Columbus czeka z nową strategią

Zapowiadana na koniec pierwszego półrocza publikacja nowej strategii Grupy Columbus Energy została przesunięta w czasie. Zarząd Columbus podjął tę decyzję, mając na uwadze trwające rozmowy z potencjalnymi partnerami, zarówno w kontekście sprzedaży części aktywów, wspólnych inwestycji, jak i finansowania potrzeb Grupy.

Nie jestem zwolennikiem przesuwania wyznaczonych terminów, ani na gruncie zawodowym, ani prywatnymtwierdzi Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Lubię działać dynamicznie, z energią. Taką zasadę stosuję od lat w biznesie i tego samego wymagam od swoich współpracowników. Jednak nie tylko zarządzam Grupą Columbus jako prezes, jestem też większościowym akcjonariuszem Columbus Energy S.A. A jako akcjonariusz mam świadomość, że kierunki rozwoju biznesu muszą być jasno sprecyzowane, mierzalne, ambitne, realne i określone w czasie. W naszym przypadku nie ma jeszcze rozstrzygnięć na kilku obszarach. Z tego właśnie powodu podjęliśmy decyzję, aby przesunąć publikację nowej strategii, która pokaże jak będziemy się rozwijać i w którym kierunku będziemy zmierzać jako firma o zasięgu europejskim.

W naszych założeniach, które zapowiadaliśmy i nad którymi pracujemy od miesięcy, nowa strategia Grupy będzie oparta o trzy filary: rozwój działalności w zakresie sprzedaży produktów OZE (fotowoltaika, pompy ciepła, magazyny energii i ładowarki do samochodów elektrycznych) dla klientów indywidualnych i biznesowych (zarówno w Polsce, jak i poza nią), rozwój nowoczesnych technologii do zarządzania energią oraz inwestycje w wielkoskalowe aktywa. Realizacja każdego z filarów jest zależna od wyboru partnera lub partnerów do współpracy, najodpowiedniejszej technologii oraz struktury finansowania, i to jest główny czynnik determinujący nasze plany strategiczne. W planach tych chcemy też uwzględnić znaczącą redukcję zadłużenia wobec inwestora DC24, zachowując jak największy potencjał na przyszłość. W Grupie Columbus trwa również proces sprzedaży projektów farm fotowoltaicznych, który wydłuża się z przyczyn od nas niezależnych (uruchomienie farm przez OSD). Brak finalnych rozstrzygnięć w tych kluczowych obszarach nie daje nam komfortu publikacji strategii. Poza tym, duże projekty lubią ciszę, i dlatego w tym momencie wszyscy musimy wykazać się cierpliwością, bo to jest maraton, a nie sprint – wyjaśnia Dawid Zieliński.

Przypomnijmy, że przyjęta przez Columbus strategia na lata 2019-22, którą Zarząd Spółki zdecydował się przedłużyć do połowy bieżącego roku, skupiała się m.in. na zwiększeniu udziału w rynku instalacji fotowoltaicznych, inwestowaniu we własne zielone aktywa (farmy fotowoltaiczne), przeniesieniu notowań spółki na rynek regulowany GPW, prowadzeniu transparentnej polityki informacyjnej w obszarze rynku kapitałowego.

Działając w branży odnawialnych źródeł energii w czasach tak wielkiej niestabilności energetycznej, chcemy zrobić wszystko, aby w kolejnych latach Columbus zapewnił społeczeństwu stabilny dostęp do własnej, czystej energii – tak w Polsce, jak i za granicą. Dlatego budowany przez nas ekosystem zamierzamy przedstawić już nie jako wizję, ale jako zestaw usług, z konkretnymi rozwiązaniami dla klientów i z realnymi zyskami dla inwestorów. O przyjęciu nowej strategii poinformujemy rynek w momencie, gdy zostaną spełnione omówione wyżej warunkizapowiada Dawid Zieliński. 

Zabezpiecz swoją firmę – przetestuj LNG

Niektóre zakłady nie chcą stawiać dużej stacji LNG, ponieważ mają ciągle za wiele obaw. DUON stworzył dla nich specjalny program „Przetestuj LNG”. Skierowany jest nie tylko do firm, które mają już dostęp do gazu, ale również do tych, które dopiero rozważają transformację.

Maciej Wardejn, ekspert w rozpoznawaniu strategicznych potrzeb przedsiębiorców w zakresie paliw w firmie DUON, podczas kwietniowego webinaru opowiadał o nowych szansach, jakie daje firmie przejście na LNG.

LNG to skroplony gaz ziemny, przechowywyany w temp. -160˚C. Ciekły stan skupienia znacznie ułatwia transport – wtedy surowiec jest aż 600-krotnie skompresowany. W takiej formie gaz ziemny dociera metanowcami do Europy. Polska przyjmuje dostawy LNG w Świnoujściu. Tam jest przelewany do cystern kriogenicznych, a następnie rozwożony po całym kraju.

Pierwszy krok: bezpieczne testowanie

Testy LNG proponowane przez DUON pozwalają firmie w praktyce ocenić, na ile skroplony gaz ziemny będzie dla niej dobrym zamiennikiem gazu sieciowego. Te wstępne testy pomagają rozwiać wątpliwości bez ryzykownego inwestowania – zaznacza Wardejn.

Ale program „Przetestuj LNG” ma też inne zalety. Pozwala zakładowi dostarczyć paliwo w razie gdyby oczekiwanie na przyłączenie do sieci trwało zbyt długo lub gdyby zdarzyły się jakiekolwiek przerwy w pracy gazociągu. To sprawdzone zabezpieczenie firmy na wypadek awarii czy remontów. Nie trzeba budować rozległej instalacji – wystarczy postawić niewielką stację złożoną tylko z parownic atmosferycznych oraz cystern kriogenicznych (pełnią wtedy taką samą funkcję, co zbiornik na stacji LNG) – dodaje ekspert.

Przy pomocy tej małej instalacji DUON może podać nawet do 40 MW błękitnego paliwa.

Milionowe straty? Uniknij ich z LNG

Dwa lata temu jeden z klientów DUON z branży mięsnej znalazł się w kryzysowej sytuacji. Jego zakład był przyłączony do lokalnej sieci gazu ziemnego zaazotowanego. Na czas remontu kopalnia musiała jednak ograniczyć swoje moce produkcyjne aż o 50%. Klient w żadnym wypadku nie mógł zatrzymać łańcucha dostaw. Musiał przyjąć zamówione mięso i zrobić wszystko, żeby – przez ograniczenie produkcji – część się nie zepsuła. To by oznaczało milionowe straty. Rozwiązanie od DUON było jedynym ratunkiem. Przygotowania trwały dwa tygodnie, a realizacja trzy. Zachowano podział 50/50 (gaz zaazotowany oraz LNG). Dzięki temu, pomimo ograniczeń ze strony kopalni, firma miała od razu dostęp do LNG.

Myślisz o odejściu od węgla? Wkrótce kolejny webinar!

 

Już 27 lipca o godz. 10.00 porozmawiamy o tym, jakie są możliwości odejścia od węgla kamiennego, jak wykorzystać w tym procesie kogenerację, jak samodzielnie obliczyć opłacalność kogeneracji gazowej.

Zapisy są już otwarte!

Wejdź na: webinar.duon.pl.

45 proc. specjalistów pozytywnie ocenia wpływ AI na karierę

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem dynamicznego rozwoju narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji, takich jak ChatGPT. Postępująca automatyzacja zadań i procesów staje się trendem coraz wyraźniej napędzającym zmiany na rynku pracy. Rozwój AI budzi obawy, jednak wiele osób pokłada w nim ogromne nadzieje. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, 45 proc. specjalistów przewiduje, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpłynie na ich sytuację zawodową.

Na rynku obserwujemy kolejny przełom technologiczny, wynikający z dynamicznego rozwoju narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Stają się one coraz bardziej powszechnie i dostępne, stąd też wśród specjalistów i menedżerów rośnie świadomość ogromnych możliwości, jakie oferuje sztuczna inteligencja. Wielu z nich coraz bliżej przygląda się tematowi AI, przewidując, jak może on wpłynąć na ich perspektywy zawodowe w coraz bardziej zautomatyzowanym świecie pracy.

Okiem specjalistów

Rozwój sztucznej inteligencji wywołuje bezprecedensowe zainteresowanie, jednocześnie budząc wiele pytań – po stronie firm, ale też pracowników. Organizacje analizują, kiedy i w jak dużym stopniu będą musiały dopasować swoją strategię biznesową do coraz bardziej zautomatyzowanego środowiska biznesowego. Z kolei profesjonaliści chętnie poznają możliwości dostępnych narzędzi AI, sprawdzając, jak mogą one wesprzeć ich w codziennej pracy. Jednocześnie zastanawiają się, czy w perspektywie 5, 10 czy 20 lat sztuczna inteligencja będzie sprzymierzeńcem czy też zagrożeniem dla ich kariery zawodowej. Jak wynika z badania Hays Poland przeprowadzonego na przełomie maja i czerwca wśród ponad 600 respondentów, 45 proc. profesjonalistów uważa, że AI wpłynie pozytywnie na ich sytuację zawodową.

Jak sztuczna inteligencja wpłynie na Twoją sytuację zawodową?

Pozytywnie 45%
Negatywnie 13%
Nie wpłynie 11%
Trudno powiedzieć 31%

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2023 r.

Tak optymistyczne nastawienie specjalistów może wynikać z kilku powodów. Po pierwsze, wśród specjalistów rośnie świadomość posiadanych kompetencji i potencjału, z uwagi na coraz większą złożoność pełnionych przez nich funkcji. Po drugie, wiele osób już teraz wykorzystuje zaawansowane, nowoczesne technologie udostępniane przez pracodawcę. Branże, które czerpią korzyści z programów opartych o uczenie maszynowe i modele językowe to chociażby IT, marketing i komunikacja, e-commerce oraz obsługa klienta. Mamy zatem do czynienia z nałożeniem się dwóch wątków – pracownicy mają coraz bardziej specjalistyczne zestawy kompetencji, jednocześnie znając ograniczenia sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja coraz bardziej dostępna

Jak zauważa Alicja Malok, IT Perm Director w Hays Poland, na oswojenie obaw przed AI niezaprzeczalnie miało wpływ wprowadzenie ogólnodostępnego, bezpłatnego i intuicyjnego narzędzia ChatGPT. Sprawiło to, że sztuczna inteligencja zaczęła towarzyszyć wielu osobom na co dzień, nie tylko na polu zawodowym.

– Jeszcze jakiś czas temu wizja automatyzacji i rozwoju sztucznej inteligencji budziła wśród wielu osób obawy – że technologia wyprze ich z rynku pracy, że ich umiejętności i doświadczenie przestaną być dla pracodawców przydatne, że będą musieli porzucić profesję, którą lubią. Natomiast obecnie AI nie jest dla nich odległą, abstrakcyjną wizją. Dzięki doświadczeniom korzystania chociażby z ogólnodostępnych chatbotów, cyfrowych asystentów czy bezobsługowych sklepów, możemy się z tym zagadnieniem oswajać. Nie tylko jako pracownicy, ale po prostu ludzie – dodaje Alicja Malok.

Wśród dużej grupy profesjonalistów wciąż jednak pojawia się wiele wątpliwości. Niemal co trzeci specjalista nie jest w stanie określić, jaki wpływ na jego karierę będzie miało AI, a 13 proc. ocenia go negatywnie. Różnorodność opinii nie powinna jednak budzić większego zdziwienia. W obliczu zmian, niektórzy na proces adaptacji i ukształtowania swojej opinii potrzebują więcej, podczas gdy inni mniej czasu.

Choć niewykluczone jest, że AI z czasem zastąpi część prostych zawodów, niewymagających specjalistycznych umiejętności, to głównym celem automatyzacji jest wspieranie, a nie wypieranie pracy człowieka. Kompetencje miękkie, kreatywność i empatia składające się na tzw. czynnik ludzki są bowiem nie do zastąpienia. Sztuczna inteligencja nie jest w stanie konstruować samodzielnych wniosków opartych o czynniki zewnętrzne, umieszczać sytuacji w kontekście czy krytycznie analizować i interpretować danych – dodaje Alicja Malok.

Szanse i obawy

Specjaliści optymistycznie nastawieni do rozwoju sztucznej inteligencji uważają, że jest ona w stanie skrócić ich czas pracy (62 proc.) oraz stworzyć przestrzeń dla bardziej angażujących, twórczych projektów dzięki automatyzacji nieciekawych zadań (46 proc.). Wskazywaną korzyścią narzędzi AI jest również możliwość zainspirowania się i zyskania szerszego spojrzenia na daną kwestię (42 proc.).

Automatyzacja części zadań i ograniczenie czasu przeznaczanego na ich realizację nie musi jednak oznaczać skrócenia dnia pracy. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że pracodawcy będą wówczas angażować pracowników w nowe, bardziej zaawansowane i kreatywne projekty, aby w pełni wykorzystać ich potencjał. Natomiast szersze wykorzystanie narzędzi AI niewątpliwie będzie stanowiło odciążenie w pracy fizycznej lub powtarzalnej, która ze względu na swoją monotonię może przyczyniać się do popełniania błędów przez pracowników. Urozmaicenie obowiązków służbowych może również pozytywnie wpływać na samopoczucie i satysfakcję zatrudnionych.

    W jaki sposób?
Jak sztuczna inteligencja wpłynie na Twoją sytuację zawodową? Pozytywnie 62%  Skróci czas mojej pracy
46%  Zautomatyzuje nieciekawe zadania
42%  Dostarczy mi nowych inspiracji
Negatywnie 56%  Mogę stracić pracę
56%  Będę mieć gorsze perspektywy zawodowe
32%  Zanikną relacje międzyludzkie w świecie pracy

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2023 r.
Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Z drugiej strony profesjonaliści obawiają się, że poziom zaawansowania narzędzi sztucznej inteligencji będzie tak duży, że stracą pracę lub ich perspektywy zawodowe się pogorszą (po 56 proc.). Co trzeci specjalista ocenia również, że AI negatywnie wpłynie na relacje międzyludzkie w świecie pracy (32 proc.).

Jednak jak komentuje Alicja Malok z Hays Poland Rozwój sztucznej inteligencji w rzeczywistości nie ogranicza potrzeb kompetencyjnych na rynku, lecz tworzy nowe. W cenie nadal będą umiejętności komunikacyjne, budowania relacji i krytycznego myślenia. Z czasem możemy zaobserwować zwiększony popyt na specjalistów IT, ale też profesje, które dzięki sztucznej inteligencji będą się mogły rozwijać, np. zawody okołomedyczne, takie jak biotechnolodzy.

Sztuczna inteligencja może być czynnikiem ułatwiającym organizacjom osiąganie celów strategicznych, usprawnianie procesów, zwiększanie wydajności oraz poprawę doświadczeń zarówno klientów, jak i pracowników. Firmy zapewne będą więc przyglądać się dostępnym rozwiązaniom. Lecz jak wynika z raportu Hays „Inside Tech Talent”, który analizuje trendy rekrutacyjne w obszarze technologii w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka), gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji to przede wszystkim jeszcze szerszy zakres wykorzystania technologii w świecie pracy. Może to zatem sprawić, że popyt na specjalistów IT odnotuje tendencję wzrostową.

Zmiany na horyzoncie?

Zdaniem 42 proc. specjalistów wpływ sztucznej inteligencji na ich sytuację zawodową może urzeczywistnić się w ciągu 2-5 lat. Niemal co trzeci uważa natomiast, iż zmiany nadejdą znacznie szybciej – nawet w najbliższych miesiącach.

W obliczu powyższych predykcji ważne jest, aby każdy potrafił realnie ocenić swoje możliwości, kompetencje i pozycję w coraz bardziej polegającym na technologii świecie. Warto również stale śledzić najnowsze trendy z obszaru IT, nowe narzędzia i aplikacje oraz rozwijać swoje umiejętności adaptacyjne. Narzędzia AI mogą stanowić dużą pomoc w wielu branżach, natomiast wciąż niezbędny będzie czynnik ludzki i dokładna weryfikacja wyników oraz rozwiązań proponowanych przez zautomatyzowane programy.

Sprzedaż online a odbiór w sklepie – zasady opodatkowania

Dla wielu przedsiębiorców jednym z celów sprzedaży przez internet jest automatyzacja procesu sprzedaży i ograniczenie roli czynnika ludzkiego do wydania towaru. Dlatego z ich punktu widzenia korzystniejsze byłoby nieewidencjonowanie sprzedaży internetowej na kasach fiskalnych nawet w sytuacji, gdy dochodzi do fizycznego odbioru towaru w sklepie. Jednak warto jest tę kwestię rozważyć wcześniej, by nie narazić się na konsekwencje w podatku VAT.

Kasa fiskalna

Podatnicy dokonujący sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych są obowiązani prowadzić ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących. W ewidencji tej wykazuje się dane o sprzedaży, zawarte w dokumentach wystawianych przy zastosowaniu kas rejestrujących, w tym określające przedmiot opodatkowania, wysokość podstawy opodatkowania i podatku należnego oraz dane służące identyfikacji poszczególnych sprzedaży, w tym numer, za pomocą którego podatnik jest zidentyfikowany na potrzeby podatku albo podatku od wartości dodanej. Co istotne, jeżeli z przyczyn niezależnych od podatnika nie może być prowadzona ewidencja sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących, podatnik jest zobowiązany ewidencjonować sprzedaż przy zastosowaniu rezerwowej kasy rejestrującej. W przypadku, gdy ewidencjonowanie sprzedaży przy zastosowaniu rezerwowej kasy rejestrującej jest niemożliwe, podatnik nie może dokonywać sprzedaży. Kasa fiskalna to wydatek, ale także liczne obowiązki określone w ustawie, które wiążą się z dodatkowymi kosztami jak np. przeglądy kasy, serwisy. Zatem w przypadku podatników dokonujących sprzedaży towarów na rzecz osób fizycznych kasy są bardzo istotną częścią działalności, bez której nie można właściwie prowadzić biznesu.

Obowiązki kasy fiskalne

Podatnicy prowadzący ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących są obowiązani wystawić i wydać nabywcy paragon fiskalny lub fakturę z każdej sprzedaży w postaci papierowej lub za zgodą nabywcy, w postaci elektronicznej, przesyłając ten dokument w sposób z nim uzgodniony. Ponadto podatnicy powinni dokonywać niezwłocznego zgłoszenia właściwemu podmiotowi prowadzącemu serwis kas rejestrujących każdej nieprawidłowości w pracy kasy oraz poddawać kasy rejestrujące obowiązkowemu przeglądowi technicznemu przez właściwy podmiot prowadzący serwis. Dodatkowo podatnicy powinni udostępniać kasy rejestrujące do kontroli stanu ich nienaruszalności i prawidłowości pracy na każde żądanie właściwych organów, a także przechowywać kopie dokumentów kasowych przez ustawowo wymagany okres oraz prowadzić i przechowywać dokumentację o przebiegu eksploatacji kasy rejestrującej. W przypadku kas online powinni zapewnić połączenie umożliwiające przesyłanie danych między kasą rejestrującą a Centralnym Repozytorium Kas. Powyższe wymagania wynikają wprost z przepisów ustawy o VAT, zatem brak ich spełnienia może doprowadzić do uznania, że ewidencja sprzedaży przy zastosowaniu kas prowadzona jest nierzetelnie, co prowadzi do odpowiedzialności na gruncie kodeksu karno-skarbowego.

Zwolnienie z obowiązku ewidencjonowania

Podatnicy VAT, którzy prowadzą sprzedaż jedynie przez internet często decydują się na skorzystanie ze zwolnienia z obowiązku ewidencjonowania na podstawie poz. 36 załącznika do rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 22 grudnia 2021 r. (poz. 2442). Zgodnie z tą regulacją zwalnia się z obowiązku ewidencjonowania dostawy towarów w systemie wysyłkowym (pocztą lub przesyłkami kurierskimi), jeżeli dostawca towaru otrzyma w całości zapłatę za wykonaną czynność za pośrednictwem poczty, banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej (odpowiednio na rachunek bankowy podatnika lub na rachunek podatnika w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, której jest członkiem), a z ewidencji i dowodów dokumentujących zapłatę jednoznacznie wynika, jakiej konkretnie czynności dotyczyła i na czyją rzecz została dokonana (dane nabywcy, w tym jego adres). Zatem istotne w kontekście rozważanego tematu jest wskazanie czy możliwość odbioru w sklepie dalej może być uznana za sprzedaż w systemie wysyłkowym. W temacie wypowiedział się przykładowo Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi w wyroku z 23 września 2021 r., sygn. akt I SA/Łd 376/21, gdzie uznał, że ustawodawca jednoznacznie wskazał, iż dostawa towarów w systemie wysyłkowym może nastąpić jedynie na dwa sposoby albo pocztą albo przesyłkami kurierskimi. Zatem w przypadku sprzedaży przez internet, a odbioru w sklepie trzeba przewidzieć, że taka sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, nie będzie korzystała ze zwolnienia z obowiązku ewidencjonowania, więc konieczne będzie wystawienie i wydanie paragonu klientowi. Oczywiście można rozważyć wyżej wskazaną możliwość przekazywania klientom paragonów online co może przyspieszyć i zautomatyzować proces sprzedaży, niemniej taki sposób dostarczenia paragonu wymaga uzgodnienia z klientem np. w formie regulaminu sprzedaży.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Bankierzy centralni z jasnym przekazem

Niespodziewanie ostry przekaz szefa Fed w Sintrze. Cofnięcie na głównej parze walutowej świata psuje klimat na aktywach rynków wschodzących. Złoty uległ presji podażowej, EUR/PLN na poziomie 4,48.

Przyćmił innych

W poprzednich latach wystąpienia bankierów centralnych w słonecznej Portugalii nie przynosiły większych zaskoczeń i w niewielkim stopniu wpływały na zmienność na rynkach. Tym razem rzeczywiście mamy nieco inną sytuację, a „gwiazdą” postanowił zostać szef Fed, który wczoraj mocno rozruszał rynki. Choćby na ostatnim posiedzeniu, Powell wypowiadał się bardzo rozważnie, nie chcąc sugerować nic rynkom. Wczorajsze wystąpienie w Sintrze było zgoła odmienne, a szef Fed używał mocnych jastrzębich stwierdzeń. Podkreślił, że konieczne jest dalsze zacieśnianie, bo rynek pracy jest nadal silny. Do tego dodał, że aktualne podwyżki stóp nadal nie wywarły odpowiedniego wpływu na realną gospodarkę, mimo że widać sygnały zmniejszenia presji inflacyjnej. Na koniec padły słowa o tym, że Fed nie ma zamiaru ulżyć rynkom i dalej będzie kontynuował ograniczanie bilansu banku, czyli de facto płynność na rynku. Powell więc przypomniał, że era taniego pieniądza się skończyła. Patrząc szerzej, wszyscy bankierzy centralni chcą dać do zrozumienia rynkom, że zacieśnianie to nadal melodia przyszłości, a próżno na ten moment szukać sygnałów, że miałoby się to zmienić.

Powrót na wsparcie

Dość zaskakujący zwrot w wypowiedziach szefa Fed przyniósł zdecydowaną spadkową sesję dla głównej pary walutowej świata, która próbuje dzisiaj zakotwiczyć poniżej wsparcia na poziomie 1,09. Czy to się uda, zapewne zobaczymy dzisiaj. Niemniej jednak rynkom zapaliło się światło ostrzegawcze, że Fed nie zamierza kończyć z podwyżkami stóp, a nie tylko ta lipcowa jest przesądzona, a coraz bardziej prawdopodobna na posiedzeniu we wrześniu. Co więcej, ostatnie dane makro pokazują jasno, że gospodarka w USA jest w znacznie lepszej kondycji niż ta europejska, co może sugerować, że docelowe wartości stóp procentowych będą wyższe, a można powiedzieć więcej, że ich różnica w ostatnich dniach się zwiększa. To może być hamulec fundamentalny dla dalszych wzrostów EUR/USD.

Dwa kroki w tył

Tym razem mocniejszy dolar na rynkach wpłynął niekorzystnie na krajową walutą. Ostatnimi czasy PLN był dość odporny na to, co się dzieje na szerokim rynku, tym razem jednak poddał się presji podażowej. EUR/PLN podskoczył do poziomu 4,48, czyli blisko 1% w trakcie jednej sesji. Zbliżyliśmy się do ważnej strefy, czyli okolic 4,50, która wcześniej kilka razy powodowała wygaszenie osłabienia. Czy tym razem będzie podobnie? Trudno na ten moment wyrokować, niemniej jednak przebicie poziomu oporu na 4,50 może oznaczać ruch wyżej nawet na 4,55. Dzisiaj w centrum uwagi powinny być dane inflacyjne z Niemiec, gdzie oczekuje się dynamiki wyższej w czerwcu niż w maju. Wzrost z poziomu 6,1% do poziomu 6,3% mógłby dać sygnał, że problem wzrostu cen nadal istnieje, tym samym jastrzębie podejście EBC rzeczywiście ma sens. Wyższy odczyt może być wsparciem dla wspólnej waluty.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Grupa Selena wkracza na rynek termoizolacji jako producent wełny szklanej

W ramach strategicznej współpracy Grupa Selena nabędzie 50% udziałów w projekcie produkcji wełny szklanej w węgierskim mieście Szerencs, co zostało wspólnie ogłoszone przez strony. W ramach węgiersko-polskiej współpracy firmy wspólnie uruchomią fabrykę wełny szklanej w Szerencs.

Utworzenie zakładu produkcyjnego izolacji termicznej na bazie mineralnej zostało wcześniej zainicjowane przez Masterplast poprzez przejęcie PIMCO Kft., węgierskiej spółki produkującej wełnę szklaną. W ramach trwającego projektu rozwoju produkcji Selena przeprowadzi podwyższenie kapitału o 10 mln euro, nabywając 50% udziałów i wspólnie z Masterplast będzie kontynuować inwestycję.

Aspekty zrównoważonego rozwoju odgrywają kluczową rolę w projekcie. Wełna szklana, która należy do rodziny mineralnych materiałów termoizolacyjnych, ma szerokie zastosowanie zarówno w nowych projektach budowlanych, jak i modernizacyjnych mających na celu zwiększenie efektywności energetycznej budynków. Rynek mineralnych materiałów izolacyjnych rozwija się wraz z rosnącymi oczekiwaniami związanymi ze zużyciem energii w budynkach, a w poprzednich latach operacje łańcucha dostaw charakteryzowały się niedoborami i wolniejszą wydajnością. Jednym z głównych surowców dla tego produktu jest szkło odpadowe, które jest poddawane recyklingowi podczas procesu produkcyjnego, zgodnie z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym. Zakład będzie wyposażony w przyjazną dla środowiska, nowoczesną technologię pieca elektrycznego, częściowo zasilanego z odnawialnych źródeł energii.

PIMCO Kft. posiada 4,3-hektarowy teren przemysłowy w Szerencs na Węgrzech, przygotowany pod budowę fabryki, wspierany przez bezzwrotną dotację inwestycyjną HIPA (Hungarian Investment Promotion Agency) w wysokości 5,645 mld HUF oraz zaawansowany projekt inwestycyjny. Spółka realizująca projekt posiada niezbędne pozwolenia budowlane i środowiskowe, a dostawcy technologii produkcyjnych zostali już wybrani. Nowy zakład, zajmujący powierzchnię 11 500 metrów kwadratowych i wymagający inwestycji w wysokości 47,5 mln euro, będzie miał roczną zdolność produkcyjną około 19 000 ton materiału izolacyjnego z wełny szklanej. Rozpoczęcie produkcji na pełną skalę planowane jest na pierwszą połowę 2025 roku. Po zakończeniu inwestycji prawa zarządcze związane ze wspólnym przedsięwzięciem będą wykonywane przez Masterplast, a wyniki spółki zostaną uwzględnione w skonsolidowanych wynikach przedsiębiorstwa.

– Projekt Pimco wzmocni polsko-węgierskie relacje biznesowe i jest częścią naszego wkładu w zrównoważone budownictwo. Cieszę się, że Selena może realizować ten projekt wspólnie z Masterplast, który jest jednym z europejskich liderów w dziedzinie materiałów izolacyjnych. Od wielu lat nasze produkty nie tylko ułatwiają i przyspieszają pracę profesjonalnych wykonawców, ale także przyczyniają się do tego, że budownictwo jest bardziej zrównoważone – powiedział Krzysztof Domarecki, założyciel i główny akcjonariusz Grupy Selena.

Tibor Dávid, prezes Masterplast
Tibor Dávid, prezes Masterplast

– Jesteśmy bardzo dumni ze współpracy z Grupą Selena, uznanym na całym świecie profesjonalnym partnerem produkcyjnym, w zakresie realizacji strategicznego rozwoju izolacji z wełny mineralnej. Jest to kluczowy krok, który daje możliwość wykorzystania synergii między firmami i dalszego wspólnego rozwoju. Po udanej produkcji wełny mineralnej możemy teraz realizować oba projekty z profesjonalnymi partnerami – powiedział Tibor Dávid, prezes Masterplast.

Płaca minimalna w górę, rosną kary za brak OC

  • Na skutek wzrostu płacy minimalnej od 1 lipca opłata za brak OC w przypadku aut osobowych będzie wynosić nawet 7,2 tys. zł. Ważnej polisy może nie posiadać 11,8 mln zarejestrowanych w Polsce pojazdów.
  • Blisko 90 proc. kar nakładanych przez UFG to wynik analizowania baz danych, a tylko 10 proc. jest efektem policyjnych kontroli.
  • UFG nakłada opłaty za brak ciągłości ubezpieczenia, która nierzadko wynika z niewiedzy kierowców. Część właścicieli nie ma też świadomości, że są zdarzenia, kiedy polisa nie odnawia się automatycznie lub zapomina, że pojazd musi być ubezpieczony najpóźniej w dniu rejestracji.
  • Dotkliwą konsekwencję stanowi odpowiedzialność finansowa za spowodowanie szkody przez posiadacza pojazdu bez ważnej polisy OC.

Ceny OC rosną, nie warto ryzykować wysokich kar

W czerwcu, kiedy inflacja wciąż pozostawała na dwucyfrowym poziomie, stawki OC komunikacyjnego poszły w górę o ok. 3,2 proc. w stosunku do pierwszego miesiąca tego roku. Od 1 lipca po raz kolejny wzrosną też kary nakładane przez UFG za brak obowiązkowej ochrony. Zmiana wynika z kolejnego wzrostu płacy minimalnej, tym razem do wys. 3,6 tys. zł. Dla aut osobowych opłaty będą wynosić maksymalnie 200 proc. tej kwoty. Stąd za jednodniowy brak ubezpieczenia zapominalscy zapłacą 1440 zł i aż 7200 zł w przypadku opóźnienia powyżej 14 dni.

