i obowiązków podatnika obejmie m.in. prawo do rzetelnego, bezstronnego, sprawnego i terminowego załatwiania sprawy podatkowej, do ochrony prywatności i danych podatnika, do naprawienia szkody, do uzyskania informacji czy prawo do uprzejmego, profesjonalnego i sprawiedliwego traktowania.

Spotkanie było kolejnym krokiem merytorycznej dyskusji ze środowiskiem przedsiębiorców i naukowym oraz przedstawicielami innych instytucji na tematy dotyczące transformacji administracji podatkowej oraz kierunkowych zmian zawartych założeniach nowej Ordynacji podatkowej.

Interpretacja ogólna – zwolnienie podmiotowe z VAT

W dniu 9 kwietnia 2015 r., Minister Finansów wydał na podstawie art. 14a § 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa interpretację ogólną w zakresie stosowania tzw. zwolnienia podmiotowego z VAT oraz obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, wobec podmiotów wykonujących m.in. usługi związane z obsługą rachunkowo-księgową.

Przedmiotowa interpretacja ogólna została wydana w związku z wątpliwościami oraz rozbieżnościami interpretacyjnymi jakie pojawiły się po nowelizacji przepisów ustawy z dnia 5 lipca 1996 r. o doradztwie podatkowym dokonanej ustawą z dnia 9 maja 2014 r. o ułatwieniu dostępu do wykonywania niektórych zawodów regulowanych.

Istotą interpretacji jest wskazanie, że w sytuacji gdy podmiot świadczy wyłącznie usługi prowadzenia ksiąg rachunkowych, ksiąg podatkowych i innych ewidencji do celów podatkowych lub też sporządzania (wypełniania) zeznań i deklaracji podatkowych może on korzystać ze wspomnianego zwolnienia podmiotowego w VAT, a obowiązek ewidencjonowania za pomocą kasy rejestrującej powstaje u takiego podmiotu na zasadach ogólnych.

W związku z powstałymi rozbieżnościami interpretacyjnymi, mając na uwadze zasadę zaufania do państwa, w przypadku podmiotów, które po wejściu noweli ustawy z dnia 5 lipca 1996 r. o doradztwie podatkowym zrezygnowali ze zwolnienia podmiotowego z VAT, uznaje się za zasadne aby podatnicy, którzy chcieliby powrócić do ww. zwolnienia (wcześniej niż po upływie roku, licząc od końca roku, w którym zrezygnowali z tego zwolnienia) mogli to uczynić już od 1 maja br. Podatnicy powracający do zwolnienia podmiotowego od 1 maja br. powinni zawiadomić o tym właściwego naczelnika urzędu skarbowego w terminie do dnia 8 maja 2015 r.

Interpretacja ogólna w zakresie stosowania tzw. zwolnienia podmiotowego z VAT oraz obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, wobec podmiotów wykonujących m.in. usługi związane z obsługą rachunkowo-księgową.

Pracowałeś za granicą? Sprawdź, jak się rozliczyć z urzędem skarbowym

0
Niezależnie od tego, gdzie zarabiamy, jeśli mieszkamy w Polsce i mamy rezydencję podatkową w naszym kraju, zwykle musimy złożyć tutaj zeznanie podatkowe. Podwójnego opodatkowania możemy uniknąć, jeśli pracowaliśmy w kraju, z którym Polska ma podpisaną odpowiednią umowę.

Umowy międzynarodowe zakładają dwie metody unikania podwójnego opodatkowania: wyłączenie z progresją lub odliczenie proporcjonalne. „Pierwsze rozwiązanie stosuje się w przypadku, gdy podatnik oprócz dochodu zagranicznego uzyskuje dochód podlegający opodatkowaniu również w Polsce. Wówczas jest zobowiązany do złożenia w naszym kraju rozliczenia rocznego. Dochód uzyskany za granicą nie jest w Polsce opodatkowany. Służy on tylko do obliczenia stopy procentowej” – mówi serwisowi infoWire.pl Małgorzata Sator z Urzędu Skarbowego Warszawa-Wola. Jeśli pieniądze zarabiamy jedynie w kraju, z którym Polska ma podpisaną umowę przewidującą stosowanie metody wyłączenia z progresją, nie musimy rozliczać się z polskim fiskusem.

Odliczenie proporcjonalne jest mniej korzystne. „Sumujemy dochody zagraniczne i krajowe, opodatkowujemy je, a następnie obliczony podatek pomniejszamy o podatek zapłacony za granicą” – wyjaśnia ekspertka. Umowy przewidujące stosowanie tej metody unikania podwójnego opodatkowania Polska zawarła między innymi z Belgią, Holandią, Islandią, Rosją i Stanami Zjednoczonymi.

Dochody uzyskane za granicą rozliczamy na formularzu PIT-36. Można dostarczyć go osobiście do urzędu skarbowego, wysłać pocztą czy też – jeśli przebywamy za granicą – złożyć w polskim urzędzie konsularnym. Innym, coraz wygodniejszym, sposobem jest przesłanie zeznania w formie elektronicznej (po wcześniejszym pobraniu aplikacji oraz formularzy ze strony www.e-deklaracje.gov.pl).

Skarbiec TFI: W każdych warunkach rynkowych warto brać do portfela średnie spółki o dobrych fundamentach.

CEO Magazyn Polska

Stosowane podczas oceny koniunktury wskaźniki wykazują średnie, przeciętne wartości. Zdaniem zarządzającego funduszami akcji w Skarbiec TFI w takim jak obecnie, normalnym otoczeniu należy stosować logiczne strategie, które pozwolą na większy zwrot z inwestycji niż to, co oferuje szeroki rynek. Dlatego sam stawia na spółki o średniej kapitalizacji, ale będące zdecydowanymi liderami w swoich branżach i sektorach.

Wbrew temu, co często słyszymy, żyjemy po prostu w normalnych czasach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Cichosz, zarządzający funduszami akcji Skarbiec TFI. – Nie znajdujemy się w momencie, w którym mamy zbyt zaawansowaną hossę na rynkach czy wysokie wyceny i musimy bać się krachu na giełdzie. Jest wręcz przeciwnie.

W takim otoczeniu, jak wskazuje Michał Cichosz, należy stosować normalne, sprawdzone, logiczne strategie inwestycyjne, które pozwolą zarobić zdecydowanie więcej niż to, co przeciętnie oferuje szeroki rynek.

Nie należy się kierować cyklami koniunktury – twierdzi Cichosz. – W naszej firmowej filozofii stosujemy metodologię polegającą na tym, że każdy moment, czy jest to okres prosperity, czy kryzysu, kreuje zwycięzcę i przegranego. Należy wybierać firmy, które radzą sobie lepiej niż pozostałe. Biznesy, które są silniejsze, pokonują bowiem konkurencję bez względu na to, czy w gospodarce będzie dobrze, czy gorzej.

Strategia powinna polegać na wyborze najbardziej efektywnych firm w swoich branżach, sektorach, niszach i eliminowania z portfela słabszych spółek. Daje ona, jak twierdzi Cichosz, bardzo atrakcyjne wyniki inwestycyjne.

Ostatnie kilka lat udawało nam się zarabiać rocznie na funduszu, którym ja akurat się zajmuję, mniej więcej 10 proc. więcej aniżeli indeksy giełdowe, po trzech latach jest to ponad 30 proc. więcej niż benchmark czy indeks WIG – wskazuje Michał Cichosz.

Zdaniem zarządzającego funduszami akcji Skarbiec TFI, inwestując w akcje spółek, nie warto tracić czasu na żmudną analizę sytuacji makroekonomicznej i wyciąganie wniosków z poszczególnych wypowiedzi szefów banków centralnych czy pojedynczych danych makroekonomicznych.

Po prostu zajmijmy się wybieraniem dobrych biznesów, bo każdy moment zawsze kreuje jakiegoś lidera i często na zgliszczach starych biznesów powstaje nowy, wieloletni – przekonuje Michał Cichosz. – Zwracajmy uwagę na to, co tak naprawdę daje nam szansę zarobku, a odrzućmy cały szum informacyjny, który nie pomaga, a wręcz przeciwnie – przeszkadza.

Warto przede wszystkim, jak uważa Cichosz, ocenić efektywność firmy pod względem zwrotu na kapitale, jaki przedsiębiorstwo generuje. Więcej odłożonej gotówki pozwala takiej spółce szybciej się rozwijać, co przynosi jej także więcej środków do podziału wśród akcjonariuszy w postaci dywidendy czy skupu akcji własnych. To z kolei powoduje, że ceny akcji rosną znacznie szybciej aniżeli średnia rynkowa czy udziały słabszych konkurentów.

Czyli można powiedzieć, że jeżeli w biznes A i B należy zainwestować po milion złotych, z czego jeden generuje rocznie 10 proc. do kieszeni, a drugi – 20 proc., to wolimy mieć walory spółki o wiele bardziej rentownej – precyzuje Cichosz. – Nasz filozofia polega na wyborze jakościowych liderów, którzy dają potem przeciętnie 10 proc. więcej aniżeli średnia.

Zdaniem Michała Cichosza w długim terminie ciekawym obecnie segmentem jest branża technologiczna. Spółki IT notowane w Stanach Zjednoczonych lub Niemczech są firmami globalnymi, odgrywającymi bardzo dużą rolę we wzroście gospodarczym. Większość z nich nigdy nie będzie notowana w Polsce. Jeżeli więc inwestor chce mieć ekspozycję na nowych liderów światowej gospodarki, powinien zainwestować za granicą. Takie działania stosuje między innymi Skarbiec TFI w swoich funduszach.

Inną branżą jest chociażby sektor ochrony zdrowia, czyli spółki zajmujące się produkcją i wynajdywaniem nowych leków, które w związku ze strukturalnym starzeniem się bogatych społeczeństw mają przed sobą świetlaną przyszłość – uważa Cichosz. – Obecnie te właśnie branże charakteryzują się najwyższą stopą zwrotu na zainwestowanym kapitale, czyli są najbardziej jakościowe w relacji do innych i atrakcyjne z inwestycyjnego punktu widzenia.

