Polacy zgromadzili blisko 10 mld zł w PPK. Obecnie jest tam blisko 2,5 mln uczestników

Jak wynika z danych udostępnionych przez PFR, na koniec sierpnia br. liczba uczestników PPK wyniosła 2,44 mln. To o 13% więcej niż na zakończenie czerwca 2021 roku, kiedy było ich 2,16 mln. Z kolei kwota zgromadzonych środków wzrosła w tym czasie o przeszło 83%, z 5,33 mld zł do 9,77 mld zł. Na początku zeszłego miesiąca najwięcej aktywnych uczestników PPK pochodziło z województwa mazowieckiego, a najmniej – ze świętokrzyskiego. Zdaniem ekspertów, choć widać wzrosty, to dane nie są satysfakcjonujące. Wpływ na to może mieć załamanie zaufania do inicjatyw rządowych, zwłaszcza po sytuacji z OFE. Jednocześnie znawcy tematu dodają, że trzeba być ostrożnym z oceną projektu poprzez pryzmat roku czy dwóch lat, bo jesteśmy w okresie naprawdę wyjątkowych turbulencji i wielu rynkowych zmiennych.

Widać progres

Z danych przekazanych przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) wynika, że na koniec sierpnia br. liczba uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych wyniosła 2,44 mln. 2 miesiące wcześniej było ich 2,4 mln. Z kolei ubiegły rok zakończono wynikiem 2,27 mln, a stan z 30 czerwca 2021 roku wskazywał na 2,16 mln.

– PPK dopiero się u nas ukorzenia. Dobrze więc, że rośnie liczba osób nim objętych. To pokazuje, że wzrasta świadomość potrzeby dodatkowego zabezpieczenia się na przyszłość. Jednak biorąc pod uwagę, że mamy blisko 17 mln pracujących, to jesteśmy bardzo daleko od stanu zadowolenia. Nas mogłoby satysfakcjonować uczestnictwo na poziomie dwóch trzecich, a nie ok. 15% – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.

Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, oczekiwał większego zainteresowania PPK. Zdaniem eksperta, problemy mogą wynikać z załamania zaufania do inicjatyw rządowych, zwłaszcza po porażce programu dotyczącego otwartych funduszy emerytalnych. W szczególności po tym, jak połowa środków z niego została przejęta przez budżet państwa, Polacy mogli się zrazić do tego typu inicjatyw. Co prawda zapisy pojawiły się na kontach ZUS, ale spora część uczestników uważała, że pieniądze zgromadzone w OFE należą do nich. Dlatego też przejęcie zostało potraktowane jako nadużycie, chociaż trzeba zaznaczyć, że formalnie odbyło się zgodnie z prawem.

– Dla mnie liczba uczestników PPK nie jest zaskoczeniem. Kiedy ten system był uruchamiany, to spodziewano się znacznie większej grupy osób przystępującej do niego. Na razie to nam się nie udało. Jako Polacy nie mamy zwyczaju długoterminowego oszczędzania. Ludzie odkładają pieniądze np. na zakup artykułów gospodarstwa domowego, mebli czy też samochodu. Ale zazwyczaj na tym kończą – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Skromne środki

Jak wynika z danych udostępnionych przez PFR, na koniec sierpnia br. środków zgromadzonych w PPK było 9,77mld zł. W porównaniu do lipca, zanotowano wzrost o 177,4 mln złotych. Z kolei stan z 30 czerwca br. wyniósł 9,03 mld zł. Ubiegły rok zamknięto kwotą 7,67 mld zł, a pół roku wcześniej mowa była o 5,33 mld zł.

– Niewątpliwie w ciągu ponad roku nastąpił duży wzrost. Jednak w PPK wciąż są bardzo skromne środki. Dla porównania, w momencie, kiedy doszło do przejęcia połowy środków z OFE, zgromadzonych tam było ok. 300 mld zł – analizuje główny ekonomista BCC.

Biuro prasowe PFR podaje również, że wzrost zgromadzonych środków w okresie od czerwca do sierpnia wynika w dużej mierze z odrobienia wyników przez fundusze PPK. Natomiast Jeremi Mordasewicz zwraca uwagę na to, że teraz znowu mamy gorszą sytuację na giełdzie. Takie wahania denerwują ludzi, bo oni widzą, że im ubywa pieniędzy. A przecież to jest system bardzo długoterminowego oszczędzania. Tu mówimy o odkładaniu środków przez 30 czy 40 lat, tj. przez okres aktywności zawodowej. Dlatego nie powinniśmy epatować wzrostami czy spadkami w perspektywie dwóch czy trzech lat. Podobnie było z OFE.

– Ważne jest, żeby osoby pracujące dostrzegały ryzyka związane z czasem. Za 20-30 lat emerytury dla wielu ludzi, a w szczególności dla kobiet, mogą być naprawdę skromne. Dlatego trzeba również rozważyć przystąpienie do tego programu – dodaje prof. Gomułka.

Myślenie o przyszłości

Według stanu z 1 sierpnia tego roku, najwięcej aktywnych uczestników PPK było z województwa mazowieckiego – 804 741 (zgromadzone aktywa netto – 3,855 mld zł). Dalej mamy wielkopolskie – 283 561 (ok. 1,017 mld zł), śląskie – 238 550 (ok. 979 mln zł), małopolskie – 202 827 (ok. 928 mln zł), a także dolnośląskie – 189 263 (743 mln zł). Najmniej aktywnych uczestników było z woj. świętokrzyskiego – 28 454 (aktywa na poziomie ok. 122 mln zł). Wyżej w zestawieniu znajdują się osoby, które nie mają adresu w Polsce – 29 207 (ok. 44 mln zł). Przed nimi są mieszkańcy lubuskiego – 29 611 (119 mln zł), jak również warmińsko-mazurskiego – 33 624 (ok. 125 mln zł).

– PPK ma stanowić zabezpieczenie na starość przed ubóstwem. Mam nadzieję, że nie odwrócimy się od tej inicjatywy i będziemy ją powoli realizować. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii jest wielokrotnie większe uczestnictwo w takich programach organizowanych przez pracodawców. Ale dochodzenie do tego zajęło im kilka lat. Tam zadziałał prosty mechanizm. Ludzie dowiadują się o korzyściach, które odnoszą ich współpracownicy czy znajomi. I wtedy podejmują decyzję o wejściu – opisuje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Z kolei prof. Gomułka podkreśla, że dopływ środków do funduszy i wnoszenie ich na giełdy jest potencjalnie bardzo ważnym źródłem finansowania wzrostu gospodarczego. Natomiast w Polsce generalnie oszczędności są niewielkie i to ma wpływ na możliwości inwestycyjne w kraju. Jak zaznacza były wiceminister finansów, środowiska przedsiębiorców i ekonomistów traktowały PPK jako pozytywną inicjatywę. Ale od początku były wątpliwości, czy będzie ona przyjęta entuzjastycznie przez pracujących. I rzeczywiście te obawy się potwierdziły. Zdaniem eksperta, liczba uczestników będzie wzrastać, ale powoli.

– Byłbym ostrożny z oceną PPK, bo jesteśmy w okresie naprawdę wyjątkowych turbulencji. Proponowałbym dokonywać osądu na spokojnie w dłuższym horyzoncie czasowym. Bardzo sprzyjam tym formom oszczędzania, ale znajdujemy się na samym początku tej drogi. Jeśli zgromadzimy w PPK i innych tego typu programach 100% polskiego PKB, to wtedy powiem, że mamy dojrzały system oszczędzania na emeryturę. Kilka lat temu Holendrzy w ten sposób zgromadzili ok. 120% ich PKB – podsumowuje Jeremi Mordasewicz.

Finansowanie smart może pozwolić ograniczyć emisję dwutlenku węgla w Europie o 168,6 mega ton

Producenci stoją dziś przed dylematem — z jednej strony chcą inwestować w zrównoważony rozwój, z drugiej mają obawy związane z angażowaniem kapitału w obliczu gospodarczej niepewności. Eksperci Siemens Financial Services wskazują, że przedsiębiorstwa produkcyjne powinny szerszej stosować metody finansowania smart. W ten sposób uda im się osiągnąć tak istotną w obecnej sytuacji optymalizację kosztów oraz zrealizować cele związane ze zrównoważonym rozwojem. Dzięki zastosowaniu finansowania smart w ramach rozwiązań „Energy-as-a-service” w latach 2023-2030 w samej Europie można by ograniczyć emisję dwutlenku węgla aż o 168,6 mega ton.

Sytuacja geopolityczna, zakłócenia w łańcuchu dostaw i coraz wyższa inflacja wywierają presję na optymalizację produkcji. Równocześnie oczekuje się, że przemysł będzie stawał się coraz bardziej zrównoważony, tak by osiągnąć wyznaczone cele klimatyczne. W Europie prawo unijne rekomenduje redukcję gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 roku, w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Z kolei prezydent USA, w kwietniu 2021 r., zobowiązał się do zmniejszenia emisji z przemysłu wytwórczego o 50-52 proc. do 2030 r., a prezydent Chin zadeklarował ograniczenie emisji dwutlenku węgla na jednostkę PKB o 65 proc. w stosunku do poziomu z 2005 roku.

Skala możliwości ograniczenia wpływu przemysłu na środowisko jest ogromna

Finansowanie smart jest kluczowym elementem, który wspiera osiąganie celów klimatycznych i popularyzację gospodarki o obiegu zamkniętym. W raporcie „Financing Sustainability: Smart ways to enable Sustainable Manufacturing” analitycy Siemens Financial Services posłużyli się przykładem rozwiązań „Energy-as-a-service” (czyli „zwiększenie efektywności energetycznej jako usługa”), aby zobrazować jak wielkie korzyści dla środowiska może mieć szersze zastosowanie takich sposobów finansowania zrównoważonych inwestycji. W samej Europie, dzięki wdrożeniu takiego modelu można by na przestrzeni najbliższych 7 lat ograniczyć emisję aż o 168,6 mega ton CO2.Finansowanie smart może pozwolić ograniczyć emisję dwutlenku węgla w Europie o 168,6 mega ton

Zrównoważony rozwój przestaje być trendem, a staje się koniecznością. Kolejne rekomendacje i regulacje ponaglają do optymalizacji sposobu prowadzenia działalności biznesowej i dążenia do zamkniętego obiegu produkcji. Część przedsiębiorców uważa, że nie ma pieniędzy na takie inwestycje lub odkłada je w czasie, nie zdając sobie często sprawy, że istnieją metody pozwalające wcielić w życie takie projekty bez angażowania dużego kapitału. W tym kontekście kluczowa staje się promocja nie tylko zrównoważonego rozwoju jako nowego modelu biznesowego, lecz także finansowania smart jako narzędzia, które umożliwia realizację takich inwestycji Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Nowy sposób na przemysł

Według OECD – Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – zrównoważona produkcja jest dziś formalną nazwą dla nowego sposobu prowadzenia działalności gospodarczej i tworzenia wartości przedsiębiorstw. Dzięki minimalizowaniu szeroko pojętego ryzyka biznesowego,  zrównoważony rozwój pozwala na efektywne wykorzystanie możliwości, jakie stwarza optymalizacja procesów związanych z ekonomią, środowiskiem i społeczeństwem.

Producenci powinni dążyć do zrównoważonego rozwoju nie tylko z powodu presji związanej z koniecznością reagowania na ograniczenia i regulacje. Inwestycje w zielone technologie mogą pozytywnie wpłynąć na zwiększenie wydajności operacyjnej poprzez redukcję kosztów i wesprzeć budowanie długotrwałej rentowności przedsiębiorstwa. Pozwalają również na wzmocnienie wizerunku marki i budowę zaufania społecznego. Co ważne, zarówno korzyści finansowe, jak i te związane z postrzeganiem przedsiębiorstwa przez klientów i konsumentów, przekładają się na wzrost zdolności firmy do konkurowania.

Ważne by uświadomić sobie, że nie ma jednego sposobu na zrównoważony rozwój. To złożone pojęcie, które obejmuje wiele zagadnień i jeszcze więcej rozwiązań. Tych ostatnich z roku na rok przybywa dzięki coraz to bardziej zaawansowanym technologiom. Dobrym przykładem są procesy, które pozwalają na zwiększenie efektywności energetycznej. Należą do nich nie tylko rozwiązania umożliwiające odzyskiwanie energii ze środowiska produkcyjnego czy automatyzację budynków, lecz także konwersja na oświetlenia LED i wiele innych. To wszystko sprawia, że tak naprawdę każde przedsiębiorstwo znajdzie rozwiązanie, które będzie odpowiadać jego konkretnym potrzebom i możliwościom – podkreśla Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services w Polsce.

Zrównoważone finansowanie smart

Pogodzenie chęci inwestowania w zrównoważony rozwój z obawami związanymi z angażowaniem kapitału w warunkach niestabilności rynków jest obecnie jednym z wyzwań przed jakimi stoją producenci. Rozwiązaniem mogą okazać się modele finansowania smart. Umożliwiają one realizację projektów związanych ze zrównoważonym rozwojem przez korelację finansowania ze skalą zwrotu z inwestycji, co znacznie ułatwia zarządzanie przepływami pieniężnymi. Dodatkowo, dostawcy takich rozwiązań wspierają przedsiębiorców w przejściu ze starego środowiska produkcji do nowej rzeczywistości, tak by zniwelować finansowe efekty takiej transformacji.

Zrównoważony rozwój powinien być priorytetem dla producentów, zwłaszcza wobec wzrostów cen energii i surowców spowodowanych niepewnością rynkową i geopolityczną. Specjalistyczne finansowanie daje przedsiębiorstwom narzędzia potrzebne do transformacji procesów. Potwierdzają to informacje zwrotne jakie otrzymujemy od naszych klientów. Dla nich liczy się przede wszystkim elastyczność jaką zapewnia ten model realizacji inwestycji. Właśnie dlatego dostawcy finansowania smart powinni odznaczać się know-how i znajomością danej branży – tak by móc zaoferować klientowi rozwiązanie uszyte na miarę – dodaje Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services w Polsce.

Sprzeciw branży drzewnej wobec rezygnacji Lasów Państwowych z ekologicznej certyfikacji FSC

20 września organizacje reprezentujące polskich przedsiębiorców: Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Stowarzyszenie Papierników Polskich, Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Programu Ogrodowego, Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego, Polski Komitet Narodowy EPAL, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Związek Polskie Okna i Drzwi, Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, Ogólnopolski Związek Pracodawców Przemysłu Drzewnego oraz Zespół Roboczy przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw, po raz kolejny zaapelowały w liście otwartym do Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, Józefa Kubicy, o spójne działanie w sprawie certyfikacji FSC.

Rezygnację z międzynarodowego certyfikatu ogłosiła już Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku oraz Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu, co jest sprzeczne z zapewnieniami, które organizacje branżowe otrzymały od Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Jeszcze 7 września uspokajała ona reprezentantów polskich przedsiębiorców, że prowadzi rozmowy z przedstawicielami FSC w celu wynegocjowania umowy licencyjnej, a także zapewniała, że nie zamierza wypowiadać umów licencyjnych, ani odstępować od certyfikacji.

Certyfikacja FSC jest standardem potwierdzającym wspieranie odpowiedzialnej gospodarki leśnej. Produkty posiadające ten certyfikat są poddawane weryfikacji na całej długości łańcucha dostaw – od pochodzenia do końcowego przeznaczenia. Gros klientów polskich producentów, m.in. importerzy, sieci handlowe, a także konsumenci, oczekują od przedsiębiorstw oraz ich produktów legitymowania się właśnie certyfikatem FSC. Zatem dostęp do surowca certyfikowanego w ramach tego standardu jest dla polskich firm niezbędnym elementem oferty, powszechnie wymaganym przez kontrahentów zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych.

„Oczekujemy wyjaśnienia, dlaczego obecnie prowadzone działania podejmowane przez regionalne dyrekcje są niespójne z zapowiedziami Dyrekcji Generalnej LP przekazanymi nam na spotkaniu 7 września. Apelujemy o utrzymanie certyfikacji FSC we wszystkich jednostkach regionalnych, co pozwoli utrzymać nam konkurencyjność i sprzedaż na najbardziej atrakcyjnych rynkach. Jest to szczególnie istotne w dzisiejszej wyjątkowo trudnej i niestabilnej sytuacji geopolitycznej i ekonomicznej. W obliczu drastycznie wysokich kosztów produkcji oraz spadającej liczby zamówień i nadchodzącej recesji, przemysł nie może tracić kolejnych rynków zbytu z uwagi na brak certyfikowanego surowca.” – apelują we wspólnym liście do Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych organizacje branżowe.

Elektryki coraz bardziej w modzie. Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Podróżujemy rzadziej, ale wygodniej. Podróży związanych z pracą jest o 11% mniej niż przed pandemią, a prywatnych – 8% mniej. Równolegle, rekordowe 45% respondentów planuje kupić nowy samochód. Ponad połowa z nich (52%) chce nabyć auto elektryczne – wynika z badania EY Mobility Consumer Index 2022.

Pandemia trwale wpłynęła na naszą mobilność i zmniejszyła natężenie podróży. Praca zdalna i hybrydowa powodują, że o 11% zmniejszyło się natężenie podróży związanych z pracą. Również czas wolny chętniej spędzamy blisko domu, a ilość podróży prywatnych spadła o 8% z poziomów sprzed pierwszego lockdownu – wynika z badania EY Mobility Consumer Index 2022.

Jeśli już zdecydujemy się gdzieś wyruszyć, coraz częściej wybieramy wygodę.

– Obawy o bezpieczeństwo i zdrowie zmniejszają chęć do korzystania z transportu publicznego, co widać w naszych badaniach: zainteresowanie transportem publicznym jako sposobem dotarcia do pracy spadło o 15% w porównaniu z okresem sprzed pierwszego lockdownu. W efekcie, samochód staje się preferowanym sposobem przemieszczania się – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Te preferencje przekładają się na decyzje zakupowe. Rekordowa liczba (45% badanych) osób planuje kupić nowy samochód w ciągu najbliższych 24 miesięcy. To o 12 pkt proc. więcej w porównaniu do wyników z 2020 roku. Spośród osób zainteresowanych kupnem samochodu, 32% deklaruje, że interesuje ich nowe auto, a 13% rozgląda się za samochodem używanym.

Elektryki na topie

Kolejną niespodzianką jest to, że już 52% osób, które chcą kupić nowy samochód w ciągu najbliższych 24 miesięcy, planuje nabyć auto elektryczne: ta kategoria obejmuje samochody w pełni elektryczne, hybrydowe typu plug-in oraz hybrydy. To kilkakrotny wzrost w porównaniu do ubiegłego roku, gdy chęć kupna samochodu elektrycznego deklarowało jedynie 11% badanych.

Jako powód respondenci podają najczęściej chęć ochrony środowiska – 38% respondentów zainteresowanych kupnem elektryka wymienia wpływ samochodów na klimat jako główny czynnik determinujący ich wybór. Obok marchewki, ważny jest też kij – 34% osób, które chcą kupić auto elektryczne, jako powód wymienia rosnące obciążenia i kary związane z korzystaniem z samochodów spalinowych.

– Zmiany klimatu są coraz bardziej widoczne oraz dotkliwe dla społeczeństw, wzrasta więc świadomość konieczności przeciwdziałania im. Zwiększone zainteresowanie samochodami elektrycznymi to również pokłosie rekordowo wysokich kosztów użytkowania samochodów spalinowych. Na wielu rynkach decydenci wspierają ten trend poprzez odpowiednie regulacje, czyniące mniej opłacalnym korzystanie z samochodów napędzanych silnikiem spalinowym, zwłaszcza w miastach, co także zwiększa atrakcyjność transportu publicznego – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w Polsce i regionie CESA, ekspert zagadnień zrównoważonego rozwoju.

Elektryki coraz bardziej w modzie

Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Głównym czynnikiem spowalniającym dynamikę wzrostu sprzedaży samochodów elektrycznych są braki w infrastrukturze ładowania w miejscu/mieście zamieszkania – taki powód wymieniło 34% badanych; dalsze 26% osób wymieniło brak infrastruktury ładowania w domu i w pracy. Jedna trzecia (33%) osób obawia się zbyt małego zasięgu samochodu pomiędzy jego ładowaniem. Koszt zakupu spadł na trzecie miejsce, z 27% wskazań, a koszty eksploatacji i ładowania – to numer pięć w zestawieniu, wymieniane przez 26% badanych.Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Infrastruktura i finansowanie kluczem do sukcesu

80% właścicieli samochodów elektrycznych ładuje je w domu, co powinno skłonić decydentów, którzy stawiają na samochody elektryczne, do wspierania przydomowych stacji ładowania poprzez odpowiednie regulacje. Poza miejscem zamieszkania, użytkownicy najchętniej ładują samochody elektryczne w centrach handlowych i sklepach.

– Zainteresowanie samochodami elektrycznymi jest spore, ale niestety nie każdy może sobie pozwolić na ich zakup. Aby zwiększyć popyt, ważne jest więc stworzenie systemów finansowania samochodów elektrycznych w taki sposób, aby były one dostępne dla osób mniej zamożnych. Przyczynia się do tego także atrakcyjność car-sharingu, ale przede wszystkim rozwój jednolitego i powszechnie dostępnego systemu infrastruktury ładowania oraz inteligentnej sieci energetycznej, zwiększającej efektywność kosztową przydomowych stacji ładowania – mówi Jarosław Wajer.

O badaniu:
Badanie EY EY Mobility Consumer Index, które po raz pierwszy opublikowano w 2020 r., pokazuje zmiany w mobilności społeczeństw i sposobie w jaki się przemieszczamy, w świecie naznaczonym efektami pandemii koronawirusa. Badanie, którego najnowsza edycja została przeprowadzona w marcu 2022 r., bazuje na reprezentatywnej grupie 13 tys. respondentów z 18 krajów z całego świata.

Badanie analizuje motywy stojące za kupnem samochodu, tempo i zakres rozwoju rynku samochodów elektrycznych oraz zmieniające się preferencje i potrzeby konsumenta podczas procesu zakupu samochodu.

Ministerstwo Finansów po raz kolejny przesuwa termin wejścia w życie instalowania kas rejestrujących w myjniach samoobsługowych – tym razem na 1 kwietnia 2023 r.

Przedsiębiorcy wykonujący działalność gospodarczą w zakresie myjni samoobsługowych będą mieli więcej czasu na dostosowanie swoich urządzeń do nowych regulacji związanych z ewidencją sprzedaży. Postulat ten był przedmiotem wielokrotnych interwencji i innych działań podejmowanych przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Adama Abramowicza wspólnie z przedsiębiorcami. Rzecznik MŚP w dniu 10 grudnia 2021 r. przekazał do Ministra Finansów krytyczną opinię na temat projektowanych zmian ws. fiskalizacji myjni. Do Rzecznika wpłynęły setki wniosków zarówno od indywidualnych przedsiębiorców, jak i ich organizacji z prośbą o interwencję w tej sprawie. Postulaty nie kwestionowały samego obowiązku ewidencji sprzedaży, co termin wejścia w życie omawianych regulacji – w szczególności podnoszono, iż termin ten jest zbyt krótki ze względu na brak gotowych rozwiązań, różnorodność funkcjonujących urządzeń, koszty oraz faktyczne możliwości instalacji przez dostawców odpowiedniego sprzętu i aplikacji służących do ewidencji sprzedaży w urządzeniach pracujących w relatywnie trudnych warunkach fizycznych.

Dnia 6 maja 2022 r. zorganizowano posiedzenie Zespołu Roboczego ds. Paliw działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP[1], którego przedmiotem była prezentacja i omówienie argumentów przedsiębiorców oraz poznanie stanowiska organu w tej sprawie. W nawiązaniu do tego wydarzenia dnia 6 maja 2022 r. skierowano do Ministra Finansów pismo zawierające najważniejsze postulaty przedsiębiorców, w tym przede wszystkim wniosek o zmianę (wydłużenie) terminu wejścia w życie proponowanych zmian.

Na skutek wspólnego wysiłku podjętego przez Rzecznika MŚP oraz przedsiębiorców termin wejścia w życie projektowanych przepisów przesunięto z 1 lipca 2022 r. na 1 października 2022 r., natomiast dzięki dalszym staraniom i merytorycznej argumentacji, termin ten przesunięto po raz kolejny.

14 września 2022 r. opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Finansów zmieniającego rozporządzenie w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących (nr w wykazie prac legislacyjnych Ministra Finansów: 617 – dalej jako „Projekt”). Projekt dotyczy zmiany terminu wejścia w życie regulacji skutkujących obligatoryjną ewidencją sprzedaży dokonywanej przy pomocy urządzeń służących do samodzielnego mycia i czyszczenia pojazdów i podobnych usług.

Nowym terminem wejścia w życie omawianego obowiązku ewidencji sprzedaży jest 1 kwietnia 2023 r.

Instalowanie przy każdym stanowisku myjni kasy fiskalnej jest nieracjonalne: trudne technicznie i kosztowne. Rzecznik MŚP Adam Abramowicz będzie wnosił do Ministra Finansów o rozważenie zmiany sposobu uszczelniania płacenia podatku od myjni samochodowych. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem opodatkowania myjni samoobsługowych byłoby, zamiast instalowania kas rejestrujących, wprowadzenie opłaty od ilości zużytej wody poprzez odczyty z wodomierzy lub, jako alternatywa wybierana przez przedsiębiorcę, podatek ryczałtowy od stanowiska skalkulowany według liczby samochodów zarejestrowanych w powiecie, w którym znajduje się myjnia.

Funt rekordowo nisko względem dolara

Ostatni tydzień był jednym z najbardziej burzliwych na rynkach walutowych od dłuższego czasu. Dziś rano (26.09) funt był w centrum uwagi – brytyjska waluta spadła do rekordowo niskiego poziomu względem dolara amerykańskiego, poniżej 1,04, zanim odrobiła część strat. Rynki gwałtownie zareagowały na ogłoszenie zwiększającego deficyt budżetu rządu Liz Truss, co poskutkowało wyprzedażą na rynku papierów skarbowych i osłabieniem funta.

Zamrożenie cen energii powinno w krótkim terminie zmniejszyć ryzyko recesji, inwestorzy uważają jednak, że ogłoszone działania doprowadzą do wyższej inflacji i ogromnego wzrostu zadłużenia w średnim terminie. Dzisiejszego ranka pojawiły się nawet spekulacje, że Bank Anglii może ogłosić specjalną podwyżkę stóp, by powstrzymać spadki.

