ING: Polska utrzyma szybkie tempo wzrostu w 2026 r. Inflacja poniżej celu, stopy do 3,25%

Wzrost gospodarczy w Polsce ma pozostać wyższy niż w większości Unii Europejskiej i krajów regionu, a inflacja ma utrzymywać się poniżej celu NBP – wynika z najnowszego „Kuriera Ekonomicznego” ING Banku Śląskiego. Ekonomiści zakładają też dalsze obniżki stóp procentowych, docelowo do 3,25% do końca 2026 r., oraz płynne finansowanie rekordowych potrzeb pożyczkowych państwa. W analizie zwracają uwagę, że gospodarka coraz mocniej odczuwa spadek dostępności taniej pracy i niedobory pracowników.

ING ocenia, że w 2025 r. polski PKB wzrósł o 3,6% r/r, podczas gdy Niemcy i część regionu pozostawały w stagnacji. Zdaniem Rafała Beneckiego, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, motorem wzrostu była konsumpcja, która zrekompensowała słabe inwestycje, w tym opóźniające się odbicie wydatków związanych z KPO. Po stronie podaży lukę po słabym przemyśle miały wypełnić nowoczesne usługi, co ING określa jako nietypowy układ cyklu. Jednocześnie – mimo dwóch lat wzrostu – widoczny ma być spadek zatrudnienia.

Na 2026 r. zespół ING prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,7% r/r i bardziej zdywersyfikowane źródła wzrostu. Ekonomiści zwracają uwagę, że utrzymanie konsumpcji powyżej 3% będzie trudniejsze, bo tempo dochodów ma wyhamować z 5,3% do 2,0%. W takiej sytuacji gospodarstwa domowe musiałyby obniżyć stopę oszczędzania, aby podtrzymać dotychczasową dynamikę wydatków. ING liczy jednak na wsparcie popytu dzięki środkom unijnym oraz inwestycjom powiązanym z programami europejskimi.

W scenariuszu ING znaczenie mają dotacje unijne, które – bez pożyczek – mają zwiększyć impuls do ok. 3,0% PKB w 2026 r., co według banku przekłada się na 0,8 pkt proc. wsparcia dla konsumpcji i inwestycji. Ekonomiści zakładają również, że część grantów z KPO, na poziomie ok. 0,5% PKB, efektywnie wzmocni wzrost dopiero w 2027 r. Równolegle ma ruszyć finansowanie oparte o pożyczki z KPO: ING wskazuje kwotę 29,4 mld euro wobec 25,3 mld euro w grantach. To ma zwiększyć skalę inwestycji, choć ich pełny efekt ma być rozłożony w czasie.

W ocenie ING inflacja pozostanie niska mimo solidnego wzrostu gospodarczego. Bank wskazuje na kilka czynników: brak boomu konsumpcyjnego, ostrożniejszą politykę dochodową oraz mniejszą presję płacową niż w latach 2023–2024. W analizie podkreślono m.in. 3-procentowy wzrost pensji minimalnej wobec około 20% w latach 2023–2024, a także brak nowych świadczeń socjalnych w 2026 r. Dodatkowo obecny wzrost ma mieć niższą pracochłonność, bo napędzają go nowoczesne usługi, a nie przemysł.

Kolejnym elementem, który ma ograniczać presję cenową, jest – według ING – silniejsza niż wcześniej konkurencja ze strony Chin. Ekonomiści zwracają też uwagę, że restrykcyjność polityki pieniężnej jest wyższa, niż mogłaby sugerować sama realna stopa procentowa, bo realna aprecjacja złotego jest największa od lat 2004–2008. W takim układzie ING spodziewa się obniżek stóp procentowych do 3,25% do końca 2026 r., z ryzykiem, że poziom ten może być nawet niższy. Kluczowe ma być to, czy inflacja pozostanie trwale umiarkowana przy wciąż solidnym tempie wzrostu.

Jednocześnie bank zwraca uwagę na napięty obraz finansów publicznych. Polska ma ponownie sfinansować rekordowe potrzeby pożyczkowe netto – ING wskazuje kwotę 300 mld zł w 2026 r., a szybkie dostosowanie fiskalne ocenia jako mało realne. Dodatkowym wyzwaniem ma być ożywienie kredytowe, które może ograniczać naturalny przyrost oszczędności w sektorze bankowym – głównego nabywcy krajowych obligacji skarbowych. Z tego powodu znaczenie przepływów z zagranicy może wzrosnąć.

ING zakłada, że wsparciem dla rynku długu i waluty będą napływy środków unijnych – z KPO, funduszy strukturalnych oraz programu SAFE. W analizie wskazano, że wymiana tych środków ma zachodzić poza rynkiem, co zwiększa bazę monetarną i utrzymuje nadpłynność sektora. Bank podkreśla też, że możliwe głębsze cięcia stóp w USA i słabszy dolar mogą przywrócić napływy kapitału na rynki wschodzące. Polska ma się wyróżniać solidnym wzrostem i nadwyżką rachunku bieżącego (wraz z rachunkiem kapitałowym), co – zdaniem ING – może równoważyć cięcia stóp NBP i wspierać silną pozycję złotego.

W globalnym tle ekonomiści ING opisują nową rzeczywistość geopolityczną i handlową po zmianach w polityce USA, wskazując też na znaczenie pytania o zakończenie wojny w Ukrainie. Według banku gospodarka amerykańska w 2026 r. ma rosnąć w tempie zbliżonym do potencjalnego, około 2%, czyli wyraźnie szybciej niż europejska. ING oczekuje dwóch cięć stóp Fed, a wśród czynników wspierających wzrost wymienia wysokie inwestycje w AI oraz możliwy impuls fiskalny przed wyborami do Kongresu w 2026 r. Wskazuje również, że wybór nowego szefa Fed może wpływać na skalę przyszłego luzowania.

W części poświęconej Europie ING zwraca uwagę na koszty nadmiernego uzależnienia od USA w obszarze bezpieczeństwa oraz spadek konkurencyjności związany z offshoringiem przemysłu do Chin i innych krajów. Jednocześnie bank ocenia, że wymuszona zmiana – m.in. przez wzrost wydatków militarnych i infrastrukturalnych oraz program SAFE – może stać się dźwignią wzrostu w kolejnych latach. Chiny, według tej analizy, nadal mają borykać się ze słabym popytem wewnętrznym, realizując plan wzrostu blisko 5% dzięki ekspansji zagranicznej. W tle tych procesów ING zakłada też dalsze osłabianie dolara i możliwość przebicia poziomu 1,20 na parze EUR/USD w 2026 r.

Ekonomiści ING podkreślają, że na horyzoncie pojawiają się zmiany strukturalne w polskiej gospodarce, wynikające ze spadku dostępności taniej pracy i niedoborów pracowników. Ich zdaniem utrzymanie pozytywnej passy z ostatnich dekad będzie wymagało przesuwania pracowników do sektorów o wyższej produktywności. To w praktyce oznacza większą presję na modernizację firm, automatyzację i inwestycje w technologie, które pozwalają rosnąć bez zwiększania zatrudnienia. Właśnie ten wątek ING wskazuje jako jeden z kluczowych dla średnioterminowej odporności polskiego wzrostu.

OKI a ochrona danych: UODO wskazuje braki w definicjach, celach i zakresie przetwarzania danych

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zaopiniował projekt ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych (OKI) i zgłosił szereg uwag dotyczących ochrony danych. W ocenie organu nadzorczego część rozwiązań nie jest wystarczająco precyzyjna, co może utrudnić stosowanie zasad RODO, w tym minimalizacji danych i przejrzystości przetwarzania. UODO wskazuje też na ryzyko zbyt szerokiego katalogu informacji gromadzonych o inwestującym.

Jednym z kluczowych problemów jest brak precyzyjnej definicji „rejestru uczestników”. Projekt ustawy odsyła do przepisów o funduszach inwestycyjnych, ale – jak podkreśla Prezes UODO – także tam definicja „rejestru uczestników funduszu inwestycyjnego” nie zawiera jasnego katalogu danych identyfikujących uczestnika. Zdaniem urzędu takie rozwiązanie utrudnia ocenę, jakie dane są rzeczywiście niezbędne, co stoi w sprzeczności z zasadą minimalizacji danych z art. 5 ust. 1 lit. c RODO.

Wątpliwości dotyczą również przepisów o umowie o prowadzenie OKI. Choć w jednym miejscu projekt wymienia zamknięty katalog „danych identyfikacyjnych”, jednocześnie wskazuje otwarty katalog informacji, co może rozszerzać zakres przetwarzanych danych osobowych. Prezes UODO uważa, że regulacje powinny zostać doprecyzowane tak, aby jednoznacznie określały, jakie dane mogą być zbierane i w jakim celu, zgodnie z zasadami z art. 5 RODO: legalności, rzetelności, przejrzystości, ograniczenia celu i minimalizacji.

Urząd zwrócił też uwagę na kwestię numerów identyfikacyjnych. Projektodawca – jak wskazano w opinii – nie uzasadnił niezbędności pozyskiwania numeru PESEL w sytuacji, gdy jednocześnie przetwarzany miałby być numer NIP osoby fizycznej. UODO sygnalizuje, że przy gromadzeniu danych identyfikujących klienta konieczne jest wykazanie, dlaczego dany identyfikator jest potrzebny.

Kolejny punkt sporny dotyczy weryfikacji wiedzy klienta w zakresie inwestowania. Projekt zakłada, że ma się to odbywać przy zawieraniu umowy o OKI, ale nie precyzuje, w jaki sposób weryfikacja miałaby być przeprowadzana ani czy jej wyniki będą utrwalane. Prezes UODO zwraca przy tym uwagę na przepisy unijne dotyczące ocen adekwatności, które wskazują na prowadzenie rejestrów takich ocen, co ma znaczenie dla zakresu i sposobu przetwarzania danych.

UODO podnosi także problem niejednoznaczności w opisie danych osobowych w samym projekcie. W jednym miejscu mowa jest o „pierwszym imieniu i nazwisku”, a w innym szerzej o „imieniu i nazwisku”, co może prowadzić do rozbieżnej interpretacji obowiązków instytucji. Zdaniem organu nadzorczego takie elementy wymagają ujednolicenia, by ograniczyć ryzyko zbierania danych „na zapas”.

W opinii pojawiają się również pytania o zasady przesyłania przez instytucje finansowe informacji o prowadzeniu OKI drogą elektroniczną. Prezes UODO wskazuje, że projektodawca nie doprecyzował, jakie przepisy miałyby zastosowanie do tego procesu ani jaki dokładnie zakres danych miałby być przekazywany. Podobne niejasności dotyczą udostępniania zeznania podatkowego w e-urzędzie skarbowym, gdzie również nie określono, jak szeroki byłby zakres danych.

UODO zwraca uwagę, że jeśli w ramach informacji o prowadzeniu OKI miałyby być przetwarzane dane szczególnych kategorii lub dane dotyczące wyroków skazujących, konieczna jest wyraźna podstawa ustawowa. Urząd podkreśla, że w takim przypadku podstawa przetwarzania powinna wynikać z przepisów rangi ustawy, zgodnie z wymogami Konstytucji RP. To ma kluczowe znaczenie dla legalności i proporcjonalności przetwarzania.

W opinii pojawia się też wątek automatycznego udostępniania i wypełniania dokumentów w Krajowej Administracji Skarbowej, które projekt miałby rozszerzać. Ponieważ mowa o zautomatyzowanym przetwarzaniu danych, UODO wskazuje na prawdopodobieństwo wykorzystania systemów sztucznej inteligencji. W związku z tym projektodawca – poza RODO – powinien brać pod uwagę także Akt w sprawie sztucznej inteligencji, w tym wymogi dotyczące oceny skutków systemów „AI wysokiego ryzyka” dla praw podstawowych.

Prezes UODO podkreśla także rolę administratorów danych, czyli podmiotów, które będą stosować projektowane przepisy w praktyce. To na nich spoczywa obowiązek zapewnienia osobom, których dane dotyczą, odpowiednich informacji, tak aby przetwarzanie było przejrzyste. Urząd wskazuje, że szczególnie ważna jest kwestia dostępu do danych i ich obsługi w systemach opartych o AI, a te zagadnienia powinny być przeanalizowane w ramach testu prywatności i oceny skutków dla ochrony danych, których – jak zaznacza UODO – projektodawca nie przeprowadził.

Dolar mocniejszy, ropa wraca pod 60–62 USD, inflacja w Turcji nadal wysoka

Po serii dni wolnych wielu Polaków wraca dzisiaj do pracy. O ile złoty jest w miarę stabilny, o tyle na świecie trochę się dzieje. Dolar już kolejny rok zaczyna od umocnień. Rynek zdążył przetrawić obecną falę zamieszania w Wenezueli. Ceny w Turcji rosną niby wolniej, ale tempo normalizacji nie jest zadowalające.

Dolar znów silny

Początek roku jest bardzo korzystny dla dolara. Patrząc jednak na 2025, nie jest to pewny prognostyk na kolejne miesiące. Start poprzedniego roku był wszakże również bardzo dobry, a potem dolar zaczął gwałtownie tracić i zakończył rok z przeszło 13% przeceną. Co obecnie sprzyja amerykańskiej walucie? Wygląda na to, że najbliższe posiedzenie pod koniec stycznia nie przyniesie obniżek stóp procentowych. Co więcej, szanse na cięcie w marcu wciąż pozostają poniżej 50%. Do tego warto dodać spadający optymizm w strefie euro. Co prawda ankietowe badania w usługach pokazały we wtorek przewagę optymistów, ale jest ona niższa, niż oczekiwano. W rezultacie za jedno euro znów płaci się mniej niż dolara i 17 centów.

Rynek przetrawił wydarzenia w Wenezueli

Cena baryłki ropy naftowej Brent, notowanej w Londynie, jeszcze w poniedziałek chwilami spadała poniżej 60 USD. Następnie, niesiona niepokojem o dalszy rozwój sytuacji, we wtorek dotarła powyżej 62 USD. Dzisiaj jednak ponownie zeszła w okolice 60 USD. Pokazuje to, że wydarzenia w Wenezueli zwiększyły zmienność na rynku, ale nie spowodowały jednak gwałtownego wystrzału cen, którego wielu analityków obawiało się w przypadku eskalacji działań. Podobnie zachowało się złoto – po zbliżeniu się do poziomu 4500 USD, zawróciło. Pokazuje to, że początkowy strach został częściowo przeszacowany. Nie oznacza to oczywiście, że jeśli proces tworzenia nowego rządu nie będzie przebiegał sprawnie, nie dojdzie do kolejnych wstrząsów.

Ceny w Turcji

Inflacja w Turcji spada nieco szybciej, niż oczekiwano. Rynek spodziewał się zniżki tempa wzrostu cen o 0,1%, tymczasem finalnie inflacja wyhamowała o 0,2%. Brzmi to jak całkiem przyzwoita wiadomość – problem w tym, że mówimy o spadku z 31,1% do 30,9%. Przy takich poziomach nie jest to zmiana, którą Turcy realnie odczują w swoich portfelach. Z wyjątkiem drobnego potknięcia w październiku ubiegłego roku, jest to już 19. miesiąc z rzędu spadku inflacji. Wysoki poziom tego wskaźnika powoduje, że Turcja nie jest w stanie szybciej obniżać stóp procentowych. Z kolei utrzymywanie wysokich stóp wymusza stopniowe osłabianie liry wobec dolara, by zachować pewną równowagę w handlu. W samym tylko 2025 roku kurs dolara wyrażony w lirze wzrósł z 35 do 43 lir. I to w roku, który nie był szczególnie udany dla amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:00 – USA – zamówienia w przemyśle.

Inflacja blisko celu, koniunktura słabnie. Co zrobi RPP na pierwszym posiedzeniu 2026?

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w styczniu 2026 r. będzie pierwszym posiedzeniem decyzyjnym w nowym roku i jednocześnie ważnym momentem oceny skutków szerokiego luzowania polityki pieniężnej przeprowadzonego w 2025 r. Po serii obniżek stóp procentowych stopa referencyjna NBP znajduje się obecnie na poziomie 4,0%, co oznacza znaczące złagodzenie warunków finansowych względem początku poprzedniego roku.

Otoczenie inflacyjne sprzyja bardziej gołębiemu nastawieniu Rady. Inflacja CPI obniżyła się w ostatnich miesiącach w okolice 2,5–2,7% rok do roku, a więc znajduje się blisko celu inflacyjnego NBP. Równie istotne jest to, że inflacja bazowa eliminująca wpływ cen żywności i energii także wyraźnie spadła i kształtuje się w pobliżu 3%, co wskazuje na wygasanie presji cenowej w gospodarce. Dane te potwierdzają, że wcześniejsze zacieśnienie, a następnie stopniowe luzowanie polityki pieniężnej zaczęły przynosić oczekiwane efekty.

Z drugiej strony, coraz wyraźniej widoczne są sygnały osłabienia koniunktury. Rynek pracy pozostaje stabilny, ale dynamika zatrudnienia i płac wyhamowuje, a stopa bezrobocia stopniowo rośnie. W połączeniu z umiarkowanym wzrostem gospodarczym tworzy to argumenty za dalszym wspieraniem aktywności ekonomicznej, choć RPP musi jednocześnie brać pod uwagę opóźniony wpływ dotychczasowych obniżek stóp na gospodarkę.

W tym kontekście najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na styczniowe posiedzenie jest utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Rada może zdecydować się na pauzę, aby ocenić pełny efekt wcześniejszych decyzji oraz zebrać więcej danych z pierwszych miesięcy 2026 r. Taki ruch byłby zgodny z ostrożnym podejściem i pozwoliłby uniknąć ryzyka nadmiernego pobudzenia gospodarki w sytuacji, gdy inflacja, która znajduje się na niskim poziomie, wciąż obarczona jest niepewnością związaną m.in. z cenami usług i czynnikami zewnętrznymi.

Jednocześnie styczniowe posiedzenie nie musi oznaczać końca cyklu obniżek. Jeśli inflacja utrzyma się trwale w pobliżu celu, a dane z rynku pracy i popytu krajowego będą wskazywały na dalsze osłabienie, RPP może wrócić do stopniowych cięć stóp w kolejnych miesiącach. Ewentualne obniżki miałyby jednak raczej ograniczoną skalę i byłyby rozłożone w czasie.

Kluczowe znaczenie dla rynku będzie miała komunikacja po posiedzeniu. Ton wypowiedzi Rady i prezesa NBP pokaże, czy obecna pauza jest jedynie przerwą techniczną, czy też sygnałem, że polityka pieniężna zbliża się do poziomu neutralnego. To właśnie te sygnały, a nie sama decyzja o stopach, mogą w największym stopniu wpłynąć na oczekiwania rynkowe w pierwszym kwartale 2026 r.

Podsumowując, styczniowe posiedzenie RPP najprawdopodobniej zakończy się stabilizacją stóp procentowych na poziomie 4,0%. Rada wejdzie w nowy rok z wyraźnie bardziej wyważonym podejściem, koncentrując się na analizie danych i przygotowując grunt pod ewentualne dalsze decyzje w kolejnych miesiącach 2026 r.

Rynek walutowy ze spokojem przyjmuje obalenie prezydenta Wenezueli

Nowy rok rozpoczął się z przytupem przez szok spowodowany schwytaniem prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro przez amerykańskie siły podczas weekendu, waluty i rynki futures zareagowały na to jednak początkowo ze spokojem.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje mocny, EUR/PLN blisko 4,20.
  • Rynek walutowy jest spokojny po obaleniu prezydenta Wenezueli.
  • Będący safe haven USD odnotowuje niewielkie zyski.
  • Ceny ropy są nieznacznie niższe, rynki futures
  • Amerykański raport NFP powinien pokazać umiarkowany przyrost miejsc pracy.
  • W obliczu lekkiego kalendarza para EUR/USD utrzymuje się w wąskim przedziale.

Handel głównymi walutami raczej nie uległ zmianie od czasu piątkowego zamknięcia rynków, wyjątkiem jest niewielka aprecjacja dolara i franka szwajcarskiego, typowa dla safe haven w okresie odwrotu od ryzyka. Ceny ropy nieznacznie spadły w oczekiwaniu na wznowienie podaży z Wenezueli. Choć waluty Ameryki Łacińskiej mogą w kolejnych dniach reagować większą zmiennością, izolacja Wenezueli od światowej gospodarki pod chavistowskim reżimem ograniczyła skutki. Obecnie waluty i rynki finansowe w dalszym ciągu skupiają się w większości na polityce monetarnej oraz danych o inflacji i wzroście gospodarczym.

Choć nie jest jasne, jak przebiegać będzie odejście od chavizmu, uważamy, że wpływ dotyczących Wenezueli nagłówków na rynek pozostanie ograniczony. W tym tygodniu uwaga skupi się na grudniowych danych: wstępnym odczycie inflacji w strefie euro w środę (07.01) oraz amerykańskim raporcie NFP (non-farm payrolls) w piątek (09.01). Ten drugi będzie niezwykle istotny, ponieważ zamknięcie rządu wzbudziło liczne obawy o jakość ostatniego raportu. Poza danymi makroekonomicznymi w centrum uwagi znajdą się rentowności długoterminowych obligacji skarbowych, które najwyraźniej słabo zaczęły rok i mogą stać się głównym motywem 2026 r.

PLN

Polski złoty pozostaje mocny. Przed świętami kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu od kwietnia, a obecnie pozostaje w dolnej części przedziału 4,20–4,25 z ostatnich tygodni. Lokalne wieści w ostatnim czasie zaskakiwały, jednak w ograniczonym stopniu. Inflacja na koniec roku spadła do 2,4%, bezrobocie z kolei zamiast wzrosnąć, utrzymało się na poziomie 5,6%. Z gorszych wieści – PMI dla przemysłu niespodziewanie się obsunął (do 48,5), powracając do okolic poziomu z przełomu lata i jesieni.

Sytuacja gospodarcza jest zasadniczo korzystna, podobnie jak perspektywy na ten rok i najbliższe lata. W najbliższych kilku dniach nie poznamy nowych odczytów. Uwagę skupi na sobie przyszłotygodniowe posiedzenie RPP, aczkolwiek po serii ostatnich redukcji stóp Rada niemal na pewno zrobi sobie przerwę. Jej długość powinna zależeć przede wszystkim od danych, a same sygnały z RPP mogą mieć w najbliższym czasie nieco mniejsze znaczenie niż zwykle.

EUR

Podczas świątecznej przerwy kalendarz ekonomiczny i polityczny był w strefie euro niemal pusty, a wspólna waluta niemal się nie poruszała. Największe zmiany były obserwowane podczas azjatyckiego handlu w poniedziałek rano, kiedy inwestorzy reagowali na weekendowe wydarzenia, wykupując bezpiecznego dolara względem większości innych walut. Choć jeśli w kolejnych dniach nasilą się niepokoje geopolityczne, spodziewalibyśmy się dalszego osłabienia pary EUR/USD, wydaje się, że na razie sytuacja jest w dużej mierze pod kontrolą.

Z uśpienia wyrwie nas w tym tygodniu wstępny raport inflacyjny za grudzień (środa 07.01). Konsensus spodziewa się jednak bardzo małej zmiany względem kilku ostatnich odczytów, zgodnie z którymi presja cenowa tylko nieznacznie przekraczała cel Europejskiego Banku Centralnego. Oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego w 2026 r. zostały ogólnie zrewidowane w górę. Cykl obniżania stóp procentowych z pewnością dobiegł końca, EBC może zaś zacząć myśleć o podniesieniu stóp przed końcem 2026 r., co powinno prowadzić do stopniowej aprecjacji euro.

USD

Dane makro publikowane w trakcie świątecznej przerwy nie zmieniły istotnie obrazu rynku pracy („low hire, low fire”) i stabilnego wzrostu gospodarczego. W tym tygodniu poznamy szereg odczytów z rynku pracy, zwieńczony grudniowym raportem NFP (piątek 09.01). Dotyczące go przewidywania ekonomistów są wyjątkowo rozbieżne, przy czym mediana wskazuje na przyrost ok. 60 tys. wakatów. Jest to poziom dość przeciętny, w połączeniu z brakiem znaczącej redukcji zatrudnienia powinien jednak wystarczyć, by Fed nie zdecydował się na obniżenie stóp procentowych na posiedzeniu w dalszej części miesiąca.

Niepewność dotycząca składu Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku będzie dla rynków kluczowa. Prezydent Donald Trump zapowiedział już ogłoszenie swojego wyboru nowego prezesa w tym miesiącu i wydaje się obecnie, że wyrównane szanse ma dwóch Kevinów: Hassett i Warsh. Bez względu na to, kogo wybierze Trump, bez wątpienia będzie to osoba podzielająca jego pragnienie obniżenia stóp procentowych.

GBP

Funt podczas świątecznej przerwy nie doświadczył większych zmian względem pozostałych walut G10 – w tym czasie opublikowano niewiele istotnych danych, nie podejmowano znaczących decyzji dotyczących polityki monetarnej ani nie było ważnych przemówień. Rynki wyceniają obecnie nieco ponad jeszcze jedną obniżkę stóp procentowych Banku Anglii w 2026 r. Oznacza to, że brytyjską walutę w dalszym ciągu powinna wspierać znaczna różnica między stopami procentowymi na Wyspach i w strefie euro, przynajmniej póki EBC nie zacznie rozważać ich podwyżki, co powinno nastąpić szybciej niż w przypadku BoE.

