Złe wiadomości z rynku pracy

Z opublikowanych dziś przez GUS danych wynika, że w lipcu 2011 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 11,7%. To o 0,1 punktu procentowego mniej niż przed miesiącem, ale o 0,2 punktu procentowego więcej niż przed rokiem.

Choć różnice mogą wydawać się niewielkie, jest to negatywny sygnał dla rynku pracy. Z wyjątkiem fatalnego pod względem gospodarczym 2009 roku w ciągu ostatnich 5 lat okres czerwiec-lipiec-sierpień wiązał się z tradycyjnym, sezonowym spadkiem bezrobocia. Choć nie wiemy, jak sytuacja rozwinie się w sierpniu, dane za lipiec można uznać za niepokojące.

Martwić mogą również inne statystyki, zwłaszcza kurczący się popyt na pracę. W ujęciu rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca zmniejszyła się liczba ofert zatrudnienia skierowanych przez pracodawców do urzędów pracy. W lipcu 2011 roku było ich łącznie 63,1 tys., tj. o 5,2 tys. mniej niż w czerwcu
i aż o 27,3 tys. mniej niż przed rokiem.

Nadal problem stanowią różnice regionalne. Najwyższą stopę bezrobocia w lipcu 2011 odnotowano tradycyjnie w 2 województwach: warmińsko-mazurskim (18,4%) i zachodniopomorskim (16,1%). Najlepiej było w Wielkopolsce (8,5%) oraz na Mazowszu (9,3%).

Bardziej drastyczne są dysproporcje w poziomie bezrobocia w poszczególnych powiatach.
W powiecie szydłowieckim, w południowej części woj. mazowieckiego, odsetek osób zarejestrowanych w urzędach pracy wyniósł 34,3%. W tym samym czasie w powiecie grodzkim
m. Sopot miernik wyniósł 3,3%.

Na mapie polskiego bezrobocia nie działo się jednak tylko źle. W ciągu ostatniego roku w powiecie słubickim w woj. lubuskim wskaźnik spadł aż o 6,4 punktów procentowych (z 20,7% do 14,3%).

Nie czas na powroty do Polski -wyniki ankiety ING

ING w swojej ankiecie postanowiło sprawdzić czy wobec pesymistycznych danych z płynących zachodnich gospodarek Polacy, którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu pracy, rozważają powrót do ojczyzny.

Ankieta została przeprowadzona w dniach 04-18.08 br. wśród klientów ING Banku Śląskiego korzystających z systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Na zadane pytanie uzyskano 31633 odpowiedzi.

W obliczu globalnej recesji w listopadzie 2008 r. ING Bank Śląski zapytał swoich klientów czy oni lub ich znajomi pracujący za granicą zamierzają wracać do Polski. Wtedy co czwarta (27%) osoba pracująca za granicą zadeklarowała w najbliższym czasie powrót do kraju albo znała osobę, która miała takie plany. To samo pytanie postanowiliśmy zadać naszym klientom w tym miesiącu (sierpień br.). Chcieliśmy sprawdzić, czy wobec pesymistycznych danych płynących z zachodnich gospodarek, reakcja naszych rodaków pracujących za granicą będzie podobna.

Odsetek respondentów wskazujących na zamiar powrotu do kraju (lub znający osoby mające takie plany) okazał się być prawie dwa razy mniejszy niż trzy lata temu (15% w sierpniu br. wobec 27% w listopadzie 2008 r.). Wzrósł natomiast udział osób niechętnych powrotowi z powodu względnie lepszych warunków na zagranicznym rynku pracy (85% w sierpniu br. wobec 73% w listopadzie 2008 r.)

Choć decyzja o powrocie do kraju bądź pozostaniu dłużej na emigracji nie zależy tylko od stanu rynku pracy, (co podkreślaliśmy w komentarzu do pytania z listopada 2008 roku), ma on jednak zasadnicze znaczenie. Gdyby w Polsce stopa bezrobocia spadała, a w krajach-odbiorcach polskiej siły roboczej rosła, ten fakt zapewne skłaniałby emigrantów do powrotów. Tymczasem dane tego nie pokazują. Wskutek kryzysu stopa bezrobocia wzrosła zarówno w Polsce, jak i w głównych krajach-odbiorcach polskiej emigracji (z wyjątkiem Niemiec). W przypadku Polski stopa bezrobocia (zharmonizowana odsezonowana stopa bezrobocia liczona przez Eurostat) wzrosła od listopada 2008 r. do maja 2011 r. o prawie jedną trzecią (31%), w Wielkiej Brytanii o jedną czwartą (24%), a w Irlandii o ponad trzy czwarte (77%). W Niemczech była za to niższa niż przed kryzysem (o 18%). Z drugiej strony, nie ma też wyraźnego sygnału pogorszenia się sytuacji w Polsce w porównaniu z pozostałymi krajami, więc te dane nie pomagają wyjaśnić, dlaczego mniej Polaków chciałoby wrócić do ojczyzny.

Wyniki naszej sondy pasują natomiast do zachowania wskaźnika nastrojów konsumenckich, opracowywanego przez Komisję Europejską. Mierzy on nastroje konsumentów względem własnej sytuacji finansowej w najbliższej przyszłości, sytuacji gospodarczej kraju, perspektyw rynku pracy i możliwości oszczędzania. Wynika z niego, że w porównaniu z listopadem 2008 roku tylko w Polsce nastroje konsumentów nie poprawiły się, natomiast konsumenci mieszkający w Wielkiej Brytanii, Irlandii, a zwłaszcza w Niemczech optymistyczniej oceniają teraz własną przyszłość.

Najmniejsze mieszkania, najwyższa cena

W naszym kraju największym zainteresowaniem cieszą się małe mieszkania 2- oraz 3-pokojowe. Na tej podstawie można stwierdzić, że to właśnie lokale z segmentu popularnego powinny charakteryzować się najdroższą ceną w zł/mkw. Tyle teoria, a jak jest w rzeczywistości?

We wszystkich miastach za wyjątkiem Wrocławia najwyższa cena w zł/mkw. ma miejsce w przypadku najmniejszych mieszkań. W stolicy Dolnego Śląska najgłębiej trzeba sięgnąć do kieszeni decydując się na lokal o metrażu mieszczącym się w przedziale od 41 do 60 mkw., choć różnica pomiędzy dwoma pierwszymi segmentami jest niewielka. Ponadto warto również zwrócić uwagę na fakt, że w większości miast najniższe stawki osiągają mieszkania największe. W tym wypadku wyjątek potwierdzający regułę stanowi Kraków. Trzeba jednak tutaj wspomnieć o specyfice grodu Kraka, gdzie znajduje się spora grupa większych mieszkań usytuowanych w kamienicach w okolicy Starego Miasta, których wysoka cena podnosi poziom średniej stawki w tym segmencie.

Na podstawie powyższego zestawienia można stwierdzić, że niższy metraż mieszkania, przekłada się na wyższą cenę w zł/mkw. Na taką sytuacje niewątpliwie wpływa fakt, że od początku kryzysu finansowego, a więc już od około trzech lat zwiększa się grono Polaków zainteresowanych najmniejszymi lokalami. W takim wypadku pomimo wyższej stawki w zł/mkw., całkowita cena lokalu mieszkalnego jest niższa. Ma to duże znacznie w sytuacji obniżającej się zdolności kredytowej polskich gospodarstw domowych. Ponadto w mniejszych jednostkach mieszkalnych wyższy udział w całym metrażu stanowią kuchnia oraz łazienka, których wykonanie jest najdroższe. W tych pomieszczeniach znajdują się, bowiem instalacje gazowe, sanitarne itp., które stanowią sporą część kosztów budowy.

Emmerson S.A.

PGNiG przejmuje Vattenfall Heat Poland za prawie 3 mld PLN

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA nabyło 24.591.544 akcji stanowiących ponad 99,8% akcji Vattenfall Heat Poland SA (VHP). Zakup stołecznych elektrociepłowni jest dla PGNiG kolejnym, po projekcie w Stalowej Woli, etapem rozwoju PGNiG jako koncernu multienergetycznego.

„Ta transakcja, to kolejny przykład, że polskie spółki opierając się na czysto biznesowej kalkulacji i uważnie śledząc rynek angażują się tam, gdzie widzą atrakcyjne możliwości inwestycyjne” – powiedział Aleksander Grad, Minister Skarbu Państwa.

„Nabycie przez PGNiG warszawskich aktywów Vattenfalla umożliwi dywersyfikację źródeł osiąganych przychodów zgodnie ze zaktualizowaną strategią Grupy Kapitałowej, zgodnie z którą energetyka jest jednym z trzech kluczowych obszarów rozwoju spółki. Kierując się interesem naszej spółki i jej akcjonariuszy, chcemy dalej rozwijać działalność energetyczną w Grupie Kapitałowej PGNiG” – powiedział Michał Szubski, prezes PGNiG.

Przejęcie aktywów VHP oraz wdrożenie programu inwestycyjnego, mającego na celu dalszy rozwój mocy wytwórczych w stołecznych elektrociepłowniach, pozwoli na zwiększenie przychodów PGNiG dzięki sprzedaży ciepła i energii elektrycznej oraz wpłynie pozytywnie na rozwój krajowego rynku gazu.

Dzięki tej transakcji do grupy PGNiG dołączy podmiot uważany za krajowego lidera sektora elektroenergetycznego, charakteryzujący się wysoką efektywnością, silną pozycją finansową oraz wykwalifikowaną i doświadczoną kadrą. Zamiarem PGNiG jest wykorzystanie wiedzy i umiejętności pracowników VHP, tworząc z nabywanej spółki centrum kompetencyjne PGNiG w ramach działalności energetycznej.

„Odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną i ciepło w Warszawie planujemy w przyszłości budowę co najmniej jednej elektrociepłowni dużej mocy opalanej gazem. Planowane przez PGNiG stopniowe przejście ze starych bloków węglowych na nowoczesne bloki gazowo-parowe przyczyni się do poprawy jakości życia Warszawiaków, a dodatkowo pozwoli na lepsze dostosowanie produkcji energii do potrzeb mieszkańców stolicy. Gazowe jednostki kogeneracyjne charakteryzują się wysoką efektywnością energetyczną oraz emitują do atmosfery o około 50 proc. mniej zanieczyszczeń w porównaniu do źródeł węglowych” – powiedział Radosław Dudziński, Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za strategię spółki.

W opinii Zarządu PGNiG przejęcie VHP istotnie wzmocni pozycję Grupy Kapitałowej PGNiG, jako poważnego gracza na rynku energetycznym w Polsce oraz pozwoli uzyskać znaczący udział w rynku wytwarzania energii. Dodatkowo, transakcja wzmocni konkurencję w sektorze energetycznym w Polsce.

Cena nabycia na dzień podpisania umowy wynosi około 2,96 mld PLN, co odpowiada wartości przedsiębiorstwa na poziomie około 3,5 mld PLN. Cena nabycia jest indeksowana odzwierciedlając koszt pieniądza w czasie. Wysokość ostatecznej ceny nabycia będzie zależna od daty zamknięcia transakcji. Inwestycja zostanie w całości sfinansowana z programu obligacji PGNiG.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków transakcji. Nabycie aktywów Vattenfalla dowodzi determinacji Zarządu PGNiG w konsekwentnej realizacji naszej aktualnej strategii rozwoju w kluczowych obszarach działalności. Dodatkowo wierzymy, że transakcja zrównoważy naszą ekspozycję na ryzyko poprzez zwiększenie zaangażowania w regulowane obszary działalności i że spotka się z pozytywną oceną uczestników rynków finansowych” – powiedział Sławomir Hinc, Wiceprezes PGNiG ds. finansowych.

Zamknięcie transakcji będzie wymagało zgody Prezesa UOKiK na koncentrację.

Transakcja zakupu VHP przez PGNiG będzie jedną z największych transakcji przejęcia w historii polskiego rynku energetycznego.

Polska gospodarka jeszcze nie zwalnia

Wzrost gospodarczy Polski w drugim kwartale wyniósł 4,3 proc. To oznacza, że krajowa gospodarka jeszcze nie zwolniła. Jednak coraz bardziej realna jest perspektywa, że – w ślad za światowym spowolnieniem gospodarczym – również wzrost polskiego PKB będzie coraz mniejszy i w kolejnych kwartałach znajdzie się w przedziale między 3 a 4 proc.

Wzrost gospodarczy Polski (PKB niewyrównany sezonowo; ceny stałe średnioroczne roku poprzedniego) wzrósł realnie w drugim kwartale br. o 4,3% w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego – podał Główny Urząd Statystyczny. Oznacza to, że w dalszym ciągu mamy do czynienia z relatywnie wysoką dynamiką wzrostu PKB, chociaż nieznacznie malejącą (o 0,1% kwartalnie) począwszy od IV kw. 2010 r.

Większość analityków spodziewała się, że gospodarka rozwija się wolniej niż w pierwszym kwartale. Tymczasem PKB wyrównany sezonowo (ceny stałe przy roku odniesienia 2000) wzrósł realnie o 1,1% w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż przed rokiem o 4,5%.

Głównym czynnikiem wzrostu PKB pozostał popyt krajowy (wpływ na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 4,3 pkt. proc.). Wpływ spożycia ogółem wyniósł 1,9 pkt. proc. (w tym 2,2 pkt. proc. – wpływ spożycia indywidualnego oraz nieznaczny negatywny wpływ spożycia publicznego), a akumulacji 2,4 pkt. proc. (z tego 1,4 pkt. proc. – wpływ popytu inwestycyjnego i 1,0 pkt. proc. – wpływ zmiany zapasów). Wpływ popytu zagranicznego (eksportu netto) na wzrost PKB był neutralny.

Prawdopodobnie to ostatni kwartał relatywnie wysokiego wzrostu polskiego PKB. Skutki obserwowanego od kilku tygodni spowolnienia gospodarczego na świecie odczuje również nasza gospodarka. Według danych Eurostatu, w drugim kwartale wzrost gospodarczy zwolnił w strefie euro i całej UE – PKB wzrósł tylko o 0,2 proc. w skali kwartału i o 1,7 proc. w skali roku.

Zdaniem BCC, jeszcze gorzej może być w kolejnych kwartałach. Realna jest perspektywa, że wzrost PKB w UE będzie oscylował w granicach od 0 do minus 2%, zaś wzrost polskiego PKB znajdzie się w przedziale między 3 a 4 proc., przy czym będzie to raczej bliżej tego dolnego poziomu.

źródło: Business Centre Club

Finanse i usługi bankowe w oczach polskich internautów

Gemius SA prezentuje wyniki V fali badania „Finanse i plany finansowe polskich internautów”. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące produktów i usług oferowanych przez polskie banki oraz planów finansowych na kolejne pół roku. Internautów pytano również o postrzeganie bezpieczeństwa bankowości internetowej oraz o wpływ kryzysu na ich codzienne życie.

Wyniki V fali badania „Finanse i plany finansowe polskich internautów” zostały zaprezentowane w raporcie o tym samym tytule. Zestawiono w nim dane otrzymane w pięciu falach badania, zrealizowanych od marca 2009 r. do marca 2011 r.

Z jakich banków korzystają internauci?

Najpopularniejszym bankiem wśród badanych respondentów jest PKO Bank Polski – korzysta z niego 24% wszystkich biorących udział w badaniu. Drugi w rankingu jest Pekao SA, a trzeci – ING Bank Śląski. Użytkownicy Internetu pytani o banki, których posiadają konto osobiste, kartę debetową i możliwość debetu na koncie, wymieniali PKO Bank Polski, ING Bank Śląski oraz mBank. Wybierając konto osobiste, respondenci zwracali uwagę przede wszystkim na opłaty za prowadzenie konta – tę odpowiedź wskazało 50 proc. respondentów. Kredyty i pożyczki gotówkowe internauci zaciągali najczęściej w PKO BP, Pekao SA oraz Banku Spółdzielczym.

Popularność usług bankowych

Najbardziej popularnym produktem finansowym wśród polskich użytkowników internetu jest niezmiennie konto osobiste – jego posiadanie zadeklarowało blisko 2/3 badanych. Mniej popularne są konta oszczędnościowe (28 proc.) oraz karty kredytowe (26 proc.). Z lokaty korzysta 20 proc. respondentów. Jedynie 8 proc. internautów posiada jednostki funduszy inwestycyjnych, a 5 proc. korzysta z oferowanych przez banki Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE). Porównując tegoroczną falę badania z poprzednią można zauważyć, że internauci rzadziej korzystają z karty kredytowej, debetu na koncie, zakupów na raty oraz pożyczki gotówkowej.

Spośród usług finansowych oferowanych przez inne podmioty niż banki, badani najchętniej korzystali z możliwości dokonywania przelewów i opłat na poczcie (około 1/3 badanych). Nieco mniej niż jedna piąta respondentów wskazała płacenie rachunków w specjalnych punktach i zakupy na raty.

Konto online i poczucie bezpieczeństwa

67 proc. badanych posiadających konto osobiste lub oszczędnościowe korzysta z niego przez internet. Respondenci najczęściej deklarują sprawdzanie jego stanu, wykonywanie przelewów jednorazowych oraz sprawdzanie historii transakcji. Popularne jest również wykorzystanie konta do doładowania telefonu komórkowego – około 50 proc. korzysta z tej możliwości. 47 proc. korzystających z konta przez internet nie spotkało się z żadnymi problemami podczas używania tej usługi. Ci, którzy spotkali się z takimi problemami, najczęściej wskazywali niedziałający serwis banku (17 proc.).

Wyniki badania pokazują, że banki dbają o bezpieczeństwo swoich przelewów. Podobnie jak w poprzedniej fali badania, banki coraz częściej oferowały możliwość uwierzytelniania transakcji hasłem wysyłanym SMS (obecnie 40 proc. internautów w ten sposób autoryzuje transakcje, w poprzedniej fali 38 proc.), natomiast spada odsetek internautów, którzy mogli wykorzystywać kody jednorazowe do autoryzacji transakcji (obecnie 19 proc., w poprzedniej fali 20 proc.). Jednak mimo stosowanych przez banki sposobów autoryzacji transakcji online, w porównaniu do poprzedniej fali badania zwiększył się odsetek osób, które wybierają osobiste wizyty w banku, ponieważ obawiają się o bezpieczeństwo swoich pieniędzy podczas wykonywania przelewów internetowych (IV fala – 32 proc., V fala – 36 proc.).

