Sejm przyjął ustawę o zawodzie psychologa. Powstanie samorząd, rejestr i nowe zasady odpowiedzialności

9 stycznia 2026 r. Sejm przyjął ustawę o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów. Teraz projektem zajmie się Senat. Nowe przepisy mają uporządkować rynek świadczeń psychologicznych, podnieść jakość usług i wzmocnić ochronę osób korzystających ze wsparcia.

– Zasługujemy na pewność, że pomoc psychologiczna jest udzielana przez wykwalifikowanego specjalistę – mówiła ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podczas pierwszego czytania.

Co zmieni ustawa

Ustawa wprowadza zamknięty katalog świadczeń psychologicznych, określa zasady uzyskania prawa do wykonywania zawodu oraz tworzy samorząd zawodowy psychologów. Kluczową nowością ma być Rejestr Psychologów, który pozwoli sprawdzić, czy dana osoba ma uprawnienia.

Wprowadzone zostaną też przepisy karne. Karalne będzie podszywanie się pod psychologa bez prawa wykonywania zawodu, a także udzielanie świadczeń psychologicznych bez wymaganych uprawnień.

Jakie świadczenia będą „świadczeniami psychologicznymi”

Ustawa ustanawia zamknięty katalog, do którego zalicza:

  • diagnozę psychologiczną,
  • opiniowanie psychologiczne,
  • orzekanie psychologiczne,
  • udzielanie pomocy psychologicznej.

Ma to uporządkować rynek, bo w dotychczasowych regulacjach katalog był otwarty i brakowało definicji usług, co utrudniało egzekwowanie odpowiedzialności.

Kto będzie mógł wykonywać zawód psychologa

Prawo wykonywania zawodu będzie przysługiwać osobie, która spełni łącznie warunki ustawowe, w tym ukończy:

  • studia I stopnia na kierunku psychologia oraz studia II stopnia na kierunku psychologia i uzyska tytuł magistra, albo
  • jednolite studia magisterskie na kierunku psychologia i uzyska tytuł magistra,
    albo posiada kwalifikacje uznane w Polsce (z UE) lub dyplom spoza UE uznany za równoważny.

Dodatkowo wymagana będzie m.in. pełnia praw publicznych i zdolność do czynności prawnych, brak prawomocnego skazania za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego oraz znajomość języka polskiego w stopniu niezbędnym do pracy.

Samo wykształcenie nie wystarczy – konieczny będzie też wpis do Rejestru Psychologów.

„Prawa nabyte” dla osób z magistrem psychologii

Nowa ustawa co do zasady wymaga ukończenia zarówno licencjatu, jak i magisterki na kierunku psychologia. Jednocześnie przewiduje ochronę praw nabytych. Osoby, które najpóźniej w dniu wejścia w życie ustawy ukończą w Polsce studia II stopnia na psychologii i uzyskają tytuł magistra (nawet jeśli licencjat był na innym kierunku), będą mogły wpisać się do rejestru i wykonywać zawód.

Do rejestru mają też mieć dostęp absolwenci jednolitych studiów magisterskich na kierunku „psychologia zdrowia” (oferowanych przez uczelnie medyczne), ze względu na pokrewieństwo programów kształcenia.

Samorząd psychologów i skargi pacjentów

Samorząd ma pełnić podwójną rolę: reprezentować środowisko oraz sprawować pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu, który ma charakter zaufania publicznego. To samorząd będzie decydował o dopuszczeniu do zawodu (wpis do rejestru) i o sankcjach dyscyplinarnych, w tym zawieszeniu lub pozbawieniu prawa wykonywania zawodu.

Osoba pokrzywdzona będzie mogła złożyć do rzecznika dyscyplinarnego wniosek o wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Jeśli materiał dowodowy potwierdzi naruszenia, sprawa trafi do sądu dyscyplinarnego.

Opiekun dla nowych psychologów

Ustawa przewiduje obowiązkową współpracę z opiekunem dla osób rozpoczynających wykonywanie zawodu. Psycholog uzyska prawo do wykonywania zawodu z dniem wpisu do rejestru i będzie pracował samodzielnie, ale opiekun ma wspierać go w praktycznych aspektach pracy i standardach etycznych.

Współpraca ma trwać 150 godzin, z czego co najmniej 75 godzin w trybie stacjonarnym, w okresie od 9 do 24 miesięcy. Negatywna opinia końcowa opiekuna może skutkować skreśleniem z rejestru, przy czym przewidziano ścieżkę odwoławczą.

Psychoterapia nie tylko dla psychologów

Ustawa nie zastrzega prowadzenia psychoterapii wyłącznie dla psychologów. Wciąż funkcjonują różne ścieżki uzyskiwania uprawnień psychoterapeuty, a odrębne przepisy regulują zasady w systemie publicznym. Równolegle prowadzone są prace nad uregulowaniem zawodu psychoterapeuty.

Jeśli jednak psychoterapię prowadzi psycholog wpisany do rejestru, będzie go obowiązywać m.in. tajemnica zawodowa, zasady dokumentacji i odpowiedzialność dyscyplinarna wynikające z nowej ustawy.

Jawność rejestru i informacje o karach

Rejestr ma być jawny w ograniczonym zakresie: imię i nazwisko, numer i data wpisu oraz status „wykonujący” albo „niewykonujący zawodu”. Informacje o ukaraniu dyscyplinarnym nie będą jawne, natomiast pozbawienie prawa wykonywania zawodu będzie skutkować skreśleniem z rejestru. W przypadku zawieszenia psycholog pozostanie w rejestrze jako „niewykonujący zawodu”.

Kary za podszywanie się pod psychologa i pracę bez uprawnień

Nieuprawnione posługiwanie się tytułem „psycholog” ma być zagrożone grzywną, a jeśli celem było uzyskanie korzyści majątkowej – także karą ograniczenia wolności. Udzielanie świadczeń psychologicznych bez prawa wykonywania zawodu ma podlegać grzywnie albo ograniczeniu wolności, a w przypadku działania dla zysku lub wprowadzenia w błąd – również karze pozbawienia wolności do roku.

Co dalej

Po głosowaniu w Sejmie ustawą zajmie się Senat. Jeśli przepisy wejdą w życie bez istotnych zmian, rynek usług psychologicznych ma zostać ujednolicony: z jasnymi wymogami dostępu do zawodu, rejestrem uprawnień, obowiązkami etycznymi i realną odpowiedzialnością dyscyplinarną.

Plany finansowe Polaków na 2026 rok

Spośród 70 proc. Polaków, którzy na 2025 rok mieli jakiekolwiek plany finansowe, co czwarty zrealizował je w całości – wynika z badania przygotowanego dla BIG InfoMonitor. Wchodząc w 2026 rok, konsumenci częściej nastawiają się na stabilizację niż duże zmiany. W planach dominują ostrożność, kontrola wydatków i budowanie poduszki finansowej, a nie skokowy wzrost dochodów czy rewolucje zawodowe.

Jak Polacy podsumowują 2025: plany były, wykonanie częściowe

Badanie pokazuje, że ok. 30 proc. dorosłych Polaków nie planowało na 2025 rok żadnych działań finansowych. Wśród tych, którzy postanowienia mieli, 10 proc. nie zrealizowało ich w ogóle, 37 proc. zrealizowało je częściowo, a 23 proc. – w pełni. To oznacza, że większość kończy rok z poczuciem „zrobione, ale nie do końca”, co wprost przekłada się na bardziej zachowawcze podejście do kolejnych 12 miesięcy.

2026: mniej „dodawania gazu”, więcej kontrolowania kosztów

Na pytanie o wydatki inne niż podstawowe potrzeby, najczęściej wskazywanym kierunkiem na 2026 rok są remonty i wymiana sprzętów domowych (35 proc.). Niewiele mniej osób mówi o budowaniu poduszki finansowej na gorsze czasy (33 proc.), a 30 proc. planuje przeznaczyć środki na wakacje. Jednocześnie aż 26 proc. nie ma konkretnych planów wydatkowych na nowy rok.

Co ważne, w tegorocznych deklaracjach częściej pojawia się chęć ograniczania wydatków niż ich zwiększania. Wyjątek jest jeden – zdrowie i kondycja fizyczna. Tu więcej osób zapowiada wzrost nakładów (15 proc.) niż ich spadek (9 proc.). To sygnał, że część gospodarstw domowych traktuje wydatki zdrowotne jako „nie do ruszenia”, nawet gdy resztę budżetu chce zaciskać.

Oszczędzanie: jedna piąta chce odkładać więcej, ale dominuje ostrożność

W 2026 roku 21 proc. Polaków deklaruje, że chce odłożyć większą sumę niż w 2025 roku na cele takie jak zakup nieruchomości, podróże czy inwestycje. Z kolei 23 proc. planuje zwiększać oszczędności przez ograniczenie bieżących wydatków. Jednocześnie 6–7 proc. mówi wprost, że będzie oszczędzać mniej niż w mijającym roku. Po odfiltrowaniu odpowiedzi „trudno powiedzieć”, odsetek planujących zwiększenie oszczędności wynosi 27–29 proc.

W praktyce oznacza to, że skłonność do budowania rezerw jest zauważalna, ale odbywa się przede wszystkim metodą „porządkowania budżetu”, a nie poprzez duże skoki dochodów.

Najczęstszy scenariusz: „będzie podobnie jak było”

Najbardziej uderzający wniosek dotyczy oczekiwań: aż 42 proc. respondentów uważa, że ich sytuacja finansowa nie zmieni się w 2026 roku. Poprawy spodziewa się 17 proc., a pogorszenia 25 proc. Co istotne, przekonanie o braku zmian jest dziś wyraźnie częstsze niż przed rokiem (wzrost z 35 do 42 proc.). Równocześnie spadł zarówno udział „optymistów”, jak i „pesymistów”, co sugeruje chłodniejsze, bardziej wyczekujące nastroje.

Różnice widać też w grupach wiekowych: poprawy sytuacji częściej spodziewają się młodsi – od 10 proc. wśród osób 55+ do 29 proc. w grupie 25–34 lata.

Działania naprawcze: mniej „zmienię pracę”, więcej „przestanę przepalać”

W 2026 roku co czwarty Polak nie planuje żadnych działań, które miałyby poprawić jego sytuację finansową (24 proc.). Wśród pozostałych dominują proste mechanizmy kontroli budżetu: ograniczanie impulsywnych zakupów (44 proc.) oraz optymalizacja wydatków, np. szukanie tańszych ofert (39 proc.).

Charakterystyczne jest również to, że 53 proc. Polaków nie planuje zwiększania dochodów w 2026 roku – to o 4 pkt proc. więcej niż w analogicznym pytaniu rok wcześniej. Jeśli ktoś chce poprawić stronę przychodową, najczęściej myśli o dodatkowym źródle dochodu (26 proc.) albo sprzedaży zbędnych rzeczy (18 proc.). Zmianę pracy na lepszą deklaruje dopiero co dziesiąta osoba.

Jak wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, to potwierdza niską gotowość do „dużych ruchów” i przerzucenie ciężaru działań na stronę wydatkową, a nie dochodową.

Zadłużenie: deklaracje spłaty często przegrywają z rzeczywistością

Niemal trzy czwarte dorosłych Polaków deklaruje brak zaległych zobowiązań. Wśród 28 proc. mających zaległości, 10 proc. chce je spłacić w 2026 roku w całości, a 15 proc. – częściowo. BIG InfoMonitor przypomina jednak, że same deklaracje nie muszą oznaczać wykonania: w ubiegłym roku 11 proc. osób zapowiadało spłatę zaległości w całości, a faktycznie udało się to 5 proc. badanych.

Jednocześnie – mimo poprawy części wskaźników – średnia kwota przeterminowanego długu na osobę rośnie: w listopadzie 2025 wynosiła 34 288 zł wobec 33 309 zł rok wcześniej i 31 449 zł dwa lata wcześniej. Na koniec listopada 2025 roku ponad 2,4 mln Polaków miało łącznie przeszło 82,7 mld zł zaległych długów widocznych w bazach BIG InfoMonitor i BIK.

Zewnętrzne ryzyka wciąż na pierwszym miejscu

Aż 75 proc. badanych obawia się wpływu czynników zewnętrznych na własne finanse – takich jak inflacja, stopy procentowe, rynek pracy czy sytuacja geopolityczna. Duże obawy deklaruje 31 proc. respondentów (częściej kobiety niż mężczyźni).

W komentarzu do wyników dr hab. Waldemar Rogowski podkreśla, że 2026 rok może przynieść wysoką dynamikę PKB (nawet powyżej 4 proc.), przy nadal niskim bezrobociu i wolniejszym niż dawniej wzroście wynagrodzeń, ale jednocześnie z ograniczoną przestrzenią do dalszych dużych obniżek stóp procentowych. Jako główne zagrożenie dla gospodarstw domowych wskazuje rosnące ryzyko geopolityczne.

Ostrożny 2026: stabilizacja, kontrola wydatków i zdrowie jako priorytet

Z badania wyłania się obraz konsumenta, który nie zakłada ani gwałtownej poprawy, ani załamania – raczej chce „utrzymać kurs”. Plany finansowe na 2026 rok opierają się na codziennej dyscyplinie: pilnowaniu wydatków, szukaniu lepszych cen, budowaniu rezerw oraz selektywnym zwiększaniu nakładów na zdrowie. Przy niskiej gotowości do zmiany pracy i braku planów wzrostu dochodów u ponad połowy respondentów, to właśnie zachowania zakupowe i oszczędnościowe będą kluczowym testem realnej kondycji portfeli Polaków.

Badanie „Plany finansowe Polaków na 2026 rok” wykonane dla BIG InfoMonitor przez Keralla Research: omnibusowe badanie ilościowe CATI na próbie 1040 osób, grudzień 2025.

Cyberprzestępcy nie atakują wprost – wybierają zaplecze: dostawców, helpdesk, firmy outsourcingowe

Łańcuch dostaw to dziś najłatwiejszy i najmniej zauważalny punkt wejścia dla cyberprzestępców. Jak wynika z ostatnich analiz zespołu badawczego Palo Alto Networks, 28% incydentów bezpieczeństwa w Europie dotyczyło zewnętrznych partnerów firm. To oznacza, że prawdopodobieństwo takiego ataku jest dziś porównywalne z innymi metodami, które dotąd dominowały w raportach.

Jednocześnie eksperci podkreślają, że większość takich incydentów pozostaje niezauważona – albo zostaje błędnie przypisana bezpośredniemu celowi ataku. W rzeczywistości więc skala zagrożenia jest jeszcze większa, niż pokazują statystyki.

Cyberprzestępcy coraz częściej celują nie w główną organizację, ale w jej cyfrowe zaplecze – zewnętrznych dostawców, usługodawców technologicznych czy partnerów operacyjnych. Tam znajdują słabe ogniwa, mniej chronione, ale z pełnym dostępem. I właśnie dlatego firmy muszą przestać patrzeć na bezpieczeństwo wyłącznie przez pryzmat własnej infrastruktury. Realne zagrożenie często znajduje się poza ich bezpośrednim nadzorem, ale nadal w ramach ich cyfrowych powiązań – mówi Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Na świecie liczba ataków na łańcuch dostaw wzrosła o 100%

Zespół badawczy Palo Alto Networks, Unit 42, podaje, że w 2024 roku 28% incydentów w Europie dotyczyło naruszeń związanych ze stronami trzecimi – partnerami, dostawcami, podwykonawcami[1]. Raport Verizon „2025 Data Breach Investigation” wskazuje na podobny odsetek w ujęciu globalnym – 30%. W porównaniu rok do roku oznacza to dwukrotny wzrost incydentów z udziałem łańcucha dostaw[2].

Z analiz zespołu Unit 42 wynika, że najbardziej narażone na takie ataki są firmy technologiczne i finansowe.

W przypadku tego rodzaju incydentów cyberprzestępcy koncentrują się na dostawcach o bogatych zasobach danych i rozbudowanej sieci połączeń. Dane Palo Alto Networks wskazują, że głównym celem są firmy fintechowe, kancelarie prawne czy marki luksusowe. To właśnie przez takie organizacje można uzyskać dostęp do szerokiej grupy użytkowników i klientów, w tym takich o wysokiej wartości netto – wyjaśnia Wojciech Gołębiowski.

W Polsce z roku na rok gwałtownie rośnie skala cyberataków. Z danych CERT Polska wynika, że we wrześniu 2025 roku odnotowano aż 278% więcej zgłoszeń niż rok wcześniej[3]. Nie wszystkie są związane z łańcuchem dostaw, ale eksperci zaznaczają, że to właśnie w obszarze zależności zewnętrznych coraz trudniej kontrolować ryzyko.

W Polsce firmy często budują swoje strategie bezpieczeństwa w izolacji, nie biorąc pod uwagę, jak wiele zależy od ich partnerów. Tymczasem nawet niewielka firma outsourcingowa, która zyskała dostęp administracyjny do systemu klienta, może stać się idealnym celem ataku. Zdarza się, że podwykonawcy mają więcej uprawnień niż pracownicy firmy, a przy tym znacznie mniejsze możliwości obrony – komentuje Grzegorz Latosiński, dyrektor sprzedaży Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nie trzeba włamywać się przez drzwi, skoro okno jest otwarte

Z punktu widzenia cyberprzestępcy atak przez łańcuch dostaw jest idealny – tańszy i szybszy do zrealizowania oraz trudniejszy do wykrycia. Wystarczy znaleźć jednego partnera, który nie spełnia podstawowych norm cyberbezpieczeństwa, a ma połączenie z siecią głównej firmy.

Jak może wyglądać taki atak w praktyce? W ostatnich miesiącach zespół Unit 42 opublikował analizę działalności grupy Muddled Libra, która zaatakowała m.in. firmę outsourcingową, świadczącą usługi dla sektora finansowego i farmaceutycznego[4]. Cyberprzestępcy podszyli się pod pracowników helpdesku, przejęli dane logowania, a następnie zdobyli dostęp do kont z uprawnieniami administratora – a całość zajęła im mniej niż 40 minut. W ciągu 2 dni wyprowadzili ponad 100 GB danych, nie wzbudzając żadnych alarmów.

Ten przykład pokazuje, jak szybkie i skuteczne mogą być ataki prowadzone przez łańcuch dostaw, dzięki wykorzystaniu zaufania systemów do znanych podmiotów. Partnerzy mają dostęp przez API czy VPN, a niekiedy nawet klucze dostępu – i nikt tego nie kwestionuje. Gdy jedno z tych kont zostanie przejęte, atakujący działa jak osoba z wewnątrz. A przecież wielu firmom nadal brakuje świadomości skali zależności cyfrowych. Organizacje powinny zadać sobie pytanie – ilu partnerów ma dostęp do moich systemów? Ilu z nich korzysta z tych samych poświadczeń od lat? Ilu posiada prawa administratora? – podkreśla Tomasz Pietrzyk, starszy manager ds. rozwiązań technologicznych Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Realna odporność wymaga dziś zmiany myślenia. Firmy nie powinny zastanawiać się, czy atak się wydarzy, ale gdzie się zacznie i kto zostanie przez niego dotknięty. Najbardziej narażeni są ci, których nikt nie pyta o procedury bezpieczeństwa, czyli mniejsi partnerzy, techniczni dostawcy i firmy usługowe.

Postawa cyberaltruizmu nie jest kwestią dobrej woli, a strategią biznesową. Jeśli dostawca padnie ofiarą ataku, jego problemy błyskawicznie staną się twoimi. Pomagając mu się zabezpieczyć, firmy inwestują we własną stabilność cyfrową. Mniejsze przedsiębiorstwa nie zawsze mają środki czy wiedzę, ale mogą skorzystać z narzędzi, szkoleń i praktyk oferowanych przez większych partnerów – dodaje Grzegorz Latosiński.

[1] https://www.paloaltonetworks.com/resources/research/unit-42-incident-response-report

[2] https://www.verizon.com/business/resources/Tea/reports/2025-dbir-data-breach-investigations-report.pdf

[3] https://next.gazeta.pl/next/7,151243,32375608,szokujace-dane-o-278-proc-wzrosla-liczba-atakow-hakerskich.html

[4] https://unit42.paloaltonetworks.com/muddled-libra/

Victoria Dom: 1365 mieszkań sprzedanych w 2025 (+35%)

Victoria Dom – jeden z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił wyniki sprzedaży za IV kwartał 2025 r.  W tym czasie spółka sprzedała 444 mieszkania vs 152 w IV kw. 2024 r. tj. ponad 192% więcej. Całoroczna sprzedaż wyniosła 1365 vs 1014 mieszkań w 2024 tj. o blisko 35% więcej. W 2026 r. Victoria Dom planuje sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

 – Po serii obniżek stóp procentowych Narodowego Banku Centralnego w 2025 r., rynek mieszkaniowy budzi się z letargu. Od II kwartału sprzedaż sukcesywnie się odbudowuje, wraz z szeroka ofertą na rynku pierwotnym oraz bogatym wyborze gotowych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym – ocenia Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A. – Koszty kredytu hipotecznego poniżej 6% są poziomem coraz bardziej akceptowalnym dla kupujących, którzy coraz częściej korzystają z ofert banków przy zakupie mieszkań na własne potrzeby. Widzimy ten trend coraz wyraźniej w naszych biurach sprzedaży – dodaje.

Zdaniem Wiceprezesa Wasiluka w 2026 r. sprzedaż będzie rosła w popularnym segmencie oferowanym przez Victorię Dom zarówno w Warszawie jak i Krakowie oraz Gdyni, gdzie deweloper będzie wprowadzać nowe projekty do oferty sprzedaży. Victoria Dom planuje w 2026 r. sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

W 2025 r. Victoria Dom przekazała klientom 1275 mieszkań vs 1648 w roku 2024 tj. 23% mniej. Część przekazań sprzedanych mieszkań przesunęła się z grudnia 2025 r. na I kwartał 2026 r. i będzie ujęta w wyniku 2026 r.

Alkoholowi giganci tracą, rosną energetyki i napoje bezalkoholowe

  • Marki napojów bezalkoholowych notują 69 proc. zwrotu w pięć lat, podczas gdy alkoholowi giganci tracą grunt pod nogami – ich wyceny spadły w tym czasie o 26 proc.
  • Wyniki te odzwierciedlają rosnący popyt na alternatywy bezalkoholowe i niskoalkoholowe, który jest napędzany zmianą stylu życia i wyborów konsumenckich
  • Na czele wzrostów znajduje się firma z segmentu fitness i napojów energetycznych Celsius, która zapewniła inwestorom aż 211 proc. zwrotu. Z kolei grupy spirytusowe ciągną „koszyk alkoholowy” w dół, obciążając jego wyniki.

Wraz z rosnącą na całym świecie popularnością inicjatywy Dry January — zapoczątkowanej w Wielkiej Brytanii w 2013 roku przez organizację Alcohol Change UK i zachęcającej do miesięcznej abstynencji na początku roku — także w Polsce coraz więcej konsumentów sięga po alternatywy bez alkoholu. Nowa analiza platformy handlowo-inwestycyjnej eToro pokazuje, że zmiana ta coraz wyraźniej odbija się również na rynkach finansowych, przynosząc trzeźwe wnioski dla giełdowych producentów alkoholu.

eToro porównało dwa koszyki znanych marek napojów o równych wagach. Pierwszy obejmował producentów alkoholu: Diageo, Heineken, Pernod Ricard, Carlsberg oraz Anheuser-Busch InBev. Drugi tworzyły spółki bezalkoholowe: Coca-Cola, PepsiCo, Monster Beverage, Celsius Holdings oraz A.G. Barr.

W perspektywie ostatnich pięciu lat koszyk spółek bezalkoholowych wzrósł o 69 proc., podczas gdy koszyk producentów alkoholu zanotował spadek na poziomie 26 proc. Różnica widoczna jest nie tylko w długim terminie. W ciągu ostatnich 12 miesięcy marki bezalkoholowe zyskały 24 proc., podczas gdy producenci alkoholu stracili 6 proc. Jeszcze wyraźniej trend ten widać w horyzoncie trzyletnim: spółki bezalkoholowe odnotowały wzrost o 18 proc., a alkoholowe — spadek aż o 29 proc.

Paweł Majtkowski, analityk rynku eToro w Polsce, komentuje: „Dry January” to trend, który dynamicznie zyskuje na znaczeniu — szczególnie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, ale stopniowo także w Polsce. To już coś więcej niż sezonowy zwyczaj; to wyraźny sygnał szerszej zmiany stylu życia, zwłaszcza wśród młodszych konsumentów. Zmiana ta znajduje odzwierciedlenie również na rynkach finansowych. Tradycyjni producenci alkoholu coraz częściej mają trudności z utrzymaniem wzrostu, podczas gdy kapitał inwestorów płynie w stronę napojów bezalkoholowych i funkcjonalnych. Są one postrzegane jako zdrowsze, lepiej dopasowane do preferencji pokolenia Z, a jednocześnie oferujące wyższy potencjał wzrostu i większą siłę cenową. To jeszcze nie rewolucja, lecz ewolucja, która wyraźnie nabiera tempa.”

W obrębie koszyka alkoholowego wyniki w długim terminie pozostają słabe. Diageo i Pernod Ricard – właściciel polskich marek Wyborowa i Luksusowa – straciły w ciągu pięciu lat ponad 40 proc. wartości, a żadna ze spółek alkoholowych w grupie nie wygenerowała pozytywnego zwrotu w ciągu trzech lat. Producenci piwa wykazali pewną odporność w ostatnich 12 miesiącach: Carlsberg zyskał 21 proc., a Anheuser-Busch InBev 14 proc., jednak nie wystarczyło to, by zrekompensować szersze spadki.

Dla porównania, marki bezalkoholowe odnotowały szersze i bardziej stabilne wzrosty. Napędzały je przede wszystkim firmy z segmentu napojów energetycznych i funkcjonalnych. Celsius Holdings, właściciel marek CELSIUS i Rockstar Energy, zyskał w ciągu pięciu lat aż 211 proc., a Monster Beverage, właściciel marki Monster Energy, 71 proc. Również bardziej ugruntowane firmy z sektora napojów bezalkoholowych przyczyniły się do pozytywnych wyników: Coca-Cola wzrosła o 33 proc., a A.G. Barr o 28 proc. w tym samym okresie.

Paweł Majtkowski dodaje: „Inwestorzy coraz uważniej przyglądają się producentom napojów, a selektywność rośnie – tak samo jak wśród samych konsumentów. Dla firm jest to jasny sygnał, że sukces dzisiaj zależy nie tylko od siły marki, lecz także od innowacyjności, dopasowanej oferty produktowej oraz zdolności do szybkiego reagowania na zmieniające się nawyki konsumpcyjne. W takich warunkach zbyt szerokie portfolio może stać się przeszkodą, zamiast pomagać w rozwoju.”

Marka Zwrot po 1 roku Zwrot po 3 latach Zwrot po 5 latach
Producenci napojów alkoholowych
Diageo -33% -54% -43%
Heineken 0.5% -21% -21%
Pernod Ricard -30% -58% -51%
Carlsberg 21% -8% -12%
Anheuser-Busch InBev 14% -1% -2%
Avg basket -6% -29% -26%
Producenci napojów bezalkoholowych
Coca-Cola company 12% 11% 33%
PepsiCo -2% -18% 2%
Monster Beverage 50% 52% 71%
Celsius Holdings 53% 21% 211%
A.G. Barr 7% 25% 28%
Avg basket 24% 18% 69%

 Tabela przedstawia porównanie wyników: producenci alkoholu kontra producenci napojów bezalkoholowych. Wyniki historyczne nie stanowią gwarancji przyszłych rezultatów.

„Truman Show Scam”: elitarna grupa inwestorów, codzienne komentarze rynkowe, wykresy i eksperci… którzy nie istnieją

Elitarna grupa inwestorów, „analitycy”, codzienne komentarze rynkowe, regulaminy, umowy, a nawet aplikacja dostępna w oficjalnym sklepie – tak wygląda najnowsze oszustwo stworzone dzięki sztucznej inteligencji. Opisany przez Check Point Research OPCOPRO „Truman Show Scam” to nie pojedynczy phishing, a syntetyczny świat, w którym każdy element ma wzmacniać jedno kłamstwo.

„Oszustwo Truman Show” różni się od tego, do czego przywykliśmy. Zamiast malware’u czy prymitywnych stron podszywających się pod bank, przestępcy budują spójną narrację: społeczność, ekspertów, dokumenty, wyniki, „partnerstwa”, a nawet obecność medialną. Wszystko generowane lub kontrolowane przez atakujących. Ofiara nie dostaje jednej podejrzanej wiadomości, a zostaje wciągnięta w serial, w którym każdy odcinek ma prowadzić do wpłaty. Truman Show

Jak działa „Truman Show Scam” krok po kroku

Kontakt startuje od SMS-ów, komunikatorów lub reklam. Przekaz jest prosty: „wyjątkowy program”, „ponadprzeciętne zwroty”, „limitowane miejsca”. Celem nie jest od razu przelew, tylko przeniesienie rozmowy do prywatnej grupy na WhatsApp/Telegram, gdzie łatwiej kontrolować emocje i sceptycyzm.

W grupie czeka teatr: „eksperci” i „uczestnicy” rozmawiają płynnie w lokalnym języku, wrzucają profesjonalnie brzmiące komentarze rynkowe, pokazują codzienne „zyski”, podbijają entuzjazm i presję społeczną. Nie ma krytyki, nie ma wątpliwości — jest stałe pozytywne wzmocnienie i poczucie, że „wszyscy zarabiają”. To klasyczna socjotechnika ubrana w nowoczesne narzędzia.

Według analityków bezpieczeństwa z Check Point, nagle pojawia się kluczowy twist: ofiara dostaje instrukcję instalacji „oficjalnej” aplikacji OPCOPRO z legalnych sklepów. Aplikacja nie musi zawierać złośliwego kodu. Jest „malicious by design” – często to tylko WebView, czyli powłoka, która wyświetla treści z serwera. Choć nie ma realnego tradingu, są serwerowo generowane wykresy, transakcje i salda. To sprawia, że na telefonie wszystko wygląda jak prawdziwa platforma inwestycyjna.

Po ściągnięciu aplikacji pojawia się „weryfikacja tożsamości” (KYC): dowód/paszport i selfie/biometria. Potem depozyt — przelew lub krypto. W efekcie użytkownik traci pieniądze oraz dane, które mogą posłużyć do kolejnych przestępstw.app store

Sztuczna inteligencja nie jest „gadżetem”, a mnożnikiem siły. Pozwala skalować rozmowy wielojęzyczne, utrzymywać spójne persony bez dużego zespołu ludzi, automatyzować manipulację emocjami i szybko przenosić schemat między krajami oraz markami. To przesuwa oszustwa z poziomu „okazjonalnego polowania” do powtarzalnych systemów, które industrializują budowanie zaufania.