Pozostajemy jednak ostrożni względem funta w tym roku ze względu na splot czynników ryzyka dla perspektyw ekonomicznych i spodziewamy się kontynuacji niewielkiego wzrostu gospodarczego, jaki obserwowaliśmy w 2025 r. Powinno to wystarczyć, by brytyjska waluta utrzymała się w parze z euro, podczas gdy europejskie waluty będą ogólnie w dalszym ciągu powoli umacniać się względem dolara.

Transformacja cyfrowa zmienia rekrutacje i płace. Pracownicy chcą podwyżek, firmy hamują wzrost płac

Jak wynika z Raportu płacowego 2026, opracowanego przez agencję doradztwa personalnego Hays Poland, odsetek firm planujących rekrutacje pozostaje wysoki i zbliżony do tego odnotowanego przed rokiem. Jednak już co piąta organizacja jako powód spodziewanych rekrutacji wskazuje zmiany strukturalne. Firmy przechodzą bowiem transformację technologiczną i dopasowują swoją strategię do aktualnych wyzwań. W praktyce oznacza to zmieniające się zapotrzebowanie kompetencyjne, które wpływa na decyzje HR i trendy płacowe.

  • Plany rekrutacyjne na rok 2026 deklaruje 84 proc. pracodawców, co stanowi odsetek o zaledwie 2 pkt proc. niższy niż przed rokiem. Firmy będą się koncentrowały przede wszystkim na pozyskiwaniu doświadczonych i efektywnych pracowników operacyjnych oraz specjalistów ds. sprzedaży i IT, którzy pomogą organizacjom przejść przez fazę transformacji.
  • Pozyskanie kandydatów odpowiadających na precyzyjne oczekiwania firm wcale nie będzie łatwe. Pomimo doniesień napływających z rynku pracy, trudności rekrutacyjnych wciąż spodziewa się 47 proc. pracodawców.
  • 74 proc. firm zaplanowało podwyżki na rok 2026, natomiast tylko 5 proc. z nich zakłada, iż przekroczą one poziom 10%. Malejąca na przestrzeni lat skala podwyżek może negatywnie wpływać na siłę przyciągania firm i zadowolenie ich pracowników. Obecnie tylko 39 proc. profesjonalistów deklaruje satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia.

Rynek pracy znajduje się w fazie stabilizacji, a na początku roku 2026 nie widać ani oznak nadchodzącego kryzysu, ani dynamicznego rozwoju. Równocześnie, wiele firm znajduje się w momencie transformacji – organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez niepewność biznesową i rozwój sztucznej inteligencji. W związku z zachodzącymi zmianami, wykazują wysokie zapotrzebowanie na efektywnych pracowników operacyjnych, z silnym zapleczem kompetencyjnym.

Dynamiczna transformacja cyfrowa biznesu, która już dzisiaj zmienia zapotrzebowanie kompetencyjne na rynku pracy, jest szansą, ale też wyzwaniem dla pracodawców i specjalistów. Rok 2026 będzie dobrym czasem na stworzenie mapy kompetencji w organizacjach, określenie krytycznych niedoborów i zaplanowanie strategii rozwiązania tego problemu. Dla profesjonalistów oznacza to konieczność podejmowania działań ukierunkowanych na zdobywanie nowych kwalifikacji. Inwestycje poczynione dzisiaj odpłacą się w niedalekiej przyszłości – pracodawcom w postaci przewagi konkurencyjnej, a pracownikom jako atrakcyjne ścieżki kariery – twierdzi Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Organizacje nie wstrzymują rekrutacji

Jak wynika z badania opisanego w Raporcie płacowym 2026, w tym roku rekrutować planuje 84 proc. firm, co stanowi odsetek niższy od ubiegłorocznego o zaledwie 2 pkt proc. Jednocześnie aż 47 proc. wszystkich firm oczekuje, że liczba prowadzonych przez nie rekrutacji do pracy etatowej, w 2026 będzie większa niż w roku ubiegłym. Stanowi to bardzo pozytywny prognostyk na nadchodzące miesiące.

Jako kluczowy powód planów rekrutacyjnych ankietowane firmy wskazały rozwój biznesu (45 proc.) oraz potrzebę znalezienia zastępstwa za pracowników, którzy zdecydują się odejść z firmy (32 proc.). Analiza wyników uzyskiwanych na przestrzeni ostatnich pięciu lat pokazuje jednak, że argumenty te stopniowo tracą na rzecz zmian strukturalnych, które w tym roku uzyskały rekordowy wynik 20 proc. wskazań.

Hays Poland_wykres 1

Kompetencje przede wszystkim

W tym roku największym zainteresowaniem firm będą cieszyły się role operacyjne oraz te związane ze wsparciem biznesu, które odgrywają ważną rolę w każdym procesie transformacyjnym. Kluczowe będzie także pozyskiwanie pracowników w obszarze sprzedaży i obsługi klienta – odpowiedzialnych za wypracowanie satysfakcjonujących wyników finansowych – a także IT i inżynieryjnym, bez których niemożliwe jest wprowadzenie biznesu na kolejny poziom cyfryzacji.Hays Poland_wykres 2

Ewolucję pożądanych profili kompetencyjnych widać również w odpowiedziach na pytanie o kompetencje, na jakich będą się koncentrować firmy w prowadzonych rekrutacjach. Na szczycie listy znalazły się umiejętności biznesowe i analityczne, takie jak zarządzanie projektami, analiza biznesowa i planowanie strategiczne. Na drugim miejscu uplasowały się kompetencje techniczne i specyficzne dla określonych branż, natomiast tuż za nimi kompetencje miękkie i przywódcze, które wskazało aż 42 proc. ankietowanych organizacji. Należy oczekiwać, że znaczenie umiejętności takich jak komunikacja, zdolności interpersonalne czy zarządzanie zespołem będzie rosło wraz z postępującą cyfryzacją świata pracy.

Rośnie zapotrzebowanie na doświadczonych ekspertów, łączących bogate doświadczenie i wiedzę z zaawansowanymi kompetencjami cyfrowymi, liderskimi oraz miękkimi. Pracodawcy mają jednak świadomość, że pozyskanie takich osób z rynku może przysporzyć wyzwań i wymagać dopasowania oferty finansowej do ich precyzyjnych oczekiwań – podkreśla Agnieszka Pietrasik, CEE Executive Director w Hays. – Nie oznacza to jednak, że w 2026 r. porzucą dyscyplinę budżetową. Firmy wciąż będą zachowywały dużą ostrożność w kształtowaniu siatek wynagrodzeń – dodaje.

Podwyżki uwzględnione w planach, lecz ich wysokość może nie usatysfakcjonować profesjonalistów

Te słowa znajdują potwierdzenie w wynikach tegorocznego badania do Raportu płacowego. Chociaż w ubiegłym roku podwyżki przyznało 80 proc. ankietowanych firm, a 74 proc. w planach na rok 2026 uwzględniło kolejne wzrosty, to ich skala będzie zdecydowanie mniejsza. Porównanie odpowiedzi pracodawców z ostatnich lat ujawnia trend spadkowy, a planowane podwyżki coraz rzadziej przekraczają poziom 10%. Zaledwie 5 proc. firm planuje podnieść wynagrodzenia o 10%. To o 6 pkt proc. mniej niż przed rokiem.Hays Poland_wykres 3

Wyhamowanie tempa wzrostu płac wynika z malejącej inflacji, ale również dyscypliny budżetowej, jaka wciąż obowiązuje w wielu organizacjach. Coraz więcej firm szykuje się ponadto do nadchodzących przepisów zwiększających obowiązki pracodawców w zakresie transparentności płac. W związku z tym polityka płacowa oraz siatki wynagrodzeń poddawane są wnikliwej analizie, która idzie w parze z większą ostrożnością w zmianach oferowanych stawek.

Czy presja płacowa zweryfikuje politykę płacową firm?

Niski zakres planowanych podwyżek może jednak negatywnie wpływać nie tylko na sukcesy w zakresie przyciągania nowych, niezbędnych dla firm talentów, ale też przede wszystkim na zadowolenie i zaangażowanie obecnych pracowników. Odsetek specjalistów odczuwających satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia w ciągu roku spadł bowiem do poziomu 39 proc., a 42 proc. respondentów badania Hays Poland ma poczucie, że ich płaca jest nieadekwatna do zakresu obowiązków. Może to być powiązane ze zwiększaniem zakresu ich odpowiedzialności lub zbyt wysokim nakładem pracy.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że 66 proc. pracowników oczekuje podwyżek również w 2026 roku – to więcej niż w poprzedniej edycji badania. Część z nich z pewnością ma nadzieję na poprawę sytuacji w swojej firmie i przyznanie podwyżek niezrealizowanych w ubiegłym roku. Inni będą zapewne uważnie przyglądać się rynkowi pracy i poszukiwać atrakcyjnych ofert innych pracodawców.

O Raporcie

Raport płacowy Hays zawiera zestawienia poziomów wynagrodzeń oferowanych specjalistom i menedżerom na ponad 500 stanowiskach. Uzupełniliśmy je komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone na przełomie listopada i grudnia 2025 r. W raporcie uwzględniona jest perspektywa blisko 1 100 firm działających w Polsce oraz ponad 1 800 pracowników i kandydatów.

Zmiany w prawie od 2026 roku. Branża TSL musi przygotować się na rewolucję

0

Rok 2026 rozpocznie się od kompleksowych zmian w regulacjach Unii Europejskiej, które fundamentalnie zmienią funkcjonowanie sektora transportu, spedycji i logistyki.

– Polskie firmy mają już niewiele czasu na dostosowanie swoich procesów do wymogów pełnej cyfryzacji, nowych systemów bezpieczeństwa oraz mechanizmów ochrony klimatu – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Zbliżają się zmiany w prawie, które będą miały znaczący wpływ na funkcjonowanie branży TSL. Przedsiębiorców czekają kluczowe zmiany m.in.: w zakresie kontroli importowej, zgłoszeń celnych w eksporcie, mechanizmu dostosowywania emisji CO2 do nowych wymogów.

– To kluczowy moment dla tysięcy firm działających w handlu międzynarodowym i transporcie. Przedsiębiorcy muszą być gotowi na bezprecedensową transformację, która dotknie każdego aspektu ich działalności. Bez odpowiednich przygotowań technologicznych i organizacyjnych, przedsiębiorcy mogą stracić konkurencyjność na rynku – mówi Joanna Porath.

Pięć kluczowych zmian w 2026 roku, na które branża TSL musi się przygotować

  1. ELO – Obowiązkowa Koperta Logistyczna dla transportu przez Francję

W styczniu 2026 r. nastąpi pełne wdrożenie ELO. Dla wszystkich przewozów między UE a Wielką Brytanią przez terytorium Francji obowiązkowy stanie się system Enveloppe Logistique Obligatoire (ELO). To cyfrowe rozwiązanie wymaga utworzenia elektronicznej „koperty logistycznej” dla każdego pojazdu.

Co musi zawierać koperta ELO:

  • deklaracje bezpieczeństwa ENS;
  • deklaracje eksportowe, importowe i tranzytowe;
  • informacje o przewożonych towarach;
  • dane pojazdu i kierowcy

– Każdy przewoźnik operujący na trasie UE-Wielka Brytania przez Francję musi posiadać konto w systemie francuskiej administracji celnej i tworzyć koperty przed dotarciem na granicę. Brak poprawnie utworzonej koperty uniemożliwi wjazd na teren portu lub terminalu Eurotunnel– wyjaśnia prezeska AC Porath.

Szczególnym zagrożeniem jest ryzyko niezamknięcia procedury eksportowej, jeśli kierowca nie zeskanuje wszystkich numerów MRN związanych z transportowanymi towarami, co uniemożliwi eksporterowi zastosowanie zerowej stawki VAT.

  1. CBAM – mechanizm granicznego dostosowania emisji CO₂

Od 1 stycznia 2026 roku kończy się okres przejściowy mechanizmu CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) i rozpoczyna się etap docelowy z pełnymi obowiązkami finansowymi. CBAM to tzw. graniczny podatek węglowy, który ma wyrównać szanse między europejskimi producentami a importerami z krajów o niższych standardach klimatycznych.

Towary objęte CBAM to m.in.: cement, energia elektryczna, nawozy, żeliwo i stal, aluminium, wodór.

Nowe obowiązki dla importerów:

  • uzyskanie statusu „upoważnionego zgłaszającego CBAM”;
  • coroczne deklarowanie ilości towarów i związanych z nimi emisji;
  • zakup certyfikatów CBAM odpowiadających emisjom CO₂;
  • pierwsze rozliczenia w 2027 roku za rok 2026

– CBAM to bezprecedensowy mechanizm, który po raz pierwszy obciąży towary importowane opłatami za emisje generowane poza UE. Firmy importujące stal, aluminium czy nawozy muszą już teraz przygotować się do nowych kosztów i procedur – wyjaśnia Joanna Porath.

Komisja Europejska planuje również rozszerzenie CBAM na produkty przetworzone, takie jak części samochodowe, lodówki czy pralki, co może nastąpić w latach 2026-2028.

  1. ICS2 – nowy system kontroli importowej dla transportu drogowego i kolejowego

Od 1 czerwca 2026 roku Polska kończy okres przejściowy i musi w pełni wdrożyć system Import Control System 2 (ICS2) dla transportu drogowego i kolejowego. Dotychczas polscy przewoźnicy mogli korzystać z systemu ICS1, jednak od czerwca będą zobowiązani do przekazywania pełnych deklaracji bezpieczeństwa (ENS) w nowym systemie.

Kluczowe wymagania:

  • zgłoszenia ENS muszą być składane na godzinę przed przekroczeniem granicy UE w transporcie drogowym i 2 godziny w transporcie kolejowym;
  • wymagane dane obejmują numer EORI oraz 6-cyfrowe kody towarowe;
  • nieprawidłowe zgłoszenia będą automatycznie odrzucane;
  • brak utworzonej deklaracji może skutkować zatrzymaniem towarów na granicy.

– Przewoźnicy ponoszą pełną odpowiedzialność za błędy w zgłoszeniach. Nieprzygotowanie może skutkować poważnymi opóźnieniami i dodatkowymi kosztami– podkreśla Joanna Porath.

Warto zauważyć, że 11 krajów UE (Bułgaria, Grecja, Niemcy, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Malta, Holandia, Portugalia i Słowenia) już od września 2025 roku wprowadziło wymogi ICS2, co obecnie tworzy złożoną sytuację dla polskich przewoźników, którzy muszą stosować różne procedury w zależności od trasy.

  1. AES/ECS2 PLUS – nowy system celny eksportowy

W 2026 roku system AES/ECS2 PLUS będzie działał już w pełni, eliminując dotychczasowe procedury uproszczone w wywozie. Zgłoszenia celnego do eksportu można dokonywać wyłącznie w formie elektronicznej ze specjalnie przystosowanych miejsc uznanych lub na oddziałach celnych.

Najważniejsze zmiany:

  • likwidacja procedury uproszczonej w miejscu (wpis do rejestru zgłaszającego);
  • każde zgłoszenie celne będzie podlegać ocenie funkcjonariusza organu celno-skarbowego;
  • przeładunek towarów w procedurze wywozowej możliwy tylko w miejscach uznanych z zgodą generalną;
  • identyfikacja podmiotów wyłącznie na podstawie numeru EORI

– Zmiana systemu oznacza koniec automatycznego zwalniania zgłoszeń. Firmy muszą liczyć się z dłuższym czasem odprawy i koniecznością bardziej szczegółowego dokumentowania wysyłek – dodaje Joanna Porath.

  1. Nowy Unijny Kodeks Celny (nUKC)– reforma w toku

Choć pełne wdrożenie nowego Unijnego Kodeksu Celnego planowane jest na lata 2028-2038, rok 2026 będzie kluczowy dla zakończenia negocjacji. Reforma przewiduje stworzenie całkowicie nowego systemu celnego opartego na centralizacji danych i cyfryzacji procedur.

Planowany harmonogram:

  • 1 stycznia 2028 r.– rozpoczęcie działalności Urzędu Celnego UE
  • 1 marca 2028 r. – nowe zasady dla e-commerce, zniesienie zwolnienia z cła dla przesyłek do 150 EURO
  • od 2028 r. – obowiązkowe wdrożenie EU Customs Data Hub dla firm e-commerce
  • Od 2032 r.– dobrowolne korzystanie z platformy dla pozostałych przedsiębiorców, program „Trust & Check”
  • 2038 r. – obowiązkowe EU Customs Data Hub dla wszystkich importerów

– Reforma wprowadzi EU Customs Data Hub – centralny portal, do którego wszystkie firmy będą przesyłać dane celne. To wymaga już teraz inwestycji w dostosowanie systemów IT – podkreśla właścicielka agencji celnej AC Porath.

Zmiany w prawie w 2026 roku – wyzwania dla polskich firm

Kompleksowość zmian stawia polskie firmy TSL przed szeregiem wyzwań:

Technologiczne:

  • Konieczność modernizacji lub wymiany systemów informatycznych
  • Integracja z nowymi systemami (ICS2, AES PLUS, NCTS, ELO)
  • Wdrożenie elektronicznych procesów wymiany danych

Organizacyjne:

  • Przeszkolenie personelu w zakresie nowych procedur
  • Wyznaczenie osób odpowiedzialnych za poszczególne systemy
  • Reorganizacja procesów odprawy celnej

Finansowe:

  • Inwestycje w infrastrukturę IT
  • Wyższe koszty związane z CBAM
  • Potencjalne opóźnienia i kary za nieprzestrzeganie przepisów

Jak się przygotować?

Eksperci zalecają przedsiębiorcom podjęcie pilnych działań:

  • Weryfikacja i aktualizacja danych w systemie EORI/PUESC
  • Rejestracja w nowych systemach (ICS2, ELO, CBAM)
  • Szkolenie personelu z zakresu nowych procedur i systemów
  • Analiza łańcuchów dostaw pod kątem wymogów CBAM
  • Testy systemów przed obowiązkowym wdrożeniem
  • Nawiązanie współpracy z dostawcami rozwiązań IT
  • Przegląd dokumentacji i procedur wewnętrznych

– Firmy, które już teraz rozpoczną przygotowania – inwestując w nowoczesne systemy IT, szkoląc personel i dostosowując procesy – będą w znacznie lepszej pozycji. Szybkie dostosowanie się do zmian w prawie, które będą obowiązywać od 2026 r. zapewni firmom utrzymanie konkurencyjności – podsumowuje Joanna Porath.

Zdrowie i oszczędności priorytetem Polaków na 2026

Najnowsze badanie Barometr Providenta pokazuje niejednoznaczny obraz kondycji zdrowotnej Polaków u progu 2026 roku. Z jednej strony wykazujemy się dużą dyscypliną profilaktyczną, gdyż ponad 67 proc. z nas wykonało badania w ostatnim roku. Z drugiej strony, nasz dobrostan niszczy stres i sytuacja ekonomiczna. Dla niemal co trzeciego ankietowanego (32 proc.) to właśnie finanse są kluczowym czynnikiem negatywnie wpływającym na zdrowie i samopoczucie, wyprzedzając w rankingu szkodliwości szybkie tempo życia (24 proc.) czy brak ruchu (22,2 proc.). W odpowiedzi na te wyzwania Polacy planują przez najbliższy rok więcej oszczędzać oraz rozwijać umiejętności walki ze stresem. Barometr Providenta Zdrowie Polaków 2026

Z danych uzyskanych w Barometrze Providenta wynika, że 67,3 proc. respondentów znalazło w ostatnim roku czas na podstawowe badania profilaktyczne. Liderami odpowiedzialności są seniorzy – ponad 85 proc. osób w wieku 65+ badało się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Z kolei wśród najmłodszych dorosłych (18-24 lata) aż co siódma osoba (15,3 proc.) w ogóle nie wykonuje badań profilaktycznych – wyraźnie najwięcej ze wszystkich grup wiekowych.

– Z jednej strony cieszy wysoka świadomość seniorów, którzy dają świetny przykład młodszym pokoleniom. Z drugiej, niepokoi podejście najmłodszych dorosłych, którzy często nie widzą potrzeby profilaktyki, dopóki nie pojawią się pierwsze dolegliwości. Warto edukować, że regularne, podstawowe badania to nie tylko reakcja na chorobę, ale przede wszystkim sposób na utrzymanie kontroli nad własnym organizmem i uniknięcie poważniejszych problemów w przyszłości – zauważa Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska.

Stres i portfel – główne hamulce dobrostanu

Co najbardziej negatywnie wpływa na nasze samopoczucie? Barometr Providenta wskazuje jednoznacznie: wysoki poziom stresu (37,5 proc.) oraz sytuacja finansowa (32 proc.). Te czynniki wygrywają nawet z szybkim tempem życia (24 proc.) czy siedzącym trybem funkcjonowania (22 proc.). Szczególnie uderzające są dane dotyczące ankietowanych z pokolenia Z (18-24 lata), dla których stres jest głównym czynnikiem obciążającym – wskazuje na niego ponad 59 proc. badanych w tej grupie. Seniorzy natomiast częściej niż inne grupy zwracają uwagę na niestabilną sytuację geopolityczną (35,4 proc.).Barometr Providenta Zdrowie Polaków 2026

Bariery ekonomiczne i ubezpieczeniowy paradoks

Dla wielu Polaków barierą w dbaniu o siebie pozostają koszty. 16,3 proc. badanych przyznało, że w ostatnim roku zrezygnowało z wizyty u lekarza z powodów finansowych, a niemal 13 proc. z tego samego powodu nie wykupiło recepty. Poczucie bezpieczeństwa finansowego w kontekście nagłego leczenia jest u nas bardzo niskie – tylko niespełna 6 proc. Polaków deklaruje pełną gotowość na taki wydatek. Jednocześnie większość z nas, bo aż 61,8 proc., nie posiada dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego.

Wyniki naszego badania pokazują pewien paradoks. Choć ogromna większość z nas czuje się nieprzygotowana finansowo na koszty nagłego leczenia, to wciąż rzadko sięgamy po dodatkowe ubezpieczenia medyczne. Często postrzegamy je zapewne jako zbędny wydatek, podczas gdy w rzeczywistości koszt takiej ochrony bywa niższy niż jedna prywatna wizyta u specjalisty. To właśnie brak odpowiedniego zabezpieczenia może w kryzysowej sytuacji spowodować największe obciążenie dla domowego budżetu i dodatkowy stres – komentuje Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska.

Dla Polaków głównym źródłem wiedzy o zdrowiu pozostają pracownicy medyczni (43,6 proc.) oraz profesjonalne portale medyczne (25,4 proc.). Jednocześnie wyniki Barometru Providenta wskazują, że spora grupa badanych szuka wsparcia w mniej sformalizowanych źródłach. Już co trzeci respondent (33,3 proc.) przyznaje, że korzysta z ogólnych zasobów internetu w celu wstępnej oceny swojego stanu zdrowia. Z kolei 13,5 proc. ogółu badanych deklaruje wykorzystywanie sztucznej inteligencji (np. ChatGPT, Gemini) jako źródła wiedzy medycznej. Zjawisko to jest najsilniejsze wśród najmłodszych (18-24 lata), gdzie niemal co czwarta osoba (24,9 proc.) traktuje AI jako wsparcie w diagnozowaniu problemów zdrowotnych.

Finansowy pesymizm skłania do oszczędności

Wchodząc w nadchodzący rok, Polacy są wyraźnie podzieleni w kwestii przewidywanej poprawy swojego statusu materialnego. Według Barometru Providenta, umiarkowany optymizm wykazuje 34 proc. badanych, którzy spodziewają się pozytywnych zmian w swoich finansach. Przeważa jednak pesymizm – niemal połowa respondentów (48,8 proc.) nie wierzy w poprawę sytuacji w swoim portfelu. Podział ten jest szczególnie widoczny w grupach wiekowych. Największymi optymistami są osoby młode – w grupie 18-24 lata na poprawę liczy 53 proc. osób, a wśród 25-34-latków odsetek ten sięga blisko 60 proc. Zupełnie inne nastroje panują wśród seniorów (65+), gdzie 72 proc. osób ocenia szanse na poprawę negatywnie, a nikt z badanych w tej kategorii nie zadeklarował zdecydowanej wiary w lepszą sytuację materialną.

Brak wiary w poprawę portfela bezpośrednio przekłada się na deklarowaną dyscyplinę budżetową. Blisko połowa badanych (47,6 proc.) zamierza zwiększyć swoje oszczędności, przy czym najbardziej zdeterminowani są najmłodsi (77,4 proc. w grupie 18-24 lata). Osoby planujące oszczędności zamierzają ich szukać przede wszystkim poprzez ograniczenie jedzenia na mieście (50,8 proc.), codziennych zakupów, w tym spożywczych (38 proc.), wydatków na odzież i obuwie (36 proc.) oraz rozrywkę (30,5 proc.).

