Amortyzacja w firmie w 2026 r. – więcej przedsiębiorców może skorzystać z preferencyjnych stawek

Z dniem 1 stycznia 2026 r. przed mikro-, małymi i średnimi przedsiębiorcami, otwiera się nowa okazja. Prezydent RP podpisał 15 grudnia nowelizację przepisów o podatku dochodowym, która wprowadza kluczowe uproszczenia w zasadach amortyzacji w firmie.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą lub planują inwestycje w budynki niemieszkalne i budowle zlokalizowane w gminach zagrożonych wysokim bezrobociem, muszą poznać szczegóły tych zmian, aby dostosować swoją strategię podatkową. Konieczność adaptacji do nowych regulacji jest nie tylko kwestią optymalizacji finansowej – jest powinnością każdego podatnika, który chce poprawnie interpretować i wdrażać przepisy prawa podatkowego, unikając w ten sposób negatywnych konsekwencji błędów w dokumentacji i rozliczeniach.

Obecne zasady amortyzacji w firmie

Dotychczasowe regulacje, zawarte w artykułach 22j ust. 7 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 16j ust. 7 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, umożliwiały podatnikom będącym mikro-, małymi i średnimi przedsiębiorcami, stosowanie indywidualnych stawek amortyzacyjnych dla własnych środków trwałych – budynków i budowli zaliczonych do grup 1 i 2 Klasyfikacji Środków Trwałych (KŚT). Jednakże to prawo obwarowane było dwiema wymaganymi jednocześnie przesłankami.

Pierwszą przesłanką była konieczność lokalizacji nieruchomości na terenie gminy lub miasta na prawach powiatu, gdzie przeciętna stopa bezrobocia osiągała co najmniej 120% przeciętnej stopy bezrobocia notowanej w kraju. Drugą – znacznie bardziej restrykcyjną – była konieczność spełnienia warunku dotyczącego indywidualnego wskaźnika zamożności gminy (bądź miasta na prawach powiatu), który musiał być niższy niż 100% wskaźnika zamożności ogółu gmin (miast na prawach powiatu). Ta druga przesłanka stanowiła zauważalne ograniczenie, zawężając możliwość korzystania z preferencji do relatywnie niewielkiego grona inwestorów i utrudniając dostęp do korzystniejszych stawek amortyzacyjnych nawet w obszarach rzeczywiście zagrożonych wysokim bezrobociem.

Indywidualna amortyzacja w firmie od 2026 r. – rewolucyjne uproszczenia

Nowelizacja przepisów przynosi znaczące uproszczenie dla podatników prowadzących działalność w obszarach o wysokim bezrobociu. Od 1 stycznia 2026 r. więcej przedsiębiorców z sektora MŚP zyskują możliwość ustalania indywidualnych stawek amortyzacyjnych dla nowo wybudowanych budynków, lokali niemieszkalnych oraz budowli zaliczonych do grup 1 i 2 KŚT.

Najistotniejszą zmianą jest zupełne wyeliminowanie kryterium zamożności gminy z listy warunków koniecznych do spełnienia. Oznacza to, że amortyzacja w firmie będzie mogła się odbywać bez względu na wskaźnik zamożności konkretnej gminy. Jedynym  wymogiem będzie obecności inwestycji na terenie powiatu lub miasta na prawach powiatu, w którym przeciętna stopa bezrobocia wynosi co najmniej 120% przeciętnej stopy bezrobocia w kraju. Ta zmiana otwiera drzwi dla znacznie większego grona przedsiębiorców, którzy mogą teraz efektywniej planować swoje inwestycje i dostosowywać stawki amortyzacyjne do rzeczywistego tempa zużycia swoich aktywów.

Do jakich środków trwałych znajdą zastosowanie znowelizowane przepisy?

Nowe regulacje obejmują wyłącznie środki trwałe będące budynkami (lokalami) niemieszkalnymi i budowlami, które spełniają jedną z trzech czasowych przesłanek związanych z formalizacją budowy. Po pierwsze, zastosowanie nowych zasad amortyzacji w firmie dotyczy sytuacji, gdy po dniu 31 grudnia 2025 r. nastąpiło uprawomocnienie decyzji o pozwoleniu na budowę. Po drugie – przypadków, gdy upłynął termin na wniesienie sprzeciwu wobec dokonanego zgłoszenia budowy, bądź wydano zaświadczenie o braku podstaw do wniesienia takiego sprzeciwu. Po trzecie – gdy środek trwały został po raz pierwszy wprowadzony do ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, jeżeli budowa tego środka nie wymagała uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę lub dokonania zgłoszenia budowy, bądź z innych przyczyn takie decyzje i zgłoszenia nie zostały wydane i dokonane. Precyzyjne ustalenie, która z tych przesłanek ma zastosowanie w konkretnym przypadku, jest kluczowe dla prawidłowego zastosowania preferencyjnych stawek amortyzacyjnych.

Nowe zasady amortyzacji w firmie – korzyści dla przedsiębiorców i nie tylko

Obowiązujące od 1 stycznia 2026 r. zmiany stanowią wyraźny sygnał wsparcia dla przedsiębiorstw inwestujących w infrastrukturę w regionach o wysokim bezrobociu. Uproszczona procedura dotycząca amortyzacji w firmie – bez kryterium zamożności – powinna zachęcić przedsiębiorców do podejmowania decyzji inwestycyjnych, które będą korzystne zarówno dla ich własnego biznesu, jak i dla lokalnych społeczności.

Jednak kompleksowość przepisów i związane z nimi obowiązki dokumentacyjne sprawiają, że właściwe zrozumienie i wdrożenie tych zmian może wymagać profesjonalnego wsparcia – ale te oferują biura rachunkowe i doradcy podatkowi. Firmy muszą potrafić wykazać, że ich inwestycja rzeczywiście znajduje się na terenie powiatu (lub miasta na prawach powiatu) spełniającego kryterium bezrobocia, dysponować kopią decyzji o pozwoleniu na budowę lub zaświadczenia o braku sprzeciwu, oraz prowadzić prawidłową ewidencję środków trwałych. Jakiekolwiek błędy w dokumentacji mogą skutkować kwestionowaniem przez organy podatkowe zastosowanych stawek i naliczeniem zaległości podatkowych.

Nowy zarząd Pfeifer & Langen Polska

Od 1 stycznia 2026 roku stanowisko prezesa zarządu spółek Pfeifer & Langen Polska obejmuje Marcin Lechowski, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży spożywczej, od lat związany z branżą cukrowniczą. Wraz z nim zarząd będą tworzyć Tamara Nosarzewska jako wiceprezes oraz Mirosław Paluch.

Pfeifer & Langen to drugi co do wielkości producent cukru w Polsce. Firma prowadzi cztery cukrownie – trzy w Wielkopolsce i jedną na Mazowszu, kupuje surowiec od ponad siedmiu tysięcy polskich plantatorów, a produkty sprzedaje pod markami Diamant i Tofi.

Firma buduje swoją pozycję na wielopokoleniowych relacjach z plantatorami buraka cukrowego, zaangażowaniu pracowników i podejściu do zrównoważonego rozwoju. Pracownicy znają produkcję od strony pola i zakładu, co pozwala łączyć tradycyjną wiedzę o uprawie z nowoczesnymi technologiami. Z buraka firma produkuje nie tylko cukier, ale także pasze i produkty dla pszczelarzy.

Nowy zarząd będzie kontynuować strategię transformacji w kluczowych obszarach. Pierwszy to partnerstwo z plantatorami – firma dzieli się wiedzą i doświadczeniem, promując metody uprawy, które obniżają koszty produkcji i poprawiają jakość surowca. Drugi to transformacja środowiskowa, w tym energetyczna – budowa własnych mocy w odnawialnych źródłach energii, elektryfikacja transportu, projektowanie opakowań nadających się do recyklingu. Kolejny to automatyzacja i cyfryzacja – wdrażanie autonomicznych rozwiązań dla przemysłu i rolnictwa, które pomagają optymalizować procesy i zapewniają pracownikom bezpieczne i komfortowe warunki pracy.

Przemysł cukrowniczy mierzy się dziś z dużymi wyzwaniami, ale i szansami. Musimy zmieniać się razem ze zmieniającym się otoczeniem. Tylko w oparciu o silne partnerstwo z klientami i plantatorami możemy budować firmę nowoczesną i odpowiedzialną – Marcin Lechowski, prezes Pfeifer & Langen Polska

Firma ma wdrożone certyfikowane systemy bezpieczeństwa żywności ISO 22000 i FSSC 22000, które kontrolują każdy etap produkcji. Prowadzi też badania we współpracy z polskimi i zagranicznymi jednostkami rozwojowymi – obserwuje rynek i analizuje trendy, żeby nie tylko za nimi nadążać, ale także je współtworzyć.

Za realizację strategii będą odpowiadali menedżerowie z wieloletnim doświadczeniem w branży. Tamara Nosarzewska od 2021 roku w zarządzie odpowiada za transformację cyfrową i energetyczną zakładów. Wcześniej przez 20 lat budowała swoją karierę w spółce – od kierownika produkcji po dyrektora cukrowni w Glinojecku. Do zarządu dołącza Mirosław Paluch, który od trzech lat jako dyrektor ds. surowcowych odpowiada za współpracę z plantatorami buraka cukrowego.

Marcin Lechowski zastępuje Romana Kubiaka, który kierował polskimi spółkami Pfeifer & Langen od 2017 roku.

Dzięki Romanowi Kubiakowi firma jest dziś jednym z liderów polskiego rynku cukru. Nasza rola to rozwijać spółki tak, żeby odpowiadały na potrzeby klientów, plantatorów i rynku – Marcin Lechowski, prezes Pfeifer & Langen Polska

UODO nie odpuszcza ws. wpisu posła PiS na X. Kolejne zażalenie do prokuratury

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski złożył kolejne zażalenie na postanowienie Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście, która ponownie odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie publikacji w serwisie X zdjęcia osoby prywatnej. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia bezprawnego przetwarzania danych osobowych, które – zdaniem UODO – mogło wypełniać znamiona czynu z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych z 2018 r.

Sprawa zaczęła się w marcu 2025 r., gdy Prezes UODO skierował do prokuratury zawiadomienie dotyczące wpisu opublikowanego na platformie X przez posła Artura Szałabawkę. Według UODO poseł miał zamieścić bez podstawy prawnej zdjęcie osoby prywatnej, a jej kolor skóry wskazywał na pochodzenie inne niż europejskie. We wpisie opublikowano także treść wiadomości przekazanej posłowi przez niezidentyfikowaną osobę.

Wiadomość zawierała informacje o trasie autobusu w Szczecinie, którym poruszał się mężczyzna widoczny na zdjęciu, oraz szczegół o bliźnie na jego policzku. Po publikacji internautom udało się zidentyfikować osobę ze zdjęcia. W konsekwencji w mediach zaczęły pojawiać się kolejne informacje na jej temat, m.in. o kraju pochodzenia i wykonywanym zawodzie.

W kwietniu 2025 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia dochodzenia, uznając, że choć doszło do publikacji wizerunku mężczyzny o śniadej karnacji, czyn cechował się znikomym stopniem społecznej szkodliwości. Prokuratura wskazała, że działanie nie wywołało realnych negatywnych konsekwencji ani dla osoby sfotografowanej, ani dla innych osób. Podkreślono też, że wpis został usunięty w krótkim czasie od publikacji.

W maju 2025 r. Prezes UODO zaskarżył to postanowienie, argumentując, że bezprawne przetwarzanie danych osobowych ma charakter formalny, czyli do jego popełnienia nie jest konieczne wystąpienie skutku. Zakwestionował również tezę o braku negatywnych konsekwencji, wskazując, że pejoratywny wydźwięk wpisu oraz zainteresowanie mediów mogły wywołać u osoby, której dotyczył wpis, co najmniej dyskomfort psychiczny. UODO zaznaczył, że usunięcie wpisu nie usuwa skutków, skoro identyfikacja już nastąpiła.

Organ nadzorczy zwrócił uwagę, że zgodnie z definicją danych osobowych w RODO (art. 4 pkt 1) są nimi wszelkie informacje o osobie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania, także pośrednio. Według UODO do identyfikacji wystarczał wizerunek, informacja o bliźnie na policzku oraz wskazanie trasy autobusu, którym poruszał się mężczyzna. Podkreślono, że bez znaczenia jest fakt, iż część dalszych informacji miała pojawić się później z udziałem osób trzecich.

Po nieuwzględnieniu pierwszego zażalenia przez prokuraturę sprawa trafiła do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. W październiku 2025 r. sąd uchylił zaskarżone postanowienie i podzielił argumentację Prezesa UODO. Mimo tego w listopadzie 2025 r. prokuratura ponownie odmówiła wszczęcia postępowania.

W uzasadnieniu drugiej odmowy prokuratura wskazała m.in., że sąd nie był uprawniony do nakazania wszczęcia postępowania i nie określił, jakie czynności dowodowe należałoby przeprowadzić. Dodatkowo uznała, że nie doszło do przetwarzania danych pozwalających na identyfikację osoby „bez nadmiernych wysiłków”. Prezes UODO ocenił to stanowisko jako sprzeczne z przepisami i dorobkiem doktryny, podkreślając, że kluczowa jest sama możliwość identyfikacji, a nie to, czy faktycznie do niej doszło.

UODO przypomniał również, że dane dotyczące pochodzenia etnicznego stanowią szczególną kategorię danych (art. 9 ust. 1 RODO) i podlegają podwyższonej ochronie. W ocenie organu nie można więc mówić o „znikomej” szkodliwości, zwłaszcza w kontekście wpisu, który mógł budować atmosferę zagrożenia wobec osób o obcym pochodzeniu. W konsekwencji Prezes UODO wniósł kolejne zażalenie, wskazując na podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

Koniec roku na rynkach: przecena złotego, korekta na złocie

Koniec roku przyniósł nam silne przeceny niektórych aktywów. Polski złoty również złapał zadyszkę, jednak – patrząc z większego dystansu – nadal może być uważany za silnego. Na rynku złota końcoworoczna wyprzedaż.

Poświąteczna przecena złotego

Jeszcze tydzień przed świętami za jedno euro płaciliśmy niewiele powyżej 4,20 zł. Jednak już w tygodniu świątecznym po poniedziałkowej i wtorkowej przecenie kurs dotarł do 4,23 zł. Podobnego ruchu nie było widać na czeskiej koronie. Forint również tracił w tych dniach. Jest jednak kluczowa różnica w kondycji tych walut. Polski złoty wciąż jest relatywnie słaby, na moment pisania tego tekstu jedno euro kosztuje ponad 4,2250. Z kolei zarówno czeska korona, jak i forint są po poświątecznych umocnieniach silniejsze. Warto jednak zwrócić uwagę, że wszystkie te trzy waluty w grudniu wyznaczały swoje najsilniejsze poziomy względem euro od wielu kwartałów. Po prostu złoty wyznaczył swój około 2 tygodni później. Trochę wygląda to tak, jakby pod koniec roku zmiany na polskim złotym były opóźnione względem zmian na koronie czeskiej i forincie. Jeżeli ta sytuacja się utrzyma, może nas czekać mocny początek roku w wykonaniu polskiej waluty.

Dolar kończy rok odrabiając część strat

Pomimo umocnienia w ostatnich dniach, dolar kończy ten rok przeszło 13% osłabieniem względem euro. Początek prezydentury Donalda Trumpa charakteryzował się dużą liczbą prognoz mówiących o umacnianiu się tej waluty. Okazało się jednak, że od silnego pieniądza ważniejsze jest zrównoważenie wymiany handlowej, a osłabienie waluty mocno pomaga osiągnąć ten cel. Przez zamknięcie rządu nie poznaliśmy jeszcze danych za ostatnie miesiące 2025 roku, ale już we wrześniowych widać, że udało się zdusić ponad połowę deficytu z pierwszych miesięcy prezydentury Trumpa. To właśnie ucieczka kapitału z USA połączona z silnie obniżanymi stopami procentowymi powoduje, że na rynku pojawia się dużo kapitału szukającego korzystnych stóp zwrotu. Wzrosty polskiego złotego są tylko jednym z elementów tej układanki. Surowce takie jak złoto czy srebro – kolejnym.

Rzeź na rynku złota

Koniec roku przyniósł nam kilka niespodzianek. Przez całe święta inwestorzy cieszyli się ze złota powyżej 4 500 dolarów za uncję. Po świętach doszło do jeszcze jednej próby i wyznaczenia rekordu cenowego wszechczasów na poziomie niemal 4 550 dolarów. Potem przyszedł jednak sądny 29 grudnia. Doszło wówczas do realizacji zysków na rynku złota. Część analityków jako powód wskazuje umocnienie się dolara. Patrząc jednak na spadki cen kruszcu, nastąpiły one jeszcze przed głównymi ruchami na walutach. Jest też grupa ekspertów wskazująca na inny powód – część funduszy chciała domknąć pozycję przed końcem roku, by pochwalić się odpowiednim zyskiem. Patrząc na kalendarz, hipoteza ta wydaje się dość wiarygodna. Nie tłumaczy ona jednak siły spadków, które zatrzymały się niewiele powyżej 4300 dolarów. Tutaj jednak prawdopodobnie zadziałały zlecenia automatyczne, które – zrealizowane na rynku pod nieobecność części inwestorów w przerwie między świętami a nowym rokiem – przesunęły cenę mocniej niż miałoby to miejsce w standardowej sytuacji. O tym, czy można mówić o pęknięciu bańki na złocie, czy tylko o szokowej korekcie, powiedzą nam pierwsze sesje w styczniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Roboty w gabinetach dentystycznych. Polacy na razie mówią „nie”, ale rewolucja jest nie do zatrzymania

8,9% Polaków byłoby skłonnych poddać się zabiegowi stomatologicznemu wykonanemu przez robota. 65,2% odrzuca taką możliwość, a 26% rodaków nie ma zdania w tej kwestii. W ocenie ekspertów, właśnie tych ostatnich najłatwiej będzie przekonać do skorzystania z takiej formy zabiegów. Na świecie testowane są już roboty mogące przeprowadzać tego typu zabiegi. Jednak, zdaniem znawców tematu, nie zastąpią one całkowicie lekarzy. Znajdą natomiast zastosowanie tam, gdzie wymagana jest duża precyzja. Zanim jednak zostaną dopuszczone do pracy z pacjentami, ich twórcy muszą mieć pewność, że działają poprawnie i bezpiecznie. Do tego eksperci dodają, że w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, ale z wyraźnym udziałem człowieka.

Z niedawno opublikowanego badania współautorstwa Implant Medical wynika, że tylko 8,9% Polaków byłoby gotowych poddać się zabiegowi stomatologicznemu przeprowadzonemu przez robota. 65,2% ankietowanych odrzuca taką możliwość. Wśród nich 36,5% raczej by się na to nie zdecydowało, a 28,7% zdecydowanie nie zrobiłoby tego. Dr n. med. Maciej Stagraczyński z Klinicznego Oddziału Chirurgii Szczękowo-Twarzowej, Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu nie jest zaskoczony wynikiem. Jak zauważa, wielu pacjentów boi się leczenia stomatologicznego niezależnie od okoliczności.

– W mojej ocenie, odrzucenie możliwości wykonania zabiegu przez robota wynika z pewnej niewiedzy. Pacjenci boją się także, że maszyna okaże się nieempatyczna i nie będzie reagowała na dolegliwości bólowe pacjenta. Wielu ludzi wie o istnieniu robotów da Vinci, które biorą udział w zabiegach chirurgicznych, ale operują w nich chirurdzy za pomocą konsoli. Pacjenci nie dopuszczają jeszcze do siebie myśli, że podobne urządzenie mogłoby być zaangażowane do leczenia zębów – dodaje dr Stagraczyński.

Z kolei dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie dodaje, że pacjenci surowiej oceniają maszyny niż ludzi. Gdy człowiek popełni błąd, jesteśmy w stanie to zrozumieć, ale jeśli pomyli się algorytm, reakcja emocjonalna jest znacznie silniejsza. Do tego dochodzi brak realnych doświadczeń. Nikt w Polsce jeszcze nie widział „robota dentysty” w akcji, więc trudno oczekiwać zaufania. Niechęć 65% badanych do doświadczenia takiego rodzaju leczenia jest dla eksperta również dowodem na przywiązanie pacjentów do ludzkiego lekarza. Wskazuje też na brak wiedzy o tym, co w gruncie rzeczy oznacza udział robota w leczeniu.

– W większości przypadków pacjenci wyobrażają sobie, że robot samodzielnie wykona cały zabieg bez udziału dentysty. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Dziś istnieją tzw. roboty asystujące – czyli urządzenia, które działają pod pełną kontrolą lekarza i pomagają mu w precyzyjnym prowadzeniu narzędzia. Najlepszym przykładem jest system Yomi, który od kilku lat ma certyfikat amerykańskiej FDA. W praktyce wygląda to tak, że chirurg planuje zabieg w systemie 3D, a robot pilnuje, by wiertło poruszało się dokładnie po zaplanowanej trajektorii. Lekarz cały czas trzyma rękę na narzędziu. To nie jest więc „robot dentysta”, tylko robotyczny asystent chirurga – wyjaśnia dr n. med. Przybylski.

Do tego z badania wynika, że 25,9% ankietowanych nie ma wyrobionego zdania na temat poddania się zabiegowi wykonanemu przez robota. Ekspert z Implant Medical podejrzewa, że niezdecydowanych ludzi najłatwiej będzie przekonać do otwarcia się na nowe możliwości leczenia. Kluczem będzie edukacja i przejrzysta komunikacja. Jeśli pacjent zobaczy, że to lekarz steruje robotem, a system działa jak precyzyjny GPS, a nie jak autonomiczny chirurg, to jego postawa szybko się zmieni. Robotykę warto prezentować w praktyce, na przykład podczas pokazowych zabiegów czy kampanii edukacyjnych.

– W 2024 roku firma Perceptive przeprowadziła pierwszy zabieg z wykorzystaniem robota, ale odbył się on w bardzo kontrolowanych warunkach. Robot wykonał ściśle zaplanowaną czynność pod stałym nadzorem ludzi. To nie był przypadek kliniczny z pełnym zestawem zmiennych, jak krwawienie, ślina czy ruch pacjenta. Fakt, że technicznie potrafimy wykonać dany zabieg, nie znaczy, iż jesteśmy gotowi klinicznie czy prawnie. W Polsce obowiązuje surowe prawo medyczne. Tego typu systemy muszą uzyskać certyfikację MDR, której roboty implantologiczne jeszcze nie mają. Dlatego pierwsze tego typu rozwiązania zobaczymy raczej w prywatnych klinikach i ośrodkach akademickich, w formie asystujących systemów, a nie w pełni autonomicznych robotów – stwierdza dr n. med. Przybylski.

Natomiast dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, zastrzega, że udział robotów w zabiegach stomatologicznych jest na etapie prób i badań. Przekonanie pacjentów do tego, że takie zabiegi są bezpieczne i odbywają się z poszanowaniem ich praw to nie wszystko. Twórcy oprogramowania muszą też zagwarantować, że wdrożenie robotów respektuje tak zwane evidence-based medicine, czyli podstawowe zasady nauki.

– Jeszcze kilka lat temu panował duży strach przed udziałem maszyn w zabiegach medycznych, a  dziś użycie robota da Vinci jest przyjmowane jako coś naturalnego. Podobnie będzie w przypadku stomatologii, tj. w pierwszej kolejności szybciej zostanie zrobotyzowana diagnostyka, a zabiegi jeszcze długo będą wymagały udziału lekarza stomatologa – ocenia dr n. med. Paluszek.

Ponadto zdaniem eksperta z Implant Medical, w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, ale z udziałem człowieka. W jego ocenie, już teraz widać, że roboty najlepiej radzą sobie z procedurami wymagającymi maksymalnej precyzji i powtarzalności – jak wszczepianie implantów czy nawigowana osteotomia.

– Robotyka wymusi zmianę całego modelu leczenia. Przechodzimy z etapu reaktywnego leczenia do zintegrowanego procesu cyfrowego – od skanu 3D, przez planowanie protetyczne, po precyzyjnie wykonany zabieg. Lekarz staje się projektantem, planistą, kontrolerem jakości, a nie tylko ręką wykonującą procedurę. To nie znaczy, że robot zastąpi dentystę. Wręcz przeciwnie, podniesie mu poprzeczkę. Lekarz, który umie pracować w cyfrowym protokole, z nawigacją i robotyką, będzie po prostu lepszy i bezpieczniejszy – prognozuje dr n. med. Piotr Przybylski.

Dr Maciej Stagraczyński nie spodziewa się, aby w najbliższym czasie roboty miały znaleźć się w gabinetach publicznych w ramach usług refundowanych. Nie ma wyceny kosztów robota w stomatologii i NFZ na razie ich nie uwzględnia. Ekspert zastrzega także, że roboty nie przejmą całego procesu leczenia. Lekarze stomatolodzy wciąż będą odgrywali dużą rolę. – Scedowanie na maszynę całego leczenia stałoby się niebezpieczne, bo zatracilibyśmy myślenie. Wprawdzie przykłady chociażby z lotnictwa cywilnego dowodzą, że niekiedy należy bardziej zaufać urządzeniom niż człowiekowi, ale ostatecznie najważniejsze jest to, jak technika będzie wykorzystywana – podsumowuje ekspert z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025 r.

Rok 2025 przyniósł serię zdarzeń, które zaskoczyły nawet doświadczonych obserwatorów rynków: od rekordów na metalach szlachetnych, przez gwałtowne zwroty na Wall Street, po nieoczywiste zachowanie części walut. Walutomat publikuje subiektywny ranking „10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025”.

W ostatnich miesiącach rynki wielokrotnie pokazały, że „oczywiste” scenariusze nie muszą się realizować. Metale szlachetne biły historyczne rekordy, mimo braku klasycznego kryzysu finansowego, a dolar – zamiast zyskiwać na niepewności – notował wyraźne osłabienie w kluczowym momencie roku. Ranking Walutomatu to przegląd tego, co w ostatnich miesiącach najbardziej odstawało od „podręcznikowych” narracji.