Jednoznaczna jastrzębiość Rezerwy Federalnej również przyciągnęła w zeszłym tygodniu sporo uwagi, lecz wiele innych banków centralnych – m.in. w Szwajcarii, Szwecji, Republice Południowej Afryki i Wielkiej Brytanii – również podniosło stopy i wszczęło alarm w związku z inflacją. Wyjątkiem był Bank Japonii, lecz nawet tam władze interweniowały na rynku, by zatrzymać trwającą deprecjację jena. Rentowności obligacji na całym świecie wzrosły, aktywa ryzykowne spadły, a inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznemu dolarowi amerykańskiemu, który znacznie umocnił się względem niemal wszystkich głównych walut.

W kontekście inflacji dewaluacja walut to najbardziej niekorzystny obrót sytuacji – spodziewamy się, że władze fiskalne i monetarne pójdą w ślady Japonii i zaczną wycofywać się, przynajmniej retorycznie, w stronę dalszych podwyżek lub przeprowadzać bezpośrednie interwencje. Decydenci Banku Anglii powinni zacząć działać w reakcji na osłabienie funta. Strefa euro również będzie interesująca – zobaczymy, jak rynek zareaguje na wygraną prawicy we Włoszech, a w piątek 30.09 poznamy wstępny raport inflacyjny dotyczący września. Katastrofa na brytyjskich rynkach obligacji i walutowym sugeruje, że cierpliwość rynków w kontekście ogromnych deficytów fiskalnych w końcu się wyczerpała.

PLN

Polski złoty w zeszłym tygodniu doświadczył umiarkowanej wyprzedaży względem euro i obecnie oscyluje wokół poziomu 4,76. Spadł jednak znacznie względem ogólnie silniejszego dolara po tym, jak jastrzębiość Fedu sprawiła, że dolar doświadczył aprecjacji względem większości walut. Złoty był jedną z najgorzej radzących sobie walut rynków wschodzących – utrzymujące się obawy dotyczące kryzysu energetycznego w Europie sprawiają, że waluty Europy Środkowo-Wschodniej są szczególnie podatne na wyprzedaż jako aktywa ryzykowne.

Ostatni tydzień był raczej spokojny pod względem publikacji krajowych danych makroekonomicznych. Najbardziej godny uwagi jest odczyt stopy bezrobocia w sierpniu, która spadła do 4,8% z 4,9% w dwóch wcześniejszych miesiącach. W tym tygodniu najistotniejszy będzie wstępny odczyt inflacji we wrześniu. Oczekuje się, że ponownie wzrośnie, co może zwiększyć presję na Narodowy Bank Polski, by kontynuować zacieśnianie polityki monetarnej (na zebraniu NBP 5.10 spodziewamy się ruchu o 25 pb.).

W tym tygodniu nie pojawi się więcej istotnych danych, więc handel złotym będzie zależeć naszym zdaniem przede wszystkim od sentymentu do ryzyka i wydarzeń na świecie.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej nieznacznie się osłabiły, co było zgodne z oczekiwaniami. Obecnie ich poziomy wskazują, że gospodarki prawdopodobnie dążą w stronę stagnacji lub lekkiej recesji – widać jednak wyraźną różnicę między Niemcami a Francją, która wciąż doświadcza ekspansji. Euro osłabiło się przez powszechną ucieczkę do dolara, warto jednak odnotować, że wzrost stóp był w zeszłym tygodniu w strefie euro wyższy niż w USA – Europejski Bank Centralny dostosowuje się do rzeczywistości i staje coraz bardziej jastrzębi.

Oczekuje się, że inflacja we wrześniu ponownie osiągnie rekordowo wysokie poziomy, zarówno miara główna, jak i bazowa, a deprecjacja euro pogłębia problem. Nawet po zeszłotygodniowym wzroście oczekiwań rynki wyceniają jako maksymalny poziom stóp EBC 3% – naszym zdaniem to znacznie za nisko.

USD

Fed podniósł stopy o 75 pb. i wysłał niewątpliwie jastrzębią wiadomość poprzez dot plot, w którym mediana wskazuje, że stopy na koniec 2022 r. osiągną ponad 4,5%. Prezes Jerome Powell zasugerował, że stopy będą podnoszone tak długo, jak długo inflacja będzie pozostawać niedopuszczalnie wysoka, nawet jeśli zwiększy to bezrobocie.

Jedyne warte odnotowania w tym tygodniu wieści makroekonomiczne to publikowany w piątek 30.09 raport o inflacji PCE, lecz będzie też wyjątkowo dużo przemówień przedstawicieli Fedu. Nie spodziewamy się żadnych istotnych odstępstw od jastrzębiego tonu Powella z zeszłotygodniowej konferencji.

GBP

Posiedzenie Banku Anglii w czwartek 22.09 było stosunkowo spokojne, w piątek jednak wiele działo się na rynku walutowym, podobnie rano w poniedziałek 26.09. Premierka Liz Truss ogłosiła budżet pełen kosztownych cięć podatków, co oznacza ogromny wzrost deficytu i emisji obligacji, a to nie spotkało się z ciepłym przyjęciem rynków. Był to prawdopodobnie najgorszy w historii dzień dla handlu obligacjami skarbowymi – ruchy wynosiły nawet powyżej 50 pb. – a funt stracił względem wszystkich innych głównych walut, w szczególności dolara amerykańskiego.

Wieści ekonomiczne staną się na jakiś czas mało istotne, ponieważ wszyscy czekają teraz na reakcję Banku Anglii na wyraźnie proinflacyjny budżet Partii Konserwatywnej. Prognozy uległy zmianom i nie wykluczalibyśmy możliwości dodatkowej podwyżki stóp między posiedzeniami, by wesprzeć walutę. Rynki wyceniają zdecydowaną reakcję, w tym 200 pb. podwyżek do końca roku i ostateczną stopę bliższą 6% niż 5%.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

PCC – czym jest i kogo obowiązuje? Wypełnienie PCC krok po kroku

Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem, na pożyczkobiorcy ciąży obowiązek podatkowy, który wynika z zawarcia umowy pożyczki pomiędzy nim, a pożyczkodawcą. Warto jednak pamiętać, że nie każdy musi odprowadzać taki podatek. W jakich przypadkach nie trzeba płacić PCC? I w końcu – jeśli jest to wskazane, jak wypełnić PCC?

PCC – czym jest i kogo dotyczy?

Podatek od pożyczki to temat, który nie dotyczy osób zaciągających zobowiązanie od banku czy instytucji pożyczkowej. Inaczej (choć z pewnymi wyjątkami) wygląda to w przypadku pożyczkobiorców, którzy pożyczają pieniądze np. od osoby prywatnej.

PCC, czyli podatkiem od czynności cywilnoprawnych obciążone są pewne ściśle określone rodzaje umów, takie jak na przykład:

  • umowa sprzedaży,
  • umowa darowizny,
  • umowa pożyczki.

PCC dotyczy głównie pożyczek prywatnych. Obowiązuje pożyczkobiorcę, który zaciąga pożyczkę od podmiotu prywatnego, o ile ten na co dzień nie zajmuje się prowadzeniem działalności związanej z udzielaniem kredytów i innymi tego typu usługami. W największym uproszeniu, PCC odprowadza się zatem od pożyczek udzielanych przez znajomych, krewnych, a także osoby obce.

Pamiętaj więc, że podatkiem PCC nie są objęte pożyczki zaciągane w banku (np. pożyczka gotówkowa w PKO Banku Polskim).

PCC – podstawa opodatkowania i zwolnienia z podatku

Stawka podatku dotycząca umowy pożyczki wynosi 0,5% podstawy, którą stanowi kwota pożyczki (jeśli pożyczane są pieniądze) lub wartość pożyczki (jeśli pożyczane są rzeczy oznaczone co do gatunku).

Podatku od pożyczki PCC nie trzeba płacić w przypadku pożyczek udzielonych między osobami należącymi do I grupy podatkowej – o ile ich wartość nie przekracza 9 637 zł. Ten temat dotyczy zatem pożyczek udzielanych przez: małżonka, wstępnych, zstępnych, rodzeństwo, ojczyma, macochę, synową, zięcia, pasierba czy teściów. Przytoczona wyżej kwota stanowi górny limit pożyczki uzyskanej od jednej osoby przez 5 lat.

Warto pamiętać również o wyjątku: istnieje bowiem możliwość nielimitowanej pożyczki (nie dotyczy pożyczek między teściami a zięciem lub synową). Aby z niej skorzystać, należy w ciągu 14 dni od pożyczenia pieniędzy złożyć deklarację do właściwego organu podatkowego. Konieczne jest także udokumentowanie otrzymania przez pożyczkobiorcę pieniędzy na swój rachunek bankowy lub przekazem pocztowym.

PCC a pożyczka od znajomych

Chcesz pożyczyć pieniądze od osób innych niż najbliższe, np. od znajomych? Pamiętaj, że w takim przypadku znajdują zastosowanie przepisy zawarte w art. 9 ust. 10 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych. Zwolnieniu z PCC podlega np. pożyczka od znajomych, o ile jej wartość nie przekracza 1000 zł. Podatek nie obowiązuje także w przypadku pożyczek z kas i funduszów zakładowych, funduszów związków zawodowych, kas zapomogowo-pożyczkowych, spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, koleżeńskich kas oszczędnościowo-pożyczkowych w wojsku i z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Podatek nie obowiązuje też w przypadku pożyczki udzielonej przez wspólnika (akcjonariusza) spółce kapitałowej.

PCC – jak wypełnić?

Obowiązek zapłaty podatku PCC zawsze spoczywa na pożyczkobiorcy. Wiesz już, że podatek ten wynosi 0,5% od kwoty lub wartości pożyczki. Oznacza to, że jeśli np. pożyczasz od znajomego 5 000 zł, wówczas musisz zapłacić podatek w wysokości 25 zł. Obowiązek podatkowy powstaje z chwilą zawarcia umowy pożyczki lub po otrzymaniu środków od pożyczkodawcy – od tego momentu masz 14 dni na rozliczenie się. Aby to zrobić, musisz złożyć wypełnioną deklarację PCC-3 w US właściwym ze względu na Twoje miejsce zamieszkania i uiścić podatek w wysokości 0,5% pożyczonej kwoty.

Wypełnienie formularza jest proste – możesz to zrobić osobiście w urzędzie, na portalu e-Deklaracje lub wysłać pocztą.

Jak wypełnić druk? W tym celu postępuj zgodnie z informacjami zamieszczonymi na dokumencie.

Numer pola Co wpisać?
1 PESEL
4 Data dokonania czynności, czyli data zawarcia umowy pożyczki lub otrzymania pieniędzy na konto
5 Urząd skarbowy właściwy dla Twojego miejsca zamieszkania
6 Zaznacz: „złożenie deklaracji”
7 Podmiot składający deklarację: „pkt. 4 – „podmiot, o którym mowa w art. 9 pkt 10 lit. b ustawy (pożyczkobiorca)”
8 Rodzaj podatnika: „osoba fizyczna” (jeśli nie prowadzisz działalności gospodarczej)
9-20 W tych komórkach uzupełnij wymagane dane osobowe (imię, nazwisko, adres zamieszkania itd.
21 Przedmiot opodatkowania: „umowa”
22-23 Zaznacz zgodnie ze stanem faktycznym
24 Zwięzłe określenie treści i przedmiotu czynności cywilnoprawnej: wskaż krótko najważniejsze informacje dotyczące pożyczki: datę zawarcia i strony umowy, kwotę pożyczki oraz stopień pokrewieństwa, jeśli pożyczka ma być zwolniona z podatku PCC.
32 Wskaż wartość pożyczki lub pożyczoną kwotę
33 Stawka: 0,5%
34 Oblicz podatek: pomnóż pole 32 i 33
47 Przepisz wartość z pola 34
54 Przepisz wartość z komórki 47 – jeśli pożyczka ma być zwolniona z podatku, wówczas w polach 33, 34, 47 i 54 wpisz 0
65-67 Wpisz swoje imię, nazwisko oraz datę wypełnienia deklaracji
68 Podpisz się

Gotowe!

Nowe zasady odpowiedzialności członka zarządu. Czyli o biznesowej ocenie ryzyka i należytej staranności w nowelizacji KSH_26.09.2022

Nowelizacja Kodeksu Spółek Handlowych, wchodząca w życie
13 października, jest omawiana i analizowana od miesięcy. Wiele zmian ocenianych jest jako potrzebne i pożądane. Przykładem są nowe zapisy dotyczące odpowiedzialności członków zarządu spółki, dzięki którym wszystkie spółki kapitałowe obowiązywać będą te same, spójne zasady.

Rolą członków zarządu spółki jest prowadzenie jej bieżących spraw i reprezentowanie jej interesów na zewnątrz. Wymaga to podejmowania szeregu decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. I w tym miejscu pojawia się pojęcie, którego doprecyzowaniem zajęto się w ramach prawa holdingowego (czyli najnowszej nowelizacji KSH) – należyta staranność, która powinna wynikać z zawodowego charakteru działalności członka zarządu.

Nowe przepisy określiły wzorzec należytej staranności w spółkach z o.o. i spółkach akcyjnych, dostosowując go do od niedawna obowiązującego w prostej spółce akcyjnej. Tym samym powstaje spójna regulacja zasad odpowiedzialności we wszystkich spółkach kapitałowych.

Zmiana ma być korzystna dla członków zarządu i tak naprawdę obniżać dotychczas obowiązujący wzorzec należytej staranności i pozwalać uniknąć w określonych sytuacjach odpowiedzialności przez członków zarządu.

Odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną działaniem lub jego zaniechaniem sprzecznym z prawem czy ze statutem spółki dotyczy nie tylko członków zarządu, ale też członków rady nadzorczej, komisji rewizyjnej czy likwidatorów. Dlatego rozważania w temacie należytej staranności prowadzone są ogólnie w kontekście członków organów spółki.

Broni się niewinny

Uznanie szkody wyrządzonej na rzecz spółki przez członka organu spółki wymaga, aby między jego działaniami bądź ich zaniechaniem a szkodą zaistniał związek przyczynowy. Tylko jeśli taki istnieje i zachowanie członka zarządu jest zawinione odpowiada on za swoje działanie. Warto jednak zaznaczyć, że spółka stawiając mu zarzuty nie musi ich udowadniać. To rolą członka organu spółki jest wykazanie, że szkoda wynikająca z jego działania lub jego zaniechania nie jest zawiniona. 

Ingerencja spółki we wzorzec należytej staranności

Wzorzec należytej staranności w przypadku członków zarządu wynika z zawodowego charakteru ich działalności. Zasadniczo jest to wystandaryzowany i zobiektywizowany wzorzec, którego nie można obniżyć. Spółka w swoim statucie nie może zatem uznać, że nie jest konieczne postępowanie członków jej organów zgodnie z tym wzorcem. Wręcz przeciwnie, w statucie może go podwyższyć, stawiając przed członkami zarządu dodatkowe wymagania, np. określając konkretne umiejętności czy wykształcenie, jakie muszą posiadać.

Wiadomo także, że ta należyta staranność będzie wyższa, jeśli mamy do czynienia
z dużym podmiotem, który prowadzi działalność znacznych rozmiarów.

Biznesowa ocena sytuacji

Działanie w imieniu spółki wymaga podejmowania różnych decyzji biznesowych,
a rzeczywistość gospodarcza nie pozwala mieć zawsze stuprocentowej pewności co do ich skutków. Nie sposób z całkowitą pewnością stwierdzić, czy przyniosą spółce korzyść czy jednak straty.

Nowe przepisy KSH odwołują się do pojęcia ryzyka gospodarczego, w ramach którego działa członek organu spółki. Ryzyka nie można wyeliminować, jednak nowelizacja chroni członków zarządu na wypadek niepowodzenia, którego nie będzie można automatycznie ocenić w kategorii jego odpowiedzialności.

Nowelizacja wprowadza zasadę biznesowej oceny sytuacji. Oznacza to, że jeśli członek zarządu postępując w sposób lojalny wobec spółki, działa w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego, ale na podstawie informacji, analiz i opinii, jakie należy uwzględnić przy dokonywaniu starannej oceny i podejmowaniu decyzji, nie narusza obowiązku należytej staranności.

Członkowie zarządu będą poruszać się w ramach zasady należytej staranności, jeśli to ryzyko gospodarcze zbadają i obliczą przed podjęciem decyzji. Konieczne będzie, aby rozważyć korzyści danej decyzji, a jednocześnie skutki możliwych niepowodzeń
i negatywnych następstw.

Nie będzie jednej definicji ryzyka gospodarczego i w dużej mierze zależeć ono będzie od okoliczności. Będziemy mieli do czynienia z ryzykiem standardowo podejmowanym w relacjach gospodarczych, w których uczestniczy dana spółka, ale też ryzykiem ponadprzeciętnym, kiedy prawdopodobieństwo negatywnych następstw dla spółki jest wysokie, a szanse powodzenia niewielkie.

Informacje, analizy i opinie – to one mają służyć starannej ocenie sytuacji przy podejmowaniu decyzji biznesowej. Skąd mogą pochodzić? Ich źródłem mogą być pracownicy spółki, doradcy zewnętrzni, np. podatkowi, współpracownicy zatrudnieni przez zarząd do ich przygotowania, a także sam zarząd. Przy czym należy pamiętać, że to członek zarządu odpowiada wobec spółki za niedochowanie należytej staranności, zatem samo powierzenie innej osobie o odpowiednim wykształceniu i kwalifikacjach,
i zajmującej się tym zawodowo, dokonania analizy i oceny, nie zwalnia go
z odpowiedzialności.

Nowelizacja zachowuje zatem wysokie standardy zachowania należytej staranności, jednak uwzględnia realia rynkowe, czyli ryzyko gospodarcze, wprowadzając zasadę biznesowej oceny sytuacji. To zmiana pozytywna i pożądana. Jak zostanie przyjęta? To jak zwykle pokaże praktyka, ponieważ brak jednoznacznych definicji chociażby uzasadnionego ryzyka gospodarczego czy analiz i opinii, może nastręczać pewnych trudności i różnic interpretacyjnych. Czy tak będzie – czas pokaże.

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Problemy związane z przywróceniem równowagi ekonomicznej stron w sytuacji kryzysu zw. z wojną na Ukrainie

Konflikt zbrojny na Ukrainie oraz jego transgraniczne, gospodarcze skutki stawiają wielu wykonawców umów o roboty budowalne w trudnej sytuacji. Niedostępność materiałów i przerwanie łańcuchów dostaw z jednej strony, z drugiej wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów robocizny, a także wyjazd z Polski pracowników będących obywatelami Ukrainy powoduje, że realizacja umowy po pierwotnie ustalonej cenie staje się zadaniem nie tyle karkołomnym, co w ogóle niemożliwym.

Umowy zawierane w zwykłym cywilnym trybie mogą być bez przeszkód renegocjowane. Zachodzą bowiem nadzwyczajne okoliczności, które powodują, że wykonanie umowy byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami lub groziłoby wykonawcy rażącą stratą, a żadna ze stron nie mogła w chwili zawarcia umowy takich okoliczności przewidzieć. Strony nie mają żadnych obostrzeń, poza aktualnymi rynkowymi warunkami, które je ograniczają. Jeżeli zatem wolą stron jest kontynuacja umowy na zasadach partnerskich i bez niepotrzebnych konfliktów, powinny dojść do porozumienia.

O wiele więcej trudności stwarza podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na podstawie umowy zawartej w trybie zamówienia publicznego.

W szczególności zamawiający, znając czynniki jakie wpływają na poziom kalkulacji cen, jak również mechanizmy funkcjonowania rynku i umów długoterminowych, powinien formułować klauzule pozwalające na dostosowywanie poziomu wynagrodzenia wykonawcy do zmieniających się okoliczności. W ramach takich klauzul dopuszczalna jest zmiana wynagrodzenia wykonawcy, która uwzględnia koszty materiałów, usług oraz koszty osobowe związane z wykonaniem umowy i dostosowuje je do aktualnych cen.

Jeżeli Strony nie przewidziały możliwości wprowadzenia zmian w umowie na podstawie wskazanych klauzul, przywrócenie równowagi ekonomicznej stron danego kontraktu możliwe jest tylko poprzez ustalenie, że modyfikacja umowy wywołana jest okolicznościami, których nie można było przewidzieć, pomimo dochowania należytej staranności w procesie przygotowania postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Chodzi przede wszystkim o obiektywny brak możliwości przewidzenia takiej zmiany lub jej skali. Gwałtowna dekoniunktura, ograniczenie dostępności surowców, istotny wzrost cen materiałów to typowe zjawiska gospodarcze w pełni niezależne od stron, które mogą uzasadniać zmianę wynagrodzenia wykonawcy. Jednak dodatkowym warunkiem przedmiotowej zmiany jest również ustalenie, że ta nieprzewidziana okoliczność wywiera realny wpływ na sytuację wykonawcy i możliwość realizacji kontraktu zgodnie z pierwotnymi postanowieniami.

Warto pamiętać, że skorzystanie z klauzul umownych oraz klauzul waloryzacyjnych, jeżeli umowa je przewiduje, i podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na tej drodze, nie wyklucza powoływania się na nadzwyczajne okoliczności, o ile klauzule nie są wystarczające do całkowitego zniwelowania niekorzystnych dla wykonawcy skutków nadzwyczajnych okoliczności i przywrócenia ekonomicznej równowagi stron zawartej umowy.

Autor: Radca Prawny, Anna Zabielska Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Bankom udało się przyciągnąć oszczędności Polaków?

Nominalne oprocentowanie lokat jest dużo wyższe niż jeszcze na początku roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy to wystarczyło, aby przyciągnąć oszczędności Polaków.

Nominalne oprocentowanie lokat obecnie wygląda już o wiele lepiej niż w I kw. 2022 r. Oczywiście, nie można zapominać o wysokiej inflacji, która dodatkowo przyspieszyła po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jednak dla wielu osób sam wzrost nominalnego oprocentowania może być zachętą do założenia lokaty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, czy bankom udało się przyciągnąć środki na lokaty, które są dla nich bardziej stabilnym źródłem finansowania aniżeli konta.
Wyk. 1 Średnie oprocentowanie lokat

W pierwszej kolejności, na pewno warto zaprezentować, jak przez ostatnie 12 miesięcy wzrastało średnie oprocentowanie depozytów terminowych (lokat). Dane Narodowego Banku Polskiego mówią nam o następujących zmianach średniego oprocentowania nowych lokat dla konsumentów:

  • sierpień 2021 r. – 0,23%
  • wrzesień 2021 r. – 0,29%
  • październik 2021 r. – 0,35%
  • listopad 2021 r. – 0,44%
  • grudzień 2021 r. – 0,68%
  • styczeń 2022 r. – 1,02%
  • luty 2022 r. – 1,19%
  • marzec 2022 r. – 1,50%
  • kwiecień 2022 r. – 2,03%
  • maj 2022 r. – 3,42%
  • czerwiec 2022 r. – 4,55%
  • lipiec 2022 r. – 4,76%

Nietrudno zauważyć, że w maju wzrost średniego oprocentowania nowych lokat znacząco przyspieszył. Czerwcowa zmiana była już nieco mniejsza. Wynik z lipca świadczy natomiast o przyhamowaniu wzrostowego trendu. Takie zjawisko widzimy również po sprawdzeniu depozytowej oferty banków. Ostatnie zmiany są niepokojące w kontekście najnowszego odczytu inflacji.

Informacje zgromadzone przez Narodowy Bank Polski mogą nam również powiedzieć, czy bankom udało się z powrotem przyciągnąć oszczędności gospodarstw domowych na lokaty. Dostępne dane wskazują, że wartość depozytów terminowych osób prywatnych rosła następująco:

  • styczeń 2022 r. – 167,6 mld zł
  • luty 2022 r. – 169,8 mld zł
  • marzec 2022 r. – 172,0 mld zł
  • kwiecień 2022 r. – 181,0 mld zł
  • maj 2022 r. – 195,7 mld zł
  • czerwiec 2022 r. – 219,3 mld zł
  • lipiec 2022 r. – 240,8 mld zł

Szybsze przyrosty wartości lokat nieprzypadkowo zaczęły się po podwyżkach nominalnego oprocentowania. Brak kolejnych podwyżek oprocentowania lokat, na pewno spowolni jednak wzrost wartości środków utrzymywanych na takich depozytach.Wyk 2. Wartość depozytów terminowych osób prywatnych

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Apple wchodzi w NFT

Wprowadzenie “po cichu” standardowej akceptacji aplikacji opartych na NFT przez Apple jest ogromnym krokiem naprzód dla rynku. Pod względem ekosystemów technologicznych, Apple jest wyjątkowo potężny. W ciągu ostatniego roku, widzieliśmy wielkie starcia z takimi jak Meta nad App Store Apple; padły również poważne pytania wokół posiadanej przez niego mocy.

Z tego powodu nie należy lekceważyć akceptacji technologii NFT na tej platformie. Jest jednak pewne istotne zastrzeżenie. Największym problemem dla wielu deweloperów jest gigantyczne obcięcie ich dochodów przez sklep z aplikacjami. Apple pobiera około 30 proc. prowizji dla deweloperów – ogromną część zarobków dla każdego użytkownika zależnego od ekosystemu.

Podczas gdy z pewnością ograniczy to przyjęcie przez deweloperów NFT do przestrzeni, nadal jest to ekscytujący krok naprzód, który nie powinien być pomijany w kontekście szerszego rynku. Istnieją inne platformy NFT o znacznie niższych kosztach prowizji – jednak żadna z nich nie ma takiego zasięgu i wpływów, jak sklep z aplikacjami Apple.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Spadek cen procesorów graficznych w Chinach

Koszt kluczowych procesorów graficznych (GPU) wykorzystywanych w wydobyciu kryptowalut gwałtownie spadł w ostatnich dniach, donosi South China Morning Post (SCMP). Podczas gdy ceny spadają, a łańcuchy dostaw zaczynają się rozluźniać, w ciągu dwóch miesięcy wokół Ethereum Merge, spadek był bardzo zauważalny.

Kluczowym czynnikiem jest tutaj znacznie niższa intensywność w sieci ethereum po The Merge, a także znacznie zmniejszone zapotrzebowanie na moc obliczeniową do wydobycia. W 2021 roku, gdy ceny gwałtownie wzrosły, takie GPU znalazły się w centrum kryzysu łańcucha dostaw. Niedobory półprzewodników spowodowały gwałtowny wzrost cen używanych samochodów, ponieważ producenci skupili się na bardziej lukratywnych obszarach rynku.

The Merge ma wpływ na gospodarkę w świecie rzeczywistym. W tym kontekście nie należy lekceważyć wpływu ethereum, a tym samym innych kryptowalut. Czas pokaże, jakie skutki przejścia na proof-of-stake przyniesie w innych obszarach, jednak na ten moment spadające ceny GPU mogą być dla niektórych powodem do świętowania – zwłaszcza dla kopaczy bitcoinów!