Równolegle z zaciskaniem pasa, Polacy chcą postawić na zdrowie psychiczne. Jednym z głównych celów rozwojowych na nowy rok jest nauka radzenia sobie ze stresem i techniki relaksacji. Potrzebę tę deklaruje 28,7 proc. ogółu badanych, jednak w pokoleniu Z (39,7 proc.) oraz wśród millenialsów (38,8 proc.) odsetek ten jest znacznie wyższy. To wyraźny sygnał, że wobec braku pewności co do zewnętrznych czynników ekonomicznych, Polacy szukają stabilizacji wewnątrz siebie i w lepszym zarządzaniu własnymi zasobami.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1001 dorosłych Polaków, w grudniu 2025 r.

Premier Tusk z czterodniowym tygodniem pracy powinien zrobić to samo, co z ustawą o Inspekcji Pracy

Polacy nie chcą czterodniowego dnia pracy. Budzi to więcej lęku niż nadziei.

Według sondażu United Surveys by IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski 61,5% Polaków nie chce skrócenia tygodnia pracy, a zaledwie 31% uważa to za dobry pomysł. Ten sondaż jasno pokazuje, jakie jest zdanie Polaków na ten temat. W opinii prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanny Mojsiuk Polska nie jest gotowa na wprowadzanie takich zmian. To opinia nie tylko przedsiębiorców, ale i pracowników.

„Polacy to mądry i przedsiębiorczy naród. Bardziej obawiamy się niedoboru pracy niż nadmiaru”

Północna Izba Gospodarcza od początku krytycznie wypowiada się na temat planowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej czterodniowego tygodnia pracy. Obecnie w życie wchodzi pilotaż – będzie on kosztować wiele milionów złotych, a na 90 zgłoszonych podmiotów ponad 50 to urzędy i instytucje publiczne.

– Idea pilotażu czterodniowego tygodnia pracy została ośmieszona tym, że większość zaangażowanych w pilotaż podmiotów to instytucje publiczne. Jak w takiej sytuacji ocenić skuteczność pilotażu? Przecież urząd nie zbankrutuje, nie wypracowuje zysku, nie ocenimy spadku efektywności komercyjnej i operacyjnej – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Co o pilotażu mówi sondaż wskazujący, że 61,5% Polaków chce, by tydzień pracy był pięciodniowy, a standardowym wymiarem etatu było 8 godzin?

– Polacy to mądry i przedsiębiorczy naród. Bardziej obawiamy się niedoboru pracy niż nadmiaru. Pracownicy wiedzą, że nie da się działać tak, by pracować mniej, a generować taką samą efektywność. Nie wiedzą jednak tego politycy, co bardzo nas martwi – mówi Hanna Mojsiuk.

– Nie mamy nic przeciwko elastycznym formom zatrudnienia. Jeżeli pracodawca ma ochotę, by pracownicy działali cztery dni, a nie pięć to wspaniale i pochwalamy takie rozwiązanie jako benefit, ale nie jesteśmy na takim etapie rozwoju gospodarczego, by wprowadzać to automatycznie u wszystkich firm – mówi dalej prezes Mojsiuk.

Czterodniowy dzień pracy jako benefit to świetny pomysł

Co na to eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie? Opinie są zgodne – Polska gospodarka nie jest gotowa na czterodniowy tydzień pracy.

– Nie ma zainteresowania zmianami w firmach, ale też nie ma takiego zainteresowania u pracowników, którzy owszem cenią sobie np. możliwość pracy zdalnej czy możliwość elastycznej kreacji harmonogramu pracy, ale nie traktują czterotygodniowego dnia pracy jako doktryny, która działać będzie na ich korzyść. Zachowanie takiej samej efektywności przy czterech, a nie pięciu dniach pracy wymaga większej mobilizacji w pracy, pilnowania efektywności i udowadniania, że praca tego typu nie odbije się negatywnie na działaniu operacyjnym firmy, a to może okazać się trudne, gdy mówimy o firmach komercyjnych, które muszą generować dodatni wynik operacyjny – mówi Katarzyna Opiekulska – Sozańska z LSJ HR Group.

– Nie jest możliwe, by takie sektory jak handel, usługi, przemysł czy budownictwo wprowadziły czterodniowy tydzień pracy bez straty dla obrotów, efektywności operacyjnej i przychodu firmy. Takie wdrożenie więc automatycznie wiąże się z obciążeniem logistycznym i finansowym po stronie pracodawcy. Zmiany powinny być dobrowolne. Rynek pracy się zmienia i na pewno np. dodatkowy dzień urlopu, praca zdalna, możliwość kończenia pracy w piątek o 12:00 lub 14:00, a nie 16:00 to miły element doceniany przez pracowników – dodaje Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

Rok przełomu dla AI w farmacji: co czeka branżę w 2026 r.

Globalna wartość rynku sztucznej inteligencji w farmacji wynosiła 1,94 mld USD w 2025 roku i prognozuje się, że wzrośnie z 2,51 mld USD w 2026 roku do około 16,49 mld USD do 2034 roku.[1]

Technologie, które jeszcze niedawno funkcjonowały głównie w laboratoriach badawczych i pilotażowych projektach, zaczynają realnie wpływać na sposób odkrywania leków, prowadzenia badań klinicznych i zarządzania produkcją farmaceutyczną. W centrum tej transformacji znajduje się sztuczna inteligencja – coraz bardziej zaawansowana, wszechobecna i regulowana.

Jednym z najbardziej obiecujących kierunków jest zastosowanie kwantowego uczenia maszynowego (QML) w badaniach klinicznych. W nadchodzącym roku technologie kwantowe mają po raz pierwszy przynieść wymierne efekty w predykcyjnej toksykologii. Dzięki możliwości symulowania złożonych zjawisk mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd precyzją, QML pozwoli wcześniej identyfikować potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa nowych cząsteczek.

Dla branży oznacza to jedno: kwantowe uczenie maszynowe zostanie z powodzeniem zastosowane w toksykologii predykcyjnej nowych kandydatów na leki już w 2026 r. Dzięki symulacji złożonych efektów mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd dokładnością, modele te będą sygnalizować potencjalne problemy związane z bezpieczeństwem wcześniej niż klasyczna sztuczna inteligencja, co znacznie zmniejszy wskaźnik niepowodzeń w badaniach przedklinicznych – tłumaczy Brittany Shriver, Head, Global Life Sciences Strategic Advisory, SAS.

Inteligentna produkcja

Równolegle AI coraz mocniej zmienia oblicze produkcji farmaceutycznej. Globalne doświadczenia ostatnich lat – od pandemii po napięcia geopolityczne – obnażyły kruchość łańcuchów dostaw. Odpowiedzią ma być głębsza cyfrowa integracja i automatyzacja. Algorytmy uczenia maszynowego będą wspierać predykcyjne utrzymanie ruchu, wykrywać odchylenia w procesach produkcyjnych w czasie rzeczywistym i automatyzować kontrolę jakości. Coraz większą rolę odegrają także cyfrowe bliźniaki, umożliwiające symulację i optymalizację produkcji „na żywo”, oraz blockchain, który pomoże zapewnić identyfikowalność i zgodność regulacyjną w całym łańcuchu dostaw.

Zmiany dotkną również codziennej pracy zespołów badawczo-rozwojowych i regulacyjnych – mówi Olivier Bouchard, Life Sciences Strategic Advisor, SAS – Agenci AI wchodzą na wyższy poziom. Przestają być jedynie wsparciem dla programistów, a zaczynają automatyzować czasochłonne zadania administracyjne, w tym przygotowanie dokumentacji i obsługę procesów związanych z rejestracją leków. Jednocześnie rośnie znaczenie nadzoru człowieka: w Europie wchodzące w życie przepisy, takie jak EU AI Act, jasno określą odpowiedzialność ludzi za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

W efekcie AI staje się wszechobecna w całym ekosystemie ochrony zdrowia – od marketingu i zaplecza administracyjnego, przez badania i rozwój, aż po zdalną diagnostykę i badania zdecentralizowane. Platformy chmurowe i uczenie maszynowe będą kluczowe dla ograniczania ryzyka niepowodzeń badań klinicznych oraz skracania ścieżki regulacyjnej. Jednocześnie rosnąć będzie znaczenie ładu danych, przejrzystości modeli oraz harmonizacji regulacyjnej – bez nich dalsza cyfrowa transformacja może stracić tempo.

Nadchodzący rok nie będzie więc tylko kolejnym etapem rozwoju technologii. Dla ochrony zdrowia to moment, w którym sztuczna inteligencja – wspierana przez rozwiązania kwantowe, automatyzację i nowe regulacje – zacznie realnie przekładać się na szybsze innowacje, większe bezpieczeństwo pacjentów i bardziej odporny system farmaceutyczny.

[1] https://www.precedenceresearch.com/ai-in-pharmaceutical-market

Prognozy IT na 2026 rok: od narzędzi AI do autonomicznych systemów

W 2026 roku numerem jeden pozostaje sztuczna inteligencja. Nie mówimy już o klasycznym machine learningu, lecz o agentach AI — kompletnych systemach i frameworkach, które potrafią samodzielnie planować, wykonywać zadania i integrować się z procesami biznesowymi.

Na pierwszy plan wychodzi Agentic AI. Modele generatywne przestają być reaktywnymi narzędziami, a stają się proaktywnymi, autonomicznymi „asystentami” procesów. To skraca drogę do wdrożeń produkcyjnych i radykalnie zwiększa skalę automatyzacji.

Granica między AI a operacjami biznesowymi szybko się zaciera. Rozwiązania typu AI + Operations (AIOps) wymuszają realną współpracę człowieka z systemem. Zmieniają się role i rośnie zapotrzebowanie na osoby, które potrafią projektować, integrować i nadzorować agentów AI oraz zarządzać ryzykiem i zgodnością ich działania.

Sztuczna inteligencja przebudowuje dziś niemal cały proces tworzenia oprogramowania — od planowania, przez kodowanie, po testy i analizę jakości. AI nie jest już tylko wsparciem. Coraz częściej staje się aktywnym uczestnikiem software developmentu.

Nowe narzędzia idą znacznie dalej niż podpowiedzi kodu. Agenci AI potrafią generować i testować fragmenty aplikacji, tworzyć dokumentację i testy jednostkowe, wspierać debugging oraz analizę błędów.

To nie jest koniec roli programisty. To jej redefinicja. AI przejmuje konkretne podzadania, zmieniając podejście do całego cyklu życia oprogramowania. Kluczowy trend to przejście od narzędzia pomocniczego do coraz bardziej autonomicznego współpracownika.

Programiści nie stają się zbędni — rośnie znaczenie umiejętności pracy z AI, nadzoru jej działania i integracji wygenerowanego kodu w złożonych systemach. Jednocześnie wielu deweloperów wciąż nie ufa bezwarunkowo wynikom AI, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa i poprawności. Dlatego code review, testy i walidacja pozostają niezbędne, a odpowiedzialność za jakość nadal spoczywa na zespołach ludzkich.

Wraz z popularyzacją AI oraz narzędzi low-code i no-code rośnie znaczenie bezpieczeństwa i regulacji. AI przyspiesza development, ale jednocześnie generuje nowe ryzyka: podatności, nadużycia, wycieki danych. Organizacje muszą traktować bezpieczeństwo jako absolutny priorytet.

W Polsce i UE rozwijane są ramy prawne i standardy wspierające odpowiedzialne wdrożenia. Krajowa polityka AI do 2030 roku kładzie nacisk na bezpieczeństwo, prywatność i etykę. Na poziomie europejskim wchodzi w życie AI Act, regulujący systemy wysokiego ryzyka i zakazane praktyki. To próba pogodzenia innowacji z ochroną użytkownika.

Rynek IT zmienia się także kompetencyjnie. Programiści muszą rozumieć współpracę z AI, bezpieczeństwo, zgodność oraz cykl życia modeli i aplikacji. Pojawiają się nowe role: AI governance specialist, AI safety engineer, cloud security architect — łączące technologię z regulacjami, etyką i ryzykiem operacyjnym. Kompetencje miękkie i zrozumienie biznesu stają się równie ważne jak kod.

Automatyzacja i AI będą nadal napędzać inwestycje, ale dynamika wzrostu wyhamuje. Najbliższe lata to nie eksplozja, lecz dojrzewanie rynku.

Połączenie eo Networks i Euvic stało się faktem. Euvic S.A. debiutuje na NewConnect

2 stycznia 2026 r. spółka eo Networks S.A. została połączona ze spółką Euvic S.A., co potwierdza wpis do Krajowego Rejestru Sądowego. Fuzję przeprowadzono w formule tzw. odwrotnego przejęcia – w praktyce oznacza to, że Euvic przejął funkcje zarządcze i operacyjne. W momencie połączenia spółka eo Networks S.A. przyjęła nazwę Euvic S.A., a jej główna siedziba została przeniesiona do Gliwic.

Moment połączenia oznacza jednocześnie giełdowy debiut Euvic S.A. na rynku NewConnect. Na dzień otwarcia, 2 stycznia 2026 r., cena akcji eo Networks wyniosła 29,8 zł, co przekłada się na wycenę spółki na poziomie ok. 1 mld zł. Euvic S.A. znalazła się tym samym w gronie największych podmiotów notowanych na NewConnect.

GRUPA EUVIC – PONAD 20 LAT BUDOWY DUŻYCH SYSTEMÓW INFORMATYCZNYCH

Grupa Euvic to polska grupa technologiczna z ponad 20-letnią historią, specjalizująca się w projektowaniu, budowie i integracji rozbudowanych, złożonych systemów informatycznych. Kompetencje software’owe oraz doświadczenie w realizacji dużych projektów IT dla klientów korporacyjnych i instytucjonalnych stanowią fundament działalności Grupy i jej kluczową przewagę rynkową.

Wokół tej głównej kompetencji Euvic rozwija komplementarne filary biznesowe, obejmujące m.in. outsourcing IT, infrastrukturę IT, dystrybucję i serwis sprzętu IT, usługi chmurowe, integracje systemowe, cyberbezpieczeństwo oraz doradztwo technologiczne. Grupa posiada udziały w kilkudziesięciu podmiotach w Polsce i za granicą oraz konsekwentnie rozwija działalność międzynarodową, w tym na rynkach Europy Zachodniej, USA, Dubaju oraz w Ukrainie.

EO NETWORKS – PROFIL DZIAŁALNOŚCI I HISTORIA SPÓŁKI

eo Networks to spółka technologiczna działająca na rynku od wielu lat, założona przez Stefana Batorego – twórcę m.in. iTaxi oraz Booksy. Działalność eo Networks obejmuje rozwój oprogramowania, projektowanie i utrzymanie infrastruktury IT, dystrybucję rozwiązań technologicznych, a także serwis nowoczesnego sprzętu RTV oraz IT. Spółka funkcjonuje w oparciu o rozbudowane zaplecze operacyjne, ogólnopolską sieć serwisową oraz własne zespoły technologiczne.

Po inwestycji kapitałowej ze strony Grupy Euvic, eo Networks rozpoczęła realizację własnej, aktywnej polityki inwestycyjnej, koncentrując się na dalszym rozwoju działalności operacyjnej oraz wzmacnianiu kompetencji technologicznych. Działania te były prowadzone równolegle z przygotowaniami do funkcjonowania w strukturach rynku publicznego.

DEBIUT GIEŁDOWY JAKO POCZĄTEK NOWEJ FAZY

– Połączenie eo Networks i Euvic to istotny kamień milowy w ponad 20-letniej historii Grupy. Prowadzimy fundamentalnie zdrowy biznes, zbudowany w Polsce, z ambicją dalszego wzrostu i silnej obecności międzynarodowej – podkreślają przedstawiciele zarządu Euvic S.A.

Dla Euvic S.A. debiut giełdowy oznacza rozpoczęcie kolejnej fazy rozwoju, obejmującej dalszą konsolidację spółek w ramach Grupy oraz przygotowania do kolejnych projektów rozwojowych, w tym potencjalnych akwizycji zagranicznych. Nadal aktualne pozostają także ambicje Grupy Euvic związane z konsolidacją polskiego rynku IT.

Szczegółowy plan strategiczny Grupy Euvic zostanie ogłoszony w najbliższych tygodniach, a jego publikacji będzie towarzyszyć szersza komunikacja skierowana do rynku, inwestorów oraz mediów.

Medicalgorithmics kończy rok rekordowym, 74-procentowym wzrostem przychodów oraz dodatnią EBITDA w IV kwartale 2025 r.

Medicalgorithmics S.A. kończy przełomowy IV kwartał 2025 r. szacunkowymi skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży na poziomie 10,2 mln zł, co daje wzrost na poziomie +74% r/r oraz +42% q/q. Jednocześnie Spółka odnotowała dodatni szacunkowy wynik EBITDA na poziomie 1,0 mln zł. Ponadprzeciętne wyniki odnotowane przez Spółkę są efektem konsekwentnej budowy skali wynikającej ze skutecznej transformacji modelu biznesowego, który opiera się na sprzedaży oprogramowania do analizy EKG, a także na rozwoju projektów R&D na czele z przełomową technologią VCAST.

Szacunkowe przychody za IV kwartał 2025 r.

Odnotowane przychody i EBITDA są dla nas powodem do dumy. Pokazaliśmy naszym akcjonariuszom oraz inwestorom, że dotrzymujemy słowa dowożąc wyniki operacyjne, które pozwalają nam przekroczyć próg rentowności EBITDA zgodnie z założeniami. Osiągnęliśmy ten cel dzięki konsekwentnej budowie portfolio klientów, efektywnym integracjom oraz skutecznemu poszerzaniu usług, nie tylko w Q4, ale w całym 2025 r. – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

W IV kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 10,2 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec 5,9 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 74% r./r. oraz o 42% w stosunku do III kwartału br. Rynek amerykański przyniósł Spółce 4,8 mln zł przychodów, notując dynamikę wzrostu na poziomie 452%. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Medicalgorithmics przeprowadziło prawie 135 tys. badań EKG co oznacza wzrost o blisko 70% rok do roku.

Podsumowanie operacyjne 2025 r.

Najważniejszym wydarzeniem I kwartału było bez wątpienia podpisanie umowy z jednym z TOP5 amerykańskich centrów diagnostycznych (IDTF). Oprócz tego Spółka podpisała umowy z partnerami z Turcji, Australii oraz poszerzyła współpracę z kanadyjskim centrum badawczym. Bardzo dużym wydarzeniem w I kwartale ur. była publikacja w magazynie Nature, która udowadnia większą skuteczność algorytmów DRAI autorstwa Medicalgorithmics od techników.

Obecność wyników naszych badań nad algorytmami DeepRhythmAI na łamach tak prestiżowego magazynu jak Nature stanowiła dla naszych obecnych, jak i potencjalnych parterów jasny sygnał: dostarczamy narzędzie, które realnie zwiększa precyzję diagnostyczną przy jednoczesnym skróceniu czasu pracy lekarza. Publikacja uwiarygodniła nasze rozwiązanie oraz pomogła pozyskać nowych klientów – informuje Kris Siemionow.

II kwartał 2025 roku to kolejne kontrakty, w tym przede wszystkim z Wellysis, spinoffem Samsunga, który specjalizuje się w projektach z obszaru monitoringu EKG, analiz predykcyjnych i modeli sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej. Zawiązano również partnerstwo z australijskim CardioScanem, globalnym liderem diagnostyki kardiologicznej. Ponadto, FDA zatwierdziła najnowszą wersję algorytmów DRAI. W czerwcu Zarząd Spółki został natomiast zasilony przez dr Krisa Siemionowa, który objął funkcję jej Prezesa, przyspieszając tym samym tempo realizacji strategii.

W kolejnym kwartale Spółka skoncentrowała się zarówno na nowych umowach, jak i kolejnych integracjach. W lipcu ogłoszono wdrożenie 4 pozyskanych partnerów, w tym największego klienta Spółki – jednego z TOP5 wśród amerykańskich IDTF. W tym okresie podpisano również pierwsze dwie umowy na VCAST – z partnerami ze Szwecji i z Turcji.

Integracja naszego największego klienta była przełomowym wydarzeniem. Od tego momentu rozpoczęliśmy ścieżkę ponadprzeciętnego wzrostu przychodów, począwszy od III kwartału, w którym przychody wrosły aż o 38%. Dowodem na to jak efektywna jest to współpraca są bez wątpienia uruchomienie nowych funkcjonalności we wrześniu oraz dodatkowe zlecenie zrealizowane w grudniu. Dzięki temu już w listopadzie przekroczyliśmy zapowiadany poziom 300 tys. USD miesięcznego przychodu generowanego tylko przez tego klienta – informuje Kris Siemionow.

IV kwartał minął po znakiem kolejnych przełomowych wydarzeń. Wdrożeniowcy Spółki zakończyli integrację oprogramowania do analizy EKG (DRP) wykorzystującego autorskie algorytmy AI (DRAI) u dwóch dużych partnerów technologicznych. Jednym z nich jest wiodący koreański dystrybutor Wellysis – spinoff Samsunga. Oprócz tego największy partner Spółki, jeden z TOP5  amerykańskich IDTF, zlecił w grudniu br. realizację dodatkowych usług. W związku z rozszerzeniem współpracy Spółka oszacowała łączne przychody od kontrahenta w grudniu z tytułu współpracy w wysokości około 1,6-1,8 miliona PLN, które zostaną odnotowane w IV kwartale br. Zwieńczeniem tego okresu było natomiast podpisanie nowej umowy z kanadyjskim kontrahentem. W jej ramach Spółka zrealizuje dostawę co najmniej 2000 dodatkowych urządzeń Kardiobeat.ai oferowanych przez Medicalgorithmics oraz dostarczy licencję na innowacyjne oprogramowanie AI. Wartość umowy wynosi 5,9 mln USD.

Wydarzenia z tego roku to dopiero wierzchołek góry lodowej. W planie mamy kolejne integracje, dalej rozwijamy nasz flagowy R&D, czyli VCAST  nie zapominając o rozwoju naszych usług EKG. Wszystkie te czynniki pozwalają nam sądzić, że podobne dynamiki jak i rentowność zostaną utrzymane w kolejnych kwartałach – dodaje Kris Siemionow.

Nadchodzące miesiące będą upływały pod znakiem nowych umów, kolejnych integracji oraz dalszej monetyzacji posiadanego portfolio klientów. Na przestrzeni I kwartału br. Spółka zamierza zintegrować kolejnych 3 partnerów, w tym działającą w skali globalnej australijską firmę CardioScan. Dział R&D będzie również kontynuował rozwój technologii VCAST, aby przybliżyć Spółkę do uzyskania certyfikacji FDA. Medicalgorithmics pracuje także nad kolejnymi rozwiązaniami opierającymi się na algorytmach DRAI.

Zgromadzenie wspólników online: co wolno, a co budzi ryzyko

Zdalne i hybrydowe zgromadzenia wspólników i akcjonariuszy są popularnym i rosnącym trendem, szczególnie na świecie. Tymczasem w Polsce to rozwiązanie nadal nie jest pierwszym wyborem spółek z.o.o. „Prawo w Polsce daje możliwość zdalnego udziału w zgromadzeniach wspólników, jednak szczególne obawy dotyczą możliwości zaskarżenia uchwał w przypadku wątpliwości co do identyfikacji, bezpieczeństwa transmisji, czy tajności w przypadku wybranych głosowań” – tłumaczy Bartosz Kuraś, partner w praktyce Corporate/M&A z międzynarodowej kancelarii Wolf Theiss.

Polskie przepisy dopuszczają uczestnictwo w zgromadzeniu wspólników lub akcjonariuszy przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Rozwiązanie to umożliwia wykonywanie praw korporacyjnych, zadawanie pytań oraz głosowanie bez konieczności fizycznej obecności w miejscu obrad. Jednocześnie Kodeks spółek handlowych (KSH) wciąż nakazuje wskazanie miejsca takiego zgromadzenia, co prowadzi do wniosku, że chociaż udział zdalny jest w pełni dopuszczalny, to zwołanie zgromadzenia wyłącznie w formie wirtualnej – bez określenia fizycznej lokalizacji – pozostaje konstrukcją niepewną prawnie.

„Przepisy wymagają, aby w zawiadomieniu o zgromadzeniu została wskazana fizyczna lokalizacja obrad, nawet jeżeli wspólnicy lub akcjonariusze będą uczestniczyć zdalnie. W spółce z o.o. wymóg ten wynika z art. 238 § 1 KSH, który nakazuje w zawiadomieniu o zwołaniu zgromadzenia wskazanie „miejsca i czasu zgromadzenia”. Większość prawników rekomenduje więc model hybrydowy, w którym obok formy on-line istnieje tradycyjne miejsce obrad. W praktyce w spółkach z o.o. pewnym ułatwieniem jest art. 240 KSH, który dopuszcza pod określonymi warunkami, powzięcie uchwały bez formalnego zwołania zgromadzenia. Przepis nie rozstrzyga sam przez się o „pełnej wirtualności” miejsca obrad; w praktyce i doktrynie zagadnienie jest dyskusyjne (zwłaszcza wobec systemowej konstrukcji „miejsca” zgromadzenia oraz wymogów protokołowania)” – mówi Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Art. 240 KSH wymaga w tym przypadku reprezentacji 100% kapitału zakładowego, oraz brak sprzeciwu wszystkich wspólników w zakresie odbycia zgromadzenia i powzięcia uchwał. Można z tego wywodzić, że tego typu zgromadzenie może odbyć się w formule całkowicie wirtualnej. Pozostaje to jednak dyskusyjne i może wiązać się z podwyższonym ryzykiem sporu.

