IERiGŻ: Żywność podrożeje o ok. 2 proc.

CEO Magazyn Polska

O około 2 procent zdrożeje w tym roku  żywność w Polsce – prognozuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wzrost ten będzie niższy zatem niż wskaźnik inflacji. Presję na wzrost cen wywołuje rosnący eksport polskich produktów żywnościowych. Jednocześnie podwyżki hamuje tylko nieznaczny wzrost możliwości nabywczych polskich konsumentów.

 – Wzrost cen żywności nie powinien przekraczać ogólnego współczynnika inflacji, a więc kształtować się w granicach 2 proc. – prognozuje prof. Andrzej Kowalski z Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

I choć konsumentów martwi każda, nawet niewielka podwyżka, ale – jak podkreśla ekspert – trzeba pamiętać również o interesach producentów żywności.

 – Jeżeli nie będą osiągali satysfakcjonujących dochodów, to nie będą mogli inwestować i, wcześniej czy później, era taniej żywności produkowanej w Polsce, by się skończyła. A więc tu musi być zgoda wzajemna: interes konsumenta godzony z interesem producenta – dodaje Kowalski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

W ubiegłym roku żywność podrożała o 4,3 proc. Wzrost cen hamują dochody Polaków, które w ostatnich miesiącach rosły wolniej niż przed kryzysem gospodarczym. We wrześniu przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wzrosło o 3,6 proc. w ujęciu rocznym.

Dodatkowo, wyhamowała dynamika wzrostu globalnego popytu na żywność.

 – Kryzys trwający w wielu krajach powoduje, że nie ma tzw. „ssania” – czyli światowy popyt na produkty żywnościowe wzrasta w tempie niższym, niż to było jeszcze kilka lat temu – podkreśla prof. Andrzej Kowalski.

Mimo to polski eksport artykułami rolno-spożywczymi trzyma się dobrze. I to powoduje presję na wzrost cen. Z danych resortu rolnictwa wynika, że w pierwszym półroczu eksport był o blisko 14 proc. większy niż przed rokiem. W całym 2012 roku wyeksportowaliśmy żywność o wartości prawie 18 mld euro. Rośnie również dodatnie saldo w handlu zagranicznym.

 – Najwięksi optymiści nie przewidywali, że po kilku bardzo dobrych, rekordowych latach, ten rok będzie równie dobry – mówi prof. Andrzej Kowalski. – Spodziewaliśmy się, że właśnie w wyniku trwającego kryzysu na rynkach światowych, pewnych zawirowań, dotyczących informacji rozpowszechnianych przez naszych konkurentów o szkodliwości polskich produktów, o nie trzymaniu jakości, nie pobijemy rekordu z ubiegłego roku.

Klientów za granicą, np. w Czechach, miały odstraszyć m.in. doniesienia o dodawaniu koniny do mięsa wołowego czy afera z solą drogową sprzedawaną jako spożywcza.

 – Zostały jeszcze trzy miesiące, a w handlu zagranicznym dzieją się różne rzeczy i trudno jest w tej chwili tak jednoznacznie wyrokować, czy te dobre kilka miesięcy w handlu zagranicznym jest wynikiem podpisanych wcześniej umów, czy utrzymującej się, mimo czarnego PR-u, dobrej opinii światowej o polskiej żywności – mówi dyrektor IERiGŻ.

Polska jest czołowym europejskim eksporterem m.in. jabłek, pieczarek i drobiu.

Polish Weekly Review, 18 października 2013

Last week was abundant in data from the real economy. CPI, average wage, employment, industrial and construction output, all were published this week. The releases came in a rather mixed tone. Both the labor market and the industrial output data disappointed and inflation surprisingly fell, driven by a one-off. However, it should not be interpreted as a harbinger of easing growth momentum, we still think that the recovery is proceeding.

Komentarz dzienny, 18 października 2013

We wrześniu produkcja przemysłowa wzrosła o 6,2% w ujęciu rocznym, słabiej od oczekiwań rynku i dość wyraźnie poniżej naszej prognozy (7,1% i 7,9%, odpowiednio). Nie sposób nie odnotować, że wrześniowe dane kształtują się poniżej poziomu implikowanego przez efekty kalendarzowe (+1 r/r) i zwyczajowe wzorce sezonowe, stąd nie ukrywamy rozczarowania odczytem produkcji przemysłowej. Po oczyszczeniu z wahań sezonowych i efektów kalendarzowych produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 5% r/r i 1,4% r/r – wprawdzie oznacza to przyspieszenie w porównaniu do poprzednich miesięcy, ale łyżką dziegciu jest tutaj, z jednej strony, anormalnie niski poziom tych dynamik w sierpniu (stąd obserwujemy raczej powrót do trendu) i dalszy spadek momentum. Ta ostatnia miara (średnia 3m/3m) spadła z +0,9% do +0,3% – nie jest to jednak zły omen, a raczej przejaw typowego ”mini cyklu” – momentum ma tendencję do słabnięcia co kilka miesięcy. Układ branżowy jest raczej neutralny, z dominacją branż eksportowych (samochody i sprzęt transportowy, meble), warto jednak odnotować spadek dynamiki produkcji napojów z ok. 25% do -10% (co przekłada się na ok. 0,5 p. proc. spadku całego agregatu).

Dolar najtańszy od lutego. Spadek poniżej 3 zł jednak mało prawdopodobny

CEO Magazyn Polska

Słabość amerykańskiego dolara wywołana wydarzeniami politycznymi jest przejściowa – ocenia Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers. W jego opinii Fed pierwszy, przez Europejskim Bankiem Centralnym, zacznie zmiany w polityce pieniężnej, co umocni dolara wobec euro, a tym samym również wobec złotego.

 Mamy sytuację, w której amerykański dolar jest mocno wyprzedany. Mimo to perspektywy makroekonomiczne dla dolara i amerykańskiej gospodarki na przyszły rok są najlepsze wśród gospodarek rozwiniętych – mówi Przemysław Kwiecień agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Według prognoz X-Trade Brokers, przyczyni się do tego amerykański bank centralny, który przed EBC zacznie zmieniać swoją politykę monetarną.

 – Mimo że mieliśmy właśnie nominację Janet Yellen na szefa Fed i zacznie rządy od stycznia, a Fed w ostatnich latach był raczej gołębiem niż jastrzębiem, to wydaje się, że jednak to Fed jako pierwszy zacznie zmiany w polityce pieniężnej. One będą bardzo powolne, ale jednak. Myślę, że Europejski Bank Centralny będzie dłużej czekał – twierdzi Kwiecień. – Dlatego też wydaje mi się, że dolar ma szansę odrobić straty z ostatnich tygodni względem euro i funta.

To zaś oznacza, że złoty pozostanie stabilny wobec euro, ale może stracić wobec dolara. W Polsce wczoraj dolar był najtańszy od lutego i kosztował 3,04 zł. Zdaniem Kwietnia, nie ma co liczyć na przebicie granicy 3 zł w najbliższym czasie.

 – Chyba że okaże się, iż wpływ wydarzeń w Stanach Zjednoczonych na gospodarkę był bardzo negatywny, a spodziewanego ożywienia jednak nie ma lub jest dużo słabsze – mówi główny ekonomista X-Trade Brokers. – Wtedy trzeba będzie oczekiwania zmienić i okaże się, że dolar amerykański nie zyska na wartości.

Ekonomiści podkreślają, że kryzys budżetowy, w efekcie którego przez 2,5 tygodnia zamkniętych było większość urzędów i instytucji państwowych, a pracownicy byli na bezpłatnych urlopach przymusowych, na pewno odbije się na kondycji amerykańskiej gospodarki. Nie wiadomo tylko, w jakim stopniu. Republikanie i Demokraci dopiero wczoraj porozumieli się w tej kwestii. Podobnie jak w kwestii podniesienia ustawowego limitu długu, bez czego Stanom Zjednoczonym groziła niewypłacalność.

 – Spodziewam się, że jednak ożywienie w Stanach Zjednoczonych będzie, że mimo ciosu, który zaserwowali własnej gospodarce politycy, Stany nie wpadną znów w depresję gospodarczą i cały temat ożywienia zniknie. Dlatego też wydaje mi się, że ten bardzo mocno wyprzedany dolar wróci do łask inwestorów, ale pytanie kiedy – mówi Kwiecień.

Obok ożywienia gospodarczego w USA, drugim istotnym czynnikiem dla inwestorów będą nastroje w europejskich gospodarkach. Tu – jak podkreśla ekonomista – widać stopniową poprawę: zarówno wśród przedsiębiorców, jak i konsumentów. Wciąż jednak problemem pozostaje europejski eksport.

 – Azja, która była motorem napędowym eksportu w Europie, nie rozwija się już tak szybko jak wcześniej. Wolumeny eksportu np. do Chin przestały rosnąć w szybkim tempie. To ważne, bo Europa w większym stopniu niż USA, jest uzależniona od globalnej koniunktury. Azja do tej pory mocno wspierała niemiecką gospodarkę, gospodarki z północy Europy, a przez to te gospodarki wspierały gospodarki mniej konkurencyjne z południa Europy – wyjaśnia Przemysław Kwiecień.

A bez poprawy na europejskich rynkach również w Polsce nie można liczyć na mocne odbicie.

Gigantyczne wydatki na innowacyjność w nowej perspektywie budżetowej UE

1,7 proc. PKB – tyle w 2020 roku mają wynosić nakłady na badanie i rozwój. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój, który resort rozwoju regionalnego niedawno skończył konsultować, ma umożliwić osiągnięcie tego celu. Innowacyjność przedsiębiorstw w nowej perspektywie będzie również finansowana z regionalnych programów operacyjnych.

Inteligentny Rozwój to program, który w latach 2014-2020 ma zastąpić Innowacyjną Gospodarkę. Jak podkreśla wiceminister rozwoju regionalnego Paweł Orłowski, będzie to bardziej ambitny następca, zmodyfikowany na podstawie dobrych i złych doświadczeń POIG.

 – W dużej mierze program Innowacyjna Gospodarka skupiał się na zbudowaniu bazy dla badań i rozwoju, na podniesieniu kompetencji osób, które się badaniami i rozwojem zajmują, zbudowaniem bazy w postaci finansowania laboratoriów, całej infrastruktury badawczo-rozwojowej, tak po stronie przedsiębiorców, jak i świata nauki – wyjaśnia Paweł Orłowski.

Ministerstwo ma nadzieję, że nowy program pomoże – na bazie tej infrastruktury – tworzyć polską myśl innowacyjną, finansować wspólne projekty biznesu i nauki.

 – To klucz do rozwiązań innowacyjnych: wspierać przedsiębiorców i świat nauki w budowaniu tych rozwiązań, wspierać instytucje otoczenia biznesu z usługami wspomagającymi innowacje w małych i średnich przedsiębiorstwach, oraz wspierać przedsiębiorców w kierunku finansowania prac badawczo-rozwojowych, a przede wszystkim ich komercjalizacji, by polskie innowacyjne produkty i technologie stawały rozwiązaniami ogólnoeuropejskimi oraz ogólnoświatowymi – mówi Orłowski.

Celem jest zwiększenie nakładów na badania i rozwój z obecnych 0,7 proc. do 1,7 proc. PKB w 2020 roku. Zdaniem wiceministra, mniej więcej połowę tego powinny stanowić nakłady samych przedsiębiorców.

 – Tak jest w każdej innowacyjnej gospodarce, że kluczem do wdrażania rozwiązań innowacyjnych jest udział kapitału prywatnego. Chcielibyśmy, jak w dobrej zrównoważonej gospodarce, oprócz tych nakładów sektora publicznego, świata nauki, żeby przedsiębiorcy finansowali mniej więcej połowę osi nakładów na badania i rozwój. Oczywiście trzeba zapewnić im odpowiednie zachęty – zapewnia Paweł Orłowski.

W ramach nowej perspektywy na innowacyjność przedsiębiorstw ma być przeznaczone 12,5 mld euro – w ramach Inteligentnego Rozwoju, Polski Wschodniej oraz regionalnych programów operacyjnych.

Paweł Orłowski  ocenia, że w Polsce panuje obecnie sprzyjający klimat dla rozwoju innowacyjności. W dużej mierze jest on efektem wsparcia unijnych funduszy. Resort nie zamierza jednak na tym poprzestać i zachęca przedsiębiorców do budowania w ten sposób swojej pozycji na rynku.

 – Produkty i technologie innowacyjne mają dać firmom dochód i przewagę na globalnym rynku – wyjaśnia wiceminister. – To jest kwestia tego, żeby ktoś miał świadomość, wolę, odpowiednie otoczenie prawne i wsparcie, często też zwrotne czy dotacyjne, aby mógł zainwestować w swoją firmę, zainwestować w tę innowację i  zdobyć przewagę na globalnym rynku.

Projekty wszystkich programów operacyjnych rząd ma przyjąć w grudniu, a na przełomie roku przekazać je Komisji Europejskiej. Kolejnym etapem mają być negocjacje z KE, które mogą potrwać od kilku miesięcy do roku.

Roztrzyganie sporów z bankami czy ubezpieczycielami będzie łatwiejsze i krótsze

CEO Magazyn Polska

Nowe unijne regulacje dotyczące polubownego rozstrzygania sporów to zmiana ważna nie tylko dla klientów e-sklepów. Skorzystają na tym również klienci instytucji finansowych. Po pierwsze, rozstrzyganie sporów z bankami czy ubezpieczycielami będzie trwało krócej, po drugie, będzie znacznie łatwiejsze. Dziś w Polsce istnieją powołane do tego instytucje, ale – zdaniem ekspertów – są one niedostatecznie wykorzystywane.

Dzięki nowym, europejskim regulacjom prawnym, najdalej za dwa lata konsumentowi łatwiej będzie dochodzić swych praw w całej wspólnocie. Również w sporach z instytucjami finansowymi i ubezpieczycielami.

 – Są to regulacje pomagające rozstrzygać spory konsumentów z dostawcami produktów, również finansowych. Wprowadzają mechanizmy alternatywnych sposób rozstrzygania tych sporów, czyli zakładają, że spór między konsumentem a bankiem czy ubezpieczycielem będzie rozstrzygany na zasadzie sądu polubownego czy innej instytucji stworzonej w ramach tego prawodawstwa – tłumaczy Marcin Łuczyński, członek zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Regulacje narzucone przez Brukselę wymuszają na krajach członkowskich Unii Europejskiej stworzenie lokalnych ADR-ów oraz specjalnych platform internetowych – ODR.

