NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Polska zbuduje trzeci terminal LNG. Drugi FSRU powstanie w Zatoce Gdańskiej

Polska zwiększy możliwości importu skroplonego gazu ziemnego. GAZ-SYSTEM podjął decyzję o budowie drugiej pływającej jednostki regazyfikacyjnej FSRU w Zatoce Gdańskiej. Po uruchomieniu nowej infrastruktury nasz kraj ma dysponować trzema terminalami LNG o łącznej zdolności regazyfikacyjnej przekraczającej 20 mld m sześc. gazu rocznie.

Decyzja zapadła po zakończeniu procedury Open Season, w której przedsiębiorstwa deklarowały zainteresowanie długoterminowym korzystaniem z planowanego terminala. Cztery podmioty zakontraktowały dostęp do usług FSRU 2, a zgłoszony popyt przewyższył pierwotną ofertę obejmującą 39 slotów regazyfikacyjnych rocznie.

W efekcie operator zdecydował nie tylko o realizacji inwestycji, lecz także o zwiększeniu jej parametrów. Planowana roczna moc regazyfikacyjna FSRU 2 wzrośnie z 4,5 mld do 6,1 mld m sześc. gazu. Oznacza to możliwość przyjęcia większej liczby dostaw LNG niż zakładano w pierwotnym wariancie projektu.

FSRU 2 zwiększy liczbę dostaw LNG

Nowy terminal ma dysponować 58 slotami rocznie. Slot oznacza możliwość obsługi jednej dostawy LNG, która może zostać odebrana z metanowca, zmagazynowana, poddana regazyfikacji i przesłana do krajowego systemu gazowego.

W ramach Open Season zakontraktowano 47 slotów rocznie na lata 2030–2039 oraz 35 slotów rocznie na okres 2040–2044. Według GAZ-SYSTEM łączny poziom rezerwacji w całym okresie świadczenia usług wyniesie 74 proc.

Po raz pierwszy z infrastruktury LNG zarządzanej przez GAZ-SYSTEM ma korzystać więcej niż jeden podmiot. Operator ocenia, że zainteresowanie rynku potwierdza rosnącą rolę Polski jako miejsca handlu i dystrybucji gazu w regionie.

– Wyniki procedury Open Season są wyraźnym sygnałem płynącym z rynku. Uczestnicy potwierdzili, że widzą w Polsce miejsce do dalszego rozwoju działalności handlowej, budowania nowych łańcuchów dostaw oraz zwiększania wykorzystania LNG jako istotnego elementu systemu energetycznego – powiedział Sławomir Hinc, prezes GAZ-SYSTEM.

Trzy terminale LNG w Polsce

FSRU 2 będzie trzecim terminalem LNG w kraju. Polska korzysta już z terminala im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, a równolegle realizowany jest projekt pierwszej jednostki FSRU w Zatoce Gdańskiej.

Po uruchomieniu wszystkich trzech instalacji łączna zdolność regazyfikacyjna terminali LNG ma przekroczyć 20 mld m sześc. rocznie. Dla porównania, oznacza to skalę odpowiadającą znaczącej części krajowego zużycia gazu.

– To historyczna decyzja dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Zbudujemy trzeci terminal LNG w rejonie Morza Bałtyckiego. Nowa jednostka znacząco zwiększy nasze możliwości w zakresie importu skroplonego gazu – przekazał minister energii Miłosz Motyka.

Resort energii wskazuje, że FSRU 2 ma wzmacniać bezpieczeństwo dostaw nie tylko do Polski, ale również do państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Czym jest terminal FSRU?

FSRU, czyli Floating Storage and Regasification Unit, to pływająca jednostka służąca do magazynowania i regazyfikacji skroplonego gazu ziemnego. Jest to specjalnie przystosowany statek, który odbiera LNG dostarczane przez metanowce, przechowuje je, a następnie zmienia jego stan z ciekłego na gazowy.

LNG transportowany jest drogą morską w temperaturze około minus 162 stopni Celsjusza. Po regazyfikacji może zostać wprowadzony do systemu przesyłowego i wykorzystany przez przemysł, energetykę, ciepłownictwo oraz odbiorców indywidualnych.

Pływające terminale są zwykle szybsze i bardziej elastyczne w realizacji niż klasyczne terminale lądowe. Wymagają jednak budowy infrastruktury portowej, gazociągów przyłączeniowych oraz dostosowania krajowej sieci przesyłowej.

Polska chce zwiększać znaczenie na rynku gazu

Rozbudowa infrastruktury LNG ma umożliwić dostawy gazu z wielu kierunków świata. LNG może trafiać do Polski m.in. z USA, Kataru, Norwegii, Afryki oraz innych państw obecnych na globalnym rynku.

Polska posiada połączenia gazowe z Danią, Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą. Dzięki temu surowiec sprowadzany przez terminale może być kierowany nie tylko do krajowych odbiorców, ale również na rynki państw sąsiednich.

GAZ-SYSTEM zakłada, że od 2030 r. Polska będzie dysponować niemal 50 mld m sześc. rocznych zdolności importowych gazu, uwzględniając terminale LNG, gazociągi i połączenia międzysystemowe. Operator liczy, że stworzy to warunki do rozwoju regionalnego centrum handlu, przesyłu i magazynowania gazu.

– FSRU 2 to inwestycja w bezpieczeństwo państwa, konkurencyjność gospodarki i silną pozycję naszego kraju na europejskim rynku energii – ocenił Wojciech Wrochna, sekretarz stanu w Ministerstwie Energii i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Większy import nie oznacza automatycznie niższych rachunków

Nowe terminale LNG nie przełożą się automatycznie na natychmiastowy spadek cen gazu dla odbiorców. Notowania surowca zależą przede wszystkim od sytuacji na globalnym rynku LNG, popytu w Azji i Europie, kosztów transportu, kursów walut oraz warunków pogodowych.

Większa infrastruktura importowa może jednak ograniczyć ryzyko zakłóceń dostaw i gwałtownych wzrostów cen w okresach kryzysowych. Dostęp do większej liczby dostawców daje odbiorcom i firmom handlowym większą elastyczność w wyborze kierunków importu.

Inwestycja wpisuje się w proces dywersyfikacji dostaw gazu po odejściu Europy od uzależnienia od rosyjskiego surowca. Rząd argumentuje, że gaz ma pełnić funkcję paliwa przejściowego w okresie odchodzenia od węgla, wspierając stabilność systemu energetycznego przy równoległym rozwoju odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej.

CI Games przesuwa premierę „Lords of the Fallen II”. Gra trafi na rynek w I kwartale 2027 r.

CI Games poinformowało o zmianie harmonogramu prac nad „Lords of the Fallen II”. Planowany termin premiery action RPG został wyznaczony na pierwszy kwartał 2027 r. Spółka podkreśla, że dodatkowy czas ma zostać wykorzystany na dopracowanie gry, integrację nowych rozwiązań oraz dalsze testy prowadzone z udziałem doświadczonych graczy gatunku soulslike.

Jak wynika z komunikatu, zespół pracujący nad produkcją współpracował z Gameplay Feedback Teamem, czyli grupą weteranów gier soulslike działającą w ramach Launch Creative Teamu. Opinie testerów oraz wizja twórców miały doprowadzić do wypracowania nowych pomysłów, które mają poszerzyć i pogłębić doświadczenie oferowane przez kontynuację popularnej marki.

CI Games zaznacza, że wydłużenie procesu produkcyjnego pozwoli lepiej wdrożyć poprawki i przeprowadzić kolejne iteracje poszczególnych elementów gry. Celem jest przygotowanie tytułu, który już w dniu debiutu będzie kompletny, dopracowany oraz zgodny z oczekiwaniami fanów mrocznego fantasy i wymagającej rozgrywki action RPG.

– Dodatkowa integracja, kolejne iteracje i więcej czasu pozwolą osiągnąć jak największe korzyści z wprowadzanych poprawek. Dzięki temu nasz zespół już w dniu premiery dostarczy grę kompletną, dopracowaną i oferującą najwyższą jakość – przekazała spółka.

Zmiana terminu ma również wymiar biznesowy. Premiera w pierwszym kwartale 2027 r. pozwoli uniknąć intensywnej rywalizacji o uwagę odbiorców w okresie świątecznym, kiedy na rynek trafia zwykle wiele wysokobudżetowych produkcji. Zdaniem CI Games, wydanie gry poza tym oknem zwiększy jej szansę na skuteczne dotarcie do graczy i mediów.

Spółka podkreśla, że pozytywny odbiór ostatnio ujawnionych materiałów dotyczących „Lords of the Fallen II” wzmacnia motywację zespołu. Twórcy zapowiadają dalsze informacje o produkcji w kolejnych miesiącach.

„Lords of the Fallen II” ma być pełnoprawnym sequelem rozwijającym markę znaną fanom gier soulslike. CI Games deklaruje, że pracuje nad wyjątkowym tytułem action RPG osadzonym w mrocznym świecie fantasy, który ma sprostać oczekiwaniom społeczności skupionej wokół serii.

PMI USA najwyżej od blisko czterech lat. Amerykański przemysł przyspiesza, ale firmy tną zatrudnienie

Amerykański przemysł nadal na wysokich obrotach.

Czerwcowe dane PMI wskazują na wyraźne przyspieszenie w amerykańskim przemyśle, gdzie wstępny odczyt wskaźnika wzrósł do 55,7 pkt, osiągając najwyższy poziom od blisko czterech lat. Produkcja rośnie najszybciej od 2021 roku, a głównym impulsem pozostaje silny napływ nowych zamówień. Jednocześnie wzrost ten jest w dużej mierze napędzany przez budowę zapasów. Firmy zabezpieczają się przed możliwymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw i wzrostem kosztów. Skala gromadzenia zapasów należy do najwyższych w historii badań PMI, co może sugerować przejściowy charakter części tego ożywienia.

Pomimo mocnych danych produkcyjnych pojawiają się jednak sygnały ostrożności – zatrudnienie w przemyśle spada najszybciej od okresu pandemii. Utrzymuje się również wysoka presja kosztowa oraz wydłużone czasy dostaw, wskazujące na napięcia po stronie podaży. W efekcie obecne ożywienie w sektorze wytwórczym może być trudne do utrzymania w kolejnych miesiącach, zwłaszcza przy utrzymującej się niepewności gospodarczej.

PKP chce uwolnić potencjał terenów kolejowych. Prawo warstwowe ma zmienić polskie miasta

22 czerwca br. spółka Polskie Koleje Państwowe zorganizowała spotkanie poświęcone zagadnieniom prawa warstwowego, w którym wzięli udział przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, prawnicy specjalizujący się w tym obszarze oraz menadżerowie i pracownicy podmiotów zarządzających infrastrukturą i nieruchomościami kolejowymi w Polsce.

W wielu polskich miastach zaczyna brakować atrakcyjnych terenów inwestycyjnych, a duży, wciąż niewykorzystany potencjał mają obszary kolejowe. Aby lepiej wykorzystać charakter takich miejsc, konieczne jest wprowadzenie do polskiego systemu prawnego tzw. prawa warstwowego. Brak możliwości klarownego wydzielenia własności „nad” oraz „pod” istniejącą infrastrukturą kolejową od lat utrudnia realizację nowoczesnych inwestycji. Wypracowanie rozwiązań legislacyjnych, które z powodzeniem funkcjonują już w innych krajach, byłoby korzystne zarówno z punktu widzenia kolejowych spółek, inwestorów komercyjnych, jak i samorządów, które odpowiadają za planowanie przestrzenne. W praktyce niezbędnym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie instytucji prawa zabudowy, a wpisane do księgi wieczystej prawo pozwoliłoby na trwałe odseparowanie własności obiektów znajdujących się nad lub pod ziemią od własności samego gruntu kolejowego. Dotychczas podejmowane prace koncepcyjne zmierzające do wprowadzenia nowej instytucji tzw. prawa warstwowego do systemu prawnego nie zostały zakończone wdrożeniem stosownych rozwiązań ustawowych. Ministerstwo Rozwoju i Technologii obecnie podjęło próbę wprowadzenia do wykazu prac legislacyjnych projektu ustawy o odrębnej własności obiektów budowlanych, która w sposób kompleksowy regulowałaby możliwość stosowania tzw. prawa warstwowego.

Dzisiejsze spotkanie ma charakter roboczy i strategiczny. Spotykamy się w tak szerokim gronie, ponieważ tylko współpraca administracji publicznej, samorządów, regulatorów i rynku pozwoli wypracować skuteczne rozwiązania systemowe. Są one potrzebne, aby pogodzić specyficzny charakter terenów kolejowych z potrzebami urbanistycznymi wynikającymi z rozwoju ośrodków, zwłaszcza największych polskich metropolii. Chcemy, aby kolej nie dzieliła miast, tylko dobrze wpisywała się w tkankę miejską – podkreślił, otwierając wydarzenie Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP.

Pierwsza część spotkania poświęcona była dyskusji nad projektowanymi zmianami, które choćby w zakresie ograniczonym do inwestycji w obszarze kolejowym pozwoliłyby na uregulowanie problematyki zabudowy warstwowej poprzez wprowadzenie tego zagadnienia do ustawy branżowej. Dyskutowano nad stworzeniem mechanizmów prawnych umożliwiających lokalizowanie, budowę, utrzymanie i eksploatację obiektów innych niż infrastruktura kolejowa nad oraz pod obszarami kolejowymi. Uczestnicy rozmawiali o rozwiązaniach, które pozwoliłyby rozszerzyć katalog inwestycji możliwych do realizacji na terenach kolejowych przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa ruchu kolejowego i określaniu indywidualnych warunków technicznych dla poszczególnych projektów. Wśród omawianych przez przedstawiciela kancelarii Głuchowski Siemiątkowski Zwara Adwokaci i Radcowie Prawni założeń znalazło się ustanowienie prawa odrębnej własności obiektów nadtorowych i podtorowych, prowadzenie dla nich odrębnych ksiąg wieczystych oraz ujęcie takich obiektów w katastrze nieruchomości. PKP S.A. jako podmiot posiadający prawo własności lub użytkowania wieczystego, w tym modelu, pełniłaby rolę ustanawiającego prawa do obiektów i koordynującego obecność inwestorów na terenach kolejowych.

Grunty kolejowe w centrach miast to jeden z największych niewykorzystanych potencjałów inwestycyjnych w Polsce. Problem w tym, że obecne przepisy nie zawsze nadążają za potrzebami miast, kolei i inwestorów. Prawo warstwowe może to zmienić – umożliwiając realizację inwestycji nad i pod infrastrukturą kolejową, bez ograniczania jej podstawowej funkcji transportowej. Z perspektywy nieruchomości PKP S.A. to nie jest wyłącznie temat prawny. To temat o przyszłości miast, mobilności i odpowiedzialnego wykorzystania przestrzeni – mówi Andrzej Bułczyński, członek zarządu PKP S.A.

Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii omówił zakres działań podjętych przez resort w celu umożliwienia wdrożenia rozwiązań generalnych planowanych do wprowadzenia w regulacji, która próbuje rozwiązać problematykę zabudowy warstwowej kompleksowo, szerzej niż wyłącznie dla terenów kolejowych. Przedstawił wyniki analiz zagranicznych rozwiązań prawnych dotyczących prawa warstwowego, przeprowadzonych przy wsparciu polskich placówek dyplomatycznych. Podkreślił znaczenie efektywnego zarządzania przestrzenią miejską, dialogu społecznego oraz stworzenia stabilnych podstaw prawnych dla realizacji wielopoziomowych inwestycji infrastrukturalnych i komercyjnych.

Uczestnicy zapoznali się także z założeniami projektu „Linia Średnicowa – nowa pierzeja Al. Jerozolimskich”, który zakłada rozwój nowoczesnej zabudowy obejmującej funkcje biurowe, mieszkaniowe i usługowe. Projekt został wskazany jako przykład potencjału, jaki może zostać uwolniony dzięki wdrożeniu rozwiązań opartych na prawie warstwowym.

Spotkaniu przewodniczyli Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. oraz Andrzej Bułczyński, członek zarządu PKP S.A. ds. nieruchomości. W wydarzeniu, którego gospodarzem były Polskie Koleje Państwowe S.A., uczestniczyli przedstawiciele instytucji publicznych oraz podmiotów działających na rynku nieruchomości i w branży kolejowej, w tym m.in. Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Urzędu m.st. Warszawy, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, Agencji Rozwoju Pomorza, PKP Polskich Linii Kolejowych, Centralnego Portu Komunikacyjnego, Pomorskiej Kolei Metropolitalnej i Xcity Investment.

PGB uruchomiła 22. biogazownię w Polsce – nowa instalacja działa w Długoszynie

Polska Grupa Biogazowa (PGB) uruchomiła kolejną, nowoczesną biogazownię w Długoszynie, w województwie lubuskim. Oficjalne otwarcie inwestycji odbyło się 23 czerwca 2026 r.

Biogazownia w Długoszynie jest już 22. instalacją PGB w Polsce i trzecią inwestycją spółki w województwie lubuskim. Obiekt wykorzystuje zaawansowane rozwiązania technologiczne, w tym kogenerację, umożliwiające efektywne przetwarzanie substratów organicznychw energię elektryczną i ciepło. Instalacja będzie przetwarzać około 46 tys. ton substratów rocznie, produkując 8,4 GWh energii elektrycznej oraz 8 GWh ciepła. Wytwarzana energia elektryczna odpowiada zapotrzebowaniu około 3 tys. gospodarstw domowych. Biogazownie przynoszą również wymierne korzyści dla społeczności lokalnej. Instalacja o mocy 1 MWe generuje około 4 mln zł rocznie przychodów pozostających w promieniu do 50 km od inwestycji. Środki te trafiają m.in. do lokalnych przetwórców rolno-spożywczych, firm transportowych i serwisowych oraz podmiotów zajmujących się zagospodarowaniem pofermentu, a także zasilają budżet gminy.

Inwestycję zrealizowano w bardzo sprawnym, dziewięciomiesięcznym cyklu budowlano-montażowym. Obiekt spełnia najwyższe standardy bezpieczeństwa, a jego praca jest w pełni monitorowana przez Centrum Monitoringu i Analiz PGB. Uruchomiona biogazownia już dziś produkuje energię, wzmacniając lokalną gospodarkę i bezpieczeństwo energetyczne regionu.

Sabine Dujacquier, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Biogazowej PGB uruchomiła 22. biogazownię w Polsce – nowa instalacja działa w Długoszynie 1PGB od lat aktywnie wspiera transformację energetyczną w Polsce, rozwijając energetykę biogazową opartą na lokalnych, odnawialnych surowcach, takich jak pozostałości rolnicze i produkty uboczne przemysłu rolno-spożywczego. Pozwalają one na efektywną produkcję energii elektrycznej i ciepła. Biogazownie PGB pełnią ważną rolę w gospodarceo obiegu zamkniętym, umożliwiając zagospodarowanie materiałów organicznych, w tym odpadów, produkcję energii oraz wytwarzanie pofermentu wspierającego właściwości gleby. Cieszymy się, że możemy oddać do użytku kolejną inwestycję PGB w Polsce – mówi Sabine Dujacquier, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Biogazowej.

Nowa instalacja przyniesie wymierne korzyści lokalnym rolnikom i przedsiębiorcom dzięki możliwości efektywnego zagospodarowania surowców organicznych oraz wykorzystania ciepła technologicznegona potrzeby suszenia drewna, co stanowi istotne wsparcie dla lokalnych producentów mebli i zakładów stolarskich. Proces fermentacji generuje także poferment zawierający cenne mikro- i makroelementy, takie jak azot, potas i fosfor, wspierające właściwości gleby.

Podczas uroczystości odczytano również list Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Stefana Krajewskiego. Minister podkreślił znaczenie biogazowni dla rozwoju obszarów wiejskich oraz transformacji energetycznej kraju.– Rozwój biogazowni rolniczych ma szczególne znaczenie dla obszarów wiejskich. Instalacje tego typu umożliwiają efektywne zagospodarowanie produktów ubocznych rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego, przyczyniają się do dywersyfikacji źródeł dochodu na terenach wiejskich, a także wzmacniają lokalne bezpieczeństwo energetyczne. Tego rodzaju przedsięwzięcia pokazują, że możliwe jest skuteczne łączenie rozwoju gospodarczego z odpowiedzialnym wykorzystaniem zasobów naturalnych oraz tworzeniem nowych możliwości dla mieszkańców obszarów wiejskich – napisał Stefan Krajewski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

W trakcie uroczystości otwarcia biogazowni był obecny Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii Marian Zmarzły, który mówił: – Biogazownie odgrywają coraz ważniejszą rolę w transformacji energetycznej Polski.Są stabilnym źródłem energii, niezależnym od warunków pogodowych i pory roku, a jednocześnie wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne kraju. Inwestycja w Długoszynie to ważny impuls rozwojowy dla regionu, który tworzy nowe możliwości współpracy dla lokalnych przedsiębiorstw oraz wspiera rozwój gospodarczy i energetyczny województwa lubuskiego. Cieszę się, że ten projekt został zrealizowany w tak krótkim czasie i będzie służył mieszkańcom przez wiele lat.

Podczas wydarzenia nie mogło zabraknąć również głosu przedstawicieli władz lokalnych.

Jako samorząd jesteśmy zainteresowani rozwojem gospodarczym gminy, ale równie ważne jest dla nas zachowanie wysokich standardów ochrony środowiska i jakości życia mieszkańców. Otwarcie biogazowni w Długoszynie to inwestycja, która wzmacnia potencjał gospodarczy gminy i wpisuje się w działania służące zwiększaniu bezpieczeństwa energetycznego regionu. Liczę, że dalsze funkcjonowanie obiektu będzie prowadzone w sposób odpowiedzialny, zgodny z obowiązującymi wymogami oraz w dialogu z lokalną społecznością – mówi Dariusz Ejchart, Burmistrz Sulęcina.

Istotną rolę w realizacji projektu odegrali również lokalni partnerzy i dostawcy. Wśród nich znajduje się Przedsiębiorstwo Rolno-Przemysłowe „Smogóry” Sp. z o.o., które będzie dostarczać substraty wykorzystywanedo produkcji biogazu. Udział przedsiębiorców z regionu pozwala budować sprawny łańcuch wartości wokół odnawialnych źródeł energii oraz wspiera rozwój gospodarczy.

Tego typu instalacje pokazują, że nowoczesna energetyka może realnie wspierać działalność rolniczą. Dzięki nim pozostałości z produkcji, które wciąż w wielu miejscach stanowią problem, zyskują nowe zastosowanie. W sąsiedztwie elektrociepłowni PGB stają się zasobem wykorzystywanym w lokalnym obiegu gospodarczym. Inwestycja tworzy także podstawy do długofalowej współpracy, przynoszącej wymierne korzyści wszystkim zaangażowanym stronom – mówi Andrzej Babiak, Prezes Przedsiębiorstwa Rolno-Przemysłowego „Smogóry” Sp. z o.o.

Polska Grupa Biogazowa pozostaje największym producentem energii z biogazu w Polsce i jednym z liderów transformacji energetycznej w sektorze OZE. Grupa rozwija sieć nowoczesnych biogazowni i biometanowni wspierających gospodarkę o obiegu zamkniętym, a tym samym przyczynia się do stabilizacji krajowego systemu elektroenergetycznego oraz ograniczania emisji gazów cieplarnianych poprzez efektywne wykorzystanie lokalnych surowców organicznych.

Według ostatnich danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa z 28 maja br., w Polsce funkcjonuje 209 biogazowni rolniczych. Polska dysponuje piątym co do wielkości potencjałem biomasy do produkcji biogazu wśród państw członkowskich Unii Europejskiej, co stwarza istotne możliwości dalszego rozwoju sektora biometanu i zielonej energii.

Zakończenie inwestycji stanowi kolejny krok w realizacji strategii PGB zakładającej rozwój nowoczesnych, stabilnych źródeł energii odnawialnej w Polsce oraz budowę zrównoważonego, rozproszonego systemu energetycznego opartego na lokalnych zasobach.

Większa produkcja, wyższe zyski i mniej pracowników w przemyśle

W pierwszym kwartale 2026 r. polski przemysł wyraźnie poprawił kondycję finansową, a produkcja sprzedana ponownie znalazła się na plusie. Dane GUS pokazują jednak, że poprawa nie rozkłada się równomiernie: część branż wyraźnie przyspiesza, podczas gdy przetwórstwo rośnie umiarkowanie, a przedsiębiorstwa nadal redukują zatrudnienie.

Przemysł odbija, ale zatrudnienie nadal spada. Firmy poprawiły wyniki finansowe

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w pierwszym kwartale 2026 r. o 2,3% rok do roku, a przedsiębiorstwa wyraźnie poprawiły rentowność. Za pozytywnym obrazem nie stoi jednak równomierne ożywienie: najmocniej rosły górnictwo i energetyka, podczas gdy przetwórstwo przemysłowe zwiększyło produkcję jedynie o 1,2%, a zatrudnienie w całym sektorze nadal malało.

23.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+2,3%
r/r
produkcja sprzedana przemysłu w cenach stałych
42,2 mld zł
+24,6% r/r
wynik finansowy brutto przedsiębiorstw przemysłowych
21,1 mld zł
+3,6% r/r
nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw przemysłowych
−1,3%
r/r
przeciętne zatrudnienie w przemyśle

Po słabym początku 2025 r. polski przemysł wszedł w 2026 r. z wyraźnie lepszym bilansem. W podmiotach zatrudniających co najmniej 10 osób produkcja sprzedana przemysłu była w pierwszym kwartale o 2,3% wyższa niż rok wcześniej. Dla porównania, w analogicznym okresie poprzedniego roku wzrost wynosił jedynie 0,8%.

Wzrost produkcji objął wszystkie główne sekcje przemysłu, ale ich tempo było mocno zróżnicowane. Najsilniej odbiły górnictwo i wydobywanie oraz sektor energii, gazu i ciepła. Przetwórstwo przemysłowe, które odpowiada za zdecydowaną większość aktywności sektora, rosło znacznie wolniej.

Wzrost we wszystkich sekcjach, ale przetwórstwo rośnie ostrożnie

Największy wzrost produkcji sprzedanej odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 15,3% rok do roku. Mocna dynamika była widoczna również w sektorze wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę, gdzie produkcja zwiększyła się o 11,1%.

W dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz rekultywacji wzrost sięgnął 4,7%. Znacznie spokojniej wyglądało przetwórstwo przemysłowe, które odnotowało wzrost o 1,2%. To ważna różnica, ponieważ właśnie ta część gospodarki skupia większość zakładów produkcyjnych, pracowników i eksportowych specjalizacji Polski.

Produkcja sprzedana przemysłu według sekcji
Zmiana w I kwartale 2026 r. wobec I kwartału 2025 r., ceny stałe, w %
Źródło: GUS, „Nakłady i wyniki przemysłu – 1 kwartał 2026 r.”

Łącznie wzrost produkcji wystąpił w 20 z 34 działów przemysłu. Ich udział stanowił 65,8% wartości produkcji przemysłowej ogółem. Dane pokazują więc, że gospodarka przemysłowa poprawia wyniki, ale poprawa pozostaje selektywna i nie obejmuje wszystkich branż w takim samym stopniu.

Dobra inwestycyjne na plusie, trwała konsumpcja nadal słaba

Najbardziej pozytywny obraz przyniosła produkcja dóbr inwestycyjnych, która wzrosła o 6,3% rok do roku. To segment szczególnie istotny z punktu widzenia kondycji przedsiębiorstw, ponieważ obejmuje dobra wykorzystywane do rozbudowy mocy produkcyjnych, modernizacji zakładów i realizacji inwestycji.

Wzrost odnotowano także w produkcji dóbr związanych z energią oraz dóbr konsumpcyjnych nietrwałych. Słabiej wyglądała natomiast sytuacja w dobrach konsumpcyjnych trwałych, których produkcja spadła o 4,9%. Nieznaczne obniżenie produkcji wystąpiło również w dobrach zaopatrzeniowych.

Główne grupowania przemysłowe
Zmiana produkcji w I kwartale 2026 r. wobec I kwartału 2025 r., ceny stałe, w %
Źródło: GUS, opracowanie własne.

Układ danych sugeruje, że przemysł otrzymuje wsparcie przede wszystkim ze strony inwestycji oraz sektora energetycznego. Jednocześnie słabsza produkcja dóbr trwałego użytku może wskazywać, że popyt gospodarstw domowych na większe zakupy wciąż nie odzyskał pełnej dynamiki.

Nie wszystkie branże korzystają z odbicia

Wśród większych działów przemysłu szczególnie dobrze wypadły naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn oraz urządzeń, gdzie produkcja sprzedana wzrosła o 26,7% rok do roku. Dwucyfrową dynamikę zanotowały również produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep, produkcja maszyn i urządzeń oraz produkcja pozostałego sprzętu transportowego.

Po słabszej stronie znalazły się między innymi produkcja metali, wyrobów tekstylnych, wyrobów farmaceutycznych oraz wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych. To pokazuje, że odbicie w sektorze nie ma charakteru jednolitego i wciąż zależy od kondycji poszczególnych rynków, kosztów energii oraz popytu krajowego i zagranicznego.

Wybrane działy przemysłu Produkcja sprzedana Zatrudnienie Przeciętne wynagrodzenie
Przemysł ogółem +2,3% −1,3% +6,0%
Naprawa i instalowanie maszyn oraz urządzeń +26,7% −3,6% +8,5%
Górnictwo i wydobywanie +15,3% −3,9% +2,4%
Produkcja maszyn i urządzeń +11,2% +1,5% +6,7%
Produkcja pozostałego sprzętu transportowego +11,3% +3,3% +8,4%
Produkcja metali −9,4% −1,4% +7,2%
Produkcja wyrobów tekstylnych −7,3% −3,8% +6,0%
Produkcja wyrobów farmaceutycznych −5,7% −0,2% +0,9%

Produkcja rośnie szybciej niż zatrudnienie

Przeciętne zatrudnienie w przemyśle wyniosło w pierwszym kwartale 2026 r. 2,67 mln etatów i było o 1,3% niższe niż rok wcześniej. Spadek zatrudnienia wystąpił w górnictwie i wydobywaniu, przetwórstwie przemysłowym oraz energetyce.

Wyjątkiem była dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja, gdzie zatrudnienie wzrosło o 3,0%. Przy jednoczesnym wzroście produkcji oznacza to poprawę wydajności pracy. W całym przemyśle produkcja sprzedana przypadająca na jednego zatrudnionego zwiększyła się w cenach stałych o 3,6%.

Największy wzrost wydajności odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 20,0%, oraz w energetyce, gdzie sięgnął 12,4%. W przetwórstwie przemysłowym wydajność zwiększyła się o 2,6%, a w sektorze wodno-odpadowym o 1,7%.

Płace rosną, ale wolniej niż produkcja w najbardziej dynamicznych segmentach

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w przemyśle wyniosło 9 089,90 zł i było o 6,0% wyższe niż w pierwszym kwartale 2025 r. Wzrost płac objął wszystkie główne sekcje przemysłu.

Najszybciej wynagrodzenia rosły w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz rekultywacji, gdzie wzrost wyniósł 8,1%. W przetwórstwie przemysłowym płace zwiększyły się o 6,2%, w energetyce o 6,8%, a w górnictwie o 2,4%.

Najważniejsza zmiana w przemyśle to jednoczesny wzrost produkcji i spadek zatrudnienia. Firmy wytwarzają więcej przy mniejszej liczbie etatów, co poprawia wydajność pracy, ale może także oznaczać ostrożność przedsiębiorstw w zwiększaniu zatrudnienia.

Finanse przedsiębiorstw wyraźnie się poprawiły

Najmocniejszym elementem danych za pierwszy kwartał są wyniki finansowe przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających co najmniej 50 osób i prowadzących księgi rachunkowe. Wynik finansowy brutto wyniósł 42,2 mld zł i był o 24,6% wyższy niż rok wcześniej.

Wynik netto zwiększył się o 19,0%, do 32,7 mld zł. Przychody przedsiębiorstw przemysłowych wzrosły o 4,8%, podczas gdy koszty ich uzyskania zwiększyły się o 3,7%. Dzięki temu wskaźnik poziomu kosztów poprawił się z 94,7% do 93,7%.

Wyniki finansowe przemysłu
I kwartał 2025 r. i I kwartał 2026 r., w mld zł
Źródło: GUS, opracowanie własne.

Poprawiły się także wskaźniki rentowności. Rentowność sprzedaży brutto wzrosła z 5,8% do 6,9%, rentowność obrotu brutto z 5,3% do 6,3%, a rentowność obrotu netto z 4,3% do 4,9%. Jednocześnie nieco obniżyły się wskaźniki płynności finansowej, co oznacza, że poprawa zysków nie przełożyła się automatycznie na silniejszą pozycję gotówkową wszystkich firm.

Inwestycje wracają do wzrostu

Nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw przemysłowych wyniosły 21,1 mld zł i były o 3,6% wyższe niż przed rokiem. To istotna zmiana po spadku nakładów inwestycyjnych odnotowanym w pierwszym kwartale 2025 r.

Najsilniejszy wzrost inwestycji wystąpił w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz rekultywacji, gdzie nakłady zwiększyły się o 9,5%. W przetwórstwie przemysłowym wzrost wyniósł 6,9%. Spadki utrzymały się natomiast w górnictwie i wydobywaniu oraz w energetyce.

Nakłady inwestycyjne według sekcji przemysłu
Zmiana w I kwartale 2026 r. wobec I kwartału 2025 r., w %
Źródło: GUS, „Nakłady i wyniki przemysłu – 1 kwartał 2026 r.”

