Pandemia przyspieszyła zmiany na rynku reklamy. Coraz mocniej w przekazach reklamowych będą wykorzystywane sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość

Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja, marketing oparty na danych i optymalizacja wyszukiwarek głosowych były ambitnymi koncepcjami. Dziś te innowacyjne trendy w marketingu cyfrowym należą do najważniejszych priorytetów większości właścicieli firm w 2021 roku. Reklama przeniosła się do internetu, a przyspieszyła to pandemia. Raport Global Data Market Size Online Advertising Network wskazuje, że reklamodawcy przeznaczą rekordowe kwoty na cyfrowy marketing oparty na danych. – Futurologia staje się dzisiaj rzeczywistością – ocenia Adam Wojdyło, partner w firmie Questpass.

– Rynek reklamy online w 2020 roku zmienił się gigantycznie. Wszystko, co było wcześniej, nagle przyspieszyło – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Wojdyło. – Wszystkie innowacje, które były pochowane w szufladach, dopiero przygotowywane, przyspieszyły, mamy podcasty, webinary, biblioteki pootwierane zewsząd, w związku z tym nagle nastąpił wielki wysyp technologii w każdej branży.

Pandemia sprawiła, że rzeczywistością stało się to, co jeszcze niedawno wydawało się daleką przyszłością branży reklamowej. Przyspieszyło wdrażanie nowych technologii, przede wszystkim opartych na sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości. Jak wskazano w raporcie IAB, ma to duży związek z erą „post-cookie” – zgodnie z zapowiedzią firmy Google, która przed 2022 rokiem ma zaprzestać używania plików cookie innych firm w przeglądarce Chrome. Pojawiają się inne rozwiązania, które mają zastąpić „ciasteczka”, jak IndexedDB czy Web SQL. To jednak dopiero początek.

– Rok 2020 to też potwierdzenie, że sztuczna inteligencja i wszystkie działania, o których tylko wspominaliśmy kiedyś i uznawaliśmy za futurystyczne, nagle nabrały rozmachu. Dzisiaj targetujemy na bazie zachowań internautów, mamy wirtualnych sprzedawców i badamy, jak się te zachowania będą miały w stosunku do nowych technologii, które zaczynają być wdrażane w życie – zaznacza partner w firmie Questpass.

W skutecznej reklamie pomaga też sztuczna inteligencja, która przewiduje zachowania konsumenta i jego nastrój i w zależności od tego proponuje mu konkretne produkty. Z personalizacji korzysta coraz więcej firm. EasyJet uruchomiło kampanię e-mailową opartą na danych, która wykorzystuje historię podróży klientów z liniami lotniczymi do tworzenia spersonalizowanych historii, sugerujących następnie, dokąd chcieliby tym razem podróżować. Wysłano 12,5 mln unikalnych wiadomości, które miały o 25 proc. wyższy współczynnik klikalności niż niespersonalizowane maile.

Cadbury&HASH39;s stworzyło spersonalizowaną kampanię wideo, która dopasowuje smak mleka do użytkowników na podstawie danych z ich profilu na Facebooku (wiek, zainteresowania i lokalizacja). Kampania wygenerowała 65-proc. współczynnik klikalności.

– Dobór reklamy będzie związany nie tylko z potrzebą zaangażowania, lecz także z ogromnymi możliwościami, które daje szybkość przekazu, w tym technologia 5G i możliwość interakcji z użytkownikiem. Dzisiaj marka chcąc zaistnieć w świecie klienta, musi z nim rozmawiać. I nie będzie rozmawiać tylko na papierze, poprzez tekst, ale też poprzez wirtualnych asystentów. Już dzisiaj rozmawia np. poprzez wirtualne okulary, ale rozmowa to także sprawdzanie informacji o użytkowniku i podawanie na ich podstawie indywidualnych ofert – wskazuje Adam Wojdyło. – Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy widzieć elementy wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji wpasowanej w odbiór i w przekaz 1:1.

Raport Hootsuite „Social Trends 2021” wskazuje z kolei, jak wydarzenia z 2020 roku zmieniły priorytety marek w marketingu w mediach społecznościowych na 2021 rok. Z ankiety wśród marketerów wynika, że tylko od lipca do września 2020 roku zasięg reklamowy na Instagramie wzrósł o 7,1 proc., chociaż cały czas to Facebook jest postrzegany przez 78 proc. marek jako najefektywniejszy sposób osiągania celów biznesowych. Ponad 60 proc. planuje zwiększyć swoje budżety na Instagram w nadchodzącym roku, a na kanale YouTube – 45 proc.

– Nowe technologie to też wiele nowych możliwości przesyłania danych, wszelkie możliwe dostępy do szybkich transferów umożliwiają kompletnie nowe podejście do wielu dziedzin, również reklamowych. W 2020 roku z YouTube’a korzystało już 24 mln Polaków, co oznacza, że wszystko, co oparte kiedyś na linearnej telewizji, wymaga kompletnie nowego podejścia – przekonuje ekspert. – Około 8 mln osób w Polsce to liteviewerzy, korzystający poniżej 40 minut dziennie z telewizji linearnej, której średnia oglądalność to 4 godziny. Tym samym, żeby do nich dotrzeć, musimy wymyśleć nowe insighty, nowe technologie, żeby skupić na sobie ich uwagę. Internet otwiera tu całe pasmo możliwości.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 8.02 – 12.02.2021

Tempo realizacji programów szczepień stało się ważnym czynnikiem dla oceny gospodarek i wpływającym na interpretację danych makro. Poprawa w danych w USA i imponujące tempo szczepień w Wielkiej Brytanii dają wsparcie dla dolara i funta, podczas gdy problemy z dostawami w Eurolandzie szkodzą euro. Nierówne postępy ożywienia generują wątpliwości oraz zmienność i potrzeba czasu, zanim wróci zaufanie do globalnego trendu relacyjnego.

Przyszły tydzień: CPI z USA, Powell z Fed, produkcja z Eurolandu, Sentix, PKB z Wlk. Brytanii/Polski

USA

Przy dobijającym dolarze i powracającej dyskusji o wcześniejszym temperowaniu programu skupu aktywów Fed, dale o styczniowej inflacji CPI z USA (śr) będą przyciągać uwagę. Pandemiczne warunki wpływają na duże wahania cen (używanych samochodów, wynajmu i pokoi hotelowych), co będzie ważyć na odczycie i utrudnia analizę trendu. Indeks nastrojów małych firm (wt) prawdopodobniej pokaże skromny wzrost na fali optymizmu biznesu przy spadku niepewności politycznej. Przyszły tydzień przynosi przemówienie prezesa Fed Powella w Economic Club of New York (śr). Nie oczekujemy zmiany retoryki i oddalenie spekulacji odnośnie wcześniejszego zakończenia QE może osłabiać USD.

Strefa euro

W Europie dane będą skrupulatnie oceniane pod kątem wpływu restrykcji i konsekwencji dla tempa ożywienia w pierwszym półroczu. Po grudniowej produkcji przemysłowej (pt) oczekuje się spadku o ok. 1 proc., choć odczyty PMI dla sektora powyżej 50 pkt. pozwalają zachować optymizm na przyszłość. Indeks nastrojów inwestorów Sentix (pon) może spadać przez obawy o słabe tempo szczepień. Wzrost oznaczałby, że inwestorzy uważają, że najgorsze już minęło. Gorsze dane będą miały większy wpływ na wycenę euro. Rynek będzie też śledził postępy w przywróceniu stabilności we włoskiej polityce.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy wstępne szacunki PKB za IV kw. Czasowe zniesienie lockdownu w grudniu przed świętami pomogło w odbiciu sprzedaży detalicznej i pozwoliło na uwolnienie odroczonego popytu za listopad. To powinno wpłynąć na wzrost PKB w ostatnim miesiącu 2020 r. i netto przynieść skromny wzrost gospodarczy względem III kw. GBP pozostaje wsparty mniej gołębim przekazem BoE i postęp szczepień na Wyspach, ale efekt ten wkrótce powinien wygasać i być neutralizowany słabością danych makro.
Szwedzki Riksbank powinien utrzymać stopę repo bez zmian (decyzja w środę), ale bank pozostawi otwartą furtkę dla obniżki. Dystrybucja szczepionki pozwala na zachowanie oczekiwań na odbicie gospodarcze w drugiej części roku, choć przełom grudnia i stycznia przyniósł pogorszenie w danych. Taki mix może wpłynąć na utrzymanie gołębiego wydźwięku.

Polska

Po tym, jak GUS podał szacunki PKB dla całego 2020 r. (-2,8 proc. r/r) można szacować, że w IV kw. dynamika wyniosła -2,8 proc. (pt.). Dane nie powinny być istotnym czynnikiem dla rynku złotego. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko walczy o utrzymanie poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do pozytywnego nastawienia względem złotego i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47-4,48 w kolejnych dniach. Na zahamowanie osłabienia złotego dobrze wpływa też deklaracja prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stabilizacja stóp procentowych jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak UE odchodzi od modelu „kup, zużyj i wyrzuć” na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym

Obecny kryzys uwidocznił słabości łańcuchów dostaw, zasobów i wartości, uderzając w małe i średnie firmy oraz całe gałęzie przemysłu. W tym kontekście na znaczeniu zyskuje model tzw. gospodarki o obiegu zamkniętym, którego wdrożenie może ograniczyć emisję CO2, a jednocześnie umożliwić dalszy rozwój gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy.
Z analiz UE wynika, że jeśli nadal będziemy eksploatować zasoby, tak jak teraz, to do 2050 r. będziemy potrzebować zasobów trzech Ziem. Skończone zasoby i kwestie klimatyczne wymagają przejścia od społeczeństwa typu „weź, zużyj i wyrzuć” do neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla, zrównoważonej środowiskowo, wolnej od toksyn i całkowicie „cyrkularnej” gospodarki do 2050 r.

Co to jest gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ)?

Gospodarka o obiegu zamkniętym to model produkcji i konsumpcji, który obejmuje dzielenie się, pożyczanie (leasing), ponowne wykorzystanie, naprawę, odnawianie i recykling istniejących materiałów i produktów tak długo, jak to możliwe. W ten sposób wydłuża się cykl życia produktów.

W praktyce oznacza to ograniczenie ilości odpadów do minimum. Kiedy produkt osiąga koniec swojego życia, jego materiały są przechowywane aby można było je potem produktywnie wykorzystywać wielokrotnie, tworząc w ten sposób dodatkową wartość.

Jest to odejście od tradycyjnego, liniowego modelu ekonomicznego, który opiera się na schemacie „weź-wyprodukuj-zużyj-wyrzuć”. Model ten opiera się na dużych ilościach tanich, łatwo dostępnych materiałów i energii. Częścią tego modelu jest również tzw. planowane postarzanie. Chodzi o praktykę projektowania produktów w taki sposób, aby miały ograniczoną żywotność, po to by zachęcić konsumentów do ponownego zakupu. Parlament Europejski wezwał do podjęcia środków w celu ograniczenia tego typu praktyk.

gospodarka o obiegu zamkniętym
Źródło: Parlament Europejski, „Circular economy: definition, importance and benefits”

Plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym

W marcu 2020 r. Komisja Europejska zaproponowała nowy plan działania dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym (Circular Economy Action Plan). Koncentruje się on na zapobieganiu powstawaniu odpadów oraz gospodarowaniu nimi przy jednoczesnym pobudzaniu wzrostu, konkurencyjności i globalnego przywództwa UE w tej dziedzinie.

Pod koniec stycznia 2021 r. komisja ds. środowiska PE poparła go wzywając jednocześnie Komisję do określenia wiążących celów na 2030 r. w zakresie wykorzystania i zużycia materiałów. Posłowie będą głosować nad raportem podczas lutowej sesji plenarnej.

Przejście na zrównoważone produkty

W celu stworzenia unijnego rynku zrównoważonych, neutralnych dla klimatu i zasobooszczędnych produktów, Komisja zaproponowała rozszerzenie dyrektywy w sprawie ekoprojektu na produkty niezwiązane z energią. Posłowie chcą, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać w 2021 roku.

Z kolei europosłowie poparli inicjatywy mające na celu zwalczanie praktyk planowanego postarzania produktów oraz poprawy ich trwałości, a także wzmocnienia praw konsumentów w ramach tzw. prawa do naprawy.

Zdaniem eurodeputowanych konsumenci mają prawo do odpowiednich informacji o wpływie produktów i usług, które kupują na środowisko. W tym celu zwrócili się do Komisji o przedstawienie propozycji walki z tzw. greenwashingiem, czyli praktyką przedstawiania się przez firmy jako bardziej przyjazne dla środowiska niż w rzeczywistości.

GOZ w najważniejszych sektorach

Zamknięty obieg i zrównoważony rozwój muszą być uwzględniane na wszystkich etapach łańcucha wartości, aby osiągnąć gospodarkę w pełni cyrkularną: od projektowania i produkcję aż do konsumenta. Plan działania Komisji określa siedem kluczowych obszarów niezbędnych do osiągnięcia gospodarki o obiegu zamkniętym: tworzywa sztuczne, tekstylia, e-odpady, żywność, woda i składniki odżywcze; opakowania; baterie i pojazdy, budynki i budownictwo.

Tworzywa sztuczne

Posłowie do PE popierają europejską strategię na rzecz tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym, której celem jest doprowadzenie do zaprzestania stosowania mikrodrobin plastiku.

Więcej na temat strategii UE dotyczącej redukcji wykorzystania tworzyw sztucznych

Tekstylia

Do produkcji wyrobów tekstylnych potrzeba dużo surowców i wody. Tymczasem mniej niż 1% tego typu produktów pochodzi z recyklingu. Posłowie chcą nowych środków przeciwko utracie mikrofibry i surowszych norm dotyczących zużycia wody.

Elektronika i ICT

Odpady elektroniczne i elektryczne, czyli e-odpady, to najszybciej rosnący strumień odpadów w UE. Jednocześnie mniej niż 40% z nich jest poddawanych recyklingowi. Posłowie chcą, aby UE promowała dłuższą żywotność produktów dzięki możliwości ponownego użycia i naprawy.

Jedzenie, woda i składniki odżywcze

Szacuje się, że w UE ginie lub marnuje się 20% żywności. Posłowie wezwali do zmniejszenia o połowę ilości marnowanej żywności do 2030 r. w ramach strategii „od pola do stołu”.

Opakowania

Odpady opakowaniowe w Europie osiągnęły rekordowy poziom w 2017 r. Nowe przepisy mają na celu zapewnienie, że do 2030 r. wszystkie opakowania na rynku UE będą ekonomicznie nadawać się do ponownego wykorzystania lub recyklingu.

Baterie i pojazdy

Eurodeputowani przyglądają się propozycjom wymagającym, aby materiały wszystkich akumulatorów na rynku UE miały niski ślad węglowy a ich produkcja była zgodna z prawami człowieka oraz normami społecznymi i ekologicznymi.

Budowa i budynki

Budownictwo odpowiada za ponad 35% wszystkich odpadów w UE. Posłowie chcą wydłużyć żywotność budynków, wyznaczyć cele w zakresie redukcji śladu węglowego materiałów oraz ustanowić minimalne wymagania dotyczące efektywności wykorzystania zasobów i energii.

Gospodarka odpadami i transport

UE wytwarza ponad 2,5 miliarda ton odpadów rocznie, głównie z gospodarstw domowych. Posłowie wezwali kraje UE do zwiększenia wysokiej jakości recyklingu oraz odejścia od składowania i zminimalizowania spalania odpadów.

mp/

Źródło informacji: EuroPAP News

Komentarz ZPP w sprawie zapowiedzi rządu na temat otwarcia kolejnych sektorów gospodarki

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, premier Mateusz Morawiecki; minister kultury i dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński; minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin oraz minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikowali, że od 12 lutego ponownie otwarte zostaną hotele i miejsca noclegowe, kina, teatry, filharmonie i opery, a także stoki narciarskie i baseny – z zastrzeżeniem określonych reżimów sanitarnych.

Powyższa decyzja na temat luzowań ma obowiązywać do 26. lutego. Ponadto, premier podkreślił, że w dalszym ciągu przedmiotowe decyzje rządu będą podejmowane w formie dwutygodniowych planów tymczasowych. Jednocześnie, post factum, po każdym takim okresie rząd będzie ustalał, czy luzowanie było prawidłową decyzją – dlatego też premier i minister zdrowia zastrzegają możliwość ponownego przywrócenia obostrzeń dla poszczególnych sektorów.

Zasadniczo, podjętą przez rząd decyzję ZPP uznaje za krok w dobrą stronę. Od kilku tygodni postulujemy szybkie otwarcie gospodarki. Zainicjowane luzowanie umożliwi branży noclegowej, kulturalnej oraz sportowo-rekreacyjnej choćby częściowe działanie, co wpłynie na poprawę ich sytuacji, choć oczywiście rygory, jak i obniżony popyt, będą stanowić istotną dokuczliwość niezależnie od możliwości powrotu do działania.

Jednocześnie rozczarowuje brak analogicznych decyzji w odniesieniu do gastronomii i branży fitness. Wciąż nie wiemy również, jakie obiektywne cele i warunki muszą zostać spełnione, aby przedsiębiorcy tychże branż mogli powrócić do prowadzenia bieżącej działalności.

Dodatkowe trudności wynikają z przyjętego przez rząd dwutygodniowego cyklu zmian w obostrzeniach. Rozumiejąc potrzebę zachowania elastyczności i dostosowania środków do sytuacji epidemicznej, musimy zwrócić uwagę na negatywne konsekwencje przyjętego trybu podejmowania decyzji. Model ten wprowadza chaos w otoczeniu biznesowym, gdyż przedsiębiorcy w obawie o plany rządu nie są w stanie podejmować zdecydowanych działań, mających na celu odbudowanie ich sytuacji finansowej do stanu sprzed pandemii.

Nie mając świadomości, jakie decyzje rządu czekają nas za dwa tygodnie, firmy nie będą zawierać nowych kontaktów, dokonywać bieżących zakupów, czy też podejmować długofalowych inwestycji. Ponadto, nieskrępowana obiektywnymi miernikami i przesłankami dyskrecjonalność rządu w podejmowaniu decyzji, doprowadza do niedorzeczności, w ramach której np. mimo ponownego otwarcia basenów, utrzymuje się w mocy zamknięcie m.in. aquaparków – w sytuacji, gdy przy zachowaniu określonych rygorów – również i te obiekty mogłyby zostać otwarte.

W związku z powyższym, ZPP apeluje do Rady Ministrów o natychmiastowe otwarcie pozostałych sektorów gospodarki z zastosowaniem odpowiednich reżimów sanitarnych. Rekomendujemy także wprowadzenie obiektywnych algorytmów podejmowania przez rząd decyzji, które będą spójne i zrozumiałe dla wszystkich przedsiębiorców. Naszym zdaniem, stworzona w listopadzie ub. r. mapa drogowa w dalszym ciągu pozostaje odpowiednim instrumentem kształtowania polityki antyepidemicznej państwa.

Podtrzymujemy również swoje stanowisko, że należy wprowadzić czasową obniżkę VAT-u dla branż najbardziej dotkniętych przez pandemię. ZPP konsekwentnie apeluje o wprowadzenie stawki 5% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne. Z żalem uznajemy, że rola przedsiębiorców w odbudowie gospodarki po pandemii jest przez rząd istotnie niedoceniana. Dlatego zachęcamy do szybkiego podjęcia wyżej wymienionych kroków, które zapewnią wszystkim branżom odpowiednią stymulację do działania i dalszego rozwoju.

PHN i PHH nabyły warszawski hotel Regent

PHN Property Management – spółka Polskiego Holdingu Nieruchomości (PHN) i Polskiego Holdingu Hotelowego (PHH) – podpisała umowę zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa „Cosmar Polska” Sp. z o.o. w upadłości, funkcjonującej pod nazwą handlową „Regent Warsaw Hotel”.

Podpisanie umowy było skutkiem wygranej licytacji, która odbyła się pod koniec grudnia ubiegłego roku, w której to spółka PHN Property Management zaoferowała najwyższą cenę zakupu. Większościowym udziałowcem w tym przedsięwzięciu jest PHN. Z kolei głównym zadaniem PHH jako mniejszościowego wspólnika jest profesjonalne zarządzanie obiektem.

Regent Warsaw Hotel (dawniej Hyatt) położony jest w centrum Warszawy, w sąsiedztwie Parku Łazienki Królewskie i w bliskiej odległości od głównych atrakcji turystycznych miasta oraz ważnych lokalizacji biznesowych. W 5-gwiazdkowym hotelu do dyspozycji gości jest 246 pokoi. Każdy z nich został zaprojektowany tak, by zaoferować pobyt w komfortowych warunkach w spokojnym, a jednocześnie doskonale położonym miejscu w samym centrum Warszawy.

Spadek PKB w strefie euro z mniejszy niż oczekiwano

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki PKB w strefie euro za IV kwartał 2020 r., który zanotował spadek w zestawieniu kwartalnym o 0,7%, a w ujęciu rocznym o 5,1%. Jest to jednak mniejszy spadek, niż oczekiwano. Biorąc pod uwagę cały 2020 r., spadek PKB strefy euro wyniósł 6,8%.

Trudno przewidzieć, jak będzie rozwijać się sytuacja PKB w 2021 r. Póki co nie widać perspektywy znacznego złagodzenia obostrzeń sanitarnych. Dodatkowo, należy spodziewać się negatywnych skutków związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z UE. Co ciekawe, wzajemna wymiana handlowa między UE i Wielką Brytanią wzrosła w drugiej połowie 2020 r. Firmy chciały wykorzystać ostatni moment, by móc handlować bez ograniczeń. Teraz oczekiwany jest już spadek obrotów. Dlatego też trudno oszacować, jaką wartość osiągnie PKB w strefie euro w pierwszej połowie 2021 roku. Jego wzrost możne nastąpić raczej nie wcześniej niż w drugiej połowie roku. Lato może przynieść nieco oddechu w pandemii, a jesienią być może uda się już zaszczepić znaczną część populacji.

W tym tygodniu złoty się umocnił i w piątek rano w stosunku do euro jego kurs wynosił 4,50 PLN/EUR. Na notowania złotówki nie wpłynął NBP, który na najnowszym posiedzeniu nie zmienił wprowadził zmian do polityki pieniężnej. Nadal istnieje ryzyko, że jeżeli złoty będzie się umacniał poniżej poziomu 4,50 PLN/EUR, to NBP może interweniować, aby osłabić polską walutę. Większe umocnienie jest zatem mało prawdopodobne, ale krótkoterminowy spadek poniżej tego poziomu prawdopodobnie nie spowoduje interwencji banku centralnego. Euro w tym tygodniu się osłabiło i w stosunku do dolara na koniec tygodnia kurs tej pary wynosił 1,198 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

mBank, PKO BP i Millennium wśród najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie

W pierwszej dziesiątce najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie znalazły się trzy instytucje finansowe z Polski – mBank, PKO Bank Polski oraz Bank Millennium, wynika z najnowszego rankingu firmy doradczej Bain & Company. Inwestycje w digitalizację usług pomogły bankom w walce ze skutkami pandemii, pozytywnie wpływając na poziom lojalności klientów, zaangażowanie pracowników oraz wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Bain & Company przestudiował stopień cyfryzacji 50 czołowych banków z Europy. W analizowanej grupie znalazło się pięć największych pod względem wielkości aktywów banków detalicznych z Polski, a także instytucje finansowe m.in. z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Półwyspu Iberyjskiego i Szwajcarii.

Bez wątpienia znaczne inwestycje w digitalizację usług poczynione w ostatnich latach przyniosły korzyści. Widzimy to zwłaszcza w czasie pandemii, gdy fizyczny kontakt z klientami jest bardzo utrudniony – powiedział Marcin Szczuka, Młodszy Partner w Bain & Company. – Na tle banków europejskich, na przykład szwajcarskich, największe polskie podmioty radzą sobie bardzo dobrze, jeśli chodzi o wizję rozwoju cyfrowego i praktyczny plan transformacji digitalowej.

Dokonując oceny sektora eksperci Bain & Company wzięli pod uwagę takie czynniki jak wizja rozwoju, oferta produktowa, nowoczesne kanały sprzedaży, doświadczenia klientów, poziom zadowolenia, model operacyjny oraz wykorzystanie technologii i danych. W skali od 0 do 100 trzy najlepsze polskie banki osiągnęły wynik pomiędzy 72 a 76 punktów. Lider tegorocznego rankingu zdobył 88 punktów.

Jednak pomimo niedawnych inwestycji w poprawę oferty produktowej, nawet wiodące polskie banki są poniżej średniej w odniesieniu do prostej i modułowej oferty, twierdzą eksperci Bain & Company. Banki powinny zatem skupić się na dalszym upraszczaniu oferty oraz wzmacnianiu pakietów produktów dopasowanych do potrzeb klientów.

Wśród polskich banków to, co w największym stopniu odróżnia liderów transformacji od tych najbardziej zapóźnionych to technologia i umiejętność wykorzystywania danych – powiedział Marcin Szczuka. – Wiele polskich banków wciąż jednak boryka się ze złożoną i sztywną architekturą aplikacji, co powoduje, że jeśli chodzi o czas na wprowadzenie nowego produktu na rynek są daleko w tyle za europejskimi liderami. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być zastosowanie metod agile na dużą skalę, co przyspieszyłoby proces wdrażania nowych produktów i zwiększyłoby elastyczność.