– Zagrożenie wysokimi opłatami ma na celu egzekwowanie obowiązku posiadania OC komunikacyjnego. Warto przy tym zdawać sobie sprawę, że finansowe konsekwencje braku ubezpieczenia są dla właścicieli praktycznie nieuchronne. Jak wskazują statystyki, tylko ok. 10 proc. wymierzonych przez UFG kar jest następstwem policyjnych kontroli. Zdecydowana większość to wynik analiz i „skanowania” baz danych. Wprawdzie w wyjątkowych sytuacjach, po złożeniu formalnego wniosku, zobowiązanie może ulec zmniejszeniu, niemniej dotyczy to wyłącznie osób będących w trudnej sytuacji materialnej. Z naszych doświadczeń wynika, że niezwykle ciężko jest uzyskać taką pozytywną decyzję co do umorzenia wierzytelności w całości – mówi Marzena Budziszewska z CUK Ubezpieczenia.

Kupujesz auto? Sprawdź, czy ma polisę

W Polsce identyfikuje się corocznie do 300 tys. pojazdów, które przynajmniej czasowo nie miały ważnego OC. Stan ten nie wynika wyłącznie z celowego uchylania się przez właścicieli od obowiązku jej posiadania. Bardzo często jest to skutek zwykłego niedopatrzenia, czy błędów przy zawieraniu polisy. Wynika on również z nieznajomości obowiązujących przepisów, że w pewnych przypadkach ochrona nie przedłuża się automatycznie.

W efekcie wśród przyczyn braku OC specjaliści CUK wskazują nabycie używanego pojazdu, a następnie wygaśnięcie terminu ważności ubezpieczenia zakupionego przez poprzedniego właściciela. Warto więc weryfikować jego okres np. sprawdzając datę na poprzedniej polisie. Można to także zrobić, wpisując na stronie UFG numer rejestracyjny pojazdu lub VIN.

Nierzadkim przypadkiem jest też nieopłacenie pełnej składki, tj. zapomnienie o kolejnej racie lub zwykłym „czeskim błędzie” przy wpisywaniu kwoty na przelewie do ubezpieczyciela. Innym może być mylne przekonanie właściciela, że kiedy pojazd jest niesprawny, nie trzeba go ubezpieczyć. O fakcie, że obowiązek wykupienia polisy powstaje najpóźniej w dniu rejestracji, często zapominają poza tym osoby, które kupują samochody sprowadzane zza granicy.

– OC komunikacyjne należy posiadać bez względu na to, czy pojazd jest aktualnie użytkowany, czy niesprawny technicznie. Ciągłość może nie być zachowana jedynie dla aut zabytkowych. W odniesieniu do pozostałych istnieje wprawdzie możliwość czasowego wycofania z ruchu i w ten sposób znacznego obniżenia płaconej składki, niemniej lista obostrzeń i kosztów, jakimi obwarowane jest późniejsze przywrócenie pojazdu do ruchu, powoduje, że taka procedura może okazać się nieopłacalna – stwierdza Marzena Budziszewska z CUK Ubezpieczenia.

Kara za brak OC to początek kłopotów

Oprócz wysokiej opłaty za brak OC posiadacze nieubezpieczonych pojazdów narażają się na groźne następstwa będące skutkiem ewentualnych wypadków i kolizji. UFG wypłaca rocznie ok. 100 mln zł odszkodowań właśnie z tytułu nieubezpieczenia. Następnie poszukuje winnych i kieruje do nich żądanie regresu, a więc roszczenie o zwrot wypłaconych środków. Należy ponadto zdawać sobie sprawę, że właściciel, o ile sam nie był sprawcą, współuczestniczy w należnościach wypłacanych przez Fundusz na rzecz poszkodowanych razem z kierującym jego pojazdem, który spowodował szkodę.

– Obowiązkowe OC odgrywa podwójną rolę. Gwarantuje otrzymanie należnego odszkodowania czy innych świadczeń dla osoby poszkodowanej oraz stanowi zabezpieczenie majątku sprawcy zdarzenia drogowego. Nawet czasowy brak ochrony jest więc bardzo groźny i naraża na poważne konsekwencje, zarówno finansowe, jak i prawne – podsumowuje Marzena Budziszewska z CUK Ubezpieczenia.

Split payment wciąż nie jest zbyt popularny. Po danych resortu widać wzrost, ale rdr. to tylko 1,7 proc.

Według danych Ministerstwa Finansów, liczba transakcji przy użyciu mechanizmu podzielonej płatności wzrosła w pierwszym kwartale br. o 1,7% rdr. Jak twierdzą znawcy tematu, split payment staje się coraz popularniejszym rodzajem rozliczeń pomiędzy przedsiębiorcami, jednak ww. wzrost nie jest zbyt imponujący. Stosowanie go jest dla części podatników obowiązkowe, ale nie brakuje podmiotów wybierających MPP dobrowolnie. Zdaniem ekspertów, przedsiębiorcy chcą w ten sposób zapewnić sobie bezpieczeństwo. Mówi się też, że liczba transakcji i podmiotów korzystających z tego rozwiązania będzie dalej rosła, ale nie ma co się spodziewać spektakularnych zwyżek.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszym kwartale br. było ponad 22,7 mln transakcji przy użyciu mechanizmu podzielonej płatności (MPP). To o 1,7% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy odnotowano ich przeszło 22,3 mln. Natomiast w całym 2022 roku takich transakcji było 93,9 mln.

– Wzrost rdr. o 1,7% jest dość niewielki. Może on wynikać z większej ilości sprzedawanych towarów wrażliwych, takich jak stal. Wpływ mogło też mieć zwiększenie liczby podmiotów, które chętnie korzystają z MPP. To forma płatności, która może zapewnić przedsiębiorcy bezpieczeństwo. Dokonanie przelewu w formie MPP gwarantuje ochronę polegającą na wyłączeniu odpowiedzialności solidarnej, określonej w wybranych artykułach ustawy o VAT – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX.

Split payment staje się coraz bardziej popularnym rodzajem rozliczeń pomiędzy przedsiębiorcami, co podkreśla Przemysław Skorupa, dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego w międzynarodowej firmie doradczej Deloitte. Według eksperta, w przypadku mechanizmu obowiązkowego nie należy spodziewać się znaczącego wzrostu liczby rozliczanych transakcji, poza wynikającym z koniunktury gospodarczej. Natomiast należy przewidywać, że mechanizm fakultatywny będzie w dłuższej perspektywie wzbudzał coraz większe zainteresowanie. Wynika to z samej mechaniki działania split payment. Ona powoduje, że środki otrzymane na rachunek VAT można wykorzystać zasadniczo do zapłaty VAT kontrahentowi w związku z wystawionymi przez niego fakturami albo poprzez zapłatę podatku organom podatkowym.

– Mechanizm podzielonej płatności to instytucja, która polega na przelewie środków na dwa rachunki odbiorcy – zwykły oraz utworzony dla niego rachunek VAT. Przedsiębiorcy zostali zobligowani do dokonania zapłaty w MPP w sytuacji, gdy nabyte towary lub usługi, wymienione w załączniku nr 15 do ustawy, są udokumentowane fakturą, w której kwota należności ogółem przekracza 15 tys. zł lub jej równowartość wyrażoną w walucie obcej. Niezależnie od powyższego obowiązku przedsiębiorca ma możliwość dobrowolnego dokonania przelewu w formie MPP – dodaje ekspertka z NSM LEGAL & TAX.

Jednak część przedsiębiorców nie chce, aby kontrahent dokonał im dobrowolnie zapłaty w MPP. Jak zaznacza Natalia Stoch-Mika, wpływ na taką postawę ma trudniejszy dostęp do środków zgromadzonych na rachunku VAT. Zdaniem ekspertki, przedsiębiorcy częściej decydowaliby się na to rozwiązanie, gdyby skorzystanie z niego umożliwiało np. szybszy termin otrzymania zwrotu podatku na zwykły rachunek przedsiębiorcy.

– Czynnikiem, który powoduje, że przedsiębiorcy chcą z niego korzystać, jest bezpieczeństwo w zakresie prawa do odliczenia VAT-u naliczonego z faktur opłaconych poprzez split payment. W praktyce zakwestionowanie przez organy podatkowe prawa do odliczenia w przypadku skorzystania z tego mechanizmu jest bardzo utrudnione. Z tego powodu m.in. wielu przedsiębiorców wybiera taki sposób rozliczeń choćby w przypadku współpracy z nowymi kontrahentami – stwierdza Przemysław Skorupa.

W ocenie Natalii Stoch-Miki, liczba transakcji i przedsiębiorców korzystających z mechanizmu podzielonej płatności jeszcze minimalnie wzrośnie, jednak nie należy się spodziewać jakiś spektakularnych przyrostów. Oni stwierdzą, że wolą zapłacić w MPP, bo będą w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Podobnego zdania są też inni eksperci. – Można spodziewać się lekkiej tendencji rosnącej, jeżeli chodzi o rozliczenia w split payment. Ale raczej będzie to wzrost organiczny – podsumowuje dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego w firmie doradczej Deloitte.

Kredyty mikroprzedsiębiorców w maju 2023 r.

W maju 2023 r., w porównaniu do maja 2022 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (+10,9%), jak i wartościowym (+7,2%).

W ujęciu liczbowym banki przyznały mniej o (-23,5%) kredytów inwestycyjnych oraz o (-2,0%) kredytów w rachunku bieżącym, natomiast więcej kredytów obrotowych (+21,0%). W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę odnotowały tylko kredyty inwestycyjne (-23,6%). Natomiast dodatnie dynamiki wystąpiły w kredytach w rachunku bieżącym (+21,9%) oraz w kredytach obrotowych (+3,7%).

W okresie styczeń–maj 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom kredytów o (+8,4%) więcej i na kwotę wyższą o (+4,9%). Nadal spada liczba (-22,2%) i wartość (-24,2%) udzielonych kredytów inwestycyjnych. Wzrosty w aspekcie liczbowym i wartościowym dotyczyły kredytów obrotowych odpowiednio (+10,3%) i (+6,1%) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+3,5%) i (+9,7%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Majowy odczyt Indeksu Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 6,39% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w maju 2023 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,01%, kredyty w rachunku bieżącym 4,89% oraz kredyty obrotowe 11,61%. W maju 2023 r. w porównaniu do kwietnia 2023 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,40). Również w porównaniu do maja 2022 r., ogólny Indeks pogorszył się (wzrósł) o (+1,70). W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się także Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+3,29).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 13,1 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w maju 2023 r., 6,2 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,6%) i 3,0 tys. handlowe (23,3%). Łącznie 70,9% udzielonych w maju br. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,806 mld zł, banki udzieliły 667 mln zł (36,9%) kredytów firmom z sektora usług oraz 481 mln zł (26,6%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów stanowi 63,5% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W maju 2023 r. najwyższy wzrost r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania usług (+11,6%) oraz budownictwa (+11,6%).

W ujęciu wartościowym dodatnia dynamika dotyczyła trzech sektorów, kredytów dla firm budowlanych (+15,0%), handlowych (+9,0%) oraz usługowych (+6,2%). Spadki dotyczyły kredytów udzielonych firmom produkcyjnym (-6,8%).

W okresie styczeń–maj 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r. dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym dotyczyły kredytów udzielonych firmom ze wszystkich czterech sektorów. Najwyższy wzrost dotyczył firm usługowych (+9,8%) oraz budowlanych (+9,6%). W ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów na kwotę o (+10,8%) wyższą firmom budowlanym, a firmom produkcyjnym o (+5,0%) wyższą.

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w maju 2023 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 6,61%, handlowe (6,47%) i budowlane (pogorszenie m/m aż o 1,12 do 6,47%). Najlepszy (najniższy) odczyt w maju br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcyjnego i wyniósł 5,87%. W porównaniu do maja 2022 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach. Najbardziej w produkcji (+2,35) oraz handlu (+1,78).

Zmiany w radzie nadzorczej EKIPA Holding S.A.

Akcjonariusze spółki podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia zdecydowali o powołaniu Kamila Gemry w skład Rady Nadzorczej. Wcześniej swoją rezygnację z uczestniczenia w radzie złożył January Ciszewski.

28 czerwca odbyło się Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy EKIPA Holding S.A. Jednym z jego punktów były zmiany w Radzie Nadzorczej. Są one wynikiem złożenia rezygnacji przez Januarego Ciszewskiego, który w radzie zasiadał od listopada 2022 roku. January Ciszewski jest prezesem JR Holding ASI S.A., czyli jednego z wiodących akcjonariuszy spółki.

– Rozumiemy decyzję Januarego Ciszewskiego, który ma masę innych obowiązków. Cały zespół spółki dziękuje za ten czas współpracy w radzie nadzorczej. Jednocześnie nie jest to koniec naszej współpracy z Januarym i JR Holding ASI. Nadal będziemy dbać wspólnie o rozwój spółki. Tak jak wspominam od wielu miesięcy skupiamy się na rozbudowie zespołu spółki, jego wzmocnieniu i profesjonalizacji. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się zaprosić do naszej rady nadzorczej osobę z dużym doświadczeniem giełdowym oraz cenioną na SGH – skomentował Łukasz Wojtyca – Prezes Zarządu EKIPA Holding S.A.

Powołany w skład Rady Nadzorczej Kamil Gemra jest doktorem nauk ekonomicznych z kilkunastoletnim doświadczeniem na rynku kapitałowym. Pracuje w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Został zwycięzcą studenckiego konkursu inspiracja roku 2022 oraz Inspiracja roku 2023. W swojej karierze doradzał w zakresie relacji inwestorskich wielu spółkom. Obecnie jest też członkiem kilku innych rad nadzorczych i niezależnym konsultantem z zakresu rynku kapitałowego.

– Jestem przekonany, że dr Kamil Gemra sprawdzi się w nowej roli. EKIPA pozyskała członka Rady Nadzorczej z dużym doświadczeniem i z pewnością wykorzysta pozytywnie jego profesjonalizm. EKIPA nadal należy do kluczowych spółek w portfelu JR HOLDING i wierzymy w jej dalsze powodzenie – powiedział January Ciszewski – Inwestor i Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.

Inflacja spada, ale nie ma się co cieszyć. Presja inflacyjna pozostaje silna

Dlaczego to właśnie polska inflacja jest szczególnie niebezpieczna? Bo oddziaływanie podwyżek stóp procentowych obniżają rządowe transfery i jako konsumenci akceptujemy duże wzrosty cen.

Konsumpcja w II kw. była na minusie. Przeciętna dynamika realnej sprzedaży detalicznej obniżyła się do -7,1% r/r w okresie kwiecień-maj. W II kw. br. dynamika konsumpcji nadal będzie utrzymywała się poniżej zera.

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw w Polsce zwiększyła się w maju do 12,2% r/r wobec 12,1% w kwietniu, natomiast majowa inflacja była niższa i wyniosła 13,0% r/r., nadal jest jednak bardzo wysoka. W ujęciu realnym, a więc po skorygowaniu o zmiany cen, wynagrodzenia w firmach zatrudniających ponad 9 osób zmniejszyły się w maju o 0,7% r/r wobec spadku o 2,2% w kwietniu.

Pomimo bieżącego osłabienia popytu konsumpcyjnego, nastroje konsumentów dotyczące przyszłości są jednak coraz lepsze. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej GUS od kilku miesięcy pozostaje w trendzie wzrostowym, w czerwcu osiągnął najwyższą wartość od października 2021 r. Prawdopodobnie czekamy już na obniżki stóp procentowych, spodziewając się, że do obniżek dojdzie już w tym roku. Optymizm wśród konsumentów, powinien przełożyć się na wzrost realnej konsumpcji w II półroczu 2023 r.

– Wzrost cen spowolnił, a spowolni jeszcze bardziej w kolejnych miesiącach, i to może tworzyć iluzję, że problem inflacji został wyeliminowany – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Do mniejszej dynamiki wzrostu cen przyczyniły się bardzo przyczyny zewnętrzne. Cena ropy przed rokiem wynosiła 120-130 USD za baryłkę, a jednocześnie kurs dolara wobec złotego jest najniższy od dwóch lat. Ceny gazu w Europie są już znacznie niższe niż po wybuchu wojny w Ukrainie. Te czynniki bardzo wpływają na najnowsze odczyty inflacji rok do roku, ze względu na efekt bazy statystycznej. Pomimo tak sprzyjających cen światowych w maju mieliśmy aż 13% inflację.

– W polską inflacje trzeba zaglądać głębiej, patrząc na tzw. kategorie dyskrecjonalne, które odzwierciedlają na ile konsumenci akceptują wyższe ceny na przykład w hotelach, restauracjach czy w rozrywce, bo to nie są rzeczy pierwszej potrzeby – wyjaśnia ekspert XTB. – To w tych kategoriach wzrost jest już nieco mniejszy, ale na początku roku był olbrzymi. Konsumenci akceptują wzrosty o 1% miesiąc do miesiąca. W USA czy w strefie euro ta presja inflacyjna jest istotnie mniejsza, a więc są to kraje, którym bliżej do rozwiązania problemu inflacji.

Mamy problemy z inflacją, bo sprzyja jej rządowa polityka transferów, a przykładem wakacje kredytowe wprowadzone bez limitu dochodów. Takie transfery osłabiają wpływ podwyżek stóp procentowych na zwalczanie inflacji.

Może okazać się, że inflacja wprawdzie spadnie poniżej 10%, ale na długo pozostanie nadal bardzo wysoka i bardzo trudno będzie sprowadzić ja do celu inflacyjnego NBP 2,5% (+/- 1%), a to właśnie taka inflacja byłaby pożądana, dobra dla polskiej gospodarki.

– W Polsce warunki do utrzymania wysokiej presji cenowej są bardziej sprzyjające niż na Zachodzie – komentuje P.Kwiecień z XTB. – Na ten moment projekcja inflacyjna NBP nie uzasadnia obniżek stóp procentowych, nie pokazuje bowiem perspektyw dojścia do celu inflacyjnego w sposób trwały, a więc nie uzasadnia narracji o obniżkach stóp.

Przedsiębiorcy o tunelu w Świnoujściu. Wiekopomna szansa dla tego miasta i dla Pomorza Zachodniego

Tunel będzie otwarty w piątek. Świnoujście może dołączyć do europejskiej czołówki kurortów nadmorskich.

– Będziemy jak Chorwacja, Bułgaria czy Albania. Wierzę, że Świnoujście ma potencjał, by przyciągnąć europejskich turystów. Ostatni „spowalniacz” rozwoju tej miejscowości znika w piątek. Pomorze Zachodnie dzięki tunelowi w Świnoujściu pozbywa się problemu, który blokował rozwój najpiękniejszego i najnowocześniejszego nadmorskiego kurortu w regionie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Tunel otwarty w piątek. Turystyka w Świnoujściu szykuje się na rozkwit

Otwarcie tunelu w Świnoujściu nastąpi w piątek o godzinie 12:00. Po oficjalnych przemowach i części prezentacyjnej, pierwsi kierowcy przejadą przeprawą około wieczora. To idealne rozpoczęcie sezonu wakacyjnego w kurorcie, który już teraz znajduje się na topie miejscowości nadmorskich w Polsce. Teraz otwierają się przed nim zupełnie nowe perspektywy.

– To moment, gdy Świnoujście jako nowoczesny, atrakcyjny turystycznie i bardzo rozwojowy kurort ma szansę dołączyć do turystycznej ekstraklasy w skali europejskiej. Nie mamy już żadnego powodu, by twierdzić, że turyści z całej Europy nie będą chcieli tu przyjeżdżać. Szerokie plaże, atrakcyjna oferta hotelowa, atrakcje turystyczne i nareszcie komunikacja, która ułatwi międzynarodową promocję Świnoujścia. Jestem przekonana, że to milowy krok w rozwoju zachodniopomorskiej turystyki – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Wielkie gratulacje dla prezydenta Janusza Żmurkiewicza. Jego konsekwencja przyniosła ten sukces – mówi prezes Mojsiuk.

– Jest to wiekopomna sprawa dla Świnoujścia i naszych przedsiębiorców. Na tunel czekaliśmy dziesięciolecia. Część turystów jednodniowych i city-breakowych omijała nasze miasto ze względu na prom. Wycieczki szkolne czy grupy zorganizowane omijały Świnoujście, bo oczekiwanie na prom zajmowało ogrom czasu szczególnie w sezonie letnim. Wyobraźmy sobie: turysta jedzie kilka godzin autem, a potem drugie tyle czeka w korku, by dostać się do miasta – mówi Piotr Kośmider, prezes oddziału Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu.

Przedsiębiorcy uważają, że dla Świnoujścia otwarcie tunelu to niepowtarzalna szansa na gospodarczy sukces. Zyska na tym przede wszystkim turystyka, ale eksperci zwracają uwagę, że atrakcyjność inwestycyjna całego regionu się zwiększy. – Turyści z Niemiec nie będą zamykać się tylko na Świnoujście, ale bez konieczności stania w korkach na prom chętniej będą odwiedzać inne miejscowości regionu, w tym oczywiście Szczecin – dodaje Hanna Mojsiuk.

Logistyka też patrzy przychylnie na tunel w Świnoujściu

Czy poza turystyką inne aspekty życia gospodarczego regionu zyskają na tym, że w Świnoujściu powstał tunel? Eksperci nie mają wątpliwości, że tak. Świnoujście od lat buduje swoją gospodarkę na dwóch nogach: turystyka i przemysł. Sektor portowy również zyska na tym, że tunel powstał.

– To zyski bardziej pośrednie niż bezpośrednie, bo oczywiście głównym beneficjentem jest turystyka i usługi. Prawda jest jednak taka, że zainteresowanie inwestorów z sektora TSL jest możliwe, gdy mogą oni bez problemu dotrzeć do miasta w którym będą inwestować. Teraz będzie to możliwe – mówi prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

– Tunel daje temu miastu dostępność. Nie można przyciągnąć turystów, inwestorów, nowych mieszkańców bez odpowiedniego zaplecza infrastrukturalnego. Widzimy, że sektor TSL również liczy na to, że tunel poprawi komunikację i sprawi, że dostęp do portów, terminali czy firm przemysłowych będzie łatwiejszy. Sektor TSL i branża transportowa patrzy na inwestycję bardzo przychylnie – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

Pierwsi kierowcy przejadą tunelem w piątek wieczorem. Inwestycja jest warta ponad 770 milionów złotych.

DSV uruchamia magazyn baterii litowo-jonowych w Polsce

DSV – Global Transport and Logistics ukończyło inwestycję w województwie pomorskim. W Gdańsku powstała przestrzeń magazynowa dostosowana do przechowywania baterii litowo-jonowych. To pierwszy tego rodzaju projekt operatora na terenie Polski. Bazą pod inwestycję był istniejący już obiekt DSV, który został do tego celu odpowiednio zmodernizowany.

W ramach kolejnej inwestycji DSV na Pomorzu, w magazynie o powierzchni 20 000 m2 będą składowane baterie litowo-jonowe. W tym celu modyfikacji został poddany istniejący już obiekt DSV w Gdańsku, który posiada właściwe parametry m.in. w zakresie gęstości ogniowej. Inwestycja objęła także zmiany w obszarze systemów bezpieczeństwa.

– Inwestycja ta była dla nas sporym wyzwaniem. Udoskonalilismy istniejące już powierzchnie magazynowe w taki sposób, aby zminimalizować wszelkie zagrożenia. Kluczowe jest bowiem bezpieczeństwo budynku, a co za tym idzie, pracujących w nim ludzi i jego otoczenia. – mówi Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV SolutionsWiązało się to z odpowiednim zaplanowaniem systemów przeciwpożarowych czy modyfikacjami obejmującymi system regałowy. Rozszerzyliśmy obowiązujące w tym obszarze regulacje, uzupełniając je własnymi procedurami, które stworzyliśmy dzięki analizom naszych ekspertów. Jako Grupa DSV mamy ogromne doświadczenie, zarówno jeśli chodzi
o składowanie, transport, jak i procedury postępowania w sytuacjach awaryjnych.

Ważnym elementem tego projektu było odpowiednie przeszkolenie pracowników, którzy pracują w magazynie baterii litowo – jonowych. Przeszli oni m.in. kursy z zakresu obsługi materiałów niebezpiecznych i ADR, oparte na autorskiej, międzynarodowej platformie szkoleniowej DSV.

Prawodawstwo dotyczące przewozu i magazynowania baterii litowo – jonowych, zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym, pozostawia pole do interpretacji. Pamiętajmy, że przepisy te nie były tworzone z myślą o najnowszych generacjach baterii, które mają zostać wykorzystane m.in. w przemyśle. Wolumeny tego typu ładunków będą w najbliższych latach stale i szybko rosły. Potrzebujemy odpowiedniej legislacji i precyzyjnych wytycznych w tym obszarze. DSV doskonale wie, jak mierzyć się z tego typu wyzwaniami, ale warto byłoby wesprzeć innych uczestników rynku w tym obszarze. Stawką jest przede wszystkim bezpieczeństwo pracowników i lokalnych społeczności, mogących mieć jakąkolwiek styczność z tego typu ładunkami. – przekonuje Piotr Kulik, Business Development Manager, DSV Solutions.

Eksperci DSV zwracają uwagę na rosnącą dynamikę w rozwoju elektromobilności i szerszej transformacji energetycznej, które pociągną za sobą rozwój infrastruktury magazynowej, dostosowanej do przechowywania baterii litowo-jonowych, które wykorzystywane są w przemyśle. Według prognoz Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych już w 2030 r. liczba nowo rejestrowanych samochodów z napędem wyłącznie elektrycznym osiągnie w Polsce poziom 170 tysięcy, a więc 10-krotnie wyższy niż miało to miejsce w 2022 roku.

Nasz magazyn baterii litowo – jonowych jest jednym z pierwszych w Polsce, ale powstanie kolejnych obiektów tego typu jest tylko kwestią czasu. Legislator powinien jak najszybciej przyjrzeć się temu obszarowi. Nie jest to odosobniony przypadek, kiedy postęp technologiczny wymusza rozwój prawodawstwa. Wymaga tego dalszy dynamiczny rozwoju elektromobilności, Zielonej Transformacji, dla których ważnym elementem będą magazyny takie jak nasz. – podsumowuje Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV Solutions.

Jerzy Rozłucki nowym członkiem Rady Nadzorczej MCI Capital

Jerzy Rozłucki, finansista z ponad 20-letnim doświadczeniem, dołączył do Rady Nadzorczej MCI Capital ASI SA.

Jest on ekspertem w zakresie finansowania dłużnego, inwestycji kapitałowych i restrukturyzacji finansowej. Odpowiedzialny za utworzenie w 2011 roku zespołu Private Debt /Direct Lending w Grupie PZU. Zarządzał ekspozycjami Grupy PZU o łącznej wartości ok. 7 mld PLN w dług korporacyjny oraz inwestycjami w globalne fundusze private debt/venture capital /fund of funds jako limited partner.

– Bardzo cieszę się, że będę miał możliwość współpracować z Jerzym Rozłuckim, którego kluczowe kompetencje to m.in. inwestycje dłużne i kapitałowe oraz znakomite relacje z prywatnymi i publicznymi uczestnikami rynków finansowych, w tym z podmiotami finansującymi i inwestującymi na rynku private equity – mówi Tomasz Czechowicz, partner zarządzający i główny akcjonariusz MCI.

W swojej karierze Jerzy Rozłucki pracował także w banku Pekao SA jako menedżer ds. transakcji w Departamencie Finansowania Strukturalnego, zajmując się m.in. finansowaniami konsorcjalnymi oraz restrukturyzacją finansową. Wcześniej był dyrektorem inwestycyjnym w Supernova Capital. Karierę zawodową rozpoczynał jako analityk w zespole inwestycji kapitałowych BRE Banku (obecnie mBank).

Jerzy Rozłucki jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej oraz uzyskał tytuł Chartered Financial Analyst w 2006 r.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych w kwietniu 2023 r.

  • W kwietniu 2023 r. obroty najemców w centrach handlowych były o 9% wyższe niż w kwietniu 2022 r. • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) obroty wzrosły o 9,4%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 8,6%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 7,1%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 12%.
  • Wzrost obrotów najemców w kwietniu, w wybranych kategoriach, wyniósł: usługi 30%, gastronomia 17,8% oraz moda 10,2%.

Obroty najemców prowadzących działalność w centrach handlowych w kwietniu 2023 r. wzrosły o 9%, w porównaniu do kwietnia 2022 r., a odwiedzalność była o 2,6% wyższa od tej sprzed roku. Z danych GUS wynika natomiast, że w kwietniu sprzedaż detaliczna w cenach bieżących była o 3,4% wyższa od tej z kwietnia 2022 r.– mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Kwiecień jest pierwszym miesiącem w 2023 r., gdy wyniki można porównać do analogicznego miesiąca z 2022 r., bez korekt wynikających z ograniczeń pandemicznych w centrach handlowych. Takie ograniczenia obowiązywały jeszcze w pierwszym kwartale 2022 r. i dotyczyły limitów osób w sklepach i restauracjach (do marca 2022 r.) oraz obowiązku noszenia maseczek (do kwietnia 2022 r.). Ich zniesienie skutkowało wzrostem obrotów w kwietniu 2022 r. o 13,4% w stosunku do kwietnia 2019 r.

W podziale na kategorie, najlepsze wyniki w kwietniu, ze wzrostem o 30%, osiągnęły usługi. Duży wpływ na obroty w tej kategorii miały biura podróży, notujące wysokie wzrosty w związku z zakupem „wycieczek na majówkę” oraz rezerwacjami wyjazdów na wakacje. W gastronomii obroty najemców wzrosły w kwietniu 2023 r. o 17,8% w porównaniu do kwietnia 2022 r. Wydatki netto na 1 m2 GLA były tu najwyższe od początku 2023 r., na co wpływ miała m.in. pogoda skłaniająca klientów do częstszych spotkań w kawiarniach, barach i restauracjach. Z kolei w segmencie moda (wzrost o 10,2% w stosunku do kwietnia 2022 r.) widać wpływ zakupów garderoby na sezon wiosenno-letni oraz preferencję dla zakupów stacjonarnych. W kwietniu udział sprzedaży przez internet w grupie „tekstylia, odzież, obuwie” zmniejszył się z 23% do 20%.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, w kwietniu 2023 r. wzrósł o 6,3% w stosunku do kwietnia 2022 r.

Odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, w kwietniu 2023 r. była o 2,6% wyższa niż rok wcześniej.

Czy sektor TSL powinien bać się ESG?