W samym przetwórstwie przemysłowym relatywnie wysoki wzrost nakładów odnotowano między innymi w produkcji wyrobów tekstylnych, mebli, wyrobów z metali, komputerów i elektroniki oraz wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych. Z drugiej strony, ograniczenie inwestycji było widoczne między innymi w produkcji odzieży, urządzeń elektrycznych, maszyn i urządzeń oraz farmaceutyków.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Przemysł wrócił do wyraźniejszego wzrostu. Produkcja sprzedana zwiększyła się o 2,3% rok do roku, wobec wzrostu o 0,8% w pierwszym kwartale 2025 r.
  • Ożywienie jest nierównomierne. Najmocniej rosły górnictwo i energetyka, natomiast przetwórstwo przemysłowe zwiększyło produkcję tylko o 1,2%.
  • Dobra inwestycyjne są głównym motorem wzrostu. Ich produkcja zwiększyła się o 6,3%, podczas gdy dobra konsumpcyjne trwałe odnotowały spadek o 4,9%.
  • Zatrudnienie pozostaje pod presją. Liczba etatów w przemyśle spadła o 1,3%, ale produkcja na jednego zatrudnionego wzrosła o 3,6%.
  • Rentowność przedsiębiorstw poprawia się szybciej niż aktywność produkcyjna. Wynik brutto wzrósł o 24,6%, a wynik netto o 19,0%.
  • Inwestycje znów rosną. Nakłady inwestycyjne zwiększyły się o 3,6%, szczególnie w przetwórstwie oraz gospodarce wodno-odpadowej.

Pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł polskiemu przemysłowi wyraźnie lepsze wyniki niż rok wcześniej. Rosnąca produkcja, poprawa rentowności i powrót inwestycji tworzą korzystny obraz sektora. Jednocześnie słabsza sytuacja w części branż oraz dalszy spadek zatrudnienia pokazują, że nie jest to jeszcze szerokie, jednolite ożywienie całego przemysłu.

Dane dotyczące produkcji, zatrudnienia i wynagrodzeń obejmują podmioty o liczbie pracujących 10 osób i więcej. Dane finansowe oraz inwestycyjne dotyczą przedsiębiorstw prowadzących księgi rachunkowe, zatrudniających 50 osób i więcej. Źródło: Główny Urząd Statystyczny, „Nakłady i wyniki przemysłu – 1 kwartał 2026 r.” oraz tablice statystyczne GUS. Opracowanie własne.

Złoto, srebro i miedź pod presją. Rynki wyceniają mocnego dolara i wysokie stopy

  • Metale pozostają pod presją, ponieważ inwestorzy koncentrują się na wyższych kosztach finansowania, mocniejszym dolarze i szerokiej redukcji ryzyka na rynkach finansowych.
  • Ceny złota i srebra nadal są obciążone perspektywą utrzymania się wyższych stóp procentowych w USA przez dłuższy czas, mimo że kilka długoterminowych czynników sprzyjających tym metalom pozostaje niezmienionych.
  • Cena miedzi spadła w kierunku kluczowych poziomów wsparcia, pomimo trwającego zmniejszania zapasów i pozytywnych średnioterminowych perspektyw podaży.
  • Naszym zdaniem rynki mogą zbliżać się do szczytu jastrzębiego nastawienia, ponieważ spadek cen energii łagodzi presję inflacyjną i zmniejsza potrzebę dalszego zacieśniania polityki.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, metale przemysłowe i szlachetne pozostają w defensywie, ponieważ rynki finansowe nadal dostosowują się do perspektywy wyższych kosztów finansowania i bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej w USA. Ostatnia fala wyprzedaży została spotęgowana przez gwałtowną korektę na spółkach technologicznych. Dzisiejszy 10-procentowy spadek indeksu KOSPI, w którym dominują spółki technologiczne, oraz powrót indeksu Nasdaq poniżej poziomu 30 000 punktów spowodowały powszechne ograniczenie ekspozycji na ryzyko we wszystkich klasach aktywów.

Słabość ta pokazuje, że metale są obecnie przedmiotem handlu przede wszystkim jako aktywa finansowe, a dopiero później jako surowce. Choć długoterminowe fundamenty popytu i podaży pozostają zasadniczo wspierające w kilku segmentach rynku, inwestorzy koncentrują się dziś na ochronie kapitału w otoczeniu rosnącej zmienności, wyższych rentowności obligacji i mocniejszego dolara. Krótko mówiąc: rynek większą wagę przykłada obecnie do kosztu pieniądza niż do dostępności metalu.

Metale szlachetne pod presją kosztu finansowania

Niedawne odbicie cen złota okazało się krótkotrwałe, a notowania ponownie schodzą w kierunku kluczowego poziomu 4 000 USD. Główną przeszkodą pozostaje rewizja oczekiwań wobec stóp procentowych w USA po ubiegłotygodniowym jastrzębim posiedzeniu FOMC.

Połączenie wyższych rentowności obligacji, mocniejszego dolara i oczekiwań, że stopy pozostaną podwyższone na dłużej, nadal ogranicza popyt na aktywa nieprzynoszące dochodu. Mimo że na koniec roku wciąż oczekiwane są wyższe ceny, kilka dużych banków inwestycyjnych obniżyło w ostatnich tygodniach swoje prognozy dla złota, odzwierciedlając bardziej ostrożne podejście do kruszcu w otoczeniu stóp wyższych przez dłuższy czas.

Z technicznego punktu widzenia przedział 4 000–4 100 USD pozostaje kluczowy. Trwałe wybicie w dół poniżej tego obszaru grozi uruchomieniem kolejnej fali kapitulacji i sprzedaży napędzanej impetem, po już i tak silnej korekcie od tegorocznych rekordów.

Srebro radzi sobie jeszcze gorzej niż złoto. Relacja złota do srebra wzrosła do trzymiesięcznego maksimum w okolicach 66, co podkreśla podwójną naturę srebra jako metalu szlachetnego i przemysłowego. O ile złoto nadal przyciąga część defensywnego popytu, o tyle srebro znajduje się pod dodatkową presją związaną z obawami o globalny wzrost gospodarczy oraz słabszym nastawieniem do metali przemysłowych szerzej.

Miedź pod presją makro, mimo korzystnych fundamentów

Miedź nie uniknęła ogólnego nastroju unikania ryzyka. Notowania cen miedzi wysokiej jakości spadły wyraźnie i ponownie zbliżają się do ważnego poziomu wsparcia w okolicach 6,15 USD za funt. Spadek ten nastąpił mimo braku dowodów na istotne pogorszenie sytuacji na rynku fizycznym. Widoczne zapasy na głównych giełdach terminowych nadal się kurczą, a długoterminowe prognozy popytu związane z elektryfikacją, inwestycjami w sieci energetyczne, centrami danych i zapotrzebowaniem na energię generowaną przez rozwiązania AI pozostają wspierające.

Miedź cierpi jednak z powodu tych samych czynników makroekonomicznych, które obciążają większość aktywów cyklicznych. Inwestorzy ograniczają ekspozycję na sektory wrażliwe na wzrost gospodarczy, obawiając się bardziej restrykcyjnych warunków finansowych i słabszego tempa aktywności gospodarczej. Korekta na spółkach technologicznych tylko zwiększyła tę presję. W ciągu ostatnich dwóch lat miedź coraz mocniej zaczęła być kojarzona z tematami elektryfikacji, infrastruktury AI i rosnącego zapotrzebowania na energię. W efekcie okresy słabości w technologii i aktywach wzrostowych coraz częściej przenoszą się również na metale przemysłowe.

Obecna korekta przypomina, że nawet rynki wspierane przez solidne fundamenty pozostają podatne na presję, gdy warunki finansowe się zaostrzają, a inwestorzy redukują ryzyko.

Dlaczego możemy zbliżać się do szczytu jastrzębiego nastawienia

Choć rynek koncentruje się dziś na ryzykach związanych z wyższym kosztem finansowania, coraz więcej argumentów wskazuje, że obecny cykl może zbliżać się do szczytu jastrzębiego nastawienia. Najważniejszym czynnikiem jest wyraźny spadek cen energii.

Od czasu podpisania tymczasowego porozumienia USA–Iran i stopniowego ponownego otwierania szlaków żeglugowych przez Cieśninę Ormuz ceny ropy gwałtownie spadły. Cofnęły się także ceny paliw rafineryjnych, usuwając jedno z kluczowych zagrożeń inflacyjnych, które jeszcze kilka tygodni temu dominowało w myśleniu rynków.

Niższe ceny energii stosunkowo szybko przenoszą się na całą gospodarkę. Obniżają koszty transportu, zmniejszają presję na ceny nakładów w przemyśle i pomagają studzić oczekiwania inflacyjne. To z kolei może podważyć założenie rynku, że Rezerwa Federalna będzie musiała utrzymywać wyjątkowo restrykcyjne nastawienie przez długi czas.

Niedawny gwałtowny wzrost spekulacyjnych pozycji długich na dolarze sugeruje również, że znaczna część jastrzębiego nastawienia może być już odzwierciedlona w obecnym pozycjonowaniu rynkowym. Gdyby nadchodzące dane o inflacji zaczęły się łagodzić wraz ze spadkiem cen energii, dolar mógłby mieć trudności z utrzymaniem ostatnich wzrostów. Taki rozwój sytuacji byłby korzystny zarówno dla metali szlachetnych, jak i przemysłowych. Złoto skorzystałoby na niższych realnych rentownościach i słabszym dolarze, podczas gdy miedź i srebro prawdopodobnie zyskałyby dzięki poprawie nastrojów rynkowych oraz oczekiwaniom, że warunki finansowe staną się mniej restrykcyjne.

Długoterminowe wsparcie pozostaje w mocy

Choć obecna korekta jest „bolesna”, warto odróżniać krótkoterminowe czynniki rynkowe od długoterminowych fundamentów. W przypadku złota nadal działa popyt banków centralnych, utrzymujące się obawy fiskalne, wysoki poziom zadłużenia oraz niepewność geopolityczna.

W przypadku srebra i miedzi perspektywy nadal opierają się na elektryfikacji, inwestycjach w OZE, rozbudowie sieci energetycznych i rosnącym popycie ze strony centrów danych oraz infrastruktury AI. Te tematy nie zniknęły. Zostały jedynie na pewien czas przysłonięte przez obawy o politykę pieniężną, koszt finansowania i apetyt na ryzyko, a to z kolei może nadal dominować w krótkim terminie, gdy część wcześniej bardzo mocnych segmentów rynku akcji przechodzi konsolidację.

Na razie rynki pozostają skupione na krótkoterminowym tle makro. Jeśli jednak ceny energii będą nadal spadać, a presja inflacyjna osłabnie, uwaga może stopniowo wrócić do fundamentów, które w średnim i długim terminie nadal wspierają kompleks metali.

Obecne zachowanie metali pokazuje, że rynek najpierw wycenia koszt pieniądza i warunki płynnościowe, a dopiero później wraca do fundamentów podaży i popytu. W takim otoczeniu nawet aktywa o silnych długoterminowych argumentach mogą przez pewien czas pozostawać pod presją, jeśli inwestorzy redukują ryzyko w całym portfelu. Dlatego kluczowe znaczenie ma szeroka dywersyfikacja, która pozwala ograniczać wpływ pojedynczych impulsów makroekonomicznych na całą alokację. Z perspektywy inwestora liczy się dziś nie tylko kierunek ruchu cen, ale także odporność całego portfela na zmianę otoczenia rynkowego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Ceny skupu produktów rolnych spadły o 16,2 proc. Najmocniej tanieją wieprzowina i mleko

Ceny skupu podstawowych produktów rolnych były w maju 2026 r. o 16,2 proc. niższe niż rok wcześniej. Największe przeceny objęły żywiec wieprzowy, owies i mleko, choć w skali miesiąca część zbóż zaczęła drożeć, co może sygnalizować stopniowe wyhamowanie spadków.

Rolnictwo i ceny

Ceny skupu produktów rolnych nurkują o 16,2%. Po inflacyjnym szczycie nadszedł głęboki spadek

W maju 2026 r. ceny skupu podstawowych produktów rolnych były o 16,2% niższe niż rok wcześniej i o 0,9% niższe niż w kwietniu. Rok po osiągnięciu szczytu inflacji rolnej rynek wszedł w fazę głębokiej deflacji — najmocniej tanieją żywiec wieprzowy, mleko i owies.

23.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

−16,2%
r/r
ceny skupu podstawowych produktów rolnych
−0,9%
m/m
zmiana względem kwietnia 2026 r.
−23,5%
r/r
żywiec wieprzowy — największy spadek
−20,0%
r/r
mleko krowie w skupie

Najnowsze notowania cen skupu Głównego Urzędu Statystycznego pokazują pełen obrót cyklu cenowego w rolnictwie. Po okresie głębokiej deflacji z początku 2024 r., gwałtownym odbiciu i inflacyjnym szczycie wiosną 2025 r. (gdy ceny rosły w tempie do 15% rocznie), rynek ponownie znalazł się poniżej kreski. W maju 2026 r. dynamika roczna sięgnęła minus 16,2% — poziomu zbliżonego do dna sprzed dwóch lat.

Pełny cykl: od deflacji przez szczyt z powrotem do deflacji

Roczna dynamika cen skupu wykreśla niemal symetryczny łuk. Jeszcze w maju 2025 r. ceny były o 15% wyższe niż rok wcześniej; dwanaście miesięcy później są o 16,2% niższe. Tak silne odwrócenie to w dużej mierze efekt wysokiej bazy odniesienia — obecne spadki mierzone są względem zeszłorocznego szczytu.

Zmiana cen skupu produktów rolnych rok do roku
W %, ostatnie 29 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

W ujęciu miesięcznym obraz jest mniej dramatyczny. Po serii spadków z przełomu roku (najsilniejszy w styczniu — minus 4,5%) tempo deflacji wyhamowało; w marcu i kwietniu ceny nawet nieznacznie rosły, by w maju ponownie obniżyć się o 0,9%. Sugeruje to, że najostrzejsza faza korekty mogła już minąć, choć dynamika roczna pozostaje silnie ujemna ze względu na efekt bazy.

Zmiana cen skupu produktów rolnych miesiąc do miesiąca
W %, ostatnie 29 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Produkty: wieprzowina, mleko i owies tanieją najmocniej

Głębokość spadków jest mocno zróżnicowana. Najbardziej potaniał w skali roku żywiec wieprzowy (o 23,5%) oraz owies (o 23,4%), a tuż za nimi mleko krowie (o 20,0%). Po stronie zbóż przeceny są umiarkowane: pszenica staniała o 12,3%, żyto o 13,2%, a kukurydza — najłagodniej, o 6,4%.

Zmiana cen skupu według produktu
Maj 2026 r. wobec maja 2025 r., w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

W ujęciu miesięcznym kierunki są bardziej mieszane. Drożały zboża chlebowe — pszenica (o 2,1%) i żyto (o 2,5%) — oraz kukurydza (o 4,9%) i żywiec drobiowy (o 2,3%). Taniały natomiast jęczmień, ziemniaki oraz cały segment żywca wołowego i wieprzowego, co wskazuje na rozejście trendów między rynkiem zbóż a rynkiem mięsa.

Produkt Cena skupu Zmiana m/m Zmiana r/r
Pszenica (zł/dt)78,70+2,1%−12,3%
Żyto (zł/dt)63,60+2,5%−13,2%
Jęczmień (zł/dt)73,43−4,7%−12,0%
Pszenżyto (zł/dt)70,91+2,0%−15,1%
Owies (zł/dt)55,13+0,3%−23,4%
Kukurydza (zł/dt)83,27+4,9%−6,4%
Ziemniaki (zł/dt)116,90−2,8%−9,5%
Żywiec wołowy (zł/kg)14,04−5,9%−6,9%
Żywiec wieprzowy (zł/kg)5,49−6,7%−23,5%
Żywiec drobiowy (zł/kg)5,85+2,3%−9,3%
Mleko (zł/hl)180,42−1,2%−20,0%

Mleko: regionalne zróżnicowanie skupu

Najgłębsze roczne spadki cen dotknęły rynek mleka, na którym utrzymuje się też wyraźne zróżnicowanie regionalne. Najwyższe ceny skupu odnotowano w województwie podlaskim (195,5 zł/hl) — krajowym zagłębiu mleczarskim — oraz w podkarpackim i lubelskim. Najniższe płacono w łódzkim (167,4 zł/hl) i pomorskim.

Cena skupu mleka krowiego według województw
Maj 2026 r., w zł za hektolitr
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Wniosek dla rynku: spadek cen skupu o 16,2% to przede wszystkim efekt wysokiej bazy po zeszłorocznym szczycie. Dla producentów rolnych — zwłaszcza w sektorze trzody i mleka — oznacza to wyraźne pogorszenie opłacalności względem rekordowego 2025 r., mimo że ceny detaliczne żywności reagują z opóźnieniem.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Pełen obrót cyklu cenowego. Roczna dynamika przeszła od +15% w maju 2025 r. do −16,2% w maju 2026 r. — głównie za sprawą efektu wysokiej bazy.
  • Najmocniej tanieją mięso i mleko. Żywiec wieprzowy (−23,5%), owies (−23,4%) i mleko (−20,0%) prowadzą spadki; segment hodowlany jest pod największą presją.
  • Zboża chlebowe stabilizują się. Pszenica i żyto drożały m/m, co sugeruje, że rynek zbóż może być bliżej dna niż rynek mięsa.
  • Tempo miesięczne wyhamowuje. Po silnych spadkach z przełomu roku zmiany m/m są niewielkie — najostrzejsza faza korekty prawdopodobnie minęła.
  • Mleczarstwo pod presją, z regionalnym zróżnicowaniem. Przy 20-procentowym spadku rocznym ceny skupu mleka różnią się między województwami o blisko 30 zł/hl.

Dla przetwórców i handlu spadek cen surowca rolnego oznacza niższe koszty zaopatrzenia, które z czasem mogą łagodzić presję na ceny żywności. Dla producentów rolnych kluczowe będzie, czy stabilizacja zmian miesięcznych przełoży się na zatrzymanie spadków rocznych w drugiej połowie roku — to przesądzi o opłacalności kolejnego sezonu, zwłaszcza w produkcji zwierzęcej.

Dane za maj 2026 r. Ceny skupu (bez VAT) podstawowych produktów rolnych obejmują ziarno pszenicy i żyta, żywiec rzeźny (wołowy, wieprzowy, drobiowy) oraz mleko krowie; obliczone na podstawie notowań realizowanych przez osoby prawne i jednostki organizacyjne (bez osób fizycznych). Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Ceny produktów rolnych w maju 2026 r.”, Departament Cen i Usług). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Polacy wracają po kredyty, przedsiębiorstwa wstrzymują inwestycje. Bankowcy ostrożni wobec przyszłości

Czerwcowy indeks PENGAB wzrósł do 37,7 pkt, głównie dzięki wyraźnej poprawie ocen popytu na kredyty konsumpcyjne i mieszkaniowe. Jednocześnie bankowcy coraz ostrożniej oceniają perspektywy gospodarki, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, a szczególnie słabo wyglądają prognozy dotyczące finansowania inwestycji firm.

Sektor bankowy

Tańsze kredyty ożywiają popyt gospodarstw domowych, ale bankowcy tracą wiarę w gospodarkę

Czerwcowy indeks PENGAB wzrósł do 37,7 pkt, napędzany skokową poprawą bieżących ocen rynku kredytów konsumpcyjnych i mieszkaniowych. Jednocześnie sześciomiesięczne prognozy bankowców dla gospodarki kraju, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych ponownie się pogorszyły — rynek rozjeżdża się między mocną teraźniejszością a niepewną przyszłością.

Czerwiec 2026 · Opracowanie własne na podstawie Monitora Bankowego (ZBP / Minds & Roses)

37,7
▲ 3,1 pkt m/m
indeks PENGAB (koniunktura bankowa)
37,3
▲ 9,0 pkt m/m
wskaźnik ocen bieżących
38,0
▼ 2,8 pkt m/m
wskaźnik prognoz
−8
▼ 18 pkt r/r
prognoza 6-mies. dla gospodarki kraju (saldo)

Comiesięczne badanie koniunktury w placówkach bankowych, prowadzone w ramach Monitora Bankowego, opisuje nastroje sektora za pomocą salda odpowiedzi — różnicy między odsetkiem ocen pozytywnych a negatywnych. Czerwcowy odczyt wskazuje na powolną odbudowę stabilnego trendu, ale jego struktura jest wyraźnie dwudzielna: o wzroście całego indeksu zdecydowała poprawa ocen bieżących, podczas gdy oczekiwania na najbliższe półrocze osłabły.

Bieżące oceny: skokowe odbicie kredytów dla gospodarstw domowych

Najmocniejszym sygnałem czerwca jest gwałtowna poprawa ocen aktywności klientów na rynku kredytów gospodarstw domowych. Saldo ocen rynku kredytów konsumpcyjnych wzrosło miesiąc do miesiąca o 26 pkt (do 46), a kredytów mieszkaniowych — o 27 pkt (do 42). To zmiany skokowe, spójne z otoczeniem niższych stóp procentowych, które obniżają koszt finansowania i pobudzają popyt na kredyt.

Zmiana bieżących ocen aktywności klientów według segmentu
Czerwiec 2026 r., zmiana salda m/m, w punktach
Źródło: Monitor Bankowy (ZBP / Minds & Roses). Opracowanie własne.

Po stronie depozytów najsilniej wzrosło saldo ocen depozytów bieżących przedsiębiorstw (o 45 pkt), co zwykle odzwierciedla gromadzenie płynności na rachunkach. Po przeciwnej stronie znalazły się depozyty terminowe przedsiębiorstw (spadek o 22 pkt) oraz kredyty inwestycyjne firm (spadek o 9 pkt) — segmenty najściślej powiązane z decyzjami rozwojowymi biznesu.

Poziom bieżących ocen aktywności (saldo)
Czerwiec 2026 r., w punktach
Źródło: Monitor Bankowy (ZBP / Minds & Roses). Opracowanie własne.

Prognozy: gospodarstwa domowe w górę, biznes w dół

Obraz oczekiwań jest znacznie mniej jednoznaczny. W sześciomiesięcznych prognozach poprawę odnotowano dla kredytów konsumpcyjnych (saldo 63, wzrost o 18 pkt m/m) oraz lokat długoterminowych osób indywidualnych (21, wzrost o 21 pkt). Po stronie biznesowej kierunek jest odwrotny i wyraźnie negatywny: prognoza kredytów inwestycyjnych przedsiębiorstw spadła o 21 pkt m/m (do 24, a r/r aż o 53 pkt), kredytów obrotowych — o 20 pkt (do 40), a lokat długoterminowych firm — o 27 pkt (do minus 17).

Prognozy 6-miesięczne według produktu
Czerwiec 2026 r., saldo prognozy (słupki) i zmiana m/m
Źródło: Monitor Bankowy (ZBP / Minds & Roses). Opracowanie własne.

To rozejście oddaje istotę czerwcowego odczytu: bankowcy spodziewają się dalszego ożywienia po stronie detalicznej — kredytów i oszczędności gospodarstw domowych — ale tracą wiarę w popyt na finansowanie ze strony przedsiębiorstw, zwłaszcza inwestycyjne. Załamanie prognoz kredytów inwestycyjnych firm w skali roku (minus 53 pkt) jest jednym z najgłębszych w całym badaniu.

Makro: pogłębiające się pogorszenie półrocznych oczekiwań

Najbardziej niepokojącym elementem czerwcowego badania jest pogorszenie sześciomiesięcznych prognoz makroekonomicznych we wszystkich trzech wymiarach. Najniżej oceniana jest sytuacja gospodarki kraju (saldo minus 8 pkt, spadek o 8 pkt m/m i o 18 pkt r/r). Prognoza dla przedsiębiorstw wynosi minus 1 pkt, ale w skali roku spadła aż o 25 pkt, a dla gospodarstw domowych — minus 2 pkt (spadek o 12 pkt r/r).

Prognoza 6-miesięczna sytuacji ekonomicznej
Czerwiec 2026 r., saldo prognozy, w punktach
Źródło: Monitor Bankowy (ZBP / Minds & Roses). Opracowanie własne.
Prognoza 6-mies. Saldo (pkt) Zmiana m/m Zmiana r/r
Gospodarka kraju−8−8−18
Gospodarstwa domowe−2−4−12
Przedsiębiorstwa−1−1−25

Otoczenie stóp, inflacji i kursów

Tłem dla ożywienia kredytowego jest cykl obniżek stóp procentowych. Saldo ocen zmian oprocentowania kredytów pozostaje ujemne (od minus 8 do minus 12 pkt w poszczególnych segmentach), co potwierdza, że banki dalej obniżają koszt finansowania. Wpływ tego zjawiska widać w odpowiedziach na pytanie dodatkowe: 44% badanych zauważyło w czerwcu zwiększone zainteresowanie kredytami hipotecznymi na zmienną stopę procentową, choć przeciwnego zdania jest 48%.

Przewidywana przez bankowców inflacja w horyzoncie grudzień 2025 – grudzień 2026 kształtuje się w czerwcu na poziomie zbliżonym do 4,9%. W prognozach kursowych na koniec kolejnego miesiąca dominuje stabilizacja: dolar wyceniany jest na około 3,69 zł, euro na 4,27 zł, a frank szwajcarski na 4,62 zł.

Wniosek dla sektora: czerwcowy PENGAB to portret rynku dwóch prędkości. Niższe stopy procentowe reanimują kredyt detaliczny — konsumpcyjny i mieszkaniowy — ale nie przekładają się na optymizm wobec finansowania biznesu ani wobec gospodarki w horyzoncie półrocznym.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Wzrost indeksu napędziły oceny bieżące. PENGAB poprawił się do 37,7 pkt głównie dzięki skokowi wskaźnika ocen (+9,0 pkt), podczas gdy wskaźnik prognoz spadł (−2,8 pkt).
  • Kredyt detaliczny odżywa wraz z obniżkami stóp. Bieżące oceny kredytów konsumpcyjnych (+26 pkt) i mieszkaniowych (+27 pkt) wzrosły skokowo, potwierdzając wpływ tańszego finansowania na popyt.
  • Finansowanie biznesu słabnie. Prognozy kredytów inwestycyjnych (−21 pkt m/m, −53 pkt r/r) i obrotowych przedsiębiorstw (−20 pkt) wyraźnie się pogorszyły — bankowcy nie widzą impulsu inwestycyjnego.
  • Makro-pesymizm się pogłębia. Sześciomiesięczne prognozy dla gospodarki kraju (−8 pkt), przedsiębiorstw (−1 pkt) i gospodarstw domowych (−2 pkt) spadły, sygnalizując rosnącą niepewność co do najbliższego półrocza.
  • Otoczenie sprzyja detalowi, nie inwestycjom. Niższe stopy, stabilne kursy i inflacja oczekiwana w okolicach 4,9% wspierają kredyt mieszkaniowy, ale nie odbudowują apetytu firm na finansowanie rozwoju.

Dla zarządzających w sektorze finansowym kluczowe pozostaje pytanie, czy rozejście między ożywieniem detalicznym a słabnącymi prognozami biznesowymi okaże się trwałe. Jeśli pesymizm makroekonomiczny przełoży się na realne decyzje przedsiębiorstw, ożywienie kredytu gospodarstw domowych może nie wystarczyć, by podtrzymać dynamikę całego rynku bankowego w drugiej połowie roku.

Dane za czerwiec 2026 r. Badanie zrealizowane metodą CATI/CAWI na panelu 60 placówek bankowych z całego kraju, reprezentujących wszystkie typy banków. Wartości wyrażone jako saldo odpowiedzi (różnica między odsetkiem ocen pozytywnych i negatywnych). Źródło: Monitor Bankowy — badanie PENGAB (Związek Banków Polskich / Minds & Roses). Opracowanie własne na podstawie Monitora Bankowego.

Pokój z Iranem wciąż niepewny, dolar rośnie. Rynki pozostają nerwowe

Główna para walutowa testuje dziś wsparcie na poziomie 1,14. W uzgodnieniach pokojowych między USA a Iranem widać umiarkowany optymizm, a w Wielkiej Brytanii po dymisji Keira Starmera mamy mocnego faworyta do objęcia stanowiska premiera. 

Konsekwencje zmiany podejścia Fed

Bez wątpienia czerwcowe posiedzenie Fed pod przewodnictwem Warsha zmieniło układ na rynku walutowym. Dolar amerykański odbudowuje swoją pozycję, co widać na notowaniach głównej pary walutowej świata, która aktualnie jest w pobliżu ważnego poziomu wsparcia na 1,14, ostatnio widzianego w marcu tego roku. Diametralnie zmieniły się projekcje dotyczące stóp procentowych w USA – w marcu nikt nie zakładał podwyżek stóp do końca roku, teraz większość analityków spodziewa się co najmniej jednego ruchu w górę o 25 pkt bazowych w 2026. Przy jednoczesnej retoryce o ograniczeniu forward guidance, mamy jasny sygnał do kupowania „zielonego”. Dla PLN to niezbyt dobra informacja, a presja sprzedażowa była widoczna choćby wczoraj, kiedy EUR/PLN przebił poziom 4,27, by dzisiaj podbić notowania powyżej 4,28. Na rynkach finansowych widzimy więc sporo nerwów, które udzieliły się dzisiaj rynkom giełdowym w Azji – zanotowano tam bardzo duże spadki, w Korei sięgające 10%. Nie pomaga też sytuacja na parkietach w USA, gdzie widać utratę blasku gigantów technologicznych, na czele z SpaceX, który wczoraj spadł o ponad 16%.

Daleka droga do finalnego porozumienia

Wczoraj napłynęły pozytywne informacje ze Szwajcarii, gdzie uzgodniono tzw. mapę drogową rozpisaną na 60 dni, która ma doprowadzić do podpisania ostatecznego porozumienia między USA a Iranem. Kolejny postęp w negocjacjach najbardziej widoczny był na notowaniach ropy naftowej, a Brent osiągnął poziom najniższy od początku marca, czyli widziany w pierwszych dniach wybuchu wojny. Samo podpisanie tej road mapy to już sukces, bo negocjacje był niezwykle burzliwe, a strona irańska na chwilę opuściła nawet obrady, po tym jak prezydent Trump po raz kolejny skierował w jej stronę groźby. Inwestorzy dość sceptycznie podchodzą do tej sprawy z dwóch powodów. Po pierwsze, w przeszłości okazywało się, że wiele aspektów różniło obie strony. Po drugie, w ostatnich godzinach wiceprezydent Vance podgrzał atmosferę informacjami o zgodzie Iranu na wpuszczenie międzynarodowego grona specjalistów nuklearnych, bo Teheran zaprzeczył, że takie ustalenia miały miejsce. To pokazuje, że na drodze do porozumienia ciągle pojawiają się kłody, a kruchość ustaleń sprawia, że możemy być świadkami jeszcze wielu zwrotów akcji.

Jest murowany faworyt

Od kilku tygodni osoby obserwujące rynek brytyjski zadawały sobie pytanie, nie czy tamtejszy premier złoży dymisję, tylko kiedy to się stanie. Dlatego poniedziałkowa decyzja Starmera nie była zaskoczeniem. Większa niepewność dotyczyła tego, co stanie się później, i czy dojdzie do „walki” o fotel lidera w Partii Pracy. W grze o „tron” przewijały się dwa nazwiska – Andy’ego Burnhama i Wesleya Streetinga. Skoro jednak drugi z kandydatów zrezygnował, to wydaje się, że ta niepewność zostanie szybko zażegnana. Możemy być świadkami szybkiego przekazania władzy, co dla GBP oznacza pozytywną informację. Jednak problem w tym, że w tym wypadku łatwiej będzie władzę zdobyć, niż ją potem utrzymać. Sytuacja gospodarcza Wielkiej Brytanii jest trudna, a stan finansów publicznych może budzić grozę. Wszystko komplikuje rentowność brytyjskich obligacji, które pozostają na wysokich poziomach – w przypadku 10 latek to już 4,76%, co powoduje, że koszty finansowania znacząco rosną.

Monetarne tsunami nie zwalnia. Co majowe dane NBP mówią o portfelach Polaków?

Majowe dane NBP pokazują, że dla wielu Polaków ocena własnej zamożności sprowadza się do sprawdzenia salda konta. Tymczasem prawdziwym miernikiem bezpieczeństwa finansowego nie jest liczba złotych, ale ich realna wartość. Rosnący agregat M3 pokazuje, że pieniądza w gospodarce nadal przybywa, co oznacza konieczność ochrony siły nabywczej kapitału.

Maj pod znakiem dalszej ekspansji długu

Dane za maj br. pokazują, że pieniędzy w gospodarce nadal przybywa. Po wcześniejszym wzroście w marcu i kwietniu nie widać jeszcze odwrócenia tego trendu. Jeśli ilość pieniądza rośnie szybciej niż realna gospodarka, czyli produkcja i usługi, może to oznaczać stopniowe osłabianie siły nabywczej złotego.

Depozyty Polaków: miliardowy nawis kapitałowy pęcznieje w bankach

Depozyty gospodarstw domowych rosną z miesiąca na miesiąc. Z jednej strony pokazuje to ostrożność Polaków i chęć budowania finansowej poduszki. Z drugiej – trzymanie dużych kwot na nisko lub nieoprocentowanych rachunkach przy rosnącej podaży pieniądza to zgoda na powolną utratę ich siły nabywczej. Co więcej, ten zgromadzony w bankach kapitał to potencjalna, skumulowana energia. W momencie, gdy te środki, napędzane wakacyjnym optymizmem lub strachem przed drożyzną, nagle trafią na rynek towarowy, presja cenowa natychmiast wyrwie się spod kontroli.

