Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2021 roku

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w pierwszym kwartale 2021 roku.

Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2021 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 6 043 300 m kw.

W I kwartale 2021 roku na stołeczny rynek dostarczono około 167 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ośmiu projektach. Największymi z nich były Skyliner o powierzchni 48 500 m kw. oraz Generation Park Y (44 300 m kw.), oba zlokalizowane w strefie Centrum. Ponadto na rynek dostarczono: Forest Kampus (19 700 m kw., w strefie Centrum), kolejne dwa budynki (M oraz N) kompleksu Koneser (17 700 m kw., w strefie Wschód), II etap kompleksu Moje Miejsce (15 200 m kw., w strefie Mokotów), X20 (13 700 m kw., w strefie Mokotów) oraz pierwszy budynek kompleksu Baletowa Business Park (8000 m kw., w korytarzu Puławskiej).

Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,4% (wzrost o 1,5 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 3,9 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2020 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 691 600 m kw.W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 12,2%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 10,9%.

W pierwszym kwartale 2021 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął prawie 109 300 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się niezmiennie strefy Mokotów oraz Centrum.W okresie od stycznia do końca marca 2021 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 66% (włączając umowy przednajmu). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 32% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 2%.

Największymi transakcjami I kwartału 2021 r. były: umowa przednajmu Zarządu Transportu Miejskiego w Fabryce PZO na 9800 m kw., renegocjacja umowy na 7500 m kw. przez Credit Suisse w Atrium 2 oraz odnowienie umowy przez Royal Bank of Scotland na 5700 m kw. w Wiśniowy Business Park.

Spółka TenderHut – debiutant na rynku NewConnect – opublikowała raport roczny za 2020

Po wtorkowym debiucie, na którym akcje urosły o 6%, spółka opublikowała dziś swój pierwszy raport roczny. Pomimo pandemii wartość skonsolidowanych przychodów TenderHut w 2020 roku wzrosła do poziomu 46,9 mln zł, tj. o 24% w porównaniu do roku poprzedzającego. Zdecydowanej poprawie uległ wskaźnik EBITDA, który za 2020 rok wyniósł 8,8 mln zł, co oznacza wzrost o 92% w stosunku do roku poprzedniego. Grupa TenderHut wypracowała zysk netto dwukrotnie wyższy niż w roku 2019, który osiągnął poziom 5,9 mln zł.

Rok 2020 zaczął się dla TenderHut optymistycznie. Po najlepszym w historii spółki, pod względem wyników, czwartym kwartale 2019 roku Grupa TenderHut weszła w 2020 rok z dobrym portfelem projektów. SoftwareHut został ujęty w rankingu Financial Times 1000 Europe Fastest Growing Companies, jako jedna z najszybciej rozwijających się spółek zajmując 32 miejsce w rankingu i 2 w Polsce. Na początku roku spółka ogłaszała bardzo ambitne plany w zakresie rozwoju i akwizycji.

W wyniku pandemii szeroko zakrojone plany akwizycyjne na 2020 rok zostały jednak istotnie zredukowane. TenderHut dokonała jedynie przejęcia 45% udziałów spółki Nordic Tech House AB, szwedzkiego akceleratora startupów, współpracującego z Grupą TenderHut już od kilku lat. Ta transakcja wzmocniła pozycję spółki na rynku szwedzkim. Plany kolejnych przejęć zostały jednak odsunięte na bardziej stabilne czasy. Rezultatem ograniczenia planów inwestycyjnych było podwojenie skonsolidowanego zysku, który na koniec 2020 roku osiągnął poziom 5,9 mln zł.

 To co nas wyróżnia wśród innych technologicznych spółek, to jest to, że nasz model biznesowy budujemy na trwałej relacji z klientem. Co powoduje, że rozwijamy się trochę, jak firmy z modelu Software as a Service, które w każdym miesiącu mają kolejnych subskrybentów na swoje usługi. Tak samo jest z TenderHut. Szczycimy się tym, że mamy bardzo niski wskaźnik rezygnacji klientów z naszych usług. Stajemy się dla nich miejscem, w którym mogą zaspokoić większość swoich technologicznych potrzeb – tak tajemnicę regularnych i dynamicznych wzrostów spółki tłumaczy Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Prezes spółki ogłosił podczas debiutu, że celem spółek z Grupy TenderHut na rok 2021 jest umacnianie się na rynkach Europy Zachodniej, Północnej oraz USA, a także ekspansja na rynki wschodzące, czyli Daleki Wschód. TenderHut ma już oddział w Chinach, a teraz planuje założenie oddziału w Japonii.

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. W obszarze outsourcingu spółka rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT), ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

W I kwartale 2021 r. liczba niewypłacalności wzrosła o 105 proc.

W I kwartale 2021 r. w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano informacje o 538 niewypłacalnościach polskich firm, tj. o 105% więcej niż przed rokiem (263 niewypłacalności w I kw. 2020 r.). Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne stanowi 66% wszystkich niewypłacalności – w dużym stopniu zastępuje dotychczasowe formy niewypłacalności (upadłość likwidacyjna i postępowania naprawcze), na równi z nimi oznacza brak płynności firm ją przeprowadzających przy jednocześnie dużo prostszych procedurach formalnych, dostosowanych do obecnej sytuacji.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego – w tym wprowadzonym w tarczy 4.0 z 2020 r. uproszczonym postępowaniem restrukturyzacyjnym. Wiążą się z brakiem środków na pokrycie zobowiązań u dostawcy, powodując efekt domina – ich kłopoty z płynnością

 

  • W żadnym z sektorów gospodarki nie było spadku r/r liczby niewypłacalności (najmniejsza skala wzrostu – w budownictwie, „tylko” o 50% r/r)
  • Usługi – wzrost niewypłacalności w całym kwartale (o +174% r/r), ale skokowo w marcu (83 firmy vs. 33 w III 2020), po kolejnym zamknięciu gospodarki. Szerokie spektrum firm w kłopotach – usług dla ludności (gastronomia i hotelarstwo, ochrona zdrowia, edukacja czy warsztaty samochodowe), dla firm (doradztwo biznesowe, obsługa finansowa, obsługa rynku pracy), jak i dla szukających oszczędności podmiotów publicznych (utrzymanie czystości i zieleni, ochrona)
  • Rynek nieruchomości – duży popyt na rynku mieszkaniowym nie oznacza hossy dla całej branży. Oszczędności na porządku dziennym – niewypłacalności firm związanych z zarządzaniem procesami inwestycyjnymi i ich przygotowaniem (w samym marcu 6) a także efekt załamania rynku wynajmu: kryzys w obsłudze nieruchomości i pośrednictwie w obrocie nimi (10 niewypłacalności w marcu)
  • Spadek inwestycji i nakładów: przedsiębiorstw (niewypłacalności firm instalujących, serwisujących maszyny), ale także konsumentów (niewypłacalności warsztatów samochodowych, dotychczas bardzo rzadkie)
  • Postępująca fala niewypłacalności wielkotowarowych producentów podstawowych art. spożywczych: upraw rolnych, hodowli i chowu zwierząt (14 w styczniu, 18 w lutym i 26 w marcu). Podobny efekt i skala w otoczeniu rolnictwa – wyspecjalizowanych usługach, maszynach i środkach do produkcji, w handlu płodami rolnymi
  • Produkcja:
    • widoczne problemy części przetwórców żywności (owoców i warzyw, nabiał, sektory oparte na zbożach jak piekarnictwo)
    • najliczniejsze niewypłacalności w przemyśle ciężkim: sektorze metalowo-maszynowym, wyrobów elektrycznych oraz w produkcji na rzecz budownictwa
    • niewypłacalności także w przemyśle lekkim: odzież i obuwia; novum są pojawiające się problemy producentów tektury, opakowań, drukarni
  • Budownictwo – najlepiej nie oznacza, że dobrze: +50% r/r wzrost liczby niewypłacalności, także w marcu, pomimo rozpoczęcia sezonu budowlanego. Popyt na rynku mieszkaniowym oraz uruchomienie kolejnych inwestycji infrastrukturalnych nie wpłynęły na obydwie części rynku – równie dużo jest niewypłacalności firm budujących budynki, jak i tych prac specjalistycznych (elektryczne, dachowe, oświetleniowe, kanalizacyjne etc.)
  • Transport – pandemia i związane z nią utrudnienia, czy nowe regulacje (w tym te dotyczące płac) – w marcu wzrost niewypłacalności w transporcie (18 firm). Co więcej – pojawiają się niewypłacalności firm logistycznych i obsługujących transport lądowy (4 w marcu)
  • Regiony: kryzys najmocniej uderza w regiony najaktywniejsze w sektorze przemysłowym i usługowym (poza Dolnym Śląskiem – a więc wzrost niewypłacalności na Mazowszu, w Wielkopolsce, na Pomorzu czy w Małopolsce) ale także te związane m.in. z produkcją rolną, transportem i przemysłem lekkim (jak Lubelskie, Podlaskie, Łódzkie czy Lubuskie)

W I kwartale 2021 r. wzrost liczby niewypłacalności

Kryzys wywołany pandemią to kryzys firm MSP, zwłaszcza tych najmniejszych – firm rodzinnych

– Pomoc publiczna dla firm ma skalę niełatwą nawet do oszacowania – mówi się o nawet 230 mld złotych (za rzecznikiem MSP). Pomimo tego realia rynkowe: od tych oczywistych jak przerwy w funkcjonowaniu handlu i usług po czynnik psychologiczny – niepewność a może nawet strach oznaczające odkładanie wydatków prywatnych jak i firmowych uderzyły w bieżące finanse, jak i perspektywy dalszego funkcjonowania bardzo wielu firm rodzinnych. Firm bez takich zasobów jak duże, często międzynarodowe firmy, mające nie tylko zdolność kredytową, ale i pewne miejsce w łańcuchach dostaw wewnątrz korporacji. Stąd kryzys wywołany pandemią jest kryzysem firm małych – i nie należy tego lekceważyć, gdyż to one są podstawą gospodarki w przybliżeniu zatrudniając 70% pracujących w przedsiębiorstwach i tworząc 50% PKB – mówi Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Może więc nie wielkość firm, ale skala problemu niewypłacalności powinny zwrócić uwagę – niewypłacalności, gdyż duża część tych firm nie ma możliwości organizacyjnych ani finansowych na przeprowadzenie procesu upadłościowego. Na upadłość stać generalnie tylko firmy duże. Dlatego błędem jest ocenianie sytuacji rynkowej tylko na podstawie pojedynczego, wyrwanego z szerszego kontekstu niewypłacalności elementu, jakim są upadłości likwidacyjne. Obecnie niełatwe do przeprowadzenia także organizacyjnie, z powodu lockdownu i reżimu funkcjonowania instytucji publicznych.

Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes uważa, że „dziwne byłoby, gdyby firmy nie korzystały z prostszego narzędzia w postaci uproszczonego postepowania restrukturyzacyjnego, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji – nie tylko finansowo-popytowej, związanej z zamknięciami gospodarki, ale także ograniczonej możliwości spotykania się i rygoru sanitarnego w jakim działają sądy, urzędy etc.  Warunkiem powodzenia działań naprawczych jest ich rozpoczęcie bez zwłoki i uproszczone postępowanie to umożliwia.”niewypłacalności firm I kw 2021 2 niewypłacalności firm I kw 2021niewypłacalności firm I kw 2021 3

Łatwiej jest wygrać w tzw. sprawach polisolokat. Sądy ukształtowały jednolitą linię orzeczniczą

W sądach coraz częściej zapadają korzystne dla konsumentów orzeczenia w sprawach dotyczących tzw. polisolokat. Osobom wnoszącym pozwy zasądzany jest m.in. zwrot wszystkich uiszczonych składek z powodu nieważności umowy. Można też dostrzec pewne podobieństwa do rozstrzygnięć zapadających w kwestii kredytów frankowych. Skargi na umowy ubezpieczenia na życie z funduszem kapitałowym docierają też do UOKiK. Jego prezes wydaje istotne poglądy w sprawie, co przydaje się na sali rozpraw. I jak dodają eksperci, istnieje co najmniej kilka podstaw umożliwiających stwierdzenie nieważności takiej umowy.

Zwrot całości

Według prawników, sądy powszechne coraz częściej stwierdzają brak ważności ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (tzw. polisolokaty). Uznają nieważność umowy lub deklaracji przystąpienia do ubezpieczenia. W konsekwencji zasądzają na rzecz klientów zwrot wszystkich uiszczonych składek. Wcześniej ukształtowała się jednolita linia orzecznicza w sprawach o zwrot opłat likwidacyjnych. Zgodnie z nią, konsumentom należą się zwrotnie środki pobierane przez towarzystwa ubezpieczeniowe w związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy. Postanowienia umowne dotyczące opłat likwidacyjnych są uznawane za klauzule niedozwolone.

– Kwestia nieważności umów ubezpieczenia stanowi swego rodzaju novum. Dla konsumentów otwiera to drogę do odzyskania całej kwoty zainwestowanej w tzw. polisolokatę. Dzieje się tak, nawet jeśli wcześniej już wytoczono powództwo przeciwko TU o zwrot opłaty likwidacyjnej i sprawa została prawomocnie zakończona – komentuje adwokat Milena Mocarska z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Eksperci zwracają też uwagę na wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Warszawie 26 maja 2020 roku (sygn. akt XXV C 725/17). Sąd z urzędu zbadał abuzywność postanowień umowy ubezpieczenia na życie z UFK, choć ten argument nie był podnoszony przez stronę powodową w trakcie procesu. I uznał, że niedozwolony charakter mają postanowienia regulaminu UFK określające sposób wyceny aktywów funduszu.

– W konsekwencji postanowienia te nie wiążą konsumenta i nie mogą zostać zastąpione innymi zapisami. A bez tych zakwestionowanych, określających główne świadczenia stron, nie jest możliwe utrzymanie tego stosunku zobowiązaniowego. To z kolei prowadzi do jego nieważności – wyjaśnia mec. Mocarska.

Wyżej wskazane orzeczenie pokazuje również, że sądy coraz odważniej korzystają z instrumentów przewidzianych w Dyrektywie Rady 93/13/EWG ws. nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Podobnie dzieje się sprawach związanych z tzw. kredytami frankowymi. W nich sądy stwierdzają nieważność umów kredytowych.

– Argumentację sądu zawartą w ubiegłorocznym uzasadnieniu wyroku należy ocenić jako bardzo trafną. Jednak posługiwanie się nią w innych sprawach wymaga dokładniejszej analizy, nie tylko konkretnej umowy, ale również Regulaminu UFK – podkreśla Milena Mocarska.

Istotne poglądy

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów docierają pojedyncze skargi na tzw. polisolokaty. Co do zasady dotyczą spraw przedawnionych, problemów indywidualnych, o czym informuje UOKiK. Konsumenci czują się wprowadzeni w błąd, ponieważ myśleli, że będzie to inny produkt. Urząd wykorzystał skargi na misselling w postępowaniu. W styczniu br. wydał decyzję dot. Open Life i nieuczciwej sprzedaży. W tym przypadku została nałożona kara w wysokości ponad 20 mln zł.

– Jak wynika z mojego doświadczenia, w sprawach sądowych o stwierdzenie nieważności tzw. polisolokat mocne wsparcie okazuje Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wydaje on korzystne dla konsumentów istotne poglądy w sprawie – mówi ekspert z warszawskiej kancelarii.

Od 2016 roku Prezes UOKIK wydał prawie 2,4 tys. istotnych poglądów, z czego 539 tylko w ubiegłym roku. Najwięcej jest tych związanych ze sprawami frankowymi, a drugą liczną grupę stanowią te dotyczące tzw. polisolokat.

– Po złożeniu pozwu, zainteresowana strona może się zwrócić do Prezesa UOKiK o wyrażenie opinii co do zasadności roszczenia. I wydawane są korzystne dla konsumentów istotne poglądy w sprawie. Jeśli Prezes UOKiK uzna, że przemawia za tym interes publiczny, przedstawia bezpośrednio sądowi swoje stanowisko na piśmie. Wskazuje w nim, czy i dlaczego w jego ocenie umowa ubezpieczenia na życie z UFK jest nieważna. To oczywiście nie jest wiążące dla sądu, jednakże niewątpliwie wzmacnia argumentację strony powodowej – opisuje adwokat Mocarska.

Nieważność umowy

Problem dotyczy wybranych umów ubezpieczenia. Znawcy tematu podkreślają, że istnieje co najmniej kilka podstaw stwierdzenia ich nieważności. W niektórych przypadkach nie doszło do określenia sumy ubezpieczenia. Tym samym czynność prawna jest sprzeczna z ustawą. Wymagane jest bowiem określenie, jakie świadczenie należy się osobie uprawnionej na wypadek zajścia zdarzenia. Przy tym brak sumy ubezpieczenia to nie tylko całkowite pominięcie tej kwestii w polisie czy deklaracji przystąpienia.

– Często uzależniano wysokość sumy ubezpieczenia od wartości rachunku w dacie zaistnienia zdarzenia ubezpieczeniowego. Zatem nie sposób było określić tej wysokości na dzień zawarcia umowy. Takie postanowienie nie spełnia wymogu określenia sumy ubezpieczenia – analizuje Mocarska.

Nieważność umowy wynika też z braku ryzyka po stronie zakładu ubezpieczeń. A to jest sprzeczne z samą istotą ubezpieczenia. Wspomniane wcześniej uzależnienie wysokości świadczenia od kwoty znajdującej się na rachunku ubezpieczonego powoduje, że ubezpieczyciel nie ponosi żadnego ryzyka. Środki wypłacone w przypadku zgonu ubezpieczonego lub w razie dożycia do końca okresu ubezpieczenia pochodzą bowiem w całości z wpłaconych przez niego wcześniej składek.

– Zastrzeżenia budzi także sposób obliczania wysokości środków znajdujących się w portfelu klienta. Sposób wyceny instrumentów finansowych, w które lokowane są składki, jest nieweryfikowalny. To bowiem zależy od czynników niejawnych dla stron umowy. A często przesądzają o tym arbitralne decyzje podmiotu trzeciego – wyjaśnia ekspert z MBM Legal.

W niektórych przypadkach można również mówić o próbie obejścia przepisów ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym przy zawarciu umowy ubezpieczenia. Podmiot wskazany formalnie w polisie jako ubezpieczający nie był odpowiedzialny za uiszczanie składek, a ponadto otrzymywał wynagrodzenie od ubezpieczyciela.

– Analizując kolejne sprawy, można odnieść wrażenie, że w części tzw. polisolokat całkowicie zabrakło elementu ubezpieczeniowego, ochronnego. Natomiast skupiono się wyłącznie na celu inwestycyjnym umowy. On zresztą w większości przypadków nie został osiągnięty – podsumowuje adwokat Mocarska.

Rynek pożyczkowy – dane za marzec 2021 r.

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły więcej pożyczek zarówno w ujęciu liczbowym (+8,1%), jak i wartościowym (+12,5%). Łączna wartość nowo udzielonych pożyczek wyniosła w marcu br. 500 mln zł. Średnia kwota udzielonej pożyczki pozabankowej wyniosła 2 319 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w marcu ub. r. o (+3,7%).

W marcu 2021 r., 39,9% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 10,6% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 40,3% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty poniżej 1 tys. zł miały 10,4% udział w sprzedaży.

W pierwszym kwartale 2021 r. liczba nowo udzielonych pożyczek wyniosła 558,5 tys. sztuk i była niższa o (-11,5%) w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 r. Wartość nowo udzielonych pożyczek w okresie styczeń – marzec 2021 r. to 1,399 mld zł – mniej o (-9,9%) w zestawieniu do analogicznego okresu 2020 r.

W okresie pierwszych trzech miesięcy 2021 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały ujemne dynamiki. Najwyższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym oraz wartościowym w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 r. odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego 2–3 tys. zł odpowiednio: (-16,1%) oraz (-16,8%). Najniższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym w okresie styczeń – marzec 2021 r. w porównaniu do stycznia – marca o 2020 r. odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego powyżej 5 tys. zł (-7,9%). Natomiast w ujęciu wartościowym pożyczki z przedziału do 1 tys. zł (-3,1%).

Więcej szczegółowych informacji znajdziecie Państwo w załączonym poniżej Raporcie. Zapraszamy także do nowej sekcji w portalu BIK, pt. Analizy rynkowe, w której ilustrujemy istotne i aktualne trendy w trzech ujęciach i przekrojach.

E-doręczenie uwolni nas od kolejek na poczcie

Kolejne elementy administracyjne, z którymi ma do czynienia polski obywatel, powoli ulegają cyfryzacji. Taki los czeka już niedługo urzędowe listy polecone, które będzie można otrzymać przez e-doręczenie. Każdy z nas co jakiś czas musi odebrać list polecony z urzędu – co wiąże się z regularnym sprawdzaniem skrzynki i odstaniem swojego czasu w kolejce na poczcie. E-doręczenie zmieni formę dostarczania pism wymagających potwierdzenia doręczenia na cyfrową. Urzędy nie będą musiały tworzyć i wysyłać papierowych pism, które później przeszłyby całą drogę dostarczenia i odebrania przez adresata. Ważne jest jednak, by na pewno zadbać o równomierny rozwój tej usługi w skali kraju. Obecnie część usług – chociażby realizowanych na poziomie jednostek gminnych – w jednych samorządach jest już dostępne drogą elektroniczną, a w innych jeszcze nie.

– Proces przechodzenia na drogę elektroniczną doręczania pism poleconych jest rozpisany na kilka lat. Z pewnością będzie to jedna z usług, która odciąży zarówno urzędy, jak też obywateli. To pokazuje kierunek, w jakim idzie nasza administracja. Kolejne usługi są przenoszone do internetu – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w PIE. – Żeby od strony użytkownika ta administracja działała sprawnie, potrzebny jest rozwój oraz integracja systemów i rejestrów, które są po stronie administracji. To dużo skomplikowanej pracy, której często nie widzimy na co dzień. Ale żeby te systemy się sprawnie ze sobą komunikowały, żeby wszystko było bezpieczne i te usługi były osiągalne – jest niezbędna praca, która musi zostać wykonana. Dlatego na wprowadzenie usługi e-doręczenia jeszcze chwilę poczekamy – tłumaczy Święcicki.

Dynamika wynagrodzeń i produkcji sprzedanej przemysłu zaskoczyła analityków

Dynamika wynagrodzeń i produkcji sprzedanej przemysłu wyższa niż zakładano. Podobnie jak w USA mamy do czynienia z nową polityką na czas kryzysu, polegającą na zasadzie „wydawaj pieniądze i nie myśl co dalej”.

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw o zatrudnieniu powyżej 9 osób w marcu wyniosła 8,0 proc. r/r (wobec 4,5 proc. r/r w lutym). Według konsensusu rynkowego analityków ten wzrost miał być znacznie niższy, prognozowano 5,5 proc.

W ujęciu realnym, po skorygowaniu inflację, wynagrodzenia w firmach zwiększyły się w marcu o 4,7 proc. r/r. To dynamika najwyższa od maja 2019 r.

Zgodnie z informacją GUS, czynnikami oddziałującymi na przyspieszenie wzrostu płac w marcu były wypłaty premii kwartalnych, świątecznych, uznaniowych, motywacyjnych, nagród rocznych oraz wynagrodzeń za nadgodziny.

– Z tego wysokiego wzrostu wynika, że inflacja będzie ważnym tematem w polskiej gospodarce – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Do danych o wynagrodzeniach i produkcji przemysłowej w marcu powinniśmy jednak dodać łyżkę dziegciu w postaci nadal spadającego zatrudnienia, które może osłabiać prognozowany wzrost polskiego PKB.

W marcu dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wyniosła -1,3 proc. r/r (wobec -1,7% w lutym). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie spadło o 3,7 tys. osób,

Produkcja sprzedana przemysłu w przedsiębiorstwach o zatrudnieniu powyżej 9 osób zwiększyła się w marcu o 18,9 proc. r/r (wobec wzrostu o 2,7% w lutym). Analitycy przewidywali wzrost o 13,1 proc. do optymizmu są jednak względne, ponieważ najistotniejszą przyczyną silnego zwiększenia dynamiki produkcji przemysłowej pomiędzy lutym i marcem był efekt bardzo niskiej ubiegłorocznej bazy – to w marcu 2020 r. odnotowano znaczący spadek produkcji spowodowany wybuchem pandemii i towarzyszącymi jej obostrzeniami oraz zerwanymi globalnymi łańcuchami dostaw.

– Dynamika wartości produkcji sprzedanej jest rzeczywiście dużym zaskoczeniem, a pokazuje, że polska gospodarka nie radzi sobie źle i jesteśmy powyżej trendu wzrostowego – przyznaje ekspert XTB. – Należy spodziewać się, że kwiecień i maj będą również bardzo dobre, właśnie ze względu na efekt niskiej bazy, jednak później ta dynamika wyhamuje.

Z optymizmem powinniśmy być ostrożni także z tego powodu, że na dynamikę wartości produkcji wpływa wysoka inflacja. Inflacja producencka jest wyższa od konsumenckiej (odpowiednio 3,9 proc. wobec 3,2 proc.), co jest przede wszystkim związane z cenami ropy naftowej.

Jednak aktualną sytuację w Polsce można przyrównać do tego co dzieje się w USA i wielu innych krajach, a wówczas przekonujemy się jak dziwny jest obecny kryzys w porównaniu do poprzednich. Sytuacja ta jest efektem polityki rządów i banków centralnych.

– Mamy do czynienia z czymś, co można nazwać nową polityką opartą na zasadzie: wydawaj pieniądze i nie myśl – dodaje M.Stajniak.