Dobrze przygotowana oferta usług cyfrowych przekłada się na wzrost zadowolenia klientów, którzy oczekują prostych i łatwo dostępnych rozwiązań. Banki, będące liderami transformacji cyfrowej, mają znacznie wyższy wskaźnik lojalności klientów NPS (Net Promoter Score) – wynosi on 21 proc., czyli o 10 punktów powyżej średniej dla pozostałych podmiotów z branży.

Jak wynika z badania, liderzy transformacji cyfrowej osiągają też zdecydowanie lepsze wyniki finansowe. Zdalne formy kontaktu i samodzielne korzystanie przez klientów z udostępnionych im narzędzi i usług w wersji online oznacza także możliwość znaczącego ograniczenie kosztów funkcjonowania placówek bankowych. Dzięki niższym kosztom średnia stopa zwrotu z kapitału własnego (ROE) dziesięciu najbardziej zaawansowanych technologicznie banków wyniosła 8,7 proc., o 2,5 punktu procentowego powyżej średniej stopy pozostałych konkurentów.

Według ekspertów Bain & Company powody do zadowolenia mają nie tylko klienci i akcjonariusze banków-liderów, ale również ich pracownicy. Wdrażanie rozwiązań cyfrowych przekłada się na ich większe zaangażowanie, jak również pozytywnie wpływa na poprawę wizerunku banku jako pracodawcy i rekomendowanie go jako dobrego miejsca pracy.

Passa dolara trwa dalej. Kolejne dobre dane zza oceanu

Przyzwoite dane zza oceanu i trochę słabsze informacje ze Starego Kontynentu powodują, że amerykańska waluta zyskuje na wartości.

Spada liczba nowych bezrobotnych

Kolejne dobre dane z amerykańskiego rynku pracy również okazały się bardzo dobre. Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę miejsc pracy można było oczekiwać, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się zmniejszać. Redukcja na razie nie jest tak znaczna jak liczba nowych miejsc pracy.  Dodatkowym korzystnym bodźcem były dobre dane na temat zamówień. Nie zmienia to faktu, że optymizm na rynku powoduje, że dolar kolejny już dzień zyskuje na wartości. Przebił tym samym poziom 1,20 dolara za euro po raz pierwszy od przełomu listopada i grudnia.

Czesi nie zmieniają stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku nie przyniosło, zgodnie z oczekiwaniami, zmian stóp procentowych. Pozostały one na poziomie 0,25%. Czesi po negatywnych doświadczeniach zerowych stóp teraz obniżyli je tylko do poziomu ćwierć procenta. Jest to odwrotne podejście niż w Polsce, gdzie my w poprzednim kryzysie nie obniżyliśmy tak mocno stóp procentowych, a teraz z kolei mamy niższe stopy niż Czesi. Po wczorajszej decyzji czeska korona się umacniała.

Słabsze dane z Niemiec

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane od naszego zachodniego sąsiada na temat zamówień w przemyśle. W ujęciu miesięcznym jest to spadek o 1,9%, czyli niemal procent wyższy niż dotychczas oczekiwano. Z drugiej strony warto pamiętać, że w ujęciu rocznym jest to w dalszym ciągu istotny wzrost, ale niższy od oczekiwań. Są to zatem kolejne dane, które powodują, że dolar ma ostatnio lepszą passę względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska progresywnie odmraża gospodarkę. Wielu przedsiębiorcom spadł kamień z serca

„Polska najbardziej progresywnym krajem w powracaniu do normalności. Wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca”

– Z punktu widzenia gospodarczego stała się dzisiaj rzecz bardzo istotna – rządzący wysłuchali głosu przedsiębiorców i możemy powiedzieć jasno i wyraźnie: dzisiejsze informacje to realne odmrożenie gospodarki, a nie działanie fasadowe, które ma pokazać, że coś się dzieje, a tak naprawdę nie dzieje się nic. Daleka jestem od przesadnego optymizmu, ale myślę, że hotelarze czy przedstawiciele świata sportu i kultury mogą być z dzisiejszych decyzji zadowoleni. Mamy nadzieje, że to będzie krok w stronę normalności – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Decyzją Rady Ministrów od 12 lutego otwarte będą: hotele przy połowicznym obłożeniu, kina i teatry oraz instytucje kultury również przy możliwym obłożeniu na poziomie 50%. Czynne będą także baseny oraz możliwa będzie rekreacja na świeżym powietrzu.  – Powiem szczerze, że jestem zaskoczona skalą odmrażania gospodarki. Spekulowano o możliwości otwarcia hoteli w reżimie 25%, a tutaj mamy 50% oraz dużo innych dobrych wiadomości jak np. otwarcie instytucji kultury. Dla gospodarki to jest bardzo wyraźny sygnał, że powrót do normalności w roku 2021 jest możliwy. Wydaje mi się, że wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca, wiele osób zaśnie dzisiaj spokojniej. To jest powiew tak potrzebnego nam optymizmu – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Sytuacja branży hotelarskiej jest dramatyczna. Odbyliśmy w minionym tygodniu szereg spotkań z przedsiębiorcami, którzy planowali sprzedaż swoich hoteli i pensjonatów, bo przytłoczyły ich bieżące zobowiązania. Czy ta wiadomość z dzisiaj ich trochę uspokoi? Mam nadzieje, choć jesteśmy świadomi, że strat z ostatnich miesięcy nie da się nadrobić tak szybko. Hotelarze są gotowi do działania w reżimie sanitarnym. To od nas więc, będzie zależało czy obostrzenia będą dalej luzowane – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy. – Na pewno żal jest gastronomii i branży fitness. Bunt tych branż będzie dalej eskalować, ich sytuacja jest również bardzo ciężka. Nie możemy więc zachłysnąć się dobrymi wiadomościami. Nadal są branże, które stoją na skraju przepaści – dodaje Filip Kiżuk.

– Dzisiejsza wiadomość o odmrażaniu gospodarki pokazuje, że Polska jest najbardziej progresywnym krajem jeżeli chodzi o luzowanie restrykcji gospodarczych. Lockdown ściska mocno takie potęgi jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Czechy. Tam się zaostrza, a u nas dokonuje poluzowania gospodarki. To dobra wiadomość – mówi Katarzyna Michalska.

Hotele z miliardem złotych niespłaconych zobowiązań

Rząd ogłosił w piątek, że następnym etapem odmrażania gospodarki będzie m.in. otwarcie hoteli. Po ponad trzech miesiącach lockdownu 12 lutego będą one mogły znów przyjmować gości. W reżimie sanitarnym udostępnią do 50 proc. miejsc. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK zaległości hoteli i innych firm przyjmujących gości wyniosły na koniec 2020 r. 1,04 mld zł. Niesolidnym dłużnikiem jest niemal co dziesiąty hotel w Polsce. Wśród pozostałych obiektów noclegowych problem jest mniej rozpowszechniony, ale również znaczący. Największe kwoty do spłacenia mają podmioty z województwa łódzkiego, małopolskiego oraz mazowieckiego.

– Zakwaterowanie, obok gastronomii, turystyki, kultury i ośrodków sportowych w największym stopniu dotknęły konsekwencje pandemii. Pierwszy raz hotele musiały ograniczyć swoją działalność w kwietniu, potem ponownie w listopadzie. Skutek? Według danych GUS tylko w listopadzie 2020 r. z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało o prawie 79 proc. mniej turystów niż w listopadzie 2019 r. To wszystko spowodowało, że liczba firm niespłacających w terminie swoich zobowiązań wzrosła – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Na koniec ubiegłego roku podmiotów nieradzących sobie z regulowaniem faktur i rat kredytów było 1 781, czyli o niemal 200 więcej niż rok wcześniej. Suma ich niespłaconego zadłużenia sięgnęła  1 039 195 687 zł. Największe problemy mają przede wszystkim obiekty hotelowe, czyli hotele, pensjonaty, motele i hostele. Wśród nich aż 9,4 proc. to przedsiębiorstwa z przeterminowanymi zobowiązaniami. Obciąża je zaległość przekraczająca  943 mln zł. Kolejne ponad 91 mln zł przeterminowanych płatności mają  ośrodki kolonijne, kwatery, domki i schroniska młodzieżowe.

Największy odsetek firm oferujących zakwaterowanie, widniejących w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor jest zlokalizowanych w województwie mazowieckim. Tu problemy ma 7,6 proc. przedsiębiorstw. W województwach kujawsko-pomorskim, łódzkim, dolnośląskim, opolskim, śląskim i wielkopolskim udział firm z kłopotami przekracza  6 proc. . Jeśli chodzi o najwyższe zaległości, to góruje  województwo łódzkie. Na koniec roku było tu ponad 243,4 mln zł przeterminowanych zobowiązań hoteli i innych firm oferujących noclegi. Na drugim miejscu znalazło się województwo małopolskie (165,7 mln zł), a na trzecim mazowieckie (147,8 mln zł). Małopolscy hotelarze byli jednymi z tych, którzy najgłośniej protestowali, że na skutek obostrzeń, tej zimy nie mogą gościć turystów. Z kolei hotele usytuowane na Mazowszu, a szczególnie w Warszawie, to ogromne obiekty nastawione na klientów biznesowych i turystów zagranicznych.

Hotele sięgały po wsparcie, które pozwalało im przetrwać trudne miesiące. Jednym z takich rozwiązań były wakacje kredytowe. Z danych BIK wynika, że jeszcze  na koniec 2020 r. hotele i inne firmy z kategorii zakwaterowanie korzystały z tych wakacji dla 387 rachunków (kredytów) na sumę 725 mln zł. A w ciągu minionego roku przełożyły spłatę  2,5 tys. kredytów o wartości 2,5 mld zł.

Hub logistyczny Poczty Polskiej w Porcie Solidarność CPK

Poczta Polska planuje utworzenie na terenie Portu Solidarność centrum przeładunkowego. Inwestycje lotniskowe i kolejowe CPK pomogą zapewnić wysoką jakość realizowanych przez Pocztę usług i pozwolą na optymalne wykorzystanie potencjału rozwijającego się rynku e-commerce. Spółki Poczta Polska i CPK podpisały dziś porozumienie o współpracy.

Obecnie Poczta Polska posiada na Lotnisku Chopina w Warszawie placówkę pocztową i punkt przeładunkowy, w którym obsługuje przesyłki lotnicze w ruchu międzynarodowym. Mając na uwadze dynamiczny rozwój branży KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych), e-commerce (handlu internetowego) i szeroko pojętej branży logistycznej, Poczta Polska planuje stworzenie na terenie Portu Solidarność hubu logistycznego do obsługi towarów w ruchu krajowym i  zagranicznym.

To dobra wiadomość dla każdego, kto kupuje lub sprzedaje towary w Internecie. Dokładnie zaplanowana infrastruktura, z uwzględnieniem doświadczenia operatorów logistycznych, będzie oznaczać nie tylko wygodne podróże, ale także szybki i bezpieczny transport towarów. To dlatego tak ważna jest budowa CPK prowadzona we współpracy z Pocztą Polską – mówi wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Budowa CPK to jeden z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w naszym kraju i nie może w nim zabraknąć Narodowego Operatora Pocztowego. Poczta Polska to nie tylko przesyłki listowe, ale też m.in. obsługa dynamicznie rosnącego rynku e-commerce i usług logistycznych. Cały czas intensywnie pracujemy nad rozbudową i usprawnieniem naszej sieci logistycznej tak, aby mogła sprostać wymaganiom rynku i oczekiwaniom klientów – mówi Tomasz Zdzikot, prezes Poczty Polskiej. – Poczta od wieków jest krwiobiegiem komunikacyjnym dla państwa i obywateli.  Wspólne projektowanie infrastruktury przez Pocztę Polską i CPK pozwali na usprawnienie logistyki przesyłek– dodaje.

Spółka CPK zobowiązała się uwzględnić potrzeby Poczty podczas planowania, projektowania i realizacji inwestycji lotniskowych i kolejowych, a także koordynacji przedsięwzięć drogowych.

–  Poczta Polska jako największy operator logistyczny w Europie Środkowo-Wschodniej to dla nas kluczowy partner podczas budowy Portu Solidarność. Celem podpisanego dziś porozumienia o współpracy jest koordynacja prac i wspólne inwestycje. Nawiązanie ścisłej współpracy już na etapie planowania portu lotniczego i nowych linii kolejowych dużych prędkości pozwoli na wypracowanie optymalnych rozwiązań. Razem osiągniemy więcej, wykorzystując efekt skali – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Porozumienie o współpracy zakłada m.in. określanie priorytetów podczas planowania inwestycji CPK. Przewiduje też wsparcie ze strony Poczty Polskiej w przygotowywaniu dokumentacji projektowej, konsultacji propozycji niezbędnych aktów prawnych oraz rozwój obszaru innowacji i nowych technologii na styku działalności Poczty Polskiej i CPK.

Poczta Polska przebudowuje obecnie swoją sieć logistyczną w związku z intensywnym rozwojem e-commerce. Chcemy iść szybko naprzód, wykorzystując m.in. potencjał infrastrukturalny CPK. Nowa, lepsza infrastruktura przeładunkowa przełoży się na wzrost efektywności obsługi przesyłek, które przychodzą do Polski z zagranicy, a także tych, które Polacy, w tym polskie e-sklepy, wysyłają do innych krajów – mówi Krzysztof Falkowski, wiceprezes Poczty Polskiej.

To już kolejna umowa o współpracy podpisana przez spółkę CPK. W marcu ub. roku CPK i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zawarły porozumienie dotyczące koordynacji inwestycji, m.in. poszerzenia autostrady A2 między Łodzią i Warszawą oraz budowy Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej. Dwa miesiące później przedstawiciele Polski i Wielkiej Brytanii podpisali porozumienie, na mocy którego brytyjski sektor lotniczy i kolejowy zaoferował know-how w zakresie planowania, projektowania i budowy Portu Solidarność i 1800 km linii kolejowych dużych prędkości.

We wrześniu ub. roku CPK podpisał porozumienie z Polską Grupą Energetyczną, które stanowi, że w rejonie Portu Solidarność powstanie w zgodzie z najnowszymi wymogami środowiskowymi nowa elektrociepłownia. Na podstawie podpisanych umów CPK współpracuje też m.in. z Państwowym Instytutem Geologicznym (PIG) w zakresie geologii inżynierskiej, hydrogeologii i badań podłoża.

Sztuczna inteligencja w służbie OSINT (operacje wywiadowcze)

Przystępując do analizy możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji w tak specyficznej kategorii wywiadu, jakim jest wywiad ze źródeł otwartych (ang. Open Source Intelligence – OSINT), zacząć należy od określenia podstawowych pojęć, jakich będziemy używać w kontekście prezentowanego w artykule materiału.

Przede wszystkim:

  • wywiad ze źródeł otwartych (OSINT) opiera się wyłącznie na publicznie dostępnych informacjach, takich jak zawartość otwartej sieci internetowej,

natomiast

  • termin „sztuczna inteligencja” (ang. artificial intelligence – AI) opisuje tu technologie, które mogą algorytmicznie podejmować świadome, nieprzypadkowe decyzje.

Ogólnie rzecz biorąc, sztuczna inteligencja (AI) to inteligencja wykazywana przez urządzenia stworzone sztucznie (w przeciwieństwie do inteligencji naturalnej). Termin ten utworzył John McCarthy, używając go po raz pierwszy w 1956 r. na konferencji w Dartmouth. W potocznym rozumieniu jest ona często używana w kontekście „prawdziwej sztucznej inteligencji”. W informatyce i kognitywistyce[1] oznacza także tworzenie modeli i programów symulujących choćby częściowo zachowania inteligentne. Sztuczna inteligencja jest także przedmiotem rozważań filozofii (filozofia sztucznej inteligencji) oraz przedmiotem zainteresowania nauk społecznych. Andreas Kaplan i Michael Haenlein[2] definiują ją jako „zdolność systemu do prawidłowej interpretacji danych zewnętrznych, uczenia się na podstawie takich danych i wykorzystywania tych zdobytych informacji do osiągania określonych celów i zadań poprzez elastyczną adaptację”. Współcześnie sztuczna inteligencja ma dwa podstawowe znaczenia:

  • jest to hipotetyczna inteligencja realizowana w procesie technicznym, a nie naturalnym;
  • jest to nazwa technologii i dziedzina badań naukowych informatyki i kognitywistyki, czerpiąca także z osiągnięć psychologii, neurologii, matematyki i filozofii.

Głównym zadaniem badań nad sztuczną inteligencją w tym drugim znaczeniu jest konstruowanie maszyn i programów komputerowych zdolnych do realizacji wybranych funkcji umysłu i ludzkich zmysłów, niepoddających się numerycznej algorytmizacji. Problemy takie bywają nazywane AI-trudnymi i zalicza się do nich m.in.:

  • podejmowanie decyzji w warunkach braku wszystkich danych,
  • analiza i synteza języków naturalnych,
  • rozumowanie logiczne/racjonalne,
  • automatyczne dowodzenie twierdzeń,
  • komputerowe gry logiczne np. szachy,
  • inteligentne roboty,
  • systemy eksperckie i diagnostyczne.

Sztuczna inteligencja jest powiązana z obszarami uczenia maszynowego, logiki rozmytej, widzenia komputerowego, obliczeń ewolucyjnych, sieci neuronowych, robotyki i sztucznego życia. Szybko znajduje swoje miejsce w kluczowych obszarach działalności człowieka. Jak wynika z informacji opublikowanych przez firmę Accenture, wkrótce będzie na nią przypadało 25% wszystkich wydatków na technologie (1). Sztuczna inteligencja, która ludzką inteligencję rozszerza o efektywne przetwarzanie i precyzyjną analizę danych, umożliwia podejmowanie lepiej umotywowanych decyzji, natomiast automatyzacja usprawnia działania. Do ekspansji tych nowych technologii przyczyniły się trzy czynniki. Pierwszym z nich jest chmura, która zapewniła dostęp do dużej mocy obliczeniowej na żądanie. Drugim – rosnąca w zawrotnym tempie ilość danych (tylko w ciągu ostatnich dwóch lat zostało utworzonych 90% danych na całym świecie), która przekroczyła masę krytyczną wymaganą do stosowania inteligentnych algorytmów będących podstawą sztucznej inteligencji i automatyzacji. Trzecim czynnikiem są nowe narzędzia, które firma może łatwo wdrożyć i zintegrować ze swoim środowiskiem informatycznym.

Termin „sztuczna inteligencja” (AI) stał się wszechobecny w sferze bezpieczeństwa. Jeśli wierzyć broszurom sprzedażowym, praktycznie każdy produkt związany z techniką zabezpieczeń, pojawiający się obecnie na rynku, ma pewien poziom funkcjonalności AI. Wiele rodzajów rozwiązań dotyczących szeroko rozumianego bezpieczeństwa zachwala zalety sztucznej inteligencji, w tym analizę zagrożeń. Ale jakie korzyści naprawdę przynosi sztuczna inteligencja w wywiadzie typu OSINT, w procesie zbierania i analizowania informacji ze źródeł ogólnie dostępnych?

Odpowiedzi na to pytanie poszukiwali m.in. uczestnicy konferencji Recorded Future User Network (RFUN), która odbyła się pod koniec 2019 r. w Waszyngtonie[3]. W czasie konferencji jej uczestnicy odnosili się głównie do referatu Nathana McKeldina z Sił Lądowych USA, dotyczącego zastosowania sztucznej inteligencji w prowadzeniu wywiadu z otwartych źródeł informacji (OSINT). Z przebiegu konferencji wyniknęło, że AI ma wiele zastosowań w OSINT, wykorzystywanym zarówno do celów wojskowych, jak i cywilnych. W szczególności umożliwia analitykom gromadzenie, analizowanie i przeszukiwanie ogromnych zbiorów danych, które w innym przypadku byłyby niewykorzystane.

Aby jednak gruntownie rozpoznać znaczenie sztucznej inteligencji dla pracy wywiadowczej ze źródłami otwartymi, należy jasno sprecyzować, co zaliczamy do tego rodzaju źródeł i co nazywamy wywiadem ze źródeł otwartych. W Polsce nie ma regulacji prawnych, które jasno określałyby, co uważamy za OSINT. Dlatego warto przytoczyć określenia obowiązujące w przepisach amerykańskich (prawo publiczne USA, 109-163, rozdz. 931), które w zasadzie oddają istotę tego, co pod pojęciem OSINT rozumiemy również w naszym kraju. Tak więc Wywiad ze Źródeł Otwartych (ang. Open Source Intelligence – OSINT) to:

  • informacje opracowane na podstawie publicznie dostępnych danych (informacji);
  • gromadzone, wykorzystywane i rozpowszechniane w odpowiednim czasie odpowiednim odbiorcom;
  • spełniające określone potrzeby wywiadu.

Kluczową frazą jest tutaj wyrażenie „publicznie dostępne”. OSINT opiera się na informacjach przeznaczonych do powszechnego użytku, co oznacza, że do ich pozyskiwania nie są wymagane żadne tajne techniki ani łamanie zabezpieczeń. Informacje dostępne publicznie wg podręcznika Departamentu Obrony USA nr 5240.01 (z sierpnia 2016 r.) definiowane są jako informacje:

  • opublikowane lub wyemitowane do publicznego użytku;
  • dostępne publicznie na żądanie;
  • dostępne publicznie on-line lub w inny sposób;
  • dostępne publicznie w formie subskrypcji lub zakupu;
  • mogące być oglądane lub usłyszane przez przypadkowego widza lub słuchacza;
  • udostępniane podczas otwartych dla publiczności spotkań;
  • uzyskiwane poprzez odwiedzenie dowolnego miejsca lub udział w jakimkolwiek wydarzeniu otwartym dla publiczności.

Mówiąc najprościej, jeśli zwykła osoba może uzyskać dostęp do informacji, nie robiąc nic nielegalnego, można rozsądnie zaklasyfikować je jako „publicznie dostępne”. Tak więc w przypadku OSINT nie mamy żadnego problemu z dostępem do informacji. Za to największym problemem, przed jakim stają „zbieracze” OSINT, jest ogromna ilość dostępnych danych. Wyobrażenie o skali problemu mogą dać statystyki globalnego ruchu internetowego z 2018 r. zaczerpnięte z Internet Live Stats. Tylko w 2018 r. na całym świecie:

  • wysłano 67 105 618 987 773 e-maili,
  • przeszukiwano Google 1 648 103 202 209 razy,
  • opublikowano 1 557 976 566 postów na blogu,
  • wysłano 193 923 407 330 tweetów,
  • obejrzano 1 787 898 764 637 filmów w YouTube,
  • przesłano 20 581 035 026 zdjęć na Instagram.

Ze względu na ogromną ilość dostępnych danych praca z OSINT może przypominać próbę znalezienia igły w stogu siana. I to z tego właśnie powodu zastosowanie jednej z form sztucznej inteligencji, jaką jest analiza wspomagana maszynowo, ma dla OSINT kluczowe znaczenie. Poza tym mechanizmy sztucznej inteligencji mogą zostać wykorzystane na przykład przy:

  • agregacji[4] danych: pobieranie nieustrukturyzowanych danych z internetu i umieszczanie ich w ustrukturyzowanym środowisku, dzięki czemu można je przeszukiwać, filtrować, sortować i przetwarzać;
  • wizualizacji: używanie technologii do porównywania różnych aspektów zbiorów danych (np. geograficznych, czasowych itd.);
  • analizie tekstowej: przeglądanie wiadomości i śledzenie ich rozpowszechniania w internecie w celu ustalenia, czy są one prawdopodobne i prawdziwe, czy fałszywe (stanie się to szczególnie ważne, ponieważ fałszywe wiadomości, propaganda i tzw. głębokie podróbki (ang. deep fakes) stają się coraz większym problemem;
  • zautomatyzowanym alarmowaniu i raportowaniu: pobieranie danych wyjściowych i szybkie udostępnianie ich docelowym odbiorcom jako bezpośredni produkt wywiadowczy lub jako zasób tzw. technologii zapytań, opartej na sztucznej inteligencji, takich jak wyświetlacze head-up (HUD)[5].

Analiza wspomagana maszynowo. Ten rodzaj analizy jest jednym z najprostszych zastosowań sztucznej inteligencji w zbieraniu informacji, czyli również w OSINT. Jej zastosowanie pozwala na wielokrotne zwiększenie wydajności człowieka-analityka. Analiza wspomagana maszynowo jest rozwiązaniem z obszaru sztucznej inteligencji, które może być zastosowane do analizy zbiorów danych. Zadania te mógłby wykonać człowiek, ale AI zrobi to znacznie szybciej i na znacznie większych zbiorach danych. Innymi słowy, analizę wspomaganą maszynowo można potraktować jako „ułatwienie”, które odciąża człowieka przy realizacji czasochłonnych zadań analitycznych. Na przykład można ją użyć do przeanalizowania dużej ilości dokumentów i automatycznego opracowania na tej podstawie wniosków, dotyczących np. ludzi, miejsc i rzeczy.

Z kolei inny mechanizm wykorzystywany w ramach AI, wizualizacja maszynowa (MV) to technologia znajdująca zastosowanie w automatycznej inspekcji, zarządzaniu procesami i sterowaniu robotami.