Choć wydaje się, że to wyłącznie „scam konsumencki”, to w praktyce skutki mogą wchodzić w obszar bezpieczeństwa organizacji:

  • Kradzież tożsamości ułatwia przejęcia kont: dokument + selfie to mocny zestaw do prób obejścia zabezpieczeń (np. ataki na procesy odzyskiwania dostępu, podszywanie się w kontaktach z help deskiem).
  • Presja finansowa tworzy ryzyko insiderskie: osoba, która straciła pieniądze i jest zastraszana lub „dociągana” do kolejnych wpłat, staje się podatniejsza na szantaż i manipulację.
  • Telefon jako najsłabsze ogniwo: aplikacja wyglądająca „normalnie” i dostępna w oficjalnym sklepie może ominąć czujność użytkownika i część firmowych kontroli, a mimo to prowadzić do działań wysokiego ryzyka.
  • Socjotechnika wobec wsparcia IT staje się łatwiejsza: gdy atakujący ma „dowody” (dane, dokumenty, wiarygodną legendę), rośnie skuteczność prób wyłudzenia.

Jak się bronić przed całym ekosystemem oszustw?

Jak zaznaczają badacze z Check Point Research, samo hasło „sprawdź, czy link nie jest podejrzany” to zdecydowanie za mało. Oszustwo działa jako lejek (komunikator → grupa → aplikacja → KYC → depozyt), dlatego należy spojrzeć na całość wzorców i infrastruktury, nie tylko na pojedynczy artefakt.     

Rady dla osób prywatnych:

  • Traktuj niezamówione „okazje inwestycyjne” jako ryzykowne z definicji.
  • Weryfikuj firmy przez oficjalne rejestry/regulatorów, a nie przez linki z czatu.
  • Nie wysyłaj dokumentów i selfie do nieznanych platform „KYC”.
  • Pamiętaj: depozyty krypto są w praktyce nieodwracalne.

Rady dla firm:

  • Zwiększ czujność wobec finansowych aplikacji WebView i całych „ekosystemów” wokół nich.
  • Szukaj klastrów domen/infrastruktury powiązanych z aplikacjami i kampaniami.
  • Wykrywaj lejki zachowań: czat → aplikacja → KYC → wpłata (to często bardziej diagnostyczne niż sam kod).
  • Zapewnij pracownikom łatwą ścieżkę zgłoszenia, jeśli padli ofiarą — bo „wstyd” i cisza zwiększają ryzyko wtórnych nadużyć.

W „Truman Show Scam” ofiara nie jest oszukiwana jednym kłamstwem. Ona jest otoczona kłamstwami tak szczelną warstwą, że świat wygląda na spójny: aplikacja, społeczność, eksperci, wyniki, dokumenty — wszystko wspiera jedną narrację. A skoro zaufanie da się dziś produkować masowo, to bezpieczeństwo musi działać systemowo – analizować zachowania i ekosystemy, nie tylko „podejrzane pliki”.

Creotech weźmie udział w opracowaniu pierwszego uniwersalnego odbiornika kwantowej dystrybucji klucza

Creotech Instruments S.A., notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, dołączył do międzynarodowego projektu budowy prototypu wielofunkcyjnego odbiornika kwantowej dystrybucji klucza (QKD) dla stacji naziemnych odbierających klucz kryptograficzny z satelity. Docelowo Spółka planuje stworzenie całej linii produktów z zakresu komunikacji kwantowej przy wsparciu wiodących programów UE. Wartość zamówienia Europejskiej Agencji Kosmicznej wynosi ok. 950 tys. euro.

Realizacja kwantowej dystrybucji klucza z satelity wymaga zbudowania kosztownej i zaawansowanej infrastruktury w segmencie naziemnym, opartej na optycznych stacjach naziemnych (Optical Ground Stations, OGS) wraz z dedykowanymi odbiornikami. Dotychczas odbiorniki QKD projektowano na potrzeby jednej konkretnej misji i realizacji protokołu bezpieczeństwa, np. w projekcie Eagle-1 (pierwszy europejski satelita QKD).

Tymczasem planowane są liczne misje satelitarne QKD, z których każda może obsługiwać protokół QKD i jego kodowanie w inny sposób. Uzasadnione ekonomicznie jest więc opracowanie kluczowych komponentów segmentu naziemnego tak, aby możliwe stało się ustanowienie połączenia z wieloma różnymi satelitami QKD, co dodatkowo ułatwi rozwój całej sieci. Projekt Multi-purpose Quantum Key Distribution receiver for optical ground stations (w skrócie: MPQR) stanowi odpowiedź na to wyzwanie.

Kwantowa dystrybucja klucza to dla nas strategiczny obszar rozwoju, w którym dostrzegamy wysoki potencjał biznesowy i jesteśmy gotowi na komercyjne wdrożenia już w bieżącym roku. Udział w projekcie budowy prototypu wielofunkcyjnego odbiornika QKD dla stacji naziemnych obsługujących transmisję kluczy z satelitów poszerza zakres zastosowań naszych technologii oraz wzmacnia naszą pozycję kluczowego europejskiego dostawcy” – mówi dr Anna Kamińska, Dyrektor Pionu Quantum Systems w Creotech Instruments S.A. oraz Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Creotech Instruments prowadzi obecnie kilka projektów dla ESA i Komisji Europejskiej w obszarze QKD. W ramach tych działań Spółka opracowuje ultra-czułe detektory pojedynczych fotonów oparte na technologii nadprzewodnikowej. Aby móc zinterpretować sygnał z satelity QKD, oprócz detektora niezbędny jest dedykowany odbiornik – to właśnie on zostanie opracowany przez konsorcjum pod przewodnictwem OHB System AG.

Creotech Instruments będzie odpowiedzialny za projekt i wykonanie elektroniki kontrolnej odbiornika oraz integrację z detektorem pojedynczych fotonów. Detektory te zostaną wykorzystane do demonstracji i testów nowego odbiornika. Dodatkowo doświadczenie zdobyte przy projekcie MPQR pozwoli na skuteczniejsze komercyjne wdrożenie pozostałych technologii rozwijanych w Creotech oraz rozszerzenie portfolio produktów w obszarze QKD o coraz bardziej zaawansowane komponenty i podsystemy stacji naziemnych.

Niedawno Spółka podpisała umowę na stworzenie mobilnej stacji naziemnej QKD w ramach projektu PIONIER-Q-SAT pod przewodnictwem NASK. Dzięki synergiom pomiędzy wymienionymi projektami, Spółka jeszcze mocniej rozszerzy kompetencje technologiczne i produktowe dla QKD z satelity w zakresie od kluczowych komponentów aż po zaawansowane podsystemy, jakim jest w szczególności odbiornik QKD.

Docelowo kwantowa dystrybucja klucza ma zostać wdrożona w infrastrukturach krytycznych w całej Europie w ciągu najbliższych kilku lat i obejmować sieci zarówno naziemne, jak i połączenia satelitarne. Realizacja projektu umożliwi Creotech wejście na ten dynamicznie rozwijający się rynek.

Liderem konsorcjum jest OHB System AG, a w jego skład, poza Creotech Instruments S.A., wchodzą OHB Digital Connect GmbH oraz Austrian Institute of Technology.

Wartość zamówienia ESA wynosi ok. 950 000 euro, z czego na Creotech przypada ok. 300 000 euro.

Rynek wtórny hamuje, aktywność kupujących w dół. Grudzień z rekordem sprzedaży nowych mieszkań

Grudzień przyniósł wyraźne wyhamowanie na rynku wtórnym: oferta mieszkań skurczyła się miesiąc do miesiąca we wszystkich siedmiu największych miastach, a aktywność kupujących spadła – w Warszawie liczba odpowiedzi na ogłoszenia zmalała aż o 24,6% względem listopada. Czy deweloperskie promocje i rabaty przesunęły popyt w stronę nowych mieszkań? Wstępne dane wskazują, że rynek deweloperski zamknął grudzień rekordem: w analizowanych miastach nabywców znalazło 5,2 tys. lokali.

Według danych Otodom spadek podaży na rynku wtórnym widać zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym. Najsilniejszą zmianę m/m odnotowano w Krakowie (-8,9%), natomiast r/r – we Wrocławiu (-29%). Wyjątkiem pozostają Katowice, gdzie w porównaniu do grudnia 2024 roku liczba ofert wzrosła o 3%.

W grudniu w siedmiu największych miastach w Polsce (Warszawa, Wrocław, Katowice, Kraków Trójmiasto, Łódź i Poznań) w serwisie Otodom dostępnych było 40,5 tys. ogłoszeń mieszkań “z drugiej ręki”, czyli o 15% mniej w ujęciu rocznym oraz prawie 7% mniej niż w listopadzie 2025 roku. Jednocześnie w minionym miesiącu deweloperzy wprowadzili do sprzedaży ponad 5,3 tys. lokali, dzięki czemu pula nowych mieszkań w analizowanych miastach ponownie przekroczyła 62 tys. Według danych Otodom, oznacza to, że grudniu kupujący mogli mieć nawet o połowę większy wybór na rynku deweloperskim niż na wtórnym.

 – Szersza pula ogłoszeń u deweloperów mogła zachęcić część klientów do rozważenia zakupu nowego lokalu, zwłaszcza pod koniec roku, gdy promocje i rabaty spłaszczają różnice cenowe, a wybór między mieszkaniem nowym a używanym przestaje być jednoznaczny. Dodatkowo rynek deweloperski zyskał istotny impuls wizerunkowy za sprawą wejścia w życie przepisów dotyczących jawności cen, w tym obowiązku ujawniania historii ich zmian. To zwiększyło przejrzystość ofert i ograniczyło niepewność po stronie klientów. W efekcie łatwiej porównać ceny – wyjaśnia Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Nowe mieszkania studzą ceny na wtórnym

Według „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” jeszcze w III kwartale 2025 roku 50% osób będących w procesie zakupu mieszkania lub domu preferowało rynek wtórny, a 23% wskazywało lokal od dewelopera. To, czy w IV kwartale doszło do zmiany tej proporcji, pokaże kolejna edycja raportu. Już teraz widać jednak, że silna podaż po stronie deweloperów zwiększyła konkurencję z rynkiem wtórnym i sprzyjała stabilizacji cen ofertowych mieszkań używanych. W tle tych zmian rośnie też zdolność kredytowa mieszkańców Polski i zainteresowanie kredytami hipotecznymi. Według danych BIK w grudniu 2025 r. liczba osób składających wnioski o kredyt mieszkaniowy wzrosła r/r o niemal 29%.

Jak wskazują dane Otodom w grudniu rozpiętość średnich stawek ofertowych między największymi rynkami nadal była znacząca. W Warszawie metr kwadratowy kosztował przeciętnie 18,5 tys. zł. Zaraz za stolicą plasują się Kraków i Trójmiasto, gdzie, podobnie jak miesiąc wcześniej, stawki oscylowały wokół 16 tys. zł/mkw. W przypadku Trójmiasta oznacza to wzrost o ponad 4,9% r/r. Najniższe ceny mieszkań używanych odnotowano w Łodzi (8,7 tys. zł/mkw.) i Katowicach (9,5 tys. zł/mkw.). Na tle pozostałych rynków wyróżnia się Wrocław, w którym zauważalny jest jedyny spadek rok do roku (-1,7%), a średnia cena ofertowa wyniosła w grudniu 13,3 tys. zł/mkw.

Aktywność kupujących w dół

Jak na tę sytuację reagują klienci? W grudniu liczba odpowiedzi na ogłoszenia w serwisie Otodom wyniosła 69 tys. W ujęciu miesięcznym aktywność kupujących wyraźnie zmalała – największy spadek odnotowano w Warszawie (-24,6% względem listopada 2025 r.), choć w perspektywie roku stolica rejestruje już wzrost o 11%. Kolejne największe spadki miesiąc do miesiąca widoczne były w Łodzi (-23,9%) i Krakowie (-22,3%). Najmniejszą zmianę względem listopada zanotowało Trójmiasto (-14,5%). Jednocześnie w ujęciu rocznym aktywność kupujących rośnie niemal we wszystkich analizowanych miastach – wyjątkiem pozostaje Łódź, gdzie liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła o 3% w porównaniu z grudniem 2024 roku.

– Spadek aktywności kupujących na rynku wtórnym w grudniu nie jest zaskoczeniem: to typowy efekt końcówki roku, kiedy część klientów wstrzymuje decyzje zakupowe i odkłada je na kolejne miesiące. Jednocześnie to rynek deweloperski zaskoczył skalą sprzedaży. Wielu kupujących, zachęconych tradycyjnie pojawiającymi się pod koniec roku promocjami i rabatami w przypadku nowych mieszkań, finalizowało transakcje, korzystając z atrakcyjnych okazji – podsumowuje Agata Stachowiak.

TD SYNNEX: 17,4 mld USD przychodów w Q4, EPS 3,04 USD. Wyniki powyżej prognoz

  • Przychody w wysokości 17,4 mld USD, co stanowi wzrost o 9,7% w ujęciu rok do roku i przekracza górną granicę naszych prognoz. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody wzrosły o 7,5% w ujęciu rok do roku.
  • Przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) w wysokości 24,3 mld USD, co stanowi wzrost o 14,7% w ujęciu rok do roku i przekracza górną granicę naszych prognoz. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) wzrosły o 12,6% w porównaniu z rokiem poprzednim.
  • Rozwodniony zysk na akcję („EPS”) w wysokości 3,04 USD oraz rozwodniony zysk na akcję nieobjęty standardami GAAP(1) w wysokości 3,83 USD, co stanowi wzrost o 24,0% w porównaniu z rokiem poprzednim.
  • Środki pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 1,5 mld USD, a wolne przepływy pieniężne(1) wyniosły 1,4 mld USD.
  • Zwrócono akcjonariuszom 209 mln USD w postaci 173 mln USD z tytułu wykupu akcji i 36 mln USD z tytułu dywidend.
  • Ogłoszono kwartalną dywidendę pieniężną w wysokości 0,48 USD na akcję zwykłą, co stanowi wzrost o 9% w ujęciu rok do roku.

„W czwartym kwartale nasze przychody brutto nieobjęte standardami GAAP wzrosły o 15% w ujęciu rok do roku, a rozwodniony zysk na akcję nieobjęty standardami GAAP wzrósł o 24% w ujęciu rok do roku, co stanowi nowy rekord dla naszej firmy i potwierdza wartość naszego zróżnicowanego modelu biznesowego oraz skuteczność realizacji naszej długoterminowej strategii”, powiedział Patrick Zammit, CEO of TD SYNNEX. „Wyniki te wieńczą znakomity rok dla naszej organizacji, w którym znacznie przekroczyliśmy nasze początkowe średnioterminowe cele przedstawione podczas Investor Day. Jesteśmy dobrze przygotowani na nadchodzący rok, dzięki naszemu wyspecjalizowanemu modelowi biznesowemu, niezrównanemu portfolio ukierunkowanemu na technologie o wyższym wzroście oraz ciągłemu skupieniu się na zapewnianiu najlepszych w swojej klasie doświadczeń dla klientów. Te atuty dają nam pewność, że jesteśmy w stanie osiągnąć trwały wzrost w dłuższej perspektywie czasowej”.

TD SYNNEX (NYSE: SNX) ogłosił dzisiaj wyniki finansowe za czwarty kwartał roku fiskalnego zakończonego 30 listopada 2025 r.

Skonsolidowane dane finansowe za czwarty kwartał roku fiskalnego 2025

GAAP
($ in millions, except earnings per share)            
    Q4 FY25   Q4 FY24   Net Change from Q4 FY24
Revenue   $             17,379   $             15,845   9.7 %
Gross profit   $              1,195   $              1,041   14.8 %
Gross margin   6.87 %   6.57 %   30 bps
Operating income   $                 399   $                 325   22.7 %
Operating margin   2.29 %   2.05 %   24 bps
Net income   $                 248   $                 195   27.5 %
Diluted EPS   $                3.04   $                2.29   32.8 %

 

Non-GAAP
($ in millions, except earnings per share)            
    Q4 FY25   Q4 FY24   Net Change from Q4 FY24
Gross billings(1)   $             24,327   $             21,211   14.7 %
Gross to net %(1)   (28.6) %   (25.3) %   (330) bps
Revenue   $             17,379   $             15,845   9.7 %
Gross profit   $              1,195   $              1,041   14.8 %
Gross margin   6.87 %   6.57 %   30 bps
Operating income(1)   $                 497   $                 422   17.9 %
Operating margin(1)   2.86 %   2.66 %   20 bps
Net income(1)   $                 313   $                 263   18.8 %
Diluted EPS(1)   $                3.83   $                3.09   24.0 %

Skonsolidowane wyniki finansowe za czwarty kwartał roku fiskalnego 2025 w porównaniu z czwartym kwartałem roku fiskalnego 2024 – najważniejsze informacje

  • Przychody wyniosły 17,4 mld USD w porównaniu z 15,8 mld USD, co oznacza wzrost o 9,7% i przekracza górną granicę naszych prognoz. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody wzrosły o 7,5% dzięki wzrostowi zarówno w portfolio rozwiązań zaawansowanych, jak i rozwiązań końcowych. Większy odsetek naszej sprzedaży został przedstawiony w ujęciu netto ze względu na strukturę sprzedanych produktów, co miało negatywny wpływ na nasze przychody w porównaniu z poprzednim czwartym kwartałem roku obrotowego o około 5%.
  • Przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) wyniosły 24,3 mld USD w porównaniu z 21,2 mld USD, co oznacza wzrost o 14,7% i przekracza górną granicę naszych prognoz. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) wzrosły o 12,6%.
  • Zysk brutto wyniósł 1,2 mld USD w porównaniu z 1,0 mld USD.
  • Marża brutto wyniosła 6,9% w porównaniu z 6,6%. Prezentacja dodatkowych przychodów w ujęciu netto ze względu na strukturę sprzedanych produktów miała pozytywny wpływ na naszą marżę brutto o około 30 punktów bazowych.
  • Zysk operacyjny wyniósł 399 mln USD w porównaniu z 325 mln USD. Zysk operacyjny nieobjęty standardami GAAP(1) wyniósł 497 mln USD w porównaniu z 422 mln USD.
  • Marża operacyjna wyniosła 2,3% w porównaniu z 2,1%. Marża operacyjna nieobjęta standardami GAAP(1) wyniosła 2,9% w porównaniu z 2,7%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 3,04 USD w porównaniu z 2,29 USD. Rozwodniony zysk na akcję nieobjęty standardami GAAP(1) wyniósł 3,83 USD w porównaniu z 3,09 USD.
  • Środki pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 1,5 mld USD w porównaniu z 562 mln USD, a wolne przepływy pieniężne(1) wyniosły 1,4 mld USD w porównaniu z 513 mln USD.
  • Zwróciliśmy akcjonariuszom 209 mln USD w formie wykupu akcji i dywidend w porównaniu z 136 mln USD.

Najważniejsze dane finansowe regionów za czwarty kwartał roku fiskalnego 2025 w porównaniu z czwartym kwartałem roku fiskalnego 2024

Ameryka

  • Przychody wyniosły 9,5 mld USD w porównaniu z 9,2 mld USD, co oznacza wzrost o 2,9%. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody wzrosły o 3,0%. Większy odsetek naszej sprzedaży został przedstawiony w ujęciu netto ze względu na strukturę sprzedanych produktów, co miało negatywny wpływ na nasze przychody w porównaniu z poprzednim czwartym kwartałem roku obrotowego o około 6%.
  • Wartość brutto rozliczeń nieobjętych standardami GAAP(1) wyniosła 14,1 mld USD w porównaniu z 12,9 mld USD, co oznacza wzrost o 9,3%. Przy stałym kursie walutowym(1) wartość brutto rozliczeń nieobjętych standardami GAAP(1) wzrosła o 9,4%.
  • Zysk operacyjny wyniósł 275 mln USD w porównaniu z 228 mln USD. Zysk operacyjny nieobjęty standardami GAAP(1) wyniósł 332 mln USD w porównaniu z 284 mln USD.
  • Marża operacyjna wyniosła 2,9% w porównaniu z 2,5%. Marża operacyjna nieobjęta standardami GAAP(1) wyniosła 3,5% w porównaniu z 3,1%.

Europa:

  • Przychody wyniosły 6,5 mld USD w porównaniu z 5,5 mld USD, co oznacza wzrost o 18,1%. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody wzrosły o 11,2%. Większy odsetek naszej sprzedaży został przedstawiony w ujęciu netto ze względu na strukturę sprzedanych produktów, co miało negatywny wpływ na nasze przychody w porównaniu z poprzednim czwartym kwartałem roku obrotowego o około 3%.
  • Wartość brutto rozliczeń nieobjętych standardami GAAP(1) wyniosła 8,4 mld USD w porównaniu z 7,0 mld USD, co oznacza wzrost o 20,8%. Przy stałym kursie walutowym(1) wartość brutto rozliczeń nieobjętych standardami GAAP(1) wzrosła o 14,0%.
  • Zysk operacyjny wyniósł 93 mln USD w porównaniu z 64 mln USD. Zysk operacyjny nieobjęty standardami GAAP(1) wyniósł 133 mln USD w porównaniu z 102 mln USD.
  • Marża operacyjna wyniosła 1,4% w porównaniu z 1,2%. Marża operacyjna nieobjęta standardami GAAP(1) wyniosła 2,1% w porównaniu z 1,9%.

Azja-Pacyfik i Japonia (“APJ”):

  • Przychody wyniosły 1,4 mld USD w porównaniu z 1,1 mld USD, co oznacza wzrost o 24,7%. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody wzrosły o 26,1%. Większy odsetek naszej sprzedaży został przedstawiony w ujęciu netto ze względu na strukturę sprzedanych produktów, co miało negatywny wpływ na nasze przychody w porównaniu z poprzednim czwartym kwartałem roku obrotowego o około 10%.
  • Przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) wyniosły 1,8 mld USD w porównaniu z 1,4 mld USD, co oznacza wzrost o 34,2%. Przy stałym kursie walutowym(1) przychody brutto nieobjęte standardami GAAP(1) wzrosły o 35,8%.
  • Zysk operacyjny wyniósł 30 mln USD w porównaniu z 33 mln USD. Zysk operacyjny nieobjęty standardami GAAP(1) wyniósł 32 mln USD w porównaniu z 36 mln USD.
  • Marża operacyjna wyniosła 2,2% w porównaniu z 3,0%. Marża operacyjna nieobjęta standardami GAAP(1) wyniosła 2,3% w porównaniu z 3,2%.

Prognoza na pierwszy kwartał roku fiskalnego 2026

Poniższe stwierdzenia opierają się na aktualnych oczekiwaniach TD SYNNEX dotyczących pierwszego kwartału roku fiskalnego 2026. Są to stwierdzenia dotyczące przyszłości, a rzeczywiste wyniki mogą się znacznie różnić. Wartość brutto rozliczeń nieobjętych standardami GAAP(1) uwzględnia wpływ poniesionych kosztów i skompensowanych przychodów związanych ze sprzedażą umów serwisowych dostawców zewnętrznych, umów dotyczących oprogramowania jako usługi oraz niektórych umów realizacji zamówień, a pozostałe miary finansowe nieobjęte standardami GAAP nie uwzględniają wpływu kosztów przejęcia, integracji i restrukturyzacji, amortyzacji wartości niematerialnych, wynagrodzeń w formie akcji oraz związanych z tym skutków podatkowych.

    Q1 2026 Outlook
Revenue   $15.1 – $15.9 billion
Non-GAAP gross billings(1)   $22.7 – $23.7 billion
Net income   $166 – $206 million
Non-GAAP net income(1)   $243 – $283 million
Diluted earnings per share   $2.05 – $2.55
Non-GAAP diluted earnings per share(1)   $3.00 – $3.50
Estimated outstanding diluted weighted average shares   80.1 million

Dywidenda

TD SYNNEX ogłosiło dzisiaj, że zarząd spółki zadeklarował kwartalną dywidendę pieniężną w wysokości 0,48 USD na akcję zwykłą. Dywidenda zostanie wypłacona 30 stycznia 2026 r. akcjonariuszom zarejestrowanym na koniec dnia roboczego 16 stycznia 2026 r.

Prezydent podpisał ustawę o L4. Ekspert: bez wyciągnięcia realnych konsekwencji nic się nie zmieni

Podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawa reformująca orzecznictwo lekarskie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych ma usprawnić kontrole zwolnień chorobowych i skrócić czas oczekiwania na decyzje. Jednym z kluczowych elementów zmian jest możliwość dostępu do dokumentacji medycznej w toku kontroli L4 oraz poszerzenie katalogu osób uprawnionych do orzekania. Czy to realnie poprawi system? Sprawę komentuje Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Dostęp do dokumentacji medycznej? Tak — ale tylko z realnymi konsekwencjami

Zdaniem Mikołaja Zająca, umożliwienie orzecznikom wglądu w dokumentację medyczną to krok w dobrym kierunku, na który rynek pracy czekał od lat.

Ten zapis mógłby, a wręcz powinien, mieć charakter obligatoryjny — ocenia prezes Conperio. — Problem polega na tym, że sam dostęp do dokumentów niczego jeszcze nie zmieni, jeśli za stwierdzonymi nadużyciami nie pójdą realne konsekwencje.

Jak podkreśla ekspert, bez egzekwowania odpowiedzialności nowy przepis może pozostać „martwy”.

Z naszych szacunków wynika, że dziś nawet 90–95 proc. spornych przypadków kończy się uznaniem przez orzeczników, że zwolnienie było zasadne —nawet wtedy, gdy przykłady nadużyć są jednoznaczne. Jeśli ten schemat się nie zmieni, reforma będzie tylko kosmetyczna — zaznacza Zając.

Szybsze orzeczenia kosztem jakości? To ryzykowny kierunek

Ustawa zakłada również skrócenie czasu oczekiwania na orzeczenia i poprawę warunków pracy w ZUS poprzez uzupełnienie braków kadrowych. W określonych sprawach orzecznikami mają zostać m.in. fizjoterapeuci oraz pielęgniarki i pielęgniarze. Ten element reformy budzi jednak poważne wątpliwości.

Pomijając fakt, że praca orzecznika nie jest dziś atrakcyjna nawet dla lekarzy, pozostaje pytanie o wystarczający poziom kompetencji innych zawodów medycznych do oceny decyzji lekarskich — mówi prezes Conperio. — To trochę tak, jakby prosić murarza, aby na podstawie projektu architektonicznego oceniał wytrzymałość mostu.

Zdaniem eksperta rynku pracy, przyspieszenie postępowań nie powinno odbywać się kosztem jakości i bezpieczeństwa systemu.

Jeżeli celem jest realne ograniczenie nadużyć L4 i odbudowa zaufania pracodawców do systemu, to kluczowe są kompetencje, odpowiedzialność i konsekwencja w działaniu — nie tylko statystyczne skracanie terminów — podsumowuje Mikołaj Zając.

Dziś decyzja Sądu Najwyższego USA ws. ceł. Dolar może dostać nowy impuls

Jeszcze nie tak dawno Amerykanie zamknęli rząd (kolejny shutdown już na horyzoncie z końcem stycznia) i trzymali nas w odczytowej mgle. Na początku nowego roku same dane z rynku pracy w USA nie wystarczą, aby dostarczyć nam odpowiednich emocji. Już dziś poznamy decyzję amerykańskiego Sądu Najwyższego ws. większej części ceł wprowadzonych przez Biały Dom. Czy w takim razie USD dostanie nowego paliwa do umocnienia, czy może rynek otrzyma pretekst do kontry i osłabienia dolara?

Moment zwrotny dla USD?

W piątek dolar znajdzie się pod wpływem dwóch kluczowych impulsów. O godz. 14:30 poznamy grudniowe dane amerykańskiego Departamentu Pracy. Jeżeli NFP znacząco rozminie się z oczekiwaniami, to inwestorzy mogą zacząć kwestionować bazowy scenariusz monetarny w USA (2 obniżki do końca roku). Jednak jeszcze bardziej cenotwórczym dla USD wydarzeniem ma szansę stać się dzisiejsza decyzja Sądu Najwyższego. O godz. 16 mamy poznać orzeczenie SN w sprawie legalności formalnej podstawy dla większości nałożonych w zeszłym roku ceł. W mojej ocenie aktualnie niezwykle trudno założyć, jak Biały Dom odpowie na niekorzystne orzeczenie. Ta niepewność może przyjąć dla dolara dwa oblicza. Dzień Wyzwolenia, kiedy prezydent Donald Trump ogłosił początek nowej ery w kontaktach handlowych USA, był początkiem trwałych kłopotów „zielonego”. W ten sposób kurs EUR/USD dotarł do 4-letnich maksimów (latem 2025). Czy wyrzucenie większej części polityki celnej do kosza również zostanie punktem zwrotnym na forex, a dolar rozpocznie swój pochód? W takim wypadku możemy spodziewać się zejścia eurodolara w kierunku 1,15 USD, czyli listopadowych dołków. Jednak na ten moment pozostaję sceptyczny co do trwałości lokalnej fali umocnienia amerykańskiej waluty. Zamieszanie w USA ma szansę stać się pretekstem do zmniejszenia ekspozycji na dolara. Dodatkowo do nowego układu będzie musiał dostosować się Fed, który już niedługo powinien poznać swojego szefa (a ten będzie za szybszym luzowaniem). Dlatego za scenariusz bazowy przyjmuję odbicie kursu EUR/USD na północ. Pomóc może w tym wypadku również technika, ponieważ aktualne notowania głównej pary są w rejonie 1,165 USD. Ten poziom już kilkukrotnie w ostatnich miesiącach odgrywał ważną rolę, a teraz ma szansę zadziałać jako wsparcie. Dodatkowe wsparcie mogą stanowić sesyjne średnie, a trwająca lokalna fala umocnienia zielonego (1,5 centa od świąt) to doskonały moment do kontry. Taki układ umacniałby trwającą od dwóch kwartałów konsolidację na EUR/USD,

PLN spokojny jak zwykle

Scenariusz słabszego USD powinien stanowić pozytywny sygnał dla PLN. Krótkoterminowo nie powinniśmy spodziewać się przełamania kluczowych poziomów na parach z głównymi walutami. Warto jednak zaznaczyć, że kurs EUR/PLN wciąż jest blisko istotnego technicznie wsparcia powyżej 4,20 PLN, gdzie wypadały zwyżkowe szczyty wiosną ubiegłego roku. Aktualny pozostaje trend zniżkowy na kursie euro i dopiero przekroczenie 4,23 PLN będzie ostrzeżeniem przed wyjściem górą z korytarza spadkowego. Pozytywnie zaskoczyła listopadowa sprzedaż detaliczna w strefie euro (+2,3% rdr, najlepszy rezultat od czerwca). Bez poważnych zmian na EUR/PLN nie ma szans na dużą zmienność także na USD/PLN. Dlatego w krótkim terminie trudno oczekiwać trwałego przełamania 3,60 zł na kursie dolara. W średnim terminie w dalszym ciągu widzę przestrzeń do osłabienia USD w kierunku przynajmniej 3,55 PLN. Frank szwajcarski podlega dziś niewielkim zmianom na rynku, a kurs CHF/PLN jest blisko 4,52 zł.

