Wysokie podatki od pól golfowych hamują rozwój tej dyscypliny w Polsce

Sławomir Piński, dyrektor zarządzający Biniowo Park Golf Club

Polscy golfiści apelują o zwolnienie pól golfowych z podatków nieruchomości. W innych krajach są one zniesione lub bardzo niskie, lecz w Polsce prawo nie przewiduje żadnych ulg dla właścicieli pól golfowych. To golfiści wskazują jako jedną z największych barier w rozwoju tej dyscypliny sportu w Polsce. Sport ten w Stanach Zjednoczonych przynosi 600 mld dolarów zysku dla gospodarki rocznie.

 Zależy nam na tym, żeby golf jako sport olimpijski posiadał jak najbogatszą infrastrukturę, i to jest nieodzowny powód, dla którego podatki nie powinny być wysokie. W tej chwili jest 20 mistrzowskich pól golfowych w Polsce i ich właściciele poprzez nadmierne obciążenie podatkowe nie mogą pewnych środków przeznaczać na promocję, szkolenia młodzieży, na dowóz młodzieży ze szkół na pola golfowe, ponieważ są zazwyczaj odległe od miast czy miasteczek – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Piński, dyrektor zarządzający Biniowo Park Golf Club.

W 2016 r. golf powróci do programu igrzysk olimpijskich po 112 latach przerwy. W Polsce brakuje jednak środków na to, by wyszkolić kadrę zawodników na międzynarodowym poziomie. Jednak bariery dla rozwoju golfa to nie tylko kwestia rywalizacji sportowej. Jak przekonuje Piński, na popularyzacji tego sportu zyskałaby cała gospodarka.

Podkreśla również, że w innych europejskich krajach pola golfowe są zwolnione z podatków lub opodatkowane na bardzo niskim poziomie. Nie wynika to jednak z dobrej woli rządów tych państw. Promocja golfa opłaca się bowiem w dłuższej perspektywie.

 – Jeżeli nastąpi zwolnienie podatkowe i znajdzie się inwestor, który będzie miał o wiele bezpieczniejszą sytuację i wybuduje pole golfowe, powstanie dookoła dużo domów, dużo agroturystyki, powstaną restauracje, zapełnią się w większej ilości hotele, hoteliki, w większym stopniu zapełnione zostaną połączenia lotnicze, promowe oraz inne, ponieważ golf generuje potężny biznes – wylicza Piński.

Dodaje, że budowa i utrzymanie pola golfowego to bardzo kosztowna inwestycja. Dlatego przedsiębiorcy w obliczu wysokich podatków od gruntów i nieruchomości nie decydują się na taki krok. Obecnie pełnowymiarowe pole o powierzchni do 90 hektarów może wiązać się z rocznym podatkiem od nieruchomości w wysokości nawet 500 tys. zł.

W wielu gminach znajdują się jednak nieużytki, które mogłyby być łatwo i, w ocenie Pińskiego, z pożytkiem dla całej lokalnej gospodarki przekształcone w pola golfowe. Rozwój golfa to też korzyść marketingowa dla regionów i kraju. Polski Związek Golfa widzi szansę w polach komunalnych. Takie pole powstało w tym roku w Zawarciu koło Gorzowa Wielkopolskiego – inwestorem był gminny Zakład Utylizacji Odpadów.

Piński liczy, że wysiłki promocyjne właścicieli pól golfowych oraz powrót dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich zmienią wizerunek tego sportu.

 – Poświęcamy bardzo dużo energii i czasu na promocję, na marketing, zarówno w kraju, jak i za granicą, i jestem przekonany, że wszystkie nasze inicjatywy są trafione i zasadne, natomiast największą bolączką przyrostu liczby nowych golfistów są pewne stereotypy i niestety dosyć negatywna opinia o golfie – ocenia Piński.

Liczy jednak na to, że w Polsce stopniowo będzie przybywało golfistów, podobnie jak stało się to w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów jest obecnie 800 pól i 18 tys. zarejestrowanych golfistów. W Polskim Związku Golfa zarejestrowanych jest obecnie ok. 3,5 tys. osób, ale ich liczba rośnie o 10-15 proc. rocznie. Brakuje jednak wciąż zawodników startujących w międzynarodowych turniejach. W najnowszym rankingu światowym FedExCup w pierwszym tysiącu sklasyfikowanych golfistów nie ma ani jednego Polaka. Nie wiadomo, czy uda się wystawić reprezentantów Polski w golfie na igrzyskach olimpijskich w 2016 i 2020 r.

Nowy Dyrektor Sprzedaży na rynek Polski w Grupie IMS

W listopadzie br. nową funkcję Dyrektora Sprzedaży na rynek Polski w Grupie IMS objął Marcin Lorych.

Marcin Lorych odpowiedzialny jest w całości za koordynowanie krajowej sprzedaży i dystrybucji należących do Grupy IMS marek mebli skrzyniowych i tapicerowanych: Bydgoskie Meble, Etap Sofa oraz NewLook. Nowemu Dyrektorowi Sprzedaży na rynek Polski bezpośrednio podlegają wszyscy adekwatni dla tej roli pracownicy wewnątrz spółki, firmowe serwisy oraz przedstawiciele handlowi. – Nowa rola Marcina Lorycha nie obejmuje odpowiedzialności za inną należącą do Grupy markę – Helvetia, która pozostaje w obrębie kompetencji Marcina Grzesiuka. – wyjaśnia szczegóły zmian na stopniu managerskim firmy Dirk Boll, CSO (Dyrektor Sprzedaży i Marketingu) Grupy IMS.

Grupa IMS to wiodący producent mebli w Polsce i w Europie. Specjalizuje się w produkcji mebli tapicerowanych oraz skrzyniowych. Poza własnymi zakładami produkcyjnymi, Grupa IMS posiada również organizacje sprzedażowe w Europie Zachodniej i Południowej.

PKO Bank Polski kontynuuje obsługę budżetu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego i zdobywa nagrodę za finansowanie branży chemicznej

PKO Bank Polski wygrał przetarg na obsługę i prowadzenie około 700 rachunków bieżących największego województwa w Polsce oraz jego 49 jednostek budżetowych i 28 wojewódzkich instytucji kultury. Oznacza to, że rozpoczęta w 2000 roku współpraca będzie trwała – w rozszerzonej formule – przez kolejne 4 lata.

Eksport i import – w kolejnych miesiącach będzie ciekawie

„Piątek trzynastego” okazał się dniem dobrych danych z handlu zagranicznego. Zgodnie z opublikowanym przez NBP bilansem płatniczym za październik 2013 r., w porównaniu do poprzedniego roku saldo obrotów towarowych zmalało o 85%. Eksport zwiększył się o 0,2%, a import o 2,4%.

Saldo obrotów towarowych osiągnęło poziom 53 mln EUR wobec 361 mln EUR w październiku 2012 r. (-85 %). W ujęciu rok do roku październikowy eksport wyniósł 14622 mln EUR wobec 13896 mln EUR (+0,2 %), a import 14569 mln EUR wobec 13223 mln EUR (+2,4 %).

To, co ostatnio dzieje się w polskim handlu zagranicznym świadczy o lekkim ożywieniu polskiej gospodarki i równocześnie jest optymistycznym sygnałem na następne miesiące. Kluczową rolę odgrywają eksport i popyt zewnętrzny, z drugiej strony wzrost importu świadczy o rosnącym poziomie popytu wewnętrznego. Jesli taki stan utrzyma się w kolejnych miesiącach, to w następnym roku możemy spodziewać się wyższego PKB i równocześnie polepszenia sytuacji na rynku pracy – mówi Miroslav Novak, analityk AKCENTY zajmującej się obsługą transakcji walutowych dla przedsiębiorstw.

Według danych NBP import październikowy (14569 mln EUR) wzrósł w porównaniu do wrześniowego (13223 mln EUR) o 10%, a eksport o 5% (wzrost z poziomu 13896 mln EUR do 14622 mln EUR).

Analiza r/r

paź-12

paź-13

Zmiana %

Saldo obrotów towarowych

361

53

-85%

Eksport f.o.b.

14590

14622

0,2%

Import f.o.b

14229

14569

2,4%

Analiza miesięczna

wrz-13

paź-13

Zmiana %

Saldo obrotów towarowych

673

53

-92%

Eksport f.o.b.

13 896

14622

5%

Import f.o.b

13 223

14569

10%

AKCENTA to międzynarodowa instytucja płatnicza, oferująca obsługę transakcji walutowych dla firm. Specjalizuje się w wymianie walut, płatnościach międzynarodowych i transakcjach zabezpieczających kursy oraz minimalizowaniu ryzyka walutowego. Usługi AKCENTY są skierowane do firm, które zajmują się handlem zagranicznym.

Firma działa na rynkach finansowych od ponad 16 lat, w 4 krajach Europy Środkowej:
w Czechach, w Polsce, na Słowacji i na Węgrzech. Już ponad 21 tysięcy firm wybrało AKCENTĘ na swojego partnera w biznesie, doceniając jego doświadczenie, profesjonalizm i indywidualne podejście. Każdego roku AKCENTA realizuje przeszło 143 tysiące transakcji walutowych o wartości 6,14 mld zł.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 grudnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 grudnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

PGNiG i Chevron będą razem szukać gazu łupkowego. Polacy chcą skorzystać z doświadczenia Amerykanów

CEO Magazyn Polska

PGNiG i amerykański Chevron będą współpracować przy poszukiwaniu gazu łupkowego w Polsce. Spółki podpisały memorandum w tej sprawie. Dzięki porozumieniu polska spółka zyska wiedzę i doświadczenie. Chevron z kolei może uniknąć protestów lokalnych społeczności. Porozumienie nie będzie miało jednak wpływu na harmonogram wydobycia.

 – To, co robi PGNiG, jest – moim zdaniem – dobrą strategią. Pracownicy Chevrona mają doświadczenie, wiedzą, jak to się robi. Ludzie z naszej strony będą się mogli od nich uczyć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Zgodnie z wczoraj podpisanym wstępnym memorandum o współpracy PGNiG i Chevron stworzą spółkę joint venture, w której obejmą po 50 proc. udziałów. Spółka po utworzeniu przejmie cztery koncesje w południowo-wschodniej Polsce. Dwie z nich należą do PGNiG, a dwie do Chevrona. Wiążące umowy zostaną podpisane w przyszłym roku.

Szczęśniak podkreśla, że dla PGNiG to dobra decyzja, bo spółka może wiele nauczyć się od amerykańskiego partnera. 

 – Gaz łupkowy to nie tylko szczelinowanie i wiercenia – to można dosyć szybko opanować – ale też cały nowy cykl biznesowy. To nie jest dawny biznes wydobywczy, kiedy się robiło jeden lub kilka odwiertów wydobywczych i na lata miało się spokój. PGNiG  może się zacząć uczyć takiego cyklu biznesu – ocenia Szczęśniak.

Nauka jest konieczna m.in. dlatego, że złoża w południowo-wschodniej Polsce, w tzw. basenie lubelskim, są bardzo wymagające. Warunki geologiczne utrudniają odwierty i wydobycie. Szczęśniak podkreśla, że Amerykanie mają więcej doświadczenia. W Stanach Zjednoczonych występują złoża zarówno płytkie i i łatwe do eksploatacji, jak i głębokie i skaliste, podobne do polskich.

 – Postępy w rozwoju amerykańskich technologii wydobywczych są potężne. Wydobycie z jednego odwiertu kilkakrotnie się zwiększyło, a to jest efekt bardzo prostej rzeczy – nauki. Amerykanie uczą się coraz lepiej własnej geologii, tych złóż łupkowych i w Polsce mamy przed sobą ten sam proces – zapowiada ekspert rynku paliw.

Dodaje, że podobne spółki joint venture tworzą się na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych, które wydobywają najwięcej gazu łupkowego, na rynku obecne są liczne międzynarodowe koncerny. W spółki joint venture zaangażowane są m.in. norweski Statoil oraz francuski Total, a także firmy z Chin, Rosji i Indii.

Wieloletnia współpraca z Chevronem pozwoli na wyszkolenie kadr PGNiG w zakresie procesu wydobycia gazu łupkowego. Nie mniej zyska amerykański partner. Mieszkańcy terenów objętych koncesjami amerykańskiej firmy protestowali przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. Podobne demonstracje zmusiły spółkę do wycofania się z koncesji w Rumunii.

 – Badania mówią, że Polacy w ogromnej większości preferują, żeby gaz łupkowy wydobywały polskie podmioty. W związku z tym PGNiG oprócz innych aktywów wnosi taką wartość dodaną, że jest polską krajową firmą. I takiej firmie i współpracującemu z nią Chevronowi będzie znacznie łatwiej dogadać się z lokalnymi mieszkańcami i z aktywistami – uważa Szczęśniak.

W jego opinii porozumienie wynika z biznesowej decyzji PGNiG. Spółka deklarowała partnerskie podejście i otwartość do współpracy z innymi firmami poszukującymi gazu z łupków. Teraz realizuje zapowiedzi.

Mimo partnerstwa z amerykańskim koncernem harmonogram wydobycia nie ulegnie przyspieszeniu. Nauka może jednak zaowocować przy eksploatacji kolejnych złóż, również w innych regionach kraju. Ważną rolę w usprawnieniu wydobycia gazu łupkowego mają jednak politycy – według Szczęśniaka powinni oni jak najszybciej sprecyzować prawo dotyczące tego surowca.

viaTOLL w 2014 r. będzie dalej rozbudowywany. GDDKiA chwali jakość działania systemu

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku system viaTOLL zostanie powiększony o kolejnych 600 km nowych dróg. Ma przynieść ponad 1,7 mld zł przychodów. Przedstawiciele GDDKiA podkreślają, że system spełnia swoje zadanie. Zapowiadają też przeprowadzenie na początku przyszłego roku przetargu na projektanta Ogólnokrajowego Systemu Zarządzania Ruchem, którego viaTOLL ma być częścią.

 – Około 600 km nowych dróg  taki jest plan rozszerzenia systemu viaTOLL na przyszły rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Jaworska, zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad. – Będziemy włączać do niego tylko drogi nowo budowane i nowo oddawane do ruchu. Dziś szacujemy przyszłoroczne przychody z tego systemu na ponad 1,7 mld zł.

W tym roku w ciągu 11 miesięcy z samego systemu viaTOLL wpłynęło do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 900 mln zł. Jaworska podkreśla, że GDDKiA jest zadowolona z działania systemu.

 – Poprzedni system tyle miał wpływów, ile kosztował, więc państwo przez całe lata było na zero. Ten system został zlikwidowany w 2011 roku i od tego czasu przychody systematycznie rosną, bo rośnie sieć płatnych dróg, a koszty spadają. To jest to, czego oczekiwaliśmy od viaTOLL – podkreśla Magdalena Jaworska. – Wszędzie za granicą nasz system jest pokazywany jako wzór rzeczy niemożliwych do osiągnięcia, a w Polsce w kółko odpowiadamy na pytania, co jest z nim nie tak.

Jej zdaniem, zwłaszcza szczególnie istotny system monitorowania działania viaTOLL działa bez zarzutu, wyłapując wszelkie ewentualne nieprawidłowości, których w ogólnym rozliczeniu jest niewiele. Pokazuje to też skala skarg i zapytań, jakie wpływają w związku z funkcjonowaniem systemu poboru opłat.

 – Przy milionach transakcji miesięcznie, mamy łącznie ok. 4-5 tys. zapytań i skarg. To pokazuje, że skala ewentualnych problemów jest minimalna – wyjaśnia.  Chcę zwrócić uwagę na to, że system viaTOLL jest dużo bardziej skomplikowany niż systemy bankowe. I jakby skrupulatnie porównywać problemy z nim związane do problemów systemów bankowych, to viaTOLL powinien dostawać co kwartał co najmniej złoty medal – dodaje.

viaTOLL ma być częścią ogólnopolskiego Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem, który chce w najbliższych latach utworzć GDDKiA. W przyszłym roku ma zostać rozpisany przetarg na projektanta nowego systemu. Ma być największym ITS-em (inteligentnym systemem zarządzania ruchem) w Europie. Według planów zacznie działać w 2020 r.

