ZPP: Redukcja zużycia środków ochrony roślin zagrożeniem dla polskiej gospodarki rolnej

  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zrównoważonego stosowania środków ochrony roślin i w sprawie zmiany rozporządzenia (UE) 2021/2115 będące częścią strategii Od Pola do Stołu ma doprowadzić do ograniczenia możliwości stosowania środków ochrony roślin w unijnych gospodarstwach rolnych o 50%.
  • Ograniczenie możliwości stosowania substancji czynnych w unijnych gospodarstwach doprowadzi do znacznego spadku produkcji rolnej oraz znacznie utrudni ochronę upraw przed chwastami, szkodnikami i czynnikami chorobotwórczymi.
  • Projektowane regulacje stawiają Polskę w niekorzystnym położeniu względem innych państw Unii Europejskiej – w szczególności tak zwanych państw Starej Unii – które zużywają dziś znacznie więcej substancji chemicznych niż rolnicy znad Wisły.
  • Niebezpieczna – w kontekście praktycznego wdrożenia zapisów rozporządzenia – jest definicja „obszarów wrażliwych”. Zgodnie z planowanymi zmianami na tych obszarach nie będzie możliwe stosowanie środków ochrony roślin. Niejednoznaczna konstrukcja przepisów pozwala zakwalifikować jako „obszary wrażliwe” większość gruntów rolnych w UE.
  • Projekt rozporządzenia przewiduje powstanie specjalnego rejestru stosowania przez rolnika substancji czynnych na konkretnym areale oraz udzielenie prawa wglądu do rejestru organizacjom pozarządowym. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postuluje, aby kwestie ewentualnego nadzoru nad działaniami rolników pozostawić istniejącym w tym celu wyspecjalizowanym organom państwowym.
  • Związek Przedsiębiorców i Pracodawców jest zdania, że obecny kształt projektu może stanowić zagrożenie dla stabilności zaopatrzenia w żywność mieszkańców Unii Europejskiej. Zmiany mogą doprowadzić również do utraty płynności finansowej wielu przedsiębiorstw rolnych oraz przyczynić się do zredukowania poziomu aktywności gospodarczej na obszarach wiejskich.


Nowa strategia dla rozwoju gospodarczego UE, czyli Europejski Zielony Ład, powinna zostać poddana wnikliwej rewizji. Jej założenia uderzają bowiem w fundamenty bezpieczeństwa żywnościowego Wspólnoty. Zdecydowany sprzeciw względem unijnych regulacji wyrażają przedsiębiorstwa rolne czy grupy zrzeszające producentów żywności. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podziela wiele obaw prezentowanych przez sektor rolny, wskazując przy tym na szczególne zagrożenie płynące z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zrównoważonego stosowania środków ochrony roślin i w sprawie zmiany rozporządzenia (UE) 2021/2115. Ma ono zastąpić obowiązującą obecnie dyrektywę 2009/128/WE.

Projekt (SUR) wprowadza ograniczenie możliwości stosowania środków ochrony roślin o 50%, licząc od obecnego poziomu ich zużycia, we wszystkich państwach członkowskich do roku 2030. Cel redukcyjny stanowi immanentną część strategii Od Pola do Stołu.

W zasadzie wszystkie rzetelne analizy eksperckie wskazują na paralelne konsekwencje planowanych ograniczeń. Nieunikniony w tym kontekście wydaje się spadek skali produkcji żywności w Unii Europejskiej oraz zastąpienie jej towarami importowanymi spoza Wspólnoty. Ograniczenia względem stosowania środków ochrony roślin dotyczyć będą wyłącznie państw UE – nie zaś dostawców z krajów trzecich. Praktyka wielokrotnie pokazywała, że żywność sprowadzana masowo od największych globalnych dostawców znacząco odbiega jakością od tej wytwarzanej w krajach, w których obowiązują unijne normy produkcyjne. Zwiększenie importu spoza UE implikuje także sprzeniewierzenie się nadrzędnemu celowi Zielonego Ładu, czyli skierowaniu unijnej gospodarki w stronę zrównoważonej, pozostającej w zgodzie z dbałością o klimat, produkcji. Potencjalne spadki produkcyjne i przeniesienie wytwórstwa żywności poza granice UE przełożą się bowiem wyłącznie na „relokację” emisji do krajów trzecich, nie wpływając – jak chcieli tego projektodawcy – na realizację celu proklimatycznego w wymiarze globalnym. Ograniczenia, które dotkną sektora produkcji roślinnej, niezwłocznie odbiją się także na sytuacji przedsiębiorstw rolnych zajmujących się wytwarzaniem żywności pochodzenia zwierzęcego, ponieważ większość uprawianych we Wspólnocie zbóż powstaje z przeznaczeniem do wykorzystania w przemyśle paszowym. Również budowana latami stabilizacja tak polskich jak i europejskich gospodarstw w kontekście zaopatrzenia w surowce paszowe będzie musiała częściowo ustąpić miejsca zwiększonemu napływowi produktów niepochodzących z krajowej czy nawet wspólnotowej produkcji.

Jak wskazują eksperci z zakresu nadzoru fitosanitarnego, 50-procentowe ograniczenie dostępu do używania środków ochrony roślin może stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa upraw i skutecznie uniemożliwić walkę ze szkodnikami i chorobami roślin, co zniweczyć może lata pracy rolników. Nadmierne nadzieje Komisja Europejska pokłada także wobec korzyści płynących ze stosowania narzędzi z zakresu Integrowanej Ochrony Roślin. Ani płodozmian, ani monitoring upraw czy nawet inwestowanie w odmiany odporne i mechaniczne odchwaszczanie w żaden sposób nie zrekompensują strat produkcyjnych, które odczuje zdecydowana większość gospodarstw w UE.

Ograniczenie dostępu do środków ochrony roślin znajdzie odzwierciedlenie w znaczącym obniżeniu plonowania, które – w kontekście rokrocznie powracającej do Europy suszy rolniczej – może prowadzić do występowania klęsk nieurodzaju w odniesieniu do wielu kategorii roślin uprawnych. Problem ten będzie szczególnie widoczny w Polsce, z uwagi na fakt, że nasz kraj cechuje się dodatkowo niskim poziomem retencji, co czyni go skrajnie narażonym na niedobory wody. Spadek produkcji to także niższe dochody rolników, którzy zaczną rezygnować z uprawy, podejmując się innych, jakkolwiek intratnych, zajęć. Masowe odchodzenie rolników od ziemi oznaczać będzie destabilizację w kontekście trwałej utraty aktywności gospodarczej na obszarach wiejskich.

Brak zrozumienia budzi także kwestia metody wyliczania ograniczenia zużycia środków ochrony roślin w odniesieniu do konkretnych państw członkowskich UE. 50-procentowa redukcja wyliczana będzie w oparciu o obecne poziomy zużycia środków ochrony roślin. Stawia to Polskę w niekorzystnym położeniu względem innych państw Unii Europejskiej – w szczególności tak zwanych państw Starej Unii – które zużywają dziś znacznie więcej substancji chemicznych niż rolnicy znad Wisły. Polska w 2022 roku zużywała średnio 2,1 kg środków ochrony roślin na hektar. W tym samym czasie unijna średnia oscylowała wokół wartości 3,1 kg/ha. Dane te niewiele mówią jednak o dysproporcji względem obecnych poziomów zużycia. Znacznie więcej „chemii” w swoich gospodarstwach zużywają bowiem kraje Starej Unii, znacznie mniej państwa, które dołączały do Wspólnoty w 2004 r. 2007 r. czy w roku 2013. Dla porównania średnie zużycie śor w Królestwie Niderlandów wynosiło w 2022 około 8 kg/ha. Po planowanej przez Komisję Europejską redukcji, Polska – licząc od poziomu pierwotnych założeń – będzie mogła zatem zużywać średnio maksymalnie 1,05 kg środków ochrony roślin/ha, podczas gdy holenderscy rolnicy będą uprawnieni do używania 4 kg śor/ha, czyli dwukrotnie więcej niż Polska zużywa dziś – przed pełną implementacją SUR.

Zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, aby system był sprawiedliwy dla wszystkich państw członkowskich UE, obszary o niskim zużyciu wyłączone powinny zostać z konieczności redukowania zużycia śor. Proponowana przez część krajów kwestia ustalenia jednego, zunifikowanego poziomu dopuszczalnego zużycia nie jest właściwym rozwiązaniem ze względu na różne warunki glebowe, klimatyczne czy odmienny poziom dostępu do wody w różnych częściach kontynentu. Decydenci muszą dziś czuć się zobligowani do obrony interesów polskich przedsiębiorstw rolnych. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której polska gospodarka rolna kolejny raz (jak od lat ma to miejsce w kontekście wysokości płatności obszarowych) była poszkodowana względem państw zachodniej części UE.

Doniesienia medialne informują o czasowym złagodzeniu stanowiska Komisji Europejskiej względem niezwłocznego wdrażania restrykcji zawartych w strategii Od Pola do Stołu w unijnych gospodarstwach rolnych. Nadal jednak brak w tej sprawie jednoznacznego stanowiska Komisji Europejskiej. Tymczasem w ubiegłym tygodniu pojawiła się propozycja sprawozdawczyni dla Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego (ENVI) dotycząca zaostrzenia pierwotnego poziomu ograniczeń. ENVI domaga się zaostrzenia redukcji stosowania pestycydów do 80 procent w stosunku do lat 2018–2020. Już planowane ograniczenie na poziomie ½ obecnego zużycia jest dla wielu gospodarstw wyzwaniem nie do zrealizowania, dlatego apelujemy do decydentów, aby odrzucili propozycję, z którą wyszła ENVI – tym bardziej, że wciąż nie zaprezentowano w tej kwestii żadnych konkretnych danych liczbowych dotyczących konsekwencji potencjalnego wejścia w życia redukcji na poziomie 80% zużycia śor.

Należy w tym kontekście podkreślić, że w ostatnich latach wiele substancji czynnych stało się niedostępnych dla rolników. Sami tylko plantatorzy buraków od roku 2018 stracili możliwość korzystania z ponad 20 substancji pełniących kluczową rolę w ochronie upraw przez chwastami, szkodnikami i czynnikami chorobotwórczymi. Problematyczny w tym kontekście staje się także wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który uniemożliwia uzyskanie czasowych pozwoleń na użycie neonikotynoidów w zaprawach nasiennych, co wpłynie negatywnie na stan upraw rzepaku czy buraków cukrowych. Zniwelowana zostanie tym samym możliwość realnej ochrony areału, a zawężenie puli dostępnych substancji czynnych w krótkim okresie przełoży się na wzrost odporności roślin na działanie dostępnych dziś preparatów. Wycofanie kolejnych substancji jest kwestią czasu, a rezygnacja z części z nich (np. glifosat) w zasadzie uniemożliwia realizację – kluczowych dla realizacji celu klimatycznego – ekoschematów.

Niebezpieczna – w kontekście praktycznego wdrożenia zapisów rozporządzenia – jest także definicja „obszarów wrażliwych”. Zgodnie z planowanymi zmianami na takich obszarach nie będzie możliwe stosowanie środków ochrony roślin. O ile kwestia ochrony obszarów o szczególnych walorach przyrodniczych jest istotna, o tyle konstrukcja przepisów pozostawia tu nadmierne pole do nadinterpretacji. Rolnicze organizacje branżowe z wielu państw Unii Europejskiej zwracały uwagę, że obecny kształt zapisów projektu rozporządzenia pozwala zakwalifikować jako „obszary wrażliwe” większość gruntów rolnych w UE. Konsekwencją tego stanu rzeczy może być zakaz stosowania pestycydów na gruntach, co do których nie zachodzi żadna potrzeba redukcji zużycia śor. Francuskie zrzeszenia rolników podają, że w granicach ich państwa za „obszary wrażliwe”, posługując się definicją zawartą w projekcie, uznać można między 60, a 80 gruntów rolnych. Odsetek ten jest paralelny w odniesieniu do innych państw członkowskich UE – w tym Polski.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podziela również obawy organizacji rolniczych skupionych w Copa-Cogeca, które skrytykowały zapisy wprowadzające konieczność korzystania przez rolników ze specjalnego systemu informatycznego, który gromadzić będzie szczegółowe dane na temat każdego przeprowadzonego z użyciem środków ochrony roślin zabiegu polowego. Zdaniem przedsiębiorców rolnych uciążliwość kolejnego narzędzia biurokratycznego może skutecznie utrudnić prowadzenie działalności rolniczej. Sprzeciw budzić powinno także udzielenie prawa wglądu do rejestru bliżej nieokreślonym organizacjom pozarządowym. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postuluje, aby kwestie ewentualnego nadzoru nad działaniami rolników pozostawić istniejącym w tym celu wyspecjalizowanym organom państwowym.

ZPP jest zdania, że przy projektowaniu założeń rozporządzenia nie dokonano rzetelnej analizy oceny skutków planowanych regulacji. Przypomnieć należy, że ryzyko jest tu znaczące i dotyczy stabilności zaopatrzenia w żywność 450 mln mieszkańców Unii Europejskiej i kolejnych milionów osób uzależnionych od dostaw żywności z UE.

Stoimy na stanowisku, że w obliczu następstw ekonomicznych pandemii koronawirusa, kryzysu cenowego na rynkach energii, szalonego wzrostu inflacji, czy – wreszcie – zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę, Unia Europejska dążyć powinna przede wszystkim do ustabilizowania trudnej sytuacji ekonomicznej oraz stwarzania szans szybkiego rozwoju kluczowych dla Europy obszarów działalności gospodarczej. Nie da się tego osiągnąć kolejnymi ograniczeniami, a tylko redukcją poziomu – często nadmiernego – uregulowania zasad prowadzenia biznesu w UE.

Szacunki dot. opłaty recyklingowej nie za bardzo się sprawdziły. Wpływy wskazują na błędne założenia

Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska wynika, że w ubiegłym roku wpływy z tytułu opłaty recyklingowej były tylko o ponad 1% większe niż w 2021 roku. Przepisy dotyczące płatności za torby na zakupy z tworzywa sztucznego obowiązują od 2018 roku, przy czym rozszerzono je we wrześniu 2019 r. W pierwszych pięciu latach do budżetu wpłynęło łącznie ok. 685 mln zł. Natomiast tylko za 2018 rok zakładano wpływy przekraczające 1,1 mld zł. Jak zaznaczają eksperci, doszło do błędnej oceny rynku, a ponadto znacząco spadło zużycie lekkich jednorazowych toreb z tworzyw sztucznych.

Miliony w foliówkach

Jak informuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ), wpływy z tytułu opłaty recyklingowej za 2022 rok wyniosły 174,5 mln zł. To o 1,2% więcej niż za 2021 rok, kiedy były na poziomie 172,5 mln zł. Od 2018 roku, kiedy została wprowadzona płatność, stawka opłaty recyklingowej wynosi 20 groszy za torbę. Jak stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, reklamówki z tworzywa sztucznego są w handlu potrzebne, ale też szkodliwe. Będzie można z nich rezygnować wtedy, kiedy papier stanie się bardziej wytrzymały. A to nie nastąpi z dnia na dzień.

Zdaniem eksperta, trzeba ponownie usiąść do rozmów na temat opłaty recyklingowej i przeanalizować jej możliwy pożytek dla budżetu, środowiska oraz klientów. Jednak sieci handlowe będą się przed tym wzbraniać, a rządzący nie zechcą omawiać tego przed wyborami.

– Z danych MKiŚ wynika, że popyt na torby z tworzywa sztucznego ustabilizował się na niskim poziomie. Różnice rzędu niewiele powyżej 1% są w granicach normy i nie mają istotnego znaczenia dla tak dużego rynku jak Polska. Według statystyk, zużycie toreb, zarówno wielorazowych, jak i jednorazowych, wynosi ok. 23 szt. rocznie na osobę. To niezbyt dużo, mniej niż dwie sztuki miesięcznie – komentuje Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych (PZPTS).

Resort informuje też, że wpływy z tytułu opłaty recyklingowej za 2018 rok wyniosły ok. 71 mln zł. Wówczas objęte nią były lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego. Natomiast od 1 września 2019 roku płatność dotyczy również pozostałych siatek, tj. o grubości 50 mikrometrów i więcej. Ponadto od 1 stycznia 2020 r. zmienił się system rozliczania na kwartalny. W związku z powyższym opłata za 2019 rok oraz wpływy za I kwartał 2020 roku niejako nałożyły się na siebie. Dodatkowo należy zauważyć, że wpływy mogły zawierać zaległości z tytułu opłaty. Niemniej jednak suma dotychczasowych wpłat do budżetu państwa z tytułu opłaty recyklingowej za lata 2019-2020 wyniosła 266,34 mln zł. Według własnych szacunków resortu, w 2019 roku było to 89,84 mln zł, a w 2020 roku – 176,50 mln zł.

– Zużycie lekkich jednorazowych toreb z tworzyw sztucznych znacząco spadło do 9 szt. na osobę. To o wiele mniej niż wyznaczone cele UE dla krajów członkowskich na 2025 rok wynoszące 40 szt. na osobę. Wprowadzając przepisy, ministerstwo przeszacowało znacznie ilość toreb na rynku – 300 szt. na osobę zamiast 150 szt. Dodatkowo założyło, że spadnie ona do około 150 sztuk, czyli rzeczywistego zużycia w 2018 roku. Stąd mamy efekt tak znacznej różnicy pomiędzy oceną a wpływami z opłaty – podkreśla ekspert z PZPTS.

Błędne założenia

Ministerstwo podaje, że na podstawie Oceny Skutków Regulacji do ustawy wprowadzającej opłatę recyklingową zakładano wpływy na poziomie 1,153 mld zł za 2018 rok. Za 2019 rok było to już 1,037 mld zł, za 2020 rok – 922 mln zł, za 2021 rok – 807 mln zł, a za 2022 rok – 691 mln zł. Jak informuje MKiŚ, niemniej po faktycznych wpływach widać, że nastąpiło drastyczne zmniejszenie zużycia toreb na zakupy. W związku z powyższym od 2020 r. coroczne szacunki znajdują się w okolicy 175 mln zł. Według dyrektora Szymana, to kolejny dowód potwierdzający zamysł fiskalny i błędną ocenę rynku, a także wpływów z tytułu opłaty. Ekspert ma nieodparte wrażenie, że administracja próbuje uzupełnić choć w części błędnie skalkulowane szacunki kolejną opłatą.

– Ludzie przerzucają się na własne oraz papierowe torby. Takie było założenie, ale jest jeszcze oczywiście sporo do zrobienia. Torby z tworzywa sztucznego i inne opakowania pomocnicze, ułatwiające wyniesienie zakupionego towaru, stanowią niecały 1 procent wyrzutu plastiku z sektora handlu. Problem ekologiczny jest więc na innych etapach opakowania półproduktów i produktów czy ostatecznego podania towaru na półce – stwierdza dr Faliński.

Jak podkreśla Robert Szyman, na zwiększenie lub zmniejszenie zużycia toreb z tworzywa sztucznego ma wpływ poziom konsumpcji. Przy jej wzroście można spodziewać się równolegle nieznacznego zwiększenia zapotrzebowania. Według eksperta, można ewentualnie też wziąć pod uwagę działania pseudośrodowiskowe, tzw. „greenwashing”. One wynikają z faktu, że media i inne źródła, promują torby papierowe i bawełniane jako dobrą opcję środowiskową. Natomiast źródła naukowe wskazują, że rotacja toreb papierowych nie przekracza półtora raza, a ich waga jest wielokrotnie wyższa od plastikowych. Przy takich danych nie ma możliwości uzyskania niższego śladu środowiskowego. Z kolei torby z bawełny mają fatalny wpływ na środowisko wynikający z produkcji surowca, głównie emisji pestycydów podczas upraw samej bawełny.

– Dziś mamy ograniczony wybór między folią a papierem. Jestem zwolennikiem tego, żeby mocniej skupić się na nowych rozwiązaniach biotechnologicznych, bo one będą najskuteczniejsze. Przykładem może być plastik, który jest jadalny dla jakichś bakterii i jednocześnie nie powoduje kosztownych wydatków na uzyskanie tego materiału. Mogłoby powstać coś, co jest rzeczywistym nawozem, a nie jakimś szkodliwym odpadem. Na badania nad pozyskaniem nowych rozwiązań można byłoby przeznaczyć część środków z opłaty recyklingowej – podsumowuje były dyrektor generalny POHID-u.

Długi mieszkańców wobec spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych

Ponad połowa badanych uważa, że zarządcy spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych w wystarczający sposób informują o sposobie zarządzania finansami. Jednocześnie aż 50,4 proc. ankietowanych twierdzi, że nie udostępniają one informacji o ogólnym poziomie zadłużenia mieszkańców z tytułu zaległych czynszów i innych opłat – wynika z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Nieco ponad połowa (51,4 proc.) respondentów biorących udział w badaniu KRD „Stosunek mieszkańców do windykowania należności od dłużników czynszowych” wskazuje, że zarząd wspólnoty lub spółdzielni mieszkaniowej w wystarczający sposób informuje o sposobie zarządzania własnymi finansami. Blisko 40 proc. badanych przyznaje jednak, że ich zdaniem, zarząd nie udostępnia takich informacji. Natomiast co dziesiąta osoba jest wobec tego faktu obojętna. Zważywszy, że badanie było przeprowadzone na właścicielach mieszkań (własnościowych w spółdzielni mieszkaniowej, spółdzielczych własnościowych w spółdzielni mieszkaniowej, własnościowych we wspólnocie mieszkaniowej, własnościowych w TBS), to aż tak wysoki współczynnik zobojętnienia na kwestie finansowe (9,6 proc.) może zaskakiwać.długi spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych

Mieszkańcy spółdzielni i wspólnot coraz bardziej zadłużeni

Według danych Krajowego Rejestru Długów BIG zaległości finansowe Polaków z tytułu czynszu oraz wszelkich opłat związanych z użytkowaniem lokalu mieszkalnego sięgają już 290,8 mln zł, a są to tylko długi wpisane do rejestru. Takich przeterminowanych zobowiązań finansowych, których spółdzielnie i wspólnoty nie wpisują do biur informacji gospodarczej, może być znacznie więcej. Te pieniądze mogłyby być przeznaczone na prace remontowo-budowlane, utrzymanie czystości, systemy monitoringu czy place zabaw dla dzieci.

Problem w tym, że sami lokatorzy nie mają pojęcia, jak duża jest dziura w budżecie ich wspólnoty. Ponad połowa badanych nie ma dostępu do takich informacji. Wiedzę na temat zadłużenia ma zaledwie 29,3 proc. respondentów.

Upublicznianie informacji o ogólnym zadłużeniu mieszkańców mogłoby zwiększyć świadomość lokatorów w kwestii nieterminowych wpłat i wpłynąć na budżet spółdzielni. Mieszkańcy dostaliby odpowiedź na nurtujące ich pytania: dlaczego plac zabaw dla ich pociech nie został postawiony, a klatka schodowa wciąż nie przeszła obiecanego jakiś czas temu remontu. Poczuliby się wtedy współodpowiedzialni za finanse. Niektórych mogłoby to zmotywować do szybszej spłaty swoich zaległych czynszów i zobowiązań na rzecz spółdzielni czy wspólnoty mieszkaniowej – mówi Katarzyna Mikołajczyk, kierownik zespołu wsparcia i obsługi klienta strategicznego Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.Długi mieszkańców wobec spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych

Najbardziej doinformowane wydaje się być województwo mazowieckie. Aż 39,6 proc. badanych z tego województwa deklaruje, że ich wspólnota bądź spółdzielnia udostępnia informacje o zadłużeniu mieszkańców. Odwrotnie odpowiadają mieszkańcy z województw: podlaskiego, lubelskiego oraz podkarpackiego.

Możliwe jednak, że „niedoinformowani” sami są sobie winni. Z badań wynika bowiem, że odsetek osób posiadających wiedzę na temat ogólnego zadłużenia mieszkańców, jest zbliżony do odsetka osób, które uczestniczyły we wszystkich spotkaniach zarządców z mieszkańcami. Niestety prawie połowa, bo 46,9 proc. ankietowanych nie uczestniczy w organizowanych przez spółdzielnię spotkaniach członków. Zaledwie co piąty badany brał udział w jednym z trzech zorganizowanych spotkań. Tylko 11,8 proc. wzięło udział w dwóch z trzech zgromadzeń. Zaś osoby, które uczestniczyły we wszystkich organizowanych spotkaniach, stanowią 17,3 proc. ogółu badanych.

Bierność sprzyja zadłużeniu

Rosnącemu zadłużeniu sprzyja z jednej strony bierna postawa lokatorów, którzy w znikomym stopniu interesują się finansami spółdzielni, a z drugiej bierna postawa wielu zarządców, którzy nie podejmują właściwych działań windykacyjnych ani mobilizujących. Pieczęcie prewencyjne na rachunkach, informujące mieszkańców o współpracy z KRD i ostrzegające o możliwości wpisania do rejestru dłużników, to tylko pierwszy krok do odzyskania zaległych należności. Drugim powinno być wezwanie do zapłaty z sankcją wpisu. Pismo to zawiera ustawową klauzulę o dopisaniu dłużnika do biura informacji gospodarczej, kiedy ten zwleka z zapłatą. Trzeci krok to dotrzymanie danego słowa, czyli wpisanie nierzetelnego lokatora do rejestru.

Dopisanie dłużnika do rejestru upublicznia dług oraz blokuje dłużnikowi dostęp do innych usług finansowych na rynku, takich jak wzięcie kredytu w banku czy podpisanie umowy z operatorem telefonicznym. Z naszych danych wynika, że dwie trzecie dłużników czynszowych zalega nie tylko z opłatami za mieszkanie, ale także wobec innych wierzycieli. Nie płacą za telefon, telewizję, radio, Internet, energię elektryczną. Co dziesiąty z nich jest nierzetelnym klientem banków, firm pożyczkowych i towarzystw ubezpieczeniowych. Dla tych dłużników opłata za mieszkanie staje się kolejnym zaległym rachunkiem na długiej liście nieuregulowanych spraw finansowych – mówi Katarzyna Mikołajczyk z Krajowego Rejestru Długów.

Ogólnopolskie badanie „Stosunek mieszkańców do windykowania należności od dłużników czynszowych” przeprowadzono w lutym 2023 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 508 dorosłych Polaków (18-74 lata), będących właścicielami mieszkań (własnościowych w spółdzielni mieszkaniowej, spółdzielczych własnościowych w spółdzielni mieszkaniowej, własnościowych we wspólnocie mieszkaniowej, własnościowych w TBS).

Złoto idzie na rekord?

Trwający obecnie cykl wzrostowy złota zapoczątkowany został w listopadzie ubiegłego roku. Po korekcie w lutym i na początku marca, w kwietniu królewski metal ponownie przekroczył poziom 2 000 dolarów, osiągając pod koniec ubiegłego tygodnia 2 040 USD za uncję.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w polskim złotym, ponieważ wzrost ceny złota był konsekwencją drastycznego osłabienia dolara – również względem złotówki. W praktyce oznacza to, że choć złoto mocno podrożało, zbliżając się do swojego rekordu wszechczasów wynoszącego 2 078,80 USD, w polskim złotym kruszec w ubiegłym tygodniu nawet nieznacznie staniał. W poniedziałek wielkanocny cena uncji wahała się w przedziale 8 460-8 600 PLN, podczas gdy w piątek było to już 8 560-8 540 PLN.

Z punktu widzenia polskiego inwestora jest to sytuacja korzystna, gdyż wzrost ceny w USD może napędzać globalny popyt na złoto, a więc jego cenę, podczas gdy w złotówkach płacimy mniej, co potraktować można jak swego rodzaju dyskont.

FED skłania się ku zakończeniu podwyżek

Przyczyną gwałtownego osłabienia dolara (US Dollar Index najniżej od roku) był opublikowany w środę zaskakująco dobry odczyt inflacji konsumenckiej za marzec. Inflacja w USA wyniosła 5 proc. i była najniższa od maja 2021 roku. W świetle ostatnich wątpliwości dotyczących dalszych poczynań FED-u, taki odczyt inflacji jest czynnikiem przemawiającym na korzyść rychłego zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Nastrój ten dodatkowo podbił wskaźnik cen dóbr produkcyjnych PPI – spadł on do poziomu najniższego od prawie trzech lat.

W tej sytuacji dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej mogłoby stanowić jedynie niepotrzebne ryzyko dla rozchwianego już systemu bankowego, a także dla gospodarki. Z opublikowanych protokołów z ostatniego posiedzenia FED-u wynika, że pauza w podwyżkach lub zakończenie cyklu, były brane już pod uwagę. Dobry odczyt inflacji może przypieczętować tę decyzję.

Prognozy MFW mniej optymistyczne

W miniony wtorek Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował najnowsze prognozy dla światowej gospodarki. Są one nieznacznie mniej optymistyczne niż te z początku roku, do czego przyczyniła się przede wszystkim inflacja spadająca w tempie wolniejszym od oczekiwanego. W roku 2023 globalny wzrost PKB ma spaść do 2,8 proc. względem 3,4 proc. w 2022 roku oraz oczekiwań na poziomie 2,9 proc. Globalna inflacja w tym roku ma wynieść średnio 7 proc. wobec 8,7 proc. w minionym roku.

Kluczowymi czynnikami ryzyka dla gospodarki pozostają skumulowane skutki pandemii COVID-19, rosyjskiej inwazji na Ukrainę, ale także utrzymujący się na wysokim poziomie dług publiczny.