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Zacieśnianie polityki energetycznej UE, a polskie wyzwania

14 września br. Parlament Europejski głosował za zwiększeniem głównych celów dotyczących proponowanych zmian dyrektyw w sprawie energii odnawialnej (RED) i efektywności energetycznej (EED). Zgodnie z przyjętymi w RED zmianami, wyznaczono 45% udział energii odnawialnej w mixie energetycznym UE do 2030 r. W porównaniu z pierwotnym celem jest to wzrost o 5 pp, który jednocześnie wypełnia zalecenia REPowerEU – dokumentu, w którym Komisja rekomenduje, aby energia odnawialna była kluczowym kierunkiem odpowiedzi UE na agresję Rosji wobec Ukrainy. Działanie to wywodzi się wprost z koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu i pakietu powiązanych z nim dokumentów uchwalonych w lipcu 2021 r.

W osobnym głosowaniu Parlament Europejski opowiedział się za zmianami w dyrektywie o efektywności energetycznej (EED). Posłowie PE zwrócili się do krajów UE o 40% redukcję zużycia energii końcowej i 42,5% redukcję zużycia energii pierwotnej do 2030 r., w oparciu o poziom odniesienia z 2007 r. Stanowi to dalsze 2,5% ograniczenie konsumpcji energii w porównaniu z pierwotnym wnioskiem Komisji.

Stanowisko ogłoszone w PE dało jasny sygnał, zgodny z wielokrotnymi wypowiedziami publicznymi urzędników europejskich: nie zmieniamy kursu na zeroemisyjność w 2050 r., za to zmniejszamy ciśnienie w tendrze, jednocześnie stawiając żagle, żeby szybciej dopłynąć do celu. W obliczu takiego przekazu z Brukseli Polska może albo narzekać na uderzającą w polski mix energetyczny Unię, albo zaakceptować, że silną pozycję możemy wywalczyć jedynie dzięki silnej i niezależnej od „czarnej” energii gospodarce. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców stoi na stanowisku, że jest to dla Polski ostatni dzwonek na zaproponowanie przystających obecnym czasom regulacji prawnych dla rozwoju energetyki i jej finansowania. Musimy zawczasu optymalizować decyzje związane z pokrywaniem wzrastającego zapotrzebowania na czystą energię oraz przygotować się na coraz bardziej wyśrubowane wymagania rynkowe.

Udział OZE w polskim miksie energetycznym odgrywa coraz większe znaczenie

Energia pozyskiwana z wiatru i słońca w maju 2022 r. przełożyła się na spadek udziału węgla kamiennego w produkcji energii o 11% w stosunku do kwietnia br. W czerwcu 2022 r. produkcja energii w Polsce wyniosła 13 600 GWh. 46,4% energii wyprodukowano z węgla kamiennego, 27,4% mixu stanowił węgiel brunatny, a OZE pokryło zużycie w 18,3%. Jednak nie da się pominąć faktu iż w szczycie dziennym generacja z OZE była w stanie pokryć nawet 67% zapotrzebowania kraju na prąd.

Pozytywny wpływ OZE na ceny energii elektrycznej – w tak niespokojnych czasach kryzysu energetycznego, z jakimi mierzymy się obecnie – jest bardzo wyraźny. W maju średnia cena energii na rynku SPOT (RDN) wyniosła 651 zł/MWh, a średnia cena o godzinie 13:00 była o 21% niższa i wynosiła 516 zł/MWh. Dzięki generacji energii ze słońca i wiatru, każdy z odbiorców energii mógł wtedy oszczędzić co najmniej 135 zł/MWh. W ujęciu dobowym, różnice w cenach w poszczególnych godzinach w ostatnich miesiącach potrafiły przekraczać 1000 czy nawet 1500 zł/MWh – godziny „nasłonecznione” wielokrotnie okazywały się być najtańsze, podczas gdy wyceny godzin popołudniowo-wieczornych (17:00-21:00) biły rekordy.

OZE niezaprzeczalnie wpływa więc już dziś na ceny energii w Polsce. Coraz wyższa moc zainstalowana w PV, w tym 80% udział ponad miliona prosumentów przekłada się na większą produkcję energii, obniżając jej cenę na rynku hurtowym. Wszelkie inwestycje w OZE realizowane są w Polsce jednak z mozołem, z uwagi na liczne bariery regulacyjne.

Polskie wyzwania

Największym problemem dla polskiego przemysłu w perspektywie najbliższych lat są niestabilne ceny energii, a tuż za nimi firmy wskazują na bariery biurokratyczno-prawne. Wielu przedsiębiorców spodziewa się recesji w nadchodzącym roku oraz przygotowuje na straty, a nie zyski. Dodatkowym wyzwaniem staje się również ślad węglowy generowany przez produkty „Made in Poland” i coraz większe zainteresowanie odbiorców emisyjnością produkcji i łańcucha dostaw dla dóbr, z których korzystają. Towary z niskim ratingiem, za rok, dwa mogą już nie znajdować zbywców w silnie proekologicznej Unii.

Transformacja energetyki systemowej na niskoemisyjną to perspektywa idąca w dekady, tymczasem już dziś potrzebujemy dostępności nieobciążonych kosztami walki z emisyjnością źródeł energii. Zarówno inwestycje w elektrownię jądrową, czy małe reaktory modułowe (SMR) to dobre rozwiązania dla energochłonnego przemysłu i krajowej konsumpcji, jednak perspektywa uwolnienia mocy z atomu przesuwa się raczej w kolejne dziesięciolecie. Obecnie najszybszym remedium na wysokie koszty energii i uzależnienie od zewnętrznych, niestabilnych dostaw, jest uwolnienie OZE z więzów przepisów ograniczających rozwój tej branży.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od lat postuluje rozwiązania deregulacyjne w branży energetycznej. W obecnej sytuacji prawnej blokowany jest rozwój OZE tłumaczony m.in. brakiem możliwości zapewnienia stabilności Krajowego Systemu Energetycznego. Jednocześnie nie zauważa się szans dla rozproszonej energetyki i przyszłej roli państwa, jako przede wszystkim gwaranta stabilności systemu, a nie producenta kształtującego ceny poprzez podaż, dla którego podstawą jest energetyka węglowa. Więcej energii z OZE to niższe ceny energii, tak potrzebne obecnie przemysłowi. Rządzący powinni się skupić na zapewnieniu rozwiązań prawnych, dzięki którym rynek mógłby sam się regulować w zależności od podaży i popytu. Obecnie nie promuje się żadnego spośród proponowanych przez przedsiębiorców rozwiązań kryzysu energetycznego. Wiele firm jest gotowych by zaangażować się w budowę własnych źródeł wytwórczych, jednak ścieżka decyzyjno-formalna, w tym polityka przyłączeniowa znacząco ogranicza, jeśli nie uniemożliwia swobodny rozwój tego typu inwestycji.

Bieżące i dalekowzroczne rozwiązania w kontekście obecnego stanu prawnego

Liberalizacja 10H

Zupełnie niezrozumiały jest dziś paraliż w procedowaniu tzw. ustawy wiatrakowej. Zasada 10H to zakaz lokowania lądowych turbin wiatrowych w odległości mniejszej od dziesięciokrotność ich całkowitej wysokości. Realnie oznacza to zakaz lokalizowania wiatraków na dystansie bliższym niż 1,5‒2 km od zabudowań gospodarczych i terenów chronionych. Zasada ta wprowadzona została w 2016 r. i skutkowała zatrzymaniem w Polsce rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie.

Miejmy jednocześnie świadomość, że energia z wiatru jest dziś najtańsza spośród znanych źródeł wytwórczych. W aukcjach OZE w ubiegłym roku, w zawieranych kontraktach, cena 1 MWh z energetyki wiatrowej na lądzie zeszła poniżej 200 zł. W lipcu Senat skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw nr UD207, mający na celu złagodzenie zapisów wspomnianej zasady 10H. Projekt zachowuje ogólną regułę 10H, jednak w szczególnych przypadkach pozostawia gminom decyzje o wyznaczaniu lokalizacji elektrowni wiatrowych na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) w minimalnej odległości 500 m od zabudowań. Projekt przewiduje zatem ścieżkę bardziej konsensualnego lokowania inwestycji wiatrowych. Miejmy jednocześnie na uwadze iż ta niezwykle pożądana dziś zmiana przepisów nie spowoduje natychmiastowego przyrostu mocy z wiatraków, ponieważ proces przygotowania takiej inwestycji w krajowych warunkach trwa 3-5 lat.

W ogłoszonych przez Komisję Europejską w maju szczegółach planu REPowerEU wskazano, że na mniej cennych środowiskowo terenach procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę źródeł OZE, powinny zostać skrócone do jednego roku. W Polskich warunkach, z uwagi na rosnący deficyt zielonej energii na krajowym rynku, powinniśmy wykorzystywać potencjał inwestycji prywatnych i na obszarach np. poprzemysłowych, wyznaczonych w formie dedykowanych stref inwestycyjnych dla OZE maksymalnie upraszczać ścieżkę decyzyjną – tak aby przyrost źródeł zeroemisyjnych odpowiadał popytowi i możliwościom ich finansowania (a więc mechanizmom rynkowym).

PV – Panele fotowoltaiczne

Za sprawą ogłoszonej 18 maja br. unijnej strategii solarnej (EU Solar Strategy), największym beneficjentem wspominanej już polityki REPowerEU może być sektor fotowoltaiki. Poprzez wdrożenie tej strategii, na koniec dekady moc elektrowni fotowoltaicznych w UE ma wzrosnąć do 600 GW. Ponadto ważną kwestią dla gałęzi PV jest inicjatywa Solar Rooftop, która przewiduje wprowadzenie od 2025 r. prawnego obowiązku instalowania paneli słonecznych w nowych budynkach. Aby osiągnąć nowy, podwyższony cel udziału energii z OZE wynoszący 45%, UE będzie musiała do 2030 r. corocznie instalować ok. 45 GW nowych mocy w fotowoltaice.

Projekt dotyczący zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (nr UD369) zawiera zapis, że lokalizacja farm PV o mocy powyżej 1 MW ma być dopuszczalna tylko na podstawie Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego.

Lokalizowanie farm PV na podstawie MPZP wydłużyłoby proces budowy farm oraz podniosło koszty inwestycji. W wielu lokalizacjach naszego kraju na uchwalenie MPZP inwestorzy czekają latami. Zdecydowanie więc pomysł ten jest chybiony i mógłby okazać się kolejnym przykładem regulacji (po ustawie 10H), która całkowicie zablokowałaby rozwój – tym razem PV.

Krajowe Sieci Energetyczne – problemy z przyłączaniem

Przedsiębiorcy chcą inwestować w zeroemisyjną energetykę, czy to na potrzeby własne, czy w celach handlowych, jednak brak jest obecnie jednoznacznych rozwiązań prawnych pozwalających na planowanie przedsięwzięć. Wysokie koszty energii zmniejszą konkurencyjność polskich firm. Główną barierą w przyroście prywatnych mocy z OZE jest kwestia przyłączenia źródeł odnawialnych do sieci, która według operatorów systemu dystrybucji straciła zdolność absorpcji mocy.

W latach 2019–2020 oddziały terenowe Urzędu Regulacji Energetyki otrzymały 1209 powiadomień o odmowie przyłączenia obiektów do sieci elektroenergetycznej o łącznej mocy niemal 5 668 MW. W 2021 r. jedna czwarta wniosków przyłączeniowych spotkała się z odmową. Operatorzy systemów dystrybucyjnych twierdzą, że winna temu jest przestarzała i przeciążona infrastruktura elektroenergetyczna.

Operatorzy systemu odmawiają wydania warunków przyłączenia powołując się na ograniczenia techniczne sieci. Ekspertyzy wpływu przyłączanego obiektu, ignorują jednak zdolność jednostek wytwórczych do płynnej regulacji mocy maksymalnej. Zaakceptowanie przez operatorów systemu istnienia technologii pozwalającej automatycznie lub zdalnie limitować moc pozwoliłoby odblokować nowe moce przyłączeniowe w systemie. Co więcej, tożsama procedura wydawania decyzji przyłączeniowych stosowana jest wobec zarówno instalacji, które mają wprowadzać energię do systemu, jak i tych które zostały przewidziane przez inwestora w całości do autokonsumpcji. O ile więc argument bezpieczeństwa sieci jest istotny i bez niezbędnych prac modernizacyjnych i rozwojowych zapewne trudno będzie tę przeszkodę eliminować – tak ograniczanie przedsiębiorcom prawa do obniżania własnych kosztów poprzez blokowanie powstawania zaplanowanych w obrębie prywatnego obiektu źródeł wytwórczych jest w obliczu kryzysu energetycznego niebezpiecznym trendem, który spycha polską gospodarkę w kierunku recesji.

Magazynowanie energii

Magazynowanie i kontrolowane uwalnianie energii jest przyszłością energetyki. Nowelizacja prawa energetycznego z 2021 r. dała możliwość wykorzystania magazynów energii w różnych obszarach systemu elektroenergetycznego, uregulowała kwestię ich koncesjonowania oraz wyłączyła magazynowanie energii elektrycznej z obowiązku taryfikacji. Dała też możliwość obniżenia opłaty za przyłączenie magazynu energii elektrycznej do sieci.

Zgodnie z zapisami ustawy, jeżeli moc zainstalowana w magazynie jest większa niż 50kW, wymagany jest wpis do rejestru prowadzonego przez Operatora Systemu Przesyłowego lub Operatora Systemu Dystrybucyjnego właściwego dla danego rejonu. Koncesja natomiast jest wymagana od progu mocowego 10 MW magazynowanej energii.

Magazyny energii to obecnie najbardziej skuteczna metoda zarządzania bilansowaniem produkcji energii z OZE. Jednak moce zainstalowane w Polsce w tego typu rozwiązaniach są nadal niewystarczające dla stabilności całego systemu energetycznego. Tymczasem jest to też realna alternatywa dla rozbudowy i modernizacji sieci, ponieważ budowa magazynów jest zdecydowanie prostsza i krótsza od konkurencyjnych rozwiązań. Magazyny energii we współpracy z instalacjami OZE pomagają stabilizować pracę sieci. Taka inwestycja może również zwrócić się w krótkim czasie akumulując energię w czasie jej nadprodukcji, a następnie oddając ją do sieci w momencie największego zapotrzebowania i najwyższych wzrostów cen.

Umowy PPA

W majowym projekcie nowelizacji ustawy o OZE pojawiły się długo oczekiwane zapisy dotyczące długoterminowych kontraktów na zakup energii z OZE (PPA). Nowelizacja, wprowadza odrębny typ umowy sprzedaży energii tj. „umowę sprzedaży energii elektrycznej wytworzonej z odnawialnego źródła energii”. Umowę PPA można realizować na dwa sposoby. W pierwszym, przypadku, gdy strony funkcjonują w obrębie krajowej sieci elektroenergetycznej, dostarczanie energii elektrycznej może być wykonywane na podstawie umowy o świadczenie usług przesyłania lub dystrybucji. Drugą możliwością w zamyśle ustawodawcy było korzystanie z linii bezpośredniej, o czym poniżej.

Rynek umów PPA rozwija się w tym roku niezwykle intensywnie. Wysokie ceny energii elektrycznej z sieci skłoniły odbiorców do poszukiwania rozwiązań alternatywnych. Aktualne przepisy nie nadążają za tym bumem, w wyniku czego zobowiązania stron kształtowane są w umowach PPA bardzo różnorodnie, co skutkować może w niedługiej perspektywie licznymi sporami sądowymi. W ocenie ZPP wątek umów PPA w polskim prawie wymaga doprecyzowania i zarazem zagwarantowania przejrzystych zasad funkcjonowania tego rynku. Dziś bowiem dominuje dowolność interpretacyjna przepisów, co rodzi ryzyka dla rozwoju tego modelu współpracy.

Linie bezpośrednie

Bezpośrednie linie energetyczne mogłyby połączyć odbiorców z wytwórcami energii elektrycznej z pominięciem sieci przesyłowych i dystrybucyjnych. W ten sposób przemysł mógłby korzystać z konkurencyjnej cenowo energii odnawialnej produkowanej w sąsiedztwie fabryk. Linie bezpośrednie pojawiły się w projektach nowelizacji ustawy Prawo energetyczne oraz ustawy o odnawialnych źródłach energii w 2021 r. Od samego początku związano z ich powstaniem oczekiwania ze strony państwa w zakresie „solidarnościowych opłat”. Przemysł był jednak zdania, że inwestując w linie bezpośrednie w praktyce odciąży KSE, a nie narazi Skarb Państwa na dodatkowe koszty. Zwłaszcza w realiach rosnącego zapotrzebowania na energię zagadnienie linii bezpośrednich wydaje się być zasadnym kierunkiem. Skutkiem braku porozumienia w czerwcu 2022 r. przepisy dotyczące budowy linii bezpośrednich zostały całkowicie wykreślone z projektów. W ten sposób linie bezpośrednie przestały być również sposobem na realizację umów PPA. Opóźnianie nowelizacji jest niezrozumiałe również dlatego, że umożliwienie budowy linii bezpośrednich zakładają przepisy unijnej dyrektywy rynkowej. Obecnie zagadnienie linii bezpośrednich podjęło Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które z końcem września zaprezentować ma projektowane w tym obszarze przepisy.

Cable pooling

Cable pooling jest rozwinięciem pomysłu linii bezpośrednich i polega na tym, że różne rodzaje instalacji OZE współdzielą infrastrukturę energetyczną. Położone obok siebie farmy wiatrowe i elektrownie słoneczne korzystają z tego samego przyłącza, żeby wprowadzać wytworzoną energię do systemu elektroenergetycznego. Te dwie technologie doskonale się uzupełniają, oferując bardziej stabilny profil produkcji energii, który jest korzystny dla samej sieci.

Cable pooling w połączeniu z magazynem energii, bądź dobrą współpracą z inną jednostką wytwórczą (nawet efektywnym blokiem węglowym lub gazowym) pozwoliłby poprawić ciągłość i stabilność zasilania oraz skrócić okres zwrotu nakładów poniesionych na realizację przyłącza.

Bloki 200+

Zgodnie z prognozami programu badawczego NCBR bloki węglowe 200 MW posiadają potencjał przystosowania do bardziej elastycznej pracy. Mogło by to w krótkim terminie zapewnić bilansowanie OZE.

Dostępna na wyciągnięcie ręki konwencjonalna energia, która zostanie z nami jeszcze jakiś czas, dzięki odpowiednim usprawnieniom mogła by wytwarzać energię bardziej elastycznie i w sposób szybki reagować na wahania mocy w sieci elektroenergetycznej. Jednocześnie nakłady inwestycyjne związane z kierunkową modernizacją bloków nadających się do współpracy z OZE są relatywnie niewielkie.

Niestety w przypadku programu „Bloki 200+” rozwój tego konceptu uzależniono od uprzedniego powstania Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, której zadaniem ma być konsolidacja węglowych aktywów państwowej energetyki. Decyzja ta spowodowała, że bardzo interesujący program modernizacji polskiej energetyki zawodowej schowano do szuflady w sytuacji w której to właśnie dziś inwestycji tych pilnie potrzebujemy.

Zmniejszenie zużycia energii

Wydatki na energię elektryczną są nierzadko największym kosztem, jakie ponoszą przedsiębiorstwa. Mogą stanowić nawet 30% budżetu operacyjnego, którym dysponuje firma.

Oszczędzanie energii to najszybsza i najtańsza reakcja na obecny kryzys energetyczny. Komisja Europejska w maju zaproponowała wzmocnienie długoterminowych środków w zakresie efektywności energetycznej, w tym zwiększenie – z 9 do 13% – wiążącego celu w zakresie efektywności energetycznej, który określono w pakiecie „Fit for 55” stanowiącym część Europejskiego Zielonego Ładu. Póki co jednak, w wyniku wzrastających cen energii elektrycznej i gazu firmy nie mają i nie będą miały środków na inwestycje w efektywność energetyczną, której dość powszechnie w Polsce potrzebują.

Elektrociepłownictwo

Przyszłością ciepłownictwa, szczególnie lokalnego w małych miejscowościach jest szeroko rozumiane elektrociepłownictwo, oparte na dystrybucji energii elektrycznej wytwarzanej głównie ze źródeł odnawialnych. Energia elektryczna wytwarzana lokalnie i lokalnie dystrybuowana charakteryzuje się zarówno niskimi kosztami jej wytworzenia, jak i bardzo niskimi kosztami przesyłu i dystrybucji. Przy jednokrotnym przetwarzaniu energii elektrycznej na ciepło uzyskujemy, nie dość że ekologiczne, to jeszcze tanie ciepło. Tak więc ograniczanie rozwoju lokalnej energetyki skutkować będzie w przyszłości problemami w modernizacji ciepłownictwa, które staje się poważnym zagrożeniem dla całej polskiej gospodarki.

Polityka wodorowa

Zielony wodór to w przyszłości główne źródło paliwowe gospodarek krajów europejskich. Taki wodór powinien być wytwarzany również lokalnie w oparciu o lokalne źródła OZE przez niewielkie elektrolizery które już możemy produkować w Polsce. Byłby to również wodór produkowany tanio i służący lokalnym potrzebom paliwowym i energetycznym. Ograniczanie rozwoju energetyki odnawialnej jest również bardzo niekorzystne dla rozwoju programu Polskiej Polityki Wodorowej.

Podsumowanie

Można odnieść wrażenie, że w momencie, gdy w Europie – a przez to być może i Polsce – brakuje energii, energia ta jest droga i obciążona dodatkowymi kosztami ekologicznymi, rządzący nie próbują usunąć barier związanych z możliwościami technicznymi samych sieci (trudności z przyłączeniami), czy też prawnymi (m.in. ustawa odległościowa blokująca energetykę wiatrową), odsuwają w czasie perspektywy szybkiego rozwoju OZE, których zarówno przemysł, jak i inne gałęzie gospodarki potrzebują do dekarbonizacji. Niektóre nowe regulacje, próbują z kolei dodatkowo obciążyć fiskalnie pomysłodawców i przedsiębiorców mogących dostarczać tanio i ekologicznie prąd do gniazdek.

Mając na uwadze zacieśnianie przez władze unijne polityki energetycznej, ZPP stoi na stanowisku, że trzeba wykorzystać ostatnią szansę na dogonienie gospodarek zachodnioeuropejskich. Nie obędzie się to bez odważnych decyzji politycznych oraz bezkompromisowych przepisów stymulujących polską energetykę ku transformacji. Wskazaliśmy kilka dróg dla rozwoju energetyki rozproszonej w Polsce, przy czym każda z nich powinna być niezależnie promowana i rozwijana, gdyż tylko we wspólnym funkcjonowaniu są w stanie zapewnić niezależność i stabilność energetyczną Polski. Wobec szerokich perspektyw i zapotrzebowania rynku politycy i urzędnicy muszą jedynie otworzyć przedsiębiorcom możliwości inwestowania.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Sektor motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników. Brak układów scalonych kosztuje europejski sektor 100 mld EUR

  • Przemysł motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników: Allianz Trade szacuje, że kryzys doprowadził do niedoboru około 18 mln pojazdów na całym świecie.
  • Najbardziej ucierpiał europejski sektor motoryzacyjny, któremu nie pomógł słaby sektor półprzewodników. Szacujemy, że kryzys związany z półprzewodnikami będzie w okresie 2021-2022 kosztował Europę około 100 mld EUR.
  • Ponieważ pojazdy będą potrzebowały coraz więcej półprzewodników, sektor motoryzacyjny będzie potrzebował wsparcia politycznego, aby uniknąć większych strat w przyszłości. W opinii Allianz Trade wsparcie powinno jednak skupić się na segmentach, w których Europa jest zarówno dużym rynkiem produkcyjnym, jak i końcowym, czyli na motoryzacji, a nie na elektronice użytkowej.

Braki układów scalonych na całym świecie spowodowały niedobór 18 mln pojazdów.

Przemysł motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników. Na początku pandemii, przygotowując się na ciężkie czasy, producenci samochodów i dostawcy branży motoryzacyjnej zareagowali głębokimi cięciami zapasów i zamówień na półprzewodniki. Gdy w drugiej połowie 2020 roku popyt na samochody powrócił szybciej niż oczekiwano, branża zauważyła, że producenci układów scalonych przesunęli moce produkcyjne na rynki końcowe z kwitnącym popytem, takie jak komputery i centra danych, pozostawiając niewielkie moce produkcyjne dla sektora motoryzacyjnego. Blisko dwa lata po pierwszych sygnałach o niedoborze półprzewodników, produkcja samochodów pozostaje znacznie poniżej poziomu z 2019 roku, a łączny niedobór produkcji wynosi na świecie ponad 18 mln pojazdów. Sytuacja przedstawia się relatywnie gorzej w Europie, gdzie – w przeciwieństwie do Chin czy Ameryki Północnej – produkcja pojazdów spadła w 2021 roku do bezprecedensowo niskiego poziomu 13 mln pojazdów (Wykres 1). Po oznakach poprawy pod koniec 2021 i w I kw. 2022 roku, ożywienie produkcji zostało ponownie zahamowane przez dodatkowe napięcia w łańcuchu dostaw spowodowane blokadami w regionie Szanghaju i inwazją Rosji na Ukrainę.

Wykres 1: Produkcja pojazdów (mln sztuk, % zmiany)

Produkcja pojazdów
Źródła: OICA, Dział Analiz Allianz

Produkcja samochodów w Europie odczuwa skutki drugorzędnej pozycji regionu w produkcji chipów.

Chociaż zasadnicze przyczyny spadku produkcji samochodów na świecie są wspólne dla wszystkich regionów, widać znaczne rozbieżności w wynikach poszczególnych regionów. Allianz Trade porównując stabilność liczby rejestrowanych samochodów ze zdolnościami do produkcji układów scalonych na poziomie regionalnym, obserwuje pozytywną i silną korelację (Wykres 2) wskazującą na to, jak krytyczna dla utrzymania produkcji samochodów jest lokalna produkcja układów scalonych. Słabość Europy jest tym bardziej frustrująca, że produkcja większości chipów samochodowych opiera się na sprawdzonych technologiach produkcyjnych. W przeciwieństwie do układów obliczeniowych lub pamięciowych znajdujących się w smartfonach i komputerach, które wykorzystują najbardziej nowatorskie technologie produkcyjne („węzły”) dostępne jedynie na Tajwanie i w Korei Południowej, układy scalone dla przemysłu motoryzacyjnego opierają się na dojrzałych węzłach wprowadzonych w latach 1990. i 2000.

