Z pracą jakoś to będzie – optymizm czy lekkomyślność Polskich pracowników?

Zmiany w strukturach firm są głównym powodem utraty pracy wśród Polaków – wynika z czwartej fali sondażu opinii pracowników Monitor Rynku Pracy zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad. Co czwarty badany liczy się z możliwością utraty zatrudnienia, jednocześnie nadal plasujemy się w grupie narodów otwartych na zawodowe zmiany i wysoko oceniamy swoje szanse znalezienia nowego pracodawcy w razie takiej konieczności. Nie wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z wpływu rosnącego udziału osób nieaktywnych zawodowo na całość społeczeństwa.

Spadła intensywność rotacji na polskim rynku pracy

Wyniki międzynarodowego sondażu Instytutu Badawczego Randstad „Monitor Rynku Pracy” pokazują, że w porównaniu do poprzedniego kwartału wyraźnie spadła liczba polskich respondentów, którzy zmienili pracę w okresie poprzedzających sześciu miesięcy – odsetek respondentów zgłaszających zmianę zatrudnienia zmalał o prawie 6 punktów procentowych (21,2% V/11 vs. 27,1% II/11).

Również w skali wszystkich badanych krajów dynamika rotacji zmalała, jednak zmiana ta była zdecydowanie bardziej łagodna. Obecnie we wszystkich badanych krajach odsetek osób, które zmieniły pracę w okresie ostatnich 6 miesięcy wyniósł 18,2%.

Wraz z rotacją na rynku pracy zmalał indeks mobilności* Polaków wynosząc 108 (wobec 117 w poprzednim badaniu II/2011).

Jak tłumaczy Agnieszka Bulik, Członek Zarządu Randstad: „Obserwowane w odpowiedziach respondentów zmniejszenie rotacji pracowniczej ma związek z okresem, do którego odpowiadający się odnosili obejmującym również sezon zimowy, charakteryzujący się w naszym kraju zmniejszeniem liczby ofert pracy i wzrostem bezrobocia. Sezonowe zwiększenie liczby ofert zatrudnienia jakie odczuwamy obecnie wskazuje, że możemy spodziewać się powrotu do zwiększonej rotacji w kolejnym badaniu.”

Zmiana pracy zależna do woli pracodawcy?

Niemal co trzecia osoba odpowiadająca w badaniu przyznała, że czynnikiem decydującym o zmianie pracy było poszukiwanie lepszych warunków zatrudnienia (32%). Jednak, podobnie jak w poprzedniej edycji badania, nieznacznie większa, ale zarazem największa grupa osób wskazała, że powodem zmiany pracy były zmiany związane z reorganizacją struktury poprzedniego pracodawcy. Agnieszka Bulik wyjaśnia: „Wyniki naszego badania już po raz kolejny pokazują, że dla dużej grupy Polaków fakt zmieniania pracy nie koniecznie wynika z osobistych ambicji pracownika, czy dążenia do rozwoju zawodowego, ale z przyczyn leżących po stronie pracodawcy, takich jak reorganizacja struktury.”

Niemal bez zmian wobec wyników poprzedniego badania 16% polskich respondentów deklaruje, że aktywnie poszukuje pracy. Odsetek ten jest w Polsce wyższy niż w całej grupie badanych krajów, gdzie od kilku edycji badania utrzymuje się na stałym poziomie 11%. W krajach tzw. ‘starej piętnastki’ jest on jeszcze niższy – w Niemczech jedynie 6% respondentów przyznało, że aktywnie poszukuje pracy, a we Francji i Holandii wskaźnik ten wyniósł 9%. Charakterystyczne dla wszystkich badanych krajów jest, że niezależnie od liczby aktywnie poszukujących zatrudnienia, ok. 7 na 10 pytanych deklaruje, że poszukuje nowego zatrudnienia w sposób bierny – nie wyklucza zmiany pracy w przypadku pojawiania się interesującej oferty.

Praca utracona – praca znaleziona, czyli jakoś to będzie?

Podobnie jak w poprzednim badaniu, po okresie zimowym na relatywnie wysokim poziomie utrzymują się obawy polskich pracowników w odniesieniu do ryzyka utraty pracy w nadchodzącym okresie – co czwarta pytana osoba zdeklarowała, że ryzyko takie ocenia umiarkowanie (24%), a co dziesiąta, że wysoko (10%). W odniesieniu do wszystkich badanych krajów nie są to wyniki bardzo znacząco odbiegające od średniej, która wynosi odpowiednio 20% i 7%. W porównaniu do poprzedniego okresu wyraźnie spadły jednak obawy utraty pracy wśród respondentów z Niemiec (odpowiednio 3% i 12% V/11 vs. 6% i 17% w II/11). Zdaniem Agnieszki Bulik: „Wzmożone poczucie bezpieczeństwa Niemców w odniesieniu do zajmowanych stanowisk może mieć związek z faktem, że pomimo otwarcia niemieckiego rynku pracy od 1 maja br. nie miała miejsca – przynajmniej na razie – spodziewana fala emigracji zarobkowej z Polski, która mogłaby zagrozić stabilności ich zatrudnienia”

Pomimo często dostrzeganego ryzyka utraty pracy i dużej zależności zatrudnienia od czynników zewnętrznych wobec woli pracownika, polscy respondenci utrzymują wysoki optymizm w ocenie szans w znalezieniu nowego pracodawcy. Jak zaznacza Agnieszka Bulik: „W przypadku zaistnienia konieczności poszukiwania nowej pracy, aż 3 na 4 respondentów ocenia, że znajdzie jakąkolwiek inną pracę, a 2 na 3 jest przekonanych, że uda im się znaleźć zatrudnienie na podobnym poziomie, co utracona praca. W większości badanych krajów wyniki te są widocznie niższe. Pozostaje pytaniem czy Polacy mają tak duże zaufanie do poprawiającej się kondycji rynku pracy czy starają się nie dostrzegać nadal obecnych trudności i wysokiego poziomu bezrobocia. Interesujące jest też, że pomimo tak dużego przekonania o możliwości znalezienia pracy, nadal znacząca liczba Polaków pozostaje bierna na rynku pracy.”

Zmiany demograficzne i potrzeby rynku pracy, a działania pracowników

We wszystkich obserwowanych krajach co najmniej 1/3 badanych przyznaje, że ich pracodawca ma obecnie trudności w zatrudnieniu wystarczającej liczby wykwalifikowanych specjalistów. W Polsce odsetek ten wynosi 37%. Zaskakująco duży odsetek badanych we wszystkich krajach spodziewa się, że w przyszłości więcej osób będzie podejmowało zatrudnienie poza granicami swojego kraju. W Grecji (93%), Hiszpanii (87%) i na Węgrzech (85%) odsetek ten jest największy. W Polsce był również relatywnie wysoki i wyniósł 79%.

Aż 42% polskich respondentów badania stwierdziło, że zmiany demograficzne zachodzące na rynku pracy nie będą miały wpływu na ich karierę zawodową. Świadomych takiego wpływu jest 57% badanych i jest to grupa liczniejsza, niż w większości obserwowanych krajów europejskich.

Jak komentuje te wyniki Maura Merson, ekspertka Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych: „Co prawda rezultaty badania Randstad pokazują, że respondenci w naszym kraju, częściej niż inne narody europejskie są świadomi wpływu sytuacji demograficznej na rynek pracy, jednak niezależnie od tego faktu, wpływ zmian demograficznych na karierę zawodową oceniliśmy zadziwiająco nisko. Nisko, pomimo potrzeb, jakie widzi polski rząd i pomimo konieczności zwiększenia wskaźnika zatrudnienia osób po 55 roku życia, jak i osób przed 25 rokiem życia, określonych wyraźnie w kontekście zagrożenia w strategii Polska 2030 – dokumencie opublikowanym przez zespół doradców premiera, któremu przewodniczy minister Michał Boni.

W strategii Polska 2030 szacunki wskazują na to, że dzisiejsi pracownicy o niskim stażu pracy do roku 2030 będą musieli w toku przyszłej kariery zawodowej zarobić na wsparcie dla znacznie większej grupy emerytów i rencistów – przynajmniej 1,5 razy większej, niż jest to udziałem pracujących obecnie. By utrzymać obecne wskaźniki należałoby zwiększyć wiek emerytalny, zwiększyć liczbę osób pracujących i znacznie zwiększyć wskaźnik aktywności zawodowej w Polsce – celem jest osiągnięcie 75% . Dodatkowo konieczne są działania na rzecz matek nieaktywnych zawodowo oraz osób pozostających bez doświadczenia na rynku pracy. Odpowiedzi Polskich respondentów w żadnym aspekcie nie wskazują na świadomość powyższych zagrożeń.”

Badanie “Monitor Rynku Pracy” Randstad
Monitor Rynku Pracy jest kwartalnym badaniem realizowanym już w 29 krajach Europy, Azji, Australii i obu Ameryk (kraje biorące udział w badaniu: Holandia, Francja, Niemcy, Luksemburg, Belgia, Dania, Wielka Brytania, Włochy, Norwegia, Szwecja, Szwajcaria, Grecja, Polska, Węgry, Czechy, Słowacja, Turcja, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Kanada, Meksyk, Chiny, Argentyna, Indie, Japonia, Singapur, Chile).
Badanie po raz pierwszy przeprowadzono na początku 2010 roku.
„Monitor Rynku Pracy” jest realizowany poprzez ankiety wypełniane on-line w grupie respondentów w wieku od 18 do 64 lat, pracujących minimum 24 godziny w tygodniu (z wykluczeniem osób samozatrudnionych).
Dobór prób dla badanych populacji jest przeprowadzany przez międzynarodowy instytut Survey Sampling International. Próba w Polsce wynosi 405 respondentów (w całym badaniu wzięło udział w tej fali 13.565 osób). Bieżące badanie zostało zrealizowane w okresie 2-13 maja 2011 r.

*Integralną częścią badania Monitor Rynku Pracy jest stworzony „Indeks mobilności”, odzwierciedlający przewidywania pracowników co do prawdopodobieństwa zatrudnienia u innego pracodawcy w kolejnych 6 miesiącach (zarówno w przypadku podjęcia podobnej, jak i zupełnie innej pracy). Punktem startowym dla obliczeń indeksu jest agregacja odpowiedzi wszystkich respondentów badania w jego pierwszej edycji międzynarodowej (03/2010), stanowiąca wyjściowy poziom 100 punktów.

Randstad Sp. z o.o. (część holenderskiego Randstad Holding nv) jest wiodącą na polskim rynku agencją doradztwa personalnego i pracy tymczasowej oferującą rozwiązania w zakresie:
• doboru i zatrudnienia personelu tymczasowego, w tym także rekrutacji i zarządzania dużymi grupami pracowników tymczasowych w siedzibie Klienta (inhouse service),
• rekrutacji pracowników stałych, w tym specjalistów z dziedziny finansów, informatyki, produkcji i łańcucha dostaw,
• długoterminowego zatrudnienia zewnętrznego pracowników poprzez oddelegowanie ich do pracy w siedzibie Klienta, zachowującego kontrolę nad personelem,
• Assessment i Development Center oraz projektów outplacementowych,
• administracji wynagrodzeniami oraz dokumentacją kadrową.

Adam Kuszyk nowym dyrektorem finansowym Grupy ADV

Od 1 sierpnia 2011 roku funkcję dyrektora finansowego Grupy ADV – działającej w obszarze komunikacji cyfrowej, innowacyjnych technologii oraz e-commerce – objął Adam Kuszyk.

Nowy dyrektor finansowy Grupy ADV będzie zajmował się sprawozdawczością finansową i menadżerską, optymalizacją kosztów i maksymalizacją rentowności, a przez to wartości. Do obowiązków Adama Kuszyka należeć będzie również zapewnienie płynności i koordynacja działań związanych z funkcjonowaniem spółek z Grupy na rynkach kapitałowych.

Adam Kuszyk od 10 lat piastuje stanowiska menadżerskie zarówno w firmach z polskim, jak i zagranicznym kapitałem. Podczas wieloletniej kariery zawodowej zdobywał doświadczenie w spółkach z branży: FMCG, produkcyjnej czy doradztwa finansowego. Ponadto, nowy dyrektor finansowy Grupy ADV pełnił dotychczas funkcje menedżerskie w podmiotach z sektora nowych technologii oraz mediów.

„W związku z bardzo dynamicznym i zdywersyfikowanym rozwojem, konieczne było pozyskanie osoby doświadczonej, ale jednocześnie bardzo wszechstronnej, znającej specyfikę branży. Jestem przekonany, że Adam Kuszyk wiele spraw uporządkuje i zapewni odpowiednie zaplecze do dalszego szybkiego wzrostu Grupy, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej rentowności” – powiedział Konrad Pankiewicz, wiceprezes Grupa ADV S.A.

Adam Kuszyk był między innymi dyrektorem finansowym w takich firmach, jak: Grupa kapitałowa ROLMEX S.A. (2009-2011), GEN-BUD S.A. (2008-2009), CR Media S.A. (2006-2007). Doświadczenie zdobywał również m.in. jako Menedżer w spółce doradztwa finansowego BDO Numerica S.A. (2008) oraz Dyrektor Audytu Wewnętrznego i Kontroler Biznesowy w Grupie Kapitałowej Agora S.A. (2003-2005), swoją karierę zawodową zaczynał w Deloitte (1997-2002), przechodząc od stanowiska asystenta do superwizora.

Adam Kuszyk ukończył studia menadżerskie w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz Zarządzanie i Marketing (specjalność: kontroling) na Uniwersytecie Łódzkim, jest biegłym rewidentem i certyfikowanym audytorem wewnętrznym (CIA), w trakcie uzyskiwania uprawnień ACCA.

15 tysięcy Polaków wyjechało do pracy w Niemczech

Tylko w maju bieżącego roku niemal 7 tysięcy Polaków wyjechało do pracy do Niemiec. W ciągu ostatnich trzech miesięcy, na podobny ruch zdecydowało się 15 tysięcy Polaków – wynika z pierwszych danych Niemieckiego Instytutu Badań Nad Rynkiem Pracy (IAB). Najnowsze dane potwierdzają wstępne prognozy polskiego Ministerstwa Pracy, jednak możliwości przyjmowania polskich pracowników na niemieckim rynku pracy nie zostały jeszcze w pełni wykorzystane.

Od 1 maja 2011 roku zostały otwarte niemieckie, austriackie i szwajcarskie rynki pracy. Po siedmiu latach oczekiwań Polacy otrzymali pełen dostęp do stanowisk pracy za zachodnią granicą. Z prognoz Ministra Pracy Jolanty Fedak wynikało, że spodziewana liczba Polaków, którzy skorzystają z emigracji zarobkowej sięgnie nawet 400 tysięcy w ciągu 4 lat.

W pierwszym miesiącu, po pełnym wprowadzeniu nieograniczonej swobody w podejmowaniu pracy na rynku Niemieckim, pojawiło się niemal 7 tysięcy zarejestrowanych nowych pracowników z Polski. Dane czerwcowe wskazują jednak na wyhamowanie dynamiki przyjazdów emigrantów zarobkowych. Do naszych zachodnich sąsiadów w kolejnym miesiącu przyjechało 4000 pracowników.

Dane prezentowane na okres Lipca stanowią wyniki prognozowane, które powstają na podstawie wyników cząstkowych i obserwowanych tendencji na rynku pracy. Prognozy te wskazują, że do Niemiec przybędzie z Polski ok. 5 tysięcy nowych pracowników. Wzrost z miesiąca na miesiąc w znacznym stopniu jest spowodowany pracami sezonowymi, które co roku przyciągają wielu nowych pracowników.

„Wyniki obrazujące poziom emigracji zarobkowej do Niemiec na poziomie 15 tysięcy osób są potwierdzeniem prognoz przedstawianych przez polskie Ministerstwo Pracy. Jednak potencjał związany z zapełnianiem miejsc pracy za naszą zachodnią granicą jest wykorzystany dopiero w niewielkim stopniu” – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA. „Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy dostrzegliśmy, że czynnikiem hamującym wyjazdy polskich pracowników do Niemiec jest bariera informacyjna. Wiele osób nie wie w jaki sposób i gdzie poszukiwać ofert z nowo otwartego rynku pracy” – dodaje Tomasz Hanczarek.

Analizy ofert pracy w gospodarce, przeprowadzane kwartalnie przez Niemiecki Instytut Badań Nad Rynkiem Pracy (IAB), wskazywały w drugim kwartale 2010 roku łącznie 977 tysięcy nieobsadzonych miejsc pracy w Niemczech, w tym 805 tysięcy na pierwotnym rynku pracy (poza branżą pracy tymczasowej). Dane te potwierdzają duże zapotrzebowanie na pracowników, dlatego po wyeliminowaniu barier związanych z emigracją zarobkową, należy się spodziewać dalszych wyjazdów pracowników z Polski.

„Poprawienie dostępności niemieckich ofert pracy w znaczącym stopniu będzie przekładać się na większą liczbę wyjazdów Polaków do pracy za granicą. W tym celu, we współpracy niemiecką firma doradcza oraz z Ministerstwem Gospodarki Niemiec, przygotowujemy specjalną platformę informacyjną zapewniającą dostęp do giełdy ogłoszeń z niemieckiego rynku pracy oraz zbiór porad związanych z wyjazdem do pracy. Planujemy powstanie dużej bazy aplikacji polskich pracowników, która zapewni gwarancję bezpiecznego zatrudnienia pracodawcom zza zachodniej granicy i ułatwi Polakom znalezienie odpowiedniego zatrudnienia” – podsumowuje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service SA.

Social media pomagają w karierze

Praca towarzyszy nam od milionów lat, ale sposoby jej poszukiwania bardzo się zmieniły. Dawniej zatrudnienie znajdowało się dzięki koneksjom rodzinnym, czy poleceniu znajomych. Wraz z rozwojem techniki pojawiły się nowe możliwości dotarcia do pracodawcy. Monsterpolska.pl radzi jak korzystać z dobrodziejstw Internetu w celu rozwoju swojej kariery.

W dobie Internetu, osoby poszukujące pracy, mają szerokie spektrum możliwości znalezienia idealnego stanowiska. Wciąż poszerzający się dostęp do sieci oznacza jednak dużą konkurencję wśród kandydatów na rynku pracy. Dlatego musimy wykorzystać wszystkie istniejące alternatywy wyróżnienia się wśród innych poszukujących zatrudnienia osób. Mogą nam w tym pomóc m.in. bijące rekordy popularności portale społecznościowe i blogi tematyczne.

Profil na portalu społecznościowym

Posiadanie szerokiego kręgu znajomych jest doskonałym sposobem na to, aby znaleźć wymarzoną pracę. „Coraz więcej z nas rozumie, że recepta na udaną karierę to dać się poznać jako świetny profesjonalista jak największej liczbie osób. Na licznych portalach społecznościowych mamy setki znajomych. Wykorzystajmy te kontakty w celu znalezienia pracy” – radzi Małgorzata Majewska, ekspert monsterpolska.pl.

Stworzenie swojego profilu na portalu społecznościowym jest jedną z najprostszych rzeczy, jakie można zrobić, aby rozszerzyć swój krąg znajomych. Wystarczy kilka chwil, aby cały świat poznał nas z imienia, nazwiska i stanowiska. Tworząc opis swojej osoby możemy wymienić miejsca pracy, zajmowane pozycje i największe sukcesy. Samo stworzenie profilu nie sprawi, że znajdziemy pracę. Zwiększy jednak szansę na to, że o naszym istnieniu dowiedzą się head hunterzy.

Nowym rozwiązaniem dla każdej osoby poszukującej pracy jest stworzona przez światową wyszukiwarkę pracy monster.com aplikacja BeKnown, która pozwala internautom budować sieć profesjonalnych kontaktów na Facebooku, oddzielając przy tym znajomych od osób związanych z nimi zawodowo. Jeśli dużo czasu spędzamy kontaktując się ze znajomymi na Facebooku najpopularniejszym obecnie portalu społecznościowym na świecie, nowa aplikacja daje możliwość poszerzenia sieci kontaktów zawodowych, bez ingerencji w życie prywatne. Jeśli chcemy wyróżnić się na rynku pracy, stwórzmy profil na BeKnown, dodajmy do niego informacje dotyczące naszego doświadczenia i umiejętności. Pracodawcy będą mogli łatwo znaleźć nasze CV.

