Zmianę źródeł energii przewidują 3 na 4 firmy z branży budownictwa, przemysłu i data center

Firmy z branży przemysłu, budownictwa i centrów danych przygotowują się na zmianę swoich źródeł energii – wynika z raportu Eaton. Co trzecia jest już w trakcie realizacji tego planu. Przedsiębiorstwa wciąż najczęściej korzystają z energii z sieci, ale w przyszłości na pierwsze miejsce wysuną się OZE. Czego trzeba, żeby tak się stało?

OZE najchętniej wybieranym źródłem energii

Już jedna na cztery firmy z sektora przemysłu, budownictwa i centrów danych korzysta z OZE jako głównego źródła energii. W przyszłości planuje to ponad połowa przedsiębiorstw, które będą zmieniały obecne źródła zasilania. Drugim najczęściej wskazywanym przez respondentów zamiennikiem jest gaz. Obecnie korzysta z niego 25% firm. W przyszłości odsetek ten ma wzrosnąć do 35%. Prawie połowa (47%) przedsiębiorstw wciąż korzysta z energii z sieci – to najczęściej stosowane źródło zasilania. W przyszłości odsetek ten zmaleje jednak do 35%, a na pierwsze miejsce wysuną się źródła odnawialne.

77% firm z omawianych sektorów przewiduje zmianę swoich obecnych źródeł energii. 29% już rozpoczęło ten proces. – Zwrot jest powodowany chęcią zmniejszania kosztów, ale też dążeniem do osiągania celów zrównoważonego rozwoju i odpowiadania na społeczne oczekiwania. Zmianę źródeł energii dodatkowo przyspieszają też regulacje prawne i limity emisji gazów cieplarnianych, które są wprowadzane przez rządy czy Unię Europejską – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Co firmy monitorują, a co powinny zacząć?

Jako kluczowy czynnik cyfryzacji 44% firm wskazało transformację energetyczną i bardziej wydajne zużywanie mocy. Dla 43% ważne są kwestie związane z raportowaniem wskaźników środowiskowych i społecznych (ESG). Proste parametry, takie jak całkowite zużycie energii, śledzi połowa firm. Na bezpieczeństwo energetyczne zwraca uwagę 38%. Zmiana źródeł energii i zmniejszanie jej zużycia będzie jednak wymagała dokładnego śledzenia bardziej zaawansowanych wskaźników poboru mocy.

W wielu przedsiębiorstwach energią wciąż zarządza się ręcznie. Działając w ten sposób można śledzić, ile firma pobiera mocy i ile ją to kosztuje, ale nie pozwala to wdrożyć OZE na szeroką skalę ani zmniejszać zużycia. Potrzebne są inteligentne rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, które dadzą wgląd w dane w czasie rzeczywistym. Ułatwi to mądrzejsze wykorzystywanie energii i zmniejszanie śladu węglowego zakładów – podkreśla Mariusz Hudyga.

Wyniki badania pokazują, że tylko co trzecia firma korzysta z inteligentnych systemów do zarządzania energią. Podobny odsetek śledzi efektywność wykorzystania energii, tzw. wskaźnik PUE (ang. Power Usage Effectiveness) oraz stopień równoważenia swojej emisji CO2. Około jedna czwarta przedsiębiorstw kontroluje poziom emisji gazów cieplarnianych. Wciąż pozostaje więc wiele do zrobienia w procesie przechodzenia na zieloną energię.

Informacje o raporcie:

Raport o digitalizacji i transformacji energetycznej” prezentuje wyniki badania przeprowadzonego w kwietniu i maju 2022 roku na zlecenie firmy Eaton przez 451 Research. Wzięło w nim udział 1001 respondentów zaangażowanych w procesy digitalizacji w firmach. Badanie objęło przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, krajów skandynawskich oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich/Dubaju.

Jak zapobiec Gaz-armagedonowi i zapewnić prawidłowy przebieg transformacji

  • Gwałtownie rosnące ceny gazu pogarszają i tak już tragiczną sytuację: do czerwca 2022 roku liczba gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym w UE28 wzrosła o ponad +50%. Ale najgorsze wciąż przed nami: Z analiz Allianz Trade wynika, że nadciągające niedobory gazu mogą spowodować wzrost cen detalicznych o 200%, co do końca roku doprowadzi np. do potrojenia odsetka niemieckich gospodarstw domowych mających trudności z opłaceniem rachunków za energię do 8,4%.
  • Wdrożone środki zaradcze, takie jak obniżki podatków i limity cenowe mają poważne słabości, których jedną z najpoważniejszych jest osłabienie motywacji do oszczędzania energii. Lepszym podejściem może być system podwójnych cen. Pozwalałby każdemu gospodarstwu domowemu na zakup określonej z góry ilości energii do zasilania domu po cenie regulowanej, podczas gdy wszelkie dalsze potrzeby energetyczne musiałyby być zaspokajane po cenie rynkowej.
  • Poza pierwszą płaszczyzną doraźnych środków kryzysowych, potrzebna jest nowa umowa społeczna, która pozwoliłaby złagodzić regresywne skutki polityki klimatycznej i zabezpieczyć zieloną transformację. Z analiz Allianz Trade wynika, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie nowego świadczenia, w rodzaju „dodatku na zakup energii”, jednak z pewną modyfikacją: płatność (całkowita kwota lub mniejsze kwoty) byłaby dokonywana na tak zwane „konto oszczędności energii”, tzn. kwoty nie byłyby wykorzystywane, ale (częściowo) oszczędzane; oszczędności takie byłyby uzupełniane przez państwo. W ten sposób można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, powodując zmianę zachowań w kierunku obniżenia zużycia energii oraz gromadzenie rezerw finansowych przez gospodarstwa domowe o niskich dochodach.

Kryzys gazowy może przerodzić się w „Gazmageddon”.

Ubóstwo energetyczne to odwieczna zmora UE. Jeszcze zanim rozpoczął się dzisiejszy kryzys energetyczny, miliony ludzi miało trudności z ogrzaniem swoich domów i zapłaceniem rachunków za energię z powodu niskich dochodów, wysokich cen i niskiej wydajności energetycznej. Według Obserwatorium Ubóstwa Energetycznego (EPOV) przy Komisji Europejskiej, w 2018 roku 6,6% gospodarstw domowych w UE28 nie było w stanie zapłacić na czas rachunków za media (co określa się mianem zaległości w opłatach za media) i było zagrożone odłączeniem od sieci energetycznej. Jednocześnie 7,3% nie było w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów, a 16,2% wydawało ponad dwa razy więcej niż mediana krajowa wydatków na energię w stosunku do dochodów.

W tym roku sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu, ponieważ inwazja na Ukrainę spowodowała eksplozję cen gazu do poziomu niespotykanego od ponad dekady, co pokazuje Rysunek 1. Ceny gazu dla gospodarstw domowych w całej UE wzrosły średnio o +22% w stosunku do poziomu z 2021 roku. Tymczasem w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Niderlandach ceny gazu poszybowały w górę odpowiednio o +58%, +83% i +85%.

Rysunek 1: Ceny gazu ziemnego dla gospodarstw domowych w strefie euro

Ceny gazu ziemnego dla gospodarstw domowych w strefie euroŹródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Dział Analiz Allianz.

Konsekwencją tego jest wzrost liczby gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym w UE28 o ponad +50% według stanu na czerwiec 2022 roku – wynika z przeanalizowanych przez Allianz Trade danych. Rysunek 2 pokazuje wzrost zaległości w opłatach za media w całej UE. Na przykład w Niderlandach zaległości wzrosły z 1,2% w 2021 do 3,9% w 2022 roku, co stanowi rekordowy wynik dla tego kraju od czasu, gdy Komisja Europejska zaczęła śledzić te statystyki w 2005 roku. W Wielkiej Brytanii nastąpił wzrost z 4,7% do 7,1%, a w Niemczech z 2,4% do 4,0%. Jedynym wyjątkiem jest Francja, gdzie szereg działań, w tym bezpośrednie interwencje na rynku gazu, pozwoliły utrzymać liczbę gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym na stałym poziomie (patrz załącznik, w którym zamieszczono przegląd działań mających na celu walkę z kryzysem gazowym).

Rysunek 2: Odsetek ludności zalegającej z opłatami za media

Odsetek ludności zalegającej z opłatami za mediaŹródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Eurostat, Trading Economics, EPOV, Dział Analiz Allianz.

Jednak najgorsze wciąż przed nami. Nadciągające niedobory gazu mogą spowodować wzrost cen detalicznych o 200%, co do końca roku doprowadzi np. w Niemczech do potrojenia odsetka gospodarstw domowych mających trudności z opłaceniem rachunków za energię. W odniesieniu do wielu krajów – m.in. wspomnianych Niemiec – oczekuje się, że odsetek ludności dotkniętej ubóstwem energetycznym będzie się jeszcze pogłębiał w miarę upływu lat i utrwalania się kryzysu gazowego. Za pomocą analizy regresji szacujemy związek między cenami energii dla gospodarstw domowych, dochodem rozporządzalnym brutto i wskaźnikami ubóstwa energetycznego w latach 2010-2018 i stosujemy nasze ustalenia do obecnych cen energii. Nasza analiza przewiduje wzrost cen gazu dla gospodarstw domowych o +58% w latach 2021-2022 (do czerwca) w Niemczech. Po ograniczeniu dostaw gazu ziemnego z Rosji na początku lipca, ceny gazu mogą wzrosnąć od +71% do +200% w porównaniu z rokiem 2021. W tym kontekście Rysunek 3 pokazuje, że do końca tego roku aż 8,4% ludności Niemiec może mieć zaległości w opłatach za media, co jest sytuacją bez precedensu, która może spowodować poważne zaburzenia w tkance społecznej kraju; szykuje się „Gazmageddon”.

Rysunek 3: Prognozowany wpływ dalszych podwyżek cen gazu na ludność Niemiec zalegającą z opłatami za mediaPrognozowany wpływ dalszych podwyżek cen gazu na ludność Niemiec zalegającą z opłatami za media

Źródła: Indeks Cen Energii dla Gospodarstw Domowych, Eurostat, Trading Economics, EPOV, GdW, Dział Analiz Allianz.

System podwójnych cen mógłby rozwiązać niedoskonałości środków zaradczych wprowadzonych do tej pory.

Środki zaradcze wdrożone dotąd przez rządy, takie jak obniżki podatków i limity cenowe mają poważne słabości, których jedną z najpoważniejszych jest osłabienie motywacji do oszczędzania energii. Warto rozważyć wprowadzenie systemu podwójnych cen. Wiele państw członkowskich UE przyjęło już przepisy chroniące konsumentów przed wysokimi cenami energii, wprowadzając dopłaty lub limity cenowe (patrz załącznik). Większość środków ma jednak poważne wady. Wiele z nich nie jest rozwiązaniami adresowanymi do określonych grup, lecz pozwala korzystać wszystkim gospodarstwom domowym, niezależnie od poziomu dochodów – dobitnym przykładem są (tymczasowe) obniżki podatków lub bilet za 9 euro w Niemczech. Inne środki, takie jak obniżki cen, zakłócają mechanizm rynkowy; sygnały cenowe już nie działają. Choć niektóre inne rozwiązania mogą być nakierowane na pewne grupy (np. dopłaty dla gospodarstw domowych o niskich dochodach), są postrzegane jako raczej uznaniowe i/lub niewystarczające. Wszystkie środki obarczone są zasadniczą słabością: osłabiają motywację do oszczędzania energii, co powinno być priorytetem. System podwójnych cen, za którym opowiada się ekonomista Jean Pisani-Ferry[1], mógłby rozwiązać te problemy. Pomysł jest dość intrygujący: każde gospodarstwo domowe miałoby prawo do zakupu pewnej ilości energii w zależności od potrzeb, aby zasilić swój dom po cenie regulowanej; wszelkie dalsze potrzeby energetyczne musiałyby być zaspokajane po cenie rynkowej. Najprostszym podejściem do ustalenia przydzielonej ilości byłoby podejście historyczne, tzn. bazujące na zużyciu energii w poprzednich latach, ale z odliczeniem – powiedzmy – 25% w celu zachęcenia do oszczędzania energii. Z analiz Allianz Trade wynika, że takie rozwiązanie stanowiłoby zachętę dla wszystkich gospodarstw domowych do zmniejszenia zużycia energii, ale zapewniłoby duże transfery na rzecz zamożniejszych gospodarstw domowych, które nie są zagrożone ubóstwem energetycznym. Dlatego należy połączyć to z ustaleniem górnego pułapu ilości energii wynikającej ze zużycia historycznego o medianę zużycia. Stanowiłoby to zachętę dla wszystkich konsumentów, a jednocześnie uwzględniało ich zdolność do radzenia sobie z obciążeniami. Wskazówką do wyznaczenia ceny regulowanej mogłyby być poziomy cen obowiązujące przed kryzysem. Taki system ma dwie zalety: jest elastyczny i oparty na redystrybucji.

  • Elastyczność: Cena regulowana oraz ilość przydzielonej energii mogą być ustalane zgodnie z pożądanym poziomem ochrony (co jest kompromisem pomiędzy potrzebą pomocy a dostępną przestrzenią fiskalną). Przydzieloną ilość można na przykład ustalić na poziomie o ponad 25% niższym niż dotychczasowe zużycie, pułap ilościowy można obniżyć poniżej mediany, aby zwiększyć bodźce do oszczędzania i zmniejszyć liczbę chronionych gospodarstw domowych (oraz koszty programu). Ponadto cena regulowana i przydzielona ilość powinny być dynamicznie dostosowywane co roku, aby utrzymać zachęty do oszczędzania energii; ostatecznie cena regulowana powinna zrównać się z ceną rynkową.
  • Redystrybucja: Ponieważ gospodarstwa domowe o wysokich dochodach zwykle mieszkają w większych domach (i mają więcej gadżetów elektrycznych), są zmuszone kupować więcej energii po cenie rynkowej; dlatego wsparcie dla gospodarstw domowych o niskich dochodach będzie (znacznie) wyższe[2]. Aby wzmocnić redystrybucyjny charakter systemu, można by wprowadzić próg dochodów (np. poziom tzw. „podatku od bogatych” w Niemczech), po przekroczeniu którego gospodarstwa domowe nie mają już prawa do zakupu energii po cenach regulowanych. To jednak nieco skomplikowałoby sytuację, ponieważ programem nie mogłyby już zarządzać wyłącznie dostawcy mediów, a „nadwyżka” dotacji musiałaby być później pobierana przez urzędy skarbowe.

Pobieżna kalkulacja daje cenę około 22 mld EUR (0,6% niemieckiego PKB) za zużycie gazu. Zakłada ona jednak, że cena regulowana jest równa średniej sprzed kryzysu. Poprzez inne ustalenie ceny regulowanej można w zróżnicowany sposób obniżyć koszty. Jeżeli na przykład cena regulowana zostanie ustalona na poziomie dwukrotnie wyższym niż przed kryzysem, koszty spadną do 8,4 mld EUR.

Potrzebna jest nowa umowa społeczna, która pozwoliłaby zabezpieczyć zieloną transformację.

Poza pierwszą płaszczyzną doraźnych środków kryzysowych, potrzebna jest nowa umowa społeczna, która stanowiłaby odpowiedź na długoterminowe wyzwania związane z wyższymi cenami energii, jakie prawdopodobnie wystąpią w czasie zielonej transformacji. Wysokie ceny energii, a co za tym idzie ubóstwo energetyczne pozostaną na dłużej, biorąc pod uwagę zmieniony krajobraz geopolityczny i konieczność podjęcia bardziej agresywnych działań w celu walki z kryzysem klimatycznym. Należy w szczególności podkreślić, że polityka klimatyczna jest z natury regresywna. Istnieją dwa kanały oddziaływania: poprzez generowanie dochodów (praca) i wykorzystanie (konsumpcja). Ogólnie rzecz biorąc, efekty związane z zatrudnieniem w wyniku zielonej transformacji będą prawdopodobnie niewielkie, przynajmniej w ujęciu netto. W rzeczywistości prawdopodobnie dojdzie do ogromnego przesunięcia miejsc pracy pomiędzy sektorami i regionami. „Zielone” miejsca pracy będą wymagały innych i wyższych umiejętności, więc pracownicy o niższych kwalifikacjach prawdopodobnie najbardziej odczują zmiany na rynku pracy. W trakcie zielonej transformacji zmienią się również ceny względne: Ceny węgla powodują, że zużycie energii jest droższe, a regulacje i normy powodują wzrost cen np. mieszkań i żywności. Będzie to miało inny wpływ na różne grupy dochodowe. Nawet jeżeli zużycie energii jest ogólnie niższe w grupach o niższych dochodach, to one szczególnie ucierpią z powodu rosnących cen. Dlatego w dłuższej perspektywie trzeba zrobić więcej, aby chronić najbardziej wrażliwe gospodarstwa domowe. Sprawiedliwość społeczna wymaga podjęcia działań naprawczych mających na celu zapewnienie równego podziału kosztów i korzyści z zielonej transformacji. Z analiz Allianz Trade wynika, że nierówna dystrybucja może spowodować znaczne opóźnienia w transformacji gospodarek, czy to poprzez protesty przeciwko koniecznym zamknięciom fabryk i kopalń, czy też zbyt nieśmiałe działania w zakresie ustalania cen emisji. Nie należy powtarzać błędów popełnionych w przeszłości w zakresie globalizacji: chociaż internacjonalizacja łańcuchów wartości znacznie zwiększyła światowy dobrobyt i wyłoniła wiele zwycięskich podmiotów (we wszystkich krajach), to jednak było też wielu przegranych, których straty w zakresie dobrobytu i trudności w dostosowaniu się nie zostały odpowiednio uwzględnione przez decydentów.

Odporna na skutki zmian klimatu polityka społeczna powinna obejmować stałe dotacje dla gospodarstw domowych o niskich dochodach (tzw. „dodatek na zakup energii”). W odniesieniu do rynków pracy nie są konieczne nowe instrumenty, ale konsekwentne stosowanie aktywnych programów rynku pracy (np. usługi pośrednictwa pracy, wsparcie dla nowo powstających firm). Ponadto potrzebne są ukierunkowane programy szkoleniowe i programy rozwoju umiejętności w celu przekwalifikowania i podnoszenia kwalifikacji pracowników oraz wspierania ich w przechodzeniu do nowych miejsc pracy, być może w nowych zawodach lub sektorach. W celu wsparcia konsumpcji podczas zielonej transformacji istnieją zasadniczo dwie opcje:

  • Po pierwsze, włączenie działań społecznych towarzyszących polityce klimatycznej do istniejącego systemu świadczeń społecznych. Zaletą tego rozwiązania jest to, że wdrożenie i administrowanie nimi powinno być stosunkowo proste. Wady są jednak poważniejsze. Po pierwsze, środki te są mało widoczne i prawdopodobnie będą rozumiane przez zainteresowanych jako „nic nowego”; z punktu widzenia ekonomii politycznej jest to problematyczne, ponieważ raczej nie przyczyni się do zwiększenia akceptacji dla polityki klimatycznej. Ponadto istnieją dwa problemy „techniczne”: dostosowanie świadczeń socjalnych do zmienionych cen odbywa się z reguły „po fakcie”, co oznacza, że wsparcie dociera do potrzebujących z pewnym opóźnieniem. Krytycznie należy też spojrzeć na dokładność wyceny, ponieważ uwzględniane są tylko osoby już będące w potrzebie, tzn. gospodarstwa domowe otrzymujące już świadczenia socjalne. Grupa osób, których byt jest zagrożony przez rosnące koszty energii, będzie prawdopodobnie większa i obejmie (niższą) klasę średnią – dlatego też wiele działań klimatycznych jest tak niepopularnych. Ruch Żółtych Kamizelek we Francji pokazał to aż nadto wyraźnie.
  • Po drugie, wprowadzenie nowego świadczenia w postaci bezpośredniej dopłaty do energii, tzw. „dodatku na zakup energii”. Chodzi o stałe transfery pieniężne dla wszystkich zainteresowanych w zależności od ich dochodów i statusu społecznego (np. dzieci). Ta forma ochrony socjalnej w fazie przejściowej rozwiązałaby problemy pierwszego podejścia (integracja). Jednak decyzje polityczne dotyczące wysokości „dodatku na zakup energii”, jak również ich skalowania w zależności od dochodu, będą prawdopodobnie trudne. Pragmatycznym podejściem byłoby tutaj powiązanie całkowitej kwoty płatności z przychodami z wdrożenia polityki klimatycznej (np. podatek węglowy, CBAM, ETS). W ten sposób państwo sygnalizowałoby, że wszystkie dochody z koniecznych działań zmierzających do zwiększenia kosztów energii kopalnej zostaną ostatecznie zwrócone poszkodowanym. Nie rozwiązuje to jednak kwestii konkretnego podziału środków.

Największą zaletą „dodatku na zakup energii” jest jego połączenie z zachętami do zmiany zachowań i budowania długoterminowych oszczędności. To jest często ślepy zaułek polityki klimatycznej: że być może uda się powstrzymać kryzys klimatyczny przy pomocy odpowiedniego zestawu narzędzi w postaci cen i regulacji, które poprowadzą niezbędną transformację technologiczną. W rzeczywistości jednak osiągnięcie celu 1,5°C wymaga daleko idących zmian zachowania, a tym samym oszczędności energii. To również opisuje nieodłączny dylemat społecznej rekompensaty dotyczącej polityki klimatycznej: Jeśli posunie się ona za daleko, pożądane sygnały cenowe mogą zostać zniweczone i nie dojdzie do redukcji zużycia energii ze źródeł kopalnych (tzw. efekt odbicia) lub będzie ona niewystarczająca. „Dodatek na zakup energii” można skonstruować tak, aby zminimalizować to ryzyko. Prosty trik: dodatek na zakup energii wypłacany jest albo na rachunek bieżący, tj. jest w całości dostępny do wykorzystania w celach konsumpcyjnych, lub płatność (pełna bądź mniejsze kwoty) realizowana jest na tak zwany „rachunek oszczędności energetycznych”, tj. kwoty nie są przeznaczane na konsumpcję, lecz oszczędzane. (Narzędzie do oszczędzania – zwykłe konto bankowe, fundusz inwestycyjny lub polisa ubezpieczeniowa – może być wybierane przez gospodarstwa domowe). Główna idea polega na tym, że kwota zaoszczędzonego przez gospodarstwa domowe dodatku na zakup energii jest podwajana przez państwo. Jest to więc – podobnie jak w przypadku Riester – forma oszczędzania dotowana przez państwo. Stanowi silną zachętę, aby nie wydawać dodatku na zakup energii od razu. W ten sposób można osiągnąć dwa cele jednocześnie. Z jednej strony, gospodarstwa domowe, które oszczędzają swój „dodatek na zakup energii”, muszą dostosować swoje zużycie i zużywają mniej energii, aby móc nadal się utrzymywać, czyli płacić rachunki za energię. Po drugie, umożliwia to również biedniejszym gospodarstwom domowym gromadzenie rezerw, czy to na zakup nieruchomości mieszkalnej, czy na emeryturę. Należy jednak zapewnić pewną elastyczność w wydatkowaniu oszczędności; na przykład można by zezwolić na wypłatę do połowy zgromadzonych oszczędności po każdych pięciu (dziesięciu) latach, z wyjątkami dotyczącymi zakupu domu i emerytury. W ten sposób „dodatek na zakup energii” mógłby stać się innowacyjnym świadczeniem społecznym, które pozwoliłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zabezpieczyć zieloną transformację i złagodzić nierówności społeczne.

[1] Rozmowa z Olivierem Blanchardem w Le Monde, 19 maja 2022.