Zastosowanie trybu elektronicznego wymaga decyzji zwołującego. Jeżeli przewiduje się udział zdalny, zawiadomienie musi zawierać informacje o sposobie uczestnictwa, wypowiadania się, wykonywania prawa głosu oraz wniesienia sprzeciwu.

„Aby zgromadzenie w pełni wirtualne było legalne i trudne do podważenia, należy zapewnić pełną identyfikację wspólników, sporządzić protokół, który odzwierciedla przebieg obrad, oraz zapewnić stabilny i bezpieczny kanał komunikacji. Dodatkowo umowa spółki nie może wyłączać zdalnego udziału wspólników w takim zgromadzeniu, a wszyscy wspólnicy muszą być obecni on-line, tj. konieczna jest reprezentacja 100% kapitału zakładowego (osobiście lub przez pełnomocników) i nie wnieść sprzeciwu” – zaznacza Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Ryzyka prawne związane ze zdalnymi zgromadzeniami wspólników

O ile organizacja w pełni wirtualnego zgromadzenia wspólników (ZW) budzi pewne wątpliwości na gruncie polskiego prawa, to już uczestnictwo w nim na odległość zostało dość szczegółowo opisane w przepisach i ugruntowane w praktyce. Nie oznacza to jednak, że taki udział jest wolny od ryzyk prawnych.

„Aby można było wziąć udział w ZW za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w pierwszej kolejności taka możliwość nie może być wykluczona przez umowę spółki. Z kolei szczegółowe zasady udziału w ZW za pomocą środków komunikacji elektronicznej określa regulamin, którego treść jest ustalana przez radę nadzorczą lub wspólników. W przypadku korzystania ze środków elektronicznych uważa się, że przynajmniej przewodniczący powinien być na miejscu w siedzibie spółki lub innym miejscu, w którym umowa spółki umożliwia przeprowadzanie ZW. By wykluczyć ryzyka prawne zaleca się także, by protokolant również obsługiwał ZW stacjonarnie – choć tu zdania są podzielone” – tłumaczy Bartosz Kuraś.

Wyzwaniem nie tylko prawnym, ale także technologicznym są dwa aspekty, które trzeba rozstrzygnąć w spółce już na etapie przygotowania regulaminu ZW. Pierwszym jest właściwa identyfikacja uczestników zgromadzenia – gdy biorą oni udział zdalnie. Drugim zaś zapewnienie tajności głosowania w przypadku uchwał, które tego wymagają.

„Dziś mamy technologiczne możliwości, by należycie identyfikować uczestników ZW zdalnie, oraz zapewnić anonimowe głosowania. Tych funkcji nie mają jednak popularne komunikatory i aplikacje do prowadzenia wideokonferencji, więc kluczowe jest wybranie odpowiednich narzędzi, które spółka powinna zapewnić w celu należytej organizacji ZW, wolnego od ryzyka zaskarżenia uchwał przez uczestników” – podkreśla Bartosz Kuraś.

Ostatnią kwestią, którą warto wziąć pod uwagę organizując ZW w formie zdalnej są problemy techniczne, które mogą mieć wpływ na możliwości oddania głosu. Awaria internetu, utrata połączenia czy zawieszenie aplikacji mogą zostać wykorzystane przez uczestników jako argument na rzecz nieważności uchwał, jeśli zostanie wykazane, że nie mieli oni realnej możliwości wykonywania praw korporacyjnych. Z tego powodu spółki coraz częściej tworzą procedury awaryjne, umożliwiające ponowne głosowanie, wznowienie dostępu lub odtworzenie przebiegu obrad.

Podsumowanie

Zdalne zgromadzenia wspólników są już standardem w wielu krajach, zwłaszcza tam, gdzie przepisy precyzyjnie regulują możliwość przeprowadzenia w pełni wirtualnych obrad. W Polsce rozwiązania te rozwijają się. Praktyka radzi sobie oczywiście na różne sposoby, tak aby zgromadzenia odbywały się sprawnie i w możliwie najbardziej elastyczny sposób; istotnym ułatwieniem są również kwalifikowane podpisy elektroniczne. Niewątpliwie jednak im bardziej elastyczne i mniej sformalizowane będą przepisy w tym zakresie, tym prostsze będzie funkcjonowanie zarówno dla wspólników, jak i dla spółek.

„Polski ustawodawca dopuścił technologię, ale nie przebudował fundamentów – dlatego w pełni wirtualne zgromadzenia cały czas obarczone są pewnym ryzykiem. Ciekawostką może być fakt, że za naszą zachodnią granicą sądy i prawnicy zajmują się już takimi detalami jak możliwość głosowania nad uchwałami przy użyciu znaków graficznych tzw. emotikonów. W pewnych konfiguracjach wyrażanie woli i oddawanie głosów za pośrednictwem komunikatorów i emotikonów dopuszczał w jednym z orzeczeń sąd apelacyjny w Monachium (OLG München), przy czym interpretacja emoji zależy od kontekstu, co oczywiście wiedzą wszyscy, którzy używają ich na co dzień. Spotkałem się też z bardziej restrykcyjnym podejściem sądu Apelacyjnego we Frankfurcie (OLG Frankfurt). Już te dwa orzeczenia wskazują, że sytuacja bardzo zależy od okoliczności, a linia orzecznicza nie jest zapewne jednolita. U nas nie spotkałem się jeszcze z orzeczeniem, w którym to zagadnienie byłoby dotychczas analizowane” – podsumowuje Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Mimo tych ograniczeń spółki coraz chętniej wykorzystują narzędzia zdalne, traktując je jako ułatwienie, ale stosując je w granicach tradycyjnych konstrukcji prawnych. Dopóki przepisy nie zostaną doprecyzowane, model tradycyjno-stacjonarny oraz hybrydowy pozostają najbezpieczniejszą formą organizacji zgromadzeń.

UOKiK: Oltens 1 narzucała minimalne ceny w sklepach internetowych. Są kary dla spółki i menedżerów

Prezes UOKiK wydał decyzję dotyczącą spółki Oltens 1, dystrybutora wyposażenia łazienkowego marki Oltens. Urząd uznał, że przez co najmniej kilkanaście miesięcy firma narzucała sklepom internetowym minimalne ceny odsprzedaży, co ograniczało konkurencję cenową. W efekcie konsumenci mieli mniejsze szanse, by znaleźć w sieci ten sam produkt taniej. Kary finansowe nałożono na spółkę oraz dwie osoby nią zarządzające.

Sprawa dotyczyła współpracy Oltens 1 z tzw. partnerami handlowymi, którzy sprzedawali produkty m.in. online. W cennikach firmy obok warunków zakupu pojawiała się rubryka „sugerowana cena sprzedaży detalicznej”, która – jak wynikało z korespondencji z kontrahentem – miała w praktyce oznaczać ceny minimalne dla e-commerce. To oznaczało, że sklepy nie mogły swobodnie ustalać stawek, nawet jeśli chciały konkurować ceną. Według UOKiK taki mechanizm działał jak odgórny „sufit” na promocje.

Urząd zwraca uwagę, że sama rekomendacja ceny nie jest zakazana. Problem zaczyna się wtedy, gdy „sugerowana” staje się obowiązkowym minimum, a zejście poniżej niego wiąże się z presją lub sankcjami. W ocenie UOKiK właśnie tak wyglądało to w tej sprawie. Firma miała dążyć do tego, by klient widział podobne ceny w salonach stacjonarnych i w internecie.

Kluczowym elementem był nadzór nad partnerami. Oltens 1 miała na bieżąco monitorować ceny w sieci, m.in. poprzez porównywarkę Ceneo. Gdy wykryto ofertę tańszą niż przewidywał cennik – nawet o symboliczny grosz – sprzedawca dostawał sygnał, by poprawić cenę w określonym czasie. Reakcje miały dotyczyć także darmowej dostawy, traktowanej jako forma obniżenia finalnego kosztu dla klienta.

Jeśli sklep nie dostosował się do oczekiwań, spółka miała stosować środki, które realnie utrudniały sprzedaż. W materiałach wskazano m.in. wstrzymywanie dostaw oraz blokowanie dostępu do platformy zakupowej, co uniemożliwiało składanie zamówień i sprawdzanie stanów magazynowych. Dostęp miał wracać dopiero po podniesieniu cen do poziomu wskazywanego przez dystrybutora. Z kolei partnerzy określani jako „zdyscyplinowani” mogli liczyć na udział w akcjach promocyjnych.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena sugerowana może być podpowiedzią, ale nie może działać jak mechanizm wymuszający jednolity poziom cen w sklepach. W ocenie urzędu, jeśli za obniżkę grozi blokada dostaw lub wykluczenie z promocji, nie ma mowy o swobodzie cenowej. UOKiK uznał, że porozumienie ograniczało konkurencję między niezależnymi sprzedawcami i uderzało w interes konsumentów.

W decyzji przypomniano też, że maksymalne kary za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję mogą wynosić do 10% rocznego obrotu firmy, a dla menedżerów do 2 mln zł. W tej sprawie urząd zastosował jednak program leniency (łagodzenia kar), bo spółka i osoby zarządzające miały współpracować i przekazać istotne dowody. Dzięki temu kary obniżono o 45%. Oltens 1 ma zapłacić 256 300 zł (zamiast 466 000 zł), Ewa Wojciechowska28 779 zł, a Mariusz Biegański37 001 zł.

97% firm zgłasza incydenty cyberbezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI

Z raportu Capgemini Research Institute „New defenses, new threats: What AI and Gen AI bring to cybersecurity” wynika, że około połowa firm w ciągu trzech lat poprzedzających badanie poniosła straty związane z naruszeniami bezpieczeństwa przekraczające 50 milionów dolarów. Organizacje mierzą się dziś z rosnącą częstotliwością ataków. Według danych ESET, Polska znajduje się na 3. miejscu na świecie pod względem wykrytej liczby ataków ransomware. Co więcej, ataki wciąż ewoluują – coraz częściej stosuje się taktykę double extortion (szyfrowanie danych połączone z groźbą ich upublicznienia), a generatywna sztuczna inteligencja stała się potężnym narzędziem w rękach cyberprzestępców – według Capgemini aż 97% organizacji zgłosiło incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI. W tej sytuacji budowanie cyfrowej odporności i strategicznej ochrony kluczowych danych staje się najwyższym priorytetem na rok 2026.

Ewolucja ataków przynosi nowe wyzwania

Dziś strategia cyberbezpieczeństwa musi uwzględniać nie tylko rosnącą częstotliwość ataków, lecz także ich dynamicznie zmieniający się charakter. Przestępcy korzystają z botnetów zdolnych do prowadzenia ataków maszynowych. Dobrym przykładem jest zeszłoroczny rekordowy atak DDoS na platformę Microsoft Azure. Microsoft poinformował, że pod koniec października 2025 r. jego infrastruktura została zaatakowana z wykorzystaniem ponad 500 000 unikatowych adresów IP.

Z kolei w przypadku ataków ransomware, przestępcy coraz częściej dążą nie tylko do zaszyfrowania danych, ale również do ich kradzieży i wykorzystania jako narzędzia nacisku, grożąc publikacją informacji poufnych lub sprzedażą ich konkurencji. Ta metoda znacząco zwiększa presję na ofiary ataków, ponieważ samo posiadanie kopii zapasowych nie chroni już organizacji przed ryzykiem wizerunkowym, prawnym i biznesowym.

Ważnym czynnikiem napędzającym eskalację cyberzagrożeń jest rozwój technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji i Gen AI. Jak wynika z raportu Capgemini, aż 97% organizacji zgłasza incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI, co pokazuje, że narzędzia te wymagają ścisłego nadzoru oraz jasno zdefiniowanych polityk bezpieczeństwa. Równolegle rośnie skala i skuteczność ataków socjotechnicznych. Deepfake’i stały się elementem rzeczywistych oszustw, a nie jedynie eksperymentem technologicznym – straty finansowe wynikające z ich użycia poniosło 43% organizacji. Tym bardziej niepokoi fakt, że świadomość tego zagrożenia wśród pracowników jest wciąż niewystarczająca. Z danych ESET i DAGMA wynika, że jedynie 42% polskich pracowników wie, czym są deepfake’i.

– Ewolucja krajobrazu zagrożeń napędzana jest przede wszystkim przez gwałtowny wzrost wykorzystania AI i Gen AI przez grupy cyberprzestępcze. Technologie te znacząco zwiększają skalę i efektywność ataków, a jednocześnie zmieniają charakter zagrożeń. Gen AI obniża próg wejścia dla osób atakujących, umożliwiając nawet mniej doświadczonym użytkownikom tworzenie złośliwego oprogramowania, prowadzenie wysoce przekonujących kampanii phishingowych oraz generowanie deepfake’ów wykorzystywanych w oszustwach finansowych – podkreśla Marko Mrđan, Strategy & Transformation Senior Consultant w Capgemini Invent.

Jak budować odporność w 2026 r.

Budowanie odporności organizacyjnej staje się kluczowym zadaniem w świecie, w którym ataki są coraz bardziej zautomatyzowane. Jedną z jej podstaw jest segmentacja sieci. W dobrze zaprojektowanej architekturze atak na jeden element nie oznacza zagrożenia dla całej infrastruktury.

– Segmentacja ogranicza możliwość przemieszczania się atakującego po sieci i utrudnia przejęcie kontroli nad kluczowymi systemami. W praktyce oznacza to oddzielenie systemów o różnym poziomie krytyczności, stosowanie odrębnych polityk dostępu dla poszczególnych segmentów oraz ciągłe monitorowanie ruchu między nimi. W środowisku, w którym botnety i automatyczne narzędzia atakujące potrafią rozszerzać infekcję z niespotykaną wcześniej szybkością, segmentacja staje się jednym z najważniejszych mechanizmów spowalniających i izolujących ataki – zauważa Michał Pakuła, Director, Head of Business Technology Advisory w Capgemini Invent.

Backup to za mało

Kolejnym elementem odporności są precyzyjnie opracowane procesy odzyskiwania danych i ciągłości działania. Backup stał się dziś jedynie punktem wyjścia – prawdziwym wyzwaniem jest możliwość szybkiego przywrócenia kluczowych systemów i danych w sposób zgodny z priorytetami biznesowymi. Organizacje potrzebują scenariuszy odtworzeniowych, które obejmują zarówno odzyskiwanie danych, jak i przywracanie operacyjnej sprawności aplikacji, usług i procesów. Testy odzyskiwania nie mogą być sporadycznym działaniem, lecz powinny stać się regularnym elementem funkcjonowania organizacji.

– Dopiero testy potwierdzają, czy kopie zapasowe działają, procedury są realistyczne, a zespół wie, jakie działania wykonać w przypadku kryzysu. W wielu firmach to właśnie brak pełnych testów odtworzeniowych powoduje, że backupy okazują się nieskuteczne, a szacowany czas przestoju drastycznie się wydłuża. Regularne symulacje, także te prowadzone z użyciem AI i narzędzi automatyzujących, pozwalają sprawdzić, jak organizacja radzi sobie w scenariuszu utraty danych, zaszyfrowania systemów czy zakłócenia usług – wyjaśnia Maciej Michta, Strategy & Transformation Managing Consultant w Capgemini Invent.

Najważniejszym ogniwem jest człowiek

Należy również pamiętać, że nawet najbardziej zaawansowana architektura bezpieczeństwa nie spełni swojej roli bez odpowiedniego przygotowania zespołu. Co ważne, szkolenia nie powinny ograniczać się do podstawowych zasad bezpieczeństwa, lecz muszą uwzględniać realne scenariusze ataków – od phishingu, przez deepfake, po incydenty związane z wykorzystaniem Gen AI. Kluczowe jest także budowanie kultury, w której pracownicy czują się bezpiecznie zadając pytania i nie wahają się zgłaszać incydentów lub podejrzanych zdarzeń. Otwarta komunikacja i wymiana informacji wewnątrz organizacji znacząco zmniejszają ryzyko powtarzalnych błędów i umożliwiają szybszą reakcję w sytuacji zagrożenia.

Całość tych działań uzupełnia dobrze skonstruowany plan reagowania na incydent (Incident Response Plan). To przede wszystkim zestaw praktyk opisujących, kto i w jaki sposób podejmuje decyzje w momencie kryzysu. Plan określa strukturę zespołów reagowania, kanały komunikacji, role biznesowe, sposób kontaktu z dostawcami usług IT, a nawet podejście do komunikacji zewnętrznej. W praktyce jego skuteczność zależy od tego, czy został przetestowany, zaktualizowany i czy wszyscy, których dotyczy, znają swoje obowiązki.

Odporność organizacyjna nie jest więc pojedynczym działaniem, lecz ciągłym procesem obejmującym m.in. tworzenie odpowiedniej architektury, regularne testy, rozwój kompetencji pracowników oraz przygotowanie realistycznych planów reagowania. Wszystkie te elementy muszą ze sobą współpracować, aby organizacja była zdolna nie tylko do powstrzymania ataku, ale także – w przypadku, gdy dojdzie do incydentu – szybkiego powrotu do normalnego działania i wyciągania wniosków na przyszłość.

Sapota popiera niezależnego zarządcę. Kolejny wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.

Michał Sapota popiera ideę niezależnego zarządcy w HREIT S.A., do sądu trafia kolejny wniosek wierzyciela o sanację Spółki. Sanacji domaga się już blisko 40% wierzycieli.

  • Kluczowy Wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.
  • Wniosek punktuje niespójności i braki w sprawozdaniu Zarządcy Przymusowego, który dąży do ogłoszenia upadłości.
  • Sanacja może zapewnić zdecydowanie wyższy poziom zaspokojenia wierzycieli niż upadłość.
  • Michał Sapota opowiada się za niezależnym zarządcą wyznaczonym przez Sąd.

Wniosek o sanację do Sądu Rejonowego w Warszawie złożył jeden z kluczowych wierzycieli HREIT S.A., którego wierzytelność przekracza 15 mln zł. Wierzyciel, reprezentowany przez kancelarię Tomczak & Partnerzy, domaga się otwarcia postępowania sanacyjnego wobec spółki. Złożył również wniosek o uzupełnienie sprawozdania Zarządcy Przymusowego o brakujące dane oraz o rozpoznanie sprawy na rozprawie z udziałem wszystkich stron. W sumie za sanacją HREIT opowiedzieli się już wierzyciele reprezentujący blisko 40% całej sumy wierzytelności.

Jednocześnie HREIT S.A. poinformowała o cofnięciu wniosku o pozostawienie dłużnikowi zarządu własnego oraz o złożeniu wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem zarządu niezależnemu zarządcy masy sanacyjnej. Oznacza to rezygnację Michała Sapoty z zarządzania procesem sanacji i przekazanie go w ręce osoby wyznaczonej przez sąd.

Niech o tym, kto to będzie, zdecyduje niezawisły sąd. Wniosek HREIT oznacza jednocześnie, że pan Michał Sapota jest gotów przekazać kierowanie procesem uzdrowienia spółki w ręce wyznaczonego przez sąd zarządcy i deklaruje pełną z nim współpracę. Niezależny nadzór najlepiej służy ochronie interesów wierzycieli i jest zgodny z ich oczekiwaniami – mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.

Sanacja pozwoli na zachowanie i rynkową monetyzację aktywów o potencjale ok. 4,3 mld zł, unikając sprzedaży likwidacyjnej i wynikającego z tego deprecjacji wartości aktywów.

W wariancie upadłościowym przerwanie inwestycji i utrata wynikających z tego przychodów oraz sprzedaż aktywów w trybie „fire sale”, czyli poniżej ich wartości rynkowej, a tkaże koszty postępowania, sprowadzą realne zaspokojenie wierzycieli do do śladowych wartości.

Sanacja przebiega w sposób uporządkowany i kontrolowany, umożliwia utrzymanie ciągłości operacyjnej, a tym samym dokończenie i zmonetyzowanie rozpoczętych i planowanych projektów, przez co istotnie lepiej chroni interesy wierzycieli niż upadłość.

Z tego względu – zarówno z perspektywy interesów wierzycieli, nabywców mieszkań, stabilności rynku, jak i racjonalności ekonomicznej – sanacja jest wariantem wyraźnie korzystniejszym, co zresztą w swoich pismach podkreślają kolejne grupy wierzycieli.  Upadłość HREIT S.A. oznaczałaby przerwanie wszystkich realizowanych inwestycji. Klienci, którzy kupili mieszkania, nie otrzymaliby lokali, a rozpoczęte budowy zostałyby zamrożone lub sprzedane w częściach. Jednocześnie majątek spółki byłby wyprzedawany w trybie likwidacyjnym, z dużymi stratami, co w praktyce przełożyłoby się na bardzo ograniczone środki na spłatę zobowiązań. W efekcie ani klienci, ani wierzyciele nie uzyskaliby realnego zaspokojenia swoich roszczeń.

W ostatnim takim wniosku popierającym sanację złożonym w grudniu przez Wierzyciela reprezentowanego przez kancelarię Tomczak&Partnerzy wskazano na niespójności w stanowisku Zarządcy Przymusowego (RMZK Restructuring). Zdaniem Wierzyciela, Zarządca z jednej strony twierdzi, że nie jest w stanie oszacować kosztów sanacji, a z drugiej – uznaje, że spółka dysponuje środkami wystarczającymi na przeprowadzenie upadłości, mimo że oba postępowania wymagają porównywalnych nakładów organizacyjnych i finansowych.

Stanowisko Zarządcy Przymusowego w kwestii zdolności do ponoszenia przez Dłużnika kosztów postępowania jest zupełnie niespójne (…) Takie stanowisko razi dowolnością – czytamy we wniosku Wierzyciela.

Zdaniem Wierzyciela sprawozdanie Zarządcy Przymusowego nie zawiera podstawowych informacji: struktury wierzytelności ani realnego poziomu ich zaspokojenia. Bez tych danych nie da się rzetelnie ocenić skutków ewentualnej upadłości ani porównać ich z potencjalnymi efektami sanacji.

We wniosku wskazano, że sanacja daje narzędzia pozwalające zwiększyć wartość majątku spółki, m.in. poprzez dokończenie projektów deweloperskich i ograniczenie narastania nowych zobowiązań. Podobne stanowisko – jak zaznaczono – prezentują inni wierzyciele reprezentujący blisko 40% łącznej kwoty wierzytelności HREIT S.A. W tej grupie są wierzyciele, którzy poparli wniosek o sanację złożony przez Spółkę, a także tacy, którzy sami takie wnioski o sancję złożyli do sądu.  – To pokazuje, że obecny zarządca przymusowy prezentuje narrację zupełnie odwrotną do woli wierzycieli, którzy m.in. złożyli oświadczenia, a także wniosek o sanację – mówi mecenas Jabłoński.

Co więcej, Wierzyciel we wniosku słusznie wskazał, że (…)  trudno przyjąć, aby Pan Marcin Kubiczek był otwarty na współpracę z Dłużnikiem, skoro w zasadzie co najmniej 1/3 przygotowanego przez niego sprawozdania nie jest nakierowana na rzetelne przedstawienie sytuacji finansowej i prawnej Dłużnika i merytoryczną jej ocenę, ale dyskredytowanie Dłużnika w oczach opinii publicznej.

Dlatego Wierzyciel zaproponował powołanie niezależnego zarządcy sanacyjnego – Pawła Andrzeja Głodka (nr wpisu 657).

HREIT S.A. podziela stanowisko Wierzyciela, że bez rzetelnych danych dotyczących kosztów i realnego poziomu zaspokojenia wierzycieli nie jest możliwe podjęcie odpowiedzialnej decyzji co do dalszego trybu postępowania. Spółka podkreśla, że sanacja prowadzona przez niezależnego zarządcę może lepiej zabezpieczyć interesy wierzycieli i pozwolić na maksymalizację wartości majątku.

Dlatego też spółka cofnęła wniosek o pozostawienie zarządu własnego, zgłoszony pierwotnie we wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego, i wniosła o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem wykonywania zarządu nad przedsiębiorstwem HREIT S.A. zarządcy masy sanacyjnej wyznaczonemu przez Sąd. Działanie to stanowi wyraz woli HREIT S.A. wyjścia naprzeciw oczekiwaniom wierzycieli oraz dążenia do odbudowy i umocnienia wzajemnego zaufania w toku postępowania. Spółka deklaruje przy tym pełną, transparentną i lojalną współpracę z tak powołanym zarządcą, w przekonaniu, że obiektywny i niezależny nadzór nad przedsiębiorstwem najlepiej zabezpieczy interesy wszystkich wierzycieli oraz stworzy realne podstawy do skutecznej restrukturyzacji.

Co oznacza oferta sprzedaży InPostu?

Sama informacja o otrzymaniu przez InPost wstępnej, niewiążącej propozycji przejęcia wystarczyła, by wyraźnie pobudzić kurs akcji i poprawić nastroje wokół spółki. Gwałtowny ruch cenowy przy podwyższonym obrocie pokazuje, że rynek zaczął wyceniać potencjalny scenariusz transakcji z premią. Na tym etapie jest to jednak bardziej reakcja na pojawienie się zainteresowania niż na jakiekolwiek konkretne ustalenia dotyczące warunków.