Rok 2025 dobitnie pokazał, że rynki potrafią zaskakiwać w najmniej oczekiwanych momentach. W naszym rankingu zbieramy wydarzenia, które najmocniej „wybiły” uczestników rynku z utartych schematów – i wyjaśniamy, dlaczego te zaskoczenia miały tak duże znaczenie – mówi Krzysztof Adamczak, analityk Walutomatu.

W zestawieniu znalazły się zarówno wydarzenia globalne, jak i regionalne, istotne z perspektywy polskiego rynku – w tym obraz polskiej gospodarki na tle stagnacji części Europy oraz polityka monetarna NBP i jej rynkowe konsekwencje.

10 największych niespodzianek na rynkach finansowych w 2025

#10 Polska gospodarka konsekwentnie powyżej 3%

Polska przez cały rok 2025 trzymała tempo wzrostu powyżej 3% PKB – i to przez cztery kwartały z rzędu. To może nie brzmi jak rewolucja, ale w kontekście stagnacji w Niemczech i Francji polska konsekwencja wyglądała jak ekonomiczny sprint na tle spacerowiczów. Kraj nad Wisłą wyprzedzał średnią unijną kwartał po kwartale, co nie uszło uwadze inwestorów – złoty umacniał się, a warszawska giełda cieszyła się stabilnością na tle europejskiego chaosu. W roku pełnym gospodarczych turbulencji polski rosnący wykres PKB wyglądał niemal podejrzanie spokojnie.

#9 NBP z „niecyklem” 6 cięć stóp procentowych

Adam Glapiński i jego ekipa w Narodowym Banku Polskim wcisnęli pedał cięć do dechy – sześciokrotnie w ciągu roku obniżali stopy procentowe, aż dotarły do poziomu 4,00%. Samo to, że bank centralny obniża stopy, nie jest sensacją. Problem w tym, że skala zaskoczyła rynek – jest to wyjątkowo agresywna seria, szczególnie w kontekście upartych zapewnień, że wciąż nie rozpoczęliśmy cyklu obniżek. Co ciekawe złoty wyjątkowo dobrze sobie poradził w tym otoczeniu, umacniając się na szerokim rynku.

#8 Niemiecki bodziec fiskalny – koniec ery oszczędności

Niemcy i schwarze Null – zrównoważony budżet – to był związek niemal religijny. Dlatego, gdy Berlin zdecydował się na niespodziewane zwiększenie wydatków budżetowych, rynki finansowe zamrugały ze zdziwienia. W kontekście rozpadu koalicji rządowej i politycznego chaosu ten ruch wyglądał jeszcze bardziej nieoczekiwanie. Inwestorzy próbowali zrozumieć: czy to jednorazowy wyskok, czy fundamentalna zmiana podejścia największej gospodarki Europy? Bodziec fiskalny z Niemiec to było jak zobaczenie, że najbardziej oszczędny sąsiad nagle kupuje sportowe auto – technicznie możliwe, ale wciąż szokujące.

#7 Rubel najmocniejszą walutą roku, a lira turecka najsłabszą

W kategorii „rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć w 2025” rubel rosyjski jako najmocniejsza waluta roku plasuje się wysoko. Waluta agresora zyskała oszałamiające 40% wobec dolara, wspierana gargantuiczną stopą procentową 21% i widocznym ociepleniem relacji z USA. Oczywiście efekt bazy zrobił tu swoje, jednak skala umocnienia i tak szokuje. Po drugiej stronie spektrum lira turecka dalej tonęła jak kamień, tracąc ponad 20% i osiągając rekordowe 42 liry za dolara. To był najgorszy wynik wśród głównych walut rynków wschodzących.

#6 Szlachetny wyścig metali – złoto i srebro na rekordach

Paradoks roku 2025: nie było klasycznego kryzysu finansowego – banki nie padały, gospodarka rosła, rynki akcji kończyły rok na plusie – a jednak złoto i srebro poszybowały jak podczas prawdziwej paniki. Złoto przebiło 4 300$ za uncję, a srebro po raz pierwszy w historii przekroczyło 70$. Wcześniej dwukrotnie przebijało pułap 50$ w 1980 i 2011 roku, i były to momenty prawdziwego finansowego chaosu. Metale szlachetne okazały się nie tyle bezpieczną przystanią podczas burzy, co popularnym miejscem parkowania dla tych, którzy widzieli na horyzoncie ciemne chmury. I jak się okazało – na parkingu było całkiem tłoczno.

#5 Japońskie trzęsienie ziemi: carry trade unwinding

Przez dekady jen był walutą, którą pożyczało się za grosze i inwestowało wszędzie tam, gdzie stopy były wyższe. Tzw. carry trade na jenach to była maszyna do robienia pieniędzy, przynajmniej dopóki Bank Japonii trzymał stopy procentowe blisko zera. W styczniu 2025 BoJ wysłał na rynki sygnał ostrzegawczy, podnosząc stopy procentowe. Efekt? Jen umocnił się o 14% do kwietnia, a fundusze hedgingowe na całym świecie nerwowo zamykały pozycje. Wyglądało na początek realnego unwindingu (odkręcania) carry trade. Ale potem stało się coś jeszcze bardziej niepokojącego – inwestorzy najwyraźniej nie wyciągnęli wniosków. Do końca roku wycena jena wróciła do poziomów z początku stycznia, jakby ta lekcja z pierwszego kwartału nigdy się nie wydarzyła.

#4 Pierwsze 100 dni Trumpa 2.0 – dolar w odwrocie

Kiedy Donald Trump wracał do Białego Domu, analitycy niemal jednogłośnie przewidywali wyraźne umocnienie dolara. America First, agresywna polityka handlowa, taryfy – wszystko to teoretycznie powinno wzmocnić amerykańską walutę. Rzeczywistość okazała się brutalna: dolar spadł o blisko 10% w pierwszych 100 dniach drugiej prezydentury Trumpa. To najgorszy wynik w historii ery płynnych kursów walutowych. Paradoks był jeszcze głębszy: średnia stawka taryfowa wystrzeliła do 27% – najwyższej od stulecia – a dolar zamiast rosnąć jak na safe haven przystało, poleciał w dół.

#3 Francuski chaos polityczny – 4 premierów w rok

Francja w 2025 roku urządziła sobie karnawał obalania rządu. Cztery rządy w ciągu roku – to brzmi jak statystyki z republiki bananowej, a nie z piątej gospodarki świata. Prawdziwym rekordzistą okazał się Sebastien Lecornu. Objął urząd 9 września, podał się do dymisji 6 października. Najkrótszy rząd w historii V Republiki trwał krócej niż przeciętne wakacje. Rynki finansowe reagowały nerwowo: CAC40 tracił po 2% przy każdej wiadomości o kolejnym wotum nieufności, rentowności francuskich obligacji wystrzeliły do 3.6% – niczym w Grecji podczas kryzysu zadłużeniowego.

#2 Bliskowschodni kocioł: „12-Day War”

Kiedy 13 czerwca Izrael rozpoczął operację „Rising Lion” i uderzył w irańskie instalacje nuklearne, świat zamarł w oczekiwaniu na eskalację. Iran odpowiedział salwą ponad 550 rakiet balistycznych. 21 czerwca do konfliktu dołączyły Stany Zjednoczone, bombardując trzy obiekty nuklearne w Iranie. Scenariusz III wojny światowej wisiał w powietrzu przez dwanaście dni, zanim 24 czerwca ogłoszono zawieszenie broni. Paradoks? Ceny ropy od razu po zakończeniu konfliktu uznały go za zeszłoroczny śnieg, a rynek wrócił do handlu as usual.

#1 „Liberation Day” – największa huśtawka w historii Wall Street

2 kwietnia miał być dniem wyzwolenia – „Liberation Day” – Trump ogłaszał taryfową rewolucję, która miała uwolnić Amerykę od niesprawiedliwego handlu. Zamiast tego uwolnił piekło na Wall Street. Przez dwa dni Dow Jones stracił 4,000 punktów, S&P 500 spadł o 10%, Nasdaq o 11%. Z rynków wyparowało 6,6 biliona dolarów – większe pieniądze niż PKB Japonii. Indeks strachu VIX podskoczył do 45.3 – poziomu niewidzianego od pandemii. Panika była totalna. Ale potem przyszedł 9 kwietnia – dzień, który również przejdzie do historii. Trump ogłosił 90-dniową pauzę w taryfach. S&P 500 wzrósł o 9.52% (trzeci największy wzrost w historii!), Nasdaq o 12.16% (drugi największy!). W ciągu tygodnia Wall Street przeszło od apokalipsy do euforii. „Liberation Day” okazał się wyzwoleniem emocji i dowodem na to, że w 2025 roku niemożliwe stało się codziennością.

Minutki FOMC zapowiadają okres podwyższonej niepewności

Minutki z grudniowego posiedzenia FOMC pokazują, że decyzja o obniżce stóp procentowych była jedną z najbardziej wyważonych w ostatnich latach i dobrze oddaje rosnące podziały wewnątrz Rezerwy Federalnej. Komitet zdecydował się obniżyć docelowy przedział stopy funduszy federalnych o 0.25 pkt proc., do poziomu 3.5–3.75%, jednak głosowanie 9–3 jasno pokazało brak konsensusu co do dalszego kierunku polityki pieniężnej. Część decydentów opowiadała się za silniejszym ruchem w dół, argumentując go narastającymi ryzykami dla rynku pracy, podczas gdy inni woleli utrzymanie stóp bez zmian, obawiając się utrwalenia inflacji powyżej celu 2% .

Z dokumentu wynika, że większość członków FOMC nadal zakłada możliwość dalszych obniżek stóp, o ile proces dezinflacji będzie postępował zgodnie z oczekiwaniami. Jednocześnie wielokrotnie podkreślano, że tempo i skala luzowania pozostają otwartą kwestią i będą silnie uzależnione od napływających danych. Decyzję określano jako „subtelnie wyważoną”, a nawet wśród zwolenników cięcia pojawiały się opinie, że przy braku pełnych danych makroekonomicznych – m.in. z powodu wcześniejszego paraliżu administracji – możliwe było także pozostawienie stóp bez zmian. Szczególnie dużo uwagi poświęcono ryzykom związanym z inflacją, która wprawdzie zaczęła słabnąć, ale wciąż pozostaje powyżej celu oraz z rynkiem pracy, gdzie coraz wyraźniej widoczne są oznaki schłodzenia.

Minutki ujawniają również istotne rozbieżności w prognozach na kolejne lata. Część członków Komitetu zakłada, że stopy procentowe powinny pozostać na relatywnie podwyższonym poziomie w najbliższym czasie, podczas gdy rynki finansowe wyceniają bardziej zdecydowany cykl obniżek, obejmujący co najmniej dwa ruchy w dół w 2026 roku. Ta różnica między narracją Fed a oczekiwaniami inwestorów zwiększa niepewność i podnosi wrażliwość rynków na kolejne dane inflacyjne i z rynku pracy.

Dla rynków finansowych przekaz płynący z minutek ma charakter mieszany. Z jednej strony potwierdza on, że Fed rozpoczął proces łagodzenia polityki pieniężnej i dostrzega rosnące ryzyka po stronie zatrudnienia, co w średnim terminie sprzyja wycenom akcji oraz obligacji. Z drugiej strony silne akcentowanie zagrożeń dla wiarygodności celu inflacyjnego oraz brak jasnej ścieżki dalszych obniżek ograniczają potencjał do gwałtownego spadku rentowności i mogą prowadzić do podwyższonej zmienności na rynkach. Inwestorzy otrzymali sygnał, że polityka monetarna nie znajduje się na „autopilocie”, a każde kolejne posiedzenie może przynieść zmianę tonu w zależności od danych.

W krótkim okresie taki przekaz sprzyja ostrożnemu podejściu do ryzyka, szczególnie na rynku akcji, gdzie wysokie wyceny wymagają potwierdzenia w postaci wyraźniejszego spowolnienia inflacji. Jednocześnie rynek obligacji pozostaje rozdarty między wizją dalszego luzowania a obawą, że Fed może być zmuszony utrzymywać restrykcyjną politykę dłużej, niż obecnie zakładają inwestorzy. W efekcie minutki z grudniowego posiedzenia wzmacniają narrację o przejściowej fazie niepewności, w której rynki będą silnie reagować na każde nowe dane makroekonomiczne oraz sygnały płynące z kolejnych wystąpień przedstawicieli Rezerwy Federalnej.

Audyt informatyczny dla firm z sektora MŚP, czyli dlaczego warto spojrzeć na IT z boku

W wielu małych i średnich firmach informatyka rozwija się stopniowo, często bez jednego, spójnego planu. Najpierw pojawia się podstawowa infrastruktura, potem kolejne systemy, nowe komputery, dostęp do chmury, narzędzia do pracy zdalnej. Każdy element z osobna ma sens, ale z czasem całość zaczyna być coraz trudniejsza do ogarnięcia. Nie dlatego, że ktoś popełnił błąd, tylko dlatego, że firma po prostu rosła.

Audyt informatyczny pozwala na chwilę się zatrzymać i sprawdzić, jak to wszystko faktycznie działa razem. Nie w teorii, nie w dokumentacji sprzed kilku lat, tylko w realnym środowisku produkcyjnym.

Dla właścicieli MŚP i dyrektorów IT to często pierwszy moment, w którym widać pełny obraz: zależności między systemami, rzeczywiste ryzyka i miejsca, które wymagają uporządkowania, zanim staną się problemem.

Audyt infrastruktury IT – jak naprawdę działa środowisko firmy

Infrastruktura IT w MŚP rzadko jest projektowana od zera. Najczęściej jest efektem decyzji podejmowanych na przestrzeni lat: zmiany dostawców, nowych potrzeb biznesowych, migracji do chmury albo prób optymalizacji kosztów. W efekcie powstaje środowisko, które „działa”, ale nie zawsze jest czytelne.

Podczas audytu infrastruktury analizuje się m.in. architekturę sieci, serwery (lokalne i chmurowe), sposób zarządzania danymi, kopie zapasowe oraz zależności pomiędzy systemami. Bardzo często wychodzą na jaw sytuacje, w których kluczowe usługi są oparte na pojedynczym elemencie – jednym serwerze, jednym łączu albo jednym koncie administracyjnym. Na co dzień nikt o tym nie myśli, dopóki nie wydarzy się awaria.

W praktyce audyt pokazuje też, czy infrastruktura jest dopasowana do obecnej skali firmy. Zdarza się, że systemy zaprojektowane dla 20 osób obsługują dziś 80 użytkowników, co tłumaczy spadki wydajności i rosnącą liczbę drobnych problemów, które „same się naprawiają po restarcie”.

Sprzęt IT i licencje – obszar, który rzadko jest pod kontrolą

Sprzęt komputerowy i licencje to temat, który w MŚP często schodzi na dalszy plan. Komputery są wymieniane, gdy „już naprawdę trzeba”, a licencje kupowane wtedy, gdy system przestaje działać bez nich. Rzadko kto patrzy na ten obszar całościowo.

Audyt sprzętu i licencji pozwala odpowiedzieć na bardzo przyziemne pytania: jaki sprzęt faktycznie jest używany, kto z niego korzysta i czy oprogramowanie jest legalne oraz adekwatne do potrzeb. W wielu firmach okazuje się, że część licencji nie jest wykorzystywana, inne są dublowane, a jeszcze inne nie obejmują wszystkich użytkowników, którzy z danego narzędzia korzystają na co dzień.

Zdarzają się też sytuacje odwrotne – firma pracuje na przestarzałym sprzęcie, który generuje koszty pośrednie: dłuższy czas pracy, frustrację pracowników i większe ryzyko awarii. Audyt nie polega wtedy na wskazaniu „co kupić”, ale na pokazaniu realnych konsekwencji obecnego stanu.

Audyt bezpieczeństwa IT – realne ryzyka zamiast teorii

Bezpieczeństwo IT w MŚP bywa traktowane bardzo nierówno. Z jednej strony są firmy, które inwestują w zaawansowane rozwiązania, z drugiej – takie, które opierają się na założeniu, że „nikt się nami nie zainteresuje”. Prawda leży zwykle gdzieś pośrodku.

Audyt bezpieczeństwa IT nie polega na straszeniu atakami. Jego celem jest sprawdzenie, jak łatwo można popełnić błąd – świadomie lub nieświadomie. Najczęstsze problemy to zbyt szerokie uprawnienia użytkowników, brak rozdzielenia środowisk, nieaktualne systemy albo brak realnej kontroli nad tym, kto i skąd loguje się do firmowych zasobów.

W wielu firmach procedury bezpieczeństwa istnieją, ale nie są stosowane, bo nikt nie miał czasu ich zweryfikować w praktyce. Audyt pozwala odróżnić elementy krytyczne od tych, które są jedynie „ładnie opisane”.

Audyt IT pod Dyrektywę NIS2 – obowiązki, które dotyczą także MŚP

Dyrektywa NIS2 zmieniła sposób patrzenia na bezpieczeństwo IT w Unii Europejskiej. Co istotne, nie dotyczy już wyłącznie największych podmiotów. Coraz więcej małych i średnich firm, szczególnie działających w określonych sektorach lub jako element łańcucha dostaw, podlega nowym wymaganiom.

Audyt IT w kontekście NIS2 pozwala sprawdzić, czy firma:

  • zna swoje systemy krytyczne i zależności między nimi,

  • ma jasno określone role i odpowiedzialności,

  • potrafi reagować na incydenty, a nie tylko je zgłaszać,

  • posiada dokumentację, która odzwierciedla rzeczywisty stan IT.

W praktyce największym wyzwaniem nie jest technologia, lecz organizacja. Firmy często mają narzędzia, ale brakuje im spójnego podejścia do zarządzania bezpieczeństwem.

Audyt zgodności z ISO 9001 i ISO 27001 – sensowna zgodność zamiast papierologii

Normy ISO w wielu organizacjach kojarzą się z dokumentacją tworzoną „na audyt”. Problem pojawia się wtedy, gdy dokumenty zaczynają żyć własnym życiem, a rzeczywiste procesy idą zupełnie inną drogą.

Audyt IT w kontekście ISO 9001 i ISO 27001 skupia się na tym, czy system zarządzania jakością i bezpieczeństwem informacji faktycznie działa. Czy procedury są zrozumiałe, czy pracownicy wiedzą, jak z nich korzystać i czy IT wspiera procesy biznesowe, zamiast je komplikować.

Często okazuje się, że uproszczenie i uporządkowanie systemu daje lepszy efekt niż dokładanie kolejnych dokumentów.

Dlaczego audyt IT ma sens właśnie teraz?

Audyt informatyczny nie jest narzędziem „na kryzys”. Najwięcej wartości przynosi wtedy, gdy firma jeszcze działa stabilnie, ale czuje, że IT zaczyna być coraz bardziej złożone. Daje wiedzę, na podstawie której można podejmować świadome decyzje: co poprawić od razu, co zaplanować na później, a czego nie ruszać, bo działa dobrze.

Dla właścicieli MŚP i dyrektorów IT audyt to przede wszystkim jasny obraz sytuacji, bez domysłów i bez opierania się na jednym źródle wiedzy.

Jeżeli celem jest spokojny rozwój firmy, zgodność z regulacjami i mniejsze ryzyko nieprzewidzianych problemów, audyt IT jest rozsądnym punktem wyjścia.
Czasem wystarczy jedno takie spojrzenie z boku, żeby uporządkować kilka lat decyzji technologicznych.

Klucz do satysfakcji pacjenta: Jak oprogramowanie medyczne zmienia doświadczenia od pierwszej rejestracji?

Współczesna opieka zdrowotna to już nie tylko kwestia skuteczności leczenia, ale także jakości obsługi i komfortu pacjenta. W dobie cyfryzacji doświadczenia pacjenta stają się kluczowym elementem budowania przewagi konkurencyjnej i długotrwałej lojalności. W tym kontekście innowacyjne systemy, takie jak oprogramowanie medyczne, rewolucjonizują interakcję pacjenta z placówką, zaczynając od pierwszego kontaktu – rejestracji.

Oprogramowanie medyczne – cyfrowa rewolucja w opiece zdrowotnej

Tradycyjny model rejestracji, często obarczony długim oczekiwaniem na linii telefonicznej lub kolejkami, jest coraz mniej akceptowalny dla pacjentów przyzwyczajonych do wygody usług online. Wdrożenie nowoczesnego oprogramowania medycznego to strategiczna decyzja, która pozwala placówkom medycznym znacząco poprawić wydajność i przede wszystkim podnieść satysfakcję pacjentów.

Sprawna i bezproblemowa rejestracja ma bezpośredni wpływ na ogólne zadowolenie z usług medycznych. Nowoczesne systemy umożliwiają automatyzację procesów, co z kolei przekłada się na oszczędność czasu zarówno dla pacjenta, jak i personelu medycznego.

Niezawodny Portal Pacjenta: serce cyfrowej komunikacji

Centralnym punktem, który całkowicie odmienia doświadczenia pacjentów, jest Portal Pacjenta. Stanowi on bramę do świata cyfrowych usług medycznych, oferując pacjentom pełną kontrolę nad ich ścieżką leczenia – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Sprawna rejestracja i zarządzanie wizytami

Możliwość rejestracji online to fundament, który niweluje frustrację związaną z próbami dodzwonienia się do placówki. Pacjent samodzielnie wybiera dogodny termin, lekarza i rodzaj wizyty, bazując na aktualnym grafiku widocznym w systemie, takim jak np. Medyc. Portal Pacjenta oferuje jednak znacznie więcej:

  • Automatyczne przypomnienia: system wysyła powiadomienia SMS i e-mail o zbliżających się wizytach. Taka funkcja, jak ta oferowana przez oprogramowanie medyczne Medyc, przyczynia się do redukcji liczby nieodwołanych wizyt, co bezpośrednio optymalizuje pracę gabinetów i zwiększa dostępność terminów dla innych potrzebujących. Co istotne, system oferuje także komunikację dwustronną, gdzie pacjent może prosto potwierdzić lub anulować wizytę, automatycznie zwalniając termin w kalendarzu lekarza.
  • Łatwe zarządzanie: w Portalu Pacjenta można bez trudu przekładać lub odwoływać wizyty, eliminując konieczność kontaktu telefonicznego, co znacznie odciąża personel rejestracji.

oprogramowanie medyczne medyc.pl

Oprogramowanie medyczne zapewnia bezpieczny dostęp do Elektronicznej Dokumentacji Medycznej (EDM)

Jednym z najważniejszych aspektów budujących zaufanie i poczucie sprawczości u pacjenta jest dostęp do własnej dokumentacji medycznej. Portal Pacjenta Medyc zapewnia pacjentom wgląd do:

  • Wyników badań: odbiór wyników badań laboratoryjnych lub diagnostycznych online, bez konieczności osobistej wizyty.
  • Historii leczenia: pełna historia konsultacji, diagnoz i zaleceń lekarskich, dostępna w jednym, bezpiecznym miejscu.
  • e-recept i e-skierowań: pacjenci mają stały dostęp do wystawionych dokumentów, co ułatwia realizację leczenia.

Ten cyfrowy dostęp do danych medycznych nie tylko wzmacnia zaangażowanie pacjenta w proces leczenia, ale także podnosi jego lojalność wobec placówki, która traktuje go jako partnera w dbaniu o zdrowie. Pełna i czytelna dokumentacja medyczna pozwala pacjentom na bardziej świadome podejmowanie decyzji.

Dostęp do dokumentacji w systemie Medyc odbywa się w sposób zgodny z RODO i krajowymi przepisami dotyczącymi ochrony danych medycznych. Informacje pacjentów są szyfrowane, a kontrola dostępu uniemożliwia wgląd osobom nieuprawnionym. To szczególnie ważne w kontekście bezpieczeństwa danych wrażliwych i buduje zaufanie pacjenta do placówki.

Poprawa komunikacji – fundament lojalności

Nowoczesne oprogramowanie medyczne jest również potężnym narzędziem do poprawy wielokanałowej komunikacji między pacjentem a placówką.

Komunikacja bezpośrednia i powiadomienia

Oprócz automatycznych przypomnień o wizytach, oprogramowanie medyczne Medyc oferuje także czat z lekarzem. Ta funkcjonalność pozwala pacjentom na szybkie zadanie pytań uzupełniających po wizycie, skonsultowanie wątpliwości czy uzyskanie teleporady. W ten sposób placówka utrzymuje stały kontakt z pacjentem, budując relację opartą na zaufaniu i dostępności.

Szybkie i skuteczne powiadomienia dotyczące na przykład zmiany terminu wizyty, czy konieczności wykonania badań kontrolnych, sprawiają, że pacjent czuje się zaopiekowany i jest na bieżąco informowany o wszelkich istotnych kwestiach związanych z jego zdrowiem i leczeniem.

system dla lekarzy medyc.pl

Jak Medyc wspiera lekarzy w budowaniu satysfakcji pacjenta?

Satysfakcja pacjenta to w dużej mierze następstwo efektywności i komfortu pracy personelu medycznego. Oprogramowanie medyczne Medyc koncentruje się na wspieraniu lekarzy i pracowników placówek w ich codziennej pracy, aby mogli poświęcić więcej czasu pacjentowi, a mniej administracji, oferując szereg funkcjonalności:

  • intuicyjny interfejs dla pacjenta – łatwe logowanie, wygodna nawigacja;
  • rejestracja online – pacjent sam wybiera specjalistę i termin;
  • przypomnienia SMS/ e-mail;
  • dostęp do wyników badań, historii wizyt, dokumentów medycznych;
  • możliwość komunikacji z zespołem medycznym (wiadomości wewnętrzne);
  • ankiety satysfakcji po wizycie;
  • obsługa zgód, dokumentów i formularzy online.

Jak oprogramowanie medyczne wspiera satysfakcję pacjenta?

Inwestycja w nowoczesne oprogramowanie medyczne, takie jak Medyc, to inwestycja w przyszłość placówki. Od sprawnie działającej rejestracji online, przez dostęp do Portalu Pacjenta, po efektywną komunikację za pomocą automatycznych powiadomień – każdy z tych elementów przyczynia się do zadowolenia pacjentów.