Nastroje finansowe i wpływ kryzysu

W ciągu kolejnych 6 miesięcy 14 proc. badanych zamierza dokonać zakupu na raty, a 12 proc. planuje skorzystać z lokaty. Z kolei 7 proc. respondentów planuje założenie konta oszczędnościowego oraz uruchomienie debetu na koncie.
Mężczyźni nieco częściej niż kobiety deklarowali plany założenia lokaty oraz zakupu jednostek funduszu inwestycyjnego, a także zakupu na raty. Z kolei osoby w wieku 18-24 lata częściej od pozostałych wyrażali zamiar założenia konta osobistego i oszczędnościowego. Respondenci w wieku 35-44 lat najczęściej deklarują plany zakupu na raty.

62 proc. respondentów stwierdziło, że nie zamierza inwestować w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Decyzję uzasadniali brakiem środków, które mogliby przeznaczyć na inwestycję. Internautów zapytano również o to, czy odczuwają wpływ kryzysu na ich codzienne życie i decyzje finansowe. 54 proc. przyznało, że odczuwa skutki kryzysu. Sferą życia, w której najsilniej odczuwane są skutki kryzysu są zakupy codzienne i wydatki „na życie” (77 proc.). W ciągu dwóch fal badania ten odsetek wzrósł o 18 punktów procentowych. Prawie 40 proc. badanych wskazało problemy ze zbilansowaniem budżetu domowego oraz ograniczenie wydatków okazjonalnych.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane za pomocą ankiet CAWI (kwestionariusz internetowy). Ankiety emitowane były losowo od 18 do 30 marca 2011 roku. Zebrano 4 500 kwestionariuszy wypełnionych przez użytkowników Internetu, w wieku co najmniej 18 lat.

Młodzi 2011 – jak im pomóc na rynku pracy?

Raport „Młodzi 2011″ zawiera wiele ważnych pomysłów, które mogą pomóc młodym ludziom w znalezieniu pracy. Decydujący wpływ na wysokie bezrobocie wśród młodych mają zbyt niski poziom inwestycji, wynoszący ok. 20 proc. PKB oraz niedostosowanie kwalifikacji absolwentów różnego rodzaju szkół do potrzeb gospodarki – uważa PKPP Lewiatan.

Bezrobocie wśród młodych wciąż jest dużym problemem. W styczniu br. liczba bezrobotnych poniżej 25. roku życia wynosiła w Polsce blisko pół miliona. Trzy lata temu takich osób było niemalże o połowę mniej. Co więcej, według wyliczeń GUS ponad jedna trzecia bezrobotnych, którzy nie ukończyli 27 lat, to absolwenci szkół wyższych. Z tej perspektywy bardzo ważne jest podjęcie działań, które zachęcą osoby młode do podejmowania pracy, wskażą bariery związane z ich zatrudnianiem oraz rekomendacje zmian w tym obszarze. Dlatego PKPP Lewiatan pozytywnie ocenia rozpoczęcie dyskusji nt. młodego pokolenia Polaków.

„Gdybyśmy w najbliższych latach zaoszczędzili ok. 30 mld zł na likwidacji różnych przywilejów emerytalnych czy rentowych i przeznaczyli te pieniądze na zwiększenie inwestycji to można byłoby dzięki temu utworzyć 200-250 tys. nowych miejsc pracy. Obecny rząd ograniczył już część przywilejów emerytalnych, ale ciągle jest ich jeszcze zbyt dużo. Dlatego nie powinniśmy się bać zwiększenia poziomu inwestycji kosztem likwidacji przywilejów emerytalno-rentowych” – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan.

„Pracodawcy stosunkowo słabo oceniają kompetencje absolwentów, co jest rezultatem niedostosowania kwalifikacji do potrzeb gospodarki. W konsekwencji firmy preferują zatrudnianie osób posiadających większe doświadczenie zawodowe i staż pracy. W tej sprawie rząd podjął już pewne działania, np. wprowadził kierunki zamawiane na studiach, ale ciągle są one niewystarczające. Naszym zdaniem nie jest natomiast najlepszym rozwiązaniem zmuszanie pracodawców, aby zatrudniali młodych ludzi na stałe. Może to przynieść odwrotny skutek od zakładanego, podobnie jak było z ochroną osób, które zbliżają się do wieku emerytalnego” – mówi Małgorzata Rusewicz, dyrektorka departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy PKPP Lewiatan.

Raport „Młodzi 2011″ zawiera wiele ważnych i potrzebnych propozycji działań, takich jak chociażby uelastycznienie programów Aktywnej Polityki Rynku Pracy tak, by można było, np. przyjmować studentów na specjalistyczne praktyki zawodowe. Chcąc zrealizować ten cel ważne są jednak nie tylko zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, ale też właściwe podejście do proponowanych zmian wybranych rozporządzeń. Przykładem jest tu nowelizacja rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie algorytmu ustalania kwot środków Funduszu Pracy na finansowanie zadań w województwie, która przewiduje wyłączenie kosztów realizacji projektów pilotażowych z grupy zadań finansowanych w ramach środków Funduszu Pracy. W konsekwencji ograniczona zostanie liczba projektów pilotażowych, które kierowane były m. in. do młodych bezrobotnych.

Słusznym postulatem jest także zwiększenie elastyczności telepracy. Za postulatem powinny pojawić się jednak propozycje rozwiązań legislacyjnych oraz niezbędnych działań, np. doprecyzowanie przepisów regulujących zasady bhp w miejscu pracy telepracownika. Obowiązujące regulacje nie określają chociażby tego jak w kontekście przepisów bhp należy ustalać, że telepracownik uległ wypadkowi przy pracy, czy też jak ustalać okoliczności wypadku, jeśli pracownik odmówi możliwości odwiedzenia jego miejsca zamieszkania i zarazem pracy.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Zarobki pracowników produkcyjnych w 2010

W XIII raporcie płacowym dla stanowisk produkcyjnych Sedlak & Sedlak przeanalizowano płace 10 675 osób zatrudnionych jako pracownicy produkcyjni w 109 zakładach. Ile zarabiano na tym stanowisku?

Mediana wynagrodzenia podstawowego pracowników produkcyjnych wyniosła 2 107 PLN brutto. Płace całkowite kształtowały się na poziomie 2 512 PLN. Wynagrodzenia 10% najsłabiej opłacanych nie przekroczyły 1 854 PLN, taka sama grupa zarabiała ponad 3 585 PLN miesięcznie. Przeciętna wartość premii wyniosła 14% wynagrodzenia podstawowego.

Na jakim poziomie kształtowały się płace pracowników produkcyjnych w różnych typach firm? Biorąc pod uwagę wielkość zatrudnienia, najwyższe wynagrodzenia otrzymywali pracownicy największych przedsiębiorstw (powyżej 1000 osób). Mediana zarobków na omawianym stanowisku wyniosła tam 2 798 PLN brutto, a co czwarty otrzymywał ponad 3 172 PLN miesięcznie. Najniższe płace – z medianą w wysokości 2 382 PLN – oferowano w firmach zatrudniających od 251 do 500 osób.

W jaki sposób wysokość przychodu firmy wpływała na poziom płac pracowników produkcyjnych? Najwyższe zarobki (mediana 2 912 PLN brutto) odnotowano w przedsiębiorstwach o przychodzie przekraczającym 1 000 mln PLN. Najmniej otrzymywali zatrudnieni w jednostkach o przychodzie od 50 do 150 mln PLN. Mediana wynagrodzenia na omawianym stanowisku wyniosła tam 2 232 PLN, a płaca co dziesiątej osoby nie przekroczyła 1 854 PLN.

Spośród pracowników produkcyjnych z różnych branż, najwyższe zarobki odnotowano wśród zatrudnionych w firmach zajmujących się produkcją chemikaliów i wyrobów chemicznych. Płace połowy pracujących na omawianym stanowisku przekroczyły tam 3 651 PLN, a jedna czwarta otrzymywała ponad 4 254 PLN miesięcznie. Na drugim biegunie płacowym znalazły się branża elektroniczna i elektrotechniczna (mediana 2 184 PLN) oraz spożywcza (2 291 PLN).

Ile zarabiali pracownicy produkcyjni w wybranych województwach? Jak wynika z danych XIII raportu płacowego dla stanowisk produkcyjnych Sedlak & Sedlak, na pierwszym miejscu pod względem wysokości płac znalazło się śląskie. Mediana wynagrodzeń omawianych pracowników wyniosła tam odpowiednio 2 811 PLN. Najmniej zarabiali zatrudnieni w przedsiębiorstwach z województw dolnośląskiego (2 339 PLN) i małopolskiego (2 364 PLN).

W 2020 r. nawet 50 mld urządzeń będzie się komunikować dzięki sieciom mobilnym

Komunikacja stała się pojęciem, które dotyczy już nie tylko ludzi. Komunikują się ze sobą także urządzenia. Nie tylko te, o których wszyscy wiedzą, czyli komputery i telefony. Inteligentne liczniki, przesyłające dane do dostawcy mediów czy urządzenia mobilne pozwalające zarządzać flotą stają się standardem. A stale dołączają do nich nowe urządzenia. Tak zwana komunikacja M2M stała się obszarem, który w najbliższych latach będzie dynamicznie się rozwijać. Przedsiębiorstwa już uświadamiają sobie, jak wiele korzyści może przynieść komunikacja M2M przez sieć mobilną. Właściwie każde urządzenie posiadające oprogramowanie może być łatwo uaktualnione dzięki łączności komórkowej.

– Jesteśmy przekonani, że w 2020 r. na całym świecie będzie się ze sobą komunikować ok. 50 mld urządzeń – mówi Magnus Furustam, wiceprezes firmy Ericsson. Znaczną część z nich będą stanowić urządzenia typu M2M oraz elektronika konsumencka, wyposażone w karty SIM i wykorzystujące sieci mobilne.

Ericsson bierze aktywny udział w tym procesie. W tym roku wprowadził na rynek swoje rozwiązanie, dedykowane komunikacji M2M – Device Connection Platform. Usługa jest oferowana operatorom telekomunikacyjnym na całym świecie, a oni z kolei mogą dzięki niej dostarczać własne usługi M2M swoim klientom korporacyjnym. Platforma działa w modelu Software as a Service. Dzięki temu operatorzy nie ponoszą wysokich kosztów początkowych inwestycji i mogą szybko ruszyć z wprowadzaniem własnych usług na rynek.

Aby rozwijać rozwiązania M2M, Ericsson współpracuje z operatorami telekomunikacyjnymi, wybranymi branżami przemysłu i innymi podmiotami w łańcuchu wartości M2M, by stworzyć światowej klasy, innowacyjne technologie i nowoczesne rozwiązania biznesowe. Device Connection Platform firmy Ericcson umożliwia przede wszystkim tworzenie planów połączeń i cen usług M2M. Ericsson zapewnia kompleksową obsługę, aby operator mógł dostosować się do potrzeb swoich klientów. Rozwiązanie udostępnia m.in. interfejs samoobsługowy i elastyczne billingi. Aplikacje M2M mogą komunikować się za pomocą dowolnego istniejącego protokołu i i współdzielić dane przez Internet. Ponadto, klienci operatorów będą mogli zarządzać swoimi abonamentami i urządzeniami w czasie rzeczywistym.

 

Zmiana na stanowisku prezesa BZ WBK Asset Management S.A.

1 sierpnia 2011 nastąpi zmiana na stanowisku prezesa zarządu BZ WBK Asset Management S.A. Krzysztofa Grzegorka, który podjął decyzję o odejściu ze spółki, zastąpi obecny prezes BZ WBK Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych S.A. – Jacek Marcinowski.

Jacek Marcinowski będzie pełnił funkcję prezesa w obu spółkach – Asset Management i Towarzystwie. Towarzystwem kieruje od stycznia bieżącego roku, jednak z rynkiem kapitałowym, w tym także z poznańskim Towarzystwem i Asset Management był związany już wcześniej.

Jacek Marcinowski rozpoczął swoją pracę w Banku Zachodnim WBK (wtedy jeszcze WBK) w 1995 roku, w Pionie Bankowości Inwestycyjnej. W roku 1997 został dyrektorem zarządzającym w ówczesnym WBK Asset Management. W 1999 wrócił na dwa lata do Banku, gdzie odpowiadał za sprzedaż i marketing, po czym w roku 2001 objął funkcję prezesa Towarzystwa.

W 2002 roku na stanowisku Prezesa Towarzystwa zastąpił go Krzysztof Samotij, a Jacek Marcinowski kontynuował karierę w Banku Zachodnim WBK, gdzie – będąc członkiem zarządu – odpowiadał m.in. za sprzedaż produktów inwestycyjnych. Pół roku temu ponownie objął stery Towarzystwa.

Niemal przez cały czas mojej pracy w Grupie BZ WBK byłem związany z Asset Management i TFI. W ostatnich latach była to intensywna współpraca, tak więc dobrze znam bieżące sprawy firmy jak i strategiczne wyzwania, które stoją przed spółką. – mówi Jacek Marcinowski.

Krzysztof Grzegorek kierował Asset Management od momentu jej powstania w maju 1997 roku. W tym czasie firma stała się największą instytucją oferującą indywidualne portfele papierów wartościowych dla klientów indywidualnych.

Wynagrodzenia prezesów w 2010 roku

Najwyższe średnie roczne wynagrodzenie dla osób zarządzających oferuje sektor mediów i rozrywki (ok. 2,2 mln zł), bankowość (ok. 1,6 mln zł), telekomunikacja (ok. 1,5 mln zł) i sektor paliwowy (ok. 1,3 mln zł) – wynika z najnowszego raportu PwC pt. „Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych w 2010 r.” Spółki z indeksu WIG20 przeciętnie płaciły swoim prezesom i członkom zarządu ok. 1,4 mln zł rocznie tj. prawie półtora raza więcej niż spółki z mWIG40 i prawie dwa razy więcej niż te z sWIG80.

Raport PwC przedstawia analizę wynagrodzeń kadry zarządzającej spółek giełdowych w 2010 r. w ujęciu branżowym, z podziałem na poszczególne indeksy GPW: WIG20, mWIG40 i sWIG80.

Barbara Mierzejewska, menedżer w zespole HR Consulting w PwC, skomentowała:

„Spółki z WIG20, znacząco przewyższające spółki z indeksów mWIG40 oraz sWIG80 pod względem aktywów i przychodów, oferują też zarządom znacznie wyższe przeciętne wynagrodzenia. Trzeba zwrócić uwagę, że o ile w przypadku bankowości i sektora paliwowego wysokość wynagrodzeń jest skorelowana z wielkością spółki mierzoną wartością aktywów lub przychodów, o tyle zarówno spółki mediowe, jak i telekomunikacyjne nie odbiegają pod względem wielkości od firm z innych branż. Z kolei przedsiębiorstwa z sektora energetycznego, mimo swojej znacznej wielkości, relatywnie skromniej wynagradzały osoby zarządzające.”

Wśród dziesiątki najlepiej zarabiających prezesów zarządów w 2010 r. roczne wynagrodzenie krótkoterminowe mieściło się w przedziale od ok. 3 mln zł (pan Konrad Jaskóła – Prezes Zarządu Polimex – Mostostal S.A.) do ok. 6,1 mln zł (pan Moshe Greidinger – Prezes Zarządu Cinema City International N.V.), przy średniej wynoszącej ok. 4,4 mln zł.

W 2010 roku najwyżej swoich członków zarządu opłacało Cinema City International N.V z przeciętnym oferowanym uposażeniem na poziomie około 3,5 mln zł. Wśród dziesięciu najatrakcyjniejszych pod tym względem firm znalazły się przedsiębiorstwa ze wszystkich trzech analizowanych indeksów, z najsilniejszą reprezentacją WIG20. Połowa spółek na liście najbardziej szczodrych dla swojego managementu pochodzi właśnie z tego indeksu.

Badanie PwC wykazuje, że dla poziomu wynagrodzenia członków zarządu nie bez znaczenia jest struktura właścicielska firmy. Największy jej wpływ można zaobserwować w przypadku podmiotów z dużym udziałem Skarbu Państwa. W spółkach z indeksu WIG20 przedsiębiorstwa z dużym udziałem Skarbu Państwa płaciły swoim osobom zarządzającym średnio o około 20% mniej niż te o mniejszym lub zerowym akcjonariacie państwowym.

Jak są kształtowane i od czego zależą wynagrodzenia członków zarządu?

Płaca zasadnicza członków zarządów zależy przede wszystkim od wielkości organizacji i stopnia skomplikowania biznesu, co wyraża się najczęściej przyporządkowaniem spółki do danego indeksu giełdowego, poziomem przychodów, wielkością aktywów i kapitalizacją rynkową. Niebagatelne znaczenie ma sam fakt notowania spółki na giełdzie i wiążące się z tym obowiązki – jak choćby wymóg prezentacji informacji o wypłaconym wynagrodzeniu – i ponoszona odpowiedzialność.

„Niedawny kryzys uświadomił członkom rad nadzorczych i zarządów konieczność zmian nie tylko poziomów, ale również sposobu wynagradzania. Zarówno na rynku polskim, jak i w innych krajach europejskich mieliśmy do czynienia ze wzrostem zainteresowania modyfikacją systemów motywacyjnych. Głównie dotyczyło to zmiany podejścia do celów biznesowych i położenia większego nacisku na powiązanie motywatorów ze strategią biznesową, a nie tylko z wynikami spółek” – podkreśla Artur Kaźmierczak, dyrektor w zespole HR Consulting w PwC.

Prawie 60% wynagrodzenia prezesów i członków zarządów największych spółek z GPW stanowiło w 2010 r. wynagrodzenie zasadnicze, podczas gdy ok. 30% to wynagrodzenie zmienne. Na pozostałą część składały się inne świadczenia, takie jak prywatna opieka medyczna, dodatkowy urlop płatny itp. oraz wynagrodzenia z tytułu pełnienia funkcji w jednostkach zależnych i stowarzyszonych.

„Różnica pomiędzy poziomem części stałej i zmiennej wynagrodzenia zależy od stopnia agresywności systemu – im bardziej agresywny model wynagradzania, tym większa potencjalna wartość premii uzależnionej od osiągniętych wyników” – wyjaśnia Dominika Jędrzejewska, starszy konsultant w zespole HR Consulting w PwC. „Do niedawna przeważała tendencja do koncentracji głównie na parametrycznych (ilościowych) wynikach spółki. Coraz częściej jednak rady nadzorcze uzależniają wypłatę premii dla osób zarządzających od realizacji również celów indywidualnych (tj. nie jednakowych dla wszystkich członków zarządu) i jakościowych. Ostatecznie o wartości pakietu danej osoby decydują również jej cechy indywidualne, jak poziom kompetencji i doświadczenie w danej branży” – stwierdza Barbara Mierzejewska z PwC.