Lotos szuka partnera, aby rozwijać spółkę kolejową

Grupa Lotos decyduje o losach swojej spółki kolejowej. Chce znaleźć partnera, który będzie realizował dalsze plany rozwojowe spółki. Jeszcze przed końcem roku ma zapaść decyzja, kto może być potencjalnym partnerem i z kim Grupa będzie prowadzić rozmowy. Wiele wskazuje na to, że Lotos Kolej zainteresowane może być PKP Cargo.

Według szefa Grupy Lotos spółka kolejowa osiągnęła już optymalny poziom rozwoju. Dalszy jej los uzależniony jest od zewnętrznego wsparcia. Jeszcze w grudniu znane mają być analizy dotyczące ewentualnych kierunków rozwoju przewoźnika.

 – Pójdziemy w kierunku znalezienia partnera dla Lotos Kolej, który da spółce szansę dalszego dynamicznego rozwoju, a nas zabezpieczy w jeszcze bardziej profesjonalny przewóz naszych towarów – wyjaśnia Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.  – Nie jest to nasz strategiczny kierunek rozwoju. LOTOS Kolej osiągnął już prawie 8 proc. w rynku przewozów transportowych i zatrudnia prawie 900 osób. To jest ogromny potencjał do dalszego rozwoju, więc wymaga opieki od właściciela i dalszego wsparcia.

Grupa Lotos planuje skupić się na działalności podstawowej, czyli poszukiwaniu i wydobyciu surowców oraz produkcji i sprzedaży paliw. Lotos Kolej mogłaby zostać wyłączona ze struktury w przyszłym roku.

 – Interesuje nas odejście od modelu zarządzania, w którym dzisiaj jesteśmy. Chcemy znaleźć partnera, który obejmie udziały w spółce i który będzie realizował ten proces rozwojowy – mówi prezes Grupy Lotos.

Wśród firm, które mogłyby być zainteresowane przejęciem firmy wymienia się m.in. PKP Cargo. W oficjalnych wypowiedziach władze obu firm zaprzeczają jednak, by prowadzone były jakiekolwiek rozmowy dotyczące Lotos Kolej.

 – Nie powiedziałbym zdecydowanie, że PKP Cargo nie wchodzi w grę. My na ten temat nie rozmawiamy póki co – precyzuje Olechnowicz. – Myślę, że jeszcze w grudniu podejmiemy taką decyzję mając gotowe wszelkie analizy. Wtedy zobaczymy, kto będzie potencjalnym lepszym partnerem do realizacji tego celu i z kim będziemy rozmawiać. To też będzie zależało od formuły, którą przyjmiemy, czy pójdziemy szeroko w rynek, czy będziemy rozmawiać z wybranymi zainteresowanymi partnerami.

Lotos Kolej to trzeci co do wielkości przewoźnik w kraju. Firma powstała w 2002 roku by obsługiwać transport petrochemiczny spółek Grupy Lotos.

Kryzys w branży budowlanej trwa. Prawie 250 upadłości w tym roku, kolejne w przyszłym

CEO Magazyn Polska

Trwa kryzys w branży budowlanej, a przyszły rok nie będzie lepszy. Upadają przede wszystkim małe i średnie polskie firmy budowlane. Do końca listopada bankructwo ogłosiło 241 spółek. Na poprawę w ciągu najbliższego półrocza nie ma co liczyć. Powodem kryzysu jest przede wszystkim złe prawo. 

 – Niestety, ten rok nie był dużo lepszy od poprzedniego. To jest kontynuacja trendu spadkowego, który zaobserwowaliśmy w 2012 roku. 2013 był bardzo zbliżony. Dość wspomnieć takie dane, jak liczba upadłości firm z branży budowlanej. Do końca listopada upadło 241 firm w 2013 roku i 259 w 2012 – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Dodaje, że na razie nie widać końca kryzysu. Wręcz przeciwnie – liczba upadłości jeszcze się zwiększy. W tym roku spadek produkcji budowlanej sięgnął 40 proc. i dotyczył przede wszystkim inwestycji infrastrukturalnych. Tymczasem zatrudnienie w branży budowlanej spadło jedynie o 13 proc, czyli o ok. 140-150 tys. etatów. Styliński ocenia, że w przyszłym roku pracę stracą kolejne osoby, bo firmy z branży budowlanej będą miały mniej pracy.

Nieznaczna poprawa może nastąpić dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Większość z upadających i zwalniających pracowników firm to małe i średnie przedsiębiorstwa o obrotach do 100 mln zł rocznie. To według Stylińskiego niemal bez wyjątku krajowe spółki. 

 – Nawet jeśli będą pewne oznaki wzrostu produkcji wśród dużych firm budowlanych, to będzie pewnie prognostyk pozytywny co do przyszłego wzrostu rynku budowlanego w ogóle. Ale odbudowa naszych firm polskich krajowych, które są bardzo mocno dotknięte kryzysem, to będzie długofalowy proces – przewiduje Styliński.

Winne jest przede wszystkim złe prawo. W zamówieniach publicznych wciąż dominuje kryterium najniższej ceny. Dzięki temu zwyciężają firmy najbardziej ryzykujące i dyktujące często zaniżone wartości inwestycji. Często są to duże koncerny zagraniczne, które w Polsce posiadają tylko kilku pracowników – prezesa i sekretarkę. Efektem tego, po wygraniu przetargu najniższą ceną te firmy i tak zatrudniają polskich podwykonawców, płacąc im nierzadko najniższe stawki i oszczędzają na BHP. Kryterium najniższej ceny jest decydujące w ponad 90 proc. zamówień publicznych.

 – Co więcej, jest to również utrwalane, szczególnie jest to dobitne w przypadku dróg, przez dopuszczanie do składania ofert praktycznie wszystkich firm, które są zainteresowane. Efekt? Pomimo, że prawo zamówień publicznych dopuszcza ograniczenie do pięciu liczby wykonawców, którzy będą uprawnieni do złożenia oferty, to nie tak dawno aż 18 firm zostało zakwalifikowanych do drugiego etapu budowy obwodnicy Marek – mówi Styliński.

Choć przedstawiciele instytucji państwowych przyznają, że kryterium najniższej ceny jest problematyczne, w ocenie Stylińskiego na razie nie ma zbyt wielu zmian w tym zakresie. Prowadzone są rozmowy pomiędzy państwem a wykonawcami, ale nie dają one konkretnych rezultatów. Eksperci są zgodni, że mimo zapewnień o zmianach, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wciąż stosuje kryterium najniższej ceny w przetargu jako kluczowe, co odbija się potem na jakości i terminowości często strategicznych dla kraju inwestycji drogowych. 

 – Administracja rozmawiała z przedstawicielami rynku. Ale uważam, że ten proces odbył się w dalece niedoskonały sposób. Zwłaszcza jego zakończenie w postaci niezaproszenia organizacji społecznej do prezentacji wyników prac, było dość dobitne, ale mimo wszystko pewne prace były prowadzone. To jest takie delikatne światełko w tunelu, bardzo delikatne i czasami zanika – ocenia Styliński.

Niemal 30 mln zł w ciągu pół roku kosztowały kradzieże torów, kabli i innych elementów infrastruktury

CEO Magazyn Polska

W I półroczu tego roku odnotowano 6 tys. przypadków kradzieży i dewastacji infrastruktury telekomunikacyjnej, energetycznej i kolejowej. Jej odtworzenie pochłonęło ponad 28 mln zł. Eksperci podkreślają, że oprócz strat finansowych, kradzież elementów infrastruktury zagraża również bezpieczeństwu ludzi.

Na kradzieżach i dewastacji infrastruktury, które zwiększają zagrożenie dla zdrowia i życia, traci i społeczeństwo, i gospodarka.

 – To są kwoty powyżej 28 mln złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marzena Śliz, dyrektor Departamentu Rozwoju Infrastruktury w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej.

W pierwszym półroczu odnotowano 6 tys. przypadków kradzieży i dewastacji infrastruktury. Jej odtworzenie pochłonęło ponad 28 mln zł. Dla porównania w całym 2012 roku straty wyniosły blisko 65 mln zł. Dodatkowymi efektami kradzieży są przerwy w dostawie energii elektrycznej, brak sygnału w telefonie czy opóźnienia pociągów. Np. w ubiegłym roku przez ubytki w infrastrukturze kolejowej opóźniło się ponad 8 tys. pociągów pasażerskich i 1,4 tys. towarowych. Skala kradzieży infrastruktury waha się w ciągu roku w zależności od cen skupu miedzi na światowych rynkach.

 – Najczęściej giną kable miedziane i elementy stacji transformatorowych, szyny kolejowe, czyli elementy, które wpływają na bezpieczeństwo działania poszczególnych branż – wymienia Marzena Śliz. – Jeżeli jest duże zapotrzebowanie na miedź, na surowce, wówczas skala kradzieży idzie w górę. Natomiast jeżeli zapotrzebowanie na miedź jest mniejsze, wówczas kradzieże trochę spadają – tłumaczy Śliz.

Dodatkowo cierpi też wizerunek firm, które przy pomocy uszkodzonej infrastruktury świadczą swoje usługi.

 – To przekłada się oczywiście na dostarczenie energii elektrycznej odbiorcom, co jest bardzo źle odbierane, a więc energetyka traci swój wizerunek – potwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Pazda z Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej z siedzibą w Poznaniu. – Ale przede wszystkim nie jesteśmy w stanie zapewnić odbiorcom tego komfortu, jaki XXI wiek powinien za sobą nieść.

Zainicjowane przez prezesów urzędów regulacyjnych (Urząd Komunikacji Elektronicznej, Urząd Regulacji Energetyki i Urząd Transportu Kolejowego) Memorandum w sprawie przeciwdziałania kradzieżom i dewastacji infrastruktury już przynosi skutek. W województwie śląskim w I półroczu tego roku odnotowano tam największy spośród wszystkich województw spadek przypadków kradzieży (o 38 proc.) w porównaniu z 2012 r.

Przeciwdziałaniem kradzieżom i dewastacji infrastruktury zajmie się nowo powołana przez sygnatariuszy Memorandum fundacja „Niezłomni”, która przygotowuje ona ogólnopolską akcję informacyjną.

 – Akcja będzie kierowana bezpośrednio do społeczeństwa. Chcemy współpracować także z Telewizją Polską, którą będziemy wprowadzali cykl reportaży w poszczególnych regionach Polski z telewizjami regionalnymi – tłumaczy Śliz.

Kradzieżami z reguły zajmują się zorganizowane grupy przestępcze. Dlatego celem fundacji jest również zmiana kwalifikacji prawnej tego czynu.

 – Jeżeli chodzi o kary, to więc przede wszystkim celem naszym było to, żeby nie była podniesiona kwota, tak jak to było w tej chwili planowane – podkreśla Marzena Śliz. – Natomiast żeby kategorie kradzieży właśnie infrastruktury były traktowane nie jako zwykła kradzież, tylko jako czyn, który jest niebezpieczny i może powodować utratę życia na przykład, czy ewentualnie uszczerbek na zdrowiu.

To jest zachęta do kradzieży, więc mówimy w tym momencie o  małych złodziejaszkach. Z dużymi zwracamy się do policji, do organów ścigania, do tych, którzy nie tylko wykrywają tego typu przestępstwa, ale także i sankcje nakładają – dodaje Andrzej Pazda.

Memorandum w sprawie przeciwdziałania kradzieżom i dewastacji infrastruktury jest inicjatywą trzech urzędów regulacyjnych: Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Urzędu Regulacji Energetyki i Urzędu Transportu Kolejowego, która łączy przedsiębiorców z trzech sektorów technologicznych zagrożonych kradzieżą infrastruktury. Pod koniec października 2013 r. memorandum zostało włączone do katalogu działań realizowanych w ramach rządowego programu ograniczania przestępczości i zachowań aspołecznych „Razem bezpieczniej”.

Będą nowe przepisy o e-handlu. Wzmocnią prawa konsumentów, ale mogą utrudnić działalność niektórym sklepom

CEO Magazyn Polska

Dziś upływa termin uchwalenia i ogłoszenia w państwach członkowskich UE nowych przepisów o prawach konsumentów. Największe zmiany czekają e-handel. Zgodnie z unijną dyrektywą konsumenci będą mieli więcej czasu na odstąpienie od zakupu i zwrot towaru. Przepisy są bardzo szczegółowe i mogą utrudnić działalność niektórym e-sklepom. Zmiany powinny wejść w życie za pół roku.

 – Nowelizacja przepisów wynikająca z implementacji dyrektywy europejskiej wprowadza szereg zmian, które są dla e-biznesu korzystne, a w każdym razie wyjaśniają sytuację i wprowadzają większą pewność prawa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Porębski, radca prawny z Izby Gospodarki Elektronicznej.

Unijna dyrektywa przyjęta w październiku 2011 r. ma na celu ujednolicenie praw konsumentów we wszystkich państwach członkowskich. Szczególnie dotyczy to e-handlu. Unijni prawodawcy liczą też na zwiększenie zaufania do tego kanału sprzedaży i wzrost sprzedaży pomiędzy krajami.

Termin na ogłoszenie i uchwalenie zmian do krajowego prawa upływa dziś, 13 grudnia. Przepisy wejdą w życie za pół roku – 13 czerwca 2014 r. Do tego czasu sprzedawcy muszą zmienić swoje systemy i regulaminy.

 – Przepisy nakładają na przedsiębiorców cały szereg obowiązków o charakterze przede wszystkim informacyjnym, ale wiele przepisów ma charakter zakazowy i teoretycznie będzie chronić konsumentów – mówi Porębski. – Przykładem może być prawo odstąpienia, które w przepisach teraz będzie już bardzo eksponowane. Przedsiębiorca będzie miał obowiązek, wręcz nachalnie, konsumentowi przypominać o tym prawie do odstąpienia, które z kolei konsument będzie mógł wykonać w terminie 14 dni.

Obecne unijne przepisy przewidują co najmniej 7-dniowy termin na odstapienie od zakupu i zwrot towaru. W Polsce prawo daje kupującym 10 dni na decyzję. Teraz w całej UE będzie obowiązywał termin 14 dni. Konsumenci zyskają również na tym, że sprzedający w przypadku odstąpienia od zakupu będzie musiał zwrócić całą kwotę łącznie z kosztami wysyłki.

Jeśli przedsiębiorcy nie spełnią obowiązku informacyjnego i nie podadzą wszystkich danych o kupowanym produkcie, termin na odstąpienie od zakupu wydłuży się do 12 miesięcy. Porębski podkreśla, że z tego powodu w interesie przedsiębiorców będzie leżało pełne informowanie o ofercie.

Ograniczenia w telesprzedaży

 – Nowe przepisy wprowadzają cały szereg ograniczeń dotyczących zawierania umów telefonicznie. Telesprzedaż będzie teraz istotnie ograniczona. Pojawi się taka ilość obowiązków formalnych, administracyjnych do spełnienia, że zawieranie umów przez telefon może rzeczywiście być utrudnione – dodaje radca prawny IGE.

Sprzedawcy m.in. będą mieli obowiązek przekazania treści umowy klientowi w formie innej niż rozmowa telefoniczna. Nie będzie jednak wymogu przekazywania informacji na papierze. Porębski spodziewa się, że większość sprzedawców wybierze formę elektroniczną, czyli e-mail.

Dodaje, że nowe przepisy na pewno nie zatrzymają rozwoju e-handlu, ale mogą znacznie utrudnić działalność niektórym przedsiębiorcom. To w jego ocenie skutek szczegółowości nowych przepisów.

 – W konkretnych okolicznościach okazuje się, że przepisy nie działają albo nakładają ograniczenia, które są niekorzystne i dla biznesu, i dla konsumenta. Niewątpliwie również przedsiębiorcy muszą się liczyć teraz z wydatkami na adaptację systemów informatycznych i regulaminów swoich sklepów – zapowiada Porębski. – Moim zdaniem dyrektywa niestety wpisuje się w taką tendencję, którą ostatnio widać w wielu aktach europejskich dotyczących przedsiębiorców, zwłaszcza działających w sieci, gdzie są oni traktowani jak przestępcy.