Sfinks z 216,1 mln zł sprzedaży gastronomicznej w 2025 r.

Sfinks Polska zanotował w IV kw. 2025 r. wzrost przychodów gastronomicznych do 57,03 mln zł, czyli o ponad 8,6% r/r. Narastająco od początku roku sprzedaż restauracji zarządzanych przez gastronomiczną grupę, z wyłączeniem sieci Piwiarnia nieobjętej raportowaniem, wyniosła 216,1 mln zł, czyli o  4,5% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Podobny wzrostowy trend uwidoczniła porównywalna sieć lokali działających na koniec każdego z okresów (L4L), w ramach której odnotowano sprzedaż gastronomiczną w wysokości 54,66 mln zł w IV kw. 2025 r. (8% wzrostu r/r) oraz 203,58 mln zł w całym 2025 r. (wzrost o 3,7%)

– Dane sprzedażowe IV kwartału potwierdzają odbudowywanie się naszych wyników po wielu miesiącach perturbacji w sieci związanych z licznymi przekształceniem restauracji własnych na franczyzę, które w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy dotknęły co czwarty lokal. Zmiana jest tak duża, że przychody gastronomiczne w IV kwartale przekroczyły 57 mln zł i w efekcie przebiły nawet wyniki III kwartału, który w rocznym cyklu sezonowym jest zazwyczaj u nas najlepszym okresem sprzedażowym. Co istotne, na wypracowane wzrosty przełożyła się m. in. wyższa wartość średniego rachunku w restauracjach. To również potwierdza, że sieć jest skutecznie przekształcana i odbudowywana. Spodziewamy się dalszego umocnienia tego pozytywnego trendu w kolejnych kwartałach – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale franczyzowe i własne w sieci Sfinks Polska. Sprzedaż gastronomiczna nie obejmuje przychodów sieci Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Protest rolników w Warszawie. Ekspert: umowa z Mercosur jest dla Polaków korzystna

Protesty przeciwko umowie z krajami Mercosur są przedstawiane jako obrona polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego. W rzeczywistości jednak mamy do czynienia z klasycznym protekcjonizmem, który długodystansowo zaszkodzi zarówno rolnikom, jak i całej gospodarce.

– Protekcjonizm opiera się na prostym, ale złudnym założeniu, że po zamknięciu rynku problemy same znikną. Tymczasem problemy wcale nie znikają, lecz staną się jeszcze bardziej intensywne – mówił Łukasz Wojdyga, dyrektor Centrum Studiów Strategicznych WEI. – W przypadku Mercosur nie mamy do czynienia z „otwarciem granic bez kontroli”, lecz z umową, która w kluczowych sektorach rolnych wprowadza ścisłe kontyngenty ilościowe, długie okresy przejściowe i zachowanie ceł po przekroczeniu limitów.

Import wołowiny i drobiu z krajów Mercosur jest limitowany, kosztowny logistycznie i w dużej mierze kierowany do wąskich segmentów rynku. Polska, szczególnie w produkcji drobiu nie jest bezbronną ofiarą globalizacji, lecz jednym z największych producentów w całej Europie. Zamknięcie rynku w imię ochrony przed konkurencją oznacza w praktyce utrwalenie słabszych modeli produkcji, zamiast ich modernizacji.

Ograniczanie handlu w tym przypadku oznaczają:

  • wyższe ceny dla konsumentów,
  • mniejszą presję na innowacje,
  • osłabienie pozycji eksportowej polskiego przemysłu.

Co więcej, żywność importowana do Polski i krajów UE musi spełniać unijne normy sanitarne i bezpieczeństwa produkcji. Jeśli europejskie rolnictwo traci konkurencyjność, to nie dlatego, że zawieramy umowę z Mercosur, ale dlatego, że UE nakłada na własnych producentów coraz więcej kosztów regulacyjnych, klimatycznych i administracyjnych, nie kompensując ich realnym wsparciem konkurencyjności.

– Handel międzynarodowy nie jest zagrożeniem samym w sobie. Zagrożeniem jest udawanie, że da się utrzymać bezpieczeństwo i dobrobyt poprzez izolację rynku. Polska gospodarka, także rolnictwo, rozwija się dzięki otwartym rynkom. Odrzucenie umowy z Mercosur nie rozwiąże zatem problemów rolników, za to osłabi pozycję Polski w UE i na świecie. Jeśli naprawdę chcemy wspierać nasze rolnictwo, powinniśmy walczyć nie z handlem światowym, lecz z nadregulacją, brakiem skali i chaosem politycznym w samej UE. Protekcjonizm daje iluzję bezpieczeństwa, konkurencyjność zaś realne bezpieczeństwo, także żywnościowe – podsumowuje Łukasz Wojdyga.

Powrót Rosji do globalnej gospodarki? Co to oznacza dla Europy

Rośnie presja ze strony USA na osiągnięcie porozumienia między Rosją i Ukrainą, a negocjacje między nimi, w których w ograniczonym stopniu uczestniczy też Unia Europejska, wciąż trwają. Chociaż różnice między stronami pozostają fundamentalne, szanse na zawieszenie broni do końca 2026 rosną. Czy ten rok będzie pierwszym od 2022 roku, w którym możliwe będzie zakończenie wojny? Co taki scenariusz oznacza dla europejskiej gospodarki?

Wstępny plan pokojowy zakłada, że ewentualne porozumienie będzie obejmować ponowną integrację Rosji z globalną gospodarką. Otwarcie Zachodu na handel międzynarodowy z Rosją oraz możliwe włączenie jej do organizacji ponadnarodowych, takich jak G8, miałoby obustronne korzyści. O jakich konsekwencjach dla Europy mowa?

Luzowanie sankcji a obniżenie cen energii w Europie

Największym kosztem, jaki Europa poniosła w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, było zrezygnowanie z importu surowców energetycznych z Rosji. Pytanie brzmi więc: jak mogłyby wyglądać powojenne relacje energetyczne?

Import gazu i ropy z Rosji nie wróci do poziomów sprzed 2022 roku. UE uznała uniezależnienie się od rosyjskich surowców za strategiczny imperatyw. Eliminuje to możliwość szantażu energetycznego oraz ogranicza dostęp Rosji do walut obcych potrzebnych do importu technologii, w tym tych wojskowych – odpowiada dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Lukę po rosyjskim gazie w dużej mierze wypełnił już gaz skroplony (LNG) z USA. Jednak, ze względu na koszty upłynniania, transportu morskiego i regazyfikacji, pozostaje on droższy niż ten transportowany rurociągami z Rosji. Zniesienie sankcji w ramach porozumienia pokojowego miałoby zatem jedynie ograniczony wpływ na obniżenie cen energii w Europie – wyjaśnia ekspert.

Europejskie łańcuchy dostaw i handlu po ponownym otwarciu Zachodu na współpracę gospodarczą z Rosją

Dane handlowe pokazują, że import towarów objętych sankcjami przez Unię Europejską do Rosji nie zmniejszył się znacząco[i]. Został on w dużej mierze zastąpiony dostawami z krajów neutralnych, głównie z Chin, Indii i Turcji. Jak wskazują eksperci Coface, europejskie koncerny mogą mieć poważne trudności z odzyskaniem utraconych pozycji rynkowych. Z drugiej strony Rosja nie była w stanie w pełni zastąpić importu wysokich technologii, których produkcja koncentruje się w krajach nakładających sankcje. Dlatego najszybciej swoje udziały rynkowe mogą odzyskać producenci zaawansowanych komponentów, np. układów scalonych, oraz dóbr kapitałowych trudnych do szybkiego wytworzenia lokalnie lub w wystarczającej skali. Dotyczy to również produktów pozornie prostszych w produkcji, ale wymagających precyzji i większej skali.

Wznowienie dostępu do rosyjskich surowców krytycznych, takich jak metale i ziemie rzadkie, wolfram, lit itp., mogłoby znacząco pomóc europejskim producentom. Są one istotne np. w takich sektorach jak produkcja baterii litowo-jonowych, budowanie zaawansowanych systemów obronnych czy w inne branże, gdzie wykorzystuje się je w wysokoprzetworzonej formie – mówi dr Mateusz Dadej. –Potencjalne otwarcie na współpracę gospodarczą z Rosją przyniosłoby zatem asymetryczne korzyści: Europa mogłaby łatwiej uzyskać dostęp do kluczowych surowców i sprzedawać zaawansowane technologie. Natomiast powrót do masowego eksportu towarów konsumenckich i pośrednich na rynek rosyjski byłby znacznie trudniejszy ze względu na utrwalone już alternatywne łańcuchy dostaw. Ewentualne zawieszenie broni nie oznaczałoby więc automatycznego powrotu do relacji sprzed 2022 roku. Natomiast stopniowe otwieranie się na współpracę gospodarczą z Rosją mogłoby potencjalnie przynieść wymierne korzyści. Dla Europy kluczowe będzie jednak to, jak szybko i w jakim zakresie mogłoby dojść do przywrócenia wymiany handlowej – podsumowuje ekspert.

[i] Źródło: To Comply or Not To Comply: Understanding Neutral Country Supply Chain Responses To Russian Sanctions:

https://www.ifo.de/en/cesifo/publications/2024/working-paper/comply-or-not-comply-understanding-neutral-country-supply-chain

Zarządzanie zagraniczną spółką w Polsce: kilka rzeczy, które zaskakują centralę (i odwrotnie)

Polska od lat jest jednym z filarów europejskiej produkcji. Dla wielu międzynarodowych grup – tych które mają już swoje operacje w Polsce – jest to rynek dobrze poznany, z solidną bazą przemysłową, kompetentną kadrą, rozsądnymi kosztami i strategicznym położeniem.

A jednak, gdy rozmawia się z prezesami i dyrektorami central na zachodzie Europy, regularnie wraca (choć w różnych wariacjach) to samo zdanie: „nie spodziewaliśmy się”, „nie zakładaliśmy, że w Polsce będzie aż tak…” – i tu pada słowo: dynamicznie, skomplikowanie, intensywnie, inaczej. Bo „u nas” jest inaczej.

Z perspektywy osoby, która od lat pracuje ze spółkami zależnymi w Polsce, będącymi w strukturach międzynarodowych, poniżej kilka obserwacji które centralę potrafią zaskoczyć.

Polska to nie „tańszy Zachód”

Jednym z najczęstszych błędów jest traktowanie Polski jako prostego przedłużenia Europy Zachodniej – tylko z niższym poziomem kosztów. O ile jeszcze kilka lat temu takie uproszczenie bywało częściowo uzasadnione, dziś jest już po prostu niebezpieczne. Koszty pracy rosną szybko, w przypadku spółek produkcyjnych rynek pracownika jest faktem, a presja płacowa zwykle wciąż jest istotnie większa niż we Francji czy w Wielkiej Brytanii – a dodatkowo ujawnia się w krótszych cyklach i z mniejszą przewidywalnością. Dla zagranicznych central, przyzwyczajonych do wieloletnich porozumień zbiorowych, bywa to kulturowym szokiem.

Tempo decyzyjne, które potrafi zaskoczyć… w obie strony

W Polsce decyzje operacyjne zapadają szybko. Czasem bardzo szybko. Zespoły lokalne są przyzwyczajone do reagowania „tu i teraz” – bo regulacje się zmieniają, bo rynek pracy reaguje natychmiast, bo energia lub inny element kosztu wytworzenia drożeje z miesiąca na miesiąc lub jego dostępność zmienia się o 180 stopni. Gdy lokalny zarząd czeka tygodniami na akceptację centrali dla relatywnie niewielkiego CAPEX-u, pojawia się naturalne napięcie. Z drugiej strony, centrala bywa zaskoczona, jak szybko polski zespół oczekuje decyzji – i jak bardzo brak decyzji sam w sobie jest postrzegany jako decyzja.

CFO, COO i CCO/CSO w Polsce to rzadko „tylko” techniczne role

W wielu zachodnich strukturach są oni często strażnikami swoich obszarów. W polskich spółkach zależnych role te często są szersze. Dla zachodnich central bywa to zaskakujące, ale w praktyce jest odpowiedzią na lokalną złożoność i tempo zmian. Polscy CxO to częściej partnerzy biznesowi, niż „funkcja”.

Energia i środowisko – temat zarządu, a nie działów operacyjnych

W rozmowach z centralami wciąż zdarza się słyszeć, że energia to „koszt operacyjny” – choć rzadziej, niż kiedyś, wszak w krajach Europy zachodniej koszty energii zwykle też wzrosły w ostatnich latach, choć często w mniejszym stopniu (np. w stosunku do udziału w koszcie wytworzenia, w cenie sprzedaży), niż ma to obecnie miejsce w wielu branżach w Polsce. W polskiej produkcji – szczególnie w branżach energochłonnych – jest to temat strategiczny. Decyzje dotyczące kontraktów energetycznych, inwestycji w efektywność czy projektów środowiskowych mają realny wpływ na konkurencyjność zakładu, a nie tylko na compliance czy na bezwładność P&L. Dla central przyzwyczajonych do stabilnych rynków energii jest to często bolesne przebudzenie.

Regulacje: formalnie europejskie, ale praktycznie bardzo lokalne

Z perspektywy zachodniej centrali, Polska jest częścią jednolitego rynku. Z perspektywy operacyjnej – wiele obszarów funkcjonuje bardzo lokalnie. Pozwolenia środowiskowe, zgody na wytwarzanie odpadów, interpretacje podatkowe, praktyka urzędów – wszystko to wymaga lokalnej wiedzy i doświadczenia, których nie da się „zcentralizować”. Centrala bywa zdziwiona jak często odpowiedź na pytanie „czy możemy to zrobić?” brzmi „to zależy – musimy sprawdzić lokalnie”.

Ironia na koniec: Polska jest bardziej „zachodnia”, niż się wydaje

Paradoksalnie wiele polskich zespołów menedżerskich myśli dziś bardziej „biznesowo” i pragmatycznie, niż ich zachodni odpowiednicy. Mniej ideologii, więcej liczb. Mniej procesów dla samych procesów, więcej efektu. To często największe zaskoczenie dla central – i jednocześnie największa szansa.

Zarządzanie zagraniczną spółką w Polsce wymaga nie tylko wdrażania globalnych standardów, ale i realnego zrozumienia lokalnej dynamiki. Grupy, które potrafią zaufać lokalnym zespołom i dać im odpowiedni mandat decyzyjny, zwykle szybko widzą efekty.

Polska nie jest już „peryferyjną fabryką Europy”. Jest dojrzałym i wymagającym rynkiem, który potrafi nagrodzić tych, którzy traktują go serio. Często mającego „choroby” rynków dojrzałych, też tych zachodnich, np. w porównaniu z tańszymi rynkami wschodnimi.

Archicom kończy 2025 rekordem sprzedaży i przekazań. Cel: 4000 mieszkań rocznie

Archicom zamknął 2025 rok rekordową sprzedażą i liczbą przekazanych mieszkań, potwierdzając skuteczność strategii zwiększania udziału w polskim rynku mieszkaniowym. W ciągu roku firma sprzedała 2847 mieszkań, co stanowi wzrost o 30 % w porównaniu z rokiem 2024. Tylko w czwartym kwartale podpisano 1066 umów sprzedaży, a przekazano 1020 mieszkań.

Stały wzrost wynika z dywersyfikacji we wszystkich segmentach rynku

Osiągnięte wyniki były efektem przede wszystkim stopniowego ożywienia popytu, napędzanego poprawą dostępności finansowania hipotecznego oraz konsekwentnego rozwoju oferty, głównie w segmencie popularnym. Archicom skutecznie odpowiadał na potrzeby klientów kupujących mieszkania na własne potrzeby, oferując szerokie portfolio projektów o funkcjonalnych układach i racjonalnych metrażach, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości realizacji. Rekordowa sprzedaż w 2025 roku buduje solidną bazę wynikową na kolejne lata i potwierdza dojrzałość organizacji w zakresie skali działania, dywersyfikacji portfolio i efektywności operacyjnej.

– Cały 2025 rok potwierdził, że posiadamy właściwy produkt, sprawne procesy i kompetencje sprzedażowe pozwalające skutecznie działać nawet w zmieniających się warunkach rynkowych. Rekordowy poziom sprzedaży – blisko 2850 mieszkań w skali roku i bardzo mocny IV kwartał z wynikiem ponad 1060 zawartych umów – to efekt konsekwentnej realizacji strategii oraz odpowiedniego dopasowania oferty do realnych potrzeb klientów. W ostatnim kwartale Archicom sfinalizował wiele transakcji nabycia gruntów, aby zapewnić przyszły rozwój działalności i osiągnąć cel sprzedaży na poziomie 4000 mieszkań rocznie – komentuje Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom.

Największa liczba przekazań w historii Grupy

W 2025 roku Archicom przekazał klientom łącznie 2138 mieszkań, co stanowi wzrost o 99% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Przekazania 200 mieszkań z jednego projektu zostało przeniesione z grudnia na styczeń. Przychody z tego tytułu zostaną rozliczone w kolejnym okresie, wzmacniając wyniki na początku roku.

W czwartym kwartale przekazaliśmy naszym klientom ponad tysiąc mieszkań, a w całym roku łącznie 2138. To rekordowy wynik w dotychczasowej historii Grupy i przewyższa niemal dwukrotnie poziom przekazań z 2024 roku. Dzięki skutecznym procesom i synergii działań zespołowych uzyskaliśmy w tym okresie pozwolenia na użytkowanie sześciu projektów i rozpoczęliśmy procedury przekazań, co przełoży się pozytywnie na wyniki finansowe za 2025 rok. W 2026 roku kontynuujemy strategię wzrostu i jesteśmy w pełni przygotowani na osiągnięcia kolejnych kamieni milowych – dodaje Justyna Kawa, CFO i członkini zarządu Archicom.

W 2026 roku Archicom planuje uruchomienie dużej liczby nowych projektów oraz dalszy rozwój działalności zarówno w obszarze sprzedaży, jak i przekazań mieszkań, przygotowując się do kolejnego rekordowego roku. Jednocześnie spółka będzie obchodzić 40-lecie obecności na rynku. Jubileuszowi towarzyszyć będą wydarzenia podkreślające wieloletnie doświadczenie Archicom, które stanowi fundament realizacji przyszłych projektów z myślą o klientach i inwestorach.

Powrót carry trade, rekordy na złocie i słabość dolara, czyli jak odmienne strategie banków centralnych ukształtują portfele w 2026 roku

Nie wszystkie ważne banki centralne są nastawione na obniżki stóp procentowych. Tam gdzie dojdzie do podwyżek wzmocnią się lokalne waluty, co wykorzystane zostanie przez inwestorów w transakcjach carry trade.

W 2026 r. prawdopodobnie dojdzie do podwyżek stóp procentowych przez bank centralny Australii, który po trzynastu podwyżkach ograniczył się do tylko trzech obniżek w 2025 r. Związane jest to z tym, że inflacja pozostaje tam powyżej celu (przy tym wzrosła w listopadzie).

– Warto pamiętać o tym, że w Australii i także w Nowej Zelandii pozostaną powyżej stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co będzie miało wpływ na carry trade, bo w transakcjach carry chodzi o wykorzystanie różnicy oprocentowania dwóch walut lub instrumentów finansowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB (rozmowa została przeprowadzona z końcem 2025 r.). – Bardzo często pieniądze były pożyczane w Japonii lub Europie, gdyż stopy procentowe były bardzo niskie albo nawet ujemne, i były inwestowane właśnie w Australii lub Nowej Zelandii, gdzie stopy były najwyższe wśród krajów rozwiniętych, a to działa na korzyść walut tych dwóch państw i mamy perspektywy, że dolar australijski i dolar nowozelandzki będzie nadal zyskiwać.

Strategia carry trade to popularna technika inwestycyjna: inwestorzy pożyczają środki w walucie o niskiej stopie procentowej – popularny był japoński jen – i inwestują je w aktywa denominowane w walucie o wyższej stopie procentowej, przykładem amerykański dolar. Zyski pochodzą z różnicy pomiędzy stopami procentowymi obu walut, z pozytywnej zmiany kursu walutowego i aktywów kupionych za wyżej oprocentowaną walutę.

Na rynku monetarnym większy jest wpływ Japonii, gdzie sytuacja tamtejszego banku centralnego jest szczególnie skomplikowana. Tan bank powolnie wychodzi ze skrajnie luźnej polityki monetarnej. To w Japonii inflacja wymknęła się spod kontroli, choć wcześniej przez wiele lat pozostawała na bardzo niskim poziomie.

– Zmienność na japońskim jenie wobec dolara amerykańskiego w 2025 r. była bardzo wysoka i rząd tego kraju, chce uspokoić sytuację – wyjaśnia ekspert XTB. – Słaby jen powoduje wysoką inflację, która budzi niezadowolenie społeczne.

Uwaga inwestorów skoncentrowana jest teraz przede wszystkim na decyzjach Rezerwy Federalnej. Grudniowe badanie oczekiwań konsumentów nowojorskiego Fed (New York Fed Survey of Consumer Expectations) pokazuje, że krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne wzrosły, podczas gdy perspektywy średnio- i długoterminowe pozostały zakotwiczone.

Oczekiwania inflacji na rok wzrosły do 3,4% (z 3,2%), natomiast trzy- i pięcioletnie utrzymały się na poziomie 3,0%. Wzrosła niepewność co do inflacji, jednak oczekiwania dotyczące wzrostu cen nieruchomości pozostały bez zmian na 3%, a oczekiwania dla większości cen surowców obniżyły się. W obszarze finansów gospodarstw domowych pogorszyła się ocena dostępności kredytu. Ryzyko zaległości w spłatach wzrosło do najwyższego poziomu od początku 2020 r., mimo że oczekiwania dotyczące wzrostu dochodów i wydatków pozostały zasadniczo stabilne. Nastroje wobec rynku akcji poprawiły się nieznacznie, a prawdopodobieństwo, że ceny akcji w USA będą wyższe za rok, wzrosło do 38%.

Wyraźnemu pogorszeniu uległy natomiast perspektywy rynku pracy, co stanowi najbardziej niepokojący sygnał badania. Oczekiwania znalezienia pracy spadły do rekordowo niskiego poziomu, postrzegane prawdopodobieństwo utraty pracy wzrosło do 15,2%. Wskazuje to na spadek pewności pracowników i ich siły negocjacyjnej. Choć oczekiwania dotyczące bezrobocia nieznacznie się obniżyły, pozostają one podwyższone, a oczekiwany wzrost wynagrodzeń spadł do 2,5%, poniżej średniej z ostatnich 12 miesięcy.

Łącznie rosnące poczucie niepewności zatrudnienia i słabsze oczekiwania płacowe sugerują ochłodzenie popytu na pracę, co może ograniczać presję płacową i wzmacniać argumenty za głębszymi obniżkami stóp procentowych przez Fed.

– Pojawiły się prognozy, że w 2026 r. Fed dwukrotnie obniży stopy procentowe, a Bloomberg w swych analizach wspomina nawet o czterech obniżkach, a presja polityczna wywierana na Fed przez D.Trumpa będzie bardzo duża – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Tym bardziej będzie to sprzyjać sytuacji, że banki centralne będą trzymać swoje rezerwy w innych aktywach niż dolar, nastawiając się jeszcze bardziej na złoto, którego cena powinna rosnąć przy takim scenariuszu. Może to też sprzyjać takim walutom jak euro.

Natomiast sytuację RPP możemy uznać za bardziej komfortową niż w wielu innych bankach centralnych. Inflacja znalazła się dokładnie w celu inflacyjnym.

Masz „złą” umowę? Sąd musi cię obronić. Przełomowe orzeczenie dla dłużników

Konsument przez 19 lat spłacał pożyczkę z oprocentowaniem przekraczającym 3000% rocznie, ponieważ sąd rejonowy nie zbadał treści umowy przed wydaniem nakazu zapłaty. Wyrok Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2025 r. przypomina fundamentalną zasadę – wiedza o tym, jak się chronić przed nieuczciwą umową, nie może być wyłącznym ciężarem konsumenta – sądy mają konstytucyjny obowiązek kontrolować abuzywność klauzul z urzędu, nawet gdy strona o to nie poprosi.

Przez niemal dziewiętnaście lat konsument pozostawał zobowiązany z tytułu pożyczki w wysokości pięciuset złotych, od której naliczano odsetki wynoszące dziewięć procent dziennie — co w skali roku dawało astronomiczną stopę 3285%. Sąd rejonowy, który we wrześniu 2006 roku wydał nakaz zapłaty sankcjonujący to roszczenie, nie zadał sobie trudu, by przeanalizować treść umowy stanowiącej podstawę powództwa. Teraz, po interwencji Prokuratora Generalnego w drodze skargi nadzwyczajnej, Sąd Najwyższy uchylił tamto orzeczenie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Wyrok opublikowany 16 grudnia 2025 r. (sygn. II NSNc 192/24) stanowi ważne przypomnienie fundamentalnej zasady europejskiego prawa konsumenckiego: sąd krajowy nie tylko może, ale wręcz musi z własnej inicjatywy badać, czy postanowienia umowy przedłożonej jako podstawa roszczenia nie mają charakteru niedozwolonego. Zaniechanie tej kontroli oznacza, że organ państwowy staje się narzędziem w rękach nieuczciwego przedsiębiorcy — co stanowi zaprzeczenie konstytucyjnej gwarancji ochrony konsumenta wyrażonej w art. 76 Konstytucji RP.

Anatomia sprawy: pięćset złotych i dwie dekady odsetek

Stan faktyczny, jaki legł u podstaw skargi nadzwyczajnej, należy do kategorii przypadków, które z pozoru wydają się niemożliwe w państwie prawa. Konsument zaciągnął pożyczkę opiewającą na stosunkowo niewielką kwotę. Umowa przewidywała jednak odsetki umowne w wysokości dziewięciu procent dziennie — stawkę, która w ujęciu rocznym przekracza trzy tysiące procent, i która w sposób oczywisty wykracza poza jakiekolwiek standardy uczciwości kontraktowej.

Gdy pożyczkobiorca nie uregulował należności w terminie, przedsiębiorca wystąpił do sądu rejonowego o wydanie nakazu zapłaty. Sąd, rozpoznając sprawę w trybie upominawczym, uwzględnił powództwo bez merytorycznej analizy postanowień umownych. Nakaz uprawomocnił się.

Dopiero interwencja Prokuratora Generalnego przerwała ten mechanizm. W skardze nadzwyczajnej zarzucono wyrokowi rażące naruszenie prawa — zarówno krajowego, jak i unijnego — polegające na zaniechaniu kontroli abuzywności klauzul umownych.

Obowiązek kontroli z urzędu: od Océano do Pannon i dalej

Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego wpisuje się w ugruntowaną linię orzeczniczą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, której początki sięgają przełomowego wyroku w połączonych sprawach Océano Grupo Editorial i Salvat Editores (C-240/98 do C-244/98) z 27 czerwca 2000 r.

Tamta sprawa, rozpoznawana przez sąd w Barcelonie, dotyczyła pozornie banalnego problemu: czy sąd może z własnej inicjatywy zakwestionować klauzulę prorogacyjną, która pozbawiała konsumentów możliwości skutecznej obrony przed roszczeniami sprzedawcy encyklopedii? Trybunał odpowiedział twierdząco, formułując przy tym tezę o fundamentalnym znaczeniu dla całego systemu ochrony konsumenckiej w Unii Europejskiej.

Argumentacja TSUE opierała się na prostej obserwacji: konsument znajduje się w strukturalnie słabszej pozycji niż przedsiębiorca, zarówno pod względem siły negocjacyjnej, jak i poziomu poinformowania. Nie mając narzędzi ani wiedzy o tym jak sporządzać i negocjować umowę w praktyce często akceptuje warunki umowne zredagowane jednostronnie przez kontrahenta. Gdyby skuteczność ochrony przewidzianej w dyrektywie 93/13/EWG zależała od aktywności samego konsumenta — od tego, czy podniesie on zarzut nieuczciwości danej klauzuli — cel dyrektywy pozostałby w znacznej mierze niezrealizowany.

Stąd wniosek, że sąd krajowy musi dysponować kompetencją do badania postanowień umownych z urzędu. W przeciwnym razie, jak zauważył Trybunał w paragrafie 26 wyroku Océano, „skuteczna ochrona konsumenta może zostać osiągnięta jedynie wtedy, gdy sąd krajowy będzie miał kompetencję do ocenienia tego rodzaju warunków z urzędu”.

Od kompetencji do obowiązku: ewolucja standardu ochrony

Późniejsze orzecznictwo TSUE poszło jeszcze dalej. W wyroku Pannon GSM Zrt. v Erzsébet Sustikné Győrfi (C-243/08) z 4 czerwca 2009 r. Trybunał doprecyzował, że rola sądu krajowego nie ogranicza się do samej możliwości badania klauzul — stanowi ona prawdziwy obowiązek procesowy. Jak stwierdzono w paragrafie 32 tego orzeczenia, „rola przyznana w tej dziedzinie przez prawo wspólnotowe sądowi krajowemu nie ogranicza się do zwykłej możliwości orzeczenia w przedmiocie ewentualnie nieuczciwego charakteru warunku umownego, ale obejmuje ona także obowiązek zbadania tej kwestii z urzędu, od chwili gdy sąd krajowy dysponuje w tym celu niezbędnymi informacjami na temat okoliczności prawnych i faktycznych”.

Istotne jest przy tym zastrzeżenie dotyczące woli konsumenta. Trybunał wyjaśnił, że sąd, który stwierdzi nieuczciwy charakter klauzuli, nie stosuje jej — chyba że sam konsument wyraźnie się temu sprzeciwi. Innymi słowy, ochrona działa automatycznie na korzyść słabszej strony, ale nie może być jej narzucona wbrew świadomej decyzji.

Jeszcze wcześniej, w wyroku Elisa María Mostaza Claro v. Centro Móvil Milenium SL (C-168/05) z 26 października 2006 r., TSUE rozciągnął ten standard na postępowania ze skargi o uchylenie wyroku sądu polubownego. Nawet jeśli konsument nie podniósł zarzutu nieuczciwości klauzuli arbitrażowej w toku postępowania przed arbitrem, sąd powszechny rozpoznający skargę ma obowiązek zbadać tę kwestię z urzędu. Uzasadnieniem jest „rodzaj i waga interesu publicznego stanowiącego podstawę ochrony udzielonej konsumentom w przepisach dyrektywy” — ochrony, która wykracza poza indywidualny interes strony i służy realizacji celów traktatowych Unii.

Warto odnotować, że Sąd Najwyższy w sprawie II NSNc 192/24 przywołał wprost wyrok Pannon GSM z 2009 roku, nie zaś wcześniejsze orzeczenie Océano. Nie zmienia to faktu, że to właśnie barceloński spór o encyklopedie zapoczątkował linię orzeczniczą, którą późniejsze wyroki Trybunału — Mostaza Claro, Pannon GSM i szereg innych — jedynie potwierdziły i rozwinęły.