Umożliwiając pacjentom łatwy dostęp do informacji i samodzielne zarządzanie swoją opieką zdrowotną, placówka nie tylko ułatwia im życie, ale przede wszystkim buduje lojalność, zaufanie i generuje pozytywne opinie. W dobie rosnącej świadomości zdrowotnej to właśnie nowoczesne, zorientowane na pacjenta technologie stają się decydującym czynnikiem wyboru placówki medycznej. Medyc udowadnia, że klucz do satysfakcji pacjenta leży w synergii innowacji technologicznej i opiece, jaką zostanie objęty.

Kredyty mieszkaniowe +22,3% r/r, gotówkowe +8% r/r. Spada liczba kart kredytowych

Banki i SKOK-i zwiększyły akcję kredytową w listopadzie 2025 r. W ujęciu rocznym wzrosła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych (+22,3%), ratalnych (+21,5%) i gotówkowych (+8,0%), a spadła liczba wydanych kart kredytowych (-9,2%). Wartościowo wszystkie cztery kategorie były na plusie: kredyty mieszkaniowe +30,7% r/r, gotówkowe +17,6% r/r, ratalne +5,9% r/r oraz limity w kartach +2,6% r/r.

W okresie styczeń–listopad 2025 r. (w porównaniu z tym samym okresem 2024 r.) banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+18,6%) oraz mieszkaniowych (+11,5%). Ujemne dynamiki dotyczyły kredytów ratalnych (-13,8%) i kart kredytowych (-2,4%). W ujęciu wartościowym wzrosła akcja kredytowa w kredytach gotówkowych (+27,1%), mieszkaniowych (+18,1%) i w limitach kart kredytowych (+8,7%), a spadek odnotowały tylko kredyty ratalne (-4,5%).

Kredyty ratalne: listopad na plusie, ale rok wciąż pod kreską

Listopad 2025 r. przyniósł wyraźne odbicie w kredytach ratalnych: liczba umów wzrosła o 21,5% r/r oraz o 14,6% m/m. Wartość sprzedaży była wyższa o 5,9% r/r i o 21,2% m/m. Jednocześnie narastająco po 11 miesiącach 2025 r. segment pozostawał słabszy niż rok wcześniej: liczba spadła o 13,8%, a wartość o 4,5% – jako jedyna kategoria z ujemną dynamiką wartościową w tym okresie.

Według dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka Grupy BIK, listopad jest drugim – po październiku – miesiącem, który przerwał spadkowy trend utrzymujący się od stycznia. Analityk łączy możliwą poprawę w 2026 r. m.in. z rosnącymi wynagrodzeniami, spadającymi stopami procentowymi oraz ożywieniem na rynku kredytów mieszkaniowych, które często pociąga za sobą finansowanie zakupów RTV/AGD w formie rat. Średnia kwota kredytu ratalnego w listopadzie wyniosła 2 289 zł i była o 12,9% niższa niż przed rokiem.

Kredyty gotówkowe: rosną kwoty i wartość, napędzają je wysokie przedziały

W segmencie kredytów gotówkowych utrzymał się trend wzrostowy. W listopadzie liczba udzielonych kredytów wzrosła o 8,0% r/r, a ich wartość o 17,6% r/r. Z danych wynika też wzrost przeciętnej kwoty – średnio 26 594 zł, czyli o 8,9% więcej niż w listopadzie 2024 r.

BIK wskazuje, że coraz większy udział mają kredyty wysokokwotowe, szczególnie powyżej 50 tys. zł. Według analityków sprzyjają temu trzy czynniki poprawiające zdolność kredytową: wydłużanie okresów spłaty, niższe oprocentowanie nowych kredytów po obniżkach stóp oraz realny wzrost wynagrodzeń. Narastająco po 11 miesiącach wartość udzielonych kredytów gotówkowych przekroczyła 110 mld zł, a BIK ocenia, że wynik całoroczny będzie rekordowy.

Kredyty mieszkaniowe: wysoka sprzedaż, średnia kwota blisko 456 tys. zł

W listopadzie banki udzieliły o 22,3% więcej kredytów mieszkaniowych niż rok wcześniej, ale w porównaniu z październikiem liczba spadła o 17,8%. Wartość sprzedaży była wyższa o 30,7% r/r i niższa o 17,0% m/m. Mimo miesięcznego spadku listopadowa sprzedaż kredytów mieszkaniowych sięgnęła prawie 9 mld zł.

Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 455,92 tys. zł, czyli o 6,9% więcej r/r i była drugim najwyższym odczytem w 2025 r. po sierpniu. BIK wskazuje, że popyt wspierają spadające stopy procentowe i rosnące dochody, a także sytuacja na rynku mieszkaniowym. Po 11 miesiącach 2025 r. wartość udzielonego finansowania mieszkaniowego sięgnęła prawie 96 mld zł, co przybliża rynek do historycznego rekordu.

Analitycy zwracają też uwagę na efekt bazy z 2024 r., gdy część sprzedaży wynikała z Programu Bezpieczny Kredyt 2% (14,36 mld zł po 11 miesiącach). Po korekcie o ten komponent roczna dynamika wartości kredytów mieszkaniowych po 11 miesiącach 2025 r. wyniosłaby +31,4%, a nie +18,1%.

Jakość spłat: stabilnie w głównych produktach, sygnał ostrzegawczy w kartach

BIK informuje, że listopadowe odczyty Indeksów Jakości dla trzech głównych produktów kredytowych poprawiły się zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku, co wskazuje na utrzymanie niskiego ryzyka kredytowego. Szczególnie w kredytach gotówkowych i mieszkaniowych indeksy mają systematycznie poprawiać się także w ujęciu rocznym. Zastrzeżenia dotyczą segmentu kart kredytowych, gdzie rośnie szkodowość.

Według BIK szkodowość kart kredytowych jest obecnie wyższa o 0,23 pkt proc. niż w kredytach gotówkowych, co oznacza zmianę w strukturze ryzyka – to karty, a nie kredyty gotówkowe, mają dziś najwyższy poziom ryzyka. Analitycy podkreślają jednak, że obecny Indeks Jakości kart pozostaje niższy niż pod koniec 2023 r., ale wymaga stałej obserwacji, bo historycznie pogorszenie jakości kart bywało jednym z pierwszych sygnałów osłabienia kondycji finansowej gospodarstw domowych.

Diagnoza, dialog i szanse na zmiany: 2025 i 2026 rok okiem KRASP

Rok 2025 w polskim szkolnictwie wyższym upłynął pod znakiem intensywnej debaty o jakości badań naukowych, finansowaniu nauki i szkolnictwa wyższego oraz roli tego sektora w strategii rozwoju państwa. Grudniowe spotkanie z premierem i zaawansowane prace nad nowym modelem ewaluacji dają nadzieję, że nowy rok przyniesie konkretne decyzje i poprawę warunków funkcjonowania uczelni.

Początek 2025 roku zdominowała krytyka dotychczasowego systemu ewaluacji działalności naukowej. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich konsekwentnie wskazywała na negatywne skutki nadmiernej parametryzacji: presję ilościową, punktomanię oraz osłabienie jakości badań.

Powołanie przez resort nauki i szkolnictwa wyższego zespołu ds. ewaluacji oraz stopniowe modyfikacje planowanej reformy były odbierane jako krok w stronę dialogu. W skład zespołu ds. ewaluacji weszło 31 ekspertek i ekspertów, reprezentujących środowisko akademickie i naukowe, w tym przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Polskiej Akademii Nauk czy Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Ewaluacja po nowemu

Wyraźne domknięcie całorocznej debaty nastąpiło podczas grudniowego posiedzenia Prezydium KRASP, podczas którego wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego dr Karolina Zioło-Pużuk przedstawiła założenia nowego, dwufilarowego modelu ewaluacji. Zakłada on: ocenę jakości działalności naukowej w dyscyplinach oraz ocenę potencjału działalności naukowej podmiotu.

To istotna zmiana kierunkowa. Ewaluacja ma obejmować nie tylko dorobek publikacyjny, ale też warunki instytucjonalne prowadzenia badań, kulturę transparentności, zarządzanie nauką oraz odpowiedzialność społeczną uczelni i instytutów. Członkowie Prezydium KRASP odnieśli się do propozycji, zgłaszając uwagi i rekomendacje. W 2026 roku projekt ma trafić do Zespołu ds. Programowania Prac Rządu, a następnie – do szerszych konsultacji społecznych.

To krok w dobrą stronę. Ewaluacja nie może sprowadzać się wyłącznie do zliczania punktów. Powinna uwzględniać m.in. warunki prowadzenia badań – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

O finansowaniu uczelni na spotkaniu z premierem

2025 rok to także czas, w którym środowisko akademickie apelowało o zapewnienie adekwatnego poziomu finansowania nauki i szkolnictwa wyższego. Znalazło to wyraz w licznych wystąpieniach, jak i stanowisku Zgromadzenia Plenarnego KRASP, w którym czytamy m.in.:

Z zaniepokojeniem przyjmujemy projekt budżetu państwa na 2026 rok, w którym wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe zostały zaplanowane na poziomie nieco ponad 1% PKB (…). Tak niski poziom finansowania utrwala również długotrwałą tendencję obniżania wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe.

Rektorzy alarmowali wtedy, że zaprojektowane nakłady są kilkakrotnie niższe od średnich wydatków w państwach należących do OECD.

Wpływa to na spadek konkurencyjności nie tylko samych uczelni, ale i całej gospodarki. Tak niskie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe grożą utratą przewag konkurencyjnych Polski. Uczelnie odgrywają kluczową rolę we wczesnych etapach tworzenia innowacji, a ich potencjał badawczy bezpośrednio oddziałuje na bezpieczeństwo technologiczne i gospodarcze – zaznaczyła szefowa KRASP.

Niedługo po ogłoszeniu stanowiska doszło do spotkania środowiska naukowego i akademickiego z premierem Donaldem Tuskiem, marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Marcinem Kulaskiem.

Poza członkami Prezydium KRASP w spotkaniu z władzami uczestniczyli też przedstawiciele: Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Akademii Nauk oraz Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wszyscy mówili jednym głosem: sektor jest niedofinansowany, a traci na tym cała gospodarka.

Doceniamy fakt bezpośrednich rozmów z premierem. Dialog na tym poziomie jest niezbędny, jeśli nauka ma być realnym elementem strategii rozwoju państwa – mówiła bezpośrednio po spotkaniu z premierem prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Szef rządu zapowiedział powołanie zespołu, któremu będzie osobiście przewodniczył. W skład tego gremium mają wejść minister nauki i szkolnictwa wyższego, minister finansów oraz przedstawiciele środowiska naukowego i akademickiego. Pierwsze spotkanie zespołu zostało zaplanowane na początek 2026 roku.

Umiędzynarodowienie, etyka i nowe wyzwania

Rok 2025 przyniósł także dyskusję o umiędzynarodowieniu badań i kształcenia, w tym o idei dyplomu europejskiego oraz o konieczności zwiększenia unijnych nakładów na badania. Rektorzy z Polski, Niemiec i Francji wspólnie apelowali o wzmocnienie finansowania nauki na poziomie UE. Równocześnie KRASP zwracała uwagę na kwestie etyczne, zagrożenia związane z działalnością tzw. „paper mills” oraz odpowiedzialne wykorzystanie sztucznej inteligencji w nauce. Coraz wyraźniej wybrzmiewał również dobrostan studentów, który wymaga systemowych rozwiązań i wsparcia ze strony państwa.

2026: czas decyzji

Decyzje, które zapadną w nadchodzącym roku, mogą okazać się kluczowe dla przyszłości sektora akademickiego.

Rok 2026 pokaże, czy zwrot ku dialogowi, jakości i instytucjonalnej odpowiedzialności przełoży się na trwałe rozwiązania prawne i finansowe, od których zależy los nie tylko uczelni, ale i całej gospodarki – podsumowuje Wojciech Dąbrówka, rzecznik KRASP. – KRASP deklaruje gotowość do dalszej współpracy
z rządem na rzecz wzmocnienia nauki i szkolnictwa wyższego jako jednego z filarów rozwoju państwa
– dodaje rzecznik KRASP.

Ceny mieszkań w Zakopanem dosłownie zwalają z nóg. W innych górskich kurortach też nie jest tanio

W porównaniu z cenami nowych M zlokalizowanych w popularnych miejscowościach górskich, mieszkania w drogim Krakowie, wydają się być cenową okazją… Niemożliwe? A jednak! Ile zatem trzeba zapłacić za lokum z rynku pierwotnego w górach? Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili to sprawdzić.

Zakopane nie ma sobie równych. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w listopadzie tego roku średnia cena metra kwadratowego 100 dostępnych w tej najpopularniejszej miejscowości górskiej mieszkań deweloperskich przekroczyła 34,5 tys. zł. Jest ona wyższa aż o 36% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku!

Pamiętajmy jednak o tym, że na tak małych rynkach może wywołać wrażenie gwałtownego wzrostu cen jedna bardzo droga inwestycja lub wyprzedanie najtańszych lokali w już realizowanych – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Bardzo drogo jest także w Kościelisku. Średnia cena mieszkania w ofercie lokalnych firm deweloperskich w przeliczeniu na metr kwadratowy sięga 23,7 tys. zł. Przy czym w ciągu ostatnich 12 miesięcy średnia skurczyła się o 20%, dzięki pojawieniu się w ofercie stosunkowo tanich – jak na ten rynek – lokali.

Trzecie miejsce na podium drożyzny zajmuje obecnie Szczyrk – średnio ponad 22 tys. zł za metr kwadratowy, czyli aż o 45% więcej niż rok temu. Odrobinę taniej jest w Szklarskiej Porębie. Także i tam na rynek trafiła spora pula stosunkowo tanich – jak na ten kurort – mieszkań. Ich średnia cena skurczyła się o 3%, choć wciąż jest bardzo wysoka – ok. 20,2 tys. zł za metr kwadratowy.

Sporo za mieszkanie zapłacimy także w Białce Tatrzańskiej. Obecnie lokalni deweloperzy oferują tu tylko 20 lokali, a ich średnia cena za metr kwadratowy wynosi ponad 19,4 tys. zł.

Na szóstym miejscu znalazła się Szczawnica (18,9 tys. zł/m kw.). Do pierwszej dziesiątki najdroższych lokalizacji trafił także Karpacz (18,3 tys. zł/m kw.), Świeradów-Zdrój (18,1 tys. zł/m kw.) i Wisła (17,3 tys. zł/m kw.).

Nawet Kraków ze średnią ceną metra kwadratowego na poziomie 16,7 tys. zł, nie wydaje taki drogi – komentuje Marek Wielgo.

Zestawienie dziesięciu najdroższych miejscowości wypoczynkowych zamyka Krynica-Zdrój (14,9 tys. zł/m kw.).

Odrobinę taniej jest w pozostałych popularnych górskich kurortach. W Polanicy-Zdrój za m kw. nowego M zapłacimy średnio 13,9 tys. zł a w Dusznikach-Zdrój – 13,1 tys. zł. Natomiast aby kupić mieszkanie w Kudowie-Zdroju trzeba wyłożyć średnio „tylko” niespełna 10 tys. zł za metr kwadratowy.Średnia cena m kw. w kurortach górskich

–  Mieszkania i domy w znanych kurortach stały się luksusem, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. Wysokie ceny wynikają w dużej mierze z ograniczeń podażowych na tych rynkach, a także z faktu, że nabywcy są skłonni zapłacić bajońskie sumy, jeśli mają bajeczny widok z okna – wyjaśnia ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

I dodaje, że mimo zapierających dech w piersiach cen w miejscowościach i wsiach położonych w powiecie tatrzańskim (m.in. Zakopane, Kościelisko, Białka Tatrzańska), wciąż nie brakuje chętnych na mieszkania budowane tam przez deweloperów. Może o tym świadczyć olbrzymi wzrost ich aktywności inwestycyjnej. Z danych GUS wynika, że w ciągu 10 miesięcy tego roku tamtejsi deweloperzy rozpoczęli budowę 327 mieszkań, czyli aż o 82% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wzrosła też w tym roku aktywność budowlana deweloperów w powiatach: cieszyńskim (m.in. Wisła) i kłodzkim (m.in. Polanica-Zdrój, Duszniki-Zdrój i Kudowa-Zdrój). Spadek inwestycji mieszkaniowych GUS odnotował natomiast w powiatach: karkonoskim (m.in. Karpacz, Szklarska Poręba), lubańskim (m.in. Świeradów-Zdrój), bielskim (m.in. Szczyrk), nowosądeckim (m.in. Krynica-Zdrój) i nowotarskim (m.in. Szczawnica).

Rośnie konkurencja w segmencie eko-kosmetyków. Lavera rzuca rękawicę liderom

Segment kosmetyków naturalnych w Polsce rozwija się w naprawdę dynamicznym tempie, przyciągając uwagę zarówno lokalnych producentów, jak i globalnych marek. Jedną z nich jest Lavera, niemiecka firma z ponad 35-letnią historią, uznawana za jednego z pionierów rynku naturalnej pielęgnacji w Europie. Po sukcesach w zachodniej części kontynentu, marka uruchomiła sprzedaż w Polsce. Od kilku miesięcy produkty Lavera są dostępne w sprzedaży online, poprzez oficjalny sklep internetowy.

Rosnący potencjał rynku

Zgodnie z analizami PMR, wartość polskiego rynku kosmetycznego w 2024 roku przekroczyła 35 mld zł[1], a jego roczne tempo wzrostu sięga nawet 6%, czyli znacząco więcej niż średnia dla krajów UE[2]. Prognozy na lata 2024-2028 przewidują dalszy wzrost o około 16%[3]. Rosnąca siła nabywcza Polaków (PKB per capita w parytecie siły nabywczej wzrosło z 10,9 tys. euro w 2004 roku do 30,1 tys. euro w 2023 roku[4]) sprzyja świadomej konsumpcji i popytowi na produkty naturalne, transparentne oraz etyczne. Dla marek takich jak lavera, Polska staje się ważnym rynkiem w kierunku ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Europejska jakość i transparentny model produkcji

Marka Lavera została założona w 1987 roku w Hanowerze przez Thomasa Haase’a. Jego osobiste doświadczenia z atopowym zapaleniem skóry stały się impulsem do stworzenia kosmetyków delikatnych, skutecznych i w pełni naturalnych. Dziś w portfolio Lavery znajduje się ponad 230 produktów obejmujących pielęgnację twarzy, ciała i włosów. Wszystkie formuły oparte są na składnikach pochodzenia naturalnego – bez mikroplastiku, syntetycznych konserwantów czy silikonów. Kosmetyki produkowane są w Niemczech z wykorzystaniem surowców regionalnych, zgodnie z zasadami zrównoważonej, etycznej produkcji. Marka posiada certyfikaty NATRUE i COSMOS, a status cruelty-free potwierdza certyfikat PETA.

Innowacje napędzające konkurencyjność

Lavera inwestuje w rozwój nowoczesnych, skutecznych składników aktywnych, które pozostają zgodne z filozofią czystej pielęgnacji. W recepturach wykorzystywane są m.in. bakuchiol (roślinna alternatywa retinolu), naturalny koenzym Q10 oraz kwas hialuronowy pozyskiwany w procesie fermentacji. Takie podejście łączy skuteczność z delikatnością, zarówno dla skóry, jak i środowiska.

Strategia cyfrowa i ekspansja regionalna

Debiut Lavery w Polsce odbywa się w formule direct-to-consumer, z wykorzystaniem kanału e-commerce. Strategia ta umożliwia szybkie wejście na rynek, elastyczne testowanie oferty oraz bezpośrednie budowanie relacji z konsumentami. Polski rynek ma dla firmy strategiczne znaczenie, gdyż jest to pierwszy etap planowanej ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nowe rozdanie w eko-pielęgnacji

Obecność Lavery w Polsce może oznaczać zmianę układu sił w segmencie eko-kosmetyków. Marka łączy doświadczenie, jakość i innowacyjność, oferując przystępne cenowo produkty, które odpowiadają na realne potrzeby współczesnych konsumentów. Jej obecność może znacząco wpłynąć na dalszy rozwój kategorii i zmobilizować konkurencję do podniesienia standardów.

Polska staje się nie tylko chłonnym, ale także wymagającym rynkiem. Lavera udowadnia, że naturalna pielęgnacja może być nowoczesna, dostępna i odpowiedzialna, a to połączenie, które może na nowo zdefiniować oczekiwania wobec kosmetyków przyszłości.

[1]  https://bit.ly/3JWMoVN

[2]  https://bit.ly/3HIIJud

[3]  https://expo.gov.pl/wp-content/uploads/2024/11/Raport-branza-kosmetyczna.pdf

[4] https://kosmetyczni.pl/wp-content/uploads/2024/10/Kosmetyczni_Kosmetyczna_Polska_Raport_o_stanie_branzy_2024_4.pdf

Kreml zmienia warunki gry?

Inicjatywa dyplomatyczna Stanów Zjednoczonych na rzecz zakończenia wojny w Ukrainie, firmowana przez prezydenta USA Donalda Trumpa, napotkała nowe komplikacje po zapowiedzi rewizji stanowiska negocjacyjnego Rosji. Impulsem do zmiany narracji Kremla miały być zarzuty o rzekomy atak ukraińskich dronów na rezydencję Władimira Putina, które władze w Kijowie jednoznacznie odrzuciły jako nieprawdziwe.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił rosyjskie oskarżenia mianem „nowego kłamstwa”, ostrzegając, że mogą one posłużyć jako pretekst do eskalacji działań militarnych, w tym ataków na budynki rządowe w Kijowie. Jednocześnie Putin, w rozmowie telefonicznej z Trumpem, zadeklarował wolę dalszej współpracy z USA, sygnalizując jednak zamiar ponownego otwarcia kwestii, które wcześniej uznawano za wstępnie uzgodnione. Obaj przywódcy zgodzili się utrzymać bezpośredni kanał dialogu, choć bez przełomu w kluczowych sprawach.

Rozmowa Trump–Putin została przez Biały Dom określona jako „pozytywna”, jednak brak jest sygnałów realnego zbliżenia stanowisk. Sam Trump publicznie przyznał, że jest „bardzo zły” z powodu domniemanego ataku, co przez część obserwatorów zostało odebrane jako częściowe przyjęcie rosyjskiej narracji. Równolegle Moskwa zaostrzyła przekaz – szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow twierdził, że Ukraina użyła 91 dronów i zapowiedział odwet, podkreślając, że cele zostały już wybrane. Kijów uznał te zarzuty za fałszywe i służące wyłącznie przedłużaniu wojny.

Na poziomie negocjacyjnym impas pozostaje głęboki. Wstępny plan pokojowy, pierwotnie obejmujący 28 punktów, a obecnie zredukowany do 20, został zmodyfikowany przez stronę ukraińską, jednak Rosja już sygnalizuje brak zgody na kluczowe zapisy, w tym dotyczące wielkości ukraińskiej armii po wojnie. Najtrudniejsze kwestie obejmują kontrolę terytoriów, zwłaszcza Donbasu, rosyjskie żądania terytorialne, postulaty neutralności Ukrainy i sprzeciw wobec ekspansji NATO, a także przyszłość sankcji i zamrożonych rosyjskich aktywów na Zachodzie.

Stanowisko Ukrainy pozostaje konsekwentne. Zełenski wyklucza jednostronne ustępstwa terytorialne, podkreślając, że byłyby one sprzeczne z prawem krajowym. Referendum mogłoby być rozważane jedynie w kontekście symetrycznego wycofania wojsk oraz ewentualnego utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej. Równocześnie Kijów domaga się długoterminowych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA, nawet na okres 30–50 lat, podczas gdy obecne propozycje zakładają 15 lat z możliwością przedłużenia. Gwarancje te miałyby mieć charakter zbliżony do mechanizmów NATO, choć bez formalnego członkostwa.

W szerszym kontekście międzynarodowym na początku stycznia ma się odbyć spotkanie tzw. Koalicji Chętnych, poświęcone dalszemu wsparciu dla Ukrainy, co zapowiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. Ukraina planuje w styczniu konsultacje z partnerami europejskimi oraz z administracją Trumpa, a dopiero w dalszej kolejności ewentualne rozmowy z Rosją w nieokreślonej jeszcze formule.

Choć tempo działań dyplomatycznych wyraźnie przyspieszyło pod koniec roku, ostatnie wydarzenia zwiększają ryzyko politycznego impasu. Rosyjskie oskarżenia, eskalacja narracji oraz kontynuacja ataków na infrastrukturę Ukrainy istotnie obniżają krótkoterminowe szanse na zawieszenie broni, co przekłada się na utrzymanie podwyższonego ryzyka geopolitycznego, istotnego również z punktu widzenia globalnych rynków finansowych. Po wczorajszej przecenie przekraczającej 4% złoto odbija obecnie o 0,74% i jest kwotowane na poziomie 4364,5 USD za uncję trojańską. Przedłużający się impas negocjacyjny i utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą sprzyjać dalszemu wzrostowi notowań tego metalu szlachetnego.

Kolejna luka w cyfrowych fundamentach: podatność w MongoDB i realne konsekwencje dla użytkowników

MongoDB to jedna z najczęściej wykorzystywanych na świecie baz danych typu NoSQL. Korzystają z niej tysiące aplikacji i usług cyfrowych, od e-commerce i finansów, aż po gaming i administrację. Dlatego ujawnienie podatności w takim komponencie, to nie tylko „problem jednej firmy”, ale tak naprawdę kolejne, ogromne zagrożenie systemowe, ponieważ dotyczy technologii, na której opiera się duża część współczesnej infrastruktury cyfrowej.

MongoBleed (CVE-2025-14847), bo tak nazwana została luka, jest groźna głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, można ją aktywować zdalnie i to na dodatek bez uwierzytelnienia. Jeśli serwer MongoDB jest osiągalny z publicznej sieci albo jest udostępniony zbyt wielu systemom w sieci firmowej, ryzyko pojawia się natychmiastowo. Po drugie, to nie jest klasyczne „pobranie całej bazy”, tylko podebranie kawałków danych z pamięci serwera. W praktyce mogą tam wpadać fragmenty dokumentów, metadane albo inne „artefakty”, które ułatwiają atakującemu kolejny krok. Tego typu luka świetnie nadaje się do automatycznego skanowania Internetu na masową skalę, a potem łatwo powstaje narracja o „wielkim wycieku”, zanim organizacje zdążą ocenić faktyczny zakres incydentu.