Na razie nie mówimy o formalnej ofercie, lecz jedynie o sygnale, że jakiś podmiot analizuje możliwość przejęcia. Brakuje informacji zarówno o potencjalnym kupującym, jak i o cenie, dlatego obecne zachowanie rynku opiera się głównie na spekulacjach i oczekiwaniach. Wzrost notowań wynika z nadziei na atrakcyjną propozycję w przyszłości, a nie z potwierdzonej decyzji. Utrzymanie wyższych poziomów kursu będzie zależeć od tego, czy pojawią się konkretne, wiążące komunikaty ze strony spółki.

InPost pozostaje dziś niekwestionowanym liderem rynku paczkomatów i dostaw typu out of home w Europie. Choć skala działalności nie dorównuje globalnym gigantom takim jak DHL czy UPS, spółka wyróżnia się zaawansowaną technologią, dużym zasięgiem i sprawdzonym modelem logistyki ostatniej mili. W gronie potencjalnych nabywców można wskazać międzynarodowych operatorów logistycznych – DHL, który mógłby wzmocnić swoją obecność w Europie Środkowo-Wschodniej, DPD lub GeoPost, dla których przejęcie oznaczałoby konsolidację rynku paczkomatów i poprawę efektywności operacyjnej. Naturalnym kandydatem pozostaje także Amazon, dla którego InPost byłby sposobem na szybkie rozwinięcie infrastruktury dostawczej w regionie bez wieloletnich inwestycji od podstaw. Nie można wykluczyć również zmian właścicielskich wśród obecnych inwestorów – największe pakiety posiadają PPF Group (ponad 28,75%), wehikuł Rafała Brzoski (12,49%), Advent International (10,98%) oraz GIC (5,05%). Mniejsi, krajowi inwestorzy z udziałami poniżej 5% mogliby skorzystać na wzroście wyceny, jednak kluczowym elementem ewentualnej transakcji pozostawałaby premia za kontrolę. Brak jakichkolwiek ruchów w akcjonariacie sugeruje jednak, że źródłem zainteresowania jest raczej podmiot z zewnątrz.

Dla Rafała Brzoski sprzedaż spółki oznaczałaby bardzo istotny zysk finansowy oraz zakończenie aktywnej roli menedżerskiej, co dodatkowo umocniłoby jego pozycję wśród najbogatszych polskich przedsiębiorców. Nie byłby to pierwszy przypadek realizacji wartości InPostu na rynku kapitałowym – spółka zadebiutowała na GPW w 2015 roku, a dwa lata później została z niej wycofana w celu restrukturyzacji i poprawy sytuacji finansowej. Tym razem sprzedaż większościowego lub pełnego pakietu akcji oznaczałaby definitywne zamknięcie etapu operacyjnego i symboliczne zwieńczenie drogi przedsiębiorcy, który zbudował firmę od podstaw do pozycji europejskiego lidera w logistyce paczkomatowej.

Z perspektywy polskiej gospodarki byłby to jednocześnie wyraźny dowód sukcesu firm rozwijających się poza granicami kraju oraz sygnał ryzyka utraty kontroli nad jedną z najcenniejszych spółek e-commerce wywodzących się z Polski. W dłuższym horyzoncie podobny scenariusz może dotyczyć także innych krajowych firm działających globalnie, takich jak CD Projekt, Asseco czy Ten Square Games, jeśli na stole pojawią się atrakcyjne propozycje ze strony zagranicznych inwestorów lub funduszy private equity.

Teoretycznie Orlen dysponuje kapitałem, który pozwalałby rozważać taką transakcję, jednak w praktyce scenariusz przejęcia InPostu przez koncern wydaje się mało realny i trudny do obrony ekonomicznie. Orlen od dłuższego czasu porządkuje swoją obecność w segmencie kurierskim i ogranicza bezpośrednie zaangażowanie w logistykę, stawiając raczej na współpracę z partnerami zewnętrznymi. Przykładem jest Orlen Paczka, której udziały zostały wydzielone, a projekt zmierza w kierunku konsolidacji z Pocztą Polską. W tym kontekście zakup InPostu nie wpisywałby się w aktualną strategię koncernu. Orlen skupia się na porządkowaniu i integracji lokalnych usług, a nie na ekspansji europejskiej poprzez dużą akwizycję, co czyni taki ruch mało prawdopodobnym i słabo uzasadnionym biznesowo.

Spór z Allegro nie musi być bezpośrednim impulsem do rozmów o sprzedaży, ale mógł odegrać rolę pośrednią. Allegro pozostaje kluczowym partnerem InPostu, a jednocześnie rozwija własne rozwiązania logistyczne, co w dłuższym terminie zwiększa niepewność relacji i presję na dywersyfikację bazy klientów. Wejście globalnego właściciela ograniczałoby ryzyko uzależnienia od jednego dużego kontrahenta i wzmacniało pozycję negocjacyjną spółki w relacjach z największymi platformami e-commerce.

Robotyka domowa hitem CES 2026. LG wchodzi z humanoidem CLOiD

Podczas targów w Las Vegas firma LG Electronics zaprezentowała domowego robota AI o nazwie CLOiD. Ten humanoidalny asystent stanowi fundament nowej strategii „Zero Labor Home”, której celem jest całkowite odciążenie domowników od codziennych obowiązków. Dzięki zaawansowanej technologii urządzenie ma stać się mobilnym centrum zarządzania nowoczesnym gospodarstwem domowym.

CLOiD porusza się na kołach i został wyposażony w dwa ramiona o siedmiu stopniach swobody oraz dłonie z pięcioma ruchomymi palcami. Taka konstrukcja pozwala mu na wykonywanie precyzyjnych czynności, takich jak wyjmowanie produktów z lodówki czy składanie ubrań. Podczas oficjalnego pokazu robot demonstrował swoją sprawność, wchodząc w interakcje z publicznością oraz obsługując urządzenia ustawione na scenie.

Sercem maszyny jest autorska technologia Physical AI, która łączy zaawansowane modele wizyjne z systemami sterowania ruchem. System trenowano na dziesiątkach tysięcy godzin nagrań prac domowych, co pozwala robotowi rozumieć kontekst i intencje użytkownika. W efekcie CLOiD potrafi samodzielnie otwierać drzwi oraz bezpiecznie przenosić przedmioty o różnej delikatności.

Głowa robota pełni funkcję centrum dowodzenia, mieszcząc wydajny chipset, czujniki komunikacji głosowej oraz wyświetlacz imitujący ludzką mimikę. Podstawa jezdna wykorzystuje sprawdzoną nawigację z odkurzaczy LG, co gwarantuje płynne omijanie przeszkód w mieszkaniu. Projektanci zadbali o niski środek ciężkości, aby zminimalizować ryzyko przewrócenia robota przez dzieci lub zwierzęta domowe.

Przy okazji premiery LG ogłosiło powstanie nowej marki podzespołów Actuator AXIUM, które napędzają stawy ich najnowszego robota. Firma planuje wykorzystać swoją ogromną skalę produkcji, wynoszącą 40 mln silników rocznie, by stać się głównym dostawcą komponentów dla sektora robotyki usługowej. Celem marki jest ustanowienie nowych standardów dla lekkich siłowników o bardzo wysokim momencie obrotowym.

Debiut CLOiD to element szerszego trendu na targach CES 2026, gdzie robotyka domowa stała się głównym tematem. Mocną konkurencję zaprezentowała m.in. chińska firma SwitchBot z modelem Onero H1, który potrafi nawet samodzielnie myć okna. Eksperci zauważają, że tegoroczne targi stały się polem bitwy między koreańską a chińską wizją „fizycznej” sztucznej inteligencji.

Nowy robot LG ma w pełni integrować się z ekosystemem ThinQ oraz inteligentnym hubem ThinQ ON, koordynując pracę wszystkich domowych urządzeń. Prezes Lyu podczas prezentacji podkreślał, że nadszedł czas, aby sztuczna inteligencja „wyszła z ekranów” i zaczęła realnie pracować w świecie fizycznym. LG stawia na spójny ekosystem, który przenosi usługi cyfrowe w wymiar praktycznej, domowej pomocy.

Goldman Sachs: 2026 będzie rokiem przyspieszonej automatyzacji i redukcji etatów

Według nowej analizy opublikowanej przez Goldman Sachs, firmy są gotowe przyspieszyć redukcję etatów w 2026 roku. Bank inwestycyjny ostrzega, że w miarę jak sztuczna inteligencja przechodzi z fazy eksperymentalnej do etapu masowego zastosowania w procesach operacyjnych i decyzyjnych, korporacje będą coraz chętniej zastępować ludzi algorytmami. Pomimo stabilnych prognoz makroekonomicznych, zarządy decydują się na cięcia w celu ochrony marż oraz finansowania kosztownych inwestycji w infrastrukturę cyfrową.

Ostrzeżenie to pada w momencie, gdy sektor technologiczny ma za sobą trudny rok 2025, w którym zlikwidowano ponad 122 tysiące miejsc pracy. Sztuczna inteligencja została oficjalnie wskazana jako bezpośrednia przyczyna prawie 55 tysięcy tych zwolnień w samych Stanach Zjednoczonych. Starszy ekonomista banku, Ronnie Walker, zauważył na podstawie analizy wyników spółek z S&P 500, że firmy dyskutujące o AI w kontekście kadr ograniczały oferty pracy znacznie gwałtowniej niż ich konkurenci.

W znaczącym odwróceniu trendu z lat ubiegłych, rynki finansowe przestały nagradzać firmy ogłaszające redukcję zatrudnienia wzrostem kursu akcji. Analitycy Goldman Sachs wyliczyli, że notowania spadały średnio o 2% po ostatnich komunikatach o zwolnieniach, nawet gdy tłumaczono je postępem technologicznym. Inwestorzy jeszcze surowiej karali przedsiębiorstwa, które wprost uzasadniały cięcia koniecznością „restrukturyzacji”.

Badania wskazują, że rynek odbiera obecnie redukcje jako negatywny sygnał dotyczący kondycji i perspektyw danej spółki. Firmy decydujące się na zwolnienia często charakteryzują się wyższymi wydatkami kapitałowymi i zadłużeniem przy jednocześnie niższym wzroście zysków w porównaniu do liderów branży. Mimo sceptycyzmu inwestorów, Goldman Sachs przewiduje dalszą falę zwolnień, napędzaną dążeniem zarządów do wykorzystania AI jako narzędzia radykalnej obniżki kosztów pracy.

Choć w 2025 roku fala zwolnień dotknęła głównie gigantów technologicznych takich jak Amazon, Microsoft czy Intel, prognozy na 2026 rok sugerują głębszą penetrację tradycyjnych sektorów gospodarki. Sam Goldman Sachs wdrożył w październiku inicjatywę „OneGS 3.0”, która obejmuje zamrożenie zatrudnienia i redukcje w działach operacyjnych. Zmiany te dotykają przede wszystkim obszarów takich jak onboarding klientów czy raportowanie regulacyjne, które łatwo poddają się automatyzacji.

Szczególnie narażona na zmiany jest branża usług finansowych, gdzie algorytmy coraz skuteczniej przejmują funkcje back-office. Morgan Stanley szacuje, że do 2030 roku w europejskim sektorze bankowym może zniknąć nawet 200 tysięcy etatów, zastąpionych przez systemy AI. Prezes Wells Fargo, Charlie Scharf, określił potencjał technologii jako „niezwykle realny” i zasygnalizował dalsze cięcia oraz zwiększone wydatki na odprawy pracownicze.

Analiza Walkera pokazuje, że większość wskaźników śledzących zwolnienia znacząco wzrosła w ostatnich miesiącach. Firmy zaczynają postrzegać sztuczną inteligencję nie tylko jako narzędzie poprawy efektywności, ale jako fundamentalny element nowej strategii zarządzania kapitałem ludzkim. Najbardziej zagrożone są role obejmujące zadania powtarzalne i procesowe, w tym stanowiska administracyjne oraz szeroko rozumiana obsługa klienta.

Trump grozi Indiom cłami, jeśli nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy

Prezydent Donald Trump ostrzegł w niedzielę, że Stany Zjednoczone są gotowe „bardzo szybko” podnieść cła na towary z Indii, jeśli te nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One nazwał premiera Narendrę Modiego „dobrym facetem”, zaznaczając jednak, że kluczowe jest, aby „go uszczęśliwić” poprzez zmianę polityki handlowej. Oświadczenie to drastycznie eskaluje napięcie między mocarstwami, zwłaszcza że trwające negocjacje dyplomatyczne utknęły w martwym punkcie.

Reakcja rynków w Bombaju była natychmiastowa; w poniedziałek indeks spółek technologicznych spadł o około 2,5%, osiągając najniższy poziom od ponad miesiąca, w obawie o przyszłość umowy handlowej z USA. Oliwy do ognia dolewa senator Lindsey Graham, bliski sojusznik Trumpa, który promuje ustawę grożącą cłami w wysokości nawet 500% dla krajów finansujących machinę wojenną Kremla. Graham argumentuje, że kupowanie taniej rosyjskiej ropy jest niedopuszczalne, a twarda postawa Trumpa ma dać mu „maksymalną elastyczność” w wymuszaniu posłuszeństwa na arenie międzynarodowej.

Indie znajdują się obecnie w trudnej sytuacji, stojąc w obliczu groźby 50-procentowych ceł na eksport do USA, z czego połowa jest bezpośrednio powiązana z kwestią surowców energetycznych. Szacunki branżowe wskazują, że presja Waszyngtonu przynosi efekty, gdyż import rosyjskiej ropy spadł w grudniu do poziomu około 1,2 miliona baryłek dziennie. Stanowi to znaczącą, bo aż 40-procentową redukcję w porównaniu ze szczytem obserwowanym w połowie 2025 roku, jednak zakupy te nie zostały całkowicie wstrzymane.

Eksperci ostrzegają, że New Delhi utknęło w „strategicznej strefie szarości”, a Ajay Srivastava z Global Trade Research Initiative podkreśla, że dotychczasowa polityczna dwuznaczność przestała przynosić korzyści. Mimo że indyjski eksport do USA wzrósł w listopadzie, w szerszej perspektywie od maja do listopada 2025 roku odnotowano spadek przesyłek towarowych o ponad 20%. Premier Modi rozmawiał z Trumpem już trzykrotnie od wprowadzenia restrykcji, a urzędnicy obu stron spotykali się w zeszłym miesiącu, lecz intensywne zabiegi dyplomatyczne nie przyniosły dotąd żadnego przełomu.

Szwajcaria blokuje majątek Maduro

Szwajcaria ogłosiła w poniedziałek decyzję o natychmiastowym zamrożeniu aktywów należących do Nicolása Maduro i jego najbliższych współpracowników. Krok ten został podjęty zaledwie dwa dni po brawurowej akcji amerykańskich sił specjalnych, które w wyniku nalotu na Caracas schwytały wenezuelskiego przywódcę. Rada Federalna poinformowała, że blokada środków będzie obowiązywać przez cztery lata, a jej głównym celem jest zapobieżenie wypływowi kapitału, który mógł zostać zdobyty w sposób nielegalny.

Decyzja Berna zbiega się w czasie z planowanym na poniedziałek wystąpieniem Maduro przed sądem federalnym w Nowym Jorku, gdzie ma on odpowiedzieć na zarzuty narkoterroryzmu i handlu bronią. Wenezuelski dyktator wraz z żoną Cilią Flores został schwytany 3 stycznia przez Delta Force w ramach akcji, którą prezydent Donald Trump określił mianem „Operacji Absolutnego Postanowienia”. Para została natychmiast przetransportowana do USA i obecnie przebywa w Metropolitan Detention Center na Brooklynie, oczekując na proces.

Władze szwajcarskie wyraźnie zaznaczyły, że sankcje nie są wymierzone w obecny rząd Wenezueli, lecz koncentrują się na zabezpieczeniu środków na poczet ich ewentualnego zwrotu narodowi wenezuelskiemu. Nowe restrykcje stanowią uzupełnienie dotychczasowych działań, jakie Szwajcaria prowadzi od marca 2018 roku w ślad za polityką Unii Europejskiej. Wówczas to po raz pierwszy nałożono obostrzenia na wysokich rangą urzędników reżimu w celu wywarcia presji na przestrzeganie praw człowieka.

Zatrzymanie Maduro wywołało polityczne trzęsienie ziemi w Caracas, gdzie Sąd Najwyższy zaprzysiągł wiceprezydent Delcy Rodríguez na pełniącą obowiązki głowy państwa. Prawo do władzy rości sobie jednak również lider opozycji Edmundo González Urrutia, powołując się na swoje zwycięstwo w wyborach z lipca 2024 roku. Tymczasem na arenie międzynarodowej Rada Bezpieczeństwa ONZ zwołała nadzwyczajne posiedzenie w sprawie amerykańskiej operacji, o co wnioskowała Kolumbia przy wsparciu politycznym Chin i Rosji.

Departament Sprawiedliwości USA oskarża byłego prezydenta o kierowanie spiskiem narkoterrorystycznym oraz organizację masowego przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych. Uzupełniający akt oskarżenia rozwija zarzuty postawione pierwotnie jeszcze w 2020 roku, dodając do nich przestępstwa związane z nielegalnym posiadaniem broni maszynowej. Pierwsze przesłuchanie przed sędzią Alvinem K. Hellersteinem wyznaczono na poniedziałkowe południe w gmachu sądu federalnego na Manhattanie.

Szef Hyundaia ostrzega: 2026 będzie „rokiem kryzysu” dla motoryzacji. Koncern przyspiesza z AI i robotyką

Prezes Hyundai Motor Group Euisun Chung w swoim noworocznym wystąpieniu ostrzegł, że rok 2026 może okazać się jednym z najtrudniejszych okresów dla globalnego przemysłu motoryzacyjnego. Wskazał on na kumulację ryzyk, takich jak narastające napięcia handlowe i konflikty geopolityczne, które mogą realnie uderzyć w rentowność producentów. Chung podkreślił, że czynniki kryzysowe, o które martwiono się od dawna, teraz stają się rzeczywistością, co w skrajnych przypadkach może wymusić czasowe wstrzymanie operacji w niektórych regionach.

Kluczowym elementem strategii przetrwania ma być budowa silnych, wewnętrznych kompetencji w obszarze sztucznej inteligencji, zamiast polegania na zewnętrznych dostawcach. Prezes wezwał do szybszego „internalizowania” technologii AI, ostrzegając, że firmy, które zaniedbają ten obszar, szybko zostaną w tyle za konkurencją. Hyundai zamierza wykorzystać swoją przewagę w dziedzinie „physical AI”, łącząc algorytmy z flotą pojazdów i robotów, co daje dostęp do unikalnych danych z procesów produkcyjnych.

Sytuację finansową koreańskiego giganta komplikują bariery handlowe w USA, gdzie cła na auta produkowane w Korei Południowej wynoszą obecnie 15%. Producent wyliczył, że tylko w trzecim kwartale 2025 roku taryfy te kosztowały go około 1,8 bln wonów, co stanowi poważne obciążenie budżetowe. Choć porozumienie handlowe z listopada 2025 roku obniżyło stawkę z wcześniejszych 25%, koszty te nadal stanowią istotne wyzwanie dla konkurencyjności marki na rynku amerykańskim.

Dodatkowym problemem są zawirowania wokół kluczowych inwestycji w Stanach Zjednoczonych, w tym fabryk związanych z projektem Hyundai–LG w Georgii. We wrześniu 2025 roku amerykańskie służby przeprowadziły tam masową akcję imigracyjną, w wyniku której zatrzymano 475 osób, co agencja AP określiła mianem największej tego typu operacji w historii. Te wydarzenia wpłynęły na harmonogram prac, a opóźnienia przy powiązanym projekcie szacowane są obecnie na co najmniej 2–3 miesiące.

W odpowiedzi na te wyzwania Hyundai zapowiedział gigantyczne inwestycje rzędu 125 bln wonów w perspektywie pięciu lat, koncentrując się na robotyce i nowych technologiach. Równocześnie firma przyjęła bardzo ostrożne cele sprzedażowe, planując zbycie 4,16 mln pojazdów w 2026 roku, co stanowi jedynie minimalny wzrost względem ubiegłorocznego wyniku 4,14 mln sztuk. Taka wstrzemięźliwość w prognozach jest przez rynek odczytywana jako jasny sygnał wysokiej niepewności co do globalnej koniunktury.

Trump daje dwa miesiące na rozstrzygnięcie ws. Grenlandii

Prezydent USA Donald Trump w niedzielę ponownie zaostrzył retorykę w sprawie Grenlandii, oświadczając na pokładzie Air Force One, że Ameryka „potrzebuje” tego terytorium ze względów bezpieczeństwa. Zasugerował przy tym, że kwestia ta powinna zostać rozstrzygnięta w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, co odebrano jako polityczne ultimatum. Wypowiedź ta nastąpiła zaledwie dzień po wywiadzie dla „The Atlantic”, w którym Trump stwierdził, że „absolutnie” potrzebuje Grenlandii.

Atmosferę podgrzała grafika opublikowana przez Katie Miller, przedstawiająca Grenlandię w barwach USA z podpisem „WKRÓTCE”, co w Danii odczytano jako demonstrację siły. Ostrzeżenia płyną również od ekonomisty Jeffreya Sachsa, który uważa, że Waszyngton może spróbować zająć wyspę pod hasłem „stanu wyjątkowego”. W rozmowie z Glennem Diesenem ocenił on, że w obecnych realiach normy międzynarodowe schodzą na dalszy plan, a reakcja Europy na takie działania byłaby prawdopodobnie ograniczona.

Premier Danii Mette Frederiksen zareagowała zdecydowanie, podkreślając, że USA nie mają żadnego prawa do aneksji terytoriów należących do Królestwa Danii. Wezwała Waszyngton do zaprzestania gróźb, ostrzegając jednocześnie, że uderzenie w sojusznika podważałoby fundamenty samego NATO. W podobnym tonie wypowiedział się duński ambasador w USA, zaznaczając, że Kopenhaga oczekuje pełnego poszanowania swojej integralności terytorialnej.

W obronie Danii natychmiast stanęli przywódcy państw nordyckich, w tym premierzy Szwecji i Norwegii, deklarując, że o losach wyspy mogą decydować wyłącznie Kopenhaga i Nuuk. Poparcie wyraził także premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oraz przedstawiciele Unii Europejskiej, akcentując przywiązanie do zasad suwerenności państw. Trump zignorował te głosy, kpiąc z wkładu Danii w bezpieczeństwo regionu i twierdząc, że przejęcie wyspy przez USA jest konieczne dla ochrony Europy.

Znaczenie Grenlandii wynika z jej kluczowej roli geostrategicznej, w tym obecności Bazy Kosmicznej Pituffik, która jest nieodzownym elementem systemu wczesnego ostrzegania USA. Położenie wyspy jest istotne dla kontroli tzw. przesmyku GIUK, będącego strategicznym korytarzem między Arktyką a Atlantykiem w rywalizacji z Rosją. Napięcia te były sygnalizowane już w grudniu 2025 roku przez duński wywiad, który przewidywał wzrost presji ze strony amerykańskiego sojusznika.

Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wezwał do zakończenia amerykańskich „fantazji o aneksji”, stawiając sprawę jasno: decyzje dotyczące przyszłości należą do Grenlandczyków. Jeffrey Sachs, komentując sytuację w mediach, określił działania USA jako sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i oskarżył Waszyngton o coraz bardziej „wojenną” postawę. Konflikt ten pokazuje, jak kwestie bezpieczeństwa w Arktyce stają się nowym, niebezpiecznym polem sporu wewnątrz sojuszu transatlantyckiego.

Za atak na ratownika lub policjanta grozi nawet do 5 lat więzienia. Nowe przepisy już obowiązują

Atak na ratownika medycznego, policjanta, strażaka, strażnika miejskiego oraz inne osoby niosące pomoc może zakończyć się karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nowe regulacje właśnie weszły w życie i mają wzmocnić ochronę tych, którzy interweniują w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia.

Zmiany wynikają z ustawy nowelizującej Kodeks karny, Kodeks wykroczeń oraz przepisy postępowania w sprawach o wykroczenia. Projekt przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Jak podkreśla minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, celem jest ograniczenie bezkarności sprawców przemocy wobec osób udzielających pomocy i zwiększenie poczucia bezpieczeństwa w miejscach takich jak szpitale, przychodnie czy urzędy.

Surowsze kary za przemoc wobec interweniujących

Najważniejsza zmiana dotyczy odpowiedzialności za naruszenie nietykalności osób podejmujących interwencję. Za atak na funkcjonariuszy (m.in. policjanta, strażaka czy ratownika medycznego), ale też na osobę ratującą innych — np. rozdzielającą bójkę, powstrzymującą napastnika albo pomagającą podczas pożaru — grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Nowością jest objęcie taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni również obywateli, którzy interweniują, by ratować innych. W uzasadnieniu zmian wskazano, że dotąd maksymalna kara za naruszenie nietykalności funkcjonariusza wynosiła 3 lata, a w przypadku obywatela podejmującego interwencję — 2 lata.