Po roku rekordowych przychodów z podstawowej działalności Infovide liczy na dwucyfrowe wzrosty w 2015 r. To efekt zmiany strategii handlowej

0

CEO Magazyn Polska

Dostawca usług doradczych IT spółka Infovide-Matrix poprawia wyniki finansowe dzięki nowej strategii w zakresie zawierania kontraktów. Firma otwiera się na długoterminową współpracę z dużymi klientami. W 2015 roku Infovide-Matrix chce dalej zwiększać przychody i poprawiać rentowność. To będzie możliwe dzięki zapotrzebowaniu na systemy z zakresu bilansu energetycznego czy analityki dla dużych podmiotów finansowych.

– Strategia budowania portfela jest odzwierciedlona w naszym backlogu (wartość podpisanych kontraktów – red.), który na początku roku już jest w dużej mierze wypełniony zamówieniami – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Borys Stokalski, prezes zarządu Infovide-Matrix, dostawcy usług doradczych i rozwiązań zakresie IT. – To jest pierwszy rok wzrostowy od kilku lat. Kiedy popatrzymy na nasze przychody z podstawowej działalności, czyli z usług, to zobaczymy, że mamy rekordowe wyniki w historii spółki.

Jak dodaje, zmiana strategii polegała na odmiennym budowaniu portfela zamówień. Firma zaczęła zawierać oprócz kontraktów średniej wielkości, także kontrakty wieloletnie z dużymi klientami.

– W energetyce przykładem systemów, które dzisiaj przeżywają pewne nowe otwarcie, jest oczywiście billing energetyczny, integracja bilingu z inteligentną infrastrukturą pomiarową i systemy wspierające sprzedaż – tłumaczy Stokalski. – Z kolei obszar bankowości i finansów to oprócz tradycyjnych rozwiązań, jak automatyzacja procesów kredytowych czy kanały elektroniczne, także duża analityka dla dużych podmiotów finansowych.

Przychody Infovide-Matrix w 2014 r. wyniosły 212,89 mln zł i w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej wzrosły o ponad 20 proc. z poziomu 180,48 mln zł. Zysk netto natomiast wyniósł 1,78 mln zł wobec 2,79 mln zł straty w 2013 r.

– Komentując nasze ubiegłoroczne wyniki, trudno tu mówić o jakichś jednostkowych wydarzeniach, które wpłynęły na wyniki, bo jest to po prostu efekt systematycznej i kilkuletniej pracy managementu firmy, związanej z transformacją naszej strategii i tego, w jaki sposób ją realizujemy – mówi prezes zarządu Infovide-Matrix.

W jego ocenie spółka musi nadal pracować nad poprawą wyniku netto, czego powodem może być poprawa efektywności kosztowej, gdyż firma dzisiaj ponosi znaczne koszty w związku z finansowaniem dużych projektów pozyskanych w przeszłości.

– Musieliśmy się też uporać z negatywnymi skutkami problemów, które mieliśmy we współpracy z jednym z klientów w energetyce w ciągu ostatnich dwóch lat – przypomina Borys Stokalski. – Trzeba powiedzieć uczciwie, że kosztowało to spółkę i akcjonariuszy.

Prezes Infovide-Matrix zauważa, że w tym momencie – mimo podobnego poziomu zamówień jak w roku 2014 (96 mln zł versus 95 mln zł) – firma oczekuje poprawy wyniku netto bez zaistnienia zdarzeń jednorazowych, takich jak zamknięcie sporu z spółką energetyczną Enea SA.

– Uważam, że skala kontraktacji w tym momencie jest solidna, porównywalna z ubiegłoroczną, która dała nam tak dużą dynamikę wzrostu. Cały czas pracujemy jednak na zdynamizowaniem tego wzrostu również i w tym roku – podsumowuje Borys Stokalski.

Prezes spółki szacuje, że nie będzie łatwo powtórzyć prawie 26-proc. wzrost w podstawowej działalności, ale chcemy, by osiągnięty w tym roku wzrost był zauważalny.

Infovide-Matrix SA jest jednym z głównych dostawców rozwiązań IT w Polsce. W ciągu ostatnich 12 miesięcy kurs akcji wzrósł o 22 proc. z 3,8 zł do około 4,7 zł przy korzystnym zachowaniu sektora – WIG-Informatyka wzrósł w tym okresie o 25 proc. Obecna kapitalizacja spółki to prawie 60 mln zł. Firma jest notowana na GPW od stycznia 2007 r.

Prawo podatkowe jest nieprzejrzyste i zbyt często zmieniane. Przedsiębiorcy krytycznie oceniają system podatkowy

0

CEO Magazyn Polska

Dwie trzecie przedsiębiorców nisko ocenia jakość przepisów podatkowych, a 86 proc. przyznaje, że zmieniają się one zbyt często – wynika z badań firmy Podatkowiec. Choć system podatkowy wielu z nich stwarza duże trudności, to tylko 30 proc. próbuje zmienić tę sytuację, np. wprowadzając politykę podatkową w firmie. Przedsiębiorcy podkreślają, że problemem większym niż skomplikowany system podatkowy jest jego interpretacja przez poszczególnych urzędników.

– Badania, które przeprowadziliśmy wśród polskich przedsiębiorców, potwierdziły, że system podatkowy jest przez nich bardzo źle oceniany – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Pastuszka, prezes firmy Podatkowiec. – Widać, że opinie o systemie podatkowym dramatycznie się pogorszyły. Przedsiębiorcy bardzo źle oceniają skomplikowanie tego systemu i zmiany, które w nim nastąpiły.

Dla 86 proc. respondentów częstotliwość zmian w przepisach podatkowych jest zbyt częsta. Aż 60 proc. z nich jakość przepisów prawa podatkowego ocenia bardzo nisko (bardzo wysoko oceniło zaledwie 3 proc.). Taką samą ocenę wystawiło dwóch na trzech badanych w odpowiedzi na pytanie o przejrzystość systemu.

– Jednocześnie przedsiębiorcy nic nie robią w tym zakresie. Tylko 30 proc. z nich podjęło jakiekolwiek działania, które miały poprawić sposób zarządzania podatkami – podkreśla Pastuszka.

70 proc. badanych nie próbuje zmienić stanu poprzez np. wprowadzenie polityki podatkowej w firmie i określenie rocznych celów podatkowych. Przedsiębiorcom brakuje świadomości, że lepsze zarządzanie podatkami może pozwolić im zmniejszyć obciążenia fiskalne, a tym samym przeznaczyć więcej środków na działalność.

Przedsiębiorcy apelują o uproszczenie przepisów, jednak eksperci z firmy Podatkowiec podkreślają, że trudno upraszczać regulacje dotyczące tak skomplikowanej materii.

– Można długo wymieniać, jakie przepisy można by było wprowadzić czy zmienić, natomiast po analizie problemów przedsiębiorców wydaje mi się, że większym problemem jest podejście organów do interpretacji tych przepisów, kultura obsługi podatnika i podejście do niego. To jest główna kwestia – mówi Jerzy Martini, szef zespołu ds. podatku VAT w firmie Podatkowiec.

Działania zmierzające do poprawy tych kwestii są podejmowane przez resort finansów. Trwają prace nad zmianami w administracji podatkowej, zgodnie z którymi podatnik – jako klient – ma być w centrum uwagi. Jedną z propozycji jest wprowadzenie nowej instytucji – asystenta podatnika, który będzie wspierał mikroprzedsiębiorców w pierwszych 18 miesiącach prowadzenia działalności gospodarczej. Ministerstwo zapewnia również, że poprawi się kwestia interpretacji przepisów. Dla zapewnienia jednolitości interpretacji rozwijana będzie Krajowa Informacja Podatkowa – indywidualne interpretacje podatkowe mają być wydawane w krótszym czasie. Pojawią się też nowe formy obsługi klienta i więcej e-usług.

Pytanie, czy da się zmienić mentalność wielu urzędników, wywodzącą się jeszcze ze starego systemu, czyli negatywne podejście do podatników. Mimo że nie jest to uzasadnione przepisami prawnymi. Urzędnicy nie zawsze są bezstronni, uczciwi, nie zawsze są partnerami. Główny problem nie są przepisy, tylko podejście do nich aparatu państwowego, aparatu skarbowego – podkreśla Martini.

Eksperci podkreślają, że negatywne podejście urzędników i różna interpretacja jednego przepisu w różnych urzędach mogą mieć poważne konsekwencje dla firmy.

– Przedsiębiorca może dzisiaj w dobrej wierze, zachowując należytą staranność, podejmować pewne decyzje, nawet konsultowane prawnie, a urząd może przyjść i stworzyć wykładnię prawną, która jego decyzje podważy i spowoduje, że będzie miał do zapłacenia ogromne pieniądze naliczone również wstecz. W takiej sytuacji przedsiębiorca może sobie nie poradzić na rynku – ocenia Wiesław Wójcik, prezes firmy odzieżowej Corpo i Przewodniczący Porozumienia przedsiębiorców poszkodowanych przez organy RP.

To z kolei może prowadzić do bankructwa przedsiębiorstwa. Jak podkreśla Wójcik, przez „pomyłki” urzędników upadło już wiele podmiotów. W Polsce obowiązują wprawdzie przepisy o odpowiedzialności urzędników za podejmowane decyzje, ale w praktyce nie działa to tak, jak należy – ocenia. Przykładem samowolnej postawy urzędników są kontrole, które zgodnie z wyrokami sądów powinny być zakończone np. w ciągu miesiąca, a trwają przez kolejne dwa lata, co kończy się upadkiem firmy i utratą wielu miejsc pracy przy jednoczesnym braku odpowiedzialności urzędniczej.