Najważniejsze są jednak wnioski operacyjne. Po pierwsze: aktualizacje i szybkie wdrażanie łatek to nie ‘higiena’, tylko element ciągłości działania. Po drugie: bazy danych nie powinny być publicznie osiągalne. Segmentacja i dostęp tylko z zaufanych sieci to w 2026 roku absolutne minimum. Po trzecie: trzeba zakładać, że koszty incydentu to nie tylko pieniądze. To chaos operacyjny, przestoje, cofanie zmian, a przede wszystkim spadek zaufania, które odbudowuje się najdłużej.

I będę to powtarzał, nawet jeśli brzmi to jak oczywistość: dopóki organizacje będą odkładały aktualizacje, akceptowały ekspozycję krytycznych usług do Internetu i liczyły, że ‘u nas się nie zdarzy’, takie historie będą wracać. Cyberbezpieczeństwo to fundament współczesnego biznesu i całej infrastruktury biznesowej, która dziś opiera się głównie na zasobach cyfrowych.

To kolejny incydent, która dobitnie pokazuje, że cyberbezpieczeństwo musi stać się elementem infrastruktury, z realnym nadzorem 24/7 i pełną odpowiedzialnością operacyjną. To naturalny kierunek przy tej skali i złożoności zagrożeń. Exea pomaga organizacjom w praktyce: monitoring, schematy działań i szybkie ograniczanie skutków, zanim incydent zacznie żyć własnym życiem.

Najnowszy wyrok Sądu Najwyższego aprobujący nieważność umowy kredytu zawartej przez frankowicza-przedsiębiorcę

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia z 12 września 2025 r. (sygn. akt II CSKP 643/25) uchylił wcześniejsze orzeczenia sądów warszawskich i potwierdził, że przedsiębiorca może skutecznie domagać się unieważnienia umowy kredytu powiązanego z frankiem szwajcarskim. Sprawa dotyczyła kredytu udzielonego przez Getin Noble Bank (obecnie w upadłości) na rzecz przedsiębiorcy. To już kolejne orzeczenie SN potwierdzające możliwość kwestionowania tego typu umów kredytowych zawieranych przez tzw. frankowiczów-przedsiębiorców.

W sprawie tej uchylony został prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2022 r. oddalający apelację strony powodowej  od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 2018 r. Sądy niższych instancji uznały, że skoro kredytobiorca jest przedsiębiorcą, to nie może domagać się ustalenia nieważności umowy kredytowej, bowiem  nie korzysta z ochrony prawnej przysługującej konsumentom. Skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego wniósł w maju 2023 r. radca prawny Piotr Nazaruk, który nie reprezentował strony powodowej w postępowaniach przed sądami niższych instancji. Sąd Najwyższy podzielił w wyroku zarzuty skargi, a w szczególności dotyczące naruszenia przez Sąd Apelacyjny art. 58 § 2 k.c. w związku z art. 353¹ k.c.

Sąd Najwyższy wyraźnie zaznaczył, że status przedsiębiorcy nie przesądza jeszcze o ważności umowy. Kluczowe znaczenie ma to, jak dana umowa została skonstruowana. Nawet jeśli ochrona konsumencka nie znajduje zastosowania, niektóre konstrukcje zobowiązaniowe – zwłaszcza takie, które pozwalają jednej stronie na arbitralne, jednostronne kształtowanie sytuacji prawnej drugiej – pozostają sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa cywilnego. SN zwrócił też uwagę na nieograniczone ryzyko walutowe, które w takich umowach jest przerzucane wyłącznie na kredytobiorcę. Bank, jako silniejsza i lepiej poinformowana strona, zabezpieczał własne interesy, podczas gdy przedsiębiorca ponosił ryzyko nieograniczonego wzrostu zadłużenia. Sąd Najwyższy podkreślił, że status przedsiębiorcy nie ma charakteru absolutnego. Nawet w obrocie profesjonalnym obowiązki informacyjne banku muszą być wykonywane rzetelnie, a formalne pouczenie o ryzyku, oderwane od jego rzeczywistej skali, nie wystarcza. Brak rzetelnego przedstawienia przedsiębiorcy – kredytobiorcy zakresu ryzyka, jego nieograniczonej skali oraz wpływu na ekonomiczną równowagę umowy oznacza naruszenie standardu uczciwego obrotu.

Wyrok z 12 września 2025 r II CSKP 643/25 ugruntowuje linę orzeczniczą kwestionującą konstrukcje umowne pozostawiające bankom nieograniczoną swobodę w ustalaniu kursów walutowych, niezależnie od tego, czy po stronie kredytobiorcy znajduje się konsument czy przedsiębiorca. Przedsiębiorcy nie są automatycznie pozbawieni możliwości kwestionowania ważności takich umów. O ich ocenie nie decyduje sam status stron, lecz sposób skonstruowania umowy. Orzeczenie wzmacnia pozycję frankowiczów-przedsiębiorców i wpisuje się w utrwalającą się linię orzeczniczą ograniczającą stosowanie nieuczciwych konstrukcji walutowych w umowach kredytowych, niezależnie od statusu kredytobiorcy.

Autor: Piotr Nazaruk, radca prawny, szef Kancelarii Radców Prawnych Prof. ucz. dr Piotr Nazaruk, pełnomocnik przed SN w sprawie o sygn. akt: II CSKP 643/25

Prognozy na 2026 rok: Rynek mieszkaniowy przed falą wzrostów sprzedaży i rewolucją w gruntach

Mijający rok 2025 był dla polskiego rynku nieruchomości mieszkaniowych czasem istotnych przesunięć, zdominowanym przez wyraźne poluzowanie polityki pieniężnej oraz adaptację do nowych regulacji prawnych. Kluczowym impulsem pro-popytowym dla obu segmentów rynku okazała się seria obniżek stóp procentowych, które spadły z poziomu 5,75% do 4%, realnie odbudowując zdolność kredytową mieszkańców Polski. Na rynku deweloperskim obserwowaliśmy w tym czasie zjawisko wyraźnej nadpodaży. Liczba lokali wprowadzanych do sprzedaży przez deweloperów przewyższała liczbę zawieranych transakcji, przy czym jedynym istotnym wyjątkiem od tej reguły była Łódź. Jednocześnie ceny ofertowe nowych mieszkań rosły w tempie wyprzedzającym inflację. Z kolei rynek wtórny wykazał w 2025 roku zupełnie inną dynamikę, charakteryzując się spadającą liczbą ofert przy jednoczesnym wzroście zainteresowania kupujących lokalami z drugiej ręki. Przełożyło się to na relatywną stabilizację cenową w tym segmencie, ze wzrostami końcowymi pozostającymi poniżej wskaźnika inflacji. Rok 2025 zapisał się również jako czas ważnych zmian legislacyjnych, takich jak nowelizacja ustawy deweloperskiej w zakresie jawności cen oraz decyzja o przesunięciu obowiązku uchwalenia gminnych planów ogólnych na drugą połowę 2026 roku.

Perspektywy na 2026 rok zapowiadają dalsze ożywienie po stronie popytowej, napędzane systematycznym wzrostem wynagrodzeń oraz przewidywanym powrotem Rady Polityki Pieniężnej do obniżek stóp procentowych, co może nastąpić już w kwietniu. W segmencie deweloperskim spodziewamy się, że sprzedaż w 2026 roku będzie o około 10-15% wyższa niż w roku ubiegłym, a ceny nowych mieszkań będą rosły w tempie inflacyjnym, czyli o około 2-3%. Firmy deweloperskie będą w nadchodzących miesiącach uważnie dostosowywać liczbę nowych projektów do bieżących wyników sprzedaży, co doprowadzi do powolnego, ale systematycznego spadku oferty na rynku pierwotnym. Szczególnie optymistycznie wygląda sytuacja na kluczowym rynku warszawskim, gdzie ze względu na relatywnie niską podaż nowych mieszkań, spodziewamy się wyników lepszych niż w 2025 roku. Równolegle rynek wtórny w 2026 roku ma szansę na wzrost sprzedaży o około 5-10% przy umiarkowanym odbiciu liczby dostępnych ogłoszeń. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku mieszkań z drugiej ręki presja cenowa może być silniejsza niż na rynku pierwotnym, a dynamika wzrostu cen może tu przekroczyć wskaźnik inflacji.

Wspólnym mianownikiem i największym źródłem niepokoju dla całego sektora w 2026 roku będzie sytuacja na rynku gruntów, wynikająca z nadchodzącej rewolucji planistycznej. W związku z obowiązkiem uchwalenia planów ogólnych przez wszystkie gminy w drugiej połowie roku, w pierwszym półroczu spodziewamy się paraliżu i tak już uciążliwych procedur udzielania pozwoleń na budowę. Efektem tych utrudnień będzie zapewne wyraźny wzrost cen działek budowlanych w największych polskich miastach oraz jednoczesny spadek cen nieruchomości gruntowych zlokalizowanych poza głównymi ośrodkami, w tak zwanej Polsce lokalnej. Mimo tych wyzwań, rok 2026 powinien być dla obu segmentów branży okresem wzrostowym, w którym rosnąca dostępność kredytów i stabilna sytuacja finansowa gospodarstw domowych przełożą się na wyższe wolumeny sprzedażowe.

Creotech w konsorcjum NASK zbuduje transgraniczne łącze kwantowe

Creotech Instruments, notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, w ramach międzynarodowego konsorcjum pod przewodnictwem NASK, rozpoczyna realizację projektu budowy transgranicznego łącza kwantowego opartego o mobilną stację naziemną. Projekt umożliwi nawiązanie łączności z satelitą Eagle-1 i dzięki temu połączy Polskę z innymi krajami biorącymi udział w programie EuroQCI Komisji Europejskiej. Projekt PIONIER-Q-SAT realizowany jest na zlecenie European Health and Digital Executive Agency (HaDEA). Prace rozpoczną się 1 stycznia 2026 roku i planowo potrwają do połowy roku 2029. Całkowita wartość projektu wynosi ponad 9,9 mln euro. Łączna wartość prac zleconych Creotech Instruments wynosi ok. 0,4 mln euro.

Projekt PIONIER-Q-SAT to przełomowy krok w rozwoju technologii kwantowych w Polsce i kluczowy element flagowego programu wdrażania tych technologii w Unii Europejskiej. W ramach prac konsorcjum zbudujemy mobilną stację naziemną QKD, która pozwoli na połączenie z Eagle-1, pierwszym europejskim satelitą QKD, oraz docelowo z innymi satelitami stosującymi protokoły kwantowej dystrybucji klucza. Umożliwi to bezpieczną dystrybucję kluczy kryptograficznych między Polską i innymi państwami drogą satelitarną i zwiększy odporność infrastruktury krytycznej. To nie tylko inwestycja w infrastrukturę technologiczną, ale także w bezpieczeństwo cyfrowe Europy, rozwój badań naukowych, edukacji i przemysłu kwantowego. Dzięki współpracy w ramach międzynarodowego konsorcjum oraz wykorzystaniu europejskich komponentów stworzymy rozwiązanie, które wzmocni niezależność i suwerenność cyfrową naszego regionu, jednocześnie otwierając nowe możliwości w zakresie innowacji i transformacji cyfrowej komentuje dr Anna Kamińska, Dyrektor Pionu Quantum Systems w Creotech Instruments S.A. oraz Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Projekt PIONIER-Q-SAT ma na celu stworzenie odpornego na awarie transgranicznego łącza kwantowego między krajową Infrastrukturą Komunikacji Kwantowej (QCI) w Polsce a innymi naziemnymi i satelitarnymi sieciami QCI w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem Litwy. Celem projektu jest zapewnienie połączenia sieci PIONIER-Q z segmentem kosmicznym EuroQCI.

– Budowa mobilnej optycznej stacji naziemnej QKD to moment przełomowy dla polskiej infrastruktury cyfrowej. Jako lider konsorcjum jesteśmy dumni, że możemy współtworzyć projekt, który realnie wzmacnia europejską współpracę w obszarze technologii kwantowych – mówi dr inż. Radosław Nielek, Dyrektor NASK. PIONIER-Q-SAT łączy najwyższe kompetencje polskich zespołów badawczych i przemysłowych z ambitną wizją rozwoju EuroQCI. To krok, który umożliwi realizację zaawansowanych usług bezpieczeństwa kwantowego oraz otworzy drogę do nowych przedsięwzięć naukowych i przemysłowych. Projekt wzmacnia odporność naszej infrastruktury krytycznej, ale także potwierdza, że polskie instytucje i firmy są gotowe współtworzyć przyszłość europejskiej suwerenności cyfrowej.

Sieć PIONIER-Q to zaawansowana sieć badawcza w Polsce, która osiągnęła pełną operacyjność  w III kwartale 2024 r. i jest przeznaczona do zabezpieczania komunikacji z wykorzystaniem kluczy kwantowych. W 2022 r. zostało zbudowane w ramach projektu NLPQT pierwsze 350-kilometrowe połączenie kwantowe między głównym centrum danych PCSS w Poznaniu a Warszawą, umożliwiając rozwój nowych usług telekomunikacji kwantowej przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury światłowodowej. W latach 2023-2024 sieć PIONIER-Q została rozbudowana i obejmuje 1770 km, zapewniając możliwość kwantowego zabezpieczania transmisji między Warszawą, Gdańskiem, Poznaniem, Wrocławiem i Warszawą. PIONIER-Q jest najdłuższą siecią QKD w Europie.

Kolejnym etapem jest połączenie PIONIER-Q z sąsiednimi krajami poprzez światłowodowe łącza transgraniczne oraz inwestycja w mobilną optyczną stację naziemną (OGS), ponieważ w Polsce jeszcze nie istnieje infrastruktura umożliwiająca połączenie z satelitą QKD. OGS pozwoli na utworzenie transgranicznego satelitarnego połączenia QCI z innymi państwami członkowskimi – nie tylko z krajami sąsiednimi, ale w całej Unii Europejskiej. Stacja umożliwi połączenie z satelitą Eagle-1, zwiększając odporność infrastruktury EuroQCI na awarie sieci naziemnych, dzięki możliwości ustalenia klucza kryptograficznego z innymi europejskimi optycznymi stacjami naziemnymi na drodze satelitarnej.

Główne zadania projektu:

  • budowa mobilnej optycznej stacji naziemnej (OGS), umożliwiającej satelitarną kwantową dystrybucję klucza (QKD),
  • opracowanie interoperacyjnych komponentów wspierających przyszłe misje satelitarne EuroQCI, w tym misje w ramach programu SAGA ESA,
  • wdrożenie zabezpieczonego kwantowo kanału komunikacyjnego między aktualną siecią EuroQCI a NASK-CSIRT, będącego częścią europejskiej sieci Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CSIRT).

W ramach projektu powstanie m.in.: mobilna optyczna stacja naziemna QKD pozwalająca na połączenie z Eagle-1, integracja z siecią PIONIER-Q oraz czterema centrami danych w Warszawie i okolicach oraz usługa komunikacji chronionej kwantowo pomiędzy EuroQCI i NASK CSIRT.

Wszystkie komponenty infrastruktury będą pochodzić od europejskich dostawców. Po zakończeniu projektu infrastruktura pozostanie do dyspozycji NASK i PCSS, w tym odbiornik QKD zbudowany przez WAT i Creotech Instruments, niezbędny do dalszego utrzymania infrastruktury

Jednym z kluczowych komponentów stacji naziemnej będzie detektor pojedynczych fotonów zbudowany przez Creotech, co pozwoli zaprezentować i potwierdzić potencjał komercyjny docelowego produktu Spółki.

W ramach konsorcjum, oprócz Creotech Instruments S.A., projekt realizują: NASK (lider konsorcjum), Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe afiliowane przy Instytucie Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk (PCSS), Wojskowa Akademia Techniczna (WAT) oraz litewski Kauno Technologijos Universitetas (KTU).

Dzięki zaangażowaniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wkład krajowy dla polskich instytucji został zapewniony przez ten resort.

Po zakończeniu obecnie trwającego procesu podziału Creotech Instruments S.A. oraz uzyskaniu wszelkich niezbędnych zgód, projekt będzie realizowany przez spółkę Creotech Quantum S.A.

CEVA Logistics przejmie Grupę Fagioli i wzmocni pozycję na rynku logistyki projektowej

Firma CEVA Logistics ogłosiła podpisanie umowy przejęcia 100% udziałów w Grupie Fagioli, znanej na świecie firmie specjalizującej się w logistyce projektowej. Uzupełniające się kompetencje obu firm pozwolą CEVA zapewnić obsługę całego łańcucha wartości w logistyce projektowej, od wczesnej fazy przygotowania po dostawę końcową. Transakcja wymaga zatwierdzenia przez organy regulacyjne.

Największym akcjonariuszem Grupy Fagioli jest fundusz private equity QuattroR, pozostałe udziały należą do rodziny jej wieloletniego prezesa, Alessandro Fagioliego. Przy przychodach w 2024 r. na poziomie 216 mln euro, spółka jest znana na całym świecie jako lider w zakresie projektowania, inżynierii oraz realizacji specjalistycznych usług transportowych, ciężkich podnoszeń i operacji dźwigowych, wymaganych w złożonych operacjach logistyki projektowej.

Know-how w zakresie inżynierii i aktywa niezbędne do realizacji

CEVA Logistics oferuje rozwiązania z zakresu logistyki projektowej, odgrywając kluczową rolę w operacjach spedycyjnych, dzięki ponad 1 000 ekspertów w oddziałach na całym świecie. W wyniku tego przejęcia, do zespołu CEVA dołączy ok. 450 wysoko wykwalifikowanych pracowników Grupy Fagioli, w tym ponad 40 wyspecjalizowanych inżynierów na stanowiskach technicznych i menedżerskich.

Dzięki dogłębnej znajomości branży i relacjom z klientami, wiedza ekspercka Grupy Fagioli w realizacji wielkoskalowych operacji project cargo oraz rozwiązań inżynieryjnych uzupełni operacje CEVA w ramach logistyki projektowej. Kompetencje Grupy Fagioli pozwolą CEVA na oferowanie kompleksowych rozwiązań end-to-end – od fazy projektowej, przez spedycję i transport, aż po złożone operacje dostawy i instalacji. Dzięki bezpośrednim relacjom z firmami EPC (Engineering, Procurement and Construction) i klientami z branży przemysłowej, globalne operacje specjalisty w logistyce projektowej będzie wsparciem dla działalności CEVA, szczególnie w Europie, Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej.

Grupa Fagioli dysponuje też tysiącami własnych oraz leasingowanych zasobów technicznych, które wspierają opracowywane na potrzeby projektów klientów rozwiązania inżynieryjne. Od żurawi gąsienicowych i bramowych, systemów wieżowych oraz podnośników linowych (strand jack), po samobieżne modułowe transportery (SPMT), samobieżne naczepy (SPT), barki oraz pompy balastowe – rozbudowana flota sprzętu Grupy Fagioli uzupełnia kompetencje jej inżynierów i techników.

Strategiczny wzrost trwa

Oczekuje się, że techniczne możliwości Fagioli wzmocnią także działalność CEVA z obszaru logistyki projektowej, która prowadzona jest w ramach joint venture CEVA Almajdouie Logistics. Spółka, powołana w październiku 2024 r. w Arabii Saudyjskiej, realizuje operacje w państwach zrzeszonych w Radzie Krajów Zatoki Perskiej (GCC). Dodatkowo transakcja ma być także wsparciem dla działalności CEVA w Afryce Wschodniej, rozwijanej po  przejęciu Spedag Interfreight w 2022 r.

Podpisanie umowy przejęcia Grupy Fagioli, po niedawnym połączeniu z Borusan Lojistik w Turcji, wpisuje się w realizację strategii fuzji i przejęć (M&A) CEVA Logistics, ukierunkowaną na wzmocnienie obecności w strategicznych regionach geograficznych i segmentach usług logistycznych o wysokiej wartości dodanej.

Od momentu przejęcia przez Grupę CMA CGM w 2019 r., CEVA jako pion logistyczny Grupy zintegrowała wielu wiodących graczy na rynku, w tym dywizję CLS Ingram Micro, GEFCO i Bolloré Logistics, równocześnie rozwijając kompetencje lokalne i branżowe przez akwizycje typu bolt-on i ukierunkowane joint venture.

Mathieu Friedberg, CEO CEVA Logistics, mówi: „Każdy, kto zajmuje się logistyką projektową, zna firmę Fagioli. Jej międzynarodowa reputacja i silne wartości korporacyjne miały decydujący wpływ na naszą decyzję. Połączenie eksperckiej wiedzy technicznej z zespołem CEVA, i szerzej Grupy CMA CGM, byłoby istotnym wsparciem dla naszej działalności w logistyce projektowej i oferowaniu naszym klientom najnowocześniejszych rozwiązań end-to-end”.

Fernando Bertoni, CEO Grupy Fagioli, powiedział: „Wejście CEVA Logistics zapewniłoby Fagioli doskonały dostęp do rynku, obecność w regionie i lokalne know-how na każdym z kluczowych rynków na całym świecie, a także niezbędne wsparcie finansowe, które przyspieszy długoterminowy rozwój Fagioli. Na zakończenie chciałbym wyrazić uznanie dla ciężkiej pracy zespołu QuattroR włożonej w budowanie silnej i wiarygodnej pozycji Fagioli na rynkach globalnych”.

Stefano Cassina, Senior Partner w QuattroR, powiedział: „Zainwestowaliśmy w Fagioli z ambicją rozwoju jej biznesu i wzmocnienia pozycji globalnego lidera logistyki projektowej. Przejęcie Fagioli przez CEVA byłoby świadectwem udanej współpracy z  zespołem zarządzającym w celu rozszerzenia portfela kompetencji, usprawnienia operacji handlowych i rozwoju oferty na rynkach strategicznych, i tym samym budowania solidnych fundamentów na przyszłość.

Fagioli jest przykładem zdolności QuattroR do identyfikowania włoskich doskonałości i przekształcania ich w prosperujących liderów rynku, dzięki naszemu podejściu money-in. Jesteśmy przekonani, że pod przewodnictwem CEVA Fagioli będzie mieć szanse dalszej ekspansji i osiągania doskonałych wyników.”

ORLEN zwiększa wydobycie. Nowe złoże w Różańsku włączone do produkcji

0

ORLEN rozpoczął eksploatację złoża Różańsko w województwie zachodniopomorskim, którego zasoby gazu ziemnego szacowane są na 1,2 mld m³. Inwestycja jest powiązana z rozbudową Kopalni Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Dębno, co pozwala również zwiększyć wydobycie z innych, już eksploatowanych złóż.ORLEN zwiększa wydobycie. Nowe złoże w Różańsku włączone do produkcji

– Krajowe wydobycie gazu i ropy to jeden z filarów naszego bezpieczeństwa energetycznego. Obecnie pozyskujemy w Polsce około jedną piątą potrzebnego nam gazu ziemnego – to blisko 3,5 mld m³ rocznie. W kolejnych latach, wraz ze wzrostem zapotrzebowania na ten surowiec, nasza produkcja będzie systematycznie rosła, aby osiągnąć 4 mld m³ w 2030 roku. Surowce, które wydobywamy, pracują na rzecz całej gospodarki – gaz zasila energetykę i ciepłownictwo, ropa trafia do krajowych instalacji petrochemicznych i rafineryjnych, będąc podstawą m.in. do produkcji paliw i tworzyw, a siarka stanowi istotny komponent w produkcji nawozów sztucznych czy opon – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Inwestycja w Różańsku przyczyni się do zwiększenia krajowego wydobycia gazu ziemnego nawet o 130 mln m³ rocznie. ORLEN będzie prowadził wydobycie z tego złoża przez najbliższe 20 lat, a więc w czasie, gdy zapotrzebowanie krajowej gospodarki na gaz ziemny będzie największe. Gaz z Różańska zasili przede wszystkim elektrociepłownie w Kostrzynie nad Odrą i Gorzowie Wielkopolskim. Ropa naftowa i płynna siarka, produkowana m.in. dzięki nowej instalacji odsiarczającej gaz, popłyną do polskiego przemysłu.

Zagospodarowanie złoża obejmowało modernizację trzech istniejących na nim otworów produkcyjnych z rozbudową instalacji, a także budowę nowego rurociągu, pozwalającego na połączenie złoża z jedną z największych instalacji wydobywczych w kraju – Kopalnią Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Dębno. Została ona rozbudowana o blok kogeneracyjny o mocy 8 MW, zasilany gazem z okolicznych złóż. Zapewni to kopalni pełne pokrycie zapotrzebowania na energię elektryczną i ciepło technologiczne, a nadwyżki będą trafiały na rynek. Rozbudowa umożliwiła również zwiększenie wydobycia ze znajdującego się w pobliżu złoża Cychry.

Wzmocnienie krajowego wydobycia wpisuje się w strategię ORLEN 2035, zakładającą wzrost produkcji gazu w Polsce do 4 mld m³ rocznie w perspektywie 2030 roku. Jednocześnie Grupa ORLEN rozwija projekty na Norweskim Szelfie Kontynentalnym i planuje kolejne inwestycje zagraniczne, aby osiągnąć poziom 12 mld m³ gazu z własnych złóż do końca dekady.

Zakup samochodu do firmy. Na co warto zwrócić uwagę?

Zakup samochodu do firmy wpływa na podatki, płynność finansową i przyszłe koszty eksploatacji. Najważniejsze decyzje dotyczą formy finansowania (gotówka, kredyt, leasing, wynajem), sposobu użytkowania auta (mieszane czy wyłącznie firmowe) oraz prawidłowego rozliczenia VAT, amortyzacji i kosztów eksploatacyjnych.

Gdy uwzględnisz limity 150 000 zł dla aut spalinowych i 225 000 zł dla elektrycznych, limit płatności gotówkowych 15 000 zł brutto oraz zasady 75%/100% kosztów i 50%/100% VAT, wtedy zakup samochodu firmowego staje się narzędziem realnej optymalizacji podatkowej zamiast ryzyka podatkowego.

Zakup samochodu do firmy. Na co warto zwrócić uwagę? Liczą się 3 elementy:

  1. forma finansowania dopasowana do przepływów pieniężnych,
  2. prawidłowa ewidencja i amortyzacja zgodna z limitami,
  3. odliczenia VAT i kosztów eksploatacyjnych powiązane z faktycznym sposobem użytkowania pojazdu.
    Jeżeli planujesz auto wykorzystywane w 80–90% służbowo, często najbardziej opłacalny okazuje się leasing operacyjny lub wynajem długoterminowy. Gdy dysponujesz dużą gotówką i zależy ci na własności, korzystny bywa zakup za gotówkę lub kredyt samochodowy z przyspieszoną amortyzacją przy aucie używanym.