Polskę cechuje mało agresywne podejście do kształtowania wynagrodzeń prezesów i członków zarządu. Stosunkowo najbardziej agresywną politykę prowadzą spółki z mWIG40, gdzie przeciętnie płaca stała stanowi około 43% (w porównaniu do 56% w przypadku wszystkich indeksów). Dla odmiany w Wielkiej Brytanii wynagrodzenie zasadnicze to zwykle mała (ok. 25%) część pakietu całkowitego, a najważniejszą rolę odgrywają elementy motywacyjne. Dotyczy to zwłaszcza planów długoterminowych, które w przypadku większości przedstawicieli brytyjskiej kadry menedżerskiej wyższego szczebla stanową 50% lub nawet większą część całkowitego pakietu wynagrodzenia.

Wśród polskich spółek giełdowych rośnie popularność długookresowego elementu wynagradzania, co świadczy o coraz większej koncentracji na długofalowym wzroście organizacji a nie tylko maksymalizacji rocznych wyników W Polsce około 45% spółek już oferuje tego typu zachęty i zgodnie z trendami międzynarodowymi można spodziewać się wzrostu popularności tej formy motywacji. „Warto zwrócić jednak uwagę, że wśród spółek stosujących tego typu zachęty motywacyjne, 2/3 stanowią programy oparte na opcjach menedżerskich. Tu Polska wyraźnie odbiega od trendów obserwowanych na dojrzałych rynkach finansowych, gdzie coraz częściej odchodzi się od opcji, z których wiele w czasach kryzysu straciło wartość” – podkreśla Artur Kaźmierczak.

Wstrzymanie pierwszych ofert publicznych (IPO) w reakcji na zawirowania na rynkach finansowych

Ostatnie zawirowania na międzynarodowych rynkach finansowych najprawdopodobniej wpłyną na zmniejszenie aktywności w zakresie pierwszych ofert publicznych (IPO) na całym świecie. W dniach 1-15 sierpnia br. na najważniejszych giełdach papierów wartościowych na świecie nie udało się zrealizować dziesięciu ofert publicznych*. Było to efektem postępującego kryzysu zadłużeniowego w strefie euro oraz problemów związanych z podniesieniem limitu długu publicznego w USA.

Załamanie na rynku najmocniej odczuły Stany Zjednoczone. W pierwszej połowie sierpnia wycofano tam aż dziewięć pierwszych ofert publicznych, a przeprowadzono tylko trzy. W mniejszym stopniu dotknięte zostały giełdy w Hongkongu (jedna oferta wycofana, zero przeprowadzonych) i Londynie, ale aktywność na tych rynkach w zakresie ofert publicznych już od pewnego czasu utrzymuje się na niskim poziomie. Chociaż w pierwszej połowie sierpnia w Londynie nie wycofano żadnych ofert, zdołano tam zrealizować jedynie trzy IPO (wszystkie przeprowadzone zostały na rynku alternatywnym AIM).

W Chinach natomiast przeprowadzono 13 ofert, co wskazuje na to, że negatywne tendencje są odczuwalne w znacznie mniejszym stopniu na rynkach rozwijających się.

W dniu 9 sierpnia 2011 r. wskaźnik zmienności rynku S&P 500 Volatility Index (znany jako indeks VIX), który śledzi zmienność opcji na indeks S&P 500 i jest kluczowym wskaźnikiem zainteresowania inwestorów pierwszymi ofertami publicznymi, wzrósł do ponad 47, co przekłada się na wzmożoną ostrożność wśród potencjalnych inwestorów.

Według PwC obecny skok indeksu może być źródłem obaw, ale pamiętać należy, że jest on jeszcze daleki od rekordowo wysokiego poziomu 89 z października 2008 roku, gdy aktywność w zakresie ofert publicznych była najniższa w historii. Według PwC, jeśli tylko w kolejnych tygodniach odnotowany zostałby ponowny spadek indeksu VIX, to globalna aktywność w zakresie pierwszych ofert publicznych mogłaby wzrosnąć do poprzedniego, przyzwoitego poziomu.

Przypomnijmy, że od ponad roku – za wyjątkiem jednorazowego skoku w marcu – indeks VIX stale spadał i zbliżył się do 15, co uznawane jest za korzystny poziom dla wyceny ofert. Najniższy poziom zmienności odnotowano pod koniec 2006 roku, gdy indeks VIX spadł do 10, co zbiegło się w czasie z najwyższym poziomem aktywności w zakresie pierwszych ofert publicznych w historii.

W ciągu ostatniego tygodnia również indeksy zmienności FTSE 100 (Londyn) Volatility Index oraz HSI (Hongkong) Volatility Index osiągnęły najwyższe wartości od marca 2009 roku.

Spadające ceny akcji, rekordowo wysokie indeksy zmienności oraz wzrost liczby wycofanych pierwszych ofert publicznych mogą wskazywać na nienajlepsze perspektywy aktywności w zakresie IPO w ciągu następnych 6-12 miesięcy. W związku z tym optymistyczne nastroje związane ze wzrostem aktywności na rynku IPO z początku tego roku mogą mieć charakter krótkotrwały.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, stwierdził:

„W odróżnieniu od fali optymizmu obserwowanej w pierwszej połowie 2011 roku, bieżąca perspektywa całoroczna na rynku pierwszych ofert publicznych wygląda nieco gorzej. Nawet w obliczu mniejszej aktywności na rynku IPO, warszawska giełda ma jednak duże szanse na dalsze umocnienie swojej pozycji w Europie, gdyż spadek liczby ofert powinien być bardziej odczuwalny na rynkach Europy Zachodniej niż na naszym rynku. Oczywiście pod warunkiem, że Polska wciąż będzie pozostawała w grupie krajów najbardziej odpornych na kryzys.”

Mimo niepewnych perspektyw gospodarczych, PwC zwraca uwagę na to, że krótkookresowe zmiany sytuacji na rynku co do zasady nie powinny mieć istotnego wpływu na proces przygotowywania pierwszej oferty publicznej.

Filip Gorczyca, menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, dodał:

„Mimo trudnych warunków rynkowych spółki nadal mają szansę na udaną realizację ofert publicznych, ale do tego konieczne są przekonująca strategia, atrakcyjne perspektywy rozwoju oraz odpowiednia cena akcji w ofercie. Ponadto, aby pomyślnie przeprowadzić IPO w nadchodzących miesiącach, emitenci powinni przyjąć długofalowe podejście i dobrze zaplanować cały proces wejścia na giełdę. Dzięki temu będą w stanie znacznie lepiej stawić czoła nieprzewidzianym wydarzeniom na rynkach. Potencjalni emitenci często nie zdają sobie sprawy z tego, ile czasu i wysiłku konieczne jest, aby stać się spółką publiczną. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy sytuacja na rynku zmieni się na dobrą lub złą. Jednakże dobrze przygotowane spółki będą mogły działać w sposób na tyle elastyczny, by wykorzystać sytuację rynkową i wyjść ze swoją ofertą na rynek w najbardziej odpowiednim momencie.”

Przypomnijmy, że jeszcze niedawno wiele wskazywało na to, że aktywność na międzynarodowych rynkach IPO będzie najwyższa od 2007 roku.* Od początku roku do 30 czerwca w Stanach Zjednoczonych zrealizowano 79 pierwszych ofert publicznych, z których wpływy wyniosły ponad 16,8 mld euro, czyli znacząco więcej niż w pierwszej połowie 2010 roku, kiedy to wynik ten wyniósł 6,5 mld euro (70 ofert publicznych). Z kolei w Londynie w pierwszej połowie 2011 roku wpływy z 61 pierwszych ofert publicznych wyniosły 12,6 mld euro, w porównaniu do 5,3 mld euro wpływów z 50 IPO zrealizowanych w pierwszej połowie 2010 roku. Natomiast w Warszawie w pierwszej połowie 2011 roku przeprowadzonych zostało 100 pierwszych ofert publicznych o łącznej wartości 0,7 mld euro, podczas gdy w analogicznym okresie 2010 roku odnotowano 40 IPO o łącznej wartości 3,2 mld euro (z czego jednak ponad 3 mld euro stanowiły oferty prywatyzacyjne PZU oraz Tauronu Polskiej Energii).**

*Źródło: Dealogic

**Źródło: PwC US IPO Watch

***Źródło: PwC IPO Watch Europe

O autorach

Niniejsza informacja została opracowana przez zespół ds. rynków kapitałowych PwC. Specjaliści ds. rynków kapitałowych PwC świadczą szeroki zakres usług na rzecz firm oraz banków inwestycyjnych w zakresie wszelkich aspektów transakcji na rynkach kapitałowych. Usługi te obejmują przygotowanie do oferty publicznej, dobór właściwego rynku i zespołu doradczego, pomoc w analizie polityki rachunkowości oraz projektów konwersji sprawozdań finansowych na inne standardy rachunkowości, doradztwo na temat uregulowań prawnych dotyczących spółek giełdowych oraz przygotowywanie analiz operacyjnych i finansowych.

Polbank EFG otrzymał zgodę na przekształcenie z Komisji Nadzoru Finansowego

Komisja Nadzoru Finansowego zezwoliła na przekształcenie Polbank EFG z oddziału instytucji kredytowej w bank krajowy.

Na mocy decyzji Komisji Nadzoru Finansowego:
-Wszystkie umowy z klientami pozostają w mocy
-Depozyty ulokowane w banku zostaną objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego
-Komisja Nadzowu Finansowego sprawuje kontrolę nad Polbank EFG S.A. w pełnym zakresie

29 sierpnia Komisja Nadzoru Finansowego, na wniosek Eurobank EFG, zezwoliła na przekształcenie Polbank EFG z oddziału instytucji kredytowej w bank z licencją polskiego nadzoru. Do tej pory Polbank EFG funkcjonował, jako oddział instytucji kredytowej pod formalną nazwą „EFG Eurobank Ergasias SA Spółka Akcyjna Oddział w Polsce”. Z chwilą wpisania nowego podmiotu do Krajowego Rejestru Sądowego, Polbank EFG S.A. rozpocznie działalność na takich samych warunkach jak inne banki w Polsce.

Zgodnie z zasadą tzw. generalnej sukcesji, bank wstępuje we wszystkie prawa i obowiązki Oddziału. W praktyce oznacza to, że wszystkie zobowiązania i prawa dotychczasowego Oddziału przechodzą automatycznie na Bank Krajowy – Polbank EFG S.A. Z perspektywy klientów zmiana ma charakter czysto formalny. Nie będzie wiązała się z koniecznością wizyty w oddziale, ani podpisywaniem nowych dokumentów – mówi Kazimierz Stańczak, Prezes Zarządu Polbank EFG S.A. – Po wpisaniu Polbank EFG S.A. w KRS, depozyty naszych klientów będą objęte ochroną polskiego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a bank będzie podlegał kontroli KNF w pełnym zakresie. – dodaje.

Polbank EFG rozpoczął działalność w lutym 2006 roku. Dziś bank obsługuje ponad 800 000 klientów w ponad 300 placówkach ulokowanych w 149 miastach Polski.

Ustanowienie programu emisji obligacji PGE

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. zawarła umowę o ustanowienie programu emisji obligacji. Maksymalna kwota Programu wynosi 5 mld zł, a jego organizatorami są banki Pekao S.A. oraz ING Bank Śląski S.A.

Nowy program pozwala Spółce na emisję obligacji dyskontowych o terminie wykupu nie dłuższym niż 1 rok, jak i obligacji kuponowych o terminach wykupu od 1 roku do 10 lat.

„W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na energię elektryczną w Polsce oraz koniecznością poprawy efektywności wytwarzania jesteśmy w trakcie realizacji dużych projektów inwestycyjnych oraz przygotowujemy się do rozpoczęcia kolejnych. Pracujemy również nad projektami, które pozwolą zróżnicować obecny mix paliwowy grupy PGE oraz sprostać wymaganiom pakietu klimatycznego UE. Wszystkie te działania wymagają znacznych nakładów finansowych, które nie w pełni będą mogły zostać pokryte generowanymi przez Spółkę środkami pieniężnymi. W chwili obecnej właściwie nie posiadamy zadłużenia, a nasz bilans jest bardzo zdrowy. To dobra sytuacja, aby skorzystać z finansowania dłużnego w zakresie, który przynajmniej w części będzie zaspokajał nasze długoterminowe potrzeby.” – powiedział Wojciech Ostrowski, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Maksymalna kwota zadłużenia z tytułu wyemitowanych i niewykupionych obligacji w ramach Programu nie może przekroczyć kwoty 5 miliardów złotych. Program zakłada emisje obligacji na okaziciela, które będą miały charakter emisji niepublicznych. Warunki cenowe Obligacji (dyskonto dla obligacji zerokuponowych lub oprocentowanie/kupon dla obligacji kuponowych) będą ustalane w oparciu o bieżące warunki rynkowe.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z powierzenia nam współorganizacji programu emisji obligacji dla PGE Polska Grupa Energetyczna. Potwierdza to zaufanie Spółki do silnej pozycji naszego Banku na rynku komercyjnych papierów dłużnych oraz w sektorze energetycznym, jak również nasze dobre, długoterminowe relacje. Energetyka jest dla ING Banku Śląskiego perspektywicznym i jednym z kluczowych sektorów gospodarki. Cieszymy się, że dzięki podpisanej umowie będziemy mieli udział w dalszym jej rozwoju i modernizacji” – powiedziała Małgorzata Kołakowska, Prezes ING Banku Śląskiego.

„Przy organizacji programów emisji obligacji, w szczególności tak dużych jak dla PGE, ważny jest sprawdzony partner bankowy z bogatym doświadczeniem w tym obszarze. Pekao SA z 30 proc. udziałem w rynku obligacji średnioterminowych jest liderem na tym polu. Jesteśmy dumni, że PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. doceniła naszą wiedzę i doświadczenie oraz powierzyła nam współorganizowanie emisji obligacji.” – mówi Andrzej Kopyrski, Wiceprezes Pekao SA, nadzorujący pion bankowości korporacyjnej i rynków finansowych.

Błąd urzędnika może go sporo kosztować

Nowe regulacje prawne w zakresie odpowiedzialności majątkowej urzędników, z racji na złożoną procedurę, będą trudne do powszechnego stosowania. Mogą natomiast spełniać funkcję prewencyjną – pracownicy urzędów będą ostrożniej wydawać decyzje, gdyż błąd może ich kosztować nawet 12-krotność miesięcznego wynagrodzenia. Najwięcej zapłacą urzędnicy w województwie mazowieckim, najmniej w warmińsko-mazurskim, świętokrzyskim i podlaskim. Zabezpieczeniem przed wysoką płatnością mogą być specjalne polisy, które funkcjonują m.in. w Wielkiej Brytanii – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Odpowiedzialność urzędników za naruszenie prawa regulowane jest w kodeksie pracy, kodeksie cywilnym oraz ustawie o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych, która weszła w życie wiosną 2011 r. Na gruncie prawa pracy przy winie nieumyślnej pracownik poniesie odpowiedzialność do wysokości zaistniałej szkody, nie więcej jednak niż do trzykrotności jego miesięcznego wynagrodzenia. Przy winie umyślnej obowiązuje go odpowiedzialność w pełnej wysokości poniesionej straty.

„Należy pamiętać, że te same zasady obowiązują wszystkich pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – urzędnicy nie stanowią tutaj odrębnej grupy. Istotne jest rozróżnienie czy wina została wyrządzona przy wykonywaniu obowiązków czy też przy okazji wykonywania obowiązków. W pierwszym przypadku do naprawienia szkody zobowiązany jest wyłącznie pracodawca, czyli stosowny urząd”- mówi Marta Jóźwiak, Prawnik w Kancelarii Deloitte Legal.

Inaczej jest w przypadku winy popełnionej przy okazji wykonywania obowiązków. Szkoda wyrządzona pracodawcy lub osobie trzeciej przez pracownika przy okazji wykonywania obowiązków pracowniczych podlega przepisom kodeksu cywilnego.

Na mocy nowej ustawy, aby pociągnąć do odpowiedzialności materialnej urzędnika, muszą zostać spełnione łącznie 3 warunki. Po pierwsze, na mocy prawomocnego orzeczenia sądu lub ugody musi zostać wypłacone przez Skarb Państwa lub jednostkę samorządu terytorialnego odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej z rażącym naruszeniem prawa. Po drugie, rażące naruszenie prawa musi być spowodowane zawinionym działaniem lub zaniechaniem funkcjonariusza publicznego. Po trzecie, rażące naruszenie prawa musi dotyczyć przypadków wyliczonych w nowej ustawie.
„Nowa regulacja nie wprowadza rewolucyjnych rozwiązań dla interesanta, gdyż dotyczy przede wszystkim relacji pomiędzy pracownikiem urzędu, a jego pracodawcą. Intencją ustawodawcy było stworzenie skutecznego i sprawnego mechanizmu, który zapobiegłby rażącym naruszeniom prawa przez osoby reprezentujące jego majestat. Trudno ocenić czy ustawa spełni swoje zadanie, mając na uwadze długą i złożoną procedurę postępowania prowadzącą do uzyskania odszkodowania od urzędnika.” – mówi Karol Ciszak, Starszy Prawnik w Deloitte Legal.

Dla interesanta poszkodowanego błędną decyzją sprawa kończy się po stwierdzeniu rażącego naruszenia prawa i winy pracownika w momencie wypłacenia stosownego odszkodowania. Dla urzędnika z kolei to dopiero początek, gdyż w ciągu 14 dni od wypłacenia odszkodowania kierownik podmiotu odpowiedzialnego, który je wypłacił musi złożyć do prokuratora okręgowego wniosek o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Prokurator przeprowadzając je stwierdza istnienie podstaw do wytoczenie powództwa lub ich brak. W przypadku stwierdzenia winy wzywa urzędnika do zapłaty, a gdy urzędnik nie zapłaci składa pozew do sądu.

Nowa ustawa określa maksymalną wysokość odszkodowania – nie może ona przekroczyć 12-krotności pensji urzędnika. W zależności od miejsca zatrudnienia (organy administracji samorządowej lub centralnej) oraz od województwa, kwoty te znacznie się różnią. Najwięcej za błędną decyzję mogą zapłacić pracownicy administracji samorządowej w województwie mazowieckim – średnio 51 923,76 zł, najmniej – w województwie podlaskim – 39 973,08 zł. Średnio dla urzędnika kwota ta wyniesie ok. 50 000 zł.

Zaletą nowej ustawy jest z pewnością całościowe ujęcie zagadnienia, wprowadzenie obligatoryjnego postępowania wyjaśniającego oraz udział w nim prokuratora. Minusem jest konieczność przejścia długotrwałej procedury w celu uzyskania orzeczenia lub ugody zasądzającej aż do wypłaty odszkodowania.

