Polska ma szansę stać się gwiazdą rynku nieruchomości komercyjnych

Ostatnie zawirowania na światowych rynkach nastąpiły w samym środku boomu na nieruchomości komercyjne. W niepewnych czasach inwestorzy w Europie są bardziej skłonni budować, bądź przejmować obiekty handlowe czy biura zamiast lokować pieniądze w papiery wartościowe.

W pierwszym półroczu 2011 r. Polska była wymieniana wśród czterech najbardziej atrakcyjnych rynków dla takich inwestycji. Zyskać mogą zwłaszcza średniej wielkości miasta.

Jak zauważają analitycy Deutsche Bank Research, w ostatnich latach obserwowaliśmy gwałtowny wzrost zainteresowania nieruchomościami komercyjnymi. W 2010 roku obroty w Europie na tym rynku wzrosły o około 40 proc. Zdaniem Deutsche Bank Research to efekt szerszego trendu jaki można zaobserwować wśród inwestorów, którzy dojrzeli już do bardziej ryzykownych inwestycji w obszarze nieruchomości komercyjnych po ciężkich latach 2008-2009, gdy wolumen transakcji załamał się aż o 75 proc.

180 proc. wzrostu inwestycji i 6 proc. zysku

W ciągu ostatniego roku wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środowo-Wschodniej wzrosła o 4,4 miliarda euro – podał w najnowszym raporcie CB Richard Ellis. W pierwszych pięciu miesiącach 2011 roku inwestycje w tej części Europy, głównie w Polsce, Czechach i Rosji wzrosły aż o 180 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej.

W samej Polsce w nieruchomości komercyjne zainwestowano w tym roku 1,112 miliarda euro – szacuje w sierpniowej analizie Jones Lang LaSalle. Właściciela zmieniły m.in. warszawskie Galeria Mokotów, Wars-Sawa-Junior, Promenada czy gdańska Osowa. Największym zainteresowaniem cieszą się obiekty handlowe – sprzedano ich aż siedem. Łączna kwota tych transakcji to 611 mln euro. Były tym samym bardziej popularne od obiektów biurowych (cztery transakcje za łączną sumę 501 mln złotych) czy magazynów-centrów logistycznych (dwie transakcje za łączną sumę 79 mln euro).

Zdaniem brytyjskiego Królewskiego Stowarzyszenia Dyplomowanych Rzeczoznawców (RICS) Polska jest jedną z czterech wschodzących gwiazd, obok krajów takich jak Rosja, Malezja i Brazylia, gdzie stopy zwrotu z inwestycji mogą być najwyższe. Organizacja zauważyła też, że europejski rynek będzie coraz bardziej zróżnicowany ze względu na kłopoty finansowe Grecji, Portugalii i Irlandii.

Niekoniecznie Warszawa – warto znaleźć swoje miasto

Warszawa jest jednym z najpopularniejszych miast wśród zagranicznych inwestorów. Według badań Savills stolica Polski oferuje stabilne stopy zwrotu w wysokości około 6,5 proc. Jednak inni analitycy zwracają uwagę, że w całej Europie aktywność inwestycyjna na rynkach nieruchomości komercyjnych zmniejsza się. W II kw. 2011 r. obroty były o 11,5 proc. niższe niż w pierwszym. Skąd taki trend?

Z jednej strony analitycy Deutsche Bank Research zwracają uwagę, że w większości dużych miast europejskich w ciągu ostatniej dekady mogliśmy zauważyć strukturalny wzrost ilości wolnej powierzchni biurowej oraz malejące wahania cen w zależności od sezonu i cykli. „W rezultacie potencjał wzrostu czynszów wraz z ożywieniem gospodarczym jest niższy niż w latach 1990.”, czytamy w najnowszym raporcie DB Research.

Z drugiej, w rosnącej liczbie przypadków zapotrzebowanie dużych aglomeracji na nieruchomości handlowe jest zaspokojone. – W Polsce dojrzałe rynki w największych miastach mają już ograniczony potencjał inwestycyjny z uwagi na ich znaczne nasycenie funkcjonującą powierzchnią komercyjną. Dlatego teraz inwestorzy szukają nisz w mniejszych miejscowościach – komentuje Anna Oleksy, Dyrektor Centrum Finansowania Nieruchomości Komercyjnych Deutsche Bank PBC. – Popularne stają się tzw. convenience shopping centers, czyli centra wygodnych zakupów. Ich zaletą z punktu widzenia inwestorów jest skala inwestycji. Projekt w centrum dużego miasta to ogromny wydatek finansowy, wymagający pełnego zaangażowania jednego albo kilku podmiotów. Trudniej uzyskać wszelkie niezbędne zgody, dopełnić formalności. Wszystko to przekłada się na znacznie dłuższy okres budowy i zwrotu z inwestycji oraz dużo więcej ryzyk, które mogą się pojawić w trakcie procesu inwestycyjnego – tłumaczy Anna Oleksy.

W małych miejscowościach dominują proste formaty parterowe z wejściem z zewnątrz i parkingiem naziemnym. Klienci wpadają do nich na chwilę, załatwić sprawunki, nie na cały dzień, jak do dużych galerii handlowych. Podczas gdy w dużych miastach, jak Poznań, nasycenie powierzchnią handlową przekracza często 500 m kw. na 1000 mieszkańców, w mniejszych, jak np. Kalisz ma wartość nieco ponad 200 m kw. – zauważa Anna Wysocka z Jones Lang LaSalle.

Trudno zgadywać, jak zachowa się rynek nieruchomości komercyjnych wobec finansowej burzy, która właśnie przechodzi przez giełdy i rynki walutowe na całym świecie. – Jeśli sytuacja globalna odbije się na polskiej gospodarce, to miejmy nadzieję, że w mniejszym stopniu na sektorach, które do tej pory wskazywały dobre fundamenty do dalszych wzrostów – mówi Anna Oleksy. – Inwestorzy wciąż będą poszukiwać atrakcyjnych projektów na rynkach, które mają jeszcze duży potencjał, takich jak polski rynek nieruchomości komercyjnych.

Dolar i obligacje USA schronieniem inwestorów

W ostatnich dniach rozgorzała dyskusja dotycząca poszukiwań przez inwestorów nowej tzw. „bezpiecznej przystani”. Częściowe usztywnienie franka szwajcarskiego i rozczarowujące dane gospodarcze ze strefy euro zdyskredytowały obie waluty. Inwestorzy zwrócili się w stronę dolara, który historycznie bywał uznawany za „bezpieczne miejsce”.

Jednakże poszukiwanie kolejnych nowych bezpiecznych przystani nie jest niczym innym, jak wyznaczaniem nowych spekulacyjnych aktywów. To dość istotna różnica w przekazie i w szczególności inwestorzy indywidualni powinni mieć tego świadomość.

Historycznie, szczególnie w okresach zawirowań gospodarczo-politycznych, złoto było uważane za jedno z przedmiotowych aktywów. Czyli na przykład w przypadku wojen, aktywa zapisane papierowo traciły moc, a liczyły się aktywa bardziej namacalne. Nadal w okresie bessy inwestorzy giełdowi zazwyczaj odwracali się w stronę akcji przedsiębiostw użyteczności publicznej, które w porównaniu z bardziej ryzykownymi sektorami oferują pewne bezpieczeństwo i przewidywalność wyników. Podobnie, ostatnim miejscem schronienia inwestorów wielokrotnie był USD i obligacje USA. Są to historyczne przykłady „safe haven”.

Analizowanie złota w kontekście klasycznej bezpiecznej przystani nie jest do końca uprawnione. Stało sie ono instrumentem mocno spekulacyjnym. Złoto rosło ostatnio zarówno w okresach wzrostów, jak i spadków na giełdzie, presji inflacyjnej oraz obaw deflacyjnych. Dodatkowo, analizując historyczną siłę nabywczą złota, okazuje się, iż metal ten nie zawsze zabezpiecza inwestora przed inflacją.

Pod przykrywką poszukiwania „safe haven” inwestorzy tworzą więc nowe trendy spekulacyjne. Na przykład pojawiają się głosy o prawdopodobnym zwróceniu się w kierunku trzech koron – norweskiej, szwedzkiej i czeskiej. Szczególnie określanie bezpieczną przystanią CZK jest wyjątkowo mylące. Główną cechą takiego aktywu powinna być zadowalająca płynność, czego napewno nie można powiedzieć o czeskiej koronie. Dodatkowo czeska gospodarka jest mała i niestabilna. To przecież typowa gospodarka rozwijającego się kraju Europy Środkowo-Wschodniej.

Inwestorzy indywidualni powinni mieć świadomość, iż globalni gracze mogą na moment zwrócić się w stronę wspomnianych walut, a następnie równie szybko je opuścić. Dodatkowo, z dużym prawdopodobieństwem władze monetarne tych państw będę bronić rodzimych walut przed nadmierną aprecjacją, co zniechęci inwestorów tak samo, jak związanie kursu franka szwajcarskiego.

Próżne jest więc poszukiwanie bezpiecznej przystani wśród walut mniejszych państw, tym bardziej tak mało płynnych, jak korony szwedzka, norweska czy czeska. Dużo bardziej rozsądne będzie zwrócenie sie w stronę aktywów, które długookresowo i historycznie sprawdziły się w tej roli oraz nie są przedmiotem gry spekulacyjnej.

Rusza konkurs „Forex BossaFX – gra z zasadami” pula nagród wynosi 650 000 zł

10 października startuje kolejna edycja konkursu DM BOŚ – Forex BossaFX – w którym inwestorzy mogą zmierzyć się w grze o 100 000 CHF. „Forex BossaFX – gra z zasadami” jest jedynym w Polsce konkursem tradingowym, w którym rywalizacja odbywa się na prawdziwych forexowych rachunkach inwestycyjnych, a uczestnicy mogą poczuć autentyczne emocje towarzyszące inwestowaniu. Łączna pula nagród w konkursie wynosi 650 000 zł.

Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są już od 19 września, ale prawdziwa rywalizacja ruszy 10 października br. Uczestnicy „Forex BossaFX – gra z zasadami” rozpoczną grę z początkową wartością rachunku w wysokości 1 000 PLN, które przez pięć tygodni będą inwestować w dowolne instrumenty dostępne na platformie transakcyjnej BossaFX. Zwycięzcą Rankingu Głównego zostanie osoba, która w dniu zakończenia konkursu uzyska największą stopę zwrotu z inwestycji.

Forex BossaFX – Gra z zasadami to pierwszy i jedyny w Polsce konkurs, który pozwala inwestorom zmierzyć się w grze na forexie, w autentycznych i równych dla wszystkich warunkach panujących na światowym rynku walutowym- mówi Sebastian Zadora, Dyrektor Wydziału Sprzedaży Instrumentów Finansowych DM BOŚ S.A. Handel na platformach demonstracyjnych jest tylko symulacją rzeczywistych mechanizmów tego rynku i co istotniejsze – pomija kluczowy aspekt inwestowania, jakim jest czynnik emocjonalny związany z odpowiedzialnością za swoje decyzje. Natomiast rywalizacja w autentycznych warunkach to wyzwanie, z którym jak pokazała pierwsza edycja konkursu, inwestorzy chcą się mierzyć. Konkurs kierujemy zarówno do doświadczonych graczy, którzy pragną spróbować swoich sił w walce z najlepszymi w Polsce inwestorami, jak i do tych, którzy swoją przygodę z forexem dopiero rozpoczynają. Regularne komentarze naszych ekspertów oraz działania edukacyjne Biura prowadzone w czasie konkursu na pewno pomogą lepiej zrozumieć i poznać ten rynek – dodaje Sebastian Zadora.

W trakcie gry prowadzone będą 2 dodatkowe rankingi. Ranking Portfeli Optymalnych budowany na podstawie wskaźnika Sharpe’a wyłoni uczestnika, który osiągnie najwyższą stopę zwrotu przy możliwie niskim ryzyku. Wprowadzony po raz pierwszy Ranking Automatów umożliwi natomiast rywalizację również przy użyciu automatycznych strategii transakcyjnych. Dla właścicieli kont z największą tygodniową stopą zwrotu, organizatorzy przewidują także specjalne premie tygodniowe- tablety IPAD2.

Handel automatyczny, który na świecie jest już bardzo popularny, także w Polsce cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Inwestorzy coraz częściej dopytują nas o możliwości korzystania z automatów. Są zainteresowani ich działaniem i przede wszystkim skutecznością. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że w tegorocznej edycji Konkursu pojawi się również Ranking Automatów. Rywalizacja konkursowa jest dobrą okazją by spróbować swoich sił na tym polu i przetestować potencjał automatów transakcyjnych – dodaje Sebastian Zadora.

Główną nagrodą w konkursie jest 100 000 CHF. Zdobywcy II i III miejsca otrzymają kolejno 25 000 CHF i 10 000 CHF. Gracze, którzy uplasowali się od czwartego do dziesiątego miejsca otrzymają nagrody w postaci laptopów, a zwycięzcy rankingów „Automaty” i „Optymalny Portfel” zdobędą kolejno 20 000 CHF i 5 000 CHF. Każdy z uczestników konkursu otrzyma egzemplarz najnowszej książki pp. Grzegorza Zalewskiego i Tomasza Zaleśkiewicza „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych ”.

Platforma BossaFX (MT4), na której której przebiegać będzie rywalizacja to najpopularniejszy wśród inwestorów indywidualnych systemy transakcyjny dla rynku Forex, wzbogacony o stworzone przez DM BOŚ skrypty i wskaźniki, pozwalające min. składać zlecenia z wykresu czy stosować gotowe strategie inwestycyjne. Oferta bossafx została niedawno po raz kolejny rozszerzona. Tym razem o 10 nowych kontraktów CFD, w tym 6 nowych par walutowych: USDZAR, USDMXN, USDTRY, EURTRY, GBPCAD, NZDJPY oraz 4 kontrakty CFD, których wyceny oparte są na terminowych cenach ryżu, gazu ziemnego, 2-letniej obligacji rządowej Niemiec oraz głównego indeksu giełdy w Amsterdamie AEX. Uczestnicy będą więc mogli korzystać łącznie z 72 instrumentów dostępnych na platformie i sprawdzić jej efektywność, płynność i czas realizacji zleceń.

Pierwsza edycja konkursu BossaFX prowadzona pod hasłem „Prawdziwe są lepsze” cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów. Zwycięzcą Rankingu Głównego okazał się inwestor, który zmagania zakończył z saldem rachunku równym ponad 9150 złotych. Oznacza to, że w trakcie trwającego 5 tygodni konkursu BossaFX, ponad ośmiokrotnie powiększył początkową wartość swojego konta. Aby zakwalifikować się do pierwszej dziesiątki inwestorów w konkursie, należało zarobić co najmniej 233%.

Szczegóły konkursu oraz jego regulamin dostępne na platformie bossafx.pl.
Więcej na bossafx.pl i facebook.com/bossafx

Kryzys finansowy wymusił oszczędności na zdrowiu

Wydatki na leczenie stają się coraz większym obciążeniem dla gospodarstw domowych. Wynika to z rosnących kosztów opieki zdrowotnej oraz niepewnego stanu gospodarki. Konsumenci ograniczają inne wydatki by finansować leczenie, a także żądają przepisywania im tańszych lekarstw – to główne wnioski płynące z dorocznego badania klientów sektora opieki zdrowotnej „2011 Survey of Health Care Consumers”, przeprowadzonego po raz czwarty przez firmę doradczą Deloitte.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte w dwunastu krajach wynika, że znacząca liczba respondentów (od 40 do 50%) odczuła wpływ rosnących kosztów leczenia na ich budżet domowy. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie odsetek ten wyniósł 22%, a także Kanada (29%) i Chiny (37%).

W USA trzy czwarte konsumentów (75%) twierdzi, że niedawny kryzys gospodarczy wpłynął na obniżenie ich wydatków na leczenie. Ponad połowa badanych potwierdza, że finansowanie leczenia w ich gospodarstwie domowym odbywa się kosztem realizacji innych potrzeb. Tylko w Wielkiej Brytanii i Kanadzie odsetek ten wyniósł mniej – odpowiednio 24% i 39%. Wydatki na leczenie ograniczają możliwości zakupu innych niezbędnych dóbr, m.in. żywności, paliwa oraz pokrywania kosztów mieszkania czy edukacji. W związku z tym np. w USA 36% badanych prosi lekarzy o przepisywanie generyków zamiast oryginalnych leków, aby oszczędzić pieniądze.

W ostatnim roku jedna czwarta amerykańskich konsumentów znacznie ograniczyła liczbę wizyt u lekarza. Spośród tych, którzy zrezygnowali z konsultacji, odsetek osób, które zrobiły to ze względu na koszty wyniósł 49% w USA, 39% w Belgii, 35% w Chinach, 34% w Meksyku, zaledwie 5% w Kanadzie i 7% w Wielkiej Brytanii i Luksemburgu.

Oceny ogólnej sprawności działania systemów opieki zdrowotnej w krajach objętych badaniem Deloitte były bardzo zróżnicowane. Ocenę doskonałą (A) lub bardzo dobrą (B) wystawiła ponad połowa badanych: w Luksemburgu 69%, w Belgii 57%, w Szwajcarii 52%, we Francji 51%, w Kanadzie 50%. Dobre oceny wystawiło swoim systemom tylko 22% konsumentów w USA, 18% w Portugalii, 15% we Meksyku i 8% w Brazylii. W powyższych krajach większość badanych oceniła system jako niesprawny (D lub F). Było to 57% konsumentów w Brazylii, 44% w Meksyku, 38% w USA i 33% w Portugalii.

Zdaniem wielu badanych systemy opieki zdrowotnej są niesprawne i marnują pieniądze. Zwłaszcza w USA konsumenci krytykują przerosty biurokracji (55%), brak odpowiedzialności za własne zdrowie (49%), tzw. leczenie „defensywne” (46%) oraz niechęć do metod doświadczalnych (40%).

„Tegoroczne badanie dowiodło, że powszechnie obowiązują trzy poglądy: konsumenci nie mają pewności co do dalszego funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, uważają, że nie sprawdza się on w porównaniu do innych systemów i że marnuje się w nim pieniądze” – twierdzi Bob Go, dyrektor zarządzający globalnym zespołem ds. nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej w Deloitte.

„Wnioski z badania znajdują odzwierciedlenie także na polskim rynku. Niepewność związana z bieżącym i przyszłym funkcjonowaniem systemu publicznej opieki zdrowotnej w pewnym stopniu skutkuje m.in. rozwojem sektora prywatnej opieki, który co do zasady notuje wzrost nawet w okresach spowolnienia gospodarczego” – przyznaje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia Deloitte. „Znaczący wpływ na polski system ochrony zdrowia mają obecnie wprowadzone zmiany przepisów dotyczących m.in. refundacji leków oraz przekształceń szpitali publicznych w spółki prawa handlowego. W perspektywie kilku najbliższych lat m. in. te zmiany ukształtują jego postrzeganie przez pacjentów” – dodaje.

Metodologia

Badanie Deloitte, przeprowadzone w kwietniu i maju 2011 r., objęło ponad 15 000 konsumentów usług medycznych w następujących krajach: Belgii, Brazylii, Kanadzie, Chinach, Francji, Niemczech, Luksemburgu, Meksyku, Portugalii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i USA.

Początki kłopotów – dane GUS dotyczące sytuacji na rynku pracy

Mijające wakacje nie przyniosły spodziewanego ożywienia na polskim rynku pracy. Pomimo możliwości zwiększenia poziomu zatrudnienia za sprawą prac sezonowych, nie odnotowujemy poprawy sytuacji na rynku pracy. Najnowsze dane GUS wskazują, że zatrudnienie w polskich przedsiębiorstwach nieznacznie zmalało, a wzrost płac może wywołać jedynie decyzja o podniesieniu płacy minimalnej.