Formy finansowania zakupu samochodu firmowego

Zakup za gotówkę – zalety i ograniczenia

Zakup za gotówkę eliminuje odsetki, prowizje i opłaty finansowe. Płacisz dokładnie cenę z faktury, a samochód od razu staje się środkiem trwałym firmy. Przy wartości powyżej 10 000 zł podatnik wprowadza pojazd do ewidencji środków trwałych i rozlicza go przez amortyzację. Ten wariant ogranicza formalności kredytowe i ułatwia negocjowanie rabatów cenowych.

Gotówka ma jednak istotny minus: jednorazowo obciąża płynność. Wydanie 120 000 zł na auto blokuje kapitał, który mógłby sfinansować np. zapasy lub marketing. Dodatkowo zakup od innej firmy powyżej 15 000 zł brutto wymaga zapłaty przelewem z rachunku firmowego, inaczej wydatek nie stanowi kosztu podatkowego. Przy aucie z segmentu premium taki jednorazowy wydatek bywa ryzykowny.

Przy zakupie za gotówkę od osoby prywatnej pojawia się obowiązek zapłaty PCC 2% od wartości pojazdu powyżej 1 000 zł. Nie powstaje jednak VAT naliczony, bo brak faktury VAT. W praktyce gotówka opłaca się najbardziej, gdy: masz nadwyżkę kapitału, kupujesz auto o umiarkowanej wartości i chcesz uniknąć zobowiązań kredytowych.

Kredyt samochodowy – warunki, odsetki i rozliczenie

Kredyt samochodowy rozkłada koszt zakupu na raty, co poprawia płynność. Bank finansuje zwykle 80–100% wartości auta, okres spłaty wynosi np. 36–72 miesiące. Oprocentowanie kredytu samochodowego bywa niższe niż kredytu gotówkowego, bo auto stanowi zabezpieczenie. W wielu ofertach wymagany jest wkład własny rzędu 10–20%.

W podatkach kluczowe są odsetki. Część kapitałowa raty nie stanowi kosztu, bo wartość samochodu rozlicza amortyzacja. Odsetki od kredytu przedsiębiorca ujmuje jako koszty finansowe, pod warunkiem że kredyt faktycznie finansuje auto używane w działalności. Jeżeli firma jest płatnikiem VAT, VAT od zakupu rozlicza jednorazowo z faktury, a kredyt wpływa już tylko na przepływy pieniężne.

Kredyt wymaga zdolności kredytowej i dodatkowych dokumentów (sprawozdania, KPiR, zaświadczenia z ZUS i US). Z perspektywy podatkowej kredyt przypomina zakup za gotówkę plus dodatkowy koszt w postaci odsetek. Sprawdza się wtedy, gdy chcesz zachować własność pojazdu i jednocześnie nie zamrażać całej kwoty na starcie.

Leasing operacyjny i finansowy – porównanie korzyści

Leasing operacyjny jest w Polsce najczęściej wybieraną formą finansowania aut firmowych. W tej konstrukcji właścicielem pojazdu pozostaje leasingodawca, a użytkownik płaci raty i opłatę wstępną.

Z perspektywy podatkowej:

  • opłata wstępna i raty leasingowe stanowią koszty uzyskania przychodu (do limitu 150 000/225 000 zł),
  • VAT od rat odliczasz w 50% lub 100% (w zależności od sposobu użytkowania).

Umowa na leasing operacyjny samochodu obejmuje co najmniej 40% standardowego okresu amortyzacji, czyli przy samochodzie osobowym minimum 2 lata. Po zakończeniu umowy przedsiębiorca zwykle decyduje, czy wykupuje auto, czy je zwraca. Ten model ułatwia częstą wymianę floty na nowsze pojazdy.

Leasing finansowy bardziej przypomina zakup na raty. Auto trafia do ewidencji środków trwałych leasingobiorcy, który dokonuje amortyzacji. Kosztem są odpisy amortyzacyjne i część odsetkowa raty leasingowej. VAT w leasingu finansowym najczęściej płacony jest jednorazowo z góry od całej wartości auta, co zwiększa wydatek początkowy, ale pozwala szybciej odliczyć VAT.

Leasing operacyjny bywa korzystniejszy, gdy zależy ci na wysokich kosztach bieżących i niższym zaangażowaniu kapitału własnego. Leasing finansowy ma sens wtedy, gdy chcesz mieć auto w majątku firmy od początku oraz korzystać z amortyzacji, np. przy samochodzie używanym z możliwością stawki 40%. Wszelkie wyliczenia zawsze warto sprawdzić przez kalkulator leasingowy

Wynajem długoterminowy – co obejmuje rata

Wynajem długoterminowy koncentruje się na płaceniu za utratę wartości auta oraz pakiet usług. W ratach pojawiają się zwykle:

  • serwis i przeglądy,
  • ubezpieczenie OC/AC/NNW,
  • wymiana i przechowywanie opon,
  • pomoc drogowa.

Firma otrzymuje jedną stałą ratę miesięczną, co ułatwia planowanie budżetu. Raty wynajmu stanowią koszt uzyskania przychodu (z limitem 150 000/225 000 zł), a VAT odlicza się na zasadach 50%/100%. Umowy przewidują limit kilometrów; jego przekroczenie generuje dopłaty.

Wynajem sprawdza się szczególnie w firmach, które cenią przewidywalność kosztów i nie traktują auta jako inwestycji kapitałowej. Po zakończeniu okresu najmu pojazd zazwyczaj wraca do finansującego, a przedsiębiorca wybiera nowy model, unikając problemu odsprzedaży.

Wymogi formalne przy nabyciu pojazdu

Ewidencja środków trwałych i ustalenie wartości początkowej

Samochód osobowy o wartości powyżej 10 000 zł podatnik zalicza do środków trwałych. Konieczne jest wpisanie go do ewidencji środków trwałych z datą przyjęcia do używania. Wartość początkowa stanowi podstawa amortyzacji i obejmuje nie tylko cenę z faktury, lecz także koszty dodatkowe.

Do wartości początkowej wlicza się m.in.:

  • transport i ubezpieczenie w drodze,
  • opłaty rejestracyjne, tablice, dowód rejestracyjny,
  • doposażenie i jego montaż (np. hak, zabudowy, systemy GPS).

Jeżeli auto pochodzi z darowizny, wartością początkową jest zazwyczaj wartość rynkowa z dnia nabycia. Prawidłowe ustalenie wartości początkowej decyduje o wysokości rocznych odpisów amortyzacyjnych i o tym, jaka część trafi w koszty podatkowe.

Rejestracja pojazdu na firmę i terminy zgłoszeń

Po zakupie podatnik rejestruje pojazd na firmę. Od 2024 r. standardowy termin na złożenie wniosku o rejestrację wynosi 30 dni od dnia nabycia lub sprowadzenia. Dla profesjonalnych sprzedawców pojazdów (dealerzy, komisy, leasingodawcy) termin sięga 90 dni.

W praktyce dla zwykłego przedsiębiorcy kluczowe jest:

  • zgłoszenie nabycia w wydziale komunikacji w ustawowym terminie,
  • zawarcie obowiązkowego ubezpieczenia OC,
  • dopilnowanie, aby w dokumentach jako właściciel widniała firma (lub przedsiębiorca prowadzący JDG).

Brak terminowej rejestracji może generować kary administracyjne. Dane z dowodu rejestracyjnego muszą odpowiadać danym w ewidencji księgowej i w zgłoszeniach VAT.

Transakcje gotówkowe powyżej 15 000 zł – konsekwencje podatkowe

Prawo przedsiębiorców wprowadza limit transakcji gotówkowych 15 000 zł brutto między firmami. Gdy łączna wartość transakcji (nie pojedynczej płatności) przekracza ten próg, zapłata wymaga przelewu z rachunku firmowego. Jeżeli przedsiębiorca mimo to płaci gotówką, część ponad limit nie stanowi kosztu uzyskania przychodu.

Przykład: cena auta 60 000 zł brutto, zapłata gotówką. Do kosztów podatkowych nie trafi część wydatku przekraczająca 15 000 zł, co realnie podnosi podstawę opodatkowania. Limit nie dotyczy zakupów od osób prywatnych, ale tam pojawia się PCC 2%.

Zakup od osoby prywatnej – umowa i podatek PCC

Przy zakupie auta od osoby fizycznej brak faktury VAT. Podstawą księgowania staje się umowa kupna-sprzedaży, w której wskazana jest cena pojazdu. Nabywca składa deklarację PCC-3 i płaci 2% podatku PCC od wartości auta przekraczającej 1 000 zł.

W takim modelu nie występuje odliczenie VAT od nabycia, bo sprzedawca nie rozlicza VAT. Samochód nadal można wprowadzić do środków trwałych i amortyzować, z zachowaniem limitów 150 000/225 000 zł. Ten wariant bywa korzystny przy zakupie tańszych aut używanych, zwłaszcza gdy zależy ci na przyspieszonej amortyzacji.

Amortyzacja samochodu firmowego

Metoda liniowa – pięcioletni okres amortyzacji i 20% stawka

Metoda liniowa to standard dla nowych samochodów osobowych. Stawka amortyzacji wynosi 20% rocznie, co oznacza okres 5 lat (60 miesięcy). Każdego roku w koszty trafia taka sama kwota odpisu, wyliczona od wartości początkowej, z uwzględnieniem limitów.

Jeżeli wartość auta spalinowego wynosi 200 000 zł, a limit amortyzacyjny to 150 000 zł, w koszty podatkowe trafi 20% od 150 000 zł, czyli 30 000 zł rocznie. Pozostała część odpisu ponad limit nie stanowi kosztu (wynika to z art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT). Metoda liniowa zapewnia przewidywalne koszty, ale oznacza dłuższy okres rozliczania.

Metoda liniowa sprawdza się, gdy planujesz dłuższe użytkowanie auta i nie zależy ci na maksymalnym obniżeniu dochodu w pierwszych latach. Dodatkową korzyścią jest prostota obliczeń i łatwe planowanie przyszłych obciążeń podatkowych.

Metoda indywidualna – skrócony okres 2,5 roku i 40% stawka

Metoda indywidualna dotyczy samochodów używanych, które były użytkowane co najmniej 6 miesięcy przed nabyciem. Wtedy przedsiębiorca może zastosować stawkę 40% rocznie, co skraca okres amortyzacji do 2,5 roku (30 miesięcy).

Przy aucie o wartości 120 000 zł (spalinowe, w limicie) roczny odpis wyniesie 48 000 zł, a miesięczny 4 000 zł. Taka konstrukcja silnie obniża dochód podatkowy w pierwszych latach używania. Z tego powodu wielu przedsiębiorców wybiera dobrze utrzymane auta poleasingowe z udokumentowaną historią.

W metodzie indywidualnej nadal obowiązują limity 150 000/225 000 zł. Jeżeli wartość auta przekracza limit, kosztem będzie tylko proporcjonalna część odpisów. Ta metoda pasuje do strategii szybkiego rozliczenia wydatku i częstszej wymiany auta.

Limity wartością – 150 000 zł dla spalinowych i 225 000 zł dla elektrycznych

Limity amortyzacyjne określają maksymalną wartość auta, od której odpisy trafiają do kosztów podatkowych:

  • 150 000 zł dla samochodów spalinowych i hybryd plug-in,
  • 225 000 zł dla samochodów elektrycznych.

Jeśli wartość początkowa samochodu spalinowego wynosi 300 000 zł, w koszty trafi połowa wyliczonych odpisów (150 000/300 000). Reszta pozostaje poza kosztami. Ten sam mechanizm dotyczy rat leasingowych i kosztów ubezpieczenia AC liczonych proporcjonalnie do limitu.

Przekroczenie limitu nie blokuje zakupu droższego auta, lecz ogranicza podatkową tarczę amortyzacji. W praktyce dla pojazdów za 120–150 tys. zł odpisy obejmują pełną wartość, natomiast samochody premium generują coraz większą część nieodliczonych kosztów.

Odliczenia podatkowe i VAT

Odliczenie kosztów eksploatacyjnych – 75% użytkowanie mieszane vs. 100% firmowe

Koszty eksploatacyjne obejmują paliwo, serwis, części, opony, myjnię i ubezpieczenia. Ustawy podatkowe wprowadzają dwa podstawowe poziomy rozliczeń:

  • 75% kosztów – gdy samochód służy zarówno do celów firmowych, jak i prywatnych (użytkowanie mieszane),
  • 100% kosztów – gdy pojazd wykorzystywany jest wyłącznie w działalności gospodarczej.

Przy użytku mieszanym przedsiębiorca automatycznie wyłącza 25% wydatków z kosztów. Jeżeli roczne wydatki eksploatacyjne wynoszą 20 000 zł netto, do kosztów trafi 15 000 zł. Ten model jest najczęstszy, bo nie wymaga dodatkowych formalności związanych z przebiegiem.

Pełne 100% kosztów eksploatacyjnych wymaga spełnienia rygorystycznych warunków: auto faktycznie nie służy celom prywatnym, funkcjonuje regulamin użytkowania, a ewidencja przebiegu potwierdza wyłącznie służbowe przejazdy. To rozwiązanie opłaca się przy intensywnie użytkowanych autach stricte firmowych, np. w handlu terenowym.

Odliczenie VAT – 50% vs. 100% i wymagane formalności

VAT od zakupu i eksploatacji samochodu osobowego rozlicza się według dwóch podstawowych wariantów:

  • 50% VAT – przy użytkowaniu mieszanym, bez dodatkowych formalności,
  • 100% VAT – przy wyłącznym użytkowaniu firmowym, po spełnieniu wymogów.

Dla pełnego odliczenia 100% VAT wymagane jest:

  1. zgłoszenie pojazdu na formularzu VAT-26 w urzędzie skarbowym,
  2. prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu dla celów VAT,
  3. sporządzenie regulaminu użytkowania pojazdu w firmie, który wyklucza cele prywatne.

Jeżeli przedsiębiorca kupuje auto za 123 000 zł brutto (100 000 zł netto + 23 000 zł VAT) i wykorzystuje je mieszanie, odliczy 11 500 zł VAT, a 11 500 zł VAT nieodliczonego podwyższy wartość początkową lub koszty. Przy użytkowaniu wyłącznie firmowym i spełnieniu formalności odliczy pełne 23 000 zł VAT.

W leasingu operacyjnym zasady są identyczne: 50% lub 100% VAT od rat leasingowych i opłaty wstępnej. W praktyce wiele firm wybiera wariant 50%, bo prowadzenie kilometrówki i kontrola użycia prywatnego bywa organizacyjnie trudna.

Raty leasingowe i odsetki kredytowe jako koszty uzyskania przychodu

W leasingu operacyjnym cała rata netto (w proporcji wynikającej z limitu wartości) oraz opłata wstępna stanowią koszty uzyskania przychodu. Wydatki te podlegają dodatkowo ograniczeniu 75%/100% przy uwzględnianiu kosztów eksploatacyjnych, ale sama rata leasingowa rozliczana jest odrębnie według limitu 150 000/225 000 zł.

W kredycie samochodowym kosztem są odsetki od rat kredytu. Część kapitałowa nie stanowi kosztu, bo wartość auta rozlicza amortyzacja. Wydatki finansowe z tytułu odsetek zmniejszają podstawę opodatkowania w okresie spłaty kredytu, co częściowo kompensuje koszt finansowania.

Przy wyborze finansowania warto porównać:

  • sumę odsetek kredytowych z łączną kwotą kosztów leasingu,
  • możliwość szybszego ujęcia wydatków w kosztach (leasing vs. amortyzacja),
  • wpływ na limity amortyzacyjne i limity kosztów eksploatacyjnych.

Ewidencja przebiegu pojazdu

Zasady prowadzenia kilometrówki dla pełnego odliczenia VAT

Ewidencja przebiegu pojazdu, potocznie kilometrówka, dokumentuje każdy przejazd samochodu wykorzystywanego wyłącznie w działalności. Zawiera m.in.:

  • datę i cel wyjazdu,
  • trasę (skąd-dokąd),
  • liczbę przejechanych kilometrów,
  • stan licznika na początku i na końcu okresu.

Kilometrówka jest warunkiem uznania, że auto nie służy celom prywatnym, co umożliwia odliczenie 100% VAT od zakupu i eksploatacji oraz 100% kosztów eksploatacyjnych. Brak rzetelnej ewidencji naraża podatnika na zakwestionowanie pełnych odliczeń przez urząd skarbowy.

W praktyce prowadzenie kilometrówki ułatwiają systemy telematyczne i monitoring floty, np. Flotis. Automatyczne rejestrowanie tras i przebiegów ogranicza ryzyko błędów ręcznych i ułatwia przygotowanie raportów na potrzeby kontroli.

Zgłoszenie pojazdu na VAT-26 i przygotowanie regulaminu użytkowania

Zgłoszenie pojazdu na VAT-26 podatnik składa w urzędzie skarbowym w terminie przewidzianym przepisami, zwykle do końca miesiąca, w którym poniesiono pierwszy wydatek związany z pojazdem. Formularz wskazuje, że auto jest wykorzystywane wyłącznie do działalności gospodarczej.

Równolegle firma przygotowuje regulamin użytkowania pojazdu, który:

  • zakazuje użytku prywatnego,
  • określa zasady pobierania kluczyków, parkowania, tankowania,
  • wskazuje obowiązki pracowników w zakresie rozliczania przejazdów.

Połączenie VAT-26, regulaminu i kilometrówki tworzy spójny zestaw dowodów na wyłącznie służbowe wykorzystanie auta. Dzięki temu przedsiębiorca korzysta z pełnego odliczenia VAT i 100% kosztów eksploatacyjnych.

Rozliczenie wydatków eksploatacyjnych

Paliwo, serwis i ubezpieczenia jako koszty firmy

Wydatki eksploatacyjne stanowią istotną część kosztów związanych z samochodem firmowym. Należą do nich m.in.:

  • zakup paliwa i energii elektrycznej (przy autach elektrycznych),
  • przeglądy okresowe, naprawy, części zamienne,
  • ubezpieczenia OC, AC, NNW, assistance,
  • myjnie, wymiana opon, parkingi, opłaty autostradowe.

Przy użytkowaniu mieszanym 75% tych wydatków trafia do kosztów podatkowych, a 25% pozostaje nieodliczone. Jeżeli auto służy wyłącznie działalności i spełnione są warunki formalne, podatnik rozlicza 100% kosztów eksploatacyjnych.

W przypadku ubezpieczenia AC dodatkowo obowiązuje limit proporcjonalny do wartości auta i limitu 150 000/225 000 zł. Jeżeli samochód spalinowy wart jest 300 000 zł, a składka AC wynosi 6 000 zł, do kosztów trafi połowa składki (150 000/300 000). Ten mechanizm ogranicza ulgę podatkową przy drogich pojazdach.

Dokumentacja i limity wydatków

Każdy wydatek eksploatacyjny wymaga odpowiedniego udokumentowania: faktury VAT, rachunku lub biletu spełniającego wymogi dowodu księgowego. Dokument musi wskazywać nabywcę (firmę) oraz rodzaj usługi lub towaru. Brak właściwej dokumentacji eliminuje wydatek z kosztów.

Limity, które przedsiębiorca uwzględnia przy rozliczaniu wydatków na auto firmowe:

  • 75%/100% kosztów eksploatacyjnych,
  • 50%/100% VAT,
  • 150 000/225 000 zł limitu amortyzacji i leasingu,
  • 15 000 zł limitu transakcji gotówkowych między firmami.

Systemy księgowe, takie jak wFirma.pl, automatyzują stosowanie limitów i proporcji. Dzięki temu minimalizuje się ryzyko błędów i nieprawidłowego odliczenia VAT lub kosztów w razie kontroli.

Wybór optymalnej metody finansowania

Analiza wpływu na płynność finansową firmy

Optymalna metoda finansowania zależy od kondycji finansowej i modelu biznesowego. Zakup za gotówkę oznacza wysoki wydatek jednorazowy i brak odsetek. Kredyt i leasing rozkładają koszt w czasie, ale generują dodatkowe opłaty. Wynajem długoterminowy zapewnia najniższy próg wejścia kosztem braku własności.

Przed podjęciem decyzji warto odpowiedzieć na pytania:

  • jaką kwotę gotówki możesz wydać bez ryzyka utraty płynności,
  • jaki horyzont użytkowania auta planujesz (2–3 lata czy 5–7 lat),
  • czy priorytetem jest minimalizacja kosztu całkowitego, czy maksymalizacja bieżących kosztów podatkowych.

Jeżeli firma szybko rośnie i potrzebuje kapitału obrotowego, leasing operacyjny lub wynajem zwykle lepiej chronią przepływy pieniężne niż zakup za gotówkę. Gdy przedsiębiorstwo generuje stabilne nadwyżki, a celem jest ograniczenie zobowiązań, korzystna bywa gotówka lub kredyt z krótkim okresem spłaty.

Porównanie kosztów netto i korzyści podatkowych

Dobór formy finansowania warto oprzeć na porównaniu kosztu netto po podatkach. Dla każdego wariantu analizujesz:

  • łączną kwotę wydatków brutto (cena, odsetki, prowizje),
  • możliwe odliczenia VAT (50% lub 100%),
  • wartość kosztów uzyskania przychodu (amortyzacja, raty leasingowe, odsetki),
  • wpływ limitów 150 000/225 000 zł.

Przykładowo:

  • leasing operacyjny auta za 150 000 zł pozwala ująć w kosztach całą wartość rat i opłaty wstępnej w stosunkowo krótkim okresie,
  • zakup za gotówkę wymusza 5-letnią amortyzację (lub 2,5 roku przy aucie używanym),
  • wynajem długoterminowy daje wysokie bieżące koszty, ale nie generuje wartości rezydualnej auta po zakończeniu umowy.

Jeżeli chcesz zoptymalizować zakup konkretnego modelu pod kątem podatkowym i finansowym, pomocna bywa konsultacja z doradcą podatkowym lub księgowym. Analiza przygotowana na liczbach z twojej firmy pozwala zobaczyć, która kombinacja: typ auta + forma finansowania + sposób użytkowania (mieszane/firmowe) daje najniższy koszt netto i najlepszy wpływ na wynik finansowy.

W kolejnym kroku warto zestawić te wyliczenia z praktycznymi potrzebami: przebiegami rocznymi, liczbą użytkowników, planowanym okresem eksploatacji oraz wizerunkiem, jaki auto ma budować wokół twojej marki. Dzięki temu zakup samochodu do firmy staje się przemyślaną inwestycją, a nie jedynie wydatkiem.

Korekta na srebrze po rekordowych wzrostach

Srebro, po dynamicznym rajdzie i osiągnięciu historycznego maksimum na poziomie 84 USD za uncję, weszło w fazę gwałtownej korekty. Wraz z realizacją zysków przez inwestorów cena spot spadła o ponad 5%, spadając poniżej 75 USD za uncję, co dobrze oddaje skalę nerwowości rynku. Bieżąca sesja charakteryzuje się wyjątkowo wysoką zmiennością, z silnymi ruchami cen w obu kierunkach. Silne wzrosty notowań w poprzednich tygodniach miały solidne podstawy fundamentalne. Rynek srebra od dłuższego czasu zmaga się ze strukturalną nierównowagą pomiędzy podażą a popytem.

Zapotrzebowanie przemysłowe rośnie dynamicznie, szczególnie w obszarach takich jak energetyka słoneczna, elektromobilność oraz infrastruktura centrów danych opartych na sztucznej inteligencji, podczas gdy poziom globalnych zapasów pozostaje bardzo niski. Dodatkowo ceny były wzmacniane przez silny napływ kapitału spekulacyjnego, zarówno ze strony funduszy ETF, jak i inwestorów detalicznych, którzy korzystali z otoczenia niskich stóp procentowych oraz oczekiwań kolejnych obniżek stóp przez Fed w 2026 roku.

Wzrost atrakcyjności srebra był również wspierany przez czynniki makroekonomiczne i geopolityczne. Napięcia w krajach takich jak Wenezuela i Nigeria zwiększały popyt na metale szlachetne jako formę zabezpieczenia, natomiast słabszy dolar dodatkowo sprzyjał wzrostom cen surowców kwotowanych w amerykańskiej walucie. Euforię rynkową podsycił także komentarz Elona Muska, który zwrócił uwagę na kluczowe znaczenie srebra w wielu procesach przemysłowych.

Jednocześnie coraz wyraźniej pojawiają się sygnały przegrzania rynku. CME Group zdecydowała się na podniesienie wymagań depozytowych dla kontraktów terminowych na srebro, co stanowi klasyczną próbę ograniczenia nadmiernej spekulacji. Obecne tempo wzrostu cen sprawia wrażenie, jakby wyprzedzało fundamenty, zwiększając ryzyko głębszej korekty spadkowej.

Dodatkowym źródłem niepewności pozostaje ograniczona płynność rynku fizycznego. Zapasy srebra w magazynach powiązanych z Shanghai Futures Exchange spadły do najniższego poziomu od 2015 roku, a w Nowym Jorku część metalu została czasowo wstrzymana w oczekiwaniu na decyzje Stanów Zjednoczonych dotyczące ewentualnych ceł na import surowców strategicznych. W przeciwieństwie do złota rynek srebra nie dysponuje rezerwą strategiczną, co zwiększa jego podatność na nagłe i gwałtowne wahania cen.

W rezultacie, mimo że długoterminowe fundamenty popytowe pozostają silne, w krótkim terminie rynek srebra funkcjonuje w wyraźnie spekulacyjnym otoczeniu. Dalsze korekty cenowe są możliwe, zwłaszcza przy utrzymującej się wysokiej zmienności, jednak w średnim horyzoncie strukturalne niedobory podaży mogą ponownie sprzyjać wzrostowi notowań.