Powodem, dla którego organy państwa mogą działać i działają opresyjnie wobec przedsiębiorców jest niezrozumienie tego, jak dużą wartość przedsiębiorcy wnoszą w obrót gospodarczy i lokalne społeczności oraz z jakimi problemami się mierzą. Przedsiębiorcy, żeby móc skutecznie prowadzić swoją działalność, muszą zmagać się z wieloma wyzwaniami. Walczą z ogromną konkurencją, walczą o utrzymanie się na rynku i dobrą relację ceny do jakości produktu, która pozwoli im przyciągnąć klienta – mówi Wiesław Wójcik.

Badanie „Przedsiębiorca o podatkach” przeprowadzono na zlecenie firmy Podatkowiec przez internet na próbie 977 przedstawicieli MŚP w okresie od października 2014 do styczeń 2015. Jego wyniki zostały przedstawione podczas konferencji „Jak bezpiecznie zarządzać podatkami w firmie i uwolnić kapitał na jej rozwój?”, która odbyła się w piątek, 10 kwietnia.

Na stworzenie dobrego systemu informatycznego do wyborów potrzeba co najmniej roku. Firmy informatyczne będą ostrożnie podchodzić do przetargu

CEO Magazyn Polska

Sprawny system informatyczny do obsługi wyborów nie będzie ani tani, ani nie powstanie szybko. Choć ma on relatywnie prostą konstrukcję, to wymaga odpowiedniej specyfikacji, kryteriów funkcjonalnych, wyszkolenia użytkowników i testów niezawodności. Eksperci szacują, że na jego przygotowanie potrzebny jest co najmniej rok intensywnej pracy. Żadna poważna firma nie zaryzykuje już i nie przyjmie pochopnie zlecenia od Krajowego Biura Wyborczego.

System obliczający wynik wyborów wygląda na prosty i szybki do napisania. Problem w tym, że ten pozornie prosty program musi w tym samym czasie z dużą intensywnością pracować w całym kraju. I robić to w sposób niezawodny.

Cała trudność polega na tym, że w relatywnie krótkim czasie trzeba rozwinąć, wdrożyć i uruchomić w sposób w miarę bezawaryjny rozległą infrastrukturę, by  skonsolidować te wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Borys Stokalski, prezes zarządu Infovide-Matrix.

Jak dodaje, ostatnia próba zamówienia systemu była fatalnie przygotowane. Efekt można było obserwować podczas wyborów samorządowych. System nie zadziałał, a ogłoszenie oficjalnego wyniku głosowania trwało miesiąc. Podczas ostatnich wyborów zabrakło przede wszystkim zarządzania ryzykiem.

My rozumiemy ten proces, jego złożoność i ryzyko, m.in. dlatego nie zdecydowaliśmy się na wystartowanie w tym przetargu, bo mieliśmy świadomość, że to po prostu jest absolutnie niewykonalne zadanie dla firmy, która miałaby coś zacząć od początku – podkreśla Stokalski.

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli, która badała przyczyny tej porażki, wynika, że Krajowe Biuro Wyborcze nie określiło precyzyjnie w przetargu wymagań jakościowych dla systemu, a przetarg był prowadzony nierzetelnie. Wybrano ofertę tanią, która nie gwarantowała zakupu sprawnego produktu. Na dodatek zakupionego systemu nie przetestowano należycie. Po tej wpadce trudno będzie zamówić nowy system bez bardzo dobrze przygotowanego przetargu.

Myślę, że dzisiaj każdy potencjalny dostawca spróbuje najpierw policzyć sobie dobrze, czy jest w stanie się z tego zobowiązania wywiązać. Skutki wizerunkowe kolejnego nieudanego projektu wyborczego mogą być po prostu dla firmy zabójcze – ocenia Borys Stokalski.

Stworzenie platformy wyborczej, która sprawnie obsługiwałaby kolejne wybory, wymaga przede wszystkim przygotowania strategii informatyzacji i architektury systemu wyborczego i odpowiedniej specyfikacji. W ocenie Stokalskiego to co najmniej rok wytężonej pracy. Wykonawca powinien wziąć pod uwagę zarówno wymagania funkcjonalne wobec systemu, jak i kwestie bezpieczeństwa i ryzyko przeciążeń.

Technicznie ta sprawa jest do rozwiązania i przy precyzyjnej specyfikacji zapewne w kilka miesięcy taki system sprawna firma informatyczna jest w stanie wykonać, przetestować i wdrożyć – ocenia prezes zarządu Infovide-Matrix.

Zamówienie sprawnego systemu wymaga też zagwarantowania odpowiednich szkoleń dla ludzi, którzy będą go obsługiwać i odpowiedniego czasu na testy.

Nasze doświadczenia z wyborów samorządowych w 2014 roku pokazują, że niezależnie od problemów technicznych, które wówczas udało się zwalczyć w sposób pozwalający na poprawne ustalenie wyników, problem wykreowały też zapowiedzi PKW, że wyniki będą znane na drugi dzień. W praktyce okazało się, że policzenie, zgromadzenie i przepchnięcie przez sieć wyników np. z Warszawy trwa dłużej i nic się na to nie poradzi – mówi Stokalski. – Dlatego trzeba przede wszystkim patrzeć na to, gdzie ustawa stawia termin, który jest bezwzględnie konieczny do dotrzymania, i cierpliwie czekać, aż głosy zostaną policzone. Chodzi o to, żeby protestów wyborczych było jak najmniej i żeby wyniki wyborów były jak najbardziej wiarygodne, a nie o to, jak szybko one będą ogłoszone.

M. Boni: ograniczenie anonimowości komentujących oraz potępianie negatywnych wpisów mogą zmniejszyć poziom internetowego hejtingu

CEO Magazyn Polska

W internecie skala nienawistnych wpisów, wypowiedzi i komentarzy rośnie, ale o administracyjnym ograniczaniu swobody wypowiedzi nie może być mowy. Można jednak zmniejszyć liczbę negatywnych opinii, na przykład ograniczając anonimowości. Sami internauci również mogą przyczynić się do zwalczania tego zjawiska, promując właściwe postawy i wspierając atakowane w sieci osoby.

– Ograniczenie internetowego hejtingu jest bardzo trudne. Najważniejsza jest promocja innej postawy.  Musimy mówić, że zachowanie tych, którzy atakują mową nienawiści, często chowając się za anonimowością, jest złe i naganne, a nienawiść rozpalana w słowach może stać się nienawiścią, która przejdzie w czyny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Michał Boni, europoseł i były minister administracji i cyfryzacji.

Jak dodaje, posługiwanie się mową nienawiści jest charakterystyczne dla świata dżihadu i terroryzmu. W Europie podobne zachowania były obecne w latach 30., kiedy rozwijał się faszyzm. My też mamy obecnie podobną sytuację, ale bez ideologicznego podłoża.

Wpływ anonimowości na poziom negatywnych komentarzy (tu na temat mniejszości etnicznych) zbadała Fundacja „Wiedza Lokalna”. Z badania wynika, że wymóg bycia nieanonimowym powoduje złagodzenie komentarzy i ograniczenie nienawiści. Dla przykładu zalogowani na Facebooku internauci, którzy komentowali w popularnych serwisach internetowych dane tematy, znacznie rzadziej zamieszczali negatywne wypowiedzi.

– Mowa nienawiści jest jedną z najgroźniejszych rzeczy, z którą przychodzi nam się zmagać. Mamy jednak prawo do swobody wypowiadania się i na pewno nie należy tutaj wprowadzać żadnych reguł cenzorskich – mówi Boni.

Zdaniem byłego ministra należy tylko ścigać określone przypadki łamania prawa, jak np. propagowanie treści faszystowskich. Natomiast internetowe nienawistne ataki muszą być zwalczane bez wsparcia prawa, przez innych internautów, co na razie jest bardzo rzadkim zjawiskiem.

– Smuci mnie, że jeśli np. na Twitterze jest nienawistny atak na jakąś osobę, to nie ma ona wsparcia ze strony tych, którzy myślą inaczej niż atakujący. To wsparcie jest stosunkowo rzadkie – wyjaśnia europoseł. – Tym dzikim, nienawistnym hordom trzeba się opierać, mówiąc dobrze i dając wsparcie tym, którzy są atakowani.

Michał Boni uważa, że nie należy zmieniać reguł, które dzisiaj rządzą internetem. Użytkownicy sieci, którzy nie wstydzą się swoich postaw, robią to nieanonimowo. Z kolei tych posługujących się mową nienawiści należy oceniać negatywnie, ale nie poprzez wprowadzanie odgórnych przymusów i reguł.

UPS szykuje odpowiedź na paczkomaty. Do końca tego roku 1,5 tys. UPS Access Points w Polsce

 

Polacy kupujący towary przez internet coraz większą wagę przywiązują do wygody zakupów i odbioru zamówienia. W Europie co trzeci kupujący chciałby odebrać przesyłkę w miejscu innym niż dom, wśród polskich klientów widoczne są podobne trendy. UPS w odpowiedzi na te oczekiwania chce rozszerzyć sieć punktów UPS Access Points. W Polsce do końca roku będzie ich 1,5 tys.

Klienci oczekują wygody. To oni chcą decydować, gdzie, kiedy i w jaki sposób będą mogli odebrać swoje przesyłki. Jeśli sklep da swoim im wybór, to stanie się konkurencyjny na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Matusiewicz, dyrektor marketingu UPS Polska.

Jak wynika z badania UPS i comScore, przeprowadzonego w sześciu europejskich krajach, aż 32 proc. kupujących w internecie chce mieć możliwość odbioru towaru poza domem. Badania te pokazały, że wygoda dostawy jest jednym z kluczowych czynników dla rynku e-commerce. Aż 58 proc. respondentów przyznało, że zdarzyło im się zrezygnować z zakupu z uwagi na zbyt długi czas dostawy produktu.