Nastroje w Polsce nieco lepsze od globalnych

Firma EY Polska opublikowała wyniki swoich badań przeprowadzonych wśród prezesów firm w obliczu spowolnienia gospodarczego. Wyniki dla Polski są nieco bardziej optymistyczne w zestawieniu z wynikami globalnymi, jednak w dalszym ciągu widoczne są w nich spore obawy. Aż czterech na dziesięciu ankietowanych prezesów uważa, że spowolnienie globalnej gospodarki będzie silne.

Wśród przyczyn najczęściej wskazywana była niepewność polityczna (28 proc.), ekonomiczne i dyplomatyczne relacje z Chinami (21 proc.) oraz wojna w Ukrainie, trwające problemy wynikające z pandemii COVID-19 i restrykcyjne przepisy (po 17 proc.). Niepewność polityczna wskazywana była w Polsce częściej niż w innych krajach, co wiąże się z faktem, iż rok 2023 jest rokiem wyborczym, a właściwie początkiem trzyletniego cyklu wyborczego (2023 – wybory parlamentarne, 2024 – samorządowe i europarlament, 2025 – prezydenckie).

W obliczu powyższych problemów, 40 proc. ankietowanych zadeklarowało rekonfigurację łańcuchów dostaw. Również 40 proc. wskazało na relokację aktywów operacyjnych, zaś jedna trzecia wycofuje się z niektórych rynków zagranicznych.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Kurs EUR/USD ponownie poniżej 1,10

S&P 500 i średnia przemysłowa Dow Jonesa próbowały w piątek utrzymać się na swoich najwyższych od lutego br. poziomach, ale ta próba się nie powiodła (odpowiednio -0,21 proc. i -0,42 proc.). Nasdaq Composite spadł o 0,35 proc. Dziś ok. godz. 9:40 cena kontraktów na S&P 500 na CME rosła o 0,26 proc. Na giełdach Azji i Oceanii przeważały dziś zwyżki głównych indeksów. Najsilniejszą – +1,67 proc. – notował Hang Seng, który osiągnął najwyższy poziom od 7 marca.

Na rynkach akcji w Europie dominowały zwyżki głównych indeksów. Swe nowe historyczne maksimum osiągnął dziś francuski CAC 40 (+0,39 proc. ok. godz. 9:45). Najwyżej od ponad roku był niemiecki DAX (+0,49 proc.). Najwyżej od stycznia 2022 był dziś włoski FTSE MIB (+0,77 proc.).

WIG-20 zwyżkował w środę, czwartek oraz piątek i dziś rano kontynuował odrabianie wcześniejszych strat (+0,42 proc. o. godz. 9:45). Swój najwyższy od stycznia 2022 poziom osiągnął sWIG-80. Poziom swego szczytu z października 2021 atakował dziś WIG-Nieruchomości. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji mBanku, Kruka i Santander Bank Polska. Wśród składników mWIG-u 40 podobnie było w przypadku cen akcji spółek Dom Development, Bank Handlowy, Develia oraz STS Holding. Jeśli chodzi o składniki sWIG-u 80 podobnie było w przypadku notowań spółek Unimot, Sanok Rubber Company, Rainbow Tours, Wielton, Erbud i Echo Investment.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych utrzymywała się dziś rano w okolicach swoich piątkowych maksimów powyżej poziomu 3,5 proc. Rentowność 10-latek polskiego rządu, która w piątek spadła poniżej poziomu 6,2 proc., lekko odbijała w górę dziś rano (6,192 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Brent) pozostawały w okolicach swoich lokalnych szczytów z grudzień ub.r.-marzec br. notując dziś rano symboliczne zmiany. Cena kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) na NUMEX-ie spadła w pierwszej części piątkowej sesji do najniższego poziomu od września 2020, ale później wróciła powyżej poziomu 2 USD/mmBtu i dziś rano kontynuowała odbicie w górę (+1,99 proc. ok. godz. 9:30). Dziś rano ceny kontraktów na złoto, srebro i platynę próbowały odrabiać piątkowej straty (odpowiednio +0,52 proc., +0,9 proc. i +0,47 proc. ok. godz. 9:35). Pallad tracił 0,22 proc.

Kurs EUR/USD w czwartek i piątek próbował wydostać się powyżej poziomu 1,10 i przełamać poziom oporu wyznaczany przez szczyt z początku lutego. Ta próba na razie się nie powiodła i dziś rano kurs EUR/USD znajdował się poniżej poziomu 1,10 USD. Euro zaliczyło dziś rano najwyższy od jesieni 2020 poziom kursu względem nowozelandzkiego dolara oraz historyczne maksimum względem tureckiej liry. Po raz pierwszy od ponad miesiąca powyżej poziomu 130 JPY znalazł się dziś rano kurs USD/JPY.

Kurs USD/PLN spadł w czwartek i na początku piątkowych notowań do najniższego poziomu do roku, ale w drugiej połowie piątkowej sesji wrócił powyżej poziom 4,2. Dziś ok. godz. 9:20 notowania amerykańskiego dolara względem polskiego złotego notowały niewielką zmianę (-0,1 proc.). Podobnie było w przypadku kursu EUR/PLN (-0,1 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w połowie marca przełamał kluczowy poziom oporu wyznaczany w okolicach 250000 USD przez swego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br., w piątek przez chwilę przekroczył poziom 31000 USD osiągając najwyższy poziom od czerwca ub.r. Zdobytego terytorium nie udało się jednak utrzymać i dziś rano ok. godz. 9:05 kurs BTC/USD spadł nieznacznie poniżej poziomu 30000 USD (-1,57 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Biurowe Trójmiasto na wdechu

Optymalizacja wzrastających kosztów wynajmu biur przez firmy i kosztów eksploatacyjnych przez wynajmujących oraz spadek podaży nowoczesnych powierzchni kształtują dynamikę rynku biurowego w Trójmieście

– Od początku pandemii zmniejsza się liczba realizacji nowych inwestycji na rynku trójmiejskim. Wyzwaniem w najbliższym czasie będzie oszacowanie wzrostu kosztów budowlanych oraz wysokości opłat eksploatacyjnych w nowych projektach. Inwestorzy mają trudności również z pozyskaniem finansowania bankowego, którego koszt mocno wzrósł. W związku z tym, w następnych latach będziemy prawdopodobnie obserwować dalsze ograniczanie realizacji nowych inwestycji w sektorze biurowym w Trójmieście – mówi Jarosław Zdzitowiecki, Associate Partner / Head of Tricity w Walter Herz. – Popyt na biura w regionie był w ubiegłym roku dwa razy wyższy od nowej podaży, a współczynnik pustostanów plasuje się na trójmiejskim rynku na jednym z najniższych poziomów w Polsce. W przyszłym roku wybór powierzchni biurowych w Trójmieście będzie więc mocno ograniczony – przyznaje Jarosław Zdzitowiecki.

Powrót do biur po pandemii spowodował większe zainteresowanie relokacją ze starszych budynków do nowoczesnych powierzchni wyposażonych m.in. w najnowsze technologie do pracy hybrydowej w obiektach, które wdrożyły rozwiązania, pozwalające na optymalizację kosztów wynajmu.

Koszty wynajmu biur idą w górę

– Rok 2022 przyniósł już nieduży wzrost średnich stawek czynszu za nowoczesne powierzchnie w centralnych lokalizacjach, a mimo to współczynnik wolnej powierzchni w Trójmieście spadł. W tym roku najemcy spodziewać się mogą dalszych indeksacji stawek czynszowych oraz podwyżek kosztów eksploatacyjnych – prognozuje Jarosław Zdzitowiecki.

Walter Herz zauważa, że coraz kosztowniejszy jest również fit-out. Dla nowych powierzchni budżet na aranżację kształtuje się obecnie w przedziale 600 – 1 400 EUR/mkw., a w przypadku adaptacji istniejącego biura w zależności od stopnia zmian i oczekiwań najemcy należy założyć wydatki na poziomie 400 – 800 EUR/mkw. Powierzchnie z najnowocześniejszymi rozwiązaniami technologicznymi są zdecydowanie droższe, ich koszt może wynosić nawet 2 500 EUR/mkw.

Oferowany przez wynajmujących budżet na aranżację przestrzeni, jak wskazuje Jarosław Zdzitowiecki, bywa niewystarczający, by móc dostosować powierzchnię do dzisiejszych wymagań rynkowych. – By zbilansować wysokie koszty wykończenia umowy najmu podpisywane są teraz na dłuższy okres, często 7 lat. Najemcy decydują się na takie kontraktacje w nowych biurowcach ze względu na to, że oferują energooszczędne rozwiązania, które w dłuższej perspektywie zapewniają im oszczędności, jeśli chodzi o całościowy koszt wynajmu – dodaje.

Nowoczesne biura z dużym wzięciem

W 2022 roku w Trójmieście wynajętych zostało przeszło 100 tys. mkw. powierzchni biurowych. Poziom popytu był zbliżony do wyniku z roku poprzedniego i średniej z ostatnich kilku lat. Bardziej chłonne w regionach były tylko Kraków i Wrocław.

W minionym roku trójmiejski rynek wzrósł o 53 tys. mkw. powierzchni, dzięki m.in. zakończeniu budowy gdańskich projektów Format, Airport City Gdańsk Alpha, Palio Office Park B i Officyna II oraz inwestycji K2 w Gdyni. Nowa podaż była o jedną trzecią mniejsza niż w 2021 roku.

W budowie na początku tego roku było w Trójmieście 76 tys. mkw. biur, z czego ponad 50 tys. mkw. powierzchni ma zostać oddanych przed końcem bieżącego roku, podaje Walter Herz.

W Gdańsku powstaje projekt Intel Technology Poland – IGK6, Punkt, Oliwa 501, Matarnia Office Park II, Alzare Office, C300 oraz budynek C w inwestycji Palio, w Gdyni natomiast realizowana jest kolejna faza kompleksu Waterfront (9 tys. mkw.).

Podaż w dół, nowe inwestycje w poczekalni

Trójmiasto jest jednym z rynków biurowych w Polsce, których zasoby przekraczają 1 mln mkw. powierzchni. Plasuje się na czwartym miejscu wśród największych ośrodków biznesowych w kraju, po Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. W ostatnich latach w Trójmieście powstawało średnio 150 – 200 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych rocznie. Teraz trzy cztery razy mniej. W fazie planowania są kolejne inwestycje, których realizacja zależy od kondycji rynku i stabilizacji warunków makroekonomicznych.

Do budowy przygotowywany jest projekt Marina Office w Gdyni przy ulicy Hryniewickiego (27 tys. mkw.), inwestycja YIT Development w Gdańsku przy Placu Solidarności (23 tys. mkw.), budynek B w kompleksie Wave w Gdańsku przy Alei Grunwaldzkiej (21,5 tys. mkw.), budynek D w inwestycji Palio (9 tys. mkw.) w gdańskim Młodym Mieście, projekt Airport City Gdańsk – Bravo w Gdańsku przy ulicy Słowackiego (14,7), kolejna faza inwestycji Doki Office w Gdańsku przy ulicy Popiełuszki (11,7 tys. mkw.) oraz biurowiec przy ulicy Jaracza w Gdańsku (8,1 tys. mkw.).

Trójmiasto ma potencjał

Trójmiasto przyciąga biznes, dzięki rozbudowanemu zapleczu edukacyjnemu i dużej ilości dostępnych talentów oraz atrakcyjnemu położeniu nad Bałtykiem i nadmorskiej infrastrukturze rekreacyjnej przyciągającej pracowników z Polski i Europy. Dysponuje drugim w Polsce portem lotniczym pod względem liczby odprawianych pasażerów.

Na Pomorzu bardzo mocno rozwinął się sektor nowoczesnych usług dla biznesu (BSS), zatrudniający obecnie 35 tys. osób. Branża jest jednym z najbardziej aktywnych najemców biurowych na trójmiejskim rynku.

W Gdańsku zlokalizowany jest największy port kontenerowy na Bałtyku. Zdolności przeładunkowe Baltic Hub przekraczają 2 mln TEU, a dzięki rozbudowie do 2025 roku zwiększyć ma możliwości do 4,5 mln TEU. W ostatnich latach w regionie dynamicznie rozwijał się, nie tylko rynek biurowy, ale i magazynowy, którego zasoby przekraczają aktualnie 1,25 mln mkw. powierzchni.

Większy popyt już podnosi ceny mieszkań z rynku wtórnego

I kwartał 2023 r. przyniósł znaczne ożywienie popytu, a to wpłynęło na wzrosty cen ofertowych mieszkań z rynku wtórnego. Szczególnie widoczne jest to w siedmiu największych lokalizacjach – wynika z cokwartalnej analizy cen w miastach wojewódzkich, którą przygotował portal Nieruchomosci-online.pl.

1. Średnie ceny mieszkań 2. Ceny mieszkań wg standarduAż o 34 proc. wzrosła liczba zapytań dotyczących mieszkań z drugiej ręki na portalu Nieruchomosci-online.pl w I kw. 2023 r. w porównaniu do IV kw. 2022 r. Wprawdzie pierwsze miesiące nowego roku często cechują się większą aktywnością poszukujących, jednak tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej. O wyraźnym pobudzeniu popytu świadczą chociażby dane z marca – pod względem liczby zapytań był to najlepszy miesiąc od sierpnia 2021 r.

– Ożywienie popytu to efekt przede wszystkim zapowiedzi programu „Bezpieczny kredyt 2 proc.” na zakup pierwszego mieszkania. Wizja tanich kredytów zadziałała dwojako. Z jednej strony są beneficjenci programu, którzy z dniem jego wejścia będą mogli zrealizować plany mieszkaniowe. Z drugiej strony są ci, którzy obecnie mają gotówkę lub zdolność kredytową, ale długo wstrzymywali się z zakupem. Teraz już nie odwlekają decyzji, ponieważ boją się, że tani kredyt spowoduje kolejne podwyżki cen. Wiele osób czuje presję, że nie zdążą na odjeżdżający pociąg – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Jak dodaje, kolejnymi czynnikami pobudzającymi popyt w I kw. były: złagodzenie przez KNF wymogów dotyczących udzielania kredytów, utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie oraz to, że poszukujący po prostu powoli przyzwyczajają się do aktualnej sytuacji.

W największych miastach stabilizacja to przeszłość

Już teraz można dostrzec, że większa aktywność poszukujących wpłynęła na ceny mieszkań. Szczególnie widoczne jest to w siedmiu największych miastach, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie i Łodzi. Jeszcze w IV kw. 2022 r. przy większości metraży przeważała tam stabilizacja cen (za taką można uznać wahania poniżej 1 proc.), a przy największych mieszkaniach widoczne były nawet lekkie spadki. Teraz dominowały wzrosty, chociaż ich wysokość była różna. Kawalerki podrożały kwartał do kwartału o 2-6 proc., mieszkania 2-pokojowe o 2-5 proc., a największe o 1-7 proc.

Analizując rynek w siedmiu największych miastach według liczby pokoi, tylko w trzech przypadkach zaobserwowano spadek średnich cen ofertowych przynajmniej o 1 proc. Były to: kawalerki w Poznaniu (-1,7 proc.) i Szczecinie (-1,6 proc.) oraz mieszkania 4-pokojowe w Krakowie (-1,3 proc.). Spadki cen ofertowych używanych mieszkań nieco bardziej widoczne były w mniejszych miastach wojewódzkich, ale nie były one znaczące. W zależności od lokalizacji wynosiły najczęściej 1-2 proc.

– Rosnące ceny na rynku wtórnym to reakcja właścicieli na większy optymizm panujący wśród poszukujących. Poziom średnich cen ofertowych, który od drugiej połowy 2022 r. ustabilizował się na wysokim poziomie, teraz coraz bardziej kieruje się w stronę niewielkich wzrostów. Zatem spadek cen staje się coraz mniej prawdopodobny. Rynek jest pobudzony i prawdopodobnie zaczyna kształtować się na nowym poziomie cen – analizuje Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

Wysoki standard droższy nawet o 2 tys. zł

Raport podsumowujący I kw. 2023 r. dostarcza również informacji, w jakim stanie są najczęściej mieszkania oferowane na rynku wtórnym. Udział poszczególnych standardów mieszkań na lokalnych rynkach różni się oczywiście w zależności od miasta.

Największy odsetek mieszkań w wysokim standardzie znajdziemy w Gorzowie Wlkp. (58 proc.), Rzeszowie (43 proc.) i Wrocławiu (37 proc.). Ogłoszeniodawcy stan bardzo dobry najczęściej deklarowali z kolei w Gdańsku (48 proc.) i Bydgoszczy (47 proc.). Najwięcej mieszkań w stanie do remontu sprzedawanych było w Łodzi, Katowicach i Kielcach (ponad 20 proc.), a do odświeżenia w Opolu i Katowicach (około 13 proc.).

Stan mieszkania ma naturalnie odzwierciedlenie w cenie. Wśród analizowanych miast średnia różnica między wysokim standardem a stanem do remontu wynosi zazwyczaj 1500-2000 zł za metr kwadratowy.

Pośrednicy prognozują dalszy wzrost popytu

W jakim kierunku może podążać rynek wtórny w najbliższych miesiącach? Częściowej odpowiedzi na to pytanie dostarczają wyniki cokwartalnej ankiety, którą portal Nieruchomosci-online.pl przeprowadził w marcu br. wśród przedstawicieli biur nieruchomości.

– Pośrednicy są raczej zgodni, że taniej nie będzie. W przypadku kawalerek utrzymania wysokich stawek w najbliższym kwartale spodziewa się 47 proc. ankietowanych, a 42 proc. widzi pole do dalszych wzrostów. W segmencie większych mieszkań wygląda to podobnie: 40 proc. pośredników prognozuje stabilizację, a 34 proc. dostrzega pole do kolejnych wzrostów cen – mówi Alicja Palińska.

Biura nieruchomości bardzo optymistycznie patrzą na perspektywy dotyczące popytu w II kw. 2023 r. Zarówno w przypadku małych, jak i dużych mieszkań, aż 65 proc. ankietowanych spodziewa się rosnącego zainteresowania ze strony kupujących.

Europejski rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych nadal w dobrej kondycji

Według danych przedstawionych przez międzynarodową firmę doradczą Savills w najnowszym raporcie pt. „European Logistics Outlook”, w 2022 r. popyt na powierzchnię przemysłową i logistyczną w Europie sięgnął 37,5 mln m kw. Oznacza to, że pomimo utrzymującej się niepewności gospodarczej zmniejszył się zaledwie o 6% w porównaniu z rekordowym rokiem 2021, w którym najemcy wynajęli łącznie aż 40,2 mln m kw.

Po również rekordowym pierwszym półroczu, w drugiej połowie 2022 r. aktywność najemców spowolniła i w czwartym kwartale wyniosła 8,3 mln m kw., czyli więcej niż wcześniej prognozowano. Jak podaje Savills, wielkość ta jednocześnie świadczy o trzyprocentowym wzroście w ujęciu kwartał do kwartału pomimo wyraźnego zmniejszenia się wolumenu transakcji w porównaniu z 2021 r.

Stosunkowo niewielkie spadki popytu zaobserwowano na całym kontynencie, z wyjątkiem niektórych mniejszych rynków takich jak Dublin, Madryt i Rumunia, które mogą pochwalić się dużymi wzrostami w ujęciu rocznym. Wolumen transakcji najmu w większości lokalizacji przekroczył średnie pięcioletnie i to pomimo spowolnienia aktywności najemców w porównaniu z czwartym kwartałem 2021 r. Najlepsze wyniki pod tym względem odnotowano w Portugalii (+94%), Rumunii (+62%) i Hiszpanii (+57%), natomiast jedynym rynkiem ze spadkiem popytu w odniesieniu do średniej była Francja (-4%).

Kwartalne dane dotyczące wolumenu transakcji nadal napawają optymizmem, ale w ujęciu rocznym wiele rynków mocno odczuwa negatywne skutki zawirowań gospodarczych – gwałtowne spadki względem czwartego kwartału dotyczą m.in. Polski (‑37%) i Wielkiej Brytanii (-47%). Niemniej jednak, jak podaje Savills, całkowity popyt w 2022 r. w tych krajach przekroczył średnią pięcioletnią o 18%.

Silny popyt w dalszym ciągu powodował presję na wskaźniki pustostanów, które spadły z 3,6% pod koniec 2021 r. do 3,1% rok później – najniższego poziomu w historii. Na przykład, stopa pustostanów w Norwegii obecnie wynosi 2,3%, natomiast w Pradze już od trzech kwartałów utrzymuje się poniżej 1%. Z danych Savills jednak wynika, że współczynniki powierzchni niewynajętej zaczynają wzrastać – aczkolwiek z historycznie niskiego poziomu – na niektórych rynkach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Budapeszcie i Dublinie.

W wyniku rywalizacji na rynkach najmu i ograniczonej podaży czynsze w najlepszych lokalizacjach w Europie wzrosły w ubiegłym roku o 11%. Najwyższe wzrosty w ujęciu rocznym odnotowano w Pradze (+36%), Île-de-France (+32%) i na Górnym Śląsku (+22%). Z kolei na niektórych rynkach, m.in. w Wiedniu i Budapeszcie, stawki czynszów utrzymały się na praktycznie niezmienionym poziomie.

„Obecnie obserwujemy spadek popytu w całej Europie, ale spowolnienie aktywności najemców zapewne zostanie zrównoważone przez rekordowo niski poziom dostępnej powierzchni, co może przełożyć się na dalszy wzrost czynszów w najbliższej przyszłości. Biorąc pod uwagę aktualne wskaźniki pustostanów i brak sygnałów świadczących o nadpodaży powierzchni w budowie, przewidujemy, że ryzyko gwałtownej korekty czynszów jest niewielkie – nawet w przypadku głębszego spowolnienia gospodarczego” – komentuje Andrew Blennerhassett, dyrektor w dziale badań europejskich rynków nieruchomości przemysłowych i logistycznych w Savills.

Z kolei z danych Savills dotyczących aktywności inwestycyjnej wynika, że nieruchomości logistyczne nadal cieszą się sporym zainteresowaniem inwestorów, o czym świadczy wolumen transakcji, który wyniósł łącznie 54,5 mld euro i był niższy o niecałe 18% w porównaniu z poprzednim rokiem. Ponadto, podobnie jak w przypadku rynku najmu, należy podkreślić, że ze względu na rekordowy rok 2021 spowolnienie aktywności inwestorów było bardziej niż prawdopodobne i to niezależnie od niestabilności gospodarczej w minionych 12 miesiącach.

Spadki aktywności inwestycyjnej odnotowano we wszystkich krajach europejskich, przy czym największe w ujęciu kwartalnym dotyczyły Irlandii (-92%), Francji (-66%), Norwegii (‑62%) i Wielkiej Brytanii (-48%). Wolumeny obrotów wzrosły tylko na trzech rynkach: w Szwecji (+79%), Niderlandach (+56%) i Danii (+17). W związku z tym stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w Europie ponownie wzrosły. W ostatnim kwartale wynosiły one średnio 4,69%, co oznacza wzrost o 40 pb w porównaniu z trzecim kwartałem 2022 r. i o prawie 70 pb względem 2021 r.

Zainteresowanie inwestorów nieruchomościami logistycznymi jednak przekłada się na rosnący udział tego sektora w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych w Europie. Według obliczeń Savills, wzrósł on z ok. 13% w 2017 r. do 19% w 2022 r.

„Po stosunkowo dobrej pod względem aktywności inwestorów pierwszej połowie 2022 r., w połowie roku odnotowaliśmy znaczne spowolnienie na europejskim rynku inwestycyjnym – głównie z powodu podwyżek stóp procentowych oraz związanego z tym wzrostu kosztów finansowania. Aktywność inwestycyjna ponownie przyspieszyła w czwartym kwartale 2022 r., czemu towarzyszyło ustabilizowanie się sytuacji na rynkach finansowych. Ponadto w pierwszym miesiącach 2023 r. zaobserwowaliśmy znaczną poprawę nastrojów dzięki optymistycznym danym oraz kluczowym wskaźnikom ekonomicznym i rynkowym, które okazały się znacznie lepsze od prognozowanych” – mówi Marcus de Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

„Kolejne miesiące z pewnością przyniosą nowe wyzwania, ale wszyscy będą bacznie obserwować sytuację na rynkach najmu. Jednak biorąc pod uwagę dotychczasowy optymizm, przewidujemy, że popyt ze strony najemców utrzyma się na wysokim poziomie przy wciąż niskich wskaźnikach powierzchni niewynajętej” – dodaje ekspert Savills.

„Rynek magazynowy w Polsce obecnie przyciąga uwagę wielu inwestorów ze względu na wysoką dynamikę wzrostu czynszów, bardzo niską dostępność powierzchni oraz spowolnienie aktywności deweloperskiej. Perspektywy wzrostu polskiego rynku dodatkowo wzmacnia przyspieszenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych, szczególnie w kontekście coraz większej atrakcyjności Polski jako lokalizacji dla offshoringu, a także dynamicznego rozwoju nearshoringu w logistyce i produkcji. Dodatkową zachętą dla inwestorów korzystających ze struktury forward funding jest stabilizacja kosztów budowy i większa pewność co do terminów realizacji projektów budowlanych, która ma kluczowe znaczenie przy obliczaniu stopy zwrotu z inwestycji”– komentuje John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Brak OC – kary i zagrożenia – co można zrobić jeśli dostałeś karę?

Każdy właściciel pojazdu mechanicznego poruszającego się po polskich drogach powinien posiadać wykupione obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych (dalej OC). Za brak takiego ubezpieczenia Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) może nałożyć na właściciela pojazdu karę pieniężną, której wysokość wynosi kilka tysięcy złotych rocznie.

W ostatnich latach Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nakłada coraz większą liczbę opłat karnych za brak ubezpieczenia OC, o czym świadczy chociażby fakt, że przychody UFG z tytułu takich opłat wyniosły w 2020r. 550 milionów złotych, a w 2021r. już 758 milionów złotych, co oznacza wzrost w ciągu roku aż o 37%.*

W niniejszym artykule dowiesz się, w jakich przypadkach Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nakłada karę za brak ubezpieczenia OC, jaka jest jej wysokości oraz czy można w jakikolwiek sposób uniknąć zapłaty tej kary.

Po co jest obowiązkowe ubezpieczenie OC pojazdu?

Znaczna część kierowców uważa, że obowiązek zapłaty składki ubezpieczeniowej OC za samochód to niepotrzebny wydatek, którego mogłoby nie być. Jednak takie myślenie jest spowodowane brakiem świadomości co do ochrony, jaką każdemu kierowcy zapewnia takie ubezpieczenie.

„W razie spowodowania wypadku komunikacyjnego ubezpieczenie OC zwalnia kierowcę, który był sprawcą, z konieczności zapłaty odszkodowania i zadośćuczynienia osobie poszkodowanej. Poszkodowany może uzyskać zwrot poniesionych kosztów bezpośrednio od  towarzystwa ubezpieczeniowego, dzięki czemu sprawca wypadku nie musi z własnej kieszeni płacić poszkodowanemu żadnych pieniędzy” – tłumaczy Kamila Barszczewska, Prezes Zarządu AUXILIA S.A. z siedzibą we Wrocławiu, firmy pomagającej od 20 lat ofiarom wypadków drogowych uzyskać adekwatne odszkodowania.

Warto zaznaczyć, że ryzyko, jakie ponosi kierowca, jeżdżący samochodem bez ubezpieczenia OC, nie dotyczy tylko ewentualnego odszkodowania za porysowany czy zniszczony samochód. Jak wyjaśnia Kamila Barszczewska z firmy AUXILIA S.A., „W przypadku spowodowania śmierci uczestnika wypadku drogowego suma odszkodowania i zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego poszkodowanego wynosi z reguły kilkaset tysięcy złotych. Natomiast jeśli skutkiem wypadku jest spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, kwota samego tylko zadośćuczynienia może przekraczać nawet milion złotych”.

Takie kwoty z własnego majątku musiałby zapłacić sprawca wypadku, gdyby w dacie szkody nie posiadał ubezpieczenia OC samochodu. Jeśli zatem w ten sposób spojrzymy na obowiązek posiadania ubezpieczenia OC, to nie powinniśmy mieć już żadnych wątpliwości, że jest ono bezwzględną koniecznością.

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wypłaca roszczenia, jeśli sprawca nie miał ubezpieczenia OC

W sytuacji, kiedy sprawca wypadku nie posiada ubezpieczenia OC, odszkodowanie dla ofiary wypadku można uzyskać z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Na środki, którymi dysponuje UFG składają się wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe ze składek płaconych przez właścicieli pojazdów na ubezpieczenie OC. A wszystko po to, żeby nie doszło do takiej sytuacji, że osoba poszkodowana w wypadku nie otrzyma rekompensaty poniesionych strat i doznanej krzywdy.

Jednakże nawet jeśli odszkodowanie poszkodowanemu zapłaci Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, to nie zwalnia to z odpowiedzialności sprawcy wypadku, który nie miał ubezpieczenia OC. Jak tłumaczy bowiem Kamila Barszczewska, Prezes Zarządu w AUXILIA S.A., „UFG po wypłaceniu pieniędzy osobie poszkodowanej zawsze wzywa sprawcę wypadku – na zasadzie regresu ubezpieczeniowego – do zwrotu wszystkich przekazanych ofierze wypadku środków finansowych. Oprócz tego UFG obciąża sprawcę również wszelkimi innymi kosztami postępowania regresowego, w tym kosztami pomocy prawnej.”

W razie braku zapłaty, sprawa zostanie skierowana do postępowania egzekucyjnego i komornik zajmie rachunki bankowe sprawcy i wszelkie wartościowe ruchomości czy nieruchomości, dopóki nie uzyska zwrotu całej kwoty z należnymi odsetkami. W praktyce może okazać się, że ściąganie takiego długu będzie trwać do końca życia sprawcy wypadku.

