Inflacja w Czechach okazała się w maju sporo niższa od oczekiwań. Przy konsensusie rynkowym 1,6%, odczyt na poziomie 1,3% to spora niespodzianka (w ujęciu miesięcznym ceny spadły o 0,2% zamiast pozostać bez zmian). Na spadek cen w ujęciu miesięcznym wpłynęły obniżki cen gazu (to z pewnością był element wbudowany w oczekiwania rynkowe) oraz w telekomunikacji (to element zaskoczenia, firmy telekomunikacyjne dostosowały się w maju do kwietniowych obniżek największej firmy na rynku). Odmiennie niż w poprzednich miesiącach do silnego spadku w ujęciu miesięcznym nie przyczyniły się ceny żywności; nie zmienia to jednak faktu, że majowy odczyt był najniższy w historii. Wśród istotnych kategorii żywności (z naszych obserwacji wynika, że tylko niektóre przejawiają podobne tendencje jak w Polsce – dotyczy to jednak w szczególności cen warzyw) po miesiącach zaskoczeń w dół są solidne wzrosty w górę – to właśnie obserwujemy także po stronie polskiej.
Komentarz dzienny, 11 czerwca 2013
Dezinwestycje coraz popularniejszym sposobem na przetrwanie kryzysu ekonomicznego
Kryzys ekonomiczny, a przez to trudniejsze warunki prowadzenia biznesu, nakłaniają wielu przedsiębiorców do reorganizacji prowadzonej działalności i sprzedaży części firmy. Przewiduje się, że wartość tego typu operacji w skali całego świata zwiększy się z blisko 150 mld EUR w 2011 r. do około 290 mld EUR w 2012 r.* Z badania „Dezinwestycje: Czy rozstania są trudne? Wydzielenie części biznesu” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że ponad połowa firm w najbliższych trzech latach sprzeda dwie lub trzy części swojego biznesu. Najczęściej wskazywanymi powodami takich decyzji jest potrzeba uporządkowania struktury organizacyjnej, skupienie się na podstawowej działalności oraz względy finansowe. Aby transakcja przyniosła pożądany efekt, konieczne jest właściwe przygotowanie całego procesu wydzielenia i sprzedaży.
W niepewnej sytuacji ekonomicznej coraz trudniej jest osiągać wysokie zyski oraz oferować dywidendy zadowalające udziałowców. Dlatego zbycie części działalności coraz częściej traktowane jest, jako alternatywny sposób tworzenia wartości firmy i poprawy jej wyników finansowych. „Po latach intensywnej aktywności w obszarze przejęć wiele firm funkcjonuje w oparciu o nieefektywne, rozbudowane struktury organizacyjne, których wartość trudno jest ocenić nawet ich udziałowcom. Pozbycie się części przedsiębiorstwa, (która np. nie pasuje do nowej strategii) pozwala na zwiększenie zyskowności pozostałych segmentów biznesu. Taka decyzja nie jest więc krokiem wstecz, lecz etapem tworzenia wartości i wzmacniania firmy na przyszłość” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.
Pod młotek w pierwszej kolejności idą te części działalności, które nie są kluczowe dla danej organizacji. Na taką strategię wskazało aż 97 proc. respondentów mających w planach transakcje zmierzające do dezinwestycji. Jednocześnie aż jedna piąta badanych (21 proc.) przyznała, że sprzedaż jest konieczna dla poprawy wyników finansowych ich spółek.
Badanie przeprowadzone w regionie EMEA udowodniło również, że wiele osób zarządzających, zbyt późno orientuje się, że w spółce lub jej części nie wszystko funkcjonuje prawidłowo, co skutkuje późniejszymi trudnościami w jej zbyciu. W ponad połowie firm, co prawda dokonuje się corocznej oceny działalności oraz strategii firmy, ale w prawie, co dziesiątej (8 proc.) dzieje się to już tylko, co dwa lata. Aż 36 proc. respondentów przyznało, że do takiej oceny dochodzi dopiero wtedy, gdy spółki nie osiągają spodziewanych wyników. Zdaniem ekspertów Deloitte takie podejście znacznie utrudnia proces wycofywania się z inwestycji. „Rynek karze przedsiębiorców za zaniedbania. Kto czeka ze sprzedażą firmy do momentu, aż przestanie ona osiągać zadowalające wyniki, ma potem trudności z jej zbyciem. Najlepiej jest dokonywać regularnej oceny, tak jak robi się to w funduszach private equity, po to, aby potencjalna sprzedaż przyniosła jak najwyższy zysk” – ocenia Katarzyna Sermanowicz-Giza.
Niemal trzy czwarte respondentów ma przygotowany sformalizowany proces wycofywania się z inwestycji, co dowodzi, że takie działania nie są rzadkością. Do tych czynności należą m.in. sporządzenie sprawozdania finansowego oraz szczegółowych prognoz i planów dla wydzielanego segmentu biznesu przed jego sprzedażą. Niespełna dwie trzecie badanych uważa, że przed zbyciem działalności, kluczowe jest utworzenie dedykowanego wewnętrznego zespołu specjalistów, którzy wprowadzą niezbędne procedury. Z doświadczeń Deloitte wynika, że najbardziej udane transakcje odbywały się właśnie przy udziale i we wsparciu takich zespołów, których członkowie nie byli absorbowani innymi obowiązkami.
Przedsiębiorcy, którzy chcą sprzedać swoje firmy lub ich część, najczęściej szukają potencjalnych nabywców wśród inwestorów branżowych, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Dzieje się tak w niemal dwóch trzecich przypadków. Nie docenia się za to funduszy private equity, które na co dzień zajmują się taką działalnością. Tylko jedna trzecia respondentów uwzględnia ich oferty przy podejmowaniu decyzji o wyborze inwestora. „Jest to bardzo krótkowzroczne myślenie. Fundusze private equity mają ogromne możliwości finansowe, większą siłę przetargową na tle konkurencji i poszukują najlepszych firm niezależnie od ich lokalizacji. Poza tym zwiększenie liczby potencjalnych nabywców zwykle powoduje podbijanie ceny” – uważa Ewa Grzejszczyk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.
Największym rozczarowaniem dla przedsiębiorców w przypadku zbycia części firmy jest wydłużający się czas całego procesu. Połowa takich transakcji trwała dłużej niż zakładał to plan. Jedynie 6 proc. zostało zamkniętych szybciej niż planowano. Najczęstszym powodem takiego stanu rzeczy są: brak doświadczenia w przeprowadzeniu procesu, braki kadrowe oraz pułapki prawno-podatkowe, o których zbywający nie pomyślał wcześniej. Dodatkowo, wydzielenie biznesu wymaga odpowiedniej alokacji pracowników, podziału aktywów między spółką matką a wydzielaną częścią. Dużym wyzwaniem jest opracowanie modelu, w jaki sposób te dwie jednostki mają funkcjonować dalej w obszarach wspólnych oraz jak będą działały procesy wsparcia, takie jak m.in. księgowość, płace, administracja kadrowa, obsługa IT, zakupy, co z aktywami wspólnymi (np. biurowiec, umowa ubezpieczenia, transport, zastawy pod kredyty). Odpowiedzią na niektóre z tych wyzwań jest podpisanie odpowiednich umów pomiędzy spółką matką a jednostką wydzieloną o obsłudze w okresie przejściowym (tzw. TSA – Transitional Service Agreement).
„Badanie udowodniło, że kluczowe w osiągnięciu sukcesu jest właściwe przygotowanie samego procesu sprzedaży, ale też procesu przekazania wydzielonej części nabywcy i zapewnienie jej niezakłóconego funkcjonowania aż do czasu uzyskania względnej samodzielności. Do tego potrzebne jest odpowiednie planowanie od strony finansowej, prawnej i podatkowej oraz operacyjnej” – podsumowuje Joanna Dudek, radca prawny, Partner Associate, kancelaria prawnicza Deloitte Legal.
Znaczącym aspektem wydzielenia części biznesu są tzw. koszty osierocone, czyli pewna część kosztów stałych, która ponoszona była uprzednio w związku z obsługą większej grupy kapitałowej, w skład, której wchodziła jednostka stanowiąca przedmiot zbycia. Koszty osierocone często stanowią problem w przypadku wydzielenia i sprzedaży części biznesu, ponieważ trudno jest je zmniejszyć w krótkim okresie czasu. Koszty te mogą stanowić nawet ponad 7 proc. przychodów. „Dlatego należy jak najszybciej je zidentyfikować i zaplanować sposób ich zredukowania, ponieważ mogą pochłonąć nawet cały zysk ze sprzedaży” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza.
Piotr Haładus nowym dyrektorem Groupon Travel
Piotr Haładus wzbogacił zespół Groupon na stanowisku szefa Groupon Travel na rynki Europy Wschodniej. Do jego obowiązków należy m.in. zarządzanie lokalnymi zespołami turystycznymi oraz rozwojem biznesowym w podległych mu rynkach lokalnych.
– Bardzo się cieszę z dołączenia do zespołu turystycznego Groupon, gdzie będę mógł spożytkować moje wieloletnie doświadczenie i znajomość rynku – powiedział Piotr Haładus. – Praca w strukturach lokalnego i globalnego lidera rynku e-commerce jest nobilitacją, ale także wyzwaniem. Obejmując nowe stanowisko postawiłem sobie za cel przede wszystkim dynamiczny rozwój serwisu oraz pozyskanie nowych partnerów i klientów w regionie.
Piotr Haładus w latach 2008-2013 pracował w TUI Poland, gdzie pełnił m.in. funkcje Dyrektora Marketingu i e-Commerce oraz Dyrektora Marketingu i Sprzedaży.
W latach 2003-2008 był związany z American Institute For Foreign Study, gdzie odpowiadał za sprzedaż i marketing programów wymiany kulturowej między Europą i Stanami Zjednoczonymi na rynkach Europu Środkowej i Wschodniej.
Piotr Haładus studiował ekonomię na Uniwersytecie Opolskim. Pasjonuje się marketingiem i rozwojem technik sprzedażowych. Po pracy stara się spędzać jak najwięcej czasu z rodziną. Ma 34 lata, jest żonaty i ma dwóch synów.
Ruch danych w sieciach komórkowych wzrośnie 12-krotnie pomiędzy rokiem 2012 a 2018
Przeciętny użytkownik komputera mobilnego, posiadającego subskrypcję mobilną, generuje obecnie 2,5 GB transferu danych miesięcznie. W przypadku uzytkownika smartfona, transfer jest 5 razy niższy i sięga średnio 450 MB na miesiąc. Według prognoz firmy Ericsson do roku 2018, mobilne komputery będą generować ok. 11 GB transferu danych miesięcznie, podczas gdy smartfony około 2 GB.
Ruch danych w sieciach komórkowych różni się w zależności od regionu. Najbardziej wyróżniającym się regionem jest Ameryka Północna, gdzie około 70% ruchu generowane jest przez telefony.
Raport Mobility Report firmy Ericsson potwierdza stabilny trend wzrostu ilości transferowanych danych. Z analizy wynika, że ilość przesyłanych danych w sieciach komórkowych podwoiła się w ciągu 12 miesięcy poprzedzających 1 kwartał 2013 roku. W tym samym okresie, transfer związany z połączeniami głosowymi wzrósł tylko o 4%. W samym tylko ostatnim kwartale 2012 roku ilość przesyłanych danych mobilnych wzrosła o 19%.
Zdaniem firmy Ericsson, w trakcie 2013 r. ruch danych w sieciach komórkowych będzie kontynuował trend podwajania wielkości każdego roku. Komputery przenośne dominują w większości regionów, z wyjątkiem Ameryki Północnej. W ostatnich latach prognozy (lata 2016-2018) transmisja danych będzie podzielona równo pomiędzy smartfony, z jednej strony, i tablety oraz komputery przenośne z drugiej. Mimo rosnącej liczby urządzeń mobilnych, w roku 2018 sieci stałe będą nadal dominować nad sieciami komórkowymi pod względem ilości przesyłanych danych.
Ministerstwo Sportu i Turystyki przygotowało się do pomocy klientom bankrutujących biur podróży
– W Ministerstwie Sportu i Turystyki powstał specjalny sekretariat, powołany zarządzeniem pani minister Joanny Muchy, który zajmuje się stałym monitorowaniem rynku, a także udzielaniem wszelkiej możliwej pomocy zarówno urzędom marszałkowskim, podmiotom, które ewentualnie, w imieniu urzędów, będą organizować powrót, jak i też samym klientom – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Katarzyna Sobierajska, wiceminister sportu i turystyki.
Sobierajska podkreśla, że polscy turyści w sezonie 2013 będą bezpieczniejsi dzięki zmianie dwóch rozporządzeń, które weszły w życie w maju. Nowymi przepisami zwiększone zostały m.in. sumy gwarancji i zabezpieczeń, które muszą płacić biura podróży. Około jednej trzeciej wszystkich podmiotów działających na tym rynku jest objętych nowymi zasadami.
Bankructw nie można jednak wykluczyć. W przypadku konieczności pomocy dla turystów znajdujących się poza granicami Polski odpowiedzialni są w pierwszej kolejności organizatorzy wyjazdów. Jeśli nie będą oni w stanie zapewnić powrotu, muszą to zrobić urzędy marszałkowskie, bo to na ich konta wpływają gwarancje od biur podróży.
– Kiedy wyczerpią się środki z gwarancji, które posiadają biura, jeżeli będzie taki partner jak Polska Organizacja Turystyczna, która organizuje ten proces, MSZ może zastosować specjalną procedurę na bazie przepisów konsularnych – dodaje Sobierajska. – Chcę zadeklarować, że w związku z tym nikt z naszych turystów nie zostanie bez opieki poza granicami kraju i wszyscy szczęśliwie wrócą, gdyby okazało się, że ich biuro ogłosiło niewypłacalność.
Zgodnie z prawem urzędy marszałkowskie mogą przekazać organizację powrotu Polskiej Organizacji Turystycznej. POT jest gotowy do działania w sytuacji bankructwa biura podróży. Resort sportu i turystyki we współpracy z urzędami marszałkowskimi, Ministerstwem Spraw Zagranicznych oraz Rządowym Centrum Bezpieczeństwa będzie zajmował się koordynacją procesu.
Polskie miasta myślą o wprowadzeniu płatnego wjazdu do centrum
Miasta coraz częściej wdrażają inteligentne systemy transportowe. Na razie są to przede wszystkim rozwiązania klasyczne, związane z zarządzaniem ruchem i systemami informacji. Choć samorządy interesują się również bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami, jak np. wprowadzenie stref płatnego wjazdu lub tzw. ekostref, uniemożliwia im to brak odpowiednich przepisów.
– Świadomość w miastach, co do sensowności takich rozwiązań dość istotnie wzrasta. Jest już kilka takich, które głośno mówią o tym, że jednym ze sposobów likwidacji problemów komunikacyjnych, a przynajmniej ich zmniejszenia, jest wprowadzanie stref ograniczonego dostępu, wspartego bodźcami ekonomicznymi, a nie wyłącznie znakami zakazu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.
Rozwiązania takie opierają się o systemy informatyczne i są praktycznie niewidoczne dla kierowców. Dzięki rozpoznawaniu numerów rejestracyjnych możliwe jest np. łatwe zróżnicowanie opłat w zależności od typu pojazdu czy ilości emitowanych przez niego spalin.
– Przykładem jest Mediolan, gdzie wprowadzenie tzw. Ecopass spowodowało zmniejszenie zanieczyszczenia cząstkami stałymi o 57 proc. w ciągu pierwszego roku – podaje przykład Cywiński.
Na razie polskie miasta rozstrzygają przetargi na bardziej tradycyjne ITS-y, oparte na zarządzaniu ruchem i informacji dla kierowców. Cywiński uważa, że samorządy przekonały się, że dzięki tym rozwiązaniom mogą poprawić komunikację w mieście bez kosztownych inwestycji w infrastrukturę. Przykłady miast, które w ostatnim czasie rozstrzygnęły przetargi to Koszalin, Rzeszów, Poznań i Białystok.