Ulga IP BOX – fiskus mnoży problemy. Programiści mają coraz bardziej pod górkę

Aż 39 dodatkowych pytań zadali urzędnicy Krajowej Informacji Skarbowej programiście, który starał się o udzielenie indywidualnej interpretacji podatkowej. Chodziło o ulgę IP BOX, która stała się dla wielu pracowników z branży IT „świętym Graalem”, bo łączy się z preferencyjną stawką podatkową. Mimo że ulga miała zwiększyć udział wydatków na badanie i rozwój w polskim PKB, to urzędnicy coraz dokładniej sprawdzają każdy wniosek.

Programiści masowo zaczęli korzystać z ulgi IP Box. Kusząca jest stawka podatku, czyli zaledwie 5%. Jednak jedna najnowszych interpretacji Krajowej Informacji Skarbowej z 6 kwietnia 2021 roku, nie pozostawia złudzeń. Fiskus nie uznaje prawa do ulgi „od ręki”. Co prawda wspomniana decyzja dotycząca indywidualnej interpretacji była ostatecznie pozytywna dla programisty, który starał się o uzyskanie preferencyjnej stawki podatku, ale urzędnicy zanim ją wydali zadali aż 39 dodatkowych pytań.

Ulga czy preferencyjna stawka podatkowa to przywilej, który państwo przyznaje nie dlatego, że kogoś lubi i szanuje. Oczywiście jest tak, że każda ulga fiskalna w dłuższej perspektywie ma przynieść również i państwu korzyści – niekoniecznie wprost zapisane w sekcji wpływów z podatków – ale nie oznacza to, że ulga będzie rozdawana na prawo i lewo. Żeby uzyskać jakąkolwiek preferencyjną stawkę podatkową trzeba wykazać, że rzeczywiście nam się ona należy. Nie możemy zapominać o tym, że jednym z głównych zadań fiskusa jest kontrola i dbanie o to, żeby podatnicy odprowadzali podatki w odpowiedniej wysokości i żeby nikt nie nadużywał swoich przywilejów – mówi Marek Czyżewski, CEO serwisu Pravna.pl, który przez internet świadczy usługi prawne dla biznesu.

Ulga IP BOX marchewką dla pracownika

Przypomnijmy, że ulga IP BOX w polskim systemie podatkowym istnieje od 2019 roku i mogą z niej skorzystać prowadzący działalność badawczo-rozwojową. Dzięki uldze podatnik może rozliczać z fiskusem na podstawie preferencyjnej stawki podatku CIT lub PIT, która wynosi 5%. Aby móc skorzystać z ulgi trzeba wykazać posiadanie tzw. kwalifikowanego prawa IP, które można uzyskać m.in. za prawo do wynalazku (patenty) i dodatkowe prawa ochronne na wynalazek, prawa z rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego dopuszczonego do obrotu, prawa ochronne na wzór użytkowy i prawa z rejestracji wzoru przemysłowego.

Tymczasem ulga IP BOX bardzo chętnie wykorzystywana jest w sektorze IT. – Coraz częściej firmy z branży sektora IT walcząc o wyspecjalizowanych pracowników podkreślają, że są w stanie pomóc swoim nowym pracownikom w przejściu na tę ulgę, a to oznacza oczywiście znacznie więcej pieniędzy na koncie pracownika. Podstawą starań się o ulgę IP BOX jest fakt, że wielu programistów tworzy innowacyjne projekty – zaznacza Czyżewski.

Fiskus nie przymyka oczu

Założyciel serwisu Pravna.pl podkreśla jednak, że ostatnie miesiące są trudne dla programistów, którzy starają się skorzystać z preferencyjnej stawki. I to mimo tego, że samo wprowadzenie ulgi miało za zadanie rozruszać polski sektor innowacyjny i zwiększyć wydatki przedsiębiorców w tym obszarze.

Coraz dokładniejsze kontrole i coraz więcej pytań zadawanych przez urzędników odstraszają wnioskodawców. Cały proces otrzymania ulgi rzeczywiście jest bowiem skomplikowany. Najważniejszym jego elementem jest uzyskanie indywidualnej interpretacji podatkowej. Procedura trwa ok. trzech/czterech miesięcy i rozpoczyna się od sporządzenia wniosku o wydanie takiej interpretacji, który kierowany jest do Krajowej Informacji Skarbowej. W tym czasie należy spodziewać się ze strony organu podatkowego pytań dodatkowych do przedstawionego we wniosku stanu faktycznego. Wówczas na udzielenie odpowiedzi mamy tylko siedem dni. Brak odpowiedzi bądź nie udzielenie jej w terminie skutkuje pozostawieniem wniosku bez rozpoznania – wyjaśnia CEO Pravna.pl.

Czyżewski dodaje, że fiskus zadaje coraz więcej pytań i są one coraz bardziej szczegółowe, a dzieje się tak dlatego, że urzędnicy chcą w jeszcze większym stopniu przenieść ciężar dowodowy na wnioskodawców.

Nie tylko kancelarie prawne zdobyły doświadczenie w sprawie ulgi Również i urzędnicy z każdą sprawą poszerzają swoją wiedzę i mogą zadawać coraz bardziej merytoryczne pytania. Profesjonalnie przygotowany wniosek i rzetelnie prowadzone ewidencje budzą mniej wątpliwości i znacząco przybliżają do sukcesu w kwestii uzyskania preferencyjnej stawki podatkowej – podkreśla CEO Pravna.pl

Programisto – niczego nie ukrywaj

Zdaniem eksperta z serwisu Pravna.pl najważniejszym aspektem jest bardzo szczegółowe opisanie stanu faktycznego. Programista musi wskazać, że program komputerowy lub jego część rzeczywiście ma cechy działalności badawczo-rozwojowej (nie jest powielaniem już stworzonych aplikacji lub systemów), a także poniósł koszty kwalifikowane w związku z wytworzeniem, rozwinięciem lub ulepszeniem kwalifikowanego prawa IP, a także prowadził na bieżąco odrębną ewidencję zdarzeń gospodarczych obejmującą wszystkie operacje finansowe związane z dochodami z kwalifikowanych IP oraz ewidencję czasu pracy.

Doświadczone kancelarie mają już przygotowane procedury działania i cały zestaw pytań, który pomaga w zbieraniu dokumentacji potrzebnej do uzyskania pozytywnej interpretacji KIS. Samodzielna praca nad wnioskiem może być bezskuteczna. Stracimy czas i szansę na zdobycie ulgi – ostrzega Czyżewski, którego firma przygotowała już ok. 500 wniosków, z czego 100 proc. rozpatrzonych zostało pozytywnie.  W 2019 roku przyznano w Polsce blisko 2 tysiące praw do ulgi IP BOX, a choć dane za 2020 rok nie są jeszcze znane, to szacunki wskazują, że przyznano ich kilka razy więcej.

Warto pamiętać, że nie tylko negatywna interpretacja KIS stoi na przeszkodzie w uzyskaniu ulgi IP Box, osobom które pracują w sektorze IT. Z preferencyjnej stawki podatku nie skorzystają managerowie działów IT, programiści zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę oraz podatnicy prowadzących działalność gospodarczą opodatkowaną ryczałtem.

2021 r. będzie przełomowy dla rozwoju fotowoltaiki w Polsce

Korzystne warunki klimatyczne, wzrost cen emisji CO2, coraz tańsza „zielona energia”, zalecenia po obowiązkowym audycie energetycznym, a także obowiązująca od tego roku opłata mocowa – to tylko niektóre z elementów, które mogą wpłynąć na rosnące zainteresowanie OZE w tym roku. W szczególności dotyczy to coraz bardziej atrakcyjnej cenowo instalacji fotowoltaicznej. Jak i ile firmy mogą zaoszczędzić korzystając z energii odnawialnej i nowoczesnych rozwiązań efektywnościowych? 

Opłata mocowa

Od 1 stycznia 2021 roku obowiązuje tzw. opłata mocowa, która ma wpływ na podwyżkę rachunków za prąd dla firm. Przedsiębiorcy będą musieli pokryć 80% jej wolumenu. Wzrost całego kosztu energii dla firm może sięgać nawet 17-20%.

Jednym ze sposobów uniknięcia dodatkowych kosztów jest zainstalowanie własnego źródła energii. Wysokość dodatkowej opłaty jest uzależniona od ilości energii pobranej z sieci w godzinach 7.00-22.00 od poniedziałku do piątku. Korzystanie w tym czasie z paneli fotowoltaicznych, zwłaszcza od wiosny do jesieni, kiedy nasłonecznienie jest większe, przekłada się na realne oszczędności i zapewnia bezpieczeństwo dostaw oraz niezależność energetyczną dla biznesu.

Dzięki instalacjom fotowoltaicznym najwięcej zaoszczędzić mogą podmioty biznesowe i firmy, u których zużycie energii elektrycznej jest największe w ciągu dnia. Opłata mocowa zależy od ilości energii pobranej z sieci, zatem korzystając z fotowoltaiki możemy ograniczyć wydatki – podkreślił Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce.

Rosnące ceny emisji CO2

Rekordowe zapotrzebowanie na prąd i gaz na początku roku oraz dopuszczenie do obrotu emisjami inwestorów finansowych spowodowało znaczny wzrost opłat za emisję CO2, które obecnie kształtują się na poziomie 40 EUR za tonę, a szacuje się, że mogą skoczyć nawet do poziomu 70 EUR za tonę. W dłuższej perspektywie, na wzrost cen dwutlenku węgla w całej Europie wpływ będą mieć unijne plany redukcji spalania paliw kopalnych oraz wdrożona polityka klimatyczna. Podniesienie cen uprawnień do emisji CO2 silnie oddziałuje zwłaszcza na polski rynek, gdzie mix energetyczny zależy od węgla praktycznie w 80%.

Instalacja paneli fotowoltaicznych to prosta i stosunkowo szybka droga do częściowego uniezależnienia swojego biznesu od niepewnej sytuacji na rynku cen energii i rosnących kosztów emisji. – dodał Maciej Kowalski.

Obowiązkowy audyt energetyczny

Ustawa z 2016 r. nakłada obowiązek przeprowadzania okresowych audytów energetycznych w dużych przedsiębiorstwach działających na terenie Polski. Pierwszy audyt trzeba było wykonać w terminie jednego roku od wejścia w życie ustawy, a następne powtarzać co cztery lata. Dlatego wiele firm będzie musiało pamiętać o tym obowiązku właśnie w tym roku.

Raport z audytu pomaga w identyfikacji obszarów, na których można zaoszczędzić poprzez zmniejszenie użycia lub strat energii. Jednym z jego elementów jest wskazanie rozwiązań optymalnych dla danego budynku – na przykład modernizacji oświetlenia lub instalacji paneli fotowoltaicznych. Popularność tych rozwiązań wynika m.in. z tego, że należą do tych zaleceń po audycie energetycznym, które można stosunkowo łatwo i szybko wdrożyć w swojej firmie – wskazuje Przemysław Pidek, Head of Energy Services, Enefit

Zielona energia się opłaca

Energia odnawialna jest coraz tańsza, a największe spadki cenowe odnotowuje właśnie fotowoltaika – nawet 15% względem ubiegłego roku.

 

Niskoemisyjność jest też promowana przez Państwo. – Opłata kogeneracyjna, wynikająca z uchwalonej 14 grudnia 2018 roku ustawy o promowaniu energii elektrycznej  z wysokosprawnej kogeneracji w 2021 r. ustalona została na zero. Stawka tej opłaty jest każdego roku ustalana przez ministra właściwego do spraw energii – obecnie Minister Klimatu i Środowiska – mówi Przemysław Kałek, Radca prawny i Partner w Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy.

W procesie kogeneracji zużycie paliwa jest niższe, niż w osobnym procesie wytwarzania ciepła w ciepłowni i osobnym procesie wytwarzania energii elektrycznej w elektrowni. To przekłada się na duże oszczędności finansowe i jednocześnie jest korzystniejsze dla środowiska.

Firmy inwestują w OZE

Z OZE chętnie korzysta biznes, a firmy coraz częściej inwestują we własne źródła energii. Dla wielu przedsiębiorstw i międzynarodowych korporacji proekologiczna polityka na stałe wpisała się w długofalową strategię działania. Wizerunek biznesu przyjaznego środowisku umacnia pozycję marki i zwiększa jej konkurencyjność na rynku, a korzystanie z „zielonej energii” pozwala znacznie obniżyć wydatki na energię elektryczną, rozszerzając perspektywy rozwojowe firmy. Minimalizacja wpływu na środowisko naturalne, a także inwestycja w OZE, to wartości istotne również dla coraz bardziej świadomych ekologicznie klientów.

Artur Popko nowym prezesem Budimex SA

Artur Popko – dotychczasowy Wiceprezes Budimeksu, związany z firmą od 17 lat, pokieruje Grupą Budimex S.A.

Artur Popko – obecny Wiceprezes Budimeksu – został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Prezesa Zarządu i Dyrektora Generalnego Budimex SA. Obejmie tę rolę 20 maja 2021 roku.

Zmiana personalna spowodowana moją rezygnacją z dotychczasowego stanowiska przebiegła bardzo sprawnie. Artur Popko świetnie zna przedsiębiorstwo, posiada wiedzę, kompetencje i doświadczenie budowane przez lata pracy w branży i Budimeksie. Współpracujemy ze sobą bezpośrednio od co najmniej 11 lat. W tym czasie wraz z podległym zespołem zbudował rolę lidera w branży budownictwa infrastrukturalnego i kolejowego. W ostatnim czasie przejął również odpowiedzialność za budownictwo ogólne i energetyczne a także zasiadł w Radzie Nadzorczej spółki FBSerwis i Mostostal Kraków. Powołanie Artura Popko to część całościowego programu sukcesji w firmie obejmującego wszystkie stanowiska menedżerskie – mówi Dariusz Blocher – dotychczasowy Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Budimex SA.

Obecnie Budimex jest liderem w branży drogowej i pozostaje w pierwszej dwójce największych wykonawców modernizacji linii kolejowych w Polsce.

Dziękuje Dariuszowi Blocherowi za wieloletnią współpracę i wsparcie oraz Radzie Nadzorczej i całemu Zarządowi Budimex za powierzone mi zaufanie. Grupa Budimex jest w stabilnej sytuacji ekonomicznej i rynkowej. Priorytety, wartości i plany biznesowe firmy wyznaczone w ostatnich latach i miesiącach nie ulegają zmianie. Tak jak dotychczas, pozostaniemy firmą transparentną i dotrzymującą obietnic. Naszym priorytetem pozostanie bezpieczeństwo, dbanie o dobro pracowników i społeczności lokalnych, w których funkcjonujemy – mówi Artur Popko – nowy Prezes Zarządu Budimeksu.

Artur Popko jest związany z Grupą Budimex (Budimex Dromex) od 2004 roku. Początkowo pełnił funkcję Kierownika Budowy, a następnie Dyrektora Kontraktu. W roku 2009 awansował na stanowisko Dyrektora Rejonu a następnie Dyrektora Oddziału. Od roku 2011 zarządzał obszarem budownictwa infrastrukturalnego Budimeksu SA. W 2019 r został powołany do roli Wiceprezesa obejmując odpowiedzialność za cały obszar operacyjny Budimeksu SA. Jest absolwentem Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Białostockiej o specjalności Budownictwo Komunikacyjne.

Polskie firmy w Rosji czekają zmiany

Działalność polskich firm w Rosji: wydłużenie terminu na złożenie wniosku o zmianę danych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej.

Według najnowszych ustaleń firmy działające na terenie Federacji Rosyjskiej będą musiały powiadomić urząd skarbowy o zmianach w informacjach zawartych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej w ciągu 7 dni roboczych od daty ich aktualizacji. Taki sam czas będzie miał indywidualny przedsiębiorca na powiadomienie urzędu w celu skorygowania informacji w Jednolitym Państwowym Rejestrze Przedsiębiorców Indywidualnych Federacji Rosyjskiej. To ogólna zasada prawa, która zacznie obowiązywać już od 26 kwietnia 2021 roku. Jak wskazują eksperci JP Business Law Firm to kolejne zmiany  ułatwiające funkcjonowanie przedsiębiorstw i prowadzenie biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej.

Obecnie w większości przypadków obowiązek ten musi zostać spełniony w ciągu 3 dni roboczych od daty zmiany danych. Zasada ta obowiązuje w szczególności przy zmianie adresu lub dyrektora osoby prawnej. Inne nowelizacje zaczną obowiązywać tego samego dnia. Na przykład, jeśli zostanie zarejestrowana nowa nazwa osoby prawnej, urząd skarbowy samodzielnie poprawi informacje o tej ostatniej w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej:

  • jako o założycielu lub członku zwyczajnym innej firmy;
  • o osobie, która może działać w imieniu innej firmy bez pełnomocnictwa;
  • o posiadaczu rejestru akcjonariuszy.

„Ostatnie miesiące to szereg zmian prawnych i administracyjnych mających na celu ułatwienie funkcjonowania biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej. Są to zarówno zmiany w mikro, jak i makro skali jak np. postępująca liberalizacja w zakresie kontroli dewizowej. W dłuższym horyzoncie czasowym może zaowocować to poprawieniem wymiany handlowej Rosji z krajami sąsiedzkimi, w tym Polską, o ile oczywiście nie będzie innych przeszkód natury geopolitycznej” – wyjaśnia Valeria Jelenska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm.

Ekologia w pandemii – raport Green Generation 2021

Na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute w kwietniu 2021 roku na grupie ponad 2000 internautów. To już druga edycja badania i raportu. Pierwszy ukazał się w styczniu 2020 roku. Partnerem głównym inicjatywy jest Allegro, Partnerami branżowymi są GROHE Polska oraz Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris. Pozostali green partnerzy to: CCC S.A., InPost, Naturativ, Sephora Polska, TerGo, Tymbark. Patronat merytoryczny nad projektem objęli: Izba Gospodarki Elektronicznej, Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Polska Izba Opakowań, gazeta.pl wraz z zielona.gazeta.pl oraz Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego.

O ekologii… pomyśli się potem

Rok 2020 był dla nas wszystkich trudny. Doświadczenie pandemii zapewne zostanie w nas na długo. Covid-19 zmienił to, w jaki sposób żyjemy na co dzień, jak kupujemy, ale też co generalnie myślimy o życiu. Badania zrealizowane przez Mobile Institute wraz z psycholog Dorotą Mintą w lipcu i sierpniu 2020 roku wskazują, że 32% Polaków pandemia zmobilizowała do przemyślenia dotychczasowego stylu życia i wdrożenia zmian, ale 28% poczuło bezsens tego, co robią. 47% z kolei wskazało, że ograniczą konsumpcjonizm, ponieważ doszli do wniosku, że w życiu ważniejsze jest doświadczanie niż posiadanie i tym samym, będą kupować rozsądniej. Ale czy będą to produkty ekologiczne? To już oddzielne pytanie.

Przed pandemią zainteresowanie Polaków tematyką ekologii było niskie. W pandemii jeszcze spadło i obecnie informacje o środowisku śledzi 30% badanych osób. Nie jest to nic dziwnego. Mamy dużo innych tematów do wnikliwego obserwowania – rozwój pandemii na świecie i w Polsce, liczba zachorowań, szczepionki. To tematy, o które zapytania w wyszukiwarce Google wzrosły w ostatnim roku kilkunastokrotnie, podczas gdy te o ekologię kilkukrotnie zmalały. Pandemia jest zdecydowanie bardziej palącym problemem niż środowisko, ale niestety, jak już się z nią uporamy, będziemy musieli stawić czoła kwestii zmian klimatycznych, które przez tych kilka pandemicznych lat nie znikną. Owszem, spadło tempo produkcji przemysłowej, ludzie mniej podróżują i kupują, ale z drugiej strony pojawiły się odpady medyczne, trudne w utylizacji, mamy też w wielu przypadkach powrót do foliowych, jednorazowych (bezpieczniejszych pod kątem covid-19 opakowań). Dodatkowo, bez edukacji, będziemy wciąż na tym samym – niskim w Polsce – poziomie świadomości zagrożeń ekologicznych, a więc jakiekolwiek zmiany ciężko będzie wdrażać. Wśród badanych osób 46% jest zdania, że Polska jest obszarem zagrożonym ekologicznie, a 2/3 zdaje sobie sprawę, że klimat na świecie się nie ociepla. To nieco lepsze wyniki niż rok temu, ale wciąż niesatysfakcjonujące. Pozostaje też pytanie, jak konsumenci zachowają się po pandemii. Czy faktycznie będą konsumować rozsądniej, czy „odbiją” sobie chude lata zwiększonymi wydatkami.

Jak mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca w Mobile Institute: „Temat ekologii w tym roku nieco się przykurzył. Zajęliśmy się wszyscy bieżącymi działaniami i walką z pandemią, zapominając na chwilę o czyhającym za rogiem zagrożeniu. Jednocześnie zadziało się kilka pozytywnych rzeczy. Okazało się, że możliwa jest, przynajmniej częściowo, praca zdalna (czyli nie trzeba dojeżdżać codziennie do pracy), możliwe są zakupy w sieci (ograniczające dojazdy autem na zakupy do galerii handlowych), możliwe jest częściowe ograniczenie konsumpcji „zachciankowej”, czy zasięgu podróży urlopowych do własnego kraju. To oczywiście sytuacja tymczasowa i nie zawsze w pełni pozytywna (podróże zagraniczne poszerzają nasze horyzonty i uwrażliwiają na aspekty piękna przyrody i czystości środowiska), ale pokazująca, że pewne niekonwencjonalne rozwiązania są możliwe. Niestety, wyniki badania wskazują raczej na to, że znaczna część konsumentów po pandemii wróci do starych nawyków zakupowych. Jedynym sposobem, aby tego uniknąć, jest edukacja, zarówno przez instytucje państwowe, jak i marki. W tych dwóch podmiotach konsumenci upatrują najczęściej wsparcia w kontekście ekologii, rzetelnej informacji, a także wdrażania rozwiązań przyjaznych środowisku, z których konsumenci mogliby korzystać.”

E-commerce – bardziej zielony brat zakupów stacjonarnych

Pozytywną zmianą w kontekście ekologii może okazać się przeniesienie się polskich konsumentów do Internetu. Obecnie kupuje w e-commerce już ¾ internautów. Pandemia wymusiła na nas wypróbowanie zakupów internetowych w kategoriach, do których wcześniej mieliśmy spore obawy, w szczególności produktów spożywczych, leków oraz droższych sprzętów elektronicznych i produktów wyposażenia domu. Obecnie zakupy w tych kategoriach dla większości konsumentów nie stanowią problemu i są to jedne z najszybciej rosnących kategorii e-commerce.

Dlaczego e-commerce może być eko-pozytywnym zjawiskiem? Polacy kupujący w sieci wykazują większą wrażliwość na aspekty ekologiczne, zarówno w kontekście zakupów, jak i codziennych aktywności. Zacznijmy od świadomości. Informacje dotyczące stanu środowiska naturalnego śledzi 60% e-kupujących. 83% uznaje Polskę za obszar zagrożony ekologicznie, a 89% wie o zmianach klimatycznych na świecie. To znacznie więcej niż średnio wśród Polaków. Kupujący w sieci dostrzegają też 2-krotnie więcej różnorodnych zagrożeń związanych ze środowiskiem niż przeciętny badany, w tym zanieczyszczenie powierza, dużą ilość śmieci, zmiany klimatyczne, brak poszanowania przyrody i różnorodności gatunkowej oraz nadmierne wykorzystanie plastiku. 88% badanych e-kupujących dostrzega także nieekologiczne praktyki sprzedawców w e-commerce. E-konsumenci są przeciwni takim działaniom jak używanie folii do pakowania przesyłek, pakowanie małych produktów w duże paczki, używanie wypełniaczy, brak opcji eko-opakowania, czy eko-dostawy – dłuższej, ale z mniejszym śladem węglowym, czy brak opcji odbioru produktów w dedykowanych punktach. Tak świadomi konsumenci mogą zagłosować „klikami i portfelem” wybierając dostawców działających zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że, jak mówią wyniki badania „Co (u)gryzie e-commerce?” z początku 2021 roku, polscy konsumenci oczekują, że e-commerce jako nowoczesna i dynamicznie rosnąca gałąź gospodarki, będzie wyznaczał innym standardy.

W Allegro do tematu zrównoważonego rozwoju podchodzimy bardzo ambitnie. Chcemy być zarówno miejscem zrównoważonych zakupów i odpowiedzialnych wyborów dla naszych klientów, jak również wspierać zrównoważony rozwój naszych sprzedawców, czyli już ponad 128 tys. głównie małych i średnich polskich przedsiębiorstw. Chcemy wyznaczać trendy i dostarczać gotowe rozwiązania. Właśnie dziś, 21 kwietnia, do naszej oferty trafia 9 rodzajów ekologicznych, certyfikowanych, pochodzących z recyklingu, tekturowych opakowań i kopert. W ten sposób, odpowiadając na rosnące oczekiwania klientów, przygotowaliśmy atrakcyjną cenowo propozycję dla sprzedawców. Nasi klienci dzięki Naturalnie.allegro.pl jeszcze łatwiej mogą dotrzeć do przyjaznych środowisku, wegetariańskich, certyfikowanych produktów dla siebie i swoich rodzin – mówi Marta Mikliszańska, Head of Public Affairs & Sustainability w Allegro.pl.