Najnowsze dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują na zwiększenie poziomu zatrudnienia rok do roku w sektorze przedsiębiorstw o przeszło 3,1% do poziomu 5,520 mln osób.

Dane publikowane przez GUS stanowią podsumowanie niezbyt udanego sezonu letniego na polskim rynku pracy. W sierpniu odnotowaliśmy minimalny spadek liczby nowych miejsc pracy, co jest nienaturalne w okresie wakacyjnym, kiedy wymiernie wzrasta popyt na pracowników tymczasowych. Brak poprawy sezonowej będzie tylko wzmagał trudności na rynku pracy wywołane podniesieniem płacy minimalnej, która przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest dodatkowym impulsem do wyhamowania tworzenia nowych miejsc pracy – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Poziom wynagrodzeń na przestrzeni ostatniego miesiąca uległ nieznacznej pogorszeniu na poziomie 0,06% i wynosi obecnie 3591,23 zł. W porównaniu do sierpnia zeszłego roku obecny wynik jest lepszy o 5,4%.

Prognozy dotyczące Polski mówią o dynamice PKB na poziomie 4%. W skali europejskiej jest to wynik zadowalający, jednak dla wyraźnej poprawy sytuacji na rynku pracy potrzebujemy wzrostu na poziomie 5,5 – 6%.

Największy wpływ, na poziom wynagrodzeń w Polsce w najbliższych miesiącach, będzie miała decyzja o podniesieniu płacy minimalnej. Zwiększenie jej poziomu o ponad 8% w perspektywie przyszłego roku, będzie przekładało się na silny wzrost presji płacowej. Obecne dane wskazują, że minimalne wynagrodzenia w ciągu roku wzrosną niemal dwa razy szybciej niż średnia płaca w Polsce, co będzie wymuszało na pracodawcach podnoszenie stawek za pracę – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Pijemy mało, inwestujemy dużo.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Wealth Solutions i The IWSR spożycie wina w Polsce systematycznie rośnie. Jednak tempo tego procesu nie jest imponujące i nie przekracza kilku procent rocznie. Znacznie szybciej rosną winne inwestycje Polaków. Do tej pory w ten sposób ulokowaliśmy już ponad 100 mln zł!

W roku 2010 wielkość rynku wina spokojnego (niemusującego wina gronowego) wzrosła o 4,3%. Jest to wynik nieco poniżej oczekiwań. Przyczyny to brak prawdziwej kultury picia wina i jego wysokie ceny, a także niskie ceny wódek. Rosnące bezrobocie, wysoka inflacja i zagrożenie recesją dodatkowo zniechęcają konsumentów. Znacznie szybciej rośnie nasze zaangażowanie inwestycyjne na rynku wina. Do końca zeszłego roku w Polsce było ok. 800 winnych inwestorów, w chwili obecnej jest ich już prawie 1900. Łącznie w portfelach Polaków znajduje się blisko 14 tysięcy skrzynek bordoskich win o wartości ponad 100 mln złotych. Nowych inwestorów przyciągają zyski, jakie niezależnie od sytuacji na rynkach finansowych oferują najlepsze bordoskie trunki.

WSE w Krakowie stawia na edukację marketingową

Bazując na badaniach dotyczących zapotrzebowania na rynku pracy, Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie przygotowała na rok akademicki 2011/2012 siedem kierunków z zakresu reklamy i marketingu na poziomie licencjackim, magisterskim oraz podyplomowym.

Umiejętności marketingowe można rozwijać na studiach I stopnia z Zarządzania – specjalność Reklama i komunikacja społeczna, na studiach II stopnia ze Stosunków międzynarodowych – specjalność Public Relations międzynarodowy oraz na kierunkach podyplomowych: Dziennikarstwo, Grafika reklamowa i prasowa, Marketing w sieci, Public Relations oraz Zarządzanie projektem marketingowym.

Studia w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie charakteryzuje innowacyjny program kształcenia, praktyczny wymiar zajęć przyciągający ludzi z całej Polski, zajęcia z doświadczonymi wykładowcami-praktykami, kameralna atmosferę i indywidualne podejście do każdego studenta. Rekrutacja trwa do 30.09. Więcej szczegółów na www.wse.krakow.pl.

Przygotowania do e-nnovation w toku

Międzynarodowe spotkanie e-nnovation już za trzy tygodnie. Znamy kolejnych prelegentów konferencji. Do ich grona dołączył ostatnio Don Dodge, związany z takimi gigantami jak AltaVista, Microsoft czy Google. A także Michael Sauer, twórca innowacyjnej platformy reCommerce, Brian Kalma, ceniony specjalista w zakresie User Experience, czy Alex Puig, który doradzał prezydentowi FC Barcelony.

Przygotowania do e-nnovation idą pełną parą. Podczas dwóch dni konferencji goście rozmawiać będą o sytuacji na rynku e-commerce, nowych trendach, kierunkach i barierach rozwoju branży. Spotkanie z uznanymi ekspertami i praktykami pozwoli w krótkim czasie nie tylko zdobyć wiedzę, ale również wymienić się doświadczeniami. Na liście prelegentów pojawiły się kolejne nazwiska osób z czołówki światowego e-commerce, takie jak Don Dodge, który z biznesem internetowym i software’owym związany jest od ponad 25 lat, m.in. jako członek grupy zarządzającej AltaVista, ewangelista Microsoftu, a obecnie doradca developerów budujących aplikacje dla Google. Na e-nnovation będzie można spotkać także Michaela Sauera, założyciela i CEO FLIP4NEW, serwisu internetowego, który wykorzystuje najnowszy trend w e-handlu – reCommerce, Briana Kalmę, który przez kilka lat zarządzał User Experience sklepu internetowego Zappos.com, wykupionego przez Amazon za 1,2 mld dolarów. Na konferencji pojawi się także Alexa Puig odpowiedzialny za rozwój Softonic – platformy umożliwiającej darmowe i legalne pobieranie aplikacji, który także doradzał w zakresie działań w sieci Sandro Rosellowi, prezydentowi FC Barcelony.

– E-nnovation to wydarzenie, na którym powinien pojawić się każdy, kto podąża za najnowszymi trendami związanymi z internetem – mówi Alex Barrera, inwestor i doradca w zakresie e-biznesu, który w tym roku po raz drugi będzie gościem e-nnovation. – Daje niezwykłe możliwości spotkania i rozmowy z wybitnymi prelegentami, a także interakcji między uczestnikami. To właśnie świeże spojrzenie na internetowy rynek i duże możliwości networkingu powodują, że e-nnovation wyróżnia się na tle innych wydarzeń branżowych w Europie Środkowo-Wschodniej – dodaje.

Do udziału w konferencji zaproszone są osoby zajmujące się e-biznesem – przedstawiciele branży z Europy Środkowo-Wschodniej, właściciele sklepów internetowych, dostawcy rozwiązań i technologii wspierających e-commerce, początkujący e-przedsiębiorcy. E-nnovation to wartościowe spotkanie dla przedstawicieli branży retail, którzy są zainteresowani nowymi kanałami sprzedaży, a także dla firm, które chcą inwestować w dynamicznie rozwijający się rynek nowych technologii i internetu.
Spotkanie odbywa się w dniach 10-11 października w Poznaniu w salach konferencyjnych hotelu IBB Andersia. Wykłady i panele dyskusyjne będą prowadzone w języku polskim i angielskim z symultanicznym tłumaczeniem.

Dla uczestników e-nnovation, organizatorzy przygotowali zniżkę na nocleg w wybranych hotelach. Przy rezerwowaniu pokoju w hotelu IBB Andersia lub Novotel Centrum wystarczy podać hasło e-nnovation, a cena noclegu na czas konferencji będzie niższa.

Więcej informacji o konferencji na stronie http://e-nnovation.pl/.

 

Innowacyjny lek – na gospodarkę

Wpływ branży farmaceutycznej na polską gospodarkę systematycznie rósł w ciągu ostatnich pięciu lat. W 2010 roku sektor ten w sposób bezpośredni i pośredni odpowiadał za prawie 1 procent PKB, czyli 11,1 mld złotych, w tym blisko 2/3 tego efektu wytworzyły innowacyjne firmy farmaceutyczne. Okazuje się, że wpływ ten nadal może rosnąć i to szybciej niż cała gospodarka. W ciągu najbliższych pięciu lat branża farmaceutyczna ma potencjał wytwarzać ponad 1 procent PKB. Warunkiem wzrostu jest jednak usprawnienie systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Eksperci firmy doradczej PwC obliczyli, że tylko w 2010 roku branża farmaceutyczna zasiliła budżet państwa kwotą 1 miliarda złotych w formie podatków i innych opłat. Większość tego ciężaru (prawie dwie trzecie) poniosły firmy produkujące leki innowacyjne. W raporcie „Wkład innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego w rozwój polskiej gospodarki” specjaliści PwC wskazują obszary, w których sektor ten najbardziej kształtuje realia gospodarcze.

Z analizy ekspertów PwC wynika, że spośród firm farmaceutycznych działających w naszym kraju, największe przełożenie na gospodarkę mają te przedsiębiorstwa, które posiadają zakłady produkcyjne w Polsce. Jednakże również i te, które sprowadzają leki z zagranicy istotnie wpływają na gospodarkę i społeczeństwo. Składa się na to: działalność operacyjna i tworzenie miejsc pracy, edukacja lekarzy i pacjentów, transfer „know-how”, ogólne podnoszenie poziomu wiedzy medycznej w kraju itp.

Mariusz Ignatowicz, partner w PwC, lider zespołu ds. sektora farmaceutycznego i ochrony zdrowia, skomentował:

„Poza wpływami do budżetu w postaci podatków i innych opłat, poza utworzeniem ponad 100 tys. miejsc pracy w samej branży i w sektorach pokrewnych, jest jeszcze jeden istotny obszar wpływu firm farmaceutycznych, zwłaszcza innowacyjnych: badania kliniczne. To właśnie dzięki badaniom klinicznym następuje transfer wiedzy i technologii do naszego kraju. A co to oznacza w praktyce? Dają one pacjentom dostęp do najnowocześniejszych terapii, przy czym są one finansowane przez firmy prowadzące badania, a nie z publicznych środków NFZ.”

Sektor farmaceutyczny i biotechnologiczny jest według raportu Komisji Europejskiej najbardziej innowacyjną branżą w Europie, przeznaczającą ok. 16% swoich przychodów na działalność badawczo-rozwojową. Według badań naukowych stosowanie zaawansowanych metod terapeutycznych ma pozytywny wpływ na długość życia, a stosowanie leków innowacyjnych przyczynia się w 40% do tego efektu.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że możliwe jest jeszcze większe zaangażowanie firm farmaceutycznych, szczególnie innowacyjnych, w generowanie wzrostu polskiej gospodarki. W 2016 roku całościowy wkład sektora farmaceutycznego ma przekroczyć 1 procent PKB. W tym celu jednak niezbędne jest usprawnienie systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie nakładów przeznaczonych na jego finansowanie.

Eksperci PwC zwracają uwagę na brak długofalowej polityki lekowej oraz przeszkody administracyjne np. opóźnienia przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych. Zjawiska te prowadzą do ograniczeń w dostępie polskich pacjentów do innowacyjnych leków.

Mariusz Ignatowicz dodał:

„W obecnej sytuacji niezbędne jest jasne zdefiniowanie terapeutycznych potrzeb społeczeństwa polskiego, określenie oczekiwań administracji państwowej i rozpoczęcie dialogu z innowacyjnymi firmami farmaceutycznymi, które oczekiwaniom tym muszą sprostać.”

***
Raport o wpływie innowacyjnej branży farmaceutycznej na polską gospodarkę po raz pierwszy zaprezentowano na specjalnym panelu w trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy.

W Europie Środkowej i Wschodniej rosną firmy z branży produkcyjnej

Niemal 80% największych firm w Europie Środkowej odnotowało wzrost przychodów w 2010 roku. Jest to ogromna zmiana w porównaniu z rokiem poprzednim kiedy tylko 16% przedsiębiorstw zwiększyło swoje przychody. Liderami pod względem wielkości przychodów pozostają firmy z branży energetycznej – PKN Orlen i MOL, tuż za nimi plasuje się koncern samochodowy Skoda. W gronie największych firm regionu najbardziej wzrosła liczba przedsiębiorstw z sektora produkcyjnego, zmalała natomiast reprezentacja branży TMT oraz dóbr konsumpcyjnych i transportu – to główne wnioski z kolejnej edycji Rankingu CE TOP 500 przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte oraz dziennik „Rzeczpospolita”.

Wyniki piątej edycji rankingu pokazują, że przychody największych firm w Europie Środkowej i Wschodniej wzrosły w 2010 roku średnio o 11% w euro i 7% w walucie lokalnej. To bardzo dobry wynik w porównaniu z poprzednią edycją, w której średnia zmiana przychodów w stosunku do 2008 roku była ujemna i wyniosła -12% w euro przy zerowej zmianie w walucie lokalnej. Nie udało się jednak osiągnąć obrotów sprzed kryzysu – przychody 500 największych firm z regionu o wartości 612 mld euro były wyższe o 17% w porównaniu do roku 2009, jednak ciągle niższe o 4% w stosunku do 2008 roku.

Najdynamiczniej rozwijają się przedsiębiorstwa z branży wyrobów przemysłowych, która odnotowała blisko 23% wzrostu przychodów w 2010 roku. Odpowiedzialny za to był głównie wzrost cen surowców oraz poprawa popytu na dobra produkcyjne zarówno na rynkach eksportowych (przede wszystkim w Niemczech), jak i w regionie. Nowością w bieżącej edycji rankingu CE TOP 500 jest wzrost reprezentacji przedsiębiorstw z Czech (było ich o 7 więcej niż w roku ubiegłym) oraz Rumunii (dodatkowe 6 firm w zestawieniu). Liczba polskich przedsiębiorstw zmniejszyła się o 7, między innymi w wyniku postępującej konsolidacji w sektorze energetycznym.

„Wyniki branży energetycznej i zasobów naturalnych potwierdzają znaczący wpływ zmian cen surowców na największe przedsiębiorstwa regionu. Średnie przychody firm tej branży wzrosły o 13% w euro (10% w walucie lokalnej). Decydującym czynnikiem była cena ropy naftowej, która przełożyła się na dynamiczny wzrost przychodów producentów paliw. W przypadku polskiego PKN Orlen (pierwsze miejsce w rankingu) oraz węgierskiego MOL (drugie miejsce) wzrost przychodów wyniósł odpowiednio około 33% i 34%, a PKN Orlen zwiększył dystans wobec MOL o blisko 1,3 mld euro” – mówi Tomasz Ochrymowicz, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Pomimo recesji lub bardzo ograniczonego wzrostu gospodarczego, aktywa 50 największych banków w regionie zanotowały 5% wzrost. Wpływ ostatnich wydarzeń na rentowność banków jest jednak widoczny, a dwucyfrowy zwrot z kapitału pozostaje ciągle poza zasięgiem wielu z nich. Niektórym krajom udało się przetrwać kryzys lepiej niż innym, co znalazło swoje odbicie w rankingu. Liczba polskich banków w zestawieniu zwiększyła się z 13 do 14. Rumunię reprezentują tylko dwa banki – o dwa mniej niż w roku poprzednim. Co ciekawe, pomimo dużych trudności, z jakimi borykała się gospodarka ukraińska, a w szczególności sektor bankowy, kraj zwiększył liczbę tych instytucji w rankingu o dwie.

„Dobrą kondycję polskiego sektora bankowego widać na liście 50 największych banków regionu. Dwa banki z pierwszej dziesiątki, które jako jedyne awansowały w rankingu wywodzą się z Polski (BRE przesunął się z miejsca 8 na 7, a ING na miejsce 10 z 11). Dodatkowo w tym roku w gronie dziesięciu największych instytucji znalazły się cztery banki z Polski, w tym PKO Bank Polski, który po raz kolejny potwierdził swoją pozycję największego banku w Europie Środkowej” – dodaje Tomasz Ochrymowicz.

Liderem wśród firm ubezpieczeniowych pozostaje PZU, na drugim miejscu znalazła się Ceska Pojistovna. Warto zaznaczyć, że miniony rok był trudny dla branży, dlatego 11 z 50 największych ubezpieczycieli odnotowało stratę; jest to o 6 więcej niż w 2009 roku. Ponadto 20 firm wypracowało niższy zysk netto niż w 2009 r. Niezmiennie jednak lista największych ubezpieczycieli pozostaje zdominowana przez firmy z Polski (16 firm) i Czech (11 firm).

W rankingu, spółką o największej kapitalizacji giełdowej w regionie pozostał czeski CEZ, wyprzedzając o około 50% drugi w kolejności bank PKO BP. Kolejne 2 miejsca wśród spółek o największej kapitalizacji zajmują PGE oraz Bank Pekao. Na piąte miejsce awansował KGHM, którego wycena rynkowa zwiększyła się o ponad 80% w stosunku do końca 2009 roku, na co wpływ miała bardzo dobra koniunktura na rynku miedzi.

„Z rankingu CE Top 500 wynika, że poszczególne kraje Europy Środkowej radzą sobie w tych zmiennych czasach w zróżnicowany sposób. Wzrost PKB w ostatnim roku w Polsce, Czechach czy na Słowacji przewyższał ten w Chorwacji, Rumunii czy Bułgarii. Ogłoszone ostatnio dane makroekonomiczne pokazują wyhamowanie wzrostów dwóch głównych gospodarek Unii Europejskiej – Niemiec i Francji. Wyniki te z pewnością wpłyną także na koniunkturę gospodarczą w 19 krajach Europy Środkowej, jak również kształt przyszłorocznej listy 500 największych przedsiębiorstw w regionie. W tej chwili najważniejszym pytaniem jest, czy wyższe przychody za rok 2010 są wiarygodnym wskaźnikiem powrotu stabilizacji w regionie, czy stanowią tylko chwilę wytchnienia przed kolejnymi zawirowaniami w gospodarce.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz.

Więcej informacji na temat rankingu CE Top 500 można znaleźć na stronie www.deloitte.com/cetop500
Ranking CE TOP500 powstał we współpracy Deloitte i dziennika „Rzeczpospolita”.

Euro 2012 – Konsument na zakupach w Polsce i na Ukrainie

Zwrot rzeczy, która przestała się podobać? W Polsce taka możliwość zależy tylko od sprzedawcy, na Ukrainie – mamy na to aż dwa tygodnie od zakupu. Na 274 dni przed pierwszym meczem, UOKiK oraz Ukraińska Federacja Wszystkich Konsumentów Pulse informują o prawach kibiców na zakupach.

690 kilometrów dzieli Warszawę od Kijowa, 10 godzin podróży samochodem, 60 minut różnicy w czasie, w jednym mieście mecz otwarcia Euro 2012, w drugim – finałowy. Polska i Ukraina są odmienne także pod innymi względami, w tym prawa chroniącego konsumentów-kibiców. Na co mogą więc liczyć słabsi uczestnicy rynku podczas zakupów w Polsce lub na Ukrainie? O prawach konsumentów przed Euro 2012 wspólnie przypominają instytucje chroniące konsumentów w obu krajach. To kolejna odsłona porad dla kibiców.