– Liczymy, że w przyszłym horyzoncie czasowym rozwój inteligentnych systemów transportowych w polskich miastach będzie dofinansowany – mówi Andrzej Arendarski, prezesa Krajowej Izby Gospodarczej.
Jego zdaniem, na inteligentnych rozwiązaniach korzystają nie tylko miasta i mieszkańcy, ale i firmy, które będą przy ich wdrażaniu współpracować.
– Taki system ma zapewnić zielone światło na drodze i komuś zostanie powierzone jego wdrożenie, będą więc w to zaangażowane firmy. W Polsce jest dużo firm informatycznych, dla których działania tego typu nie są problemem, mówię o zaprojektowaniu systemu, implementacji, a później utrzymaniu. To jest dla nich pole do popisu – podkreśla prezes KIG. – Z drugiej strony płynność ruchu jest niezbędna, żeby zmniejszyć koszty transportu. Wszystko się ze sobą łączy.
Koszt wdrożenia systemu może wahać się w zależności od skali od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Londyn wydał na nowoczesne rozwiązania aż 300 milionów funtów, ale Cywiński podkreśla, że miejskie ITS-y można budować etapami.
– Na tym właśnie polega możliwość budowania „z klocków” rozwiązań dopasowanych do potrzeb poszczególnych samorządów. Interoperacyjność poszczególnych systemów i rozwiązań jest wspierana legislacyjnie zarówno przez prawodawstwo europejskie, jak i polskie. Oznacza to, że miasta mogą budować z tych „klocków” tak długo, jak długo będą one mogły ze sobą w przyszłości współpracować, zarówno na poziomie lokalnym, jak i ogólnokrajowym czy też ponadnarodowym – zaznacza dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.
Na razie miasta gromadzą wiedzę. Do wzrostu ich świadomości w dużym stopniu przyczyniła się skuteczność elektronicznego poboru opłat viaTOLL. Według Cywińskiego ten przykład pokazuje, że inteligentne systemy transportowe mogą realnie wpływać na poprawę warunków życia mieszkańców.
Obecnie viaTOLL jest największym ITS-em w Polsce. Kapsch jest europejskim liderem w tym segmencie rynku – dostarczył cztery z sześciu krajowych systemów poboru opłat dla ciężarówek w Europie. Firma ma duże doświadczenie w systemach opartych o technologię radiową i satelitarną. Rynek ITS w miastach jest jednak bardziej zróżnicowany.
– Kapsch bierze udział w przetargach na rozwiązania miejskie. Tu rynek jest znacznie bardziej zdywersyfikowany niż w przypadku systemu elektronicznego poboru opłat. W związku z tym i konkurencja jest większa – mówi Cywiński. – Jednak jest to segment, w którym Kapsch istnieje i na pewno będziemy chcieli rozwijać ten biznes w Polsce.
Według niego kolejnym krokiem w rozwoju systemów ITS w naszym kraju jest wprowadzanie śródmiejskich płatnych stref wjazdu. Kapsch wdrożył już takie rozwiązania w kilkudziesięciu europejskich miastach. W Polsce nie istnieją jeszcze w żadnym mieście. Jak podkreślają przedstawiciele krakowskiego urzędu miasta, jest to rozwiązanie niemożliwe z prawnego punktu widzenia. Przepis umożliwiający taki krok zniknął z ustawy o drogach publicznych w 2003 r. Cywiński podkreśla, że nie zna powodów tej decyzji, ale prawo musi zostać zmienione, by miasta mogły w pełni zarządzać podległą im infrastrukturą, w tym również efektywnie pozyskiwać środki na jej utrzymanie.
Prof. L. Balcerowicz: nie pomoc finansowa, a głębokie reformy mogą uratować państwa UE
Największym zagrożeniem dla stabilności gospodarek Unii Europejskiej jest odkładanie przez rządy niezbędnych reform – uważa profesor Leszek Balcerowicz. Były wicepremier i minister finansów uważa, że UE nie pomoże tworzenie kolejnych programów pomocowych dla bankrutujących krajów. By przyspieszyć wzrost gospodarczy, zdaniem Balcerowicza, Europa powinna dokończyć budowę jednolitego rynku, stworzyć strefę wolnego handlu ze Stanami Zjednoczonymi i zmienić politykę klimatyczną.
Według profesora Balcerowicza, Unia Europejska ma lepsze sposoby na kryzys niż tworzenie funduszy na pomoc finansową dla bankrutujących krajów. Tym bardziej, że pieniądze na fundusz pochodzą z budżetów krajowych, czyli od podatników.
– Żaden mechanizm stabilizacyjny nie wystarczy, żeby rozwiązywać fiskalne problemy, czy Francji, czy to Włoch, a liczenie na taki mechanizm osłabia bodźce do tego, co jest prawdziwym lekarstwem – usuwanie chorób ekonomicznych przez reformy – mówi Leszek Balcerowicz.
Najważniejszą z nich jest dokończenie budowy jednolitego rynku, szczególnie jeśli chodzi o usługi niefinansowe.
– Słynny polski hydraulik powinien móc świadczyć szerzej swoje usługi. Po drugie, trzeba zawrzeć układ o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Wtedy powstałaby wielka strefa wolności gospodarczej – wylicza profesor Balcerowicz.
Wzrost gospodarczy hamuje też restrykcyjne prawo, które ma na celu ochronę klimatu i zapobieganie globalnemu ociepleniu. Polityka klimatyczna nakłada na kraje UE limity emisji CO2, wymuszając kosztowne inwestycje, co wpływa na mniejszą globalną konkurencyjność krajów UE.
Jak podkreśla założyciel Fundacji FOR, przyszłość Unii Europejskiej jest niezagrożona, mimo poważnych problemów niektórych państw członkowskich. Sytuacja w poszczególnych krajach zależy w dużej mierze od tego, w jakim tempie i w jakim zakresie przeprowadzono w nich reformy.
– Niemcy 10 lat temu prowadzili istotne reformy, liberalizowali rynek pracy, wprowadzili większą dyscyplinę budżetową i teraz są najsilniejszym gospodarczo i najzdrowszym krajem Europy spośród dużych krajów – podkreśla Leszek Balcerowicz.
Francja jak dotąd unikała reform. Krytycy zarzucają nawet prezydentowi Francois Hollandowi odwracanie uwagi opinii publicznej od kłopotów gospodarczych na przykład przez rozpoczęcie dyskusji na temat małżeństw homoseksualnych. Zdaniem Balcerowicza to bardzo niebezpieczna strategia.
– Francja prędzej czy później będzie musiała rozpocząć reformy, albowiem rynki finansowe w końcu się zdenerwują. A jak się rynki finansowe zdenerwują, to żądają większych pieniędzy. Wtedy politycy się zabierają do roboty. Lepiej, żeby to robić wcześniej, żeby rynki finansowe się nie denerwowały – tłumaczy przewodniczący Rady Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Takie same zalecenia ma również dla polskich władz.
– Polska w przeciągu ostatnich 20 lat osiągnęła wielki sukces, podwoiła swój dochód narodowy, ale przed sobą ma istotne przeszkody na drodze dalszego wzrostu. Trzeba naciskać na polityków, żeby nie kłócili się w sprawach błahych albo niedotyczących życia milionów ludzi, a skupili się na usuwaniu przeszkód dla dalszego wzrostu gospodarczego w Polsce czyli dla tworzenia miejsc pracy – dodaje Leszek Balcerowicz.
J. Dąbrowski: gwarancje de minimis to za mało. Małe i średnie firmy potrzebują natychmiastowej pomocy
– Małe firmy, by przetrwać na rynku, potrzebują dziś wyraźnego wsparcia – mówi Jarosław Dąbrowski, prezes firmy doradczej Dąbrowski Finance. Kredyty z gwarancją de minimis to krok w dobrym kierunku, ale – według Dąbrowskiego – muszą zwiększyć się wolumeny oraz zmodyfikować zasady ich udzielania. Konieczne są szybkie działania, których efekt przedsiębiorcy odczują od razu, a nie za 3 czy 5 lat.
– Gwarancje de minimis mają usprawnić dostęp do finansowania bankowego dla małych firm, czyli pomóc podjąć bankom pozytywną decyzje kredytową, są krokiem w dobrym kierunku, przy czym w mojej ocenie ze względu na pogarszanie się sytuacji ekonomicznej firm są już niewystarczające – mówi Jarosław Dąbrowski.
Uruchomiony w kwietniu program gwarancji de minimis ma być odpowiedzią rządu na spowolnienie gospodarcze. W ramach programu mikro, mali i średni przedsiębiorcy mogą starać się o uzyskanie 27-miesięcznego kredytu z zabezpieczeniem jego spłaty. Zabezpieczenie to nie może przekroczyć 3,5 mln zł ani 60 proc. kwoty kredytu.
Według Dąbrowskiego polską gospodarkę czeka bardzo trudne, drugie półrocze 2013 roku. Niepewny jest również kolejny rok. Trudne czasy są przede wszystkim dla małych i średnich przedsiębiorstw, które – jak wskazuje na to sytuacja na rynku – będą miały problemy z zachowaniem płynności finansowej oraz grozi im duże pogorszenie rentowności.
– Może być taki efekt, że znaczna część banków przestraszy się tej sytuacji i zamknie możliwość zwiększenia kredytów,, wprowadzi wyższe marże lub zamknie w ogóle dostęp do finansowania – tłumaczy ekspert. – Często tak jest, jak potocznie się mówi że banki rozkładają parasol jak świeci słońce i zwijają go jak zaczyna padać, a my jesteśmy w przededniu poważnych turbulencji na rynku finansowania przedsiębiorstw.
Takim parasolem powinien być, jego zdaniem, szerszy dostęp do kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw z dłuższym niż dziś okresem spłaty. Wprawdzie dla bezpieczeństwa portfela kredytowego powinny one być obwarowane zabezpieczeniami, w pełni monitorowane przez banki. Według Jarosława Dąbrowskiego, by kredyty z gwarancjami de minimis mogły wpisywać się w tę politykę, powinny być zmodyfikowane zasady ich udzielania. Tym bardziej, że gwarancja to nie dotacja, a instrument finansowy, który w takiej sytuacji gospodarczej i budżetowej jest bezpieczniejszy, tańszy i skuteczniejszy.
– W sytuacji pogarszania się płynności i rentowności które w wielu przypadkach spowodowana jest narastającymi zatorami płatniczymi oraz zmniejszeniem obrotów firm powinno się rozważyć gwarancje na poziomie wyższym niż 60 proc., wydłużenie okresu tych gwarancji nawet do 3-4 lat oraz bardzo istotne zwiększenie ich wolumenów. Byłoby to szybkie remedium na główne problemy wielu firm mikro, małych i średnich. W innym przypadku Polsce grozi fala upadłości – mówi J. Dąbrowski
Dziś sektor MŚP to podstawa krajowej gospodarki: odpowiada za mniej więcej połowę polskiego PKB i daje zatrudnienie blisko 75 proc. Polakom.
Zdaniem Dąbrowskiego, musimy zdecydować, czy ważniejsze dla gospodarki jest wsparcie dużych inwestycji infrastrukturalnych i energetycznych, na których efekty przyjdzie nam czekać kilka lub kilkanaście lat, czy też istotne zwiększenie wsparcia, udzielanego małym i średnim przedsiębiorstwom, które dzięki temu będą one mogły przetrwać okres spowolnienia w lepszym stanie finansowym.
– Wybór jest dosyć prosty – uważa ekspert. – Jeśli chcemy utrzymać miejsca pracy oraz stabilizować aktywność gospodarczą tak, aby w ciągu najbliższych kilku kwartałów Polska gospodarka wróciła na ścieżkę wzrostu powinniśmy głębiej i szerzej oddziaływać na małe i średnie firmy, przy pomocy wielu rozwiązań fiskalnych i finansowych. Sektor MSP ma również duży wpływ, pośrednio, na rozwój konsumpcji, która była do tej pory jednym z najważniejszych elementów dźwigających w górę PKB. Dlatego pomoc dla tego segmentu gospodarki jest priorytetowa. Pomagając tym firmom pomagamy klasie średniej, która jest filarem polskiego kapitalizmu.
Dodatkowe 500 mln zł na ekologiczne inwestycje w regionach
Ułatwienia dla przedsiębiorców związane z opłatą środowiskową sprawiły, że wojewódzkim funduszom ochrony środowiska zabraknie pieniędzy na dofinansowywanie ekologicznych inwestycji. Dlatego centralny fundusz zdecydował o uruchomieniu dodatkowych środków dla nich w ramach programu „Region”. W pierwszej kolejności mają trafić do Katowic, Opola i Białegostoku.
– Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w związku z ustawą deregulacyjną mają w tym roku o połowę mniejsze przychody. Stąd, żeby plany finansowe i obietnice dane beneficjentom dotyczące wypłat środków, mogły być zrealizowane, przeznaczyliśmy 500 mln zł na realizację tych projektów w terenie – mówi Małgorzata Skucha, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Zgodnie z ustawą o redukcji niektórych obciążeń administracyjnych w gospodarce od tego roku obowiązują zmiany w prawie ochrony środowiska dotyczące opłat środowiskowych. Przedsiębiorcy do tej pory dwukrotnie w ciągu roku ponosili opłaty za korzystanie ze środowiska, teraz – będą płacić raz w roku do 31 marca. Te opłaty w kolejnych latach będą musiały być wyrównane, ale w tym roku spowoduje to zmniejszenie wpływów do wszystkich funduszy – i do NFOŚiGW i do wojewódzkich.
– W pierwszej kolejności pomoc trafi do trzech funduszy, które już otrzymały decyzję. Chcemy przy okazji 20-lecia WFOŚiGW, które obchodzimy 19 czerwca, podpisać umowy z funduszem w Katowicach, Opolu i Białymstoku – informuje Małgorzata Skucha.
Wsparcie to wspomniane 500 mln zł w postaci niskooprocentowanej siedmioletniej pożyczki na poziomie 1 proc. Fundusze będą musiały zwrócić te pieniądze do NFOŚiGW. Spośród 16 wojewódzkich funduszy z tej pomocy skorzysta 11.
– Postawiliśmy warunek, że fundusze, które dysponują swoimi środkami, mają odpowiednie zasoby i nie potrzebują takiej pomocy, nie będą przez nas w tym zakresie wspierane – tłumaczy prezes.
Program „Region – wsparcie działań ochrony środowiska i gospodarki wodnej realizowanych przez WFOŚiGW” został uchwalony w tym roku i ma zapewnić kontynuację wieloletnich projektów.
– Ma pozwolić Wojewódzkim Funduszom Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, bo do nich jest skierowany, na realizację planów finansowych, które mogłyby być zagrożone ze względu na wprowadzoną ustawę deregulacyjną – wyjaśnia Małgorzata Skucha.
Opłaty za korzystanie środowiska dotyczą osób prowadzących działalność gospodarczą lub rolniczą, a także osób wykonujących zawód medyczny w ramach indywidualnej praktyki. Wnoszą je ci, którzy np. posiadają samochody osobowe, ciężarowe, maszyny rolnicze zarejestrowane na firmę, które wprowadzają gazy lub pyły do powietrza w wyniku procesów technologicznych, przeładunku benzyn silnikowych, użytkowania kotłów, chowu lub hodowli drobiu.
Coraz trudniej polskim firmom legalnie działającym w sieci konkurować z piratami
Zbyt restrykcyjne przepisy na szczeblu krajowym lub unijnym oraz piractwo to największe problemy dla polskich firm w sieci. Amerykańskie prawo jest mniej szczegółowe, co ułatwia funkcjonowanie firmom zza Atlantyku w Europie. Wielu polskich przedsiębiorców online ze względu na mniejszą konkurencyjność i nielegalnie działające firmy może zniknąć z rynku.