Czy tak się stanie – konsumenci wymuszą zmiany w e-commerce? Wiele wskazuje na to, że tak. 45% e-kupujących jest w stanie poczekać dłużej na przesyłkę, jeśli ta będzie bardziej eko, czyli wszystkie produkty będą przesłane w jednej paczce. ¼ jest w stanie oczekiwać na taką przesyłkę nawet dłużej niż 5 dni. 32% e-konsumentów chce dopłacić za to, by sprzedawca zapakował produkt bez foli i zbędnych wypełniaczy albo zastosował naturalne, niefoliowe wypełniacze. ¼ jest gotowa zapłacić za to ponad 5 zł, chociaż najczęstsza odpowiedź to 1-2 zł (43%).

Dlaczego więc jeszcze nie świętujemy?

Gdy zaczynamy mówić o skłonności do dopłat i cenach, wkracza znów pandemia. Wyniki badania pokazują wyraźnie, że ostatni rok – niepewność jutra w kontekście zdrowia, gospodarki, naszych własnych finansów i pracy – spowodowała, że staliśmy się znów bardziej wrażliwi cenowo. Przed pandemią, Polacy zapytani o to, jakimi czynnikami kierują się przy wyborze różnych produktów, coraz częściej wskazywali jakość. Cena w pewnym momencie spadła już na drugie miejsce. W tym roku mamy powrót do zakupów oszczędnych, a więc niskie ceny i duże promocje grają znów „pierwsze skrzypce” podczas decyzji zakupowych.

Jest oczywiście grupa konsumentów bardziej świadomych, którzy na aspekty jakości i ekologii zwracają uwagę znacznie częściej niż pozostali. Są to właśnie kupujący online, ale też rodzice, przedstawiciele pokoleń Young i Old Millennials oraz Silver Power, a także mieszkańcy dużych miast. Zwiększeniu wrażliwości ekologicznej podczas zakupów sprzyja także wyraźnie zainteresowanie tematyką ekologii i świadomość zmian, jakie zachodzą w środowisku, więc edukacja Polaków w tym obszarze jest po prostu konieczna. Tym bardziej, że prawie połowa badanych (a 1/3 e-kupujących) uważa wciąż, że ekologia to moda, która przeminie, a nie postawa, która powinna trwać i odzwierciedlać nasz szacunek do środowiska.

„Woda jest ważnym zasobem naturalnym. Ma ona szczególne znaczenie dla firmy GROHE, w której pracuję. Wiemy, że jej zasoby są ograniczone, dlatego nieustannie rozwijamy innowacyjne produkty i technologie, pomagając konsumentom w świadomym osiągnięciu bardziej racjonalnego zużycia wody w codziennym życiu, przy jednoczesnym ograniczeniu ich niekorzystnego wpływu na środowisko. Ważny jest dla nas również proces, w trakcie którego wytwarzane są nasze rozwiązania. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak duża odpowiedzialność ciąży na producentach, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę zanieczyszczeń powstających w wyniku procesów produkcyjnych. Podstawę naszych ekologicznych działań stanowi jednak przede wszystkim opracowanie produktów łączących w sobie szczególne, kompromisowe podejście do ograniczania zużycia wody z komfortem użytkowania. Jednym z przykładów takiego połączenia jest wykorzystanie w naszych produktach technologii EcoJoy, dzięki której zużycie wody zmniejsza się co najmniej o połowę przy jednoczesnym zachowaniu komfortu korzystania z wody. Odpowiednio dobrane produkty łazienkowe umożliwiają również oszczędność energii, jak i pieniędzy – co jest istotne przy stale rosnących opłatach za wodę i energię potrzebną do jej ogrzania. Naszym celem jest zatem tworzenie rozwiązań, dzięki którym konsumenci mogą w prosty sposób uczynić swoje codzienne życie bardziej ekologicznym.” – mówi Cezary Kowalczyk, Project Sales Director w GROHE Polska.

Konsument mówi „sprawdzam”

Jak więc przekonać konsumentów, że ekologia to nie moda? Tu zadanie stoi między innymi przed markami, których komunikacja i oferta jest kluczowa. Warto zacząć od kategorii, gdzie wrażliwość konsumentów na jakość, aspekty zdrowotne i ekologiczne jest największa. Takie kategorie to przede wszystkim produkty spożywcze, produkty dla dzieci i kosmetyki. W przypadku kosmetyków, składem kieruje się co 4. konsument. Podobnie, co 4., zwraca uwagę na to, a jaki sposób kosmetyk powstał. Co 8. sprawdza certyfikaty ekologiczne. 1 na 10 zwraca uwagę na to, aby produkt był lokalny oraz nie testowany na zwierzętach. 18% klientów e-commerce oczekuje też, że będzie dokładnie opisany, tak aby można było wyszukać taki, który spełnia powyższe wymagania.

„Dbałość o naturę i środowisko, w którym żyjemy, jest dla nas szczególnie istotna – chcemy zostawić przyszłym pokoleniom czysty, ekologiczny świat. Jako producent kosmetyków skupiamy się na takich aspektach, jak np. zrównoważona gospodarka surowcowa, racjonalne gospodarowanie odpadami czy odpowiednie zużycie wody. Stawiamy na rozwój zaawansowanych badań naukowych, mając na względzie ich znaczenie w tworzeniu naszych produktów w taki sposób, aby móc zaoferować wartość dodaną otoczeniu. Wykorzystując technologie stworzone w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris, jesteśmy w stanie tworzyć innowacyjne rozwiązania, które podnoszą jakość życia. Jesteśmy zaangażowani w badania nad wykorzystaniem w opakowaniach surowców pochodzenia naturalnego, biodegradowalnego. Jako jedni z pierwszych w Polsce wprowadziliśmy też na rynku masowym koncept opakowania typu refill, a już teraz, w 2021 roku, realizujemy poziomy odzysku i recyklingu odpadów opakowaniowych, które Unia Europejska planuje osiągnąć w 2030 roku.” – wskazuje Joanna Łodygowska, Szef Działu Komunikacji, Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris.

Czynniki e-ryzyka

Niepokojącym aspektem e-commerce, który może znacząco wpłynąć na jego „zieloność” są zagraniczne dostawy oraz zwroty. Oba zjawiska rosną, szczególnie wśród młodszych konsumentów i, co ważne, badani e-kupujący nie widzą w nich nic złego, nawet jeśli uświadomić im, że ma to znaczny wpływ na ślad węglowy ich zakupów. Tutaj musimy zapalić „żółte światło” i zastanowić się jak przekonać konsumentów do bardziej przemyślanych zakupów oraz korzystania z lokalnych dostawców.

Po więcej informacji i danych, zapraszamy na stronę Mobile Institute, gdzie znajduje się raport do bezpłatnego pobrania https://mobileinstitute.eu/green

Inwestycyjna euforia na rynku mieszkaniowym! [Dane GUS]

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, które wskazują na rynkową euforię inwestycyjną w pełnej krasie. Trudno bowiem o bardziej adekwatne określenie statystyk pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, wypracowane przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach br. 

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku, trudno nie odnieść ich do zakomunikowanych niedawno statystyk sprzedaży deweloperów giełdowych za analogiczny okres. Nieoczekiwanie bowiem okazały się one jednymi z najlepszych w historii rodzimego pierwotnego rynku mieszkaniowego, ustępując pola tylko dwóm kwartałom z rekordowego roku 2017. Kontraktacja szesnastki rynkowych tuzów z wolumenem w sumie grubo ponad 7 tys. lokali przewyższyła o blisko jedną czwartą wynik z analogicznego okresu roku poprzedniego, zaznaczmy – uznanego powszechnie jako zdecydowanie udany, a więc z poprzeczką bazy zawieszoną wysoko.

Tym samym, w sytuacji ewidentnego powrotu boomu i wysokiego prawdopodobieństwa kontynuacji tendencji wysokich parametrów popytu na nowe „M”, warto popatrzeć na dane GUS z punktu widzenia perspektyw zachowania względnej równowagi popytowo-podażowej polskiej mieszkaniówki. Jej poważniejsze zakłócenie byłoby bowiem jak najgorszą przesłanką rynkową, z trudno przewidywalnymi negatywnymi konsekwencjami.

Mocny marzec w mieszkaniówce

Szczęśliwie poziom danych inwestycyjnych, na jaki pierwotny rynek mieszkaniowy dosłownie wzbił się w marcu, znakomicie windując wyniki całego pierwszego kwartału, zdaje się rozwiewać wszelkie obawy o jakiekolwiek problemy deweloperów z równoważeniem rynku w przewidywalnej przyszłości.

Jak się okazuje, pomimo trwającej pandemii wciąż zdecydowanie dobrze prezentujące się statystyki budownictwa mieszkaniowego ostatnich miesięcy, nie stanowią dla inwestorów większej przeszkody w przekraczaniu kolejnych historycznych poziomów. Pierwszy kwartał br. okazał się bowiem nieporównywalnie bardziej owocny inwestycyjnie od analogicznego okresu 2020 roku. Ten ostatni, przed rokiem, także oceniany był jak najbardziej pozytywnie. W sposób szczególny widać to w przypadku rekordowych wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym.

Inwestorzy ruszyli z budową lokali

Pełen rozruch sezonu budowlanego zaowocował zwłaszcza w marcu wynikami budzącymi prawdziwy respekt. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 30 tys. mieszkań, co jest rezultatem nie tylko o ponad 60 proc. lepszym od uzyskanego w marcu ub. roku, ale i historycznie rekordowym. Tym razem to zasługa zarówno deweloperów, którzy rozpoczęli budowę imponującej w skali miesiąca liczby blisko 18 tys. mieszkań, jak i inwestorów indywidualnych z rezultatem prawie 12 tys. domów.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2021 roku w Polsce ruszyła budowa 63,7 tys. mieszkań i domów, o 21 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku, i najwięcej w historii kwartalnych wyników krajowego rynku pierwotnego.Tab. 1 – Wyniki deweloperów mieszkaniowych – IQ2021

Co bardzo istotne, rynkową euforię inwestycyjną w pełni potwierdzają gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie, w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano, bagatela, prawie 34 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o ponad połowę wyższym od uzyskanego w marcu 2020 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem aż z górą 84 tys., czyli o 42 proc. więcej w relacji rok do roku.

Co ciekawe, przy wyraźnie dodatniej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych na poziomie około jednej czwartej, deweloperzy zaprezentowali dosłownie statystyczną eksplozję. W samym marcu uzyskali oni 23,3 tys. nowych pozwoleń – o równo dwie trzecie więcej rok do roku, natomiast w okresie styczeń – marzec zgromadzili ich już ponad 56 tys., czyli o ponad połowę więcej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. W tej sytuacji aktualny stan tego ostatniego nie wymaga komentarza.

W tym stanie rzeczy statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. Jednak i w tym przypadku mamy dobre wiadomości, satysfakcjonujące dane i optymistyczne perspektywy.

W marcu było takich mieszkań w sumie 19,5 tys., czyli dość imponujące 25 proc. więcej licząc rok do roku. Nieco gorzej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 53,3 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 7,4 proc.

Co dalej?

Lektura aktualnej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymiar niespotykanie dotąd optymistyczny, a w połączeniu z ogłoszonymi ostatnio wynikami kontraktacji deweloperów giełdowych wręcz zastanawiający.

Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji i pozwoleń na budowę, nie tylko bez problemu utrzymują się na bardzo wysokich poziomach, ale ponownie wybiły do absolutnie rekordowych wartości. Tym samym wszystko wskazuje na to, że koronakryzys nie tylko nie wyrządził większych szkód w stanie koniunktury pierwotnego rynku mieszkaniowego, ale wręcz podkręcił jej parametry do dawno nie notowanych wartości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zagrożenia i szanse dla rynku pracy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej

Największym wyzwaniem dla pracodawców obecnych w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech jest obecnie luka kompetencyjna oraz zachowanie elastyczności umożliwiającej szybkie dopasowanie się do zachodzących zmian. Jednogłośnie jako problematyczną określają niewystarczającą dostępność kompetencji na regionalnych rynkach oraz ogólną presję płacową. Jak wynika z raportu „How R U CEE?”, pandemia nie dokonała spustoszenia na rynku pracy i rynku nieruchomości w czterech największych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, chociaż nie pozostała bez wpływu na perspektywy rozwoju.

Jak na pandemię zareagowały rynki pracy w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech? Jak wpłynęła na terminowość prac deweloperów i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowo-Wschodniej? Czy dla inwestorów dwie pierwsze fale pandemii objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? Odpowiedzi na te pytania podsuwa raport „How R U CEE?” opracowany przez agencję nieruchomości BNP Paribas Real Estate, we współpracy z Hays Poland oraz act legal Polska. Publikacja stanowi kompendium wiedzy na temat sytuacji obserwowanej w czterech krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej – prezentuje dane makroekonomiczne, sytuację na rynku nieruchomości, trendy inwestycyjne oraz perspektywę pracowników i pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu – mówi Patrycja Dzikowska, Head of Research & Consultancy Central & Eastern Europe, BNP Paribas Real Estate Poland.

Dwie perspektywy, cztery rynki pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane obostrzenia wpłynęły na regionalne rynki pracy. Eksperci Hays na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ pandemii na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także najbardziej atrakcyjne branże w czterech krajach Europy Środkowo-Wschodniej – Polski, Czech, Węgier i Rumunii. Przedmiotem badania była również perspektywa pracodawców, m.in. argumenty, które w nowych realiach rynkowych są pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, plany dotyczące trybu funkcjonowania firm po pandemii, a także najistotniejsze czynniki hamujące rozwój rynku pracy w danym kraju.

Chociaż każdy rynek pracy ma inną charakterystykę, przyjmuje inną strategię walki z konsekwencjami pandemii, jest regulowany odmiennymi przepisami prawa oraz obowiązującymi standardami rekrutacyjnymi, to kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej stosunkowo dobrze poradziły sobie z konsekwencjami pandemii. Jak wynika z danych Eurostatu, wszystkie cztery kraje notują poziom bezrobocia poniżej średniej dla Unii Europejskiej, wynoszącej 7,5 proc. Najnowsze dane z lutego 2021 wykazują, że stopa bezrobocia wynosiła 3,1 proc. w Polsce (+0,1 p.p. w porównaniu z danymi za luty 2020), 3,2 proc. w Czechach (+0,4 p.p.), 4,9 proc. na Węgrzech (+1,4 p.p.) oraz 5,7 proc. w Rumunii (+1,5 p.p.). Jednocześnie wszystkie cztery kraje cieszą się zainteresowaniem potencjalnych inwestorów, co zwiększa perspektywy zatrudnienia i daje szansę na szybsze odbicie gospodarcze po kryzysie wywołanym koronawirusem.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożniej podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały przyrost rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestowania w programy szkoleniowe, podnoszenie kwalifikacji, a nawet opcje przekwalifikowania dla pracowników – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Pracownicy cenią podobne aspekty zatrudnienia

Badanie wykazało, że w świetle obecnej sytuacji pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni, za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy. Najmniejszą gotowość do zmiany miejsca zatrudnienia zadeklarowali Czesi. Na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy, respondenci we wszystkich krajach objętych badaniem najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia. W Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy poza zarobkami decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Najważniejsze czynniki brane pod uwagę przy zmianie miejsca pracy

Perspektywa pracowników

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
85% Poziom wynagrodzenia 89% Poziom wynagrodzenia 88% Poziom wynagrodzenia 74% Poziom wynagrodzenia
67% Stabilne zatrudnienie 63% Praca elastyczna 70% Stabilne zatrudnienie 57% Ciekawe projekty i wyzwania
60% Ciekawe projekty i wyzwania 61% Stabilne zatrudnienie 65% Work-life balance 56% Możliwości rozwoju kariery

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Jednym z ciekawych obszarów objętych badaniem jest również mobilność pracowników. Respondenci zostali zapytani m.in. o to, czy w momencie otrzymania atrakcyjnej oferty pracy byliby skłonni przeprowadzić się do innego regionu czy miasta w granicach obecnie zamieszkiwanego kraju. Największą otwartość na migrację zarobkową wewnątrz kraju deklarują pracownicy w Rumunii (73 proc.), natomiast najmniejszą na Węgrzech (30 proc.). W Polsce i Czechach odpowiedzi twierdzących udzieliło kolejno 43 i 45 proc. respondentów.

Polacy zapisali się na kartach historii jako naród niezwykle mobilny i skłonny do wyjazdów za pracą. Do niedawna wykazywali się jednak zupełnie odmiennym podejściem do migracji zarobkowej na terenie kraju. Bardzo często zapuszczali korzenie w mieście, w którym ukończyli edukację, pozostając niechętnymi wobec zmiany miejsca zamieszkania, nawet jeśli w innym regionie czekała na nich atrakcyjna oferta pracy. To podejście powoli ulega zmianie, o czym świadczą wyniki badania. Pozostaje jednak pytanie, czy w obliczu popularyzacji pracy zdalnej, otwartość pracowników na relokację – czy też jej brak – będzie istotna dla rekrutujących firm oraz inwestorów rozważających ulokowanie w Polsce swoich projektów.

Strategia na przyszłość

Pracodawcy w Polsce konkurują o ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzą strategie HR oferujące atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz szeroko rozumiane umiejętności cyfrowe, odnoszące się zarówno do praktycznych i uniwersalnych zdolności, jak i wyspecjalizowanych umiejętności pracowników branży IT.

W pozostałych krajach regionu – podobnie jak w Polsce – koronawirus największe piętno odcisnął na sektorze handlu, turystyki czy hotelarstwa. Nowa rzeczywistość spowodowała, że w Czechach na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w kanałach internetowych. W Rumunii sektorem najbardziej odpornym na koronawirusa okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania i cyberbezpieczeństwem. Podobna sytuacja ma miejsce na Węgrzech, gdzie na przestrzeni roku wzrosło zapotrzebowanie na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynieryjnymi.

Eksperci Hays zapytali pracodawców również o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową. Są to również czynniki, które biorą pod uwagę zagraniczne koncerny wybierające lokalizację dla swoich projektów inwestycyjnych.

Największe wyzwania dla pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy

Perspektywa pracodawców

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
69% Dostępność poszukiwanych kompetencji 68% Dostępność poszukiwanych kompetencji 50% Dostępność poszukiwanych kompetencji 63% Dopasowanie systemu edukacji do potrzeb pracodawców
56% Ogólna presja płacowa 62% Ogólna presja płacowa 50% Koszty pracy 55% Ogólna presja płacowa
51% Koszty pracy 40% Struktura rynku pracy 50% Dynamika zmian na rynku pracy 53% Dostępność poszukiwanych kompetencji

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Okiem deweloperów i inwestorów

Raport „How R U CEE?” jest przede wszystkim źródłem wiedzy na temat kondycji rynku nieruchomości. Badanie BNP Paribas Real Estate przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania. Koronawirus nie zatrzymał deweloperów – 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie. Ewentualne przesunięcia miałyby natomiast wynikać ze spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostu kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, odpowiedzi deweloperów objętych badaniem pokazują, że pandemia nie wywróciła też do góry nogami planów budowlanych.

Mimo że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na czterech największych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, to nie zatrzymała inwestycji na rynku nieruchomości. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracania okresu wynajmu (27 proc.).

Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Poskutkowało to brakiem zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudnościami w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemami płynnościowymi operatorów. Wyjątkiem są parki handlowe, których odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca dokonywania zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z czterech największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół. Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów – mówi Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska. – Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne – dodaje Marek Wojnar.

Blockchain jako akcelerator transformacji cyfrowej w Polsce

Niewiele ponad dekadę zajęło blockchainowi przejście od fazy eksperymentalnej do wypracowania opcji praktycznego zastosowania nowej technologii w wielu dziedzinach gospodarki. Zastosowana w 2009 r., na potrzeby obsługi bitcoina rozproszona baza danych, obecnie jest wykorzystywana m.in. w bankowości, finansach, ubezpieczeniach czy logistyce. Systematycznie pojawiają się kolejne potencjalne obszary zastosowania technologii blockchain, a Polska jest jednym z liderów rozwoju inicjatyw, mających na celu akceleracje innowacyjnych rozwiązań blockchainowych.

Blockchain to technologia, która jest wykorzystywana do bezpiecznego przechowywania oraz przesyłania informacji, układanych w sekwencje bloków danych. Jej unikalnymi cechami jest decentralizacja oraz wykorzystanie mechanizmu konsensusu, które wykluczają możliwość dokonywania jakichkolwiek zmian czy ingerencji w zapisanych informacjach w sposób niezauważony przez innych użytkowników. Co więcej, ze względu na brak centralnego serwera przechowującego dane, jest wyjątkowo skutecznie zabezpieczona przed cyberatakami.

Blockchain przestaje być eksperymentem

Korzyści ze stosowania rejestrów rozproszonych pierwszy zauważył sektor finansowy, także poza obszarem tradycyjnie i niesłusznie utożsamianym z blockchainem czyli światem kryptowalut. Branża korzysta już np. z trwałego nośnika – narzędzia opartego na tej technologii, które umożliwia przekazanie dokumentów w wersji elektronicznej w sposób zapewniający ich trwałość i nieusuwalność. W polskim sektorze bankowym, rozwiązanie wykorzystujące trwały nośnik oparty na blockchain i macierzy WORM, dostarczane przez KIR, stosują już PKO Bank Polski oraz Bank BNP Paribas. Z czasem technologię tę dostrzegły także inne branże – blockchain wykorzystuje się dziś także w ubezpieczeniach, logistyce, opiece zdrowotnej czy kulturze.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach będziemy obserwować intensywny rozwój blockchain.

55 proc. światowej kadry zarządzającej zaliczyło inwestycje w blockchain do pięciu najważniejszych strategicznie obszarów rozwoju, a tylko 2 proc. ankietowanych uważa, że nie będą mieć one większego znaczenia[1]. 88 proc. uczestników Deloitte’s 2020 Global Blockchain Survey uważa, że uniwersalność tego rozwiązania przyczyni się do jego upowszechnienia. Zdaniem 83 proc. ankietowanych, firmy będą wprowadzać blockchain, żeby zachować konkurencyjność. Natomiast wg PwC’s Global Blochchain Survey 2018, 84% światowych organizacji rozpoczęło, nawet w niewielkim stopniu inwestycje w ten rodzaj technologii[2].

Polska wyprzedza Europę

Pod koniec 2020 r. KIR wraz partnerami – instytucjami i firmami od lat działającymi na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił piaskownicę blockchain, czyli platformę technologiczno-biznesową oferującą unikalne rozwiązanie dla firm, w tym startupów, zainteresowanych rozwijaniem biznesu opartego na blockchain. Sandbox Blockchain to pionierski koncept całkowicie bezpłatnego środowiska przeznaczonego do akceleracji innowacyjnych rozwiązań opartych na tej technologii.

We wrześniu ubiegłego roku Komisja Europejska ogłosiła, że do 2022 r. wraz z European Blockchain Partnership (EBP) uruchomi piaskownicę regulacyjną skoncentrowaną na kryptowalutach i blockchainie[3]. Jest to część unijnej strategii Digital Finance, której celem jest m.in. zapewnienie równych warunków działania dostawcom usług finansowych: zarówno tradycyjnym instytucjom bankowym, jak i przedsiębiorstwom technologicznym.

Komercjalizacja nowych rozwiązań to wyzwanie

Globalne zainteresowanie blockchainem spowodowało wzrost liczby firm, które budują swoje usługi z wykorzystaniem tego rozwiązania. Tylko w Polsce działa obecnie ponad 40 startupów pracujących wyłącznie nad blockchainem. Liczba ta jest jednak w rzeczywistości znacznie większa, gdyż w raportach nie uwzględnia się przedsiębiorstw, których działalność skupia się także na innych technologiach[4].

Upowszechnianie się usług opartych na blockchainie w gospodarce wymaga dopasowania komercjalizowanych rozwiązań do obowiązujących regulacji. Decydenci twierdzą, że właśnie niepewność regulacyjna to największa trudność we wdrażaniu w organizacjach tego rodzaju technologii[5]. Stanowi to nierzadko wyzwanie, zarówno dla dużych jak i małych podmiotów, które muszą ponosić duże koszty testowania swoich nowych pomysłów biznesowych.

Skuteczność narzędzi typu piaskownica jest od lat obserwowana za granicą – badania przeprowadzone na brytyjskim rynku pokazały, że uczestnictwo w piaskownicy ma pozytywny wpływ na zwiększenie pozyskiwanego kapitału od inwestorów – aż o 15%. Funkcjonowanie środowisk testowych ma znaczenie także dla zmniejszenia asymetrii w zakresie informacji oraz kosztów regulacyjnych. Autorzy badań uznali, że piaskownice mogą stać się kluczowym narzędziem politycznym do czerpania korzyści z innowacji finansowych[6].

– Wiemy, jak dużym wyzwaniem biznesowym, operacyjnym, technologicznym i kosztowym jest wprowadzenie na rynek nowego rozwiązania. KIR, jako sektorowy hub technologiczny wdrażający innowacyjne narzędzia cyfrowe, ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie i chce się nim dzielić. Dlatego w ramach Sandbox Blockchain, wraz z partnerami projektu, oprócz dedykowanego środowiska technologicznego, zapewniamy uczestnikom kompleksowe wsparcie w procesie komercjalizacji – mówi Michał Pierzgalski, Ekspert z Obszaru Rozwoju Systemów i Sektor Publiczny w KIR. Użytkownicy platformy mogą nie tylko testować swoje pomysły pod względem technologicznym, ale również wymieniać się wiedzą oraz doświadczeniami z parterami projektu.