ESG fundamentalnie zmieni sposób, w jaki operatorzy TSL będą funkcjonować i konkurować na rynku. Te firmy, które nie zmienią się dobrowolnie, będę wykluczane z przetargów, bo zagrozi to realizacji zrównoważonych celów ich potencjalnych kontrahentów. Jednocześnie współodpowiedzialność za powodzenie strategii ESG wzrośnie, a w opinii ekspertów ignorowanie wyzwań ESG nie może być już akceptowane w zarządach firm chcących nie tylko minimalizować ryzyko w łańcuchu dostaw, ale także budować odporność operacyjną własnych organizacji.

Do 30 czerwca br. Komisja Europejska (KE) zobowiązała się przyjąć pierwszy zestaw standardów raportowania wynikający z dyrektywy o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSRD). Dopiero 7 lipca mają się jednak zakończyć konsultacje publiczne dotyczące nowego schematu, opracowanego pierwotnie przez Europejską Grupę Doradczą ds. Sprawozdawczości Finansowej (EFRAG). Docelowo ma on ujednolicić i zastąpić szereg wykorzystywanych do tej pory systemów m.in. popularny w sektorze TSL standard GRI (Global Reporting Initiative). W dyrektywie CSRD jasno zaznaczono, że żadne istniejące standardy ani ramy nie zaspokajają potrzeb Unii w tym zakresie. Prace nad przepisami wciąż trwają, bo w ostatniej chwili KE zaproponowała kilka ważnych zamian, m.in. wymóg badania istotności i okresy przejściowe, jednak z całą pewnością wiadomo, że konsekwencje nowych przepisów będą dotyczyć nie tylko firm TSL objętych obowiązkowym raportowaniem, ale również całego ekosystemu gospodarczego, obejmującego transport, magazynowanie oraz usługi towarzyszące.

Kto i kiedy będzie raportował?

Na początku, do posługiwania się nowym wzornikiem będą zobligowane tzw. jednostki zainteresowania publicznego, w tym spółki giełdowe, objęte do tej pory wymogami NFRD (Non-Financial Reporting Directive), tj. dyrektywy, która okazała się mało skuteczna i dotyczyła kilkuset podmiotów zatrudniających powyżej 500. Jednostki takie będą musiały złożyć ujednolicone raporty ESG w 2025 r., czyli za rok finansowy 2024 r. W kolejnych latach zasób przedsiębiorstw objętych sprawozdawczością znacząco się powiększy i już 2026 r. (za 2025 r.) będzie dotyczył wszystkich firm (także tych spoza giełdy), które zatrudniają powyżej 250 osób i spełniają dodatkowe kryteria finansowe. Następnie, raport za 2026 r. będą musiały złożyć wszystkie giełdowe MŚP zatrudniające powyżej 10 pracowników. Do raportowania będą zobowiązane również firmy z państw trzecich prowadzące działalność na terenie Unii.Czy sektor TSL powinien bać się ESG

Warto zaznaczyć, że pokaźny zbiór firm, docelowo obejmujący wszystkie duże przedsiębiorstwa, giełdowe MŚP oraz firmy z państw trzecich spełniające kryteria CSRD, będzie musiał raportować nie tylko o własnej działalności, ale także o wpływie łańcucha wartości powiązanego z organizacją. Obok własnych operacji będą to więc produkty i usługi, stosunki gospodarcze i łańcuchy dostaw, nawet jeśli łańcuchy te przekraczają granice Unii. Mało tego, jeśli takich informacji o dostawcach, podwykonawcach czy odbiorcach nie da się uzyskać, firma będzie musiała zaraportować wysiłki podjęte w tym celu oraz powody niemożności uzyskania potrzebnych informacji, a także plany przedsiębiorstwa prowadzące do zgromadzenia niezbędnych danych w przyszłości.

W praktyce oznacza to, że firmy będą zobligowane do raportowania zarówno w górę, jak i dół łańcucha, co od branży TSL będzie wymagało dodatkowych nakładów pracy i środków finansowych. Jeśli bowiem firma, np. transportowa nie będzie sama zobligowana do złożenia raportu ESG, to z pewnością będzie uczestniczyć w sprawozdaniu kontrahenta, jako dostawca kluczowych usług i wynika to wprost z roli, jaką TSL odgrywa w globalnej gospodarce. Istotność sektora, zwłaszcza dla światowego handlu oraz jego odziaływanie na obszary ESG w globalnym łańcuchu wartości i dostaw są współcześnie niemożliwe do pominięcia. Poza tym, aktywności związane z transportem i magazynowaniem należą do trzeciego zakresu emisji generowanych przez przedsiębiorstwa.

– Wpływ operacji transportowych, dystrybucyjnych i magazynowych już niedługo stanie się wymogiem sprawozdawczym w obszarze zmian klimatycznych (ESRS E1), będącego częścią raportu ESG poświęconego środowisku. Dyrektywa CSRD nakazuje, aby firmy gromadziły dane i informowały o emisjach brutto gazów cieplarnianych powstającym w wyniku ich operacji, nawet jeśli źródła tych emisji wynikają z funkcjonowania i są pod kontrolą innych przedsiębiorstw. Są to tzw. emisje pośrednie, na które firma może wpływać, ale których bezpośrednio nie wytwarza. W tej kategorii znajduje się także np. gospodarowanie odpadami czy recykling opakowań i produktów. Istota wyzwania związana w tym zagadnieniem wynika z faktu, że jest to największe źródło emisji dla większości firm, a jednocześnie najtrudniejszy obszar do precyzyjnego określenia. Dodatkowo niewiele firm prowadzi monitoring i zlicza emisje tego zakresu, co generuje dalsze komplikacje. Firmy sektora TSL już teraz muszą zdać sobie sprawę z powagi konsekwencji, jakie wynikną z bagatelizowania lub odkładania obowiązków związanych z ESG. Mowa nie o tych operatorach, których obejmuje dyrektywa, ale o firmach, które nie spełniają kryteriów ESRS. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo bliskie pewności, że w którymś momencie wciągu 3-4 najbliższych lat ich kontrahent zgłosi się z prośbą o dostarczenie wiarygodnych informacji o emisjach wygenerowanych w roku poprzednim. Będzie to nie lada zaskoczenie i rozczarowanie, jeśli okaże się dostawca usług transportowych lub magazynowych takich danych nie posiada, ponieważ nie widział potrzeby ich gromadzenia lub nie wiedział, jak to robić. Sami prowadzimy szeroką kampanię informacyjną i nawiązujemy współpracę z partnerami w obszarze zrównoważonego rozwoju, m.in. po to, aby zniwelować ryzyko zrealizowania się takiego scenariusza. Chcemy nawet, aby do 2025 r. 75% naszych magazynów było zaangażowanych w projekty środowiskowe ze swoimi klientami. Z zaniepokojeniem obserwujemy jednak fakt, że dla wielu firm na rynku ESG to wciąż nowość – mówi Agata Głąbińska, CSR Manager w spółce ID Logistics, oferującej kompleksowe rozwiązania magazynowe i transportowe oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 17 krajach.Czy sektor TSL powinien bać się ESG 2

Osobny standard dla transportu

To jednak nie wszystkie wiadomości dla sektora, ponieważ Komisja Europejska wyda także sektorowe zestawy standardów sprawozdawczości, określając w nich informacje uzupełniające, które firmy powinny ujawniać w odniesieniu do ESG oraz dane specyficzne dla wybranych sektorów. W ramach priorytetowego pakietu sprawozdań sektorowych, nad którymi pracuje właśnie EFRAG, znalazły się m.in. wydobycie ropy i gazu, górnictwo, rolnictwo, produkcja energii oraz absolutnie kluczowy dla europejskiej gospodarki transport drogowy. Obecnie status prac nad standardem raportowania dla transportu drogowego znajduje się na etapie walidacji szkicu wypracowanego przez ekspertów technicznych (EFRAG SR TEG) i Radę ds. Zrównoważonego Rozwoju EFRAG SRB. Kolejnym krokiem będzie zatwierdzenie i przekazanie go do konsultacji publicznych. Następnie, po zakończeniu kilku dodatkowych etapów dokument trafi do Komisji Europejskiej. W odniesieniu do TSL, w przyszłości pojawią się również wytyczne dla całej sekcji H klasyfikacji NACE, a więc także dla magazynowania, lotnictwa, żeglugi morskiej i śródlądowej, kolei, usług kurierskich itd.

Biorąc pod uwagę wcale nie tak odległy termin włączania europejskich przedsiębiorstw w skonsolidowany mechanizm sprawozdawczy należy zaznaczyć, że stopnień przygotowania firmy sektora TSL do raportowania zrównoważonego rozwoju wymaga jeszcze sporo pracy, a zaledwie kilka lat temu zainteresowanie tym tematem było marginalne. Poza podmiotami, które dobrowolnie przygotowywały raporty ESG, niewiele organizacji chciało zaakceptować fakt, że ignorowanie kwestii zrównoważonego rozwoju może wpłynąć na ich konkurencyjność, a w skrajnych przypadkach nawet zadecydować o współpracy z partnerami. Kontrahenci i zleceniodawcy w obawie przed sabotowaniem ich własnych raportów ESG, ratingów czy celów CSR będą eliminować z łańcucha wartości, np. najbardziej emisyjne ogniwa, które nie wykazują intencji zamian lub po prostu nie mają takiej możliwości.

Decyzja o wykluczeniu wcale nie będzie taka trudna

Potwierdza to m.in. badanie międzynarodowej grupy bankowej Standard Chartered, które wskazuje, że 78% ponadnarodowych korporacji wykluczy ze swoich łańcuchów tych dostawców, którzy zagrażają ich planom ograniczania śladu węglowego. Może to być nawet 35% obecnych dostawców różnego typu produktów lub usług. Z przeprowadzonych analiz wynika bowiem, że łańcuchy dostaw odpowiadają za średnio 73% całkowitych emisji tych organizacji, a dla 67% z nich uporanie się z emisjami zewnętrznymi będzie pierwszym krokiem ich własnej transformacji. Dopiero w następnych etapach korporacje zamierzają zająć się własnymi emisjami.

Dlaczego to ważne dla branży TSL? Otóż według agencji ratingowych firmy sektora transportowego i logistycznego znajdują się grupie wysokiego ryzyka, jeśli chodzi o ESG, m.in. ze względu na bardzo wysoką emisyjność. To z kolei przekłada się na potencjalne straty, które tylko na rynkach wchodzących mogą osiągnąć 1,6 bln dolarów.

Korporacje z jednej strony nie będą miały skrupułów w eliminowaniu opornych firm, z drugiej aż 45% z nich jest w stanie płacić o średnio 7% więcej za produkty i usługi oferowane przez dostawców o neutralnej emisji węglowej. Mało tego, chcą im nawet pomagać w osiągnięciu neutralności emisyjnej. Aż 47% deklaruje korzystniejszy status takich przedsiębiorstw, a 46% chce inwestować w technologie na ich rzecz. Wciąż jednak na pierwszym miejscu pozostanie ich własny interes, tym bardziej, że uzależnienie korporacyjnych wyników ESG od partnerów jest bardzo wysokie i wciąż rośnie.

Współzależność ESG będzie się powiększać

Wskazuje na to analiza z 2023 r. przeprowadzona przez Assent w USA i Europie wśród 152 managerów reprezentujących m.in. produkcję sprzętu przemysłowego, automotive, elektronikę i lotnictwo. Według 18% respondentów zależność od dostawców i partnerów w kwestii osiągania celów ESG jest ekstremalna, a 29% wskazuje pewną współzależność. Zaledwie 5% deklaruje, że nie jest w ogóle zależna od partnerów i dostawców, a 33% twierdzi, że ich wpływ jest neutralny. W nadchodzącym roku zależność ta ma się jednak zwiększać, a 14% badanych twierdzi, że w sposób znaczący, kolejne 45%, że lekko wzrośnie, a 36%, że pozostanie bez zmian, co wciąż jest zależnością na wysokim poziomie. Tylko 5% uważa, że relacja straci na znaczeniu, z czego zaledwie 1% uważa, że znacząco.

Tak jak w przypadku badania Standard Chartered, także i tu widać, że firmy pokładają umiarkowaną wiarę w partnerów i dostawców odnośnie ich zdolności do wsparcia wyznaczonych celów zrównoważonego rozwoju. Absolutnie pewna takich zdolności jest grupa zaledwie 5% badanych. Nieco więcej, bo 20% jest tylko umiarkowanie pewna takiego wsparcia, a 49% wyraża neutralne stanowisko. Pozostała grupa nie pokłada zbytniej wiary we wsparcie, z czego 4% w ogóle w nie wierzy taką pomoc.

Podobnie jest z wiarą w jakość i dokładność danych dostarczanych przez poszczególne ogniwa łańcucha dostaw. Zaledwie 5% badanych jest ich całkowicie pewna, 26% tylko trochę. Neutralne podejście w tym aspekcie wyraża aż 48% firm, a odpowiednio 16% i 5% raczej nie wierzy lub w ogóle.

Jak poważnie duże firmy będą traktować ESG?

Jeszcze do niedawna ESG nie znajdowało się w centrum uwagi przedsiębiorstw. Według analiz PwC z 2021 r. aż 41% członków rad nadzorczych nie widziało związku pomiędzy raportowaniem niefinansowym a strategią biznesową. Aż 50% spółek uważało, że raportowanie niefinansowe jest obowiązkiem compliance, a tylko 43% widziało w ESG okazję do zaprezentowania swojej strategii w zakresie zrównoważonego rozwoju i jej wpływu na długoterminowe budowanie wartości firmy. Ponadto 25% członków rad nadzorczych wskazywało, że zarząd w ogóle nie zajmuje się kwestiami ESG, a 33% deklarowało, że jest on o nich informowany. Co więcej, za przygotowanie informacji niefinansowej najczęściej odpowiadał dział komunikacji 36%. Tylko 23% spółek powierzało to działom controllingu i finansów, a 36% oddało raport pod ocenę zewnętrznych audytów. W 2021 r. miażdżąca była także ocena jakości publikowanych przez spółki giełdowe oświadczeń i sprawozdań niefinansowych.  Inwestorzy wskazywali albo na niską (43%), albo na średnią jakość (48%) i zaledwie 3% oceniało je wysoko.

Inaczej widzieli to specjaliści od ryzyka

Kwestia ESG różniła się jednak znacząco z perspektywy oceny ryzyka. Wskazują na to analizy Interos, firmy zajmującej się odpornością operacyjną łańcuchów dostaw. W badaniu przeprowadzonym na grupie 900 managerów ds. zakupów i łańcuchów dostaw w przedsiębiorstwach zatrudniających globalnie co najmniej tysiąc pracowników i z przychodami powyżej 1 mld dolarów organizacja wylicza, że ESG znajduje się wąskiej grupie czynników ryzyka, które wywarły szkodliwe skutki dla organizacji w ciągu dwóch ostatnich lat. Szkodliwe skutki zdefiniowano przy tym jako utracone dochody, czas, zmarnowane zasoby, powielony wysiłek oraz stracone szanse. Na tak zdefiniowane konsekwencje powiązane z ESG wskazało 41% managerów. Inne czynniki, które wyrządziły szkody to m.in. cyberprzestępczość (52%), ryzyka finansowe (50%), regulacyjne (40%), geopolityczne (38%) oraz operacyjce (37%). Aż 83% organizacji doświadczyło szkód powiązanych z tymi obszarami, a ich średnia wartość sięgała 184 mln dolarów rocznie. Interos podkreśla przy tym, że ignorowanie wyzwań ESG w całym łańcuchu dostaw nie może być już akceptowane w zarządach chcących nie tylko minimalizować ryzyka, ale także budować odporność własnych organizacji.

Polityka ESG awansowała już do grona elementów strategicznych, decydujących o powodzeniu firmy na rynku. Nie ma przy tym większego znaczenia czy firmy uważają ten warunek za sprawiedliwy, ponieważ struktura nowoczesnych gospodarek zmienia się na naszych oczach i prowadzi właśnie w kierunku zrównoważonego rozwoju. Widać to m.in. w możliwościach i warunkach finansowania, które są uzależnione od wskaźników środowiskowych, społecznych czy zarządczych. Wszystkie duże instytucje finansowe oferują dziś produkty w jakiś sposób związane z wynikami ESG. Ten trend widoczny jest także Polsce. ESG nie powinno być jednak napędzane ani korzyścią finansową, ani obowiązkiem regulacyjnym, ale poczuciem odpowiedzialności społecznej i klimatycznej. Dopiero na dalszych miejscach pod uwagę powinny być brane inne, choć wciąż ważne pochodne zrównoważonych działań – dodaje Agata Głąbińska z ID Logistics.

2 dojmujące motywy napędzające ESG w 3PL

Zeszłoroczna analiza Analytiqa, HFW i Panattoni przeprowadzona w 12 europejskich krajach na 100 podmiotach z sektorów 3PL (58%), produkcyjnego (25%) i detalicznego (17%) wskazała, że w branży 3PL zaciera się różnica pomiędzy wymogiem regulacyjnym a troską o środowisko, jeśli chodzi o najistotniejsze czynniki napędzające aktywność w obszarze ESG. W skali istotności od 1 do 10 sprostanie wymogom legislacyjnym uzyskało wynik 8,3, a pozytywny wpływ na środowisko 8,2. Na podium priorytetów, ale wyraźnie niżej, znalazła się również poprawa reputacji firmy oraz zaspokojenie nieformalnych oczekiwań klientów, dostawców lub usługodawców (po 7,9).

Cele ESG w 3PL są częścią przetargów, znacznie rzadziej umów

Kwestia, która budzi szczególnie duże obawy i kontrowersje w sektorze TSL oraz wymaga dalszej współpracy i wysiłku zaangażowanych stron to egzekwowanie zobowiązań ESG przy zawieraniu umów. O ile w przypadku 64% firm 3PL wymogi dotyczące zrównoważonego rozwoju są elementem zapytań ofertowych w przetargach, np. z podwykonawcami, to ostatecznie zaledwie 19% wpisuje je do aktualnych umów jako zobowiązanie.  Nieco więcej, bo 39% firm uwzględnia je jedynie jako cele aspiracyjne. Bardzo dużo przedsiębiorstw w ogóle nie umieszcza ich w końcowej umowie. Odsetek ten sięga 42%.

Jeśli jednak kontraktor, np. podwykonawca znajdzie się grupie 19% podmiotów z celem ESG wpisanym jako zobowiązanie, to za jego niezrealizowanie przedsiębiorstwa 3PL zastrzegają sobie prawo do rozwiązania umowy (49%) lub nakładania kar finansowych (43%), a nawet wykluczenia go z przyszłych przetargów (60%).

Logistycy dobrze identyfikują wyzwania i wyznaczają priorytety

Nie ulega wątpliwości, że ESG będzie zagadnieniem trudnym i wielowątkowym, ale wydaje się, że sektor 3PL poprawienie dostrzega obszary w łańcuchu dostaw, gdzie konieczne są największe usprawnienia w kontekście zrównoważanego rozwoju. Według 17% respondentów jest to krajowy transport drogowy, następnie przewozy międzynarodowe (14%) oraz fracht lotniczy (11%). W dalszej kolejności także ekspresowe usługi kurierskie i na ostatniej mili oraz procesy wytwórcze i zakupowe (po 10%). Najmniej usprawnień wymagają z kolei fracht morski (6%), intermodal (5%) oraz transport kolejowy (3%). Widać wyraźnie, że hierarchia przyszłych priorytetów ma związek z intensywnością węglową i ogólnym oddziaływaniem na środowisko.

Dla 87% firm 3PL kluczowym obszarem działania w tym zakresie będzie ograniczenie emisji w ciągu najbliższych 5 lat, następnie oszczędność energii w magazynach (80%) i optymalizacja zużycia paliwa istniejącej floty (76%). W dalszej kolejności inicjatywy szkoleniowe dotyczące zrównoważonego rozwoju dla pracowników i recykling (po 58%). Na odleglejszych miejscach są z kolei rozwój floty zasilanej alternatywnymi źródłami energii oraz infrastruktura ładowania pojazdów elektrycznych (po 55%).

Środowisko najważniejszym celem

Znaczenie ochrony klimatu wyłania się także z deklaracji operatorów logistycznych, producentów i detalistów przebadanych przez Reuters Events i JLL w końcówce 2022 r. i na początku bieżącego roku. Z analizy wynika, że najważniejszymi inicjatywami w obszarze zrównoważonego rozwoju realizowanymi w 2023 r. będą ograniczenie zużycia energii (63,3%) i zwiększenie udziału energii odnawialnej 43,3%. Kolejne 36,7% chce zoptymalizować ślad węglowy w produkcji, a 36,7% ulepszyć rozwiązania związane z pakowaniem. Gospodarka obiegu zamkniętego będzie celem dla 30% przedsiębiorstw.

Swoje odrębne cele mają także poszczególne rodzaje operacji. Dla przykładu transport chce zoptymalizować lub rekonfigurować siatki połączeń, co ma niwelować obciążenia środowiskowe (67,7%). W dalszej kolejności znajdzie się nacisk na transport intermodalny (46,6%) i przejście na samochody elektryczne. Z kolei magazynowanie zamierza otwierać nowe lokalizacje, co ma pozwolić na optymalizację łańcucha dostaw (51%). Planowane są także remonty istniejących lokalizacji, aby spełniały one wymogi zrównoważonych standardów i ograniczały zużycie energii (44,8%).

Bieżący rok ma być także świadkiem poprawy wydajności dostaw na ostatniej mili (51,1%), automatyzacji procesów (43,3%), poprawy kontroli jakości dostaw (42,2%) i zwiększenia przepływu ładunków przez obiekty (20%).

Weryfikacja założeń z rzeczywistością prowadzi do jeszcze większego wysiłku

Wszystkie zapowiedzi i plany związane z zamiarami sektora TSL w obszarze zrównoważonego rozwoju brzmią niezwykle inspirująco. Praktyka pokazuje jednak, że wiele z nich wciąż pozostaje w sferze deklaracji lub pomimo wieloletniego wysiłku nie udało się ich dotąd zrealizować. Mało tego, zrównoważony cel się oddala, zamiast się przybliżać.

Potwierdza to opublikowany niedawnego raport International Transport Forum (ITF) – międzynarodowej organizacji działającej w ramach OECD. Z analizy ITF wynika m.in., że lądowy transport towarowy analizowany w okresie pomiędzy 2010 a 2021 r. wykazuje szczątkowe oznaki transformacji w kierunku bardziej zrównoważonych modeli transportu w zrzeszonych krajach. Transport ten wzrósł o 15% tkm w Europie, jednak tylko niektóre kraje zauważalnie zwiększyły udział przewozów kolejowych kosztem transportu drogowego. Było to m.in. Słowenia (+7%), Włochy (+5%), a o kilka procent udział kolei zwiększyła także Francja, Niemcy i Węgry. Natomiast np. Serbia zwiększyła udział transportu drogowego kosztem kolei o 40%, Litwa o 21%, a Mołdawia o 13%.Pozostałe kraje zwiększyły udział przewozów drogowych o średnio 4%.

Wśród tych krajów jest także Polska

Ogólna diagnoza postawiana przez ITF jest taka, że zwrot w stronę kolei nie zmaterializował się, mimo iż intensywność węglowa przewozów kolejowych jest blisko dziesięciokrotnie niższa niż transportu drogowego. To jednak nie koniec złych wieści od ITF. Z wyliczeń zawartych w ITF Transport Outlook 2023 wynika, że przy zachowaniu obecnie obowiązujących ambicji, uwzględniających wszelkie aktualnie przyjęte rozwiązania legislacyjne i prognozy popytowe, emisje pochodzące z przewozu frachtu wzrosną o 28% do 2050 r. Tendencja ta będzie widoczna zarówno w przewozach krajowych, międzynarodowych, jaki i w dostawach miejskich, gdzie wzrost emisji sięgnie aż 37%.

Długofalowy brak efektów stanowi poważne wyzwanie dla całej branży TSL i wymaga realnego, odważnego działania, a nie tylko raportowania o założonych celach. Samo raportowanie ma bowiem charakter informacyjny, a nie sprawczy. Niewiele przyniesie w związku z tym wyznaczenie nowych, ambitnych celów, jeśli nie będą one odpowiednio finansowane i realizowane. Póki co, inwestycje niezbędne do wypełnienia obietnic w obszarze zrównoważonych łańcuchów dostaw są niewystarczające.

Zagadnienie to stało się nawet przedmiotem analiz Centrum Transportu i Logistyki przy Massachusetts Institute of Technology (MIT). Centrum zbadało, jak 2 187 przedstawicieli przedsiębiorstw z całego świata, odpowiedzialnych m.in. za logistykę, dostawy, zakupy, magazynowanie, transport lub planowanie, ocenia cele ich własnych firm, wyznaczonych w obszarze zrównoważonego łańcucha dostaw w relacji do nakładów finansowych, niezbędnych do realizacji owych celów. Okazało się, że w żadnym z 10 ocenianych obszarów wpływu środowiskowego lub społecznego, nakłady finansowe nigdy nie były w stanie zrealizować postawionych wcześniej celów. Dokładnie taki sam wynik uzyskano w 2021, 2020 i 2019 r., co MIT uznał za dość przewidywalne i jednocześnie rozczarowujące.

Dlaczego realizowanie celów ESG powinno być ważne dla TSL?

Zagrożenie, zarówno w kontekście rosnących emisji, jak i niespełnionych deklaracji ma dwojaki charakter. Z jednaj strony zwiększa się negatywny wpływ sektora na środowisko, co już samo w sobie jest wystarczającym argumentem do wdrożenia bardziej zdecydowanej strategii. Z drugiej natomiast, niepodjęcie realnych i skutecznych działań przez wszystkich uczestników rynku stanowi czynnik sabotujący wysiłki tych przedsiębiorstw, które dostrzegają niebezpieczeństwo i chcą prowadzić biznes zgodny z filozofią zrównoważonego rozwoju, przeznaczając na ten cel znaczne środki finansowe.

Bez najmniejszych wątpliwości ESG staje się elementem konkurencyjności, o ile jednak w dość łatwy sposób będzie można ocenić odziaływanie firm zobligowanych do złożenia raportu zgodnego z ESRS, to znacznie trudniej będzie potwierdzić działania u podmiotów pominiętych w nowych przepisach. W przeciwieństwie do organizacji objętych dyrektywą CSRD, nie będą one poddane niezależnemu audytowi. Jednostką mającą wgląd w zrównoważone działania będzie najczęściej partner, ale jak wskazują analizy Analytiqa, HFW i Panattoni, zapisy dotyczące ESG są wymogiem w umowach z podwykonawcami jedynie u 19% firm sektora 3PL. Nieco lepiej wygląda to w u firm produkcyjnych i detalistów, gdzie 37% uwzględnia cele ESG jako zobowiązanie w kontrakcie. To jednak wciąż nawet nie połowa firm.

Istnieje w związku z tym uzasadnione ryzyko, że takie niekontrolowane podmioty dla utrzymania własnej pozycji rynkowej będą deklarowały „zielone i zrównoważone” inicjatywy, ale w istocie będą to działanie fasadowe. To w prosty sposób doprowadzi do tzw. geenwashingu, zjawiska powszechnego w całej gospodarce, nie tylko w sektorze TSL.

Greenwashing na celowniku UE

Greenwashing, czyli pseudoekologiczny marketing, stanowi tak poważne zagrożenie dla europejskiej gospodarki, że na forum UE trwają już prace, które mają chronić przed praktykami handlowymi uniemożliwiającymi zrównoważone decyzje biznesowe i zakupowe. Dotyczy to m.in. niewiarygodnych i nieprzejrzystych praktyk stosowania oznakowań dotyczących zrównoważonego rozwoju, ale także twierdzeń odnoszących się do ekologiczności czy „zielonych” systemów certyfikacji. Unia chce również ograniczyć formułowanie ekologicznych twierdzeń, które nie są poddane niezależnemu systemowi monitorowania. Dla przykładu, w toku badań nad Dyrektywą ws. oświadczeń środowiskowych (Green Claims Directive), Komisja Europejska przeprowadziła badanie, które wykazało, że ponad 53% wydawanych oświadczeń jest niejasnych, wprowadzających w błąd lub bezpodstawnych. Całkowicie nieuzasadnionych jest z kolei 40% oświadczeń środowiskowych.

Między innymi takie praktyki były powodem rezygnacji z dyrektywy NFRD, którą zastępuje bieżąca legislacja. Wiele formatów i systemów raportowania oraz zawartych w nich różnych danych uniemożliwiało ich porównanie. Pomijano także istotne dane wymagane przy ocenie kluczowych parametrów funkcjonowania i oddziaływania przedsiębiorstw. Przepisy w takim kształcie po prostu nie sprostały konfrontacji z rzeczywistością.

Dla jasności, na tym etapie nie wiadomo jeszcze czy nowa odsłona regulacji ESG spełni swoje zadanie. Jest jeszcze za wcześnie, aby to ocenić. Obecne prace mają jednak zwiększyć prawdopodobieństwo, że wzrośnie liczba podmiotów gospodarczych będących w stanie uzyskać i uwzględnić wiarygodne informacje w procesie podejmowania decyzji, m.in. o inwestycjach, finansowaniu, zakupach czy wyborze i współpracy z dostawcami. Jedno jest natomiast pewne. Kluczowym wyzwaniem będzie kompleksowość rozwiązań i pełne oraz realne zaangażowanie całego ekosystemu skupionego wokół sektora TSL, ponieważ ze względu potencjał oddziaływania branży na otoczenie, ciąży na nim szczególna odpowiedzialność. Brak postępów zrodzi z kolei daleko idące konsekwencje, zarówno dla środowiska, jak i całych społeczeństw.

Krzysztof Oflakowski

Grupa VRG wypłaci akcjonariuszom 46,9 mln zł. Akcjonariusze VRG S.A. zdecydowali o wypłacie dywidendy za 2022 rok w wysokości 0,20 zł na

Obradujące dziś w Krakowie Zwyczajne Walne Zgromadzenie VRG S.A. zdecydowało o przeznaczeniu 46,9 mln zł z zysku netto, osiągniętego przez spółkę w 2022 roku, na dywidendę. Decyzja była zgodna z wnioskiem Zarządu spółki przedłożonym Akcjonariuszom. Na każdą akcję przypadnie wypłata w wysokości 0,20 zł.

Decyzja walnego zgromadzenia dotycząca wypłaty dywidendy jest zgodna z uchwałą przyjętą przez zarząd VRG S.A. w dniu 20 maja 2022 r., polityką dywidendową spółki oraz założeniami strategii rozwoju Grupy na lata 2023 – 2025. Stopa dywidendy brutto z zysku za 2022 rok wyniesie ok. 6% (w porównaniu do ok. 5% za 2021 rok). Dzień dywidendy tj. dzień ustalenia listy akcjonariuszy uprawnionych do dywidendy za 2022 rok to 20.09.2023. Termin wypłaty dywidendy to 15.12.2023.