XTB głównym partnerem OKTAGON MMA

XTB zostało głównym partnerem najszybciej rozwijającej się organizacji MMA w Europie, OKTAGON. Dzięki tej współpracy oraz kontynuacji działań sponsorskich z KSW, polska marka umacnia swoją pozycję największego partnera MMA w Europie. To kolejny, istotny krok w budowaniu globalnej rozpoznawalności XTB poprzez marketing sportowy.

Ostatnie lata to bezsprzecznie najlepszy okres w historii organizacji OKTAGON. Dominacja na rodzimych rynkach Czech i Słowacji oraz spektakularne gale w Niemczech, które biły europejskie rekordy frekwencji, pokazują skalę i tempo rozwoju projektu. Szczególne wrażenie robią także ambitne plany dalszej ekspansji, w tym wejście na rynek polski.

W realizacji tych celów OKTAGON zyskuje silnego i doświadczonego partnera. Współpraca z XTB sprawia, że polska marka zostanie największym partnerem w historii czesko-słowackiej organizacji oraz pierwszą firmą, której logo pojawi się na oficjalnych koszulkach wszystkich zawodników. Dodatkowo XTB uzyska ekspozycję premium podczas każdej gali na żywo, w transmisjach oraz w kanałach cyfrowych.

XTB od lat rozwija się w imponującym tempie, dlatego naturalnie wspieramy organizacje, które, podobnie jak my, nie mają kompleksów i nieustannie podnoszą sobie poprzeczkę. OKTAGON w ostatnich latach udowodnił, że dysponuje ogromnym potencjałem i w niedalekiej przyszłości może stać się jednym z czołowych graczy na światowej scenie MMA. Cieszymy się, że możemy być częścią tej drogi i wspierać organizację także przy jej debiucie w Polsce – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.Oktagon XTB ogloszenie Materla

OKTAGON posiada ugruntowaną pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej oraz w Niemczech. Rok 2026 zapowiada się jednak jako najbardziej intensywny w historii organizacji – zaplanowano aż 18 gal, w tym jedną w Polsce. Główną gwiazdą wydarzenia w Szczecinie będzie legenda KSW, Michał Materla, a kibice zobaczą także inne uznane polskie nazwiska, m.in. Mateusza Legierskiego. Lokalizacja finałowej, jubileuszowej 100. gali pozostaje na razie tajemnicą, jednak organizatorzy zapowiadają, że ma to być największe wydarzenie MMA w historii Europy.

OKTAGON tworzą ludzie, którzy idą własną drogą i są gotowi włożyć w to ogrom pracy. Dlatego XTB jest dla nas naturalnym partnerem. Tak jak sportowcy nie wygrywają przypadkiem, tak i wyniki finansowe nie są dziełem szczęścia – liczą się dyscyplina, świadome decyzje i długofalowe podejście. To partnerstwo to coś więcej niż logo w klatce. To połączenie dwóch światów, które łączy ten sam sposób myślenia – komentuje Pavol Neruda, współzałożyciel OKTAGON.

Dzięki wcześniejszej współpracy tytularnej z KSW oraz nawiązaniu partnerstwa z OKTAGON, XTB stało się największym sponsorem MMA w Europie. To kolejny element konsekwentnej strategii budowania rozpoznawalności polskiej marki wśród kluczowych grup docelowych poprzez marketing sportowy. W ostatnich latach XTB było obecne również w piłce nożnej, boksie, tenisie oraz Formule 1. Aktualnie globalnym ambasadorem marki jest legenda futbolu Zlatan Ibrahimović, a w przeszłości byli nimi m.in. Conor McGregor, Joanna Jędrzejczyk, Iker Casillas, José Mourinho czy Jiří Procházka.

Spotkanie Zełenski–Trump w niedzielę

Wołodymyr Zełenski oficjalnie potwierdził, że w najbliższą niedzielę spotka się z Donaldem Trumpem w jego rezydencji na Florydzie. Prezydent Ukrainy poinformował, że prace nad planem porozumienia są na finiszu — według Kijowa projekt jest dopracowany „w około 90%”.

W drodze do Mar-a-Lago Zełenski zatrzymał się w Halifaxie, gdzie spotkał się z premierem Kanady Markiem Carneyem. Niedzielne rozmowy, zaplanowane na godz. 15:00 czasu lokalnego, mają dotyczyć przygotowanego przez stronę amerykańską dokumentu w formule 20 punktów.

Dyplomatycznym zapowiedziom towarzyszy eskalacja działań zbrojnych. W sobotni poranek Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków powietrznych ostatnich miesięcy, wykorzystując — według danych przekazywanych przez stronę ukraińską — blisko 500 dronów oraz około 40 pocisków, w tym hipersoniczne Kinżały. Są informacje o ofiarach śmiertelnych i dziesiątkach rannych. Władze w Kijowie informowały również o rozległych przerwach w dostawach prądu i ogrzewania przy temperaturach bliskich zera.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że Rosja zaczęła kierować drony uderzeniowe Shahed przez terytorium Białorusi — przy technicznym wsparciu ze strony Mińska — aby omijać ukraińskie systemy obrony powietrznej. Według Kijowa ma to świadczyć o dalszym pogłębianiu zaangażowania Białorusi po stronie Moskwy w wojnie trwającej od niemal trzech lat.

Zełenski komentował, że gdy trwają rozmowy o możliwym zakończeniu wojny, odpowiedzią Moskwy są kolejne naloty. Najtrudniejsze punkty negocjowanego planu mają dotyczyć twardych gwarancji bezpieczeństwa, kwestii terytorialnych w Donbasie oraz przyszłości okupowanej Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Ukraiński prezydent sygnalizował gotowość do poddania porozumienia pod referendum, ale uzależnia to od wcześniejszej zgody Rosji na 60-dniowe zawieszenie broni.

Donald Trump podtrzymuje twardą retorykę, podkreślając, że nie zaakceptuje żadnych ustaleń bez swojej wyraźnej aprobaty, choć publicznie deklaruje, że liczy na dobry przebieg rozmów. Moskwa natomiast — ustami wiceszefa MSZ Siergieja Riabkowa — oskarża Ukrainę i część europejskich partnerów o działania utrudniające uzgodnienia. W tle tych rozmów Rosja kontroluje niemal cały obwód ługański i znaczną część obwodu donieckiego, co dodatkowo komplikuje punkt wyjścia dla ewentualnych negocjacji.

Putin przestawił Rosję na tory wojenne. „Produkcja amunicji wzrosła 22-krotnie”

Władimir Putin wprost przyznaje, że Rosja całkowicie przestawiła swoją gospodarkę na tory wojenne. Podczas piątkowego spotkania na Kremlu prezydent Rosji chwalił się, że od początku inwazji na Ukrainę produkcja amunicji w jego kraju wzrosła aż 22-krotnie. Te ponure statystyki pokazują jasno: Moskwa nie szuka pokoju, lecz szykuje się na lata wyniszczającego konfliktu.

Podczas transmitowanej narady z przedstawicielami sektora obronnego Putin przedstawił wskaźniki wzrostu w poszczególnych kategoriach sprzętu. Jak przekonywał, produkcja czołgów wzrosła 2,2-krotnie, samolotów wojskowych – 4,6-krotnie, a urządzeń do walki elektronicznej – 12,5-krotnie. Największy skok dotyczy amunicji: według słów Putina jej wytwarzanie jest dziś ponad 22-krotnie większe niż w 2022 roku.

Władze Rosji wiążą te zmiany z przebudową gospodarki pod potrzeby wojny. Kreml utrzymuje, że zakłady zbrojeniowe pracują stabilnie i są w stanie dostarczać armii sprzęt odpowiadający zmieniającym się realiom pola walki. Putin wskazywał również na rolę państwowych instrumentów wsparcia, które – jak stwierdził – pozwoliły przedsiębiorstwom szybko rozbudować bazę produkcyjną i technologiczną. W tym kontekście wymienił m.in. 3,7-krotny wzrost produkcji opancerzonych transporterów oraz 9,6-krotny wzrost produkcji rakietowych systemów artyleryjskich.

Skala wydatków na obronę ma odzwierciedlenie w planach budżetowych. Z danych przytaczanych w analizach wynika, że rosyjski budżet federalny na 2025 rok przewiduje ok. 160 mld dolarów na obronę narodową, co odpowiada 7,2 proc. PKB i 37 proc. całkowitych wydatków federalnych. Sektor obronny ma zatrudniać ok. 3,8 mln osób, czyli blisko 5 proc. wszystkich pracujących.

Putin zapowiedział, że w kolejnych latach priorytetem ma być obniżanie kosztów produkcji i szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji. Nowy Państwowy Program Uzbrojenia na lata 2027–2036 ma koncentrować się na modernizacji triady nuklearnej, rozwoju wielowarstwowej obrony powietrznej oraz zwiększaniu możliwości wojsk lądowych. Rosyjski przywódca podkreślił, że program ma uwzględniać doświadczenia z działań bojowych na Ukrainie.

PKB USA zaskakuje na plus, dolar i tak traci. Rynek nie ufa jakości danych

Tak naprawdę dzisiejsza sesja jest ostatnią w pełni handlową przed przerwą świąteczną. W jej trakcie obserwujemy rzadko spotykane zachowanie kursów, gdy jednocześnie wyraźnie tracą zarówno dolar amerykański, jak i polski złoty. Trudności byków w poderwaniu indeksów giełdowych mogą wskazywać, że w tym specyficznym okresie inwestorzy postanowili przejść w tryb risk off.

Dolar w tarapatach, ale EUR/USD trzyma konsolidację

Lokalny sygnał w postaci dzisiejszego odczytu z rynku pracy nie miał większego wpływu na rodzime aktywa, ale mimo wszystko warto o nim wspomnieć. Tym bardziej że mowa o pozytywnym zaskoczeniu, ponieważ stopa rejestrowanego bezrobocia pozostała na poziomie 5,6%, pomimo prognoz wskazujących na delikatny wzrost wskaźnika. W teorii w dalszym ciągu wysokie zatrudnienie może oddalać perspektywę kolejnych obniżek stóp w Polsce. Niestety dla złotego, forex patrzy dziś w zupełnie innym kierunku i nie jest on przychylny dla PLN. W trakcie dzisiejszej sesji zaburzona została zwyczajowa korelacja, gdy słabszy na szerokim rynku USD wspomaga PLN. Dolar ma zdecydowanie trudniejsze dni, ale kurs EUR/USD nie był w stanie wybić górnego ograniczenia lokalnej konsolidacji i zawrócił przy 1,18 $. Tak słaby zielony sprawia, że złoty broni się jeszcze na parze USD/PLN, która utrzymuje się poniżej 3,59 zł. Na rynku dolara zamieszać mogły jeszcze dane makro, ale ich wpływ na aktywa bezpośrednio po publikacji nie jest jednoznaczny. Warto jednak zaznaczyć, że wstępny odczyt wzrostu gospodarczego (Amerykanie podają go w formie annualizowanej) za trzeci kwartał zaskoczył mocno pozytywnie. Zamiast oczekiwanego spadku tempa PKB w ujęciu kwartalnym z 3,8% do 3,3% otrzymaliśmy wzrost do 4,3%. Osobiście pozostaję sceptyczny co do jakości aktualnie otrzymywanych danych z USA, ponieważ zamknięcie rządu mogło negatywnie wpłynąć na poziom pomiarów. Warto poczekać na kolejne publikacje, które mogą jeszcze zweryfikować dotychczasowe odczyty.

PLN rozdaje prezenty

Obojętnie jak ten dzień skończy USD, to raczej marne szanse, aby dobrze skończył go PLN. Rodzima waluta pozostaje dziś pod silną presją, co pcha kursy głównych walut wyraźnie w górę. Przed godz. 15 kurs euro sięga 4,23 zł (najwyżej od dwóch tygodni), kurs franka dotarł do 4,55 zł (grudniowe maksimum), a kurs funta dobija do 4,85 zł. Trudno znaleźć poważne fundamenty za aktualnym osłabieniem złotego, dlatego osobiście skłaniam się ku tezie o rynkowym pozycjonowaniu przed dłuższą handlową przerwą. Taki tryb wymaga od globalnego kapitału zmniejszenia ekspozycji na ryzyko, co uderza także w waluty EM. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyć, że presja nie jest rozłożona po równo. Jeszcze mocniej od złotego obrywa dziś forint węgierski (kurs HUF/PLN schodzi do 0,108 zł), ale za to korona czeska się umacnia (kurs CZK/PLN rośnie do 0,174 zł). Najwidoczniej złoty przed świętami płaci cenę za ostatnie tygodnie swojego ponadprzeciętnie mocnego zachowania na rynku walutowym. PLN ma z czego oddawać, a ten tydzień wydaje się wręcz idealny do kalibracji walutowych portfeli inwestycyjnych.

Japonia grozi słowem, ale czy rynek uwierzy?

Koniec roku przynosi nam ciekawe wydarzenia wokół jena i całej japońskiej gospodarki. Najpierw nowy rząd z pierwszą w historii premierką na jego czele. Gabinet Sanae Takaichi ma bardzo ambitne plany ekspansji fiskalnej, która ma wreszcie przynieść długo wyczekiwane ożywienie gospodarcze. W grudniu Bank Japonii dokonał podwyżki stóp procentowych (doskonale pokazuje to, w jak innym miejscu jest Kraj Kwitnącej Wiśni w porównaniu do innych rozwiniętych gospodarek), ale rynek odebrał ten ruch jako tzw. gołębią podwyżkę. Oznacza to, że mimo takiej decyzji narracja prezesa Kazuo Uedy pozostała zbyt miękka dla inwestorów. Tym samym JPY pozostał pod presją, a najważniejszy dla niego kurs USD/JPY zbliżył się do poziomu 158 ¥, czyli szczytów z początku roku. Tego było już za dużo dla ministry finansów, która postanowiła wyręczyć szefa BoJ i mocno zainterweniowała ustnie na rynku. Satsuki Katayama w wywiadzie dla Bloomberga podkreśliła, że władze mają pełną swobodę do podejmowania zdecydowanych działań wobec ruchów kursowych, które nie są uzasadnione fundamentami gospodarczymi i mają charakter spekulacyjny. Inwestorzy rzeczywiście wystraszyli się tak wyraźnego ostrzeżenia i kurs USD/JPY błyskawicznie zanurkował do 156¥. Zobaczymy jak długo efektywna będzie sama narracja, ponieważ warto pamiętać, że tylko w ostatnich kwartałach japoński rząd przeznaczył już 100 mld USD na obronę swojej waluty. Może to być trudne przy ambitnych planach wydatkowych i rosnących rentownościach obligacji, przez które coraz większym obciążeniem staje się obsługa gigantycznego długu publicznego. Słaba waluta przy mocno importowym charakterze gospodarki nie ułatwia nawigowania na wzburzonym morzu globalnych finansów.

ORLEN podpisał umowę z Grupą WB. Bezzałogowce i monitoring dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej na morzu

0

ORLEN oraz Grupa WB podpisały umowę o współpracy, której celem jest wzmacnianie ochrony infrastruktury krytycznej, w szczególności infrastruktury morskiej o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Porozumienie dwóch polskich firm obejmuje rozwój i wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych oraz wymianę wiedzy eksperckiej pomiędzy spółkami.

– ORLEN ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale całego regionu. Naszym celem jest zapewnianie stabilnych dostaw energii. Abyśmy mogli to robić, ważne jest fizyczne i cyfrowe bezpieczeństwo naszych aktywów. To szczególnie istotne w dzisiejszych czasach. Współpraca dwóch polskich firm umożliwia wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych, które zwiększają odporność infrastruktury krytycznej. To przykład efektywnego łączenia kompetencji w obszarze bezpieczeństwa i technologii, a jednocześnie ważny krok w budowaniu siły polskiego przemysłu – podkreślił Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Współpraca koncentruje się na wyzwaniach związanych z bezpieczeństwem infrastruktury, szczególnie tej zlokalizowanej na morzu. Obejmuje m.in. wdrażanie innowacyjnych systemów bezzałogowych, testowanie zaawansowanych technologii monitoringu oraz wymianę wiedzy eksperckiej pomiędzy zespołami ORLEN i Grupy WB. Strony planują również realizację wspólnych projektów badawczo-rozwojowych oraz szkolenia podnoszące kompetencje zespołów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ORLEN.

– Grupa WB jest polskim podmiotem o znaczeniu strategicznym, dokładnie tak samo jak ORLEN. Naturalna wydaje się współpraca między koncernem zapewniającym bezpieczeństwo energetyczne Polski, a sprawdzonym dostawcą zaawansowanych rozwiązań dla obronności, zwiększających też odporność kluczowych obiektów infrastruktury krytycznej. Grupa WB jest liderem w branży systemów bezzałogowych, bezpiecznej komunikacji oraz integracji systemowej, której propozycje mogą być wykorzystane przez spółki takie, jak ORLEN – powiedział podczas podpisywania Piotr Wojciechowski, Prezes Grupy WB.

Celem umowy jest długofalowa współpraca na rzecz poprawy bezpieczeństwa aktywów ORLEN oraz budowanie i rozwój kompetencji w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej. Partnerstwo obejmuje działania z zakresu profilaktyki, edukacji, przekazywania informacji, analiz eksperckich oraz inne inicjatywy służące podnoszeniu poziomu bezpieczeństwa infrastruktury należącej do Grupy ORLEN.

Wspólne działania mają na celu przeciwdziałanie czynom przestępczym, w tym aktom terrorystycznym, dywersji oraz sabotażom. Podpisana umowa stanowi kolejny krok w kierunku budowania nowoczesnych standardów ochrony kluczowych aktywów oraz wzmacniania potencjału polskich firm w obszarze bezpieczeństwa i innowacji.

Pierwsza w historii wolna Wigilia. Przedsiębiorcy: „Nie protestowaliśmy, ale będą koszty”

W roku 2025 pierwszy raz w historii Wigilia będzie dniem wolnym od pracy. Północna Izba Gospodarcza i przedsiębiorcy zrzeszeni w naszej instytucji nie protestowali przeciwko takiemu rozwiązaniu uznając, że jeżeli jest taka wola społeczna i polityczna to należy spróbować wdrożyć rozwiązania, które sprawią, że pracownicy będą mieć dodatkowy dzień wolny.

Nie możemy jednak zapominać o jednej rzeczy – każdy dzień wolny od pracy, każde skrócenie czasu pracy, każdy tego typu eksperyment wpływa na efektywność pracy przedsiębiorstwa i to, jak dana firma wypracowuje swój wynik. Wolna Wigilia nie załamie gospodarki, ale mało kto myśli o tym – poza przedsiębiorcami oczywiście – że w roku 2025 końcówka roku jest czasem, który przynosi nam trzy długie weekendy z rzędu, a to oznacza, że wiele procesów biznesowych, produkcyjnych, usługowych, przemysłowych, działa w ograniczonym wymiarze. Otrzymywałam sygnały, że wiele osób mówiło, że od 22 grudnia do 7 stycznia niektóre firmy, przedsiębiorstwa czy nawet urzędy działają w trybie ograniczonym, bo urlopy, święta, brak możliwości skompletowania składu na pełne działanie operacyjne.

Sytuacja w roku 2025 jest oczywiście kwestią kalendarza i uważam, że czas wolny należy wykorzystać efektywnie i tak, by w roku 2026 wrócić do pracy z energią do działania. Nie zapominajmy jednak, że to nie jest tak, że „politycy dali nam wolną Wigilię”, bo w tym przypadku też będziemy mieć do czynienia z konsekwencjami gospodarczymi i kosztami, które będzie ponosić gospodarka, szczególnie w sektorze handlowym i usługowym.

Złoty traci mimo słabszego dolara. Kurs euro powyżej 4,22

Intensywne ostatnie dni przed świętami na rynku. Złoty w odwrocie. Zamiast atakować poziom 4,20 zł na euro, wycofał się powyżej poziomu 4,22 zł. Złoto bije kolejne rekordy wszechczasów i przekracza już 4500 dolarów za uncję. Dni wolne w Polsce to jednak nie wolne na rynkach – zobaczymy w jakiej rzeczywistości obudzimy się po świętach. 

Polska waluta w odwrocie

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej to niby tylko 1% różnicy względem prognoz. Jednak wielu inwestorów czekało na sygnał do realizacji zysków. W rezultacie wykorzystano moment i mimo tego, że dane w standardowych warunkach nie miałyby aż takiego potencjału, doszło do wzrostu kursu euro o około 1,5 grosza. 4,22 zł to nadal tanie euro, patrząc na ostatnie miesiące, ale to silny odwrót od odbywającego się w ostatnich dniach ataku na poziom 4,20 zł. Trzeba też zwrócić uwagę, że osłabienie złotego miało miejsce podczas osłabiania się dolara względem euro. Jest to sytuacja, która zwyczajowo sprzyjała polskiemu złotemu. Wraz ze złotym traci również forint, co pokazuje, że nie jest to tylko nasz lokalny problem.

Złoto przebiło 4500 dolarów

Słabnący dolar nie tylko wspiera polskiego złotego. To również pożywka dla alternatywnych – względem tych opartych o stopę procentową – inwestycji. Wczoraj w górę szły giełdy, ale to złoto skupia chyba obecnie najwięcej uwagi. Tym bardziej, że doszło do przebicia ważnego psychologicznie poziomu 4500 dolarów za uncję. W rezultacie znajdujemy się już wyraźnie powyżej 100 dolarów w porównaniu do ostatnich rekordów z października. Prognozy 5000 dolarów na koniec roku, które już wtedy padały, mają małe szanse się spełnić. Jednak do końca roku możemy zbliżyć się jeszcze bardziej do tej wartości. Nie można oczywiście wykluczyć, że któryś z silnie kupujących banków (np. chiński) ujawni skalę zakupów i rynek wystrzeli w górę. Wielu analityków uważa bowiem, że Chińczycy kupują dużo więcej złota niż w ostatnich kwartałach raportują.

Przerwa świąteczna na rynkach

W tym roku po raz pierwszy wolnym dniem jest Wigilia Bożego Narodzenia. Nadal jednak wiele państw, w tym USA, otwierają tego dnia notowania. W rezultacie, nawet jeżeli są to sesje skrócone, trzeba się nastawić, że na rynku może się dziać. Również drugi dzień świąt za oceanem jest teoretycznie dniem pracującym. Teoretycznie, gdyż kalendarz pokazuje, że będzie to bardzo popularny dzień urlopowy. Co z tego kalendarza wynika dla rynków walutowych? O ile Polska zamyka się już dzisiaj wieczorem, o tyle notowania złotego będą otwarte jeszcze dwa dni w tym tygodniu. W rezultacie poniedziałek może być ciekawym dniem na rynkach. Tym bardziej, że przy braku sporej części inwestorów i związanej z tym niższej płynności może dojść do sporych zmian, jeżeli wydarzy się coś ważnego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB,

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

TSUE: platforma ogłoszeniowa też odpowiada za dane osobowe w ogłoszeniach. Co to oznacza w praktyce dla operatorów serwisów?

0

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 2 grudnia 2025 r. w sprawie C-492/23 Russmedia Digital i Inform Media Press istotnie zmienia podejście do odpowiedzialności serwisów internetowych, które umożliwiają użytkownikom publikowanie ogłoszeń, reklam lub postów. TSUE potwierdził, że operator platformy – obok osoby zamieszczającej treść – może ponosić odpowiedzialność za przetwarzanie danych osobowych znajdujących się w ogłoszeniach, ponieważ w określonych sytuacjach sam jest administratorem danych (a praktycznie często także współodpowiedzialnym za przetwarzanie).

W konsekwencji operatorzy stron powinni jeszcze przed publikacją identyfikować treści zawierające dane wrażliwe i weryfikować, czy ogłoszeniodawca jest osobą, której dane dotyczą, albo czy dysponuje wyraźną zgodą tej osoby. Jeśli nie da się spełnić tych warunków – operator powinien uniemożliwić publikację.

Tło sprawy: ujawnienie danych bez zgody i późniejsze rozpowszechnianie treści w sieci

Sprawa dotyczyła ogłoszenia opublikowanego w rumuńskim serwisie ogłoszeniowym. Anonimowa osoba zamieściła informację sugerującą, że konkretna kobieta świadczy usługi seksualne. W ogłoszeniu znalazły się m.in. jej zdjęcia oraz numer telefonu, a całość została opublikowana bez jej zgody. Kobieta uznała treść za nieprawdziwą i krzywdzącą. Serwis – po zgłoszeniu – usunął ogłoszenie, jednak informacje zdążyły zostać skopiowane i powielone na innych stronach.

Kobieta dochodziła odszkodowania. Sąd pierwszej instancji przyznał jej 7 tys. euro, jednak sąd wyższej instancji uznał, że platforma nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ jest „jedynie” dostawcą usług hostingowych. W efekcie sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, który zwrócił się do TSUE o wykładnię prawa Unii Europejskiej.

Najważniejsza teza TSUE: operator platformy może być administratorem danych

TSUE wskazał, że operator platformy nie jest wyłącznie biernym „dostawcą usług”, skoro:

  • udostępnia narzędzia do publikacji,
  • organizuje sposób prezentacji ogłoszeń,
  • umożliwia ich publiczne udostępnienie w danej formie.

Nawet jeśli operator nie tworzy konkretnej treści ogłoszenia, to uczestniczy w określaniu celów i sposobów publikacji, a to może przesądzać o statusie administratora danych. W takim ujęciu zarówno operator, jak i ogłoszeniodawca muszą zapewnić zgodność z RODO i być w stanie wykazać legalność publikacji danych osobowych.

Dane wrażliwe: obowiązki „przed publikacją”

Wyrok kładzie nacisk na szczególną ostrożność przy danych szczególnych kategorii, czyli m.in. danych dotyczących zdrowia, seksualności/orientacji seksualnej, poglądów czy innych informacji objętych podwyższoną ochroną.

W praktyce TSUE wskazuje kierunek interpretacji przepisów tak, aby operatorzy wdrażali środki pozwalające:

  1. Zidentyfikować przed publikacją ogłoszenia, które zawierają dane wrażliwe.
  2. Zweryfikować tożsamość ogłoszeniodawcy – w szczególności ustalić, czy jest osobą, której dane znajdują się w ogłoszeniu. Z tego wynika postulat, że reklamodawca nie powinien pozostawać anonimowy w scenariuszach podwyższonego ryzyka.
  3. Jeśli dane dotyczą innej osoby – wymagać od publikującego wykazania, że ma wyraźną zgodę osoby, której dane dotyczą (albo inną podstawę legalizującą przetwarzanie danych wrażliwych).
  4. Jeśli warunki legalności nie są spełnione lub nie da się ich potwierdzić – operator powinien zablokować publikację.