Ochrona także przed agresją słowną i awanturami w miejscach publicznych

Nowe przepisy rozszerzają też ochronę w sytuacjach znieważenia podczas interwencji. Osoba, która zostanie znieważona (np. wyzwiskami), ma być traktowana jak funkcjonariusz publiczny, a postępowanie ma prowadzić prokuratura — po złożeniu wniosku przez pokrzywdzonego.

Za agresywne zachowanie w miejscu publicznym, np. w szpitalu lub urzędzie, przewidziano kary: areszt, ograniczenie wolności albo grzywnę od 1000 do 5000 zł. Alternatywnie możliwy ma być mandat w wysokości 1000 zł. Taka sama odpowiedzialność ma grozić za zakłócanie spokoju i porządku publicznego pod wpływem alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających.

Wyrok do opublikowania na wniosek pokrzywdzonego

Ustawa wprowadza również rozwiązanie dotyczące jawności skazań w takich sprawach. Na wniosek pokrzywdzonego sąd będzie musiał opublikować wyrok — w praktyce oznacza to możliwość ujawnienia danych skazanego, np. poprzez publikację na stronie internetowej.

Tryb przyspieszony i obowiązkowe zatrzymanie sprawcy

Zmiany obejmują także tryb postępowania w określonych sytuacjach. Jeśli sprawca zostanie przyłapany na gorącym uczynku, policja ma obowiązek — a nie tylko możliwość — zatrzymać go i doprowadzić do sądu, który ma rozpoznać sprawę w trybie przyspieszonym.

Ten mechanizm ma dotyczyć przypadków, gdy do ataku dojdzie m.in. w szpitalu, przychodni, urzędzie albo w trakcie akcji medycznej. Intencją ustawodawcy jest szybsza reakcja państwa i ograniczenie sytuacji, w których agresja wobec personelu i osób interweniujących pozostaje bez realnych konsekwencji.

Grupa WITTCHEN zwiększyła sprzedaż w IV kwartale 2025 roku o 13% r/r

Według wstępnych szacunków, w czwartym kwartale 2025 roku Grupa WITTCHEN zrealizowała sprzedaż na poziomie 150,2 mln zł, co oznacza wzrost o 13% w porównaniu do ostatniego kwartału 2024 roku. Sprzedaż zwiększyła się głównie za sprawą wyprzedaży starszych kolekcji, co Spółka zapowiadała wcześniej. W ciągu całego 2025 roku skonsolidowane przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż do klientów detalicznych w ostatnim kwartale 2025 r. wyniosła 131,7 mln zł i była o 15% wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Przychody w segmencie B2B wyniosły zaś 18,5 mln zł, czyli o 3% mniej r/r.

– W ostatnim kwartale roku, obejmującym m.in. tak zwany black week oraz intensywny okres przedświąteczny, Grupa WITTCHEN odnotowała wyraźny wzrost wolumenu sprzedaży. Był to w dużej mierze efekt zaplanowanych wyprzedaży starszych kolekcji i związanych z tym wzmożonych promocji, realizowanych zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami. Choć działania te mogły wpłynąć negatywnie na poziom marż w omawianym okresie, pozwoliły nam jednocześnie uwolnić miejsce na nowe produkty, poprawić przepływy pieniężne oraz zredukować stan zapasów, co w kolejnych okresach powinno przynieść oszczędności w kosztach magazynowania – informuje Marcin Szyguła, dyrektor finansowy Grupy WITTCHEN.

Narastająco, w ciągu całego 2025 roku Grupa WITTCHEN sprzedała do klientów detalicznych produkty za kwotę 424,4 mln zł (+6% r/r), z kolei sprzedaż w segmencie B2B wyniosła 51,5 mln zł (-7% r/r). Łączne przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż realizowana przez Grupę WITTCHEN za pośrednictwem platform marketplace klasyfikowana jest najczęściej jako sprzedaż detaliczna (w sytuacji, gdy produkty dostarczane są do klientów końcowych bezpośrednio przez Spółkę), a niekiedy jako sprzedaż B2B (w przypadku zamówień hurtowych składanych przez daną platformę).

***

Szacunkowe przychody Grupy Wittchen za czwarty kwartał i 12 miesięcy 2025 roku

(mln zł) 4Q 2025 4Q 2024 Zmiana r/r 2025 2024 Zmiana r/r
Segment detaliczny * 131,7 114,1 15% 424,4 398,7 6%
Segment B2B ** 18,5 19,0 -3% 51,5 55,5 -7%
Przychody razem *** 150,2 133,1 13% 475,8 454,2 5%

*Segment detaliczny obejmuje sprzedaż salonów detalicznych, sprzedaż internetową oraz pozostałą sprzedaż detaliczną.

**Segment B2B obejmuje sprzedaż krajową oraz sprzedaż eksportową do firm i klientów korporacyjnych.

*** Pozycja „razem” oraz „zmiana” przeliczona bez zaokrągleń, stąd ewentualne różnice.

UODO o kontroli trzeźwości w Sejmie: konieczne zmiany w projekcie ustawy

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do poselskiego projektu nowelizacji ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz ustawy o Straży Marszałkowskiej. Projekt zakłada możliwość przeprowadzania badań trzeźwości parlamentarzystów przy użyciu elektronicznych urządzeń mierzących stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu. Celem regulacji jest ustalenie, czy poseł lub senator znajduje się pod wpływem alkoholu.

Prezes UODO podkreślił, że informacje o obecności alkoholu w organizmie stanowią dane osobowe dotyczące zdrowia w rozumieniu RODO. Oznacza to, że są to dane szczególnych kategorii, których przetwarzanie podlega zaostrzonym wymogom prawnym. Każde działanie na takich danych musi spełniać warunki określone w art. 9 ust. 2 RODO oraz respektować zasady przetwarzania danych osobowych.

Organ nadzorczy zwrócił uwagę na podwyższony standard ochrony danych o stanie zdrowia ze względu na ryzyko naruszenia praw i wolności osób, których dane dotyczą. Przetwarzanie tych informacji jest dopuszczalne wyłącznie w ściśle określonych przypadkach i tylko w zakresie niezbędnym do realizacji jasno wskazanych celów. Musi się ono również odbywać zgodnie z zasadami legalności, minimalizacji i ograniczenia celu.

W opinii Prezesa UODO projekt powinien zostać poddany tzw. testowi prywatności oraz ocenie skutków dla ochrony danych. Taka analiza pozwoliłaby ocenić ryzyka związane z przetwarzaniem danych parlamentarzystów, w tym informacji o ich zdrowiu, stanie fizycznym czy ewentualnych nałogach. Ułatwiłoby to także weryfikację, czy planowane rozwiązania są rzeczywiście niezbędne.

Prezes UODO wskazał, że obecna wersja projektu narusza szereg zasad wynikających z art. 5 RODO. W związku z tym konieczne jest m.in. doprecyzowanie celu badań, zakresu przetwarzanych danych, zasad dokumentowania i przechowywania wyników oraz procedury samego badania. Niezbędne jest także określenie wymagań technicznych dla urządzeń oraz zapewnienie poszanowania godności i intymności osób badanych.

Trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić szczególną uwagę w 2026 roku

Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, patrząc na trendy strukturalne, wskazuje trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę w 2026 r. Zaznacza, że nie są to rekomendacje inwestycyjne, a raczej przykłady pokazujące, jak myśleć o megatrendach przy doborze spółek do portfela.

Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), Eli Lilly oraz GE Vernova – te trzy spółki charakteryzują się silną dynamiką i zdaniem Charu Chanana nadal będą osiągać dobre wyniki w tym roku. Mają potencjał dostarczyć stopy zwrotu wyższe niż historyczna średnia 8,3%, jaką – według danych Bloomberga – globalne akcje (reprezentowane przez indeks MSCI ACWI) generowały od 1988 roku.

Silny impuls ze strony AI

Pierwszym obszarem jest rozwój technologiczny, w którym sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę, ale stanowi też istotne źródło ryzyka: czy spółki i inwestorzy osiągną atrakcyjne zwroty, czy poniosą straty wskutek nietrafionych nakładów inwestycyjnych.

TSMC jest światowym liderem w produkcji najbardziej zaawansowanych układów scalonych. Uważam, że spółka może utrzymać pozycję w centrum globalnej ekspansji sprzętu dla AI. Technologie procesowe 3 nm oraz przyszłe technologie 2 nm są dokładnie tym, co powinno zapewnić TSMC pozycję jednej z firm, która może skorzystać z dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, ponieważ obecnie istnieje duże zapotrzebowanie na wysokowydajne przetwarzanie danych – mówi Charu Chanana.

TSMC rozwija obecnie moce produkcyjne w USA, Japonii i Niemczech, co zwiększa odporność spółki zarówno na napięcia geopolityczne wokół Tajwanu i Chin, jak i na ryzyka związane z polityką handlową oraz bezpieczeństwem dostaw.

Największym ryzykiem są napięcia geopolityczne wokół Tajwanu, ale istnieje też ryzyko istotnego spowolnienia inwestycji w AI lub chmurę obliczeniową, co mogłoby szybko uderzyć w spółkę taką jak TSMC – zaznacza Chanana.

Postrzega przy tym nakłady na AI jako ryzyko cykliczne, a więc potencjalnie przejściowe. W jej ocenie konsensus prognoz dla TSMC wygląda obiecująco: rynek oczekuje 15–20% wzrostu zysków w 2026 r., a następnie 18–22% w 2027 r.

To odzwierciedla kontynuację wzrostu zamówień związanych z AI i daje TSMC wycenę, która nadal wydaje się rozsądna pod względem profilu wzrostu i dominującej pozycji w branży – dodaje.

TSMC jest wyceniane przy wskaźniku P/E 23,7, natomiast forward P/E – oparty o prognozowany zysk na akcję w kolejnych 12 miesiącach – wynosi 19,9.

Healthcare bez Novo

Drugim obszarem jest zdrowie. W tym temacie Charu Chanana pomija Novo Nordisk i wybiera największego konkurenta spółki.

Eli Lilly znajduje się w centrum globalnego boomu na zdrowie metaboliczne, przy ekstremalnym popycie na leki na cukrzycę i redukujące masę ciała. Eli Lilly ma po prostu szerszą ofertę produktową niż Novo Nordisk – komentuje. Patrząc na wskaźniki P/E i forward P/E, przyznaje, że Novo Nordisk jest tańsze niż Eli Lilly. Z kolei Eli Lilly wypada „taniej” według wskaźnika PEG, który uwzględnia jednocześnie cenę, zyski oraz prognozowane tempo wzrostu.

Prognozowany wzrost zysków Eli Lilly jest wyższy niż wzrost całego sektora farmaceutycznego. Wiele dużych firm rośnie w niskim lub średnim jednocyfrowym tempie, co oznacza, że inwestorzy płacą premię za połączenie wzrostu przychodów, ekspansji marż oraz relatywnie długiego horyzontu zysków związanych z lekami zawierającymi analogi hormonu GLP-1 i innymi produktami odchudzającymi – wyjaśnia Chanana.

Konsensus analityków wskazuje na wzrost zysku na akcję o ok. 35% w 2026 r. oraz 23% w 2027 r. Według Chanany akcje są już i tak wysoko wyceniane na P/E 43, co odzwierciedla potencjał i długoterminowy popyt na leki zawierające analogi hormonu GLP-1. Z kolei największymi czynnikami ryzyka są regulacje cenowe, które doprowadziłyby do obniżenia cen i wymagałyby wyższych przychodów, nasilenie konkurencji oraz znaczna zależność firmy Eli Lilly od jej superpopularnych leków. Dlatego każde potknięcie polityczne, konkurencyjne lub kliniczne może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na zyski i nastawienie inwestorów do akcji.

Zielona transformacja

Trzecim tematem jest transformacja w kierunku odnawialnych źródeł energii. W tym obszarze Chanana zwraca uwagę na firmę GE Vernova.

Spółka rozwija urządzenia i usługi dla sektora elektroenergetycznego. Kurs akcji mocno wzrósł w 2025 roku, co wyraźnie podbiło wycenę. Dlatego – podobnie jak w przypadku Eli Lilly – kluczowe jest uważne monitorowanie ryzyka.

Aby uzasadnić wysoką wycenę, firma musi nadal osiągać bardzo dobre wyniki. GE Vernova znajduje się na styku elektryfikacji, zapotrzebowania na energię centrów danych oraz globalnej transformacji energetycznej. Znaczna część portfela zamówień firmy jest związana z długoterminowymi umowami serwisowymi o wysokich marżach, co zapewnia jej bardziej strukturalną podstawę zysków niż w przypadku wielu innych tradycyjnych przedsiębiorstw przemysłowych – mówi Chanana.

Szacunki wzrostu są bardzo wysokie: nawet 82% w 2026 r. i 53% w 2027 r.

Wskaźnik forward P/E na poziomie ok. 59,5 sugeruje, że rynek już uwzględnia w cenie akcji bardzo silny wzrost. Potwierdza to duże zapotrzebowanie na modernizację sieci energetycznej, ogromny popyt na energię oraz znaczne inwestycje w odnawialne źródła energii – komentuje.

W grudniu 2025 r. spółka zorganizowała dzień rynków kapitałowych, podczas którego zintensyfikowała swoje cele finansowe, podwoiła kwartalną dywidendę i zwiększyła program skupu akcji z 6 mld do 10 mld USD. Z uwagi na wysoką wycenę akcji, będą one bardzo wrażliwe na opóźnienia w realizacji projektów, przekroczenia budżetu, które osłabiają marże, a także na ogłoszenia polityczne i dotacje. Dodatkowo wszelkie spowolnienie globalnego wzrostu gospodarczego lub zmiany regulacyjne mogą również osłabić popyt.

Złoto a Wenezuela. Jak na interwencję USA zareagowały metale szlachetne?

Weekendowa interwencja USA w Wenezueli i pojmanie Nicolása Maduro wywołały wyraźną reakcję rynków finansowych, a szczególnie rynku metali szlachetnych. W poniedziałek złoto ponownie zyskało na wartości i osiągnęło poziomy powyżej 4420-4430 USD za uncję, odbijając się o kilka procent w sesji azjatyckiej jako efekt zwiększonego popytu na bezpieczne aktywa.

To typowa reakcja inwestorów w obliczu nagłej eskalacji ryzyka geopolitycznego – gdy apetyty na ryzyko maleją, kapitał ucieka do instrumentów uważanych za stabilne, a złoto przez wieki pełniło taką funkcję. Pierwszy kwartał każdego roku jest tradycyjnie dobry dla kursu złota, a 2026 zaczyna się naprawdę z bardzo mocnym akcentem.

Sam fakt interwencji w kraju o ogromnych zasobach ropy naftowej i bogatych złożach surowców dodatkowo podnosi niepewność w kontekście globalnej równowagi energetycznej. Choć bezpośredni wpływ na rynek ropy może być ograniczony przez obecny stan infrastruktury Wenezueli, to już teraz rynki surowcowe odnotowują zmienność – złoto i srebro rosną, a ropa delikatnie spada. Takie zachowanie wskazuje, że inwestorzy traktują złoto jako realną ochronę kapitału w obliczu nieprzewidywalnych wydarzeń politycznych.

Na krótszą metę może to oznaczać większą zmienność cen złota, ale z punktu widzenia fundamentów to wydarzenie tylko potwierdza, że metal pozostaje jedną z najbardziej wiarygodnych „bezpiecznych przystani”. W dłuższej perspektywie dalsze geopolityczne niepokoje i niejasność co do przyszłości podaży surowców mogą dodatkowo wzmacniać popyt na złoto jako instrument o charakterze ochronnym.

Rekordowy rok dla złota i srebra

Warto przy tym pamiętać, że obecna reakcja rynku wpisuje się w bardzo silny trend, który obserwowaliśmy przez cały 2025 rok. Złoto zyskało w minionym roku około 64%, notując najlepszy wynik roczny od 1979 r. Impulsem były przede wszystkim obniżki stóp procentowych przez Fed, napięcia geopolityczne, rekordowe zakupy banków centralnych oraz rosnące zainteresowanie funduszy ETF opartych na złocie.

Rynek wciąż liczy na kolejne sygnały luzowania polityki monetarnej w USA, a inwestorzy zakładają co najmniej dwie dalsze obniżki stóp procentowych w tym roku, co sprzyja utrzymaniu popytu na metale szlachetne.

Równie imponująco wyglądał 2025 rok w przypadku innych metali. Srebro wzrosło aż o 147%, korzystając z nadania mu statusu minerału krytycznego w USA, utrzymujących się deficytów podaży oraz rosnącego popytu inwestycyjnego i przemysłowego. Pod koniec grudnia ceny sięgały rekordowych poziomów, a początek nowego roku przyniósł kolejną falę dynamicznych wzrostów.

Na tym tle dobrze zachowywały się również platyna i pallad, które także ustanawiały historyczne maksima. To pokazuje, że mamy do czynienia nie z jednorazowym zrywem, lecz z szerokim, strukturalnym ruchem na rynku metali szlachetnych.

CGI finalizuje przejęcie Comarch Polska SA

CGI Inc. (NYSE: GIB) (TSX: GIB.A), jedna z największych niezależnych firm świadczących usługi konsultingowe w zakresie IT i biznesu na świecie, finalizuje ogłoszony wcześniej proces nabycia Comarch Polska S.A., spółki zależnej Comarch S.A., przez swoją polską spółkę CGI Information Systems and Management Consultants (Polska) sp. z o.o.

Wraz z połączeniem, do zespołu CGI dołączy blisko 460 specjalistów z branży IT i doradztwa biznesowego, co zwiększy liczbę ekspertów w Polsce i krajach bałtyckich do ponad 1500. Dzięki przejęciu, CGI będzie obecne w kilku największych miastach Polski.

„CGI kontynuuje rozwój w regionie zarówno w sposób organiczny, jak i poprzez strategiczne przejęcia, zgodnie z naszymi długoterminowymi celami biznesowymi. Wzmacniamy obecność w Polsce i krajach bałtyckich, wykorzystując nasze bogate doświadczenie w sektorze publicznym, transferując sprawdzone kompetencje nabyte w ramach naszych działań w całej Europie” – powiedział Niraj Sood, prezes CGI w Finlandii, Polsce i krajach bałtyckich.

„Dostrzegamy znaczące możliwości rozwoju w sektorze publicznym, nie tylko poprzez transfer wiedzy i najlepszych praktyk oraz rozwiązań wypracowanych wspólnie z naszymi klientami w całej Europie, lecz także poprzez wzmocnienie potencjału zespołu, który do nas dołącza” – powiedział Bartłomiej Nieścierowicz, Senior Vice-President i Członek Zarządu CGI w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. „Łącząc lokalne doświadczenie Comarch z niezależną ofertą CGI, poszerzamy portfolio sprawdzonych rozwiązań dostępnych dla sektora publicznego w Polsce. Nasze zobowiązanie do terminowej i zgodnej z budżetem realizacji 95% prowadzonych projektów wyznacza nowy standard wydajności i niezawodności na polskim rynku”.

Comarch dostarcza rozwiązania w zakresie oprogramowania i usług informatycznych dla sektora administracji publicznej od 1993 roku. W swojej ofercie firma posiada rozwiązania ERP, narzędzia do cyfrowego zarządzania procesami i dokumentacją, a także usługi konsultingowe i programy do zarządzania firmą. Jako europejski lider w dziedzinie rozwiązań programistycznych, firma realizuje projekty dla czołowych polskich i globalnych marek w kluczowych sektorach gospodarki. Dziesiątki tysięcy znanych organizacji w ponad 100 krajach na sześciu kontynentach korzystały z rozwiązań Comarch.

„Mając ponad 30 lat doświadczenia w świadczeniu usług IT w Polsce, jesteśmy przekonani, że dzięki wsparciu CGI będziemy mogli dalej rozszerzać naszą obecność w sektorze publicznym, wprowadzając tworzone globalnie i sprawdzone rynkowo rozwiązania oparte na własności intelektualnej, dostosowane do lokalnych uwarunkowań.” – powiedział Tomasz Matysik, prezes Comarch Polska.

„Sfinalizowanie transakcji z CGI potwierdza dojrzałość oraz międzynarodową konkurencyjność rozwiązań opracowanych przez Comarch, a także wysoką jakość pracy realizowanej przez nasze zespoły” – powiedział Jarosław Mikos, Prezes Zarządu Comarch S.A.

Interwencja USA w Wenezueli podbija niepewność. Co wybierają inwestorzy?

W miniony weekend wojsko Stanów Zjednoczonych przeprowadziło interwencję zbrojną na terytorium Wenezueli i dokonało uprowadzenia prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żony, którzy zostali przewiezieni do USA i objęci amerykańskim aresztem.

Podczas konferencji prasowej prezydent Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone tymczasowo przejmą zarządzanie Wenezuelą. Priorytetami mają być odbudowa państwa oraz ponowne uruchomienie sektora naftowego, w tym zaangażowanie największych amerykańskich spółek energetycznych w modernizację zaniedbanej przez wiele lat infrastruktury.

W samej Wenezueli wiceprezydent Delcy Rodríguez wyłoniła się jako tymczasowa liderka, uzyskując poparcie Sądu Najwyższego. Jednocześnie kwestionuje ona amerykańską narrację dotyczącą władzy i suwerenności państwa. Tworzy to w krótkim terminie wysoce niestabilne połączenie ryzyka geopolitycznego i zakłóceń na rynku ropy.

Jak reaguje rynek?

Jak tłumaczy Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, rynki akcji stopniowo ignorują początkowy szok, ceny ropy reagują głównie na napływające informacje bez wyraźnego kierunku, natomiast aktywa uznawane za bezpieczne notują zwiększony popyt.

Ropa naftowa i sektor energetyczny

Jak wskazuje analityczka Saxo Bank, najbardziej błędne założenie dotyczy tego, że sytuacja w Wenezueli przyczyni się do zwiększenia podaży ropy i to w krótkim okresie. Nawet jeśli sytuacja polityczna ulegnie poprawie, znacząca produkcja nie odbije szybko. Sektor ten potrzebuje kapitału, sprzętu, ludzi i sprawnej infrastruktury, a to oznacza wieloletnią odbudowę. Dodatkowo podkreśla, że brak gwałtownego wzrostu cen ropy wcale nie jest irracjonalny: aby ceny tego surowca uległy trwałej zmianie, sytuacja geopolityczna musi spowodować rzeczywiste zakłócenia w łańcuchach dostaw lub szerszy wstrząs regionalny. W perspektywie krótkoterminowej Wenezuela nie jest tego rodzaju wstrząsem, który automatycznie ogranicza globalną podaż w sposób wymuszający znaczną zmianę cen ropy naftowej.

Scenariusz bazowy

Krótkoterminowo: Ceny ropy prawdopodobnie pozostaną zmienne i poruszać się będą w szerokim przedziale. Wenezuela odpowiada obecnie za mniej niż 1% światowej podaży, dlatego wpływ wydarzeń na globalny rynek jest ograniczony.

Średnioterminowo: Rynek może zacząć uwzględniać możliwość powrotu wenezuelskiej produkcji w przyszłości. Nawet w sprzyjającym scenariuszu politycznym proces ten będzie jednak powolny. Odbudowa wydobycia wymaga dużych nakładów finansowych, dostępu do technologii oraz stabilnej sytuacji politycznej przez wiele lat.

Główne ryzyka

Największym ryzykiem jest zbyt szybkie wycenienie powrotu wenezuelskiej produkcji. Wieloletnie zaniedbania oraz bardzo ciężki charakter tamtejszej ropy sprawiają, że szybkie zwiększenie wydobycia jest mało realne, nawet przy zmianie władzy.

Instrumenty

Ropa: WTI Light Sweet Crude, Brent Crude

Gaz: Henry Hub Natural Gas, E-mini Natural Gas

Akcje energetyczne (przykładowe ekspozycje): ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips, SLB. Chevron jest jedyną dużą amerykańską spółką naftową, która nadal prowadzi działalność w Wenezueli na podstawie specjalnej licencji Departamentu Skarbu USA. Firma posiada wieloletnie projekty joint venture w tym kraju. W przypadku złagodzenia restrykcji, Chevron mógłby zwiększyć dostęp do wenezuelskiej ciężkiej ropy i kierować większe wolumeny do rafinerii na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej.

Jeżeli dostawy ciężkiej ropy z Wenezueli ulegną normalizacji, największymi beneficjentami będą amerykańskie rafinerie przystosowane do jej przerobu – zwłaszcza zakłady na Wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Spółki takie jak Valero Energy, PBF Energy czy Phillips 66 historycznie korzystały na tego typu sytuacjach. (Wzmianki mają charakter informacyjny, nie stanowią rekomendacji).

ETF-y: State Street Energy Select Sector SPDR ETF, Vanguard Energy ETF, State Street SPDR S&P Oil & Gas Exploration & Production ETF, VanEck Vectors Oil Services ETF

Złoto i srebro

Scenariusz bazowy

Złoto, zdaniem analityków Saxo, jest prostszym i bardziej bezpośrednim sposobem ekspozycji na to wydarzenie niż ropa, ponieważ mamy do czynienia głównie z szokiem geopolitycznym, a złoto tradycyjnie reaguje na niepewność i wzrost ryzyka. Srebro i platyna mogą uczestniczyć we wzrostach, jednak cechują się wyższą zmiennością i mają tendencję do szybszego cofania się, jeśli napięcia ulegną deeskalacji.