Majowe dane pokazują również niewielki wzrost zainteresowania krótkoterminowymi lokatami, co może oznaczać, że Polacy szukają sposobów na ochronę wartości swojego kapitału. Jednak przy obecnym poziomie oprocentowania lokat, który często oscyluje w okolicach inflacji, taki wybór pozwala jedynie ograniczać utratę siły nabywczej kapitału. Lepszym rozwiązaniem jest inwestycja w aktywa o większym potencjale zachowania siły nabywczej. Są to np. obligacje skarbowe (zwłaszcza 4- i 10-letnie indeksowane inflacją), akcje, ETF-y o długoterminowym horyzoncie oraz aktywa materialne, takie jak grunty, nieruchomości, złoto, srebro i inne metale szlachetne. Historycznie te klasy aktywów często skutecznie chroniły kapitał przed skutkami inflacji.

Popyt na gotówkę: strach ma fizyczny wymiar

Interesującym sygnałem pozostaje również popyt na gotówkę. Mimo rozwoju płatności cyfrowych Polacy wciąż zwiększają zainteresowanie fizycznym pieniądzem. Banknot daje poczucie bezpieczeństwa na wypadek awarii systemów, problemów bankowych czy niepewności gospodarczej. Trzeba jednak pamiętać, że gotówka „trzymana w skarpecie” nie chroni przed inflacją – banknot przechowywany w domu traci wartość tak samo jak pieniądze na koncie.

Czerwiec na horyzoncie: wakacje napędzą kolejny skok

Kolejne miesiące, zaczynając od czerwca, mogą przynieść sezonowe anomalie, które wywindują podaż pieniądza M3 na jeszcze wyższe poziomy. Początek sezonu wakacyjnego to czas, kiedy rosną wydatki na urlopy, zakupy i bieżącą konsumpcję, a część osób finansuje je kredytami. Strumień pieniądza płynącego przez gospodarkę nie zwolni, a mechanizmy jego kreacji, mimo wciąż dodatnich stóp procentowych ustalanych przez RPP, będą trudne do zatrzymania.

Wniosek z najnowszego raportu NBP jest prosty: odkładanie decyzji o mądrej alokacji majątku na przyszłość to strategiczny błąd. Kluczowe jest nie tylko gromadzenie oszczędności, ale także dbanie o to, by zachowały swoją realną wartość.

Raporty NBP nie są tylko tabelami dla ekonomistów. Pokazują procesy, które bezpośrednio wpływają na nasze codzienne finanse – od wartości oszczędności po ceny, które widzimy w sklepach.

Rozwój osobisty w czasach niepewności – jak działać, gdy świat się zmienia?

Nie masz wpływu na wszystko, co dzieje się wokół. Możesz jednak decydować o tym, jak reagujesz, jakie wybory podejmujesz i czy potrafisz działać mimo braku idealnych warunków. Zmiany na rynku pracy, presja informacyjna i poczucie chaosu stały się codziennością wielu osób.

Rozwój osobisty przestaje być dodatkiem do życia i staje się praktyczną kompetencją. Pomaga odzyskać spokój, uporządkować myśli i wybrać kierunek działania. Nie chodzi o chwilową motywację, ale o większą jasność: co jest teraz ważne, na co masz wpływ i jakie kroki możesz wykonać, zanim świat się uspokoi.

Co dziś naprawdę składa się na rozwój osobisty?

Klasyczne kursy motywacyjne często dają impuls, który szybko mija. Wartościowy program rozwojowy działa inaczej – pomaga nazwać blokady, zrozumieć własne reakcje i przełożyć refleksję na konkretne działanie. W czasach niepewności szczególne znaczenie mają obszary, które realnie wpływają na codzienne decyzje:

  • podejmowanie decyzji mimo niepewności, bez czekania na idealny moment i pełen zestaw odpowiedzi,
  • praca z wewnętrznym napięciem, rozpoznawanie stresu, presji oraz przeciążenia informacjami,
  • odzyskiwanie poczucia wpływu i skupienie się na tym, co realnie zależy od Ciebie,
  • nazywanie własnych blokad, bez dorabiania wymówek, które zatrzymują w miejscu.

Połączenie tych elementów pozwala spojrzeć na własną sytuację z większego dystansu. Nie po to, żeby mieć idealny plan, ale po to, żeby zacząć działać mądrzej.

Rozwój osobisty w praktyce – Roadshow Jakuba B. Bączka

W listopadzie 2026 roku ruszy ogólnopolska trasa Roadshow Jakuba B. Bączka pod hasłem „SILNI w niestabilnych czasach”. Wydarzenie skierowano do osób, które czują, że świat wokół nie daje już stabilnego gruntu, ale nie chcą dłużej czekać, aż wszystko samo się ułoży.

Spotkania odbędą się w miastach w całej Polsce – od Bielska-Białej, przez Katowice, Wrocław, Poznań, Toruń, Sopot, Olsztyn, Warszawę, Łódź, Lublin, Rzeszów, aż po Kraków. Każde wydarzenie trwa od 18:00 do 21:00 i koncentruje się na pracy z decyzjami, poczuciem wpływu, wewnętrzną stabilnością oraz działaniem mimo niepewności.

Roadshow nie jest klasycznym szkoleniem motywacyjnym. Pomaga uczestnikom zobaczyć, co naprawdę ich blokuje, uporządkować kierunek działania i wyjść z konkretem, który da się przełożyć na życie zawodowe, biznesowe lub osobiste.

Jakub B. Bączek to mówca, trener mentalny, wykładowca MBA, ambasador Kongresu Zdrowia Psychicznego i autor ponad 25 książek z zakresu psychologii, biznesu i rozwoju osobistego. Dotychczas na Roadshow zapisało się ponad 39 000 osób.

Sprawdź dostępne miasta i terminy, wybierz najbliższe wydarzenie i zarezerwuj miejsce.

Jeśli szukasz jeszcze głębszej pracy nad sobą lub swoim biznesem, Jakub B. Bączek prowadzi również indywidualny mentoring biznesowy. To forma wsparcia dla osób, które chcą działać z partnerem myślowym – nie tylko na sali, ale w bezpośrednim kontakcie jeden na jeden. 

FAQ

Czy Roadshow to klasyczne szkolenie motywacyjne? 

Nie. Roadshow skupia się na decyzjach, poczuciu wpływu, wewnętrznej stabilności i działaniu w niepewnych czasach. Celem nie jest chwilowy zastrzyk energii, ale większa jasność co do dalszego kierunku.

Dla kogo jest to wydarzenie? 

Dla osób, które chcą lepiej radzić sobie ze zmianą, presją i niepewnością. Roadshow sprawdzi się u przedsiębiorców, menedżerów, specjalistów, zespołów firmowych oraz osób stojących przed ważną decyzją życiową lub zawodową.

Czy można przyjść z rodziną lub bliskimi? 

Tak. Każdy uczestnik potrzebuje własnego biletu, ale wspólne uczestnictwo bywa dodatkową wartością. Wiele osób przychodzi z partnerem, przyjacielem, współpracownikiem lub członkiem rodziny.

Czym różni się bilet VIP od standardowego? 

Bilet GENERAL obejmuje udział w całym wydarzeniu i nienumerowane miejsca. Bilet VIP daje dostęp do pierwszych rzędów, szybszej rejestracji, pakietu powitalnego, książki z autografem oraz gwarantowanego zdjęcia z prowadzącym.

Czy firma może kupić bilety dla pracowników? 

Tak. Dla firm jest dostępna oferta grupowa przy zakupie większej liczby biletów. Z takiej formy korzystają zespoły, które chcą wspólnie przepracować temat odporności na presję, decyzji i działania w niestabilnych warunkach.

Paul Yokoyama nowym prezesem Sharp Europe

Firma Sharp Europe poinformowała o mianowaniu Paula Yokoyamy na stanowisku prezesa Sharp Europe. 

Sharp Europe z siedzibą w Londynie jest częścią Sharp Corporation, globalnej firmy technologicznej, zatrudniającej ponad 39 000 osób na całym świecie specjalizującej się w innowacyjnych produktach dla firm i klientów indywidualnych.

W nowej roli Paul będzie odpowiedzialny za rozwój działalności Sharp w Europie. Skupi się na dalszym rozwoju działu Document Solutions, rozbudowie nowego, zintegrowanego działu Sharp DX, specjalizującego się w usługach IT oraz pełnej integracji portfolio profesjonalnych rozwiązań AV.

Paul Yokoyama zastępuje Joe Tomotę, który po udanej kadencji obejmie nowe stanowisko w Sharp jako Global Head Smart Business Solutions.

Paul Yokoyama posiada bogate, międzynarodowe doświadczenie menedżerskie obejmujące dwie dekady w Sharp. Pracował zarówno w Europie, jak i w Japonii, gdzie zajmował wysokie stanowiska kierownicze i nadzorował strategię biznesową oraz rozwój na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Oceanii i Azji. W swoich poprzednich rolach Paul koncentrował się głównie na usprawnianiu operacji biznesowych, planowaniu biznesowym i rentowności.

Komentując swoje powołanie, Paul Yokoyama mówi:

„To ekscytujący czas dla Sharp, ponieważ nadal budujemy ekosystem, który łączy różnorodne możliwości w zakresie produktów i usług, aby pomóc naszym klientom poruszać się po zmianach technologicznych. Naszym celem jest łączenie ludzi i technologii oraz dostarczanie rozwiązań dopasowanych do potrzeb klientów, najwyższej jakości obsługi i bezpieczeństwa.

Moim priorytetem jest wykorzystanie naszych mocnych fundamentów do dalszego rozwoju europejskiego segmentu B2B, przy jednoczesnym zapewnieniu zrównoważonego oraz rentownego wzrostu. Jestem przekonany, że mamy silny zespół zdolny wspierać i kontynuować transformację biznesu w całej Europie. Dzięki współpracy, innowacjom, a także dalszemu rozwijaniu naszych kompetencji możemy dostarczać naszym klientom jeszcze większą wartość.”

Nowa oś technologiczna Europa-Indie? Polska może wejść do gry o półprzewodniki

Światowy rynek półprzewodników przechodzi największą przebudowę od dekad, a Indie chcą stać się jednym z nowych centrów globalnego ekosystemu półprzewodników. Rząd w Delhi realizuje India Semiconductor Mission wart ok. 10 mld USD, a tylko w ostatnich tygodniach zatwierdził kolejne inwestycje półprzewodnikowe o wartości ponad 39 mld rupii (ok. 400 mln USD). Polska zajęła pierwsze miejsce w Europie w rankingu atrakcyjności dla inwestycji w segmencie back-end przemysłu półprzewodnikowego. Eksperci wskazują, że rosnące znaczenie Indii oraz rozwój polskiego sektora semiconductor mogą otworzyć nowy kierunek współpracy technologicznej i przemysłowej między Europą a Azją.

Wyścig o chipy nabiera tempa. Indie chcą dołączyć do światowej czołówki

Branża półprzewodników coraz mocniej przesuwa się do centrum światowej gospodarki i geopolityki. Chipy są dziś fundamentem przemysłu motoryzacyjnego, elektroniki, sektora obronnego, telekomunikacji i nowoczesnych technologii przemysłowych. Jednocześnie napięcia geopolityczne oraz rosnące ryzyko związane z koncentracją najbardziej zaawansowanej produkcji półprzewodników w ograniczonej liczbie lokalizacji w Azji powodują, że państwa i firmy intensywnie poszukują nowych kierunków współpracy i bardziej odpornych łańcuchów dostaw.

Na tym tle coraz większą rolę zaczynają odgrywać Indie. Rząd w Delhi realizuje India Semiconductor Mission – program o wartości ok. 10 mld USD, którego celem jest stworzenie pełnego ekosystemu półprzewodników, obejmującego projektowanie układów, produkcję, pakowanie i testowanie chipów.

W ostatnich tygodniach indyjski rząd zatwierdził kolejne dwa projekty w sektorze półprzewodników o łącznej wartości ponad 39 mld rupii, czyli ok. 400 mln USD. Nowe inwestycje powstaną w stanie Gudźarat i obejmą m.in. produkcję wyświetlaczy mini- i micro-LED oraz zakład pakowania i testowania układów scalonych.

– Indie bardzo konsekwentnie budują dziś własny ekosystem technologiczny i przemysłowy wokół sektora półprzewodników. To element szerszej strategii wzmacniania bezpieczeństwa technologicznego państwa i budowania niezależności produkcyjnej. Co istotne, Indie już dziś odgrywają istotną rolę w globalnym projektowaniu układów scalonych, a obecnie intensywnie rozwijają również własne kompetencje produkcyjne w sektorze półprzewodników. Dla europejskich firm oznacza to pojawienie się nowego, bardzo perspektywicznego partnera przemysłowego – komentuje dr Judyta Latymowicz, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART i ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich.

Polska może stać się ważnym ogniwem nowego łańcucha dostaw półprzewodników

Rosnące znaczenie branży półprzewodników coraz wyraźniej widać również w Polsce. Według raportu „Back-End Semiconductor Manufacturing Attractiveness Index 2024” przygotowanego przez firmę doradczą Kearney, Polska zajęła pierwsze miejsce w Europie pod względem atrakcyjności dla inwestycji w obszarze pakowania, testowania i zaawansowanych procesów back-end w sektorze półprzewodników. Raport uwzględnia szereg czynników, takich jak regulacje prawne, procedury administracyjne, jakość infrastruktury i logistyki, zdolności wytwórcze energii, koszty pracy oraz polityka podatkowa.

Aktywnie w tym zakresie działa również Polska Agencja Inwestycji i Handlu. Właśnie dziś, 23 czerwca, PAIH organizuje spotkanie branży półprzewodnikowej, którego celem jest dalsza integracja sektora oraz promocja Polski jako jednego z kluczowych hubów technologicznych w Europie.

– Polska ma dziś bardzo mocne zaplecze przemysłowe i inżynieryjne, które dobrze wpisuje się w rozwijany rynek półprzewodników w Indiach. Mówimy nie tylko o eksporcie, ale również o potencjalnych partnerstwach technologicznych, współpracy produkcyjnej czy wspólnym uczestnictwie w międzynarodowych łańcuchach dostaw – wskazuje dr Judyta Latymowicz.

Nowe partnerstwo technologiczne? Europa coraz mocniej stawia na Indie

Eksperci zwracają uwagę, że sektor półprzewodników będzie w najbliższych latach jednym z kluczowych obszarów globalnej konkurencji gospodarczej. Europa coraz mocniej koncentruje się na budowaniu własnej odporności technologicznej oraz dywersyfikacji dostaw komponentów strategicznych.

W tym kontekście Indie są postrzegane jako jeden z najważniejszych kierunków rozwoju nowej współpracy przemysłowej i technologicznej. Kraj przyciąga inwestycje największych światowych firm technologicznych i rozwija własne kompetencje produkcyjne w sektorze półprzewodników.

Zdaniem analityków właśnie wokół półprzewodników może powstać nowa oś współpracy gospodarczej między Europą a Indiami, a Polska – dzięki rosnącemu potencjałowi przemysłowemu – może stać się jednym z beneficjentów tego procesu.

Pełne wykorzystanie tych możliwości będzie wymagało od polskich przedsiębiorstw świadomego i długofalowego podejścia do współpracy z partnerami z Indii.

Odpowiednie przygotowanie strategiczne może przesądzić o skutecznym wejściu w nowe globalne łańcuchy dostaw półprzewodników.

Wyścig o biura w centrum Warszawy

Trwa wyścig o najlepsze biura dla firm, których umowy najmu wygasną w ciągu najbliższych kilku lat. Nie wszyscy najemcy znajdą jednak powierzchnie odpowiadające ich oczekiwaniom. W centrum Warszawy i na bliskiej Woli oferta szybko się kurczy, a o powodzeniu coraz częściej decyduje umiejętność pogodzenia realiów rynku z długoterminowymi potrzebami organizacji.

Wiele firm odkładało decyzje dotyczące najmu, licząc na większy wybór powierzchni, poprawę warunków rynkowych i korektę czynszów. Dziś jednak szanse na taki scenariusz są coraz mniejsze. Ograniczona podaż nowoczesnych biur, rekordowo niska liczba planowanych inwestycji i kurczący się zasób dużych powierzchni wysokiej jakości sprawiają, że strategia przeczekania przestaje się opłacać. Zamiast oszczędności, zwykle oznacza wyższe koszty i mniejszy wybór.

Okno decyzyjne szybko się zamyka

– Na warszawskim rynku dostępnych jest coraz mniej nowoczesnych biur klasy A, szczególnie w centrum i na bliskiej Woli, czyli tam, gdzie firmy najchętniej chcą się rozwijać. Problem pogłębia ograniczona nowa podaż. Pod koniec pierwszego kwartału aktywność deweloperska w stolicy spadła do najniższego poziomu od 2011 roku. W budowie pozostawało niewiele ponad 115 tys. mkw., z czego w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozpoczęto budowę tylko jednego projektu – AFI Tower – mówi Magdalena Zagórska, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Jak podkreśla, duża część projektów zostaje niemal w całości wynajęta na zasadzie umów pre-let jeszcze przed oddaniem ich do użytkowania. Tymczasem kilkanaście dużych firm, których umowy wygasają w latach 2028–2030, już dziś aktywnie poszukuje nowych siedzib, ich zapotrzebowanie szacowane jest na ok. 250 tys. mkw. powierzchni biurowej. W efekcie konkurencja o najlepsze powierzchnie rośnie, a rynek coraz wyraźniej przechyla się na stronę właścicieli budynków. W nowoczesnych biurowcach, w centralnych lokalizacjach współczynnik pustostanów wynosi zaledwie ok. 6 proc., co naturalnie zwiększa presję na wzrost czynszów.

Zdaniem Magdaleny Zagórskiej sytuacji nie zmieniłoby nawet odblokowanie planowanych inwestycji. – Zależnie od wielkości i skomplikowania projektu, nowe budynki potrzebują 2–3,5 roku na realizację. Nawet przy szybkim uruchomieniu nowych projektów znaczący wzrost podaży nie nastąpi więc przed końcem dekady. Firmy planujące relokacje lub renegocjacje umów do 2030 roku nie mogą pozwolić sobie na zwlekanie z decyzjami – wyjaśnia ekspertka.

Renegocjacje czy relokacja? Czas działa na niekorzyść najemców

Ostatnie lata były dla wielu organizacji okresem weryfikacji modeli pracy i rzeczywistych potrzeb dotyczących powierzchni biurowej. Dziś, gdy większość firm ma już za sobą ten etap, coraz większego znaczenia nabiera odpowiednio wczesne rozpoczęcie procesu poszukiwania biura i planowania przyszłej strategii najmu.

– Optymalnym momentem na rozpoczęcie przygotowań są trzy–cztery lata przed wygaśnięciem umowy. Tyle czasu potrzeba na wybór doradcy, przeprowadzenie badań workplace, analizę dostępnych opcji, negocjacje i podpisanie kontraktu. Po zawarciu umowy samo zaprojektowanie i przygotowanie nowego biura to proces długofalowy, którego czas trwania zależy od skali projektu i może wynieść od kilku do nawet kilkunastu miesięcy – wyjaśnia Magdalena Zagórska. Jak podkreśla, rozpoczęcie procesu mniej niż rok przed końcem obecnego najmu często oznacza konieczność pozostania w dotychczasowej lokalizacji, niezależnie od tego, czy jest ona optymalna z biznesowego punktu widzenia.

Ekspertka zwraca uwagę, że firmy mogą zwiększyć swoje możliwości wyboru, jeśli spojrzą szerzej na rynek i nie ograniczą się wyłącznie do centralnych obszarów miasta. Jako alternatywa na nowo do łask może wrócić Mokotów, a w szczególności Służewiec, gdzie czynsze kształtują się obecnie na poziomie około 12,00–16,00 euro za mkw. miesięcznie. I choć lokalizacje te nie dysponują tak nowoczesną infrastrukturą transportową czy prestiżem jak dynamicznie rozwijające się centrum lub Wola, to w obliczu silnej presji budżetowej ich zdecydowane atuty finansowe stają się dla wielu najemców kluczowym czynnikiem decyzyjnym.

Według doradców z Newmark Polska, budowanie alternatywnych scenariuszy wzmacnia pozycję negocjacyjną najemcy. Firmy, które rozpoczynają proces odpowiednio wcześnie, mogą równolegle renegocjować warunki w obecnej lokalizacji, analizując dostępne opcje na rynku. Innym rozwiązaniem jest zabezpieczenie powierzchni w projektach będących w realizacji. – Trzecią możliwością, na którą czasami decydują się duże organizacje, jest tzw. rozwiązanie pomostowe. Polega ono na krótkoterminowym przedłużeniu obecnej umowy w celu zyskania dodatkowego czasu na wybór docelowej siedziby – podpowiada Magdalena Zagórska, podkreślając, że każda z tych strategii wymaga odpowiedniego planowania z wyprzedzeniem, ponieważ z każdym kolejnym kwartałem możliwości wyboru maleją.

Biuro musi być gotowe na zmiany, których jeszcze nie znamy

Rosnąca presja rynkowa nie oznacza jednak, że firmy powinny podejmować decyzje wyłącznie na podstawie dostępności powierzchni czy wysokości czynszu.

– Nie da się obecnie zarządzać środowiskiem pracy, w tym podejmować decyzji o relokacji lub renegocjacji umowy, udając, że świat się nie zmienił. Żyjemy w realiach ciągłej transformacji – od masowego testu pracy zdalnej i późniejszych nakazów powrotu do biur, aż po błyskawiczną adaptację sztucznej inteligencji. To, co jeszcze kilka lat temu definiowano jako trend, dziś staje się rzeczywistością. Wpływa to bezpośrednio na decyzje o tym, jakiego biura będziemy potrzebować jutro – nie tylko pod względem metrażu, ale przede wszystkim jego funkcji – mówi Edyta Mika, Dyrektor ds. Zarządzania Zmianą Strategii Środowiska Pracy w Newmark Polska.

Dodaje, że tak jak niegdyś model pracy hybrydowej przestał być projektem eksperymentalnym i realnie przeformułował rynek biurowy, tak obecnie dzieje się ze sztuczną inteligencją. – Poza technologią silny wpływ na modele pracy ma również demografia. Analizy jednoznacznie wskazują na kurczącą się pulę talentów wchodzących na rynek przy jednoczesnym starzeniu się obecnych kadr. Taki układ sił wymusza nie tylko automatyzację procesów, ale też konieczność budowania środowisk pracy, które będą atrakcyjne zarówno pod względem przestrzennym, jak i technologicznym. Dlatego projektowanie nowego biura nie może polegać na prostym kopiowaniu dotychczasowych rozwiązań – twierdzi Edyta Mika.

Jej zdaniem elastyczność i mobilność – rozumiane nie tylko jako możliwość ekspansji lub redukcji metrażu, ale także dostosowywania funkcji biura do zmieniających się potrzeb organizacji – to cechy przestrzeni definiowanej dziś jako „odporna na zmiany”. Biuro powinno oferować różnorodne strefy do pracy, współpracy i spotkań oraz pozwalać na zmianę ich proporcji bez konieczności kosztownej przebudowy całej powierzchni. Jak podkreśla ekspertka, dobrze zaprojektowane środowisko pracy umożliwia płynną reorganizację poszczególnych modułów z zachowaniem spójności całej przestrzeni. Przestrzeń ta musi być gotowa na to, że za kilka lat organizacja będzie funkcjonować zupełnie inaczej niż obecnie.

– To, co te zmiany oznaczają dla najemców w kontekście funkcji i metrażu biura, wymaga przeprowadzenia szczegółowych badań ilościowych i jakościowych. Muszą być one realizowane w oparciu o sprawdzoną metodologię oraz dialog ze wszystkimi interesariuszami – dodaje Mika.

Biuro to nie tylko metry

Według Edyty Miki współczesne biuro nie powinno być projektowane wyłącznie w oparciu o liczbę biurek, lecz wokół funkcji wspierających realizację celów organizacji. – Przez lata wiele firm patrzyło na nowe biuro przede wszystkim przez pryzmat metrów kwadratowych i kosztów. To zbyt duże uproszczenie, a optymalizacja nie zawsze oznacza zmniejszenie powierzchni. Czasami oznacza jej lepsze wykorzystanie, zmianę proporcji, wprowadzenie nowych funkcji, które wspierają efektywność pracowników w nowej rzeczywistości – wyjaśnia.

Szczególnie ryzykownym zabiegiem jest automatyczne zmniejszanie biura wyłącznie na podstawie liczby osób pracujących hybrydowo. – Wielu najemców wciąż zakłada, że powierzchnię biura można ograniczyć jedynie w oparciu o liczbę osób pracujących zdalnie albo hybrydowo, na tej podstawie wyliczając liczbę stanowisk. Ale to tak nie działa. Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że standardowe biurko nie jest jedynym miejscem pracy. Aby działać efektywnie, potrzebujemy różnorodności: stref do pracy w skupieniu, przestrzeni do współpracy, sal projektowych, miejsc spotkań ad hoc, salek konferencyjnych – zarówno tych mniej, jak i bardziej oficjalnych – czy dobrze wyposażonych pomieszczeń do spotkań online. Istotne są także strefy socjalne, integracyjne i regeneracyjne. O tym, jakiej przestrzeni potrzebuje konkretna organizacja, powinny decydować precyzyjnie zdefiniowane funkcje biura i budżety przestrzenne, a nie wyłącznie liczba standardowych stanowisk pracy  – podkreśla Mika.

Nie trać czasu. Wykorzystaj go na zdobycie danych

Ekspertki zgodnie podkreślają, że firmy nie powinny liczyć na szybki powrót warunków rynkowych sprzed kilku lat. Nie oznacza to jednak, że należy podejmować pochopne decyzje.

– Skoro strategia przeczekania przestaje działać, warto wykorzystać ten czas na zebranie danych i lepsze zrozumienie potrzeb organizacji. To może oznaczać zdefiniowanie modelu pracy na nowo, a co za tym idzie – redefinicję potrzeb funkcjonalnych i budżetu przestrzennego nowego lub zreorganizowanego biura. Nie jest to proste w sytuacji, gdy rynek wymusza na nas decyzje o profilu nowej przestrzeni znacznie wcześniej, niż wynikałoby to z naszych dotychczasowych doświadczeń związanych z relokacją czy renegocjacją umów. Musimy przewidzieć dynamicznie zmieniającą się przyszłość, jednocześnie minimalizując ryzyko.

Odpowiedzią na tę niepewność rynkową są pogłębione analizy i badania środowiska pracy. – „Nie zgaduj” – to jedna z najważniejszych zasad skutecznego doradztwa. W czasach tak dużej zmienności nie da się już kopiować rozwiązań ze starego biura ani opierać decyzji wyłącznie na doświadczeniach sprzed kilku lat. Im wcześniej organizacja rozpocznie analizę swoich potrzeb, tym większa szansa, że stworzy przestrzeń wspierającą biznes także w przyszłości – twierdzi Edyta Mika.

Jak podkreśla Magdalena Zagórska, dopiero połączenie wiedzy o rynku z rzetelną analizą potrzeb firmy pozwala podjąć właściwą decyzję dotyczącą przyszłej siedziby. – Przewagę zyskają organizacje, które odpowiednio wcześnie rozpoczną przygotowania. W warunkach ograniczonej podaży i rosnącej konkurencji o najlepsze powierzchnie, czas stał się jednym z najcenniejszych zasobów najemców. Dlatego nie warto zwlekać z działaniem – podsumowuje ekspertka.

Prawie 28 mln Polaków korzysta z aplikacji mobilnych banków

Z najnowszego raportu NetB@nk, przygotowanego przez Związek Banków Polskich, wynika, że w I kwartale 2026 r. liczba aktywnych użytkowników bankowych aplikacji mobilnych wzrosła do 27,7 mln. To o 2,2% więcej niż kwartał wcześniej i o 9,0% więcej niż rok wcześniej. Co więcej, ponad 21 mln klientów korzystało wyłącznie z aplikacji mobilnych. Z kolei liczba aktywnych klientów bankowości internetowej spadła do 20,8 mln. Dane pokazują wyraźne przesunięcie codziennej aktywności klientów w stronę kanału mobilnego.

Na koniec I kwartału 2026 r. liczba umów dostępu do bankowości internetowej klientów indywidualnych wyniosła 46 044 978. Oznacza to wzrost o 1,01% w porównaniu z IV kwartałem 2025 r. oraz o 3,29% r/r. Równocześnie liczba aktywnych klientów bankowości internetowej wyniosła 20 849 783, czyli była niższa o 3,26% w stosunku do poprzedniego kwartału i o 13,11% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 r.

Liczba klientów logujących się co najmniej raz w kwartale do bankowości elektronicznej – internetowej lub mobilnej – wyniosła 31 772 468. To wzrost o 1,6% względem poprzedniego kwartału oraz o 4,6% r/r. Oznacza to, że klienci nie rezygnują z cyfrowego kontaktu z bankiem, lecz coraz częściej wybierają inny sposób dostępu do usług.

Najmocniejszym trendem pozostaje bankowość mobilna. W I kwartale 2026 r. z aplikacji bankowych aktywnie korzystało 27 662 033 użytkowników, o 601 138 więcej niż w IV kwartale 2025 r. i aż o 2 290 231 więcej niż rok wcześniej. Szczególnie widoczny jest wzrost grupy mobile only, czyli klientów logujących się wyłącznie do aplikacji bankowych. W I kwartale 2026 r. było ich 21 095 572, co stanowiło 76% wszystkich aktywnych użytkowników bankowości mobilnej.

Dane dotyczące małych i średnich przedsiębiorstw wskazują na dalszy wzrost dostępu do bankowości elektronicznej przy niższej aktywności w analizowanym kwartale. Liczba klientów MSP z dostępem do bankowości internetowej wyniosła 3 851 996, czyli wzrosła o 0,78% kwartał do kwartału i o 6,08% r/r. Liczba aktywnych klientów MSP spadła natomiast do 2 490 168. To o 6,02% mniej niż w IV kwartale 2025 r. oraz o 1,70% mniej niż w I kwartale 2025 r.

W systemach płatniczych I kwartał 2026 r. przyniósł spadki w ujęciu kwartalnym. W systemie Elixir rozliczono 555 mln transakcji, o 2,52% mniej niż kwartał wcześniej, przy wartości komunikatów na poziomie 2 322 mld zł, niższej o 4,88% kwartał do kwartału. W systemie Express Elixir liczba transakcji wyniosła 162,731 mln i była niższa o 4,30% niż w IV kwartale 2025 r., ale jednocześnie wyższa o 12,61% r/r. Wartość komunikatów w Express Elixir wyniosła 83,72 mld zł, co oznacza spadek kwartalny o 3,87%, ale wzrost roczny o 15,94%.

Spadki kwartalne widoczne były również w systemie Euro Elixir. Liczba komunikatów wyniosła 12 933 789, co oznacza spadek o 9,63% względem IV kwartału 2025 r. oraz o 2,02% r/r. Wartość rozliczonych operacji osiągnęła 93,79 mld euro. Była niższa o 10,22% kwartał do kwartału, ale wyższa o 4,02% w porównaniu z I kwartałem 2025 r.

– Dane z najnowszej edycji raportu NetB@nk pokazują, że bankowość mobilna nie jest już tylko uzupełnieniem bankowości elektronicznej, ale dla wielu klientów staje się podstawowym kanałem kontaktu z bankiem. Wzrost liczby użytkowników aplikacji oraz ponad 21 mln klientów mobile only potwierdzają, że klienci oczekują usług dostępnych natychmiast, prostych w obsłudze i bezpiecznych – mówi Agnieszka Wachnicka, Wiceprezes Związku Banków Polskich.

Wyniki za I kwartał 2026 r. pokazują, że bankowość w Polsce rozwija się w stronę coraz bardziej mobilnego modelu obsługi klienta. Dostęp do usług elektronicznych nadal rośnie, ale centrum codziennej aktywności przenosi się do aplikacji, które dla coraz większej grupy klientów stają się głównym sposobem zarządzania finansami.

Deweloperzy z większym zapasem projektów. Co czwarte pozwolenie nadal bez budowy

0

Dane GUS za okres od stycznia do maja 2026 roku przynoszą mieszany obraz sytuacji na polskim rynku mieszkaniowym. Z jednej strony liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła o ponad 16 proc. rok do roku i była najwyższa od 2024 roku. To wyraźny sygnał rosnącej aktywności planistycznej inwestorów, przede wszystkim firm deweloperskich, które uzyskały aż o 22 proc. więcej pozwoleń niż przed rokiem.

Z drugiej strony większa gotowość do działania w sferze administracyjnej wciąż nie przekłada się na uruchamianie nowych inwestycji. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, pozostaje niemal identyczna jak rok wcześniej, a liczba lokali oddawanych do użytkowania nadal spada. Optymistycznym wyjątkiem są inwestorzy indywidualni, którzy we wszystkich trzech kluczowych kategoriach notują skromne, lecz konsekwentne wzrosty. Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku w Otodom.

Z najnowszych danych GUS wynika, że w maju 2026 roku do użytkowania oddano w Polsce 15,3 tys. mieszkań i domów. To o 3,7 proc. więcej niż w maju 2025 roku, ale jednocześnie o 0,6 proc. mniej niż miesiąc wcześniej.