– Cieszymy się, że akcjonariusze przychylili się do wypłaty dywidendy w modelu, który rekomendował Zarząd. Ustalony poziom dywidendy pozwala nam skutecznie zrealizować dwa strategiczne cele: rozwijać i budować skalę biznesu VRG w zgodzie ze strategią rozwoju Grupy VRG na lata 2023 – 2025, korzystając ze środków własnych spółki, przy jednoczesnym dzieleniu się częścią wypracowanego zysku z akcjonariuszami – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Decyzja o wypłacie dywidendy stanowi realizację założeń przyjętej przez zarząd VRG S.A. w dniu 18 maja 2022 roku polityki dywidendowej spółki. Zakłada ona coroczne rekomendowanie wypłaty w przedziale 20-70 proc. skonsolidowanego zysku netto przy założeniu, że wskaźnik dług netto/EBITDA na koniec roku obrotowego wyniesie mniej niż 2,5. Każdorazowo przed przedstawieniem rekomendacji walnemu zgromadzeniu, zarząd bierze pod uwagę sytuację finansową Grupy, potrzeby inwestycyjne, sytuację płynnościową, perspektywy rozwoju w danej sytuacji rynkowej i makroekonomicznej, plany akwizycyjne oraz kowenanty bankowe.

Ostatnia wypłata dywidendy przez VRG S.A. (dawniej Vistula Group S.A.), w wysokości 0,17 zł na akcję, miała miejsce w 29 lipca 2022 roku.

Jednakowa stawka diety dla kierowców międzynarodowych. Ile po zmianach wyniesie kwota wolna od pobytu za granicą?

Szykują się zmiany w kwotach wolnych od podatku dla kierowców pracujących w transporcie międzynarodowym. Oprócz standardowej kwoty wolnej wynikającej ze skali podatkowej, czyli 30 000 zł rocznie, kierowcy mogą uwzględnić w podstawie wyliczenia podatku dodatkowe kwoty związane z dietą za każdy dzień pobytu za granicą. Stawka możliwa do odliczenia wynosiła dotychczas 30 proc. wartości diety w danym kraju. Wprowadzane zmiany zrównują tę kwotę do 20 euro, niezależnie od kraju, w którym przebywa kierowca.

Obecnie stawki diety, od których można odliczyć kwotę wolną, różnią się w konkretnych państwach. Planowane są zmiany mające wprowadzić jedną stawkę dla wszystkich krajów. Przykładowo: jeśli kierowca przebywał w Niemczech, gdzie dieta wynosi 49 euro, to 30 proc. tej wartości, czyli kwota wolna, wynosi 14,70 euro za każdy dzień pobytu w tym kraju. W Czechach kwota diety wynosi 41 euro, a we Francji 50 euro. Aktualnie 30 proc. tych kwot to dla Czech 12,30 euro, a dla Francji 15 euro.

Nie wszyscy zyskają na zmianie

Planowane zmiany zrównują kwotę diety do 20 euro, niezależnie od państwa, w którym kierowca się znajduje. Oznacza to, że dla niektórych państw, jak choćby Czechy i Niemcy, kwota wolna wzrośnie. Są jednak państwa, w których kwota wolna po wyliczeniu 30 proc. wynosi więcej niż 20 euro i w tych krajach po zmianach ta kwota zmaleje – podkreśla Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Na przykład, w Izraelu dieta za całą dobę wynosi 70 euro, a 30 proc. tej wartości to 21 euro. Natomiast dla kierowców podróżujących do Szwajcarii, gdzie dieta za cały dzień wynosi 88 franków szwajcarskich, przeliczając tę kwotę na euro i po wyliczeniu 30 proc., otrzymamy ponad 27 euro za każdy dzień pobytu. Proponowane obecnie zmiany oznaczają zmniejszenie kwoty wolnej m.in. dla tych dwóch państw. – Warto zastanowić się, czy ustalona kwota wolna w wysokości 20 euro nie jest zbyt niska i czy nie powinna zostać podniesiona, co najmniej do 27 euro, aby pracownicy nie byli stratni w porównaniu do obecnego systemu obliczania kwoty wolnej – wskazuje Piotr Juszczyk.

Kolejna zmiana dotyczy kwoty wolnej od składek ZUS dla osób osiągających przychód większy od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W przypadku pobytu za granicą kwota wolna od składek ZUS wynosiłaby 60 euro za każdy dzień pobytu. Warto również rozważyć podniesienie wartości kwoty wolnej od podatku dochodowego.

Ukłon w stronę księgowych i osób na zleceniach

Wprowadzone zmiany będą ułatwieniem przede wszystkim dla księgowych, którzy nie będą musieli weryfikować kwoty diety w różnych państwach. Nowe przepisy sprawią również, że z kwoty wolnej będzie mogło skorzystać więcej osób. Dotychczasowe zasady dotyczyły tylko kierowców międzynarodowych na umowach o pracę, a teraz skorzystają z nich także osoby na umowach zlecenie – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Z pewnością wprowadzone zmiany ułatwią obliczenia podatkowe, jednakże sama wartość kwoty budzi wątpliwości, ponieważ w niektórych przypadkach kierowcy międzynarodowi stracą.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

FertigHy nowym graczem na europejskim rynku niskoemisyjnych nawozów

FertigHy wykorzysta zielony wodór w celu dekarbonizacji europejskiego sektora nawozów rolniczych. Spółka powstała jako konsorcjum z udziałem m.in. EIT InnoEnergy, RIC Energy, MAIRE, Siemens Financial Services, InVivo i HEINEKEN. Budowa pierwszego zakładu produkcyjnego o mocy ponad 1 mln ton metrycznych nawozów azotowych rocznie planowana jest w 2025 roku.

FertigHy – spółka założona przez EIT InnoEnergy, RIC Energy, MAIRE, Siemens Financial Services, InVivo i HEINEKEN – rozpoczyna pionierską transformację europejskiego sektora nawozowego. Celem FertigHy jest produkcja przystępnych cenowo i niskoemisyjnych nawozów dla europejskich rolników. To odpowiedź na europejskie i globalne wyzwania w obszarze bezpieczeństwa żywnościowego, związane m.in. z przerwanymi łańcuchami dostaw i zakłóceniami w dostawach gazu ziemnego.

FertigHy planuje realizację szeroko zakrojonych, niskoemisyjnych inwestycji nawozowych. Pierwszy zakład produkcyjny powstanie w Hiszpanii, a następne – w oparciu o podobny projekt – będą inicjowane w kolejnych europejskich krajach. Zakład będzie produkował rocznie ponad milion ton metrycznych niskoemisyjnych nawozów azotowych wyłącznie w oparciu o energię pochodzącą z odnawialnych źródeł i zielony wodór. Rozpoczęcie budowy zakładu planowane jest w 2025 roku. Na stanowisko prezesa FertigHy został powołany José Antonio de las Heras, który ma ponad 25 lat doświadczenia na menedżerskich stanowiskach w obszarze zielonego wodoru, odnawialnych źródeł energii i gazu ziemnego.

Rolnictwo odpowiada za 13 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE. Europejscy rolnicy stosują rocznie ponad 11 mln ton nawozów azotowych (w przeliczeniu na składniki odżywcze). W ubiegłym roku Komisja Europejska określiła ten sektor jako krytyczny i  zapowiedziała wsparcie w rozwoju niskoemisyjnych nawozów. FertigHy będzie inwestować w celu dalszej dekarbonizacji europejskiego rolnictwa i całej gospodarki.

– Europa stoi przed historycznym zadaniem, jakim jest dekarbonizacja i odzyskanie pozycji w produkcji nawozów. Liczne wyzwania, przed jakimi stoimy w 2023 roku, sprawiają, że musimy tworzyć bardziej ekologiczny i samowystarczalny przemysł. Działalność FertigHy pozwoli nam stawić czoło przerwanym łańcuchom dostaw, wspierać rodzimą produkcję i zapewnić bezpieczeństwo dostaw poprzez przyśpieszenie dekarbonizacji całego łańcucha dostaw w rolnictwie – podkreśla José Antonio de las Heras, prezes FertigHy.

Rozpoczęcie działalności przez FertigHy ma związek z reakcją Komisji Europejskiej na amerykańską ustawę o zmniejszeniu inflacji (Inflation Reduction Act – IRA). Działając w Europie, FertigHy będzie odpowiadać na wyzwania stojące przed UE i dążyć do uzyskania pozycji lidera w sektorze niskoemisyjnych nawozów. Celem FertigHy jest rozszerzenie działalności na całą Europę i redukcja emisji nawet o 2 mln ton CO2 w przeliczeniu na jeden zakład rocznie.

– Cele, jakie chce osiągnąć FertigHy, są zgodne z założeniami pakietu Fit for 55, REPowerEU i Europejskim Zielonym Ładem. To pokazuje, że Europa jest zdolna do budowy konkurencyjnego, zeroemisyjnego przemysłu. Ta inwestycja, realizowana we współpracy z EGHAC, jest kolejnym wyrazem zaangażowania EIT InnoEnergy w rozwój kluczowych dla naszej przyszłości branż – dodaje Jacob Ruiter, dyrektor zarządzający European Green Hydrogen Acceleration Center.

FertigHy zostało założone przez inwestorów działających w różnych łańcuchach wartości. Pomysłodawcą spółki jest EIT InnoEnergy, będący siłą napędową w obszarze zrównoważonej energii. Działając na rzecz rozwoju FertigHy, EIT InnoEnergy będzie ściśle współpracować z European Green Hydrogen Acceleration Center (EGHAC), które wykorzysta swoje doświadczenie w budowie innowacyjnych firm przemysłowych. RIC Energy, wiodący deweloper elektrowni odnawialnych, wniesie do spółki swoją wiedzę na temat sektora fotowoltaiki i rynku energii. MAIRE wniesie swoje unikatowe doświadczenie w rozwoju projektów, jako dostawca technologii i wykonawca instalacji amoniaku i nawozów sztucznych. Siemens Financial Services, który jest udziałowcem EIT InnoEnergy od 2021 roku, dołącza do konsorcjum, aby wnieść swoje doświadczenie w finansowaniu wielkoskalowych projektów przemysłowych ukierunkowanych na zrównoważony rozwój i ułatwić dostosowanie do całego ekosystemu Grupy Siemens, oferując rozwiązania obejmujące cyfryzację zakładów, automatyzację i elektryfikację. InViVo będzie oferować skup i dystrybucję nawozów do 300 tys. rolników reprezentujących ponad 200 spółdzielni. HEINEKEN, największy europejski browar, ma na celu osiągnięcie zeroemisyjności w całym łańcuchu wartości. Realizacja tego celu wiąże się z popytem na nawozy niskoemisyjne i pozwoli zmniejszyć ślad węglowy produkcji jęczmienia i innych upraw. HEINEKEN testuje różne rozwiązania związane z dekarbonizacją na dużą skalę. To jedna z wielu inicjatyw zrównoważonego rolnictwa, której będzie pilotować.

Rosnące koszty życia paradoksalnie przyspieszają wdrożenie koncepcji zrównoważonego rozwoju

Wciąż uważamy, że zrównoważone produkty i usługi są zbyt drogie, ale mniejsza siła nabywcza złotego sprawia, że Polacy de facto realizują rozwiązania ESG wybierając wyłącznie te, które przysparzają im oszczędności. 92 proc. osób stara się nie marnować jedzenia i oszczędza wodę, 86 proc. poddaje produkty recyclingowi lub wykorzystuje je ponownie, 84 proc. chce ograniczyć emisję zanieczyszczeń, a 78 proc. respondentów raczej naprawia sprzęty domowego użytku niż wymienia je na nowe – wynika z polskiej edycji badania EY Future Consumer Index 2023.

Badanie EY Future Consumer Index 2023 pokazuje, że kwestie zrównoważonego rozwoju – w znaczącym stopniu – coraz częściej znajdują zastosowanie w polskich domach. Bez mała jedna trzecia (30 proc.) respondentów nie pije już wody butelkowanej i choć 23 proc. ograniczyło spożycie mięsa oraz produktów mlecznych to 29 proc. deklaruje, że nigdy nie planuje całkowitej rezygnacji ze spożywania tego typu jedzenia. Z kolei 24 proc. nie kupuje paczkowanej żywności, a 38 proc. zaprzestało zamawiania do domu artykułów, które są dostępne w sklepach. Aż 91 proc. ankietowanych podczas robienia zakupów korzysta natomiast z własnych toreb jednorazowego użytku, niemal tyle samo (93 proc.) stara się oszczędzać wodę i nie marnować jedzenia (92 proc.), niewiele mniej (84 proc.) chce ograniczyć emisję zanieczyszczeń, a 86 proc. poddaje produkty recyclingowi lub wykorzystuje je ponownie. Z kolei 78 proc. stara się raczej naprawiać sprzęty domowego użytku niż wymieniać je na nowe.

esg

Paradoksalnie ogromny wzrost zainteresowania kwestiami związanymi ze zrównoważonym rozwojem został wymuszony w dużej mierze przez oszczędności spowodowane rosnącymi od dawna cenami niemal wszystkich produktów i usług. Tegoroczne badanie najdobitniej ze wszystkich w jego historii obrazuje, że gros konsumentów z jednej strony deklaruje, że dbałość o środowisko naturalne jest ich priorytetem, z drugiej jednak w znikomym stopniu przekłada się to na ich zachowania zakupowe w praktyce. Ludzie niezmiennie nie chcą po prostu płacić więcej za produkty przyjazne środowisku chyba, że wiąże się to z możliwością zaoszczędzenia wydawanych przez nich pieniędzy – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w regionie CESA.

Deklaracje odmienne niż rzeczywistość

Z cyklicznego badania EY wynika, że nie tylko w czasach spowolnienia gospodarczego cena jest kluczowym kryterium zakupu, a względy środowiskowe i etyczne w momencie decyzji zakupowej schodzą na dalszy plan. Ponad połowa respondentów (60 proc) jest skłonna – co prawda – zapłacić więcej za produkt, jeśli został on wytworzony w bardziej zrównoważony sposób, ale 47 proc. tylko czasami podejmuje decyzje o zakupie w oparciu o wpływ produktu lub usługi na środowisko naturalne. Niewiele mniej (44 proc.) – z kolei – czyni tak z powodu znanych im etycznych zachowań producentów lub usługodawców.

Zdecydowana większość (82 proc.) respondentów uważa, że zakupy realizowane zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju kosztują zbyt wiele, a 65 proc. zniechęca to do nabywania tego typu produktów lub usług. 80 proc. przyznaje wprost, że podejmuje działania na rzecz środowiska głównie, gdy pozwalają im one zaoszczędzić pieniądze. Aż 86 proc. deklaruje z kolei, że w przyszłości zwróci większą uwagę na stosunek jakości do ceny. W tym samym jednak czasie, aż 83 proc. ankietowanych chce zwracać większą uwagę na wpływ społeczny tego co konsumuje, a 68 proc. utrzymuje, że zrównoważone zakupy i zachowanie to główna zasada, którą kierują się w codziennym życiu. Podobny dysonans powstaje, gdy weźmiemy pod uwagę czynniki zniechęcające konsumentów do zakupu produktów zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju. Są nimi głównie niska jakość i wysoka cena. Tak wskazuje odpowiednio po 65 proc. respondentów.

esg

Kwestie zrównoważonego rozwoju obejmują też sposób w jaki się przemieszczamy. Prawie połowa uczestników badania (45 proc.) zrezygnowała z krótkich podróży samochodami, a 18 proc. z nich zadeklarowało, że zamierza tak uczynić w najbliższych trzech latach podczas, gdy co dziesiąty ma to w planach w dłuższej perspektywie czasu. 13 proc. ankietowanych w ogóle nie zamierza nigdy podejmować takiego działania. Tylko 6 proc. respondentów zastąpiło tradycyjny samochód pojazdem napędzanym energią odnawialną, ale prawie połowa (47 proc.) chce tak zrobić w następnych latach. Z kolei 16 proc. nie ma w ogóle takich planów.

Ewolucja następująca w podejściu klientów do kupowania produktów i usług powoduje, że przedsiębiorcy poddawani są konsumenckiej presji związanej z koniecznością dostosowania się do nowych trendów poprzez zmianę swoich strategii i modeli biznesowych. Z badania EY wynika, że 86 proc. nabywców oczekuje, że firmy będą liderem zmian zapewnianiającym zrównoważoną przyszłość. Tyle samo (85 proc.) twierdzi, iż wytwórcy muszą zapewnić, że ich dostawcy spełniają wysokie standardy w zakresie praktyk społecznych i środowiskowych. Jednocześnie jednak, aż 60 proc. wierzy wciąż, że produkty zostałyby zakazane, gdyby ich wpływ był negatywny dla środowiska naturalnego lub funkcjonowania społeczeństwa. 71 proc. respondentów uważa natomiast, że to konsumenci powinni stosować presję na firmy, aby wymóc osiąganie lepszych rezultatów w tym zakresie. Ponad połowa (55 proc.) z nich nie zawsze ufa bowiem – pod tym względem – firmom i konkretnym markom, niewiele mniej (45 proc.) jest zdezorientowana deklaracjami przedsiębiorców na ten temat, a aż 82 proc. potrzebuje więcej informacji, które pomogą dokonywać bardziej zrównoważonych wyborów.

esg

Rosnąca z roku na rok presja konsumencka wywierana na przedsiębiorców w kwestiach związanych z ESG zmusza ich do praktycznej realizacji koncepcji zrównoważonego rozwoju poprzez włączenie jej jako istotnego elementu realizowanej strategii oraz zespolenie z całym procesem decyzyjnym w firmach. Staje się to nieodzowne również dlatego, że w coraz większym stopniu wpływa to na ich zyskowność oraz jest coraz bardziej istotnym elementem wynagradzania pracowników – mówi Jarosław Wajer.

O badaniu
Szósta edycja polskiego badania EY Future Consumer Index 2023 została przeprowadzona w Polsce w marcu 2023 r. na próbie 1 tys. osób w wieku 18-65 lat. Swoim szerokim zasięgiem objęło ono obszar całego kraju oraz wszystkie grupy społeczne. W skali globalnej badanie to uwzględnia opinie 21 tysięcy konsumentów z 27 krajów.

Od 1 lipca zmiany dla pracowników i pracodawców zatrudniających cudzoziemców

1 lipca br. zostanie odwołany stan zagrożenia epidemicznego w Polsce. Konsekwencją prawną tego będą zmiany szeregu regulacji oraz ważności niektórych dokumentów. Dotyczą one zarówno pracowników, jak i pracodawców.

Co się zmieni?

Koniec stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce to już fakt. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 14 czerwca br. w tej sprawie zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw 16 czerwca i weszło w życie z dniem ogłoszenia. Stan epidemii, a potem stan zagrożenia epidemicznego, wprowadzone w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2, wymusiły wiele zmian w działaniu firm – zrewidowanie strategii biznesowych, dostosowanie przepisów regulujących pracę w covidowej rzeczywistości czy przyspieszoną cyfryzację, która obejmuje coraz to nowe obszary naszego życia i pracy. Czy teraz czeka nas kolejna duża zmiana na rynku pracy?

Nie przewiduję, że odwołanie stanu zagrożenia epidemicznego będzie miało wpływ na gospodarkę czy rynek pracy. Natomiast pewne jest, że rynek pracy po zniesieniu zagrożenia epidemicznego nie jest już taki, jak przed pandemią. Pandemia bezpowrotnie zmieniła sposoby pracy i podniosła elastyczność (praca zdalna i hybrydowa ostatnio uprawomocnione przez legislatora w nowelizacji Kodeksu pracy). W wielu zawodach wymusiła podniesienie poziomu kompetencji cyfrowych pracowników, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym. Transformacja cyfrowa sprawiła, że wiele procesów, które wykonywane były dotąd osobiście przeniosło się do środowiska cyfrowego – cyfrowe podpisywanie umów, cyfrowe systemy pracy czy cyfrowe załatwianie spraw w urzędach, a głoszony od lat postulat redukcji papieru w biurach stał się faktem. – mówi Wojciech Ratajczyk, Wiceprezes Polskiego Forum HR, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Chociaż odwołanie stanu zagrożenia epidemicznego możemy potraktować jako formalność, bo od wielu miesięcy polska gospodarka funkcjonuje normalnie, to nie obędzie się bez zmian. Przestanie bowiem obowiązywać szereg regulacji wprowadzonych w ramach tzw. tarczy antycovidowej – ustawy z dnia 2 marca 2020 roku o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych czy ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie systemu ochrony zdrowia związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Chociaż ustawodawca przewidział w wielu kwestiach przepisy przejściowe, które dają czas na przygotowanie się do tych zmian, pracodawcy nie powinni czekać do ostatniej chwili z ich wprowadzeniem.

Legalność pobytu i zatrudnienia cudzoziemców

Krótki termin przejściowy dotyczy zwłaszcza pracodawców zatrudniających cudzoziemców i samych cudzoziemców, których legalność pobytu i zatrudnienia była przedłużona dzięki ustawie covidowej.

Konsekwencją prawną zniesienia stanu zagrożenia epidemicznego będzie utrata ważności dokumentów legalizujących pobyt i pracę cudzoziemców, którzy dotychczas przebywali i pracowali w Polsce na podstawie tzw. ustawy covidowej. Dotyczy to zarówno pracowników z Ukrainy, którzy wjechali do Polski przed 24 lutego 2022 r., jak i pozostałych cudzoziemców spoza UE. Będą mieli tylko 30 dni na przedłużenie swojego legalnego pobytu. Natomiast pracodawcy będą mieli tylko 30 dni na przedłużenie ich pozwoleń na pracę. – zaznacza Daniel Sola, Dyrektor Projektów Międzynarodowych w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Zdaniem Daniela Soli, w przypadku cudzoziemców przebywających i pracujących dotychczas w Polsce na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy, procedura rejestracji oświadczenia w powiatowym urzędzie pracy zajmuje obecnie około tygodnia. Natomiast w przypadku zezwoleń na pracę, które rozpatrywane są przez urząd wojewódzki, termin rozpatrywania wniosków to 2-3 miesiące. Pracodawcy, którzy nie zadbali o to wcześniej, muszą się liczyć, więc z przerwą w pracy cudzoziemca, bo po upływie 30 dniowego okresu przejściowego, jeszcze przez 1-2 miesiące będą musieli poczekać na wystawienie takiego zezwolenia.

Odwołanie stanu zagrożenia epidemicznego nie zmienia natomiast nic w statusie obywateli Ukrainy, którzy wjechali do Polski po 24 lutego 2022 r. i ich pobyt został uregulowany na podstawie specustawy wojennej.

TABELA – WAŻNOŚĆ DOKUMENTÓW POBYTOWYCH CUDZOZIEMCÓW W POLSCE

Obywatele Ukrainy
  Dokumenty pobytowe skończyły się przed 24 lutego 2022 r. Dokumenty pobytowe kończące się po 24 lutego 2022 r.
Biometria 2023-07-31 – dla cudzoziemca, który skorzystał z warunkowego legalnego pobytu i złożył wniosek o zezwolenie na pobyt w przedłużonym terminie 04.03.2024
Wiza 31.07.2023
Zezwolenie na pobyt
Bez dokumentów n/d
Obywatele krajów trzecich
Biometria 2023-07-31 – dla cudzoziemca, który skorzystał z warunkowego legalnego pobytu i złożył wniosek o zezwolenie na pobyt w przedłużonym terminie
Wiza 31.07.2023
Zezwolenie na pobyt
Dokumenty legalizujące pracę, których ważność skończyła się po 14 marca 2020 r.
Oświadczenie o powierzeniu pracy 31.07.2023
Zezwolenia na pracę
Zezwolenia sezonowe
Zezwolenia na pobyt i pracę
Dokumenty legalizujące pracę na podstawie specustawy o pomocy Obywatelom Ukrainy
Powiadomienie 04.03.2024

Opracowanie – Trenkwalder

Stare/nowe obowiązki

Po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego, pracownicy będą musieli udać się na badania, także te zaległe. Pracodawcy będą mieli 180 dni na skierowanie pracowników na zaległe badania okresowe i 60 dni na realizację zaległych szkoleń okresowych BHP. Wszystkie wstępne szkolenia BHP będą natomiast musiały być w formie stacjonarnej (nie dotyczy to osób przyjmowanych do pracy zdalnej na stanowiska administracyjno-biurowe).

Kolejne zmiany od 1 lipca br. to m.in.:

  • pracodawcy stracą uprawnienie do jednostronnego wysłania pracownika na zaległy urlop wypoczynkowy w wymiarze do 30 dni
  • rozpocznie swój bieg 14-dniowy termin, po upływie którego rozwiązaniu ulegną umowy wszystkich pracowników, którzy nie odebrali pism przez ostatnie 3 lata – dla pracodawców oznacza to przygotowanie świadectw pracy, zgłoszenie odpowiednich dokumentów do ZUS i wypłata ekwiwalentu za niewykorzystany urlop
  • zwalnianym pracownikom przysługiwać będą wyższe odprawy i odszkodowania – zakończenie stanu zagrożenia epidemicznego usuwa ograniczenia w ich wysokości (do tej pory wynosiły do dziesięciokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę)
  • pracodawcy będą zobligowani wrócić do wyższej kwoty odpisu na ZFŚS, ustalonego w układach zbiorowych pracy lub regulaminach wynagradzania (o ile została obniżona w okresie stanu zagrożenia epidemicznego, np. z powodu spadku obrotów gospodarczych firmy)

Bio Planet z kolejnymi dobrymi wynikami- informacja prasowa

Bio Planet S.A. kontynuuje dobrą passę. Lider wśród dostawców żywności ekologicznej w Polsce w maju osiągnął sprzedaż na poziomie 21,5 mln złotych, co oznacza wzrost o 34 % w stosunku do maja 2022 roku, kiedy to sprzedaż wynosiła 16,0 mln zł. Zdaniem zarządu dobre wyniki sprzedażowe są konsekwencją zarówno poszerzenia oferty sprzedażowej, wzmocnienia Departamentu Sprzedaży a przede wszystkim konsolidacji rynku. Spółka zapewnia, że posiada potencjał logistyczny i operacyjny do kontynuacji wzrostów w kolejnych miesiącach.

Dobre wyniki sprzedaży w maju są konsekwencją wielu czynników, a za najistotniejszy z nich możemy uznać udaną konsolidację rynku. Przejęcie części aktywów dwóch spółek – NaturaVena oraz Smak Natury, pozwoliło nam na poszerzenie oferty oraz dotarcie do nowych klientów. W maju nasi klienci mogli wybierać spośród 8.000 produktów, czyli około 1.000 więcej niż w maju zeszłego roku. Przygotowując nową ofertę staraliśmy się wziąć pod uwagę zmieniające się trendy i oczekiwania klientów, stąd szeroka gama produktów dedykowanych dla osób stosujących dietę keto. Warto również podkreślić, że nie sprawdziły się pesymistyczne prognozy dotyczące podaży produktów. Pomimo trwającej wojny nie mamy problemu z zaopatrywaniem się w kluczowe produkty” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Bio Planet S.A.

Wzrost sprzedaży jest zgodny z oczekiwaniami spółki i długoterminowymi prognozami w związku z konsolidacją rynku. W ostatnim czasie spółka podjęła działania, które odbiły się również pozytywnym echem. „Wzmocniliśmy Departament Sprzedaży, co umożliwia zapewnienie lepszej obsługi rynku. Obecnie mamy 18 handlowców w terenie w stosunku do 13 handlowców w roku poprzednim. Doskonalimy również współpracę z sieciami handlu nowoczesnego poprzez nowych kierowników ds. kluczowych klientów, co również przekłada się na dobre wyniki ostatnich miesięcy” – mówi Prezes Bio Planet S.A.

Sprzedaż narastająco po 5 miesiącach 2023 roku osiągnęła 111,5 mln złotych i jest wyższa o 25 % w stosunku do sprzedaży po pierwszych 5 miesiącach 2022 roku, która wynosiła 89,0 mln zł. Spółka liczy na kontynuację trendu wzrostowego między innymi dzięki rozwojowi usług dropshippingowych dla sklepów internetowych oraz dalszemu rozwojowi eksportu. „Do grona naszych rynków zagranicznych w ostatnim czasie dołączył Katar, mamy nadzieję na dalszy rozrój eksportu do tego i innych krajów” – podkreśla Sylwester Strużyna.

Bio Planet S.A. jest obecnie liderem wśród dostawców żywności ekologicznej w Polsce. Działalność spółki koncentruje się na konfekcjonowaniu oraz dystrybucji żywności ekologicznej. W ofercie posiada ok. 8,0 tys. indeksów sprzedażowych obejmujących produkty trwałe oraz produkty świeże. Od 2007 roku produkty Bio Planet S.A. posiadają certyfikat AGRO BIO TEST, który jest podstawą kwalifikowania żywności oferowanej przez Spółkę jako żywności ekologicznej (żywności bio).

W oczekiwaniu na dane inflacyjne

Chociaż trudno nam to sobie wyobrazić, to inflacja powoli przynosi też pozytywne niespodzianki (niestety z dalekiego rejonu). Kolejne dane z Niemiec potwierdzają, że motor napędowy UE funkcjonuje na niskich obrotach. Poranny pozytywny giełdowy sentyment nie znajduje przełożenia na rynek walutowy.

Australijska niespodzianka

W oczekiwaniu na bliższe nam geograficznie dane inflacyjne (w piątek Polska i strefa euro) możemy spojrzeć na drugą stronę globu. Australia zadziwiła dziś analityków i inwestorów. Oczekiwano spadku wskaźnika CPI (w maju wyniósł on 6,8%), ale zasięg tego ruchu był zdecydowanie większy od prognozowanego. Tym samym dynamika cen w czerwcu w ujęciu rocznym wyniosła 5,6%. Stanowi to najniższy rezultat od kwietnia 2022 roku. Tego typu niespodzianka od razu rozpaliła oczekiwania co do wstrzymania przez Bank Rezerwy Australii cyklu podwyżek stóp procentowych (posiedzenie już w przyszłym tygodniu). W tej chwili główna stopa wynosi 4,1%. Możliwa pauza w cyklu monetarnym natychmiastowo osłabiła pozycję dolara australijskiego. Kurs AUD/USD spadł do 0,663, czyli najniższych poziomów od 5 czerwca. Sytuacja ma również swoje przełożenie na parę AUD/PLN, która jest już blisko 2,70 zł. Tym samym kurs dolara australijskiego wybił ostatnie dołki i zszedł do wartości widzianych ostatnio w sierpniu 2020 roku (!).