Kart płatniczych nie przyjmujemy – to napis, który każdy kibic może często spotkać w Polsce i na Ukrainie. W obu krajach można swobodnie płacić gotówką – w wielu miejscach (np. większych sklepach, restauracjach) również kartami płatniczymi. Często klient może spotkać przy kasie pewne ograniczenia dotyczące sposobu płatności – np. karty możesz użyć, gdy wartość zakupów przekroczy 10 zł, płatność kartą – 2 zł dodatkowo. Gdy nie masz wystarczającej ilości gotówki, spytaj wcześniej, czy sklep wprowadził ograniczenia dotyczące płatności kartą – zwłaszcza u polskiego sprzedawcy. Podczas zakupów na Ukrainie warto spytać, czy terminal w sklepie działa. Pamiętaj! Drobni sprzedawcy – handlujący na bazarach, przed stadionami, na ulicy, w kioskach z prasą, w małych punktach gastronomicznych, czy sprzedający bilety autobusowe zazwyczaj przyjmują płatności tylko gotówką!

W Polsce płacisz złotówkami (PLN), 1zł=100 groszy, na Ukrainie – hrywnami (UAH), 1 hrywna=100 kopiejek. Większość sklepów w Polsce jest czynna od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 17:00. W soboty – do 14:00, a w niedzielę i święta otwarte są tylko niektóre placówki. Centra handlowe otwarte są przez 7 dni w tygodniu od 10:00 do późnych godzin wieczornych. W dużych miastach na Ukrainie sklepy zazwyczaj otwarte są przez całą dobę, przez 7 dni w tygodniu. Ale można znaleźć też takie, które są otwarte od 10:00 do 21:00. W weekendy sklepy są otwarte krócej – zazwyczaj od 11:00 do 20:00.

Kupujesz, płacisz – weź paragon!
Gdy zapłacisz za produkt kupiony od polskiego czy ukraińskiego sprzedawcy zawsze powinieneś dostać paragon. Jest on podstawą do złożenia reklamacji, gdyby się okazało, że np. kupiłeś zepsuty jogurt, niedziałający sprzęt elektroniczny, parasolkę, która się nie rozkłada. Bez względu na to, ile czasu zamierzasz spędzić w naszych krajach, zachowaj paragon. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Pamiętaj, żeby po zakupach zawsze sprawdzić, czy ich wartość zgadza się z tym, co jest napisane na paragonie.

Kupiłeś koszulkę z nadrukiem logo ulubionego klubu, które wyblakło? Co możesz zrobić?

Jeżeli kupiona rzecz posiada wady (np. brak guzików, nieaktywny bilet), masz prawo do reklamacji – w Polsce i na Ukrainie. Pamiętaj o różnych terminach! W Polsce rzeczy możesz reklamować w ciągu dwóch lat od momentu zakupu. Na Ukrainie – w ciągu okresu przydatności do użycia albo okresu gwarancyjnego. Jeżeli produkt nie posiada gwarancji, czas na reklamację to 2 lata. Reklamację składasz sprzedawcy na piśmie, dołączasz do niej paragon. Czego możesz żądać? W Polsce: naprawy, wymiany, zwrotu pieniędzy. Na Ukrainie dodatkowo: obniżenia ceny, zwrotu pieniędzy za poniesione koszty (np. za naprawę na własny rachunek). 14 dni to także czas, w którym powinieneś dostać od sprzedawcy odpowiedź na reklamację (w Polsce) lub sprzedawca powinien podjąć określone czynności (na Ukrainie). Gdy przekroczy ten termin – zgodnie z polskim prawem – uznał on twoje roszczenia, zgodnie z ukraińskim – sprzedawca powinien wypłacić za każdy dzień spóźnienia karę 1 proc. ceny wadliwego produktu.

Jak zgłosić reklamację?

W obu krajach na piśmie, u sprzedawcy, w dwóch egzemplarzach – jeden dla sklepu, drugi dla konsumenta, potwierdzający zgłoszenie reklamacji. Możesz skorzystać z gotowych formularzy, które posiada większość polskich sklepów – na Ukrainie sprzedawcy rzadko posiadają gotowe druki. Pamiętaj, że są one sporządzone w językach danego kraju. Może się także zdarzyć, że przedsiębiorca nie będzie mówił płynnie po angielsku.

Kupiłeś szalik, który jednak chciałbyś zwrócić? Czy możesz?

Prawo do zwrotu towaru, który nie ma wad, a np. przestał się nam podobać zależy od kraju. W Polsce – taka możliwość istnieje tylko wtedy, gdy zgodzi się na to sprzedawca. Nie ma on obowiązku przyjąć lub wymienić rzeczy. Jeżeli sklep przewiduje taki przywilej, może go uzależnić od spełnienia określonych warunków, np. dostarczenia metek, opakowania, dowodu zakupu. Informację o tym, czy sklep przyjmuje zwroty znajdziesz przy kasie. Jeżeli jej nie ma, spytaj sprzedawcę. Gdy zgodzi się na zwrot, poproś o potwierdzenie tej możliwości np. na paragonie wraz z pieczątką sklepu. Kupując na Ukrainie, konsument może zwrócić lub wymienić produkt w ciągu 14 dni od momentu zakupu. Nie musi podawać żadnego powodu, ale obowiązkowo trzeba dołączyć paragon oraz metki. Rzecz nie może być używana przez konsumenta – w przeciwnym wypadku sprzedawca ma prawo odmówić wymiany lub zwrotu. Trzeba pamiętać o grupach produktów, których oddać nie można. Są to m.in. perfumy, kosmetyki, biżuteria.

Reklamacja w restauracji

Menu wraz z cennikiem powinieneś znaleźć przed lokalem. W restauracjach w popularnych wśród turystów miejscach dodatkowo występuje po angielsku. W innych – musisz się liczyć z tym, że nazwy potraw będą zapisane w ojczystym języku. Przed zamówieniem poproś obsługę o wyjaśnienie, co oznacza nazwa danej potrawy, ile ostatecznie zapłacisz i jakiej ilości dotyczy cena (np. cena ryby w karcie może dotyczyć 100 g, gdy obsługa przyniesie całą ważącą 500 g). Jeżeli kelner dolicza serwis, musi o tym poinformować przed złożeniem zamówienia. Na Ukrainie 10 proc. opłata za serwis jest automatycznie doliczana do rachunku. Pamiętaj! Jeżeli restauracja nie wywiązała się ze złożonego zamówienia – czyli np. kelner pomylił zamówienie, potrawa nie zawierała takiej ilości składników jak podano w menu, zbyt długo czekałeś na zamówienie, masz prawo do reklamacji. Składasz ją od razu kelnerowi lub szefowi lokalu. Masz prawo do żądania posiłku zgodnego z zamówieniem lub obniżenia ceny.

300 mln zł wynoszą długi firm budowlanych

Firmy budowlane choć najsłabiej oceniają swoją bieżącą sytuację finansową, to w przyszłość spoglądają z optymizmem. Mimo tego, że 30% faktur nie jest regulowanych w terminie lub wcale, a na zapłatę trzeba czekać ponad 5 miesięcy, 42% przedsiębiorców z tej branży spodziewa się poprawy swojej sytuacji finansowej w najbliższych miesiącach.

Takie wyniki przynosi najnowszy raport „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” przygotowany wspólnie przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Od kilku miesięcy obserwujemy w Polsce niekorzystną koniunkturę w branży budowlanej. Potwierdza to najnowszy raport KPF „Procesy upadłościowe przedsiębiorstw w Polsce w I półroczu 2011 r.” oraz raport upadłości polskich firm za II kwartał 2011 r., przygotowany przez wywiadownię Dun & Bradstreet. Wynika z nich, że liczba upadłości firm jest najwyższa właśnie w sektorze budowlanym i na przestrzeni roku wzrosła o kilkanaście procent.

Jednym z efektów spowolnienia może być fakt, że klienci i kontrahenci firm budowlanych nie regulują względem nich swoich płatności na czas.

5 miesięcy czekania na zapłatę

Na tle innych branż przedsiębiorstwa budowlane mają największy problem z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i wykonane usługi. W drugim kwartale roku właśnie w tym sektorze zaobserwowano największy odsetek nieterminowo regulowanych faktur. Firmy wskazywały na udział przeterminowanych należności wynoszący aż 29,7% ogółu (jeszcze jedynie w usługach odnotowano odsetek należności przeterminowanych przekraczający średnią dla kraju wynoszącą 25,3%. Przeciętny okres oczekiwania na płatności od klientów i kontrahentów w budownictwie wynosi 5,1 miesiąca, podczas gdy średnia w gospodarce wynosi 4 miesiące, a w najlepszej pod tym względem branży handlowej sięga 3,3 miesiąca.

– Z tego powodu, 17,9 procent firm budowlanych jest zmuszonych zredukować zatrudnienie, a ponad połowa ograniczyć inwestycje – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. – Największym problemem są jednak dla nich utrudnienia w realizowaniu własnych płatności. Ponad 70 procent przedsiębiorstw budowlanych ma problem z płynnością finansową, która jest efektem zatorów spowodowanych przez niewypłacalność ich partnerów biznesowych. W tej branży tylko jedna na pięć firm nie odczuwa konsekwencji wynikających z problemów z odzyskiwaniem należności – dodaje Adam Łącki.

Optymizm mimo wszystko

Pomimo trwającego spowolnienia, kolejny kwartał z rzędu obserwujemy jednak w branży budowlanej rosnący optymizm przedsiębiorców. Potwierdza to, że obecne problemy sektora związane z niedostatecznym popytem mają charakter przejściowy, a sami przedsiębiorcy spodziewają się w niedługim czasie powrotu koniunktury – 41,9% firm uważa, że ich sytuacja finansowa ulegnie poprawie, a 53,3% jest zdania, że się nie zmieni. Pogorszenie sytuacji zwiastuje zaledwie 4,7% badanych przedsiębiorstw – to spadek w porównaniu do poprzedniego kwartału, kiedy negatywne prognozy snuło 7% firm z branży budowlanej.

Budowlańcy w Krajowym Rejestrze Długów

Długi firm budowlanych notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wynoszą prawie 300 mln zł. Liczba przedsiębiorstw borykających się z problemami finansowymi wzrosła na przestrzeni ostatniego roku o 2499 firm i sięga obecnie 7865. Najwięcej dłużników z branży budowlanej pochodzi z województwa mazowieckiego (1269 firm) i śląskiego (1099 firm).

Jak wynika ze statystyk KRD największym dłużnikiem jest przedsiębiorstwo z Płocka – jego długi wobec kontrahentów to prawie 4 mln zł. Firmy wobec których budowlańcy mają największe zaległości to: inne firmy budowlane działające w charakterze podwykonawców (29,6%), sprzedawcy materiałów budowlanych (29,5%) oraz spedycja (4,33%).

Nie tak łatwo przekształcić się w spółkę kapitałową

Uchwalona przez Sejm ustawa deregulacyjna miała pomóc przedsiębiorcom w przekształceniu ich działalności w spółkę kapitałową. Pracodawcy RP od początku popierali nowelizację przepisów. – Zwracamy jednak uwagę, iż przeprowadzenie takiej zmiany wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać – podkreśla Emilia Podębska, ekspert Pracodawców RP.

Trzeba pamiętać o tym, że samo przekształcenie nie zwalnia od poprzednich zobowiązań. Pomoże jednak zmniejszyć ryzyko, jakie przedsiębiorca ponosi prowadząc konkretną działalność. – Od dnia przekształcenia, za zobowiązania zaciągnięte w trakcie prowadzenia działalności gospodarczej, przez okres trzech lat, przedsiębiorca odpowiada solidarnie ze spółką. Po tym czasie odpowiedzialność spoczywa jedynie na przedsiębiorcy – mówi Emilia Podębska.

Zmiana działalności wiąże się ze spełnieniem kilku formalnych wymogów, które mogą powodować pewne trudności, jak i generować dodatkowe koszty. Chodzi tu przede wszystkim o sporządzenie planu przekształcenia w formie aktu notarialnego, do którego potrzebna jest również opinia biegłego rewidenta. Należy również złożyć oświadczenie o przekształceniu, powołać członków organu spółki przekształconej, zawrzeć umowę spółki albo podpisać statut spółki przekształconej, dokonać wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym. Od tego momentu następuje wykreślenie przedsiębiorcy z centralnej ewidencji.

Już na samym początku problem może stanowić plan przekształcenia. Wymaga się bowiem, aby przedstawiał on wycenę składników aktywów i pasywów. Dla tych, którzy prowadzą podatkowe księgi przychodów i rozchodów, może być to trudne. Będą musieli dokonać dodatkowym obliczeń.

W przekonaniu Pracodawców RP przepisy powinny iść w kierunku, który pozwoli na zmniejszenie biurokracji, co z pewnością ułatwi przedsiębiorcom funkcjonowanie. Dobrym przykładem może być w tym przypadku możliwość założenia spółki z o.o. przez Internet, co możliwe będzie już od przyszłego roku.

Wyższa płaca minimalna problem dla polskich przedsiębiorców

W dniu 13 września, na 4 tygodnie przed wyborami parlamentarnym, rząd podjął decyzję o podniesieniu płacy minimalnej. Przyjęte dzisiaj rozporządzenie przewiduje podniesienie najniższych stawek płac o ponad 8 proc. w skali rok do roku. Obecnie płaca minimalna będzie stanowić ponad 40% średniego wynagrodzenia w Polsce. Stawia to nasz kraj w czołówce nowych państw członkowskich Unii Europejskiej posiadających najwyższy poziom minimalnego wynagrodzenia.

Rada ministrów podjęła decyzję o podniesieniu płacy minimalnej do poziomu 1500 zł. Zwiększenie wynagrodzeń wpłynie na wzrost kosztów zatrudnienia, jak i wydatki związane z prowadzeniem mikro przedsiębiorstw. Szczodrość rządzących niestety nie poprawi sytuacji najgorzej sytuowanych Polaków, bo spowoduje wzrost bezrobocia, głównie w regionach borykających się z największymi problemami z zatrudnieniem oraz przełoży się na zwiększenie szarej strefy.

– Podniesienie płacy minimalnej stanowi duży problem dla polskich przedsiębiorców. Wzrost wynagrodzeń przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest impulsem do wyhamowania procesów rekrutacyjnych. Brak nowych miejsc pracy przekłada się na wzrost bezrobocia, szczególnie w regionach, w których występują największe trudności ze znalezieniem zatrudnienia. Dla wielu osób pracujących za minimalne wynagrodzenie, odgórne podniesienie ich stawek płac będzie oznaczało redukcję etatów i wymuszenie funkcjonowania w szarej strefie – komentuje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service SA.

– Należy pamiętać, że przyjęty wzrost płacy minimalnej o 8,2% ponad dwukrotnie przewyższa obecny poziom inflacji. Zwiększanie presji płacowej za pomocą odgórnych decyzji wpływa na wzrost kosztów i cen we wszystkich sektorach gospodarki. Przez to narasta poziom inflacji, która w największym stopniu dotyka właśnie osoby o najniższych zarobkach – dodaje Krzysztof Inglot.

Rozwiązania przyjęte przez stronę rządową trafiają w bardzo trudny czas na rynku pracy. Zakończony został okres wakacyjny, który poprzez dodatkowe prace sezonowe powinien sprzyjać znacznemu zmniejszeniu poziomu bezrobocia, jednak przyniósł jedynie jego lekkie wyhamowanie. W perspektywie kolejnych kwartałów można się spodziewać wzrostu bezrobocia, a podniesienie płacy minimalnej tylko pogłębi ten problem

– W trudnej sytuacji na rynku pracy, z jaką mamy obecnie do czynienia, powinny być wprowadzane rozwiązania sprzyjające zwiększaniu zatrudnienia przez przedsiębiorców. Podnoszenie płacy minimalnej i zakończenie funkcjonowania ustawy antykryzysowej, są działaniami idącymi w odwrotnym kierunku – podsumowuje Krzysztof Inglot z Work Service SA.

Bronisław Komorowski: Kryzys to zagrożenia, ale i szansa

W samo południe, we wtorek, 13 września, rozpoczęło się uroczyste posiedzenie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, na którym przemówienie wygłosił prezydent RP Bronisław Komorowski. Wiele miejsca w swoim przemówieniu prezydent poświęcił obecnej sytuacji gospodarczej i przyszłości projektu europejskiego.

Prezydent Komorowski rozpoczął swoje przemówienie od przypomnienia historii integracji europejskiej i przywołania, że u jego podstaw legły idee rozwijane na przestrzeni wieków przez czołowych intelektualistów Starego Kontynentu. Wśród nich byli także Polacy, jak Wojciech Jastrzębowski, który swój traktat „o wiecznym pokoju” zwany konstytucją dla Europy napisał tuż po jednej z krwawych bitew powstania listopadowego 1831 roku.

Przełomem integracji europejskiej był upadek żelaznej kurtyny i wielkie rozszerzenie, do którego nowe kraje członkowskie starannie się przygotowywały. „Polska transformacja była dziełem samych Polaków, ale Europa bardzo nam w tym pomogła. To była solidarność tej Europy, dla której historia po 1945 roku była łaskawsza z tą częścią, która padła ofiarą jej wyroków. Polacy o tej solidarności pamiętają. O pomocy i solidarności Unii Europejskiej w tym miejscu, w Parlamencie Europejskim, który był jej orędownikiem, wie się bardzo dużo. To Parlament jest strażnikiem europejskiej solidarności”, powiedział prezydent Komorowski.

„Dzisiaj pod znakiem zapytania stanęło jedno z największych osiągnięć integracji europejskiej, a mianowicie europejski model społeczny”, stwierdził prezydent Komorowski dodając, że UE i jej społeczeństwa znalazły się w punkcie zwrotnym, najtrudniejszym momencie od czasu zapoczątkowania procesu integracji.

Prezydent zauważył, że sytuacja społeczno-gospodarcza w Europie wymusza przyspieszone decyzje. „Choć mój kraj jest jeszcze poza strefą euro, chcemy współdziałać w tworzeniu i realizowaniu planów naprawczych. Wiemy, że stawką jest przyszłość projektu o fundamentalnym znaczeniu dla Europy i jej miejsca w świecie”. Przestrzegał, że rozpad euro i unii gospodarczo-monetarnej „mógłby być wstępem do odwrócenia procesu integracji z najgorszymi możliwymi konsekwencjami, łącznie z porzuceniem Unii jako projektu politycznego” i apelował o odważne decyzje.

„Kryzys to nie tylko zagrożenia, ale i szansa na to, by dać nowy impuls procesowi pogłębienia integracji europejskiej”, przekonywał prezydent Komorowski dodając, że potrzebna jest świadomość długofalowej perspektywy. „Nasze cele wyznaczać powinny trzy związane ze sobą wartości: bezpieczeństwo, rozwój i solidarność. Nowe instrumenty mają zapewniać UE witalność, postęp oraz pozycję międzynarodową. Zarazem konieczne jest bezwzględne utrzymanie spoistości całej Unii. Wymaga to zachowania otwartego charakteru procesu pogłębienia integracji”, podkreślił prezydent RP.

Bronisław Komorowski zapowiedział, że „polska prezydencja dołoży wszelkich starań, żeby w najbliższym czasie sfinalizować reformę zarządzania gospodarczego w UE, którego celem jest wzmocnienie unijnego Paktu Stabilności i Wzrostu i utrzymanie w ryzach finansów publicznych krajów UE”. Podkreślił, że postrzega wspólną europejska walutę jako wielkie osiągnięcie i nie odbiera kryzysu finansów publicznych jako porażki Euro. W pakt Euro Plus powinny zaangażować się nie tylko państwa strefy euro, „ale również wszystkie państwa spoza strefy, które wierzą w powodzenie wspólnej waluty i wykazują determinacje by do niej przystąpić”.