Wykres 2: Udział w globalnych dojrzałych* mocach produkcyjnych w zakresie technologii półprzewodnikowych (%, oś pionowa) i zmiana sprzedaży samochodów osobowych (średnia z lat 2021-2022 w porównaniu z 2019, %)

Udział w globalnych dojrzałych* mocach produkcyjnych w zakresie technologii półprzewodnikowych
Źródła: IC Insights, ACEA, Wards, CAAM, JADA, obliczenia Działu Analiz Allianz. *Węzły powyżej 40nm

Braki układów scalonych kosztują Europę niemal 100 mld EUR utraconej wartości dodanej w latach 2021 i 2022.

Ile załamanie wywołane niedoborem kosztowało europejską gospodarkę? Aby się tego dowiedzieć, mierzymy utraconą produkcję, porównując produkcję z 2021 i 2022 do poziomów z 2019 roku. Biorąc pod uwagę dynamikę ogólnych wydatków konsumpcyjnych na towary w tym okresie, spodziewalibyśmy się, że popyt będzie podobny do roku 2019, gdyby podaż na to pozwoliła. Celem przeliczenia utraconej produkcji na utraconą wartość dodaną, obliczamy następnie średnią wartość dodaną generowaną dla każdego samochodu wyprodukowanego w Europie.

Z Allianz Trade obliczeń wynika, że już w 2021 roku utracono ponad 50 mld EUR, czyli równowartość 0,4% PKB regionu. Zakładając, że w 2022 roku produkcja europejska zmniejszy się o kolejne -1%, może dojść do utraty kolejnych 47 mld EUR, co daje łącznie 98 mld EUR. Największe straty (47,5 mld EUR utraconej wartości dodanej w latach 2021 i 2022) odnotowały Niemcy, ponieważ ich sektor motoryzacyjny odpowiada za większą część całkowitej wartości dodanej. Z drugiej strony, rekordowo niskie poziomy zapasów u sprzedawców detalicznych sugerują, że może istnieć duży potencjał wzrostu, jeśli produkcja zostanie wznowiona w 2023.

Tabela 1: Szacunkowa utracona wartość dodana w branży motoryzacyjnej (w mld EUR oraz % PKB)

  Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2021

(mld EUR)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2021

(% PKB)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2022

(mld EUR)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2022

(% PKB)

Straty w okresie 2021+2022 (mld EUR)
UE 28                  51,1 0,4%                  47,1                    98,2
Francja                    3,5 0,1%                    3,8 0,1%                    7,2
Włochy                    3,3 0,2%                    3,2 0,2%                    6,4
Niemcy                  25,3 0,7%                  22,3 0,6%                  47,5
Hiszpania                    3,2 0,3%                    3,2 0,3%                    6,3
Polska                    1,4 0,2%                    0,9 0,1%                    2,2
Wielka Brytania                    3,4 0,1%                    3,4 0,1%                    6,8


Źródła: ACEA, Eurostat, obliczenia Działu Analiz Allianz.

Wykres 3: Poziomy zapasów w UE, detaliczni sprzedawcy branży motoryzacyjnej

Poziomy zapasów w UE, detaliczni sprzedawcy branży motoryzacyjnej
Źródła: Eurostat, obliczenia Działu Analiz Allianz

W dłuższej perspektywie, europejskie łańcuchy dostaw będą nadal zagrożone, ponieważ półprzewodniki stają się wszechobecne.

Pojazdy potrzebują coraz więcej półprzewodników ze względu na trzy czynniki:

  • Łączność (tj. więcej chipów w celu zapewnienia połączenia samochodów przez WiFi z siecią producenta i telefonami kierowców przez Bluetooth itp.)
  • Bezpieczeństwo (czujniki ruchu, wykrywanie obiektów w martwym polu itp. wymagają chipów)
  • Elektryfikacja (samochody elektryczne zawierają dwukrotnie więcej półprzewodników niż samochody z silnikiem spalinowym)

W ciągu ostatnich 10 lat wartość półprzewodników przypadających na jeden samochód wzrosła ponad dwukrotnie i wynosi w skali światowej ponad 600 USD. Biorąc pod uwagę miks europejski (bezpieczniejszy, bardziej połączony, bardziej ekologiczny niż przeciętny samochód), wartość dla Europy jest najprawdopodobniej wyższa.

Wykres 4: Średnia zawartość półprzewodników na jeden wyprodukowany pojazd (aktualna, USD)

Średnia zawartość półprzewodników na jeden wyprodukowany pojazd
Źródła: OICA, IDC, obliczenia Działu Analiz Allianz

W tym kontekście europejskie wsparcie powinno skupić się na natychmiastowych i rozsądnych celach.

Jak pisaliśmy w 2021 roku, autonomia w zakresie półprzewodników jest daleko poza zasięgiem Europy[1]. Decydenci mogą jednak zapewnić ukierunkowane wsparcie, pamiętając o następujących kwestiach:

  • Wsparcie powinno koncentrować się na segmentach, w których Europa jest zarówno dużym rynkiem produkcyjnym, jak i końcowym, tj. motoryzacyjnym, a nie elektroniki użytkowej.
  • W związku z tym, motywacja do przyciągania super zaawansowanych zakładów produkcyjnych jest niewielka. Potrzebne są jednak naturalne i ekonomicznie uzasadnione bodźce, które pomogą zwiększyć udział produkcji półprzewodników klasy przemysłowej i motoryzacyjnej. W Europie działają trzy z największych na świecie firm produkujących półprzewodniki dla przemysłu motoryzacyjnego, które korzystają z połączenia produkcji zewnętrznej (w Azji) i własnej, często europejskiej. Decydenci powinni przechylić szalę we właściwym kierunku, aby inwestycje lokalne miały większą wartość niż outsourcing w Azji.
  • Istniejące plany zwiększenia produkcji półprzewodników w Europie nie pomogą rozwiązać problemu kontynentu, ale krokiem we właściwym kierunku jest rozpoczęcie wspólnych przedsięwzięć.

[1] Zob. Semiconductors realpolitik : A reality check for Europe [Realpolitik w segmencie półprzewodników: Rzeczywisty sprawdzian dla Europy], maj 2021

RPP rozwiązuje równanie z wieloma niewiadomymi

Ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych, co spowodowało jej wzrost do 6,75 proc., okazała się być zgodna z wcześniejszymi oczekiwaniami rynku. Była to jedenasta podwyżka z rzędu i prawdopodobnie jedna z ostatnich w tym cyklu. Wciąż jednak trudno przewidzieć, kiedy można się spodziewać obniżenia kosztu pieniądza.

Obecny cykl zaostrzania polityki pieniężnej, rozpoczęty w październiku ubiegłego roku należał do najbardziej dynamicznych w historii, a uzasadnieniem dla tak dużej determinacji RPP jest dążenie do powstrzymania galopującej inflacji. Na razie działania te okazują się nie do końca skuteczne, ale należy pamiętać, że ich efekty pojawiają się najczęściej po kilku kwartałach, więc powinny być widoczne w nieodległej przyszłości. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z tego, że na poziom inflacji mają obecnie duży wpływ czynniki nadzwyczajne, związane głównie ze wzrostem cen surowców energetycznych i rolnych. Ich oddziaływanie może być odczuwalne jeszcze w kolejnych kwartałach, a najpoważniejszym z nich mogą okazać się podwyżki urzędowych cen energii, które mogą sięgać nawet kilkadziesiąt procent. To każe się spodziewać, że po możliwym przejściowym obniżeniu presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach, początek przyszłego roku przyniesie ponowny jej wzrost. Wszystko więc wskazuje na to, że szczyt inflacji jeszcze przed nami, chyba, że podjęte zostaną nadzwyczajne środki zmierzające do ograniczenia wzrostu cen energii i to zarówno na szczeblu krajowym, jak i unijnym. Niemniej jednak znacząca dynamika inflacji bazowej, nie uwzględniającej wzrostu cen energii i żywności, świadczy o tym, że presja inflacyjna ma także źródła w postaci innych czynników, choć także w znacznym stopniu zależnych od cen energii. Z tego względu uzasadnione wydaje się kontynuowanie zaostrzania polityki monetarnej, choćby w celu „zakotwiczenia” oczekiwań inflacyjnych konsumentów, co już samo w sobie pomogłoby w uspokojeniu sytuacji. Jednak polityka monetarna wpływa hamująco na inflację głównie poprzez ograniczenie wzrostu wydatków, a więc obniżenie popytu, a w konsekwencji osłabienia tempa wzrostu gospodarczego, które w ostatnich kwartałach było bardzo wysokie, znacznie wyższe od tzw. potencjalnego wzrostu PKB, szacowanego w naszych warunkach na około 3,5 proc. Może to jednak skutkować także wzrostem bezrobocia, które obecnie znajduje się na rekordowo niskim poziomie. Rada Polityki Pieniężnej będzie więc mieć w najbliższym czasie do rozwiązania równanie z trzema niewiadomymi: utrzymującą się wysoką inflacją, słabnącą gospodarką oraz rosnącym bezrobociem. Celem działań RPP jest przywrócenie równowagi makroekonomicznej, która od pewnego czasu jest mocno zaburzona. Jako docelowy stan równowagi można przyjąć inflacji na poziomie 3,5 proc. lub nieco wyższym, dynamikę PKB o podobnej skali oraz nieco wyższe niż obecnie bezrobocie. Biorąc pod uwagę nieprzewidywalność rozwoju sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej, głównie w perspektywie globalnej, o osiągnięciu wspomnianej równowagi można by mówić prawdopodobnie w horyzoncie minimum 2024 r. i później.

Patrząc konkretnie, w kontekście przedstawionych uwarunkowań, najbardziej realny scenariusz to podwyżka stóp procentowych o 0,25 proc. na jednym z najbliższych posiedzeń RPP i ich stabilizacja w kolejnych miesiącach, przynajmniej do końca roku, kontynuacja spadkowej tendencji dynamiki PKB, z możliwością krótkotrwałej recesji oraz niewielki wzrost stopy bezrobocia. O rozpoczęciu cyklu łagodzenia polityki pieniężnej można myśleć dopiero w momencie, gdy gospodarka ponownie zacznie nabierać rozpędu. Szczyt obecnego cyklu podwyżek stóp procentowych, zgodnie z rynkowym konsensusem można szacować na 7-7,5 proc. Z wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego udzielonej dzień po wrześniowym posiedzeniu RPP wynika, że październikowe decyzje w sprawie stóp procentowych będą zależeć od napływających danych makroekonomicznych. Można się spodziewać zarówno podwyżki o 0,25 punktu, jak i pozostawienia stóp na dotychczasowym poziomie. Władze monetarne nie mogą zwiększać ryzyka wystąpienia recesji. Gdyby udało się ograniczyć dynamikę cen energii oraz utrzymać rozwiązania tarczy antyinflacyjnej, inflacja pod koniec przyszłego roku mogłaby, zdaniem prezesa NBP, obniżyć się do ok. 3 proc., bez potrzeby dalszego zaostrzania polityki monetarnej. Taki scenariusz jest jednak zbyt optymistyczny. Bardziej realne wydaje się osiągnięcie inflacji rzędu 6-7 proc. Nawet w takiej sytuacji możliwe byłoby rozważanie rozpoczęcia cyklu obniżania stóp procentowych, być może już w połowie przyszłego roku. Jest to jednak mało prawdopodobne, chyba że mielibyśmy do czynienia z głębszym pogorszeniem się koniunktury gospodarczej, czy wręcz z recesją.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Brytyjska masakra piłą dolarową

Jeszcze nie zdążyliśmy uspokoić się po wydarzeniach z poprzedniego tygodnia, a poniedziałek rozpoczął się równie ekscytująco. Dolar rośnie w siłę, na popularnym “edku” schodzimy coraz niżej. GBP miał ciężki weekend, a brytyjską masakrę na GBP/USD zatrzymało ustanowienie historycznych minimów. Dziś także poznaliśmy najnowsze dane indeksu Ifo z Niemiec.

Dolar dalej rośnie

USD nie może się zatrzymać w drodze do pozycji walutowego olbrzyma. Jego pewność i zdecydowanie budzi podziw i respekt. Kiedy ten szalony rajd się skończy? Wydaje się, że nikt i nic nie może powstrzymać amerykańskiego dolara. Będzie to jego własna decyzja, na którą najprawdopodobniej będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Zielony jest mocno wspierany przez amerykańskich decydentów monetarnych. Dodatkowo w piątek wiatru w skrzydła dodały mu wskaźniki PMI dla przemysłu i usług zza oceanu. Obydwa odczyty były lepsze od oczekiwań. W przypadku PMI dla przemysłu cały czas znajdujemy się powyżej granicy 50 punktów, co sugeruje wzrost aktywności w tym sektorze gospodarki. PMI dla usług stanowczo odbiło. Wartość 49,2 punktów (poprzedni odczyt 43,7, konsensus 45) mocno zbliżyła się do neutralnego poziomu 50. O takich wynikach strefa euro na razie może pomarzyć. Na głównej parze walutowej świata w tym tygodniu znów dominuje dolar, który lekko po północy ponownie zaczął prężyć swoje muskuły. EUR/USD zszedł do poziomów ok. 0,956 USD za jedno euro. Od tego czasu następuje lekkie odreagowanie.

Pogrom GBP

Za nami piękny spektakl pt. nieprzewidywalność rynku. Podczas gdy większość uwagi zwrócona była w stronę silnych USD i CHF, mało kto skupił się na walutach, które słabną. Nie wspominając o zajmowaniu jakichkolwiek pozycji. A pamiętajmy, że tu też można zarobić. Dodatkowo większość z nas nadal myśli o decyzjach bankierów centralnych z poprzedniego tygodnia. Wydaje się więc, że przewidzenie dramatu waluty brytyjskiej było praktycznie niemożliwe. Wraz z początkiem tygodnia na wykresie GBP/PLN spadliśmy o imponujące 30 groszy w stosunku do piątkowych wycen! W poniedziałek rano poziomem wsparcia, od którego się odbiliśmy było lokalne minimum 5,15 PLN. Aktualnie (około godziny 10:00) trwa odreagowanie. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja na GBP/USD. Tu chwilami zeszliśmy do około 1,04 USD, pobijając historyczne rekordy. Przypomnę, że dotąd najniższa wartość na tej parze walutowej wynosiła 1,064 USD za jednego funta i było to w 1985 roku! Przyczyna brytyjskiej makabry jest złożona. Niemniej jednak, ostatnie ruchy, o których dziś piszemy, miały swój niewinny początek w piątek 23 września o godzinie 10:30. Wtedy poznaliśmy odczyty PMI dla usług i przemysłu na Wyspach. Choć wynik dla przemysłu był powyżej oczekiwań, to obydwa wskaźniki znalazły się poniżej bariery 50 punktów, co sugeruje zmniejszenie aktywności w tych sektorach. Ponadto w piątek na Wyspach słabo wypadła także sprzedaż detaliczna. Tłumaczeń dzisiejszego pogromu na GBP doszukuje się natomiast w decyzji brytyjskiego rządu o największych cięciach podatkowych od 50 lat. Choć zapisy powinny pobudzić gospodarkę i umocnić walutę, to okazuje się, że są kontrowersyjne. Dlaczego? Wydaje się, że ich implementacja bardziej wesprze zamożnych obywateli, niżeli ulży najbiedniejszym. A to doprowadzić może do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa. Ponadto obniżone podatki to więcej środków pozostających w gospodarstwach domowych, co jest prostą drogą do dalszego wzrostu inflacji. Warto także dodać, że wprowadzenie ulg podatkowych przy jednoczesnym zwiększaniu wydatków rządowych może spowodować, że brytyjski budżet będzie trudny do spięcia. Dodatkowo ostatnią aprecjację dolara na GBP/USD wsparły także piątkowe odczyty PMI, wspomniane w poprzednim akapicie.

Indeks Ifo

W poniedziałek poznaliśmy także indeks klimatu gospodarczego największej gospodarki w Unii Europejskiej. Jest to wskaźnik wyprzedzający koniunktury, który obrazuje nastroje niemieckich przedsiębiorców. Dziś jego wartość była niska, jedynie 84,3 punktu. To o 2,7 pkt. niżej od oczekiwań. Ostatnio niżej byliśmy w maju roku 2020, kiedy to strach związany z krachem covidowym spowalniał rynki. Dzisiejsza publikacja indeksu Ifo nie jest pozytywna dla wspólnej waluty. Nie odznaczyło to się jednak na wykresie eurodolara, gdzie cały czas znajdujemy się poniżej 0,97 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – Wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Trzeci wielkoskalowy magazyn energii od Columbus

Columbus Energy wybuduje kolejny magazyn energii. Trzeci tego typu projekt Spółki będzie miał moc ponad 202 MW i pojemność 810 MWh.

Spółka zależna z Grupy Columbus otrzymała warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 202,44 MW, które zostaną wykorzystane na budowę magazynu energii o pojemności 810,18 MWh. Jest to już trzeci z kolei wielkoskalowy magazyn energii w posiadaniu Columbus. Inwestycja powstanie w południowej Polsce, a jej całkowitą wartość jest szacowana na ok. 1,6 mld zł.

– W ciągu ostatnich tygodni udało nam się uzyskać warunki przyłączenia na budowę trzech wielkoskalowych magazynów energii w Polsce. To pokazuje, w jakim tempie działa nasza organizacja i jak dostosowuje się do sytuacji rynkowej. Mamy świadomość, że ta technologia już za chwilę okaże się niezbędna do płynnego funkcjonowania sieci przesyłowych. Dlatego, nie czekając na bardziej sprzyjające warunki gospodarcze, inwestujemy w budowę własnych magazynów, realizując tym samym kolejny, ważny punkt ekosystemu Columbus. Posiadamy w sumie warunki przyłączenia dla magazynów energii na poziomie 400 MW o sumarycznej pojemności 1600 MWh – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że 21 września br. Columbus otrzymał warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 62,7 MW, na budowę magazynu energii o pojemności 250,8 MWh, a 17 sierpnia br. uzyskał warunki dla tego typu obiektu o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh.

70% pracowników branży IT zauważa u siebie wypalenie zawodowe, co dziesiąty cierpi na depresję

Epizodyczne lub długotrwałe poczucie wypalenia zawodowego dotyka łącznie ponad 2/3 osób pracujących w polskiej branży IT. Co czwarty w ostatnim czasie nie czuje satysfakcji z wykonywanej pracy. Jednocześnie tylko 21,4% badanych uważa, że ich firma udziela im wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego – wynika z raportu opublikowanego przez platformę TwojPsycholog.pl we współpracy z Just Join IT – największym polskim portalem pracy dla sektora tech.Wypalenie_zawodowe_w_IT_wybrane_dane_1l

Wypalenie zawodowe to zjawisko, o którym w ostatnich latach mówi się coraz częściej. W roku 2019 WHO wpisało je do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD), a od 1 stycznia 2022 roku jest uznawane za chorobę także w Polsce.

Istotę i skalę wypalenia zawodowego wśród pracowników polskiego sektora technologicznego przedstawia raport „Wypalenie zawodowe w branży IT”, stworzony przez platformę TwojPsycholog.pl i portal Just Join IT. W badaniu przeprowadzonym w lipcu i sierpniu br. wzięło udział ponad 1700 osób.02_Raport_Wypalenie_zawodowe_w_IT_wybrane_dane_2l

Kluczowe wyniki

  • Prawie 1/3 badanych ocenia swój stan psychiczny słabo, a kolejna 1/3 jako pogorszony,
  • 25,5% w ostatnim czasie nie czuje satysfakcji z wykonywanej pracy,
  • 70,6% zauważa u siebie wypalenie zawodowe, tyle samo w ostatnim czasie zastanawiało się nad zmianą pracy,
  • 10,6% zmaga się z depresją i zostało to zdiagnozowane,
  • 82,1% deklaruje, że tematyka wypalenia zawodowego nie jest poruszana w ich firmie,
  • 55,9% odpowiedziało, że firmy, w których pracują, nie zapewniają im wsparcia w obszarze zdrowia psychicznego, a 22,5% nie wie nic o takim wsparciu,
  • 79,2% wymienia Internet jako podstawowe źródło wiedzy o zagadnieniu.

Temat wypalenia zawodowego jest dla nas bardzo ważną kwestią i jednym z kluczowych obszarów, w których działamy. Jak pokazuje badanie ten problem w różnym stopniu oraz z różną częstotliwością dotyka większości pracowników branży IT. Mimo rosnącej świadomości to zagadnienie jest nadal przez wiele osób traktowane jak temat tabu: 82% badanych wskazuje, że problem ten nigdy nie był poruszany w ich miejscu pracy. Naszym celem jest również budowanie świadomości pracodawców na temat wypalenia zawodowego. Uważamy, że zdrowie psychiczne pracowników powinno stanowić jeden z priorytetów w firmach, nie tylko w obecnym czasie powiedziała Kaja Toczyska, CEO TwojPsycholog.pl.

Skupiamy największą społeczność IT w Polsce i angażujemy ją do różnych aktywności, w tym wzajemnej edukacji oraz dyskusji. Jesteśmy bardzo blisko tematów, które realnie interesują programistów i widzimy, że wypalenie zawodowe jest jednym z nich. Stwierdziliśmy, że musimy zbadać szerzej tę sferę i zaangażować się w poszerzanie wiedzy o zjawisku. Wyniki przeprowadzonego badania są niezwykle cenne, ponieważ pozwalają uzupełnić obraz polskiej branży IT o bardzo istotne elementy: poziom kondycji psychicznej pracowników oraz stopień zaangażowania pracodawców. Liczymy, że dzięki temu raportowi zachęcimy branżę do otwartej dyskusji i podejmowania odpowiednich kroków w trosce o dobrostan jej pracowników powiedział Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Czy niska wydajność pracownika może być przyczyną rozwiązania umowy o pracę?

Umowa o pracę jest umową starannego działania, a nie umową rezultatu. Od pracownika zasadniczo nie można więc wymagać osiągnięcia konkretnego efektu, jedynie sumiennego wykonywania obowiązków. O różnych problemach związanych z tymi przepisami rozmawiamy z Martą Gazdą z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy.

Zacznijmy od początku. Zgodnie z artykułem 100 Kodeksu pracy: „Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę”. Powstaje wobec tego pytanie, czy może dojść do rozwiązania umowy o pracę, jeśli pracownik mimo sumiennego wykonywania obowiązków nie osiąga odpowiednich wyników pracy, których oczekuje pracodawca.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego ugruntowany jest pogląd, że wprawdzie umowę o pracę zalicza się do umów starannego działania, jednak nie oznacza to, że ocena starannego wykonywania obowiązków pracowniczych odbywa się bez względu na wyniki (efekty) świadczonej pracy. Pracodawca może wypowiedzieć umowę o pracę osobie, która nie osiąga wyników pracy porównywalnych z wynikami pracy innych pracowników zatrudnionych na tych samych stanowiskach, choćby nie było w tym zawinienia, niestaranności lub niesumienności pracownika.

Wobec tego dopuszczalne jest rozwiązanie umowy ze względu na brak oczekiwanych efektów pracy. Należy jednak pamiętać, że wystąpienie tej przesłanki musi być możliwe do zweryfikowania zarówno przez pracownika, który otrzyma oświadczenie o wypowiedzeniu umowy, jak i przez sąd pracy badający zasadność wypowiedzenia w razie złożenia przez pracownika odwołania. Tym samym pracodawca musi wykazać, że wydajność pracownika była obiektywnie niska, zarówno w stosunku do określonych przez pracodawcę oczekiwań, jak i w stosunku do wyników osiąganych przez inne osoby zatrudnione na równorzędnych stanowiskach.

Przykładowo w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 20 stycznia 2014 r. (II PK 116/13) wskazano: „Pracodawca ma prawo zasadnie wypowiedzieć umowę o pracę pracownikowi zajmującemu samodzielne stanowisko w sytuacji, w której (chociażby z przyczyn niezawinionych) nie osiąga on właściwych wyników pracy. Pracodawca, któremu bez wątpienia przysługuje prawo doboru pracowników w sposób zapewniający najlepsze wykonywania zadań, może bowiem zasadnie przewidywać, że zatrudnienie innego pracownika pozwoli mu na osiąganie lepszych efektów pracy”.

Jak rozumiem, wypowiedzenie z powodu braku oczekiwanych efektów pracy jest zatem dopuszczalne również wtedy, gdy pracodawca ma uzasadnione podejrzenie, że na miejsce zwalnianego pracownika znajdzie innego, który będzie lepiej wywiązywał się z powierzonych zadań.

Tak, ale warto przy tym pamiętać, że nie każda praca ze względu na swoją specyfikę pozwala na wyznaczenie konkretnych zadań, których realizację będzie można ocenić. Weryfikowanie efektów możliwe jest np. na stanowiskach samodzielnych czy sprzedażowych. W takim wypadku pracodawca jest uprawniony do rozwiązania umowy o pracę, gdy zamierzone rezultaty nie są osiągane. W przypadku osób zajmujących stanowiska kierownicze oraz stanowiska samodzielne kryteria oceny ich pracy są surowsze.

Ponadto należy pamiętać, że gdy do sądu trafi odwołanie pracownika, przedmiotem oceny sądu może być również przyczyna, z powodu której pracownik nie osiągnął zakładanych przez pracodawcę wyników (np. braku realizacji planów sprzedażowych). Sądy orzekające w sprawach pracowniczych często stwierdzały, że osiągnięcie przez pracownika odpowiedniego wyniku, np. sprzedaży, zależy od szeregu czynników, w tym takich, na które pracownik nie ma żadnego wpływu. W takim przypadku pracownika nie może obciążać skutek nieosiągnięcia odpowiednich efektów.

Czyli – jeżeli dobrze rozumiem – obowiązek sumiennego i starannego działania po stronie pracownika nie powinien być równoznaczny z przerzuceniem na niego całości ryzyka związanego z prowadzeniem przez pracodawcę działalności gospodarczej.

Absolutnie nie. W ramach strategii racjonalnego zatrudnienia zapewniającej poprawne wykonanie zadań pracodawca jest uprawniony do prowadzenia takiej polityki kadrowej, która umożliwi mu obsadzenie stanowisk pracy pracownikami możliwie najlepiej przygotowanymi do wykonywania określonych zadań. Powinien jednak pamiętać, by swoją decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę odpowiednio uzasadnić.

Tadeusz Blofer

January Ciszewski inwestuje 1 mln zł w Prime Bit Investments SA

Czołowy inwestor Rynku NewConnect, January Ciszewski, zainwestował 1 mln zł w spółkę która inwestuje w przyszłościowe projekty w branży IT. Głównym celem Prime Bit Investments SA (PBI SA) jest wyszukiwanie, wsparcie w tworzeniu rozwijaniu i skalowaniu startupów. Spółka jest na końcowym etapie pozyskiwania funduszy na dalsze inwestycje i planuje zadebiutować na NewConnect w przyszłym roku.

January, dlaczego postanowiłeś zainwestować w PBI SA?