Bez niespodzianki za Odrą

Kolejne dane zza naszej zachodniej granicy potwierdzają, że motor napędowy UE funkcjonuje (i w nadchodzących miesiącach będzie funkcjonował) na niskich obrotach. Wiemy już, że niemiecka gospodarka znajduje się w technicznej recesji (dwa spadkowe kwartały PKB z rzędu). W piątek wskaźnik wyprzedzający PMI dla przemysłu znalazł się na najniższym poziomie (41 pkt) od trzech lat. Natomiast opublikowany dziś najnowszy indeks zaufania konsumentów GfK wykazał -25,4 pkt. Tym samym po 8 miesiącach odbicia także on wraca do spadków. Coraz wyraźniej widać, że proces wychodzenia z wysokiej inflacji będzie miał swoją gospodarczą cenę. Liczni obserwatorzy wciąż wierzą, że uda się przejść suchą stopą przez ten kryzys. Niewykluczone jednak, że niezbędne będą do tego kalosze.

Niespodzianka z Portugalii?

W środowy poranek handel przebiega w mieszanych nastrojach. Już na azjatyckich giełdach było widać brak przekonania do kierunku. Świetnie poradził sobie tokijski Nikkei, który zamknął się 2% wyżej, ale za to Szanghaj zakończył notowania płasko. Otwarcie na europejskich parkietach wyglądało pozytywnie, wszystkie najważniejszy indeksy idą w górę. Do tego peletonu dołącza Warszawa, gdzie WIG20 po godz. 10 zyskuje 1%. O wiele gorsze humory mają za to inwestorzy na rynku ropy, gdzie cena baryłki Brent nie może odejść od dwutygodniowych dołków przy 72,5$. Brak zdecydowania wyraźnie widać w wielu miejscach FX, na czele z główną parą walutową. Kurs EUR/USD trwa w konsolidacji przy 1.095$. Coraz trudniej wykrzesać pozytywny impuls złotemu. Kurs euro znajduje się blisko 4,45 zł, a kurs dolara nie odchodzi daleko od 4,06 zł. Zmienność mogą dziś jeszcze przynieść bankierzy centralni, którzy spotykają się w portugalskiej Sintrze.

Adam Fuchs – analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Branża hotelarska odrobiła większość pandemicznych strat. Boryka się jednak z rosnącymi kosztami

W 2022 roku o 1,3% r/r wzrosła liczba obiektów hotelowych w największych polskich miastach i głównych rejonach turystycznych. Wynik był też o 5,4% lepszy w porównaniu z przedpandemicznym rokiem 2019, pokazuje coroczny raport Emmerson Evaluation – „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce”. Branża hotelarska zdołała już odrobić większość start z czasów koronawirusa, ale ma nowe wyzwania na horyzoncie – mniejszą liczbę zagranicznych turystów, brak finansowania na rozwój oraz przede wszystkim duże koszty utrzymania, które „zjadają” ich rentowność oraz podwyższają cenę pobytu dla gości.

Ostatnie 3 lata stanowiły wyzwanie dla polskiego rynku hotelarskiego. Na początku 2022 roku obowiązywały jeszcze restrykcje nałożone z uwagi na pandemię Covid-19, niedługo potem wybuchła wojna w Ukrainie i rozpędziła się inflacja. Mimo to rok 2022, w porównaniu z 2021, był lepszy dla polskiego hotelarstwa, a uzyskane wskaźniki w większości analizowanych lokalizacji były zbliżone do tych z przedpandemicznego 2019 roku.

Przez pierwsze miesiące 2022 roku hotele w największych miastach Polski odnotowywały wysokie obłożenie ze względu na wybuch wojny w Ukrainie. Okres wakacyjny również był pracowity dla rynku hotelowego, w związku z dużą liczbą turystów korzystających z urlopu w ojczyźnie. Drugie półrocze minionego roku przyniosło dobre wyniki ze względu na zwiększoną liczbę spotkań biznesowych. Należy jednak pamiętać o wyższych kosztach ponoszonych przez hotelarzy, będących wynikiem wysokiej inflacji, które obniżały ich realne zyski. Nie tylko istniejące obiekty, ale również nowe inwestycje sektora hotelowego doświadczają trudności. Rosnące koszty budowy oraz problemy w pozyskaniu finansowania bankowego sprawiły, że duża liczba projektów pozostaje wstrzymana – wskazuje Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Zgodnie z danymi GUS przeanalizowanymi w raporcie Emmerson Evaluation, w lipcu 2022 roku w Polsce funkcjonowało 2 569 obiektów hotelowych, co stanowi wzrost o 1,9% w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku. W tym czasie największy wzrost liczby hoteli odnotowano w województwie: wielkopolskim (5,4%), łódzkim (4,9%) i w zachodniopomorskim (3,8%). Przyrost w wysokości od 0,8% do 3,6% wystąpił w województwie: lubelskim, dolnośląskim, podlaskim, świętokrzyskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim, śląskim i mazowieckim. Spadek liczby hoteli zanotowano w województwach: opolskim (-5,6%), lubuskim (-3,2%), warmińsko-mazurskim (-2,7%) i pomorskim (-0,9%). Na przestrzeni analizowanego roku liczba hoteli nie uległa zmianie w województwie podkarpackim.Branża hotelarska

Rynek odradza się nierównomiernie

W swoim raporcie Emmerson Evaluation dokonuje też szczegółowej analizy rynków hotelarskich w największych polskich miastach i rejonach turystycznych na podstawie danych gromadzony w bazie Evaluer. W tym ujęciu najwyższy wzrost liczby obiektów hotelowych w całym 2022 roku nastąpił w Łodzi (5,6% r/r), Szczecinie (4,2% r/r) i Poznaniu (3,1% r/r). Przybyło ich też w Trójmieście, miejscowościach zaliczanych do grupy pasa górskiego (Zakopane, Karpacz, Beskidy – Wisła, Szczyrk, Ustroń), Wrocławiu i Warszawie (na poziomie między 1-1,7%). W Krakowie, Katowicach oraz miejscowościach z pasa nadmorskiego (Kołobrzeg, Świnoujście, Płw. Helski – Chałupy, Jastarnia, Jurata) liczba hoteli pozostała na niezmienionym poziomie. W stolicy małopolski zaszły zmiany w strukturze podaży – zamknęły się m.in. dwa 3-gwiazdkowe hotele, ale w ich miejsce pojawiły się inne, o wyższym standardzie, w tym dwa 5-gwiazdkowe.

zmiana liczby hoteli

W analizowanych w raporcie głównych rynkach hotelarskich w 2022 roku eksperci Emmerson Evaluation odnotowali wzrost liczby obiektów hotelowych o 1,3% względem 2021 roku i o 5,4% porównując do przedpandemicznego roku 2019. Zestawienie z ostatnim rokiem przed koronawirusem, pokazuje zwiększenie podaży hoteli w minionym roku w: Szczecinie (19%), pasie nadmorskim (13,2%), Warszawie (8,9%), Łodzi (8,6%), Wrocławiu (5,8%), pasie górskim (4,5%), Katowicach (4,3%), Krakowie (3,7%), Trójmieście (3,1%). Branża nie zdołała się jeszcze w pełni odbudować jedynie w Poznaniu (-1,5%).

W gronie najważniejszych lokalizacji dla rynku hotelowego największy stopień wykorzystania pokoi hotelowych w 2022 roku osiągnęły: Warszawa (53,9%), Kraków (46,8%) i Trójmiasto (46,3%). Porównując wielkość obłożenia w 2022 roku do roku 2021, największy wzrost wystąpił w stolicach województwa mazowieckiego (+23,4 p.p), małopolskiego (+17,1 p.p) oraz łódzkiego (+14,1 p.p). Z kolei najniższy odnotowano w Szczecinie (+7,9 p.p.). W zestawieniu 2022 roku z 2019 roku tylko Łódź i Warszawa wygenerowały wzrost. Najdalej od osiągnięcia lepszych wyników był Kraków i Katowice. Uzyskany w minionym roku poziom obłożenia w tych miastach był niższy względem 2019 o odpowiednio 7,1 p.p i 6,5 p.p.

Wojna odstrasza zagranicznych gości

Według danych GUS, przywołanych w raporcie Emmerson Evaluation, w całym 2022 roku z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało 34,2 mln turystów. Wynik ten jest wyższy o 54,3%, niż w roku 2021, jednak nadal o 4% niższy niż w roku 2019. W minionym roku udzielono prawie 90 mln noclegów, czyli o 43,2% więcej niż w roku poprzednim i o 3,6% mniej, niż w 2019. W porównaniu z analogicznym okresem w 2021 roku zwiększył się również stopień wykorzystania miejsc noclegowych – z 32,3% do 40,4%. Duży wzrost tych wartości wynika między innymi z faktu, że w roku 2022 pandemiczne obostrzenia dotyczące limitu osób w obiektach hotelowych po pierwszych dwóch miesiącach zostały zniesione. Wpływ na ten wynik miał również wybuch wojny w Ukrainie. Przez pierwsze miesiące konfliktu uchodźcy w dużej mierze nocowali właśnie w hotelach, wskazują autorzy raportu.

Jak podaje GUS, w 2022 roku z hoteli skorzystało 23 780 177 osób. 79,7% tej grupy stanowią turyści z Polski, natomiast 20,3% – z zagranicy. Łącznie liczba gości wzrosła o 65,6% w porównaniu do roku 2021. Liczba osób korzystających z hoteli w zeszłym roku była również wyższa względem 2019 roku (o 1,1%). Wciąż jednak nie odbudował się popyt ze strony zagranicznych turystów. Zestawiając liczbę obywateli innych krajów korzystających z hoteli w 2022 roku do wyników z 2019 roku nadal widoczny jest spadek (-19,8%). Mniejsza liczba turystów zagranicznych wynika z postrzegania Polski jako kraju o zagrożonym bezpieczeństwie ze względu na sąsiedztwo Ukrainy, gdzie toczą się działania wojenne. Liczba ta mogłaby być jeszcze niższa, gdyby nie uchodźcy, którzy w pierwszych miesiącach konfliktu licznie korzystali z hoteli, wskazują autorzy raportu.Wojna odstrasza zagranicznych gości

W hotelach większy ruch, ale niekoniecznie zyski

Sytuację na rynku hotelowym dobrze odzwierciedla też wskaźnik RevPAR szacujący przychód z jednego pokoju. Najwyższą jego wartość w 2022 roku charakteryzowała Warszawę i wyniosła 278 zł. Wynik ten jest wyższy o 84,3% od tego z 2021 roku (151 zł), wskazują eksperci Emmerson Evaluation. Drugie miejsce zajęło Trójmiasto, w którym wskaźnik RevPAR wyniósł 263 zł. Na kolejnych pozycjach uplasował się Kraków z kwotą 177zł, Wrocław z wynikiem 176 zł i Poznań z 161 zł. Najwyższy przyrost wskaźnika RevPAR (o 102,3%) w porównaniu do 2021 roku wypracował Kraków. Nadal był on jednak niższy (o 25,8%) niż przed pandemią. Stolica Małopolski przed pojawieniem się COVID-19 była destynacją najczęściej odwiedzaną przez turystów zagranicznych. Trudności w odbudowywaniu się krakowskiego rynku hotelowego wynikają przede wszystkim z obaw dotyczących odwiedzin tej części Polski, związanych z bliskością pogrążonej w wojnie Ukrainy.

Ruch w 2022 roku generowany był przede wszystkim przez polskich turystów wypoczywających z rodzinami. Pod względem przychodów zeszły rok był najlepszy od wielu lat i spora część hoteli osiągnęła wyższe wyniki niż przed pandemią. Biorąc pod uwagę obłożenie, hotele zamknęły rok 2022 na poziomie zbliżonym do 2019 roku. Popyt na usługi hotelowe nadal jest wysoki, jednak rosnące koszty budowy i niepewne zyski skutecznie blokują hotelarzy przed podejmowaniem decyzji o realizacji nowych obiektów.

Pierwsze miesiące 2023 roku napawają entuzjazmem patrząc zarówno na dane dotyczące obłożenia, jak i średnich przychodów z jednego pokoju. Wzrost cen noclegów nie jest jednak równoznaczny z wyższymi zyskami w branży. Hotele nadal nie osiągnęły marż sprzed pandemii. Podwyżka cen za pobyty jest ściśle związana z rosnącymi kosztami działalności. Wzrosty widoczne są tylko w ujęciu nominalnym. Po uwzględnieniu kosztów i inflacji wyniki nadal są niższe niż te osiągane przed pojawienia się koronawirusa, a więc rentowność branży spada – zauważa ekspert Emmerson Evalaution.

Przed hotelarzami dużo wyzwań

W przyszłość hotelarze patrzą z delikatnym optymizmem. Hotelarstwo oswoiło się już faktem trwania wojny w Ukrainie i zdobyło cenne doświadczenie z zakresu zarządzania w trudnych warunkach. Hotelarze nauczyli się dobrze kontrolować koszty.

W 2023 roku koszt pobytu w hotelach będzie droższy, czego skutkiem będzie skracanie wyjazdów i rezerwowanie ich na ostatnią chwilę. Konieczność podnoszenia cen przez hotelarzy wynika z rosnących wynagrodzeń pracowników oraz kosztów utrzymania obiektu. W związku z tym sukces odniosą tylko ci, którzy trafnie pokierują strukturą przychodów i kosztów. Jak do tej pory hotelarze przenoszą rosnące wydatki na klientów, podwyższając stale ceny pobytów. Nie można spodziewać się jednak, że coraz wyższe koszty noclegów będą stale akceptowalne przez turystów – podkreśla Robert Korczyński.

Jak wskazują autorzy raportu, obecny rok będzie nadal niestabilny dla rynku hotelowego – przede wszystkim przez wysoki poziom inflacji, coraz wyższe koszty utrzymania oraz toczącą się za wschodnią granicą wojnę. Będzie również znacznie mniej otwarć hoteli. Wyraźnie widać wstrzymanie planowania nowych projektów, co może być związane z trudnościami z finansowaniem oraz obawami jakie generują wysokie koszty budowy i zarządzania, a także niestabilna sytuacja gospodarcza. Branża hotelarska nadal wyczekuje na zwiększone możliwości finansowania w bankach.

Raport „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce”:

https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2023/06/raport-rynek-hoteli-oraz-condohoteli-w-polsce-2023.pdf?fid=1055.

Polscy inwestorzy indywidualni bardziej boją się recesji niż inflacji

  • Polscy inwestorzy indywidualni mniej obawiają się inflacji, ale strach przed recesją znacznie wzrósł w ostatnim kwartale
  • Przewidują, że stabilna hossa rozpocznie się w pierwszej połowie 2024 r.
  • Do końca roku będą skupieni na sektorze technologicznym, a najmniej atrakcyjnymi sektorami będą dobra konsumpcyjne i komunikacja

Polscy inwestorzy indywidualni zdecydowanie mniej obawiają się inflacji, ale strach przed recesją znacznie wzrósł w ciągu ostatniego kwartału – wynika z najnowszych danych z kwartalnego badania Puls Inwestora Indywidualnego platformy inwestycyjnej eToro, obejmującego odpowiedzi 10 000 inwestorów indywidualnych z 13 krajów.

Liczby mówią, że w ciągu zaledwie jednego kwartału, odsetek inwestorów uważających inflację za największe ryzyko zewnętrzne spadł z 27 proc. do zaledwie 7 proc. Jest to znacząca zmiana sentymentu i możliwy dowód na to, że na tym etapie, polscy inwestorzy zdążyli przyzwyczaić się do wroga. Co zaskakujące, w ujęciu kwartał do kwartału spadły obawy o wpływ konfliktów międzynarodowych (z 22 proc. do 7 proc.), a także obawy o stan globalnej gospodarki (z 14 proc. do 8 proc.).

Co istotne, odsetek inwestorów obawiających się o stan polskiej gospodarki wzrósł z 8 proc. do aż 36 proc. Może to być spowodowane ogólnym sceptycyzmem wobec polityki NBP i RPP, a także obecną niestabilnością rządu, w tym zbliżającymi się wyborami, co potwierdza, że Polacy bardziej obawiają się recesji niż inflacji.

Komentując dane, Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, powiedział: Wyraźnie widać, że inwestorzy obecnie najbardziej boją się recesji. I to właśnie osłabienie gospodarcze w Polsce i na świecie może w najwyższym stopniu wpłynąć na ich portfele inwestycyjne w najbliższych miesiącach. Znacznie spadła natomiast obawa dotycząca inflacji, mimo faktu, że ta cały czas utrzymuje się na poziomie 13 proc. Jednak inwestorzy widzą, że od jej spadku nie ma już odwrotu i w ciągu kilku miesięcy osiągnie jednocyfrowy poziom. Coraz bardziej powszednieje nam wojna, która trwa już prawie 1,5 roku, dlatego spada obawa dotycząca międzynarodowego konfliktu.

Większość polskich inwestorów indywidualni postrzega ostatnie wzrosty na rynkach akcji jako falstart, a tylko jeden na dziesięciu (8 proc.) uważa, że weszliśmy w nową hossę. Jednak 23 proc. uważa, że dotrze ona do nas do końca roku, a 24 proc. podejrzewa, że hossa może rozpocząć się wraz z początkiem 2024 roku.

Ustalenia te wynikają z niedawnej dynamiki na rynkach akcji, napędzanej głównie przez zainteresowanie sztuczną inteligencją i ożywienie w szerszym sektorze technologicznym. Pomimo wzrostów, inwestorzy indywidualni są jednak bardziej ostrożni i mniej optymistyczni niż trzy miesiące temu, co może być wynikiem dużej zmienności.

Wskaźniki zaufania Pulsu Inwestora Indywidualnego wskazują, że 74 proc. Polaków nadal czuje się pewnie w kwestii bezpieczeństwa pracy (75 proc. w 1. kwartale 2023 r.), a 70 proc. pozostało optymistycznie nastawionych do swoich inwestycji, w porównaniu do 76 proc. w 1. kwartale 2023 r. Nastroje dotyczące szerszej perspektywy uległy niewielkiej zmianie – odsetek inwestorów czujących się stabilnie w odniesieniu do polskiej gospodarki spadł z 49 proc. w ubiegłym kwartale do 40 proc. obecnie, a 38 proc. czuje się stabilnie w kwestii do gospodarki światowej, w porównaniu do 51 proc. w ostatnim kwartale. Spadek może być spowodowany ograniczonym zaufaniem do FED po ostatnich decyzjach.

Chociaż nastroje spadły, wielu respondentów badania eToro nadal inwestuje na rynkach. Dane pokazują, że 40 proc. respondentów zwiększyło kwotę pieniędzy w swoim portfelu inwestycyjnym, podczas gdy tylko 10 proc. zdecydowało się ją zmniejszyć. Co więcej, w ciągu najbliższych 3 miesięcy 38 proc. planuje zwiększyć kwotę pieniędzy, którą regularnie wpłaca do swojego portfela, podczas gdy tylko 8 proc. zamierza zmniejszyć swoje wpłaty. Ponad połowa polskich respondentów zamierza pozostać przy tej samej kwocie (54 proc.).

Polscy inwestorzy indywidualni są również optymistycznie nastawieni do niektórych sektorów, z technologią na czele. Na pytanie, w którym sektorze najprawdopodobniej zwiększą swoje inwestycje do końca 2023 r., 16 proc. wskazało technologię, a 14 proc. wybrało sektor sztucznej inteligencji. Około 18 proc. rozważa wzrost inwestycji w nieruchomości, 15 proc. – usługi finansowe, a 14 proc. – energetykę. Najmniej atrakcyjne dla inwestorów sektory to podstawowe dobra konsumpcyjne (2 proc.) i komunikacja (2 proc.).

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, dodaje: Polscy inwestorzy mocno wspierają spółki technologiczne, tak było w latach poprzednich, tak jest i teraz. Dzięki temu nie ominęła ich wieloletnia hossa na tych spółkach. Mocno wierzymy także w AI, co dało naszym inwestorom znaczne zyski w tym roku. Jednak widzimy także odwrotne podejście, skupiające się na spółkach z rynku nieruchomości, finansowych i energetycznych, które w tym roku radziły sobie najgorzej. Jeśli sytuacja gospodarcza pozostanie odporna i nie pojawi się recesja, a wkrótce pojawią się pierwsze obniżki stóp, taka strategia także może przynieść zyski.

Rynek medycyny prywatnej będzie rósł, ceny usług również

“Wydatki na prywatną opiekę medyczną będą przyrastały o ponad 10-15% rocznie w ciągu najbliższych 4 lat z uwagi na niewystarczające finansowanie publiczne oraz to, że niższą jakość usług publicznych napędzają prywatne wydatki na opiekę zdrowotną w Polsce. Ekspansja prywatnych sieci przychodni doprowadziła do szybkiego wzrostu wydatków „pośrednich”, czyli głównie produktów firm abonamentowych i w mniejszym stopniu ubezpieczeń medycznych. Nawet jeżeli niewielka część społeczeństwa ma dostęp do abonamentów medycznych i prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych to pacjenci wydają ponad 20 mld złotych rocznie na prywatną opiekę opłacaną per usługa” – mówi Arkadiusz Kramza, partner PwC Polska.

Rynek medycyny prywatnej będzie rósł dzięki trzem fundamentalnym czynnikom. Ceny usług wzrosną o 11-13% z uwagi na to, że inflacja medyczna jest wysoka i łatwo transferowalna na klienta poprzez zapisy w umowach o wzroście opłaty zgodnie ze wzrostem przeciętnych wynagrodzeń w gospodarce w sektorze ochrona zdrowia i pomoc społeczna. Dane za 2021 rok pokazują zwyżkę o 17,2%, a w 2023 roku inflacja ma osiągnąć swój szczyt i ma zacząć spadać. Jednakże ze względu na wysoki popyt i ograniczoną podaż specjalistów inflacja “medyczna” będzie o około 5% powyżej przeciętnej inflacji. Baza klientów wzrośnie o 5-7%. Dla porównania wzrost liczby klientów w latach 2016-20 wyniósł blisko 10%.

W 2016 roku 6% badanych przez GUS deklarowało nabycie abonamentu lub ubezpieczenia medycznego, z czego blisko 50% przełożyło się na nabycia i wygenerowało 10% wzrost rok do roku.

W 2020 r. deklarowane potencjalne nabycia abonamentu lub ubezpieczenia medycznego wzrosło z 6% do 8,2%, co przy założeniu spadku konwersji do 30% przełoży się na średnioroczny wzrost liczby klientów na poziomie 6,1% rok do roku. Jednocześnie można spodziewać się nowych produktów, generujących na rynku nowe strumienie przychodów dokładając dodatkowo 1-3% wzrostu. Gracze mocno inwestują w rozszerzenie oferty w zakresie ubezpieczeń szpitalnych, ubezpieczeń komplementarnych, finansowania leków.

“Około 70% firm nie kupuje opieki zdrowotnej dla swoich pracowników. Brak zainteresowania pracowników wynika z tego, że będą musieli to finansować lub dofinansować we własnym zakresie. Obecnie 47% badanych firm nie partycypuje w kosztach świadczeń zdrowotnych, a dla 19% respondentów programy te są współfinansowane – pracodawcy płacą około połowy ceny. Pod względem formy świadczenia (abonament medyczny wobec ubezpieczenie zdrowotne) nie ma silnej preferencji – rodzaj produktu nie ma dużego znaczenia dla firm. Chcą po prostu dobrej opieki dla pracowników” – mówi Michał Dubno, dyrektor PwC Polska.

W specjalizacjach dziecięcych w 2022 roku było tylko 695 miejsc rezydenckich. Dzieci w Polsce (7 mln osób) to 18% populacji. Dodatkowo rodzice chcą otoczyć dzieci jak najlepszą opieką i często odwiedzają pediatrów czy specjalistów dziecięcych. Pomimo tego jedynie 695 miejsc rezydenckich to specjalizacje dziecięce (11,1%). Do tego dochodzą lekarze rodzinni (570 rezydentur), którzy dzielą swój czas między dorosłych i dzieci. Spojrzenie na specjalistkę dziecięcą po wyłączeniu lekarzy rodzinnych i pediatrów jest jeszcze bardziej niepokojące, bo to tylko 316 miejsc. Co roku wchodzi na rynek 2,5 tysiąca pielęgniarek – cztery razy mniej niż 20 lat temu. Do czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, pielęgniarki były kształcone na poziomie szkoły średniej. Co roku wchodziło do zawodu około 10 tysięcy pielęgniarek, obecnie, od wejścia do UE w Polsce kształci się około 2,5 tysiąca pielęgniarek rocznie.

Brak personelu wymaga inwestycji w rozwiązania informatyczne poprawiające efektywność ich pracy. Wsparcie w zakresie umawiania się do lekarzy można osiągnąć poprzez integrację placówek współpracujących z ubezpieczycielami, szerokie informacje na temat lekarzy ich specjalizacji doświadczenia i specyfiki wykonywanych zabiegów oraz możliwość oceny jakości pracy lekarza – rankingi itp. Dzięki modelom koordynującym pacjentów ograniczymy niepotrzebne wizyty – pacjent trafia od razu do właściwego specjalisty medycznego (m.in. pielęgniarka, fizjoterapeuta, internista, lekarz specjalista), pacjent przyjdzie na wizytę z wykonanymi badaniami a tzw. symptom checker – pozwoli ocenić symptomy choroby i zadecydować o dalszych krokach.

W jaki sposób szybko zlokalizować telefon?

Możliwość zlokalizowania smartfona lub innego urządzenia mobilnego jest nieoceniona w wielu momentach. Nieważne, czy sprzęt zostanie zgubiony lub skradziony – możesz spróbować go namierzyć. Taki zabieg sprawdza się także w biznesie – m.in. umożliwia większą kontrolę nad telefonami służbowymi. Sprawdź, jak zlokalizować dowolne urządzenie mobilne należące do Twojej firmy.

Jak zlokalizować telefon służbowy?

Szukasz sposobu, aby szybko i łatwo namierzyć konkretny telefon służbowy lub inny sprzęt wyposażony w kartę SIM? Lokalizacja urządzeń mobilnych w firmie staje się prostsza z usługą dla biznesu dostępną w Plusie. Bez względu na to, ile osób zatrudniasz oraz ile urządzeń służbowych znajduje się w zasobach firmy – możesz śledzić dowolną liczbę kart SIM, pod warunkiem, że Twój numer jest w sieci Plus.

Sprawdź zatem, jak działa Usługa Lokalizacji Urządzeń Mobilnych w praktyce. Dostęp do wszystkich funkcji otrzymujesz z poziomu przeglądarki internetowej – warunkiem jest aktywne połączenie z Internetem.

Jakie funkcje oferuje usługa Lokalizacji Urządzeń Mobilnych?

Usługa Lokalizacji Urządzeń Mobilnych ma szereg bardzo praktycznych funkcjonalności. Oczywiście kluczową z nich jest ustalanie położenia smartfonów i pozostałych urządzeń wyposażonych w kartę SIM – co za tym idzie możesz poznać lokalizację swoich pracowników oraz zasobów firmowych. Możesz również definiować częstotliwość sprawdzania lokalizacji urządzeń w zależności od Twoich potrzeb.

Z poziomu usługi możesz zdefiniować obszary lokalizacji, zdarzenia lokalizacyjne oraz odbiorców ich powiadomień. W praktyce oznacza to, że jeśli dany pracownik opuści wyznaczoną strefę pracy, to otrzymujesz powiadomienie w postaci SMS-a wysłanego na Twój smartfon. Jednocześnie sam możesz wysyłać bezpłatne wiadomości SMS na monitorowane urządzenia. Bardzo praktyczna jest również funkcja raportowania, która zawiera historię położeń i zdarzeń każdego ze sprzętów.

Zastosowanie usługi Lokalizacji Urządzeń Mobilnych sprawdza się również pod kątem monitorowania czasu pracy Twojego zespołu. Jak to działa w praktyce? W ten sposób monitorujesz nie tylko aktualne położenie Urządzenia Mobilnego, ale sprawdzasz, czy pracownik wykonywał swoje obowiązki w godzinach pracy. 

W jakiej branży lokalizacja smartfonów i tabletów będzie bezcenna?

Zastanawiasz się czy w Twoim biznesie sprawdzi się usługa Lokalizacji Urządzeń Mobilnych od sieci Plus? Jej korzyści zauważysz na wielu płaszczyznach. W końcu nie tylko ustalasz aktualne położenie swoich pracowników, ale również dbasz o bezpieczeństwo zasobów firmy oraz bezpieczeństwo samych pracowników. Usługę warto wdrożyć w takich branżach jak handel oraz transport i logistyka. Zyskaj kontrolę nad aktualnym położeniem swoich pracowników czy firmowych dostaw oraz pojazdów. Dodatkowo możesz monitorować czas pracy np. przedstawicieli handlowych z każdej branży m.in. medycyny oraz szeroko rozumianych usług. Jest to również praktyczne rozwiązanie w przypadku weryfikowania czasu oraz miejsca pracy zdalnych współpracowników.

Bain & Co.: W kryzysie na rynku towarów luksusowych najmocniej rośnie sprzedaż zegarków i biżuterii

Po rekordowym 2022 roku rynek osobistych dóbr luksusowych utrzymał wysoką dynamikę sprzedaży, odnotowując 9-11 proc. wzrost w I kwartale tego roku, wynika z raportu firmy doradczej Bain & Company. Zegarki i biżuteria zajęły pierwsze miejsca na liście najlepiej sprzedających się produktów. Nadzieje dalszych wzrostów rynek wiąże ze zwiększeniem ruchu turystycznego i zniesieniem restrykcji pandemicznych w Chinach.

Mimo niepewnego otoczenia ekonomicznego rynek dóbr luksusowych wzrósł w 2022 roku o 19 proc. i osiągnął wartość 345 mld euro. Wzrost w pierwszych miesiącach tego roku związany jest głównie ze stopniowym ograniczaniem tempa inflacji, poprawą nastrojów konsumenckich w Europie, zniesieniem restrykcji covidowych w Chinach, a także rosnącym ruchem turystycznym w regionie Azji Południowo-Wschodniej i Japonii.

W całym 2023 roku analitycy Bain & Company i mediolańskiej Fondazione Altagamma, monitorującej rynek luksusowej odzieży, biżuterii i kosmetyków, prognozują wzrost sprzedaży o 5-12 proc. do 360-380 mld euro. Analitycy podtrzymali wcześniejszą prognozę wartości rynku na poziomie 530-570 mld euro w 2030 roku, co oznacza ponad dwukrotny wzrost w ciągu tej dekady.