Kiedy Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nakłada opłatę karną za brak ubezpieczenia OC?

Z uwagi na konieczność zapłaty osobom poszkodowanym odszkodowania w razie braku posiadania ubezpieczenia OC przez sprawcę, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny jest tym podmiotem, któremu najbardziej zależy, aby kierowcy pojazdów mechanicznych posiadali zawsze ubezpieczenie OC.

W tym m.in. celu Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny został wyposażony w możliwość nakładania administracyjnych opłat karnych (kar pieniężnych) na osoby, które takiego ubezpieczenia nie posiadają. Brak posiadania ubezpieczenia OC najczęściej jest wykrywany podczas kolizji drogowej albo rutynowej kontroli przez patrol policji.

Czasami zdarza się też, że samochód, który od dłuższego czasu zaparkowany jest w tym samym miejscu i jego stan wizualny wskazuje na to, że nie jest on użytkowany, staje się przedmiotem kontroli policji, podczas której sprawdzane są nie tylko dane właściciela tego pojazdu, ale również spełnienie obowiązku zawarcia ubezpieczenia OC dla tego pojazdu. W takich sytuacjach policja ma obowiązek zawiadomić Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny o stwierdzonym braku ubezpieczenia OC dla danego samochodu.

Jaka jest wysokość opłaty karnej za brak ubezpieczenia OC?

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, osoba, która nie spełniła obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia obowiązkowego, zgodnie z warunkami tego ubezpieczenia określonymi w ustawie, jest obowiązana wnieść opłatę. Wysokość tej opłaty w przypadku samochodów osobowych wynosi równowartość dwukrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, w przypadku samochodów ciężarowych ciągników samochodowych i autobusów – równowartość trzykrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, a w przypadku pozostałych pojazdów – równowartość 10% minimalnego wynagrodzenia za pracę.

W pierwszej połowie 2023r. wynagrodzenie minimalne wynosi 3.490 zł brutto, a więc kara za brak ubezpieczenia OC samochodu osobowego może wynieść 6.980 zł. Przy czym wysokość tej kary uzależniona jest od okresu pozostawania bez ochrony ubezpieczeniowej w każdym roku kalendarzowym i wynosi:

– 20% opłaty, tj. 1.396 zł – w przypadku gdy okres ten nie przekracza 3 dni

– 50% opłaty, tj. 3.490 zł – w przypadku gdy okres ten nie przekracza 14 dni

– 100% opłaty, tj. 6.980 zł – w przypadku gdy okres ten przekracza 14 dni.

Co istotne, opłata za brak OC może być nałożona za każdy rok kalendarzowy oddzielnie, a to niestety oznacza, że jeśli nasz samochód nie miał wykupionego ubezpieczenia OC np. przez 3 lata, to suma opłat karnych nałożonych przez UFG może wynieść nawet kilkanaście tysięcy złotych. Należy też mieć na uwadze, że wynagrodzenie minimalne sukcesywnie rośnie, więc z każdym rokiem wysokość opłat karnych nakładanych przez UFG będzie większa.

Czy można uniknąć zapłaty opłaty karnej za brak ubezpieczenia OC pojazdu?

W pewnych sytuacjach możliwe jest jednak uniknięcie konieczności uiszczenia opłaty za brak OC.

O nałożeniu opłaty karnej przez UFG właściciel samochodu dowiaduje się z pisma UFG, w którym wzywa się go do przedstawienia dokumentów potwierdzających spełnienie obowiązku zawarcia ubezpieczenia OC pojazdu za dany okres, ewentualnie przedłożenie dokumentów potwierdzających nieistnienie takiego obowiązku (np. umowa sprzedaży pojazdu innej osobie).

Jednocześnie w piśmie tym znajduje się adnotacja o wysokości opłaty nałożonej za brak OC w przypadku niewykazania spełnienia obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia i sposobie jej uiszczenia. Należy mieć na uwadze, że w razie braku zapłaty, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nie musi kierować sprawy do sądu, a jedynie sam wystawia tytuł egzekucyjny, na którego podstawie może od razu skierować sprawę do postępowania egzekucyjnego celem wyegzekwowania nałożonej opłaty.

Jeśli więc właściciel pojazdu w danym okresie miał wykupione ubezpieczenie OC albo nie był już właścicielem samochodu, to powinien wysłać do UFG odpowiednie dokumenty wraz z pismem przewodnim, wyjaśniającym sytuację. Często zdarza się bowiem, że UFG opiera się na nieaktualnej dokumentacji i opłatę karną wysyła do osoby, która nie jest już właścicielem danego samochodu.

W przypadku jednak, gdy opłata karna została nałożona przez UFG zasadnie, bo właściciel rzeczywiście nie zawarł umowy ubezpieczenia OC, to istnieje możliwość zwrócenia się do UFG z wnioskiem o rozłożenie należnej opłaty na raty, ewentualnie o jej umorzenie w całości lub w części – jak informuje Kamila Barszczewska z firmy AUXILIA S.A.

Podsumowując, nie warto jeździć samochodem bez ważnego ubezpieczenia OC. Z jednej strony ryzykujemy bowiem koniecznością zapłaty z własnej kieszeni ogromnych kwot odszkodowania i zadośćuczynienia w razie spowodowania poważnego wypadku drogowego, a z drugiej strony koniecznością zapłaty znacznych opłat karnych nakładanych przez UFG za brak ubezpieczenia.

*Źródło: www.ufg.pl

Rakieta misji JUICE wystartowała. Polski sprzęt leci do Jowisza

Polscy naukowcy i inżynierowie ponownie biorą udział w prestiżowej misji kosmicznej. Tym razem instrumenty badawcze naszej konstrukcji lecą w kierunku Jowisza, żeby odkryć tajemnice jego księżyców – Ganimedesa, Europy i Kallisto. Celem misji jest m. in. ustalenie czy w ukrytych oceanach na tych ciałach niebieskich mogło powstać życie oraz czy w przyszłości Ganimedes mógłby służyć kolejnym misjom jako baza przesiadkowa do eksploracji głębokiego kosmosu. Rakieta Ariane 5 wystartowała z kosmodromu w Gujanie Francuskiej. Za kilkanaście dni pierwszy sprawdzian polskich technologii – otwarcie instrumentów w przestrzeni kosmicznej. 

Instrumenty pomiarowe i komponenty funkcjonalne dla misji JUICE opracowały zespoły naukowe łącznie z 16 krajów europejskich oraz USA (NASA), Japonii (JAXA) i Izraela (ISA). Udział naukowców i inżynierów z Polski był kluczowy dla całego przedsięwzięcia.

Udział Polaków w misji

Polska firma Astronika (znana m. in. z wysłania na Marsa swojego „Kreta HP3” w ramach misji NASA Insight w 2018 roku) i Centrum Badań Kosmicznych PAN wraz ze szwedzkim Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali były odpowiedzialne za dostarczenie instrumentu RPWI (Radio Plasma Wave Investigation), którego celem jest pomiar promieniowania i potencjału plazmy wokół Jowisza. Naukowcy z CBK PAN i inżynierowie z Astroniki przygotowali dwa urządzenia: anteny RWI (Radio Wave Instrument) oraz wysięgniki LP-PWI (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument).

Misja JUICE stanowiła ogromne wyzwanie inżynieryjne, a przygotowane instrumenty będą musiały stawić czoła wymaganiom, z którymi nie mierzyła się dotąd żadna europejska misja. Promieniowanie w układzie Jowisza osiąga monstrualne poziomy i ugotuje każdą sondę, która nie będzie miała odpowiednich materiałów i powłok. Dodatkową trudnością jest rozpiętość temperatur, która podczas misji wahać się będzie od plus 250oC, podczas przelotu obok Wenus, do ­-230oC w okolicach Jowisza. Wynalezienie i zapewnienie odpowiednich komponentów wymagało ścisłej, wieloletniej współpracy szeregu polskich podwykonawców – uczelni, instytutów i prywatnych firm. Za każdym z nich kryje się osobna technologia, która musiała zostać opracowana w ramach projektu.

Poza tym, sonda, nad którą pracowali Polacy musi być jednocześnie ultralekka i ultrawytrzymała, a do tego po otwarciu i uruchomieniu musi osiągać naprawdę spore rozmiary.

– Przykładowo, RWI podczas startu ma tylko 26 cm długości i rozwija się do ok. 2.5 metra, natomiast LP-PWI ma masę poniżej 1.3 kg i pozycjonuje czujniki pomiarowe aż trzy metry od sondy kosmicznej. W wyniku naszych prac powstało kilka nowych technologii i oraz patent. Wykonaliśmy szereg testów funkcjonalnych, wibracyjnych, termiczno-próżniowych wg najwyższych standardów ESA – tłumaczy Łukasz Wiśniewski z Astroniki.

ESA – coraz silniejszy gracz w kosmicznym wyścigu

Ta misja jest ważna nie tylko dla Polaków, ale dla całej Europy. Pokazuje bowiem po raz kolejny, że eksploracją kosmosu na najwyższym poziomie zajmuje się nie tylko NASA, ale też ESA (Europejska Agencja Kosmiczna). JUICE będzie pierwszą sondą kosmiczną w historii, która wejdzie na orbitę księżyca innego niż ziemski. Mowa o Ganimedesie – największym księżycu Jowisza, a zarazem największym księżycu w Układzie Słonecznym. Złożona i wymagająca seria przelotów z asystami grawitacyjnymi będzie mogła zostać wykonana tylko dzięki umiejętnościom unikalnym dla ESA. Misja ta potwierdza, że pozycję lidera w eksploracji zewnętrznych części Układu Słonecznego posiada właśnie Europejska Agencja Kosmiczna.

Polskiego wkładu w misję JUICE nie byłoby bez wsparcia Ministerstwa Edukacji i Nauki, które zleciło finansowanie działań w ramach funduszu ESA Prodex. Warto w tym miejscu zauważyć, że specyfika wieloletnich przygotowań do misji kosmicznych wymaga nie tylko doskonałej współpracy pomiędzy nauką, a biznesem, ale też między tymi światami, a światem polityki, który często ma ostatni głos w sprawie zapewnienia środków do realizacji ambitnych przedsięwzięć.

Co, gdzie, kiedy?

Prace naukowe podczas misji JUICE zaczną się około sześć miesięcy po dotarciu do Jowisza. Pierwsze rezultaty badań będą możliwe do osiągnięcia około 2032 roku. Pewne dane będą także zbierane wcześniej, podczas podróży sondy w kierunku gazowej planety. Wtedy także otrzymamy pierwsze wykonane w trakcie misji obrazy.

Dla Polaków pierwszą próbą działania instrumentów będzie ich otwarcie w przestrzeni kosmicznej, które planowane jest między 12 a 17 dniem od startu rakiety. 

Dodatkowo możemy się spodziewać tzw. „zdjęcia pożegnalnego” Ziemi, kiedy sonda uzyska na nią dobry widok.

Informacje dodatkowe:

CBK PAN – Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk prowadzi prace naukowe i techniczne w zakresie fizyki przestrzeni kosmicznej oraz fizycznych i geodynamicznych badań planet i Ziemi.

JUICE – Jupiter Icy Moon Explorer – planowana sonda Europejskiej Agencji Kosmicznej mająca dotrzeć do układu Jowisza, w celu przebadania trzech jego księżyców: Ganimedesa, Kallisto i Europy.

RPWI – Radio and Plasma Waves Investigation – instrument badawczy przygotowany przez Instytut Fizyki Plazmy w Uppsali, CBK PAN i Astronikę, który scharakteryzuje środowisko emisji radiowej i plazmy Jowisza i jego lodowych księżyców za pomocą zestawu czujników i sond.

Antena RWI – Radio Wave Instrument – trzy wzajemnie prostopadłe anteny, które zapewniają możliwość kierunkowego odbioru emisji radiowych obecnych w środowisku plazmy wokół układu Jowisza.

Wysięgniki LP-PWI – Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument – cztery trzy-metrowe wysięgniki, które pozycjonują w różnych kierunkach czujniki pomiarowe potencjału plazmy.

Polacy budują domy, bo chcą spełniać marzenia i mieszkać w ładnej okolicy

Dla blisko 59% budujących dom w 2022 roku najistotniejszą motywacją była chęć zrealizowania marzenia – wynika z Raportu o budowie domów w Polsce, przygotowanego przez Oferteo.pl. Wybierając działkę zazwyczaj, bo w 65% przypadków, kierujemy się walorami okolicy.

W  artykule znajdują się informacje na temat:

  • motywacji Polaków do rozpoczęcia budowy domu;
  • roli finansów w podejmowaniu decyzji o budowie;
  • czynników wpływających na wybór lokalizacji działki;
  • wielkości miejscowości, w których stawiano domy.

6 na 10 Polaków buduje domy, by spełnić marzenie

W 2022 roku ponad połowa (59%) ankietowanych zdecydowała się na budowę domu, ponieważ chciała zrealizować marzenie – wynika z danych Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich wykonawcami. Co roku jest to najistotniejszy czynnik wpływający na decyzję o takiej inwestycji. Odsetek osób udzielających takiej odpowiedzi był wyższy o 7 p.p., w porównaniu z poprzednią edycją badania. Dla co 3. osoby istotną motywacją była chęć posiadania ogrodu.

Wśród inwestorów widoczna jest tendencja dotycząca wyprowadzania się z miast. Chęć zamieszkania na wsi motywowała do budowy domu 27% respondentów. Podobny odsetek osób wskazywał, że zdecydowały się na dom, ponieważ zależało im na zwiększeniu powierzchni mieszkalnej. Co 10. respondent przyznał, że do decyzji o budowie skłoniły go narodziny dzieci.

1 na 10 osób budowało dom jako lokatę oszczędności

Podczas podejmowania decyzji o budowie istotne były też kwestie finansowe. 1/5 respondentów uważała, że postawienie domu jest bardziej opłacalne niż zakup mieszkania w bloku i to właśnie stanowiło motywację do inwestycji. Podobny odsetek (21%) respondentów podjął się budowy, gdyż posiadał już wcześniej działkę budowlaną i chciał ją zagospodarować.

Dom może stanowić dobre zabezpieczenie finansowe na przyszłość. 1 na 10 osób uzasadniała chęć budowy domu ulokowaniem oszczędności. Dla 5% respondentów istotny był również czynnik inflacyjny. Zdecydowali się oni na taką inwestycję, gdyż obawiali się rosnących kosztów w przyszłości.Z jakich powodów zdecydował się Panzdecydowała się Pani na budowę domu

Dla 65% z nas najważniejsza jest dobra okolica

Wybierając działkę, na której chcemy postawić swój nowy dom, decydujemy się również na miejsce, w którym zamierzamy żyć przez najbliższe lata. Najważniejszym decydującym czynnikiem dla inwestorów są estetyczne walory okolicy. Takiej odpowiedzi udzieliło 65% ankietowanych.

Drugim z kolei czynnikiem, który wpływał na wybór działki, była cena. Determinowała ona decyzję blisko co trzeciej osoby stawiającej dom w 2022 roku. 21% respondentów nie miało jednak takiego dylematu, gdyż działkę otrzymało w ramach darowizny lub spadku.

Ostatnim czynnikiem była odległość od różnych istotnych dla rodziny lokalizacji: miejsca pracy (17%), miejsca zamieszkania najbliższej rodziny (17%), przedszkola lub szkoły dzieci (12%) czy miejsca zamieszkania przyjaciół i znajomych (5%).

Odnotowano również, że najczęściej domy budowano na wsiach lub terenach podmiejskich. Odpowiedzi takiej udzieliło 68% ankietowanych.Co zadecydowało o wyborze działki

Źródło danych

Dane pochodzą z badania przeprowadzonego techniką CAWI, w ramach Raportu o budowie domów w Polsce, przez serwis Oferteo.pl w styczniu 2023 roku.

Próba badawcza wyniosła 465 osób, które w 2022 roku budowały dom.

W jakich krajach najbardziej spadały ceny mieszkań?

Po wielu latach ciągłych globalnych wzrostów na rynku mieszkaniowym obserwujemy wyhamowywanie. Potwierdza to najnowsza analiza Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, która wskazuje, że w ostatnim kwartale odnotowano masowe spadki cen mieszkań, w dwóch trzecich, czyli 31 krajach uwzględnionych w badaniu. Oznacza to, że jedynie 15 z 46 państw skontrolowanych przez OECD, nadal notuje — w stosunku do poprzedniego kwartału, wzrosty cen.

Największe kwartalne spadki wartości mieszkań i domów — skorygowanych o inflację, OECD odnotowała w Danii — 5,91 proc., Nowej Zelandii — 5,21 proc. Szwecji — 4,59 proc. i Kanadzie o 4,33 proc. Z kolei w Polsce ceny pozostają dość stabilne z nieznaczną tendencją do obniżania — 0,88 proc.

Ogólnie rzecz biorąc to, jak długo jeszcze utrzyma się światowy trend spadku cen mieszkań, będzie zależało od tego, czy podwyżki stóp przez banki centralne ograniczą presję inflacyjną. Jednym ze źródeł tych globalnych tendencji spadkowych jest bowiem zapaść popytu kredytowego wywołana na skutek wysokich stóp procentowych i restrykcyjnych regulacji ostrożnościowych.

To właśnie stopy procentowe odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu cen mieszkań, wraz z czynnikami wzrostu dochodów ludności i populacji, czy oczekiwanymi przez nabywców inwestycyjnych poziomami zwrotu — po stronie popytu oraz różnymi przyczynami podaży — jak koszty budowy, stawki najmu, nasycenie rynku czy uwarunkowania prawne.

Eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują, że funkcjonalna zasada oparta na wynikach z różnych rynków pokazuje, iż wzrost realnych stóp procentowych o 1 pkt proc. spowalnia tempo wzrostu cen mieszkań o około 2 proc.

Na wykresie przedstawiono 31 z 46 gospodarek uwzględnionych w zbiorze danych OECD. W pozostałych 15 gospodarkach ceny mieszkań wzrosły w ostatnim kwartale dostępnych danych. Wyniki te wskazują, jak rynki mieszkaniowe dostosowują się do rosnących stóp procentowych, gdy banki centralne próbują powstrzymać inflację. W głównych gospodarkach podstawowe stopy procentowe wzrosły — do poziomu sprzed światowego kryzysu finansowego, o średnio 4 punkty proc.

Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna Fed rok temu podniosła docelową stopę procentową do przedziału 4,5 – 4,75 proc. – od poziomu bliskiego zeru, co jest tam najszybszym tempem podwyżek stóp od dwóch dekad. To z kolei doprowadziło do gwałtownego wzrostu średniej 30-letniej stałej oprocentowania kredytów hipotecznych, która pod koniec ubiegłego roku wzrosła do najwyższego od dwóch dekad poziomu 7,1 proc.

W USA kolejny wzrost oprocentowania kredytu hipotecznego o każdy punkt procentowy podnosi miesięczne płatności odsetkowe przeciętnego nabywcy mieszkania, czy domu o 100 dol., ale skutki mogą być jeszcze poważniejsze dla kupujących w krajach, w których przeważają kredyty hipoteczne o zmiennej stopie procentowej.

Światowe rynki nieruchomości powinny cieszyć się większą stabilnością, kiedy banki centralne spowolnią lub wstrzymają operację podnoszenia stóp procentowych w celu wyhamowania inflacji. Najnowsza prognoza World Economic Outlook MFW dla około 85 proc. krajów przewiduje, że inflacja w tym roku będzie niższa niż w 2022 r. Oczekuje się, że globalnie spadnie z prawie 9 proc. w zeszłym roku do około 6,5 proc. w tym roku i jeszcze bardziej zwolni w przyszłym roku.

Z kolei analitycy PKO BP w opublikowanym niedawno raporcie wskazali, że średnie ceny transakcyjne mieszkań w Polsce w pierwszej połowie 2023 r. będą niższe niż w analogicznym okresie ub.r. Jest to efekt m.in. spadku dochodów oraz problemów na rynku kredytów. Negatywna presja na poziom cen ma osłabnąć dopiero w drugiej połowie 2023 r., gdy rynek coraz silniej będzie odczuwał ograniczenie podaży, spowodowane m.in. przez drastyczny spadek liczby rozpoczynanych budów i wydawanych pozwoleń — co jednocześnie znacząco wpłynie na odbudowywanie popytu.

Według PKO BP nowy program „Pierwsze mieszkanie” może jeszcze bardziej osłabić popyt kredytowy, ponieważ potencjalni kredytobiorcy wstrzymają się z decyzjami, co przy sporej nadpodaży mieszkań jeszcze mocniej zwiększa presję na spadkowe tendencje cen. Natomiast po uruchomieniu programu zainteresowanie nim może wzmocnić popyt, co przy malejącej ofercie rynkowej, znów ożywi trendy wzrostu cen mieszkań. Jak ocenia minister rozwoju i technologii Waldemar Buda z programu „Pierwsze mieszkanie” skorzysta około 30-40 tys. osób rocznie, a łącznie „nawet 200 tys.”. Dopłaty do kredytów mają być uruchomione na początku 2024 r.

Jak obliczył GUS, w 2022 r. w Polsce do użytkowania oddano łącznie 238,6 tys. mieszkań, tj. 1,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku 2021. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 143,8 tys. mieszkań – o 1,3 proc. więcej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni – 91,0 tys. mieszkań, tj. o 3,2 proc. więcej. Ten dobry wynik jest jednak efektem realizacji inwestycji jeszcze z czasów wcześniejszej dobrej koniunktury. Widać to choćby po spadającej w ub.r. liczbie mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym oraz liczby rozpoczętych budów.

Autor: © Adam Białas — ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions i dziennikarz biznesowy.

Ruch w budownictwie nadal mały. Widać to w magazynach i składach budowlanych

Jak mówią eksperci problem z dostępnością materiałów budowlanych nie jest – na ten moment – aktualny. W sklepach nie brakuje ani farb, ani styropianu, ani dachówek. To nowa sytuacja, bo jeszcze rok temu składy budowlane prowadziły zapisy na konkretne produkty, a ich ceny zmieniały się z dnia na dzień. – Mniej inwestycji to mniejsza potrzeba zakupu materiałów budowlanych. Sytuacja jest poważna, bo hurtownie zrobiły gigantyczne zapasy po wysokich cenach. Obniżanie ich jest konieczne, by sprzedawać, a to oznacza straty – mówi mec. Bożena Licht, radca prawny i ekspert rynku budowlanego oraz wiceprzewodnicząca Klastra Budowlanego.

Hurtownie pełne towaru. „Hurtownie, by zrobić zakupy kredytowały się i obecnie muszą spłacać zobowiązania”

W czasie pandemii to właśnie dostępność materiałów budowlanych była największym problemem dla przedsiębiorców. Deweloperzy oraz klienci indywidualni budujący domy zapisywali się w kolejki po np. styropian, farby, dachówki, kleje czy materiały ogrzewające. Obecnie większość produktów jest dostępnych od ręki.

– Hurtownie są pełne towaru po sufit, a sprzedaż mocno się zmniejszyła – mówi mec. Bożena Licht, radca prawny i wiceprezes Klastra Budowlanego przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie. – Przedsiębiorcy mają materiał, a nikt nie chce ich odbierać. Mówimy np. o farbach, materiałach wykończeniowych, styropianach. To jest gigantyczny problem, gdy okazuje się, że hurtownie, by zrobić zakupy kredytowały się i obecnie muszą spłacać zobowiązania, a jednocześnie nie ma ruchu w biznesie – dodaje ekspert.

Krzysztof Przybyszewski, przewodniczący Klastra Budowlanego przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie przyznaje, że rynek budowlany się zmienia. Mniejsza ilość inwestycji deweloperskich sprawia, że ilość materiałów budowlanych na rynku jest większa. Ekspert Izby dodaje jednak, że póki co, nie ma widocznego spadku cen materiałów budowlanych. – Towar zostaje w hurtowniach, bo mniej się buduje. Im mniej inwestycji deweloperskich, tym mniejsze zapotrzebowanie – mówi ekspert.

– Sektor budowlany niewątpliwie czeka na odwrócenie trendu. Po doskonałej koniunkturze w roku 2020 i 2021 przyszło spowolnienie, które trwa już niemal rok i jest odczuwalne dla deweloperów, hurtowników oraz dla klientów, którzy chcą remontować, budować, kupować mieszkania, ale po prostu nie mogą uzyskać kredytu. Spodziewamy się, że w tym roku wiele się w tym temacie wydarzy, że sektor budowlany i mieszkaniowy stanie się jedną z osi kampanii wyborczej – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

To dobry czas na… remont? Architekci i rzemieślnicy dostępni od ręki i chętniejsi do współpracy z klientem indywidualnym

Czy 2023 rok to dobry moment na rozpoczynanie budowy domu czy na remont mieszkania? Czy należy spodziewać się, że ceny materiałów budowlanych zaczną spadać? Czy spadną ceny mieszkań?

– Korekta cen materiałów budowlanych jest delikatna, nie ma więc tutaj wielkich zmian dla konsumentów. Na pewno jednak pozytywne dla klienta jest to, że materiały są dostępne. Pamiętamy, że jeszcze w 2021 roku to wcale nie było oczywiste, a hurtowników i klientów o dreszcze przyprawiały niemal codzienne wzrosty cen czy konieczność czekania w kolejce nawet po cegły – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Jeżeli ktoś ma gotówkę na budowę domu czy na remont to jest w tym momencie w dobrej pozycji. Na rynku dostępni są eksperci: zarówno od remontów, wykończenia wnętrz, od budowy domów. Nie trzeba już czekać miesiącami na architektów, dekarzy czy stolarzy. Ceny usług nie spadły, ale też nie rosną. Zauważamy, że np. architekci są bardziej otwarci na klientów indywidualnych. To wynika z faktu, że inwestycji deweloperskich jest dużo mniej – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Z obserwacji Klastra Budowlanego działającego przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie wynika, że ilość inwestycji deweloperskich w regionie mogła spaść nawet o połowę. Kontynuowane są rozpoczęte działania, nie ma jednak możliwości realizacji nowych zadań. Deweloperzy i firmy budowlane za to chętnie zajmują się zleceniami sektora publicznego.

Fiskus modyfikował przepisy tak długo, aż mógł się dobrać do szerszego grona podatników

Przez pierwsze 2,5 roku obowiązywania przepisów klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, czyli do końca 2018 roku, Szef Krajowej Administracji Skarbowej wszczął przeciw podatnikom tylko 6 postępowań z zastosowaniem klauzuli o unikaniu opodatkowania. W 2019 r. zmieniono przepisy tak, by fiskus mógł objąć sankcjami szersze grono podatników. W pierwszym roku po zmianach wszczęto już 26, czyli ponad czterokrotnie więcej postępowań. W 2021 r. aż 66. Jak wyglądają statystyki stosowania klauzuli GAAR przez Szefa KAS, i co zrobić by nie zostać „podejrzanym” o próbę obejścia prawa podatkowego?

Szef KAS i klauzula GAAR

Wprowadzone w życie ponad 6 lat temu przepisy ws. przeciwdziałania unikaniu opodatkowania z zastosowaniem regulacji klauzuli obejścia prawa podatkowego są bardzo nieprecyzyjne i rodzą wątpliwości, a tym samym spory między podatnikami a organami skarbowymi w zakresie ich interpretacji. A w przypadku wysnucia wobec podatnika podejrzenia o próbę unikania opodatkowania, Szef KAS wszczyna postępowanie podatkowe lub przejmuje od organu podatkowego do dalszego prowadzenia postępowanie podatkowe, kontrolę podatkową lub kontrolę celno-skarbową.

Rozciąganie definicji unikania opodatkowania

Zgodnie z wprowadzoną 15 lipca 2016 r. do Ordynacji podatkowej definicją unikania opodatkowania, uznawano, że jest nim działanie przez podatnika w sposób sztuczny, przede wszystkim w celu osiągnięcia korzyści podatkowej, sprzeczne z przedmiotem i celem ustawy podatkowej. Konsekwencją zidentyfikowania takich cech w działaniu podatnika było pozbawienie go osiągniętej korzyści podatkowej. W takiej sytuacji organy skarbowe określały dla niego skutki dokonanej czynności na podstawie takiego stanu rzeczy, jaki mógłby zaistnieć, gdyby dokonano czynności odpowiedniej. Jeśli jednak osiągnięcie korzyści podatkowej było jedynym celem, wówczas skutki podatkowe określane były tak, jakby tej czynności nigdy nie dokonano. W oparciu o podejrzenie tak rozumianej próby obejścia prawa podatkowego Szef KAS do końca 2017 r. wszczął przeciw podatnikom tylko 2 postępowania z zastosowaniem klauzuli GAAR, i 4 w roku następnym.

Ministerstwo finansów szybko postanowiło „poprawić” przepisy, lepiej dostosowując je do potrzeb fiskalnych Skarbu Państwa. Nowelizacją z 23 października 2018 r., od 1 stycznia 2019 r. dla wypełnienia definicji unikania opodatkowania i możliwości zastosowania przez Szefa KAS sankcji klauzulowych, głównym celem działań podatnika nie musiało już być osiągnięcie korzyści podatkowej. Wystarczyło, że organ stwierdził, iż korzyść podatkowa była jednym z zamierzeń podatnika. Dodatkowo MF rozszerzyło pojęcie „czynności odpowiedniej”, a więc takiej, jaką podatnik powinien dokonać, by nie zostać „oskarżonym” o unikanie opodatkowania. Czynnością odpowiednią nie było już tylko działanie w sposób niesztuczny, ale również zaniechanie.