W tej puli firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 9,5 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o blisko 2 proc. w ujęciu rocznym oraz niewielki spadek miesiąc do miesiąca. Inwestorzy indywidualni oddali natomiast 5,3 tys. lokali, czyli o 5,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wyniki skumulowane za pięć pierwszych miesięcy roku potwierdzają utrzymującą się stagnację w tym segmencie. Od stycznia do maja 2026 roku w całej Polsce oddano do użytkowania 76,2 tys. mieszkań i domów, czyli o 0,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku.

To już drugi rok z rzędu, w którym wynik za pierwszych pięć miesięcy pozostaje poniżej granicy 77 tys. lokali. Dla porównania, w rekordowym 2023 roku w tym samym okresie oddano blisko 93,6 tys. mieszkań, a więc o ponad 20 proc. więcej.

Wiele wskazuje jednak na to, że liczba mieszkań oddawanych do użytkowania będzie w kolejnych miesiącach rosnąć. Podstawą takich prognoz jest duża liczba budów rozpoczętych w 2024 roku, przede wszystkim przez firmy deweloperskie. Spowolnienie sprzedaży obserwowane na rynku pierwotnym w 2024 roku i pierwszej połowie 2025 roku wyraźnie wydłużyło procesy budowlane.

Ponad 150 tys. mieszkań i domów, których budowę uruchomiono w 2024 roku, powinno z czasem przełożyć się na wzrost liczby lokali przekazywanych do użytkowania. Dlatego wyniki w tej kategorii w drugiej połowie bieżącego roku mogą być wyraźnie lepsze niż w pierwszych pięciu miesiącach.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60 proc. wszystkich lokali oddanych do użytkowania w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku. W ujęciu skumulowanym deweloperzy przekazali do użytkowania 45,7 tys. mieszkań. To wynik o ponad 2 proc. gorszy niż rok wcześniej i jednocześnie najniższy od sześciu lat.

Warto jednak zauważyć, że dane z kolejnych miesięcy, od marca do maja, wskazują na stopniową stabilizację. Zgodnie z prognozami Otodom, w kolejnych miesiącach liczba lokali oddawanych przez deweloperów może być wyraźnie wyższa.

Na tym tle lepiej wypadają inwestorzy indywidualni. Oddali oni do użytkowania 28,7 tys. lokali, czyli o 2,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Ich udział w ogólnej liczbie mieszkań i domów oddanych do użytkowania wzrósł do 37,7 proc.

Zdecydowanie najbardziej pozytywnym sygnałem płynącym z danych GUS za okres od stycznia do maja 2026 roku jest liczba wydanych pozwoleń na budowę. Łącznie wszystkie grupy inwestorów uzyskały zgody na realizację 119,9 tys. lokali, czyli o 16,3 proc. więcej niż przed rokiem.

To wynik niemal identyczny jak w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy wydano pozwolenia na budowę 119,6 tys. lokali, i wyraźnie lepszy od rezultatu z ubiegłego roku, wynoszącego 103,1 tys. W samym maju wydano 23,7 tys. pozwoleń. Oznacza to wzrost o 13 proc. w ujęciu rocznym, choć jednocześnie spadek o 13,8 proc. względem wyjątkowo aktywnego kwietnia.

Głównym motorem wzrostu w kategorii pozwoleń pozostają firmy deweloperskie. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku uzyskały one 79,5 tys. pozwoleń na budowę, co oznacza imponujący wzrost o 21,7 proc. rok do roku.

Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku deweloperzy otrzymali jedynie 65,4 tys. pozwoleń. Tegoroczny wynik jest więc nie tylko wyraźnie wyższy od ubiegłorocznego, lecz także zbliża się do poziomów obserwowanych w latach 2021 i 2022.

Aktywność inwestorów indywidualnych również była większa niż rok wcześniej. Uzyskali oni 36,9 tys. pozwoleń na budowę, co oznacza wzrost o 10 proc. w ujęciu rocznym.

Na tle optymizmu widocznego w segmencie pozwoleń rozczarowują dane dotyczące faktycznie rozpoczynanych budów. W maju 2026 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę 20,4 tys. lokali. To o 6,9 proc. więcej niż w maju 2025 roku, ale jednocześnie o 18,2 proc. mniej niż w bardzo aktywnym pod tym względem kwietniu.

W okresie od stycznia do maja 2026 roku uruchomiono łącznie 94,7 tys. budów. Wynik ten był niemal identyczny jak rok wcześniej, kiedy rozpoczęto realizację 94,9 tys. mieszkań i domów, co oznacza spadek o 0,2 proc. rok do roku.

Kluczową obserwacją pozostaje narastająca rozbieżność między skalą uzyskanych pozwoleń a faktycznym uruchamianiem inwestycji. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku różnica między liczbą wydanych pozwoleń, wynoszącą 119,9 tys., a liczbą rozpoczętych budów, sięgającą 94,7 tys., przekroczyła 25 tys. lokali.

Oznacza to, że co piąte uzyskane pozwolenie nie przełożyło się jeszcze na rozpoczęcie inwestycji. Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku nadwyżka wynosiła zaledwie około 8 tys. lokali, czyli około 8 proc. odłożonych pozwoleń.

Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku firm deweloperskich. Uzyskały one 79,5 tys. pozwoleń, podczas gdy rozpoczęły realizację jedynie 58 tys. lokali. Różnica przekracza więc 21,5 tys. mieszkań, co oznacza, że co czwarte uzyskane przez deweloperów pozwolenie nie przełożyło się dotąd na rozpoczęcie budowy.

Zjawisko to można interpretować jako przejaw ostrożności deweloperów. Firmy gromadzą zapasy pozwoleń, rozbudowując bank projektów i gruntów z myślą o uruchomieniu budów w bardziej sprzyjających warunkach sprzedażowych. Na decyzje o rozpoczęciu kolejnych inwestycji mogą wpływać również wyższe niż przed rokiem koszty materiałów budowlanych oraz niepewność regulacyjna związana z cenami nośników energii.

Inaczej zachowują się inwestorzy indywidualni, czyli gospodarstwa domowe, których aktywność w zakresie rozpoczynanych budów powoli, ale konsekwentnie rośnie. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku rozpoczęli oni budowę 34,5 tys. domów i mieszkań, czyli o 2,5 proc. więcej niż rok wcześniej.

To najlepszy wynik w tym segmencie od 2021 roku. Budownictwo indywidualne, z natury mniej podatne na krótkoterminowe wahania rynkowe niż sektor deweloperski, utrzymuje stabilną tendencję wzrostową już trzeci rok z rzędu.

Na marginesie głównych zjawisk warto odnotować pojawiające się oznaki ożywienia w segmencie budownictwa społeczno-czynszowego. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku wydano pozwolenia na budowę 2,3 tys. lokali w tej kategorii, a faktyczne budowy rozpoczęto dla 1,4 tys. mieszkań. Oznacza to wzrost o 29 proc. rok do roku.

Choć skala tego segmentu pozostaje niewielka w porównaniu z całym rynkiem, rosnący trend wpisuje się w ogłoszone przez rząd priorytety polityki mieszkaniowej, ukierunkowane na zwiększenie dostępności mieszkań czynszowych.

Szacuje się, że na koniec maja 2026 roku w budowie pozostawało 857,3 tys. mieszkań, czyli o 0,5 proc. więcej niż rok wcześniej. To pozytywny sygnał dla przyszłej podaży. Liczba projektów znajdujących się w przygotowaniu i realizacji utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie.

Jeżeli zgromadzone pozwolenia znajdą odzwierciedlenie w rozpoczętych inwestycjach, może to stworzyć podstawę do stopniowej poprawy liczby mieszkań oddawanych do użytkowania w perspektywie kolejnych lat.

Internauci nie kupili obrony KO. IMM o emocjach wokół Szpitala Południowego

Wokół zarobków radnego KO Dawida Kacprzyka w publicznych szpitalach oraz „saloniku VIP” w Szpitalu Południowym w Warszawie rozgorzała emocjonalna dyskusja, która w ubiegłym tygodniu zdominowała polskie media. W ciągu zaledwie siedmiu dni redakcje poruszały ten temat w blisko 15 tys. publikacji, a internauci – w 24,6 tys. postów i komentarzy. Instytut Monitorowania Mediów (IMM) przeanalizował opinie publikowane w social mediach i sprawdził, kogo z rządzących najbardziej mogą dotknąć wykryte nieprawidłowości oraz na ile skuteczna okazała się linia obrony koalicji.

„Szpitalna afera”, w tym ujawnienie milionowych zarobków lekarza bez specjalizacji Dawida Kacprzyka, a zaraz potem nagłośniona 17 czerwca przez Patryka Słowika z portalu Zero w artykule Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów. Tak polityków KO przyjmował SOR Dawida Kacprzyka sprawa uprzywilejowanej ścieżki przyjęć na SOR, uzyskała w dniach 15-21 czerwca zasięg ponad 1 mld potencjalnych kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczny polski odbiorca usłyszał o niej w badanym tygodniu ponad 30 razy.

W mediach klasycznych temat był najczęściej poruszany przez telewizję wPolsce24 (669 przekazów), Wydarzenia 24 (338) i Polsat News (235). Na portalu Zero ukazało się 59 publikacji o aferze. Łącznie w badanym tygodniu temat wygenerował 39,6 tys. publikacji w mediach klasycznych oraz społecznościowych, co oznacza, że w każdej minucie ukazywały się blisko 4 nowe treści.

wykres 3

W mediach społecznościowych analitycy IMM odnotowali łącznie 3,9 mln interakcji (reakcji, komentarzy i udostępnień użytkowników pod postami na temat afery). Dyskusja na platformach społecznościowych toczyła się przede wszystkim na X (Twitterze), gdzie zarejestrowano 12,8 tys. wzmianek (52% wszystkich publikacji w social mediach) oraz 2,4 mln interakcji. Na drugim miejscu znalazł się Facebook z 7,2 tys. wzmiankami i 721,7 tys. interakcjami.

wykres 2

Eksperci IMM zbadali wątki w internetowej dyskusji i wyłonili najczęściej krytykowane postacie i obiekty w związku z wykrytymi nadużyciami:

  • Koalicja Obywatelska jako formacja: uprzywilejowana pozycja rządzących (szacunkowo 32% dyskusji) – wątek „saloniku VIP” dla działaczy i rodzin KO był wyjątkowo nośny medialnie, stając się symbolem kastowego systemu ochrony zdrowia. Wrażenie to potęgowały informacje o wynoszeniu mebli z saloniku nocą, co zostało odebrane jako próba zacierania śladów.
  • Rafał Trzaskowski: wiedział od roku i nic nie zrobił (szacunkowo 28% dyskusji) – Prezydent Warszawy zaprzeczał publicznie, że wiedział o nieprawidłowościach. Portal Zero udokumentował jednak, że ordynator chirurgii poinformował go o patologiach przez komunikator internetowy już 19 lipca 2025 roku. Internauci zestawiali zaprzeczenia Trzaskowskiego z jego wcześniejszymi wypowiedziami o osobistym zarządzaniu szpitalami, co czyniło dystansowanie się do ujawnionych zdarzeń niewiarygodnym.
  • Dawid Kacprzyk: symbol nepotyzmu partyjnego (szacunkowo 20% dyskusji) – koordynator SOR bez specjalizacji lekarskiej, który zarobił 1,6 mln zł w dużej części za pracę, której fizycznie nie wykonywał, stał się w mediach społecznościowych twarzą „afery szpitalnej”. Internauci zestawiali jego przedwyborcze deklaracje o walce z marnotrawstwem z faktyczną skalą jego wynagrodzenia.
  • Marcin Kierwiński, Bartłomiej Arłukowicz: nieszczerość rządzących (szacunkowo 12% dyskusji) – Kierwiński publicznie zaprzeczył istnieniu saloniku VIP, po czym lekarz pod własnym nazwiskiem potwierdził jego istnienie. W kontekście braku szczerości pojawiało się także nazwisko Arłukowicza, który namawiał do głosowania na Kacprzyka, a teraz twierdzi, że go nie znał. Nawet koalicjant KO Adrian Zandberg z Lewicy publicznie zaatakował Kierwińskiego, domagając się jego dymisji i rozbijając możliwość jednolitej narracji obronnej obozu rządzącego.
  • Szpital Południowy jako instytucja: patologia podmiotu publicznego (szacunkowo 8% dyskusji) – komentujący podnosili wątek ordynatora chirurgii, który poinformował Trzaskowskiego o patologiach, po czym został zwolniony z pracy, a także szpitala, który zamiast odpowiadać na pytania Patryka Słowika z portalu Zero, zaczął grozić mu konsekwencjami prawnymi.

wykres 1

Czego domagali się internauci?

Wśród formułowanych przez internautów oczekiwań najsilniej wybrzmiewało żądanie dymisji Kierwińskiego oraz konsekwencji wobec pozostałych polityków KO zamieszanych w aferę. Drugie w kolejności jest oczekiwanie rzetelnego śledztwa. Internauci zauważają, że NIK kończy właśnie kontrolę szpitala, a wyniki raportu spodziewane są na początku lipca; zlecanie przez premiera Tuska kolejnej, równoległej kontroli odbierają jako pozorowanie działań. Trzecie oczekiwanie dotyczy ochrony sygnalistów i przywrócenia do pracy zwolnionego ordynatora.

Gniew, pogarda i rozczarowanie, a obrona KO bez szans

W emocjonalnej dyskusji dominuje oburzenie i gniew (szacunkowo 42%), napędzany zestawieniem przywilejów polityków z codzienną rzeczywistością pacjentów na SOR. Blisko co czwarty komentarz (25%) utrzymany był w tonie pogardy i szyderstwa – memy, ironiczne zestawienia i sarkazm okazały się skuteczniejsze w niszczeniu autorytetu zamieszanych polityków niż bezpośredni atak. Co siódmy komentarz (15%) wyrażał rozczarowanie i poczucie zdrady, głównie wśród wyborców, którzy liczyli na „inną politykę”.

Obrona KO była praktycznie nieobecna tam, gdzie toczyła się dyskusja. Strona wspierająca Trzaskowskiego i Kierwińskiego stanowiła zaledwie 5% głosów zawierających konkretne stanowisko wobec „afery szpitalnej”, a jej argumenty (sprawa jest politycznie motywowanym atakiem opozycji, a prezydent Trzaskowski zlecił kontrolę) były błyskawicznie kontrowane kolejnymi ujawnieniami dziennikarzy portalu Zero.

Sebastian Bykowski, wiceprezes IMM, podsumowuje:

Choć afera wokół Szpitala Południowego uderzyła wizerunkowo w Koalicję Obywatelską, warto odnotować, że na obecnym etapie wśród najczęściej krytykowanych przez internautów polityków nie dominuje osoba premiera Donalda Tuska. Negatywne emocje koncentrują się przede wszystkim wokół postaci bezpośrednio kojarzonych ze sprawą – Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego czy Dawida Kacprzyka. Potwierdzają to również wyniki najnowszego sondażu IBRiS dla Wirtualnej Polski, w którym reakcję premiera pozytywnie ocenia 47,4% badanych.

Można mówić o klasycznym mechanizmie ochrony lidera partii, w którym odpowiedzialność na pierwszym etapie kryzysu skupia się na osobach znajdujących się bliżej samej sprawy. Nie oznacza to jednak, że Donald Tusk pozostanie całkowicie poza zasięgiem afery. Jeśli ta będzie się rozwijała i obejmie kolejne osoby lub ujawni systemowy charakter problemu, wówczas odpowiedzialność może stopniowo przesuwać się również na poziom kierownictwa partii.

W tej sytuacji istotne znaczenie mają szybkie i stanowcze reakcje premiera oraz konsekwentne przedstawianie sprawy jako problemu dotyczącego funkcjonowania samorządu, a nie całego obozu politycznego. Z komunikacyjnego punktu widzenia działania te ograniczają dziś skalę negatywnego wpływu na lidera KO.

Inaczej wygląda sytuacja Rafała Trzaskowskiego. Jest on nie tylko prezydentem Warszawy, ale również jednym z najważniejszych polityków Koalicji Obywatelskiej. Z tego względu kryzys samorządowy może mieć konsekwencje wykraczające poza samą stolicę i wpływać na postrzeganie całego ugrupowania. Nie bez znaczenia pozostaje także szerszy kontekst debaty o modelu zarządzania dużymi miastami oraz ewentualnym zniesieniu limitów kadencji prezydentów miast.


Metodologia

Analiza obejmuje przekazy w polskiej prasie, radiu, telewizji, portalach internetowych i social mediach opublikowane w okresie 15–21 czerwca 2026 roku.

UMW i AstraZeneca zacieśniają współpracę. W centrum badania kliniczne, AI i edukacja

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i AstraZeneca zawarły porozumienie o współpracy, która obejmie rozwój badań klinicznych i projektów naukowych, odpowiedzialne wykorzystanie sztucznej inteligencji, wzmacnianie kompetencji studentów, doktorantów i pracowników uczelni a także działania podnoszące świadomość zdrowotną pacjentów. Dokument podpisany przez prof. dr hab. med. Piotra Ponikowskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Wiktora Janickiego, prezesa zarządu AstraZeneca Pharma Poland, jest potwierdzeniem współpracy rozwijanej przez obie instytucje od lat, a jednocześnie tworzy ramy dla kolejnych wspólnych projektów.

Partnerstwo odzwierciedla zmianę roli uczelni i biznesu w systemie ochrony zdrowia. Coraz większe znaczenie mają dziś nie tylko innowacje naukowe, ale także ich społeczny wpływ, bezpieczeństwo pacjentów, jakość informacji medycznej oraz przygotowanie przyszłych kadr do pracy w dynamicznie zmieniającym się środowisku klinicznym i technologicznym.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu – najlepsza polska uczelnia medyczna w światowych rankingach – od lat aktywnie rozwija badania kliniczne w Polsce i uczestniczy w międzynarodowych projektach o wysokim znaczeniu dla pacjentów. Jesteśmy partnerem doświadczonym – prowadzącym wieloośrodkowe badania kliniczne. Dziś jednak cele uczelni wykraczają poza klasycznie rozumianą działalność badawczą. Chcemy, aby nauka, medycyna i odpowiedzialny biznes wspólnie odpowiadały na realne problemy zdrowia publicznego – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor UMW.

Jak dodaje rektor, wrocławska uczelnia stawia sobie dziś szczególnie ambitne cele. Dzięki finansowaniu Komisji Europejskiej w ramach programu Teaming for Excellence w najbliższych latach powstanie RAPTOR-HF – europejskie centrum doskonałości w obszarze niewydolności serca, które będzie integrować i wzmacniać badania translacyjne w tym obszarze. – Punktem wyjścia dla prac naukowych będą realne problemy kliniczne. Wcześniejsze wykrywanie choroby, ograniczanie liczby hospitalizacji czy rozwój nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych – to są nasze cele. Współpraca z tak znaczącym partnerem biznesowym może istotnie przybliżyć nas do ich realizacji – mówi prof. Piotr Ponikowski.

Jednym z przykładów dotychczasowej współpracy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i AstraZeneca jest projekt PURE-LIGHT, realizowany z udziałem ponad 2 tysięcy dorosłych pacjentów z Polski obserwowanych przez dziewięć lat. Jego celem jest lepsze zrozumienie, dlaczego u części pacjentów z nadciśnieniem tętniczym nie udaje się skutecznie kontrolować ciśnienia oraz jakie może to mieć długofalowe konsekwencje zdrowotne.

Jednocześnie jest to modelowy przykład współpracy pomiędzy biznesem a środowiskiem akademickim, który obejmuje planowanie i realizację projektów badawczych od koncepcji po publikację naukową. Obie strony współtworzą całą infrastrukturę analityczną, od harmonizacji danych po publikacje naukowe. Projekt ma charakter niekomercyjny – jego wartością jest odpowiedź na ważne pytania kliniczne i wiedza, która posłuży pacjentom, środowisku naukowemu i systemowi ochrony zdrowia.

– Z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu współpracujemy od lat – realizujemy wspólne projekty badawcze i uczymy się od siebie nawzajem, szukając odpowiedzi na pytania, które mają realne znaczenie dla pacjentów. Tak jest i w przypadku projektu PURE-LIGHT, w którym wspólnie analizujemy dane polskiej populacji. Potrzeba jest pilna bowiem nadciśnienie tętnicze dotyka w Polsce blisko jedenastu milionów osób, a o długofalowych konsekwencjach niedostatecznej kontroli ciśnienia wciąż wiemy zbyt mało. To doświadczenie utwierdziło nas w przekonaniu, że takich luk nie da się wypełniać pojedynczymi projektami. Porozumienie, które dziś podpisujemy, jest naturalną klamrą naszych dotychczasowych doświadczeń i zaproszeniem do realizacji ambitnych planów – od wspólnych badań po edukację zdrowotną, bo sama wiedza nie wystarczy, jeśli nie potrafimy jej przekazać tym, którzy jej najbardziej potrzebują – mówi Wiktor Janicki, prezes AstraZeneca Pharma Poland.

Poza wymiarem badawczym porozumienie otwiera też przestrzeń do rozwoju kompetencji przyszłych kadr medycznych. Dla studentów, doktorantów i pracowników UMW bliska współpraca z AstraZeneca będzie okazją do poszerzenia doświadczenia zawodowego o perspektywę, która naturalnie uzupełnia kształcenie akademickie.

Rynek handlowy w Polsce w I kwartale 2026 roku

Rynek powierzchni handlowych w Polsce skutecznie zaadaptował się do zmian w zachowaniach konsumentów oraz wzrostu znaczenia e-commerce. Głównym motorem rozwoju pozostają parki handlowe, które dominują w strukturze podaży. Spadek poziomu pustostanów oraz koncentracja na jakościowych modernizacjach potwierdzają coraz bardziej dojrzałą kondycję sektora – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek handlowy w Polsce w I kwartale 2026 roku”.

Dojrzałość rynku handlowego

Od wybuchu pandemii COVID-19 polski rynek powierzchni handlowych wyraźnie odbudował swoją pozycję. Sektor elastycznie dostosował się do zmieniających się preferencji zakupowych konsumentów. Scenariusze zakładające kryzys tradycyjnego handlu nie sprawdziły się, a głównym motorem rozwoju rynku stały się parki handlowe, które obecnie dominują w strukturze nowej podaży. W ciągu ostatnich sześciu lat parki handlowe odpowiadały za około 1,8 mln m kw. nowej powierzchni, podczas gdy w segmencie centrów handlowych dostarczono około 400 tys. m kw.

– Rynek centrów handlowych zbliża się do nasycenia, a aktywność inwestycyjna koncentruje się na modernizacjach, rozbudowach oraz repozycjonowaniu istniejących obiektów. Kluczowy trend stanowi przesunięcie akcentu z ilości na jakość, w tym dostosowanie oferty do ewoluujących potrzeb konsumentów. Widoczne są istotne zmiany w strukturze najemców, ze wzrostem udziału gastronomii, sportu i rekreacji, drogerii oraz marek z segmentu value retail – podkreśla Anna Pływacz, Dyrektorka Działu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Wysoki wolumen powierzchni w budowie

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że na koniec marca 2026 roku w budowie znajdowało się około 850 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, obejmującej zarówno nowe inwestycje, jak i rozbudowy istniejących obiektów. W latach 2026–2027 planowane jest oddanie ponad 663 tys. m kw. nowej powierzchni, co oznacza wzrost o 90% w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Dominującym formatem pozostają parki handlowe, które odpowiadają za ponad 780 tys. m kw. realizowanej powierzchni, czyli 92% całkowitego wolumenu inwestycji. Potwierdza to utrzymujące się zainteresowanie tym segmentem zarówno wśród deweloperów, jak i inwestorów kapitałowych. Do największych realizowanych inwestycji należą projekty BIG Piła (38 tys. m kw.), MMG Centers Krosno (26 tys. m kw.), Brama Bieszczad w Sanoku (23 tys. m kw.) oraz PH Świderek w Otwocku (23 tys. m kw.).

Więcej różnorodnych parków handlowych

W okresie od stycznia do końca marca 2026 roku oddano do użytkowania ponad 76 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, co oznacza wzrost o 70% rok do roku. Jednocześnie wynik ten był niższy względem bardzo aktywnej końcówki poprzedniego kwartału.

Wśród największych obiektów handlowych oddanych do użytkowania w I kwartale znalazł się San Park Piaseczno II faza w Mysiadle koło Piaseczna, oferujący 15,9 tys. m kw. powierzchni handlowej na potrzeby Agata Meble. Do kluczowych realizacji należały również M Park Bogatynia (8,2 tys. m kw.) oraz Park Handlowy Tomaszów Lubelski (8 tys. m kw.).

W segmencie parków handlowych, obok dominującej funkcji zakupowej, coraz większe znaczenie zyskują usługi oraz gastronomia. Rosnącą popularnością cieszą się również sklepy modowe i drogerie. Mimo postępującej dywersyfikacji tenant mix parków handlowych pozostaje stosunkowo wąski i oparty głównie na powtarzalnych markach. Jednocześnie najlepiej funkcjonujące obiekty, szczególnie zlokalizowane w pobliżu dużych aglomeracji, coraz częściej przyciągają marki dotychczas obecne wyłącznie w tradycyjnych centrach handlowych.

Wskaźnik nasycenia i pustostanów

Analizując całkowity dostępny wolumen nowoczesnej powierzchni handlowej, obejmującej centra handlowe, centra wyprzedażowe, parki handlowe oraz wolnostojące obiekty handlowe, to za największym rynkiem warszawskim (2,3 mln m kw.), plasuje się konurbacja katowicka (1,5 mln m kw.) oraz Trójmiasto (prawie 1 mln m kw.). Z kolei najwyższe wskaźniki nasycenia obserwuje się w aglomeracjach wrocławskiej i poznańskiej, gdzie kształtują się one na poziomie odpowiednio 1044 i 1005 m kw. w przeliczeniu na 1000 mieszkańców.

W I połowie 2025 roku średni wskaźnik pustostanów wyniósł 2,8%, co oznacza spadek o 0,6 p.p. rok do roku. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (1,8%) oraz w Warszawie (1,9%), natomiast najwyższy we Wrocławiu (4,1%) i Poznaniu (3,6%). W większości analizowanych aglomeracji wskaźnik pustostanów uległ obniżeniu, co wskazuje na utrzymującą się równowagę rynkową oraz stabilny poziom popytu.

Poprawa sprzedaży i presja czynszowa

Dane dotyczące funkcjonowania rynku handlowego wskazują również na poprawę wyników sprzedażowych. W lutym 2026 roku obroty wzrosły o 1,7% rok do roku, przy jednoczesnym spadku odwiedzalności o 0,9%. Jak wskazują dane GUS za luty 2026 roku, zarówno sprzedaż detaliczna, jak i internetowa odnotowały wzrost w ujęciu rocznym – odpowiednio o 5% oraz 9,3%.

Pierwszy kwartał nowego roku to także czas debiutów nowych marek w Polsce. Na rynku handlowym pojawiły się m.in. kanadyjska marka Lululemon, azjatycka sieć XIMI V oraz internetowy koncept Søstrene Grene, który zapowiedział także otwarcie sklepu stacjonarnego w Warszawie.

Wyraźna poprawa koniunktury w handlu detalicznym oraz realny wzrost sprzedaży detalicznej, przekłada się na podwyżki czynszów w niemal wszystkich formatach.

– Najsilniejsza presja wzrostowa dotyczyła najlepszych centrów handlowych oraz najbardziej atrakcyjnych lokali o powierzchni 100–500 m kw. W kolejnych miesiącach możliwe są dalsze wzrosty w topowych galeriach, natomiast w parkach handlowych proces odnawiania umów z okresu pandemii może skutkować lokalnymi korektami stawek dla wybranych branż i formatów – ocenia Renata Weikert, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

ORLEN rezerwuje moce w FSRU 2. Import LNG przekroczy 16 mld m sześc. rocznie

0

ORLEN zarezerwował przepustowość w planowanym terminalu FSRU 2 w Zatoce Gdańskiej. Decyzja zwiększa elastyczność dostaw LNG, wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Polski i regionu oraz wpisuje się w rozwój koncepcji Baltic Eagle Gas Hub. Po uwzględnieniu FSRU 1, FSRU 2 oraz rezerwacji w terminalu w Kłajpedzie, dzięki interkonektorowi Santaka, łączne możliwości importowe LNG Grupy ORLEN przekroczą 16 mld m sześc. gazu ziemnego po regazyfikacji rocznie.

Udział ORLEN w procedurze Open Season dla FSRU 2 jest kolejnym elementem budowy zdywersyfikowanego i elastycznego portfela importowego. Zarezerwowana przepustowość umożliwi odbiór dodatkowych wolumenów LNG w perspektywie kolejnej dekady, uzupełniając moce dostępne w terminalu LNG w Świnoujściu, terminalu FSRU 1 w Gdańsku oraz terminalach zagranicznych, z których korzysta Grupa.

– Energia jutra to niezależność i bezpieczeństwo energetyczne. To możliwie najniższe ceny energii dla naszych klientów. Dlatego już dziś podejmujemy strategiczne decyzje. Rezerwacja mocy w FSRU 2 jest kolejnym krokiem w budowie Baltic Eagle Gas Hub, czyli regionalnego hubu gazowego, który zapewni bezpieczeństwo nie tylko Polsce, ale i całemu regionowi. To także zwiększenie naszych możliwości importowych i handlowych. Rozwój ORLENU w obszarze LNG buduje nasze bezpieczeństwo oparte na zróżnicowanych kierunkach dostaw i elastycznej logistyce – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Rezerwacja dotyczy 12 slotów rocznie w latach 2030–2039. Odpowiada to możliwości odbioru około 1,25 mld m sześc. gazu ziemnego po regazyfikacji rocznie. Dzięki nowej przepustowości w FSRU 2, a także wykorzystaniu terminala LNG w Świnoujściu, FSRU 1 w Gdańsku oraz rezerwacji w Kłajpedzie, łączne możliwości importowe LNG Grupy ORLEN przekroczą 16 mld m sześc. gazu rocznie.

Nowe moce wpisują się w szerszy model działania Grupy na rynku gazu. ORLEN korzysta z terminala LNG w Świnoujściu, którego przepustowość po rozbudowie wynosi 8,3 mld m sześc. rocznie, a także zarezerwował pełną przepustowość planowanego terminala FSRU 1 w Gdańsku na poziomie 6,1 mld m sześc. rocznie. Grupa wykorzystuje również terminal w Kłajpedzie oraz – poprzez spółkę zależną – terminal w Montoir we Francji. Uzupełnieniem tego systemu jest własna flota gazowców, zwiększająca kontrolę nad łańcuchem dostaw i elastyczność operacyjną.

Skalę działalności ORLEN na globalnym rynku LNG dobrze pokazuje liczba dostaw realizowanych do Polski. Na początku przyszłego tygodnia Grupa odbierze 450. dostawę LNG w terminalu w Świnoujściu, w którym dysponuje przepustowością 8,3 mld m sześc. rocznie. Dotychczasowe dostawy umożliwiły sprowadzenie do Polski ponad 46 mld m sześc. gazu po regazyfikacji. To energia odpowiadająca 527,7 TWh, co przy założeniu średniego zużycia na poziomie ok. 20 MWh rocznie na gospodarstwo domowe, odpowiada zapotrzebowaniu ponad 26 mln gospodarstw domowych. Pokazuje to, jak w ciągu ostatniej dekady zmienił się model zaopatrzenia Polski w gaz – od dominacji dostaw z jednego kierunku do aktywnego udziału ORLEN w globalnym rynku LNG i budowy zdywersyfikowanego portfela importowego.

Rozwój infrastruktury importowej ma znaczenie nie tylko dla Polski. Dzięki połączeniom transgranicznym i aktywności handlowej ORLEN gaz sprowadzany przez polskie terminale może wspierać również bezpieczeństwo dostaw w państwach sąsiednich, w tym w Ukrainie, na Słowacji i innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. W tym sensie Baltic Eagle Gas Hub jest odpowiedzią na trwałą zmianę europejskiej architektury energetycznej po ograniczeniu dostaw ze Wschodu i rosnącej roli LNG w regionie. Rezerwacja przepustowości zwiększa również elastyczność działania Grupy i zabezpiecza możliwość dalszego rozwoju działalności LNG w kolejnych latach.

Klawiatury foliowe: od fabryki po salę operacyjną

Zwykle pozostają niezauważone, choć korzystamy z nich każdego dnia: w kuchence mikrofalowej, pompie infuzyjnej, sterowniku obrabiarki czy panelu windy. Rynek klawiatur foliowych jest rozproszony i rzadko trafia na pierwsze strony branżowych mediów, ale jego wartość liczona jest w miliardach dolarów. Poszczególne firmy badawcze różnią się co do skali tego rynku, lecz są zgodne co do kierunku: popyt nadal rośnie.

Materiał analityczny · opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research, Strategic Market Research, Knowledge Sourcing Intelligence, ResearchAndMarkets, GMI oraz The Business Research Company

Wiele komponentów przesądza o sposobie obsługi urządzeń, choć użytkownik końcowy praktycznie ich nie dostrzega. Klawiatura foliowa, często określana także jako membranowa, jest tego dobrym przykładem. To cienki, wielowarstwowy interfejs z nadrukowaną grafiką oraz ukrytym układem stykowym, który reaguje na nacisk. Po zamontowaniu na obudowie staje się integralną częścią urządzenia: panelem ekspresu, respiratora, wagi przemysłowej lub sterownika linii produkcyjnej.

Wokół tego pozornie prostego elementu powstał globalny przemysł warty miliardy dolarów, w którym działają również wyspecjalizowani producenci z Polski. Rozwija się on mimo dominującej narracji o ekranach dotykowych. W wielu zastosowaniach przemysłowych i medycznych prostszy interfejs fizyczny wciąż okazuje się rozwiązaniem bardziej przewidywalnym, odpornym na warunki pracy i korzystniejszym kosztowo — pod warunkiem właściwego doboru technologii do zadania.