„Z punktu widzenia urzędników ustawa ma większe szanse na osiągnięcie efektu prewencji niż na skuteczne pociąganie funkcjonariuszy publicznych do odpowiedzialności majątkowej. Dla urzędów, ale przede wszystkim dla samych urzędników, formą zabezpieczenia przed wysokimi kosztami błędnych decyzji może być wprowadzenie polis ubezpieczeniowych od odpowiedzialności materialnej. Takie rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje w Wielkiej Brytanii i można się spodziewać, że w najbliższym czasie tego typu produkty ubezpieczeniowe pojawią się na szerszą skalę także na polskim rynku” – podsumowuje Mariusz Śron, Radca Prawny, Partner Kancelarii Prawniczej Deloitte Legal.

Polska potrzebuje długofalowych inwestycji w energetykę

W ciągu najbliższych 10 lat Polska będzie musiała wydać ok. 7,5 mld zł na stopniowe wprowadzanie elementów inteligentnych sieci. Jest to zaledwie ułamek sumy, którą należy zainwestować w energetykę. W celu dywersyfikacji dostaw niezbędne będą też inwestycje w odnawialne źródła energii. Jednym z istotnych wyzwań stojących przed sektorem w Polsce jest także rozwój energetyki jądrowej przy jednoczesnym zapewnieniu wysokich standardów bezpieczeństwa – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Obecnie podstawą energetyki w Polsce są paliwa kopalne czyli węgiel kamienny i brunatny, które odpowiadają za 88% mixu energetycznego. Stopniowe zmiany w sektorze zakładają, że do 2030 r. surowce te nadal będą dominować, ale znacznie wzrośnie udział energii z innych źródeł. W Polsce do tego czasu powinna pojawić się możliwość korzystania z energii jądrowej, a także znacznie zwiększyć się udział energii odnawialnej i gazu ziemnego w ogólnym bilansie.

„Polskie grupy energetyczne bardzo ostrożnie podchodzą do inwestowania w bloki wykorzystujące gaz ziemny. Duża liczba projektów opartych na gazie, pozostaje ciągle w fazie planowania. Zużycie gazu w Polsce w ostatnich latach kształtuje się na poziomie około 15 mld m³, z czego 70% pochodzi z importu. Udokumentowane zasoby wydobywalne gazu w Polsce to około 146,8 mld m³ – przy aktualnym poziomie zużycia wystarczą na około 10 lat. Wg założeń Ministerstwa Gospodarki do 2020 roku ponad 5% energii ma pochodzić z gazu – to prawie dwukrotny wzrost w porównaniu do stanu bieżącego. W tym momencie należy zadać sobie pytanie czy można budować bezpieczeństwo energetyczne w oparciu o importowane paliwo?” – zauważa Agnieszka Walter, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Jednym z wyzwań, z którym musi się zmierzyć nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie, będzie odnowienie istniejących mocy produkcyjnych. Przestarzała, wymagająca renowacji infrastruktura występuje wszędzie. Różnica dotyczy tylko jej wieku, a co za tym idzie wielkości nakładów finansowych potrzebnych na jej odnowienie. Wyraźnym trendem w Europie Zachodniej i na całym świecie jest wprowadzanie inteligentnych sieci, które dają odbiorcom możliwość aktywnego kształtowania popytu. Skomputeryzowane ‘inteligentne’ liczniki oraz sieci zastępują tradycyjne urządzenia rejestrujące zużycie energii. Do 2030 roku Stany Zjednoczone wydadzą 60 mld USD na inteligentną infrastrukturę sieciową. Chiny planują wdrożenie 360 milionów inteligentnych liczników do tego czasu. Obecnie toczące się projekty rozwoju tej infrastruktury w Europie mają łączną wartość ok. 5 mld euro. Inwestycje w tej dziedzinie podejmują również takie kraje jak: Indie, Brazylia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, Japonia i Korea Południowa.

„URE szacuje, że w ciągu najbliższych 10 lat wydatki na stopniowe wprowadzanie elementów inteligentnych sieci wyniosą ok. 7,5 mld zł. Za tę modernizację zapłacą prawdopodobnie wszyscy – zarówno indywidualni odbiorcy, jak i przedsiębiorstwa zaangażowane w przesyłanie energii. Jedną z konsekwencji wzrostu liczby inteligentnych liczników będzie ogromna ilość danych do przetworzenia,a także konieczność ich zbierania co 10-15 minut. Globalne przewidywania mówią o tym, że odczyt 500 000 liczników generuje 200 terabajtów danych, które należy gromadzić i odpowiednio zabezpieczyć. Wycinek tego zalewu danych obejmie także Polskę –ich odpowiednie przechowywanie to także jedno z zadań stojących przed polską energetyką” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Niedawne trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii wywołało pytania o przyszłość energii jądrowej. Eksperci Deloitte podkreślają, że jej rola jest nadal istotna w bilansie energetycznym Francji, Japonii, Korei oraz Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie zaznaczają, że w najbliższych latach przedsiębiorstwa z tego sektora będą musiały stawić czoła wielu wyzwaniom. Niektóre kraje zawiesiły procedury wydawania zezwoleń na budowę nowych elektrowni jądrowych, inne postulują wprowadzenie większej ilości analiz bezpieczeństwa. Pojawiła się także potrzeba poprawy lub zaostrzenia systemów zabezpieczeń oraz zasilania awaryjnego.

„Niemcy, Włochy i Szwajcaria decydują, z szeregu przyczyn, o odchodzeniu od energetyki jądrowe lub opóźnianiu jej rozwoju. Tymczasem Wielka Brytania, Francja, Czechy, USA, Węgry, Słowacja, Finlandia, Turcja i co ważne – Rosja, a także Chiny i Brazylia, ciągle inwestują w rozwój tego sektora. Polska planuje uruchomienie pierwszej elektrowni do 2020 r. Na rozwój energetyki jądrowej należy patrzeć nie tylko w perspektywie opłacalności pojedynczego projektu, co oczywiście jest niezbędne, ale również w kontekście unijnych ograniczeń, zmuszających do poszukiwania źródeł niskoemisyjnych, jak i w kontekście regionalnym. Oczywiście nie można też zapominać o trzeźwej analizie potencjalnych zagrożeń wynikających z takich inwestycji.” – dodaje Wojciech Hann z Deloitte.

Przywództwo Polski w Unii Europejskiej to nie jest zapewne dobry moment na zmianę kierunku unijnej polityki energetycznej. Może być jednak właściwą okazją do ponownego przedstawienia opinii grupy państw Europy Środkowej na kwestię zapewnienia porównywalności wysiłków poszczególnych krajów w tym zakresie. Niedługo nasz kraj poniesie istotne koszty wdrożenia pakietu klimatycznego. Przede wszystkim będą to wydatki sektora energetycznego związane z inwestycjami technologicznymi i paliwowymi, które wyniosą ok. 2 mld zł w 2015 r. i będą rosły do poziomu 8 mld zł w 2020 r. i 15 mld zł w 2030 r.(wyniki badania EnergSys). W ocenie Agnieszki Walter z Deloitte, konsekwencje pakietu klimatycznego stanowią istotną barierę odbudowy konwencjonalnych mocy produkcyjnych w sektorze energetycznym.

Dla polskiej energetyki w najbliższych latach niezwykle ważne będzie zaangażowanie w rozwinięcie infrastruktury dla odnawialnych źródeł energii. Fala inwestycji w latach 2010-2030 doprowadzi do poważnej przebudowy mixu energetycznego w Polsce, a struktura źródeł energii ulegnie znacznej zmianie w porównaniu ze stanem obecnym. Energia odnawialna, która obecnie odpowiada za 6% bilansu energetycznego, wzrośnie trzykrotnie i będzie stanowić 19% ogółu energii. Rozwój energetyki jest i będzie jednak silnie skorelowany z otoczeniem regulacyjnym w jakim działa, a olbrzymie potrzeby inwestycyjne sektora w Europie nie będą możliwe do zaspokojenia bez skoordynowanej reakcji rządowej. Rozwój źródeł odnawialnych w dotychczasowym tempie będzie jednak niemożliwy bez dogłębnej transformacji infrastruktury sieciowej.

„Dodatkowo w najbliższym czasie polskie i środkowoeuropejskie spółki energetyczne będą szukały okazji do fuzji i przejęć na jednej ze ścieżek rozwoju, w zależności od sektora. Branża paliwowa niewątpliwie spoglądać będzie w kierunku upstream i ekspansji w dystrybucji. Natomiast branża elektroenergetyczna, może dokonywać tego poprzez poszukiwanie korzyści skali oraz sposobów uatrakcyjnienia posiadanego portfela wytwarzania i profilu ryzyka w drodze regionalnej ekspansji. Analizując kwestie związane z energetyką, należy pamiętać, że w latach 2009 – 2010 istniała silna zależność pomiędzy konsumpcją energii elektrycznej, a zmianą PKB. Podobny scenariusz jest możliwy do powtórzenia równieżw najbliższej przyszłości.” – dodaje Wojciech Hann z Deloitte.

TEDxLodz coraz bliżej

Pod hasłem „Ideas starTED in Lodz” już 9 września br. odbędzie się pierwsza edycja TEDxLodz. Uczestnicy będą mieli okazję wysłuchać kilkanaście niezwykłych 18-minutowych wystąpień zaproszonych gości – znanych myślicieli i działaczy. Wśród prelegentów znajdą się m.in. guru marketingu Richard Watson oraz znany designer Tomek Rogalik. Spotkania TEDx obejmują szeroki zakres tematyczny związany z nowymi technologiami, kulturą, nauką, designem oraz rozrywką.

TEDxLodz jest lokalną inicjatywą non-profit organizowaną na licencji TED (Technology, Entertainment, Design) – najbardziej znanej na świecie konferencji poświęconej szerzeniu wartościowych idei (ang. „Ideas Worth Spreading”). Dotychczas, na konferencjach TED wystąpiło ponad 600 znakomitych gości, a wśród nich takie osobistości, jak Bill Gates, Al Gore, Steve Jobs, Jane Goodall, Elizabeth Gilbert czy Gordon Brown.

„W Polsce idea TED cieszy się coraz większą popularnością – do tej pory w jej duchu spotykali się fani w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. W Łodzi konferencja TEDx będzie miała miejsce po raz pierwszy” – mówi Karolina Blechowska, główny koordynator TEDxLodz.

„Liczymy na ogromne zainteresowanie. Chcemy, aby tegoroczne spotkanie zapoczątkowało tradycję cyklicznych konferencji na licencji TED w Łodzi.”

Udział w wydarzeniu jest całkowicie bezpłatny. Rejestracja uczestników została już zamknięta, ale organizatorzy zapowiadają, że już niebawem na profilu wydarzenia (http://www.facebook.com/pages/TEDxLodz/198140230220538) pojawi się możliwość wygrania wejściówek.

Konferencja TEDxLodz odbędzie się 9 września br. w Łodzi, w Centrum Konferencyjnym Politechniki Łódzkiej. Więcej informacji i szczegółowy program są dostępne na stronie wydarzenia: http://tedxlodz.pl.

Czy regulowanie spreadów pomoże kredytobiorcom?

Weszła w życie tzw. ustawa antysreadowa. Banki są zobowiązane do przyjmowania rat kredytów zarówno w złotych, jak i w walutach, w których zaciągnięte zostały kredyty. Każdy może więc przynieść do banku walutę kupioną w kantorze i wpłacić ją na rachunek kredytu. Można też zrobić przelew walutowy z innego banku, w którym kurs jest korzystniejszy niż w banku, który udzielił kredytu. Eksperci Invigo, internetowego pośrednika hipotecznego radzą, aby wcześniej zgłosić w banku chęć spłaty kredytu bezpośrednio w walucie.

Zmiany obejmują nowe kredyty oraz umowy kredytowe już zawarte, w części niespłaconej do dnia wejścia w życie ustawy. Bardzo ważną zmianą jest to, że w nowych umowach kredytowych będzie musiała zostać zapisana wartość spreadu, po którym bank będzie sprzedawać klientowi walutę. Przypomnijmy, że już wcześniej, zgodnie z Rekomendacją Komisji Nadzoru Bankowego klienci mieli taką możliwość, jednak większość banków wymagała podpisania aneksu do umowy, który to umożliwiał. Taki aneks to zwykle koszt kilkuset złotych. Wchodząca dziś w życie ustawa obliguje banki do przyjmowania wpłat w walucie, bez żadnych dodatkowych kosztów. – Żeby uniknąć niepotrzebnego zamieszania dobrze jest z wyprzedzeniem poinformować bank o zamiarze spłaty kredytu bezpośrednio w walucie – mówi Łukasz Wojcieszak, prezes Invigo – szczególnie ważne jest to w przypadku osób, którym bank pobiera comiesięczną ratę automatycznie z konta. Dzięki temu unikniemy podwójnego pobrania raty i ułatwimy sobie spłatę w przyszłości – dodaje.

– Można sobie wyobrazić, że, aby zrekompensować sobie straty związane z różnicami kursowymi banki mogą wprowadzić dodatkowe opłaty, na przykład za przewalutowanie kredytu czy jego wcześniejszą spłatę. – mówi Łukasz Wojcieszak, prezes Invigo – Każdy bank ma bowiem możliwość wprowadzania do swojej tabeli opłat i prowizji dowolnych zmian. Umowa kredytowa odwołuje się tymczasem właśnie do takiej tabeli. W konsekwencji, klient będzie ponosił dodatkowe opłaty. – dodaje.

Druga możliwość, która może dotknąć nowych klientów zaciągających dopiero kredyty walutowe, to „przechylenie” spreadu walutowego w stronę kursu kupna – czyli kursu, po jakim bank wypłaca kredyt na początku. Dziś różnica pomiędzy kursem średnim waluty, a kursem jej kupna oraz kursem sprzedaży (czyli tym po jakim spłacamy comiesięczną ratę) jest mniej więcej podobna. – Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby bank obniżył znacznie kurs po jakim będzie przeliczał kredyt na złote w momencie jego wypłaty. Wówczas kredytobiorca zapłaci większość spreadu na początku, a później, przy spłacie raty nie będzie już mu się opłacało kupować waluty w kantorze, bo kurs w banku będzie mniej więcej na tym samym poziomie. – zauważa Łukasz Wojcieszak.

Z pewnością najlepszym rozwiązaniem, jakie przynosi ustawa jest obowiązek zapisania w umowie wysokości spreadu. Kredytobiorca może od razu oszacować ten koszt kredytu walutowego. Niestety dotyczy to tylko nowo zawieranych umów.

Digital Avenue S.A. kupuje Fashionstyle.pl

Digital Avenue, notowana na giełdzie internetowa grupa medialna, podpisała umowę inwestycyjną zakładającą odkupienie większości udziałów w spółce prowadzącej popularną internetową grę dla fascynatek mody – Fashionstyle.pl.

Udziałowcem Spółki i Prezesem Zarządu pozostaje twórca gry – Ola Sitarska, jedna z najbardziej znanych polskich twórczyń startupów, laureatka Startup School i Startup Weekend. To kolejna akwizycja Digital Avenue w tym roku.

Digital Avenue, wydawca największego polskiego serwisu do dzielenia się zdjęciami – Fotosik.pl oraz Styl.fm – jednego z liderów w segmencie serwisów kobiecych o modzie i urodzie oraz Ola Sitarska – założycielka i udziałowiec Fashionstyle.pl planują wspólnie dalszy szybki rozwój Fashionstyle.pl. „W ramach grupy medialnej docierającej do blisko 3 mln realnych użytkowników miesięcznie, taki portal jak mój zyskuje wielką szansę na zdecydowane przyspieszenie dynamiki rozwoju i poprawę wyników finansowych – mówi Ola Sitarska – założycielka i Prezes Zarządu Fashionstyle.pl.

Gry online to dzisiaj jedna z najpopularniejszych form rozrywki przy użyciu komputera zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Wartość rynku gier w internecie ma tendencję wyraźnie rosnącą. Według raportu firmy Gartner rynek gier MMO ma zwiększyć swoją wartość do 2015 roku o ponad 230% w porównaniu z bieżącym rokiem. Różnorodność, łatwość dostępu i kontakt z innymi graczami online stanowią o sile przebicia gier internetowych. Rozrywka w sieci umożliwia szybszy i łatwy kontakt z graczami, co może stać się poważnym argumentem przeciwko pudełkowym aplikacjom i komputerowym grom offline. Motorem napędowym wzrostu na tym ryku jest dynamiczny rozwój Internetu, a także innowacje w grach, które przyciągają użytkowników obu płci i różnych grup wiekowych. W Fashionstyle.pl gracz ma ogromne pole do popisu. Na chwilę przenosi się w internetowy świat mody. W świecie online może zrobić wszystko to, co w rzeczywistości nie byłoby tak szybko możliwe.

„Dzięki tej akwizycji powiększamy portfolio Grupy Styl.fm o ciekawy, bardzo szybko rozwijający się oraz co ważne rentowny portal dla kobiecej grupy docelowej, w której Digital Avenue osiąga najlepszą oglądalność i wyniki finansowe. Planujemy że rozwój Fashionstyle znacząco wpłynie na dynamikę wzrostu Digital Avenue w tym segmencie” – dodaje Piotr Wąsowski – prezes zarządu Digital Avenue. To kolejna akwizycja giełdowej spółki w ostatnim czasie. Do grupy Styl.fm dołączyły także portal kulinarny – przepisy-kuchenne, portal randkowy – jakja.pl oraz portale dla kobiet i rodziców: naobcasach.pl i tik-tak.pl. Grupa planuje dalsze przejęcia w segmencie lifestyle.

Fashionstyle.pl to ponad 250 000 zarejestrowanych graczek, które generują blisko 6 milionów odsłon miesięcznie. Serwis skierowany jest do młodych miłośniczek mody. Użytkowniczki mogą zostać wirtualnymi projektantkami lub modelkami, produkować ubrania, zarabiać wirtualne pieniądze, dyskutować o najnowszych trendach.

WDB Brokerzy Ubezpieczeniowi S.A. przejęli spółkę NESTOR sp. z o.o.

Notowani na rynku NewConnect, WDB Brokerzy Ubezpieczeniowi S.A. nabyli 100 proc. udziałów w spółce NESTOR sp. z o.o., przejmując tym sposobem kolejny podmiot z branży. Akwizycja odbyła się za pośrednictwem należącego do WDB BU Krajowego Biura Brokerskiego (KBB). WDB Brokerzy Ubezpieczeniowi poinformowali także, iż planują upublicznić spółkę zależną KBB poprzez wprowadzenie jej na rynek NewConnect.

Warszawski broker NESTOR sp. z o.o. działa w branży ubezpieczeniowej od kilkunastu lat. Obsługuje kilkudziesięciu klientów głównie w segmencie grupowych ubezpieczeń na życie. Portfel spółki ma wartość kilku milionów złotych składki.