– Firmy działające legalnie w biznesie internetowym, które pozyskują treści legalnie, czyli płacą tantiemy producentom, właścicielom praw, są z góry skazane na porażkę z firmami, które są pirackie bądź też wykorzystują luki prawne po to, aby udawać, że robią co innego, a robią co innego – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marcin Pery, prezes zarządu firmy Redefine z Grupy Polsat.
Pery podaje przykład portalu Chomikuj.pl. Serwis internetowy oficjalnie służy do hostingu pliku prywatnych. Pery uważa jednak, że większość użytkowników wykorzystuje go do nielegalnego dzielenia się plikami, np. muzyką lub filmami.
– Zjawisko piractwa czasami jest o tyle trudne, że ludzie, na przykładzie Chomikuj.pl, nawet za to płacą, w tym przypadku płacą za transfer większego pliku, nie mają świadomości tego, że to jest nielegalne prawdopodobnie. Większość tych użytkowników, jeżeli płaci pieniądze za pobranie tego pliku, to myśli, że te pieniądze w jakiś sposób trafiają do twórców, są rozliczane – zauważa Pery.
Przewiduje, że jeśli problem piractwa nie zostanie uregulowany, legalnie działające firmy są skazane na porażkę. Jest to dla nich duża bariera rozwoju, a w perspektywie może nawet doprowadzić do zniknięcia uczciwych przedsiębiorców z rynku.
Piractwo to jednak nie jedyny problem polskich firm działających w sieci. Barierą rozwoju są też restrykcyjne polskie i europejskie przepisy, które szkodzą szczególnie w przypadku konkurencji z firmami z USA. Jak przykład Pery podaje pomysły na zmiany w europejskim prawie dotyczące ochrony danych osobowych. Podkreśla, że już teraz firmy z Europy muszą chronić dane w zdecydowanie większym stopniu niż ich amerykańscy konkurenci, tacy jak Google czy Facebook. Prawodawcy w Brukseli planują jednak jeszcze bardziej zaostrzyć przepisy.
– Dzisiaj definicja danych osobowych jest taka, że są to dane, które umożliwiają identyfikację danego człowieka. Sam numer IP nie jest dzisiaj daną osobową. Są w UE takie pomysły, żeby rozszerzyć tę definicję danych osobowych do danych, które w połączeniu z innymi danymi mogą pomóc zidentyfikować użytkownik – mówił Pery w czasie Forum IAB.
Według niego dalsze regulacje mogą prowadzić do absurdu. Pery uważa, że teoretycznie nie można wykluczyć, że nawet kolor samochodu zostanie uznany za daną osobową umożliwiająca identyfikację. Podkreśla, że unijni prawodawcy chcąc chronić użytkowników internetu tak naprawdę utrudniają im życie. Unijne firmy muszą coraz częściej pytać swoich klientów o zgodę na wykorzystanie pewnych informacji, a w tym samym czasie działający według amerykańskiego prawa konkurenci mogą skupić się na rozwoju.
Ludwik Sobolewski: aniołowie biznesu to przyszłość branży private equity
– Aniołowie biznesu mogą przyczynić się do dalszego rozwoju branży private equity – uważa Ludwik Sobolewski, były prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Rynek liczy również na zmiany prawne, które pozwoliłyby inwestować na nim otwartym funduszom emerytalnym. Choć zdaniem Sobolewskiego, nie oznacza to, że OFE chętnie by z takiej możliwości korzystały. Podkreśla, że fundusze private equity są bardzo ważne dla rozwoju gospodarki. Szczególnie teraz, kiedy firmy mają problemy z pozyskiwaniem środków na realizację własnych projektów.
Private equity to fundusze, które pozyskują środki finansowe od prywatnych inwestorów, by angażować je dalej na niepublicznym rynku kapitałowym. Inwestycje mają charakter średnio- i długoterminowy. W centrum zainteresowania PE znajdują się przede wszystkim projekty innowacyjne, związane z rozwojem nowoczesnych technologii.
– Byłoby dużo lepiej, gdyby w Polsce sektory funduszy private equity czy venture capital były mocniejsze, bo na tym korzystałaby istotna część gospodarki, składająca się z firm wzrostowych – mówi Ludwik Sobolewski, dodając, ze dzisiaj mamy do czynienia z dużą nierównowagą w tym zakresie. – Jest dużo firm, które potrzebują kapitału i jest stosunkowo mało źródeł, które mogą go dostarczać. Można liczyć na inwestorów zagranicznych, ale na nich z kolei działa przekonanie, że jest kryzys, co zwiększa ich ostrożność. Poza tym jest mniejsza moda na rynki wschodzące, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej.
Skutecznym lekarstwem na dzisiejsze problemy rynku mogłyby być fundusze private equity i ich dalszy rozwój. Na razie polski rynek nie jest pod tym względem rozwinięty.
– Fundusz private equity czy venture capital nie są silnym dostarczycielem kapitału w Polsce, chociaż w tym zakresie sytuacja ulega poprawie – mówi Ludwik Sobolewski. – Wciąż jest bardzo niewielu inwestorów krajowych, którzy chcą inwestować w private equity, które potem transferowałyby te pieniądze do gospodarki.
Niektórzy uczestnicy rynku PE mówią, że w tej sytuacji należałoby pomyśleć o zmianie prawa i – na przykład – umożliwić otwartym funduszom emerytalnym inwestycyjne zaangażowanie w podmioty typu private equity. Były prezes GPW jest jednak sceptyczny co do tego pomysłu.
– Nie jestem przekonany, czy to rzeczywiście byłaby duża zmiana, dlatego że doświadczenie pokazuje, iż nawet jak OFE mogą coś robić, to nie zawsze korzystają z takiej możliwości – mówi Sobolewski.
Jego zdaniem kierunkiem, w jakim zarządzający PE powinni spoglądać w poszukiwaniu gotówki, są aniołowie biznesu, czyli „prywatni przedsiębiorcy, zamożne osoby mogą być ważnym źródłem kapitału dla private equity w Polsce”. W ocenie Sobolewskiego będzie to raczej proces powolny, ale aniołowie biznesu prędzej czy później będą zainteresowani tego typu możliwością pomnażania gotówki.
– Ludzie, którzy dochodzą do jakiegoś poziomu zamożności albo chcą dojść, będą interesować się inwestowaniem nie bezpośrednio w firmy poszukujące kapitału, czyli nie dając pieniędzy bezpośrednio menadżerom tego biznesu, tylko poprzez fundusz private equity – mówi Sobolewski.
W ubiegłym roku największą transakcją z udziałem funduszy PE było zbycie firmy medycznej LuxMed, znajdującej się do tej pory w posiadaniu funduszu Mid Europa Partners brytyjskiej firmie Bupa. Fundusz nabył z kolei sieć laboratoriów chemicznych Alpha Medical. Inny przykład przejęcia dokonanego przez PE to rumuńska firma kurierska Cargus, którą od Deutsche Post kupił fundusz Abris Capital Partners.
Komentarz dzienny, 10 czerwca 2013
W piątek NBP kilkukrotnie interweniował na rynku walutowym, co skutkowało zastopowaniem osłabienia złotego i wsparło rynek długu. Sądząc po komunikacji sprzed jeszcze kilku dni, gdzie szef NBP nie widział nic złego w osłabieniu kursu złotego i nawet werbalnie nie starał się wzmacniać złotego, (konferencja po decyzji RPP) interwencja była raczej wynikiem bieżącej oceny sytuacji, czy też obaw przed dynamiką zmian na rynku walutowym i, a może nawet przede wszystkim, na rynku długu. Złoty co prawda od kilku lat, za sprawą interwencji NBP i aktywności Ministerstwa Finansów (przez BGK) powinien być postrzegany jako waluta o sterowanym kursie, jednak fakt wprowadzenia nowych zasad przeliczania długu w walucie obcej na potrzeby wyliczeń długu do PKB (średni kurs zamiast kursu na koniec roku przy kalkulacji wartości progowych długu) oraz kierunek zmian spójny z cyklem koniunkturalnym minimalizował ryzyko rychłej interwencji.
Apple pokazuje, jak będzie wyglądała przyszłość komputerów klasy profesjonalnej
Firma Apple pokazuje jak będzie wyglądała przyszłość komputerów klasy profesjonalnej i uchyliła rąbka tajemnicy na temat nowej generacji komputera stacjonarnego Mac Pro. Mac Pro, zaprojektowany na bazie rewolucyjnej koncepcji zunifikowanego rdzenia termicznego, otwiera zupełnie nowy rozdział w architekturze komputerów stacjonarnych. Jego konstrukcja została zoptymalizowana zarówno pod względem podzespołów wewnętrznych, jak i obudowy. Kompaktowy Mac Pro mierzy około 25 cm wysokości i kryje w sobie niezwykłą moc. Jego mózgiem są procesory Xeon następnej generacji, współpracujące z dwoma procesorami graficznymi klasy typowej dla stacji roboczych, interfejsem Thunderbolt 2, pamięcią masową flash z magistralą PCIe i ultraszybką pamięcią RAM ECC.
„Mac Pro nowej generacji przynosi najbardziej radykalne zmiany w całej historii tego modelu. Wokół rewolucyjnej koncepcji rdzenia termicznego zbudowaliśmy maszynę oferującą najnowsze procesory Xeon, dwa procesory graficzne FirePro, pamięć RAM ECC, pamięć flash z magistralą PCIe oraz Thunderbolt 2” — powiedział Philip Schiller, wiceprezes Apple ds. marketingu globalnego. „Cały komputer o olbrzymiej wydajności, gotowy na wszechstronną rozbudowę, zajmuje zaledwie jedną ósmą objętości poprzedniego modelu i — co szczególnie warto podkreślić — montowany będzie tutaj, w USA”.
Konstrukcja mechaniczna komputera Mac Pro następnej generacji oparta jest na oryginalnej koncepcji zunifikowanego rdzenia termicznego zapewniającej równomierne i skuteczne chłodzenie wszystkich procesorów. W rezultacie cały stacjonarny komputer klasy profesjonalnej o bezkompromisowej wydajności mieści się w jednej ósmej objętości obecnego modelu Mac Pro. Procesory Intel Xeon E5 nowej generacji w konfiguracjach maksymalnie 12-rdzeniowych oferują dwukrotnie większą wydajność wykonywania operacji zmiennopozycyjnych. Zupełnie nowy Mac Pro, wyposażony w dwa procesory graficzne AMD FirePro klasy typowej dla stacji roboczych, jest do 2,5 raza szybszy niż obecny model Mac Pro i oferuje fantastyczną moc obliczeniową — do 7 teraflopów. Nowy Mac Pro ma także pamięć masową z magistralą PCIe, która jest do 10 razy szybsza od typowych dysków twardych stosowanych w komputerach stacjonarnych, oraz najnowszą czterokanałową pamięć RAM ECC DDR3 z szyną taktowaną zegarem 1866 MHz o przepustowości do 60 GB/s.* Tak potężna moc sprawia, że nowy Mac Pro umożliwiał będzie swobodną edycję materiału wideo w pełnej rozdzielczości 4K oraz jednoczesne renderowanie efektów w tle.
Mac Pro nowej generacji to najbardziej rozszerzalny komputer Mac, jaki kiedykolwiek zaprojektowano. Za sprawą sześciu portów Thunderbolt 2, które umożliwiają komputerowi komunikowanie się z każdym z urządzeń zewnętrznych z przepustowością do 20 Gb/s, Mac Pro jest doskonałą bazą do podłączenia zewnętrznej pamięci masowej, wielu modułów rozszerzeń PCI, rozdzielaczy audio i wideo oraz najnowszych monitorów zewnętrznych, w tym monitorów o rozdzielczości 4K. Do każdego z sześciu portów Thunderbolt 2 można podłączyć maksymalnie sześć połączonych kaskadowo urządzeń, tworząc konfigurację obejmującą nawet 36 wydajnych peryferiów. Interfejs Thunderbolt 2 jest całkowicie zgodny wstecz z istniejącymi urządzeniami peryferyjnymi Thunderbolt i umożliwia jeszcze szybsze i łatwiejsze przesyłanie danych między komputerami Mac.
Mac Pro nowej generacji będzie dostępny jeszcze w tym roku. Więcej informacji na stronie www.apple.com/mac-pro.
*Deklaracje dotyczące wydajności oparte są na danych technicznych przedprodukcyjnej wersji modelu Mac Pro według stanu na czerwiec 2013 r.
Polish Weekly Review, 7 czerwca 2013
In line with expectations, the MPC cut rates by 25 bps to a record low of 2.75%. In the descriptive part of its statement, the Council confirmed that the slowdown is on-going (including a hardly optimistic growth structure) and that both current inflation and expected future inflation are falling. Most puzzling was the end of the statement, radically different from last month’s document. It states: The Council assesses that monetary policy easing conducted since November 2012 supports economic recovery and limits the risk of inflation running below the NBP target in the medium term. That sentence was later interpreted by M. Belka not as one ending the cycle but rather as reaffirming that it is continued.
Nadużycia w obszarze sprzedaży i obsługi klienta problemem w sprzedaży detalicznej
Co roku branże związane ze sprzedażą detaliczną odnotowują straty z tytułu nadużyć w obszarze sprzedaży i obsługi klienta. W Polsce z tego powodu cierpi przede wszystkim branża telekomunikacyjna oraz instytucje finansowe, czyli te sektory, które funkcjonują w silnie konkurencyjnym otoczeniu i posiadają rozbudowane kanały sprzedaży i obsługi swoich klientów. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Shrinking Retail Shrink”, obecnie stosowane standardowe metody kontroli nie są wystarczające, aby skutecznie przeciwdziałać nadużyciom. Należy więc inwestować w nowoczesne technologie i metody zarządzania pozwalające efektywniej kontrolować narażone na ryzyko obszary działania firmy. A przede wszystkim należy używać analizy danych, która pomoże wyłapać liczne, niewidzialne dla typowych metod kontroli nieprawidłowości.
Jak wynika z raportu Deloitte, w ramach realizowanej sprzedaży detalicznej, coraz silniej uwidacznia się wzrost przypadków kradzieży związanych z działalnością zorganizowanych grup przestępczych, wzrost nadużyć dokonywanych przez klientów, a także, w mniejszym stopniu, odnotowuje się zwiększenie identyfikacji nadużyć dokonywanych przez własnych pracowników.
„Nadużycia są istotnym problemem również w Polsce. Gdzie pojawia się możliwość uzyskania indywidualnej korzyści materialnej w związku z działalnością przedsiębiorstwa, tam organizacja jest narażona na ryzyko nadużyć i nieprawidłowości” – tłumaczy Rafał Turczyn, Lider Zarządzania Ryzykiem Nadużyć i Ekspertyz w Sprawach Spornych, Deloitte.
Możliwość zdobycia ekskluzywnych urządzeń takich jak np. kosztowne smartfony czy tablety, przy niewielkim wkładzie własnym, stanowi pokusę dla nieuczciwych klientów firm telekomunikacyjnych. A pozyskiwanie szybkich pożyczek gotówkowych, czy bieżących wpływów z fikcyjnych zdarzeń (rodzących odpowiedzialność zakładów ubezpieczeń) nie należy obecnie do odosobnionych przypadków w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym.
Niektórzy klienci nie mają skrupułów, aby wykorzystać słabość organizacji dla osiągnięcia korzyści finansowych. Nie możemy zapominać o sprzedawcach i partnerach handlowych, którzy są bezpośrednio zainteresowani zwiększaniem sprzedaży „za wszelką cenę”, szczególnie w zakresie produktów i usług klasy premium.