Scenariusze dla rynku w 2023 roku zależą przede wszystkim od rozwoju sytuacji w Chinach mówi Katarzyna Wal, starszy menadżer w Bain & Company. Zniesienie obostrzeń covidowych i ograniczeń dla podróżujących będzie miało ogromne znaczenie lokalnie – po długim okresie zakupowej posuchy, mieszkańcy Państwa Środka są gotowi na „luksusową wiosnę”. Doprowadzi to do wzrostu sprzedaży również w Europie – tutejszy rynek dóbr luksusowych jest w dużej mierze zależny od turystów z Azji, którzy podczas wojaży zaopatrują się w towary topowych marek.

Większa ostrożność w decyzjach zakupowych widoczna jest jednak w USA, gdzie z powodu obaw o rozwój sytuacji gospodarczej część klientów ogranicza wydatki na towary luksusowe lub dokonuje zakupów za granicą z powodu pogłębiających się różnic cenowych.

Niepewność otoczenia ekonomicznego przekłada się również na wybory konsumenckie. Najlepsze wyniki sprzedaży osiągnęły w tym roku kategorie zegarków i biżuterii – klienci kupują mniej, ale produkty o większej wartości. Liderami wzrostów są ikoniczne marki z kategorii superluksusowych („uber-lux”). Również torebki najbardziej znanych marek nieustająco postrzegane są jako dobra lokata kapitału.

Według najnowszych danych największe luksusowe marki biżuteryjne jak Cartier czy Tiffany osiągnęły około 20% wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym mówi Katarzyna Wal Z kolei niekwestionowanym liderem w sprzedaży zegarków pozostaje Rolex, który przygotowuje się do otwarcia trzech tymczasowych fabryk w szwajcarskim kantonie Fryburg jako odpowiedz na niesłabnący popyt na swoje luksusowe produkty.

Sprzedaż butów rośnie najszybciej w Azji, natomiast w sektorze beauty najszybciej rozwija się rynek perfum wsparty stopniowym powrotem wolumenów sprzedaży w segmencie duty-free oraz rosnącym znaczeniem marek niszowych.

Wśród wyzwań na przyszłość autorzy raportu wymieniają rosnącą presję na producentów i detalistów dóbr luksusowych związaną z dekarbonizacją łańcucha dostaw. Na rynek mają również wpływ przełomowe innowacje technologiczne. Zdaniem analityków Bain & Company generatywna sztuczna inteligencja zmieni wszystkie etapy tworzenia i dystrybucji dóbr luksusowych, podobnie jak dzieje się to w innych dziedzinach gospodarki.

Dobrą kondycję i nieustające dwucyfrowe wzrosty, osiągane mimo zawirowań ekonomicznych i geopolitycznych, producenci dóbr luksusowych zawdzięczają umiejętności dostosowania się do potrzeb i oczekiwań społecznych dodaje Katarzyna Wal. Dzięki temu nie tylko poszerzają bazę klientów o niezwykle aktywnych i perspektywicznych klientów z młodszego pokolenia, ale też rozwijają się, integrując tradycyjne i online’owe kanały sprzedaży. Przykładem jest LVMH, który niedawno rozpoczął współpracę z Epic Games (twórca Fortnite). Tempo rozwoju tego rynku w przyszłości będzie zależało też od tego, jak marki zmierzą się z rosnącymi wymogami zrównoważonego rozwoju i wdrażaniem nowych rozwiązań technologicznych.

Raport nt. rynku dóbr luksusowych dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/about/media-center/press-releases/2023/global-luxury-goods-market-accelerated-after-record-2022-and-is-set-for-further-growth–despite-slowing-momentum-on-economic-warning-signs/

Metanol i generatory metanolowe jako Klucz do Zielonej Przebudowy

Ponieważ świat zmaga się z realiami zmian klimatu, przejście na zielone źródła energii jest bardziej konieczne niż kiedykolwiek. Coraz większa liczba osób, firm i narodów mobilizuje się, by walczyć z tym egzystencjalnym zagrożeniem. Wśród wielu frontów tej walki przejście na odnawialne źródła energii jest podstawowym krokiem i jest uznawane na całym świecie za najskuteczniejszy sposób na zmniejszenie naszego śladu węglowego. Wykorzystanie energii wiatrowej, słonecznej i wodnej może zmniejszyć ilość dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery, znacznie łagodząc efekt globalnego ocieplenia.

Istnieje jednak istotne zastrzeżenie dotyczące tego rozwiązania. Produkcja zielonej energii elektrycznej i magazynowanie energii to dwa zupełnie różne wyzwania. Słońce nie zawsze świeci, wiatr nie zawsze wieje, a rzeki nie zawsze płyną, co sprawia, że magazynowanie energii jest kwestią krytyczną. Chociaż poczyniliśmy znaczne postępy w produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, przechowywanie tej energii w sposób przyjazny dla środowiska i praktyczny pozostaje przeszkodą.

Obecnie świat koncentruje się głównie na dwóch głównych koncepcjach magazynowania energii: bateriach i wodorze. Technologia baterii, choć zaawansowana, w dużej mierze opiera się na metalach ziem rzadkich, które nie są wszędzie równomiernie dostępne. To prowadzi do braku bezpieczeństwa energetycznego, ponieważ narody stają się zależne od kilku miejsc, które są w te materiały obfite. Ponadto utylizacja i recykling zużytych baterii są same w sobie rosnącym problemem środowiskowym, stwarzającym potencjalne zagrożenie zarówno dla środowiska, jak i zdrowia ludzkiego.

Z drugiej strony wodór stanowi przekonujący przypadek. Może być produkowany z wody, zasobu powszechnie dostępnego na całym świecie, co czyni go obiecującym kandydatem do magazynowania energii. Dodatkowo nie generuje szkodliwych odpadów, co czyni go rozwiązaniem wyjątkowo przyjaznym dla środowiska. Jednak wodór nie jest pozbawiony wad. Jest wysoce wybuchowy, magazynowanie i transport wodoru zmagają się z jego wyciekami prowadząc do znacznych strat energii, i ma tendencję do degradowania wszystkich metali powodując ich nieszczelność, co prowadzi do potencjalnych problemów z infrastrukturą. Ponadto praktyczne przechowywanie wodoru wymaga sprężenia go do około 700 barów – właściwości wodoru i potrzeba przechowywania go w tak wysokich ciśnienia przenosi się na kosztowność i energochłonność procesu sprężania.

Mając więc na uwadze te problemy, pojawia się pytanie: czy istnieje lepsze rozwiązanie niż wodór? – Metanol

Unia Europejska podjęła niedawno przełomową decyzję, wprowadzając od 2035 r. zakaz sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi i po kampanii prowadzonej przez Niemcy, opowiedziała się za wykorzystaniem e-paliw jako alternatywy dla baterii i wodoru, przy czym zielony metanol został wyróżniony ze względu na swój potencjał.

Metanol oferuje bardziej praktyczną, bezpieczniejszą i przyjazną dla środowiska alternatywę w porównaniu do wodoru i akumulatorów, omijając wiele związanych z tymi rozwiązaniami wyzwań.

Otwiera to nowy rozdział w naszych poszukiwaniach energii odnawialnej, kierując rozmowę na korzyści i wyzwania związane z magazynowaniem i wykorzystaniem energii na bazie metanolu.

Metanol jako nośnik wodoru

Metanol, znany również jako alkohol metylowy, jest prostym alkoholem o wzorze chemicznym CH3OH. Ta bezbarwna ciecz ma różnorodne zastosowania, w tym w środkach przeciw zamarzaniu, rozpuszczalnikach i paliwie. Jednak najbardziej intrygującym aspektem naszej dyskusji jest potencjał metanolu jako wyjątkowego nośnika wodoru – aspekt, który zapewnia przewagę objętościową i wagową nad sprężonym wodorem.

Aby zrozumieć przewagę metanolu, jeden litr metanolu może uwolnić około 148 gramów wodoru. Z kolei jeden litr gazowego wodoru, nawet sprężony do znacznego ciśnienia 700 barów, stanowi ok. 61 gramów wodoru. Mówiąc prościej, metanol może przechowywać około 2,5 razy więcej wodoru objętościowo niż sprężony wodór gazowy. Ta cecha umożliwia magazynowanie 2.5 razy większej ilości energii w tej samej przestrzeni, skutecznie rozwiązując jedno z głównych wyzwań związanych z magazynowaniem wodoru.

Pod względem wagowym, metanol po raz kolejny okazuje się lepszy od sprężonego wodoru. Na podstawie danych o dostępnych na rynku magazynach wodoru, zbiornik mieszczący 185 litrów gazowego wodoru pod ciśnieniem 700 barów waży około 117 kg i mieści około 7,4 kg wodoru, według danych producenta. Całkowita waga wraz ze zbiornikiem i wodorem wynosi około 124,4 kg.

Rozważmy teraz metanol. Plastikowy zbiornik o wadze 10 kg, napełniony 114,4 kg metanolu, waży również 124.4 kg, ale może dostarczyć około 23 kg wodoru po reformingu. Oznacza to, że pełny zbiornik metanolu może zmagazynować ok. 3 razy więcej wodoru niż zbiornik wodoru o ciśnieniu 700 bar, a to z kolei oznacza 3 razy więcej energii.

Oprócz tych imponujących zalet w zakresie masy i objętości, metanol zapewnia dodatkowe korzyści w porównaniu z wodorem. Jest mniej podatny na wybuchy i nie sprawia tak dużych problemów z wyciekami jak wodór, ponieważ metanol nie wymaga magazynowania pod wysokim ciśnieniem, co dodatkowo prowadzi do oszczędności energii i kosztów. Jego kompatybilność z istniejącą infrastrukturą transportową i magazynową upraszcza jego wdrożenie.

Z tych nieodpartych powodów Unia Europejska kładzie duży nacisk na metanol w swoim programie dotyczącym zielonej energii. Blok postrzega to jako kamień węgielny ich przyszłości w zakresie energii odnawialnej, szczególnie w świetle ich planów po 2035 roku. Ponieważ w coraz większym stopniu polegamy na zrównoważonych źródłach energii, rola metanolu jako wydajnego i ekologicznego nośnika wodoru niewątpliwie staje się coraz ważniejsza.

Zielony metanol

Zielony metanol, często określany również jako odnawialny metanol, e-metanol lub biometanol, jest ekscytującym osiągnięciem w świecie czystej energii. Zielony pseudonim wywodzi się z procesu produkcji, który obejmuje zasoby odnawialne i zrównoważone metody. Zamiast być produkowany z gazu ziemnego lub węgla, jak konwencjonalny metanol, zielony metanol jest uzyskiwany z biomasy lub bezpośrednio z dwutlenku węgla i wodoru.

Proces produkcji zielonego metanolu rozpoczyna się od wytworzenia energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, zazwyczaj z energii wiatrowej lub słonecznej. Ta energia odnawialna jest następnie wykorzystywana do zasilania jednostek elektrolizy, które rozkładają wodę na jej elementy składowe – wodór i tlen. Jednocześnie dwutlenek węgla (CO2) jest wychwytywany z atmosfery lub przemysłowych gazów odlotowych. Wychwycony CO2 jest następnie łączony z wytworzonym wodorem w celu syntezy zielonego metanolu.

Tym, co wyróżnia zielony metanol, jest zerowa emisja netto dwutlenku węgla. Kiedy metanol jest przetwarzany na wodór, faktycznie uwalnia CO2, tak jak konwencjonalne paliwa, jednakże, ponieważ CO2 użyty do jego produkcji został początkowo wychwytywany z atmosfery, cały proces nie powoduje dodatkowej emisji węgla do atmosfery – stąd emisje „zerowe netto”. Ten zamknięty obieg węgla sprawia, że zielony metanol jest paliwem zrównoważonym i przyjaznym dla środowiska.

Firmy na całym świecie dostrzegają potencjał zielonego metanolu i już wykorzystują go do zrównoważonych rozwiązań energetycznych. Doskonałym przykładem jest Wärtsilä, fińska korporacja, która oferuje rozwiązania oparte na metanolu przekształcając istniejące statki w celu wykorzystania metanolu jako paliwa.

Dania, lider w dziedzinie energii odnawialnej, odnotowała ostatnio znaczne inwestycje w produkcję zielonego metanolu. Duński deweloper energii odnawialnej, European Energy, zabezpieczył 53 miliony euro z Duńskiego Funduszu Zielonych Inwestycji na swój przyszły zakład Power-to-X w Kassø, który będzie największym zakładem produkcji e-metanolu na świecie. Elektrownia będzie wykorzystywać energię odnawialną z pobliskiego parku słonecznego Kassø o mocy 300 MW. Projekt postrzegany jest jako kluczowy krok w kierunku skalowania technologii Power-to-X i zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na metanol. Wytworzony e-metanol będzie wykorzystywany przez firmy takie jak gigant żeglugowy Maersk i sprzedawca paliw Circle K.

W międzyczasie firma Siemens Energy została wybrana przez European Energy do zaprojektowania, dostarczenia i uruchomienia elektrolizera o mocy 50 MW dla planowanej instalacji e-metanolu. System elektrolizy firmy Siemens będzie odgrywał kluczową rolę w produkcji zielonego metanolu.

Na froncie motoryzacyjnym niemiecki producent samochodów Porsche ogłosił niedawno swoje plany pionierskiego wykorzystania odnawialnego metanolu jako paliwa do swoich pojazdów. Zainteresowanie Porsche wynika z faktu, że zielony metanol ma odegrać kluczową rolę w przejściu na zrównoważoną, bezemisyjną przyszłość. Jego produkcja i wykorzystanie ilustrują obiecujący kierunek w walce ze zmianami klimatycznymi i brakiem bezpieczeństwa energetycznego.

E-metanol w Polsce

W Polsce główny nacisk w narodowej strategii energetycznej położono na wodór jako nośnik energii, przy czym do tej pory niewiele uwagi poświęcono metanolowi. Obecnie w kraju nie ma działających producentów zielonego metanolu. Istnieje jednak kilka projektów, które mają rozpocząć produkcję e-metanolu do 2025 r., wykazując oznaki zmiany w krajobrazie energetycznym.

Zainicjowany przez Unię Europejską program REPowerEU również odgrywa kluczową rolę w tym zmieniającym się środowisku. Inicjatywa ta zobowiązuje każdego członka UE do zwiększenia swoich możliwości produkcji biogazu w kierunku, który mógłby pośrednio zwiększyć produkcję metanolu. Biogaz zazwyczaj zawiera około 50% CO2, kluczowego składnika do produkcji metanolu. Ten CO2 można łatwo przekształcić w metanol za pomocą prostej reakcji katalitycznej z wodorem.

Obecnie w Polsce działa około 128 biogazowni, podczas gdy w Niemczech jest ich 9706. Jednak według Strategii Energetycznej Polski do 2030 roku w Polsce będzie działać aż ok. 2500 biogazowni. Ten imponujący wzrost z pewnością zwiększy możliwości produkcji zielonego metanolu w kraju.

Znaczenie zielonego metanolu nie ogranicza się tylko do jego wykorzystania jako nośnika energii. Obecnie Polska importuje około 400 000 ton metanolu rocznie do zastosowań przemysłowych. Wraz ze wzrostem globalnego nacisku na ochronę środowiska, branże na całym świecie, w tym w Polsce, odczuwają presję, aby przejść na bardziej zielone rozwiązania. Ta zielona transformacja wymaga zielonej energii elektrycznej, zielonego ciepła i zielonych komponentów, materiałów, substratów i zielonych chemikaliów.

Ponieważ wkrótce każdy element produkcji przemysłowej będzie spełniać nowe normy środowiskowe, przewiduje się, że zapotrzebowanie na zielony metanol gwałtownie wzrośnie.

Ogniwa paliwowe zasilane metanolem – mGen

Na rynku energetycznym istnieją różne typy ogniw paliwowych, ale obecnie najczęściej stosowanym i dostępnym na rynku typem jest ogniwo paliwowe z membraną do wymiany protonów (proton exchange membrane – PEM). Ogniwo paliwowe PEM działa w oparciu o zasadę elektrochemii z udziałem polimerowej membrany PEM, która jest  przepuszczalna dla protonów, ale nie dla elektronów.  W typowym ogniwie paliwowym PEM wodór jest dostarczany do ogniwa, gdzie jest rozkładany na protony i elektrony. PEM umożliwia przechodzenie protonów, jednocześnie zmuszając elektrony do przemieszczania się wzdłuż obwodu zewnętrznego, wytwarzając prąd elektryczny. Bardzo ważnym atutem ogniw paliwowych jest brak emisji NOx i SOx, typowych dla silników spalinowych oraz brak wibracji i hałasu.

Metanol, dzięki swoim unikalnym właściwościom, takim jak bezpieczeństwo obsługi, łatwość przechowywania i transportu okazał się pożądaną alternatywą dla wodoru. Dodatkowo jak wspominaliśmy wyżej, Jeden litr metanolu może wytworzyć 2,5 razy więcej energii niż litr wodoru sprężonego do 700 barów, oraz 1 kilogram jednostki magazynującej metanol może dostarczyć 3 razy więcej energii niż 1 kilogram jednostki magazynującej wodór.

Rozwój ogniw paliwowych zasilanych metanolem oznacza nadejście rozwiązań energetycznych nowej generacji. Te ogniwa paliwowe charakteryzują się optymalnymi właściwościami wodorowych ogniw paliwowych, rozwiązując jednocześnie problemy techniczne związane z magazynowaniem wodoru, gdzie metanol służy jako skuteczny nośnik wodoru. mGen – ogniwo paliwowe zasilane metanolem, wykorzystuje proces dwuetapowy. W pierwszym etapie metanol w wyniku reakcji katalitycznej jest przetwarzany na wodór. Wodór, teraz uwolniony z metanolu, jest wykorzystywany do wytwarzania energii elektrycznej w drugim etapie przy użyciu PEM przekształcając wodór i tlen atmosferyczny w energię elektryczną, ciepło i wodę.

Zastosowania ogniw paliwowych zasilanych metanolem są różnorodne i rozległe. Są lekkie i kompaktowe, dzięki czemu nadają się do szerokiego zakresu zastosowań, od stacjonarnego wytwarzania energii po przenośne rozwiązania zasilania. Mogą być wykorzystywane jako zasilanie awaryjne (UPS), dla serwerowni czy szpitali. Ich zdolność do działania niezależnie od sieci sprawia, że idealnie nadają się dla odległych lokalizacji, wież telekomunikacyjnych, a nawet jako pomocnicze źródło zasilania jednostek pływający i pojazdów ciężarowych. Operacje wojskowe mogą również korzystać z niezawodności tych ogniw paliwowych w sytuacjach awaryjnych. Ponadto mogą pełnić funkcję źródła zasilania mobilnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (EV). Takie mobilne stacje zapewniają kilka korzyści, w tym łatwość konfiguracji, mniejsze przeszkody administracyjne ze względu na brak wymagań dotyczących połączenia z siecią oraz możliwość rozmieszczenia w dowolnym miejscu, zaspokajając szereg potrzeb związanych z ładowaniem pojazdów EV. Co ważne, modułowa konstrukcja mGen pozwala na łatwą skalowalność, dostosowując się do potrzeb energetycznych różnych aplikacji.

Ogniwa paliwowe mGen zostały już pomyślnie wdrożone, przetestowane w terenie i obecnie zasilają aplikacje klientów na największym rynku technologii wodorowych, czyli w Azji Południowo-Wschodniej. Jako taki, mGen jest gotowym do użycia produktem z udokumentowanymi osiągnięciami, wyznaczając, że hiPower Europe przenosi tę pionierską technologię z Tajwanu do Europy, zapoczątkowując nową erę rozwiązań w zakresie czystej energii i ugruntowując swoją pozycję jako lider w gospodarce metanolu. Wszechstronność i wydajność naszych produktów podkreśla nasze zaangażowanie w zrównoważone, niezawodne rozwiązania energetyczne na przyszłość. Zasadniczo ogniwa paliwowe zasilane metanolem reprezentują zmianę paradygmatu w zrównoważonych rozwiązaniach energetycznych. Oferują niezliczone korzyści w porównaniu z tradycyjnymi ogniwami paliwowymi, obiecując bardziej ekologiczną i wydajniejszą energię w przyszłości.

Podsumowując, impet stopniowo przesuwa się w kierunku metanolu. Jego zalety w zakresie magazynowania, transportu i produkcji, w połączeniu z rosnącym zapotrzebowaniem na ekologiczne rozwiązania, pozycjonują go jako kluczowy element w zrównoważonym krajobrazie energetycznym. Metanol to nie tylko współczesny nośnik energii; jest to rzeczywiście nośnik energii przyszłości.

Generatory metanolowe (np. mGen) vs. generatory diesel’a  jako niezależne źródło zasilania

Pojawienie się czystych, zielonych technologii zmieniło krajobraz wytwarzania energii. Ogniwa paliwowe, zwłaszcza zasilane metanolem, takie jak mGen, stoją na czele tej transformacji. Pomimo ciągłego stosowania tradycyjnych generatorów prądu z silnikiem Diesla, mGen jest realnym, przyjaznym dla środowiska konkurentem. Oferując niezwykłą redukcję emisji CO2 i niższe koszty produkcji energii elektrycznej, ogniwa paliwowe mGen okazują się zrównoważonym i ekonomicznym rozwiązaniem zaspokajającym zapotrzebowanie na energię w różnych warunkach, od awaryjnych zasilaczy UPS, po źródła zasilania w odległych lub niezależnych energetycznie lokalizacjach.

Pomimo tego, że generatory prądu na diesla to jednostki nie są przyjazne środowisku ze względu na emisję CO2, NOx, SOx i wielu innych substancji, utrzymują znaczny udział w rynku. Ogólna tendencja do odchodzenia od paliw kopalnych w połączeniu z naciskami legislacyjnymi na przyjęcie ekologicznych rozwiązań energetycznych podkreśla potencjał ogniw paliwowych.

Centralnym zaletą mGen w stosunku do generatorów diesla jest zielony metanol, paliwo neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla. Zastosowanie zielonego metanolu skutkuje wyłącznie emisją pary wodnej oraz zerową emisją CO2 netto, co czyni generator mGen mistrzowskim przyjaznym rozwiązaniem dla środowiska. Ale zasługi mGen nie kończą się na odpowiedzialności za środowisko; obejmują one również efektywność ekonomiczną. Obecna cena rynkowa metanolu wynosi około 0,4 EUR za litr, a biorąc pod uwagę wydajność naszych ogniw paliwowych, koszt produkcji energii elektrycznej wynosi 0,2 EUR za kWh. W przypadku diesla, cena oleju napędowego oscyluje obecnie wokół 1,58 euro za litr, co sprawia, że koszt wytworzenia 1 kWh za pomocą generatora diesla wynosi około 0,76 euro. Liczby te sprawiają, że mGen jest czterokrotnie bardziej ekonomiczny pod względem produkcji energii elektrycznej, oferując wyraźną przewagę kosztową. Co więcej, generatory mGen mają dodatkową zaletę: mogą skutecznie wykorzystać generowaną energię cieplną. W pełni wykorzystana energia cieplna i elektryczna umożliwia obniżenie kosztu za kWh energii do oszałamiającej kwoty 0,11 EUR, znacząco przebijając ceny produkcji prądu z generatorów diesla.

Gdy wkraczamy dalej w XXI wiek, wybór jest jasny. Przechodząc na zrównoważone, opłacalne rozwiązania, takie jak mGen, możemy przejść na bardziej odpowiedzialne podejście do wytwarzania energii. Z każdą wyprodukowaną kWh mGen nie tylko wytwarza energię – tworzy bardziej zrównoważoną przyszłość.

  hiPower Europe

mGen-10

Przykładowy generator prądu diesla (np. Hyundai Diesel Generator

LDG12S-3

Moc 9-10 kW prądu

+7-8 kW ciepła

całkowicie 16-18 kW energii

10-11 kW prądu
CO2 emisja 0.64 kg/kW

netto zerowa emisja CO2

1.06 kg/kW
Inne emisje ·         para wodna: H2O ·         tlenek węgla: CO

·         tlenki azotu: NOx

·         tlenki siarki: SOx

·         cząstki stałe

·         lotne związki organiczne: LZO

·         wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne: WWA

paliwo metanol + woda olej napędowy
cena paliwa 0.4 EUR / L 1.58 EUR / L
komsupcja paliwa 0.51 L metanolu / kWh prądu

0.2 L metanol / kWh prąd + ciepło

0.48 L disela / kWh prądu
koszty energii 0.20 EUR/kWh prądu

0.11 EUR/kWh prąd + ciepło

3 razy niższy koszt energii

0.76 EUR/kWh prądu
wbudowany zbiornik paliwa 80 L 53 L
waga 355 kg 318 kg
rozmiar 145 x 103 x 57 cm 120 x 80 x 116 cm

Tabela. Porównanie efektywności energetycznej generatorów zasilanych metanolem i disel’em

Autor: dr. Jacek Gliniak jest ekspertem w dziedzinie zielonej energii. Posiada tytuł magistra chemii Politechniki Wrocławskiej oraz stopień doktora nauk chemicznych w fotokatalitycznym wytwarzaniu wodoru z National Chiao Tung University. Jako współzałożyciel hiPower HydrogenTech na Tajwanie odegrał kluczową rolę w rozwoju technologii recyklingu wodoru, przyczyniając się do trzech patentów związanych z innowacyjnymi rozwiązaniami hiPower. Więcej informacji na hiPower Europe

Ostateczne rozstanie z rosyjskimi surowcami

Porzucenie surowców rosyjskich nie jest problemem dla gospodarki zachodniej, ale wręcz jej wybawieniem. Zależność od surowców rosyjskich skończyła się głębokim kryzysem energetycznym w Niemczech.

Błędem było założenie, że konkurencyjność gospodarki będzie budowana tanim gazem rosyjskim, który miał wiecznie płynąć. W 2022 roku okazało się, że wcale nie musi płynąć – a wysokie koszty ekonomiczne liczone w dziesiątkach miliardów euro subsydiów musiały zostać zapisane na konto obywateli niemieckich. Teraz oni finansują przetrwanie sektora gazowego, który miał polegać na gazie rosyjskim. Podobnie stało się w Polsce. Porzucenie gazu rosyjskiego i tak było zaplanowane na koniec 2022 roku. Musieliśmy przyspieszyć plany, bo rosyjski Gazprom w ramach podsycania kryzysu energetycznego postanowił zakręcić kurek wcześniej. Także w odniesieniu do ropy naftowej Polska miała plan zakończenia importu do 2023 roku.

– Tak się niestety nie stało. Nie zerwaliśmy ostatniego kontraktu z rosyjskim dostawcą. PKN Orlen nie zdecydował się na ten ruch m.in. ze względu na to, że nie chciał pozostawiać bez dostaw odbiorców w Czechach. Oni także odbierają jego ropę i nie mają realnej alternatywy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Natomiast Rosjanie sami zakręcili kurek i wiosną 2023 roku postanowili przestać dostarczać ropę do PKN Orlen w ramach umowy. Ostatecznie była to podstawa do zakwestionowania umowy i jej zakończenia przez stronę polską. I w tym momencie Polska nie musi sprowadzać ani gazu, ani ropy z Rosji i jest to korzyść ekonomiczna z tego względu, że żaden kryzys energetyczny nie wywróci nam gospodarki. Jesteśmy lepiej impregnowany na takie zagrożenie – nawet jeżeli czasami gaz lub ropa z innych kierunków jest droższa. Często okazuje się, że w wielu przypadkach gaz i ropa spoza Rosji mogą być tańsze i śmiało mogą konkurować z ofertą Rosjan, którzy na własne życzenie tracą rynek zachodni – potwierdza Jakóbik.

Euro zapomniało już o słabych danych PMI

W Sintrze jak na razie brak przełomu. Rynek nie otrzymał żadnych nowych informacji na temat polityki monetarnej EBC. Przedstawiciele tej instytucji wykorzystują jednak ten „event” do tego, żeby potwierdzić swoje dotychczasowe stanowisko. Christine Lagarde podkreśliła, że europejska instytucja jest jeszcze daleka od ogłoszenia końca cyklu zacieśniania monetarnego. Euro z dnia na dzień jest silniejsze. Kurs EUR/USD osiągnął wczoraj maksima na 1,0976. Cały ruch spadkowy z ubiegłego tygodnia, wywołany słabszymi danymi PMI, został już z nawiązką zniwelowany.

Oprócz „jastrzębich” słów Lagarde otrzymaliśmy również podobnie brzmiące wypowiedzi od Martina Kazaksa – prezesa łotewskiego banki centralnego. Zasygnalizował on, że pierwsze cięcia stóp są możliwe ale dopiero wówczas, kiedy inflacja spadnie poniżej 2 proc. .

Wczorajsza reakcja na komentarze z EBC pokazuje, że rynek uważa ten bank za jedną z bardziej restrykcyjnych instytucji na świecie. Eurodolar zbliża się do 1,10 a ponowne przetestowanie szczytów z końca kwietnia/początku maja (1,1090) wydaje się jedynie kwestią czasu. Rentowność Niemiecki obligacji zdołała wczoraj urosnąć osiągając poziom powyżej 2,36. Dziś rano wzrosty są kontynuowane.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się panel dyskusyjny w Sintrze, w którym wezmą udział szefowie głównych banków centralnych na świecie (Fed, EBC, BoE oraz BoJ). Poza tym interesująco zapowiadają się piątkowe publikacje na temat inflacji ze strefy euro. Pewne wskazówki na temat kształtowania się cen mogą dostarczyć czwartkowe publikacje CPI z Niemiec i Hiszpanii. Jeśli w te dwa dni dane zaskoczą na plus, wówczas otrzymamy potwierdzenie restrykcyjnego podejścia EBC a euro pozostanie mocne.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

ORLEN uruchomi produkcję z kolejnych złóż w Norwegii

Grupa ORLEN wraz z partnerami koncesyjnymi dostała zgodę na zagospodarowanie złóż Ørn i Alve Nord na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, które zapewnią koncernowi ok. 0,4 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie w szczytowym okresie produkcji. Wydobycie ze złóż będzie charakteryzować się niskim śladem węglowym – ponad 3-krotnie mniejszym od globalnej średniej.  To kolejne zgody na uruchomienie wydobycia pozyskane przez Grupę ORLEN w czerwcu 2023 r. – wcześniej norweskie władze zaakceptowały plany produkcyjne dla złóż Fenris i Tyrving oraz obszaru Yggdrasil.