„Realizacja tej akwizycji stanowi kolejny krok w spełnieniu obietnic złożonych inwestorom, które zakładały kolejne przejęcia. Staramy się dobierać spółki o zdrowej kondycji, z historią na rynku oraz stabilną bazą klientów. Możemy powiedzieć, iż broker NESTOR do takich podmiotów należy.” – mówi Krzysztof Cichecki, prezes zarządu WDB Brokerzy Ubezpieczeniowi S.A.

„Jednocześnie to przejęcie ma pokazać, iż zaczęliśmy dążyć do stworzenia wydzielonego segmentu w branży, specjalizującego się w grupowych ubezpieczeniach na życie, ubezpieczeniach zdrowotnych oraz w programach emerytalnych. Krajowe Biuro Brokerskie, które posiada w nowoprzyjętej spółce 100 proc. udziałów, będzie pełnić rolę lidera oraz zrealizuje kolejne akwizycje podmiotów, rozszerzające grupę kapitałową WDB w tym właśnie obszarze.” – dodaje Cichecki.

KBB na małą giełdę

WDB Brokerzy Ubezpieczeniowi przejęli KBB na początku listopada 2010 roku. Obecnie WDB BU planuje wprowadzić spółkę na rynek alternatywny by w ten sposób wzmocnić jej pozycję w branży i pozyskać środki na jej rozwój.

„Upublicznienie Krajowego Biura Brokerskiego pomoże przede wszystkim w zbudowaniu silnej grupy kapitałowej, w której to KBB dzięki swojemu doświadczeniu będzie mogło realizować kolejne akwizycje. Trudno na tym etapie mówić o konkretach, bowiem spółkę czeka jeszcze proces przekształcenia. Musimy także zdecydować ile środków potrzebujemy, a ile w obecnej sytuacji ekonomicznej na świecie jest możliwe do pozyskania.” – tłumaczy prezes Krzysztof Cichecki.

Juliusz Kornaszewski nowym PR Managerem Intela

Juliusz Kornaszewski objął w firmie Intel stanowisko PR Managera na region Europy Centralnej i Wschodniej. Z branżą mediów i PR jest związany od ponad 10 lat. W 2000 r. dołączył do redakcji miesięcznika PC World Komputer (obecnie PC World), gdzie od 2004 do 2010 r. pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego.

Jednocześnie w latach 2000-2010 zajmował stanowisko szefa działu Hardware miesięcznika Kino Domowe – Magazyn DVD. Od 2010 r. do sierpnia 2011 r. Juliusz Kornaszewski był dyrektorem zarządzającym agencji PR i marketingu społecznościowego Mindspot Communication&Media.

SAP ma 39,9% rynku aplikacji biznesowych w 2010 r

Firma SAP Polska poinformowała, że według najnowszego raportu firmy badawczej IDC, poświęconego polskiemu rynkowi oprogramowania biznesowego(1), w 2010 r. SAP osiągnął 39,9% udziału w rynku zintegrowanych aplikacji dla przedsiębiorstw i pozostaje zdecydowanym liderem tego rynku.

Według raportu IDC „Poland Enterprise Application Software Market 2011-2015 Forecasts and 2010 Vendor Shares” wartość polskiego rynku aplikacji biznesowych wzrosła w 2010 roku o 14,7% do 226,26 miliona dolarów.

Kolejny rok z rzędu SAP zdecydowanie przewodzi rankingowi dostawców aplikacji biznesowych, osiągając udział w rynku przekraczający sumę udziałów kolejnych pięciu dostawców. SAP jest również liderem wszystkich podkategorii oprogramowania biznesowego, analizowanych przez IDC, czyli aplikacji typu: ERM (Enterprise Resource Management – zarządzanie zasobami organizacji), SCM (Supply Chain Management – zarządzanie łańcuchem dostaw), OMA (Operations Management Applications – zarządzanie operacyjne), CRM (Customer Relations Management – zarządzanie relacjami z klientami) i aplikacji analitycznych (Business Analytics).

„Wzrostowi rynku aplikacji biznesowych sprzyjały rosnące wskaźniki gospodarcze, dzięki czemu firmy odmroziły budżety na inwestycje w informatyczne wsparcie zarządzania” – powiedział Tomasz Słoniewski, Research Manager Software, IDC Poland. „Na wdrożenia zaawansowanych rozwiązań aplikacyjnych zdecydowało sie wiele instytucji publicznych, co dodatkowo korzystnie wpłynęło na odbicie się rynku po kryzysowym roku 2009.”

„W udanym dla SAP roku 2010 zaobserwowaliśmy ewolucję w sposobie podejmowania decyzji o wdrożeniach systemów biznesowych. Nasi klienci stali się bardziej zorientowani na wzrost, a także przywiązywali niezwykłą wagę do spełnienia ściśle zdefiniowanych kryteriów ekonomicznych i osiągania konkretnych usprawnień procesów biznesowych” – powiedział Grzegorz Rogaliński, Prezes SAP Polska. „Polski rynek ERP i aplikacji biznesowych funkcjonuje tak, jak ma to miejsce na rozwiniętych rynkach europejskich: o wyborze rozwiązań IT decyduje rzetelna analiza biznesowa i wybór sprawdzonych w danej branży najlepszych praktyk.”

Wśród nowych klientów SAP w 2010 roku znalazły się takie firmy jak Gaz-System S.A., Grupa Onet, Herbapol Wrocław, Polmor Sp. z o.o., Inter Metal Sp. z o.o., EcoWipes i wielu innych. Znaczące kontrakty zostały również podpisane m.in. z ZUS, Górnośląską Spółką Gazownictwa i ING Bankiem Śląskim.

(1) IDC: “Poland Enterprise Application Software Market 2011-2015 Forecast and 2010 Vendor Shares”, autor: Tomasz Słoniewski, sierpień 2011.

Zmiana pracy to ryzyko

Mówi się, że Polacy są zachowawczy i raczej nie lubią ryzykować. Zapewne potwierdzić to mogą doradcy finansowi, ale jak się okazuje również specjaliści rynku pracy. Eksperci portalu Pracuj.pl postanowili sprawdzić, co skłoniłoby osobę pracującą i nie poszukującą nowej pracy do zmiany pracodawcy. Okazuje się, że główną barierą przy zmianie pracy w tej grupie – nazywanej przez ‘łowców głów’ kandydatami pasywnymi – jest strach przed skutkami takiej decyzji. Zniwelować mogłoby go jednak wyższe wynagrodzenie w nowym miejscu pracy.

Dość znaczącym argumentem przy podjęciu decyzji o zmianie pracy są też zmiany zachodzące w obecnym miejscu zatrudnienia. Brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa motywują do działania. Gdy te potrzeby są jednak zaspokojone, to respondenci nie chcą raczej ryzykować.

Wśród trzech najważniejszych bodźców, które skłoniłyby kandydata pasywnego do zmiany pracodawcy znalazła się również potrzeba rozwoju i odmiany. Brak takich możliwości i poczucie osiągnięcia wszystkiego co możliwe w aktualnym miejscu pracy w zestawieniu z tym, co oferuje potencjalny szef, lub z możliwościami rozwoju poprzez przekwalifikowanie się, mogłoby ich przekonać do dokonania rewolucji w ich dotychczasowej karierze.

W środku stawki znalazły się: nienormowany czas pracy i możliwość jej wykonywania z domu, a w związku z tym również swoboda i brak bezpośredniej kontroli przełożonego. Dość istotną kwestią w rozważaniach nad zmianą pracy jest dogodna lokalizacja – odległość oraz czas dojazdu do pracy. Wygoda w tym zakresie jest bardzo ważna dla osób mających obecnie pracę.

Najważniejszymi czynnikami, które powodują brak zainteresowania nowymi propozycjami są jednak: atmosfera pracy oraz jej stabilność. Współpracownicy ‘trzymają’ kandydatów pasywnych w aktualnym miejscu zatrudnienia. Nawiązanie satysfakcjonujących relacji w nowym miejscu pracy postrzegane jest natomiast jako trudne. Obawa przed brakiem akceptacji w nowym zespole stanowi bardzo znaczącą barierę, powstrzymującą myślenie o nowych wyzwaniach zawodowych. Zmiana pracy to po prostu zbyt duże obciążenie emocjonalne, dlatego z własnej inicjatywy kandydaci pasywni nie chcą narażać się na takie przeżycia. W przypadku tej grupy to ostateczność, do której muszą zostać ‘zmuszeni’.

Stabilizacja, z której kandydaci pasywni nie chcą rezygnować, jest szczególnie istotna dla osób o niższym poczuciu własnej wartości na rynku pracy. Mniejsza wiara w swoje umiejętności i dotychczasowe doświadczenie są charakterystyczne dla tej grupy kandydatów. Nie mają oni potrzeby porównywać się z innymi kandydatami i nie chcą znać wyniku tej konfrontacji. Taka postawa zwiększa ich poczucie bezradności i jest przyczyną ich bierności.

Podsumowując, można powiedzieć, że ogólnie charakterystyczną postawą kandydatów pasywnych jest unikanie ryzyka. Boją się nieznanego, popełnienia błędu, unikają więc decyzji, które mogłyby ich na nie narazić. Szczególnie, że podjęcie tego ryzyka rozpatrują w kontekście całej rodziny.

Polska spółka podbija chiński rynek gier mobilnych

Gra Paper Wars: Cannon Fodder studia iFun4all, należącego do krakowskiego dewelopera Bloober Team S.A., została wybrana jako jedna z wielu tysięcy aplikacji dostępnych na system iOS przez największy chiński fundusz VC inwestujący w gry na urządzenia mobilne. Gra będzie pierwszym wydanym na rynku chińskim produktem polskiego dewelopera gier.

iFun4all udzieliła chińskiej spółce TDC (Asian) Ltd. licencji wyłącznej na dystrybucję i korzystanie z gry Paper Wars: Cannon Fodder na urządzeniach mobilnych i telefonach komórkowych. TDC zainwestuje w portowanie gry na system Android i jej promocję na rynku chińskim.

Zawarcie umowy było poprzedzone długimi negocjacjami, a do jej finalizacji, w dużym stopniu, przyczynił się pozytywny odbiór wystąpienia grupy Bloober Team na targach ChinaJoy w Szanghaju.

– Rozpoczęcie sprzedaży Paper Wars w Chinach to przełomowe wydarzenie. Dzięki temu możemy rozpocząć budowanie naszej marki na tym ogromnym i najszybciej rozwijającym się rynku na świecie. – mówi Piotr Babieno, Prezes Zarządu Bloober Team S.A. – Wypromowanie gry iFun4all będzie swoistym „przetarciem szlaku” dla naszych kolejnych produkcji, w tym projektu Music Master Chopin. Liczymy również, że tym ruchem otworzymy drzwi Państwa Środka dla innych deweloperów z naszego kraju – dodaje Piotr Babieno.

Chiński rynek gier jest jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin gospodarki w tym państwie, co stwarza dla polskich deweloperów ogromne możliwości do ekspansji. Zgodnie z danymi z dnia 3 sierpnia 2011 roku opublikowanymi przez Pracownię Badań Rynków Zagranicznych w ChRL średnie roczne tempo wzrostu wartości rynku gier online przekracza 10 proc. Według najnowszych prognoz, dochody tamtejszych firm specjalizujących się w sprzedaży tego rodzaju produktów w 2015 r. osiągną prawie 9 mld USD. W połowie 2011 r. liczba klientów na chińskim rynku gier on-line wyniosła 485 mln. Była więc o 27,7 proc. większa niż rok wcześniej. Tak dynamiczny rozwój tego rynku następuje w warunkach, gdy dostęp do Internetu ma zaledwie 36 proc. terytorium Chin.1

Zawarcie przez iFun4all umowy wydawniczej obejmującej rynek chiński wpisuje się w strategię sprzedażową Grupy, polegającą na zawieraniu umów z dystrybutorami obecnymi na rynkach regionalnych. Do tej pory spółka iFun4all zawarła umowy wydawnicze z niemieckim wydawcą Just a Game oraz z japońskim KEMCO.

Pod nazwą TDC (Asian) Ltd. kryje się The9 Development Center, centrum badań i rozwoju spółki The9 Limited z siedzibą w Szanghaju, jednego z największych uczestników rynku gier wideo w Chinach. TDC aktywnie uczestniczy w promocji i rozwoju chińskiej branży gier online poprzez pogłębianie współpracy z podmiotami z branży informatycznej i jednostkami naukowymi.

The9, bezpośrednio lub poprzez spółki powiązane, zarządza w Chinach wieloma popularnymi tytułami, m.in. grą World of Warcraft. Nazwa spółki nawiązuje do dziewiątego oblicza sztuki – tworzenia gier mobilnych.

Grupę Bloober Team stanowi zespół podmiotów, które razem uzupełniają pełny proces produkcji i dystrybucji gier wideo. Bloober Team SA to wyłączny udziałowiec spółek Bloober Team Wrocław – operatora gier epizodycznych oraz iFun4all – dewelopera prostych gier 2D, a także pośrednio, poprzez iFun4all, Pizza Publishing – wydawcy gier. Spółka posiada również większościowe udziały w iPlacement (podmiot oferujący product placement w grach) oraz Neuro–Code (spółka rozwijająca technologię bezdotykowych interfejsów).

Oferta handlowa Bloober Team S.A. obejmuje siedem gier komputerowych, w tym zrealizowaną przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina – Music Master Chopin.

Bloober Team S.A. została wybrana jako pierwsza w historii polskiego rynku gier do stworzenia tytułu startowego (tzw. “launch tittle”) dla, mającej trafić na rynek w końcu 2011 roku, konsoli PlayStation Vita marki Sony.

Grupa Getin Noble Bank – wyniki po II kwartale 2011 roku

W dwóch kwartałach 2011 roku Grupa Getin Noble Bank osiągnęła zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej na poziomie 791,2 mln PLN. W tym samym okresie sprzedaż kredytów osiągnęła poziom 7,2 mld PLN (+52% r/r). Od początku roku suma bilansowa Banku wzrosła o 14,5% (do poziomu 49,0 mld PLN), natomiast kapitały własne o 23,8% (4,1 mld PLN).

Rekordowy zysk netto Grupy Getin Noble Bank związany jest z sukcesem debiutu giełdowego Open Finance. Osiągnięty wynik jest potwierdzeniem zdolności Grupy do budowania wartości spółek w oparciu o innowacyjne koncepcje biznesowe, jak również wymianę doświadczeń i sprawdzonych rozwiązań. Wpływ sprzedaży akcji Open Finance na wynik netto Grupy wyniósł 620 mln PLN.

Grupa odnotowała znaczący wzrost wartości sprzedaży we wszystkich kluczowych segmentach rynku. Towarzyszył temu wzrost marży odsetkowej w II kwartale o 21 pb (do 3%). Bank umocnił swoją pozycję lidera sprzedaży kredytów samochodowych udzielając w II kwartale kredytów o wartości 429 mln PLN. Jako wicelider rynku kredytów hipotecznych, Grupa Getin Noble Bank osiągnęła wartość sprzedaży w II kwartale 2011 roku na poziomie 2 142 mln PLN, o 55,5% więcej w ujęciu rok do roku. Bank systematycznie rozwija ofertę kredytową oraz leasingową dla małych i średnich firm. Wartość kredytów udzielonych MSP w II kwartale to 433 mln PLN.

Getin Noble Bank realizuje strategię zrównoważonego zwiększania salda kredytów i depozytów. Dzięki intensywnej akcji sprzedażowej udziały Banku w rynku kredytów wzrosły o 0,7 p.p (r/r) osiągając poziom 5,1%. Saldo kredytów wzrosło w przeciągu roku o 25,7%. Od 30 czerwca 2010 roku do końca I półrocza br. portfel depozytów zwiększył się o 24,9%, czyli o 8,2 mld PLN. W II kwartale 2011 saldo depozytów wzrosło o 1,8 mld PLN. Ponad 95% pozyskanych środków pochodziło od klientów detalicznych. Tym samym Bank zwiększył udziały w rynku depozytów o 0,7 p.p. (5,8%).

Sukcesem jest awans Getin Leasing z 15 na 7 pozycję wśród firm leasingowych w Polsce, dzięki największemu na rynku wzrostowi wartości sprzedaży leasingowej w I półroczu 2011 roku (212% r/r). Bank znacząco zwiększył też przychody prowizyjne ze sprzedaży produktów inwestycyjnych – wynik w II kwartale 2011 roku był o 54% lepszy niż w II kwartale 2010 roku.

W pierwszym półroczu br. Bank konsekwentnie realizował strategię rozwoju bankowości relacyjnej. Jej celem jest zwiększenie efektywności cross-sellingu oraz poprawa struktury przychodów prowizyjnych. Na koniec II kwartału udział pozakredytowych przychodów prowizyjnych osiągnął poziom 41% (+ 14 p.p. w ujęciu r/r). W tym samym czasie średnie uproduktowienie klientów wzrosło do poziomu 2,35 (+0,5 r/r).

W mijającym półroczu największą kontrybucję do wyników Grupy Getin Noble Bank, spośród spółek podporządkowanych, miał Open Finance (uwzględniając zmiany w akcjonariacie będące następstwem jego upublicznienia), który wypracował dla Grupy 20,3 mln PLN zysku netto. Ponad 15,1 mln PLN zysku osiągnął, działający od końca 2010 roku, Idea Bank. Najszybciej rósł zysk netto (w ujęciu rok do roku) Noble Securities (190,3%; 12,3 mln PLN) oraz Noble Funds TFI (39,3%; 11,6 mln PLN).

W ramach ogłoszonego w I kwartale programu emisji obligacji, 29 czerwca br. Bank wyemitował obligacje o łącznej wartości 250 mln PLN. 2 7 lipca 2011 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na zaliczenie pozyskanych w ten sposób środków do funduszy uzupełniających Getin Noble Banku S.A. Na koniec półrocza współczynnik CAR Banku wynosił 9,82%.

Dorota Pietrzyk nowym dyrektorem Biura Marketingu i PR w PTU SA

Od 22 sierpnia br. obowiązki dyrektora Biura Marketingu i Public Relations oraz Rzecznika Prasowego w PTU SA objęła Pani Dorota Pietrzyk.

Dorota Pietrzyk ukończyła Wydział Komunikacji i Mediów na Uniwersytet Paris III- Sorbonne Nouvelle. Ostatnio pracowała w Światowej Organizacji Zdrowia, gdzie była odpowiedzialna za dystrybucję kampanii promocyjnej organizacji UNITAID. Wcześniej była związana z wydawnictwem Burda Publishing Polska, w której jako Brand Manager była odpowiedzialna za opracowywanie i realizację strategii komunikacyjnej tytułów wnętrzarskich. Pracowała również w telewizji Eurosport, gdzie była odpowiedzialna za kontakty z kluczowymi klientami i koordynację projektów promocyjnych z oddziałami Eurosportu w Europie.