Polska perspektywa: między konstytucją a dyrektywą

Wyrok Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2025 r. stanowi aplikację powyższych standardów w kontekście polskiego porządku prawnego. Kluczowe znaczenie ma tu art. 76 Konstytucji RP, zgodnie z którym „władze publiczne chronią konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”.

Sąd Najwyższy słusznie zauważył, że sąd powszechny — jako organ władzy publicznej — jest bezpośrednio adresatem tego nakazu konstytucyjnego. Gdy sąd rejonowy wydaje nakaz zapłaty na podstawie umowy zawierającej klauzule o charakterze ewidentnie lichwiarskim, nie przeprowadzając jakiejkolwiek kontroli ich zgodności z prawem, działa w sprzeczności z konstytucyjnym obowiązkiem ochrony konsumenta.

Naruszenie to zyskuje dodatkowy wymiar w świetle prawa unijnego. Dyrektywa 93/13/EWG, interpretowana zgodnie z orzecznictwem TSUE, nakłada na sądy krajowe konkretny obowiązek proceduralny. Jego niedopełnienie oznacza nie tylko błąd w stosowaniu prawa krajowego, ale również naruszenie zasady skuteczności (effet utile) prawa Unii — zasady, zgodnie z którą przepisy unijne muszą być stosowane w sposób zapewniający osiągnięcie zamierzonych przez prawodawcę celów.

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – co dalej?

Należy odnotować, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych — jednostka organizacyjna Sądu Najwyższego właściwa do rozpoznawania skarg nadzwyczajnych — sama stała się przedmiotem odrębnego sporu ustrojowego dotyczącego procedury powoływania jej sędziów. Spór ten, obejmujący konkurujące ze sobą uchwały wewnątrz Sądu Najwyższego i dotykający fundamentalnych kwestii legitymacji sędziowskiej zarówno na gruncie polskiego prawa konstytucyjnego, jak i prawa Unii Europejskiej, jest w toku. Niniejsza analiza koncentruje się jednak wyłącznie na merytorycznym rozstrzygnięciu dotyczącym ochrony konsumentów, które zachowuje swoje znaczenie doktrynalne niezależnie od tego, jak ostatecznie zostanie przesądzona kwestia instytucjonalna.

Niezależnie od trwającego dyskursu konstytucyjnego, warto przywołać w tym miejscu perspektywę decyzjonizmu Carla Schmitta, która rzuca inne światło na kwestię ważności orzeczeń w dobie kryzysu instytucjonalnego. W optyce schmittowskiej legitymacja sędziego nie wypływa wyłącznie z abstrakcyjnej poprawności procedury powołania (legalności normatywnej), lecz z faktu działania w imieniu i z mocy autorytetu politycznego suwerena, który gwarantuje skuteczność tych decyzji. Schmitt, w swojej krytyce liberalnego normatywizmu, wskazywał, że porządek (Ordnung) musi poprzedzać porządek prawny (Rechtsordnung).

Sędzią w sensie ustrojowym jest zatem ten, kogo decyzje aparat państwowy faktycznie wykonuje. Przyjęcie odmiennej optyki – zakładającej nieistnienie (non est) sędziego i jego wyroków ze względu na wady procedury nominacyjnej – prowadziłoby wprost do anarchii i rozpadu bezpieczeństwa obrotu prawnego. W sytuacji „stanu wyjątkowego” w sądownictwie, to faktyczna zdolność rozstrzygania sporów (decyzja), a nie jej proceduralna geneza, chroni państwo przed osunięciem się w chaos. Tym samym, dopóki wyroki Izby są egzekwowane przez organy państwa, zachowują one swoją doniosłość, co czyni ich analizę merytoryczną nie tylko zasadną, ale i konieczną.

Jeżeli jednak dochodzi do sytuacji, w której organy państwa ulegają frakcyjnemu podziałowi — gdzie jedna część aparatu przymusu respektuje orzeczenia, a druga odmawia im waloru prawnego — wkraczamy w fazę, którą Schmitt diagnozował jako stasis lub latenter Bürgerkrieg (utajona wojna domowa). W takim układzie, gdzie skuteczność wyroku zależy nie od jego treści, lecz od politycznej afiliacji organu wykonawczego, następuje dekompozycja suwerenności. Prawo przestaje pełnić funkcję neutralizującą konflikty społeczne, a staje się jedynie orężem w walce o dominację. Wówczas nie mamy już do czynienia z «anarchią» rozumianą jako brak władzy, lecz z poliarchią rywalizujących ośrodków decyzyjnych, co dla pewności obrotu i bezpieczeństwa jednostki (w tym konsumenta) stanowi zagrożenie egzystencjalne, wykraczające poza ramy klasycznego dyskursu o praworządności.

Praktyczne implikacje rozstrzygnięcia

Wyrok Sądu Najwyższego ma znaczenie wykraczające daleko poza jednostkową sprawę. Stanowi on wyraźny sygnał dla sądów powszechnych rozpoznających sprawy z udziałem konsumentów — w szczególności w postępowaniach upominawczych i nakazowych, gdzie pokusa mechanicznego uwzględniania roszczeń na podstawie formalnie poprawnych dokumentów bywa szczególnie silna.

W sprawach frankowych, które od lat dominują w polskim orzecznictwie cywilnym, zasada kontroli abuzywności z urzędu została już szeroko zaakceptowana. Niemniej komentowany wyrok przypomina, że ta sama zasada obowiązuje w każdym sporze konsumenckim — niezależnie od tego, czy chodzi o kredyt hipoteczny na setki tysięcy złotych, czy o pożyczkę gotówkową na pięćset.

Szczególnie istotna jest konstatacja, że obowiązek kontroli aktualizuje się, gdy sąd „dysponuje niezbędnymi informacjami co do okoliczności prawnych i faktycznych”. W praktyce oznacza to, że jeśli powód załącza do pozwu umowę stanowiącą podstawę roszczenia — a tak jest niemal zawsze — sąd ma obowiązek przeanalizować jej treść pod kątem ewentualnej abuzywności. Nie może poprzestać na formalnej weryfikacji, czy dokumenty są kompletne i czy żądanie jest rachunkowo poprawne.

Refleksja końcowa: sąd jako gwarant równowagi

Europejski model ochrony konsumenckiej opiera się na przekonaniu, że formalna równość stron umowy — każdy może swobodnie negocjować warunki kontraktu — nie przekłada się na równość rzeczywistą. Konsument, konfrontowany ze standardowymi wzorcami umownymi wielkich korporacji, nie ma realnej możliwości kształtowania treści stosunku prawnego. Może jedynie zaakceptować proponowane warunki albo zrezygnować z zawarcia umowy.

W tym układzie sił sąd pełni funkcję korygującą. Nie jest neutralnym arbitrem sporu między równymi sobie podmiotami, lecz aktywnym gwarantem tego, by przewaga informacyjna i ekonomiczna przedsiębiorcy nie przekładała się na sankcjonowanie warunków umownych, które rażąco naruszają interesy słabszej strony.

Wyrok Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2025 r. jest przypomnieniem tej fundamentalnej prawdy. Przez niemal dwadzieścia lat konsument ponosił konsekwencje tego, że sąd rejonowy nie wypełnił swojego podstawowego obowiązku. Skarga nadzwyczajna naprawiła ten błąd — ale pozostaje pytanie, ile podobnych przypadków wciąż czeka na odkrycie w archiwach polskich sądów.

Sprawa II NSNc 192/24 stanowiła przedmiot skargi nadzwyczajnej wniesionej przez Prokuratora Generalnego. Wyrok Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2025 r. został opublikowany 16 grudnia 2025 r.

Zarząd WITTCHEN proponuje, by nie wypłacać dywidendy przez trzy najbliższe lata. Priorytetem inwestycje i refinansowanie zadłużenia

W związku z ogłoszonym niedawno zamiarem skupu akcji własnych oraz planowanym pozyskaniem nowego finansowania, Zarząd WITTCHEN SA podjął decyzję o aktualizacji polityki dywidendowej Spółki. Priorytetem Zarządu jest restrukturyzacja zadłużenia oraz poprawa rentowności. Wypracowywane zyski Spółka planuje przeznaczyć między innymi na program rozwoju obejmujący rozbudowę centrum logistycznego.

– Wymagające otoczenie rynkowe w sektorze handlowym sprawia, że dla dalszego rozwoju Grupy WITTCHEN kluczowe są inwestycje zwiększające efektywność operacyjną oraz pozwalające na ograniczenie kosztów w przyszłości. W tym roku rozpocznie się rozbudowa centrum logistycznego Grupy w Palmirach, gdzie mieści się także siedziba naszej firmy. Równolegle koncentrujemy się na poprawie efektywności sprzedaży zarówno w kanale online jak i offline. Dostrzegamy także potrzebę restrukturyzacji zadłużenia. Prowadzimy obecnie zaawansowane rozmowy z jednym z banków dotyczące nowego finansowania, które pozwoli nam zrefinansować istniejące zadłużenie, zrealizować zaplanowane inwestycje oraz przeprowadzić skup akcji własnych. Warunki tego finansowania wiążą się z określonymi ograniczeniami w zakresie wypłaty dywidendy – informuje Jędrzej Wittchen, prezes Zarządu Grupy WITTCHEN.

Decyzja Zarządu WITTCHEN oznacza zmianę polityki dywidendowej Spółki w odniesieniu do lat 2025-2027. Zarząd nie będzie rekomendował Walnemu Zgromadzeniu przeznaczenia zysku wypracowanego w tych latach na wypłaty dywidendy. Po tym okresie Zarząd dokona ponownej weryfikacji polityki dywidendowej i oceni możliwość powrotu do wypłaty akcjonariuszom całości lub części zysku w formie dywidendy.

Ostateczną decyzję w sprawie przeznaczenia wypracowanego zysku podejmuje Walne Zgromadzenie przy okazji zatwierdzania sprawozdania finansowego za dany rok obrotowy.

Rynek magazynowy w Polsce na koniec 2025 r.: stabilizacja podaży, wysoki popyt i zmiana struktury transakcji

Jak wynika z prognoz największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO, sektor magazynowy na koniec 2025 roku pozostanie jednym z najbardziej stabilnych segmentów rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Pomimo wyraźnego wyhamowania nowej podaży, aktywność najemców powinna utrzymać się na wysokim poziomie, a kluczowe wskaźniki rynkowe – takie jak pustostany czy czynsze – pozostaną względnie stabilne. Z danych analityków AXI IMMO wynika, że rynek wszedł w fazę dojrzałej równowagi, w której decyzje podejmowane są ostrożniej, ale w oparciu o realne potrzeby operacyjne firm.

Całkowity popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowe w Polsce w 2025 roku może przekroczyć 6 mln mkw., co oznacza trzeci najwyższy wynik w historii rynku, ustępujący jedynie rekordowej aktywności z lat 2021–2022, kiedy roczny wolumen sięgał nawet 7 mln mkw. Coraz większą część popytu stanowią przedłużenia obowiązujących umów, które odpowiadają już za około połowę wszystkich transakcji najmu.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, komentuje: „Najemcy, posiadając dziś w dużej mierze zoptymalizowane sieci logistyczne, częściej decydują się na pozostanie w sprawdzonych lokalizacjach, koncentrując się na stabilności kosztowej i efektywności operacyjnej. Popyt netto, obejmujący nowe umowy i ekspansje, zgodnie z naszymi przewidywaniami może wynieść w całym 2025 roku nawet ok. 3 mln mkw.”.

Po stronie podaży widoczna jest większa ostrożność deweloperów. Wolumen nowej powierzchni oddanej do użytkowania w całym 2025 roku szacowany jest na ok. 1,8 mln mkw. Prognoza analityków AXI IMMO oznacza znaczący spadek względem lat poprzednich i najniższy wynik od 2016 r. Nowe projekty realizowane są głównie po zawarciu umów typu pre-let oraz w formule BTS, natomiast liczba inwestycji spekulacyjnych pozostaje ograniczona. Deweloperzy skupiają się przede wszystkim na rynkach o ugruntowanym popycie oraz na projektach dostosowanych do konkretnych potrzeb najemców.

Ograniczona nowa podaż przy stabilnym popycie powinna przełożyć się na utrzymanie wskaźnika pustostanów na poziomie około 8% w skali kraju.

Monika Rykowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Na  rynkach o ugruntowanej pozycji  dostępność nowoczesnej powierzchni magazynowej stopniowo się zmniejsza, podczas gdy wyższe poziomy pustostanów dotyczą głównie regionów z większą liczbą projektów spekulacyjnych oddanych w poprzednich latach”.

Na koniec 2025 r. czynsze bazowe za powierzchnie magazynowe w magazynach typu big-box pozostaną stabilne i będą mieścić się w przedziale od ok. 3,6 do 6,0 EUR/mkw. miesięcznie, w zależności od lokalizacji i standardu obiektu. Po okresie dynamicznych wzrostów z lat 2021–2023 rynek wszedł w fazę równowagi czynszowej. Zachęty finansowe są dziś bardziej selektywne i w większym stopniu uzależnione od długości umowy oraz skali najmu.

Rok 2025 potwierdził także długofalowe trendy kształtujące sektor magazynowy w Polsce. Wśród nich kluczowe znaczenie mają rosnący udział renegocjacji, dalszy rozwój e-commerce, coraz większy nacisk na rozwiązania ESG i efektywność energetyczną budynków. Najemcy coraz częściej oczekują nieruchomości z odpowiednią infrastrukturą techniczną oraz rozwiązaniami ograniczającymi koszty operacyjne i ślad węglowy.

Zdaniem ekspertów AXI IMMO w 2026 roku oczekuje się kontynuacji stabilnego, lecz wciąż dynamicznego rozwoju sektora logistyczno-przemysłowego w Polsce, opartego na solidnym wzroście gospodarczym, dalszej ekspansji e-commerce i inwestycjach w infrastrukturę transportową.

Ceny mieszkań: różnica między ofertą a transakcją sięga 10%. Sprzedający coraz bardziej elastyczni

Kolejne obniżki stóp procentowych spowodowały nieznaczny wzrost zainteresowania rynkiem mieszkaniowym. Popyt na mieszkania nie uległ jednak skokowemu zwiększeniu. Na rynku wtórnym można wynegocjować więcej niż zwykle i choć ceny ofertowe spadają, to w transakcjach nie widać wyraźnej korekty, która mogłaby zachęcić do wzmożonych zakupów.

Pierwsze analizy raportu Barometr Metrohouse i Credipass za IV kw. 2025 r. wskazują na dość wyraźne rozbieżności pomiędzy sytuacją na lokalnych rynkach mieszkaniowych. Wśród analizowanych pięciu miast wyłaniają się trzy grupy.

Do pierwszej z nich należy Gdańsk, gdzie odnotowywane średnie ceny w transakcjach są wyższe o ponad 5 proc. od cen raportowanych 12 miesięcy temu. Trójmiejska specyfika sprawia, że mamy tu do czynienia z rozległym rynkiem mieszkań nabywanych w celach inwestycyjnych, położonych w atrakcyjnych rejonach miasta, co ma przełożenie na końcową średnią cenę lokalu. W drugiej grupie znajdują się miasta takie jak Warszawa i Wrocław, gdzie różnica w cenach w ciągu roku nie zmieniła się znacząco. W trzeciej grupie znajdziemy Kraków, gdzie średnia cena w transakcjach spadła o prawie 4 proc. oraz Łódź z cenami niższymi średnio o prawie 8 proc. W tym ostatnim z miast w sprzedaży na rynku deweloperskim jest wystawionych 7 tys. mieszkań, co powoduje dużą konkurencyjność także w segmencie mieszkań z rynku wtórnego, ponieważ deweloperzy kuszą licznymi promocjami.

W większości lokalizacji obserwowana jest zwiększona skłonność sprzedających do negocjacji. Jest to wynikiem rosnących oczekiwań nabywców mieszkań względem możliwej do osiągniecia ceny, ale też braku presji czasu z uwagi na utrzymującą się w dalszym ciągu wysoką podaż mieszkań. Wobec powyższych różnica pomiędzy pierwszą wystawioną ceną ofertową a ostateczną ceną, po jakiej dokonywana jest transakcja może wynieść nawet 10 proc., mówi Marcin Jańczuk, ekspert sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse.

Miasto Średnia cena transakcyjna w IV kw. 2025 Różnica kw./kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania
Wrocław 11 962 zł 3,5% 1,4% 549 000 zł
Kraków 13 930 zł 4,4% -3,7% 589 000 zł
Warszawa 16 127 zł 2,9% 0,6% 894 000 zł
Gdańsk 12 769 zł 4,5% 5,7% 630 000 zł
Łódź 7 498 zł -3,3% -7,7% 311 000 zł
Wstępne dane do raportu Barometr Metrohouse i Credipass 4 kw. 2025 r.

 Rekordy na rynku kredytów hipotecznych

IV kwartał 2025 r. przyniósł rekordowe wyniki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, czemu sprzyjały kolejne obniżki stóp procentowych – w każdym miesiącu kwartału Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na cięcie kosztu pieniądza. Efektem jest wyraźna poprawa zdolności kredytowej gospodarstw domowych oraz spadek kosztu obsługi nowego zadłużenia. Jak wynika z danych BIK, sprzedaż kredytów hipotecznych utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, a średnia kwota udzielonego kredytu zbliżyła się do 456 tys. zł.

Stabilizacja cen transakcyjnych mieszkań przy jednoczesnej poprawie warunków finansowania tworzy środowisko sprzyjające racjonalnym decyzjom zakupowym. Brak gwałtownych zmian po stronie cen i stóp procentowych pozwala dziś lepiej planować zakup nieruchomości, czy przeanalizować możliwości poprawy warunków już posiadanego kredytu, reasumuje Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Credipass.

Duże zmiany w Enter Air – współzałożyciel rezygnuje z zarządu

0

Na rynku lotniczym szykują się istotne zmiany w jednej z największych polskich linii czarterowych. Grzegorz Polaniecki, współzałożyciel Enter Air i długoletni członek zarządu, po 14 latach pracy złożył rezygnację ze stanowiska. Decyzja ta kończy wieloletnią współpracę z firmą i ma znaczenie zarówno dla branży turystycznej, jak i pasażerów korzystających z lotów czarterowych przewoźnika.

Rezygnacja współzałożyciela

Jak podała spółka, Grzegorz Polaniecki – współzałożyciel i długoletni członek zarządu Enter Air – złożył rezygnację ze wszystkich pełnionych funkcji w grupie kapitałowej, obejmującej m.in. Enter Air Sp. z o.o., Enter Air Services i Enter Air Training Center. Decyzja ta wejdzie w życie 28 lutego 2026 roku.

Proces rezygnacji odbywa się w ramach uzgodnionego procesu sukcesji, a Polaniecki pozostanie w spółce jako doradca zarządu od 1 marca do 31 maja 2026 roku, co ma zapewnić płynne przekazanie obowiązków innym członkom kierownictwa. Dodatkowo zadeklarował, że do końca sierpnia 2026 roku nie będzie prowadzić działalności konkurencyjnej wobec Enter Air.

Enter Air – lider polskiego rynku czarterowego

Enter Air to linia lotnicza dobrze znana osobom planującym wakacje z biurami podróży. Specjalizuje się w lotach czarterowych, które zabierają turystów z Polski do popularnych kurortów w Europie, Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.

Każdego sezonu wakacyjnego spółka obsługuje miliony pasażerów, współpracując z największymi touroperatorami w kraju. Dzięki rozbudowanej flocie i doświadczeniu operacyjnemu Enter Air jest największym prywatnym przewoźnikiem czarterowym w Polsce.

Co dalej z Enter Air

Na razie Enter Air nie podał, kto przejmie obowiązki po odchodzącym członku zarządu. Firma zapowiada jednak kontynuację dotychczasowej strategii oraz stabilne funkcjonowanie w nadchodzących sezonach wakacyjnych, które pozostają kluczowe dla rynku czarterowego w Polsce.

Zmiany w zarządzie Enter Air zostały podane w oficjalnym komunikacie spółki oraz potwierdzone przez branżowe serwisy lotnicze i finansowe.

Retail Media Networks: Dlaczego to nie hype, ale fundamentalna zmiana w reklamie

Retail Media Networks (RMN) to dziś najszybciej rosnący kanał reklamowy na świecie – wydatki rosną o 26% rok do roku, a eksperci przewidują, że w 2026 roku RMN wyprzedzi telewizję pod względem wydawanych budżetów. W Polsce sieci takie jak Żabka Ads, Carrefour Links czy Auchan intensywnie budują własne ekosystemy reklamowe, obsługując miliony klientów dziennie. Ale czy to kolejny marketingowy hype, czy może fundamentalna zmiana w sposobie myślenia o reklamie? Na ten moment, większość marek i retailerów wciąż nie rozumie, co czyni ten kanał wyjątkowym – i jak uniknąć pułapek, które mogą zamienić go w kolejny „przepalony” budżet marketingowy.

Gdy w 2023 roku Mood Media przejęło Vibenomics – lidera w zakresie reklamy audio w sklepach (C-Store Dive, 2023) – wielu analityków nazwało to transakcją „wyprzedzającą rynek”. Dziś, trzy lata później, staje się jasne: Retail Media Networks (RMN) to nie trend, ale nowa rzeczywistość reklamy. Globalne wydatki już stanowią jedną piątą wszystkich wydatków na reklamę cyfrową (Vibenomics, 2024), a prognozy wskazują na dalszy dynamiczny wzrost.

Retail Media Networks to nie ewolucja banerów displayowych na ekranach w sklepach czy reklam w mediach społecznościowych – to całkowicie nowa kategoria, która łączy w sobie moc danych transakcyjnych, bliskość punktu zakupu i zamkniętą pętlę pomiarową. To jedyny kanał, w którym widzisz w czasie rzeczywistym, ile osób zobaczyło Twoją reklamę na ekranie przy półce z chipsami, ile z nich wzięło produkt do ręki 30 sekund później, a ile kupiło go przy kasie 5 minut później.

To właśnie te trzy elementy – dane transakcyjne zebrane bezpośrednio od klientów, bliskość zakupu i zamknięta pętla pomiarowa – czynią sieci reklamowe retailerów fundamentalną zmianą w reklamie.

Filar pierwszy: Dane transakcyjne zamiast behawioralnych

Retail Media Networks oferują markom coś, czego nie dają ani Google Ads, ani Meta – bezpośredni dostęp do danych transakcyjnych. To nie informacja „klient kliknął w reklamę kawy”, ale „klient kupuje kawę marki X co tydzień, wydaje średnio 25 zł, preferuje opakowania 500 g i reaguje na promocje w piątki”.

Według badań Nielsen z 2025 roku, 89% marketerów uważa dane zbierane bezpośrednio od klientów za  priorytet, a RMN oferują najbardziej wartościowe dane w całym ekosystemie marketingowym. Te dane są zbierane legalnie poprzez programy lojalnościowe, za pełną zgodą klienta i zgodnością z RODO – bez pośredników i bez ryzyka regulacyjnego.

Co więcej, dane płyną bezpośrednio od sieci handlowej do marki, bez Google czy Meta jako pośrednika, co oznacza większą kontrolę, przejrzystość i – co kluczowe – niższe koszty.

Filar drugi: Moment zakupu – ostatni krok ścieżki klienta

Badania pokazują, że 80% decyzji zakupowych podejmowanych jest w sklepie, często pod wpływem impulsu (PosterBooking, 2025). RMN pozwalają dotrzeć do klienta dokładnie w momencie maksymalnej chęci zakupu – nie 3 dni wcześniej w mediach społecznościowych, nie tydzień temu w Google Ads, ale tu i teraz, przed półką.

To zmienia fundamentalnie sposób myślenia o kampaniach: z modelu „świadomość → rozważanie → zakup” do modelu „aktywacja w sklepie = natychmiastowa konwersja”. Klient stoi przed półką z kawą, nie może się zdecydować między trzema markami – i właśnie wtedy na ekranie obok pojawia się komunikat z Twojej kampanii, oferujący 20% rabatu. Konwersja następuje w ciągu 60 sekund, a nie po kilku dniach „ścieżki klienta”.

To fundamentalna różnica: w tradycyjnej reklamie internetowej mierzysz „ilu kliknęło”, w RMN mierzysz „ilu kupiło” – i to jest gra o zupełnie inne stawki.

Filar trzeci: Zamknięta pętla pomiarowa – koniec zgadywania

Największa frustracja marketerów w erze reklamy internetowej? Niemożność jednoznacznego połączenia wydatków na reklamę z realną sprzedażą. „Połowa pieniędzy, które wydaję na reklamę, jest zmarnowana; problem w tym, że nie wiem, która połowa” – to powiedzenie z 1900 roku wciąż jest aktualne w większości kanałów internetowych.

RMN rozwiązują ten problem poprzez zamkniętą pętlę pomiarową – bezpośredni pomiar wpływu kampanii na sprzedaż w czasie rzeczywistym. Według ekspertów branżowych, zamknięta pętla pomiarowa to nie opcja, ale niezbędny standard dla RMN, który pozwala sprawdzać skuteczność targetowania, optymalizować kampanie na podstawie realnych danych sprzedażowych i dostarczać transparentne, porównywalne wskaźniki zwrotu z inwestycji.

W praktyce wygląda to tak: marka uruchamia kampanię audio w 1000 sklepów sieci w południe. System w czasie rzeczywistym śledzi wzrost sprzedaży reklamowanego produktu w tych sklepach w porównaniu do 1000 sklepów kontrolnych (bez reklamy). Po 2 godzinach marka wie dokładnie, jaki był wzrost sprzedaży, ile dodatkowych jednostek sprzedano i jaki jest zwrot z inwestycji kampanii. To poziom mierzalności, którego nie oferuje żaden inny kanał in-store.

In-Store Marketplace – platforma nowej generacji

W 2023 roku Mood Media połączyło siły z Vibenomics, tworząc In-Store Marketplace (ISM) – pierwszą na świecie w pełni zintegrowaną platformę zarządzania reklamą w sklepach stacjonarnych.

Większość sieci handlowych podchodzi do reklamy w sklepach fragmentarycznie – tu ekrany, tam audio, gdzieś osobno dane i analityka. Efekt? Chaos operacyjny, niemożność skalowania i utracone przychody. In-Store Marketplace zmienia tę dynamikę, dając sieciom handlowym jedną platformę do zarabiania na wszystkich formatach – audio-wideo – z pełną automatyzacją, obsługą programatyczną i mierzalnością na poziomie wyświetleń.

Platforma oferuje sieciom handlowym możliwość sprzedaży setek miejsc reklamowych na godzinę w tysiącach lokalizacji, z pełną automatyzacją i integracją z systemami programatycznymi. To skalowalne, wysokomarżowe źródła przychodów (marże 70-90%) bez konieczności zwiększania personelu operacyjnego – system działa w pełni automatycznie.

Dla marek oznacza to dostęp do przestrzeni reklamowej w setkach tysięcy lokalizacji (Mood Media obsługuje ponad 500 000 lokalizacji w 150 krajach), precyzyjne targetowanie oparte na danych sieci handlowej (demografia sklepu, historia zakupów, pora dnia, pogoda) oraz pełną przejrzystość i mierzalność na poziomie indywidualnej ścieżki kupującego.

ISM standaryzuje również pomiar wyświetleń zgodnie z wytycznymi IAB i MRC, co oznacza, że kampanie w sklepach są wyceniane i rozliczane na tych samych zasadach co kampanie displayowe w internecie – koniec z „szacunkami” i „przypuszczeniami”.

Polski rynek – między standaryzacją a przyspieszeniem

Polski rynek RMN znajduje się w kluczowym momencie. Żabka Ads rośnie najszybciej w regionie, obsługując 3 miliony klientów dziennie w sieci ponad 10 000 sklepów, z ekranami przy kasach, półkach, wejściach i poza sklepem (Żabka Ads, 2025). Carrefour Links i Auchan Retail Media intensywnie rozwijają własne platformy, oferując markom zarówno formaty w e-commerce, jak i w sklepach stacjonarnych (ekrany cyfrowe, audio).

Prognozy wskazują, że 2026 rok to faza ujednolicania procesów, wzorców i standardów pomiaru, a od 2027 roku spodziewane jest przyspieszenie przenoszenia budżetów do kanału reklamy w sklepach stacjonarnych, napędzane udowodnionym przyrostem sprzedaży i zwrotem z inwestycji (Żabka Ads, 2025).

Ale polski rynek stoi przed trzema kluczowymi wyzwaniami, które mogą zdecydować o sukcesie lub porażce całej kategorii.

Wyzwanie pierwsze: Rozdrobnienie i brak standardów

Według badań Skai, 85% marek z branży produktów szybko zbywalnych korzysta obecnie z czterech lub więcej różnych sieci reklamowych retailerów, każda z własnymi formatami, systemami raportowania i modelem rozliczeń. Brak branżowych standardów utrudnia porównanie skuteczności między sieciami i skalowanie kampanii.

Marka chcąca prowadzić kampanię w 5 różnych sieciach musi: przygotować 5 różnych kreacji (różne formaty ekranów), zalogować się do 5 różnych platform, odebrać 5 różnych raportów (każdy z innymi wskaźnikami) i próbować je jakoś porównać. To nieefektywne i drogie.

Rozwiązaniem są standardy IAB i MRC dla wyświetleń w sklepach, ujednolicone interfejsy programowania dla systemów programatycznych oraz łączenie platform. To właśnie dlatego ISM od początku została zaprojektowana z myślą o pełnej zgodności z tymi standardami – marki mogą zarządzać kampaniami w tysiącach lokalizacji z jednego pulpitu, z jednolitymi wskaźnikami i rozliczeniami.

Wyzwanie drugie: Rosnące ceny i presja na zwrot z inwestycji

W miarę dojrzewania rynku, ceny za tysiąc wyświetleń rosną, szczególnie w gorących kategoriach takich jak produkty szybko zbywalne, kosmetyki czy elektronika (Skai, 2025). To naturalna konsekwencja rosnącego popytu i ograniczonej podaży przestrzeni reklamowej (liczba ekranów w sklepach jest ograniczona).

Marki, które podchodzą do RMN jak do kolejnego kanału banerów displayowych – te same kreacje co w mediach społecznościowych, brak wykorzystania danych sieci handlowej, brak testów w sklepach – przepalają budżety i tracą zaufanie do kanału. Widzę to regularnie: marka wydaje 100 000 zł na kampanię, używa ogólnej kreacji „kup naszą kawę”, nie wykorzystuje danych o tym, że w tym sklepie 70% klientów to kobiety 25-35 lat kupujące kawę premium – i dziwi się, że zwrot z inwestycji jest słaby.

Kluczem jest przejście z modelu „więcej wydaję = więcej wyników” do modelu „lepiej targetuję i optymalizuję = lepszy zwrot z inwestycji”. Wykorzystanie danych sieci handlowej do precyzyjnego segmentowania (np. różne kreacje w sklepach miejskich vs. osiedlowych, różne komunikaty rano vs. wieczorem) i dynamiczna optymalizacja to podstawa sukcesu.