W budowę Sandbox Blockchain, oprócz KIR włączyli się: IBM i Chmura Krajowa, którzy odpowiadają za kwestie technologiczne, PKO Bank Polski w roli akceleratora, a także Fundacja FinTech Poland i Urząd Komisji Nadzoru Finansowego wspierające projekt w kwestiach związanych z regulacjami i otoczeniem prawnym. Funkcję koordynatora pełni Fundacja KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji Cyberium. Zaangażowanie w realizację tego przedsięwzięcia firm i instytucji o strategicznym rynkowym znaczeniu jest dowodem znaczenia technologii blockchain dla rozwoju współczesnego, nowoczesnego biznesu i całej gospodarki.

Szczegółowe informacje na temat projektu Sandbox Blockchain oraz informacje o możliwości dołączenia do inicjatywy dostępne są na stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/.

[1] https://www2.deloitte.com/content/dam/insights/us/articles/6608_2020-global-blockchain-survey/DI_CIR proc.202020 proc.20global proc.20blockchain proc.20survey.pdf

[2] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[3] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/european-countries-join-blockchain-partnership

[4] https://tracxn.com/explore/Blockchain-Startups-in-Poland

[5] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[6] https://www.bis.org/publ/work901.htm

Hakerzy używają Telegrama do dystrybucji i kontroli złośliwego oprogramowania

Liczący ponad 500 milionów użytkowników komunikator Telegram jest wykorzystywany przez hakerów do zdalnej dystrybucji nowego złośliwego oprogramowania o nazwie „ToxicEye” – informuje firma Check Point Research, która wyśledziła ponad 130 ataków realizowanych za pomocą popularnej aplikacji. W momencie zainstalowania oprogramowania na komputerze ofiary, hakerzy mogli przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki

Telegram, platforma komunikacyjna oparta o chmurę, cieszyła się w tym roku wzrostem popularności z powodu kontrowersyjnych zmian w ustawieniach prywatności swojego rywala – WhatsApp. Telegram był najczęściej pobieraną aplikacją na świecie w styczniu 2021 r., a dzięki ponad 63 milionom instalacji i przekroczył 500 milionów aktywnych użytkowników. Rosnąca popularność rozciąga się również na społeczność cyberprzestępców, bowiem twórcy złośliwego oprogramowania coraz częściej używają Telegrama, jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli (C&C) dla swoich szkodliwych programów.

W ostatnich trzech miesiącach Check Point Research odnotował ponad 130 ataków przy użyciu nowego wielofunkcyjnego trojana zdalnego dostępu (RAT), nazwanego „ToxicEye”. Rozpowszechniany za pomocą wiadomości phishingowych ToxicEye, w momencie zainstalowania na komputerze ofiary może przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki. To właśnie m.in. ten typ malware’u może być obsługiwany za pomocą komunikatora Telegram.

– Wykryliśmy wzrastający trend, w którym autorzy szkodliwego oprogramowania używają platformy Telegram jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli w celu dystrybucji złośliwego oprogramowania do organizacji. System ten umożliwia złośliwemu oprogramowaniu otrzymywanie przyszłych poleceń i operacji za pomocą usługi Telegram, nawet jeśli Telegram nie jest zainstalowany ani używany na urządzeniu. Złośliwe oprogramowanie, które wykorzystali hakerzy, można łatwo znaleźć na portalach takich jak Github. – mówi Idan Sharabi, menedżer działu R&D w Check Point Software Technologies.

Co ciekawe, Telegram jako infrastruktura C&C dla złośliwego oprogramowania po raz pierwszy został wykorzystany już w 2017 r. tzw. stealera „Masad”. Przestępcy stojący za „Masadem” zdali sobie sprawę, że korzystanie z popularnej usługi komunikatora internetowego jako integralnej części ich ataków przyniosło im szereg korzyści operacyjnych. Zdaniem ekspertów najważniejszymi cechami przemawiającymi za wykorzystaniem Telegrama są anonimowość, legalność i stabilność usługi, która nie jest blokowana przez silniki antywirusowe, a także łatwa eksfiltracja.

Uważamy, że atakujący wykorzystują fakt, że Telegram jest używany i dozwolony w prawie wszystkich organizacjach, próbując w ten sposób ominąć systemy bezpieczeństwa. – dodaje ekspert Check Pointa.
telegram2

Kolejne dobre dane

Po wczorajszych danych o produkcji przemysłowej dzisiaj zobaczyliśmy lepszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej. Rynki przyjmują go jednak spokojnie, bo czekają na decyzję EBC.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Po wczorajszych dobrych danych z Polski przyszły dzisiaj kolejne odczyty. Tym razem była to sprzedaż detaliczna. Rosła ona w ciągu roku o imponujące 17,1%. Część osób podniesie oczywiście argument, że przecież punktem odniesienia jest dramatyczny marzec 2020 i początek pandemii. Rok temu sprzedaż detaliczna spadła o 7,1%. Oznacza to, że w dwa lata rosła o około 10%, co daje niemal 5% przeciętny wzrost. Nie jest to nic spektakularnego, ale pokazuje, że udało się nadrobić pandemię i powrócić na ścieżkę stabilnego wzrostu.

Czekając na EBC

Przed dzisiejszym posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego widać spory niepokój na rynkach. Od kilku dni inwestorzy podchodzą ostrożniej do publikowanych danych i pomimo dość wyraźnych odchyleń od oczekiwań w odczytach kursy europejskich walut są dość stabilne. Powodem jest oczekiwanie inwestorów na reakcję EBC na umocnienie się euro, które zyskało 3% względem dolara od początku miesiąca. Wątpliwe jest, żeby doszło do zmiany stóp procentowych. Wielu analityków spodziewa się natomiast werbalnych interwencji, a być może nawet zapowiedzi działań.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Teoretycznie analitycy byli zgodni – posiedzenie Banku Kanady miało nie wprowadzać zmian na rynku. Stopy zgodnie z tymi oczekiwaniami pozostały na niezmienionym poziomie 0,25%. Okazuje się jednak, że wielu inwestorów grało już pod ich obniżkę w okolicę 0%. Dowodem był gwałtowny ruch wzrostowy tuż po tej publikacji. Dolar kanadyjski umocnił się względem dolara amerykańskiego, będącego głównym punktem odniesienia dla tej waluty, o ponad 1%. Zmianę widać było oczywiście również względem złotówki, gdzie cena kanadyjskiej waluty podskoczyła z 3 zł do 3,03 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:45 – UE – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – UE – konferencja EBC po posiedzeniu,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju

Polacy uważają zmiany klimatyczne za największe wyzwanie współczesnego świata, a blisko 40% z nas oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. Zdrowie i jakość życia (Cel 3) to – w opinii Polaków – cel Agendy, na który mamy największy wpływ. Wyniki badania Research Collective, przeprowadzonego na zlecenie CSR Consulting oraz Banku BNP Paribas w ramach partnerstwa w Kampanii 17. Celów, choć nie są zaskoczeniem, to wyraźnie pokazują, że niezbędna jest edukacja o sposobach na walkę z najważniejszymi problemami współczesnego świata. Konsumenci bowiem chcą być zaangażowani, ale potrzebują jasnych wskazówek, jak to zrobić.

Z badania zrealizowanego przez Research Collective na początku marca br. wynika, że Polacy spontanicznie za najważniejsze wyzwania współczesnego świata uznają: zmiany klimatyczne (28% respondentów), konieczność ochrony środowiska (28%.), trwającą pandemię (13%), biedę i nierówności społeczne (9%) oraz rasizm i brak tolerancji (9%).

Po zapoznaniu się z Celami Zrównoważonego Rozwoju, badani za najpilniejsze uznali te dotyczące Zdrowia i jakości życia (Cel 3), Wzrostu gospodarczego i godnej pracy (Cel 8) oraz Działania w dziedzinie klimatu (Cel 13). Z odpowiedzi wynika również, że ich zdaniem największy wpływ jako konsumenci mamy na wskazane już wcześniej Cele 3 i 13, ale w tym aspekcie pojawiają się także dwa dodatkowe cele środowiskowe: Cel 15: Życie na lądzie i Cel 12: Odpowiedzialna konsumpcja i produkcja.

Badani najgorzej oceniają działania rządu i biznesu w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (odpowiednio 40% i 31%), a jednocześnie w każdej z ocenianych kategorii podmiotów konsumenci często wskazują na brak wystarczającej wiedzy, aby dokonać takiej oceny (między 40 a 52% w różnych badanych grupach podmiotów).

To pierwsze takie badanie w Polsce obrazujące wiedzę, postawy i oczekiwania polskich konsumentów w odniesieniu do Agendy 2030. Pokazało ono kilka interesujących danych, które bardzo pomogą nam w planowaniu dalszych działań kierowanych po raz pierwszy właśnie do konsumentów – mówi Małgorzata Greszta Partner Zarządzająca CSR Consulting i inicjatorka Kampanii 17. Celów. Dla mnie szczególnie ciekawy jest aspekt oceny zaangażowania poszczególnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Niska ocena dla dwóch segmentów (rząd i biznes) pokrywa się absolutnie z oceną konsumentów na rynkach światowych i pokazuje, że nadal mamy wiele do zrobienia. Nasze szerokie partnerstwo w ramach Kampanii 17. Celów powstało właśnie po to, aby przyspieszyć szukanie i wdrażanie nowych rozwiązań na polskim rynku. Bardzo ich potrzebujemy, bo do końca realizacji Agendy 2030 zostało nam już niecałe 10 lat. Tylko 10 lat.

Polacy mało wiedzą o Agendzie 2030

Wyniki badania pokazały, że wśród Polaków świadomość pojęć tj. „Agenda 2030”, „zrównoważony rozwój”, „Cele Zrównoważonego Rozwoju” jest bardzo niska. Co prawda większość badanych osób deklaruje znajomość tych terminów, ale jest to wiedza powierzchowna i zazwyczaj ogranicza się do znajomości samego pojęcia. Najmniej rozpoznawalna jest „Agenda 2030”. W ciągu pięciu lat od przyjęcia „Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030″ faktyczna znajomość pojęć z nią związanych wynosi zaledwie 4-8% (odpowiedź „wiem bardzo dużo, interesuję się tym).

O niskiej świadomości badanych świadczy też to, jak wielu nie jest w stanie ocenić aktywności różnych podmiotów (organizacji naukowych, UE, rządów, biznesu) w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (w zależności od podmiotu od 28% do 40% osób wskazywało na odpowiedź „ani źle, ani dobrze”). W tym kontekście nieco zaskakujący jest odsetek osób, które nawet własnego pracodawcy nie potrafią ocenić pod kątem zaangażowania na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Dotyczy to blisko połowy czynnych zawodowo osób (aż 43% badanych zaznaczyło odpowiedzi „trudno powiedzieć” oraz „ani źle, ani dobrze”). W tym samym czasie wyrażających pozytywne oceny jest prawie dwukrotnie więcej niż tych, mających odmienne zdanie (38% pozytywnych ocen versus 20% negatywnych).

Okazuje się, że ludzie nie wiedzą, co robią ich pracodawcy. Może nie są lub nie czują się o tym informowani. W Banku BNP Paribas nie tylko głośno mówimy o naszym zaangażowaniu i podejmowanych działaniach, ale też angażujemy w nie pracowników. Ważne jest, by firmy mówiły o swoich działaniach, co zaowocuje m.in. większym zaufaniem do nich – mówi Maria Krawczyńska, dyrektor Biura CSR i Zrównoważonego Rozwoju, Członek Zarządu Fundacji BNP Paribas.

Chcemy, żeby biznes robił więcej

Zapytani w badaniu konsumenci oceniali zaangażowania różnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Najbardziej aktywnymi podmiotami w oczach konsumentów są organizacje naukowe i badawcze, UE, obywatelskie ruchy na rzecz zmian społecznych oraz organizacje pozarządowe. Na drugim krańcu są rządy krajowe, firmy i korporacje oraz międzynarodowe instytucje finansowe. Sam biznes został oceniony nagorzej (średnia 2,6 punktu). 31% badanych ocenia zaangażowanie biznesu źle i bardzo źle, a 19 % dobrze lub bardzo dobrze. Dokładnie połowa nie jest w stanie ocenić tego zaangażowania i wskazuje odpowiedź – „trudno powiedzieć”.

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. 39% wskazuje konkretne projekty na rzecz Celów, a 29% tworzenie produktów i usług w odpowiedzi na wyzwania związane z celami. Kolejne grupy podkreślają edukacyjną role biznesu, w tym wobec pracowników i kampanie zachęcające społeczeństwo do działań na rzecz Celów. To bardzo jasna droga, którą może podążyć biznes.

Konsumenci nie znają pojęć, ale wiedzą jak być eko

Mimo niskiej znajomości definicji i samych pojęć badanie wskazuje, że polscy konsumenci wiedzą jak postępować proekologicznie. Większość segreguje śmieci, oszczędza wodę czy wprowadza w życie zasady zero waste. Widoczna grupa deklaruje dokonywanie racjonalnych zakupów, wybiera opakowania przyjazne środowisku, przedkłada rower nad samochód czy ogranicza spożycie mięsa. Blisko połowa co najmniej raz podjęła działania na rzecz społeczności lokalnej. Podobny odsetek co najmniej raz zaangażował się w walkę o prawa kobiet.

Część działań na rzecz zrównoważonego rozwoju już na stałe wpisała się w nasze życie i są to bardzo korzystne zmiany. Konsumenci są świadomi, że nawet drobne inicjatywy i decyzje mają sens. Jednak musi ich być więcej i powinny przybrać na sile – dodaje Maria Krawczyńska.

Na poziomie deklaracji niemal wszyscy są gotowi do działań na rzecz Celów Zrównoważonego Rozwoju. Społeczeństwo oczekuje jednak „podpowiedzi”, jak się zaangażować. Najczęściej, konsumenci nie wiedzą, co mogliby osobiście zrobić dla realizacji Celów, dlatego najwięcej osób oczekuje „konkretnej wiedzy, jakie działania mogą podjąć” (36% badanych). Dodatkowe zachęty finansowe wskazuje 28% badanych, a przykład innych 16%. Widać pewne różnice demograficzne i geograficzne. Kobiety chcą działać częściej niż mężczyźni, choć nie zawsze wiedzą jak, natomiast mężczyźni są bardziej pragmatyczni i potrzebują motywacji finansowych. Ten podział widoczny jest również wśród mieszkańców największych miast i wsi. Ci pierwsi chcieliby przede wszystkim wiedzieć jakie działania mogliby podjąć, natomiast dla mieszkańców wsi ważniejsze są zachęty finansowe.

O kampanii

Kampania 17. Celów mobilizuje polski biznes do podjęcia działań na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju i wykorzystania szans biznesowych płynących z Agendy 2030. Prowadzona jest w szerokim partnerstwie firm i instytucji, a także jest przykładem, jak w praktyce może wyglądać międzysektorowa współpraca na rzecz Agendy 2030.

Rynek będzie się ścigać z czasem przy wdrożeniu reformy OFE

Choć reforma OFE ma, wedle projektu, wejść w życie już za kilka tygodni, wiele z jej szczegółów stoi pod znakiem zapytania. Jednym z nich jest czas, jaki Otwarte Fundusze Emerytalne będą miały na odebranie i przetworzenie korespondencji od tych klientów, którzy chcą przekazać środki do ZUS. Sejmowe zawirowania ws. daty jej wdrożenia pogłębiają niepewność. Na napięte terminy zwracają uwagę eksperci ArchiDoc, spółki zajmującej się masowym przetwarzaniem danych i dokumentów.

Kolejna planowana w Polsce reforma emerytalna zakłada likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) i przeniesie środków na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Będzie przy tym pobrany podatek w wysokości 15 proc., ale w zamian zgromadzone środki będą dziedziczne. Ci którzy się na to nie zgadzają, mogą przekazać swoje środki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) – emerytura dla tych osób będzie wypłacana dożywotnio, a podatek od niej pobrany dopiero w momencie otrzymania świadczenia. Środki te nie będą dziedziczone.

Na pozór sprawa wygląda prosto: ten, kto chce, by jego środki trafiły do ZUS, musi wysłać deklarację do OFE, w którym ma otwarty rachunek. I tu zaczynają się problemy. Chętni mają na to tylko 2 miesiące, w dodatku w okresie wakacji. Wiele osób nie pamięta, w którym OFE ma zgromadzone środki. Poza tym, mogą to zrobić wyłącznie w formie papierowego dokumentu. Do 29 listopada musi on dotrzeć do OFE i zostać tam prawidłowo odczytany, przetworzony, a na jego podstawie OFE musi umorzyć składniki portfela inwestycyjnego i 1 grudnia przekazać środki do ZUS.

Wyścig z czasem

Ubezpieczyciele i firmy inwestycyjne prowadzące OFE nie są w stanie wykonać tego zadania własnymi siłami. Nie utrzymują dużego zespołu pracowników wykwalifikowanych w tej dziedzinie tylko na wypadek tego ważnego ale jednorazowego zadania. Takie podmioty jak ArchiDoc są w stanie skutecznie wykonać tę pracę, jednak muszą mieć czas na przygotowania. Z naszymi partnerami projektujemy rozwiązanie już od roku, kiedy rząd podjął pierwszą próbę reformy. Część OFE dopiero rozstrzyga przetargi i panuje duża niepewność. – mówi Konrad Rochalski, prezes ArchiDoc i dyrektor zarządzający OASIS Group w Polsce.

Ostatnie nagłe zdjęcie głosowania w tej sprawie z porządku obrad Sejmu jeszcze bardziej pogłębia niepewność.

Liczymy się z tym, że opóźnienie przyjęcia ustawy jeszcze bardziej skróci i tak napięte terminy – dodaje ekspert.

Ilu Polaków wybierze ZUS?

Pod znakiem zapytania stoi jak wielu obywateli zdecyduje się na pobieranie w przyszłości emerytury z ZUS, a co za tym idzie skala zadania przed jakim stoją OFE. A tu mogą być niespodzianki. W innej ważnej dla rządu reformie emerytalnej – powołania Pracowniczych Planów Kapitałowych – na koniec 2020 r. 70 proc. pracowników firm, w których Plany zostały prawidłowo wdrożone zdecydowało się wysłać list z rezygnacją. Pomimo faktu, że pozostanie w PPK wiąże się z dopłatami do przyszłej emerytury od pracodawców i państwa.

W tej chwili w OFE jest 15,54 mln członków. Jeśli na ZUS zdecyduje się połowa z nich, to przy założeniu, że deklaracje będą spływały równomiernie przez 2 miesiące, dziennie trzeba będzie odebrać, rozpakować, posortować i merytorycznie obsłużyć nawet 200 tysięcy listów. Oznacza to nawet kilkuset pracowników, by OFE mogły przeprowadzić ten proces.

To tylko jeden z wariantów. Rozmawiamy z wieloma OFE. Mamy przygotowanych kilka modeli, pracujemy nad nimi od ponad roku. W ostatnich latach sprostaliśmy kilku podobnym wyzwaniom tworząc nawet 300 osobowe zespoły w kilka tygodni. Przewidujemy, że większość deklaracji spłynie w ostatnich dniach i musimy być na to gotowi – wyjaśnia Konrad Rochalski.

Przyspieszenie? Diabeł tkwi w papierze

Ratunek tkwi w technologii. Ekspert zwraca jednak uwagę, że ze względu na brak ostatecznego kształtu ustawy, OFE czekały z przeprowadzeniem prac programistycznych. Pozwoliłyby one wykorzystać istniejące bazy danych i rejestry klientów, którymi dysponują Otwarte Fundusze Emerytalne, a w efekcie skrócić czas potrzebny na przetworzenie pojedynczej deklaracji. Nie było też wiadomo (i nadal nie jest) czy ustawodawca umożliwi składanie deklaracji w sposób elektroniczny, co także może przyspieszyć ich procesowanie. Jeśli ustawa wejdzie w życie 1 czerwca programiści nie zdążą wykonać tych prac.

Możemy wykorzystać technologię OCR, która pozwala na automatyczne rozpoznawanie druku w dokumentach papierowych. Musimy mieć jednak czas na jej skonfigurowanie. Wystartujemy, gdy będziemy znać cały proces, a więc dopiero, gdy poznamy ostateczny kształt przepisów. Dopuszczenie tylko formy papierowej generuje kolejną komplikację. Deklaracje papierowe, wypełniane pismem odręcznym trudno się automatyzuje a przy tym potrzeba więcej czasu na ich analizę manualną – mówi Konrad Rochalski.

Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa

Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa – perspektywy, zagrożenia i szanse widziane oczami deweloperów, inwestorów i ekspertów.

Jak pierwsze miesiące pandemii wpłynęły na terminowość prac deweloperów, zmiany w projektach i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowej? Czy dla inwestorów działających w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii dwie pierwsze fale kryzysu zdrowotnego objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? A ponadto o tym, które sektory okazały się najbardziej odporne na wirusa i jak na to wszystko zareagowały rynki pracy mówi raport „HOW R U CEE?”. Jego pomysłodawcą jest agencja nieruchomości BNP Paribas Real Estate, a w opracowaniu go pomagały: Bank BNP Paribas, Hays Poland, act legal Polska oraz Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Holendersko-Polska Izba Gospodarcza i Belgijska Izba Gospodarcza.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych BNP Paribas Real Estate Poland

Okiem deweloperów

Badanie przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania – 38 proc. określiło je jako stabilne, a 9,5 proc. zwróciła nawet uwagę na wzrost dynamiki swoich działań. Po drugiej stronie znaleźli się ci, którzy wskazali na częściowe spowolnienie swojej aktywności (40,5 proc.). Autorzy raportu podkreślają, że jedynie 5 proc. ankietowanych zaznaczyło, że w swoich działaniach widzi znaczące spowolnienie.

Badanie pokazało, że koronawirus nie zatrzymał deweloperów. Aż 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie, a jeśli miałyby wystąpić opóźnienia, to nie będą one dłuższe niż 3 miesiące. Na pytanie o przyczyny ewentualnych przesunięć, najwyżej na liście znalazły się odpowiedzi dotyczące: spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostów kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, znacząca większość deweloperów (83 proc.) była gotowa rozpocząć zaplanowane projekty zgodnie z wcześniej ustalonymi harmonogramami. Wyniki pokazały, że koronawirus nie wywrócił też do góry nogami planów budowlanych. Większość ankietowanych deweloperów (69 proc.) zaznaczyła odpowiedź, że w ogóle nie zamierza ich zmieniać, przy 14 proc., która rozważa budowę w etapach, 10 proc. skłonnych wdrożyć nowe rozwiązania techniczne i zaledwie 7 proc. planujących zmniejszenie swoich projektów.
Wartym odnotowania jest, że pierwsze miesiące pandemii mocno wpłynęły na spadek zainteresowania ze strony najemców. Odczuło go w sumie ponad 70 proc. deweloperów. Spora część, bo stanowiąca 17 proc., zwróciła uwagę na początkowe zmniejszenie popytu i powrót pod koniec roku do zainteresowania sprzed pandemii. Ważną, z rynkowego punktu widzenia informacją, jest utrzymanie stawek czynszowych lub niewielka ich korekta w przedziale 5-10 proc. W badaniu opowiedziało się za nią 81 proc. przebadanych deweloperów.

Okiem inwestorów

Pomimo tego, że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na 4 największych rynkach Europy Środkowej, to jednak wirusowi nie udało się zatrzymać inwestycji. Tylko 13 proc. badanych inwestorów całkowicie wstrzymała projekty, przy 20 proc. notujących ożywienie i 27 proc. deklarujących względną stabilność. Kryzys zdrowotny odciśnie jednak piętno na średnio i długofalowych strategiach inwestycyjnych, których rewizję zapowiedziało łącznie 54 proc. rynkowych graczy. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy, przy 21 proc. opowiadających się za okresem od 6 do 12 miesięcy i 14 proc. za czasem między 3 a 6 miesięcy. Prawie co 5 badany (18 proc.) nie wierzy w powrót rynku do kondycji sprzed pandemii. Większy optymizm dotyczy powrotu do normalności rynku wynajmu, gdzie przeważająca jest opinia inwestorów (36 proc.), że zajmie to między 6 a 12 miesięcy, a co piąty twierdzi, że jeszcze krócej, między 3 a 6 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracaniem okresu wynajmu (27 proc.).
Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Spowodowało to brak zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudności w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemy płynnościowe operatorów.

Trendy obserwowane w ostatnich latach w Polsce, tj. słabnąca pozycja wynajmujących wobec tzw. kluczowych najemców, pociągająca za sobą ich oczekiwania w zakresie nakładów inwestycyjnych ze strony wynajmujących, oparcia czynszów o obroty czy też mechanizmów all-in czy capped fees, przeniesienie się handlu na platformy e-commerce, ograniczenia wynikające z zakazu handlu w niedzielę wraz z ograniczeniami w działalności centrów handlowych (zarówno prawnymi, jak i faktycznymi, wynikającymi z pandemii) zadały poważny cios branży. – Michał Wielhorski, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Wyjątkiem, cieszącym się coraz większą popularnością wśród inwestorów, są parki handlowe. Ich odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z 4 największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół.

Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów. Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne. – Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Rynek pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane lockdowny w równie dużym stopniu co rynek nieruchomości, dotknęły też rynek pracy. Eksperci agencji doradztwa personalnego Hays, na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ, jaki miały one na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także na najbardziej atrakcyjne branże w każdym z 4 przebadanych krajów.