Branżowe fora dyskusyjne

Branżowe fora dyskusyjne (bardzo często będące częścią portali społecznościowych) są doskonałym miejscem do tego, aby poznać nowe osoby oraz aby pokazać się im z jak najlepszej, profesjonalnej strony. Jeżeli chcemy, żeby osoby z naszej branży poznały nasze kwalifikacje, musimy być obecni na forum pod swoim imieniem i nazwiskiem. Włączajmy się w toczące się dyskusje, udzielajmy porad – jeżeli damy się poznać jako kompetentna, życzliwa osoba, to oferty pracy mogą same zacząć do nas spływać.

Z forów dyskusyjnych należy jednak korzystać bardzo ostrożnie, pamiętając o kilku zagrożeniach. Każda nasza wypowiedź jest zapisywana, a więc można do niej wrócić nawet po wielu latach. Unikajmy więc wulgaryzmów i agresywnych, personalnych ataków na osoby o innym zdaniu. Pamiętaj, że fora dyskusyjne są doskonałym źródłem informacji dla head hunterów . Nie spędzajmy na nich zbyt dużo czasu i zdecydowanie nie odwiedzajmy ich w godzinach pracy. Naszą historię obecności na forum można łatwo prześledzić.

„Nie zdradzajmy także szczegółów dotyczących naszej pracy, a zwłaszcza informacji dotyczących klientów. Lepiej nie wspominać też o problemach w naszej firmie. Szczególnie zaś należy się wystrzegać pisania o problemach personalnych. Na tego typu wypowiedzi mogą trafić nie tylko head hunterzy, ale i nasz pracodawca” – ostrzega Małgorzata Majewska.

 

Krzysztof Prasał dołączył do Zarządu Xelion

Do Zarządu Xelion. Doradcy Finansowi dołączył Krzysztof Prasał, Dyrektor Departamentu Finansów, Informatyki i Zarządzania Kadrami. W ramach Zarządu, poza dotychczasowym obszarem obowiązków, będzie sprawował nadzór nad obszarem ryzyka kredytowego, finansowego oraz operacyjnego, w ramach projektu uzyskania licencji maklerskiej przez Xelion.

Krzysztof Prasał z Xelion związany jest od blisko trzech lat, w którym to czasie zakres jego obowiązków systematycznie rósł. Dotychczas Krzysztof Prasał nadzorował obszary finansów, IT, kadr oraz logistyki. Doświadczenie i wiedzę zdobywał w uznanych instytucjach finansowych, zarówno polskich jak i zagranicznych, m.in. Deutsche Bank, HVB, Postbank, Dresdner Bank. W trakcie trzech lat pracy w KPMG Consulting GmbH zajmował się doradztwem biznesowym w bankowości inwestycyjnej i działalności maklerskiej. Przez cztery lata pracy na stanowisku Wicedyrektora Departamentu Controllingu i Informacji Zarządczej w BRE Bank odpowiadał za pomiar efektywności działania linii biznesowych, w tym za zarządzanie kapitałem Grupy oraz uczestniczył w zarządzaniu aktywami i pasywami Banku.

– Rozszerzenie Zarządu o osobę Krzysztofa jest dla Xelion bardzo dobrą informacją, bowiem nie tylko świadczy o dalszym rozwoju Spółki, ale i wzbogaca dotychczasowy Zarząd o człowieka o bogatym doświadczeniu oraz ogromnym zaangażowaniu, co jest szczególnie ważne na tym etapie istnienia Spółki. – mówi Adam Niewiński, Prezes Xelion. – Przed nami nowe wyzwania związane z procesem uzyskania licencji Domu Maklerskiego i na tym będziemy koncentrować nasze wysiłki. Licencja maklerska to kolejny krok mający na celu podwyższanie standardów obsługi klientów w ramach doradztwa inwestycyjnego. – dodaje.

Krzysztof Prasał jest absolwentem Uniwersytetu Łódzkiego, Katedry Finansów i Bankowości. Posiada tytuł CFA Chartholder. W trakcie studiów był dwukrotnym laureatem Stypendium Naukowego Ministra Edukacji Narodowej. Jako student był aktywnym uczestnikiem licznych stowarzyszeń o charakterze ekonomicznym – m.in. jako Wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Ekonomicznych Studenckich Kół Naukowych CESSA, Wiceprezes Studenckiego Koła Naukowego Finansów i Bankowości Progress, pełnił też funkcję Dyrektora ds. finansowania w organizacji Młodych Europejskich Federalistów JEF – Polska.

Do 2050 roku 50% energii ma pochodzić z odnawialnych źródeł

Odnawialne źródła energii były tematem dzisiejszej konferencji prasowej ministra Marka Sawickiego, zorganizowanej z udziałem prof. Janusza Gołaszewskiego.

– 50 % energii z OZE w 2050 r. – to nie marzenie, to realny plan gospodarczy. Aby ten plan mógł zostać zrealizowany powołano Zespół ds. Odnawialnych Źródeł Energii, który będzie zajmie się opracowaniem strategicznego programu, dzięki któremu nasz cel zostanie osiągnięty – poinformował minister rolnictwa. – Zespół będzie ciałem doradczym w zakresie zmian w prawie oraz wyborze technologii, które powinny być preferowane w informacjach przekazywanych w trakcie szeroko rozumianych działań edukacyjnych. Będzie również pełnił rolę jednostki opiniotwórczej oraz wspomagającej prace Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi – dodał.

Marek Sawicki argumentując, że cel 50 % energii z OZE w 2050 r. jest możliwy do osiągnięcia powiedział: – Potencjał rolnictwa widać w świetle ostatnich doświadczeń związanych z energią jądrową, widać wyraźnie, że trzeba znaleźć inne źródła, aby zabezpieczać potrzeby energetyczne. Chcę wyraźnie podkreślić, że rolnictwo jako przestrzeń produkcyjna, to miejsce na wytwarzanie energii odnawialnej nie tylko z biomasy. Są to także ogromne możliwości w zakresie energii słonecznej, wykorzystania powierzchni obiektów służących rolnictwu, a także energia wiatrowa i energia wody. Widać wyraźnie, że w rolnictwie tkwi ogromny, niewykorzystany dotychczas potencjał i szansa na to, aby rolnictwo było samowystarczalne energetycznie. Minister podkreślił, że rozwój energii odnawialnej w Europie powinien opierać się o biomasę produkowaną w Europie, a nie importowaną z innych części świata. – Struktura rolnictwa w większości państw członkowskich oraz energetyczna charakterystyka biomasy jednoznacznie określają, że racjonalne jest jej wykorzystanie lokalnie, w miejscu powstawania – zauważył.

Przewodniczący Zespołu ds. OZE, prof. Janusz Gołaszewski, poinformował o podstawowych zadaniach Zespołu. Będą one polegały przede wszystkim na opracowaniu modelowych rozwiązań dotyczących wytwarzania OZE na obszarach wiejskich ze szczególnym uwzględnieniem wykorzystania biomasy rolniczej, a także ocenie możliwości wykorzystania potencjału energetycznego Polski. – Naszym zadaniem jest również uproszczenie obecnie funkcjonujących procedur oraz promocja zrównoważonego rozwoju OZE na obszarach wiejskich poprzez wskazywanie rozwiązań najbardziej efektywnych pod względem ekonomicznym, społecznym i środowiskowym, dostosowanych do lokalnych uwarunkowań – zaznaczył prof. Gołaszewski.

Dzisiejsza konferencja prasowa była również okazją do podsumowania zorganizowanej 16 lipca br. w Sopocie konferencji „Energetyczne wykorzystanie biomasy rolniczej ważnym elementem Wspólnej Polityki Rolnej”. Wydarzenie to odbyło się w ramach prac polskiej Prezydencji. Minister Marek Sawicki, omawiając podstawowe wnioski wypracowane w Sopocie, wspomniał o konieczności realizacji zapisanego w art. 33 Traktatu Rzymskiego celu WPR, mówiącego o zapewnieniu zadawalającego standardu życia ludności wiejskiej, zwłaszcza poprzez podniesienie indywidualnego dochodu osób pracujących w rolnictwie. To z kolei wymaga stworzenia warunków do pełnego wykorzystania potencjału produkcyjnego posiadanego, bądź będącego do dyspozycji rolników poprzez: aktywną Wspólną Politykę Rolną wspierającą rozwój produkcji oraz eksport do krajów trzecich nadwyżek przetworzonych produktów rolniczych; wykorzystanie do celów energetycznych lokalnie dostępnych produktów ubocznych i pozostałości z rolnictwa oraz przemysłu rolnego i spożywczego; wspieranie upraw rolniczych (nie konkurujących z rynkiem żywności) dedykowanych celom energetycznym; oraz wsparcie rolników i mieszkańców wsi zainteresowanych lokalnym wykorzystaniem biomasy rolniczej na cele energetyczne. Uczestnicy konferencji w Sopocie zgodnie podkreślali, że nie tylko Wspólna Polityka Rolna, lecz także polityka spójności oraz polityka energetyczna winny sprzyjać rozwojowi rozproszonych obiektów energetycznych opartych na biomasie rolniczej, których zapotrzebowanie na surowce do wytwarzania energii wynika z potencjału produkcyjnego gospodarstwa lub grupy gospodarstw.

Zarówno konferencja na temat biomasy, jak również nowo powstały Zespół ds. OZE – to początek prac nad nowym kształtem, nad nową jakością polskiego rolnictwa – zgodnie podkreślili uczestnicy dzisiejszej konferencji prasowej.

Inwestorzy zwracają uwagę na kwestie CSR

62,5% polskich inwestorów twierdzi, że działania podejmowane przez firmy w sferze odpowiedzialności społecznej (CSR) przekładają się na ich wyniki finansowe. Mimo tego ponad połowa badanych nie widzi bezpośredniego wpływu działań CSR na obniżenie ryzyka biznesowego w przypadku spółek działających na polskim rynku. 82,5% ankietowanych jest świadoma tego, że na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych funkcjonuje indeks spółek odpowiedzialnych RESPECT. To główne wnioski wynikające z badania „Decyzje inwestycyjne a społeczna odpowiedzialność firm” przeprowadzonego wśród polskich inwestorów przez firmę doradczą Deloitte oraz Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Do badania dotyczącego decyzji inwestycyjnych, w kontekście odpowiedzialności społecznej, zostali zaproszeni reprezentanci domów maklerskich, funduszy inwestycyjnych, funduszy emerytalnych, firm doradczych i banków powierniczych.

Prawie 2/3 badanych dostrzega pozytywną relację pomiędzy działaniami podejmowanymi w obszarze CSR a wynikiem finansowym. Rozkład odpowiedzi pomiędzy poszczególnymi grupami respondentów wskazuje, że największą świadomość wpływu działań w sferze odpowiedzialności społecznej firm na wyniki finansowe wykazują fundusze emerytalne (67%). W przypadku domów maklerskich oraz funduszy inwestycyjnych wyniki te są jednak tylko niewiele niższe.

„Tak wysoki poziom pozytywnych odpowiedzi może świadczyć o rosnącej popularności idei CSR wśród firm działających na polskim rynku. Wynika to zapewne z globalnych tendencji i rosnącej popularności idei odpowiedzialności społecznej wśród firm, które są światowymi liderami w swoich branżach. Coraz więcej przedsiębiorstw w naszym kraju wdraża odpowiednie programy oraz pracuje nad strategiami społecznej odpowiedzialności powiązanej z celami biznesowymi spółek.” – mówi Halina Frańczak, Dyrektor Marketingu Deloitte w Polsce i krajach bałtyckich.

Z przeprowadzonego badania wynika, że połowa ankietowanych nie widzi jednak wyraźnego wpływu polityki odpowiedzialności społecznej na obniżenie poziomu ryzyka w firmie. Tylko 40% respondentów potwierdziło, że zauważa powiązanie pomiędzy tymi elementami.

„Taka ocena może wynikać z jakości działań CSR podejmowanych przez polskie spółki. Wiele z nich nastawionych jest na poprawę wizerunku firmy, czyli traktuje aktywności te bardzo powierzchownie, pomijając istotę działań o charakterze społecznie odpowiedzialnym, nie łącząc ich z celami strategicznymi przypisanymi danej organizacji” – dodaje Jacek Kuchenebeker, Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte, lider zespołu świadczącego usługi z zakresu CSR.

Jedynie 22,5% badanych jest świadomych funkcjonowania na polskim rynku funduszy etycznych, które inwestują w spółki szczycące się zrównoważonym i społecznie odpowiedzialnym podejściem do prowadzonej działalności. Na dojrzałych rynkach UE i Ameryki Północnej widać dynamiczny wzrost liczby tego typu podmiotów. W Polsce zjawisko to funkcjonuje w bardzo ograniczonym zakresie. Największą wiedzę w tym zakresie, w świetle wyników badania, prezentują przedstawiciele funduszy emerytalnych – 33% ich przedstawicieli wie o funkcjonowaniu funduszy etycznych.

Ogromna większość badanych (82,5%) wie o funkcjonowaniu na GPW indeksu spółek odpowiedzialnych – RESPECT Index. Jednak tylko 30% z nich jest świadoma tego, które spółki wchodzą w jego skład. „Indeks RESEPCT jest nowatorskim projektem i pierwszym tego rodzaju narzędziem w Europie Środkowo–Wschodniej. Jego stopa zwrotu liczona od 1 lutego br. (dnia, w którym odbyło się pierwsze notowanie Indeksu po rewizji jego składu zgodnie ze zmodyfikowaną metodologią) do dnia dzisiejszego wynosi ponad 6 %. Dla porównania stopy zwrotu pozostałych indeksów GPW w tym samym okresie są niższe (np. WIG20 wynosi -1,08%). Te wyniki dowodzą, że RESPECT Indeks jest atrakcyjny dla inwestorów i niewątpliwie stanowi bodziec do rozwoju odpowiedzialnego inwestowania na polskim rynku” – komentuje Tomasz Wiśniewski, Przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych przy Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2011 r. Miało na celu zdefiniowanie poziomu świadomości polskich inwestorów na temat CSR oraz szans rozwojowych związanych z uwzględnianiem czynników związanych ze środowiskiem, społeczeństwem i ładem korporacyjnym (ang. ESG – Environment, Social, Governance) przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Do wypełnienia ankiety on-line zaproszono grupę 120 przedstawicieli inwestorów instytucjonalnych. Zwrot odpowiedzi uzyskano na poziomie 33%.

Publiczna służba zdrowia potrzebuje prywatnych pieniędzy

Polski rynek usług medycznych jest jednym z najszybciej rozwijających się w Unii Europejskiej. Nasze wydatki na usługi medyczne rosną w tempie 6,1% rocznie. A rynek produktów przedpłaconych (abonamentów medycznych i ubezpieczeń zdrowotnych) rozwija się w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. Ciągle jest jednak znacznie mniejszy niż w innych krajach. Wraz z bogaceniem się społeczeństwa, wydatki Polaków na usługi medyczne będą rosły. Natomiast system opieki zdrowotnej będzie potrzebował coraz więcej prywatnych pieniędzy, m.in. ze względu na starzejące się społeczeństwo oraz nowe, kosztowne technologie medyczne – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Prywatne wydatki na opiekę medyczną stanowią 1/3 wszystkich pieniędzy przeznaczanych na zdrowie w Polsce. W 2009 r. abonamenty stanowiły niewiele ponad 1%, a ubezpieczenia zdrowotne – ok. 0,1% ogółu wydatków na leczenie. Pozostałe koszty, ponoszone bezpośrednio przez pacjentów, to wydatki na lekarstwa i tzw. „fee-for-service”, czyli gotówkowe opłaty za prywatne usługi ponoszone bezpośrednio z budżetów gospodarstw domowych.

„Polska należy do krajów, w których nakłady pieniężne na opiekę zdrowotną będą wzrastały w największym tempie. Mimo to obecne średnie wydatki na osobę, w krajach Europy Zachodniej, które wynoszą ok. 2 200 EUR na osobę, przewyższają dwukrotnie nakłady w Polsce. Oznacza to, że polski rynek usług medycznych w długim okresie ma duży potencjał wzrostu.” – mówi Szymon Goc, Starszy Menedżer w Dziale Rozwiązań Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych

Niewydolność publicznej służby zdrowia oraz rosnąca zamożność społeczeństwa spowodują, że będą rosły wydatki Polaków na prywatną opiekę medyczną. Przez ostatnich kilka lat, dochody do naszej dyspozycji wzrastały średnio o ok. 5% rocznie, co oznacza większe możliwości dodatkowego finansowania usług medycznych z budżetów gospodarstw domowych.

„Dodatkowo z badań przeprowadzonych w 2010 r. na temat ubezpieczeń zdrowotnych wynika, że trzy czwarte obywateli Polski jest niezadowolonych z tego jak obecnie w naszym kraju, funkcjonuje służba zdrowia. Jednak mimo dużego niezadowolenia tylko 1/5 Polaków byłaby gotowa przeznaczyć 50 zł miesięcznie na zakup dodatkowej polisy zdrowotnej.”- dodaje Ilona Gierczyk, Starszy Konsultant w Dziale Rozwiązań Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych.

W przyszłości, największy potencjał na rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, będzie w segmencie szpitalnym oraz w ambulatoryjnym. Ten pierwszy, obecnie pozostaje domeną sektora publicznego, i tylko niewielki odsetek wpływów – 3% , co daje kwotę 358 mln zł – pochodzi z prywatnych kieszeni. Aby rozwinąć ten rynek i zwiększyć dopływ prywatnych pieniędzy, konieczne będzie uwzględnienie interesów wielu stron: decydentów politycznych, szpitali i ich właścicieli oraz samych pacjentów. Paradoksalnie, na zmianie systemu mogą skorzystać wszyscy. Szpitale, ponieważ znajdą dodatkowe źródło finansowania i zyskają nowe możliwości rozwoju. Budżet państwa, gdyż zostanie odciążony z tytułu wydatków na opiekę medyczną, a sami pacjenci, niezależnie od tego czy posiadają dodatkowe ubezpieczenie czy nie, będą mogli szybciej skorzystać ze świadczeń medycznych.

Potencjał rynku ubezpieczeń zdrowotnych i abonamentów medycznych będzie zależał w głównej mierze od podjętych rozwiązań systemowych i w pewnym stopniu od czynników wewnętrznych. Istotnym czynnikiem rozwoju rynku byłyby zachęty podatkowe jak np. możliwość finansowania zdrowotnych ubezpieczeń grupowych przez ZFŚS (Zakładowe Fundusze Świadczeń Socjalnych).

„Potencjał rynku ubezpieczeń zdrowotnych i abonamentów medycznych jest po części warunkowany rozwiązaniami systemowymi. Istotnym czynnikiem rozwoju rynku byłyby zachęty podatkowe lub quasi-podatkowe jak np. możliwość finansowania zdrowotnych ubezpieczeń grupowych przez ZFŚS. Możliwy jest również rozwój w oparciu o istniejące ramy prawne. W takim wariancie rynek w dużej mierze będzie zależał od tego czy pojawi się firma potrafiąca zintegrować stronę podażową i zapewnić masową dystrybucję.” – podsumowuje Szymon Goc z Deloitte.

Wnioski o uprawnienia do bezpłatnych emisji CO2 tylko do końca lipca

31 lipca 2011 roku mija wstępny termin ubiegania się o uprawnienia do bezpłatnych przydziałów emisji gazów cieplarnianych, a co za tym idzie udziału w handlu uprawnieniami od 2013 roku. Do składania odpowiednich wniosków zobligowane są wszystkie podmioty prowadzące instalacje określone w dyrektywie 2003/87/WE. Zanim dane trafią do KOBiZE muszą zostać poddane ocenie akredytowanego weryfikatora.

Zbieraniem i sprawdzaniem danych na temat instalacji zajmuje się Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). Zebrane przez KOBiZE dane określone jako Krajowe Środki Wykonawcze zostaną przekazane Komisji Europejskiej wraz z listą instalacji, które będą uczestniczyć w systemie handlu uprawnieniami od 2013 r. Każdy kraj otrzymał indywidualne limity, które następnie będą rozdzielane wśród konkretnych podmiotów. Aby móc ubiegać się o korzyści płynące z wprowadzania zracjonalizowanych rozwiązań energetycznych, niezbędne jest uzyskanie opinii niezależnej jednostki. KOBiZE na swojej stronie internetowej udostępnia listę akredytowanych weryfikatorów, wśród nich znajduje się m.in. TÜV Rheinland Polska.

„Weryfikacja polega na sprawdzeniu poprawności informacji zawartych w specjalnym formularzu zawierającym historyczne dane o funkcjonowaniu instalacji. Szukamy też dowodów potwierdzających ich prawidłowość”. – wyjaśnia Anna Wojniak-Bieńko, Kierownik Sekcji Weryfikacji, Analiz i OZE TÜV Rheinland Polska. „Na podstawie zawartych w formularzu informacji, przedstawionych osobno dla każdej instalacji, określone zostaną wielkości bezpłatnych przydziałów.”