Co najważniejsze, z przepisów wykreślono próg 100 000 zł, jaki do końca 2018 r. przekroczyć musiała wartość osiągniętej przez podmiot korzyści podatkowej, aby Szef KAS mógł uruchomić postępowanie z zastosowaniem klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania.

Nagły wzrost liczby postępowań

Zmiany przyniosły zamierzony efekt. Tylko w pierwszym roku ich obowiązywania Szef KAS wszczął wobec podatników ponad czterokrotnie więcej postępowań z zastosowaniem klauzuli GAAR niż w pierwszych 2,5 latach od wejścia w życie przepisów klauzulowych. W 2020 r. wszczęto 22 takie postępowania, a w 2021 r. aż 66. Ubiegły, 2022 rok Szef KAS zamknął liczbą 42 wszczętych postępowań z użyciem klauzuli. Ogółem, od czasu wejścia w życie regulacji klauzulowych, wszczęto 162 postępowania, z czego aż 156, czyli ponad 96%, po zmianie przepisów w 2019 r.

Jak uchronić się przed zarzutem unikania opodatkowania?

Przepis art. 119c § 1 Ordynacji podatkowej stanowi, że sposób działania nie jest sztuczny, jeżeli na podstawie istniejących okoliczności należy przyjąć, że podmiot działający rozsądnie i kierujący się zgodnymi z prawem celami zastosowałby ten sposób działania w dominującej mierze z uzasadnionych przyczyn ekonomicznych. Przedsiębiorcy muszą mieć na uwadze, że oceny tej sztuczności, rozsądku, czy zgodnych z prawem celów, dokonują urzędnicy niebędący przedsiębiorcami, a więc autorytetami w dziedzinie podejmowania decyzji biznesowych w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej. Do tego dochodzi wspomniana wcześniej nieprecyzyjność przepisów.

Świadomy tej sytuacji ustawodawca umożliwił przedsiębiorcom uzyskanie ochrony przed negatywnymi skutkami objęcia postępowaniem ws. unikania opodatkowania. Zapewnieniu tej ochrony służy opinia zabezpieczająca, o której wydanie podatnik może wystąpić do Szefa KAS. Zabezpieczenie nie jest tanie, bo opłata za wniosek wynosi 20 000 zł. Co więcej, Szef KAS może odmówić jej wydania, jeśli przedstawione we wniosku okoliczności wskazują, że do opisanej w nim korzyści podatkowej może znaleźć zastosowanie klauzula GAAR. By daremnie nie ponosić wysokiego kosztu wniosku, i jednocześnie nie pozbawić się możliwości ochrony, jaką daje opinia zabezpieczająca, odpowiedzialnie będzie powierzyć sporządzenie wniosku kancelarii prawnej specjalizującej się w realizacji takich procedur. Do takich wniosków skłaniają statystyki, według których na 142 złożone dotąd przez podatników wnioski, tylko w 77 przypadkach Szef KAS wydał opinię zabezpieczającą. W 22 sprawach odmówił jej wydania, a 26 wniosków nie rozpatrzył z przyczyn formalnych. W zakresie pozostałych wniosków KAS nie podała ich statusu, co może oznaczać, że ich rozpoznanie jest nadal w toku.

Co jeszcze chroni przed postępowaniem klauzulowym?

Art. 119b § 1 O.p. przewiduje jeszcze inne sposoby zabezpieczenia podatnika. Przepis ten stanowi bowiem, że klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania nie ma zastosowania do podmiotu, który zawarł porozumienie podatkowe (w zakresie objętym tym porozumieniem), oraz do podmiotu, który jest stroną zawartego porozumienia inwestycyjnego (również w jego zakresie).

Reprezentacja w postępowaniach klauzulowych obejścia prawa podatkowego

Objęcie przedsiębiorcy postępowaniem z zastosowaniem klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania niesie ze sobą nie tylko zagrożenia w postaci cofnięcia czy pozbawienia firmy skutków dokonanych czynności. Organ skarbowy wezwie również podatnika do uiszczenia podatku w należnej, w opinii organu, wysokości. To jednak nie koniec sankcji. W wyniku stwierdzenia sztuczności działań podatnika, nakierowanych głównie na osiągniecie korzyści podatkowej, organ może nałożyć na niego dodatkowe – karne zobowiązanie podatkowe, o stawce w wysokości nawet trzykrotności uzyskanej korzyści. Wysokie ryzyko strat przedsiębiorstwa, jak i konstrukcja przepisów klauzulowych, pozostawiająca ocenę sztuczności działań podatnika w rękach organów skarbowych, sugerują, że w postępowaniach w sprawach objętych przepisami klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania warto skorzystać z pomocy prawnej pełnomocnika doświadczonego w reprezentacji podatników przed organami w tego rodzaju sprawach.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Kurs dolara poniżej 4,20 zł!

Po danych o inflacji z USA kapitał ucieka z USA. Inwestorzy wyraźnie ignorują inflację bazową, wierząc w złagodzenie oczekiwań względem polityki monetarnej FED. Zobaczymy, czy słusznie.

Dolar nurkuje

Ostatnie wydarzenia na rynkach, w tym w szczególności spadek inflacji konsumenckiej przyczyniły się do gwałtownej przeceny dolara. Jeszcze w poniedziałek kurs podchodził pod poziom 4,33 zł. Dzisiaj rano znaleźliśmy się poniżej 4,19 zł. Powodem jest fakt, że rynki przestają wierzyć w utrzymanie tendencji wzrostowej na stopach procentowych. Nawet jeżeli w maju dojdzie do podwyżki, powinna być ona relatywnie szybko odwrócona, a do końca roku rynki oczekują spadku w sumie o jeszcze 0,5%. W rezultacie kapitał szuka miejsc z potencjalnie atrakcyjniejszą stopą zwrotu. Jednym z tych miejsc okazuje się Europa w tym nasza część świata. Podobnie do złotego dolar tracił bowiem do czeskiej korony, czy węgierskiego forinta.

Inflacja w Europie

Wczoraj poznaliśmy kilka ważnych odczytów inflacyjnych z Europy. Niemcy ostatecznie zakończyli marzec ze wzrostem cen na poziomie 7,4%, czyli zgodnym ze wstępnym odczytem. Ważniejsze były jednak dane z Rumunii i Czech. W obydwóch przypadkach inflacja nie spadała tak mocno, jak oczekiwali analitycy. W Rumunii była o 0,3% wyższa od oczekiwań w Czechach o symboliczne 0,1%. W obydwóch krajach był to jednak spadek. Biorąc pod uwagę zachowanie cen surowców energetycznych w marcu, gdzie mieliśmy przecież dołek cen ropy może to być mocno niepokojący element. Marzec rok temu był szczytem cen po rosyjskiej agresji, stąd łatwo było pokazać dużą różnicę. W kwietniu jednak punkt odniesienia będzie niżej, a po decyzji OPEC paliwo zdrożało względem marca wyraźnie.

Niespodzianka z Chin

Wczorajsze dane na temat handlu zagranicznego z Państwa Środka zaskoczyły wielu analityków. Spodziewano się spadku importu o 5% w skali roku i eksportu o 7%. Finalnie import spadł zaledwie o 1,4%, za to eksport niespodziewanie wzrósł o 14,8%. Rzadko zdarzają się aż tak duże różnice. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, co się działo w tym kraju w związku z ograniczeniami covidowymi, gospodarka ta ma szansę zaskoczyć nas jeszcze wiele razy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Komentarz głównego ekonomisty BCC do danych GUS

Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w marcu 2023 roku oraz dynamiki wartości produktu krajowego brutto w cenach bieżących. W marcu ceny towarów i usług wzrosły o 16,1% w stosunku do analogicznego miesiąca w roku ubiegłym.

Do najnowszych danych GUS w swoim komentarzu odniósł się główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka.

Opublikowane dziś dane dotyczące inflacji konsumenckiej w marcu potwierdzają wcześniej prognozy GUS oraz większości ekonomistów. Ceny wzrosły w stosunku do lutego o 1,1 proc. a w stosunku do marca 2022 roku aż o 16,1 proc. Natomiast ceny towarów w relacji rok do roku wzrosły o 17,1 proc. a ceny usług o 13.3 proc. Istotne jest to, że w marcu największy wpływ na wskaźnik ceny towarów usług miały wyższe ceny żywności, które w stosunku do lutego wzrosły o 2,3 proc. W porównaniu z miesiącem analogicznym 2022 roku wzrost cen żywności wynosi aż 24,6 proc. Tak duży wzrost cen żywności ma wpływ na popyt na żywność, który wciąż maleje. Tym samym maleje import tych towarów. – powiedział główny ekonomista BCC, prof. Stanisław Gomułka.

Istnieją oczywiście podstawy do tego, by przypuszczać, że w tym roku inflacja znacząco spadnie. Uzasadnione są szacunki spadku z bieżącego poziomu do około 10%. Problem polega na tym, że spadającej inflacji towarzyszyć będzie spowolnienie realnego wzrostu gospodarczego. O powrót do inflacyjnego celu będzie bardzo trudno. – wskazuje prof. Stanisław Gomułka.

GUS podał także informacje o nadwyżce obrotów bieżących i jak wskazuje główny ekonomista BCC jest ona wyjątkowa duża. Wynosi w tej chwili 2 miliardy dolarów miesięcznie. Jeśli tak wysoki wzrost nadwyżki obrotów bieżących będzie kontynuowany w kolejnych miesiącach wpłynie to na zmniejszenie presji recesyjnej i być może wpłynie pozytywnie na kurs złotego. Dane dotyczące nadwyżki obrotów bieżących to najistotniejszy w tym momencie nowa informacja dla ekonomistów. – dodaje ekspert BCC.

Stanisław Gomułka zwraca też uwagę, że w UE stopa inflacji w latach 2021-2022 była silnie zróżnicowana między krajami i średnio około połowę niższa niż w Polsce.

W krajach wysoko rozwiniętych UE, także w Wielkiej Brytanii i USA, długofalowe tempo wzrostu PKB na mieszkańca wynosi około 1,5%. Kryzys energetyczny oraz pandemia obniżyły tempo wzrostu w roku 2023 o około 2- 3 pp, czyli nieco mniej niż w Polsce. Oznacza to wejście w roku bieżącym w obszar niewielkiej recesji. – podsumowuje ekspert BCC.

ChatGPT 4.0 w wersji premium za ułamek ceny? Rośnie handel skradzionymi kontami.

Rośnie handel skradzionymi kontami premium ChatGPT – informują eksperci Check Point Research, powołując się na własne odkrycia w darknecie. Według specjalistów takie praktyki mogą mieć poważne konsekwencje dla prywatności osobistej oraz korporacyjnej!

Rynek przejętych kont (ATO) różnych usług online, jest jednym z najlepiej prosperujących biznesów w podziemiu hakerskim i darknecie. Dotychczas handlowano kontami usług finansowych (banki, systemy płatności online itp.), mediów społecznościowych, portali randkowych czy poczty elektronicznej. W marcu 2023 roku zaczęły się jednak pojawiać dyskusje oraz handel kontami premium najnowszej wersji opracowanego przez OpenAI chatbota.

To potencjalne zagrożenie dla prywatności legalnych użytkowników – ostrzegają eksperci Check Point Research. Konta ChatGPT przechowują ostatnie zapytania właściciela konta, kiedy więc konto trafia w niepowołane ręce, nielegalny użytkownik może posiadać dostęp do historii zapytań, danych osobowych, czy procesów korporacyjnych.

Sztuczna inteligencja to potężne narzędzie. W naszej firmie wykorzystujemy sztuczną inteligencję w usłudze wykrywania i blokowania cyberataków w czasie rzeczywistym. Niestety, cyberprzestępcy są również jednymi z pierwszych użytkowników sztucznej inteligencji. Od grudnia Check Point Research ostrzega, że ​​ChatGPT ma również wpływ na cyberbezpieczeństwo. Teraz obserwujemy również rosnący rynek skradzionych kont premium ChatGPT w darknecie – a to może mieć poważne konsekwencje dla prywatności osobistej i korporacyjnej – zauważa Sergey Shykevich, kierownika grupy ds. analizy zagrożeń w Check Point Research.

Co ciekawe, w jednym z ogłoszeń na podziemnym forum pojawiła się również oferta dożywotniego konta ChatGPT Plus „z gwarancją 100% satysfakcji”. Dożywotnia aktualizacja zwykłego konta ChatGPT Plus (otwartego za pośrednictwem poczty e-mail dostarczonej przez kupującego) kosztuje niecałe 60 dolarów (podczas gdy pierwotna cena OpenAI za te usługi wynosi 20 USD miesięcznie). Aby jednak obniżyć koszty, nielegalna usługa oferuje również opcję współdzielenia dostępu do konta ChatGPT z innym użytkownikiem za jedyne 24,99 USD.

Wielu podziemnych użytkowników wystawiło już pozytywne opinie na temat tej usługi i poręczyło za nią.

Zmiany w polskim zarządzie Ghelamco

Ghelamco, czołowy deweloper nieruchomości komercyjnych w Polsce, ogłosiło zmiany w zarządzie swoich polskich spółek. Z dniem 14 kwietnia 2023 roku funkcję prezesa zarządu objął Paul Gheysens, właściciel i założyciel Ghelamco, a nowym dyrektorem zarządzającym został Jarosław Zagórski, zastępując na tym stanowisku Jeroena van der Toolena. Zarząd został również rozszerzony o nowych członków: Michaela Gheysensa, Marie-Julie Gheysens, Chrisa Heggericka i Rafała Gierczaka.

Nowym dyrektorem zarządzającym Ghelamco Poland został Jarosław Zagórski, który z belgijskim deweloperem związany jest od ponad 16 lat. Dotychczas pełnił funkcję dyrektora handlowego i rozwoju oraz członka zarządu. 14 kwietnia 2023 roku przejął obowiązki ustępującego w tym samym dniu Jeroena van der Toolena. Jarosław Zagórski będzie odpowiedzialny za strategię biznesową i całokształt działań operacyjnych Ghelamco w Polsce.

Cieszę się, że za sterami Ghelamco w Polsce zasiądzie tak doświadczony i znakomicie znający naszą firmę i branżę profesjonalista jak Jarosław Zagórski. Rozszerzony zarząd, w którym zasiądą również członkowie naszej rodziny, będzie dla niego i działalności spółki silnym wsparciem. Dzięki tym decyzjom mamy pewność, że dalszy dynamiczny rozwój Ghelamco i nasza pozycja lidera na rynku nieruchomości komercyjnych pozostaną niezachwiane – komentuje Paul Gheysens, CEO, właściciel i założyciel Ghelamco. – Chciałbym również podziękować Jeroenowi van der Toolenowi za ponad 21 lat naszej współpracy. To był bardzo intensywny i owocny czas dla Ghelamco, w czasie którego osiągnęliśmy ogromne sukcesy na rynku polskim i środkowoeuropejskim. Przejęcie jego obowiązków przez Jarosława jest dla nas naturalnym krokiem i najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia interesów spółki, pozwalającym na zachowanie ciągłości operacyjnej i biznesowej.

– To dla mnie zaszczyt móc objąć stanowisko dyrektora zarządzającego Ghelamco Poland i jednocześnie ogromne wyzwanie. Dziękuję Panu Paulowi Gheysensowi i całemu zarządowi Ghelamco za obdarzenie mnie tak wielkim zaufaniem. Nasza firma ma silną i stabilną pozycję lidera na rynku biurowym w Polsce, którą zamierzamy utrzymać realizując kolejne spektakularne projekty i dalej wyznaczając trendy w branży nieruchomości – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor zarządzający Ghelamco Poland.

Jarosław Zagórski ma ponad 25-letnie doświadczenie na polskim rynku nieruchomości. Specjalizuje się w komercjalizacji i rozwoju projektów deweloperskich, marketingu budynków biurowych i proptechu. Przed dołączeniem do Ghelamco pracował m.in. w PricewaterhouseCoopers, Cushman & Wakefield, Healey & Baker Polska, gdzie w 2002 roku został partnerem, oraz w CBRE na stanowisku szefa działu komercjalizacji.

W swojej karierze przygotował strategie wynajmu czołowych projektów biurowych Ghelamco w Warszawie i regionach, m.in. Warsaw UNIT, The Warsaw HUB, Warsaw Spire, The Bridge, VIBE, Wronia 31, Przystanek mBank, Senator, Marynarska 12, Mokotów Nova, Łopuszańska Business Park, Trinity Park III, Crown Square, Marynarska Business Park i Katowice Business Point. Jednym z jego największych osiągnięć jest ogromny sukces komercyjny Warsaw Spire i wygrana w najbardziej prestiżowym konkursie branży nieruchomości na świecie – MIPIM Awards 2017, w którym wieżowiec Ghelamco zyskał miano najlepszej inwestycji biurowej na świecie.

Turcja i Brazylia – gospodarcze wyzwania

Allianz Trade oczekuje, że wzrost gospodarczy w Turcji utrzyma się na wysokim poziomie w 2023 r., a dwa trzęsienia ziemi będą miały jedynie krótkotrwały negatywny wpływ na gospodarkę. Pomimo gwałtownej deprecjacji waluty i gwałtownego wzrostu inflacji w 2022 r. turecka gospodarka uniknęła recesji i odnotowała wzrost o +5,6% w ubiegłym roku. Szkody w infrastrukturze krytycznej spowodowane tragicznymi trzęsieniami ziemi w południowo-wschodniej Turcji wydają się ograniczone i jest mało prawdopodobne, aby dramatycznie ucierpiała produkcja gospodarcza, ponieważ w dotkniętym regionie nie są zlokalizowane kluczowe gałęzie przemysłu i odpowiada on za zaledwie 10 % PKB a nie cała produkcja zostanie dotknięta (np. rolnictwo). W rezultacie wpływ na PKB nie będzie tak wyraźny jak trzęsienie ziemi z 1999 r. w północno-zachodniej Turcji, które nawiedziło centrum przemysłu. Warto również wspomnieć, że ze względu na specyfikę rachunkowości narodowej PKB może być faktycznie wyższy po klęsce żywiołowej, ponieważ prace odbudowy są liczone jako wzrost produkcji, podczas gdy początkowe zniszczenie mienia nie jest rejestrowane jako strata. W porównaniu z prognozami sprzed klęski żywiołowej Allianz Trade spodziewa się nieco niższej ogólnej aktywności gospodarczej w pierwszej połowie roku, ale silniejszego wzrostu w drugiej połowie. Wczesne wskaźniki sygnalizują odbicie gospodarcze w I kw. 2023 r. po słabym IV kw. 2022 r., pomimo klęski żywiołowej. Wskaźnik PMI dla przemysłu wzrósł ze średnio 46,7 punktów w IV kw. do 50,6 w I kw., a wskaźnik zaufania konsumentów wzrósł z 76,1 w IV kw. do 80,6 w I kw. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade zrewidował prognozę wzrostu realnego PKB na 2023 r. do +3,1% (z +1,9% na koniec 2022 r.).

Inflacja spadnie, ale mimo to pozostanie wysoka w 2023 r. w związku z trwającą deprecjacją waluty i dalszym poluzowaniem polityki pieniężnej. Zasadnicza inflacja cen konsumpcyjnych spadła z najwyższego od 24 lat poziomu 85,5% r/r w październiku 2022 r. do 50,5% w marcu 2023 r., głównie z powodu efektu bazy, ponieważ wpływ poważnej deprecjacji liry tureckiej pod koniec 2021 r. i gwałtownego wzrostu cen importu energii na ceny konsumpcyjne zaczął wygasać. Allianz Trade spodziewa się jednak, że lira pozostanie niestabilna i wrażliwa, a w 2023 r. ulegnie dalszej deprecjacji, a zbliżające się wybory parlamentarne w maju 2023 r. i potencjalna niepewność polityczna związana z tym wydarzeniem będą potencjalnymi punktami wyzwalającymi ponowne osłabienie waluty. Co więcej, ceny energii utrzymają się na podwyższonym poziomie w porównaniu z latami 2019-2021, nawet jeśli ostatnio nieco spadły. Ogólnie Allianz Trade spodziewa się, że inflacja zasadnicza utrzyma się powyżej 30% r/r do końca 2023 r., a w tym roku średnio na poziomie ponad 40% (Wykres 1). Niemniej jednak Bank Centralny Republiki Turcji (CBRT) prawdopodobnie będzie kontynuował niekonwencjonalne stanowisko w zakresie polityki pieniężnej i prawdopodobnie jeszcze obniży swoją referencyjną stopę procentową o około 100 p.b. do końca roku, z obecnych 8,5%.

Wykres 1: Turcja – wskaźniki monetarne

Turcja – wskaźniki monetarne

[Inflation = Inflacja; Policy rate = Stopa procentowa; TRY per USD (rhs) = TRY za USD (prawa skala); Scenario = Scenariusz; Inflation target = Cel inflacyjny]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Polityka „liraizacji” Turcji zadziałała w odniesieniu do depozytów bankowych, ale mieszkańcy w dużej mierze zastąpili zasoby walutowe zasobami złota jako zabezpieczeniem przed inflacją. Od końca 2021 r. władze tureckie prowadzą politykę liraizacji w celu ustabilizowania waluty w obliczu presji ze strony szeregu obniżek stóp procentowych pomimo gwałtownej inflacji. Depozyty bankowe mieszkańców Turcji sugerują, że ta polityka zadziałała. Po przyjęciu w 2022 r. licznych przepisów zniechęcających do korzystania z walut obcych (w tym wspieranych przez państwo depozytów w lirach chronionych przed deprecjacją) udział walutowych depozytów bankowych mieszkańców spadł z najwyższego poziomu 63% w grudniu 2021 r. do 39%. w marcu 2023 r. Pozwoliło to CBRT osiągnąć cel, jakim było podniesienie udziału depozytów w lirach do 60% z góry. Wątpimy jednak, czy to wystarczy do osiągnięcia drugiego celu, czyli stabilizacji waluty na dłużej. Mieszkańcy Turcji również nie wydają się być przekonani. Zwiększyli swoje zasoby złota o 28 mld USD od końca 2021 r. do lutego 2023 r., co porównuje się do spadku depozytów walutowych w bankach walutowych o -41 mld USD w tym samym okresie. Innymi słowy, wielu mieszkańców Turcji zwróciło się w stronę złota jako zabezpieczenia przed inflacją (Wykres 2 pokazuje, że trend ten rozpoczął się już po kryzysie walutowym w 2018 r. i nasilił się w 2022 r.). Kontrastuje to również z wezwaniem prezydenta Erdogana z grudnia 2021 r., skierowanym do obywateli Turcji, aby zamienili swoje zasoby złota na liry.

Wykres 2: Zasoby złota i walut mieszkańców Turcji oraz (de-)dolaryzacja depozytów bankowychZasoby złota i walut mieszkańców Turcji

[Residents’ gold holdings (USD bn) = Zasoby złota mieszkańców (mld USD); Turkish residents’ FX bank deposits (USD bn) = Depozyty bankowe mieszkańców Turcji w walutach obcych (mld USD); Dollarization (%, rhs) = Dolaryzacja (%, prawa skala)]

Źródła: statystyki krajowe, Refinitiv, Allianz Research

Polityka liraizacji również pośrednio przyczyniła się do pogłębiającego się od 2022 r. deficytu obrotów bieżących Turcji. Wzrost zasobów złota mieszkańców Turcji doprowadził do gwałtownego wzrostu importu złota. W ujęciu kroczącym 12-miesięcznym deficyt w handlu złotem wzrósł z zaledwie -2 mld USD w grudniu 2021 r. do -24 mld USD w styczniu 2023 r.[1], co stanowi prawie połowę całkowitego deficytu na rachunku obrotów bieżących wynoszącego -52 mld USD (około -5,5% PKB). Podczas gdy deficyt w handlu energią pozostaje głównym czynnikiem przyczyniającym się do rozrastającego się deficytu zewnętrznego Turcji, deficyt w handlu złotem zwiększa obecnie jego znaczną część (Wykres 3) i musi być opłacony walutami.

Wykres 3: Kluczowe składniki rachunku bieżącego (mld USD, suma krocząca 12 mln, ostatni punkt danych = styczeń 2023 r.)Kluczowe składniki rachunku bieżącego

[Core trade balance = Podstawowy bilans handlowy; Gold trade Balance = Bilans handlu złotem; Tourism balance = Bilans turystyczny; Current account balance = Bilans rachunku bieżącego; Energy trade balance = Bilans handlu energią; Core services balance = Bilans usług podstawowych; Primary and secondary income = Dochody pierwotne i wtórne]

Źródła: statystyki krajowe, Refinitiv, Allianz Research

Co najważniejsze, międzynarodowe rezerwy Turcji pozostają niebezpiecznie niskie, co odzwierciedla utrzymujące się bardzo wysokie zewnętrzne ryzyko płynności. Rezerwy walutowe brutto CBRT wyniosły na koniec lutego 2023 r. 69 mld USD, tyle samo co rok wcześniej, ale wykazywały znaczną zmienność. Po spadku do najniższego poziomu 57 mld USD w połowie 2022 r., w grudniu wzrosły do tymczasowego maksimum 83 mld USD, po czym ponownie spadły na początku 2023 r. W każdym razie rezerwy walutowe brutto pokrywały mniej niż trzy miesiące importu od początku 2022 r. (obecnie 2,4 miesiąca; trzy miesiące uważa się za wystarczające). Innymi słowy, poziom rezerw walutowych brutto wygląda znacznie gorzej, gdyż pokrywają one tylko ok. 30% wszystkich spłat długu zagranicznego przypadających do spłaty w ciągu najbliższych 12 miesięcy (szacowany na ok. 235 mld USD), czyli znacznie poniżej odpowiedniego wskaźnika 100%. Obraz staje się jeszcze bardziej niepokojący, jeśli spojrzymy na rezerwy walutowe netto (wyłączając wszystkie depozyty walutowe zdeponowane w CBRT przez lokalne banki), które wynoszą obecnie mniej niż 20 mld USD. Ogólnie rzecz biorąc, rezerwy walutowe CBRT są zbyt niskie, aby dłużej bronić TRY. A w przypadku szoku zewnętrznego, który doprowadziłby do trwałego odpływu kapitału z rynków wschodzących jako całości, a w szczególności z Turcji, tureckie spółki miałyby trudności z amortyzacją lub rolowaniem zapadającego zadłużenia walutowego. Nawet biorąc pod uwagę obecne rezerwy złota CBRT (które są mniej płynne niż waluty), całkowite rezerwy pokrywają zaledwie połowę krótkoterminowego zadłużenia Turcji (zob. Wykres 4). CBRT może w pewnym momencie powrócić do kontroli kapitału w celu obrony TRY lub uwolnienia waluty do swobodnego spadku.

Wykres 4: Rezerwy międzynarodowe i krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne (podstawa pozostałego terminu zapadalności), mld USDRezerwy międzynarodowe i krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne

[Net FX reserves = Rezerwy walutowe netto; Gross FX reserves = Rezerwy walutowe brutto; Gold reserves = Rezerwy złota; Short-term external debt = Krótkoterminowe zadłużenie zewnętrzne]

Źródła: statystyki krajowe, Refinitiv, Allianz Research

Nowe ramy fiskalne Brazylii – koniec niepewności?

Nowy rząd, stare wyzwanie. Ponieważ stosunek długu do PKB prawdopodobnie zbliży się do 100% PKB do 2026 r.[2], konsolidacja fiskalna jest jednym z priorytetów nowego rządu Brazylii. W zeszłym tygodniu Ministerstwo Finansów ogłosiło nowe ramy fiskalne, które zastąpią obowiązujący od 2017 r. pułap wydatków. Propozycja ogranicza zróżnicowanie wydatków do 70% zróżnicowania przychodów obserwowanego w ciągu ostatnich 12 miesięcy (do lipca). Określa również dolny i górny pułap realnego wzrostu wydatków, który nie może być mniejszy niż 0,6% ani większy niż 2,5% rocznie[3]. Ponadto ramy przewidują cel dotyczący nadwyżki pierwotnej (plus minus 0,25%) oraz mechanizm blokowania wydatków w przypadku niezgodności. Zatem jeśli nadwyżka przekroczy górną granicę przedziału, jest wykorzystywana na inwestycje w kolejnym roku. Jeśli jest poniżej progu, wydatki rosną mniej w następnym roku: 50% wzrostu przychodów. Dzięki nowym zasadom rząd szacuje, że do 2025 roku może osiągnąć nadwyżkę[4].

Ramy mają kilka pozytywów, ale diabeł tkwi w szczegółach. Ograniczenie kosztów ogólnych, wyzwolenie korekty kursu i zobowiązanie do zaoszczędzenia nawet części przychodów to kroki we właściwym kierunku. Jednak jednym z głównych problemów jest związek między wydatkami a przychodami, ponieważ bardzo trudno jest ciąć wydatki, z których większość jest stała. Nawet wydatki uznaniowe są bardzo trudne do cięcia, zwłaszcza w czasach, gdy przychody podatkowe rosną słabiej lub nawet spadają. Rząd nie określił jeszcze, w jaki sposób dokładnie zostaną dokonane cięcia wydatków. Aby nowe ramy fiskalne były wiarygodne w czasach braku wzrostu PKB, musi im towarzyszyć reforma wydatków.

W rezultacie rząd będzie musiał znacznie zwiększyć swoje przychody. W ostatnich latach rząd Brazylii czerpał korzyści ze znacznych przychodów w związku z wyższą inflacją, boomem cen towarów i ponownym otwarciem gospodarki po blokadach Covid-19. Ponieważ mało prawdopodobne jest powtórzenie się tych warunków, rząd będzie musiał znaleźć nowe źródła przychodów, aby osiągnąć ambitne cele podstawowe, które są ważne dla stabilizacji relacji długu publicznego do PKB.