W jego opinii e-handel jest znacznie mocniej regulowany niż tradycyjny pomimo tego, że w internecie liczba nadużyć jest niższa. Przyznaje, że nowe przepisy, choć bardzo szczegółowe, powstały w oparciu o doświadczenia zebrane z ostatnich lat.

Lion’s Bank jako pierwszy na świecie wprowadził metalową kartę kredytową

CEO Magazyn Polska

Lion’s Bank postanowił wyróżnić się na rynku i wprowadzić jako pierwszy na świecie metalową kartę kredytową. Karta ta jest także jedyną w Europie kartą pionową z ukrytymi z tyłu numerami seryjnymi. Ze względu na oryginalny projekt karty, bank określa ją jako biżuterię bankową. Nie jest to jednak produkt skierowany wyłącznie do kobiet.

 – Karta ta zapewne nie będzie używana w codziennych sytuacjach, na przykład do drobnych płatności. Jest to karta prestiżowa, którą niejeden mężczyzna będzie chciał mieć w portfelu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Augustyniak, prezes Lion’s Banku.

Srebrna karta wykonana jest ze stopu metali, takich jak miedź, cynk i nikiel. Ma minimalistyczny, nowoczesny design i polerowany, lustrzany logotyp. Kształtem przypomina klucz, co ma symbolizować dawanie dostępu do wszystkich drzwi.

 – Usunęliśmy z jej frontu wszystko, co mogło wpływać na czystość jej powierzchni – mówi Remigiusz Dymek, twórca koncepcji wizualnej, dyrektor artystyczny Lion’s Banku. – Widać tylko to, co najważniejsze, jak lustrzany logotyp lwa, będącego symbolem naszego banku. Sądzę, że ta karta nie może pozostać niezauważona po jej wyjęciu. To produkt dla niepokornych osób – dodaje Dymek.

Karta jest przeznaczona dla wybranych klientów Lion’s Banku.

 – Będą z niej korzystać osoby zamożne, którym to prawo przyzna zarząd – mówi Augustyniak. – Nie chcę mówić o ich aktywach, wartości majątku, ale jest oczywiste, że będą to osoby korzystające z private bankingu.

Limit kredytowy na karcie wynosić będzie milion złotych. Posiadacze karty będą mieli dostęp do usług concierge zapewnianych przez londyńską Quintessentially Lifestyle.

Przewozy Regionalne walczą o klienta. Będzie WiFi i bilety za złotówkę

CEO Magazyn Polska

Przewozy Regionalne chcą skuteczniej walczyć o klienta. Na torach pojawią się nowe wagony multimedialne, gdzie pasażerowie będą mogli korzystać z WiFi i biblioteki multimedialnej na całej trasie pociągu. Spółka proponuje również niższe ceny biletów – już od złotówki, w zależności od terminu zakupu. Spółka liczy na to, że obniżka cen w całości zostanie pokryta prze nadwyżkę pasażerów.

W ramach oferty „Superbilet”, na wszystkich trasach, we wszystkich pociągach dostępne będą bilety po 1, 9, 19, 29 i 39 złotych. Stawki będą się zmieniać w myśl zasady: im wcześniej kupisz bilet, tym taniej za niego zapłacisz. Sprzedaż biletów ruszać będzie na 30 dni przed planowanym odjazdem pociągu.

 – Jeżeli ktoś ma szczęście, to bilet może nabyć nawet na dzień następny, nie ma żadnego ograniczenia, jeżeli chodzi o termin – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Żmuda, dyrektor pionu handlowego spółki Przewozy Regionalne.

Wszystko zależeć będzie od popularności danego połączenia. Najtańsze bilety będą znikać najszybciej na najbardziej obleganych trasach i w najpopularniejszych godzinach. Przewozy liczą na to, że pasażerowie ze względu na cenę wybiorą te mniej zapełnione pociągi.

Dodatkowo mają nadzieję, że obniżka zachęci nowych pasażerów do podróży pociągiem. Wpływy ze sprzedaży biletów nowym klientom mają zrekompensować koszty poniesione w związku z promocją.

 – Wiemy, że segment Interregio jest segmentem komercyjnym i planujemy na całym segmencie tych połączeń uzyskać dodatni wynik – mówi dyrektor pionu handlowego spółki Przewozy Regionalne. – Jednocześnie zmieniliśmy podejście do naszej oferty InterREGIO tak, aby pasażerowi czuli się jeszcze bardziej komfortowo, aby mieli ciekawszą ofertę.

Kolejną zmianą są nowe wagony multimedialne. W tym tygodniu na trasy wyjadą pierwsze cztery składy, kolejne dwa składy pojawią się jeszcze przed świętami. Każdy z nich będzie mógł pomieścić 63 pasażerów, ale moduł multimedialny będzie w stanie udostępnić swoją zawartość 100 pasażerom jednocześnie.

Podróżni będą mogli na swoich urządzeniach korzystać z Wi-Fi oraz biblioteki multimedialnej.

 – Za pomocą smartfona, tabletu czy laptopa będziemy mogli w pociągu obejrzeć film, odsłuchać audiobooka i to niezależnie od zasięgu telefonii GSM wzdłuż trasy pociągu – tłumaczy Żmuda. 

Zapewnia, że w ofercie znajdą się nowe pozycje filmowe i nowe audiobooki. Co najmniej do połowy stycznia korzystanie z biblioteki multimedialnej będzie bezpłatne. Później oferta podzielona zostanie na część podstawową i tzw. premium, za którą podróżny będzie musiał zapłacić złotówkę.

 – To jest rozwiązanie, które zapożyczyliśmy z Danii, testowaliśmy taki wagon u nas i cieszył się on sporym zainteresowaniem – mówi dyrektor pionu handlowego przewoźnika. – W I kwartale przyszłego roku ocenimy, ile takich dodatkowych wagonów ma kursować.

Dodaje, że w pociągach znajdą się również gniazdka z energią elektryczną, dzięki którym pasażerowie będą mogli, na przykład naładować baterię komputera.

Przewozy Regionalne, to największy pasażerski przewoźnik kolejowy w Polsce. Codziennie z ich oferty korzysta ok. 250 tys. osób, a na tory wyjeżdża blisko 2 tys. pociągów. 

Pracodawcy coraz bardziej skłonni do zwiększania pensji

CEO Magazyn Polska

Ponad trzykrotnie, w porównaniu z ubiegłym rokiem, zwiększył się odsetek pracodawców, którzy spodziewają się wzrostu gospodarczego. Rośnie też liczba pracodawców zamierzających podnieść pensje. Najwięcej podwyżek planowanych jest w przemyśle, a najmniej w branży budowlanej. Z drugiej strony więcej firm planuje zwolnienia.

 – Przedsiębiorcy pozytywnie patrzą na wzrost gospodarczy  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kajetan Słonina, dyrektor zarządzający firmy Randstad. – W ciągu ostatniego roku liczba firm, które liczą na wzrost gospodarczy wzrosła trzykrotnie. To bardzo dobra wiadomość dla polskiej gospodarki.

Według ostatniej edycji sondażu Instytutu Badawczego Randstad „Plany Pracodawców”, 26 proc. pracodawców przewiduje wzrost gospodarczy w najbliższym półroczu. W sierpniu tego zdania było 25 proc. a rok temu jedynie 8 proc. Powoli rośnie także odsetek pracodawców dążących do podwyższenia pensji swoim pracownikom. Choć w drugim półroczu 2012 r. wynagrodzenia były zamrażane, obecnie coraz więcej pracodawców planuje podwyżki. Choć nadal dwóch na trzech nie planuje zmian, to 26 proc. ma zamiar dokonać podwyżek. To o 9 punktów procentowych więcej niż w sierpniu br.

Największy odsetek pracodawców – 31 proc. – planuje podwyżki w zachodnim i południowym rejonie Polski. Na północy zwiększenie wynagrodzeń planuje 29 proc. przedsiębiorców. Z kolei w centrum i na wschodzie wzrost płac jest planowany mniej więcej w co piątej firmie. Najwięcej podwyżek planowanych jest w przemyśle, a najmniej w branży budowlanej. 

Trudno o nowe miejsca pracy

 – Przedsiębiorcy częściej chcą dawać podwyżki niż tworzyć nowe miejsca pracy – mówi Słonina. – Około 1/4 z nich chce zwiększać pensje, a zatrudniać nowych ludzi planuje jedynie co piąty przedsiębiorca

Nowe miejsca pracy chce utworzyć 19 proc. ankietowanych firm, a 17 proc. z nich planuje zwolnienia. To niemal dwukrotnie więcej niż w sierpniu. Przyczyną może być fakt, że sezon zimowy jest tradycyjnie trudniejszy na polskim rynku pracy. W budownictwie panuje przestój, a pod koniec grudnia kończy się popyt związany ze świętami. Największy wzrost zatrudnienia planowany jest w rejonie zachodnim. 2/3 tamtejszych firm planuje zwiększenie liczby pracowników lub pozostawienie jej na tym samym poziomie. Niekiedy do zwiększania etatów zniechęca też prawo.

 – Zatrudnianiu na umowy o pracę nie sprzyjają też utrudnienia dotyczące ich rozwiązywania – mówi Słonina. – Im zwolnienie pracownika jest trudniejsze, tym mniej chętnie się go zatrudnia.

Polacy i ich świąteczne, finansowe zwyczaje

Badanie przeprowadzone przez TNS* dla eBay pokazuje, że Polacy lubią świąteczne zakupy. Podobnie jak w roku ubiegłym Polacy przeznaczą niemal połowę świątecznego budżetu tylko na prezenty. Średnio 1106 PLN- tyle zakładamy, że przeznaczymy na organizację Świąt w tym roku.

Badanie przeprowadzone na grupie 1059 Polaków w wieku 16-54 pokazało, że średni budżet na Święta zmniejszył się w porównaniu z rokiem ubiegłym, ale wciąż jest wyższy niż 2 lata temu. W 2011 planowaliśmy przeznaczyć na świąteczne prezenty 437.7 PLN, w 2012 kwota wzrosła do 493 PLN, aby w tym roku wynieść 486,27 PLN. Najdroższe prezenty dostaną, podobnie jak w zeszłym roku, dzieci. Średnio przeznaczymy na ten cel 213 PLN (204 PLN w 2012). Na prezenty dla partnerów przeznaczymy podobną kwotę jak w zeszłym roku- 142 PLN (143 PLN w 2012).

Średnio kupimy 3-5 prezentów (41%) oraz 6-10 (32%). Panie okazują się bardziej hojne, 40% planuje kupić od 6-10 prezentów. Średnia ilość planowanych prezentów od kobiet to 6.1, przy ogólnej średniej 5.6.

Czas zakupów

53% Polaków, planujących zakupy świąteczne rozpocznie je na początku grudnia, zaledwie 18% zaczyna o tym myśleć w listopadzie, a 16% czeka do ostatniego tygodnia przed świętami. Pomimo zakupów w ostatniej chwili Polacy lubią świąteczne sprawunki. 47% uważa, że świąteczne zakupy są ekscytujące lub bardzo ekscytujące, a tylko 5% uważa je za niezwykle stresujące. Może pozytywne postrzeganie tej czynności wynika z tego, że 62% podczas zakupów dla bliskich, kupuje również coś dla siebie.

Świąteczne prezenty

Większość chciałaby znaleźć pod świątecznym drzewkiem: podróże (16%), gadżety (15%) oraz biżuterię (10%)
i książki (10%). Co ciekawe kobiety preferują prezenty związane z przyjemnością (52%), natomiast mężczyźni wolą praktyczne podarki (45%).

Respondenci uważają, że najlepsze prezenty otrzymują od partnerów (43%) oraz rodziców (18%). 47% nie potrafi wskazać osoby, która ma w zwyczaju dawać niechciane prezenty. Polacy wierzą, że w ubiegłym roku otrzymali niechciane prezenty warte 149, 72 PLN. Rekord w tym zakresie należy do Belgów, którzy otrzymują niechciane prezenty o średniej wartości 53 Euro (220PLN).

Jak robimy zakupy świąteczne?

Badanie wskazuje, że w tym roku Polacy planują zrobić tyle samo (45%) lub więcej (19%) zakupów świątecznych przez Internet niż w roku ubiegłym. Większość wykorzysta w tym celu laptopa lub komputer stacjonarny, ale w porównaniu z rokiem 2012 więcej ludzi skorzysta z urządzeń mobilnych. Co ciekawe Polacy należą do czołówki respondentów, którzy użyją w tym celu urządzeń mobilnych.

*Badanie przeprowadzone przez TNS OBOP dla eBay Polska na grupie 1059osób w wieku 16-54 w listopadzie 2013.

Szczyt paczkowy: głównie prezenty z sieci i dokumenty między firmami

Koniec roku jest zawsze najgorętszym okresem w branży przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP). Liczba przesyłek (kurierskich i pocztowych) w tym czasie wzrasta nawet o 60 proc. Przewożone są głównie prezenty świąteczne zakupione przez Internet, ale także towary do centrów handlowych i dokumenty między firmami. Przygotowania do tego szczytu zaczynają się już kilka miesięcy wcześniej.

• Polacy kupują coraz więcej prezentów przez Internet
• Kilka dni przed Bożym Narodzeniem wysyłanych jest nawet dwa razy więcej przesyłek niż w pozostałych dniach roku
• Okres świąteczny jest egzaminem dla skuteczności sieci logistycznej operatorów KEP

Popyt na usługi logistyczne podlega wahaniom i jest silnie uzależniony od stanu gospodarki. Im więcej towarów firmy kupują, tym więcej operatorzy logistyczni mają do wykonania pracy. – Niezależnie od kondycji polskich przedsiębiorstw jest taki okres w ciągu roku, w którym popyt na usługi logistyczne zawsze wzrasta. Są to miesiące listopad i grudzień. W tym czasie zwiększają się zakupy artykułów konsumpcyjnych, związane z okresem świątecznym, ale także zintensyfikowana jest wymiana handlowa między przedsiębiorstwami. Oznacza to zwiększoną liczbę przesyłek, które są coraz częściej obsługiwane przez firmy kurierskie i operatorów pocztowych – podkreśla dr Arkadiusz Kawa, z Katedry Logistyki i Transportu w Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

Okres ten określa się mianem szczytu paczkowego. Jest to doskonały czas na sprawdzenie wydajności i skuteczności systemów logistycznych operatorów KEP, ponieważ muszą wtedy dostarczyć o wiele więcej przesyłek. Potrzebna jest więc współpraca wszystkich trzech zaangażowanych stron – nadawcy przesyłki, jej odbiorcy i przewoźnika. – Należy zadbać o wysyłkę w odpowiednim czasie, aby przewoźnicy branży KEP mogli sprawnie obsłużyć zwiększony popyt na swoje usługi w szczycie paczkowym. Podstawą jest to, aby nie czekać z nią na ostatnią chwilę. Przestrzegamy przed tym co roku, ale określone zachowanie firm zależy oczywiście od rodzaju produktów, które wysyłają. Problemy pojawiają się już na początku grudnia. Częstą praktyką wśród firm – oprócz Poczty Polskiej – jest ta, że w pewnym momencie przestają one odbierać przesyłki od wybranych klientów, przede wszystkim konsumentów – twierdzi Sławomir Żurawski, dyrektor KEP, Poczta Polska.

Przygotowanie do szczytu paczkowego zaczyna się zaraz po letnich wakacjach. Firmy prognozują liczbę przesyłek bazując na danych historycznych z ostatnich 12 miesięcy, tendencjach na rynku i własnym doświadczeniu.