Prezydent Komorowski powiedział także, że wielkim wyzwaniem dla Unii Europejskiej jest umiejętna polityka wobec jej bezpośredniego otoczenia, ale uwaga UE nie może skupiać się jednak jedynie na południowym sąsiedztwie. „Nie ma bowiem sprzeczności między koniecznością zaangażowania UE we wspieranie krajów położonych na Wschód i na Południe od Unii”, powiedział prezydent Komorowski dodając, że narody partnerskie na Wschodzie Europy oczekują jasnego sygnału, jaki rodzaj partnerstwa chcemy z nimi budować.

„My w Polsce głęboko wierzymy w Europę i chcemy UE dynamicznej i odważnej, otwartej i solidarnej. Chcemy Unii, która zapewni Europie rolę w świecie na miarę wielkości jej cywilizacji, Unii, która będzie chronić witalność tej cywilizacji. Chcemy Unii, która da wszystkim jej narodom bezpieczeństwo, która będzie trafną odpowiedzią na potrzeby i troski jej obywateli. Wiemy, że taka Unia jest możliwa. Taką Unię, wraz z innymi narodami Europy, chcemy budować”, zakończył prezydent Komorowski.

Komputronik i Clean & Carbon Energy SA – układ z diabłem?

Ekspertyza z zakresu informatyki śledczej dotycząca korespondencji pomiędzy Zarządem Komputronik a innymi osobami i podmiotami w związku z podpisaniem Umowy Inwestycyjnej z dnia 24 lipca 2010 r.

Zarząd Komputronik SA podaje do publicznej wiadomości informację na temat wyników przeprowadzonej ekspertyzy z zakresu informatyki śledczej w związku z opublikowaną rzekomą korespondencją stanowiącą załącznik do Raportu Bieżącego nr 27/2011 Clean & Carbon Energy SA ( zwany dalej „Załącznikiem”) Na zlecenie Komputronik SA renomowana firma ekspercka Kroll OnTrack z siedzibą w Katowicach dokonała ekspertyzy z zakresu informatyki śledczej. Przedmiotem analizy było wykazanie modyfikacji bądź ich braku w wiadomościach e-mail znajdujących się w bazie danych Biurodatabase.db (w bazie tej przechowywana jest cała korespondencja wszystkich skrzynek pocztowych w domenie Komputronik.pl) względem odpowiadającym im wiadomościom z Załącznika. Wynik przeprowadzonej analizy stanowią załączone dokumenty do niniejszego komunikatu.

Wnioski z ekspertyzy są jednoznaczne: we wszystkich wskazanych do badania przez Komputronik SA wiadomościach pocztowych z Załącznika wykazano niezgodność treści i/lub tematu oraz ujawniono tworzenie fikcyjnych (nie wysłanych) wiadomości, które spreparowano na podstawie innych wiadomości.

Wszelkie dokonane modyfikacje (fałszerstwa) miały na celu : – zdyskredytowanie uczciwości i rzetelnych zamiarów Członków Zarządu Komputronik wobec Inwestorów i powiązanych z nimi spółek, – utworzenie nieistniejących dowodów w związku z wekslami własnymi z wystawienia Karen i ich rzekomym przelewem wraz z wierzytelnościami Techmex zbytymi na rzecz El-corn sp. z o.o.

W związku z podejrzeniami o popełnienie przestępstw przez Marcina Marczuka, Tomasza Szamlewskiego oraz Macieja Flemminga, do właściwych prokuratur zostały skierowane odpowiednie zawiadomienia wraz z pełnymi kopiami ekspertyz. W opinii Zarządu Komputronik SA, spółki CCE SA oraz El-Corn sp. z o.o., nie posiadając argumentów prawnych ani dowodów rzekomych naruszeń ze strony Komputronik SA, wykorzystują sfałszowane lub sfabrykowane dokumenty w celu zniesławienia Członków Zarządu Komputronik SA oraz narażają Emitenta na utratę wiarygodności i zaufania rynków finansowych oraz klientów.

Zmiany w Zarządzie Grupy Generali w Polsce

Rada Nadzorcza spółek Grupy Generali Polska powołała podczas swego ostatniego posiedzenia nowego Członka Zarządu firmy. Z dniem 12 września br. stanowisko Członka Zarządu Generali T.U. S.A. oraz Generali Życie T.U. S.A. obejmuje Martin Vrba, który będzie odpowiadał za nadzór nad Departamentami: Ubezpieczeń Komunikacyjnych, Likwidacji Szkód oraz Contact Center.

Martin Vrba przejmuje obowiązki Jirziego Strelicky’ego, który zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami kończy swoją 2-letnią misję w Zarządzie Grupy Generali w Polsce. Jirzi Strelicky – dotychczasowy członek zarządu firmy, obejmuje od września br. funkcję Wiceprezesa Zarządu Generali w Czechach, odpowiedzialnego za obszar oferty produktowej i operacji.

– „Bardzo dziękuję Jirziemu Strelicky’emu za jego wkład w rozwój spółek Grupy Generali w Polsce w ostatnich 2 latach. Jego awans w strukturach Grupy odbieram jako wyraz uznania dla wyników pracy jaką wykonaliśmy w ostatnich 2 latach w Polsce w obszarach poprawy rentowności ubezpieczeń komunikacyjnych oraz wzmocnienia jakości serwisu likwidacji szkód. Cieszę się też na współpracę z Martinem Vrbą, który jest jednym z liderów prac centrum kompetencji Generali PPF Holding w Europie Centralnej w obszarze likwidacji szkód” – mówi Prezes Zarządu Grupy Generali w Polsce, Artur Olech.

Martin Vrba jest absolwentem Uniwersytetu Karola w Pradze, gdzie uzyskał tytuł magistra na Wydziale Matematyki i Fizyki.

Nowy członek zarządu Generali w Polsce posiada niemal 20-letnie doświadczenie managerskie, które zdobywał głównie na rynku ubezpieczeniowym w Czechach. W latach 2002-2009 związany z liderem rynku ubezpieczeń w Czechach – firmą Česká pojišťovna, gdzie m.in. pełnił szereg kluczowych funkcji managerskich w obszarach back office, sprzedaży detalicznej oraz obsługi klienta. Zasiadł także w Radzie Nadzorczej największego w Czechach Funduszu Emerytalnego PFČP (Česka pojistovna).

Od marca 2009 roku związany jest z Generali PPF Holding, gdzie objął stanowisko Senior Project Managera w centrum kompetencyjnym odpowiedzialnym za obszar likwidacji szkód. W tym czasie zarządzał projektami zmierzającymi do poprawy procesów i obsługi klienta w obszarze likwidacji szkód (w szczególności w ubezpieczeniach majątkowych) w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

W Generali T.U. S.A. Martina Vrba odpowiedzialny będzie za wzmocnienie kompetencji spółki majątkowej w obszarze produktów ubezpieczeń komunikacyjnych, likwidacji szkód oraz contact center.

W skład zarządu spółki Generali T.U. S.A wchodzą obecnie:
– Artur Olech – Prezes Zarządu
– Magdalena Nawłoka – Członek Zarządu
– Antoni Brański – Członek Zarządu
– Krzysztof Wiecha – Członek Zarządu
– Martin Vrba – Członek Zarządu

W sierpniu aktywa funduszy inwestycyjnych spadły o 17%

Dokładnie 2,5 roku minęło od czasu, kiedy wartość środków zgromadzona w krajowych funduszach inwestycyjnych ustanowiła lokalne minimum na poziomie 67,5 mld zł.

Do kwietnia tego roku udało się odbudować zgromadzony kapitał do blisko 120 mld zł, czyli do osiągnięcia poziomu z października 2007 roku (najwyższego w historii) zabrakło jeszcze tylko 14 mld zł. Niestety sierpień br., podobnie jak poprzednie 3 miesiące, upłynęły pod znakiem kurczenia się rynku.

Gwałtowna przecena, która przetoczyła się przez rynki w sierpniu, cofnęła rynek o kilka miesięcy, sprowadzając poziom aktywów zgromadzonych w funduszach do 111,7 mld zł. Oznacza to, iż w ciągu miesiąca ich wartość zmniejszyła się o -7,3 mld zł, czyli aż o -6,1%. Jeszcze gorzej prezentuje się statystyka walutowa. Za sprawą silnego spadku aktywów oraz deprecjacji złotówki, wartość środków zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych wyrażona we wspólnej walucie wyniosła 26,9 mld EUR, czyli o -9,1% mniej niż miesiąc wcześniej.

Według szacunków Analiz Online, sierpniowy spadek wartości aktywów w ponad 2/3 wynikał ze spadków cen akcji jakie dotknęły rynki kapitałowe świata, w tym również w Polsce. Pozostałą część, niewiele ponad 30%, stanowiła ujemna różnica pomiędzy nowymi wpłatami i wypłatami, która według szacunków Analiz Online sięgnęła -2,3 mld zł. Statystykę tylko w niewielkim stopniu poprawiły rynkowe nowości, w których na koniec miesiąca zgromadzono blisko 140 mln zł.

Sierpień br. na długo pozostanie w pamięci inwestorów głównie ze względu na spadki, które na rynkach akcji w kulminacyjnych momentach niejednokrotnie osiągały dwucyfrowy poziom. Globalny indeks akcji MSCI AC World stracił –7,5%. Jeszcze słabiej zachowywały się rynki Wschodniej Europy, do których należy również Polska – indeks MSCI EM Eastern Europe obsunął się o –13,3%. Przejściowo spadek indeksu WIG wynosił nawet –23%. Wraz z gieldową przeceną kurczyły się środki gromadzone w funduszach inwestujących przynajmniej część aktywów na rynkach akcji.

Grupą, która w minionym miesiącu odnotowała największy spadek aktywów, a tym samym istotny spadek rynkowych udziałów są fundusze akcyjne. Na skutek spadku wycen giełdowych, a także ucieczki klientów (według szacunków saldo wpłat i wypłat znacznie przekroczyło -1,5 mld zł), środki zgromadzone w tym najbardziej ryzykownym segmencie produktów spadły w ciągu miesiąca o -17%, do poziomu 25,8 mld zł. Nie miało przy tym szczególnego znaczenia to, czy chodzi o fundusze lokujące na krajowym rynku akcji, czy też na giełdach zagranicznych. W pierwszym przypadku spadek aktywów wyniósł bowiem -16,5%, zaś w drugim -19,2%. W konsekwencji tak silnych spadków o ponad 3 pkt procentowe zmienił się również rynkowy udział funduszy akcji. Mimo to fundusze te nadal pozostają liderem rynku z udziałem na poziomie 23,1%.

Ostatni miesiąc był również bardzo dla funduszy absolutnej stopy zwrotu, które jeszcze w pierwszej połowie roku cieszyły się ogromną popularnością. Kilka funduszy w tej grupie doznało uszczuplenia stanu zarządzanych środków o ponad 1/3, przez co cały segment odnotował spadek wartości aktywów o ponad -14% do 3,1 mld zł na koniec miesiąca.

Nieco lepiej niż najbardziej ryzykowne produkty, choć jednocześnie wciąż gorzej niż rynek, wypadł drugi pod względem wielkości segment polskich funduszy, czyli fundusze mieszane. Dynamika spadku sięgnęła w ich przypadku -10,9% (-3 mld zł), w wyniku którego stan majątku skurczył się do 24,7 mld zł. W największym stopniu ucierpiały fundusze lokujące większą część aktywów na rynku akcji, czyli aktywnej alokacji oraz zrównoważone, w których przypadku spadek aktywow sięgnął odpowiednio -16% i -12%. Ostatnim segmentem, który w sierpniu odnotował spadek wartości zarządzanych środków były fundusze ochrony kapitału. W ich przypadku sięgnął on poziomu -1,8%.

Sierpniowym spadkom giełdowym towarzyszyła ucieczka inwestorów w kierunku bezpieczniejszych aktywów. Silnie wzrosła cena złota i srebra, które przez inwestorów na świecie są traktowane jako inwestycje na tzw.” złe czasy”. Cena złota w ciągu zaledwie miesiąca skoczyła o +12%. Dzięki rosnącym cenom, a także napływie nowych środków, wartość aktywów ulokowana w funduszach surowcowych zwiększyła się aż o +23% do 454 mln zł. Spora część klientów zdecydowała się również na przeniesienie środków do funduszy pieniężnych i gotówkowych, a także dłużnych. W efekcie dynamika przyrostu sięgnęła w pierwszym przypadku aż +5,5%, dzięki czemu rynkowy udział wzrósł do 17% (19,0 mld zł). Funduszom dłużnym sprzyja również dobra koniunktura na tym rynku. W samym sierpniu indeks obligacji skrabowych IROS wzrósł aż o ponad +1,2%. Aktywa zgromadzone w tym segmencie zyskały natomiast +1,7% i na koniec sierpnia warte były 18,1 mld zł.

Wzrost wartości aktywów na przestrzeni ostatniego miesiąca odnotowaliśmy jeszcze w trzech segmentach rynku: w funduszach aktywów niepublicznych (+1,7%), które dzięki 12,8 mld zł stanowią piątą siłę na rynku oraz w funduszach sekurytyzacyjnych i nieruchomości (po +0,1%).

Marka S.A. planuje wejście na NewConnect w pierwszej połowie września

Marka S.A., firma oferująca szybkie pożyczki gotówkowe liczy, że jej akcje pojawią się w obrocie w pierwszej połowie września. Zainwestowała już ponad 60 proc. kapitału, który pozyskała w ofercie prywatnej na rozwój sieci sprzedaży.

Marka S.A., działająca w branży pożyczek gotówkowych szykuje się do debiutu na NewConnect w pierwszej połowie września. Z oferty prywatnej przeprowadzonej w czerwcu br. pozyskała 6,2 mln zł. Z tej kwoty Spółka już wydała ponad 60 proc. na rozwój sieci sprzedaży. Marka S.A., która do nie dawna działała głównie poprzez dwa biura w Białymstoku i Lublinie – za 4,5 mln zł pozyskanych od inwestorów Spółka otworzyła dodatkowe oddziały w Olsztynie, Radomiu i Rzeszowie i zapewniła nowym placówkom kapitał obrotowy. Pozostałe pieniądze z oferty prywatnej zostaną wydane na rozwój dotychczasowych biur w Białymstoku i Lublinie.

– W najbliższym czasie zamierzamy koncentrować się na rozwoju sieci, którą stworzyliśmy. Nadal pracujemy nad dalszymi planami dotyczącymi rozwoju Spółki. Więcej informacji na ten temat będziemy mogli ujawnić pod koniec tego roku – zdradza Krzysztof Jaszczuk, Prezes Zarządu Marka S.A.

Rozwojowi sieci towarzyszy również znacząca poprawa wyników finansowych. W pierwszej połowie bieżącego roku przychody spółki wzrosły o 47 proc. do 3,9 mln zł w porównaniu z analogicznym okresem w 2010 r. Pierwsze półrocze Marka S.A. zakończyła z dodatnim wynikiem netto 0,62 mln zł.

– Na wzrost przychodów ze sprzedaży miał wpływ fakt, że od III kwartału 2010 roku podjęte zostały działania operacyjne, ukierunkowane na pozyskanie większej liczby nowych klientów oraz dostarczanie produktów na krótkie terminy spłat, umożliwiające szybszy przepływ środków finansowych – mówi Krzysztof Jaszczuk. – Utrzymujący się wysoki popyt na oferowane przez spółkę produkty finansowe na rynku oraz pozyskanie nowych środków w drodze oferty private placement, dały podstawę do realizacji dynamicznego wzrostu obliga pożyczkowego.

Spółka zamierza w pełni wykorzystać pozyskane z emisji prywatnej środki najpóźniej do końca roku 2011. Obecnie skupia się w szczególności na działaniach, związanych z pozyskaniem nowych klientów oraz zwiększaniem sprzedaży na nowych obszarach. Od momentu uruchomienia nowych biur w Olsztynie, Radomiu i Rzeszowie wartość udzielonych pożyczek w tych oddziałach przekroczyła 0,5 mln zł. Spółka planuje dalszy wzrost zatrudnienia wraz z rozwojem oddziałów i zwiększaniem zasięgu działania o kolejne miejscowości.

Równoległe z pracami związanymi z poszerzeniem sieci sprzedaży firma znacząco zwiększyła liczbę przedstawicieli handlowych, współpracujących z Marką. Obecnie dla firmy pracuje blisko 250 przedstawicieli handlowych.

Lepsze prognozy dla rynku IT w Polsce w 2011 r.

Po okresie kryzysu rynek IT w Polsce zanotował w ubiegłym roku wyraźną poprawę wyników. Wzrost liczby zamówień z sektora przedsiębiorstw pozwala realnie ocenić możliwości wzrostu rynku w tym roku na ponad 10%.

W 2010 r. polski rynek IT wyraźnie odbił po okresie załamania. Kierunek zmian był relatywnie łatwy do przewidzenia. Zaskoczyła natomiast stopa wzrostu, która była wyższa od prognoz o 2,5 punktu procentowego. Według danych z raportu „Rynek IT w Polsce 2011. Prognozy rozwoju na lata 2011-2015”, opublikowanego przez firmę badawczą PMR, wartość rynku IT w Polsce mierzona w złotówkach wzrosła w 2010 r. o 5,8%, osiągając niemal 26 mld zł. Prognozy z pierwszej połowy ubiegłego roku zakładały wzrost na poziomie 3,3%. Najbardziej przewidywalny okazał się rynek sprzętu. Tutaj różnica między prognozami PMR z ubiegłego roku, a faktyczną zmianą wartości rynku była najniższa i wyniosła ok. 100 mln zł.
Na pewno dużym pozytywnym zaskoczeniem było wyraźne odbicie na rynku oprogramowania. Wdrożenia i aktualizacje systemów IT miały miejsce w dużych przedsiębiorstwach, ale na zakup oprogramowania, najczęściej gotowych produktów, decydowały się również coraz częściej firmy z sektora MŚP. Nie bez znaczenia były też zakupy licencji w jednostkach administracji publicznej.

Jeśli chodzi o strukturę rynku, to w ubiegłym roku ponownie wzrósł udział w wydatkach na IT dużych firm. To między innymi odmrożenie budżetów w tym segmencie zadecydowało o lepszych niż spodziewane wynikach całego rynku. W kolejnych latach nadal wydatki dużych firm będą miały strategiczne znaczenie dla dostawców IT. Trudno się spodziewać by udział dużych firm w całkowitej wartości rynku IT w najbliższych 2-3 latach spadł poniżej 50%, tym bardziej, że nieco w czasie rozciąga się cykl wymian sprzętu. Nie bez znaczenia jest też konieczność migracji do nowocześniejszych rozwiązań software’owych.

W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT, przeprowadzonym w maju i czerwcu przez PMR, jak co roku pojawiły się pytania dotyczące dynamiki rynku IT. Jeśli chodzi o ubiegły rok większość respondentów odczuła, że polski rynek IT zwiększył swoją wartość. Optymistyczne oceny dotyczące wzrostu wartości rynku IT utrzymują się w prognozie na 2011 r. Aż 83% badanych uznało, iż wartość rynku będzie rosła, a tylko 1% spodziewa się spadku. Średnia prognozowana dynamika rynku IT w bieżącym roku wynosi 9%.