Sztuczna inteligencja w usprawnianiu operacji wywiadowczych. Wzmocnienie cyklu wywiadowczego

Cyklem wywiadowczym nazywanym również procesem zadaniowo-informacyjnym w wywiadzie w literaturze przedmiotu zwykło się nazywać procesy opisujące gromadzenie, obróbkę, analizę i rozpowszechnianie informacji wywiadowczej wśród zainteresowanych podmiotów. W klasycznym ujęciu cykl wywiadowczy przyjęto dzielić na pięć części składowych:

  1. planowanie i stawianie zadań;
  2. gromadzenie – zdobywanie danych;
  3. opracowanie (obróbka) danych wywiadowczych – przekształcenie ich w informację wywiadowczą;
  4. analiza i synteza informacji wywiadowczej – przekształcenie jej w wiedzę (raporty, wnioski i rekomendacje);
  5. dystrybucja (dostarczanie ich do zainteresowanych odbiorców).

Mówiąc najprościej, cykl wywiadowczy jest swego rodzaju pętlą sprzężenia zwrotnego, która zaczyna się od sformułowania zestawu potrzeb informacyjnych (zadań wywiadowczych), zaś kończy się, kiedy potrzeby te zostaną zaspokojone przez dostarczenie odbiorcom produktu (informacji).

Open Source Intelligence – OSINT

W zasadzie można uznać, że cykl wywiadowczy w przedstawionej wyżej postaci istnieje tak długo, jak istnieje wywiad i trwają wojny. Jeszcze do niedawna był to bardzo trudny proces, realizowany całkowicie manualnie. Jednak w ciągu ostatnich lat opracowano szereg programów i udogodnień pozwalających na automatyzację przynajmniej jego części. Swego rodzaju rewolucja nastąpiła jednak dopiero wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. Oto kilka przykładów, w jaki sposób sztuczna inteligencja może zostać włączona w cykl wywiadowczy.

W pierwszej fazie cyklu jako narzędzie AI wprowadzana jest analiza wspomagana maszynowo. Dzieje się tak, ponieważ ważne jest, aby utrzymać ludzkie zaangażowanie w pętli[1], zwłaszcza gdy wyniki całego procesu będą wykorzystywane do informowania ośrodka decyzyjnego o rezultatach operacji wywiadowczych. Poniżej przyjrzymy się, jak analiza wspomagana maszynowo poprawia praktyki OSINT.

Poza tym istnieje wiele innych zastosowań inteligentnych technologii w całym cyklu wywiadowczym. Od zautomatyzowanego gromadzenia danych za pośrednictwem dronów i czujników wyposażonych w sztuczną inteligencję (w świecie rzeczywistym), robotów internetowych[2] (w cyberprzestrzeni), aż po zautomatyzowane i półinteligentne mechanizmy dystrybucji informacji przekazywanej do docelowego odbiorcy sztuczna inteligencja będzie coraz częściej wykorzystywana w celu wzmocnienia i przyspieszenia cyklu wywiadowczego.

W rzeczywistości sztuczna inteligencja ma do odegrania poważną rolę w procesie usprawnienia przebiegu cyklu wywiadowczego. Na diagramie poniżej przedstawiono mechanizmy sztucznej inteligencji, które mogą być wykorzystane do wspomagania cyklu wywiadowczego na jego poszczególnych etapach.

[1] Chodzi o pętlę sprzężenia zwrotnego wykorzystywaną w procesie gromadzenia, analizy i dystrybucji informacji w ramach cyklu wywiadowczego.

[2] Robot internetowy, robot indeksujący – program zbierający informacje o strukturze, stronach i treściach znajdujących się w internecie. Efekty pracy robota mogą być różne, w zależności od jego przeznaczenia, na przykład może on skanować wybrane witryny w celu zbudowania bazy adresów e-mail, natomiast roboty zbierające treści dla wyszukiwarek działają szerzej: badają zawartość witryny, sprawdzają kod strony, zbierają dodatkowe informacje o stronie, monitorują aktualizacje, tworzą mirrory stron.

OSINT

Uwagę zwraca dodanie uczenia maszynowego w środku cyklu. Chodzi o to, że dotąd w tradycyjnym cyklu wywiadowczym, aby proces ten był systematycznie udoskonalany, pętlę sprzężenia zwrotnego realizują ludzie. W przyszłości uczenie maszynowe będzie wykonywać tę funkcję automatycznie i iteracyjnie[1], ucząc się algorytmów gromadzenia i analizy danych, ustalając, co działa, a co nie, na podstawie analiz ogromnych zbiorów danych, dokonywanych przez sztuczną inteligencję.

Przykład OSINT wykorzystującego AI w procesie zadaniowania, gromadzenia informacji, jej przetwarzania, analizy i dystrybucji przedstawiono poniżej. W tym hipotetycznym scenariuszu analityk wojskowy używa OSINT opartego na sztucznej inteligencji do rozwiązania rzeczywistego problemu – śledzenia aktywności grup ekstremistycznych.

Proces ten mógłby przebiegać w następujący sposób:

  1. analityk otrzymuje zautomatyzowane dane wyjściowe z zestawu procesów sztucznej inteligencji zaprojektowanych w celu wyróżnienia trendów i informacji, które mogą być interesujące;
  2. zauważa powtarzanie się określonego symbolu związanego z ekstremistyczną aktywnością i zmusza „roboty” (internetowe) do pracy w poszukiwaniu innych instancji;
  3. crawlery[2] zbierają informacje z mediów społecznościowych, publicznie dostępnych repozytoriów kodu, mediów polskojęzycznych, mediów obcojęzycznych i tysięcy innych źródeł;
  4. zebrane informacje są przepuszczane przez systemy oparte na sztucznej inteligencji, które generują wyniki według z góry określonych założeń (takie jak profile ewentualnych ekstremistów i/lub czasy i lokalizacje geograficzne, związane z wystąpieniami symbolu ekstremizmu);
  5. dane wywiadowcze są automatycznie sporządzane w formie raportu, który może być wykorzystany przez dowódców lub operatorów terenowych do przygotowania działań wojskowych (związanych ze zwalczaniem rozpoznanych terrorystów) pod względem informacyjnym.

W tym przykładzie cały proces (cykl wywiadowczy), od gromadzenia danych po dystrybucję informacji, jest ułatwiony dzięki sztucznej inteligencji. Rozwiązania związane z analizą zagrożeń, takie jak platforma Recorded Future Platform[3], są już wykorzystywane do realizacji procesów wywiadowczych, bardzo podobnych do tego opisanego wyżej, zarówno do celów wojskowych, jak i szeroko rozumianego cyberbezpieczeństwa.

Możliwości i zagrożenia ze strony AI dla przyszłości OSINT

W przyszłości sztuczna inteligencja może w dalszym ciągu wywierać poważny wpływ na rozwój wywiadu z otwartych źródeł informacji (OSINT). Z pozytywnego punktu widzenia AI może wspierać technologie tzw. osobistych asystentów, dzięki szybkiemu dostępowi do otwartych lub niejawnych baz danych, takich jak Siri z poświadczeniem bezpieczeństwa. Wyobraźmy sobie operatora w terenie, który pyta: „Hej Siri[4], kiedy ostatnio (organizacja ekstremistyczna) była aktywna w tym obszarze?” i otrzymuje natychmiastową, dokładną odpowiedź.

Podobnie sztuczna inteligencja może „zasilać” różne przenośne technologie, takie jak inteligentna soczewka kontaktowa, która śledzi ruch oczu, czyta dokumenty, odkrywa relacje, wydaje zalecenia, dostarcza analiz i przekazuje wszystko do zobrazowania na wyświetlaczu typu head-up (HUD), czyli coś w rodzaju dzisiejszej Google Glass[5], nowej generacji wbudowanej w wizjer taktyczny.

Oczywiście nie wszystkie zastosowania AI będą bezwarunkowo zmierzały we właściwym kierunku. Z perspektywy kontradyktoryjności poważnym problemem może być wykorzystanie AI w tworzeniu „fałszywych wiadomości” i „głębokich podróbek” (ang. fake news i deep fakes). Może to pozwolić np. na szybkie stworzenie stosunkowo przekonującego fałszywego dźwięku lub obrazu, jak np. klip z przemówieniem prezydenta, którego w rzeczywistości nigdy nie wygłosił. Wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia fałszywych informacji lub szerzej do dezinformacji będzie z pewnością wielkim problemem dla wywiadu ze źródeł otwartych. Powstanie konieczność rozróżniania informacji prawdziwych i fałszywych na poziomie zarówno gromadzenia danych, jak i podczas ich przetwarzania i analizy. Problemy te już się uwidoczniły podczas amerykańskich kampanii prezydenckich z lat 2016 i 2020, a sprawy staną się jeszcze bardziej mętne. W szczególności fałszywe filmy są coraz lepsze i już teraz bardzo trudno jest je zidentyfikować. Na szczęście pojawiają się również aplikacje dla sztucznej inteligencji do rozróżniania prawdziwych i fałszywych mediów realizowane poprzez analizę ich cech charakterystycznych i śledzenie ich propagacji w internecie.

Tak więc sztuczna inteligencja ma do odegrania ogromną rolę dla przyszłości gromadzenia i analizowania danych wywiadowczych ze źródeł otwartych, dla potrzeb zarówno instytucji związanych z wywiadem państwowym, jak i wywiadem gospodarczym, a jej wykorzystanie z biegiem czasu stanie się coraz bardziej powszechne. Jednak według zgodnych opinii ekspertów i analityków wywiadu nic nie będzie w stanie zastąpić zdolności analityka do określenia tego, co w danej informacji jest istotne, a co nie.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

[1] Iteracja – czynność powtarzania tej samej operacji w pętli z góry określoną liczbę razy lub aż do spełnienia określonego warunku. Mianem iteracji określa się także operacje wykonywane wewnątrz takiej pętli.

[2] Crawler (robot internetowy lub robot indeksujący) – jest to program, którego zadaniem jest zbieranie informacji o stronach internetowych, takich jak struktura, kod źródłowy czy treści.

[3] Platforma Recorded Future Security Intelligence – umożliwia zautomatyzowane prowadzenie wywiadu ze źródeł otwartych, a jednocześnie zakłócanie działań przeciwników na dużą skalę. Łączy analitykę z ludzką wiedzą, celem prowadzenia analizy różnorodnych źródeł otwartych, dark web-u, źródeł technicznych i oryginalnych badań naukowych. Dzięki dynamicznemu kategoryzowaniu, łączeniu i analizowaniu danych wywiadowczych w czasie rzeczywistym, platforma zapewnia łatwy dostęp do informacji umożliwiających proaktywne zmniejszanie ryzyka za pośrednictwem sześciu odrębnych modułów dostosowanych do potrzeb konkretnych instytucji wywiadowczych.

[4] Siri (SIRR-ee) – to wirtualny asystent będący częścią systemów operacyjnych Apple Inc. iOS, iPadOS, watchOS, macOS i tvOS. Asystent używa zapytań głosowych, sterowania opartego na gestach, śledzenia ostrości i interfejsu użytkownika w języku naturalnym, aby odpowiadać na pytania, wydawać polecenia i wykonywać czynności, delegując żądania do zestawu usług internetowych. Oprogramowanie dostosowuje się do indywidualnych zastosowań językowych użytkowników, wyszukiwań i preferencji, przy ciągłym użyciu. Zwracane wyniki są zindywidualizowane. Siri to produkt uboczny projektu opracowanego pierwotnie przez SRI International.

[5] Google Glass – okulary o rozszerzonej rzeczywistości stworzone przez firmę Google. Okulary te mają m.in. funkcje standardowego smartfonu, ale mają być obsługiwane głosem poprzez przetwarzanie języka naturalnego. Wiadomo, że okulary mają funkcję wysyłania dźwięku bezpośrednio do czaszki, z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego i bez użycia słuchawek.

[1] Kognitywistyka – dziedzina nauki zajmująca się obserwacją i analizą działania zmysłów, mózgu i umysłu, w szczególności ich modelowaniem. Na jej określenie używane są też pojęcia: nauki kognitywne (ang. Cognitive Sciences) bądź nauki o poznaniu.

[2] A. Kaplan, M. Haenlein, Siri, Siri, in my hand: Who’s the fairest in the land? On the interpretations, illustrations, and implications of artificial intelligence, Business Horizons, Volume 62, Issue 1, January–February 2019, Pages 15-25.

[3] How Artificial Intelligence Is Shaping the Future of Open Source Intelligence, By The Recorded Future Team on January 9, 2019, https://www.recordedfuture.com/open-source-intelligence-future/.

[4] Agregacja oznacza proces łączenia części w większą całość.

[5] HUD (skrót od ang. Head-Up Display) – wyświetlacz przezierny prezentujący informacje na specjalnej szybie bez zasłaniania widoku. Początkowo technika ta miała zastosowanie militarne, służyła do prezentacji danych w samolotach bojowych. Obecnie jest używana także dla celów cywilnych w wielu zastosowaniach rzeczywistości rozszerzonej (AR).

Dobre wieści dla hotelarzy, branży sportowej i kultury

Rząd jeszcze dzisiaj ogłosi stopniowe odmrożenie kolejnych branż. Będą dobre wieści dla hotelarzy, branży sportowej i kultury. Na otwarcie będzie musiała jeszcze poczekać gastronomia – zapowiedział wicepremier Jarosław Gowin na zimowym spotkaniu władz i członków Konfederacji Lewiatan.

Wicepremier poinformował również, że za dwa, trzy tygodnie trafi do konsultacji społecznych projekt ustawy, która ułatwi cudzoziemcom dostęp do naszego rynku pracy. Trwają także prace nad reformą instytucji rynku pracy, m.in. uregulowaniem pracy zdalnej.

– Jednym z moim priorytetów jest otoczenie przedsiębiorców tarczą prawną czyli zapewnienie im jak najlepszych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. To że polska gospodarka przechodzi w miarę bezboleśnie czas pandemii, w porównaniu z innymi krajami UE, jest zasługą przedsiębiorców. Mimo, że pracujecie w trudnym otoczeniu instytucjonalnym, dajecie sobie radę. Okazaliście też solidarność z pracownikami – dodał wicepremier.

Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki podkreślił, że przedsiębiorcy oczekują większej stabilności, przewidywalności, zaufania.

– Nawet najlepsze plany rozwoju gospodarki niewiele pomogą jeżeli nie będziemy się nawzajem szanować, rozmawiać, jeżeli będziemy zaskakiwani różnymi rozwiązaniami – powiedział Maciej Witucki, Konfederacja Lewiatan.

Powrót siły dolara. Większe ryzyko osłabienia złotego w kierunku 4,52 za euro

Optymistyczne oczekiwania panują przed dzisiejszą publikacją raportu z rynku pracy USA i ich potwierdzenie prawdopodobnie dołoży argumentów za ostatnią siłą USD. Ale umocnienie dolara to nie tylko dyskonto lepszych danych, a bardziej materializacja frustracji, że gdzie indziej sprawy nie idą tak, jak wcześniej oczekiwano.

Można po równo rozdzielić powody spadku EUR/USD poniżej 1,20 na te przemawiające za słabością euro i te tłumaczące siłę dolara. Co można stwierdzić, to w ciągu ostatniego miesiąca rozkład ryzyk przechylił się na korzyść dolara i jak jeszcze w pierwszych tygodniach inwestorzy bronili idei dotychczasowego trendu reflacyjnego i pozytywnej korelacji EUR/USD z apetytem na ryzyko, tak teraz ich cierpliwość się kończy. Aktualnie poszukiwane są inne punkty zaczepienia. W takim klimacie każdy atut się liczy, a tym w ostatnich dniach niewątpliwie są dane z USA. Styczniowy raport NFP ponownie zyskuje na ostrożności, jeśli potwierdzi przyspieszenie odbudowy rynku pracy po fatalnych danych za grudzień. A oczekiwania ustawiają się wysoko po pozytywnym zaskoczeniu w danych ADP (ponad dwukrotnie wyższy od prognoz przyrost zatrudnienia), optymistycznych sygnałach z ankiet ISM (zatrudnienie w usługach rozwijało się w najszybszym tempie do 11 miesięcy), a wczoraj dobrze wypadły dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Przyszedł moment, kiedy inwestorzy grają w oparciu o fakty, a kwestionowane są dotychczasowe założenia dotyczące przyszłości. Dyskonto pro-ryzykownej przyszłości, gdzie USD jest słaby, wróci, ale na razie nie ma powodu samotnie stawać do walki na przeciw inwestorów uciekających z krótkich pozycji w USD.

Wczoraj BoE nie dał żadnych argumentów, by odwrócić ostatni trend umocnienia się funta. Bank zlecił bankom przygotowanie się na ujemne stopy procentowe „w każdym momencie po upływie sześciu miesięcy”, tym samym dając do zrozumienia, że obniżka poniżej zera nie nastąpi przez najbliższe pół roku. BoE dał też do zrozumienia, że „nie zamierza wysyłać sygnału, że ujemne stopy nadchodzą”. To sugeruje generalną niechęć banku dla takiego narzędzia. Biorąc pod uwagę, że motywem przewodnim pozostaje szybsze tempo wyszczepienia w Wielkiej Brytanii niż w strefie euro, EUR/GBP pozostaje pod presją sprzedających. W dłuższym horyzoncie pozostajemy sceptycznie nastawieni do siły GBP. Pozytywny efekt szybszego tempa dystrybucji szczepionek jest przejściowy i zaniknie, jak tylko Europa rozwiąże problemy dostaw. Restrykcje covidowe i zakłócenia w wymianie handlowej po wdrożeniu warunków brexitu będą osłabiać aktywność gospodarczą i osłabiać skalę odbicia. Będzie to stanowić ryzyko do rewizji w dół prognoz gospodarczych Banku Anglii i potencjalnej zmiany nastawienia na bardziej gołębie.

EUR/PLN odbił do 4,50, gdyż trudno budować pozytywne nastroje do walut rynków wschodzących, kiedy optymizm mąci powrót siły dolara. Raport z rynku pracy USA tworzy mieszany efekt dla walut emerging markets. Lepsze dane z jednej strony budują zaufanie do siły globalnego ożywienia i wspierają apetyt na ryzyko; z drugiej – to pozytywny sygnał dla USD. Biorąc pod uwagę silną zależność walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej z zachowaniem EUR/USD, w dobrych danych z USA widziałbym większe ryzyko osłabienia złotego w kierunku 4,52 za euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Divante przejmuje Brand Active

4 lutego 2021r. Divante, z giełdowej grupy OEX, nabyła 70 proc. udziałów spółki Brand Active, rzeszowskiej agencji tworzącej e-sklepy na Shopify, jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się platform sprzedażowych na świecie.

Dzięki przejęciu Divante poszerza ofertę o technologię oferowaną przez Shopify, a Brand Active uzyskuje dostęp do polskich i międzynarodowych klientów Divante. Shopify uzupełnia oferowane już przez Divante technologie jak m.in. Adobe Magento, commercetools, SAP, Shopware, Vue Storefront i Mirakl. Przez ostatni rok Divante i Brand Active współpracowały strategicznie z pozytywnym efektem, co pozwoli od razu uruchomić wspólną ofertę.Divante przejmuje Brand Active_2

Jako Top of Mind eCommerce Company chcemy posiadać w ofercie każdą wiodącą technologię eCommerce. Shopify Plus staje się popularnym rozwiązaniem również wśród dużych firm ze względu na szybki czas wdrożenia oraz kompleksowość rozwiązań. Uważamy, że to jest perspektywiczny kierunek i dlatego umacniamy się w tym obszarze. – mówi Marcin Łaskawski, CEO Divante.

Brand Active powstało w 2016 roku i jako jedna z nielicznych agencji w Polsce zajmuje się wdrażaniem sklepów internetowych w oparciu o ekosystem Shopify. Firma oferuje również development PIM Akeneo, Comarch eSklep, Shoper Premium, UX/UI Design i marketing dla e-commerce.  Jednak priorytetowym celem spółki jest dostarczanie technologii Shopify i Shopify Plus. Brand Active jest laureatem rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE w kategorii Rising Stars 2020.

Divante to wiodący e-commerce software house w Europie i wzór dla wielu technologicznych firm, dlatego jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani, tym, że trafiamy pod ich skrzydła. Stawiamy na Shopify Plus i w tym kierunku będziemy nadal wzmacniać zespół. Planujemy również rozwój projektów Shopify w oparciu o Vue Storefront. Chcemy realizować kolejne wdrożenia e-commerce w Polsce oraz ekspansję na rynki zagraniczne a współpraca z Divante ma nam w tym pomóc. – mówi Marcin Rudzik, CEO, Brand Active

Shopify jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się platformą sprzedażową na świecie (aktualnie ponad 1.4 mln e-sklepów), natomiast Shopify Plus jako wersja enterprise dla dużych e-commerce rozwija się w tempie 30 proc. rocznie i jest częstą alternatywą do rozwiązań dedykowanych czy open source. Brand Active jako oficjalny Shopify Partner promuje i z powodzeniem wdraża tę technologię, w biznesach e-commerce.

Amazon rośnie szybciej niż globalne e-commerce

Amazon dominuje w e-commerce podczas pandemii. W stosunku do 2019 roku marketplace kierowany przez Jeffa Bezosa odnotował wzrost sprzedaży o 39,1%. Dla porównania cały globalny handel w sieci rósł w tempie wolniejszym aż o 12 punktów procentowych.

W tym roku handel elektroniczny będzie wart 5 bilionów dolarów, przekonują eksperci eMarketera. Ten imponujący wynik zawdzięczamy rewolucji w zakresie preferencji zakupowych, jakimi kierują się klienci. Jak podaje McKinsey ponad 75% konsumentów w USA, w 2020 roku zmieniło swoje zwyczaje nabywcze, klienci chętnie przeszli na nowe marki i zrobili zwrot w kierunku zakupów online. – Wiosną 2020 pod każdą szerokością geograficzną handel przeniósł się do sieci. Było to spowodowane nie tylko kwestiami bezpieczeństwa, czy wprowadzanymi obostrzeniami, ale także pragmatyzmem kupujących. Zakupy w sieci są wygodniejsze, mnogość i konkurencyjność ofert online też jest większa niż w handlu tradycyjnym. Możliwości e-handlu są znacznie większe niż jego konwencjonalnego odpowiednika – tłumaczy Aleksandra Szarmach Dyrektor Marketingu i Sprzedaży w spółce Nethansa. Ta działająca na polskim i niemieckim rynku firma dostarcza zaawansowane rozwiązania do automatyzacji sprzedaży i logistyki sklepom operującym na Amazonie. To właśnie gigant zza wielkiej wody jest jednym z wygranych pandemii. Jeżeli przedstawiciele świata e-handlu rozdawaliby coroczne nagrody w formie Oscarów, to Jeff Bezos musiałby kupić sobie pokaźną gablotę na statuetki, bo marektplace z Seattle (dosłownie) rozbił bank.

Ważna lekcja z roku 2020: sprzedawca musi być cyfrowy

Z raportu opublikowanego przez branżowy serwis eMarketer, dowiadujemy się, że w ubiegłym roku globalne e-commerce urosło o 27,6%. Powiedzieć, że e-handel w 2020 eksplodował, to jak nic nie powiedzieć. Jednak te wartości stają się mniej imponujące, gdy zestawimy je z wynikami, jakie wypracował amerykański gigant z Seattle, Amazon.

Eksperci ze wspomnianego wyżej niezależnego ośrodka badawczego wyliczyli, że w stosunku do 2019 roku ecommercowy potentat odnotował ogromny skok w sprzedaży w wysokości – 39,1%. Tym samym marketplace należący do Jeffa Bezosa rósł szybciej niż rynek, na którym działa i to aż o 12 punktów procentowych. Aleksandra Szarmach, która doskonale orientuje się w realiach branży i samego Amazona tłumaczy, że takie tempo nie powinno nikogo dziwić, bo platforma od lat pracowała na swój sukces. – Mówi się, że szczęście to okazja, która spotyka się z przygotowaniem. Amazon był przygotowany, nie dostał niczego za darmo, budował pozycję i zdobywał kolejne przyczółki latami. Teraz zbiera plony – komentuje Aleksandra Szarmach z Nethansy, polskiej firmy specjalizującej się we wsparciu sprzedaży na Amazon.

Handel nie ma granic

Ekosystem handlu online pozwala klientowi udać się do najbliższego sprzedawcy, który oddalony jest nie o kilkaset, ale kilka czy kilkanaście tysięcy kilometrów. Jednym z głównych beneficjentów sprzedaży transgranicznej jest Amazon – Cross border e-commerce znacznie ułatwia wybór. Dotyczy to tak samo rynków rozwijających się, jak i rozwiniętych. Konsument końcowy zyskuje dzięki temu dostęp do towarów bezpośrednio od zagranicznych firm, często w cenie znacznie bardziej atrakcyjnej niż ta, którą zapłaciliby na lokalnym rynku – zauważa ekspertka z Nethansy.

Co ciekawe, wspomniane już kilka razy zjawisko wcale nie jest tak silnie związane z samym koronawirusem, jak mogłoby się powszechnie wydawać. Z danych Nielsena, które zebrano jeszcze przed początkiem pandemii, jasno wynika, że konsumenci na całym świecie kupowali sporo produktów, które znajdowały się poza ich krajem macierzystym. Średni odsetek klientów, którzy dokonali zakupów poza swoim rodzimym rynkiem, według kontynentów prezentował się następująco: Europa (63,4%), za nią Azja i Pacyfik (57,9%), Afryka (55,5%) i obie Ameryki – Południowa (54,6%) i Ameryka Północna (45,5%).