[2] Chociaż zamożniejsze gospodarstwa domowe zwykle mieszkają w bardziej energooszczędnych budynkach, to jednak nie kompensuje ich motywacji do oszczędzania, ponieważ ich zapotrzebowanie na energię zwykle rośnie szybciej wraz z dochodem niż oszczędności energii uzyskane dzięki wyższej efektywności energetycznej.

Media społecznościowe i kanały cyfrowe mogą zwiększyć zaufanie do władz – tak wynika z nowego raportu Salesforce

Podobnie jak w przypadku trendów obserwowanych w innych branżach, konsumenci domagają się, by instytucje rządowe oferowały więcej swoich usług online. I chociaż technologie takie jak media społecznościowe są często obwiniane za erozję zaufania do demokracji, usługi cyfrowe, właśnie takie jak wspomniane media społecznościowe, są krytycznym – i coraz popularniejszym – narzędziem dla rządów do udostępniania informacji i spełniania oczekiwań wyborców.

Te i inne wnioski pochodzą z raportu Connected Government, który podsumowuje pięć zleconych przez Salesforce globalnych badań konsumenckich, z których każde zawiera co najmniej 5 tys. odpowiedzi.

Z raportu wynika, że instytucje rządowe muszą skupić się na wyeliminowaniu problemów i budowaniu zaufania podczas wdrażania strategii i narzędzi cyfrowych – albo ryzykować dalsze osłabienie wiary wyborców w te kluczowe instytucje.

Dlaczego jest to ważne: globalne zaufanie do instytucji rządowych spada, co pogłębia przekonanie, że współczesne rządy nie pracują na rzecz swoich wyborców:

  • Ponad 2 na 5 respondentów badania twierdzi, że zaufanie ma duży wpływ na ich skłonność do głosowania.
  • Jedna na trzy osoby stwierdziła, że zaufanie wpływa na jej gotowość do udostępniania rządowi swoich danych osobowych.
  • Tylko 18% wyborców uważa, że jakość obsługi jest priorytetem w ich kontaktach z instytucjami rządowymi.
  • Tylko 16% wyborców uważa, że rząd z powodzeniem wykorzystał technologię do poprawy jakości obsługi.

Szanse: w raporcie stwierdzono również, że dostępna i zaufana technologia może umożliwić rządom spełnienie – i przekroczenie – oczekiwań wyborców:

  • Co czwarta osoba z pokolenia Z korzysta z mediów społecznościowych jako podstawowego źródła wiarygodnych informacji o usługach publicznych.
  • Ponad połowa (54%) konsumentów twierdzi, że łatwiej jest uzyskać pomoc od rządu online niż osobiście.
  • Respondenci uznali przejrzystość (53%), łatwość kontaktu (44%) i dostępność (44%) za trzy najważniejsze czynniki w odbudowywaniu zaufania do władz krajowych i lokalnych.

Perspektywa Salesforce: Nasi Jazayeri, wiceprezes i dyrektor generalny Salesforce ds. rozwiązań dla sektora publicznego, wyjaśnia:

  • „Bez zaufania instytucje rządowe napotykają trudności w efektywnym funkcjonowaniu i zaspokajaniu potrzeb wyborców, jak również w rozwiązywaniu problemów społecznych i wspieraniu rozwoju gospodarczego”.
  • „Przyjęcie holistycznego, skoncentrowanego na ludziach podejścia do transformacji cyfrowej może zmienić obecnie napięte relacje między ludźmi a organizacjami rządowymi, wzmacniając instytucje i zapewniając lepsze wyniki dla wyborców, którym służą”.
  • „Dostępność w czasie rzeczywistym i rozpowszechnienie usług cyfrowych, takich jak media społecznościowe, stanowi dla rządów szansę na wykorzystanie kanałów cyfrowych do dzielenia się pilnymi/krytycznymi informacjami podczas kryzysów, wyprzedzania rozwijających się problemów oraz budowania zaufania dzięki autentycznej i jasnej komunikacji”.

Na co zwrócić uwagę: rozwijające się technologie mają potencjał, aby zrewolucjonizować sposób, w jaki wyborcy kontaktują się z instytucjami rządowymi – a większość ludzi jest otwarta na taką perspektywę lub nią podekscytowana.

  • Większość respondentów (82%) jest otwarta na dostęp do usług publicznych online.
  • Blisko trzy czwarte (72%) jest otwartych na głosowanie przez Internet.
  • Większość (60%) jest otwarta na wykorzystanie sztucznej inteligencji w usługach publicznych.

Ostatnie słowo: „Optymalizacja obsługi cyfrowej pozwoli instytucjom sektora publicznego nie tylko nadążyć za czasami, lecz także je wyprzedzić” — powiedział Jazayeri.

Wyniki rynku ubezpieczeniowego w II kw. 2022

W pierwszej połowie 2022 r. Polacy otrzymali niemal 22,5 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To aż o 12,9 proc. więcej niż rok wcześniej. W dużym stopniu wzrosły wypłaty związane ze szkodami majątkowymi, przede wszystkim dotyczącymi ognia i innych żywiołów.

Kluczowe liczby:

  • 22,5 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 10,0 mld zł z ubezpieczeń na życie,
    • 8 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 4,5 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 35,5 mld zł, o 3 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 82,0 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 16,1 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 581 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

Ubezpieczenia na życie

Świadczenia z ubezpieczeń na życie wzrosły o 7,1 proc. Największy wzrost wypłat dotyczył ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym i oszczędnościowym i wyniósł ponad 24,7 proc. Na polisy wydaliśmy w pierwszym półroczu 2022 r. 10,5 mld zł, o 5 proc. mniej niż rok wcześniej.

Spadek składki dotyczy przede wszystkim polis inwestycyjnych, co ma związek z interwencją produktową, obowiązującą od początku tego roku, ale też z coraz silniejszą presją inflacyjną, którą odczuwają Polacy, a co za tym idzie brakiem środków na inwestycje i zabezpieczenie przyszłości. Rośnie natomiast rynek ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią produkty komunikacyjne. Ich wartość w porównaniu z zeszłym rokiem wzrosła.

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły 4,8 mld zł i były o 6,3 proc. większe niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 3,1 mld zł, o 10,8 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka za obowiązkowe ubezpieczenie OC ppm wyniosła w pierwszym półroczu 2022 r. 482,4 zł, o 1,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł 8 769,5 zł, o 5,2 proc. więcej niż przed rokiem.

18 lipca opublikowano nowe rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego, które będą miały duży wpływ na koszty napraw. Wejdą w życie 1 listopada tego roku. Ubezpieczyciele są prawnie zobowiązani do tego, by składki, które zbierają od kierowców pokryły co najmniej koszty wypłacanych odszkodowań oraz koszty prowadzonej działalności. Wyższe koszty szkód oznaczają wyższe ceny polis dla klientów. Podwyżki cen OC są więc bardzo prawdopodobne, będą odzwierciedleniem inflacji, rekomendacji KNF, droższych napraw, przerw w łańcuchu dostaw. Tymczasem klienci są zainteresowani tym, aby cena za to ubezpieczenie była jak najniższa. Dla wielu osób poniesienie tych kosztów będzie bardzo trudne. A to może oznaczać wzrost liczby nieubezpieczonych pojazdów. Zwracamy więc uwagę na to, by w tak trudnym momencie dla klientów, nie generować kolejnych impulsów do podwyżek – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

Wzrost odszkodowań i świadczeń w pierwszym półroczu 2022 r. wiązał się w dużej mierze z większymi wypłatami w obszarze szkód majątkowych.

– W porównaniu z ubiegłym rokiem, zgłoszono znacznie więcej szkód związanych z wichurami, gradobiciami i pożarami. Większa była nie tylko ich liczba, ale też średnia wartość – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili w pierwszym półroczu 2022 r. prawie 1,3 mld zł, aż o 66,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Polacy wydali na ochronę majątku 6,8 proc. więcej niż rok temu.

Zwiększyły się też wypłaty z tytułu gwarancji ubezpieczeniowych w porównaniu do roku ubiegłego. Warto podkreślić, że rok 2021 był specyficzny, ponieważ wiele projektów budowlanych, realizowanych przez sektor publiczny, zabezpieczanych przez zakłady ubezpieczeń, było na początku realizacji. Na tym etapie najczęściej nie dochodzi do żądania wypłat kwot z gwarancji. Dodatkowo zakłady ubezpieczeń odzyskały dużą część kwot w ramach regresu, co w sposób znaczący obniżyło łączną kwotę wypłat gwarancji za I półrocze 2021 r.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w pierwszym półroczu 2022 r. 2,3 mld zł zysku netto, czyli o 16 proc. mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 581 mln zł podatku dochodowego.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I półrocza 2022 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie na życie 88 zł (miesięcznie) Zgon ubezpieczonego na skutek powikłań po operacji plastycznej odsysania tłuszczu Pieniądze dla rodziny zmarłego: 453 tys. zł
Ubezpieczenie na życie (grupowe) 18 zł (miesięcznie) Wypadek komunikacyjny – poszkodowany motocyklista został uznany za całkowicie niezdolnego do pracy i samodzielnej egzystencji na skutek licznych obrażeń Spłata całości kredytu hipotecznego na rzecz banku
w kwocie: 84 tys. zł
OC w życiu prywatnym 50 zł (miesięcznie) Uszkodzenie samochodu przez dziecko jadące na rowerze Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:
10,5 tys. zł
Ubezpieczenie domu 1 000 zł (rocznie) Włamanie do domu i kradzież mienia Świadczenie dla uposażonego:
85 tys. zł
Ubezpieczenie działalności gospodarczej 6 000 zł (rocznie) Na skutek pożaru spłonęły hale magazynowe wraz ze sprzętem i środkami obrotowymi firmy Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości:
8 mln zł
Ubezpieczenie NNW 42 zł (miesięcznie) Upadek 12-letniego dziecka podczas gry w piłkę w szkole na lekcji w-f i złamanie kości promieniowej prawej ręki Świadczenie dla uposażonego: 460 zł
Ubezpieczenie NNW 149 zł (miesięcznie) 16-letnia dziewczyna została potrącona przez inną zawodniczkę na treningu koszykówki, upadając na parkiet doznała urazu prawego kolana Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:
7,3 tys. zł

 

Co dziesiąta firma kurierska nie płaci dostawcom w terminie

Polacy coraz częściej wybierają zakupy bez wychodzenia z domu i – nawet po ustaniu pandemii – deklarują chęć korzystania z online’owych kanałów sprzedaży. To dobra wiadomość dla branży kurierskiej, która podczas wprowadzenia obostrzeń w dobie Covid-19, zanotowała skokowy wzrost zapotrzebowania na swoje usługi. Nie uchroniło jej to jednak przed problemem rosnących zaległości. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ciągu roku dług firm kurierskich wzrósł o 5,7 mln zł do 67,4 mln zł. Kłopoty z terminowymi płatnościami ma co dziesiąta firma z tej branży. Co zatem stoi za problemem rosnącego zadłużenia branży kurierskiej?

Przeterminowane zaległości firm kurierskich, wobec dostawców czy finansujących je banków i instytucji leasingowych, z roku na rok wzrastają, nawet mimo boomu na zakupy online, jaki obserwujemy od początku pandemii. W 2022 roku przekroczyły kwotę 67 mln zł, wobec 57 mln zł dwa lata temu i 45,5 mln zł na koniec 2019 r. – Rosnąca popularność tego typu usług sprawiła jednak, że na rynku szybko przybywa też nowych graczy, chcących spróbować swoich sił. W ciągu 3,5 roku liczba aktywnie działających firm kurierskich wzrosła o ponad 60 proc. do ok. 7 tys., jednak nie każde przedsiębiorstwo od razu dobrze sobie radzi, stąd powiększające się zaległości i spora skala problemów z terminowymi płatnościami w tej branży. W segmencie przesyłek kurierskich nie reguluje zobowiązań na czas, aż 10 proc. firm (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) . Pokazuje to, że dobra koniunktura w branży zleceniodawcy niestety wcale nie gwarantuje, że będzie on solidnym płatnikiem. Najczęściej problemów przysparzają małe podmioty, świadczy o tym m.in. stosunkowo niska średnia zaległość przypadająca na jednego dłużnika, 44,2 tys. zł – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W ujęciu regionalnym największe kwoty przeterminowanych zaległości osiągają przedsiębiorcy z województw mazowieckiego i śląskiego, jednak średnie najwyższe zadłużenie przypada na firmy z Świętokrzyskiego, kształtuje się w granicach 77 tys. zł. Z kolei wśród firm działających w danych regionach najczęściej kłopoty z terminowym opłacaniem faktur i rat kredytów mają przedsiębiorstwa kurierskie z woj. zachodniopomorskiego i pomorskiego oraz ze Śląska

Jak wynika z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej, ubiegły rok był wyjątkowo korzystny dla branży kurierskiej, dostarczano nawet 2 mln przesyłek dziennie. Kurierzy w 2021 pozostawali na fali pandemicznego trendu zakupowego i w najbliższych perspektywach nic nie zapowiadało, by miało się to zmienić. Jednak 2022 rok, na przekór prognozowanym wzrostom popularności sprzedaży online, przyniósł spowolnienie. Jak podaje GUS notowany od lutego br. spadek udziału e-commerce w handlu w Polsce dotknął najbardziej przedsiębiorstwa specjalizujące się w sprzedaży tekstyliów, odzieży i obuwia oraz mebli, RTV i AGD. Dodatkowo rentowność każdego kurierskiego kursu spada wraz z gwałtownym wzrostem cen. Rosnące koszty paliwa, energii, wynajmu przestrzeni magazynowych czy rat leasingowych sprawiają, że nawet utrzymanie obrotów na wysokim poziomie nie jest w stanie uchronić dostawców przed trudnościami finansowymi. Nie pomaga również fakt, że firmy, które korzystają z usług kurierów same borykają się z podobnymi problemami, nakręcając spiralę zadłużenia w sektorze przesyłek kurierskich.

Problem z wypłacalnością kontrahentów biznesowych, nie ma końca. Z najnowszego cokwartalnego badania “Skaner MŚP”, przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor wynika, że trzeci kwartał 2022 roku przyniósł wzrost przeterminowanych płatności o ponad 30 i 60 dni. Aktualnie, przez ponad miesiąc, czeka na płatności za wystawione faktury 50,8 proc. firm z sektora MŚP, o 7,3 pkt. proc. podmiotów więcej niż w poprzednim pomiarze. Sytuacja wygląda podobnie jeśli chodzi o opóźnienia przekraczające 60 dni. Dziś takie przedawnienia w spływie należności deklaruje blisko 37 proc. przedsiębiorców, podczas gdy w poprzednim kwartale informowało o tym 30,2 proc. badanych (zwyżka o 6,5 pkt. proc. kw./kw.).

Pogarszają się nastroje przedsiębiorców. Aktualnie największe obawy wzbudza nie tyle trudność w zachowaniu płynności finansowej, co utrata rentowności biznesu, która w dłuższej perspektywie może doprowadzić do upadłości niejednego przedsiębiorstwa.

E-commerce i firmy kurierskie grają do tej samej bramki

W raporcie o stanie rynku pocztowego przygotowanym przez UKE, widać zależność między wzrostem wolumenu przesyłek zawierających towary nabywane przez konsumentów w transakcjach online a wartością rynku e-commerce, który w 2021 roku osiągnął 100 mld zł. Według analityków kolejne lata tylko umocnią pozycję sprzedaży online w handlu w Polsce, nawet pomimo nagłego załamania na rynku e-commerce w 2022 roku. Trudna sytuacja gospodarcza i wojna w Ukrainie poskutkowały znacznymi spadkami handlu elektronicznego na całym świecie, przy czym Europa zaliczyła aż 13 proc. obniżkę.

– Wygląda na to, że zakupy w sieci na dobre już zagościły w codzienności polskich konsumentów. Początkowa troska o własne bezpieczeństwo przerodziła się w wygodną i oswojoną już przez wielu formę zakupów. Widzimy również, że rosnący popyt na usługi kurierskie, sprawia, że na tym rynku pojawia się coraz więcej chętnych by spróbować swoich sił. Niestety nie każdy daje sobie radę i wielu z nich szybko trafia na listę dłużników, bo albo sami nie przykładają odpowiedniej wagi do ściągania należności od swoich zleceniodawców i potem nie mają, jak zapłacić swoim dostawcom, albo po prostu budują przewagę konkurencyjną kredytując się cudzym kosztem. Na pewno wysoki odsetek niesolidnych płatników w tej branży powinien być sygnałem ostrzegawczym dla potencjalnych zainteresowanych tego typu działalnością jak i powiązanego biznesu – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Na pewno firmy kurierskie potrzebują w swoim portfolio klientów dobrze prosperujących i odpornych na nagłe zmiany gospodarcze, umożliwiając zachowanie płynności finansowej. Tym bardziej, że wzrost wartości rynku jest efektem dynamicznie rosnącej liczby przesyłek, a nie średniego przychodu na przesyłce, bo ten akurat spada – dodaje Sławomir Grzelczak.

Nowe uprawnienia Rad Nadzorczych w Spółkach kapitałowych

13 października bieżącego roku zacznie obowiązywać ustawa z dnia 9 lutego 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2022.807 z dnia 2022.04.12). Powyższa zmiana kodeksu spółek handlowych w większości dotyczy wprowadzenia do polskiego porządku prawnego szeroko już komentowanego tzw. Prawa holdingowego. Niejako przy okazji ustawa zawiera zapisy dotyczące uprawnień rad nadzorczych w spółkach kapitałowych (Spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, Prostych Spółkach Akcyjnych i Spółkach Akcyjnych).

W dotychczasowym stanie prawnym rady nadzorcze spółek kapitałowych w celu realizacji swoich obowiązków określonych przepisami Kodeksu Spółek Handlowych mogły „(…) badać wszystkie dokumenty spółki, żądać od zarządu i pracowników sprawozdań i wyjaśnień oraz dokonywać rewizji stanu majątku spółki.” (vide: art. 219 § 4, art. 30071§ 11, art. 382 § 4 kodeksu spółek handlowych). Jak z powyższego przepisu wynika katalog podmiotów, od których rady nadzorcze mogą obecnie zwrócić się z żądaniem o udzielenie wyjaśnień i dokumentów jest bardzo ograniczony i sprowadza się jedynie do Zarządów i pracowników Spółek. Warto zaznaczyć, że już po 13 października bieżącego roku katalog tychże podmiotów ulegnie diametralnej zmianie. Rady Nadzorcze dostaną bowiem uprawnienie do żądania udzielenia wyjaśnień, przekazania informacji, sprawozdań, dokumentów również od prokurentów spółek, ale co istotniejsze również od osób wykonujących na rzecz spółek w sposób regularny określone czynności na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia albo innej umowy o podobnym charakterze. Rady nadzorcze będą mogły więc zwrócić się bezpośrednio do podmiotów trzecich takich jak np. kancelarie prawne, firmy audytorskie bez pośrednictwa zarządów spółek o przekazanie bezpośrednio im wyjaśnień, dokumentów etc. dotyczących w szczególności majątku spółki.

Kolejną istotną zmianą dotyczącą uzyskiwania przez Rady nadzorcze informacji o stanie majątkowym spółek jest określenie w jakim terminie osoby obowiązane mają udzielić radom odpowiedzi. W dotychczasowym stanie prawnym nie było to określone i Zarządy spółek oraz pracownicy mogli przeciągać proces udzielenia odpowiedzi uniemożliwiając de facto radom nadzorczym możliwość wykonywania czynności nadzorczych. (vide: art. 219 § 41, art. 30071§ 1, art. 382 § 5 kodeksu spółek handlowych).

Istotną zmianą, która wejdzie w życie po 13 października bieżącego roku jest również przyznanie radom nadzorczym prawa do zlecania zbadania na koszt spółki określonej sprawy dotyczącej działalności spółki lub jej majątku przez wybranego doradcę (vide: art. 2192, art. 30071A, art. 3821 kodeksu spółek handlowych). Pod rządami dotychczasowych przepisów rady nadzorcze dokonując czynności nadzorczych w spółkach określonych przepisami kodeksu spółek handlowych mogły bazować jedynie na wiedzy i doświadczeniu swoich członków oraz ewentualnie dobrej woli zarządów spółek w których funkcjonują. Od ich dobrej woli zależało czy zlecą świadczenie usług eksperckich na rzecz rady nadzorczej. Od 13 października rady nadzorcze po podjęciu stosownej uchwały same będą mogły zatrudniać ekspertów i zlecać wykonanie opinii czy analiz wymagających nierzadko wiedzy specjalistycznej.

Czy powyższe zmiany idą w dobrym kierunku?

Należy uznać, że tak. Po pierwsze doprecyzowują procedurę pozyskiwania przez rady nadzorcze informacji o spółkach. Po drugie przynajmniej w założeniu mają doprowadzić do tego, iż czynności nadzorcze realizowane przez rady nadzorcze będą bardziej profesjonalne i rzeczowe oraz oparte na rzetelniejszych informacjach.

Autor: Radca Prawny Bartosz Bachman, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Utrzymująca się niepewność

Rynek kryptowalut w ciągu ostatnich siedmiu dni po raz kolejny pozostawał w stagnacji, spowodowanej ciągłą niepewnością dotyczącą oczekiwanych podwyżek stóp procentowych Fed.

Bitcoin jest obecnie notowany poniżej 20 000 dolarów, ponieważ jego coraz bliższa korelacja z akcjami trwa. Podobnie jak w przypadku Bitcoina, Nasdaq i S&P zamknęły się 3,25 proc. i 2,7 proc. w dół, odzwierciedlając kolejny trudny tydzień dla rynków.

Ethereum radziło sobie nieco lepiej, znajdując się teraz na poziomie 1 560 dolarów, czyli mniej więcej tak samo jak w zeszłym tygodniu. To najpewniej odzwierciedla nastroje wokół nadchodzącego The Merge, mającego nastąpić 15 września.

Podczas gdy podejście Fed bez wątpienia wpływa na nastroje, warto również wziąć pod uwagę, że właśnie rozpoczął się wrzesień, który statystycznie jest jednym z najtrudniejszych miesięcy dla inwestorów. Dodajmy do tego wiadomość, że unijne rozporządzenie w sprawie rynków aktywów kryptowalutowych (MiCA) może być gotowe wcześniej niż oczekiwano, potencjalnie w ciągu zaledwie sześciu tygodni. Nietrudno więc zgadnąć, skąd bierze się niepewność.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Popyt na biura w Europie wyższy o 11%

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, popyt na europejskim rynku biurowym w pierwszej połowie 2022 r. wyniósł 4,3 mln m kw. i był wyższy o 11 proc. od średniej pięcioletniej za pierwsze półrocze.

Według danych Savills, w pierwszym półroczu najbardziej aktywne nadal były firmy świadczące usługi dla biznesu, których udział w całkowitym wolumenie transakcji sięgnął 21 proc. i był zbliżony do odnotowanego w pierwszych sześciu miesiącach 2021 r. Tuż za nimi uplasowały się sektory ICT (20 proc.) oraz bankowy, ubezpieczeniowy i finansowy (20 proc.), które odnotowały 6-procentowy wzrost rok do roku. Udział sektora zaawansowanej produkcji, branży farmaceutycznej i przemysłowej zmniejszył się z 13 proc. w 2021 r. do 6 proc. obecnie, czyli do poziomu zarejestrowanego w 2020 r.

Z analizy wskaźników podaży i popytu wynika, że luka podażowa występuje na większości europejskich rynków biurowych, a przede wszystkim we Francji i Niemczech. Współczynniki pustostanów utrzymują się na niskim poziomie i wynoszą od 2 do 5 proc. w paryskim COB, Berlinie, Kolonii, Hamburgu, Brukseli, Monachium i Sztokholmie.