Według ministra finansów przychody muszą wzrosnąć o od 100 do 150 mld BRL, aby plan był wiarygodny i zbilansował rachunek bieżący. Aby osiągnąć ten cel, strategia rządu polegałaby na opodatkowaniu tych, którzy nie płacą podatków. Rzeczywiście, wkrótce mają zostać ogłoszone nowe środki, które spowodują m.in. zwiększenie podatków w nowych segmentach (np. elektroniczne zakłady sportowe), opodatkowanie funduszy inwestycyjnych, a nawet próbę zmniejszenia zwolnień podatkowych, choć to ostatnie prawdopodobnie będzie trudne politycznie do wdrożenia. Na razie podwyżka podatków nie jest rozważana, ale nie można jej całkowicie wykluczyć w perspektywie średnioterminowej, ponieważ rząd nadal będzie musiał walczyć z Kongresem i lobby politycznym o inne zmiany podatkowe. Najprawdopodobniej spróbuje również zająć się ramami podatku dochodowego w drugiej fazie trwającej reformy podatkowej.

Ogólnie rzecz biorąc, ramy te mogą prowadzić do bardzo powolnej konwergencji zadłużenia. Sukces zależy od znacznego wzrostu przychodów i/lub wzrostu realnego PKB, którego nie spodziewamy się przekroczyć +2,5% do 2026 r. Dlatego Allianz Trade uważa, że rząd dość optymistycznie ustalał parametry stóp procentowych i realnego wzrostu PKB, co sugeruje prawdopodobną korektę celów dotyczących nadwyżki pierwotnej.

Podczas gdy rynki zareagowały pozytywnie na ogłoszenie – BRL umocnił się o 1,2% – jest jeszcze za wcześnie, aby ogłosić zwycięstwo. Ponieważ potrzebne są dalsze wyjaśnienia, Allianz Trade spodziewa się zmienności w krótkim okresie. Tymczasem, pomimo presji rządu na bank centralny, Allianz Trade nie spodziewa się natychmiastowej obniżki stóp procentowych, dopóki nie zostaną opublikowane solidne i wiarygodne ramy fiskalne i nie spadną oczekiwania inflacyjne.

Wykres 5: Stopa procentowa i inflacja w BrazyliiWykres 5: Stopa procentowa i inflacja w Brazylii

[Selic Rate = Stopa Selic; Inflation exp. = Oczekiwania inflacyjne; CPI (YoY%) =; CPI (r/r%)]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

[1] Statystyki dotyczące handlu zagranicznego opublikowane w zeszłym tygodniu wskazują, że kroczący 12-miesięczny deficyt w handlu złotem powiększył się w lutym do -27 mld USD; pełne dane dotyczące rachunków bieżących zostaną opublikowane dopiero w tym miesiącu.

[2] Zobacz nasz raport Wybory w Brazylii: cisza przed burzą?

[3] Na przykład, jeśli dochody wzrosną o 6%, reguła 70% pozwoliłaby na zwiększenie wydatków o 4,2%, ale pułap wyniesie 2,5%, więc tempo wydatków będzie zawsze niższe niż dochodów.

[4] Na 2023 rok prognozowany jest deficyt pierwotny na poziomie 0,5% PKB. W 2024 deficyt wyniósłby zero. A w 2025 r. byłaby nadwyżka w wysokości 0,5% PKB.

80 proc. Polaków ma negatywne emocje podczas robienia zakupów. Najbardziej widać to w małych miastach

Jak wynika z najnowszego badania opinii publicznej, u czterech na pięciu Polaków obecna sytuacja, związana ze wzrostem cen w sklepach, wywołuje negatywne emocje, takie jak złość, lęk, strach czy nienawiść. Dotyczy to przede wszystkim osób w wieku 45-54 lat, które przeważnie mieszkają w małych miejscowościach i są słabiej wykształcone. Wyjątkowo dobrze na tym tle wypadają seniorzy. Wyniki pokazują też, że połowa pobudzonych emocjonalnie rodaków ogranicza swoje zakupy. Konsumenci dosyć często winią polityków za drożyznę w sklepach. Dużo rzadziej obwiniają o nią sieci handlowe, producentów czy dostawców.

Negatywne emocje do cen

Aż 80,1% uczestników najnowszego sondażu stwierdza, że obecna sytuacja, związana ze wzrostem cen w sklepach, wywołuje u nich negatywne emocje, np. złość, lęk, strach czy nienawiść. 14,6% respondentów jest przeciwnego zdania, natomiast 5,3% nie potrafi wypowiedzieć się w tej kwestii. Badanie zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków.

– Oczywiście trudno, żeby wzrost cen cieszył, szczególnie w sytuacji, kiedy spada realne wynagrodzenie, czyli rośnie poczucie zubożenia. Mamy kryzys i to jest jego wyraźny przejaw. Może to wpłynąć na przykład na wynik wyborów. W każdym razie może być i jest już istotnym elementem kampanii wyborczej – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak zaznacza dr Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego, ludzie mogą podejmować pewne działania dostosowawcze, będące wynikiem obniżenia optymizmu konsumenckiego. Wśród nich można wymienić np. ograniczanie wydatków do niezbędnego minimum, poszukiwanie tańszych alternatyw czy powstrzymywanie się od zakupu produktów, które nie są niezbędne. Według ekspertki, to może natomiast prowadzić do spadku sprzedaży i wpływów po stronie podaży.

– Marcowy odczyt GUS-owskich wskaźników wskazuje, że żywność jest w Polsce najdroższa od 1996 r. Jednak nie każdy zauważa zwiększoną inflację. Nie dla każdego jest to też ważny czynnik podczas zakupów, zwłaszcza gdy dla bogatszych Polaków wydatki na żywność stanowią dzisiaj od kilku do kilkunastu procent miesięcznych zarobków. W takim przypadku nie ma znaczenia, ile kosztuje dany produkt. I tak nie skonsumujemy go więcej, niż możemy – dodaje Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Małe miasta najbardziej sfrustrowane

Według badania, wzrost cen w sklepach wywołuje negatywne emocje przede wszystkim u osób w wieku 45-54 lat oraz 18-24 lat. Głównie są to mieszkańcy miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. oraz od 20 tys. do 49 tys. ludności. Przeważnie mają wykształcenie zasadnicze zawodowe bądź średnie, a także miesięczne dochody netto w wysokości 1000-2999 zł lub 3000-4999 zł.

– Ludzie młodzi, będący na początku drogi zawodowej, często mają niewielkie zarobki, a jednocześnie – jasno zarysowane potrzeby. Przez narastającą drożyznę, nie mogą ich w pełni realizować i mocno to przeżywają. Do tego patrząc na wielkość miejscowości, z jakich pochodzą ww. respondenci, widać, że są to tereny mniej rozwinięte gospodarczo. Tam ludzie mniej zarabiają w porównaniu z ich rówieśnikami w dużych aglomeracjach – analizuje Michał Pajdak.

Z kolei ankietowani, którzy nie wykazują negatywnych emocji, to głównie osoby w wieku 65-74 lat oraz 75-80 lat. Przede wszystkim pochodzą one z miast liczących powyżej 500 tys. ludności lub od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców. Zazwyczaj mają wykształcenie podstawowe lub gimnazjalne bądź wyższe, a także miesięczne dochody netto powyżej 9000 zł lub poniżej 1000 zł.

– Duże miasta dają więcej możliwości zarobkowych. Spore dochody powodują z kolei to, że nie trzeba drastycznie ograniczać konsumpcji, pomimo wzrostu cen. Wciąż takich konsumentów stać na wszystko lub prawie wszystko. W przypadku emerytów sądzę, że negatywne emocje nie dotyczą tylko tych, którzy otrzymują wyższe świadczenia, tym bardziej że są oni wspierani trzynastą emeryturą – zaznacza Marek Zuber.

Ograniczenie zakupów metodą obronną

Z badania wiemy też, jak podczas robienia zakupów zachowują się Polacy, którzy odczuwają negatywne emocje. 50,3% ankietowanych zwyczajnie ogranicza zakupy. Jak stwierdza Marek Zuber, wiąże się to ze zmniejszeniem możliwości zakupowych, w zderzeniu wysokich cen ze spadkiem realnych wynagrodzeń. Ewentualnie może występować psychologiczna niechęć do płacenia więcej w sytuacji, kiedy konsumentów wciąż stać na droższe zakupy. Zdaniem eksperta, trzeba po prostu przyzwyczaić się do wyższych cen.

– Ograniczanie zakupów może oznaczać, że konsumenci unikają kupowania niepotrzebnych lub droższych produktów oraz szukają alternatywnych źródeł zaopatrzenia, takich jak tańsze sklepy, promocje lub wyprzedaże. To może być sposób na zmniejszenie kosztów codziennego życia w warunkach dużego wzrostu cen. Nie jest też wykluczone, że konsumenci zmieniają swoje nawyki zakupowe, przywiązując większą wagę do cen produktów, czytając etykiety i porównując ceny między różnymi sklepami – uzupełnia dr Tkaczyk.

30,8% ankietowanych wskazuje, że nic nie robi, tj. zachowuje się neutralnie. Jak zaznacza Marek Zuber, część osób ma świadomość tego, że musi pogodzić się z obecną sytuacją. Poza tym skoro konsumenci pozostają bierni, to prawdopodobnie ich dochody pozwalają im na utrzymanie dotychczasowego poziomu życia albo są oni pogodzeni z tym, że niewiele mogą zrobić.

Politycy gorsi od sklepów, dostawców i producentów

Ponadto z badania wynika, że na trzecim miejscu w rankingu jest złoszczenie się na polityków – 24,4%. I najczęściej dotyczy to osób w wieku 65-74 lat i 25-34 lata, z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub średnim. Przeważnie są to mieszkańcy miast liczących 50-199 tys. ludności. Najczęściej zarabiają co najmniej 7000 zł netto. Tutaj trzeba też wskazać, iż 11,4% badanych przyznało, że także obraża polityków w sklepach i przypisuje im winę za drożyznę.

– W jakieś części drożyzna w sklepach jest winną polityków i ich często nieprzemyślanych decyzji. Ponadto codziennie praktycznie z każdej strony atakuje nas przekaz, że coś znowu zdrożało. I z reguły w pierwszej kolejności winimy za ten stan właśnie polityków – dodaje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Pierwszą piątkę zestawienia zamyka stwierdzenie, że konsumenci nie chcą zwracać na siebie uwagi – 16,2%, a także myślnie o tym, że drożyzna jest wynikiem wojny w Ukrainie – 15,5%. Natomiast niemal pod koniec tabeli można zauważyć, że niewielka grupa Polaków (w przedziale od 4,7% do 6,6%) obwiniania o sytuację dostawców, producentów lub sieci handlowe.

– To jest ciekawy wątek z tego badania, ponieważ od dłuższego czasu funkcjonuje narracja, że w dużej mierze za drożyznę odpowiadają pazerne sieci handlowe, dostawcy i producenci. Zresztą powielali ją sami politycy, a niektórzy konsumenci to dalej kolportowali, sądząc, że to prawda. Natomiast wyniki pokazują, że Polacy oczywiście mają negatywne emocje do ww. grupy, ale nie są one tak duże – podsumowuje Michał Pajdak.

264,6 tys. firm ma 9 mld zł przeterminowanych zobowiązań finansowych

Wstrzymywanie płatności jest jedną z przyczyn zatorów płatniczych w polskiej gospodarce. Powoduje utratę płynności finansowej, zadłużenie, a w konsekwencji nawet upadłość firm. Według danych Krajowego Rejestru Długów, 264,6 tys. przedsiębiorców ma 9 mld zł przeterminowanych zobowiązań finansowych. Do niepłacenia w terminie przyznaje się co 2. firma z sektora MŚP. Aż 36 proc. uważa, że brak płatności od kontrahenta może być wystarczającym usprawiedliwieniem, by samemu wstrzymać zapłatę – wynika z badania Rzetelnej Firmy.

Polscy przedsiębiorcy w 2022 r. opłacili z opóźnieniem 50 proc. faktur. Dane Barometru Praktyk Płatniczych, opracowanego przez Atradius pokazują, że problem zatorów płatniczych dotyka nie tylko naszego kraju. W Europie Wschodniej faktury są regulowane średnio po 42 dniach. W ubiegłym roku 43 proc. europejskich przedsiębiorców doświadczyło problemu opóźnień w płatnościach, czego skutkiem był brak płynności finansowej.

W badaniu „Rzetelność w biznesie”, przeprowadzonym w lutym br. na zlecenie Rzetelnej Firmy, 49 proc. przedsiębiorców reprezentujących mikro-, małe i średnie firmy zadeklarowało, że zdarzyło im się chociaż raz zapłacić kontrahentowi po terminie. Najwięcej takich wskazań pochodzi od właścicieli firm handlowych (56 proc.) i mikroprzedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób (51 proc.). Płacenie po terminie jest powszechną praktyką – 37 proc. firm mówi, że zdarzyło im się to kilka razy bądź wielokrotnie.

Na przeciwległym biegunie są przedsiębiorstwa zapewniające o swojej uczciwości. Odsetek firm, które utrzymują, że nigdy nie zdarzyło im się zapłacić faktur po terminie, wynosi 46 proc., z czego najwięcej (48 proc.) stanowią firmy małe, zatrudniające od 10 do 49 pracowników. Pod względem branż taką rzetelność deklarują firmy budowlane i transportowe.

90 proc. firm sygnalizuje problemy

Jeśli już zdarzy się opóźnienie w płatnościach, zdecydowana większość, bo 90 proc. firm uprzedza o tym swojego kontrahenta lub rozmawia z nim na ten temat po fakcie. O komunikacji, która przyczynia się do budowania długotrwałych dobrych relacji pamięta 64 proc. mikrofirm. Niemal co 2. mała i średnia firma również nie zostawia partnera bez informacji. Takie zachowanie jest najczęstsze w branży budowlanej (76 proc.).

Z kolei co 10. mikro- i średnia firma nie powiadamia kontrahentów o tym, że nie ureguluje zapłaty. Najczęściej postępują tak przedsiębiorstwa z branży handlowej (17 proc.), produkcyjnej (13 proc.) i usługowej (11proc.).

– Jak pokazuje badanie Rzetelnej Firmy, większość przedsiębiorców dostrzega wagę komunikacji, co jest dużym plusem. Bo choć samo sygnalizowanie kłopotów finansowych nie sprawi, że one znikną, to może pomóc partnerom biznesowym w przeciwdziałaniu ich skutkom. Dzięki otrzymaniu ostrzeżenia o możliwych opóźnieniach w płatnościach, mają oni szansę na przykład dodatkowo zabezpieczyć swoją płynność finansową. Jednym z głównych problemów wierzycieli jest bowiem to, że zwykle za późno dowiadują się o kłopotach swoich klientów: gdy tamci stają się niewypłacalni, albo gdy należności nie można już odzyskać. Inną praktyką, którą powinni stosować przedsiębiorcy, jest samodzielne monitorowanie kondycji finansowej klienta i reagowanie w porę na jego ewentualne trudności z terminowym regulowaniem zobowiązań – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Prawie połowa przedsiębiorców tłumaczy się z długów

Badanych zapytano również, czy istnieją sytuacje, które usprawiedliwiają niezapłacenie kontrahentowi w terminie. Twierdząco odpowiedziało 44 proc. ankietowanych, z czego największy odsetek stanowią firmy małe (53 proc.). Przeciwnego zdania jest 27 proc. przedsiębiorców, głównie mikrofirm.

Respondenci wskazali też okoliczności, które ich zdaniem uzasadniają wstrzymywanie zapłaty.

Co druga firma twierdzi, że takim usprawiedliwieniem jest nieotrzymanie dokumentów stanowiących podstawę do zapłaty. Kolejne 42 procent wskazuje na błędy w umowach, a 38 procent na zastrzeżenia do jakości otrzymanych produktów lub usług. Rzeczywiście są to argumenty, które mogą skutecznie opóźnić realizację płatności przez zleceniodawcę. Jeśli bowiem produkt lub projekt różnią się od tego, co zostało zamówione, może dojść do wstrzymania części lub całości wypłaty do czasu wyjaśnienia wątpliwości. Dlatego jeszcze przed podpisaniem umowy warto zadbać, aby nie zawierała ona żadnych błędów i jednoznacznie określała warunki współpracy – radzi Katarzyna Starostka, ekspert programu Rzetelna Firma, działającego pod patronatem KRD.

Zdaniem przedsiębiorców, istnieją też inne okoliczności, które uzasadniają niepłacenie klientom w terminie. Należą do nich: trudna sytuacja finansowa firmy (40 proc.), oczekiwanie na płatności ze strony klientów (36 proc.) czy nawet ogólna trudna sytuacja gospodarcza na rynku (31 proc.).

O badaniu

Badanie „Rzetelność w biznesie” przeprowadzone przez TGM Resorach na zlecenie Rzetelnej Firmy zostało zrealizowane w lutym 2023 r. metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 526 mikro, małych i średnich przedsiębiorców.

Nowe roczne maksimum EUR/USD

S&P 500 (+1,33 proc.) i średnia przemysłowa Dow Jonesa (+1,14 proc.) osiągnęły wczoraj swe najwyższe poziomy od lutego. Nasdaq Composite (+1,99 proc.) pozostawał tuż poniżej swoich lokalnych maksimów z początku lutego i końca marca. Na giełdach Azji i Oceanii przeważył dziś wzrosty głównych indeksów. Największy – o 1,2 proc. – notował japoński Nikkei 225.

Swe nowe historyczne maksimum osiągnął dziś rano francuski CAC 40 (+0,24 proc. ok. godz. 9:30).

Na GPW WIG-20 rósł dziś ok. godz. 9:35 o 0,84 proc. osiągając najwyższy poziom od ponad miesiąca. sWIG-80 atakował poziom swego lokalnego – „przedwojennego” – szczytu ze stycznia 2022 (+0,36 proc.). Wśród indeksów sektorowych swe nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rano WIG-Budownictwo i WIG-Nieruchomości. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe przynajmniej rocznej maksima osiągnęły dziś rano kursy akcji spółek Kruk i Santander Bank Polska. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś ceny akcji spółek Develia, Dom Development oraz Budimex. Wśród składników sWIG-u 80 najwyżej od przynajmniej roku były dziś notowania spółek Atal, Action, Enter Air i Mirbud.

Zmiany cen kontraktów na główne surowce były dziś rano stosunkowo małe. Ciągle raczej nie jest oczywiste, czy ceny ropy naftowej – pobudzone niedawną decyzją OPEC+ o redukcji skali wydobycia – przełamały poziomy oporów wyznaczane przez szczyty z minionych 5 miesięcy (dziś ok. godz. 9:10 WTI +0,12 proc., Brent -0,1 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie balansowała tuż nad poziomem swego ustanowionego tydzień temu w okolicach 2 USD/mmBtu najniższego poziomu od września 2020. Cena złota czaiła się tuż poniżej poziomów swoich historycznych szczytów z sierpnia 2008 i marca 2022. Warto obserwować cenę kontraktów na pszenicę na CBOT, która zbliżała się do swego osiągniętego w marcu najniższego poziomu od lipcu 2021.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła w minionym tygodniu do najniższego poziomu od września ub.r., ale nie zdołała kontynuować tego spadku i w ciągu minionego tygodnia wróciła powyżej poziomu 3,4 proc. Rentowność 10-latek polskiego rzędu rosła w okresie minionych 3 tygodni i dziś rano wynosiła 6,202 proc.
Kurs EUR/USD przełamał wczoraj poziom oporu wyznaczany tuż powyżej 1,10 USD przez szczyt z początku lutego i dziś rano kontynuował zwyżkę (1,10667 +0,19 proc. ok. godz. 9:00) osiągając najwyższy poziom od roku. Swój najwyższy poziom w historii osiągnął kurs euro względem tureckiej liry.

Zmiany kursów głównych walut względem polskiego złotego były dziś rano niewielkie (ok. godz. 9:05 EUR/PLN +0,09 proc., USD/PLN -0,09 proc.), ale warto zwrócić uwagę na to, że cena amerykańskiego dolara osiągnęła dziś nowe roczne minimum.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w połowie marca przełamał kluczowy poziom oporu wyznaczany w okolicach 250000 USD przez swego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br., kontynuował dziś rano zwyżkę zbliżając się do najwyższego od 11 miesięcy poziomu 31000 USD (+2,17 proc. ok. godz. 8:50). Rozmiary opuszczonej przez kurs BTC/USD górą w marcu br. 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami” utworzonej pomiędzy poziomami ok. 15000 USD i 25000 USD sugerują, że celem rozpoczętej w listopadzie ub.r. średnioterminowej zwyżki powinny być okolice poziomu 40000 USD.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Warszawski rynek biurowy w I kw. 2023 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2023 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2023 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6 256 300 m kw.

Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,6% (stabilny poziom w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,6 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2022 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 724 600 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 10,2%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 12,7%.

Od początku stycznia do końca marca 2023 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął blisko 159 000 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy Centrum, Centralny Obszar Biznesu oraz Służewiec.

W pierwszych trzech miesiącach roku najwyższy udział w strukturze popytu odnotowały nowe umowy (włączając umowy przednajmu) i wynosił on aż 70%. Renegocjacje istniejących umów stanowiły 23%, natomiast ekspansje odpowiadały za jedynie 5% zarejestrowanego popytu.

Największymi transakcjami I kwartału 2022 r. były: renegocjacja umowy najmu Accenture na 8800 m kw. w Proximo II, wynajęcie na potrzeby własne 8700 m kw. przez DPD w ich nowej siedzibie oraz nowa umowa najmu na 7000 m kw. zawarta przez poufnego najemcę z sektora usług dla biznesu w budynku P180.

Prawie 90% mikro i małych firm w Polsce walczy ze skutkami inflacji. Przedsiębiorcy podnoszą ceny i szukają oszczędności

Gwałtownie rosnąca w 2022 roku inflacja zmusiła przedsiębiorców do podjęcia działań mających zapewnić przetrwanie ich biznesom. Badanie Polskiej Przedsiębiorczości wykazało, że 63 proc. mikro i małych firm podniosło ceny swoich produktów i usług. Ponadto, respondenci podkreślali, że do tego kroku zmusiły ich też zmiany w sposobie rozliczania składki zdrowotnej, która w rzeczywistości stała się dodatkowym podatkiem.

Między lutym a październikiem 2022 roku inflacja z każdym miesiącem rosła i w szczytowym momencie osiągnęła 17,9 proc. Jak wykazało Badanie Polskiej Przedsiębiorczości zrealizowane na zlecenie inFaktu przez agencję Smartscope, 89 proc. właścicieli mikro i małych firm w Polsce odczuło skutki inflacji. 75 proc. badanych z tej grupy określiło je jako poważne.

Podniesienie cen główną metodą walki z inflacją

W obliczu rosnącej inflacji właściciele mikro i małych firm w Polsce najczęściej decydowali się na podniesienie cen oferowanych przez siebie produktów (63 proc.). Drugim najczęstszym działaniem, do którego zmuszeni zostali przedsiębiorcy, było obcinanie kosztów działalności (40 proc.). Co piąta ankietowana osoba zadeklarowała, że jej firma podjęła większą liczbę zleceń, by zbalansować wydatki.

Przedsiębiorcy podejmowali także bardziej drastyczne kroki. 18 proc. musiało zredukować etaty w firmie, a 14 proc. zamroziło płace dla pracowników. Co dziesiąty respondent deklaruje, że z powodu drożyzny musiał zawiesić działalność firmy, a 3 proc. zostało zmuszone do zamknięcia niektórych biur i filii.

Biznesowe być albo nie być

W obliczu inflacji, a także zmieniających się przepisów podatkowych w Polsce, 62% mikro i małych przedsiębiorców podejmowało działania zabezpieczające ciągłość istnienia firmy. Najwięcej osób decydowało się na poszukiwanie nowych rynków zbytu (43 proc.) oraz na oszczędzanie zużycia energii elektrycznej (42 proc.).

Przedsiębiorcy szukali również tańszych i nowych dostawców (35 proc.) oraz decydowali się na ograniczenie lub wstrzymanie planowanych inwestycji (33 proc.). Co trzeci badany deklaruje, że w celu zapewnienia ciągłości działania firmy zmuszony był do oszczędzania na ogrzewaniu, a co czwarty musiał ciąć koszty związane z funkcjonowaniem biura, zmieniając je lub przenosząc się do mniejszej przestrzeni.

W celu zapewnienia ciągłości funkcjonowania biznesu właściciele mikro i małych firm w Polsce podejmowali również działania dotyczące personelu. 16 proc. respondentów ograniczyło benefity pracownicze, a 15 proc. musiało zredukować liczbę pracowników. Tyle samo ankietowanych zostało zmuszonych do ograniczenia kosztów zatrudnienia bez konieczności zwalniania personelu.

Działania władz pod lupą przedsiębiorców

Polski rząd podjął szereg działań w odpowiedzi na rosnącą inflację. Przedsiębiorcy pozytywnie oceniali obniżenie stawek VAT na paliwa, a także podniesienie kwoty wolnej od podatku. Dobre zdanie mieli także na temat wprowadzenie tarcz antykryzysowych, dodatku węglowego oraz możliwości uzyskania dofinansowania do stworzenia nowego stanowiska pracy.

Mikro i mali przedsiębiorcy negatywnie oceniali natomiast często zmieniające się przepisy oraz brak stabilności w prawie. Polski Ład, zmiana sposobu wyliczania składki zdrowotnej oraz wyższe składki na ZUS również są odbierane przez respondentów jako utrudnienia w prowadzeniu działalności w Polsce.

– W 2022 roku nie dość, że zaczęły obowiązywać nowe przepisy w ramach Polskiego Ładu, to jeszcze były one wielokrotnie nowelizowane. Przepisy zmieniano nie tylko już po ich wejściu w życie, były również nowelizowane zanim w ogóle zaczęły obowiązywać. Do tego przepisy dotyczące PIT, CIT i VAT w pierwszej połowie zeszłego roku zmieniły się około stu razy. Taka dynamika zmian kluczowych przepisów przełożyła się na negatywne odczucia przedsiębiorców, którzy zamiast skupić się na biznesie, musieli analizować przepisy i szukać optymalnego modelu funkcjonowania swojej firmy – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Przedsiębiorcy oczekują od władz przede wszystkim obniżenia wysokości składek ZUS, podatków, a także uproszczenia przepisów podatkowych. W badaniu pojawiły się też głosy mówiące o tym, że rząd powinien przestać próbować pomagać mikro i małym firmom, bo wprowadzane zmiany tylko utrudniają prowadzenie biznesu.

Informacja o badaniu

Badanie Polskiej Przedsiębiorczości zostało zrealizowane na zlecenie inFaktu przez agencję badawczą Smartscope metodą mix-mode na grupie 301 osób (przedstawiciele mikro i małych firm) w styczniu i lutym 2023 roku.

Grupa M7 podjęła decyzję o zakupie pozostałych udziałów SPI International

Grupa CANAL+ i Grupa M7 zdecydowały się skorzystać z  opcji kupna pozostałych 30% akcji SPI International i tym samym stać się 100% właścicielem Grupy SPI. W efekcie transakcji z dniem 12 kwietnia Berk Uziyel oraz Loni Farhi ustąpili ze swoich funkcji w SPI International, a Erwan Luherne oraz Jeroen Bergman przejęli ich role i obowiązki.

Erwan Luherne, dyrektor ds. integracji biznesowej w CANAL+ International oraz Jeroen Bergman, członek zarządu Grupy M7, odpowiedzialny za kontent i rozwój biznesu, będą ściśle współpracować z Grupą CANAL+ oraz Grupą M7, aby dostarczać najwyższej jakości treści widzom na całym świecie. Innowacyjność oraz rozwój biznesu a także strategiczne podejście do synergii będą nadal siłą napędową ich działań w ramach Grupy CANAL+.

Erwan Luherne, dyrektor ds. integracji biznesowej w CANAL+ International, który został mianowany dyrektorem zarządzającym SPI International, jest związany z Grupą CANAL+ od ponad 18 lat, pracując w tym czasie na wielu różnych stanowiskach związanych z rozwojem działalności grupy na arenie międzynarodowej (w szczególności w Afryce i Azji). Wcześniej zajmował stanowiska takie jak CEO CANAL+ w Birmie, dyrektor ds. marketingu i rozwoju komercyjnego Canal+ International oraz dyrektor ds. rozwoju komercyjnego oddziału Canal+ w Wietnamie. Jeroen Bergman, obecnie członek zarządu Grupy M7 odpowiedzialny za kontent oraz rozwój biznesu, ma za sobą wieloletnią karierę w branży medialnej i telekomunikacyjnej, w tym 20 lat w Liberty Global, gdzie odpowiadał za programming i licencje, a wcześniej pełnił rolę dyrektora ds. handlowych w firmie Casema (obecnie Ziggo). Od 2019 roku zarządzał Film1 oraz portfolio kanałów FilmBox w Holandii z ramienia SPI International.

SPI INTERNATIONAL przez lata swojej działalności stał się wiodącym dostawcą w branży mediów, w dużej mierze dzięki zaangażowaniu zespołu, a także kreatywności i świetnemu zarządzaniu przez jego założycieli – Loniego Farhiego i Berka Uziyela.

„SPI International ma długą historię dostarczania najwyższej jakości treści widzom na całym świecie i nie możemy się doczekać, aby poprowadzić firmę ku jej kolejnym etapom rozwoju. Zarówno Erwan, jak i Jeroen mają duże doświadczenie w branży, więc jestem przekonany, że odniosą kolejne sukcesy pracując na rzecz SPI” – powiedział Hans Troelstra, CEO Grupy M7.