Alternative Dispute Resolution, w skrócie ADR, oznacza alternatywną – wobec sądowej – metodę rozwiązywania sporów. W przypadku konfliktu między sprzedawcą bądź usługodawcą a klientem, w próbę jego wyjaśnienia angażowany jest w pierwszej kolejności nie sąd powszechny, ale strona neutralna. Może to być mediator, sąd arbitrażowy, polubowny, rzecznik praw konsumentów bądź inna instytucja, powołana w tym celu. ODR, czyli Online Dispute Resolution to określenie platformy internetowej, za pomocą której możliwe jest wnoszenie tego typu spraw do instancji odwoławczych.

 – Wpisuje się to w trend zwiększania praw konsumenckich, zwiększania transparentności, ułatwiania konsumentom dochodzenia swoich praw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Łuczyński.

Sektor ubezpieczeniowy pokłada w nowym prawodawstwie nadzieję na rozwój. Konsumenci, zrażeni perspektywą dochodzenia swoich praw na drodze sądowej w przypadku konfliktu z ubezpieczycielem, rezygnowali z zakupu polis. Teraz, gdy dużo łatwiej będą mogli dochodzić swoich praw, powinni chętniej zawierać umowy ubezpieczeniowe.

 – Wiadomo jak działają sądy powszechne, a i sama procedura w sądach powszechnych często nie uwzględnia specyfiki sporów konsumenckich, trwa dosyć długo, nawet jeśli to dotyczy niewielkich kwot czy sporów, gdzie rozstrzygnięcie można uzyskać w wyniku szybkiego procesu – mówi Łuczyński.

Kwestii spornych między ubezpieczycielem a ubezpieczonym nie brakuje. Obrazuje to liczba skarg trafiających do Rzecznika Ubezpieczonych. W ubiegłym roku było ich 15,2 tys., w pierwszym półroczu tego roku – ponad 8,5 tys.

 – Często konsumenci wchodzą w spory w sytuacjach, gdy nie mają racji, nawet w takiej sytuacji angażują swój czas, środki, zmuszeni są do sięgania po profesjonalnych doradców prawnych, natomiast w tej nowej sytuacji będą mogli to zrobić bezpośrednio i w prosty sposób – podkreśla członek zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Łuczyński dodaje, że już dzisiaj w obszarze polskiego prawodawstwa istnieją instytucje, które pełnią rolę mediatora w przypadku sporów dotyczących rynku finansowego czy ubezpieczeniowego.

 – Są sądy arbitrażowe, jest sąd polubowny przy Rzeczniku Ubezpieczonych, jest centrum mediacji przy KNF – mówi Łuczyński. – Natomiast implementacja tej dyrektywy na gruncie krajowym na pewno uświadomi konsumentom i organizacjom odpowiedzialnym za kreowanie i funkcjonowanie tych instytucji do alternatywnego rozstrzygania sporów o istniejących możliwościach.

Jak pokazuje przykład arbitra bankowego, powołanego przez Związek Banków Polskich, wzmocnienie tego typu instytucji może przynieść oczekiwane efekty. Łuczyński podkreśla, że po wprowadzeniu możliwości skorzystania z pomocy arbitra liczba sporów między bankami a ich klientami znacząco zmalała.

Państwa członkowskie mają czas do 2015 roku na wprowadzenie w życie rozwiązań ustawowych, niezbędnych do wykonania unijnej dyrektywy ADR. W przypadku Polski jej implementacja jest przewidziana na rok 2014. Platformy cyfrowe w poszczególnych krajach unijnych zaczną działać prawdopodobnie w roku 2015.

Poczta Polska wprowadza usługi dla niewielkich e-sklepów. Chce mieć 20 proc. udziału w rynku paczek i przesyłek kurierskich

Poczta Polska planuje zwiększyć udział w rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczek do 20 proc. w 2018 r. Pomóc ma w tym m.in. nowa paczkowa oferta skierowana dla małych i mikroprzedsiębiorstw. Wprowadzane przedpłacone pakiety przeznaczone będą nawet dla tych nadawców, którzy wysyłają tylko po kilkanaście paczek miesięcznie.

 – Na rynku paczek i przesyłek kurierskich w Polsce mamy obecnie ok. 15-proc. udział. W kolejnych latach, w perspektywie strategicznej do 2018 roku, planujemy rozwój i wzrost udziału w rynku do 20 proc. Będziemy się starali wykorzystać trend wzrostowy handlu w internecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Żurawski, dyrektor Biura Rozwoju Usług KEP Poczty Polskiej.

Żurawski podkreśla, że Poczta upatruje swojej szansy w dynamicznym rozwoju rynku e-commerce. W ubiegłym roku Polacy kupili przez internet towary i usługi warte 22 mld zł, a roczny wzrost tego rynku sięga nawet 25-30 proc.

 – Nie wydaje nam się, by to tempo miało spaść. Rynek e-commerce w Polsce nie jest dojrzały, wciąż się rozwija. Wiedząc jak rynek wygląda, że jest zdominowany przez mikro- i małych przedsiębiorców, właśnie do nich, do wielkości ich biznesu, dostosowaliśmy naszą ofertę – wyjaśnia Żurawski. – Na rynku polskim tylko jeden konkurent oferuje usługę przedpłaconą, abonamentową. Jednakże nasza oferta odróżnia się tym, że jest skierowana do najmniejszych, którzy zgodnie z naszymi badaniami, uważają, że są przez ten rynek odsuwani na bok.

Usługi Pakiet PACZKA 15, 50, 200 oraz Pakiet POCZTEX 20 są przeznaczone dla mikrofirm działających na polskim rynku e-commerce. Liczby w nazwach abonamentów oznaczają liczbę przesyłek. Ceny pakietów zaczynają się od 99,50 zł, najdroższy kosztuje 999,50 zł. Poczta po podpisaniu umowy dostarcza klientom opakowania do przesyłek. Na potrzeby tych pakietów udostępniono stronę: www.paczkakorzysci.pl.

Nowa oferta przedpłacona to nie jedyna zmiana Poczty Polskiej ułatwiająca wysyłkę małym przedsiębiorstwom prowadzącym sprzedaż przez internet. W blisko 200 wytypowanych placówkach godziny przyjmowania paczek zostały wydłużone z godziny 15.00, w niektórych nawet do godziny 18.00. Oznacza to, że później nadana paczka nie będzie traktowana jak nadana w dniu następnym. Do tego w tych placówkach powstają specjalne okienka do przyjmowania paczek lub stanowiska na zapleczu, przystosowanego do przyjmowania przesyłek masowych.

Żurawski dodaje, że nadchodzące miesiące będą dla Poczty szczególnie pracowite.

 – Biznes paczkowy, kurierski jest sezonowy. W okresie przedświątecznym, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, szacujemy wzrost przesyłek nawet do kilkudziesięciu procent w porównaniu do normalnego miesiąca – przewiduje.

W ubiegłym roku w okresie przedświątecznym Polacy wysyłali średnio 180 tys. paczek dziennie, a w całym okresie od połowy listopada do świąt wyekspediowali razem 4,5 mln paczek.

Ożywienie w amerykańskiej gospodarce. Potwierdzają to bardzo dobre wyniki spółek

CEO Magazyn Polska

Z danych z amerykańskiego rynku wynika, że ożywienie gospodarcze po drugiej stronie Atlantyku jest trwałe, a amerykańskie firmy – w dobrej kondycji. Dobrym bilansom firm towarzyszą wzrosty na giełdach. Z dużych amerykańskich firm gorsze od spodziewanych wyniki za trzeci kwartał pokazały na razie tylko dwie spółki.

IBM, e-Bay, American Express, Philip Morris, PepsiCo, Intel, banki JP Morgan i Goldman Sachs, producent aluminium Alcoa i wytwórca zabawek Mattel – dla wszystkich tych firm trzeci kwartał okazał się lepszy od oczekiwań analityków.

 – Firmy amerykańskie notują bardzo dobre rezultaty na giełdach, w miarę utrzymują swoje notowania. Na pewno odbiliśmy się bardzo mocno od poziomu, który był w 2008/9 roku. Kilka miesięcy temu giełdy wróciły do poziomu sprzed kryzysu – mówi Stan Popów z Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Kondycja spółek po latach spowolnienia zależy jednak od branży. Suchą nogą przeszły przez kryzys zwłaszcza koncerny farmaceutyczne, informatyczne i z sektora IT. Największe różnice widać w przemyśle i finansach.

 – Banki detaliczne coraz bardziej szukają sposobów, w jaki sposób na klientów przerzucić koszty funkcjonowania. Rynek nie przynosi powierzonym pieniądzom takiego zwrotu, który pozwoliłby na przykład na oferowanie klientom darmowych kont – wyjaśnia Stan Popów w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ożywieniu na amerykańskim rynku sprzyjają niskie koszty energii.

 – Gaz łupkowy i w ogóle gaz odkryty w USA eksploatowany jest w tej chwili w takich ilościach, że konkuruje z pozostałymi tradycyjnymi źródłami energii. W ciągu trzech lat ceny hurtowe energii spadły o 30 proc., a mówiąc energia mamy na myśli transport i produkcję – dodaje Stan Popów.

Amerykańskim firmom przysłużył się także amerykański bank centralny, czyli Fed, który co miesiąc skupuje z rynku obligacje o wartości 85 miliardów dolarów. Choć od miesięcy mówi się o powolnym wygaszaniu programu pomocowego, decyzji w tej sprawie na razie nie ma. Janet Yellen, która zastąpi obecnego szefa Fed w styczniu, jest znana z „gołębiego” nastawienia, czyli woli wpierać gospodarkę niż walczyć z inflacją. Zdaniem eksperta, dotychczasowa polityka Fedu dobrze przysłużyła się gospodarce.

 – Pomogła Stanom Zjednoczonym nie dopuścić to tego, co stało się w latach 30., czyli do kryzysu monetarnego i gospodarczego, który miał wtedy miejsce. Więc z tego punktu widzenia, jeśli takie założenie przyjmiemy, to sukces jest niewątpliwy – tłumaczy Stan Popów, członek Rady Dyrektorów Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Nominowanie Yellen jako następczyni Bernankego gwarantuje, że dopływ pieniędzy do amerykańskiej gospodarki nie zostanie nagle zastopowany.

 – Gwarantuje kontynuację dotychczasowej polityki, a nawet pogłębienie obecnego trendu, który polega na tym, że stymulowana jest nie tylko walka z inflacją, czy utrzymanie niskich stóp procentowych, ale również wpływ na rynek pracy, na obniżanie bezrobocia – podkreśla Stan Popów.

Rosną oczekiwania studentów wobec pracodawców

CEO Magazyn Polska

Staż w międzynarodowej korporacji zamiast dorywczej pracy w sklepie – dzisiejsi studenci szukają pracy bardziej świadomie niż ci, którzy kończyli studia kilka lat temu. Dzięki temu, że wchodzą na rynek pracy w okresie niżu demograficznego, mogą przebierać w ofertach pracy i podnosić swoje oczekiwania, również finansowe. Pracodawcy oczekują od nich przede wszystkim kompetencji „miękkich” i znajomości języków obcych.

 –  Młode osoby już podczas studiów wiedzą, czego chcą od siebie i czego oczekują od przyszłego pracodawcy. Idąc na praktyki lub staż budują swoje portfolio doświadczeń i wtedy, kiedy kończą studia po piątym roku, wchodzą na rynek pracy z dużo większymi oczekiwaniami niż roczniki, które wchodziły wcześniej – wyjaśnia Marcin Rosochacki z firmy HRK Finance.

Rosną również oczekiwania samych studentów. Tym bardziej, że dziś miejsc pracy jest więcej niż zainteresowanych.

 – Obecna sytuacja jest znacznie lepsza niż dla studentów i absolwentów sprzed kilku lat, którzy wchodzili na rynek w sytuacji wyżu demograficznego – twierdzi Rosochacki. – W ciągu ostatnich czterech lat oczekiwania finansowe absolwentów ekonomii wzrosły o 11 proc. Studenci kierunków ekonomicznych, oczekując wynagrodzenia 2,8-3 tys. złotych netto, mają aktualnie bardzo duży wybór ofert pracy – dodaje przedstawiciel HRK Finance.

Jak podkreśla, studenci i absolwenci kierunków ekonomicznych najczęściej poszukują pracy w dużych korporacjach lub w sektorze publicznym. To pokazuje, że dużą wagę przywiązują do bezpieczeństwa zatrudnienia w długim terminie.

 – Dziś jest to dla nich osiągalne, bo jest mniej studentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rosochacki. – Są oni również o wiele bardziej otwarci na to, by wyjechać za granicę, by pracować w ciekawej organizacji czy w centrali spółki. Szukają też pracy w spółkach, które pozwolą się im rozwinąć, a nie tylko np. popracować kilka miesięcy w czasie wakacji.

Ofert pracy dla studentów jest coraz więcej, ale i wymagania pracodawców wobec nich też rosną. Poszukiwana jest przede wszystkim znajomość języków obcych – najlepiej dwóch lub trzech, wysokie kompetencje „miękkie” (czyli np. komunikatywność, kreatywność) oraz doświadczenie zdobyte na stażach czy praktykach. Studenci zdają sobie sprawę, że kluczem do sukcesu jest doświadczenie zawodowe i starają się zaczynać praktyki najwcześniej jak się da.

 – Polska stała się krajem, w którym inwestorzy zagraniczni otwierają bardzo dużą liczbę centrów usług wspólnych, BPO, w których studenci, szczególnie ci, którzy znają języki obce, mają bardzo szerokie pole rozwoju – przekonuje Rosochacki.

Wirtualna Polska przygotowuje się do procesu przejęcia. Skupia się na rozwoju oferty wideo

0

Polski jako kluczowe pola rozwoju portalu wymienia ofertę wideo oraz dotychczasowe główne obszary zainteresowania, czyli działy wiadomości, sport, finanse, styl życia i rozrywka. Decyzja o sprzedaży Wirtualnej Polski wybranemu nabywcy ma zapaść do końca roku.

 Musimy rozszerzyć naszą ofertę wideo i pracujemy nad tym, nie zapominając o naszej core’owej działalności, czyli wszystkie najważniejsze kategorie, czyli wiadomości, sport, finanse, styl życia, rozrywka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Tomasiak, prezes zarządu Wirtualnej Polski.