4,2–4,5 mld USD
szacowana wartość rynku klawiatur foliowych w latach 2023–2024
5–8 % CAGR
zakres prognozowanej rocznej dynamiki wzrostu do 2030 r.
≥1 mln
typowa żywotność pojedynczego klawisza w cyklach zadziałań

Czym właściwie jest klawiatura foliowa

Pod względem konstrukcyjnym klawiatura membranowa przypomina wielowarstwową „kanapkę” z folii, najczęściej poliestrowych. Warstwę wierzchnią stanowi grafika drukowana od strony wewnętrznej, dzięki czemu opisy i symbole są chronione przed ścieraniem. Niżej znajdują się warstwy dystansowe oraz folie ze ścieżkami przewodzącymi, zwykle wykonywanymi z past srebrnych. Naciśnięcie pola roboczego powoduje zwarcie obwodu i wysłanie sygnału. Odpowiednio zaprojektowana konstrukcja może tworzyć zwartą, łatwą do czyszczenia powierzchnię o odporności na pył, zachlapanie, detergenty i wybrane substancje chemiczne; rzeczywisty poziom ochrony zależy jednak od materiałów, uszczelnienia i wymagań konkretnej aplikacji.

Producenci zwykle deklarują trwałość od około miliona do kilku milionów cykli dla pojedynczego klawisza, przy czym parametr ten zależy m.in. od zastosowanej konstrukcji, siły nacisku, środowiska pracy i metody testowania. Właśnie połączenie trwałości, relatywnie niskiego kosztu produkcji i dużej swobody projektowania grafiki przesądziło o popularności tych komponentów. W wersjach płaskich interfejs nie ma klasycznych, odsłoniętych mechanizmów przełączających, a w wariantach taktylnych funkcję sprzężenia zwrotnego zapewniają m.in. tłoczenia lub metalowe kopułki. Gładka powierzchnia ogranicza liczbę miejsc, w których mogą gromadzić się zanieczyszczenia, i ułatwia czyszczenie oraz dezynfekcję zgodnie z instrukcją producenta urządzenia.

Kluczowe rozróżnienie. Klawiatury membranowe występują w wersjach nietaktylnych — płaskich, bez wyczuwalnego „kliknięcia” — oraz taktylnych, w których stosuje się tłoczenia albo metalowe kopułki zapewniające odczuwalną odpowiedź pod palcem. Warianty płaskie są szeroko stosowane ze względu na prostotę i koszt. Z kolei sprzężenie zwrotne w wersjach taktylnych jest szczególnie ważne tam, gdzie operator musi potwierdzić uruchomienie funkcji bez odrywania wzroku od wykonywanego zadania.

Od fabryki: jak powstaje klawiatura foliowa

Tytułowa droga „od fabryki po salę operacyjną” zaczyna się w hali poligraficzno-elektronicznej, a nie — jak mogłoby się wydawać — w typowej fabryce elektroniki. Sercem produkcji jest druk. Grafikę nanosi się dwiema technikami: sitodrukiem, ceniony za grube, kryjące warstwy farby i odporność kolorów, oraz drukiem cyfrowym, który pozwala na fotograficzną szczegółowość i krótkie serie. Polscy producenci podkreślają, że nadruk wykonywany jest od wewnętrznej strony folii — to z pozoru drobny zabieg, ale ma fundamentalne znaczenie: opis przycisków widoczny jest przez grubość folii i nie sposób go zetrzeć podczas wieloletniej eksploatacji.

Równolegle drukuje się obwód. Ścieżki przewodzące i pola stykowe powstają z pasty srebrnej nakładanej sitodrukiem, z minimalną szerokością ścieżki rzędu pół milimetra. Tak przygotowane folie — warstwa graficzna, warstwy dystansowe i dwie folie obwodu — łączy się w wielowarstwową „kanapkę”, doklejając tylną warstwę montażową z odsłanianym klejem. Tu wkraczają technologie podnoszące wartość wyrobu: tłoczenie frontów foliowych nadające klawiszom wyczuwalny kształt, osadzanie metalowych kopułek dla efektu taktylnego, integracja diod LED do podświetlenia, a w bardziej zaawansowanych konstrukcjach — zatapianie diod SMD w strukturze folii.

Coraz częściej proces nie kończy się na samej klawiaturze. Producenci integrują panele czołowe z wyświetlaczami w technologii bondingu optycznego, sklejając ekran LCD z frontem szklanym lub z tworzywa. Najprostszą metodą jest technika Air Gap, w której między wyświetlaczem a frontem pozostaje szczelina powietrzna — rozwiązanie tanie i uniwersalne, ale wrażliwe na refleksy świetlne i wilgoć. Pełne zespolenie warstw (bonding) eliminuje szczelinę, poprawiając czytelność w jasnym otoczeniu i odporność mechaniczną, co ma znaczenie w aplikacjach zewnętrznych i najtrudniejszych warunkach przemysłowych.

Ten ciąg technologiczny — od druku, przez obwód, po integrację z wyświetlaczem — tłumaczy, dlaczego rynek bywa definiowany tak różnie przez analityków. Granica między „klawiaturą foliową” a „zintegrowanym panelem czołowym HMI” jest płynna, a im wyżej w łańcuchu wartości, tym wyższa marża i tym trudniej porównywać dane z różnych raportów.

Rynek wart miliardy — rozbieżne prognozy, zbieżny kierunek

Tu pojawia się pierwsza istotna trudność analityczna. Renomowane firmy badawcze różnią się w ocenie wartości rynku klawiatur foliowych — i to znacząco. Różnice wynikają przede wszystkim z odmiennych definicji: jedne raporty obejmują wyłącznie klasyczne klawiatury membranowe, inne doliczają panele czołowe, nakładki graficzne czy zintegrowane interfejsy HMI, jeszcze inne rozszerzają zakres o pokrewne technologie przełączników.

Prognozowana wartość rynku w 2030 r. wg różnych firm badawczych

Rozbieżność szacunków sięga kilkuset procent — efekt odmiennych definicji zakresu rynku

Źródło: Grand View Research, Strategic Market Research, Knowledge Sourcing Intelligence / ResearchAndMarkets, The Business Research Company (2024–2025)

Najbardziej zachowawcze szacunki, opracowane przez Knowledge Sourcing Intelligence i powielone w raporcie ResearchAndMarkets, wyceniają rynek na 3,473 mld USD w 2025 r. i prognozują wzrost do 4,770 mld USD w 2030 r., co odpowiada średniorocznej dynamice na poziomie 6,56 procent. Strategic Market Research ocenia wartość rynku na około 4,2 mld USD w 2024 r. i przewiduje osiągnięcie 6,1 mld USD do 2030 r. przy CAGR rzędu 6,5 procent.

Grand View Research punktuje wyżej: 4,53 mld USD w 2023 r. i prognoza 7,65 mld USD w 2030 r. przy najwyższej w tym zestawieniu dynamice 7,9 procent rocznie. Na drugim biegunie znajduje się The Business Research Company, której szacunek — około 13 mld USD do 2030 r. przy CAGR 8,4 procent — jest wartością odstającą, wynikającą najpewniej z najszerszej definicji obejmującej pokrewne kategorie przełączników. GMInsights z kolei wycenia rynek na 4,4 mld USD w 2024 r. i przewiduje bardziej umiarkowany wzrost rzędu 5 procent rocznie w dłuższej perspektywie do 2034 r.

Firma badawczaWartość bazowaPrognoza 2030CAGR
Grand View Research4,53 mld (2023)7,65 mld USD7,9%
Strategic Market Research4,2 mld (2024)6,1 mld USD6,5%
Knowledge Sourcing / R&M3,47 mld (2025)4,77 mld USD6,56%
GMInsights4,4 mld (2024)— (2034)5,0%
The Business Research Company~13 mld USD8,4%

Dla czytelnika biznesowego wniosek nie brzmi: „nie wiadomo, ile wart jest rynek”. Brzmi raczej: dokładna liczba zależy od przyjętej definicji, ale wszystkie liczące się ośrodki badawcze zgadzają się co do dwóch rzeczy — rynek mierzony jest w miliardach dolarów, a jego trajektoria jest jednoznacznie wzrostowa, z roczną dynamiką mieszczącą się w przedziale od około 5 do blisko 8 procent. To rzadka sytuacja, w której rozbieżność szacunków nie podważa, lecz wręcz wzmacnia tezę o stabilności trendu.

Trajektoria wzrostu rynku 2023–2030 (scenariusz Grand View Research)

Przykładowa ścieżka wzrostu przy CAGR 7,9% — ilustracja dynamiki, nie prognoza ostateczna

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research

Co napędza wzrost: automatyka, medtech, motoryzacja, elektronika

Tu z kolei panuje wyjątkowa zgodność. Niezależnie od tego, który raport weźmiemy do ręki, wskazuje on cztery te same motory wzrostu: automatykę przemysłową, technologie medyczne, motoryzację oraz elektronikę użytkową. Każdy z tych sektorów generuje popyt z nieco innego powodu, ale wszystkie łączy potrzeba niezawodnego, trwałego i łatwego w utrzymaniu interfejsu.

Automatyka przemysłowa

Sterowniki maszyn, panele operatorskie, aparatura pomiarowa — to historycznie największy obszar zastosowań. Według danych Grand View Research segment zastosowań przemysłowych odpowiadał za największy udział w przychodach rynku, co wynika z masowego wykorzystania klawiatur membranowych w urządzeniach i maszynach produkcyjnych. W środowisku hali fabrycznej, gdzie panują pył, wibracje, smary i agresywne środki czyszczące, hermetyczny interfejs foliowy ma przewagę nad rozwiązaniami z ruchomymi częściami.

Technologie medyczne

To najszybciej rosnący segment rynku w prognozach większości ośrodków. Pompy infuzyjne, analizatory diagnostyczne, respiratory, monitory pacjenta — wszystkie wymagają interfejsu, który da się błyskawicznie zdezynfekować, który wytrzyma przewidziane przez producenta cykle czyszczenia i dezynfekcji i który zadziała pewnie nawet obsługiwany w rękawiczkach. Rosnący nacisk na higienę i kontrolę zakażeń dodatkowo przyspiesza adopcję rozwiązań foliowych w ochronie zdrowia.

Motoryzacja

Choć kabina nowoczesnego auta kojarzy się dziś z wielkimi ekranami, pod powierzchnią desek rozdzielczych, na kierownicach i w panelach klimatyzacji wciąż pracują przyciski oparte na technologii membranowej. To właśnie sektor motoryzacyjny bywa wskazywany jako segment o największym wolumenowym popycie. Niemcy — ojczyzna Volkswagena, BMW i Mercedesa — są tego najlepszym przykładem, o czym za chwilę.

Elektronika użytkowa

Kuchenki, piekarniki, pralki, lodówki, drobny sprzęt AGD — to ciche imperium klawiatur foliowych. Niski koszt jednostkowy, dowolność wzornicza i odporność na zalanie czy zatłuszczenie czynią je naturalnym wyborem dla produkcji masowej. Rozwój rynków wschodzących, zwłaszcza w Azji, oraz stały strumień nowych modeli urządzeń podtrzymują popyt w tym segmencie.

Główne segmenty końcowego zastosowania klawiatur foliowych

Udział orientacyjny — przemysł i motoryzacja jako filary popytu, medtech jako segment o najwyższej dynamice

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research, Knowledge Sourcing Intelligence, GMInsights

Geografia rynku: Azja rośnie, Ameryka i Niemcy trzymają prymat

Pod względem regionalnym obraz jest klasyczny dla przemysłu komponentów elektronicznych. Ameryka Północna odpowiadała w 2023 r. za istotną część globalnych przychodów, co wynika z zaawansowanej bazy przemysłowej regionu i wysokiego stopnia automatyzacji. Według danych GMInsights same Stany Zjednoczone wygenerowały w 2024 r. około 1,03 mld USD przychodów, a głównym motorem był tam sektor motoryzacyjny z rosnącą liczbą systemów infotainment i sterowania.

W Europie pozycję lidera zajmują Niemcy — z udziałem rzędu 22 procent rynku europejskiego w 2024 r. i prognozowaną dynamiką 5,8 procent rocznie. To bezpośrednia pochodna siły niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego i jego zapotrzebowania na trwałe, wysokowydajne interfejsy. Region Azji i Pacyfiku jest natomiast wskazywany jako najszybciej rosnący i prawdopodobnie największy rynek, napędzany przez elektronikę użytkową, motoryzację i sektor medyczny. Chiny — jako globalne centrum produkcji elektroniki — wygenerowały w 2024 r. około 400 mln USD przychodów przy dynamice 6,3 procent rocznie.

Przychody wybranych rynków krajowych (2024)

USA wyraźnym liderem wartościowym; Chiny jako najszybciej skalujące się centrum produkcji

Źródło: GMInsights (2024–2025)

Materiały: poliester rządzi, poliwęglan zyskuje

Z perspektywy surowcowej rynek opiera się na trzech foliach. Poliester (PET) odpowiadał w 2023 r. za 35,3 procent przychodów — to materiał trwały, elastyczny, odporny chemicznie i tani, idealny do zastosowań przemysłowych i konsumenckich. Poliwęglan (PC), ceniony za przejrzystość optyczną i odporność na uderzenia, rośnie najszybciej — według Grand View Research z dynamiką 8,2 procent rocznie — i znajduje zastosowanie tam, gdzie liczy się widoczność i wytrzymałość, jak w kokpitach samochodowych czy aparaturze medycznej. Trzecią kategorię stanowią folie poliimidowe (PI), wyspecjalizowane w odporności termicznej i chemicznej, wykorzystywane w lotnictwie i zaawansowanej elektronice.

Polskie firmy w niszy interfejsów przemysłowych

To jeden z tych obszarów, w których polski przemysł zbudował realne, choć mało rozpoznawalne kompetencje. Na rodzimym rynku działa grupa wyspecjalizowanych producentów klawiatur membranowych i paneli czołowych, z których część ma kilkudziesięcioletnią historię i eksportuje swoje wyroby.

QWERTY (Towarzystwo Elektrotechnologiczne QWERTY Sp. z o.o.)
Producent z 35-letnim doświadczeniem. Klawiatury membranowe, szklane panele dotykowe, zintegrowane panele czołowe, projektowanie kompletnych urządzeń. Oferuje bonding optyczny oraz wykończenia powierzchni AG, AF i AR. Wyroby kierowane do maszyn i sterowników przemysłowych oraz aparatury medycznej i pomiarowej.
IRGA
Firma działająca od 1994 r. Według własnych danych zaprojektowała i wyprodukowała ponad 5 tysięcy rodzajów klawiatur, paneli i frontów foliowych, współpracując z ponad 150 klientami. Specjalizuje się w rozwiązaniach dla nietypowych warunków eksploatacji.
Horizon Technologies
Deklaruje się jako jedyna w Polsce firma dysponująca technologią LGF (light guide film), pozwalającą podświetlić całą klawiaturę foliową kilkoma diodami SMD, oraz pełną integracją paneli dotykowych z klawiaturami membranowymi w technologii OCA Lamination.
Maszczyk (Spółka Jawna)
Producent obudów do elektroniki łączący ofertę klawiatur membranowych z produkcją obudów. Klawiatury kierowane m.in. do AGD, elektroniki, sprzętu medycznego i automatyki przemysłowej.
LC Elektronik
Wytwarza klawiatury w technologii sześciowarstwowej (6W), z myślą o pracy w trudnych warunkach klimatycznych. Łączy produkcję klawiatur, nakładek graficznych, okien wyświetlaczy i obudów u jednego dostawcy.

Wspólnym mianownikiem polskich firm jest model biznesowy oparty na produkcji kontraktowej i projektowaniu na zamówienie. W praktyce klawiatury foliowe na zamówienie powstają pod konkretną obudowę, warunki pracy, układ funkcji i wymagania dotyczące trwałości czy podświetlenia. To klasyczna nisza B2B: producent klawiatury foliowej rzadko jest rozpoznawalny przez końcowego użytkownika, bo jego wyrób trafia jako komponent do urządzenia innej marki. Ta „niewidzialność” jest jednocześnie siłą i ograniczeniem — pozwala działać stabilnie w wyspecjalizowanym segmencie, ale utrudnia budowę rozpoznawalnej marki i wyższych marż.

Z punktu widzenia odporności biznesu istotne jest, że polscy producenci obsługują równocześnie wszystkie cztery motory wzrostu globalnego rynku: automatykę, medycynę, motoryzację i elektronikę. Dywersyfikacja branżowa odbiorców zmniejsza wrażliwość na cykle koniunkturalne w pojedynczym sektorze. Bariera wejścia — park maszynowy do sitodruku i druku cyfrowego, kompetencje w obróbce folii i pasty srebrnej, doświadczenie konstrukcyjne — jest na tyle wysoka, że chroni istniejących graczy przed łatwą konkurencją cenową.

Klawiatury foliowe kontra ekrany dotykowe

Najciekawszy wątek tej analizy dotyczy pozornego paradoksu. W epoce, w której smartfon nauczył nas, że każdy interfejs powinien być gładkim ekranem dotykowym, znaczna część przemysłu i medycyny świadomie pozostaje przy prostszym, fizycznym rozwiązaniu. Dlaczego?

Klawiatura foliowa — przewagi

  • Sprzężenie zwrotne pod palcem (wersje taktylne) — operator wie, że wcisnął przycisk, bez patrzenia na panel.
  • Pełna obsługa w rękawiczkach, także grubych — bez konieczności kontaktu skóry z powierzchnią.
  • Hermetyczność i odporność na wodę, pył oraz agresywne chemikalia.
  • Gładka, pozbawiona szczelin powierzchnia — łatwa do dezynfekcji i sterylizacji.
  • Niższy koszt jednostkowy i prostsza integracja w produkcji masowej.
  • Możliwość zaprojektowania ochrony ESD, jeśli wymaga tego aplikacja.

Ekran dotykowy — przewagi

  • Elastyczność interfejsu — jeden ekran obsługuje wiele rozbudowanych menu i scenariuszy.
  • Możliwość wyświetlania zmiennych danych, wykresów, podglądów wideo.
  • Aktualizacja funkcji bez zmiany sprzętu — wystarczy zmiana oprogramowania.
  • Nowoczesny odbiór wizualny, ceniony w produktach konsumenckich.
  • Lepsze dopasowanie do urządzeń o wielu krokach i wielu opcjach wyboru.

W środowiskach wilgotnych, przy obsłudze w rękawiczkach lub w aplikacjach wymagających jednoznacznego potwierdzenia zadziałania, przełączniki membranowe mogą być bardziej przewidywalne niż standardowe ekrany pojemnościowe. Trzeba jednak zachować precyzję: część przemysłowych ekranów pojemnościowych jest projektowana do pracy w rękawicach, dlatego o wyniku przesądza konkretny kontroler, rodzaj rękawicy i konfiguracja urządzenia. W praktyce klinicznej fizyczny przycisk z wyczuwalnym skokiem nadal daje operatorowi dodatkowe potwierdzenie wykonania polecenia — szczególnie wtedy, gdy nie może on stale obserwować panelu.

Lekcja z USS John S. McCain

Najpoważniejszy argument za fizycznymi interfejsami przyniósł dramatyczny wypadek. 21.08.2017 r. amerykański niszczyciel USS John S. McCain zderzył się z tankowcem Alnic MC w Cieśninie Singapurskiej. Zginęło dziesięciu marynarzy, 48 zostało rannych, a okręt wymagał napraw za ponad 100 mln USD.

Śledztwo Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) wykazało, że projekt dotykowego systemu sterowania okrętu zwiększył prawdopodobieństwo błędów operatorskich, które doprowadziły do katastrofy. Załoga, niedostatecznie przeszkolona w obsłudze złożonego systemu dotykowego, podczas próby podziału sterowania między konsolami utraciła kontrolę nad jednostką. NTSB podkreśliła, że mechaniczne przepustnice — powszechnie stosowane w lotnictwie i na większości okrętów — są często preferowane, bo dają operatorowi natychmiastowe, dotykowe sprzężenie zwrotne i czytelną informację o położeniu sterowania.

W konsekwencji US Navy ogłosiła, że zastąpi dotykowe sterowniki przepustnic mechanicznymi na niszczycielach klasy Arleigh Burke, rozpoczynając wdrożenie latem 2020 r. Ankiety przeprowadzone wśród załóg po wypadkach pokazały, że marynarze w przeważającej większości woleli powrót do bardziej intuicyjnego sterowania mechanicznego. To wymowny przypadek instytucji, która po latach „cyfryzacji” interfejsu świadomie cofnęła się do rozwiązania prostszego — bo okazało się bezpieczniejsze.

Praktyczna zasada projektowa. Im bardziej ograniczony zestaw funkcji i im większa konsekwencja błędu, tym silniejszy jest argument za wyraźnie odróżnialnym, fizycznym elementem sterowania. Ekran dotykowy sprawdza się przy rozbudowanych menu i zmiennej treści, np. w kiosku samoobsługowym. W funkcjach krytycznych — takich jak wezwanie pomocy przy łóżku szpitalnym — konstruktorzy często wybierają osobne, jednoznaczne sterowanie. Uwaga: przycisk zatrzymania awaryjnego maszyny podlega odrębnym wymaganiom bezpieczeństwa i nie powinien być utożsamiany ze zwykłym przyciskiem foliowym.

Dlaczego przemysł nadal stawia na prostsze interfejsy

Złożywszy te wątki, można sformułować spójną odpowiedź. Wybór interfejsu w przemyśle i medycynie nie jest kwestią mody, lecz rachunku ryzyka i kosztu całkowitego cyklu życia produktu. Cztery czynniki przesądzają o trwałości pozycji klawiatur foliowych.

Po pierwsze, odporność w trudnym środowisku. Hala produkcyjna, sala operacyjna, kabina pojazdu użytkowego czy stacja paliw oznaczają kontakt z wilgocią, pyłem, środkami chemicznymi i wibracjami. Dobrze dobrany i uszczelniony interfejs foliowy może ograniczyć ryzyko awarii oraz uprościć utrzymanie urządzenia. Nie jest to jednak cecha automatyczna: odporność musi być potwierdzona dla konkretnego projektu, materiałów oraz warunków eksploatacji.

Po drugie, higiena. Gładka, ciągła powierzchnia ogranicza liczbę trudno dostępnych miejsc i ułatwia czyszczenie oraz dezynfekcję. Nie należy jednak utożsamiać tego ze sterylizacją: dopuszczalne środki, czasy kontaktu i procedury muszą wynikać z instrukcji producenta danego urządzenia oraz jego walidacji materiałowej. W warunkach rosnących wymogów kontroli zakażeń taka łatwość utrzymania powierzchni ma istotne znaczenie dla zastosowań medycznych.

Po trzecie, koszt i cykl życia produktu. Przy dużej skali oraz niewielkiej, stabilnej liczbie funkcji klawiatura foliowa zwykle oznacza niższy koszt komponentu i prostszą integrację niż ekran dotykowy z elektroniką sterującą. Porównanie nie jest jednak uniwersalne — ekran może być ekonomicznie uzasadniony, gdy zastępuje wiele przycisków, etykiet i oddzielnych wskaźników albo pozwala aktualizować funkcje programowo.

Po czwarte, ergonomia i bezpieczeństwo. Sprzężenie zwrotne i obsługa „na ślepo” mają realne znaczenie wszędzie tam, gdzie operator nie może oderwać wzroku od zadania — przy maszynie, za kierownicą, przy pacjencie. Lekcja z USS John S. McCain pokazała, jak kosztowne potrafi być zignorowanie tej zasady.

To nie znaczy, że ekrany dotykowe przegrywają. Obie technologie coraz częściej współistnieją w jednym urządzeniu: ekran do złożonej konfiguracji i wizualizacji danych, klawiatura foliowa lub fizyczne przyciski do krytycznych, najczęściej wykonywanych czynności. Polscy producenci, oferujący zarówno panele membranowe, jak i integrację paneli dotykowych w jednej konstrukcji, są na ten hybrydowy kierunek dobrze przygotowani.

Dokąd zmierza technologia

Byłoby błędem przedstawiać klawiaturę foliową jako technologię zamrożoną w czasie. Przeciwnie — jej trwałość rynkowa bierze się w dużej mierze z ciągłej ewolucji. Trzy kierunki rozwoju zasługują na uwagę z perspektywy biznesowej.

Inteligentne podświetlenie i miniaturyzacja źródeł światła. Technologia LGF (light guide film), którą wśród polskich firm wyróżnia się Horizon Technologies, pozwala równomiernie podświetlić całą powierzchnię klawiatury zaledwie kilkoma bocznymi diodami SMD. Oznacza to mniejsze zużycie energii, cieńszą konstrukcję i niższy koszt — przy zachowaniu czytelności w słabym oświetleniu, która w aparaturze medycznej i sterownikach pracujących na nocnych zmianach bywa wymogiem, a nie ozdobą.

Hybrydyzacja z technologią dotykową. Integracja paneli dotykowych z warstwą membranową przy użyciu laminacji OCA (Optical Clear Adhesive) zaciera dawną granicę między „przyciskiem” a „ekranem”. Powstają konstrukcje, w których jedna powierzchnia łączy pola dotykowe do nawigacji z wyodrębnionymi funkcjami taktylnymi przeznaczonymi dla operacji krytycznych. To jeden z najważniejszych kierunków rozwoju, ponieważ pozwala wykorzystać mocne strony obu technologii.

Elektronika in-mold i nowe materiały. Rozwijane równolegle technologie elektroniki zatapianej w tworzywie (in-mold electronics) oraz prace nad foliami o lepszych parametrach termicznych i chemicznych poszerzają zakres zastosowań w stronę bardziej wymagających środowisk — lotnictwa, motoryzacji wysokiego segmentu i przemysłu ciężkiego. Część raportów wskazuje też na rosnące znaczenie czynników środowiskowych i zrównoważonych materiałów jako jednego z motorów innowacji w europejskim segmencie rynku.

Wspólnym mianownikiem tych kierunków jest przesunięcie wartości „w górę” łańcucha — od prostego komponentu ku zintegrowanemu interfejsowi HMI. Dla producentów oznacza to wyższe marże, ale i wyższe wymagania kompetencyjne: trzeba łączyć poligrafię, elektronikę, optykę i mechanikę pod jednym dachem.

Ryzyka i ograniczenia niszy

Rzetelna analiza musi wskazać również słabe punkty. Pierwszym jest presja ze strony ekranów dotykowych w tych zastosowaniach, gdzie elastyczność interfejsu przeważa nad pewnością obsługi — to realna erozja w segmencie premium elektroniki użytkowej i części motoryzacji, gdzie wielkie panele stały się elementem pozycjonowania produktu.

Drugim jest charakter biznesu kontraktowego. Producent klawiatur foliowych jest dostawcą komponentu, a więc jego pozycja negocjacyjna wobec dużych odbiorców bywa ograniczona, a marże — pod presją. „Niewidzialność” wyrobu utrudnia budowę rozpoznawalnej marki i lojalności, które w innych branżach pozwalają bronić cen.

Trzecim jest konkurencja z Azji, zwłaszcza chińskich producentów o niższych kosztach pracy. Polskie i europejskie firmy bronią się jakością, krótkimi seriami, elastycznością projektową i bliskością geograficzną klienta — atutami, które zyskują na znaczeniu w erze skracania i regionalizacji łańcuchów dostaw, ale które nie eliminują presji cenowej w prostszych wyrobach.

Czwartym, bardziej technicznym ograniczeniem jest sztywność funkcjonalna: gotowej klawiatury foliowej nie da się przeprogramować tak, jak interfejsu ekranowego — zmiana układu czy opisów przycisków wymaga nowego nadruku, a więc nowego narzędzia produkcyjnego. W produktach o szybko zmieniających się funkcjach jest to wada, którą ekran eliminuje aktualizacją oprogramowania.

Wnioski dla biznesu

Rynek klawiatur foliowych to przykład dojrzałej, ale wciąż rosnącej niszy, która wymyka się medialnej narracji o triumfie ekranów dotykowych. Mimo rozbieżnych wycen — od niespełna 5 do kilkunastu miliardów dolarów — wszystkie liczące się prognozy zgodnie wskazują stabilny wzrost rzędu 5–8 procent rocznie do końca dekady.

Dla polskich firm z tego segmentu kluczowe są trzy atuty: dywersyfikacja odbiorców obejmująca wszystkie cztery motory wzrostu, wysoka bariera wejścia chroniąca przed konkurencją cenową oraz rosnący popyt na rozwiązania hybrydowe łączące folię z panelem dotykowym. Najszybciej rosnącym kierunkiem pozostaje medtech, gdzie wymogi higieny i niezawodności premiują dokładnie te cechy, które definiują interfejs foliowy.

Najważniejsza obserwacja strategiczna jest jednak natury fundamentalnej: w wielu zastosowaniach krytycznych prostszy interfejs to nie krok wstecz, lecz świadoma decyzja inżynierska oparta na bezpieczeństwie, koszcie i niezawodności. Dopóki ta logika obowiązuje, niewidzialny rynek wart miliardy będzie — spokojnie i konsekwentnie — rosnąć.

Mundialowa rywalizacja. Na boisku walczą reprezentacje, na giełdzie Adidas i Nike

Mistrzostwa świata w piłce nożnej od niemal dwóch tygodni przyciągają uwagę kibiców na całym świecie. W Polsce emocje są nieco mniejsze niż zwykle, bo tym razem naszej reprezentacji zabrakło w gronie uczestników turnieju. Mundial pozostaje jednak nie tylko sportowym świętem, ale także jednym z największych wydarzeń biznesowych na świecie. Na murawie rywalizują reprezentacje, a w tle trwa równie zacięta walka marek, które od dekad ubierają największe piłkarskie potęgi i budują swoją pozycję na globalnej popularności futbolu. Można zakładać, że tak wielka impreza powinna sprzyjać akcjonariuszom Adidasa i Nike. Historia pokazuje jednak coś zupełnie innego.  Dane z ostatnich sześciu mundiali wskazują, że podczas turniejów częściej dominowały spadki kursów akcji niż wzrosty. Co więcej, dla giełdy ważniejsze od samych meczów często okazują się tygodnie przed pierwszym meczem i po finale. Boisko żyje w rytmie 90 minut, a ostatnio zwykle nieco dłużej, ale rynek finansowy patrzy znacznie dalej, wyceniając nie wynik najbliższego meczu, lecz to, co może wydarzyć się za kilka miesięcy, a nawet lat.

Legendarny trener Kazimierz Górski, twórca największych sukcesów polskiej piłki, mawiał, że „piłka jest okrągła, a bramki są dwie”. Wokół każdego mundialu toczy się jednak jeszcze jeden mecz, znacznie mniej widoczny, ale wart miliardy dolarów. Gdy reprezentacje walczą o puchar, globalne marki rywalizują o uwagę kibiców i przyszłe zyski. Adidas od ponad 50 lat dostarcza oficjalną piłkę mistrzostw świata, a Nike ubiera wiele najbardziej rozpoznawalnych reprezentacji. Intuicja podpowiada, że mundial powinien pomagać obu firmom. Historia pokazuje jednak, że sportowe emocje nie zawsze przekładają się na wzrost sprzedaży i kursów akcji.

Dane z sześciu mistrzostw świata rozegranych w XXI wieku pokazują, że mundial wcale nie musi być dobrym okresem dla producentów sportowej odzieży. Akcje Adidasa podczas turniejów kończyły rozgrywki na minusie w pięciu przypadkach na sześć, osiągając średnią stopę zwrotu na poziomie -3,95 proc. Nieco lepiej radził sobie Nike, którego średni wynik wyniósł +0,56 proc., jednak także tutaj trudno dostrzec wyraźny i powtarzalny trend. Co ciekawe, w żadnym z analizowanych mundiali obie spółki nie zanotowały jednocześnie zdecydowanych wzrostów w trakcie czterech tygodni turnieju. Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się po rozszerzeniu perspektywy o miesiąc przed mistrzostwami i miesiąc po ich zakończeniu. Historycznie zarówno Adidas, jak i Nike częściej osiągały lepsze wyniki właśnie przed pierwszym gwizdkiem lub po finale niż w czasie samego turnieju. To przypomina dobrze znaną na giełdzie zasadę „buy the rumors, sell the news”, zgodnie z którą inwestorzy kupują oczekiwania związane z wydarzeniem, a realizują zyski, gdy wydarzenie już trwa. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy zaledwie o sześciu obserwacjach, dlatego nawet tak interesujące dane należy traktować raczej jako wskazówkę niż twardą regułę rynkową.

Sukces na boisku nie oznacza automatycznie sukcesu na giełdzie. Dobrze pokazują to wyniki Adidasa i Nike po mundialach. Adidas ubierał mistrzów świata w 2010 roku (Hiszpania), 2014 roku (Niemcy) i 2022 roku (Argentyna), ale miesięczne stopy zwrotu jego akcji po turniejach wyniosły odpowiednio +1,99 proc., -6,12 proc. i +21,63 proc. Trudno znaleźć w tych danych jakąkolwiek prawidłowość. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku Nike, który sponsorował zwycięskie reprezentacje w 2002 roku (Brazylia) i 2018 roku (Francja). W pierwszym miesiącu po zakończeniu mistrzostw akcje spółki przyniosły stopy zwrotu na poziomie -7,45 proc. oraz +2,86 proc. Raz inwestorzy zyskiwali, innym razem tracili. W praktyce nawet zdobycie Pucharu Świata przez sponsorowaną reprezentację nie daje gwarancji wzrostu kursu akcji. Dla rynku znacznie ważniejsze od sportowego triumfu pozostają wyniki finansowe, perspektywy sprzedaży i kondycja całej gospodarki.