Polski rynek IT dobrze poradził sobie z okresem spowolnienia i nie odczuł zmian związanych ze światowym kryzysem zbyt dotkliwie. Pomogły oczywiście solidne wyniki makroekonomiczne, które oprócz faktycznego, mierzalnego efektu dały też, bardzo pożądany w okresie zawirowań na światowych rynkach finansowych, efekt psychologiczny. Polska pozostała w oczach inwestorów jednym z nielicznych krajów, który wyszedł z kryzysu obronną ręką. Światowy kryzys podziałał w pewien sposób ożywczo na branżę IT. Postawił nowe zadania, ale również szanse przed dostawcami rozwiązań IT. Kluczowe stało się hasło redukcji kosztów, poprawy efektywności, kontroli płynności przedsiębiorstwa. Przedsiębiorcy stali się bardziej wymagający i świadomi podejmowanych decyzji, wzrósł poziom oczekiwań i wymagań w zakresie stopy zwrotu z inwestycji.
Co ciekawe z badań PMR, zarówno na małych i średnich firmach w zeszłym roku, jak i dużych firmach w tym roku nie wynika by przedsiębiorcy cieli koszty na masową skalę w okresie spowolnienia. Większość z ankietowanych przez nas w połowie ubiegłego roku 800 firm z sektora MŚP zakładało niewielki spadek wydatków na IT w skali roku. Podkreślali oni również, że w 2009 r. nie ograniczyli specjalnie budżetów na ten cel. W przypadku dużych firm większość z ponad 400 podmiotów, z którymi przeprowadziliśmy wywiady w kwietniu 2011 r. deklarowało, że ich wydatki na IT w ciągu ostatniego roku albo się nie zmieniły, albo wzrosły. Firmy pytane o przewidywania i plany na najbliższe dwanaście miesięcy w większości podtrzymywały swoją opinię.

Biorąc pod uwagę bieżącą sytuację i rozmowy z firmami na temat sytuacji w pierwszym półroczu, a także posiadany już portfel zamówień największych dostawców usług IT na ten rok, PMR zrewidował swoje krótkoterminowe prognozy dla rynku IT. „Jesteśmy zdania, że w bieżącym roku bardzo prawdopodobne jest uzyskanie dwucyfrowego poziomu wzrostu, natomiast wynik słabszy niż 7% należałoby traktować jako zaskoczenie” – komentuje Paweł Olszynka, analityk PMR i jeden z autorów raportu.

Wybrane wyniki badania 200 największych firm IT

W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT, jak co roku zapytaliśmy badane firmy o to, jakie są ich zdaniem najistotniejsze czynniki sprzyjające rozwojowi branży informatycznej w Polsce. Okazuje się, że czynnikiem stwarzającym największe szanse na rozwój sektora IT jest, w opinii największych firm informatycznych w Polsce, poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce (33%), wzrost skłonności firm do inwestowania (32%), wykorzystanie funduszy UE na inwestycje w IT (28%), rozwój nowych technologii (20%) czy sam wzrost świadomości potrzeb w zakresie IT (18%).

Warto zwrócić uwagę na ilościowy spadek odpowiedzi dotyczących wpływu sytuacji gospodarczej w Polsce (33% w stosunku do 54% w 2010 r.) i na świecie (8% w stosunku do 21% w 2010 r.). Jest to kolejny dowód na to, że kryzys oddziaływający na branżę IT jeszcze w poprzednim roku traci na znaczeniu. Pojawiają się nowe szanse na rozwój, jak wzrost skłonności firm do inwestowania (wzrost o 25 p.p. w porównaniu do 2010 r.) czy rozwój nowych technologii (wzrost o 3 p.p.) i wzrost świadomości potrzeb w zakresie IT (wzrost o 7 p.p.).

W związku z przyznaniem Polsce (we współpracy z Ukrainą) praw do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012, po raz kolejny zapytaliśmy kadrę zarządzająca ankietowanych firm o szanse rozwoju dla branży w związku z przygotowaniami do tej imprezy. Blisko co piąty (44%) przedstawiciel największych polskich firm informatycznych, był o tym przekonany, co dziesiąty (13%) był przekonany w sposób zdecydowany. Dla co piątego (18%) respondenta organizacja Euro 2012 nie będzie mieć bezpośredniego wpływu na jego firmę. Co trzeci badany (37%) uznał, że w żaden sposób impreza nie przyniesie korzyści jego firmie. W badaniu przeprowadzonym rok wcześniej odsetek firm spodziewających się korzyści dla własnej firmy był o 10 punktów procentowych wyższy.

Co ciekawe analogiczne pytanie zadanie w odniesieniu do całego polskiego rynku IT przynosi bardziej optymistyczne wyniki. Firmy widzą bardziej szanse dla branży IT jako całości niż każda dla siebie z osobna. Blisko co trzeci badany (69%) wyrażał zdanie o korzyściach dla branży IT w Polsce w związku z organizacją Mistrzostw, a co piąty był o tym zdecydowanie przekonany. Jedna piąta respondentów uznała, że organizacja Euro 2012 nie przyniesie żadnych korzyści branży informatycznej.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w raporcie firmy PMR „Rynek IT w Polsce 2011. Prognozy rozwoju na lata 2011-2015”.

Nowelizacja Prawa telekomunikacyjnego zwiększa ochronę abonentów

W dniu 31 sierpnia 2011 r. Sejm przyjął nowelizację ustawy Prawo telekomunikacyjne, która zwiększa ochronę abonentów korzystających z usług o podwyższonej opłacie. Nowe przepisy powstały we współpracy Urzędu Komunikacji Elektronicznej oraz Ministerstwa Infrastruktury.

Dostawca publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej będzie obowiązany na żądanie abonenta do:

  • nieodpłatnego blokowania połączeń wychodzących na numery usług o podwyższonej opłacie, na numery poszczególnych rodzajów usług o podwyższonej opłacie oraz połączeń przychodzących z takich numerów;
  • umożliwienia abonentowi określenia maksymalnej ceny za usługę o podwyższonej opłacie i nieodpłatnego blokowania połączeń wychodzących na numery usług o podwyższonej opłacie, których cena przekracza cenę maksymalną określoną przez abonenta w żądaniu oraz połączeń przychodzących z takich numerów;

– zostaną wprowadzone progi kwotowe, po przekroczeniu których dostawca publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej będzie musiał poinformować abonenta i zablokować na jego żądanie wykonywanie połączeń na numery o podwyższonej opłacie o odbierania połączeń z takich numerów (ten mechanizm zacznie obowiązywać sześć miesięcy po wejściu w życie ustawy).

Przepisy określają także obowiązki informacyjne nałożone na dostawców usług Premium Rate. Między innymi chodzi o sposób informowania o cenie sms czy rozmowy oraz wykorzystywania tych informacji w przekazach reklamowych. Cena usługi ma być podawana odpowiednio dużą czcionką i na wyraźnym tle, tak aby każdy wiedział, ile kosztuje wysłany sms lub rozmowa telefoniczna. Osoba korzystająca z Premium Rate musi też uzyskać jasną informację, jeśli usługa odbywa się na zasadzie subskrypcji. Dostawca musi umożliwić też natychmiastową rezygnacją z subskrypcji. Ma to być proste i wolne od opłat.

Dodatkowo dostawca usługi o podwyższonej opłacie jest obowiązany bezpłatnie zapewnić użytkownikowi końcowemu publicznej sieci telekomunikacyjnej, każdorazowo, przed rozpoczęciem naliczania opłaty za połączenie telefoniczne, informację o cenie za minutę połączenia do numeru danej usługi albo o całkowitej jej cenie.

Jeżeli w trakcie połączenie telefonicznego zmianie ulegnie wysokość opłaty, dostawca usługi o podwyższonej opłacie obowiązany jest poinformować użytkownika końcowego o fakcie zmiany wysokości opłaty na 10 s przed zmianą jej wysokości.

Telecom Media SA obejmie 31% udziałów w Optizen Labs

1 sierpnia funkcję prezesa zarządu Telecom Media SA objął Jacek Czynajtis, związany z branżą mediową od ponad 20 lat. Jednocześnie Telecom Media obejmie 31% udziałów w spółce Optizen Labs, specjalizującej się w rozwiązaniach z zakresu marketingu mobilnego oraz digital publishing.

Jacek Czynajtis posiada długoletnie i rozlegle doświadczenie zawodowe, zdobywane podczas współpracy z m.in.: AGORA S.A., Polskapresse, Mediatak, Murator S.A., TIME S.A. i przez 11 lat sprawował funkcje członków zarządu, będąc bezpośrednio odpowiedzialnym za zarządzanie sprzedażą.

„Telecom Media jest spółką o silnej pozycji na rynku usług reklamy mobilnej i marketingu mobilnego. Moim celem – jako prezesa – jest realizacja strategii dalszego wzrostu spółki w powyższych segmentach oraz wprowadzenia nowych usług, szczególnie w zakresie reklamy i aplikacji na urządzenia mobilne.” – powiedział Jacek Czynajtis.

Telecom Media obejmie 31% udziałów w spółce Optizen Labs założonej przez Łukasza Kawęckiego i Jacka Czynajtisa, zarządzanej przez Kawęckiego, specjalizującej się w rozwiązaniach z zakresu marketingu mobilnego oraz digital publishing.

„Cieszymy się z faktu, że Jacek Czynajtis dołączył do zespołu Telecom Media. Jesteśmy przekonani, że jego doświadczenie i znajomość rynku mediów pozwolą mu na osiągniecie sukcesu w dalszym rozwoju spółki. Ponadto, poprzez alians strategiczny i kapitałowy Telecom Media i Optizen Labs uzyskujemy synergie, które pozwolą nam lepiej wykorzystywać kompetencje każdej ze spółek oferując kompleksowe rozwiązania z zakresu marketingu i reklamy mobilnej.” – mówi Sylwester Janik, Partner w MCI Management SA, zarządzający funduszem TechVentures, w którego portfelu znajduje się Telecom Media.

Telecom Media S.A. to czołowy gracz na polskim rynku mobile advertising. Firma jest autorem wielu pionierskich rozwiązań, m.in. SpotlerMoNet, największej polskiej sieci mediów mobilnych oraz Juup.com, portalu z aplikacjami na telefony komórkowe. Firma zajmuje się nowatorskimi przedsięwzięciami w zakresie mobilnej komunikacji nowej generacji. W 2010 r. uznano kampanię firmy Telecom Media za najlepszą w kategorii Mobilnego Marketingu i nagrodzono w konkursie „Golden Arrow”.

Optizen Labs specjalizuje się w budowie aplikacji i stron mobilnych, dostarczaniu zaawansowanych narzędzi statystycznych, SEO/SEM dla stron mobilnych. Spółka jest, jedynym w Polsce, dystrybutorem rozwiązania Adobe Digital Publishing Suite umożliwiającego wydawcom, marketerom i agencjom reklamowym łatwe przenoszenie treści na tablety.

MCI.TechVentures to fundusz zarządzany przez MCI Management SA. Inwestuje w innowacyjne spółki Europy Środkowo-Wschodniej będące na etapie wzrostu, działające w segmentach: e-commerce, Internetu mobilnego, TMT i mediów cyfrowych. MCI Management SA jest wiodącą grupą PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest pionierem inwestycji typu venture capital w spółki technologiczne na polskim rynku. Wartość aktywów pod zarządzaniem MCI wynosi obecnie ok. 777 mln PLN.

Podając się za adwokata, reprezentował interesy irlandzkiej firmy

Dębiccy policjanci zatrzymali 24-letniego mężczyznę, który podawał się za adwokata. Przygotował się do swojej roli. Na pierwszy rzut oka dyplomy, wpis na listę adwokatów, pieczątki, zaświadczenia i sporządzone dokumenty nie budziły wątpliwości. Nawet osoby korzystające z jego usług nie miały większych zastrzeżeń. Mężczyzna został przesłuchany, przyznał się do oszustwa.

Młody dębiczanin jakiś czas temu znalazł zatrudnienie w irlandzkiej firmie zajmującej się budową autostrady. Trzy lata pracy fizycznej w Irlandii przyczyniły się do tego, że dobrze poznał język, więc dobrze sprawdzał się w biurze zagranicznej firmy. Zajmował się sprawami księgowymi, kadrowymi, organizacyjnym, pracował też jako tłumacz.

Pewnego dnia w pracy pilnie potrzebowano przetłumaczyć zagraniczny dowód rejestracyjny pojazdu. 24-letni dębiczanin podjął się załatwienia tej sprawy. W niedługim czasie przedstawił gotową dokumentację. Znajomość języka pozwoliła mu na przetłumaczenie dokumentu, natomiast pieczątki tłumacza przysięgłego wydrukował z Internetu. Jak się później okazało, zapoznający się z tłumaczeniem biegły specjalista nie miał większych zastrzeżeń co do poprawności sporządzonego tłumaczenia, jednak wątpliwości wzbudziły pieczątki.

Firma, w której pracował, cały czas poszukiwała prawnika do prowadzenia jej spraw i reprezentowania wobec urzędów i instytucji. Postanowił pomóc swojemu pracodawcy. Przedstawił dokumenty świadczące o tym, iż uzyskał uprawnienia adwokata. Firma udzieliła mu niezbędnych pełnomocnictw, aby mógł ją reprezentować na zewnątrz. Okazując szefowi stosowne dyplomy i wpisy, otrzymał gratulacje, a także stosowną podwyżkę w związku z podniesieniem kwalifikacji.

Mężczyzna na swoim służbowym laptopie podrobił zaświadczenie o wpisie na listę adwokatów Rzeczypospolitej Polskiej wraz z podpisami osób odpowiedzialnych za wpis. Wzory niezbędnych dokumentów uzyskał w Internecie, a numer adwokacki wymyślił, nanosząc go na posiadane certyfikaty. Następnym krokiem było wyrobienie pieczątek, które miały uwiarygodnić jego profesję.

W trakcie „praktyki” w firmie konieczne stało się posiadanie ubezpieczenia OC adwokatów. Mężczyzna sfałszował polisę świadczącą o opłaceniu składki w wysokości 5 tys. zł, w związku z czym otrzymał od pracodawcy zwrot poniesionych nakładów.

Dla uwiarygodnienia swojej osoby zakupił na portalu internetowym togę adwokacką z zielonymi wszywkami oraz łańcuch sędziowski z orłem. W trakcie prowadzonej działalności rozszerzał grono klientów, udzielając porad osobom związanym z firmą oraz ich znajomym. Repezentował wówczas ich interesy w postępowaniach administracyjnych i cywilnych, podając się za pełnomocnika prawnego.

Gdy do dębickich policjantów dotarł sygnał o prawdopodobnym sfałszowaniu pieczątek na tłumaczeniu zagranicznego dowodu rejestracyjnego, funkcjonariusze rozpoczęli sprawdzanie wiarygodności „adwokata”. Okazało się, że 24-latek nie figuruje w spisie adwokatów RP, ani radców prawnych.

Policjanci ustalili, że młody „adwokat” ma średnie wykształcenie, a z zawodu jest technikiem weterynarii. Podczas przyjmowania do pracy w irlandzkiej firmie podał, że posiada dodatkowo kwalifikacje ratownika medycznego. Tymczasem funkcjonariusze dowiedzieli się, że jedynym szkoleniem, jakie mężczyzna odbył w tym kierunku, jest czterodniowy kurs BHP, w którym uczestniczył jeszcze w Irlandii przed objęciem tam fizycznego stanowiska pracy. Podczas rekrutacji podawał również, że studiuje, natomiast ustalenia wskazują, że co prawda złożył podanie o przyjęcie na studnia, ale się nie zakwalifikował na nie.

Policjanci przerywając działalność 24-latka, uniemożliwili mu realizację dalszych planów. Zamierzał bowiem w najbliższym czasie otworzyć w Dębicy kancelarię prawną. Zarezerwował nawet odpowiedni lokal w centrum miasta, a kolejnym krokiem miało być zatrudnienie w nim pracowników. Reklamował nawet swoje usługi w Internecie pod szyldem „kancelarie”.

24-letni dębiczanin podczas przesłuchania przyznał się do sfałszowania dokumentów, podrobienia pieczątek i podpisów. Złożył obszerne wyjaśnienia. Pytany o motywy swojego działania stwierdził z przekonaniem, że skoro „ma znajomość prawa” będzie prowadził sprawy innym osobom. Podczas wykonywania czynności z jego udziałem, 24-latek nie korzystał z pomocy prawnika.

Teraz postępowaniem mężczyzny zajmie się Sąd Rejonowy w Dębicy.

Mercedesy dla polskiej Policji

Już niebawem polscy policjanci będą używać w służbie nowych furgonów oznakowanych. Biuro Logistyki KGP zawarło właśnie umowę z Mercedes Benz na dostarczenie nowych radiowozów. Furgony posłużą funkcjonariuszom przy zabezpieczeniach imprez masowych i przy codziennym patrolowaniu ulic. Pierwsze z 600 nowych furgonów powinno trafić do jednostek Policji już pod koniec roku.

Pierwsze nowe mercedesy sprintery 316 CDI powinny trafić do policyjnych jednostek jeszcze pod koniec tego roku. W sumie w Policji będzie jeździło 600 takich maszyn, dostosowanych do potrzeb służby. Odpowiednio oznakowane, wyposażone w łączność, bezpieczne, będą służyły funkcjonariuszom nie tylko przy zabezpieczaniu imprez masowych, sportowych, demonstracji, ale także przy codziennych patrolach na ulicach. Będą z nich korzystać przede wszystkim policjanci oddziałów prewencji. Nowe sprintery zastąpią wysłużone VW T-4.

Pojazdy są przeznaczone dla 8 policjantów (kierowca, dysponent oraz 6 policjantów w II przedziale) i umożliwiają ich wygodny przewóz wraz z pełnym wyposażeniem (m.in. kaski ochronne, zestawy ochron osobistych, tarcze, pałki szturmowe, broń). Szerokie i wysokie drzwi przesuwne z każdej strony pojazdu (o szerokości 130 cm i wysokości 182 cm) dają możliwość szybkiego opuszczenia pojazdu. Ochronę nowym furgonom zapewniają kraty ochronne na szybach i osłona podsilnikowa. Pojazd posiada wzmocnioną instalację elektryczną (m.in. dodatkowy akumulator), nową sygnalizację uprzywilejowania opartą całkowicie na energooszczędnej technologii LED. Warunki służby polepszają m.in: klimatyzacja dwustrefowa obejmująca całe wnętrze pojazdu, dodatkowe ogrzewanie oraz dodatkowe punkty świetle.

Wkrótce podpisana zostanie także umowa na zakup w bieżącym roku 24 sanitarek na bazie samochodu furgon VW Crafter, przeznaczonych także dla oddziałów prewencji i oddziałów antyterrorystycznych. Będą miały na celu zapewnienie bezpieczeństwa m.in. podczas finałowego turnieju Mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012.

Coraz mniej mieszkań na rynku nieruchomości

W całym sektorze od stycznia do czerwca rozpoczęto budowę 80 tys. nowych mieszkań, o 1,3 proc. mniej niż w tym samym okresie 2010 r. Jednak największy regres wśród inwestorów dotknął deweloperów, którzy rozpoczęli o 9,3 proc. mniej mieszkań niż przed rokiem.

Deweloperzy znaleźli się też pod kreską pod względem liczby oddanych do użytku mieszkań. W I półroczu spadek sięgnął tu 24,9 proc (dla całego rynku o 13,1 proc.). Ale spośród inwestorów, tylko deweloperzy w I połowie roku uzyskali więcej zezwoleń na budowę niż rok wcześniej.