Stale będziemy dążyć do rozwoju firmy, wykorzystując jej solidne fundamenty i know-how Grupy CANAL+. Zamierzamy nadal dostarczać naszym widzom angażujące i dostosowane do ich potrzeb treści.” – powiedzieli Erwan Luherne i Jeroen Bergman.

Columbus Energy rozpoczyna działalność w Ukrainie

Po Republice Czeskiej przyszła kolej na Ukrainę. Od dziś Columbus Energy S.A. działa na kolejnym rynku zagranicznym.

Zarząd spółki Columbus Energy S.A. podpisał dziś umowę typu joint-venture. Zgodnie z umową, za pośrednictwem utworzonej w Ukrainie spółki, Columbus wraz z ukraińskim partnerem, będzie projektował, dostarczał i montował produkty ze swojej oferty, tj. fotowoltaikę, pompy ciepła i magazyny energii. Działalność ukraińskiej spółki, w której CE obejmie 60% udziałów, będzie prowadzona pod marką Columbus, przy wykorzystaniu firmowych produktów, zasobów technologicznych, sprzedażowych i marketingowych.

– Ukraina to kolejny, po Republice Czeskiej rynek zagraniczny, gdzie chcemy wykorzystać nasz sprawdzony model sprzedażowy i wieloletnie doświadczenie. Mamy świadomość, że jest to rynek wymagający, ale równocześnie bardzo perspektywiczny. Obecnie tamtejsza energetyka jest zależna od paliw kopalnych i atomu. Odbudowa niezależności energetycznej jest dla Ukrainy priorytetem, co oznacza, że popyt na rozwiązania OZE przez najbliższe lata będzie tam olbrzymi. Nawet teraz, podczas wojny, jest spory popyt w regionach południowo-zachodnich na niezależność energetyczną – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że działalność zagraniczną Columbus rozpoczął w czerwcu ub.r., w Republice Czeskiej. Oficjalnie sprzedaż produktów ruszyła tam w sierpniu 2022 r. Początkowo była to fotowoltaika z magazynem energii, obecnie oferta została poszerzona o pompy ciepła i produkty dla segmentu B2B.

W Ukrainie będzie wiele przetargów, międzynarodowych zleceń, związanych z odbudową po wojnie. Jako członek United Nations Global Connect przyglądamy się temu, jak świat przygotowuje się na czas “po wojnie”. Chcemy być pierwsi i działać tak jak w Czechach, gdzie w niecałe pół roku udało nam się zaimplementować powtarzalny i skalowalny model biznesowy. Według wstępnych szacunków, w Czechach do końca marca br. zamontowaliśmy powyżej 300 instalacji i osiągnęliśmy ok. 30 mln zł przychodów, jednak szczegółowe dane zaprezentujemy w raporcie kwartalnym.  Jak będzie w Ukrainie? Wszystko przed nami  – mówi Dawid Zieliński.

Sztuczna inteligencja w świetle prawa autorskiego

Czy „dzieło” stworzone przez sztuczną inteligencję (AI), jest utworem podlegającym ochronie na podstawie przepisów prawa autorskiego? A jeżeli tak, komu przysługują osobiste i majątkowe prawa autorskie? Czy można swobodnie kopiować, rozpowszechniać lub przerabiać „dzieła” stworzone przez AI?

Sztuczna inteligencja, czyli co?

AI w ostatnim czasie bije rekordy popularności. Chyba każdy słyszał już o ChatGPT lub Midjourney. Warto jednak ustalić podstawowe fakty – AI czyli co? Istnieje oczywiście szereg definicji. Według najbardziej opisowej, AI to zdolność maszyn do wykazywania ludzkich umiejętności, takich jak rozumienie, uczenie się czy kreatywność. Z bardziej technologicznego punktu widzenia, AI to dziedzina wiedzy obejmująca m.in. sieci neuronowe, robotykę, tworzenie modeli zachowań inteligentnych oraz programów komputerowych symulujących te zachowania włączając w to również uczenie maszynowe, głębokie uczenie oraz uczenie wzmocnione. Tyle teoria.

Czy AI może być twórcą utworu chronionego prawem autorskim?

Narzędzia bazujące na AI, takie jak Midjourney czy ChatGPT, zyskują gigantyczną popularność. Nic dziwnego. W mgnieniu oka potrafią wykreować „dzieło”, które człowiekowi, nawet z dużym doświadczeniem zawodowym, zajęłoby wiele godzin lub dni. Potrafią przy tym wykazać się kreatywnością, choć oceny efektów owej kreatywności mogą być skrajne różne. Niemniej, powstaje zasadnicze pytanie – czy AI generując określone dzieło np. grafikę 3D, jest twórcą, a efekt owej twórczości należy traktować jak utwór w rozumieniu przepisów prawa autorskiego?

Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Powszechnie przyjmuje się, iż działalność ta może dotyczyć wyłącznie człowieka. Nie jest zatem utworem dzieło powstałe w wyniku działania sił natury, stworzone przez istoty żywe inne niż człowiek, a także wykreowane przez maszyny. W konsekwencji, efekty kreacji narzędzi AI nie są utworami i nie podlegają ochronie wynikającej z przepisów prawa autorskiego.

Oczywiście jest to pewne uproszczenie. Jak zawsze, każdy przypadek należy ocenić indywidualnie. Przykładowo: finalny efekt pracy projektantów, którzy opracowali koncepcję opakowania, przejawiając w tym działalność twórczą o indywidualnym charakterze, następnie „dopracowali” je przy pomocy narzędzia AI, prawdopodobnie będzie utworem i będzie podlegać ochronie prawno-autorskiej na rzecz owych projektantów.

Ograniczenia prawne w swobodnym korzystaniu z dzieł generowanych przez AI

Niezależnie od dylematów wynikających z oceny czy dzieło wygenerowane przez AI jest czy też nie jest utworem, warto pamiętać, że korzystając z popularnych narzędzi AI, takich jak ChatGPT czy Midjourney, podlegamy także indywidualnym regulacjom określonym w regulaminach tychże narzędzi. Przykładowo, regulamin ChatGPT przenosi na użytkownika prawa do dzieł stworzonych z wykorzystaniem tego narzędzia, ale także pełną odpowiedzialność, w tym wynikającą z ich publikacji. Z kolei w przypadku Midjourney, regulamin różnicuje sytuację użytkownika korzystającego z wersji nieodpłatnej i płatnej. W przypadku wersji nieodpłatnej, użytkownik może korzystać z dzieła zgodnie z tzw. licencją CC BY-NC 4.0. Oznacza to, że może dzieło kopiować, modyfikować, rozpowszechniać, ale jedynie w celach niekomercyjnych. W przypadku wersji odpłatnej użytkownik nabywa wszelkie prawa do dzieła.

Czy sztuczna inteligencja może naruszyć prawa osób trzecich?

Warto pamiętać, że algorytmy AI niestety nie analizują własnej „kreacji” przez pryzmat ewentualnego naruszenia praw osób trzecich. Być może kolejne wersje omawianych tu narzędzi „nauczą” się również tego. Niemniej, biorąc pod uwagę fakt, iż pełna odpowiedzialność za publikowanie i korzystanie z efektów pracy narzędzi AI spoczywa na użytkowniku, warto zachować daleko idącą ostrożność.

Autor: Rzecznik Patentowy Maciej Priebe, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Wczoraj CPI dzisiaj PPI. Dane z USA w centrum uwagi

Odczyt inflacji w USA osłabił dolara amerykańskiego, spowodował spadek rentowności amerykańskich obligacji i wzrost cen złota. Z kolei indeksy giełdowe z Wall Street zamknęły dzień na umiarkowanych stratach. Rynek poznał również „minutki” z marcowego posiedzenia FOMC. Reakcja na nie była jednak bardzo stonowana. Fed prawdopodbnie podniesie stopy procentowe w maju o kolejne 25 bps. Zakładam, że będzie to ostatni ruch w całym, agresywnym cyklu zacieśniania monetarnego, który trwa od marca 2022 roku.

Inflacja zasadnicza w USA w marcu znacząco spadła z 6 proc. w lutym do 5 proc. w marcu. Zauważalnie zostały zredukowane zmienne ceny energii ale również widać mniejsza presję na czynsze mieszkaniowe – istotną kategorię w wydatkach konsumentów. Wskaźnik bazowy wypadł zgodnie z oczekiwaniami i wyniósł 5,6 proc. r/r.

Marcowy raport wskazuje na zmniejszającą się presję inflacyjną. Dotyczy to nie tylko wskaźnika liczonego rok do roku, którego spadek wynika z faktu, że ceny są obecnie porównywane z tymi z marca 2022 r., kiedy to szczególnie ceny energii już znacząco wzrosły z powodu wojny w Ukrainie.

W porównaniu z lutym ceny we wszystkich towarach i usługach wzrosły tylko o 0,1 proc. ze względu na niższe ceny benzyny (-4,6 proc.) i gazu ziemnego (-7,1 proc.). Z wyłączeniem energii i żywności wzrost był wyższy i wyniósł 0,4 proc., ale i tu wystąpiły pozytywne zmiany. Na przykład, po kilku miesiącach wzrostów o 0,7 proc. lub 0,8 proc., czynsze zwyżkowały teraz jedynie o 0,5 proc.. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ jest to najważniejsza pozycja w wydatkach, a podwyżki czynszów rzadko zmieniają się z miesiąca na miesiąc.

Marcowy raport o inflacji powinien uspokoić Rezerwę Federalną, bowiem większość kategorii cenowych wskazuje na złagodzenie presji cenowej. W najbliższych miesiącach oczekuje się dalszego spadki inflacji czynszowej. Potwierdzają to prywatne dane dotyczące nowych umów najmu. Fed w maju naszym zdanie podniesie po raz ostatni stopę procentową o 25 bps i tym samym zakończy cykl zacieśniania, choć prawdopodobnie nie będzie oficjalnego komunikatu, a jedynie informacja o pauzie oraz dalszej konieczności monitorowania napływających danych.

Wycena rynkowa kontraktów futures wskazuje prawdopodobieństwo ok 70 proc. wzrostu kosztu pieniądza w maju w USA o 25 bps. W II połowie roku rynek zakłada pierwsze obniżki, choć naszym zdaniem Fed poczeka z tą decyzją przynajmniej 6 miesięcy, aż wysokie stopy procentowe zaczną oddziaływać na realną gospodarkę.

Kurs EUR/USD dotarł ponownie do poziomu 1,1. Dalsze zwyżki są realne, jednak horyzontalny opór może spowodować, ze zobaczymy w krótkim terminie korektę spadkową. Jeśli chodzi o dzisiejsze publikacje makro, z pewnością znaczenie ma jak mocno postępuje dezinflacja w cenach producenckich. Jeśli odczyt okaże się niższy od założeń, wówczas dane inflacji PPI (choć niekiedy traktowane drugorzędnie) mogą dać impuls notowaniom do wyjścia powyżej psychologicznego poziomu 1,1.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Nowe otwarcia starych obiektów i kolejne wzrosty na rynku handlowym

Inflacja napędzająca wzrost cen i jej rekordowy wynik w lutym bieżącego roku (18,4%) nie wzbudzały pozytywnych nastrojów wśród uczestników rynku handlowego. Mimo to, w I kw. 2023 r. oddano do użytku ponad 81,4 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, zwiększając tym samym jej podaż całkowitą do 12,79 mln mkw. W budowie jest kolejne 322 tys. mkw.

Moda na unowocześnianie

Obecnie na rynku działa 617 centrów handlowych. Od początku 2023 r. otwarto sześć nowych obiektów, a trzy istniejące projekty rozbudowano (z czego największym ponownie otwartym obiektem był Fort Wola w Warszawie o powierzchni 22 tys. mkw.). W przebudowie są kolejne centra handlowe – prace trwają m.in. w łódzkiej Sukcesji, którą w ubiegłym roku nabyła spółka Amush Investment Group. Na koniec I kwartału zakończyła się modernizacja warszawskiej Promenady.

Pozostałe obiekty oddane do użytku stanowiły parki handlowe. Największe z nich otwarto w Kłodzku oraz w Łubnie koło Góry Kalwarii – oba projekty po ok. 10,2 tys. mkw. GLA. Do największych otwarć zaliczyć należy również rozbudowę centrum handlowego Galeria EMKA w Koszalinie o park handlowy M Park o powierzchni około 10 tys. mkw GLA.

– Coraz częściej zauważamy, że właściciele centrów handlowych poszukują nowych rozwiązań dla starzejących się obiektów, a wszelkiego rodzaju przebudowy i unowocześnienia są teraz w modzie. Trend ten utrzyma się na pewno w kolejnych kwartałach, ale nie wszędzie. Na dość nasycyonym rynku handlowym i w obliczu spadku konsumpcji część właścicieli obiektów rezygnuje z utrzymywania funkcji handlowej swojej nieruchomości i albo decyduje się na zamknięcie obiektu, czego przykładem może być planowane w 2024 r. zakończenie działalności centrum handlowego Arkady we Wrocławiu, albo zmianę przeznaczenia nieruchomości – taki przykład mamy w Gdyni, gdzie w miejscu centrum handlowego z zamkniętym hipermarketem Tesco powstanie osiedle mieszkaniowe – mówi Wojciech Wojtowicz, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Debiuty na polskim rynku

W lutym pierwszy sklep stacjonarny otworzyła marka Lush, a na jego lokalizację wybrała centrum handlowe Złote Tarasy w Warszawie. W strefie food court warszawskiego Blue City zadebiutowała z kolei marka Master Burger. Nowy najemca pojawił się także w warszawskim Okęcie Park – CentrumRowerowe.pl otworzyło tu swój pierwszy sklep stacjonarny. Rok 2023 przyniesie kolejne debiuty – decyzję o wejściu na nasz rynek ogłosiły już marki takie, jak Woolworth, Popeyes, Fruitissimo czy Bob Snail.

I kwartał pod znakiem fuzji

Z badań Colliers wynika, że pierwsze miesiące 2023 roku stały pod znakiem licznych aktywności na rynku fuzji i przejęć. Nowym właścicielem sieci sklepów GoSport została firma Sportsdirect.com Poland, zaś ukraińska firma EpicentrK została inwestorem w Intersport Polska. Benefit Systems poinformowało o przejęciu 16 klubów należących do Calypso Fitness, a Lagardère Travel Retail zostało franczyzobiorcą 131 kawiarni Costa Coffee w Polsce i 11 na Łotwie.

Co się dzieje z rynkiem magazynowym w Polsce?

Jak to możliwe, że pomimo rosnącej inflacji oraz trwającego kryzysu gospodarczego, w Polsce zaczyna brakować powierzchni magazynowej? Jest to konsekwencją wielu zjawisk, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich dwóch latach. W ich efekcie rynek magazynowy mocno się zmienia!

Ile mamy w Polsce powierzchni magazynowej? Na koniec grudnia 2022 r. było to 27 mln kw., ale w 2023 roku prawdopodobnie przekroczony zostanie poziom 30 mln mkw. W ubiegłym roku oddano do użytku 4,4 mln mkw. nowej powierzchni, a to o 42% więcej niż w roku 2021. Skoro tak, to skąd obawy o to, że powierzchni może zabraknąć?

Otóż wolna do wynajęcia powierzchnia stanowi w skali kraju 4,1%, a w niektórych regionach Polski już jest dużo mniejsza. Zainteresowanie ze strony najemców wciąż jest duże, ale skala inwestycji spada. Na takie tendencje największy wpływ miała pandemia, wojna w Ukrainie, a teraz nałożyła się na to także inflacja.

Rezygnacja z just in time

Zanim pojawiła się pandemia, większość dużych i średnich firm na świecie działała zgodnie z zasadą „just in time”, czyli „dokładnie na czas”. Zamiast utrzymywać duże zapasy magazynowe, przedsiębiorstwa uzależniały produkcję i rezerwy od bieżącego zapotrzebowania. Towar powstawał często w Chinach, przechowywany był również poza granicami rynku docelowego, a szybki transport pozwalał sprawnie reagować na popyt.

– Gdy wybuchła pandemia, doskonalona przez lata koncepcja „just in time” uległa całkowitemu załamaniu – mówi Remigiusz Zdrojkowski z firmy logistycznej XBS PRO-LOG (część XBS GROUP). – Zdecydowana większość podmiotów przestawiła się na gromadzenie zapasów jak najbliżej miejsca prowadzenia działalności. Na rynku zaczął dominować ten, kto posiadał towar dostępny do sprzedaży i obecnie trend ten nadal się utrzymuje – wyjaśnia.

Zwrot w stronę większych stanów magazynowych spowodował, że w pierwszej kolejności zapełniły się dotychczasowe przestrzenie, które były dostępne w użytkowanych obiektach lub u operatorów logistycznych. Gdy to przestało wystarczać, firmy zaczęły poszukiwać dodatkowych magazynów.

Firmy z Ukrainy przenoszą się do Polski

Wybuch wojny spowodował, że firmy z Ukrainy zaczęły szukać bezpieczniejszych miejsc do prowadzenia działalności. Polska wydawała się tu bardzo dobrym wyborem. Miało to wpływ także na rynek powierzchni komercyjnych – zwiększone zapotrzebowanie dotyczyło zarówno magazynów, jak i hal produkcyjnych.

– W wielu regionach Ukrainy dotychczasowa organizacja logistyki oraz infrastruktura magazynowa nie funkcjonuje efektywnie lub została zniszczona. Poza obsługą potoku humanitarnego oraz bieżącego zaopatrzenia, obserwujemy także gotowość do rozpoczęcia nowej działalności, np. importu alkoholu – mówi Remigiusz Zdrojkowski.

Jest drogo – będzie drożej

W czasie gdy firmy zaczęły przenosić produkcję i magazyny z zagranicy do Polski, jednocześnie mieliśmy do czynienia z boomem w e-commerce. W związku z pandemią wielu konsumentów, którzy nie robili zakupów online, przekonało się do sklepów internetowych i platform handlowych. A skoro tak, to także branża e-commerce potrzebowała większej przestrzeni magazynowej.

Im wyższe zapotrzebowanie, tym niższa dostępność i wyższe ceny – trudno się więc dziwić temu, ze ceny najmu powierzchni wzrosły. Jednocześnie jednak wzrosła także inflacja, a wraz z nią koszty transportu, energii elektrycznej oraz pracy.

– Zwiększone zapotrzebowanie momentalnie wysyciło dostępną powierzchnię magazynową oraz wywindowało ceny do nowych, niespotykanych w ostatnich latach poziomów. Jeżeli dodamy do tego czynnik związany z inflacją, okaże się, że w atrakcyjnych lokalizacjach stawki wzrosły minimum o 50% – wskazuje przedstawiciel XBS PRO-LOG.

Dla firm inwestujących w rozbudowę rynku magazynowego wzrosły także koszty pozyskiwania kapitału oraz koszty budowlane. A to spowodowało, że przedsiębiorstwa, które w ostatnich latach najbardziej przyczyniały się do rozbudowy dostępnej infrastruktury, już pod koniec 2022 roku mocno przyhamowały z kolejnymi inwestycjami.

Na ceny wpływ ma także presja ekologiczna – coraz więcej firm chce spełniać surowe wymagania, które pomogą uzyskać odpowiednie certyfikaty świadczące o odpowiedzialności środowiskowej. Jeszcze inny czynnik to rosnące wymagania firm ubezpieczeniowych, które stawiają coraz ostrzejsze warunki np. w zakresie ochrony przeciwpożarowej magazynów. Proekologiczne inwestycje oraz dodatkowe wymagania ubezpieczycieli również przekładają się na koszty, które ostatecznie ponoszą klienci.

Kto może, ten unika zmian

Konsekwencją powyższych zjawisk jest to, że firmy korzystające z wynajętej powierzchni lub zlecające pełną obsługę operatorom logistycznym, rzadziej niż w ubiegłych latach dokonują zmian.

Większa lojalność wobec partnerów biznesowych wynika przede wszystkim z czystej kalkulacji. Po pierwsze – praktycznie każda zmiana umowy będzie się wiązała ze wzrostem kosztów. Po drugie – składając wymówienie w jednej firmie, podejmuje się ryzyko, że w innej dostępność powierzchni okaże się niewystarczająca. Po trzecie – w przypadku zmiany lokalizacji własnego magazynu, mogłoby to nastręczyć trudności związanych z pozyskaniem pracowników w nowej lokalizacji.

– W 2022 roku jedna trzecia transakcji na rynku nieruchomości związana była z przedłużeniem dotychczasowej umowy – zauważa Remigiusz Zdrojkowski. – Również w przypadku korzystania z usług operatorów logistycznych, większość przetargów rozstrzygana jest na korzyść dotychczasowych usługodawców.

W przypadku współpracy z operatorami logistycznymi znaczenie mają nie tylko koszty, ale też wieloletnie relacje biznesowe i wypracowane standardy współpracy. Do tego dochodzą tak prozaiczne kwestie, jak integracja systemów IT. Pozostawanie w relacji z dotychczasowym operatorem jest więc znacznie łatwiejsze niż poszukiwanie nowego.

Mimo to, może się zdarzyć, że w niektórych przypadkach współpraca się nie utrzyma. Część firm logistycznych dokonuje obecnie przeglądu dotychczasowych kontraktów. Ponieważ powierzchni magazynowej jest mniej niż chętnych do jej wynajęcia, pierwszeństwo będą mieli ci partnerzy biznesowi, którzy zaakceptują warunki korzystniejsze dla operatorów. Współprace mniej rentowne będą wymagały renegocjacji umów, a w przypadku braku porozumienia, wypowiadane.

W praktyce, firmy, które nie zgodzą się na wyższe stawki, będą musiały poszukiwać nowej powierzchni. Niestety, na coraz mniej konkurencyjnym rynku, znalezienie oferty lepszej niż u dotychczasowego dostawcy usług logistycznych, nie będzie łatwe. Wygląda więc na to, że od wzrostu kosztów po prostu nie da się uciec.

Dziennikarze i politycy celem nowego oprogramowania szpiegującego

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają przed nieznanym wcześniej oprogramowaniem szpiegującym z możliwościami porównywalnymi do Pegasusa. Jak donosi brytyjski Guardian, narzędzie było wykorzystywane do inwigilacji dziennikarzy, polityków oraz pracowników organizacji pozarządowych m.in. w Europie.

Badacze z Citizen Lab, którzy wcześniej ujawnili globalną aferę podsłuchiwania Pegasusem (w tym Polaków) informują, że oprogramowanie szpiegujące Reign mogło śledzić lokalizację ofiar, nagrywać rozmowy w otoczeniu ich telefonów, a także czytać wiadomości. Stworzone przez izraelską firmę QuaDream narzędzie infekowało urządzenia poprzez wysyłanie zaproszeń z kalendarza iCloud do użytkowników smarfonów, którzy byli celem służb. Ofiary nie zostały powiadomione o zaproszeniach z kalendarza, ponieważ były wysłane na wydarzenia zarejestrowane w przeszłości, przez co inwigilowani nie wiedzieli o włamaniu. Nowe informacje mogą uderzyć w Apple, który reklamuje swoje urządzenia jako jedne z najbezpieczniejszych na świecie. Twórcy oprogramowania szpiegującego wykorzystali metodę znaną jako „zero-click”, ponieważ użytkownik telefonu nie musi klikać w fałszywy link ani podejmować żadnych działań, aby stać się obiektem inwigilacji. Według kanadyjskich analityków mowa o co najmniej 5 potwierdzonych przypadkach osób, które w latach 2019 – 2021 miały być szpiegowane za pomocą Reign.

Izraelskie oprogramowanie szpiegujące Reign jest dowodem, że formy inwigilacji są coraz bardziej wyrafinowane i trudniejsze do wykrycia. Tym co charakteryzuje takie narzędzia, jest wysoka cena ich wdrożenia, którą zazwyczaj są w stanie zapłacić tylko państwa i rządy, dlatego ofiarą najczęściej są urzędnicy państwowi, dziennikarze, politycy opozycji, czy inne wpływowe osoby. Czy Reign był używany w Polsce? Nikt na razie tego nie potwierdza. Pamiętajmy jednak, że nie należy lekceważyć siły oprogramowania hakującego telefony, ponieważ osoby, które są jego celem, przez długi czas nie mają pojęcia o jego obecności, a w wielu przypadkach nigdy się o nim nie dowiedzą. Reign tak samo jak Pegasus jest w stanie czytać wiadomości, zbierać informacje o lokalizacji ofiary, a nawet przejmować kontrolę nad mikrofonem w telefonie. Narzędzia szpiegujące – podobnie do cyberprzestępców, bardzo często wykorzystują luki w oprogramowaniu, dlatego tak ważne jest regularne aktualizowanie komputerów, telefonów i aplikacji w celu zminimalizowania skutków takich ataków – mówi Paweł Jurek, dyrektor rozwoju w DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Co robić po zatrzymaniu prawa jazdy w Holandii?

W Holandii podstawowe zasady ruchu drogowego są takie same jak w Polsce – jedynie ograniczenia dozwolonej prędkości są nieco bardziej bezwzględne. Rygorystycznie w tym kraju podchodzi się także do respektowania ustalonych zasad. Kierowcom, którzy się do nich nie stosują, grożą wysokie kary finansowe, a w poważnych sytuacjach również odebranie prawa jazdy przez holenderską policję. Co robić, gdy dojdzie do zatrzymania dokumentu?

Z czym wiąże się zatrzymanie prawa jazdy?

 

Jeśli policja zdecyduje o odebraniu Ci prawa jazdy, będziesz zmuszony od razu zmienić środek transportu. W niektórych sytuacjach, zwłaszcza w podróży, może być to kłopotliwe. Przy zatrzymaniu dokumentu zostaną na Ciebie także nałożone koszty odholowania auta na policyjny parking.

Przede wszystkim pamiętaj, że zatrzymanie prawa jazdy oznacza całkowity zakaz prowadzenia samochodu do czasu odzyskania dokumentu. Jeżeli pomimo zatrzymanego prawa jazdy zdecydujesz się wsiąść za kierownicę, w przypadku kontroli drogówki grozi Ci mandat w wysokości 370 euro i ponowne koszty holowania pojazdu.

Możesz unikać takich sytuacji, zawsze stosując się do obowiązujących przepisów ruchu drogowego i legitymując się stosownymi dokumentami. Aktualne badanie techniczne pojazdu i aktywne ubezpieczenie w Holandii jest obowiązkowe dla każdego kierowcy. Uprawnienia do kierowania pojazdami możesz stracić przede wszystkim przez prowadzenie auta po alkoholu oraz znaczne przekroczenie dozwolonej prędkości.

Co robić, kiedy dojdzie do takiej sytuacji i dokument zostanie zatrzymany? Najlepiej wyciągnąć z niej lekcję na przyszłość i nie czekać bezczynnie na decyzję prokuratora. Możesz starać się o odzyskanie prawa jazdy, ale właściwie się do tego przygotuj.

 

Jak odzyskać prawo jazdy w Holandii?

 

Po odebraniu prawa jazdy przez policję sprawa kierowana jest do prokuratora, który ma 10 dni na podjęcie decyzji o dalszym zatrzymaniu dokumentu lub jego zwrocie. Przy niewielkich wykroczeniach sprawa może szybko się zakończyć, a prokurator podjąć decyzję o zwrocie prawa jazdy. Nie warto jednak czekać bezczynnie – możesz skontaktować się z prokuratorem i wpłynąć na jego decyzję.

W jaki sposób przedstawić swoją sytuację prokuratorowi? Jeśli potrzebujesz merytorycznego wsparcia, zasięgnij porady prawnika. Pamiętaj jednak, że w Holandii konsultacje prawnicze wiążą się z bardzo wysokimi kosztami. Żeby ich uniknąć, a to ważne, zwłaszcza w nieprzewidzianych sytuacjach, warto rozważyć ubezpieczenie prawne pozwalające na konsultacje bez dodatkowych opłat.

Jak poradzić sobie w takiej sytuacji, jeśli nie zna się języka obcego? Wówczas najlepszym wyborem będzie prawnik polskojęzyczny. Takich specjalistów znajdziesz w holenderskiej firmie ubezpieczeniowej, która swoją ofertę kieruje właśnie do Polaków żyjących i pracujących w Kraju Tulipanów.

Jeżeli prokurator zdecyduje o dalszym zatrzymaniu prawa jazdy, możesz przenieść postępowanie na drogę sądową. W takich okolicznościach wsparcie prawnika może okazać się niezbędne. Sąd zadecyduje, czy powinieneś odzyskać uprawnienia, biorąc pod uwagę powód ich zatrzymania, wcześniejsze wyroki i ograniczenia wynikające z tego, że nie możesz prowadzić pojazdów.

Podczas postępowania sądowego masz okazję wypowiedzieć się we własnej sprawie i przedstawić swoje oczekiwania. Pamiętaj jednak, że sąd może podjąć decyzję o zwrocie dokumentu albo nałożyć na Ciebie całkowity zakaz prowadzenia pojazdów, jeśli okoliczności za tym przemawiają.

Oświadczenie KI Chemistry dotyczące ceny oferowanej w wezwaniu do sprzedaży akcji Ciech S.A.

KI Chemistry (Wzywający) niniejszym informuje, że – zgodnie z wcześniejszą deklaracją – cena 54,25 zł za każdą akcję Ciech S.A. oferowana w wezwaniu ogłoszonym 9 marca 2023 r. jest ceną ostateczną i nie zostanie podwyższona do zakończenia wezwania. Termin przyjmowania zapisów do sprzedaży akcji w wezwaniu upływa 17 kwietnia 2023 r. i nie zostanie przedłużony.