Wyzwanie trzecie: Mierzalność w sklepach stacjonarnych

Podczas gdy kampanie w e-commerce są w pełni mierzalne cyfrowo, kampanie w sklepach stacjonarnych (ekrany cyfrowe, audio) wymagają zaawansowanych narzędzi łączących dane z różnych źródeł: kamer (wizja komputerowa – ilu ludzi przeszło obok ekranu, ilu spojrzało), czujników ruchu (analiza ruchu pieszego), sygnałów Bluetooth (śledzenie ścieżek klientów) i transakcji kasowych (co kupili).

Platformy takie jak ISM standaryzują pomiar wyświetleń w sklepach na poziomie porównywalnym z banerami displayowymi w internecie. Wykorzystują wizję komputerową do liczenia „spojrzeń” (ile osób rzeczywiście spojrzało na ekran), analizę ruchu pieszego do mierzenia przepływu i dopasowywanie danych transakcyjnych do mierzenia konwersji. To pozwala na przejrzystą, porównywalną wycenę i rozliczanie kampanii – koszt tysiąca wyświetleń w sklepie może być porównany z kosztem tysiąca wyświetleń w internecie.

Cztery scenariusze: kto wygra, kto przegra

Obserwując rozwój RMN w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, widzę wyraźnie rysujące się cztery scenariusze.

  • Scenariusz 1: Zwycięzcy – sieci handlowe ze zintegrowaną platformą

Sieci, które zainwestowały w zintegrowane platformy typu ISM, mogą sprzedawać setki miejsc reklamowych na godzinę w tysiącach lokalizacji, z pełną automatyzacją i obsługą programatyczną. To skalowalne, wysokomarżowe źródła przychodów (marże 70-90%) bez konieczności zwiększania personelu – system działa w pełni automatycznie.

Przykład: sieć 5000 sklepów, każdy ze średnio 3 ekranami, każdy ekran sprzedaje 10 miejsc reklamowych na godzinę po średnim koszcie tysiąca wyświetleń 50 zł = potencjalnie 7,5 mln zł dodatkowych przychodów miesięcznie. To zmienia ekonomię handlu detalicznego.

  • Scenariusz 2: Przegrani – sieci handlowe z rozdrobnionym podejściem

Sieci próbujące budować reklamę w sklepach „po kawałku” – osobny dostawca do audio, inny do ekranów, trzeci do analityki – utknęły w chaosie operacyjnym i nie mogą skalować. Koszty integracji są gigantyczne, raportowanie jest niezgodne między systemami, marki muszą negocjować osobne umowy z 3-4 dostawcami. Efekt? Marki wybierają konkurencję z prostszym, zintegrowanym rozwiązaniem.

  • Scenariusz 3: Zwycięzcy – marki z podejściem koordynacyjnym

Marki, które przestały myśleć „ile sieci reklamowych obsługujemy” (ilość) i zaczęły myśleć „jak koordynujemy kampanie między 3-4 kluczowymi partnerami + e-commerce + kanały zewnętrzne” (jakość), osiągają 30-50% wyższy zwrot z wydatków reklamowych dzięki spójności komunikacji i optymalizacji między kanałami.

Przykład: marka uruchamia kampanię nowego produktu jednocześnie w e-commerce (reklama na stronie sklepu internetowego), w sklepach stacjonarnych (ekrany i audio w sklepach) i poza siecią (remarketing w mediach społecznościowych dla klientów, którzy byli w sklepie, ale nie kupili). Spójny komunikat, synchronizacja czasowa, wykorzystanie danych z wszystkich punktów kontaktu. To daje efekt synergii.

  • Scenariusz 4: Przegrani – marki traktujące sieci reklamowe jak „kolejne banery”

Marki, które podchodzą do RMN mechanicznie – kopiują kreacje z Facebooka, kupują media hurtowo (bez targetowania), nie testują, nie optymalizują – przepalają budżety i nie wykorzystują potencjału zamkniętej pętli pomiarowej i danych transakcyjnych. Po 6 miesiącach mówią „reklama w sklepach nie działa” – ale problem nie leży w kanale, tylko w podejściu.

Przyszłość: Sieci reklamowe jako „system operacyjny” handlu

RMN ewoluują z kanału reklamowego w „system operacyjny” nowoczesnego handlu (Vibenomics, 2024). Trzy kierunki rozwoju będą kluczowe w najbliższych latach.

Po pierwsze – aktywacja na całej ścieżce: Sieci handlowe zaczną oferować nie tylko kampanie sprzedażowe (dolna część lejka), ale także formaty budujące świadomość (górna część lejka) – wideo, telewizja połączona z internetem, programatyczne billboardy cyfrowe – zsynchronizowane z kampaniami w sklepach. Sieci reklamowe staną się pełnofunkcyjnym kanałem od świadomości do konwersji.

Po drugie – obsługa programatyczna i optymalizacja w czasie rzeczywistym: Sieci reklamowe przejmą mechanizmy znane z programatycznych banerów displayowych – platformy po stronie kupujących i sprzedających, licytacje w czasie rzeczywistym, dynamiczna optymalizacja kreacji. ISM by Vibenomics jest jedną z pierwszych platform oferujących pełną integrację programatyczną dla sklepów stacjonarnych, co otwiera drogę do skalowania i automatyzacji na niespotykaną dotąd skalę. Marki będą mogły kupować wyświetlenia w sklepach tak samo łatwo, jak dziś kupują wyświetlenia w sieci reklamowej Google.

Po trzecie – sztuczna inteligencja i przewidywalna personalizacja: Algorytmy sztucznej inteligencji będą przewidywać, jakie produkty klient kupi w następnej wizycie – na podstawie historii zakupów, pory dnia, pogody, lokalizacji, wydarzeń lokalnych – i automatycznie dostosowywać komunikaty reklamowe na ekranach i w audio. To przejście z personalizacji reaktywnej do przewidywalnej. Nie „ten klient kupił kawę”, ale „ten klient prawdopodobnie kupi kawę w ciągu 10 minut z 85% prawdopodobieństwem”.

Czas na strategię, nie eksperymenty

Retail Media Networks w Polsce przestają być „miłym dodatkiem” i stają się „koniecznością” dla każdej marki działającej w handlu detalicznym. Ale sukces wymaga strategii, nie tylko budżetu.

Polski handel ma szansę stać się liderem tej rewolucji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – pod warunkiem, że sieci handlowe zainwestują w zintegrowane platformy oferujące pełną automatyzację, przejrzystość i zgodność ze standardami branżowymi, a marki nauczą się koordynować kampanie między kanałami, wykorzystując pełnię danych zebranych bezpośrednio od klientów i zamkniętą pętlę pomiarową.

Pytanie nie brzmi już „czy inwestować w sieci reklamowe retailerów”, ale „jak inwestować mądrze, aby wykorzystać ten kanał jako strategiczną przewagę konkurencyjną, a nie kolejny przepalony budżet marketingowy”. Odpowiedź na to pytanie zadecyduje o sukcesie lub porażce w nadchodzącej dekadzie handlu detalicznego.

Reforma PIP nie rozwiąże problemów rynku pracy – FPP przedstawi własne, systemowe rozwiązania

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) poinformowała, że w ciągu najbliższego tygodnia złoży na ręce Donalda Tuska, Prezesa Rady Ministrów oraz Macieja Berka, Ministra ds. Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu autorski projekt ustawy, który w sposób kompleksowy odnosi się do problemu  segmentacji  rynku  pracy.  Problem  ten  został  wskazany w kamieniu milowym KPO A71G i dotyczy nierównego oskładkowania różnych form zatrudnienia, w szczególności umów zlecenia.

Projekt FPP będzie zawierał rozwiązania, które zapewnią realną ochronę pracownikom oraz wyrównają warunki konkurencji między przedsiębiorcami. Jednocześnie FPP negatywnie ocenia projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy.

Zdaniem FPP proponowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zmiany nie doprowadzą do realnej poprawy sytuacji pracowników, nie zlikwidują problemu segmentacji rynku pracy, a jednocześnie mogą generować negatywne skutki finansowe dla budżetu państwa. Według szacunków MRPiPS w perspektywie 10 lat dochody wzrosną o 949,63 mln zł, podczas gdy wydatki sięgną 990,17 mln zł, co oznacza stratę 40,54 mln zł. Co więcej, reforma doprowadzi rocznie do przekształcenia jedynie ok. 2 900 umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, czyli zaledwie 0,04% wszystkich tego typu kontraktów.

„Federacja Przedsiębiorców Polskich aktywnie odpowiada na realne potrzeby rynku pracy, przedstawiając własny projekt oparty na dialogu z przedsiębiorcami i analizie systemowych wyzwań. Tylko takie podejście może przynieść trwałą poprawę sytuacji pracowników i uporządkowanie rynku pracy” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

FPP zwraca również uwagę, że projekt reformy PIP już na etapie założeń wyłącza spod realnych kontroli całe grupy zawodowe. Działania PIP mają koncentrować się na branżach usługowych o niższym poziomie przeciętnego wynagrodzenia, takich jak utrzymanie czystości, ochrona czy budownictwo, przy jednoczesnym ograniczeniu kontroli w branżach o wysokim udziale kontraktów B2B, np. w publicznym systemie ochrony zdrowia. Tymczasem, jak pokazują dane Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, aż 74% lekarzy specjalistów w publicznych podmiotach leczniczych pracuje na umowach innych niż umowa o pracę.

Zdaniem FPP takie podejście narusza zasadę powszechności i równego stosowania prawa, a obszary, w których instytucje publiczne pełnią rolę pracodawcy, z góry traktowane są jako wyłączone z faktycznego stosowania nowych przepisów.

FPP podkreśla, że projektowane przepisy budzą poważne wątpliwości konstytucyjne, w szczególności w zakresie swobody działalności gospodarczej, proporcjonalności ingerencji państwa oraz wolności wyboru formy pracy. Reforma może negatywnie wpłynąć na osoby pracujące w formule B2B, m.in. poprzez konieczność korekt rozliczeń podatkowych i składkowych, utratę preferencyjnych form opodatkowania czy problemy z realizacją zawartych umów leasingowych.

Zdaniem FPP obecny rządowy projekt ustawy nadal narusza m.in. art. 2 (zasadę demokratycznego państwa prawnego), art. 22 (swobodę działalności gospodarczej), art. 24 (zasadę ochrony pracy), art. 31 (zasadę proporcjonalności) oraz art. 65 ust. 1 (zasadę wolności wyboru wykonywanego zawodu oraz miejsca pracy lub zatrudnienia) Konstytucji RP.

Z perspektywy przedsiębiorców projekt nie uwzględnia istniejących patologii w systemie zamówień publicznych, które w praktyce sprzyjają stosowaniu tańszych, niepracowniczych form zatrudnienia. Choć specyfikacje przetargowe formalnie wymagają stosowania umów o pracę zgodnie z art. 22 Kodeksu pracy, brak skutecznej weryfikacji na etapie realizacji zamówień prowadzi do wypychania z rynku firm stosujących prawidłowe formy zatrudnienia. W tym zakresie FPP stoi na stanowisku, że odpowiedzialność za egzekwowanie prawidłowych form zatrudnienia, obejmujących odprowadzanie składek na ubezpieczenia społeczne oraz zaliczek na PIT, powinna spoczywać nie tylko na wykonawcach, lecz także na instytucjach publicznych pełniących rolę zamawiających.

Proponowane zmiany niosą również ryzyko negatywnych skutków związanych z reklasyfikacją dotychczasowych umów cywilnoprawnych. W przypadku kontraktów B2B może to wymagać korekty wystawionych faktur oraz deklaracji VAT, a także ograniczyć możliwość korzystania z preferencyjnych zasad opłacania składek i form opodatkowania, np. liniowego PIT 19% lub ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Dodatkowo, nabycie przez przedsiębiorcę środka trwałego (np. pojazdu) w ramach leasingu może napotkać trudności w realizacji wcześniejszych umów, wynikające z ograniczenia możliwości rozliczania VAT i kosztów uzyskania przychodów, co w skrajnych przypadkach może prowadzić do wypowiedzenia umowy leasingu.

Wobec opóźnień w realizacji kamienia milowego KPO A71G dotyczącego reformy PIP oraz konieczności kolejnej rewizji Krajowego Planu Odbudowy, FPP apeluje o zmianę kierunku działań legislacyjnych.

– Rewizja KPO to szansa na realną zmianę na rynku pracy. Nasz projekt przewiduje oskładkowanie umów zlecenia, dając pracownikom realne bezpieczeństwo społeczne,

a przedsiębiorcom uczciwe i równe warunki konkurencji” – dodaje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Polskich Przedsiębiorców.

Jednocześnie Federacja Przedsiębiorców Polskich deklaruje wsparcie dla działań zmierzających do wzmocnienia kadrowego, organizacyjnego i finansowego Państwowej Inspekcji Pracy oraz opowiada się za przywróceniem kadencyjności Głównego Inspektora Pracy i podporządkowaniem PIP Prezesowi Rady Ministrów.

AI przejmie operacje, człowiek zostanie od strategii. Jak firmy poukładają współpracę w 2026 roku

W rozpoczynającym się roku rozwój współpracy człowieka z mechanizmami sztucznej inteligencji będzie coraz bardziej wpływać na sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. AI przejmie znaczącą część zadań operacyjnych, wspierając analizę danych i automatyzację procesów, natomiast człowiek pozostanie kluczowy w obszarach związanych ze strategią, oceną ryzyka i nadzorem nad działaniem rozwiązań technicznych. Ten podział ról stanie się fundamentem dla skutecznego wykorzystania nowych narzędzi w codzienności biznesowej.

Firmy będą potrzebowały nie tylko systemów technicznych, ale przede wszystkim umiejętnego łączenia ich możliwości z ludzką wiedzą i doświadczeniem. To od tego zależeć będzie ich zdolność do bezpiecznego i świadomego wykorzystywania AI, a także do budowania przewagi w warunkach rosnącej złożoności środowisk cyfrowych.

– Widzimy wyraźne przesunięcie akcentów: sztuczna inteligencja coraz skuteczniej wykonuje zadania operacyjne, ale równolegle rośnie znaczenie człowieka jako tego, który nadaje kierunek, dba o kontekst i kontroluje sposób jej wykorzystania. To nie jest relacja konkurencyjna – to uzupełnianie kompetencji. W 2026 roku firmy będą budować przewagę przede wszystkim dzięki połączeniu ludzkiego nadzoru oraz zdolności AI do szybkiej analizy i automatyzacji powtarzalnych działań – mówi Jakub Andrzejewski, Business Development Manager for Poland & CIS w firmie Progress Software.

Kontrola i nadzór nad agentami drogą do współpracy

Istotnym elementem tej transformacji będzie wykorzystanie języka naturalnego w zarządzaniu infrastrukturą techniczną. Zespoły będą mogły wydawać skomplikowane polecenia za pomocą prostych komunikatów tekstowych, co przyspieszy procesy i poszerzy grono osób zdolnych do obsługi zaawansowanych systemów. Równocześnie narzędzia AI będą samodzielnie generować automatyzacje – od skryptów, po konfiguracje i logikę procesów operacyjnych.

Uzupełnieniem tych zmian będzie coraz powszechniejsze wykorzystanie narzędzi AI pełniących funkcję pierwszej linii reagowania. Systemy AI First Responder będą agregować alerty z różnych elementów środowiska technicznego – od sieci i danych po aplikacje – wskazując potencjalne źródła problemów oraz proponując dalsze kroki diagnostyczne. Ma to odciążyć zespoły IT i skrócić czas reagowania na typowe incydenty.

W miarę jak firmy będą wdrażać coraz więcej rozwiązań AI, pojawi się potrzeba nadzorowania infrastruktury, która obsługuje modele i systemy uczenia maszynowego. Rozwiązania określane jako metainteligencja będą monitorować wydajność modeli, reagować na degradację ich działania, weryfikować jakość danych oraz nadzorować procesy serwowania modeli w środowiskach produkcyjnych. To kolejna warstwa współpracy człowiek-AI, w której człowiek pozostaje odpowiedzialny za interpretację wyników, definiowanie zasad i podejmowanie decyzji.

Równolegle rosnąć będzie znaczenie wyspecjalizowanych mikroagentów AI, które wykonują ściśle określone zadania, takie jak rotacja certyfikatów, analiza logów czy nadawanie tagów zasobom. Ich przewagą jest przewidywalność, łatwość kontrolowania i możliwość stopniowego rozszerzania automatyzacji bez ryzyka naruszenia większych systemów.

Odpowiedzialnie i z rozwagą

Wszystkie te zjawiska będą wymagały od firm bardziej rozbudowanych procesów zarządzania oraz dokumentowania sposobu działania modeli i przez nich decyzji. Wpływają na to zarówno kwestie regulacyjne, jak i potrzeba budowania zaufania wobec narzędzi AI wykorzystywanych w środowiskach biznesowych. Firmy będą musiały określić zasady odpowiedzialności, nadzoru oraz metod oceny ryzyka związanego z automatyzacją.

– W 2026 roku kluczowe będzie wdrażanie AI w sposób odpowiedzialny i zgodny z przyjętymi zasadami nadzoru. Zagadnienie governance przestaje być dodatkiem, a staje się integralną częścią systemów technicznych. Firmy będą musiały jasno określać, w jakich obszarach AI może działać samodzielnie, kiedy wymagana jest akceptacja człowieka i jakie dane mogą być wykorzystywane w procesach decyzyjnych. To naturalny etap dojrzewania rozwiązań, który pozwoli łączyć innowacyjność z przewidywalnością i bezpieczeństwem – podkreśla ekspert Progress Software.

Zmiany techniczne będą miały wpływ także na pracowników. Adaptacja do nowych narzędzi i sposobów pracy może rodzić zmęczenie poznawcze, co będzie wymagało od przedsiębiorstw świadomego projektowania procesów wdrożeniowych. Jednocześnie zmniejszy się zapotrzebowanie na niektóre role techniczne, podczas gdy wzrośnie znaczenie kompetencji umożliwiających współpracę z agentami AI i interpretowanie wyników generowanych przez modele.

W 2026 roku sztuczna inteligencja nie zastąpi człowieka w przedsiębiorstwach, ale stanie się kluczowym elementem wspierającym jego pracę. AI odciąży zespoły w obszarach powtarzalnych i operacyjnych, natomiast pracownicy pozostaną odpowiedzialni za strategiczne decyzje, nadzór i zrozumienie kontekstu działania rozwiązań technicznych. Firmy, które potrafią zrównoważyć te dwa elementy, zyskają bardziej elastyczne, efektywne i odporne środowiska pracy.

Kobiety w biznesie: poprawa sytuacji finansowej częstsza niż pogorszenie

Jedna trzecia polskich przedsiębiorczyń spodziewa się rozwoju działalności i wzrostu zysków w najbliższym roku, mimo utrzymującej się presji kosztowej i wpływu inflacji na codzienne funkcjonowanie firm. Jednocześnie 42 proc. kobiet prowadzących własny biznes deklaruje poprawę sytuacji finansowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a blisko połowa ocenia kondycję swojej firmy jako dobrą lub bardzo dobrą, co pokazuje odporność i ostrożny optymizm wśród przedsiębiorczyń. Dane pochodzą z raportu „Polki i przedsiębiorczość 2025”, towarzyszącego XVII edycji konkursu Sukces Pisany Szminką.

Aż 42 proc. polskich przedsiębiorczyń deklaruje, że w ostatnim roku sytuacja finansowa ich firmy uległa poprawie, jak wynika z raportu „Polki i przedsiębiorczość 2025: Finanse i rentowność firm. Podsumowanie roku i prognozy”. Blisko co piąty (24 proc.) biznes prowadzony przez kobietę nie odnotował zmian w tym zakresie, ale 28 proc. respondentek przyznaje, że w ciągu minionych 12 miesięcy sytuacja finansowa prowadzonego przez nie przedsiębiorstwa uległa pogorszeniu. Badanie towarzyszące XVII edycji konkursu Sukces Pisany Szminką przeprowadziła Grupa 4P.

Blisko połowa ankietowanych przedsiębiorczyń ocenia sytuację finansową swojej firmy jako dobrą lub bardzo dobrą, ponad ⅓ jako przeciętną, a 10 proc. – złą. Co trzecia z respondentek prowadzących własną firmę deklaruje, że spodziewa się w tym roku wzrostu działalności i zysków.

Kobiece biznesy w Polsce charakteryzują się dziś dużą odpornością i dojrzałością w podejściu do zarządzania finansami. Przedsiębiorczynie potrafią realnie oceniać swoją sytuację i elastycznie reagować na zmieniające się warunki rynkowe. Jednocześnie nie rezygnują z planów rozwojowych, nawet w wymagającym otoczeniu gospodarczym. To połączenie rozwagi i ambicji coraz wyraźniej definiuje współczesną przedsiębiorczość Polek – komentuje Olga Kozierowska, pomysłodawczyni konkursu Sukces Pisany Szminką, prezeska Fundacji WłączeniPlus.

Co 6. polska przedsiębiorczyni ma marżę ponad 40 proc. na swoje usługi

Blisko co dziesiąta (9 proc.) polska przedsiębiorczyni przyznaje, że średnia marża netto na oferowanych przez nią produktach lub usługach wynosi poniżej 10 proc. Jednak 17 proc. ankietowanych deklaruje, że ich marża netto to ponad 40 proc. Blisko ⅓ (32 proc.) respondentek prowadzących własną firmę nie potrafi wskazać ile wynosi ich zysk, po odliczeniu ponoszonych kosztów.

Prowadzenie biznesu w obecnych warunkach wymaga dużej uważności i elastyczności w zarządzaniu firmą. Przedsiębiorczynie funkcjonują dziś w środowisku rosnących kosztów i zmiennych warunków rynkowych, dlatego coraz większego znaczenia nabiera dobre planowanie oraz dostęp do rozwiązań wspierających codzienne prowadzenie działalności, także tych cyfrowych. Upraszczanie procesów i porządkowanie obszarów operacyjnych pozwalają skupić się na rozwoju i długofalowych celach, co bezpośrednio wpływa na odporność firm – komentuje Magdalena Chudzikiewicz, General Manager home.pl, partnera kategorii Startup Roku.

Przedsiębiorczynie zapytane o wpływ inflacji na ich działalność najczęściej wskazują kwestie finansowe – wzrost kosztów prowadzenia działalności (53 proc.) oraz konieczność podnoszenia cen usług lub produktów (39 proc.). W dalszej kolejności mówią o spadku popytu i liczby klientów (22 proc.) oraz trudnościach w planowaniu i prognozowaniu (21 proc.). Co siódma przedsiębiorczyni doświadczyła z kolei presji płacowej ze strony pracowników (14 proc.), a jedynie 8 proc. ankietowanych wskazuje na nowe możliwości rynkowe.

Raport „Polki i przedsiębiorczość 2025” powstał w ramach XVII edycji konkursu Sukces Pisany Szminką, najstarszej i największej inicjatywy wspierającej przedsiębiorczość kobiet, a także liderki i liderów działających na rzecz równości, różnorodności oraz włączania w Polsce. Termin przyjmowania zgłoszeń konkursowych zostaje wydłużony do 18 stycznia 2026 r. 

*Badanie na zlecenie Fundacji WłączeniPlus przeprowadzone zostało w listopadzie 2025 r. przez Grupę 4P z użyciem metodologii CAWI z wykorzystaniem licencjonowanego panelu zapewniającego reprezentatywność próby pod kątem płci, wieku, wielkości miejscowości zamieszkania oraz regionu na próbie Polek prowadzących własną firmę w wieku 18-70 lat.

Jawność płac w praktyce. Rzecznik MŚP krytykuje projekt i wskazuje problematyczne przepisy

Jedna z najważniejszych w tym roku zmian w prawie pracy wiąże się z wdrożeniem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) dotyczącej równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet. Projekt odpowiedniej ustawy, przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej został zaopiniowany przez Rzecznika MŚP. W swoim wystąpieniu Minister Agnieszka Majewska pozytywnie odnosi się do idei walki z dyskryminacją płacową ze względu na płeć (tzw. luką płacową). Z drugiej jednak strony zwraca uwagę, że projektowane przepisy wprowadzają skomplikowane obowiązki dla pracodawców oraz skutkują licznymi nadregulacjami. Będzie to szczególnie dotkliwe dla mniejszych przedsiębiorców, którzy nie dysponują odpowiednimi strukturami i narzędziami pozwalającymi na sprawną realizację wprowadzanych wymogów. Jak zauważa Agnieszka Majewska, na konieczność odpowiedniego podejścia do podmiotów z sektora MŚP zwraca uwagę sama dyrektywa. Tymczasem analiza treści projektu ustawy prowadzi do wniosku, że niektóre z proponowanych rozwiązań mogą budzić wątpliwości co do ich adekwatności i proporcjonalności.

Przykładem może być brzmienie art. 6, który przewiduje, że minister właściwy do spraw pracy udostępnia na swojej stronie internetowej narzędzie internetowe lub metodę umożliwiającą pracodawcom dokonanie oceny wartości stanowisk lub rodzaju pracy. W uzasadnieniu projektu mowa jest o poradniku oraz pliku w formacie Excel pozwalającym na dokonanie takiej oceny. Zdaniem Minister Majewskiej te potencjalnie przydatne rozwiązania nie są jednak wystarczające. Dlatego Rzecznik MŚP postuluje, by uzupełnić je o zobowiązanie wskazanego ministra do udzielenia wyjaśnień dotyczących przestrzegania przepisów projektowanej ustawy w celu zapewnienia jej jednolitego i przewidywalnego stosowania. Wzorem dla takiego postępowania mogłaby być instytucja objaśnień prawnych, o których mowa w ustawie Prawo przedsiębiorców.

Szereg wątpliwości wzbudza art. 7, który dotyczy obowiązków pracodawcy związanych z zasadami określania kryteriów ustalania wynagrodzeń pracowników, poziomów wynagrodzeń i ich wzrostu. Literalna lektura treści artykułu prowadzi do wniosku, że omawiana regulacja nakłada więcej obowiązków dla pracodawców zatrudniających mniej niż 50 pracowników. Niezależnie od koniecznych w tym względzie korekt Minister Majewska zauważa, że Dyrektywa uprawnia państwa członkowskie do pełnego zwolnienia pracodawców zatrudniających mniej niż 50 pracowników z obowiązku informowania ich o szczegółowych kryteriach progresji wynagrodzeń w firmie, a takiego zwolnienia nie przewiduje omawiany projekt ustawy. W opinii Rzecznika MŚP byłoby to optymalne rozwiązanie.

Bardziej restrykcyjne niż przewiduje to Dyrektywa są też przepisy art. 8 i art. 9, dotyczących udzielania przez pracodawcę informacji co do polityki wynagrodzeń.

Projektowana ustawa zobowiązuje ponadto pracodawców zatrudniających co najmniej 100 pracowników do przekazywania cyklicznych sprawozdań z luki płacowej w danej firmie. Przepis art. 17, w którym mowa o przekazywaniu przez pracodawców w postaci elektronicznej „dodatkowych informacji wskazanych przez organ monitorujący”, nakłada natomiast na przedsiębiorców obowiązki, których treść i zakres nie zostały precyzyjnie określone, co rodzi ryzyko pojawienia się sporów interpretacyjnych.

Minister Majewska dostrzega przykłady nadmiernie rygorystycznych w porównaniu z brzmieniem Dyrektywy rozwiązań również w artykułach 22 i 24, określających krótkie terminy na udzielanie przez pracodawców żądanych informacji i wyjaśnień, które – jak wskazuje projektowana ustawa – mogą niekiedy być „szczegółowe” i „dodatkowe” w porównaniu do przekazanych wcześniej danych.

Rzecznik MŚP dodatkowo kwestionuje wysokość kar grzywny za naruszenie przepisów ustawy. Przekraczają one bowiem wysokość kar za wykroczenia przeciw prawom pracownika przewidzianą przez Kodeks pracy. Budzi to tym większe wątpliwości, że luka płacowa ze względu na płeć jest w Polsce istotnie mniejsza niż średnia unijna (odpowiednio 7,8% i 12% w roku 2023).

Kurs dolara próbuje przełamać kolejne poziomy. USD/PLN testuje 3,61

Na rynku forex eurodolar zszedł do 1,167 USD, co oznacza, że kursem głównej pary walutowej świata wciąż kręci dolar. W kalendarzu makroekonomicznym pojawiło się kilka ciekawych figur. Mimo pozytywnego zaskoczenia w niemieckim przemyśle, euro nie znajduje drogi do wyjścia powyżej tytułowego poziomu. W tle niskie poziomy inflacyjne w Szwecji i Szwajcarii. 

Ryzyko wspiera dolara

Wczorajsze dane ze Stanów Zjednoczonych były mieszane. Raport ADP, mówiący o zmianie zatrudnienia w USA w sektorze prywatnym (poza rolnictwem), wskazał zwyżkę o 41 tys. Rezultat dobry, jednak wzrost okazał się płytszy od oczekiwanych 48 tys. Pozytywnie zaskoczył raport ISM, który pozostał w strefie rozwoju (powyżej 50 pkt.). Wczorajsza publikacja to skok z 52,6 pkt. do 54,4 pkt., mimo prognozowanej zniżki do 52,3 pkt. Ostatnią i zarazem najbardziej rozczarowującą publikacją środy okazały się tzw. JOLTS-y, czyli liczba wakatów za listopad. Wskaźnik, wbrew wzrostowym oczekiwaniom (7,6 mln), spadł z 7,449 mln do 7,146 mln. Dziś natomiast spadła liczba planowanych zwolnień z 71,32 tys. do 35,55 tys. Mimo mieszanych danych ze Stanów i znacznego wzrostu zamówień w niemieckim przemyśle (10,5% r/r i 5,6% m/m), w czwartek dolar wciąż dominuje na forex. Kurs EUR/USD po godzinie 14:00 to 1,167 USD, a notowania USD/PLN o poranku próbowały przełamać 3,61 PLN. Siła „zielonego” związana jest więc z rosnącym ryzykiem geopolitycznym. Pogarszająca się sytuacja i rosnąca niepewność skłania inwestorów do ucieczki w kierunku bezpiecznej przystani, jaką jest USD.

Inflacja niestraszna Szwedom

Wczoraj pisałem o spadku inflacji w Czechach i Australii. Dziś poznaliśmy ciekawe dane ze Szwecji. Okazuje się, że tempo wzrostu cen konsumenckich w ujęciu rocznym pozostało przy 0,3%, mimo że rynek spodziewał się wzrostu do 0,5% r/r. Zaskoczyła także inflacja bazowa (liczona bez cen żywności i energii). Wskaźnik miał podskoczyć z 2,4% r/r do 2,6% r/r, a spadł do 2,3% r/r. Dane niższe od prognozowanych ciążą dziś koronie szwedzkiej, która traci. Kurs SEK/PLN o godzinie 14:00 znajduje się przy poziomie 0,391 PLN. Oznacza to osłabienie względem złotego o 0,3% podczas czwartkowej sesji. Podobną skalę strat SEK odnotowuje względem euro czy silnego dziś dolara.