January Ciszewski: Głównie dlatego, że sam 3 lata temu byłem na miejscu Michała. Wiem do czego dąży, wiem jaka jest droga przed nim, a takim ludziom trzeba pomagać. Mimo młodego wieku osiągnął naprawdę dużo i przede wszystkim dorobił się tego sam. Uważam, że mamy dużo wspólnego, a na dodatek firma którą tworzy, pokazuje w jakim kierunku zmierza. Jest to kwestia czasu kiedy jedna z inwestycji stanie się „Jednorożcem” i dlatego chciałbym być przy tym sukcesie.

Czy dostrzegasz tutaj jakieś trendy?

JC: Spółki z portfela PBI są młode, natomiast wiem, że prowadzone są przez doświadczonych ludzi, którzy odnieśli już spore sukcesy w tradycyjnym biznesie. Dobór kadry i sposób współpracy przekonuje mnie, że jest to słuszna droga do osiągnięcia potencjalnie dużych zwrotów z inwestycji. Co do samych trendów, to uważam że mimo wojny czy pandemii, rozwiązania IT nie ucierpiały, a wręcz nabrały rozpędu. Nadal są to skalowalne biznesy, wspierające wiele procesów. W pewnym sensie stawiam na coś perspektywicznego i pewnego, widzę też możliwe synergie na przyszłość, ale czas pokaże co uda się wspólnie zrobić.

Michał, do kiedy trwa emisja akcji i ile jeszcze zostało?

Michał Ręczkowicz: Emisja trwa do 10 listopada. Do zebrania jest łącznie 4,5 mln zł i jesteśmy już niemal na finiszu. Akcje są po 2,5 zł przy wycenie 33 mln zł. Chcielibyśmy zadebiutować wiosną 2023 roku, natomiast zobaczymy czy będzie to odpowiedni czas na tego typu wejście.

Jaki jest obszar waszych zainteresowań?

MR: Wszystko to co związane jest z technologią czyli: rozwiązania SaaS, rozwiązania hardware + software np. w dronach, Gry (mobilne, VR, konsole i PC ale też te z NFT), biotechnologia. Ogólnie rozwiązania, które można szybko skalować. Firma ma już za sobą sporą historię, zaczynaliśmy od wytwarzania oprogramowania na zamówienie, a także produkcji własnych. Mieliśmy też swój dział gier, który wydzieliliśmy jako część przedsiębiorstwa i tak powstało dziś notowane na giełdzie Prime Bit Games SA. Po drodze zdobyliśmy wiele nagród i wyróżnień w dziedzinie nowych technologii i gier, co umacniało naszą pozycję na rynku. Osobiście mam za sobą kilka wyjść inwestycyjnych. Pierwsze z nich przeprowadziłem w 2014 roku będąc zaraz po studiach. Wtedy właśnie powstało Prime Bit Studio (obecnie brand softwarehousu), a obecnie Prime Bit Investments SA.

Nasza firma nadal wytwarza oprogramowanie – aplikacje mobilne, webowe. Bardzo często robimy nowoczesne oprogramowanie dla startupów. Historycznie w portfolio mamy mnóstwo klientów z Zachodu. Poza oprogramowaniem świadczymy usługi szkoleniowe, doradcze, a nawet organizujemy konferencje i hackathony, które na podkarpaciu są znane od wielu lat. W ten sposób staramy się budować ekosystem, który zapewnia nam dostęp do świeżych pomysłów, w które możemy zainwestować i zacząć je skalować. Dlatego też otaczamy się firmami w które inwestujemy na wczesnym etapie ich istnienia. Doprowadzamy do momentu pierwszej sprzedaży i z tego miejsca staramy się pozyskać kapitał na dalszy rozwój startupu, który docelowo kiedyś może zadebiutować na giełdzie, tak jak pierwsza spółka portfelowa Prime Bit Games SA, której na początku byłem też Prezesem.

Jakie są plany PBI?

MR: W planach mamy dynamiczny rozwój, chcemy poszerzać  współpracę z zagranicznymi i lokalnymi firmami aby wytwarzać nowoczesne rozwiązania IT. Mogą to być nie tylko aplikacje mobilne, webowe, ale też rozwiązania związane z dronami, sztuczną inteligencją. Nie boimy się wyzwań, a wręcz ich szukamy. Zespół PBI, to ambitni ludzie o nietuzinkowym doświadczeniu, ale mówiąc o ludziach z PBI mówię bardziej o całej grupie spółek, które z nami współpracują na co dzień.

Poza oprogramowaniem, chcemy nadal rozwijać ekosystem startupowy kapitałem prywatnym tworząc konferencje i hackathony. W najbliższym czasie patronujemy na wydarzeniu „NASA International Space Apps Challenge” organizowanym w Rzeszowie. Natomiast wiosną 2023, będziemy organizowali kolejną edycję Game Jam Rzeszów.

Zgłaszają się też do nas ludzie, którzy mają już rozwinięte biznesy. Odnieśli spory sukces rynkowy, ale chcą stworzyć kolejną firmę i sprawdzić czy ich pomysł wypali. My właśnie takich ludzi szukamy i z nimi tworzymy nasze firmy. To ludzie z doświadczeniem w biznesie, którzy doskonale wiedzą jak to wszystko działa.

Obecnie wykazujemy coraz większe wyjścia kapitałowe, chcemy też aby z ubiegiem lat nasza strategia długoterminowa przynosiła Inwestorom dywidendę z zrealizowanych inwestycji czy też nadwyżek za usługi. U nas nie będzie nudy, spółka cały czas ma coraz większe przychody z różnych źródeł, więc nie będzie trzeba czekać latami na większe wyjścia kapitałowe. Wyjścia te będą się zazębiać, a okazji będzie przybywać wraz z rozwojem spółki.

Rośnie liczba kradzieży z włamaniem (od 5% do 30%)

Od 5 proc. w Gdańsku do aż 30 proc. w Poznaniu – to wzrost liczby kradzieży z włamaniem w pierwszym półroczu 2022. Dodatkowo w wyniku wysokiej inflacji sumy ubezpieczeń w zawartych wcześniej polisach mogą stać się realnie zbyt niskie, by pokryły straty spowodowane przez złodziei. Eksperci doradzają aktualizację kwot w polisach i zadbanie o lepsze zabezpieczenia lokali.

Tylko w Warszawie w pierwszej połowie tego roku zanotowano o 1 tys. więcej kradzieży z włamaniem niż rok wcześniej – wskazują najnowsze statystyki Policji. W sumie w stolicy stwierdzono 13 306 tego typu przestępstw, co oznacza wzrost o 8 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. W Gdańsku były 5982 włamania, o 5 proc. więcej niż w 2021. W Poznaniu Policja odnotowała mniej kradzieży spośród dużych polskich miast (732 przypadki), ale to właśnie tutaj wzrost tych liczby przestępstw jest największy: wynosi aż 30 proc. Natomiast w Lublinie stwierdzono 448 tego rodzaju przestępstw, co stanowi wzrost o 22 proc. w stosunku do 2021 roku.

– Policyjne dane pokazują, że praktycznie w każdym miesiącu pierwszego półrocza 2022 w Polsce było więcej kradzieży z włamaniem niż w analogicznych okresach poprzedniego roku. Statystyki pokazują, że złodzieje kradną najczęściej elektronikę, biżuterię i gotówkę oraz mienie przechowywane w piwnicach m.in. rowery i inny sprzęt sportowy, ale ich łupem padają nawet urządzenia techniczne takie jak klimatyzatory czy elementy pieców i pomp ciepła – mówi Kordian Czuryłło, menadżer produktu w Warcie, firmie ubezpieczeniowej specjalizującej się m.in. w ochronie mienia i nieruchomości.

Inflacja przejada odszkodowania

Coraz częstsze kradzieże nie są jedyną niepokojącą wiadomością, jaka potencjalnie dotyczy właściciela mieszkania lub domu. Drugim wyzwaniem, nawet dla osób, które  –  dochowując zasad ostrożności – zadbały o ubezpieczenie lokalu, jest wysoka i nadal rosnąca inflacja. Tylko w sierpniu wyniosła ona rok do roku 16,1 proc. i była najwyższa od 1997 roku.

Efekt? Wysokość wypłacanych odszkodowań zależy od tzw. sumy ubezpieczenia, która zapisana jest w umowie. Jest to maksymalna kwota wypłaty odszkodowania na jaką umawia się klient i firma ubezpieczeniowa. Inflacja powoduje jednak, że obecnie kwota może być realnie nieadekwatna do wartości mienia. Inaczej mówiąc: pieniądze z polisy, wykupionej na dawnych warunkach, przestają wystarczać do odtworzenia majątku utraconego w wyniku dzisiejszej kradzieży. A ponieważ prognozy inflacyjne pozostają wysokie – problem będzie się pogłębiał.

Przez lata, wykupując kolejne polisy, właściciele mieszkań nierzadko automatycznie powielali wcześniejszą wysokość sumy ubezpieczenia. Teraz ten nawyk zdecydowanie wymaga zmiany. Aby mieć pewność pełnej ochrony i uniknąć rozczarowania przy wypłacie odszkodowania, ubezpieczeni powinni zadbać o aktualizowanie sumy ubezpieczenia, uwzględniając nowe, inflacyjne realia – radzi Kordian Czuryłło z Warty.

Polisa, zamki, alarm, sąsiedzi

Polisa ubezpieczeniowa to najlepszy sposób na nieprzewidywane zdarzenia – tym bardziej, że ochrona dotyczy nie tylko kradzieży, ale również innych przypadków losowych, takich jak pożar, zalanie, przepięcia itd. Ubezpieczyć można prawie wszystko, co znajduje się w mieszkaniu, a w ramach polisy  można skorzystać z pomocy fachowca, który naprawi wyłamany zamek, zniszczoną szybę w oknie, czy inne uszkodzenia powstałe wskutek włamania.

W obliczu rosnącej fali kradzieży warto jednak nie tylko zwiększyć sumę ubezpieczenia, ale także jak najlepiej zabezpieczyć się przed samym włamaniem. Katalog działań doradzanych przez ekspertów jest duży – od zadbania o odpowiednią jakość drzwi i atestowanych zamków, przez wyposażenie mieszkania lub domu w systemy antykradzieżowe (np. antywłamaniowe rolety w oknach, system alarmowy, etc.), aż po nowoczesne rozwiązania technologiczne z dziedziny smart home. Nieodmiennie do najbardziej zalecanych sposobów zwiększenia bezpieczeństwa mieszkania należą też… dobre relacje z bliskim sąsiadem, którego czujność może okazać się równie cenna, co wszelkie zabezpieczenia techniczne.

Era „handlowej fortyfikacji”. W sklepach gwałtownie rośnie liczba kradzieży

Galopująca inflacja i będący pokłosiem pandemii oraz wojny w Ukrainie kryzys gospodarczy powodują istną „fortyfikację” punktów sprzedaży detalicznej. Zarówno w Polsce, jak i Europie czy za Oceanem. W dobie rosnącego zagrożenia kradzieżami, specjalne zabezpieczenia stosowane są już nawet dla względnie niedrogich produktów codziennego użytku, od pasty do zębów, przez dezodoranty po… konserwy turystyczne.

Internet w zawrotnym tempie obiegły niedawno, pochodzące z jednej z sieci handlowych w USA, zdjęcia konserwy mięsnej umieszczonej w sejferze przeciwkradzieżowym[1] – przywodzącej na myśl te, w których „zamyka się” drogi sprzęt elektroniczny. Portal CNN Business opublikował z kolei zdjęcia z jednej z amerykańskich drogerii, gdzie w szklanych gablotkach zamknięte były pasty do zębów, dezodoranty, a nawet płyny do naczyń[2]. W Wielkiej Brytanii głośno o zabezpieczaniu w podobny sposób mleka modyfikowanego dla dzieci, z kolei sieć detaliczna Iceland w specjalnych antykradzieżowych boksach umieszcza sery i wybrane produkty mięsne[3]. W Brazylii, na tych drugich pojawiły się zaś ostatnio klipsy zabezpieczające[4]. Przykładów tego typu, również z naszego rodzinnego gruntu, można przytoczyć tu jeszcze wiele – pytanie czy są to rozwiązania już realnie niezbędne czy stosowane przez sprzedawców raczej na wyrost?

Handel widzi powagę problemu

Za pierwszym stwierdzeniem zdecydowanie przemawia jeden z kluczowych wskaźników ekonomicznych, czyli indeks cen w sklepach detalicznych. W przypadku Polski, jego ostatnia aktualizacja informuje, że w sierpniu 2022 ceny w sklepach były średnio o blisko jedną czwartą wyższe niż w tym samym miesiącu roku minionego[5]. – Nie brakuje jednak produktów, które podrożały znacznie bardziej. I tak, dla przykładu, za cukier trzeba dziś zapłacić prawie dwa razy tyle, olej rzepakowy podrożał o ponad 70%, masło zaś o prawie połowę. Na tą chwilę, trudno przewidywać by ceny miały się ustabilizować, szczególnie przed końcem roku. Z naszej obserwacji sytuacji na rynku handlu detalicznego wynika, że sprzedawcy zaczęli dostrzegać skalę zagrożenia działalnością nieuczciwych konsumentów, i chcąc zapobiegać stratom, na które mają wpływ – w przeciwieństwie do np. cen hurtowych – decydują się na inwestycje w narzędzia i systemy zapobiegające kradzieżom, z wykorzystaniem rozwiązań typu EAS i strategii source tagging, czyli znakowania produktów „u źródła”, a więc już na etapie ich produkcji czy w pierwszym punkcie dystrybucji – tłumaczy Ewa Pytkowska, Business Unit Director w Checkpoint Systems.

Analiza UCE Research i Wyższych Szkół Bankowych przekonuje, że wzrosty cen odnotowano w przypadku wszystkich 12 kategorii produktów i wszędzie były one dwucyfrowe. Zdaniem ekonomistów, prognozowany jeszcze w trakcje wakacji na koniec sierpnia szczyt inflacji już został „przesunięty” i dziś trudno estymować, kiedy ma osiągnąć apogeum. W szerszym odniesieniu, do całego Starego Kontynentu, analiza Allianz wylicza, że już dziś ten sam skomponowany na potrzeby badania „kosz produktów” kosztuje Europejczyków średnio aż o 243 euro więcej niż w 2021 roku[6].

Kradzież zorganizowana

Przedstawiciele branży handlowej z coraz większą uwagą przyglądają się ostatnio również aktywności zorganizowanych grup przestępczych, których celem są kradzieże w sklepach w celu odsprzedaży. Tylko za ich sprawą, sprzedawcy w Europie tracą każdego roku ponad 3,7 miliarda dolarów. Amerykańska Narodowa Federacja Handlowa (NRF) podkreślała ostatnio, że liczba incydentów z udziałem tego typu grup rośnie w niepokojącym tempie, odpowiadając w USA za straty od 15 do nawet 30 mld $ rocznie[7].
Obecna sytuacja gospodarcza może skłaniać zorganizowane grupy do zintensyfikowania swojej aktywności. I choć kradzieży w wyniku ich działalności jest relatywnie mniej w porównaniu do tych dokonywanych przez pojedyncze osoby, to zwykle osiągają one dużo wyższą wartość i mówiąc wprost, kosztują sprzedawców znacznie więcej. Walka ze zorganizowaną przestępczością w handlu jest także dużo trudniejsza, ze względu na stosowane przez nią zaawansowane metody i taktyki, zaś bez wsparcia narzędzi automatyzujących kontrolę i dozór nad każdym produktem, przez wiele ogniw łańcucha dostaw i finalnie w dużych przestrzeniach handlowych, jak np. supermarkety, może okazać się mało skuteczna – dodaje Ewa Pytkowska z Checkpoint Systems.

Początek handlowych „wzmocnień”?

Sygnały o zabezpieczaniu coraz tańszych artykułów już dziś przekonują, że rynek rozwiązań typu EAS (Eletronic Article Surveillance) notował będzie kolejne rekordy. Głównie, za sprawą rosnącego ryzyka strat spowodowanych kradzieżą oraz bilansu korzyści względem kosztów inwestycji w tego typu urządzenia. Perspektywa redukcji kradzieży od 60 do 80%[8], w dobie topniejących marż, skłania coraz większą liczbę sprzedawców do inwestycji w zautomatyzowane bezpieczeństwo swoich sklepów.

[1] https://www.cbsnews.com/news/store-slocking-up-spam-duane-reade-shoplifting-theft/

[2] https://edition.cnn.com/2022/07/30/business/drug-stores-locked-products/index.html

[3] https://www.dailymail.co.uk/news/article-2236874/Crooks-Iceland-Supermarket-chain-forced-lamb-cheese-anti-theft-security-boxes.html

[4] https://www.bloomberg.com/news/articles/2021-12-03/fish-heads-replace-steak-at-dinner-in-stagflation-ravaged-brazil#xj4y7vzkg

[5] https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/co-za-wystrzal-cen-w-sklepach-cukier-otwiera-liste-drozyzny/07p62v2

[6] https://www.allianz.com/en/economic_research/publications/specials_fmo/food-prices-inflation.html

[7] https://blog.bakerinstitute.org/2022/05/10/organized-retail-crime-economic-impact-and-policy-responses/

[8] https://losspreventionmedia.com/innovative-anti-theft-technologies-prevent-theft-and-save-money/

Czy Europa jest wystarczająco silna, aby poradzić sobie bez ropy i gazu z Rosji?

Polska podobnie jak pozostałe państwa Unii Europejskiej będzie mierzyć się z wysokimi cenami za prąd i gaz, które dotkną zwłaszcza najuboższe gospodarstwa domowe. Niestety Europa przez lata uzależniała się energetycznie oraz surowcowo od Rosji i aktualnie odczuwa tego konsekwencje. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przyjrzeli się, w jaki sposób sankcje nakładane na Rosję, jednego z największych producentów ropy naftowej i gazu ziemnego, wpłynęły na wahania cen tych surowców.

Światowy rynek ropy i gazu już przed wojną odczuwał pewne ograniczenia głównie przez niewystarczającą podaż z powodu lat niedoinwestowania w rozwój nowych złóż. Jednak nakładane od kilku miesięcy na Rosję kolejne pakiety sankcji gospodarczych, mające na celu m.in. odcięcie Kremla od jednego z głównych źródeł dochodu, nie mogły obejść się bez reperkusji. Rosja stosuje ponadto coraz to nowe, bezprecedensowe działania odwetowe, takie jak manipulacje gazociągiem Nord Stream 1 pod pozorem usterek technicznych. To wszystko nakłada się na skomplikowany obraz geopolityczny i gospodarczy, którego przyczyny eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group analizują w najnowszym raporcie „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector”.

Jeden z głównych producentów i eksporterów ropy i gazu

Jak wskazują analitycy EMIS, Rosja dzięki położeniu na ogromnych złożach węglowodorów jest w czołówce światowych dostawców ropy naftowej oraz gazu ziemnego. W 2021 r. kraj ten był odpowiedzialny za 12,2 proc. światowej produkcji ropy naftowej, plasując się na 3. miejscu za Stanami Zjednoczonymi i Arabią Saudyjską, a także za 17,4 proc. gazu ziemnego, co dało mu 2. miejsce, ustępując tylko USA.

W tym samym 2021 roku Rosja była drugim po Arabii Saudyjskiej eksporterem ropy naftowej (12,8 proc. globalnej sprzedaży), a także największym na świecie eksporterem gazu ziemnego, sprzedając prawie ćwierć (23,6 proc.) globalnego wolumenu. Analitycy EMIS podkreślają ponadto, że w ubiegłym roku kraj rządzony przez Władimira Putina wyprodukował 285,1 mln ton produktów rafineryjnych (paliw), z czego 144 mln ton sprzedano za granicę. Ponad połowa (52 proc.) z tego eksportu, czyli 75 mln ton, trafiła do Unii Europejskiej.

Analitycy EMIS pokusili się o wyciągnięcie pośredniego wniosku dot. dynamiki eksportu z trendów krajowego popytu i produkcji. Podczas gdy w I połowie 2022 r. w Rosji wydobyto 263,3 mln ton ropy, co oznacza wzrost o 3,2 proc. r/r, jej ilość przeznaczona w tym czasie do krajowej rafinacji spadła do 133 mln ton, czyli o 4,2 proc. r/r. Oznacza to, że nadwyżki produkcji są najprawdopodobniej sprzedawane za granicę, ponieważ Rosja nie posiada znaczących zdolności magazynowych. Głównym kierunkiem eksportowym są obecnie najpewniej Indie, które nie poparły sankcji wobec Rosji, a wręcz zwiększyły ilość kupowanej od niej ropy po niższej cenie.

Gaz ziemny

Światowy i unijny rynek nie są gotowe na rozwiązanie problemu utraty eksportu od tak dużego dostawcy, jakim jest Rosja. Efektem jest wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego. Jak przekonują analitycy EMIS, odejście od rosyjskiego gazu w ramach sankcji będzie stanowić wyjątkowo trudne zadanie. Dlaczego? W 2021 roku ok. 40 proc. tego surowca zakupionego przez kraje UE (w tym Wielką Brytanię) pochodziło z Rosji. Rozwiązaniem mogłaby być dywersyfikacja dostaw, lecz jest to proces czasochłonny i kosztowny, a oprócz tego wymagający woli politycznej na najwyższym szczeblu. Polska na tym polu, biorąc pod uwagę poziom zaawansowania, radzi sobie na tle innych państw stosunkowo dobrze. Przykładem jest oddany w 2015 r. terminal LNG w Świnoujściu oraz Baltic Pipe planowany do uruchomienia na przełomie września i października tego roku. Gazociąg pod dnem Bałtyku to kolejna z inwestycji strategicznych stanowiąca istotny krok w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski (mimo że w tym roku skorzystamy jedynie z 30 proc. mocy jego polskiego odcinka). Nie ulega wątpliwości, że prawdziwym sprawdzianem będzie nadchodząca zima, a wraz z nią rozpoczynający się sezon grzewczy, czyli czas, kiedy gaz ziemny staje się w wielu przypadkach niezbędny do zapewnienia odpowiednich warunków życiowych.

Unia Europejska w odpowiedzi na wojnę w Ukrainie planuje do 1 listopada 2022 r. wypełnić swoje magazyny gazu ziemnego przynajmniej w 80 proc. Chcąc zrekompensować zmniejszone dostawy z Rosji, rządy UE i przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zdecydowały o zakupie droższego gazu LNG pochodzącego z rynku światowego, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych. Płacąc wysoką cenę, kraje Wspólnoty osiągnęły założony cel – w połowie września br. unijne magazyny były wypełnione w ponad 80 proc.

Ropa naftowa

W 2021 r. spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej tylko Holandia i Niemcy nabywały od Rosji więcej ropy naftowej niż Polska. Optyka geopolityczna uległa znaczącej przemianie po napaści kraju Władimira Putina na Ukrainę. Grupa państw G7 ogłosiła plany wprowadzenia przed 5 grudnia 2022 r. limitu cenowego na rosyjską ropę naftową, mocno obniżając dochody Kremla z tytułu jej sprzedaży. Jednocześnie analitycy EMIS przypominają w raporcie, że Unia Europejska, chcąc skutecznie uniezależnić się od rosyjskiej ropy, powinna przeznaczyć znaczące środki na inwestycje w rurociągi. Szósty pakiet sankcji zakłada całkowity zakaz importu drogą morską rosyjskiej ropy i produktów naftowych. Jedynie rafinerie śródlądowe będą mogły pobierać surowiec z rurociągu „Przyjaźń”, choć docelowo i ta droga ma zostać zamknięta.

Analitycy EMIS wskazują, że nadchodzące miesiące mogą okazać się kluczowe w kontekście bezpieczeństwa energetycznego. Wysokie ceny, z którymi Polacy muszą mierzyć się czy to na stacjach benzynowych, czy w przypadku domowych rachunków, wynikają zarówno z tworzących ograniczenia sankcji nakładanych na Rosję, jak i lat zaniedbań chociażby w kwestii przechodzenia na OZE. Mimo to Polska wydaje się być w lepszej sytuacji energetycznej niż chociażby nasi zachodni sąsiedzi Niemcy – przede wszystkim dzięki inwestycjom infrastrukturalnym mającym na celu zapewnienie dostaw gazu z alternatywnych źródeł. Nadchodzący czas będzie bez wątpienia trudnym sprawdzianem.

Decyzje prowadzące do zapełnienia magazynów gazu pozwoliły krajom UE uniknąć najgorszego scenariusza. Nie zmienia to faktu, że zbliżająca się zima nie będzie łatwa, gdyż limity pojemności magazynów zmuszają do ograniczenia konsumpcji. Niepewność wzmaga instrumentarium wykorzystywane przez europejskie rządy do walki ze społecznymi kosztami kryzysu energetycznego. Działania takie jak polskie dodatki węglowe czy warte 65 mld euro dopłaty do zakupów proponowane przez niemiecki rząd mają charakter proinflacyjny, co dodatkowo utrudnia prowadzoną od niemal roku walkę ze wzrostami cen – podkreśla Andrzej Żurawski, analityk z ISI Emerging Markets Group.

Źródło: EMIS Insights Thematic Report „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector”

Rekordowo drogi dolar, giełdy na czerwono

Piątkowa słabość amerykańskiego rynku akcji sprowadziła średnią przemysłową Dow Jonesa (DJIA; -1,62 proc.)) i średnią transportową Dow Jonesa (DJTA; -1,83 proc.) do najniższych poziomów od końca 2020 roku. Nad poziomami czerwcowych minimów zdołały się natomiast utrzymać S&P 500 (-1,72 proc.) i Nasdaq Composite (-1,8 proc.). Dziś rano ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy giełdowe minimalnie rosła (S&P +0,17 proc. ok. godz. 9:50).

Za wyjątkiem filipińskiego PSEi (0,22 proc.) spadły dziś wszystkie główne indeksy rynków akcji Azji i Oceanii. Zwracała uwagę 7,69 proc. zniżka chińskiego Shanghai B-Share Index. Swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś Hang Seng (najniżej od 11 lat), tajwański TAIEX oraz koreański Kospi.

Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od kontynuacji piątkowych spadków, które wiele indeksów sprowadziły do poziomów nowych cyklicznych minimów, ale później pojawiły się próby łapania równowagi (ok. godz. 9:45 DAX +0,27 proc., CAC 40 +0,58 proc.).

Polski rynek akcji był dziś rano jednym z najsłabszych w Europie. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano WIG, WIG-20, mWIG-40 i sWIG-80. Wśród indeksów sektorowych swe nowe dołki bessy osiągnęły dziś WIG-Górnictwo, WIG-Media, WIG-Motoryzacja i WIG-Paliwa.

Rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w prawie wszystkich krajach rozwiniętych. W większość krajów osiągane były nowe cykliczne maksima tych papierów. Poziom 4 proc. – najwyższy od 2010 roku – przekroczyła rentowność brytyjskich 10-latek. Do ponad -50 punktów bazowych rozszerzył się „spread” pomiędzy rentowności amerykańskich 10-latek i 2 latek. Rentowność polskich 10-latek wyszła na najwyższy poziom od 2 miesięcy (6,543 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową były dziś najniższe od stycznia (ok. godz. 9:20 WTI -0,6 proc., Brent -1,94 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny w USA notowanych na NYMEX-ie lekko odrabiała ostatnie straty (+2,13 proc. ok. godz. 9:20), ale pozostawała poniżej poziomu 7 dolarów/mmBtu, a więc ok. 30 proc. poniżej sierpniowego szczytu. Złoto było dziś najtańsze od ponad 2 lat.

Kurs EUR/USD spadł dziś w nocy poniżej poziomu 0,96 (najniższego od 20 lat), ale później odrobił większość strat o ok. godz. 9:10 dzienna zmiana wynosiła jedynie -0,12 proc. USD ustanowił dziś swe nowe cykliczne maksima względem większość głównych walut i łatwiej byłoby wymienić waluty, które nie były dziś najtańsze względem amerykańskiego dolara od lat. Jednym z wyjątków była japoński jen, w którego obronie w zeszłym tygodniu stanął po raz pierwszy od 1998 roku japoński bank centralny.

Kurs USD/PLN zaliczył dziś swe historyczne maksimum, ale później dolar nieco osłabł i ok godz. 9:15 dzienna zmiana kursu była niewielka (+0,05 proc.). Równie niewielka była dziś rano zmiana kursu EUR/PLN (-0,08 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się tuż powyżej poziomu swego czerwcowego minimum (+0,11 proc. ok. godz. 9:05).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Załamanie kursu funta

Rynki generalnie lubią cięcia podatków – o ile nie są one finansowane skokowym wzrostem deficytu w okresie wysokiej inflacji. Czy ambicje premier Liz Truss zmuszą Bank Anglii do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia? A może wyjątkowo szybko zakończą jej karierę? Na razie wywołały załamanie funta.

Program nowej premier obejmuje m.in. obniżenie najwyższej stawki PIT z 45% do 40%, rezygnację z planowanych podwyżek stawek dla biznesu i zmniejszenie podatków od zakupu nieruchomości. Generalnie to byłyby pomysły, które bardzo spodobałyby się rynkowi. Problem w tym, że brytyjska gospodarka już teraz cierpi na tzw. podwójny deficyt (deficyt sektora finansów publicznych oraz deficyt na rachunku obrotów bieżących), co po prostu oznacza konieczność polegania na zagranicznym finansowaniu. W tym kontekście ważne jest stworzenie wrażenia, że polityka gospodarcza będzie dbać o stabilność pieniądza.

W Wielkiej Brytanii jest dokładnie na odwrót. Już wcześniej Bank Anglii ociągał się z podwyżkami stóp procentowych. Owszem, w czwartek stopy wzrosły o 50bp, ale na poziomie 2,25% są sporo niżej niż w USA, zdecydowanie poniżej inflacji, a tempo podwyżek jest niższe niż w przypadku EBC i SNB. W tym kontekście rynek uważa, że ogromny wzrost deficytu będzie po prostu monetyzacją długu. Jeszcze rok temu takie zagrywki przechodziły bez większego echa, ale teraz, gdy Fed daje jasno do zrozumienia, że chce złamać inflację niezależnie od kosztów, inne banki mogą robić to samo lub ryzykować dalsze osłabienie swoich walut.

To także bardzo poważne ostrzeżenie dla rządów. W kontekście rosnących cen energii zwiększanie transferów staje się bardzo popularne. W pewnej skali zdaje się to być rozwiązanie akceptowane przez rynki, łatwo jednak o przekroczenie cienkiej linii, za którą jest już fiskalna stymulacja i jak widać na przykładzie funta, może to się skończyć nawet kryzysem walutowym.

Warto to mieć na uwadze patrząc dziś na złotego. Bo choć frank i dolar kosztują blisko 5 złotych, relacja względem euro jest jednak dość stabilna. To też oznacza, że rynek cały czas może dopiero zareagować wyprzedażą złotego jeśli straci cierpliwość. Podobnie jest to ostrzeżenie dla RPP.

Poniedziałkowy kalendarz jest formalnie dość spokojny. Jednak to nie wydarzenia z kalendarza będą przyciągać uwagę rynków. Inwestorzy czekają na odpowiedź Banku Anglii na załamanie kursu funta, przyglądają się wygranej prawicowej koalicji we Włoszech, patrzą na sytuację na Ukrainie. O 9:10 euro kosztuje 4,7531 złotego, dolar 4,9101 złotego, frank 4,9927 złotego, zaś funt 5,2426 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Nieograniczone wpłaty i wypłaty – poznaj konto oszczędnościowe w Alior Banku

Oszczędzać można na różne sposoby. Warto jednak robić to tak, aby pieniądze przynajmniej w pewnym stopniu procentowały, a jednocześnie by były bezpieczne. Banki mają dzisiaj w swojej ofercie konta oszczędnościowe, które są doskonałą propozycją dla osób, w przypadku których lokata terminowa nie jest najlepszym rozwiązaniem. Tym razem przeanalizujemy Konto Oszczędnościowe Alior Bank. Spróbujemy przybliżyć ofertę, zwracając uwagę między innymi na oprocentowanie, a więc to, co ma naprawdę duże znaczenie.

Czym charakteryzuje się Alior Bank Konto Oszczędnościowe?

Konto Oszczędnościowe Alior Bank to propozycja dla wszystkich szukających elastyczności w oszczędzaniu. Decydując się na skorzystanie z niego, nie trzeba martwić się blokadą środków. Pieniądze można zarówno wpłacać, jak i wypłacać w dowolnym momencie i to niezależnie od wysokości kwoty. Nie należy przy tym obawiać się utraty odsetek, co jest bardzo korzystne. To właśnie ta cecha sprawia, że znajdujące się w zestawieniu ranking kont oszczędnościowych na stronie FinansowyOpiekun.pl Konta oszczędnościowe cieszą się większą popularnością niż lokaty w bankach.

Jakie jest oprocentowanie Konta Oszczędnościowego w Alior Banku?

Oprocentowanie to jeden z ważniejszych elementów każdego konta oszczędnościowego bez względu na bank. W przypadku Alior Banku oprocentowanie standardowe wynosi 3%. Nie jest to wynik rewelacyjny, zważywszy zwłaszcza na to, że obecnie polskie banki oferują konta z większym oprocentowaniem. Jeśli jednak zdecydujesz się również na Konto Jakże Osobiste, oprocentowanie wzrasta do 4%. Czy to dobry poziom? Niewątpliwie są oferty, w przypadku których oprocentowanie jest wyższe.

Alior Bank Konto Oszczędnościowe opłaty – z jakimi kosztami trzeba się liczyć, decydując się na oszczędzanie z tym bankiem?

Samo prowadzenie rachunku jest darmowe. Zakładając konto, nie musisz więc obawiać się dodatkowych kosztów. Bank zapewnia swoim klientom jeden darmowy przelew w miesiącu. W przypadku kont oszczędnościowych jest to standard. Co więcej, na ogół taki jeden przelew jest w zupełności wystarczający. Każdy kolejny przelew to koszt 10 złotych niezależnie od tego czy jest on realizowany w placówce banku, czy za pośrednictwem systemu bankowości internetowej. Jeśli chodzi o wypłaty, to pierwsza wypłata realizowana w placówce banku bądź bankomacie jest darmowa. Za każdą kolejną bank pobiera prowizję w wysokości 10 złotych. Jeśli zamierzasz częściej wypłacać pieniądze z konta oszczędnościowego, warto mieć to na uwadze. Może bowiem z tego uzbierać się całkiem niemała kwota. Konto Oszczędnościowe w Alior Banku pod tym względem prezentuje się podobnie do konkurencji.

Jak otworzyć Konto Oszczędnościowe w Alior Banku?

Decydując się na oszczędzanie z Alior Bankiem, należy pamiętać, że założenie konta możliwe jest wyłącznie po osobistej wizycie w oddziale. Pod tym względem Alior Bank przefgrywa z konkurencją, która w zdecydowanej większości przypadków daje możliwość założenia rachunku za pośrednictwem Internetu bądź infolinii. Oznacza to, że otwarcie konta może wiązać się z dużą stratą czasu. Warto w tym miejscu dodać, że w większości placówek drogą internetową można zakładać nie tylko konta oszczędnościowe, ale również konta walutowe, a także wiele innych.

Jakie inne propozycje dla oszczędzających ma Alior Bank?

Decydując się na oszczędzanie z Alior Bankiem, można postawić również na Alior Bank Konto Mega Oszczędnościowe. To propozycja, która wypada dużo lepiej pod względem oprocentowania niż konto klasyczne. W tym przypadku nowe środki do kwoty 400 tysięcy złotych są objęte oprocentowaniem na poziomie 4%. Ci, którzy zdecydują się również na założenie konta osobistego i zapewnią wpływy na poziomie minimum 2000 złotych miesięcznie, mogą liczyć na oprocentowanie wynoszące 5%. Nie jest to już taki zły wynik. Trzeba jednak pamiętać, że promocja – jak zresztą wszystkie akcje promocyjne – wygasa. Wówczas do kwoty 200 tysięcy złotych oprocentowanie wynosi 1%, zaś suma powyżej tej kwoty objęta jest oprocentowaniem na poziomie 3%. Plusem tej oferty jest możliwość założenia konta nie tylko w placówce banku, ale również za pośrednictwem Internetu.

Konta oszczędnościowe Alior Bank to produkty bankowe, które gwarantują oprocentowanie o różnej wysokości. Tym samym można postawić na taką opcję, która najlepiej wpisuje się w indywidualne potrzeby i oczekiwania. Warto przy tym pamiętać, że każde konto oszczędnościowe zapewnia możliwość wypłaty gotówki w dowolnym momencie bez utraty odsetek. Pieniądze można również wpłacać, tym samym sukcesywnie oszczędzając.

Tekst sponsorowany: Porównywarka FinansowyOpiekun.pl – Prosto o finansach.

Rewolucja w prawie pracy

Obowiązek podania przyczyny wypowiedzenia umowy na czas określony, uproszczenia w zatrudnianiu cudzoziemców, kontrola trzeźwości w pracy – są to zupełnie nowe przepisy w prawie pracy. Wejdą one w życie najwcześniej na jesieni, co nie oznacza, że nie odnoszą się do umów zawieranych już dziś. – Już teraz warto znać nowe regulacje, aby mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się do nich i rozważenia ograniczenia długości trwania obecnie zawieranych umów na czas określony – mówi Michał Szypniewski, prawnik, ekspert Altkom Akademii.

  • Nowe przepisy Kodeksu pracy mają być przede wszystkim odpowiedzią na konieczność dostosowania prawa polskiego do unijnego;
  • Zmiany dotyczyć będą wielu obszarów, m.in. zasad zawierania umów o pracę, zwiększenia elastyczności pracy, możliwości wprowadzenia kontroli trzeźwości, wprowadzenia nowych dni wolnych;
  • Wprowadzenie zmian będzie sporym wyzwaniem dla pracodawców, którzy już dziś powinni oszacować skalę wpływu tych nowości na ich organizacje.

Zmiany w Kodeksie pracy wynikają z zobowiązania przez Polskę do wprowadzania przepisów Unii Europejskiej – w tym dyrektywy work-life balance w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów, jak również dyrektywy w sprawie obowiązków informacyjnych wobec pracowników. Dodatkową motywacją do zmian w KP była próba odpowiedzi na potrzeby dzisiejszego biznesu, takie jak praca zdalna, kontrola trzeźwości, czy zatrudnianie cudzoziemców. W konsekwencji zmian w Kodeksie pracy będzie bardzo dużo. Planowane wejście w życie przepisów zostało przesunięte na jesień 2022 r., ale przedsiębiorcy już dziś powinni zapoznać się z nowelizacją , by skutecznie prowadzić swój biznes. Przykładowo, nowe zobowiązania w 2022 roku będą odnosić się m.in. do osób zatrudnionych na czas określony, którym będzie trzeba podać przyczynę wypowiedzenia umowy. – Stąd też już teraz warto znać nowe przepisy, aby mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się do nowych regulacji i rozważenia ograniczenia długości trwania obecnie zawieranych umów na czas określony – mówi Michał Szypniewski, prawnik, ekspert Altkom Akademii.

Kluczowe zmiany

Największą zmianą jest obowiązek podania przyczyny uzasadniającej wypowiedzenie umów na czas określony. Do tej pory nie było takiego obowiązku. Jest to fundamentalna zmiana, ponieważ ze względu na powszechność zawierania tego typu umów obejmuje szeroki zakres pracowników.

Uproszczone zostały regulacje dotyczące zatrudniania cudzoziemców. – Obecnie po zmianach np. zatrudnienie obywateli Ukrainy jest już wręcz banalne, bo wystarczy złożyć powiadomienie i to po zatrudnieniu pracownika. Nigdy nie było prościej. Podobnie jest z obywatelami tzw. Wielkiej Szóstki (Białoruś, Armenia, Gruzja, Mołdawia, Rosja, Ukraina), tu też zostały wprowadzone uproszczenia. Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zmiany w postaci zupełnie nowej ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców – komentuje Michał Szypniewski.

Zupełnie nowym przepisem jest długo wyczekiwana kwestia kontroli trzeźwości w pracy. Pracodawcy będą mogli dokonywać tzw. kontroli prewencyjnej przy założeniu, że będzie to niezbędne do zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracownika lub innych osób, czy też ochrony mienia. Same warunki wprowadzenia kontroli trzeźwości nie będą zbyt wygórowane. Wystarczy, że pracodawca oceni, że kontrola jest niezbędna do ochrony zdrowia i mienia. Trzeba przy tym pamiętać o konieczności wprowadzenia zmian do regulaminu pracy i zapewniania metod niewymagających badania laboratoryjnego za pomocą urządzenia posiadającego ważny dokument potwierdzający jego kalibrację lub wzorcowanie.

Jakie zmiany wobec pracownika?

Nowe przepisy zakładają przede wszystkim więcej uprawnień przysługujących pracownikowi. Niektóre z nich okazują się nie tak bardzo atrakcyjne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przykładem jest prawo do dodatkowych pięciu dni urlopu opiekuńczego. – Prawo do skorzystania z urlopu opiekuńczego najprawdopodobniej nie będzie cieszyło się pierwszorzędnym zainteresowaniem ze względu na to, że urlop jest bezpłatny. Istnieją silniejsze uprawnienia, chociażby możliwość skorzystania z zasiłku opiekuńczego (80% podstawy wymiaru zasiłku) – mówi Michał Szypniewski. Nowe regulacje wprowadzą także wzmocnienie ochrony pracownika – rodzica dziecka do lat 8 (do tej pory dotyczyło to rodziców dziecka do lat 4). W praktyce oznacza to, że znacząco wzrośnie liczba pracowników uprawnionych do odmowy zgody na polecenia takie jak: praca w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, czy w przerywanym systemie czasu pracy.

Według nowych przepisów pracownik będzie miał prawo do zwolnienia od pracy z powodu siły wyższej. Będą to dodatkowe 2 dni lub 16 godzin roku kalendarzowego z powodu siły wyższej (pilna sprawa rodzinna spowodowana chorobą lub wypadkiem i to tylko w sytuacji, gdy niezbędna jest natychmiastowa obecność pracownika). I znów – wynagrodzenie w tym przypadku wynosić będzie 50% – co może zniechęcać do skorzystania z uprawnienia.

Dużo nowych wzorów dokumentów

Zmiany takie jak wprowadzenie kontroli trzeźwości w pracy, obowiązek podania przyczyny rozwiązania umowy na czas określony, ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców – są istotne z punktu widzenia pracodawcy. Nowe przepisy wprowadzają również sporo nowości, na które przygotować się muszą działy kadr – przede wszystkim potrzebne w dokumentacji pracowniczej. Pojawią się obowiązkowe nowe wzory wniosków (np. o elastyczną organizację pracy) oraz zmiany w regulaminie pracy (czy to dotyczące przerw od pracy, czy kontroli trzeźwości) i w arkuszach informacyjnych (np. o warunkach zatrudnienia). Co ważne – ułatwieniem dla pracodawców przy składaniu wniosków będzie z pewnością możliwość wykonania tego w wersji elektronicznej.

Zmiany w Kodeksie pracy na dużą skalę

Zmiany w Kodeksie pracy są rewolucyjne. – Nie każdego roku wprowadza się nowe, nieznane wcześniej w prawie pracy instytucje, takie jak work-life balance i nie każdego roku wprowadza się tak spore uproszczenia w zatrudnianiu cudzoziemców – mówi Michał Szypniewski.

Liczba istotnych zmian w przepisach prawa pracy jest niebagatelna. Pracodawcy również w ramach employer brandingu starają się, aby przepisy te były przestrzegane, muszą więc być znane w organizacji. – To już się dzieje – wiele firm zorganizowało szkolenia dla swoich działów HR. Osób zainteresowanych zmianami jest więcej. Nierzadko za prawo pracy w organizacji odpowiadają członkowie zarządu. Szkolenia kierowane są również do HR Business Partnerów, a także do kadry kierowniczej. Są także specjalne szkolenia dedykowane menedżerom – mówi Michał Szypniewski.

Aby mogła się rozpowszechnić, wiedza o nowych przepisach musi zostać pozyskana ze sprawdzonego źródła, tak by w organizacji informacje były spójne i jasne. Jest to również okazja dla pracodawcy do zastanowienia się nad dotychczasowymi rozwiązaniami np. w modelu zatrudnienia.

Nadchodzą ważne zmiany w umowach o pracę

W najbliższych miesiącach należy się spodziewać istotnych zmian w umowach o pracę. Wynikają one z dyrektyw unijnych, które mają być zaimplementowane do prawa krajowego od 1 stycznia 2023 roku. Największe zmiany dotyczyć będą umów na okres próbny oraz wypowiedzeń umów na czas określony – wskazują eksperci z firmy inFakt.

W przypadku umów na okres próbny zmieniony będzie czas ich trwania. Zostanie on uzależniony od rodzaju umowy, jaką pracodawca ma zamiar zawrzeć z pracownikiem po zakończeniu okresu próbnego:

  • Okres próbny nie będzie mógł trwać dłużej niż miesiąc jeśli pracodawca po jego zakończeniu zamierza zawrzeć umowę na czas określony krótszy niż 6 miesięcy.
  • Dla umowy na czas określony między 6 a 12 miesięcy okres próbny nie będzie mógł być dłuższy niż 2 miesiące.

W obu powyższych przypadkach omawiany termin będzie mógł być wydłużony o miesiąc, jeżeli jest to uzasadnione rodzajem świadczonej pracy.

  • Jeśli pracodawca będzie chciał zawrzeć umowę na czas określony dłuższy niż rok lub na czas nieokreślony, to okres próbny nie będzie mógł być dłuższy niż na 3 miesiące.

Warto zaznaczyć, że ustawodawca odnosi się tutaj do zamiaru pracodawcy jeszcze przed zatrudnieniem pracownika. W trakcie trwania okresu próbnego ten zamiar może się zmienić ze względu na nowe okoliczności. Weryfikacja może więc być trudna dla organów kontrolnych. Dodatkowo w umowie na okres próbny będzie możliwy zapis wydłużający czas jej trwania o urlop, chorobę lub inne usprawiedliwione nieobecności pracownika – mówi Mateusz Boguszewski, Główny Księgowy w firmie inFakt.

Zrównanie umów na czas określony i nieokreślony

Ważną nowością będzie też zrównanie na wielu płaszczyznach umów zawieranych na czas określony z tymi na czas nieokreślony. – Wprowadzony zostanie obowiązek uzasadnienia wypowiedzenia umowy na czas określony przez pracodawcę. Do tej pory obowiązek taki występował jedynie w przypadku umów na czas nieokreślony – wskazuje ekspert inFakt.

Ponadto pracodawca będzie musiał zawiadomić organizację związkową o zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy na czas określony. Niedotrzymanie któregoś z wymienionych obowiązków będzie skutkować przywróceniem pracownika do pracy.

Nowelizacja przewiduje także wprowadzenie nowego rodzaju wniosku dla pracowników. Będą oni mogli zwrócić się do pracodawcy o zmianę formy zatrudnienia. Jedynym warunkiem, który musi spełnić pracownik, aby móc złożyć taki wniosek, jest zatrudnienie powyżej 6 miesięcy. – Wniosek będzie mógł dotyczyć zmiany rodzaju umowy np. z czasu określonego na nieokreślony, zmianę rodzaju wykonywanej pracy lub wymiaru etatu. Pracownik będzie mógł go złożyć w formie zarówno papierowej, jak i elektronicznej, ale nie częściej niż raz w roku – wyjaśnia Mateusz Boguszewski.

Co ważne, pracodawca powinien w miarę możliwości przychylić się do prośby pracownika. Oznacza to, że będzie miał obowiązek odpowiedzi na każdy taki wniosek oraz uzasadnić ewentualną odmowę. Wniosek o zmianę formy zatrudnienia nie może też być przyczyną zerwania umowy z pracownikiem..

Szansa na udział w programie #StartUP Małopolska

Ruszył nabór do programu akceleracyjnego #StartUP Małopolska. To już dziesiąta jego edycja. Program jest szansą dla młodych firm na rozwój i nawiązanie cennych kontaktów oraz źródło biznesowych inspiracji.

Najważniejszym celem programu jest nabycie przez przedsiębiorców znajdujących się na początku swojej drogi biznesowej wiedzy na temat efektywniejszego funkcjonowania ich firmy. Adresowany jest on do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z województwa małopolskiego, działających na rynku nie dłużej niż 3 lata wg stanu na 1 kwietnia 2020 roku. Największe szanse na zakwalifikowanie się do programu mają startupy poruszające się w obszarach inteligentnych specjalizacji Małopolski, tj. technologie informacyjne, chemia, elektrotechnika, energia zrównoważona, nauki o życiu, produkcja metali oraz przemysły kreatywne i czasu wolnego.

Doceniony program akceleracyjny

Projekt #StartUP Małopolska został wyróżniony w tegorocznym konkursie dla samorządów, zorganizowanym przez Serwis Samorządowy Polskiej Agencji Prasowej. To znakomita rekomendacja i potwierdzenie, że program Województwa Małopolskiego świetnie wpisuje się w potrzeby młodych przedsiębiorców. Zadaniem #StartUP Małopolska jest podpowiadanie, doradzanie, znajdowanie rozwiązań, które pozwolą na oszlifowanie diamentu w postaci świetnego pomysłu.

Nabór

Rozpoczynający się nabór potrwa do 9 października (edit. nabór do programu akceleracyjnego został przedłużony o 7 dni), a wszystkie zainteresowane udziałem w nim firmy powinny jedynie wypełnić formularz rekrutacyjny znajdujący się na stronie www.startup.malopolska.pl. Pod tym adresem znajdziemy również inne istotne informacje o programie. Udział w programie jest nieodpłatny, a całość projektu jest dofinansowana ze środków europejskich.

Na co można liczyć?

#StartUP Małopolska to program szkoleniowy i mentorski. Podczas warsztatów i zajęć z mentorami przedsiębiorcy otrzymują sporą dawkę specjalistycznej, opartej na doświadczeniu i praktyce wiedzy, umożliwiającej dalszy rozwój i podniesienie niezbędnych umiejętności. Chodzi o kompetencje w tych dziedzinach, które są kluczowe dla szybkiego i efektywnego rozwoju firmy oraz skalowania biznesu, takie jak marketing, sprzedaż czy prezentacja.

W niewielkich grupach dla efektywnego przekazu

Dla zapewnienia optymalnej efektywności w programie bierze udział niewielka grupa osób – do każdej edycji kwalifikowanych jest najwyżej 8 firm. Uczestniczą one najpierw w zajęciach warsztatowych, a następnie trafiają pod skrzydła mentorów z wybranej dziedziny. O dalszy pomyślny rozwój firmy dba również menadżer akceleracji, którego zadaniem jest pomoc w określeniu kierunku dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Dopełnieniem oferty programu jest zapewnienie bezpłatnego udziału w najbardziej znaczących wydarzeniach branżowych i start-upowych. To sami uczestnicy decydują, w jakim przedsięwzięciu uczestniczą. Do chętnie wybieranych przez przedsiębiorców wydarzeń należą m.in. InfoShare, I love marketing i inne przedsięwzięcia o podobnej randze i charakterze.

Rekomendacje

Najlepsze świadectwo korzyści, które czekają na uczestników #StartUP Małopolska wystawiają sami właściciele firm biorących udział w poprzednich edycjach programu. Zobaczmy co ma na ten temat do powiedzenia na przykład Damian Stachura z WOMAI, oferującego wyjątkowe centrum nauki i zmysłów.

O tym jak ważną rolę w rozwoju młodych firm odgrywają programy akceleracyjne opowiada również Dominika Walec, prezeska Fundacji #OMGKRK – organizacji, która od lat z powodzeniem wspiera krakowskie startupy.

StartUP Małopolska

***

Program akceleracyjny #StartUP Małopolska jest realizowany w ramach projektu „Startupowa Małopolska – wsparcie przedsiębiorczości w regionie” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020. W dotychczasowych dziewięciu edycjach wzięły udział 64 małopolskie firmy.

Transport morski: armatorzy pławią się w pieniądzach, ale łańcuchy dostaw toną

  • Rok 2022 będzie rekordowy dla spółek prowadzących transport kontenerowcami. W Allianz Trade przewidujemy, że przychody tego sektora wzrosną o +19% w ujęciu rocznym, a przepływy operacyjne o +8%. Choć stawki frachtowe spadły od początku roku o 32%, nadal są znacznie powyżej średniej sprzed pandemii (6 400 USD/kontener czterdziestostopowy dla porównania z 1 450 USD/kontener czterdziestostopowy). W 2023 roku stawki frachtowe prawdopodobnie pozostaną na wysokim poziomie (4 550 USD/kontener czterdziestostopowy), z uwagi na opóźnienia w dostawach nowych statków, nowe regulacje dotyczące emisji CO2, utrzymujący się brak kierowców ciężarówek oraz wyższe ceny paliwa, kontenerów i statków.
  • Fakt wygenerowania środków pieniężnych na wyższym poziomie niż oczekiwano pomógł armatorom dostosować się do nowych standardów ESG (przy wzroście inwestycji w 2021 roku o +61% w ujęciu rocznym). Jednocześnie w 2021 roku zadłużenie brutto spadło o -5% w ujęciu rocznym, a w 2022 i 2023 roku w Allianz Trade spodziewamy się dalszego zmniejszania dźwigni finansowej przez firmy (odpowiednio o -16% i -11% w ujęciu rocznym), co będzie miało kluczowe znaczenie w kontekście rosnących stóp procentowych.
  • Jednak pomimo zwiększonych nakładów inwestycyjnych (capex), zdolności przewozowe nie będą rosły tak bardzo jak się tego oczekuje, ani tak szybko jak jest to pożądane. Ostatnie działania inwestycyjne, choć są ogromne, z analiz Allianz Trade wynika, że nie pokrywają się z możliwościami sektora (środki pieniężne z działalności operacyjnej wzrosły w 2021 roku średnio o +274%), a większość wzrostu w zakresie capexu tłumaczy się tym, że cena nowych statków uległa w zeszłym roku podwojeniu, a nie z powodu większych nowych zamówień. Ponadto, choć 35% zamówień powinno zostać zrealizowane w 2023, a 39% w 2024 roku, to statki te prawdopodobnie będą służyły modernizacji floty, a nie jej pełnej rozbudowie, gdyż regulacje IMO 2023 zmuszają firmy do wycofywania starszych statków.