UPS stara się reagować na te preferencje i planuje zmiany w systemie dostawy paczek. Na całym świecie firma zainstaluje 20 tys. urządzeń UPS Access Points, w których klienci mogą samodzielnie odebrać paczkę wtedy, kiedy będą mogli. Będą one powstawać szczególnie w Europie, bo to na tym kontynencie konsumenci zwracają największą uwagę na wygodę dostawy. W Polsce pierwsze urządzenia Access Point pojawiły się w październiku 2014 r., a do końca tego roku ma być ich 1,5 tys.

Będzie to zależało od zapotrzebowania na rynku. Wyliczyliśmy, że około 1,5 tys. jest wystarczającą liczbą, która zapewni wygodę odbiorcom – mówi Matusiewicz.

Badania przeprowadzone przez UPS i comScore pokazały także, że równie ważna dla klientów jest bezpłatna dostawa. Aż 67 proc. z badanych potwierdziło, że zgodziliby się poczekać o 1-3 dni dłużej na dostawę, jeśli nie musieliby za nią płacić.

Tutaj są również opcje dla sklepów, żeby różnicować swoją ofertę – zaznacza Matusiewicz. – Oczekiwania zmierzają również w stronę różnicowania opcji płatności.

UPS już w połowie tego roku zamierza uruchomić nowe centrum dystrybucyjne w Strykowie, które powinno jeszcze bardziej poprawić efektywność dostaw obsługiwanych przez tę firmę. Jak podkreśla Matusiewicz, inwestycja nie ma celu jedynie zwiększenia przepustowości, bo pod tym względem już teraz UPS ma wystarczające możliwości.

Położenie Strykowa jest pod tym względem dużo lepsze niż położenie Warszawy, ponieważ można szybciej i lepiej obsługiwać również zachodnią część naszego kraju – tłumaczy Matusiewicz. – Jest to jeden z elementów strategii inwestowania UPS na rynkach europejskich. W przeciągu 4-5 lat firma planuje przeznaczyć około 1 mld dol. na rozwój sieci i sposobów obsługi klientów na rynku europejskim. To tylko świadczy o tym, jak ważny jest rynek europejski, w tym Polska, dla UPS jako firmy globalnej.

Jak podkreśla Matusiewicz, na całym świecie rynek e-commerce rośnie o ok. 16 proc. rocznie, a Polska pod względem dynamiki nie odbiega od światowej średniej. Dlatego właśnie firmy kurierskie starają się jak najlepiej dostosować swoją ofertę do oczekiwań przedsiębiorców prowadzących handel w internecie oraz ich klientów.

Dodaje, że jako firma globalna UPS stara się dotrzeć także do tych polskich firm, które sprzedają towary za granicę. Matusiewicz ocenia, że dla nich jedną z barier rozwoju jest obawa przed zniszczeniem przesyłek w spedycji międzynarodowej. Dlatego UPS stara się przedstawić im ofertę, w której dużą wagę przywiązuje się do jakości i bezpieczeństwa wysyłki.

Firmy wznawiają inwestycje w odnawialne źródła energii. Ustawa ustabilizuje rynek

0

CEO Magazyn Polska

Na początku maja wchodzi w życie nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii. Pozwoli ona firmom z tego sektora na rozpoczęcie dużych inwestycji. Chociaż wciąż nie są znane szczegóły dotyczące cen energii z OZE w nowym systemie aukcyjnym, to nowe prawo zakończy okres niepewności na rynku. Konsumenci mogą spodziewać się obniżek cen zielonej energii.

Po blisko czterech latach pracy nad ustawą nareszcie została podpisana przez prezydenta. Cieszymy się, że jest, bo znosi ona niepewność, z którą żyliśmy przez ostatnie kilka lat. To przekłada się na inwestycje w naszej firmie. Przez ostatnie dwa lata nie inwestowaliśmy, ponieważ czekaliśmy na jakiś kształt tej ustawy, który pozwalałby nam zidentyfikować ewentualne ryzyka i je zminimalizować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Macias, członek zarządu RWE Renewables Polska, spółki, która inwestuje w energetykę odnawialną w Polsce.

Ustawa o OZE została podpisana przez prezydenta 11 marca i wchodzi w życie na początku maja. Nie wszystkie przepisy zaczną obowiązywać od razu – regulacje dotyczące m.in. wsparcia wytwórców energii z OZE wejdą w życie dopiero 1 stycznia 2016 r.

Nowa ustawa wprowadziła system aukcji, który zastąpi zielone certyfikaty. Zwycięzcy tych aukcji, czyli firmy, które zaproponują najniższą cenę, będą mieli zagwarantowaną przez państwo stałą cenę za energię produkowaną ze źródeł odnawialnych, co ma ich zachęcić do długofalowych inwestycji.

Jak podkreśla Macias, to właśnie od doprecyzowania tego wsparcia zależy dokładny kształt rynku OZE w Polsce w kolejnych kilku latach. Wciąż nie wiadomo jednak, jakie ceny referencyjne dla tych aukcji ustali Ministerstwo Gospodarki.

Wszystko zależy od parametrów brzegowych ustawionych aukcji, na które musimy jeszcze poczekać. Trudno nam oceniać w całości, jaki wpływ będzie miała ustawa na rynek energii odnawialnej, bo wszystko zależy od tego, w jaki sposób zostaną ustalone ceny referencyjne i w jaki sposób zostaną dopuszczone, prekwalifikowane projekty do udziału w aukcjach – wyjaśnia Macias.

Zaznacza jednak, że pomimo tych niejasności ustawa już teraz wpłynie bardzo stabilizująco na rynek.

Macias dodaje, że dla RWE Renewables najważniejszym sektorem rynku OZE jest wiatrowa energetyka lądowa. Liczy na to, że ceny ustalone przez resort gospodarki pozwolą na dalsze inwestycje w tym obszarze.

Na rozwoju odnawialnych źródeł skorzystają również konsumenci, bo ceny energii mogą spaść. Tak stało się na bardziej rozwiniętych w tym zakresie rynkach, np. w Niemczech.

Biorąc jako przykład rynek niemiecki, gdzie energetyka odnawialna jest dużo bardziej rozwinięta niż w Polsce, widzimy, że ceny energii elektrycznej w hurcie są znacznie niższe niż jeszcze kilka lat temu. Spodziewamy się, że podobnie będzie w Polsce – prognozuje Macias.

Nie chce jednak prognozować, do jakiego poziomu spaść może cena energii. W Niemczech, na które powołuje się Macias, energia ze źródeł odnawialnych ma znacznie większy udział w miksie energetycznym niż w Polsce. U naszych zachodnich sąsiadów w 2014 r. OZE po raz pierwszy były największym źródłem energii i miały 25,8 proc. udziału w produkcji. W Polsce ten wskaźnik w 2013 r. wynosił 11,3 proc., a dzięki nowej ustawie do 2020 r. ma wzrosnąć do co najmniej 15 proc.

Nakłady na badania i rozwój polskiego przemysłu biotechnologicznego przynoszą efekty. Firmy mają coraz lepszą pozycję na zagranicznych rynkach

CEO Magazyn Polska

Dzięki inwestycjom poczynionym kilka lat temu w branży biotechnologicznej, dziś firmy z tego sektora mają silną pozycję nie tylko w Polsce, lecz także na zagranicznych rynkach. Klienci za granicą chętnie sięgają po innowacyjne urządzenia medyczne oraz leki. Wśród firm, które odniosły międzynarodowy sukces, są m.in. Medicalgorithmics, Mabion i Selvita.

– Inwestycje, które w branży biotechnologicznej zostały poczynione 5-8 lat temu, pozwoliły wykreować pewnych liderów w określonych kategoriach, za którymi pójdą na pewno następne podmioty – mówi agencji Newseria Paweł Przewięźlikowski, prezes zarządu spółki technologicznej Selvita, działającej w obszarze odkrywania i rozwoju nowych leków, przede wszystkim onkologicznych.

Prezes zarządu Selvity uważa, że pozycja polskich spółek technologicznych jest coraz lepsza. Według niego pierwszą polską firmą z branży, która odniosła międzynarodowy sukces, był Bioton. Firma sprzedaje insulinę nie tylko w Europie i Azji, lecz także w Ameryce Południowej.

– Medicalgorithmics jest bardzo mocnym podmiotem w segmencie urządzeń medycznych, Mabion – w zakresie leków biopodobnych. Pojawiają się także nowe podmioty, jak np. OncoArendi, które również mogą przyczynić się do poprawy pozycji polskiej nauki – wymienia Przewięźlikowski. – Selvita jest największą firmą odkrywającą innowacyjne leki między Indiami a Niemcami. Mamy klientów na całym świecie.

Spółka z Krakowa na początku marca otworzyła swoje pierwsze zagraniczne biuro w Stanach Zjednoczonych – w regionie Bostonu (Greater Boston Area), w którym skupione są firmy biotechnologiczne z całego świata. To wynik rosnących obrotów handlowych z partnerami z USA w sprzedaży usług oraz w zakresie projektów badawczo-rozwojowych w dziedzinie onkologii. Firma intensywnie pracuje nad nowymi projektami – SEL24 i SEL120.

 Są one na etapie badań przedklinicznych. SEL24 planujemy wprowadzić do kliniki w pierwszej połowie przyszłego roku – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Projekty SEL24 i SEL120 zakładają stworzenie innowacyjnych leków onkologicznych. Pierwszy z nich ma potencjał terapeutyczny w leczeniu m.in. białaczki szpikowej, a drugi – np. raka jelita grubego.

 Chcielibyśmy pozyskać partnerów na jeden z tych projektów do końca tego roku, tak żeby badania finansować nie tylko ze środków własnych, lecz także ze środków partnera – zaznacza prezes Selvity. – Prowadzimy rozmowy z dużymi i średnimi firmami farmaceutycznymi z Europy Zachodniej, Japonii i Stanów Zjednoczonych.