„Pogorszenie koniunktury gospodarczej może skłaniać do pesymistycznych prognoz dotyczących popytu na powierzchnią biurową w Europie. Nadal jednak obserwujemy duże zainteresowanie biurami o wysokim standardzie w atrakcyjnych lokalizacjach, które wpisują się w kulturę korporacyjną firm i ich cele związane z polityką zrównoważonego rozwoju” – mówi Matthew Fitzgerald, dyrektor, dział doradztwa dla najemców międzynarodowych w regionie EMEA, Savills.

Na polskim rynku, pierwsza połowa 2022 r. to rekordowy popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie. W tym czasie wynajęto łącznie ponad 479 400 m kw., czyli o 94 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i tylko 26 proc. mniej niż w całym ubiegłym roku.

„Widzimy, że firmy nadal chcą przyciągać pracowników nową powierzchnią biurową dostosowaną do ich potrzeb. Największy popyt w Warszawie obserwujemy w COB i centrum miasta, ponieważ bliskość stacji metra jest dla wielu najemców najważniejszym czynnikiem przy wyborze biura. Z uwagi na rosnącą lukę podażową prognozujemy wzrost czynszów związany z ograniczoną dostępnością powierzchni na wynajem oraz coraz wyższymi kosztami budowy i zarządzania obiektami biurowymi, co może wskazywać na zwrot w kierunku rynku wynajmującego” – dodaje Marcin Sabowicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemców, Savills.

Pomimo spadku wolumenu transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w drugim kwartale 2022 r., wartość obrotów w sektorze biurowym w pierwszej połowie bieżącego roku wyniosła 43 mld euro i była zbliżona do średniej pięcioletniej za pierwsze półrocze. Ta klasa aktywów nadal ma największy udział w całkowitym wolumenie inwestycyjnym, kształtujący się w tym roku na poziomie 31 proc.

„Dane RCA pokazują, że w lipcu liczba transakcji na europejskim rynku biurowym spadła do najniższego miesięcznego poziomu w ostatnich latach. Może to wynikać to z większej selektywności i zainteresowania inwestorów produktami wysokiej jakości, a przede wszystkim biurowcami klasy A w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach” – komentuje Georgia Ferris, analityczka w dziale badań firmy Savills.

Plast-Box właścicielem klubu siatkarskiego Projekt Warszawa

Plast Box został właścicielem klubu siatkarskiego Projekt Warszawa. Wcześniej zaangażowany w to przedsięwzięcie był Grzegorz Pawlak, Prezes Zarządu Plast-Box S.A., który jest również prezesem stołecznej drużyny.

Klub z tradycjami

Projekt Warszawa to męski klub siatkarski występujący w PlusLidze, czyli na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Nadchodzący sezon będzie dziewiętnastym z rzędu, w którym siatkarze wystąpią w elicie. Zespół powstał w 1954 roku jako sekcja siatkarska Politechniki Warszawskiej. Od 2005 roku działa jako samodzielny klub i spółka handlowa. Przejęcie drużyny przez Plast-Box to nowy rozdział w historii Projektu.

Mam nadzieję na niejedno trofeum – głęboko wierzę w siłę tej drużyny – mówi Grzegorz Pawlak, Prezes Zarządu Plast-Box S.A. – Chcemy również, by na siatkarską mapę Warszawy wróciły prestiżowe rozgrywki Ligi Mistrzów, co niewątpliwie zwiększy rozpoznawalność marki nie tylko wśród polskich kibiców, ale także zainteresowanych tą dyscypliną w całej Europie i zachęci inwestorów do wspierania klubu – dodaje.

Gramy w jednej drużynie

Obecność Plast Box w świecie sportu nie jest przypadkowa. Jest ona wyrazem zdrowej rywalizacji rynkowej, społecznej odpowiedzialności biznesu i budowania dobrych relacji z partnerami, klientami, a także fanami siatkarskich zmagań. Misją firmy jest inwestowanie w człowieka i jego możliwości – a efektem realizacji tych celów jest właśnie rozpoczęty proces zarządzania klubem siatkarskim.

– Jako właściciel Projektu Warszawa czujemy się odpowiedzialni za jego dynamiczny rozwój. Inwestując w klub myślimy nie tylko o komercji, ale przede wszystkim o emocjach, które zapewnimy kibicom, teraz i w kolejnych sezonach. To nasz cel i misja – by być bliżej ludzi. Działając w środowisku biznesowo-sportowym tworzymy także trwałe więzi z rynkowym otoczeniem całej Grupy Plast Box, skutecznie koordynując współpracę z innymi inwestorami. To jest gra, która wymaga świetnej strategii i zaangażowanych, niezawodnych partnerów – mówi Grzegorz Pawlak. – Chcemy otworzyć przed klubem i jego społecznością nowe możliwości, wdrażając nowoczesne modele zarządzania działalnością sportową – uzupełnia.

Razem po sukces

Wspólnie z biznesowymi partnerami Projektu Warszawa Plast Box planuje wznieść tę drużynę na jeszcze wyższy poziom. Będzie realizować działania mające na celu promocję klubu i siatkówki, zarówno lokalnie, jak i na większą skalę. Chce przyciągnąć na COS Torwar oraz Arenę Ursynów jak największą liczbę kibiców, którzy głośnym dopingiem będą wspierać zespół na każdym meczu oraz zachęcić młodych pasjonatów tej dyscypliny do treningów w niedawno powstałej międzynarodowej klubowej akademii. Pragnie dać szansę również innym, nowym sponsorom, dla których inwestycja w sport jest szansą na lepszą ekspozycję ich marek. Oprócz regularnego wzmacniania drużyny priorytetem dla firmy, jako właściciela klubu, jest wdrażanie efektywnych rozwiązań biznesowych, które pozwolą na dynamiczny rozwój spółki, ale także szybko dadzą realne korzyści pozostałym partnerom Projektu Warszawa.

Przedsiębiorca a kredyt frankowy

Kwestia unieważniania przez Sądy umów kredytowych zawartych przez banki z konsumentami doczekała już się zarówno ugruntowanego orzecznictwa sądowego, wielu komentarzy jak również innych publikacji. Jednak nie tylko konsumenci zawierali umowy z bankami. Robili to również przedsiębiorcy, a banki również zawierając umowy z podmiotami gospodarczymi wykorzystywały swoją dominującą pozycję i narzucały „nienegocjowane” zapisy w umowach kredytowych.

Czy zatem przedsiębiorcy muszą się pogodzić z tym faktem?

Czy zapisów umownych o jednostronnym ustalaniu przez banki kursów walut nie należy uznać za przekroczenie granicy swobody umów?
Otóż nie.

Pod koniec zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z dnia z dnia 14 grudnia 2021 r. sygn. akt: XVI GC 1309/20 „(…) uznał za sprzeczne z istotą stosunków umownych, a tym samym niepodlegające prawnej ochronie, zapisy umowy, w której strona ekonomicznie silniejsza, czyli kredytodawca, byłby upoważniony do jednostronnego określenia kursu waluty określonej jako właściwa dla oznaczenia kwot rat obciążających kredytodawcę.(…)”

Sąd ten uznał, że narzucanie podobnych zapisów przez banki nie mieści się w granicach swobody umów z art. 3531 k.c., lecz stanowi jej rażące przekroczenie. Biorąc pod uwagę powyższe Sąd okręgowy stwierdził, że taka umowa pomimo, iż jej stroną był przedsiębiorca powinna zostać uznana za nieważną ze skutkiem ex tunc, czyli już od daty jej zawarcia.

Dodatkową szansę dla przedsiębiorców, którzy zaciągnęli kredyt we frankach stwarza Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 28 kwietnia bieżącego roku (sygn. akt III CZP 40/22) w której Sąd uznał za sprzeczne z naturą stosunku prawnego kredytu postanowienia, w których bank jest uprawniony do jednostronnego określania kursu waluty właściwej do wyliczenia wysokości zobowiązania kredytobiorcy oraz ustalenia wysokości rat kredytu. Sąd Najwyższy co prawda w tej sprawie zajmował się sprawą dotyczącą kredytu konsumenckiego, jednakże kwestia ta nie miała znaczenia dla rozstrzygnięcia. Sąd oparł to na treści stosunku prawnego i wynika z niego, że nieistotnym jest charakter w jakim występuje strona umowy kredytowej. Istotna natomiast jest treść umowy, a w szczególności uprawnienie do jednostronnego określania kursu walut przez banki, które zdaniem Sądu Najwyższego nie mieści się w granicach swobody umów.

W konsekwencji powyższego w najbliższym czasie można spodziewać się, że w ślad za konsumentami również przedsiębiorcy zaczną kierować do Sądów sprawy przeciwko bankom o unieważnienie umów kredytowych bądź to o „odfrankowienie” kredytów. Fali takich spraw należy się spodziewać już niebawem ze względu, że okres przedawnienia roszczeń dla przedsiębiorców jest znacznie krótszy niż dla konsumentów (3 lata vs. 10 lat) także po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego przedsiębiorcy zapewne ruszą do Sądów.

Autor: Radca Prawny Bartosz Bachman, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Rynki oczekują obniżek stóp procentowych w Polsce o 25 punktów bazowych

Na naszych oczach rozgrywają się zjawiska bezprecedensowe. – Wyrażenie to zwykło być wielokrotnie nadużywane, niemniej ostatni rok daje solidną podstawę, by tak twierdzić. Najostrzejsze w historii podwyżki stóp procentowych, inflacja na poziomie nieznanym od dziesięcioleci, ceny paliw bijące historyczne rekordy, osiągnięcie, a następnie przebicie, parytetu na parze USD/EUR, zakończenie epoki ujemnych stóp procentowych przez EBC, recesja techniczna przeradzająca się już w realną, indeks WIG20 spadający do poziomów z czasów największej pandemicznej paniki z 2020 roku, negatywne korekty prognoz gospodarczych, skokowe wzrosty kosztów życia, składową których są zarówno wyższe koszty bieżące będące efektem radykalnego wzrostu cen surowców i energii (inflacja bazowa), droższy pieniądz, czego skutkiem są np. wyższe koszty produkcji, które generują inflację konsumencką. Pamiętajmy jednak, iż inflacja nie jest miarą, którą można zobiektywizować.

Praktycznie każdy z nas zadaje sobie pytanie o koniec tego pasma złych informacji, tragicznych perspektyw, wzrastających obciążeń budżetów osobistych. Chcielibyśmy, aby minione 12 miesięcy odeszło do historii, a rzeczywistość wróciła do „starych, dobrych czasów”. Niestety, nad pierwszą połową tej dekady wiszą potężne czarne chmury i wydaje się, że nieprędko zostaną rozwiane. Z drugiej jednak strony, pojawiają się głosy, że jesteśmy bliżej niż dalej najgorszego momentu, że najostrzejszy spadek i pogorszenie różnych wskaźników ekonomicznych, ale też rzeczywistego dobrobytu już mamy za sobą – teraz ma ponoć nastąpić stopniowe spłaszczenie, a w dłuższym okresie stopniowe odbijanie się gospodarki. Czy już jesteśmy na tym etapie? Czy nie będzie kolejnych, gwałtownych spadków różnych wskaźników ekonomicznych lub też gwałtownych wzrostów kosztów życia? Możemy zaobserwować w mediach i w swoim otoczeniu sygnały, które na to wskazują – spadek cen paliw, możliwe hamowanie inflacji r/r, zmniejszenie ilości gotówki w obiegu, zatrzymanie  wzrostu wysokości wskaźnika WIBOR oraz perspektywa wprowadzenia nowego benchmarku, spadek cen materiałów budowlanych, ustabilizowanie się wysokości stałego oprocentowania dla kredytów hipotecznych (a wręcz jego spadek w niektórych bankach), pierwsze przewidywania dotyczące końca cyklu podwyżek stóp procentowych przez NBP i tak dalej.

Jakich więc dalszych podwyżek stóp procentowych możemy się spodziewać? Na początek trochę teorii.

WIBOR (Warsaw Interbank Offer Rate), będący teoretycznym kosztem pieniądza na rynku międzybankowym, docelowo powinien uzyskać wartość między poziomem stopy depozytowej a stopy lombardowej. Dlaczego? Stopa depozytowa to oprocentowanie po jakim bank centralny przyjmuje depozyty od banków komercyjnych. Innymi słowy, bank komercyjny mający nadwyżkę gotówki, może zdeponować ją w banku centralnym na jednodniowej lokacie oprocentowanej według stopy depozytowej. Z kolei stopa lombardowa to koszt kredytu w banku centralnym. W przypadku braku płynności bieżącej bank komercyjny może pożyczyć w banku centralnym pieniądze po takiej właśnie stopie.

Wynika z tego, że gdyby WIBOR znalazł się poniżej stopy depozytowej, wówczas bankom opłacałoby się deponować pieniądze w banku centralnym (zarobią więcej niż na pożyczaniu innym bankom). Z kolei, gdyby WIBOR był powyżej stopy lombardowej, wówczas bardziej opłacałoby się pożyczać pieniądze od banku centralnego niż od innych banków na rynku. Stąd naturalnie WIBOR powinien znaleźć się na poziomie pomiędzy wysokością tych dwóch stóp procentowych.

Zachowania WIBOR-u w ostatnich miesiącach wskazują na to, że faktycznie tak się dzieje. Gdy konsensus rynkowy sądził, że czeka nas jeszcze jedna, wrześniowa podwyżka stóp procentowych o 25 p.b., stawki WIBOR-u 3M i 6M zatrzymały się na poziomie trochę ponad 7%. Konsensus zakładał wówczas, że docelową wartością m.in. stopy depozytowej i lombardowej będzie odpowiednio 6,25% i 7,25%, co spełnia założenia dotyczące docelowej wartości WIBOR-u. Po pierwszych odczytach inflacji r/r za sierpień, przewidywania uległy zmianie – spodziewane są nawet jeszcze dwie podwyżki stóp. Efekty widać na wykresach WIBOR-u. Po kilkutygodniowej przerwie stawki zaczęły powoli piąć się do góry, dostosowując się stopniowo do przewidywanych docelowych wysokości stóp procentowych ustalanych przez RPP.

Konsensus rynkowy zakłada jedną, maksymalnie dwie podwyżki na kolejno wrześniowym i październikowym posiedzeniu o 25 p.b. co wydaje się zasadne w oparciu o dostępne dane o kondycji rynku, a nawet może napawać optymizmem dla osób przygotowujących się do wnioskowania o kredyt hipoteczny w perspektywie kolejnych miesięcy. My, jako Lendi, zgadzamy się z tymi przewidywaniami.

Poniższa tabela zawiera przykładowe obliczenia wysokości raty kredytu z marżą 1,65% zaciągniętego na okres 30 lat. Pierwszy wiersz zawiera przykładowe stawki stopy referencyjnej z gradacją o + 25 punktów bazowych. Symulacja prezentuje wzrost raty kapitałowo – odsetkowej odpowiednio dla 5 różnych wariantów decyzji, którą potencjalnie może podjąć dnia 7 września 2022 roku Rada Polityki Pieniężnej.

  7% 7,25% 7,50% 7,75% 8%
200 000 zł 1 559,14 zł 1 594,88 zł 1 630,88 zł 1 667,14 zł 1 703,64 zł
400 000 zł 3 118,28 zł 3 189,75 zł 3 261,76 zł 3 334,27 zł 3 407,28 zł
600 000 zł 4 677,41 zł 4 784,63 zł 4 892,63 zł 5 001,41 zł 5 110,92 zł
800 000 zł 6 236,55 zł 6 379,50 zł 6 523,51 zł 6 668,54 zł 6 814,56 zł
1 000 000 zł 7 795,69 zł 7 974,38 zł 8 154,39 zł 8 335,68 zł 8 518,20 zł

 

Uwaga zwrócona jest w stronę środowego spotkania i decyzji, które na nim zapadną. Obecni, jak i potencjalni nowi kredytobiorcy, z nadzieją wyczekują spadku lub przynajmniej wyhamowania cyklu podwyżek. Rozważmy zatem kilka scenariuszy oraz przybliżmy dane rynkowe z aktualnej światowej gospodarki, które na pewno będą brane pod uwagę przez członków RPP.

Wysokość stóp procentowych ustalana przez bank centralny jest ściśle związana z sytuacją gospodarczą w kraju. Narzędzia, jakimi dysponuje bank centralny, to m.in podwyższanie stopy referencyjnej oraz, w dalszej kolejności, ewentualne zacieśnianie ilościowe. W związku z powyższym na problem inflacji należy spojrzeć w sposób zarówno w mikro jak i w makroskali. Świat stał się globalną wioską, a co za tym idzie, z pozoru nic nie znaczący ruch (czy to w gospodarce czy w polityce) np. w dalekiej Azji, może implikować, a nawet być tragiczny w skutkach dla gospodarek tak geograficznie odległych, jak Europa czy USA, w przeciągu dosłownie sekund.

Wiele wydarzeń ma znaczenie psychologiczne a nie ekonomiczne, a z faktu, że ekonomię tworzą ludzie, zdarzenia te nabierają również wymiaru ekonomicznego. Dodatkowo ujemne stopy procentowe są zaprzeczeniem idei ich istnienia, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że są sprzeczne z matematyką finansową, a jednak stały się faktem (LIBOR, EURIBOR).

Uważam osobiście, że aktualna sytuacja w Polsce jest tak mocno uzależniona od decyzji podejmowanych przez FED, ECB, sytuację z dostawami gazu do Europy, przebicie parytetu na parze EUR/USD, co jako pochodna negatywnego sentymentu i odpływu wartości od waluty EUR do USD wpływa siłą rzeczy na waluty gospodarek rozwijających się (takich jak Polska). Mamy bezprecedensowo słabą walutę, w zasadzie ATH (all time high) na najważniejszych parach – to jest niezwykle ważny aspekt, jeśli rozmawiamy o inflacji, imporcie dóbr (gdzie większość jest rozliczana w dolarze z Azją, ropa itd.), kryzys energetyczny, który jak wiele danych wskazuje, nadejdzie w perspektywie najbliższego kwartału.

Stąd dalsze decyzje RPP widzę jako wypadkową ruchów innych banków centralnych, inflacji bazowej (ceny energii i konflikty zbrojne na Świecie) oraz politykę wewnętrzną w naszym kraju.

Na naszą niekorzyść oddziałuje mieszanka kilku zewnętrznych czynników, m.in EBC (Europejski Bank Centralny), który ma de facto związane ręce z uwagi na kraje członkowskie, które nie radzą sobie najlepiej z finansowego punktu widzenia i obsługi długu publicznego takie jak Grecja czy Włochy, a bazują na tej samej stopie i walucie, gdzie na drugim biegunie mamy największe gospodarki takie jak Niemcy i Francję. Jestem zdania, iż EBC nie podniesie radykalnie stóp, przez co Europa na tle innych gospodarek znacząco ucierpi – (patrz kurs EUR/USD) a FED, jak nawet kilka dni temu podtrzymał szef FED Jerome Powell, “będzie nieugięty w duszeniu inflacji”. Widać to doskonale na głównych indeksach takich jak Nasdaq, S&P500 i w zasadzie całej amerykańskiej giełdzie. Do tego sumuje się utrata wartości polskiej waluty i interwencje NBP, które przestały już efektywnie działać na kurs PLN względem najważniejszych walut (CHF, EUR i USD).

Znowu argumenty stojące za potencjalnym końcem cyklu podwyżek to odczyty o pogarszającej się koniunkturze w Polsce – w samym tylko sierpniu wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce spadł do zaledwie 40,9 pkt, utrzymując się czwarty miesiąc z rzędu poniżej poziomu 50 pkt. Taka wartość odczytu sygnalizuje dynamiczny spadek ekonomicznej aktywności. To również najniższy wynik od maja 2020 roku oraz rezultat poniżej oczekiwanych przez ekonomistów i tak już bardzo niskich 41,8 pkt. To także jeden z kilku najniższych odczytów całej historii tego badania. Powyższe dane zbiegają się z sygnałami z GUS, które mówią o mocnym spadku PKB Polski w II kwartale 2022 r. W opinii wielu ekspertów spodziewane jest dalsze spowolnienie w gospodarce. Warto dodać, iż produkcja spada najszybciej od bezprecedensowego lockdownu mającego miejsce w 2020 r.

Konkludując, można dojść do wniosku, że poziom stóp procentowych w Polsce jest bliski szczytu i biorąc pod uwagę pogarszającą się koniunkturę w wielu sektorach, odczyty PMI, PKB oraz hamowanie inflacji, a nawet perspektywę jej tendencji spadkowej, istnieje szansa na zakończenie cyklu zacieśniania polityki pieniężnej, a w niedalekiej perspektywie jej ponowne poluzowanie (czyli spadek stóp procentowych).

Mimo że wiele wskazuje na to, że cykl podwyżek stóp procentowych zbliża się ku końcowi, to czy wciąż można coś poradzić na wysokie raty kredytu? Istnieje kilka sposobów, ale niestety żaden z nich nie pozwoli obniżyć kosztów do poziomu sprzed roku (choć zapowiadany nowy benchmark od początku 2023 daje szczątkową nadzieję). Rozwiązań jest kilka: rządowe wakacje kredytowe i przeznaczenie zaoszczędzonych pieniędzy na nadpłatę kredytu, kontakt z bankiem w celu restrukturyzacji zadłużenia, zmiana oprocentowania na (paradoksalnie niższe oprocentowanie stałe) w obrębie tego samego banku, a w szczególności przeniesienie kredytu do innego banku na oprocentowanie stałe lub zmienne (z niższą marżą niż w obecnym banku). Jeśli przymierzasz się do wnioskowania o nowy kredyt hipoteczny w perspektywie kilku miesięcy lub chcesz zoptymalizować swoje aktualne zobowiązania, rekomenduję konsultację z ekspertem kredytowym Lendi w celu znalezienia optymalnego rozwiązania, dostosowanego do indywidualnych możliwości finansowych oraz dostępne na rynku możliwości.

Ekspert: Jacob Adam, ekspert kredytowy Lendi

FPP: Spółki komunalne muszą stosować zamówienia publiczne. Urząd Zamówień Publicznych potwierdza taką interpretację prawa

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że należy w pełni poprzeć stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych wobec postulatu Związku Miast Polskich w sprawie zwolnienia spółek komunalnych z obowiązku stosowania prawa zamówień publicznych, gdy prowadzą działalność komercyjną. Spółki komunalne korzystające ze szczególnej pozycji w związku z wykonywaniem zadań użyteczności publicznej musza stosować zamówienia, nawet jeżeli równocześnie prowadzą działalność komercyjną. Tylko w ten sposób jest szansa na zachowanie równej konkurencji na rynku i zapewnienie szerokiego dostępu do zamówień udzielanych ze środków o charakterze publicznym. Publiczny charakter rodzi obowiązki publiczne.

Sektor publiczny, w tym spółki komunalne, dysponując środkami publicznymi powinny zachować zasady otwartego dostępu, konkurencyjności i przejrzystości. Przestrzeganie tych zasad to najlepsza gwarancja gospodarnego wydatkowania wspólnych pieniędzy i wspierania równej konkurencji. Dlatego nie tylko władze, ale także inne podmioty publiczne utworzone w celach nie mających charakteru przemysłowego albo handlowego (tzw. podmioty prawa publicznego) zostały zobowiązane do stosowania prawa zamówień publicznych. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 1996 r. w sprawie Mannesmann nie miał wątpliwości, że podmiot prawa publicznego jest zobowiązany do stosowania prawa zamówień publicznych, nawet jeżeli prowadzi także działalność komercyjną.