To podejście ma zapobiegać sytuacjom, w których wrażliwe dane są ujawniane bez wiedzy i zgody osoby, której dotyczą – a szkoda powstaje zanim zadziałają mechanizmy „po fakcie”.

Koniec wygodnej wymówki: „to tylko hosting”

Jednym z praktycznych wniosków z wyroku jest ograniczenie możliwości zasłaniania się argumentem: „nie odpowiadamy, bo treści publikuje użytkownik”. Jeśli operator realnie umożliwia publikację i dostarcza narzędzia, a przez to wpływa na sposób udostępniania danych, to w obszarze RODO może mieć własne obowiązki wynikające ze statusu administratora.

Innymi słowy: w niektórych scenariuszach platforma nie jest wyłącznie „pośrednikiem”, lecz podmiotem, od którego oczekuje się aktywnych działań organizacyjnych i technicznych w celu ochrony danych.

Obowiązek przeciwdziałania kopiowaniu i dalszemu nielegalnemu rozpowszechnianiu

TSUE odniósł się również do problemu powielania treści – gdy ujawnione dane wrażliwe „wyciekają” poza platformę i są kopiowane na inne strony. Z perspektywy praktyki oznacza to konieczność wdrożenia rozwiązań, które ograniczają możliwość niezgodnego z prawem kopiowania i dalszej publikacji (w zakresie, w jakim jest to racjonalnie możliwe do osiągnięcia przy użyciu odpowiednich środków).

„Cios w celeb bait”: znaczenie dla social mediów i reklamy

Wyrok ma znaczenie nie tylko dla klasycznych portali ogłoszeniowych, ale szerzej – dla serwisów, które umożliwiają publikowanie treści i reklam przez użytkowników. W kontekście zjawiska „celeb bait” (wykorzystywania wizerunku i danych znanych osób do fałszywych reklam) rośnie oczekiwanie, że platforma będzie potrafiła:

  • wyłapywać treści wysokiego ryzyka,
  • wymagać potwierdzenia uprawnień do wykorzystania danych/wizerunku,
  • blokować publikacje, gdy brak zgody lub innej podstawy prawnej.

Efekt ochronny dotyczy zarówno osób, których dane są bezprawnie wykorzystywane, jak i użytkowników narażanych na oszustwa (np. wyłudzenia danych, fałszywe inwestycje).

Co powinni zrobić operatorzy platform: praktyczna lista działań

W świetle wyroku warto rozważyć wdrożenie i udokumentowanie m.in.:

  • mechanizmów identyfikacji ogłoszeń z danymi wrażliwymi przed publikacją (reguły, flagowanie, moderacja),
  • weryfikacji ogłoszeniodawców w obszarach podwyższonego ryzyka (ograniczenie anonimowości),
  • wymagania wykazania zgody osoby, której dane dotyczą, gdy publikujący nie jest tą osobą,
  • domyślnego blokowania publikacji, gdy legalności nie da się potwierdzić,
  • środków ograniczających masowe kopiowanie treści (rozwiązania anty-scrapingowe, monitoring nadużyć),
  • zasady rozliczalności (udokumentowane procedury, ślady audytowe, przeglądy skuteczności środków).

Fundusz inwestycyjny SKion przejmuje większość udziałów w BMZ Group

Fundusz inwestycyjny SKion objął większościowy pakiet udziałów w BMZ Group, jednym z największych producentów systemów bateryjnych na świecie. Transakcja wspiera jednocześnie stabilne finansowanie dalszego rozwoju polskiego oddziału Grupy.  BMZ Poland w Gliwicach wchodzi w 2026 r. z mocnym portfelem zamówień oraz gotowością do dalszego rozwoju i kolejnych wdrożeń dla klientów w Polsce i za granicą.

SKion GmbH (SKion) zawarł umowę przejęcia kluczowych jednostek biznesowych BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH (BMZ Group) w ramach prowadzonych postępowań w tzw. trybie „samoadministracji” (niemiecki odpowiednik restrukturyzacji). Przejęcie jest elementem uporządkowania struktury właścicielskiej BMZ Group i ma na celu długoterminowe wzmocnienie jej działalności. Nowy większościowy udziałowiec zapowiada dalsze inwestycje w rozwój technologii, produkcji oraz utrzymanie ciągłości kluczowych projektów realizowanych przez BMZ.

Zakład w Gliwicach rozwija i produkuje systemy bateryjne dla elektromobilności komercyjnej, lekkich pojazdów elektrycznych, elektronarzędzi i sprzętu medycznego. Wejście SKion jako większościowego udziałowca otwiera nowy etap w rozwoju Grupy BMZ, a dla BMZ Poland oznacza możliwosć kontynuacji dynamicznego rozwoju.

Restrukturyzacja BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH

W październiku b.r. BMZ Germany GmbH złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości w trybie samoadministracji. Wniosek ten był wynikiem kryzysu płynnościowego oraz potrzeby restrukturyzacji, m.in. w związku z utratą kluczowego klienta w segmencie systemów magazynowania energii, a także wynikających z tego sporów prawnych i kosztów. W konsekwencji sytuacja negatywnie wpłynęła również na  BMZ Holding GmbH, który był zmuszony do złożenia wniosku o upadłość. Pozostałe spółki w ramach Grupy, w tym BMZ Poland, są operacyjnie stabilne i nie zostały objęte postępowaniem upadłościowym.

Koncepcja restrukturyzacji opracowana przez zarząd BMZ we współpracy z doradcami zakłada wydzielenie działalności operacyjnej BMZ Holding GmbH oraz BMZ Germany GmbH do nowej struktury. W nadchodzących miesiącach zarząd Grupy ma zamiar położyć szczególny nacisk na stabilizację relacji z klientami i dostawcami, a także na dalszy jej rozwój. Szybkie utworzenie nowej struktury zapewni również stabilność finansową organizacji.

Popyt na kluczowe produkty Grupy rośnie, a trend rynkowy sprzyjający wysokowydajnym systemom bateryjnym nadal się umacnia. BMZ Group posiada znaczący portfel zamówień na rynkach międzynarodowych.

Boom na AI wysysa pamięci z rynku. Smartfony w 2026 r. mogą wyraźnie podrożeć, a producenci tną prognozy sprzedaży

Rosnące zapotrzebowanie centrów danych na układy pamięci zaczyna coraz mocniej uderzać w rynek elektroniki konsumenckiej. W 2026 roku kupujący smartfony mogą zapłacić zauważalnie więcej, a część producentów będzie zmuszona wybierać między podwyżkami cen a zubożeniem specyfikacji tańszych modeli.

Dlaczego pamięci brakuje właśnie teraz?

Kluczowy mechanizm jest prosty: wytwórcy pamięci przekierowują moce produkcyjne w stronę bardziej marżowych układów dla serwerów AI (m.in. HBM), co ogranicza dostępność „klasycznych” DRAM i NAND, wykorzystywanych masowo w smartfonach i laptopach. Napięcie obejmuje szerokie spektrum pamięci (od flash do rozwiązań serwerowych), a nowe moce dla „zwykłych” produktów konsumenckich nie pojawią się szybko – część inwestycji realnie materializuje się dopiero w horyzoncie 2027–2028.

Counterpoint: spadek wysyłek i presja na ceny

Według danych przytaczanych w analizach branżowych, Counterpoint prognozuje, że globalne dostawy smartfonów w 2026 r. spadną o 2,1% – w dużej mierze przez wzrost kosztów komponentów związany z niedoborem pamięci. Najbardziej wrażliwy ma być segment urządzeń poniżej 200 dolarów, gdzie koszty „koszyka części” wzrosły od początku 2025 r. o ok. 20–30%.

W szerszych materiałach Counterpoint wskazuje też, że ceny pamięci mogą wzrosnąć jeszcze o ok. 40% do II kwartału 2026 r., podbijając koszty wytworzenia smartfonów o ok. 8–15% ponad obecne poziomy, a średnie ceny sprzedaży urządzeń mogą w 2026 r. wzrosnąć o ok. 6,9% rok do roku.

Xiaomi już sygnalizuje podwyżki

Pierwsze zapowiedzi podwyżek pojawiają się u producentów z Chin. W wypowiedziach przedstawicieli Xiaomi podkreślano, że presja kosztowa pamięci będzie w 2026 r. większa niż w 2025 r., a same podwyżki cen detalicznych mogą nie wystarczyć, by w pełni zneutralizować rosnące koszty.

Równolegle TrendForce opisywał, że Xiaomi 17 Ultra (premiera 25 grudnia) ma wejść na rynek z „znaczącym” wzrostem ceny względem poprzednika, a część analiz wskazuje poziom startowy 6 999 juanów lub więcej (wobec 6 499 juanów w poprzedniej generacji).

Producenci mogą ciąć specyfikacje – szczególnie w tańszych modelach

Przy ograniczonej dostępności pamięci część marek może pójść drogą „odchudzania” konfiguracji. TrendForce wskazuje, że rosnące ceny pamięci wymuszają na producentach smartfonów i notebooków zarówno podnoszenie cen, jak i redukcję specyfikacji, a presja kosztowa ma się utrzymać także na początku 2026 r.

W praktyce może to oznaczać m.in. wolniejsze tempo podbijania RAM w popularnych modelach, a w skrajnym scenariuszu nawet powrót najtańszych konstrukcji do bazowych konfiguracji, jeśli presja cenowa się utrzyma.

Apple i Samsung w relatywnie lepszej pozycji

W ocenach rynkowych Apple i Samsung mają być najlepiej przygotowane do przetrwania najbliższych kwartałów, m.in. dzięki skali, zasobom finansowym i sile negocjacyjnej w łańcuchu dostaw.

Efekt domina: drożeją też PC i konsole

Napięcie na rynku pamięci nie dotyczy wyłącznie smartfonów. TrendForce informował, że Dell ma podnosić ceny komputerów nawet o 15–20%, a Lenovo sygnalizuje zmiany cenników od początku 2026 r. (m.in. z powodu nasilającego się niedoboru pamięci i szybkiej integracji funkcji AI). Wskazywano też rosnącą presję kosztową po stronie producentów konsol do gier, gdzie pamięci DRAM są kluczowym komponentem, a podwyżki mogą dodatkowo osłabić popyt już obciążony wcześniejszymi wzrostami cen.

Jak długo to potrwa?

Z perspektywy konsumentów najważniejsze pytanie brzmi: kiedy wróci równowaga podaży i popytu. Część prognoz branżowych zakłada utrzymanie niedoboru pamięci nawet do końcówki 2027 r., a nowa podaż „odczuwalna” dla elektroniki konsumenckiej może pojawić się dopiero wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji produkcyjnych.

Na tym tle IDC prognozuje spadek globalnej sprzedaży smartfonów w 2026 r. o 0,9% i wzrost średniej ceny sprzedaży do ok. 465 dolarów, co pokazuje, że nawet przy niższym wolumenie rynek może „rosnąć” wartościowo dzięki wyższym cenom.

BYD przyspiesza w Europie, Tesla traci. Najnowsze dane pokazują zmianę układu sił na rynku aut elektrycznych

Europejski rynek samochodów elektrycznych wszedł w końcówkę roku w wyraźnie lepszej formie. Z opublikowanych właśnie danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika, że sprzedaż aut w pełni elektrycznych (BEV) w listopadzie wzrosła rok do roku o 44%. Impuls miały dać m.in. nowe zachęty na kluczowych rynkach – zwłaszcza we Francji i we Włoszech – oraz coraz szersza dostępność modeli zarówno od producentów europejskich, jak i chińskich.

W tym otoczeniu szczególnie mocno wyróżnił się chiński BYD. W listopadzie 2025 r. firma zarejestrowała w Europie 21 133 pojazdy, co oznacza wzrost o 221,8% w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku (wtedy było to ok. 4,8 tys. sztuk). Jednocześnie Tesla, choć nadal sprzedała w listopadzie więcej niż BYD, odnotowała spadek: rejestracje zmniejszyły się o 11,8% do 22 801 aut.

Dane dotyczą rozszerzonego rynku europejskiego obejmującego Unię Europejską, Wielką Brytanię oraz państwa EFTA: Islandię, Liechtenstein, Norwegię i Szwajcarię. To istotne, bo zmienność popytu – w tym wpływ ulg podatkowych – bywa w tej grupie krajów szczególnie widoczna.

Listopadowy skok BYD był zauważalny zwłaszcza na największych rynkach. W Niemczech producent zarejestrował 4 026 pojazdów, co oznacza wzrost o 834% rok do roku i pozwoliło mu wyprzedzić Teslę w miesięcznej sprzedaży. W Hiszpanii rejestracje BYD również mocno wzrosły – firma potroiła wynik do 2 934 aut.

Tesla zanotowała natomiast spadki na większości kluczowych rynków Europy. We Francji rejestracje firmy obniżyły się o 58% do poziomu nieco poniżej 1 600 pojazdów, a w Szwecji spadły o 59% do 588 sztuk. W Niemczech Tesla sprzedała o 20% mniej niż rok wcześniej, a w Holandii spadek sięgnął 43,5%. Jasnym punktem pozostała Norwegia, gdzie popyt miał wesprzeć zestaw przejściowych zmian w zachętach podatkowych.

Z perspektywy całego roku Tesla wciąż utrzymuje przewagę wolumenową, ale tempo zmian jest coraz bardziej wymowne. Między styczniem a listopadem BYD sprzedał w Europie 159 869 pojazdów, podczas gdy Tesla 203 382. Różnica w dynamice jest jednak bardzo duża: BYD zwiększył sprzedaż o 276% rok do roku, a Tesla zaliczyła 28% spadek.

Szerszy trend widać również w wynikach całej grupy chińskich producentów. Według danych rynkowych ich łączny udział w europejskim rynku samochodów osobowych we wrześniu sięgnął rekordowych 7,4% – ponad dwukrotnie więcej niż 3,6% rok wcześniej. Wszystko to pokazuje, że konkurencja w segmencie aut elektrycznych w Europie szybko się zaostrza, a przewagi wypracowane w poprzednich latach nie są już tak trwałe jak dawniej.

Jen słabnie mimo podwyżki stóp BoJ. Tokio ostrzega: możliwa interwencja walutowa

Sytuacja na japońskim rynku walutowym ponownie znalazła się w centrum uwagi po wyraźnym osłabieniu jena, które nastąpiło mimo podwyżki stóp procentowych w piątek przez BoJ. Minister finansów Japonii – Satsuki Katayama – w wywiadzie dla Bloomberg podkreśliła, że władze mają pełną swobodę do podejmowania zdecydowanych działań wobec ruchów kursowych, które nie są uzasadnione fundamentami gospodarczymi i mają charakter spekulacyjny. Jej wypowiedź została odebrana jako jak dotąd najsilniejszy sygnał ostrzegawczy wobec rynków, zwłaszcza że jen osłabił się pomimo zacieśnienia polityki pieniężnej.

Katayama zasugerowała możliwość bezpośredniej interwencji walutowej, powołując się na wspólne stanowisko ministrów finansów Japonii i Stanów Zjednoczonych, które dopuszcza takie działania w okresach nadmiernej zmienności. Reakcja rynku była natychmiastowa – jen umocnił się poniżej poziomu 157 JPY za dolara, schodząc w okolice 156. Wcześniejsze osłabienie waluty nastąpiło po komunikacie Banku Japonii, który – mimo podwyżki stóp – został odebrany jako zbyt mało jastrzębi, szczególnie w interpretacji wypowiedzi prezesa Kazuo Ueda. W efekcie jen pozostaje najsłabszą walutą w grupie G-10 wobec dolara w 2025 roku, a Japonia tylko w ubiegłym roku wydała około 100 mld USD na jego obronę.

Równolegle rząd premier Sanae Takaichi prowadzi wyraźnie ekspansywną politykę fiskalną. Przyjęto dodatkowy budżet w wysokości 18.3 bln JPY, największy od czasu pandemii, a planowany budżet roczny może sięgnąć nawet 120 bln JPY, co stanowiłoby historyczny rekord. Zdaniem Katayamy pogorszenie stanu finansów publicznych będzie przejściowe, ponieważ w perspektywie jednego do dwóch lat wzrosną zarówno inwestycje, jak i wpływy podatkowe. Jednocześnie rząd przyspiesza wzrost wydatków obronnych do poziomu 2% PKB, co przy słabym jenie oznacza wyższe koszty importu uzbrojenia.

Narastają jednak także istotne ryzyka. Rentowności japońskich obligacji rosną, a dochodowość papierów dziesięcioletnich sięga około 2.1%, najwyżej od 27 lat, co zwiększa koszty obsługi długu w najbardziej zadłużonej gospodarce rozwiniętej świata. Popyt krajowych inwestorów na dług o dłuższym terminie zapadalności osłabł, choć wyższe rentowności przyciągają coraz większe zainteresowanie inwestorów zagranicznych.

Całość tych zjawisk pokazuje, że Tokio jednocześnie wysyła rynkom jasny sygnał gotowości do interwencji walutowej w przypadku nadmiernej zmienności oraz świadomie stawia na wzrost gospodarczy napędzany wydatkami fiskalnymi. Oznacza to akceptację krótkoterminowego pogorszenia wskaźników fiskalnych w zamian za ożywienie gospodarki, przy rosnącym napięciu pomiędzy stabilnością waluty, kosztami długu publicznego i ambitną polityką wydatkową państwa.

2025 r. był bardzo kiepski dla dolara. W 2026 r. może być jeszcze gorzej

Dolar był słaby wobec wielu walut w 2025 r. Wśród walut, które w Europie najbardziej zyskały do dolara jest złoty. Jest to także węgierski forint, są to również waluty skandynawskie. Euro też ma się całkiem nieźle.

– Patrząc od początku 2025 r. bardzo możliwe, że będzie to najgorszy rok w historii amerykańskiego dolara, a może być jeszcze gorzej, bo jest szansa, że aktualne trendy zostaną przedłużone, ale 2026 r. nie będzie już tak burzliwy dla tej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Bardzo ważne jest czy będą obniżać się różnice pomiędzy stopami procentowymi w USA i w innych krajach, ponieważ Fed będzie stopy obniżać.

Niepewność na rynkach walutowych jest duża. Choć Fed podjął decyzję o obniżce stóp procentowych, to nadal ważą się losy kontynuacji cyklu łagodzenia polityki pieniężnej w przyszłym roku. Jeśli dane nie okażą się tak złe, jak przedstawiał to na konferencji J. Powell, dolar może odrobić część niedawno zanotowanych strat. Co więcej, gospodarka europejska wysyła negatywne sygnały, co mogłoby doprowadzić do większej korekty na EURUSD, jeśli dane amerykańskie pokazałyby się od lepszej strony.

Choć dane NFP (raport Establishment Survey) w końcu zostaną opublikowane, to ich składowa jaką jest stopa bezrobocia (wynikająca z badania gospodarstw domowych) za październik nie będzie znana. Z tego względu listopadowy odczyt stopy bezrobocia nie będzie miał punktu odniesienia, co utrudni pełną ocenę sytuacji na rynku pracy. Niektóre prognozy wskazują na utrzymanie się stopy na poziomie 4,4%, natomiast sam Bloomberg Economics oraz konsensus Bloomberga mówi o odbiciu do 4,5%. Niekompletne dane z USA przyczyniają się do dużej zmienności dolara.

– Wiele zależeć będzie od tego, kto zostanie nowym szefem Fed i czy będzie uznawany za eksperta, czy jedynie za głos D.Trumpa, który chce obniżek stóp procentowych – komentuje ekspert XTB. – Jeżeli będzie to ten drugi wariant, to rynki finansowe będą odchodzić od amerykańskich obligacji i od dolara, co przyczyni się do jego dalszego osłabienia. To jednocześnie sprzyjałoby wzrostowi cen złota.

Analizując parę EURUSD, należy również wziąć pod uwagę presję wynikającą ze słabości euro. Wstępne wskaźniki PMI ze strefy euro są niepokojące: podczas gdy Francja odnotowała powrót do ekspansji w sektorze przemysłowym, sektor usług niemal osunął się w recesję. Co ważniejsze, w Niemczech obserwujemy powrót głębokiej słabości sektora przemysłowego, co w największym stopniu negatywnie rzutuje na perspektywy całej gospodarki europejskiej. EURUSD po danych oscyluje blisko poziomu 1,1750, który i tak okazał się najwyższym od września.

Z racji słabego dolara para USDPLN zameldowała się przed świętami na poziomie 3,60. Z drugiej strony, jeśli dane listopadowe z USA pokazałyby się dzisiaj od dobrej strony, będzie szansa na powrót pary do tego ważnego poziomu. Natomiast para EURUSD znajduje się na poziomach 1,18.

– Europa w 2026 r. będzie kusić inwestorów, a skutkiem będzie zwiększone zapotrzebowanie na europejską walutę. Inwestorzy będą też szukać możliwości dywersyfikacji kierując się na rynki walutowe Japonii i Chin – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Możliwe, że na parze EURUSD przetestowany zostanie poziom 1,20, a może nawet jeszcze wyższy.

5,85 zł za litr i dalej w dół? Co dalej z cenami benzyny

0

Ceny benzyny tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na stałe zameldowały się poniżej 6 zł za litr i najprawdopodobniej powinny pozostać na tych poziomach na dłużej. Jest też szansa, że ceny będą kontynuować spadki w końcówce samego roku. Z drugiej strony patrząc na warunki rynkowe wydaje się, że na polskich stacjach powinno być znacznie taniej. Czy jedna na pewno?

Baryłką ropy naftowej kosztuje obecnie w przeliczeniu na naszą walutę ok. 220 zł. Na początku tego roku było to niemal 340 zł za baryłkę w szczytowym momencie, co oznacza, że cena spadła o ok. 1/3. Z kolei średni poziom ceny benzyny w Polsce, pokazywany w statystykach Komisji Europejskiej, tuż przed świątecznym tygodniem to 5,85 zł. Należy jednak pamiętać, że jest to średnia z całego kraju, a ceny między miastami mogą się różnić. Dodatkowo ceny na trasach szybkiego ruchu czy przy granicach państwa są zazwyczaj wyższe. Średnia cena z początku roku to w szczytowym momencie 6,40 zł. Ceny w święta 2024 roku były nieco niższe przed styczniową zwyżką cenową. Jasno można stwierdzić, że w tym momencie jest taniej niż przed rokiem oraz taniej niż na początku tego roku, ale skala obniżki ceny ropy jest znacznie większa niż ceny benzyny. Co więcej, obecny poziom ceny baryłki jest podobny jak na początku 2021 roku, natomiast wtedy cena 1 litra benzyny 95 oscylowała bliżej 4,75! Obecnie płacimy ponad 1 zł więcej na litrze benzyny niż miało to miejsce przed 5 latami. Czy jest to uzasadnione?

Bardzo mocny wzrost cen ropy naftowej przez cały 2021 i początek 2022 roku przez rozpoczęcie pełnoskalowej wojny na Ukrainie przez Rosję doprowadziło do skokowego wzrostu cen benzyny. Wtedy ostatecznie wzrosty cen benzyny były ograniczone, aby nie doprowadzić do destrukcji popytu. Rząd wprowadził również tarcze antyinflacyjne, które zmniejszyły opodatkowanie benzyny. Marże rafineryjne i tak wyraźnie wzrosły i historycznie pozostają na bardzo wysokich poziomach. Sytuacja ta utrzymała się nawet po tym, jak ceny benzyny nie wzrosły po powrocie normalnej stawki VAT od 1 stycznia 2023 roku. Warto jednak pamiętać, że przed 2020 rokiem marże rafineryjne zazwyczaj oscylowały bliżej zera, a nie kilku czy kilkunastu dolarów na jednej baryłce. Wobec tego wysokie marże to jeden z powodów znacznie wyższych cen niż przed 5 latami. Kolejne czynniki to wzrost kosztów, przede wszystkim pracy, czy również „parapodatków” w postaci opłaty paliwowej. Przy obecnych niższych cenach ropy naftowej rośnie udział czynników pozasurowcowych w ostatecznej cenie paliwa.

Rafinerie i stacje zdecydowanie wolniej obniżają ceny detalicznej niż spada cena hurtowa, co jest związane z chęcią utrzymania marż oraz niepewności tego, co może przynieść najbliższa przyszłość. Niemniej przy obecnych warunkach, jeśli nie dojdzie do rozpoczęcia mocniejszych działań przeciwko Wenezueli ze strony USA, czy również Trump nie zdecyduje się na nałożenie nowych sankcji na Rosję, ceny ropy, jak i ceny benzyny powinny kontynuować spadki. Z drugiej strony początek przyszłego roku i tym samym podnoszenie różnego rodzaju kosztów w tym m.in. płacy minimalnej może doprowadzić do tego, że ceny benzyny ponownie będą reagować wolniej lub mogą nawet wzrosnąć.

Praca w 2026 roku. Wszyscy będziemy uczyć się AI

Era ciekawostek AI w środowisku pracy dobiega końca. W 2025 roku byliśmy świadkami, jak sztuczna inteligencja wchodzi do biur i hal produkcyjnych, wymuszając na nas ekspresową lekcję cyfrowej ewolucji. Jednak rok 2026 zapowiada jeszcze odważniejszy zwrot. Po fali fascynacji generowaniem tekstów i obrazów, rynek pracy dojrzewa do rozwiązań o znacznie wyższej wadze gatunkowej.

Choć nasycenie AI w firmach w Polsce jest jeszcze dość niskie, coraz więcej organizacji zaczyna widzieć w niej element szerszej strategii biznesowej, a nie tylko ciekawe narzędzie generujące treści i oszczędzające czas. Firmy zaczynają pytać „jakie procesy AI może przejąć?”. Przed nami rok, w którym LLM-y stają się jedynie wstępem do budowania znacznie bardziej zaawansowanych, zintegrowanych ekosystemów dla biznesu.