Tłumaczy, że przebudowanie serwisów i ulepszanie ich treści odbywa się poprzez dialog z użytkownikami, by poznać i zaspokoić ich zainteresowania. Portal pracuje również nad rozwojem oferty dla urządzeń mobilnych oraz obszaru handlu elektronicznego.

 – Obszar mobile to jest następna działka, którą musimy rozwijać i dostosowywać naszą ofertę do urządzeń mobilnych, bo to kieruje się trochę innym prawami. Dochodzi szeroko rozumiany obszar e-commerce, czyli wykorzystywanie naszych możliwości pozyskania ruchu i monetyzowania go w inny sposób niż tylko reklama – tłumaczy Tomasiak.

Wirtualna Polska została wystawiona na sprzedaż  na początku tego roku przez Telekomunikację Polską. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jest kilka ofert kupna portalu, a wśród zainteresowanych przejęciem ma być m.in. Grupa o2 wraz z inwestorem finansowym. Prezes WP.PL nie komentuje zbliżającej się transakcji.

 – Jest w trakcie i tyle mogę powiedzieć – stwierdza Grzegorz Tomasiak. – Wydaje mi się, że do końca roku już powinno nastąpić jakaś decyzja. Sami jesteśmy trochę zmęczeni tym procesem, bo on trwa od początku roku – wyjaśnia.

Wirtualna Polska pod względem liczby użytkowników jest drugim najpopularniejszym portalem internetowym w Polsce (dane Megapanel PBI/Gemius). Rynkową wartość WP.PL wycenia się na 500–600 mln zł, choć mówi się również o tym, że TP SA jest gotowa go sprzedać po niższej cenie, nawet za 450 mln zł.

Kopex stawia na ekspansję globalną. W listopadzie nowa strategia spółki

0

Kopex coraz śmielej wchodzi na rynki zagraniczne i rozbudowuje bazę do serwisowania urządzeń. Producent nowoczesnych maszyn górniczych stawia przede wszystkim na Rosję, Chiny, Australię i Argentynę, ale także na Afrykę Południową. Nowa strategia zostanie opublikowana w listopadzie.

Globalizacja produkcji i sprzedaży, restrukturyzacja spółki, upłynnienie zbędnych nieruchomości i ograniczenie długu netto – to główne założenia nowej strategii, która powinna zostać upubliczniona w połowie listopada. W znaczącej mierze nowa strategia na lata 2013-2017 będzie zgodna z założeniami przyjętymi w marcu br. Spółka poinformowała wówczas, że w 2017 roku przychody grupy będą pochodziły w 20 proc. z Chin, w 25 proc. z Australii i Azji Południowej, w 24 proc. z Europy. Nieco mniej, bo 14 proc. ma pochodzić z Rosji i krajów WNP, kolejne 10 proc. z Afryki i 7 proc. z rynków obu Ameryk. Jednak nowy prezes Józef Wolski zapowiedział, że osiągnięcie zakładanych przychodów w perspektywie kilku lat na poziomie 4 mld zł, z czego ok. 45 proc. z rynków Azji i Pacyfiku, są nierealne. Stąd korekta założeń.

 – Kluczowymi zagranicznymi rynkami dla nas są Rosja, Chiny, Australia i Argentyna – mówi Newserii Biznes Krzysztof Jędrzejewski, przewodniczący rady nadzorczej Kopeksu. – W ramach naszej strategii chcemy być bliżej klienta, by nasi sprzedawcy funkcjonowali na tamtych rynkach. Nasze urządzenia i maszyny potrzebują na co dzień serwisowania, a co jakiś czas remontów. Chcemy to realizować bezpośrednio na rynkach, gdzie działamy, a to z kolei wymaga hali, urządzeń, maszyn, które do tego są potrzebne. Dlatego inwestujemy w parki maszynowe.

Oznacza to, że producent i dostawca maszyn i urządzeń oraz nowoczesnych technologii dla górnictwa, stawia już nie tylko na tworzenie przedstawicielstw handlowych, ale również na tworzenie i rozwijanie oddziałów produkcyjnych i serwisowych.

Umacnianie globalnej pozycji dotyczy między innymi rynku rosyjskiego, który jest znaczącym odbiorcą maszyn Kopeksu.

 Będziemy budować w Rosji w Nowokuźniecku centrum serwisowo–remontowe – zapowiada Krzysztof Jędrzejewski. Ta inwestycja jest warta ponad 20 mln złotych.

W tej stolicy zagłębia węglowego Kuzbass w 2010 został utworzony oddział grupy Kopex (Kopex – Sibir). Miało to wzmocnić obecność grupy na rynku rosyjskim oraz odpowiedzieć na oczekiwania „wieloletnich klientów z Rosji”. Oddział ma zapewnić obsługę serwisową, prowadzenie remontów i zaopatrywanie klientów w zapasowe części do maszyn i urządzeń.

W planach spółki jest również rozszerzenie działalności w Chinach, które mają być priorytetowym rynkiem eksportowym Kopeksu.

 To jeden z największych rynków, jesteśmy tam obecni od lat 60-tych i co roku zwiększamy naszą obecność  mówi Krzysztof Jędrzejewski.  Mamy w Chinach joint venture, spółkę Shandong Tagao, partnera, z którym wspólnie działamy i realizujemy sprzedaż. Chiny są na tyle duże, że w zasadzie każda prowincja to oddzielny kraj, oddzielne państwo. W związku z tym dla nas jest ważne, żeby uruchamiać wiele kanałów, bo każdy ma swoje nowe możliwości. Na dzisiaj do Chin docieramy trzema kanałami.

Jednym z nich jest wspominany partner Shandong Tagao, drugim biura handlowe. W sierpniu Kopex otworzył jedno na terenie prowincji Shanxi, drugiej pod względem wydobycia węgla w Państwie Środka. Poza tym Kopex bierze udział w przetargach międzynarodowych, przeprowadzanych w Pekinie.

W Australii Kopex planuje rozbudowę oferty sprzedażowo-serwisowej na bazie wykupionej niedawno firmy. Natomiast Argentyna jest stosunkowo niedużym rynkiem dla Kopeksu, gdzie funkcjonuje jedna kopalnia.

 W związku z tym nie wymaga to inwestowania w zaplecze remontowe. Tam potrzebujemy przede wszystkim utrzymywać serwis wyjaśnia Krzysztof Jędrzejewski.

Perspektywicznym kierunkiem jest także Afryka Południowa, gdzie Kopex Africa produkuje sprzęt elektryczny i elektroniczny dla kopalń. I na jej bazie grupa zamierza rozwijać centrum serwisowo-remontowe.

W listopadowej strategii powinno znaleźć się znaczące ograniczenie liczby spółek w grupie.

  Będzie to następować poprzez inkorporację, sprzedaż lub likwidację wyjaśnia Marek Pogorzelski z firmy SJ Consulting, odpowiedzialnej za relacje inwestorskie Kopeksu. Co nie znaczy, że nie będą powstawać nowe spółki. Nastąpi też dalsze ograniczenie zatrudnienia oraz długu netto i upłynnianie nieruchomości. Sytuacja na polskim rynku jest trudna i skupianie się tylko na tym rynku nie przyniesie wystarczających zysków.

Wkrótce trzecia część „Wiedźmina”. Sklepy rozpoczęły przyjmowanie przedpremierowych zamówień na grę

CEO Magazyn Polska

Polska seria gry „Wiedźmin” podbiła serca fanów gier wideo. Zarówno pierwsza, jak i druga część odniosły spory sukces na rynku, a kluczem do niego była świetna produkcja gry. Jej twórcy mają nadzieję, że trzecia odsłona będzie jeszcze lepsza.

„Wiedźmin 3” trafi do sklepów dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, jednak gracze i specjaliści już dziś wróżą grze wielki sukces. Adam Kiciński, prezes zarządu CD Projekt wierzy, że produkcja będzie hitem także poza Polską.

 – Dobre polskie gry sprzedają się na świecie tak samo jak inne tego typu pozycje. Nikt w branży nie kieruje się tym, czy została ona stworzona w Polsce, czy nie. Nie ma to także żadnego przełożenia na sprzedaż. Grę trzeba wykonać naprawdę dobrze, a dodatkowo umiejętnie ją wypromować. Wtedy znajdzie ona kupców, bez względu na miejsce produkcji – stwierdza Kiciński w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Szef CD Projekt przypomina, że seria „Wiedźmin” zaliczyła bardzo dobry wynik w sprzedaży.

 – Do tej pory obie gry sprzedały się w liczbie pięciu milionów egzemplarzy. To dość dobry rezultat, jednak zakładamy, że trzecia część serii będzie cieszyć się jeszcze większym zainteresowaniem. Najnowszą częścią chcemy sobie podnieść poprzeczkę sprzedażową – uważa Kiciński.

Sklep Amazon.com przyjmuje już przedpremierowe zamówienia na grę. Standardowa edycja wersji PC wyceniona została na 49,99 dolarów, czyli nieco ponad 150 złotych.

Grupa Kapitałowa ENEA ma nową strategię korporacyjną na lata 2014-2020

ENEA stanie się w pełni zintegrowaną grupą energetyczną. Będzie elastycznie reagować na potrzeby rynku i efektywnie zarządzać zasobami. Jej nową misją jest wzrost wartości Grupy poprzez budowanie zaufania klientów. Na lata 2014-2020 planuje inwestycje w wysokości 20 mld złotych.

Scenariusz rozwoju zakłada, że nadrzędną ideą działania Grupy jest budowa wartości dla akcjonariuszy i zapewnienie klientom bezpieczeństwa dostaw energii. Strategicznymi celami są: zbudowanie długotrwałych relacji z klientem, wzrost w rentownych obszarach, poprawa efektywności oraz optymalne wykorzystanie potencjału organizacji. Oznacza to między innymi: koncentrację działalności na rynku elektroenergetycznym i rozwój we wszystkich ogniwach energetycznego łańcucha wartości, wspierany poprzez akwizycje rynkowe. Celem jest także pełna integracja operacyjna Grupy oraz poprawa efektywności jej funkcjonowania.

Ścieżka wzrostu w rentownych obszarach będzie realizowana poprzez budowę konkurencyjnego portfela wytwórczego. Grupa chce rozwinąć swoje moce o 1 075 MWe w segmencie elektrowni systemowych (zakończenie budowy bloku nr 11 w Kozienicach w 2017 r.), o ok. 500 MWe z odnawialnych źródeł energii oraz o ok. 300 MWe i 1 500 MWt w źródłach kogeneracyjnych i sieciach ciepłowniczych. Wybór paliwa dla jednostek kogeneracyjnych będzie pochodną analizy atrakcyjności ekonomicznej poszczególnych przedsięwzięć. ENEA chce także inwestować w dystrybucję oraz zwiększyć marże zarówno w obszarze sprzedaży jak i obrotu hurtowego.

Realizacja zaplanowanych inwestycji w latach 2014-2020 wymaga poniesienia łącznych nakładów w wysokości 20 mld złotych. Zostaną one pokryte ze środków własnych oraz pozyskanego finansowania dłużnego.

W skład Komitetu Sterującego, przygotowującego strategię, wchodzili przedstawiciele zarządów kluczowych spółek Grupy. Prace trwały trzy miesiące – od lipca br. Rada Nadzorcza ENEA S.A. zatwierdziła nową „Strategię Korporacyjną Grupy Kapitałowej ENEA na lata 2014-2020” w dniu 18 października br.

Grupa Kapitałowa ENEA to nowoczesny wytwórca, sprzedawca i dystrybutor energii elektrycznej. Ma prawie 2,4 miliona Klientów i 12,5 % udziału w sprzedaży na rynku detalicznym energii elektrycznej w Polsce. Jej sieć dystrybucyjna pokrywa 1/5 powierzchni kraju, a prawie 8% energii wytwarzanej w Polsce pochodzi z elektrowni Grupy.

Rekordowy bieg z wolontariatem w tle

0

Podczas tegorocznego XXVIII Biegu Barbórkowego o Lampkę Górniczą z pewnością nie zabraknie emocji. W niedzielę, 20 października, na stadionie Regionalnego Centrum Sportu w Lubinie, oprócz głównego biegu, odbędzie się szereg akcji charytatywnych. Organizatorzy zachęcają ludzi z dobrym sercem do włączenia się do niedzielnych inicjatyw.

Komentarz dzienny, 17 października 2013

Roczna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wzrosła z 2,0% do 3,6%, co jest wynikiem nieco lepszym od oczekiwań analityków (i zbliżonym do naszej prognozy). Dzisiejsze dane to informacja sygnalna. Możemy jedynie spekulować, że za wzrostem wynagrodzeń stoi różnica w liczbie dni roboczych (+1 r/r) i przesunięcia premii w górnictwie miedzi. Po oczyszczeniu z tych efektów otrzymalibyśmy tempo wzrostu płac w przedziale 2-2,5%. W perspektywie kolejnych miesięcy możemy liczyć jedynie na lekko wznoszącą ścieżkę wynagrodzeń – stosunkowo niskie dynamiki płac to stały element nowego krajobrazu, gdzie polscy przedsiębiorcy muszą stale kontrolować stronę kosztową.

Amerykański Kongres porozumiał się w sprawie podniesienia limitu zadłużenia i uruchomienia instytucji publicznych. Rynki finansowe czekają na wzrosty

CEO Magazyn Polska

Według amerykańskiego resortu finansów, dziś Stany Zjednoczone przekroczyłyby ustawowy poziom długu wynoszący 16,7 bln dolarów. Gdyby Republikanie i Demokraci nie doszli do porozumienia i nie podnieśli limitu zadłużenia, kraj mógłby stać się niewypłacalny. Oznaczać by to mogło kłopoty m.in. z zaciągnięciem nowego długu czy wypłatą emerytur i zasiłków.

Wypracowane w Senacie i zaakceptowane ostatecznie także przez Izbę Reprezentantów porozumienie otworzyło drogę również do ponownego uruchomienia publicznych instytucji, które pozostawały zamknięte od dwóch tygodni z powodu nieprzyjętego budżetu na następny rok. Było to efektem impasu w negocjacjach między Demokratami a Republikanami, którzy nie chcieli się zgodzić na postulowaną przez Baracka Obamę reformę ubezpieczeń zdrowotnych.