„Przedsiębiorczość lokalna to ważna część polskiej gospodarki. Dla rozwoju lokalnej przedsiębiorczości ważne są nie tylko warunki stwarzane przez państwo, ale także praktyki na poziomie lokalnym. Samorząd, podobnie jak inne władze publiczne, powinien przede wszystkim sprawować władzę i zarządzać usługami publicznymi. Tak widzieli to twórcy polskiego samorządu terytorialnego, gdy przyjmując ustawę o samorządzie gminnym uznali, że zadaniami użyteczności publicznej są zadania własne gminy, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Działalność gospodarcza powinna być pozostawiona przede wszystkim przedsiębiorcom. Sektor publiczny nie może „wypychać” przedsiębiorców prywatnych z rynku. Ekspansja sektora publicznego w gospodarce podważa istotę ustroju gospodarczego Polski, czyli „społeczną gospodarkę rynkową”, która zgodnie z art. 20 Konstytucji, opiera się m.in. na własności prywatnej i wolności działalności gospodarczej” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Gospodarka komunalna obejmuje w szczególności zadania o charakterze użyteczności publicznej, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Prowadzenie przez samorządy, w tym spółki komunalne, działalności stricte komercyjnej poza sferą użyteczności publicznej jest ściśle ograniczone do sfer, w których istnieją niezaspokojone potrzeby wspólnoty samorządowej na rynku lokalnym lub występujące w gminie bezrobocie w znacznym stopniu wpływa ujemnie na poziom życia wspólnoty samorządowej, a zastosowanie innych działań i wynikających z obowiązujących przepisów środków prawnych nie doprowadziło do aktywizacji gospodarczej, a w szczególności do znacznego ożywienia rynku lokalnego lub trwałego ograniczenia bezrobocia. (art. 10 ustawy o gospodarce komunalnej).

Większość Polaków za likwidacją tzw. podatku Belki

Blisko 70 proc. Polaków chce likwidacji podatku Belki. Tylko ponad 9 proc. jest za jego pozostawieniem.

Dwóch na trzech Polaków uważa, że przez rosnącą inflację rząd powinien zlikwidować tzw. podatek Belki. Z kolei jedna na 25 osób stwierdza, że ww. danina powinna być tylko czasowo zawieszona. Natomiast Ministerstwo Finansów informuje, że obecnie nie pracuje nad zmianą przepisów. Tymczasem do kasy państwa w I połowie br. wpłynęło z tego tytułu tle środków, ile za cały 2021 r. Widać to szczególnie po wzrostach na papierach wartościowych. Według sondażu, zwolennikami likwidacji tej daniny są głównie osoby w wieku 36-55 lat, z miesięcznymi dochodami netto w granicach 3000-4999 zł i z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. To głównie mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności.

Do likwidacji?

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, 67,5% badanych uważa, że przez rosnącą inflację rząd powinien zlikwidować tzw. podatek Belki (tj. daninę od zysku z oszczędności, np. z lokat bankowych czy ze sprzedaży akcji). Przeciwnego zdania jest 9,2% ankietowanych z ponad tysiąca dorosłych Polaków. Z kolei 4% uczestników sondażu stwierdza, że ww. podatek powinien być tylko czasowo zawieszony. Natomiast 19,3% nie ma wyrobionej w tej kwestii opinii.

– W Polsce problemem jest zrozumienie istoty podatków. To są wpływy do budżetu państwa, z których finansowana jest cała sfera publiczna, w tym m.in. edukacja, ochrona zdrowia, transport, drogi czy kultura. Jeżeli opowiadamy się za obniżką lub nawet za likwidacją podatków, to powstaje pytanie, czy chcemy zmniejszenia zakresu ww. usług. I na to ludzie zwykle odpowiadają przecząco, bo oczekują rozwoju tego obszaru. To jest swego rodzaju sprzeczność. Nazywam to schizofrenią podatkową – komentuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, resort obecnie nie prowadzi prac nad uchyleniem lub czasowym zawieszeniem podatku od zysków kapitałowych. W 2021 roku wpływy budżetowe z ww. daniny wyniosły ponad 4,15 mld zł, a w I półroczu br. jest to już kwota ok. 4,19 mld zł. Widać to szczególnie po wzrostach na papierach wartościowych. Z kolei prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, podkreśla, że mamy do czynienia z wyjątkowo niekorzystną dla deponentów polityką oprocentowania depozytów. Banki w sposób bezprecedensowy zwiększają swoje przychody w wyniku polityki stóp procentowych RPP, czyli dostają prezenty od władzy. Obywatele chcą więc, żeby budżet, a nie banki, pokrył zwiększenie opłacalności oszczędzania poprzez likwidację opodatkowania dochodów z tego tytułu.

– Jeżeli mamy zysk, to powinien być on opodatkowany. Jeśli w systemie podatkowym będziemy zmieniać coś wyrywkowo, to w końcu stanie się on niespójny, niejasny i jeszcze mniej przejrzysty. Jednak można znaleźć argument niesprzeczny z ogólną logiką funkcjonowania państwa. Mam na myśli rezygnację z tzw. podatku Belki od tych najmniejszych oszczędności. I to mogłoby obowiązywać w formie czasowego rozwiązania, bo inflacją najmocniej dotknięte są osoby najuboższe. Moim zdaniem, niezasadne jest całkowite likwidowanie tego podatku od dużych zasobów pieniężnych – dodaje prof. Mączyńska.

Z kolei prof. Modzelewski stwierdza, że gdyby decydował w kwestii tzw. podatku Belki, to zawiesiłby go czasowo w taki sam sposób, jak zmieniono stawkę podatku VAT na artykuły spożywcze. Ekspert podkreśla, że dzisiaj oszczędności są masowo wydawane przez Polaków, bo nie opłaca się ich trzymać. Jeśli chcemy zmniejszyć popytowy czynnik inflacyjny, to powinniśmy zwiększyć opłacalność przechowania aktywów na przyszłość. W związku z tym powinno to nastąpić w drodze zwiększenia oprocentowania depozytów.

– Opodatkowanie odsetek jest czynnikiem zniechęcającym do oszczędzania, a zachęcającym do zakupów i inwestowania. Oczywiście przy zniesieniu tej daniny najwięcej zyskaliby najbogatsi. Oni i tak mają dodatkowe możliwości uciekania od inflacji. Jeżeli np. ktoś dysponuje odpowiednio dużymi zasobami, to zamiast oszczędzać na niskim oprocentowaniu w banku, mógł kupić nieruchomość. Ich ceny do niedawna ciągle rosły – podkreśla prezes PTE.

Zwolennicy zmian

Częściej za zlikwidowaniem podatku Belki opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Za tym rozwiązaniem są przede wszystkim osoby w wieku 36-55 lat, z miesięcznymi dochodami netto w granicach 3000-4999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym i z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców.

– Niechęć podatkowa występuje zawsze z różnym natężeniem w poszczególnych grupach społecznych, podobnie jak niezrozumienie związku pomiędzy podatkami a skalą usług publicznych. Natomiast nie wiemy, czy respondenci mają oszczędności, bo to też mogło wpłynąć na ich odpowiedzi. Jednak jest duże prawdopodobieństwo, że posiadają stosunkowo małe lokaty. Jeżeli z tych depozytów jeszcze pobiera im się podatek, to zrozumiałe jest, że tak reagują – mówi prof. Mączyńska.

Z badania wiemy też, że częściej o czasowym zawieszeniu podatku mówią kobiety niż mężczyźni. Ponadto zwolennikami tej opcji są przede wszystkim osoby w wieku 18-22 lat, zarabiające ponad 9 tys. zł netto, z wykształceniem wyższym i z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

– Wszyscy ponosimy skutki ekonomiczne polityki wojennej, sankcji, embarga itd. A z różnych badań wiemy, że nie akceptujemy wyrzeczeń i nie godzimy się na ponoszenie dodatkowych kosztów z tego tytułu. Nie chcemy powtórzenia sytuacji sprzed ponad trzydziestu lat, kiedy odebrano nam całe oszczędności w wyniku tzw. transformacji ustrojowej. W związku z tym oczekujemy ochrony naszych aktywów, a jest nią przede wszystkim oprocentowanie depozytów – podsumowuje były wiceminister finansów.

Puste przejazdy – jak można ograniczyć ich liczbę?

Utrzymanie firm w branży TSL staje się coraz trudniejsze, a pogłębiający się kryzys inflacyjny daje się we znaki przedsiębiorcom z każdego sektora. Jednocześnie w tych niespokojnych czasach musimy wkładać swoje wysiłki nie tylko w utrzymanie się na powierzchni, ale również w działanie na rzecz środowiska Jak zaoszczędzić i jednocześnie przybliżyć swoją firmę do zrównoważonego rozwoju promowanego przez zieloną logistykę? Najlepiej zacząć od redukcji tzw. pustych przebiegów – twierdzi Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

W obecnych czasach na każdym kroku musimy szukać możliwości na zaoszczędzenie jak największej liczby zasobów. Koszty, które pochłaniają paliwa, stojące pojazdy bez kierowców i zmiany pakietu mobilności są znaczące, a w tle pojawia się konieczność inwestycji w nowe rozwiązania technologiczne z zakresu zielonej logistyki. Pierwszą rzeczą, którą możemy z robić nie tylko w celu redukcji kosztów, ale również ekologii jest zmniejszenie liczby tzw. pustych przebiegów, bowiem optymalizacja w tym obszarze wiąże się nie tylko z większymi zyskami, ale również z redukcją śladu węglowego. Zatem działanie, w którym ekologia idzie w parze z ekonomią jest pierwszym krokiem ku drodze do zrównoważonego rozwoju.

Problem pustych przejazdów

Od momentu rozpoczęcia agresji zbrojnej Rosji na Ukrainę wysokie ceny paliw stały się jednym z wiodących problemów, jakich doświadcza branża transportowa. Kiedy dołączymy do tego nieustannie pogłębiającą się inflację, fakt, że wiele firm zaopatruje się w olej napędowy za granicą, wcale już nie dziwi. Surowiec ten stał się niezwykle cenny i każde jego ponadprogramowe straty są niezwykle bolesne, dlatego puste przejazdy zaczynają być palącym problemem, a duży odsetek kursów bez ładunku pogłębia i tak już olbrzymią dziurę budżetową oraz przyczynia się do jeszcze większego zanieczyszczania środowiska.

Oczywiście całkowita eliminacja pustych przejazdów nie jest realna, jednak zdecydowanie możliwa jest ich redukcja. Puste przejazdy to efekt chociażby trendu szybkich dostaw, które nie pozostawiają czasu na dobre planowanie czy braku równowagi pomiędzy popytem a podażą usług transportowych. Oczywiście ważna jest także branża, w której jest dokonywany transport, bowiem przewozy specjalistyczne są niezwykle trudne do zoptymalizowania. Pozostaje zatem pytanie, czy w jakiś sposób możemy rozwiązać ten problem?

Czy można coś z tym zrobić?

Chociaż puste przebiegi są problemem znaczącym, to istnieje wiele metod walki z nimi, a najbardziej podstawową jest przemyślane tworzenie siatki klientów, która pozwala na minimalizowanie odległości pomiędzy miejscem rozładunku oraz miejscem ponownego załadunku. Jest to trudne zadanie, bowiem wymaga współpracy wielu osób o wysokich kompetencjach – planistów, spedytorów, pracowników z biura obsługi klienta a także handlowców. Czy w takiej sytuacji nie może pomóc technologia? Oczywiście, że może i jest ona najpewniejszym sposobem pozwalającym na walkę z pustymi przebiegami – tutaj pomocne okazują się tzw. systemy telematyczne.

Telematyka transportu to narzędzie pozwalające na zbieranie danych z pojazdu i udostępnianie ich w czasie rzeczywistym osobie, która zarządza przejazdami w firmie. Taki system pozwala na pracę z dużą ilością danych a także ich analizę. Takie bogate bazy informacji można wykorzystać na wiele sposobów – na kontrolę czasu pracy kierowców (co przy nowych przepisach pakietu mobilności jest niezwykle przydatne), zaplanowanie trasy tak, aby była jak najbardziej korzystna czasowo i cenowo, a także właśnie na redukcję pustych przebiegów. Telematyka pozwala na śledzenie poziomu paliwa, co umożliwia także jego oszczędność i wgląd w dane czy kierowca jeździ ekonomicznie i ekologicznie, a to obecnie jest cenną informacją ze względu na normy środowiskowe oraz wymagania klientów. Obecna technologia pozwala przypuszczać, że niedaleką przyszłością są sposoby redukcji pustych przebiegów bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Tym samym możliwe będzie planowanie przejazdów, które będą jak najszybsze, jak najtańsze i z jak najmniejszą liczbą pustych przejazdów.

Zyski w przyszłości?

Obowiązujące normy środowiskowe, a także ogólna sytuacja z cenami i dostępnością paliw sprawia, że redukcja pustych przebiegów staje się koniecznością. Dokonanie tego bez odpowiednich rozwiązań technologicznych jest niezwykle skomplikowane i wymaga współpracy wielu osób, dlatego pomimo trudnej sytuacji gospodarczej inwestycja w nowoczesne systemy to konieczność. Choć początkowo to znaczący wydatek, to z czasem może generować duże oszczędności. Ostatnio mogliśmy zaobserwować spadki cen paliw, jednak sytuacja jest nadal niepewna, a w ostatecznym rozrachunku puste przejazdy generują jedynie straty, bez względu na to, jak spojrzymy na tą sprawę. Aby zdać sobie sprawę z powagi sytuacji, wystarczy spojrzeć na dane z Eurostatu, zgodnie z którymi w 2020 r. około jedna piąta przejazdów w drogowym transporcie towarowym w UE wykonywały puste pojazdy  . Te liczby mocno działają na wyobraźnię i pozwalają zrozumieć, że nie możemy zapominać o tym aspekcie, nawet w obliczu obecnych, bardziej aktualnych problemów z którymi boryka się branża TSL.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE najniżej od marca

Amerykanie wczoraj świętowali „Dzień pracy”, a dziś rano wznowione notowania kontraktów terminowych na główne indeksy rynku akcji w USA lekko rosły (S&P 500 +0,37 proc., DJIA +0,26 proc., Nasdaq 100 +0,53 proc. ok. godz. 10:05).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś wzrosty głównych indeksów. Najsilniejszy – o 1,36 proc. – notował Shanghai Composite, a Shanghai B-Share osiągnął najwyższy poziom od ponad 3 lat. Lekko spadały tylko Hang Seng, nowozelandzki NZX50 oraz australijski All Ordinaries.

Na giełdach w Europie również przeważały lekkie wzrosty (DAX +0,37 proc., CAC 40 +0,15 proc. ok. godz. 10:10).

Ten trend nie udzielił się GPW, gdzie WIG-20 spadał po godz. 10-tej o 0,72 proc. Wśród składników sWIG-u swe nowe przynajmniej roczne minimum osiągnęły dziś kursy akcji Serinusa i Stalexportu.

Rosły dziś w Europie i USA rentowności 10-letnich obligacji skarbowych. Rentowność 10-latek polskiego rządu utrzymywała się powyżej poziomu 6 proc. (6,159 proc.).
Poranne zmiany cen kontraktów na ropę naftową były niewielkie (WTI +0,38 proc., Brent -0,07 proc.). Wczoraj silnie – o ponad 15 proc. – odbiły w górę ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie. Do najniższego poziomu od marca spadły ceny kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE.

Euro zyskiwało dziś ok. godz. 9:50 0,49 proc. względem amerykańskiego dolara, ale pozostawało poniżej poziomu parytetu. USD stanowił dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, japońskiego jena, koreańskiego wona, malezyjskiego ringitta, tajwańskiego dolara, bułgarskiego lewa i chorwackiej korony.

W ślad za euro umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,17 proc., USD/PLN 0,66 proc. ok. godz. 9:55).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara próbował dziś wrócić powyżej poziomu 20000 USD, ale ok. 9:50 ponownie był poniżej tego poziomu (+0,71 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Będzie historyczna podwyżka składek ZUS dla przedsiębiorców

Zgodnie z projektem ustawy budżetowej przyjętej 30 sierpnia przez rząd, prognozowane przeciętne wynagrodzenie w 2023 roku ma wynieść 6935 zł brutto. Oznacza to wzrost aż o 17,1%. Jeśli tak się stanie, to analogicznie wzrośnie też wysokość składek ZUS dla firm. Byłaby to największa podwyżka w historii.

Podstawa wysokości składek ZUS dla przedsiębiorców to 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia. W przyszłym roku będzie to 4161 zł. Składki ZUS na rok 2023 wyniosą więc 1418,48 zł (bez składki zdrowotnej, naliczanej osobno w zależności od wybranej formy opodatkowania). W roku 2022 składki wynoszą 1211,28 zł. Oznacza to najwyższy w historii wzrost – o 207,20 zł miesięcznie.

Dwie podwyżki w 2023 roku dla nowych przedsiębiorców

Przedsiębiorcy rozpoczynający prowadzenie działalności mogą skorzystać z preferencyjnych stawek składek ZUS. Wylicza się je od minimalnego wynagrodzenia, które obecnie wynosi 3010 zł. W przyszłym roku ma ono wzrosnąć dwa razy. Pierwsza podwyżka nastąpi 1 stycznia 2023 r. (do poziomu 3383 zł), druga – 1 lipca 2023 roku do kwoty 3450 zł.

Dwie podwyżki płacy minimalnej spowodują dwie zmiany w wysokości składek ZUS w 2023 roku. W przypadku ZUS preferencyjnego, podstawa składek (bez składki zdrowotnej) to 30% wynagrodzenia minimalnego. Obecnie podstawa ta wynosi 903 zł, a składki od niej liczone – 285,71 zł miesięcznie.

Od stycznia 2023 r. podstawa składki wzrośnie do kwoty 1014,90 zł. Składki (bez składki zdrowotnej) za okres od stycznia do czerwca wyniosą 321,12 zł, a więc o 35,41 zł miesięcznie więcej. Z kolei po drugiej podwyżce od lipca 2023 roku, podstawa wymiaru ulgowych składek ZUS wzrośnie do 1035 zł. W związku z tym należności za okres lipiec – grudzień 2023 wzrosną do poziomu 327,47 zł. Wzrost względem 2022 roku wyniesie 41,76 zł miesięcznie.

Składka zdrowotna

Należy pamiętać, że oprócz powyższych składek przedsiębiorcy płacą jeszcze składkę zdrowotną, która od stycznia tego roku jest wyliczania w całkowicie zmieniony sposób.

Wysokość miesięcznej składki zdrowotnej na ryczałcie jest uzależniona od rocznego przychodu przedsiębiorcy, a jej podstawę stanowi 60% (przychody do 60 tys. zł), 100% (przychody pomiędzy 60 tys. a 300 tys. zł) lub 180% (przychody roczne powyżej 300 tys. zł) przeciętnego wynagrodzenia z IV kwartału. Sama składka wynosi 9%. Obecnie to odpowiednio: 335,94 zł, 559,89 zł lub 1007,81 zł.

Przy przyjętej prognozie przeciętnego wynagrodzenia na 2023 rok, ryczałtowcy zapłacą miesięcznie składkę zdrowotną wyższą:

  • w pierwszym progu przychodowym o 38,55 zł,
  • w drugim o 64,26 zł,
  • w trzecim o 115,66 zł.

Dla podatników rozliczających się na skali podatkowej składka zdrowotna wynosi 9% od dochodu, a dla podatników rozliczających się metodą podatku liniowego – 4,9% od dochodu. Ustawodawca zastrzegł jednak, że składka nie może być niższa niż 9% liczone od wynagrodzenia minimalnego. W 2022 roku jest to więc 270,90 zł miesięcznie.

Przy docelowym wzrośnie pensji minimalnej do 3450 zł w roku 2023, wysokość składki minimalnej wyniesie 310,50 zł (o 39,60 zł więcej). O tyle samo więcej zapłacą też podatnicy rozliczający się według karty podatkowej.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Kupujesz „elektryka”? Zobacz dlaczego potrzebujesz innego assistance

  • W ciągu ostatnich trzech lat liczba nowych zarejestrowanych aut osobowych wyłącznie elektrycznych (tzw. BEV) wzrosła sześciokrotnie. Obecnie to około 26 tys.
  • Z doświadczeń bardziej rozwiniętych rynków, wynika, że posiadacze takich aut potrzebują innego assistance na drodze
  • Podstawową obawą jest wyładowanie baterii w ruchu miejskim lub w trasie np. w korku na autostradzie
  • Potrzebują też wyższego limitu kilometrów na holowanie auta po wypadku lub awarii oraz dłuższego okresu udostępniania samochodu zastępczego.

Z najnowszych danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że utrzymują się rekordowe wzrosty liczby rejestracji nowych samochodów osobowych wyłącznie elektrycznych (tzw. BEV – Battery Electric Vechicle ). W okresie od stycznia do końca sierpnia 2022 r. ich liczba wzrosła o ponad 97% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Dynamiki są imponujące, szczególnie w porównaniu do aut z tradycyjnym napędem, które notują istotne spadki nowych rejestracji: auta z silnikami benzynowymi (-18%), a diesle (-26%).

Jednak liczby bezwzględne dotyczące „elektryków” nie robią już takiego wrażenia, bo w sierpniu przybyło ich na drogach 892 sztuki. Jest ich więc obecnie około 26 tys. Z drugiej strony, to oznacza, że w ciągu ostatnich trzech lat ich liczba wzrosła sześciokrotnie! Na koniec sierpnia 2019 r. liczba rejestracji nowych „elektryków” wynosiła 4178. Mimo tak dużych wzrostów sprzedaży udział samochodów elektrycznych w rynku jest nadal śladowy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że po polskich drogach jeździ około 19,3 mln aut.

Elektryki potrzebują innego assistance na drodze

– Mimo wciąż niewielkiego udziału takich aut w rynku, z roku na rok trafia do nas co raz więcej telefonów z prośbą o pomoc na drodze. Świadczymy ją w oparciu o tradycyjne warunki ubezpieczenia, ale nasze procedury uwzględniają fakt, że posiadacze tego typu aut potrzebują innego serwisu niż jeżdżący samochodami z tradycyjnym napędem – mówi Rafał Mrozowski, szef produktu i innowacji w regionie Europy Wschodniej w grupie Mondial Assistance.

Jedną z istotnych obaw użytkowników samochodów elektrycznych jest wyładowanie baterii w ruchu miejskim lub w trasie np. w korku na autostradzie. Przy samochodach spalinowych firma assistance po prostu dowozi paliwo, w ilości wystarczającej do dojechania do najbliższej stacji. Jak to działa przy samochodach elektrycznych?

Klienci instytucjonalni tacy jak ubezpieczyciele i producenci samochodów najczęściej pytają czy jesteśmy w stanie ładować auto mobilnymi ładowarkami. Paradoksalnie jednak, przy obecnej technologii wcale nie jest to rozwiązanie najwygodniejsze dla klienta. Proces ładowania w miejscu unieruchomienia i ładowanie docelowe w mobilnej stacji trwa znacznie dłużej – nawet 1 godzinę dłużej – niż przewiezienie auta bezpośrednio do stacjonarnej stacji ładowania – wyjaśnia Rafał Mrozowski.

Dlatego w takiej sytuacji na miejsce przyjeżdża laweta, która zbiera samochód do stacji ładowania. Tu pojawia się kolejne wyzwanie: dostępność ładowarek elektrycznych. Z danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych wynika, że na koniec lipca 2022 r. było 4431 punktów ładowania dostępnych w ramach 2293 stacji. Problem w tym, że tylko 29% z nich to szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a reszta to wolne ładowarki prądu przemiennego (AC). Dlatego, choć liczba dostępnych ładowarek rośnie, to zdarza się przed takimi punktami zobaczyć kolejki.