Polacy sięgają po naturalne produkty. Rośnie sprzedaż jogurtów naturalnych i greckich

CEO Magazyn Polska

Polacy kupują coraz więcej jogurtów naturalnych i greckich. Dynamicznie rośnie również segment deserów mlecznych. Tracą na tym inne produkty mleczne, bo cały rynek nabiału utrzymuje się na stabilnym poziomie. Coraz większą rolę na tym rynku odgrywają marki własne, głównie sieci dyskontowych ale liderem rynku cały czas pozostaje Danone.

Rynek nabiału w Polsce jest w miarę stabilny, natomiast wewnątrz rynku widać bardzo wyraźne kierunki rozwoju. W trendzie rosnącym są wszystkie produkty, które spełniają kryteria naturalności, czyli jogurty naturalne i greckie, oraz desery mleczne – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Mazur, e-retail i e-commerce manager w Danone.

Mazur tłumaczy, że w Polsce obserwowane są obecnie trendy, które już kilka lat temu pojawiły się na Zachodzie. To przede wszystkim odejście od jogurtów owocowych. Polacy coraz chętniej kupują jogurty naturalne, do których sami dodają ulubione dodatki (musli, płatki, owoce)

Większa popularność produktów naturalnych np. w Stanach Zjednoczonych dotyczy nie tylko nabiału – z tego samego powodu udział w rynku tracą producenci wysoko słodzonych napojów gazowanych. Producenci w 2013 r. sprzedali w Ameryce Północnej o 2 proc. mniej napojów gazowanych rok do roku. Ekspert wyjaśnia, że Amerykanie chętniej kupują teraz np. urządzenia , które umożliwia samodzielne stworzenie napoju gazowanego na bazie syropów smakowych.

W segmencie nabiału w Stanach Zjednoczonych dominują jogurty typu greckiego, czyli gęstsze i bardziej kremowe jogurty o wyższej zawartości białka i niższym poziomie cukru niż tradycyjne jogurty.

Rynek jogurtów w Stanach Zjednoczonych to są przede wszystkim jogurty greckie. Stanowią prawie połowę wartości tego rynku. W Polsce jogurty greckie bardzo szybko zyskują na popularności, aczkolwiek nie jest to jeszcze wiodąca kategoria – mówi Mazur.

Na polskim rynku świeżych produktów mlecznych wciąż dominują największe marki. Jak wynika z danych portalu TylkoFMCG.pl, w okresie od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. Danone miał łącznie niemal 30  proc. udziału w tym rynku. Ekspert podkreśla, że najpopularniejszymi markami tego koncernu były Danio, Danonki i Activia. Zajmują one czołową pozycję odpowiednio w segmentach serków homogenizowanych, produktów nabiałowych dla dzieci i tzw. produktów funkcjonalnych, czyli z dodatkową wartością dla zdrowia.

Kolejne miejsca pod względem udziałów w rynku zajęły Zott (ok. 18 proc.) z wiodącymi markami Monte i Jogobella, Bakoma (10 proc.), której sprzedaż napędzały jogurty naturalne, oraz Müller.

Konkurencją są też bardzo dynamicznie rosnące marki własne – podkreśla Mazur. ‒ Zdecydowanie zyskują one na popularności, to już nie są produkty najtańsze i niskiej jakości, tylko bardzo często o bardzo dobrej jakości. Firma Danone z uwagą obserwuje trendy na świecie i w Polsce i na bieżąco na nie reaguje.

Rower to nie tylko sposób na relaks, lecz także środek codziennego transportu. Ponad połowa Polaków korzysta z niego kilka razy w tygodniu

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej jeżdżą na rowerze. Dla większości jest to sposób na spędzenie wolnego czasu i rekreację, natomiast blisko jedna trzecia wykorzystuje rower, by dojechać do pracy lub szkoły. Ponad połowa Polaków przyznaje, że w sezonie jeździ na rowerze nawet kilka razy w tygodniu, najchętniej w towarzystwie bliskiej osoby. Choć dla polskich rowerzystów bezpieczeństwo jazdy jest ważne, to rzadko używają odblasków i kasków. 

Z badania Europ Assistance Polska wynika, że w sezonie 56 proc. polskich cyklistów jeździ na rowerze kilka razy w tygodniu, a 19 proc. nawet codziennie. Zdecydowana większość, bo aż 87 proc., traktuje jazdę na rowerze jako formę spędzania wolnego czasu, 28 proc. wykorzystuje jednoślad, by dojechać do sklepu po zakupy, a 25 proc. dojeżdża nim do pracy lub szkoły.

– Najpopularniejsze wśród polskich rowerzystów są rowery górskie i rowery miejskie. Co ciekawe, rowery górskie wybierają mężczyźni i osoby młodsze, natomiast rowery miejskie preferują panie i osoby starsze. Warto też podkreślić, że rower górski jest bardziej popularny w miastach, a rower miejski na wsiach. Polacy posiadają rowery, które mają cztery i więcej lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Justyna Niebutkowska z Europ Assistance Polska.

Rowery górskie posiada 55 proc. przebadanych przez Europ Assistance Polska, rowery miejskie  54 proc., trekkingowe  11 proc., a kolarzówki  8 proc. Z Ogólnopolskiego Badania Rowerowego wynika, że w większości polskich gospodarstw domowych znajdują się dwa lub trzy rowery. Polscy cykliści przywiązują dużą wagę do bezpieczeństwa jazdy, aż 66 proc. z nich sprawdza przed przejażdżką stan swojego pojazdu. 77 proc. miłośników jednośladów używa odblasków, które należą do najpopularniejszego wyposażenia rowerów w Polsce.

Mimo że odblaski są wymagane przepisami prawa, to 1/4 Polaków ich nie używa, co jest niestety powodem do zmartwień. W dalszej kolejności używamy również kasków, ale to też tylko 33 proc. osób i głównie panowie. W wyposażeniu rowerów często znajdują się za to dzwonki i bidony – mówi Justyna Niebutkowska.

Polacy zdecydowanie nie lubią jeździć samotnie. 47 proc. badanych deklaruje, że w trakcie jazdy towarzyszy im zwykle ktoś z rodziny, 35 proc. chętnie jeździ w gronie znajomych i przyjaciół, a 29 proc. zabiera na wycieczki rowerowe dzieci. Na samotne przejażdżki wybiera się 25 proc. cyklistów, w większości osoby starsze.

Rodzice, którzy na wycieczki zabierają małe dzieci, najczęściej decydują się na przewożenie ich w foteliku rowerowym. Tylko 4 proc. badanych decyduje się na specjalne przyczepki. Większość, bo aż 56 proc. maluchów, podróżuje jednak na własnych rowerach.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Fitness marketing w internecie

Jak reklamować klub fitness lub siłownię, by precyzyjnie trafiać do grup docelowych? Dlaczego przy planowaniu kampanii online warto zwracać uwagę na trendy sezonowe? Jakie znaczenie dla skuteczności reklamy w wyszukiwarce ma położenie geograficzne klubu? W końcu – co determinuje koszty i efekty takiej kampanii? Odpowiedzi znajdują się w najnowszym raporcie opublikowanym przez Blink.pl.

Zgodnie z danymi Polskiego Związku Pracodawców Fitness, w Polsce działa ok. 4 tys. prywatnych siłowni i fitness klubów. W większości przypadków to małe i średnie obiekty rywalizujące z systematycznie rosnącą liczbą nowoczesnych sieci. – Na tak rozdrobnionym rynku wartość reklamy jako sposobu dotarcia do potencjalnego klienta ma wręcz kolosalne znaczenie – przekonuje Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl, firmy specjalizującej się w hostingu oraz kampaniach SEM i SEO. Istotny pozostaje też fakt, że osób zainteresowanych dołączaniem do klubów fitness jest coraz więcej – już teraz to przyrost rzędu 20 proc. rocznie. – Rynek będzie systematycznie rósł przyciągając nowych inwestorów. Z kolei większa konkurencyjność wymusi na firmach konieczność wykorzystywania dodatkowych środków promocji, także w zakresie precyzyjnie kierowanej reklamy online, pozwalających pozyskiwać i utrzymywać grono lojalnych klientów. Obecność w wyszukiwarce i – co za tym idzie – w świadomości starannie dobranych, potencjalnych klientów stanie się coraz ważniejsza – dodaje Jakub Dwernicki.

Kluby fitness w dużych miastach

Dane rynkowe pokazują, że największa koncentracja branży fitness występuje w dużych miastach, szczególnie Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu. To właśnie w tych lokalizacjach wybór miejsc, w których można regularnie ćwiczyć jest największy. Taka konkurencyjność to szczególne wyzwanie dla właścicieli i menadżerów dążących do wyeksponowania oferty swojej siłowni czy fitness klubu. Raport udostępniony przez Blink.pl pokazuje, jak w osiągnięciu tego efektu pomaga reklama online – jak przedstawiają się szacunkowe koszty takiej kampanii oraz przewidywane rezultaty uwzględniające trendy sezonowe i układ geograficzny.

Raport Blink.pl to symulacja kampanii reklamowej w wyszukiwarce Google dla klubów fitness lub siłowni zlokalizowanych w dużych miastach Polski. Dokonując analizy potencjału tej branży specjaliści pod uwagę wzięli zestaw popularnych fraz związanych z uprawianiem sportów i zdrowym trybem życia. Wybrano wyrażenia cieszące się znacznym zainteresowaniem potencjalnych klientów branży, a wśród nich znalazły się: „crossfit”, „zumba”, „fitness”, „tbc”, „squash”, „tabata”, „pole-dance”, „jogging”, „nordic-walking”, „bieganie”, „aerobik” i „siłownia”. Aby oszacować potencjał reklamy online dla klubów fitness z największych miast Polski, Blink.pl założył hipotetyczny budżet na poziomie 50 zł dziennie. Przyjęto też, że za kliknięcie CPC w reklamę firma nie zapłaci się więcej niż 3 zł. Badanie przeprowadzono w marcu 2015 roku przy użyciu narzędzi Google Trends i Planer Słów Kluczowych.