Helweci również nie boją się dynamiki cen

Tempo wzrostu cen w Szwajcarii jest praktycznie znikome. Dzisiejszy odczyt w ujęciu rocznym wskazał prognozowane 0,1% za grudzień. Dodajmy, że w 2025 roku najwyższym odczytem było 0,4% r/r (za styczeń), a poza „zerowym” kwietniem i listopadem, przydarzył się nawet jeden spadek. Deflację na poziomie -0,1% odnotowano za maj 2025. W ujęciu miesięcznym, po czterech ujemnych publikacjach, wróciliśmy na okrągłe 0%. Jest to o 0,1 punktu procentowego wyżej niż konsensus zakładający delikatny spadek. O tak niskich wynikach, przy zerowych stopach procentowych utrzymywanych przez całą drugą połowę ubiegłego roku, może pomarzyć niejedna gospodarka zmagająca się z uporczywym wzrostem cen. Dzisiejsze publikacje bliskie prognozom nie wpłynęły znacząco na franka. Kurs CHF/PLN od wczoraj oscyluje wokół 4,52 PLN.

Offshore wchodzi w etap integracji z systemem. Inwestycje na Bałtyku mogą sięgnąć 500 mld zł do 2040 r.

Rok 2026 będzie czasem, gdy umacnia się pozycja morskiej energetyki wiatrowej jako kluczowego elementu krajowego miksu energetycznego i strategicznej inwestycji infrastrukturalnej. Po rozstrzygnięciu aukcji i przyspieszeniu prac przygotowawczych,  offshore wind wchodzi w etap integracji z systemem elektroenergetycznym, łańcuchami dostaw i polityką przemysłową państwa. Skala planowanych inwestycji – sięgająca nawet 500 mld zł do 2040 r. – czyni ten sektor jednym z głównych motorów transformacji energetycznej, rozwoju krajowego przemysłu oraz wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Skala inwestycji planowanych na Bałtyku nie ma precedensu. Wartość projektów realizowanych w pierwszej fazie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej (MEW) przekracza 130 mld zł, a do 2040 r. może sięgnąć nawet 400–500 mld zł. To przedsięwzięcie, którego kapitał jest większy niż Centralnego Portu Komunikacyjnego i elektrowni jądrowej łącznie. Offshore wind staje się też impulsem do budowy nowego łańcucha dostaw i fundamentem rozwoju nowoczesnego przemysłu energetycznego w Polsce, który angażuje setki polskich firm.

– Morska energetyka wiatrowa jest już dziś postrzegana jako projekt strategiczny, którego rozwoju Polska nie ma czym zastąpić. Wygaszanie węglowych jednostek wytwórczych, ograniczenia rozwoju energetyki gazowej oraz długi horyzont uruchomienia pierwszej elektrowni jądrowej sprawiają, że offshore pozostaje jedynym źródłem zdolnym dostarczyć duże wolumeny zeroemisyjnej energii w relatywnie krótkim czasie. To nie tylko kwestia klimatu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa energetycznego i stabilności gospodarki. mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Branża apeluje o stabilność i przewidywalność otoczenia regulacyjnego

Tymczasem Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), opracowany przez Ministerstwo Energii redukuje skalę rozwoju energetyki wiatrowej bez przedstawienia jakichkolwiek analiz. Propozycje Ministerstwa Energii ograniczają rozwój energetyki wiatrowej na lądzie do 20,4 GW w scenariuszu WEM (mało ambitnym), zamiast 34,5 GW proponowanych w poprzedniej wersji KPEiK, czyli o ponad 14 GW. Z kolei w zakresie morskiej energetyki wiatrowej plany rozwoju zostały zredukowane do 11,8 GW z wcześniej wskazywanych 18 GW (zmniejszenie o 6,2 GW), mimo że właśnie rozstrzygnięte aukcje offshore pokazały jedne z najtańszych cen nowych mocy w systemie.

Warto podkreślić, że ograniczenie docelowej skali morskiej energetyki wiatrowej do 11,8 GW w projekcie KPEiK nie oznacza cofnięcia zaplanowanych już aukcji ani anulowania istniejących projektów. Dokument ten ma charakter planistyczno-scenariuszowy i nie zmienia obowiązujących ram prawnych. Jednocześnie jednak tak istotna redukcja dotycząca ambicji naszej strategii wysyła silny sygnał do rynku, który pozostaje w sprzeczności z harmonogramem kolejnych aukcji zaplanowanych na lata 2027, 2029 i 2031.

– Jest to administracyjne hamowanie technologii, którą rynek i regulator jednoznacznie uznają za najtańsze źródło nowych mocy w systemie. Konsekwencje przyjętych założeń oznaczają silne szoki cenowe, których koszty poniosą odbiorcy energii, przemysł energochłonny oraz cała gospodarka – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Pierwszy prąd z farm wiatrowych na Bałtyku już w 2026 r.

Już dziś portfel projektów morskiej energetyki wiatrowej w Polsce przekracza poziom 11,8 GW wskazany w projekcie KPEiK. Obejmuje on 5,9 GW realizowane w I fazie oraz ok. 3,4 GW zakontraktowane w aukcji z 2025 r., a także kolejne obszary przygotowywane pod przyszłe aukcje, których potencjał szacowany jest na kilka gigawatów. Jednocześnie rządowy harmonogram zakłada przeprowadzenie kolejnych aukcji na łącznie 8 GW w latach 2027–2031, co pokazuje, że faktyczne działania inwestycyjne wykraczają poza bardziej zachowawczy scenariusz zapisany w KPEiK.

Pozytywne rozstrzygnięcie aukcji offshore w 2025 r. potwierdziło, że sektor ma realne podstawy i gotowość do dalszego rozwoju i stanowi ważny element zabezpieczenia systemu przed luką generacyjną. Bez nowych mocy wytwórczych Polska byłaby zmuszona do zwiększonego importu energii, co osłabiłoby konkurencyjność gospodarki i podniosło koszty dla odbiorców końcowych.

– W dłuższym horyzoncie morska energetyka wiatrowa odegra istotną rolę w obniżaniu i stabilizowaniu cen energii. Każdy dodatkowy gigawat mocy zainstalowanej na morzu wypiera z rynku najdroższe źródła, które dziś często wyznaczają cenę krańcową, poprawiając jednocześnie konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych. – podkreśla Oliwia Mróz-Malik, Menedżer ds. morskiej energetyki wiatrowej, inwestycji i rozwoju w PSEW.

Koło zamachowe gospodarki

Morska energetyka wiatrowa to jednocześnie ogromna szansa dla polskich firm. Szacuje się, że udział krajowych przedsiębiorstw w łańcuchu dostaw może przekroczyć 40%, a już dziś widać, że ten udział systematycznie rośnie. Do zrealizowanych inwestycji, takich jak gdańska fabryka wież Baltic Towers, fabryka montażowa gondoli turbin morskich Vestas, czy pierwszy etap portu instalacyjnego w Świnoujściu, dołączą wkrótce kolejne.

W realizacji są kolejne kluczowe dla offshore wind przedsięwzięcia: port instalacyjny w Gdańsku o wartości około 1,2 mld zł, fabryka wież Windar w Szczecinie za około 700 mln zł, która ma zapewnić 450 miejsc pracy, następne etapy rozbudowy portu w Świnoujściu oraz nowe bazy serwisowe w Łebie, Ustce i Władysławowie. To twarde dane pokazujące, że za pojęciem „offshore wind” stoją realne inwestycje przemysłowe, miejsca pracy, kontrakty dla lokalnych firm oraz nowoczesne kompetencje, które pozostaną w polskiej gospodarce na lata.

– Morska energetyka wiatrowa to dziś jeden z nielicznych projektów, w których ambicje energetyczne Polski bezpośrednio przekładają się na realne inwestycje przemysłowe i szereg korzyści społecznych i gospodarczych dla polskiej gospodarki. Setki miliardów złotych nakładów, dziesiątki miliardów wpływów do finansów publicznych i rosnący udział polskich przedsiębiorstw w łańcuchu dostaw pokazują, że offshore wind nie jest wizją, lecz trwałym fundamentem rozwoju gospodarczego, kompetencyjnego i technologicznego kraju. dodaje Oliwia Mróz-Malik.

Jednocześnie, obok ogromnych inwestycji realizowanych w sektorze, coraz wyraźniej widocznym wyzwaniem staje się narastająca dezinformacja dotycząca morskiej energetyki wiatrowej. Nieprawdziwe przekazy koncentrują się m.in. wokół kwestii oddziaływania farm wiatrowych, kosztów inwestycji czy opłacalności tej technologii. W odpowiedzi na te wyzwania oraz w celu budowania rzetelnego społecznego zrozumienia dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zainicjowało ogólnopolską kampanię edukacyjno-informacyjną. Projekt realizowany jest we współpracy z Fundacją ORLEN.

Kraków wdraża QKD do zabezpieczenia wymiany danych między instytucjami

Dzięki wdrożeniu przez Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH technologii kwantowej dystrybucji klucza, Urząd Miasta Krakowa stał się pierwszą instytucją połączoną w ten sposób z centrum obliczeniowym.

To przełomowy krok, który otwiera nową erę bezpiecznej komunikacji
i wzmacnia rolę Krakowa jako miasta stawiającego na najdoskonalsze, bo kwantowe, rozwiązania w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Kwantowa tarcza ochronna na rzecz Krakowa

Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących (zwana dalej QKD – Quantum Key Distribution) to jedna z najnowocześniejszych technologii kryptograficznych. Wykorzystuje prawa mechaniki kwantowej, by tworzyć i przesyłać klucze szyfrujące. Jej wyjątkowość polega na tym, że każda próba przechwycenia transmisji automatycznie niszczy klucz i uruchamia alarm. Klucze są generowane w czasie rzeczywistym, co eliminuje potrzebę ich przechowywania i zapewnia maksymalny poziom ochrony. Specjaliści z ACK Cyfronet AGH zaprojektowali, zbudowali i uruchomili system kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących pomiędzy Urzędem Miasta Krakowa a Cyfronetem AGH. Jest to pierwsze w regionie tego typu połączenie, które umożliwia przesyłanie kluczy szyfrujących, wykorzystywanych do zabezpieczania łącza sieciowego o przepustowości 100 Gbps (gigabitów na sekundę).

– Dzięki temu możliwe jest bezpieczne przesyłanie danych między instytucjami, m.in. w celu archiwizacji, wymiany baz danych, analizy danych czy wzbogacania treści serwisów informacyjnych Urzędu Miasta Krakowa – wyjaśnia Karol Krawentek, Zastępca dyrektora ACK Cyfronet AGH ds. Infrastruktury Centrum Danych.

Cyfrowa Tarcza Krakowa – coraz mocniejsza

Kwantowa dystrybucja klucza to technologia zabezpieczeń, która znacząco wyprzedza obecne standardy. Jest to ważny krok w kierunku przeciwdziałania potencjalnym zagrożeniom związanym z wykorzystaniem przyszłych komputerów kwantowych do łamania obecnie używanych szyfrów. Tym samym technologie QKD przyczyniają się do zabezpieczania krytycznej infrastruktury Krakowa. Wdrożenie technologii kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest efektem współpracy pomiędzy Akademią Górniczo-Hutniczą a Urzędem Miasta Krakowa, rozszerzając jedno z głównych założeń Cyfrowej Tarczy Krakowa tj.: zapobiegać zagrożeniom
w cyberprzestrzeni, zanim te nastąpią.

To nie jest projekt na dziś, ale inwestycja w bezpieczeństwo Krakowa na dekady.
Po podpisaniu listu intencyjnego z AGH mówiliśmy, że chcemy wyprzedzać zagrożenia w cyberprzestrzeni – dziś pokazujemy, że potrafimy przejść od deklaracji do konkretnych, przełomowych wdrożeń. Kwantowa dystrybucja kluczy to najwyższy możliwy standard ochrony danych, oparty na prawach fizyki, a nie na kompromisach. Dzięki współpracy z AGH i Cyfronetem Kraków buduje swoje cyfrowe bezpieczeństwo w oparciu o naukę, innowacje i odpowiedzialność za dane mieszkańców, stając się jednocześnie aktywnym uczestnikiem europejskich działań na rzecz bezpiecznej komunikacji przyszłości
– podkreśla Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa.

 Jak to działa?

– Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących bazuje na zabezpieczonej kwantowo komunikacji pary urządzeń. Po stronie Cyfronetu jedno urządzenie generuje klucze za pomocą kwantowego generatora liczb losowych. Klucze są następnie przekazywane do szyfratora, który szyfruje połączenie pomiędzy Urzędem Miasta a Cyfronetem. Po stronie Urzędu Miasta Krakowa znajduje się drugie urządzenie, odbierające klucze i przekazujące je do lokalnego szyfratora, który odpowiada za szyfrowanie i rozkodowanie danych po stronie Urzędu – wyjaśnia Marek Chorąży, specjalista w zakresie technologii kwantowych w Cyfronecie, główny inżynier wdrożenia systemu QKD.

Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest uznawana za niemożliwą do złamania. Bazuje na prawach fizyki, a nie na matematycznych zabezpieczeniach. Oznacza to, że próba podsłuchu lub kopiowania klucza natychmiast go niszczy lub zniekształca, tym samym wykrywana jest obecność kogoś, kto chce przejąć przesyłaną wiadomość czy dane. W odróżnieniu od klasycznego szyfrowania, klucz nie istnieje jako obiekt, który można skopiować, ale jest generowany i przesyłany w sposób zależny od zasad mechaniki kwantowej, eliminując w ten sposób możliwość jego przechwycenia bez wykrycia.

Element większego ekosystemu

Stworzona przez specjalistów z Cyfronetu infrastruktura ochrony przesyłanych danych dodatkowo poszerza usługi oferowane przez tę jednostkę dla środowiska akademickiego i przedsiębiorców. – Dbając o bezpieczeństwo przetwarzanych danych, połączenie QKD utworzono również pomiędzy głównym i zapasowym centrum danych Cyfronetu. Mając na uwadze współdzielenie zasobów obliczeniowych naszych superkomputerów Ares, Athena i Helios, a także systemów pamięci masowych, bardzo ważne jest, aby dane przesyłane między dwiema lokalizacjami posiadały najwyższy możliwy poziom zabezpieczeń – podkreśla K. Krawentek, Z-a dyrektora ACK Cyfronet AGH.

Europejska infrastruktura

Wdrożenie technologii kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących w Krakowie pomiędzy Cyfronetem i Urzędem Miasta Krakowa jest elementem znacznie większej inicjatywy w Europie. Jej celem nie jest budowa pojedynczych bezpiecznych połączeń, lecz rozległej sieci obejmującej obszar Unii Europejskiej. W Polsce połączenia takie budowane są w ramach projektu PIONIER-Q i obejmują połączenia pomiędzy centrami komputerów dużej mocy oraz wybranymi ośrodkami miejskich sieci komputerowych. W latach 2026 – 2028 w ramach części europejskiej inicjatywy European Quantum Communication Infrastructure (EuroQCI), Cyfronet wraz z partnerami będzie budował połączenia do krajów położonych blisko Polski. Tworzona sieć ma chronić wrażliwe dane i infrastrukturę krytyczną poprzez integrację systemów bazujących na zasadach mechaniki kwantowej z istniejącą infrastrukturą komunikacyjną, zapewniając dodatkową warstwę bezpieczeństwa.

***

Twórcą kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest prof. Artur Ekert, pionier kryptografii kwantowej, na co dzień związany z Uniwersytetem Oksfordzkim
i Narodowym Uniwersytetem w Singapurze. Był jednym z pierwszych naukowców, który zaproponował wykorzystanie praw mechaniki kwantowej do zapewnienia bezpieczeństwa przesyłania informacji. Inżynierowie z AGH bazują zatem na metodzie odkrytej w 1991 roku. Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących nie jest jednak szeroko wykorzystywana, ale rozwija się i ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej, komunikacji satelitarnej czy ochrony danych.

Przyszłość agentów AI: prognozy i trendy, które warto obserwować w 2026 roku

Rok 2025 przyniósł rozwiązania z zakresu AI dla przedsiębiorstw, które wykroczyły poza proste prompty i reaktywne generowanie tekstu, otwierając nową rzeczywistość, w której cyfrowi agenci nie tylko rozmawiają – ale faktycznie działają. Prognozy  na 2026 przedstawiają eksperci Salesforce.

Pojawienie się tzw. „vibe codingu” – dynamicznie rozwijającego się trendu polegającego na wykorzystywaniu generatywnej AI do tworzenia kodu na podstawie poleceń w języku naturalnym  –  szybko zdemokratyzowało proces wytwarzania oprogramowania, jednocześnie rodząc poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa i niezawodności. Równolegle organizacje musiały zmierzyć się z zjawiskiem „workslop”, czyli falą niskiej jakości, halucynowanych treści generowanych przez AI, która zmuszała pracowników do poświęcania długich godzin na audytowanie agentów, mających w założeniu oszczędzać ich czas.

Wchodząc w 2026 rok, zauważalny impet rozwoju agentowej AI jest niepodważalny. Nowe badanie Salesforce przeprowadzone wśród CIO pokazuje, że adopcja AI wzrosła aż o 282%  –  co jasno potwierdza siłę przyciągania tej technologii. Jednocześnie raport ujawnia, że znaczna część liderów wciąż waha się przed pełnym przejściem na autonomiczną strategię typu „agent-first”. Powód? Zaufanie do danych stało się dziś głównym wąskim gardłem  –  decydenci zestawiają ryzyka autonomicznego działania z niepodważalnymi korzyściami skali.

Pytanie nie brzmi już, czy agenci zmienią sposób wykonywania pracy, lecz jak organizacje będą ich orkiestracją zarządzać, obdarzać ich zaufaniem i funkcjonować obok nich. Poniższe prognozy dotyczą właśnie tego zagadnienia.

Przyszłość agentycznej AI: proaktywne systemy wieloagentowe

Przyszłość AI to nie robot  –  to zespół

Firmy będą szybko przechodzić na model orkiestrowanej siły roboczej. Odchodzimy od monolitycznej AI w stronę systemu, w którym główny agent-orkiestrator zarządza mniejszymi, wyspecjalizowanymi agentami. Taki model umożliwia większą specjalizację, wydajność i skalowalność  –  podobnie jak dobrze zarządzany zespół ludzi. Co istotne, model ten gwarantuje, że człowiek pozostaje w centrum kontroli, a jego rola przesuwa się w stronę nadzorcy wysokiego szczebla, który  –  przy wsparciu narzędzi obserwowalności opartych na AI  –  wyznacza ramy działania, dba o etykę i nadzoruje wydajność całego cyfrowego zespołu” – mówi Armita Peymandoust, SVP, Forward Deployed Engineering, Salesforce.

Agenci przejdą od wykonywania zadań do odpowiedzialności za rezultaty

Przejdziemy od konwersacyjnych agentów-asystentów, którzy przyjmują zadania, do agentów odpowiedzialnych za osiąganie wyników  –  głęboko osadzonych w strukturze pracy. Zamiast przekazywać agentom instrukcje, będziemy przekazywać im cele. Niezależnie od tego, czy chodzi o poprawę satysfakcji klientów, wzrost pipeline’u sprzedażowego czy skrócenie czasu rozwiązywania zgłoszeń, agenci będą dynamicznie uczyć się orkiestracji ludzi, procesów i danych, aby proaktywnie osiągać rezultaty w ramach organizacji, działając z pełną świadomością kontekstu biznesowego. To przejście od „oto co masz zrobić” do „oto rezultat, którego oczekuję”. Kolejna transformacja nastąpi wtedy, gdy agenci AI nie będą już tylko realizować poleceń  –  lecz aktywnie posuwać sprawy do przodu” – mówi Nancy Xu, VP, Salesforce AI.

Symulacyjne „siłownie” przyspieszą pętle uczenia się w przedsiębiorstwach

Do 2026 roku agenci będą uczyć się szybciej, niż pozwala na to rzeczywisty świat, dzięki połączeniu wspólnych standardów znaczeniowych z symulacyjnymi siłowniami, w których mogą wielokrotnie ćwiczyć, popełniać błędy i się doskonalić. Gdy dane zachowują swój kontekst pomiędzy platformami, a agenci trenują w przyspieszonych środowiskach, pętle uczenia się nabierają tempa, a organizacje zyskują bezpieczniejszych i inteligentniejszych agentów na dużą skalę. Salesforce eVerse jest wczesnym przykładem takiego podejścia  –  i już dziś przynosi klientom wymierne rezultaty. Z czasem (prawdopodobnie po 2026 roku) nowe interfejsy pozwolą pracownikom umysłowym wykorzystywać symulacje do zaawansowanych analiz typu what-if, zanim zarekomendują lub podejmą konkretne działania.” – mówi Marc Escobosa, VP, Salesforce Futures.

Zaufana agentyczna AI jako czynnik wyróżniający

Inteligencja relacyjna jako wyróżnik doświadczeń agentycznych

Wraz z tym, jak popularne chatboty konsumenckie stają się coraz bardziej agentowe, użytkownicy szybko przyzwyczajają się do cyfrowych interakcji opartych na historii relacji, preferencjach i spersonalizowanym kontekście. Na tym tle doświadczenia generyczne zaczynają wyglądać na coraz bardziej ”popsute”. W miarę jak głęboka personalizacja stanie się standardem, firmy będą musiały skoncentrować się na inteligencji relacyjnej jako kluczowym wyróżniku. Zobaczymy przesunięcie zasobów  –  od walki o uwagę w stronę inwestycji w głębsze, bardziej zniuansowene i długoterminowe budowanie relacji. Organizacje, które nauczą się przenosić relacyjność do świata agentowego, zyskają ogromną przewagę pionierską wraz z przyspieszeniem handlu opartego na AI. Rok 2026 przyniesie także wzrost znaczenia stanowiska Chief Relationship Officer, odpowiedzialnego za relacje z klientami w poprzek działów i funkcji” – mówi Mick Costigan, VP, Salesforce Futures.

Interfejs AI stanie się nowym polem konkurencji

Do 2026 roku każda firma będzie posiadać interfejs AI, jednak na coraz bardziej zatłoczonym rynku prawdziwe zróżnicowanie przyniesie AI, która dostarcza realne efekty biznesowe. Agentowa transformacja doświadczenia klienta będzie najważniejszą inwestycją, jaką firmy podejmą, przechodząc od roku eksperymentów do roku mierzalnego wpływu. To CEO poprowadzą tę zmianę, koncentrując organizacje wokół wąskiej grupy zaufanych partnerów, którzy pomogą przełożyć potencjał AI na rezultaty osadzone w klientocentryczności, inteligentnym workflow oraz otwartej platformie szytej na miarę dużych przedsiębiorstw, dopasowanej do realiów biznesu” – mówi Madhav Thattai, COO, Salesforce AI.

Adopcja zaufanej agentycznej AI stanie się istotnym czynnikiem wzrostu wartości dla akcjonariuszy

W 2026 roku akcjonariusze będą znacznie bardziej zainteresowani tym, w jaki sposób firmy wykorzystują agentów AI do inteligentniejszej pracy, przy jednoczesnym zapewnieniu wiarygodnych i godnych zaufania rezultatów. Przekroczymy fazę eksperymentów, koncentrując się na tym, w jaki sposób agenci AI generują realną wartość biznesową. Organizacje, które otwarcie wyjaśniają, jak działają ich narzędzia AI, i dzielą się historiami sukcesu, znajdą się w bardzo dobrej pozycji do budowania trwałego zaufania wszystkich interesariuszy” – mówi Sabastian Niles, President & Chief Legal Officer.

Nieoczywiste zastosowania agentycznej AI

AI przejdzie do proaktywnego polowania na cyberzagrożenia

AI nieustannie zmienia reguły gry w cyberbezpieczeństwie  –  zarówno dla obrońców, jak i dla cyberprzestępców. Tak jak zespoły bezpieczeństwa wykorzystują AI do zwiększania efektywności i wzmacniania ochrony, tak samo źli aktorzy używają jej do skalowania ataków. Można porównać AI do tego, czym rowery elektryczne stały się dla kolarstwa  –  rowerzysta nadal musi utrzymywać równowagę i pedałować, ale zyskuje większą prędkość, zasięg i wytrzymałość. AI zwiększy tempo i zasięg działań zarówno atakujących, jak i broniących się, choć wiele zadań pozostanie znajomych. Pomaga zespołom ‘pokryć większy teren’: automatyzuje powtarzalne czynności, wykrywa anomalie, przewiduje zachowania atakujących oraz przetwarza ogromne zbiory danych, by w czasie rzeczywistym identyfikować ryzyka. Dzięki integracji AI z wywiadem o zagrożeniach i reagowaniem na incydenty organizacje będą mogły przejść od reagowania do przewidywania zagrożeń i odpowiadania na nie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej” – mówi Brad Arkin, Chief Trust Officer.

Zapomnijmy o firewallach: agentyczna AI stanie się „samoleczącym się” systemem odpornościowym firmy

W obszarze bezpieczeństwa agentyczna AI nie będzie jedynie narzędziem, lecz systemem działającym jak biologiczny układ odpornościowy. Do końca 2026 roku branża przesunie punkt ciężkości z ochrony perymetrycznej na autonomiczną integralność workflow, wykorzystując agentyczną AI do monitorowania ‘kondycji’ procesów biznesowych, a nie tylko punktów sieciowych. Autonomiczne agenty bezpieczeństwa ustanowią ciągłą bazową normę zachowań dla kluczowych systemów, a po wykryciu odchyleń automatycznie odizolują zainfekowany workflow i zastosują poprawki w ciągu milisekund, osiągając stan ‘samoleczącego się’ bezpieczeństwa. Pozwoli to wyeliminować dużą część alertów niskiego i średniego poziomu, umożliwiając zespołom ludzkim skupienie się wyłącznie na strategicznym polowaniu na zagrożenia oraz nadzorze nad autonomicznymi działaniami agentów AI. Największym wyzwaniem operacyjnym stanie się zaufanie AI na tyle, by mogła inicjować zmiany systemowe przed uzyskaniem zgody człowieka” – mówi Marla Hay, SVP, Product, Security, Privacy & Data Protection.

Kompleksowe konsekwencje agentycznej AI

Inżynierowie AI-native zmienią kulturę inżynierską  –  nie tylko kod

Wzrost znaczenia ‘inżynierów AI-native’ fundamentalnie przedefiniuje rozwój oprogramowania, przesuwając punkt ciężkości z indywidualnej efektywności na zbiorową inteligencję organizacyjną. Kolejna fala transformacji będzie mierzona tym, jak szybko zespoły potrafią wspólnie przekształcać pomysły w dostarczone rezultaty. Nowe pokolenie inżynierów AI-native potrafi dziś w ciągu godzin  –  a nie tygodni czy miesięcy  –  syntetyzować wiele dokumentów projektowych, zrozumieć praktyki kodowania i zapoznać się ze złożonymi bazami kodu. W efekcie zobaczymy nową dynamikę w zespołach inżynierskich, opartą na wzajemnej wymianie wartości: doświadczeni programiści dzielą się wiedzą o architekturze systemów i domenie biznesowej, jednocześnie ucząc się najnowszych technik od młodszych kolegów wychowanych w świecie AI. Te ewoluujące relacje mentorskie stworzą idealne warunki do organicznego dzielenia się innowacjami. Organizacje, które sformalizują takie parowanie, będą wdrażać nowe funkcje o 30–50% szybciej i odblokują miliony w tempie innowacji” – mówi Vivienne Wei, COO, Unified Agentforce Platform.

Agenci oddadzą więcej władzy w ręce konsumentów i zwiększą konkurencję rynkową

Lepsi agenci konsumenccy dadzą swoim ludzkim reprezentantom znacznie większą siłę do optymalizacji wydatków, porównywania ofert na ogromną skalę, prowadzenia zaawansowanego researchu i negocjowania jak doświadczeni prawnicy procesowi. Konsumenci już dziś delegują część reklamacji i komunikacji z firmami swoim AI, przepuszczają umowy przez wybranego chatbota i konsultują decyzje przed zakupem dodatkowych usług. Wszystko to sprawia, że stają się bardziej świadomi, wymagający, lepiej poinformowani i bardziej skłonni przenieść swoje wydatki gdzie indziej, jeśli firma nie spełni ich oczekiwań. Choć niektóre organizacje  –  zwłaszcza te, które żerują na lukach informacyjnych i przechwytywaniu uwagi  –  mogą obawiać się spadków przychodów, firmy wysokiej jakości, koncentrujące się na trwałych wartościach, takich jak realna wartość oferty i obsługa klienta, skorzystają na mniejszym szumie rynkowym. Zwycięskie organizacje zobaczą, jak ich rynki docelowe zaczynają się rozszerzać, gdy nieuczciwi gracze są eliminowani, nieprzejrzyste rynki zostają weryfikowane, a możliwości sprzedażowe rosną wykładniczo” – mówi David Berthy, Senior Director, Salesforce Futures.

Co jest potrzebne, aby agentyczna AI odniosła sukces

Adopcja agentycznej AI będzie zależeć od kompetencji i pewności siebie użytkowników

W 2026 roku rozmowa o agentycznej AI przesunie się w stronę czynnika ludzkiego  –  w szczególności kompetencji AI i pewności pracowników w jej używaniu. Technologia rozwija się szybko, jednak kluczowe będzie wyposażenie ludzi w poczucie kontroli: umiejętność rozpoznawania nieścisłości, dostrajania wyników i wiedzy, kiedy należy interweniować. Priorytetem stanie się eksperckość. Musimy obniżyć bariery techniczne i umożliwić każdemu pracownikowi bycie świadomym pilotem agentów AI” – mówi Paula Goldman, Chief Ethical & Humane Use Officer.

Zaangażowanie pracowników zadecyduje o sukcesie AI

Liderzy agentowych przedsiębiorstw zrozumieją, że AI to w takim samym stopniu transformacja ludzi, jak i technologii. Sukces nie przyjdzie wyłącznie dzięki wdrażaniu nowych narzędzi. Zależy on od pracowników, którzy czują więź z celem organizacji, mają poczucie, że ich głos jest słyszany, i otrzymują wsparcie w podejmowaniu rozsądnego ryzyka. Gdy ludzie są zaangażowani i obdarzeni zaufaniem do innowacji, potrafią odważnie eksperymentować i generować większy wpływ dla swoich społeczności. Organizacje, które to zrozumieją, odblokują kulturę ciekawości, współpracy i ciągłego uczenia się  –  przyspieszając tworzenie wartości i dowodząc, że naszą najsilniejszą przewagą konkurencyjną jest zaangażowana i upodmiotowiona kadra” – mówi Alexandra Siegel, Chief Equality & Engagement Officer.