Badanie pokazało, że w świetle obecnej sytuacji swoją pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni (81 proc.), za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy (57 proc.). Na końcu znaleźli się Czesi (45 proc.), którzy jednocześnie na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia (89 proc.). Podobną motywacją wykazali się pracownicy na Węgrzech (88 proc.) i w Polsce (85 proc.). Stawkę zamykają osoby pracujące w Rumunii (74 proc.). Z badania Hays wynika, że poza wynagrodzeniem, w Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Po pierwszych miesiącach pandemii firma Hays przyjrzała się bliżej także perspektywie pracodawców. Badanie omówione na łamach raportu poświęcone jest m.in. argumentom, które w nowych realiach rynkowych będą pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, najbardziej poszukiwanym kompetencjom, a także najistotniejszym czynnikom hamującym rozwój rynku pracy w danym kraju.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożnie podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały wzrost liczby rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestycji w programy szkoleń i podnoszenia kwalifikacji – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland

W Polsce głównym polem konkurencji firm jest przyciąganie ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzenie strategii zatrudnienia oferujących atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz cyfrowe.

Koronawirus odcisnął piętno na rynku pracy w Czechach. Obostrzenia dały się we znaki tradycyjnym sektorom takim jak handel, branża wytwórcza, turystyka czy branża hotelarska. Nowa rzeczywistość spowodowała, że na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się kandydaci władający językiem angielskim, specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w internecie. Zdaniem pracodawców najbardziej motywującym do zmiany pracy jest obecnie nie tylko stabilność zatrudnienia (62 proc.), ale także środowisko pracy (56 proc.) i wysokość pensji (55 proc.).

Pierwsze miesiące pandemii były testem dla rynku pracy w Rumunii. Z analizy Hays wynika, że najbardziej odpornym na koronawirusa sektorem okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania, cyberbezpieczeństwem i analizą danych. Co warte podkreślenia, pomimo spowolnienia w firmach z sektora usług dla biznesu, pracownicy z niszowymi umiejętnościami i znajomością rzadkich języków nadal są poszukiwani.

Badanie pokazało, że Covid-19 nie pozostał bez wpływu na rynek pracy na Węgrzech. W pierwszej fali pandemii zwolnienia dotknęły szczególnie osoby zatrudnione w turystyce i rekreacji. Sektorem, który tutaj również wykazuje się odpornością na wirusa jest sektor IT, co skutkuje zapotrzebowaniem na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynierskimi. Poszukiwani są również pracownicy znający języki obce, co wynika ze zwiększonego zainteresowania inwestorów z Europy Zachodniej.

Eksperci Hays zapytali też pracodawców o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową.

W gronie badanych deweloperów znaleźli się przedstawiciele wszystkich sektorów. Najwięcej, bo ponad połowę (55 proc.) stanowili deweloperzy budujący biurowce, nieco mniej budujący mieszkania na sprzedaż i na wynajem (43 proc.). W badaniu uczestniczyli też deweloperzy zajmujący się nieruchomościami logistycznymi (33 proc.), handlowymi (29 proc.), a także hotelami (21 proc.) i prywatnymi akademikami (10 proc.).

W poszukiwaniu wsparcia, czyli dwa podejścia do ścieżki rozwoju

Co trzeci pracownik czuje się niedoceniany w pracy. Ciekawy zakres obowiązków to drugi z czynników (poza finansami) brany pod uwagę podczas poszukiwania pracy. Zdaniem ponad połowy ankietowanych idealny pracodawca to taki, który umożliwia szkolenie się i rozwój. Jak wynika z danych z raportu Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”[1] – Polacy są otwarci na nową pracę, lecz ich motywacje nie zawsze są natury finansowej. Być może to odpowiednia polityka rozwoju ścieżek kariery może zatrzymać w firmie najlepszych specjalistów i menedżerów. Jakie narzędzia i metody można wykorzystać?

Pracownicy – opłacalna inwestycja

Pandemia zmieniła rynek pracy, przesuwając środek ciężkości z pracowników w stronę pracodawców, których pozycja rynkowa trochę się wzmocniła (względem lat poprzednich). Z badania Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy” wynika jednak, że mimo większej niepewności na rynku pracy, Polacy (86%) są otwarci na nowe oferty, a im młodsza grupa, tym ten odsetek jest wyższy (w grupach 18-24 lata i 25-34 lata wynosi ponad 90%). Dlatego pracodawcy mimo wszystko nie powinni osiadać na laurach, lecz aktywnie wspierać pracowników, tak aby porzucili oni ewentualne myśli o zmianie pracy.

Utrata specjalistów i menedżerów to dla firm duże wyzwanie: konieczność prowadzenia rekrutacji, proces onboardingu, niepewność związana z tym, czy nowa osoba odnajdzie się w zespole, będzie odpowiednio zaangażowana, spełni oczekiwania i czy za chwilę nie odejdzie. Z biznesowego punktu widzenia inwestowanie w obecnych pracowników obarczone jest o wiele mniejszym ryzykiem.

– Pracownik, który widzi, że pracodawca go ceni, wiąże z nim długofalowe plany i pozwala mu się rozwijać, jest bardziej związany z firmą, mocniej się angażuje i rzadziej odchodzi. Ważne aby stworzyć mu odpowiednie ku temu warunki. Pierwszym, moim zdaniem niezbędnym, elementem identyfikacji potrzeb rozwojowych pracownika jest rozmowa, na przykład podczas oceny rocznej. To doskonała okazja, aby wspólnie wyznaczyć kierunek rozwoju oraz krótkookresowe i długookresowe cele w tym zakresie – wyjaśnia Wojciech Miszewski, ekspert z zakresu SAP SuccessFactors w Quercus Sp. z o.o., firmie specjalizującej się we wdrożeniach rozwiązań SAP w obszarze HR.

Kariera na zakręcie – przydatne rozwiązania

Co prawda wciąż największym motywatorem zmiany pracy są zarobki, jednak skoro 33% ankietowanych twierdzi, że są niedoceniani w pracy, warto zastanowić się, czy zmiana podejścia do polityki rozwoju pracowników nie jest działaniem, które może pomóc zatrzymać w firmie największe talenty.

– Odpływ talentów to problem, z którym boryka się wiele sektorów, a jednym z nich jest branża IT. Można zatem powiedzieć, że poniekąd na sobie testujemy rozwiązania, które pozwalają ten proces ograniczyć. Narzędziem, które sprawdza się w tym przypadku, jest SAP SuccessFactors, stworzone z myślą m.in. o efektywnym zarządzaniu karierą personelu, wyłanianiu talentów i planowaniu sukcesji – twierdzi ekspert Quercus Sp. z o.o.

Program SuccessFactors jest narzędziem dla menedżerów, którzy mogą dzięki niemu ocenić wydajność pracowników w oparciu o różne kryteria, w tym obiektywne analizy wydajności i oceny roczne. System sam tworzy matryce potencjału pracowników (menedżer widzi więc od razu, w które osoby warto inwestować), pozwala także na identyfikację pracowników, w stosunku do których istnieje największe ryzyko odejścia (i określa, w jaki sposób ta strata może wpłynąć na funkcjonowanie organizacji).

– Może zdarzyć się tak, że menedżer nie zdaje sobie sprawy, iż pracownik posiada zbyt wysokie kwalifikacje na dane stanowisko, co może sprawić, iż czuje się niedoceniany. Z drugiej strony z oceny posiadanych przez niego kompetencji może wynikać prosty wniosek, że jest idealnym kandydatem na objęcie wyższej pozycji w przyszłości, jednak trzeba uzupełnić (wskazane przez system) luki kompetencyjne – podkreśla Wojciech Miszewski.

Rolą menedżera jest więc pokierowanie pracownikiem, wskazanie mu odpowiedniej drogi rozwoju, tak aby mógł w przyszłości objąć dane stanowisko. Jednak jest to możliwe pod warunkiem, że plan menedżera i cele pracownika podążają w tym samym kierunku. Menedżer powinien więc działać w tym przypadku trochę na zasadzie coacha kariery – pomagać pracownikowi świadomie budować ścieżkę kariery, zgodnie z jego potencjałem, wartościami i możliwościami.

Menedżer na zakręcie – coaching kariery

Praca powinna być źródłem satysfakcji, choćby z tego powodu, że spędzamy w niej 1/3 życia (w okresie, gdy jesteśmy czynni zawodowo). Dlatego wybory zawodowe są tak ważne i z tego też powodu… czasem konieczne są zmiany. O ile dobry menedżer jest w stanie wspomóc w tym zakresie podwładnych, o tyle sam może znaleźć się w sytuacji, kiedy poczuje, że jest na zawodowym zakręcie.

Funkcja menedżera obarczona jest dużym ryzykiem wypalenia zawodowego. Czasem kierownicy nie widzą przed sobą perspektyw, czują, że w danej branży osiągnęli już pułap, którego nie mogą lub nie chcą przekroczyć. Nie wiedzą, czy warto wprowadzać zmiany, gdzie szukać wyzwań zawodowych, czy może się przebranżowić. A jeśli czują, że obrali dobry kierunek, nie zawsze wiedzą, co robić dalej. Coraz więcej z nich korzysta więc z usług coachingu kariery, dzięki którym mogą świadomie kierować swoimi decyzjami zawodowymi.

– Coaching kariery cieszy się rosnącą popularnością dlatego, że nie jest klasyczną diagnozą, ale procesem rozwojowym, opartym na tym, aby uświadomić sobie własny potencjał, motywy, zasoby, aspiracje i odnaleźć drogi oraz rozwiązania, których na wcześniejszym etapie nie było się nawet świadomym. Nie musi dotyczyć to zmiany pracy, ale zmiany podejścia do obecnie wykonywanego zajęcia. I w tym kontekście może być narzędziem wsparcia dla menedżerów chcących lepiej wykonywać swój zawód i czuć się spełnionymi w tej pracy. Sesje z coachem kariery mogą też być jednym z elementów programu bonusowego dla menedżerów – podsumowuje przedstawiciel firmy Quercus Sp. z o.o.

Szeregowy pracownik, specjalista, menedżer wysokiego szczebla – każdy może znaleźć się na zawodowym zakręcie i szukać sposobów wyjścia z impasu. Dla jednych wsparciem mogą być narzędzia informatyczne, które czarno na białym pokażą kierunek, w którym warto się rozwijać. Dla innych bodźcem będzie rzeczowa rozmowa z przełożonym. A dla jeszcze innych – bardziej twórcze podejście oparte na kreatywnym odkrywaniu własnego potencjału i poszukiwaniu nowych rozwiązań. Ważne aby wszystkie te metody prowadziły do sukcesu: łagodnego pokonania zawodowego zakrętu i wyjścia na prostą, która bez przeszkód prowadzić będzie do nowych zawodowych celów.

[1] https://media.pracuj.pl/123872-polacy-gotowi-na-zmiane-pracy-badanie-pracujpl

GUS o detalu i e-handlu w marcu – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w marcu 2021 r. w porównaniu z lutym 2021 r. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 28,8%). Udział tej sprzedaży zwiększył się z 8,6% w lutym br. roku do 9,5% w marcu br.

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa Unity Group oraz PayPo:

  1. Unity Group (specjalizuje się w cyfrowej transformacji handlu (tzw. commerce transformation))

– Polski e-handel wcale nie łapie zadyszki, jak jeszcze niedawno oceniali niektórzy komentatorzy rynkowi. Po małych spadkach w lutym, w kolejnym miesiącu e-handel odbudował swoją pozycję, a jego udział w obrotach handlu detalicznego ponownie wyraźnie przekroczył 9%. Za jego dobrą kondycję odpowiada trwała zmiana przyzwyczajeń zakupowych Polaków oraz oczywiście pandemia, na równi z determinacją firm do zmian w sposobach sprzedaży. O ile lutowy spadek udziału e-commerce w obrotach handlu detalicznego to konsekwencja otwarcia sklepów w galeriach handlowych z początkiem miesiąca, to jego marcowe wzrosty z najnowszych danych opublikowanych przez GUS są wynikiem trwającego od kilku tygodni lockdownu – najpierw regionalnego, potem narodowego. Od roku obserwujemy wzrosty i spadki udziału e-handlu skorelowane z obostrzeniami – przedświąteczne zamknięcie sklepów kolejny raz przeniosło zakupy do online – od 20 marca funkcjonujemy w reżimie sanitarnym narzuconym przez III falę pandemii, co w przypadku galerii handlowych w całej Polsce oznacza prowadzenie bardzo ograniczonej działalności.

Mimo zapowiedzi premiera sprzed kilku dni o odmrażaniu „znacznej części gospodarki”, polskie firmy nie mogą pozwolić sobie już na onlinowy niebyt. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company: w pierwszym kwartale 2021 r. przedsiębiorcy zarejestrowali 3,4 tys. sklepów internetowych i wykreślili 1,4 tys. Zatem tylko w czasie pierwszych trzech miesięcy 2021 r. przybyło netto 2 tys. sklepów internetowych, a ich liczba osiągnęła w sumie 46,5 tys. W porównaniu do pierwszego kwartału ubiegłego roku stanowi to wzrost o ponad 70 proc. W Unity Group zaczynamy się jednak poważnie zastanawiać, jak długo jeszcze będziemy mierzyć rozwój samego e‑commerce? Idziemy w kierunku coraz większej integracji kanałów sprzedaży, gdzie patrzy się na efekt końcowy wysiłków sprzedażowych, a nie wkład każdego z kanałów dystrybucji. Po rozmowach z naszymi klientami, wiem, że prawdopodobnie już niedługo, może w przeciągu nawet 2 lat, nie będziemy już mówić o e-sprzedaży jako osobnym kanale – firmy coraz częściej zaczynają patrzeć omnichannelowo i rozważają nowe modele biznesowe.  Jest to zgodne z naszymi przewidywaniami z 2020 r. i wcześniejszych lat. Firmy handlowe coraz więcej inwestują za to w kanał mobile, to tu jest największe pole do rozwijania innowacji. Dlatego też podlega on teraz dokładnym analizom, gdzie wylicza się przyrosty i stopy zwrotu z poniesionych nakładów – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group. 

  1. PayPo (polski fintech, dostawca płatności odroczonych do finansowania zakupów w internecie)

– Po lekkim wyhamowaniu dynamiki w lutym, w marcu e-commerce znowu zanotował imponujące wzrosty i zagarnął jeszcze większą część handlu detalicznego. Silny trend zapoczątkowany w marcu zeszłego roku jest zatem kontynuowany, co może oznaczać, że ma charakter długoterminowy, niezależnie o zmian sytuacji pandemicznej. Na korzyść obrotów e-handlu w marcu zadziałały na pewno spore ograniczenia narzucone na działalność galerii handlowych, najpierw w wymiarze regionalnym, a następnie ogólnokrajowym. Ale tylko ten czynnik to za mało, by tak znacząco decydować o krajobrazie rynku handlowego w Polsce. Tu zadziałała trwała zmiana nawyków zakupowych i zbudowane przez Polaków w czasie pandemicznych miesięcy przekonanie, że zakupy w internecie są nie tylko bezpieczne pod względem minimalizowania ryzyka zarażenia się koronawirusem, ale przede wszystkim szybkie i wygodne. Dzięki gwałtownemu rozwojowi technologii w zakresie metod płatności internetowych, branża zrobiła też olbrzymi krok naprzód w polepszaniu doświadczeń zakupowych. Dziś, przy wykorzystaniu takich form rozliczania zakupu online jak płatności odroczone, można nie tylko zamówić towar, wypróbować go a dopiero potem zapłacić (w ciągu 30 dni). Gdy nie ma konieczności dokonania natychmiastowej płatności, możliwe są również bardziej spontaniczne zakupy i korzystanie z okazji cenowych. To razem sprawia, że robiąc zakupy internetowe z wykorzystaniem odroczonych płatności, klienci są skłonni robić je większe (średnia wartość koszyka zakupowego rośnie nawet o 20-40%) i częściej, bo po roku pandemii ta metoda płatności zaczęła być przez Polaków stosowana regularnie. Dla PayPo, czyli lidera tego rynku, oznacza to bardzo dynamiczny rozwój – w marcu nasi klienci zrealizowali ponad 4 razy więcej płatności przy użyciu odroczonych płatności niż przed rokiem, podobnie przyrosty wyglądają w okresie od początku roku do 19 kwietnia 2021 względem analogicznego okresu 2020. Z kolei dla sklepów internetowych to szansa na dynamiczne zwiększenie sprzedaży i dalszą poprawę satysfakcji klientów z zakupów – powiedział Piotr Szymczak, Dyrektor Operacyjny PayPo.

Dynamika sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Wiosna przywróciła optymizm wśród konsumentów. Miejmy nadzieję, że to trend, który pozostanie z nami na dłużej. Marzec br. przyniósł wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym i miesięcznym. Solidna dynamika roczna to m.in. efekt bazy z roku poprzedniego. W marcu ur. został wprowadzony stan epidemii i odnotowaliśmy historyczne pierwsze „covidowe” spadki konsumpcji. Wysokie dynamiki roczne wzrostu sprzedaży detalicznej z poziomami przekraczającymi odczyt za marzec br. będą również widoczne w kolejnych miesiącach, w kwietniu i maju. Niezależnie od efektu bazy, odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do lutego br. budzi optymizm i nadzieję na poprawę w sektorze handlu detalicznego. Okres świąteczny, jak również większa liczba dni roboczych bardzo pomogły w osiągnięciu tak dobrego wyniku. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji wskazuje na jej wzrost o 15,2 proc. w ujęciu rocznym oraz 15 proc. dynamikę w stosunku do lutego 2021.

Największe wzrosty w ujęciu miesięcznym odnotowały kategorie żywność (19,5 proc.) – jako efekt zakupów przedświątecznych oraz większej ilości dni handlowych, meble (16,8 proc.), co jest już stałym trendem w czasach pandemii oraz samochody (13,4 proc.). Konsumenci szykują się na urlopy w kraju licząc na szybkie zniesienie restrykcji w działalności branży hotelowej. Najsilniejsze spadki sprzedaży w ujęciu miesięcznym dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w tej kategorii wyniosła 8,3 proc. Jest to efekt bazy w lutym br., kiedy to sprzedaż odzieży utrzymywała się na wysokim poziomie w związku z trudnymi warunkami pogodowymi, jak również otwartymi centrami handlowymi przez okres pełnego miesiąca. Marzec przyniósł dalszy rozwój e-handlu z dynamiką 28,8 proc w ujęciu miesięcznym. W obliczu wprowadzanych restrykcji klienci wrócili do zakupów on-line. Udział tego kanału wyniósł 9,5 proc wobec 8,6 proc. w lutym br.

Kwiecień nie przyniesie rewolucji w zakresie sprzedaży detalicznej. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że odwiedzalność klientów w galeriach handlowych w bieżącym miesiącu utrzymuje się w granicach między 30 a 44 proc. rezultatów odnotowywanych w 2019 czyli okresu, kiedy centra handlowe działały bez zakłóceń. Dalsze wzrosty konsumpcji w ujęciu miesięcznym oraz zbliżanie się do poziomów, jakie widzieliśmy w 2019, będzie uzależnione od harmonogramu znoszenia obostrzeń.

Cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po publiczne dane

W czasie pandemii COVID-19 media społecznościowe stały się dla wielu osób kluczowym narzędziem do utrzymywania kontaktu z bliskimi. Korzystanie z popularnych platform może być jednak obarczone pewnym ryzykiem, a cyberprzestępcy wcale nie muszą wykradać danych, bo użytkownicy sami podają im jak na talerzu wiele cennych informacji.

Dane publicznie udostępniane przez użytkowników, np. takie jak adresy e-mail czy numery telefonów, również są atrakcyjne dla cyberprzestępców. Każdy, kto podaje je w mediach społecznościowych, powinien mieć świadomość, że mogą one zostać wykorzystane do wysyłania spamowych SMS-ów czy e-maili. – Tego typu dane są sprzedawane na czarnym rynku, a następnie wykorzystywane w kampaniach phishingowych. Osoby, które podają do publicznej wiadomości numer telefonu, muszą szczególnie uważać na tzw. smishing, a więc próby wyłudzenia za pomocą SMS-ów – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Jak rozpoznać phishing?

Jakiego rodzaju wiadomości powinny wzbudzać szczególną ostrożność użytkowników? Eksperci Fortinet wskazują kilka elementów. Pierwszym z nich jest zachęta do natychmiastowego działania. Cyberprzestępcy lubią motywować odbiorców wiadomości do tego, aby od razu kliknęli w przesłany link lub otworzyli załączony dokument, a stosują do tego granie na emocjach. Phishing najczęściej odwołuje się do poczucia strachu (np. w mailach o niezapłaconych mandatach), ma też na celu wywołanie zaangażowania (np. przy okazji informacji o możliwości szybszego otrzymania szczepionki przeciw COVID-19) czy też litości (przy fałszywych zbiórkach charytatywnych).

Przestępcy podszywają się też chętnie pod firmy, które prowadzą częstą komunikację z klientami – kurierskie, sklepy internetowe czy dostawców internetu lub telewizji. Wówczas wysyłają informacje o dodatkowych lub zaległych rachunkach, promocjach czy konieczności wniesienia dodatkowych opłat, np. za dezynfekcję paczki.

Warto też zwrócić uwagę na niepoprawny język. Wiadomości wysyłane przez hakerów często są napisane niegramatycznie, z licznymi błędami i literówkami. Wynika to głównie z faktu, że cyberprzestępcy nie władający językiem polskim korzystają z niedoskonałych automatycznych tłumaczeń.

Gdyby mail wzbudzał wątpliwości, ale jednocześnie był napisany poprawnie, należy dokładnie sprawdzić, z adresu w jakiej domenie został wysłany oraz najechać kursorem na znajdujący się w treści wiadomości tekst linku (lub grafikę, pod którą znajduje się link), aby sprawdzić jego rzeczywisty adres.

Ostatecznie, w przypadku wątpliwości, których nie można rozwiać po zweryfikowaniu powyższych elementów, należy skontaktować się nadawcą maila np. telefonicznie lub za pomocą zweryfikowanego adresu mailowego i w ten sposób sprawdzić, czy otrzymana wiadomość pochodzi z prawdziwego źródła.

Chrońmy prywatność w internecie

Zachowanie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w dużej mierze zależy użytkowników platform społecznościowych. Każdy z nich powinien ostrożnie podchodzić do publikowania informacji o sobie i swojej rodzinie, upublicznianiu danych takich jak data urodzenia, miejsce pracy czy wizerunków dzieci.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w realnym świecie. To tak jakbyśmy chodzili po ulicy z tabliczką, na której znalazłyby się wypisane wrażliwe informacje na nasz temat. Nikt tego nie robi i na myśl o tym pewnie wiele osób z niedowierzaniem się uśmiecha – mówi Jolanta Malak. ­– Warto więc sobie uświadomić, że bardzo podobne konsekwencje ma udostępnianie informacji o swoim życiu w cyberprzestrzeni.

Podczas korzystania z serwisów społecznościowych warto więc pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu konta za pomocą silnego hasła oraz weryfikacji wieloetapowej, a następnie o wyborze odpowiednich ustawień prywatności. Ostatecznie, podobnie jak w przypadku korzystania z każdego zasobu w internecie, wiele zależy od samych użytkowników i zachowania przez nich zdrowego rozsądku.

FPP: Uproszczenie weryfikacji rozliczeń z ZUS jest niezbędne

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że obecnie wnioski pracodawców o dofinansowanie PFRON podlegają kontroli wstecznej i są wielokrotnie korygowane – co wydłuża procedurę, a także marnotrawi czas i środki PFRON, ZUS oraz przedsiębiorców. FPP postuluje, by zmienić zapis legislacyjny tak, aby pracodawcy przedstawiali Funduszowi wraz z wnioskiem o dofinansowanie do wynagrodzeń zaświadczenie o braku zaległości w ZUS. Takie rozwiązanie pozwoliłby wyjaśniać na bieżąco ewentualne rozbieżności w rozliczeniach pracodawców z ZUS – których głównym powodem jest sposób automatycznego księgowania przez ZUS korekt deklaracji.

Zaświadczenie z ZUS można sprawniej uzyskać drogą elektroniczną, nie obciąża też dodatkową pracą pracowników ani PFRON ani ZUS. Brak załączenia zaświadczenia wiązałby się z wstrzymaniem wypłaty dofinansowania. Dopiero jego nieprzedstawienie w ciągu kolejnych 6 miesięcy oznaczałoby trwałą utratę prawa do wnioskowanego dofinansowania.

To ważne, że proponowane rozwiązanie spotkało się z zainteresowaniem strony rządowej, która ma świadomość istniejącego problemu i również szuka jego rozwiązania. Zbieg niefortunnego brzmienia art. 26a ustawy o rehabilitacji i ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych czyni z uczciwych pracodawców przestępców. Na dłuższą metę każdy pracodawca korzystający z dofinansowań musi naruszyć przepis. Często nawet o tym nie wie. Pracodawcy nie powinni żyć w ciągłej niepewności. Część z nich próbuje się zabezpieczać, nadpłacając składki ZUS i budując w ten sposób poduszkę, z której będzie można rozliczyć ewentualne korekty deklaracji. Tyle że przepisy ubezpieczeniowe celowego i systematycznego dokonywania wpłat wyższych niż zadeklarowane nie przewidują. Proponowane przez FPP rozwiązanie nie jest idealne, bo nakłada na firmy dodatkowy obowiązek, ale wydaje się najlepsze z dzisiaj dostępnych. Postęp cyfryzacji sprawi, że za jakiś czas przedkładanie zaświadczeń z ZUS przez pracodawcę stanie się zbędne. Przecież organ będzie mógł sobie wygenerować zaświadczenie sam” – podkreśla Tomasz Chudobski, ekspert ds. prawa gospodarczego Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Obecne brzmienie art. 26a ust. 1a1 pkt. 3) ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych miał służyć zapewnieniu, że pomoc publiczna będzie trafiać do przedsiębiorców, którzy wywiązują się z płatności na rzecz ZUS. Jego sformułowanie w połączeniu z przepisami o ubezpieczeniach społecznych całkowicie ten cel wypaczyło. Przepis zamiast motywować pracodawców do płatności składek – stał się pułapką na każdą firmę, która zatrudnia osoby niepełnosprawne i uzyskuje dofinansowania do ich wynagrodzeń. FPP proponuje zastąpienie obecnego sposobu weryfikacji – który jest wybiórczy, następuje ex post i nie daje szansy na naprawę ewentualnego błędu w rozliczeniach – rozwiązaniem znacznie prostszym.