– Analizujemy dokładnie wyzwania, jakie stanęły przed firmą Avon w roku poprzednim, weryfikujemy to, co wspierało sukcesy oraz opracowujemy i wdrażamy nowe strategie. „Uszczelniamy” wszystkie procesy logistyczne po stronie Avon, zapraszając również do rozmów naszych dostawców. Przygotowujemy plany realizacji w różnych horyzontach czasowych, rozpatrując dostawy w poszczególne dni wysyłkowe. Szczególnie ważne jest dla nas opracowanie scenariuszy i planów ich sprawnego wprowadzenia w życie na wypadek nieoczekiwanych okoliczności, np. gwałtownych opadów śniegu – mówi Marcin Domarecki, Manager Działu Transportu Avon Operations Polska.

Nadawcy przesyłek coraz więcej wiedzą na temat funkcjonowania firm z branży KEP. Zdają sobie sprawę z potencjału, ale także ograniczeń systemów operacyjnych, dlatego ściślej współpracują z nimi w okresie przedświątecznym. – bonprix nauczony wieloletnim doświadczeniem stosuje działania prewencyjne, które eliminują skutki gwałtownego wzrostu wysyłki paczek przed świętami Bożego Narodzenia. Planujemy dystrybucję swoich katalogów w taki sposób, aby rozkład otrzymywanych zamówień był równomierny. Ostatni katalog wysyłany został do naszych klientów 14 listopada 2013 roku – mów Marcin Wendrychowicz, IT Manager, Bonprix.

Operatorzy KEP w szczycie paczkowym radzą sobie dość dobrze. – Sezonowy wzrost liczby paczek jest przewidywalny i przedstawione wcześniej sposoby postępowania zazwyczaj wystarczają. Pod koniec roku pojawiają się jednak inne utrudnienia, na które firmy nie mają wpływu. Są to zmienne warunki pogodowe. Szczególnie uciążliwe są obfite opady śniegu i gołoledź. Na utrudnione warunki pogodowe w tym czasie nakładają się korki uliczne. Gorączka przedświąteczna wzmaga ruch na drogach w szczególności w centrach miast. Kłopotem jest także zły stan infrastruktury drogowej – mówi dr Arkadiusz Kawa.

W szczycie paczkowym zauważalny jest wzrost liczby przesyłek, których adresatami są osoby fizyczne. Są to często dostawy jednorazowe, przez co kurier musi szukać danego adresu po raz pierwszy, więc zajmuje mu to więcej czasu.

mBank wzmacnia biznes detaliczny w Polsce, Czechach i na Słowacji

Michał Panowicz obejmie funkcję dyrektora banku w obszarze marketingu i rozwoju biznesu detalicznego. Paweł Kucharski zostanie zastępcą szefa operacji zagranicznych w Czechach i na Słowacji. Jacek Iljin nowym dyrektorem banku w obszarze sprzedaży i procesów.

Paweł Kucharski, ostatnio dyrektor banku ds. marketingu i rozwoju biznesu bankowości detalicznej, dołączy do zespołu w Czechach i na Słowacji, gdzie w roli zastępcy szefa operacji zagranicznych, będzie zarządzał liniami biznesowymi, sprzedażą i komunikacją mBanku.

Michał Panowicz, dotychczasowy szef projektu nowego mBanku i dyrektor Departamentu Client Lab, obejmie stanowisko dyrektora banku ds. marketingu i rozwoju biznesu bankowości detalicznej

Jednocześnie funkcję dyrektora banku ds. sprzedaży i procesów biznesowych bankowości detalicznej obejmie Jacek Iljin, dotychczasowy dyrektor Departamentu Usług Podstawowych i Produktów Niebankowych w pionie bankowości detalicznej. Wszystkie zmiany wchodzą w życie od 1 stycznia 2014 r.

– Jestem przekonany, że zmiany przyniosą bankowi wiele korzyści i skutecznie przyczynią się do realizacji ambitnych celów w obszarze akwizycji na wszystkich rynkach oraz osiągnięcia stałej rentowności, wzrostu bazy klienckiej i rozwoju cross-sellingu w Czechach i na Słowacji – mówi Cezary Kocik, wiceprezes mBanku ds. bankowości detalicznej.

Michał Panowicz dołączył do zespołu mBanku w 2011 r. i dał się poznać jako dynamiczny lider i skuteczny manager. Wniósł międzynarodowe doświadczenie wyniesione z pracy w centrali firmy Microsoft i świeże spojrzenie na usługi finansowe, które zawdzięcza pracy w The Boston Consulting Group i eBay. Jest współtwórcą koncepcji nowego mBanku, czyli jednego z najnowocześniejszych na świecie serwisów bankowych. Osobiście prowadził i nadzorował prace nad tym projektem.

Paweł Kucharski jest jednym z twórców marki mBanku, dziś jednego z najsilniejszych polskich brandów. W ostatnich latach poprowadził go do dynamicznego wzrostu, rozwijając ofertę od prostych produktów depozytowych do jednej z najlepszych i najszerszych ofert na rynku. Tę ofertę wybrało ponad 3,5 miliona klientów w Polsce. Ze swoim 13-letnim doświadczeniem w mBanku, Paweł Kucharski pomoże umocnić pozycję firmy na rynkach zagranicznych.

Jacek Iljin pracę w mBanku rozpoczął w 2002 r. Początkowo odpowiedzialny za obszar analiz marketingowych, z czasem zajął się rozwojem oferty produktowej i usług banku dla klientów indywidualnych i firmowych. Uczestniczył w kluczowych projektach, m.in. ekspansji banku w Czechach i na Słowacji, rozwoju narzędzi CRM oraz zwiększenia przychodów w obszarze produktów podstawowych. Zastępca szefa projektu nowego mBanku.

4,2 mld zł przychodów. Ponad 260 mln zł zysku netto w pierwszych trzech kwartałach 2013 roku

W pierwszych trzech kwartałach 2013 r. Grupa Asseco wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie blisko 4,2 mld zł, co stanowi 5% wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zysk operacyjny osiągnął poziom 483 mln zł, natomiast wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 262 mln zł . Portfel zamówień wynosi ponad 5,5 mld zł i jest o 5% wyższy niż w analogicznym okresie 2012 r. Rekordową wartość mają także przychody ze sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2013 r. wyniosły blisko 3,3 mld zł czyli o 7% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W analizowanym okresie Asseco podpisało 3326 nowych kontraktów, co potwierdza dobrą dywersyfikację grupy. Ponad 70% przychodów pochodzi z powtarzalnych projektów, zapewniając stabilność biznesu Asseco. W trzecim kwartale 2013 roku Asseco Poland podpisało wieloletnie umowy z dotychczasowymi klientami. W ramach trzyletniej umowy ramowej z Orange Polska Asseco zostało partnerem odpowiedzialnym za domenę BBS (Business Support Systems) oraz za outsourcing systemu telefonii stacjonarnej. Trzeci kwartał przyniósł także umocnienie pozycji w sektorze służby zdrowia. Asseco Poland zawarło kontrakt z Podkarpackim Urzędem Marszałkowskim na Podkarpacki System Informacji Medycznej. Umowa obejmuje informatyzację ośmiu szpitali wojewódzkich oraz uruchomienie szerokiego zakresu e-usług medycznych dla mieszkańców Podkarpacia. W sektorze energetycznym Asseco Poland z sukcesem zakończyło projekt centralizacji systemów billingowych do obsługi klientów masowych dla spółki Tauron Obsługa Klienta, wdrażając autorskie rozwiązanie z rodziny produktów Asseco Utility Management Solutions. Natomiast w październiku i w listopadzie podpisaliśmy dwie czteroletnie umowy ramowe z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych – pierwszą na utrzymanie, a drugą na rozwój Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI).

Rozwój Asseco jest możliwy dzięki wzrostowi przychodów ze sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2013 r. stanowiły one 78% przychodów ogółem i wyniosły blisko 3,23mld zł. Stale inwestujemy także w badania i rozwój kluczowych produktów Asseco.

W trzecim kwartale 2013 r. Asseco Poland nabyło 70% rosyjskiej spółki R-Style Softlab –  producenta oprogramowania dla sektora bankowego i finansowego. Spółka posiada blisko 400 aktywnych klientów. Specjalizuje się w trzech obszarach: bankowość internetowa i systemy obsługi klienta, hurtownie danych i systemy business intelligence oraz core’owe systemy bankowe. Plany akwizycyjne na pozostałe miesiące tego roku zakładają dalszą koncentrację na emerging markets.

Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa IT

Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa IT – wynika ze Światowego Badania Bezpieczeństwa Informacji przeprowadzonego po raz 16-ty przez firmę doradczą EY. Takiego zdania jest prawie połowa uczestniczących w badaniu szefów IT. Zwiększanie wydatków na bezpieczeństwo IT niewiele daje. Mimo że 93% badanych firm w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy zwiększyło lub utrzymało wydatki w obszarze bezpieczeństwa IT, wciąż powiększa się luka między obecnym a wymaganym poziomem bezpieczeństwa. Zaledwie 17% respondentów przyznało, że działania w tym zakresie w pełni zaspokajają ich potrzeby.

W 16-tej edycji Światowego Badania Bezpieczeństwa Informacji EY wzięło udział ponad 1900 osób odpowiedzialnych głównie za działy informatyczne (IT) oraz bezpieczeństwo informacji. Respondenci reprezentowali największe firmy i organizacje różnych branż. Zasięg badania objął 64 kraje, w tym Polskę.

Wnioski są alarmujące. Rosnąca liczba cyberataków sprawia, że firmy w coraz większym stopniu narażone są na działania hakerów. Ataki na systemy IT, kradzieże danych, postęp technologiczny, jak również nieświadome działania ludzkie – to kluczowe ryzyka informatyczne, z którymi zmagają się firmy, organizacje publiczne i prywatni użytkownicy.

Pracownicy już nie są największym zagrożeniem

Do najczęściej wymienianych przez respondentów zagrożeń zalicza się te związane ze stosowaniem urządzeń mobilnych (45%), mediów społecznościowych (32%), cloud computingiem (25%), czy działaniami niedbałych lub nieświadomych pracowników (24%). Trend ten wyraźnie zmienił się w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem, w którym ci właśnie niedbali i nieświadomi pracownicy wiedli prym w rankingu (37%), a wspomniane urządzenia mobilne (tablety, smartfony) zaledwie w odpowiedziach 16% respondentów utożsamiane były z zagrożeniem i narażaniem bezpieczeństwa informacji w firmach lub instytucjach publicznych.

– Zaobserwowany trend identyfikujący źródła zagrożeń dla bezpieczeństwa informacji pokazuje, że firmy nie nadążają za rewolucją technologiczną. Szybko rozwijające się nowoczesne technologie stosowane przez biznes nie zostaną zahamowane, ale to właśnie musi mobilizować firmy do odpowiedniej priorytetyzacji działań i wdrażania coraz bardziej zaawansowanych zabezpieczeń – mówi Michał Kurek, Starszy Menedżer w dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY.

Aż 70% respondentów tegorocznego badania uznaje za istotne bezpieczeństwo używania smartfonów i tabletów.

Bezpieczeństwo informacji coraz ważniejsze

W przypadku 83% firm działania z obszaru bezpieczeństwa informacji nie spełniają potrzeb organizacji. Jednocześnie niemal wszystkie ankietowane firmy utrzymały lub zwiększyły budżety przeznaczane na cyberbezpieczeństwo, co wyraźnie pokazuje skalę rosnących zagrożeń. 31% respondentów badania stwierdziło, że liczba incydentów związanych z naruszeniem bezpieczeństwa informacji w ich firmach wzrosła o co najmniej 5% w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy, a 59% organizacji zaobserwowało wzrost zagrożeń zewnętrznych. Wraz z tym wzrostem zwiększył się również poziom świadomości odnośnie bezpieczeństwa IT i złożoności zagrożeń, na które narażone są firmy – bezpieczeństwo informacji stało się priorytetem w siedmiu na dziesięć badanych organizacji. 35% respondentów przyznało, że co kwartał uwzględniają tematykę bezpieczeństwa IT na agendach zarządów.

Kazimierz Klonecki, Partner w dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY przyznaje: – Informatyzacja i dynamiczny rozwój technologiczny w erze globalizacji powinien iść w parze z rozwojem infrastruktury cyberbezpieczeństwa. Rosnąca liczba przypadków naruszania bezpieczeństwa informatycznego sprawia, że firmy coraz bardziej zdają sobie sprawę ze skali zagrożeń IT. To już nie kwestia czy w ogóle – ale kiedy firmy staną się celem hakerów. Na podstawie tegorocznych wyników badania EY można wywnioskować, że firmy podążają we właściwym kierunku, bo poziom świadomości rośnie. Sygnały świadczące o tym, że bezpieczeństwo informacji staje się priorytetem dla wyższej kadry kierowniczej są obiecujące, bowiem realne skutki wirtualnych ataków mogą być niszczące dla firm – zarówno pod względem finansowym jak i reputacyjnym.

Brakuje ludzi do walki z hakerami

Za głównie przeszkody w realizacji działań ograniczających ryzyko związane z bezpieczeństwem informacji respondenci uznali zbyt małe budżety przeznaczane na IT security oraz brak wyspecjalizowanej kadry, która w pełni mogłaby się poświęcić zapobieganiu zagrożeń. Odsetek tych odpowiedzi wynosi odpowiednio 65% i 50%.

– Cyberprzestępczość jest obecnie największym zagrożeniem dla firm. O ile budżety na innowacje w zakresie bezpieczeństwa informacji powoli rosną, a firmy mogą alokować coraz więcej zasobów w celu ochrony przed największą niewiadomą – przyszłością, to nadal wielu specjalistów zajmujących się tą dziedziną uważa, że planowane wydatki nie są wystarczające dla skutecznego mierzenia się z rosnącymi cyberzagrożeniami – twierdzi Kazimierz Klonecki.

Za trzy priorytety z obszaru bezpieczeństwa informacji na najbliższe 12 miesięcy, respondenci uznali zapewnienie ciągłości działania (51%), przeciwdziałanie cyberzagrożeniom (38%), zapobieganie wyciekom danych (26%).

Michał Kurek dodaje: – Priorytety firm w zakresie bezpieczeństwa informacji są słuszne, ale często odpowiedzialne za ich realizację zespoły borykają się z brakiem utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników, co znów potwierdziły wyniki tegorocznego badania. Problemem jest również niska świadomość i brak wsparcia ze strony kadry kierowniczej. Dziś tę barierę wymienia 31% badanych, a w zeszłym roku było to jedynie 20%.

Kazimierz Klonecki podsumowuje: – Firmy muszą już dziś przyjąć proaktywną postawę i myśleć o krok naprzód, a wsparcie powinno płynąć z góry. Niezbędne jest położenie większego nacisku na wzrost świadomości pracowników oraz zwiększenie budżetów i zasobów przeznaczanych na innowacyjne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa informacji. Technologie będą rozwijać się coraz szybciej – tak samo szybko będą pojawiać się nowe cyberzagrożenia. Nieuwzględnianie ryzyka, dopóki nie stanie się one realne, daje przewagę hakerom, a to z kolei stanowi poważne zagrożenie dla firm.

W 2013 Polacy chętniej brali kredyty i korzystali z usług doradców finansowych

Najnowsze wyniki badań Biura Informacji Kredytowej wskazują, że w tym roku Polacy częściej ubiegali się o kredyty. Wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała również w ostatnim czasie wzrost zapytań o doradców kredytowych, aż o 241%.

Ostatnie 2 lata to okres pogorszenia koniunktury i niepewnej perspektywy wzrostu polskiej gospodarki, co skutkowało niechęcią Polaków do zaciągania kredytów. Jednocześnie banki bardziej selektywnie podchodziły do kredytobiorców. Rok 2013, mimo że rozpoczął się słabo, w III kwartale przyniósł znaczne ożywienie w tym sektorze, a banki udzieliły o 15 proc. więcej kredytów gotówkowych w porównaniu z miesiącami roku poprzedniego. Wzrosło również zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nawet w okresie wakacyjnym, który zwyczajowo nie sprzyja kredytowaniu.

Polacy także coraz chętniej w tym roku zasięgali porad u doradców finansowych, na co wskazuje również wzrost zainteresowania tą branżą w wyszukiwarce lokalnej panoramafirm.pl.