Masz klub w lubuskim? Promuj zumbę

Analiza wykonana przez Blink.pl pokazała, że wiele zajęć oferowanych przez kluby może mieć charakter sezonowy. Dla przykładu słowo „zumba” najczęściej wyszukiwane jest przez internautów wiosną (szczególnie w miesiącach marcu i kwietniu) oraz z początkiem jesieni (w październiku). Słabsze zainteresowanie odnotowuje się natomiast w grudniu oraz miesiącach wakacyjnych. Co ciekawe, zajęcia te najczęściej wyszukiwane są na zachodzie kraju, a relatywnie największą popularność zyskują w województwie lubuskim.

W opolskim ćwiczą crossfit

Także rosnąca popularność crossfitu znalazła swoje odzwierciedlenie w trendach wyszukiwania. Ośrodkiem największego zainteresowania tą dyscypliną okazała się być Opolszczyzna, zdecydowanie deklasująca inne województwa, jeśli chodzi o częstotliwość zapytań wpisywanych w wyszukiwarkę.

Fitness? Tak, szczególnie w styczniu i wrześniu

Co ciekawe, największe zainteresowanie dość ogólną frazą „fitness” występuje szczególnie na początku roku kalendarzowego. Wraz z upływem wiosny poziom zapytań o te zajęcia systematycznie spada, by osiągnąć próg minimalny w czerwcu. Drugi ze szczytów przypada na wrzesień, by ponownie spaść w okolicach grudnia.

Najbardziej zainteresowani zajęciami „fitness” są mieszkańcy Dolnego Śląska, choć poziom utrzymany w województwie mazowieckim i małopolskim okazał się być tylko symbolicznie niższy.

Cena reklamy zależy od lokalizacji

Jak widać, przy skutecznej promocji klubu fitness pod uwagę należy wziąć trendy sezonowe pozwalające tworzyć przekazy w czasie, w którym informacje te są właśnie wyszukiwane. Drugim ważnym czynnikiem determinującym powodzenie kampanii jest dopasowanie reklamy do położenia geograficznego klubu. Blink.pl sprawdził, jak przedstawiają się koszty reklamy wynikające ze zróżnicowania regionalnego na przykładzie promocji wg fraz „zumba” oraz „siłownia”.

Okazało się, że średnia cena jaką przyjdzie zapłacić za kliknięcie w reklamę po słowie „zumba” wynosi od 1,30 dla Poznania do 2,61 zł dla Krakowa. Co ciekawe, w Poznaniu można liczyć na znacznie większą, miesięczną liczbę wyświetleń przez osoby szukające tej frazy (ok. 2600 vs ok. 800).

A co z promocją wg frazy „siłownia”? Dwa z analizowanych miast – Poznań i Wrocław – zapewniły szansę na szczególnie atrakcyjne koszty za jedno kliknięcie – odpowiednio 0,46 i 0,15 zł.

Analizując wyniki symulacji przeprowadzonej przez Blink.pl, widać jakie wyrażenia związane z zajęciami sportowymi cieszą się największą popularnością w zależności od miasta, z którego pochodzi zainteresowany internauta. Dla przykładu najwięcej wyszukań fraz „fitness” występuje we Wrocławiu (51 786 wyświetleń i 470 prognozowanych kliknięć w reklamę/mc) oraz Poznaniu (45 945 wyświetleń i 513 prognozowanych kliknięć/mc). Spore zainteresowanie „siłownią” wykazują internauci z Warszawy (7 885 wyświetleń i 125 prognozowane kliknięcia/mc), a „zumbą” – mieszkańcy Krakowa (800 wyświetleń i 239 prognozowanych kliknięć/mc). W Gdańsku warto promować „nordic-walking”, którego reklama może być wyświetlona 825 osobom i kliknięta przez 342 potencjalnych klientów.

Reklama doprecyzowana geograficznie

Na koniec specjaliści z Blink.pl sprawdzili, jak będą kształtować się ceny za reklamę doprecyzowaną geograficznie, tj. nastawioną na dotarcie do internauty korzystającego z kombinacji słów „siłownia” + nazwa miasta. Potencjalnie najdroższa kampania będzie w Warszawie, gdzie za kliknięcie w reklamę trzeba zapłacić 5,09 zł (2 400 wyświetleń/mc po frazie „siłownia warszawa”). Na tym rynku panuje jednak największa konkurencja (0,81/1). Najmniejsza występuje w Gdańsku (0,06/1), gdzie za kliknięcie w reklamę zapłaci się 2,93 zł (1 000 wyświetleń/mc). Najmniejsze koszty za kampanię poniesie natomiast siłownia z Krakowa (1,19 zł).

Nie lekceważ m-klienta

Mimo że klienci nadal najczęściej korzystają z komputerów stacjonarnych do wyszukiwania klubów (78 proc. osób), nie należy lekceważyć znaczenia urządzeń mobilnych. – Liczba osób wykorzystujących smartphony do znalezienia ośrodka fitness czy siłowni rośnie (już teraz robi to 18 proc. osób), przybywa także aplikacji mobilnych wspierających zdrowy tryb życia. Znaczenie reklamy w takim miejscu będzie zatem coraz większe, i aby iść z duchem czasu – należy uwzględnić to medium w strategii kampanii reklamowej – radzi dr inż. Artur Pajkert, ekspert z Blink.pl.

Rozwój branży fitness w Polsce jest nieunikniony. Szczególnie rynek dużych miast będzie nasycał się, generując coraz silniejszą potrzebę walki o klienta. Od czego będzie zależeć sukces fitness klubu czy siłowni? – Na pewno ogromne znaczenie będzie mieć przyjęty model biznesowy, know-how, ale także – podjęte działania promocyjno-reklamowe nastawione na skuteczną promocję precyzyjnie targetowaną w grupy docelowe – podsumowuje Artur Pajkert.

W tych bankach klienci zapłacą więcej

0

Nadchodzi kolejna fala podwyżek opłat za konta i karty płatnicze. Jeszcze przed wakacjami klienci kilku dużych banków dostaną nowe, mniej korzystne warunki. Części opłat da się uniknąć, ale trzeba będzie się mocno nagimnastykować.

– Banki nie boją się podnosić opłat za konta i karty, bo doskonale wiedzą, że klienci zacisną zęby i zapłacą. Wbrew pozorom, niewiele osób decyduje się na zmianę  banku. Tymczasem warto rozejrzeć się po rynku, bo wciąż można znaleźć ciekawe oferty. Pamiętajmy, że jeśli to bank zmienia warunki cenowe, możemy odstąpić od umowy nie ponosząc kosztów – komentuje Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Według banków to posłowie odpowiadają za podwyżki

Gdyby ci nie obniżyli tak mocno opłaty interchange, cenniki nie musiałyby przechodzić dużej rewolucji. Opłata interchange, to prowizja pobierana od punktów handlowych, które akceptują płatności kartą. Jeszcze do niedawna bank pobierał prowizję w wysokości ok. 1,6 proc. od każdej naszej płatności. Dziś prowizja ta wynosi 0,2 proc. dla transakcji kartami debetowymi i 0,3 proc. dla transakcji kartami kredytowymi. Banki tracą na takiej zmianie setki milionów i odbijają sobie to na klientach. Obniżka opłaty interchange nie jest jednak jedynym powodem drożejących usług bankowych. Inne czynniki, to niskie stopy procentowe NBP, fuzje i zmiana modelu dystrybucji usług.

Od wczoraj obowiązuje nowy cennik w mBanku. Bank podniósł opłatę warunkową za korzystanie z karty debetowej w eKoncie. Do niedawna wynosiła 4 zł jeśli klient nie wydał za pomocą karty 100 zł. Po zmianach opłata wynosi 6 zł, a wymagany próg zwalniający z opłaty wzrósł do 300 zł. Od lipca bank podniesie limit transakcji zwalniający z opłaty rocznej za karty kredytowe. Dziś wystarczy dokonać 120 transakcji rocznie, od lipca bank będzie wymagał 240 transakcji.

Z końcem kwietnia Bank Pekao SA wprowadzi opłatę za korzystanie z bankomatów Euronetu, które do tej pory były bezpłatne. Początkowo opłata będzie wynosić 1,49 zł. Taki okres „promocyjny” będzie obowiązywał przez rok. Alior Bank wprowadził 6 złotych opłaty warunkowej, w bezpłatnym dotychczas Koncie Osobistym, oferowanym przez T-Mobile Usługi Bankowe. Nowy cennik obowiązuje od 1 kwietnia 2015 roku, ale zmiany dla obecnych klientów wejdą w życie za dwa miesiące – 1 czerwca.

– Banki w 2014 roku odnotowały rekordowo wysokie zyski, bo ponad 16 mld zł. Jeśli dalej chcą utrzymać ten poziom, to muszą podnosić opłaty. Dla niektórych klientów to fatalna wiadomość, ale jest wyjście z tej sytuacji. Jeśli aktywnie na co dzień korzystamy z karty debetowej, to zmieńmy bank na ten, który nie pobiera stałych opłat za prowadzenie konta tylko uzależnia je od liczby i wartości dokonanych transakcji. Wówczas nawet nie zauważymy, że bank wprowadził opłaty, bo nie będą nas one dotyczyć. W pewnym sensie niektóre banki w ten sposób chcą motywować swoich klientów do płatności kartowych, które w efekcie stają się tańsze, niż tradycyjne zakupy za gotówkę – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Polskie firmy przemysłowe i wydobywcze będą mogły skorzystać z nowej ulgi na energię elektryczną

Opublikowana w piątek ustawa o odnawialnych źródłach energii wprowadza nową ulgę dla przedsiębiorstw przemysłowych reprezentujących energochłonne sektory przemysłu. W zależności od stopnia energochłonności danego przedsiębiorstwa, ulga może wynieść od 20 do nawet 85% kosztów wsparcia odnawialnych źródeł energii. Żeby z niej skorzystać jeszcze w 2015 roku, do 17 kwietnia trzeba złożyć stosowne oświadczenie.