Prawidłowo wypełnione i zweryfikowane formularze z danymi, przesłane w odpowiednim terminie do KOBiZE, gwarantują otrzymanie bezpłatnych uprawnień na nowy okres rozliczeniowy, rozpoczynający się od 1 stycznia 2013 roku. Dyrektywa UE ETS (Emissions Trading System) przewiduje, że od 2013 do końca 2020 roku wszystkie uprawnienia nieprzydzielone bezpłatnie będą sprzedawane w drodze aukcji. W przypadku osiągnięcia emisji niższej niż zakłada to nałożony limit przedsiębiorstwa posiadające bezpłatne uprawnienia będą mogły je sprzedać. Dla podmiotów prowadzących racjonalną politykę energetyczną będzie to duża szansa. Jak można się spodziewać – chętnych na zakup uprawnień raczej nie zabraknie.

Wzrasta liczba nadużyć popełnianych przez prezesów i członków zarządów

Do 26% wzrosła liczba nadużyć popełnianych przez prezesów i dyrektorów zarządzających oraz do 18% przez członków zarządów. Blisko 87% sprawców nadużyć stanowili mężczyźni, przy czym prawdopodobieństwo popełnienia oszustwa wzrasta wraz z długością stażu pracy w firmie. Aż 96% sprawców uczyniło z popełniania nadużyć regularne źródło dochodu.

Kadra wyższego szczebla na celowniku

Jak wynika z ogólnoświatowego badania firmy KPMG, wzrasta liczba nadużyć popełnianych przez kadrę kierowniczą wyższego szczebla. W ostatnich czterech latach, liczba audytów śledczych prowadzonych przez KPMG, gdzie dyrektor zarządzający lub prezes byli podejrzanymi, wzrósł z 11% w 2007 roku do 26% w 2011. Odsetek sprawców wśród członków zarządów przedsiębiorstw wzrósł z 11% w 2007 roku do 18% w 2011 roku.

“Zaobserwowany przez KPMG wzrost liczby nadużyć z udziałem przedstawicieli wyższej kadry kierowniczej powinien stanowić zimny prysznic dla firm na całym świecie. Skutki światowej recesji, ciągła presja na poprawę wyników i ambitne cele sprzedażowe, a także nacisk na redukcję kosztów, to środowisko, w którym muszą funkcjonować współcześni menedżerowie. Sytuacja ta powoduje, że niektórzy z nich sięgają po manipulację danych finansowych, co może być przyczyną zaobserwowanego trendu”

– komentuje Jimmy Helm, lider Zespołu ds. Zarządzania Ryzykiem Nadużyć w Europie Środkowej i Wschodniej w firmie doradczej KPMG.

Profil typowego sprawcy nadużyć:

mężczyzna, wiek od 36 do 45 lat, działający na szkodę swojego pracodawcy, pracujący w dziale finansowym lub na stanowisku związanym z finansami, piastujący wyższe stanowisko kierownicze, pracujący dla firmy dłużej niż 10 lat, popełniający nadużycie w porozumieniu z innymi osobami.

Najwięcej nadużyć w finansach?

Najwięcej sprawców nadużyć pracuje w dziale finansowym lub na stanowisku związanym z finansami (32%) oraz w dziale sprzedaży (25%). W odróżnieniu od tendencji globalnej, w Polsce i Europie Środkowej sprawca nadużyć częściej jest pracownikiem departamentu zakupów lub sprzedaży, niż finansów. Departament finansowy nierzadko jednak sankcjonuje działania sprawców” – zauważa Agnieszka Gawrońska-Malec, Starszy Menedżerw firmie doradczej KPMG.

Czynniki sprzyjające nadużyciom

Blisko 60% badanych sprawców pracowało w firmie ponad 5 lat przed wykryciem nadużycia (51% w 2007 roku), w tym 33% osób pracowało dla firmy 10 lat lub dłużej (22% w 2007 roku).

61% wynosi liczba osób popełniających nadużycia w porozumieniu z podmiotami zewnętrznymi, najczęściej z dostawcami (48%) oraz klientami (22%), przy czym do działania w porozumieniu z innymi osobami było skłonnych 64% mężczyzn i 33% kobiet.

Metody i motywy działania sprawców nadużyć

Ponad 74% nadużyć dokonano z wykorzystaniem luk w mechanizmach kontroli wewnętrznej (49% w 2007 roku). Blisko 43% nadużyć stanowiło sprzeniewierzenie aktywów, głównie z powodu defraudacji i nadużyć w zamówieniach publicznych.

Podstawowym motywem działania sprawców nadużyć, było uzyskanie osobistych korzyści finansowych, zazwyczaj, jako następstwo manipulacji danymi finansowymi.

Najczęstszymi motywatorami wskazanymi przez sprawców nadużyć był wzmożony nacisk na osiąganie coraz bardziej ambitnych celów finansowych, lęk przed utratą pracy oraz chęć uzyskania premii finansowej.

Sposoby wykrywania nadużyć

45% nadużyć jest wykrywanych dzięki formalnym, wewnętrznym procedurom przedsiębiorstwa. Nieco mniej, 35% wykrytych oszustw to zasługa działania metod nieformalnych. Zewnętrzne, formalne procesy pozwalają na identyfikację 13% nadużyć.
„Fakt, że w ponad połowie przeanalizowanych spraw wykrycie nadużycia było poza kontrolą firmy: wydarzyło się przez przypadek, wskutek informacji zewnętrznej lub dobrowolnego poinformowania przez pracowników, może świadczyć o tym, że w firmach funkcjonują niedostateczne mechanizmy kontrolne w zakresie identyfikacji nieprawidłowości” – dodaje Agnieszka Gawrońska-Malec, Starszy Menedżer w firmie doradczej KPMG.

Ignorujemy sygnały ostrzegawcze

Badanie pokazuje, że sygnały ostrzegawcze takie jak fakt, że pracownik niekorzystający z urlopu wypoczynkowego, wiedzie styl życia, który zdaje się nie korespondować z poziomem jego wynagrodzenia, są częstokroć pomijane od czasu rozpoczęcia ostatniego kryzysu finansowego. Jedynie 6% w 2011 roku podobnych do przytoczonego sygnałów doprowadziło do podjęcia czynności wyjaśniających, wobec 24% w roku 2007.

Ilość spraw, w których sygnały ostrzegawcze zostały zignorowane w regionie Europy Środkowej i Wschodniej stanowiło 43% badanej populacji, podczas gdy dla całej badanej populacji było to aż 56%.

“To niezwykłe, że firmy ignorują sygnały ostrzegawcze, zwłaszcza w obliczu recesji. O ile można częściowo tłumaczyć zaistniałą sytuację przez pryzmat programów oszczędności, które spowodowały dramatyczne cięcia budżetów szkoleniowych oraz redukcję personelu, który mógłby spostrzec nieprawidłowości, o tyle potrzeba czujności nigdy nie była bardziej aktualna. Tymczasem, gdy spada czujność, sprawcy nadużyć zyskują więcej przestrzeni dla generowania bezprawnych przychodów” – zauważa Agnieszka Gawrońska-Malec, Starszy Menedżer w firmie doradczej KPMG.

Jawność postępowań wyjaśniających nadużycia

W 77% przypadków, wyniki wewnętrznych postępowań wyjaśniających nigdy nie zostały ujawnione publicznie. Zmniejszeniu uległ odsetek firm, które zakomunikowały problem wewnętrznie wobec swoich pracowników (46% w 2011 wobec 50% w 2007 roku), jak również ujawniły wewnętrznie pełną informację o zaistniałym zdarzeniu i podjętych działaniach zaradczych (13% w 2011 roku wobec 35% w 2007 roku).

„Firmy, wciąż nie potrafią wyciągnąć ze zidentyfikowanych przypadków nadużyć i sposobów radzenia sobie z nimi cennych lekcji na przyszłość, ani też wykorzystać takich sytuacji do jasnego zakomunikowania braku tolerancji dla nadużyć wobec pracowników i partnerów biznesowych” – ocenia Agnieszka Gawrońska-Malec, Starszy Menedżer w firmie doradczej KPMG – „Tymczasem, otwarta komunikacja z pracownikami oraz partnerami biznesowymi stanowi bardzo skuteczne narzędzie prewencyjne pozwalające na uniknięcie podobnych problemów w przyszłości.”

Różnice geograficzne i kulturowe

Badanie pokazało ciekawe różnice kulturowe i geograficzne w badanych sprawach, w szczególności:

· Podczas, gdy mężczyźni byli sprawcami większości wszystkich badanych nadużyć (87%), odsetek kobiet-sprawców różnił się istotnie w zależności od regionu. Ameryka Północna i Południowa (22%) oraz Kraje Azji oraz Australia z Oceanią (23%) odnotowały prawie trzykrotnie wyższy odsetek kobiet-sprawców niż Europa z Afryką i Bliskim Wschodem (8%).

· Przedział czasu, w jakim dokonywano nadużyć przed ich wykryciem, różnił się w zależności od regionu. Okres ten był nnullajdłuższy w Azji – średnio 5 lat (16% spraw z okresem przekraczającym 10 lat), a najkrótszy w Ameryce Północnej – 4,2 roku oraz Europie Zachodniej – 3,7 roku.

· Wyniki dla Ameryki Północnej potwierdziły też siłę tamtejszego środowiska regulacyjnego i aktywność organów ścigania, jako że w 63% przypadków audyt dochodzeniowy doprowadził do podjęcia środków prawnych przeciwko sprawcom nadużyć. Z drugiej strony w Europie Środkowej i Wschodniej odsetek spraw z finałem w sądzie to jedynie 17%.

O badaniu

Badanie „Kim jest typowy sprawca nadużyć – Analiza globalnych schematów nadużyć” (ang. Who is the typical fraudster – KPMG Analysis of global patterns of fraud) opiera się na wynikach 348 audytów dochodzeniowych przeprowadzonych przez firmy członkowskie KPMG w 69 krajach w okresie od stycznia 2008 roku do grudnia 2010 roku. Celem badania była identyfikacja i wskazanie globalnych schematów popełniania nadużyć, określenie skali strat wynikających z popełnianych nadużyć oraz czasu ich trwania. W badaniu uwzględniono tylko te sprawy, w których przeprowadzone audyty dochodzeniowe potwierdziły treść stawianych zarzutów oraz jednoznacznie wskazały na sprawcę nieprawidłowości.
Badanie z 2011 roku jest kontynuacją badania nt. nadużyć i zachowań prowadzących do ich popełniania, przeprowadzonego przez KPMG na rynku europejskim w 2007 roku.

Duma polskich automaniaków przygotowuje się do debiutu na NewConnect

Arrinera Automotive S.A. – spółka zależna notowanej na NewConnect spółki inwestycyjnej VENO – zaprezentowała strategię rozwoju. Obejmuje ona debiut na NewConnect, budowę trzech samochodów sportowych, uruchomienie ich produkcji w Polsce oraz rozwój klastra technologicznego.

Flagowym produktem spółki jest ‘Arrinera’ – samochód z segmentu ‘supercars’. Do najważniejszych celów strategicznych należy obecnie przygotowanie wersji produkcyjnej tego auta w roku 2012 oraz jednoczesne udoskonalanie i rozwój jego konstrukcji: stworzenie różnych typów nadwozi, w tym także w wersji roadster, a także opracowanie wersji Arrinery do wyścigów na tor.

Głównym założeniem przy projektowaniu kolejnych generacji Arrinery jest to, iż pojazd nie musi być kolejnym najszybszym samochodem na świecie: nie ma to bowiem – jak się okazuje – tak dużego znaczenia dla ostatecznych użytkowników, gdyż i tak nie ma możliwości rozwinąć na publicznej drodze prędkości ponad 400 km/h. Najwięcej emocji natomiast dostarczają kierowcom takie parametry, jak przyspieszenie do 100 km/h w granicach 3 sekund, przeciążenie w zakręcie wynoszące ponad 1g, doskonałe hamulce czy przewidywalne zachowanie samochodu w pełnym zakresie prędkości. Na rok 2012 planowane jest także uzyskanie dla auta homologacji European Community Small Series Type Approval (ECSSTA) oraz pozyskanie minimum 30 dealerów samochodów na całym świecie.

W ramach realizacji swojej strategii zarząd Arrinera Automotive podpisał umowę na wyłączność negocjacji dotyczącą przejęcia 50% udziałów w spółce Fenix Automotive Ltd z Wielkiej Brytanii, realizującej obecnie projekt budowy samochodu sportowego ‘Fenix’. Zarząd planuje dopięcie transakcji do połowy sierpnia. Dzięki tej inwestycji Arrinera Automotive będzie mogła realizować strategię budowy grupy z bardzo silną pozycją na światowym rynku małoseryjnych samochodów z segmentów ‘supercars’ i sportowych, uzyska dostęp do zagranicznych rynków zbytu, dokona transferu technologii i knowhow z Wielkiej Brytanii do Polski, a także uzyska wiedzę na temat pozyskiwania klientów dla swoich produktów, operując na bardzo elitarnym i prestiżowym rynku producentów samochodów sportowych.

Przypomnieć należy, iż spółkę Fenix Automotive kontroluje Lee Noble – światowej klasy brytyjski konstruktor aut sportowych – który, jest członkiem Rady Nadzorczej Arrinera Automotive oraz jej akcjonariuszem.

Arrinera Automotive ma w planach uruchomienie produkcji samochodów w Polsce, jednakże Spółka nie zamierza sama budować fabryki: koncentruje się obecnie na znalezieniu odpowiedniego podwykonawcy w naszym kraju, a rozmowy z potencjalnymi partnerami posiadającymi bardzo wysokie kompetencje w budowie samochodów już trwają.

Kolejnym krokiem w realizacji strategii będzie rozpoczęcie pracy nad nowym autem: tym razem z klasy ‘fun car’. Jest to pojazd jedno- lub dwuosobowy, całkowicie otwarty, nie posiada bagażnika, ma masę do 500 kg i moc w granicach 200-300 KM, natomiast cena jest nie wyższa niż 70 tysięcy GBP. W założeniach Zarządu docelowa produkcja wszystkich trzech modeli samochodów wynieść ma 600-700 sztuk rocznie.

W niedalekiej przyszłości Arrinera Automotive zakłada również zawiązanie klastra technologicznego z czołowymi polskimi uczelniami i instytutami w celu stworzenia wersji auta z silnikiem elektrycznym, a także z innymi silnikami napędzanymi alternatywną energią. Obecnie Arrinera Automotive jest na etapie przygotowań do debiutu na NewConnect.

Arrinera Automotive

Wraz z pakietem antykryzysowym kończą się angaże na czas określony

Jeszcze do końca 2011 roku obowiązuje ustawa antykryzysowa pozwalająca m.in. na bardziej elastyczne planowanie czasu pracy pracowników. Zgodnie z ustawą firm nie obowiązuje art. 25′ k.p., zgodnie z którym trzecia, kolejna umowa na czas określony zawarta z tym samym pracownikiem z mocy prawa przekształca się w umowę stałą.

Od początku przyszłego roku przedsiębiorcy będą zmuszeni do zatrudniania, po 2 latach współpracy, pracowników na czas nieokreślony. Wyjściem może się okazać zatrudnianie na podstawie umów o prace tymczasowe, co dla agencji pośrednictwa pracy może stać się dodatkowym wsparciem w ich rozwoju.

Wielu przedsiębiorców na czas kryzysu finansowego korzystało z rozwiązań specjalnie przygotowanej ustawy mającej łagodzić skutki recesji. Zmiany wprowadzone czasowo przez rząd stwarzały możliwość zatrudniania pracowników na podstawie umów na czas określony dłużej niż przez dwa lata. Jednak w perspektywie sześciu miesięcy ustawa antykryzysowa przestanie obowiązywać, co będzie skutkowało powrotem do zasady, według której trzecia umowa na czas określony przekształca się w umowę bezterminową.

„Zakończenie funkcjonowania ustawy antykryzysowej może stanowić istotny problem nawet dla nawet 30 % rynku pracy w Polsce. Konieczność wystawiania umów na czas nieokreślony, po dwóch latach współpracy, będzie wiązała się ze znacznym zwiększeniem kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw w Polsce. W największym stopniu odczują to firmy z sektorów automotive, przemysłu ciężkiego i produkcji, gdzie zastosowanie rozwiązań z ustawy antykryzysowej było najszerzej wykorzystane” – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Zmiana, która nastąpi na rynku pracy będzie wymuszała na pracodawcach modyfikację form zatrudniania. Pracodawcy zamiast liczyć na zmiany na szczeblu rządowym w postaci modyfikacji prawnych lub przedłużania obecnych uwarunkowań, mogą już od dziś zwracać się o pomoc do agencji pośrednictwa pracy. Zatrudnianie pracowników w oparciu o umowę o pracę tymczasową w znaczącym stopniu ograniczy negatywne skutki dla przedsiębiorstw wynikające z zakończenia funkcjonowania ustawy antykryzysowej.

„W najbliższych miesiącach będziemy mieli do czynienia ze znacznym wzrostem zainteresowania elastycznymi formami zatrudnienia. Pracą tymczasową i zaawansowane formy outsourcingu łączą ze sobą łatwą dostępność pracowników i niwelowanie dodatkowych kosztów wynikające z upływu funkcjonowania ustawy antykryzysowej” – przewiduje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynku w Work Service SA.

Wzmocnienie rozwoju rynku pracy tymczasowej

Nowa sytuacja na rynku pracy, która będzie miała miejsce po wygaśnięciu ustawy antykryzysowej, w znacznym stopniu przełoży się na obecny stan sektora pracy tymczasowej. Dotychczas Polska plasowała się w końcówce europejskiej, pod kątem udziału zatrudnienia pracowników tymczasowych. Do tej pory stosunek pracowników zatrudnianych w Polsce na zasadach tymczasowych do pozostałych pracowników wynosił zaledwie 0,4%, co przy średniej europejskiej na poziomie 1,5% pokazuje duże perspektywy wzrostu dla tego rynku.

„Polski rynek pracy tymczasowej powinien w przeciągu następnych 5 lat podwoić się, aby istotnie zbliżyć się do średniej w Unii Europejskiej. Wygaśniecie ustawy antykryzysowej może w realiach Polskiej gospodarki i niechęci Polskich przedsiębiorców do zawierania kolejnych umów na czas nieokreślony przyśpieszyć proces dojścia do wskaźników europejskich nawet o 50%. Już od początku bieżącego roku obserwujemy znaczące, kilkunastoprocentowe wzrosty na naszym rynku” – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Zatrudnienie rośnie, ale powoli

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu br. wzrosło o 0,2 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. W ujęciu rocznym zwiększyło się o 3,6 proc. – podał GUS. Natomiast przeciętne wynagrodzenie w firmach osiągnęło 3 600,47 zł i wzrosło o 3,3 proc. w stosunku do maja. W odniesieniu do czerwca 2010 r. było wyższe o 5,8 proc.

„Stosunkowo niewielki wzrost zatrudnienia w porównaniu do poprzedniego miesiąca świadczy o tym, że przedsiębiorstwa dalej są bardzo ostrożne w przyjmowaniu nowych pracowników. Ta sytuacja szybko nie ulegnie poprawie, jeśli nie nastąpi przyspieszenie inwestycji. Na razie sygnalizują to tylko duże firmy, małe i średnie ciągle nie są do tego skore. Ponadto za kilka miesięcy kończy się okres obowiązywania ustawy antykryzysowej, wykorzystywanej przez wiele przedsiębiorstw. Skończy się więc okres subsydiowania zatrudnienia, czy możliwości bardziej elastycznego organizowania czasu pracy. W konsekwencji firmy, które wciąż mają trudną sytuację finansową mogą rozważać zmniejszenie zatrudnienia.

Płace w czerwcu rosły szybciej niż w maju, kiedy odnotowaliśmy ich spadek. W tym roku wynagrodzenia będą wyższe o 4-4,5 proc., chociaż nie można wykluczyć zwiększenia się presji płacowej spowodowanej rosnącą inflacją” – mówi Małgorzata Rusewicz, dyrektorka Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy PKPP Lewiatan.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Frank bije kolejne rekordy

Kurs franka szwajcarskiego bije kolejne rekordy. W poniedziałek kosztował już 3,54 zł.