Kluczowe ryzyka

W przypadku srebra i platyny głównym zagrożeniem jest nadmierne nagromadzenie pozycji po gwałtownych wzrostach, co zwiększa ryzyko ostrych korekt.

Instrumenty

Spot: XAUUSD, XAGUSD

Kontrakty typu futures: Micro Gold, Micro Silver, Gold, Silver

Platyna / pallad: Platinum, Palladium

ETF-y: SPDR Gold ETF, iShares Silver Trust ETF, Abrdn Physical Platinum Shares ETF

Spółki wydobywcze: VanEck Vectors Gold Miners ETF, VanEck Vectors Junior Gold Miners ETF

Globalne rynki akcji

Scenariusz bazowy

Globalne rynki akcji najprawdopodobniej będą nadal ignorować sytuację w Wenezueli, o ile nie doprowadzi ona do realnych zakłóceń w łańcuchach dostaw lub do wyraźnego zaostrzenia warunków finansowych. Geopolityka stała się trwałym elementem otoczenia rynkowego, a nie jednorazowym czynnikiem zaskoczenia.

W takim otoczeniu indeksy mogą kontynuować stopniowy wzrost, jeżeli oczekiwania dotyczące wyników spółek, płynności oraz stóp procentowych pozostaną korzystne, szczególnie w sektorze technologicznym. Jednocześnie ryzyko związane z nagłówkami w mediach sprzyja rotacji sektorowej i zwiększonej dyspersji stóp zwrotu.

Sygnały ostrzegawcze

Jeżeli jednocześnie nastąpi rozszerzenie spreadów kredytowych, silny wzrost cen ropy w reakcji na dalsze zakłócenia oraz wyraźne spadki na rynkach akcji, będzie to sygnał, że rynek zaczyna traktować sytuację jako problem systemowy.

Instrumenty

Futures: E-mini S&P 500, E-mini Nasdaq-100, Nikkei 225, Hang Seng Index, Hang Seng TECH Index
CFD: US 500, US Tech 100 NAS, Hong Kong 50, US 30 Wall Street, Germany 40, EU Stocks 50

Rynek walutowy (FX)

Scenariusz bazowy

Administracja Trumpa wprost sygnalizowała, że Kolumbia i Meksyk mogą być kolejnymi krajami objętymi presją w związku z handlem narkotykami. Utrzymuje to podwyższone, strukturalne ryzyko geopolityczne dla peso meksykańskiego (MXN).

Peso może tracić na wartości nawet przy stabilnym globalnym sentymencie, jeśli rynek zacznie wyceniać bardziej konfrontacyjną postawę USA wobec Meksyku. Tego typu narracja szybko przekłada się na ryzyko ceł, napięć granicznych oraz wzrost premii za ryzyko.

Euro może pozostawać pod presją, jeżeli inwestorzy będą utrzymywać pozycjonowanie pod silniejszy reżim polityczny USA i umacniającego się dolara.

Instrumenty

  • USD/MXN (spot lub opcje)
  • MXN/JPY
  • EUR/USD (spot lub opcje)
  • EUR/JPY, EUR/GBP, EUR/CHF

Sektor obronny

Scenariusz bazowy

Sektor obronny pozostaje relatywnie stabilną ekspozycją na utrzymujące się napięcia geopolityczne. Kluczowym czynnikiem jest strukturalnie wyższy poziom wydatków na bezpieczeństwo i uzbrojenie, a nie bieżące wahania cen surowców.

Spółki obronne mogą zachowywać się relatywnie dobrze nawet w otoczeniu, w którym rynek stopniowo wygasza ryzyko. Jednocześnie po silnych wzrostach sektor ten bywa podatny na szybkie korekty, jeśli pojawi się przekonanie o deeskalacji napięć.

Instrumenty

  • ETF-y (USA): iShares U.S. Aerospace & Defense ETF, State Street SPDR S&P Aerospace & Defense ETF, Invesco Aerospace & Defense ETF
  • Akcje (USA): Lockheed Martin, Northrop Grumman, RTX, General Dynamics
  • Europa: Rheinmetall, Leonardo, Germany Mid-Cap 50

Instrumenty rynku walutowego (FX) oraz kontrakty CFD są złożonymi produktami finansowymi i wiążą się z wysokim ryzykiem szybkiej utraty kapitału ze względu na zastosowanie dźwigni finansowej. 61% rachunków inwestorów detalicznych traci środki podczas handlu kontraktami CFD i instrumentami FX u tego dostawcy. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej upewnij się, że w pełni rozumiesz mechanizm działania tych instrumentów oraz poziom ryzyka, który jesteś w stanie zaakceptować.

Interwencja USA w Wenezueli: risk-off na rynkach, złoto i dolar zyskują, ropa spokojna

Interwencja USA w Wenezueli powoduje odwrót od ryzyka wraz z początkiem roku, ale na notowaniach ropy naftowej jest spokojnie. Ten tydzień będzie stał pod znakiem odczytów makro zza oceanu – tym razem dane z rynku pracy otrzymamy według bazowego harmonogramu. 

„Szybka akcja”

Początek tygodnia to dla inwestorów moment zderzenia z tym, co działo się w weekend, a więc zbrojną interwencję USA w Wenezueli. Akcja od dłuższego czasu „wisiała” w powietrzu, ale sposób jej przeprowadzenia – błyskawiczne ujęcie prezydenta Maduro – mógł zaskoczyć niejednego obserwatora. W końcu mówimy o kraju, którego obronność była dotychczas uważana za topową w Ameryce Łacińskiej. Interwencja w wielu częściach świata (na czele z Chinami) wywołała głosy potępienia, a dla inwestorów przynosi zmianę sentymentu na negatywny. Korzysta przede wszystkim złoto, które umacnia się dzisiaj o blisko 2,5%, ale także dolar amerykański, jako save haven – w relacji do euro widzimy ruch o 0,3%.

To mogła być druga Norwegia

Warto przypomnieć, że Wenezuela to kraj pogrążony w permanentnym kryzysie od lat 90., a szczególnie trudny okres w tym państwie to właśnie rządy ostatnich dwóch prezydentów, czyli Maduro i wcześniej Chaveza. To może zaskakiwać, skoro mówimy o państwie, gdzie są największe potwierdzone złoża ropy naftowej, ale też duże zasoby złota (często pojawiało się hasło legendarnego El Dorado). Ale posiadać zasoby, a je wykorzystywać to dwie różne sprawy – i to właśnie smutna domena Wenezueli. Obecne wydobycie to raptem 1 mln baryłek dziennie (na świecie dziennie to 100 mln), a w latach 90. było to ponad 3 razy tyle. Po weekendowych wydarzeniach nie ma niemal śladu na notowaniach ropy naftowej. Dlaczego? Bo tak naprawdę interwencja jak na razie nie ma znaczenia. Jeśli USA rzeczywiście wzmocni swoją rolę importera ropy naftowej z Wenezueli, to minie sporo czasu zanim ten cel uda się osiągnąć. Proces ten zajmie lata i będzie bardzo kosztowny, bo potrzebne są ogromne inwestycje po okresie zaniedbań.

Kluczowa stopa bezrobocia

Rozpoczynający się tydzień przyniesie odczyty wielu ważnych danych makro z USA. Będą one kluczowe dla dalszych ruchów Fed w polityce monetarnej. Przede wszystkim publikacja raportu z rynku pracy w piątek może przynieść dużą zmienność. W końcu oficjalny rządowy odczyt nastąpi zgodnie z harmonogramem, a będą to dane za grudzień. Najważniejsza może się okazać stopa bezrobocia, o której wspominał Powell na ostatniej konferencji, jako barometrze sytuacji w gospodarce. Tym bardziej, że po shutdownie trudno interpretować liczbę nowych miejsc pracy, gdyż nastąpiło sporo przesunięć w czasie. Tyle tylko, że przy obecnym risk off na rynkach reakcja na dolarze amerykańskim może nie być oczywista. Tym bardziej, że już i tak gorącą atmosferę podgrzewają jeszcze wypowiedzi członków administracji Trumpa – choćby na temat kolejnej interwencji na Kubie bądź na Grenlandii. Sytuacja na krajowej walucie jest dość spokojna, a – w związku z umocnieniem USA na rynku FX – nie może dziwić ruch w górę na USD/PLN.

Inspekcja Pracy nie jest gotowa na bycie super-urzędem. Hamulec premiera Tuska był oczekiwany przez biznes

– Inspekcja Pracy jest jedną z tych instytucji, która nie spełnia obecnie oczekiwań ani przedsiębiorców, ani pracowników. Nic więc dziwnego, że zaplanowano jej reformę. Sam w sobie pomysł zmian nie budzi w nas protestu, bo instytucja tego typu musi nadążać za trendami, zmianami na rynku pracy i tym, jak zmienia się rynek. Problem jest jednak inny. Zaplanowano rewolucję, przewrót kopernikański i z nieprzygotowanej do tego instytucji planowano zrobić „super-urząd” z kompetencjami, które w pierwszej wersji projektu ustawy byłyby momentami analogiczne do tego, co może robić sąd pracy. To nie mogło się udać – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  

Inspekcja pracy musi się zmienić, ale jednocześnie działać w granicach akceptowalnych gospodarczo

Na początku roku w mediach pojawiła się informacja o tym, że premier Donald Tusk osobiście podjął decyzję o zawieszeniu reformy inspekcji pracy. Najwięcej kontrowersji miał wzbudzić postulat dotyczący zmian umów B2B na umowy o pracę decyzją administracyjną urzędników.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej już od miesięcy zwracali uwagę na to, że reforma inspekcji pracy jest robiona w pośpiechu i zawiera wiele elementów, które w starciu ze zwykłym życiem firm i przedsiębiorstw będzie powodować wielkie konflikty i generować nawet postępowania sądowe.

Co budziło nasze największe obawy? Że arbitralne decyzje dotyczące umów pracowników będą mieć konsekwencje dla firm. Przykładowo – pracownik może z własnej woli wykonywać usługi dla kilku firm w formule B2B, a inspekcja pracy będzie postulować, by zmienić formułę zatrudnienia na etat. Taki pracownik zostaje skrzywdzony, pracodawca zostaje skrzywdzony, a urzędnik nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, że dokonał nie oczekiwanej przez nikogo korekty.

W kolejnych formułach projektu nieco złagodzono np. tryb odwoławczy od decyzji administracyjnej, ale istota ustawy pozostała bez zmian.

Północna Izba Gospodarcza docenia i pozytywnie ocenia decyzje premiera Tuska, by Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  jeszcze raz przygotowało projekt rewolucji w Inspekcji Pracy. Może tym razem w konsultacji z przedsiębiorcami? Zaznaczamy: reforma inspekcji jest potrzebna, a eliminacja sytuacji patologicznych z rynku pracy leży także w interesie firm działających uczciwie i dbających o swoich pracowników. Nie można jednak pozwolić na to, by idea zmiany, była jednocześnie czymś, co będzie działać na niekorzyść przedsiębiorców i pracowników.

Jaka jest propozycja Północnej Izby Gospodarczej?

Inspekcja Pracy powinna zająć się swoją funkcją kontrolną – być może nawet w formie bardziej reaktywnej i intensywnej, ale decyzje, jakie będą podejmowane powinny mieć możliwość odpowiedzi ze strony pracodawcy. Jesteśmy zwolennikami rozsądnego podejścia do procedur kontrolnych i efektów naprawczych.

 Projekt nowelizacji ustawy o PIP nie był wystarczająco konsultowany ze środowiskiem biznesu, a uwagi przedsiębiorców nie zostały uwzględnione. Koszty potencjalnych błędnych decyzji urzędniczych nie mogą być zrzucane na przedsiębiorców. Jesteśmy więc za tym, by w nowych przepisach uwzględnić odpowiedzialność finansową urzędu za źle podjęte decyzje.

Jako Północna Izba Gospodarcza zapowiadamy gotowość do rozmowy z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – radząc jednocześnie zespołowi Pani Minister więcej otwartości na głos przedsiębiorców. Będzie wtedy rozsądniej, poważniej i bez chaosu.

Premierowi Donaldowi Tuskowi za interwencję dziękujemy.

Komentarz ekspertki rynku pracy, dyrektor zarządzającej LSJ HR Group Katarzyny Opiekulskiej

Nie możemy wychodzić z założenia, że jedyną społecznie i gospodarczo właściwą formą relacji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą jest umowa o pracę. Współczesna gospodarka opiera się w dużej mierze na elastyczności, a potrzeby rynku pracy są dziś znacznie bardziej zróżnicowane niż jeszcze kilkanaście lat temu. Są branże, w których model B2B, możliwość dynamicznej zmiany projektów czy równoległa współpraca z kilkoma podmiotami są dla obu stron rozwiązaniem bardziej efektywnym i pożądanym niż klasyczny etat i osiem godzin spędzanych w jednym miejscu. Oczywiście umowa o pracę pozostaje ważną i potrzebną formą zatrudnienia – szczególnie w takich sektorach jak przemysł, budownictwo, transport, handel czy administracja. Tam stabilność i przewidywalność mają kluczowe znaczenie. Jednak próba narzucenia tego samego modelu wszystkim branżom ignoruje realia rynku. W obszarach takich jak sektor IT, prace kreatywne czy ochrona zdrowia sztywne ramy zatrudnienia i stacjonarny tryb pracy często stają się dla pracowników barierą rozwoju, a nie jego wsparciem.

Każda sytuacja powinna być oceniana indywidualnie, z uwzględnieniem specyfiki branży, charakteru pracy i realnych potrzeb obu stron. Stosowanie jednego, odgórnie narzuconego schematu w całej gospodarce nie tylko nie rozwiąże problemów rynku pracy, ale może wręcz prowadzić do ich pogłębienia. Żyjemy w wolnym kraju, w którym zarówno pracownik, jak i pracodawca powinni mieć prawo świadomie decydować o formie współpracy – także w modelu B2B – baz nadmiernej ingerencji państwa, o ile obie strony wyrażają na to zgodę i działają w granicach prawa.

Brown-Forman laureatem nagrody ‘’Równa Firma’’ 2025

Brown‑Forman Polska, międzynarodowa firma branży dystrybucji alkoholu, znalazła się w gronie laureatów nagrody ‘’Równa Firma’’ magazynu Forbes Women 2025. To uznanie zasad wprowadzanych w firmie na rzecz równości kobiet i mężczyzn w biznesie.

Uznanie i tytuł ‘’Równa Firma 2025’’ to kolejne potwierdzenie realizacji zdecydowanej polityki firmy Brown‑Forman Polska w ramach wyrównywania szans kobiet w środowisku biznesu. Akcja Równa Firma to program zainicjowany w 2019 roku przez redakcję Forbes Women Polska, którego partnerem jest United Nations Global Compact Network Poland. UN Global Compact to największa na świecie inicjatywa skupiająca zrównoważony biznes.

Według Women in Work Index 2025 przygotowanego przez PwC, Polska zajęła 7. miejsce spośród 33 krajów OECD pod względem sytuacji kobiet na rynku pracy. To znacznie wyższa pozycja niż w wielu krajach Europy Środkowej, takich jak Czechy, Węgry czy Słowacja, co sugeruje, że Polska radzi sobie stosunkowo dobrze w obszarze zatrudnienia kobiet, ich udziału w rynku pracy i relatywnej płacy. Zmiany są widoczne w wielu branżach. Z wypowiedzi ekspertów wynika, że kobiety stanowią 46 proc. siły roboczej w Unii Europejskiej, a organizacjach łańcucha dostaw to już blisko 40 proc. W Polsce, udział kobiet pracujących w stereotypowo męskich branżach rośnie. Ważnym bodźcem do zmiany sytuacji kobiet na rynku pracy wydaje się być przechodzenie od modelu tradycyjnego do partnerskiego, w którym mężczyźni na równi z kobietami zajmują się opieką nad dziećmi oraz angażują się w obowiązki domowe. Pomogą w tym zmiany legislacyjne, w tym wprowadzenie europejskiej dyrektywy dotyczącej równości i przejrzystości wynagrodzeń. Duże znaczenie ma też dyrektywa o udziale kobiet we władzach spółek giełdowych. Do końca czerwca 2026 r. ma on wzrosnąć do co najmniej 40 proc. w radach nadzorczych lub przynajmniej 33 proc. we władzach spółek, czyli łącznie w zarządach i radach nadzorczych.

Pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa liczba fundacji i inicjatyw, które wspierają kobiety w aktywizacji zawodowej. – Nie tylko umożliwiają kobietom przekwalifikowanie się, ale także budują świadomość znaczenia kobiet na rynku pracy – podkreśla Karolina Szkaradnik, menedżer ds. relacji z klientem w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Grafton Recruitment.

Rosnąca reprezentacja kobiet jest widoczna na poziomie stanowisk specjalistycznych. – W Brown-Forman dbamy o to, aby dla każdego pracownika firma była naturalnym środowiskiem, które stwarza poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Cieszy nas, że na krajowym rynku jesteśmy świadkami coraz bardziej widocznego trendu udziału kobiet w strukturach organizacyjnych, prezentujących szeroki zakres kompetencji i specjalizacji – powiedziała Beata Mirowska, Head of Finance w Brown-Forman Polska, która odbierała wyróżnienie.

UN Global Compact wspiera merytorycznie polskich członków w wypełnianiu rocznego obowiązku raportowania podejmowanych przez firmy działań i osiągniętych rezultatów. Wszystkie inicjatywy UN Global Compact Network Poland są podejmowane we współpracy ze światem biznesu, administracją rządową, ekspertami oraz społeczeństwem obywatelskim.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – grudzień 2025 (wstępne dane)

W grudniu deweloperzy wprowadzali do sprzedaży bardzo drogie mieszkania. W efekcie – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – średnia cena metra kwadratowego wszystkich oferowanych lokali wzrosła w Warszawie, Trójmieście, Łodzi i Poznaniu. Z kolei w Krakowie, Wrocławiu oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii praktycznie się nie zmieniła.

– W miesięcznych analizach wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że zmiany średniej ceny metra kwadratowego zależą w głównej mierze od przesunięć w strukturze cenowej oferty. Gdy na rynku pojawia się duża pula mieszkań znacznie droższych od rynkowej średniej, na ogół podwyższa to wskaźnik. I na odwrót – jego spadek lub stabilizacja jest najczęściej efektem pojawienia się na rynku tańszych lokali – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dodaje on, że z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia także w grudniu 2025 r. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście wzrosła w tym okresie aż o 3%, do blisko 17,5 tys. zł. Tak silny wzrost – nie pierwszy w minionym roku – był efektem wprowadzenia przez deweloperów do sprzedaży bardzo drogich lokali (średnio po 23,9 tys. zł/m kw.).

Z tego samego powodu średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań wzrosła o 2% w Poznaniu (do ponad 13,9 tys. zł/m kw.) oraz o 1% w Warszawie (do blisko 18,4 tys. zł/m kw.) i w Łodzi (do blisko 11,5 tys. zł/m kw.). Warto zaznaczyć, że w Poznaniu była to już trzecia z rzędu podwyżka. W całym czwartym kwartale średnia cena metra kwadratowego zwiększyła się tam o 4%, podczas gdy w trzech poprzednich kwartałach łącznie tylko o 1%.

Także w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, a ściślej w Katowicach, na rynku pojawiły się stosunkowo drogie – jak na lokalne warunki – mieszkania. Było ich jednak niewiele, dlatego nie przełożyło się to na wzrost średniej ceny metra kwadratowego wszystkich lokali pozostających w ofercie (ok. 11,2 tys. zł/m kw.).

Natomiast w Krakowie i we Wrocławiu w tzw. wprowadzeniach dominował popularny segment rynku. W efekcie średnia cena metra kwadratowego mieszkań utrzymała tam poziom z listopada: w Krakowie – ok. 16,7 tys. zł, a we Wrocławiu – ok. 15,3 tys. zł.Ceny mieszkań-grudzień 2025-wstępne dane-cena m kw

– W statystykach nie zobaczyliśmy spadków cen ofertowych, ale to nie oznacza, że przecen nie było. Deweloperzy najczęściej kamuflują je za pomocą promocji – przypomina Marek Wielgo.

Interesująco prezentują się również dane roczne. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że najbardziej stabilnymi cenowo metropoliami w 2025 r. były Łódź oraz Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, gdzie średnia cena metra kwadratowego w grudniu była niemal taka sama jak rok wcześniej. Na drugim stopniu podium uplasował się Kraków (+1%), a na trzecim – ex aequo – Warszawa i Wrocław (+4%). Dodajmy, że w Poznaniu zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w ujęciu 12-miesięcznym wynosiła w grudniu 5%, natomiast w zamykającym stawkę Trójmieście – aż 10%.

– O tej metropolii od dawna piszemy, że jest specyficzna ze względu na bliskość morza. Powstaje tam dużo bardzo drogich mieszkań przy Zatoce Gdańskiej i w Śródmieściu, co sprawiło, że wieloletni wicelider rankingu najdroższych metropolii w Polsce – Kraków – został w 2025 r. zepchnięty przez Trójmiasto na trzecie miejsce. Ba, Gdańsk zaczął deptać po piętach stolicy – komentuje Marek Wielgo. Ceny mieszkań-grudzień 2025-wstępne dane-cena m kw.-R

Prace nad nowymi uprawnieniami inspekcji pracy wstrzymane. Komentarz BCC

Decyzja premiera Donalda Tuska o zatrzymaniu prac nad ustawą rozszerzającą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy to zdecydowanie krok w dobrą stronę i sygnał, że głos przedsiębiorców został wreszcie usłyszany.

Tak jak wielokrotnie podkreślaliśmy projekt w kształcie zaproponowanym przez ministerstwo budził poważne wątpliwości – zarówno konstytucyjne, jak i praktyczne.

BCC negowało m.in zapis dający inspektorom realną możliwość ingerowania w relacje cywilnoprawne bez kontroli sądu.

Państwo oczywiście powinno zwalczać wszelkie patologie na rynku pracy, ale nie kosztem utrudniania, i tak już trudnej, sytuacji przedsiębiorców czy naginania fundamentalnych zasad prawa. Rozszerzanie kompetencji organów kontrolnych nie może oznaczać domniemania winy przedsiębiorcy ani zastępowania sądów administracyjną decyzją urzędnika.

Liczymy, że dalsze prace nad reformą PIP będą prowadzone w przemyślanym dialogu społecznym, z udziałem organizacji pracodawców, i doprowadzą do rozwiązań, które rzeczywiście będą chronić pracowników, jednocześnie nie paraliżując legalnej działalności gospodarczej. – Łukasz Bernatowicz

Ofensywa dolara i historyczna zmiana w Bułgarii. EBC planuje cyfrowe euro

W piątek na forex obserwujemy ofensywę amerykańskiego dolara. Waluta zza oceanu wykorzystuje gorsze od oczekiwań dane indeksów PMI z Europy i umacnia się do EUR, GBP, a także CHF. Do „zielonego” traci również złoty – kurs USD/PLN wrócił o poranku do 3,60 PLN. Przed nami rok 2026, który rozpoczyna się przyjęciem unijnej waluty przez Bułgarię i co ciekawe, nie jest to jedyne planowane rozszerzenie działalności EBC.

Ostatnie dane 2025 z USA

Na chwilę wróćmy jeszcze do starego roku. Środowego popołudnia amerykański rynek otrzymał dobrą informację. Liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 199 tys. Jest to o 20 tys. mniej od zwyżkowej prognozy. Spadek podań ocieplił wizerunek dolara, który tuż po odczycie umocnił się na rynku. Kurs USD/PLN wzrósł powyżej 3,60 PLN, natomiast notowania EUR/USD zeszły do 1,172 USD. Ruch był jednak chwilowy, gdyż w oczekiwaniu na Nowy Rok obserwowaliśmy jego odreagowanie. W ostatnich godzinach starego roku wcześniej wymienione wykresy wróciły do poziomów sprzed piątkowej publikacji.

Kolejna próba dolara

Drugiego dnia stycznia amerykański dolar postanowił zaatakować po raz drugi. Pretekstem stały się słabe odczyty indeksów PMI dla przemysłu ze Starego Kontynentu. Wskaźnik przyjmuje wartości od zera do stu. Poziom 50 pkt. uznawany jest za neutralny. Wszystko co powyżej sugeruje rozwój, poniżej dekoniunkturę. Zacznijmy od rozczarowania w strefie euro. PMI zniżkował z 49,6 pkt do 48,8 pkt. Spadek jest głębszy od prognozy 49,2 pkt. Na słaby wynik składają się niskie rezultaty z poszczególnych państw, na czele z Niemcami (47 pkt. przy konsensusie 47,7 pkt.). Niestety źle wypadła także Polska ze spadkiem z 49,1 pkt. do 48,5 pkt. Złe dane osłabiły polską i wspólną walutę, co wykorzystał dolar. W piątek o poranku notowania głównej pary walutowej świata wróciły z 1,176 USD do 1,172 USD. Podobnie wygląda wykres USD/PLN, gdzie wróciliśmy z 3,58 PLN na 3,60 PLN. USD umacnia się dziś także do GBP i CHF. Funt, podobnie jak euro, cierpi z powodu słabego odczytu PMI. Wynik 50,6 pkt. okazał się gorszy od prognozy 51,2 pkt. Frankowi, oprócz ogólnego umocnienia dolara, ciąży także dzień wolny w Szwajcarii, który powoduje brak Helwetów na rynku.