– To bardzo dobra wiadomość dla polskiego przemysłu. Wiele państw Unii Europejskiej, w tym nasz najbliższy sąsiad i konkurent – Niemcy, stosuje ulgi dla największych krajowych przedsiębiorców od kosztów energii elektrycznej tak, by zwiększyć ich konkurencyjność i zredukować tym samym zjawisko przenoszenia energochłonnej produkcji do państw trzecich, w których nie obowiązują wyśrubowane normy i dla których ochrona klimatu nie jest priorytetem – tłumaczy Zbigniew Liptak, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Ulga na energię elektryczną dotyczy obowiązku zakupu zielonych certyfikatów. Prawo do skorzystania z niej będzie miało nawet około 1000 firm z sektora produkcyjnego i wydobywczego, dla których koszt energii elektrycznej wyniósł nie mniej niż 3 proc. wartości dodanej brutto. Wśród branż, które będą mogły skorzystać z preferencji znaleźli się m.in. producenci węgla, papieru, szkła, żywności, cementu, wyrobów ceramicznych i wielu innych. Ulga będzie wynosić od 20 do 85% obowiązku umarzania certyfikatów w zależności od poziomu energochłonności.

Firmy, które chciałyby skorzystać z ulgi jeszcze w bieżącym roku, muszą złożyć w ciągu 15 dni od ogłoszenia ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii, czyli do 17 kwietnia, stosowne oświadczenie Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki. – Oświadczenie takie musi zawierać potwierdzenie wykonywania działalności gospodarczej oznaczonej kodami Polskiej Klasyfikacji Działalności uprawniającej do ulgi, informację o ilości zakupionej na własny użytek energii elektrycznej w roku 2014 oraz wskazanie wartości współczynnika intensywności zużycia energii elektrycznej wraz z opinią biegłego rewidenta – tłumaczy Katarzyna Kłaczyńska, prawnik, ekspert w obszarze energetyki w kancelarii prawnej EY Law.

System zielonych certyfikatów, czyli świadectw pochodzenia energii wytwarzanej za pomocą odnawialnych źródeł energii, funkcjonuje w Polsce od października 2005 roku. Wielcy odbiorcy energii muszą kupić określoną liczbę certyfikatów potwierdzając tym samym, że część zakupionej przez nich energii pochodzi z OZE. Zakupione certyfikaty muszą przedstawić do umorzenia prezesowi URE. Jeśli tego nie zrobią, wnoszą opłatę zastępczą, która w 2015 roku wynosi ok. 300,03 zł/MWh. Co ważne w nowej uldze, to fakt, że przysługuje ona zarówno tym wielkim podmiotom, które samodzielnie rozliczają się z zielonych certyfikatów (próg 100 GWh), jak i mniejszym firmom.

Duże wzrosty na giełdowym debiucie Private Equity Managers

0

Dzisiejsze pierwsze notowanie akcji Spółki rozpoczęło się od dużego wzrostu. Na otwarciu kurs akcji wynosił 124,7 zł, czyli o 12,34% wyżej niż cena sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Po południu akcje PEManagers rosły o ponad 16%.

Otwarcie ofert w przetargu na organizację Loterii Paragonowej

Dwie firmy złożyły oferty w przetargu nieograniczonym na przygotowanie i urządzenie Loterii Paragonowej oraz jej kompleksowej obsługi. To pierwsza tego typu inicjatywa Ministerstwa Finansów.

Loteria Paragonowa będzie zachęcała do brania paragonów. Udział w niej będzie mógł wziąć każdy, kto zarejestruje na stronie internetowej loterii paragon fiskalny wystawiony na kwotę co najmniej 10 zł. Losowanie nagród planowane jest raz w miesiącu. Dodatkowo nagradzane będą paragony za wybrane usługi. Nagrodami w loterii będą samochody osobowe, tablety i notebooki. Przewidziano też nagrody dla przedsiębiorców, którzy wystawili zwycięski paragon premiowany nagrodą główną. Start Loterii Paragonowej planowany jest na jesień tego roku. Pierwszy etap Loterii przewidziano na 12 miesięcy.

Kontrakt firmy, która wygra przetarg obejmuje przygotowanie, a następnie urządzenie loterii promocyjnej pod nazwą „Loteria Paragonowa”, zgodnie z wymogami Ustawy o grach hazardowych. Oprócz tego organizator loterii będzie również odpowiedzialny za zakup nagród, zaprojektowanie i utrzymanie strony internetowej loterii, zaplanowanie i przeprowadzenie kompleksowej kampanii promocyjnej w Intrenecie, zorganizowanie profesjonalnej linii telefonicznej help–desk, przygotowanie materiałów informacyjnych i promocyjnych, a wreszcie zaprojektowanie i utrzymanie studia TV na potrzeby Loterii.

Ministerstwo Finansów wyceniło tę usługę na 9 mln 243 tys. 207 zł brutto. W procedurze przetargowej o wyborze oferty decydować będzie w 95 % cena, 3 % termin uruchomienia loterii oraz 2% jednorodność oferty obliczana wg wzoru.
Oferty złożyły:

  • konsorcjum spółek Unique One Sp. z o.o. (lider konsorcjum) i Nuorder Sp. z o.o.
  • konsorcjum spółek FM PRO Sp. z o.o. (lider konsorcjum), Playprint Polska Sp. z o.o., Grymark Sp. z o.o.

– Cieszy nas zainteresowanie Loterią i mamy nadzieję, że wyłoniony spośród złożonych ofert organizator pomoże nam poprzez Loterię Paragonową promować ideę wspierania uczciwej konkurencji przez wszystkich Polaków – mówi sekretarz stanu w MF i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna.

Ministerstwo Finansów będzie badało przedstawione oferty przez maksymalnie 60 dni, co zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych jest również terminem związania potencjalnych Wykonawców ofertą. Rozstrzygnięcie przetargu i wybór najkorzystniejszej oferty powinno nastąpić w tym okresie. Zwycięzca przetargu będzie miał maksymalnie 4 miesiące od dnia podpisania umowy na przygotowanie i urządzenie Loterii Paragonowej.

NIK o kontroli Stoczni Gdańsk S.A.

0

W 2007 roku większościowy pakiet akcji Stoczni Gdańsk S.A. objął ukraiński inwestor – ISD Polska sp. o.o. Chcąc utrzymać bieżącą produkcję stoczniową i ochronić miejsca pracy Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. w 2009 roku udzieliła Stoczni Gdańsk pomocy publicznej w wysokości 150 mln złotych (103,3 mln zł pożyczki oraz zwiększenie wkładu w kapitale zakładowym Spółki do 25 proc. akcji). Działania te były zgodne z decyzją Komisji Europejskiej z 22 lipca 2009 r. w sprawie udzielenia Stoczni Gdańsk S.A. pomocy publicznej na realizację zaplanowanej restrukturyzacji.

NIK negatywnie oceniła realizację przez Stocznię Gdańsk S.A. planu restrukturyzacji, który został przygotowany przez inwestora ukraińskiego oraz zatwierdzony przez Komisję Europejską. Mimo przekazania Stoczni Gdańsk przez Agencję Rozwoju Przemysłu pomocy publicznej w 2009 roku w wysokości 150 mln zł, w latach 2009-2013 Stocznia Gdańsk wykazywała znaczące straty. Łączna strata netto od 2009 r. przekroczyła w roku 2013 poziom, który zagrażał dalszej działalności Spółki. Stocznia Gdańsk nie uzyskała zakładanej w planie restrukturyzacji długoterminowej rentowności oraz trwałej zdolności do konkurowania na rynku, co było głównym celem udzielonej pomocy publicznej.

Warunkiem udzielenia Stoczni Gdańsk pomocy przez państwo było utrzymanie produkcji stoczniowej, poziomu zatrudnienia oraz realizacja planu restrukturyzacji. Program działań został zaakceptowany przez Komisję Europejską.

NIK w czasie prowadzonej na wniosek Ministra Skarbu Państwa kontroli doraźnej obejmującej lata 2009 -2013 stwierdziła, że Stocznia Gdańsk S.A. nie realizowała zadań przewidzianych w przyjętym planie restrukturyzacji. Odstępstwa od realizacji przez Stocznię celów założonych w planie restrukturyzacji, sprawiły, że od 2011 r. spółka ponosiła straty, chociaż inwestor zaplanował uzyskanie w tym czasie dodatnich wyników finansowych. Skumulowana (od 2009 roku) strata netto Stoczni Gdańsk S.A. osiągnęła w 2013 roku poziom w istotny sposób utrudniający funkcjonowanie Spółki.

Stocznia Gdańsk S.A. nie zrealizowała zakładanych w planie restrukturyzacji wielkości dotyczących:

  • nakładów inwestycyjnych,
  • przerobu liczby ton stali na cele produkcji stoczniowej,
  • produkcji wież wiatrowych
  • dostaw statków.

Produkcja stoczniowa w latach 2009-2012 – wyrażona w tonach przerobionej stali – była realizowana przez Stocznię Gdańsk na poziomie niższym niż założony w planie restrukturyzacji.

Stocznia Gdańsk nie wywiązywała się także z zobowiązań publiczno-prawnych np. wobec ZUS, mimo, że sama w tym czasie udzielała pożyczek inwestorowi ukraińskiemu oraz spółkom z nim powiązanym (m.in. GSG Towers Sp. z o.o oraz GSG Energia Sp. z o.o). Kontrolerzy NIK ustalili również, że sprawozdania z realizacji zaplanowanej restrukturyzacji, przekazywane (w części z opóźnieniem) przez Stocznię Gdańsk do Komisji Europejskiej, nie zawierały wszystkich wymaganych danych.