„»My nie mamy problemów, bo mamy efektywne jednostki bezpieczeństwa, jednostki audytu wewnętrznego oraz wdrożone programy compliance« – twierdzą często przedsiębiorstwa. Świadomość potrzeby prewencji wraca natychmiast, kiedy tylko zostanie zidentyfikowane zagrożenie poniesienia strat finansowych o istotnej skali – często szybko rosnące. Należy zwrócić uwagę, że straty z tytułu nadużyć wynikające z nieprawidłowej sprzedaży, w zależności od branży, mogą sięgać kilkunastu milionów złotych w skali roku czy nawet miesiąca, lub stanowią kilka procent złego długu przedsiębiorstwa. Oczywiście każde przedsiębiorstwo może skutecznie tymi kosztami zarządzić” – tłumaczy Rafał Turczyn.
Jak się okazuje standardowe metody zapobiegania nadużyciom oparte na typowych mechanizmach kontroli oraz funkcjonujących programach zgodności, często nie wystarczają, aby skutecznie chronić organizację przed nadużyciami. Nie wykorzystuje się całego potencjału analizy danych, który pozwalałby skutecznie zidentyfikować nieprawidłowości ukryte w dużych wolumenach transakcji. Ponadto przedsiębiorstwa reagują również z opóźnieniem na coraz bardziej wyrafinowane, zorganizowane i innowacyjne metody działania oszustów.
„W obliczu walki o klienta w bardzo konkurencyjnym środowisku, wiele przedsiębiorstw napotyka na trudności w zbudowaniu optymalnego procesu zarzadzania ryzykiem nadużyć. Często zbyt dużą wagę przywiązuje się do zapewnienia strony formalnej procesu w postaci wewnętrznych polityk i procedur. Czasami organizacje prowadzą jedynie reaktywne działania pomijając potrzebę proaktywnej, właściwie ukierunkowanej detekcji. Bagatelizowana jest również potrzeba oceny ryzyka podczas wdrażania nowych produktów i usług, a sama odpowiedzialność za proces zarządzania ryzykiem nadużyć posiada przeważnie w przedsiębiorstwach kilku konkurujących ze sobą właścicieli” – podsumowuje Rafał Turczyn.
Informacje o raporcie:
Raport „Shrinking retail shrink. Using analytics to help detect fraud and grow margins” został opracowany przez zespół Deloitte Forensic Center.
Pełna wersja raportu: www.deloitte.com/pl/raporty
UKE zapowiada poprawę jakości usług telekomunikacyjnych jeszcze w tym roku
Jeszcze w tym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej chce opracować metody pomiaru wskaźników jakości usług telekomunikacyjnych. Prezes UKE apeluje do branży o współpracę, by uniknąć arbitralnych decyzji. Dzięki wskaźnikom konsumenci będą mieli więcej informacji na temat kupowanych usług.
Zespoły robocze opracowały już listę dziesięciu wskaźników, które będą kontrolowane w celu określenia jakości usług telekomunikacyjnych. To między innymi czas oczekiwania na połączenie czy prędkość transmisji danych. Urząd chce również kontrolować wskaźnik reklamacji poprawności faktur oraz czas przyłączenia do publicznej sieci telekomunikacyjnej.
– Tych wskaźników jest maksymalnie dziesięć. Przedsiębiorcy ciągle przez bardzo długi czas zgłaszali uwagi i zastanawiali się, czy na pewno ten albo inny wskaźnik, natomiast ten etap został zakończony. Określiłam, że ta liczba wskaźników, które zostały opracowane przez grupy robocze jest ostateczna – zapewnia Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Kolejnym krokiem po opracowaniu listy wskaźników jest ustalenie sposobu ich pomiaru. To może potrwać nawet kilka miesięcy. Magdalena Gaj podkreśla jednak, że chce, by prace nad tym zakończyły się jesienią tego roku. Jeśli do tego czasu nie uda się wypracować porozumienia z branżą, prezes UKE może jednostronnie zadecydować o miernikach.
– Przepisy prawa telekomunikacyjnego umożliwiają to prezesowi UKE, że może po prostu narzucić wskaźniki jakości usług decyzją regulacyjną i to kontrolować, ale myślę, że nie o to wszystkim chodzi i apeluję do wszystkich przedsiębiorców, żeby zwarli szyki, bo nie warto walczyć – apeluje Gaj.
Prowadzone prace to efekt podpisanego w ubiegłym roku memorandum w sprawie jakości usług. Zakłada ono tzw. miękką regulację, czyli współpracę urzędu z uczestnikami rynku w trakcie wprowadzania wskaźników oraz ich mierników. Stronami podpisanego w październiku memorandum są wszyscy najwięksi operatorzy telekomunikacyjni w Polsce, a także izby branżowe oraz środowiska naukowe.
– Myślę, że na naszym rynku telekomunikacyjnym jest czas, by walczyć o konsumenta jakością. Każda poprawa jakości będzie z korzyścią dla konsumenta, a to minimum, które i tak będzie dobre, zostało wypracowane w ramach memorandum – podkreśla prezes Gaj. – Przestaniemy kupować kota w worku, bo przedsiębiorcy będą musieli nam jasno określić przynajmniej te 10 wskaźników.
Obawy o wzrost cen żywności spowodowane powodziami są niepotrzebne.
Opady i podtopienia w poszczególnych regionach kraju nie wpłyną na ceny żywności – uspokaja prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Chociaż rolnicy przez utrzymującą się od kilku dni pogodę narzekają na zniszczone uprawy, to – według eksperta – tegoroczne warunki i tak są lepsze niż przed rokiem. Ceny w porównaniu do poprzedniego roku wzrosły nieznacznie.
Według dyrektora Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, podtopienia i powodzie w niektórych regionach kraju wywołują niepotrzebne obawy o wzrost cen żywności.
– To jest tragedia dla osób dotkniętych powodzią czy podtopieniem, bo przy powodzi jest to często utrata majątku całego życia. Natomiast z punktu widzenia globalnego cen, ma to niewielkie znaczenie – tłumaczy prof. Andrzej Kowalski. – Warto przypomnieć sobie olbrzymie powodzie i wiele nieszczęść, np. pod koniec lat 90-tych, ale ich wpływ na ceny był niewielki.
Dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wskazuje natomiast na pozostałe, często niedostrzegane negatywne skutki opadów i wilgoci, jak m.in. ryzyko pojawienia się grzybów i szkodników.
– Rolnicy nie mogą wyjść często w pole z zabiegami pielęgnacyjnymi, „dopieszczającymi” to, co jest na polach – podkreśla ekspert.
Zaznacza jednocześnie, że dla produkcji rolnej nie ma idealnej pogody, bo dla jednych roślin czy dziedzin rolnictwa dana aura jest bardziej korzystna, a dla innych mniej.
Dwa tygodnie przesunięcia
Zdaniem profesora Kowalskiego, trudno dokładnie porównywać tegoroczne ceny z tymi z 2012 roku. Przykładem mogą być truskawki. Jeszcze kilka dni temu konsumenci płacili za kilogram tych owoców znacznie więcej niż przed rokiem, ale nie do końca oznacza to rzeczywisty wzrost cen.
– Jeżeli porównamy te ceny dzisiejsze i sprzed roku, to one już są identyczne, niewiele się różnią – przekonuje profesor.
Jak wyjaśnia, powód to wyjątkowo długa zima, mamy do czynienia z 2-3 tygodniowym przesunięciem zbiorów wobec ubiegłego roku.
Ekspert twierdzi wręcz, że tegoroczna pogoda jest korzystna dla produkcji rolnej.
– Przebieg pogody w tym roku jest znacznie lepszy niż w ubiegłym. Rośliny nieźle przezimowały, była duża pokrywa śniegu, nie było tzw. zimnych ogrodników i zimnej Zośki [ochłodzenie, które zgodnie z obserwacjami, przypada na połowę maja – red.] – ja nie pamiętam takiego roku – mówi prof. Kowalski.
– W skali całego kraju nie zaobserwowano znaczących strat mrozowych w sadach. Uszkodzenia mrozowe zanotowano jedynie na niektórych niżej położonych plantacjach oraz w młodych nasadzeniach i gatunkach wrażliwych na mróz, takich jak: brzoskwinie, nektaryny, morele i czereśnie. Plantacje truskawek przezimowały w większości dobrze, jedynie na młodszych plantacjach wystąpiły niewielkie uszkodzenia – podał w „Wiosennej ocenie stanu upraw rolnych i ogrodniczych” Główny Urząd Statystyczny.
Prokratura Apelacyjna przystąpiła do systemu OGNIVO. Postępowania karne dotyczące działań bankowych będą szybsze i sprawniejsze
Prokuratura Apelacyjna w Krakowie na zasadzie pilotażu przystąpi do systemu OGNIVO, który umożliwia elektroniczną wymianę informacji między bankami i innymi podmiotami. Ma to przede wszystkim usprawnić i przyspieszyć prowadzone postępowania, ale i obniżyć koszty działania prokuratury, związane z korespondencją papierową.
– W tej chwili dołącza do OGNIVO Prokuratura Apelacyjna w Krakowie, właśnie w formie pilotażu, jako że urzędy administracji państwowej, jak np. prokuratury, po pierwsze, są umocowane prawnie do pozyskiwania informacji od banków – to jest wprost w odpowiednich ustawach napisane. Po drugie, uzyskując te informacje, zakładamy, że będą działać w sposób bardziej sprawny – podkreśla Tomasz Jończyk, dyrektor Linii biznesowej rozliczenia w Krajowej Izbie Rozliczeniowej S.A., która sześć lat temu wdrożyła OGNIVO.
– Podczas tych trzech miesięcy będziemy testować, czy ten system sprawdzi się w Prokuraturze i w jednostkach jej podległych – mówi Ewelina Wojciechowska, analityk kryminalny w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie. – Będziemy szukać problemów, które pojawią się na naszej drodze, wyłapywać błędy etc. W ten sposób chcemy doprowadzić do stworzenia idealnego systemu, który pomoże prokuratorom w szybkim czasie pozyskać potrzebne informacje – dodaje.
Do zalet systemu OGNIVO Wojciechowska zalicza dostęp do znacznej ilości pewnych informacji w jednym miejscu (w systemie uczestniczy 90 proc. banków), a także ograniczenie kosztów związanych z tradycyjnymi metodami (np. przesyłkami pocztowymi) oraz zmniejszenie nakładu pracy pracowników sekretariatów i samych prokuratorów.
Krajowa Izba Rozliczeniowa liczy, że do systemu będą dołączać kolejne prokuratury. W planach jest pilotaż w prokuraturach okręgowych w Krakowie, Nowym Sączu, Tarnowie i Kielcach.
Bezpieczne przepływy danych
Zadaniem systemu na początku była wymiana informacji między bankami, zwłaszcza w przypadku reklamacji, np. podwójnego przelewu. Dzięki temu banki odeszły od żmudnych procesów papierowych. Aktualnie w systemie uczestniczą także inne podmioty ze strefy okołobankowej – np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który jest częstym odbiorcą przelewów, Poczta Polska, a od niedawna organy egzekucji komorniczej.
Jak podkreśla przedstawiciel Izby, system jest w pełni bezpieczny, bo posiada szereg zabezpieczeń technologicznych. Jednym z nich jest elektroniczny podpis.
– Dopiero posiadając odpowiednie wyposażenie, który jest np. na bieżąco online weryfikowane, można wejść do systemu i zadać zapytanie. Również ten człowiek po drugiej stronie musi się odpowiednio uwierzytelnić – wyjaśnia Jończyk. – Te systemy są w odpowiedni sposób zabezpieczone i zapewniają pełne bezpieczeństwo informacji.
Mimo kryzysu gospodarczego POHiD przewiduje wzrost zatrudnienień i płac w handlu detalicznym
Mimo gospodarczego spowolnienia szukający pracy w handlu detalicznym nadal mogą liczyć na zatrudnienie. W samej tylko Biedronce, która jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce, pracę znajdzie 5 tysięcy osób. Sieci szukają szczególnie pracowników średniego i niższego szczebla, i to zarówno w samych sklepach, jak i w centrach dystrybucyjnych.
Chociaż wzrost handlu jest w tym roku mniejszy niż w roku ubiegłym, to sytuację ratują dwa zjawiska. Po pierwsze większe i silniejsze przedsiębiorstwa przejmują mniejsze firmy, których właściciele obawiają się recesji, a co za tym idzie zwiększają zatrudnienie.
– Po drugie są formaty handlowe, które rozwijają się świetnie, jak dyskonty czy sklepy mało- i średniopowierzchniowe, które bardzo szybko się integrują, wchodząc do różnego rodzaju sieci, np. franczyzowych – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – To powoduje, że rośnie zarówno sprzedaż jak i ilość obiektów w niektórych segmentach. Handel staje się kręgosłupem naszej gospodarki – dodaje.
Ten wzrost wiąże się ze zwiększonym zapotrzebowaniem na pracę.
– Dyskonty rozwijają się w sposób naturalny, zwiększają liczbę swoich obiektów i zaplecze, np. liczbę centrów zakupowo-dystrybucyjnych – mówi Faliński.
Liderem rynku jest Biedronka. W 2012 r.właściciel sieci – Jeronimo Martins Polska zatrudnił w niej 5 tysięcy nowych pracowników, a plany na 2013 r. zakładają dalszy wzrost zatrudnienia aż do poziomu ok. 45 tysięcy pracowników. To idzie w parze ze wzrostem wynagrodzeń. Od kwietnia najniższa płaca w Biedronce wynosi 2000 zł brutto, a więc o 25 proc. więcej niż płaca minimalna.
– Uważam, że pensje będą rosły, ponieważ firmy będą chciały ograniczyć rotację. W handlu wielkopowierzchniowym średnio na podstawowym stanowisku wynagrodzenie jest w okolicach 1800 zł. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy do końca tego roku lub do połowy przyszłego znaleźli się w okolicach 2000 zł. Dzieje się tak pomimo kryzysu i potrzeby oszczędzania – przekonuje dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
Komentarz dzienny, 7 czerwca 2013
Zgodnie z oczekiwaniami, wczorajsze posiedzenie Rady Gubernatorów ECB nie przyniosło przełomu. Utrzymano stopy na dotychczasowym poziomie. Nie zaproponowano i nie zapowiedziano nowych działań niestandardowych (m.in. brak propozycji zakupu tzw. ABSów, czy pomimo dyskusji nad ujemną stopą depozytową brak większości dla tego kontrowersyjnego rozwiązania). Na konferencji M. Draghi potwierdził, że ECB jest obecnie w fazie tzw. ”wait and see”, co oznacza, że może dalej luzować politykę monetarną, ale nie jest to scenariusz bazowy. Pewnym zaskoczeniem była projekcja wzrostu przygotowana przez ekspertów ECB (tym razem punktowa) wskazująca na niewielką korektę w dół wzrostu w 2013 (-0,6%) i jego poprawę w 2014 (1,1%). Taki układ prognoz wskazuje, że ECB spodziewa się odbicia gospodarczego już w drugiej połowie tego roku. Naszym zdaniem scenariusz taki może uprawdopodabniać odejście od polityki dotkliwych cięć fiskalnych na peryferiach oraz wyższa dynamika wzrostu w USA. Lepszy wzrost w II połowie roku w strefie euro powinien również być wsparciem dla wzrostu w Polsce (lepsza druga połowa roku w polskiej gospodarce to nasz scenariusz bazowy).
Wartość najcenniejszej firmy na Pomorzu czterokrotnie przewyższa budżet Gdańska
Raport „Przedsiębiorcy w województwie pomorskim*”, przygotowany przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan, to pierwsze tego typu opracowanie w Polsce, prezentujące największe przedsiębiorstwa i ich wpływ na region. Wśród spółek mających największy wpływ na gospodarkę województwa pomorskiego ENERGA zajęła pierwsze miejsce w najważniejszych kategoriach.