„Jeżeli europejscy przywódcy nie podejmą szybko radykalnych decyzji dotyczących zadłużenia niektórych krajów, np. Grecji to frank może wkrótce kosztować nawet 4 zł” – ocenia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

„Ale taki kurs na pewno nie utrzyma się długo. Z drugiej strony trudno się spodziewać, aby szwajcarska waluta za kilka miesięcy kosztowała znowu 2,5 zł.

Inwestorzy ciągle niepokoją się sytuacją finansów publicznych Grecji, Hiszpanii, Portugali, Włoch, nie wiedzą czym skończy się spór o podwyżkę limitu zadłużenia USA między prezydentem Obamą a Republikanami. Kluczem do uspokojenia rynków finansowych jest więcej informacji i szybkie podejmowanie decyzji przez kraje strefy euro.

Niestabilność na rynku walutowym to niedobra wiadomość dla polskiej gospodarki, firm i gospodarstw domowych. Przedsiębiorstwa za najważniejsze ryzyko w swojej działalności uznają właśnie wahania kursu złotego do innych walut. Z kolei gospodarstwa domowe, które zaciągnęły kredyty hipoteczne w tej walucie spłacają coraz wyższe raty kredytów i wyższe odsetki w złotych, co odbija się na ich kondycji finansowej i ogranicza zakupy. A niższa dynamika konsumpcji w średniej i dłuższej perspektywie wpłynie negatywnie również na przychody i zyski przedsiębiorstw” – dodaje Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Energa-Operator otrzyma blisko 9 milionów zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Energa-Operator otrzyma blisko 9 milionów zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, wspierającego działania w zakresie efektywnej dystrybucji energii. Dzięki temu do końca 2013 r. we wszystkich oddziałach spółki wymienionych zostanie łącznie 1069 sztuk ponad 35 letnich, wyeksploatowanych transformatorów rozdzielczych.

– Szacujemy, że w wyniku zrealizowanych wymian uzyskamy redukcję strat na poziomie 54% w skali projektu, co pozwoli nam zaoszczędzić ponad 4GWh energii rocznie – mówi Artur Żuk, kierujący pracami zespołu projektowego. Pierwsze urządzenia wymienimy w październiku br.

Nowe transformatory dzięki osłonom na izolatory przepustowe zapewniają ochronę porażeniową ptaków i małych zwierząt leśnych. Zgodnie z zasadami promocji projektów współfinansowanych ze środków UE, nowo montowane transformatory będą oznakowane naklejkami informującymi zawierającymi znak graficzny i logotyp Programu Operacyjnego, a także emblemat Unii Europejskiej.

Do konkursu zgłosiły się łącznie 52 przedsiębiorstwa energetyczne, spośród których 28 zakwalifikowało się do uzyskania dofinansowania. Projekt wpisuje się w strategiczne działania Energi – Operator, takie jak nowoczesność i niezawodność.

Rośnie liczba osób, które w tym roku wyjadą na urlop

Jak pokazuje tegoroczne badanie Holiday Barometer, przeprowadzone na zlecenie Grupy Europ Assistance, po dwóch trudnych latach liczba Europejczyków, którzy wyjadą na urlop wraca do poziomu sprzed kryzysu. W tym roku na wakacje planuje wyjechać 66% mieszkańców Europy, czyli tyle, ile w 2007 roku.

Jedenaste badanie Holiday Barometer zostało przeprowadzone przez Ipsos na zlecenie Grupy Europ Assistance i wzięło w nim udział 3500 Europejczyków z 7 państw – Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Belgii i Austrii. Tegoroczny Holiday Barometer pokazał, że rośnie liczba osób, które w tym roku wyjadą na urlop – deklaruje tak 66% badanych, czyli o 2 punkty więcej niż w 2010 i 2009 roku. Największy wzrost odnotowały Włochy (+7 punktów) oraz Hiszpania (+6 punktów). Najwięcej badanych na miejsce wypoczynku wybierze Europę (aż 79%), z czego blisko połowa (47%) zostanie w swoim rodzinnym kraju. Zdecydowana większość (65%) spędzi tegoroczne wakacje nad morzem.

Jak pokazuje badanie głównym kryterium przy planowaniu wakacji jest nadal chęć odpoczynku i oddechu od codziennych obowiązków – to bezwzględny priorytet dla 61% badanych, podczas gdy chęć „odkrywania tego, co nowe” dotyczy tylko 38% z nich (liczba ta nie zmieniła się od 2008).

Chociaż w tym roku wzrosła liczba wyjeżdżających, Europejczycy nadal zwracają uwagę na swoje wakacyjne wydatki. Średni budżet jaki przeznaczą w tym roku na wakacje mieszkańcy Europy to ok. 2 145 euro – to 62 euro więcej niż w 2010 roku. Wzrost ten jest największy w przypadku Włoch (o 112 euro), Belgii (o 280 euro) oraz Niemiec (o 287 euro). Mniej niż w ubiegłym roku (o 147 euro) wydadzą na wakacje jedynie Brytyjczycy.

Europejczycy znaleźli też nowy sposób na zmieniające się warunki gospodarcze i finansowe – wyjeżdżają częściej, ale za to na krócej. Co prawda dwutygodniowe wyjazdy preferuje nadal większość, bo 39% badanych, ale to zdecydowanie mniej niż w ubiegłych latach (spadek o 4 punkty). Za to aż 25% planuje wyjechać na urlop więcej niż raz – to najwyższy wynik odkąd prowadzone jest badanie. Dodatkowo kryzys pokazał, że planujemy wakacje bardziej rozważnie. Blisko 2/3 osób organizuje wyjazdy z dużym wyprzedzeniem i samodzielnie, kupując osobno poszczególne usługi przez Internet. Jedynie 27% kupi pakiety All-inclusive.

Badani coraz częściej korzystają też z nowoczesnych technologii. Aż 57% osób dokona rezerwacji za pośrednictwem Internetu (w Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wyniósł aż 71%). Wskaźnik ten rośnie nieprzerwalnie od 2005 roku, kiedy z Internetu przy planowaniu wakacji korzystało zaledwie 28% badanych. Rośnie też popularność smartfonów – ma go już 1 na 4 badanych. Większość z nich deklaruje, że wyłącza telefon na czas wypoczynku, jednak chętnie skorzystaliby oni z telefonu w trakcie pobytu, aby uzyskać informacje o danych teleadresowych, stawkach ubezpieczeń, czy też inne informacje przydatne podczas pobytu.

Tegoroczny Health Barometer pokazał, iż na planowanie wakacji miały także wpływ ostatnie wydarzenia w Afryce Północnej. Ryzyko ataków terrorystycznych było w tym roku dla Europejczyków najważniejszym kryterium przy wyborze lokalizacji (42%, czyli o 5 punktów więcej niż w 2010 roku). W dalszej kolejności był to klimat, który jest kluczowy przy wyborze lokalizacji dla 41% badanych oraz kwestie budżetowe, które są kluczowe dla 40% osób. Dalej znalazło się ryzyko niepokojów społecznych, które jest istotnym czynnikiem przy wyborze miejsca docelowego urlopu dla 33% badanych – liczba ta wzrosła aż o 10% w stosunku do 2010 roku.

Badanie Grupy Europ Assistance pokazało również, że coraz więcej osób decyduje się na wykupienie ubezpieczenia przed wyjazdem na urlop. Dotyczy to szczególnie Niemców, Włochów i Austriaków. Najczęściej polisa dotyczy awarii pojazdu (64%, +7 punktów), problemów zdrowotnych (32%, +9 punktów) lub strajku czy opóźnień w transporcie (26%, +5 punktów). Jednocześnie jedynie 17% europejczyków posiada polisę, która obejmuje ryzyko ataku terrorystycznego.

Ogólnopolska kontrola działalności organizatorów turystyki

Coraz mniej biur podróży narusza prawa konsumentów – wynika z przeprowadzonej przez UOKiK kontroli organizatorów turystyki. Zbadano 171 wzorców umownych stosowanych przez 87 przedsiębiorców z całego kraju

Urząd regularnie monitoruje rynek usług turystycznych. Na ponad 2,4 tys. wpisanych do rejestru postanowień niedozwolonych 709 związanych jest z turystyką. To najliczniejsza grupa postanowień z jednej branży w rejestrze. W tym roku miała miejsce już piąta od 2003 roku ogólnopolska kontrola działalności organizatorów turystyki. W ramach prowadzonego od lutego do czerwca badania UOKiK sprawdził 171 wzorców umownych, regulaminów, przeanalizowano również materiały reklamowe – broszury, foldery, ulotki, a także umowy, które zostały zawarte z konsumentami.

Wśród 87 zbadanych organizatorów turystyki – 52 to przedsiębiorcy kontrolowani po raz pierwszy przez UOKiK. Wytypowani z poszczególnych województw na podstawie największej kwoty gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej. Pozostałych wybrano spośród przedsiębiorców, u których wykryto najwięcej nieprawidłowości podczas wcześniejszych kontroli.

Niezgodne z prawem praktyki stosowało 63 proc. skontrolowanych. W porównaniu z wynikami poprzedniego przeglądu z 2008 roku, kiedy nieprawidłowości stwierdzono aż u 96 proc. sprawdzonych podmiotów – tegoroczne badanie wskazuje na poprawę. Cieszy fakt, że aż wobec 32 przedsiębiorców nie było zastrzeżeń dotyczących wzorców umownych. W stosunku do pozostałej grupy – zarzuty UOKiK dotyczą głównie stosowania postanowień naruszających ustawę o usługach turystycznych oraz tożsamych ze znajdującymi się w rejestrze klauzul niedozwolonych.

W przebadanych dokumentach Urząd znalazł m.in. postanowienia istotne dla turystów z ekonomicznego punktu widzenia – dotyczące bezprawnego wyłączania lub ograniczania odpowiedzialności organizatora imprezy turystycznej, utrudniania złożenia reklamacji, zmiany ceny wycieczki. Zastrzeżenia dotyczyły między innymi:

  • ograniczania odpowiedzialności organizatora imprezy. Najwięcej, bo aż 42 zakwestionowane przez UOKiK postanowienia dotyczyły bezprawnego ograniczania lub wyłączania odpowiedzialności organizatora turystyki najczęściej w takich sytuacjach, jak opóźnienie samolotu, zmiana hotelu czy zaginięcie przedmiotów wartościowych.Organizatorzy informowali turystów w umowach lub regulaminach, że – biuro nie odpowiada za rzeczy pozostawione podczas podróży w autokarze i podczas pobytu w miejscu zakwaterowania. Tymczasem, zgodnie z prawem, organizator imprezy turystycznej nie może wyłączyć swojej odpowiedzialności za uszkodzenia przedmiotów należących turystów, które miały miejsce podczas wycieczki. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy powodem powstania szkody jest działanie lub zaniechanie konsumenta, osób trzecich lub siły wyższej;
  • utrudnianie złożenia reklamacji. Kolejną dużą grupę nieprawidłowości – 25 zakwestionowanych postanowień – stanowiły warunki dotyczące egzekwowania praw w przypadku nienależycie wykonanej umowy. W związku ze zmianą w ubiegłym roku przepisów dotyczących m.in. terminu i sposobu składania reklamacji usługi turystycznej, UOKiK podczas badania szczególną uwagę zwrócił na przestrzeganie prawa właśnie w tym zakresie. Wykryte nieprawidłowości polegały m.in. na stosowaniu postanowień skracających ustawowy termin na złożenie reklamacji. Przykładowo biura podróży informowały swoich klientów, że – wszelkie reklamacje w sprawie usług winny być wniesione indywidualnie nie później jednak niż 7 dni od daty zakończenia imprezy. Tymczasem, zgodnie z prawem, na złożenie reklamacji mamy 30 dni od zakończenia wycieczki. W każdej umowie o świadczenie usług turystycznych powinna znaleźć się informacja o sposobie składania reklamacji;
  • zmiana ceny przed rozpoczęciem imprezy. Dla konsumentów cena jest jednym z najważniejszych czynników, jakimi kierują się wybierając konkretny wyjazd. Prawo dopuszcza możliwość jej zmiany jedynie w ściśle określonych przypadkach, tj. wzrostu opłat urzędowych, w tym podatków, kosztów transportu, kursów walut. Nie może się to ponadto odbyć później niż 20 dni przed rozpoczęciem wycieczki. W przypadku zmiany ceny organizator musi niezwłocznie poinformować o tym konsumenta, który ma w takim wypadku prawo odstąpienia od umowy i zwrotu wpłaconych pieniędzy. Jak wykazała, kontrola organizatorzy wyjazdów nie przestrzegali tych przepisów i zastrzegali sobie możliwość zmiany ceny z innych powodów niż ustawowe, np. opłaty klimatyczne.
  • nieprawidłowości w treści i konstrukcji umów. Ustawa o usługach turystycznych określa dokładnie, co powinny zawierać umowy o świadczenie usług w ramach imprez turystycznych. Niestety przeprowadzona kontrola wykazała, że nie wszyscy przedsiębiorcy o tym pamiętają. Stwierdzone nieprawidłowości dotyczyły braku m.in. informacji na temat warunków wyżywienia, kontaktu do ubezpieczyciela, u którego biuro podróży wykupiło obowiązkową polisę chroniącą turystów czy też braku numeru wpisu organizatora do rejestru organizatorów turystyki i pośredników turystycznych. Warto wiedzieć, że umieszczenie w umowie danych przedsiębiorcy, w tym numeru wpisu do rejestru, umożliwia konsumentowi sprawdzenie czy biuro działa legalnie, ponadto ułatwia dochodzenie ewentualnych roszczeń.

Rezultatem kontroli jest wszczęcie 41 postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów, spośród których trzy zostały już zakończone wydaniem dwóch decyzji zobowiązujących i jednej stwierdzającej zaniechanie stosowania niedozwolonych praktyk. Ponadto trwają przygotowania do wszczęcia kolejnych siedmiu takich postępowań. Część klauzul zakwestionowano jako niezgodne z prawem postanowienia, które jednak nie znajdują się w rejestrze postanowień niedozwolonych. W stosunku do 22 przedsiębiorców UOKiK wystąpi z powództwem do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o uznanie stosowanych klauzul za niedozwolone.

Jednocześnie Urząd przypomina, że bezpłatną pomoc w dochodzeniu swoich praw turyści mogą uzyskać u powiatowych lub miejskich rzeczników konsumentów albo pod numerem telefonu 800 007 707 od pn. do pt. od 9.00 do 17.00.

Raport z kontroli ze szczegółowymi informacjami o skontrolowanych organizatorach i poradami dla turystów dostępny na www.uokik.gov.pl

CEZ rozwija produkcję zielonej energii

Czeski koncern energetyczny CEZ coraz prężniej rozwija produkcję zielonej energii. W ramach nowego projektu Biomasa Skawina, realizowanego przez elektrownię Skawina, firma ma zamiar rozbudować dotychczasową instalację o dodatkowe urządzenia, służące przygotowaniu paliwa biomasowego i zwiększeniu produkcji energii odnawialnej.

Projekt Biomasa Skawina obejmuje działania o charakterze organizacyjnym, logistycznym oraz projektowo-budowlanym. W wyniku już podjętych działań, Elektrownia Skawina drogą przetargu wybrała firmę zewnętrzną, która opracuje koncepcję i projekt oraz wybuduje nową instalację na biomasę. Nowa instalacja jest przyjazna środowisku, a jej wdrożenie przyczyni się do zredukowania poziomu emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Docelowo elektrownia Skawina chce zwiększyć produkcję energii odnawialnej o 6% w stosunku do energii wyprodukowanej w 2010 roku.

– Nasze elektrownie znajdują się w gronie aktywnie działających na polskim rynku wytwórców energii odnawialnej i to jest istotne, że nieustannie poszukujemy optymalnych rozwiązań – mówi Marek Bogdanowicz, lider projektu Biomasa Skawina i menadżer ds. Produkcji w Elektrowni Skawina.

Ostatnia szansa na dofinansowanie badań z Unii

We wtorek, 12 sierpnia 2011 roku zostanie ogłoszony ostatni już nabór wniosków do działania 1.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Przedsiębiorcy, którzy chcą dofinansować swoje prace nad powstaniem nowego, innowacyjnego na skalę międzynarodową produktu, usługi lub technologii muszą się pospieszyć! Wnioski o dotacje można składać do 30 września 2011 roku.

Działanie 1.4 wspiera projekty obejmujące przedsięwzięcia techniczne, technologiczne lub organizacyjne (badania przemysłowe i prace rozwojowe) prowadzone przez przedsiębiorców do momentu stworzenia przez nich prototypu rozwiązania.

Przedsiębiorca z uzyskanej dotacji może sfinansować badania, których celem będzie stworzenie nowych linii produkcyjnych i technologii, jak również nowych produktów, w tym produktów eksperymentalnych. Jednak skutkiem ich realizacji musi być powstanie nowych koncepcji technologicznych i rozwiązań produktowych, które zostaną skomercjalizowane i okażą się sukcesem rynkowym.

Za pieniądze z UE można opłacić wynagrodzenia zespołu pracującego nad badaniami, amortyzację sprzętu, aparatury i materiałów niezbędnych do prowadzenia badań. Unia pokryje również koszt usług doradczych w tym badania zlecone innym podmiotom, typowe koszty administracyjne czy najem lub utrzymanie pomieszczeń potrzebnych do realizacji projektu. – W przygotowaniu dokumentacji aplikacyjnej kluczowe jest to, aby pokazać, że projekt ma charakter innowacyjny – co najmniej w skali kraju oraz, że na badany produkt, usługę lub technologię istnieje realne zapotrzebowanie rynkowe, a projekt potencjalnie będzie opłacalny – mówi Milena Jankowska z ECDF, poznańskiej firmy doradczej pomagającej w przygotowaniu dokumentów do PARP. – Ważne – i to nie tylko ze względów finansowych – jest pokazanie we wniosku, że mamy zdolność do wdrożenia wyników naszych badań, a co za tym idzie, że pieniądze, które UE przekazała na badania lub prace rozwojowe, w przypadku badań zakończonych sukcesem, przełożą się na sukcesy wdrożeniowe i rozwój firmy – dodaje Milena Jankowska.

Łączna wartość całego projektu nie może przekroczyć równowartości w złotych kwoty 50 milionów euro, zaś przedsiębiorca może otrzymać dofinansowanie do 7,5 miliona euro. Jeśli firma należy do grupy mikro i małych przedsiębiorców na badania przemysłowe może otrzymać 70% wsparcia, średnie firmy dostaną 60%, zaś duże – 50%. Z kolei jeśli chodzi o prace rozwojowe to mali mogą liczyć na 45% z budżetu UE, średni na 35%, zaś duzi – 25%. W województwie wielkopolskim nie określono kwoty minimalnej wydatków kwalifikujących się do dofinansowania. W ramach działania istnieją również opcje umożliwiające podwyższenie wyżej wskazanego wsparcia nawet o 15 punktów procentowych.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości precyzyjnie określiła nie tylko wymagania wobec projektów, ale także uściśliła punktację. Aby ustawić się w kolejce po dotację firma musi zdobyć co najmniej 60 punktów na 100 możliwych, które otrzymuje się nie tylko za innowacyjność (max liczba punktów za to kryterium to 40), ale także na przykład za tematykę badań (w ramach grupy Info, Techno lub Bio, zyskuje się 5 punktów), opatentowanie wynalazku (10 punktów) lub ochronę środowiska (3 punkty). – Działanie 1.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka to szansa dla tych firm, które stawiają na innowacyjne rozwiązania w swoich dziedzinach – rozwiązania technologiczne, produkcyjne lub produktowe. Pieniądze z Unii Europejskiej w ich wypadku z pewnością przyczynią się nie tylko do zmian rynkowych, ale także do zmian w naszym sposobie życia ¬– mówi Milena Jankowska, ekspert ECDF.

Informacje na temat PO IG 1.4 znajdują się na stronie internetowej www.parp.gov.pl. Do kontaktu na temat działania i możliwości pozyskania dofinansowania zaprasza także ECDF – lider w pozyskiwaniu dotacji finansowanych z Unii Europejskiej www.ecdf.pl.

Polacy coraz chętniej podróżują samolotami

W tym roku polskie lotniska obsłużą ponad 1 mln pasażerów więcej niż w roku ubiegłym. Coraz więcej osób decyduje się na lot samolotem głównie ze względu na oszczędność czasu, wygodę i przystępne ceny połączeń. Ponad połowa badanych podróżuje liniami lotniczymi przynajmniej raz w roku.

Większość pasażerów na bilet nie wydaje więcej niż 600 zł, jedynie połowa korzysta z dodatkowych usług oferowanych przez przewoźników – jak wynika z analizy przeprowadzonej przez internetowe biuro podróży Tripsta.pl.