Mimo problemów z budżetem i z ustawowym limitem zadłużenia, na rynkach finansowych nie widać było paniki.

Rynek nie wierzył w to, że Republikanie się nie dogadają z Demokratami – mówił Agencji Informacyjnej Newseria Biznes Piotr Osiecki, prezes towarzystwa funduszy inwestycyjnych Altus TFI. – Gdyby do konsensusu nie doszło, to mielibyśmy przysłowiowy koniec świata na rynkach finansowych. Byłoby zapewne dużo gorzej niż po upadku Lehman Brothers. Można powiedzieć, że rynki grają scenariusz pozytywny mimo wszystko i nie bez obaw.

Jeszcze we wtorek obu ugrupowaniom nie udało się dojść do zgody. Wcześniej tego dnia w Izbie Reprezentantów, dominującym w niej Republikanom nie udało się nie tylko wypracować wspólnego z Demokratami stanowiska, ale nawet uzgodnić jednolitego stanowiska wewnątrz własnego ugrupowania.

Dobra wiadomość dla emerging markets

Chociaż i wcześniej nie było paniki, wpływ porozumienia na rynki powinien być pozytywny. Zdaniem eksperta, impulsu do wzrostu nie należy się jednak w najbliższym czasie spodziewać ze strony krajów rozwiniętych.

Rynki, szczególnie rynki wschodzące, są na względnie niskich poziomach od początku roku. Dlatego też właśnie w nich upatrywałbym szansy na wzrosty – mówi Osiecki. – Porozumienie co do limitu długu i rozwój rynków wschodzących to zresztą powiązane ze sobą kwestie. Jestem przekonany, że osiągnięty konsensus wesprze takie kraje jak Brazylia, Rosja, Turcja czy Polska.

Zdaniem Osieckiego, szansa na jeszcze większe wzrosty pojawi się w grudniu. Tradycyjnie przedświąteczne ożywienie gospodarcze i związany z tym wzrost kursów akcji – tzw. rajd św. Mikołaja, mogą zostać dodatkowo wzmocnione amerykańskim porozumieniem.

W przyszłym roku rynek gazu bardziej konkurencyjny

CEO Magazyn Polska

Koszty wejścia na rynek gazu powinny być niższe, by mógł się on w pełni zliberalizować. Marek Woszczyk, odpowiedzialny za nadzór nad tym sektorem, zapowiada dalsze prace nad zwiększeniem konkurencyjności. Już w przyszłym roku do Polski powinno popłynąć znacznie więcej błękitnego paliwa, co pobudzi rynek i zwiększy bezpieczeństwo energetyczne kraju.

 – PGNiG jest podmiotem dominującym, ale jest też sporo aktywnych spółek, które kupują gaz, w większości od PGNiG, ale sprzedają go już swoim odbiorcom, przejętym od tego koncernu lub na terenach, które do tej pory nie były obsługiwane przez PGNiG. I to także od ich aktywności zależy to, jak ten rynek będzie się rozwijał – zwraca uwagę Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z danych URE z końca sierpnia wynika, że 124 podmiotów posiadało koncesje na obrót paliwami gazowymi, natomiast 35 przedsiębiorstw energetycznych aktywnie uczestniczyło w obrocie gazem ziemnym (wg stanu na II kwartał br.). W sierpniu obrót gazem wysokometanowym w punkcie wirtualnym OTC (rynek pozagiełdowy) wyniósł 29,9 GWh, natomiast na giełdzie towarowej – 63,6 GWh. Znacząca część obrotu hurtowego odbywa się nadal w fizycznych punktach sieci i dotyczy dostaw do spółek, które posiadają własne sieci dystrybucyjne.

Prezes zapowiada, że decydujący wpływ na podjęcie decyzji o zwolnieniu wszystkich przedsiębiorstw z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzenia będzie miała liczba uczestników rynku gazu i ich udział w tym rynku.

 – Zrobię wszystko, żeby warunki dla rozwoju konkurencji były jak najbardziej sprzyjające wszystkim firmom, także i PGNiG. Więcej podmiotów powinno być zainteresowanych wejściem na polski rynek gazu, gdy bariery, w tym koszty wejścia na niego, będą niższe – uważa Marek Woszczyk. – Chodzi o to, żeby rynek był przyjazny i dla jednych, i dla drugich, natomiast konieczna jest też aktywność sprzedawców.

Konkurencyjność na rynku gazu mają zwiększyć inwestycje w infrastrukturę przesyłową, prowadzone we współpracy z naszymi sąsiadami. W przyszłym roku regulator spodziewa się „decydowanie większych możliwości technicznych sprowadzania gazu z kierunku zachodniego do Polski, niż ma to miejsce w tym roku. Umożliwi to uruchomienie fizycznego rewersu na gazociągu jamalskim w niemieckiej stacji pomiarowej Mallnow.

Dziś funkcjonuje wirtualny rewers umożliwiający import gazu na zasadach przerywanych z kierunku zachodniego na poziomie 2,3 mld m sześc. Oznacza to, że Polska może kupić paliwo na zachodzie Europy, ale fizycznie odbiera je zza wschodniej granicy. Dzięki tej inwestycji, która ma zostać zakończona do końca tego roku, będzie realizowany faktyczny przesył gazu i na zasadach ciągłych, co zwiększy bezpieczeństwo energetyczne.

W 2014 r. priorytetowe kierunki współpracy dla Polski to kraje arabskie, Południowa Ameryka i Północna Afryka

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku polskie instytucje rządowe zamierzają skupić się na rozwijaniu współpracy gospodarczej z krajami arabskimi, a także z Ameryką Południową i krajami afrykańskimi, zwłaszcza z Afryki Północnej. Według wiceminister gospodarki Ilony Antoniszyn-Klik, absolutnym priorytetem będą kontakty ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

 – Mamy już wytyczoną ścieżkę, w przyszłym roku położymy bardzo mocny nacisk na Amerykę Południową i na Północną Afrykę, zwłaszcza te kraje nad Saharą. Absolutny priorytet to są Zjednoczone Emiraty Arabskie, i w ogóle Półwysep Arabski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik.

Współpraca z krajami afrykańskimi będzie kontynuacją trwającego programu Go Africa! Został on rozpoczęty kwietniową wizytą premiera Donalda Tuska w Nigerii. Objęte nim są kraje takie jak Algieria, Nigeria, Kenia, Mozambik, Angola i RPA. W państwach tych mieszka ok. 300 mln ludzi, a ich gospodarki, mimo światowego spowolnienia, rozwijają się w szybkim tempie.

 – Będziemy nawiązywali kolejne bliższe kontakty z krajami afrykańskimi na najwyższym poziomie rządowym. To wprawdzie pierwsze kroki, ale za to bardzo intensywne – mówi Antoniszyn-Klik.

W kwietniu premier Donald Tusk odwiedził Nigerię. Wczoraj rozpoczął kilkudniową wizytę w RPA, a dziś weźmie udział Forum Biznesu w Johannesburgu.

Podkreśla, że łatwiejsza jest współpraca Polski z niektórymi krajami północnej Afryki, takimi jak Algieria, gdzie Polacy są obecni od kilkudziesięciu lat.

 – Z kolei z krajami Afryki Subsaharyjskiej dopiero nawiązujemy współpracę – mówi Ilona Antoniszyn-Klik. – Musimy tam zbudować od podstaw bazę porozumień i kontaktów instytucjonalnych, które w innych miejscach są absolutnie naturalne. Oznacza to, że musimy wypracowywać od początku to, co gdzie indziej mamy już wypracowane. W Afryce Subsaharyjskiej zaczynamy od zera, od pierwszych kontaktów między głowami państw czy ministrami – dodaje.

Zdaniem wiceminister, kontakty na najwyższym szczycie są istotne, ale bardzo ważne są również bliskie kontakty między przedsiębiorcami. To m.in. odróżnia zasady współpracy z firmami afrykańskimi od zasad panujących w Chinach.

 – To są właściwie dwa skrajne przykłady promocji gospodarczej – zauważa Antoniszyn-Klik. – W Chinach mamy do czynienia z bardzo mocnymi instytucjami, bardzo mocną hierarchią i bardzo długofalowym planowaniem. Z kolei nawiązywanie kontaktu w Afryce opiera się bardzo często na bezpośrednich kontaktach i szybkich decyzjach – dodaje wiceminister gospodarki.

Właściciel KRD: w ciągu kilku lat Polska stanie się jednym z najsolidniejszych państw w Unii pod względem terminowości rozliczeń

CEO Magazyn Polska

Zmiany w przepisach dotyczących zapobiegania i likwidacji zatorów płatniczych idą w dobrym kierunku uważa właściciel Krajowego Rejestru Długów, Maciej Kaczmarski. Jednocześnie prognozuje, że Polska na tyle dobrze radzi sobie z tym problemem, że w ciągu najbliższych 2–3 lat znajdzie się czołówce najbardziej solidnych państw UE pod względem terminowości rozliczeń w transakcjach między kontrahentami.

Choć zatory płatnicze nadal są główną przyczyną upadłości polskich firm, będzie ich coraz mniej – ocenia właściciel Krajowego Rejestru Długów.

 – Na pewno Polska idzie w odpowiednim kierunku. Mimo że obecnie jest bardzo dużo zatorów płatniczych, to są to rzeczywiste zatory, a nie działania oszustów, cwaniaków, których niestety na początku naszej demokracji spotykało się dość często – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Kaczmarski.

Jego zdaniem poprawa sytuacji w relacjach handlowych będzie efektem pozytywnych zmian w prawie. Jako przykład, który to potwierdza wymienia Ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie pod koniec kwietnia br.

Jej przepisy określają szczególne uprawnienia wierzyciela i obowiązki dłużnika w związku z terminami zapłaty. Dla przedsiębiorców jest to realna szansa na wyeliminowanie zatorów płatniczych. Zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorca, który dostarczył towar lub usługę innej firmie, nie powinien czekać na wynagrodzenie dłużej niż 60 dni. Termin ten można wydłużyć jedynie w szczególnych przypadkach – jeśli wierzyciel zawrze takie postanowienie w umowie i jeśli nie będzie ono rażąco nieuczciwe wobec niego. Nowe przepisy zmieniają również reguły gry w obszarze windykacji należności.

 – Ustawa umożliwia obciążenie dłużnika kosztami windykacji, co jest na arenie europejskiej absolutnie nowością, i daje absolutnie inne możliwości klientom, czyli wierzycielom – mówi Kaczmarski.

Wcześniej koszty dochodzenia należności ponosił wierzyciel. Obecnie obowiązujące przepisy gwarantują mu zwrot tych kosztów. Oznacza to, że może domagać się od dłużnika zapłaty należności wraz kosztami windykacji i odsetkami za zwłokę.

 – Myślę, że w przeciągu następnych 2–3 lat, dzięki naszym posłom, senatorom i prezydentowi, który podpisał tę ustawę, spowoduje ona, że będzie tych zatorów płatniczych zdecydowanie mniej – prognozuje właściciel KRD.

Jako kolejny przykład działań rządu na korzyść przedsiębiorców Kaczmarski wymienia zmiany w Ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, które weszły w życie od stycznia tego roku. Uniemożliwia ona zaliczenie do kosztów uzyskania przychodu niezapłaconej w terminie faktury.

W związku z pozytywnymi zmianami w polskim prawodawstwie właściciel Krajowego Rejestru Długów prognozuje, że Polska na tyle poradzi sobie z zatorami płatniczymi, że w najbliższym czasie znajdzie się czołówce najbardziej solidnych państw UE pod względem terminowości regulowania rozliczeń w transakcjach.

 – To w przeciągu najbliższych 2-3 lat spowoduje, że Polska będzie rzeczywiście zieloną wyspą, jeśli chodzi o rozliczenia i terminy rozliczeń. Ja jestem optymistycznie nastawiony do tego wszystkiego, co się w Polsce w tym zakresie dzieje – mówi Kaczmarski.

Fundusze inwestycyjne nie boją się zmian w OFE. Niektóre osiągną trzycyfrowy wzrost zysków

CEO Magazyn Polska

Zmiany w OFE nie powinny już wpływać negatywnie na nastroje na giełdzie. Odetchnęły więc fundusze inwestycyjne. Dodatkowo sprzyjać będzie im niskie oprocentowanie depozytów oraz optymizm na rynkach finansowych.

 – Dla całej branży funduszy inwestycyjnych ten rok może być dobry. Niski poziom oprocentowania depozytów i dobra sytuacja na rynkach finansowych sprzyjają inwestorom i zwiększają zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi. Nie wykluczamy, że dynamika naszych wyników rok do roku może być nawet trzycyfrowa, co wynika wprost z podawanych przez nas informacji o wielkości aktywów pod zarządzaniem – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI SA.

Quercus TFI liczy na ponad stuprocentowy wzrost zysków w tym roku. W pierwszym półroczu tego roku fundusz ten zanotował zysk netto w wysokości 8,5 mln zł. W całym ubiegłym roku spółka zarobiła 13,6 mln zł netto. Buczek podkreśla, że Quercus jest przykładem spółki giełdowej, której wyniki wprost zależą od zarządzanych aktywów. Dodaje, że ostatnie miesiące były lepsze od oczekiwań. Zgodnie z raportem bieżącym spółki, na koniec września Quercus zarządzał aktywami wartymi 3,56 mld zł. Największy udział w aktywach mają subfundusze Quercus Parasolowy SFIO, które zgromadziły 3,11 mld zł.

 – Mam nadzieję, że są też przyzwoite perspektywy w kolejnych kwartałach. Jeżeli tylko sytuacja na rynkach finansowych nie pogorszy się, skłonność inwestorów do przenoszenia pieniędzy z niskooprocentowanych depozytów w kierunku funduszy inwestycyjnych będzie rosła – prognozuje Buczek.

Dodaje, że skończył się już okres silnego wpływu zmian w OFE na giełdę. Reakcję inwestorów dało się odczuć tylko dwukrotnie – w czerwcu i na początku września, czyli po zapowiedzi zmian i przedstawieniu ich konkretnego kształtu przez rząd.

 – Jak dotychczas te zdarzenia były idealnymi korektami, najlepszymi momentami  dla inwestorów, którzy wówczas zdecydowali się kupować. Na razie nie spodziewamy się, by zmiany w OFE mogły mieć równie duże znaczenie dla rynku, jak to, co widzieliśmy w czerwcu czy na początku września – ocenia Sebastian Buczek.