– Pomorze to zdecydowanie jeden z najdynamiczniej rozwijających się regionów w Polsce, w którym powstaje 5,7% polskiego PKB. To w dużej mierze zasługa przedsiębiorstw prowadzących działalność na tym obszarze. Świetnym przykładem jest Grupa ENERGA, której wartość szacowana przez rynek w 2011 roku na 8,5 mld zł czterokrotnie przewyższała budżet Gdańska, dając firmie pozycję lidera wśród najcenniejszych firm na Pomorzu. Dla przykładu wartość sklasyfikowanego na drugim miejscu Lotosu to 3,5 mld zł – podsumowuje Jeremi Mordasewicz, doradca Zarządu PKPP Lewiatan. – O wysokim tempie wzrostu spółki świadczy również dynamika jej zysku netto, która od 2006 roku wyniosła 303%.
Spółka została sklasyfikowana najwyżej pod względem wysokości zatrudnienia (11 640 etatów), nakładów na inwestycje (1,4 mld zł) oraz wysokości zysków netto (702,6 mln zł).
– Cieszymy się, że na naszym obszarze działają takie przedsiębiorstwa jak ENERGA. Tak znana i nowoczesna marka nie tylko podnosi prestiż naszego województwa, ale przynosi również realne korzyści, dzięki którym możemy realizować kolejne inwestycje. Wpływy do budżetu z tytułu podatku CIT spółek Grupy ENERGA, których siedziby znajdują się w województwie są najwyższe w regionie i wynoszą ponad 180 mln zł – powiedział Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.
Kulczyk Oil Ventures Ukraina produkuje już ponad 560 tys. m sześc. gazu dziennie
Kulczyk Oil Ventures podłączył do urządzeń wydobywczych odwiert Makiejewskoje-16 zwiększając dzienną produkcję gazu do ponad 560 tys. m sześc. To kolejny rekord, jaki Spółka osiągnęła na Ukrainie. Całkowite wydobycie KUB-Gasu, w którym KOV ma 70 proc. udziałów przekracza już 800 tys. m sześc. dziennie.
M-16 został podłączony do urządzeń wydobywczych pod koniec maja, ze średnią produkcją prawie 77 tys. m sześc. dziennie (prawie 54 tys. m sześc. netto dla KOV). Efektem tego podłączenia jest rekordowy poziom całkowitej produkcji, która dzisiaj przekracza już poziom 800 tys. m sześc.
„M-16 jest jednym z bardziej znaczących odkryć KOV na Ukrainie, który nie tylko trafił na komercyjne ilości gazu, ale potwierdził występowanie kilku nowych, niebadanych dotąd stref z tym surowcem i wskazał na trzy kolejne obiecujące lokalizacje dodatkowych wierceń. Cieszymy się z tych rekordowych wyników i zabieramy do pracy nad modernizacją stacji przetwarzania gazu, którą będziemy chcieli przygotować do stale zwiększającej się produkcji na polach Makiejewskoje i Olgowskoje. Czujemy się usatysfakcjonowani, bo projekt ten dowodzi jak wiele osiągnęliśmy na Ukrainie i jak wiele jeszcze zamierzamy osiągnąć” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes KOV ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.
Makiejewskoje-16 to najgłębszy jak dotąd odwiert KOV realizowany na Ukrainie. Prace nad ta studnią rozpoczęły się na początku sierpnia 2012 r. Pod koniec listopada odwiert osiągnął planowaną głębokość 4 300 m, po czym został orurowany i przygotowany do testów, które rozpoczęły się w kwietniu br. Podczas testowania M-16 odkrył nowe, niebadane dotąd pokłady gazu uzyskując komercyjny przepływ w wysokości ponad 120 tys. m sześc. dziennie. Dla porównania, średnia produkcja z całego pola Makiejewskoje w pierwszych dniach kwietnia wyniosła ok. 396 tys. m sześc. dziennie.
Po podłączeniu M-16 do produkcji, stacja przetwarzania gazu, który obsługuje zarówno pole Makiejewskoje, jak i Olgowskoje, jest bardzo bliska osiągnięcia końcowej przepustowości 790 tysięcy m sześc. gazu dziennie. Zespół KOV pracuje obecnie nad modernizacją obiektu i podniesieniem poziomu przepustowości do 1,84 mln m sześc. dziennie. Spółka szacuje, że wydatki na projekt nie przekroczą 6 mln USD (4,2 mln USD dla KOV).
Mania kupowania czyli gdzie kupują Polacy
Wybierając się na zakupy spożywcze, najchętniej zaglądamy do Biedronki i Lidla, szukając kosmetyków, najczęściej trafiamy do Rossmanna, a wśród aptek największym zaufaniem darzymy sieć Dbam o Zdrowie. A gdzie kupujemy odzież? Tu prym wiodą dwie marki: H&M oraz Reserved. To wyniki 13. edycji badania European Trusted Brands 2013 przeprowadzonego przez Reader’s Digest.
− O wyborze miejsca zakupów decyduje, nie tylko zresztą w Polsce, odległość sklepu od miejsca zamieszkania, ceny i – dla większości rodaków – także łatwość dojazdu i zaparkowania. Nic dziwnego zatem, że w przypadku zakupów spożywczych wygrywa bezapelacyjnie najgęstsza sieć z „codziennie niskimi cenami” oraz dużą liczbą miejsc parkingowych. Te same kryteria wyróżniają, w przypadku zakupów drogeryjnych, sieć Rossmann, a w przypadku odzieży – H&M i Reserved. Brak wyraźnego lidera na rynku aptek wynika z braku dominujących sieci aptecznych i bardzo wyrównanych cen. – komentuje wyniki prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
W opinii Polaków najbardziej godną zaufania marką w kategorii Sklep spożywczy jest Biedronka. Markę tę wybrało 34% respondentów biorących udział w badaniu, dzięki czemu otrzymała ona Złote Godło European Trusted Brands 2013. Nieco rzadziej wskazywane były marki Lidl (10%) oraz Tesco (7%). Kryształowe Godło powędrowało do marki Lidl, którą Polacy cenią w szczególności za stosunek wartości do ceny oraz zrozumienie potrzeb klienta. Marka Biedronka otrzymała najwyższe noty za silny wizerunek.
W kategorii Drogeria podwójnym zwycięzcą została marka Rossmann,która zdobyła 66% głosów, dystansując drugą najczęściej wymienianą markę – Natura (11%), a także markę Sephora (4%). Marka Rossmann została bardzo wysoko oceniona za jakość, wizerunek oraz zrozumienie potrzeb klienta i uzyskała − oprócz Złotego Godła − również Kryształowe Godło European Trusted Brands. Oba wyróżnienia marka Rossmann zdobyła także w 2012 roku.
Respondenci zostali również poproszeni o wybranie marki najbardziej godnej zaufania w kategorii Apteka. 18% Polaków wskazało markę Dbam o Zdrowie i dlatego została ona wyróżniona Złotym Godłem. Poza tym ankietowani pojedynczo wskazywali różne inne marki aptek. Marka Dbam o Zdrowie otrzymała bardzo wysokie oceny za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i w badaniu European Trusted Brands 2013 zdobyła również Kryształowe Godło.
Złote Godło w kategorii Sklep z odzieżą otrzymała marka H&M, którą wybrało 16% respondentów. Marka ta powtórzyła w ten sposób sukces z ubiegłego roku. Polacy zadeklarowali, że ufają także marce Reserved (7%) oraz C&A (5%). Laureat Złotego Godła został wyróżniony wysoką oceną za wizerunek, natomiast marka Reserved otrzymała najwyższe noty za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i zdobyła Kryształowe Godło.
ENERGA przejmie duńskie i hiszpańskie farmy wiatrowe
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na przejęcie przez ENERGA Hydro farm wiatrowych od spółek DONG Energy Wind Power A/S oraz Iberdrola Renovables Energía, S.A.U. Finalizacja obu transakcji powinna nastąpić w najbliższych tygodniach.
Po sfinalizowaniu transakcji ENERGA przejmie trzy działające w północnej Polsce farmy wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 165 MW oraz pakiet projektów.
Umowa z DONG Energy przewiduje, że ENERGA przejmie pracującą farmę wiatrową w Karcinie w województwie zachodniopomorskim o mocy 51 MW oraz pięć rozpoczętych projektów w północnej Polsce o łącznej planowanej mocy około 220 MW.
Natomiast na mocy porozumienia zawartego z Iberdrola Renovables Energía, ENERGA przejmie dwie działające farmy wiatrowe – Karścino w województwie zachodniopomorskim i Bystra w województwie pomorskim – o łącznej mocy zainstalowanej 114 MW oraz pakiet projektów o mocy około 1190 MW.
Bank Pekao podpisał umowę na organizację emisji obligacji dla miasta Łódź na kwotę ponad 307 mln zł
Emisja obligacji będzie przeprowadzona w 10 seriach do końca bieżącego roku, jej łączna wartość wyniesie 307.650.000 zł. Wykup papierów wartościowych z ostatniej serii nastąpi do końca października 2023 r. Środki pozyskane z emisji obligacji przeznaczone zostaną na pokrycie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu emisji papierów wartościowych oraz zaciągniętych pożyczek i kredytów.
– To ogromna satysfakcja, że znowu okazaliśmy się bankiem, który mimo rosnącej konkurencji nie ma sobie równych w organizowaniu dużych finansowań dla polskich miast i regionów. Kolejny raz Łódź zaufała nam i dzięki temu otrzyma olbrzymie środki na realizację ambitnych planów, których celem jest poprawa jakości życia mieszkańców. Mamy nadzieję, że wkrótce dołożymy kolejną cegiełkę do rozwoju polskiego rynku kapitałowego plasując dzisiejszą emisję na rynku giełdowym Catalyst, gdzie notowanych jest już kilka organizowanych przez nas programów m.in Warszawy, Krakowa, Elbląga – mówi Rafał Petsch, Dyrektor Zarządzający, Departament Instytucji Finansowych i Sektora Publicznego. Wymogi informacyjne wynikające z notowania obligacji na rynku giełdowym spowodują, że dostępność informacji o mieście będzie powszechniejsza i łatwiejsza do wykorzystania przez profesjonalne podmioty finansowe, co w przyszłości może ułatwić pozyskanie kapitału.
– Każdą złotówkę z tej ogromnej kwoty przeznaczymy na ważne inwestycje z punktu widzenia Łodzi. Warunki finasowania, które zaproponował Bank Pekao, sprawdzony już partner finansowy miasta, potwierdzają dobrą kondycję miejskich finansów i utrwaloną wiarygodność kredytową Łodzi –powiedziała Hanna Zdanowska Prezydent Łodzi.
Bank Pekao SA aktywnie finansuje zarówno inwestycje miejskie, jak i wojewódzkie w aglomeracji łódzkiej. Do tej pory zaangażowany był między innymi w finansowanie Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, rozbudowę Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta. Bank Pekao sfinansował również budowę Centrum Konferencyjno-Wystawienniczego Międzynarodowych Targów Łódzkich. Łącznie zaangażowanie Banku w finansowanie inwestycji komunalnych w aglomeracji łódzkiej wyniosło około 1,3 mld zł.
Morskie farmy wiatrowe mogą dać miliardy polskiej gospodarce
Zakładając, że do 2025 roku uda się w Polsce wybudować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 6 GW, wartość dodana tych inwestycji dla całej naszej gospodarki może wynieść nawet ponad 73 mld zł – wynika z raportu firmy doradczej Ernst & Young przygotowanego dla Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Dzięki Morskiej Energetyce Wiatrowej (MEW) w ciągu następnych 12 lat może powstać także ponad 30 tys. miejsc pracy, a wpływy podatkowe wyniosą prawie 15 mld zł.
Raport „Morska energetyka wiatrowa – analiza korzyści dla polskiej gospodarki oraz uwarunkowań rozwoju” to pierwsza tak kompleksowa publikacja na temat MEW w Polsce. Eksperci firmy doradczej Ernst & Young analizowali obecny i przyszły stan rozwoju tej technologii do 2025 roku w 3 scenariuszach ilości mocy zainstalowanej (6 GW, 3,5 GW oraz 1 GW w roku 2025). – Jako scenariusz bazowy przyjęliśmy ścieżkę szybkiego rozwoju – czyli 6 GW mocy zainstalowanej w morskich elektrowniach wiatrowych w roku 2025. Jest to scenariusz ambitny, ponieważ w tej chwili łączna moc zainstalowana w MEW w całej Europie wynosi 5 GW. Jednak biorąc pod uwagę liczbę złożonych u nas wniosków lokalizacyjnych i szacunki branży co do rozwoju MEW w Europie, 6 GW w roku 2025 nie jest scenariuszem nierealnym – komentuje Kamil Baj, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.
Doradcy Ernst & Young podkreślają w swoim raporcie, że Polska ma bardzo dobre warunki naturalne do rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej. Morze Bałtyckie, w tym polska morska strefa ekonomiczna to prawdopodobnie bardzo korzystny obszar pod względem warunków wiatrowych. Do tego dochodzą kwestie technologiczne. Eksperci zauważają, że już teraz Polska eksportuje usługi związane z rozwojem morskich farm wiatrowych do innych krajów. Według indeksu uwarunkowań do rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE) stworzonego przez Ernst & Young Polska jest 8 najatrakcyjniejszym rynkiem na świecie dla inwestycji w energetykę wiatrową. – Wykorzystanie tego potencjału wymaga jednak rozwiązania problemów związanych z niestabilnością systemu wsparcia i zwiększonym ryzykiem inwestycyjnym. Wydaje, że z uwagi na długi czas rozwoju projektów morskich farm wiatrowych powinna ona podlegać specyficznym uregulowaniom – zauważa Aleksander Gabryś, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.
Rozwój MEW w skali umożliwiającej rozwój polskiego przemysłu blokują w tej chwili 2 najbardziej istotne kwestie. Po pierwsze brakuje w naszym kraju odpowiednich aktów prawnych, które sprzyjałyby rozwojowi tej technologii. Inwestycje w tę technologię, przy założeniach wynikających zarówno z obecnego jak i projektowanego systemu wsparcia OZE według projektu ustawy o OZE z października 2012, byłyby nieopłacalne. Po drugie tak znaczące inwestycje będą wymagały dedykowanych rozwiązań dotyczących przyłączenia morskich farm wiatrowych i zarządzania ich produkcją.
O tym, że warto stwarzać dobre warunki do rozwoju MEW eksperci Ernst & Young starają się przekonać liczbami. Do 2025, przy założeniu że do tego czasu powstanie w Polsce 6 GW mocy z MEW, korzyści dla PKB wyniosą 73,8 mld zł. Tyle bowiem wyniesie skumulowana wartość dodana z inwestycji w tę branżę. 14,9 mld wpłynie do budżetu z tytułu podatków z czego 2,2 mld przypadnie budżetom samorządowym, a 12,7 budżetowi państwa. Średnioroczne zatrudnienie w sektorze MEW do 2025 roku wyniesie natomiast 31,8 tys. etatów, licząc również zatrudnienie w sektorach, które wspierać będą inwestycje w MEW. Na rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej skorzystają głównie branże elektromaszynowa, budowlana oraz transport morski i lądowy (w tym przemysł stoczniowy i portowy). Rozwój morskich farm wiatrowych oznaczać będzie także uniknięcie do 2025 roku emisji CO2 do atmosfery na poziomie 40 mln ton, co przy cenie 10 EUR/tCO2 oznaczać będzie uniknięcie kosztu rzędu 1,5 mld zł rocznie.
– Korzyści szacowane przez Ernst & Young są znacząco większe niż potencjalne koszty wynikające głównie z potrzeby wsparcia tej technologii. Wytworzenie energii elektrycznej przez nową morską farmę wiatrową jest droższe niż, na przykład, przez nową elektrownię węglową. Istnieje jednak spory potencjał spadku kosztu energii elektrycznej z MEW, tym większy im większa będzie skala inwestycji w Polsce – zauważa Aleksander Gabryś.