Ponadto do Biura Marketingu i Public Relations dołączyła Agnieszka Sobucka zajmując stanowisko Głównego Specjalisty ds. PR.

Absolwentka Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia, oraz studiów podyplomowych w Instytucie Organizacji i Zarządzania w Wojskowej Akademii Technicznej. Doświadczenie zawodowe zdobyła w Grupie PZU, na stanowisku Głównego Specjalisty ds. Kontaktów z Mediami, gdzie do jej obowiązków należało dbanie o spójną realizację zewnętrznej polityki informacyjnej Spółki. Pracowała również w AEGON TU na Życie SA, gdzie była odpowiedzialna za relacje z mediami, stworzenie strategii komunikacji wewnętrznej, oraz wdrożenie intranetu w spółce oraz Agencji Public Relations gdzie była odpowiedzialna za tworzenie i realizację strategii działań PR na rzecz klientów z sektora finansowego.

B2B or not B2B, czyli kłopotliwa integracja za pieniądze z UE

Już niebawem ogłoszona zostanie kolejna runda konkursu 8.2 POIG związanego z rozwojem współpracy B2B realizowanej drogą elektroniczną. Tymczasem pierwsze kontrole przeszli już beneficjenci poprzednich edycji i wielu z nich czekają poważne kłopoty z finansowaniem działań. Dlaczego? Według unijnych urzędników niedostatecznie integrują się z biznesowymi partnerami.

Jest to już drugi nabór wniosków w tym roku, a popularność poprzedniej rundy pozwala przewidywać, że i tym razem zainteresowanie przedsiębiorców będzie ogromne. W kwietniu przedsiębiorcy złożyli 618 wniosków o dofinansowanie na kwotę 295 mln złotych, co przy dostępnej alokacji w wysokości prawie 183 mln złotych oznacza, że część złożonych wniosków nie uzyska wsparcia. Skąd wynika tak duże powodzenie tego działania?

Zintegrować się z Unią

Na pewno znaczącą rolę odgrywa tu maksymalna kwota dofinansowania wynosząca 2 mln złotych oraz jego poziom, który może sięgać 70% w zależności od wielkości przedsiębiorstwa i lokalizacji projektu. Ponadto cel, na który przeznaczona może być dotacja czyli wdrożenie i integracja systemu informatycznego pomiędzy współpracującymi przedsiębiorstwami jest atrakcyjny dla firm z każdej niemal branży. Takie inwestycje przynoszą firmom wymierne korzyści w postaci usprawnienia współpracy z kluczowymi kontrahentami poprzez zautomatyzowanie działań B2B. Dzięki środkom unijnym przedsiębiorstwa mogą pozwolić sobie na bardzo kosztowne procesy dostosowawcze poprzez zakup koniecznej do integracji technologii albo zmianę systemu, nieprawidłowo współpracującego z platformami partnerów. Do tego celu pozyskane dofinansowanie można przeznaczyć na bardzo szeroki zakres usług i produktów, np. zakup wartości niematerialnych oraz prawnych jak nabycie licencji i oprogramowania, środków trwałych czyli głównie sprzętu elektronicznego i usług informatycznych. Ponadto za pieniądze z UE można sfinansować dodatkowe usługi eksperckie obejmujące np. analizy przygotowawcze i usługi doradcze o charakterze informatycznym, technicznym, wdrożeniowym i prawnym, a także organizację specjalistycznych szkoleń dla osób zaangażowanych w jego realizację. Nic więc dziwnego, że działanie 8.2 przyciąga zainteresowanie tak wielu przedsiębiorców pragnących unowocześnić swoje biznesowe kontakty. Tymczasem jak pokazało doświadczenie pierwszych dofinansowanych projektów w osiągnięciu pełnego sukcesu może przeszkodzić nawet drobny szczegół w odpowiednim nazwaniu stworzonego systemu informatycznego.

Wspólny portal nie wystarczy

Uzyskanie dofinansowania w konkursie niewątpliwie jest sukcesem, lecz przed beneficjentem pomocy stoi zadanie jeszcze trudniejsze niż złożenie poprawnego wniosku w konkursie. Zasadnicze dla powodzenia projektu i wypłaty dotacji jest bowiem prawidłowe zrealizowanie projektu. – Ostatnie doświadczenia klientów oraz oceny z kontroli zrealizowanych przedsięwzięć nakazują nam zwrócić uwagę na podstawową kwestię – braku rzeczywistej integracji systemów informatycznych wskazanych w projekcie współpracujących firm – tłumaczy Sonia Leszkowicz-Baczyńska, Konsultant ds. funduszy UE z firmy ECDF – Wielu przedsiębiorców nie zwraca dostatecznej uwagi na ostateczny kształt wdrożonego za unijne pieniądze projektu, lub też nie ma dostatecznej wiedzy, aby sprawdzić funkcje wykonanego systemu. Tymczasem podczas kontroli okazuje się, że rzeczywisty cel projektu, czyli zapewnienie obiegu dokumentów i danych w formie elektronicznej poprzez integrację pomiędzy systemem wnioskodawcy i partnerów, nie został osiągnięty. Wiele firm wdrożeniowych nie rozumie prawidłowo zasady integracji systemów i próbuje ją osiągnąć poprzez zastosowanie portalu www, na którym firmy mają swoje loginy i za pośrednictwem strony internetowej wymieniają dane. Niestety w takim wypadku zgodnie ze stanowiskiem PARP nie można mówić o bezpośredniej integracji systemów. Sytuacja taka grozi koniecznością zwrotu uzyskanej dotacji wraz z odsetkami. Co ma więc zrobić potencjalny beneficjent Działania 8.2 aby tego uniknąć? Przede wszystkim dokładnie przestudiować zagadnienia integracji systemów w ramach projektu i zwrócić się z tym problemem do firm profesjonalnie zajmujących się tym zagadnieniem oraz dysponujących odpowiednim rozwiązaniem spełniającym wymogi Działania 8.2 POIG. Dopiero po prawidłowo przeprowadzonej realizacji projektu firma może świętować całkowite pozyskanie dotacji unijnej.

Nazwa ma znaczenie

Dofinansowanie z Działania 8.2 może być przyznane firmom, które posiadają bądź planują wdrożenie nowego systemu, ułatwiającego relacje biznesowe. Dla wielu przedsiębiorstw problem stanowi jednak samo pojęcie systemu informatycznego. Nie chodzi tu bowiem o podstawowe programy biurowe, np. do obsługi skrzynki mailowej, ale o zaawansowane platformy, zajmujące się zarządzaniem kontaktami z klientem. Ze względu na częste błędy w zrozumieniu tej różnicy, przy okazji prowadzenia zeszłorocznych naborów określono definicję systemu informatycznego. Zdarza się jednak, że nawet oprogramowania spełniające wymogi unijne mogą budzić wątpliwości urzędnika. – Jedna z sieci franczyzowych postanowiła zintegrować systemy informatyczne swoich sklepów i skorzystać przy tym z dofinansowania z Działania 8.2. Mimo że franczyzobiorcy mieli podobne projekty i modele biznesowe, to niektórzy z nich zostali negatywnie ocenieni przez rozpatrujących wnioski ekspertów. Zarzucono im, że opracowany system nie spełnia wymogów B2B. – opowiada Milena Jankowska, Konsultant ds. funduszy UE z firmy ECDF – Po złożeniu protestu i szczegółowej analizie projektu okazało się, że wystarczy przekształcić użyte w nim nazewnictwo i zamienić np. określenie ERP Administracja na Moduł Administracja. W ten sposób pokazano, że w realizowanym przedsięwzięciu nie chodzi o wdrożenie wewnętrznego systemu ERP, tylko jego poszczególnych modułów, które są odpowiedzialne za zarządzanie zewnętrznymi procesami. Nic więcej nie zostało zmienione w projekcie. Firma dostała dofinansowanie.

Poza tym przedsiębiorstwa, które chcą zintegrować swoje systemy z partnerami biznesowymi za pieniądze UE muszą wykazać realny efekt zastosowania systemów. Przedsiębiorcy już na etapie składania wniosku deklarują konkretny poziom średniorocznych przychodów ze sprzedaży i kosztów prowadzenia działalności. Wskaźniki te odnoszą się do prognozowanych przez siebie efektów z wdrożenia systemów, np. skrócenia czasu zamówień o konkretną liczbę dni czy wprowadzenie dostaw „just in time”, które obniżą koszty magazynowania. Najkrócej mówiąc – trzeba szczegółowo pokazać, jak „zwróci się” system.

Zaawansowane relacje B2B to przyszłość w zarządzaniu siecią kontaktów biznesowych i wkrótce staną się absolutnym standardem. Teraz przedsiębiorcy maja szansę stworzyć zintegrowane systemy z pomocą pieniędzy z UE. Pierwsze szlaki zostały już przetarte. Wysokie wymogi Unii wobec projektów biorących udział w kolejnych konkursach na Działanie 8.2 POIG są już powszechnie znane. Potencjalni beneficjenci w przyszłych naborach powinni być uzbrojeni w wiedzę na temat wszelkich formalności, jakie ich czekają oraz doświadczenia dofinansowanych przedsiębiorstw. Czasu do odpowiedniego przygotowania wniosku pozostało niewiele – kolejny nabór rozpoczyna się już w październiku.

Zarząd Emperia Holding SA wezwał Eurocash do zapłaty 200 mln zł odszkodowania

Zarząd Grupy Handlowej Emperia poinformował, iż w dniu 9 sierpnia 2011 roku – przy pełnej akceptacji Rady Nadzorczej – odstąpił od umowy inwestycyjnej z Eurocash, działając w trybie i zgodnie z zasadami określonymi w Umowie Inwestycyjnej.

Przyczyną odstąpienia było niedotrzymanie przez Eurocash umówionego terminu realizacji transakcji – do dnia 15 lipca 2011 roku, ani w dodatkowym terminie wyznaczonym przez Emperia, Eurocash nie dokonał płatności Ceny za Udziały. Tym samym sprzedaż Grupy Tradis na rzecz Eurocash nie doszła do skutku. Ponadto, Zarząd Emperia Holding SA wezwał Eurocash do zapłaty zryczałtowanego odszkodowania w wysokości 200 mln zł.

W ocenie Zarządu i Rady Nadzorczej Emperia podjęte działania służą interesom jej akcjonariuszy i zostały podjęte w trosce o dobro spółki, Grupy Dystrybucyjnej Tradis (będącej częścią Emperia) oraz jej klientów.

W opinii Zarządu Emperia nie dojście do skutku transakcji przewidzianej w Umowie Inwestycyjnej nie będzie stanowiło przeszkody w wysiłkach Grupy Dystrybucyjnej Tradis zmierzających do zdobycia pozycji lidera polskiej dystrybucji FMCG.

Zarząd Grupy Emperia jest przygotowany do kontynuowania przyjętej w zeszłym roku strategii dla Grupy Tradis. Będziemy utrzymywać jej dalszy dynamiczny rozwój, zarówno organiczny, jak i przez akwizycje. Jesteśmy ekspertami w tej branży i z pewnością to wykorzystamy w walce o kolejne udziały w rynku. Ostatni rok był bardzo dobry dla całej Grupy Handlowej Emperia.

Grupa Emperia składa się z dwóch kluczowych dywizji biznesowych:

Segmentu detalicznego – w jego skład wchodzą sieci sklepów: Stokrotka, Delima, Społem Tychy i Maromarkety (łącznie 235 sklepów). Spółka nieustannie poszukuje lokalizacji dla nowych placówek i prowadzi rozmowy z sieciami zainteresowanymi dołączeniem do Grupy. Obecnie prowadzony jest proces poszukiwania inwestora dla tej dywizji w formie aukcji, a jego zakończenie planowane jest na koniec I kwartału 2012.
Segmentu dystrybucyjnego – Grupa Dystrybucyjna Tradis jest organizatorem sieci franczyzowych sklepów i supermarketów o różnorodnych formatach, dostosowanych do oczekiwań i potrzeb polskich konsumentów. Spółki franczyzowe Tradisu tworzą cenione przez klientów sieci Lewiatan, Groszek, Koliber, Euro Sklep i Milea. Tradis jest także strategicznym partnerem Spółdzielni Społem i współorganizuje nowoczesny handel spółdzielczy w Polsce. W jego strukturach znajduje się PSD – Partnerski Serwis Detaliczny dedykowany tym odbiorcom. W ramach PSD wiosną tego roku rozpoczęła działalność nowa sieć handlowa GAMA. Docelowo sieć będzie miała zasięg ogólnopolski i podstawą jej rozwoju będą istniejące już sklepy spółdzielni Społem.

W 2010 roku Grupa Handlowa Emperia wypracowała 7% wzrost przychodów ze sprzedaży do poziomu 5,9 mld zł, przy równoczesnym wzroście EBITDA i zysku netto. EBITDA wzrósł o 16,6% do poziomu 205,8 mln zł, natomiast zysk netto o 42% i osiągnął wartość 98,5 mln zł.

Równie dobry dla Grupy Emperia był I kwartał 2011. W tym okresie Grupa Handlowa Emperia osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 1,46 mld zł, wyższe o 5% i zysk netto w wysokości 11,27 mln zł, niższy o 9,3% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Zarząd Emperia Holding SA zarekomendował akcjonariuszom wypłatę dywidendy za rok 2010 w wysokości ok. 40% skonsolidowanego zysku netto Grupy. To dwukrotnie więcej niż dotychczas (20%). Uchwałę zgodną z tą rekomendacją akcjonariusze podjęli na Walnym Zgromadzeniu w dniu 29 czerwca 2011 roku.

Wielkość uchwalonej dywidendy za 2010 rok na akcję wyniesie 2,63 zł. Na ten cel Emperia przeznaczy ponad 39,2 mln zł. Począwszy od podziału zysku netto za 2010 rok zarząd planuje konsekwentnie rokrocznie rekomendować WZA wypłatę dywidendy na poziomie 40%.

SpeedUp Venture Capital Group zainwestowała w sześć nowych spółek

SpeedUp Venture Capital Group właśnie zainwestowała w sześć nowych spółek, działających na rynku nowych technologii w zakresie: e-commerce, e-turystyki, mobile, social media i e-zdrowia. Zbiorcza kwota inwestycji to trzy miliony pięćset tysięcy złotych.

Właśnie zainwestowaliśmy w sześć starannie wyselekcjonowanych projektów: FusionSheep, RekomendMe, Lookmash.com, TimeSelf, Pastylka.pl, Ortopedio – mówi Bartłomiej Gola, Partner SpeedUp i Prezes SpeedUp IQbator – te sześć projektów jest rezultatem przeanalizowania około 200 projektów, które trafiły do naszego funduszu zalążkowego SpeedUp IQbator. Uważam, że podstawą sukcesu w naszym biznesie jest umiejętne zarządzanie ryzykiem, dlatego inwestujemy w bardzo zróżnicowane projekty. Nie tylko jeżeli chodzi o fazę ich cyklu życia (Pastylka.pl jest działającą już komercyjnie stroną, a TimeSelf czy RekomendMe dopiero budują prototypy innowacyjnych produktów/usług), ale również pod względem branż i zasięgu (FusionSheep, TimeSelf i Lookmash.com to projekty z amibicjami globalnymi).

Dwie z w.w. inwestycji: Pastylka.pl i Ortopedio dotyczą w różnym stopniu rynku e-zdrowia. RekomendMe reprezentuje rynek usług HR, coraz częściej przenoszących się do sieci i dostępnych poprzez strony internetowe. Inne, jak FusionSheep, są innowacją na skalę światową w obszarze bezprzewodowego przesyłu video pomiędzy różnymi urządzeniami. TimeSelf to start-up, który zaoferuje innowacyjny produkt na rynku turystyki. Lookmash z kolei to platforma społecznościowa, związana ze światem mody.

Wybierając te projekty kierowaliśmy się kombinacją trzech kryteriów: jakości zespołu zarządzającego, potencjałem rynku i wreszcie jakością samego produktu/usługi. Działamy w obszarze wysokiego ryzyka i dlatego największą wagę przywiązujemy do umiejętności i potencjału pomysłodawców oraz kadry zarządzającej – podsumowuje Bartek Gola, Partner SpeedUp.

Łączna kwota inwestycji to ok. 3 500 000 złotych. Większość tych funduszy pochodzi z funduszu zalążkowego SpeedUp IQbator (koinwestorem w Ortopedio jest SpeedUp Investments Fund), należącego do SpeedUp Venture Capital Group. Fundusz ten zainwestował już w takie spółki i projekty jak Booklikes, SaveUp, Dwiepaczki.pl czy Okazjum.pl, a do końca 2012 planuje jeszcze przynajmniej 10 inwestycji.

Mabion SA wyniki finansowe za 2 kwartał 2011

Spółka Mabion SA uzyskała w II kwartale 2011 r. 1,8 mln zł przychodów ze sprzedaży w stosunku do 113 tys. zł uzyskanych w całym roku 2010. To dużo więcej niż prewidywały prognozy zarządu spółki podawane jeszcze w I kwartale 2011 roku.

– Spodziewaliśmy się, że pierwszy rok po wejściu na NewConnect uda nam się zamknąć w okolicach zera lub na niewielkim plusie, przy przychodach ze sprzedaży nieznacznie przekraczających 1 mln zł. Okazało się, że popyt na usługi Mabionu jest większy, niż się spodziewaliśmy – mówi Maciej Wieczorek, prezes zarządu spółki. – Te dobre wyniki udało nam się osiągnąć dzięki umowom podpisanym pod koniec ubiegłego roku – dodaje.

Tak dobre wyniki ze sprzedaży usług osiągnięte w II kwartale tego roku były wynikiem prowadzonych prac badawczo-rozwojowych dla klientów zewnętrznych w zakresie zastosowania własnych technologii Mabion S.A. do wytwarzania rekombinowanych białek. Pomimo bardzo wysokich kosztów poniesionych na inwestycje w II kwartale osiągnięta strata była minimalna i wyniosła jedynie 19 682,83 PLN. W analogicznym okresie roku poprzedniego strata netto wyniosła 129.947,59 PLN. W finansowaniu zarówno majątku trwałego (urządzeń) jak i usług badawczych spółka korzystała w znacznej mierze ze środków UE (program 1.4-4.1) pochodzących z projektu dot. Rozwoju leku MabionCD20.