Zdaniem eksperta z Nethansy Jeff Bezos i spółka mają wszelkie argumenty po swojej stronie, by skutecznie wykorzystać rozwijający się dynamicznie trend. – Transgraniczna sprzedaż może w niedługim czasie pozwolić Amazonowi nie tyle przyspieszyć, ile utrzymać imponującą dynamikę wzrostu. Bo o ile samo zjawisko cross border e-commerce nie jest nowością, to tempo rozwoju już tak – podsumowuje Aleksandra Szarmach. Czy w 2021 Amazon pobije sam siebie i znowu pójdzie na rekord? Czas pokaże. Jedno jest pewne, niedługo serwis będzie miał szansę rozgościć się w polskim e-handlu i powalczyć o palmę pierwszeństwa.

Polacy zarobią na Amazonie?

Na oficjalny start sklepu Amazon wraz z towarzyszącymi mu usługami i funkcjonalnościami czekaliśmy nad Wisłą od dawna. Pytaniem nie było “czy”, a “kiedy”. Jednak dopiero pod koniec stycznia globalny lider e-commerce nareszcie ogłosił start prac nad polską wersją swojego sklepu.

Obserwując sytuację z innych regionów, możemy być pewni, że gigant z Seattle z impetem wejdzie w rodzimy rynek, trzęsąc jego fundamentami. A co to właściwie oznacza dla Polski? Ekspert z Nethansy wyjaśnia: – To jeden mały krok dla Amazona, ale wielki skok dla rodzimego e-commerce. Ta inicjatywa wpłynie nie tylko na obraz handlu internetowego, ale ogólnie odciśnie swoje piętno na całym nadwiślańskim retailu. Jednak paradoksalnie, świeżo ogłoszona decyzja Amazona jest znacznie ważniejsza dla sprzedających, niż dla kupujących  – tłumaczy Aleksandra Szarmach.

Warszawa magnesem dla centrów danych

Technologie chmur obliczeniowych, sztucznej inteligencji i 5G przyśpieszają rozwój sektora centrów danych na całym świecie. Zwiększony popyt na usługi informatyczne oraz dynamiczny rozwój e-commerce to główne czynniki mające bezpośredni wpływ na wzrost zainteresowania globalnych firm technologicznych regionem Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla obiektów typu data center jest Warszawa.

Według danych zawartych w raporcie. „Data Centre European Secondary Markets”, Warszawa cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony hiperskalerów, deweloperów i całego, większego ekosystemu, ponieważ każdy z tych podmiotów zastanawia się, jak najlepiej obsłużyć Europę Środkowo-Wschodnią. Jako największe miasto w Polsce (i jedno z największych w regionie), Warszawa przyciągnęła niemałe inwestycje globalnych firm, na czele z niedawną decyzją Microsoftu o zainwestowaniu ponad 1 miliarda dolarów w lokalną infrastrukturę, szkolenia i usługi w chmurze dla przedsiębiorstw i rządu. Nie pozostając w tyle, Google ogłosił swoją inwestycję o wartości 2 miliardów dolarów, prognozując, że ich własny region chmurowy i związana z nim infrastruktura zostaną uruchomione w 2021 roku. Globalne centrum danych REIT Equinix posiada w Warszawie trzy lokalizacje, a stosunkowo młody międzynarodowy gracz EdgeConneX, ogłosił współpracę z Megaport i Ori Industries w celu poprawy lokalnej łączności. Do tych organizacji dołącza włoska firma chmurowa Aruba, lokalny Atman z dwoma dużymi obiektami oraz wielu mniejszych operatorów. Na uwagę zasługuje amerykański operator hiperskalowy Vantage, który planuje wejść na rynek w 2021 roku z pierwszą fazą kampusu. Przy pełnej rozbudowie będzie on miał 64 MW, czyli dwa razy więcej niż obecny rynek.

Jesteśmy świadkami rewolucji pod hasłem „data center”. Duże firmy i administracje rządowe kontynuują transformację technologiczną na coraz szerszą skalę. Widać to również wyraźnie w liczbach – wydatki na hiperskalową infrastrukturę chmurową wynosiły w 2019 r. około 8,7 mld EUR, natomiast zgodnie z szacunkami do 2024 roku wzrosną nawet do 50 mld EUR. Paradoksalnie, kryzysowa sytuacja związana z pandemią koronawirusa może wspomnianą zmianę jeszcze przyspieszyć. Tym samym, na mapie Europy i świata pojawiają się nowe lokalizacje dla centrów danych. Zainteresowanie firm technologicznych koncentruje się dziś głównie na europejskich stolicach, przykładowo, Warszawie, Wiedniu, Madrycie, Berlinie czy Pradze – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Centra danych, dawniej uznawane za aktywa uzupełniające dla globalnych firm, obecnie stanowią fundament gospodarki informacyjnej, a wartość inwestycji w tę klasę aktywów w minionej dekadzie przekroczyła 100 mld dolarów, wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield pt. Global Data Center Market Comparison. Pandemia w roku 2020 przyspieszyła tylko zmiany w strategiach informatycznych firm, które zaczęły szybko korzystać z usług w chmurze. W najbliższych latach można się spodziewać kontynuacji i optymalizacji tego procesu, co spowoduje dalszy wzrost znaczenia dostępności usług w chmurze i rozwoju centrów danych.

Pamiętajmy, że najemcy centrów danych nie wpisują się w standardy rynkowe pod kątem oczekiwań – obiekty tego typu muszą spełniać konkretne wymagania techniczne w zakresie bezpieczeństwa, dostępności mediów i odległości od centrów dużych miast – dodaje Joanna Sinkiewicz.

Liczba realizowanych nowych inwestycji wzrosła w zawrotnym tempie – obecnie powstają obiekty o mocy 2,9 GW w porównaniu z 1,6 GW w ubiegłym roku. Nadal rośnie znaczenie rynków wschodzących, a zwłaszcza zainteresowanie regionami w Europie i Azji ze względu na przenoszenie niektórych procesów do centrów danych typu edge. Rynki alternatywne często zapewniają operatorom centrów danych wyższe marże, a niektóre z nich mają szansę dołączyć w przyszłości do grona rynków głównych. Więcej na ten temat można przeczytać w raporcie firmy Cushman & Wakefield pt. „Data Centre European Secondary Markets”.

Patrząc w przyszłość, można pokusić się o stwierdzenie, że potencjał inwestycji w centra danych w Polsce będzie wzrastał. Poza takimi atutami jak lokalizacja Polski na mapie Europy i konkurencyjne stawki sprzedaży gruntów na tle innych państw, dochodzą również takie kwestie jak rosnące doświadczenie wśród podmiotów realizujących tego typu inwestycje, ale także doświadczenie organów administracji i gestorów mediów, których rola jest kluczowa do realizacji tego typu przedsięwzięć – podsumowuje Kamil Żach, Senior Negotiator, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Global Data Center Market Comparison to pierwszy raport dotyczący centrów danych, który zawiera omówienie i ranking najbardziej atrakcyjnych rynków pod względem możliwości wyboru lokalizacji i inwestycji w tego typu obiekty. Prezentuje proces analizy leżący u podstaw całości działań podejmowanych przez Cushman & Wakefield w imieniu klientów w odniesieniu do centrów danych, który umożliwia wnikliwe i analityczne podejście pozwalające na maksymalizację zysków.

Raport przedstawia analizę 1189 centrów danych na całym świecie, opracowaną z wykorzystaniem unikalnej metodologii kryteriów ważonych, która umożliwiła stworzenie rankingu 48 globalnych rynków i zestawienia Pierwszej Dziesiątki Rynków. Informacje o najważniejszych, wschodzących rynkach centrów danych można znaleźć w części „10 Rynków Wschodzących”.

Pandemia zmieniła rynek pracy. W 2021 r. firmy postawią na fachowców i optymalizację kosztów

W działach finansowych firm wzrośnie znaczenie menedżerów, którzy przeprowadzą transformację organizacyjną. Z kolei wychodzenie z pandemii może spowodować większe zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Firmy z sektora finansowego już zgłaszają potrzeby rekrutacyjne związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Z kolei w branży usług wspólnych dla biznesu trwa walka o kandydatów, szczególnie znających język niemiecki. W gronie najbardziej poszukiwanych pracowników pozostaną specjaliści ds. e-commerce. Tak prognozują eksperci z firmy rekrutacyjnej Antal.

W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, co czeka polski rynek pracy w 2021 roku. Pandemia nieodwołalnie zmieniła jego rzeczywistość. Ostatnio na znaczeniu zyskały zawody umożliwiające firmom skuteczniejsze działania w świecie pełnym ograniczeń.

– W finansach zyskają menedżerowie, którzy będą w stanie przeprowadzić transformację organizacyjną, tzn. od początku ustawią lub udoskonalą procesy, opracują model biznesowego zarządzania i wdrożenia planów nowej strategii. Kluczowe w organizacjach będą osoby odpowiedzialne za wspieranie płynności finansowej, z doświadczeniem oszczędności z tytułu podatków, zabezpieczania takiego ryzyka czy optymalizacji kosztów – prognozuje Małgorzata Tryc, Senior Consultant w firmie Antal.

Mówi się, że obszar, który skorzysta na zmianach w obecnej sytuacji to corporate finance, ponieważ umożliwia poprawę efektywności finansowej i operacyjnej firmy oraz pozwala na ocenę opłacalności planowanych inwestycji. W ubiegłym roku działy finansowo-księgowe dość często korzystały z możliwości pracy zdalnej ze względu na pandemię. Wiele wskazuje na to, że będą też jednymi z ostatnich, które wrócą do pracy w biurze. Natomiast wychodzenie z pandemii może zwiększyć zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Dotychczasowe działania, które podejmowała zdecydowana większość firm, to próby ograniczania strat.

– COVID-19 wymusił poprawę infrastruktury IT wśród całej branży bankowości. Już wcześniej obserwowany był duży ruch na rynku rekrutacyjnym w tym sektorze. Aktualnie jest on najszybciej rozwijającym się działem, o ogromnym potencjale. Niemniej ważne są kwestie związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Już teraz obserwujemy w tym obszarze spore potrzeby rekrutacyjne wśród firm z sektora finansowego – analizuje Fabian Pietras, Business Unit Director w Antal.

Z kolei głównie na działy HR spłynęły oczekiwania dotyczące skutecznej transformacji organizacji i optymalizacji działań w związku z pandemią. Pojawiło się wiele nowych, niestandardowych zadań. Trzeba było zmienić podejście do rekrutacji i onboardingu.

– Największe zmiany odczuły jednak działy szkoleniowe. Specjaliści ds. szkoleń i trenerzy musieli przejść do sfery online, a to poza obsługą platform stawiało wyzwania w postaci długości sesji, przerw, interaktywności czy odpowiedniej dynamiki. Zaczęto poszukiwać u kandydatów nowych kompetencji i większej elastyczności. W 2021 roku najbardziej pożądanymi u HR-owców będą umiejętności związane ze światem cyfrowym, a także analityczne, kreatywne i nieszablonowe myślenie – podkreśla Agnieszka Tymoszyk, Senior Client Manager w Antal.

Natomiast Sebastian Sala, Business Unit Director w Antal, zwraca uwagę na sytuację w sektorze usług wspólnych dla biznesu. Tam przeważnie pracuje się całościowo zdalnie. Wynagrodzenia nie rosną, ale też nie maleją. Ekspert dodaje, że o pracowników nadal trzeba walczyć. Jest dość duży popyt, szczególnie na osoby ze znajomością języka niemieckiego. Z kolei według badań, specjaliści ds. e-commerce byli w 2020 roku jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników na rynku. Taki sam trend będzie istniał też w obecnym roku.

– Są branże, które w tym trudnym czasie zanotowały duże wzrosty. Mowa tutaj o internetowych sprzedawcach towarów pierwszej potrzeby, np. artykułów spożywczych, lekarstw i produktów medycznych czy zoologicznych itd. Przedsiębiorstwa, które w dobie pandemii weszły do kanałów online, muszą pracować nad tym, by teraz się w nich utrzymać. Wyzwaniem, które może na nie czekać w 2021 roku, jest rosnąca prowizja w marketplace’ach. Spodziewane są też większe koszty kampanii marketingowych oraz reklam w social mediach – komentuje Roman Zabłocki, Business Unit Director w Antal.

Na rynku obserwuje się wiele trendów technologicznych, takich jak robotyzacja i automatyzacja procesów, blockchain, wykorzystanie chmury internetowej czy wykorzystywanie doradztwa systemowego BigData. Niemniej jednak mówi się, że w 2021 roku aktywność produkcyjna będzie ograniczona ze względu na podwyższoną niepewność, związaną z dalszym rozwojem epidemii.

– Rok 2021 to nowa era platform, e-rozmów, digitalowych wizytówek i listów motywacyjnych w formie MP4. Mocny trend upatruje się szczególnie w crowdstaffingu. Badania przeprowadzone w środowisku HR wskazują, że świadomość dostępności, jak i specyfiki usługi, jest niższa niż 30%, ale to się zmieni. Zatrudnianie freelancerów do projektów pozwala na oszczędność czasu i pieniędzy. Rynek pracy, który zdążył już poznać siłę digitalizacji, jest chętny na alternatywne rozwiązania dla tradycyjnych procedur – podsumowuje Karolina Korzeniewska, ReX Project Manager w Antal.

Stres czy życiowy balans? Polacy o zawodowych wyzwaniach

Stres wynikający z pracy to jedno z najważniejszych wyzwań zawodowych we współczesnym świecie. Ponad połowa respondentów Pracuj.pl uważa, że praca generuje dziś więcej napięć, niż jeszcze dekadę temu. Co więcej, tylko co piąty deklaruje, że nie odczuwa żadnych problemów zawodowych. W zarządzaniu stresem i zawodowymi wyzwaniami Polacy najchętniej sięgają po szkolenia i materiały dotyczące organizacji pracy, ale tylko co czwarty gotów byłby skorzystać z pomocy psychologa. Wraz z ekspertami przyglądamy się staraniom Polaków o zawodowy work-life balance.

W drodze po zawodowy balans

Znalezienie balansu między pracą i codziennym życiem to wyzwanie, z którym mierzy się większość pracowników. Zmieniające się modele pracy czy zacierająca się granica między obowiązkami i czasem wolnym sprawiają, że musimy sobie radzić z dużym stresem. Zdolność do zdobycia tzw. work-life balance rodzi trudności, zwłaszcza w obliczu obciążeń związanych z COVID-19. Jak sobie z tym radzą pracownicy i z jakimi napięciami się mierzą?

To kolejne pytania, na które postanowiliśmy odpowiedzieć w badaniu „Polacy w środowisku pracy”, przeprowadzonym na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca osób. Towarzyszy ono kampanii „W środowisku Pracuj.pl”, zachęcającej do szukania satysfakcjonującej pracy i opowiadającej o różnorodnych doświadczeniach pracowników.
W drodze po zawodowy balans

Obawy nie tylko o utratę pracy

Ponad połowa pracujących Polaków ocenia pozytywnie stabilność i bezpieczeństwo posiadanej pracy (53%). Co piąty ocenia ją nisko (20%), a więcej niż co czwarty – średnio (28%). Jednocześnie jednak tylko co piąty deklaruje, że w minionych 12 miesiącach nie mierzył się z żadnymi problemami w pracy. Już pierwsze wyniki badań pokazują, że napięcia i stres generowane przez różne czynniki zawodowe stanowią wyzwanie dla dominującej grupy Polaków, nawet jeśli nie są związane bezpośrednio ze stabilizacją.
Obawy nie tylko o utratę pracy

Wśród najczęściej wymienianych problemów Polaków w pracy znalazły się obawy o utratę miejsca pracy i pogarszającą się sytuację w firmach, w których są zatrudnieni badani (po 36%). Co czwarty respondent mierzył się z kolei z odmową podwyżki lub awansu, tyle samo osób wskazywało bezpośrednio na trudności z pogodzeniem pracy i życia osobistego.
problemy zawodowe polaków

Miniony rok był trudnym czasem, który powodował więcej nerwów i stresu u pracowników niż wcześniejsze lata. Pandemia COVID-19 wzmocniła wiele kwestii generujących stres, mogących rodzić niepewność. Badania wskazują, że obawy o utratę pracy czy rozwój zawodowy dotykały wielu pracujących osób. Część konsekwencji tych napięć ujawniać się będzie dopiero w tym roku. Dlatego tak ważne jest, by pracodawcy i specjaliści HR pracowali nad programami wsparcia dla zespołu, dbali o wsparcie psychologiczne i narzędziowe oraz jasno je komunikowali. Brak takich działań może skutkować w dalszej perspektywie spadkiem zaangażowania, wypaleniem zawodowym, a nawet odejściami z pracy części specjalistów – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rzadziej podkreślanym, ale również występującym źródłem napięć są konflikty personalne pracowników. Dotyczą one zarówno relacji z przełożonymi i pracodawcami – mierzyło się z nimi 15% badanych – oraz ze współpracownikami (14%).

Wsparcie to nie standard

Warto zauważyć, że na rynku nie brak przykładów pracodawców, którzy starają się dostarczać pracownikom odpowiednie narzędzia wspierające radzenie sobie ze stresem – zwłaszcza w obliczu COVID-19. Dotyczy to m.in. szkoleń uczących zarządzania czasem przy pracy zdalnej, wsparcia ze strony psychologów, wewnętrznych grup dyskusyjnych i konkursów utrzymujących pozytywne relacje w zespole. Podobne inicjatywy wdrożyły w tym czasie m.in. Shell Business Operations, ING Bank Śląski, BNP Paribas, Pfizer, Citi, Capgemini, Grupa Pracuj czy mBank.

Wsparcie to nie standard

Tego typu działania nie są jednak rynkowym standardem – tylko co piąty badany Polak przyznaje, że w jego miejscu zatrudnienia istnieje możliwość skorzystania z pomocy psychologa lub szkoleń wspierających radzenie sobie z problemami (21%). Co więcej, tylko 1 na 3 uważa, że w jego pracy przykłada się uwagę do równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Jak podkreśla Justyna Mazur, autorka podcastów – od niedawna na pełny etat – staranie o work-life balance to często wieloletni, skomplikowany proces.

Rozwój zawodowy w moim życiu pełnił ważną rolę właściwie od samego początku studiów dziennikarskich. Nim się obejrzałam, miałam już na koncie kilkuletnie doświadczenie w pracy redakcyjnej, co dawało poczucie dumy i niezależności. Cena jednak była bardzo wysoka. Po kilku latach zaobserwowałam u siebie wypalenie zawodowe. Wiele lat później, jeśli tylko odkrywałam, że w jakiejś pracy work-life balance jest zaburzony odchodziłam, nie chcąc wpadać w spiralę nieprzespanych nocy. Całą swoją energię włożyłam w to, by moje zainteresowania i pasja stały się ostatecznie moją pracą. Teraz jestem w stanie zauważyć możliwości, opcje i szanse na kolejne wyzwania zawodowe – komentuje Justyna Mazur, czołowa polska podcasterka i blogerka.

A z jakich form wsparcia od pracodawcy chętnie skorzystaliby sami pracownicy, gdyby mieli taką możliwość? Najczęściej, bo w ponad 4 na 10 przypadków wskazują oni na trzy typy narzędzi. Są to materiały i źródła dotyczące dobrej organizacji pracy, szkolenia z efektywnego zarządzania czasem, a także warsztaty radzenia sobie ze stresem. Warto zauważyć, że na ostatnią z tych form wsparcia wyraźnie częściej wskazywały kobiety, niż mężczyźni. Wybierała ją blisko co druga z pań (46%) i nieco ponad co trzeci pan (36%). Kolejnym interesującym aspektem jest fakt, że tylko co czwarty Polak zadeklarował chęć korzystania w pracy ze wsparcia psychologa.

form wsparcia od pracodawcy

Jak na dłoni możemy obserwować dzisiaj zmieniający się rynek pracy. Z jednej strony mnóstwo wyzwań dostarcza nam panująca pandemia. Z drugiej strony sami pracownicy, bogatsi o wiele nowych doświadczeń, mogą częściej zastanawiać się nad tym, jak zadbać o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Dziś mamy przed sobą pracownika, który dostrzega wpływ stresu zawodowego na różne aspekty swojego życia. Ten sam pracownik szuka wsparcia nie tylko w swoim prywatnym świecie, oczekuje go teraz również w miejscu pracy. Te firmy, które będą skłonne zadbać o odporność psychiczną swoich pracowników, mają szansę zbudować niezwykle silne zespoły złożone z ludzi bardziej produktywnych, lepiej radzących sobie z wyzwaniami oraz gotowych do budowania zdrowych relacji ze swoimi współpracownikami – mówi Edyta Zając – psycholożka, trenerka zawodowa i blogerka.

Trudniej niż dekadę temu

W opinii Polaków rosnące tempo życia i napięcia zawodowe odbijają się szczególnie w porównaniu do okresu sprzed dekady. Ponad połowa respondentów uważa, że obecnie praca jest bardziej stresująca niż jeszcze 10 lat temu, a tylko co trzeci jest zdania, że pracodawcy obecnie lepiej dbają o samopoczucie pracownika niż dekadę temu.

Pewną formą wsparcia w radzeniu sobie ze stresem jest dzielenie się obawami ze współpracownikami. Jednak wyzwaniem w tym obszarze pozostaje poziom zaufania do kolegów i koleżanek z zespołu. Według badań Pracuj.pl gotowych do otwartej rozmowy o zmartwieniach ze współpracownikami jest tylko 4 na 10 badanych. Jeszcze rzadziej rozmówcą w takim wypadku może być przełożony – możliwość takiej rozmowy wskazuje 1/3 respondentów.
stres w pracy

Recepty na nowe czasy

Jak zauważają eksperci, pandemia koronawirusa pod wieloma względami stanowi największy zbiorowy sprawdzian dla pracowników i pracodawców w XXI wieku. Jak podkreślaliśmy w raporcie Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności”, Polacy nieźle radzą sobie z wieloma wyzwaniami generowanymi przez COVID-19. Jednocześnie jednak, jak wykazują najnowsze badania, minione 12 miesięcy mocno podkreśliło wiele napięć i trudności, obecnych na rynku pracy od lat. Wszystkie z tych problemów będą jedną z kluczowych kwestii, jakim będą musieli stawiać pracodawcy w 2021 roku – i nie tylko.

3xzdrowie Centrum Medyczne

Rekordowe wyniki MedApp’u w 2020 r. Ponad 6 mln zł przychodów oraz ponad 2 mln zł zysku netto

MedApp, notowana na NewConnect firma technologiczna rozwijająca innowacyjne rozwiązania do diagnostyki obrazowej i medycyny cyfrowej, opublikowała szacunkowe wyniki za miniony rok. W 2020 r. przychody spółki osiągnęły poziom 6 036 tys. złotych i wzrosły o 187 procent w porównaniu do 2019 r. (3 226 tys. złotych). Ponadto w 2020 r. MedApp wygenerował zysk netto w wysokości 2 070 tys. złotych, co stanowiło wzrost o 308 procent w porównaniu do 2019 r. (673 tys. złotych). Natomiast EBITDA, w 2020 r., wyniosła 2 592 tys. złotych i była większa niż w 2019 r. (958 tys. złotych ) o 271 procent. Firma utrzymała tym samym bardzo dużą dynamikę wzrostu wyników finansowych.

W 2021 r. Spółka planuje m.in. przenieść notowania na rynek podstawowy GPW, dalej zwiększać skalę swojej działalności i osiąganych wyników finansowych rozszerzając jednocześnie dystrybucję swych produktów na terenie Europy oraz przygotowując się do uzyskania certyfikacji FDA w USA.

– Miniony rok był niezwykle wymagającym okresem. Pandemia zmusiła cały sektor medyczny do przyspieszenia transformacji cyfrowej. Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku główny nacisk położyliśmy na szybkie wyposażenie lekarzy w zaawansowane narzędzia wspierające ich w codziennej pracy. Coraz większym zainteresowaniem cieszyły się usługi naszej cyfrowej medycyny, pozwalające na zdalne monitorowanie stanu zdrowia pacjentów, ale także rozwiązania wspomagające diagnostykę obrazową, które pomagają w planowaniu i przeprowadzaniu zabiegów medycznych w obszarach kardiologii, onkologii czy ortopedii – powiedział Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu. – Był to jednak najlepszy okres w dotychczasowej historii spółki i z jeszcze większą energią wchodzimy w Nowy Rok, tak aby w 2021 r. i latach następnych wyniki te móc jeszcze stale poprawiać, a także dokonywać dalszego rozwoju naszych innowacyjnych produktów. Chciałbym przy tej okazji wyrazić uznanie dla całego zespołu MedApp za dotychczasowe zaangażowanie w rozwój naszej Spółki – dodaje.