Polacy z reguły decydują się na lot, kiedy w grę wchodzą wakacje za granicą. Dla 70 proc. badanych to główny cel podróży samolotem. Z kolei 42 proc. wybiera ten środek transportu z myślą o odwiedzinach rodziny lub znajomych mieszkających poza Polską. Najczęściej latają osoby w wieku 26-39 lat, które oprócz wypoczynku podróżują w celach zarobkowych. – Jesteśmy coraz bardziej mobilni, praca czy nauka za granicą powodują, że średnio aż co trzeci badany lata częściej niż 3 razy w roku – mówi Anna Galewska z internetowego biura podróży Tripsta.pl. – Siatka połączeń z Polski stale się rozbudowuje, powstają nowe porty, np. pod Warszawą, Lublinem czy w Gdyni, co dodatkowo ułatwi i da większe możliwości podróżowania liniami lotniczymi – dodaje.

Bilet lotniczy do 600 zł

Samolot to, oprócz wygody, oszczędność czasu i pieniędzy. Taki sposób podróżowania nie musi oznaczać dużego wydatku. Większość, bo aż 67 proc. badanych, kupuje bilet lotniczy za nie więcej niż 600 zł, a średnio co trzeci wydaje na niego mniej niż 300 zł. Jak wynika z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, ponad połowa pasażerów linii lotniczych w Polsce wybiera tanich przewoźników i to głównie dzięki nim na podróż samolotem może sobie pozwolić coraz więcej osób.

Najwięcej na jeden lot wydają pasażerowie powyżej 40. roku życia, którzy w bilety lotnicze zaopatrują się w tradycyjnym biurze podróży lub bezpośrednio u przewoźnika. – Osoby, które kupują bilety przez internet wydają na nie mniej. Internetowa porównywarka czy wyszukiwarka połączeń lotniczych pozwala dokładnie sprawdzić loty dostępne u różnych przewoźników, przeanalizować ich ceny i wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie – mówi Anna Galewska z Tripsta.pl. – Co więcej, jeżeli lecimy tanimi liniami i chcemy wykupić dodatkowy bagaż czy pierwszeństwo wejścia na pokład, to przy rezerwacji internetowej zapłacimy za takie usługi średnio połowę mniej niż na lotnisku – dodaje.

Dodatkowy bagaż dla kobiet

Ponad połowa podróżujących tanimi liniami korzysta z udogodnień oferowanych przez przewoźników. Prawie co trzeci badany wykupuje dodatkowy bagaż, a co czwarty w pakiecie z biletem wybiera ubezpieczenie w podróży. Jedynie 6 proc. decyduje się na zakup odprawy priorytetowej, a 2,5 proc. dodatkowej przestrzeni na nogi. Kobiety są bardziej skłonne ponieść ekstrakoszty. Z reguły trudniej jest im spakować się tylko w walizkę podręczną, więc zmuszone są zapłacić za dodatkowy bagaż. Częściej też podróżują z małymi dziećmi – w takiej sytuacji odprawa priorytetowa pozwala uniknąć długiej kolejki przy wejściu do samolotu i umożliwia wybór dowolnego, wygodnego dla matki z dziećmi miejsca na pokładzie.

Apple ogłasza wyniki za trzeci kwartał

Wzrost sprzedaży telefonów iPhone o 142%; Wzrost sprzedaży iPadów o 183%

Firma Apple przedstawiła sprawozdanie finansowe za trzeci kwartał roku obrotowego 2011, który zakończył się 25 czerwca 2011 roku. Spółka zadeklarowała rekordowe kwartalne przychody w wysokości 28.57 miliarda USD i rekordowy kwartalny zysk netto w wysokości 7.31 miliarda USD, czyli 7.79 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 15.7 miliarda USD, a zyski 3.25 miliarda USD, czyli 3.51 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 41.7%, w porównaniu do 39.1% w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 62% przychodów w ostatnim kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.

Spółka sprzedała w tym kwartale 20.34 miliona telefonów iPhone, osiągając 142% wzrost sprzedaży w stosunku do analogicznego kwartału poprzedniego roku. Apple sprzedało także 9.25 miliona iPadów, co oznacza 183% wzrost sprzedaży w stosunku do analogicznego kwartału poprzedniego roku. Spółka sprzedała 3.95 miliona komputerów Mac, co oznacza 14% wzrost w stosunku do analogicznego kwartału poprzedniego roku oraz 7.95 miliona iPodów, co oznacza 20% spadek sprzedaży w stosunku do analogicznego kwartału poprzedniego roku.

„Jesteśmy podekscytowani naszym najlepszym kwartałem w historii. Nasze przychody wzrosły o 82% a zyski o 125%.” powiedział Steve Jobs, Dyrektor Generalny Apple. „W tym momencie skupiamy się na debiucie iOS 5 i iCloud jesienią tego roku.”

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników, które zapewniły nam przepływy pieniężne na poziomie 11.1 miliarda USD, co oznacza 131% wzrost rok do roku,” powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple. „W czwartym kwartale roku obrotowego 2011 spodziewamy się przychodów na poziomie około 25 miliardów USD i zysku z akcji rozwodnionej na poziomie około 5.50 USD.”

Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów i zysków Spółki przypadających na akcję. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcja Spółki) na te czynniki oraz na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania popytu na nie; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; zależność Spółki od dostępności treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; fakt, że w niektórych krajach Spółka współpracuje tylko z jednym lokalnym dostawcą usług przy sprzedaży telefonów iPhone; dostępność osób zarządzających Spółką i kluczowych pracowników; ewentualne postępowania sądowe prowadzone w związku ze sprawami badanymi przez specjalną komisję zarządu oraz korektą skonsolidowanych sprawozdań finansowych Spółki; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych; zależność Spółki od wyników pracy dystrybutorów i innych sprzedawców produktów Spółki. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w ogólnodostępnych sprawozdaniach Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym w Formularzu 10-K za rok obrotowy zakończony 25 września 2010 roku, w Formularzach 10-Q za kwartał zakończony 25 grudnia 2010 roku i 10-Q za kwartał zakończony 26 marca 2011 roku oraz Formularzu 10-Q za kwartał zakończony 25 czerwca 2011 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.

Jarosław Fotyga w zarządzie FAMUR S.A.

Z dniem 15 lipca Rada Nadzorcza FAMUR SA powołała na stanowisko wiceprezesa zarządu spółki Jarosława Fotygę. Jego zadania będą związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi, wdrażaniem strategicznych programów organizacji oraz rozwojem kadr w liczącej obecnie blisko 4 tysiące pracowników Grupie FAMUR.

Przed objęciem funkcji wiceprezesa zarządu FAMUR SA, w latach 2003-2011 Jarosław Fotyga był menedżerem w dziale zasobów ludzkich w EBRD (Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju) w Londynie, gdzie odpowiadał za wiele aspektów działalności inwestycyjnej w 34 krajach na całym świecie, a także za strategiczne programy rozwojowe. Wcześniej pełnił funkcje kierownicze w Unilever Polska (2000-2003) i Philips Morris (1997-2000).

Jarosław Fotyga wykłada Human Resources Managment na studiach podyplomowych i programowych Executive MBA. Posiada tytuł Chartered Fellow brytyjskiego Chartered Institute for Personnel and Development. Ponadto, jest autorem wielu publikacji w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi i poprawiania działalności organizacyjnej. Ukończył Cornell University na specjalizacji Human Resource Management oraz University of Illinois Urbana – Champaign na specjalizacji Business Strategy.

„Uważamy, że fundamentem Grupy FAMUR są ludzie zatrudnieni zarówno przy produkcji, jak i w działach badań i rozwoju czy sprzedaży. To dzięki naszym pracownikom możemy osiągać sukcesy na polu innowacyjności, obejmujące projektowanie i wdrażanie unikatowych na skalę światową maszyn i rozwiązań dla górnictwa. Przykładem może być system e-kopalnia czy kompleks do eksploatacji pokładów niskich. Grupa FAMUR konsekwentnie zwiększa swój potencjał przez rozwój organiczny i akwizycje. Jesteśmy przekonani, że dynamicznemu wzrostowi powinna zawsze towarzyszyć troska o zapewnienie możliwie najlepszej organizacji pracy” – mówi Waldemar Łaski, prezes zarządu FAMUR SA.

Obecnie w skład zarządu FAMUR SA wchodzą: Waldemar Łaski – prezes zarządu oraz Beata Zawiszowska, Ryszard Bednarz, Ireneusz Tomecki, Adam Wojciechowski oraz Jarosław Fotyga, którzy piastują stanowiska wiceprezesów.

Polska Ekstraklasa rośnie szybko, ale nie dogania Europy

Klubem, który osiągnął największe przychody w minionym roku jest po raz kolejny Lech Poznań. Na drugie miejsce awansowało Zagłębie Lubin, które wyprzedziło Legię Warszawa. Od kilku lat przychody Ekstraklasy rosną w tempie kilkunastu procent rocznie. Mimo to przy obecnych wynikach sportowych nie będzie ona w stanie dorównać ligom europejskim, które oddalają się z roku na rok o dziesiątki lub nawet setki milionów euro. W ubiegłym roku, ze względu na oddanie do użytku nowych stadionów, w Ekstraklasie znacząco zwiększyły się przychodny z dnia meczu. Kluby potrzebują jednak kompleksowego podejścia do wykorzystania obiektów tak, aby zarabiać na nich jak najwięcej – to główne wnioski z V edycji raportu „Piłkarska Liga Finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W 2010 r. 11 klubów powiększyło swoje przychody, natomiast 6 zanotowało spadki. Największy wzrost przychodów, w ujęciu kwotowym, osiągnęły dwie pierwsze drużyny tegorocznego rankingu – Lech i Zagłębie, które zwiększyły swoje wpływy odpowiednio o 20,7 mln zł (51%) i 12,2 mln zł (61%). Pierwszemu z klubów zagwarantowało to przychody na poziomie 61 mln zł w 2010 roku, drugiemu, o połowę mniejsze – 31 mln zł. Wzrosty powyżej 4 mln PLN uzyskały Korona Kielce, Legia Warszawa i Widzew Łódź. Do drużyn, które w 2010 roku zaliczyły największy spadek wpływów należały GKS Bełchatów (-5,8 mln PLN), Śląsk Wrocław (-3 mln PLN) i Wisła Kraków (- 3mln PLN).

Wyniki raportu Deloitte wskazują, że najistotniejszą kategorią przychodów pozostają wpływy komercyjne, które po wzroście w 2010 roku o 11 mln PLN stanowiły 45% łącznych przychodów klubów Ekstraklasy. Na stałym poziomie pozostały przychody ze sprzedaży praw do transmisji meczów, które odpowiadały za 35% wpływów. Największy wzrost przychodów kluby odnotowały w kategorii przychodów z dnia meczu, które uległy niemal podwojeniu w porównaniu do 2009 roku. Tym samym zwiększył się ich udział w łącznych przychodach – z 12% do 20%. Tak znaczna poprawa wyniku była spowodowana głównie zakończeniem rozbudowy kilku stadionów.

„W drugiej połowie 2010 roku zakończono całkowicie lub częściowo budowę sześciu stadionów klubów występujących w minionym sezonie w Ekstraklasie. Same obiekty jednak nie wystarczą – kluby muszą pomyśleć o nowym modelu biznesowym, który pozwoli im efektywnie wykorzystać tkwiący w nich potencjał. Potrzebna jest kompleksowa strategia sprzedaży lóż oraz przygotowanie specjalnych pakietów komercjalizacyjnych. Warto przyjrzeć się, jak funkcjonują tego typu obiekty na zachodzie Europy i zastanowić się nad wprowadzeniem bezgotówkowych form płatności na stadionach, co przyspieszy dokonywanie na nich zakupów, a także nad rozwiązaniami, które uczynią te obiekty jeszcze bardziej przyjaznymi dla rodzin z dziećmi ” – mówi Jacek Bochenek, dyrektor grupy sportowej Deloitte.

Z raportu Deloitte wynika, że w ujęciu procentowym, po raz kolejny z rzędu, najwyższa polska liga rosła w szybszym tempie niż najwięksi w Europie. Należy jednak zwrócić uwagę, że wyrażony w procentach wzrost wartości Ekstraklasy to cały czas mniej niż każdy 1% wzrostu ligi angielskiej. W ujęciu wartościowym czołowe ligi europejskie powiększają dzielący nas dystans z roku na rok o kilkadziesiąt do kilkuset milionów euro. Najwięcej zarabiający klub na kontynencie – Real Madryt potrzebował w sezonie 2009/2010 około dwóch miesięcy, aby osiągnąć takie wpływy, jakie wszystkie drużyny Ekstraklasy wypracowały wspólnie przez cały rok 2010. Tak duża różnica przychodów pomiędzy Polską a ligami „Wielkiej Piątki” wynika m.in. z faktu corocznego uczestnictwa kilku klubów z tych krajów w europejskich pucharach. Kluby, tylko z udziału w fazie grupowej Ligi Mistrzów, mogły liczyć na kwotę równą łącznym rocznym przychodom lidera tegorocznej Piłkarskiej Ligi Finansowej. Polskie drużyny nie mają szans na osiągnięcie tego poziomu przychodów, jeżeli nie zaczną grać w europejskich rozgrywkach.

„Mimo śladowej obecności polskich drużyn w europejskich rozgrywkach grupowych, poziom wynagrodzeń piłkarzy w naszym kraju, w stosunku do przychodów osiąganych przez kluby, przewyższa wskaźniki niemal wszystkich europejskich lig. Ponad połowa klubów Ekstraklasy miała tę proporcję na poziomie przekraczającym 80%, jedynie trzy z nich osiągnęły wynik poniżej 60% (Wisła Kraków, Zagłębie Lubin, Cracovia). W efekcie średni poziom dla polskiej ligi to 75%, co jest drugim najwyższym wynikiem w Europie, zaraz po Włoszech. Najwięcej lig europejskich utrzymuje płace na poziomie pozwalającym zmieścić się maksymalnie w przedziale pomiędzy 60 a 70%. I do tego modelu powinniśmy dążyć w Polsce. Tym bardziej, iż nie widać korelacji pomiędzy wynagrodzeniami a wynikami na boisku – większość ligowych klubów, w tym zarówno mistrz Polski jak i spadkowicze przeznaczają na wynagrodzenia podobne kwoty (z przedziału 8-13 mln zł rocznie). Przemyślana polityka transferowa jest jednym z obszarów, które wymagają najpilniejszego zaadresowania – jest kluczem do podniesienia poziomu gry i efektywnego zarządzania klubem.” – zauważa Grzegorz Sencio, menedżer z dziale konsultingu Deloitte.

Istotnym elementem w 2011 r. będzie zmiana podejścia do idei sponsoringu. W obecnym kształcie Ekstraklasa jest produktem stosunkowo zamkniętym – do obejrzenia jedynie przez osoby obecne na stadionie i oglądające w kodowanej telewizji. „Dzięki sublicencjom udzielonym w ramach przetargu, niektóre mecze Ekstraklasy będą dostępne nie tylko w Canal+, ale również w kanałach Cyfrowego Polsatu i stacji Eurosport. Otwarcie się na inne media spowoduje podniesienie atrakcyjności futbolu dla sponsorów, a co za tym idzie zwiększenie przychodów klubów. Skorzystają na tym kluby piłkarskie, gdyż dla wielu z nich wpływy z transmisji są podstawą finansowania, a także polscy kibice. W innych krajach to wzrost przychodów z tej działalności decyduje o rosnących wpływach klubów. W Polsce ilość pieniędzy z transmisji pozostaje niemal na niezmienionym poziomie, przez to, że produkt dostępny jest jedynie dla wąskiej grupy osób, korzystających z kodowanych telewizji. To w tej chwili najważniejsza bariera wzrostu. ” – dodaje Jacek Bochenek z Deloitte.

Spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Libii

Minister Radosław Sikorski weźmie udział w czwartym spotkaniu Grupy Kontaktowej ds. Libii, które odbędzie się w Stambule 15 lipca br.

Uwaga ponad 30 ministrów spraw zagranicznych i przedstawicieli organizacji międzynarodowych uczestniczących w posiedzeniu skoncentruje się m.in. na aktualnej sytuacji w i wokół Libii i wynikach dotychczasowych działań społeczności międzynarodowej, które mają na celu zapewnienie realizacji postanowień odnośnych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Grupa skupi się również na sposobach udzielenia efektywnej pomocy tymczasowym władzom powstańczym oraz na programie wsparcia libijskiej transformacji w ramach procesu politycznego, po oczekiwanym odejściu Muammara Kadafiego.

Przejściowa Rada Narodowa, uznawana za jedynego w obecnych warunkach partnera współpracy po stronie libijskiej w Bengazi, zapowiedziała zaprezentowanie szczegółowych założeń okresu przejściowego, po ustanowieniu wiarygodnego rozejmu.

W trakcie spotkania Minister Radosław Sikorski przedstawi długofalowy program polskich działań pomocowych wspomagania budowy „nowej” demokratycznej Libii, realizującej aspiracje wszystkich Libijczyków z poszanowaniem wolności obywatelskich, międzynarodowych standardów ochrony praw człowieka oraz otwartej na współprace ze światem.

Podczas dwudniowego pobytu w Stambule, w sobotę 16 lipca, minister Radosław Sikorski weźmie udział w konferencji poświeconej problematyce tolerancji religijnej, sponsorowanej przez Organizacje Współpracy Islamskiej, Stany Zjednoczone i Turcję.

Rzecznik Prasowy MSZ
Marcin Bosacki

Wyższa stawka celna na import mięsa do Turcji

Z dniem 02 lipca 2011 r. Rada Ministrów Republiki Turcji podjęła decyzję o zmianie stawek celnych na import mięsa.

Według ww. decyzji, stawka celna przewidziana dla nw. pozycji tureckiej taryfy celnej zostaje podwyższona z 60% do 75%. Wprowadzenie podwyższonego cła ma na celu ochronę krajowych hodowców przed konkurencją zagraniczną.

Kod celny Nazwa wyrobu

0201.10.00.00.00 Tusze lub półtusze

0201.20.20.00.00 Ćwierci (równo podzielone)

0201.20.30.00.00 Ćwiartki przednie (po rozbiorze lub nie)

0201.20.50.00.00 Ćwiartki tylne (po rozbiorze lub nie)

0202.10.00.00.00 Tusze lub pół-tusze

0202.20.10.00.00 Ćwierci (równo podzielone)

0202.20.30.00.00 Ćwiartki przednie (po rozbiorze lub nie)

0202.20.50.00.00 Ćwiartki tylne (po rozbiorze lub nie)

Decyzja RM nr 2011/2020 weszła w życie z dniem jej opublikowania w Dzienniku Ustaw Nr 27982 z dn. 02 lipca 2011 r.

Rynek outsourcingu usług flotowych w Polsce

Corporate Vehicle Observatory w tym roku po raz szósty przeprowadziło w Polsce sondaż wśród osób decydujących o flotach samochodowych w przedsiębiorstwach. Z danych wynika, że outsourcing usług flotowych cieszy się w naszym kraju dużą popularnością, większą niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej objętych badaniem. Rodzime firmy najchętniej korzystają z usług związanych z obsługą techniczną aut (89%), wymianą ogumienia (93%), ubezpieczeniem (91%) i likwidacją szkód (76%).

Rzecz wygląda inaczej w przypadku korzystania z rozwiązań ułatwiających zarządzanie flotą. Należy do nich przede wszystkim raportowanie on-line. Na to niezwykle wygodne dla flot firmowych rozwiązanie, pozwalające na bieżące śledzenie trendów parku aut służbowych, decyduje się zaledwie 21% firm o zatrudnieniu powyżej 100 osób i 26% z zatrudnieniem powyżej 500 osób. W tym obszarze polskie firmy wypadają dużo gorzej, niż w innych krajach Unii objętych badaniem, gdzie z takiej usługi korzysta odpowiednio 32% przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 100 pracowników i 45% zatrudniających powyżej 500 pracowników. Jednak należy tutaj dodać, że dostawcy usług flotowych w krajach Europy Zachodniej już od lat przyzwyczajają swoich klientów do wyrafinowanych usług on-line, które wzbogacone są o narzędzia konsultingowe i szereg rekomendacji, by optymalizować koszty. W Polsce „informatyzacja” raportowania flotowego dopiero nabiera profesjonalnych kształtów i w wielu przypadkach to klienci edukują swoich dostawców w zakresie niezbędnych narzędzi on-line.