KI Chemistry zwraca uwagę, że cena 54,25 zł za akcję zawiera premię w wysokości odpowiednio 43,1% oraz 27,3% wobec średniej ceny akcji Ciech S.A. na GPW ważonej wolumenem obrotu odpowiednio z ostatnich sześciu oraz trzech miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania. Jest ona jednocześnie o 10,7% wyższa od pierwotnej ceny zaproponowanej przez KI Chemistry w momencie ogłoszenia wezwania, czyli 49,00 zł za akcję. Warto przypomnieć, że Zarząd Ciech S.A. uznał cenę 49,00 zł za akcję za odpowiadającą wartości godziwej Spółki. W swoim stanowisku powołał się na dwie niezależne opinie (tzw. fairness opinions) przygotowane przez renomowanych doradców: Lazard & Co., Limited oraz Rotschild & Co. Polska.

Prognoza niewypłacalności przedsiębiorstw na lata 2023 i 2024 w Polsce i na świecie

Globalna liczba niewypłacalności ma wzrosnąć o +21% w 2023 r. i +4% w 2024 r. W Polsce, w 2023 r., można spodziewać się wzrostu upadłości o +18%.

Allianz Trade w opublikowanym Raporcie o globalnych niewypłacalnościach dokonał przeglądu swoich prognoz niewypłacalności przedsiębiorstw na lata 2023 i 2024. Według wiodącego na świecie ubezpieczyciela kredytów kupieckich, po niewielkim odbiciu w 2022 r. (+2%), globalna liczba niewypłacalności ma wzrosnąć o +21 % w 2023 r. i +4% w 2024 r. Jak wytłumaczyć ten wzrost i czy to wystarczy, by wkrótce osiągnąć poziom sprzed pandemii?

W 2023 r. połowa krajów prawdopodobnie przekroczy poziom niewypłacalności sprzed pandemii

Wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na całym świecie nabiera tempa: Globalny Indeks Niewypłacalności Allianz Trade ma nadal rosnąć w ciągu najbliższych kilku lat. Jednak ten znaczący skok może nie wystarczyć, aby liczba niewypłacalności osiągnęła poziom z 2019 r.: według Allianz Trade globalna niewypłacalność przedsiębiorstw może pozostać -5% poniżej poziomu sprzed pandemii w 2023 r. i -1% w 2024 r.

Ten globalny trend maskuje istotne lokalne różnice. Allianz Trade prognozuje, że w 2023 r. w połowie krajów uwzględnionych w jego panelu liczba upadłości przekroczy poziomy sprzed pandemii, a w 3 na 5 w 2024 r. Krótko mówiąc, większość krajów prawdopodobnie przekroczy poziomy z 2019 r. do końca 2024 r.

“W Europie spodziewamy się, że liczba niewypłacalności sięgnie 59 000 we Francji w 2023 r. (+41% r/r), 28 500 w Zjednoczonym Królestwie (+16%), 17 800 w Niemczech (+22%) i 8 900 we Włoszech (+ 24%). W Stanach Zjednoczonych spodziewamy się wzrostu o +49% w 2023 r. w wyniku zaostrzenia warunków kredytowych i oczekiwanego gwałtownego spowolnienia gospodarczego, co oznaczałoby powrót do ponad 20 000 niewypłacalności rocznie. W Azji, Chiny powinny odnotować umiarkowany wzrost (+4%), ponieważ ponowne otwarcie nie wyeliminowało wszystkich zagrożeń, zwłaszcza w sektorze nieruchomości”objaśnia Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade.

Poza niższym wzrostem, rosnąca presja na rentowność, słabsze bufory gotówkowe i zaostrzone na dłużej warunki finansowe napędzają wzrost liczby niewypłacalności.

Jak wytłumaczyć ten wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na całym świecie? Obecne zamieszanie w środowisku jest głównym powodem prognoz Allianz Trade.

“Obliczamy, że strefa euro i USA potrzebowałyby odpowiednio 1,3 p.p. i 1,5 p.p. dodatkowego wzrostu PKB w latach 2023-2024, aby poziom niewypłacalności ustabilizował się. Dodatkowo przedsiębiorstwa będą musiały uważać na efekt domina: liczba niewypłacalności przedsiębiorstw o przychodach przekraczających 50 mln euro jest obecnie nieco wyższa niż przed pandemią. Najbardziej dotknięte sektory to budownictwo, handel i usługi”dodaje Maxime Lemerle.

Przewidywana liczba upadłości w 2024 r. w porównaniu z 2019 r. w %

Przewidywana liczba upadłości w 2024
Źródło Allianz Research

Oprócz niższego wzrostu, zwiększona presja na rentowność, słabsze bufory gotówkowe i zaostrzone warunki finansowe na dłużej wystawiają na próbę odporność najbardziej niestabilnych przedsiębiorstw. Obejmuje to te, które mają najmniejszą siłę kształtowania cen (np. wyspecjalizowany handel detaliczny, taki jak tekstylia, sprzęt gospodarstwa domowego i niektóre usługi, w tym restauracje); te, które są najbardziej narażone na wyższe koszty wynagrodzeń, takie jak handel detaliczny, transport i budownictwo; oraz najbardziej narażone na rosnące koszty spłaty odsetek (budownictwo, dobra trwałego użytku).

Co się stanie, jeśli nastąpi kolejny poważny kryzys finansowy?

Niedawne zakłócenia, jakich doświadczył sektor bankowy w Europie i Stanach Zjednoczonych, rodzą uzasadnione pytanie: jaki byłby wpływ kryzysu kredytowego na niewypłacalność przedsiębiorstw?

“Według naszych szacunków kryzys finansowy, taki jak ten z 2008 r., oznaczałby 21 600 dodatkowych niewypłacalności w Stanach Zjednoczonych w latach 2023 i 2024 oraz 99 900 w Europie Zachodniej. Nawet bez poważnego kryzysu finansowego załamanie kredytowe na skalę obserwowaną na początku lat 2000 podczas pęknięcia bańki technologicznej doprowadziłoby odpowiednio do 12 900 i 95 300 dodatkowych niewypłacalności w latach 2023 i 2024. A w przypadku zamrożenia kredytów, które wstrzymałoby udzielanie nowych kredytów, liczba niewypłacalności wzrosłaby o dodatkowe 10 700 przypadków w USA i 46 300 w Europie” odpowiada Maxime Lemerle.

Czwarty rok kryzysu? Od tylu lat w Polsce przybywa niewypłacalnych firm i niestety końca tej tendencji nie widać, wzrost kosztów finansowych polskich firm obniża ich rentowność. W 2023 roku liczba niewypłacalności firm w Polsce może wzrosnąć o 18%.

  • Wysokie koszty obsługi kredytów i problemy z pozyskaniem finansowania
  • Bezprecedensowy wzrost kosztów pracy, często powyżej poziomu inflacji
  • Brak nowych zamówień ogranicza możliwość regulowania wcześniejszych zobowiązań
  • Oszczędności konsumenckie w strefie euro odczuwają polscy dostawcy dóbr konsumpcyjnych (meble, elektronika itp.)

Istnieje wiele przyczyn rynkowych, których skumulowanym efektem są powszechne problemy finansowe polskich firm. Przede wszystkim drastycznie wzrosły koszty finansowe wykazywane w raportach spółek, pochłaniając większość ich marż” – stwierdził Sławomir Bąk, członek zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za windykację i ocenę ryzyka.

Ponieważ koszty energii i komponentów to nie wszystko – skutki wyższych stóp procentowych są również bardzo znaczące. Po pierwsze, kłopoty mają ci, którzy zaciągnęli kredyty przy niskim oprocentowaniu, a teraz spłacają je przy znacznie wyższych stopach (i kosztach). Przecież rentowność nie wzrosła, wręcz przeciwnie – spadła. Nawet w branżach, które z powodzeniem przenoszą wzrost kosztów na ceny swoich produktów, takich jak sektor spożywczy, jest to kompensacja, a nie wyprzedzanie wzrostu kosztów. (Wysokie) stopy procentowe mają podwójnie negatywny skutek, ponieważ wpływają również na możliwość odnowienia finansowania – jego realną dostępność, a nie tylko na spłatę poprzednich zobowiązań.

Bezprecedensowym problemem dla polskich przedsiębiorców, dotychczas niespotykanym na taką skalę jest też presja płacowa – ogromny problem w budownictwie czy transporcie, ale nie tylko, także m.in. w przemyśle. Takich podwyżek na wynagrodzenia w planach finansowych firm jeszcze nie było – wiele branż musi oferować wyższe stawki nie tylko zgodne z inflacją, ale nawet powyżej niej z powodu realnego niedoboru siły roboczej.

„Nie można nie wspomnieć o tym, że wiele firm zachowywało płynność dzięki nowym zleceniom, finansując poprzednie koszty i zobowiązania z zaliczek na te nowe, co może być obecnie niewykonalne przy spadku a nawet stagnacji (np. w niektórych obszarach branży budowlanej) w dynamice ich napływu. Pozostając przy zamówieniach – są one także problemem dla eksporterów. Łatwy, niesformalizowany eksport w ramach UE pozwolił zdobyć dużą część rynku strefy euro, ale przez to polscy eksporterzy często nie byli zmotywowani do dalszego poszukiwania odbiorców i dywersyfikacji sprzedaży. Dlatego ten „łatwy” sukces ma teraz nieprzyjemne konsekwencje – nadmierne uzależnienie od rynku i koniunktury w Europie. Gdy np. niemieccy konsumenci oszczędzają, to bardzo wyraźnie odczuwają to polscy dostawcy”– – dodaje Sławomir Bąk.

Złe dane zaczęły niepokoić rynki finansowe

Ostatni, marcowy raport z rynku pracy w USA pokazał wzrost liczby etatów w sektorach pozarolniczych o 236 tys. W poprzednich miesiącach liczba etatów rosła silniej. Odczyt inflacji za marzec był pozytywny, bo spadła ona do 5 proc. z poziomu 6 proc. miesiąc wcześniej. Ale mamy też dwa raporty ISM – dla sektora przemysłowego i sektora usług (pokazujące nastroje wśród menedżerów logistyki), które wyraźnie i nieoczekiwanie spadły. Pytanie, jak na te dane zareagują rynki finansowe. 

Od komentarza napisanego w Dniu Kobiet upłynęło niewiele czasu, a wydaje się, że to był przynajmniej rok. W międzyczasie wróciliśmy bowiem z dalekiej podróży, bo świat zaczął się obawiać kryzysu bankowego. W USA wpierw upadł bank SVB, potem Signature, a w ostatecznym akordzie kryzysu (ale z innego powodu) w Szwajcarii bank UBS przejął chylący się ku upadkowi Credit Suisse.

Warto odnotować, że co prawda indeksy na Wall Street podczas tego mini kryzysu spadały, ale daleko było do paniki. Widać ją było przede wszystkim na rynku ropy, która w oczach taniała. Baryłka amerykańskiej ropy WTI kosztowała już nawet 65 USD. Wyglądało to na manipulację rynku po to, żeby zapełnić opróżniane od marca 2022 roku rezerwy strategiczne USA tańszym surowcem.

Na początku kwietnia kres temu położył OPEC+. Kartel (wraz z Rosją) nieoczekiwanie postanowił zredukować wydobycie o 1,1 mln baryłek dziennie. Cena baryłki szybko ruszyła na północ i podczas pisania tego tekstu znowu testowała poziom 82 USD – poziom testowany był już kilkanaście razy od listopada 2022 roku. Pokonanie tego poziomu otwierałoby drogę ku 94 USD, gdzie znajduje się kolejny opór.

Temat kryzysu bankowego zamknęło działanie FDIC (fundusz gwarantujący depozyty w bankach amerykańskich), Rezerwy Federalnej i rządu oraz Kongresu (te dwa ostatnie miały zaproponować reformę sektora bankowego). Ruch przenoszenia depozytów od małych banków do dużych został zahamowany. FDIC gwarantuje depozyty do 250 tys. USD, a duże banki są bardziej bezpieczne – działa tu reguła „za duże, żeby upaść”.

Wielu analityków i ekonomistów ostrzegało jednak, że akcja kredytowa będzie ograniczana przez banki, które zmniejszą swój apetyt na ryzyko. Między innymi dlatego FOMC podniósł 22 marca stopy procentowe w USA jedynie o 25 pb (4,75 – 5,00 proc.). Wcześniej Jerome Powell, szef Fed, podczas swoich półrocznych zeznań w Kongresie niedwuznacznie zapowiadał większą podwyżkę.
W przedświątecznym tygodniu w USA opublikowane były dwa raporty, które kazały zastanowić się, czy nie wracamy do sytuacji, w której złe dane są złe dla rynków. Do chwili ich opublikowania obowiązywała bowiem zasada, zgodnie z którą złe dane są dobre dla rynku akcji, bo osłabiają dolara (zwiększając konkurencyjność gospodarki USA) i zmniejszają chęć Fed do podwyżki stóp.

Tym razem dwa raporty ISM (pokazują nastroje wśród menedżerów logistyki) zarówno dla sektora przemysłowego, jak i usług wyraźnie i nieoczekiwanie spadły. Spadły też subindeksy zatrudnienia i cen płaconych. Rynek akcji zareagował na te dane spadkami indeksów. Było to nieoczekiwane właśnie dlatego, że sprzeciwiało się dotychczas obowiązującym prawidłom.

Czy to znaczy, że rynki (wreszcie) będą reagowały tak, jak pisze się w książkach o ekonomii, czyli że spadek aktywności gospodarczej to słabe zyski spółek, a to obniża wyceny ich akcji? Trudno z jednej reakcji wyciągać taki wniosek, ale warto się teraz dokładnie przyglądać rynkowym reakcjom po publikacji w USA ważnych raportów. Reakcje po niezłym raporcie z rynku pracy i o inflacji (spadła z 6 na 5 proc.) nie pokazały, czy rynek rzeczywiście zaczyna bardziej poważnie bać się recesji, bo były dość bliskie prognozom.

Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Fiskus z dwucyfrowym wzrostem rdr. kontroli celno-skarbowych. Ponad 90 proc. zakończono pozytywnie

Według danych resortu finansów, w ubiegłym roku wszczęto o ponad 28% więcej kontroli celno-skarbowych niż w 2021 roku. Z kolei liczba zakończonych takich działań wzrosła o 36% rdr. Spośród kontroli doprowadzonych do końca w 2022 roku, nieprawidłowości wykazano w 91,5% z nich. To nieznacznie więcej w porównaniu ze statystykami za rok wcześniejszy. Ostatnio ustalenia wyniosły blisko 6,3 mld złotych, czyli o około 620 mln złotych więcej niż w 2021 roku.

Dwucyfrowy wzrost kontroli

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w 2022 roku zostały rozpoczęte 4163 kontrole celno-skarbowe. To o 28,3% więcej niż w 2021 roku, kiedy było ich 3244. Ostatnio najwięcej takich działań zainicjowały urzędy celno-skarbowe w woj. małopolskim – 616 (rok wcześniej – 241), mazowieckim – 534 (457), a także lubelskim – 378 (378). Natomiast na końcu zestawienia widzimy świętokrzyskie – 76 (w 2021 roku – 55), opolskie – 125 (137), podlaskie – 127 (104) oraz lubuskie – również 127 (wcześniej był to 134).

– Na ubiegłoroczne statystyki z pewnością miał wpływ powrót urzędów do normalnego funkcjonowania, które były czasowo zawieszone w związku z sytuacją covidową. W mojej ocenie, nie jest to jednak bardzo duży wzrost i nie powinien on budzić większego niepokoju, szczególnie u uczciwie działających podatników – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX.

Według dr Anny Wojciechowskiej, byłej naczelnik wydziału kontroli w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Gdańsku, obecnie Partnera w Solveo, Ministerstwo Finansów dostrzega, że budżet nie jest z gumy. Przy szybko narastających wydatkach publicznych wymagane są coraz większe wpływy. Jak przekonuje ekspertka, wzrost liczby kontroli o prawie 1/3 faktycznie może niepokoić przedsiębiorców. Oczywiście uczciwi podatnicy nie mają się czego bać. Jednak w obecnym gąszczu legislacyjnym i niejednokrotnie przy braku jednolitych interpretacji łatwo jest zrobić nieumyślnie błąd. Ponadto, zdarza się, że urzędnicy podczas kontroli prezentują stosunkowo swobodne podejście, co do interpretacji faktów i okoliczności. Jednak z tak postawioną tezą nie wszyscy eksperci się zgadzają.

– Skala wzrostu liczby kontroli celno-skarbowych niekoniecznie musi być niepokojąca. Może ona bowiem wynikać z pozytywnych działań UCS-ów, które skuteczniej wykrywają więcej nieprawidłowości. Oczywiście na działania kontrolne bardziej narażone są firmy dokonujące międzynarodowych transakcji, a także podmioty importujące lub eksportujące towary o wyższej wartości – dodaje doradca podatkowy Ewa Flor z Kancelarii ATL Accounting & Payroll.

Fiskus coraz skuteczniej typuje

W ubiegłym roku zakończono 4033 kontrole celno-skarbowe. To o 36% więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich 2966. Jak podkreśla doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, kontrola celno-skarbowa powinna być zakończona bez zbędnej zwłoki, ale nie później niż w terminie trzech miesięcy od dnia jej wszczęcia. Ekspertka jednak zaznacza, że w praktyce organy podatkowe szybko doszukują się nieprawidłowości. Najczęściej przychodzą bowiem na sprawdzenie poszczególnych transakcji, np. dostaw łańcuchowych czy zakupu usług niematerialnych od konkretnego kontrahenta.

– Tego typu kontrole niestety, ale w Polsce mogą trwać od kilku godzin do kilku tygodni, a często nawet miesięcy, w zależności od złożoności sprawy. Te krótsze dotyczą np. przeglądu dokumentów i przesyłek w celu stwierdzenia zgodności z przepisami. Z kolei dłuższe obejmują dogłębne przeglądy ksiąg rachunkowych, dokumentów związanych z importem lub eksportem towarów, a także przeprowadzenie szczegółowych badań laboratoryjnych w celu sprawdzenia zgodności towarów z wymaganiami norm i standardów – zaznacza Ewa Flor.

Spośród kontroli celno-skarbowych zakończonych w 2022 roku, 3689 wykazało nieprawidłowości (91,5%). W 2021 roku było to 2709 (91,3%). Jak stwierdza dr Wojciechowska, wysokie wskaźniki to konsekwencja coraz lepszego typowania do kontroli. Odbywa się ono w oparciu o specjalne algorytmy, odchylenia od normy czy plany kontroli. Według ekspertki, rosnącej skuteczności kontroli celno-skarbowych należy także upatrywać w coraz to bardziej rozbudowanym wachlarzu narzędzi analitycznych fiskusa.

– Nieprawidłowości mogą wynikać z różnych przyczyn, w tym z braku znajomości czy błędnej interpretacji przepisów celno-skarbowych, a także nieświadomości lub celowej próby uniknięcia opłat celnych i podatkowych. Wśród najczęściej wykrywanych nieprawidłowości można wskazać te dotyczące deklarowania wartości towarów. Obejmuje to sytuacje, w których importer specjalnie nieprawidłowo określa wartość towaru. Robi to w celu uniknięcia płacenia wyższych opłat celnych i podatkowych – dodaje ekspertka z ATL Accounting & Payroll.

Miliardy pod lupą fiskusa

Z danych resortu finansów również wynika, że ustalenia kontroli celno-skarbowych zakończonych w 2022 roku wyniosły 6,283 mld zł. To o 10,9% więcej niż w 2021 roku, kiedy była mowa o 5,664 mld zł. Ostatnio największe ustalenia zostały stwierdzone w woj. mazowieckim – 1,347 mld zł (rok wcześniej – 1,030 mld zł), podlaskim – 841,6 mln zł (174 mln zł), a także kujawsko-pomorskim – 592,7 mln zł (341,5 mln zł). Na końcu zestawienia widać świętokrzyskie – 30,6 mln zł (w 2021 roku – 123,5 mln zł), warmińsko-mazurskie – 100,7 mln zł (397,6 mln zł), jak również podkarpackie – 151 mln zł (281 mln zł).

– Na pierwszy rzut oka łączna kwota ustaleń imponuje. Jednak podatnikowi, który nie zgadza się z ustaleniami zawartymi w decyzji, przysługuje jeszcze droga sądowa. Finalnie więc kwoty te mogą ulec zmniejszeniu. Ponadto zaprezentowane dane są niejednokrotnie tylko papierowymi ustaleniami, a sama egzekucja należności podatkowych przez fiskusa raczej nadal nie imponuje – komentuje dr Wojciechowska.

Natomiast Natalia Stoch-Mika przewiduje, że 2023 rok przyniesie stabilizację w zakresie przeprowadzanych tego typu kontroli. Sytuacja wróciła do normy po czasowym zamknięciu w szczycie epidemii, a urzędy skarbowe nadrobiły już swoje zaległości z tego okresu. Ekspertka podkreśla również, że uczciwi podatnicy nie mają żadnych powodów do obaw. Urzędy skarbowe, przy wykorzystaniu bardzo zaawanasowanych narzędzi analitycznych, będą prowadzić kontrole w obszarach najbardziej zagrożonych. Jednak nie wszyscy doradcy podatkowi są takimi optymistami.

– Mimo wszystko można przypuszczać, że liczba kontroli celno-skarbowych będzie rosła. Urzędnicy starają się o to, aby wpływy do budżetu były coraz większe, zwłaszcza że w trudnej sytuacji gospodarczej, przede wszystkim związanej w wysoką inflacją, większa jest skłonność przedsiębiorców do nielegalnych i ryzykownych działań. W ten sposób chcą poprawić swoją sytuację finansową. Ale naruszanie prawa podatkowego może pociągać za sobą bardzo negatywne konsekwencje dla firmy, nie tylko ekonomiczne, ale i wizerunkowe – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Dzień danych z Ameryki Północnej

Wiadomością dnia na pewno był wczorajszy spadek inflacji konsumenckiej w USA z 6% do 5%. Problem w tym, że inflacja bazowa rośnie. Dalsze wzrosty stóp procentowych stoją pod znakiem zapytania, a budżet nie jest z gumy.

Inflacja w USA nurkuje

Z pewnością wczorajszy spadek inflacji konsumenckiej z 6% w lutym na 5% w marcu był wiadomością dnia. Oficjalne oczekiwania wynosiły 5,2%. O tym, jak bardzo inwestorzy nie spodziewali się dowiezienia tych prognoz, najlepiej świadczą reakcje rynków. Dolar wyraźnie traci do euro. Od wczoraj jest to już ponad cent. Tym samym zbliżamy się do maksimów z początku lutego, a tylko ułamki centa brakują, by euro było najdroższe względem dolara od ponad roku. W dół idą też szanse na majową podwyżkę stóp procentowych. Dalej jest to scenariusz dominujący, ale coraz więcej analityków spodziewa się, że do niej nie dojdzie. To właśnie dlatego dolar traci na wartości. W tle widać jednak mocno niepokojące dane, które wielu analityków zignorowało w euforii spadku inflacji. Mowa o inflacji bazowej. Ta wczoraj zgodnie z oczekiwaniami wzrosła z 5,5% na 5,6%. Oznacza to, że być może przeszliśmy po prostu do epoki większego wzrostu cen. To by z kolei oznaczało, że obniżki stóp w drugiej połowie roku stoją pod dużym znakiem zapytania.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Główna stopa procentowa w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. Na dolarze kanadyjskim dużo się wczoraj działo, nie należy tego łączyć jednak zbyt mocno z decyzją Banku Kanady. Miała ona bowiem miejsce 1,5 godziny po publikacji danych o inflacji w USA. To właśnie na te dane reagował również dolar kanadyjski. Waluta Kanady traciła na wartości wraz z odpływem kapitału z USA w inne części świata. Po samej decyzji Banku było w miarę spokojnie. Głównie dlatego, że rynek zrealizował już reakcje na odczyt inflacyjny, a utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie było scenariuszem oczekiwanym przez analityków.

Deficyt w USA

Pod koniec dnia zobaczyliśmy dane na temat budżetu federalnego w USA. Po marcu deficyt wynosi 378 mld USD. W przypadku tak dużych kwot cenny jest zawsze jakiś punkt odniesienia. Rok temu było to „zaledwie” 192 mld. Zaledwie, gdyż dla porównania wydatki budżetu Polski przez cały rok to około 150 mld. Polska oczywiście jest mniejszym i biedniejszym państwem, ale w Polsce mowa o wydatkach, nie o deficycie. Wynik ten oprócz potwierdzenia, że budżet za oceanem się nie domyka, pokazuje również, że oczekiwania były niższe o 76 mld dolarów. Mamy zatem kolejny powód, by uciekać z pieniędzmi z tego kraju.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Wyniki deweloperów giełdowych dają nadzieję na poprawę koniunktury

Początek bieżącego roku okazał się dla deweloperów mieszkaniowych, notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW, wyraźnie lepszy sprzedażowo, jeśli zestawić wyniki pierwszego kwartału 2023 r. z ostatnim kwartałem roku ubiegłego. Podobnie kwartalne statystyki kontraktacji w relacji rok do roku zdają się potwierdzać tezę o zakończeniu procesu poszukiwania koniunkturalnego dna przez pierwotny segment krajowej mieszkaniówki.

Spadek sprzedaży mieszkań zastopowany

Po około półtorarocznym ostrym hamowaniu koniunktury sprzedażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym, pierwszy kwartał br. wydaje się dawać nadzieję na powstrzymanie dalszego regresu deweloperskiej kontraktacji. Jej wyniki w wykonaniu notowanej na GPW piętnastki branżowych tuzów wydają się wyraźnie wskazywać na pierwsze symptomy koniunkturalnego odreagowania kilkunastomiesięcznego spowolnienia.Tab. 1 - Zestawienie sprzedaży deweloperów GPW

Prezentowana stawka deweloperów mieszkaniowych w pierwszych trzech miesiącach br. znalazła nabywców na 5031 lokali. To o symboliczne 3 proc. mniej licząc rok do roku, jednocześnie jednak aż o ponad jedną piątą więcej w relacji do ostatniego kwartału 2022 r., kiedy to sprzedaż analizowanej grupy spółek osiągnęła poziom zaledwie 4142 jednostek.

Na razie za wcześnie na euforię

Należy jednak mieć na uwadze, że pierwszy kwartał ubiegłego roku, będący bazą dla bieżącej analizy, uznany był za relatywnie słaby sprzedażowo, a porównywany statystycznie do drugiego kwartału 2020 r., czyli pamiętnego okresu pandemicznego lockdownu.

W tej sytuacji zbliżenie się wynikowo do okresu sprzed roku nie powinno wywoływać euforycznych reakcji. Tym bardziej, że niemal połowa prezentowanych firm w dalszym ciągu komunikuje sprzedażowy regres w relacji rok do roku.

W oczy rzuca się przede wszystkim słaby rezultat zakomunikowany przez dwójkę rynkowych potentatów – Atal oraz grupę Echo – Archicom, w przypadku których regres kontraktacji w relacji rdr osiągnął niemal połowę. Co prawda spółki zapowiadają znaczną poprawę w kolejnych okresach, kiedy to na ewentualnie oczekiwany rosnący popyt będą w stanie odpowiedzieć odpowiednio przygotowaną, zwiększoną ofertą.

Z drugiej strony wyniki kilku spółek, z których trzy z górą podwoiły kontraktację w relacji rok do roku, mogą budzić prawdziwy respekt. Wszystko wskazuje na to, że przy powoli odradzającym się popycie na nowe mieszkania, lepiej radzą sobie te spółki deweloperskie, które w ostatnich miesiącach koniunkturalnego spowolnienia łagodniej ograniczały uruchamianie nowych inwestycji. Pytanie, czy odradzanie się popytu mieszkaniowego rynku pierwotnego ma już charakter trwały, czy jedynie przejściowy.

Co najwyżej umiarkowany optymizm

Na pierwotnym rynku mieszkaniowym początek roku zaznaczył się umiarkowanym optymizmem. Jego źródła to bliska perspektywa wejścia w życie programu Bezpieczny Kredyt 2% czy pierwsze symptomy odwilży na rynku mieszkaniowych hipotek po złagodzeniu przez KNF wymogów wyznaczania parametrów zdolności kredytowej.

W dalszym ciągu jednak deweloperzy przy okazji raportowania wyników sprzedażowych pierwszego kwartału komunikują wysoki, wciąż sięgający 60-70 proc. udział transakcji gotówkowych. A to oznacza, że niezmiennie parametry popytu na nowe lokale mieszkalne stymulowane są w pierwszym rzędzie przez kapitał inwestycyjny, uciekający przed inflacją na nieubłaganie drożejący rynek mieszkaniowy.

Z kolei do mniej optymistycznych, by nie powiedzieć niepokojących aspektów rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki należy zaliczyć wyraźną absencję w minionym kwartale funduszy PRS, które jeszcze niedawno były główną nadzieją popytową deweloperów na trudne czasy cyklicznego spowolnienia.

Tym samym o ile osiągnięcie okolic koniunkturalnego dna przez statystyki sprzedażowe deweloperów mieszkaniowych wydaje się dość prawdopodobne, to spektakularne odbicie od niego do poziomów korespondujących z tymi z czasów niedawnej prosperity jest już zdecydowanie bardziej problematyczne. Pytanie, czy aby na pewno.