– Zagospodarowanie złóż Ørn, Alve Nord, Fenris oraz obszaru Yggdrasil zapewni Grupie ORLEN 9 mld m sześc. gazu ziemnego w całym okresie eksploatacji. To kluczowe inwestycje, które zapewnią nam utrzymanie stabilnego, wysokiego wydobycia gazu ziemnego w perspektywie kolejnych lat. Chcemy, aby jak największa część surowca przesyłanego do Polski rurociągiem Baltic Pipe pochodziła z własnego wydobycia Grupy na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zagwarantuje to nie tylko efektywną realizację celów biznesowych koncernu, ale także wzmocni bezpieczeństwo energetyczne kraju i całego regionu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Ørn i Alve Nord położone są na morzu Norweskim w pobliżu obszaru Skarv, który stanowi centrum działalności wydobywczej PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN. Spółka eksploatuje tam 6 złóż: Skarv, Ærfugl, Ærfugl Nord, Idun, Tilje i Gråsel. Plan zagospodarowania Ørn i Alve Nord zakłada wykonanie dwóch odwiertów na każdym ze złóż, które następnie zostaną podłączone rurociągiem biegnącym po dnie morza od pływającej jednostki produkcyjno-magazynującej (FPSO) Skarv. Wykorzystanie istniejącej infrastruktury zdecydowanie zmniejszy nakłady inwestycyjne potrzebne do rozpoczęcia produkcji, a tym samym przełoży się na większą rentowność eksploatacji. Dodatkowo pozwoli skrócić czas zagospodarowania oraz zmniejszy związane z tym emisje CO2. Początek wydobycia zaplanowano na II połowę 2027 roku.

Zasoby Alve Nord i Ørn to przede wszystkim gaz ziemny. W obu występuje również kondensat a w Alve Nord takża ropa naftowa. Łączne zasoby wydobywalne przypadające na Grupę ORLEN szacowane są na ponad 27 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej (boe). PGNiG Upstream Norway posiada 40 proc. udziałów w Ørn, pozostałe należą do Aker BP (operator) i Equinor – po 30 proc. Udział spółki z Grupy ORLEN w Alve Nord to 11,9 proc. a jej partnerami koncesyjnymi są Aker BP (operator, 68 proc.) oraz Wintershall Dea Norge (20 proc.).

Na początku czerwca władze Norwegii zaakceptowały również plan zagospodarowania złoża Fenris (dawniej King Lear) położonego na Morzu Północnym. Jego zasoby będą eksploatowane za pomocą bezzałogowej platformy, która zostanie podłączona do infrastruktury sąsiedniego złoża Valhall, przyczyniając się do optymalizacji zarówno procesu zagospodarowania, jak i samej eksploatacji.

Prace zmierzające do uruchomienia wydobycia z Fenris zostały już rozpoczęte a zakończą się w 2027 r. Grupa ORLEN posiada 22,2 proc. udziałów w złożu, co zapewni jej możliwość wydobycia ponad 3 mld m sześc., gazu ziemnego i prawie 19 mln boe ropy naftowej i kondensatu. Przypadająca na PGNiG Upstream Norway produkcja gazu wyniesie w szczytowym okresie wyniesie 0,33 mld m sześć. gazu ziemnego rocznie. Drugim udziałowcem złoża jest Aker BP, który pełni na nim rolę operatora.

Projekt Yggdrasil, także zaakceptowany w czerwcu, to jedno z największych przedsięwzięć wydobywczych realizowanych obecnie na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Grupa ORLEN posiada w nim ponad 12 proc. udziałów w ośmiu złożach, co przekłada się na łączne zasoby wydobywalne ponad  40 mln boe, w tym 2 mld m sześc. gazu ziemnego. Wiercenia rozpoczną się w 2025 r. a uruchomienie wydobycia zaplanowano na początku 2027 roku. Pozostałymi udziałowcami – w różnych proporcjach na poszczególnych koncesjach – są Equinor i Aker BP, który jest operatorem całego projektu.

Również w czerwcu norweska administracja naftowa zaakceptowała plan zagospodarowania wydobycia ze złoża Tyrving, w którym PGNiG Upstream Norway posiada 12 proc. udziałów. To złoże ropne o zasobach wydobywalnych szacowanych na 25 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, z czego na Grupę ORLEN przypada ok. 3 mln baryłek. Do zagospodarowania złoża zostanie wykorzystana infrastruktura wydobywcza obszaru Alvheim, w tym pływająca jednostka produkcyjno-magazynująca Alvheim. Pozwoli to m.in. radykalnie ograniczyć emisje CO2 związane z uruchomieniem i prowadzaniem wydobycia. Szacowane emisje wyniosą zaledwie 0,3 kg CO2 na baryłkę wydobytej ropy, podczas gdy średnia światowa to 15 kg CO2 na baryłkę. Pozostałymi udziałowcami złoża są Aker BP (operator, 61 proc. udziałów) oraz Petoro (27 proc.).

Obecnie Grupa ORLEN posiada udziały w 98 koncesjach na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zasoby wydobywalne, jakimi dysponuje Grupa, to 346,6 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, co daje jej miejsce w pierwszej 10. największych graczy prowadzących poszukiwania i wydobycie węglowodorów w Norwegii. Wydobycie koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym wyniosło w ubiegłym roku ponad 88 tys. boe dziennie i było prowadzone z 18 złóż.

Deloitte: Co piąty Polak nie wyjedzie w te wakacje na urlop

Stan portfela znacząco wpływa na decyzje Polaków w sprawie wyjazdu na wakacje. Cztery na pięć osób rezygnujących z wczasów robi to właśnie ze względu na brak pieniędzy, wynika z najnowszej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W kwestii finansów osobistych Polaków widać poprawę nastrojów w porównaniu z początkiem roku. Coraz rzadziej martwimy się też o poziom naszych oszczędności – obawy takie wskazuje 37 proc. ankietowanych, o 2 pkt. procentowe mniej w porównaniu ze styczniową edycją badania.

Wyniki 43. edycji badania Deloitte Global State of Consumer Tracker, przeprowadzonego w maju 2023 roku pokazują, że kwestie finansowe mają największy wpływ na to, czy wybierzemy się na urlop w trakcie najbliższych miesięcy. Chociaż czterech na pięciu badanych planuje wyjazd wypoczynkowy, to wśród osób rezygnujących z wczasów główną przyczyną takiej decyzji jest brak możliwości finansowych. Co trzeci planujący urlop Polak ogranicza swoje plany podróżnicze, aby zaoszczędzić, aczkolwiek na koniec 2022 r. odsetek ten był o 9 p.p. większy.

Chociaż wśród udzielonych odpowiedzi widać poprawę nastrojów związanych ze stanem finansów osobistych i generalną skłonność do wydawania pieniędzy na wczasach, to podwyższone ceny nie pozostają bez wpływu na decyzje konsumenckie. I tak 35 proc. ankietowanych stwierdziło, że planuje w najbliższym czasie ograniczyć wizyty w restauracjach. To o 5 punktów procentowych mniej niż pod koniec grudnia minionego roku. Jednocześnie, dla 27 proc. z ankietowanych Polaków kluczowe jest doświadczanie nowych aktywności podczas urlopu, niezależnie od ich ceny.

Polski turysta chętnie wykorzystuje możliwości ograniczenia wydatków – przykładowo, w przypadku podróży samolotem, podobnie jak sześć miesięcy temu, co drugi z nas korzysta z oferty tanich linii lotniczych. Niemal 50 proc. ankietowanych decyduje się na wypoczynek z dala od domu, natomiast najchętniej wybieranym środkiem transportu w wakacje jest pociąg. W miejscu wypoczynku wybieramy zakwaterowanie znajdujące się jak najbliżej miejsca, w którym planujemy spędzać wolny czas (np. plaży)., co wskazało 52 proc. ankietowanych (+ 3p.p. niż sześć miesięcy temu). Jednocześnie chętniej decydujemy się na tańsze zakwaterowanie (34 proc., -2 p.p.) niż wybieramy miejsca o wyższym standardzie (21 proc., -2 p.p.). Chociaż rzadziej niż na początku roku decydujemy się na wyjazd wtedy, gdy znajdziemy atrakcyjną ofertę, to nadal 23 proc. ankietowanych właśnie w taki sposób planuje swój urlop.

Niedawno rozpoczęte wakacje są dla większości z nas sygnałem, że przyszedł czas na urlop. Co trzecia osoba planująca wypoczynek zamierza odpoczywać właśnie latem, aczkolwiek co czwarta robi to już poza szczytowym sezonem. Wakacyjna atmosfera oraz rosnący optymizm w stosunku do finansów osobistych sprawiają, że na wczasach jesteśmy też bardziej skłonni wydawać pieniądze na przyjemności takie jak jedzenie w restauracjach czy wizyty w lokalnych miejscach kultury. Takie podejście może stanowić nadzieję dla branży turystycznej, która cały czas stara się nadrobić lata dotknięte pandemią koronawirusa – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Consumer Industry, Deloitte.

Letni optymizm

Odsetek Polaków przewidujących dalsze zmiany poziomu cen produktów wynosi 58 proc., czyli nieznacznie mniej niż na początku 2023 r. Trzech na czterech badanych prognozuje wzrost cen żywności, jest to jednak mniej (spadek o 10 p.p.) niż w badaniu przeprowadzonym na przełomie roku. Prawie 70 proc. ankietowanych zakłada podwyżkę opłat za prąd czy gaz, a 60 proc. spodziewa się wzrostu cen benzyny. To o odpowiednio 16 i 21 p.p. mniej niż sześć miesięcy temu.

Niestabilna sytuacja gospodarcza oraz inflacja mają przełożenie na nastroje również w innych krajach. Największą niepewnością co do poziomu cen cechują się mieszkańcy Wielkiej Brytanii (75 proc.), Australii (75 proc.) oraz RPA (74 proc.).

W porównaniu z początkiem 2023 r. Polacy nieco lepiej oceniają swoje zdolności do odkładania pieniędzy na koniec miesiąca. Dotyczy to obecnie 48 proc. ankietowanych (czyli + 1 p.p.). Ta umiejętność może się okazać kluczowa w tworzeniu funduszu na nieprzewidziane wydatki, na które może sobie pozwolić 29 proc. Polaków – co stanowi aż o 5 p.p. więcej niż 6 miesięcy temu. Mniejszy niż pół roku temu odsetek osób ocenia swoją sytuację gorzej w stosunku do roku poprzedniego. Obecnie z tym stwierdzeniem zgadza się nadal aż 54 proc. badanych, podczas gdy na koniec 2022 r. odsetek ten wynosił 60 p.p.

Na przestrzeni ostatniego półrocza o 6 punktów procentowych do poziomu 49 proc. wzrósł odsetek osób deklarujących brak problemów z regulowaniem nadchodzących płatności. Z kolei 48 proc. badanych odkłada poważniejsze wydatki w czasie, o 2 p.p. mniej niż sześć miesięcy temu. Coraz więcej Polaków jest w stanie sobie pozwolić na kupno tego, co sprawia im przyjemność – obecnie taką możliwość deklaruje 36 proc. ankietowanych (+ 3 p.p.). z kolei 44 proc. (-2 p.p.) badanych wciąż nie widzi takiej możliwości.

W deklaracjach ankietowanych zaczyna pobrzmiewać pewien optymizm. 45 proc. badanych twierdzi, że w przyszłym roku ich pensja będzie taka sama lub wyższa, podczas gdy sześć miesięcy temu uważało tak jedynie 42 proc. ankietowanych. Zmniejszył się odsetek osób spodziewających się pogorszenia osobistej sytuacji finansowej – osoby widzące stan swojego portfela w czarnych barwach stanowią 38 proc. wszystkich badanych vs. 44 proc. pół roku temu.

Na półmetku 2023 roku możemy stwierdzić, że nastroje Polaków dotyczące finansów osobistych uległy poprawie, co również pokazuje, że do pewnego stopnia przyzwyczailiśmy się do wyższych kosztów życia. Choć wskaźniki te są nadal wysokie, coraz więcej z nas zaczyna wierzyć, że w najbliższej przyszłości będzie zarabiać więcej oraz że nasze oszczędności mogą rosnąć. Nieznacznie zmniejszył się odsetek osób przewidujących dalsze wzrosty cen, aczkolwiek nadal uważa tak niemal sześciu na dziesięciu Polaków. Wskaźniki te mogą skłaniać do konsumpcji, co ma negatywny wpływ na skuteczność dalszej walki z inflacją. To może oznaczać, że wyższe koszty życia prawdopodobnie pozostaną z nami na dłużej – mówi Anna Rączkowska, partnerka, liderka Consumer Industry, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec maja 2023 r. Była to 43. edycja przeprowadzona globalnie i 36., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 24 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Branża rolno-spożywcza zebrała 760 mln zł długów

Mocny wzrost cen żywności, rosnące koszty surowców, nawozów i transportu oraz nadmiar zboża zza wschodniej granicy nie pomagają branży rolno-spożywczej w polepszeniu kondycji finansowej. Wprawdzie jej zadłużenie w ciągu ostatniego roku zmniejszyło się o 15,4 mln zł i wynosi obecnie 759,6 mln zł, ale nie oznacza to, że sektor ten wyszedł na prostą po pandemii. Jego bieżące problemy znajdą odzwierciedlenie w bazie danych Krajowego Rejestru Długów w najbliższych miesiącach.

Branża rolno-spożywcza to jeden z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki, wytwarzający ok. 6 proc. PKB i eksportujący dużo towarów na rynki zagraniczne. Tworzą ją producenci rolni, przetwórcy żywności, producenci napojów i wyrobów tytoniowych, a także firmy handlowe wyspecjalizowane w dystrybucji żywności i napojów.

Podczas kryzysu związanego z pandemią branża rolno-spożywcza okazała się jedną z najbardziej odpornych na trudną sytuację. Szok wywołany epidemią koronawirusa wymagał jednak wprowadzenia działań zaradczych, a także przyspieszył rozwój negatywnych zjawisk zaobserwowanych już wcześniej w tym sektorze, jak niedobór wykwalifikowanych pracowników czy konkurencyjna presja cenowa.

Falowanie i spadanie – sinusoida długów

Zadłużenie segmentu rolno-spożywczego było największe w czerwcu 2021 r., a więc właśnie w trakcie pandemii. Miał on wówczas do spłaty aż 933,8 mln zł. Następnie ulegało fluktuacji, aby w lipcu 2022 r. spaść do najniższej wartości 697,2 mln zł.

Od tego czasu zadłużenie ponownie rośnie, choć porównując czerwiec minionego roku do czerwca tego roku widać spadek o 15,4 mln zł do poziomu niecałych 760 mln zł. W Krajowym Rejestrze Długów wpisanych jest 13,2 tys. firm z tego sektora. Średnie zadłużenie przypadające na jedno przedsiębiorstwo rolno-spożywcze sięga 57,2 tys. zł.

Branża zmaga się obecnie z wieloma wyzwaniami, które kształtują jej sytuację finansową, jak wysokie ceny źródeł żywności, drogie nawozy i rosnące koszty energii. Segment rolno-spożywczy odczuwa również wzrost kosztów transportu oraz produkcji opakowań. Oceniając jego finanse, trzeba wziąć pod uwagę, że bieżące problemy przedsiębiorstw uwidocznią się w naszej bazie danych z pewnym opóźnieniem, gdyż wierzyciele zazwyczaj wpisują dłużników do rejestru dopiero po monitach w sprawie zapłaty – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dodatkowym czynnikiem zwiększającym ceny w branży rolno-spożywczej są ostatnie zmiany podatkowe, jak modyfikacja ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów – tzw. opłata cukrowa. Na kondycję sektora oddziałuje także nadmiar ukraińskiego zboża na rynku. Eksperci szacują, że potrzeba co najmniej pół roku, by opróżnić polskie magazyny z zalegającego ziarna, a już wkrótce zaczynają się żniwa.

W czerwcu ruszyły dopłaty do nawozów, które mogą poprawić sytuację rolników w najbliższym czasie. Jest to wsparcie finansowe mające zrekompensować wzrost cen nawozów i innych kosztów ponoszonych w gospodarstwie.

Handel wytargował największe zaległości

Gros długów, bo 329,2 mln zł, przypada na przedsiębiorstwa zajmujące się hurtową i detaliczną sprzedażą artykułów spożywczych. Z kolei 269 mln zł to przeterminowane zobowiązania finansowe gospodarstw specjalizujących się w uprawach rolnych, hodowli zwierząt oraz łowiectwie. W tej grupie jest największe przeciętne zadłużenie, które sięga 73,6 tys. zł. Przedsiębiorstwa trudniące się przetwórstwem przemysłowym mają natomiast do oddania 161,3 mln zł.

W ostatnim czasie Instytut Rozwoju Gospodarczego opublikował informację dotyczącą koniunktury w polskim rolnictwie w II kwartale 2023 r. Badanie wykazało, że sytuacja w branży jest najgorsza od 15 lat. W kwietniu i maju, bo taki okres na razie obejmuje analiza, swoje perspektywy ekonomiczne „z ufnością” oceniło tylko 11,3 proc. badanych gospodarzy – niewiele więcej, niż w IV kwartale 2022 r., gdy ten odsetek był rekordowo niski i wyniósł 9,8 proc. Większość z nich liczy, że III kwartał 2023 przyniesie poprawę sytuacji finansowej, jednak mimo to nastroje są pesymistyczne.

Według badania IRG wśród rolników wzrosły wydatki na obrotowe środki produkcji, jednak wzrost ma charakter sezonowy. Wydatki te pociągnęły za sobą redukcję inwestycji, gdyż wskaźnik odpowiadający za wielkość nakładów na zakup maszyn i urządzeń jest najniższy od ponad 20 lat, a z kolei ten dotyczący inwestowania w budynki ma drugą najniższą wartość od 2000 roku. Rolnicy, którzy prowadzą gospodarstwa, mając ograniczone zasoby finansowe, prawdopodobnie będą zmuszeni do zwiększania swoich zobowiązań, by móc utrzymać dotychczasową produkcję i uruchomić nową. Ratunkiem mogą być planowane dopłaty z Unii Europejskiej, ale nie ma na razie informacji, kiedy to nastąpi – mówi Adam Łącki.

Największymi wierzycielami przedsiębiorstw rolno-spożywczych są banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy leasingowe i faktoringowe oraz fundusze sekurytyzacyjne. Czekają one na zapłatę 429,6 mln zł. Niemałą sumę zadłużone przedsiębiorstwa rolno-spożywcze – 125,1 mln zł – powinny uregulować wobec podmiotów handlowych. Trzecie w kolejce po zapłatę są firmy przetwórstwa przemysłowego – 70,1 mln zł.

Pierwsze miejsce na podium zadłużenia zajmują firmy z województwa mazowieckiego z kwotą 159,5 mln zł. Za nimi lokują się przedsiębiorcy z woj. wielkopolskiego, którzy są winni wierzycielom 114,5 mln zł. Trzecia pozycja należy do podmiotów z województwa łódzkiego – ich kontrahenci czekają na zwrot prawie 59 mln zł.

Rekordzista ma do oddania aż 12,9 mln zł. To hurtowania spożywcza z województwa wielkopolskiego. Większość sumy – 10,2 mln zł – stanowi nieuregulowane zobowiązanie wobec firmy z branży mięsnej. Pozostała kwota to należności, które powinny trafić na konto firm leasingowej, faktoringowej i budowlanej.

Rolnik rolnikowi wilkiem

Ale firmy rolno-spożywcze same też są poszkodowane w rozliczeniach biznesowych. Kontrahenci są im winni 245,9 mln zł. To 1/3 wartości całego zadłużenia tej branży. Z tego 96,6 mln zł to faktury niezapłacone przez hurtownie i sklepy. Znaczna kwota – 55,2 mln zł – została zamrożona u partnerów zajmujących się rolnictwem i hodowlą zwierząt. Natomiast 32,7 mln zł wynoszą zaległości firm przetwórstwa przemysłowego. Dane te pokazują, że w branży rolno-spożywczej panuje hermetyczny obieg pieniędzy. Jedna firma nie płaci drugiej, a ta kolejnej. Wszystko zamyka się w wąskim kręgu.

Z doświadczenia w odzyskiwaniu należności wiemy, że firmy ściśle współpracujące ze sobą od wielu lat często bardzo długo wstrzymują się z działaniami windykacyjnymi wobec kontrahentów. Obawiają się ich reakcji i wolą podtrzymywać relacje handlowe, sprzedając kolejne partie towarów bez gwarancji zapłaty. Bieżącą pomocą dla rolników mają być rekompensaty z Unii Europejskiej za nadmierny import zboża z Ukrainy i problemy z tranzytem do unijnych krajów. Właśnie zapadła decyzja o wypłaceniu polskim rolnikom 40 milionów euro na pokrycie strat, jakie powstały w wyniku tej sytuacji. Powinno to zmniejszyć lukę w ich finansach i zwiększyć zdolność do regulowania zobowiązań płatniczych – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Ratunkiem dla branży rolno-spożywczej jest sprzedaż towarów za granicę. Polska od wielu lat należy do ścisłej czołówki unijnych eksporterów żywności. Pod względem wartości łącznej sprzedaży zagranicznej zajmuje 7. pozycję w Unii Europejskiej, z dużą przewagą nad 8. w tym zestawianiu Danią. W 2022 r. ożywiony popyt na międzynarodowych rynkach stanowił wsparcie dla produkcji artykułów spożywczych w polskich zakładach przetwórczych.

Nie tylko uchodźcy – długa droga obcokrajowców do polskiego rynku pracy

Przeszło 13,5 mln osób z ponad 67 krajów wjechało do Polski w ubiegłym roku, wynika z danych straży granicznej. Wiele z nich zostało u nas na dłużej – rozpoczęło studia lub pracę. Ułożenie sobie życia nad Wisłą to dla obcokrajowców nie lada wyzwanie, szczególnie dla tych z odległych kierunków. Samo załatwienie wszelkich formalności i uzyskanie wymaganych urzędowo pozwoleń na pobyt i pracę – jeśli dana osoba nie mieszka w Polsce – trwa od 3 do 6 miesięcy, czasem nawet dłużej. Mimo skomplikowania i czasochłonności procedur wiele firm jest gotowych zatrudniać obcokrajowców również tych z odległych kierunków – w najbliższym czasie takie plany ma 55 proc. przełożonych, wynika z badania Grupy Progres.

  • Kilkumiesięczne procedury legalizujące pobyt i pracę nie zniechęcają obcokrajowców, również tych z odległych kierunków, do zarabiania w Polsce. Chętnych do przyjazdu nie brakuje.
  • Szacunkowo, w przypadku krajów Ameryki Płd., Afryki czy Filipin, wszystko trwa ok. 3-4 miesięcy, trochę dłużej, bo ok.5-6 miesięcy, jeśli chodzi o Indie, Nepal, Bangladesz, Turkmenistan, Kazachstan czy Uzbekistan.
  • Na mocy wydanych w 2022 r. decyzji o udzielenie zezwolenia na pracę, aktywność zawodową w naszym kraju mogłaby rozpocząć grupa osób dorównująca liczebnością populacji Szczecina.
  • I chociaż w 2022 r. zaobserwowano zmniejszenie liczby dokumentów dopuszczających cudzoziemców do polskiego rynku zatrudnienia, to według Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej jest kilka istotnych przyczyn tego zjawiska, a spadek liczby wydanych dokumentów umożliwiających zatrudnienie w Polsce nie oznacza, że mniej osób z zagranicy jest w naszym kraju aktywnych zawodowo.

Chętnych do objęcia etatu w Polsce nie brakuje. Tylko w 2022 r. krajowi urzędnicy wydali w sumie 466 722 decyzji o udzielenie zezwolenia na pracę. Tę pozytywną otrzymało 365 490 wnioskodawców, 5 102 usłyszało odmowy, 16 376 to umorzenia, a 79 754 przypadków dot. uchyleń. Na mocy wydanych decyzji pracę w naszym kraju mogłaby rozpocząć grupa osób dorównująca liczebnością populacji Szczecina.

I chociaż w 2022 r. zaobserwowano zmniejszenie liczby dokumentów dopuszczających cudzoziemców do polskiego rynku zatrudnienia, to według Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej jest kilka istotnych przyczyn tego zjawiska. Spowodowane jest ono m.in.: wojną za naszą wschodnią granicą i wprowadzeniem rozwiązań prawnych umożliwiających obywatelom Ukrainy podejmowanie pracy w Polsce na podstawie powiadomienia o powierzeniu wykonywania pracy na mocy przepisów ustawy z dn. 12 marca 2022 r. (o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa) – pierwszych rejestracji dokonano 15 marca 2022 roku. Innym z czynników, jak podaje resort, jest wydłużenie okresu wykonywania obowiązków zawodowych przez ludzi z innych krajów na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi do 24 miesięcy (przepisy wprowadzone 29 stycznia 2022 roku). Kolejny to wykluczenie z możliwości korzystania z procedury uproszczonej obywateli Rosji w dniu 27 października 2022 r.

Spadek liczby wydanych dokumentów umożliwiających zatrudnienie w Polsce nie oznacza, że mniej osób z zagranicy jest w naszym kraju aktywnych zawodowo. W danych ZUS widoczny jest znaczy wzrost grupy cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczenia, która na koniec 2022 r. sięgnęła 1 miliona 63 tys. i był to wynik o około 188 tys. wyższy niż na początku ubiegłego roku.

Zgoda urzędu na pobyt i rozpoczęcie aktywności zarobkowej to jednak dopiero początek długiej drogi. Zanim obcokrajowcy rozpoczną pracę, trzeba wykonać szereg działań polegających nie tylko na przeprowadzaniu procesu rekrutacji, ale również podpisaniu właściwej umowy zgodnej z obowiązującymi przepisami, dopełnieniu wszelkich formalności związanych z legalizacją pobytu i zatrudnienia, przeprowadzeniu badań oraz szkoleń, ubezpieczeniu pracownika, zapewnieniu zakwaterowania, benefitów czy wynagrodzeń wypłacanych na czas. Jednak gra jest warta świeczki.

Napływ imigrantów zarobkowych jest zjawiskiem korzystnym dla polskiej gospodarki. Nasz kraj od wielu lat boryka się z ujemnym przyrostem naturalnym, jak i ze starzejącym się społeczeństwem, co w efekcie powoduje duże braki ludności w wieku produkcyjnym – do 2035 roku ta grupa zmniejszy się o 2 mln ludzi. Co więcej, według prognoz do 2050 r. ubędzie prawie 5 mln osób – ok. 12 proc. populacji, 1/3 ogólnej liczby obywateli będzie w wieku 65+, a jedynie co piąty mieszkaniec naszego kraju będzie miał nie więcej niż 24 lata.

Cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski mogą w znaczącym stopniu przyczynić się do jeszcze szybszego rozwoju krajowego biznesu, ale wykorzystanie całego kompetencyjnego potencjału cudzoziemców będzie wymagało wielu działańmówi Natalia Myskova, dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowej w Grupie Progres. – Najważniejsze z nich to m.in. zwiększenie liczby krajów wchodzących w skład procedury uproszczonej, które ze strategicznego punktu widzenia są kluczowe dla Polskiej gospodarki, rozbudowanie polityki adaptacyjnej dedykowanej obcokrajowcom, zmiany organizacjach potencjalnie zainteresowanych kadrą międzynarodową i większa otwartość na cudzoziemców, kursy językowe dla emigrantów zarobkowych, skrócenie czasu wydawania dokumentów uprawniających do pracy w Polsce oraz uproszczona nostryfikacja dyplomów i innych dokumentów potwierdzających posiadane kwalifikacjedodaje Natalia Myskova.

Utrudnieniem może być też czasochłonności procesu zatrudnienia kandydatów z odległych kierunków.  Jeżeli dana osoba nie mieszka jeszcze w Polsce, a dopiero planuje przyjechać nad Wisłę w celach zarobkowych, to czas oczekiwania wynosi kilka miesięcy i jest uzależniony od wielu procedur, przez które musi przejść każdy obcokrajowiec i agencja, żeby móc zacząć ze sobą legalnie współpracować. Szacunkowo, w przypadku krajów Ameryki Płd., Afryki czy Filipin, wszystko trwa ok. 3-4 miesięcy, trochę dłużej, bo ok.5-6 miesięcy, jeśli chodzi o Indie, Nepal, Bangladesz, Turkmenistan, Kazachstan czy Uzbekistan.

Wydaje się jednak, że czas oczekiwania i potencjale koszty takich kadrowych inwestycji nie będą tak wysokie, jak zyski, które przyniosą. Rozumie to rosnąca liczba przedsiębiorców, którzy chcą się rozwijać. Żeby to zrobić, potrzebują odpowiedniej liczby ludzi, również tych z odległych kierunków. Obecnie według danych Grupy Progres nad Wisłą pracę tymczasową wykonują osoby reprezentujące ponad 50 narodowości. Tylko w przypadku pracowników z Azji – zapotrzebowanie na kandydatów z tego kontynentu w Polsce wzrosło o 29 proc. Co więcej, biorąc pod uwagę wszystkie narodowości, to wzrost zapotrzebowania wynosi 33 proc. (porównując maj br. do maja 2022). Jak się okazuje chętnych do osiedlenia się nad Wisłą i rozpoczęcia pracy nie brakuje, co potwierdzają m.in. statystyki ZUS. Na koniec pierwszego kwartału 2023 r. liczba cudzoziemców w ubezpieczeniu emerytalnym wyniosła 1,07 mln osób. To o 10 tys. więcej niż w lutym tego roku oraz o 403 tys. wobec lutego 2020 r., a w ubezpieczeniu zdrowotnym wyniosła 1,15 mln osób (wzrost o 11 tys. m/m oraz o 448 tys. wobec lutego 2020 r.).

Wyzwaniem w tworzeniu zespołów wielonarodowościowych jest z pewnością przełamywanie stereotypowego myślenia o kulturze osób z innego kraju. Niektórzy pracodawcy boją się, że właśnie różnice kulturowe mogą przeszkadzać we współpracy. Tymczasem w zespołach, które tworzą różne narodowości, nie obserwujemy konfliktów na tle kulturowym, ani religijnym, ale dostrzegamy stereotypowe myślenie, czasem zdarzają się też śmieszne pomyłki wynikające z braku wiedzy nt. zwyczajów w danym kraju. Powszechnym przekonaniem, które obserwujemy w badanych firmach i wśród pracujących Polaków jest to, że osoby pochodzące z odmiennego kręgu kulturowego są innej wiary i będą potrzebowały dodatkowych dni wolnych czy specjalnych przerw w ciągu dnia pracy w związku z obrzędami religijnymi. Jest wręcz przeciwnie. Większość nie oczekuje żadnych przywilejów czy szczególnego traktowania – zaznacza Natalia Myskova, dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowej w Grupie Progres.