Barometr CVO wysondował również wśród osób zarządzających flotami zapotrzebowanie na nowe usługi, które mogłyby pojawić się na rynku. Z badania wynika, że przedsiębiorstwa w Polsce, w mniejszym stopniu niż te z pozostałych krajów UE, są zainteresowane usługami związanymi z raportowaniem kwestii ekologicznych, takich jak emisja CO2,. Firmy zagraniczne chętniej niż polskie skorzystałyby ze szkoleń dla swoich pracowników w zakresie ekonomicznej jazdy. Natomiast nasi fleet managerowie bardziej wyczekują rozwiązań związanych z raportowaniem na potrzeby rachunkowo-podatkowe.

Raportowanie emisji CO2 nadal pozostaje jedynie sloganem, wpisującym się w społeczną odpowiedzialność biznesu. W Polsce dla firm nie ma realnych korzyści, wynikających z redukowania CO2, więc trudno się dziwić, że przedsiębiorstwa bardziej traktują to jako wewnętrzny wymóg korporacyjny, niż dobrowolne działanie chroniące środowisko naturalne – mówi Bartłomiej Kwapisz, product & marketing manager w firmie Arval. Trudno też szukać w polskim prawie elementów wyraźnie dyscyplinujących te firmy, które nie regulują opłat środowiskowych i nie podejmują działań offsetowych. A szkoda, bo wzorem innych krajów UE, „biznes CO2”, może być naprawdę opłacalny, bowiem klienci decydujący się na nisko-emisyjne silniki, uzyskują dodatkowe rabaty na zakup pojazdów, które dotowane są przez Państwo. Tym samym redukują nie tylko emisję CO2, ale także zużycie paliwa w tych samochodach, co skutkuje lepszym bilansem w pozycji „flota”. Z kolei dzięki rządowym zachętom, klienci częściej wymieniają park aut służbowych, podkręcając w ten sposób wyniki sprzedaży nowych samochodów i w rezultacie wszyscy są zadowoleni. Wydaje się proste, a jak pokazuje polska rzeczywistość, dość trudne w realizacji. Zatem w tych okolicznościach, motorem zmian mogą być kolejne dyrektywy unijne, które nie tyle zachęcą nas do „zielonej transformacji”, ile wymogą na nas szybkie dostosowanie się do unijnych realiów – kończy Kwapisz.

Znaczna część wyników Barometru CVO została zaprezentowana podczas konferencji, która odbyła się na terenie Mostu Północnego w Warszawie. Organizatorem imprezy była firma Arval.

Młodzi wolą nowe mieszkania

Według danych Home Broker w I półroczu br. na kupno mieszkania z rynku wtórnego decydowało się w poszczególnych miastach przeciętnie dwie na trzy osoby. Warszawa była pod tym względem wyjątkiem. W stolicy mniej więcej tyle samo osób podjęło decyzję o zakupie mieszkania od dewelopera, co lokalu używanego.

Z raportu opracowanego w maju br. przez analityków Home Broker wynika, że im potencjalny nabywca jest młodszy, tym ważniejsza jest dla niego możliwość zakupu nowego mieszkania. To priorytet dla dwóch na trzy osoby, które nie ukończyły 36. roku życia. W tej grupie planujących zakup lokum większa ilość kupujących ma też nadzieję na szybki wzrost wartości nieruchomości. Za istotny uznało ten czynnik aż 65 proc. osób deklarujących chęć zakupu na rynku pierwotnym.

Do nowych mieszkań najbardziej przekonują niskie opłaty czynszowe oraz możliwość zaaranżowania lokalu zgodnie z własnymi potrzebami. Oczywiście poza samą chęcią zamieszkania w nowym budynku, co jest najważniejszym czynnikiem decydującym przy wyborze mieszkań z rynku pierwotnego (86 proc. wskazań).

Argumentem przemawiającym za zakupem nowego mieszkania są niższe ceny w inwestycjach znajdujących się na wczesnym etapie realizacji. Na rynku pojawiają się projekty, w których można znaleźć preferencyjne oferty w czasie przedsprzedaży. – W naszej nowej inwestycji RED Park, której realizacje rozpoczynamy w Poznaniu oferujemy mieszkania w cenie już od 5100 zł brutto za metr kwadratowy. Stawki, jakie zaproponowaliśmy umożliwiają zaciągnięcie kredytu z dopłatą w programie Rodzina na swoim na wszystkie mieszkania. Na osiedlu RED Park, które finansuje PKO BP, w czasie przedsprzedaży oferujemy system płatności 15/85. Kiedy budowa rozpocznie się kupujący będą zobowiązani do wpłaty zaledwie 15 proc. wartości nieruchomości, a pozostałe 85 proc. sumy dopłacą dopiero przed odbiorem kluczy – tłumaczy Teresa Witkowska, dyrektor Sprzedaży w firmie RED Real Estate Development, stor która realizuje osiedle przy poznańskim Lasku Dębiec.

Wyniki analizy firmy Emerson odnośnie poziomu maksymalnie akceptowanej ceny przez kupujących mieszkania w okresie od stycznia do czerwca bieżącego roku wskazują, że największa grupa warszawiaków poszukując lokalu mieszkalnego jest skłonna przeznaczyć na taki zakup więcej, niż 600 tys. zł. W Krakowie i Wrocławiu zaś najwięcej potencjalnych nabywców zamierza wydać na mieszkanie maksymalnie kwotę od 300 do 450 tys. zł. W tych dwóch miastach jest kilkakrotnie więcej osób zdecydowanych na wydatek poniżej 300 tys. zł, niż w stolicy. Ta dysproporcja wynika z niższych od stołecznych zarobków w tych miastach oraz cen mieszkań.

Do planujących zakup mieszkania na rynku wtórnym przemawiają inne względy. Wyniki przeprowadzonego badania Home Broker pokazały, że dla osób decydujących się na zakup używanego mieszkania decydującym argumentem jest to, że kupują lokum, które mogą zobaczyć. To najistotniejsze aż dla 93 proc. respondentów zainteresowanych lokalami z rynku wtórnego.

Drugim ważnym dla tej grupy kupujących czynnikiem jest rozwinięta infrastruktura komunikacyjna i usługowa w danej lokalizacji. Zależy im również na szybkiej przeprowadzce (88 proc. wskazań). Poza tym chcą uniknąć ryzyka związanego z kupnem mieszkania w budowie i kupić wykończony już lokal. Część respondentów przyznaje także, że nabyli mieszkanie na rynku wtórnym z powodu braku innej możliwości. Dzieje się tak dlatego, że w różnych miastach, różnie kształtuje się aktywność deweloperska.

Z badania preferencji przeprowadzonego przez Home Broker wynika również, że czynniki ekonomiczne grają większą rolę w przypadku zakupu mieszkań przez osoby o wyższych zarobkach. Dla tych ankietowanych ważny był poziom czynszu w nowych mieszkaniach. Ten aspekt znacznie częściej akcentują osoby o wyższych dochodach niż zarabiające mniej.

źródło/autor: RED Real Estate Development

Rynek akcji nadal z potencjałem do wzrostu

Pomimo napływu negatywnych informacji z krajów peryferyjnych strefy Euro, obniżenia prognoz wzrostu w kluczowych światowych gospodarkach oraz ciągle niestabilnej sytuacji w krajach arabskich, większość światowych rynków akcji nadal notuje wzrosty. W okresie wakacji dane makro mogą częściej zaskakiwać pozytywnie niż negatywnie.

Zbliżający się sezon wyników powinien potwierdzić, że akcje nie są przewartościowane – oceniają analitycy Domu Inwestycyjnego BRE Banku w najnowszej aktualizacji strategii inwestycyjnej na rok 2011.

– Ryzyko kryzysu zadłużeniowego w Europie, choć nadal bardzo duże, w najbliższym czasie powinno osłabnąć. Spadające ceny ropy i żywności jak też trudna sytuacja na rynku pracy obniżą presję inflacyjną, ograniczając tym samym potencjalne dalsze zacieśnianie polityki monetarnej, w szczególności na rynkach wschodzących. – mówi Jarosław Kowalczuk, prezes Domu Inwestycyjnego BRE Banku – Między innymi dlatego w naszej comiesięcznej aktualizacji strategii inwestycyjnej podtrzymujemy pozytywne nastawienie do rynku akcji – dodaje.

Istotnym wydarzeniem, wpływającym na zachowania inwestorów w lipcu, będzie oczekiwanie na decyzję Kongresu w sprawie ustawowego limitu zadłużenia USA. W maju dług publiczny USA osiągnął dozwolony poziom 14,3 bln USD. Amerykańska administracja nie może zaciągać nowego zadłużenia. Rozmowy dotyczące rozwiązania problemu utkwiły w martwym punkcie. Jednak zachowanie rentowności amerykańskich obligacji nie wskazuje, żeby inwestorzy zakładali wysokie prawdopodobieństwo negatywnego scenariusza.

Ograniczony napływ nowego kapitału do krajowych funduszy powoduje, że szansę na wybicie z obecnej konsolidacji na warszawskiej giełdzie daje chyba tylko zwiększona aktywność inwestorów zagranicznych. Takiego scenariusza oczekują analitycy DI BRE Banku. W obserwowanej od dwóch miesięcy korekcie WIG20 zachowuje się lepiej niż inne indeksy rynków wschodzących.

W comiesięcznej aktualizacji strategii inwestycyjnej eksperci DI BRE Banku zalecają przeważanie w portfelach większych banków, w szczególności PKO BP. Powinny one jako jedne z pierwszych skorzystać na poprawie sentymentu do sektora. Ponadto podtrzymane zostały rekomendacje kupuj dla walorów ING i Kruka oraz zalecenie redukuj dla Getin Holdingu i Millennium.

W sektorze paliwowym i energetycznym warto odnotować fakt, że nowa taryfa eliminuje krótkoterminowe ryzyka dla PGNiG i pozwoli na dyskontowanie ciekawych perspektyw w obszarze wydobywczym i infrastrukturalnym. Nadal pod presją pozostają marże w rafineriach. Dlatego podtrzymane zostało negatywne nastawienie do Orlenu i Lotosu. W przypadku PGE obciążeniem może być perspektywa podaży akcji z MSP. Najciekawszą inwestycją w sektorze energetycznym jest Tauron.
Drugi kwartał powinien być zdecydowanie lepszym okresem dla spółek mediowych niż pierwsze trzy miesiące roku. Obniżona ubiegłoroczną żałobą narodową baza porównawcza zapewni wzrosty wpływów z reklamy w spółkach telewizyjnych. Za najciekawsze spółki z sektora IT analitycy DI BRE Banku uznali Asseco Poland i AB. Wciąż warty uwagi pozostaje sektor budownictwo. Niebawem możliwe jest rozstrzygnięcie dużych kontraktów energetycznych. Spółki handlowe mają za sobą udany kwartał wspierany przez sezonowość i efekt niskiej bazy poprzedniego roku. Może to oznaczać wysoką dynamikę wyników szczególnie u detalistów z sektora odzieży i obuwia.

W comiesięcznym raporcie analitycy Domu Inwestycyjnego BRE Banku podwyższyli rekomendację dla spółek: Mondi (Akumuluj), ZUE (Kupuj), Centrum Klima (Kupuj), Cersanit (Trzymaj), Ciech (Akumuluj) oraz obniżyli zalecenie inwestycyjne dla Dom Development (Akumuluj), Polimex Mostostal (Trzymaj), Rafako (Akumuluj), Kopex (Trzymaj).

Verdict rozpoczyna strategiczną współpracę z Krajowym Rejestrem Długów

W czerwcu 2011 międzynarodowa grupa kapitałowa Bisnode, będąca właścicielem w Polsce takich marek jak Dun&Bradstreet, HBI, Credit Info i Verdict podpisała z Krajowym Rejestrem Długów Biurem Informacji Gospodarczej umowę o dystrybucji przez KRD raportów o kondycji firm z bazy danych Verdict. To pierwsza tego typu umowa w Polsce wiążąca wiodącego w Europie dostawcę informacji gospodarczej i Buro Informacji Gospodarczej. Dzięki strategicznej współpracy obu marek klienci pragnący zapewnić sobie bezpieczeństwo transakcji biznesowych mają do dyspozycji informacje o ponad 3,5 mln firm z dwóch największych baz danych w Polsce.

– Od wybuchu kryzysu finansowego w 2007 roku obserwujemy wzrost zainteresowania przedsiębiorców informacjami o kontrahentach. Dzięki naszej współpracy będą mogli teraz otrzymać komplet informacji niezbędny do podjęcia właściwej decyzji o zawarciu umowy z danym kontrahentem, a nawet do oceny kondycji finansowej wybranej branży, co może ułatwić inwestowanie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Z raportu Krajowego Rejestru Długów przedsiębiorcy dowiedzą się, czy interesująca ich firma jest notowana w rejestrze jako dłużnik, a jeśli tak to kto jest wierzycielem, jaka jest kwota długu, kiedy powstał, z czego wynika i czy dłużnik go kwestionuje, czy też nie. Z kolei raporty Verdict w pełnej wersji mogą zawierać takie informacje, jak: nazwiska członków kierownictwa firmy, jej strukturę własności, ocenę kondycji finansowej (w tym sugerowany maksymalny kredyt kupiecki), informacje o opóźnieniach w płatnościach, historię zatrudnienia oraz dane finansowe (sprzedaż, zysk/strata netto). Wiarygodność danych Verdict zweryfikowana została dodatkowo przez Dun&Bradstreet Poland.

– Bardzo cieszymy się z tej współpracy i choć to dopiero początek, zamierzamy w przyszłości rozwijać wspólne produkty dla naszej grupy docelowej – mówi Dominik Lewandowski, dyrektor zarządzający marki Verdict. – Chcemy także zintensyfikować wspólne działania na rzecz edukacji naszych klientów w zakresie korzyści i sposobów korzystania z raportów przez małe i mikro przedsiębiorstwa – dodaje.

Projekt ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu drogowego

W czasie prezydencji naszego kraju w Radzie UE w Polsce mogą wejść w życie przepisy sprzeczne z prawodawstwem unijnym, które dodatkowo cofnęłyby polską motoryzację do lat 90-tych ubiegłego wieku. To konsekwencje przyjęcia projektu Ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu drogowego w jego obecnym kształcie.

„Szczególnie szkodliwe, także z punktu widzenia wiarygodności naszego kraju w Unii Europejskiej, są zapisy nakładające obowiązek homologowania wszystkich części, czy też zapisy podważające Rozporządzenie 461/2010 (tzw. GVO) wraz z wytycznymi, jak również Rozporządzenie Euro 5 (715/2007) a nawet polską Klauzulę Napraw. Jeśli zostaną one wprowadzone, dojdzie do deharmonizacji unijnego prawa” – przestrzegał Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, w czasie dzisiejszej konferencji prasowej poświęconej projektowi Ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu drogowego.

Wprowadzenie tych zapisów będzie miało także negatywne konsekwencje dla gospodarki, producentów i dystrybutorów części oraz kierowców. Polskę można nazwać zagłębiem Europy w zakresie produkcji części motoryzacyjnych. Na naszym rynku działa 900 firm zajmujących się produkcją części, a łączne ich przychody to ponad 37 mld zł. W 2010 wartość eksportu części i akcesoriów wyniosła 23 mld zł, co stanowi 33,4% eksportu całego sektora motoryzacyjnego. Niestety zapisy artykułów 12 i 14 projektu Ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu zmuszają producentów do homologowania wszystkich typów części samochodowych i to bez względu na to, czy mają wpływ na bezpieczeństwo i ochronę środowiska, czy też nie. „Spowoduje to znaczący wzrost kosztów działalności firm i doprowadzi do tego, że części motoryzacyjne wytwarzane w Polsce będą nieatrakcyjne cenowo w stosunku do części produkowanych w innych krajach. W konsekwencji tego zmniejszą się produkcja i wartość eksportu, co odczuje budżet państwa oraz stracą kierowcy, którzy będą musieli więcej zapłacić za części” – wyjaśnia Alfred Franke.

Projekt ustawy porusza także kwestię sposobu informowania o zagrożeniach związanych z produktem, w nierównej sytuacji stawiając producentów części i samochodów. Podczas gdy ten drugi miałby obowiązek poinformować Transportowy Dozór Techniczny uzgadniając jakiś bliżej nieokreślony plan, to producent części musiałby podać informację do publicznej wiadomości.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób bez mediów producent samochodu dotrze z informacją do każdego właściciela samochodu, na co zwraca uwagę Federacja Konsumentów. Organizacja ta zwraca także uwagę na wpływ rozpatrywanej regulacji na zmotoryzowanych konsumentów, głównie w kontekście wzrostu cen części spowodowanych zapisami dotyczącymi homologacji.

Obecnie jednym z priorytetów europejskiej polityki jest ochrona środowiska, czego przykładem są np. starania o redukcję emisji CO2. Części motoryzacyjne zamontowane w pojazdach niejednokrotnie wykonane są z materiałów deficytowych, pochodzących ze źródeł nieodnawialnych. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera fabryczna regeneracja części, która dynamicznie rozwija się w Europie i na całym świecie. Do najczęściej regenerowanych podzespołów montowanych w samochodach należą rozruszniki, alternatory, półosie napędowe, sprzęgła, przekładnie kierownicze czy zaciski hamulcowe. Należy podkreślić, że części fabrycznie regenerowane są równie sprawne i bezpieczne jak nowe, o czym mówią zarówno producenci samochodów, jak i cały niezależny rynek. Tymczasem projekt Ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu znacznie utrudni odzyskiwanie i ponowne użycie części do fabrycznej regeneracji, co jest ze szkodą zarówno dla środowiska, jak i kierowców.

Projekt zawiera zapisy dyskryminujące operatorów niezależnego rynku motoryzacyjnego. Skala stawianych im wymagań znacznie przekracza unijne prawo oraz doprowadzi do wzrostu cen części i tym samym stale rosnących kosztów utrzymania pojazdów. Przyjęcie ustawy w proponowanej formie utrudni wewnątrzwspólnotową wymianę towarów. Poza tym projekt zawiera wiele niejednoznacznych zapisów oraz brak ważnych definicji użytych określeń. Stworzy to możliwość różnej interpretacji projektu tej regulacji prawnej, jak również pozwoli w nieskończoność rozszerzać obszary jej działania.

Prawodawca powinien dążyć do zminimalizowania wszelkich wątpliwości stwarzających pole do sporów i nadużyć. W związku z tym projekt wymaga ponownego skierowania do Ministerstwa Infrastruktury celem wprowadzenia niezbędnych zmian.

Coraz lepiej w branży transportowej

Wiosenne miesiące przyniosły ożywienie w branży transportowej. W II kwartale 2011 r. zanotowano 50% wzrost liczby ładunków zamieszczonych w giełdzie Teleroute względem I kwartału 2011 roku. Miniony kwartał okazał się bardzo podobny do drugiego kwartału roku ubiegłego.

Liczba ładunków przewożonych do Polski była o 65% wyższa niż w poprzednich trzech miesiącach bieżącego roku. Natomiast transport towarów z Polski zanotował 30% spadek względem I kwartału. To główne wnioski wynikające z analizy ładunków zamieszczonych w międzynarodowej giełdzie transportowej Teleroute.

II kwartał bieżącego roku był pod względem liczby ładunków zamieszczonych w giełdzie bardzo podobny do analogicznego okresu roku poprzedniego – liczba zamieszczonych wtedy ofert była tylko o 3% wyższa niż w II kwartale tego roku. Dodatkowo w II kwartale 2011 r. liczba ładunków w giełdzie była o ponad 50% wyższa niż w kwartale pierwszym. Podobna sytuacja miała również miejsce w roku 2010, co potwierdza cykliczność zmian zachodzących w branży transportowej w ciągu roku.

Analiza liczby ładunków zamieszczonych w Teleroute w ciągu ostatnich trzech miesięcy pokazuje, że największe wzrosty względem poprzedniego kwartału miały miejsce w przypadku ofert z krajów Europy Centralnej (wzrost o 99%) oraz krajów Beneluxu (wzrost o 76%) i Francji (wzrost o 52%). Największy, 30% spadek dotyczył liczby ładunków i wolnych pojazdów pochodzących z naszego kraju. Natomiast w odniesieniu do II kwartału ubiegłego roku, największy wzrost odnotowano w liczbie ofert pochodzących z Europy Centralnej (17%).

Z Europy do Polski

Zapotrzebowanie na przewóz towarów do Polski w ciągu ostatnich trzech miesięcy było o 65% większe niż w poprzednim kwartale i o 42% większe niż w II kwartale 2010 r. Największy wzrost względem I kwartału 2011 odnotowano w transporcie z krajów Beneluxu (o 157%), Wielkiej Brytanii (o 104%) i Francji (o 103%), zaś względem II kwartału ubiegłego roku w transporcie z Europy Wschodniej (o 131%). Największy spadek liczby ładunków w ostatnim kwartale odnotowano w imporcie z krajów Skandynawii oraz Półwyspu Iberyjskiego.