Najciekawsza różnica między Adidasem a Nike pojawia się pomiędzy kolejnymi turniejami. Od finału mistrzostw świata w Katarze 18 grudnia 2022 roku akcje Adidasa wzrosły do teraz o prawie 44 proc., podczas gdy Nike stracił 59 proc. swojej wartości. Także w tym roku przewaga Adidasa jest wyraźna. Od początku roku jego akcje zyskały prawie 4 proc., a Nike spadł o niemal 32 proc. To pokazuje, że o sukcesie nie decyduje liczba sponsorowanych drużyn ani mundialowe emocje, lecz skuteczność realizowanej strategii i kondycja biznesu.

Adidas pod kierownictwem Bjorna Guldena, który wrócił na stanowisko prezesa w 2023 roku, skutecznie odbudował swoją pozycję. Firma mocniej postawiła na połączenie sportu i stylu życia, rozwinęła segment odzieżowy oraz zwiększyła obecność w Chinach i Ameryce Łacińskiej. Efekty widać w wynikach. W pierwszym kwartale 2026 roku przychody wzrosły o 14 proc., marża operacyjna sięgnęła 10,7 proc., a zysk operacyjny wyniósł blisko 705 mln euro. Nike ma dziś zupełnie inne wyzwania. Elliott Hill, który wrócił na stanowisko CEO jesienią 2024 roku, przejął firmę zmagającą się z nadmiernymi zapasami, słabszą sprzedażą hurtową i przesyceniem rynku popularnymi modelami obuwia. Proces naprawy trwa, ale odbija się na wynikach. W trzecim kwartale roku fiskalnego 2026 przychody spadły o 3 proc., marża brutto obniżyła się o 130 punktów bazowych do 40,2 proc. Dodatkowo prognozy na kolejny kwartał zakładają spadek przychodów o 2–4 proc., przy około 20-procentowym spadku sprzedaży w Chinach.

Adidas przystępuje więc do mundialu z mocnym rachunkiem wyników, wiarygodnym planem strategicznym i dodatkowym atutem w postaci oficjalnej piłki, która pojawia się w każdym meczu turnieju. Nike wchodzi w ten sam okres pod większą presją, choć pierwsze oznaki stabilizacji w Ameryce Północnej i zapowiadany jesienny Investor Day dają inwestorom nadzieję na bardziej czytelną wizję odbudowy grupy. To pokazuje, że mundial może być dla marek wielką sceną marketingową, ale nie zastąpi ani rosnących przychodów, ani zdrowych marż, ani zaufania do strategii zarządu. Dlatego najważniejsza lekcja z mundialowej historii jest prosta: wielki turniej może podnieść rozpoznawalność marki, ale o wartości akcji decyduje nie wynik finału, lecz jakość biznesu długo po ostatnim gwizdku.

Pure Biologics zamyka ABB. Pieniądze trafią na rozwój terapii RNAi

Spółka Pure Biologics (docelowo multiQure S.A.), do której został wniesiony projekt, przeprowadziła proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), w ramach którego znalazła popyt na 50 mln nowo emitowanych akcji serii S po cenie 1,00 zł za akcję. Środki, które Spółka pozyska w ramach emisji, zostaną przeznaczone na realizację szeregu kamieni milowych związanych z podaniem terapii RNAi pierwszym pacjentom w ramach wyjątku szpitalnego, a także uzyskaniu pierwszych wyników dotyczących skuteczności oraz profilu bezpieczeństwa. Pozyskanie środków jest również domknięciem porozumienia zawartego przez Pure Biologics oraz Biofund Capital Management.

Bardzo cieszy nas zaufanie inwestorów, którzy zdecydowali się zainwestować w multiQure. Terapie genowe to przyszłość leczenia chorób poliglutaminowych, w tym przede wszystkim choroby Huntingtona. Widać to również w sygnałach ze strony FDA. Kurs akcji uniQure, naszego konkurenta z zakresu terapii genowych rósł o prawie 80% w dniu opublikowania wniosków po spotkaniu z amerykańskim regulatorem, a kapitalizacja przekroczyła 3 mld dolarów. To pokazuje potencjał wycenowy naszego projektu. Cieszymy się, że już teraz polscy inwestorzy uzyskują ekspozycję na tak perspektywiczny obszar – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

W ramach transakcji ABB Spółka zidentyfikowała popyt na 50 000 000 nowo emitowanych akcji serii S po cenie 1,00 zł za akcję, która została ustalona podczas procesu book buildingu. Managerami Oferty byli IPOPEMA Securities S.A. oraz Dom Maklerski INC S.A. Pozyskane w ten sposób środki zasilą rozwój platformy multiQure RNAi – przede wszystkim projekt terapii na chorobę Huntingtona.

Emisja akcji oraz pozyskanie środków są ostatnim, warunkowym elementem porozumienia Pure Biologics oraz Biofund Capital Management. W ramach porozumienia Biofund oraz JD Copilot, właściciele projektu, wnieśli go do spółki w zamian za objęcie 146 700 000 akcji serii Q. Ponadto, porozumienie zakładało również umorzenie pożyczki udzielonej Spółce przez ACRX, istotnego akcjonariusza w zamian za 16 804 603 akcji serii R. Ostatnim elementem procesu będzie zmiana nazwy Spółki na multiQure S.A.

Wniesienie multiQure do Pure Biologics oraz pozyskanie środków na rozwój oznacza, że dajemy jej drugie życie oraz najbardziej innowacyjne rozwiązania w biotechnologii. Teraz zarówno dotychczasowi, jak i nowi akcjonariusze uzyskali ekspozycję na rynek o potencjalnej wartości liczonej w dziesiątkach miliardów dolarów. To dopiero początek naszej drogi – komentuje dr Kris Siemionow.

Środki z emisji pozwolą Spółce na przygotowanie się oraz przeprowadzenie podania terapii RNAi pierwszym pacjentom w specjalistycznym ośrodku. Ten cel ma zostać zrealizowany w II połowie 2027 r. Następnie lekarze będą prowadzili regularną obserwację pacjentów – pierwsze wyniki tego procesu Spółka spodziewa się otrzymać do połowy 2028 r. W międzyczasie Spółka przygotuje wniosek o badanie kliniczne (IND submission) do FDA lub innego regulatora. Złożenie wniosku również planowane jest w połowie 2028 r.

Dzięki funduszom pozyskanym od inwestorów wykonamy bardzo duży krok do przodu w zakresie realizacji projektu. Pierwszych efektów naszej pracy można oczekiwać już w najbliższym kwartale. Zamierzamy bowiem uruchomić proces wyboru optymalnego podwykonawcy w zakresie wytwarzania wektora wirusowego w standardzie GMP, opracować we współpracy z lekarzami kryteria włączenia i wyłączenia pacjentów w ramach planowanej procedury tzw. wyjątku szpitalnego (ang. ATMP-HE) oraz dokładny sposób wykonania zabiegu, a także rozpocząć przygotowania do konsultacji z organami regulacyjnymi – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Platforma RNAi rozwijana przez multiQure to terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Jej rewolucyjność polega na tym, że celuje w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał do zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Naukowcy z UJ opracowali nowy sposób wytwarzania nanografenu

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali nową metodę wytwarzania nanografenu na materiałach niemetalicznych. Nieskomplikowana i efektywna kosztowo metoda daje możliwość projektowania materiałów przyszłości wykorzystywanych w elektronice, telekomunikacji czy medycynie.

Nowa metoda pozwala bezpośrednio pokrywać powierzchnie półprzewodników, izolatorów, w tym materiałów krzemowych nanowstążkami i płatkami grafenowymi o określonych strukturach. Biorąc pod uwagę bariery, z jakimi na tym polu od lat boryka się przemysł, odkrycie stanowi ważny krok w rozwoju innowacji elektronicznych.

Obecnie układy nanografenowe syntezuje się przede wszystkim na metalach szlachetnych, by przenieść je na właściwe podłoża. Są to złożone, energochłonne i kosztowne operacje, gdzie głównym wyzwaniem pozostaje transfer uzyskanych nanostruktur grafenowych z jednego materiału na drugi. Opracowana przez polskich badaczy metoda zmienia w tym zakresie reguły gry i może zostać uznana za rewolucyjną.

Przełom w prostocie

Nowa metoda polega na naniesieniu prekursorów grafenu (możliwe są różne sposoby) w warunkach wysokiej próżni bezpośrednio na powierzchnie materiałów niemetalicznych, które mają być pokryte nanografenowymi strukturami. Układ taki jest podgrzewany do 200 – 220°C i jednocześnie wystawiany na działanie atomowego wodoru, który pełni rolę selektywnego katalizatora reakcji powierzchniowych. W wyniku tych reakcji, prekursory przekształcają się w uporządkowane struktury nanografenowe, bez ryzyka powstawania czy nanoszenia zanieczyszczeń na pokrywanym podłożu.

Polska metoda eliminuje skomplikowane i kosztowne etapy obecnie stosowanych w przemyśle procesów powlekania grafenem niemetalicznych materiałów. Nie wymaga ona używania metali szlachetnych ani przenoszenia nanopowłok czy nanostruktur grafenowych z metalu na materiał docelowy. Co więcej, pozwala syntezować nanografenowe struktury w znacznie niższych temperaturach (ok 200°C względem stosowanych obecnie 400 C i wyższych), co podnosi efektywność kosztową i zarazem poszerza katalog materiałów, na które można nanosić grafen.

Co szczególnie istotne, do korzystania z tej metody nie potrzeba żadnych nowatorskich czy trudnodostępnych technologii ani materiałów. Bazujemy na dostępnych w przemyśle prekursorach grafenu oraz urządzeniach do generowania próżni i produkcji atomowego wodoru – tak zwanych crackerach. W naszej opinii łatwa dostępność narzędzi i prekursorów otwiera drogę do wdrożenia tej technologii do powszechnego zastosowania w przemyśle – wyjaśnia dr inż. Rafał Zuzak z Zakładu Fizyki Nanostruktur i Nanotechnologii UJ, współtwórca nowej metody.

Powlekanie grafenem pod kontrolą

Twórcy nowej metody przyznają, że po raz pierwszy na świecie udało się tym sposobem wytwarzać nanografen bezpośrednio na powierzchniach izolatorów. Opracowane rozwiązanie zostało objęte międzynarodową ochroną patentową i obecnie technologia jest na etapie intensywnych badań i dalszego rozwoju. Zespół pracuje nad zebraniem dodatkowych danych o możliwości skalowania procesu i jednocześnie nad dostosowaniem metody do rzeczywistych potrzeb przemysłu.

Już dziś wiemy, że przy zastosowaniu tej metody możliwe jest wytwarzanie różnego rodzaju struktur nanografenowych, które istotnie różnią się między sobą charakterystyką, przez co mogą nadawać różne właściwości materiałom, na których są umieszczone. Rodzaj wytwarzanych struktur zależy m.in. od wyboru prekursorów grafenowych. Dla przemysłu bez wątpienia ważne jest to, by nanografen miał jednorodną budowę i był wolny – podobnie jak podłoże – od zanieczyszczeń. Co ważne, opracowana przez nas metoda zapewnia spełnienie tych warunków i daje obietnicę syntezowania nanostruktur o określonych i pożądanych właściwościach, zachowując stabilność i pełną kontrolę na poziomie molekularnym – uzupełnia współtwórca opracowanej metody, dr hab. Szymon Godlewski, prof. UJ.

– Widzimy duży potencjał w integracji tej technologii z elektroniką krzemową. Z perspektywy przemysłu dostęp do metody prostszej i wymagającej znacząco niższej temperatury otwiera drogę do projektowania na przykład nowych typów tranzystorów czy układów scalonych. Tym bardziej, że przy jej użyciu wyeliminowane zostaje źródło wielu defektów materiałowych – dodaje dr inż. Rafał Zuzak.

Czas na komercjalizację

Za transfer opracowanej technologii odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ.

– Na obecnym etapie konieczne jest przyspieszenie badań przedwdrożeniowych, optymalnie z partnerami wykorzystującymi struktury nanografenowe w przemyśle. Zakres potencjalnych zastosowań materiałów, które mogą powstać dzięki tej metodzie, jest ogromny. Ufam więc, że w niedalekiej przyszłości znajdzie ona zastosowanie komercyjne – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CTT CITTRU, UJ.

Potencjalne zastosowania struktur nanografenowych

Największą zaletą nanografenów jest ich różnorodność oraz silna zależność właściwości od kształtu i struktury atomowej. Opracowana na UJ metoda pozwala na wytwarzanie różnych nanografenów z precyzją atomową. Do czego można potencjalnie wykorzystać materiały pokryte nanografenowymi strukturami? Na przykład do budowy bardziej wydajnych podstawowych elementów elektronicznych, takich jak tranzystory. Parametry wstążek grafenowych – jak szerokość przerwy energetycznej, czy efektywna masa elektronów – mogą być precyzyjnie kontrolowane poprzez dobór odpowiedniego prekursora. Takie materiały znajdują zastosowanie w nowego typu tranzystorach, które charakteryzują się większą wydajnością i niższym zapotrzebowaniem na energię. W szczególności w erze sztucznej inteligencji, gdzie zapotrzebowanie na moc obliczeniową (a co za tym idzie – energię) jest ogromne, takie technologie są bardzo pożądane.

Nanografeny mogą być wykorzystywane również jako materiały absorbujące lub emitujące światło o określonej długości fali. Mogą również pełnić rolę elementów aktywnych, np. molekularnych przełączników optycznych aktywowanych światłem o odpowiedniej energii.

Innym zastosowaniem są bardzo czułe detektory cząstek. Odpowiednio zaprojektowany nanografen może selektywnie wiązać określone cząsteczki lub molekuły. Zmiana przewodnictwa (np. porównanie prądu z zaadsorbowaną cząsteczką i bez niej) pozwala na detekcję stężeń na poziomie bliskim pojedynczym cząstkom. Zastosowania takich detektorów są liczne – od zapewnienia ultraczystych warunków w produkcji precyzyjnych urządzeń, po wykorzystanie w farmakologii czy medycynie.

Awansy w Baker McKenzie. Katarzyna Grodziewicz i Alicja Szczęśniak partnerkami

Katarzyna Grodziewicz z Zespołu Rynków Kapitałowych oraz dr Alicja Szczęśniak z Praktyki Rozwiązywania Sporów Sądowych i Arbitrażowych dołączyły do grona partnerów wiodącej globalnej kancelarii prawnej Baker McKenzie. Awanse obu prawniczek stanowią potwierdzenie kompetencji warszawskiego zespołu w pracy nad złożonymi transakcjami i sporami.

Katarzyna Grodziewicz jest radczynią prawną specjalizującą się w prawie rynków kapitałowych. Doradza klientom przy krajowych i międzynarodowych ofertach publicznych i prywatnych, emisjach akcji oraz obligacji, a także transakcjach fuzji i przejęć.

– Polski rynek kapitałowy ponownie nabiera tempa. Coraz więcej projektów wymaga połączenia wiedzy regulacyjnej z praktycznym zrozumieniem biznesu i oczekiwań inwestorów. W nowej roli zależy mi na dalszym budowaniu zaufania i byciu obecną przy najważniejszych decyzjach, które kształtują działalność naszych klientów – mówi Katarzyna Grodziewicz.

W ostatnich latach uczestniczyła w szeregu znaczących transakcji na polskim rynku kapitałowym, doradzając m.in. przy pierwszych ofertach publicznych Rex Concepts, Zabka Group i Diagnostyka S.A., ustanowieniu programu EMTN Banku Pekao oraz emisjach obligacji realizowanych w jego ramach. Doradzała również przy licznych transakcjach ABB, m.in. dla Benefit Systems, Creotech Instruments i innych spółek notowanych na GPW.

Jej doświadczenie i kompetencje zostały wielokrotnie docenione przez klientów oraz międzynarodowe rankingi prawnicze, w tym Chambers & Partners, The Legal 500 oraz IFLR1000.

Od 2020 roku Katarzyna jest członkinią panelu ekspertów Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA), zajmującego się zagadnieniami związanymi z prospektami, transparentnością i ładem korporacyjnym.

– Awans Katarzyny to naturalna konsekwencja jej drogi i roli, jaką od lat buduje w naszej praktyce rynków kapitałowych i odzwierciedlenie jej pozycji rynkowej. Kasia łączy olbrzymie doświadczenie zdobyte przy obsłudze największych międzynarodowych transakcjach z głębokim, praktycznym zrozumieniem funkcjonowania rynku i perspektywy jego uczestników – emitentów, instytucji finansowych i inwestorów. To podejście realnie przekłada się na jakość naszej pracy i wiodącą pozycję naszego zespołu – mówi Marcin Chyliński, szef Zespołu Rynków Kapitałowych i partner zarządzający w Baker McKenzie w Warszawie.

Dr Alicja Szczęśniak jest adwokatką specjalizującą się w sporach gospodarczych, arbitrażu krajowym i międzynarodowym oraz postępowaniach przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

– Najbardziej wymagające spory coraz rzadziej są wyłącznie problemem prawnym. Dotykają strategii biznesowej, relacji z partnerami, ryzyk regulacyjnych i reputacji przedsiębiorstwa. Klienci oczekują doradztwa, które uwzględnia wszystkie te aspekty. W nowej roli zamierzam rozwijać praktykę sporów transakcyjnych i arbitrażu, wspierając klientów w najtrudniejszych dla nich sytuacjach wymagających strategicznego podejścia – mówi dr Alicja Szczęśniak.

Alicja Szczęśniak doradza klientom w sporach gospodarczych, w tym dotyczących transakcji M&A, konfliktów pomiędzy wspólnikami oraz rozliczeń potransakcyjnych, takich jak earn-out czy price adjustment. Reprezentowała klientów w wielowątkowych sporach arbitrażowych i sądowych związanych z przejęciami przedsiębiorstw oraz inwestycjami o znaczącej wartości.

Posiada również bogate doświadczenie w sporach bankowych i finansowych. Reprezentuje instytucje finansowe oraz przedsiębiorców w postępowaniach przed TSUE. Doradza także klientom w sporach związanych z sankcjami gospodarczymi, kontrolą eksportu oraz skutkami wycofywania działalności z rynków objętych ograniczeniami regulacyjnymi.

Jest doktorem nauk prawnych w dziedzinie postępowania cywilnego i arbitrażu. Działa również jako arbiter i jest aktywną uczestniczką lokalnego środowiska arbitrażowego. Jest arbitrem rekomendowanym Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej oraz Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan. Jej doświadczenie zostało wyróżnione w rankingach Chambers & Partners oraz The Legal 500.

– Alicja od lat wyróżnia się połączeniem doświadczenia procesowego i arbitrażowego z silnym zapleczem akademickim. W najbardziej wymagających sporach daje się poznać jako prawniczka, która potrafi spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy i prowadzić ją z dużą precyzją oraz zrozumieniem jej kontekstu biznesowego. Jej awans odzwierciedla wagę jej roli w zakresie kierunku rozwoju praktyki rozwiązywania sporów w naszej kancelarii – mówi Łukasz Hejmej, szef Zespołu Rozwiązywania Sporów Sądowych i Arbitrażowych i partner zarządzający w Baker McKenzie w Warszawie.

Ponadto kancelaria ogłosiła na świecie awanse 47 prawników, którzy dołączyli do grona globalnych partnerów[1]. W większości krajów awanse obowiązują od 1 lipca 2026 r.; wyjątkiem są wybrane biura w obu Amerykach, w tym w Ameryce Północnej, gdzie weszły one w życie wcześniej w tym roku.

Tegoroczne awanse partnerskie odzwierciedlają konsekwentne inwestowanie kancelarii w talenty oraz strategiczne podejście do rozwijania kompetencji niezbędnych do doradzania międzynarodowym klientom przy najbardziej złożonych, transgranicznych projektach.

Wraz z 44 partnerami, którzy dołączyli do Baker McKenzie w roku finansowym 2026, kancelaria powiększyła globalne grono partnerów łącznie o 91 osób, wzmacniając swoją zdolność do zapewniania klientom spójnego wsparcia na różnych rynkach.

Najwięcej awansów partnerskich przypadło w tym roku na praktykę transakcyjną. Kolejne miejsca zajęły praktyki rozwiązywania sporów, prawa handlowego oraz podatkowa. Kobiety stanowią 43% osób awansowanych w tym roku do grona partnerów.

[1] Awansów dokonano w firmach członkowskich Baker McKenzie. Odniesienia do „partnera” oznaczają osobę będącą partnerem lub pełniącą równoważną funkcję w firmie członkowskiej, a odniesienia do „biura” oznaczają biuro dowolnej takiej firmy członkowskiej.

MLP Group rozpoczyna budowę parku logistycznego w Rzeszowie

MLP Group rozpoczęła realizację nowej inwestycji MLP Rzeszów, zlokalizowanej na Podkarpaciu. W pierwszym etapie powstanie hala magazynowa o powierzchni 26 tys. mkw., a docelowo park zaoferuje około 65 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej. Oddanie pierwszego obiektu do użytkowania planowane jest na grudzień br.

MLP Group rozpoczyna budowę parku logistycznego w Rzeszowie 

MLP Group rozpoczęło budowę MLP Rzeszów nowego parku logistycznego w południowo-wschodniej Polsce. Inwestycja realizowana jest w formule spekulacyjnej, co odzwierciedla przekonanie Grupy o silnym potencjale rozwoju regionu oraz utrzymującym się popycie na wysokiej jakości powierzchnie logistyczne.

W ramach pierwszego etapu powstaje nowoczesna hala o powierzchni 26 tys. mkw. Generalnym wykonawcą inwestycji jest firma BREMER Sp. z o.o. Zakończenie prac budowlanych planowane jest na grudzień br.

– Rozpoczęcie budowy MLP Rzeszów to kolejny ważny krok w realizacji naszej strategii rozwoju w najbardziej perspektywicznych regionach Polski. Podkarpacie jest jednym z kluczowych rynków logistycznych w kraju, oferując doskonałą infrastrukturę transportową, dostęp do wykwalifikowanych pracowników oraz silne zaplecze przemysłowe. Realizacja inwestycji w formule spekulacyjnej pokazuje nasze przekonanie o utrzymującym się wysokim popycie na nowoczesne powierzchnie magazynowe. Jesteśmy pewni, że Rzeszów szybko spotka się z dużym zainteresowaniem najemców – powiedziała Agnieszka Góźdź, Członek Zarządu & CDO w MLP Group S.A.

„Bardzo cieszy nas kontynuacja udanej współpracy z MLP Group, opartej na wzajemnym zaufaniu i partnerskim podejściu do realizacji strategicznych projektów. Łączą nas wspólne wartości – jakość, rzetelność oraz budowanie długofalowych relacji biznesowych, które od lat stwarzają możliwości realizacji kolejnych wspólnych przedsięwzięć. MLP Group konsekwentnie rozwija swoje portfolio nowoczesnych nieruchomości logistycznych, a my z dumą wspieramy ten rozwój jako generalny wykonawca. Jesteśmy przekonani, że dzięki wysokim standardom technicznym i nowoczesnym rozwiązaniom zastosowanym w projekcie, MLP Rzeszów dostarczy nowoczesną, efektywną i zrównoważoną powierzchnię logistyczną, odpowiadającą na potrzeby firm poszukujących wysokiej jakości przestrzeni do rozwoju swojej działalności,” podkreślił Piotr Brańka, Prezes Zarządu BREMER Sp. z o.o.

Docelowo MLP Rzeszów będzie oferować około 65 tys. mkw. powierzchni w ramach nowoczesnego kompleksu logistycznego. Obiekt zostanie zrealizowany zgodnie ze standardami MLP Group, spełniającymi najwyższe wymagania techniczne, operacyjne i środowiskowe. Inwestycja zostanie poddana certyfikacji BREEAM na poziomie Excellent, co potwierdzi jej wysoką efektywność energetyczną oraz zastosowanie rozwiązań wspierających zrównoważony rozwój.

MLP Rzeszów powstaje w strategicznej lokalizacji na podkarpaciu, zaledwie 1,7 km od istniejącego węzła drogi ekspresowej S19, 3,5 km od istniejącego węzła na autostradzie A4 oraz ok. 6 km do lotniska Rzeszów Jasionka. Bliskość granicy z Ukrainą oraz dogodny dostęp do kluczowych tras komunikacyjnych zapewnią przyszłym najemcom sprawną dystrybucję zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym.

Liderzy decydują o sukcesie transformacji. Sama technologia już nie wystarcza

0

Zmiany w polityce handlowej, napięcia geopolityczne i niestabilność gospodarcza nie powstrzymują firm przed transformacją. Wręcz przeciwnie, aż 65% organizacji zwiększa tempo zmian, podczas gdy jedynie 17% ogranicza lub wstrzymuje działania transformacyjne. Jednocześnie 60% kadry zarządzającej przyznaje, że ich organizacje mają trudności z przekształcaniem dobrych pomysłów w realne efekty biznesowe – wynika z globalnego raportu KPMG „Winners don’t wait: Transforming with confidence and clarity in volatile times”.

W sytuacji pogarszających się warunków rynkowych większość firm nie rezygnuje z transformacji, ale weryfikuje swoje plany. 39% organizacji zmieniło kolejność priorytetów, koncentrując się na inicjatywach o bardziej przewidywalnym zwrocie z inwestycji (ROI) lub niższym poziomie ryzyka. 24% ograniczyło liczbę kluczowych inicjatyw, 15% rozszerzyło zakres działań lub wydłużyło harmonogram transformacji, a jedynie 1% firm całkowicie zrezygnowało z realizacji swojego planu.

Nastawienie liderów kluczowe dla powodzenia transformacji

Raport KPMG pokazuje, że powodzenie transformacji w dużej mierze zależy od podejścia liderów do niepewności, ryzyka i zmian. Brak zaangażowania liderów oraz niejasna wizja strategiczna pozostają najczęściej wskazywanymi przyczynami niepowodzeń. Autorzy raportu podzielili uczestników badania według ich oceny perspektyw własnej firmy oraz gotowości do przeprowadzania transformacji. Firmy najlepiej oceniające swoją sytuację i jednocześnie najbardziej gotowe do przeprowadzenia transformacji częściej wykorzystują partnerstwa zewnętrzne do skalowania sprawdzonych inicjatyw – 46% respondentów wobec 37% w grupie firm o pesymistycznych perspektywach i niskiej gotowości do transformacji. Aż 80% wskazywanych partnerstw dotyczyło podmiotów z sektora technologicznego. Co więcej, 46% organizacji z pierwszej grupy wskazało, że w razie polepszenia warunków rynkowych ich priorytetem numer jeden będzie przyspieszenie już realizowanych procesów transformacyjnych, wobec 37% wszystkich badanych firm.

Dane pokazują, że problemem nie jest już samo dostrzeżenie potrzeby transformacji, lecz jej skuteczne przeprowadzenie. Aż 60% badanych organizacji deklaruje trudności z realizacją zmian mimo posiadania odpowiednich pomysłów i możliwości. Dodatkowo 17% firm napotyka przeszkody zarówno na etapie inicjowania transformacji, jak i jej dalszego wdrażania. Tylko 4% respondentów wskazuje brak pomysłów, umiejętności lub możliwości rozpoczęcia transformacji, a 17% ocenia, że nie doświadcza znaczących wyzwań w tym obszarze.

wykres 2

Paradoks obecnego rynku polega na tym, że wiele firm traktuje niepewność jako powód do spowalniania zmian, podczas gdy dla bardziej dojrzałych organizacji jest ona impulsem do transformacji. To właśnie w okresach największej zmienności widać, które firmy potrafią podejmować decyzje w oparciu o dane, priorytety i długoterminową wizję, a które skupiają się jedynie na bieżących wynikach.

Dotyczy to również Polski. Wiele firm wciąż koncentruje się na krótkoterminowej efektywności, redukcji kosztów czy punktowych wdrożeniach technologicznych. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat pokazują, że taka postawa może prowadzić do utraty konkurencyjności. Coraz więcej organizacji inwestuje w dane, automatyzację i AI, jednak wyzwaniem pozostaje skuteczna egzekucja zmian. Brakuje spójnego modelu zarządzania transformacją oraz jasno określonych priorytetów powiązanych z wartością biznesową i potrzebami klienta – mówi Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

Reakcje organizacji na poprawę warunków rynkowych

W przypadku poprawy warunków rynkowych większość firm planuje przyspieszyć transformację. Jedna trzecia respondentów (33%) deklaruje, że w pierwszej kolejności zwiększyłaby ogólny budżet transformacyjny, a 22% skoncentrowałoby się na większych inwestycjach w platformy cyfrowe i technologiczne. Kolejne 18% organizacji wskazuje na przeniesienie środków z innych obszarów działalności na projekty transformacyjne. Znacznie rzadziej firmy planują priorytetowe zwiększenie wydatków na partnerów zewnętrznych (9%), rozwój kompetencji zespołów wewnętrznych (7%) czy zwiększenie aktywności z zakresu fuzji i przejęć w celu przyspieszenia transformacji (7%). Jedynie 5% respondentów deklaruje utrzymanie obecnego poziomu inwestycji.

wykres 1

Obecnie większość organizacji utrzymuje inicjatywy transformacyjne w stanie gotowości – 25% na etapie pilotażu, a 39% w fazie skalowania. Firmy aktywnie realizujące transformację budują ekosystemy partnerskie, wdrażają sprawdzone rozwiązania i współtworzą kompetencje. Z kolei organizacje bardziej zachowawcze rezygnują z zewnętrznych współprac i przenoszą kompetencje do wewnątrz organizacji (ang. insourcing) lub wstrzymują działania.

Organizacje, którymi warto się inspirować, odchodzą od podejścia projektowego na rzecz zarządzania całym portfelem transformacji, łączą modernizację z rozwojem kompetencji przyszłości i wykorzystują AI do zwiększania efektywności oraz przyspieszania decyzji. Kluczowe jest podejście kulturowe – transformacja powinna być traktowana nie jako jednorazowy projekt, lecz jako trwała kompetencja organizacji – mówi Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

O raporcie:

Badanie „Unsticking Transformation Survey”, będące podstawą raportu „Winners don’t wait: Transforming with confidence and clarity in volatile times” zostało przeprowadzone przez KPMG w czerwcu 2025 roku. W badaniu wzięło udział 400 respondentów, reprezentujących amerykańskie firmy z sześciu głównych sektorów: usług finansowych, technologii, mediów i telekomunikacji, energetyki, surowców naturalnych i chemii, ochrony zdrowia i life sciences, handlu detalicznego i dóbr konsumenckich oraz produkcji przemysłowej. Uczestnicy reprezentowali zróżnicowane typy i wielkości organizacji, o rocznych przychodach od 1 miliarda do ponad 100 miliardów dolarów. 65% próby stanowiły spółki notowane na giełdzie. Większość respondentów zajmowała stanowiska w ścisłym kierownictwie – C-suite (64%) lub inne wysokie stanowiska, zazwyczaj zaangażowane w procesy transformacyjne, z wyraźną reprezentacją obszarów technologii/IT oraz operacyjnych.

Przedmiotem badania była transformacja obejmująca inicjatywy z zakresu cyfryzacji i technologii, transformacji przedsiębiorstwa oraz poprawy wyników operacyjnych. Celem analizy było zrozumienie, w jaki sposób firmy reagowały na okresy wysokiej zmienności i odbudowywały się po nich – ze szczególnym uwzględnieniem pandemii COVID-19.

Historyczny maj dla elektromobilności. Polska przekroczyła próg 150 tys. samochodów całkowicie elektrycznych

Według danych z końca maja 2026 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 150 751 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze pięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 15 386 szt., czyli o 32% więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.Licznik_Elektromobilnosci_2026-05_A4_PL

Pod koniec maja 2026 r. po polskich drogach jeździło 281 878 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 138 255 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 143 623 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 13 438 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja br. składała się z 30 468 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 419 544 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 2 379 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 2 210 szt., zaś wodorowe 169 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec maja 2026 r. w Polsce funkcjonowało 12 897 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 49% z nich (6 352 szt.) stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 51% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W przypadku 21% punktów DC możliwe jest również alternatywne skorzystanie z ładowania AC.

–  Maj 2026 roku można uznać za historyczny – została bowiem przekroczona granica 150 tys. samochodów bateryjnych różnych kategorii w parku w Polsce. Warto podkreślić, że ich liczba wzrosła r/r aż o 60%. Samych bateryjnych samochodów osobowych jest niespełna 140 tys. szt., zaś hybryd plug-in – ponad 140 tys. Bardzo dynamicznie rośnie park elektrycznych autobusów, o czym świadczy ponad 400% wzrost liczby rejestracji autobusów w pierwszych pięciu miesiącach br. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. W parku znajduje się nieco powyżej 600 szt. samochodów wodorowych oraz ponad 1,4 mln klasycznych hybryd – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Szybkie punkty ładowania stanowią już prawie 50% całej sieci infrastruktury ogólnodostępnej w Polsce i ich udział będzie się nadal zwiększał, szczególnie że w ostatnim miesiącu zaobserwowaliśmy liczne wyłączenia stacji AC. Jedną z ważniejszych informacji ostatnich dni jest zatwierdzenie przez NFOŚiGW listy projektów, które otrzymają dofinansowanie z programu wsparcia infrastruktury dla transportu ciężkiego. Teoretycznie pierwszy nabór poskutkuje uruchomieniem ponad 840 stacji. W praktyce jednak wątpliwości budzi możliwość realizacji niektórych inwestycji w terminach wskazanych we wnioskach o dopłaty, zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalnie długi czas realizacji przyłączy. Istnieje zatem ryzyko, że część budżetu programu zostanie niewykorzystana mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Polska spółka z projektem dla NASA. Scanway i JPL stworzą kamerę podczerwieni do obserwacji Ziemi

Scanway S.A. oraz Jet Propulsion Laboratory – JPL (Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA) zarządzane przez California Institute of Technology – Caltech (Kalifornijski Instytut Technologiczny) opracują nowe rozwiązanie do termografii orbitalnej – kamerę podczerwieni do zastosowań kosmicznych. Kamery będą w pierwszej kolejności wykorzystane w instrumencie optycznym dla klienta z rynku amerykańskiego, zgodnie z umową zawartą przez Scanway S.A. w styczniu br.