W krótkiej perspektywie stawki frachtowe nie powrócą do poziomu sprzed pandemii.

Po tym, jak w 2021 roku globalny sektor żeglugi kontenerowej niemal podwoił swoje przychody, zanosi się na kolejny rekordowy rok, ponieważ stawki frachtowe nie wykazują oznak powrotu do poziomów sprzed pandemii w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę próbę 30 globalnych firm spedycyjnych, średnia stopa wzrostu przychodów sektora wyniosła +70% w ujęciu rocznym w 2021 roku, co oznacza w sumie około 11 mld USD na firmę. Średni zysk netto wyniósł 3,5 mld USD, co jest wartością szczególnie wysoką dla sektora, który w ciągu ostatnich pięciu lat z trudem osiągał próg rentowności.

W osiągnięciu tych rekordowych wyników rolę odegrały zarówno wolumen, jak i ceny, jednak motorem wzrostu były i pozostają stawki frachtowe. Pod względem wolumenu, globalny obrót towarowy wzrósł w 2021 roku o +9,8% w ujęciu rocznym (wobec spadku o -5,0% w 2020 i średniego tempa sprzed pandemii na poziomie +1,6%); w ciągu ostatnich 12 miesięcy wolumen wzrósł o +5,0%. Jeśli chodzi o ceny, szybsze niż oczekiwano ożywienie aktywności gospodarczej wywołało rekordowy wzrost popytu na przewozy, który spowodował, że do grudnia 2021 roku stawki frachtowe wzrosły o zawrotne +113%. We wrześniu 2021 osiągnęły niespotykany dotąd szczyt 10.377 USD za kontener czterdziestostopowy (średnia przed pandemią wynosiła około 1.450 USD za kontener czterdziestostopowy).

Jednocześnie globalne przeciążenie portów, które rozpoczęło się od końca 2020 roku, również przyczyniło się do napędzenia stawek frachtowych: Czas spędzony w portach w pierwszej połowie 2021 roku był o +11% wyższy w porównaniu do średniej sprzed pandemii, co zmniejszyło liczbę statków w obiegu.

Równocześnie zaczęły rosnąć ceny wielu surowców, w tym stali używanej do produkcji kontenerów. W efekcie nastąpił też skok cen kontenerów, ze średniej 80 USD/TEU przed pandemią do 180 USD/TEU. Obecnie, nawet jeśli ceny stali spadają do „normalnego” poziomu, kontenery pozostają drogie, co sugeruje, że popyt na transport morski jest wciąż wysoki, a wąskie gardła logistyczne nadal istnieją.

  1. Jeszcze przed rokiem 2020 kierowcy ciężarówek odchodzili z pracy na całym świecie z powodu niesprawiedliwego wynagrodzenia i złych warunków pracy. Zjawisko „wielkiej rezygnacji” zostało tak nasilone przez pandemię Covid-19, że Ameryka Północna poinformowała, że brakuje jej około 80.000 kierowców ciężarówek. Europa potrzebuje ich 400.000[1]. Ten niedobór oznacza, że towary nie mogą być płynnie transportowane z portów do magazynów/zakładów, co powoduje nagromadzenie zapasów w portach, które jeszcze bardziej utrudnia logistykę.
  2. Paliwo bunkrowe lub ciężki olej opałowy (HFO), pochodna pozostałość po destylacji ropy naftowej i najczęściej używane paliwo w żegludze zdrożało, a w 2021 roku ceny gwałtownie wzrosły o +45%. Cena morskiego oleju napędowego, innego powszechnie używanego w tej branży paliwa, skoczyła o +27% w skali roku, podczas gdy cena bardziej ekologicznych paliw, takich jak LSMGO i VLSFO, wzrosła odpowiednio o +56% i +26%. Rosnące ceny będą nadal wpływać na stawki frachtowe, ponieważ tankowanie stanowi około 16% kosztów operacyjnych firm żeglugowych.

W 2022 roku zyski będą prawdopodobnie jeszcze wyższe, ponieważ stawki frachtowe utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie na początku roku (około 9 500 USD za kontener czterdziestostopowy w okresie od stycznia do marca) z powodu utrzymującej się presji ze strony łańcucha dostaw. W kwietniu stawki zaczęły spadać (średnie tempo -1,4% tygodniowo) i w najbliższych miesiącach ich spadek powinien się utrzymywać. Szacujemy jednak, że w drugiej połowie 2022 roku, a nawet w całym 2023 roku, nadal pozostaną powyżej historycznej średniej (1.450 USD za kontener czterdziestostopowy): średnio 7.350 USD za kontener czterdziestostopowy w całym 2022 roku i 4.550 USD za kontener czterdziestostopowy w 2023 roku.

Pomimo większej liczby zamówień na nowe statki, zatłoczenie w sektorze morskim nie ustępuje.

W związku z tym, że sektor ma dużo gotówki, zwiększył liczbę zamówień na nowe statki: Średni capex wzrósł o +61% r/r w 2021 roku, a wartość środków trwałych wzrosła o +13% w ujęciu rocznym do około 6,7 mld USD, aczkolwiek częściowo ze względu na gwałtownie rosnące ceny nowych statków (na przykład nowy Panamax stał się +200% droższy w 2021 roku i +43% w 2022 roku). Nowe zamówienia nie zwiększą jednak radykalnie globalnej zdolności żeglugowej, ponieważ zielona transformacja zmusza firmy do wycofywania starych statków, które nie spełniają obecnych i przyszłych międzynarodowych regulacji dotyczących emisji siarki (IMO 2020) i węgla (IMO 2023) (patrz aneks). W rezultacie w Allianz Trade spodziewamy się, że rosnące inwestycje kapitałowe sektora będą raczej polegały na modernizacji flot niż ich pełnej rozbudowie.

Ponadto większość zamówionych w ostatnim czasie statków (których dostawa powinna nastąpić w latach 2023-2024) to jednostki o stosunkowo niewielkiej ładowności, mieszczącej się w przedziale 1.000-3.000 TEU (dla porównania, New-Panamax ma pojemność 12.500 TEU). Należy również pamiętać, że blisko 60% użytkowanej obecnie floty to statki czarterowane, a 40% to statki własne, więc można się spodziewać, że firmy będą grały tymi proporcjami, aby utrzymać pojemność i ceny na poziomie pozwalającym na osiągnięcie stosunkowo wysokich marż.

W rzeczywistości firmy żeglugowe mają dużo większe możliwości inwestowania w odnawianie i/lub powiększanie swojej floty. Wskaźnik capex (współczynnik operacyjnych przepływów środków pieniężnych nad capex) przed pandemią wynosił blisko 100%, co oznacza, że firmy chętnie inwestowały jak największe kwoty w nowe aktywa. Wskaźnik ten wzrósł do 300% w 2020 i do prawie 700% w 2021 roku, co oznacza, że firmy miały ogromne pole manewru jeżeli chodzi o potencjalne dodatkowe inwestycje, które mogły być realizowane, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że amortyzacja rosła (+4,6% w ujęciu rocznym w 2020 i +12,1% w ujęciu rocznym w 2021) w miarę starzenia się globalnej floty. Obecnie średni wiek handlowej floty kontenerowej wynosi 21,4 lat[1]; dla przypomnienia, techniczny okres eksploatacji tego typu statków wynosi zazwyczaj od 25 do 30 lat. Stare statki są nie tylko mniej wartościowe, ale stanowią również dodatkowy koszt, ponieważ są mniej wydajne pod względem zużycia paliwa, a dostosowanie ich do stosowania bardziej ekologicznych paliw lub instalacji skruberów[2] jest droższe (lub wręcz niemożliwe) niż modernizacja nowszych statków (patrz aneks).

Jednocześnie firmy stoją w obliczu rosnącej presji związanej z przechodzeniem na droższe, bardziej ekologiczne paliwa (takie jak LNG[1], metanol, LSFO /VLSFO lub LSMGO), co spowoduje dalszy wzrost rachunków za paliwo (kontenerowce zużywają najwięcej energii).

Wraz ze wzrostem stóp procentowych, w krótkim okresie spodziewane są również odpływy gotówki na spłatę zadłużenia. Jako branża kapitałochłonna, żegluga w dużym stopniu opiera się na zadłużeniu finansowym (wskaźnik długu do EBITDA na średnim poziomie 6,6x w latach 2015-2019). Nieoczekiwanie, pomimo zgromadzenia ogromnych ilości gotówki w 2020 (+16% w ujęciu rocznym) i 2021 roku (+162% w ujęciu rocznym), średnie zadłużenie brutto sektora zostało zredukowane jedynie o -3% rok do roku w 2020 i -5% w ujęciu rocznym w 2021 roku. To z pewnością skłoni spółki do przeznaczenia znacznej części dodatkowej gotówki wygenerowanej z wysokich stawek frachtowych na delewarowanie: Szacujemy, że firmy żeglugowe zmniejszą swoje zadłużenie o około -16% w ujęciu rocznym w bieżącym roku i o -11% w 2023 roku. Łącznie, te dwa czynniki spowodują zmniejszenie środków pieniężnych dostępnych na rozwój działalności.

Należy na koniec wspomnieć o czterech innych czynnikach zewnętrznych, które mogą wpływać na zatłoczenie na morzu, a zatem zwiększyć siłę sektora w zakresie ustalania cen:

  • Konieczność zmniejszenia prędkości statków: W kontekście przepisów IMO 2023, statki będą musiały zmniejszyć swój ślad CO2, zaś jednym z prostych sposobów na to jest zmniejszenie prędkości. Niższa prędkość wiąże się ze spalaniem mniejszej ilości paliwa, a tym samym emisją mniejszej ilości CO2. Jednak to jeszcze bardziej zmniejszyłoby liczbę dostępnych kontenerów.
  • Klimat: Susze i fale upałów nasilają się z roku na rok, powodując znaczny spadek poziomu rzek w okresach letnich, co wpływa na handel rzeczny.
  • Napięcia polityczne, między Pekinem a Tajpej: ćwiczenia wojskowe w Cieśninie Tajwańskiej mogą wywołać tymczasowe spowolnienie ruchu morskiego w tym rejonie, wyraźnie zwiększając dodatkowe zatory w portach Xiamen i Hongkong, dwóch z najważniejszych w Chinach.
  • Strajki pracowników: Napięcia społeczne dotykają ostatnio wielu sektorów, w tym sektora transportu. Strajki takie jak te obserwowane w portach Felixstowe i Liverpool (Wielka Brytania) mogą powodować dalsze zatory w regionie.

[1] LNG: Skroplony gaz ziemny

[1] Na podstawie danych z Rejestru Floty Światowej Clarksons (Clarksons World Fleet Register) oraz Hydrogen Europe.

[2] Skrubery to systemy oczyszczania spalin, które umożliwiają statkom dalsze spalanie tradycyjnego taniego paliwa (oleju bunkrowego) przy zmniejszonej emisji dwutlenku siarki. Koszt instalacji zależy od wielkości i wieku statku.

[1] Według badania przeprowadzonego przez Transport Intelligence.

Cisza jest tylko przed burzą

Pod koniec tygodnia, oprócz Szwajcarów i Amerykanów, swoje jastrzębie cegiełki do świata finansów dołożyli także Norwegowie oraz Brytyjczycy. Myślałem, że po środowych i czwartkowych emocjach, które rządziły rynkami, przyszedł czas na nieco spokojniejszy piątek. Nic bardziej mylnego. Dziś z Europy napłynęły do nas dane dotyczące wstępnych odczytów indeksów PMI dla usług i przemysłu, które także wywołały zawirowania na rynku. Po południu otrzymamy informacje o tych wskaźnikach zza oceanu. Za nami także obniżka stóp procentowych w Turcji.

PMI w Europie

Za nami kilka odczytów z europejskiej gospodarki. Przypomnijmy, że PMI dla usług i przemysłu jest wskaźnikiem wyprzedzającym, którego wartość powyżej 50 oznacza wzrost aktywności danego sektora i odwrotnie. W Niemczech obydwa indeksy znalazły się poniżej tego poziomu. Gorzej wypadł PMI dla usług. Wartość na poziomie 45,4 pkt była niższa nawet od konsensusu. We Francji sprawa wygląda nieco lepiej. Mimo że w przemyśle dalej przewiduje się recesję, to usługi z wynikiem 53 punktów znalazły się powyżej oczekiwań rynku. Cała strefa euro, podobnie jak największa europejska gospodarka, także znalazła się poniżej konsensusu. PMI dla usług to 48,9 pkt a dla przemysłu 48,5 pkt. Reakcja kursu głównej pary walutowej świata mówi wszystko. Po publikacji danych kontynuujemy ruch w kierunku południowym schodząc poniżej poziomu 0,978 USD za jedno euro.

Podwyżek stóp procentowych ciąg dalszy

Po jastrzębiej decyzji FED oraz SNB przyszedł czas na Norwegów i Brytyjczyków. Ci poszli w ślady swoich silniejszych kolegów i także podnieśli koszt pieniądza. W obu przypadkach są to ruchy zgodne z oczekiwaniami rynkowymi. Jednak ich wartość była niższa niż w Ameryce, czy Szwajcarii i wynosiła 50 pb. Obecnie na Wyspach oraz w Norwegii stopy procentowe znajdują się na poziomie 2,25%. Dzień po publikacji danych widzimy, że kurs EUR/GBP znajduje się mniej więcej w tym samym miejscu, w którym znajdował się przed ich ogłoszeniem. W ciągu ostatnich 24 godzin GBP stracił w zestawieniu do USD i PLN. Wiatru w skrzydła także nie dodał swojej walucie Norges Bank. Od wczoraj wartość korony norweskiej spada w odniesieniu do EUR, USD i PLN.

Turcja dalej swoje

Podczas gdy inflacja na świecie galopuje i w większości krajów oscyluje przy poziomach 10% (albo nawet kilkunastu procent), prawie wszystkie główne banki centralne na świecie decydują się na podniesienie kosztu pieniądza. Robi to także RPP. Przed szereg wychodzi Turcja, a raczej jej prezydent, który steruje mechanizmem obiegu pieniądza w swoim państwie. Mimo inflacji konsumenckiej, która zgodnie z ostatnim odczytem przekroczyła poziom 80%, Erdogan dalej płynie pod prąd. Po raz kolejny podejmuje dzielną decyzję obniżenia stóp procentowych. Ich wartość w Turcji wynosi aktualnie 12%. Jest to o 1 punkt procentowy niżej od oczekiwań rynku. Dodam, że 3 października czeka nas kolejny odczyt CPI w tym kraju. Być może kiedyś wartość tego indeksu stanie się wreszcie na tyle silnym argumentem, aby zmienić stanowisko dotyczące prowadzenia tamtejszej polityki monetarnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu wst.
15:45 – USA – Indeks PMI dla usług wst.

Dawid Górny – dział dealerski w InternetowyKantor.pl

Silny jak amerykański dolar

Na giełdach Azji i Oceanii spadły dziś wszystkie główne indeksy. Najwięcej – 3,04 proc. – stracił Shanghai B-Share Index. Hang Seng był najniżej od 11 lat. Poza nielicznymi wyjątkami piątkowa sesja rozpoczęła się spadkami głównych indeksów również w Europie (DAX -0,6 proc., CAC 40 -0,54 proc.). Nowe cykliczne minima osiągnęły główne indeksy w Szwajcarii, Szwecji, Wielkie Brytanii, Belgii oraz niemieckie mDAX i sDAX.

Znów najsłabszy w Europie był polski rynek akcji (WIG-20 -2,24 proc., WIG 2,01 proc. ok. godz. 10:30). Wśród składników WIG-u 20 dziś rano drożały tylko akcje CD Projekt. Wśród składników sWIG-u 80 najdroższe od 5 lat były przez chwilę akcje CI Games (później kurs spadł), natomiast najniżej w swej rozpoczętej w ubiegłym roku historii na GPW była cena akcji spółki Onde).

Swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Korei Południowej, Nowe Zelandii, Austrii, Belgii, Niemczech, Hiszpanii, Finlandii, Francji, Holandii i USD, chociaż początkowe wzrosty rentowności zostały później w większości przypadków skasowane.

Ceny kontraktów ropę naftową zbliżyły się do swych wrześniowych minimów (WTI -2,19 proc., Brent -1,99 proc. ok. godz. 10:20). Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,53 proc., srebro -0,61 proc., platyna -2,15 proc., pallad -2,21 proc.).

Kurs EUR/USD spadł do nowych najniższych poziomów od 2002 roku (ok. godz. 10:15 0,9764 -0,75 proc.). USD ustanawiał dziś również swe nowe cykliczne maksima względem czeskiej korony, korony duńskiej, brytyjskiego funta, norweskiej korony, rumuńskiego leja, szwedzkiej korony, liry tureckiej i polskiego złotego.. W Azji amerykański dolar ustanawiał dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, indyjskiej rupii, koreańskiego wona, malezyjskiego ringgita, singapurskiego dolara oraz dolara tajwańskiego.

Kurs USD/PLN był najwyżej w historii (4,87 zł ok. godz. 10:20). Zmiana kursu EUR/PLN była niewielka (+0,01 proc.).

Po wczorajszym powrocie powyżej poziomu 19000 USD kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara lekko rósł dziś rano (0,27 proc. ok. godz. 10:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kongres Komunistycznej Partii Chin odbywa się w kluczowym momencie

Nadchodzący Kongres Partii Komunistycznej, odbywający się co pięć lat, przypada na 16 października. Dwudziesty taki kongres ma dać prezydentowi Xi bezprecedensową trzecią kadencję i stanowić dla jego partii podstawę do nakreślenia przyszłych planów politycznych. Kongres odbywa się w kluczowym momencie: zagrożone jest powolne post-covidowe ożywienie gospodarcze Chin, napięcia geopolityczne są znaczące, a USA i Europa osuwają się w kierunku recesji. Ostatni Kongres podejmował działania mające na celu zmniejszenie ryzyka dla gospodarki, spowolnienie wzrostu i przyjęcie „wspólnego dobrobytu”. Dla wielu była to gorzka pigułka do przełknięcia – obecnie liczy się, że polityka obierze pro-wzrostowy kierunek, który ustabilizuje perspektywy i wesprze inne kraje, od Europy po Japonię.

PROGNOZA: Duże zmiany w polityce są mało prawdopodobne, a szerszy zarys w skali makro raczej się nie zmieni. Większość uwagi będzie zwrócona na zmianach składu siedmioosobowego stałego komitetu Biura Politycznego, z przestrzenią na nieznaczne ukierunkowanie polityki gospodarczej na wzrost. Chiny nadal mają większą kontrolę nad swoim losem niż większość krajów, a to dzięki narzuconej przez siebie strategii “zero-covid”, niskiej inflacji, dodatnim realnym stopom procentowym i elastyczności fiskalnej. Jednak Chiny stoją również przed wyjątkowymi wyzwaniami politycznymi, począwszy od przerośniętego sektora nieruchomości, poprzez duże trudności demograficzne, aż po spowolnienie globalnego popytu na towary. Chiny zapewniły w ostatnich latach jedną trzecią światowego wzrostu gospodarczego, co sprawia, że ostatnie spowolnienie do najniższego od trzech dekad poziomu, jest szokujące. Jednak tempo wzrostu PKB nadal pozostaje wielokrotnie wyższe niż w krajach rozwiniętych.

RYNEK: Zorientowany na krajowe podwórko chiński rynek akcji jest drugim co do wielkości i jednym z najtańszych na świecie, przy czym wypadł on z łask. Lokalne akcje (MCHI) miały trudnych pięć lat, pozostając w tyle za innymi głównymi regionami. Przyczyną tego stanu rzeczy była m.in. słabnąca hossa na rynku technologii oraz zaostrzone regulacje sektorowe. Jednak chińskie akcje radzą sobie ostatnio lepiej, ponieważ zmniejszyła się intensywność regulacji. Zakończono również transakcję wycofania z obrotu ADR, a władze odrzuciły globalny trend i złagodziły politykę monetarną.

Autor: Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Cztery dni pracy i 80% pensji zamiast zwolnienia z pracy? „Taka praktyka może stać się powszechna”

Albo ograniczenie pracy albo zwolnienia – niebawem taka wizja może stanąć przed wieloma firmami. W tym tygodniu media obiegła informacja o dużym zakładzie produkcyjnym, który zaproponował swoim pracownikom rozwiązanie: cztery dni pracy dla wszystkich albo zwolnienia. Pracownicy stwierdzili, że zgadzają się na tymczasowe ograniczenie w pracy. Czy to dobre rozwiązanie? Czy niebawem inni pracodawcy mogą zdecydować się na podobne ograniczenia?

Kłopotliwy „kompromis”? Mniej pracy i mniej pieniędzy. „To może być rozwiązanie ratunkowe albo katastrofa”

Eksperci rynku pracy nie mają wątpliwości, że propozycja jednej z dużych firm produkcyjnych jest kontrowersyjna, ale może stanowić kompromis pomiędzy pracownikami, a pracodawcą. Ci pierwsi pozostają w pracy i unikają zwolnień, a Ci drudzy zachowują zespół i zyskują czas na poprawę swojej sytuacji.

– Takie rozwiązania mają charakter tylko i wyłącznie tymczasowy. Nie wyobrażam sobie, by pracownicy na dłużej zgodzili się pracować za 80% swojego wynagrodzenia nawet jeżeli to wiąże się z pracą cztery, a nie pięć dni w tygodniu. Rośnie inflacja, rosną koszty życia, rośnie także presja płacowa. Tutaj propozycja dla pracowników jest następująca: mniej pracy, mniej pieniędzy. Jestem pewna, że wielu pracowników tej firmy już teraz szuka dodatkowego zatrudnienia lub nowego pracodawcy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Działania pracodawcy należy oceniać jako chęć utrzymania zespołu. Pada tutaj deklaracja „tymczasowości” rozwiązania. Wiele firm podobne ograniczenia wprowadzała w czasie pandemii COVID-19. Sytuacja z 2020 roku była jednak mimo wszystko bardziej komfortowa dla pracowników. Pandemia była czynnikiem trudnym do przewidzenia. Obecny spadek produkcji to efekt konkretnych zjawisk gospodarczych.

„Eksperyment, którego efekty są ciężkie do przewidzenia”

Dotychczas czterodniowy tydzień pracy komentowany był i analizowany jako potencjalny benefit dla pracownika. Podobna pensja, a mniej pracy. Tutaj następuje odwrócenie sytuacji. Pracodawca czasowo ogranicza ilość obowiązków pracownikom, by zaoszczędzić, a jednocześnie nie tracić zespołu.

– To bardzo niepokojący sygnał dla rynku pracy. Ziszcza się scenariusz pesymistyczny, który zapowiadał możliwe ograniczenia i reedukacje na rynku pracy. Tutaj jeszcze nie dochodzi do zwolnień, ale jest to taki moment, który pozwala na ocenę w jakiej sytuacji jest konkretne przedsiębiorstwo czy sektor gospodarki. Obawiam się, że taki sposób ograniczania pracy w firmach produkcyjnych może znaleźć tej jesieni i zimy wielu naśladowców. Pracodawca unika zwolnień, ale robi to poniekąd kosztem wszystkich pracowników. Czy straci na efektywności? Prawdopodobnie tak, bo zespół będzie zmotywowany tylko częściowo. Uważam, że ta sytuacja to eksperyment, którego efekty są jeszcze trudne do przewidzenia – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Jakie sektory gospodarki mogą decydować się na takie ograniczenia? – Obawiam się o sektor budowlany, o produkcję, przemysł, centra dystrybucyjne. Zagrożone są firmy, które ograniczają produkcję i firmy, które mogą mieć wysokie rachunki za ogrzewanie i prąd – dodaje ekspertka.

Czy rząd zapewni Polsce bezpieczeństwo energetyczne?

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne Polski na nadchodzącą zimę – to obecnie mamy sprzeczne informacje. Rząd potwierdza zakontraktowane dostawy gazu z Norwegii gazociągiem, który rzeczywiście będzie gotowy. Jednak informacje z mediów alarmują, że nie ma podpisanych żadnych kontraktów, albo że możemy mieć kłopot z wypełnieniem gazociągu. Do tego dochodzi zagrożenie horrendalnymi cenami za surowce energetyczne. Zatem jest wiele ryzyk, wiele niewiadomych – więc trzeba przygotować się na ciężki rok. Jednak nie oznacza to energetycznej katastrofy.

– Zapasy, rezerwy, magazyny mamy podobno wypełnione i to oczywiście jest pocieszające. Jednak pamiętajmy, że na magazynach nie da się przetrwać całego roku. Obawiam się, że będą 20-te stopnie zasilania, że będą wyłączenia. Obawiam się, że to będzie chłodna zima – czyli taka, że rzeczywiście trzeba będzie zacząć oszczędzać – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Oczywiście przede wszystkim będzie to droga zima. I energia i gaz będą bardzo drogie. Jeśli nawet dla gospodarstw domowych rząd – kosztem zadłużenia oczywiście i konsekwencji w przyszłości – ograniczy ten wzrost czasowo, to już dla gospodarki nie ograniczy z pewnością. To przełoży się z kolei na kursy inflacyjne. Jednak największym zagrożeniem jest to, że energii czy węgla może zabraknąć. Może nie będzie to katastrofa energetyczna, natomiast liczmy się z wyłączeniami prądu, z 20-tymi stopniami zasilania. Liczmy się z tym, że część przemysłu może mieć ograniczoną produkcję z powodu niedostatecznych dostaw gazu – analizuje Orłowski.