Badanie Grupy Progres wskazało, że obcokrajowcy aktywni zawodowo nad Wisłą i pochodzący z Azji, Afryki lub Ameryki Południowej, deklarują, że są katolikami (28 proc. badanych), muzułmanami (25 proc.), wyznawcy hinduizmu stanowią 17 proc., a protestanci – 11 proc. Najmniej pracujących w Polsce cudzoziemców z innego kontynentu przestrzega wiary prawosławnej (8 proc.) i buddyzmu (6 proc.), pozostali (ok. 5 proc.) nie określają, czy w coś wierzą.

Kampanie obalające stereotypowe myślenie o obcokrajowcach i dostosowana do zachodzących zamian polityka migracyjna Polski z pewnością zachęcą kolejnych pracodawców do zatrudniania cudzoziemców, a ich z kolei do podejmowania pracy w Polsce. Część zostanie u nas na dłużej, jednak większość deklaruje, że chce pracować nad Wisłą i wróci do domu, gdy odłoży odpowiednią ilość pieniędzy. Bez względu na plany przyjezdnych trzeba zadbać o wszelkie aspekty, które są kluczowe, by ich pobyt w Polsce przynosił wszystkim jedynie pozytywne efekty, np. o bezpieczeństwo. Na szczęście jego poziom do tej pory nie pogorszył się, mimo znacznego wzrostu liczby cudzoziemców w naszym kraju.

Sektor PRS wciąż z wiatrem

Mierzący się z wieloma wyzwaniami sektor PRS nie zwalnia tempa wzrostu. Aktywność w tym zakresie wykazują zarówno deweloperzy, jak i inwestorzy. Tylko w I kwartale roku na rynek trafiło ponad 1 700 nowych lokali na wynajem.

Rozwinięte sektory nieruchomości komercyjnych w pierwszym kwartale roku odnotowały spowolnienie, czego nie można powiedzieć o sektorze PRS, który sukcesywnie umacnia się w tej strukturze.

„Mimo faktu, że deweloperzy działający na rynku PRS mierzą się z podobnymi wyzwaniami, co inni gracze w branży budowalnej, tj. wysoka inflacja, ciężkie do przewidzenia, ponieważ wciąż rosnące koszty budowy czy ograniczony dostęp do finansowania, w dalszym ciągu obserwujemy rozwój tego sektora. Tylko w I kwartale 2023 roku do użytku oddano 1 700 lokali na wynajem, z czego około 37% dotyczyło rynku poznańskiego,” – komentuje Bożena Garbarczyk, associate director w dziale badań rynku w Knight Frank.

Na koniec marca 2023 roku zasoby lokalowe w ramach sektora PRS szacowano na ponad 13 800 mieszkań. Liderem pod względem udziału w rynku pozostała Warszawa, gdzie zlokalizowane jest około 5 100 mieszkań na wynajem, co stanowi 42% całkowitych zasobów w Polsce.

„Szacuje się, że na koniec I kwartału w budowie znajdowało się ponad 7 300 mieszkań ulokowanych w 29 projektach. Jeżeli deweloperom uda się dotrzymać założonych planów, to 21 projektów zostanie oddanych do końca tego roku. W rezultacie na rynek trafiłoby 5 500 mieszkań na wynajem, co byłoby wynikiem blisko dwukrotnie większym w porównaniu do 2022 roku. Największa nowa podaż spodziewana jest w Warszawie, Łodzi i Wrocławiu,” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Sektor PRS w Polsce przyciąga zarówno polskich, jak zagranicznych operatorów. Na koniec I kwartału największy udział w istniejących zasobach miało Echo Investment (28%), które na swojej platformie Resi4Rent oferuje prawie 3 400 mieszkań w 12 projektach. Do innych kluczowych graczy na rynku należy zaliczyć również TAG Immobilien (2 200 apartamentów w ramach 9 inwestycji na platformie Vantage Rent) oraz Fundusz Mieszkań na Wynajem (ponad 2 000 lokali na wynajem w 19 projektach). Dodatkowo, TAG Immobilien nabył 100% udziałów w Grupie Robyg, zabezpieczając grunty pod około 16 500 mieszkań w ramach 14 inwestycji.

„Obserwowana obecnie sytuacja gospodarcza w Polsce sprzyja rozwojowi sektora PRS. Wiążą się z tym wysokie ceny mieszkań i spekulacje, że koszty zakupu własnego mieszkania w najbliższych miesiącach będą dalej rosnąć. Utrzymujące się na wysokim poziomie stopy procentowe również nie sprzyjają zakupom mieszkaniowym. Co więcej, zmiana pokoleniowa, która dzieje się na naszych oczach, wpływa na mniejszą chęć lub wręcz jej unikanie do zaciągania długoterminowych zobowiązań. Może to się wiązać ze zmianą proporcji między zakupem a wynajmem. Warto przy tej okazji wspomnieć, że za przewagą projektów PRS przemawia często lokalizacja w atrakcyjnych częściach miast,” – wyjaśnia Sylwia Jankowska, investment broker w dziale rynków kapitałowych Knight Frank.

Zainteresowanie najemców mieszkaniami na wynajem ma przełożenie na wyjątkowo niski wskaźnik pustostanów w sektorze PRS, który na koniec marca 2023 roku szacowny był na blisko 4%, czyli o 1 pp. więcej w porównaniu z końcem 2022 roku. Sektor charakteryzuje się również szybkim tempem komercjalizacji, a w wielu przypadkach mieszkania znajdują najemców jeszcze przez ukończeniem projektu.

Po znaczącym wzroście czynszów w sektorze PRS w 2022 roku, stawki za wynajem w Warszawie w I kwartale br. utrzymały się na stabilnym poziomie. W miastach regionalnych, mimo wyższych kosztów finansowania nowych inwestycji i rosnących kosztów budowy, czynsze spadły średnio o 6-9% w porównaniu do wartości z 2022 roku.

Inflacja uderza nie tylko w portfele. Polacy mają coraz większy problem ze zdrowiem psychicznym

Już niemal połowa Polaków twierdzi, że przez wysoką inflację traci zdrowie psychiczne. Takich osób jest więcej niż tych, które nie doświadczają tego typu problemów. A rok temu sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie. Obecnie o niekorzystnych zmianach mówią głównie seniorzy, ale warto też zwrócić uwagę na pokolenie Z. Eksperci przy okazji komentowania wyników badania szacują, że przez ww. stan gospodarka traci nawet kilkanaście mld zł rocznie. I dodają, że problem od dłuższego czasu rósł, ale najgorsze jest to, że wcale nie tak łatwo będzie się go pozbyć. Do tego zwracają uwagę na to, że sytuacja może dalej się pogarszać, nawet mimo faktu, że inflacja zaczęła wyraźnie spadać. Eksperci prognozują też, że kryzys szybko nie zniknie z naszej przestrzeni i jako społeczeństwo będziemy musieli ponieść tego konsekwencje.

Znowu alarmujące wyniki

Obecnie blisko 49% Polaków doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. W ten sposób społeczeństwo reaguje na wzrost cen w sklepach i spadek wartości dochodów. Z kolei niecałe 42% nie odczuwa tego, a nieco ponad 9% nie ma zdania w tej kwestii. Tak wynika z cyklicznego raportu  pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji”, opracowanego na podstawie badania, które zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl w pierwszej połowie czerwca br. na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków.

– W dużym skrócie można powiedzieć, że blisko 15 mln Polaków może doświadczać pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. Najczęstszym objawem jest stres, na który skarży się – według naszych wyliczeń – ok. 7,5 mln rodaków. Wyniki oczywiście są alarmujące. Inflacja odcisnęła trwałe piętno na Polakach – komentuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

W porównaniu z lipcem ub.r. widać też wyraźne zmiany. Wówczas niecałe 44% respondentów doświadczało ww. pogorszenia (teraz – blisko 49%). Przeciwnego zdania było przeszło 44% (obecnie – niecałe 42%), a trochę ponad 12% nie miało wyrobionej opinii w tym zakresie (w tej chwili – przeszło 9%). Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, badanie z ub.r. pokazuje sytuację, w której inflacja była bardzo wysoka, ale jej szczyt przypadł na początek 2023 r. A zatem odczucia z nią związane są ostrzejsze i jeszcze bardziej je widać. Ponadto ludzie coraz dłużej doświadczają jej oddziaływania, czyli mocniej ją czują. Jak podkreśla ekspert, skumulowany wzrost cen za ostatnie 2 lata to już wielkości grubo powyżej 25%, a w niektórych grupach towarowych, jak żywność, nawet znacznie więcej. Ponadto spada realne wynagrodzenie.

– W 2022 roku więcej osób mogło jeszcze sądzić, że wysoka inflacja będzie krótkotrwała. Na początku ludziom wydawało się, że sobie z tym poradzą, a sytuacja potrwa np. 2-3 miesiące. Rząd i bank centralny komunikowały przecież, że to zjawisko szybko minie. Jednak coraz więcej Polaków zaczyna poważnie odczuwać wzrost cen jako zagrożenie dla swojego stylu życia. Już rok temu wielu rodaków odczuwało pogorszenie zdrowia psychicznego. Teraz doszli ci, którzy poprzednio uważali, że wysoka inflacja potrwa krótko albo łatwo sobie z nią poradzą – analizuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Najbardziej narażone grupy

Częściej ww. problemów doświadczają kobiety niż mężczyźni. Patrząc na grupy wiekowe, widać, że o pogorszeniu zdrowia psychicznego mówią przede wszystkim osoby mające 75-80 lat. Dalej są respondenci w wieku 18-24 lat oraz 35-44 lat. Z kolei uwzględniając deklarowane dochody miesięczne netto ankietowanych, można stwierdzić, że o niekorzystnych zmianach informują głównie ludzie uzyskujący 5000-6999 zł. Dalej są osoby zarabiające 3000-4999 zł oraz 1000-2999 zł. Z kolei na końcu zestawienia znajdują się rodacy, którzy nie mówią o wysokości dochodów lub zarabiają poniżej 1000 zł.

– Respondenci z dochodami w wysokości 5000-6999 zł to typowa tzw. średnia klasa. Ludzie, którzy mogli w ostatnich latach coraz mocniej korzystać z efektów swojej pracy. W obecnej sytuacji zmuszeni są oszczędzać, czego zasadniczo od lat nie doświadczali. Jednak problemem jest nie tylko wzrost inflacji, ale związany z nim zresztą spadek realnych dochodów. W przypadku zdecydowanie wyższych zarobków inflacja nie ogranicza możliwości zakupowych, a przy najniższych pensjach sytuacja już wcześniej była bardzo trudna – stwierdza Marek Zuber.

Problemy ze zdrowiem psychicznym dostrzegają przede wszystkim osoby ze średnim wykształceniem. Dalej są Polacy z wyższym, podstawowym, gimnazjalnym lub zasadniczym zawodowym wykształceniem. Z kolei patrząc na wielkość miejscowości zamieszkania, widać, że o tym zjawisku mówią głównie respondenci z ośrodków liczących od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Dalej są rodacy z co najmniej 500-tysięcznych miast. Natomiast na końcu zestawienia są osoby z lokalizacji mających od 200 tys. do 499 tys. ludności, a także ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców.

– Myślę, że ludzie ze średnim wykształceniem i z niewielkich miejscowości to również część społeczeństwa uważająca się za tzw. klasę średnią. Oni mają pewne aspiracje życiowe, z których nie chcą rezygnować. Oczywiście, im nie zabraknie pieniędzy na jedzenie, nie umrą z głodu. Natomiast pojawia się zagrożenie dla pewnego modelu życia, niekiedy utożsamianego z sukcesem życiowym. Teraz trzeba np. zamienić dwutygodniowe wakacje w Turcji na tygodniowe i to w dodatku w kraju, bo nie starczy środków na inne wydatki. To może być dużym obciążeniem psychicznym dla takich osób – podkreśla prof. Orłowski.

Wielomiliardowe uderzenie w gospodarkę

Rodzą się też pytania o to, ile nasza gospodarka traci ze względu na gorsze zdrowie psychiczne Polaków. Zdaniem prof. Orłowskiego, to jest bardzo trudne do precyzyjnej oceny. Generalnie złe nastroje szkodliwie wpływają na ekonomię. Choćby ludzie, którzy boją się inflacji, starają się ograniczyć zakupy. To się przekłada na koniunkturę, więc z pewnością efekt jest negatywny dla rynku. Ekspert zaznacza, że jest to pierwszy tak wyraźny i długotrwały wzrost inflacji, jaki odnotowujemy w najnowszej historii Polski. Wprawdzie w latach 90. XX wieku był wysoki wskaźnik, ale on stopniowo spadał. Teraz jest zupełnie nowa sytuacja dla ludzi, którzy przez ostatnich 20 lat odzwyczaili się od tego zjawiska. Natomiast na szacowanie takich finalnych kosztów jest jeszcze za wcześnie. Jednak częściowo autorzy raportu podjęli się tego zadania.

– Biorąc jedynie pod uwagę absencję w pracy osób ubezpieczonych z powodu zaburzeń psychicznych i zachowań, koszt dla gospodarki można szacować na wartość od 7,4 do 9,2 mld zł. rocznie. Dotyczy to 23,8 mln dni absencji chorobowej w ub.r. Należy też wziąć pod uwagę koszty zastępstwa nieobecnych pracowników, a więc ich rekrutację, szkolenie itd. Do tego dochodzą koszty wynikające z opóźnionej lub niewykonanej należycie pracy, utraconych klientów, a także obciążenia wynikające z infrastruktury służby zdrowia i prywatnej opieki medycznej pracowników. Jednak ww. kwota to tylko jeden z kilku wprost wyliczalnych składników. Pozostałe mogą być dodatkowo kilkukrotną tego wartością i wynosić nawet kilkadziesiąt miliardów zł rocznie – wskazuje Michał Pajdak.

Jak zaznacza Marek Zuber, mniejsza chęć do pracy i wydajność, ale też bardziej ograniczona konsumpcja to możliwe skutki tej sytuacji. Zdaniem eksperta, wpływ na gospodarkę nie powinien być jednak poważny. To nie są procesy, które w istotny sposób obniżą wzrost gospodarczy, ale będą w niej widocznym ogniwem. Z kolei prof. Orłowski podkreśla, że ludzie z reguły odczuwają inflację silniej, niż wskazuje pomiar statystyczny. Ekspert zwraca uwagę na prognozy prezesa NBP. Wynika z nich, że wskaźnik spadnie do 2-3%. Natomiast główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce uważa, że jesienią inflacja wyniesie 9-10%. Ale to wcale nie musi oznaczać jakiejś poprawy odczuć ludzi na ten temat.

Najgorsze dopiero przed nami?

– Inflacja zrobiła sporą wyrwę finansową wśród Polaków, która będzie odczuwalna jeszcze w przyszłości. Mówimy tutaj chociażby o osobach, które mają zadłużenie w opłatach za mieszkanie czy dom. Zaległości będą narastały, bo przecież są też bieżące opłaty. Osobiście prognozuję, że jeżeli dwucyfrowa inflacja zostanie z nami do końca roku i wówczas powtórzymy badanie, to wyniki znów się pogorszą. W grudniu br. nawet ok. 60-70% respondentów może stwierdzić, że doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego. Do tego sama hamująca inflacja też nie jest gwarancją, że temat zniknie, bo problem długo się zbierał i w pewnym sensie się nawarstwił – przekonuje Michał Pajdak.

Jak tłumaczą eksperci z platformy ePsycholodzy.pl, z reguły Polacy mają poczucie, że inflacja jest sporo wyższa niż oficjalnie podawana przez GUS. A tego typu myślenie dodatkowo pogarsza ich stan. To prosta droga do różnego rodzaju zaburzeń i schorzeń, w tym tych najgroźniejszych dla życia i zdrowia, a także do kolejnych strat dla gospodarki. – Często komunikowana przez polityków tzw. malejąca inflacja wcale nie oznacza spadku cen towarów i usług, a jedynie mniejszą dynamikę ich wzrostu. Ale podejrzewam, że sporo konsumentów nie rozumie tego w ten sposób, co później przy sklepowej kasie bądź półce objawia się szokiem bądź nawet frustracją – zaznacza Pajdak.

Ponadto Polacy mogą od dłuższego czasu doświadczyć inflacji na własnej skórze, nie tylko rozumianej jako wzrost cen, ale także bezpośrednich tego skutków, np. zwolnień, ograniczenia pracy czy braku perspektyw. To wpływa na pogorszenie zdrowia psychicznego. – Na szczególną uwagę zasługuje tzw. pokolenie Z. W grupie tych młodych Polaków notowane są m.in. największe wskaźniki wypalenia zawodowego. Osoby wchodzące na rynek pracy z takimi problemami często są mało efektywne. I jeśli nie poddadzą się terapii, to wówczas taki stan będzie trwał kolejne lata. Dla pracodawców to wyjątkowo niebezpieczny trend – ostrzega ekspert.

Jednak, zdaniem ekspertów, to wszystko nie powinno nikogo dziwić – Ostatni okres to właściwie epicentrum szalejącej inflacji i emocje do tego zbierają się w Polakach. Najgorsze jest to, że tego nawarstwienia wcale nie tak łatwo będzie się pozbyć. Problem się rozlał i będziemy musieli ponieść tego konsekwencje. A spadająca inflacja wcale nie musi wpływać na poprawę kondycji psychicznej Polaków – podsumowuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Pensjonaty i wille nad morzem na sprzedaż. Wiele nie wytrzymuje konkurencji aparthoteli i pięciogwiazdkowych obiektów

Dziwnów, Rewal, Ustronie Morskie, Sianożęty, Międzywodzie, Mielno – pensjonaty, wille i małe hotele z tych miejscowości znalazły się w ofertach „na sprzedaż” na popularnych portalach internetowych w ostatnim miesiącu. Do ekspertów rynku nieruchomości zgłasza się coraz większa ilość przedsiębiorców sektora hotelarskiego, którzy chcą sprzedać swoje nieruchomości.  – Dominują obiekty średniej wielkości, budowane ok. 10-20 lat temu, w miejscowościach nadmorskich, ale nie tak topowych jak np. Międzyzdroje czy Kołobrzeg. Widzimy tutaj pewną niepokojącą tendencję – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – Na rynku robi się ciasno dla „średniaków” – dodaje. – Klienci wybierają albo luksusowe i naszpikowane atrakcjami hotele albo aparthotele, gdzie płacą mniej za niższy standard – mówi ekspert.

Małe pensjonaty, hoteliki i wille przegrywają walkę o klientów. „Wybierają wielkie hotele naszpikowane atrakcjami albo tańsze aparthotele”

Mirosław Król przyznaje, że ilość ofert nieruchomości hotelowych na sprzedaż była ostatnio tak duża latem 2020, gdy sektor hotelarski przyduszany był pandemią i wracającymi lockdownami. Tym razem jednak zmiana wynika z ewolucji na rynku turystycznym. Zmieniają się nawyki konsumentów i niektórzy przedsiębiorcy nie mogą za tym nadążyć.

– Ofert na sprzedaże pensjonatów, willi i małych hoteli w mniej prestiżowych miejscowościach nadmorskich jest bardzo dużo. Wynika to z wielu czynników. Turystyka się zmienia, to efekt inflacji, ale i zupełnie innych oczekiwań od miejsca, gdzie się zatrzymujemy. Przedsiębiorcy, którzy od lat prowadzą działalność w taki sam sposób, te same pokoje hotelowe, ten sam standard, brak atrakcyjnych nowości, muszą się liczyć z odpływem klientów – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Mamy klincz, który zostawia coraz mniej miejsca dla średnich obiektów, a mają one wysokie koszty działania. Turysta wybiera albo pięciogwiazdkowy, luksusowy hotel ze SPA, zabawami dla dzieci i mocą atrakcji albo aparthotele, gdzie wszystko organizuje sobie sam, łącznie z posiłkami, ale płaci odpowiednio mniej. Średnie obiekty nie mają wielu atrakcji, a jednocześnie są droższe, bo prowadzą kuchnie, recepcje i większość zadań standardowego hotelu – mówi Mirosław Król. – Takie obiekty często przegapiły ten moment, gdy trzeba było się zmienić. Czasem nawet są nieobecne na bookingu i mają stare strony internetowe i małą aktywność w mediach społecznościowych – dodaje ekspert.

Hotel na sprzedaż. Niska cena metra kwadratowego

Czy jest wielu zainteresowanych zakupem średnich obiektów nad morzem? Mirosław Król przyznaje, że pytań od potencjalnych inwestorów jest wielu. Wszystko zależy od lokalizacji, ceny i stanu obiektu.

– Klienci mogą być zaskoczeni, jak wielki jest rozstrzał cen metra kwadratowego hotelu czy pensjonatu nad morzem. Przykładowo ośmiopokojowy pensjonat w Wisełce można kupić już za 1,5 miliona złotych, czyli niecałe 6 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Pensjonat w Rewalu, który oferuje 50 miejsc noclegowych można nabyć za niecałe 4 miliony złotych, co daje kwotę nieco ponad 5,5 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Lokal do generalnego remontu będzie jeszcze tańszy – mówi Mirosław Król.

Ekspert dodaje jednak, że tego typu inwestycja wymaga odpowiedniego przygotowania.

– To nie jest inwestycja dla każdego. Pensjonat to może być żyła złota, ale i kamień u nogi. Taką inwestycją powinien zająć się ktoś, kto czuje ten biznes i ma na niego pomysł. Klientów nad morzem nie brakuje, ale wstrzelenie się w oczekiwania klienta, który z jednej strony oczekuje jakości i atrakcji, a z drugiej odpowiedniej ceny, powoduje, że konkurowanie z dużymi obiektami dla małych staje się wyzwaniem często nie do pokonania – dodaje ekspert.

Jeszcze wyższe składki dla przedsiębiorców – czy polski biznes to wytrzyma?

Przedsiębiorców czeka kolejna podwyżka kosztów prowadzenia działalności. Ci, którzy korzystają z preferencyjnego ZUS-u, będą musieli zapłacić dużo więcej. Wzrosną także składki na ubezpieczenia społeczne dla osób niekorzystających z preferencji. Czy polski biznes to wytrzyma?

Irracjonalne podwyżki płacy minimalnej

Od 1 lipca br. przedsiębiorców czeka kolejna podwyżka składek ZUS, która wynika z kolejnego wzrostu płacy minimalnej. W stosunku do 2022 roku składki wzrosną aż o 19,6%. Rekordowy wzrost składek ZUS w 2023 r. najmocniej odczują nowo utworzone przedsiębiorstwa, będące jeszcze w fazie rozruchu i korzystające z preferencyjnych warunków (tzw. Mały ZUS).

W 2024 przedsiębiorców czekają kolejne niekorzystne zmiany. Przyjęty przez rząd Wieloletni Plan Finansowy 2023-2026 zakłada kolejny wzrost składek ZUS w 2024 roku, w wyniku wzrostu przeciętnego wynagrodzenia o 9,6%. W kolejnym roku najniższe wynagrodzenie za pracę ma wzrosnąć dwukrotnie. Od 1 stycznia – wyniesie 4242 zł, a od lipca – 4300 zł. To będzie szok dla ok. 2 mln polskich przedsiębiorców.

W obecnych ciężkich czasach gospodarczych, mimo obciążeń jakie przyniosła pandemia oraz wojna w sąsiednim kraju, ciągłe podwyżki obowiązkowych opłat bardzo mocno i skutecznie zniechęcają Polaków do podejmowania przedsiębiorczych inicjatyw. Aktualna sytuacja sprzyja „szarej strefie”, która na rynku pracy istnieje, rośnie i będzie rosła. – mówi Anna Maria Dukat, ekspertka BCC ds. niepełnosprawności i polityki senioralnej.

Rząd rzuca kłody pod nogi osobom z niepełnosprawnościami

W najgorszej sytuacji są seniorzy i mikroprzedsiębiorcy z niepełnosprawnościami, którzy – mimo wieku czy ograniczeń zdrowotnych – prowadzą własną działalność gospodarczą, aby dostosować warunki pracy do swoich możliwości psycho- fizycznych. Takim przedsiębiorcom ograniczenia stwarza – obok ich zdrowia rząd, który „rzuca kłody”, uniemożliwiając zarobkowanie i usamodzielnianie się. Wysokość wypłacanych świadczeń rentowych i emerytalnych bardzo często nie pozwala na zapewnienie godnego życia. – dodaje Maria Dukat.

Monopol

W Polsce mamy niezdrowy i przestarzały system ubezpieczeń społecznych. Zabezpieczenie społeczne możliwe jest jedynie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, gdzie prowadzona jest polityka monopolistyczna.

W Niemczech ubezpieczenie socjalne jest obowiązkowe, ale kasa chorych jest do dobrowolnego wyboru. We Francji przynależność do danego systemu ubezpieczeń społecznych zależy od statusu zawodowego ubezpieczonego. W Szwecji system zabezpieczenia społecznego nadzoruje Ministerstwo Zdrowia i Spraw Społecznych, ale poszczególne działy są prowadzone przez różne Agencje.

W poszczególnych państwach mamy różne sytuacje gospodarcze i inne problemy społeczne. Warto jednak przemyśleć i przeanalizować sytuację zaistniałą w naszym kraju. Czy podwyższenie poziomu składek ZUS zapewni bezpieczeństwo obywateli? Czym kierować się przy podejmowaniu decyzji o możliwości zabezpieczenia społecznego? – pyta retorycznie ekspertka BCC.

Polski Creotech Instruments w projekcie tworzenia nowych standardów dla infrastruktury kosmicznej wojsk UE

Projekt „REACTS: Responsive European Architecture for Space”, którego konsorcjantem jest Creotech Instruments, został wybrany 26 czerwca 2023 roku do finansowania w ramach Europejskiego Funduszu Obrony. Celem tego przedsięwzięcia jest przygotowanie europejskiego systemu zapewniającego uruchomienie nowych satelitów na orbicie w czasie krótszym niż 72 godziny od zaistnienia sytuacji kryzysowej. Koordynatorem całego projektu jest Niemiecka Agencja Kosmiczna, a uczestniczy w nim łącznie aż 38 europejskich podmiotów. Całkowita wartość projektu wynosi 19,3 mln EUR, w tym na Creotech Instruments przypada ok. 1,1 mln EUR. Spółka jest koordynatorem jego kluczowej części – analiz segmentu kosmicznego, w tym misji kosmicznych, platform satelitarnych oraz inżynierii systemowej. Projekt potrwa 21 miesięcy, a jego rozpoczęcie planowane jest na styczeń 2024 roku. Po jego zakończeniu wojska krajów UE w obszarze satelitarnym będą miały do dyspozycji kilka standardów, w tym autorski HyperSat od Creotech Instruments.

Creotech Instruments odegra kluczową rolę w projekcie „REACTS”, który istotnie podniesie zdolności obronne wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. Co istotne, powierzono nam cześć budowy standardu dla małych satelitów, w których jesteśmy postrzegani jako europejscy eksperci, gdzie będziemy koordynować prace 12 podmiotów, w tym największych graczy, tj. Airbus Defence And Space czy DLR. Projekt ma na celu przygotowanie standardów na poziomie całej UE dla dostarczenia funkcjonalnych satelitów na orbitę w czasie krótszym niż 72 godziny od zaistnienia sytuacji kryzysowej. Wykorzystanie konstelacji satelitów do odtworzenia pełni zdolności operacyjnych, w tym komunikacji, obrazowania czy nawigacji, jest strategicznym projektem dla bezpieczeństwa Europy, a po zrealizowaniu projektu – jednym ze standardów do dyspozycji UE będzie nasza autorska platforma satelitarna HyperSat. Krótkie, 72 godzinne okno, nie daje przestrzeni na rozpoczęcie budowy satelitów, projekt będzie musiał zakładać, że te urządzenia zostaną wcześniej zbudowane, rozlokowane w europejskich portach kosmicznych i pozostaną w gotowości do szybkiego wystrzelenia na orbitę w razie zaistnienia takiej konieczności komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Europejski Fundusz Obrony jest inicjatywą Unii Europejskiej mającą na celu wzmocnienie zdolności obronnych państw członkowskich oraz promowanie współpracy obronnej w Europie. Projekt „REACTS: Responsive European Architecture for Space” jest koordynowany przez Niemiecką Agencję Kosmiczną (DLR), a do konsorcjantów należą największe podmioty w Europie m.in. Airbus Defence And Space (niemiecki, francuski, hiszpański), ArianeGroup, OHB System, Kongsberg Defence & AeroSpace, Telespazio czy Safran. Creotech Instruments powierzono koordynację budowy standardu dla małych satelitów, który w przyszłości ma zostać zaimplementowany w ramach pozyskiwanej zdolności obronnej na poziomie UE. Spółka koordynuje pracę 12 podmiotów, w tym: Airbus Defence And Space, DLR, TNO, EnduroSat, NanoAvionics czy OHB System.

Projekt „REACTS” polega na dogłębnej analizie możliwości technologicznych europejskich podmiotów branży kosmicznej, celem zaproponowania architektury i koncepcji operacyjnej pozwalającej na dostarczenie funkcjonalnych satelitów na orbitę w czasie krótszym niż 72 godziny od zaistnienia sytuacji kryzysowej. W ciągu 21 miesięcy od rozpoczęcia prac zaplanowanych na styczeń 2024 roku, powstanie architektura systemu, która zapewni europejskim państwom członkowskim zwiększoną zdolność obronną, opartą na współpracy: odpornej i skalowalnej sieci responsywnych systemów kosmicznych (satelitarnych), czyli w pełni interoperacyjnej zdolności do wystrzelenia satelitów i rozpoczęcia dostarczania przez nie danych w czasie krótszym niż 3 doby. Część satelitarną projektu koordynuje Creotech Instruments, a po jego zakończeniu wojska krajów UE w obszarze satelitarnym będą miały do dyspozycji kilka standardów, w tym autorską platformę HyperSat rozwijaną przez Spółkę.

Creotech Instruments jest firmą działającą w obszarze systemów satelitarnych i zaawansowanej elektroniki m.in do zastosowań kwantowych. Jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do kilkudziesięciu kg. Krokiem milowym w rozwoju Spółki jest projekt satelity EagleEye do obserwacji Ziemi w paśmie widzialnym budowanego na autorskiej platformie mikrosatelitarnej HyperSat. Platforma ta pozwala na realizację różnego rodzaju misji, od technologicznych i naukowych, poprzez misje obserwacyjne i telekomunikacyjne, aż po misje w daleki kosmos. Jej modułowa konstrukcja zapewnia pełną skalowalność satelitów w zakresie 10-60 kg, a w przyszłości także ponad 100 kg. Wyniesienie satelity EagleEye na orbitę okołoziemską planowane jest w 2024 roku na rakiecie amerykańskiej firmy SpaceX. Spółka jest też współrealizatorem projektu PIAST, w ramach którego planuje umieścić na orbicie konstelację trzech małych satelitów obserwacyjnych w 2025 roku, także opartych na platformie HyperSat.