W 2020 r. Spółka w sposób znaczący rozwinęła sprzedaż w kraju, a w tym roku planuje rozszerzyć ją dalej na inne rynki europejskie. W styczniu b.r. MedApp podpisał umowę z Insight Direct (UK) Ltd wchodzącą w skład grupy Insight Enterprises, Inc., światowym liderem oferującym nowoczesne rozwiązania technologiczne dla sektora medycznego. W ramach umowy Insight Direct Ltd będzie dystrybuował na Wyspach Brytyjskich technologie obrazowania holograficznego 3D CarnaLife Holo, stosowane przy zabiegach kardiologicznych, onkologicznych i ortopedycznych. Dodatkowo przedmiotem umowy jest również rozwiązanie SurgeonEye mające zastosowanie w szkoleniu personelu medycznego w oparciu o podobną technologię obrazowania 3D. Rozwiązanie to będzie oferowane przez Insight Direct Ltd podmiotom publicznym m.in. uniwersytetom medycznym oraz ośrodkom farmaceutycznym na terenie Wielkiej Brytanii.

– Widzimy coraz większe zainteresowanie technologią autorstwa MedAppu poza granicami Polski. Już dziś nasze innowacje wykorzystywane są w trakcie zabiegów realizowanych w najbardziej renomowanych klinikach w Europie, a współpraca z Insight Direct (UK) Ltd jest odpowiedzią na rosnący popyt związany z wykorzystaniem zaawansowanych technologii obrazowania 3D w medycynie – powiedział Krzysztof Mędrala. – Cieszymy się na bliską współpracę i wierzymy, że będzie ona jednym z elementów, który pozwoli nam jeszcze szybciej się rozwijać. Insight Enterprises, Inc. obecny jest już na 21 rynkach na świecie, w tym także w Stanach Zjednoczonych. Nasza Spółka obecnie przygotowuje się do certyfikacji FDA z myślą o wejściu na rynek amerykański. W związku z przygotowaniami do złożenia wniosku o certyfikację FDA, firma rozważa także utworzenie spółki zależnej na terenie Stanów Zjednoczonych.

W 2021 r. MedApp planuje także uruchomienie spółki dedykowanej do rozwoju działalności w regionie DACH – tj. w Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

Kolejnym ważnym wydarzeniem, które czeka MedApp w 2021 r. będzie przeniesienie notowań na rynek regulowany GPW. – Wierzymy w sukces oferty, a pozyskane z emisji środki planujemy przeznaczyć na przyspieszenie naszego rozwoju. Jednocześnie sukcesywnie poszerzamy funkcjonalności naszych produktów odpowiadających na wyzwania związane przede wszystkim z chorobami cywilizacyjnymi – dodaje Krzysztof Mędrala. – Poszukujemy także nowych obszarów, czego przykładem jest oferowana od grudnia interaktywna aplikacja SurgeonEye. Wykorzystuje ona trójwymiarowe modele holograficzne do nauki czy prowadzenia zajęć dydaktycznych. Tym samym stawiamy pierwsze kroki w obszarze EduTechu, który ze względu na zmianę modeli nauczania, tak jak branża MedTech, rozwijał się w ostatnich miesiącach bardzo intensywnie. – dodaje.

MedApp sukcesywnie rozszerza także współpracę z międzynarodowymi liderami technologii i medycyny takimi jak Microsoft, GE Healthcare czy Johnson & Johnson, zapewniając tym samym swoim klientom bezpieczne gromadzenie, analizowanie i wizualizację dużej ilości danych. W styczniu 2021 r. Spółka otrzymała od Microsoft status Mixed Reality Partner (DMP), dzięki któremu stała się oficjalnym dystrybutorem urządzenia do wizualizacji holograficznej w mieszanej rzeczywistości – HoloLens 2. MedApp posiada także status Silver Partner w programie Mixed Reality Partner Program (MRPP), a także oferuje swoim klientom rozwiązanie chmurowe Microsoft Azure.

Uczestnictwo w kolejnym programie partnerskim firmy Microsoft jest dla nas dużym wyróżnieniem. To dowód na to, że MedApp świadczy usługi najwyższej jakości. Poszerzanie współpracy ma dla nas istotne znaczenie z perspektywy rozwinięcia kanałów sprzedaży, a takie programy jak MRPP, pozwalają nam na intensyfikację działań marketingowo-sprzedażowych. Cieszymy się, że Microsoft otwiera przed nami kolejne możliwości. Wychodzimy na rynki zagraniczne w obszarze MedTech gdzie istotne jest korzystanie z bezpiecznych, skalowalnych rozwiązań w oparciu o partnerstwo z tak dużym graczem jakim jest Microsoft. W 2021 r. równolegle podejmujemy rozmowy z dystrybutorami i kolejnymi partnerami, którzy wykorzystują nasze aplikacje w coraz szybciej digitalizującym się otoczeniu usług medycznych, zarówno tych związanych z cyfrową medycyną jak i wizualizacją holograficzną 3D. Stawiamy sobie ambitne cele i wierzymy, że będziemy w czołówce spółek zmieniających świat w obszarze ochrony zdrowia – informuje Krzysztof Mędrala.

SPIE przejmuje Energotest

– Frima SPIE ogłosiła dzisiaj przejęcie w Polsce firmy Energotest Sp. z o.o. („Energotest”) od spółki-matki Elektrobudowa.

Energotest świadczy usługi automatyki dla zakładów energetycznych i przemysłowych, obejmujące projektowanie, montaż oraz uruchamianie systemów automatyki i układów automatyki elektroenergetycznej dla nowych i modernizowanych obiektów. Główna siedziba firmy znajduje się na południu Polski, w Gliwicach, ale Energotest działa na terenie całego kraju. W 2019 roku firma zatrudniała ponad 150 wykwalifikowanych pracowników, a jej przychody wyniosły 11,5 mln euro.

Markus Holzke, dyrektor zarządzający SPIE Deutschland & Zentraleuropa mówi: „Cieszymy się, że wiedza wysoko wykwalifikowanych pracowników Energotest umożliwi nam rozbudowę portfolio usług automatyzacji. Firma ta ma szeroką bazę klientów i doskonałą reputację na rynku, a jej zakup to kolejny krok w rozwoju naszych możliwości w Europie Środkowej”.

Paweł Skowroński, dyrektor generalny Dywizji Operacyjnej Central Europe, odpowiedzialny za działalność SPIE Deutschland & Zentraleuropa w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach komentuje: „Cieszymy się z możliwości rozwoju naszej działalności w Polsce w zakresie automatyki przemysłowej. Znakomita opinia i kompetencje Energotest-u pozwolą nam rozszerzyć zakres usług świadczonych przez SPIE w elektrowniach i elektrociepłowniach konwencjonalnych, a także tam, gdzie jesteśmy już obecni – w sektorze energetyki odnawialnej i w stacjach elektroenergetycznych wysokich napięć. Z nadzieją patrzymy na możliwości współpracy”.

Arkadiusz Klimowicz, Prezes Zarządu Energotest dodaje: „Jesteśmy zainteresowani wspólną przyszłością w SPIE, ponieważ umożliwi nam ona efektywny rozwój działalności. Jesteśmy również przekonani, że nasza wiedza w zakresie automatyki będzie stanowiła istotny wkład w rozwój całej spółki”.

Rekordowa liczba pochówków, problem z dostępnością trumien i skromniejsze wydatki na pogrzeby. Branża funeralna podsumowuje dotychczasowy czas pandemii

W 2020 roku zmarło najwięcej osób od II wojny światowej – około 480 tys., urodziło się natomiast niespełna 360 tys. To najgorszy bilans demograficzny w powojennej historii Polski. Dla branży pogrzebowej był to ciężki rok. Z jednej strony wymagał od firm większych nakładów pracy, z drugiej strony przyniósł też wzrost kosztów związanych z restrykcyjnymi wymogami sanitarnymi oraz mniejsze przychody z powodu cięć w wydatkach na pogrzeby i konsolacje. Dodatkową trudnością były problemy z dostępnością trumien. Teraz firmy obawiają się wzrostu zachorowań i zgonów na wiosnę.

W niektórych regionach Polski mieliśmy nawet 50–60 proc. więcej pracy niż w analogicznym roku 2019 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. – Wiązało się to z ogromnymi nakładami, ale często również z brakiem dostępu do trumien. W czasie pandemii w części zakładów produkcyjnych były ograniczenia kadrowe w związku z kwarantanną czy problemami finansowymi, co uniemożliwiało prowadzenie działalności. Nie wszyscy przedsiębiorcy wytwarzający trumny pozyskali ochronę tarczową. Nie posiadaliśmy także dostatecznie dużego wyboru wszystkich materiałów zabezpieczenia bezpośredniego i pośredniego naszych pracowników. Czasowo ograniczony był dostęp do zakupu materiałów takich jak maski ochronne, rękawice, fartuchy, gogle i kombinezony.

Ministerstwo Cyfryzacji i Główny Urząd Statystyczny potwierdziły alarmistyczne dane pojawiające się cząstkowo przez cały 2020 rok. W tym czasie populacja Polski skurczyła się o przeszło 100 tys. osób i jest to najgorszy wynik od zakończenia II wojny światowej, czyli odkąd takie badania są prowadzone. To wypadkowa bezpośrednich i pośrednich skutków pandemii oraz wieloletnich trendów demograficznych. Wzrosła liczba zgonów spowodowanych nie tylko zachorowaniem na COVID-19, także u pacjentów z chorobami współistniejącymi, ale także utrudnionym dostępem do lekarzy, lękiem przed wizytą w placówce służby zdrowia, brakiem miejsc w szpitalach czy przerwaniem leczenia.

Większa liczba zgonów i pogrzebów nie przełożyła się jednak na okres prosperity w branży funeralnej. Tym bardziej że pandemia postawiła przed nią nowe, rygorystyczne wymogi sanitarne.

Pogrzeby COVID-owe wyglądają zupełnie inaczej. Zwłoki osób, które umierają na COVID-19, nie mogą być przygotowane w sposób właściwy, czyli nie mogą być umyte, ubrane, są składane do worków bez możliwości ubrania. Worek jest dezynfekowany, później zwłoki są składane w kolejny worek, znowu dezynfekcja i do trumny, która jest zamykana i dezynfekowana. Nie ma możliwości otwierania trumny przed pochówkiem – opisuje Robert Czyżak.

Te obostrzenia, jak również ograniczenia w liczbie osób uczestniczących w pogrzebie mogły wpłynąć na to, że wydatki na pogrzeby spadły.

Najczęściej rodziny wybierają znacznie tańsze trumny, oprawa kwiatowa jest dużo uboższa, nie ma również możliwości organizacji styp – wymienia prezes PIBP. – Wydatki związane z pochówkiem spadły częstokroć nawet o kilkadziesiąt procent.

Jak wylicza, sumarycznie zarobki były porównywalne z tymi z 2019 roku przy zdecydowanie wyższej liczbie pogrzebów – o ok. 70 tys., czyli ok. 15 proc., i większej liczbie czynności wykonywanych przy przygotowywaniu pochówków.

W najbardziej intensywnym okresie jesiennym (apogeum przypadło na 45. tydzień roku) w dużych aglomeracjach na pogrzeb trzeba było czekać nawet kilkanaście dni, podobnie jak na kremację. W przypadku zgonów COVID-owych na spopielenie zwłok rodziny decydowały się w 60 proc., natomiast wśród pozostałych proporcja jest zwykle odwrotna – w ok. 40 proc. przypadków następuje kremacja, w 60 proc. – tradycyjny pochówek.

Z powodu wysokiego ryzyka epidemiologicznego dla pracowników firm pogrzebowych Polska Izba Branży Pogrzebowej wnioskowała do Ministerstwa Zdrowia o możliwość ich wcześniejszego zaszczepienia. 1 lutego od dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Zdrowia Jarosława Kieszka nadeszła jednak odpowiedź odmowna „[…] o ile pracownicy zakładów pogrzebowych i cmentarzy nie podlegają ustawie z dnia 26 kwietnia 2007 r. o zarządzaniu kryzysowym (Dz.U. z 2020 r., poz. 1856), podlegają szczepieniom na etapie szczepień populacyjnych” – można przeczytać w liście opublikowanym na stronie PIBP.

Jesteśmy na pierwszej linii frontu, dosyć mocno narażeni na zakażenie się koronawirusem. Wiąże się to nie tyle z odbiorami osób zmarłych ze szpitali, bo tam mamy określoną przyczynę zgonu, więc nasze służby są odpowiednio przygotowane w zależności od tego, czy było zakażenie, czy też nie – tłumaczy Robert Czyżak. – Natomiast chodzi raczej o odbiór osób, które umierają poza szpitalami, w domach czy ośrodkach pomocy społecznej.

Konfederacja Lewiatan: Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa niezgodna z prawem międzynarodowym. Może oznaczać olbrzymie straty dla Skarbu Państwa

Zgodnie z projektowaną nowelizacją ustawy o KSC, nad którą rząd pracuje od ponad pół roku, to kryteria narodowościowe i polityczne będą w dużej mierze decydować o tym, czy dana firma technologiczna zostanie wykluczona z polskiego rynku. Prawnicy podkreślają, że stoi to w sprzeczności z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. – Dyskryminowanie dostawców oparte na trudnym do udowodnienia poziomie niebezpieczeństwa ich sprzętu, tylko z uwagi na kraj ich pochodzenia, trudno będzie obronić na gruncie prawa międzynarodowego. Wygrane przez wykluczonych dostawców spory międzynarodowe to olbrzymie straty dla Skarbu Państwa – uważa Aleksandra Musielak z Konfederacji Lewiatan. 

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce technologii 5G oraz wybór dostawców sprzętu i oprogramowania dla nowego standardu. Bez jej uchwalenia nie ruszy też aukcja UKE na częstotliwości niezbędne dla budowy polskiej sieci 5G. Prace nad nowelizacją trwają od co najmniej pół roku, a w międzyczasie zgłoszono do niej kilkaset uwag. Druga propozycja zmian w tym akcie prawnym z 20 stycznia br. wywołała kolejne kontrowersje.

Zastrzeżenia ekspertów, prawników i podmiotów z branży telekomunikacyjnej budzą m.in. zapisy, które pozwalają wykluczyć z polskiego rynku niektórych dostawców infrastruktury na podstawie kryteriów politycznych i narodowościowych.

– Projektodawca zrezygnował z rzeczowych, obiektywnych technicznych kryteriów oceny sprzętu i oprogramowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Musielak z Departamentu Prawa Gospodarczego Konfederacji Lewiatan. – W trakcie oceny dostawców Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa będzie kierować się w dużej mierze kryteriami politycznymi, w tym m.in. prawdopodobieństwem, z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod kontrolą państwa spoza Unii Europejskiej lub NATO czy stopniem i rodzajem powiązań pomiędzy dostawcą sprzętu lub oprogramowania i tym państwem.

Pierwsza propozycja nowelizacji zawierała nawet zapisy pozwalające wykluczyć z rynku firmę pochodzącą z kraju, w którym nie są przestrzegane prawa człowieka. Po licznych uwagach z rynku rząd wycofał się z tego zapisu, jednak w projekcie pozostawił szereg innych, uznaniowych kryteriów, które – jak wskazują eksperci – są wymierzone przede wszystkim w firmy technologiczne z Chin.

Firmy, które na ich podstawie zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, czyli za tzw. dostawców wysokiego ryzyka, zostaną odcięte od kontraktów na budowę sieci 5G. Nie będą się też mogły odwołać od decyzji, ponieważ projektowane przepisy nie zawierają odpowiednich, zgodnych z Kodeksem postępowania administracyjnego, narzędzi prawnych w tym zakresie. Ponadto operatorzy telekomunikacyjni korzystający z usług bądź sprzętu tzw. dostawców wysokiego ryzyka będą zobowiązani pozbyć się ich w ciągu pięciu–siedmiu lat. Między innymi z tego powodu rynek telekomunikacyjny wielokrotnie apelował już o wprowadzenie bardziej mierzalnych, merytorycznych kryteriów oceny dostawców, opartych m.in. na technicznych parametrach czy certyfikacji bezpieczeństwa.

Zdaniem ekspertki nowy projekt zmian w ustawie o KSC jest wątpliwy z punktu widzenia jego zgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami dotyczącymi m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Chodzi m.in. o art. 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zakazuje m.in. ograniczania swobody przedsiębiorczości.

– W uzasadnieniu projektu oraz ocenie skutków regulacji nie podjęto analizy skutków w stosunku do zobowiązań Polski wynikających z przepisów prawa międzynarodowego, w szczególności porozumienia o wolnym handlu GATT, a także bilateralnych porozumień inwestycyjnych, na co zwracano uwagę już na etapie konsultacji publicznych. Projekt budzi też wątpliwości co do zgodności z przepisami UE, w szczególności w zakresie tzw. stanowiska 5G Toolbox – wymienia Aleksandra Musielak.

Projektowane przepisy budzą też wątpliwości z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka czy Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, która stanowi, że „każdy jest równy wobec prawa” (art. 20) oraz zabrania się „wszelkiej dyskryminacji ze względu na narodowość” (art. 21 ust. 2).

Projekt nowelizacji prawdopodobnie będzie wymagać też notyfikacji Komisji Europejskiej. Ten obowiązek wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z 23 grudnia 2002 roku w sprawie sposobu funkcjonowania krajowego systemu notyfikacji norm i aktów prawnych. To oznacza, że – ze względu na wskazywane wątpliwości legislacyjne – projekt może utknąć na poziomie KE.

Ekspertka z Konfederacji Lewiatan wskazuje także, że wdrożenie noweli w obecnym kształcie – z mechanizmem zaprojektowanym w celu wykluczenia konkretnych dostawców – może budzić obawy inwestorów, czy np. nie zostaną nagle wykluczeni z polskiego rynku ze względu na kraj pochodzenia.

– To także obniżenie prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. Samo wszczęcie sporu może być sygnałem dla inwestorów zagranicznych, że w Polsce mogą mieć do czynienia z niestabilnym ekosystemem prawnym i ekonomicznym – podkreśla.

Przedsiębiorcy coraz częściej kontaktują się z urzędami przez internet. Rząd pracuje nad kolejnymi usługami online

Pandemia zwiększyła zainteresowanie usługami online wśród przedsiębiorców. Liczba spraw załatwianych przez internet za pomocą serwisu Biznes.gov.pl wzrosła o ponad 300 proc. W ten sposób znacznie częściej składane są wnioski o założenie działalności gospodarczej czy o zmianę danych firmy. Trwają prace nad wdrożeniem kolejnych e-usług, które ułatwią życie przedsiębiorcom. Dalsza cyfryzacja jest jedną z kluczowych osi białej księgi rozwoju polityki przemysłowej, nad którą pracuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii.

 Niewątpliwie pandemia COVID-19 i ubiegły rok pokazały ogromne znaczenie i rolę internetu, zarówno w kontaktach bezpośrednich z administracją publiczną, jak również w kontaktach między klientem a przedsiębiorstwami. Myślę, że te narzędzia będą nam towarzyszyły przez kolejne lata. Automatyzacja i cyfryzacja następuje we wszystkich przedsiębiorstwach, zarówno tych dużych, jak i z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, ale również mikrofirmach, na które zazwyczaj składają się jednoosobowe działalności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Pandemia przyspieszyła cyfryzację i wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych. Raport Banku Światowego przygotowany we współpracy z PARP „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska” wskazuje, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie internetu, aplikacji czy platform cyfrowych. Przyspieszenie procesu cyfryzacji w ostatnich miesiącach nastąpiło także w administracji publicznej. Z e-usług korzysta coraz więcej Polaków. Jeszcze w połowie lutego 2020 roku Profil Zaufany miało 5 mln obywateli. Pod koniec września było to 8 mln, obecnie już niemal 9 mln. Także przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z e-usług przy prowadzeniu działalności. Portal Biznes.gov.pl zanotował w ciągu roku zwiększenie liczby odsłon o 61,4 proc. – z 30,5 mln w 2019 roku do 49,2 mln w ubiegłym.

 Z portalu Biznes.gov.pl w 2020 roku skorzystało ponad 355 tys. przedsiębiorców. Mówimy tutaj o wszelakich dokumentach związanych z podatkami, jak również ze zmianą kryteriów czy obszarów działalności danego przedsiębiorstwa – wskazuje Olga Semeniuk.

Liczba wniosków wzrosła w ciągu roku o 317 proc. (w 2019 roku firmy załatwiły online tylko 85 tys. spraw). Największą popularnością cieszą się zaświadczenia z urzędu skarbowego o niezaleganiu z podatkami oraz zmiana danych w CEIDG. W tym ostatnim przypadku wpłynęło blisko 600 tys. wniosków, o ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej. Ich udział w ogólnej liczbie wniosków wzrósł skokowo – z 28 proc. w 2019 roku do 48 proc. w ubiegłym roku.

W 2020 roku do elektronicznego rejestru CEIDG wpłynęło 109,5 tys. wniosków dotyczących założenia działalności gospodarczej, czyli 71 proc. więcej niż w 2019 roku (64,1 tys.). Tylko w grudniu stanowiły one 53,5 proc. wszystkich wniosków dotyczących rejestracji. W całym roku udział wniosków online w stosunku do tradycyjnej formy kontaktu z urzędami podwoił się – z 21 proc. do 42 proc.

– Przedsiębiorcy chętnie korzystają przede wszystkim z pakietów podatkowych. Dodatkowo wykorzystują informacje, przewodniki, jak wykorzystywać tarcze finansową i antykryzysową – wymienia wiceminister.

Automatyzacja i cyfryzacja jest jedną z osi opracowywanej właśnie białej księgi rozwoju polityki przemysłowej. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii z końcem stycznia zakończyło pierwszy etap jej konsultacji.

 Chodzi o stworzenie przyjaznego świata w internecie do tego, aby zarówno przedsiębiorcy, jak i klienci mogli z tych usług korzystać – zapowiada Olga Semeniuk. – Jesteśmy również na etapie procesu e-paragonu. To są istotne instrumenty, które pozwolą nam nie w sposób bezpośredni, ale za pośrednictwem internetu załatwiać najważniejsze i najpilniejsze potrzeby.

Pandemia szansą dla mikromobilności. Hulajnogi elektryczne stały się sposobem na bezpieczne przemieszczanie się, również na obrzeżach miast

W czasie wiosennego i jesiennego lockdownu mobilność Polaków zmalała odpowiednio o 55 proc. i 34 proc. – wynika z danych naukowców z uniwersytetu w Waszyngtonie przytaczanych w raporcie stowarzyszenia Mobilne Miasto. Był to trudny rok m.in. dla operatorów rowerów współdzielonych i skuterów na minuty. Mimo początkowych trudności i niepewności elektryczne hulajnogi nie odnotowały jednak spadku zainteresowania. Wręcz przeciwnie, rynek w 2020 roku mocno się rozbudował.

– Miniony rok był bardzo specyficzny dla wszystkich operatorów szeroko rozumianej mikromobilności, zarówno hulajnóg elektrycznych, jak i rowerów współdzielonych. Szczególnie na początku roku nie było do końca wiadomo, czy można korzystać z takich pojazdów. Podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa wprowadzono sporo restrykcji, w wyniku których zarówno w Europie, jak i w Polsce liczba przejazdów mocno spadła. Bardzo szybko zauważyliśmy jednak odwracanie się tego trendu – mówi agencji Newseria Biznes Borys Pawliczak, dyrektor generalny firmy Dott.

Jak wskazują dane z Institute for Health Metrics and Evaluation na Uniwersytecie Waszyngtońskim (na podstawie informacji o przemieszczaniu się telefonów komórkowych), mobilność Polaków w połowie kwietnia była o 55 proc. mniejsza niż zwykle w tym okresie. Do normalnych poziomów powróciła na chwilę w połowie września, by ponownie spaść o 34 proc. w połowie listopada. Podobne spadki odnotowano także na początku stycznia. Jak podkreślają eksperci stowarzyszenia Mobilne Miasto, to miało przełożenie na korzystanie ze współdzielonych pojazdów („Stress test zaliczony. Mikromobilność w Polsce 2020”).

W czasie pierwszego lockdownu rząd na sześć tygodni zakazał korzystania z rowerów współdzielonych, co przyczyniło się do spadków wszystkich wskaźników dotyczących tego rynku – zarówno liczby operatorów, systemów wypożyczeń, jak i samych rowerów. W drugim kwartale, kiedy sezon rowerowy startuje, zwykle w użyciu jest ok. 30 tys. pojazdów. Do końca ubiegłorocznego sezonu udało się odbudować 2/3 szczytowego potencjału (niecałe 20 tys. rowerów).

Z e-hulajnogami sytuacja na początku wyglądała podobnie, bo w drugim kwartale część firm zawiesiła swoją działalność, ale wraz z luzowaniem obostrzeń rynek zanotował znaczące odbicie. Użytkownicy chętniej korzystali z hulajnóg, unikając przejazdów transportem publicznym.

– Podczas gdy liczba wypożyczeń rowerów spada, to w przypadku hulajnóg elektrycznych rośnie z miesiąca na miesiąc. Czy hulajnogi zastąpią kiedyś rowery? Nie wydaje mi się, bo to są zupełnie inne sposoby przemieszczania się po mieście, pełniące inną funkcję. Dużo osób korzysta z hulajnóg elektrycznych, by szybko załatwić jakąś sprawę w pobliżu domu czy pracy, a na co dzień na dłuższych trasach korzysta z rowerów – mówi Borys Pawliczak.