Według Krajowego Planu Działań w zakresie energii ze źródeł odnawialnych Polska do 2020 roku ma posiadać 0,5 GW mocy zainstalowanej w MEW. Jednak eksperci EY podkreślają, że warto aby plany, w szczególności po 2020 roku, były bardziej ambitne.
– Zakładając, że uda nam się wybudować 6 GW mocy, udział sektora Morskiej Energetyki Wiatrowej w polskiej gospodarce może wynieść 0,6%. To tylko o 0,1pp. mniej niż wynosi w tej chwili udział sektora chemicznego. Krótko mówiąc, ponieważ sektor MEW w tej chwili w Polsce praktycznie nie istnieje, jego rozwój przyczyni się do wzrostu gospodarczego – podsumowuje Kamil Baj.
Dziś najwięcej mocy zainstalowanej w MEW ma Wielka Brytania (ok. 3 GW). Do roku 2020 ma mieć ich już ok. 18 GW. Zgodnie z szacunkami państw UE w 2020 roku w całej wspólnocie będzie prawie 50 GW mocy w MEW. Według szacunków branżowych realny jest nawet poziom 90 GW.
Kraje Europy Środkowej ponownie odnotowują pogorszenie sytuacji gospodarczej
W porównaniu do krajów Europy Zachodniej, wschodnioeuropejskie upadłości nasilają się w dramatycznym tempie. Dane zebrane lokalnie przez Coface świadczą o tym, że po recesji w 2009 r. i w kontekście kryzysu w strefie euro, przedsiębiorstwa z Europy Środkowej stały się bardzo wrażliwe. Prawie we wszystkich krajach tego regionu upadłości nasilają się w znacznie bardziej niepokojącej skali niż w Europie Zachodniej, od +7% w Słowacji do +27% w Czechach, według danych z 2012 r.
Najsilniejsza koncentracja upadłości widoczna jest w budownictwie (30% bankructw) – w wyniku stopniowego spadku produkcji oraz w dystrybucji (23%) – z racji dużej konkurencji i spadku zaufania konsumentów. Chociaż większość upadłości zarówno w Europie Środkowej, jak i Europie Zachodniej dotyczy sektora MSP i mikroprzedsiębiorstw, nie oszczędzają one również wielkich graczy rynkowych. Kryzys w końcu uderza w Polskę – rekordowa liczba ogłoszonych upadłości w 2012 roku. Branże najbardziej narażone na bankructwa to: budownictwo, produkcja, handel detaliczny i hurtowy. . W 2012 r. liczba upadłości wzrosła we wszystkich krajach regionu – z wyjątkiem Łotwy, Estonii i Ukrainy.
Wpływ kryzysu w krajach Europy Środkowej jest dotkliwie odczuwalny. Liczba firm ogłaszających upadłość wzrasta. W 2012 roku w regionie było ich więcej o 3,5%. Odpowiedzialne za sytuację są głównie Bułgaria i Chorwacja, gdzie wykazano dramatyczny wzrost liczby ogłaszanych upadłości. Jedyne kraje, w których następuje rzeczywista poprawa w tym zakresie, to Estonia i Łotwa. W ostatnich latach w Europie Środkowej odnotowuje się wzrost liczby firm ogłaszających upadłość. Porównując do roku 2009 (rok kryzysu po upadku Lehman Brothers), w roku 2012 liczba ta jest wyższa o 38,7%.
W roku 2012 największe kłopoty przeżywało budownictwo. Firmy budowlane ucierpiały m.in. w związku z wprowadzeniem programów oszczędnościowych i brakiem inwestycji w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Podobnie jak branża budowlana, dotknięte zostały też sektory produkcji oraz handlu detalicznego i hurtowego. Na problemy w sprzedaży negatywny wpływ ma wysokie bezrobocie i zmniejszające się wydatki gospodarstw domowych.
Najmniej dotknięte kryzysem sektory to IT, telekomunikacja, edukacja i zdrowie. Sektory te miały najniższy wskaźnik firm ogłaszających upadłość w 2012 roku. Należy wspomnieć, że dane dotyczące firm ogłaszających upadłość nie są całkowicie porównywalne, w związku z różnicami proceduralnymi w poszczególnych państwach. Prawo upadłościowe w niektó-
rych krajach np. bałtyckich, przewiduje standardy takie same jak w krajach europejskich, ale procedury w takich krajach jak Bułgaria czy Ukraina nadal wymagają reform.
Kraje, które najbardziej ucierpiały w 2012 roku: Bułgaria, Chorwacja i Słowenia, kryzys dotknął również Polskę
W Bułgarii ogólna liczba przedsiębiorstw, które ogłosiły upadłość w 2012 roku to 1 339, a w roku 2011 było ich zaledwie 390. Oznacza to wzrost o 243%. Główne przyczyny ogłaszania upadłości w Bułgarii w 2012 roku to bardzo wysokie zadłużenie przedsiębiorstw, wysokie koszty finansowe, niestabilne ceny podstawowych surowców oraz niska płynność. Co więcej, Bułgaria wciąż zmaga się z nieskutecznymi procedurami upadłościowymi. Porównując z rokiem 2011 wskaźnik ogłaszanych upadłości potroił się. Przewiduje się, że w latach 2013 i 2014 wskaźnik ten jeszcze wzrośnie.
W Chorwacji liczba ogłoszonych upadłości wzrosła w roku 2012 o blisko 175%, co oznacza, że wskaźnik upadłości potroił się z 0,88% w 2011 roku do 2,43% w 2012 roku. Główne przyczyny bankructw to kłopoty przedsiębiorców z nadążaniem za zmieniającym się środowiskiem biznesowym, brak spójnej strategii rządowej, niewielki rynek własny i niekonkurencyjne ceny produktów dla rynków zagranicznych. Gospodarka Chorwacji pozostaje w recesji, w której znalazła się w 2009 roku. Kryzys w strefie Euro wpłynął na Chorwację w dwojaki sposób, poprzez spadek eksportu i niepewność związaną z wpływami obcych banków w na gospodarkę krajową.
W 2012 roku w Słowenii otwarto postępowanie upadłościowe wobec 980 firm. Porównując do 2011 roku, liczba ta wzrosła o 39,2%, co oznacza, że wskaźnik ogłaszanych upadłości wynosi 0,65%. Główny problem to długotrwałe procedury upadłościowe (proces ogłoszenia bankructwa może zająć 10 lub więcej lat), przy czym dywidendy dla wierzycieli są bardzo niskie, ponieważ aktywa firm są prawie zawsze obciążone hipoteką. Produkt krajowy brutto Słowenii spadł o 2,3%. Główną przyczyną jest stagnacja w eksporcie oraz spadek konsumpcji krajowej.
Polska i jej gospodarka wciąż wyróżniają się stałym wzrostem ważnych wskaźników makroekonomicznych, jednak zwolnienie tempa wzrostu staje się coraz bardziej widoczne. Wskaźnik ogłaszanych upadłości jest najkorzystniejszy spośród krajów Europy Środkowej i Wschodniej (0,04%), ale liczba firm, których bankructwo ogłoszono wzrosła w poprzednim roku o 21,3%. Wynik z 2012 roku jest najgorszy od ośmiu lat i wyższy o 113% niż w 2008 roku. Nawet w roku 2009, w czasie największego kryzysu, bankructwo ogłosiło o 25% firm mniej niż w 2012 roku. Za ten wynik odpowiedzialna jest głównie branża budowlana – 25% wszystkich ogłoszonych bankructw. Drugim sektorem, który ma największy wpływ na liczbę bankrutów jest handel detaliczny.
W 2012 roku w Rumunii procedury upadłościowe rozpoczęto wobec 23 665 firm, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z rokiem 2011. Pod wpływem kryzysu ekonomicznego w ciągu ostatnich trzech lat, równowaga firm ulega stopniowej degradacji z powodu ograniczeń finansowych i pogorszenia się dyscypliny płatniczej w całej gospodarce. Dlatego też firmy są bardziej podatne na wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia, a to powoduje większą presję na płynność. Również w Czechach, w Słowenii i na Litwie znacząco wzrosła liczba firm ogłaszających upadłość. Najlepsze wyniki mają Łotwa, Estonia i Ukraina, natomiast dane Serbii należy uznać za niejednoznaczne. Na Łotwie, która najbardziej w regionie odczuła kryzys, odnotowano bardzo wysoki wzrost ogłaszanych upadłości w 2009 roku. Następnie w 2010 roku sytuacja się ustabilizowała i od tego czasu liczba przypadków wszczęcia procesów upadłościowych niezmiennie spada (w 2012 o 3,6%). Jednocześnie Łotwa wykazała najwyższy w Europie wzrost gospodarczy w 2011 i 2012 roku (5,3 i 5,6%).
W Estonii, liczba firm, które ogłosiły upadłość spadła o 5,6%, utrzymując średni wskaźnik upadłości na poziomie 0,74%. Wynik Ukrainy robi wrażenie – w 2012 roku ogłoszono tam o 30% mniej upadłości niż w 2011 roku, a wskaźnik upadłości utrzymuje się na poziomie 0,08%. Niemniej jednak kraj zmaga się z wysoce nieskutecznymi procedurami upadłościowymi, charakteryzującymi się niskim wskaźnikiem odzyskiwania długu i bardzo długim średnim czasem trwania procesu. W 2012 roku Bank Światowy uplasował Ukrainę na 157 miejscu (158 miejsce w 2011) spośród 185 krajów w zakresie rozstrzygania upadłości – średnio kraje Europy Środkowej i Wschodniej plasują się około 80 pozycji. Postępowanie upadłościowe na Ukrainie jest prawie dwa razy mniej skuteczne porównując do średniej z regionu.
Serbia wykazała spadek ogłaszanych upadłości o 43,8%. Jest to jednak wyłącznie rezultat wstrzymania w 2012 roku ustawy rządowej: wniosek o automatyczne bankructw, która powodowała liczne usunięcia z rejestru jednostek gospodarczych w 2010 i 2011 roku). W rzeczywistości Serbia ma poważny problem w postaci ogromnej ekspansji z okresu przed kryzysem, obecnie powodującej bardzo wysoki wskaźnik upadłości 7,93% w 2012 roku.
Rok 2013 nie będzie oznaczać końca kryzysu przedsiębiorstw wschodnioeuropejskich.
W roku 2013, biorąc pod uwagę przeprowadzone – także na potrzeby niniejszej Panoramy – badania statystyczne, Coface spodziewa się wzrostu upadłości w Europie Środkowej. W Rumunii, wzrost utrzyma się na tym samym poziomie +10%, co w roku 2012, ze względu na zbyt mały wzrostu konsumpcji krajowej (+1,2%). W Polsce, gdzie w 2013 roku światowy kryzys gospodarczy będzie dużo bardziej odczuwalny [słaby wzrost eksportu (+2%) i popytu krajowego (0,9%)], liczba upadłości firm wzrośnie o 25-30%. Na Słowacji, gdzie tempo wzrostu nie wydaje się być trwałe i w Czechach, z racji spadku eksportu, liczba upadłości powinna wzrastać w tym samym tempie, co w 2012 r.
Spółka Wind Mobile zawarła Umowę Partnerską na rozwój Open Ringback z partnerem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich
Nowy partner Wind Mobile jest liderem w zakresie muzyki cyfrowej z 60%-70% udziałem w rynku, obejmującym kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Umowa została zawarta na 4 lata z możliwością przedłużenia. Umowa obejmuje następujące kraje: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Egipt, Algierę, Tunezję i Maroko. Potencjał krajów objętych umową to 200 milionów mieszkańców i 240 milionów kart SIM.
„Przekonaliśmy naszego partnera, że Open Ringback to przełomowa koncepcja biznesowa, która pozwoli obu firmom zrobić wielki krok w przód. Wyniki Open Ringback w Polsce dały nam na tyle silną pozycję w rozmowach z partnerem, iż umowa została zawarta na wyłączność. Nasz partner jest aktywny w 22 krajach, ale zdecydowaliśmy się w pierwszej fazie na położenie nacisku na 6 kluczowych rynkach oraz 17 operatorach mobilnych. W krajach objętych umową mieszka łącznie dwieście milionów ludzi, w dużej mierze młodych, którzy są otwarci na innowacyjne usługi dodane. Możliwość dotarcia do pięciokrotnie większej populacji konsumentów w stosunku do Polski oraz otwarte drzwi do współpracy z ponad czterokrotnie większą ilością operatorów mobilnych w stosunku do naszej dzisiejszej pozycji – to unikalna okazja, którą dobrze wykorzystamy.” – mówi Igor Bokun, prezes Wind Mobile.
„Realizację naszej nowej umowy traktujemy jako strategiczną i długofalową inicjatywę Wind Mobile. Jest to na tyle duże przedsięwzięcie, a z drugiej strony tak wielka szansa dla Wind Mobile, że może okazać się koniecznym wzmocnienie zespołu oraz poczynienie większych inwestycji w regionie Bliskiego Wschodu. W pierwszej połowie czerwca organizujemy kilkudniowe warsztaty w Dubaju, podczas których doprecyzujemy z partnerem wspólny plan działań i wymagane zasoby, ustalimy eventy, w których warto wziąć udział oraz inne niezbędne narzędzia marketingu i sprzedaży, by halodzwonki w modelu Open Ringback głośno zagrały na Bliskim Wschodzie.” – mówi Tomasz Kiser, wiceprezes Wind Mobile.
Drugi odczyt PKB potwierdza pogorszenie koniunktury w I kw.
W I kw. PKB wzrósł o 0,5 proc. r/r. Zrewidowano zatem nieznacznie w górę odczyt flash (0,4 proc. r/r). W ujęciu odsezonowanym PKB wzrósł o 0,1 proc. kw/kw wobec stagnacji w IV kw. 2012.
Dane potwierdzają słabość popytu wewnętrznego, w tym konsumpcji. Konsumpcja utrzymała się na poziomie z ubiegłego roku (0,0 proc. r/r), spożycie publiczne kontynuowało spadki (-0,5 proc. r/r), inwestycje odnotowały poprawę w kontekście dynamicznym (-2,0 proc. wobec -4,1 proc. w poprzednim kwartale).
– Wydaje nam się jednak, że jest przedwcześnie, aby odtrąbić punkt przegięcia na cyklu inwestycyjnym, gdyż nie wskazują na niego dane o większej częstotliwości – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Przypominamy także, że model skonstruowany na takich danych wskazywał na dynamikę inwestycji rzędu minus 5-6 proc., a rewizja danych inwestycyjnych GUS za IV kwartał zbiegła właśnie do wskazań modelu – dodaje. Zdaniem ekspertów BRE GUS prawdopodobnie przeszacowuje komponent inwestycji prywatnych w maszyny i urządzenia, gdyż poprawa na całym agregacie przy znacznym powiększeniu spadków wartości dodanej w budownictwie wskazuje, że komponent ten zanotował solidne odbicie w I kwartale; patrząc na produkcję dóbr trwałych i inwestycyjnych wydaje nam się to jednak mocno wątpliwe. Kontrybucja zmian zapasów wyniosła -0,3pp., co pozwoliło na powrót dynamiki popytu krajowego do poziomów z III kwartału 2012 roku (-0,9 proc. r/r). Eksport netto dodał do wzrostu 1,4pp., co wydaje nam się wielkością nieco zaniżoną w kontekście opublikowanych danych o bilansie handlowym (problem nie tkwi tym razem w rozbieżności danych GUS i NBP; trudno też winić procesy cenowe, gdyż tam obserwujemy trend, a rozbieżności naszych obliczeń z danymi GUS pojawiają się niejako losowo i w obie strony).