Piekarze w desperacji. Wzrost cen gazu o 947% porównując marzec do sierpnia 2022

– Na naszych oczach mogą umrzeć największe rzemieślnicze piekarnie i cukiernie. Jeżeli nie nadejdzie opamiętanie i apele tego sektora gospodarki nie zostaną wysłuchane albo przed nami spektakularne i bolesne dla społeczeństwa bankructwa albo chleb po 12 złotych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. To odpowiedź na serię rozmów, które Izba przeprowadziła z zachodniopomorskimi piekarzami i cukiernikami. Wielu z nich mówi o astronomicznych rachunkach za gaz i prąd, galopujących cenach surowców czy powolnym odpływie klientów, którzy przysłowiową „kawę i ciastko” zaczynają traktować jako towar premium. – Apelujemy o szybkie działanie. Piekarze mają apel, by uczynić ich zawód pracą chronioną. Pozwoliłoby to na zatrzymanie galopady cen mediów w ich firmach, a co za tym idzie na przetrwanie – mówi Hanna Mojsiuk.

Piekarze przerażeni obecną sytuacją: „Gigantyczne straty”, „Co tydzień wyższe ceny”

Wiesław Żelek prowadzi piekarnie między innymi w Kamieniu Pomorskim. To jeden z największych zakładów piekarniczych w regionie. W opinii przedsiębiorcy sytuacja całego sektora jest dramatyczna.

– Piekarnictwo znalazło się na wirażu i część zakładów nie jest w stanie dać sobie rady. Jeżeli jest to sprzedaż, gdzie piekarz ma swoje sklepy to jest w stanie jeszcze sobie poradzić, choć wymaga to przerzucenia cen na klienta. Jeżeli jednak piekarz dostarcza pieczywo do sklepów detalicznych, hoteli czy do sieciówek to tutaj sprzedaż wymaga negocjacji, a te niestety się nie udają, bo np. przedszkola czy hotele po prostu nie są w stanie z tygodnia na tydzień zgadzać się na wyższe ceny, a niestety nam piekarzom tak się ceny podnosi – mówi Wiesław Żelek. – Wymusza się na dostawcach jak najniższe ceny, a w tym momencie oznacza to gigantyczne straty. Od czerwca walczę z niektórymi sklepami o podwyższenie cen i nic się nie dzieje – mówi dalej ekspert.

– Od maja wzrosła cena gazu o 760%. W sierpniu kolejne ciosy. Wzrost w porównaniu z marcem do 947%. To są niewyobrażalne koszty. Ile musiałaby kosztować bułka, drożdżówka czy chleb? 10 złotych? 12 złotych? Przerzucenie się z gazu na olej opałowy to inwestycja w miliony złotych, bo nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Znaleźliśmy się w katastroficznej sytuacji, a na horyzoncie nie ma panaceum na naszą sytuację. Jesteśmy chyba poza przemysłem najbardziej energochłonną branża – mówi Wiesław Żelek.

Andrzej Wojciechowski, szczeciński piekarz wiosną otrzymał rachunki o 1000% wyższe w porównaniu z rokiem 2021. Jak mówi zmienił dostawcę energii, ale i tak musi spłacać w ratach gigantyczne zobowiązania. Sytuację nazywa przytłaczającą.

– Domagamy się uznania naszego zawodu za taki, który podlega ochronie. To pomogłoby nam zatrzymać galopujące koszty energii i moglibyśmy starać się o rekompensaty. Inaczej czarno widzę naszą przyszłość. W Szczecinie zostało już tylko dziewięć piekarni rzemieślniczych – mówi Andrzej Wojciechowski, właściciel piekarni.

Cukiernicy: „Sytuacja jest gorsza niż w czasie pandemii COVID-19”

W podobnym kryzysie znajduje się sektor cukierniczy. Wzrost cen mąki, jajek czy cukru dotkliwie odbija się na cenach. Przedsiębiorcy z którymi rozmawialiśmy przyznają, że w momencie wzrostu cen cukru jeździli do Niemiec, by tam kupować cukier od polskich producentów. Był wówczas zdecydowanie tańszy. Inny problem tej branży to odpływ klientów. Ci, widząc pączka za 6 złotych czy kawałek tortu za 17 złotych, zaczęli traktować łakocie jak produkty luksusowe.

– Sytuacja jest gorsza niż w czasie pandemii COVID-19.  Ceny wszystkiego rosną z tygodnia na tydzień. Nie ma żadnej możliwości zaplanowania budżetu nawet miesiąc czy dwa miesiące do przodu. To wiąże się z tym, że ceny rosną, a to nie jest dobrze przyjmowane przez klientów. Kawiarnia nie jest produktem pierwszej potrzeby i obawiamy się, że każde gospodarstwo domowe najpierw będzie rezygnować z przyjemności. Spadek klientów już jest odczuwalny – mówi Magdalena Kasjaniuk z jednej ze szczecińskich cukierni.

Hanna Mojsiuk: „Polski, tradycyjny chleb to nasza duma. Brońmy go!”

Północna Izba Gospodarcza kolejny raz apeluje o obronę chleba i rzemieślników. Nasze apele dotychczas odbijały się szerokim echem w mediach, ale nie szły za tym niestety – poza deklaracjami rządzących – żadne realne działania.

– Rząd RP musi zwrócić uwagę na sytuację piekarzy i pochylić się na ich losem. Inaczej niebawem padnie sektor gospodarki, który szczyci się ogromną tradycją, pieczołowitością i szacunkiem społecznym. Polski, tradycyjny chleb to jest nasza duma. Niestety niebawem piekarze po prostu będą zamykać działalność. W ostatnim roku takich upadłości było kilka. Każda mała piekarnia, która się zamyka to wielka strata dla społeczeństwa i tradycji gospodarczej naszego kraju – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby.

– Apelujemy o zamrożenie cen prądu dla piekarni i cukierni rzemieślniczych. Musi to nastąpić natychmiast – dodaje Hanna Mojsiuk.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań – więcej mieszkań, mniej mieszkańców. Czy to realne?

Narodowe spisy powszechne są bez wątpienia ważnym źródłem informacji dotyczących m.in. liczby ludności czy mieszkań. Jak ostrzegają eksperci GetHome.pl te dane należy jednak traktować z pewnym dystansem, bo prawdopodobnie nie zawsze pokazują rzeczywisty obraz sytuacji.

Dane demograficzne są kluczowe dla wielu firm planujących inwestycje, m.in. dla funduszy i firm inwestujących w mieszkania na wynajem. Takie inwestycje – obliczone na dziesiątki lat – nie mają przecież sensu w miastach, które się wyludniają, bo uciekają z nich młodzi ludzie. Tymczasem ostatni Narodowy Spis Powszechny wykazał, że od poprzedniego w 2011 r. w większości głównych ośrodków miejskich populacja mieszkańców wyraźnie się skurczyła. Na przykład wśród osiemnaście miast wojewódzkich takie zjawisko GUS odnotował w aż dziesięciu. Największe ubytki ludności miały miejsce w Katowicach i Łodzi (o ok. 8%), ale także w Kielcach i Bydgoszczy (o przeszło 7%) oraz w Poznaniu (o ponad 1%).Narodowy Spis Powszechny 2021-ludność

Można odnieść wrażenie, że Łódź, Katowice czy Bydgoszcz wyludniają się. Wydają się jednak temu przeczyć statystyki budowlane. Od kilku lat można bowiem zaobserwować w tych miastach prawdziwy boom w budownictwie mieszkaniowym, szczególnie deweloperskim. Na przykład w Łodzi w latach 2012-2021 powstało przeszło 30,3 tys. nowych mieszkań, w tym blisko 26,4 tys. deweloperskich. W tym czasie – według spisu powszechnego – ubyło ok. 58 tys. mieszkańców.Narodowy Spis Powszechny 2021-mieszkania

Jak wskazuje Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl teoretycznie takie dane nie stoją w sprzeczności. Mogą świadczyć o poprawie standardów mieszkaniowych, bo na każdy lokal przypada coraz mniej osób. Faktem jest, że część mieszkańców największych miast przenosi się do okalających je miejscowości lub kupuje w mieście nowe, większe mieszkania. Z drugiej strony do metropolii przyjeżdżają nowi mieszkańcy, którzy często mieszkają bez zameldowania. Firmy Selectiv policzyła na podstawie liczby użytkowników telefonów komórkowych, że Łódź zamieszkuje ponad 744 tys. osób. Ostatni spis powszechny wykazuje zaś ok. 676,6 tys.

Podobnie może być także w pozostałych metropoliach. W Warszawie od dawna toczy się dyskusja, co zrobić, żeby chciały się tu zameldować i płacić podatki. Szacuje się, że w stolicy może mieszkać nawet o pół miliona więcej osób niż pokazują to oficjalne statystyki.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Zmienia się układ sił na rynku dyskontów. Netto i Aldi z największym wzrostem liczby unikalnych klientów

  • Spada lojalność konsumentów, ale za to rośnie liczba wizyt. Dyskonty wracają do stanu sprzed pandemii
  • Netto i Aldi zyskują kosztem Biedronki i Lidla. Wzrosty są mocno dwucyfrowe
  • Przeciętny klient Biedronki o ponad 20 proc. częściej ją odwiedza niż jeszcze rok wcześniej

Analiza zachowań przeszło 280 tys. osób robiących zakupy w dyskontach spożywczych wykazała, że w I półroczu br. sklepy Biedronki odwiedziło aż 93,5% z nich. Do tego jedna czwarta klientów tej sieci nie zaopatrywała się u konkurencji. Od stycznia do czerwca br. przeciętny konsument chodził do placówek Biedronki o 20,9% razy częściej niż rok wcześniej. Z kolei w Netto najbardziej wzrósł ruch, bo o ponad połowę. Ponadto sieć zyskała najwięcej klientów w relacji rocznej. Aldi również istotnie zwiększył liczbę wizyt w swoich sklepach – o 37,7%. Natomiast Lidl zaliczył spadek, jeśli chodzi o udział w całym ruchu w tym formacie – o 2,8 p.p. Co więcej, stracił 2,8% klientów i wykazał najmniejszy wzrost liczby wizyt.

Firma technologiczna Proxi.cloud i platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH porównały zachowania ponad 280 tys. klientów dyskontów z I półrocza br. i z analogicznego okresu ub.r. Badani łącznie odwiedzili przeszło 5 tys. tego typu placówek w całym kraju. Szczegółowa analiza wykazała, że pozycje rynkowe poszczególnych sieci nie uległy zmianie, chociaż układ sił na rynku dyskontów spożywczych zmienił się przez ostatni rok.

– Z naszej analizy wynika, że wciąż niepodważalnym liderem jest Biedronka. W I połowie br. sklepy tej sieci odwiedziło aż 93,5% klientów wszystkich dyskontów. To o 2,5 p.p. wyższy wynik niż odnotowany rok wcześniej. Dla porównania należy wskazać, że w Lidlu penetracja rynku wyniosła ostatnio 64,4%, czyli o 4,8 p.p. więcej niż poprzednio. Natomiast w Netto w I półroczu br. ww. wskaźnik był na poziomie 41%. Zwiększył się o 12,1 p.p. I to oznacza największy wzrost. Oczywiście w przypadku Biedronki tak duży skok nie był już możliwy do osiągnięcia. Z kolei Aldi od stycznia do czerwca tego roku odwiedziło 18,2% klientów wszystkich dyskontów, tj. o 3,9 p.p. więcej niż w I połowie 2021 roku – informuje Michał Rosiak z Proxi.cloud.

Zaobserwowano również, że Biedronka generuje aż 63,6% wszystkich koszyków dyskontowych. Rok do roku zanotowała prawie niewidoczny spadek, bo o 0,1 p.p. Natomiast Lidl odnotował ostatnio 20,6%. I to jest o 2,8 p.p. niższy wynik niż poprzednio. W ocenie autorów badania, ta sieć najsłabiej poradziła sobie w walce o klienta w relacji rocznej. Udziały pozostałych dwóch sieci w łącznym ruchu w dyskontach spożywczych wzrosły – o 2,5 p.p. w Netto i 0,4 p.p. w Aldi.

– Warto też podkreślić, że Biedronka ma zdecydowanie najsilniejszą bazę klientów. 24% z nich, czyli blisko jedna czwarta, nie robi zakupów w żadnym innym dyskoncie spożywczym. Dla porównania, w przypadku Lidla udział tak lojalnych konsumentów wynosi tylko 5%, w Netto – 4%, a w Aldi – 1,9%. W każdej z sieci zaobserwowaliśmy niewielki spadek lojalności klientów w relacji rocznej. Tym samym widać, że Polacy zaczęli chodzić na zakupy częściej, jednocześnie zmniejszając swoje przywiązanie do szyldu – komentuje Iwona Kołodziejek z Proxi.cloud.

Do tego należy dodać, że przeciętny konsument odwiedził sklepy Biedronki w badanym okresie prawie 14 razy, czyli o 20,9% częściej niż rok wcześniej. W Lidlu średnia liczba wizyt przypadająca na jedną osobę w I półroczu br. wyniosła 6,5. Niewiele mniej, bo 6,1, odnotowano w przypadku Netto. Sieć Aldi miała najniższy wynik – 4, jednak mimo wszystko w stosunku rocznym oznaczał on dla niej wzrost na poziomie 20,5%.

– Sieć Netto zaliczyła za to największy wzrost ruchu ze wszystkich graczy – o 52,8% rdr. Na drugim miejscu w tym zestawieniu jest Aldi z wynikiem 37,7%. Dalej znalazła się Biedronka – 21,6%, a na końcu uplasował się Lidl – 7,5%. Widać, że w kwestii podnoszenia ruchu Aldi i Netto są liderami. To może wynikać z tego, że w czasach rosnącej inflacji konsumenci zaczęli częściej odwiedzać sklepy, w których wcześniej nie bywali, np. ze względu na większe odległości od domów czy miejsc pracy. Celem mogło być poszukiwanie okazji cenowych, nieoferowanych przez Biedronkę czy Lidla – stwierdza Michał Rosiak.

Ponadto analiza wykazała, że w Netto najbardziej wzrosła liczba unikalnych klientów – aż o 27,8% rdr. W Aldi wzrost wyniósł 14,5%. Biorąc pod uwagę to, że jest najmniejszą z sieci dyskontowych, udało jej się wzmocnić swoją pozycję, co jest sporym sukcesem. Natomiast Lidl stracił unikalnych klientów. W porównaniu z I półroczem ub.r. ostatnio było ich o 2,8% mniej. Jednak większy spadek odnotowała Biedronka – o 7,6%.

– Zestawiając spadek lojalności konsumentów ze zmniejszeniem liczby unikalnych klientów dla całego rynku dyskontów, przy jednoczesnym ogólnym wzroście liczby wizyt w sklepach, możemy podejrzewać, że wróciliśmy do trendu widocznego na początku pandemii. Wówczas klienci zaczęli dokładniej planować zakupy i ograniczali te impulsywne. Ostatnio nastąpiło to pod wpływem presji inflacyjnej, a nie rygoru sanitarnego. Konsumenci w poszukiwaniu promocji są w stanie uzupełnić swój koszyk w większej liczbie sklepów niż miało to miejsce wcześniej – podsumowuje Iwona Kołodziejek.

Olbrzymi spadek kredytów mieszkaniowych. Na raty kupujemy więcej – dane za sierpień 2022 r.

W sierpniu 2022 r., w porównaniu do sierpnia 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+44,3%) oraz limitów na kartach kredytowych (+2,2%). Spadek o (-68,8%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. O (-4,3%) spadła również liczba udzielonych kredytów gotówkowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość w trzech głównych produktach kredytowych. Najwięcej, o (-69,3%), spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych. Wartość udzielonych kredytów gotówkowych spadła o (-6,5%), a ratalnych o (-0,2%). Wzrosła jedynie o (+7,8%) wartość przyznanych limitów na kartach kredytowych.

W pierwszych ośmiu miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały kredyty mieszkaniowe (-40,8%, -36,0%) oraz karty kredytowe (-28,6%, -14,3%). Natomiast dodatnie dynamiki liczbowe i wartościowe wystąpiły tylko w przypadku kredytów ratalnych (+32,1%, +3,0%). O (+0,7%) udzielono więcej kredytów gotówkowych, jednak na kwotę o (-1,3%) niższą niż w okresie styczeń – sierpień zeszłego roku.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.
Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, sierpniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w lipcu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na ich konstrukcję, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lipcu 2022 r. spadki w kredytach gotówkowych w ujęciu liczbowym i wartościowym

Lipcowe dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych r/r trzeba ocenić negatywnie, natomiast w całym okresie 8 miesięcy br. sprzedaż była zbliżona do zeszłorocznej, choć w ujęciu wartościowym troszkę niższa, a w liczbowym niewiele wyższa.

– W ośmiu pierwszych miesiącach 2022 r., w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, kredyty gotówkowe odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym w najniższym przedziale kwotowym, czyli do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł (+12,1% L) i (+7,8% W) oraz (+1,2% L) i (+0,2% W), a także w przedziale na najwyższe kwoty, tj. pow. 50 tys. zł (+2,7% L) i (+4,7% W). Zatem rynek kredytów gotówkowych rośnie w dwóch skrajnych przedziałach kwotowych, w najniższym i najwyższym. W przeciwieństwie do ubiegłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł, to obecnie najwyższa dynamika występuje w kredytach niskokwotowych.

Kredyty z dwóch niskokwotowych przedziałów odpowiadają za 9,9% wartości sprzedaży i ponad połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – sierpień 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym nadal jest dodatnia, a w wartościowym już ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Osiem miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które wróciły do poziomu sprzed 20 lat. Kredyty gotówkowe odnotowały w tym okresie w ujęciu r/r dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów. Natomiast w ujęciu wartościowym, banki udzieliły kredytów gotówkowych na niższą wartość. Jednak sytuacja nie jest tak różowa, bowiem już od kilku miesięcy widzimy spadki liczby i wartości udzielanych kredytów gotówkowych. Dobrze widać to na sierpniowych danych o sprzedaży, w których ujemne dynamiki wystąpiły zarówno w ujęciu r/r, jak i m/m. W kolejnych miesiącach zjawisko to w mojej opinii będzie się dalej nasilać, co spowoduje, że rok 2022 zamkniemy na poziomach niższych niż rok 2021 i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym – puentuje prof. Rogowski.

Po wiosennej zadyszce nie ma już śladu – kredyty ratalne w sierpniu na bardzo dużym plusie w ujęciu liczbowym i na lekkim minusie w ujęciu wartościowym

Kredyty ratalne w sierpniu 2022 r. odnotowały wysokie wzrosty r/r w ujęciu liczbowym (+44,3%) i niewielkie spadki w ujęciu wartościowym (-0,2%). Jednak wynik w obu ujęciach za okres styczeń – sierpień br. jest wyższy w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+32,1%) oraz (+3,0%).

– Kredyty ratalne są jedynym produktem kredytowym, który w okresie ośmiu pierwszych miesięcy br. odnotowuje dodatnie dynamiki w porównaniu do takiego samego okresu zeszłego roku. Najwyższe wzrosty kwotowe dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł (+61,7%). W ujęciu liczbowym również najwyższe wzrosty dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł – aż (+103,1%). W dużej części jest to efekt nabywania portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A ten segment pożyczek dynamicznie rośnie.

– Co ciekawe, spadek sprzedaży odnotowały jedynie kredyty ratalne udzielone na wysokie kwoty, tj. powyżej 10 tys. zł (-6,1% L oraz -10,1% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności ofert czy zakupu droższych rzeczy, np. samochodów. Należy również zauważyć, że nadal mamy możliwość skorzystania z oferty zakupu na raty przy zerowej stawce RRSO, głównie artykułów RTVAGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjnymi dla nabywców – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w sierpniu 2022 r. to 3 123 zł i jest ona niższa niż w sierpniu rok temu o 30,9%.

Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość zaciągniętego w sierpniu 2022 r. kredytu to 19 587 zł – to spadek o 2,3% w stosunku do sierpnia 2021 r.

Mierzony i analizowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania.

Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący, sierpniowy Indeks Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,35%.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Sierpniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,48%.

– W porównaniu do sierpnia 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych w sierpniu br. pogorszyła się (wzrosła) o 0,25 pkt proc. Niepokoi również fakt, że w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał, pół roku czy dziewięć miesięcy temu, również zauważamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje, na co prawda niewielkie, ale jednak pogorszenie jakości tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Wprawdzie w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,21 p.p., to i tak wartość Indeksu jest na nadal bezpiecznym poziomie.
Pomimo, że oba Indeksy Jakości pogorszają się w ujęciu 1-, 3-, 6-, 9-, oraz 12 -miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie na tyle wysoki, by budził istotne obawy o jakość portfeli kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy bacznie obserwować zachowanie się Indeksów jakości kredytów ratalnych i gotówkowych, zwłaszcza analizować czy nie ma dynamicznych wzrostów wartości Indeksów, które świadczyłyby o pogarszaniu się jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w sierpniu kontynuacja ogromnych spadków udzielonych kredytów mieszkaniowych

W sierpniu br. w porównaniu z sierpniem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-68,8%), jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-69,3%). W sierpniu 2022 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 327,47 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -1,6%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – sierpień 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Najmniejsze spadki sprzedaży kredytów mieszkaniowych dotyczyły kredytów powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (-22,4%) i w wartościowym (-20,3%). Natomiast największe spadki wystąpiły w kredytach do 150 tys. zł – odpowiednio (-49,6%) oraz (-48,1%).

– Dla kredytów mieszkaniowych sierpień, podobnie jak lipiec br., był katastrofalny. W ujęciu liczbowym tak złego wyniku nie było od ponad 12 lat, czyli od stycznia 2010 r., bowiem w sierpniu banki przyznały ich tylko 7,4 tys. Sierpniowa wartość udzielonych hipotek: 2,426 mld zł, to również najniższy wynik od stycznia 2010 r. Mamy więc zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych, która przeradza się powoli w apokalipsę – ocenia prof. Rogowski.

– Za nami już 11 podwyżek stóp procentowych. Obecna stopa referencyjna NBP 6,75% jest na poziomie nie widzianym od 20 lat, czyli listopada 2002 r. Rynek pozbawiony sterydów w postaci ultra niskich stóp procentowych spada w przepaść, a dno nie jest widoczne. Ostatnia wrześniowa podwyżka RPP oczywiście nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Natomiast już poprzednie podwyżki stóp wraz z zaostrzeniem wymogów regulacyjnych praktycznie zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe. W konsekwencji spowodowało to zdecydowane wyhamowanie akcji kredytowej.

– Wartość akcji kredytowej z pierwszych ośmiu miesiącach 2022 r. jest poniżej akcji kredytowej z pierwszych ośmiu miesięcy 2018 r. – stwierdził prof. Rogowski. A sierpniowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe na historycznie niskim poziomie (-72,9%) wskazuje, że w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się pogłębienia spadków akcji kredytowej – ostrzega główny analityk Grupy BIK.

Nieznaczne pogorszenie jakości portfela kredytów hipotecznych

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2022 r. wyniósł 0,84%. W ostatnich 12 miesiącach (od sierpnia 2021 r. do sierpnia 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,29 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów wydawało mi się, że czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych, ponieważ prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę.

Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych rzeczywiście nieznacznie pogorszyła się (wzrosła) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 – miesięcznym, co mogłoby zapowiadać pogorszenie jakości w kolejnych miesiącach roku. Obecnie efekt ten może zostać ograniczony przez wakacje kredytowe. Jednak dużo niższa od oczekiwań partycypacja w moratoriach kredytowych na poziomie 45% może jednak być zbyt mała dla pełnej mitygacji wzrostu szkodowości kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od kredytów walutowych, nieobjętych moratoriami a narażonych na rosnące ryzyko kursowe wraz z deprecjacją złotówki. Kolejne kwartały zapowiadają się więc bardzo ciekawie – podsumowuje prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W sierpniu 2022 r. banki wydały 54,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 432 mln zł.

– W sierpniu 2022 r. głownie dzięki niskiej bazie sprzed roku, sprzedaż kart kredytowych wzrosła. Wydano ich więcej o (+2,2%) i przyznano na wartość wyższą o (+7,8%). Jednak już w okresie ośmiu miesięcy br. w ujęciu liczbowym BIK odnotowuje spadki w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, i to we wszystkich przedziałach kwotowych. Ujemne wyniki dotyczą również wysokości przyznawanych limitów. Choć tu, swego rodzaju zieloną wyspą, są limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+1,4%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w sierpniu wyniosła 3,82%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o (+0,73) – mówi prof. Rogowski z BIK.

600 % wzrost zainteresowania Rosjan pracą w Polsce

Od tygodnia polskie agencje zatrudnienia specjalizujące się w pozyskiwaniu pracowników ze Wschodu, notują wzmożone zainteresowanie pracą przez Rosjan.

Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację, dodatkowo zbiegło się to z tymczasowym zakazem wjazdu Rosjan na teren Polski i krajów bałtyckich.

– Przez ostatnie dwa dni mieliśmy 130 próśb z Rosji o pracę. Wcześniej zwykle mieliśmy 20-30 zapytania miesięcznie. Z powodu ogłoszonej przez Putina mobilizacji Rosjanie masowo zaczęli szukać pracy w Europie i widzimy wzrost zainteresowania polskim rynkiem pracy aż o 600%. – mówi Anna Dzhobolda z departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal. – Nawet po nowelizacji Ustawy o cudzoziemców, która obejmuje Rosjan w zakresie złagodzenia przepisów dotyczących zatrudnienia, ale jeszcze przed wojną z Ukrainą, nie odczuwaliśmy takiego zainteresowania ze strony Rosjan pracą w Polsce. – dodaje.

19 września br. Polska i kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) tymczasowo zakazały wjazdu obywatelom Federacji Rosyjskiej w celach turystycznych, sportowych i biznesowych w ramach unijnej solidarności z Ukrainą.

Po fali emigracji inteligencji i specjalistów, obecnie możliwości wyjazdu z kraju i pracy szukają mężczyźni po 40-tce, niewykształceni, którzy obawiają się masowego poboru do wojska.

– Polscy pracodawcy ogłaszają wprost „Rosjan nie zatrudniamy”, więc jak dotąd nie było powszechnego zainteresowania akurat naszym rynkiem pracy, ale coraz dłużej trwająca wojna, kryzys gospodarczy i sankcje, jakie w końcu zaczęli odczuwać zwykli ludzie, mogą spowodować większe zmiany. Dlaczego wybierają Polskę? Na pewno ze względu na możliwość szybkiego przekroczenia granicy i legalizacji pobytu oraz połączenia transportowe – akurat ich obowiązuje ustawowe złagodzenie restrykcji przy zatrudnianiu ze stycznia br. – konkluduje Anna Dzhobolda z departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.