Forward Deployed Engineers (FDE) pomogą kształtować kolejną generację produktów agentowych

Firmy wygrywające w erze agentowej będą osadzać FDE bezpośrednio w pętlach odkrywania produktów i ich wdrażania. Tak jak inżynierowie FDE Salesforce współpracują z klientami, przekształcając proof of concept w realnie działające systemy produkcyjne, tak w całej branży FDE będą skracać time-to-value, zasilać rozwój funkcji nowej generacji, dostrajać zachowanie modeli i osadzać logikę dużych przedsiębiorstw w systemach agentycznych” – mówi Mark Wakelin, EVP, Forward Deployed Engineering.

Regulacje odblokują gospodarkę agentów AI

Patrząc w stronę 2026 roku, to regulacje  –  a nie technologia  –  będą największym katalizatorem adopcji agentów AI. Prawo przekształci ład AI z mglistych aspiracji w jasno zdefiniowaną dyscyplinę operacyjną. Dla większości przedsiębiorstw ta jasność będzie wyzwalająca. Największą barierą nie była innowacja, lecz strach: przed odpowiedzialnością, stronniczością, nadużyciami czy szkodą dla marki. Gdy ‘akceptowalne ryzyko’ zostanie skodyfikowane poprzez transparentność, nadzór i poziomy ryzyka agentów, organizacje przejdą od pilotaży do wdrożeń produkcyjnych. Regulacje oparte na ryzyku nie spowolnią AI  –  one ją sprofesjonalizują i dadzą firmom pewność, by wdrażać agentów na dużą skalę” – mówi Lindsey Finch, EVP, Global Privacy, Product, AI & Cybersecurity Legal

Nastąpi boom na głęboko wertykalne, domenowe produkty tworzone przez ekspertów branżowych

Integracja SaaS, danych i AI przekształci codziennych usługodawców  –  od rolników po gabinety stomatologiczne  –  w przedsiębiorców technologicznych, umożliwiając im optymalizację, produktowanie i sprzedaż własnych rozwiązań innym podmiotom z tej samej branży. Tego typu innowacje były kiedyś domeną firm o dużych budżetach lub dużych organizacji zatrudniających wielu inżynierów. W 2026 roku platformy enterprise oraz narzędzia do kodowania wspieranego przez AI umożliwią tempo startupu w każdej niszy, zapoczątkowując nową głębię oprogramowania i nową generację twórców, którzy przekształcą swoje branże poprzez operacjonalizację AI” – mówi Brian Landsman, CEO AppExchange i EVP Global Partnerships.

Pensje w HR: dyrektorzy personalni w Warszawie 25–40 tys. zł, rekruterzy do 13 tys. zł

W 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników działów HR pozostało zbliżone do poziomu z 2024 roku. Decyzje rekrutacyjne nadal podejmowano ostrożnie – wskaźnik popytu na specjalistów HR wyniósł 0,63, czyli poniżej średniej dla wszystkich stanowisk, wynoszącej 1,01. Firmy rzadziej decydowały się na rozbudowę zespołów, koncentrując się na wzmacnianiu kompetencji i podnoszeniu efektywności operacyjnej, wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Jednocześnie wzrósł zakres zadań realizowanych przez działy HR, w tym tych związanych z dobrostanem pracowników i wsparciem kadry menedżerskiej.

Zapotrzebowanie na role HR

Role HR vs benchmark_Raport Grafton

Po kilku latach powiększania zespołów HR firmy zwolniły tempo rekrutacji i zaczęły ostrożniej podchodzić do zatrudniania nowych pracowników. Zgodnie z danymi „Raportu ,,wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment w 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników działów HR utrzymywało się poniżej benchmarku (1,01), a wskaźnik popytu na role HR wyniósł 0,63 i pozostawał zbliżony do poziomu z 2024 roku, wynoszącego wówczas 0,71. W ub. roku organizacje koncentrowały się na rozwijaniu kluczowych kompetencji i lepszym wykorzystaniu zasobów w obszarze HR, kadr i płac.

W ostatnich dwóch latach firmy w sektorze korporacyjnym rekrutują ostrożniej. Choć ogólna liczba ofert pracy utrzymuje się na w miarę stałym poziomie, to w działach takich jak audyt, IT, podatki, HR czy finanse jest ich zauważalnie mniej. W HR, finansach czy marketingu spadki mogą być efektem automatyzacji – coraz więcej zadań przejmują systemy. Firmy podchodzą do zatrudniania z większą rozwagą i skupiają się na utrzymaniu kluczowych kompetencji – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert Grafton Recruitment.

Zakres kompetencji oczekiwanych od zespołów HR zmienia się już od kilku lat, a w ostatnim czasie proces ten wyraźnie przyspieszył. Wzrosły wymagania wobec ról operacyjnych, które mimo ograniczonego tempa rekrutacji pozostały ważne dla sprawnego funkcjonowania organizacji. Wraz z automatyzacją prostych zadań i wdrażaniem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji większego znaczenia nabrało rozwijanie nowych umiejętności. Dotyczy to przede wszystkim znajomości nowoczesnych technologii, interpretacji danych oraz pracy wymagającej analitycznego podejścia i samodzielnego podejmowania decyzji. Istotne okazały się także umiejętności komunikacyjne niezbędne we współpracy z menedżerami i zespołami, a także kompetencje związane z wellbeingiem i odpowiedzialnością społeczną.

Działy HR odpowiadają za procesy kadrowo-płacowe, administracyjne oraz – w coraz większym zakresie – za zadania związane ze wsparciem menedżerów, rozwojem pracowników oraz realnym wpływem na kształtowanie kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu i odpowiedzialności. W tym roku możemy spodziewać się dalszego umacniania się tego trendu. HR będzie nie tylko partnerem dla biznesu, ale też inicjatorem i katalizatorem zmian – podkreśla Iga Jasińska, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

Wynagrodzenia w działach HR

Wynagrodzenia w HR_Raport Grafton

Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” wynika, że w 2025 roku poziom wynagrodzeń dyrektorów personalnych w Warszawie nie zmienił się w porównaniu do 2024 roku i wynosił od 25 000 do 40 000 zł brutto miesięcznie. Nieco niższe stawki na tym samym stanowisku odnotowano we Wrocławiu i Krakowie, gdzie pensje mieściły się w przedziale od 20 000 do 37 000 zł. HR Managerowie zarabiali wyraźnie mniej, choć poziom ich wynagrodzeń pozostawał wysoki. W Warszawie miesięczne płace na tym stanowisku wynosiły od 18 000 do 26 000 zł, natomiast we Wrocławiu i Trójmieście mieściły się w przedziale od 16 000 do 24 000 zł.

W przypadku stanowisk operacyjnych, takich jak rekruterzy, wynagrodzenia w Katowicach i Łodzi wynosiły od 6 500 do 12 000 zł. Nieznacznie wyższe stawki odnotowywano w Poznaniu, Trójmieście oraz we Wrocławiu, gdzie pensje zaczynały się od 7 000 zł i sięgały 13 000 zł. W tym przypadku różnice pomiędzy poszczególnymi miastami pozostawały relatywnie niewielkie. Inaczej wyglądała sytuacja na stanowisku specjalisty ds. kadr i płac, tu zróżnicowanie regionalne było wyraźniejsze. Przykładowo w Łodzi przedział zarobków kształtował się na poziomie 6 800–11 000 zł, podczas gdy w Poznaniu dolna granica wynosiła 10 000 zł, a górna dochodziła do 14 000 zł.

Jak wzrosły wynagrodzenia w 2025 roku?

W 2025 r. tempo wzrostu wynagrodzeń w działach HR było zróżnicowane, przy czym najsilniejsze zmiany dotyczyły stanowisk operacyjnych. Najwyższe wzrosty wynagrodzeń odnotowano wśród talent sourcerów (11,6%), natomiast pensje specjalistów ds. rekrutacji i szkoleń o wzrosły o 11,0%. W przypadku specjalistów ds. kadr i płac wynagrodzenia były wyższe o 10,4%.

Wyraźne zmiany zaszły również na stanowiskach specjalistycznych. Największy wzrost wynagrodzeń na poziomie 9,4% odnotowali specjaliści ds. rekrutacji i employer brandingu. Średni wzrost płac specjalistów ds. HR wyniósł 9,2%, natomiast analitycy HR mogli liczyć na podwyżki rzędu 7,4%. Natomiast pensje koordynatorów ds. HR wzrosły o 7,0%, a wśród specjalistów ds. CSR o 6,5%.

Na stanowiskach kierowniczych tempo wzrostu wynagrodzeń było bardziej umiarkowane. Płace kierowników ds. kadr i płac zwiększyły się o 6,5%, kierowników ds. wynagrodzeń i benefitów o 6,2%, a kierowników personalnych (HR managerów) o 6,3%. W przypadku HR Business Partnerów odnotowano wzrost na poziomie 5,0%, natomiast dyrektorzy personalni zanotowali zmianę na poziomie 3,7%.

W 2025 r. firmy wyraźnie różnicowały podejście do podwyżek w działach HR. Najwyższa dynamika dotyczyła wybranych stanowisk operacyjnych, zwłaszcza związanych z rekrutacją i pozyskiwaniem talentów, podczas gdy na poziomie kierowniczym oraz w części ról eksperckich wzrosty były bardziej umiarkowane. Pokazuje to, że decyzje płacowe były oparte na jasno określonych priorytetach i były kierowane tam, gdzie presja rynkowa oraz potrzeby operacyjne były najsilniejsze – komentuje Iga Jasińska, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

Wellbeing jako realny obszar odpowiedzialności HR

W 2025 roku coraz większą wagę przykładano do rozwiązań, które pomagały firmom utrzymać długofalową efektywność zespołów. W tym kontekście na znaczeniu zyskał wellbeing, rozumiany nie jako benefit, lecz jako element organizacji pracy.

Wellbeing jest coraz częściej postrzegany jako odpowiedź na rosnące obciążenie pracowników, wynikające z długotrwałego stresu, presji czasu, wysokiej intensywności pracy oraz trudności w utrzymaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Dostępne analizy pokazują, że potrzeby w tym obszarze wyraźnie rosną – dodaje Ewa Michalska, dyrektor operacyjna Grafton Recruitment.

Jak wynika z raportu ZUS „Absencja chorobowa w 2024 roku”, w Polsce w 2024 roku wystawiono 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, co przełożyło się na 290 mln dni nieobecności chorobowej. Spośród nich 1,6 mln zwolnień oraz 30,3 mln dni absencji, czyli 12,6% całości, dotyczyło problemów psychicznych, w tym silnych reakcji na stres, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych oraz depresyjnych. W porównaniu do 2023 roku oznaczało to wzrost o blisko 14%. Skala tych danych pokazywała, że wellbeing nie dotyczył pojedynczych przypadków, lecz stał się jednym z kluczowych wyzwań współczesnych organizacji.

W tym kontekście znaczenia nabierają rekomendacje Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (OSHA), które wskazują na potrzebę systemowego podejścia do zdrowia psychicznego w miejscu pracy. Dla pracodawców oznacza to konieczność wdrażania rozwiązań, które nie tylko umożliwiają reagowanie na sytuacje kryzysowe, ale w miarę możliwości im zapobiegają poprzez sposób organizacji pracy, kulturę zarządzania, komunikację oraz realne wsparcie pracowników w momentach przeciążenia.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

IPO Watch: mniej ofert, ale szeroki przekrój branż. 2026 ma przynieść więcej debiutów

Rok 2025 przyniósł lekkie spowolnienie na rynku ofert publicznych (IPO) w Europie po mocnym 2024 roku. Największe IPO na świecie, o wartości 3,2 mld zł, odbyło się na giełdzie w Sztokholmie. Natomiast, warszawski parkiet zakończył rok z dwoma debiutami na rynku głównym – Diagnostyki i Arlenu.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w 2025 roku osiągnęła 12,5 mld euro, co stanowi spadek o 17% w porównaniu do poprzedniego roku (15,0 mld euro) lecz jest to prawie dwukrotny wzrost względem 2024 roku (7,2 mld euro). Trendy na rynku IPO w Europie w 2025 roku były zgodne z tymi obserwowanymi w kwartalnych raportach IPO Watch: ostrożne i selektywne otwarcie roku, wysoka zmienność i niepewność w drugim kwartale, aktywne okna IPO w trzecim i czwartym kwartale oraz szerokie spektrum sektorów nowych emitentów – od konsumenckiego, przez finansowy, po ochronę zdrowia. Warszawski parkiet po hucznym rozpoczęciu 2025 roku cichnie w jego drugiej połowie i liczy na ożywienie w kwartałach otwierających rok 2026.

Podsumowanie 2025 r. na GPW w Warszawie

W 2025 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie przeprowadzono 10 IPO, z czego 8 miało miejsce na rynku NewConnect. Tegorocznymi debiutantami na głównym rynku GPW była Diagnostyka S.A. oraz Arlen S.A. Dla porównania, w 2024 roku przeprowadzono 14 IPO, z których jedynie Żabka zadebiutowała na głównym parkiecie. Łączna wartość ofert w 2025 roku wyniosła 2,0 mld zł (0,5 mld euro), co oznacza spadek o około 70% względem roku poprzedniego, kiedy łączna wartość ofert sięgnęła 6,5 mld zł (1,5 mld euro) i w znacznej większości wynikała z oferty przeprowadzonej przez Żabkę.

Warto zwrócić uwagę, że rok 2025 na rynku kapitałowym GPW przyniósł wyraźne ożywienie w zakresie wtórnych ofert publicznych (secondary public offering, SPO). Łączna wartość SPO wzrosła o ponad 33%, osiągając 3,2 mld zł, mimo że liczba emisji spadła o 21% w porównaniu z 2024 r. To pokazuje, że inwestorzy koncentrowali się na większych transakcjach i stabilnych spółkach, co z kolei świadczy o rosnącym zaufaniu do rynku i poprawie nastrojów. Trend ten może być zapowiedzią dalszego wzrostu aktywności w 2026 r., zwłaszcza jeśli utrzyma się korzystne otoczenie makroekonomiczne.

Wszystkie oferty na NewConnect w 2025 roku pozyskały łącznie 38,0 mln zł (8,9 mln euro), co stanowi spadek o około 12% względem poprzedniego roku (43,2 mln zł, 9,9 mln euro). W IV kwartale na alternatywnym rynku GPW zadebiutowały trzy spółki, które pozyskały łącznie 7,4 mln zł (1,7 mln euro).

„Mijający rok na GPW przyniósł historyczne szczyty na wszystkich głównych indeksach, które urosły w 2025 roku o 43% (WIG20), 33% (mWIG40) oraz 25% (sWIG80). Na głównym rynku odbyły się dwa debiuty, Diagnostyki oraz IPO Arlen. Zauważalna była też aktywność innych spółek rozważających ofertę, odnotowano również wzrost wartości ofert wtórnych o 33% względem poprzedniego roku. W czwartym kwartale roku ruszyło IPO Smyka, które nie doszło do skutku, niemniej łączna aktywność na rynku wskazuje na oznaki wyraźnego ożywienia oraz rosnącego zainteresowania i apetytu na nowe debiuty, co może to stanowić solidny fundament dla dalszej ekspansji rynku w nadchodzącym roku” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Europejski rynek ofert pierwotnych w 2025 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA”, łączna wartość ofert publicznych w Europie w 2025 roku wyniosła 12,5 mld euro, co oznacza spadek o 17% (2,5 mld euro) w porównaniu do roku 2024 (dane na 30 listopada 2025). Na europejskich parkietach zadebiutowało 60 spółek, czyli 4 mniej niż w poprzednim roku. Globalnie największym IPO w 2025 roku był debiut Verisure (spółki zajmującej się systemami bezpieczeństwa domowego) na Nasdaq w Sztokholmie, o wartości 3,2 mld euro. Jest to bardzo dobry rok dla szwedzkiego rynku, ponieważ aż cztery z dziesięciu największych IPO w Europie miały miejsce na Nasdaq Nordic Stockholm. Londyn również odnotował mocny wynik, osiągając najwyższy poziom IPO od 2021 roku z łączną wartością ofert sięgającą 1,9 mld funtów. Drugi największy debiut w Europie w tym roku przeprowadziła Swiss Marketplace Group na SIX Swiss Exchange z ofertą o wartości 967 mln euro. Trzecim największym debiutem jest Asker Healthcare, który również zadebiutował na Nasdaq Nordic Stockholm z ofertą sięgającą 823 mln euro.

„Rok 2026 zapowiada się jako aktywny i pozytywny okres w aktywności w zakresie IPO, zarówno globalnie, jak i na giełdach w Europie. Apetyt inwestorów na jakościowe debiuty oraz pozytywny sentyment na rynku akcji, tworzą sprzyjające warunki. Po stronie potencjalnych emitentów wraca zainteresowanie debiutem na jednym z głównych europejskich rynków przez spółki spoza Europy. Do tego, dojrzewające aktywa private equity, obiecujący pipeline średnich i dużych spółek oraz postrzeganie IPO jako atrakcyjnej ścieżki wyjścia dodatkowo wzmacniają perspektywy europejskiego rynku na nadchodzący rok” – dodaje Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2020 roku*

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2020 roku

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.         

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Raport Block Scholes podkreśla wzrost popularności tokenizowanych akcji, wskazując Bitget jako kluczowy czynnik napędzający rynek

Bitget, największa na świecie giełda uniwersalna (UEX), została wymieniona w nowo opublikowanym raporcie Block Scholes, wiodącej firmy zajmującej się analizą i badaniem aktywów cyfrowych, w którym zbadano szybki wzrost popularności tokenizowanych akcji oraz ewoluującą rolę giełd w łączeniu rynków tradycyjnych i łańcuchów bloków. Według raportu Block Scholes tokenizowane akcje są coraz częściej wykorzystywane jako droga do globalnych rynków, a giełdy takie jak Bitget odgrywają coraz większą rolę w zapewnianiu płynności, ustalaniu cen i sprawnej realizacji transakcji.

Raport pokazuje, że tokenizowane aktywa, przez długi czas zdominowane przez stablecoiny, wchodzą obecnie w nową fazę rozwoju napędzaną przez tokenizowane akcje oraz ETF-y. Produkty odwzorowujące takie aktywa jak indeks S&P 500, największe amerykańskie spółki giełdowe oraz akcje sektora technologicznego odnotowały istotną adopcję od III kwartału 2025 roku, wspieraną przez poprawę płynności, węższe spready oraz rosnący udział zarówno inwestorów detalicznych, jak i instytucjonalnych. Zmiana ta odzwierciedla szerszy popyt na rynki działające w trybie ciągłym, wykraczające poza tradycyjne godziny handlu.

Dane zawarte w raporcie wskazują, że tokenizowane akcje zazwyczaj ściśle odwzorowują swoje odpowiedniki poza łańcuchem (off-chain) w trakcie standardowych godzin sesji giełdowych, a spready śróddzienne często pozostają w wąskich przedziałach. Odchylenia cenowe mają tendencję do rozszerzania się w nocy lub w weekendy, gdy rynki bazowe są zamknięte, a procesy emisji lub umarzania tokenów są wstrzymane, co podkreśla zarówno możliwości, jak i strukturalne różnice handlu on-chain w trybie 24/7. Mimo to rosnąca spójność wycen w kluczowych godzinach sesyjnych sugeruje, że infrastruktura rynkowa szybko dojrzewa.

W centrum tej transformacji znajduje się model Universal Exchange Bitget. UEX został zaprojektowany tak, aby połączyć aktywa kryptowalutowe, stablecoiny oraz tokenizowane instrumenty tradycyjne w jednym środowisku handlowym, eliminując potrzebę korzystania z oddzielnych rachunków maklerskich lub rozproszonych platform. Integrując tokenizowane akcje i ETF-y obok rynków spot i instrumentów pochodnych, UEX umożliwia użytkownikom zarządzanie i handel szerszym spektrum aktywów z poziomu jednego interfejsu, finansowanego bezpośrednio aktywami cyfrowymi, takimi jak stablecoiny. Raport zauważa również, że giełdy dysponujące zintegrowaną infrastrukturą i głęboką płynnością są najlepiej przygotowane do wsparcia kolejnej fazy adopcji tokenizowanych akcji, wskazując na rosnącą aktywność oraz głębokość rynku Bitget jako dowód tej zmiany.

Komentując wnioski płynące z raportu, Gracy Chen, dyrektor generalna (CEO) Bitget, powiedziała: „Tokenizacja ma sens tylko wtedy, gdy dostęp jest prosty, a rynki płynne. Naszym celem w ramach UEX jest sprawić, aby handel aktywami ze świata rzeczywistego był równie płynny i intuicyjny jak handel kryptowalutami, przy jednoczesnym zachowaniu przejrzystości i szybkości, jakich użytkownicy oczekują od rynków cyfrowych.”

Raport wskazuje również na zbieżność zachowań użytkowników. Zdecydowana większość traderów handlujących tokenizowanymi akcjami posiada już aktywa kryptowalutowe, co sugeruje, że popyt pochodzi głównie od obecnych uczestników rynku, którzy chcą rozszerzyć swoją ekspozycję, a nie od zupełnie nowej grupy odbiorców. To nakładanie się profili użytkowników pozycjonuje giełdy jako naturalną bramę do tokenizowanych aktywów rzeczywistych (RWA), zwłaszcza w sytuacji, gdy instytucje coraz intensywniej badają możliwości rozliczeń i przechowywania aktywów on-chain w celu zwiększenia efektywności.

Thabib Rahman, analityk ds. badań w Block Scholes, powiedział: „Wolumen tokenizowanych aktywów rósł wykładniczo w 2025 roku, w zgodzie z przyjazną kryptowalutom administracją w USA oraz rosnącym udziałem instytucji. Przez cały rok Block Scholes podkreślał, że stablecoiny stanowią pierwszy etap tokenizacji on-chain, wskazując na ich rolę w realizacji celów fiskalnych administracji Trumpa. Kolejną fazą tego wzrostu – która, naszym zdaniem, stanie się jednym z głównych tematów 2026 roku – jest tokenizacja on-chain rzeczywistych akcji i towarów z tradycyjnego świata finansów (TradFi). Bitget wykonał pierwsze kroki w tym kierunku dzięki Bitget UEX, oferując jedno miejsce do handlu akcjami i ETF-ami od Ondo Finance oraz xStocks, w pełni zarządzanymi i przechowywanymi w ramach Bitget Wallet. Nadal jednak uważamy, że rynek znajduje się na wczesnym etapie rozwoju – tokenizowane aktywa ściśle odwzorowują swoje odpowiedniki off-chain w trakcie tradycyjnych godzin handlu, choć poza nimi spready są nieco szersze. To tworzy solidne podstawy pod dalszy wzrost tokenizacji aktywów rzeczywistych w 2026 roku.”

W miarę jak tokenizowane aktywa wykraczają poza stablecoiny i obejmują akcje, obligacje skarbowe oraz produkty powiązane z indeksami, raport podsumowuje, że rynek pozostaje na wczesnym etapie rozwoju, lecz staje się coraz bardziej skalowalny. Dzięki dostępowi 24/7, zwiększonej płynności oraz zunifikowanemu zarządzaniu portfelem, ewolucja Bitget w kierunku Giełdy Uniwersalnej odzwierciedla sposób, w jaki platformy kryptowalutowe zmieniają dostęp do globalnych rynków i handel na nich, zbliżając do siebie aktywa cyfrowe i tradycyjne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Aby zapoznać się z pełną wersją raportu, odwiedź tę stronę.

Grupa Dom Development z rekordową sprzedażą oraz liczbą lokali przekazanych klientom w 2025 roku

Dom Development pokazał wstępne dane za IV kwartał i cały 2025 rok, notując najlepszy kwartał sprzedażowy w historii. W ostatnich trzech miesiącach 2025 r. grupa sprzedała 1 232 lokale netto, a w całym roku rekordowe 4 448 mieszkań. Jednocześnie w IV kwartale przekazała klientom 1 683 lokale, a w całym 2025 r. – 4 228, czyli o 8% więcej niż rok wcześniej. Spółka wskazuje, że spadek stóp procentowych i rosnące wynagrodzenia poprawiły zdolność kredytową klientów, a wyniki finansowe za 2025 r. ma opublikować w marcu.

SPRZEDAŻ

  • W czwartym kwartale 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała 1 232 lokale netto, w tym 586 w Warszawie, 325 w Trójmieście, 168 we Wrocławiu oraz 153 w Krakowie. To najlepszy kwartalny wynik w całej historii Grupy i zarazem szósty z rzędu ze sprzedażą na poziomie co najmniej 1 000 lokali.
  • 58% transakcji zakupu mieszkań w czwartym kwartale 2025 roku było współfinansowanych kredytem hipotecznym.
  • Największą kwartalną sprzedaż Grupa odnotowała w projektach: Dzielnica Mieszkaniowa Metro Zachód (130 lokali), Osiedle Wilno (78) i Osiedle Urbino (78) w Warszawie, Przystań Brzeźno (58 lokali), Konstelacja (45) i Osiedle Warszawska (44) w Trójmieście, Osiedle Rapsodia (44 lokale) i Apartamenty nad Oławką (34) we Wrocławiu oraz Apartamenty Park Matecznego (46 lokali), Osiedle 29. Aleja (41) i Osiedle Mieszkaniowe Górka Narodowa (39) w Krakowie.
  • W całym 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała rekordową liczbę 4 448 lokali netto. To wynik o 4% wyższy od osiągniętego w dotychczas najlepszym pod względem sprzedaży 2024 roku, kiedy Grupa znalazła nabywców na 4 269 lokali. Jednocześnie, jest to najlepszy roczny rezultat kiedykolwiek zaraportowany przez dewelopera na polskim rynku w segmencie detalicznym.

PRZEKAZANIA

  • W czwartym kwartale 2025 roku Grupa przekazała klientom detalicznym 1 683 lokale wobec 1 681 w analogicznym okresie 2024 roku, w tym 924 lokale w Warszawie, 381 w Trójmieście, 194 we Wrocławiu oraz 184 w Krakowie.
  • Na wynik finansowy za czwarty kwartał 2025 roku wpłynęły głównie przekazania w projektach: Dzielnica Mieszkaniowa Metro Zachód (316 lokali), Osiedle Harmonia Mokotów (226) i Osiedle Przy Alejach (147) w Warszawie, Osiedle Beauforta (118 lokali) i Osiedle Synteza (109) w Trójmieście, Osiedle Międzyleska (155 lokali) we Wrocławiu oraz Osiedle Mieszkaniowe Górka Narodowa (183 lokale) w Krakowie.
  • Łącznie, w całym 2025 roku Grupa Dom Development przekazała klientom detalicznym rekordową liczbę 4 228 lokali wobec 3 916 w 2024 roku (+8% r/r). Dodatkowo, 97 lokali zostało przekazanych na rzecz inwestora instytucjonalnego z segmentu PRS (wobec 300 lokali przekazanych temu inwestorowi w 2024 roku).

OCENA SYTUACJI RYNKOWEJ

– Czwarty kwartał 2025 roku upłynął pod znakiem dalszego spadku stóp procentowych – w skali całego roku RPP sześciokrotnie obniżała ich poziom, łącznie o 1,75 pkt proc. W połączeniu z rosnącymi wynagrodzeniami wyraźnie poprawiło to zdolność kredytową klientów i przełożyło się na duży ruch w biurach sprzedaży. Był to również pierwszy pełny kwartał funkcjonowania rynku w warunkach tzw. ustawy o jawności cen mieszkań. Nowe regulacje wymusiły zmiany w podejściu do sprzedaży oraz komunikacji marketingowej. Więksi deweloperzy, dysponujący odpowiednim zapleczem i kompetencjami do prowadzenia własnych kampanii marketingowych, sprawnie odnaleźli się w nowych realiach. Dla mniejszych graczy – zwłaszcza opierających się głównie na leadach sprzedażowych z portali ogłoszeniowych – adaptacja okazała się znacznie większym wyzwaniem. Rosnące trudności takich podmiotów będą sprzyjać procesom konsolidacyjnym w naszej branży.

Dla Grupy Dom Development czwarty kwartał 2025 roku był najlepszym w dotychczasowej historii, z rekordową sprzedażą na poziomie 1 232 lokali. Był to zarazem szósty kwartał z rzędu, w którym znaleźliśmy nabywców na co najmniej 1 000 lokali. W całym roku również pobiliśmy rekord, sprzedając 4 448 lokali. Wysoka atrakcyjność i różnorodność naszej oferty sprawiają, że nasze projekty cieszą się dużym zainteresowaniem zarówno wśród klientów korzystających z kredytu, jak i nabywców gotówkowych. W czwartym kwartale transakcje gotówkowe stanowiły 42% całkowitej sprzedaży Grupy – komentuje Mikołaj Konopka, Prezes Zarządu Dom Development.

– Rok 2025 zakończyliśmy również rekordową liczbą przekazań dla klientów detalicznych. W sumie odebrali oni klucze do 4 228 lokali, w tym 1 683 w czwartym kwartale. Razem z segmentem PRS nasz łączny wynik wyniósł 4 325 lokali, co także jest najwyższym rezultatem w naszej historii. W połączeniu ze stabilnymi kosztami wykonawstwa przełoży się to pozytywnie na wyniki finansowe Grupy Dom Development za ubiegły rok, które opublikujemy w marcu. Spodziewamy się, że przewyższą one rekordowe poziomy z 2024 roku. Naszym celem na 2026 rok jest kontynuacja wzrostu i dalsze umacnianie wiodącej pozycji we wszystkich miastach, w których działamy. Konsekwentnie rozwijamy zarówno ofertę, jak i bank ziemi. W czwartym kwartale sfinalizowaliśmy zakup gruntów pod kilka interesujących projektów oraz zabezpieczyliśmy kolejne transakcje – informuje Monika Dobosz, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Finansowy Dom Development.

Warszawa: ceny transakcyjne mieszkań w I połowie 2025 r. – średnio 17 185 zł za mkw.

Znamy transakcyjne ceny warszawskich mieszkań w I poł. 2025 r. Warto sprawdzić, jak wyglądały średnie ceny metrażu w dzielnicach Warszawy.

Niedawno stołeczna agencja nieruchomości NieruchomosciSzybko.pl analizowała dokładnie metraż warszawskich mieszkań sprzedanych w 2024 r. Tak duże opóźnienie analizy wiązało się z faktem, że GUS dopiero jesienią 2025 r. opublikował podsumowane, roczne statystyki z rejestrów cen nieruchomości. Jednak w przypadku samej Warszawy, na podsumowanie informacji przesyłanych przez notariuszy możemy liczyć znacznie szybciej. Warszawski ratusz niedawno poinformował między innymi, ile kosztowały przeciętnie mieszkania sprzedawane na terenie Warszawy w pierwszej połowie 2025 roku. Warto przyjrzeć się informacjom na ten temat – również z uwzględnieniem danych, które dotyczą poszczególnych dzielnic stołecznego miasta. Sytuacji przygląda się Leszek Markiewicz, znany warszawski agent nieruchomości.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Dane na temat cen używanych mieszkań z Warszawy sprzedanych w I poł. 2025 roku, mówią nam więcej niż w przypadku rynku pierwotnego. Pamiętajmy, że w rejestrze cen nieruchomości znajdziemy tylko informacje o przeniesieniach własności gotowych mieszkań deweloperskich dokonanych w danym okresie (bez umów deweloperskich).
  • Zgodnie z danymi stołecznego ratusza, w I poł. 2025 r. przeciętne używane mieszkanie z Warszawy kosztowało 17 185 zł/mkw. To oznaczało spadek względem II poł. 2024 r. (17 797 zł/mkw.) i jednocześnie roczny wzrost w stosunku do I poł. 2024 r. (16 971 zł/mkw.).
  • Stołeczna Białołęka w I poł. 2025 r. była niemal najtańszym warszawskim rynkiem wtórnym ze średnią transakcyjną ceną używanego metrażu na poziomie ok. 13 800 zł/mkw. Znacznie „tańsza” okazała się Wesoła, ale tamtejszy rynek jest bardzo mały.