– Dzięki specjalnym aplikacjom mamy możliwość lokalizowania najbliższych stacji, które w danym momencie są dostępne dla naszych klientów. Mamy też strategiczne partnerstwo z największą siecią ładowarek dla elektryków w Polsce. Dzięki temu możemy np. zdalnie pokryć koszty ładowania – mówi Rafał Mrozowski.

Pomoc rzadziej, ale na dłużej

Z obserwacji Mondial Assistance na bardziej rozwiniętych pod względem liczby aut elektrycznych rynkach np. niemieckim czy norweskim, wynika jeszcze kilka wniosków istotnych dla posiadaczy takich aut. Z jednej strony psują się one rzadziej niż samochody z tradycyjnym napędem. Z drugiej, poziom skomplikowania tych aut sprawia, że ciężko je usprawnić na drodze ekspertom nawet przysłanym przez firmę assistance. Trzeba je więc holować do specjalistycznego warsztatu, a to może oznaczać większą odległość. Tam z kolei naprawa trwa przeciętnie dłużej niż w przypadku tradycyjnych aut. Potwierdzają to też analizy firmy konsultingowej McKinsey&Company z rynku brytyjskiego. Wynika z nich, że wysokość kosztów naprawy „elektryków” jest o 32% wyższa niż aut z tradycyjnym napędem o podobnej wartości i wieku. Naprawa trwa z kolei przeciętnie o 14% dłużej, ze względu na większe skomplikowanie i ograniczoną liczebność warsztatów posiadających odpowiednie umiejętności.

Dlatego prowadząc rozmowy z klientami instytucjonalnymi, zwracamy uwagę na dwa elementy. Po pierwsze, zapewnienie posiadaczom aut elektrycznych wyższych niż zwykle limitów odległości holowania samochodu po awarii lub wypadku. Po drugie, dłuższy okres, na jaki powinien być udostępniany samochód zastępczy w takich sytuacjach – mówi Rafał Mrozowski.

Zwraca uwagę, że o tych samych elementach powinni pamiętać również klienci indywidualni kupujący takie ubezpieczenie samodzielnie i to nie tylko dla samochodów wyłącznie elektrycznych, ale też samochodów hybrydowych i tych z możliwością ładowania (plug-in).

Koszty naprawy takich samochodów po wypadku są bardzo wysokie. Dlatego łatwiej tu o przekroczenie progu ekonomicznej opłacalności naprawy i orzeczenie tzw. szkody całkowitej. Dlatego ważne jest, żeby mieć assistance, które zapewni dostęp do samochodu zastępczego na możliwie długi okres, który pozwoli nam kupić nowe auto – podkreśla Rafał Mrozowski.

Z polskich i zagranicznych doświadczeń Mondial Assistance wynika, że właściciele aut elektrycznych mają wyższą wrażliwość ekologiczną.

– Dlatego swoim partnerom biznesowym oferujemy rozwiązania z zakresu odpowiedzialności społecznej i dzięki współpracy z organizacjami pozarządowymi, oferujemy możliwość zasadzenia drzewa po każdym holowaniu, jakie wykonuje jedna z naszych lawet  – mówi Rafał Mrozowski.

Pomoc również w domu

Posiadacze samochodów elektrycznych powinni też zwrócić uwagę na zakres swojego… assistance domowego. Dlaczego? Bo można w nim znaleźć usługę serwisu w razie awarii tzw. wall boxa, czyli domowej instalacji do ładowania samochodu elektrycznego.

Można się spodziewać, że wraz z rosnącą popularnością takich aut element ubezpieczenia ładowarki domowej znajdzie się w zakresie assistance samochodowego. Już dziś w naszych rozmowach z klientami instytucjonalnymi zwracamy uwagę, że łatwo możemy przenieść sieciowe i operacyjne możliwości wypracowane w ramach assistance domowego – mówi Rafał Mrozowski.

Euro i złoty ponownie pod presją

Rosyjska saga energetyczna ponownie steruje zachowaniem kursów walut w Europie. Energetyczny szok podażowy, który zepchnął dziś kurs EUR/USD do najniższego poziomu od dwóch dekad, stawia w wyjątkowo trudnej sytuacji Europejski Bank Centralny przed zebraniem w czwartek 8.09. Dzień wcześniej decyzję o podwyżce stóp – najpewniej ograniczonej – podejmie Rada Polityki Pieniężnej.

Wydawało się, że euro odnotuje w zeszłym tygodniu niezły wynik, wspierane przez oczekiwania, że EBC będzie jastrzębi oraz raport z amerykańskiego rynku pracy, który zasygnalizował Fedowi, że tamtejsza sytuacja może się rozluźniać. Piątkowe oświadczenie Gazpromu o odcięciu dostaw gazu do Europy przez Nord Stream na czas nieokreślony sprawiło, że euro i w zasadzie większość walut straciły względem dolara. Wieści te zwiększyły prawdopodobieństwo szerokich braków energii w Europie i podsyciły obawy dotyczące recesji.

Energetyczny szok podażowy w czasie, gdy bezrobocie pozostaje niskie, a presja inflacyjna rekordowa, stawia Europejski Bank Centralny w wyjątkowo trudnej sytuacji tuż przed najbliższym zebraniem w czwartek (08.09). Oczekiwania balansują między ruchem 50 lub 75 pb. Rynek zakłada, że Rada Prezesów będzie próbowała nadrobić stracony czas, dokonując silnej podwyżki. Nie poznamy za to wielu wieści z USA, gdzie tydzień jest skrócony przez wolny poniedziałek.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w parze z euro, mimo że utracił część zysków, reagując na negatywne nagłówki dotyczące europejskiej sytuacji gazowej. Waluta pozostaje słabsza na początku tego tygodnia, co wiążemy właśnie z sytuacją energetyczną. Jak na to, że benchmarkowa cena gazu wzrosła od końca tygodnia o ok. 1/3, reakcja złotego jest jednak dość ograniczona. Można to interpretować pozytywnie, szczególnie biorąc pod uwagę, jak duże znaczenie dla kształtowania się kursu miał ten czynnik przez większość lata.

W tym tygodniu oprócz sytuacji energetycznej skupimy się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę retorykę decydentów i uporczywość inflacji, wydaje się, że przed nami kolejna podwyżka stóp procentowych. Jej skala będzie jednak najpewniej ograniczona ze względu na pogarszającą się sytuację gospodarczą i coraz wyraźniej zarysowane ryzyka na horyzoncie.

EUR

Zeszłotygodniowy odczyt inflacji potwierdził, że EBC jest potencjalnie w najtrudniejszej sytuacji spośród głównych banków centralnych na świecie. Inflacja – zarówno jej miara główna, jak i bazowa – ponownie zaskoczyła w górę i ponownie pobiła rekordy, osiągając odpowiednio 9,1% i 4,3% w sierpniu.

Najbliższe posiedzenie EBC jest prawdopodobnie najważniejszym w tym roku. Odczyty inflacji są wyjątkowo złe, a bank jest wyraźnie spóźniony z podwyżkami. Jednocześnie szok energetyczny, następujący w konsekwencji europejskiej zależności od rosyjskiego gazu, jest silny jak nigdzie indziej. Uważamy, że EBC podniesie stopy o 75 pb., ponieważ ich poziom w strefie euro pozostaje daleko za tym w podobnych krajach i nie przystaje do rzeczywistości gospodarczej. Narzędziami polityki monetarnej nie zdobędzie się gazu ani nie zmniejszy niedoborów, ale można próbować ograniczyć negatywne skutki sytuacji.

USD

Kluczowy raport dotyczący rynku pracy przyniósł Rezerwie Federalnej wyczekiwaną ulgę. O ile kreacja miejsc pracy pozostaje silna, rozwiewając obawy dotyczące recesji w USA, o tyle warto zwrócić uwagę, że nastąpił też wzrost stopy partycypacji, a płace wzrosły mniej niż oczekiwano. Sugeruje to, że popyt na pracę pozostaje wysoki (co we wcześniejszej części tygodnia potwierdzał raport JOLTS o dostępnych wakatach), co wpływa jednak na wzrost siły roboczej w większym stopniu niż na płace. Poskutkowało to spadkiem rentowności obligacji w USA i zeszły tydzień byłby stosunkowo trudny dla dolara, gdyby nie oświadczenie Gazpromu, które pojawiło się tuż przed piątkowym zamknięciem giełdy w Nowym Jorku.

GBP

Wiele drugorzędnych danych z zeszłego tygodnia okazało się lepszych od oczekiwań: sprzedaż detaliczna, ceny domów i zgody na kredyty hipoteczne, a także rewizja w górę PMI dla przemysłu. W prawdzie nie pomogło to szczególnie funtowi, który podobnie do euro słabł względem dolara, ale wydaje się wskazywać, że niektórzy nieco zbyt szybko zaczęli przewidywać natychmiastową recesję.

Wynik rywalizacji o przywództwo w Partii Konserwatywnej wygrała Liz Truss. Jej zwycięstwo to prawdopodobnie dobra wiadomość dla funta, przynajmniej w krótkim terminie – dodatkowe wydatki fiskalne i zwiększenie protekcjonizmu w handlu, a tym samym ciaśniejsza polityka monetarna, to mieszanka, która historycznie była korzystna dla waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Kurs EUR/USD był dziś poniżej poziomu 0,99

Kurs euro względem dolara osiągnął dziś rano swój najniższy od 2002 roku poziom spadając poniżej poziomu 0,99. Po godz. 8-ej naszego czasu przyszło odbicie, które wyniosło kurs ponownie powyżej poziomu 0,99. Ok. godz. 9:40 kurs EUR/USD spadał o 0,35 proc.

Amerykański dolar osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima również względem chińskiego juana, koreańskiego wona, filipińskiego peso, tajwańskiego dolara, duńskiej korony, brytyjskiego funta, islandzkiej korony, szwedzkiej korony i południowoafrykańskiego randa.

Polski złoty był stabilny względem euro (0 proc. ok. godz. 9:40) i tracił względem dolara (+0,35 proc.).

Kurs Bitwcoina względem amerykańskiego dolara był dziś rano znowu poniżej poziomu 20000 USD (-0,67 proc. ok. godz. 9:40) , ale nadal trzymał się w obrębie wąskiej konsolidacji trwającej już 9-ty dzień.

Kontrakty na ropę naftową drożały dziś rano o ponad 2 proc. W piątek cena kontraktów na gaz ziemny notowanych w Holandii spadała o 10 proc., ale decyzja Gazpromu o przedłużeniu zamknięcie Nord Stream 1 ponownie wzbudziła nerwowość na tym rynku.
W piątek główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły o nieco ponad 1 proc. (S&P 500 -1,07 proc., DJIA -1,07 proc., Nasdaq Composite -1,11 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy notowały niewielkie zmiany.

Na giełdach Azji i Oceanii brak dziś było dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost – o 0,82 proc. – notował filipiński PSEi, zaś najsilniej o – 1,36 proc. – spadał Hang Seng, który zamknął się na najniższym od marca poziomie.

Ze względu na kolejne perturbacje na rynku gazu ziemnego słaba była dziś rano duża część rynków akcji w Europie. Najsilniejszy spadek notował ok. godz. 9:55 niemiecki DAX (-2,83 proc.).

WIG-20 tracił ok. 9:55 1,15 proc. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minimum notowały dziś rano ceny akcji banku Pekao. Spadały – choć w mniejszy stopniu – również pozostałe główne indeksy GPW.

Na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych w Europie dominowały dziś lekkie wzrosty rentowności. Rentowność 10-latek polskiego rządu oscylowała na granicy 6 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Dolar rośnie mimo danych

Amerykański rynek pracy poprzez słabsze wyniki osłabił dolara. Nie trwało to jednak długo, bo tydzień zakończył się niespodziewanym umocnieniem. Wraz z ucieczką kapitału za ocean słabnie złoty.

Niespodziewany wzrost bezrobocia w USA

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Co ciekawe, liczba nowych miejsc pracy poszła delikatnie w górę względem oczekiwań. W górę szło niestety również bezrobocie, które niespodziewanie podskoczyło do 3,7% pomimo wzrostu zatrudnienia. W dół szła przeciętna długość tygodnia pracy, która spadła do 34,5 godziny. Wbrew oczekiwaniom nie przyspieszył wzrost wynagrodzeń. Wynosi on cały czas 5,2%. W kraju, gdzie inflacja wynosi 8,5%, jest to efektywnie ponad 3% spadek wynagrodzeń realnych. Po tych danych inwestorzy sprzedawali dolary.

Niespodzianka na koniec dnia

W piątkowy wieczór po godzinie 18:00 nagle na rynku znalazło się wielu chętnych na zakup amerykańskiej waluty. Ruch ten nie był połączony z żadnymi istotnymi danymi publikowanymi wówczas na rynku. Trzeba jednak pamiętać, że po zamknięciu europejskich rynków liczba ofert spada i mniejsze sygnały mogą mocniej przesunąć rynek. W rezultacie rozpoczął się ruch, który kontynuowany był dzisiaj rano. W godzinach porannych zobaczyliśmy najsilniejszego dolara względem euro od 2002 roku. Co interesujące, w tle tych wydarzeń mamy również spadki na kontraktach terminowych sugerujące, że stopy procentowe za oceanem nie będą rosły wcale tak szybko, jak sądzono. Część analityków wskazuje, że ruch ten może być już przygotowaniem pod rozczarowanie czwartkowym posiedzeniem EBC. To właśnie ten ruch odpowiada za osłabienie złotego pod koniec tygodnia.

Turcja gra w swojej lidze

Dzisiaj od rana poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane. W sensie zobaczyliśmy 80,2% inflacji, ale spodziewano się 81,2%. Można powiedzieć, że dochodzi do stabilizacji cen w Turcji. W ostatnich dwóch miesiącach wzrost cen przyspiesza o niecały punkt procentowy. W tle mamy też spadek tempa wzrostu inflacji producenckiej. Problem w tym, że nawet po spadku mówimy o wzroście o 143,75%. Są to absurdalne parametry z perspektywy milionów osób, które muszą żyć w rządzonej przez Erdogana Turcji. Dodatkowym wyzwaniem jest negatywne podejście władz do podnoszenia stóp procentowych. W tle tych wydarzeń notowania liry z każdym tygodniem zbliżają się do rekordu wszechczasów z grudnia 2021 roku. Jest to negatywny rekord.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ponad połowa Polaków nie ma nic przeciwko nadużyciom finansowym. Najbardziej moralni są seniorzy

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący moralności finansowej Polaków. Z jego najnowszej edycji wynika, że rośnie przyzwolenie na nadużycia finansowe w sferze finansów. Rodacy są w stanie przymrużyć oko na mniejsze lub większe oszustwa m.in. przy zaciąganiu kredytów, wyłudzaniu wyższych odszkodowań, unikaniu wierzycieli. Polacy znajdują usprawiedliwienie dla zatajania danych, posługiwania się cudzym dokumentem, by wziąć kredyt, pracowania na czarno, by uniknąć komornika. ZPF po raz kolejny określił również tzw. Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (w skrócie IANZF), który w 2022 roku uplasował się na poziomie 45. Oznacza to, że w ponad dwóch piątych badanych sytuacji rodacy są skłonni przymrużyć oko na to, że ktoś łamie lub nagina obowiązujące zasady.

Z najnowszego raportu „Moralność finansowa Polaków 2022” wynika, że najwięcej, bo aż
61,4 proc. rodaków jest w stanie usprawiedliwić, że ktoś pracuje na czarno, by uniknąć ściągania długów z pensji.[1]  Aż 55,7 proc. znajduje usprawiedliwienie dla osób, które płacą gotówką bez rachunku, bo chcą w ten sposób uniknąć płacenia VAT-u, a 53,4 proc. nie widzi nic złego w przepisaniu majątku na rodzinę, by uniknąć wierzycieli.

Polacy są w stanie przymrużyć oko w sytuacjach, gdy ktoś często zmienia rachunki, by uniknąć zajęcia środków przez komornika (takie zachowanie usprawiedliwia 51,8 proc.), zataja pewne informacje, które mogłyby uniemożliwić wzięcie kredytu (51,5 proc.) lub zaciąga kredyt nie zapoznając się dokładnie z warunkami spłaty (49,1 proc.). Co ciekawe, aż 36,2 proc. konsumentów nie widzi nic złego, gdy ktoś nie zwraca uwagi kasjerowi, który pomylił się na swoją niekorzyść (36,2 proc.), zawyża wartość poniesionych szkód, by dostać wyższe odszkodowanie od ubezpieczyciela (35,9 proc.). Co dziesiąty Polak (10,3 proc.) jest w stanie usprawiedliwić, gdy ktoś posługuje się cudzym dokumentem tożsamości, by uzyskać kredyt.

Indeks nieetycznych zachowań coraz wyższy

Związek Przedsiębiorstw Finansowych po raz kolejny oszacował też wysokość tzw. Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (IANZF). W 2022 roku uplasował się on na poziomie 45, co oznacza, że Polacy są w stanie usprawiedliwić nadużycia i odstępstwa od ogólnie przyjętych zasad oraz norm etycznych w ponad dwóch piątych badanych sytuacji.

– Analizując dane z kilku ostatnich lat widać, że przyzwolenie na nadużycia w obszarze finansów jest coraz większe. Warto jednak podkreślić, że seniorzy byli i wciąż są jedną z najbardziej moralnych grup społecznych, mimo że dysponują niskimi dochodami i są często zadłużeni – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jeszcze w roku 2016 Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych plasował się na poziomie 23,2, w 2019 roku podskoczył do 41, a w 2022 wyniósł 45. Najgorzej wypada on wśród ludzi młodych, w przedziale wiekowym 18-29 lat (w tym wypadku IANZF wynosi aż 55,6), najniższy zaś wśród seniorów w wieku 50-64 (IANZF na poziomie 39,6) oraz powyżej 65 lat (IANZF w wys. 41).

– Seniorzy są odpowiedzialni, mimo że często mają problemy finansowe. Z najnowszych danych KRD wynika, że zadłużenie emertów urosło do 10,4 mld zł, a liczba seniorów, którzy mają zaległości m.in. wobec banków, czy innych instytucji finansowych wzrosła do 386 tys. Mimo trudnego położenia osoby starsze starają się, w miarę możliwości, spłacać swoje zadłużenie, a nawet spłacają raty za własne dzieci lub wnuki. Z naszych cyklicznych badań wynika, że ponad 60 proc. emerytów decyduje się na rentę dożywotnią, by uregulować zobowiązania finansowe oraz oddać pieniądze wierzycielom – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Raport „Moralność finansowa Polaków 2022”, Związek Przedsiębiorstw Finansowych. Cały raport do pobrania: https://zpf.pl/pliki/raporty/moralnosc_finansowa_polakow_2022.pdf

Fiskus nie może wydać decyzji na niekorzyść odwołującego się podatnika

Określenie podatnikowi zobowiązania podatkowego w wysokości wyższej niż organ I instancji stanowi złamanie fundamentalnego w demokratycznym państwie prawa zakazu orzekania na niekorzyść wnoszącego odwołanie – stwierdził Wojewódzki Sąd w Olsztynie w wyroku z 29 czerwca 2022 r., sygn. akt I SA/Ol 222/22).

Odmowa prawa do odliczenia VAT na ponad 400 tys. zł

Naczelnik urzędu skarbowego w 2019 r. zakwestionował prawo przedsiębiorcy do odliczenia VAT z faktury zakupowej energii elektrycznej stwierdzając, że dokument ten dotyczy poboru energii w punkcie handlowym, w którym nie prowadził on działalności. Przedmiotowy lokal został użyczony synowi. Czyli zakwestionowany wydatek nie miał związku z czynnościami opodatkowanymi przedsiębiorcy, zatem nie przysługuje w jego ramach prawo do odliczenia VAT.

Naczelnik odmówił firmie również prawa do odliczenia VAT w wysokości ponad 400 tys. zł od zakupów odzieży i innych akcesoriów od czterech spółek. Według ustaleń organu, spółki te jedynie pozorowały działalność gospodarczą, wystawiając na rzecz przedsiębiorcy tzw. puste faktury. Podmioty te wykorzystywane były do popełniania przestępstw VAT-owskich.

Organ odwoławczy zażądał więcej

Rok później dyrektor izby administracji skarbowej uchylił decyzję naczelnika urzędu skarbowego i zobowiązał przedsiębiorcę do uiszczenia VAT za III kwartał 2013 r. w wysokości ponad 176 tys. zł oraz dodatkowo kwoty 610 tys. zł VAT ustalonej przez organ odwoławczy w trybie art. 108 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Przepis ten głosi, że gdy podatnik wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku VAT, to jest zobowiązany do jego zapłaty. Natomiast zgodnie z ust. 2, regulacja ta ma zastosowanie również do sytuacji, gdy podatnik wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku wyższą od kwoty podatku należnego.

Jeden organ stwierdził, że inny organ rażąco naruszył prawo i/lub interes publiczny

Dyrektor podzielił ustalenia naczelnika co do przestępczego charakteru fikcyjnych spółek, a zatem i tego, że wystawiały one faktury niedokumentujące rzeczywistych dostaw. Jednak uchylił decyzję naczelnika uznając, że przyznał on przedsiębiorcy prawo do obniżenia naliczonego VAT z faktur wystawionych przez kolejną, piątą spółkę, która również nie dokonywała dostaw. Co prawda, dyrektor izby skarbowej przyznał, że zgodnie z art. 234 Ordynacji podatkowej organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść strony odwołującej się, jednak wyjątkiem jest, gdy skarżona decyzja organu I instancji rażąco narusza prawo lub interes publiczny. Wówczas bowiem zasada praworządności wymusza na organach wyeliminowanie takiej decyzji z obrotu prawnego. Zdaniem dyrektora, takiego rażącego naruszenia art. 86 ust. 2 pkt 1 lit. a) oraz art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a) ustawy VAT oraz interesu publicznego dopuścił się naczelnik urzędu skarbowego w tej sprawie, przyznając podatnikowi prawo do odliczenia VAT z pustych faktur wystawionych przez wspomnianą spółkę. To spowodowało, że dyrektor był zobligowany do uchylenia skarżonej decyzji i pozbawienia przedsiębiorcy tego prawa.

Przedsiębiorca też był oszustem

Dyrektor IAS poszedł o krok dalej stwierdzając, że organ I instancji nieprawidłowo ocenił zebrany w sprawie materiał dowodowy. Mił on bowiem dawać podstawę do wysnucia zarzutu wobec skarżącej firmy, że i ona w rzeczywistości nie prowadziła hurtowej działalności gospodarczej w zakresie zakupu i sprzedaży odzieży i akcesoriów. Nie mogła więc dysponować wskazywanym przez nią towarem, stąd i nie mogła go odsprzedać. A zatem w sprawie znajduje zastosowanie dyspozycja przepisu art. 108 ust. 1 ustawy o VAT. Skoro firma ani nie nabywała towaru, ani go nie odsprzedawała, to bez znaczenia dla rozstrzygnięcia całej sprawy ma również fakt, czy miała ona świadomość uczestniczenia w oszustwie podatkowym, jak i to, czy dochowała należytej staranności przy doborze kontrahentów i przy przeprowadzaniu transakcji.

Zakaz reformationis in peius

Nie zgadzając się z argumentacją organu przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję dyrektora izby skarbowej, żądając jej uchylenia wraz z poprzedzającą ją decyzją naczelnika US. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie stanął po stronie podatnika orzekając, że działanie Dyrektora narusza fundamentalną zasadę zakazu orzekania na niekorzyść strony odwołującej się. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z 24 czerwca 1993 r., sygn. akt III ARN 33/93, zakaz reformationis in peius stanowi podstawową gwarancję procesową prawa do obrony w demokratycznym państwie prawa.