Mabion prowadzi obecnie prace nad siedmioma projektami biotechnologicznymi. Cztery z nich to projekty własne spółki, natomiast trzy pozostałe to projekty zlecone przez klientów zewnętrznych. Pierwszym projektem Mabionu jest lek MabionCD20 – przeciwciało monoklonalne stosowane w leczeniu nowotworów krwi, chłoniakach i białaczkach. W okresie II kwartału spółka Mabion zoptymalizowała proces wytwarzania tego leku oraz dokonała transferu technologii „up-scalingu” do laboratoriów Mabion S.A., w tym przygotowywania linii technologicznej oraz aparatury analitycznej związanej z kontrolą procesu i zwalnianiem produktów. W tym czasie również rozpoczęto prace przygotowawcze związane z uzyskaniem zezwolenia na wytwarzanie leków biotechnologicznych do celów badań klinicznych we własnym centrum badawczo rozwojowym poprzez złożenie stosownych wniosków i dokumentacji opisującej procedury i procesy związane z przygotowaniem i zwalnianiem leków w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym.

8 czerwca spółka podpisała umowę z firma KCR (Kiecana Clinical Research) dotyczącą rozpoczęcia prac przygotowawczych w zakresie badania klinicznego porównującego lek MabionCD20 z lekiem MabThera (rituximab, przeciwciało antyCD20 firmy Roche) we wskazaniu Reumatoidalne Zapalenie Stawów (RZS). Następnie 13 cerwca spółka podpisała umowę z Assign Group dotyczącą rozpoczęcia prac przygotowawczych w zakresie badania porównującego MabionCD20 z MabThera we wskazaniu chłoniaki nieziarnicze. – Umowa będzie realizowana w ciągu najbliższych miesięcy – dodaje prezes. Dodatkowo spółki wyraziły wolę kontynuowania rozmów dotyczących zawarcia umowy na przeprowadzenia badania klinicznego.

Badanie to jest 3 i ostatnim projektowanym badaniem programu klinicznego leku Mabion CD20. W sumie w ramach programu klinicznego przewiduje się udział 600-700 osób. Badania są projektowane i będą wykonywane zgodnie z wytycznymi Europejskiego Urzędu ds. leków EMA a także zgodnie z zasadami Dobrej Praktyki Klinicznej GCP. Równocześnie z pracami nad pierwszym lekiem, Mabion kontynuuje prace nad innym projektem – MabionHER2, przeciwciało monoklonalne stosowane w nowotworach piersi. Zakończenie produkcji w małej skali przewidywane jest na III kwartał 2011 roku.

Pozostałe dwa własne projekty badawczo – rozwojowe Mabionu to prace nad rozwojem przeciwciała monoklonalnego MabionEGFR, stosowanego w nowotworach jelita grubego oraz głowy i szyi jak również przeciwciała monoklonalnego MabionVEGF, stosowanego w nowotworach płuc, piersi, okrężnicy oraz nerki.

Mabion to polska firma biotechnologiczna, utworzona w marcu 2007 roku w celu wprowadzenia na rynek leków onkologicznych najnowszej generacji. Wszystkie leki nad którymi pracuje zespół naukowy spółki będą wytwarzane w technologii humanizowanych przeciwciał monoklonalnych. 10 sierpnia 2010 roku Mabion wszedł na rynek NewConnect, pozyskując 22,8 mln zł. Emisja w całości została przeznaczona na rozszerzenie skali produkcji leków oraz badania kliniczne, które rozpoczną się w tym roku na fokusowej grupie kilkuset pacjentów. W 2012 roku, Mabion planuje debiut na GPW.

130 mln zł z kolejnej transzy obligacji dla PPL

130 mln złotych na inwestycje zapewniło sobie P.P. Porty Lotnicze, zarządzające Lotniskiem Chopina w Warszawie. Środki pochodzić będą z obligacji, które obejmie Nordea Bank Polska SA.

Porty Lotnicze i Nordea Bank podpisały w Warszawie umowę na emisję obligacji średnioterminowych, która pozwoli na sfinansowanie II bloku inwestycji planowanych do realizacji w latach 2012-15. Środki w kwocie 130 mln zł dostępne będą dla Portów Lotniczych od lipca 2012 r.

– Środki uzyskane z tej emisji obligacji zamierzamy przeznaczyć na inwestycje podnoszące standard obsługi pasażerów i statków powietrznych w warszawskim porcie. Sfinansujemy w ten sposób m.in. modernizację starej części Terminala A, modernizację drugiej drogi startowej oraz budowę kolejowego frontu spustowego związanego z nowym systemem dostarczania paliwa na lotnisko – informuje Michał Marzec, naczelny dyrektor Portów Lotniczych i Lotniska Chopina.

Michał Nowotny, dyrektor Pionu Finansowego Portów Lotniczych podkreśla, że finansowanie inwestycji udało się pozyskać od emitenta na atrakcyjnych warunkach.

– Pomimo niestabilnej ostatnio sytuacji na rynkach finansowych, udało nam się uzyskać korzystne warunki emisji obligacji oraz elastyczne warunki dotyczące korzystania z udostępnianych środków. Cieszę się, że partnerem jest znów Nordea Bank, który w tym trudnym okresie nie wahał się nam zaufać – mówi Nowotny.

Nordea Bank Polska już po raz drugi wyemituje obligacje dla Portów Lotniczych. Środki z pierwszej emisji o wartości 240 mln zł dostępne są dla przedsiębiorstwa od sierpnia 2010 r.

– Jesteśmy zadowoleni z udziału Nordea Bank Polska w finansowaniu dla przedsiębiorstwa Porty Lotnicze. To kolejny krok w rozwoju naszej współpracy. Od początku 2010 roku obserwujemy wzrost zainteresowania emisją obligacji ze strony największych polskich przedsiębiorstw. Bank Nordea, poza tradycyjną formułą kredytowania, chętnie gwarantuje oraz organizuje emisje obligacji dla przedsiębiorstw. W minionym roku znacząco zwiększyliśmy nasz udział w rynku i obecnie na koniec lipca, zgodnie z raportem Fitcha w rynku obligacji korporacyjnych zajmujemy trzecie miejsce. Cieszymy się, że dzięki podpisanej umowie będziemy wspierać modernizację lotniska, które jest ważnym elementem infrastruktury gospodarczej w Polsce – mówi Sławomir Żygowski, I wiceprezes zarządu Nordea Bank Polska SA.

Ponad 993 tys. zł kary dla Cyfrowego Polsatu

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził decyzję Prezes UOKiK stwierdzającą naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przez Cyfrowy Polsat. Sąd zgodził się również wysokością nałożonej przez Urząd kary ponad – 993 tys. zł

Wyrok sądu dotyczy decyzji wydanej przez Prezesa UOKiK w grudniu 2009 roku. Urząd zakwestionował wówczas regulamin świadczenia usług stosowany przez Polsat Cyfrowy.

W wydanej decyzji Prezes UOKiK uznała, że jeden z warunków regulaminu, mówiący o tym, że w przypadku zaistnienia zdarzeń niezależnych od Cyfrowego Polsatu, uznawanych za siłę wyższą, w szczególności o charakterze prawnym, technicznym lub ekonomicznym, Cyfrowy Polsat zastrzegał sobie prawo do wprowadzania zmian w zakresie liczby lub rodzajów programów telewizyjnych lub radiowych. Zadaniem operatora nie stanowiło to zmiany umowy, jak również regulaminu.

W opinii Urzędu takie postanowienie było niedozwolone, dawało bowiem operatorowi możliwość zmiany istotnych warunków odbioru programów – bez konieczności zmiany umowy z abonentem. Jednocześnie pozbawiało konsumenta prawa do odstąpienia od kontraktu. Zdaniem Urzędu, każda istotna zmiana warunków świadczenia usługi powinna powodować zmianę umowy, tym samym stwarzać konsumentom możliwość odstąpienia od niej.

Prezes UOKiK uznała, że Cyfrowy Polsat stosując niedozwolone warunki w regulaminie świadczenia usług naruszył zbiorowe interesy konsumentów i nałożyła karę w wysokości 993 597 zł. Ponadto na spółkę został nałożony obowiązek publikacji decyzji przez sześć miesięcy na swojej stronie internetowej oraz zamieszczenia w dzienniku ogólnopolskim ogłoszenia zawierającego sentencję decyzji.

Dziś Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził decyzję Prezes UOKiK. Ponadto zgodził się z sankcją finansową nałożoną przez Urząd, a wysokość kary uznał za odpowiednią w stosunku do naruszenia przepisów. Ponadto, sąd uznał, że publikacja sentencji decyzji w prasie jest konieczna ze względu na potrzebę poinformowania jak najszerszego grona konsumentów, a także ze względu na potrzebę realizacji funkcji prewencyjnej wobec innych uczestników rynku. Spółka już podczas prowadzonego postępowania wycofała się z kwestionowanej przez Urząd praktyki.

Zgodnie z prawem przedsiębiorca, wobec którego została wydana decyzja przez Prezesa UOKiK, może się odwołać do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od wyroku SOKiK przysługuje możliwość złożenia apelacji w Sądzie Apelacyjnym.

Stary dług może wrócić jak bumerang

Wyobraźmy sobie taką sytuację – staramy się o kredyt np. na samochód. Model auta i dodatkowe wyposażenie już wybrane, cena ustalona. Nagle w trakcie załatwiania formalności dowiadujemy się jednak, że niestety kredytu nie dostaniemy. Okazuje się, że kiedyś spóźnialiśmy się z regulowaniem zaległości i dane o naszym długu figurowały w biurze informacji gospodarczej.

Bank uważa, że nie może nam zaufać i tym razem pożyczki nie otrzymamy. Mamy problem. Jak to możliwe, że bank wciąż dysponuje informacjami o naszym starym, dawno juz spłaconym długu i o tym, że kiedyś figurowaliśmy w BIG?

Bieżące dane o zobowiązaniach finansowych konsumentów i firm mogą być rejestrowane m.in. w biurach informacji gospodarczej, takich jak np. Rejestr Dłużników ERIF BIG S.A. Natomiast informacje o tym, że w przeszłości mieliśmy zaległości w spłacie kredytu, bank może znaleźć w Biurze Informacji Kredytowej lub we własnych wewnętrznych archiwach.

Długi w rejestrze

Biuro Informacji Kredytowej obsługuje sektor bankowy. BIK gromadzi między innymi dane o niespłaconych ratach kredytu. Jeśli bank udzielający nam pożyczki zawrze odpowiedni zapis w umowie (co zwykle ma miejsce), historia naszych płatności będzie zapisana w BIK nawet wtedy, kiedy już kredyt spłacimy. W praktyce trwa to najczęściej 5 do 7 lat.

Inną grupą podmiotów gromadzących i udostępniających m.in. informacje o zaległościach płatniczych są Biura Informacji Gospodarczej. W Polsce działają trzy takie podmioty. Jednym z nich jest Rejestr Dłużników ERIF. Dane o zaległościach mogą być tam przechowywane w czasie, kiedy zadłużenie istnieje i jest wymagalne. Jeśli dług zostanie spłacony, wierzyciel ma obowiązek w ciągu 14 dni poinformować biuro informacji gospodarczej o uregulowaniu zobowiązania przez dłużnika. W ciągu kolejnych 7 dni BIG musi usunąć, byłego już dłużnika ze swojego rejestru. Tak stanowi ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, która reguluje działanie BIGów. Jeśli więc negatywne dane o zadłużeniu były wpisane do Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A., po spłacie zaległości zostają wykreślone.

Natomiast podmiot, który sprawdzał informacje o naszym zadłużeniu w BIG i je uzyskał, jest obowiązany usunąć je w ciągu 90 dni od daty otrzymania (Art. 26 Ust. 1 Ustawy z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, Dziennik Ustaw Nr 81, Poz. 530). Jest jednak jeden wyjątek. Tego przepisu nie stosuje się do instytucji ustawowo obowiązanych do oceny ryzyka kredytowego lub operacyjnego. Tak więc np. bank, który w przeszłości uzyskał w Rejestrze Dłużników ERIF informacje o zadłużeniu danej osoby, po 90 dniach nie musiał ich kasować. Może z nich korzystać praktycznie bezterminowo.

Lepiej spłacać zadłużenie niż trafić na czarną listę

– Bank, w którym staramy się o pożyczkę, na pewno będzie chciał ocenić naszą zdolność kredytową i sprawdzić wiarygodność płatniczą. Nawet jeśli teraz mamy czyste konto, bank może przechowywać informacje o naszym dawnym zadłużeniu, które niegdyś znalazł w BIG – mówi Edyta Szymczak, Prezes Zarządu Rejestru Dłużników ERIF. – Dlatego najlepiej na bieżąco regulować swoje zobowiązania. Wtedy nie trafimy do biura informacji gospodarczej. Natomiast jeśli jednak przytrafi nam się przeterminowany dług, warto jak najszybciej dogadać się z wierzycielem lub reprezentującą go firmą windykacyjną. Zawsze można znaleźć rozwiązanie polubowne, dzięki któremu nie trafimy na listę dłużników, bo np. zawrzemy ugodę i umówimy się na spłatę zadłużenia w ratach. Warto wiedzieć, że taką możliwość daje swoim dłużnikom największa polska firma windykacyjna KRUK S.A. – dodaje Prezes Rejestru Dłużników ERIF.

Co jeszcze warto wiedzieć?

Co pół roku sami możemy za darmo sprawdzić, czy dane na nasz temat figurują w BIK (Biurze Informacji Kredytowej). Podobna zasada funkcjonuje także w BIG (3 biurach informacji gospodarczej). W tym drugim przypadku dwa razy do roku zupełnie bezpłatnie możemy sprawdzić, czy jakiś wierzyciel dopisał informacje o naszym długu, czy ktoś pytał o naszą obecność w BIG, a także czy posługiwano się dokumentem skradzionym nam lub podrobionym na nasze nazwisko. Informacje te możemy uzyskać tradycyjną drogą (osobiście lub listownie), ale najwygodniej jest zrobić to przez Internet. To, czy nie ma nas w Rejestrze Długów ERIF, można sprawdzić za pośrednictwem internetowego serwisu InfoKonsument.pl lub dzwoniąc do działu obsługi konsumentów pod numer 22 59 42 515.

IQ Partners wyniki za II kwartał 2011

IQ Partners S.A. opublikował jednostkowy oraz skonsolidowany raport kwartalny z wyników finansowych za okres od 1 kwietnia do 30 czerwca 2011 roku.

Na koniec II kwartału 2011 roku IQ Partners wygenerował jednostkowy zysk netto na poziomie 3.522 tys. zł, co przełożyło się na wzrost kapitałów własnych do poziomu 39.061 tys. zł. Grupa Kapitałowa IQ Partners S.A. odnotowała zysk netto na poziomie 4.729 tys. zł. Sam zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 4.553 tys. zł. Przełożyło się to na wzrost kapitałów własnych przypadających na akcjonariuszy jednostki dominującej do poziomu 33.156 tys. zł.

W II kwartale 2011 r. IQ Partners zainwestował ponad 2 mln zł, tworząc nowe spółki oraz podwyższając kapitał zakładowy w już istniejących. W portfelu inwestycyjnym IQ Partners na przestrzeni II kwartału 2011 r. znalazły się następujące nowe spółki: Advanced Telecommunications Technology Research Sp. z o.o., Antyweb.pl Sp. z o.o., Legal Stream S.A. oraz Concerto S.A.

Na wyniki finansowe za II kwartał 2011 r. w znaczący sposób wpłynęło również przeprowadzenie częściowego wyjścia z inwestycji w Langloo.com S.A., właściciela serwisu edukacyjnego wspartego zastosowaniem nowoczesnych technologii informatycznych.

Karol Półtorak dołączył do zespołu Domu Maklerskiego Banku Handlowego

DMBH, wiodące na polskim rynku biuro maklerskie z ponad 11% udziałem w rynku, znacząco wzmacnia swój departament rynku pierwotnego (Equity Capital Markets). W połowie lipca do DMBH dołączył Karol Półtorak, który na stanowisku wiceprezesa zarządu i dyrektora Biura Operacji Kapitałowych będzie odpowiadał za rozwój działalności Citi w obszarze ECM w Polsce.

Witold Stępień, prezes DMBH tak skomentował ten alians: „Utrzymanie pozycji lidera na rynku wtórnym jest trudniejsze niż jej zdobycie, ale od trzech lat stawiamy czoło konkurencji a udaje nam się to osiągnąć dzięki profesjonalnemu zespołowi. Chcemy być liderem również w obszarze rynku pierwotnego, dlatego też zatrudniamy najlepszych. Doświadczenie Karola z pewnością przyczyni się do dalszych sukcesów DMBH i osiągnięcia celów, które postawiliśmy sobie w obszarze ECM.

Karol Półtorak ma bogate, kilkunastoletnie doświadczenie transakcyjne ECM i M&A w różnych sektorach gospodarki. Ostatnie 10 lat pracował dla UniCredit CAIB, gdzie prowadził wiele z największych krajowych transakcji ECM i M&A. Przed UniCredit pracował dla PricewaterhouseCoopers i ProCapital (obecnie Deutsche Bank Securities).

Karol tak komentuje swoją decyzję: „Jestem przekonany, że z silnym zespołem, jaki tu zastałem oraz dzięki niekwestionowanej pozycji DMBH na krajowym rynku i globalnej skali działalności Grupy Citi, będziemy oferowali najwyższy poziom obsługi dla naszych klientów. Poza obecnie zrealizowanymi dużymi transakcjami, chcemy mocniej otworzyć się na firmy z szerokiego, średniego segmentu rynku.”

Karol Półtorak to absolwent Szkoły Głównej Handlowej, ukończył kursy m.in. na University of Derby i Harvard Business School, posiada licencję maklerską.

Młodzi chcą mniej niż wynosi średnia krajowa … na początku

Studenci i absolwenci podejmując swoją pierwszą pracę chcieliby zarabiać około 2 tys. na rękę, czyli blisko 500 zł mniej niż wynosi średnia krajowa netto*. W perspektywie 3 lat, oczekują jednak dynamicznego wzrostu swojej płacy, średnio o ok. 800 złotych rocznie – wynika z badania Campus 2011, przeprowadzonego dla serwisu Pracuj.pl.

Najwyższe wymagania płacowe mają osoby studiujące kierunki techniczne, na których umiejętności obecnie jest największy popyt na rynku pracy. Oczekiwania tych osób po 3 latach pracy szybują do poziomu 4100 zł netto. To aż 81% wzrost względem pierwszego roku pracy.