  • Kamery będą wykorzystywać sensory JPL działające w średniofalowym (MWIR) oraz długofalowym (LWIR) zakresie podczerwieni, umożliwiając rozwój instrumentów zdolnych do prowadzenia obserwacji termograficznych z orbity
  • Nowa technologia będzie rozwijana w przyszłych projektach Spółki – Scanway prowadzi rozmowy z JPL dotyczące licencji na technologię sensorów do wykorzystania w kolejnych rozwiązaniach i projektach
  • Rozwiązanie termograficzne opracowywane przez JPL i Scanway poszerza portfolio produktowe Spółki oraz wzmacnia jej pozycję w światowej czołówce producentów zaawansowanych ładunków optycznych
  • Nowy projekt wspiera rozwój Scanway w obszarze usług opartych na danych satelitarnych o wysokiej wartości analitycznej, w tym model Data-as-a-Service

Kooperację pomiędzy stronami inicjuje podpisany dokument Support Letter, potwierdzający możliwość współpracy i stanowiący pierwszy etap budowy strategicznej relacji technologicznej. Kolejnym etapem będzie podpisanie umowy o współpracy. W ramach aktualnych uzgodnień, obie organizacje opracują unikalną kamerę podczerwieni do zastosowań kosmicznych. Rozwiązanie będzie wykorzystywać m.in. sensory JPL działające w średniofalowym (MWIR) i długofalowym (LWIR) zakresie podczerwieni.

Pierwsza kamera opracowywana wspólnie przez Scanway i JPL zostanie wyniesiona na orbitę jako demonstrator technologii w ramach nowej klasy instrumentów optycznych rozwijanych dla klienta z rynku amerykańskiego. Projekt realizowany jest w ramach umowy podpisanej przez Spółkę w styczniu bieżącego roku. Umowa zakłada opracowanie nowego instrumentu integrującego kilka kamer pracujących w różnych zakresach fal, który zostanie wykorzystany w budowanej konstelacji satelitów obserwacji Ziemi.

Równolegle – w kontekście długoterminowych planów Spółki – strony prowadzą rozmowy o licencji dla Scanway na technologię sensorów JPL. Rozszerzenie współpracy pozwoli rozwijać kolejne rozwiązania i aplikacje oparte na tej technologii.

Obserwacje termograficzne z orbity polegają na pomiarze promieniowania podczerwonego emitowanego przez obserwowane obiekty, co umożliwia określanie ich temperatury oraz identyfikację anomalii termicznych. Technologia ta znajduje zastosowanie m.in. w analizie procesów geologicznych i atmosferycznych, monitorowaniu środowiska oraz rozwiązaniach związanych z bezpieczeństwem i obronnością. Jest to zaawansowana technologia wymagająca wysokospecjalistycznych kompetencji, rozwijana i oferowana przez bardzo wąskie grono światowych producentów instrumentów optycznych – tłumaczy Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Współpraca z JPL i NASA oraz rozwój nowych kamer podczerwieni pozwalają nam skokowo zwiększać kompetencje technologiczne Scanway dostarczając Klientom wartość, którą daje możliwość termografii z orbity. Dostęp do tego typu technologii wzmacnia nasze kompetencje w zakresie budowy własnych ogniw łańcucha dostaw oraz zwiększa niezależność technologiczną Spółki. Jednocześnie zyskujemy ekspozycję na nowy segment rynku, co wspiera dalszy rozwój Scanway w obszarze usług opartych na danych satelitarnych o wysokiej wartości analitycznej, w tym modelu Data as a Service – mówi Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Jet Propulsion Laboratory (JPL) to jedno z najważniejszych centrów badawczo-rozwojowych NASA. Należy do światowych liderów w zakresie technologii satelitarnych, systemów obserwacyjnych oraz zaawansowanych sensorów dla zastosowań kosmicznych. Laboratorium jest zarządzane przez California Institute of Technology (Caltech) dla amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. JPL odpowiadało za realizację przełomowych projektów eksploracji kosmosu, w tym misji marsjańskich, programów obserwacji Ziemi, badań Układu Słonecznego oraz rozwoju nowoczesnych technologii obrazowania i instrumentów naukowych wykorzystywanych w przestrzeni kosmicznej.

Współpraca z JPL – jednym z najbardziej zaawansowanych ośrodków technologii kosmicznych na świecie – potwierdza dojrzałość technologiczną Scanway i poziom projektów, które jesteśmy gotowi realizować. Rozwiązania termografii z orbity rozwijane są dziś wyłącznie przez wąskie grono światowych liderów rynku, dlatego projekt ten istotnie wzmacnia naszą pozycję w globalnym segmencie zaawansowanych payloadów optycznych – podsumowuje Mikołaj Podgórski.

Rynek rozwiązań wykorzystujących obrazowanie w podczerwieni i termografię z orbity rozwija się wraz z rosnącym popytem na dane satelitarne o wysokiej wartości analitycznej. Według Growth Market Reports („Thermal Infrared Earth Observation Market”) wartość globalnego rynku obserwacji Ziemi w podczerwieni wyniosła 1,97 mld USD w 2024 r. i ma wzrosnąć do 4,36 mld USD w 2033 r., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,3%[1]. Z kolei DataIntelo („Thermal Imaging Satellite Market”) szacuje wartość rynku satelitarnych systemów obrazowania termicznego na 4,8 mld USD w 2025 r. i prognozuje jego wzrost do 10,3 mld USD w 2034 r., przy CAGR 8,9%[2]. Potencjał segmentu wpisuje się w szerszy rozwój rynku obserwacji Ziemi – Novaspace („Prospects for the Earth Observation Market”) wskazuje, że globalny rynek EO osiągnął wartość 5,4 mld USD w 2024 r., a w kolejnych 10 latach ma rosnąć średnio o 4,7% rocznie[3].

[1] Growth Market Reports, „Thermal Infrared Earth Observation Market”, https://growthmarketreports.com/report/thermal-infrared-earth-observation-market)

[2] DataIntelo, „Thermal Imaging Satellite Market Research Report 2034”, https://dataintelo.com/report/thermal-imaging-satellite-market)

[3] Novaspace, „Prospects for the Earth Observation Market”, https://nova.space/analysis/prospects-for-the-earth-observation-market/).

Rekordowy napływ kapitału VC do Polski. Inwestycje wzrosły ponad trzykrotnie

0

W 2025 r. fundusze private equity i venture capital zainwestowały w polskie spółki 994 mln euro, czyli 39 proc. całej wartości inwestycji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) – wynika z najnowszego raportu „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” przygotowanego przez Invest Europe.

Finansowanie trafiło do 100 polskich firm, wobec 83 rok wcześniej. Oznacza to, że fundusze wspierały średnio dwie polskie spółki tygodniowo. Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych podkreśla, że prywatnego kapitału zaangażowanego w rozwój polskiej gospodarki może być istotnie więcej.

Kluczowe dane:

  • 994 mln euro zainwestowały fundusze private equity (PE) i venture capital (VC) w polskie spółki w 2025 r. Polska odpowiadała za 39 proc. wartości inwestycji w regionie CEE.
  • 100 polskich firm pozyskało finansowanie od funduszy PE i VC, wobec 83 rok wcześniej.
  • Inwestycje venture capital w Polsce wzrosły do 310 mln euro, czyli ponad trzykrotnie wobec 2024 r. To rekordowy wynik i 46 proc. całej wartości inwestycji VC w Europie Środkowo-Wschodniej.
  • Finansowanie venture capital trafiło do 57 polskich spółek, wobec 42 rok wcześniej.
  • Finansowanie spółek na etapie wzrostu w Polsce niemal się podwoiło – z ok. 145 mln euro do 287 mln euro.
  • Wartość wyjść z inwestycji – mierzona według wartości początkowej inwestycji – w Polsce wyniosła 537 mln euro. Polska miała najwyższą w regionie liczbę takich wyjść – 20 spółek.
  • W całym regionie CEE wartość inwestycji private equity i venture capital wyniosła 2,57 mld euro, a finansowanie otrzymało 341 spółek.
  • Wartość wyjść z inwestycji w CEE wzrosła o 26 proc., do 1,71 mld euro, najwyższego poziomu od 2020 r.
  • Fundusze działające w regionie pozyskały 1,87 mld euro nowego kapitału, czyli o 21 proc. więcej niż średnia z poprzednich pięciu lat.

Łączna wartość inwestycji w Polsce w 2025 r. była niższa niż w 2024 r., a struktura rynku wyraźnie się zmieniła. Spadek wynikał przede wszystkim z mniejszej liczby dużych transakcji w segmencie buy-out. Jednocześnie finansowanie trafiło do większej liczby firm, a szczególnie mocno wzrosły segmenty venture capital i growth capital, czyli kapitału finansującego innowacje, skalowanie biznesu i szybką ekspansję przedsiębiorstw. Niższa łączna wartość inwestycji przełożyła się na spadek ich udziału w relacji do dynamicznie rosnącego PKB Polski z poziomu 0,14 do 0,11 proc.

Ta zmiana oznacza, że wzrost gospodarczy wyprzedza rozwój rynku private capital, zamiast być przez niego w coraz większym stopniu stymulowany. Uważamy, że skala prywatnego kapitału angażowanego w rozwój firm może być istotnie większa. Polska pozostaje jedną z najszybciej rosnących gospodarek w Europie, ma przedsiębiorców, ambicje i rosnącą liczbę firm zdolnych do ekspansji, dlatego rynek private equity i venture capital powinien w większym stopniu wspierać długoterminowy rozwój przedsiębiorstw – mówi Andrzej Bartos, prezes Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych.

W ostatnich 10 latach fundusze PE i VC zainwestowały w polskie spółki niemal 10 mld euro, ale przy obecnej skali polskiej gospodarki ten kapitał może odgrywać jeszcze większą rolę. Potrzebujemy większej mobilizacji kapitału prywatnego, w tym krajowych oszczędności i inwestorów długoterminowych, aby dalszy wzrost PKB był silniej wspierany ekspansją polskich firm technologicznych i przemysłowych zdobywających rynki zagranicznedodaje Andrzej Bartos.

Raport „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” podkreśla, że w 2025 r. kraje regionu CEE funkcjonowały w wymagającym otoczeniu makroekonomicznym i geopolitycznym. W całym regionie niższa była wartość dużych wykupów, ale wyraźnie wzrosło znaczenie średnich transakcji, venture capital i kapitału wzrostowego. Wartość inwestycji VC w CEE prawie się podwoiła – do 675 mln euro – a Polska odpowiadała za niemal połowę tego wyniku.

Raport Invest Europe pokazuje również rosnącą rolę wyjść z inwestycji jako miernika dojrzałości rynku. W całym regionie CEE wartość wyjść wzrosła do 1,71 mld euro, a najważniejszą ścieżką były sprzedaże inwestorom branżowym, które odpowiadały za 61 proc. wartości wyjść.

Dane za 2025 r. potwierdzają aktywność polskiego rynku private equity i venture capital zarówno w obszarze nowych inwestycji, jak i wyjść z dojrzałych projektów. Jednocześnie pierwsze miesiące 2026 r. pokazują kontynuację tej dobrej passy – wśród już zrealizowanych transakcji znalazły się m.in. sprzedaż IAI przez MCI do Montagu, sprzedaż udziałów w OSHEE przez Innova Capital do MidEuropy, inwestycja Value4Capital w Elocity, czy niedawno ogłoszone wyjście Enterprise Investors z Anwimu, a także inwestycja Avallon w Inglot.

Przykładem długoterminowego wpływu private equity na rozwój polskich firm jest Diagnostyka, jako jedna z historii sukcesu polskich transakcji. Przy wsparciu funduszu MidEuropa spółka zbudowała ogólnopolską sieć obejmującą ponad 1 100 punktów pobrań, 156 laboratoriów i 19 placówek diagnostyki obrazowej. Diagnostyka przeprowadziła 128 transakcji przejęć, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w polskiej ochronie zdrowia, a jej debiut giełdowy był jedną z największych ofert publicznych na GPW w ostatnich latach.

Znaczenie funduszy private equity i venture capital wykracza poza same transakcje. Według danych Invest Europe firmy wspierane przez fundusze private equity i venture capital zatrudniały w Polsce w 2024 r. 122,6 tys. osób w 420 przedsiębiorstwach. W latach 2023–2024 stworzyły netto 9,1 tys. nowych miejsc pracy, czyli średnio ok. 25 dziennie, a zatrudnienie w tych firmach wzrosło o 11,1 proc.

Private equity i venture capital to nie tylko kapitał. To także doświadczenie w skalowaniu firm, profesjonalizacja zarządzania, wsparcie w ekspansji zagranicznej, konsolidacji branż i sukcesji firm rodzinnych. Jeżeli chcemy, aby polskie przedsiębiorstwa coraz częściej budowały pozycję regionalnych i europejskich liderów, potrzebujemy silnego rynku kapitału prywatnegomówi Andrzej Bartos.

Informacje dodatkowe

Raport „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” został przygotowany przez Invest Europe we współpracy z Gide Loyrette Nouel. Obejmuje dane dotyczące fundraisingu, inwestycji i wyjść z inwestycji private equity i venture capital w Europie Środkowo-Wschodniej w 2025 r.

Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych zrzesza fundusze private equity i venture capital działające w Polsce oraz podmioty wspierające rozwój rynku kapitału prywatnego. Celem Stowarzyszenia jest rozwój polskiego rynku private equity i venture capital oraz wspieranie finansowania wzrostu polskich przedsiębiorstw. W ostatnich 10 latach fundusze private equity i venture capital zainwestowały w polskie spółki niemal 10 mld euro.

Kurs euro i dolara rośnie. Słabsze od oczekiwań dane z polskiej gospodarki osłabiają złotego

Po słabych danych z Polski widzimy wyraźny odwrót od polskiej waluty. Kurs euro jest najwyższy od początku kwietnia. W tle, jak co roku po górce z marca i kwietnia, delikatnie spadło średnie wynagrodzenie. W Kanadzie, mimo wzrostu inflacji, rynki nie oczekują reakcji na stopach procentowych.

Słabsze dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy duży pakiet danych z Polski. W przeciwieństwie do piątkowych odczytów, tym razem nie było rewelacji. Produkcja budowlano-montażowa rośnie o 3,9% w skali roku. Analitycy oczekiwali silniejszego odbicia, na poziomie 4,9%. Teoretycznie 3,9% to nie jest bardzo słaby wynik, ale w ciągu ostatnich dwóch lat w tej kategorii przeważały spadki. Rynek nie wrócił jeszcze do poziomów z wcześniejszej górki. Nie oznacza to jednak, że ceny nieruchomości w największych miastach nie ustanawiają kolejnych rekordów. Po prostu robią to trochę wolniej. Sprzedaż detaliczna rośnie z kolei o 4,4%. To również mniej od oczekiwań, które zakładały wzrost o 5,3%. Jak na te dane zareagował złoty? Kurs euro skoczył wczoraj w górę o 1,5 grosza, a dolara z kolei 2,5 grosza. Trzeba jednak zauważyć, że na wyraźniejszą przecenę złotego wpływ miało również zasysanie kapitału z Europy przez umacniającą się amerykańską walutę.

Wynagrodzenia w Polsce

Maj jest co roku trudnym miesiącem do interpretacji. Duża część premii rocznych wypłacana jest na koniec pierwszego kwartału, dlatego są one widoczne w danych za marzec lub kwiecień, w zależności od przyjętej metody. W rezultacie, skoro premie roczne zderzają się wówczas z kwartalnymi, w tych miesiącach obserwujemy średnio wyższe niż zwykle płace. To właśnie dlatego średnia płaca w maju tego roku wynosiła 9173,24 zł, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 9530,74 zł. Spadek o ponad 350 zł mógłby nieuważnego obserwatora zaniepokoić. Nadal jednak mówimy o wzroście o 5,8% względem zeszłego roku. Tym, co powinno bardziej zwracać uwagę, jest spadek zatrudnienia w ujęciu rocznym o 0,9%. Tutaj również warto zaadresować jedną ważną uwagę. Wszystkie te dane pochodzą z firm zatrudniających ponad 9 osób. W rezultacie przechodzenie pracowników do mniejszych firm lub na samozatrudnienie rzeczywiście psuje ten wskaźnik, ale nie powoduje bezrobocia.

Ceny w Kanadzie przyspieszają

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych dotyczących zmian cen w Kanadzie. Ceny rosną szybciej, niż oczekiwano. W ujęciu rocznym inflacja wynosi już 3,2%. Jest to spory problem, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 2,25%. Teoretycznie można by to próbować wyjaśnić przejściowym wzrostem cen wywołanym np. wojną w Zatoce Perskiej. Inflacja bazowa wynosi bowiem pełen punkt procentowy mniej i wynosi 2,2%. Dodatkowo Kanada jest pod dużą presją innowacyjnych pomysłów nowej administracji prezydenckiej w USA. W rezultacie, pomimo tego, że inflacja rośnie, na rynku nie widać wyraźnego umocnienia dolara kanadyjskiego. Taka reakcja byłaby przejawem oczekiwania na podwyżki stóp wywołane rosnącymi cenami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych seria odczytów wskaźników koniunktury.

Rekordowy kwiecień Cloud Technologies. Nowy produkt napędza sprzedaż

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w kwietniu 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 58 proc. rdr. Rekordowa w tym roku dynamika wzrostu w kluczowym obszarze działalności Spółki to m.in. efekt kontrybucji do sprzedaży nowego produktu Cloud Technologies: Data Curation. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Kwiecień był kolejnym miesiącem, w którym osiągnęliśmy mocną, dwucyfrową dynamikę sprzedaży danych do naszych kluczowych klientów. Wysokie tempo wzrostu w ujęciu miesięcznym było efektem utrzymującego się od kilku miesięcy pozytywnego trendu sprzedażowego oraz istotnej kontrybucji naszego nowego produktu – Data Curation. Łączy on sprzedaż danych i mediów, otwierając nam dostęp do zupełnie nowej kategorii kontrahentów, w tym globalnych agencji reklamowych. Data Curation rozwija się szybciej niż pierwotnie zakładaliśmy i zaczyna generować przychody o skali istotnej z punktu widzenia całej grupy. To pozwala nam oczekiwać bardzo dobrych dynamik sprzedaży również w kolejnych miesiącach i z optymizmem patrzeć na potencjał osiąganych w efekcie wyników finansowych – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ Cloud Technologies zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak też poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych ze sprzedażą mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych. Produkt Data Curation stanowi nowy obszar sprzedaży rozwijany w ramach Strategii 2026+, a jego wzrost jest niezależny od pozostałej działalności Spółki. Zaraportowana wartość miesięcznej sprzedaży danych ma charakter szacunkowy i może ulec zmianie po otrzymaniu kompletu raportów sprzedażowych oraz zakończeniu procesu zamknięcia danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

W konsekwencji Cloud Technologies wypłaci dywidendę z zysku za rok 2025 w wysokości 1,1 PLN na akcję oraz będzie kontynuować skup akcji własnych, o czym zadecydowało walne zgromadzenie 8 czerwca br. Akcjonariusze przyjęli również program motywacyjny dla wybranych kluczowych członków zespołu. Zakłada on możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. W ocenie Spółki program będzie dodatkowym akceleratorem
i źródłem motywacji dla kluczowych członków zespołu do dalszej intensywnej pracy nad zwiększaniem skali działalności Cloud Technologies, realizacją ambitnych celów strategicznych oraz budową długoterminowej wartości dla akcjonariuszy.

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Kurs dolara wystrzelił. EUR/PLN najwyżej od kwietnia. Co dalej?

Rezerwa Federalna pod przewodnictwem Kevina Warsha wydaje się znacznie silniej zaniepokojona inflacją, niż spodziewały się rynki – przynajmniej jeśli wierzyć jego pierwszej konferencji prasowej jako prezesa banku.

Kluczowe punkty:

  • PLN traci pomimo porozumienia pokojowego między USA a Iranem.
  • USD wystrzelił po jastrzębich sygnałach Fedu.
  • Zrewidowany dot plot wskazuje na możliwą podwyżkę stóp procentowych w USA w 2026 r.
  • Keir Starmer zrezygnował ze stanowiska premiera, otwierając drogę do niego Andy’emu Burnhamowi.
  • Wskaźniki PMI pokażą pierwsze oznaki ekonomicznego optymizmu po zawarciu porozumienia pokojowego z Iranem.

Niemal połowa uczestników posiedzenia spodziewa się co najmniej jednej podwyżki stóp procentowych w 2026 r., z czym zgadzają się rynki. Skutkiem tego były gwałtowny wzrost rentowności obligacji krótkoterminowych, rajd ulgi w przypadku długoterminowych oraz ponowna aprecjacja dolara względem niemal wszystkich pozostałych głównych walut. Nawet potężny rynek akcji doświadczył tymczasowych wahań po posiedzeniu FOMC, przed końcem tygodnia zdołał jednak odrobić większość strat. Waluty krajów Pacyfiku radziły sobie relatywnie lepiej, wspierane przez niższe ceny energii po ogłoszeniu porozumienia pokojowego z Iranem.

W tym tygodniu, gdy posiedzenia głównych banków centralnych są już za nami, uwaga skupi się ponownie na aspektach gospodarczych. W jej centrum znajdą się wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej, które są najlepszym wczesnym indykatorem wpływu porozumienia na nastroje przedsiębiorców – we wtorek (23.06) poznamy dane dla wszystkich głównych gospodarek. Raport dot. amerykańskiej inflacji PCE w czerwcu również będzie kluczowy, biorąc pod uwagę wyraźny zwrot Fedu w kierunku inflacyjnej strony jego mandatu. Będziemy również uważnie obserwować reakcję brytyjskich aktywów na rezygnację ze stanowiska premiera Keira Starmera.

PLN

Mimo porozumienia na linii USA–Iran i redukcji premii za ryzyko w tym kontekście polski złoty osłabił się – kurs EUR/PLN podbił do poziomu 4,27 i jest najwyższy od kwietnia. Łączymy to z rynkowym wzrostem wycen podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i silniejszym dolarem.

Ostatnie wieści z kraju są mieszane. Inflacja bazowa lekko podbiła, do 3,1% w maju, niemniej pozostaje w celu inflacyjnym. Poprawie uległy nastroje konsumentów w czerwcu i przede wszystkim – produkcja przemysłowa w maju (+4,1% r/r). Ta ostatnia wyraźnie wychodzi na prostą po słabym początku roku, produkcja budowlana jednak rozczarowała (+3,9%). Zawiodły też poniedziałkowe dane o sprzedaży detalicznej (+3% realnie) oraz płacach (+5,8%). To ostatnie, podobnie jak inflacja w ryzach i świeży spadek cen ropy naftowej, to dla RPP mocne argumenty za niepodnoszeniem stóp procentowych w najbliższym czasie.

EUR

Po ubiegłotygodniowym jastrzębim oświadczeniu Fedu obligacje w strefie euro doświadczyły głębszej wyprzedaży na długim końcu krzywej, nie przyniosło to jednak korzyści wspólnej walucie, która nadal osłabia się względem dolara. Niemniej odczyty makroekonomiczne ze strefy euro, jak zawsze opóźnione, uległy w ostatnim czasie niewielkiej poprawie. W połączeniu ze wzrostem inflacji bazowej wspiera jastrzębie skrzydło Europejskiego Banku Centralnego, które chciałoby drugiej podwyżki stóp procentowych we wrześniu.

Najbliższa publikacja indeksów PMI (wtorek 23.06) jest niezwykle istotna dla bloku, ponieważ będą pierwszymi znaczącymi wskaźnikami opublikowanymi po ogłoszeniu w ubiegłym tygodniu pozytywnych wiadomości dotyczących porozumienia pokojowego między USA a Iranem. Zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie powinno być korzystne dla euro, choć obecnie wspólna waluta jest blisko najniższych poziomów w parze z dolarem od połowy marca. Jest to naszym zdaniem po części konsekwencja trwałych szkód gospodarczych wyrządzonych przez wojnę i być może niechęci inwestorów do podejmowania ryzyka zakupów, póki decydenci nie podpiszą oficjalnie bardziej trwałego porozumienia pokojowego.

USD

Wyraźny zwrot ku lepszemu widoczny w danych z amerykańskiego rynku pracy i wzrost inflacji spowodowany wojną w Iranie położyły kres nadziejom Trumpa na to, że Fed wkrótce obniży swoje stopy procentowe. W ubiegłym tygodniu, podczas swojej pierwszej konferencji prasowej jako prezes, Kevin Warsh dał jasno do zrozumienia, że głównym celem banku jest zapewnienie stabilności cen. Oświadczenie zostało znacznie rozmyte – usunięto z niego wszelkie pozory forward guidance, które to Warsh silnie krytykował.

Jasne jest, że jeśli nie dojdzie do jakiegoś ogromnego negatywnego zaskoczenia, kolejnym ruchem Fedu będzie podwyżka stóp procentowych, choć jej termin jest wyjątkowo niepewny. Wydaje się, że napędzane przez sztuczną inteligencję inwestycje biznesowe przejęły pałeczkę od stłumionego popytu konsumenckiego, niemniej odbicie na rynku pracy i efekt bogactwa wynikający z trwającego rajdu na rynku akcji oznaczają, że ten ostatni prawdopodobnie ulegnie niedługo poprawie. W kontraktach futures obecnie niemal w pełni wycenia się kolejną podwyżkę stóp procentowych już we wrześniu, a silna jastrzębia zmiana w ubiegłotygodniowym dot plocie sugeruje, że nie trzeba wiele, by przechylić szalę właśnie w taką stronę.

GBP

Andy Burnham zdecydowanie zbliżył się do objęcia funkcji kolejnego premiera Wielkiej Brytanii. Jego zdecydowane zwycięstwo w piątkowych wyborach uzupełniających w Makerfield i rezygnacja Keira Starmera ze stanowiska w poniedziałek rano otworzyły mu drogę do przejęcia stołka. Nominacje do tego urzędu zostaną rozpoczęte 9 lipca, niemniej spodziewamy się raczej braku innych kandydatów niż przedłużającej się walki. Doniesienia te nie wpłynęły silnie na funta, choć preferencje Burnhama dotyczące ekspansji fiskalnej, wyższych podatków i większej emisji obligacji skarbowych budzą pewien niepokój. Kluczowym pytaniem pozostaje, kto zostanie kanclerzem skarbu. Rynki chciałyby ciągłości i pozostawienia na tym stanowisku Rachel Reeves, a wszelkie sygnały, że nowy kanclerz zamierza poluzować lub wycofać obecne reguły fiskalne, mogłyby spowodować kolejną falę wyprzedaży brytyjskich aktywów.

Ciekawe jest również, jaki wpływ – o ile jakikolwiek – będzie miała zmiana premiera na Bank Anglii. W ubiegłym tygodniu komitet utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie (7:2), a przy tym zostawił otwarte drzwi do podwyżki w dalszej części roku, jeśli zajdzie taka potrzeba. Biorąc jednak pod uwagę, że majowa inflacja była poniżej oczekiwań, a rynek pracy pozostaje słaby, sądzimy, że BoE utrzyma postawę wait-and-see co najmniej przez lato, a może nawet do końca roku.

Dymisja Starmera, kruche rozmowy z Iranem i rosnący kurs dolara

Nowy tydzień zaczynamy od kolejnej już dymisji brytyjskiego premiera. Do tego wciąż brzmią echa weekendowego rollercoastera podczas negocjacji w Szwajcarii. Pokój okazał się mocno kruchy, co nie powinno nikogo dziwić. Mamy także paczkę danych z polskiej gospodarki, te jednak pozostają bez wpływu na kurs złotego. 

Starmer potwierdza dymisję

Początek tygodnia przynosi polityczne trzęsienie ziemi w Wielkiej Brytanii. Keir Starmer ogłosił rezygnację z funkcji premiera, kończąc zaledwie dwuletni okres sprawowania władzy po wyborczym triumfie Partii Pracy w 2024 roku. Tym samym do historii przechodzi siódmy już premier w 10 letniej historii postbrexitowej. Dla rynku walutowego sama zmiana lokatora przy Downing Street 10 nie jest jednak najważniejsza. Znacznie większe znaczenie ma fakt, że dymisja jest kolejnym dowodem na narastające problemy brytyjskiej gospodarki. W ostatnich kwartałach wzrost gospodarczy pozostawał anemiczny, finanse publiczne znajdowały się pod presją, a inwestorzy coraz częściej kwestionowali zdolność rządu do realizacji ambitnych planów gospodarczych. Reakcja funta pozostaje raczej umiarkowana, rynek już wcześniej wyceniał ten scenariusz. Teraz przechodzi do oceny ryzyk związanych z kolejnym okresem politycznej niepewności. Szczególnie że wśród potencjalnych następców pojawiają się politycy opowiadający się za bardziej ekspansywną polityką fiskalną, co mogłoby dodatkowo zwiększyć presję na brytyjski dług i podnieść koszty finansowania gospodarki. W efekcie inwestorzy ponownie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: czy problemem Wielkiej Brytanii jest osoba premiera, czy raczej kondycja gospodarki, która od lat nie potrafi odzyskać dawnej dynamiki?

Rynek bardzo chce wierzyć

Weekend przyniósł kolejną odsłonę negocjacyjnego rollercoastera wokół konfliktu pomiędzy USA i Iranem (i Izraelem?). Jeszcze kilka dni temu inwestorzy świętowali przełom i perspektywę trwałego porozumienia, by chwilę później mierzyć się z informacjami o opóźnieniach w rozmowach oraz kolejnych napięciach wokół cieśniny Ormuz. Ostatecznie rynek przyjął jednak, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje kontynuacja negocjacji, a nie powrót do otwartej konfrontacji. Widać to przede wszystkim na rynku ropy, gdzie ceny pozostają wyraźnie niższe niż podczas szczytu geopolitycznych obaw. Jednocześnie inwestorzy zachowują ostrożność, ponieważ ruch przez Ormuz wciąż nie wrócił do normalnych poziomów, a trwałość porozumienia będzie zależeć od postępów w kolejnych rundach rozmów. Szczególną uwagę zwraca się na sytuację w Libanie, która może stać się najpoważniejszym testem dla kruchego zawieszenia broni. Na początku tygodnia rynki sprawiają więc wrażenie, jakby przestały wyceniać scenariusz wojenny, ale jednocześnie nie były jeszcze gotowe uwierzyć w trwały pokój na Bliskim Wschodzie.

Odczyty makro dalej w cieniu

W kalendarzu makroekonomicznym odnajdujemy dziś sporo rodzimych wątków. Po piątkowym pozytywnym zaskoczeniu produkcji przemysłowej, która wyniosła 4,1%, dziś produkcja budowlano-montażowa trochę studzi nastroje, wynik na poziomie 3,9% jest niższy zarówno od poprzedniego odczytu, jak i od oczekiwań analityków. Więcej uwagi rynek poświęca jednak dynamice wynagrodzeń. Drugi miesiąc z rzędu ekonomiści oczekiwali wyniku na poziomie 6% i po raz drugi rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna dla naszych portfeli. Odczyt za kwiecień wyniósł 5,4%, ten dzisiejszy był bliższy predykcji i dynamika wynagrodzeń sięgnęła 5,8%. Są to wyniki zdecydowanie niższe niż te, do których przywykliśmy w ostatnich kilkunastu miesiącach, jednak wciąż trudno na nie kręcić nosem. Warto odnotować też sprzedaż detaliczną, która rośnie mocniej niż oczekiwano i znowu wskazuje na siłę polskiego konsumenta. Dane te jednak pozostają w cieniu wydarzeń globalnych, a złoty słabo sobie radzi w otoczeniu mocnego dolara. W efekcie mamy próbę wyjścia górą z ostatniej konsolidacji na parze EURPLN, gdzie kurs podchodzi już do pułapu 4,27 zł. Drożeje oczywiście także dolar, który dzisiaj dobił do 3,73 zł.

WhatsApp zamiast firmowego systemu. UODO ukarał partnera Energa-Obrót

0

Przedstawiciele handlowi korzystali z WhatsAppa do przesyłania dokumentów klientów Energa-Obrót. Na prywatnych telefonach znajdowały się skany i zdjęcia umów, a część komunikacji mogła odbywać się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Prezes UODO uznał, że spółka i jej partnerzy nie zapewnili odpowiednich zabezpieczeń. Jeden z podmiotów otrzymał karę w wysokości 10 145 zł.

Nieautoryzowany komunikator, prywatne telefony i dokumenty klientów przesyłane między handlowcami. Tak wyglądała sprawa, którą zbadał Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych po zgłoszeniu naruszenia przez Energa-Obrót.

Postępowanie zakończyło się upomnieniami dla administratora danych i podmiotów przetwarzających dane. Jeden z partnerów biznesowych spółki został dodatkowo ukarany grzywną w wysokości 10 145 zł.