Zmowy cenowe największym problemem polskich przetargów

0

CEO Magazyn Polska

Blisko co czwarte postępowanie przetargowe w naszym kraju może być zagrożonych korupcją – wynika z raportu „Public Procurement: costs we pay for corruption” przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej. Okazję do nadużyć stwarzają skomplikowane procedury przetargowe i nieprecyzyjne przepisy. W całej UE korupcja przy przetargach przynosi duże straty budżetowe – w 2010 roku mogłoby to być ponad 2 mld euro.

Z raportu wynika, że od 19 do 23 proc. przetargów w Polsce może być zagrożonych korupcją. Lepsza sytuacja panuje w tej kwestii w Holandii czy we Francji, najgorzej wypadła Hiszpania, gdzie korupcja dotyczyć może 34-41 proc. przetargów

 – Przedsiębiorcy w Polsce borykają się z tym problemem, choć z roku na rok odsetek ten maleje. Wyniki naszych badań wśród ośmiu krajów UE plasują nas w środku stawki. Wypadamy zdecydowanie lepiej niż inne kraje naszego regionu, co nie znaczy, że korupcja omija Polskę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Klimczak, dyrektor w zespole Usług Forensic PwC. – Gorzej od nas wypadła Rumunia i Węgry. Najlepiej jest w Holandii, gdzie występuje zaledwie 1-procentowe zagrożenie korupcją w zamówieniach publicznych – podkreśla ekspert.

Punkty zapalne

Z badania wynika, że najczęstszymi formami nadużyć w Polsce w obszarze przetargów publicznych są zmowy cenowe (52 proc.) i łapownictwo (32 proc.), znacznie rzadziej spotykana jest korupcja w wyniku konfliktu interesów na linii zamawiający-wykonawca (11 proc.) oraz celowe niedopełnianie obowiązków, tzw. zaniechania (5 proc.). Najczęściej do nadużyć w Polsce dochodzi w ramach przetargów dotyczących organizacji szkoleń (23-28 proc.), modernizacji oczyszczalni ścieków (22-27 proc.) oraz budowy infrastruktury kolejowej (15-19 proc.).

Nowym zjawiskiem jest zmiana sposobu korumpowania; rzadko spotyka się obecnie wręczanie łapówek w gotówce.

 – Zmienia się forma tego zjawiska, ale skala wciąż jest istotna. Przechodzimy w bardziej zaawansowane metody korumpowania poprzez umowy zlecenia, zlecanie dodatkowych prac – stwierdza Marcin Klimczak.

Korupcja przynosi duże straty budżetowe. Tylko w 2010 r. naraziła budżety krajowe oraz budżet Unii Europejskiej na straty w wysokości od 1,4 mld do 2,2 mld euro, co daje 3-4 proc. wartości wszystkich przetargów organizowanych w ośmiu państwach objętych badaniem.

Propozycje zmian w prawie

Eksperci PwC postulują zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych. Ich zdaniem korupcji sprzyja brak transparentności procedur.

 –  Dużą pomocą w ograniczaniu skali zjawiska byłoby upublicznianie dokumentacji przetargowej, która podlega analizie przez komisje przetargowe organizujące dany przetarg. Pozwoliłoby to na pełną przejrzystość i wiedzę na temat tego, jakim doświadczeniem chwalą się oferenci i jak ono jest oceniane – uważa Marcin Klimczak.

Badanie dotyczące skali korupcji w postępowaniach przetargowych przeprowadził Europejski Urząd ds. Zwalczania Korupcji (OLAF) we współpracy z firmą doradczą PwC. Przeprowadzono je po raz pierwszy w ośmiu krajach Unii Europejskiej: w Polsce, Francji, Hiszpanii, Holandii, Rumunii, we Włoszech, na Litwie oraz na Węgrzech.

Branża budowlana podnosi się z kolan. Pomoże MdM, nowe środki z UE i rozwój energetyki

CEO Magazyn Polska

 

Deweloperzy pozbywają się zapasów i zgłaszają zapotrzebowanie na budowę kolejnych mieszkań. Branża budowlana liczy też na nowe zlecenia związane z nową perspektywą budżetową Unii Europejskiej na lata 2014-2020 i planowanymi inwestycjami infrastrukturalnymi. Przedstawiciele sektora budowlanego wierzą jednak, że co najgorsze już za nimi.  

 – Nie spodziewam się wprawdzie ogromnego boomu, ale myślę, że po latach stagnacji liczba nowo budowanych mieszkań powoli będzie się zwiększać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu.

Podkreśla, że ceny lokali mieszkaniowych już idą w górę, poprawia się tym samym rentowność firm. Deweloperzy zaczynają sygnalizować spadki zapasu mieszkań, co oznacza, że pojawia się coraz więcej nabywców.

Stymulujący dla sektora powinien być też rządowy program Mieszkanie dla Młodych, który zostanie uruchomiony 1 stycznia przyszłego roku. Przewiduje on pomoc państwa w zakupie mieszkania na rynku pierwotnym dla osób, które nie przekroczyły 35. roku życia.

 – Pieniądze z jednej strony powinny pomagać młodym ludziom, a z drugiej strony, napędzać rozwój gospodarczy naszego kraju, wpływać do sektora, co oznacza nowe miejsca pracy, nowe inwestycje i to jest dla branży dobra wiadomość – mówi Marek Michałowski.

Firmy budowlane liczą również na inwestycje związane z nową unijną perspektywą finansową. Znaczna część środków, zapisanych w budżecie na lata 2014 – 2020 ma być przeznaczona na przebudowę i rozwój infrastruktury drogowo-kolejowej.

Myślę, że trochę zmieni się proporcja, trochę więcej pieniędzy pójdzie na kolej, trochę mniej na infrastrukturę drogową, ale to ciągle będą ogromne pieniądze i przed nami ogromne wyzwania – ocenia Michałowski.

Ogromnym wyzwaniem będzie przede wszystkim wyeliminowanie błędów z poprzedniej perspektywy, które często prowadziły do przedłużania się prac na budowach dróg i bankructw wielu firm budowlanych.

 – Jedna strona, czyli firmy budowlane, zrozumiała, że nie wolno iść dumpingiem i trzeba bardzo dokładnie liczyć ceny i koszty, bo to potem się odbija na firmie, a z drugiej GDDKiA też chyba zrozumiała, że może wybierać najniższą cenę, ale na pewno spośród firm, które są w stanie zagwarantować wykonanie takiej inwestycji – mówi Michałowski.

Jego zdaniem, szansą dla budownictwa powinien okazać się planowany rozwój polskiej energetyki. Wprawdzie realizacja niektórych inwestycji stanęła pod dużym znakiem zapytania, ale część z nich na pewno dojdzie do skutku.

 – Trochę nowych bloków energetycznych musi powstać i miejmy nadzieję, że energetyka też trochę pomoże budownictwu podnieść się z kolan – dodaje przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu.

Z raportu Coface wynika, że spośród 877 firm, które w ubiegłym roku ogłosiły bankructwo, 218 związanych było z sektorem budowlanym. Ten rok będzie podobny. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku upadło kolejnych 106 przedsiębiorstw.

W piątek poznamy najnowsze dane o budownictwie mieszkaniowym. Produkcja budowlano-montażowa we wrześniu spadła o 4,8 proc. rok do roku, ale wobec sierpnia wzrosła o 9,4 proc.

Koszyk świadczeń gwarantowanych przez państwo do przeglądu

CEO Magazyn Polska

Eksperci apelują o zmiany w polskim systemie lecznictwa. Proponują reformę koszyka świadczeń gwarantowanych, który określa, za jakie leczenie płaci państwo, a za jakie chory. Według części specjalistów, koszyk nie odpowiada potrzebom pacjentów i wymaga zmian.

 Koszyk świadczeń gwarantowanych to pojęcie, które powstało w celu określenia, za co płaci płatnik publiczny w naszym przypadku NFZ czyli wszystkie świadczenia, procedury, leki, jakie otrzymujemy w szpitalach i w poradniach – tłumaczy Magdalena Władysiuk, prezes stowarzyszenia CEESTAHC,  które zajmuje się rozwojem standardów i metod służących ocenie lekowych i nielekowych technologii medycznych.

Jeżeli świadczenie znajduje się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych oznacza to, że płatnik publiczny zdecydował, że nie będzie za nie płacił albo jeszcze czeka na ocenę, czy włączyć daną procedurę do koszyka.

 – U nas ustawa reguluje kwestie związane z tym, co nie jest gwarantowane. Bardzo często pacjent, przychodząc do lekarza dowiaduje się, że coś jest nierefundowane – mówi Magdalena Władysiuk agencji informacyjnej Newseria.

Stowarzyszenie proponuje stworzenie w Polsce optymalnego koszyka świadczeń zdrowotnych z solidnymi mechanizmami regulacyjnymi.

 – Nasza dyskusja dotyczą tego, czy Polskę stać na obecny koszyk świadczeń gwarantowanych. To jest tak jak z budżetem domowym. Jeżeli mamy określony budżet, to zakupujemy wybrane dobra. Podobnie jak w domu, w budżecie państwa też nie starcza na wszystko. Pytanie jest, czy my musimy mieć tak szeroki koszyk, czy może powinniśmy zmienić jego zakres, wprowadzić inne sposoby finansowania po to, żeby on był jak najbardziej optymalny dla opieki nad pacjentem – podsumowuje Władysiuk.

Problem w tym, że zmian w koszyku boją się pacjenci. Nie chcą oni dopłacać do leczenia, bo według badań Stowarzyszenia CEESTAHC, większości Polaków zwyczajnie na to nie stać.

Zmiany w zarządzaniu pracownikami w firmach

CEO Magazyn Polska

Szkolenia, coachingi i programy dla najbardziej utalentowanych  nadchodzą nowe czasy w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Specjaliści od HR korzystają z coraz prostszych narzędzi, a to obniża koszty. Dzięki temu przybywa przedsiębiorców, którzy korzystają z takich rozwiązań.

Kryzys gospodarczy na świecie postawił przed działami human resources nowe wyzwania. Wielu przedsiębiorców zaczęło wykorzystywać ich działania, żeby podnieść efektywność w swoich firmach.

 – Do niedawna zarządzanie zasobami ludzkimi musiało udowodnić światu biznesu, że to jest właśnie zarządzanie, i HR zbudował narzędzia – mówi Jacek Santorski z Grupy Firm Doradczych „VALUES”. – Na Zachodzie HR stał się zbyt skostniały.

Human resources to zarządzanie ludźmi w organizacji. Specjaliści, którzy się tym zajmują, odpowiadają za prowadzenie rekrutacji, szkoleń i działania motywacyjne.

Zdaniem Jacka Santorskiego, jesteśmy świadkami rodzenia się nowego trendu. Specjaliści od zarządzania zasobami ludzkimi coraz częściej sięgają po proste narzędzia.

 – Świat HR pracuje nad uproszczeniem, nad sprowadzeniem do kilku podstawowych pytań, jak dbać o rozwój pracowników, o ich zaangażowanie, lojalność, motywację. Raczej wspierając liderów, aniżeli zastępując ich w ich roli – wyjaśnia psycholog biznesu w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Według raportu firmy Deloitte o nowych trendach HRM w Polsce, specjaliści wybierają dziś tzw. miękkie narzędzia. Te opierają się na dialogu i wrażliwości społecznej, mają budzić zaufanie.

Zdaniem Santorskiego polska branża jest bardzo elastyczna i otwarta na nowości. Dlatego wdrożenie nowych rozwiązań nie powinno wiązać się z większymi kłopotami.

 – Dzięki temu, że nasz HR jest bardziej spontaniczny, bardziej naturalny, bardziej oparty na niezadekretowanych relacjach między liderami, pracownikami HR a top menadżerami, można więcej stworzyć, przetworzyć i uzyskać, aniżeli w korporacjach światowych  – twierdzi psycholog.

Nowe wyzwania przed działami HR w polskich firmach to m.in. radzenie sobie z problemami na tle kulturowym i pokoleniowym.

Komentarz dzienny, 16 października 2013

Inflacja we wrześniu delikatnie spadła do 1,0% z 1,1% w poprzednim miesiącu. Przyczyną wyhamowania jest jednorazowy spadek w kategorii edukacja (-6,9%), który wystąpił ze względu na zmiany ustawy o systemie oświaty (likwidacja dodatkowo płatnych zajęć w przedszkolach). Wszystkie pozostałe kategorie zachowały się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, mianowicie, odnotowano umiarkowany wzrost cen paliw (+1,8% m/m), ceny żywności nie zmieniły się (co właśnie oznacza lewy ogon rozkładu zmian cen w Polsce i jest idealnie spójne z zachowaniem cen żywności w regionie – jest to taki ,,polski spadek’’ cen żywności). Kategorie bazowe zachowały się adekwatnie do tendencji sezonowych i gdyby nie spadki w edukacji, inflacja bazowa nie uległaby zmianie, a tak zaobserwujemy prawdopodobnie spadek do 1,3% (oficjalne dane opublikowane zostaną jutro).

Jeszcze w tym roku sfinalizowanych zostanie 15-20 dużych inwestycji zagranicznych

CEO Magazyn Polska

W październiku jest szansa na międzynarodowe kontakty na najwyższym szczeblu, które mają przyciągnąć do Polski inwestycje oraz zwiększyć wymianę handlową. Po wizycie premiera Tuska w RPA i Zambii, będzie również prezydenta Bronisława Komorowskiego w Korei oraz wicepremiera Piechocińskiego w Japonii. To jedne z kluczowych dla Polski rynków pozaeuropejskich.

 – Październik to ożywiony miesiąc jeżeli chodzi o kontakty, szczególnie na szczycie. Trwa wizyta premiera Donalda Tuska i 38 przedsiębiorców w Republice Południowej Afryki i Zambii w ramach programu Go Africa. Chwilę potem prezydent RP poleci do Korei Południowej, gdzie będzie miało miejsce specjalistyczne forum poświęcone trzem dziedzinom, na którym nam szczególnie zależy: farmacja, elektronika, centra nowoczesnych usług biznesowych, oraz duże forum gospodarcze – wymienia Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Następnie do Japonii na spotkanie z największymi tamtejszymi inwestorami poleci wicepremier Janusz Piechociński. Zaś Polska będzie gościła premiera Turcji wraz z 200-osobową grupą inwestorów oraz premiera Singapuru z prawie 100-osobową grupą przedsiębiorców. W Warszawie dojdzie też do rozmów z kierownictwem chińskiej prowincji Hubei.