Ozusowanie umów cywilnoprawnych – zwiększy bezrobocie czy szarą strefę?

Od 1 stycznia br. wszedł w życie obowiązek zgłaszania umów o dzieło do ZUS. Jak się okazało był to pierwszy krok mający na celu wprowadzenie obowiązkowych składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. 89,2 proc. pracodawców jest temu przeciwnych[1], ponieważ zmiana zamiast korzyści dla państwa może podnieść poziom bezrobocia lub zwiększyć szarą strefę.

Przedłużający się lockdown i ograniczenie funkcjonowania części gospodarki sprawiły, że wiele firm jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Najgorsza sytuacja występuje w branży HoReCa, gdzie aż 96,7 proc. przedsiębiorstw wskazuje na poważne lub zagrażające stabilności firmy negatywne skutki pandemii. Trudna sytuacja zauważalna jest również wśród firm handlowych, szczególnie z branży tekstyliów, odzieży i obuwia, gdzie 84,1 proc. przedsiębiorców wskazuje na problemy[2]. Niepokojące jest to, że sektory handlu i usług przed pandemią zapewniały w sumie 54 proc. miejsc pracy w małych i średnich przedsiębiorstwach w Polsce[3]. Przez ostatni rok ta liczba znacząco się zmniejszyła,
a proponowane przez rząd zmiany w księgowości mogą jeszcze pogłębić problem.Finiata inforgrafika ZUS

Umowy cywilnoprawne do ozusowania

Od 1 stycznia 2021 r. został wprowadzony obowiązek przekazywania do ZUS informacji o każdej umowie o dzieło. Nakaz ten nie powoduje, że wykonawca zostaje zgłoszony do ubezpieczeń społecznych ani ubezpieczenia zdrowotnego i nie wymusza odprowadzania składek. Gromadzenie informacji na temat umów o dzieło do ZUS ma przede wszystkim charakter statystyczny. Jak się okazało zgłaszanie umów o dzieło to był pierwszy krok rządu w kierunku ich ozusowania. Podobny obowiązek ma dotyczyć tez umów zlecenie.

– Jak pokazują badania aż 9 na 10 przedsiębiorców jest przeciwnych ozusowaniu umów o dzieło, które obecnie nie wymagają opłacania składek.[4] Jesteśmy w środku kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią, pracodawcy walczą o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. Wprowadzenie kolejnego obowiązku finansowego wydaje się zupełnie nieadekwatny do obecnej sytuacji przedsiębiorców – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Właściciele firm będą zmuszeni albo do obniżania wynagrodzeń netto lub zmniejszania zatrudnienia. W efekcie doprowadzi to wzrostu bezrobocia, które w lutym wyniosło 6,5 proc. i jest najwyższym wskaźnikiem od trzech lat[5].

Z badania Business Centre Club wynika, że blisko 3 na 4 pracodawców obawia się wzrostu szarej strefy, czyli zatrudniania wykonawców na czarno.[6] W efekcie ZUS i państwo stracą, zamiast załatać lukę w budżecie i ograniczyć nielegalne praktyki. Z kolei po stronie pracodawców wzrosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej, co dodatkowo pogorszy pozycję konkurencyjną spółek kapitałowych względem osobowych, które łatwo mogą wypłacać część lub całość wynagrodzenia w gotówce bez księgowania.

Rosną problemy z kontrahentami

Przedsiębiorcy, którzy boją się dodatkowych kosztów związanych z ozusowaniem umów cywilnoprawnych potrzebują obecnie wsparcia państwa w uregulowaniu problemów z nierzetelnymi kontrahentami. Badania wskazują, że prawie 80 proc. małych i średnich firm doświadczyło w czasie pandemii większej liczby nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. To właśnie pandemia stała się jedną z najczęstszych wymówek (30 proc. wskazań) takich działań, nawet wśród przedsiębiorców, którzy nie odczuli jej negatywnych skutków[7].

– Już co trzecia firma z branży usługowej (32 proc.) skarży się na problemy z uzyskaniem na czas płatności od kontrahentów. Wydłużenie lockdownu, a tym samym zamknięcia części biznesów, spowoduje, że w najbliższym czasie jeszcze bardziej wzrośnie liczba przeterminowanych zobowiązań. dodaje Jan Enno Einfeld. – 35 proc. przedsiębiorców zdecydowało się zaciągnąć dodatkowe zobowiązania finansowe, jednak ich regulowanie jest obecnie dużym wyzwaniem[8].

70 proc. przedsiębiorców poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty, m.in. związane
z odpowiednim zabezpieczeniem pracowników lub przebywaniem części z nich na kwarantannie lub zwolnieniu chorobowym.[9] Eksperci szacują, że podobnymi ponadplanowymi wydatkami przedsiębiorcy będą musieli się mierzyć jeszcze co najmniej do końca roku.

[1] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[2] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, marzec 2021

[3] Dane GUS, Działalność przedsiębiorstw niefinansowych w 2018 r., 2019

[4] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[5] Dane GUS, Stopa bezrobocia rejestrowanego w latach 1990-2021

[6] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[7] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[8] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[9] Dane z badania IMAS International „KoronaBilans MŚP”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, luty 2021.

Jak zmieniły się nawyki konsumentów? Rzadziej kupujemy pod wpływem impulsu

W 2020 r. już 7 na 10 osób zamówiło produkt przynajmniej raz w sklepie poza granicami swojego macierzystego kraju, wynika z raportu eShopWorld. Transgraniczne zakupy to głównie domena młodych pokoleń, ale okazuje się, że starsi użytkownicy sieci również przekonują się do tej formy zakupów. Zakupy bez granic wiekowych i terytorialnych? To nowa normalność handlu A. D. 2021.

Jak wyglądać będzie handel w postcovidowym świecie? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie wyspecjalizowana w handlu transgranicznym firma eShopWorld (ESW), przepytała 22 tys. konsumentów z 11 krajów. Wnioski trafiły do raportu Global Voices 2021: Cross-Border Insights.

Klient czeka wszędzie

W 2020 roku blisko 7 na 10 osób (68%) zamówiło produkty w e-sklepie, który zlokalizowany jest poza ojczyzną nabywcy – tak brzmi kluczowy wniosek z raportu.

Szacuje się, że już co druga osoba robiąca zakupy przez internet, przynajmniej raz w życiu zamówiła towar, który zlokalizowany był w innym kraju. W czasie trwania lockdownu wiele osób, zachęconych pierwszymi pozytywnymi doświadczeniami z zakupami online, ośmieliło się iść krok dalej i sprawdzić, co oferują “zakupy bez granic” – zauważa Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona. – Jak wynika z danych, do których dotarł Business Insider, już co czwarty sprzedawca wystawiający swoje produkty na Amazon, wysyła przedmioty za granicę. Start Amazona nad Wisłą, a co za tym idzie jego popularyzacja i wzrost świadomości, to nie tylko szansa dla konsumentów, ale przede wszystkich dla oferentów.

Zakupy bez granic… wiekowych

Kim jest sympatyk transgranicznych zakupów? Patrząc na preferencje i nawyki, ESW udało się wyodrębnić kilka różnic między pokoleniami.

Pierwsza grupa to tzw. cyfrowi tubylcy. Jak wskazuje nazwa, osoby te najchętniej dokonują zakupów w sieci, a to w jakim kraju zlokalizowany jest sklep, nie ma dla nich znaczenia. To konsumenci w wieku 25-34 lat, należący do dwóch pokoleń: młodszych Millennialsów i starszych przedstawicieli Generacji Z.

Kupujący w wieku 25-34 lat stanowili także najaktywniejszą grupę. W ciągu 12 miesięcy, 11 lub więcej razy zakupy zrobił co trzeci (33%) pytany z tej grupy. To o 1 p.p. więcej niż w grupie 35-44 lat (32%) i o 4 p.p. w konfrontacji z grupą 18-24 lat (29%).

W ubiegłym roku ponad 500 dolarów na crossgraniczne e-zakupy najczęściej wydawali Millennialsi. Tak przynajmniej deklaruje niemal co drugi (47%) z nich. Potem jest długo, długo nic i pokolenie X. 27% przedstawicieli generacji wydało przynajmniej pół tysiąca dolarów na towary w sieci. W przypadku starszych pokoleń: Z i Baby Boomers, odsetek wydających w sieci 500 dolarów lub więcej jest znacząco niższy i wynosi odpowiednio 15% i 11%.

Tor przeszkód

Młodych kupujących wyróżnia nie tylko to “co”, ale także “jak” kupują. Podczas gdy osoby z pokolenia powojennego wyżu demograficznego i pokolenia X preferują płatność kartą kredytową i PayPalem, młodsi klienci częściej skłaniają się ku globalnym systemom płatności i opcji „kup teraz, zapłać później”. Sygnalizuje to, jak ważne dla sprzedawców staje się oferowanie szerokiego wachlarza form płatności.

Największą przeszkodę w dokonywaniu zakupów online, zdaniem kupujących w każdym wieku, są obawy związane z kosztami (41% respondentów) i czasem dostawy (38%).

Według badania Offers.com, blisko połowa respondentów twierdzi, że obecnie rzadziej dokonuje zakupów pod wpływem impulsu i nie ma to nic wspólnego z przyjemnością (48%). Takie nastawienie sprawia, że klienci uważnie wertują ofertę, zanim dokonają zakupu. Zaufany partner, który wesprze nas swoją wiarygodnością, może okazać się na wagę złota – podpowiada Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje: – Z tego samego raportu dowiadujemy się także, że od początku trwania pandemii trzech na dziesięciu (31%) respondentów chętniej wybiera produkty tańsze lub szuka dóbr zapewniających atrakcyjny stosunek ceny do jakości. Dostęp do międzynarodowej oferty doskonale koresponduje z tym trendem.

Jak się reklamować, żeby nie zniechęcić?

Badanie przeprowadzone przez MarketingSherpa na dwóch grupach wiekowych: millenialsów (od 18-34 lat) i boomersów (powyżej 65 lat) wskazują jakie są preferencje użytkowników, gdy sprzedawcy chcą powiadomić o swoich nowych produktach czy promocjach. Millenialsi są zdecydowanie bardziej zainteresowani otrzymaniem wiadomości e-mail, które mogą odczytać na smartfonach (53%), a zaledwie co piąty senior preferuje taki sposób komunikacji. Bardziej mobilne młodsze pokolenie przychylniej patrzy na korzystanie z aplikacji i na reklamy pojawiające się w nich. Choć trzeba przyznać, że i tutaj reklamodawcy mają zgryz, bo zaledwie 10% millenialsów akceptuje komunikaty promocyjne pojawiające się w ich ulubionych aplikacjach, ale to i tak o… 10% więcej niż w przypadku boomersów.

Natomiast na reklamy wysyłane poprzez SMS przychylnie patrzy 30% młodszych i 15% seniorów. – Powiadomienia SMS mają jednak ostatnio słabą prasę. Nie ma jednak co się dziwić, bo co chwilę słyszymy o próbach wyłudzeń. Niestety najbardziej podatni są na nie seniorzy, którzy choć coraz lepiej poruszają się w środowisku online, to nadal nie są tak sprawni jak młodzi i często irytują ich dodatkowe rozpraszacze. Dlatego reklamodawcy nadal chcą docierać do boomersów w sposób tradycyjny – poprzez reklamę telewizyjną, radiową czy drukowaną – tłumaczy Wiktor Salamon, twórca Notipack, oprogramowania, które umożliwia administratorom stron internetowych wysyłanie powiadomień do osób przeglądających w internecie dany towar czy usługę.

Zdaniem Salamona przed sprzedawcami jeszcze sporo pracy, żeby przekonać klientów do różnego rodzaju powiadomień. – Wyniki ankiety pokazują, że nawet młodsze pokolenie z trudem akceptuje reklamy. Powiadomienia powinny pojawiać się w sposób intuicyjny, a sprzedawca musi wyprzedzać ruchy kupującego i np. w odpowiednim miejscu wstawić widget informujący o sposobie kontaktu. Nie może to być jednak nachalne, bo wtedy kupujący straci zainteresowanie produktem – podkreśla Salamon.

Rząd wesprze nieruchomościowych inwestorów?

Jeszcze niedawno wydawało się, że temat REIT-ów został definitywnie porzucony. Ostatnio sytuacja uległa jednak pewnym zmianom.

Niektóre osoby zainteresowane tematyką rynku nieruchomości, mogą jeszcze pamiętać o planach legislacyjnych, które dotyczyły ustawy o REIT-ach. W polskich warunkach takie specjalne firmy inwestujące w nieruchomości miały nosić nazwę F.I.N.N. Ten skrót można rozwinąć jako „firmy inwestujące w najem nieruchomości”. Zgodnie z założeniami rządu, tak zwane F.I.N.N-y miały być elementem strategii tworzenia kapitału emerytalnego Polaków. Dość szybko okazało się jednak, że rzeczywistość rozmija się z ambitnymi planami. Początkowo ustawa o polskich REIT-ach miała wejść w życie wraz z początkiem 2019 roku. Jednak dopiero 2 października 2018 roku została ona skierowana do prac w Komisji Finansów Publicznych (po pierwszym czytaniu w Sejmie). Później prace nad projektem zawartym w druku sejmowym numer 2855 po prostu zamarły. Ich wznowieniu nie sprzyjało między innymi zamieszanie związane z wyborami i pandemią koronawirusa, która rozpoczęła się w I kw. 2020 r. Trudno też ukryć, że pomysł przyznania spółkom typu REIT zwolnień podatkowych zaczął wzbudzać pewne kontrowersje. Mimo tych utrudnień, prace nad regulacjami prawnymi dla REIT-ów niedawno zostały wznowione.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Na razie trwają wstępne prace nad ustawą regulująca zasady inwestowania w nieruchomości przy pomocy spółek REIT.
  • Środowisko biznesowe liczy, że takich spółek będą dotyczyły preferencyjne zasady opodatkowania.
  • Niezależnie od kwestii prawnych, polskie REIT-y już działają, choć nie mogą liczyć na preferencje podatkowe.

Poniżej prezentujemy dodatkowe informacje na temat prac związanych z uregulowaniem działalności polskich REIT-ów. Warto też odnieść się do aktualnej sytuacji na rynku inwestycyjnym.

Ustawa o REIT stanowi element szerszego rządowego planu

Tytułem wstępu warto nadmienić, że nowa ustawa o REIT-ach, która na razie jest wstępnie opracowywana, prawdopodobnie będzie elementem szerszej strategii. Mowa o zmianach na rynku kapitałowym, których założenia opisuje między innymi Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. „Częścią planu rozbudowy rynku kapitałowego w Polsce oprócz ustawodawstwa dla REIT-ów ma być między innymi nowa ustawa o funduszach inwestycyjnych, a także realizowana reforma emerytalna (mimo problemów z partycypacją w pracowniczych planach kapitałowych)” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Niedawno pozytywne sygnały dotyczące nowej ustawy o REIT-ach popłynęły z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Daje to pewną nadzieję, że po okresie przestoju związanego z pandemią zostaną wznowione prace nad uregulowaniem kwestii REIT-ów oraz innymi zmianami wspierającymi rynek kapitałowy. „Oczywiście jakość nowych regulacji jest znacznie ważniejsza niż tempo ich ewentualnego wprowadzenia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Środowisko biznesowe zwraca uwagę na kwestię podatków

Zmianę rządowego nastawienia do REIT-ów zauważyła między innymi Konfederacja Lewiatan. Ta najbardziej wpływowa polska organizacja biznesowa ma nadzieję, że nowe regulacje dotyczące inwestycyjnych spółek nieruchomościowych zapewnią inwestorom wypłatę minimum 80% – 90% zysku w ramach rocznej dywidendy. Warto wspomnieć, że rządowy projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości, który przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi utknął w Sejmie, przewidywał podobne rozwiązanie. „Zgodnie z tym projektem, firmy inwestujące w najem nieruchomości zostały zobowiązane do wypłaty zysku odpowiadającego 90% różnicy między przychodami z nieruchomości i wybranymi wydatkami” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Eksperci Lewiatan zwracają również uwagę na konieczność zwolnienia REIT-ów z podatku CIT pod warunkiem wypłaty odpowiednio wysokiej dywidendy. Ważna jest też kwestia samego opodatkowania dywidend z REIT-ów (zarówno na gruncie podatku PIT, jak i podatku CIT). Portal NieruchomosciSzybko.pl zwraca natomiast uwagę, że nowe przepisy nie powinny zbyt mocno wiązać REIT-ów z rynkiem mieszkaniowym. „To niestety była wada poprzednich regulacji, które proponował rząd” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Polskie inwestycje w nieruchomości nadal mają się dobrze …

Na razie trudno jeszcze powiedzieć, kiedy nowa ustawa o REIT-ach mogłaby wejść w życie. Inwestorom nieruchomościowym zależy przede wszystkim na dopracowanych oraz stabilnych regulacjach, a także na braku przykrych niespodzianek legislacyjnych w przyszłości. Nie można tutaj pominąć kwestii wprowadzonych niedawno obostrzeń podatkowych (patrz ustawa z dnia 28 listopada 2020 r. – Dz.U. 2020 poz. 2123). „Nowe przepisy będące nieprzyjemną niespodzianką dla inwestorów skutkowały stworzeniem definicji spółki nieruchomościowej i nałożeniem na taką spółkę obowiązku zapłaty podatku z tytułu zbycia udziałów, jeżeli zbywca nie jest polskim rezydentem podatkowym” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Mimo wspomnianych utrudnień prawnych, bieżący rok zapowiada się nieźle w kontekście profesjonalnych inwestycji nieruchomościowych (realizowanych przez spółki kapitałowe). Takie spółki działające w Polsce będą zainteresowane np. inwestycjami na rynku magazynowym oraz mieszkaniowym. Możliwe są również inwestycje w nieruchomości z branż mocno poszkodowanych przez pandemię (np. hotelowej i handlowej). „Wspomniane nieruchomości będzie można bowiem okazyjnie zakupić z myślą o zyskach w perspektywie długookresowej” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Company Management Congress już we wrześniu!

Wiedza jest podstawą do budowania marki! Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i weź udział w Company Management Congress już we wrześniu!

28 września w DoubleTree by Hilton Warsaw odbędzie się kongres dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. Company Management Congress rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Wśród prelegentów między innymi Jacek Santorski i Krzysztof Sarnecki.

Myślimy o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiemy, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię covid-19. Dostarczamy rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu. Poprzez postawienie na rozbudowane case studies skupimy się na najlepszych metodach działania dla poszczególnych branży, a moderowane debaty będą okazją do wymiany myśli każdego uczestnika Kongresu.

Company Management Congress – program wydarzenia

Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony zostanie na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Dlatego też wśród prelegentów, którzy wystąpią podczas eventu znajdują się sami eksperci biznesowi. Jacek Santorski powie o perspektywie przywództwa jutra. Bogdan Sosnowski w wykładzie „Rozwój kompetencji miękkich w zespole sprzedaży” skupi się na rozważaniu które  kompetencje warto rozwijać, aby dostosować się do szybko zmieniających się czasów. Wojciech Herra przeprowadzi prelekcję dotyczącą skutecznego zarządzania zespołem, zaś Krzysztof Sarnecki przybliży koncepcje myślenia transformacyjnego.

CMC – nie tylko wykłady

Podczas Company Management Congress na uczestników czekać będą nie tylko  merytoryczne wykłady w Polsce. To również bogata strefa wystawiennicza i sesje networkingowe, które w sposób skuteczny pozwolą rozszerzyć sieć kontaktów biznesowych.

W spotkaniu weźmie udział około 150 uczestników – właścicieli film, przedsiębiorców, managerów, a także doradców inwestycyjnych i inwestorów świadomych trendów i potrzeby nieustannego rozwoju. Profesjonalnie przeprowadzony przez Biznes Klub Polska networking ułatwi nawiązanie kontaktu.

Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.

Złotym sponsorem wydarzenia została spółka Respect Energy. Partnerem Merytorycznym jest Quest Change Managers Sp. z o.o., Partnerem Wydarzenia KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna, a Partnerem Strefy Networkingu Biznes Klub Polska.

Company Management Congress

Termin: 28 września 2021

Miejsce: DoubleTree by Hilton Warsaw, Warszawa

https://companymanagement.pl/

Dla wyższego opodatkowania firmy organ podjął nieprawidłowe i do tego nielogiczne rozstrzygnięcie

Spośród pięciu spółek tworzących podatkową grupę kapitałową jedna przyniosła stratę, a cztery dochody. Spółka dominująca pomniejszyła o tę stratę podatek dochodowy wykazany i zaliczkowany przez cztery rentowne spółki, zachowując powstałą na plus różnicę zaliczek CIT, a następnie rozdysponowując ją pomiędzy siebie i spółkę przynoszącą straty. Była pewna, że to działanie będzie obojętne podatkowo, ale fiskus stwierdził, że jest to przysporzenie majątku tych spółek i musi zostać opodatkowane jak zwykły przychód. Spór między przedsiębiorcą a Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej rozstrzygnął sąd, stwierdzając, że: „Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Podatkowa grupa kapitałowa złożona z pięciu spółek

Pięć spółek akcyjnych tworzy podatkową grupę kapitałową (dalej również PGK). Jedna z nich – spółka A – jest odpowiedzialna za rozliczanie oraz odprowadzanie podatku dochodowego całej grupy. To jej, jako płatnikowi CIT, pozostałe spółki przekazują do 19-ego dnia każdego miesiąca zaliczki na ten podatek, każda jedna indywidualnie, kalkulując dla siebie przychody i koszty ich uzyskania celem wyliczenia należnego CIT.

Spółka A, która jest jednocześnie spółką dominującą w grupie, sumując przychody podatkowe wszystkich spółek, odejmuje od nich sumę kosztów uzyskania przychodów wygenerowanych przez te wszystkie spółki tworzące PGK. W ten sposób oblicza podatek, który następnie odprowadza do urzędu skarbowego.

Strata jednej ze spółek pomniejszała podatek dochodowy całej grupy

Jedna ze spółek – spółka E – wykazuje stratę, co w świetle opisanego sposobu dokonywania rozliczeń podatkowych przez PGK powoduje, że pozostałe spółki mają do zapłaty niższy podatek dochodowy, niż to wynika z ich indywidualnych wyliczeń. Kwotę tej różnicy „na plus” dla spółek spółka A zatrzymuje, rozdysponowując ją zgodnie z procedurą ustaloną w umowie generalnej podatkowej grupy kapitałowej.

W 2018 r. taką nadwyżkę rozdzielono na cele inwestycyjne dla przynoszącej straty spółki E oraz dla spółki dominującej. Obie zakwalifikowały otrzymane środki jako pozostałe przychody operacyjne. W tych okolicznościach PGK wystąpiła do organu podatkowego o potwierdzenie, że tak uzyskane środki pieniężne nie zrodzą po stronie spółek, które je otrzymały, przychodu podlegającego uwzględnieniu przy ustalaniu dochodu bądź straty podatkowej.

W opinii podatkowej grupy kapitałowej zgodnie z art. 1a ust. 1 ustawy o CIT to ona jest podatnikiem w tej sprawie, a nie tworzące ją pojedyncze spółki. A jak stanowi ust. 7 tego artykułu, podatek dochodowy oraz zaliczki na ten podatek są obliczane, pobierane i wpłacane przez spółkę dominującą. Przepis art. 7a ust. 1 ustawy precyzuje, że w PGK dochodem ze źródła przychodów jest nadwyżka sumy dochodów wszystkich spółek tworzących grupę, uzyskanych z danego źródła przychodów nad sumą ich strat poniesionych z tego źródła.

Fiskus uznał, że spółki muszą zapłacić podatek

Organ podatkowy uznał jednak, że w opisanej sytuacji dochodzi do trwałego przysporzenia w majątku spółek A i E, które ma definitywny i bezzwrotny charakter, i którym obie spółki mogą rozporządzać jak majątkiem własnym. Dlatego powodujący to przysporzenie przychód powinny uwzględnić w rozliczeniu dochodów lub straty podatkowej.