„Doradcy finansowi, dzięki stałej współpracy z różnymi bankami, szerokiemu dostępowi do źródeł finansowania oraz znajomości narzędzi finansowych lepiej, niż my sami, dopasują ofertę kredytową do naszych potrzeb. Na podstawie prowadzonych analiz w naszym lokalnym produkcie panoramafirm.pl, widzimy, że rośnie świadomość społeczeństwa w dziedzinie finansów osobistych”- mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu Internetowego w Eniro Polska.

Dane Związku Banków Polskich za poprzedni kwartał pokazują, iż wprowadzona w życie przez Krajowy Nadzór Finansowy, z dniem 1 stycznia 2014 r. znowelizowana rekomendacja S nakazująca, aby klient, kupujący nieruchomość na kredyt, wyłożył na zakup minimum 5 proc. ceny nie pochodzącej z innego kredytu, znacząco wpłynęła na podejmowanie szybszych decyzji konsumentów.

Wzrost zainteresowania kredytami może wynikać, z działalności pro sprzedażowej banków, atrakcyjnego niskiego oprocentowania kredytów czy braku konieczności wkładu własnego do końca roku 2013.

Nowe regulacje Unii Europejskiej w sprawie ponoszenia kosztów upadłości banków

Władze Unii Europejskiej porozumiały się co do regulacji dotyczących pomocy lub likwidacji banków znajdujących się w kłopotach. Nowe przepisy pozwolą na sięganie po środki zgromadzone na depozytach bankowych klientów.

Dzięki zmianom w prawie „olbrzymia pomoc publiczna dla upadających banków oraz jej konsekwencje dla podatników wreszcie odejdą do przeszłości”. Kluczowymi elementami przyjętych rozwiązań – zwanych potocznie „bail-in” – są: zobowiązanie banków do przedstawiania planów działań na wypadek sytuacji kryzysowej obciążenie kosztami upadłości udziałowców, wierzycieli, a w dalszej kolejności posiadaczy depozytów powyżej 100 tys. euro utworzenie krajowych funduszy, na których będą gromadzone środki na wypadek kłopotów któregoś z banków. Wpłat do funduszu będą dokonywać same banki, a do 2025 r. zgromadzone środki mają odpowiadać 1% depozytów w danym kraju.

– Najświeższe regulacje wprowadzają mechanizm uporządkowanego bankructwa, który zakłada korzystanie z pieniędzy deponentów, ale dopiero po wykorzystaniu środków akcjonariuszy i wierzycieli – komentuje Piotr Lonczak, analityk Bankier.pl. – To rozwiązanie powinno uświadomić klientom banków, że dla gwarantowania depozytów wyznaczono jasną granicę. Taka sytuacja wymusza także na klientach korzystanie z banków, które prowadzą bezpieczną działalność, a nie agresywnie finansują chociażby rynek nieruchomości, który był jednym z najważniejszych ognisk zapalnych podczas ostatniego kryzysu – dodaje Lonczak.

Informatyka śledcza nie tylko dla kancelarii prawnych

Stosowanie informatyki śledczej (computer forensics) staje się w Polsce coraz bardziej powszechne. Korzyści z jej wykorzystania w sprawach dotyczących sporów oraz prawa konkurencji są już rozpoznane i doceniane na rynku usług prawniczych – pisze w swojej analizie Rafał Turczyn, Lider zespołu Zarządzania Ryzykiem Nadużyć i Ekspertyz w Sprawach Spornych, Deloitte.

Informatyka śledcza to skuteczne rozwinięcie standardowych procedur dochodzeniowych oraz wsparcie w procesie pozyskania informacji na potrzeby prowadzonych postępowań wyjaśniających. Z obserwacji wynika, że obecnie już co trzecia kancelaria prawna w Polsce stosuje techniki informatyki śledczej przy tworzeniu optymalnej struktury roszczeń oraz przy gromadzeniu dokumentacji dowodowej w sprawach związanych z nadużyciami gospodarczymi. W praktyce zastosowanie technik informatyki śledczej pozwala potwierdzić lub wykluczyć przyjęte hipotezy badawcze podczas prowadzenia dochodzeń czy śledztw gospodarczych na bazie informacji niemożliwych bądź trudnych do uzyskania innym sposobem. Dodatkowo pozwala na usystematyzowanie posiadanych już wniosków, ukierunkowuje dalsze prace, a także umożliwia pozyskanie skutecznego prawnie materiału dowodowego.

Informatyka śledcza służy jednak nie tylko organom ścigania w walce z przestępczością, ale także prywatnym firmom zwalczającym szpiegostwo przemysłowe, łamanie zakazu konkurencji czy dążąca do wyeliminowania przypadków nielojalności i nieuczciwości swoich pracowników. Poszukiwanie i analiza danych zapisanych na różnych nośnikach cyfrowych np. komputerach, tabletach, telefonach, czy smartfonach może być pomocne także w procesie zarządzania zgodnością lub ryzykiem nadużyć. Przedsiębiorcy starają się identyfikować niezgodne z przyjętym standardem zachowania oraz nieprawidłowości, wyjaśniają je oraz zapobiegają ich pojawieniu się w przyszłości.

W ramach informatyki śledczej pozyskuje się oraz zabezpiecza materiał elektroniczny, który może stać się materiałem dowodowym w postępowaniach związanych z nadużyciami i nieprawidłowościami w firmach. W celu wyszukania interesujących informacji dane są przetwarzane i analizowane na potrzeby danego postępowania. W niektórych przypadkach udostępniane są wstępne wyniki wyszukań za pośrednictwem zaawansowanych technologicznie dedykowanych platform. Takie działanie umożliwia przeprowadzenie dalszych szczegółowych analiz przez osoby prowadzące postępowanie prawne.

Przykładem może być sytuacja, w której jeden z przedstawicieli najwyższej kadry menedżerskiej działał na niekorzyść swojego pracodawcy prowadząc działalność konkurencyjną. Niestety w dzisiejszych czasach nie jest to często odosobniony przypadek i nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przed rozpoczęciem procedur wyjaśniających usunięto części danych elektronicznych. Dzięki technikom informatyki śledczej usunięcie danych w pierwszej kolejności wzbudziło zainteresowanie zespołu wyjaśniającego nieprawidłowości i wstępnie potwierdziło istniejące podejrzenia. Następnie zaś właśnie te dane, których usiłowano się pozbyć stanowiły materiał dowodowy pozwalający na wniesienie skutecznych roszczeń cywilnoprawnych przez kancelarię prawną obsługującą władze poszkodowanej firmy.
W takich przypadkach nie sposób przecenić korzyści płynących ze stosowania nowoczesnych technik śledczych, jak computer forensics. Gdyby nie fakt, że wszelkie zdarzenia dokonywane w cyfrowym świecie pozostawiają trwały ślad, to zapewne bardzo wiele informacji pozostawałoby niedostępnych, a dogłębne wyjaśnienie spraw byłoby utrudnione.

Święta w magazynach – organizacja pracy i optymalizacja przepustowości magazynu

Dla większości przedsiębiorstw handlowych grudzień to okres największej aktywności w ciągu roku. Podpowiadamy, jak ekonomicznie zwiększyć w tym czasie przepustowość magazynu.

Sezonowa intensyfikacja prac, typowa dla okresu przedświątecznego, często wymusza zmianę organizacji pracy i optymalizację wykorzystania zasobów. Zdarza się jednak, że utrzymywana przez cały rok flota i kadra nie są w stanie sprostać ekstremalnym wymaganiom, przed którymi przedsiębiorstwo staje w grudniu. Są jednak sposoby, by okresowo wzmocnić park maszynowy i zwiększyć przepustowość magazynu.

Dodatkowa flota na chwilę

Krótkoterminowy wynajem wózków widłowych to jedno z najpopularniejszych rozwiązań stosowanych w sezonach o zwiększonej aktywności handlowej. Daje możliwość korzystania z pojazdów w czasie dostosowanym do indywidualnego zapotrzebowania, tj. przez kilka dni, tygodni czy miesięcy. Oczywistą zaletą takiej usługi jest możliwość uniknięcia obciążenia finansowego związanego z zakupem nowych pojazdów. Pozwala to na pozostawienie wolnych środków i zapewnienie płynności pieniężnej. Rozwiązanie przynosi również inne korzyści. Przedsiębiorcom wynajmującym maszyny najczęściej oferowana jest w ramach jednej umowy pełna obsługa serwisowa. Dzięki temu, nie trzeba uwzględniać w budżecie dodatkowych kosztów związanych z przeglądami i naprawami.

Zaletą jest również swoboda doboru dodatkowego osprzętu, dokładnie odpowiadającego specyfice funkcjonowania firmy w danym okresie. – Do dyspozycji klientów zainteresowanych wózkami z przeciwwagą oddajemy na przykład widły o niestandardowych długościach, pozycjonery czy podwójne paletyzery – tłumaczy Eliza Świętochowska, Dyrektor Działu Wynajmu z firmy STILL Polska. – Koszt wynajmu maszyny zależy oczywiście od jej typu, ale ceny stanowią ułamek zakupu urządzenia. Zaczynają się już od kilkuset złotych miesięcznie – dodaje.

Sezonowe zatrudnienia

Nie w każdym przypadku przedświąteczna intensyfikacja prac wymaga wzmocnienia parku maszynowego. Gdy przedsiębiorstwo dysponuje wystarczającą liczbą wózków paletowych i widłowych, często angażuje się dodatkowych pracowników. Według Manpower, grudzień każdorazowo oznacza zwiększenie zapotrzebowania na siłę roboczą. W zeszłym roku agencja zatrudnienia oddelegowała do prac świątecznych 1,5 tysiąca osób. Kolejne 2 tysiące pracowników zostało zrekrutowanych do pracy przy produkcji, gdzie przedsiębiorcy zanotowali sezonową, zwiększoną liczbę zamówień.

Tymczasowe zatrudnienie to dla firmy sposób na zabezpieczenie ciągłości działalności poprzez pozyskanie wykwalifikowanej kadry, której kompetencje są weryfikowane przez zewnętrzne agencje. Pierwsza faza rekrutacji do pracy w okresie przedświątecznym rozpoczyna się już w listopadzie. Zazwyczaj, pracownicy tymczasowi gwarantują swoją dyspozycyjność do stycznia. Dzięki temu pracodawca zyskuje pewność, że również w przypadku wydłużenia się gorącego okresu, utrzyma moce przerobowe na poziomie pozwalającym płynnie realizować wszystkie zamówienia.

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy bardziej opłacalnym sposobem zwiększenia przepustowości magazynu będzie dodatkowe zatrudnienie czy wynajem maszyn. Każdorazowo trzeba brać pod uwagę zaplecze techniczne danego przedsiębiorstwa i stopień intensyfikacji działań w okresie przedświątecznym. Warto brać pod uwagę i, kiedy to konieczne, łączyć oba rozwiązania.

Nominacje i zmiany w zarzadzie Exact Systems Sp. z o.o.

Stanowisko członka zarządu Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, objął Jarosław Kochański, który będzie odpowiedzialny za rozwój siedmiu zagranicznych spółek. Pełnomocnikiem zarządu został Jacek Opala, dotychczasowy dyrektor ds. rozwoju sprzedaży.

Jarosław Kochański (46 lat) studiował na wydziale Budownictwa Lądowego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Ukończył także studia na kierunku politologiczno-administracyjnym w Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP w Warszawie. Szerokie doświadczenie menadżerskie zdobył pracując w branży FMCG. Od 1994 r. był związany z firmą Coca-Cola, gdzie między innymi jako dyrektor sprzedaży odpowiadał za wynik sprzedażowy i finansowy oddziału oraz planowanie i kontrolę budżetów kosztowych. Po sześciu latach pracy dla międzynarodowego producenta napojów dołączył do kolejnego ważnego gracza na rynku FMCG, Unilevera, obejmując stanowisko Sales Operations Manager w Dziale Lodów i Produktów Mrożonych (Algida). Od października 2007 r. Jarosław Kochański pracował w firmie Eurest Poland (oddział brytyjskiej grupy Compass Group) świadczącej usługi w zakresie żywienia zbiorowego w biurach i zakładach pracy, gdzie jako dyrektor operacyjny zarządzał częścią operacyjną biznesu. Jarosław Kochański włada językiem angielskim i rosyjskim. W wolnych chwilach nurkuje, pływa i jeździ na rowerze górskim. Prywatnie mąż i tata dwójki dzieci.

Moim celem biznesowym na najbliższe miesiące jest dynamiczny rozwój naszego biznesu na nowych rynkach, przede wszystkim w Rumunii, Rosji i Turcji oraz sprawne i skuteczne wdrożenie standardów operacyjnych na rynku brytyjskim. Kluczem do sukcesu będzie umiejętne wykorzystanie potencjału Grupy oraz budowanie długoterminowych relacji z klientami – mówi Jarosław Kochański, dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych i członek zarządu Exact Systems.

Dodatkowo, pełnomocnikiem zarządu został Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Jacek Opala ukończył Zarządzanie Inżynierskie na Politechnice Częstochowskiej oraz Podyplomowe Studia Menedżerskie organizowane przez Szkołę Główną Handlową. Z Exact Systems jest związany do początku działalności spółki.

Obie nominacje mają służyć koncentracji działań ukierunkowanych na wzmocnienie pozycji Exact Systems na rynkach europejskich i zbudowanie firmy globalnej w sektorze usług dla Automotive – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

***
Exact Systems Sp. z o.o. działa od 2004 r. i jest obecnie czołowym dostawcą rozwiązań w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Głównymi odbiorcami usług firmy są dostawcy i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rumunii, Rosji i Wielkiej Brytanii.

Firma kładzie duży nacisk na jakość świadczonych usług oraz na rzetelność i stabilność we współpracy ze swoimi kontrahentami. Współpraca z Exact Systems pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych.

Więcej informacji o firmie dostępnych jest pod adresem: www.exactsystems.pl.

Pierwszy na rynku serwer DNS, który sam ochroni się przed atakami

Infoblox Inc. (NYSE:BLOX), firma specjalizująca się w zautomatyzowanym sterowaniu sieciami, wprowadza na rynek rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection, pierwsze urządzenie DNS ze zintegrowaną ochroną przed atakami typu DDoS, odporne na zatruwanie pamięci podręcznej DNS Cache, źle uformowane zapytania, tunelowanie i inne zagrożenia typowe dla DNS. Wbudowane bezpośrednio w zabezpieczony serwer DNS rozwiązanie Infoblox zapewnia o wiele skuteczniejszą i bardziej kompleksową ochronę, niż dostępne do tej pory na rynku zewnętrzne rozwiązania zabezpieczające.

Serwery DNS tłumaczą adresy WWW na adresy IP, rozpoznawane przez sieć komputerową. Na przykład domena „infoblox.com” jest tłumaczona na adres IP 54.235.223.101. Żadna organizacja nie może funkcjonować bez szybkich i dokładnych usług DNS dla ruchu przychodzącego i wychodzącego. Jednak usługi DNS muszą być dostępne dla każdego użytkownika internetu, dlatego stanowią kuszący cel dla cyberprzestępców. Rozwiązania zabezpieczające sieć nie kładą dostatecznego nacisku na ochronę tej krytycznej infrastruktury, co zwiększa ryzyko wystąpienia ataków.

W ostatnim czasie coraz większe zagrożenie dla serwerów DNS stanowią ataki DDoS, które blokują witryny internetowe poprzez przeciążanie ich złośliwym ruchem. „Ataki DDoS stały się w tym roku poważnym problemem dla przedsiębiorstw” — stwierdził Lawrence Orans z firmy badawczej Gartner w niedawno opublikowanym raporcie.* — „Gartner ocenia, że liczba ataków tego typu zwiększyła się czterokrotnie od września 2012 r. do września 2013 r. Wzrost liczby bardzo intensywnych, opartych o aplikacje ataków DDoS na sieci korporacyjne zmusza dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji oraz ich zespoły do poszukiwania nowych, proaktywnych metod zapobiegania przestojom.”

Rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection zapewnia:

Skuteczne wykrywanie i zapobieganie zagrożeniom. Infoblox Advanced DNS Protection inteligentnie analizuje przychodzące zapytania DNS i odróżnia rzeczywistych użytkowników od złośliwego ruchu generowanego przez atak DNS DDoS. Rozwiązanie Infoblox odrzuca ruch DDoS i odpowiada tylko na rzeczywiste zapytania. Dzięki temu podczas ataku DDoS firma może zachować pełną dostępność i prowadzić aktywne działania w sieci; nie występuje spowolnienie ruchu, znane z tradycyjnych rozwiązań ograniczających tempo odpowiedzi.

Scentralizowany widok. Firmy mogą identyfikować nietypowy ruch DNS we wszystkich urządzeniach Infoblox Advanced DNS Protection w swojej sieci z poziomu centralnej konsoli zarządzania, co umożliwia wczesne wykrycie ataku i zorganizowanie skutecznej obrony. Należy pamiętać, że ataki DDoS są często wymierzone w wiele serwerów, zaczynają się wolno i zostają wykryte dopiero wtedy, gdy osiągną katastrofalny poziom.

Bieżącą ochronę przed ewoluującymi zagrożeniami. Automatyczna usługa aktualizacji regularnie wysyła nowe reguły do urządzenia Infoblox Advanced DNS Protection, dzięki czemu może ono chronić przed identyfikowanymi na bieżąco nowymi zagrożeniami. To znacznie skuteczniejsza opcja od typowego dla tradycyjnych zabezpieczeń wielotygodniowego oczekiwania na poprawki i aktualizacje.

Infoblox Advanced DNS Protection chroni dodatkowo przed szeroką gamą zagrożeń DNS, takich jak zatruwanie pamięci podręcznej (wstawianie fałszywych adresów IP do pamięci podręcznej DNS); źle uformowane zapytania, które mogą spowodować awarię serwera DNS; oraz tunelowanie, którego można użyć do przeszmuglowania wykradzionych danych lub do omijania płatnych usług dostępu gościnnego do internetu.

„Zabezpieczenia działają, jeśli są częścią rozwiązania, a nie jego przybudówką” — powiedział Steve Nye, wiceprezes ds. strategii produktowej i rozwoju biznesowego w Infoblox. — „Infoblox Advanced DNS Protection bezpośrednio zintegrowany z serwerem DNS zapewnia wielowarstwową ochronę przed atakami, działając znacznie skuteczniej niż plątanina oddzielnych urządzeń i usług”.

Rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection jest dostępne w różnych modelach, dopasowanych pod kątem wymagań i branży danej organizacji. Modele klasy operatorskiej, o bardzo wysokiej wydajności działania, są przeznaczone przede wszystkim dla dostawców usług telekomunikacyjnych i internetowych, dla których każdy atak DNS oznacza przerwę w dostarczaniu usługi setkom i tysiącom klientów, a co za tym idzie – ryzyko utraty reputacji i przychodów.

Infoblox Advanced DNS Protection, złożone z urządzenia Infoblox Advanced oraz usługi Infoblox Advanced DNS Protection, będzie dostępne na polskim rynku w styczniu 2014 r. Informacje o cenach można uzyskać u przedstawicieli handlowych i partnerów firmy Infoblox.

Infoblox — informacje o firmie

Infoblox (NYSE:BLOX) dostarcza rozwiązania do zautomatyzowanego sterowania sieciami, fundamentalną technologię, która łączy użytkowników, urządzenia i sieci. Około 6900 przedsiębiorstw i dostawców usług wykorzystuje te rozwiązania do transformowania, zabezpieczania i skalowania złożonych sieci. Infoblox pomaga odciążyć ludzi od zadań związanych z zarządzaniem sieciami, ograniczyć koszty i zwiększyć bezpieczeństwo, dokładność oraz czas bezawaryjnej pracy systemów. Infoblox ma siedzibę główną w Santa Clara w Kalifornii i prowadzi działalność w 25 krajach.

* Gartner, „Prepare for 2020 by Owning Your Own Internet Security and Reliability”, Lawrence Orans, 17 października 2013 r.

Pierwszy kubeł urobku z szybu GG-1

0

Szyb GG-1 to strategiczna inwestycja KGHM i najgłębszy szyb w zagłębiu miedziowym. Pierwszy kubeł z głębionego szybu GG – 1 wydobyto uroczyście w środę, 11 grudnia 2013 roku. GG-1 umożliwi dostęp do pokładów rud miedzi występujących w strefie poniżej poziomu 1200 m, w obszarze Głogowa Głębokiego Przemysłowego. To 31 szyb KGHM. Zlokalizowany jest, w Kwielicach w gminie Grębocice.

3 sposoby na usprawnienie obecności marki w Social Media

Coraz więcej firm decyduje się na obecność w social media, dążąc do pozyskania zaangażowanej i wiernej publiczności. Standardowa komunikacja jednak nie wystarczy, jeśli zależy nam osiągnięciu korzyści, m.in. na zwrocie z inwestycji, czy po prostu systematycznym rozwijaniu naszej społeczności. Jak więc można usprawnić naszą komunikację?

Prowokuj zaangażowanie

Social media wymagają od firmy, czy marki by były społecznościowe. Wykorzystywanie ich w roli megafonu do komunikacji jednokierunkowej nie przyniesie nam pożądanych efektów. Jeśli zależy nam na zainteresowaniu publiczności, powinniśmy wypełniać strumień wiadomości zróżnicowanymi treściami, pamiętając przy tym, by odznaczały się one interaktywnością, np. uwzględnić w komunikacji konkursy, angażujące aplikacje, czy posty z prowokującymi pytaniami. Nawet z pozoru mało atrakcyjne sektory, takie jak firmy ubezpieczeniowe, mogą znaleźć sposób na zwiększenie zaangażowania wśród użytkowników.

Bądź człowiekiem (tak jak publiczność!)

Konsumenci dołączają do social media z zamiarem obserwowania ludzi, a nie – jak by się mogło wydawać – konkretne brandy. Dobrze jest więc spersonalizować kanał społecznościowypod kątem naszych odbiorców, dzięki czemu promowana przez nas marka zyska na autentyczności. Niestety wiele firm nie docenia, lub nie zdaje sobie sprawy z tego, że marka powinna być ludzka, co jest ogromnym błędem, ponieważ utrzymywanie bliskości z odbiorcami stanowi o sile mediów społecznościowych.

Nie bój się wprowadzać element rozrywkowy

Chociaż zarządzanie firmą jest zawsze poważną sprawą, nie powinno być to odzwierciedlane w kanałach social media. Media społecznościowe stwarzają doskonałe warunki i okazje do wzbogacenia wizerunku firmy o czynnik rozrywkowy, bez względu na branżę, w jakiej się ona znajduje. Bycie dowcipnym pomaga nawiązać relacje ze społecznością, czy nawet sprawić, że użytkownicy przekonają się do nawet tych najmniej atrakcyjnych marek.

– Dodatkowym sposobem na zwiększenie zaangażowania naszych odbiorców w social media jest wyjście poza własną (i bezpieczną) „strefę komfortu” – mówi Małgorzata Wawro, Social Media Manager GRUPA 365NET – Jak to zrobić? Wystarczy zacząć rozwijać nowe pomysły, czy odkrywać dziedziny, które zwykle nie kojarzą się ludziom z naszą firmą. W ten sposób nasi odbiorcy będą mieli o czym mówić, co przełoży się na buzz wokół naszej firmy, czy marki – dodaje.

Tracy Heck nowym dyrektorem finansowym (CFO) Serinus Energy

Po 35 latach pracy w branży, dotychczasowy dyrektor finansowy (CFO) Serinus Energy – Paul Rose zdecydował się przejść na emeryturę. Od stycznia 2014 jego obowiązki przejmie Tracy Heck. Paul Rose pozostanie związany z Serinusem jako konsultant.

Paul Rose w Serinus Energy spędził ostatnie siedem lat swojej kariery w Serinus Energy i osobiście rekrutował do Spółki nową dyrektor finansową – Tracy Heck ok. 1,5 roku temu.

– Czas spędzony w Serinus był najbardziej satysfakcjonującym zawodowo okresem w moim życiu. Odchodzę we wspaniałym dla Spółki momencie – produkujemy ok. 5.000 BOE, a portfel aktywów obejmuje pola na całym świecie. Miałem wielką przyjemność pracować z grupą specjalistów, niezwykle oddanych swojej pracy. Zostawiam Serinus w dobrych rękach i życzę Tracy powodzenia! – powiedział Paul Rose.

Tracy Heck obejmie stanowisko dyrektor finansowej Spółki z dniem 1 stycznia 2014. Posiada wieloletnie doświadczenie w branży oil & gas. Karierę rozpoczęła w KPMG w Wielkiej Brytanii, a kontynuowała ją w Kanadzie, gdzie m.in. pełniła funkcję Partnera Stowarzyszonego w dziale audytu KPMG w Calgary. W latach 2005-2012 związana była z rynkiem oil & gas jako Kontroler. Od czerwca 2012 zajmuje się finansami w Serinus Energy.

– Zdecydowanie poparliśmy pomysł Paula by zaproponować Tracy stanowisko dyrektora finansowego. Pomimo, że pracuje z nami dopiero 1,5 roku, jej wkład jest wyraźnie odczuwalny. Jednocześnie cieszymy się, że Paul wyraził chęć dalszego wspierania naszej firmy. Jego doświadczenie i umiejętności są dla nas bezcenne. Dziękujemy za lata wspólnej pracy i niezmienne zaangażowanie w życie Spółki. – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Serinus Energy.

Przedświąteczny import z Chin czy padnie rekord?

Co roku prawie 20% wartości importu z Państwa Środka do Polski przypada na dwa miesiące: listopad i grudzień. Według danych Urzędu Celnego Chin, w 2012 r. było to 18,2%, w 2011 r. – 19,2%. Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA, która zajmuje się obsługą transakcji walutowych dla firm, twierdzi, że w roku 2013 r. udział ten może być jeszcze większy.

Obroty z Chinami realizowane przez jego firmę dla importerów były w listopadzie tego roku o 24% wyższe niż w tym samym miesiącu 2012 r. W porównaniu z zeszłym rokiem już październikowy skok obrotów był spory – wyniósł 16%. Dane AKCENTY są szczególnie optymistyczne dla grudnia (pierwsze 10 dni miesiąca) wzrost między 2012 i 2013 r. wyniósł aż 46%! Gdybym miał oceniać skalę przedświątecznego importu z Chin na podstawie liczby i wartości transkacji, które realizują nasi klienci, to powiedziałbym, że mogą paść rekordy. Co prawda dane dotyczące listopadowego i grudniowego importu, w tym udział importu z Chin, poznamy dopiero za jakiś czas, ale myślę, że warto przyglądać się tym danym. Będą informacją o popycie wewnętrznym, na wzrost którego wszyscy czekamy – podkreśla Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.

Polskie firmy, które prowadzą wymianę handlową z Chinami, w okresie przedświatecznym z jednej strony notują spore przychody, ale z drugiej strony ponoszą również koszty. Radosław Jarema podkreśla, że część tych wydatków, czasem znaczna, to koszty płatności zagranicznych, których można uniknąć. Minimalizowanie kosztów obsługi transkacji walutowych z Chinami może przebiegać na kilka sposobów. Pierwszy to decyzja o współpracy z podmiotem, który oferuje bardzo niskie opłaty za płatności zagraniczne oraz zbliżone do międzybankowego kursy walut. Drugi to możliwość rozliczania się bezpośrednio w walucie chińskiego partnera. Bezpośrednie płatności w juanie eliminują koszty przewalutowań do waluty pośredniej, najczęściej dolara, a później do juana. Dodatkowo dzięki długoterminowym
kontraktom zawieranym w chińskiej walucie można uniknąć spadku wartości dolara, na który czasem powołują się chińscy kontrahenci podwyższając ceny – mówi Radosław Jarema.

Jak podało Stowarzyszenie na Rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej (SWIFT), chiński juan wyprzedził euro zostając drugą najczęściej używaną walutą w handlu światowym w 2013 roku. Radosław Jarema zwraca jednak uwagę na ważną rzecz. Warto zadbać o dobre relacje z chińskimi partnerami i po prostu uwzględnić ich preferencje co do waluty rozliczeniowej. Jeśli produkcja naszego kontrahenta z Chin opiera się na półproduktach czy surowcach, za które płaci on np. w dolarach, to płatności od polskich kontrahentów będzie on chciał przyjmować w dolarze. Wtedy dla nas kluczowy będzie dobry kurs waluty amerykańskiej – mówi Jarema.

 

GDDKiA w przyszłym roku odda 500 km nowych dróg. Priorytetem są drogi ekspresowe

CEO Magazyn Polska

W tym roku łącznie 350 km nowych dróg, a w przyszłym – 500 km. Takie są plany Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Jeszcze w grudniu ogłoszone zostaną kolejne przetargi na projekty finansowane z nowej perspektywy unijnej. Do wydania do 2020 roku będzie nawet 12 mld euro, a priorytetem będzie rozbudowa sieci dróg ekspresowych. Do 2019 r. powstanie m.in. południowa obwodnica Warszawy.

 Na nową perspektywę finansową przetargi zaczęliśmy ogłaszać od czerwca 2013 roku, do dzisiaj łącznie 46 przetargów zostało już ogłoszonych. A jeszcze w grudniu ogłosimy przetarg na obwodnicę Olsztyna, przetarg na drogę S17, czy długo oczekiwaną w Warszawie południową obwodnicę od Ursynowa w kierunku drogi do Lublina. Na tę nową perspektywę priorytetem rządu jest to, żeby uzupełnić sieć dróg ekspresowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Lech Witecki, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad.

Od czerwca do końca grudnia GDDKiA ogłosi łącznie przetargi na ok. 700 km dróg. Wśród nich są m.in. ekspresowe S7 (w okolicach Radomia oraz województwach warmińsko-mazurskim i świętokrzyskim), S3 (w woj. lubuskim i dolnośląskim) oraz S8 (w woj. podlaskim). Poza tym trwają postępowania dotyczące również tras S5, S12, S17, S19 oraz S51.

W dobiegającej końca perspektywie GDDKiA otrzymała ok. 10 mld euro. W przyszłej do dyspozycji będzie nieco więcej – 11-12 mld euro. To, na jakich zasadach będą wydatkowane środki, zależy od decyzji ministra infrastruktury i rozwoju.

 – Rozpatruje się rzeczywiście powołanie spec-spółki do budowy autostrady A1, fragmentu między Tuszynem a Pyrzowicami, to jest około 140 km. I na tej autostradzie, na której jest możliwy największy ruch w Polsce, jest szansa na to, że specjalna spółka, która będzie z zewnątrz pozyskiwała finansowanie, zostanie stworzona – zapowiada Witecki.

Najważniejszym zadaniem jest dokończenie autostrady A1. Do maja przyszłego roku powinna zakończyć się budowa odcinka do granicy z Czechami. Realizacja zaledwie 7-kilometrowego fragmentu przy samej granicy ciągnie się już od 2007 r. z uwagi na problemy w wiaduktem w Mszanie oraz zerwanie kontraktu na budowę. Austriacką firmę Alpine Bau zastąpił polski Intercor.

 – To jest termin realny. Teraz prace w zimie również na tym obiekcie są prowadzone, bo w sumie cała autostrada jest gotowa. Chodzi tylko o zakończenie prac na obiekcie mostowym. Ten obiekt, ja po nim już chodziłem, jest w dużej mierze wykończony, brakuje nam ok. 4 proc., żeby zakończyć całą tę inwestycję. Wszystko zależy od pogody, ale maj to jest ten termin, kiedy chcielibyśmy zamknąć realizację tego projektu – mówi Witecki.

Autostrada A2 łącząca Poznań, Łódź i Warszawę, zostanie wydłużona na wschód do Mińska Mazowieckiego. Oznacza to dodatkowych ok. 20 kilometrów drogi. W ciągu autostrady A2 znajdzie się również południowa obwodnica Warszawy. Na tym odcinku trasa będzie miała kategorię drogi ekspresowej S2. Witecki zapewnia, że południową obwodnicę stolicy uda się dokończyć do 2018 lub 2019 r. GDDKiA zakłada, że nie wliczając okresów zimowych, wykonawcy w systemie „projektuj i buduj” potrzebują ok. 36 miesięcy na zrealizowanie inwestycji.