Stowarzyszenie Mobilne Miasto szacuje, że liczba dostępnych pojazdów wzrosła o 100 proc. w ciągu roku, do prawie 20 tys. w szczycie sezonu. Są one już dostępne w 39 miastach i miejscowościach (na koniec 2019 roku było ich dziewięć). Potwierdzają to również dobre wyniki działalności operatora Dott, który wszedł na polski rynek w środku pandemii, czyli w maju 2020 roku.

– Zauważaliśmy we Francji oraz Włoszech, że ludzie w czasie pandemii zaczynają trochę zmieniać swoje przyzwyczajenia i sposób poruszania się po mieście. Już nie były to centra miast, ale bardziej dzielnice, w których mieszkają. Nie korzystają z hulajnóg po to, żeby dostać się do innego środka komunikacji, ale raczej do sklepu bądź też załatwić najpotrzebniejsze rzeczy w okolicy. Dlatego też trochę wbrew pierwszym założeniom postanowiliśmy uruchomić nasze hulajnogi elektryczne, skupiając się na dzielnicach mieszkalnych – mówi dyrektor generalny Dotta.

Hulajnogi firmy stanęły m.in. na warszawskiej Białołęce, czyli w dzielnicy uważanej za sypialnię stolicy.

– Od razu zauważyliśmy ogromne zainteresowanie mieszkańców. Spośród dzielnic, gdzie działamy, jest to obszar, którego mieszkańcy wykonują najwięcej przejazdów. Na początku trochę nas to zdziwiło, natomiast potem tylko potwierdziło ten trend, że ludzie potrzebują bezpiecznego środka transportu koło miejsca zamieszkania, by móc wykonać podstawowe potrzeby transportowe w obrębie swojego najbliższego środowiska – mówi Borys Pawliczak.

Jak podkreśla, hulajnogi pojawiają się także w coraz mniejszych miastach, nawet ok. 10–15 tys. mieszkańców, bo zapotrzebowanie na takie usługi również tam rośnie.

– Pandemia koronawirusa okazała się szansą dla mikromobilności. Usługi te rozwijają się w szalonym tempie, z roku na rok przybywa pojazdów, ale również ich typów. Wszystko wskazuje na to, że ten sposób przemieszczania się po mieście zostanie z nami na dłużej – mówi ekspert. – Tym bardziej że mikromobilność pozytywnie wpływa na nasze środowisko naturalne i jest bardzo dobrą alternatywą, szczególnie na krótkich trasach, dla samochodów osobowych.

Polacy opracowali technologię mogącą oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny. Wkrótce w polskich miastach stanie kilka takich urządzeń

Według Europejskiej Agencji Środowiska kraje bałkańskie pod względem niektórych wskaźników powietrza wypadają gorzej niż Polska. Mimo to na 100 europejskich miast o największym zanieczyszczeniu powietrza co trzecie z nich leży w naszym kraju. To efekt wykorzystania na ogromną skalę węgla do ogrzewania domów i emisji związanej z transportem. Rozwiązaniem może być Miejski Filtr Powietrza, który jest w stanie oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny.

– Swoim działaniem doprowadziliśmy do momentu, w którym rozmawiamy nie o tym, czy mamy zanieczyszczone powietrze, tylko jak dużym problemem to zanieczyszczenie powietrza jest. Niech statystyką potwierdzającą ogrom problemu będzie to, że w Polsce 45 tys. ludzi rocznie umiera z powodu smogu. 1 lutego 2021 roku 29 miast Polski znalazło się wśród 100 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Jest to ogromny problem, nie stać nas już na czekanie, musimy przejść do działania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Muzyka, dyrektor operacyjny Oxygen City.

W połowie stycznia dwa polskie miasta (Warszawa i Wrocław) znalazły się w pierwszej dziesiątce metropolii z najgorszą jakością powietrza na świecie. Stolica zajęła ósme miejsce i w rankingu wyprzedziła m.in. indyjski Mumbaj. Teoretycznie, według Europejskiej Agencji Środowiska, pod względem części wskaźników jakości powietrza gorzej od Polski wypadają w Europie kraje bałkańskie, jednak co trzecie najbardziej zanieczyszczone miasto znajduje się właśnie w naszym kraju.

– Obecny poziom technologii i nasze codzienne działania nie pozwalają na wyeliminowanie wszystkich źródeł zanieczyszczeń powietrza. To, co możemy zrobić na pewno, to w pierwszej kolejności ograniczyć palenie węglem, wymienić kopciuchy, używać komunikacji publicznej, używać samochodów niskoemisyjnych, edukować, ale też rozliczać instytucje, które są odpowiedzialne za to, jakim powietrzem w miastach oddychamy – zaznacza Jakub Muzyka.

Polska jest jedynym krajem w Europie, który obecnie zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. W miastach takich jak Warszawa nawet 60–80 proc. zanieczyszczeń jest emitowanych przez transport samochodowy. Pomóc w tym mogą opracowane przez Oxygen City Miejskie Filtry Powietrza.

– Miejskie Filtry Powietrza to urządzenia, które oczyszczają powietrze 24 godziny na dobę. W ciągu godziny taki filtr jest w stanie oczyścić 40 tys. m3 powietrza z pyłów zawieszonych takich jak PM1, PM2.5, PM10. Dla zobrazowania w ciągu doby to urządzenie oczyszcza kubaturę wielkości Stadionu Narodowego. Naszą ideą jest oczyścić jak najwięcej powietrza w Warszawie i mamy dzięki naszym filtrom powietrza narzędzie, które realnie działa tu i teraz i walczy ze smogiem – mówi dyrektor operacyjny Oxygen City.

Choć Miejski Filtr Powietrza przypomina zwykły domowy oczyszczacz powietrza, skala jego działania jest znacznie większa. Jedno urządzenie jest w stanie oczyścić nawet 30 mln m3 powietrza w ciągu miesiąca.

– Maszyna działa poprzez wymuszony obieg powietrza, powietrze wpada z jednej strony maszyny i wylatuje drugą stroną. Sercem całego urządzenia są filtry elektrostatyczne. W teorii powinniśmy je wymieniać raz na pół roku, ale biorąc pod uwagę, że stawiamy je w newralgicznych punktach Warszawy, gdzie smog jest bardzo duży, czyścimy je mechanicznie raz na trzy miesiące – tłumaczy Jakub Muzyka.

Większość miast na świecie walczy ze smogiem, jednak część innowacyjnych rozwiązań, które mają za zadanie oczyścić powietrze, ma słabą skuteczność. Przykładem może być Smog Free Tower, czyli oczyszczacz powietrza w kształcie kilkumetrowej wieży. Wysokie na 7 m urządzenie stanęło w parku w centrum Krakowa. Według naukowców z Zespołu Fizyki Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej wieża oczyszczała jednak powietrze w promieniu 50 m, a stężenie  pyłów PM10 najbliżej niej spadło o 12 proc. W przypadku urządzenia polskiej firmy badania potwierdzają, że faktycznie poprawia jakość powietrza.

– Skuteczność naszych urządzeń potwierdziliśmy we współpracy z Politechniką Warszawską. W warunkach laboratoryjnych jest ona na poziomie ponad 90 proc. My w naszym modelu przyjęliśmy skuteczność na poziomie 80 proc. Zresztą na bieżąco ją mierzymy – zaznacza dyrektor operacyjny Oxygen City.

Aby jednak Miejski Filtr Powietrza spełnił swoją rolę, tylko w samej Warszawie powinno stanąć kilkadziesiąt takich urządzeń.

– Dla zobrazowania, może trochę na mniejszą skalę, w Wilanowie jest zarejestrowanych ok. 7 tys. aut. Aby zbilansować zanieczyszczenia przez nie emitowane, powinniśmy postawić tutaj około 10 naszych urządzeń – wylicza Jakub Muzyka.

Spółka prowadzi już rozmowy z klientami. W drugim kwartale 2021 roku planuje postawić co najmniej cztery nowe urządzenia w Warszawie i jedno w Krakowie.

Roboty rehabilitacyjne coraz bardziej zaawansowane. Oferują nowe techniki leczenia pomagające w tworzeniu nowych połączeń nerwowych u pacjentów

Polski robot neurorehabilitacyjny skutecznie wspomaga leczenie pacjentów po udarach w 20 krajach na świecie. Rozwiązanie opiera się na wykorzystaniu elektromiografii w treningu kory czuciowo-ruchowej, co ułatwia tworzenie nowych połączeń nerwowych. Inne dostępne na rynku rozwiązania pozwalają w terapii wykorzystać m.in. elementy gamifikacji. Rynek robotyki rehabilitacyjnej będzie rósł w najbliższych latach w średnim tempie 20 proc. rocznie.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja polega na wykorzystaniu nowoczesnych technologii w procesie rehabilitacji. To głównie wykorzystanie robotów rehabilitacyjnych. Musimy pamiętać o tym, że to terapeuta jest zawsze mózgiem operacji, a urządzenia wspomagania procesu rehabilitacji są tylko doskonałym narzędziem, które wspomaga proces terapeutyczny w rękach mądrego i świadomego terapeuty – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr n. med. Dominika Kozak, specjalista ds. klinicznych w firmie  EGZOTech.

Według analityków Market Expertz światowy rynek robotyki rehabilitacyjnej osiągnie do 2026 roku wartość 7,6 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 20 proc. Rynek ten rozwija się także w Polsce. Skonstruowany przez Polaków robot neurorehabilitacyjny Luna EMG przeprowadza trening kory czuciowo-ruchowej, wykorzystując reaktywną elektromiografię.

– Robot przechwytuje sygnał napięcia mięśniowego przez elektrody EMG i na tej podstawie asystuje w aktywnym procesie rehabilitacji. Jest udowodnione naukowo, że pacjenci, którzy aktywnie partycypują w ruchu i wykonują setki, dziesiątki powtórzeń aktywnych, dużo bardziej i intensywniej współuczestniczą w procesie tworzenia nowych połączeń nerwowych. Aktywny udział pacjenta w treningu kory czuciowo-ruchowej wpływa na tworzenie nowych połączeń synaptycznych w mózgu. Przez zastosowanie nowych technologii wpływamy pozytywnie na neuroplastyczność mózgu – wyjaśnia dr n. med. Dominika Kozak.

Robot Luna EMG stosowany jest przy niedowładach neurologicznych, ale i rehabilitacji kończyn po leczeniu ortopedycznym. Jest to terapia skierowana również do pacjentów, którzy przeszli udar mózgu, uraz rdzenia kręgowego, a także ze schorzeniami neurodegeneracyjnymi czy chorobami nerwowo-mięśniowymi, takimi jak stwardnienie rozsiane czy dystrofia Duchenne’a.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja jest ukierunkowana na poprawę funkcjonalną. Stosuje się ją wszędzie tam, gdzie chcemy uzyskać poprawę zakresu ruchomości, poprawę siły mięśniowej, poprawę koordynacji ruchowej. Nie możemy mówić o jednej konkretnej grupie schorzeń, do których ten proces terapeutyczny czy to narzędzie jest dedykowane – zaznacza specjalista ds. klinicznych w EGZOTechu.

Robot wychwytuje sygnał z mięśni pacjenta za pomocą elektrod, a następnie asystuje przy wykonywaniu ruchu. Jak zapewniają dostawcy, może on wspierać diagnostykę i rehabilitację na każdym etapie prowadzenia pacjenta.

– Możemy prowadzić terapię już u pacjentów leżących, w pierwszym etapie rehabilitacji stosując ćwiczenia bierne i przechodząc powoli do ćwiczeń wspomaganych głównie przez elektromiografię. W miarę postępu pacjenta możemy stopniowo wprowadzić ćwiczenia oporowe i trening propriocepcji. Luna EMG jest wyposażona w najczulsze na świecie EMG, w związku z czym jesteśmy w stanie dokonać dość precyzyjnej diagnostyki aktywności mięśniowej. Pozwala nam to ocenić, czy dany pacjent generuje jakąś aktywność mięśniową, nawet jeśli jest ona niezauważalna i niewyczuwalna palpacyjnie – dodaje dr Dominika Kozak.

Na rynku dostępne są również inne rozwiązania wykorzystujące zautomatyzowaną neurorehabilitację. ICone, opracowany przez włoską firmę Heaxel, to pierwszy przenośny robot rehabilitacyjny. Łączy w sobie terapeutyczne zastosowanie gier z możliwością zaawansowanej rehabilitacji ruchowej. System wydaje polecenia, w ramach których wymaga od pacjentów poruszania dźwignią zgodnie z instrukcjami pojawiającymi się na ekranie. Fizjoterapeuta dobiera ustawienia dźwigni robota pod potrzeby pacjenta, dzięki czemu terapia może być spersonalizowana.

Elementy gamifikacji wykorzystuje też szwajcarska platforma MindMotion GO. To mobilny system neurorehabilitacji oparty na angażujących pacjenta ćwiczeniach, obejmujących między innymi funkcje ruchowe. Robot w czasie ćwiczeń podaje pacjentowi dźwiękowe i wizualne informacje zwrotne w czasie rzeczywistym. Dzięki temu łatwiej można ocenić postępy i dostosować terapię do wydajności pacjenta. Rozwiązanie jest przeznaczone do użytku w warunkach szpitalnych lub ambulatoryjnych. Rozwiązanie zostało zatwierdzone przez amerykańską agencję FDA.

– Mamy wielu pacjentów, którzy są chorzy przewlekle. Wykorzystanie zautomatyzowanych technik rehabilitacyjnych stanowi świetne wsparcie w pracy terapeutycznej fizjoterapeutów, dlatego że roboty się nie męczą, nie chorują, potrafią wykonać setki powtórzeń, których fizjoterapeuta jednoczasowo nie byłby w stanie wykonać. Musimy jednak pamiętać o tym, że zautomatyzowana neurorehabilitacja jest narzędziem wspomagającym proces terapeutyczny, a mózgiem operacji zawsze pozostanie fizjoterapeuta przypomina ekspertka.

Robot Luna EMG został wprowadzony do użycia w 2015 roku. Od tego czasu jest stale udoskonalany i trafił do szpitali w 20 krajach na całym świecie.

Andrzej Arendarski (KIG): czy na prawdę branża fitness jest szczególnie narażona na działanie koronawirusa?

Za kilka tygodni minie rok, odkąd borykamy się z pandemią koronawirusa. Nastroje przedsiębiorców są coraz gorsze a w przypadku niektórych branż wręcz buntownicze. Trudno się dziwić frustracji biznesu. Szczególnie wtedy, gdy okazuje się, że decyzje o zamykaniu całych branż podejmowane są przez rząd w oparciu o jeden artykuł w amerykańskim czasopiśmie.

Autorzy opublikowanego w listopadzie ubiegłego roku w amerykańskim magazynie „Nature” artykułu na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa byliby zapewne mocno zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak bardzo poważnie ich analizy potraktował polski rząd. Przypomnijmy, że powołując się na przedstawione tam symulacje, zdecydowano o zamknięciu branży fitness. Opublikowane w „Nature” badania opierały się na modelu matematycznym, zrealizowanym na podstawie logowań użytkowników sieci komórkowych. Według tego modelu, miejscami, gdzie pojawia się największe ryzyko zarażenia są restauracje, kluby fitness oraz siłownie, kawiarnie, bary i hotele. Rząd zaprezentował grafikę z wykresem, gdzie na czele są wyżej wymieniane miejsca, natomiast, jako najbezpieczniejsze pokazywane są m.in. centra handlowe i sklepy spożywcze. Eksperci, komentując badania opisane w amerykańskim czasopiśmie, wskazują na wiele jego braków, m.in. to, że nie bierze pod uwagę stosowanych zabezpieczeń i nie różnicuje np. ryzyka w sklepie i przychodni lekarskiej. Badanie nie odnosi się również do faktycznej częstości zakażeń w danych miejscach użyteczności publicznej, bo jej nie badano. Modeluje jedynie zagęszczenie ludzi i na tej podstawie szacuje prawdopodobieństwo zakażeń.

Błędy i niedoskonałości badania to rozważania dla naukowców, które w normalnej sytuacji ograniczyłby się do akademickich dyskusji. Kłopot w tym, że nasz rząd przyjął wyniki badań za pewnik i co gorsza zdecydował na ich podstawie o zamrożeniu działalności wielu firm. Czego rząd nie mówi, jeśli chodzi o wspomniane badanie? Przede wszystkim tego, że nie jest to jedyne badanie, na podstawie, którego można było decydować o lockdownie np. dla siłowni i klubów fitness. Istnieją również inne analizy ryzyka zakażenia, w dodatku oparte o empiryczne dane a tylko nie matematyczne modele. Przykłady? Raport Think Active z 13 państw Europy i Wielkiej Brytanii, oparty na realnych danych pokazuje, że przy ponad 100 milionach wizyt w siłowniach i klubach fitness, zarażeń było 311.  W Norwegii na portalu medrixiv.com 17 listopada 2020 r. opublikowano wyniki badania przeprowadzonego w Oslo 22 maja, przy zachowaniu zaostrzonego reżimu sanitarnego. Badaniem wtedy objęto próbkę 3764 osób, z czego 1896 przypisano do grupy trenujących. Po 14 dniach przeprowadzono testy na obecność wirusa. Zaledwie jedna osoba z grupy ćwiczących okazała się zakażona Covidem, ale – jak się okazało w wyniku wywiadu sanitarnego – do zakażenia doszło w miejscu pracy, a nie na siłowni.  Idźmy dalej. Brytyjska aplikacja NHS Test&Trace pokazała, że spośród 128 808 osób z pozytywnym wynikiem testu między 9 a 15 listopada 2020r., tylko 1,1% odwiedziło obiekt sportowy przed diagnozą, w supermarkecie w tym samym czasie było 18% osób.

Uczciwie byłoby gdyby rząd zamykając całe branże brał pod uwagę wyniki wielu badań a nie tylko jednego i do tego mocno dyskusyjnego. A najlepiej, gdyby zawczasu zlecił wykonanie takich badań w Polsce zamiast zasłaniać się ustaleniami „amerykańskich naukowców”.

Jakie nowe trasy dla warszawskich kierowców w 2021 roku?

W nowym roku służby drogowe oddadzą do użytku kilka kluczowych odcinków dróg ekspresowych w Warszawie i pod Warszawą. Chociaż nowych inwestycji pojawi się w stolicy mało, będziemy mogli cieszyć się zakończeniem kilku, które ciągną się już od ładnych paru lat. Najważniejszą jest oczywiście obwodnica Warszawy – której południowy odcinek powinien zostać domknięty jeszcze w pierwszej połowie roku. Pod koniec pierwszego kwartału zakończą się prace nad ponad pięciokilometrowym odcinkiem, w skład którego wchodzi tunel pod Ursynowem. Możliwe, że kierowcy pojadą nim jeszcze przed wakacjami. Na przyszłość zaplanowana jest budowa nowej autostrady A50 i drogi ekspresowej S50, które mają stworzyć duży ring wokół Warszawy. Wycenione na kolosalną kwotę 25 miliardów złotych autostrada i ekspresówka miałyby być oddane razem z Centralnym Portem Komunikacyjnym – czyli w 2027 roku.

– Nic nie wskazuje na to, żeby miało dojść do kolejnego opóźnienia: odcinek obwodnicy Warszawy ma zostać oddany do odbiorów na koniec pierwszego kwartału. Mam nadzieję, że służby budowlane staną na wysokości zadania i szybko te odbiory przeprowadzą – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Gorzej przedstawia się sytuacja ze wschodnim odcinkiem obwodnicy. Największym problemem jest fragment przez Wesołą, który został zaskarżony decyzją środowiskową. Optymistyczne prognozy podają, że odcinek powinien być gotowy dopiero w 2025 roku. Trudności pojawiły się także na budowie trasy S7 w kierunku Grójca – gdzie z ekspresówką ma się połączyć nowy wylot Warszawy. W grudniu został oddany niewielki fragment tego odcinka – ale na pełną trasę poczekamy niestety kolejne 2 lata. Największym problemem jest jednak przejście trasy przez dzielnicę Bemowo. Mimo, że mają być tam budowane tunele, projekt prowokuje dużo protestów społecznych. Oprócz tego wciąż trwają prace przy węźle Lubelska – gdzie wpada południowa obwodnica Warszawy i autostrada A2, uruchomiona w roku ubiegłym. Więc w Warszawie sporo się dzieje. Mimo opóźnień wydaje się, że wszędzie tam, gdzie pojawiały się problemy, wyszliśmy na prostą – uważa Furgalski.

Głosowanie we wspólnocie: kiedy wszyscy są równi?

Głosowanie we wspólnocie mieszkaniowej zwykle uwzględnia wielkość lokali należących do członków. Tę zasadę można jednak łatwo zmienić.

Sprawiedliwość głosowania we wspólnocie mieszkaniowej można definiować rozmaicie. Niektóre osoby uważają, że najbardziej sprawiedliwe jest rozwiązanie, zgodnie z którym siła głosu zależy od wielkości lokalu. Argumentem popierającym ten pogląd jest między innymi fakt, że właściciele większych „M” płacą proporcjonalnie wyższe składki na fundusz remontowy. Inne osoby mogą jednak uważać, że głosowanie we wspólnocie powinno się odbywać wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos”. Warto wiedzieć, że obowiązujące przepisy przewidują możliwość zastosowania takiego wariantu. Postanowiliśmy wyjaśnić, w jakich sytuacjach członkowie wspólnoty mieszkaniowej mogą stać się zupełnie równi podczas głosowania.

Poniżej prezentujemy wszystkie najważniejsze informacje powiązane z głosowaniem niezależnym od wielkości lokalu i wyjaśniamy, kiedy taki wariant może być dobry.

Równościowe głosowanie zwykle jest dobrowolne

Wszystkie najważniejsze kwestie związane z działalnością wspólnoty mieszkaniowej prezentuje ustawa z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.U. 1994 nr 85 poz. 388). Wspomniany akt prawny wskazuje, że w przypadku wspólnoty mieszkaniowej zasadą jest głosowanie uwzględniające wielkość udziału każdego z członków w nieruchomości wspólnej. Warto w tym kontekście przypomnieć, że udział danego członka wspólnoty zależy od stosunku wielkości jego lokalu oraz pomieszczeń przynależnych do powierzchni użytkowej wszystkich lokali i pomieszczeń przynależnych. „Jeżeli dana osoba posiada ułamkową współwłasność, to jej udział w nieruchomości wspólnej zostaje proporcjonalnie pomniejszony” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniana wcześniej ustawa o własności lokali przewiduje trzy wyjątki od ogólnego sposobu głosowania i obliczania większości. Głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” jest dopuszczalne jeśli właściciele mieszkań oraz lokali użytkowych wybrali taki wariant w uchwale lub umowie. „Odpowiednia uchwała musi zostać przyjęta większością głosów liczoną w tradycyjny sposób (tzn. z uwzględnieniem wielkości udziału w części wspólnej)”- podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa o własności lokali potwierdza, że wprowadzenie równościowego głosowania jako stałej zasady poprzez umowę określającą sposób zarządzania nieruchomością wspólną jest jak najbardziej możliwe. Taki wariant wzbudza jednak pewne wątpliwości, gdyż jest nieelastyczny. „Lepszym rozwiązaniem może być zastosowanie zasady „jeden właściciel – jeden głos” wtedy, gdy dane głosowanie we wspólnocie nie dotyczy kwestii bezpośrednio związanym z różnym wkładem finansowym członków w remonty i konserwację budynku” – uważa Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Czasem ustawa wymusza równościowe głosowanie

Ustawodawca zdecydował się także na wprowadzenie obowiązku równościowego głosowania w dwóch przypadkach. Głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia różnic wielkości lokali będzie konieczne, jeżeli odpowiednie żądanie zgłosili właściciele lokali posiadający łącznie co najmniej 20% udziałów w nieruchomości wspólnej, a wszystkie udziały członków wspólnoty nie sumują się do 1,00/100%. „Taka sytuacja czasem występuje, gdy doszło do błędów w obliczaniu udziałów lub zostały one ustalone na podstawie różnych przepisów (tzn. starszych i nowszych)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoby posiadające łącznie przynajmniej dwudziestoprocentowe udziały mogą wymusić głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” również wtedy, gdy inny właściciel lokalu ma większościowy udział. Takie rozwiązanie uniemożliwia dyktat osoby, która jest właścicielem odpowiednio dużego lokalu. „Brak opisywanych przepisów umożliwiałby takiemu większościowemu udziałowcowi samodzielne przyjmowanie każdej uchwały” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sądy przez lata wyjaśniły kilka wątpliwych kwestii …

Praktyka pokazuje, że w wielu sprawach związanych z działalnością wspólnot mieszkaniowych sądy musiały udzielić odpowiedzi na powstałe pytania. Taka sądowa interpretacja przepisów była konieczna również w przypadku równościowego głosowania. Najważniejsze wydają się następujące wyroki, jakie krajowe sądy wydały w związku z głosowaniem w trybie „jeden właściciel – jeden głos”:

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 22 września 2005 roku (sygn. akt I ACa, 195/05) mówiący, że po zgłoszeniu żądania dotyczącego równościowego głosowania przez osoby posiadające co najmniej 1/5 udziałów, nie jest konieczne podejmowanie dodatkowej uchwały (tzn. od razu można przejść do głosowania nieuwzględniającego różnic w wielkości lokali).

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2006 roku (sygn. akt II CSK 47/06) potwierdzający, że w przypadku wyboru opisywanego trybu głosowania osoba posiadająca więcej niż jeden lokal w budynku będzie miała tylko jeden głos.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 lipca 2017 roku (sygn. akt IV CSK 586/16), który informuje, że równościowe głosowanie we wspólnocie można wprowadzić na stałe dla pewnego zakresu uchwał.