Rozpoznający wniesioną przez PGK skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zgodził się z przedsiębiorcą, że w przypadku tych dwóch spółek nie dochodzi po ich stronie do przysporzenia, o jakim mówi organ. Zwrócił uwagę m.in. na przepis art. 12 ust. 4 pkt 6a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych stanowiący, że do przychodów nie zalicza się zwróconych innych wydatków niezaliczonych do kosztów uzyskania przychodów. Sąd stwierdził, że zaprezentowane w tej sprawie stanowisko fiskusa podważa cały sens instytucji podatkowych grup kapitałowych. Dokonywane między tworzącymi taką grupę spółkami przepływy finansowe, dotyczące rozliczeń zobowiązań podatkowych grupy, są neutralne podatkowo w zakresie CIT. Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, orzekł:

„…przyjęta przez Wnioskodawcę metoda rozliczeń jest prawidłowa oraz zgodna z prawem. (…) Przyjęcie założenia proponowanego przez KIS, w którym uzyskane w ten sposób korzyści stanowiłby przychód podlegający opodatkowaniu, byłoby zaprzeczaniem celu instytucji podatkowej grupy kapitałowej” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Niekorzystna dla przedsiębiorcy interpretacja była nielogiczna i nadmiernie profiskalna

Niełatwe jest życie przedsiębiorców pod jurysdykcją fiskusa, którego organy tak często interpretują prawo na ich niekorzyść. A przecież liczne normy prawa podatkowego, także prawa przedsiębiorców, nakazują urzędnikom skarbowym zachowanie przyjaznego stosunku do przedsiębiorców, a nawet, w przypadku wątpliwości, rozstrzygać je na ich korzyść. Przedsiębiorcom trudno jednak wypatrywać ziszczenia się tych utopijnych postulatów, skoro w praktyce organy podejmują przeciw nim takie rozstrzygnięcia, jak w opisanej sprawie. Jak bowiem stwierdził krakowski sąd:

„Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek polskich energy-techów – jest dobrze, będzie lepiej

Polski rynek startupowy coraz częściej staje się obiektem zainteresowania zagranicznych mediów i zagranicznych inwestorów. Dzieje się tak za sprawą funduszy, takich jak Finch Capital, Rheingau Founders czy Runa Capital, które wchodząc do Polski odgrywają znaczącą rolę w największych transakcjach VC w Polsce. Coraz więcej inwestycji kierowanych jest do sektora energy-tech. Polska na arenie międzynarodowej wyrabia sobie w tym obszarze coraz silniejszą markę. SpeedUp Energy Innovation stworzył mapę polskich energy-techów, wyłaniając na polskim rynku ponad 100 już działających w tym obszarze podmiotów. Mapa pokazuje, że miejsca dla nowych firm w sektorze energii jest całkiem sporo.

Przyczyną rosnącego znaczenia Polski na międzynarodowej arenie technologii energetycznych jest nie tylko coraz większa liczba młodych, technologicznych spółek, opracowujących innowacyjne rozwiązania dla energetyki. Polska staje się atrakcyjna także jako zaplecze produkcyjno-inżynieryjne dla korporacji takich jak np. szwedzki NorthVolt – dzięki centrum produkcyjnemu, które firma planuje otworzyć w Gdańsku, Polska ma szansę stać się europejskim liderem w obszarze produkcji baterii do samochodów elektrycznych.

Polska energetyczna rewolucja już trwa

Według raportu przygotowanego przez PFR, w samym tylko 2020 roku ponad 300 polskich firm otrzymało łącznie 2,1 mld zł finansowania od funduszy VC. To wzrost o około 170% w porównaniu z rokiem 2019, a wszystko wskazuje na to, że inwestycje VC w polskie młode spółki technologiczne w 2021 znów podwoją swoja wartość względem roku ubiegłego.

  • Najczęstszymi obszarami inwestycji w 2020 były opieka zdrowotna (25% wszystkich inwestycji), programowanie dla przedsiębiorstw (15%) oraz sektor FinTech (9%).
  • Na 7. miejscu pod względem liczby inwestycji uplasował się obszar energetyki.

Sektor energetyczny i młode spółki technologiczne z obszaru energy-tech zaczynają odgrywać w Polsce ważną rolę tak w obszarze całej energetyki, jak i w inwestycjach venture capital. – „Może być to spore zaskoczenie dla wszystkich tych, u których nadal bardzo silne jest przekonanie, że “Polska węglem stoi” i w obszarze nowoczesnych technologii z tego sektora niewiele się nad Wisłą dzieje. Tymczasem oczy inwestorów zagranicznych coraz częściej zwrócone są w naszym kierunku. Skoro duże korporacje o ugruntowanej pozycji z obszaru energy-tech przenoszą do nas całość czy choćby część swojej produkcji, to dla inwestorów oznacza, że mamy tu zasoby, także ludzkie, w postaci wykwalifikowanej kadry, by technologie w tym segmencie tworzyć i rozwijać”. – komentuje Bartłomiej Gola, partner generalny SpeedUp Energy Innovation.

– „Na pewno brakuje u nas jeszcze firm energy-tech’owych z obszaru magazynowania energii, bo to trudny rynek, zagarnięty przez gigantów czy tych oferujących sposoby na stabilizację sieci elektroenergetycznej, co w najbliższych latach będzie jednym z największych wyzwań, wynikających z rozwoju rozproszonych źródeł odnawialnych.”dodaje Gola.

Energy-techy przeganiają sztuczną inteligencję

Fundusze inwestycyjne – tak polskie jak i zagraniczne – dostrzegają coraz większy potencjał w zakresie możliwości inwestycyjnych w spółkach technologii energetycznych – co już przekłada się na liczbę startupów opracowujących obecnie swoje rozwiązania. I choć inwestycje funduszy VC w spółki z obszaru energy-tech nie są jeszcze w Polsce tak popularne, jak rozwiązania związane ze zdrowiem czy technologiami w finansach, to ich wartość bardzo szybko rośnie. To trend obserwowany na całym świecie – według danych PWC inwestycje w szeroko rozumianą technologię klimatyczną wzrosły z 418 mln USD rocznie w 2013 r. do 16,3 mld USD w 2019 r. – zanotowały trzykrotnie większy wzrost, niż inwestycje w sztuczną inteligencję w tym samym okresie. Sam rynek europejski przyciągnął inwestycje w energy-tech’y o wartości 7 miliardów dolarów. Prawie jedna czwarta transakcji klimatycznych (24%) obejmowała inwestora korporacyjnego – firmy szukając innowacji coraz częściej decydują się na inwestycje w startupy. Dla wielu staje się to wręcz główny element w strategii biznesowej.

Z badania rynku przeprowadzonego w marcu i kwietniu 2021 przez SpeedUp Energy Innovation wynika, że w Polsce działa ponad 100 młodych firm związanych z technologiami energetycznymi, w tym:

  • 38 tworzy rozwiązania z zakresu elektromobilności,
  • 7 opracowuje rozwiązania w obszarze  magazynowania energii,
  • 14 postawiło na innowacje w dystrybucji energii,
  • 19 firm działa w obszarze smart city & sustainability
  • 23 za cel postawiło sobie opracowanie nowych metod wytwarzania energii.

Polski potencjał na międzynarodowe sukcesy

Na polskim rynku energy-techowym najlepiej rokujące obecnie obszary to rozwój technologii wodorowych, optymalizacja i zwiększanie efektywności fotowoltaiki oraz smart mobility. – „Obszar technologii energetycznych to główny sektor, na który kładziemy nacisk w zakresie inwestycji. Z tego powodu cieszy nas liczba firm, a także zróżnicowanie poszczególnych kategorii, w ramach których rozwijają swoje rozwiązania. Jako SpeedUp Energy Innovation poszukujemy obecnie firm posiadających gotowy produkt
i przychody z komercjalizacji rozwiązania. Inwestujemy ticekty na poziomie 0,5–1 mln euro”.
komentuje Bartłomiej Gola.  

To, co według Bartłomieja Goli najbardziej blokuje rozwój startupów energy-techowych to ich duża kapitałochłonność. – „Potrzeba sporo środków, żeby stworzyć i wypuścić na rynek produkt w pełni funkcjonalny, a u nas w Polsce większość funduszy inwestuje na etapie zalążkowym. Brakuje funduszy, które gotowe byłyby zainwestować po pierwszej rundzie w dalszy rozwój produktu/technologii spółki, która nie generuje jeszcze przychodów. Rosnące zainteresowanie polskimi spółkami wśród zagranicznych inwestorów może być przepustką dla wielu polskich startupów do dalszego rozwijania swoich projektów.” – dodaje Gola. 

Wśród zmapowanych przez SpeedUp Energy Innovation podmiotów znajdują się takie, które mają już na koncie spore sukcesy, jak spółka Lerta, a także te wciąż wymagające prac R&D, ale dające spore nadzieje na sukces jak Saule Technologies. Mapa ma w założeniu ewoluować i być poszerzana o kolejne podmioty, który nie znalazły się w jej wersji 1.0 – przykładem może być choćby Eko-Energetyka, produkującą duże stacje ładowania dla autobusów. – „Większość z widocznych na mapie firm ma potencjał rozwoju międzynarodowego. Dla nas to ważne kryterium inwestycyjne” – podsumowuje Bartłomiej Gola.SpeedUp_Energy_Innovation_Enerfy_Tech_MAP

Martwisz się likwidacją OFE? Pomyśl o ETF

Postępujący proces likwidacji OFE po raz kolejny przypomniał nam, że musimy samodzielnie odkładać na emeryturę. W długoterminowym portfelu powinny pojawić się fundusze ETF, które są jednym z najtańszych sposobów na inwestowanie. Na różnych parkietach jest notowanych prawie 8 tys. takich funduszy. W Polsce natomiast wciąż pozostają poza głównym nurtem inwestycyjnym.

Na świecie jest obecnie notowanych prawie 8 tys. funduszy ETF, podczas gdy 10 lat temu było ich zaledwie 2,5 tys. To znaczący wzrost pokazujący, że ten instrument cieszy się na świecie zasłużoną popularnością. W Polsce w fundusze inwestuje 3,5 mln osób (dane firmy Analizy Online o liczbie klientów TFI na koniec 2020 roku), 1,3 mln posiada rachunki maklerskie (dane KDPW na koniec 2020 r.), jednak tylko bardzo niewielki odsetek tych klientów inwestuje w ETF.

ETF (Exchange Traded Fund) to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie. Jego najważniejszą cechą jest to, że możemy go kupować i sprzedawać, jak akcje zwyczajnej spółki. Transakcje dokonywane są natychmiast, inaczej niż w wypadku standardowych funduszy inwestycyjnych, w przypadku których zakup lub umorzenie może zająć nawet kilka dni. Za zakup i sprzedaż ETF-ów płacimy prowizje, które są bardziej zbliżone do prowizji maklerskich (wynoszących 0-1 proc.) niż do prowizji pobieranych przez fundusze (1-5 proc.). Właśnie znacznie niższe opłaty to główna zaleta takich funduszy.

ETF-y czasem mylnie utożsamia się z „funduszami indeksowymi”, ponieważ historia tego instrumentu zaczęła się od pasywnych funduszy, których celem było odzwierciedlenie konkretnego indeksu. Dla wielu osób ETF cały czas oznacza po prostu fundusz odzwierciedlający indeks. Jednak w ostatnich latach sytuacja się zmieniła. W USA i Europie pojawiło się wiele aktywnych ETF, czyli takich w których zarządzający dobierają spółki do portfela i dynamicznie zmieniają jego skład zależnie od przyjętej strategii. Przykładem takiego funduszu jest ARK Innovation ETF, który dobiera do swojego portfela innowacyjne spółki technologiczne. Fundusz był hitem 2020 roku, potem na jego notowaniach doszło do korekty, teraz powoli odrabia straty. Inny przykład to US Global Jets ETF, którego portfel składa się z akcji linii lotniczych, firm transportowych i producentów samolotów. To fundusz, który może zyskiwać na powrocie gospodarki do normalności po pandemii.

Jednak wiele oferowanych ETF-ów to cały czas właśnie fundusze pasywne. Mogą one kopiować bardzo znane indeksy jak np. Vanguard S&P 500 ETF czy Lyxor WIG 20 UCITS ETF, ale mogą także te mniej popularne. Na przykład Horizons Marijuana Life Sciences Index ETF odwzorowuje North American Marijuana Index, w którego składzie znajdują się spółki związane z rynkiem marihuany w USA i Kanadzie. Warto rozważyć wykorzystanie takich funduszy w konstruowaniu naszych portfeli inwestycyjnych, bowiem okazuje się, że w długiej perspektywie strategie pasywne bywają skuteczniejsze od strategii aktywnych. Często wysiłki zarządzających funduszami po prostu idą na marne, a czasem nawet są źródłem strat. Zatem jeśli konstruujemy portfel inwestycyjny, szczególnie w przypadku długoterminowego oszczędzania na emeryturę, powinniśmy zastanowić się nad włączeniem do niego pasywnych funduszy ETF. Jak wspomnieliśmy wcześniej, ETF-y oferują niskie koszty, które w okresie długoterminowej inwestycji mogą dać nam dodatkowo od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zysku.

Czemu zatem ETF-y tak rzadko trafiają do portfeli inwestycyjnych Polaków? Przez długi czas największy problem stanowił ograniczona dostępność takich funduszy. Najłatwiejszy dostęp polscy inwestorzy mają do ETF notowanych na giełdzie w Warszawie. Jest tam obecnie notowanych 9 takich funduszy, które można kupować poprzez biura maklerskie. Ta oferta jest powoli rozszerzana, jednak trudno wyjść z błędnego koła, w którym mały popyt powoduje uboga ofertę, a uboga oferta nie sprzyja popytowi. Znacznie więcej ETF-ów mają do dyspozycji klienci biur maklerskich i niezależnych brokerów. Dotyczy to zarówno funduszy pasywnych, jak i aktywnych z różnych sektorów.

Drugim problem dla wielu inwestorów pozostaje kwestia ryzyka kursowego, bowiem ETF-y (poza lokującymi środki w spółki z giełdy w Warszawie) inwestują w zagraniczne spółki. Dostępne na giełdzie w Warszawie fundusze ETF na zagraniczne indeksy nie zapewniają eliminacji ryzyka kursowego, podobnie jest, gdy kupujemy ETF-y w biurze maklerskim lub u brokera. Warto jednak pamiętać, że dobrze skonstruowany i zdywersyfikowany portfel inwestycyjny może zawierać zarówno akcje zagraniczne, jak i fundusze ETF, bez konieczności zabezpieczenia walutowego.

Dostęp do funduszy ETF wreszcie jest obecnie w Polsce całkiem szeroki. Problem ryzyka kursowego dotyczy natomiast wszelkich inwestycji w walutach obcych. Bo jeśli można np. inwestować w kwotowane w dolarze akcje Apple czy Amazon, można robić to samo z funduszami ETF. Nic już zatem nie stoi na przeszkodzie, byśmy w Polsce bardziej zainteresowali się inwestowaniem w ETF-y. A jeśli kolejne perturbacje związane z systemem emerytalnym zachęciły Cię do myślenia o samodzielnym inwestowaniu na ten cel, rozważ włączenie ETF do swojego portfela.

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Wirtualna rzeczywistość wkracza do działów HR

W ciągu ostatniego roku duża część pracy tysięcy organizacji przeniosła się z biur do domów. Obecnie coraz więcej firm decyduje się na prowadzenie w modelu zdalnym również rekrutacji. Zmiana ta z pewnością wymaga zastanowienia się, jak procesy poszukiwania pracowników bez kontaktu bezpośredniego dostosować do nowych warunków i udoskonalić. Zwłaszcza, że przy odpowiednim podejściu e-rekrutacja może przynieść pracodawcy wiele korzyści.

Nowe możliwości

Polacy nie boją się rekrutacji prowadzonej online. Jak wynika z raportu „Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rynku pracy”[1], aż 9 na 10 ankietowanych przyznaje, że weźmie w niej udział, a 38 proc. potraktuje tę formę, jako wygodniejszą i z większym prawdopodobieństwem złoży swoją aplikację na stanowisko. Dodając do tego fakt, że ¾ badanych twierdzi, że ten sposób pracy pozostanie z nami na dłużej, również zdalna rekrutacja wydaje się naturalnym krokiem dla większości pracodawców. – Dotychczas taka formuła poszukiwania specjalistów była w większości stosowana przez firmy, które ze względu np. na lokalizację nie miały możliwości innego kontaktu ze kandydatami. Dziś prowadzenie interview za pomocą platform i aplikacji staje się coraz bardziej popularne zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – tłumaczy Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Kandydaci z otwartością podchodzą do narzędzi komunikacji online, takich jak komunikatory, czy platformy rekrutacyjne. Ponad 85 proc. nie obawia się rozmów kwalifikacyjnych w formie połączeń video, które coraz częściej, ramię w ramię z rozmowami telefonicznymi, stanowią alternatywę dla spotkań na żywo.

Szukaj nowych dróg

Brak obaw ze strony potencjalnych pracowników to jednak dopiero część sukcesu. Kluczowy okazuje się sposób wdrożenia nowej formy pozyskiwania specjalistów. Prowadzenie skutecznej zdalnej rekrutacji wymaga od firmy odpowiedniego przygotowania. Na pierwszy ogień idzie kwestia samego ogłoszenia i wskazania w nim przede wszystkim że szukamy pracowników do pracy zdalnej. Ta informacja jest kluczowa dla kandydatów. Według badań aż 36 proc. z nich szuka ogłoszeń z wyraźnym oznaczeniem formy pracy, a 29 proc. docenia, kiedy w ogłoszeniu znajduje się także informacja o zdalnej formie rekrutacji[2]. Przedstawiając benefity oferowane przez organizację warto w ogłoszeniu wymienić także te związane właśnie z home office.

Dbając o sprawny i komfortowy dla obu stron przebieg rekrutacji dobrze już podczas pierwszego kontaktu z kandydatem poinformować go jak będzie wyglądał cały proces. A więc w jakiej formie będzie prowadzony (np. czy rozmowa odbędzie się telefonicznie czy online), ile etapów zakłada, czy jakie narzędzia do komunikacji będą w nim stosowane. To ostatnie, a więc zaplecze techniczne pracodawcy jest szczególnie ważne. Działające bezbłędnie programy do komunikacji audio oraz video, ale także platformy służące do wypełniania zadań kwalifikacyjnych czy rozwiązania działające „w chmurze” nie tylko ułatwią cały proces pozyskiwania pracowników, ale także wpłyną na postrzeganie firmy, jako nowoczesnej i sprawnie funkcjonującej.

Specjaliści nie mają wątpliwości, że praca zdalna (w modelu częściowym lub hybrydowym) zostanie z nami na dłużej. E-rekrutacja to zatem doskonałe narzędzie do weryfikacji m.in. tych cech kandydatów, które ogrywają kluczowe znaczenie przy tym sposobie wykonywania obowiązków służbowych. – Mowa m.in. o umiejętności komunikacji cyfrowej, czy nawiązywania porozumienia bez możliwości bezpośredniego spotkania, a więc dokładnie w takich warunkach, w jakich nasz przyszły zatrudniony będzie pracował zarówno ze swoim zespołem jak i np. z kontrahentami – komentuje Tikhomiroff.

Efektywne pozyskiwanie odpowiednich talentów do firmy ma duże znaczenie dla całości organizacji. Pamiętajmy, że nietrafione rekrutacje przynoszą firmie nie tylko straty stricte finansowe, ale także te związane z zaangażowaniem i czasem potrzebnym na onboarding oraz wdrożenie nowego pracownika. Odpowiednie zaprojektowanie rekrutacji zdalnej otwiera więc przed pracodawcami nowe możliwości. Nie tylko pozwala zaoszczędzić czas czy pieniądze, ale przede wszystkim daje możliwość weryfikacji umiejętności kandydata w praktyce – już podczas spotkania.

[1], 2 https://media.pracuj.pl/111479-pol-roku-pracy-i-rekrutacji-zdalnej-dane-pracujpl

Optymizm wrócił na rynki

Apetyt na ryzyko wrócił na rynki, pozwalając na przerwanie dwudniowej serii spadków na giełdach. Podczas gdy obraz walki z pandemią wysyła mieszane sygnały, inwestorzy zdają się odczytywać sytuację od strony szklanki do połowy pełnej. W międzyczasie banki centralne skupiają uwagę – dziś decyzja EBC.

Na początku tygodnia spadki na Wall Street (a za nimi globalnie) wprowadzały zamęt, biorąc pod uwagę, że optymizm z początku kwietnia sugerował odżywanie strategii reflacyjnej. Za schłodzeniem nastrojów nie było widać konkretnego czynnika poza niepokojącymi statystykami zachorowań na koronawirusa, głównie w Indiach. Globalny rekord dziennego przyrostu nowych przypadków (prawie 315 tys.) jest nie do zignorowania, w szczególności na rynku ropy naftowej, gdyż Indie są trzecim na świecie importerem surowca. Jednak ostatecznie rynki akcji i walutowy przyjęły pozycję nettowania informacji. Przyspieszenie szczepień w Europie i w Kandzie czy poprawa sytuacji w Brazylii zdają się przykrywać obawy o Indie. Pomimo powrotu apetytu na ryzyko zawirowania z początku tygodnia przypominają, że nie jesteśmy całkowicie poza zagrożeniami związanymi z pandemią, co podtrzyma ryzyko szarpanego handlu w kolejnych tygodniach.

Dziś uwaga przeniesie się na politykę monetarną i posiedzeniem EBC. Nie oczekujemy istotnych zmian w czwartkowym przekazie EBC. Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów. Opublikowane przed dwoma tygodniami minutki z marcowego posiedzenia EBC potwierdziły, że nie wcześniej jak w czerwcu Rada zadecyduje o wielkości tygodniowego skupu w trzecim kwartale. Nie oczekujemy, aby komunikat EBC (13:45) oraz późniejsza konferencja prasowa prezes Lagarde (14:30) miały istotny wpływ na EUR. Uważamy, że aprecjacja EUR jest wypadkową presji na sprzedaż USD oraz wyrazem dodatniej korelacji z apetytem na ryzyko. Póki te dwa czynniki będą silne, EUR/USD może iść wyżej, choć od strony fundamentalnej obawiamy się braku silnych argumentów za siłą EUR w porównaniu do walut ryzykownych.

Zaskoczeń dostarczył wczoraj Bank Kanady, czyniąc z CAD najsilniejszą walutę G10 (USD/CAD spadł poniżej 1,25). Zgodnie z oczekiwaniami BoC zredukował tygodniowe tempo skupu obligacji rządowych o 1 mld CAD do 3 mld CAD, ale dodatkowo w forward guidance przybliżył moment podwyżki stóp procentowych na druga połowę 2022 r. To w konsekwencji przybliża termin końca QE, stawiając CAD w silnym kontraście do USD i retoryki Fed. Dla Banku Kanady ważniejsze są zagrożenia z tytułu rosnących cen nieruchomości niż rosnącej w kwietniu liczby zachorowań na COVID-19. Bank jest przekonany, że gospodarka pozostaje na trajektorii wzrostowej. To zaufanie powinno teraz pozwolić CAD nadganiać inne waluty surowcowe.

Na rynku złotego bez zmian. EUR/PLN pozostaje blisko 4,55, tradycyjnie zważając na silne dane z polskiej gospodarki. Wczoraj GUS podał, że w marcu płace wzrosły o 8 proc. r./r, a produkcja przemysłowa skoczyła o 18,9 proc. To dobre prognostyki w kontekście perspektyw ożywienia, ale nie zmieniają nic w nastawieniu RPP. A skoro polityka monetarna pozostaje bez zmian, wpływ na walutę jest marginalny. Po dzisiejszych danych o sprzedaży detalicznej spodziewałbym się podobnej niewrażliwości kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rzecznik MŚP: Rząd nierówno wspiera zamknięte branże

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował, aby rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże. Rzecznik MŚP zaproponował także, aby znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

W piśmie do Premiera Morawieckiego Adam Abramowicz podkreślił, że pomimo dodania 17 nowych kodów PKD, pod którymi działają firmy poszkodowane przez epidemię COVID-19, pomoc w dalszym ciągu nie jest rozprowadzona równomiernie na wszystkie branże dotknięte restrykcjami, gdyż przedstawiciele tych firm nie dostaną rekompensat za wcześniejsze miesiące, mimo objęcia restrykcjami epidemicznymi.

Zdaniem Rzecznika MŚP należy rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże i dodatkowo znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

Niezrozumiała jest bowiem sytuacja, w której sklep działający w galerii handlowej sprzedający odzież może liczyć na większe wsparcie niż sklep sprzedający zabawki czy kosmetyki, mimo że jedna i druga działalność była dotknięta takimi samymi obostrzeniami, w tym samym okresie – pisze w liście Adam Abramowicz.

W ocenie Adama Abramowicza, w obecnej sytuacji zapowiadane wsparcie z Tarczy Branżowej może nie starczyć nawet do spłaty zwrotnej części subwencji z Tarczy Finansowej 1.0, gdyż jedynie firmy ujęte w kolejnej Tarczy Finansowej mają możliwość jej umorzenia.

Jako Rzecznik MŚP wielokrotnie zwracałem uwagę na możliwie jak najszersze ujednolicenie kodów PKD występujących w obu tarczach pomocowych. Nie ma żadnego powodu, dla którego firma która dostała subwencje PFR, nie mogła liczyć na świadczenie postojowe lub zwolnienie z ZUS lub odwrotnie. Dlatego w przypadku uwzględnienia kolejnych nowych kodów w Tarczy Branżowej, powinny one niemal automatycznie zostać uwzględnione także w Tarczy Finansowej i dotykać okresów faktycznego zamknięcia danych działalności – podsumowuje w liście Adam Abramowicz.

Pismo zostało wysłane do wiadomości:

  • Norbert Maliszewski – Szef Centrum Analiz Strategicznych Rządu
  • Jarosław Gowin – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii
  • Paweł Borys – Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Im mniejsza firma, tym większe opory przed odzyskiwaniem swoich należności

Najbardziej skrupulatne w dochodzeniu zapłaty od kontrahentów są firmy produkcyjne. Prawie co 5. z nich przekazuje do windykacji każdą przeterminowaną fakturę – wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Tymczasem w branży budowalnej, najbardziej narażonej na zatory płatnicze, robi to tylko 7 proc. przedsiębiorstw.  

Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje obraz tego, jak małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. Widać w nim, że wiele zależy od branży oraz wielkości podmiotu. Ankietowani przedsiębiorcy w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 spraw oddało zaledwie 15 proc. firm.

W handlu opóźnione płatności najmniej bolesne

Również nie więcej niż 15 proc. przedsiębiorców przekazuje do odzyskania każdą przeterminowaną fakturę. Są to głównie firmy z sektora produkcyjnego (19 proc.). Decyduje się na to również 16 proc. firm usługowych, 12 proc. handlowych i tylko 7 proc. budowlanych. Jednocześnie to właśnie branża budowlana najmocniej odczuwa skutki zatorów płatniczych. 11 proc. przedsiębiorstw w tego segmentu – najwięcej ze wszystkich badanych branż – przyznaje, że faktury opłacane po terminie stanowią u nich ponad połowę spośród wszystkich wystawianych w ciągu miesiąca. Najlepiej sytuacja wygląda w handlu, który jako jedyny nie sygnalizuje opóźnionych płatności powyżej 50 proc. faktur. Przedsiębiorcy pytani o to, po jakim czasie brak zapłaty zaczyna negatywnie wpływać na ich finanse, najczęściej podają 21-30 dni. Najmocniej opóźnienia te odczuwają firmy budowlane (54 proc. wskazań).windykacja

Według badania „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego dla Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów w marcu 2021 r., prawie 80 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP zauważyło, że w czasie pandemii wzrosła liczba nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. Ich najczęstsze grzechy to niepłacenie w terminie oraz niewywiązywanie się z umówi i zobowiązań na czas, a także próby usprawiedliwiania swoich zaniedbań i błędów koronawirusem. Jednocześnie aż ¾ z nich uważa, że od uczciwości w biznesie nie ma wyjątków.

Prowadząc windykację polubowną zauważyliśmy, że firmy, poza tymi z branż dotkniętych restrykcjami, jak transport, gastronomia czy turystyka, mają pieniądze. Pochodzą one między innymi z tarcz antykryzysowych. Przedsiębiorstwa nie są jednak skłonne płacić kontrahentom, stosując wymówkę na koronawirusa. Wielu przedsiębiorców decyduje się więc na odzyskanie należności poprzez profesjonalnych negocjatorów. Warto to zrobić, póki firmy mają pieniądze, bo odpowiednio zmotywowane są w stanie uregulować zaległe faktury – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

MŚP przekazują sprawy firmom windykacyjnym głównie dlatego, że samodzielne odzyskiwanie należności jest nieskuteczne. Przyczynę tę podaje ponad połowa badanych. W takiej sytuacji najczęściej współpracę z profesjonalną firmą windykacyjną nawiązują przedsiębiorstwa produkcyjne (52 proc.), a najrzadziej budowlane (39 proc.). Na czwartej pozycji wśród powodów przekazania spraw do windykacji – po nieskuteczności samodzielnej windykacji, wysokich kwotach na fakturach i opóźnieniu w spłacie dłuższym niż kilkadziesiąt dni – jest brak kontaktu z dłużnikiem (38 proc.). To problem najbardziej dokuczliwy dla branży budowlanej, narzeka na niego aż 62 proc. podmiotów z tego sektora. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą firmy windykacyjne, które dysponują odpowiednimi narzędziami w docieraniu do dłużników i mają w tym szeroką praktykę. Są zatem w stanie odciążyć przedsiębiorców i ich pracowników w dochodzeniu należności.

Większe firmy chętniej zlecają windykację

Patrząc na podejście do odzyskiwania należności przez pryzmat wielkości zatrudnienia, widać, że najczęściej z profesjonalnej windykacji korzystają średnie firmy (50-249 pracowników). Co 4. przekazała w ostatnich dwóch latach ponad 100 faktur.

Najmniej odważne w zlecaniu windykacji są mikorfirmy, bo tylko 13 proc. z nich decyduje się na przekazanie każdej przeterminowanej faktury. Najbardziej otwarte na to są przedsiębiorstwa średnie, spośród których 26 proc. windykuje każdą sprawę.

Zanim dojdzie do zlecenia windykacji, firmy próbują w różny sposób odzyskać pieniądze od kontrahentów, m.in. wysyłają wezwania do zapłaty i prowadzą samodzielne negocjacje. Jednak 13 proc. od razu, bez podejmowania innych kroków, przekazuje niezapłacone faktury profesjonalistom. Najbardziej zdecydowane w takim działaniu są średnie firmy – robi to 29 proc. z nich wobec 11 proc. małych i 12 proc. mikrofirm.

Przedsiębiorcy wybierają firmy windykacyjne do współpracy najczęściej pod wpływem dotychczasowej dobrej współpracy. To najważniejszy powód dla 61 proc. średnich podmiotów. Przedsiębiorstwa z tej grupy najwyżej oceniają też skuteczność firm windykacyjnych (aż 76 proc. wskazań).

Średnie firmy mają większą świadomość roli windykacji w zarządzaniu finansami firmy. Dopływ gotówki zapewnia stabilność, przedsiębiorstwo może płacić swoim kontrahentom, regulować podatki i składki ZUS, utrzymać miejsca pracy i myśleć o rozwoju. Średnie firmy przetarły szlaki w odzyskiwaniu należności, wiedzą, że zewnętrzna windykacja jest skuteczna, więc chętnie z niej korzystają. Tymczasem mikrofirmy ciągle mają opory przed upominaniem się o swoje pieniądze. Obawiają się, że stracą kontrahenta, dlatego wolą czekać, aż on sam zapłaci. Niestety to ślepa uliczka – podsumowuje Jakub Kostecki.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.

Sektor budowlany spowalnia w całej Unii Europejskiej

Polska jest jednym z 3 krajów, który najmocniej rozwinął budownictwo w ostatnim pięcioleciu [1]. Dobra aktywność sektora utrzymuje się także w obliczu pandemii (wykres 1). W I kw. 2020 r. polskie budownictwo uniknęło gwałtownego spadku aktywności związanego z restrykcjami epidemicznymi. Zamrożenie działalności mocno uderzyło w sektor budowlany w Europie Zachodniej – zwłaszcza we Francji i Włoszech.

W drugiej połowie 2020 r. produkcja budowlano-montażowa spowolniła we wszystkich państwach UE. W Polsce była niższa w ujęciu rocznym. Wśród krajów Grupy Wyszehradzkiej sektor budowlany najszybciej rozwijają Węgry – to efekt rządowego programu budowy dróg lokalnych. Natomiast w Czechach i na Słowacji produkcja budowla-na miała wyraźnie mniejszy rozmach niż w Polsce.

Wykres 1. Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii (2015 r.=100)Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii

Luty przyniósł kontynuację spowolnienia w państwach UE. Produkcja budowlana obniżyła się o 5,4 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Eurostat raportuje produkcję budowlaną jako sumę nakładów na dwa typy budowli: 1) budynków mieszkalnych i niemieszkalnych, 2) obiektów inżynierii lądowej i wodnej, tj. infrastruktury transportowej, rurociągów, linii telekomunikacyjnych i energetycznych. Grupa zawiera też kompleksowe budowy na terenach przemysłowych oraz pozostałych obiektów. W odróżnieniu od polskiej klasyfikacji, dane nie obejmują robót budowlano specjalistycznych.

Najmniej spadło tempo budowy budynków (-4,1 proc. w ujęciu rocznym). Najmocniej aktywność ograniczyły firmy zajmujące się budową obiektów inżynieryjnych (-9,8 proc.). Budownictwo najbardziej spowolniło w krajach Europy Środkowej. Na Węgrzech spadek produkcji budowlanej względem ubiegłego roku wyniósł 16,1 proc., w Polsce 18,1 proc., na Słowacji 24,4 proc., a w Czechach 11 proc. To efekt ograniczenia robót związanych z projektami infrastrukturalnymi prowadzonymi w ramach Perspektywy Finansowej 2014-2020, narastania III fali pandemii, a także niekorzystnych warunków atmosferycznych, Średnia temperatura powietrza w lutym była w Polsce, wg notowań Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, o niemal 6 stopni niższa niż w ubiegłym roku.

Rokowania na kolejne miesiące są wyraźnie lepsze. Badania koniunktury gospodarczej GUS [2] wskazują, że w Polsce wskaźnik bieżącego portfela zamówień w budownictwie poprawił się w marcu o 6,5 pkt. proc., zaś wskaźnik przewidywanego portfela zamówień – o 8,4 pkt. proc.

Źródło: Tygodnik Gospodarczy PIE / Polski Instytut Ekonomiczny

[1] February 2021 compared with January 2021. Production in construction down by 2.1% in euro area and by 1.6% in EU (2021), “Newsrelease Euroindicators”, No. 47, Eurostat, 19 April,

https://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/11563043/4-19042021-AP-EN.pdf/74279a27-635b-21b0-03b7-91bd1969cf18?t=1618585341970 [dostęp: 21.04.2021].

[2] Koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownic-twie, handlu i usługach 2020-2021 – marzec 2021 (2021), „Informacje Statystyczne”, GUS, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/koniunktura/koniunktura/koniunktura-w-przetworstwie-przemyslowym-budownictwie-handlu-i-uslugach-marzec-2021-roku,3,100.html [dostęp: 21.04.2021].

MŚP liczą na odbicie

52,4 pkt – tyle wyniósł Bibby MSP Index w wiosennej fali badania przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm. Oznacza to niewielką poprawę kondycji MŚP w stosunku do badania we wrześniu 2020 r. (wzrost o 4,3 pkt.). Jednocześnie, wynik indeksu powyżej 50 pkt. to podstawa do wnioskowania, że firmy liczą na odbicie w najbliższych miesiącach.
Koniunktura w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw nie wróciła jeszcze do poziomów sprzed pandemii, tym niemniej we wszystkich badanych branżach widać poprawę nastrojów. Największa poprawa, analogicznie do jesiennego pomiaru, dotyczy zamówień i sprzedaży. Przedsiębiorcy zakładają też wzrost wydatków na inwestycje.

– Relatywnie dobry wynik Bibby MSP Index w marcu 2021 roku zawdzięczamy po części efektowi niskiej bazy. Rok temu pandemia była dla wszystkich szokiem, stopniowo jednak przedsiębiorcy dostosowywali działania do nowych warunków. Uczyli się nie tylko zdalnych kanałów sprzedaży i kontaktów z klientami, ale także większej ostrożności w doborze partnerów biznesowych i stanowczości w egzekwowaniu należności. Obserwujemy to również w naszej branży: wzrosło zainteresowanie faktoringiem pełnym, czyli z ubezpieczeniem od niewypłacalności odbiorcy, monitoringiem płatności oraz weryfikacją kontrahentów. – wyjaśnia Ewa Gawrońska-Micuń, Dyrektor Zarządzający, Członek Zarządu Bibby Financial Services, firmy faktoringowej, która od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców, ich sytuację płatniczą oraz oczekiwania i plany biznesowe.

Oceniając klimat ekonomiczny w ciągu ostatniego półrocza, 60 proc. badanych przedsiębiorców stwierdziło, że nie sprzyjał on prowadzeniu firmy. Jeszcze we wrześniu 2020 r. twierdziło tak 45 proc. W odniesieniu do własnej firmy oceny są nieco bardziej wyważone: 43 proc. badanych uważa, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy kondycja ich firmy pozostała bez zmian, tyle samo – że się pogorszyła, a jedynie 12 proc. odczuwa poprawę. Przy czym o zdecydowanym pogorszeniu kondycji biznesu istotnie częściej informują przedstawiciele małych firm, zatrudniający od 10 do 49 osób.

Wyniki Bibby MSP Index pokazują zróżnicowaną sytuację w poszczególnych branżach. Niedawni optymiści notują teraz zaledwie niewielką poprawę nastrojów, zaś branże najbardziej dotknięte pandemią widzą przyszłość w jaśniejszych barwach.

Najlepsze nastroje w transporcie

Transport notuje największą poprawę wśród wszystkich sektorów badanych w ramach Bibby MSP Index – aż o 17 pkt. (aktualnie sub-index dla transportu wynosi 57,7 pkt.). Na wyniku zaważyły dobre prognozy sprzedaży. Wyraźną poprawę widać również w obszarze zatrudnienia oraz inwestycji. Transportowcy spodziewają się natomiast pogłębienia problemów finansowych: wzrostu zadłużenia i zaburzeń płynności finansowej.
– W pierwszej fazie pandemii branża transportowa obawiała się spadku zamówień i utrudnień w realizacji frachtów . Obecnie widać, że biznes działa normalnie, dlatego pojawiły się nawet pewne sygnały planowania inwestycji. Faktoring pozostaje wciąż istotnym narzędziem zabezpieczenia płynności finansowej w tej branży. – mówi Ewa Gawrońska – Micuń.

Branża usługowa wierzy w poprawę

Sub-index dla branży usługowej wzrósł do 55,3 pkt., czyli o 6,2 pkt. Badani przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim poprawy w obszarze zamówień i zwiększenia sprzedaży. Prognozują także nieznaczny wzrost wydatków na inwestycje. Obawy, nieco większe niż jesienią, wyrażają w odniesieniu do poziomu zadłużenia firmy.

Optymizm producentów

Przedsiębiorcy z branży produkcyjnej zakładają wzrosty we wszystkich badanych obszarach: sprzedaży, płynności finansowej, zatrudnienia i inwestycji. Na tle innych branż wyróżnia się poziom zadłużenia: producenci wierzą, że będzie topniał w nadchodzących miesiącach. Sub-index wyniósł 53,9 pkt. (wzrost o 5,9 pkt.) i odzwierciedla wyraźną poprawę nastrojów. Potwierdzają to również inne badania rynkowe, m.in. PMI dla polskiego sektora przemysłowego (w marcu PMI wzrósł z lutowego poziomu 53,4 do 54,3, sygnalizując najbardziej znaczącą poprawę kondycji polskiego sektora wytwórczego od stycznia 2018).

Niepewność w handlu

Handel to branża szczególnie często doświadczana skutkami pandemicznych restrykcji. A jednocześnie, wyjątkowo elastyczna w znajdowaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak sklepy internetowe, usługi click & collect czy call & collect. To wszystko wymaga jednak nakładów finansowych, dlatego przedsiębiorcy z branży handlowej nerwowo spoglądają na poziom swojego zadłużenia i obawiają jego wzrostu w najbliższych miesiącach.

Na tle pozostałych branż badanych w ramach Bibby MSP Index, w handlu notujemy relatywnie najmniejszy wzrost sub-indexu: o 2,3 pkt. do poziomu 51,1 pkt. Symboliczną poprawę widać w prognozach zatrudnienia, inwestycji i płynności. Natomiast sprzedaż, w której dodatnią dynamikę uwierzyli przedstawiciele innych branż, tutaj pozostaje na poziomie z jesieni 2020 r. Obserwowane wzrosty cen zapewne hamują intencje zakupowe po stronie konsumentów i biznesu.

Wyzwania przed budownictwem

Sub-index dla firm budowlanych wyniósł 51,1 pkt., co plasuje ten sektor na równi z handlem i jednocześnie niewiele ponad obszarem uznawanym za kryzysowy (<50 pkt.). Niewielki wzrost w relacji do odczytu sprzed pół roku spowodowany jest przewidywaną poprawą w obszarze zamówień, choć wzrosną też inwestycje. Niestety, mniej firm liczy na poprawę lub stabilność w zakresie płynności finansowej. Stałym wyzwaniem pozostają kwestie pracownicze. Należy więc uznać, że najbliższe dwa kwartały nie będą wcale takie łatwe dla budownictwa.

Dywersyfikacja pomaga w osiągnięciu równowagi

Sub-index dla firm sklasyfikowanych jako działalność pozostała, czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności, kształtuje się na poziomie 55,0 pkt. Uzyskany wynik po raz kolejny plasuje reprezentantów nisz i biznesów hybrydowych wyżej od większości pozostałych sektorów, co zdaje się potwierdzać ich zdolność szybkiej adaptacji do zmian i większą odporność na negatywne skutki pandemii. Analogicznie do produkcji – we wszystkich obszarach prognozowana jest poprawa sytuacji. Największą dynamikę przedsiębiorcy przewidują w sprzedaży.

Nieruchomości w kurortach turystycznych – co z cenami w czasach covidu?

Branża turystyczna z niepokojem czeka na rozwój sytuacji epidemiologicznej. Czy uda się choćby na kilka letnich miesięcy wrócić do społecznej normalności i uratować sezon wakacyjny? To kluczowe pytanie dla hotelarzy i właścicieli mieszkań na wynajem. Ci, którzy chcą wejść na ten rynek, zastanawiają się natomiast, czy nie lepiej poczekać na spokojniejsze czasy. My sprawdziliśmy, jak przedstawiają się ceny mieszkań i apartamentów w kurortach wakacyjnych nad Bałtykiem tuż przed sezonem 2021.

Do czasu wybuchu pandemii rosnący popyt na usługi turystyczne, zwiększająca się liczba wyjazdów i dobra zyskowność z inwestycji pod wynajem noclegowy „nakręcały” zakupy nieruchomości ze strony inwestorów.

Mieliśmy do czynienia z boomem na mieszkania pod wynajem krótkoterminowy. Wynikało to nie tylko z rosnącego rynku turystyki (w tym także rosnącej popularności Polski jako destynacji dla turystów zagranicznych), ale także z faktu, że dzięki upowszechnieniu takich platform internetowych, jak booking.com czy airbnb.com, wynajmowanie mieszkań turystom na międzynarodową skalę stało się bardzo proste, także dla pojedynczych właścicieli mieszkań.

Świetna koniunktura na tym rynku trwała przez kilka lat. Duża popularność tego biznesu zaowocowała wprowadzeniem na nasz rynek nowych produktów, takich jak conodhotele, gdzie inwestor partycypuje w kosztach budowy obiektu hotelowego, stając się jednocześnie właścicielem jednego z apartamentów. Deweloper następnie wynajmuje go turystom, gwarantując właścicielowi apartamentów zwrot na określonym poziomie. W przypadku condohoteli było to nawet 8 proc. Nic dziwnego, że tak wysokie stopy zwrotu pchały na ten rynek inwestorów.

Z tego też powodu, ze względu na niski próg wejścia, dużą popularnością zaczęły cieszyć się kawalerki i mikroapartamenty. Najmniejsze mieszkania pozwalają wystartować w tym biznesie przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu środków własnych.

Pytanie jednak brzmi: czy zainteresowanie inwestorów w czasie pandemii gwałtownie się nie zmniejszy? Jak wiadomo, lokcdown, odwołanie imprez masowych, obostrzenia, problemy z podróżowaniem – wszystko to musi odbić się na koniunkturze w segmencie noclegowym. Tak też stało się w przypadku rynku najmu długoterminowego. Analizy wskazują, że czynsze najmu mieszkań w kryzysowym 2020 roku poszły mocno w dół.

Wg Amron-Sarfin w Warszawie uśredniony, przeciętny czynsz najmu mieszkania wynosi aktualnie 1666 zł miesięcznie. W ciągu roku spadł o blisko 11 procent. O ponad 16 proc. Spadły natomiast przeciętne czynsze najmu w Krakowie.

Cześć analityków uważa jednak, że mimo wszystko zainteresowanie inwestycjami pod wynajem nadal będzie wysokie. W dobie skrajnie niskich stóp procentowych, wysokiej inflacji i dużej niepewności, nieruchomości są postrzegane jako względnie bezpieczne aktywa, które z jednej strony pozwolą zachować wartość zainwestowanego kapitału, z drugiej dają możliwość zarabiania na wynajmie.

Jest jeszcze jeden istotny czynnik, który może skłaniać do inwestycji – nawet w szczycie pandemii. W polskich warunkach, poza dużymi miastami sezon turystyczny trwa przez kilka miesięcy letnich i w górach – kilka zimowych. Otwarcie życia społecznego akurat w tym okresie sprawi, że branża zafunkcjonuje bez przeszkód.

Za ile apartament nad Bałtykiem?

Bałtycka riwiera to jedna z najdroższych lokalizacji w Polsce. Ceny mieszkań w małych miejscowościach nad morzem często wyraźnie przewyższają stawki z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia.

Już pobieżny przegląd ofert z pasa nadmorskiego wskazuje, że mimo pandemii mieszkania w nadbałtyckich lokalizacjach trzymają wartość. Stawki za świetnie położone nieruchomości apartamentowe kształtują się w przedziale 9500-12000 zł/mkw. W Trójmieście jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji jest Gdynia Orłowo, z piękną zabudową jednorodzinną, uroczą plażą i molo. 87-metrowy apartament w nowym projekcie przy ul. Wrocławskiej 41, to wydatek ponad 1,1 mln zł. Stawka za metr kwadratowy wynosi 10600 zł.

13 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartament pod wynajem w centrum Gdyni – przy ulicy Jana z Kolna. Ceny luksusowych nieruchomości w Rezydencji Port Kaszubski kształtują się w zakresie od 719 tys. zł do ponad 2,8 mln. Koszt metra kwadratowego wynosi od 13 692 do 17 301 zł.

Z kolei w Łebie – jednym z najpopularniejszych letnisk nad morzem, ceny apartamentów wakacyjnych w projekcie Porto Łeba – umiejscowionym zaledwie 350 metrów od morza i 100 od Jeziora Sarbsko – zaczynają się od 12 tysięcy złotych netto/mkw.

I Pomorze Zachodnie obfituje w prestiżowe nieruchomości z przeznaczeniem pod wynajem. W Międzyzdrojach jeden z deweloperów zrealizował apartamentowiec Promenada Gwiazd. Ceny apartamentów wynoszą tu od 430 tys. do 1,8 mln zł. Stawka za metr kw. kształtuje się w przedziale od 10500 do 22000 zł.

Jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji w zachodniej części wybrzeża jest oczywiście Świnoujście. I tu nie brak nowych inwestycji apartamentowych z segmentu premium. 15,5 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartamenty Seaside Garden Apartments & Wellness. Górna granica cen sięga ponad 30 tysięcy złotych, a więc tyle, ile w Warszawie trzeba zapłacić za nieruchomości ze ścisłego topu – np. apartamenty w Złotej 44.

Oczywiście, w ofercie deweloperskiej nad morzem znajdziemy nie tylko ultra drogie apartamenty, ale i tańsze nieruchomości, zazwyczaj w nieco gorszych lokalizacjach, bardziej oddalone od morza, co niekoniecznie musi się przekładać na niższą atrakcyjność inwestycyjną. Przykładowo – w Sianożętach, ceny apartamentów Błękitne Tarasy, oddalonych o kilkaset metrów od plaży, zaczynają się od nieco ponad 6000 zł/mkw. Ciekawą alternatywą dla inwestorów, którzy nie celują w górną półkę mogą być również apartamenty w dwóch 12 kondygnacyjnych budynkach mieszkalnych, które wyrosną przy ul. Wyspiańskiego w Świnoujściu, w odległości około kilometra od plaży. Ceny takich mieszkań zaczynają się od 8400 zł/mkw.

Podsumowując – apartamenty pod wynajem w kurortach wakacyjnych trzymają swoje ceny. Stawki często sięgają cen, jakie płaci się w największych metropoliach kraju. Na razie nie ma symptomów korekty cenowej w tym segmencie, a to oznacza, że deweloperzy i kupujący, mimo trudniejszych czasów, ciągle wierzą w dobrą koniunkturę w branży noclegowej i turystycznej.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Trend wzrostowy utrzymany. Początek II kwartału 2021 na rynku biurowym

W ciągu miesiąca w Polsce na rynku nieruchomości biurowych przybyło prawie 58 tys. mkw. powierzchni dostępnej do wynajmu – informują analitycy REDD.

Według najnowszych danych w Polsce, w oddanych obiektach, znajduje się 1 940 140 mkw. wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. Dla porównania, w marcu 2021 w oddanych obiektach znajdowało się 1 882 190 mkw. wolnej powierzchni.  Oznacza to, że od marca w Polsce w oddanych obiektach biurowych przybyło 57 950 mkw. powierzchni wolnej do wynajęcia – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Ubywa z kolei wolnej powierzchni w obiektach w budowie. Od połowy marca wynajęto ok. 5 990 mkw. Zasoby wolnej powierzchni biurowej w obiektach w budowie wynoszą obecnie 647 910 mkw.REDD1

Ponadto nieustannie wzrasta liczba modułów biurowych dostępnych do wynajęcia. Według danych REDD, w kwietniu 2021 w ofercie do wynajmu jest 5715 modułów biurowych, które oczekują na nowych najemców.REDD2

Transakcje: Początek II kwartału 2021

– Przez pierwsze trzy tygodnie kwietnia zarejestrowaliśmy 335 nowych transakcji biurowych — zakładając obecny poziom popytu możemy przewidzieć, że do końca kwietnia liczba podpisanych umów najmu może zbliżyć się do marcowej. Tym samym utrzymując dotychczasowy trend wzrostowy. W sumie w marcu 2021 podpisanych zostało 634 umowy najmu – prognozuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD3

TOP30: Wola Retro na pierwszym miejscu

TOP30 to wybór trzydziestu najpopularniejszych budynków spośród ponad 2000 obserwowanych przez REDD nieruchomości biurowych. To one cieszyły się największym zainteresowaniem wśród profesjonalistów rynku. Pod koniec marca 2021 najczęściej oglądaną nieruchomością przez użytkowników REDD została inwestycja Wola Retro w Warszawie, która przyciągnęła uwagę ponad 10% użytkowników.

Na drugim i trzecim miejscu znalazły się warszawskie biurowce Ambassador Office Building oraz Trinity One, które cieszyły się zainteresowaniem ok. 7% użytkowników.REDD4