Dokąd z Polski

Największymi odbiorcami towarów z Polski, w II kwartale pozostały kraje Europy Centralnej (Niemcy, Austria, Szwajcaria) oraz Francja. Ładunki do tych krajów niezmiennie stanowią ponad połowę wszystkich eksportowanych z naszego kraju. W ciągu ostatnich trzech miesięcy zanotowano spadek w liczbie ładunków do przewiezienia z Polski do wszystkich krajów Europy. Największy spadek odnotowano w przypadku towarów eksportowanych do Europy Centralnej, która mimo wszystko pozostaje na pierwszym miejscu w zestawieniu. W odniesieniu do II kwartału 2010 r. wzrosła natomiast liczby ładunków do Skandynawii, przy czym całkowity wolumen towarów eksportowanych do innych krajów zmniejszył się.

Trendy widoczne w liczbie ładunków zamieszczonych w giełdzie Teleroute potwierdzają cykliczność w branży transportowej występującą w ciągu roku. Liczba ofert z pierwszego półrocza 2010 roku była niemal identyczna jak w obecnym roku, dlatego możemy się spodziewać, że sytuacja na rynku w najbliższych miesiącach nie zaskoczy negatywnie przedstawicieli branży, a liczba ładunków będzie podobna do tej z III kwartału 2010. Utrzymanie zeszłorocznych stawek za przewóz towarów może być jednak utrudnione w związku z wprowadzeniem wyższych opłat za korzystanie z dróg oraz ogólnego wzrostu kosztów związanych z utrzymaniem taboru. Wynikiem tego może być obniżenie dochodów całej branży – mówi Mariusz Odkała, dyrektor zarządzający Teleroute CEE.

Metodologia: Analizie poddano wszystkie ładunki zamieszczone w giełdzie transportowej Teleroute w zależności od trasy przewozu w 2010 oraz I i II kwartale 2011 roku.

Grecja: w tym roku upadnie o 20 proc. więcej przedsiębiorstw

Negocjacje Grecji o kolejną transzę wielomiliardowego zewnętrznego finansowania, strajki i plany ostrych reform wymiernie przekładają się na greckie przedsiębiorstwa. Ubiegły rok przyniósł wzrost liczby upadłości o 25%, w tym roku spodziewany jest wzrost rzędu 20%. Analitycy Euler Hermes widzą jednak potencjał w zaistniałej sytuacji dla polskich firm – pod warunkiem kontynuowania reform, na czym najbardziej powinno zależeć samej Grecji.

Wydaje się, iż wobec skali zaangażowania rządów jak i prywatnych instytucji finansowych z wiodących gospodarek strefy euro to im najbardziej powinno zależeć na pomyślnym, nawet w wieloletniej perspektywie, wyjściu Grecji z kryzysu, a także w efekcie – uchronieniu przed podobnym losem w wyniku potencjalnej paniki kolejnych krajów strefy euro (i swoich w nich inwestycji).

Grecy nie mogą jednakże oczekiwać bezwarunkowej pomocy – to dzisiaj m.in. rozstrzygną się losy rządu, jak i reform. Ich odrzucenie, czego domaga się grecka ulica, wprowadziłoby oczywiście perturbacje w strefie euro, osłabiłoby wiarygodność innych zagrożonych utratą płynności gospodarek, ale…

Jak mówi Tomasz Starus, dyrektor Biura Oceny ryzyka w Euler Hermes: „Pamiętajmy, iż Grecja w chwili obecnej wnosi do PKB Unii Europejskiej 2%, czyli znacznie mniej, niż wynosi średni potencjał kraju tej wielkości – drzemie więc w Grecji potencjał rozwoju. Ale z drugiej strony w przypadku wystąpienia perturbacji finansowych (czyli m.in. wyjścia ze strefy euro i bankructwa) nie jest to balast, który pociągnąłby za sobą gospodarkę europejską (co najwyżej niektóre banki-wierzyciele, głównie francuskie i niemieckie). Nie demonizowałbym także uruchomienia efektu domina w Portugalii, Irlandii czy Hiszpanii. Inwestorzy widzą bowiem zasadniczą różnicę – kraje te może są także w trudnej sytuacji, ale reformy są w nich już wprowadzane, powszechna jest świadomość ich nieuchronności, a więc też pewność ich kontynuacji i w przyszłości – pozytywne efekty. Grecja zaś niekoniecznie w dłuższej perspektywie skorzystałaby na opuszczeniu strefy euro – w razie ponownego wystąpienia w przyszłości problemów z wypłacalnością (a jest to możliwe – casus Argentyny) jej reputacja niesolidnego dłużnika uniemożliwiałaby (albo znacznie utrudniała) uzyskanie zewnętrznego finansowania”.

Tomasz Starus, dodaje: Dopóki nie rozstrzygną się ostatecznie losy greckich reform, to z punktu widzenia polskich przedsiębiorców najistotniejsze jest bezpośrednie ryzyko związane z transakcjami z greckimi przedsiębiorstwami, a to jest znaczne i jak najbardziej „realne”. Istnieje oczywiście wspomniane niebezpieczeństwo np. wyjścia ze strefy euro i ogłoszenia niewypłacalności całego kraju, ale w bieżących transakcjach handlowych należy skupić się na tym co nas realnie może dotyczyć i na co mamy samodzielny wpływ.

Pochylając się zatem nad grecką gospodarką widzimy realne problemy firm – ubiegły rok przyniósł 25% wzrost liczby upadłości, a ich liczba ciągle rośnie (spodziewane +20% w tym roku), ponieważ nie zniknęły przyczyny za tym stojące. Jedną z nich jest oczywiście spadek popytu krajowego do poziomu znacznie poniżej tego sprzed kryzysu (-10%), co jest m.in. efektem programu cięć i oszczędności greckiego rządu. Celowo nie nazywamy go „programem naprawczym”, bowiem skala obciążeń nakłada się na wspomniany wcześniej spadek popytu (sprzedaż detaliczna -8,1% w ciągu ostatniego roku) znacznie osłabiając grecką gospodarkę (w efekcie -4,9% średnioroczny spadek produkcji przemysłowej) i rodząc obawy o to, czy posiadać będzie ona zdolność do wyjścia z impasu.

Nie nawołujemy jednocześnie do zniesienia kredytu zaufania dla greckich odbiorców, bowiem jest to rynek o dużym potencjale. Wspomniane reformy z jednej strony są znacznym realnym balastem dla greckich przedsiębiorców, ale z drugiej strony nie ograniczają się jedynie do spraw czysto fiskalnych. W celu zwiększenia konkurencyjności greckiej gospodarki oraz uwiarygodnienia jej w oczach inwestorów podjęte być muszą reformy prowadzące do większej przejrzystości, stabilności podatkowej, zagwarantowania pewności obrotu gospodarczego i równej konkurencji. Słowem reformy prowadzące do większej otwartości greckiej gospodarki, powiązane z obecnym planem naprawczym i uruchamianymi funduszami. Wszystkie te kwestie nie są do wdrożenia z dziś na jutro, ale są przygotowywane i – z pewnością egzekwowane przez pożyczkodawców, a więc stopniowo wdrażane w razie kontynuacji planowanych przez rząd reform. Warto o tym przypominać, bowiem jak dotychczas w planach sanacji greckiej gospodarki zwracano uwagę jedynie na aspekt oszczędności, pomijając reformy całego otoczenia biznesowego.

Jeśli reformy się udadzą, Grecja będzie coraz atrakcyjniejszym partnerem gospodarczym, także dla polskich firm. Skutki zadłużenia odczuwać będzie zapewne jeszcze przez lata, ale z drugiej wspomniane reformy sprzyjać powinny rozwojowi biznesu. Rozwojowi stopniowemu, chociaż już w 2012 spodziewamy się przełamania tendencji wzrostu liczby upadłości w Grecji, a nawet symbolicznego (-2%) spadku ich liczby. Zachęcamy zatem polskich przedsiębiorców, aby wziąwszy pod uwagę indywidualne uwarunkowania, nie skreślali z góry współpracy z greckimi przedsiębiorstwami, obecności na tamtejszym rynku. Kwestię zaś pozostania/wyjścia Grecji w strefie euro i podobnych scenariuszy makropolitycznych pozostawmy najbardziej zainteresowanych, czyli m.in. Francji i Niemcom, a przede wszystkim samym Grekom.

Ukraiński przedsiębiorca zatrzymany przez CBA

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali w Lublinie ukraińskiego przedsiębiorcę. Mężczyzna podejrzewany jest o oszustwo przy usiłowaniu wyłudzenia miliona złotych z Europejskiego Funduszu Rozwoju.

35-letni ukraiński biznesmen został zatrzymany na jednej z ulic Lublina. Podejrzewany jest o oszustwo i próbę wyłudzenia miliona złotych z Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości. Ze wstępnych ustaleń agentów CBA wynika, że przedsiębiorca planował produkcję piasku z neolitu do kuwet dla kotów. Pod tym pretekstem wystąpił o milionowe dofinansowanie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju na zakupu odpowiedniej maszyny. Wszystko wskazuje na to, że aby uwiarygodnić przedsięwzięcie przedstawił sfałszowany dokument na zakup rzekomo dwóch włoskich maszyny, które miały kosztować dwa miliony złotych.

Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Lublinie gdzie usłyszał zarzut oszustwa. Prokurator zastosował wobec niego trzydziestotysięczne poręczenie majątkowe i zakaz opuszania kraju.

Jacek Dobrzyński, Rzecznik CBA

Już ponad tysiąc firm zarejestrowało się przez Internet

– W pierwszym tygodniu funkcjonowania systemu informatycznego na platformie CEIDG zarejestrowało się ponad tysiąc przedsiębiorców. Wszystkich wpisów w systemie na różnym poziomie przetwarzania odnotowaliśmy ponad 4 600 – powiedział wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak podczas konferencji prasowej. Spotkanie z mediami, w którym wziął również udział wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan, odbyło się 8 lipca 2011 r. w MG.

Wicepremier Pawlak podkreślił, że wśród najczęściej rejestrowanych branż znalazły się sprzedaż detaliczna prowadzona wysyłkowo lub przez Internet, sprzedaż detaliczna prowadzona poza siecią sklepową oraz działalność budowlana. – Najbardziej aktywne przedsiębiorczo były natomiast województwa mazowieckie, śląskie i pomorskie – powiedział. – Z kolei biorąc pod uwagę podział na gminy, najwięcej osób, które zdecydowały się założyć firmę, dokonało wpisu w Gdańsku, Częstochowie, Lublinie oraz Warszawie Mokotów – wymienił.

Wiceszef rządu przypomniał, że od 1 lipca 2011 r. każdy obywatel bez wychodzenia z domu może zarejestrować swoją firmę lub zawiesić jej działalność. – Czynności te można wykonać przez Internet, wystarczy tylko posłużyć się formularzem CEIDG – powiedział. Dodał, że CEIDG zapewnia także swobodny dostęp do danych ewidencyjnych wszystkich firm zarejestrowanych w Polsce. – Dzięki temu możemy sprawdzić np. informację o firmie, z którą planujemy współpracę – wyjaśnił wicepremier Pawlak.

Wiceminister Dariusz Bogdan, odpowiedzialny za wdrażanie projektu CEIDG, zaznaczył, że do końca 2011 r. jednocześnie będę funkcjonowały rejestry w gminach i elektroniczny rejestr CEIDG. – Jest to okres przejściowy na uzupełnienie danych przez wszystkich przedsiębiorców. Będą oni mogli korzystać również z pomocy urzędów skarbowych czy gmin, w których prowadzą działalność gospodarczą – powiedział wiceminister.

MasterCard w sądzie z Komisją Europejską określa zagrożenia dla rynku płatności w Europie

W Sądzie Unii Europejskiej odbyło się dzisiaj przesłuchanie w związku z odwołaniem się firmy MasterCard od decyzji Komisji Europejskiej z 2007 r. w sprawie opłat za transakcje transgraniczne nakładanych na konsumenta na terenie EEA (Europejskiego Obszaru Gospodarczego).

„W tej sprawie stawką jest przyszłość płatności europejskich – czy konsumenci i przedsiębiorstwa będą miały więcej czy mniej możliwości wyboru sposobu płatności, i czy usługi płatnicze w Unii Europejskiej pozostaną na światowym poziomie” – powiedział prezes MasterCard Europe, Javier Perez. Zadajemy pytanie: dlaczego Komisja Europejska próbuje naprawić to, co wcale nie jest zepsute? Rynek szybko się rozwija i to w kierunkach, których nikt, łącznie z ustawodawcą, nie jest w stanie przewidzieć. Obawiamy się, że interwencja rządowa może zagrozić stałemu rozwojowi rynku płatności w UE, a w związku z tym konsumenci i akceptanci nie będą mieli dostępu do bardziej wygodnych, bezpiecznych i zaawansowanych opcji płatniczych, które ułatwiłyby życie konsumentom, a detalistom przyniosłyby więcej korzyści.” – dodał Perez.

Perez podkreślił, że od czasu, kiedy Komisja Europejska zaczęła badać opłaty intercharge w 2000 roku wiele się zmieniło w sektorze płatniczym. Wzrosła konkurencyjność, pojawiły się innowacyjne rozwiązania, takie jak płatności bezstykowe i mobilne, a rozwój płatności e-commerce napędzają detaliści, banki, firmy telekomunikacyjne i nowi gracze, także MasterCard, co przynosi w konsekwencji ogromny rozwój technologiczny, znaczący wzrost ilości transakcji elektronicznych i akceptację różnych form płatności w całej Europie. „Cieszymy się z tych nowych rozwiązań i bardziej niż kiedykolwiek do tej pory walczymy o swoje miejsce w tym szybko zmieniającym się, konkurencyjnym otoczeniu”, mówi Perez.

„Prawdziwą zaletą otwartego systemu płatniczego, takiego jak MasterCard, jest to, że w łańcuchu wartości pojawia się coraz większa konkurencyjność. Dzięki globalnej sieci MasterCard tysiące banków dostarczają zaawansowane usługi płatnicze setkom milionów konsumentów i milionom detalistów na całym świecie. Intercharge to najbardziej przejrzysty i skuteczny sposób na zapewnienie równowagi pomiędzy wszystkimi uczestnikami systemu. I o to właśnie chodzi w dzisiejszym przesłuchaniu.” – powiedział Javier Perez.

„Jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy być wysłuchani przez sąd i czekamy na zakończenie tej debaty. Koncentrujemy się na stworzeniu zaawansowanego i dobrze funkcjonującego wewnętrznego rynku płatności w Europie. Chcemy także w pełni wykorzystać potencjał, jaki SEPA daje konsumentom i przedsiębiorcom w całym regionie. Naszym głównym celem nadal pozostaje walka o zastąpienie gotówki płatnościami elektronicznymi ku korzyści konsumentów, detalistów, rządów i ogólnie społeczeństw w Europie.” – dodał Perez.

Europejski rynek futbolowy osiągnął wartość 16,3 mld EUR

Pomimo niełatwej sytuacji gospodarczej na naszym kontynencie, europejski rynek futbolowy odnotował wzrost przychodów o 4% (0,6 mld EUR) osiągając w sezonie 2009/2010 poziom 16,3 mld EUR – wynika z analizy Annual Review of Football Finance 2011 przeprowadzonej przez firmę doradczą Deloitte. Wszystkie europejskie ligi z „wielkiej piątki” zwiększyły swoje przychody do łącznej wartości 8,4 mld EUR (wzrost o 5% w porównaniuz sezonem 2008/09). Przychody z tytułu transmisji (w górę o 7%) okazały się główną siłą napędową wzrostu i łącznie w ligach „wielkiej piątki” przekroczyły 4 mld EUR.

Niezmiennie największy przychód generuje angielska Premier League. Należące do niej kluby osiągnęły, w sezonie 2009/2010, przychody na poziomie 2,5 mld € (co oznacza wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem o 0,2 mld €). Niemiecka Bundesliga, notowana na drugim miejscu, zarobiła o ponad 800 mln EUR mniej. Liga ta cieszy się za to najwyższą średnią frekwencją na stadionach w Europie (42 700). Ten czynnik w połączeniu ze wzrostem w przychodach z reklam wzmocnił jej drugie miejsce w rankingu.

Hiszpańska La Liga osiągnęła największy wzrost przychodów – aż o 8%, w dużej mierze dzięki dobrym wynikom finansowym zarówno Realu Madryt jak i Barcelony. Te kluby łącznie generują ponad połowę (52%) przychodów w najbardziej spolaryzowanej lidze europejskiej „wielkiej piątki”.

Przychody we włoskiej Serie A wzrosły o 38 mln EUR (3%) do kwoty 1,5 mld EUR, dzięki czemu Włochy utrzymały swoje czwarte miejsce wyprzedzając francuską Ligue 1, której przychody (1,1 mld EUR) wzrosty w najmniejszym stopniu (2%) w porównaniu z innymi ligami „wielkiej piątki”.

„Wzrost przychodów we wszystkich europejskich ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 w czasie kryzysu ekonomicznego to imponujące osiągnięcie. Lojalność fanów bez względu na sytuację gospodarczą oraz trwała współpraca z nadawcami i sponsorami pokazują, że najbardziej popularny na świecie sport nie stracił na swojej atrakcyjności. Europejski futbol najwyższej klasy to jeden z najbardziej pożądanych produktów telewizyjnych, a w kontekście przychodów, to przykład sukcesu ekonomicznego praktycznie we wszystkich krajach Europy. Jednak największe wyzwanie, jakie stoi przed futbolem pozostaje takie samo – konieczność większej kontroli wydatków, zwłaszcza wynagrodzeń piłkarzy oraz opłat za transfery” – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group Deloitte w Wielkiej Brytanii.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że zarobki w ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 wzrosły o ponad 400 mln EUR (8%) w porównaniu do poprzedniego sezonu i przekroczyły kwotę 5,5 mld EUR. W Anglii, we Włoszech i Francji wzrost wynagrodzeń przekroczył bezwzględny poziom wzrostu przychodów, podczas gdy w Niemczech tempo wzrostu było zbliżone. W Hiszpanii, łączne wynagrodzenia, z wyłączeniem Barcelony i Realu Madryt, spadły, a ogólny stosunek wynagrodzeń do przychodów, w wysokości 60%, to najniższy wynik na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Najbardziej dochodową ligą europejską okazała się ponownie Bundesliga, pomimo spadku zysków operacyjnych z 172 mln EUR do 138 mln EUR. Na drugim miejscu znalazła się angielska Premier League, która zmniejszyła dystans do lidera osiągając zysk operacyjny na poziomie 101 milionów EUR. Serie A i Ligue 1 nadal generują straty. W Hiszpanii tylko Barcelona i Real Madryt mogą pochwalić się znaczącymi zyskami operacyjnymi. Pozostałe kluby z tego kraju odnotowały duże straty.

„Biorąc pod uwagę ponowny wzrost stosunku wynagrodzeń do przychodów w czterech europejskich ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010, interwencja UEFA na poziomie ogólnoeuropejskim mająca na celu pomoc klubom w trwałej kontroli ich kosztów to bardzo dobry pomysł. Nowy wymóg rentowności, w ramach zasad finansowego fair play UEFA, dotyczy sprawozdań finansowych kończących rok 2012, dla klubów, które zakwalifikowały się do rozgrywek UEFA w sezonie 2013/14. Koncepcja UEFA finansowego fair play została zatwierdzona we wrześniu 2009 r., a stosowne przepisy opublikowano w maju 2010 r. Kluby powinny więc od dawna wprowadzać niezbędne korekty do swoich biznes planów na sezon 2011/2012, aby sprostać nowym wymaganiom. W szczególności muszą zapewnić balans pomiędzy kosztami a przychodami i zapewnić sobie wystarczający poziom elastyczności w przypadku nieoczekiwanych sytuacji kryzysowych” – dodaje Alex Byars, Starszy Konsultant w Sports Business Group Deloitte w Wielkiej Brytanii.

Inne kluczowe wnioski płynące z dwudziestej edycji Deloitte Annual Review of Football Finance 2011:

Przychody z tytułu transmisji w ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 wzrosły niemal o 300 mln EUR (7%) i po raz pierwszy przekroczyły poziom 4 mld EUR, co stanowi 48% ich łącznych przychodów. Trzy ligi z „wielkiej piątki” (Anglia, Włochy i Francja) uzyskują ponad połowę swoich przychodów z transmisji.