Do tej pory otwartych zostało ok. 13 kilometrów trasy S2 od węzła Konotopa po zachodniej stronie stolicy do węzła Puławska na południu. Droga ma następnie prowadzić przez Ursynów, Wilanów, nowy most nad Wisłą oraz Wawer do skrzyżowania z trasą S17, gdzie obwodnica Warszawy przejdzie w autostradę A2.

A. Kwaśniewski: Ukraina potrzebuje pomocy Rosji i UE

CEO Magazyn Polska

Władze Ukrainy powinny zacząć rozmawiać z protestującymi opozycją i społeczeństwem – podkreśla Aleksander Kwaśniewski. Wspólne rozmowy utrudnia zupełny brak zaufania, ale bez tego – i bez finansowej pomocy z zewnątrz – chaos społeczny i polityczny może się przerodzić w kryzys finansowy państwa.

 Sytuacja na Ukrainie jest patowa, ponieważ opozycja sformułowała bardzo ostre postulaty, ale widzi, że demonstracje jednak słabną – mówi Agencji informacyjnej Newseria Biznes były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.  – Ciężko jest wyciągać tysiące ludzi na mróz, śnieg i wiatr. Jednak myślę, że rząd także zrozumiał, że manifestacje nie są chwilowym kaprysem, lecz wyrazem prawdziwej woli Ukraińców.

Ukraińska opozycja domaga się podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i dymisji rządu Mykoły Azarowa. Zdaniem Kwaśniewskiego, rozpoczęcie rozmów utrudnia zupełny brak zaufania między dwoma stronami sporu.

 – W takiej sytuacji kompromis nie jest łatwy – zauważa Kwaśniewski. – Podczas mojej misji na Ukrainie mogłem się przekonać o braku zaufania. Ono już nawet nie jest zerowe, można je wyrażać w wartościach ujemnych. Tymczasem niezwykle ważne jest, by obydwie strony usiadły do rozmów, dialog jest tu konieczny – dodaje.

W rozmowach z szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton prezydent Wiktor Janukowycz deklarował gotowość do rozpoczęcia rozmów z protestującymi i zamiar podpisania umowy stowarzyszeniowej.

Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego najgorsze co może przydarzyć się Ukrainie to kontynuacja obecnego chaosu społecznego i politycznego.

 – Parlament nie pracuje, nie można przyjmować kolejnych ustaw, społeczeństwo jest coraz głębiej sfrustrowane, coraz bardziej niechętne. To byłby zły scenariusz – mówi były prezydent.

Istnieje również ryzyko, że obecna sytuacja przerodzi się w jeszcze poważniejszy kryzys w gospodarce Ukrainy. Ze względu na dramatyczną sytuację w finansach państwa Janukowycz powinien wrócić do rozmów z Rosjanami oraz Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

 – Rezerwy walutowe są najniższe w ostatnich dwudziestu kilku latach. Brakuje płynności finansowej w budżecie. Wydatki są ogromne, bo zimą trzeba płacić za gaz, więc gospodarczo w tej chwili jest czas na to, żeby przede wszystkim dogadać się z Rosjanami, skoro już takie rozmowy zostały podjęte, by zrealizowali swoje obietnice, obniżając cenę gazu czy prolongując spłaty gazu na wiele miesięcy – mówi Kwaśniewski.

Jego zdaniem, pierwszy krok należy do Rosjan, ale w pomoc Ukrainie powinny włączyć się również MFW i instytucje europejskie i ustalić, jaka pomoc doraźna dla tego państwa wchodzi w grę.

prof. M. Noga: Polska powinna znaleźć się jak najszybciej w przedsionku strefy euro

prof. Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, były członek Rady Polityki Pieniężnej

Polska powinna jak najszybciej wejść do ERM2   przedsionka strefy euro, czyli mechanizmu stabilizacji kursu walutowego. Będzie miała wówczas dwa lata na spełnienie wymaganych kryteriów do przystąpienia do Unii Gospodarczej i Walutowej. W przeciwnym razie skaże się na odsunięcie od znaczącego wpływu na podejmowane w ramach UE decyzje – przestrzega były członek Rady Polityki Pieniężnej, prof. Marian Noga.

 – Widzimy wyraźnie Europę dwóch prędkości. Ci, co są w strefie euro, podejmują decyzje strategiczne, te najważniejsze, a ci, którzy są poza nią, muszą prosić, aby mogli coś dopowiedzieć do tej decyzji. Nie możemy pozbawiać się bycia w centrum światowego systemu gospodarczego i zostać na peryferiach. To jest strata nie tylko dla polskiej gospodarki, ale dla polskiej państwowości – przekonuje prof. Marian Noga, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu i były członek RPP.

Przyspieszenie inwestycji, znaczące zmniejszanie oprocentowania kredytów i znalezienie się w gronie unijnych decydentów  to najważniejsze argumenty za przystąpieniem Polski do strefy euro.

 – Popełniliśmy koszmarne błędy marketingowe, zapominając o tym, że euro to nie tylko zmiana waluty, ale przede wszystkim mentalności, sposobu myślenia, a przede wszystkim dwu- albo trzykrotne zmniejszenie oprocentowania kredytów, bo nie może być ono większe niż czterokrotność stopy lombardowej – mówi Newserii Biznes prof. Marian Noga.

Dodatkowo, do kosztów kredytu trzeba doliczyć ubezpieczenie pożyczki, usługi przedsprzedażne i posprzedażne, co sprawia, że oprocentowanie może wynosić nawet pięćdziesiąt procent.

 – Gdyby Polska weszła do strefy euro, to byśmy płacili za kredyty nie więcej jak 10 proc. już ze wszystkimi ubezpieczeniami – mówi prof. Marian Noga.

Dlatego jego zdaniem rząd powinien zdecydować o wstąpieniu do dwuletniej poczekalni, która jest konieczna, by przyjąć europejską walutę. W ERM2 kurs złotego mógłby się wahać w stosunku do euro tylko o maksymalnie 15 proc.

 – Spełnienie kryteriów wejścia do strefy euro, które dokonuje się w ciągu dwóch lat, nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Nawet gdybyśmy mieli ostatecznie nie wejść do strefy – tłumaczy wykladowca WSB.

Co czwarty bezrobotny po 50-tce. Nowa ustawa ma pomóc im odnaleźć się na rynku pracy

Co czwarty bezrobotny w Polsce ukończył 50. rok życia. To grupa pół miliona osób. Pomóc w ich aktywizacji zawodowej mają wchodzące od nowego roku zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Eksperci podkreślają, że warto przekonywać pracodawców, by postawili na starszych pracowników.

 – Z czerwcowych danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w grupie 50+ jest około 500 tys. osób bezrobotnych. Te same dane wskazują, że w pierwszym kwartale tego roku ok. 19 proc. z nich skorzystało z różnych form aktywizacji. A 19 proc. trudno nazwać sukcesem – to niezbyt duża ilość – uważa Agnieszka Engel, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej, współwłaściciel centrum szkoleniowo-rozwojowego „Sapientia”.

Utrata pracy dla pięćdziesięciolatków i osób jeszcze starszych oznacza często koniec ich kariery zawodowej lub zepchnięcie do szarej strefy. Nierzadko sami bezrobotni nie podejmują wysiłków, by wrócić na rynek pracy, często też pracodawcy wolą młodszych pracowników.

Samo zarejestrowanie się w urzędzie pracy nie daje dziś wielkich szans na zatrudnienie. Dlatego trzeba szukać także innych sposobów, by wesprzeć grupę 50+.

 – Ważna jest praca w części psychologicznej, która może pomóc tym ludziom, dać im poczucie wartości, przekonać, że mogą być cenni na rynku pracy. Trzeba też pracować nad świadomością pracodawców, uświadamiać im, że ludzie po pięćdziesiątce mogą być bardzo cennymi pracownikami – stwierdza Agnieszka Engel w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Problemem dla starszych pracowników są zmieniające się wymagania i oczekiwania pracodawców, głównie z zakresu nowych technologii i znajomości języków obcych.

 – Wchodząca na rynek pracy generacja Y dla osób starszych nie stanowi zagrożenia ani konkurencji. Owszem, osoby z grupy 50+ największe problemy mają z najnowszymi technologiami i z językami obcymi, ale tego można się nauczyć. Mają natomiast poważne zalety: zwykle – co ważne dla pracodawców – mają ustabilizowaną sytuację rodzinną, są lojalni, zaangażowani, wciąż chcą się wykazać, udowodnić własną wartość – przekonuje współwłaścicielka Sapientii. – Pracownik 50+ nie będzie być może pracował na 120 proc., ale będzie lojalny, zaangażowany i oddany.

Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Nowe regulacje mają dostosować oferty urzędów pracy do potrzeb osób szukających zatrudnienia, wprowadzą podział na aktywnych i trwale bezrobotnych. Pojawią się także nowe formy wsparcia dla bezrobotnych.

 – To zmiany niejako dwutorowe. Urzędy będą zobligowane do aktywności, poszukiwania pracy dla konkretnych osób. Sami bezrobotni zostaną podzieleni na trzy rodzaje: aktywnych, potrzebujących wsparcia oraz wykluczonych z rynku. Myślę, że znaczna część osób 50+ znajdzie się w grupie bezrobotnych wymagających wsparcia. Tu też działania będą poszerzone: będzie można skorzystać z usług doradcy zawodowego czy profilowanych szkoleń – informuje Agnieszka Engel.

Planuje się także powołanie Krajowego Funduszu Szkoleń. Co prawda obowiązująca ustawa już porusza kwestie szkoleń, ale pewne jej zapisy zostaną zmienione.

 – Szkolenia będą w pierwszym rzędzie adresowane do osób 45+, a nowelizacja być może pozwoli na dostosowanie szkoleń potrzebnych na rynku pracy tak, by trafiały także w potrzeby osób z grupy 50+. Poza tym pozytywną zmianą będzie przekazywanie osób bezrobotnych w ręce instytucji innych niż urzędy pracy. Takie organizacje będą lepiej wiedziały, jak np. dobrać szkolenia dla osób powyżej 50. roku życia – tłumaczy wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Jeszcze jeden pomysł to dofinansowanie pracodawców z Funduszu Pracy przez starostwa. Na przykład, jeśli praca będzie trwała 12 miesięcy, dofinansowanie pokryje połowę minimalnego wynagrodzenia, jeśli 24 miesiące – jedną trzecią. Warunkiem będzie gwarancja zatrudnienia osoby z grupy 50+ jeszcze przez kolejne pół roku lub rok.

 – Im więcej takich instrumentów, tym szersze pole do działania. Czas pokaże, czy będzie to wędka, czy jednak to będzie rybka podana na tacy – podsumowuje Agnieszka Engel.

Komisja Europejska rozważa udzielenie wsparcia dla budowy elektrowni atomowej

Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na formę udzielenia pomocy publicznej dla Wielkiej Brytanii przy budowie elektrowni atomowej, podobny mechanizm mogłaby zastosować Polska. Taka decyzja ułatwi negocjacje dotyczące finansowana elektrowni między PGE, Tauronem, Eneą oraz KGHM Polska Miedź, które zostały wyznaczone przez rząd do zrealizowania tego projektu, ale liczą na pomoc państwa przy tej inwestycji. Jednak z ostatnich informacji wynika, że KE może nie udzielić zgody na takie subwencje.

 – Pierwszy kontrakt różnicowy został zawarty, ale jest uwarunkowany uzyskaniem decyzji Komisji Europejskiej, która może zatwierdzić to albo jako brak pomocy publicznej, albo dozwoloną pomoc publiczną – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karolina Siedlik, kierująca Departamentem Energetyki i Projektów Infrastrukturalnych w warszawskim biurze CMS Cameron McKenna. – A ostatnie doniesienia mówią, że ta decyzja może być negatywna.

Chodzi o długoterminowe kontrakty różnicowe (CFD), w ramach których inwestorzy otrzymają od państwa gwarancję ceny za sprzedawaną energię. W zamian za ograniczenie ryzyka związanego z inwestycją w nowe moce wytwórcze, firma energetyczna otrzymuje gwarancję od rządu, że jeśli cena energii spadnie poniżej określonego pułapu, dopłaci firmie różnicę. Jeśli natomiast cena energii okaże się wyższa niż ustalona, firma energetyczna odda rządowi uzyskaną nadwyżkę.

Ten mechanizm chce wykorzystać Wielka Brytania przy budowie dodatkowych reaktorów jądrowych w Hinkley Point o łącznej mocy 3,2 GW. Całkowity koszt inwestycji, w tym także eksploatacji i wycofania z użytku reaktorów, ma wynieść 16 mld funtów. Jednak pieniądze wyłoży francusko-chińskie konsorcjum realizujące tę inwestycję, złożone z firm EDF, Areva oraz China General Nuclear Corporation i China National Nuclear Corporation. W ramach porozumienia otrzyma gwarancje mówiące, że przez 35 lat cena sprzedaży energii utrzyma się na poziomie 92,5 funta za MWh. Pod warunkiem, że zgodzi się na to KE.

 – Wydawało się, że rząd brytyjski zawierając ten kontrakt uzyska wstępne zezwolenie Komisji Europejskiej. Jednakże ostatnie wiadomości mówią, że może go nie otrzymać. I okaże się to wówczas ślepym zaułkiem, co będzie wielką szkodą. Dlatego, że otwarcie rynku energii w Unii Europejskiej, było dobrym krokiem na pewnym etapie, kiedy był nadmiar mocy na rynku. Ten rynek z natury swojej nie finansuje inwestycji, bo każda oznacza wyższy koszt i zmniejszoną konkurencyjność dla danego wytwórcy – mówi Karolina Siedlik.

Zwraca uwagę, że Brytyjczycy muszą przekonać KE, że kontrakty różnicowe nie są pomocą publiczną. W przeciwnym razie ten mechanizm nie będzie mógł zostać zastosowany. Podobną formę pomocy, w postaci kontraktów długoterminowych (KDT) stosowała Polska w latach 90., ale ostatecznie musiała się z nich wycofać, bo zaburzyły one rynek.

 – Jeżeli Komisja się na to nie zgodzi, a już ma taką historię, bo u nas poprzednio kontrakty długoterminowe w energetyce nie były pomocą publiczną, jednakże za taką zostały uznane, to zacznie się poszukiwanie kolejnych rozwiązań. W międzyczasie brytyjska inwestycja, która jest już w dość dużym stopniu zaawansowania, upadnie. Być może pojawi się jakaś nowa. A jeżeli chodzi o Polskę, to będziemy wiedzieli, że nie tędy droga – uważa ekspertka.

Dodaje, że zgodnie z harmonogramem ogłoszonym przez regulatora brytyjskiego, decyzja w tej sprawie ma zostać ogłoszona na początku stycznia.

Na świątecznego karpia Polacy wydadzą 200 mln zł

CEO Magazyn Polska

Przed tegoroczną Wigilią Polacy wydadzą na karpie niemal 200 mln zł. To najlepszy okres w roku dla sprzedaży tych ryb. W Polsce wciąż silna jest tradycja kupowania żywych karpi. Są jednak sklepy, jak na przykład Biedronka, które decydują się na sprzedaż gotowych płatów z karpia.

Polacy zjedzą w tym roku ok. 12 kg ryb i owoców morza na osobę. Najwięcej spożywają jednak ryb morskich. Ryby słodkowodne, takie jak karp, mają jedynie 16-17 proc. udziału w rynku.

Na grudzień i listopad przypada aż 90 proc. spożycia karpia. Ten rynek jest wart nawet 200 mln zł. POHiD szacuje, że w tym roku na święta Polacy kupią nawet 20 tys. ton karpia. To nie wyczerpuje możliwości produkcyjnych w naszym kraju. Polskie stawy o łącznej powierzchni 60 tys. hektarów mogą sprostać większemu zapotrzebowaniu na ten gatunek ryby.