Z danych tych wynika po pierwsze, że deweloperzy w I półroczu tego roku znajdowali się w momencie realizacji rozpoczętych tuż po wygaśnięciu kryzysu kredytowego (koniec 2009 r) inwestycji i ubiegania się o następne. Zatem mniej lokali oddawali do użytku. Z pewnością pod tym względem druga połowa tego roku będzie dla nich znacznie lepsza. Za 18-20 miesięcy oddawać będą zaś lokale, na które otrzymali zezwolenia w minionym półroczu.

W I półroczu tego roku popyt na rynku stymulowały przede wszystkim: spodziewane zaostrzenie rygorów w programie RnS oraz turbulencje na rynku walutowym.

W II kw 2011, jak podaje raport AMRON, w większości aglomeracji średnie ceny m kw mieszkania spadły. Najbardziej ceny pikowały w stolicy i w Poznaniu. W Warszawie średnia cena transakcyjna spadła z 7982 zł w I kw roku do 7826 zł w II kw 2011. Spadek w porównaniu z IV kw 2010 sięgnął tu prawie 300 zł. W stolicy Wielkopolski spadek z kwartału na kwartał wyniósł 117 zł. W innych aglomeracjach – Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Krakowi, Gdańsku czy Białymstoku spadek cen sięgnął średnio 50 zł/m kw mieszkania.

Jest to przede wszystkim efekt rosnącej konkurencji oraz ciągłego nawisu podażowego z lat minionych, który deweloperzy starają się zmniejszać stosując upusty, największe na duże lokale i 55-65 -metrowe w gorszych lokalizacjach.

Deweloperzy chyba pogodzili się już z niższymi marżami i dłuższym okresem sprzedaży gotowych mieszkań. Ich nowa oferta podażowa jest też bardziej dostosowana do oczekiwań rynku, stąd raczej nie będzie podlegać polityce obniżek i upustów.

W II kw tego roku w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy liczba udzielonych kredytów wzrosłą o 9,33 proc a ich wartość o 8,02 proc. (13,3 mld zł, w I półroczu 26 mld zł). Co oznacza, że w całym 2011 r. wartość udzielnych kredytów może być wyższa niż w ub roku, kiedy sięgnęła 48,7 mld zł.

Dr Paweł Grząbka, prezes zarządu CEE Property Group zauważa, że po zmianie rządowego programu rynek mieszkaniowy znalazł się w nowej sytuacji. Według Pawła Grząbki – po zmianach programu Rodzina na Swoim najbardziej zmaleje popyt na większe, droższe mieszkania. Znowelizowany program zmniejszy liczbę mieszkań deweloperskich, które będą mogły być nim objęte. Do tej pory “podpadało” pod program blisko ¾ mieszkań, po zmianach zaledwie 10 proc., zwłaszcza w drogich dużych aglomeracjach.

Głównym problemem deweloperów w najbliższych kwartałach, do końca 2012 r. kiedy rządowy program wygaśnie, będzie dostosowanie cenowe oferty do wymagań nabywców. Z pewnością uruchomią oni projekty w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, mało będzie też powstawać lokali o powierzchni powyżej 75 m kw, nie klasyfikujących się do programu.

Actavis gotowy do przejęcia Polfy Warszawa

Actavis jest dobrze przygotowany do przejęcia Polfy Warszawa. W pierwszej połowie 2011 roku sprzedaż Actavis Polska wzrosła ponad 30 procent, co pokazuje silne zaangażowanie firmy w Polsce.

„Actavis ma wieloletnie doświadczenie na globalnym rynku farmaceutycznym. Polska jest dla nas jednym z najważniejszych rynków i planujemy wzmocnić tutaj naszą pozycję. Wierzymy, że dzięki naszemu doświadczeniu możemy stworzyć z Polfy Warszawa lidera regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy gotowi zainwestować w ten zakład ponad 150 mln zł w ciągu 5 lat. Warto również podkreślić, że ze względu na uzupełniającą się ofertę Polfy Warszawa i koncernu Actavis, jeśli przejmiemy warszawski zakład to na pewno pozostanie on w obecnej lokalizacji.” – powiedział Claudio Albrecht, dyrektor generalny firmy Actavis Group.

Fakt, że Polfa Warszawa wytwarza ampułki, których Actavis nigdzie na świecie nie produkuje, umożliwi utworzenie z warszawskiego zakładu globalnego centrum technologicznego eksportującego wyroby do Rosji, Ukrainy i innych krajów Europy Wschodniej. Według szacunków firmy Actavis, po nabyciu Polfy Warszawa produkcja w tej fabryce, głównie dzięki eksportowi na rynku zagraniczne, może wzrosnąć o 60% w ciągu najbliższych 4 lat.

„Obecnie jesteśmy najszybciej rozwijającą się firmą farmaceutyczną w Polsce – jeszcze do końca 2011 zamierzamy wprowadzić na polski rynek kilkanaście nowych produktów. Przejęcie Polfy Warszawa będzie dla nas oznaczać dostęp do ponad 100 farmaceutyków, z których mniej niż 4 procent pokrywa się z naszym obecnym portfolio leków. Dla nas, Polfa Warszawa to nie tylko zakład produkcyjny, ale również wieloletnie doświadczenie i wiedza osób tam pracujących. Dlatego w przyszłości planujemy zwiększenie produkcji i przeniesienie wyrobu niektórych z leków do fabryki w Warszawie” – powiedziała Izabela Zimmermann, dyrektor generalny Actavis Polska.

Bank Szwajcarii ustalił sztywny kurs franka na 1.20 do euro

Waluta kraju serów i zegarków w ostatnim okresie wzmacniała się bijąc co kilka dni rekordy wszech czasów, a Szwajcarii mocny frank szkodzi nie mniej niż polskim kredytobiorcom. We wtorek wieczorem kurs szwajcarskiej waluty ustanowił nowy historyczny rekord wobec złotego – 4,07 zł.

„Zawyżona cena franka stwarza zagrożenie dla rozwoju szwajcarskiej gospodarki. Dalsze wzrosty ceny franka zwiększą ryzyko dla stabilności cen” – podał w komunikacie bank.

Cisza przed burzą na rynku pracy?

Na polskim rynku umacnia się stagnacja, a pracodawcy z rosnącym pesymizmem oceniają nadchodzące miesiące – pokazują wyniki najnowszego sondażu Instytutu Badawczego Randstad realizowanego przez TNS OBOP.

Ostrożność firm w okresie powakacyjnym będzie odczuwalna w stabilizacji rynku pracy, na którym nie nastąpią zasadnicze wzrosty zatrudnienia czy podwyżki wynagrodzeń. Jednocześnie obserwowany jest stabilny wzrost zainteresowania pracodawców uelastycznianiem zasobów poprzez wykorzystanie pracy tymczasowej.

Niepewna sytuacja gospodarcza

Wyniki dwunastej już fali sondażu Plany Pracodawców wskazują na utrwalające się wśród badanych przedsiębiorców poczucie stagnacji oraz niepewności odnośnie stanu polskiej gospodarki. Największa grupa badanych zapowiada, że w najbliższych sześciu miesiącach należy spodziewać się stagnacji (51%). Spadł odsetek osób przewidujących wzrost gospodarczy (z 31% w maju do 21% w lipcu br.). Niepokojąco wzrasta udział respondentów obawiających się recesji (16% w lipcu wobec 11% w maju br.). Oznacza to, że po systematycznej poprawie nastrojów w ostatnich kilku kwartałach, nastawienie pracodawców wróciło do poziomu z drugiej połowy roku 2009.

Pełne niepewności opinie pracodawców znajdują swoje odzwierciedlenie w polityce personalnej firm, z których w ciągu najbliższych sześciu miesięcy jedynie co piąta (20%) przewiduje wzrost zatrudnienia. Spośród branż, które planują zwiększenie liczebności personelu, najbardziej wyróżnia się produkcja (25%). Na drugim miejscu plasuje się sprzedaż (14%), a następnie administracja i obsługa klienta (8%). Jak na razie w niewielkim stopniu wzrosła grupa respondentów biorących pod uwagę plany redukcji personelu (16% w sierpniu wobec 11% w maju br.).

Jak zaznacza Agnieszka Bulik, członek zarządu Randstad: „Na ostrożne opinie respondentów niewątpliwie miały wpływ wydarzenia na międzynarodowych rynkach finansowych, doniesienia ze Stanów Zjednoczonych czy z innych krajów Unii Europejskiej. Do poprawy ocen kondycji rynku nie przyczyniło się również zimne i deszczowe lato, znacznie ograniczające podaż popularnych w naszym kraju wakacyjnych prac sezonowych.”

Podobnie jak w poprzednich okresach, wyhamowanie optymizmu badanych jest wyraźnie widoczne również w sposobie prognozowania przez pracodawców, mniej optymistycznie niż faktycznie podejmowanych, działań w zakresie polityki zatrudnienia. W sondażu z lutego br. ilość firm, która przewidywała wzrost nowych rekrutacji w ciągu najbliższych 6 miesięcy wynosiła 24%. Faktycznie, jak pokazało bieżące badanie, nowe miejsca pracy wprowadzone zostały przez 35% respondentów.

Podwyżki wynagrodzeń już za nami

Stagnacja gospodarcza jest również widoczna w decyzjach pracodawców odnoszących się do zmian wynagrodzeń pracowniczych w okresie ostatnich sześciu miesięcy. Zmalała liczba przedsiębiorstw, które w ciągu tego okresu podwyższyły pensje (z 40% na 31%). Istotnie natomiast wzrosła liczba tych, które pozostawiły pensje na bieżącym poziomie (zmiana z 54% na 63%). Optymistycznym faktem jest to, że jedynie 3% spośród badanych deklaruje w tym samym czasie wprowadzenie obniżek wynagrodzeń.

W nadchodzącym okresie, nadal większość – 3 na 4 badanych przedsiębiorców – nie spodziewa się żadnych zmian w poziomie wypłacanych wynagrodzeń (72%). Ich wzrost brany jest pod uwagę jedynie w co piątej spośród badanych firm (19%). Podwyżki dotyczyć będą przede wszystkim sektora pośrednictwa finansowego (42%). Nieco częściej planowane są w małych (20%) i średnich firmach (22%), niż w dużych, zatrudniających ponad 250 pracowników (15%).

Rośnie zapotrzebowanie na elastyczne koszty zatrudnienia

Obserwacja działań przedsiębiorców pokazuje coraz większe zainteresowanie formułą pacy tymczasowej. Jak wynika z danych polskiego Forum HR, zrzeszającego największe agencje zatrudnienia, poziom zatrudnienia pracowników tymczasowych osiągnął w drugim kwartale blisko 49 tysięcy osób, w przeliczeniu na tzw. FTE (liczba zatrudnionych osób w przeliczeniu na pełne etaty). Jest to najwyższy wynik zanotowany dotychczas dla tej, nadal młodej w naszym kraju, formy zatrudnienia.

„Po doświadczeniach z czasu kryzysu, jaki nastąpił w 2008 roku, pracodawcy docenili zalety elastyczności zatrudnienia. Zastosowanie pracy tymczasowej pozwala im bowiem na bezpieczniejsze zarządzanie polityką personalną, a przede wszystkim daje bezpieczeństwo finansowe. Obserwując zmianę w polityce personalnej wielu przedsiębiorstw, możemy zaryzykować twierdzenie, że nurt ten będzie się umacniał.” – komentuje Agnieszka Bulik.

Otwarta granica czeka…

Wyniki ostatniej edycji badania Randstad pokazują, że pomimo zbliżającego się zakończenia sezonu letniego, będącego tradycyjnie okresem wzmożenia popytu na prace wakacyjne zwłaszcza wśród osób uczących się i absolwentów, nadal nie obserwujemy znaczących skutków otwarcia niemieckiego oraz austriackiego rynku pracy. Jak mówi Agnieszka Bulik: „Pomimo odnotowanych wcześniej obaw pracodawców, obecnie aż 94% respondentów uważa, że wpływ emigracji zarobkowej do naszych zachodnich sąsiadów na ich politykę personalną jest marginalny.”

Informacje o badaniu:

Plany Pracodawców to sondaż Instytutu Badawczego Randstad, w którym respondentami są pracodawcy wyrażający opinie w najważniejszych obszarach ich działalności, m.in.: planowanych zmian w poziomie zatrudnienia i wynagrodzeń, czy przewidywanych zmian kondycji firm i gospodarki. Pytania kierowane są bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za politykę kadrową (w małych przedsiębiorstwach jest to zarząd lub właściciel firmy).

Wywiady bieżącej, dwunastej edycji badania, zostały zrealizowane w okresie od 29 lipca do 9 sierpnia 2011 r.

Badanie realizowane przez ekspertów TNS OBOP metodą CATI (indywidualne wywiady kwestionariuszowe wspomagane komputerowo) zostało zainicjowane w listopadzie 2008 roku i odbywa się w cyklu kwartalnym. Każda edycja tego badania jest przeprowadzana na reprezentatywnej ze względu na wielkość firmy i region próbie 300 firm (margines błędu statystycznego dla próby N=300 wynosi 5,64%). Z próby wykluczono firmy zatrudniające poniżej 10 osób, firmy doradztwa personalnego oraz firmy, dla których agencje pracy tymczasowej nie świadczą usług.

Nowe zasady programu Rodzina na Swoim

31 sierpnia br. weszły w życie nowe zasady korzystania z programu „Rodzina na Swoim”. Będą mogli korzystać z niego single. Do kredytu będzie mógł przystąpić brat lub siostra współmałżonka kredytobiorcy, co podwyższy zdolność kredytową. Programem objęte będą jednak tylko tańsze nieruchomości. Eksperci Invigo zwracają uwagę, że dziś jeszcze nie wszystkie banki są gotowe do przyjmowania wniosków o kredyty w ramach programu na nowych zasadach.

Program dopłat do kredytów hipotecznych Rodzina na Swoim przeznaczony jest dla osób, które nie mają mieszkania i chcą je kupić. Skarb Państwa przez osiem lat dopłaca połowę odsetek, dzięki czemu rata takiego kredytu jest niższa. Program zaczął funkcjonować w 2006 roku, jak dotąd udzielono kredytów z dopłatami o łącznej wartości blisko 20 mld. złotych.

Sejm zdecydował, że z programu można będzie skorzystać tylko do końca 2012 roku. Rozpatrzony zostanie każdy wniosek, złożony przed tą datą. 31 sierpnia br. weszły w życie przepisy, które zmieniają zasady i warunki skorzystania z programu.

Z programu będą mogły skorzystać osoby samotne, które nie posiadają i nie posiadały wcześniej mieszkania (wystarczy oświadczenie kredytobiorcy) oraz nie ukończyły 35 roku życia. Singiel nie będzie mógł natomiast nabyć ani wybudować domu. Maksymalna powierzchnia mieszkania, jakie będzie mógł nabyć singiel to 50 m2, przy czym dopłatę uzyska tylko do 30 m2.

Rozszerzono także grupę kredytobiorców nie będących docelowymi kredytobiorcami o współmałżonka siostry lub brata. Dzięki temu brat lub siostra będzie mógł „wspomóc zdolnością” docelowego kredytobiorcę, przystępując do kredytu razem ze swoim współmałżonkiem i nie będzie już konieczne posiadanie przez nich rozdzielności majątkowej.

Obniżony został współczynnik do wyliczania limitów cen mieszkań. Dla transakcji na rynku pierwotnym. dotychczas wynosił on 1,4, obecnie będzie to 1,0. Współczynnik ten wyniesie jednak 0,8 dla transakcji na rynku wtórnym oraz dla klientów innych niż małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci, czyli singli.

W Warszawie poprzedni limit wynosił 9816 zł za m kw. Obecnie nowe mieszkanie będzie mogło kosztować maksymalnie 7011 zł za m2, a używane – 5609 zł. W Gdańsku limit wynosił 6828 zł, a obecnie 4877 zł na rynku pierwotnym i 3902 zł na wtórnym. W Krakowie – 6622 zł poprzednio, a od 31 sierpnia 4730 zł dla nowych mieszkań i 3784 zł dla używanych. We Wrocławiu poprzedni limit wynosił 6907 zł za m2.; nowy, obowiązujący to 4934 zł dla rynku pierwotnego i 3947 zł dla wtórnego. W Poznaniu było to 7182 zł, a po zmianach – 5130 zł dla mieszkań nowych i 4104 zł dla używanych.

– Na pewno będzie znacznie mniej mieszkań, które zmieszczą się w wyznaczonych limitach, jednak nie oznacza to, że z programu nie będzie można skorzystać. Tylko w Warszawie, na popularnych serwisach z ofertami nieruchomości, znaleźliśmy ponad 200 ofert na rynku pierwotnym, które spełniają ustawowe kryteria. Dodatkowo można oczekiwać, że już niedługo oferta deweloperów zostanie dostosowana do warunków programu – mówi Maciej Chyziak, ekspert Invigo, internetowego pośrednika kredytowego. – można sobie wyobrazić, że deweloperzy obniżą nieco standard wykończenia lokali, aby były objęte dopłatami, jednocześnie proponując ich nabywcom oddzielne umowy na wykończenie lokalu. Klient będzie więc podpisywał dwie umowy, na zakup i wykończenie lokalu. Dużo trudniej będzie znaleźć mieszkanie na rynku wtórnym, ale w tym wypadku z pewnością część sprzedających szybko obniży ceny, szczególnie w przypadku mieszkań w gorszych lokalizacjach i o niższym standardzie, dodaje Chyziak.

Dopłaty będą mogły być stosowane, jeżeli klient złoży wniosek kredytowy najpóźniej do końca roku kalendarzowego, w którym kończy 35 lat. Osób samotnie wychowujących dzieci ograniczenie wiekowe nie będzie dotyczyć. W przypadku małżeństw, w których jedno z małżonków będzie poniżej tego limitu, a drugie powyżej pod uwagę brany będzie wiek młodszego z nich.

Małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci mogą kupić mieszkanie o powierzchni maksymalnie 75 m2, a dopłaty uzyskają do 50 m2 (lub dom o powierzchni do 140 m2 z dopłatami do 70 m2).

W przypadku singli będzie to odpowiednio 50 m2 i 30 m2.

– W naszej ocenie program nie będzie także mniej dostępny dla osób kupujących domy. W granicach administracyjnych Warszawy, dom w cenie 5600 za metr, a taki jest limit dla rynku wtórnego, wcale nie jest trudny do znalezienia – zaznacza Maciej Chyziak z Invigo – Jednak w przypadku samodzielnej budowy domu limit wynosi 7100 zł za metr, aby skorzystać z dopłat trzeba posiadać działkę, której wartość w pewnym sensie będzie wkładem własnym. – dodaje.

Eksperci Invigo przewidują, że do banków przyjdą teraz inni klienci niż wcześniej. – Na pewno z programu korzystać będą single. Kupienie dwupokojowego mieszkania w Warszawie, do 50m2 powierzchni w cenie pozwalającej na skorzystanie z dopłat, nie stanowi najmniejszego problemu. – zaznacza Maciej Chyziak – Efektem zmian będzie z pewnością przesunięcie popytu w stronę nieruchomości tańszych, przeznaczonych dla osób o mniejszych możliwościach finansowych, a więc także o mniejszych oczekiwaniach. Jednak trzeba pamiętać, że to głównie dla takich osób powinna być przeznaczona pomoc przy nabyciu mieszkania.

Mimo, że nowe zasady programu już obowiązują, nie wszystkie banki są obecnie gotowe do przyjmowania wniosków. Dotyczy to szczególnie kredytów z dopłatą dla singli. – Już po wejściu w życie nowych przepisów otrzymaliśmy od niektórych banków informację, że na razie przyjmowanie wniosków nie jest możliwe w przypadku kredytów z dopłatą dla osób nie pozostających w związku małżeńskim. Trzeba będzie więc poczekać, aż banki przygotują odpowiednie procedury i uwzględnią zmiany w sowich ofertach – wyjaśnia Maciej Chyziak.