Trzeba podkreślić, że najnowsze spośród analizowanych orzeczeń jest dość kontrowersyjne. „Sądy powszechne w przeciwieństwie do Sądu Najwyższego często przyjmowały bowiem, że głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia wielkości lokali powinno być wybierane każdorazowo (z uwzględnieniem indywidualnego charakteru uchwały) o ile członkowie nie zawarli odpowiedniej umowy” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ponad 65% pracowników wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych

Niedługo minie już rok, odkąd biznes funkcjonuje w cieniu pandemii koronawirusa. Wiele firm przeszło niespodziewanie na tryb pracy zdalnej i nie wszystkie były do tego odpowiednio przygotowane. Jak jednak wygląda sytuacja teraz? Czy przejście na home office zmieniło nasze nawyki jako pracowników? Czy może to mieć wpływ na bezpieczeństwo firmy? To niektóre pytania, które zadał Kingston Technology w swojej ankiecie dotyczącej bezpieczeństwa danych.[1]

Wyzwanie: zapewnienie odpowiednich warunków do pracy

Jedynym z problemów, z którymi musiały zmierzyć się firmy, było zapewnienie odpowiednich narzędzi i warunków do pracy. Na pytanie o to, co pod kątem sprzętu i technologii stanowi problem dla pracowników, zbyt wolny internet oraz problemy z połączeniem VPN wskazała prawie połowa (49% ankietowanych). Dla 13% problematyczne są również ograniczenia związane z zabezpieczeniami (blokada linków, blokada stron www, blokada załączników w poczcie e-mail) oraz zbyt mało miejsca na poczcie e-mail. Bezpieczne połączenia VPN czy podstawowe zabezpieczenia wykorzystywanego do pracy sprzętu – jak choćby uniemożliwienie instalowania bez udziału administratora programów pobranych z internetu, to „must-have” w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa firmy. Należy jednak pamiętać, że stosowana polityka bezpieczeństwa nie powinna wpływać na komfort pracy. Takie podejście umożliwia budowanie partnerstwa między pracownikami a pracodawcą w tym zakresie i może wpływać na ich nastawienie do przestrzegania tych zasad – mówi Robert Sepeta, Business Development Manager w Kingston Technology w Polsce. Odpowiednie zabezpieczenie danych ma duże znaczenie także ze względu na to, że ponad 65% ankietowanych pracowników przyznało, że wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych, w tym prawie 45% robiło to również podczas pracy w biurze. Ponad 49% biorących udział w badaniu zapisuje również prywatne pliki na służbowym sprzęcie – prawie 15% robi to odkąd przeszło na tryb home office, najczęściej są to dokumenty i zdjęcia.

Zabezpieczenia sprzętowe

Ponad 50% uczestników badania wskazało, że ich sprzęt służbowy jest wyposażony w urządzenia szyfrujące, w dodatku większość, bo 47,5% została o tym fakcie poinformowana przez pracodawcę. Jednak ponad 34% ankietowanych nie ma wiedzy w tym temacie. 34% badanych wykorzystuje w pracy również nośniki zewnętrzne i ponad połowa z nich (52,6%) to urządzenia szyfrowane. Używanie szyfrowanego sprzętu ma istotne znaczenie nie tylko w kontekście przechowywania ważnych danych biznesowych, ale także danych wrażliwych i spełniania wymogów RODO. Warto pamiętać, że część pracowników korzysta z możliwości, jakie daje praca zdalna i wykonuje swoje obowiązki z różnych miejsc. Wiąże się to więc z koniecznością transportu sprzętu, a tym samym danych. Szyfrowanie sprzętowe jest skutecznym sposobem zabezpieczenia w przypadku kradzieży lub zgubienia urządzeń. – wyjaśnia Robert Sepeta.

Świadome bezpieczeństwo

Nawet w przypadku najlepszych technicznych zabezpieczeń, ważną kwestią w kontekście cyberbezpieczeństwa stanowi czynnik ludzki. Brak świadomości związanej zarówno z dobrymi praktykami w tym zakresie, jak i potencjalnymi konsekwencjami wycieku danych (które mogą dla firmy oznaczać nawet wielomilionowe straty), może powodować, że zabezpieczenia te nie będą wystarczające. I choć aż dla 73,8% respondentów bezpieczeństwo danych w ich firmie wydaje się sprawą o dużym znaczeniu, to jedynie 44,3% odpowiedziało, że zna politykę bezpieczeństwa firmy, wie, do kogo zwrócić się z ewentualnymi pytaniami lub ma regularne szkolenia na ten temat, a 24,6%, że zna procedury cyberbezpieczeństwa wprowadzone w organizacji. Jednocześnie jednak aż 23% wybrało odpowiedź: „wydaje mi się, że znam, ale nie dostaję regularnie informacji na ten temat”, a 8,2% wskazało, że nie ma poczucia, że posiada wszystkie potrzebne informacje o bezpieczeństwie. Co więcej, mimo że aż ponad 60% ankietowanych ma tyle samo szkoleń, co do tej pory, 19,7% wskazało, że nie mieli i nadal nie mają w firmie regularnych szkoleń w zakresie obowiązujących przepisów o ochronie danych osobowych oraz bezpieczeństwa teleinformatycznego. Regularne szkolenia i edukowanie pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa powinno być traktowane przez biznes priorytetowo. Nawet najlepsze zabezpieczenia nie uchronią przed wyciekiem danych, jeśli pracownicy nie będą przekonani, że to, co robią i jak budują swoje nawyki w pracy (gdzie zapisują dane, w jaki sposób zabezpieczają je podczas transportu, czy korzystają z pewnych źródeł w przypadku plików pobieranych z internetu itd.) ma kluczowe znaczenie. Konieczna jest oczywiście inwestycja finansowa i czasowa w odpowiednie szkolenia i regularne przekazywanie wiedzy, jednak w kontekście potencjalnych kar wynikających z nieprzestrzegania przepisów RODO czy konsekwencji dla biznesu w przypadku wycieku danych – nie powinno być żadnych wątpliwości, co do słuszności ich podjęcia. – dodaje Robert Sepeta.

[1] Badanie zostało przeprowadzone za pomocą ankiety online na grupie badawczej w wielkości 65 respondentów, w okresie 28 grudnia 2020-25 stycznia 2021. 29,2% badanych pracuje w firmie poniżej 50 pracowników, 30,8% między 51-100 pracowników, 6,2% 101-250 pracowników, 10,8% – 251-1000 pracowników i pozostałe 23,1% w organizacjach powyżej 1000 pracowników. Badanie skierowane było do osób, które przynajmniej częściowo lub w modelu hybrydowym pracuje obecnie w trybie home office.

Program dla prawników Amberlo ma nowych inwestorów

Amberlo, litewski startup oferujący oparte o chmurę oprogramowania dla prawników, pozyskał inwestycję w wysokości 1 miliona euro na rozwój działalności w Polsce i UE. Wiodącym inwestorem jest fundusz Iron Wolf Capital z Litwy, wspierany przez Next Road Ventures i Corvus Ventures z Polski, 70 Ventures z Litwy, a także kilku prywatnych inwestorów. Pozyskane środki mają zostać wykorzystane na przyśpieszenie ekspansji w Polsce, wejście na kolejne rynki unijne, a także rozwój oprogramowania.

Rozwiązanie Amberlo zostało wprowadzone na rynek w 2017 roku, a głównym powodem jego stworzenia był brak bezpiecznych, niedrogich i łatwych w użyciu rozwiązań IT dla małych i średnich firm prawniczych w Unii Europejskiej.

„W 2015 roku większość małych i średnich kancelarii prawnych korzystała z programów Outlook i Excel w zarządzaniu sprawami prawnymi. W wielu kancelariach prawnych nic się nie zmieniło od tego czasu. Stwarza to olbrzymią przestrzeń do usprawnień i cyfryzacji branży prawnej. Programy Microsoft są świetne, ale jeśli idzie o zarządzenie kancelarią prawną, to brakuje im wielu ważnych funkcji, które wynikają ze specyfiki tej branży” – mówi Aidas Kavaliauskas, założyciel  i dyrektor generalny Amberlo.

Jak tłumaczy Kavaliauskas, Amberlo został zbudowany w taki sposób, aby maksymalnie ułatwić firmom prawniczym zarządzanie prowadzonymi przez nie sprawami. Obejmuje to łatwy wgląd w dane kontaktowe wszystkich stron, dokumenty sprawy, terminy w kalendarzu, zadania dla zespołu, korespondencję e-mail i informacje rozliczeniowe. W ten sposób program usprawnia współpracę, zwiększa bezpieczeństwo, a także efektywność działań kancelarii.

„Amberlo umożliwia kompleksowe zarządzanie firmą prawniczą, w tym zapewnia funkcje systemu CRM, ułatwia planowanie, zarządzanie zespołem i pracą grupową, zarządzanie obsługiwanymi sprawami, dokumentami, a także rejestrowanie i rozliczanie godzin pracy. Oszczędności wynikające z informatyzacji tych zadań, umożliwiają każdej kancelarii zwiększenie liczby rozliczanych godzin o 20–30% na miesiąc, co przekłada się na ponad 1000% zwrotu z inwestycji w ciągu zaledwie jednego roku” – mówi Aidas Kavaliauskas.

Z rozwiązania Amberlo korzysta aktualnie około 1000 kancelarii prawnych z ponad 20 krajów na świecie, w tym 5 międzynarodowych sieci kancelarii. Co miesiąc dołączają dziesiątki nowych firm.

„Głównym powodem tak dużej popularności naszego rozwiązania jest intuicyjny i przyjazny interfejs użytkownika, który jednocześnie oferuje dostęp do zaawansowanych funkcji. Nasz system wyróżnia także bardzo dobra wydajność, pełne bezpieczeństwo danych, a także szybkie wsparcie. Wszystkie dane są przechowywane w chmurze, a z Amberlo można także korzystać na aplikacjach na Androida i iOS. System jest też w pełni zintegrowany z platformą Microsoft 365, ma otwarty interfejs API oraz konkurencyjne ceny. Wszystko to sprawia, że Amberlo to dobry wybór zarówno dla małych, jak i dużych firm prawniczych” – przekonuje  przedstawiciel Amberlo.

Najbliższe plany Amberlo obejmują powiększenie zespołu w Polsce, który obecnie liczy 3 osoby, a także otwarcie biura w Warszawie w lutym. W ramach prac rozwojowych Amberlo ma zostać zintegrowany z kolejnymi popularnymi rozwiązaniami biurowymi. Planowane jest również rozbudowanie funkcji zapewniających współpracę i automatyzację przepływu pracy z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Zmiany te powinny jeszcze bardziej usprawnić wydajność działania firm prawniczych korzystających z Amberlo.

„Cieszymy się, że możemy dołączyć do zespołu założycieli Amberlo, którzy mają ponad 20-letnie doświadczenie w tworzeniu oprogramowania w chmurze. Główne zalety Amberlo to znakomite customer experience, otwarta architektura API i wysokie standardy bezpieczeństwa. Dzięki naszej inwestycji Amberlo będzie mógł jeszcze szybciej rozwijać się na głównych rynkach europejskich – w Polsce, Hiszpanii i Niemczech. Oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania legal tech eksploduje w nadchodzących latach – od 1 miliarda euro dziś do 12 mld euro w 2026 roku” – powiedział Žygimantas Susnys, Partner w Iron Wolf Capital.

„Zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo po rozmowie z kilkunastoma polskimi prawnikami i uświadomieniu sobie, że branża prawna jest daleko w tyle za innymi w zakresie wdrażania nowych technologii. Nadal bowiem korzysta ona z takich narzędzi, jak mieszanka Excel’a, Outlook’a i Dropbox’a, albo też z dedykowanych rozwiązań, które jednak wyglądają, jakby zostały stworzone na początku 2000 roku. Amberlo ma prosty interfejs, kompleksowe funkcje oraz zapewnia świetny UX. W połączeniu z doskonałymi funkcjami w obszarze cyberbezpieczeństwa i doświadczonym zespołem, rozwiązanie to ma potencjał, aby długofalowo wspierać prawników w cyfrowej transformacji i po prostu pomóc im w zarabianiu większych pieniędzy” – powiedział Maciej Kowalczyk, Partner Zarządzający w Corvus Ventures.

„Widzimy duży potencjał w przestrzeni technologii prawnych, ponieważ potrzeba cyfryzacji tej branży jest ogromna. Według dostępnych danych, ponad połowa kancelarii prawnych nie korzysta z żadnego dedykowanego oprogramowania. Termin naszej inwestycji nie mógł być lepszy, ponieważ oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania do zarządzania firmami prawniczymi wzrośnie 12-krotnie w ciągu najbliższych kilku lat. Dlatego też widząc, gdzie obecnie jest rynek i gdzie powinien być w nadchodzących latach, zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo i jego wyjątkowy zespół z silną wiarą, że zostanie europejskim liderem” – powiedziała Ewa Chronowska, Partner w Next Road Ventures.

Bezrobocie w styczniu trochę wzrosło. Firmy ostrożnie będą zatrudniać na etat

Resort rozwoju, pracy i technologii szacuje, że stopa bezrobocia na koniec stycznia br. wyniosła 6,5%, a to oznacza wzrost tego wskaźnika, w stosunku do grudnia ubiegłego roku, o 0,3 pkt proc.

Od lat obserwujemy na rynku pracy zjawisko sezonowego wzrostu bezrobocia, będącego wynikiem zakończenia w ostatnim miesiącu ubiegłego roku umów terminowych oraz udziału osób bezrobotnych w działaniach aktywizacyjnych. Wzrost tego wskaźnika nie powinien dziwić. Na tle danych z wcześniejszych miesięcy raczej pewną niespodzianką było utrzymywanie stopy bezrobocia na poziomie 6,1% przez kolejne sześć miesięcy 2020 roku. Jednym z czynników, które powstrzymywały wzrost bezrobocia było wprowadzenie zasiłku solidarnościowego wypłacanego przez ZUS dla osób, które utraciły pracę z powodu COVID-19 oraz przyjęcie innych rozwiązań finansowanych ze środków publicznych, których głównym celem było utrzymanie zatrudnienia.

Wydaje się, że – inaczej niż w latach ubiegłych – część pracowników, szczególnie z branż takich jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, nie znajdzie w kolejnych miesiącach stałego zatrudnienia. Pytanie, jak będzie wyglądała sytuacja w budownictwie, gdzie coraz ostrożniej zapadają decyzje o rozpoczęciu nowych inwestycji. Wielu pracodawców wyraża obawy o przyszłość firm, a dalsze zamrożenie części działalności gospodarczej i brak jasnego planu luzowania restrykcji w zależności od liczby zachorowań powodują dużą ostrożność w zatrudnieniu na stałe nowych pracowników. Należy się spodziewać wzrostu liczby umów cywilno-prawnych, które nie wiążą pracodawców i pracowników na stałe.

Oczywiście, na polskim rynku pracy nadal są firmy, które poszukują intensywnie rąk do pracy. To chociażby branża informatyczna i telekomunikacyjna. Jednak możliwości przepływu pracowników z branż w istotny sposób dotkniętych obecną sytuacją pandemiczną do tych, które mają możliwość rozwoju jest bardzo ograniczona z uwagi na fakt, iż firmy poszukują osób o konkretnych, często technicznych kwalifikacjach. Jedną z cech polskich pracowników od lat wskazywaną w różnego typu opracowaniach jest niska mobilność, co przekłada się na szanse podjęcia pracy w miejscu innym niż miejsce zamieszkania.

Kolejne miesiące będą weryfikacją skuteczności tarcz w utrzymaniu zatrudnienia. To, co do tej pory działało, na dłużą metę może być nieskuteczne, co pokazują aktualne protesty przedsiębiorców. Niezależnie od planu rządu dotyczącego wprowadzania i luzowania obostrzeń, osoby tracące prace potrzebują skutecznego programu podnoszenia i uzupełniania kwalifikacji, aby móc się zatrudnić w innych niż dotychczas branżach. Rola urzędów pracy w tym zadaniu wydaje się być dominująca. Pozostaje pytanie czy posiadają one odpowiednie środki i możliwości.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Finansowanie dłużne nieruchomości – co nas czeka w 2021 roku?

W ubiegłym roku, z powodu niepewności wywołanej przez pandemię i lockdown, banki zmieniły swoją politykę w zakresie udzielania kredytów deweloperom oraz inwestorom. Mogliśmy zauważyć wzmożoną ostrożność w podejściu do finansowania prawie wszystkich rodzajów nieruchomości – zwiększyły się oczekiwania odnośnie zabezpieczeń, wydłużyły procesy decyzyjne, a czasami pojawiały się nawet wymogi analizy wrażliwości wartości poszczególnych obiektów. Wzrosły też marże banków, zwłaszcza w stosunku do trudniejszych projektów. Wyjątkiem były centra logistyczne, ponieważ zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wzrosło dzięki przyśpieszonemu rozwojowi e‑commerce. Najtrudniej było pozyskać finansowanie na hotele i centra handlowe. Jak polityka kredytowa banków może się kształtować w 2021 roku?

Boom na magazyny trwa w najlepsze

Według danych Savills, w 2020 roku w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. We wrześniu odnotowano rekord pod względem wolumenu transakcji kupna/sprzedaży obiektów logistycznych, a po trzech pierwszych kwartałach pod względem najmu (3,7 mln m2). Prognozy pokazują, że polski rynek magazynowy będzie się dalej rozwijał. Sprzyja temu trend nearshoringu, w który Polska świetnie się wpisuje dzięki centralnemu położeniu na mapie Europy, a także rozwój logistyki ostatniej mili, napędzanej przez sprzedaż internetową i coraz ważniejszej w budowaniu przewagi konkurencyjnej dla wielu firm. W związku z tym banki są i nadal będą zainteresowane finansowaniem centrów logistycznych. Z racji trwającego boomu na magazyny nie muszą jednak walczyć o każdy projekt, dlatego na najlepsze warunki kredytowe mogą liczyć obiekty najbardziej atrakcyjne – położone w strategicznych lokalizacjach na mapie kraju, a także magazyny miejskie, zwłaszcza typu mulit-let.

Mieszkania i biurowce z perspektywą

Polski rynek mieszkaniowy okazał się bardziej odporny na recesję, niż się spodziewaliśmy na początku pandemii. Najlepszym dowodem jest wzrost sprzedaży mieszkań w sześciu największych lokalizacjach w kraju w ostatnim kwartale 2020 roku, w porównaniu do kwartału trzeciego. Deweloperzy szybko dopasowali się do nowych warunków, a dodatkowo utrzymuje się zainteresowanie mieszkaniami ze strony inwestorów instytucjonalnych. To wszystko pozwala patrzeć w przyszłość optymistycznie, dlatego banki są stale skłonne finansować inwestycje mieszkaniowe.

Na kredyty mogą też liczyć firmy, które planują inwestować w biurowce. Jednak dopóki sytuacja epidemiczna nie ulegnie znaczącej poprawie, banki będą nadal preferowały projekty z dużym potencjałem – zlokalizowane w dogodnych, dobrze skomunikowanych miejscach, oferujące wysoki standard techniczny oraz nowoczesne i elastyczne rozwiązania, a ponadto realizowane przez renomowane firmy. Obecnie wymagany jest większy niż przed pandemią poziomu przednajmu. Banki bardziej wnikliwe przyglądają się przy tym profilowi najemców kredytowanych nieruchomości – biorą pod uwagę, jakiego rodzaju działalność prowadzi dana firma, w jakim stopniu jej branża jest odporna na kryzys i jakie są długoterminowe perspektywy dla tego rodzaju biznesu. Mile widziane są także dodatkowe gwarancje ze strony inwestora czy projekty w strukturach umożliwiających krzyżowe zabezpieczenie oraz zapewniających zwiększony margines bezpieczeństwa (np. finansowanie zdywersyfikowanych portfeli, wysokie zaangażowanie środków własnych kredytobiorcy, niskie LTV).

W handlu liczy się format

Ciągle trudno uzyskać finansowanie dla inwestycji w obiekty handlowe. Pandemia wzmocniła i przyśpieszyła zmiany, które mogliśmy obserwować na rynku tego typu nieruchomości już od kilku lat. Zainteresowanie deweloperów oraz inwestorów tradycyjnymi galeriami handlowymi spadło jeszcze bardziej na korzyść parków handlowych i centrów convenience, zwłaszcza tych z wiodącym udziałem sklepów spożywczych. Formaty te nie zostały objęte dużymi restrykcjami, dlatego były relatywnie najbardziej odporne na lockdown. Dodatkowo, w okresie spowolnienia gospodarczego rośnie popyt na ofertę dyskontów, które często są najemcami takich obiektów. Z tego względu to właśnie parki handlowe i centra convenience mogą najbardziej liczyć na finansowanie. Należy jednak zaznaczyć, że banki prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będą prowadzić restrykcyjną politykę kredytową w odniesieniu do nieruchomości handlowych. Wszystko zależy od tego, jak szybko uporamy się z epidemią i w jakim tempie gospodarka będzie powracała na właściwe tory.

Hotele niezupełnie bez szans

W ubiegłym roku praktycznie niemożliwe było pozyskanie finansowania na hotele. W 2021 roku sytuacja ma szansę ulec zmianie. Banki powinny zacząć kredytować tego typu obiekty, jak tylko przywrócona zostanie ich działalność, zwłaszcza że w Polsce wciąż jeszcze brakuje hoteli w odpowiednim standardzie. Dodatkowo, po całym roku siedzenia w domach, Polacy mają duży apetyt na podróżowanie, a ze względów bezpieczeństwa wiele osób postawi zapewne na turystykę krajową. Ponadto przejście na pracę zdalną w wielu firmach będzie się przyczyniało do rozwoju stylu podróżowania zwanego b-leisure (business & leisure). To z kolei stanowi szansę dla hoteli wypoczynkowych, które będą mogły efektywniej funkcjonować poza sezonem. Na popularność nie powinny też w przyszłości narzekać obiekty z zapleczem medycznym i rehabilitacyjnym, pomagające powrócić do zdrowia i równowagi psychicznej osobom dotkniętym skutkami pandemii.

Inwestycje alternatywne coraz bardziej popularne

Na koniec warto zwrócić uwagę także na obiekty typu mixed-use oraz inwestycje alternatywne, np. z segmentu PRS czy akademików. Wielofunkcyjne kompleksy o charakterze miastotwórczym, łączące np. budynek mieszkalny z biurowcem lub aparthotelem, postrzegane są jako przyszłość polskiego rynku nieruchomości. Deweloperzy nie powinni mieć zatem problemu z pozyskiwaniem kredytów na takie projekty. Banki są także skłonne rozmawiać o finansowaniu inwestycji alternatywnych. W tym przypadku kluczowe jest doświadczenie inwestora oraz wyniki osiągane na przestrzeni wielu lat. Dodatkowo, preferowane są całe portfele, a nie pojedyncze obiekty.

Miejsce na nowych graczy

Podsumowując, mogę powiedzieć, że 2021 rok powinien przynieść lepsze warunki finansowania dłużnego, choć banki będą nadal wykazywać się ostrożnością, wnikliwie analizując poszczególne projekty. Biorąc pod uwagę niski poziom stóp procentowych, który prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez dłuższy czas, na rynku może powstać miejsce dla nowych graczy konkurujących z bankami jako dostawcy długu. Przykładem mogą być fundusze dłużne czy firmy ubezpieczeniowe. Takie podmioty są obecne na bardziej dojrzałych rynkach i mogą coraz śmielej pojawiać się w Polsce, oferując finansowanie projektów znajdujących się na granicy zainteresowania banków lub bezpośrednio z nimi konkurując w wybranych lokalizacjach, sektorach lub strukturach. Co prawda finansowanie pozabankowe jest z reguły droższe, ale za to bardziej elastyczne. Można je też szybciej uzyskać. Większa dywersyfikacja źródeł finansowania jest obecnie bardzo pożądana.

Marcin Wielgus, Director – Debt Financing, Hines Polska Sp. z o.o.

Czym jest social commerce, f-commerce i social selling?

Media społecznościowe już od kilku lat zmieniają zasady gry w sektorze e-commerce. Trend utrzymuje się wraz z kolejnymi aktualizacjami największych serwisów, a rynek na bieżąco reaguje na zmieniającą się rzeczywistość. Co kryje się pod enigmatycznymi hasłami social selling i social commerce?

Sprzedaż na wallu

Oba hasła są na tyle zbliżone, że często traktuje się je synonimicznie, jednak social commerce jest niezaprzeczalnie pojęciem szerszym. W publikacji Should Firms Invest in Social Commerce? An Integrative Perspective autorstwa m.in. Hugo K.S. Lama i Andy’ego C.L.Yeunga, badacze zaznaczają, iż esencją takiego podejścia jest wykorzystanie kanałów społecznościowych do transakcji internetowych. Social selling z kolei ma wyłącznie pomóc usprawnić cały proces poprzez budowanie wiarygodnej marki.