Poniżej zostały zaprezentowane między innymi dane na temat wszystkich dzielnic Warszawy.

Dane o nowych mieszkaniach niestety mogą zwieść …

Ciekawe informacje na temat cen sprzedaży stołecznych mieszkań w I poł. 2025 roku, pochodzą z lokalnego rejestru cen nieruchomości. To oznacza nie tylko transakcyjny charakter tych statystyk oraz ich wiarygodność popartą aktami notarialnymi, ale również pewne ograniczenie dotyczące rynku pierwotnego. Mianowicie, musimy pamiętać, że rejestr cen nieruchomości w przypadku rynku pierwotnego obejmuje tylko sprzedaż nowych i ukończonych lokali mieszkalnych. Umowy deweloperskie dotyczące dopiero budowanych „M”, nie są uwzględniane w RCN-ie. „Ukończone mieszkania pojawią się w tej bazie (jako sprzedane) dopiero wtedy, gdy po zakończeniu budowy dojdzie do przeniesienia ich własności w ramach wykonania umowy deweloperskiej” – tłumaczy Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Średnia cena 1 mkw. zależy od preferencji nabywców

Opisywana wyżej sytuacja tłumaczy, dlaczego w pierwszej połowie 2025 r. średnia transakcyjna cena 1 mkw. stołecznego mieszkania deweloperskiego (15 120 zł) była wyraźnie mniejsza od analogicznej średniej z rynku wtórnego (17 185 zł). Po prostu, na rynku pierwotnym w I i II kw. 2025 r. dość często przenoszono własność tych mieszkań, w przypadku których umowy deweloperskie były zawierane na nieaktualnych obecnie warunkach cenowych (np. z I poł. 2023 r.). „Statystyki dotyczące stołecznego rynku wtórnego są zatem bardziej reprezentatywne” – uważa Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Analizując nieco głębiej statystyki dotyczące rynku wtórnego z Warszawy widzimy, że w I poł. 2025 r. używane stołeczne mieszkanie miało średnią cenę sprzedaży wynoszącą 17 185 zł/mkw. Tym samym, widoczny był spadek względem II poł. 2024 r. (17 797 zł/mkw.) i jednocześnie roczny wzrost w stosunku do I poł. 2024 r. (16 971 zł/mkw.). Powyższe zmiany dobrze korespondują z sytuacją rynkową. Mianowicie, w drugiej połowie 2024 r. widoczny był większy udział zamożniejszych nabywców na rynku lokali mieszkalnych. Z kolei poprawa warunków kredytowych już w I poł. 2025 r. zachęciła nieco mniej majętnych nabywców mieszkań. „Warto pamiętać, że na średnią transakcyjną stawkę za 1 mkw. prócz trendów cenowych (podwyżki/obniżki) wpływa popularność lokali z różnych segmentów rynku” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Białołęka pozostaje „najtańsza” wbrew statystykom?

Średnia cena 1 mkw. lokali mieszkalnych sprzedanych w Warszawie jest oczywiście wypadkową średnich wyników z poszczególnych dzielnic oraz ich udziału w całym obrocie rynkowym. Dzięki danym z wykresu wiemy, jak wyglądała w poszczególnych częściach Warszawy średnia transakcyjna cena 1 mkw. używanych mieszkań z I poł. 2025 r. Poniższy wykres przedstawia dane, których źródłem podobnie jak poprzednio jest Biuro Strategii i Analiz Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Wykres obejmuje wyłącznie używane mieszkania – z przyczyn, o których była mowa już wcześniej. Mówimy o średniej cenie transakcyjnej dotyczącej wszystkich używanych mieszkań, a więc niezależnie od metrażu” – dodaje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Zgodnie z przypuszczeniami, najdroższym używanym metrażem (średnio ok. 23,3 tys. zł) w I poł. 2025 r. cechowało się warszawskie Śródmieście. Próg 20 tys. zł za 1 mkw. przekroczył jeszcze tylko Żoliborz, a Wilanów zatrzymał się na tej granicy. Stołeczną średnią ze względu na spory obrót rynkowy podwyższały również takie stosunkowo „drogie” dzielnice, jak Mokotów oraz Wola (średnia cena 1 mkw. – ok. 18,5 tys. zł). Na przeciwnym biegunie znajdziemy wyjątkowo „tanią” Wesołą (12,1 tys. zł). Trzeba jednak pamiętać, że tamtejszy rynek mieszkaniowy jest mały. Zupełnie inna sytuacja dotyczy Białołęki, w której używany metraż również jest znacznie tańszy od warszawskiej średniej (wynik z I poł. 2025 roku – ok. 13,8 tys. zł), a wielkość oferty rynkowej nie pozostawia pola do narzekań. „Osoby poszukujące niedrogich jak na warunki warszawskie używanych mieszkań, powinny również zwrócić uwagę chociażby na ofertę z Ursusa i Targówka” – podsumowuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

transakcyjne ceny warszawskich mieszkań w I poł. 2025

2026 na rynku mieszkaniowym: ostrożny optymizm, selektywny popyt i presja kosztowa

Jakie są prognozy dotyczące popytu na nowe mieszkania w 2026 roku? Co będzie mu sprzyjało, a jakie czynniki będą go ograniczać? Czy możliwości nabywcze kupujących zwiększają się? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Najbliżej nam do prognozy, która przewiduje stabilny rynek z tendencją do wyraźniejszego ożywienia popytu począwszy od 2. kwartału 2026 roku. Będzie to czas, gdy pozytywny impakt dadzą efekty już dokonanych i jeszcze spodziewanych obniżek stóp procentowych. Będzie to zdecydowanie kluczowy czynnik pro popytowy.

Zainteresowanie kupnem nowych mieszkań nadal wspierać będą atrakcyjne promocje deweloperów, co działa mocno stymulująco na rynek już od prawie roku. Jednakże wraz ze stopniowym wyczerpywaniem się oferty rabatów może być coraz mniej, a klienci będą szybciej finalizować transakcje.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W ostatnich miesiącach możliwości nabywcze kupujących wzrosły, poprawiła się zdolność kredytowa i wzrósł poziom wynagrodzeń, przy jednoczesnej stabilizacji cen mieszkań. W 2026 roku spodziewamy się dalszego, stopniowego wzrostu sprzedaży. Kluczowym czynnikiem, napędzającym popyt, zarówno wśród klientów kredytowych, jak i inwestycyjnych będą kolejne obniżki stóp procentowych. Wyzwaniem pozostaną z kolei relatywnie wysokie koszty kredytu na tle Unii Europejskiej, które wciąż ograniczają dostępność finansowania w przypadku części nabywców.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przewidujemy, że 2026 będzie początkiem ożywienia na rynku nowych mieszkań w związku z dokonanymi i planowanymi obniżkami stóp procentowych. Będzie to rok stabilnych cen i poziomu sprzedaży.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Obecne prognozy na 2026 rok sugerują, że popyt na mieszkania powinien utrzymywać się na stabilnym poziomie, a ceny w dużych miastach nadal będą rosły, choć już bardziej umiarkowanie, w granicach 3-5 proc. rocznie. Największym wsparciem dla rynku pozostaje poprawa zdolności kredytowej po obniżkach stóp procentowych, co w ostatnich miesiącach przełożyło się na realny wzrost możliwości nabywczych kupujących.

Warto jednak pamiętać, że na popyt coraz mocniej wpływają czynniki, które nie zależą od bieżących decyzji banku centralnego. To przede wszystkim zmiany demograficzne, rosnące oczekiwania co do jakości mieszkań i otoczenia oraz regulacje, takie jak reforma planowania przestrzennego czy wyższe standardy energetyczne i środowiskowe. Te procesy mogą ograniczać podaż i podnosić koszty realizacji inwestycji, co z kolei sprzyja dobrze zlokalizowanym projektom i pogłębia różnice cenowe między miastami i dzielnicami.

W efekcie rynek w 2026 roku będzie kształtowany nie tylko przez „twarde” dane makro, ale także przez to, jak deweloperzy i kupujący odnajdą się w nowych realiach, większych wymaganiach regulacyjnych i oczekiwaniu wyższej funkcjonalności mieszkań.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Zakładamy, że popyt w 2026 roku będzie około 10 procent wyższy niż w 2025 roku. Widzimy, że sprzedaż już jest bardziej dynamiczna niż w poprzednich miesiącach. Wynika to z dobrej koniunktury gospodarczej oraz ze stopniowego spadku stóp procentowych, które powodują, że kredyty hipoteczne są bardziej dostępne.

Edyta Kołodziej, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Gdy zastanawiam się dzisiaj nad skalą popytu na mieszkania, jaką nasz rynek może rzeczywiście wygenerować, skłaniam się do wniosku, że czeka nas okres „podwyższonej normalności”. Nie przewiduję gwałtownego boomu, ale raczej rozszerzoną falę popytu, bardziej zorganizowaną, lepiej finansowaną i mniej impulsywną. Z danych za czwarty kwartał 2025 roku widać, że wiele gospodarstw domowych, przy niższych stopach procentowych i korzystniejszych warunkach kredytowych, ruszyło po zakup mieszkania.

Wniosków kredytowych znacząco przybyło, a nowy system scoringowy wprowadzany przez Biuro Informacji Kredytowej dodatkowo poprawia perspektywy wielu potencjalnych nabywców. W efekcie znacznie wzrosła zdolność kredytowa nabywców mieszkań. Realna szansa na nabycie „własnego M” staje się bardziej dostępna dla szerszego grona Polaków.

Wzrost popytu będzie jednak sterowany bardziej niż wcześniej przez zdrowe podstawy: chęć stabilizacji, aspiracje mieszkaniowe, ale i rozsądek finansowy. Nie spodziewam się gwałtownej fali spekulacyjnych zakupów, lecz raczej konsekwentnego, rozsądnego ruchu kupujących. Liczba zawieranych transakcji może jednak utrzymać się na poziomie wyższym niż średnia z ostatnich kilku lat.

Popyt hamować będą ograniczenia związane z podażą oraz kosztem mieszkań. Jeśli deweloperom nie uda się zdynamizować realizacji nowych projektów popyt napotkać może barierę podaży. To z kolei może prowadzić do wzrostu cen, co obniży dostępność mieszkań.

W mojej ocenie, popyt na mieszkania w 2026 roku będzie większy niż w ostatnich latach, ale co istotne, będzie to popyt przemyślany, selektywny i rozłożony w czasie. Dla tych, którzy mają stabilne finanse, dobrą historię kredytową i odpowiedni wkład własny pojawi się wreszcie realna i korzystna możliwość zakupu. Dla tych, którzy nie spełnią tych kryteriów rynek może pozostać poza zasięgiem. Rok 2026 zapowiada się więc jako rok, w którym zdolność nabywcza znaczącej części Polaków wzrośnie, a popyt ma szansę być jednym z najmocniejszych od wielu lat.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Jeżeli chodzi o popyt na mieszkania w 2026 roku, szacujemy, że utrzyma się on na poziomie zbliżonym do tego, który obserwujemy w czwartym kwartale 2025 roku, z delikatnym, kilkunastoprocentowym wzrostem. Nie spodziewamy się jednak wielkiego odbicia, a raczej stopniowej, stabilnej poprawy. Czynnikami, które mogą sprzyjać wzrostowi popytu, są przede wszystkim możliwe w drugiej części roku obniżki stóp procentowych. Jeżeli faktycznie do nich dojdzie, poprawi to dostępność kredytów mieszkaniowych i przełoży się na większą aktywność kupujących.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

W 2026 roku spodziewamy się, że popyt na mieszkania utrzyma się na wysokim lub umiarkowanie wysokim poziomie, przede wszystkim dzięki poprawiającej się sytuacji finansowej gospodarstw domowych i stabilizacji warunków makroekonomicznych. Już w 2025 roku widzimy wyraźne ożywienie. Liczba wniosków o kredyty hipoteczne rośnie dynamicznie, co potwierdza, że kupujący wracają na rynek po okresie niepewności, związanej z wysokimi stopami procentowymi.

Popytowi sprzyjać będzie przede wszystkim spadek kosztu kredytu i rosnąca dostępność finansowania. Obniżki stóp procentowych w ostatnich kwartałach znacząco zwiększyły zdolność kredytową Polaków, a stabilny rynek pracy i wzrost wynagrodzeń dodatkowo poprawiły możliwości nabywcze wielu gospodarstw domowych. Jednocześnie należy pamiętać, że w Polsce nadal istnieje strukturalny deficyt mieszkań, szczególnie w największych miastach, co będzie utrzymywać silny popyt, zarówno w segmencie własnościowym, jak i inwestycyjnym.

Czynnikiem, który może ograniczać dynamikę popytu, są przede wszystkim wysokie ceny mieszkań i presja kosztowa w budownictwie, które mogą prowadzić do ograniczonej podaży nowych projektów.

Podsumowując, możliwości nabywcze kupujących w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosły, co w połączeniu z niedoborem mieszkań i stabilizacją makroekonomiczną pozwala oczekiwać, że w 2026 roku popyt pozostanie silny. Najbardziej aktywni będą kupujący w dużych miastach oraz nabywcy, poszukujący mieszkań jako inwestycji długoterminowej. Natomiast segment niższych cenowo nieruchomości będzie nadal najbardziej wrażliwy na koszty kredytu, poziom cen oraz dostępność podaży.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Zakładamy, że w 2026 roku popyt będzie utrzymywał się na stabilnym, choć bardziej zróżnicowanym poziomie niż w latach dynamicznego wzrostu. Sprzyjać mu będzie poprawiająca się dostępność kredytów, niższa inflacja oraz naturalny popyt wynikający z migracji do dużych miast i zmian demograficznych. Widzimy już, że zdolność kredytowa części kupujących wzrosła, a zainteresowanie finansowaniem hipotecznym jest wyraźnie większe niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Jednocześnie popyt ograniczać będą zmiany w uldze mieszkaniowej, co może osłabić zakupy inwestycyjne, a konkurencja rynkowa wydłuża proces decyzyjny po stronie klientów. W 2026 roku przewagę rynkową tworzyć będzie dobra lokalizacja, funkcjonalny metraż i przejrzysta komunikacja projektowa.

W naszej ocenie rynek zmierza w stronę większego pragmatyzmu po stronie nabywców. Możliwości zakupowe poprawiły się, ale decyzje są bardziej świadome i oparte na porównaniu wielu ofert. Ten kierunek będzie dominował także w 2026 roku.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Szacujemy, że popyt na mieszkania pozostanie stabilny lub umiarkowanie wzrośnie. Będzie temu sprzyjać, zarówno rosnąca siła nabywcza kupujących, większa dostępność kredytów oraz inwestycyjny charakter zakupu mieszkań w dużych miastach. Możliwości nabywcze klientów zauważalnie wzrosły w ostatnich miesiącach dzięki stabilizacji stóp procentowych oraz poprawie wynagrodzeń realnych. Z kolei ograniczeniem, z którym rynek będzie się mierzył będą rosnące koszty budowy.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

W 2026 roku spodziewamy się, że popyt na mieszkania we Wrocławiu pozostanie na stabilnym, a nawet lekko rosnącym poziomie. Rynek już dzisiaj pokazuje wyraźne ożywienie, a ostatnie miesiące przyniosły wzrost możliwości nabywczych klientów, przede wszystkim dzięki poprawie warunków kredytowych i stopniowym obniżkom stóp procentowych. To realnie zwiększyło dostępność finansowania oraz pozwoliło wielu rodzinom wrócić do rozmów o zakupie własnego mieszkania.

Popytowi w 2026 roku sprzyjać będzie niższe oprocentowanie kredytów, silne zapotrzebowanie na mieszkania w dynamicznie rozwijającym się mieście, jakim jest Wrocław oraz wysoka atrakcyjność nowych inwestycji. Oczywiście rynek będzie mierzył się także z wyzwaniami. Największym ograniczeniem może okazać się niewystarczająca podaż nowych mieszkań, co jest efektem mniejszej liczby rozpoczętych projektów w ostatnich latach. Jeśli tempo wprowadzania nowych inwestycji nie przyspieszy, dostępność lokali może stać się jednym z głównych czynników kształtujących rynek.

Podsumowując, w 2026 roku popyt na mieszkania powinien utrzymywać się na stabilnym poziomie. Poprawiające się możliwości finansowe kupujących i rosnące potrzeby mieszkaniowe Wrocławia będą silnym motorem rynku, a ograniczona podaż sprawi, że dobrze zaprojektowane inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach mogą cieszyć się szczególnie dużym zainteresowaniem.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Oczekujemy stabilnego popytu, wzmocnionego migracją do dużych ośrodków, rosnącymi wynagrodzeniami i dynamicznym rynkiem najmu. Popyt ograniczać mogą wysokie koszty budowy i niedobór atrakcyjnych gruntów. Możliwości nabywcze kupujących wzrosły dzięki poprawie dochodów i większej dostępności finansowania.

Kurs dolara ignoruje słabszy ADP, bo Fed studzi oczekiwania na obniżki stóp

Amerykańską walutę po słabszych danych ratują spekulacje na temat oddalających się obniżek stóp. Inflacja w strefie euro bez niespodzianek, za to w Czechach okazała się niższa od prognoz. Wiadomości z Wenezueli przebijają się na pierwsze strony, ale część z nich przypomina science fiction.

Dane z USA straszą

Wczoraj poznaliśmy kolejny pakiet danych. Najważniejszym z nich był słabszy od oczekiwań raport ADP, pokazujący szacowaną zmianę zatrudnienia w USA. 41 tysięcy to niby dobry wynik, ale problem w tym, że rynek oczekiwał 48 tysięcy. Warto też zwrócić uwagę, że od kiedy obecna administracja zaczęła walkę z nielegalnymi imigrantami, te odczyty wyglądają bardzo słabo. Jednocześnie populacja USA – w przeciwieństwie do Polski – cały czas rośnie. W XXI wieku średnio o 0,8%. To sugeruje, że jeżeli wśród przybyszów procent aktywnych zawodowo jest zbliżony do dotychczasowej populacji, to co roku na rynek pracy trafiało średnio 1,5 mln osób. Na tym tle przyrost o 41 tysięcy miesięcznie nie jest rozwiązaniem. Do tego warto dodać, że wczorajsze dane o zamówieniach również nie zachwyciły. To, co przeważyło, to wystąpienia członków FED oddalające obniżki stóp w USA. W rezultacie wczoraj amerykańska waluta delikatnie umacniała się względem euro, pomimo słabszych danych.

Inflacja w Europie

Wczoraj dane na temat inflacji podali Czesi. W skali roku ceny rosną ponownie o 2,1%, tak jak w listopadzie, podczas gdy analitycy spodziewali się przyspieszenia do 2,3%. Taki odczyt znów otwiera dyskusję na temat możliwej obniżki głównej stopy procentowej w Pradze, obecnie na poziomie 3,5% To właśnie z powodu tych danych widzieliśmy wczoraj przecenę korony czeskiej. Bez niespodzianek natomiast odbyło się w strefie euro – miało być 2% i było 2%. Trzeba jednak pamiętać, że jest to wynik uśredniony dla całej UE. W ramach tego organizmu są jednak kraje z inflacją powyżej 4% jak Estonia oraz państwa z deflacją, takie jak Cypr czy Finlandia. W rezultacie EBC prowadzi politykę środka dopasowaną do wspomnianej średniej. Ten odczyt ma jednak jeszcze jedną cechę – nie zaskakuje on rynków. Większość jego składowych jest znana rynkom wcześniej; wyjątkiem są dane z Włoch, które publikowane są równolegle. W efekcie sam komunikat nie wywołuje większych zmian kursów walut.

Wenezuelskie bitcoiny jak złoty pociąg?

Na rynku pojawiła się informacja, jakoby Wenezuela posiadała rezerwy bitcoina odpowiadające wciąż ponad 50 mld dolarów. Miałby to być efekt kilku działań: zamiany rezerw złota na bitcoina w 2018 roku, przyjmowania płatności za ropę w kryptowalutach w celu ominięcia sankcji oraz regularnego konfiskowania prywatnego sprzętu do wydobywania kryptowalut, który powodował problemy z prądem w kraju. Gdyby ta historia była prawdziwa, kraj ten mógłby spłacić niemal 1/3 swojego zadłużenia. Otwarte pozostaje jednak pytanie, jak rynki poradziłyby sobie z tak dużą wyprzedażą kryptowalut. Mogłoby to spowodować olbrzymią przecenę. Z drugiej strony wielu analityków wskazuje, że jeśli państwo naprawdę zamieniło w korzystnym momencie złoto na bitcoina, to szansa na to, że całość tych zasobów wciąż pozostaje w jego posiadaniu, jest niewielka. Musimy pamiętać, że Wenezuela od lat zmaga się z olbrzymimi problemami gospodarczymi oraz korupcją. To właśnie ten drugi argument uspokaja rynki. Jak pokazuje bowiem historia, wiele wysoko postawionych polityków miało łatwość do korzystania z majątku państwowego. Biorąc jednak pod uwagę, ile warte jest 600 000 BTC, temat pewnie będzie wracał co jakiś czas – być może nie tak długo, jak legenda „złotego pociągu” w Polsce, ale z pewnością jeszcze nie raz.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Należy też pamiętać, że publikowany dziś o 14:30 odczyt handlu zagranicznego w USA to zaległe dane za październik, opóźnione z powodu zamknięcia rządu, a nie bieżąca informacja o aktualnej sytuacji.

Odchodzenie od dolara przyspiesza: złoto drugim filarem rezerw banków centralnych

Za nami wyjątkowy rok na rynku złota, które powinno nadal drożeć. Jego rekordowa cena to efekt niepewności wśród inwestorów, a wycenę podbiła tzw. ulica. Podwyższona niepewność pozostaje na rynkach, a więc w nowym roku przed nami nowe rekordy cenowe.

W 2025 r. złoto zaliczyło ponad pięćdziesiąt historycznych maksimów. Jego cena przebiła psychologiczne bariery, najpierw 3 tys. USD, a następnie 4 tys. za uncję. Złoto zakończyło rok 70% wzrostem liczą od początku roku.

Na kontraktach terminowych rekordowa cena złota to 4 581 USD za uncję, a najniższa cena w 2025 r. to 2 626 USD. Tuż po świętach złoto zaczęło tracić (korekta o ca 200 USD), ale z początkiem 2026 r. jego cena znów rosła (szybko odrabiając 100 USD spadku).

– Złoto zyskiwało ze względu na ogromną niepewność, a w takich sytuacjach ulica w pewnym momencie podąża za niektórymi trendami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – To był rok kontrowersyjnych działań D.Trumpa, a choć w sumie prezydent USA nie wprowadził bardzo negatywnych scenariuszy na rynki finansowe, to jednak inwestorzy tym bardziej patrzyli na złoto jako na bezpieczną przystań.

Złoto było więc barometrem niepewności, reagującym na napięcia geopolityczne, politykę pieniężną i osłabienie zaufania do najważniejszych walut, a do wzrostu cen złota przyczyniły się bardzo banki centralne, wśród nich NBP.

Banki centralne kupiły w pierwszych trzech kwartałach 634 tony złota netto, a to oznacza, że dynamika zakupów zdecydowanie przewyższała długoterminową średnią. Dla coraz większej liczby banków centralnych złoto stało się drugim po dolarze filarem rezerw.

Rok 2025 był kolejnym etapem stopniowego odchodzenia od dolara, a złoto zyskało na tej dywersyfikacji aktywów. Jak wynika z raportów Światowej Rady Złota, coraz więcej banków centralnych deklaruje chęć ograniczania udziału dolara w rezerwach, zastępując je złotem.

– Dolar amerykański stał się niepewną walutą ze względu na działania D.Trumpa – dodaje ekspert XTB. – Do wzrostów na zlocie przyczyniły się też obniżki stóp procentowych w wykonaniu wielu banków centralnych. Inwestorzy szukali też alternatyw do bardzo rozgrzanego rynku akcji firm zajmujących się sztuczną inteligencją i do kryptowalut.

Nie powinniśmy natomiast przywiązywać nadmiernej wagi do roli, jaką odegrała ulica. Wsiadła do pociągu inwestycyjnego, gdy był rozpędzony, a wysiadała przy październikowej korekcie. Dla doświadczonych inwestorów nie było to zaskoczeniem. Najważniejsza była – i najważniejszą jest – ogromna niepewność.

– Inwestorzy obawiają się kto zostanie nowym szefem Fed i oto, czy na giełdzie powstała nowa bańka Technologiczna – komentuje M.Stajniak z XTB. – Dla mnie bazowy scenariusz na 2026 r. to dojście ceny złota do poziomu co najmniej 4 800 USD za uncję, a trajektoria złota będzie ponownie dość zmienna.

Na polskim rynku cena złota po raz pierwszy przekroczyła 16 tys. zł za uncję. To wzrost o 48% od stycznia 2025 r., a więc był niższy niż w dolarach ze względu na wzmocnienie złotego wobec waluty USA.

Kurs dolara rośnie. USD/PLN wraca powyżej 3,60 zł

W środę amerykańska waluta umacnia się na forex. Jednak bezpośrednią przyczyną nie jest jedynie wzrost ryzyka geopolitycznego związanego z ostatnimi wydarzeniami w Wenezueli, groźbami Trumpa skierowanymi w stronę Grenlandii czy obawami przywódcy Kuby. Te informacje rynek walutowy oczywiście zauważa, jednak zdaje się je dobrze filtrować i nie popada w panikę. W tym otoczeniu względnie dobrze radzi sobie złoty, choć kurs USD/PLN wraca powyżej 3,60 PLN. Inflacja w Czechach i Australii spada, jednak reakcje na tamtejszych walutach są zupełnie odwrotne, dlaczego?

Obraz forex po święcie

Z racji wczorajszego Święta Trzech Króli obchodzonego w Polsce, Rumunii, Słowacji i Szwecji rynki w tych krajach były zamknięte. Mimo braku krajowych inwestorów, złoty we wtorek radził sobie względnie dobrze, a poniedziałkowe osłabienie na forex nie było kontynuowane. Ruch boczny trwa także dziś. Kurs EUR/PLN do południa oscylował przy 4,21 PLN, USD/PLN był delikatnie powyżej 3,60 PLN, a GBP/PLN poniżej 4,87 PLN. Względną siłę złotego mogliśmy natomiast obserwować na wykresie CHF/PLN, który śmiało spogląda w kierunku 4,52 PLN (wczoraj 4,54 PLN).

Nieco więcej działo się wczoraj na głównej parze walutowej świata – dolar odrobił poniedziałkowe starty. Notowania EUR/USD we wtorek o poranku sięgały 1,174 USD, a wieczór kończyliśmy przy 1,168 USD. Przy tych poziomach pozostawaliśmy też przez całe środowe przedpołudnie. Wskazane umocnienie waluty zza oceanu wynikało z kilku czynników. W tym czasie w strefie euro odnotowano spadki dynamiki cen. Wczoraj dowiedzieliśmy się o głębszej od oczekiwanej zniżce inflacji w Niemczech z 2,3% r/r do 1,8% r/rw (konsensus 2% r/r). Poniżej prognoz wypadły także dane z Francji. Natomiast dziś w strefie euro odnotowano spadek wskaźnika HICP z 2,1% r/r do 2% r/r oraz inflacji bazowej HICP (bez energii i żywności) z 2,4% r/r do 2,3% r/r. Niższe tempo wzrostu cen nie wspiera wspólnej waluty, gdyż nie wymusza na EBC podwyższania kosztu pieniądza – z czego skorzystał dolar. Do tego dochodzi kwestia poziomu stóp procentowych w USA. Zgodnie z narzędziem FedWatch Tool, kolejna redukcja w USA ma nastąpić dopiero w kwietniu, co również dodaje sił dolarowi.

Inflacja w Czechach

Poza danymi inflacyjnymi ze strefy euro, dziś poznaliśmy także publikację tempa wzrostu cen za naszą południową granicą. Rynki spodziewały się odbicia inflacji konsumenckiej w Czechach z 2,1% r/r do 2,3% r/r. Ostatecznie wskaźnik ten pozostał na poziomie 2,1% r/r. Co więcej, w ujęciu miesięcznym mamy deflację. Ceny w grudniu, podobnie jak w listopadzie, spadły średnio o 0,3% m/m. Rynek spodziewał się spadku, ale „tylko” o 0.1% m/m. Ostatecznie dane były niższe od prognozowanych, co wywarło presję na koronie. Po publikacji kurs CZK/PLN spadł z 0,1742 PLN do 0,1739 PLN (umocnienie PLN). W dalszej części sesji nie nastąpiło odreagowanie, a wręcz pogłębienie zniżek do 0,1737 PLN w okolicach południa. Czeska waluta dziś o poranku straciła dziś także do unijnej czy amerykańskiego dolara – równo po 0,31%.

Dlaczego spadek inflacji nie osłabił „aussie”?

Środowa sesja przyniosła także inflacyjne zaskoczenie po drugiej części globu. W Australii odnotowano spadek cen konsumenckich z 3,8% r/r do 3,4% r/r. Zaskoczeniem jest rozjazd względem prognozy, mówiącej o zejściu do „jedynie” 3,7% r/r. Mimo nieoczekiwanej skali zniżki, dolar australijski nie osłabił się na forex, a wręcz chwilowo się umocnił. Ma to związek z polityką monetarną Banku Rezerwy Australii, który ostatnio poinformował o zakończeniu cyklu obniżek stóp. Pewność braku dalszej redukcji kosztu pieniądza rozwiewa więc ewentualne obawy rynkowe. Dodatkowo, jest to potwierdzenie trafności decyzji RBA, gdyż inflacja dalej nie rośnie, a nawet spada. Innym aspektem jest także fakt, że AUD należy do koszyka walut surowcowych. Wzrost cen metali z ostatnich 12 miesięcy to również solidny fundament dla AUD, chroniący „aussie” przed stratami w newralgicznych momentach. Po dzisiejszych danych dolar australijski delikatnie umocnił się na forex, jednak w dalszej części sesji wrócił do poziomów sprzed publikacji. Kurs AUD/PLN o godzinie 14:00 to 2,43 PLN.