Wzrost gospodarczy w Polsce ma pozostać wyższy niż w większości Unii Europejskiej i krajów regionu, a inflacja ma utrzymywać się poniżej celu NBP – wynika z najnowszego „Kuriera Ekonomicznego” ING Banku Śląskiego. Ekonomiści zakładają też dalsze obniżki stóp procentowych, docelowo do 3,25% do końca 2026 r., oraz płynne finansowanie rekordowych potrzeb pożyczkowych państwa. W analizie zwracają uwagę, że gospodarka coraz mocniej odczuwa spadek dostępności taniej pracy i niedobory pracowników.
ING ocenia, że w 2025 r. polski PKB wzrósł o 3,6% r/r, podczas gdy Niemcy i część regionu pozostawały w stagnacji. Zdaniem Rafała Beneckiego, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, motorem wzrostu była konsumpcja, która zrekompensowała słabe inwestycje, w tym opóźniające się odbicie wydatków związanych z KPO. Po stronie podaży lukę po słabym przemyśle miały wypełnić nowoczesne usługi, co ING określa jako nietypowy układ cyklu. Jednocześnie – mimo dwóch lat wzrostu – widoczny ma być spadek zatrudnienia.
Na 2026 r. zespół ING prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,7% r/r i bardziej zdywersyfikowane źródła wzrostu. Ekonomiści zwracają uwagę, że utrzymanie konsumpcji powyżej 3% będzie trudniejsze, bo tempo dochodów ma wyhamować z 5,3% do 2,0%. W takiej sytuacji gospodarstwa domowe musiałyby obniżyć stopę oszczędzania, aby podtrzymać dotychczasową dynamikę wydatków. ING liczy jednak na wsparcie popytu dzięki środkom unijnym oraz inwestycjom powiązanym z programami europejskimi.
W scenariuszu ING znaczenie mają dotacje unijne, które – bez pożyczek – mają zwiększyć impuls do ok. 3,0% PKB w 2026 r., co według banku przekłada się na 0,8 pkt proc. wsparcia dla konsumpcji i inwestycji. Ekonomiści zakładają również, że część grantów z KPO, na poziomie ok. 0,5% PKB, efektywnie wzmocni wzrost dopiero w 2027 r. Równolegle ma ruszyć finansowanie oparte o pożyczki z KPO: ING wskazuje kwotę 29,4 mld euro wobec 25,3 mld euro w grantach. To ma zwiększyć skalę inwestycji, choć ich pełny efekt ma być rozłożony w czasie.
W ocenie ING inflacja pozostanie niska mimo solidnego wzrostu gospodarczego. Bank wskazuje na kilka czynników: brak boomu konsumpcyjnego, ostrożniejszą politykę dochodową oraz mniejszą presję płacową niż w latach 2023–2024. W analizie podkreślono m.in. 3-procentowy wzrost pensji minimalnej wobec około 20% w latach 2023–2024, a także brak nowych świadczeń socjalnych w 2026 r. Dodatkowo obecny wzrost ma mieć niższą pracochłonność, bo napędzają go nowoczesne usługi, a nie przemysł.
Kolejnym elementem, który ma ograniczać presję cenową, jest – według ING – silniejsza niż wcześniej konkurencja ze strony Chin. Ekonomiści zwracają też uwagę, że restrykcyjność polityki pieniężnej jest wyższa, niż mogłaby sugerować sama realna stopa procentowa, bo realna aprecjacja złotego jest największa od lat 2004–2008. W takim układzie ING spodziewa się obniżek stóp procentowych do 3,25% do końca 2026 r., z ryzykiem, że poziom ten może być nawet niższy. Kluczowe ma być to, czy inflacja pozostanie trwale umiarkowana przy wciąż solidnym tempie wzrostu.
Jednocześnie bank zwraca uwagę na napięty obraz finansów publicznych. Polska ma ponownie sfinansować rekordowe potrzeby pożyczkowe netto – ING wskazuje kwotę 300 mld zł w 2026 r., a szybkie dostosowanie fiskalne ocenia jako mało realne. Dodatkowym wyzwaniem ma być ożywienie kredytowe, które może ograniczać naturalny przyrost oszczędności w sektorze bankowym – głównego nabywcy krajowych obligacji skarbowych. Z tego powodu znaczenie przepływów z zagranicy może wzrosnąć.
ING zakłada, że wsparciem dla rynku długu i waluty będą napływy środków unijnych – z KPO, funduszy strukturalnych oraz programu SAFE. W analizie wskazano, że wymiana tych środków ma zachodzić poza rynkiem, co zwiększa bazę monetarną i utrzymuje nadpłynność sektora. Bank podkreśla też, że możliwe głębsze cięcia stóp w USA i słabszy dolar mogą przywrócić napływy kapitału na rynki wschodzące. Polska ma się wyróżniać solidnym wzrostem i nadwyżką rachunku bieżącego (wraz z rachunkiem kapitałowym), co – zdaniem ING – może równoważyć cięcia stóp NBP i wspierać silną pozycję złotego.
W globalnym tle ekonomiści ING opisują nową rzeczywistość geopolityczną i handlową po zmianach w polityce USA, wskazując też na znaczenie pytania o zakończenie wojny w Ukrainie. Według banku gospodarka amerykańska w 2026 r. ma rosnąć w tempie zbliżonym do potencjalnego, około 2%, czyli wyraźnie szybciej niż europejska. ING oczekuje dwóch cięć stóp Fed, a wśród czynników wspierających wzrost wymienia wysokie inwestycje w AI oraz możliwy impuls fiskalny przed wyborami do Kongresu w 2026 r. Wskazuje również, że wybór nowego szefa Fed może wpływać na skalę przyszłego luzowania.
W części poświęconej Europie ING zwraca uwagę na koszty nadmiernego uzależnienia od USA w obszarze bezpieczeństwa oraz spadek konkurencyjności związany z offshoringiem przemysłu do Chin i innych krajów. Jednocześnie bank ocenia, że wymuszona zmiana – m.in. przez wzrost wydatków militarnych i infrastrukturalnych oraz program SAFE – może stać się dźwignią wzrostu w kolejnych latach. Chiny, według tej analizy, nadal mają borykać się ze słabym popytem wewnętrznym, realizując plan wzrostu blisko 5% dzięki ekspansji zagranicznej. W tle tych procesów ING zakłada też dalsze osłabianie dolara i możliwość przebicia poziomu 1,20 na parze EUR/USD w 2026 r.
Ekonomiści ING podkreślają, że na horyzoncie pojawiają się zmiany strukturalne w polskiej gospodarce, wynikające ze spadku dostępności taniej pracy i niedoborów pracowników. Ich zdaniem utrzymanie pozytywnej passy z ostatnich dekad będzie wymagało przesuwania pracowników do sektorów o wyższej produktywności. To w praktyce oznacza większą presję na modernizację firm, automatyzację i inwestycje w technologie, które pozwalają rosnąć bez zwiększania zatrudnienia. Właśnie ten wątek ING wskazuje jako jeden z kluczowych dla średnioterminowej odporności polskiego wzrostu.