UODO uznał, że w procesie obsługi klientów zabrakło skutecznej kontroli nad tym, w jaki sposób dane osobowe były przetwarzane w praktyce.

Handlowcy używali WhatsAppa do pracy

Sprawa dotyczy sieci sprzedaży door-to-door, działającej na rzecz Energa-Obrót w czasie pandemii. Przedstawiciele handlowi odwiedzali klientów w domach i proponowali między innymi podpisywanie aneksów do obowiązujących umów.

W trakcie późniejszego postępowania okazało się, że osoby zaangażowane w sprzedaż korzystały z WhatsAppa jako narzędzia służbowej komunikacji. Problem w tym, że aplikacja nie była zatwierdzona przez administratora danych do przetwarzania informacji o klientach.

Na prywatnym telefonie jednego z byłych przedstawicieli handlowych znajdowały się zdjęcia i skany dokumentów zawartych z klientami Energa-Obrót. Zrzut ekranu przekazany spółce wskazywał, że rozmowy odbywały się także w grupowych czatach.

To oznaczało, że dane klientów mogły trafiać do osób i systemów, nad którymi administrator nie miał pełnej kontroli.

Wszystko wyszło na jaw przez spór o pieniądze

Do ujawnienia sprawy doszło przypadkowo. Były przedstawiciel handlowy skontaktował się z Energa-Obrót, prosząc o pomoc w odzyskaniu należności od byłego pracodawcy.

W czasie rozmowy wyszło na jaw, że on i inni handlowcy korzystali z WhatsAppa do przekazywania poleceń służbowych oraz dokumentów związanych z klientami. Spółka wszczęła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, a następnie zgłosiła naruszenie do UODO.

Energa-Obrót ustaliła, że problem na pewno dotyczył danych co najmniej 15 osób. Skala mogła jednak być większa, ponieważ komunikator był wykorzystywany przez wiele miesięcy.

Prywatny telefon nie jest bezpiecznym systemem firmowym

Partner biznesowy, który dopuścił korzystanie z komunikatora, tłumaczył, że WhatsApp miał jedynie usprawnić pracę handlowców w okresie pandemii. Przedstawiciele odwiedzali klientów osobiście, dlatego potrzebowali szybkiego sposobu komunikacji.

Podmiot wskazywał również, że pracownicy mieli upoważnienia do przetwarzania danych osobowych, podpisywali zobowiązania do zachowania poufności i zakazu konkurencji.

UODO uznał jednak, że to za mało. Samo podpisanie dokumentów nie wystarcza, gdy firma nie kontroluje narzędzi, z których faktycznie korzystają pracownicy.

Z perspektywy RODO znaczenie ma nie tylko to, kto ma dostęp do danych, ale także gdzie dane są przechowywane, w jaki sposób są przesyłane i czy organizacja ma możliwość nadzorowania tego procesu.

Część danych mogła być przetwarzana poza EOG

W materiałach przekazanych do UODO znalazła się informacja, że część komunikacji prowadzonej za pomocą aplikacji mogła odbywać się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym.

To dodatkowo zwiększało ryzyko. Transfer danych poza EOG wymaga bowiem odpowiednich podstaw prawnych i zabezpieczeń. Firma powinna wiedzieć, gdzie trafiają dane klientów, kto może uzyskać do nich dostęp oraz czy dostawca usługi zapewnia wymagany poziom ochrony.

W przypadku popularnych komunikatorów używanych prywatnie firmy często nie mają pełnej kontroli nad tymi elementami.

UODO: Energa-Obrót nie zweryfikowała partnera wystarczająco dobrze

Prezes UODO uznał, że Energa-Obrót nie wdrożyła odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, które zapewniałyby bezpieczeństwo danych osobowych.

Według urzędu spółka nie zweryfikowała też w wystarczającym stopniu, czy partner przetwarzający dane rzeczywiście stosuje wymagane zabezpieczenia.

To ważny sygnał dla firm korzystających z outsourcingu. Administrator danych nie może poprzestać na podpisaniu umowy powierzenia przetwarzania danych. Powinien również sprawdzać, jak partner działa w praktyce.

Chodzi między innymi o audyty, procedury, szkolenia oraz kontrolę nad używanymi przez pracowników urządzeniami i aplikacjami.

Kara dla partnera biznesowego

Podmiot, który dopuścił korzystanie z WhatsAppa przez handlowców, otrzymał upomnienie oraz karę administracyjną w wysokości 10 145 zł.

UODO zwrócił uwagę, że w trakcie postępowania pojawiły się rozbieżności między wyjaśnieniami Energa-Obrót a stanowiskiem partnera. Organ uznał, że podmiot przetwarzający próbował ograniczać swoją odpowiedzialność i przenosić ją na inne osoby.

Urząd przypomniał, że podmiot przetwarzający dane nie jest jedynie wykonawcą poleceń administratora. Ma własne obowiązki wynikające z RODO i odpowiada za to, czy stosuje odpowiednie zabezpieczenia.

Firmy powinny uważać na „wygodne” narzędzia

Sprawa pokazuje, że największe problemy z ochroną danych często nie wynikają z zaawansowanych cyberataków. Czasem wystarczy prywatny telefon, grupowy czat i przesłanie zdjęcia dokumentu klienta.

Dla pracownika może to być szybkie i wygodne rozwiązanie. Dla firmy może oznaczać naruszenie RODO, konieczność zgłoszenia incydentu, kontrolę urzędu i ryzyko kary.

Szczególnie ostrożne powinny być organizacje korzystające z zewnętrznych sieci sprzedaży, call center, agentów, firm marketingowych czy podwykonawców obsługi klienta. Im więcej osób uczestniczy w procesie, tym trudniej zachować kontrolę nad danymi.

Wnioski są proste: firmy powinny jasno wskazywać, z jakich narzędzi wolno korzystać, blokować wykorzystywanie prywatnych komunikatorów do przesyłania danych klientów i regularnie sprawdzać, czy zasady są przestrzegane.

Sygnatura sprawy: DKN.5131.7.2022

Inflacja producencka (PPI) wraca na plus. Presja kosztowa ponownie rośnie w polskim przemyśle

Ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły w maju 2026 r. o 2,4 proc. rok do roku, co potwierdza zakończenie trwającego niemal dwa lata okresu deflacji producenckiej. Choć w ujęciu miesięcznym ceny nie zmieniły się względem kwietnia, rosnąca dynamika PPI wskazuje, że presja kosztowa w gospodarce zaczyna ponownie narastać. Najsilniejszy wzrost odnotowano w górnictwie i przetwórstwie przemysłowym, podczas gdy niższe ceny energii nadal częściowo łagodzą ogólny obraz.

Ceny i inflacja

Koniec deflacji u producentów. Ceny w przemyśle rosną o 2,4% po dwóch latach spadków

W maju 2026 r. ceny produkcji sprzedanej przemysłu były o 2,4% wyższe niż rok wcześniej — to trzeci z rzędu miesiąc wzrostu po niemal dwóch latach deflacji producenckiej. W ujęciu miesięcznym ceny ustabilizowały się na poziomie z kwietnia, ale zwrot w dynamice rocznej sygnalizuje powrót presji kosztowej do gospodarki.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+2,4%
r/r
ceny produkcji sprzedanej przemysłu (PPI)
0,0%
m/m
stabilizacja względem kwietnia 2026 r.
3 miesiące
wzrostu z rzędu
dodatnia dynamika roczna od marca 2026 r.
+18,2%
vs 2021 r.
skumulowany poziom cen producentów

Wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) to jeden z najważniejszych barometrów presji kosztowej w gospodarce — wyprzedza zwykle zmiany cen konsumenckich i bezpośrednio wpływa na marże przedsiębiorstw. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują jego wyraźny zwrot: po spadkach notowanych nieprzerwanie od lipca 2023 r., od marca 2026 r. ceny producentów ponownie rosną w skali roku.

Zwrot dynamiki rocznej: z deflacji w inflację

Jeszcze w styczniu 2026 r. ceny producentów były o 2,6% niższe niż rok wcześniej. W marcu dynamika roczna przebiła zero (plus 1,2%), w kwietniu wzrosła do 2,1%, a w maju do 2,4%. To najszybsze tempo wzrostu cen producenckich od początku obecnego cyklu deflacyjnego.

Zmiana cen produkcji przemysłu rok do roku
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Punktem zwrotnym był marzec 2026 r., gdy ceny w ujęciu miesięcznym skoczyły aż o 3,0% — najmocniej w całym prezentowanym okresie. To pojedyncze przyspieszenie wypchnęło dynamikę roczną na dodatnie poziomy. W kolejnych miesiącach tempo miesięczne wyhamowało: w kwietniu wyniosło 0,6%, a w maju ceny ustabilizowały się (0,0%).

Zmiana cen produkcji przemysłu miesiąc do miesiąca
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Sekcje: górnictwo ciągnie ceny w górę, energetyka w dół

Za majowym wzrostem stoi przede wszystkim górnictwo i wydobywanie, gdzie ceny były o 4,3% wyższe niż przed rokiem. W tej sekcji rozpiętość jest jednak ogromna: ceny w górnictwie rud metali wzrosły aż o 11,5% rok do roku, podczas gdy w wydobyciu węgla kamiennego i brunatnego spadły o 3,4%. Wzrost cen odnotowano także w przetwórstwie przemysłowym (o 2,8%) oraz w dostawie wody i gospodarce odpadami (o 1,3%).

Jedyną sekcją z ujemną dynamiką roczną pozostaje wytwarzanie i zaopatrywanie w energię (spadek o 1,6%). To istotne, bo właśnie ceny energii były w poprzednich miesiącach głównym czynnikiem ściągającym wskaźnik ogólny w dół — ich dalszy spadek częściowo amortyzuje presję z pozostałych sekcji.

Zmiana cen według sekcji przemysłu
Maj 2026 r. wobec maja 2025 r., w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.
Sekcja Maj r/r Maj m/m I–V r/r
OGÓŁEM przemysł+2,4%0,0%+0,2%
Górnictwo i wydobywanie+4,3%+1,5%+2,3%
Przetwórstwo przemysłowe+2,8%−0,2%+0,3%
Dostawa wody, gosp. odpadami+1,3%+0,4%+1,7%
Energetyka−1,6%+1,0%−1,8%

Szerszy kontekst: ceny wciąż 18% powyżej poziomu z 2021 r.

Zwrot dynamiki rocznej nie oznacza, że ceny producentów wracają do poziomów sprzed inflacyjnego szoku. Mimo deflacyjnego epizodu z lat 2023–2025, w maju 2026 r. ceny w przemyśle pozostawały o 18,2% wyższe niż średnia z 2021 r. Po okresowym schodzeniu z tego poziomu do około 13,6% w styczniu, ostatnie miesiące przyniosły ponowny wzrost skumulowanego wskaźnika.

Skumulowana zmiana cen producentów względem 2021 r.
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Taki układ — powrót dodatniej dynamiki rocznej przy wciąż wysokim poziomie bazowym — oznacza, że presja kosztowa odbudowuje się od już podwyższonego pułapu. Dla przedsiębiorstw przemysłowych jest to sygnał, że okno taniejących kosztów wytwarzania, charakterystyczne dla ostatnich dwóch lat, zaczyna się domykać.

Wniosek dla biznesu: PPI ponownie na plusie to wczesny sygnał odbudowy presji kosztowej. Po dwóch latach deflacji producenckiej, która wspierała marże, przedsiębiorstwa muszą liczyć się z rosnącymi cenami surowców i półproduktów — z wyjątkiem energii, która wciąż taniała rok do roku.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Deflacja producencka się skończyła. Po niemal dwóch latach spadków ceny w przemyśle rosną r/r trzeci miesiąc z rzędu, osiągając w maju +2,4%.
  • Marzec był punktem zwrotnym. Skok cen o 3,0% m/m w marcu wypchnął dynamikę roczną na dodatni poziom; w kolejnych miesiącach tempo wyhamowało.
  • Górnictwo napędza wzrost. Ceny w górnictwie wzrosły o 4,3% r/r, a w segmencie rud metali aż o 11,5% — to główny czynnik proinflacyjny po stronie producentów.
  • Energia wciąż taniała. Spadek cen energii o 1,6% r/r częściowo równoważy presję z pozostałych sekcji, ale jego skala maleje.
  • Poziom cen pozostaje wysoki. Mimo deflacyjnego epizodu ceny producentów są o 18,2% wyższe niż w 2021 r. — presja odbudowuje się od podwyższonej bazy.

Dla całej gospodarki kluczowe będzie, czy zwrot w cenach producenckich przełoży się z opóźnieniem na ceny konsumenckie i dalsze decyzje w polityce pieniężnej. PPI tradycyjnie wyprzedza inflację CPI, dlatego jego powrót na dodatnie poziomy po dwóch latach deflacji jest sygnałem, który zarządzający i analitycy będą uważnie monitorować w kolejnych miesiącach.

Dane wstępne za maj 2026 r., ostateczne za kwiecień 2026 r. Wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) obejmuje sekcje B–E według PKD 2007. Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Wskaźniki cen produkcji sprzedanej przemysłu w maju 2026 r.”, Departament Cen i Usług). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

E-commerce przyspiesza, a leki i kosmetyki biją rekordy sprzedaży online

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za maj 2026 r. Ogólny wynik jest solidny, choć bez fajerwerków. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 3,0 proc. rok do roku — wyraźnie skromniej niż w maju 2025 r. (4,4 proc.). W porównaniu z kwietniem nastąpił spadek o 1,7 proc., co jest typowym dla maja sezonowym schłodzeniem po wiosennym szczycie.

E-commerce wypadł wyraźnie lepiej niż handel ogółem. Wartość sprzedaży przez internet wzrosła o 9,9 proc. rok do roku — to solidne odbicie po bardzo słabym kwietniu, w którym dynamika roczna praktycznie zamarła (100,5). Udział sprzedaży online wzrósł z 8,8 proc. (maj 2025 r.) do 9,2 proc.

Najważniejsza obserwacja z danych majowych dotyczy kategorii farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny — i trudno ją zbyć jako ciekawostkę. Dynamika 157,1 proc. to najwyższy wynik tej kategorii, jaki odnotowujemy w ostatnich latach. Jeszcze bardziej wymowny jest udział sprzedaży online w tej kategorii: 9,1 proc. To poziom nieodnotowany w danych GUS od czasu lockdownu z wiosny 2020 r., kiedy udział wyniósł 10 proc. — przy zamkniętych aptekach stacjonarnych i panice zakupowej. Maj 2026 r. przyniósł wynik zbliżony do tamtego, lecz w zupełnie normalnych warunkach rynkowych, przy pełnej dostępności kanałów stacjonarnych. Dane z ostatnich miesięcy nie pozostawiają wątpliwości — coś strukturalnego zmienia się w kategorii farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny, choć wciąż czekamy na odpowiedź, co dokładnie.

Zupełnie inny obraz przynosi kategoria tekstylia, odzież, obuwie. Dynamika sprzedaży online rok do roku wyniosła tu dokładnie 100,0 proc. Udział online wyniósł 23,6 proc., również praktycznie tyle samo co rok temu (23,7 proc.). Po rekordowym lutym z udziałem 31,2 proc. — najwyższym od zamkniętych galerii handlowych z 2021 r. — kolejne miesiące przynoszą wyraźne wyhamowanie. Nie jest to dramatyczny regres, ale warto zauważyć, że sezonowość w tej kategorii okazuje się silniejsza, niż mogło się wydawać. E-commerce w modzie zyskuje udziały w sezonie wyprzedaży i przy chłodnej pogodzie, a traci je, gdy konsumenci chętniej wychodzą z domów i wracają do sklepów stacjonarnych.

Kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części kontynuuje wychodzenie z cienia efektu wysokiej bazy. Dynamika rok do roku wyniosła w maju 64,1 proc. — to wciąż wynik głęboko poniżej zeszłorocznych poziomów, ale wyraźnie lepiej niż 46,8 proc. w marcu i 48,2 proc. w kwietniu. Udział sprzedaży online wzrósł do 3,4 proc. — najwyżej od początku roku. Trend jest czytelny i kierunek właściwy, choć powrót do udziałów z 2025 r. (regularnie powyżej 5 proc.) pozostaje odległy.

Maj 2026 r. to miesiąc, w którym e-commerce rósł spokojnie, ale w jego wnętrzu zaszły zmiany, które wymagają uważnej obserwacji. Farmaceutyki online osiągnęły poziom udziałów, których w normalnych warunkach rynkowych jeszcze nie widziano — i każdy kolejny miesiąc z taką dynamiką będzie domagał się odpowiedzi na pytanie, co za tym stoi.

Koniec ery eksperymentów. AI inference wchodzi do produkcji

AI inference[1] przeszło z fazy eksperymentów do środowisk produkcyjnych. Zgodnie z raportem F5 2026 State of Application Strategy, 78% przedsiębiorstw wykorzystuje obecnie własną infrastrukturę do obsługi procesów związanych z AI, a przeciętna organizacja posiada siedem modeli AI działających już w środowisku produkcyjnym lub lub przygotowywanych do wdrożenia.

Jak wskazuje Kunal Anand, Chief Product Officer w F5, jest to wyraźny sygnał, że era spekulacyjnych inwestycji w AI dobiega końca. Rozpoczyna się etap, w którym sztuczna inteligencja staje się elementem codziennych operacji biznesowych i musi spełniać te same wymagania dotyczące wydajności, niezawodności oraz bezpieczeństwa, co inne systemy krytyczne dla organizacji. Jak zaznacza ekspert, jest to zmiana, która będzie wymagała od firm ponownego przemyślenia wielu założeń dotyczących projektowania i zarządzania współczesnymi środowiskami IT, w tym tych, na których przedsiębiorstwa opierały swoje systemy przez ostatnią dekadę.

AI inference jest obecnie dominującą aktywnością związaną z AI w firmach

Ten sam raport pokazuje, że dla 77% organizacji najważniejszym obszarem wykorzystania sztucznej inteligencji nie jest już trenowanie czy dostrajanie modeli, lecz ich wykorzystywanie do generowania odpowiedzi, prognoz i decyzji w rzeczywistych procesach biznesowych. To zmiana, która pokazuje, gdzie dziś organizacje osiągają wymierne korzyści z AI.

Choć to trenowanie modeli zwykle znajduje się w centrum zainteresowania, to właśnie etap AI inference odpowiada za większość kosztów oraz efektów biznesowych związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. To wtedy model otrzymuje rzeczywiste dane od użytkowników i generuje wyniki, które następnie są wykorzystywane przez aplikacje oraz procesy biznesowe. To na tym etapie organizacje osiągają zwrot z inwestycji, zauważają błędy i mierzą się z konsekwencjami decyzji dotyczących wydajności, dokładności oraz kosztów działania modeli. Firmy osiągające dziś wymierne korzyści z AI nie są tymi, które posiadają najwięcej modeli. Są nimi organizacje, które potrafią skutecznie zarządzać ich wykorzystaniem.

To również dlatego istotny jest kolejny wniosek z raportu: 88% organizacji zgłasza wyzwania architektoniczne, organizacyjne lub trudności związane z bezpieczeństwem podczas wdrażania wyników generowanych przez AI do codziennych procesów i podejmowania decyzji. Korzyści płynące z wykorzystania AI są realne. Tak samo jak koszty operacyjne wynikające z błędów popełnianych na tym etapie.

AI inference szybko staje się systemem rozproszonym

Istotne jest również to, że organizacje te nie korzystają z jednego modelu. Przeciętnie wykorzystują ich siedem, a powody są podobne do tych, które stoją za strategią hybrydowego środowiska multicloud: optymalizacja kosztów pomiędzy dostawcami, dostępność w różnych regionach, suwerenność danych czy wymogi regulacyjne. Faktem jest, że żaden pojedynczy model nie jest najlepszy do każdego zadania. Jeden sprawdza się w złożonych analizach, inny w klasyfikacji dużych wolumenów danych, kolejny w procesach wymagających specjalistycznej wiedzy domenowej, a jeszcze inny pozwala ograniczać koszty mniej wymagających zastosowań.

Architektura oparta na wielu modelach nie jest rozwiązaniem przejściowym. Jest nowym standardem, ponieważ biznesowe i technologiczne czynniki, które doprowadziły do jej powstania, nie znikną.

Konsekwencją jest to, że AI inference przestaje być pojedynczą operacją wykonywaną przez model, a staje się złożonym środowiskiem obejmującym wiele modeli, lokalizacji i zależności. Dziedziczy przy tym wszystkie cechy systemu rozproszonego: opóźnienia wymykające się spod kontroli przy dużym obciążeniu, częściowe awarie ujawniające się dopiero wtedy, gdy klient zrobi zrzut ekranu, koszty narastające w obszarach pozbawionych odpowiedniego monitoringu oraz rosnącą powierzchnię ataku obejmującą każdy punkt końcowy modelu, który może zostać uruchomiony przez programistę.

W tym miejscu pojawia się najbardziej niepokojąca liczba z raportu. Jedynie 28% respondentów deklaruje że zarządza rozwiązaniami AI z poziomu jednego, centralnego narzędzia. Pozostałe 72% organizacji realizuje te procesy w rozproszonym środowisku pozbawionym jednego punktu kontroli. AI inference stało się krytycznym elementem funkcjonowania przedsiębiorstw, a większość organizacji zarządza nim za pośrednictwem rozproszonych i fragmentarycznych narzędzi kontroli.

Nowy poziom złożoności dla przedsiębiorstw

Co oznacza to dla liderów odpowiedzialnych za transformację cyfrową? Oznacza to, że przewagę konkurencyjną będą budować nie firmy dysponujące najlepszymi modelami, lecz te, które potrafią najskuteczniej nimi zarządzać.

Przykłady zastosowań są konkretne i już działają w środowiskach produkcyjnych. Instytucje finansowe wykorzystują AI do wykrywania oszustw w czasie rzeczywistym. Placówki ochrony zdrowia przyspieszają proces diagnozowania. Producenci przewidują awarie urządzeń, zanim do nich dojdzie. W każdym z tych przypadków sam model nie stanowi czynnika różnicującego. Większość konkurentów ma dostęp do podobnych modeli. Tym, co naprawdę wyróżnia organizacje, jest zdolność do niezawodnego uruchamiania tych modeli, przy odpowiednich opóźnieniach, zgodnie z wymaganiami dotyczącymi nadzoru i przy kosztach akceptowalnych dla biznesu.

To zmienia pytanie, które powinien zadawać sobie każdy zespół odpowiedzialny za architekturę przedsiębiorstwa. Pytanie nie brzmi: „Który model powinniśmy wdrożyć?”. Brzmi ono: „Jak zarządzać rozproszonym środowiskiem modeli, zapewniając spójne bezpieczeństwo, niezawodność i kontrolę kosztów w środowiskach chmurowych, lokalnych i brzegowych?”.

Rozwiązaniem nie są coraz bardziej zaawansowane modele AI. Kluczowe znaczenie mają sprawne procesy operacyjne. Niższe opóźnienia. Elastyczne skalowanie. Pełna widoczność od początku do końca. Strategiczna kontrola nad danymi, tożsamością i kosztami. Dyscyplina operacyjna zastosowana do obciążenia, którego większość zespołów jeszcze osiemnaście miesięcy temu nigdy nie obsługiwała w środowisku produkcyjnym.

Zarządzanie środowiskiem AI opartym na wielu modelach

W miarę jak przedsiębiorstwa wdrażają AI inference oparte na wielu modelach, wynikająca z tego złożoność będzie miała większy wpływ na rezultaty ich inwestycji w AI niż jakakolwiek pojedyncza decyzja dotycząca samych modeli.

Organizacje, które nie skonsolidują rozproszonych narzędzi wykorzystywanych do zarządzania AI inference, narażają się na narastające ryzyko związane z bezpieczeństwem, niezawodnością i kosztami. Raport IDC FutureScape 2026: Worldwide Agentic Artificial Intelligence prognozuje, że „do 2027 roku firmy, które nie zbudują wysokiej jakości fundamentów danych gotowych na AI, odnotują spadek produktywności o 15%, gdy systemy generatywnej i agentowej AI zaczną zawodzić.” To nie jest błahy problem. To realny koszt fragmentacji środowiska AI, który organizacje będą odczuwać z każdym kolejnym kwartałem.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku organizacji, które integrują zarządzanie AI w ramach jednego modelu operacyjnego. Integrując dostarczanie usług, bezpieczeństwo i nadzór nad AI w jednym modelu operacyjnym, zyskują widoczność w czasie rzeczywistym w całym środowisku AI inference, większą kontrolę nad kosztami i ryzykiem oraz możliwość wdrażania kolejnych zastosowań AI bez konieczności dokładania kolejnych narzędzi do istniejącej infrastruktury.

Wnioski płynące z doświadczeń z hybrydowym multicloud mają tu bezpośrednie zastosowanie. To właśnie zunifikowane usługi sprawiły, że środowiska hybrydowe stały się możliwe do zarządzania na dużą skalę. Tak samo będzie w przypadku AI inference opartego na wielu modelach. Firmy, które zrozumieją to w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy, uzyskają strukturalną przewagę, którą później będzie bardzo trudno skopiować.

[1] Proces wykonywania obliczeń przez model AI na podstawie nowych danych wejściowych. To właśnie na etapie AI inference model generuje odpowiedzi, przewidywania, klasyfikacje lub inne wyniki wykorzystywane przez użytkowników i systemy biznesowe.

Średnia pensja przekroczyła 9,1 tys. zł. Zatrudnienie nadal spada

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w maju 2026 r. 9173,24 zł i było o 5,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. Jednocześnie zatrudnienie spadło o 0,9 proc., co potwierdza coraz wyraźniejszy trend: firmy podnoszą płace, ale ostrożniej tworzą nowe etaty. Najwięcej zarabiają pracownicy IT i usług profesjonalnych, podczas gdy największe spadki zatrudnienia dotyczą górnictwa, przemysłu i energetyki.

Rynek pracy i płace

Mniej etatów, wyższe pensje. Wynagrodzenia rosną o 5,8%, choć zatrudnienie wciąż się kurczy

W maju 2026 r. przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw sięgnęło 9173,24 zł — o 5,8% więcej niż rok wcześniej. Równocześnie liczba etatów spadła o 0,9% rok do roku, do 6,38 mln. To utrwalony obraz polskiego rynku pracy: płace rosną mimo powolnego, ale systematycznego zmniejszania zatrudnienia.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

9173,24 zł
▲ 5,8% r/r
przeciętne wynagrodzenie brutto (nominalnie)
−3,8%
m/m
spadek płacy względem kwietnia (efekt premii i nagród)
6377,4 tys.
▼ 0,9% r/r
przeciętne zatrudnienie (etaty)
−1,0%
I–V r/r
zatrudnienie narastająco od początku roku

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego utrwalają zjawisko, które towarzyszy polskiej gospodarce od kilkunastu miesięcy: rynek pracy „chudnie”, ale wynagrodzenia rosną. Liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw konsekwentnie się obniża, jednak przedsiębiorstwa wciąż podnoszą płace w tempie blisko 6% rocznie. Na poziom przeciętnego wynagrodzenia wpłynął również wzrost ustawowej płacy minimalnej, która od stycznia 2026 r. wynosi 4806 zł (o 3,0% więcej).

Płace: trwały wzrost przerywany sezonowymi wahaniami

Przeciętne wynagrodzenie utrzymuje wyraźny trend wzrostowy — z poziomu około 6 tys. zł na początku 2022 r. do ponad 9 tys. zł obecnie. Majowy odczyt (9173,24 zł) jest jednak o 3,8% niższy niż kwietniowy. To efekt czysto sezonowy: w maju wystąpiło mniej dodatkowych wypłat — premii kwartalnych, rocznych, motywacyjnych i nagród jubileuszowych — które zawyżyły wynagrodzenia w poprzednim miesiącu.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw
W złotych, dane miesięczne 2022–2026
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Charakterystyczne piki wynagrodzeń przypadają na grudzień, marzec i kwiecień — miesiące koncentracji wypłat premiowych — po których następuje korekta. Mimo tych wahań linia trendu pozostaje stabilnie rosnąca, co potwierdza utrzymującą się presję płacową w przedsiębiorstwach.

Zatrudnienie: cicha, ale uporczywa erozja

Obraz zatrudnienia jest odwrotny. Po szczycie z 2023 r. (ponad 6,53 mln etatów) liczba miejsc pracy systematycznie się obniża. W maju 2026 r. wyniosła 6377,4 tys. etatów — o 0,9% mniej niż rok wcześniej i o 0,1% mniej niż w kwietniu. Dynamika roczna pozostaje poniżej 100 nieprzerwanie od połowy 2023 r.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw
W tys. etatów, dane miesięczne 2022–2026
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

To nie jest gwałtowne tąpnięcie, lecz powolna erozja — od szczytu ubył ekwiwalent ponad 150 tys. pełnych etatów. Taki układ jest typowy dla rynku pracy w fazie dojrzałej: przedsiębiorstwa nie zwalniają masowo, ale ograniczają nowe rekrutacje i nie odtwarzają wszystkich odchodzących stanowisk, jednocześnie konkurując o pracowników wynagrodzeniem.

Branże: gdzie płacą najwięcej, a gdzie znika praca

Rozpiętość wynagrodzeń między sekcjami jest znaczna. Najwyższe przeciętne pensje oferuje informacja i komunikacja (15 581 zł), wyprzedzając działalność profesjonalną, naukową i techniczną (12 504 zł) oraz energetykę (12 136 zł). Na drugim biegunie znajduje się zakwaterowanie i gastronomia (6784 zł) — sekcja o najniższym wynagrodzeniu, ale jednocześnie jedna z nielicznych zwiększających zatrudnienie.

Przeciętne wynagrodzenie brutto według sekcji
Maj 2026 r., w złotych
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Po stronie zatrudnienia podział jest równie wyrazisty. Najgłębsze cięcia etatów dotknęły górnictwo i wydobywanie (spadek o 5,5% r/r), a także działalność profesjonalną (o 2,0%), energetykę (o 1,6%) i przetwórstwo przemysłowe (o 1,4%). Wzrost zatrudnienia odnotowały tylko nieliczne sekcje — gospodarka odpadami i dostawa wody (o 3,7%) oraz zakwaterowanie i gastronomia (o 1,7%).

Zmiana zatrudnienia według sekcji
Maj 2026 r. wobec maja 2025 r., w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Pełny obraz sektorowy

Sekcja Wynagrodzenie (zł) Płaca r/r Etaty (tys.) Zatrudnienie r/r
SEKTOR PRZEDSIĘBIORSTW9 173+5,8%6 377,4−0,9%
Informacja i komunikacja15 581+7,1%309,2−0,8%
Działalność profesjonalna, naukowa12 504+7,9%273,7−2,0%
Energetyka12 136+7,1%109,4−1,6%
Górnictwo i wydobywanie11 536+2,3%113,5−5,5%
Obsługa rynku nieruchomości9 215+6,9%94,0−0,8%
Transport i gosp. magazynowa8 966+6,4%655,6−0,3%
Budownictwo8 913+5,4%412,1−0,2%
Przetwórstwo przemysłowe8 723+5,1%2 301,1−1,4%
Handel; naprawa pojazdów8 398+6,6%1 285,8−0,7%
Dostawa wody, gosp. odpadami8 339+6,7%142,9+3,7%
Administrowanie i wspieranie7 398+4,4%377,2−0,6%
Zakwaterowanie i gastronomia6 784+5,9%141,0+1,7%

Wynagrodzenie brutto i zatrudnienie w maju 2026 r. Dynamika r/r względem maja 2025 r.

Wniosek dla zarządzających: rynek pracy wszedł w fazę, w której presja płacowa utrzymuje się mimo kurczącego się zatrudnienia. Najwyższe i najszybciej rosnące wynagrodzenia koncentrują się w sektorach wiedzy — IT i usługach profesjonalnych — co pogłębia różnice płacowe między branżami.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Płace rosną, etaty maleją. Wzrost wynagrodzeń o 5,8% r/r przy spadku zatrudnienia o 0,9% to utrwalony obraz rynku pracy w fazie dojrzałej — firmy konkurują pensją, nie liczbą miejsc pracy.
  • Spadek miesięczny płac jest sezonowy. Korekta o 3,8% m/m wynika z mniejszej skali premii i nagród, a nie z osłabienia presji płacowej; trend bazowy pozostaje wzrostowy.
  • Sektory wiedzy płacą najwięcej i podnoszą najszybciej. IT (15 581 zł) i usługi profesjonalne (+7,9% r/r) wyznaczają górną granicę rynku, pogłębiając rozwarstwienie płacowe.
  • Górnictwo traci pracę najszybciej. Spadek zatrudnienia o 5,5% r/r przy niskim wzroście płac (2,3%) odzwierciedla strukturalne kurczenie się sektora.
  • Usługi konsumenckie jako wyjątek. Zakwaterowanie i gastronomia to jedna z nielicznych sekcji zwiększających zatrudnienie, mimo najniższych wynagrodzeń w sektorze.

Dla pracodawców kluczowe pozostaje pytanie, jak długo utrzyma się rozejście między rosnącymi płacami a malejącym zatrudnieniem. Trwała presja płacowa przy słabnącym popycie na pracę może oznaczać presję na marże i wydajność — zwłaszcza w sektorach o niższej rentowności, w których wzrost wynagrodzeń nie jest równoważony przyrostem produktywności.

Dane wstępne za maj 2026 r. Dotyczą podmiotów sektora przedsiębiorstw o liczbie pracujących 10 i więcej osób (badanie DG-1). Wynagrodzenia w ujęciu nominalnym (brutto). Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w maju 2026 r.”, Urząd Statystyczny w Bydgoszczy). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.