 – Czyli tej, która jak dotąd najpełniej skorzystała ze wskazań kierownictwa chińskiego i przed paroma tygodniami zainwestowała w Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku – wyjaśnia Sławomir Majman. – Wyraźnie widać, że coraz bardziej wychodzimy z europejskiego kokonu, coraz bardziej rozglądamy się po świecie i patrzymy, co się dzieje w Azji, Afryce, Turcji, czyli w tych regionach, gdzie jeszcze do niedawna nie byliśmy obecni –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes PAIiIZ.

Do ostatnich sukcesów związanych z rozwijaniem zagranicznych kontaktów handlowych można zaliczyć japońską inwestycję w SSE EURO-PARK Mielec, w Podstrefie Zagórz. Tu TRI Poland na początku miesiąca oficjalnie otworzyła fabrykę. Przy produkcji części samochodowych na japoński i europejski rynek zatrudnienie znajdzie 200 osób, a wartość inwestycji opiewa na 300-400 mln dolarów.

 – To istotna inwestycja związana z zaawansowanymi technologiami oraz pochodząca z kraju, na którym nam ostatnio bardzo zależy. A najważniejsze, że jest na Podkarpaciu, w Bieszczadach. Jedno miejsce pracy w Polsce Wschodniej liczy się jak 50 w Krakowie lub Wrocławiu – wyjaśnia Sławomir Majman.

Niemal w tym samym czasie amerykański Amazon, największa platforma handlowa w internecie, ogłosił, że otworzy do 2015 r. trzy nowe centra logistyczne w Polsce. Docelowo za ich pomocą ma obsługiwać wszystkie kraje należące do Unii Europejskiej. Prace znajdzie w nich 6 tys. pracowników stałych oraz 9 tys. tymczasowych. Koszty inwestycji szacuje się na kilkaset mln euro.

 – To inwestycja, o jaką trudno w Europie w tych czasach, gratulują nam jej na całym świecie, piszą o wielkim polskim sukcesie, że się ich udało przyciągnąć. Prowadziliśmy z Amazonem rozmowy od stycznia i mieliśmy paru mocnych konkurentów  – podkreśla prezes PAIiIZ. – Możemy się spodziewać do końca roku jeszcze 15-20 informacji o nowych inwestycjach, i wtedy będziemy mogli otwierać szampana.

Inwestorzy z USA są w czołówce inwestorów zagranicznych w Polsce.

 – Pracujemy nad 48 amerykańskimi projektami inwestycyjnymi. Jest to prawie 8,6 tys. nowych miejsc pracy – mówi prezes PAIiIZ.

Według raportu UNCTAD (Konferencji Narodów Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) Polska będzie w następnych dwóch latach 4. w Europie i 14. na świecie najbardziej atrakcyjną gospodarką. Wartość globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) spadła w 2012 r. o prawie jedną piątą, najsilniej w krajach rozwiniętych, głównie w UE (ok. 2/3 spadku światowego). Ale napływ BIZ do Polski w pierwszych czterech miesiącach br. przekroczył wynik uzyskany w całym 2012 r.

Dobrą sytuację Polski potwierdza raport Ernst & Young mówiący, że jest liderem wzrostu inwestycji w Europie. W 2012 r. odnotowała najwyższy wśród krajów europejskich przyrost liczby projektów inwestycyjnych (o 22 proc. więcej niż rok wcześniej), podczas gdy Europa zanotowała spadek o 2,8 proc. W ubiegłym roku BIZ stworzyły w Polsce o 67 proc. miejsc pracy więcej niż rok wcześniej; wynik całej Europy to zaledwie plus 8 proc.

Współpraca firm telekomunikacyjnych i energetycznych ma obniżyć ceny usług

CEO Magazyn Polska

Miliardowe inwestycje czekają zarówno rynek telekomunikacyjny, jak i energetyczny. Aby ograniczyć te koszty, a w konsekwencji wpłynąć na obniżenie cen dla konsumentów, regulatorzy obu rynków zacieśniają współpracę.

 – Zarówno na rynku telekomunikacyjnym jak i energetycznym, wymagane są w najbliższym czasie ogromne inwestycje. Te po stronie rynku telekomunikacyjnego to realizacja celów Europejskiej Agendy Cyfrowej, doprowadzenie szybkiego internetu do domu każdego Europejczyka. Po stronie rynku energetycznego jest obowiązek montażu inteligentnych liczników czy oszczędzania energii. Dlatego wspólnie z prezesem URE postanowiliśmy poszukać synergii i zastanowić się, czy jednocześnie jedni i drudzy przedsiębiorcy muszą dokonywać nakładów tak naprawdę na te same inwestycje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Najważniejszym celem porozumienia ma być rozpoznanie barier na obu rynkach i podjęcie prób ich usunięcia. Takie są postulaty zawarte w Europejskiej Agendzie Cyfrowej oraz w dyrektywach Parlamentu Europejskiego.

 – Wspólne przygotowanie i przeprowadzanie inwestycji przez przedsiębiorstwa energetyczne i sektora ICT da pozytywny efekt w postaci obniżenia kosztów procesu cyfryzacji, którego ostatecznym beneficjentem będzie klient – odbiorca mediów energetycznych i teleinformatycznych – podkreślił Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Regulatorzy podkreślą, że chodzi przede wszystkim o tzw. ostatnią milę, czyli ostatni etap dostarczania usługi końcowym klientom, zwykle najbardziej kosztowny.

 – Chcemy namówić przedsiębiorców telekomunikacyjnych i energetycznych do współpracy i współdzielenia kosztów przy doprowadzeniu łącza do domu konsumenta. Zaowocuje to lepszą jakością, a może i nawet niższą ceną dla konsumenta – doprecyzuje Magdalena Gaj.

Dodaje, że jest także wiele obszarów, gdzie rynek telekomunikacyjny może korzystać z infrastruktury przesyłowej przedsiębiorców energetycznych.

 – Na przykład podwieszając swoje światłowody na słupach energetycznych, co przyspieszy inwestycje. Tam, gdzie kopiemy kanały technologiczne, również możemy to robić wspólnie. Z kolei przedsiębiorcy telekomunikacyjni mają świetnie opracowane wszystkie systemy billingowe, systemy obsługi klienta, mogą tą wiedzą podzielić się z przedsiębiorcami energetycznymi – wymienia możliwości współpracy prezes UKE.

Wylicza, że do realizacji celów agendy cyfrowej, inwestycje w Polsce muszą sięgnąć 17-30 mld zł. Z kolei prezes Marek Woszczyk dodaje, że inwestycje operatorów energetycznych sieci dystrybucyjnych co roku wynoszą 4-5 mld zł, zaś „ostatnia mila” stanowi około połowę tej kwoty. W ramach współpracy zostanie powołany komitet sterujący składający się z przedstawicieli każdego urzędu.

 – W ciągu najbliższych tygodni komitet dostarczy konkretnych rozwiązań, także legislacyjnych. Bo taka poszerzona współpraca będzie wymagała zmian regulacyjnych związanych z dostępem do sieci, czy jakichś „marchewek” za wspólne inwestycje – mówi Magdalena Gaj.

Akademiki słabą stroną polskiego szkolnictwa wyzszego. Uczelnie będą to zmieniać

0

CEO Magazyn Polska

Uczelnie wyższe zaczynają wykorzystywać partnerstwo publiczno-prywatne do poszerzania swojej bazy dydaktycznej, naukowej i noclegowej dla studentów. W ślady krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego idzie również Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – chce wybudować oraz przebudować akademiki w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne (PPP).

 – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu prowadzi już rozmowy. Mam nadzieję, że wiele więcej uczelni będzie starało się w ten sposób zapewnić dobre warunki dla studentów – podkreśla prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – To jest w tej chwili największa słabość naszych uczelni. Mamy świetne laboratoria, bardzo dobre sale dydaktyczne, a najsłabszą częścią są akademiki, zwykle budowane przed 50 laty, często w nie najlepszej kondycji, brakuje też dobrej infrastruktury sportowej.

Do tej pory uczelnie wyższe nie wykorzystywały możliwości, jakie daje ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce to zmienić. 

 – Przez sześć lat zabiegałam o to, aby przekonać rektorów do tego, by weszli na drogę partnerstwa publiczno-prywatnego. Nawet w najbogatszym państwie nie starcza środków w budżecie na to, by zapewnić dobrą infrastrukturę akademicką i sportową dla studentów, stąd PPP jest dobrym rozwiązaniem tych problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka.

Minister dodaje, że niechęć rektorów do PPP wynikała z obawy o skutki wykorzystywania przepisów o PPP w praktyce.

 – Na szczęście obecnie przepisy, pozwalające na to, by otrzymywać gwarancje bankowe, przełamują to nieszczęśliwe traktowanie dotychczas partnerstwa publiczno-prywatnego. Mam nadzieję,  że PPP zaczną wykorzystywać nie tylko uczelnie i instytuty badawcze, ale także inne jednostki finansowane z budżetu państwa, samorządy, szpitale – reasumuje minister nauki.

Pierwszą uczelnią w Polsce, która zdecydowała się skorzystać z PPP jest Uniwersytet Jagielloński, który podpisał właśnie z prywatną firmą wieloletnią umowę. Przewiduje ona przebudowę, wyposażenie oraz utrzymanie przez 25 lat trzech akademików oraz infrastruktury sportowo-rekreacyjnej dla tysiąca studentów UJ.

 – Między 2015 a 2016  rokiem będzie oddany ostatni budynek. Tam są trzy budynki, po tysiąc miejsc w domach studenckich, teren rekreacyjny wokół, tereny sportowe, zielone. Uczelnia zamieni stare, ponad 30-letnie miejsca dla studentów, na nowoczesne, bardzo eleganckie, dopracowane również od strony architektury wnętrz obiekty – stwierdza prof. Piotr Laidler, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum. – Mamy wielu studentów zagranicznych, przyjeżdżają goście z wielu krajów świata i teraz trochę się krępujemy, żeby tam ich zaprowadzić.

Podkreśla, że PPP pozwala uczelniom uzupełnić wątłe dofinansowanie z budżetu państwa, które dodatkowo polega dużym rygorom w zakresie wydatkowania.

 – Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że środkami z budżetu bardzo ciężko się zarządza, to krępuje ruchy i zmusza do postępowania według wielu szczegółowych zasad. Firm, które zgłosiły się do dialogu konkurencyjnego w ramach PPP, było u nas pięć – mówi prof. Piotr Laidler.

Wybrana firma zaprojektuje, wybuduje i przebuduje oraz zajmie się zarządzaniem akademikami. Firma, którą wybierze uczelnia, będzie mogła czerpać dochody z umowy przez 40-50 lat. Poza samymi akademikami w planach jest wybudowanie stołówki oraz przedszkola dla dzieci pracowników uczelni i studentów.

Partnerstwo publiczno-prywatne polega na wspólnej realizacji przedsięwzięcia opartego na podziale zadań i ryzyka pomiędzy podmiotem publicznym i partnerem prywatnym. Podmiotem publicznym jest jednostka budżetowa, a partnerem prywatnym może być firma polska lub zagraniczna. W umowie o partnerstwie publiczno-prywatnym partner prywatny, czyli firma zobowiązuje się do realizacji przedsięwzięcia w zamian za wynagrodzenie oraz poniesienia w całości albo w części wydatków na jego realizację, a podmiot publiczny zobowiązuje się do współdziałania w osiągnięciu celu przedsięwzięcia, przede wszystkim poprzez wniesienie wkładu własnego.

Banki będą dostosowywać oferty do wąskich grup klientów

Pilnowanie kosztów i podnoszenie jakości i dostępu do usług – to według prezes Banku Millennium największe wyzwania bankowości detalicznej. W efektywnej dystrybucji usług bankowych pomóc może cyfryzacja, jednak nie zastąpi tradycyjnych placówek. Najważniejsze jest stworzenie spersonalizowanej oferty dopasowanej do wąskich grup odbiorców.

 – Najważniejsze jest to, czy banki potrafią zbudować takie systemy zarządzania bazami danych, które potrafiłyby zdefiniować potrzebę bardzo wąskich grup klientów, nie geograficznie, ale z punktu widzenia zapotrzebowania – przekonuje prezes Banku Millennium, Bogusław Kott. – Pozwoli to na oferowanie tym grupom czegoś, o czym czasami one same nawet nie wiedzą, że potrzebują.

Ta oferta powinna różnić się w zależności od grupy docelowej.

 – Co innego zaproponujemy osobom nastawionym na oszczędzanie, a co innego na bardziej agresywne inwestowanie. Co innego młodszym, a co innego starszym; zamożniejszym i uboższym. Chodzi tu zarówno o zróżnicowanie samego produktu, jak i ceny –  mówi Kott.

Nowe technologie – ważne, ale niewystarczające

Wyzwaniem dla banków detalicznych jest pilnowanie kosztów. To nie tylko koszty osobowe i administracji, ale również związane z docieraniem do klienta. Zdaniem prezesa Millennium, banki powinny skupić się na rozwijaniu coraz efektywniejszych i coraz tańszych kanałów dystrybucji, również cyfrowych.

Bank Millennium wraz z czterema innymi bankami należy do systemu płatności mobilnych IKO, uruchomionych przez PKO BP. Pozwala on na płacenie telefonami komórkowymi w placówkach internetowych i tradycyjnych, a także wypłacanie gotówki z bankomatów PKO BP bez karty płatniczej. System umożliwia też dokonywanie przelewów na numer telefonu oraz generowanie czeków w postaci elektronicznej, które można przekazać innej osobie – niekoniecznie klientowi jednemu z banków.

Zdaniem prezesa Banku Millennium, nowe technologie mogą pomóc w ograniczeniu kosztów banków. Jednak chociaż usługi internetowe są istotne, to nie zastąpią one w pełni tradycyjnych placówek. Tym bardziej, że na rynku wciąż jest grupa klientów, która na tradycyjne usługi liczy.