Spółka utrzymała natomiast w okresie restrukturyzacji zaplanowany poziom zatrudnienia.

Do Zarządu Stoczni NIK skierowała wnioski o:

  1. Niezwłoczne zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia w celu oceny sytuacji w Spółce, stosownie do art. 397 Kodeksu spółek handlowych.
  2. Uregulowanie przeterminowanych zobowiązań, w tym publiczno-prawnych, które niespłacone mogłyby skutkować wnioskami o ogłoszenie upadłości Stoczni.
  3. Dotrzymywanie terminów dotyczących obowiązków sprawozdawczych wynikających z przepisów rachunkowych i handlowych oraz niezwłoczne złożenie sprawozdań finansowych za lata 2012 i 2013 wynikających z obowiązków ustawowych.

Zarząd Stoczni Gdańsk S.A. poinformował NIK o sposobie realizacji wniosków pokontrolnych.

NIK oceniła natomiast pozytywnie, mimo stwierdzonych nieprawidłowości, działania Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP).

ARP udzieliła – na podstawie porozumienia z 5 grudnia 2008 r. – Stoczni Gdańsk S.A. pomocy publicznej, której wysokość – 150 mln złotych – umożliwiała przeprowadzenie zaplanowanej restrukturyzacji. NIK pozytywnie oceniła zarówno udzielenie przez ARP pożyczki jak i objęcie przez Agencję akcji Stoczni. Działania te były zgodne z ustawowymi zasadami udzielania pomocy publicznej oraz z decyzją Komisji Europejskiej z 22 lipca 2009 r.

Stwierdzone w czasie kontroli nieprawidłowości, dotyczące odstąpienia przez Agencję od wewnętrznych procedur (czyli rezygnacja z oceny wniosku o pomoc publiczną oraz analizy planu restrukturyzacji przedłożonego przez Stocznię) a także niedostatecznego korzystania przez Agencję z praw przysługujących akcjonariuszowi mniejszościowemu (w zakresie pozyskiwania informacji o bieżącej sytuacji w spółce) nie wpływały na sytuację Stoczni jako beneficjenta pomocy publicznej.

Po kontroli NIK wnioskowała do ARP o:

  1. Udzielanie pomocy publicznej bez rezygnowania z zasad dotyczących oceny wniosków i planów naprawczych.
  2. Aktywne korzystanie z praw akcjonariusza zwłaszcza w zakresie uzyskiwania informacji o istotnych zdarzeniach i operacjach w spółkach.
  3. Wystąpienie do Ministra Skarbu Państwa o weryfikowanie wykonania zobowiązań, warunkujących udzielenie pomocy publicznej.

Prezes ARP zadeklarowała, że ARP zrealizuje pierwsze dwa wnioski pokontrolne i równocześnie poinformowała, że MSP podjęło już stosowne działania w celu realizacji trzeciego wniosku.

Równocześnie w ramach tej samej kontroli doraźnej NIK podjęła kontrolę w Spółce GSG Towers Sp. z o.o., produkującej wieże wiatrowe na terenie Stoczni. Produkcja ta była ujmowana w sprawozdaniach Stoczni Gdańsk S.A. dotyczących planu restrukturyzacji Stoczni. NIK stwierdziła, że spółka GSG Towers Sp. z o.o. nie wykorzystała otrzymanych środków z funduszy Unii Europejskiej na dofinansowanie dwóch projektów związanych z produkcją wież wiatrowych. Realizacja tych projektów wpłynęłaby na rozwinięcie przez Spółkę produkcji wież wiatrowych i poprawiłaby jej sytuację finansową, umożliwiając tym samym także spłatę zaciągniętych zobowiązań wobec Stoczni Gdańsk. Z przekazanego dofinansowania w wysokości ponad 19,5 mln zł, Spółka wykorzystała jedynie nieco ponad 1,5 mln zł (czyli ok. 8 proc), zwracając niewykorzystane środki.

Kontrola NIK zakończyła się przed zawarciem ramowej umowy inwestycyjnej pomiędzy Stocznią Gdańsk S.A, inwestorem ukraińskim, GSG Towers Sp. z o.o. i ARP S.A. Umowa ta ma zapobiec zwrotowi pomocy publicznej. Zawarcie umowy uratowało tym samym Stocznię przed upadłością.

Zbędne z punktu widzenia produkcji Stoczni grunty zostały nabyte przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną (PSSE), co umożliwi Stoczni Gdańsk spłatę zobowiązań publicznoprawnych, np. wobec ZUS. PSSE podejmuje obecnie działania zmierzające do rewitalizacji terenów stoczniowych oraz rozwoju przemysłu stoczniowego.

17 marca 2015 r. Prezes UOKiK, na wniosek Stoczni Gdańsk S.A. oraz ARP S.A., wydał zgodę na przejęcie przez ARP S.A. kontroli nad GSG Towers Sp. z o.o. Kontrola ta będzie sprawowana wspólnie z inwestorem ukraińskim – GSG Sp. z o.o.

Prezes NIK kieruje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego

0

Każdego roku w wyniku zderzeń pojazdów z przydrożnymi drzewami ginie blisko pół tysiąca osób, a około 2,5 tysiąca zostaje rannych. Nieprecyzyjne przepisy uzależniają usunięcie drzew z niebezpiecznych miejsc od zastąpienia ich nowymi, nasadzonymi często w pasie drogowym. W konsekwencji zamiast jednego wyciętego drzewa pojawia się kilka innych, świeżo nasadzonych w pobliżu drogi, które z czasem zaczynają zagrażać bezpieczeństwu kierowców. Dlatego Prezes NIK zdecydował się skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności art. 83 ust. 3 ustawy o ochronie przyrody z art. 2, 5 oraz 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła w 2014 roku kompleksową kontrolę dotyczącą bezpieczeństwo ruchu drogowego. Jednym z wniosków była konieczność zmiany praktyki w zakresie usuwania drzew z pasa drogowego. Przepisy zezwalają na ich wycinanie, ale uzależniają to od posadzenia nowych drzew, i to w liczbie nie mniejszej niż liczba usuniętych. W praktyce – na co wskazywał np. Wojewoda Podlaski – w pasie drogowym jedno wycięte drzewo zastępują nierzadko trzy inne. W sytuacji, gdy pas jest wąski – a jest tak zwykle na obszarach zabudowanych i na drogach niższych kategorii – drzewa są nasadzane w niewielkiej odległości od krawędzi jezdni. Paradoksalnie więc przepisy i praktyka ich stosowania zamiast sprzyjać poprawie bezpieczeństwa drogowego mogą prowadzić do jego pogorszenia, konsekwentnie uniemożliwiając likwidację tzw. twardego otoczenia drogi.

NIK uważa, że wniosek skierowany przez Prezesa Izby do TK spowoduje doprecyzowanie przepisów, które uniemożliwią lokowanie nowych nasadzeń – w miejsce wyciętego drzewa lokowano – ponownie w pasie drogowym. Zdaniem NIK nowe nasadzenia powinny być  wskazywane w innych, bezpiecznych dla kierowców lokalizacjach. Przepisy w obecnym brzmieniu tego nie gwarantują.

Każdego roku w wyniku zderzeń pojazdów z przydrożnymi drzewami ginie blisko pół tysiąca osób, a około 2,5 tysiąca zostaje rannych. Dane Policji wskazują, że w 2014 roku doszło w Polsce do 1818 wypadków z najechaniem na drzewo. W konsekwencji 421 osób poniosło śmierć, a 2226 zostało rannych. W 2013 roku ofiar było jeszcze więcej. Przydrożne drzewa mają pod tym względem gorsze statystyki niż wszystkie inne elementy infrastruktury drogowej razem wzięte.

Dlatego Prezes NIK skorzystał z przysługującego mu prawa i zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o  stwierdzenie niezgodności art. 83 ust. 3 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody – w zakresie, w jakim uzależnia zgodę na wycięcie drzewa z pasa drogowego od zastąpienia go innymi drzewami lub krzewami w liczbie nie mniejszej niż liczba usuwanych drzew lub krzewów – z art. 2, 5 oraz 31 ust. 3 Konstytucji RP. Wskazany przepis prowadzi zdaniem NIK do arbitralnych rozstrzygnięć organu władzy publicznej, nie określa maksymalnej liczby drzew nasadzanych w zastępstwie, a wreszcie nie wyklucza, że miejscem nowych nasadzeń będzie to, z którego drzewa właśnie usunięto.

Tymczasem rosnące w pasie drogowym drzewa, które bardzo często znalazły się tam w wyniku nasadzeń zastępczych, w realny sposób zagrażają bezpieczeństwu uczestników ruchu drogowego. NIK wskazuje, że z powodzeniem możną byłoby je nasadzić w innych bezpiecznych miejscach.

Ostatni raz z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ze strony NIK zwrócił się 6 września 1999 roku Prezes Janusz Wojciechowski. Jego wniosek dotyczył wskazanych przez Izbę artykułów ustawy o NBP. Następni dwaj Prezesi nie występowali do Trybunału Konstytucyjnego.

Rodzaj zdarzenia Wypadki Zabici Ranni
2013 r. 2014 r. 2013 r. 2014 r. 2013 r. 2014 r.
Zderzenie się pojazdów w ruchu 18 184 17 960 1 321 1 278 24 743 24 161
Najechanie na pieszego 9 266 8 940 1 130 1 104 8 701 8 339
drzewo 2 055 1 818 473 421 2 615 2 265
słup, inny obiekt drogowy 1 057 942 119 97 1 332 1 222
unieruchomiony pojazd 394 365 20 32 506 469
dziurę, wybój, garb 76 52 1 79 55
zwierzę 179 193 12 8 221 246
Wywrócenie się pojazdu 2 728 2 660 199 176 3 420 3 290
Wypadek z pasażerem 581 633 10 7 758 824