W trzy miesiące liczba długów w Rejestrze Dłużników ERIF wzrosła o 30%

Po pierwszym półroczu 2011 roku w Rejestrze Dłużników ERIF było niemal 750 tys. rekordów. To oznacza, że w ciągu trzech miesięcy liczba obecnych tam długów wzrosła aż o ponad 30%. Wartość zadłużeń wpisanych do rejestru przekroczyła 3 miliardy złotych (to o 20% więcej niż na koniec marca br.). Dane pochodzą z raportu zweryfikowanego przez KPMG, niezależną zewnętrzną instytucję audytującą.

– Trzy miesiące temu, przy okazji pierwszego audytu naszego rejestru dokonanego przez KPMG, obiecaliśmy, że kwartalnie będziemy poddawać takiemu badaniu. I teraz tej obietnicy dotrzymujemy – mówi Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A. – Chcemy, aby klienci naszego biura wiedzieli, że korzystają z wiarygodnej bazy. Chcemy aby wiedzieli, jak zmienia się liczba posiadanych przez nas danych o dłużnikach. Dla każdego przedsiębiorcy wiedza o rzetelności płatniczej swoich potencjalnych klientów lub kontrahentów ma przecież kluczowe znaczenie . Dlatego uważamy, że transparentność rynku informacji gospodarczych jest korzystna dla wszystkich, a w szczególności dla podmiotów korzystających z BIGów – dodaje prezes ERIF.

Z raportu wynika, że wśród ponad 746 tys. spraw zgromadzonych w bazie Rejestru Dłużników ERIF prawie 711 tys. (95%) dotyczy długów konsumentów. Pozostałe 35,3 tys. spraw to długi firm. Łączna wartość zadłużenia konsumentów wpisanych do ERIF na koniec II kwartału b.r. wynosiła 2,9 miliarda zł. To oznacza wzrost w tej grupie o prawie 12% wobec danych z raportu na koniec marca. Wpisane do ERIF długi podmiotów niebędących konsumentami (czyli przedsiębiorstw) w połowie roku miały wartość ponad 177 mln zł. To wzrost o ponad 4% wobec 170 mln odnotowanych trzy miesiące wcześniej.

Dłużnicy-konsumenci obecni w Rejestrze Dłużników ERIF nadal posiadają najwięcej zaległości wynikających z nieregulowania należności za produkty bankowe. Udział ilościowy konsumenckich długów tego rodzaju w całej bazie ERIF jest jednak nieco mniejszy niż w poprzednim kwartale. Długi z tytułu kredytów, pożyczek, kart kredytowych, zadłużeń na rachunkach bankowych stanowią obecnie prawie 64 % spraw (pod względem ilości) i nieco ponad 73% (pod względem wartości). To oznacza odpowiednio spadek o 6% i wzrost o 1% w odniesieniu do analogicznych wyników z pierwszego kwartału. Wzrósł udział ilościowy dopisywanych do ERIF zadłużeń z tytułu usług telekomunikacyjnych głównie telefonii komórkowych. Obecnie spraw tego typu jest 27%. To o 3% więcej niż trzy miesiące temu. W rejestrze odnotowywane są także inne długi konsumenckie m.in. alimentacyjne i z tytułu umów ubezpieczeniowych.

Poprzednia edycji raportu pokazywała, że długi przedsiębiorców wpisanych do Rejestru Dłużników ERIF wynikały głównie z zaległości w opłatach z tytułu usług telekomunikacyjnych. Tym razem jest podobnie, ale odsetek tego typu spraw wzrósł. W marcu było ich 64%, a ich wartość stanowiła prawie połowę wartości wszystkich obecnych w ERIF zadłużeń podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Na koniec czerwca ich udział ilościowy wzrósł już do ponad 77%, a udział wartościowy do ponad 58%. To oznacza zwiększenie odsetka o 13% pod względem ilości spraw i o 8% pod względem ich wartości.

Na wzrost liczby danych w Rejestrze Dłużników ERIF ma wpływ rosnące zaufanie przedsiębiorców i konsumentów do tego rodzaju instytucji. Coraz większa liczba przedsiębiorców chce korzystać z BIG, bo przekonuje się, że biura informacji gospodarczej są skutecznym narzędziem motywującym dłużników do spłaty zobowiązania. Zasoby Rejestru Dłużników ERIF rosną także dzięki portfelom wierzytelności, które nabywa Grupa KRUK. Dłużnicy, którzy mimo propozycji polubownego rozwiązania problemu zadłużenia unikają kontaktu oraz spłaty długu, są konsekwentnie wpisywani do Rejestru.

Każdy z nas może sprawdzić, czy jego dane zostały dopisane do Rejestru Dłużników ERIF. Najłatwiej zrobić to za pośrednictwem internetowego serwisu InfoKonsument.pl. Dzięki niemu, po zarejestrowaniu się na stronie www.infokonsument.pl, można sprawdzić, czy ktoś wpisał nas na listę dłużników i za co, a także czy jakaś firma pobierała z Rejestru Dłużników ERIF informacje na nasz temat.

Źródło: Komunikaty prasowe

Rynek sztuki na fali wzrostów

4,2 mln zł obrotu na aukcjach w pierwszym półroczu 2011, 39%-owy wzrost sprzedaży aukcyjnej, prawie dwukrotny wzrost obrotów na aukcjach sztuki współczesnej, rekordowa sprzedaż podczas pojedynczej aukcji sztuki współczesnej na poziomie niemal 900 tys. zł, wzrost do 30% udziału sprzedaży sztuki współczesnej w całkowitym obrocie aukcyjnym – to główne wnioski z analizy sprzedaży aukcyjnej w DESIE Unicum w I połowie 2011 roku w porównaniu do I połowy 2010 roku.

Sprzedaż na tradycyjnych aukcjach stanowi blisko 30% całego obrotu domów aukcyjnych – obok sprzedaży galeryjnej i private sale.

Sztuka współczesna dogania dawną

W I połowie 2011 roku obroty aukcyjne DESY Unicum wyniosły 4,2 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 40% w porównaniu do I połowy ubiegłego roku. Pozytywne tendencje wzrostowe zaobserwować można prawie we wszystkich segmentach rynku, w szczególności sprzedaży sztuki dawnej i współczesnej, które łącznie odpowiadają za ponad 80% aukcyjnej sprzedaży sztuki. Nadal, w strukturze sprzedaży, dominuje sztuka dawna, choć jej udział w całkowitym wolumenie sprzedaży aukcyjnej w DESIE Unicum w I połowie 2011 spadł do 53% (z 58% w I połowie 2010 roku). I to pomimo wzrostu wolumenu sprzedaży z 1,7 mln zł do 2,2 mln zł w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2010 roku.

Zmiany struktury sprzedaży spowodowane zostały przede wszystkim rekordowym wzrostem wartości sprzedaży na aukcjach sztuki współczesnej (powstałej po 1945 roku) o 86% w porównaniu do pierwszego półrocza 2010 roku, osiągając rekordową sumę 1 248 440 zł. Także w pierwszej połowie 2011 roku odbyła się rekordowa sprzedaż sztuki współczesnej, pod względem obrotów na pojedynczej aukcji, na której całkowity obrót wyniósł 872 390 zł. Najdroższym dziełem sprzedanym podczas tej aukcji był wyjątkowy „Portret” Jerzego Nowosielskiego z 1978 roku, który osiągnął cenę 120 750 zł.

źródło: DESA Unicum

Sierpniowe rekordy cen złota

Obawa przed drugim dnem kryzysu oraz sierpniowe spadki na giełdach światowych wywołały panikę na rynku złota. Wielu inwestorów w poszukiwaniu „bezpiecznej przystani” dla swoich majątków kupuje złoto, franki szwajcarskie oraz jeny.

Średnia cena złota na rynku światowym wyniosła w sierpniu 1.759,50 USD/t.oz. Jest to wzrost o ponad 12,1% w stosunku do średniej ceny z lipca. Głównym czynnikiem wpływającym na rekordowe ceny kruszcu w minionym miesiącu było spowolnienie gospodarki światowej.

Na rynku polskim cena złota w złotówkach wzrosła w sierpniu średnio o około 15,6 % w stosunku do poprzedniego miesiąca. Przyczyną tak dynamicznego wzrostu była wysoka cena kruszcu na rynku międzynarodowym oraz umacniający się dolar amerykański (śr. cena w NBP w lipcu wyniosła 2,7911, a w sierpniu 2,8770). Obecnie kilogramowa sztabka złota jest wyceniana w Mennicy Polskiej na przeszło 180,5 tysięcy złotych.

Krzysztof Wiecha powołany na członka zarządu Generali

Podczas posiedzenia w dniu 1 września br. Rada Nadzorcza Generali zatwierdziła nominację Krzysztofa Wiechy na stanowiska członka zarządu Generali Życie T.U. SA i Generali T.U. SA, odpowiedzialnego za obszar indywidualnych ubezpieczeń na życie i emerytalnych Grupy Generali Polska.

Krzysztof Wiecha z Grupą Generali w Polsce jest związany od 10 lat. Brał m.in. udział w projektach związanych z procesem fuzji pomiędzy spółkami Grupy Generali i Zurich Financial Services w Polsce.

Dotychczas odpowiadał za obszar sprzedaży ubezpieczeń życiowych i emerytalnych w sieciach największych firm doradztwa finansowego w Polsce. Był twórcą sukcesu tego modelu dystrybucji produktów w Grupie Generali, który stworzony został od podstaw i obecnie generuje kilkadziesiąt procent przychodów z działalności na rynku ubezpieczeń na życie i emerytalnych.

Do obszarów odpowiedzialności nowego członka zarządu Grupy należeć będą sprzedaż i zarządzanie ofertą produktową Generali na rynku indywidualnych ubezpieczeń emerytalnych i życiowych, a także odpowiedzialność za obszar Bancassurance & Affinity. W zakresie jego obowiązków pozostanie także nadzór nad pionem sprzedaży współpracującym z firmami doradztwa finansowego.

Krzysztof Wiecha jest absolwentem Politechniki Warszawskiej (Wydział Mechaniczny) oraz University of Alaska, Anchorage, USA. Studiował także w Niemczech na Technische Universitaet Clausthal–Zellerfeld. Był członkiem Klubu Wysokogórskiego w Warszawie i uczestnikiem wielu wypraw w pasma górskie Azji, Ameryki Płd. i Ameryki Płn. Włada językiem angielskim, niemieckim i hiszpańskim.

Nowy członek zarządu Union Investment TFI

Z dniem 1 września 2011 r. Małgorzata Popielewska, dotychczas dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, weszła do zarządu Union Investment Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych SA. Jako nowy członek zarządu będzie odpowiedzialna za nadzór nad Działami Finansowym, Prawnym, Zarządzania Ryzykiem, Wyceny i Sprawozdawczości Funduszy Inwestycyjnych i Portfeli oraz Działem Administracji.

Małgorzata Popielewska jest związana z Union Investment TFI od początku istnienia firmy. Na swoim koncie ma wiele sukcesów, m.in. wprowadzenie na rynek niemal wszystkich funduszy zarządzanych przez towarzystwo, ich transformację w fundusze parasolowe, stworzenie produktów inwestycyjnych, takich jak PSO, IKE i PPE czy funduszy dedykowanych klientom instytucjonalnym towarzystwa. Jej zasługą jest także wdrożenie dyrektywy MIFID do procedur sprzedażowych oraz implementacja światowych standardów w zakresie prezentacji wyników zarządzania aktywami (GIPS).

Małgorzata Popielewska jest absolwentką kierunku Finanse i Bankowość na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. Swoją karierę na rynku kapitałowym rozpoczęła w 1995 r. w Wydziale Zarządzania Portfelem Biura Maklerskiego Banku BGŻ. W 1998 r. przeszła do Korona TFI, gdzie zajmowała się m.in. analizą finansową. Po przekształceniu Korona TFI w Union Investment TFI w 2000 r. Małgorzata Popielewska początkowo piastowała funkcję Dyrektora Nowych Produktów, a następnie Dyrektora Strategii i Rozwoju. Do jej obowiązków należało m.in. opracowywanie bieżącej i długoterminowej strategii biznesowej firmy, rozwój rozwiązań biznesowo-produktowych dla poszczególnych segmentów sprzedaży i nadzór nad jakością produktów inwestycyjnych.

Od 1 września 2011 r. zarząd Union Investment TFI liczy trzy osoby, a w jego skład niezmiennie wchodzi Małgorzata Góra (prezes) Zbigniew Jakubowski (wiceprezes) oraz nowo powołana Małgorzata Popielewska ( członek zarządu).

Spadają ceny mieszkań i marże kredytów

W II kwartale 2011 roku odnotowano wzrosty wartości i liczby udzielanych kredytów względem I kwartału, aczkolwiek w porównaniu do II kwartału 2010 roku, wartości te są nieznacznie niższe. Wzrosła podaż mieszkań na rynku co wpłynęło na spadek cen w największych miastach w Polsce.

Klienci starali się skorzystać z ostatniej szansy na realne skorzystanie z programu Rodzina na Swoim. Akcji kredytowej pomogły również banki obniżając marże.

Wyniki akcji kredytowej uzyskane w II kwartale 2011 roku, zarówno jeśli chodzi o liczbę – 62 197 kredytów, jak i wartość – 13,395 miliarda złotych, oznaczały wzrost w stosunku do wyników z I kwartału br. odpowiednio o 9,33% jeśli chodzi o wartość udzielonych kredytów oraz o 8,02 % gdy chodzi o liczbę udzielonych kredytów i oznaczają powrót do poziomu akcji kredytowej sprzed roku, w II i III kwartale roku 2010. Jednakże II kwartał bieżącego roku oznaczał nieznacznie niższe wartości. Odnotowany wzrost był w dużej mierze efektem systematycznie obniżanych przez banki marż kredytowych oraz innych opłat związanych z udzieleniem kredytu hipotecznego.

„W naszej ocenie wyniki II kwartału należy uznać za pozytywne. Należy wziąć pod uwagę, że otoczenie nie do końca sprzyjało kredytobiorcom i bankom. II kwartał upłynął pod znakiem wyższych wymagań banków w zakresie zdolności kredytowej, podyktowanych dostosowaniem do zapisów rekomendacji S – ich część zaczęła obowiązywać od 1 lipca – a także powściągliwości samych kredytobiorców. Ponadto w II kwartale toczyła się dyskusja na temat ograniczeń w programie Rodzina na Swoim. Ostatecznie realne możliwości skorzystania z niego wyczerpały się klika dni temu, ale wcześniejsze zapowiedzi wpłynęły na nienaturalne wzrosty na początku roku.” – mówi Jacek Furga, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, Wiceprezes Zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Utrzymuje się trend wzrostowy udziału kredytów w walucie krajowej. Na przestrzeni ostatnich 2 lat było to około 75-80% wszystkich udzielanych kredytów. Co jednak ciekawe patrząc całościowo, kredyty walutowe stanowią ponad 62% portfeli banków, a najpopularniejsze do niedawna denominowane we franku szwajcarskim 53%. W kolejnych miesiącach udział waluty krajowej będzie nadal rósł, nie bez wpływu na popularność złotówki pozostaje rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego i ostatnie wahania kursów walutowych.

„Prezentowane dzisiaj dane dotyczą II kwartału bieżącego roku. W tym okresie widzimy już skutki nowych regulacji takich jak rekomendacja S. Dane za miesiąc czerwiec były nawet jak na okres wakacyjny stosunkowo niskie. Kolejne miesiące według naszych szacunków również nie były zbyt optymistyczne. Mimo wszystko wydaje się, że zawirowania kursowe, te najgwałtowniejsze, są już za nami. Ponieważ dotyczą sezonu wakacyjnego nie powinny bardzo negatywnie wpłynąć na ostateczne wyniki akcji kredytowej. Tym bardziej, że od miesięcy złotówka dominuje jako waluta udzielanych kredytów. Widać niestety wyraźnie, że Polacy są zainteresowani i potrzebują programów wspierających możliwości remontu, budowy i zakupu mieszkań, podobnych do Rodziny na Swoim. To bardzo ważny temat, który powinien zostać długofalowo rozwiązany.” – podkreśla Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Zdecydowanie gorzej w porównaniu z wynikami za analogiczny okres w roku 2010 wypada aktywność na rynku budownictwa mieszkaniowego. W okresie od stycznia do czerwca 2011 roku rozpoczęto budowę 80 010 mieszkań, czyli o 1,3% mniej niż w analogicznym okresie roku 2010. Kontynuowany jest trend dominacji inwestorów indywidualnych, którzy rozpoczęli 48 508 nowych mieszkań, czyli o 7,4 % więcej w stosunku do roku 2010 a sektor deweloperski z liczbą 28 529 rozpoczętych mieszkań, osiągnął wynik o 9,3% niższy niż w roku 2010.

II kwartał 2011 roku przyniósł kolejny, spadek średnich cen (od 50 do 150 złotych za 1 m2 powierzchni) na większości największych rynków mieszkaniowych. Największy spadek notowano w Warszawie i Poznaniu. Minimalne wzrosty średniej ceny notowano jedynie we Wrocławiu, aglomeracji katowickiej i Gdańsku. W drugim kwartale bieżącego najwyższą spośród badanych miast średnią cenę transakcyjną za metr kwadratowy mieszkania odnotowano w Warszawie – 7 826 PLN, zaś najniższą w aglomeracji katowickiej – 3 432 PLN.

Do spadku cen mieszkań przyczynił się głównie wzrost podaży nowych mieszkań obserwowany od połowy roku 2010. Wzrost podaży mieszkań wynikał zarówno ze wzrostu liczby nowo rozpoczynanych inwestycji oraz wznowienia tych, które zostały zawieszone w poprzednich latach z powodu kryzysu subprime. Oznacza to również że w perspektywie kilku miesięcy nie grozi nam wzrost cen mieszkań. Nadchodzące ze świata sygnały o kolejnej fali kryzysu gospodarczego, wygaszanie programu Rodzina na Swoim oraz wejście w życie nowych regulacji ostrożnościowych mogą skutkować zmniejszeniem liczby potencjalnych nabywców mieszkań i konsekwentnie – mniejszym popytem na kredyty hipoteczne.

Nowy dyrektor marketingu i sprzedaży w Nazwa.pl

Nazwa.pl, jeden z polskich liderów w rejestracji domen i hostingu ma nowego dyrektora Działu Marketingu i Sprzedaży. Jest nim Krzysztof Jagliński, dotychczas związany z ING Bankiem Śląskim.

Wcześniej Jagliński był związany między innymi z MySpace i Onet.pl. Prawie dekadę temu stał już na czele działu marketingu nazwa.pl, obecna współpraca jest więc powrotem do źródeł.

Stanowisko Dyrektora Marketingu i Sprzedaży jest nowe w strukturze firmy, powstało w skutek zmiany strategii zarządzania – mówi Tomasz Żyła – prezes zarządu nazwa.pl. Cieszę się, że obejmie je właśnie Krzysztof, który z jednej strony miał już okazję poznać firmę a z drugiej – zdobył wiele cennych doświadczeń, dzięki którym z pewnością wniesie powiew świeżości.

Krzysztof Jagliński jest odpowiedzialny za przygotowanie i wdrożenie nowej strategii marketingowej i sprzedaży, a także wprowadzenie na rynek nowych, innowacyjnych produktów.