 – Nie planujemy likwidacji oddziałów. Obecnie mamy ich wystarczającą liczbę, a nawet zapas na pewien czas – zapewnia Kott. – Pamiętajmy, że w warunkach niskich stóp procentowych, jakość i dostępność usług jest dominującym kryterium wyboru banku. Dochodowość bankowości detalicznej składa się z pojedynczych małych dochodowości i trzeba tych małych pojedynczych dochodowości pilnować, przy okazji pilnując również jakości i dostępności usług – dodaje.

Work Service: bezrobocie zaczęło się zmniejszać. W ciągu kilku lat może spaść poniżej 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 15:15

Bezrobocie w ciągu najbliższych 3-4 lat spadnie do poziomu poniżej 10 proc. – prognozuje Tomasz Hanczarek, prezes zarządu agencji pracy tymczasowej Work Service. Rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym i kilkuletni okres wzrostu bezrobocia powinien się skończyć.

 Od dwóch lat mamy trend wzrostu bezrobocia. Widać to było wśród oczekiwań społecznych, wśród pracowników była duża niepewność co do rynku pracy, bali się stracić zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service. – Natomiast w tym momencie wydaje się, że może nastąpić przełom w drugą stronę, czyli zaczniemy z tego kryzysu wychodzić.

Zdaniem Hanczarka, rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym. Oznaczałoby to, że właśnie kończy się kilkuletni okres wzrostów bezrobocia, a zaczyna trwała tendencja spadkowa.

Wrzesień był siódmym z rzędu miesiącem spadku bezrobocia (w tym czasie liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 253 tys. osób). Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła 13 proc., co daje nieco ponad 2 mln zarejestrowanych bezrobotnych (o 0,9 tys. mniej niż w sierpniu). Jednocześnie pracodawcy w czterech województwach – lubuskim, mazowieckim, śląskim i zachodniopomorskim – zgłosili więcej wakatów w urzędach pracy. 

Także z danych firmy Work Service wynika, że Polacy coraz mniej obawiają się utraty pracy. Jednocześnie większość pracodawców deklaruje utrzymanie zatrudnienia na niezmienionym poziomie.

 – Pracodawcy mają więcej zamówień. Nie spodziewają się, że będą redukowali kadry, a około 12 proc. uważa, że będzie tę kadrę zwiększało. U pracowników spada strach przed utratą pracy i jednocześnie wzrastają oczekiwania co do wzrostu wynagrodzeń – mówi Tomasz Hanczarek.

Choć obecnie ponad 38 proc. pracowników (o 22 proc. więcej niż w zeszłym roku) spodziewa się podwyżki, jedynie 3 proc. firm deklaruje spełnienie tych oczekiwań. Co drugi pracownik (49,3 proc.) nie oczekuje natomiast zmian w swoich zarobkach. Nastroje pracodawców i pracowników pokrywają się za to w kwestiach dotyczących planów zatrudniania nowych osób.

 – Wszystko wskazuje na to, że firmy będą zatrudniać. Już następuje zwiększenie zatrudnienia – podkreśla Tomasz Hanczarek.

Prezes Work Service prognozuje, że w ciągu najbliższych kilku lat stopa bezrobocia spadnie do poziomu poniżej 10 proc.

 – Wydaje mi się, że w okresie 3-4-letnim jest to możliwe – zaznacza Hanczarek.

GUS podał dziś dane o zatrudnieniu i przeciętnym wynagrodzeniu w przedsiębiorstwach we wrześniu. Zatrudnienie zgodnie z oczekiwaniami spadło o 0,3 proc. rok do roku, natomiast średnie wynagrodzenie wzrosło mocniej od oczekiwań – o 3,6 proc.

J. Braun (prezes TVP): Mamy za małe fundusze, by spełnić oczekiwania widzów

0

By sprostać oczekiwaniom widzów, TVP powinna mieć więcej pieniędzy – uważa prezes Juliusz Braun. TVP nie zamierza już uruchamiać nowych kanałów tematycznych poza kanałem dla dzieci TVP ABC. Po zwolnieniu miejsc na pierwszym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej, oferta programowa nadawcy publicznego może zostać nawet ograniczona.

Zamiast tworzenia nowych kanałów TVP chce skoncentrować się na rozwoju istniejących stacji. To jednak wymaga funduszy odpowiednich do oczekiwań widzów.

 – Jeżeli chcemy, żeby Teatr Telewizji miał co tydzień premierę, tak jak to było jeszcze kilkanaście lat temu, to trzeba wyprodukować ok. 40 tych premier, uwzględniając pewne przerwy. Na to trzeba pieniędzy. W tej chwili produkujemy tych premier osiem – tłumaczy Juliusz Braun, prezes TVP SA.  – Mówiąc o potrzebach finansowych TVP, musimy wziąć pod uwagę oczekiwania widzów. Oczekiwanie widzów jest takie, żeby było raczej 40 premier. Ale również, żeby były wysokiej jakości seriale np. historyczne. One kosztują.

Braun podkreśla, że od jasnego określenia oczekiwań wobec nadawcy publicznego zależy to, jaki budżet powinno mieć TVP. Dodaje, że kontrowersyjny niemiecki serial historyczny „Nasze matki, nasi ojcowie” kosztował za ok. 4 mln euro za jeden odcinek. Serial TVP „Czas honoru” powstaje dużo mniejszym kosztem – jeden odcinek kosztuje jedynie ok. 600 tys. zł. Prezes TVP dodaje, że podobne dylematy dotyczą także programów publicystycznych oraz informacyjnych.

 – Z jednej strony jesteśmy krytykowani za nadmiar reklam, a z drugiej strony jesteśmy krytykowani za zbyt małą efektywność ekonomiczną. Nie da się robić wszystkiego naraz – przekonuje Braun w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

TVP ABC ostatnim nowym kanałem

 – Paradoksalnie w chwili, kiedy opuścimy pierwszy multipleks, będziemy musieli ograniczyć swoją obecność w naziemnej telewizji cyfrowej, bo musimy być obecni tam w technologii HD i wtedy będzie mniej kanałów niż teraz – przyznaje Juliusz Braun, prezes TVP SA.

Zgodnie z harmonogramem cyfryzacji telewizji w Polsce, TVP musi zwolnić miejsce na pierwszym multipleksie cyfrowym MUX-1 w kwietniu 2014 r. Dzięki wycofaniu kanałów nadawcy publicznego zwolni się przestrzeń dla czterech nowych stacji. TVP będzie nadal nadawać za pośrednictwem multipleksu MUX-3, który jest przeznaczony w całości dla telewizji publicznej. Na MUX-1 będzie jednak oferowany nowy kanał TVP ABC przeznaczony dla dzieci – w lipcu po konkursie miejsce TVP przyznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Braun przyznaje jednak, że uruchomienie nowego kanału dla dzieci będzie jedynym poszerzeniem oferty programowej TVP w najbliższym czasie.

 – To jest też pytanie o decyzje administracji, KRRiT, ale i Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji o przeznaczeniu dywidendy cyfrowej, ile będzie miejsca, czy będą nowe multipleksy, czy nie będzie – precyzuje Braun.

Decyzja o przeznaczeniu tzw. drugiej dywidendy cyfrowej zapadnie na poziomie międzynarodowym za dwa lata. W Polsce trwają dyskusje nad stanowiskiem, czy wolne po wyłączeniu telewizji analogowej częstotliwości powinny być przeznaczone na kolejne kanały telewizyjne czy rozwój mobilnego internetu.

Dobre wiadomości dla branży motoryzacyjnej. Po raz pierwszy od 2008 r. rośnie produkcja

Poprawia się sytuacja w przemyśle motoryzacyjnym. W sierpniu i wrześniu po raz pierwszy od 2008 r. odnotowano wzrost produkcji. W rywalizacji o nowe inwestycje Polska wygrywa z Czechami i Słowacją, a to przekłada się na wzrost eksportu.

 – W ostatnich miesiącach widzimy znaczącą poprawę w sektorze motoryzacyjnym. Z jednej strony mamy lekki wzrost sprzedaży nowych samochodów – choć od wielu lat poziom sprzedaży nowych aut jest niższy niż rynek mógłby wchłonąć. Z drugiej strony, po wielu latach spadków zaczęła nam w końcu rosnąć produkcja samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Orłowski z Automotive Suppliers.

Orłowski podkreśla, że wzrost produkcji w sierpniu i wrześniu odnotowano po raz pierwszy po pięciu latach spadków. Szczególnie dobra sytuacja jest w segmencie części i komponentów motoryzacyjnych. Ta poprawa oznacza zwiększenie zatrudnienia oraz nowe inwestycje.

Na rozwój w Polsce decydują się nie tylko inwestorzy, którzy już są obecni w naszym kraju, ale także zupełnie nowi. To cenna informacja, bo do tej pory przemysł motoryzacyjny częściej lokował swoje zakłady u naszych południowych sąsiadów – w Czechach i na Słowacji. Jak podkreśla Orłowski, lepsza produkcja oznacza też większy eksport.

 – Ostatnie dane, czyli za II kwartał br. wskazują w końcu na wzrost wartości całego eksportu, nie tylko części i komponentów, ale i samochodów i innych elementów, które składają się na eksport branży motoryzacyjnej – zaznacza Orłowski.

W pierwszym półroczu tego roku branża motoryzacyjna wyeksportowała ponad 9,2 mld euro towarów. Choć to o 1,4 proc. mniej niż w tym samym okresie 2012 r., drugi kwartał jest lepszy i zwiastuje dalszą poprawę. Od kwietnia do czerwca w każdym miesiącu notowano poprawę eksportu w stosunku do ubiegłego roku.

 – Ostatnie dane zarówno pod względem produkcji samochodów, jak i części i komponentów, oraz eksportu całej branży, wskazują, że wreszcie dołek mamy za sobą. W kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować albo stabilizację, albo wzrosty. Ale te wielkości będą niższe niż w roku ubiegłym. Mamy nadzieję, że rok 2014 to będzie tylko i wyłącznie tendencja wzrostowa – przewiduje Orłowski.

Szacunki na ten rok zakładają łączny eksport na poziomie 17,1-17,6 mld euro – tyle samo lub do 3 proc. mniej niż w ubiegłym roku. Największym rynkiem zbytu są kraje UE, a w szczególności Niemcy, do których trafiło w pierwszym półroczu ponad 40 proc. wyeksportowanych części i akcesoriów. To właśnie ten segment przemysłu motoryzacyjnego ma największa wartość eksportową.

Pozostałe istotne obszary polskiego eksportu to samochody osobowe i towarowo-osobowe oraz silniki wysokoprężne. Niemcy są największym odbiorcą we wszystkich segmentach. Łącznie za Odrę trafiło w pierwszym półroczu 30 proc. eksportu przemysłu motoryzacyjnego. Do drugich w kolejności Włoch tylko nieco ponad 9 proc. Najszybciej, bo aż o niemal 30 proc., wzrósł eksport do Turcji.

Kopex pewien opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Na początku listopada ostateczna decyzja

CEO Magazyn Polska

Kopex jest przekonany o opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie spółka podejmie na początku listopada. Władze Kopeksu przyznają jednak, że w polskim górnictwie trwa spowolnienie, więc z większą uwagą przyglądać się rynkom zagranicznym. Kontrahenci firmy, mimo kryzysu, kupują sprzęt na bieżące potrzeby.

 – Zapotrzebowanie na maszyny górnicze jest ciągłe, ponieważ te maszyny pracują i na bieżąco się zużywają, w związku z czym trzeba je na bieżąco kupować. Natomiast pewnym wahaniom podlegają zakupy uzależnione od możliwości inwestycyjnych podmiotów. Najbardziej widać to w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Jędrzejewski, przewodniczący rady nadzorczej Kopeksu.

Spółka, która zajmuje się przede wszystkim produkcją maszyn górniczych oraz działalnością handlowo-usługową dla spółek wydobywczych, odczuwa problemy z płynnością finansową niektórych kopalni. Jednak Jędrzejewski podkreśla, że zakupy na potrzeby bieżącego wydobycia cały czas są dokonywane.

Pogorszyła się za to sytuacja związana z dużymi inwestycjami na wiele lat. Spowolnienie w branży hamuje zapotrzebowanie na sprzęt górniczy. Jędrzejewski podkreśla, że portfel zamówień Kopeksu jest zadowalający i na podobnym poziomie co w poprzednich latach.

Szukając nowych obszarów działalności, Kopex chce zbudować własną kopalnię w pobliżu Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie podejmie Rada Nadzorcza w pierwszej dekadzie listopada. Rozpoczęcie inwestycji uzależnione jednak będzie od pozyskania finansowania i odbiorcy węgla. Wartość inwestycji przekroczy 1,5 mld zł.

 – Moim zdaniem budowa tej kopalni jest jak najbardziej możliwa. Do tej pory wszystkie analizy, które przygotowujemy potwierdzają, że jest to nie tylko możliwe, ale też opłacalne, bo głównym kryterium decyzji jest tutaj opłacalność – podkreśla Jędrzejewski.

Do czasu poprawy sytuacji na polskim rynku Kopex planuje też bardziej angażować się na rynkach zagranicznych. W ubiegłym roku spółka miała przychody przekraczające 2 mld zł.

Szkoły idą na wojnę ze śmieciowym jedzeniem. Promują zdrową żywność

CEO Magazyn Polska

Polskie szkoły wypowiadają walkę otyłości wśród uczniów. Nadwaga młodych Polaków to coraz poważniejszy problem, dlatego szkoły próbują z nią walczyć. Pomóc ma program „Szkoła/Przedszkole Przyjazne Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. W ramach akcji będzie promowane zdrowe żywienie nie tylko w domu, ale także w szkole.

Dane są niepokojące. Otyłych dzieci w Polsce przybywa z roku na rok. Lekarze biją na alarm i radzą jak najszybciej zacząć walkę z tym zjawiskiem.

– Nasz instytut przygotował program „Szkoła Przyjazna Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. Będziemy namawiać i motywować szkoły do podjęcia skutecznych działań na rzecz poprawy żywienia i promowania aktywności fizycznej. Ideą, która nam przyświeca jest stworzenie społeczności, w której nauczyciele, rodzice i uczniowie podejmują wspólne działania, poprawiające sposób żywienia i zachęcające do aktywności fizycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Katarzyna Wolnicka z Instytutu Żywienia i Żywności.

Ważną rolę ogrywa szkoła, która jest głównym miejscem edukacji najmłodszych. I to tam dzieci muszą uczyć się nowych wzorców.