To klienci decydują o tym, czy chcą kupić żywego lub świeżo zabitego karpia. Do wyboru mają też płaty z karpia, oferowane na przykład przez sieć Biedronka, która zapowiedziała, że nie będzie sprzedawać żywych ryb i deklaruje, że wymaga od dostawców humanitarnego traktowania ryb przy uboju.

Sieci handlowe skupione w POHiD i sprzedające żywe karpie po raz kolejny zadeklarowały przestrzeganie wytycznych Głównego Lekarza Weterynarii mających zapewnić odpowiednie, humanitarne, traktowanie żywych ryb, zgodne z etyką i prawem o ochronie zwierząt.

 Naszym zdaniem wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii w zakresie sprzedaży detalicznej żywych ryb są optymalne – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karol Stec z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Najważniejszą cechą karpia jest jego świeżość oraz higieniczne warunki przechowywania i transportu. Choć zagraniczne karpie są o 15-30 proc. tańsze, kupujący nie wiedzą, w jakich warunkach ryby były przewożone. Konkurencja powoduje jednak, że poprawiają się standardy w polskich hodowlach. W dużej części do Polski trafiają karpie z importu. W 2012 r. według danych GUS zza granicy sprowadzono ponad 2,2 tys. ton tych ryb – głównie z Czech, Litwy i Węgier. Wartość importowanego karpia przekroczyła 16 mln zł.

W ocenie Steca polscy hodowcy karpia coraz bardziej dbają o standardy higieny, a nawet planują wprowadzenie własnego systemu certyfikacji. Podobne kroki zapowiedział Główny Lekarz Weterynarii. Mają one nie tylko zwiększyć nadzór, ale także promować wysoką jakość hodowli i dobre warunki dla ryb.

Choć w porównaniu z ubiegłymi latami spożycie karpia w okresie świątecznym wzrośnie, Stec przewiduje zmiany.

 – Z jednej strony mamy tę tradycję karpia, z drugiej strony zmieniają się nawyki żywieniowe Polaków. Odchodzimy od tradycyjnej kuchni, staramy się dostarczać organizmowi coraz bardziej bogate jedzenie. Niewątpliwie do tego jedzenia o wyższych wartościach odżywczych należą ryby i moim zdaniem celem również wszystkich na rynku powinno być to, żeby ryby coraz więcej miejsca zajmowały w naszym jadłospisie – przekonuje Stec.

Cukier coraz tańszy. W ciągu pół roku cena spadła o 1 zł

CEO Magazyn Polska

Produkcja cukru w Polsce w tym roku ma sięgnąć 1,7-1,8 milionów ton, czyli będzie większa niż mówiły wcześniejsze szacunki. Cena spada cukier jest dziś tańszy o ok 20 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. To, co dobre dla konsumentów, martwi jednak producentów.

Jak podkreśla Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego, okres od września do listopada był bardzo korzystny dla wzrostu buraków cukrowych.

 – Wszystkie cukrownie na początku stycznia zakończą przerób buraka. Nie spodziewamy się żadnych kataklizmów w postaci zamarznięcia i rozmarznięcia. To powoduje, że nasz szacunek produkcji w Polsce wzrósł z 1,6 do 1,7-1,75 mln ton – mówi Kazimierz Kobza, dyrektor biura Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego. –  Niestety nie jest to dobra wiadomość, ponieważ na rynku mamy i tak ponad 2 mln ton cukru zapasu i wyprodukowanie następnych ponadkwotowych ilości spowoduje, że cena zostanie prawdopodobnie poważnie ograniczona.

Już teraz kilogram cukru paczkowanego kosztuje ok. 2,5 zł. Pół roku temu cena była o ponad 1 zł wyższa.

Spadki cen w przyszłości może ograniczyć zniesienie unijnych kwot produkcyjnych na cukier i cen minimalnych na buraki cukrowe od 2017 r., co niedawno uchwalono w Brukseli. Polska chciała przedłużenia ich obowiązywania do 2020 roku. Zwolennicy kwot argumentują, że efektem zniesienia kwotowania może być konieczność koncentracji produkcji i upadek wielu plantatorów. To zmniejszy konkurencję, a co za tym idzie – polityka cenowa producentów może być niekoniecznie korzystna dla konsumentów.

 – 2016 rok to ostatni rok, kiedy będzie kwotowanie. I prawdopodobnie producenci cukru będą chcieli wyprodukować jak najwięcej cukru, żeby mieć go do dyspozycji – mówi Kobza. – Nierozwiązany jest problem eksportu cukru z Unii Europejskiej. Jeżeli ta sprawa będzie otwarta, a więc będziemy mogli eksportować, ta sytuacja może się rozwiązać.

Problemem może być też import cukru do Polski – producenci obawiają się szczególnie rynku brazylijskiego i mówią o jego niestabilności. Brazylia jest bardzo dużym eksporterem cukru, ale – według Kobzy – nastawianie się na to źródło jest ryzykowne ze względu na możliwe wahania wielkości plonów czy problemy logistyczne.

 – Do tego cena ropy naftowej, od której uzależniają oni, czy będą robić z cukru biopaliwa, powoduje, że będziemy mieli zachwianie rynków. A to nie jest dobre ani dla plantatorów, ani dla producentów, ani nawet dla konsumentów – mówi Kobza.

Jak ocenia dyrektor Krajowego Biura Polskiego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego, to już trzeci rok nadprodukcji cukru w Unii Europejskiej, więc pewne jest ograniczanie upraw. Jeśli nie będzie rosnąć import buraków, to w najbliższym czasie ceny nie powinny spadać.

 – Jeżeli nie wejdą inne międzynarodowe umowy – te, które weszły do tej pory zwiększyły import cukru trzcinowego z 1,5 mln do 3,9 mln ton – to raczej jestem o ceny spokojny. Ale jeżeli wejdzie układ o wolnym handlu z USA czy z Mercosurem, możemy mieć problem – podkreśla dyrektor KZPBC.

Coraz więcej kobiet rządzi w firmach

CEO Magazyn Polska

Polski rynek pracy coraz bardziej docenia kobiety jako pracowników. Dotyczy to także kluczowych stanowisk w firmach. Na różnorodność płci zatrudnionych stawiają głównie korporacje, dostrzegając, że pozytywnie przekłada się ona zarówno na styl zarządzania, jak i wewnętrzne zasady w firmie.

 – Rynek dojrzewa i są już na ryku kobiety o długim doświadczeniu zawodowym, takie, które mogą zajmować kluczowe stanowiska w firmach – mówi agencji informacyjnej Newseria Paulina Baranowska, partnerka zarządzająca w Horton International Poland, firmie rekrutującej kadrę zarządzającą.

Na różnorodność pracowników pod względem płci stawiają dziś przede wszystkim korporacje. Dostrzegły bowiem, że zatrudnianie kobiet pozytywnie przekłada się zarówno na styl zarządzania, jak i wewnętrzne relacje w firmie.

 – Jeśli chodzi o duże korporacje, korporacje międzynarodowe, bardzo ważne jest dla nich wspieranie takiej różnorodności, zwłaszcza w kadrze zarządczej, kadrze menadżerskiej i jest to jakaś wskazówka dla nas przy kompletowaniu krótkiej listy kandydatów – tłumaczy Paulina Baranowska.

Feminizacja zarządzania to jeden z głównych elementów zmiany pokoleniowej obserwowanej na rynku pracy. Prezesi i menadżerowie młodego pokolenia bardziej niż ich poprzednicy stawiają na tzw. umiejętności miękkie: elastyczność, inteligencję emocjonalną oraz równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Cechy te częściej znajdują u kobiet, choć nadal głównym warunkiem zatrudnienia pozostają wysokie kompetencje.

 – To nie jest tak, że polecamy osobę, która nie ma kompetencji. To ma być osoba spełniająca wymagania – podkreśla Baranowska. – Myślimy też o tym, aby na długiej liście było sporo kobiet, tak żeby była większa szansa na to, że kobietę też będziemy mogli rekomendować. Nigdy nie jest to jednak wymóg czarno-biały.

Jak dotąd jeszcze żadna spółka oficjalnie nie zakomunikowała, że chce u siebie wprowadzić parytety.

 – Pracuję głównie z międzynarodowymi firmami i tam nie ma czegoś takiego. Jest na pewno wspieranie różnorodności i też chodzi tutaj nie tylko  o to, żeby na krótkiej liście była określona liczba kobiet, ale żeby w firmie były warunki, które dla naszych kandydatek, będą odpowiednie – dodaje przedstawicielka Horton International Poland .

Wśród warunków pracy najbardziej sprzyjających kobietom wymienia m.in. elastyczny czas pracy oraz uwzględnianie przez pracodawcę ich potrzeb związanych z rodziną.

 – Firma koncertuje się nie na tym, żeby był sztuczny parytet, tylko na stworzeniu takich warunków, w których te kobiety będą mogły zaistnieć i rozwijać swoją karierę – zaznacza Baranowska.

Horton International jest globalną firmą specjalizującą się w rekrutacji kadry zarządzającej, która weszła na polski rynek w listopadzie tego roku. Wyłącznym partnerem Horton International w Polsce jest polska spółka Executive People. Zgodnie z umową licencyjną, będzie kontynuować swoją dotychczasową działalność rekrutacyjną, ale już pod międzynarodową marką. Obecnie Horton International ma 50 biur w 26 krajach.

Ministerstwo Finansów chce opodatkować w przyszłym roku zyski z polisolokat

CEO Magazyn Polska

Plany Ministerstwa Finansów dotyczące objęcia podatkiem dochodowym zysków z tzw. polisolokat zmniejszą ich atrakcyjność w oczach klientów. – Polisolokaty są produktem, który konsumenci cenią sobie właśnie z powodu jego uprzywilejowania podatkowego – mówi Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń. Jak podkreśla, na skutek obniżek stóp procentowych, już teraz sprzedaż tych produktów spada.

 Dzięki temu, że polisolokaty nie są objęte podatkiem od zysków kapitałowych, w przeciwieństwie choćby do zwykłych lokat bankowych, można z nich mieć wyższy zysk – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes MarcinTarczyński.

Po tym jak z początkiem 2012 r. podatkiem od zysków kapitałowych, tzw. podatkiem Belki objęto też lokaty jednodniowe, polisolokaty, które łączą inwestycje z ubezpieczeniem na życie, stały się nowym sposobem na ominięcie fiskusa. Według przygotowywanego przez Ministerstwo Finansów projektu nowelizacji ustaw o CIT i PIT, zyski z polisolokat mają jednak zostać opodatkowane. Ma to na celu uszczelnienie systemu podatkowego.

 – Polisolokaty przypominają konstrukcją standardową lokatę bankową – mówi Tarczyński. – Są one korzystniejsze podatkowo i równie bezpieczne, co tradycyjna lokata bankowa. Jednak ich popularność jest zależna od wysokości stóp procentowych i sytuacji na giełdzie.

Zdaniem Tarczyńskiego, obecny spadek zainteresowania klientów polisolokatami to wynik głównie niskich stóp procentowych i giełdowej hossy.

 – Jeśli mamy niskie stopy procentowe, ludzie mają większą skłonność do ryzykownych inwestycji, polisolokaty w tym momencie z rynku wypadają i to się dzieje zawsze, niezależnie od tego, czy się to reguluje, czy nie – twierdzi przedstawiciel PIU.

Opodatkowanie zysków z polisolokat miało w pierwotnej wersji zostać wprowadzone od 2014 r., jednak prawdopodobnie wejście w życie nowych przepisów podatkowych zostanie opóźnione co najmniej o kilka miesięcy.

Analitycy DM mBanku rekomendują „Akumuluj” dla akcji ENEA

Analitycy DM mBanku w raporcie z 6 grudnia zalecają „Akumuluj” dla papierów poznańskiej Spółki. Cena docelowa jednej akcji ustalona została na poziomie 17,22 zł.

Giełdowe wydarzenie roku – ENERGA S.A. debiutuje na warszawskiej giełdzie

ENERGA S.A. przeprowadziła największą od ponad 2 lat ofertę publiczną sprzedaży akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, której wartość to aż 2,4 mld zł. Oferta zakończyła się sukcesem, a Ostateczna Łączna Liczba Akcji Oferowanych i Stabilizujących wyniosła 141.522.067 Akcji serii AA. Średnia redukcja w obu transzach inwestorów indywidualnych była równa i wyniosła 55,9 proc.

Na otwarciu notowań akcje ENERGA S.A. kosztowały 16,95 zł za jedną akcję. Cena sprzedaży akcji w ofercie publicznej wyniosła 17 zł za jedną akcję. Kapitalizacja Spółki na otwarciu notowań wyniosła 7,02 mld zł, co oznacza, że ENERGA S.A. jest jedną z największych pod tym względem spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Biorąc pod uwagę wartość przeprowadzonej oferty, która wyniosła aż 2,4 mld zł, była to największa oferta publiczna sprzedaży akcji nie tylko w tym roku, ale także od ponad 2 lat.

– ENERGA zbudowała wartość, którą docenili inwestorzy indywidualni oraz instytucje z pięciu kontynentów. Giełdowy debiut otwiera przed nią nowe możliwości. Jestem pewny, że mądra polityka spółki przyniesie wartość akcjonariuszom. To największy i najbardziej oczekiwany debiut w tym roku. Chcemy żeby ważne dla gospodarki spółki były notowane. Od 2008 r. wprowadziliśmy na giełdę jedenaście spółek, a ENERGA jest dwunasta – powiedział Włodzimierz Karpiński, Minister Skarbu Państwa.

– Oferta publiczna akcji ENERGA S.A. spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem. To sukces wszystkich osób zaangażowanych w ten proces, ale przede wszystkim wyraz zaufania jakim obdarzyli nas inwestorzy. Szczególnie cieszą nas zapisy 72 tys. inwestorów indywidualnych, którzy powierzyli nam swoje prywatne środki. Jest to dla nas zobowiązanie, aby konsekwentnie realizować naszą strategię i dalej poprawiać efektywność, budując wartość dla wszystkich akcjonariuszy – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu ENERGA S.A.

ENERGA jest 448 spółką notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i 20, która zadebiutowała na jej rynku podstawowym w tym roku.

– O atrakcyjności inwestycyjnej ENERGI świadczy to, co nas wyróżnia. Mam na myśli stabilne źródło dochodu, który w 75 proc. pochodzi z dystrybucji, perspektywę wypłat wysokiej dywidendy i plan inwestycyjny koncentrujący się na rozwoju naszych silnych stron, czyli dystrybucji i energetyce odnawialnej – dodaje Mirosław Bieliński.

W uroczystości debiutu uczestniczyli m.in. przedstawiciele Grupy ENERGA, Ministerstwa Skarbu Państwa, czyli Akcjonariusza Sprzedającego, grono doradców biorących udział w transakcji, a także zaproszeni na uroczystość dotychczasowi oraz nowi akcjonariusze Spółki.

Do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie dopuszczonych i wprowadzonych zostało 269.139.114 Akcji serii AA ENERGA S.A. Ostateczna Łączna Liczba Akcji Oferowanych i Stabilizujących wyniosła 141.522.067 Akcji serii AA, co stanowi 34,18 proc. istniejącego kapitału zakładowego Spółki. W ofercie udział wzięli udział zarówno polscy jak i uprawnieni zagraniczni inwestorzy instytucjonalni. Transza skierowana do kategorii Inwestorów Indywidualnych została zwiększona na zasadach opisanych w prospekcie emisyjnym i wyniosła 17 proc. Ostatecznej Łącznej Liczby Akcji Oferowanych i Stabilizujących. Wychodząc naprzeciw inwestorom, którzy na giełdowe inwestycje przeznaczają większe środki Akcjonariusz Sprzedający zdecydował się także na wprowadzenie w ofercie specjalnej transzy skierowanej do Dużych Inwestorów Indywidualnych. W tej kategorii zaoferowano 5 proc. Ostatecznej Łącznej Liczby Akcji Oferowanych i Stabilizujących.