Uważamy, że I kwartał był dnem cyklu koniunkturalnego. Co do perspektyw na kolejne kwartały, w II kwartale oczekujemy nieznacznego przyspieszenia konsumpcji – przewiduje Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Poprawa pozostałych części popytu krajowego odsunięta zostanie na II połowę roku – inwestycje prywatne powinny zareagować (sugerujemy wzięcie poprawki na obecne możliwe przeszacowanie ich wzrostu przez GUS) dopiero na poprawę perspektyw dla konsumpcji i otoczenia zewnętrznego (to drugie powinno nastąpić w znacznej mierze pod wpływem złagodzenia cięć fiskalnych w Eurolandzie). W całym roku, dynamika PKB będzie zbliżona do 1 proc. r/r, jednak trajektoria PKB będzie wznosząca.
Dzisiejsze dane spowodowały zniesienie porannej korekty oczekiwań co do poluzowania monetarnego (FRA i IRSy). Złoty i długi koniec krzywej pozostał pod presją głównie z powodów globalnej wyprzedaży obligacji.
Struktura PKB utwierdza nas w przekonaniu, że jest duża przestrzeń do poluzowania monetarnego (stagnacja w konsumpcji). Co więcej, sądząc po komentarzach z RPP, członkowie Rady zdają się ekstrapolować słabość z I kwartału na dalszą część roku, a nawet lata. W tej sytuacji oczekujemy kontynuacji poluzowania i obniżek stóp na czerwcowym i lipcowym posiedzeniu. Uważamy jednak przy tym, że dogodny okres na obniżki stóp będzie powoli dobiegał końca, gdyż kontekst decyzyjny w drugiej połowie roku istotnie się pogorszy: nastąpi wzrost inflacji, odbicie cyklu koniunkturalnego i nasilenie oczekiwań na zmniejszenie stymulacji ze strony Fed, co relatywnie i tak rozluźni politykę pieniężną w Polsce i może doprowadzić do uelastycznienia reakcji złotego na dysparytet stóp procentowych. W takich warunkach zapał RPP do obniżek stóp spadnie prawdopodobnie do zera.
Liczba biur podróży i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe będzie rosnąć
Po serii ubiegłorocznych głośnych upadków biur podróży, ten sezon może przynieść kolejne przykre niespodzianki. Liczba biur i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe, rośnie. Dla porównania na koniec ubiegłego roku w bazie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA było ich 427, w połowie kwietnia bieżącego roku już 441, a na koniec maja 454.
Dla branży turystycznej zeszły sezon zakończył się długami i utratą zaufania. Choć po medialnej burzy wywołanej plajtą kilku touroperatorów, liczba dłużników notowanych w KRD zmniejszyła się do 388 – wygląda jednak na to, że nie był to trwały trend. – Podejrzewamy, że ci, którzy nie płacili, choć mieli środki finansowe, chcieli wtedy zniknąć z rejestru, żeby nie tracić klientów. Z kolei ci, którzy mieli faktycznie kłopoty, nadal powiększali swoje zadłużenie – mówi Adam Łącki prezes Zarządu KRD. Aktualnie ich dług odnotowany w naszej bazie to ponad 8,8 miliona złotych.
Zadłużenie może być jeszcze większe, ponieważ wierzyciele zagraniczni, zwłaszcza spoza Unii Europejskiej, nie rejestrują długów polskich biur podróży u nas. Niedawno kilka dużych biur podróży znowu się pojawiło w bazie danych Krajowego Rejestru Długów, choć wciąż dominują średnie i małe agencje turystyczne, które nie dysponując wystarczającym kapitałem, ubezpieczają się na najniższą kwotę. Finansowe „dziury”, ewentualne roszczenia niezadowolonych łatają i pokrywają wpłatami od innych klientów. Działają tak często do momentu, aż na koncie będzie zero, albo znajdą się pod kreską.
Ministerstwo Sportu i Turystyki wprowadziło przepisy, które mają poprawić bezpieczeństwo turystów i uzdrowić tę sytuację. Zapisy dotyczą biur podróży, które działają krócej niż pięć lat. Wzbudzają one wiele kontrowersji, niewykluczone bowiem, że biura w ten sposób zostaną zmuszone do podwyższenia cen usług, co z kolei spowoduje spadek liczby klientów i w końcowym efekcie ich upadek.
Wygląda jednak na to, że Polacy nie obrazili się na biura podróży, po dużym spadku zaufania w ubiegłym roku w zagranicznej turystyce wyjazdowej eksperci spodziewają się wzrostu liczby zagranicznych wakacji na poziomie 3-4 procent. Ten sezon pokaże, czy szacunki się sprawdzą.
Wciąż należy jednak pamiętać, by decyzji o wyborze biura podróży, w którym chcemy wykupić wycieczkę nie podejmować w ostatniej chwili. Warto porównać różne oferty, a także sprawdzić wiarygodność touroperatora.
– Jeśli już zdecydujemy się pojechać w daleką podróż na zasłużony odpoczynek, to zróbmy wszystko, aby był on udany. Sprawdźmy finansowe kondycję i wypłacalność biura podróży. Dowiedzmy się, czy posiada Certyfikat Rzetelności, świadczący o jego transparentności i wiarygodności finansowej. Pamiętajmy, że lepiej korzystać z usług firm, które już długo działają na rynku, bo są doświadczone i bardziej odporne na ewentualne kryzysy – przekonuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.
Nie zapominajmy też sprawdzić wysokości sumy gwarancyjnej ubezpieczenia, z której w razie upadku biura podróży pokrywają koszty związane z powrotem turystów do kraju. Dane te znajdziemy pod adresem www.turystyka.gov.pl.
Tegoroczne wakacje będą sprawdzianem dla całej branży, okaże się czy organizatorzy wycieczek nauczyli się lepiej zabezpieczać interesy swoich klientów i czy mają szansę odbudować częściowo utracone zaufanie.
Projektanci mody dyktują nowe trendy w biznesie. Polskie marki zyskują międzynarodową renomę
W Polsce moda przez duże „M” to znikomy fragment rynku, jednak na przestrzeni ostatniego roku polski rynek mody przeżywa prawdziwą rewolucję. Na pokazach jest coraz bardziej światowo, pojawiają się nowe marki i projektanci którzy, bez wahania konkurują ze światowymi dyktatorami mody. Styl i jakość polskich marek coraz częściej doceniają także zagraniczne gwiazdy. W kreacjach od Ewy Minge mogliśmy oglądać Cheryl Cole, Paris Hilton, Kelly Rowland, czy Ivanę Trump. Kelly Rowland jak i słynna tenisistka Serena Williams wybrały torebki luksusowej marki antbag by ania.
Rynek mody to świat, w którym udaje się zaistnieć tylko nielicznym. Trudno jest przebić się do świadomości klientów i na stałe w niej zaistnieć. Jednak dzieki rozwójowi rynku handlu elektronicznego otworzył wiele nowych możliwości.
Przez długi czas sklepy internetowe z tego typu asortymentem w ogóle nie powstawały. Obecnie wraz z ogromną popularnością zakupów on-line oraz wzrostem zaufania do tej formy sprzedaży powstaje ich coraz więcej. Dotyczy to nie tylko typowych sklepów internetowych, ale również coraz powszechniejszej sprzedaży on-line poprzez strony firmowe konkretnych marek.
Zmiany na rynku prasy branżowej są w dużej mierze wynikiem przemian, które mają miejsce w samej branży. Według badań największy wpływ na odsetek zakupów online mają blogerzy. Blogi to coraz poważniejsza instytucja, z którą liczy się świat mody. Blogerki coraz częściej zapraszane są na pokazy mody i do współpracy w dużymi firmami. Często są określani mianem ekspertów, pojawiając się w tej roli w mediach, pisząc felietony i występując w programach telewizyjnych.

W 2013 r. rynek farmaceutyczny w Polsce wzrośnie o ponad 4%
W 2012 r. rynek apteczny w Polsce po raz pierwszy od wielu lat odnotował ujemną dynamikę zmian i spadł o 6% w stosunku do roku 2011, do wartości 26,53 mld zł w cenach detalicznych. Miało to głównie związek z wejściem w życie ustawy refundacyjnej. Była ona główną przyczyną spadku wartości sprzedaży w segmencie leków refundowanych w 2012 r., który wyniósł aż 23%. Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015” w 2013 r. dynamika rynku będzie znowu dodatnia.
Według prognoz PMR, w 2013 r. dynamika rynku aptecznego będzie dodatnia i wyniesie około 4%. Będzie to związane głównie z efektem niskiej bazy z 2012 r. – przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej (w czwartym kwartale 2011 r.) pacjenci kupowali lek na zapas, co przełożyło się to na istotne spadki sprzedaży na początku 2012 r.
W 2013 r. nadal na rynek będą mieć wpływ czynniki, które niekorzystnie wpływały na wartość segmentu w 2012 r., takie jak spadki sprzedaży leków refundowanych w stosunku do okresu w poprzednim roku, częste zmiany na listach leków refundowanych i dalsze obniżki cen. „W latach 2014-2015 przewidujemy dalszą stabilizację sprzedaży aptecznej w Polsce i dynamikę wzrostu na poziomie około 4,5-5,5%. Ogółem, CAGR (średnioroczna stopa wzrostu) dla lat 2013-2015 wyniesie 4,7%, a rynek przekroczy 30 mld zł w 2015 r.” mówi Agnieszka Skonieczna, starszy analityk rynku farmaceutycznego PMR i współautor raportu.
W 2012 r. większość kategorii ATC zanotowała spadki sprzedaży – największe odnotowane zostały w kategoriach leków stosowanych w chorobach krwi i układu krwiotwórczego oraz w przypadku leków przeciwnowotworowych i immunomodulacyjnych. Doszło do tego wskutek zmian na listach leków refundowanych oraz obniżek cen leków wymuszonych przez nowy system. W ostatnich dwóch latach trendy we wszystkich głównych kategoriach terapeutycznych były zbliżone: był to gwałtowny skok sprzedaży w czwartym kwartale 2011 r., spadek sprzedaży w pierwszym kwartale 2012 r. i utrzymanie stosunkowo niskiego poziomu sprzedaży w ciągu całego 2012 r.
Według prognoz PMR, w latach 2013-2015 najszybciej będą rozwijały się najmniejsze pod względem wartości sprzedaży kategorie ATC – leki przeciwpasożytnicze (CAGR 2013-2015: 10%) i leki wpływające na narządy zmysłów (9%).
W latach 2008-2009 r. leki onkologiczne i immunomodulujące były motorem wzrostu aptecznego rynku leków. Główną przyczyną była tu zmiana statusu immunosupresorów z preparatów stosowanych w lecznictwie zamkniętym na leki dostępne w aptekach. W 2012 r. apteczna sprzedaż leków onkologicznych i immunomodulujących spadła jednak najbardziej ze wszystkich kategorii, o blisko jedną czwartą. „Wynikało to przede wszystkim ze znaczących obniżek cen leków onkologicznych po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Według prognoz PMR, pomimo wzrostu zachorowalności na nowotwory (według Centrum Onkologii, do 2025 r., w porównaniu do 2009 r., nastąpi wzrost zachorowań o 43% u mężczyzn i 36% u kobiet ), dynamiki tej kategorii w sprzedaży aptecznej będą niewielkie. W Polsce największym problemem jest bowiem finansowanie najnowszej generacji leków onkologicznych” mówi Agnieszka Skonieczna.
Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory wzrasta i w roku 2010 osiągnęła poziom ponad 140 tys. zachorowań. Polska jest w porównaniu do średniej UE krajem o niskiej zachorowalności na nowotwory, lecz o wysokiej śmiertelności.
Najczęściej występującym nowotworem w całej populacji jest nowotwór oskrzela i płuca, chociaż zachorowalność na ten nowotwór spada od 15 lat. Jest on na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę zachorowalność wśród mężczyzn i na drugim miejscu wśród kobiet. U kobiet obserwuje się wzrost zachorowalności na ten nowotwór, ponieważ kobiety urodzone w latach 1940-1960, wśród których było lub jest wiele palaczek, wchodzą obecnie w wiek największego zagrożenia chorobą nowotworową.
Ponad połowa nowych zachorowań na nowotwory notowana jest u osób powyżej 60 roku życia. Z roku na rok wzrasta jednak zachorowalność wśród osób w wieku produkcyjnym. Na przykład, w roku 2010 o prawie 10% wzrosła liczba nowych zachorowań wśród mężczyzn w wieku 35-39 lat w porównaniu do roku 2009.
Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.
Czy można szukać legalnych sposobów, by płacić możliwie najniższe podatki?
Przygotowywane przez Ministerstwo Finansów regulacje skłaniają do negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Wraca kontrowersyjna koncepcja tzw. klauzuli obejścia prawa.
W opublikowanych przez Ministerstwo Finansów założeniach do nowelizacji ordynacji podatkowej znalazła się propozycja wprowadzenia ogólnej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Zapis ten uprawniałby organy administracji podatkowej do kwestionowania czynności prawnych (np. zawieranych transakcji) podejmowanych przez podatników, jeśli fiskus stwierdziłby, że dane działania zostały zrealizowane w sposób sztuczny, a ich jedynym lub najważniejszym celem jest uzyskanie korzyści podatkowej.
„Sama idea ogólnej klauzuli obejścia prawa podatkowego jako sposobu na uszczelnienie systemu podatkowego, a także instrumentu zapewniającego uczciwą konkurencję pomiędzy podatnikami, jest jak najbardziej słuszna i zapewne nieunikniona wobec presji na zapewnienie wpływów budżetowych.” – stwierdza Jan Tokarski, starszy menedżer w zespole postępowań podatkowych PwC. „Niemniej jednak wprowadzenie tego instrumentu musi być poprzedzone dogłębną analizą potencjalnych skutków dla podatników, łącznie z odwołaniem się do praktyk światowych.”
Z opracowanego przez PwC raportu „Powrót klauzuli obejścia prawa podatkowego” wynika, że ta instytucja jest stosowana w systemach prawnych wielu krajów, również tak gospodarczo rozwiniętych jak Niemcy, Chiny czy Holandia. Z kolei inne (Indie, Wielka Brytania) przygotowują się do wprowadzenia klauzuli.
Eksperci PwC wskazują zestaw cech, którymi powinna się odznaczać klauzula, aby była skuteczna a jednocześnie nie nadmiernie dolegliwa dla podatników:
- Pewność prawa – jasno wskazany cel klauzuli
- Szerokie wsparcie merytoryczne i możliwość konsultacji
- Sprawiedliwość i skuteczność procedury (przejrzystość, niezależność i obiektywizm)
- Oparcie na materiale dowodowym
- Niezależny panel ekspertów zapewniających jednolitość zasad stosowania procedury
- Zapis o nadużyciu jako warunku skorzystania z procedury
- Sfery bezpieczne, w których procedura nie będzie stosowana
Mechanizmy zabezpieczające podatnika przed wdrożeniem procedury (np. wiążące zgody, opinie i interpretacje fiskusa).
Zdaniem specjalistów PwC, porównanie powyższych wymogów z przygotowaną przez MF koncepcją klauzuli w Polsce budzi poważne wątpliwości. Eksperci PwC prezentują prawdopodobne problemy praktyczne, z którymi może się wiązać wprowadzenie klauzuli obejścia prawa w zakładanym kształcie:
- Potencjalna niekonstytucyjność klauzuli (poprzednio obowiązujące regulacje w tym zakresie uchylił Trybunał Konstytucyjny)
- Dolegliwa sankcja z tytułu stosowania klauzuli (30% zobowiązania podatkowego, które należy zapłacić niezależnie od samego podatku wraz z odsetkami)
- Praktyka organów podatkowych, które będą oceniać model prowadzonej działalności biznesowej podatników
- Utrudniony dostęp do mechanizmów zabezpieczających, zwłaszcza dla mniejszych firm (za wydanie wniosku o opinię zabezpieczającą trzeba będzie zapłacić co najmniej 25 tys. złotych)
- Niepewność podatników w stosowaniu prawa (przynajmniej w początkowym okresie).