Organ odwoławczy nie mógł pogorszyć sytuacji podatnika ustalonej przez organ I instancji

Sąd poparł stanowisko firmy, że w sprawie nie wystąpiły przesłanki rażącego naruszenia prawa lub interesu publicznego przez decyzję naczelnika US przyznającą przedsiębiorcy prawo do odliczenia VAT. Orzekł, że podziela stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego wyrażone w wyroku z 18 listopada, iż „dokonując odmiennych ustaleń faktycznych, organ nie mógł, powołując się na art. 234 O.p., skorygować także skutków materialnoprawnych przyjętych ustaleń, jeżeli skutki te były mniej korzystne dla strony odwołującej się. (…) Stwierdzenie, że organ pierwszej instancji błędnie ustalił stan faktyczny, w wyniku czego wadliwie zastosował przepisy prawa materialnego nie stanowi podstawy dla uznania, że decyzja organu pierwszej instancji rażąco narusza prawo” (sygn. akt I FSK 648/18).

Interes fiskusa to nie to samo co interes publiczny

WSA w Olsztynie stwierdził więc, że organ odwoławczy nie miał legalnych podstaw do podważenia decyzji organu I instancji na niekorzyść podatnika. Niespełniona również została druga z przesłanek warunkujących możliwość złamania zakazu reformationis in peius, czyli rażące naruszenie interesu publicznego. Nie można go bowiem identyfikować z interesem ekonomicznym lub fiskalnym.

Podsumowanie

W Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych przywołany wyrok WSA widnienie jako nieprawomocny. W ustawowym terminie skargę kasacyjną mogły złożyć obie strony sporu, zarówno podatnik, jak i organ podatkowy. Doświadczenie uczy, że dyrektorzy izby administracji skarbowej zazwyczaj kasację wnoszą – nawet, gdy dochodzony podatek sięga kilku tysięcy złotych. Tu gra toczy się co najmniej o 400 tysięcy złotych. Stąd złożenie skargi przez DIAS wydaje się niemal pewne.

Warto śledzić dalszy bieg tej sprawy, która jak już wspominaliśmy, może mieć znaczenie dla wielu podatników, toczących spory podatkowe – nie tylko w zakresie VAT. Zwłaszcza, że z treści uzasadnienia wyroku wynika, że spore szanse na powodzenie może mieć odwołanie podatnika, złożone wcześniej od decyzji organu pierwszej instancji. Skoro bowiem WSA w Olsztynie uznał, że stan faktyczny ustalony przez oba organy (czyli DIAS i NUS) był odmienny – nie da się wykluczyć, że DIAS raz jeszcze uchyli decyzje NUS. Tym razem jednak po to, by naczelnik ponowne zbadał sprawę, co może wymagać uzupełnienia materiału dowodowego.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Bitcoin walczy o odwrócenie trendu

  • Fear & Greed Index na poziomie 20 punktów – skrajny strach powraca na rynek
  • ETH odbija się od ważnego wsparcia
  • ADA w oczekiwaniu na Hard Fork Vasil

Ostatnie siedem dni były stosunkowo złe dla rynku kryptowalut, którego kapitalizacja znajduje się obecnie ponownie na granicy 1 bln dolarów. O sile trwającej bessy świadczy fakt, że jeszcze w listopadzie zeszłego roku całkowita kapitalizacja rynku odbiła się od granicy 3 bln dolarów.

Bitcoin po świetnym lipcu powrócił do spadków i sierpień zamknął ze stratą około 14 proc. Również na wykresie tygodniowym największa kryptowaluta zamknęła się niedźwiedzio, co może stwarzać większą presja spadkową w najbliższym czasie. Na rynku ciągle nie widać śladów silnego popytu, a ryzykowne aktywa tracą w obliczu niepewnej sytuacji makroekonomicznej oraz ciągle zaostrzającej się sytuacji geopolitycznej

Na wykresie tygodniowym BTC widać silne odrzucenie od oporu na granicy 25 tys. dolarów, co gwałtownie zepchnęło cenę do obszaru 20 tys. dolarów. Bitcoin znalazł się dodatkowo ponownie poniżej swojej 200 – tygodniowej średniej kroczącej. Dopiero trwałe odbicie od niej mogłoby zwiastować zmianę długoterminowego trendu.Bitcoin walczy o odwrócenie trendu

Na wykresie dziennym Bitcoin nadal konsoliduje w okolicach 20 tys. dolarów i walczy o utrzymanie wsparcia. Główną przeszkodą dla byków jest obecnie opór tuż poniżej poziomu 22 tys. dolarów.

Fear & Greed Index na poziomie 20 punktów – skrajny strach powraca na rynek

Ostatnia wyprzedaż na szerokim rynku spowodowała również obniżenie sentymentu. Wskaźnik Fear & Greed Index powrócił do poziomu skrajnego strachu. Przy 20 punktach na skali odnotowanych w czwartek, inwestorzy wydają się przekonani, że rynek będzie dalej spadał. Indeks spadł o 5 punktów w stosunku do poprzedniego tygodnia i o 27 punktów od najwyższego poziomu w sierpniu.

ETH odbija się od ważnego wsparcia

Ethereum utraciło wzrostowy impet po osiągnięciu poziomu 2000 dolarów i powróciło do wsparcia linii trendu wzrostowego. ETH obecnie konsoliduje w obszarze wsparcia powyżej 1400 dolarów, a przebicie poniżej popchnęłoby cenę w kierunku 1300 dolarów. Ruch w przeciwnym kierunku może wywindować kurs ETH do poziomu 1750 dolarów.

Pozytywną informacją dla Ethereum jest fakt, że cena odbiła się od ważnej 100–dniowej średniej kroczącej. Oznacza to, że byki nadal kontrolują sytuację. Na wykresie o niższej ramie czasowej, ETH formuje mniejszą formację klina. Zbiegające się linie trendu zawężają się, co sugeruje, że w kolejnych tygodniach może nastąpić wybicie.ETH odbija się od ważnego wsparcia

Fundacja Ethereum ogłosiła, że aktualizacja Merge może odbyć się nieco prędzej niż wcześniej oczekiwano. Obecnie szacuje się, że nastąpi to 13 września.

 

ADA w oczekiwaniu na Hard Fork Vasil

Cena ADA już od połowy sierpnia konsoliduje wokół poziomu 0,45 dolarów w oczekiwaniu na aktualizację Vasil Hard Fork. Według zespołu IOHK, nowa aktualizacja może zostać wypuszczona w ciągu najbliższych kilku tygodni, o ile sieć nie napotka żadnych problemów.

Vasil Hard Fork ma wprowadzić krytyczne ulepszenia do istniejącego ekosystemu Cardano. Aktualizacja zasadniczo poprawi funkcjonowanie całej sieci wraz z rozwojem inteligentnych kontraktów i DApps.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Artemis I: druga próba startu zaplanowana na sobotę 3 września

Wsteczne odliczanie przed startem pierwszej misji w ramach programu Artemis zostało 29 sierpnia wstrzymane na 40 minut przed końcem, początkowo na 10 minut i krótką naradę zespołu. Ostatecznie zrezygnowano z dalszych prób w poniedziałkowym oknie czasowym. Następnego dnia, po gruntowej analizie odnotowanych problemów z jednym z silników oraz wyciekiem wodorowego paliwa, podjęto decyzję o ponownym podejściu w sobotę 3 września, pomiędzy 20:17 a 22:17 czasu polskiego.

Biorąc pod uwagę specyfikę misji kosmicznych oraz wyjątkowość tej konkretnej, czyli pierwszy realny sprawdzian w dużej mierze zupełnie nowych albo gruntownie zmodyfikowanych systemów, podzespołów, procedur, nie stało się nic niezwykłego. Administrator NASA Bill Nelson w pierwszym komentarzu podkreślił, że przy tak skomplikowanym przedsięwzięciu, dopóki nie ma absolutnej pewności, że wszystko gra, nikt nie podejmie nadmiernego ryzyka nakazując odpalenie rakiety. Nelson przywołał też swoje osobiste doświadczenie z udziału w misji kosmicznego wahadłowca Columbia w 1986 r. Wówczas start przekładano 4 razy. Za piątą próbą misja przebiegła bezbłędnie.

Co się dokładnie wydarzyło w poniedziałek? Nie udało się schłodzić czterech silników RS-25 do temperatury około minus 251 stopni C, przy czym niezgodnie z normą zachowywał się silnik nr 3, który wykazywał wyższe temperatury niż pozostałe silniki. Zauważono także wyciek wodoru na elemencie masztu serwisowego, zwanym kanałem oczyszczającym, ale poradzono sobie z tym, ręcznie regulując przepływ paliwa. Tymczasem meteorolodzy z U.S. Space Force Space Launch Delta 45 przewidują korzystne warunki pogodowe na sobotę. Spodziewane są sporadyczne opady deszczu, które nie powinny jednak zakłócić przebiegu całej operacji.

Warto dodać, że w ramach misji Artemis I, na pokładzie kapsuły Orion znajdują się czujniki radiacji zaprojektowane w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN. Polscy uczeni są też członkami zespołu monitorującego pracę Europejskiego Modułu Serwisowego, który powstał na bazie europejskiego bezzałogowego statku towarowego Automated Transfer Vehicle (ATV), realizującego wcześniej misje do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Moduł umieszczony będzie tuż poniżej kapsuły załogowej Oriona, dostarczy do niej napęd, zasilanie, kontrolę temperatury oraz wodę i powietrze dla czwórki przyszłych astronautów. Panele słoneczne o rozpiętości 19 metrów zapewnią zasilanie, które na Ziemi wystarczyłoby dla dwóch gospodarstw domowych.

Inflacja, puste półki i mniejsze zakupy – branża handlowa w 2022 roku

Wzrosty cen, braki produktów na półkach – na przykład limity sprzedaży cukru – to tylko część problemów, z jakimi boryka się branża handlowa. W ostatnim czasie dużym tematem są kradzieże w sklepach i podniesienie progu kradzieży przygotowywane przez rząd. To pokazuje, że ludzie nie mają pieniędzy, w koszykach jest dużo mniej produktów niż kiedyś. Na taką sytuację wpływ ma ogromna inflacja, zerwane łańcuchy dostaw, wyższe koszty transportu, etc. W 2022 roku w szybkim tempie następuje zmiana preferencji konsumentów, którzy wybierają wyroby tańsze.

– Przede wszystkim mamy galopującą inflację. Wszyscy to odczuwamy, konsumenci narzekają, że ceny idą w górę. Ceny, które my oferujemy w naszych sklepach są efektem tej sytuacji – wzrosły ceny surowców oraz koszty przetwórstwa i przygotowania produktów. Mamy zerwane łańcuchy dostaw w niektórych asortymentach – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – My jako handel staramy się absolutnie nie podnosić naszych marż. Wiemy doskonale, że koszty życia poszły w górę, że są wysokie kredyty, że klienci nie mają pieniędzy. Staramy się wszystkimi możliwymi sposobami zadbać o to, żeby ciąg dostaw nie był zachwiany. Żebyśmy mogli wspólnie z dostawami przygotowywać strategie na to, aby produkty w Polsce były dostępne. Teraz dostawcy cukru przychodzą do nas z nowymi cennikami – nie możemy nic z tym zrobić. Dbamy o to, żeby cukier był dostępny – zapewnia Juszkiewicz.

Światowy kryzys finansowy nadchodzi z Chin

Najnowszy światowy kryzys finansowy nadchodzi z Chin? Największe zagrożenie wywołuje regres na rynku mieszkaniowym. Niespłacane kredyty hipoteczne uderzyły w drugą gospodarkę świata.

Bank Ludowy Chin obniżył w połowie sierpnia stopy procentowe o 10 pkt. bazowych, co międzynarodowi inwestorzy potraktowali jako próbę przeciwdziałaniu recesji zagrażającej gospodarce tego kraju.

– Ta obniżka jest symboliczna, ale symboliczne jest też, że bank ten idzie pod prąd względem najważniejszych banków centralnych, które są w trakcie cyklu podnoszenia stóp procentowych i zacieśniania polityki monetarnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets.

Z nowych danych statystycznych wynika, że gospodarka Chin dostaje coraz większej zadyszki. Spada popyt wewnętrzny, na którego wzmacnianie stawiał rząd chiński. Na rynku pracy najbardziej niepokojące jest, że rośnie poziom bezrobocia w grupie wiekowej do 24 lat i osiągnął 20%.

Największe napięcia pojawiły się jednak na rynku nieruchomości. Ceny nowych domów spadły najbardziej od sześciu lat. Problemem jest udział sektora mieszkaniowego w chińskim PKB. Sektor budowlany i mieszkaniowy to 30% PKB, a tylko mieszkaniowy to aż 13%. 30% kredytów udzielanych przez chińskie banki to kredyty hipoteczne.

– Część konsumentów nie stać na spłatę kredytów, nieruchomości stoją niedokończone, powstała piramida finansowa, bo system kredytowania jest tam specyficzny i możliwe, że nie zostaną spłacone kredyty o wartości 370 mld dolarów – wyjaśnia ekspert CMC Markets. – To może bardzo pogłębić kłopoty chińskiego sektora bankowego, a inwestorzy zagraniczni już ponieśli na obligacjach straty szacowane na 100 mld USD spowodowane upadłością ponad trzydziestu firm deweloperskich, a zwłaszcza Evergrande, czyli największego na świecie dewelopera.

Spowolnienie chińskiej gospodarki zmniejsza popyt na surowce, zwłaszcza na ropę czy miedź, krótkoterminowo jest to korzystne w kontekście zwalczania inflacji przez banki centralne Zachodu. Jednak długoterminowo zwiększa zagrożenie ogólnoświatową recesją.

Zagrożenie recesją pogłębiają konflikty wojenne, choć osłabło znaczenie wojen celnych Chiny-USA. Konflikt w Ukrainie uderza przede wszystkim w Europę, na eskalującym konflikcie pomiędzy Chinami i Tajwanem ucierpiałaby cała światowa gospodarka, na przykład dlatego, że 2/3 zaawansowanych procesorów dostarcza globalnemu rynkowi właśnie Tajwan.

Złoty umacnia się, czekając na RPP

Coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem na wrzesień jest podwyżka stóp procentowych. Widać ją już powoli w cenach. Zyskuje zarówno złoty, jak i rynkowa stawka WIBOR.

Indeksy PMI niespodziewanie wsparły dolara

Wczorajszy dzień upłynął pod dyktando odczytów indeksów PMI. Jest to o tyle interesujące, że dużych niespodzianek tak naprawdę nie było w głównych gospodarkach. Strefa euro pokazała 49,6 pkt, czyli zaledwie 0,1 pkt mniej od oczekiwań. Wiadomo, jest to wynik poniżej kluczowej granicy 50 pkt, ale symbolicznie. Z drugiej strony indeks w USA spadł do 51,5 pkt. Oczekiwania były o 0,2 pkt niższe, co pokazuje, że jest to jednak dobry odczyt. Różnica 0,2 pkt w indeksie PMI to nie jest przepaść, ale w połączeniu z solidnymi danymi z rynku pracy okazuje się, że jest to wystarczający impuls, by dolar znów był droższy od euro.

Polski złoty wciąż silny

Polska waluta zyskuje na wartości na fali spekulacji o podwyżce stóp procentowych. Coś, co jeszcze kilka tygodni temu było realnie wykluczane przez rynki, dzisiaj staje się rzeczywistością. Widać to nawet w rynkowej stawce WIBOR, która po wielu tygodniach marazmu znów zaczęła rosnąć. Powodem są oczywiście oczekiwania inflacyjne. Przy przeszło 16% inflacji, kiedy przekracza ona stopy procentowe o niemal 10%, naprawdę jest miejsce na wzrost stóp procentowych i to nie o symboliczne ćwierć punktu procentowego. Rezultatem tych spekulacji jest umacnianie się złotego. Im wyższe stopy procentowe, tym większe zainteresowanie walutą.

Karuzela na franku

Jeszcze dwa tygodnie temu za franka płacono niemal 5 zł. Wczoraj odbiliśmy się od poziomu 4,80 zł. Co powoduje tak silną korektę? Przede wszystkim mamy sytuację rzadko spotykaną – dane ze Szwajcarii wpływają na rynek. Dotychczas frank, jako waluta na trudne czasy, był raczej zależny od trendów globalnych i strachu na rynkach. Teraz gdy niespodziewanie doszło do wzrostu stóp procentowych, nagle dane zaczęły być istotne. Słabsze dane z gospodarki rzutowały negatywnie na franka, bo oddalały kolejne podwyżki stóp. Wczoraj jednak zobaczyliśmy dalej rosnącą inflację, co na razie powoduje stabilizację ceny franka, a nawet lekką korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

52 mln euro od EBOR dla Elemental Holding na inwestycję w Zawierciu

Celem pożyczki jest sfinansowanie rozbudowy tworzonego przez Grupę Elemental Holding zakładu recyklingu w Zawierciu oraz powstanie instalacji paneli fotowoltaicznych na miejscu.

Należąca do Grupy spółka Elemental Strategic Metals prowadzi obecnie projekt budowy zakładu, w którym recyklingowi poddawane będą zużyte akumulatory litowo-jonowe do pojazdów elektrycznych, baterie z laptopów, telefonów komórkowych i innych urządzeń, a także katalizatory. W Zawierciu odzyskiwane będą takie pierwiastki jak lit, kobalt, platyna, pallad oraz rod. Zakład będzie produkował metale szlachetne, a także inne materiały, których możliwe będzie ponowne wykorzystanie jako wsad do produkcji nowych baterii oraz innych zastosowań zgodnie z założeniami gospodarki o obiegu zamkniętym.

– Budowa zakładu w Zawierciu jest niezwykle ważną inwestycją bateryjną w Polsce, która w dodatku jest jedną z pierwszych w całej Europie. Nasz projekt powstaje w oparciu o wszelkie standardy środowiskowe i ma na celu wsparcie odpowiedzialnego zarządzania ograniczonymi zasobami w gospodarce o obiegu zamkniętym poprzez recykling metali z grupy platynowców– podkreśla Paweł Jarski, Prezes Elemental Holding

Inwestycja w Zawierciu umożliwi Grupie Elemental Holding wejście na nowy, stale rozwijający się rynek recyklingu akumulatorów litowo-jonowych oraz rozszerzenie działalności w procesie recyklingu PGM o własny zakład przetwórczy.

Realizację projektu budowy nowoczesnego zakładu, dysponującego wysokimi mocami produkcyjnymi, umożliwiło otrzymanie długoterminowego finansowania od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Również dzięki środkom otrzymanym od EBOR, możliwa jest budowa instalacji paneli fotowoltaicznych, która odpowiadać będzie za wytwarzanie energii elektrycznej dla zakładu co przyczyni się do zmniejszenia śladu węglowego.

EBOR zapewnia również ocenę technologii projektu, mającą na celu wsparcie spółki w optymalizacji decyzji inwestycyjnych. Cały projekt Grupy został wysoko oceniony przez ekspertów Komisji Europejskiej, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Kompap zwiększa obroty i przejmuje spółkę od Asseco

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe produkujące książki – BZGraf i OZGraf oraz drukarnia offsetowo-rolowa Kompap w Laskowicach, wypracowała w I półroczu 2022 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 49,29 mln zł, tj. wyższe o 11% niż przed rokiem. Zysk netto poligraficznej grupy za ten okres wyniósł 2,81 mln zł. Kompap jednocześnie realizuje plany konsolidacji i z początkiem września sfinalizował zakup spółki z grupy Asseco, zajmującej się drukiem cyfrowym i korespondencją masową.

Nowy nabytek Kompapu, spółka o nazwie Komunikacja Masowa, oznacza dla poligraficznej grupy rozwinięcie oferty o usługi związane z drukiem cyfrowym, obiegiem firmowych e-dokumentów oraz elektroniczną i papierową korespondencją zlecaną na wielką skalę przez banki, ubezpieczycieli, firmy energetyczne etc. Rocznie firma przetwarza też 42 mln elektronicznych faktur i jak dotąd wygenerowała 1 mld e-dokumentów. Jej przychody za ubiegły rok wyniosły ok. 20 mln zł. Kompap kupił tę spółkę od Asseco za 5,25 mln zł, finansując zakup ze środków własnych.

– Poprzez zakup Komunikacji Masowej spełniamy nasze wcześniejsze zapowiedzi dotyczące rozwoju usługowego portfolio grupy Kompap. Do druku offsetowego, w którym mamy bardzo wysokie kompetencje, dodajemy komplementarne usługi druku cyfrowego. To pozwali nam wejść w nowy obszar biznesu i otworzyć drogę do pozyskiwania kolejnych dużych zamówień. Druk cyfrowy i e-dokumentacja to szybko rozwijające się dziedziny ze względu na coraz większy stopień digitalizacji przedsiębiorstw oraz społeczeństwa. Jednocześnie cały czas obserwujemy rynek i jesteśmy zainteresowani jego dalszą konsolidacją, więc nie wykluczamy kolejnych przejęć – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Laskowicka drukarnia Kompapu już dziś realizuje wielkonakładowe zlecenia na druki, materiały firmowe, broszury czy ulotki klientów takich jak m.in. PZU, Tauron, Energa czy Totalizator Sportowy. Spółka Komunikacja Masowa będzie zatem uzupełnieniem i rozwinięciem biznesu grupy.

Oprócz drukarni w Laskowicach do Kompapu należą jeszcze drukarnie dziełowe w Białymstoku oraz Olsztynie. Grupa jest zaliczana do największych zakładów poligraficznych w Polsce, obsługując wiodące domy wydawnicze. Notowany kolejny z rzędu wzrost skonsolidowanych przychodów grupy to w dużej mierze efekt rosnących zamówień, pozyskiwanych przez te drukarnie m.in. z zagranicznych wydawnictw, ale też i krajowych klientów. Spółce, której znaczna część sprzedaży pochodzi z eksportu, pomaga też sytuacja na rynkach walutowych.

– Mimo coraz trudniejszej sytuacji w gospodarce mamy za sobą kolejne udane dwa kwartały. Zwiększyliśmy dwucyfrowo przychody ze sprzedaży, a zysk netto za jedno półrocze wyniósł 2,81 mln zł, czyli tyle co zysk odnotowany za cały rok 2019. Utrzymanie tak wysokiej rentowności jest nie lada wyczynem w branży w okresie, gdy średni koszt naszego podstawowego surowca – papieru – wzrósł o ponad 100%. Jeśli chodzi o produkcję i sprzedaż w 2022 r. procentują inwestycje w unowocześnianie naszych drukarni. Jesteśmy w stanie drukować coraz szybciej i więcej zachowując przy tym wysoką jakość druku. Tymi argumentami, w połączeniu z rzetelnością i pewnością dostaw, zdobywamy zaufanie kolejnych klientów. Ta renoma jest szczególnie ważna, gdy walczymy o zlecenia z zagranicy zagranicznych klientów. W I półroczu 35% naszej sprzedaży przyniosły kontrakty z zagranicznymi wydawcami – z Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Niemiec, a nawet Portugalii czy Kanady. Natomiast od strony kosztowej pomaga nam wcześniejsza reorganizacja firmy i coraz większy zakres zakupów centralnych. Te synergie będą jeszcze większe po dołączeniu kolejnej spółki do naszej grupy. To jest ważne zwłaszcza dziś, gdy nasza branża mierzy się z rosnącymi cenami energii i surowców. Co ważne, w I półroczu poprawiliśmy też płynność oraz spłaciliśmy też część leasingów i kredytów – wyjaśnia prezes Kompapu.