Warszawski Nowy Świat znalazł się w gronie najdroższych ulic świata

Polska zajęła 41. miejsce w rankingu najdroższych ulic handlowych świata przygotowywanym corocznie przez firmę doradczą Cushman & Wakefield. Na warszawskim Nowym Świecie za wynajem powierzchni handlowej trzeba zapłacić ok. 16 razy mniej niż na Piątej Alei w Nowym Jorku.

Najwięcej na świecie trzeba zapłacić za wynajem lokalu na nowojorskiej Piątej Alei. Czynsz wynosi tam 1.392 EUR/mkw./miesiąc. Drugie miejsce w rankingu zajęła Causeway Bay w Hongkongu, a trzecie Ginza w Japonii. Dzięki zakończonemu właśnie procesowi renowacji ulica Pitt Street Mall w Sydney przeskoczyła z miejsca 9. na czwartą pozycję. Najdroższe w Europie są paryskie Pola Elizejskie (613 EUR/mkw./miesiąc), które zamykają pierwszą piątkę rankingu.

Warszawski Nowy Świat ze stawką 85 EUR/mkw./miesiąc zajął 41. miejsce na świecie. Natomiast w zestawieniu 10 najdroższych ulic w Polsce ulica ta zajęła miejsce 1. Na drugiej pozycji znajduje się ul. Floriańska w Krakowie (79 EUR/mkw./miesiąc). Ulica Chmielna w Warszawie uplasowała się na miejscu 3. Pierwszą dziesiątkę w krajowym rankingu zamyka aleja Niepodległości w Szczecinie, gdzie trzeba zapłacić 33 EUR/mkw./miesiąc.

„Nowy Świat pozostaje najdroższą ulicą w Polsce. Ulica powoli przyciąga najemców z sektora dóbr luksusowych, szczególnie jej odcinek od pl. Trzech Krzyży do Al. Jerozolimskich. W ostatnim czasie w miejsce dominujących do niedawna lokali gastronomicznych zaczęło przybywać najemców handlowych” – uważa Katarzyna Michnikowska, starszy analityk z Cushman & Wakefield, firmy doradczej, która przygotowała raport „Najdroższe ulice handlowe świata”.

Wzrosty czynszów to tendencja ogólnoświatowa. W niemal dwóch trzecich krajów objętych badaniem trzeba płacić więcej niż przed rokiem. Najszybciej idą w górę stawki w Ameryce Łacińskiej i Azji. Na nowojorskiej Piątej Alei wzrosły o 21,6% w porównaniu do 2010 r. Tempo wzrostu czynszów w całej Europie było zdecydowanie słabsze (1,9%). Jednak w porównaniu do spadków odnotowanych w zeszłym roku (4,2%) można mówić o poprawie sytuacji.

W Polsce wzrosły stawki za wynajem nieruchomości handlowych w najlepszych lokalizacjach. Nowy Świat w Warszawie i Floriańska w Krakowie podrożały odpowiednio o 2,4% i 2,6%. Według danych Cushman & Wakefield więcej płacić muszą też najemcy na szczecińskiej alei Niepodległości. Pozostałe lokalizacje zaliczane do dziesięciu najdroższych ulic w Polsce odnotowały spadki. Należy do nich m.in. ulica Świdnicka we Wrocławiu czy 3 Maja w Katowicach.

„Poziom siły nabywczej statystycznego Polaka wynosi zaledwie ok. 40% średniej europejskiej. Niewielka oferta sklepów „z wyższej półki cenowej” w centrach miast, sprawia, że po towary luksusowe najbogatsi Polacy wciąż wybierają się na ulice Paryża czy Londynu, a nie Warszawy czy Krakowa. Powoli zwiększa się jednak liczba marek luksusowych, które zaczynają tworzyć mikrolokalizacje handlowe” – mówi Katarzyna Michnikowska.

Firma Cushman & Wakefield bada stawki za wynajem powierzchni przy głównych ulicach handlowych już od 26 lat. Porównuje ona czynsze w najważniejszych 278 lokalizacjach handlowych w 63 krajach.

Kryzys finansowy dotyka nawet marzycieli

Badanie realizowane przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych na zlecenie BNP Paribas Banku zostało przeprowadzone pod koniec sierpnia br. Bank po raz drugi poprosił polskich internautów o odpowiedź na pytanie, jakie plany lub marzenia życiowe są im najbliższe. Porównując dwie edycje badania, można stwierdzić, że potrzeby Polaków się nie zmieniają. Trzy najczęściej wymieniane obecnie plany Polaków to nadal remont mieszkania, podróże i zakup samochodu. Zmieniła się za to kolejność wskazywania osobistych planów.

W pierwszej edycji badania przeprowadzanej wiosną tego roku, najpopularniejszymi wskazaniami były: zakup samochodu, remont mieszkania lub domu oraz podróże.

Styl realizacji osobistych planów również nie uległ zmianie. Nadal ponad połowa respondentów określa siebie jako osoby mające wiele planów, ale realizujące tylko niektóre z nich (53 proc.). Blisko co piąty respondent (19 proc.) deklarował, że konsekwentnie realizuje wszystkie swoje plany. Niewiele mniej osób (17 proc.) stwierdziło, że stara się raczej nie robić planów, bo ich nie realizują – wolą działać spontanicznie.

Blisko 40 proc. badanych (o 10 p.p. więcej niż w pierwszej edycji badania) deklaruje gotowość skorzystania z kredytu, gdyby miało to ułatwić realizację ważnego planu życiowego. Jednocześnie jedna czwarta internautów uważa, że banki obecnie mniej chętnie udzielają kredytów z powodu niestabilnej sytuacji ekonomicznej. W opinii 22 proc. badanych kredyty w bankach są obecnie łatwo dostępne. Zainteresowanie klientów banków pożyczkami i kredytami gotówkowymi nie słabnie, dlatego instytucje finansowe wprowadzają promocje i uatrakcyjniają produkty, aby przyciągnąć klientów. Przykładem może być kredyt gotówkowy „Zrealizuj swój plan” z oprocentowaniem 9,9 proc., który BNP Paribas proponuje klientom od 25 sierpnia br. Porównywarka finansowa Comperia.pl wskazuje go jako najkorzystniejszą ofertę na rynku (według porównania z dnia 31 sierpnia br.).

Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej 28 proc. internautów deklarowało, że rozpoczyna realizację planów i nie obawia się kryzysu ani ekonomicznych zawirowań. Taki wynik może świadczyć o niesłabnącym optymizmie i wierze we własne możliwości. Deklarujący taką postawę mogą także nie doceniać potencjalnego ryzyka. Mniejszą grupę stanowią osoby, które musiały odłożyć realizację planów na stabilniejsze czasy (17 proc.). Co dziesiąty internauta zadeklarował, że czeka z rozpoczęciem realizacji planów, aż „wszystko się uspokoi”.

– Sierpniowa edycja badania marzeń i planów życiowych Polaków mocno pokazuje więc, że słowa takie jak „kryzys”, „spowolnienie gospodarcze” czy wręcz „recesja” obecnie pozostają jedynie w sferze spekulacji medialnych i rynkowych – mówi Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Banku – Sądząc po wynikach badania, nie widać by – pod wpływem obaw o sytuację polskiej czy wręcz światowej gospodarki – konsumenci znacząco weryfikowali swoje cele życiowe. Wprost przeciwnie, na czele priorytetów wciąż utrzymują się większe wydatki, co zdecydowanie nie wskazuje na to by wzrosła skłonność do przezornościowego zaciskania pasa. Jednocześnie, widać rosnącą skłonność do finansowania swych planów wydatkowych za pomocą kredytu. Tak więc również tutaj widzimy zachowania, które zwykle mają miejsce, gdy gospodarstwa domowe postrzegają swoją sytuację finansową co najmniej jako stabilną – dodaje Marcin Mróz.

Druga edycja badania pokazała, jak zmieniają się priorytety rodaków od czasu edycji wiosennej. W najnowszym badaniu respondenci na pierwszym miejscu wskazali remont mieszkania lub domu (47 proc. wszystkich badanych internautów, poprzednio 28 proc.) jako najistotniejszy obszar realizacji planów.

Na drugie miejsce awansowała kategoria podróże (44 proc. wskazań, poprzednio 24 proc.). Wskazań w tej kategorii częściej dokonywały kobiety niż mężczyźni. Popularność podróży wyraźnie zaznaczała się wśród osób z wykształceniem wyższym, mieszkających w dużych miastach (100-500 tys. mieszkańców). Wśród celów podróży najczęściej wymieniano kraje Ameryki Północnej, Hiszpanię, ogólnie Europę oraz Włochy.

Spadek na trzecie miejsce odnotowała kategoria zakup samochodu (obecnie 40 proc. wskazań, poprzednio 38 proc.). Tak jak w poprzednim badaniu mężczyźni zdecydowanie częściej niż kobiety wskazywali tę kategorię jako istotną (46 proc. w stosunku do poprzednich 34 proc.). Co ciekawe, zakup nowego auta częściej wskazywali mieszkańcy wsi (48 proc.) niż największych miast (28 proc.), co może świadczyć o poprawie sytuacji finansowej na wsi.

Badanie BNP Paribas Banku wskazuje na podział na marzenia bardziej „męskie” (samochód, sprzęt AGD itp.) oraz „kobiece” (podróże, pobyt w kurorcie wypoczynkowym SPA, zakup nowych mebli, organizacja przyjęcia, nauka czy zabiegi medycyny estetycznej). Marzenia „męskie” wiążą się częściej z zastosowaniem praktycznym i chęcią posiadania, a „kobiece” raczej z chęcią doświadczania nowych wrażeń.

Warto także zauważyć, że plany i marzenia Polaków są odzwierciedleniem stopnia rozwoju naszego społeczeństwa. Ciągle jesteśmy w fazie gromadzenia kapitału i dlatego konsumpcja i posiadanie dóbr są wciąż kluczowym elementem marzeń internautów. – Można jednak zaobserwować pewną zmianę. Najmłodsze pokolenie respondentów wypowiadających się w badaniu stara się zadbać o równowagę w swoim życiu – mówi dr Krzysztof Pierścieniak, ekspert w zakresie efektywności osobistej z Katedry Edukacji Ustawicznej i Andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim – Chociaż nadal jednymi z najbardziej pożądanych dóbr są te, które stanowią zewnętrzne wskaźniki statusu (posiadanie domu, mieszkania, samochodu, tabletu, czy nowoczesnego sprzętu RTV) i na zakup tych dóbr zdaniem respondentów banki chętnie udzielają kredytów, to przynajmniej część respondentów swoje plany wiąże z rozwojem osobistym. Dla 16 proc. odpowiadających priorytetowym marzeniem były różnego rodzaju kursy – tłumaczy dr Pierścieniak.

– Na razie nie widać, by polscy konsumenci żyli w strachu przed kryzysem. Powyższe zachowania Polaków nie są specjalnie zaskakujące. Doświadczenia przeszłości pokazują bowiem, że znacząca weryfikacja postaw konsumentów ma miejsce dopiero wtedy gdy efekty kryzysu stają się namacalne. A wziąwszy pod uwagę że na razie polska gospodarka ma się całkiem dobrze (na co wskazuje choćby 4,3-procentowa dynamika PKB za 2 kwartał tego roku) do znaczących zmian w planach i marzeniach konsumentów może być wciąż daleko – podsumowuje Marcin Mróz.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI Real Time Sampling w dniach 23.08 – 25.08.2011 w ramach GO96! – Omnibus online. Próbę dobrano metodą losowo-kwotową spośród użytkowników witryn internetowych korzystających z bezpłatnej wersji systemu stat24 lub bezpłatnego audytu site-centric stat.pl/PBI. Badaniem objęto grupę 1000 osób w wieku 15 i więcej lat.

Przeprowadzone badanie miało charakter półotwarty – oprócz predefiniowanych odpowiedzi, respondenci mogli udzielić odpowiedzi spontanicznej, oraz doprecyzować wybrane opcje z odpowiedzi zamkniętych. Każdy mógł wskazać/wymienić max. 3 plany/marzenia.

Przychody największych firm w Europie Środkowej wzrosły o 88 mld euro

Przychody największych firm w Europie Środkowej w 2010 r. wzrosły o 17%. Jednak pomimo dynamicznego rozwoju, przedsiębiorstwa nie osiągnęły jeszcze poziomu obrotów sprzed kryzysu. Najlepiej w czasach niepewności poradziła sobie branża energetyczna i surowcowa, ale najbardziej obiecujące perspektywy rysują się przed sektorem farmaceutycznym i ochrony zdrowia, a także dóbr konsumpcyjnych. Jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed przedsiębiorstwami w regionie, także w Polsce, będzie znalezienie długoterminowych źródeł przewagi konkurencyjnej – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte w 19 krajach Europy Środkowej wynika, że w 2010 r. największe wzrosty przychodów (23% w euro, i 17% w walucie lokalnej) zanotował sektor wyrobów przemysłowych (obejmujący firmy metalurgiczne, chemiczne czy maszynowe). Jest to bardzo dobry wynik, mając na uwadze, że rok wcześniej przychody spółek z tej branży spadły średnio o ponad 5% w walucie lokalnej oraz o ponad 20% w euro. Wzrost, w analizowanym okresie, był możliwy dzięki poprawie koniunktury na rynku surowców, ogólnemu ożywieniu gospodarczemu oraz, w mniejszym stopniu, wzrostowi eksportu napędzanego popytem niemieckiej gospodarki.

„Należy pamiętać, iż poprawa w branży wyrobów przemysłowych była przede wszystkim wynikiem wyższych cen surowców. Wielkość sprzedaży również uległa powiększeniu, ale to rosnące ceny metali, a w przypadku branży energetycznej – rosnące ceny ropy, były istotnym czynnikiem determinującym wzrosty przychodów firm w regionie.” – tłumaczy Tomasz Ochrymowicz, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

We wszystkich krajach Europy Środkowej rok 2010 był okresem odrabiania spadków. Najlepsze wyniki uzyskały spółki z Ukrainy, Serbii i Polski. Gorsze rezultaty osiągnięto w niektórych krajach bałkańskich – Bułgarii, Bośni i Hercegowinie czy Chorwacji. W pierwszym kwartale 2011 r. dynamika przychodów uległa dalszemu zwiększeniu. Polskie i ukraińskie spółki pozostały w gronie rosnących najdynamiczniej. Dołączyły do nich spółki litewskie oraz firmy z dwóch krajów strefy euro – Słowenii i Słowacji.

Od 2007 r., kiedy Deloitte wykonał pierwszą analizę dużych firm regionu, polskie spółki stanowią największą narodową grupę spośród wszystkich badanych krajów. W porównaniu do wyników zeszłorocznego badania, liczba przedsiębiorstw z naszego kraju spadła ze 180 do 173. Powodem tego były przede wszystkim zmiany strukturalne i konsolidacje podmiotów, zwłaszcza w Grupie PGE oraz Tauron. Od czasu pierwszego badania w grupie największych firm w regionie sukcesywnie wzrasta także pozycja przedsiębiorstw z Czech. Ich liczba w ostatnim roku zwiększyła się o 7, co jest odzwierciedleniem silnego udziału sektora wyrobów przemysłowych. Branża ta, mimo wzrastających kosztów, nadal wydaje się być konkurencyjna w stosunku do firm zachodnich, w mniejszym stopniu pozostaje bowiem uzależniona od cen surowców, a bardziej od rozwiązań technicznych i innowacji.

Od kilku lat stabilny wzrost wyników obserwowany jest w sektorze farmaceutycznym i ochrony zdrowia oraz dóbr konsumpcyjnych. Przychody dla pierwszej z tych branż wzrastały średnio o 6% w walucie lokalnej i 8% w euro w 2010 r. Dla drugiego z wyżej wymienionych sektorów wyniki rosły średnio w tempie 3% i 8%. Eksperci firmy doradczej Deloitte oceniają, że w następnym roku, pomimo niepewności na rynkach, trend wzrostowy powinien się utrzymać.

„Największe spółki regionu nie odrobiły jeszcze zeszłorocznych spadków przychodów i nie wróciły do poziomu z 2008 r., a więc sprzed kryzysu. W dłuższej perspektywie przedsiębiorstwa w Europie Środkowej napotykają na poważną barierę wzrostu. Historycznie, najlepsze wyniki osiągnięto w latach 2005-2007, kiedy suma przychodów największych firm w regionie wzrosła o 37%. W najbliższych latach nie jest już możliwy równie dynamiczny rozwój. Teraz najważniejszym zadaniem stojącym przed firmami, także w Polsce, jest budowa długoterminowej koncepcji wzrostu przewagi konkurencyjnej. W celu dalszego rozwoju przedsiębiorstwa muszą postawić na innowacyjność i poprawę efektywności wewnętrznej.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz z Deloitte.

Informacja prasowa dotyczy wstępnych wyników rankingu CE Top 500 – zestawienia 500 największych i najszybciej rozwijających się firm regionu Europy Środkowej i Wschodniej wraz z szczegółową analizą i komentarzami ekspertów.

depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość

<a title=depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" title="depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" />

Każdy pracownik marzy o urlopie i czeka na niego przez cały rok. Jednak „powrót do rzeczywistości”, czyli koniec wakacji i ponowne pojawienie się w pracy, może być bardzo nieprzyjemny.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez specjalistów z amerykańskiego Uniwersytetu Stanu Waszyngton, przeciętna wydajność pracownika przez pierwszy tydzień po powrocie z urlopu wynosi jedynie 40% efektywności pracy sprzed wakacji. Zdarza się, że brakuje nam energii, bywamy rozdrażnieni i rozleniwieni, wszystko odkładamy „na później” i nie możemy się na niczym skupić. Co ważne, zły nastrój towarzyszy nam nie tylko w pracy. Nawet w domu możemy być wiecznie zmęczeni, w dodatku miewamy problemy ze snem. Takie objawy psycholodzy pracy określają terminem „stresu-nerwicy/”>depresji pourlopowej”. Podobne symptomy – ale w o wiele mniejszym natężeniu – występują również po weekendzie, kiedy wiele osób dotyka „poniedziałkowa chandra”.

Powakacyjny zły nastrój trwa zazwyczaj kilka dni (przeważnie 3-7 dni) i po tym czasie mija sam. Niekiedy zdarza się jednak, że pogorszenie samopoczucia utrzymuje się przez kilka tygodni. Jeżeli w dodatku pojawiają się u nas takie objawy, jak wybuchy agresji czy nadmierna płaczliwość, warto poszukać pomocy u specjalisty. Połączenie pourlopowej chandry z innymi stresującymi czynnikami w pracy czy chronicznym zmęczeniem, które niekiedy ciężko wyplenić nawet w ciągu dwóch tygodni wolnego, może bowiem prowadzić do rozwoju klinicznej postaci depresji.

Duży wpływ na takie samopoczucie ma chroniczne zmęczenie. W skrócie – pracujemy za długo, a odpoczywamy za krótko. Standardowe 14 dni urlopu to zdecydowanie za mało, aby organizm mógł w pełni zregenerować się po ciężkim roku pracy. Psycholodzy pracy podkreślają, że przez pierwszy tydzień wolnego zapracowany człowiek czuje się czasem jak na odwyku. Brak pośpiechu, obowiązków zawodowych i stresu mogą niekiedy prowadzić nawet do syndromu „odstawienia”. Taki stan najczęściej mija po 7 dniach. Dopiero w następnym tygodniu organizm przyzwyczaja się do nowej sytuacji, a człowiek zaczyna się w pełni relaksować i cieszyć z urlopu. Jednak aby taka regeneracja i odpoczynek były stuprocentowe, potrzebny byłby jeszcze kolejny tydzień odpoczynku.