Kariera social commerce rozpoczęła się w 2005 roku, kiedy to na łamach Yahoo! pojawiło się wówczas jeszcze enigmatyczne pojęcie sprzedaży z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Wtedy nie mówiło się o dedykowanych marketplace’ach, które już teraz zyskują popularność porównywalną do dużych koncernów takich jak Amazon, czy eBay. O cechach social sellingu, który miałby wspierać social commerce, pisał w tamtym okresie m.in. Steve Rubel, amerykański specjalista ds. PR. Jego zdaniem kluczem do skutecznego handlu internetowego jest wykorzystanie wiedzy i autorytetu badaczy, analityków, czy samych producentów danego produktu.

Bezosobowy e-commerce?

Pomimo sporego stażu myśli Rubela (swoje prognozy opublikował w 2006 roku), budowę zaufania wśród klientów, opartą o wykorzystanie autorytetów, z sukcesami wykorzystują również współcześni gracze na rynku social commerce i e-commerce. Niektórzy w swoich wnioskach idą nawet o krok dalej — przyszłością nie jest sklep internetowy, jako dobro samo w sobie. Witryna nie wnosi większej wartości bez narzędzi social sellingowych, czyli ciągłej pracy na rzecz kontaktu z potencjalnym klientem właśnie poprzez media społecznościowe, ale i dedykowane platformy.

Czy sam sklep internetowy to za mało? Też nie. Działania onsite social commerce, czyli procesów w ramach witryny rozwijał zespół amerykańskiego Zazzle (zachęcając klientów do publikacji swoich zakupów na łamach platformy), dom towarowy Macy’s (dając możliwość publikacji ankiet, które miałyby pomóc w poszukiwaniu pożądanego produktu w gąszczu fizycznych alejek), czy Fab.com (wprowadzając baner przedstawiający zakupy innych klientów w czasie rzeczywistym). To wszystko — przed nastaniem ery social mediów. W tej kategorii sporo namieszał przede wszystkim koncern Facebooka.

Nowy wymiar handlu, czyli f-commerce

Przełomem dla niszy social commerce było wprowadzenie protokołu Facebook Open Graph. Niepozorny kod, który pierwotnie należało wpisać w head strony internetowej, umożliwiał szybką integrację treści z social mediami. Słowem — wpis, czy oferta na sklepie mogła być udostępniona z poziomu witryny (teraz ikonka “Lubię to!” jest standardem nie tylko w przypadku Facebooka). Ten ruch rozszerzył funkcjonalności Facebooka i był podstawą kolejnego kamienia milowego — Facebook Marketplace.

Specjalna przestrzeń w ramach medium do sprzedaży lub wymiany produktów zadebiutowała w USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii, aby chwilę później — w roku 2017 — pojawić się również na rynku polskim. Facebook nie obsługuje dostaw, ale “wypożycza” miejsce do wystawienia własnej oferty. Myślano, że rozwiązanie amerykańskiego koncernu będzie początkiem końca polskich marketplace’ów, jednak jak na razie wszyscy gracze idą łeb w łeb. Jeśli nie f-commerce, co może być social commercowym game-changerem?

Social commerce na raty?

Znaczącą wadą m.in. f-commerce jest brak jednoznacznego systemu płatności. Gdyby Facebook wyszedł z inicjatywą pośredniczenia również na poziomie rozliczenia transakcji, spora część klientów przyklasnęłaby takiej inicjatywie. Czy social commerce to z jednej strony filozofia atrakcyjna, ale z drugiej — co najmniej wybrakowana? Niekoniecznie. Zwłaszcza użytkownikom, którzy decydują się na zakup droższych towarów, zależy na bezpiecznych i prostych wymianach z poziomu społecznościowych marketplace’ów, dlatego też z pewnym rozwiązaniem wychodzi krajowy rynek fintechowy.

Zakup samochodu, sprzętu z wyższej półki, czy nawet mieszkania (tak, istnieje taka możliwość w ramach f-commerce) to często wydatek, który uzupełniamy systemem ratalnym. Czy uproszczony jeszcze schemat działania social commerce jest w stanie udźwignąć takie transakcje? Bez pomocy odpowiednich narzędzi — nie. Jednym z najbardziej sprawdzonych instrumentów do tego typu procesów jest m.in. LoanByLink zespołu spółki Provema. Jak działa płatność ratalna z poziomu f-commerce? Wystarczy specjalnie wygenerowany link, który przeniesie klienta do zewnętrznej platformy transakcyjnej. Właśnie takie rozwiązania mogą być skutecznym odbiciem dla mediów platform społecznościowych z ambicjami do wejścia na rynek sprzedaży internetowej.

W dobie tak intensywnego rozwoju handlu internetowego zwłaszcza rynek komercyjny powinien wychodzić z inicjatywą rozszerzania funkcjonalności zarówno social selling, jak i social commerce. Jeśli inne firmy pójdą śladami m.in. spółki Provema, już wkrótce klienci będą w stanie jeszcze sprawniej finalizować transakcje nie tylko z poziomu witryn, ale i platform społecznościowych. Kiedy możemy spodziewać się znaczących zmian? W świetle tak sprawnego wykorzystywania algorytmów przez krajowe fintechy era social commerce może nadejść szybciej, niż zakładano.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema.

Zmiana na stanowisku Prezesa innogy Polska

Na podstawie decyzji Zarządu Grupy E.ON z dniem 1 kwietnia 2021 roku dr Filip Thon obejmie stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Na stanowisku Prezesa innogy Polska zastąpi go dr Andrzej Modzelewski.

Z dniem 1 kwietnia 2021 r. dr Filip Thon przejmie od Victorii Ossadnik stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Dr Filip Thon zajmuje obecnie stanowisko SVP Customer Solutions Central Europe oraz Prezesa Zarządu innogy Polska S.A. Swoją karierę rozpoczął w 1995 r. w firmie konsultingowej Accenture, a w 2003 r. podjął pracę w Grupie RWE. Od tego momentu był odpowiedzialny za zadania związane z sieciami energetycznymi oraz gazowymi i sprzedażą na różnych międzynarodowych stanowiskach kierowniczych, najpierw w RWE, a następnie w innogy oraz E.ON. Posiada bogate doświadczenie w zakresie obsługi klienta i sprzedaży.

– Powołanie mnie na tak odpowiedzialne stanowisko w strukturach Grupy E.ON jest niewątpliwym wyróżnieniem. Wierzę, że doświadczenie, które zdobyłem kierując innogy Polska przez 13 lat na dynamicznym i wymagającym polskim rynku będzie pomocne w mojej nowej roli. Andrzejowi życzę wielu sukcesów w kierowaniu firmą. Jestem przekonany, że pod jego przywództwem będzie ona dalej umacniać swoją rynkową pozycję i cieszyć się rosnącym zaufaniem klientów – powiedział dr Filip Thon, Prezes innogy Polska.

Jako następcę dr. Filipa Thona na stanowisku Prezesa Zarządu powołano dr. Andrzeja Modzelewskiego, który od 2018 r. pełni funkcję Członka Zarządu innogy Polska. Andrzej Modzelewski zdobył bogate doświadczenie na stanowiskach kierowniczych w Grupie RWE i innogy. Był odpowiedzialny za strategię i rozwój spółki, wdrażanie nowych produktów, a także za koordynację obszarów związanych z infrastrukturą sieciową oraz sprzedażą energii i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez kilka ostatnich lat zasiadał w zarządach EDF Polska, a następnie PGE Energia Ciepła, gdzie odpowiadał m.in. za inwestycje w sektorze elektrociepłowniczym oraz rozwój usług okołoenergetycznych. Pracował także jako konsultant w firmie doradczej ConEnergy.

– Decyzja Zarządu E.ON dotycząca powołania mnie na stanowisko Prezesa Zarządu innogy Polska jest dla mnie wielkim zaszczytem – powiedział dr Andrzej Modzelewski, Członek Zarządu innogy Polska. Przychodzi ona w wyjątkowym momencie, gdy jesteśmy coraz bliżej pełnej integracji ze strukturami Grupy E.ON, ale także w istotnym czasie fundamentalnych zmian na rynku energii. innogy Polska jako część międzynarodowej Grupy E.ON przyczyni się do szybkiej transformacji i modernizacji polskiego rynku energii. Dołożę wszelkich starań, abyśmy nadal w pełni realizowali swój potencjał, oferując naszym obecnym i przyszłym klientom stabilną, atrakcyjną i kompleksową ofertę energetyczną – dodał dr Andrzej Modzelewski.

Ile kosztuje działka pod dom? Raport 2021 r.

Cena gruntu jest bardzo ważnym składnikiem łącznych kosztów zakupu lub wzniesienia budynku mieszkalnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile przeciętnie kosztuje działka pod dom lub blok.

Koszt zakupu gruntu to czynnik, który bardzo znacząco wpływa na zróżnicowanie cen zakupu nowych domów i lokali w poszczególnych częściach Polski. Ma on duże znaczenie również w kontekście kosztów budowy nowego domu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, jak wyglądają koszty zakupu działki na cele mieszkaniowe. Taka analiza jest możliwa dzięki transakcyjnym danym, które zebrał GUS.

Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno przedstawił bardzo ciekawe informacje na temat średnich cen działek pod zabudowę mieszkaniową w 2019 r. Pomimo opóźnienia czasowego, wspomniane informacje są interesujące ze względu na swój transakcyjny charakter. Mówią one, że przeciętny koszt zakupienia 1 mkw. działki pod dom lub blok wynosił:

  • cała Polska – 72,6 zł
  • dolnośląskie – 86,4 zł
  • kujawsko-pomorskie – 55,9 zł
  • lubelskie – 53,4 zł
  • lubuskie – 64,6 zł
  • łódzkie – 33,3 zł
  • małopolskie – 71,3 zł
  • mazowieckie – 92,5 zł
  • opolskie – 51,5 zł
  • podkarpackie – 67,3 zł
  • podlaskie – 87,8 zł
  • pomorskie – 109,7 zł
  • śląskie – 74,1 zł
  • świętokrzyskie – 36,1 zł
  • warmińsko–mazurskie – 30,5 zł
  • wielkopolskie – 121,3 zł
  • zachodniopomorskie – 55,0 zł

Ile kosztuje działka pod dom

Jak widać, we wszystkich województwach jest widoczne duże zróżnicowanie pomiędzy cenami mieszkaniowych gruntów z miast oraz wsi. Jeżeli chodzi o cały kraj, to w 2019 r. przeciętna cena zakupu działki pod zabudowę mieszkaniową na terenie miasta wynosiła 120,3 zł/mkw. Jeszcze droższe były grunty z miast na prawach powiatu (164,2 zł/mkw.). Średni wynik dla całej Polski obniżały natomiast ceny wiejskich działek na cele mieszkaniowe (przeciętnie: 59,1 zł/mkw. w 2019 r.).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Kto najwięcej zyskał na spekulacjach na akcjach GameStop?

Po jednym tygodniu walki małych inwestorów z „grubymi rybami” obserwujemy powrót do normalności. Obecnie silnie tracą spółki w USA, które stały się celem grupy inwestorów detalicznych z portalu Reddit. Jak będzie teraz wyglądał rynek akcji?

Akcje spółki GameStop, która stała się głównym celem grupy inwestorów o nazwie Wall Street Bets z portalu Reddit, w ciągu tylko jednego dnia traciły ponad 60%, notując spadek poniżej poziomu 100 USD za akcję. Tydzień wcześniej akcje w pewnym momencie były warte ponad 500 USD, teoretycznie zapewniając olbrzymie zyski, tym którzy rozpoczęli kupowanie, gdy te kosztowały po 20 dolarów.

Jak widać ten krótki przerywnik na przełomie stycznia oraz lutego będzie pewną przestrogą zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Fundusze muszą liczyć się z tym, że nie mogą pozwalać sobie zupełnie na wszystko, a z drugiej strony inwestorzy detaliczni muszą pamiętać, że nie da się wygrać z dużymi rybami, informując o tym każdego dookoła.

– GameStop jest przeciwieństwem spółek gamingowych i technologicznych, które obecnie są na topie, a ponieważ prowadzi sieć klasycznych sklepów, to jeszcze bardziej straciła z powodu pandemii, notując rekordowe straty i groziło jej bankructwo, tym bardziej ciekawe stało się dlaczego jej akcje zaczęły rosnąć w astronomiczny sposób – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Stało się tak, bo ktoś zauważył, że ogromna część jej akcji jest wystawiona na krótką sprzedaż, a jest to sytuacja, w której inwestor pożycza akcje, aby później odkupić je po niższej cenie.

Taki inwestor zakładał, a był to jeden fundusz, że zła sytuacja finansowa spółki przełoży się na dalszy spadek kursu jej akcji. Pomysł grających przeciw funduszowi był taki, że jeżeli uda się zgromadzić wielu kupujących (którzy zwołali się poprzez portal Reddit), to wywołany zostanie duży popyt na mało płynnych akcjach spółki. Przy dużym popycie i bardzo słabej podaży, bez jakiegokolwiek fundamentalnego (racjonalnego) powodu cena akcji bardzo rośnie. I doprowadziło to do tego, że sytuacja funduszu inwestycyjnego gwałtownie pogarszała się. Chodziło więc o to, aby zmusić fundusz do kapitulacji.

Mamy do czynienia w tym przypadku z czystą teorią gier i tabelą wypłat korzyści (teoria noblisty J.Nasha). W celu wygranej nikt nie mógłby wyłamać się z kupowania i trzymania akcji. W momencie nawet jednego małego oszustwa lub problemów w postaci braku możliwości kupowania akcji, wszystko zaczyna się sypać. Duże instytucje finansowe wykorzystały swoją pozycję do zatrzymania własnych strat, poprzez naciski na brokerów oraz regulatorów.

– Ta sytuacja wywołała duże zainteresowanie inwestorów, także w Polsce, bo do planu zarobienia na spekulacji dopisano teorię, że chodzi o walkę z Wall Street. To nie była jednak walka z „grubymi rybami” z Wall Street i nie chodziło o ratowanie spółki, która w przyszłości zacznie dobrze zarabiać, co przełoży się na wartość jej akcji – komentuje ekspert XTB. – Jeśli szukać wygranych, to są nimi wcześni inwestorzy czyli niewielka grupa tych, którzy wymyślili ten proceder. Jednak są też takie opinie, że wygrała na tym Wall Street.

Dlaczego właśnie amerykańska giełda? Bo GameStop przyciągnął na giełdowy rynek bardzo wielu nowych, młodych inwestorów, którzy będą kopiować strategie, których nie rozumieją i dość łatwo będą dawali się ograć.

– Dla mnie paradoksem jest, że Janet Yellen, nowa Sekretarz Skarbu USA zwołała spotkanie amerykańskich regulatorów, aby dyskutować na ten temat, a dla mnie nie ma o czym dyskutować, bo ta sytuacja jest konsekwencją polityki banków centralnych, wprowadzających zerowe stopy procentowe i drukujących pieniądze, co skłania inwestorów do kupowania bardzo ryzykownych aktywów.

22% wzrost cen ubezpieczeń na świecie w IV kw. 2020 r. – raport Marsh

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły średnio o 22% w czwartym kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, który nastąpił po 20% wzroście cen w trzecim kwartale i 19% – w drugim kwartale 2020 r.

Chociaż globalne stawki ubezpieczeniowe osiągnęły 22% wzrost, pojawiają się pierwsze oznaki stabilizacji cen niektórych linii w poszczególnych regionach na świecie. Na przykład, na rynku ubezpieczeń majątkowych i D&O (ang. Directors and Officers) w Stanach Zjednoczonych nastąpiło powolne wyhamowanie tempa wzrostu cen. Podobne tendencje można zaobserwować w przypadku wybranych linii majątkowych i ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej w Europie Kontynentalnej oraz w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (LAC). W ujęciu regionalnym, Europa Kontynentalna, Azja oraz Ameryka Łacińska i Karaiby odnotowują umiarkowane wzrosty cen ubezpieczeń od ostatnich trzech kwartałów.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń w czwartym kwartale przyczyniły się przede wszystkim wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych osiągnęły 20% wzrost (lekki spadek
    z 21% w trzecim kwartale), podczas gdy ubezpieczenia finansowe i profesjonalne wzrosły do 47% (zmiana z 40% w poprzednim kwartale). Stawki ubezpieczeń OC odnotowały średnio 7% wzrost (6% w 2020 Q3).
  • Czwarty kwartał 2020 r. jest dziewiątym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń we wszystkich regionach na świecie.
  • Wszystkie regiony, z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej i Karaibów (9%), odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń, na czele z Wielką Brytanią (44%), Pacyfikiem (35%) i Stanami Zjednoczonymi (17%). Tempo wzrostu stawek spadło lub utrzymało się na podobnym poziomie we wszystkich regionach, poza Wielką Brytanią i Pacyfikiem.
  • Ceny ubezpieczeń D&O dla sektora publicznego kontynuują dynamiczny wzrost, zwłaszcza na największych rynkach, takich jak Wielka Brytania i Australia. Mimo, że
    w pozostałych regionach obserwujemy umiarkowany wzrost stawek, w wielu krajach ceny ubezpieczeń D&O wciąż odnotowują wzrost na poziomie od 25 do 50%.

„Globalny rynek ubezpieczeń zmagał się z wieloma wyzwaniami w 2020 r. Przewidujemy, że aktualne, trudne warunki utrzymają się do pierwszej połowy 2021 r. Chociaż obserwujemy pierwsze przejawy stabilizacji cen niektórych linii, nasi Klienci w dalszym ciągu doświadczają trudności. Dlatego staramy się zapewnić kompleksowe wsparcie w zakresie ograniczania ryzyka i plasowania programów ubezpieczeniowych, dostosowanych do ich potrzeb” – komentuje Lucy Clarke, President, Marsh JLT Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska dodaje: „Analizując wskaźniki raportu i odnosząc je do rynku polskiego, możemy potwierdzić ogólnoświatową tendencję wzrostu stawek w ubezpieczeniach majątkowych na poziomie ok 20%. Oczywiście mówimy o średnim wzroście – należy pamiętać, że są tzw. branże trudne (drzewna, chemiczna), które ze względu na brak zainteresowania ryzykiem ze strony zakładów ubezpieczeń, czy też trudności w uzyskaniu pojemności, odnotowują znacznie wyższe wzrosty, co podyktowane jest m.in. brakiem realnej konkurencji.

Stawki na naszym rynku w dalszym ciągu odbiegają od średnich stawek w Europie czy na świecie, co jest kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrosty stawek w Polsce i raczej trudno zakładać, że tempo wzrostu stawek spadnie w najbliższym okresie. Pytanie jak w obliczu tych wzrostów zachowają się polscy przedsiębiorcy, borykający się z trudnościami związanymi z pandemią Covid-19. Na pewno będą bardziej analizować koszty ponoszone na ubezpieczenia”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO i PEMA w Marsh Polska podkreśla: „Zgodnie z raportem podsumowującym 4. kwartał 2020 roku, ubezpieczenia linii finansowych odnotowały znaczącą zwyżkę w przypadku rynków londyńskich (90% vs. 67% w poprzednim kwartale) i delikatnie niższą zwyżkę w przypadku rynków Europy kontynentalnej (22% vs. 24% w poprzednim kwartale).

Należy pamiętać, że są to dane uśrednione dla klientów z różnych branż i o różnej kompleksowości oraz, że nie dotyczą jedynie zmian kosztu ubezpieczenia OC członków władz spółki (D&O), ale również innych ubezpieczeń linii finansowych – np. polis od sprzeniewierzeń, OC zawodowej, od cyber ryzyk. Powoduje to, że wskazane w raporcie zwyżki są zdecydowanie niższe, niż te, które obserwujemy lokalnie, odnawiając polisy D&O naszych Klientów.

W przypadku większości odnowień polis D&O spotykamy się z redukcją limitu sumy ubezpieczenia, co wynika z zaostrzonych zasad oceny ryzyka przez ubezpieczycieli. Średnio ubezpieczyciele limitują swoje aktualne zaangażowanie o 30% (dane Marsh). Dla nas i naszych Klientów oznacza to konieczność zmiany struktury programu, czyli np. obniżenie limitu polisy podstawowej oznacza, że aranżujemy nowe polisy nadwyżkowe z innymi punktami zaczepienia. Zmiana struktury może wpływać na ciągłość programu – ubezpieczyciele coraz częściej ustanawiają nowe daty ciągłości i wymagają podpisania oświadczenia gwarancyjnego, co stanowi jednak ryzyko powstania luki w pokryciu wstecznym.

Ostatnio kilkakrotnie spotkaliśmy się z sytuacją, że ubezpieczyciele D&O nie wyrazili zgody na przedłużanie aktualnych programów o np. 1 miesiąc. Opóźnienia w procesach plasowania polis, spowodowane słabnącym apetytem ubezpieczycieli i bardzo surową oceną ryzyka często wymuszają konieczność przedłużenia wygasającego programu – do tej pory było to pewnym standardem na rynku, jednak dziś nie jest już pewne.

Najtrudniejsze odnowienia, czy plasowania polis D&O dotyczą organizacji, których programy D&O były przez wiele lat bardzo konkurencyjne cenowo – w takich przypadkach spotykamy się nawet z trzykrotną zwyżką ceny oferty (w porównaniu do kosztu polisy wygasającej). Jeżeli dodatkowo wyniki finansowe ubezpieczonej spółki nie są najlepsze, negocjacje składki, czy utrzymania dotychczasowego limitu, stają się dużym wyzwaniem.

Poza ubezpieczeniem D&O, ze zdecydowanym zaostrzeniem oceny ryzyka i rosnącymi stawkami mamy do czynienia w polisach cyber. W tym obszarze do zmiany warunków przyczyniła się pandemia i odnotowane przez ubezpieczycieli szkody.”

Raport można pobrać na stronie: https://www.marsh.com/pl/pl/insights/research-briefings/global-insurance-market-index-q4-2020.html

Speedmail zwiększa zasięg i otwiera kolejne oddziały

Największy w Polsce niezależny operator pocztowy Speedmail sp. z o.o. zapowiada ekspansję w małych i średnich miastach oraz dalsze zwiększanie zasięgu. Spółka planuje regularne otwarcia nowych punktów dystrybucyjnych, rozwój oferty adresowanej dla e-commerce oraz pozyskiwanie kolejnych odbiorców. W 2021 roku Speedmail wprowadzi również system Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru.

Speedmail

Będziemy kontynuować działania rozpoczęte w minionym roku, ale też wprowadzać nowe usługi. Przede wszystkim chcemy nadal rozwijać sieć dystrybucyjną. W roku 2020 zwiększyliśmy zasięg populacyjny o ponad 3 proc., co oznacza, że docieramy z naszą usługą pocztową do kolejnego miliona mieszkańców kraju. Otworzyliśmy także kolejne punkty dystrybucyjne, które pojawiły się w mniejszych i średniej wielkości miastach, takich jak Sokołów Podlaski, Żory czy Augustów – mówi Janusz Konopka, prezes zarządu Speedmail.

Spółka planuje dalszy rozwój terytorialny i uruchamianie kolejnych punktów obsługi, koncentrując się na wybranych miejscowościach w przedziale 20-50 tys. mieszkańców. Aktualnie firma dysponuje siatką ponad 100 placówek zlokalizowanych w większości dużych i średnich miast Polski. Obok terytorialnego, operator chce powiększyć także swój zasięg rynkowy i docierać do nowych odbiorów szeregu branż.

Speedmail skanowanieW roku 2020 zwiększyliśmy nasz udział w segmencie obsługi administracji samorządowej, spółek komunalnych, służby zdrowia. Mimo często niesprzyjających przepisów przetargowych udało nam się wygrać wiele postępowań ofertowych. Wśród naszych klientów znalazły się kolejne urzędy miast, spółki wodociągowe, szpitale, zarządy dróg, urzędy pracy – dodaje prezes Speedmail.

Obecnie wśród odbiorów usług operatora największą część (28 proc.) stanowią firmy branży finansowej (banki, ubezpieczyciele, firmy windykacyjne) oraz firmy telekomunikacyjne (16 proc.). Ponad 7 proc. udziału w sprzedaży to nadania administracji publicznej, a 5 proc. e-commerce. Z myślą szczególnie o tym ostatnim segmencie, Speedmail planuje rozwijać usługę listopaczki. Wprowadzone pod koniec ubiegłego roku rozwiązanie powstało pod kątem doręczeń przesyłek małogabarytowych, które stanowią znaczny udział w sprzedaży sklepów internetowych.

Nowością w ofercie niezależnego operatora pocztowego stanie się, wprowadzany od początku 2021 roku, system Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru. Usługa ta daje możliwość składania podpisu biometrycznego na urządzeniu mobilnym. Dzięki temu informacja potwierdzająca odbiór listu trafia do nadawcy znacznie szybciej, a przede wszystkim znacznie łatwiej ją ewidencjonować i weryfikować. EPO jest stosowane zwykle dla pism urzędowych, podatków, decyzji, zawiadomień, ale także innego rodzaju korespondencji.

Coraz więcej urzędów i instytucji, ale także nadawców komercyjnych jest zainteresowanych taką usługą, dlatego postanowiliśmy ją uruchomić również w naszej sieci. W minionym roku dokonaliśmy wyboru dostawcy tabletów i oprogramowania do podpisu elektronicznego oraz rozpoczęliśmy proces wdrożenia. Usługę uruchamiamy w pierwszej kolejności u klientów lokalnych, stopniowo obejmując kolejne placówki naszej firmy – tłumaczy Janusz Konopka, prezes zarządu Speedmail.