 – Szkoła może zachęcać dzieci do działania poprzez organizowanie wspólnych drugich śniadań, motywowanie do aktywności fizycznej na lekcjach W-F-u czy urządzania zajęć pozaszkolnych oraz zmianę asortymentu sklepików szkolnych. – wymienia Wolnicka.

Do programu przyłącza się coraz więcej szkół.

– Szkoła musi zapewnić rodzicom niezbędne informacje na temat zdrowego żywienia. Aby tego dokonać placówka musi posiadać jak największą wiedzę z tego zakresu. Żeby taka sytuacja miała miejsce, nie wystarczą uświadomieni nauczyciele. Konieczne jest nawiązanie współpracy z odpowiednimi instytucjami – uważa Danuta Kozakiewicz, dyrektor SP 103 w Warszawie.

Kozakiewicz dodaje, że trzeba zmienić podejście rodziców i opiekunów do zdrowia dzieci:

 – Od najmłodszych lat rodzic musi uczyć swoje pociechy, że aktywność fizyczna jest niezwykle ważna i potrzebna. Musi zmienić się sposób rozumowania opiekunów, którzy zabraniają dzieciom ruchu pod groźbą choroby. Wręcz powinno zachęcać się do aktywności dzieci, gdyż na tym polega radość z ruchu. Równie ważna wydaje się rola szkoły, która przejmuje od rodziców kształtowanie postaw najmłodszych. I tutaj potrzebny jest nauczyciel, potrafiący odpowiednio zaangażować dzieci. Nie może być to pedagog rzucający piłkę dzieciom i nie dbający o dalszy przebieg ćwiczeń – ocenia Kozakiewicz.

Projekt wspiera m.in. słynny kucharz Pascal Brodnicki.

Badanie kompetencji w poradniach psychologiczno-pedagogicznych nowym trendem wśród pracowników

CEO Magazyn Polska

Przy wyborze drogi zawodowej pomóc mogą poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Przeprowadzają one tzw. badania kompetencji, które pozwalają określić ścieżkę swojej kariery. Konsultacje mogą okazać się przydatne dla każdego, niezależnie, na jakim etapie życia się znajduje i jaki wykonuje zawód.

To są formy wsparcia. Bardzo ważne jest, żeby tego typu konsultacje rozpocząć w miarę wcześnie  – tłumaczy psycholog społeczny Andrzej Tucholski.  – Zalecałbym kontakt z publicznymi poradniami psychologiczno-pedagogicznymi bądź prywatnymi, niezwykle precyzyjnie nastawionymi na określone kompetencje świat sztuki, aktorstwa czy kompetencji zawodów inżynieryjnych.

Korzystanie ze wsparcia poradni psychologiczno-pedagogicznej psycholog społeczny porównuje do pomocy, jakiej udziela trener fitness.

Furorę robią trenerzy fitness, dlaczego więc nie trenerzy mojego umysłu, moich kompetencji – zachęca Andrzej Tucholski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Ekspert opisał też metodę pracy profesjonalnych firm, które pomagają klientom wybrać ścieżkę kariery.

W swoim czasie Amerykanie zaproponowali test, który bada kreatywność, także tę potencjalną. Konkretna osoba nie musiała w żaden sposób udowodniać, że ma na koncie jakieś wybitne dzieła, wybitne rozwiązania, natomiast badanie pomagało określić, czy posiada ona specjalną cechę osobowości, która gwarantuje, że przy sprzyjających warunkach może osiągnąć niezwykły poziom twórczości w rożnych dziedzinach  – mówi Andrzej Tucholski.

Według niego, odpowiednio przygotowane badanie może określić, w jakiej dziedzinie dana osoba jest najbardziej uzdolniona i do którego zawodu najlepiej się nadaje:

Raiffeisen Centrobank zaleca „Trzymaj” dla akcji ENEI

0

Analitycy Raiffeisen Centrobank w raporcie z 15 października zalecają „Trzymaj” dla papierów poznańskiej Spółki. Cena docelowa jednej akcji ustalona została na poziomie 15,30 zł.

KGHM na tegorocznym London Metal Exchange Week

0

Każdego roku w październiku, przedstawiciele branży metalowej spotykają się m.in. z kontrahentami i przedstawicielami światowych banków w Londynie. LME Week to ważne wydarzenie, podczas którego organizowanych jest wiele spotkań, debat i dyskusji. Dotyczą one wyzwań globalnej gospodarki, rynkowych trendów, a także problemów i celów jakie stoją przed sektorem metalowym.

Kolejne wejścia kapitałowe INDATA Software SA

INDATA Software S.A., spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, na rynku NewConnect objęła pakiety udziałów w trzech spółkach – w warszawskiej InfoLAN Sp. z o.o. oraz w dwóch wrocławskich – Look4App sp. z o.o. oraz Cohesiva sp. z o.o..

Inwestycja w wymienione spółki wynika ze strategii Spółki, która zakłada rozwój organiczny, jak i poprzez akwizycje prowadzące do zbudowania dużej Grupy Kapitałowej działającej w Polsce i za granicą. Inwestycja INDATA Software w InfoLAN, Look4App oraz Cohesiva skutkuje znacząco powiększonym portfolio – zarówno pod kątem ilości, ale również wartości zrealizowanych projektów, a także poszerzonym o 80 osób wyspecjalizowanym zespole pracowników. Są to atuty, którymi spółka może się pochwalić w kolejnych realizowanych przetargach i projektach.

InfoLAN to jeden z czołowych integratorów systemów informatycznych, specjalizujący się w zaawansowanych rozwiązaniach infrastruktury IT. Spółka posiada własne data center, które realizuje usługi chmury prywatnej, chmury hybrydowej oraz usługi SaaS oraz IaaS. InfoLAN od wielu lat wykorzystuje serwery i pamięci masowe IBM w projektach realizowanych na potrzeby klientów, dlatego też w oparciu o najnowsze technologie IBM System X, storage IBM Storwize oraz najwyższej jakości produkty sieciowe IBM zdecydowała się zbudować własne Centrum Danych. Spółka posiada status Microsoft Silver Certified Partner oraz IBM Advanced Bussines Partner, co stawia ją w szeregu obok największych firm w branży. Klientami spółki są głównie Klienci sektora korporacyjnego oraz małych i średnich firm na terenie całej Polski. InfoLAN w roku 2012 zanotowała przychody w okolicy kilkunastu milionów złotych.

Look4App to zespół ekspertów projektujących i wdrażających innowacyjne aplikacje, programujący w JAVA, JAVA ENTERPRISE, PHP, .NET, C++, DELPHI, C#. Posiadają doświadczenie w wytwarzaniu oprogramowania dla wiodących firm z branży finansowej (Kruk SA, Ultimo SA, E-Kancelaria SA, WDB SA, Coface SA, KUKE SA, Euro-tax SA), e-commerce (Travelplanet SA, Clear Channel Poland) oraz rozrywkowej (Red Bull Polska, Tuwroclaw.com). Większość serwisów wytworzonych zostało w ramach umów na realizację backoffice. W portfelu Spółki znajdują się zamówienia na kwotę przekraczającą 750 tyś zł. Istotną część przychodów stanowią stałe umowy serwisowe.

Do specjalności spółki Cohesiva należą: tworzenie systemów informatycznych klasy enterprise i aplikacji internetowych w oparciu o najnowsze technologie i `state of art` w dziedzinie inżynierii informatycznej, zarządzanie zespołami informatycznymi. Firma pracuje dla firm z Polski z branży public, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej, jak i przedsiębiorstw z Europy Zachodniej działających w rozrywce on-line. W roku obrotowym 2012 spółka osiągnęła przychody netto w wysokości prawie 4 mln złotych, a rok 2013 planuje zamknąć przychodami w okolicach 5 milionów złotych i zyskiem netto.

Strategia INDATA Software SA zakłada znalezienie się w gronie 25 największych firm IT pod względem wartości zysku netto wg rankingu Computerworld Top 200. Zakupy udziałów przez Spółkę są kolejnym krokiem w realizacji założonej strategii. Rozwój INDATA Software będzie następował organicznie, jak również poprzez przejęcia innych firm świadczących komplementarne usługi.

Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA
Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA

Realizacja strategii Spółki zakłada zwiększenie udziału w rynku, a tym samym pozyskiwanie nowych kontraktów – jej realizacja nie jest możliwa bez najlepszych ekspertów z rynku, których zapraszamy do Grupy INDATA Software, również poprzez przejęcia znaczących dla branży spółkach. W przyszłości nie wykluczam kolejnych zakupów – powiedział Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA. Tym bardziej, że spółki, w które INDATA Software zainwestowała, to eksperci w swoich specjalnościach działający dla kluczowych przedsiębiorstw na całym świecie. Daje to możliwość realizacji międzynarodowych kontraktów, bez konieczności budowania własnego działu zagranicznego – dodaje Czapla.

Spółka giełdowa – milowy krok w rozwoju firmy. Co powinieneś wiedzieć o prospekcie emisyjnym?

W procesie wprowadzania akcji spółki na giełdę kluczową rolę odgrywa Komisja Nadzoru Finansowego, której przedłożyć należy prospekt emisyjny. Najważniejsze informacje dotyczące jego sporządzenia przedstawia ekspert, Maciej Kowalski, radca prawny i partner zarządzający w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy.

Kilka słów o KNF

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym. Kontroluje także instytucje płatnicze i biura usług płatniczych, instytucje pieniądza elektronicznego oraz sektor kas spółdzielczych.

Celem nadzoru nad rynkiem finansowym jest zapewnienie jego prawidłowego funkcjonowania, stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości, budowanie zaufania do rynku finansowego a także zapewnienie ochrony interesów uczestników tego rynku.

Jednym z podstawowych aktów prawnych, w oparciu o który KNF wykonuje swoją działalność, jest ustawa z dnia 29 lica 2005r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (Dz.2005 nr 184 poz 1539) zwana dalej ustawą o ofercie publicznej. Stanowi ona podstawowy akt prawny regulujący zagadnienia związane z dopuszczeniem instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu.

Prospekt emisyjny pod lupą KNF

Zgodnie z ustawą o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, emitent, którego celem jest przeprowadzenie oferty publicznej i ubieganie się o dopuszczenie jego papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym, powinien sporządzić prospekt emisyjny i przedstawić go KNF celem zatwierdzenia. Dopiero po jego uzyskaniu prospekt podaje się do publicznej wiadomości.

Rzetelność to podstawa

Prospekt emisyjny stanowi w istocie prezentację spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym. Dlatego też, chcąc dopełnić wszelkich formalności i zamieścić w dokumencie wyłącznie sprawdzone i rzetelne informacje, emitent powinien liczyć się z tym, że przygotowanie prospektu zajmuje wiele czasu. Informacje w nim zawarte podlegają badaniom ze strony KNF, który następnie dokonuje zatwierdzenia prospektu.

WAŻNE! Prospekt jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem, na podstawie którego można przeprowadzić ofertę publiczną. Musi zawierać prawdziwe, rzetelne i kompletne informacje o spółce/emitencie, o osobach nim zarządzających, jego sytuacji finansowej i prawnej oraz o objętych prospektem papierach wartościowych i zasadach ich wprowadzenia do publicznego obrotu.

Informacje zawarte w prospekcie powinny być przedstawione w sposób umożliwiający inwestorom ocenę wpływu tych informacji na sytuację gospodarczą, majątkową i finansową emitenta.

Zakres informacji, jakie musi zawierać prospekt wynikają z regulacji prawnych zawartych w:
– Rozporządzeniu Komisji (WE) nr 809/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. wykonującym Dyrektywę 2003/71/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie informacji zawartych w prospektach emisyjnych oraz formy, włączenia przez odniesienie i publikacji takich prospektów emisyjnych oraz rozpowszechniania reklam (dalej „Rozporządzenie WE”),
– Rekomendacjach Komitetu Europejskiego Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych (CESR) w sprawie spójnej implementacji Rozporządzenia Komisji Europejskiej nr 809/2004 o prospekcie,
– Ustawach i rozporządzeniach regulujących rynek finansowy w Polsce.

KNF po przekazaniu emitentowi ewentualnych uwag do prospektu oraz ich uwzględnieniu przez spółkę w ostatecznej wersji prospektu emisyjnego podejmuje decyzję w kwestii jego zatwierdzenia.

Kiedy prospekt do poprawki?

Podstawą odmowy zatwierdzenia prospektu spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym będzie zaistnienie jednej z okoliczności wskazanych w art. 22 ustawy o ofercie publicznej. Przyczyny te można więc podzielić na formalne, takie jak brak elementów, które zgodnie z powołanymi wyżej przepisami winien posiadać prospekt oraz materialne rozumiane jako przyczyny związane z zamieszczonymi w dokumencie informacjami, które mogą być nieautentyczne (przedstawiać nieprawdziwą sytuację majątkową, finansową lub gospodarczą emitenta) albo być danymi nierzetelnymi (zafałszowującym sytuację emitenta) a w konsekwencji wprowadzać w błąd potencjalnych nabywców papierów wartościowych.

Jako przykład przesłanek materialnych wskazać można przedstawienie nieprawdziwych informacji o umowie emitenta z kontrahentem, której realizacja ma mieć istotne znaczenie dla działalności spółki.

Konsekwencją naruszenia przez emitenta zapisów art. 22 ustawy o ofercie publicznej jest odmowa zatwierdzenia prospektu, a tym samym niedopuszczenie papierów wartościowych spółki do obrotu na rynku regulowanym.

Komentarz dzienny, 15 października 2013

We wrześniu podaż pieniądza M3 zaskoczyła in minus, spadając o 0,3% m/m (+6,1% r/r) wobec konsensusu na poziomie 0,1% (+6,5% r/r) i naszej prognozy wynoszącej 0,7% (+7,3% r/r). Na wstępie należy podkreślić, że z naszej perspektywy większa część zaskoczenia wynika z nieoczekiwanego zachowania kategorii Pozostałe składniki M3, których wartość spadła o przeszło 6,5 mld zł, podczas gdy wieloletnie wzorce sezonowe sugerowały raczej stabilizację (co, w powiązaniu z niską bazą z poprzedniego roku, skutkowałoby istotnie wyższą dynamiką r/r całego agregatu). Trudno jednak dopatrywać się tutaj czegokolwiek więcej niż przejawu dużej, typowej dla tego składnika zmienności.