Niezależnie od realizowanego przejęcia, Kompap kontynuował inwestycje w nowoczesne maszyny podnoszące wydajność druku w posiadanych już zakładach. W latach 2020-2021 Kompap wydał na ten cel ok. 12 mln zł. W 2022 r. zakupił m.in. maszyny do cięcia papieru o wartości 760 tys. zł do drukarni w Olszynie oraz naświetlarkę do drukarni w Białymstoku o wartości ok. 650 tys. zł. Aktualnie  finalizuje zakup linii do oprawy miękkiej o wartości ponad 2 mln zł do tego zakładu. Łączne wydatki w grupie związane z unowocześnianiem parku maszynowego planowane są na ok. 4 mln zł w 2022 r. Oprócz tego Kompap zaczął też inwestować w fotowoltaikę. Instalacja działająca od marca zaspokaja ok. 5-8% zapotrzebowania laskowickiej drukarni na energię. Spółka planuje jej rozbudowę, tak by zapewnić ok. 30% zapotrzebowania drukarni na prąd, co pozwoli znacznie obniżyć koszty energii całej grupy.

Po zakończeniu I półrocza Kompap wypłacił dywidendę z zysku wypracowanego w 2021 r. w wysokości 45 gr za akcję. Decyzją ZWZ, zgodnie z rekomendacją zarządu, wysokość dywidendy została jednak zmniejszona (pierwotna rekomendacja to 70 gr/akcję), aby sfinansować zakup nowej spółki bez konieczności zaciągania dodatkowego długu.

Szczuplejące portfele Polaków. Czas na zaciskanie pasa

  • Mimo trudnej sytuacji finansowej, Polacy chętnie włączają się w pomoc Ukrainie dotkniętej wojną. Dla przykładu – 24 614 185 zł na dwa dni przed końcem założonego czasu – zebrano na dron Bayraktar dla Ukraińców. Udział w zbiórce wzięło 219 155 osób.
  • Blisko 85% Polaków obawia się wpływu wojny w Ukrainie na naszą sytuację finansową. Wynik ten stanowi rekord od co najmniej 2008 r. w zakresie obaw Polaków o sytuację finansową wywołanych m.in. globalnym kryzysem finansowym, Brexitem czy pandemią COVID-19.
  • Jakość życia rodzin w Polsce spadła w stosunku do 2021 r. Dziś nawet 64% badanych twierdzi, że żyje im się gorzej, niż jeszcze rok temu. Największy wpływ na taką sytuację ma inflacja, wojna u sąsiadów i konflikt polityczny.

Ponad 64% Polaków twierdzi, że jakość ich życia obniżyła się w porównaniu z 2021 r. Na taką sytuację miała wpływ inflacja, sytuacja w Ukrainie, a także konflikt polityczny czy nawet spadek dochodów. Mimo tak niesprzyjających okoliczności gospodarczych i finansowych Polska jest symbolem wsparcia naszych sąsiadów dotkniętych wojną i stała się jednym z największych domów dla uchodźców.

Trudne czasy dla naszych sąsiadów

Od końca lutego trwa inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Od tego czasu nieustannie władze i polskie społeczeństwo włączają się w pomoc naszym sąsiadom. W ramach ruchów oddolnych Polacy uczestniczą w zbiórkach finansowych, rzeczowych, spożywczych, udzielają schronienia uchodźcom oraz wspierają ich w rozpoczęciu życia na terenie naszego kraju. Jak wynika z danych Straży Granicznej, od początku wojny do Polski przyjechało ponad 5,1 mln Ukraińców.

Dla przykładu – 24 614 185 zł Polacy uzbierali w ramach zrzutki na dron Bayraktar, który ma za zadanie wspierać ukraińskich żołnierzy w obronie kraju. W zbiórce udział wzięło ponad 219 tys. osób, wobec czego średnia wysokość wpłaty wyniosła ponad 112 zł.

Polacy aktywnie i realnie wspierają Ukraińców. To znaczące, zwłaszcza, że ta pomoc w dużej mierze ma wymiar materialny. Co warto podkreślić, waga tej pomocy jest bardzo wysoka też ze względu na fakt, że od początku roku widoczne było znaczne pogorszenie się sytuacji finansowej Polaków. Mierzymy się z szeregiem niesprzyjających okoliczności dla naszych portfeli, a mimo to dbamy o naszych sąsiadów najlepiej jak to możliwe. Liczne oddolne inicjatywy pokazują, jak ważne jest niesienie pomocy ofiarom wojny – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Zaglądamy do portfela

W lipcu, drugi miesiąc z rzędu, inflacja w Polsce wyniosła ponad 15%, w sierpniu przekroczyła 16%. Drożeją zarówno produkty spożywcze, towary codziennego użytku, w tym m.in. paliwo, ale też materiały budowlane, samochody, biżuteria czy zabawki. Co więcej rosną też rachunki –za gaz, ogrzewanie, raty kredytów hipotecznych czy rozrywka – np. karnety sportowe. W przeciwnym kierunku podąża zasobność portfela Polaków – kupujemy mniej, płacimy więcej. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce w II kwartale 2022 r. Wynika z nich, że obecnie nawet 64% Polaków zauważa, że żyje im się gorzej niż w ubiegłym roku.

Wzrosty cen są odczuwalne. Jedynie 12% rodaków oceniło swoją obecną sytuacją jako lepszą niż w 2021 r. Wpływ na taki niekorzystny wynik ma przede wszystkim inflacja – tak w naszych badaniu – w drugim kwartale 2022 r. oceniło ponad 78% ankietowanych. Ponad 55% badanych na przyczynę problemu wskazało również wojnę w Ukrainie. Ograniczenia produkcyjne w Ukrainie, ucięcie relacji biznesowych z Rosją, niepokoje i obawy społeczne, mają ogromny wpływ na kondycję finansową społeczeństwa. Są to zdecydowanie dwa główne czynniki, na które wskazują Polacy zapytani o coraz słabszą kondycję finansową – przybliża Marcin Czugan.

Z raportu wydanego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych podsumowującego II kwartał 2022 r. wynika też, że blisko 26% badanych dopatruje się problemu w konflikcie politycznym (w Polsce) oraz nieco ponad 24% w spadku swoich dochodów.

Czas na zaciskanie pasa

Kiedy blisko 85% Polaków obawia się wpływu wojny na finanse, kiedy inflacja już kolejny miesiąc utrzymuje się na poziomie ponad 15%, pozostaje przyjęcie strategii zaciskania pasa. Eksperci są zgodni, zalecają wdrożenie planów oszczędnościowych, ograniczenie wydatków. Z pomocą przychodzi również opcja wakacji kredytowych, które oznaczają możliwość zawieszenia spłat kredytów hipotecznych bez uszczerbku na własnej historii kredytowej.

Należy poszukiwać oszczędności. Tam, gdzie to możliwe – tańszych rozwiązań, czasem konieczne jest zrezygnowanie z pewnych wydatków, czy wykorzystanie możliwości generujących pewne odciążenia finansowe. Wszystko po to, by uchronić się przed długami, z których w trudnych czasach może być trudniej wyjść – radzi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych. – W przypadkach, gdy na naszym koncie ciążą już pewne zaległości, warto nadać priorytet zobowiązaniom i spróbować z wierzycielami ustalić nowe warunki spłaty. Być może zmniejszenie raty na rzecz wydłużenia okresu spłaty, okaże się rozwiązaniem idealnym dla obu stron. Najistotniejsze jest jednak zmierzenie się z wyzwaniem i podjęcie próby wyjścia z zadłużenia – dodaje.

Prezes Minutor Energia obejmuje akcje w nowej emisji

Zbisław Lasek, Prezes MINUTOR Energia, notowanej na New Connect spółki, specjalizującej się w sprzedaży fotowoltaiki i produkcji magazynów energii, zapowiedział że obejmie 10% trwającej właśnie emisji akcji serii D. Spółka chce pozyskać od inwestorów do 3 mln zł. Celem jest m.in. podwyższenie kapitału zakładowego w spółce-córce, odpowiadającej za produkcję magazynów energii.

­– Wierzę w projekt, który tworzę, dlatego z pełnym przekonaniem pokazuję swoje zaangażowanie w jego realizację zarówno obecnym inwestorom, jak i tym, którzy chcieliby wziąć udział w trwającej emisji. W ostatnim czasie sprzedałem część posiadanych akcji, które nie były objęte lock upem za łączną kwotę wynoszącą około 100 tys. zł. Te środki, wraz ze środkami z innych dezinwestycji, zamierzam wykorzystać na zakup akcji o wartości 300 tys. zł. Chcę, żeby pieniądze pracowały w firmie, bo obecnie – w okresie rosnącego zainteresowania magazynami energii, spółka potrzebuje dodatkowego kapitału, który zwiększy jej konkurencyjność oraz pozwoli elastycznie reagować na dynamicznie zmieniającą się sytuację rynkową  – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

Prezes Spółki wspiera również MINUTOR Energia linią pożyczkową. Średnie oprocentowanie środków pożyczonych spółce przez Zbisława Lasek sięga około 5%. Finansowe wsparcie pozwala spółce zyskać większą elastyczność, przy jednoczesnym braku zadłużenia w bankach.

– Oprocentowanie środków, które pożyczam spółce jest na poziomie stóp procentowych NBP, poniżej poziomu inflacji. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ obecne zawirowania rynkowe związane z surowcami i stale rosnącymi cenami energii będą dalej napędzały rozwój fotowoltaiki i magazynów energii, na czym finalnie skorzysta MINUTOR Energia – dodał Prezes.

MINUTOR Energia chce zebrać do 3 mln zł w emisji akcji serii D. Spółka zamierza wyemitować do 10 mln akcji po cenie emisyjnej 0,30 zł.

W ostatnim czasie MINUTOR Energia został wyróżniony przez GPW, która zakwalifikowała go do segmentu NC Focus, skupiającego najbardziej perspektywistyczne spółki z rynku New Connect.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do Marszałek Witek w sprawie 10H

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się do Marszałek Elżbiety Witek z apelem o rozpoczęcie parlamentarnego etapu prac nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw, który wpłynął do Sejmu w połowie lipca br. W ramach tego projektu przewiduje się liberalizację zasad realizacji inwestycji w lądowe farmy wiatrowe. Mając na uwadze obecny kryzys energetyczny oraz wysokie ceny nośników energii takich jak węgiel kamienny oraz gaz ziemny, a także obawy o dostępność tych paliw, odnawialne źródła energii – w tym szczególnie lądowe farmy wiatrowe – stanowią bezcenną alternatywę oraz wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski.

„W obliczu aktualnego kryzysu energetycznego konieczne są działania skierowane na „tu i teraz”, które pomogą mitygować wpływ podwyżek cen energii oraz jej nośników oraz obawy o ich dostępność, a także działania skierowane na średni i dłuższy termin, które pozwolą zaradzić przyszłym problemom – w najgorszym przypadku powtórce tegorocznych problemów w przyszłym roku. Aby to osiągnąć musimy znacząco przyspieszyć rozwój odnawialnych źródeł energii, a podstawowym krokiem w tym kierunku jest liberalizacja zasady 10H, która ogranicza możliwość budowy lądowych farm wiatrowych. Rządowy projekt liberalizujący przepisy trafił do Sejmu w połowie lipca br., lecz nie został mu nadany nawet numer druku. Tracimy bezcenny czas. Energia z OZE zmniejsza naszą zależność od – w dużej mierze importowanych – paliw kopalnych, wzmacnia przez to bezpieczeństwo i suwerenność energetyczną. W połączeniu z innymi rozwiązaniami, które FPP postuluje – jak umożliwienie realizacji linii bezpośrednich, pozwalających połączyć wytwórcę energii z jej konsumentem z pominięciem powszechnie dostępnych sieci przesyłowych, możliwe jest osiągnięcie efektu istotnego w skali całego systemu elektroenergetycznego – a ten znajduje się aktualnie pod dużą, nieustannie narastającą presją. Podkreślenia wymaga także to, iż rozwój OZE – w tym lądowych farm wiatrowych – to miliardowe inwestycje, nowe miejsca pracy, rozwój sieci kooperantów, wzmocnienie bazy podatkowej (w szczególności lokalnej, często w gminach o niskich przychodach, a więc i niewielkich budżetach). Dlatego liczymy na to, że Pani Marszałek zdecyduje o nadaniu numeru druku sejmowego rządowemu projektowi ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw, a także zapewni jego sprawne procedowanie w ramach trzech czytań i doprowadzi do szybkiego uchwalenia ustawy oraz jej przekazania do Senatu. W przypadku OZE nie ma czasu do stracenia, ponieważ decyzje podjęte dziś przyniosą skutki w średnim i długim terminie. Im szybciej zaczniemy, tym prędzej efekty nowych regulacji będą odczuwalne dla odbiorców energii” – wskazuje Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Próba odbicia w górę na GPW

Wczorajszy 4,29 proc. spadek wartości WIG-u 20 był najsilniejszym tego typu ruchem od 24 lutego, kiedy nasz rynek reagował na wiadomość o rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W ciągu minionych 13 sesji WIG-20 stracił 15,7 proc., czyli tylko nieco mniej niż podczas dwu tegorocznych 13-sesyjnych sekwencji z lutego i kwietnia-maja. Indeks spadł poniżej poziomu swego minimum z końca października 2020 i znalazł się na najniższym poziomie od początku kwietnia 2020.

Spadły również pozostałe główne indeksy GPW (najmniejszą – 1,49 proc. zniżkę notował sWIG-u 80, który nadal próbował bronić poziomu wsparcia wyznaczanego przez dołki tego indeksu z lutego i lipca). Spadły w czwartek również wszystkie indeksy sektorowe – najsilniej WIG-Paliwa (-6,09 proc.), WIG-Górnictwo (-5,22 proc.) i WIG-Banki (-4,45 proc.). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły WIG-Górnictwo, WIG-Banki i WIG-Motoryzacja.

Dziś rano główne indeksy GPW próbowały złapać równowagę (WIG-20 +0,43 proc. ok. godz. 9:30). Wśród składników tego indeksu swe nowe cykliczne minima zaliczyły dziś rano kursy KGHM, Pekao i Santander Bank Polska, ale ok. godz. 9:40 ceny tych akcji lekko rosły.

Na rynku akcji w USA lekko odbijając w górę S&P 500 i DJIA przerwały wczoraj sekwencję spadkową rozpoczętą w miniony piątek po przemówieniu przewodniczącego FED Jerome Powella. Po raz 5-ty z rzędu spadła natomiast Nasdaq Composite. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy lekko taniały (S&P 500 -0,17 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii brak dziś było dominującej tendencji. Najsłabszy był dziś Hang Seng (-0,95 proc.), najsilniejszy filipiński PSEi (+0,77 proc.).

W Europie przeważały dziś rano wzrosty głównych indeksów giełdowych (DAX +1,23 proc., CAC 40 +0,73 proc.).

Spadały dziś lekko rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Europie i USA.

Ceny kontraktów na ropę naftową (WTI na NYMEX-ie i Brent na ICE), które wczoraj po trzecim z rzędu spadku dotarły w okolice poziomów swoich osiągniętych w połowie sierpnia półrocznych minimów dziś rano lekko odbijały w górę (1,71-1,82 proc. ok. godz. 8:35). Lekko drożały dziś rano kontrakty na metale szlachetne (ok. godz. 9:30 złoto +0,17 proc., srebro +0,35 proc., platyna +0,31 proc., pallad +1,76 proc.). 6-tą sesję z rzędu spadała dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie. Najniższy od roku poziom zaliczyła wczoraj na CME cena kontraktów na drewno.

Kurs EUR/USD lekko dziś rano rósł (+0,28 proc. ok. godz. 8:45), ale pozostawał poniżej poziomu parytetu (0,99725). Amerykański dolar zaliczył dziś rano swe nowe cykliczne maksima względem japońskiego jena, koreańskiego wona, dolara nowozelandzkiego, filipińskiego peso, dolara tajwańskiego i islandzkiej korony.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN-0,04 proc., USD/PLN -0,33 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara kolejny dzień przebywał w okolicach poziomu 20000 USD (+0,06 proc. ok. godz. 8:49).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak prawidłowo zachowywać się na drogach z Odcinkowym Pomiarem Prędkości?

  • Fotoradary w pierwszej połowie 2022 roku zarejestrowały ponad pół miliona wykroczeń, w tym niemal 95 tys. odnotowały urządzenia Odcinkowego Pomiaru Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
  • W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczu ponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń.
  • Prawdopodobieństwo spotkania OPP w trasie jest coraz większe, dlatego warto wiedzieć jak bezpiecznie i bez stresu pokonać ten odcinek drogi.

W pierwszej połowie 2022 roku urządzenia rejestrujące prędkość wykryły dokładnie 501 520 przypadków naruszenia przepisów, z czego prawie 95 tys. to efekt pracy Odcinkowych Pomiarów Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczuponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń. Skuteczność działania tych systemów potwierdzają też efekty pracy OPP znajdującego się w tunelu Południowej Obwodnicy Warszawy, na drodze S2. W ciągu pierwszej połowy 2022 roku system zarejestrował 26,8 tys. naruszeń przepisów. Dla porównania, wszystkie fotoradary i OPP zarejestrowały w stolicy łącznie 123,5 tys. naruszeń.

– Dodam, że w ubiegłym roku policja odnotowała prawie 23 tys. wypadków na drogach publicznych. Jeśli przyjrzymy się statystykom, szybko zauważymy pewną prawidłowość – od lat najważniejsze przyczyny wypadków to nieustąpienie pierwszeństwa i nadmierna prędkość. To zawsze numer jeden i dwa. W zależności od kategorii wypadku czasem zamieniają się miejscami. Ta prawidłowość pokazuje, jak ważne zadanie stoi przed systemami kontroli prędkości, szczególnie OPP. Sygnały o ich skuteczności płyną m.in. od zarządców dróg, kontroli transportu, a także NIK, której raport pokazał, że pomiary odcinkowe rejestrują średnio o połowę więcej wykroczeń niż fotoradary – mówi Aleksander Dębski, Kierownik Produktów ITS w Sprint S.A.

Jak skuteczność OPP wygląda w statystykach? Według CANARD, liczba wypadków na odcinkach dróg objętych tego typu kontrolą spadła o 57%, co przełożyło się na 71% mniej ofiar śmiertelnych i o 56% mniej rannych w wypadkach[1].

Więcej OPP na polskich drogach

Obecnie pod kontrolą OPP znajduje się 171,1 km tras. Najwięcej instalacji OPP działa w województwie mazowieckim – razem to 42,2 km odcinków drogowych pod nadzorem kamer. W tej chwili odcinkowe pomiary prędkości działają w 13 województwach, ale w pozostałych 3 (wielkopolskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim) też pojawią się tego typu systemy. 39 nowych, planowanych do uruchomienia w ciągu kilkunastu miesięcy OPP, obejmie łącznie 427,7 km. Oznacza to prawie 600 km pod nadzorem w 2024 r. – to tyle, ile liczy, np. trasa z Gdańska do Krakowa. Jednym słowem, szansa na spotkanie OPP w trasie jest coraz większa. Jak więc prowadzić auto na takim odcinku, aby nie stwarzać zagrożenia na drodze i nie narazić się na mandat? Wystarczy pamiętać o trzech zasadach.

Unikaj „efektu kangura”

Chodzi o gwałtowne hamowanie w miejscu kontroli i przyspieszanie, tuż po minięciu odcinka. Do takich sytuacji dochodzi najczęściej w miejscach, gdzie pracują fotoradary, ale przy OPP też może się to wydarzyć. System jest skonstruowany w taki sposób, aby kierowca zdążył zauważyć miejsce rozpoczęcia pomiaru prędkości i w efekcie mógł płynnie zwolnić, nie stwarzając zagrożenia i nie ryzykując mandatu. Jeśli za OPP chcesz przyspieszyć – nie rób tego gwałtownie i dostosuj prędkość do sytuacji.

Zwracaj uwagę na znaki drogowe

O umiejscowieniu Odcinkowego Pomiaru Prędkości informują znaki D-51a “Automatyczna kontrola średniej prędkości” oraz D-51b “Koniec automatycznej kontroli średniej prędkości”. Umieszcza się je odpowiednio na początku i na końcu monitorowanego odcinka. Obserwacja oznakowania pozwoli ci przygotować się na spotkanie z systemem i dostosowanie prędkości. O obecności OPP na drodze informują też aplikacje dla kierowców.

Znaki D-51a i D-51b

Nie zwalniaj do prędkości znacznie niższej niż dopuszczalna

To częsta przypadłość wielu kierowców, którzy w miejscu pracy urządzeń pomiarowych zwalniają do niewielkiej prędkości, znacznie poniżej dopuszczalnej. W efekcie dochodzi do tamowania ruchu, co wcale nie jest bezpieczną sytuacją na drodze. Może to oznaczać, że w sznurze pojazdów znajdzie się niepokorny kierowca, który zdecyduje się na niebezpieczne manewry i łamiąc przepisy doprowadzi do poważnego wypadku. Pamiętaj o zasadzie „myśl i przewiduj” – nie wszyscy kierujący są cierpliwi.

– Chciałbym podkreślić ważną rzecz: Odcinkowe Pomiary Prędkości nie są instalowane na złość kierowcom, ale właśnie z myślą o nich i poprawie bezpieczeństwa na drodze. OPP dają kierującym czas na odpowiednią reakcję i wymuszają utrzymanie bezpiecznej prędkości na dłuższym odcinku niż w przypadku fotoradaru. Przywołane wcześniej dane statystyczne pokazują, że ten system jest skuteczny, co powinno być dobrym sygnałem także dla zarządców dróg, którzy chcą poprawy bezpieczeństwa w ruchu. Dodam, że przy montażu OPP można wykorzystać istniejącą infrastrukturę, bez konieczności inwestowania w drogie konstrukcje wsporcze nad pasami ruchu. W tej chwili OPP będzie spotykana coraz częściej na autostradach, drogach szybkiego ruchu i tunelach, bo właśnie tam zwykle sprawdzają się lepiej niż fotoradary – dodaje Aleksander Dębski ze Sprint S.A.

Autor/Źródło: Sprint S.A.

[1] https://www.canard.gitd.gov.pl/cms/rejestracja-wykroczenia-i-co-dalej-?p_p_id=101&p_p_lifecycle=0&p_p_state=maximized&p_p_mode=view&_101_struts_action=%2Fasset_publisher%2Fview_content&_101_assetEntryId=146609&_101_type=content&_101_urlTitle=odcinkowe-pomiary-predkosci-skuteczne-w-walce-z-piratami-drogowymi&inheritRedirect=false

Poufne dane uczniów na celowniku. Szkoły oblewają egzamin z cyberbezpieczeństwa

Szkoły i uczelnie coraz częściej stają się celem grup cyberprzestępczych. W ubiegłym roku aż 6 na 10 placówek edukacyjnych doświadczyło ataku ransomware – to wzrost o 16% względem roku 2020. Według raportu firmy Sophos, w szkolnictwie częściej niż w innych branżach w wyniku ataku dochodzi do zaszyfrowania danych. Placówki te potrzebują także najwięcej czasu na ich odzyskanie – w niektórych przypadkach trwa to aż pół roku.

Aż 95% placówek edukacyjnych twierdzi, że działalność cyberprzestępców uniemożliwiła im normalne funkcjonowanie. W przypadku 94% szkół i uczelni prywatnych skutecznie przeprowadzony atak ransomware wpłynął także niekorzystnie na sytuację finansową. 40% badanych przyznało, że odzyskanie danych było możliwe po więcej niż 30 dniach (w innych branżach było to 20% respondentów). W 9% przypadków odzyskiwanie zasobów trwało od 3 do 6 miesięcy.