Najniższe oczekiwania wobec pierwszej pensji mają natomiast studenci i absolwenci kierunków humanistycznych. Młodzi humaniści na początek chcieliby zarabiać nieco ponad 1900 zł netto. Jednak ich oczekiwania w kolejnych latach rosną równie szybko jak studentów i absolwentów kierunków technicznych i ekonomicznych. Po 3 latach chcieliby już zarabiać o ponad 1500 zł więcej niż na początku drogi zawodowej.

Co ciekawe, wyżej swoje oczekiwania formułują studenci i absolwenci studiów dziennych niż zaocznych i wieczorowych. Na początku chcieliby średnio zarabiać ok. 100 zł więcej niż ich koledzy, po roku ok. 200 zł, a po 3 latach pracy ponad 400 zł więcej.– Najwyraźniej osoby kończące studia w trybie innym niż dzienny gorzej oceniają swoje możliwości na rynku pracy. Niesłusznie, bo dla pracodawcy przeglądającego dokumenty aplikacyjne bardziej istotne są wiadomości, praktyczne umiejętności i ewentualne doświadczenie zawodowe, które kandydat zdobył w trakcie studiów, niż ich tryb – mówi Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj, do której należy portal Pracuj.pl.

* przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2011 r. wyniosło 3466,33 zł. brutto, źródło: GUS. Stawka netto została przeliczona dla osoby pracującej na etat, rozliczającej się samodzielnie.

Xevin Investments inwestuje w projekt FanpageAd

Jeden z najaktywniejszych funduszy inwestycyjnych skierował swoje kroki tym razem w stronę rozwiązań umożliwiających analizę i zarządzanie stronami marek na Facebooku.

Dokonując inwestycji w FanpageAd, wspólny projekt facead i Interactive Research Center, fundusz powiększył swój portfel o nowe rozwiązania. FanpageAD to dokładna selekcja monitorowanych stron, jak również możliwość łączenia fanpagy w dowolne grupy. Dzięki nowemu narzędziu można określić wskaźniki takie jak share of voice, średni przyrost fanów czy sam zasięg marki. Możemy również porównać swoja markę z dowolną stroną na Facebooku.

O założeniach i celach jakie stawiają przed sobą twórcy nowego narzędzia mówi Marcin Krzosek z Interactive Research Centre: „FanpageAd to nasz pierwszy wspólny projekt, którego celem jest rozpoczęcie dyskusji o skutecznej ewaluacji działań w mediach społecznościowych. Kolejnym krokiem będzie sukcesywny rozwój narzędzi umożliwiających marketerom zarządzanie budżetami reklamowymi, tworzeniem i zarządzaniem „społecznościami fanów”. Ważnym obszarem jest dla nas edukacja rynku i współpraca z mediami. W tym celu przygotowaliśmy specjalną ofertę dostarczania danych i raportów dla mediów.”

Nową inwestycję podsumowuje Radosław Czyrko, Partner Zarządzający w Xevin Investments: „Rozwiązanie facead i IRC ma ogromny potencjał. Obserwowaliśmy ten segment, który charakteryzuje się dynamicznym wzrostem i jesteśmy przekonani, że zgłaszane zapotrzebowanie przez klientów na tego typu narzędzia, przełoży się na zyski i to w relatywnie krótkim czasie. Obecnie przez okres dwóch tygodni można bezpłatnie testować możliwości jakie daje FanpageAd.”

Pozyskany kapitał ma zostać przeznaczony głównie na rozwój nowych funkcjonalności, w tym służących zarządzaniu budżetami lub aplikacjami reklamowymi. Dzięki wykorzystaniu algorytmów językowych opracowanych przez IRC, spółka zamierza aktywnie pozyskiwać klientów agencyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nawet o 50% więcej zatrudnionych cudzoziemców do końca roku

Analitycy zakładają nawet 50-procentowy wzrost zatrudnienia obcokrajowców w Polsce do końca bieżącego roku. W raporcie agencji EastWestLink o stanie zatrudnienia cudzoziemców w Polsce w pierwszej połowie 2011 przedstawione zostały zmiany na rynku pracy, wzrost zapotrzebowania na zasoby ludzkie wśród polskich pracodawców i pozostałe czynniki, które stoją za zwiększonym napływem pracowników z zagranicy.

Pierwsze półrocze 2011 przyniosło najwyższy wskaźnik zainteresowania polskich przedsiębiorstw pracownikami z zagranicy w historii. Firmy zarejestrowały ponad 163 tys. wniosków o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, czyli o prawie 40 procent więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, kiedy zarejestrowano 119 615 wniosków. Na przyrost miały wpływ lepsza sytuacja gospodarcza Polski, rosnąca koniunktura w branżach charakteryzujących się wysoką pracochłonnością oraz zmiany przepisów odnoszących się do zatrudniania obcokrajowców. Oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę są obecnie jednym z kluczowych narzędzi polityki zatrudnienia obcokrajowców w Polsce i dotyczą obywateli 5 państw Europy Wschodniej – Ukrainy, Białorusi, Mołdowy, Gruzji i Rosji, wobec których możliwe jest zastosowanie przyśpieszonej procedury zatrudnienia. Pracownicy z Ukrainy stanowią obecnie ponad 90 procent wszystkich legalnie zatrudnionych cudzoziemców w Polsce.

Największym zainteresowaniem oświadczenia cieszyły się tradycyjnie w branży rolnej – według danych z Powiatowych Urzędów Pracy zarejestrowano w pierwszych 6 miesiącach aż 97 371 wniosków. Spadek dynamiki w porównaniu do pierwszego kwartału roku (52 tys. oświadczeń) wynika z większego zapotrzebowania na pracowników sezonowych w pierwszych miesiącach 2011. Utrzymał się z kolei pozytywny trend w skali zatrudnienia w branży budowlanej – zarówno w pierwszym, jak i drugim kwartale zarejestrowano podobną liczbę wniosków, na ogólną sumę 28 787. Budownictwo drogowe jest obecnie w szczytowym okresie koniunkturalnym, a dzięki licznym inwestycjom infrastrukturalnym przed Euro 2012, występuje duże zapotrzebowanie na zasoby ludzkie przy budowie autostrad i dróg ekspresowych.

Przypadki powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę reguluje od końca lipca nowe rozporządzenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które zastąpiło dotychczasowe – z dnia 30 sierpnia 2006 r. w sprawie wykonywania pracy przez cudzoziemców (Dz. U. Nr 156, poz. 1116, z 2007 r. Nr 120, poz. 824, z 2008 r. Nr 17, poz. 106, z 2009 r. Nr 21, poz. 114 oraz z 2010 r. Nr 109, poz. 716 i Nr 236, poz. 1559). Położony w nim został szczególny nacisk na kwestie wymogów do spełnienia przez pracodawców decydujących się na zatrudnienie cudzoziemców – przedsiębiorcy muszą określić obecnie dodatkowe dane, jak nazwa zawodu, miejsce wykonywania pracy, rodzaj umowy z pracobiorcą, a także wysokość wynagrodzenia. Pracodawca jest również zobowiązany zawrzeć w oświadczeniu informację o braku możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych w oparciu o rynek lokalny. Rozporządzenie stanowi tym samym istotny krok w celu ograniczenia potencjalnych nadużyć ze strony wielu polskich firm, czego dowodem jest również doprecyzowanie liczby podmiotów, z którymi pracownik może nawiązać stosunek pracy w ciągu 6 miesięcy w skali roku, tym samym eliminując możliwość pracy cudzoziemca przez ponad 6 miesięcy w ciągu 12 miesięcy (w sytuacji, gdy podejmuje pracę w kilku różnych firmach w oparciu o różne oświadczenia).

Uwzględniając niepewną sytuację na rynku zatrudnienia cudzoziemców w ostatnich miesiącach ubiegłego roku i idące za tym zwiększenie zapotrzebowania na pracowników ze wschodu w pierwszych miesiącach 2011, jest praktycznie pewne, że tendencja wzrostowa w stosunku do lat ubiegłych w drugiej połowie roku się utrzyma. Mimo to przyrost w drugim kwartale nie był już tak znaczący jak w pierwszych 3 miesiącach tego roku – decyzja o uchwaleniu nowego rozporządzenia w sprawie zatrudniania cudzoziemców bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę została podjęta późno i uchwalona dopiero w połowie grudnia 2010. Spowodowało to ogromny skok zapotrzebowania w pierwszym kwartale 2011, wzmocniony jeszcze przez przygotowania gospodarstw rolnych i firm budowlanych do kolejnego sezonu. Widać również, że budownictwo będzie do końca roku motorem napędowym rynku zatrudnienia cudzoziemców, dzięki czemu liczba zarejestrowanych wniosków o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca bez zezwolenia na pracę może osiągnąć w tym roku liczbę nawet 270 tys. Prognozy na drugą połowę zakładają niższy przyrost liczby rejestrowanych oświadczeń, na który wpływ mieć może zarówno niższe zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych i sezonowych w miesiącach zimowych, jak również przeprowadzone zmiany prawne. Z drugiej strony, planowane na drugą połowę roku zaostrzenie przepisów przeciwko szarej strefie, zgodnie z tzw. „dyrektywą sankcyjną” Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2009/52/WE, powinno wpłynąć pozytywnie na liczbę zatrudnionych legalnie.

– „Duże zapotrzebowanie rynkowe na pracowników ze wschodu reprezentuje również liczba pełnych zezwoleń na pracę, rejestrowanych w Urzędach Wojewódzkich w pierwszej połowie roku, umożliwiających pracę cudzoziemcom przez okres od roku do nawet 3 lat. Do końca czerwca przyznano ich ponad 19 tysięcy, czyli o 20 procent więcej niż w 2010 roku. Zezwolenia na pracę pełnią inną funkcję niż oświadczenia, skierowane są w większym stopniu do specjalistów wysokiej klasy i kadry kierowniczej.” – podaje Andrzej Korkus, prezes agencji zatrudnienia EastWestLink. – „Na tak duże zainteresowanie tematem pracy obcokrajowców mają wpływ także uwarunkowania rynkowe. Nastroje wśród pracodawców są obecnie coraz bardziej optymistyczne, co przy stosunkowo niskim przyroście podaży pracy i niedostatecznej aktywności zawodowej Polaków na polskim rynku, przyczynia się do powstania dużej rozbieżności między popytem a podażą. Wiele przedsiębiorstw cały czas obawia się odpływu swoich kadr na zachód, ich obawy uwidoczniły się zwłaszcza w kontekście tegorocznego otwarcia niemieckiego rynku pracy.”

Źródło: MPiPS, East West Link

Czy wiesz, gdzie jesz?

Najlepiej – w barach mlecznych i fast foodach, najgorzej – tam, gdzie spędzamy wakacje i ferie. Zastrzeżenia wzbudziło blisko 80 proc. punktów gastronomicznych skontrolowanych przez Inspekcję Handlową na zlecenie UOKiK

Kurczaka podaje sprzątaczka brudną ścierką – to na szczęście nie opis z jednej z polskich restauracji, ale cytat z kultowej komedii Stanisława Barei. Najnowsze wyniki kontroli Inspekcji Handlowej przeprowadzonej na zlecenie UOKiK pokazują, że w różnego rodzaju placówkach gastronomicznych występują nieprawidłowości, które powinny wzbudzić czujność każdego konsumenta.

IH na zlecenie UOKiK sprawdziła 424 punkty gastronomiczne*: restauracje, kluby, bary na dworcach, bary mleczne, punkty fast food należące do sieci, placówki serwujące jedzenie w miejscach letniego i zimowego wypoczynku. Wybrano je losowo, na podstawie skarg konsumentów oraz rekontroli. Nieprawidłowości stwierdzono w blisko 80 proc. skontrolowanych placówek. Najlepiej wypadły bary mleczne i fast foody. Sprawdzano m.in., czy konsumenci dostają taką ilość produktów, jaką zamówili, czy kelnerzy prawidłowo wydają resztę oraz paragon, czy w każdym barze znajduje się cennik informujący również o gramaturze potraw, objętości i składnikach napojów.

Nierzetelna obsługa

Zamiast dorsza – tańszy czarniak, a zamiast soku – napój lub nektar, o ćwierć kilo lżejsza sałatka od masy deklarowanej w menu, zawyżony rachunek o 17 zł – to niektóre z nieprawidłowości w zakresie rzetelności obsługi. Najwięcej zastrzeżeń stwierdzono w prawie co trzeciej restauracji i klubie, najmniej – w placówkach na dworcach. Najczęściej kwestionowano zaniżanie masy potraw, esencji kawy i alkoholu w drinkach – należność została jednak pobrana tak, jakby potrawa była zgodna z deklaracją wskazaną w menu. Ponadto inspektorzy zakwestionowali stosowanie tańszych składników, np. w jednej z restauracji w menu oferowano kawę z wyższej półki przy czym parzono tańszą, w innej – zamiast oscypka – serwowano ser wędzony. W kilku restauracjach kelnerzy automatycznie doliczali opłatę za serwis bez wcześniejszego poinformowania klienta. Porada: zamawiając posiłek w restauracji, zawierasz umowę. Klient jest zobowiązany do zapłaty, a restauracja do wykonania usługi zgodnie z umową. Jeśli niewłaściwie ją wykonano (np. brak oliwek w pizzy, niska temperatura posiłku, długie oczekiwanie, zawyżony rachunek, doliczony serwis bez naszej zgody), mamy prawo do reklamacji. Nieprawidłowości zgłaszamy od razu obsłudze. Możemy żądać posiłku zgodnego z zamówieniem lub obniżenia ceny. Jeżeli kelner dolicza serwis do rachunku, musi o tym wcześniej poinformować konsumenta.

Informacje o cenie

W każdym lokalu gastronomicznym musimy znaleźć cennik, jadłospis wraz z informacją o masie potraw i objętości napojów oraz datą jego sporządzenia. Powinien się on znajdować wewnątrz lub na zewnątrz lokalu. W co drugiej restauracji, nocnym klubie, placówce zlokalizowanej w rejonach letniego i zimowego wypoczynku, czy dworcu nie przestrzegano tego obowiązku. Najlepiej pod tym względem wypadły bary mleczne. Cieszy fakt, że w toku kontroli właściciele uzupełnili brakujące dane. Porada: poznaj ceny przez złożeniem zamówienia, a nie dopiero przy płaceniu rachunku. Cennik musimy znaleźć w miejscu ogólnodostępnym. Co musi zawierać? Przede wszystkim datę jego wystawienia, nazwę potrawy, jej ilość oraz zawartość głównego składnika (np. pierogi – 7 sztuk, sok – 350 ml, sałatka z kurczakiem – mięso 100 g, drink – 20 ml alkoholu).

Przechowywanie żywności

Zamrażanie produktów, które powinny być przechowywane w temperaturze dodatniej, niewłaściwa segregacja w lodówce, towary przeterminowane – to przykłady nieprawidłowości stwierdzanych przez Inspektorów w tym zakresie. Najwięcej zastrzeżeń stwierdzono w co piątym lokalu w miejscach letniego lub zimowego wypoczynku. Najlepiej wypadły lokale na dworcach, sieciowe placówki fast food. Najczęściej towary przeterminowane stwierdzano w restauracjach i klubach (co piąty), najmniej – w fast foodach oraz barach mlecznych.

W lokalach kwestionowano m.in. niewłaściwe przechowywanie w chłodni i niesegregowanie żywności: np. krewetek razem z malinami, mięsem, kotletami; przeterminowane o ponad dwa lata pierogi mrożone, zamrażanie twarogu, chleba, łososia wędzonego. Ponadto – kontrolerzy mieli także zastrzeżenia do stanu sanitarnego lokali – w jednej z placówek wątpliwości wzbudziło brudne zaplecze kuchenne. Konsumentów także często nie informuje się, że danie, które dostają to rozmrożone danie gotowe.

Podjęte działania

W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, Inspekcja Handlowa może nakazać: wstrzymanie świadczenia usług, wycofanie z obrotu produktów niewłaściwej jakości, wstrzymanie wprowadzania na rynek albo usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości. Ustalenia z kontroli dały podstawę do m.in. wydania 18 decyzji i nałożenia 290 mandatów karnych na kwotę 64 150 zł. Do m.in. organów ścigania, nadzoru sanitarnego, urzędów skarbowych skierowano 262 zawiadomienia o podjęcie odpowiednich działań.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przypomina, że wszelkie zastrzeżenia dotyczące nierzetelnej obsługi czy niewłaściwej jakości zamówionych potraw można zgłaszać w wojewódzkich inspektoratach Inspekcji Handlowej. Ponadto bezpłatną pomoc w dochodzeniu swoich praw uzyskamy od powiatowych lub miejskich rzeczników konsumentów. Szczegółowych informacji udziela także Federacja Konsumentów pod numerem telefonu 0 800 007 707. Poradnictwo konsumenckie w Polsce jest finansowane między innymi z budżetu UOKiK.

5 dni z biznesem internetowym

Początek października będzie nie lada gratką dla osób zainteresowanych e-biznesem. W dniach 7-11 w Poznaniu odbywają się dwie duże międzynarodowe imprezy – Startup Weekend i zaraz po nim konferencja e-nnovation. Dla uczestników przygotowano specjalny pakiet biletów.

Startup Weekend to międzynarodowy cykl imprez, które co weekend odbywają się w kilku lub kilkunastu różnych miastach na całym świecie. Celem 54-godzinnego, intensywnego spotkania jest stworzenie fundamentu startupu, pozyskanie partnerów (programistów, grafików, marketingowców) oraz zweryfikowanie pomysłu przez doświadczonych praktyków z branży.

Praktycznej wiedzy nt. e-biznesu dostarczy także spotkanie e-nnovation, w której biorą udział specjaliści z całego świata. Podpowiedzą czego unikać, aby osiągnąć sukces w e-biznesie, pokażą najnowsze trendy i rozwiązania. Uczestnicy będą mieli okazję na wymianę opinii i doświadczeń podczas tematycznych paneli dyskusyjnych i w tzw. strefie networkingu.

Dla wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w obu wydarzeniach organizatorzy przygotowali promocyjny pakiet biletów. Osoby, które zapiszą się na Poznań Startup Weekend otrzymają kod rabatowy, który upoważni ich do rejestracji na e-nnovation za jedyne 297 zł, zaoszczędzą w ten sposób 300 zł. Z kolei osoby, które zapisują się na e-nnovation mają możliwość skorzystania z udziału w Poznań Startup Weekend w promocyjnej cenie 50 zł, zamiast 155 zł.

Poznań Starup Weekend organizowany jest przez Fundację Kauffmana i SpeedUp Venture Capital Group w dniach 7-9 października w Pałacu Działyńskich w Poznaniu. Z kolei konferencja e-nnovation odbywa się w dniach od 10 do 11 października i w tym roku zagości w poznańskim hotelu IBB Andersia, jej organizatorem jest Grupa Allegro.