Wzrost znaczenia agentów AI

Obok ogólnodostępnych programów, obserwujemy wdrażanie rozwiązań AI do specjalistycznych programów i maszyn używanych w konkretnych profesjach. Programy te siłą rzeczy są trudniej dostępne i mniej znane, obwarowane abonamentami dla firm i zaporami bezpieczeństwa danych. Trendem staje się tworzenie agentów AI, ułatwiających obsługę, a przede wszystkim pobieranie i łączenie informacji z różnych źródeł. Agent AI, odpowiednio wytrenowany, może być cennym asystentem w pracy, pokazując przy tym prawdziwe możliwości sztucznej inteligencji w zakresie automatyzacji, analizy danych i wykrywania błędów. Agenci AI, przypisani do konkretnych systemów i programów informatycznych używanych w firmach, wprowadzą nową jakość zarządzania danymi. Ma to znaczenie wszędzie tam, gdzie spotykają się dane pochodzące z różnych źródeł i systemów. Takim miejscem jest np. HR, gdzie kumulują się dane statystyczne pracowników, dane dotyczące stanowisk pracy, wynagrodzeń, harmonogramów pracy i absencji itd. Dlatego HR i IT będą polegać na sobie nawzajem w silniejszym stopniu, a podobnie będzie się działo w wielu innych sektorach – np. w medycynie, naukach ścisłych, handlu, usługach.

AI – kompetencja przyszłości

Żeby w pełni korzystać z możliwości AI, należy umieć obsługiwać tę technologię. Umiejętność pracy ze sztuczną inteligencją będzie coraz bardziej potrzebna w wielu branżach i na różnych poziomach. Podobnie jak przed laty uczyliśmy się obsługiwać wyszukiwarki internetowe, media społecznościowe i pakiety programów biurowych, teraz, aby nie pozostać w tyle, będziemy nabywać biegłości w obsłudze AI. Od tego zależy nasza osobista zawodowa przyszłość i losy całych gospodarek narodowych. Firmy staną przed wyzwaniem:

– Praca człowieka z agentem AI będzie kluczowa dla realizacji działań z pogranicza IT i innych działów. Możemy przyjąć, że to nowy etap „obsługi komputera”, wymogu dawniej umieszczanego w ogłoszeniach o pracę. Dziś to wymóg na tyle oczywisty, że się go pomija. Umiejętność pracy z agentami AI jako bardziej zaawansowanym poziomem obsługi sztucznej inteligencji, już wkrótce może być wymogiem na wielu stanowiskach. Biorąc pod uwagę, że takich specjalistów obecnie jest niewielu na rynku, wiele firm będzie decydować się na wyszkolenie ich we własnym zakresie – mówi Marcin Mika, dyrektor ds. świadczenia usług w ADP Polska.

Jakie zmiany przyniesie rynkowi mieszkaniowemu 2026? Deweloperzy odpowiadają

0

Jakie trendy będą kształtowały polski rynek mieszkaniowy w 2026 roku? W jakim kierunku będzie ewoluował sektor? Z jakimi wyzwaniami będzie mierzyć się branża? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

W najbliższych miesiącach rynek mieszkaniowy będzie cechować się dużym wolumenem oferty, a w efekcie sytuacja na nim pozostanie stabilna. Z czasem jednak oferta będzie się kurczyć, gdyż deweloperzy znacznie zmniejszają dynamikę nowej produkcji. Popyt stymulować będą kluczowe czynniki z otoczenia makroekonomicznego, takie jak ogólnie dobra sytuacja w polskiej gospodarce i poziom wynagrodzeń, niska inflacja, a w związku z tym coraz atrakcyjniejsze warunki finansowania zakupu po obniżkach stóp. Ten cykl prawdopodobnie się nie skończył, więc spodziewamy się jeszcze polepszenia tego parametru. Również popyt, odkładany z powodu wysokich stóp lub w oczekiwaniu na program wsparcia nabywców, wpłynie pozytywnie na kontraktację, której zwiększenia spodziewamy się w 2026 roku.

W naszym przypadku będzie to skorelowane z zakończeniem wielu budów i dostępnością mieszkań gotowych, chętniej kupowanych teraz przez klientów. Wprowadzane na rynek projekty będą oferowane po zbliżonych lub coraz wyższych cenach, na co wpływ będą mieć koszty ich wytworzenia, długie procedowanie pozwoleń, wysokie ceny gruntów, a także regulacje i nowe wymogi techniczno-ekologiczne, oddziałujące na działalność deweloperów.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W 2026 roku spodziewamy się wzrostu sprzedaży na rynku mieszkaniowym na poziomie 5-15 procent, czemu sprzyjać będą, nie tylko niższe koszty finansowania, lecz także rosnący poziom wynagrodzeń oraz korzystne prognozy gospodarcze.

Posiadamy silne zaplecze kapitałowe oraz zdywersyfikowany bank gruntów w największych miastach, wynoszący ponad 15 tys. lokali, co pozwoli nam zachować elastyczność w dopasowywaniu podaży do struktury popytu.

Przewiduję także umiarkowany wzrost cen mieszkań – średnio o 1-2 proc. powyżej inflacji, przy czym tempo może przyspieszyć w momencie, gdy relacja popytu do podaży zacznie się wyrównywać.

Rynek pozostaje mocno rozdrobniony, dlatego branża będzie przechodzić dalszą konsolidację. Uczestniczymy w tym procesie, nie tylko poprzez akwizycje, ale też partnerstwa inwestycyjne, które wspierają nasz rozwój organiczny.

Wyzwaniami dla branży pozostaną m.in. ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów w największych miastach oraz długotrwałe procedury administracyjne.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W 2026 roku spodziewamy się rynku bardziej zrównoważonego niż w ostatnich latach, ale niepozbawionego wyzwań. Normalizacja warunków kredytowych i większa dostępność finansowania powinny sprzyjać popytowi na mieszkania „na własne potrzeby”, natomiast wejście w życie zmian podatkowych ograniczy część zakupów inwestycyjnych. To będzie przesuwało strukturę popytu i wymuszało bardziej selektywne podejście do projektowania oferty.

Wyzwania na najbliższy rok to przede wszystkim koszty realizacji inwestycji, procesy administracyjne oraz konkurencja o klientów w miastach takich jak Katowice, gdzie wybór mieszkań jest bardzo duży, a proces decyzyjny po stronie nabywców coraz dłuższy. Jednocześnie rynek nieuchronnie ewoluuje. Widzimy rosnące znaczenie funkcjonalności, efektywnego metrażu, dostępu do transportu oraz jakości przestrzeni wspólnych. Ten kierunek będzie się umacniał.

Przed nami raczej stopniowa przebudowa niż gwałtowna rewolucja. Bardziej świadomy klient, większe rozwarstwienie segmentów rynku, rosnący udział najmu instytucjonalnego i większa różnorodność projektów. W rezultacie deweloperzy będą musieli jeszcze precyzyjniej dopasowywać ofertę do lokalnych uwarunkowań i potrzeb różnych grup nabywców i właśnie w tym kierunku widzimy główny nurt zmian, który będzie kształtował rynek w najbliższych latach.

Edyta Kołodziej, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Dla rynku mieszkań w Polsce kluczowe będą są trzy siły – polityka pieniężna, dynamika popytu kredytowego oraz kondycja gospodarki krajowej. Każdy z tych czynników działa w tym roku na korzyść powrotu popytu i stabilizacji cen, choć ryzyka nie znikają.

Tegoroczna seria obniżek stóp procentowych zmieniła matematykę rat kredytowych i bezpośrednio przyczyniła się do wzrostu zdolności kredytowej nabywców mieszkań oraz większej aktywności kredytowej. W grudniu BIK odnotował także rekordowy miesięczny poziom kwoty udzielonego finansowania. Wskaźniki pokazują wzrosty, co może przełożyć się na wysoką sprzedaż mieszkań w roku 2026.

Duży wpływ na sektor w 2026 roku będzie miała też zmiana zasad liczenia scoringu przez BIK. Nowy model, który ma być wdrażany na początku przyszłego roku, zakłada m.in. że dane z wniosków kredytowych, które zakończyły się odmową nie będą brane pod uwagę przy ocenie zdolności kredytowej, co może stać się katalizatorem dodatkowego popytu na rynku mieszkaniowym.

Napływ popytu wspierać będzie też dobra kondycja gospodarcza Polski. Silny wskaźnik PKB w 2026 roku oznacza mocniejsze fundamenty konsumpcji, wzrost inwestycji, a także większe wykorzystanie środków unijnych.

W 2026 roku przewiduję wzrost cen mieszkań, ale co istotne, wzrost umiarkowany i stabilny, nie przypominający boomu z lat przesadnej ekspansji kredytowej. Biorąc pod uwagę siłę popytu, luzowanie stóp i niską inflację, spodziewam się podwyżki cen rzędu kilku procent rocznie na większości rynków lokalnych.

W 2026 rynek mieszkaniowy czeka, nie rewolucja, ale przyspieszona ewolucja. Sektor najmu instytucjonalnego nabierze jeszcze większego znaczenia. Wróci popyt na mieszkania o mniejszych metrażach w odpowiedzi na ograniczoną zdolność części kupujących. Ponadto, wzrastać będzie premia za energooszczędność i rozwiązania ESG. Widoczne jest, że kupujący i najemcy zaczynają liczyć koszty eksploatacji.

Jednocześnie branża stoi przed wyzwaniami związanymi z trybem i kosztami wydawania pozwoleń na budowę, zachowaniem marż deweloperskich oraz ryzykiem odwrócenia się trendu obniżki stóp procentowych z uwagi na inflację, co natychmiast ostudzi popyt.

Podsumowując, 2026 będzie rokiem powrotu popytu, konsolidacji rynku i umiarkowanego wzrostu cen. To moment, kiedy dojrzałe strategie (elastyczność produktu, kontrola kosztów, uwzględnienie ESG) będą premiowane.

Andrzej Gutowski, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Rok 2026 będzie dla rynku mieszkaniowego przede wszystkim okresem stabilizacji. Widzimy wyraźnie, że sektor funkcjonuje dziś na powolnej wyprzedaży zgromadzonej podaży z poprzedniego roku, a deweloperzy z dużą ostrożnością podchodzą do uruchamiania nowych projektów. Ożywienie, które obserwujemy, jest raczej umiarkowane i w najbliższych dwóch/trzech kwartałach nie spodziewamy się gwałtownego przyspieszenia. Tempo sprzedaży powinno pozostać zbliżone do wyników z czwartego kwartału 2025 roku.

Ceny mieszkań również pozostaną względnie stabilne. Wzrosty będą, ale nie powinny przekroczyć 4-5 proc. rocznie. W praktyce oznacza to poziom około 2-3 proc. powyżej inflacji, w zależności od jej faktycznego przebiegu.

Wyzwania stojące przed branżą pozostają niezmienne. Wciąż kluczowym aspektem jest tempo uzyskiwania decyzji administracyjnych, przede wszystkim pozwoleń na budowę, a także ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów. Dodatkową niewiadomą pozostaje tzw. ustawa schronowa. Na ten moment trudno przewidzieć jej realny wpływ na proces inwestycyjny.

Rynek czeka pewna transformacja, choć nie będzie ona skokowa. Coraz bardziej widoczna staje się rosnąca rola najmu instytucjonalnego (PRS). Ten segment rozwija się systematycznie i wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku jego znaczenie będzie nadal rosło. Sam rynek pozostanie przy tym konkurencyjny. Duża liczba aktywnych firm będzie wymuszała coraz ostrzejsze warunki działania, zarówno pod względem jakości produktów, jak i elastyczności ofert czy efektywności operacyjnej.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

Rok 2026 będzie okresem umiarkowanego, ale wyraźnego ożywienia na rynku mieszkaniowym. Prognozy wskazują, że po stabilizacji obserwowanej w 2025 roku możemy spodziewać się przyspieszenia dynamiki cen, z przewidywanym wzrostem na poziomie około 5 proc. r/r. Jest to konsekwencja, zarówno poprawy dostępności finansowania, w tym przewidywanego obniżenia stóp procentowych, jak i wciąż ograniczonej podaży nowych mieszkań, wynikającej z wysokich kosztów realizacji projektów deweloperskich.

W 2026 roku branża stanie jednak przed szeregiem istotnych wyzwań strukturalnych. Najpoważniejszym z nich pozostaje presja kosztowa: rosnące ceny materiałów, robocizny oraz zaostrzające się normy środowiskowe podnoszą koszty budowy i mogą zniechęcać część deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji. Coraz bardziej odczuwalne stają się bariery regulacyjne, w tym czasochłonne procedury administracyjne, które spowalniają przyrost podaży mieszkań. Rynek może również podlegać rosnącej segmentacji. Największe ośrodki miejskie będą wciąż przyciągały popyt, natomiast mniejsze miasta i regiony o słabszej dynamice gospodarczej mogą doświadczać stagnacji.

Jednocześnie rynek mieszkaniowy znajduje się u progu głębokiej transformacji, która zmieni strukturę popytu i modele korzystania z nieruchomości. Coraz większą rolę odgrywa segment najmu instytucjonalnego (PRS), odpowiadający na potrzeby młodych, mobilnych osób, które preferują elastyczność zamiast długoterminowego kredytu. Rośnie też znaczenie jakości – lokalizacji, standardu, efektywności energetycznej oraz zgodności z zasadami ESG. To właśnie te elementy będą decydowały o wartości mieszkań i odporności inwestycji na wahania koniunktury.

W rezultacie w najbliższych latach nie czeka nas jednolity trend, lecz równoległe modele funkcjonowania rynku zależne od regionu, standardu i formy użytkowania nieruchomości. To fundamentalna zmiana, która będzie kształtować sektor mieszkaniowy w Polsce aż po koniec dekady.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Cytując klasyka „przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przyszłość” a rzeczywistość, w której obecnie żyjemy lubi zaskakiwać nas w każdej sferze życia.

W mojej ocenie rynek nieruchomości we Wrocławiu wszedł w fazę stabilizacji, niemniej jednak da się zauważyć pewne trendy, które pozwalają na prognozowanie kierunków, w których będzie się rozwijał.

Szczególną uwagę zwróciłbym na rosnący udział projektów PRS i mieszkań przeznaczonych na wynajem, wzrost znaczenia rozwiązań proekologicznych i energooszczędnych, coraz mniejszą dostępność gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach oraz spadające stopy procentowe, a co za tym idzie niższe koszty kredytów hipotecznych. Powyższe czynniki będą miały charakter bilansujący, co oznacza, że możliwe, niewielkie podwyżki cen mieszkań będą mniej odczuwalne z uwagi na niższe raty kredytów hipotecznych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przewidujemy, że rok 2026 będzie początkiem ożywienia na rynku nowych mieszkań w związku z ostatnimi i planowanymi obniżkami stóp procentowych.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Rynek mieszkaniowy jest dość stabilny od wielu lat. Głównym wyzwaniem jest znalezienie gruntów w dobrych lokalizacjach. Jeśli chodzi o transformację sektora, podobnie jak w większości państw europejskich, obserwować będziemy rosnącą liczbę osób wynajmujących mieszkania, m.in. w ramach najmu instytucjonalnego, czyli w tzw. PRS-ach. Wierzymy, że ten trend będzie się wzmacniał.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Po okresie stabilizacji cenowej i samoregulacji rynku pierwotnego, polski sektor nieruchomości wkracza w 2026 rok, prezentując scenariusz umiarkowanego, ale trwałego wzrostu. Oczekujemy, że dynamika wzrostu cen mieszkań, uwolniona od silnych bodźców zewnętrznych w postaci masowych programów wsparcia wyniesie od 3 proc. do 5 proc. rocznie, z potencjalnie wyższą dynamiką w wybranych aglomeracjach o najsilniejszym fundamentalnie popycie, takich jak Warszawa czy Trójmiasto.

Wzrost popytu w 2026 roku będzie miał charakter solidnie rynkowy, oparty na istotnej poprawie zdolności kredytowej Polaków. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych, utrzymująca się niska inflacja i sprzyjające warunki makroekonomiczne utrwalą percepcję obecnych warunków finansowania jako trwałych trendów, a nie tymczasowych korekt. Taka stabilizacja ekonomiczna podnosi poziom bezpieczeństwa decyzji zakupowych, stymulując transakcje mieszkaniowe w sposób fundamentalny.

Niemniej jednak, branża deweloperska musi przygotować się na kluczowe wyzwania. Główną barierą pozostaną rosnące koszty realizacji inwestycji, które według naszych prognoz mogą wzrastać, napędzane przede wszystkim cenami materiałów wykończeniowych oraz kosztami pracy. W rezultacie tej presji kosztowej, zamiast trwałych obniżek cen ofertowych, rynek prawdopodobnie zaobserwuje wzrost liczby krótkoterminowych akcji promocyjnych.

Kierunek rozwoju nowych inwestycji będzie silnie determinowany przez parametry jakościowe. Znaczenie energooszczędności, strategicznej lokalizacji oraz całkowitych kosztów użytkowania nieruchomości będzie stale wzrastać, stanowiąc nowy standard rynkowy.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Rok 2026 przyniesie dalszy wzrost znaczenia gruntów dobrze przygotowanych do realizacji. Wpływ na rynek będą mieć rosnące wymogi techniczne, ograniczona dostępność terenów inwestycyjnych w dużych miastach oraz rozwój segmentu PRS. Trendem będzie poprawa funkcjonalności zabudowy, efektywności energetycznej oraz jakości przestrzennej.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

W 2026 roku rynek mieszkaniowy będzie kontynuował transformację w kierunku wyższej efektywności energetycznej i ESG, zgodnie z regulacjami UE, zrównoważonego budownictwa, z mniejszym śladem emisyjnym. Utrzyma się zapotrzebowanie na projekty premium w dobrych lokalizacjach, które będą najmniej podatne na wahania rynkowe.

Spodziewam się rozwoju w zakresie digitalizacji procesu sprzedaży i obsługi posprzedażowej klientów. Z kolei kluczowym wyzwaniem będzie rosnący koszt wykonawstwa i materiałów oraz dostosowanie projektów do nowych zasad technicznych.

Popyt na obligacje korporacyjne w 2025 roku przebił 2,5 mld zł. Emisji było na 1,35 mld zł

Emitenci obligacji korporacyjnych w 2025 przeprowadzili 19 publicznych, prospektowych emisji obligacji korporacyjnych o wartości 1,35 mld zł. To wszystko przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie ponad 2,5 mld zł. Tym samym średni poziom redukcji wyniósł 32,27 proc.

W tym czasie mieliśmy 6 emisji o wartości co najmniej 100  mln zł. Największa z nich to oferta dewelopera mieszkaniowego Victoria Dom o wartości 180 mln. Warto podkreślić, że nawet w tym przypadku konieczna okazała się ponad 30 proc. redukcja, a zapisy wyniosły 279 mln zł. W całym roku udział w emisjach publicznych wzięło 20304 Inwestorów, średnio ponad 1060 na emisję.

EMISJE ZAKOŃCZONE W 2025
Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Victoria Dom 50 4,80% 3 Styczeń 155,93 67,93% 1811
Kruk 100 2,80% 6 Luty 413,136 75,80% 2169
Cavatina Holding 53,5 6,00% 4 Luty 49,877 0,00% 541
Best 83,04 3,60% 5,5 Marzec 128,1 34,90% 1533
Victoria Dom 180 4,30% 3,5 kwiecień 279,24 35,65% 938
PragmaGo 50 3,40% 4 kwiecień 63,8 21,64% 1314  
Olivia Fin 39,896 4,00% 4 kwiecień 57,4 30,50% 831  
Vindexus 21 4,30% 3 Maj 24,23 13,35% 292  
PragmaGo 50 4,25% 3 czerwiec 51,4 2,79% 1415  
Victoria Dom 81,4 4,30% 3 czerwiec 81,4 0,00% 679  
Kruk 100 2,70% 6 lipiec 299,57 66,62% 1724  
Cavatina Holding 50,39 6,00% 4 lipiec 50,39 0,00% 761  
Cavatina Holding 47,54 6,00% 4 wrzesień 11,135 0,00% 498 EUR
Victoria Dom 88,6 4,10% 3,75 wrzesień 256 65,40% 1004  
PCC Exol 25 2,20% 5 wrzesień 74,5 66,44% 575  
Marvipol 100 3,70% 4 październik 223,4 55,24% 1228 Emisja zwiększona z 50 mln, marża z przedziału 3,70-4,10%
PragmaGo 30 3,75% 3 październik 71,2 57,79% 981 Zwiększona z 25m
Vehis Finanse 100 4,45% 3 październik 114 12,41% 990 Zwiększona z 50, marża z przedziału 4,25-4,75%
Cavatina Holding 102,2 5,70% 4 Grudzień 117,64 6,59% 1020 Emisja zwiększona z 40 mln zł, , marża z przedziału 5,70-6,00%
SUMA 1352,563542 2522,35 32,27% 20304

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Ponadto wciąż aktywne prospekty mają między innymi: Dekpol (250 mln zł), Kruk (900 mln zł), PragmaGO (470 mln zł), Vehis Finanse (300 mln zł), PCC Exol (75 mln zł), PCC Rokita (200 mln zł), Marvipol (200 mln zł) czy Olivia Fin (150 mln zł). W ostatnim czasie prospekt na 500 mln zł do akceptacji KNF złożył także Best.

W kontekście zaakceptowanych prospektów instrumentów dłużnych (choć nie obligacji) warto wspomnieć o prospekcie PKO BH, który pozwala plasować listy zastawne tej instytucji o wartości do 10 mld zł. Dziewiątego października zakończyła się pierwsza emisja tych instrumentów w ramach zaakceptowanego prospektu o wartości 1,115 mld zł – pula zwiększona z początkowego miliarda. Zapisy zostały skrócone z 21.10 do 09.10 w wyniku dużego popytu inwestorów.

Dużo emisji odbywa się w trybie bezprospektowym. Tylko grudniu przeprowadzone zostały dwie bardzo duże emisje: Orlen uplasował obligacje warte 2 mld zł, a KGHM zamknął emisję na kwotę 1,6 mld zł. Warto wspomnieć także emisje Benefit System oraz Żabki (obie po 1 mld zł). Z kolei P4 (Play) pozyskał od inwestorów 700 mln zł, a windykacyjny KRUK zamknął emisję na 400 mln zł. Trzy spore oferty zamknął także Robyg (250, 150 i 75 mln zł) i magazynowe 7R (150 mln zł, 23 mln EUR, 83,9 mln). Ponad stumilionowe emisje zamykali również Dom Development, Murapol, Archicom, Best czy Atal.

Fundusze obligacji korporacyjnych przyciągają kapitał

Do końca listopada do funduszy obligacji korporacyjnych napłynęło netto 3,1 mld zł, przy całości napływów do funduszy dłużnych na poziomie ponad 36 mld zł. Średnioroczna stopa zwrotu tej klasy aktywów na koniec listopada wynosiła natomiast 6,70 proc. W wyniku napływów netto oraz dodatniej stopy zwrotu – aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły od początku roku z 16,6 mld zł do 20,3 mld na koniec listopada, czyli o 20 proc.

Dlaczego inwestorzy wracają?

Pieniędzy na rynku jest bardzo dużo, kolejne emisje kończą się redukcjami, zwiększaniem ich maksymalnej kwoty czy, jak w przypadku listów zastawnych, skracaniem czasu trwania. Rosną także aktywa funduszy obligacji korporacyjnych, a ich wyniki wciąż pozostają atrakcyjne. Brak materializacji ryzyka kredytowego (default-u emitenta), zadowalająca płynność oraz możliwość dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w oparciu o dostępne emisje i notowane papiery – to kolejne czynniki przyciągające inwestorów do tego rynku.

Biorąc pod uwagę wciąż aktywne prospekty emisyjne, kolejne oferty oczekujące na akceptację, a przede wszystkim popyt ze strony Inwestorów, z optymizmem możemy patrzeć na perspektywy 2026 roku.

Rekordy na metalach szlachetnych: szeroka fala wzrostów na rynku

Złoto znalazło się w centrum uwagi rynków finansowych, osiągając historyczne maksimum powyżej 4 400 USD za uncję i notując najlepszy rok od ponad czterech dekad. Tegoroczny wzrost przekraczający 68% jest efektem kumulacji kilku silnych czynników, które jednocześnie zwiększają popyt na aktywa postrzegane jako bezpieczna przystań. Kluczową rolę odgrywają napięcia geopolityczne, obejmujące nie tylko wojnę w Ukrainie, lecz także eskalację konfliktu na linii USA–Wenezuela.

Istotnym wsparciem dla rynku pozostają również oczekiwania dotyczące łagodniejszej polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, gdzie rynek dyskontuje dwie obniżki stóp procentowych w 2026 roku, co sprzyja wycenom złota. Dodatkowym impulsem popytowym są systematyczne napływy kapitału do funduszy ETF opartych na złocie, utrzymujące się już piąty tydzień z rzędu. Dane World Gold Council wskazują, że globalne zasoby tych funduszy rosły w każdym miesiącu roku z wyjątkiem maja, co potwierdza trwałe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Równolegle utrzymuje się wysoki popyt ze strony banków centralnych, a na rynku pojawiają się nowi uczestnicy, tacy jak emitenci stablecoinów oraz działy skarbowe dużych przedsiębiorstw, co dodatkowo zaostrza konkurencję o ograniczoną podaż fizycznego metalu. Hossa nie ogranicza się wyłącznie do złota. Srebro zbliżyło się do poziomu 70 USD za uncję, pallad zyskał około 5%, a platyna po raz pierwszy od 2008 roku przekroczyła 2 000 USD za uncję, co podkreśla szeroki charakter wzrostów na rynku metali szlachetnych.

Perspektywy na kolejne kwartały pozostają korzystne. W scenariuszu bazowym bank Goldman Sachs zakłada wzrost ceny złota do 4 900 USD za uncję w 2026 roku, podczas gdy inne surowce, w szczególności ropa naftowa, mogą pozostawać pod presją nadpodaży. W tle utrzymuje się również czynnik polityczny, ponieważ działania handlowe oraz naciski na politykę pieniężną ze strony Donalda Trumpa zwiększały zmienność rynkową i wzmacniały popyt na zabezpieczenie w postaci złota. Całość tych uwarunkowań sprawia, że rekordowe poziomy cen nie są jedynie efektem krótkoterminowej spekulacji, lecz opierają się na solidnych i wielowymiarowych fundamentach popytowych.