Statystycznie podmioty edukacyjne rzadziej są celem ataków ransomware niż należące do innych branż, jak handel, przemysł energetyczny czy ochrona zdrowia (średnia to 66%). Jednak to szkoły częściej mierzą się z problemem zaszyfrowanych przez cyberprzestępców danych – w ten sposób kończy się aż 73% ataków. To aż o 8 punktów procentowych więcej niż światowa średnia.

W 98% przypadków udało się przynajmniej częściowo odzyskać zaszyfrowane przez cyberprzestępców informacje. 3 na 4 placówki korzystały w tym celu z wykonanych wcześniej kopii zapasowych danych. Prawie połowa (47%) zdecydowała się zapłacenie przestępcom okupu. Należy jednak zaznaczyć, że jedynie 2% szkół, które wybrały to rozwiązanie, otrzymało z powrotem komplet swoich danych.

Szkoły i uczelnie są często jednym z głównych celów ataków. Cyberprzestępców kuszą przede wszystkim przechowywane przez placówki poufne dane osobowe. Atakujący zakładają też, że nie napotkają tam silnych zabezpieczeń systemów IT – komentuje Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.

Cyberpolisa dla cyberbezpiecznej szkoły

W przypadku placówek systemu oświaty i szkolnictwa wysoki jest wskaźnik wypłat odszkodowań związanych ze skutkami ataków ransomware – wynosi aż 99%. Wciąż jednak jedynie 78% placówek ma wykupioną cyberpolisę (średnia dla wszystkich sektorów to 83%).

40% ankietowanych z branży edukacyjnej przyznaje, że zmniejszyła się liczba ubezpieczycieli, którzy oferują polisy od cyberataków. Wyższe stały się za to wymagania, które musi spełnić placówka, aby w ogóle mogła zostać ubezpieczona – takiego zdania jest co drugi badany.

Najsłabszym ogniwem systemu jest najczęściej użytkownik, a wciąż wśród uczniów oraz nauczycieli brakuje wiedzy związanej z cyberzagrożeniami i bezpiecznym korzystaniem z sieci. Placówki edukacyjne powinny też ściśle współpracować z zaufanymi specjalistami ds. bezpieczeństwa. Dzięki temu ograniczone budżety będą mogły przeznaczać na właściwe rozwiązania, które zapewnią skuteczną ochronę i pozwolą spełnić standardy wymagane przez ubezpieczycieli – dodaje ekspert.

W kwestiach cyberbezpieczeństwa warto szykować się na najgorsze i mieć zawczasu opracowany szczegółowy plan działania. Absolutną podstawą jest wykonanie kopii zapasowych i ćwiczenie szybkiego przywracania z nich danych. Wyniki badania pokazują, że to sprawdzony sposób na walkę ze skutkami ataków ransomware – mówi Grzegorz Nocoń.

Ekspert Sophos podkreśla, że szkoły nie powinny czekać na pierwszy ruch ze strony przestępców. Należy aktywnie kontrolować systemy i sieć, aby powstrzymać lub jak najwcześniej zareagować na atak. Osoby odpowiedzialne za systemy IT w placówkach edukacyjnych powinny zainstalować odpowiednie oprogramowanie do ochrony danych i wykonywać regularne kontrole bezpieczeństwa. Dobrą praktyką jest także bieżące aktualizowanie wszystkich systemów i łatanie luk w zabezpieczeniach, które mogą wykorzystać cyberprzestępcy.

O badaniu

W badaniu „State of Ransomware 2022” wzięło udział 5600 specjalistów IT z firm zatrudniających od 100 do 5000 pracowników, w tym 320 respondentów z systemu oświaty i 410 z uczelni wyższych z 31 krajów.

Debiuty na rynku inwestycyjnym są dobrym znakiem na przyszłość

Od początku 2022 roku inwestorzy zainwestowali niemal 2,9 mld euro w polskie nieruchomości. Wolumen ten był o ponad 40% wyższy w porównaniu z I połową 2021 roku, a zbliżony do wartości uzyskanej w analogicznym okresie 2020 roku, kiedy rynek inwestycyjny osiągnął rezultat 3 mld euro. Apetyt inwestorów na nieruchomości w Polsce mógł częściowo wynikać z potrzeby przynajmniej częściowego zabezpieczenia się przed inflacją.

„Polska w dalszym ciągu jest postrzegana przez inwestorów jako rynek stabilny, aczkolwiek jako część regionu CEE zmieniło się jej postrzeganie w związku z agresją Rosji w Ukrainie. Dodając do tego wysoką inflację, ryzyko recesji i rosnące koszty finansowania, spowodowało to wstrzymanie planów zakupowych przez dużą część inwestorów. Nie oznacza to jednak braku aktywności, gdyż wiele podmiotów z Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej nadal pozostaje w grze. W drugim kwartale rynek zanotował kilka debiutów, a obecne dotychczas w Polsce podmioty powiększyły swoje portfele. To dobry znak na przyszłość,” – komentuje Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Analizując strukturę transakcji inwestycyjnych zmianie pozycji na podium uległy główne sektory. Na pierwszym miejscu znalazł się sektor biurowy, na który przypadło 44% całkowitego półrocznego wolumenu w Polsce. Jak wyjaśnia Szymon Rychły, konsultant w dziale rynków kapitałowych Knight Frank – „za tak wysokim wynikiem stoi rekordowa w historii polskiego rynku inwestycyjnego transakcja zakupu pojedynczej nieruchomości – budynku The Warsaw Hub przez Google. Transakcja ta stanowiła 20% półrocznego wolumenu inwestycyjnego i jednocześnie przyczyniła się do osiągnięcia przez Warszawę około 50% udziału we wspominanym okresie.”

Pozostałe 50% przypadło na miasta regionalne, wśród których dominował Wrocław, w którym wolumen transakcji zakończył się wynikiem 361 mln EUR. Kolejne pozycje zajęły Poznań (120 mln EUR) i Kraków (71 mln EUR). „Przyglądając się bliżej ostatniej dekadzie, sytuacja kiedy wolumen inwestycyjny w miastach regionalnych przekroczył ten w Warszawie miała miejsce jedynie dwa razy, w 2015 i 2017 roku. Obserwowane obecnie zrównanie wolumenów wynika m.in. z dużej dostępności atrakcyjnych produktów właśnie w tych miastach,” – dodaje Szymon Rychły.

„Zanotowany w pierwszym półroczu wzrost o około 60% w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku i powrót sektora biurowego na pierwszą pozycję w strukturze transakcji inwestycyjnych wiązał się z tym, że mimo wcześniejszych obaw, biura dość dobrze poradziły sobie z pandemią, a wojna w Ukrainie w ograniczonym stopniu wpłynęła na aktywność najemców. Potwierdzeniem dobrej kondycji rynku biurowego może być fakt, że wśród inwestorów w I połowie roku znalazły się podmioty debiutujące w Polsce – szwedzka spółka Eastnine, która zakupiła biurowiec Nowy Rynek D od Skanska w Poznaniu i czeska firma Trigea Real Estate, która stała się właścicielem MidPoint 71 we Wrocławiu,” – wyjaśnia Michał Grabara.

W II kwartale roku nie odnotowano transakcji typu prime w sektorze biurowym w Warszawie, jednak szacuje się, że gdyby miały one miejsce to stopy kapitalizacji wyniosłyby 4,50-4,75%. Najlepsze projekty biurowe zlokalizowane w miastach regionalnych osiągnęły stopy zwrotu na poziomie 5,50-6,25% i pozostały stabilne.

Będący w ostatnich miesiącach liderem sektor magazynowy w I połowie 2022 roku zanotował obniżkę o 25% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

„Wielkopowierzchniowe obiekty magazynowe w dalszym ciągu są w kręgu zainteresowania inwestorów i niższy wynik nie powinien sugerować spadku tego zainteresowania. Warto wyjaśnić, że ubiegłoroczne wartości kształtowane były w znacznym stopniu przez transakcje portfelowe, których łączna wartość wyniosła prawie 460 mln EUR. Dla porównania, w minionym półroczu odnotowano finalizację jedynie dwóch transakcji tego typu, które łącznie zamknęły się w kwocie 180 mln EUR,”komentuje Szymon Rychły.

Na koniec II kwartału 2022 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych wielonajemcowych obiektów magazynowych zlokalizowanych w głównych obszarach koncentracji w Polsce kształtowały się na poziomie ok. 5,00-5,50% i pozostały stabilne w porównaniu z początkiem br. Jeśli miałyby miejsce transakcje najlepszymi projektami, o dłuższych niż standardowe umowy najmu (powyżej 10 lat), to oczekuje się, że byłyby one wycenianie na poziomie około 4,50%.

Sektor handlowy, który przez wiele czasu święcił triumfy, a w ostatnich latach zwolnił, skupiając się na mniejszych formatach i lokalnych społecznościach, osiągnął drugą pozycję z udziałem prawie 30% i wolumenem niemal 800 mln EUR. „Do analizy wyników poszczególnych sektorów należy podchodzić z szerszej perspektywy. Dobry wynik zanotowany przez rynek handlowy wynika z dwóch transakcji portfelowych EPP o łącznej wartości 653 mln EUR, które stanowiły ponad 80% wolumenu tego sektora. Pozostałe 144 mln EUR rozproszone było pomiędzy 17 transakcji dotyczących w przeważającej większości parków handlowych. To potwierdzenie widocznej na polskim rynku już kolejny rok z rzędu tendencji do lokowania kapitału w mniejsze podmioty, typu parki handlowe i sklepy convenience,” –  wyjaśnia Szymon Rychły.

Zdecydowana większość inwestycji na rynku handlowym w II kwartale 2022 roku dotyczyła mniejszych projektów wycenianych na poziomie 7,50-8,50%. Nie odnotowano w pierwszym półroczu transakcji typu prime, jednak można szacować, że gdyby takie negocjacje miały miejsce, projekty te osiągnęłyby stopę około 5,25%.

Oczekuje się, że w drugiej połowie 2022 roku na nastroje inwestorów na polskim rynku będzie miała wpływ sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie oraz konsekwencje wysokiej inflacji i podnoszonych stóp procentowych. Wojna w Ukrainie i niepewność związana z jej dalszym wpływem na sytuację w Polsce również mogą ostudzić nastroje inwestorów i obniżyć wolumeny inwestycyjne. Prognozowanie skali tych spadków jest jednak obecnie mocno utrudnione ze względu na dynamicznie zmieniające się warunki geopolityczne. Z drugiej strony sprzedający są aktualnie bardziej skłonni do nieznacznych renegocjacji cenowych, a duża część inwestorów zapowiada potencjalny powrót do zakupów po sezonie wakacyjnym.

Co dalej z polską gospodarką?

Pogarszają się nastroje konsumenckie i wskaźniki koniunktury. Obawy związane z rekordową inflacją mieszają się z obawami dotyczącymi ograniczania produkcji przez firmy i recesji.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury PMI dla przemysłu w Polsce wypadł wyraźnie poniżej szacunków i wyniósł 40,9 pkt, przy prognozach zakładających 41,8 pkt. Indeks ten od maja utrzymuje się poniżej granicy 50 pkt i z każdym kolejnym odczytem wypada słabiej.

Nastroje przedsiębiorców są w Polsce wyjątkowo kiepskie. Dla porównania indeks PMI dla przemysłu w strefie euro wyniósł 49,6 pkt, przy oczekiwaniach zakładających 49,7 pkt. Dla największej gospodarki regionu, czyli Niemiec było do 49,1 pkt, przy spodziewanych 49,8 pkt. Wydaje się, że jest to kolejna negatywna informacja dla euro.

Dynamika konsumpcji w Polsce uległa nieznacznemu obniżeniu pomiędzy I i II kw. (z 6,6% r/r do 6,4%) w związku z pogorszeniem nastrojów gospodarstw domowych i spadkiem realnych wynagrodzeń. Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych zmniejszyła się w II kw. do -2,1% wobec +2,5% w I kw.

– Negatywne trendy ogólnoświatowe, które są widoczne zwłaszcza w europejskiej gospodarce, nie są dla nas obojętne, rekordowa inflacja wymusiła podwyżki stóp, których skutki są szczególnie widoczne na rynku nieruchomości – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Co bardzo istotne, tak wysoka inflacja ogranicza rozporządzalne dochody gospodarstw domowych, które z kolei ograniczają swój popyt, a wszyscy żyjemy obawami związanymi z dalszym wzrostem cen surowców energetycznych i z firm napływają sygnały, że z powodu cen energii będą ograniczać produkcję, która staje się dla nich nieopłacalna.

Jak wynika ze wstępnych danych dynamika inflacji w sierpniu w ujęciu r/r wyniosła aż 16,1%, podczas gdy oczekiwania zakładały spadek z 15,6% do 15,4%! Jeśli chodzi natomiast o ujęcie miesięczne, także wygląda to kiepsko, wskaźnik wyniósł 0,8% m/m, przy oczekiwaniach zakładających 0,2% (poprzednio 0,5%). Pomimo oczekiwań zakładających spadek tempa wzrostu cen, wczorajszy odczyt inflacji pokazał kolejny wyraźny wzrost.

Mamy więc problem z recesją, która może nie ograniczyć się do tzw. recesji technicznej, a więc dotyczącej dwóch kolejnych kwartałów.

– To czy będzie jedna czy dwie podwyżki stóp procentowych i o 25 czy 50 pkt. bazowych nie ma już tak dużego znaczenia dla gospodarki. Sytuacja jest bardzo trudna, bo gdy gospodarka spowalnia naturalną reakcją byłoby obniżanie stóp procentowych, a ponieważ polityka pieniężna działa z opóźnieniem to bank centralny powinien zareagować jak najszybciej – komentuje ekspert XTB. – Przed nami sytuacja coraz bardziej stagflacyjna. Prawdopodobnie zapłacimy wysoka cenę za rozrzutność szczególnie w ubiegłym roku, gdy było już jasne, że gospodarka dobrze poradziła sobie z odbiciem pocovidowym i należało wycofywać się z polityki stymulacyjnej, ale tego nie zrobiono.

Banki centralne popełniły bardzo poważny błąd, choć skala tego błędu jest różna w różnych krajach. Wzrost inflacji okazał się zbyt wysoki, aby z tej błędniej polityki można było się wycofać przy niskim koszcie.

– Teraz stoimy przed problemem ochrony gospodarstw domowych przed skutkami podwyżek cen energii i będą to działania prowadzące do uśmierzania bólu, a dla gospodarki oznaczać będą stymulowanie popytu – dodaje P.Kwiecień. – Jeżeli rząd zablokuje podwyżki cen energii, to w gospodarstwach domowych pozostanie więcej pieniędzy, a to znów będzie zwiększać popyt.

Popyt mogłaby ograniczyć zwiększona skłonność do oszczędzania, poprzez atrakcyjne oprocentowanie obligacji skarbowych. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował pismo do Ministerstwa Finansów dotyczące oprocentowania obligacji skarbu państwa i różnego traktowania obywateli i inwestorów instytucjonalnych. Ekspert XTB zwraca jednak uwagę na nową ofertę, na 3-letnie obligacje stałoprocentowe (oprocentowanie 6,50%). Oferta dla inwestorów indywidualnych została w ostatnim okresie znacząco poprawiona.

Praca w domu – 5 lukratywnych pomysłów na biznes

Marzysz o home office? Masz dosyć dojazdów do pracy, stania w korku i straty czasu?

Dochodowa praca w domu jest możliwa. W tym artykule przedstawiamy przykłady biznesów, które możesz rozwijać w domowym zaciszu.

Praca w domu — propozycje off i online

Nie da się ukryć, że szansę na home office daje dziś głownie internet. Chociaż na tym możliwości się nie kończą. Dlatego w naszym zestawieniu znajdą się także inne propozycje.

Copywriter

Co robi copywriter? Wbrew swojej nazwie, niczego nie kopiuje, ale tworzy unikalne teksty (do internetu i nie tylko). Czy piątka z języka polskiego to dobry start w tym zawodzie? Nie zawsze, ponieważ kreatywne i sprzedażowe pisanie nie ma nic wspólnego z wypracowaniem czy rozprawką. Żeby być dobrym copywriterem trzeba umieć sprzedawać słowami. A do tego znajomość interpunkcji i ortografii nie wystarczą. Zanim zaczniesz szukać pierwszych zleceń, zapoznaj się z podstawami marketingu i tzw. “języka korzyści”. Gdzie znajdziesz pierwszych klientów? Na grupach, na Facebooku lub na specjalnych platformach dla początkujących copywriterów. Możesz również wysłać swoje CV, a jeszcze lepiej przykłady tekstów, do agencji marketingowych, które szukają zdalnych copywriterów.

Zdalna asystentka/zdalny asystent

Zdalna asystentka wspiera przedsiębiorców w ich codziennych zadaniach. Takich, na które oni zazwyczaj nie mają czasu. Może to być zatem umawianie spotkań, pilnowanie kalendarza, tworzenie prezentacji, sprawozdań, a nawet odpisywanie na emaile, drobne prace na stronie internetowej czy tworzenie grafik. Wszystko zależy od rodzaju biznesu, ale w przypadku wirtualnej asystentki słowo klucz to z pewnością wielozadaniowość. Wirtualna asysta to stosunkowo nowa profesja, ale jak większość tego typu zawodów, zrodziła się jako odpowiedź na potrzeby rynku.

Call center w wersji home office

Jeszcze kilka lat temu cell center kojarzył się z zatłoczonym pomieszczeniem, wydzielonymi boksami i okropnym hałasem. Dziś tę samą pracę możesz wykonywać w domowym zaciszu, nie zdejmując nawet kapci. Pamiętaj jednak o tym, by nawiązać współpracę z rzetelną firma, która zapewni Ci odpowiedni sprzęt i przeszkolenie, a co najważniejsze — nie obarczy rachunkiem za przeprowadzone rozmowy.

Rękodzieło

Uwielbiasz szydełkować? A może kochasz rośliny? Wykorzystaj to i zmień swoją pasję w biznes. Rękodzieła są dziś w cenie. Podobnie lasy w słoiku, które cieszą się coraz większą popularnością. A marża na tego typu produktach może być naprawdę wysoka. Pamiętaj jednak, że wykonanie to nie wszystko, musisz mieć pomysł, jak dotrzeć do potencjalnych klientów.

Praca w domu — podsumowanie

Czy możesz prowadzić biznes w domu? Oczywiście! Co więcej, w większości przypadków, prowadzenie działalności gospodarczej, nie wyklucza ubezpieczenia mieszkania, jeżeli powierzchnia przeznaczona na jej prowadzenie nie przekracza 50% lokalu, a PKD nie znajduje się na liście wyłączeń.

PragmaGO przejmuje ZCP Fandla Faktoring

PragmaGO przeprowadziła transakcję nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa Fandla Faktoring Sp. z o.o. To kolejne przejęcie, dzięki któremu PragmaGO realizuje strategię dynamicznego rozwoju na rynku faktoringu. PragmaGO przejmie od Fandla obsługę ok. 800 klientów, współpracę z partnerami biznesowymi, a także doświadczony zespół pracowników z obszaru sprzedaży i obsługi klientów, który już od września będzie funkcjonował jako warszawski oddział PragmaGO. Fandla Faktoring nie będzie już świadczyć usług finansowania MŚP, a jej aktualny portfel wierzytelności faktoringowych oraz zobowiązania nie są przedmiotem transakcji.   

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO

„Model sprzedażowy Fandla Faktoring jest spójny z założeniami naszej strategii online, która gwarantuje małym i średnim przedsiębiorcom dostęp do wygodnego finansowania – wtedy, kiedy go potrzebują. Nabycie Fandla to inwestycja nie tylko w pozyskanie bazy klientów i partnerów biznesowych, ale też wypracowane know-how. W 25-letniej historii PragmaGO przy okazji kolejnych przejęć kilkukrotnie przeprowadzaliśmy transfer wiedzy, za każdym razem uzyskując efekt synergii i wartość dodaną dla całego biznesu. Nie mamy wątpliwości, że tak będzie i tym razem” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Dotychczasowi klienci Fandla Faktoring otrzymają dostęp do szerokiego portfolio produktów online, jakie oferuje PragmaGO (faktoring, faktoring odwrotny, lekkie produkty pożyczkowe na pokrycie kosztów działalności, w tym podatków i ZUS). Będą mogli również korzystać z wyższych niż dotychczas limitów finansowania.

PragmaGO ma spore sukcesy związane z przejęciami w przeszłości. Spółka zainwestowała m.in. w start-up LeaseLink (doprowadzając go do pozycji lidera na rynku e-leasingu), spółkę technologiczną Mint Software (obecnie PragmaGO.tech tworzącą dedykowane rozwiązania IT tylko dla PragmaGO) oraz Brutto (dostarczającą finansowanie m.in. klientom platform do fakturowania).

“Naturalną ścieżką rozwoju każdego fintechu mikrofaktoringowego jest to, że ewoluuje wraz ze swoimi klientami. Klienci Fandla rosną dynamicznie i w związku z  tym potrzebują coraz wyższych limitów finansowania i dostępu do zróżnicowanych produktów. Zdecydowaliśmy, że najlepszym sposobem na dostarczenie im niezbędnych usług jest rozwój w ramach PragmaGO – dużego partnera dysponującego środkami finansowymi i szeroką ofertą produktową dla MŚP” – mówi Tomasz Bogus, współzałożyciel i Prezes Zarządu Fandla Faktoring.

Rosną zatory płatnicze

Sytuacja gospodarcza w Polsce nadal jest w znacznym stopniu kształtowana przez wysoką inflację. W lipcu inflacja sięgnęła 15,6% – co jest poziomem najwyższym od ćwierć wieku. Istotny wzrost cen przede wszystkim dotyczy surowców energetycznych: energii, gazu, ropy. Wojna w Ukrainie spowodowała dodatkowo mocne zwiększenie cen zbóż i surowców rolnych – co już widać w cenach gotowych produktów, które kupujemy w sklepach. Konsumenci bardziej ostrożnie podchodzą do zakupów i wydaje się, że ta postawa będzie widoczna także w drugiej połowie tego roku – a możliwe także, że i w pierwszych miesiącach 2023 roku. W związku z tym, że polska gospodarka uzależniona jest od konsumpcji gospodarstw domowych, będzie to miało wpływ na wzrost gospodarczy. Już obecnie widać, że w drugim kwartale tego roku w ujęciu kwartał do kwartału, gospodarka polska się skurczyła.

– Oczekujemy, że szczyt inflacji jeszcze przed nami. Prawdopodobnie kolejne miesiące – sierpień i wrzesień – pokażą jeszcze wyższe odczyty inflacji. Spadku do poziomu jednocyfrowego należy oczekiwać dopiero w 2023 roku i to nie w pierwszych miesiącach, a dopiero około połowy przyszłego roku. Zresztą nie jest to czymś wyjątkowym – w innych krajach również obserwujemy podobną sytuację i to także będzie miało negatywny wpływ na naszą gospodarkę, ponieważ nadal dosyć dużo eksportujemy – zwłaszcza do Europy Zachodniej – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Takie kraje jak Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy – pozostające w rankingu naszych głównych odbiorców handlowych – doświadczają spowolnienia gospodarczego. To przekłada się na gorszą koniunkturę w Polsce. W obrazie sytuacji gospodarczej myślę, że nie należy zapominać o sytuacji mikroekonomicznej przedsiębiorstw – czyli o tym, jak kształtuje się ich sytuacja płynnościowa. Już przed wybuchem wojny Rosja-Ukraina zauważyliśmy, że zatory płatnicze wzrosły. Średnie opóźnienia płatnicze w Polsce na początku tego roku wyniosły 56,7 dnia. Wzrost rok do roku wyniósł aż 9 dni. Największe zatory obserwujemy w branży transportowej i budowlanej. To jest powrót do poziomów przed pandemicznych i spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach opóźnienia płatności jeszcze wzrosną – prognozuje Sielewicz.