Wpływy z meczów w sezonie 2009/2010 wyniosły 1,8 mld EUR, co stanowiło 22% przychodów lig „wielkiej piątki”. W angielskiej Premier League (649 mln EUR) były o ok. 50% wyższe od przychodów jej największego rywala, hiszpańskiej La Liga (436 mln EUR).

Średnia frekwencja na meczach zwiększyła się w dwóch ligach o najwyższej frekwencji w Europie – Bundeslidze (do 42 700) oraz Premier League (do 35 400). Średnia frekwencja w Ligue 1 spadła po raz trzeci z rzędu i po raz pierwszy od sezonu 2002/2003 była niższa niż 20 000. Przyznanie przez UEFA prawa do organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2016 r. Francji to duża szansa dla wielu francuskich klubów na odnowienie ich stadionów, i zwiększenie frekwencji oraz przychodów z meczów.

Wszystkie ligi „wielkiej piątki” zanotowały wzrost wynagrodzeń. Zarobki w klubach Bundesligi wzrosły o 11% (o 88 mln EUR), o 8% w Serie A (o 88 mln EUR) i Ligue 1 (o 56 mln EUR) oraz o 5% w Premier League i 3% w La Liga (o 32 mln EUR). Stosunek wynagrodzeń do przychodów jest najniższy w Bundeslidze (54%), a najwyższy w Serie A (77%).

W sezonie 2009/2010 pierwsza dwudziestka klubów europejskich o najwyższych przychodach, zarobiła ponad 4,3 mld EUR, co stanowi około 26% całego europejskiego rynku futbolowego. Największe dysproporcje występują w La Liga, gdzie przychody największych klubów są o 23 razy większe od przychodów najmniejszych. W Premier League jest to tylko 6,6 razy więcej.

Wśród krajów spoza „wielkiej piątki” największe przychody w sezonie 2009/2010 generują ligi w Holandii (420 mln EUR), Turcji (378 mln EUR) oraz Rosji (368 mln EUR), a Angielska Football League Championship (odpowiednik naszej 1 ligi) zajmowała szóste miejsce w Europie pod względem przychodów, osiągając 497 mln EUR.

Kredyt konsumencki – nowe zasady udzielania pożyczek

18 grudnia br. zaczną obowiązywać nowe zasady udzielania pożyczek. Dłuższy czas na odstąpienie od umowy, objęcie przepisami wyższych kwot – to główne zmiany wynikające z nowej ustawy o kredycie konsumenckim, którą podpisał Prezydent

Kredyt konsumencki to każdy kredyt zaciągnięty na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej (np. gotówkowy). Mamy z nim do czynienia również przy zakupach na raty lub z odroczonym terminem płatności. Szczegółowo tematykę kredytów do kwoty 80 tys. złotych lub jej równowartości w walucie obcej regulują przepisy ustawy o kredycie konsumenckim z 2001 roku. Ale jeszcze tylko przez sześć miesięcy. Nową ustawę o kredycie konsumenckim, do której założenia opracował UOKiK, podpisał Prezydent, została także opublikowana w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że wchodzi w życie 18 grudnia br. Umowy zawarte przed tym dniem będą regulowały dotychczasowe zasady.

Przede wszystkim nowe regulacje ułatwią zaciąganie kredytów konsumenckich w innych krajach Unii Europejskiej oraz ujednolicą ochronę konsumentów. Obejmą kredyty o wartości do 255 550 zł (lub równowartości tej kwoty w walucie obcej). Ustawę będą musiały stosować wszystkie instytucje finansowe, w tym m.in. SKOK-i, parabanki (również w zakresie oceny ryzyka kredytowego konsumentów). Jakie zmiany wprowadza nowa ustawa?

Zgodnie z obecnymi przepisami konsument może odstąpić od umowy w ciągu 10 dni od jej podpisania bez podawania przyczyny. Nowe przepisy wydłużą termin na odstąpienie od umowy do 14 dni od momentu jej zawarcia. Konsument nie będzie ponosił kosztów związanych z odstąpieniem od umowy, z wyjątkiem odsetek za okres od dnia wypłaty kredytu do dnia spłaty. W przypadku odstąpienia konsumenta, kredytodawcy nie przysługują żadne inne opłaty z wyjątkiem kosztów poniesionych na rzecz organów administracji publicznej oraz opłat notarialnych.

Istotną zmianą jest także wprowadzenie formularza informacyjnego, który ma zawierać wszystkie podstawowe informacje o kredycie, takie jak koszty pożyczki, całkowita kwota do spłaty, wysokość oprocentowania, wymagane zabezpieczenia, obowiązkowe ubezpieczenia itp. Na ich podstawie konsumenci będą mogli podjąć świadomą decyzję odnośnie zaciąganego kredytu, a także z łatwością porównywać oferty różnych przedsiębiorców, ponieważ standardowy formularz zostanie wprowadzony we wszystkich państwach członkowskich.

Nowe przepisy tylko w niewielkim stopniu dotyczą kredytów hipotecznych, m.in. w zakresie informacji udzielanych konsumentowi. Na etapie przed zawarciem kontraktu będzie on musiał zostać poinformowany o m.in. całkowitej kwocie kredytu,wymaganym wkładzie własnym, zasadach i terminach spłaty kredytu, całkowitej kwocie do spłaty, koszcie kredytu. W umowach o kredyt indeksowany w stosunku do waluty obcej podawane będą dodatkowo m.in. informacje o sposobie i terminach ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego, w szczególności, wyliczana jest kwota uruchamianego kredytu oraz zasady przeliczania na walutę wypłaty i spłaty kredytu. Wszystkie dane będą musiały zostać przekazane przez kredytodawcę na formularzu informacyjnym.

Nowe przepisy likwidują maksymalny próg 5 proc. łącznej kwoty wszystkich opłat, prowizji oraz innych kosztów związanych z zawarciem umowy o kredyt konsumencki. Dotychczasowy dostęp do informacji o wszelkich kosztach zapewni obowiązkowy Formularz. Pozwoli to uzyskać dostęp do pełnej informacji o wszelkich kosztach ponoszonych w przypadku zawarcia umowy. Posłuży nie tylko porównaniu różnych ofert, ale również uniknięciu ryzyka ponoszenia nadmiernie wygórowanych opłat czy prowizji.

Wraz z wejściem w życie nowych przepisów instytucje udzielające kredytów będą mogły pobierać rekompensatę w przypadku, gdy konsument wcześniej spłaci zaciągniętą pożyczkę. Zgodnie z obowiązującą ustawą o kredycie konsumenckim wcześniejsza spłata nie pociąga za sobą żadnych opłat. Wprowadzana zmiana nie będzie jednak dotyczyła wszystkich kredytów, a jedynie pożyczek o stałej stopie oprocentowania, i tylko w sytuacji, gdy spłacona przed terminem kwota przekracza w ciągu 12 miesięcy określoną wartość (w Polsce – trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wg danych Głównego Urzędu Statystycznego).

Duży nacisk położony został na sposób komunikacji z potencjalnym klientem w reklamach. Nowe prawo wymaga, aby oprócz rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania konsument otrzymywał cały pakiet szczegółowych informacji zawsze wtedy, gdy kredytodawca podaje koszt uzyskania pożyczki m.in. całkowitą kwotę kredytu, stopę oprocentowania wraz z wyodrębnieniem opłat uwzględnianych w całkowitym koszcie pożyczki.

Obama, Jan Paweł II, Bin Laden – co ich łączy?

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych była najczęściej podejmowanym tematem w telewizyjnych serwisach informacyjnych w maju. Niewiele mniej dziennikarze mówili o beatyfikacji Jana Pawła II oraz śmierci Osamy Bin Ladena ‑ podał „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” w oparciu o wyniki badania „Cztery Stacje”.

Tematy dotyczące tych trzech osób zdominowały serwisy informacyjne. O samej wizycie Obamy przygotowano 59 materiałów. Do tej kategorii zaliczają się także zapowiedzi oraz echa rozmów z prezydentem USA. Najwięcej z nich wyemitowano w „Panoramie”, natomiast najmniej w „Wiadomościach”. Podobna relacja dotyczy tematów politycznych ogółem. Również tych dziennikarze serwisu TVP2 przygotowali najwięcej, w przeciwieństwie do ich kolegów z TVP1.

W relacjonowaniu wydarzeń związanych z beatyfikacją Jana Pawła II zdecydowanie przewodziły redakcje telewizji publicznej. Serwisy nadawców prywatnych przygotowały łącznie tylko 36 proc. materiałów na ten temat. „Fakty” i „Wydarzenia” razem wyemitowały ich tyle, ile sama „Panorama”. Trzeci z najpopularniejszych tematów w maju – śmierć Osamy Bin Ladena – najbardziej zainteresował reporterów TVN-u. Ponad dwa razy rzadziej mówiono o nim w „Wydarzeniach”. Zabicie terrorysty numer jeden było jednocześnie najczęściej podnoszonym tematem miesiąca w „Faktach”.

Tematów politycznych zaserwowano widzom 262, czyli 21 proc. całego przekazu informacyjnego. To aż o 11 proc. więcej, aniżeli w kwietniu. Polityka wyprzedziła doniesienia o przestępstwach i rozprawach sądowych, tematy społeczne i obyczajowe, a także tragedie i katastrofy. Dopiero na piątym miejscu w zestawieniu tematów ogólnych znalazły się ekonomia i gospodarka. Dużo mniej doniesień dotyczyło sportu oraz Kościoła, religii i etyki.

Zdecydowanie najczęściej spośród polityków wypowiadali się premier i członkowie rządu – w sumie niemal 300 razy (na prawie tysiąc wypowiedzi polityków w miesiącu). Partią, której członkowie występowali na ekranach telewizyjnych najczęściej i byli podpisywani jej nazwą, okazało się Prawo i Sprawiedliwość (188), przed Platformą Obywatelską (174). Czwarty był Sojusz Lewicy Demokratycznej (132), który wyprzedził Prezydenta i jego kancelarię (80).

Analiza głównych wydań dzienników informacyjnych przeprowadzona została na podstawie monitoringu „Faktów”, „Panoramy”, „Wiadomości” i „Wydarzeń”. Pod uwagę wzięto wszystkie materiały wyemitowane od 1 do 31 maja 2011 roku. Badanie „Cztery Stacje” prowadzone jest przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” cyklicznie od 1 września 2008 roku.

Pełny raport: http://www.press-service.com.pl/pl/analiza-glownych-wydan-dzienniko/

Samochody „Made in China” w oczach Polaków

11% Polaków wzięłoby pod uwagę samochód chińskiej marki przy zakupie auta. Odsetek ten nie zmienił się od sześciu lat. Głównym skojarzeniem z autami chińskich marek jest niska cena zakupu. Natomiast wśród najrzadziej wymienianych atrybutów aut z Państwa Środka znalazły się wysoka jakość (5%) oraz bezawaryjność (4%).

Tegoroczne badanie TNS OBOP na temat postrzegania przez Polaków aut chińskich marek jest kontynuacją projektu rozpoczętego w 2005 roku. Od tego czasu zwiększył się odsetek Polaków, którzy słyszeli o samochodach chińskich marek: w 2005 roku było to 20%, obecnie odsetek ten wzrósł do 36%.

Obecnie, dla nieco ponad połowy badanych (53%), do których dotarły informacje o chińskich autach, głównym skojarzeniem z nimi jest niska cena, 17% wskazało na niskie koszty eksploatacji, zaś 14% doceniło wygląd aut. Nieco ponad co dziesiąty pytany (11%) kojarzy auta marek chińskich z zaawansowanymi technologiami. Wśród najrzadziej wymienianych atrybutów znalazły się wysoka jakość (5%) oraz bezawaryjność (4%).

Z badania wynika również, że 11% Polaków rozważyłoby wybór chińskiej marki przy zakupie samochodu. Ci z respondentów, którzy planując zakup czterech kółek nie wzięliby pod uwagę auta ‘made in China’ (a jest ich 71%), jako główne bariery wskazują negatywną opinię o tych autach (36%), brak zaufania (26%), oraz brak wiedzy (16%). W porównaniu z badaniem przeprowadzonym w 2005 roku wzrósł natomiast odsetek odrzucających auta chińskich marek z powodu negatywnej opinii na ich temat.

„W ciągu ostatnich sześciu lat znacząco zwiększyła się liczba Polaków, do których dotarły informacje o autach chińskich marek. Nadal jednak trudno spotkać taki samochód na polskich drogach, dlatego nasze skojarzenia z tymi samochodami są pochodną ogólnego wizerunku chińskich produktów – na pierwszy plan wysuwa się niska cena. Co więcej, oczekiwania dotyczące poziomu cen są dość wyśrubowane, badani spodziewają się, że samochody chińskich marek będą tańsze średnio o 36% od marek zachodnich. Importerom chińskich aut może być trudno spełnić te oczekiwania, biorąc pod uwagę, że auta na rynku europejskim muszą spełniać określone normy ekologiczne i wymogi bezpieczeństwa. Warto więc, aby zwrócili uwagę potencjalnych nabywców na inne, pozacenowe walory swoich aut” – komentuje wyniki badania dr Magdalena Sawińska, Lider Sektora Badań Rynku Motoryzacyjnego TNS OBOP.

***
Informacje o badaniu
Dane pochodzą z badania OMNIMAS przeprowadzonego przez TNS OBOP w okresie 14 – 17 kwietnia 2011 na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18 lat i więcej; łączna liczba wywiadów 1002.

Sektor Badań Rynku Motoryzacyjnego TNS OBOP realizuje w 2011 r. następujące projekty:
Autoryzowana Stacja Obsługi – ukryte możliwości – celem projektu jest wskazanie mocnych i słabych stron sieci autoryzowanych serwisów danej marki oraz dostarczenie rekomendacji, które pomogą zatrzymać klientów po upływie gwarancji;

Nowy model samochodu – pierwszy dzień na rynku – ocenia m.in. skuteczność działań marketingowych towarzyszących wprowadzeniu na rynek nowego modelu samochodu;

Kupujemy nowy samochód – negocjacje cenowe w salonie dealera – projekt Mystery Shopping, którego celem jest dostarczenie informacji o jakości i warunkach obsługi klienta (w tym negocjacji cenowych) w salonie dealerskim danej marki na tle konkurencji.

Badanie satysfakcji klientów autoryzowanych salonów sprzedaży/ serwisowania samochodów – bogate doświadczenie TNS OBOP w tym obszarze pozwala oferować atrakcyjne ceny badań satysfakcji przy zachowaniu ich wysokiej jakości. Oferowane są raporty w formie dynamicznych wykresów oraz bezpośrednie przekazywanie alertów do stacji dealerskich i serwisowych uwzględnionej w badaniu marki. Informacje pozyskane w badaniu CSS (Customer Satisfaction Survey) uzupełniane są wynikami badania jakościowego pt. „Analiza zawartości motoryzacyjnych for internetowych”

”Idealny salon dealerski” – raport z badania jakościowego, którego celem było pogłębienie wiedzy na temat potrzeb i oczekiwań klientów salonów dealerskich. Raport stara się odpowiedzieć na nurtujące dealerów pytanie o to jaki powinien być idealny salon dealerski, aby najpełniej odpowiadał potrzebom klientów.

O TNS
TNS, który niedawno połączył się z Research International, jest największą na świecie agencją badawczą w badaniach custom, która świadczy swoim klientom oparte na badaniach usługi doradcze i dostarcza insighty, stanowiące dla nich wartość dodaną i mające wspomagać ich w podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych. TNS oferuje szeroką wiedzę branżową poprzez specjalizację w ramach sektorów badawczych Consumer, Technology, Finance, Automotive oraz Political & Social, wspieranych przez unikalną ofertę produktów badawczych odpowiadających na potrzeby marketingowe i biznesowe. TNS specjalizuje się w badaniach rozwoju i innowacyjności produktu, badaniach marki i komunikacji, zarządzania wartością firmy (stakeholder management), badaniach typu retail & shopper oraz projektach jakościowych. TNS dostarcza najwyższej jakości usługi w ponad 70. krajach na całym świecie i działa w ramach Grupy Kantar, największej na świecie sieci zajmującej się badaniami, dostarczaniem insightów i doradztwem. Więcej informacji na www.tnsglobal.com.

O Grupie Kantar
Grupa Kantar jest jedną z największych organizacji na świecie zajmujących się badaniami rynku i doradztwem. Zrzeszając ponad 20 różnorodnych specjalistycznych firm, w tym ostatnio przejęty TNS, grupa dąży do zajęcia wiodącej pozycji dostawcy najwyższej jakości insightów dla globalnej społeczności biznesowej. Grupa Kantar zatrudnia 26 500 pracowników w 80 krajach na całym świecie we wszystkich obszarach badań i doradztwa, co pozwala na dostarczenie klientom informacji dotyczących każdego etapu cyklu konsumenckiego. Z usług grupy korzysta ponad połowa przedsiębiorstw znajdujących się na liście Fortune Top 500. Grupa Kantar należy do WPP Group plc. Więcej informacji znajduje się na stronie www.kantargrouptns.com

O TNS OBOP
TNS OBOP jest jedną z wiodących firm badawczych działających na rynku polskim. Zajmuje się dostarczaniem informacji marketingowej. Jego korzenie sięgają 1958 r., kiedy to powstał Ośrodek Badania Opinii Publicznej. W 1998 r. OBOP włączony został w struktury międzynarodowej grupy badawczej TNS. TNS OBOP, dzięki strukturze sektorowych zespołów badawczych, specjalizuje się w badaniach w sektorach: Media (badania rynku medialnego), Polling, Social & Government (badania społeczno-polityczne), Consumer (badania konsumenckie/badania rynku FMCG),Automotive (badania rynku motoryzacyjnego), Healthcare (badania rynku medycznego i farmaceutycznego), Technology (badania rynku telekomunikacyjnego i IT), Finance & Professional Services (badania rynku finansowego i business to-business).

Twoja opinia ma znaczenie – to realizowany przez OFBOR program mający na celu wzmocnienie publicznego zaufania do badań rynku i opinii. Jego zadaniem jest wyjaśnienie roli, jaką we współczesnym społeczeństwie oraz gospodarce odgrywają badania, a także zachęcenie Polaków do licznego uczestnictwa w badaniach poprzez zobrazowanie wpływu, jaki ich wyniki wywierają na otaczającą rzeczywistość.

MCI Management SA rozpoczyna odkup akcji własnych

„Kurs giełdowy akcji naszej spółki kształtuje się obecnie poniżej wartości jej aktywów netto (NAV) przypadających na jedną akcję. Dlatego też uważamy, że inwestycja w akcje naszej spółki jest obecnie wyjątkowo opłacalna i postanowiliśmy uruchomić program skupu akcji własnych. Skupione akcje zostaną umorzone w okresie roku od rozpoczęcia skupu, a także za zgodą Rady Nadzorczej, mogą częściowo zostać przeznaczone na program motywacyjny dla kadry menadżerskiej. Wierzymy, że przeprowadzenie tego programu w średnio- i długoterminowym horyzoncie inwestycyjnym umożliwi naszym Akcjonariuszom wzrost wartości posiadanych przez nich akcji spółki.” – powiedziała Magdalena Pasecka, członek zarządu MCI Management SA do spraw finansowych.

Realizacja programu odkupu akcji własnych MCI rozpoczyna się 12 lipca br., a zarząd planuje zakończyć ją do 30 czerwca 2012 r. i obejmie wyłącznie akcje znajdujące się w obrocie na GPW. Akcje będą mogły być nabywane zarówno w trakcie sesji giełdowej i w transakcjach pozasesyjnych.

W ramach programu zarząd może zadecydować o nabyciu łącznie najwyżej 5% liczby akcji MCI, które 30 czerwca br. znajdowały się w obrocie na GPW. Maksymalna cena jednostkowa za akcję nabywaną w ramach programu nie może przekroczyć poziomu 7,98 PLN (wartość NAV z 31 grudnia 2010 r., przypadających na jedną akcję spółki). Za zgodą Rady Nadzorczej maksymalna cena za nabywaną akcję może być podwyższona do poziomu wartości NAV spółki wg ich stanu na koniec kwartału kalendarzowego realizacji programu, przypadających na jedną akcję spółki, jednak nie może przekroczyć 10 PLN za akcję. Minimalna cena jednostkowa nie może być niższa niż NAV MCI wg stanu na 31 grudnia 2010 r., przypadających na jedną akcję spółki, pomniejszonej o dyskonto w wysokości 25%.