Zmiany w strefie euro

Wraz z rozpoczęciem roku 2026 strefa euro powiększyła się o kolejny kraj. Jest nim Bułgaria. Choć w kraju od wielu lat można było płacić w euro, to od 1 stycznia 2026 r. do obiegu oficjalnie trafiły banknoty i monety. Jak zmiana wygląda w praktyce? Jeszcze przez miesiąc w Bułgarii można płacić zarówno EUR, jak i BGN. W tym czasie rachunki bankowe są automatycznie przeliczane na wspólną walutę. Banknoty i monety BGN można bezpłatnie wymieniać w bankach komercyjnych, niektórych urzędach pocztowych oraz w Narodowym Banku Bułgarii. Natomiast od 1 lutego 2026 r. banknoty i monety euro stają się jedynym prawnym środkiem płatniczym. Później wymiana starej waluty w Banku Narodowym będzie wciąż możliwa bez limitów kwotowych i czasowych po z góry ustalonym kursie EUR 1=1.95583 BGN. Co ciekawe, to nie jedyna nowość w strefie euro na ten rok. Jeszcze w święta od prezeski EBC dowiedzieliśmy się, że faza przygotowawcza cyfrowego euro została zakończona. Oznacza to, że na 2026 planowana jest faza pilotażowa. Jeżeli zakończy się powodzeniem, powinno nastąpić wprowadzenie nowej formy płatności, co oznacza uruchomienie CBDC w strefie euro.

51 proc. firm ocenia 2025 pozytywnie. W 2026 na celowniku koszty i nieterminowe płatności

Ponad połowa polskich przedsiębiorców ocenia, że rok 2025 był dla nich dobrym okresem, a aż trzech na czterech z sukcesem zrealizowało swoje cele rozwojowe. Choć fundamenty pod przyszły wzrost zostały już położone (inwestycje w produkty czy kompetencje pracowników), to u progu 2026 roku entuzjazm miesza się z twardą kalkulacją. Największym wyzwaniem staje się walka z rosnącymi kosztami prowadzenia biznesu oraz narastająca determinacja w dbaniu o płynność finansową. Jak wynika z badania Keralla Research dla BIG InfoMonitor, aż 76 proc. firm planuje wdrożyć radykalne kroki niwelujące zatory płatnicze, by nieopłacone faktury nie zablokowały ich planów rozwojowych na nadchodzące dwanaście miesięcy.

Najważniejsze dane:

  • 76 proc. firm z sektora MŚP deklaruje, że zrealizowało zaplanowane cele na 2025 rok;
  • Ponad połowa (51 proc.) przedsiębiorców pozytywnie ocenia 2025 rok z perspektywy prowadzenia biznesu w Polsce;
  • W 2026 roku aż 76 proc. przedsiębiorców planuje podjąć działania niwelujące zatory płatnicze;
  • Najczęściej wskazywane przez firmy wyzwanie (37 proc.) na 2026 rok to wzrost kosztów prowadzenia działalności;
  • Na koniec listopada 2025 roku łączna kwota zaległości różnych sektorów gospodarki z tytułu kredytowych i pozakredytowych zobowiązań przekroczyła 46 mld zł.

Bilans 2025 – rozwój w cieniu niepewności

Dla większości przedsiębiorców mijający rok był czasem efektywnej walki o rynek. Okres ten pozytywnie ocenia 51 proc. badanych przedsiębiorstw, przy czym co szósty właściciel firmy mówi, że był to czas „zdecydowanie dobry”. Sukces ten nie wziął się znikąd – firmy postawiły na rozwój swoich produktów i usług (35 proc.), ale też zainwestowały w kompetencje pracowników (29 proc.).

W minionym roku ponad jedna czwarta przedsiębiorców zdołała skutecznie powiększyć skalę swojej działalności – 27 proc. z nich pozyskało nowych klientów lub kontrahentów, a 26 proc. odnotowało realną poprawę wyników finansowych. Co istotne, rozwój ten wprost przełożył się również na sytuację rynku pracy – 24 proc. firm zwiększyło w tym czasie zatrudnienie, co dowodzi, że mimo trudnego otoczenia gospodarczego, stabilne podmioty wciąż widzą przestrzeń do budowania większych zespołów. Jednakże statystyka ta skrywa drugie oblicze. Co piąty przedsiębiorca (20 proc.) ocenia rok 2025 negatywnie z perspektywy prowadzenia biznesu.

– To, co obecnie widzimy w deklaracjach przedsiębiorców, to przejście z trybu przetrwania do trybu selektywnej ekspansji. Właściciele firm mają świadomość, że przy obecnej strukturze kosztów w Polsce, jednym z kluczowych warunków rozwoju jest postawienie na wyższą jakość i marżowość produktów, co już znajduje odzwierciedlenie w ich działaniach w zakresie intensywnego rozwoju oferty oraz podnoszenie kwalifikacji zespołów w obszarze kompetencji technologicznych. Strategia ta przynosi wymierne efekty, gdyż znaczna część sektora MŚP już w 2025 roku potwierdziła pozyskanie nowych klientów i wzrost przychodów. Należy jednak pamiętać, że ten optymizm jest warunkowy – opiera się on bardziej na nadziei, że tempo wzrostu płac czy cen energii w końcu wyhamuje, co w perspektywie najbliższych kwartałów wcale nie jest pewne, szczególnie w zakresie wynagrodzeń, których co prawda dynamika się wypłaszcza, ale nadal jest dodatnia – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Rok 2026 – wielkie uszczelnianie finansów

Plany na nadchodzący rok są ambitne, ale naznaczone dużą ostrożnością. Firmy chcą przede wszystkim rozwijać produkty i usługi (29 proc.) – stawiając na innowację jako motor wzrostu, a także intensyfikować pozyskiwanie nowych klientów (26 proc.) – walcząc o udziały w coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Co istotne, fundamentem tych zmian ma być nowoczesna infrastruktura – istotnym obszarem planowanych działań są inwestycje technologiczne, na które wskazuje co piąte przedsiębiorstwo (19 proc.). Firmy zamierzają wdrażać rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, co ma stać się jednym z elementów budowania przewagi konkurencyjnej w 2026 roku. Trend ten znajduje potwierdzenie w szerszych analizach rynkowych – według badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”, już jedna trzecia przedsiębiorstw w Polsce przeprowadziła pilotażowe wdrożenia lub zaimplementowała pierwsze rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w wybranych obszarach swojej działalności.[1] To pokazuje, że plany sektora MŚP na nadchodzący rok nie są jedynie teoretycznym założeniem, lecz wpisują się w realny proces cyfrowej transformacji, który w polskim biznesie nabiera coraz większego tempa i znaczenia.

Szczególną uwagę zwraca determinacja w walce z zatorami płatniczymi. Aż 76 proc. przedsiębiorców planuje wdrożyć konkretne mechanizmy obronne, które mają uszczelnić ich systemy finansowe. – Strategia ta opiera się przede wszystkim na skróceniu czasu pomiędzy wystawieniem faktury a realnym wpływem gotówki na konto – co czwarta firma (24 proc.) zamierza szybciej reagować na opóźnienia i podejmować samodzielne działania windykacyjne już przy pierwszych sygnałach problemów. Niepokoi jednak fakt, że zaufanie w biznesie, będące fundamentem płynności finansowej, uległo wyraźnemu nadszarpnięciu, co wymusza na małych i średnich firmach radykalne kroki. Przedsiębiorcy coraz częściej stawiają na prewencję – co piąty (19 proc.) planuje wprowadzić system przedpłat, a tyle samo badanych zamierza uważniej niż dotychczas sprawdzać wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów oraz potencjalnych partnerów biznesowych jeszcze przed podpisaniem umowy – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy będą dyktować twardsze warunki

Znamienny jest wzrost znaczenia strategii polegających na skracaniu terminów płatności oraz ubezpieczaniu należności, co deklaruje odpowiednio 19 proc. i 17 proc. firm. Stanowi to wyraźny skok w porównaniu z 2022 rokiem, kiedy na te rozwiązania decydowało się odpowiednio jedynie 6 proc. i 2,6 proc. podmiotów. Te dane to jasny sygnał, że przedsiębiorcy wolą działać zachowawczo i dyktować twardsze warunki, niż ryzykować zamrożenie kapitału w niespłaconych fakturach, co w dobie rosnących kosztów mogłoby zachwiać ich stabilnością finansową

Największym cieniem na planach na 2026 rok kładą się koszty stałe. Podwyżka składek ZUS jest wskazywana jako największa obawa przez 29 proc. przedsiębiorców. W połączeniu z wysokimi cenami energii i gazu oraz niekorzystnymi zmianami podatkowymi (22 proc.) tworzy to mieszankę, która może zdusić inwestycje. Lista rodzajów ryzyka jest jednak znacznie dłuższa i mocno osadzona w aktualnej sytuacji rynkowej. Przedsiębiorcy z niepokojem patrzą na dalszy wzrost płacy minimalnej (19 proc.) oraz utrzymującą się niepewność geopolityczną (18 proc.). Co szczególnie alarmujące, lawinowo narasta problem nieterminowych wpłat – obawy o opóźnienia płatności od kontrahentów zgłasza już co piąta firma (19 proc.), co stanowi drastyczny wzrost o 13,8 pkt. proc. w stosunku do poprzednich lat. Według prognoz rok 2026 będzie stał pod znakiem walki o marżę w warunkach „drożyzny systemowej” i coraz trudniejszej do przewidzenia dyscypliny płatniczej partnerów biznesowych.

– Powszechne wdrażanie mechanizmów chroniących płynność finansową, takich jak system przedpłat czy skracanie terminów płatności, stanowi naturalną odpowiedź przedsiębiorstw na zmieniające się warunki rynkowe. W obliczu rosnącej presji kosztowej firmy koncentrują swoje wysiłki na maksymalizacji efektywności zarządzania kapitałem. Polski przedsiębiorca u progu 2026 roku z jednej strony inwestuje w to, co przynosi zysk, z drugiej konsekwentnie minimalizuje ryzyko destabilizacji płynności finansowej wynikające z nieprzewidywalności kontrahentów. Kluczem do sukcesu w nadchodzącym roku nie będzie już tylko wysoka sprzedaż, ale przede wszystkim żelazna dyscyplina kosztowa i umiejętność nawigowania w gąszczu zmiennych obciążeń finansowych – wskazuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Koncentracja problemów z nieterminowymi płatnościami

Wg danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK, na koniec listopada 2025 roku łączna kwota zaległości różnych sektorów gospodarki z tytułu kredytowych i pozakredytowych zobowiązań, opóźnionych o 30 dni i na co najmniej 500 zł zbliżyły się do 46,2 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego to wzrost o ponad 1,9 mld zł i o ponad 3,7 mld zł w odniesieniu do listopada 2023 roku. – Zaległości firm rosną, choć wolniej w ostatnim analizowanym okresie. Ubywa też firm niepłacących zobowiązań, ale problemy kumulują się. Średnio na jednego niesolidnego przedsiębiorcę przypada aktualnie około 152 tys. zł zaległych zobowiązań względem banków i kontrahentów, przed rokiem było to 134,2 tys. zł. To oznacza, że trafienie na taką firmę może przysporzyć sporo problemów. Skoro już nie zapłaciła kilku faktur innym swoim partnerom, jest duże prawdopodobieństwo, że kolejnych również za zapłaci. To sygnał ostrzegawczy, by szczególnie uważnie dobierać partnerów biznesowych. Na szczęście można to ryzyko zminimalizować, a co za tym idzie – ograniczyć problemy i koszty związane z windykacją nieuregulowanych faktur. Przedsiębiorcy mogą skorzystać z tej możliwości, np. dokładnie sprawdzając wiarygodność kontrahenta w rejestrze BIG InfoMonitor przed podpisaniem kontraktu – przypomina Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Prognozy analityka BIG InfoMonitor

– Trudno jeszcze powiedzieć jak ostatecznie zakończy się ten rok pod względem spłacalności zobowiązań wśród firm, ale już dziś mogę wskazań główne czynniki, które przedsiębiorcy powinni wziąć pod uwagę w nadchodzącym 2026 r, aby umocnić swoją kondycję finansową. Dla ekspansji zagranicznej wykorzystaj wsparcie unijne, unikając zależności od jednego rynku. Regularnie audytuj i monitoruj główne rodzaje ryzyka. Dostosowuj się do trendów takich jak AI, robotyzacja i automatyzacja, transformacja cyfrowa i energetyczna. Staraj się, aby twoje zasoby, procesy i działania były elastyczne, adaptacyjne, zwinne oraz innowacyjne, co umożliwi osiągnięcie sukcesu w turbo zmiennym i dynamicznym otoczeniu polityczno-gospodarczo- regulacyjno-fiskalnym – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/newsroom/2025/12/badanie-ey-8-na-10-polskich-firm-zwiekszy-inwestycje-w-sztuczna-inteligencje

Badanie „Podsumowanie roku 2025 i prognozy firm na 2026” wykonane dla BIG InfoMonitor przez Keralla Research, badanie omnibusowe, ilościowe CATI wykonane wśród 500 firm, grudzień 2025.

Cyfrowa Polska: 2026 będzie rokiem sprawdzianu cyfrowej odporności, konkurencyjności i adopcji AI

Cyberbezpieczeństwo, uproszczenie regulacji, sztuczna inteligencja, cyfrowa edukacja i chmura obliczeniowa – to obszary, które w 2026 roku, zdaniem Związku Cyfrowa Polska, w największym stopniu zadecydują o odporności państwa, konkurencyjności gospodarki oraz tempie cyfrowej transformacji w Polsce i Europie. Przedstawiciele branży cyfrowej oceniają, że nadchodzące 12 miesięcy będzie okresem kluczowych decyzji regulacyjnych i inwestycyjnych, których skutki odczujemy przez kolejne lata.

W swoich prognozach na 2026 rok Cyfrowa Polska wskazuje, że jednym z najważniejszych wyzwań w nowym roku pozostanie kwestia bezpieczeństwa cyfrowego, które – wobec rosnącej skali i złożoności zagrożeń – coraz wyraźniej przesuwa się na szczyt listy priorytetów zarówno administracji publicznej, jak i firm prywatnych. Branżowi eksperci nie mają wątpliwości, że liczba ataków cybernetycznych nie będzie maleć, a przeciwnie – ataki te staną się coraz bardziej zautomatyzowane, precyzyjne i kosztowne. Za kluczowy projekt legislacyjny w tym kontekście uznają nowelizację ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, którą w ich ocenie należy możliwie szybko sfinalizować. – Projekt ten może stać się realnym przełomem dla bezpieczeństwa narodowego Polski. Nie możemy dłużej zwlekać w obliczu narastających zagrożeń cyfrowych. Jak najszybciej potrzebujemy nowoczesnych, skutecznych rozwiązań, które wzmocnią odporność państwa, administracji i biznesu – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Ekspert wskazuje, że 2026 rok powinien przynieść nie tylko nowe przepisy, ale także ich realne wdrażanie oraz zwiększone inwestycje w kompetencje, technologie i współpracę publiczno-prywatną w obszarze cyberbezpieczeństwa.

Regulacje cyfrowe: między ambicją a praktyką

Nowy rok może okazać się także momentem prawdy dla europejskiej filozofii regulacyjnej – uważa organizacja reprezentująca firmy technologiczne. Branża cyfrowa przyznaje, że zaprezentowany przez Komisję Europejską pakiet Digital Omnibus to ważny sygnał zwrotu w kierunku uproszczenia i racjonalizacji cyfrowego otoczenia prawnego, które w ostatnich latach stało się jednym z głównych wyzwań dla innowacyjności i konkurencyjności europejskich firm. – Cyfrowy Omnibus to krok w dobrą stronę i wyraźna deklaracja odejścia od nadmiernie złożonego, fragmentarycznego podejścia do regulacji cyfrowych. To jednak wciąż za mało, by realnie odciążyć przedsiębiorców i skutecznie stymulować innowacje – ocenia Michał Kanownik. Zdaniem ekspertów Cyfrowej Polski, pomimo ambitnych deklaracji, nadal istnieje znacząca luka między celami politycznymi a rzeczywistością operacyjną. Co więcej, wątpliwości budzi fakt, że równolegle do deklarowanych działań deregulacyjnych pojawiają się propozycje nowych aktów prawnych, takich jak Digital Fairness Act, które mogą stać w sprzeczności z zapowiadaną symplifikacją. – Rok 2026 pokaże, czy Europa rzeczywiście zdecydowała się postawić konkurencyjność i innowacje w centrum swojej polityki cyfrowej, czy pozostanie przy dotychczasowym, nastawionym na mnożenie barier modelu – dodaje prezes Cyfrowej Polski.

AI w Polsce: regulacje jako katalizator adopcji

Ponadto Związek uważa, że sztuczna inteligencja pozostanie jedną z najważniejszych technologii nadchodzącej dekady, a 2026 rok może być przełomowy dla jej rozwoju i wdrożeń w Polsce. Duże nadzieje branża wiąże z wejściem w życie ustawy o systemach sztucznej inteligencji, a w szczególności z zawartym w niej mechanizmem piaskownic regulacyjnych. Związek Cyfrowa Polska pozytywnie ocenia zaproponowane przez Ministerstwo Cyfryzacji, spójne z potrzebami rynku rozwiązanie dotyczące tworzenia bezpiecznej przestrzeni do testowania i wdrażania innowacyjnych rozwiązań AI. – Między innymi ta ustawa w dużej mierze zdecyduje o tempie i skali adopcji sztucznej inteligencji przez sektor prywatny. Maksymalizacja wykorzystania AI w gospodarce powinna być jednym z kluczowych priorytetów Polski w nadchodzącym roku – wskazuje Michał Kanownik.

Eksperci odwołują się również do Polityki rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku, licząc, że strategia oraz nowe ramy prawne staną się realnym impulsem dla przyspieszenia wdrożeń AI zarówno w biznesie, jak i administracji publicznej. Jednocześnie jako jedno z głównych wyzwań na 2026 rok wskazują konieczność intensywnego rozwoju kompetencji, szczególnie w sektorze publicznym, który bez odpowiedniego zaplecza kadrowego nie będzie w stanie w pełni wykorzystać potencjału nowych technologii.

Cyfrowa edukacja: pozytywne sygnały i potrzeba ciągłości inwestycji

W ocenie Cyfrowej Polski budowanie kompetencji cyfrowych pozostanie długofalowym wyzwaniem, jednak ostatnie dane pokazują, że kierunek obrany w ostatnich latach przynosi efekty. W ostatniej edycji ogólnopolskiego badania kompetencji cyfrowych IT Fitness Test, realizowanego w polskich szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, uczniowie osiągnęli najlepsze wyniki w czteroletniej historii badania. Wyraźną poprawę odnotowano w obszarach związanych z rozpoznawaniem cyberzagrożeń oraz bezpiecznym i świadomym korzystaniem z internetu. Zdaniem Cyfrowej Polski poprawa wyników jest w dużej mierze efektem centralnych i samorządowych inwestycji w cyfryzację edukacji oraz transformację szkół. – W 2026 roku istotną rolę odegrają również pracownie STEM i AI, które trafią do placówek edukacyjnych i mogą stać się fundamentem nowoczesnego kształcenia kompetencji przyszłości. Najbliższy rok powinien być czasem konsekwentnej kontynuacji inwestycji w cyfrową edukację. Tylko w ten sposób możemy zapewnić trwały rozwój kompetencji niezbędnych w cyfrowej gospodarce – podkreśla Michał Kanownik.

Chmura obliczeniowa: od deklaracji do wdrożeń

W prognozach na 2026 rok branża cyfrowa zwraca uwagę także na rosnącą rolę chmury obliczeniowej, która będzie jednym z filarów rozwoju nowoczesnej administracji i cyfrowej gospodarki. Zgodnie z raportem Związku Cyfrowa Polska opublikowanym w 2025 roku, już 70 proc. jednostek administracji publicznej w Polsce korzysta z rozwiązań chmurowych. Jednocześnie widoczna jest wyraźna dysproporcja pomiędzy poziomem wdrożeń w administracji centralnej a samorządach. W 2026 roku kluczowe będzie upowszechnienie technologii cloud zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym – twierdzą eksperci. Istotną rolę może odegrać zapowiadana przez Ministerstwo Cyfryzacji ustawa chmurowa, która – zdaniem Cyfrowej Polski – może umożliwić przejście od deklaracji do realnych działań w zakresie polityki „cloud first”. – Jeśli właściwie wykorzystamy ten moment, 2026 rok może stać się początkiem realnych zmian w sposobie świadczenia e-usług publicznych, zwiększenia bezpieczeństwa danych i sprawności działania aparatu państwa dzięki upowszechnieniu się rozwiązań chmurowych – mówi Michał Kanownik.

Ekspert podkreśla także, że nowy rok będzie czasem, w którym ambicje cyfrowe zostaną bezpośrednio skonfrontowane z rzeczywistością wdrożeniową. – To, czy Polska i Europa wykorzystają szansę na wzmocnienie swojej cyfrowej odporności i konkurencyjności, zależeć będzie w ich ocenie od realizacji deklaracji z zakresu uproszczenia środowiska regulacyjnego, sprawnej pracy legislacyjnej nad kluczowymi przepisami oraz konsekwencji w realizacji przyjętych strategii i inwestycji – podsumowuje prezes Cyfrowej Polski.

DarkSpectre celował w firmy: przez 7 lat „legalne” dodatki do przeglądarek służyły do szpiegostwa korporacyjnego

Przez siedem lat nieświadomi użytkownicy przeglądarek instalowali rozszerzenia, które zamieniały ich komputery w narzędzia szpiegowskie. Eksperci z Koi Security ujawnili kulisy operacji DarkSpectre – skoordynowanego ataku przypisywanego chińskim hakerom, który objął blisko 9 milionów osób i firm.

Raport opublikowany 29 grudnia rzuca nowe światło na zagrożenia czyhające w oficjalnych sklepach z dodatkami. Śledczy z Koi Security opisali rozbudowaną sieć złośliwego oprogramowania, celującą w użytkowników przeglądarek Chrome, Edge oraz Firefox. Głównym celem trwającej od lat kampanii było szpiegostwo korporacyjne, a narzędziem – pozornie niewinne, a w rzeczywistości „uzbrojone” rozszerzenia.

Trzy macki tej samej ośmiornicy

Według ustaleń badaczy, za operacją DarkSpectre stoi jeden podmiot, który zarządzał trzema powiązanymi kampaniami: ShadyPanda, Zoom Stealer oraz GhostPoster. Choć każda z nich miała inną specyfikę, łączyła je wspólna infrastruktura dowodzenia i kontroli (C2), oparta m.in. na domenach infinitynewtab.com i infinitytab.com.

Skala ataku jest imponująca. Kampania ShadyPanda dotknęła około 5,6 mln użytkowników, Zoom Stealer – 2,2 mln, a GhostPoster – ponad milion. To nie były działania niezależnych grup, lecz spójna strategia jednego operatora.

Cierpliwość kluczem do sukcesu

Tym, co wyróżniało DarkSpectre, była strategia długofalowego budowania zaufania. Część dodatków funkcjonowała jako w pełni bezpieczne narzędzia nawet przez pięć lat, zanim aktywowano w nich złośliwy kod.

Hakerzy stosowali mechanizm tzw. bomby zegarowej. Przykładowo, rozszerzenie „New Tab – Customized Dashboard” nawiązywało kontakt z serwerami operatorów dopiero trzy dni po instalacji. Co więcej, złośliwe funkcje uruchamiały się losowo – tylko przy co dziesiątym ładowaniu strony. Taka taktyka skutecznie usypiała czujność automatycznych systemów bezpieczeństwa.

W raporcie zidentyfikowano 9 aktywnie szkodliwych rozszerzeń oraz aż 85 tzw. „uśpionych agentów”. Te ostatnie w momencie analizy jedynie budowały bazę użytkowników, ale – jak ostrzega Koi Security – mogły zostać przekształcone w narzędzia inwigilacji w dowolnym momencie, poprzez jedną, niewidoczną dla użytkownika aktualizację.

Zoom Stealer: Szpieg na wideokonferencji

Szczególne zagrożenie dla sektora biznesowego stanowiła kampania Zoom Stealer. Aż 18 rozszerzeń podszywało się pod narzędzia usprawniające wideokonferencje. Ich celem było wykradanie wrażliwych danych z 28 platform, w tym z Zooma, Microsoft Teams czy Google Meet.

Oprogramowanie przechwytywało linki do spotkań, listy uczestników, dane prelegentów, a nawet informacje logowania. Skradzione dane były przesyłane w czasie rzeczywistym do zewnętrznych baz danych.

Steganografia, czyli kod ukryty w obrazku

W kampanii GhostPoster hakerzy sięgnęli po wyrafinowane techniki maskowania, w tym steganografię. Złośliwy kod JavaScript ukrywano wewnątrz plików graficznych PNG (np. w logotypach rozszerzeń), oddzielając go od właściwego obrazu specjalnymi znacznikami. Dla ludzkiego oka ikona wyglądała normalnie, a skanery antywirusowe często pomijały tak spreparowane pliki, traktując je jako nieszkodliwe grafiki.