„W tej chwili możemy analizować jedynie zaprezentowane założenia do nowelizacji. Jednak dopiero dokładne brzmienie klauzuli pozwoli szczegółowo prognozować wpływ tej instytucji na polskich podatników. Dlatego narzędzie to będzie wymagało bardzo precyzyjnego uregulowania w toku procesu legislacyjnego. W przeciwnym bowiem wypadku może ono ograniczać prawa podatników a fiskusowi umożliwić kwestionowanie zawieranych umów, jeżeli uzna, że ich jedynym celem było osiągnięcie korzyści podatkowych.” – podsumował Jan Tokarski z PwC.
Mobilny dostęp do Internetu będzie napędzać rozwój rynku mediów i rozrywki w latach 2013-2017
Do 2017 r. globalne wydatki na rozrywkę i media przekroczą 2,1 bln USD. Rynek polski w nadchodzących latach będzie rósł w tempie 3,2% rocznie, osiągając w 2017 r. wartość 11,4 mld USD – wynika z najnowszego raportu firmy doradczej PwC „Global Entertainment and Media Outlook 2013-2017”. Wprawdzie przez najbliższe pięć lat nadal dominować będą wydatki na media tradycyjne, ale zdecydowanie wzrosną wydatki na media dostarczane w formie cyfrowej.
Największy wzrost rynku mediów i rozrywki w okresie objętym raportem (2013-2017) odnotują Chiny, Brazylia, Indie, Rosja, Bliski Wschód i Afryka Północna, Meksyk, Indonezja i Argentyna. Prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR) dla tych rynków jest ponad dwukrotnie większa niż dla całej branży rozrywki i mediów globalnie. W 2017 r. będą one odpowiadać za 22% łącznych światowych przychodów branży, co niemal podwoi ich udział wobec 12% w 2008 r. Na tle tych krajów, wydatki na rozrywkę i media w Polsce będą rosły znacznie wolniej – w tempie 3,2% rocznie, zbliżonym do rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.
W najbliższych latach najistotniejszy wpływ na kształt rynku rozrywki i mediów będą nadal miały dwa główne czynniki: dalsza cyfryzacja rozrywki i mediów oraz rosnące znaczenie urządzeń mobilnych. W skali świata w 2014 r. przychody z mobilnego dostępu do Internetu w wysokości 259 mld USD będą stanowić ponad 50% całkowitych wydatków na dostęp do Internetu, przewyższając wydatki na kablowy Internet szerokopasmowy. Wydatki na Internet mobilny powinny przekroczyć wydatki na Internet kablowy w USA i Korei Południowej w 2013 r., w Wielkiej Brytanii w 2015 r., a w Polsce dopiero po zakończeniu okresu objętego prognozą PwC (po 2017 r.). Wydatki na cyfrową rozrywkę i media, którym sprzyja upowszechnienie inteligentnych urządzeń elektronicznych, do 2017 r. będą stanowić 44% całkowitych wydatków na dojrzałych rynkach (w Polsce 42%), co niemal podwoi ich poziom w stosunku do 2008 r. i będzie stanowić wzrost w porównaniu z 34% w 2012 r.
Rynek polski ogółem
W Polsce najszybciej w nadchodzących latach będą rozwijały się te segmenty rynku mediów i rozrywki, które są związane z technologiami cyfrowymi, czyli dostęp do Internetu, reklama w Internecie oraz gry wideo.
W prognozowanym okresie 2013–2017 r., rynek reklamy w Polsce będzie rósł w średniorocznym tempie 3,9% CAGR, napędzany głównie przez wzrost reklamy internetowej średniorocznie o ponad 10% CAGR. W 2017 r. reklama telewizyjna utrzyma dotychczasową dominującą pozycję, stanowiąc nadal ponad 39% rynku reklamy w Polsce, jednak wydatki na reklamę w Internecie osiągną podobny udział – 37% wartości rynku.
Wartość poszczególnych segmentów rynku mediów i rozrywki w Polsce oraz prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR)
Ekspert wyjasnia dla kogo i jak działa nowa ustawa antykryzysowa
Dostrzegając znaczne spowolnienie gospodarcze przynoszące problemy ekonomiczne przedsiębiorców oraz związaną z tym redukcję etatów, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podjęło próbę wyjścia im naprzeciw i postanowiło wesprzeć pracodawców. O proponowanych rozwiązaniach antykryzysowych opowiada ekspert, Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w Kancelarii TGC Corporate Lawyers.
W tym celu przygotowano projekt ,,Ustawy o szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców” zwanego nową ustawą antykryzysową z dnia 4 marca 2013 r.
Jakie działania dziś może przeprowadzić pracodawca
Obecnie przedsiębiorca, który boryka się z problemami finansowymi i spadkiem zamówień czy sprzedaży może stosować takie rozwiązania jak:
– jednostronna zamiana warunków pracy bądź płacy np. zmniejszanie wynagrodzenia, likwidację niektórych składników wynagrodzenia czy też obniżanie wymiaru etatu poprzez stosowanie wypowiedzeń zmieniających;
– likwidację poszczególnych stanowisk;
– zwolnienia grupowe;
– porozumienie się z pracownikiem w sprawie rozpoczęcia urlopu bezpłatnego;
– „wypożyczanie” pracownika innemu pracodawcy;
– wdrożenie programu dobrowolnych odejść.
Większość powyższych rozwiązań zmierza jednak do definitywnego zakończenia stosunku pracy i uszczuplenia zasobów kadrowych. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są dwojakie: w pierwszej kolejności może wystąpić sytuacja, w której poprzez okrojenie kadr pracodawca staje się niekonkurencyjny na rynku, obniża się jego renoma, a w momencie gdy przejściowy zastój mija, zwyczajnie nie ma rąk do pracy i zmuszony jest naprędce rekrutować i szkolić nowych pracowników. A to pociąga za sobą dodatkowe koszty – nieprawidłowo wytypowani do zwolnienia pracownicy, niewłaściwie przeprowadzone zwolnienia grupowe, źle skonstruowane wypowiedzenia zmieniające czy też błędnie rozpisany i poprowadzony program dobrowolnych odejść, bez pomocy prawników specjalizujących się w prawie pracy bądź specjalistów z dziedziny ZZL może doprowadzić pracodawcę do ogromnych problemów: konieczności wypłacenia gigantycznych odpraw, konfliktów ze związkami zawodowymi, roszczeń o odszkodowania i wielu pozwów do sądu pracy. Skutkiem tego może być jeszcze większa zapaść firmy a w skrajnych przypadkach nawet upadłość.
Dla kogo nowe przepisy
Według projektu, Ustawa skierowana jest do przedsiębiorców (zdefiniowanych w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej), u których:
• spadek obrotów – sprzedaży towarów i usług wyniósł minimum 15% przez 6 kolejnych miesięcy z 12 miesięcy poprzedzających dzień wystąpienia z wnioskiem o wsparcie,
• nie występują zaległości podatkowe, w opłacaniu składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, Fundusz Pracy,
• nie ma przesłanek do ogłoszenia upadłości,
• w dniu złożenia wniosku o przyznanie świadczeń przewidzianych w ustawie nie zachodziły przesłanki do uznania, iż znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej.
Wyjątki:
• Przedsiębiorca, który ma zaległości w opłacaniu składek, ale zawarł stosowne porozumienie odnośnie spłaty zadłużenia i terminowo realizuje kolejne raty albo korzysta z odroczenia terminu płatności.
• Przedsiębiorca, u którego zaległości w opłacaniu składek powstały w okresie spadku obrotów gospodarczych i który w związku z tym wraz z wnioskiem o przyznanie świadczeń załącza plan spłaty zadłużenia obejmujący wszystkie składki.
Na czym będzie polegała pomoc
Wsparcie, jakie oferuje przedsiębiorcom Ministerstwo, będzie opierało się na:
• skorzystaniu z dopłat do wynagrodzeń pracowników zagrożonych zwolnieniami w okresie zastosowania przestoju ekonomicznego. Według projektu wynagrodzenie pracownika w wysokości co najmniej płacy minimalnej będzie opłacane w części ze środków pracodawcy a w części ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Takie dofinansowanie może trwać maksymalnie 6 miesięcy w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia,
• możliwości obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika wraz z proporcjonalnym zmniejszeniem wynagrodzenia ale bez potrzeby zastosowania wypowiedzenia zmieniającego. Wymiar czasu pracy po obniżeniu nie będzie mógł być mniejszy niż pół etatu, a taki stan rzeczy będzie mógł obowiązywać przez maksymalnie pół roku w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia. Dzięki temu, że pracodawca wystąpi z wnioskiem do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o udzielenie pomocy finansowej pracownik, któremu zostanie obniżony wymiar czasu pracy, będzie otrzymywał co najmniej minimalne wynagrodzenie pokrywane w części przez pracodawcę a w części przez FGŚP.
Zgodnie z definicją ujętą w projekcie ustawy przestój ekonomiczny to niewykonywanie pracy u przedsiębiorcy przez pracownika pozostającego w gotowości do pracy z przyczyn ekonomicznych niedotyczących pracodawcy.
Co istotne, przez okres korzystania z powyższych rozwiązań a także przez 3 miesiące następujące bezpośrednio po okresie pobierania świadczeń, pracownicy będą objęci ochroną przed zwolnieniem z przyczyn niedotyczących pracownika.
Wprowadzenie pierwszego bądź drugiego rozwiązania może następować w układzie zbiorowym pracy lub będzie musiało być poprzedzone porozumieniem ze związkami zawodowymi bądź w przypadku ich braku, z przedstawicielami pracowników.
Jak uzyskać wsparcie
Przedsiębiorca aby otrzymać pomoc, musi wystąpić z wnioskiem do marszałka województwa właściwego ze względu na siedzibę przedsiębiorstwa. Marszałek ma 7 dni na rozpatrzenie wniosku i podpisanie umowy o wypłatę świadczeń. Następnie zwraca się do dysponenta Funduszu o przekazanie odpowiednich środków finansowych na ten cel. Dysponent Funduszu przekazuje marszałkowi stosowne środki przeznaczone na pomoc oraz na opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne pracowników, co stanowi dodatkowe wsparcie dla przedsiębiorcy. W ostatnim kroku marszałek dystrybuuje świadczenia do pracodawcy.
Dodatkowy bonus
Przedsiębiorca może wystąpić do właściwego starosty z wnioskiem o dofinansowanie z Funduszu Pracy kosztów szkolenia pracowników, co do których stosuje się rozwiązania z tytułu ochrony miejsc pracy i którzy pobierają w związku z tym świadczenia z powodu przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Jedynym warunkiem jest uzasadnienie szkolenia obecnymi lub przyszłymi potrzebami pracodawcy. Takie rozwiązanie jest niezwykle korzystne, gdyż małym nakładem finansowym pozwala dokształcić kadrę lub wręcz uzyskać jej nowe specjalistyczne kwalifikacje, zmienić profil przedsiębiorstwa lub dostosować je do potrzeb rynku i klientów. Kursy muszą rozpocząć się w okresie trwania przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Wysokość takiego dofinansowania to 80% kosztów szkolenia, nie więcej jednak niż 300% przeciętnego wynagrodzenia za pracę.
Branża chemiczna w USA zyskuje dzięki zasobom gazu łupkowego, a europejskie firmy szukają wzrostu przychodów na rynkach wschodzących
Procesy konsolidacji i przenoszenie produkcji tam, gdzie są tańsze surowce – to rzeczywistość przemysłu chemicznego na całym świecie. Dotyczy to także rynku polskiego, na którym w ostatnich kilkunastu miesiącach doszło do kilku znaczących fuzji. Zdaniem autorów raportu „2013 Global Chemical Industry Mergers and Acquisitions Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, podmioty prowadzące działalność w tym sektorze są zmuszone szukać nowych rynków w związku z reorganizacją swoich portfeli inwestycyjnych. Wyjątkiem są jedynie zakłady chemiczne z USA, które rozwijają się dzięki dużym zasobom gazu łupkowego w tym kraju.
Prym w branży chemicznej od lat wiodą firmy europejskie i północnoamerykańskie, choć w ostatnim okresie dołączyły do nich również spółki z Chin. Według raportu Deloitte przedsiębiorstwa z tego sektora, szczególnie te z Europy, wykazują dużą aktywność w poszukiwaniu możliwości rozwoju wynikających z fuzji i przejęć. Związana jest ona m.in. z kryzysem gospodarczym i dużą niepewnością ekonomiczną. „Akurat w tej branży doskonałe odzwierciedlenie znajduje zasada, że większy może więcej i to począwszy od negocjowania cen surowców, poprzez produkcję, aż do dystrybucji produktów. Poza tym spółki poprzez transakcje fuzji i przejęć mogą zmienić profil swojej działalności albo pozbyć się części biznesu, który nie jest dla nich kluczowa1” – tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.
Taką strategię przyjęły największe europejskie koncerny chemiczne, m.in. BASF czy Solvey. Zjawisko to nie ominęło również Polski, która jest jednym z wiodących graczy na tym rynku wśród krajów Unii Europejskiej i największym wśród tzw. nowych państw UE. Ostatnie kilkanaście miesięcy to okres konsolidacji w rodzimym sektorze chemicznym. Największym graczem jest w tej chwili Grupa Azoty, która powstała po przejęciu przez Zakłady Azotowe w Tarnowie fabryk w Kędzierzynie-Koźlu, Policach i Puławach. Możliwości rozwoju w Polsce szuka także BASF. Niemiecki gigant kupił aktywa Ciechu dotyczące produkcji TDI i rozpoczął budowę fabryki katalizatorów w Środzie Śląskiej, która ma być największym zakładem koncernu w Europie.
Kondycja branży chemicznej jest silnie uzależniona od koniunktury, stąd dążenie graczy działających na tym rynku do dywersyfikacji produkcji i takiej organizacji portfela inwestycyjnego, który pozwoli na uzyskanie silnej pozycji rynkowej w kluczowych obszarach. Stąd m.in. coraz większe zainteresowanie europejskich koncernów chemicznych rynkami wschodzącymi, głównie Ameryką Łacińską i Bliskim Wschodem, ale też Chinami. Eksperci Deloitte oszacowali że aż jedna czwarta transakcji M&A na europejskim rynku chemicznym spowodowana była właśnie chęcią zmiany prowadzonej działalności.
Podobnie jak europejskie firmy, również amerykańskie koncentrują swoją działalność na fuzjach i przejęciach. Jak czytamy w raporcie Deloitte, obserwowany wzrost tego typu transakcji będzie się nadal utrzymywał. Przyczyni się do tego ożywienie w sektorze budowlanym, dostęp do złóż gazu łupkowego oraz obniżenie cen surowców. Wartość inwestycji związanych z budową nowych zakładów produkcyjnych w ciągu najbliższych kliku lat wyniesie około 40 mld dolarów. W odróżnieniu jednak od europejskich firm, amerykańscy giganci w związku z dostępem do tańszych surowców w postaci gazu łupkowego na swoim kontynencie, w zdecydowanie mniejszym stopniu szukają inwestycji poza USA.
Być może gaz łupkowy okaże się także kołem napędowym dla rozwoju europejskiej branży chemicznej. Będzie on wykorzystywany nie tylko jako źródło energii, ale także jako surowiec do produkcji różnych materiałów i środków chemicznych. „Na razie są to jednak bliżej niesprecyzowane plany, choć niewątpliwie przemysł chemiczny, także w Polsce, bardzo liczy na sukces w wydobyciu tego cennego surowca. To co wiadomo na pewno, to że w najbliższych miesiącach firmy z branży chemicznej na całym świecie będą koncentrować się na realizacji inwestycji, które mogą zapewnić im tempo wzrostu przychodów powyżej średniego poziomu” – podsumowuje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Chemicznego Deloitte.