Uwaga na rok wyborczy

Tymczasem na rynek mieszkaniowy może mieć znaczący wpływ fakt trwania roku wyborczego. Może dzisiaj już mało kto o tym pamięta, ale cztery lata temu, w trakcie poprzedniej kampanii wyborczej do Sejmu RP, słabnąca i chyląca się ku spowolnieniu rodzima mieszkaniówka doznała nagle silnego, by nie powiedzieć cudownego ożywienia popytowo-cenowego. Wówczas stało się to za sprawą zapowiedzi rozszerzenia programu 500+ na pierwsze dziecko oraz solidnego windowania płacy minimalnej w kolejnych latach. A jak wiadomo już sama perspektywa większych pieniędzy w kieszeniach Polaków, to gwarancja rosnącego popytu na mieszkania oraz szybowania ich cen.

Tym samym jeżeli faktycznie efektywne oprocentowanie Bezpiecznego Kredytu 2% nie przekroczy szacowanego poziomu 3 procent, do tego tegoroczny wolumen kredytów preferencyjnych nie będzie podlegał jakimkolwiek ograniczeniom, a rząd w ramach wyborczych obietnic dorzuci jakiś nowy pakiet transferów socjalnych, to deweloperzy mogą mieć problem z uzupełnieniem oferty odpowiednich dla programu dopłat mieszkań, a ich ceny do końca roku poszybują o kilkanaście procent. Pytanie jednak, czy w razie materializacji podobnego scenariusza będziemy mieli do czynienia z kolejnym cyklicznym ożywieniem koniunktury, czy też może bardziej z koniunkturalnym wylaniem dziecka z kąpielą.

Wyniki finansowe GK GPW w 2022 r.

  • Przychody na poziomie 389,3 mln zł, niższe o 4,5% od rekordowego 2021 r.
  • Wzrost kosztów operacyjnych niższy od wskaźnika inflacji
  • Rekordowe udziały w zyskach jednostek stowarzyszonych (KDPW)
  • Wysokie przychody finansowe dzięki zgromadzonym środkom pieniężnym
  • Zysk netto w wysokości 145,0 mln zł, przy rentowności netto na poziomie 37,2%
  • Wypłata dywidendy w wysokości 115 mln zł (2,74 zł dywidendy na akcję)
  • Finalizacja prac nad nową strategią rozwoju GK GPW obejmującą lata 2023-2027

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) wypracowała w 2022 r. 389,3 mln zł przychodów, co oznacza niski, jednocyfrowy spadek (4,5%) w stosunku do rekordowego poziomu z 2021 r. Grupa zanotowała w minionym roku rekordowe udziały w zyskach jednostek stowarzyszonych, które sięgnęły 28,3 mln zł i były o 15,9% wyższe rdr za sprawą bardzo dobrych wyników KDPW. Dodatkowo wysoka wartość środków pieniężnych zgromadzonych w GK GPW pozwoliła na wypracowanie wysokich przychodów finansowych w otoczeniu rosnących stóp procentowych: przychody te wzrosły do 23,5 mln zł wobec 1 mln zł w 2021 r. Wzrost kosztów operacyjnych GK GPW w ubiegłym roku wyniósł 11,1% rdr, czyli był niższy od średniorocznego wskaźnika inflacji (14,4%), pomimo realizacji wielu istotnych inicjatyw strategicznych. Spadek przychodów, wynikający z trudnego otoczenia rynkowego, oraz wzrost kosztów w środowisku wysokiej inflacji sprawiły, że wynik EBITDA GK GPW był w ubiegłym roku niższy o 22,2% rdr i wyniósł 167,4 mln zł. Spadek był istotnie mniejszy na poziomie wyniku netto, który obniżył się w 2022 r. o 10,1% i wyniósł 145,0 mln zł.

W samym IV kw. 2022 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 91,5 mln zł, zysk EBITDA wyniósł 40,8 mln zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 37,7 mln zł.

– Prezentacja wyników finansowych za 2022 r. jest dobrym momentem, aby podsumować wdrażanie dotychczasowej Strategii #GPW2022 oraz wyniki z ostatnich pięciu lat. W latach 2018-2022 średnie przychody z obrotu instrumentami finansowymi wzrosły o 13 proc. w porównaniu z latami 2013-2017. W segmencie towarowym zanotowaliśmy jeszcze większą poprawę – przychody wzrosły o 26 proc. Z kolei sprzedaż danych i informacji przyniosła nam średnioroczne przychody na poziomie 52 mln zł w porównaniu do 39 mln zł w latach 2013-2017. Wysoka dynamika przychodów przełożyła się również na zyski – średni roczny zysk w ostatnich pięciu latach był najwyższy w historii i wyższy niż w latach 2013-2017 o 24 proc. Wynik ten był możliwy mimo poniesienia znaczących nakładów inwestycyjnych i kosztów operacyjnych na realizację strategii – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

O sile finansowej GK GPW niezmiennie świadczy wypłacana rokrocznie dywidenda. W sierpniu 2022 r. wypłacono 115 mln zł dywidendy, co dało 2,74 zł na akcję i stanowiło 71,3% zysku netto za 2021 r. Ubiegłoroczna stopa dywidendy osiągnęła poziom 7,5 proc. W ostatnich pięciu latach wypłacona dywidenda wzrosła o 31,5 proc. w porównaniu z latami 2013-2017.

– Od debiutu giełdowego w 2011 roku GPW przekazała akcjonariuszom łącznie ponad 1,1 mld zł dywidend – ponad 60% tej kwoty trafiło do akcjonariuszy w czasie mojej prezesury – dodał Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

W minionym roku sesyjne obroty akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosły 285,6 mld zł i były o 8,9% niższe niż w rekordowym 2021 r. Aktywność inwestorów kolejny rok z rzędu była jednocześnie znacząco wyższa niż w latach poprzedzających pandemię. GPW kontynuowała wspieranie płynności m.in. poprzez rabaty dla dużych dostarczycieli płynności (HVP/HVF) oraz Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego i Program Wsparcia Rozwoju Technologii. Obrót na rynku NewConnect (NC) był niższy o 58,7% rdr (2,5 mld zł vs. 6,1 mld zł w 2021) – to efekt wysokiej bazy z lat pandemii, wywołanej ponadprzeciętną zmiennością i zainteresowaniem częścią spółek z NC, szczególnie firmami z rynku medycznego. Rekord osiągnęły w 2022 r. obroty ETF-ami, które po raz pierwszy przekroczyły 1 mld zł i wzrosły o 55% w porównaniu z 2021 r. Najpopularniejszy instrument pochodny na GPW – kontrakt terminowy na WIG20 – wygenerował najwyższy wolumen obrotu od 2011 roku (9,34 mln kontraktów, wzrost o 73% rdr).

Spadki wycen przedsiębiorstw notowanych na giełdach skutkowały obniżeniem aktywności na rynku pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO), co było widoczne nie tylko na GPW, ale w całej Europie. Według raportu „IPO Watch Europe 2022”  PwC łączna wartość ofert w Europie była aż o 80% niższa niż w 2021 roku. Na Głównym Rynku GPW miało miejsce osiem debiutów (przejścia z rynku NewConnect), natomiast na NC pojawiło się 16 nowych spółek. Dużym zainteresowaniem cieszyły się natomiast w ubiegłym roku na GPW wtórne oferty publiczne (Secondary Public Offering, SPO). Łączna wartość SPO przeprowadzonych w 2022 r. na rynkach akcji GPW wyniosła 9,0 mld zł
i była najwyższa od 2017 r. Największe transakcje w 2022 r. miały miejsce w sektorze energetycznym (PGE, Polenergia, Enea), e-commerce (Allegro) oraz paliwowym (PKN Orlen).

Rok 2022 był kolejnym okresem relatywnie wysokiej aktywności inwestorów indywidualnych. Na koniec 2022 r. KDPW prowadził 1,605 mln rachunków papierów wartościowych oraz rachunków zbiorczych wobec 1,374 mln na koniec 2021 r. W ciągu roku przybyło więc 230,4 tys. rachunków, co oznacza wzrost o 16,8% rdr, i jest najlepszym wynikiem od 12 lat.

Na rynku towarowym, prowadzonym przez spółkę zależną GK GPW – Towarową Giełdę Energii, wolumeny obrotu energią elektryczną i gazem zanotowały w 2022 r. spadki w ujęciu rdr odpowiednio o 37,2% do 141,4 TWh oraz o 21,7% do 141,6 TWh.

Na rynku terminowym energii elektrycznej miał miejsce spadek obrotów o 42,7% rdr do 108,3 TWh. Były one związane z rekordowymi wycenami energii, w tym z obciążeniem finansowym w zakresie utrzymywania depozytów zabezpieczających, a także ze wzmożonym ryzykiem finansowym dla działalności obrotowej (duża zmienność cen przy jednoczesnej dużej niepewności co do przyszłorocznych cen towaru).

Obroty na rynku terminowym gazu w 2022 r. zmalały głównie dla instrumentów z najdłuższym okresem wykonania, przede wszystkim w związku z rekordowymi wycenami towaru, w tym z obciążeniem finansowym w zakresie utrzymywania depozytów. Ponadto, w drugiej połowie roku gwałtownie malało krajowe zużycie gazu. Roczne obroty na rynku terminowym gazu wyniosły 118,9 TWh, malejąc względem rekordowego roku 2021 o 21,9%. Podobny spadek (20,6%) miał miejsce na rynku spot, gdzie obroty wyniosły 22,7 TWh.

Obroty certyfikatami na Rynku Praw Majątkowych wyniosły w 2022 r. w przybliżeniu 24,8 TWh. Spadek wolumenu o 4,2% w stosunku do 2021 r. wynikał z zakończenia systemu wsparcia w postaci certyfikatów dla części podmiotów z Rejestru Świadectw Pochodzenia oraz migracją podmiotów do systemu aukcyjnego, za który odpowiada Urząd Regulacji Energetyki.

Realizacja strategii #GPW2022

W 2022 r. kontynuowano realizację inicjatyw strategicznych w ramach Strategii #GPW2022. Konsekwentnie realizowano kolejne kamienie milowe, których monitoring odbywał się miesięcznie na posiedzeniach Zarządu Giełdy oraz kwartalnie na posiedzeniach Rady Giełdy.

Największym projektem, nad którym pracuje GK GPW, jest nowy system transakcyjny Warsaw Automated Trading System (WATS). WATS planowany jest do wdrożenia w GPW i spółkach zależnych w miejsce obecnie wykorzystywanych systemów transakcyjnych. Pozwoli on uniezależnić się od zewnętrznych dostawców, a dodatkowo możliwa będzie jego komercjalizacja.

Spółka zależna GPW Tech kontynuowała w 2022 r. pracę nad czterema produktami:

– TCA Tool, który służy do analizy makro i mikro struktury rynku. Jest to produkt, który może być sprzedawany innym giełdom, ale także domom maklerskim. Pierwsza umowa na usługi TCA Tool dla giełdy w Kuwejcie została zrealizowana;

– GPW STORK – służy do wykrywania nieprawidłowości związanych z handlem na giełdzie. Jest on już wdrożony na rynku polskim. Potencjalnymi klientami tutaj są również domy maklerskie, instytucje nadzorujące, także poza Polską. Produkt został w pełni wdrożony w GPW;

– Nowy Indexator, czyli narzędzie do obliczania indeksów, zastąpiło już poprzedni, mniej wydajny kalkulator stosowany przez GPW. GPW Tech prowadzi rozmowy z klientami zagranicznymi zainteresowanymi zakupem narzędzia;

– System GRC, będący narzędziem umożliwiającym zarządzanie ryzykiem braku zgodności z obowiązującymi przepisami i wewnętrznymi procedurami, zapewniające stałe monitorowanie wymagań regulacyjnych i prawnych w szczególności dla spółek publicznych. Produkt został wdrożony w GK GPW, pozyskano również pierwszego płacącego klienta spoza Grupy Kapitałowej.

GPW Benchmark w 2022 r. skupił swoje wysiłki na opracowaniu wskaźnika WIRON, który od początku 2023 r. może być wykorzystywany przez banki do oferowania kredytów opartych na tym wskaźniku. Spółka opracowała ponadto Rodzinę Indeksów Składanych WIRON (WIRON 1M Stopa Składana, WIRON 3M Stopa Składana, WIRON 6M Stopa Składana oraz WIRON Indeks Jednopodstawowy), które od grudnia 2022 r. mogą być stosowane jako wskaźnik referencyjny przez podmioty nadzorowane w umowach finansowych, instrumentach finansowych oraz funduszach inwestycyjnych. Do Rodziny Indeksów Obligacji Skarbowych wszedł w ubiegłym roku indeks TBSP.Indeks oraz pięć nowych indeksów obligacji skarbowych, uwzględniających portfele obligacji z różnymi terminami zapadalności.

W 2022 r. zakończone zostały prace badawczo-rozwojowe w projekcie GPW Data, bazującym na metodach uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji. Rozpoczęto komercjalizację projektu w modelu Freemium. W pierwszej kolejności poprzez aplikację mobilną oferowane będą nowoczesne, innowacyjne usługi ułatwiające analizę danych rynkowych oraz proces inwestowania. Rozwój w obszarze danych i technologii jest obecnie siłą napędową światowych rynków kapitałowych.

W ubiegłym roku powołano spółkę GPW Logistics, którem zadaniem jest komercjalizacja wypracowanej technologii w ramach projektu „Polskiego Cyfrowego Operatora Logistycznego” (PCOL). GPW Logistics podpisała już pierwsze umowy z klientami.

W listopadzie 2022 r. GPW uruchomiła rynek akcji spółek zagranicznych – GlobalConnect. Notowania na GlobalConnect odbywają się w godzinach sesji giełdowej na GPW oraz w polskim złotym, co daje inwestorowi pewność ceny, po której nabywa akcje. Inwestorzy mogą składać zlecenia poprzez rachunek w krajowym biurze maklerskim, podłączonym do nowego rynku. Pierwszych pięć spółek, które znalazły się na rynku GlobalConnect to: największy europejski ubezpieczyciel Allianz, trzy koncerny motoryzacyjne: BMW, Mercedes Benz, Volkswagen oraz spółka technologiczna Siemens. Planowane jest zwiększenie liczby notowanych podmiotów, docelowo również o spółki amerykańskie.

W grudniu 2022 r. GPW formalnie przejęła 65,03% akcji w Armeńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (AMX) za ok. 9,6 mln zł. Ponadto, GPW pośrednio objęła kontrolę nad Central Depository of Armenia (Centralny Depozyt Papierów Wartościowych w Armenii, CDA), w którym AMX posiada obecnie 100% udział w kapitale zakładowym. Przejęcie AMX pozwoli GPW na dalszą ekspansję usług oraz przyspieszenie realizacji strategii. Z drugiej strony da armeńskiej giełdzie możliwość skorzystania z wiedzy Grupy Kapitałowej GPW – szczegółowy plan rozwoju AMX oraz armeńskiego rynku kapitałowego zostały zawarte w długoterminowej strategii rozwoju AMX, która powstała przy współpracy z GPW oraz Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOR).

W marcu 2023 r. GPW ogłosiła, że wspólnie ze spółką Emitel przeprowadzi pilotażowe wdrożenie systemu emisji spotów reklamowych w modelu dynamicznej podmiany reklam, nad którym pracuje spółka zależna GPW DAI. Testy mają objąć wszystkie rodzaje cyfrowych platform telewizyjnych w Polsce. Celem projektu prowadzonego przez GPW DAI jest budowa wielomodułowej platformy aukcyjnej, przeznaczonej do kompleksowej obsługi transakcji na rynku mediowym.

Aktualnie trwają intensywne prace nad opracowaniem strategii rozwoju GK GPW na lata 2023-2027. Ogłoszenie nowej strategii zaplanowano na drugi kwartał 2023 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2022 r. i cały 2022 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2022 r. wyniósł 37,7 mln zł, w porównaniu do 41,4 mln zł
w IV kw. 2024 r. i 31,1 mln zł w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 145,0 mln zł vs. 161,3 mln zł w 2021 r. Na spadek całorocznego zysku netto, złożyły się niższe przychody na rynku towarowym (-7,9% rdr) oraz finansowym (-2,7%) oraz wyższe koszty operacyjne (+11,1% rdr). Jednocześnie wsparciem dla wyniku netto było saldo przychodów i kosztów finansowych, które było dodatnie i wyniosło 16 mln zł, wobec ujemnego salda na poziomie 10,6 mln zł w 2021 r. Rekordowy był ponadto udział GK GPW w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, który wzrósł o 15,9% rdr do 28,3 mln zł.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2022 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 57,4 mln zł, względem
66,3 mln zł w IV kw. 2021 r. oraz 58,0 mln zł w III kw. 2022 r. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 62,7% całkowitych przychodów Grupy GPW, w porównaniu do 61,7%
w IV kw. 2021 r. oraz 65,5 % w III kw. 2022 r.

W całym 2022 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 247,7 mln zł, w porównaniu
do 254,7 mln zł w 2021 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 63,6%, wobec 62,5% rok wcześniej.

Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2022 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 37,2 mln zł, w porównaniu do 47,4 mln zł w IV kw. 2021 r. oraz 38,2 mln zł w III kw. 2022 r.

W całym 2022 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły
167,5 mln zł, wobec 177,9 mln zł w 2021 r. Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym jest wynikiem spadku przychodów z obrotu akcjami (-14,0% rdr) przy jednoczesnym wzroście przychodów z obrotu instrumentami pochodnymi (+55,2% rdr).

  • Obsługa emitentów

W IV kw. 2022 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,6 mln zł, w porównaniu do 4,3 mln zł w IV kw. 2021 r. i 5,5 mln zł w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 5,9% całkowitych przychodów GK GPW i wyniosły 23,0 mln zł, wobec 21,6 mln zł rok wcześniej. Na wysokość przychodów z tej linii biznesowej składają się opłaty roczne za notowanie i opłaty za wprowadzenie
oraz inne opłaty. Przychody są więc w głównej mierze wypadkową aktywności na rynku IPO/SPO, liczby emitentów oraz kapitalizacji spółek.

W 2022 r. łącznie na obu rynkach akcji GPW odbyły się 24 debiuty giełdowe (z uwzględnieniem ośmiu spółek, które przeniosły notowania z NewConnect na Główny Rynek), wobec 48 debiutów w roku poprzednim. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła w 2022 r. 127mln zł (vs. 9,4 mld zł w 2021 r.), a wartość SPO
to 9,0 mld zł (vs. 1,9 mld zł w 2021 r.). Łączna kapitalizacja spółek krajowych
i zagranicznych na obu rynkach akcji GPW wyniosła na koniec 2022 r. 1 128,9 mld zł
vs. 1 331,5 mld zł na koniec 2021 r.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2022 r. osiągnęły poziom 14,6 mln zł, względem 14,6 mln zł w IV kw. 2021 r. oraz 14,3 mln w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. przychody z tego segmentu biznesowego, kolejny rok z rzędu, ukształtowały się na rekordowym poziomie – 57,3 mln zł, wobec 55,2 mln zł w 2021 r. (wzrost o 3,6%) i stanowiły 14,7% skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży GK GPW.

W 2022 r. GK GPW kontynuowała wzrost liczby dystrybutorów danych: 6 podmiotów otrzymało licencję na dystrybucję danych GPW a jeden na dane GPW Benchmark. Liczba abonentów danych spółek z GK GPW była rekordowa i wyniosła ponad 533 tys.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W IV kw. 2022 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 32,9 mln zł, o 17,8% mniej niż rok wcześniej i o 10,3% więcej niż w III kw. 2022 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2022 r. wyniósł 36,0%. W całym 2022 r. przychody z rynku towarowego wyniosły
138,1 mln zł, co oznacza spadek o 7,9% w stosunku do roku 2021 i przekłada się na 35,5% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia, rozliczenia transakcji oraz sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2022 r. wyniosły 16,8 mln zł, co oznacza spadek o 16,6% rdr oraz wzrost o 6,3% kdk. W całym 2022 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 69,2 mln zł odnotowując spadek o 7,3% rdr.

Przychody z obrotu energią wyniosły 2,8 mln zł w IV kw. 2022 r. wobec 5,4 mln zł w IV kw. 2021 r. i 3,4 mln zł w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. przychody z tego tytułu wyniosły 13,4 mln zł, o 29,9% mniej niż rok wcześniej.

W IV kw. 2022 r. przychody z obrotu gazem pozostały stabilne rdr (-0,4%) i jednocześnie wzrosły o 75,3% w stosunku do III kw. 2022 r. kształtując się na poziomie 3,6 mln zł.
W 2022 r. przychody z obrotu gazem sięgnęły 11,5 mln zł, co oznacza spadek w stosunku do roku ubiegłego o 23,0%.

W IV kw. 2022 r. przychody z tytułu obrotu prawami majątkowymi wyniosły 4,9 mln zł,
co oznacza spadek o 27,1% rdr i jednocześnie stabilizację kdk (-0,4%). Przychody z tego obszaru spadły w 2022 r. nieznacznie, o 3,2% rdr, i wyniosły 24,3 mln zł.

W IV kw. 2022 r. przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego wyniosły 5,5 mln zł, co oznacza wzrost o 24,7% rdr i jednocześnie wzrost o 1,6% kdk. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2022 r. wyniosły 20,0 mln zł, w porównaniu do 15,6 mln zł w 2021 r., co oznacza wzrost o 28,7% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2022 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 4,8 mln zł, o 14,1% mniej niż rok wcześniej i 10,6% mniej niż w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 25,0 mln zł, o 4,9% więcej niż rok wcześniej.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2022 r. wyniosły 10,9 mln zł, o 21,5% mniej
niż rok wcześniej i o 31,7% więcej niż w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 42,6 mln zł przychodów, czyli o 15,5% mniej niż rok wcześniej. Przychody z tego tytułu są pochodną wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych
przez TGE.

  • Sprzedaż informacji Grupy TGE

W IV kw. 2022 r. przychody ze sprzedaży informacji wyniosły 337 tys. zł, o 2,1% więcej niż rok wcześniej i o 4,7% więcej niż w III kw. 2022 r. W całym 2022 r. sprzedaż informacji Grupy TGE przyniosła GK GPW 1,3 mln zł, czyli o 20,5% więcej rdr.

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2022 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 64,2 mln zł, wobec 63,2 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 1,6% rdr. Koszty były o 8,2% wyższe niż w III kw. 2022 r. W całym ubiegłym roku koszty operacyjne wyniosły 254,9 mln zł, wobec 229,4 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 11,1% rdr. W 2022 r. wskaźnik C/I wzrósł do 65,5% z 56,3% w 2021 r.

  • Łączne koszty osobowe w IV kw. 2022 r. wyniosły 27,7 mln zł wobec 32,3 mln zł w IV kw. 2021 r. co stanowi spadek o 4,6 mln zł rdr (-14,2%). W całym 2022 r. koszty były stabilne (wzrost o 1,8% rdr, tj. o 2 mln zł) i wyniosły 111,6 mln zł.
  • Koszty usług obcych w IV kw. 2022 r. wyniosły 23,4 mln zł wobec 17,6 mln zł
    w IV kw. 2021 r. co stanowi wzrost o 5,8 mln zł rdr (+33,3%). W całym 2022 r. koszty wzrosły o 32,7% rdr, tj. o 18,7 mln zł i wyniosły 76,0 mln zł.
  • Opłata na rzecz KNF wyniosła w 2022 r. 14,8 mln zł, o 0,3 mln zł więcej niż w 2021 r.
    co stanowi wzrost o 1,8%.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W IV kw. 2022 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 7,6 mln zł, w porównaniu do 5,2 mln zł przed rokiem. W 2022 r. zysk z tego tytułu wyniósł 28,3 mln zł, wobec 24,4 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 15,9% i stanowi najwyższy wynik w historii. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW. Zysk Grupy KDPW przypadający na GPW wyniósł 27,8 mln zł w porównaniu do 24,1 mln zł rok wcześniej.

Prezes UODO nałożył kolejną karę za naruszenia ochrony danych osobowych

Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości ponad 33 tys. zł na administratora, który utracił poufność danych osobowych. Ponadto organ nadzorczy nakazał mu zaprzestać powierzania przetwarzania danych podmiotowi, z którym współpracował na podstawie umowy zawierającej braki. Jak wykazało postępowanie, zarówno administrator, jak i podmiot przetwarzający naruszyli przepisy RODO, bo nie wdrożyli odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych zapewniających bezpieczeństwo danych.

Do UODO wpłynęło zgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych, polegające na utracie poufności danych. Administrator w zgłoszeniu podał również dane podmiotu przetwarzającego zajmującego się kompleksową obsługą informatyczną. Niezależnie od powyższego, UODO pozyskał też informację z przekazów medialnych o naruszeniu ochrony danych osobowych, znajdujących się m.in. w polisach ubezpieczeniowych potwierdzających zawarcie z różnymi towarzystwami ubezpieczeniowymi umów ubezpieczenia w okresie od maja 2015 r. do listopada 2020 r., które były publicznie dostępne w zasobach informatycznych należących do administratora. Administrator potwierdził, że zgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych przekazane UODO dotyczy tego samego zdarzenia, które zostało opisane przez media.

Jak ustalono, do naruszenia doszło podczas wydzielenia wspólnego zasobu roboczego zawierającego repozytorium plików i udostępnienia go pracownikom w sieci lokalnej oraz zdalnie.

Obowiązki administratora – analiza ryzyka

Dane osobowe muszą być przetwarzane w sposób zapewniający odpowiednie bezpieczeństwo tym danym, w tym ochronę przed niedozwolonym lub niezgodnym z prawem przetwarzaniem oraz przypadkową utratą, zniszczeniem lub uszkodzeniem, za pomocą odpowiednich środków technicznych lub organizacyjnych („integralność i poufność”), a administrator uwzględniając charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie i wadze, powinien wdrożyć odpowiednie środki techniczne i organizacyjne. Co ważne, środki te są w razie potrzeby poddawane przeglądom i uaktualniane. Wymienione obowiązki ciążą nie tylko na administratorach, ale też na podmiotach przetwarzających.

Środki techniczne i organizacyjne

Ustalenie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych jest procesem dwuetapowym. W pierwszej fazie należy określić poziom ryzyka, jaki wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych, a w drugiej należy ustalić, jakie środki techniczne i organizacyjne będą właściwe, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa odpowiadający temu ryzyku.

W przedmiotowej sprawie należało zbadać, czy podmioty dokonały analizy ryzyka, a także czy na jej podstawie określiły oraz zastosowały środki techniczne i organizacyjne zapewniające stopień bezpieczeństwa danych osobowych odpowiadający temu ryzyku. W ocenie UODO takiej ukierunkowanej analizy jednak nie przeprowadzono, poprzestając jedynie na ogólnych założeniach. Wyjaśnienia zarówno administratora, jak i podmiotu przetwarzającego wskazywały na to, że podmioty te stosują jedynie regulacje wewnętrzne administratora m.in. działają na podstawie Polityki ochrony danych osobowych. Brak przeprowadzonej analizy ryzyka poskutkował doborem nieadekwatnych środków.

Oprócz analizy ryzyka, wdrożenia środków organizacyjnych i technicznych, ważna jest ich weryfikacja

Równie ważne jak prawidłowy dobór środków technicznych i organizacyjnych, uwzględniający możliwe ryzyka, jest ich weryfikowanie i ustalenie, czy wprowadzane zmiany są prawidłowe. Takie działanie podmiotów zobowiązanych pozwoliłoby uniknąć naruszenia ochrony danych osobowych. Obowiązki podmiotów uczestniczących w procesie przetwarzania danych osobowych nie powinny – w ocenie organu nadzorczego – kończyć się na przeprowadzeniu analizy ryzyka i zastosowaniu odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzanych danych osobowych.

Brak takiej weryfikacji, wobec niewdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych skutkował w tej sprawie wystąpieniem przedmiotowego naruszenia. Pewne działania weryfikacyjne zostały przeprowadzone dopiero po wystąpieniu naruszenia ochrony danych osobowych.

Podmiot przetwarzający powinien zapewnić gwarancje

Administrator korzystający z usług podmiotów przetwarzających powinien upewnić się, czy podmioty te zapewniają wystarczające gwarancje wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, by przetwarzanie spełniało wymogi RODO i chroniło prawa osób, których dane dotyczą.

W tej sprawie weryfikacja kompetencji podmiotu przetwarzającego nie miała charakteru sformalizowanego, ponieważ polegała na przeprowadzeniu rozmowy, a świadczone przez podmiot usługi nie budziły zastrzeżeń administratora. Zdaniem UODO pozytywnie oceniana współpraca stanowić może jedynie punkt wyjścia przy dokonywaniu weryfikacji, czy podmiot przetwarzający zapewnia wystarczające gwarancje wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych. Samo podpisanie umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych bez dokonania właściwej oceny podmiotu przetwarzającego nie może być uznane za realizację obowiązku przeprowadzenia postępowania weryfikującego podmiot przetwarzający. Wyznacznikiem dla takiej oceny nie może być jedynie wieloletnia współpraca i korzystanie z usług danego podmiotu przetwarzającego.

W niniejszej sprawie zmiany w systemie informatycznym nie zostały wprowadzone na podstawie określonych procedur, a prawidłowość ich przebiegu nie została zweryfikowana po ich dokonaniu. Ze względu na niewdrożenie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych zapewniających bezpieczeństwo danych osobowych, również na podmiot przetwarzający została nałożona administracyjna kara pieniężna. Administrator nie zweryfikował sposobu realizacji przez podmiot przetwarzający zmian w systemie informatycznym, w którym przetwarzane były dane osobowe. Zdaniem UODO takie działanie znacząco obniżyłoby ryzyko uzyskania dostępu przez osoby nieuprawnione do danych przetwarzanych w tym systemie, a tym samym zminimalizowałoby ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych.