Image Power zamierza zadebiutować na NewConnect w I kwartale 2021

Image Power S.A., producent gier wideo z grupy PlayWay, złożył dokument informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeszcze w pierwszym kwartale spółka zamierza zadebiutować na NewConnect. Z przeprowadzonej w listopadzie emisji akcji firma pozyskała 1,6 mln zł. W najbardziej zaawansowanej produkcji znajduje się obecnie Yacht Mechanic Simulator, którego powstanie przyspieszył hitowy Car Mechanic Simulator z portfolio PlayWay.

Z satysfakcją informujemy o wykonaniu następnego kroku, który zbliża nas do debiutu na NewConnect. Złożyliśmy Dokument Informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i aktualnie czekamy na decyzję w sprawie dopuszczenia do obrotu akcji spółki. Liczę na to, że wszystkie czynności odbędą się zgodnie z ustalonym harmonogramem i jeszcze w pierwszym kwartale zadebiutujemy na „małym parkiecie”mówi Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej Image Power S.A.

Image Power koncentruje się na budowaniu silnej pozycji producenta symulatorów oraz niskobudżetowych produkcji autorskich. Studio wyróżnia podejście do wyboru tematyki nowych tytułów: często oparta jest ona o pasje i hobby poszczególnych członków zespołu, które następnie bardzo pieczołowicie przenoszone są na grunt gier video, po uprzednim sprawdzeniu ich potencjału na rynku. Największym zapowiedzianym tytułem studia jest Offroad Mechanic Simulator. Obecnie prowadzone są rozmowy ze spółką z grupy PlayWay na temat współpracy przy tym tytule. W bieżącym developingu jest jeszcze Archer, z kolei Yacht Mechanic Simulator znajduje się w najbardziej zaawansowanej fazie produkcji. Pod koniec stycznia wystartuje kampania na Kickstarterze, która ma pomóc udoskonalić projekt. Premiera gry planowana jest na połowę 2021 roku.

W przygotowaniu do debiutu nie zwalniamy tempa i aktualnie pracujemy nad kilkoma dużymi projektami. Dobrze wygląda budowa wishlisty dla Ambulance Simulator, w której gracz będzie jeździł karetką po mieście, udzielając natychmiastowej pomocy medycznej chorym i rannym. Tytuł jest w zaawansowanej fazie produkcji, a w ciągu dwóch miesięcy pojawi się kolejny gameplay z nowymi fragmentami rozgrywki. Jesteśmy też mile zaskoczeni sporym zainteresowaniem nową preprodukcją Creature Lab, w której wcielamy się w genialnego, ale szalonego i zdolnego do wszystkiego naukowca – ocenia Marcin Zaleński.

Jesień ubiegłego roku obfitowała dla Image Power w wiele kluczowych wydarzeń. W listopadzie Spółka pozyskała z emisji akcji 1,6 mln zł. Cena emisyjna wyniosła 30 zł za sztukę i była o 50 proc. wyższa niż przy poprzedniej ofercie. Przy tym kursie wycena Spółki przekroczyła 46 mln zł. W tym samym miesiącu odbyła się premiera pierwszej autorskiej produkcji – gry Dieselpunk Wars. Tytuł zadebiutował 19 listopada na platformie Steam, zbierając w większości pozytywne oceny. Po podpisaniu umowy z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd. – Dieselpunk Wars trafił też do sprzedaży w Chinach. W planach jest także przygotowanie do tego tytułu trybu multiplayer.

Transgraniczne wyjazdy do pracy w 2021- jak będą wyglądać

Bezpieczeństwo i racjonalne decyzje dotyczące wyjazdów do pracy zagranicą w UE będą kluczowe, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji o ewentualnym wyjeździe do pracy zagranicą. Pracodawcy, którym będzie zależało na zdobyciu pracowników, będą starali się zabezpieczyć te aspekty, zwłaszcza że przedsiębiorcy deklarują duże potrzeby kadrowe, pomimo niepewności co do przyszłej sytuacji epidemicznej.

Wielu pracodawców stara się niejako na zapas zabezpieczyć swoje zasoby kadrowe. Chociaż mamy dopiero styczeń, mamy już liczne zamówienia na pracowników na miesiące wiosenne. To oczywiście dobra prognoza, świadczy to o optymizmie pracodawców na kolejny rok. Mamy wiele zapytań z np. Irlandii  i Niemiec, jednak z drugiej strony są też kraje, które bardzo mocno doświadczyły trudnej, pandemicznej sytuacji, chociażby Włochy, do poszukiwania pracowników na kolejny rok podchodzą z dużym dystansem.  Finalnie, na wyjazdy ogromny wpływ na wyjazdy będzie mała sytuacja epidemiczna i restrykcje w poszczególnych krajach. Na dzień dzisiejszy sytuacja zmienia się tak naprawdę z dnia na dzień, a w wielu wypadkach obostrzenia są zróżnicowane w zależności od regionów. Tak jest chociażby w Niemczech. Wyczuleni na przepisy muszą być zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Z tego powodu w wielu przedsiębiorstwach działy prawne przez ostatni rok bardzo się rozrosły, z jednego konsultanta do kilku a nawet kilkunastu prawników analizujących i interpretujących przepisy. Decydują się na outsourcing i muszą to zabudżetować.

Nowe trendy

Dbałość o bezpieczeństwo, redukcja stresu i elastyczność to trendy które będą dominować na rynku pracy w 2021 roku. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady. W firmach produkcyjnych już wprowadzane są zasady zmianowe, tak aby poszczególne grupy nie mały ze sobą kontaktu. Zalecamy również wykonywanie testów przed wyjazdem. Ma to wiele zalet, po pierwsze zmniejsza ryzyko konieczności odbycia kwarantanny po przekroczeniu granicy, po drugie, jest do dobrze odbierane przez pracodawców oraz lokalne sanepidy. Rekomendujemy również wykupienie dodatkowego ubezpieczenia, które zapewni środki na utrzymanie na wypadek ewentualnej choroby.

Branże, które pomimo pandemii potrzebują pracowników, to przede wszystkim te, które w których liczy się terminowość i sprawność, jak budowlanka czy produkcja. Potrzebni są też elektrycy, instalatorzy elektryczni, magazynierzy czy pielęgniarki. Branżami, które zostały wyjątkowo dotknięte przez kryzys związany z pandemią jest niewątpliwie turystyka i hotelarstwo. Praca tymczasowa opiera się między innymi na tych dwóch branżach, w tym momencie zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest na zerowym poziomie. Analizując raporty z rynków poszczególnych państw UE, możemy zobaczyć jednak optymistyczne dane.  Zapewne jest to efekt idących w setki miliardów euro oraz złotych pakietów pomocowych. Nie ma jednak pewności jak długo taki stan rzeczy pozostanie i czy wiosną dane będą równie optymistyczne.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – Dyrektor Zarządzającą w agencji pracy HR International.

Ustawa „Lokal za grunt” – jakie szanse i ryzyka niesie ze sobą dla polskiej mieszkaniówki?

„Lokal za grunt”, czyli legislacyjny remake z „social mixem” w tle.

Szeroko nagłaśniana już od dłuższego czasu w mediach ustawa „lokal za grunt” została podpisana przez prezydenta i z początkiem kwietnia br. zapoczątkuje swoją misję. Nadzieje związane z nową regulacją, będącą rynkowym fragmentem szerokiego pakietu mieszkaniowego, wydają się przeogromne, przede wszystkim wśród rządowych gremiów odpowiedzialnych za rozwój mieszkaniówki. Pytanie jednak, na ile realne.

Skąd my to znamy, czyli do trzech razy sztuka

Sama idea ustawy „lokal za grunt”, czyli w pełnym brzmieniu „o rozliczaniu ceny lokali lub budynków w cenie nieruchomości zbywanych z gminnego zasobu nieruchomości”, przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, na pozór wydaje się prosta w swojej konstrukcji i możliwa do wdrożenia w życie bez większych problemów. W największym uproszczeniu chodzi o to, że w zamian za zbycie gruntu inwestorowi gmina otrzyma określoną, przyjętą w umowie z nim zawartej liczbę lokali, przede wszystkim służących zaspokajaniu lokalnych potrzeb mieszkaniowych. Ale nie tylko, bowiem poza funkcją mieszkalną dopuszczalne jest przekazywanie lokali pod działalność zdrowotną, edukacyjną czy kulturalną. Poza tym gmina będzie mogła liczyć na bezzwrotne wsparcie państwa przy realizacji infrastruktury technicznej i społecznej.

Jednak lektura treści ustawy może przywoływać odczucia w stylu „deja vu”, czyli innymi słowy „skąd my to znamy?”. Jak się bowiem okazuje, analogiczny pomysł znajdziemy już w ustawie z dnia 20 lipca 2017 r. o Krajowym Zasobie Nieruchomości. Wówczas to za możliwość nabycia gruntu z KZN na przetargu, a więc de facto po cenie rynkowej, inwestor musiał zobowiązać się do przekazania 70 proc. powierzchni użytkowej wybudowanych lokali pod wynajem „za pół darmo” w ramach programu Mieszkanie Plus. Stawki najmu regulowanego zawierały się bowiem w dość absurdalnym przedziale 10-20 zł/mkw., a w ramach opcji z dojściem do własności po 30 latach w zakresie 12-24 zł/mkw. Brak elementarnej logiki rentowności sprawił, że ustawa szybko odeszła do lamusa z etykietą legislacyjnego bubla.

Co ciekawe, pomysł udostępniania nieruchomości z KZN deweloperom w zamian za przekazanie wybudowanych nań mieszkań do programu Mieszkanie Plus, nieoczekiwanie odżył po wyborach parlamentarnych 2019 r. Nawiązana wówczas współpraca pomiędzy nowym i – jak się wydawało – wyjątkowo kreatywnym kierownictwem Ministerstwa Rozwoju a PZFD, tym razem wydawała się zaowocować zupełnie nowym otwarciem w krajowej mieszkaniówce. W mediach pojawiły się dziesiątki artykułów z hasłem „Deweloperzy w programie Mieszkanie Plus”, a obok nich liczne opinie rynkowych ekspertów, inwestorów i decydentów wychwalających na wszelkie sposoby rządową inicjatywę. Tymczasem ci ostatni po kilku tygodniach nagle zamilkli, wycofali się rakiem z szeroko nagłaśnianych deklaracji, co gorsza bez jakiegokolwiek uzasadnienia.
W ten sposób uczestnicy rynku nieruchomości doczekali kolejnej inicjatywy pod hasłem „lokal za grunt”, czyli aktywizacji wykorzystania parceli z publicznych zasobów dla rozwoju krajowego rynku mieszkaniowego. Pytanie, czy zasada „do trzech razy sztuka” znajdzie tym razem swoje potwierdzenie.

Konflikt interesów, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Aby ocenić prawdopodobieństwo rynkowego sukcesu przedmiotowych przepisów, należy nieco dokładniej przyjrzeć się ich treści. Chodzi przede wszystkim o cenę wywoławczą zbywanej w ramach przetargu gminnej nieruchomości oraz stawkę za 1 mkw. lokalu przekazywanego gminie przez inwestora w ramach rozliczenia, która jest ustawowo ograniczona. Ograniczenie to warunkuje wartość średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych w rozumieniu ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania, z możliwością tylko nieznacznego podwyższenia.
Innymi słowy, deweloper realizujący inwestycję na nabytym od gminy gruncie, najpewniej po wyśrubowanej w przetargu rynkowej cenie, będzie zobowiązany do przekazania jej określonej w umowie liczby lokali z ceną rozliczeniową nawet poniżej kosztów własnych budowy, o marży warunkującej jakikolwiek zysk nawet nie wspominając. Aby więc go osiągnąć będzie musiał sprzedać po możliwie jak najwyższych stawkach rynkowych jak największą liczbę mieszkań z puli, której umowa z gminą nie dotyczy.

Tymczasem o podstawowych parametrach transakcji określających rentowność inwestycji z punktu widzenia inwestora, czyli m.in. warunkach przetargu (cenie wywoławczej), standardzie i liczbie przekazanych lokali, czy ich ostatecznej cenie rozliczeniowej będzie decydować rada gminy w specjalnej uchwale o zbyciu nieruchomości. Nietrudno się domyślić, że w tych okolicznościach ewidentnego konfliktu interesów do osiągnięcia porozumienia konieczna będzie wyjątkowej miary dobra wola obu stron kontraktu.

„Social mix” i inne czynniki ryzyka

Akceptacja warunków umowy pomiędzy inwestorem a gminą jako podstawowy warunek osiągniecia konsensusu nie jest jedynym czynnikiem ryzyka powodzenia misji nowej regulacji. Samorządy (jak zresztą sama nazwa wskazuje) nie są jak wiadomo wielkimi entuzjastami odgórnego narzucania im w formie regulacji prawnych standardów funkcjonowania, w tym przede wszystkim dotyczących ich majątku czy współpracy z instytucjami zewnętrznymi z inwestorami na czele. Tym sposobem istotnym problemem może tu być ograniczone zainteresowanie tematem przez same gminy.

Nie najlepiej nowym przepisom wróży też fakt, że w przedmiotowej inwestycji będą obowiązywały różne ceny lokali – pierwsza (niższa) do rozliczenia nabycia gruntu , i druga, raczej istotnie wyższa bo zawierająca pełny koszt budowy plus marżę dewelopera, dla nabywców komercyjnych.

I stąd też obawa, że tego typu inwestycje będą niosły ze sobą wysoki stopień ryzyka dla deweloperów. Wynika to z faktu konieczności upłynnienia pozostałych po rozliczeniu z gminą lokali po cenach rynkowych, gwarantujących zysk przedsiębiorcy. Tymczasem może być z tym pewien problem.

Wynika on z nadzwyczaj optymistycznego założenia autorów ustawy, a dotyczącego osiągniecia korzystnego ich zdaniem „social mixu” poprzez koncentrację na jednym osiedlu i w ramach pojedynczego budynku mieszkań o różnym statusie. Ustawa bowiem wprost prowadzi do sytuacji, w której z nabywcami mieszkań na własny użytek sąsiadować będą najemcy komercyjni, najemcy TBS-ów, najemcy komunalni, a być może i rezydenci lokali socjalnych. W ten sposób intencją ustawodawcy ma być aktywne zapobieganie szerzeniu się zjawiska gettoizacji, jakże często stanowiącej piętno budynków stricte komunalnych. Pytanie, czy idea zakładająca poprzez wspólne zamieszkiwanie zaawansowaną integrację diametralnie różnych klas społecznych z klasą średnią na czele, ma realne szanse na materializację.

Niestety tego typu eksperyment, choć z całą pewnością niezwykle interesujący z socjologicznego punktu widzenia, ma raczej wyłącznie iluzoryczne perspektywy zyskania rynkowej popularności. Sprzedaż mieszkań po stawkach rynkowych w tego typu inwestycjach tworzących osiedla o statusie, któremu trudno będzie przypisać walory wysokiego prestiżu, może okazać się mocno problematyczna, czyniąc tym samym ryzyko inwestora trudne do zaakceptowania. W tej sytuacji ustawa „lokal za grunt” ma spore szanse stać się kolejnym w ostatnich latach aktem prawnym dotyczącym mieszkaniówki o dyskusyjnym znaczeniu dla jej statystyk inwestycyjnych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Organ odmówił firmie prawa do odliczenia VAT, bo ta podczas rozmów biznesowych nie wylegitymowała swoich kontrahentów

Firma kupiła cztery ciężarówki, po czym je odsprzedała. Następnie rozliczyła koszty ich nabycia w prowadzonej działalności. Jednak fiskus odmówił jej prawa do odliczenia VAT z faktur dokumentujących ich zakup. Organy skarbowe nie negowały, że firma faktycznie nabyła TiR-y. Co więcej, dokumenty potwierdzały nawet ich dalszą odsprzedaż. Tyle że organy uznały, że nie kupiła ich od podmiotu widniejącego na fakturze. Fiskus oskarżył więc przedsiębiorcę o niedochowanie należytej staranności w transakcjach handlowych, między innymi dlatego, że nie wylegitymował właścicieli sprzedającej firmy przed dokonaniem transakcji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie, biorąc przedsiębiorcę w obronę, wskazał organom, że przy nawiązywaniu rozmów biznesowych nie jest w zwyczaju wymiana dowodów tożsamości, a co najwyżej wizytówek, dlatego też: „…wbrew ocenie organów, nie może być uznane za wykraczające poza przyjęte standardy zachowania w relacjach biznesowych, nie żądanie od osób przedstawiających się jako właściciele – okazania dowodów osobistych lub innych dokumentów w celu potwierdzenia ich tożsamości” (wyrok z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Cztery faktury VAT nabycia zakwestionowane podmiotowo

W styczniu 2016 r. przedsiębiorca zakupił 4 samochody ciężarowe od firmy A. Z tytułu tych nabyć w ramach prowadzonej przez siebie działalności dokonał rozliczenia podatku VAT naliczonego na fakturach zakupu. Ale naczelnik urzędu skarbowego uznał, że nie ma do tego prawa, gdyż faktury te nie dokumentują transakcji pomiędzy podmiotami na nich figurującymi.

Rozpoznający odwołanie przedsiębiorcy dyrektor izby administracji skarbowej nie uwzględnił go, podnosząc, że firma A będąca wystawcą faktur i sprzedawcą ciężarówek w okresie od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r., pomimo zarejestrowanej działalności gospodarczej i posiadania statusu podatnika VAT, nie prowadziła rzeczywistej i samodzielnej działalności gospodarczej, a jedynie firmowała działalność innego podmiotu. Zatem przedsiębiorca nie mógł nabyć aut wskazanych na zakwestionowanych fakturach, a więc i dokonać ich dalszej odprzedaży, mimo że organ przyznał, m.in. na podstawie zeznań świadków, że zdarzenia ujęte na zakwestionowanych fakturach miały miejsce w rzeczywistości, tzn. przedsiębiorca kupił te ciężarówki.

Nabycie towaru od firmanta

Nawiązując do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, organ tłumaczył, na czym polega firmowanie działalności innego podmiotu. Nabywając towar od firmanta, decydujące dla ustalenia prawa podatnika do obniżenia podatku należnego o kwotę VAT wykazaną na fakturach wystawionych przez firmanta jest ustalenie, czy nabywający od niego towar działał w dobrej wierze, z zachowaniem zasad należytej staranności, tj. nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć, że uczestniczy w oszustwie podatkowym. Od podmiotów profesjonalnie działających w obrocie gospodarczym, a więc przedsiębiorców, wymaga się szczególnej staranności. Przedsiębiorca, który jej nie dokłada kosztem osiągnięcia za wszelką cenę zysku, nie może później powoływać się na brak świadomości co do uczestnictwa w oszukańczym procederze. A w tej sprawie organ zarzucił firmie, że jej przedstawiciel, dokonując zakwestionowanego nabycia:

  • przy wpłacie zaliczki jego podejrzeń nie wzbudziła rozbieżność pomiędzy pieczęcią na dokumencie KP wskazująca, iż jego wystawcą jest firma A, podczas gdy miejscem zawierania transakcji była siedziba firmy B;
  • przyjął dokument KP sygnowany tylko parafą, a nie imieniem i nazwiskiem osoby;
  • przeoczył nieaktualny adresu firmy A na pieczęci na dowodzie KP;
  • w chwili omawiania szczegółów transakcji nie wylegitymował osób, z udziałem których prowadził rozmowy.

Profesjonalne podejście firmy do transakcji

Analizując sprawę, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie stwierdził, że skarżącej firmie nie można przypisać niedochowania należytej staranności w weryfikacji sprzedawcy ciężarówek, a tym bardziej nie można przypisać jej potencjalnej świadomości uczestnictwa w oszustwie. W ocenie sądu dokonana przez przedsiębiorcę weryfikacja kontrahenta nie odbiegała od standardów właściwych dla branży handlu pojazdami. Obecnie w obrocie gospodarczym nawiązywanie kontaktów z kontrahentami za pośrednictwem internetu nie narusza tych standardów. Za sprawdzeniem sprzedającego przemawiają także zeznania świadków, pracowników skarżącej, którzy udali się na miejsce przechowania ciężarówek, a które to miejsce wskazywało na szeroki zakres prowadzonej tam działalności. To wzbudziło zaufanie spółki do przyszłego kontrahenta. Dokonali także szczegółowych oględzin pojazdów, które miały być przedmiotem transakcji. Wszystkie te działania świadczą zdaniem sądu o profesjonalnym podejściu skarżącej firmy do transakcji.

Kontrahent widniał w odpowiednich rejestrach

Poza tym, kontrahent był ujawniony w Centralnej Ewidencji i Informacji Gospodarczej jako prowadzący działalność gospodarczą i posiadał status czynnego podatnika VAT. Niezgodność adresów siedziby firmy sprzedającej z pieczęcią ma znaczenie marginalne, i na pewno nie jest – jak chciałby tego organ – czynnikiem, który powinien skłonić przedsiębiorcę do wzmożonej weryfikacji sprzedającego, skoro dokonał on sprawdzenia istnienia firmy w odpowiednich rejestrach.

Fiskus sam wykrył nieprawidłowości dopiero po roku od transakcji

Sąd zaznaczył, że organy całkowicie pominęły fakt, iż zakupione przez przedsiębiorcę ciężarówki istniały, a dokumentacja potwierdza, że na wcześniejszym etapie obrotu nimi ich nabywcą był kontrahent przedsiębiorcy. Do tego dalszą ich odsprzedaż przez skarżącego potwierdza system CEPiK. WSA zauważył także, że organy obu instancji oceniały dokonaną przez skarżącą firmę transakcję wyłączenie przez pryzmat jej kontrahenta, a którego to nierzetelność ustaliły po przeprowadzonych względem niego kontrolach dopiero w rok później. Fiskus obarczył więc firmę negatywnymi konsekwencjami nieprawidłowości w działaniu tego podmiotu, a które to nieprawidłowości ustalił dopiero w rok po zakwestionowanej transakcji.

Kto wchodzi do firmy i domaga się od właścicieli wylegitymowania?

Uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, WSA odniósł się również szeroko do jego zarzutu niedochowania przez firmę należytej staranności przy dokonywaniu transakcji:

„…sprawdzanie tożsamości osób przedstawiających się jako właściciele firmy w miejscu jej siedziby poprzez ich wylegitymowanie, w cenie sądu, w świetle zasad doświadczenia życiowego nie mieszczą się w kanonie zachowań w relacjach biznesowych. W praktyce obrotu gospodarczego trudno bowiem oczekiwać nawet od bardzo skrupulatnego przedsiębiorcy, aby osoba wchodząca do siedziby firmy z zamiarem nawiązania współpracy, żądała okazania jakichkolwiek dokumentów potwierdzających tożsamość osób, które jawią się jako jej właściciele bądź przedstawiciele. Zwyczajowym akcentem pierwszych spotkań jest wymiana wizytówek, a nie dokumentów tożsamości” (wyrok WSA w Lublinie z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Jak stwierdził WSA, nawet takie sprawdzenie kontrahenta poprzez jego wylegitymowanie w okolicznościach tej sprawy nie doprowadziłoby do ujawnienia, że jest on jedynie firmantem.

Państwo policyjne

Niniejsza sprawa to kolejny absurd, z jakim przyszło się mierzyć przedsiębiorcom w relacjach z fiskusem. Bo organy podatkowe, warunkując uznanie należnego firmie prawa do odliczenia podatku z tytułu dokonanych zakupów, domagały się od niej absurdalnych zachowań. Idąc tym tokiem postępowania urzędników, przedsiębiorcy, nabywając wkrótce paliwo do swoich aut, będą na stacji benzynowej legitymować pracowników, aby sprawdzać, czy faktycznie są na tej stacji zatrudnieni. A i zgodność adresu z pieczątki na fakturze z miejscem tankowania też trzeba będzie sprawdzać. Rozmowa dwóch biznesmenów wyglądać może następująco: – Dzień dobry, miło mi pana poznać, bardzo się cieszę, że zechciał pan ze mną nawiązać współpracę. Niemniej, czy może się pan najpierw wylegitymować? A nie zapominajmy, że w tej sprawie organom podatkowym, dysponującym licznymi narzędziami i zasobami ludzkimi, sprawdzenie tego, czy kontrahent firmy jest firmantem, zajęło rok od czasu zawarcia transakcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cudzoziemcy w Polsce – podsumowanie 2020 r.

Ważne zezwolenia na pobyt w Polsce posiada obecnie prawie 460 tys. cudzoziemców. W ubiegłym roku liczba ta wzrosła o nieco ponad 34 tys. osób. Sytuacja epidemiologiczna i związane z nią ograniczenia w podróżowaniu zachęcały obcokrajowców do przedłużania pobytu w kraju. Dotyczyło to zwłaszcza obywateli Ukrainy i Białorusi, którzy wcześniej w większym stopniu korzystali z możliwości migracji tymczasowych.

Z 457 tys. cudzoziemców, którzy 1 stycznia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 244,2 tys. osób, Białorusi – 28,8 tys., Niemiec – 20,5 tys., Rosji – 12,7 tys., Wietnamu – 10,9 tys., Indii – 9,9 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 7,9 tys., Chin – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,6 tys.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w 2020 r. największy wzrost wśród obcokrajowców osiedlających się w Polsce dotyczył natomiast obywateli: Ukrainy – o 29,4 tys. osób, Białorusi – o 3,2 tys., Gruzji – o 2,4 tys., Mołdawii – o 1,2 tys. oraz Korei Południowej – o 0,5 tys.

Najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą być wydane na maksymalnie 3 lata. Tego typu dokumentami dysponuje obecnie 272,4 tys. osób. Grupa obcokrajowców uprawnionych do stałego pobytu wynosi natomiast 102,1 tys. osób. Zarejestrowany pobyt posiada także 81,5 tys. obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej.

Większość wydawanych zezwoleń na pobyt związana jest z aktywnością zawodową – w 2020 r. dotyczyło to 76 proc. cudzoziemców. W związku z tym widoczna jest silna koncentracja cudzoziemców w województwach z największymi ośrodkami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 119 tys. osób, małopolskie – 52 tys., wielkopolskie – 41 tys. oraz dolnośląskie – 37 tys.

Najczęściej w Polsce osiedlają się osoby młode. Około 60 proc. cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt to osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat, a ok. 4 proc. powyżej 60. roku życia.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu epidemii.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przypomina, że w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, nadal obowiązują zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.udsc.gov.pl.

KIR i PKO Bank Polski konsekwentnie rozwijają technologię blockchain

KIR i PKO Bank Polski zacieśniają współpracę w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain. Kolejnym wdrożeniem z wykorzystaniem rejestrów rozproszonych, po uruchomieniu trwałego nośnika, jest system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. Nowy system został przygotowany jako wspólny projekt partnerskich instytucji, z udziałem Ministerstwa Finansów.

Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów[1]. Sektor finansowy plasuje się w awangardzie beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii. Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. KIR, działający jako hub technologiczny dla krajowego sektora finansowego, oraz PKO Bank Polski, uznany za sektorowego lidera innowacyjności, mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF).

– Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego, dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie. Dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain – mówi Adam Marciniak, Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Nowe wdrożenie to kolejny etap współpracy KIR i PKO Banku Polskiego. Dotychczas firmy udostępniły już takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i  przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r., dzięki współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w  bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.

– Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki – mówi Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.

Cykl życia transakcji zapisany w blockchainie

W ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm, w  porozumieniu z Ministerstwem Finansów, opracowano system, który zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF, ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę możliwe będzie, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji, generowanie raportów bazujących na aktualnych danych.

Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie – podkreśla Karol Czarnecki, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych w technologii blockchain został uruchomiony w Ministerstwie Finansów oraz PKO Banku Polskim w grudniu 2020 roku.

[1] https://www.statista.com/topics/5122/blockchain/

Twarde dane czy subiektywna ocena? Atrakcyjność inwestycyjna miast. Raport ABSL

Najnowszy raport ABSL „Potencjał inwestycyjny polskich miast. Porównanie lokalizacji sektora nowoczesnych usług biznesowych” porównuje atrakcyjność polskich miast dla różnych kategorii centrów nowoczesnych usług biznesowych w zależności od tego jakie pełnią funkcje. Inwestorzy i władze miast otrzymują dodatkowe narzędzie wspierające procesy inwestycyjne. Jest to pierwszy raport uwzgledniający zarówno ranking obiektywny bazujący na twardych danych wskazujących na potencjalną i rzeczywistą atrakcyjność oraz ranking subiektywny opracowany na podstawie ocen menadżerów.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy ponad 1500 centrów obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrów badawczo-rozwojowych (R&D). Z danych PAIH wynika, że w 2020 r.  podjęto decyzję o lokalizacji w Polsce 58 nowych inwestycji, z czego 44 dotyczyło usług dla biznesu. Ze względu na międzynarodowy charakter usług – 71 proc. podmiotów należy do firm zagranicznych, gros centrów usług biznesowych świadczy je na rzecz klientów z całego świata, tym samym branża jest ważnym eksporterem. Czynnikiem przemawiającym za lokalizacją centrów w Polsce jest korzystna lokalizacja, dogodna strefa czasowa pozwalająca obsługiwać inne regiony oraz potencjał rynku, m. in. pod względem rynku pracy i wielkości zasobów wykształconych pracowników w stosunku do innych gospodarek regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

Różne potrzeby inwestorów

Inwestorzy odpowiedzialni za lokalizację centrów nowoczesnych usług biznesowych podejmują decyzje inwestycyjne biorąc pod uwagę szereg różnorodnych czynników w zależności od charakteru centrum usług biznesowych. W raporcie zebrano dane, z których wynika, że co do zasady centra wiedzochłonnych usług biznesowych tzw. KIBS lub centrale regionalne preferują lokalizacje miejskie, w tym duże miasta o metropolitalnym charakterze, zwłaszcza miasta stołeczne. Mniejsze ośrodki są preferowane przez podmioty krajowe bądź zagraniczne, które optymalizują koszty i realizują najprostsze procesy biznesowe. Mniejsze ośrodki lub wręcz obszary poza ośrodkami miejskimi są też wybierane przez podmioty obsługujące klientów z sektorów przemysłowych, dla których znaczenie ma bliskość klienta. Najbardziej złożona sytuacja ma miejsce w przypadku sektora B+R, gdzie wśród istotnych stymulantów napływu inwestycji są m. in. nakłady w regionie ponoszone na procesy inwestycyjne, w tym liczba pracowników naukowo-badawczych czy liczba jednostek badawczych jak i osiągane wyniki.

Biorąc pod uwagę tworzoną właśnie Nową Politykę Przemysłową warto pamiętać, że Polska jest beneficjentem trendu związanego z nearshoringiem, czyli przenoszeniem procesów biznesowych bliżej produkcji lub centrów decyzyjnych. Dodatkowo tendencja do skracania łańcuchów dostaw w światowej gospodarce może spowodować, że centra w Polsce przejmą zlecenia płynące do tej pory do Azji. Niezależnie od tego o jakim przemyśle mówimy wymaga on zaplecza w postaci zapewnienia różnego rodzaju procesów biznesowych, dlatego też powinniśmy myśleć jednocześnie o usługach biznesowych. Tym bardziej, że przemysł daje szansę mniejszym miastom na pozyskanie nowych inwestycji, a co za tym idzie nowych miejsc pracy – mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Subiektywne oceny i twarde dane

Porównanie pozycji miast w rankingach subiektywnym i obiektywnym przynosi znaczące różnice i powinno być istotnym sygnałem kształtującym strategię pozyskiwania inwestycji dla lokalnych władz. Różnice te mogą świadczyć o zmianie sposobu postrzegania ośrodków przez inwestorów, a tym samym wskazywać na przyszłe trendy.

Subiektywny ranking opracowany został na podstawie wyników badania ABSL 2020 w oparciu o odpowiedzi kadry zarządzającej centrów nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Oceniano siedem miast: Warszawę, Wrocław, Kraków, Trójmiasto, Łódź, Poznań oraz Katowice i GZM. Zwycięstwo w rankingu subiektywnym przypadło Trójmiastu, a na kolejnych miejscach znalazł się Poznań i Wrocław. Ocenie podlegały takie kategorie jak: dostępność drogą, koleją i samolotem, wielkość puli talentów, koszty pracy, dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej, jej jakość i cena najmu, ogólna ocena jakości życia, jakość lokalnych uniwersytetów, jakość współpracy między ośrodkami i lokalnymi uniwersytetami, a także korporacja z lokalnymi agencjami wsparcia inwestorów czy agencjami rozwoju.

Ranking obiektywny bazuje na analizie statystycznej. Oceniano te same kategorie co w rankingu subiektywnym. Dodatkowo uwzględniano od kilku do kilkunastu cech danej kategorii, aby prawidłowo ocenić pozycję danego ośrodka w stosunku do konkurentów. Ranking obiektywny objął 15 ośrodków miejskich. Poza miastami ocenianymi w rankingu subiektywnym analizie poddano także Lublin, Rzeszów, Bydgoszcz, Szczecin, Białystok, Kielce, Radom, Tarnów. Ranking obiektywny plasuje na pierwszych trzech pozycjach: Warszawę, Kraków oraz Katowice i GZM.

Dokładna analiza obu rankingów niesie cenną wiedzę dla władz lokalnych wskazując na rozbieżność percepcji oraz stanu faktycznego i tym samym być wskazówką dla działań informacyjno-promocyjnych. Rozbieżności mogą być też przesłanką występowania głębiej zakorzenionych problemów wymagających podjęcia działań zaradczych czy wyprzedzających. Analiza porównawcza rankingów kreuje przestrzeń dla wdrożenia zmian, zwiększających potencjał inwestycyjny lokalizacji i zwiększając atrakcyjność konkurencyjną – dodaje Wojciech Popławski.

Columbus Energy zacieśnia współpracę z Nexity Global

Columbus Energy S.A. i Nexity Global S.A. łączą siły. Spółki zawarły długoterminową umowę na wspólne działania w  zakresie elektromobilności i energetyki rozproszonej.

Spółki Columbus Energy oraz Nexity Global wypracowały model wzajemnego wsparcia. Zgodnie z podpisaną umową, spółki stworzą wspólną ofertę produktów oraz usług dla stacji ładowania. W ramach współpracy Columbus zapewni m.in. sieć sprzedaży, działania marketingowe i ekipy monterskie, natomiast Nexity udostępni system oraz platformę, służące do obsługi ładowania pojazdów elektrycznych, jak również całą infrastrukturę do zdalnego monitorowania stacji ładowania. Cały system zostanie stokenizowany i obie spółki będą inwestować w technologię blockchain.

Cieszymy się, że do grona kluczowych partnerów biznesowych Nexity dołącza odnosząca sukcesy na rynku OZE organizacja Columbus. To bardzo ważny moment w rozwoju naszej współpracy, który otwiera przed nami nowy rozdział – mówi Dawid Kmiecik, Prezes Zarządu Nexity Global S.A. – Dzięki uregulowaniu zasad współpracy z naszym największym akcjonariuszem, synergia naszych działań doprowadzi do stworzenia nowatorskich rozwiązań, o których szerzej zakomunikujemy już niebawem. Aktualne wydarzenie jest tym bardziej istotne, że Nexity rozpoczyna swoją przygodę z energetyką rozproszoną, dzięki czemu wkrótce zapewni dostęp do zdecentralizowanej platformy, opartej na technologii blockchain, służącej do efektywnego zarządzania procesami wytwarzania, dystrybucji i konsumpcji energii, w szczególności pochodzącej ze źródeł odnawialnych.

Spółki zadeklarowały współpracę w zakresie rozwoju produktów i usług Nexity tak, by pozostawały one w najwyższy możliwy sposób powiązane z ofertą Columbus. Jednocześnie Nexity stało się wyłącznym dostawcą rozwiązań technologicznych z zakresu elektromobilności, energetyki rozproszonej i systemów zarządzania energią dla Grupy Columbus.

System Nexity dostarcza swego rodzaju „blockchain użytkowy” dla konsumentów, czyli osób korzystających z samochodów elektrycznych, właścicieli infrastruktury wytwórczej czy właścicieli ładowarek w taki sposób, aby można było korzystać ze swojej energii – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Columbus, jako dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, chce uczestniczyć w procesie obrotu tą energią. Chcemy być łącznikiem między światem wytwarzającym energię, szczególnie z OZE, a konsumentami i przedsiębiorcami.

Pandemia nie zatrzymała rynku biurowego

Pomimo swojego niepowtarzalnego charakteru 2020 rok przyniósł Warszawie dwukrotnie więcej nowych biur niż rok poprzedni. Dzięki dużej aktywności deweloperów w największych miastach w Polsce jest już łącznie ponad 12 mln mkw. powierzchni biurowych. W tym roku liderzy rynku deweloperskiego zapowiadają ukończenie kolejnych, dużych inwestycji. Plany firm, realizujących projekty biurowe w całym kraju dotyczą oddania nawet 800 tys. mkw. nowych powierzchni.   Biura Wysoka aktywność deweloperów w 2020 roku

Z analiz firmy Walter Herz wynika, że w 2020 roku na główne rynki w Polsce weszło 680 tys. mkw. biur. Wśród wiodących deweloperów wyróżniała się firma Echo Investment, dzięki której rynek zyskał 108 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, Skanska oddała w minionym roku 85 tys. mkw. biur, Ghelamco – 75 tys. mkw., HB Reavis – 65 tys. mkw., a Golub Gethouse – 48 tys. mkw. Na odnotowanie zasługuje fakt, że trzej ostatni z wymienionych deweloperów dostarczyli powierzchnie w ramach pojedynczych, wielkoskalowych projektów. Echo i Skanska natomiast oddały budynki zlokalizowane w różnych miastach w Polsce.

W skali kraju w budowie pozostaje ponad 1,2 mln mkw. biur, które będą sukcesywnie oddawane w najbliższych latach. – Intensywna działalność inwestorów świadczy o zapotrzebowaniu na nowoczesne powierzchnie biurowe we wszystkich głównych miastach w Polsce. Duża ilość obiektów w budowie zabezpiecza stabilny rozwój rynku oraz dostęp do wysokiej klasy powierzchni na zadawalającym poziomie. W największych ośrodkach w kraju wiele realizowanych projektów mieści się w pobliżu ścisłego centrum miasta, co dowodzi, że te rejony szczególnie zyskują na popularności – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Firmy wstrzymują się natomiast jeszcze z podejmowaniem zdecydowanych kroków związanych z wynajmem w oczekiwaniu na zakończenie blokady lockdownowej. Prawdopodobnie wiosną będziemy mogli już obserwować, jak duży realny wpływ na zapotrzebowanie na powierzchnię na rynku biurowym będzie miała praca zdalna – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Warszawa

Zasoby naszego, największego rynku biurowego zbliżają się do poziomu 6 mln mkw. powierzchni. Dane Walter Herz wskazują, że w 2020 roku w Warszawie oddanych zostało 335 tys. mkw. nowych biur, podczas gdy w 2019 roku niewiele ponad 160 tys. mkw. powierzchni. Do ukończonych projektów należał m.in. wysokościowiec Mennica Legacy Tower, dwa budynki w kompleksie Varso Place, The Warsaw HUB, Chmielna 89, budynek A w kompleksie Lixa oraz dwa biurowce w inwestycji Browary Warszawskie – Biura przy Willi i  Biura przy Warzelni. W budowie pozostaje 550 tys. mkw. biur, a rok wcześniej było ich w realizacji o 300 tys. mkw. więcej. Jeśli projekty będą oddawane w zapowiadanych terminach pozwoli to warszawskiemu rynkowi biurowemu płynnie przekroczyć w tym roku kolejny próg podażowy.

– W bieżącym roku w Warszawie planowane jest zakończenie budowy m.in. inwestycji Warsaw Unit należącej do firmy Ghelamco, Fabryki Norblina realizowanej przez Grupę Capital Park, a także biurowca Generation Park Y budowanego przez Skanska. Pozwolenie na użytkowanie właśnie otrzymał Skyliner firmy Karimpol, który przyniósł 45 tys. mkw. powierzchni. Jeśli zapowiedzi deweloperów sprawdzą się, tegoroczna nowa podaż przewyższy wynik uzyskany w Warszawie w roku ubiegłym – mówi Krzysztof Foks.

Na rynku warszawskim na najemców czeka dziś prawie 600 tys. mkw. powierzchni, to około 10 proc. wszystkich biur. Jak obliczają analitycy Walter Herz, podobną wartość osiągnął w ubiegłym roku w stolicy wolumen wynajmu. Ponad 600 tys. mkw. powierzchni, które trafiły do najemców oznacza, że 2020 roku popyt na warszawskie biura obniżył się o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2019, który z 880 tys. mkw. wolumenem najmu był dla Warszawy rekordowy.

Kraków

W 2020 roku zasoby biurowe rynku krakowskiego, który plasuje się na drugiej pozycji w kraju, przekroczyły 1,5 mln mkw. powierzchni. Przyczyniło się to tego zakończenie budowy między innymi kompleksu Unity Centre, High5ive 4, Fabryczna Office Park, DOT Office L1, czy Wadowicka 3 B. Ogół ukończonych budynków przyniósł miastu 129 tys. mkw. powierzchni biurowych.

– Deweloperzy wyraźnie nadal stawiają na Kraków. W budowie na krakowskim rynku znajduje się ponad 150 tys. mkw. biur. Powstaje projekt Ocean Office Park, pierwsze budynki w kompleksie The Park, czy finalny biurowiec w inwestycji High5ive. Niebawem możemy spodziewać się w stolicy Małopolski startu kolejnych, wielkoskalowych przedsięwzięć – zaznacza Krzysztof Foks.

Wrocław

We Wrocławiu w 2020 roku na rynek zostało dostarczone 61 tys. mkw. nowych powierzchni. Na terenie aglomeracji w budowie jest 100 tys. mkw. biur. Mimo pandemii popyt na wrocławskim rynku utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. Do projektów oddanych w ubiegłym roku należały City Forum – City two, West 4 Business Hub, czy Centrum Południe. Wśród największych prowadzonych aktualnie inwestycji jest natomiast nowy, wielofunkcyjny kompleks Quorum, Brama Oławska, MidPoint 71 oraz Wielka 27.

Trójmiasto

W Trójmieście w budowie pozostaje 165 tys. mkw. powierzchni, z czego duża część nowych biur zlokalizowana jest w Gdyni. Oddanie projektów będących w końcowej fazie realizacji pozwoli trójmiejskiemu rynkowi biurowemu do końca 2021 roku przejść próg 1 mln mkw. powierzchni. W minionym roku na terenie Trójmiasta oddanych zostało 60 tys. mkw. biur, między innymi w budynkach Olivia Prime B oraz Wave A. Do realizowanych w regionie inwestycji należą 3T Office Park, K2 Kielecka, Gato, Format, czy Palio.

Poznań

2020 rok w kontekście nowych projektów biurowych w Poznaniu przebiegł spokojnie. Do użytku został oddany jeden projekt – Giant Office oferujący ponad 15 tys. mkw. powierzchni najmu.

– Wśród inwestycji będących obecnie w budowie, wyróżnia się budynek D w kompleksie Nowy Rynek realizowanym przez Skanska oraz Andersia Silver, który w 2023 roku stanie się najwyższym budynkiem w mieście. Aktualnie w Poznaniu powstaje 81 tys. mkw. powierzchni biurowych – mówi Krzysztof Foks.

Katowice

Katowice są jednym z regionalnych rynków nieruchomości, gdzie najszybciej rozwija się segment biurowy. W 2020 roku zostało w nich oddane do użytku 66 tys. mkw. powierzchni biurowych, a ponadto w budowie znajduje się aż 170 tys. mkw. powierzchni biurowych, co stanowi blisko jedną trzecią obecnych zasobów. Wśród realizowanych projektów znajdują się Global Office Park – wielofunkcyjny projekt realizowany przez Cavatinę, .KTW II – kolejny etap projektu biurowego położonego w sąsiedztwie katowickiego Spodka, Silesia for Business realizowany przez TriGranit czy Craft firmy Ghelamco.

Łódź

2020 rok zakończył się na łódzkim rynku biurowym z wysokim popytem, ale również relatywnie niską aktywnością deweloperów. W ubiegłym roku podaż powierzchni biurowych wzrosła o 37 tys. mkw. Do użytkowania oddane zostały między innymi Brama Miasta A i Hi Piotrkowska 155. Obecnie najaktywniejszym deweloperem w mieście jest Echo Investment, realizujące projekty React oraz wielofunkcyjny projekt Fuzja.

Popyt zadecyduje o kierunku transformacji rynku

– Projekty biurowe w całym kraju prowadzone są bez większych zakłóceń. Realizację następnych obiektów deweloperzy uzależniają jednak od popytu. Budowa niektórych z planowanych inwestycji może zostać przesunięta w czasie. W przypadku projektów w fazie realizacji trwają analizy dotyczące zastosowania optymalnych rozwiązań, które wpiszą się w zapotrzebowanie przyszłych użytkowników. Część przygotowywanych projektów typu mixed-use może zmienić swoje funkcje użytkowe lub zostać całkowicie przekształcona – uważa Bartłomiej Zagrodnik.

– Wywoławcze stawki czynszowe na rynku biurowym utrzymują się nadal na wysokim poziomie. Właściciele budynków, przede wszystkim tych z większym udziałem wolnej powierzchni, zaczęli już jednak walczyć o najemców, oferując rozbudowane pakiety zachęt. Na niektórych rynkach można zaobserwować spadek ilości rozpoczynanych projektów w porównaniu z latami ubiegłymi, co w dłuższej perspektywie może przyczynić się do wystąpienia niedoborów wysokiej klasy powierzchni biurowych. Szczególnie, jeśli sprawdzą się oczekiwania związane z napływem nowych inwestorów do Polski oraz okaże się, że firmy nie zechcą na szerszą skalę redukować powierzchni i utrzymają zajmowane biura jako ważny element swojej działalności – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

5 kluczowych trendów w branży fintech w 2021 roku

Pandemia koronawirusa zaburzyła działanie większości sektorów gospodarki – nawet szybko rozwijającej się branży fintech, która rośnie prawie wykładniczo[1]. W skutek COVID-19 cała branża finansowa została zmuszona do tego, by funkcjonować bardziej efektywnie, skoncentrować się na potrzebach klientów i najbardziej rentownych obszarach działalności. W odpowiedzi na lockdown oraz wiążącą się z tym koniecznością wprowadzenia pracy zdalnej, firmy musiały wdrożyć cyfrowe rozwiązania – m.in. z tego względu rola fintechów stała się jeszcze ważniejsza niż wcześniej. To one były gotowe oferować innowacyjne oprogramowanie i pomóc wykorzystywać technologiczny potencjał wielu przedsiębiorstw.

Co zatem czeka branżę fintech w 2021 roku i jakich zmian możemy się spodziewać?

  1. Ochrona przed spowolnieniem gospodarczym

W obliczu nagłego kryzysu spowodowanego koronawirusem wiele firm nie wiedziało, co robić, by pozostać na rynku. W niepewnych czasach ogromnym wyzwaniem okazało się utrzymanie płynności. Pomocą dla firm – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, które z reguły dysponują mniejszym kapitałem od dużych podmiotów – okazało się finansowanie oferowane przez fintechy. Pokazało to, jak istotne dla MŚP jest otrzymanie szybkiego wsparcia, niewymagającego nadmiernej biurokracji i umożliwiającego jednocześnie odbiór gotówki nawet do 24 godzin. Na polskim rynku dobrym przykładem może być Lidya (firma oferująca alternatywne formy finansowania), która umożliwia przedsiębiorstwom rozwój działalności i generowanie wyższych przychodów nawet w warunkach pandemicznych.

Obecny kryzys pokazał, jak dużym poziomem elastyczności i zwinności muszą wykazywać się przedsiębiorstwa, by utrzymać się na rynku. Dzięki innowacyjnym formom finansowania, oferowanym m.in. przez fintechy, właściciele firm nie muszą czekać, aż kontrahenci opłacą faktury, które im wystawili, by opłacić bieżące koszty czy inwestować w dalszy rozwój. Cały proces uzyskiwania finansowania od firm pokroju Lidya jest niezwykle prosty – pieniądze można uzyskać na podstawie historii przepływów na rachunku bankowym. W tym przypadku z trzech ostatnich miesięcy.

  1. Przyspieszona rezygnacja z gotówki

O płatnościach bezgotówkowych mówi się już od dawna. Pandemia COVID-19 sprawiła, że temat ten znów pojawił się na świeczniku. Wielu konsumentów w obawie przed zarażeniem się koronawirusem zrezygnowało z płatności za pomocą banknotów i monet. Ponad połowa Polaków (54 proc.) twierdzi, że w okresie pandemii wzrosła liczba miejsc, w których można zapłacić kartą, a przy tym 38 proc. znacznie ograniczyło płacenie gotówką w ostatnich miesiącach. Nadal jednak aż 60 proc. uważa, że w miejscach takich jak targi czy bazary jest problem z dokonaniem transakcji za pomocą karty[2].

Ludzie przekonali się, że płatności bezgotówkowe są po prostu wygodne. Idąc na zakupy, nie trzeba już zabierać ze sobą portfela. Wystarczy mieć ze sobą smartfon lub smartwatcha, które siłą rzeczy mamy przy sobie. Ten rodzaj płatności jest bardzo szybki, wygodny i przede wszystkim bezpieczny, ponieważ z reguły nie wymaga podawania numeru PIN. Niektóre sklepy zaczęły już całkowicie rezygnować z gotówki. Z biegiem czasu przekonanie do płatności bezgotówkowych może jedynie wzrosnąć, ponieważ fintechy coraz chętniej wkraczają na rynek płatności, przekonując klientów do formy cashless.

  1. Partnerstwa bankowe

Banki i inne instytucje finansowe coraz chętniej korzystają z rozwiązań wprowadzanych przez fintechy. Pozwala im to na dotarcie do szerszego grona klientów oraz ułatwia kontakt z tymi dotychczasowymi. Jest to możliwe dzięki wprowadzeniu nowych, bardziej innowacyjnych kanałów. Według badania firmy Deloitte, pandemia przyspieszyła transformację cyfrową w sektorze finansów. Wiele podmiotów poprawiło swoją infrastrukturę techniczną i zainwestowało w usprawnienie wykorzystywanych narzędzi cyfrowych. Proces ten będzie przebiegał szybciej i łatwiej, jeśli banki na szerszą skalę przekonają się do usług innowacyjnych fintechów[3].

  1. Rozwój w świecie Blockchain i wpływ na płatności

Rola blockchain z roku na rok rośnie. W 2019 roku wartość tego rynku szacowano na 2,01 mld dolarów, do 2027 r. ma on osiągnąć 69,04 mld dol.[4] Technologia ta może zrewolucjonizować świat płatności. Ułatwi przeprowadzanie przelewów internetowych oraz rozliczeń transgranicznych. Wdrażanie blockchain przez instytucje finansowe nie tylko przyspiesza cały proces, ale przede wszystkim podnosi bezpieczeństwo transakcji. System ten pozwala również ominąć pośredników płatności, a użytkownikom dokonywać przelewów bezpośrednio do innych podmiotów korzystających z niniejszej technologii. Ponadto blockchain może być wykorzystany do przeprowadzenia wyborów online, ponieważ ta zdecentralizowana baza danych umożliwia wyborcom bezpieczne i anonimowe oddanie głosu[5].

  1. Praca zdalna, a rozwój narzędzi cyfrowych

W wielu firmach praca w warunkach home office przeszła już do porządku dziennego. Pracodawcy, chcąc zadbać o bezpieczeństwo członków swoich zespołów, zdecydowali się na pracę zdalną. Według badania IDG, od stycznia tego roku, około 40 proc. pracowników będzie pracować hybrydowo[6]. Niniejszy model, poza wykorzystywaniem oprogramowania do telekonferencji oraz komunikatorów, wymaga wykorzystania z szeregu dodatkowych narzędzi cyfrowych. Problem stanowią m.in. papierowe dokumenty, które często wymagają przekonwertowania na format elektroniczny i kolejno udostępnienia ich właściwym podmiotom, bez narażania na wgląd w nie osób trzecich. Odpowiednie rozwiązania tego problemu starają się wprowadzić fintechy, tworząc oprogramowania służące do bezpiecznego przechowywania danych, jednocześnie umożliwiając łatwe udostępnianie plików za pomocą narzędzi API[7]. Fintechy takie jak Lidya dystansują konkurencję, ponieważ całe procesy są paperless, co oznacza, że są tworzone bez użycia papieru. Tego rodzaju firmy używają dokumentów wyłącznie w formacie cyfrowym, a cała komunikacja od początku odbywa się za pośrednictwem telefonów i poczty elektronicznej.

Powyższe pięć trendów dotyczących rozwoju fintechów to przykłady, które mogą być najpopularniejsze w 2021. Jedno jest pewne: najbliższa przyszłość i perspektywa kilku najbliższych lat powinna należeć do firm działających na granicy technologii i finansów.

[1] https://www.bobsguide.com/guide/news/2020/Dec/21/risk-rise-in-pandemic-hit-fintech-sector/

2 https://zbp.pl/Aktualnosci/Wydarzenia/Warto-Bezgotowkowo-2020%E2%80%9D-pandemia-zmienia-zwyczaje-platnicze-Polakow

3 https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

4 https://www.fortunebusinessinsights.com/industry-reports/blockchain-market-100072#:~:text=The

[5] https://www.mobilepaymentstoday.com/blogs/3-payments-trends-to-watch-in-2021/

[6] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

[7] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

 

Zawsze znajdzie się powód do narzekania

Ostra przecena ryzykownych aktywów jest kontynuowana w czwartek, gdyż wątpliwości na wielu frontach biorą górę nad bazowym optymizmem co do perspektyw średnioterminowych. Efekt kuli śnieżnej ściąga wyceny akcji z rekordowych poziomów przed końcem miesiąca, a na FX risk-off przybiera dobrze znany schemat ucieczki w dolara. Przekaz Fed, mimo że był gołębi, nie wybił się ponad rynkowe rozterki.

Jeśli chcesz narzekać, zawsze znajdziesz powód. Środa nie przyniosła wielkiej bomby informacyjnej, która miałaby zburzyć dotychczasowy ład rynkowy i podkopać fundamenty dotychczasowych trendów. Pomimo tego grupa małych negatywnych tematów i prawdopodobne zmęczenie ocieraniem się indeksów na Wall Street (na które wszyscy patrzą) o szczyty bez siły do ruszenia wyżej spotęgowały wrażliwość rynków na ruch korekcyjny. Rewaluacja ryzyk związanych z COVID-19, niedostateczność pomocy fiskalnej/monetarnej, kwestionowanie zasada rządzących rynkiem akcji (zamieszanie wokół GameStop). Zmienność wzrasta i wczoraj wyganiała inwestorów z ryzykownych pozycji. Zmienność jednak działa w obie strony i nie wyklucza „czwartku odwrotu”. Wiele zależy od tego, co akurat dziś stanie się tematem dnia. Jednakże na dwa dni handlowe przed końcem miesiąca skłonność inwestorów do zakładania świeżych pozycji będzie relatywnie mała, co umniejsza szanse odbicia. Nawet jeśli szeroki konsensus w odniesieniu do perspektyw USD nie odmienił się (tj. dalsze osłabienie), w krótkim terminie wypadałoby zachować ostrożność i nie angażować się pochopnie w odnawianie krótkich pozycji, póki nie będzie dowodów, że bieżący rajd wytracił impet.

Umocnienie dolara i przecena na Wall Street w dniu decyzji FOMC może sugerować, że odbiór komunikatu był jastrzębi, ale to mylna interpretacja zaburzona przez zawirowania wywołane powyższymi czynnikami. Fed pozostaje gołębi, utrzymuje stopy procentowe blisko zera i nie zamierza prędko zmienić strategii skupu aktywów. Ocena sytuacji gospodarczej jest mniej optymistyczna w porównaniu z grudniowym komunikatem, choć w dłuższym horyzoncie Fed podtrzymuje nadzieję na przyspieszenie ożywienia w miarę postępów w zaszczepieniu społeczeństwa. Być może jednak część uczestników rynku liczyła, że Fed od razu będzie starał się stłumić rozwijającą się awersję do ryzyka na rynkach. Prezes Powell zaznaczył jednak, że Fed nie jest zaniepokojony zmianami na rynkach finansowych. Stanowisko Fed w dalszym ciągu popiera założenia osłabienia USD w dłuższym horyzoncie.

EUR/USD zanurkował pod 1,21 nie tylko przez domykanie krótkich pozycji w dolarze, ale też z pomocą werbalnej interwencji EBC. Wczoraj najpierw członek EBC Klass Knot powiedział, że bank centralny ma narzędzia do przeciwdziałania aprecjacji waluty, jeśli uzna to za konieczne. Później źródła zbliżone do banku informowały o niezadowoleniu decydentów z niedoszacowania przez rynek szans dalszych obniżek stóp procentowych. Innymi słowy, rynek nie wierzy, że EBC zdecyduje się na dalsze cięcia, podczas gdy EBC chciałby, aby dyskonto takiego potencjalnego ryzyka hamowało aprecjację euro. Rynek jednak wie doskonale, co robi i jak należy czytać wszystkie sygnały z EBC. W szeregach Rady Zarządzającej banku jest wielu członków niechętnych dalszym obniżkom. Skoro EBC nie zdecydował się na cięcia w kulminacyjnym momencie kryzysu 2020 r., to znaczy, że poprzeczka dla takiej decyzji jest zawieszona wysoko. Dalsza ekspansja poprzez program skupu aktywów także nie może być tak swobodna, jak w przypadku np. Fed, gdyż EBC obowiązują surowe warunki zaangażowania w emisje krajów członkowskich. EBC już posiada prawie 40 proc. niemieckich obligacji skarbowych i tą drogą trudno osłabić fundamenty EUR. Wreszcie bezpośrednie interwencje walutowe łamałyby zobowiązania złożone w ramach grupy G7. Stąd nawet jeśli EBC chciałby zatrzymać umocnienie euro, nie bardzo ma do tego narzędzia ponad werbalne interwencje, a prawdopodobieństwo bezpośrednich działań jest bardzo niskie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Body Chief wspólnie z bp tworzy sieć odbioru diet na stacjach

Body Chief i firma bp rozpoczynają pilotażową współpracę. Body Chief, jako pierwszy catering dietetyczny w Polsce wprowadza możliwość odbioru diet na stacjach paliw bp w Warszawie.

Nowa opcja jest odpowiedzią na potrzeby Klientów w zakresie rozszerzania form dostawy cateringu dietetycznego. Wpisuje się ona również w koncept convenience tworzony na stacjach bp, uwzględniający wygodę, oszczędność czasu oraz jakościową ofertę.

– Nawiązanie współpracy z Body Chief to realizacja naszej obietnicy rozwijania konceptu stacji przyszłości bp. Chcemy oferować naszym Klientom szereg dodatkowych usług, by podczas obecności na stacji mogli nie tylko zatankować paliwo, ale także zrobić zakupy i skorzystać z szerokiego wachlarza dostępnych usług. Jestem przekonana, że możliwość odbioru zamówionego cateringu dietetycznego na naszych stacjach, w sposób sprawny i wygodny, cieszyć się będzie uznaniem Klientów. Bacznie obserwujemy rynek, wsłuchujemy się w oczekiwania naszych Klientów i tworzymy ofertę dopasowaną do ich potrzeb – mówi Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

– Na bieżąco analizujemy rynek i potrzeby Klientów. Mamy też świadomość, że jako lider w branży, przyzwyczailiśmy Klientów do wyznaczania trendów i innowacyjnych rozwiązań – mówi Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp z o o. – Przykładem takich działań było przeniesienie idei cateringu dietetycznego za granicę i stworzenie franczyz w Londynie oraz Berlinie. Teraz przyszedł czas na dywersyfikację form dostawy i po umożliwieniu Klientom odbioru diet w urządzeniach takich jak lodówkomaty, wprowadzamy opcję odbioru na stacjach bp.

Rozwiązanie stworzone przez Body Chief i bp to nowość dla branży cateringu dietetycznego. Możliwość odbioru diet na stacjach paliw uzupełni także nowy koncept nowoczesnych stacji bp – centrów obsługi Klienta, tworzony wspólnie przez bp oraz Auchan.

– Analizując zachowania konsumenckie widzimy potrzebę Klientów do załatwiania kilku spraw jednocześnie, stąd nasza współpraca z bp, gdzie przy okazji tankowania auta można zrobić podstawowe zakupy czy odebrać dietę. Wpisuje się to również w trend eco, który w ostatnim roku dla wielu Klientów był kluczowy w codziennych wyborach zakupowych – wyjaśnia Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp. z o. o. –. Wciąż naszą główną formą dostawy diet jest ta do domu lub firmy, ale nowa opcja daje większą elastyczność i możliwość wyboru. Jest to atrakcyjne udogodnienie m.in. dla osób, które każdego dnia samodzielnie chcą decydować np. o tym kiedy odbiorą dietę, a w przypadku stacji paliw mogą to zrobić w wybranym przez siebie momencie. Z takiego rozwiązania mogą również skorzystać osoby, które mieszkają poza obszarem standardowych dostaw.

Obecnie usługa obejmuje trzy lokalizacje w Warszawie: ul. Aleje Jerozolimskie 144C, ul. Patriotów 317 oraz ul. Trakt Brzeski 50. Po przeprowadzeniu pilotażowych dostaw podjęta zostanie decyzja o dalszej współpracy.

Zrównoważony rozwój priorytetem dla producentów dóbr konsumpcyjnych w Europie, ale niewielu udaje się go zrealizować

Wszyscy najwięksi producenci dóbr konsumpcyjnych w Europie traktują zrównoważoną produkcję jako priorytet i deklarują, że mimo pandemii będą poświęcać jej coraz więcej uwagi, wynika z ankiety przeprowadzonej przez firmę doradczą Bain & Company. Jednocześnie, zaledwie 5 proc. z nich twierdzi, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Posiadanie marek opartych na zasadach zrównoważonego rozwoju jest odpowiedzią na potrzeby klientów, dla których kwestie środowiskowe i społeczne stają się coraz bardziej istotne. Coraz więcej konsumentów, zwłaszcza młodszych, podejmuje decyzje zakupowe kierując się wartościami osobistymi, społecznymi i dotyczącymi środowiska. Ponad 90 proc. osób z pokolenia milenialsów deklaruje, że chętnie przestawi się na marki zrównoważone pod warunkiem, że nowe rozwiązania nie wpłyną negatywnie na jakość i cenę produktów

Podjęcie przez firmy takich działań, jak ograniczenie śladu węglowego, zmniejszenie zużycia wody czy weryfikacja łańcucha dostaw pod kątem pochodzenia surowców, ma pozytywny wpływ na sprzedaż. Jak wynika z analiz Bain & Company, nowe marki, które od początku tworzone były w sposób zrównoważony, rosną o 186 razy szybciej niż średnia dla ich kategorii produktowej.

Z naszych analiz wynika, że poprzez zmianę produkcji na bardziej zrównoważoną, firmy mogą o od 5 do 6 razy przyśpieszyć rozwój istniejących marek. To dobry sposób na odświeżenie marki i przyciągnięcie uwagi klientów – powiedział Wojciech Świercz, Młodszy Partner w Bain & Company.

Światowy lider zrównoważonego rozwoju, koncern Unilever, który ma w swoim portfelu ponad 400 marek podaje, że jego zrównoważone marki rosną o prawie 50 proc. szybciej niż reszta portfela. Wśród innych europejskich firm, których działania na rzecz zrównoważonego rozwoju zyskały uznanie ekspertów są również Ikea, Danone, czy L’Oreal.

– Na zrównoważony rozwój stawiają również polskie firmy – na przykład sieć sklepów spożywczych Żabka realizuje inicjatywy prośrodowiskowe koncentrujące się na oszczędności energii, gospodarce obiegu zamkniętego i zmniejszeniu śladu węglowego – dodał Patryk Rudnicki, Młodszy Partner Bain & Company.

Prowadzenia biznesu w sposób zrównoważony domagają się też inwestorzy. Coraz więcej funduszy inwestuje zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social and Governance), lokując środki w firmy, które swój rozwój projektują z poszanowaniem dla klimatu i społeczeństwa.

Choć posiadanie zrównoważonych marek przekłada się na wzrost sprzedaży i ułatwia pozyskanie kapitału, to jak dotąd niewiele firm potrafiło w pełni wpisać zrównoważoną produkcję w DNA marki. Zaledwie 5 proc. ankietowanych przez Bain & Company prezesów europejskich firm produkujących dobra konsumpcyjne stwierdziło, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Jednym z kluczowych powodów, który powstrzymuje firmy przed przejściem na zrównoważoną produkcję jest obawa o wzrost kosztów. Trzy czwarte ankietowanych firm wskazała, że konieczność poniesienia dodatkowych nakładów sprawia, że taka produkcja przestaje mieć biznesowy sens.

Koszty oczywiście rosną. Jednak liderzy nie rezygnują z transformacji, ponieważ zdają sobie sprawę z ogromnego potencjału rynku zrównoważonych marek. Dlatego szukają oszczędności w innych obszarach. Na przykład jedna z firm zmieniła nieco kształt i grubość opakowań, co pozwoliło obniżyć koszty o 11 proc. – powiedział Wojciech Świercz.

Na przeszkodzie często stoi też struktura i kultura organizacyjna firm, a zwłaszcza fakt, że wciąż wiele zarządów postrzega zrównoważoną produkcję jedynie przez pryzmat kosztów. Aby producenci dóbr konsumpcyjnych mogli w pełni wykorzystać potencjał zrównoważonej produkcji, musi być ona integralną częścią strategii rozwoju. Konieczne jest też by zyskała poparcie wśród kluczowych osób.

Firmy powinny na nowo zdefiniować markę i określić, w jakim stopniu ma być ona zrównoważona a następnie umiejętnie komunikować to klientom. Firmy spożywcze często zaczynają od usunięcia ze składu sztucznych aromatów i barwników, potem zazwyczaj pojawiają się kwestie społeczne. Docelowo chodzi o to, aby klienci wybierali markę dlatego, że jest zrównoważona – powiedział Wojciech Świercz.

Polska głównym celem operatorów hotelowych w regionie CEE / SEE

Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław znajdują się w pierwszej dziesiątce rynków uważanych za najbardziej atrakcyjne przez operatorów hotelowych w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Daje to Polsce pozycję lidera wśród wszystkich krajów w regionie. Operatorzy są także zainteresowani innymi polskimi miastami regionalnymi, wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Według raportu Operator Beat, Hotel Operator Survey, H2 2020, Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław są uważane przez operatorów hotelowych za bardziej atrakcyjne niż inne stolice regionu, takie jak Sofia, Zagrzeb czy Kijów. Warszawa plasuje się na trzecim miejscu po Pradze i Budapeszcie. W sumie blisko 90% operatorów jest chętnych do ekspansji w stolicy Polski.

Ponad 80% operatorów chętnie otworzyłoby swoje hotele także w Krakowie, który znalazł się w pierwszej piątce najbardziej atrakcyjnych rynków w regionie, a 75% we Wrocławiu i Trójmieście. Inne miasta w Polsce wymieniane przez operatorów międzynarodowych jako rynki docelowe to Poznań, Lublin i Łódź. Pojawiły się one w zestawieniu obok takich miast i kurortów, jak Braszów,, Jassy, Lwów, wybrzeże Czarnogóry, Odessa, Ostrawa, Pecz, Pilzno, Pula, Rijeka, Split, Warna i Koszyce.

Polska ma duży potencjał wzrostu obecności międzynarodowych marek hotelowych, gdyż udział „markowych pokoi” w kraju jest postrzegany jako stosunkowo niski w porównaniu z rynkami Europy Zachodniej. Obserwuje się, że poza nowymi inwestycjami operatorzy zainteresowani są także współpracą w zakresie już istniejących, niemarkowych nieruchomości. W obu przypadkach właściciele hoteli dostają szansę na poprawienie widoczności na rynku i zwiększenie przychodów w tym coraz bardziej konkurencyjnym środowisku – komentuje David Nath, Head of Hospitality CEE & SEE, Cushman & Wakefield.

Zainteresowanie operatorów poszczególnymi rynkami różni się w zależności od skali ich działalności: mniejsi gracze koncentrują się głównie na stolicach głównych krajów, podczas gdy więksi operatorzy są również zainteresowani miastami drugiego i trzeciego poziomu w regionie CEE / SEE, a także ośrodkami wypoczynkowymi.

Ponad 70% operatorów wskazuje, że większość, jeśli nie wszystkie, ich projekty, mimo pandemii COVID-19 przebiegają zgodnie z planem. Większość respondentów badania Cushman & Wakefield spodziewa się odbicia w sektorze hotelowym w stolicach w latach 2023-2024. Według operatorów nieco wcześniej ma to nastąpić w głównych miastach regionalnych, a według 70% ankietowanych mniejsze miasta regionalne, napędzane popytem krajowym, odrodzą się jeszcze szybciej niż stolice (w latach 2022-2023).

Przedstawiciele branży hotelarskiej w Polsce znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, ze względu na rządowe obostrzenia, które znacznie ograniczyły możliwość prowadzenia działalności. Zniesienie tych ograniczeń pozwoliłoby hotelom na rozpoczęcie procesu odbudowy. Długookresowe perspektywy dla krajowej branży hotelarskiej są pozytywne, co potwierdza fakt, że Polska jest najatrakcyjniejszym celem w regionie dla operatorów – mówi Łukasz Bondyra, Senior Hospitality Advisor CEE & SEE w Cushman & Wakefield. 

Ankieta została wypełniona przez kadrę kierowniczą wyższego szczebla reprezentującą 17 operatorów, którzy są obecni lub są zainteresowani wejściem do regionu CEE / SEE. Badani operatorzy reprezentują ponad 224 hotele z ponad 34 000 pokojami już działającymi w regionie CEE / SEE, a kolejne 149 proponowanych hoteli obejmujących ponad 24 000 pokoi jest w przygotowaniu.

Firmy czyszczą swoje bilanse przygotowując się na restrukturyzację

  • Nadchodzi fala upadłości i restrukturyzacji w biznesie – spodziewa się jej co czwarty przedsiębiorca, a wg ekspertów problemy firm nasilą się po wyczerpaniu tarcz rządowych.
  • Zarządzający biznesem chcą uniknąć niekontrolowanej upadłości i starają się poprawić pozycję czyszcząc swoje bilanse finansowe.
  • Zmniejszenie zobowiązań firmy zapisanych w księgach rachunkowych otwiera przed przedsiębiorcą szanse na pozyskanie tańszego kapitału inwestycyjnego lub wartościowego inwestora.

W 2020 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 41 875 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami upadłościowymi, w tym 587 to ogłoszenia upadłości firm, a 800 to ogłoszenia o rozpoczęciu postępowania restrukturyzacyjnego. Eksperci spodziewają się, że w tym roku te liczby będą znacznie większe.

Przedłużające się, wielomiesięczne zamrożenie gospodarki doprowadza wiele firm do granic wytrzymałości. Niektóre biznesy ją przekroczą, co w tym roku doprowadzi do fali upadłości i restrukturyzacji. W badaniu „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców”*, blisko ¼ ankietowanych firm i organizacji zadeklarowała, że rozważa przeprowadzenie restrukturyzacji. Wielu przedsiębiorców będzie do takich działań zmuszonych przez przedłużający się lockdown. Najważniejszy powód restrukturyzacji to chęć poprawy płynności finansowej – z tym problemem zmaga się wg tego samego badania 27% firm.

Firmy starają się poprawić swoją pozycję przed spodziewaną restrukturyzacją

Na początku nowego roku wielu przedsiębiorców mało optymistycznie lub po prostu źle ocenia swoją aktualną sytuację. Restrukturyzacja jest więc dla nich „ucieczką do przodu”, która zwiększa szansę przetrwania gospodarczych turbulencji. Właściciele firm, którzy z takim krokiem będą czekać zbyt długo, ryzykują nawarstwienie zaległości płatniczych, a w efekcie niekontrolowaną upadłość. Obawa przed takim scenariuszem motywuje przedsiębiorców do jak najszybszej poprawy swojej pozycji przed spodziewaną czy planowaną restrukturyzacją.

– W ostatnich miesiącach zgłasza się do nas coraz więcej przedsiębiorców, dla których faktoring jest nie tylko metodą na pozyskanie gotówki i przyspieszenie obiegu pieniądza, ale też narzędziem do poprawy swojej sytuacji finansowej. Faktoring daje taką możliwość. Faktury, których nie opłacił jeszcze kontrahent, przekazane do finansowania do faktora nie obciążają bilansu firmy, tak jak ma to miejsce w przypadku kredytu zaciągniętego w oczekiwaniu na przelew – mówi Damian Sapielak, Dyrektor Rozwoju Biznesu, eFaktor S.A.

Podaje przykład: przedsiębiorca wykonał usługę np. transportową (lub jakąkolwiek inną) i wystawił fakturę np. na 10 tys. zł. Na przelew musi jednak czekać dwa miesiące. Jeśli nie może sobie na to pozwolić, stara się poprawić płynność finansową i uzupełnić brak tych środków. Gdy zaciągnie w tym celu kredyt, kwota 10 tys. zł obciąży jego bilans co w konsekwencji zmniejsza jego zdolność kredytową, bo będzie widniała jako dług – zobowiązanie wobec kredytodawcy. Jeżeli dziurę (niezapłaconą przez odbiorcę usługi fakturę) zapełni kierując taką fakturę do faktora, nie obciąży to jego bilansu. Skorzystanie z faktoringu w jego firmie da większy dostęp do gotówki, ponieważ pieniądze otrzyma niemalże w momencie wystawienia faktury. Dzięki temu pod względem bilansowym polepszy się jego płynność, będzie też mógł zainwestować środki w rozwój swojego przedsiębiorstwa. Zwiększa to szanse firmy na otrzymanie kredytu inwestycyjnego. To także możliwość pozyskania wartościowego inwestora.

Biznes szuka wsparcia w kontrolowanej restrukturyzacji

Największa fala restrukturyzacji może czekać biznes w drugim kwartale tego roku, kiedy wyczerpią się fundusze z tarcz rządowych podtrzymujące przy życiu wiele branż. Już teraz firmy starają się zapobiec takiemu rozwojowi sytuacji.

– Mamy obecnie do czynienia z nową i dość nietypową sytuacją. Do tej pory o faktoring zabiegały przede wszystkim małe firmy, które przez większych partnerów bywają wręcz zmuszane do wystawiania faktur z długimi terminami płatności. Teraz to właśnie ci więksi partnerzy rekomendują swoim dostawcom skorzystanie z faktoringu po to, aby ich wzmocnić przed nadchodzącymi i spodziewanymi kłopotami. Duży podmiot jest w stanie wynegocjować dla swoich dostawców atrakcyjne warunki finansowe, takie jakich dostawca nie mógłby otrzymać samodzielnie od instytucji finansowej. W odpowiedzi na potrzeby rynku wprowadziliśmy specjalny program dla takich firm, który ułatwia skoordynowanie przejścia na faktoring na preferencyjnych warunkach – mówi Damian Sapielak z eFaktor S.A. – Trend, o którym wspomniałem jest widoczny np. w przypadku dostawców do dużych sklepów w handlu detalicznym. To logiczne działanie, bo dla dużej sieci spożywczej upadek wieloletniego i solidnego dostawcy to kłopot. To także czas i dodatkowe koszty związane z weryfikacją finansową i jakościową dostawcy, który go zastąpi.

Takie działanie większych partnerów pomaga również w budowaniu dobrych relacji z kontrahentami. W sytuacji, kiedy z powodu ryzyka przedłużania lockdownu przyszłość jest niepewna, takie wsparcie dużego partnera nie jest bez znaczenia.

* Analiza KPMG w Polsce pt. „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców” powstała na podstawie badania przeprowadzonego w na przełomie II i III kwartału 2020 r.

Dzień ochrony danych osobowych: Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

Ponad połowa z nas zauważyła, że w czasie pandemii oszuści częściej niż wcześniej próbują wyłudzić dane osobowe. Równocześnie wzrosła liczba osób, które takiej próby doświadczyły. Najbardziej boimy się wycieku z bazy firm i instytucji oraz tego, że damy się oszukać przestępcom wyłudzającym dane. Ich pomysłowym działaniom towarzyszy rosnąca niepewność i stale powiększające się grono osób, które nie potrafią się im przeciwstawić. To wyniki raportu Krajowego Rejestru Długów i serwisu ChronPESEL.pl. Eksperci radzą, jak nie dać się oszukać i zadbać o bezpieczeństwo swoich danych osobowych.

Przygotowany w grudniu 2020 r. raport „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” porównuje wyniki badań przeprowadzonych w trakcie I i II fali epidemii na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i serwisu ChronPESEL.pl. Obecnie prawie 2/3 Polaków (62,3 proc.) uważa, że w trakcie pandemii są bardziej narażeni na wyłudzenie danych osobowych. To więcej niż w kwietniu 2020 r., kiedy przeprowadzona została pierwsza edycja badania. Dodatkowo ponad połowa (50,9 proc.) ankietowanych jest zdania, że jesienią wzrosło natężenie prób mających na celu wyłudzenie danych.Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

O tym, że temat interesuje Polaków, świadczy fakt, że blisko 85 proc. z nich śledzi informacje na temat zagrożeń i wyłudzeń w trakcie pandemii. Porównując jednak wyniki I i II fali, widać wyraźny spadek zaangażowania. O ile w kwietniu 2020 r. informacji na ten temat samodzielnie wyszukiwało ponad 60 proc. badanych, o tyle 6 miesięcy później w ten sposób postępowała połowa (51,2 proc.) obywateli.

Obecnie przestępcy najczęściej podszywają się pod różne instytucje zaangażowane w walkę z pandemią, np. Ministerstwo Zdrowia, policję, sanepid lub popularne firmy z branży e-commerce, która właśnie przeżywa rozkwit. Przeświadczenie o tym, że nie musimy śledzić kolejnych wzmianek o wyciekach, bo już znamy sposób działania przestępców, może okazać się złudne. Otworzy również pole do kolejnych działań oszustów, którzy będą chcieli wykorzystać naszą uśpioną czujność. Tym bardziej, że jak pokazują nasze badania, próby wyłudzenia danych doświadcza coraz więcej ludzi – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Wyniki badań potwierdzają, że jesienią liczba osób, które doświadczyły próby oszustwa wzrosła. Otrzymanie podejrzanego telefonu lub wiadomości w postaci SMS-a lub e-maila zadeklarowało 18 proc. badanych. Pół roku wcześniej dotyczyło to co 8. badanej osoby. Należy zwrócić również uwagę na grupę osób, które na to pytanie odpowiedziały „Nie wiem”. W drugiej edycji badania ten odsetek wyniósł 12 proc., o 4 pp. więcej niż w kwietniu 2020 r. Świadczy to nie tylko o większej aktywności przestępców próbujących wyłudzić dane, ale również o tym, że stale rośnie liczba osób, którym trudno zorientować się, czy mają do czynienia z oszustami, czy nie. To, że to grono ciągle się powiększa potwierdzają wyniki badania przeprowadzonego w trakcie II fali epidemii, w którym co 6. ankietowany stwierdził, że nie potrafi rozpoznać wiadomości wysyłanych przez przestępców. Pół roku wcześniej problem ten dotyczył 12 proc. respondentów.

Okres pandemii jest czasem, w którym liczba cyberataków wzrosła w sposób oczywisty. Poziom przestępczości internetowej, jaki osiągnęliśmy w grudniu 2020 r., jest nieporównywalny do jakiegokolwiek innego w historii człowieczeństwa. Pandemia spowodowała, że miliony osób przeniosły się do sieci, która jest podatna na takie ataki. Dodatkowo, część z nas została niejako przymuszona do otwarcia się na cyfryzację, mimo braku świadomości cyfrowej. Większa liczba tzw. internetowych niedzielnych kierowców tylko wzmaga podatność na bycie ofiarą w sieci. Zwłaszcza że liczba okoliczności, w których możemy paść takimi ofiarami, wzrasta – mówi dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, prezes Instytutu Lema.

Polacy boją się wycieku ich danych z urzędów i firm

Ponad 60 proc. Polaków boi się, że w okresie epidemii koronawirusa ich dane osobowe wpadną w niepowołane ręce. Bardziej niż hakerów, którzy włamią się do ich komputera, obawiają się jednak wycieków danych z urzędów i firm. Co prawda, w trakcie II fali pandemii, odsetek ten w porównaniu z początkiem epidemii jest niższy, wciąż jednak podobne obawy wyraża blisko połowa (46,4 proc.) Polaków. Równocześnie można zaobserwować wzrost poziomu lęku przed wyłudzeniami danych w wyniku oszustwa, których boi się już prawie 30 proc. badanych oraz atakami hakerów, które budzą strach u co czwartego obywatela. Powtarzające się w czasie pandemii wycieki pokazują, że te obawy są uzasadnione.

Na początku marca 2020 roku media informowały, że z baz jednej z firm pożyczkowych do sieci wyciekły informacje na temat ponad 200 tysięcy klientów. W kwietniu, wszystkimi wstrząsnęła wiadomość o tym, że w Internecie dostępne są imiona, nazwiska, adresy zamieszkania i numery telefonów ponad 50 tysięcy polskich sędziów i prokuratorów, które zostały skradzione z bazy Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak jeden z oszustów wykorzystując pozyskane dane przejął konto w mediach społecznościowych jednej z poszkodowanych osób. W tym samym miesiącu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. Do podobnego incydentu doszło też w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. – wylicza Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Z kolei w sierpniu o wycieku danych z bazy swoich pracowników poinformowała sieć McDonald’s. Jesień przyniosła informacje o tym, że cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. Na początku listopada doszło do wycieku, m.in. numerów PESEL, z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. W tym samym miesiącu o kradzieży danych, w tym również numerów PESEL, swoich studentów i pracowników poinformował Uniwersytet Warszawski.zagrożenie danych

Podejrzane telefony, SMS-y i wiadomości

Ryzyko wycieku to nie jedyne zagrożenie czyhające na użytkowników Internetu. Jest nim także tzw. phishing, czyli metoda polegająca na podszywaniu się przez oszustów pod inne osoby lub instytucje w celu wyłudzenia poufnych informacji. Zazwyczaj zaczyna się od maila, który w łudzący sposób przypomina wiadomość z naszego banku lub firmy kurierskiej. Internauta jest proszony o kliknięcie w zamieszczony link, żeby sprawdzić swoje dane w serwisie lub zaakceptować nowy regulamin usługi. Wejście na wskazaną stronę kończy się zazwyczaj pobraniem wirusa, dzięki któremu haker zdobywa dostęp do komputera ofiary oraz zdradzeniem danych osobowych.

Ankietowani wskazali, że wysyłane przez oszustów wiadomości najczęściej zachęcały do pobrania załącznika (66,3 proc.), kliknięcia w przesłany link (53,3 proc.) oraz uruchomienia lub instalacji nowej aplikacji (28,3 proc.). Respondenci zwrócili również uwagę na to, że w przesłanych wiadomościach często proszeni byli o przekazanie danych osobowych (20,7 proc.) lub wykonanie przelewu internetowego (20,7 proc.). We wszystkich tych przypadkach scenariusz jest łatwy do przewidzenia. W przypadku kliknięcia w umieszczony odnośnik lub pobrania załączonego pliku, na komputerze ofiary zainstalowane zostałoby szkodliwe oprogramowanie, dzięki któremu cyberprzestępcy zyskaliby dostęp do danych i haseł właściciela.zagrożenie danych 2

Porównując wyniki badania z początku pandemii z obecnymi, widać wyraźnie, że próby oszustwa poprzez instalację szkodliwego oprogramowania lub wyłudzenia danych nasiliły się podczas II fali epidemii.

Edukacja bronią w walce z oszustami

Rozwój epidemii oraz towarzysząca mu wyższa aktywność oszustów wpływa dezorientująco na Polaków. Potwierdzają to wyniki badania, które pokazują, że na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy spadła liczba osób, które deklarują, że wiedzą, jak powinny zabezpieczać swoje dane podczas pandemii. Jeszcze w trakcie I fali pewność w tym temacie wykazywało 84,5 proc. badanych. Obecnie już prawie co 4. Polak nie wie, w jaki sposób chronić swoje dane osobowe w czasie pandemii. Są jednak sposoby na to, żeby zmniejszyć ryzyko.

Dokładnie analizujmy kierowane do nas komunikaty, zawarte np. w wiadomościach e-mail, by uniknąć wyłudzenia dodatkowych danych czy uzyskania danych dostępowych do internetowych systemów bankowych. Bardzo ważne jest, aby dane nie były udostępniane osobom nieupoważnionym. Gdy dane są przechowywane na urządzeniach przenośnych (np. pamięć USB) lub zamierzamy je przesłać na pomocą dostępnych narzędzi komunikacji w Internecie, powinny być szyfrowane i chronione hasłem. Używajmy oprogramowania chroniącego komputer i urządzenia mobilne przed niepożądanymi działaniami z zewnątrz, np. złośliwego oprogramowania. Oprócz popularnych programów antywirusowych przydatne mogą być również te, które zabezpieczą przed ingerencją z zewnątrz tzw. firewall. Nie odpowiadajmy na maile od osób, których nie znamy, np. spamerów, zwłaszcza gdy domagają się podania jakichś informacji o nas, czy namawiają do kliknięcia w przesłany link lub otwarcia przesłanego załącznika, a także gdy sugerują zmianę identyfikatora i hasła – mówi Adam Sanocki, rzecznik Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Specjaliści zwracają uwagę na to, że nawet zachowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa może nie wystarczyć do tego, żeby uchronić się przed wykorzystaniem naszych danych osobowych. Nie wiemy, w jaki sposób zabezpieczone są bazy danych sklepów internetowych lub portali społecznościowych, z których korzystamy. Dlatego Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoim komunikacie dotyczącym reagowania w przypadku kradzieży tożsamości rekomenduje m.in. założenie konta w systemie informacji gospodarczej, celem monitorowania swojej aktywności kredytowej.

Większą świadomość mają zapewnić również liczne akcje edukacyjne, jak realizowany przez UODO program „Twoje dane – Twoja sprawa” oraz cykliczne wydarzenia, jak na przykład, ustanowiony przez Komitet Ministrów Rady Europy i obchodzony od 2007 r. 28 stycznia, Dzień Ochrony Danych Osobowych.

Ogólnopolskie badanie „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” zostało przeprowadzone w kwietniu i listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA i serwisu ChronPESEL.pl na próbie 515 osób.

Elektroniczny obieg dokumentów księgowych – na czym polega, ile kosztuje i jak usprawnia działanie firmy?

Tradycyjny obieg dokumentów księgowych pochłania sporo czasu i środków, zwłaszcza w dobie rosnącego znaczenia pracy zdalnej. Wiele firm właśnie w minionym roku doceniło więc zalety elektronicznego obiegu dokumentów. Sprawdź, co daje takie rozwiązanie w obszarze księgowości oraz jak długo przechowywać dokument księgowe i jakie są ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów.

Czym jest elektroniczny obieg dokumentów księgowych?

Rozwiązania z zakresu elektronicznego obiegu dokumentów to z jednej strony zbiory procedur, a z drugiej systemy informatyczne. Razem umożliwiają standaryzację tworzenia, przepływu, przechowywania i pracy z dokumentami cyfrowymi oraz digitalizację tych, które trafiają do firmy w formie papierowej.

Istotnymi elementami systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być narzędzia OCR do skanowania papierów i przetwarzania ich w formę elektroniczną oraz moduły do wystawiania, wysyłania oraz wczytywania i księgowania faktur elektronicznych. Nie mniej ważne są narzędzia, które umożliwiają porządkowanie i archiwizację czy szybkie tworzenie dokumentacji różnego rodzaju.

Ponieważ rozwiązania te oparte są o mechanizmy typy workflow, kluczową rolę odgrywają też powiadomienia elektroniczne. Dostarczają zainteresowanym osobom informacji na temat bieżącego statusu dokumentu w schemacie obiegu czy przypominają o konieczności podjęcia określonych działań. Niezwykle przydatnym narzędziem jest też podpis elektroniczny, dzięki któremu również dokumenty wymagające podpisania mogą istnieć tylko w formie cyfrowej.

Elektroniczny obieg dokumentów – zalety

Elektroniczny obieg dokumentów ma szereg zalet, które przekładają się na oszczędność czasu i środków. Do najważniejszych z nich należą:

  • Usprawniona komunikacja – szybkość i łatwość odnajdywania dokumentów oraz wysyłania ich innym osobom z firmy oraz jej klientom i kontrahentom bez konieczności korzystania z poczty czy kurierów.
  • Skrócenie pracy nad dokumentami – między innymi dzięki procesom automatyzacji lub standaryzacji ich tworzenia, akceptacji, importowania do systemu i podłączania do innych treści.
  • Eliminacja lub zmniejszenie ryzyka błędów ludzkich, zwłaszcza wynikających z ręcznego wprowadzania danych.
  • Elastyczne zarządzanie dostępem do dokumentów i możliwość tworzenie innych ścieżek obiegu i akceptacji dla różnych dokumentów księgowych w firmie.

Dokumenty księgowe: jak długo je przechowywać i dlaczego w cyfrowym archiwum?

Do istotnych zalet elektronicznego obiegu dokumentów księgowych należy też oszczędność miejsca. Nawet gdy papierów jest względnie niewiele, trzeba je gdzieś przechowywać. Cyfrowe archiwum rozwiązuje ten problem, a ponadto jest znacznie bezpieczniejsze.

Z jednej strony bowiem, do dokumentów mają wtedy dostęp tylko osoby upoważnione. Z drugiej zaś, praktycznie nie występuje ryzyko zniszczenia, zgubienia czy zawieruszenia się faktur, umów i innych papierów.

Bezpieczeństwo to jest bardzo istotne, bo ustawa o rachunkowości nakłada na firmę obowiązek archiwizacji dokumentów księgowych. Jak długo trzeba je przechowywać? W przypadku większości dokumentów (m.in. księgi rachunkowe, dowody księgowe przychodów i wydatków, umowy handlowe, pożyczki, dokumentacja roszczeń, zeznania podatkowe, dokumenty inwentaryzacyjne czy kartoteki wynagrodzeń) jest to 5 lat.

Bezterminowo należy natomiast przechowywać roczne sprawozdania finansowe. Z kolei dokumentację powstałą w wyniku reklamacji i rękojmi trzeba archiwizować przez 12 miesięcy od terminu ich wygaśnięcia.

Elektroniczny obieg dokumentów – ceny i przykład platformy Autenti

W zależności od konkretnych dostawców i możliwości oferowanych przez poszczególne moduły ich produktów, ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być bardzo różne. Koszty zaczynają się zwykle od kilkudziesięciu, a niekiedy nawet kilkunastu złotych miesięcznie netto, lecz mogą sięgać kilkuset i więcej złotych w przypadku oprogramowania dostosowanego do złożonych potrzeb dużych firm.

Z drugiej strony, na rynku można też znaleźć rozwiązania, które przy ograniczonych funkcjonalnościach są bezpłatne. Przykładem jest choćby Platforma Autenti, czyli narzędzie, które umożliwia elektroniczne podpisywanie i wysyłanie do podpisu oraz obieg i archiwizację dokumentów cyfrowych (szczegóły znajdziesz na: https://autenti.com/platforma-autenti/). Darmowe konto firmowe pozwala wysłać do 5 dokumentów na użytkownika miesięcznie, a konto Pro nie ma już limitów liczby dokumentów.

Platforma pozwala podpisywać i zatwierdzać dokumenty księgowe i inne zgodnie ze schematem obiegu obowiązującym w firmie. Autenti archiwizuje też pliki w szyfrowanej chmurze, a jednocześnie osoby uprawnione mogą mieć dostęp do dokumentów z dowolnego urządzenia połączonego z internetem.

Buble prawne utrudniają życie zwykłym ludziom i przedsiębiorcom

Redakcje Prawo.pl i LEX, serwisów wydawanych przez Wolters Kluwer Polska, przedstawiły w czwartek raport „Poprawmy prawo”. Wskazuje on przepisy wymagające pilnej zmiany. Okazuje się, że w akcie urodzenia można mieć wpisanych trzech ojców, a przerwa na karmienie piersią przysługuje także rodzicom… nastolatka.

W polskim prawie jest coraz więcej przepisów, które skutecznie komplikują życie osób prywatnych i przedsiębiorców. Pilnej poprawy wymagają wszystkie gałęzie prawa: od pracy i podatków przez wymiar sprawiedliwości, prawo gospodarcze, samorząd i administrację, czy regulacje dotyczące zdrowia i oświaty.

W ramach wspólnej akcji redakcji Prawo.pl i LEX „Poprawmy prawo” wskazano problematyczne przepisy, które na pewno należy zmienić  – zarówno takie, które wymagają poprawy, jak i te, które powinny powstać, bo w tej chwili istnieje luka w prawie. Do zgłaszania wadliwych aktów prawnych i brakujących przepisów zaproszeni zostali także czytelnicy Prawo.pl i uzytkownicy LEX.

Liczba zgłoszeń przerosła oczekiwania redakcji. Potwierdza to smutną, niestety, tezę, że z jakością polskiego prawa nie jest najlepiej. Przepisy są pełne luk i niejasności, bywają sprzeczne ze sobą, z Konstytucją RP czy z prawem UE. Buble prawne znajdziemy w niemal każdej dziedzinie prawa. Stan naszej legislacji pozostawia wiele do życzenia, a jego poprawie nie służy dodatkowo pandemiczna rzeczywistość, a w niej masowo i naprędce tworzone prawo.

W akcie urodzenia można mieć trzech ojców

Dziecko, matka i… trzech ojców – okazuje się, że obecne przepisy prowadzą do absurdu. Przez ustawowe domniemanie ojcostwa ojciec biologiczny nie może wystąpić o ustalenie, że nim jest. Kiedy w toku spraw rozwodowych przychodzą na świat dzieci ze związków pozamałżeńskich, nawet gdy jest zgoda, kto jest ojcem, trzeba to rozstrzygać przed sądem. Sprawy ciągną się miesiącami, są kosztowne i stresujące. Stare przepisy nie przewidziały zmian społecznych. A w akcie urodzenia dziecko ma wpisanych… trzech ojców.

Przerwa w pracy na karmienie piersią… nastolatka

Ewidentnym bublem są też przepisy o przerwach w pracy na karmienie dzieci. Przerwa na karmienie piersią przysługuje nawet rodzicowi… nastolatka. Okazuje się bowiem, że nie ma żadnych ograniczeń czasowych do korzystania przez pracownicę z prawa do przerw na karmienie dziecka piersią. Przepis nie uzależnia tego ani od wieku dziecka, ani od udowodnienia faktu jego karmienia w ten sposób. Zdaniem ekspertów, prawo wymaga zmiany, bo rodzi wątpliwości, a pracodawca nie ma możliwości zakwestionowania uprawnienia, nawet gdy dochodzi do nadużyć.

Problemy z fakturami i paragonami

Przedsiębiorcy mają też inny problem. Firmy nie wiedzą, jak stosować przepisy w zakresie wystawiania faktur do paragonów przy transakcjach do 450 złotych. Krajowa Informacja Skarbowa wydaje sprzeczne interpretacje, a dostępne objaśnienia niewiele pomogły. Sklepy natomiast nie wiedzą, jak dokumentować sprzedaż, a ich klienci mają problemy z odliczeniem podatku. Zmiana przepisów jest konieczna – i to szybko.

Cały czas brakuje także przepisów o  pracy zdalnej. Ten problem stał się szczególnie istotny teraz, w  okresie epidemii. Pracodawcy oczekują możliwości wykonywania pracy zdalnej. I chcą w tym zakresie działać za zgodą pracowników, a nie im ją narzucać.

Do poprawy przepisy i tryb tworzenia prawa

Raport „Poprawmy prawo” ma 56 stron. Dotyczy m.in. przepisów o spadkach, dodatku covidowym, zatorów płatniczych, alimentów, opodatkowania darowizn, doradztwa podatkowego i księgowości, raportowania umów o dzieło, studiów doktoranckich, ochrony danych osobowych czy segregowania śmieci.

Publikacja zawiera również raport dotyczący inflacji i produkcji prawa. Akty prawne tworzone są w pośpiechu, a zmiana goni zmianę. Ustawa covidowa była zmieniana aż 66 razy! Już w dacie wejścia w życie nowelizowały ją cztery ustawy. Proces legislacyjny jest coraz bardziej skracany, a projekty często nie są konsultowane.

– W raporcie przedstawiamy tylko najważniejsze przepisy wymagające pilnej zmiany – stan na koniec 2020 roku, wciąż aktualny. Nadal będziemy przyglądać się regulacjom do poprawy i procesowi tworzenia prawa, do czego zachęcamy również naszych Czytelników, Użytkowników i Ekspertów, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie w naszej pierwszej akcji! Obiecujemy Państwu kolejny raport w  styczniu przyszłego roku. Warto dbać o lepsze prawo, bo przekłada się ono na życie każdego z nas, na stan gospodarki i państwa – mówią Ewa Usowicz i Jacek Żmuda, kierujący redakcjami Prawo.pl i LEX.

Najbliższa niedziela handlowa nie przyniesie zysku przedsiębiorcom. Północna Izba Gospodarcza proponuje rekompensatę po lockdownie

Północna Izba Gospodarcza w 2020 roku kilkukrotnie podejmowała temat zwiększenia ilości niedziel handlowych lub ogólnej likwidacji zakazu, który w ocenie zdecydowanej większości przedsiębiorców przynosi duże straty dla branży detalicznej. Handel jest jednym z sektorów najmocniej dotkniętych przez pandemię koronawirusa. W 2021 roku przewidziano tylko siedem handlowych niedziel, jedna z nich przypada na 31 stycznia, czyli na szczyt lockdownu. – W opinii Północnej Izby Gospodarczej należy zwiększyć ilość niedzieli handlowych. Pozwalają one na „odbicie się” przedsiębiorcom dotkniętym pandemią, mowa głównie o firmach handlowych zlokalizowanych np. w galeriach handlowych. Przedsiębiorcy z najbliższej niedzieli handlowej nie skorzystają, bo sklepy w galeriach są zamknięte. Jedynymi beneficjentami tej niedzieli będą dyskonty, które i tak nie mogą narzekać na brak klientów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Niedziele handlowe ratunkiem dla słabnącego handlu detalicznego. Lockdown to straty rzędu 6 miliardów złotych miesięcznie

Północna Izba Gospodarcza proponuje, by w kolejnych miesiącach zrekompensować handlowcom straconą, styczniową wolną niedzielę wskazaniem przynajmniej jednego dodatkowego terminu w kolejnych miesiącach. Rozmowy z przedsiębiorcami działającymi w branży handlowej wyraźnie wskazują, że brak niedzieli handlowych jest jednym z poważniejszych problemów handlu detalicznego. W czasie pandemii koronawirusa handel jest branżą mocno dotkniętą stratami. Uważamy, że przywrócenie handlu w niedzielę  byłoby wyjściem naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorcom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej.

– Każde działanie, które pomoże przedsiębiorcom jest warte wdrożenia. Północna Izba Gospodarcza jest orędownikiem powrotu handlu w niedzielę, a nasza opinia wynika z realnego głosu przedsiębiorców. Statystyki pokazują, że każdy miesiąc lockdownu zabiera branży centrów handlowych 6 miliardów złotych. Łącznie to już ponad 30 miliardów złotych strat. Oczywiście można powiedzieć, że w grudniu nastąpiło krótkie ożywienie, bo galerie były czynne przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie jesteśmy przekonani czy to wystarczy, by sektor handlu detalicznego mógł wrócić po lockdownie do dobrej kondycji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Niezmiennie postulujemy przywrócenie handlu w niedzielę po lockdownie. Jeżeli to w najbliższym czasie okaże się niemożliwe to uważamy, że przedsiębiorcom należy się rekompensata w postaci dodatkowej handlowej niedzieli za dzień, który przypada na 31 stycznia 2021 – mówi Hanna Mojsiuk.

– Uważam, że ratowanie gospodarki w 2021 r., a tym samym i dochodów nie tylko przedsiębiorców, ale także pracowników i współpracowników wymaga zawieszenia w ogóle zakazu handlu w niedzielę. Jesień 2020 r. dowiodła, że nawet czasowe otwarcie między kolejnymi zamknięciami gospodarki spowodowało istotne odrobienie dochodów. Trzeba mieć na względzie, że rezerwy przedsiębiorców są na wyczerpaniu, nie wszyscy mogą liczyć na tarcze, uwolnienie handlu m.in. także poprzez rozłożenie ruchu na całe 7 dni w tygodniu istotnie pozwoli gospodarce powrócić na swoje tory wysokich obrotów – mówi Michał Wojtas, skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Pracownicy handlu tracą pracę przez lockdown. „Zwolnienia, zmiany umów, obniżki wynagrodzeń”

W opinii Małgorzaty Marczulewskiej, Prezesa Grupy windykacyjnej AVERTO oraz Prezesa Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracownicy nie skarżą się już na konieczność pracy w niedzielę. Jest duże oczekiwanie, że pracy będzie więcej. Dlaczego? Bo handel detaliczny mocno traci na pandemii koronawirusa. Pracownicy wolą mieć więc więcej pracy niż nie mieć jej wcale.

– Sytuacja w handlu jest bardzo trudna. Wielu pracowników sieciowych sklepów z końcem 2020 roku straciło zatrudnienie. Niektórym obniżono pensje, a jeszcze inni otrzymali umowy cywilnoprawne z obniżonym wynagrodzeniem. Otrzymywaliśmy również sygnały o tym, że niektórzy pracownicy otrzymali nowe umowy na trzy miesiące – mówi Małgorzata Marczulewska. – Lockdown mocno dotknął przedsiębiorców. Jako organizacja pozarządowa występująca w imieniu pracowników sugerowaliśmy przyjęcie specjalnego pakietu osłonowego, który wsparłby pracowników branż sezonowych oraz firm objętych lockdownem. Widzimy, że to właśnie pracownicy handlu, gastronomii, turystyki i hotelarstwa teraz najczęściej tracą pracę – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Anna Urbańska obejmuje stanowisko CEO polskiego biura Standard Chartered

Anna Urbańska została powołana na stanowisko Dyrektora Zarządzającego (CEO) i Członka Zarządu Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. To zlokalizowane w Warszawie globalne centrum usług biznesowych należy do Grupy Standard Chartered, wiodącego banku międzynarodowego. Nowa CEO będzie jednocześnie kontynuować pracę na dotychczasowym stanowisku – Dyrektora Pionu Przeciwdziałania Przestępczości Finansowej w Polsce (Head of Conduct & Financial Crime Compliance Site Lead, Poland).

Anna Urbańska ma ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe zgromadzone w sektorze bankowym, funduszy inwestycyjnych i konsultingowym. Do grona pracowników Standard Chartered dołączyła jesienią 2018 roku. Jej zadaniem było zbudowanie od podstaw zespołu doświadczonych specjalistów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie przestępczości finansowej, który tworzy dziś przeszło 350 ekspertów.

Zanim rozpoczęła pracę w Standard Chartered kierowała zespołem ds. przeciwdziałania przestępczości finansowej w PwC. Pełniła też funkcję dyrektora operacyjnego w randze wiceprezesa zarządu w spółce działającej w sektorze technologii finansowych (fintech), zarządzanej przez amerykański fundusz private equity, a wcześniej zbudowała od podstaw i zarządzała centrum operacyjnym RBS (obecnie NatWest). Pracowała również na kierowniczych stanowiskach w jednostkach operacyjnych takich instytucji finansowych, jak Cetelem, HSBC i GMAC. Jest absolwentką studiów magisterskich na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zakresu zarządzania i ekonomii w Szkole Głównej Handlowej.

Anna Urbańska zastępuje na stanowisku CEO Rowenę Everson, która odpowiadała za zarządzanie działalnością operacyjną i rozwój strategiczny spółki od momentu jej zarejestrowania w czerwcu 2018 roku. Dotychczasowa dyrektor zarządzająca została powołana w strukturach banku na stanowisko Dyrektora ds. Kanałów Cyfrowych i Analizy Danych w regionie Europy i Ameryk, z siedzibą w Londynie. Jednocześnie pozostaje ona
w zarządzie polskiej spółki, aby wspierać jej dalszy rozwój.

„Wieloletni staż menedżerski w połączeniu z doświadczeniem zdobytym w globalnych instytucjach finansowych i dogłębną znajomością lokalnego rynku sprawiają, że Anna jest
doskonale przygotowana, aby kierować dalszym rozwojem naszej działalności w Polsce.
W planach jest zarówno rozwój istniejących obszarów, jak i tworzenie nowych, związanych np. z nowoczesnymi technologiami i zrównoważonym finansowaniem. Pod jej przewodnictwem zostanie też wprowadzony m.in. elastyczny system pracy, uwzględniający różne potrzeby pracowników w zakresie czasu i lokalizacjiʺ, powiedział Matthew Norris, Globalny Dyrektor Zarządzający Globalnych Centrów Usług Biznesowych banku Standard Chartered.

Firma Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. została zarejestrowana
w czerwcu 2018 roku. Zatrudnia obecnie prawie 700 pracowników, którzy świadczą specjalistyczne usługi na rzecz innych spółek z Grupy Standard Chartered, działającej na 60 rynkach. Do najważniejszych obszarów kompetencyjnych spółki należą: przeciwdziałanie przestępczości finansowej, cyberbezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem płynności, zarządzanie międzynarodowymi projektami z obszaru HR, rekrutacja pracowników Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych oraz negocjowanie umów na instrumenty pochodne z klientami korporacyjnymi i instytucjonalnymi.

Deloitte: Zrównoważony rozwój i cyfryzacja powinny na stałe wpisać się w strategię marek luksusowych

TOP 10 producentów dóbr luksusowych na świecie generuje ponad połowę przychodów osiąganych przez sto największych firm w branży.

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym 31 grudnia 2019 roku) 281 mld dolarów, o ponad 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Liderem pozostaje francuski koncern LVMH. Jak wynika z raportu „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury”, do 2025 roku millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z odpowiedzialni będą za połowę zakupów w tym segmencie. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że to właśnie młodzi konsumenci będą wybierać marki odpowiedzialne społecznie, oraz takie, które oferują doświadczenie zakupowe na najwyższym poziomie bez względu na wybrany kanał. Za sprawą pandemii te dwa aspekty rozwinęły się znacząco wśród producentów dóbr luksusowych.

Wzrost sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 8,5 proc. To spadek w porównaniu do 10,8 proc. osiągniętych rok wcześniej. Wartość zysku netto spółek z TOP 100 wzrosła jednak o 11,2 proc. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,8 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu należało osiągnąć minimum 238 mln dolarów.

– W ostatnich latach rynek dóbr luksusowych zwiększał swoją wartość, ale równocześnie odnotowywał niższą stopę wzrostu. Wśród przyczyn, które wpłynęły na wyniki tegorocznego rankingu, można podać protekcjonizm gospodarczy i restrykcje handlowe. Głównie dotknęło to marek z Chin i Stanów Zjednoczonych. Z roku na rok wzrosty w ich wynikach finansowych kształtują się na coraz niższym poziomie – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Liderzy nadal mocni

Pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się marki, takie jak Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na drugim miejscu pojawiła się kolejna francuska spółka – Kering SA, właściciel marek Gucci czy Saint Laurent. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także amerykański koncern kosmetyczny Estee Lauder. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 51,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki. To pierwsza taka sytuacja w siedmioletniej historii raportu Deloitte.

Co ciekawe, w zestawieniu TOP 10 od roku obrotowego 2017 pozostają te same firmy i zmieniają się tylko ich pozycje. Oznacza to, że marki konsekwentnie pracują na swój sukces i umieją odpowiednio wykorzystać posiadane zasoby, by pokazać swoją wartość. W minionym roku luksusowi giganci odnotowali lepsze wyniki wartości zysku netto niż pozostałe firmy. Z kolei pięć z nich może pochwalić się dwucyfrowym wzrostem sprzedaży w ujęciu rocznym – mówi Bartek Bobczyński, Dyrektor, Deloitte Digital.

Najwięcej spółek w ogólnym zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (37 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowały firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (o 12,8 proc.). Najliczniejszą reprezentację mają przedsiębiorstwa z Włoch (22), chociaż odpowiadają tylko za 12,4 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych.

Pandemia zmieniła postrzeganie marek

Jak wynika z raportu Deloitte, do 2025 roku za połowę globalnej konsumpcji dóbr luksusowych będą odpowiedzialni millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z, czyli osoby świadome ekologicznych i społecznych problemów, z którymi obecnie mierzy się świat. Dla branży modowej to impuls do zmiany nastawienia do prowadzenia działalności biznesowej. Marki luksusowe powinny być świadome swojego wpływu na otoczenie i zachowywać różnorodność kulturową. Konsumenci oczekują także etycznych zachowań, przejawiających się w uczciwych praktykach biznesowych.

Z większą świadomością konsumentów wiąże się również idea zero-waste, zgodnie z którą ludzie chcą produkować jak najmniej odpadów. Tym samym, produkty luksusowe stają się bardzo pożądane na rynku wtórnym, którego wartość wzrośnie do 68,5 mld dolarów już w 2026 roku.

Eksperci Deloitte wskazują, że nie tylko klienci zdają sobie sprawę z rosnących klimatycznych zagrożeń. Ekskluzywne domy mody, które chcą osiągnąć neutralność węglową, coraz częściej inwestują w zielone technologie i projekty przyczyniające się do zmniejszenia globalnej emisji gazów cieplarnianych. Takie podejście zadeklarowały Chanel i Armani, którzy do 2050 roku staną się neutralne węglowo, również w obszarze łańcucha dostaw.

Producenci dóbr luksusowych dostrzegają, że zrównoważony rozwój powinien być stałym elementem ich strategii. To ważny sygnał, tym bardziej, że według ONZ około 10 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z branży mody. Pandemia była dla marek luksusowych impulsem do poważnych zmian, często napędzanych przez presję konsumentów. Trend dbania o to, jak firma wpływa na otoczenie przerodzi się więc w konieczność – mówi Irena Pichola.

Nie ma ucieczki od technologii

Marki luksusowe muszą nieustannie śledzić zmieniające się zachowania klientów. Do analizy dużej liczby danych coraz częściej używają sztucznej inteligencji i aplikacji wykorzystujących rozszerzoną rzeczywistość (AR). Współcześni konsumenci używają większej liczby kanałów zakupowych, a grupy modowe szukają sposobów, by umocnić relacje z klientem. Jednym z nich jest zastosowanie strategii omnichannel, czyli zaplanowanie ścieżki zakupowej klienta tak, żeby bez względu na miejsce zakupu jego doświadczenie było takie samo.

W czasie pandemii media społecznościowe stały się ważnym narzędziem, dzięki któremu koncerny produkujące dobra luksusowe badają sentyment klientów względem swoich marek. Umiejętność dostrzeżenia zmian w nastawieniu konsumentów pozwala na szybkie dostosowanie oferty do ich potrzeb i stworzenie efektywnej strategii komunikacji.

Pandemia dobitnie pokazała markom luksusowym, że muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości. Pomimo początkowej niechęci, firmy zainwestowały w nowe technologie wspomagające zakupy online. Należy jednak zaznaczyć, że unikatowe doświadczenie związane z wizytą w sklepie nadal jest pożądane przez klientów. To właśnie odpowiednio zaimplementowana strategia omnichannel pozwoli na bezpieczny powrót do sklepów przy zachowaniu zasad społecznego dystansu, nie zapominając przy tym o zapewnieniu odpowiednich wrażeń konsumenckich – podsumowuje Bartek Bobczyński.

O raporcie

Raport „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury” omawia kondycję branży dóbr luksusowych, skupiając się na producentach ekskluzywnej odzieży, torebek i akcesoriów, biżuterii i zegarków oraz kosmetyków i perfum. W tegorocznej edycji raportu przeanalizowano wyniki finansowe przedsiębiorstw za rok fiskalny 2019, czyli okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku.

InventionMed skorzysta z prawa poboru i weźmie udział w emisji akcji SoftBlue

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej deklaruje objęcie wszystkich akcji przepadających spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.

InventionMed obejmie złoży zapis podstawowy na całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na objęcie akcji będą pochodzić ze środków własnych Spółki oraz z pożyczki udzielonej przez Prezesa Zarządu Spółki

Podwyższenie kapitału zakładowego SoftBlue nastąpi w drodze emisji nie więcej niż 46 801 250 akcji na okaziciela serii F o wartości nominalnej 0,10 zł. Cena emisyjna nowych akcji serii F została ustalona na 0,22 zł za jedną akcję. Prawo Poboru przysługuje dotychczasowym akcjonariuszom spółki, osobom, które posiadały akcje SoftBlue w dniu 11 stycznia br. Za każdą jedną akcję spółki przysługuje jedno jednostkowe prawo poboru.

– Współpraca InventionMed z SoftBlue ma wymiar strategiczny i długofalowy. Wierzymy, że połączenie dwóch podmiotów o komplementarnych profilach działalności stanowi ogromny potencjał do rozwoju i umocnienia pozycji rynkowej obu spółek. SoftBlue dołączyło do naszego akcjonariatu, planujemy wspólne projekty, dlatego objęcie akcji w ramach trwającej emisji jest z mojej perspektywy naturalnym krokiem i jednocześnie potwierdzeniem naszych wspólnych planów biznesowych – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. W lipcu minionego roku spółka zakupiła łączny pakiet ponad 10 mln akcji, co stanowi blisko 30 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.

InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

Problematyczny PIT-11 dla pracowników delegowanych i osób pracujących zdalnie za granicą

1 lutego 2021 roku mija termin przekazania urzędom skarbowym informacji PIT-11 za 2020 rok o przychodach z innych źródeł oraz o dochodach i pobranych zaliczkach na podatek dochodowy. Problematyczne może okazać się sporządzenie informacji PIT-11 delegowanym pracownikom, osobom wykonującym pracę zdalną za granicą lub zatrudnionym w firmie obcokrajowcom.

Podobnie jak w poprzednim roku, informacja PIT-11 jest przekazywana do urzędów skarbowych wyłącznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Natomiast doręczenie informacji PIT-11 pracownikom odbywa się w dowolnej formie, a pracodawca ma czas na przekazanie jej podatnikom do 1 marca 2021 roku.

Najwięcej wątpliwości sporządzenie informacji PIT-11 sprawia pracodawcom, którzy delegowali swoich pracowników za granicę lub którzy zatrudniają obcokrajowców. Dochody z pracy za granicą najczęściej podlegają bowiem opodatkowaniu w państwie, w którym praca była wykonywana. Mają jednak one również wpływ na zobowiązanie podatkowe w Polsce. Problemem dla pracodawców okazuje się prawidłowe wykazanie tych dochodów w PIT-11. Sytuacji nie ułatwia fakt, że z uwagi na pandemię koronawirusa powstaje szereg wątpliwości związanych z tym, jak ta okoliczność wpływa na obowiązki podatkowe, w szczególności w związku z przymusowym pobytem pracownika za granicą i świadczenia tam pracy zdalnej.

Numer identyfikacji podatkowej w PIT-11

Płatnik podatku dochodowego od osób fizycznych wystawiając PIT-11 ma obowiązek podać w formularzu podatkowym poprawny numer PESEL lub NIP podatnika (pracownika). W przypadku podatników, którzy nie przekazali płatnikowi poprawnego numeru PESEL lub NIP, płatnicy podawali zamiast tego numeru ciąg cyfr „1111111111” czy „9999999999”, aby złożyć informację PIT-11 w terminie.

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów z końca 2020 roku, takie działanie jest uznawane jako błąd i informacje PIT-11 za 2020 rok ze wskazanym takim ciągiem cyfr miałyby być nieprzyjmowane przez system. System resortu finansów nie został jednak zmodyfikowany i nadal, tak jak w ubiegłych latach, formularze ze wskazanym ciągiem cyfr „1111111111” czy „9999999999” zamiast numeru PESEL lub NIP podatnika będą mogły zostać złożone przez system.

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, dla wielu pracodawców zatrudniających obcokrajowców nieposiadających numeru PESEL lub NIP pojawił się duży kłopot. Zgodnie z wyjaśnieniami Ministerstwa Finansów, zatrudniający nie mógł złożyć informacji PIT-11 za cudzoziemca, jeśli ten nie posiada numeru PESEL bądź NIP. Dotyczyło to nie tylko pracodawców, ale wszystkich płatników, którzy po zakończeniu roku muszą sporządzić informacje PIT-11. Co więcej, nie będąc w stanie wypełnić swoich obowiązków w tym zakresie, płatnik narażał się w konsekwencji na odpowiedzialność karno-skarbową. Na szczęście w ostatnich dniach pojawiły się kolejne wyjaśnienia MF wskazujące, iż w tym roku nic się nie zmieni w składaniu PIT-11 za cudzoziemców, którzy nie posiadają numeru PESEL bądź NIP. Oznacza to tym samym, że tak jak w poprzednich latach będzie można w takiej wyjątkowej sytuacji wpisać ciąg cyfr, który będzie traktowany jako identyfikator podatkowy zagranicznego pracownikamówi Paweł Majewski, Menedżer w Zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Rezydencja podatkowa

Przygotowując informację PIT-11 dla pracownika, płatnik powinien dokonać weryfikacji jego statusu rezydencji. W przypadku kiedy podatnik (pracownik) nie spełnia przesłanek pozwalających uznać go za rezydenta do celów podatkowych w Polsce, informacja PIT-11 powinna zawierać inne dane.

Za osobę mającą miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uważa się osobę fizyczną, która posiada na terytorium Polski centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub przebywa na terytorium Polski dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Warto podkreślić, że aby zostać rezydentem podatkowym wystarczy spełniać tylko jeden z wyżej wymienionych warunków. Jeżeli płatnik ma obowiązek przygotować informacje PIT-11 dla podatnika będącego nierezydentem podatkowym w Polsce musi pamiętać, że powinien zaznaczyć odpowiednią pozycję w informacji PIT-11 oraz uwzględnić na formularzu inne dane niż w przypadku polskiego rezydenta podatkowego (np. adres zagraniczny czy zagraniczny numer identyfikacji podatkowej). Co istotne, informacja PIT-11 wystawiona podatnikowi niebędącemu rezydentem podatkowym w Polsce, powinna zostać skierowana do dedykowanego urzędu właściwego dla nierezydentów podatkowych określonego w oparciu o siedzibę płatnika.

Praca zdalna za granicą

Jednym ze skutków pandemii COVID-19 jest rosnąca popularność pracy zdalnej, która stała się powszechną formą zatrudnienia, umożliwiającą wykonywanie pracy w domu, innym mieście, a także za granicą. Świadczenie obowiązków zawodowych w tej formie, w szczególności w sytuacji pobytu pracownika (zwłaszcza długotrwałego) w innym kraju i wykonywanie stamtąd zadań służbowych, może mieć wpływ na obowiązki rozliczeniowe zarówno pracownika, jak i spółki oraz prawidłowe sporządzenie informacji PIT-11.

OECD wydało rekomendacje, zgodnie z którymi w przypadku gdy pracownik w związku z koronawirusem zostanie zmuszony do pozostania w kraju, w którym normalnie jego pobyt nie przekroczyłby 183 dni, to ten dodatkowy okres nie powinien przekładać się na powstanie obowiązków podatkowych w tym państwie, w tym w szczególności w zakresie zmiany jego rezydencji podatkowej. Trzeba jednak pamiętać, że poza specjalnym porozumieniem zawartym pomiędzy Polską i Niemcami w tym zakresie, nie zostały wprowadzone do polskiego systemu podatkowego inne przepisy regulujące te kwestie i należy się w takich wypadkach kierować zasadami ogólnymi, w tym postanowieniami poszczególnych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.

W zawartej przez Polskę umowie z Niemcami wprowadzono tzw. fikcję prawną polegającą na tym, że gdy pracownik wykonuje pracę z domu tj. w państwie rezydencji na rzecz pracodawcy z drugiego kraju, to taką pracę można uznać za wykonywaną w państwie, w którym pracownik wykonywałby ją gdyby nie podjęto działań antykryzysowych. Niewątpliwie należałoby oczekiwać coraz większej liczby takich porozumień, w szczególności w przypadku tych krajów w których liczba pracujących Polaków jest znaczna – jak np. Belgia, Holandia czy Wielka Brytaniamówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director, Szef Zespołu ds. Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Jak pisać, by wzbudzać emocje i zwiększać sprzedaż?

Fundamentem skutecznej sprzedaży jest komunikacja, a jej podstawowym narzędziem jest słowo. Operowanie nim tylko z pozoru jest łatwą umiejętnością. Barbara Stawarz-Garcia, Adam Dębowski, Jan Szustak, Roman Kawszyn, Adam Szaran oraz Magdalena Pawłowska – eksperci, którzy pracują słowem i za jego pomocą budują zasięgowe kampanie marketingowe dla dużych graczy rynkowych, 4 lutego br. podczas konferencji Online Summit, opowiedzą, jak tworzyć skuteczne, angażujące odbiorców treści.

Większość decyzji podejmowanych jest na podstawie emocji. Z badań przeprowadzonych w ramach projektu Buyology wynika, że 85% codziennych wyborów podejmujemy na poziomie podświadomości.1 Emocjami kierujemy się nie tylko podczas zakupów, ale także decyzji biznesowych. Emocje potrafi wzbudzić również dobrze skrojony tekst o produkcie czy usłudze. Odbiorca, spotykając się z przekazem, który zaszczepił w nim pewne odczucia względem danej osoby, produktu, firmy – chętniej dokonuje zakupu. Angażujące treści sprawiają, że sam proces sprzedaży znacznie się skraca. Właśnie dlatego copywriting to kompetencja, która jest kluczowym elementem skutecznej sprzedaży.

Nie ma innej, tak skutecznej drogi dotarcia do mózgu klienta jak słowo. Klient kupuje wtedy, gdy potrafimy uruchomić w nim emocje zakupowe. Jedną z najbardziej skutecznych, pojawiającą się w procesie podejmowania decyzji o zakupie, jest emocja pragnienia posiadania. Odpowiedni algorytm czy schemat wywołania emocji, to odpowiednio dobrane słowa, ułożone w skuteczną całość. Harmonijne, wywierające wpływ, użyte w sensownej sekwencji. Copywriting daje nam potężne możliwości stworzenia właśnie takiego komunikatu i wywołania emocji. – Roman Kawszyn i Adam Szaran, założyciele marki Al Fianco Partners.

Copywriting a marka osobista

Słowa mają moc tworzenia świata. Mają również moc tworzenia wizerunku danej osoby czy firmy. Jeśli są spójne ze stanem rzeczywistym, będą potężnym narzędziem w budowaniu marki. Spójność jest tutaj niezwykle istotna, ponieważ komunikat musi pasować do nadawcy. Ekspert posługujący się niedbałym językiem, straci zaufanie swoich odbiorców, tak samo marka młodzieżowa komunikująca się w sposób oficjalny. Dlatego tak ważne jest, by dopasować sposób komunikacji do odbiorcy, ale i do charakteru nadawcy. Ludzie są bardzo czujni – szybko zauważą, że komunikaty nie są spójne z marką.

Dla mnie sztuka pisania ma niezwykłą siłę i moc. Jedno zdanie potrafi zainspirować, przemienić, uświadomić. Precyzja słów, odpowiedni ciąg zdań mają niesamowity wpływ na odbiorców. Chcemy lepiej się komunikować, promować, inspirować? Uczmy się copywritingu, storytellingu – a tak naprawdę po prostu pisania takich zdań, które oddają to, co nam siedzi w głowie, w sercu, w duszy i które trafiają do tych, którzy mają nas usłyszeć. Nawet jeśli TikTok opanuje świat, to na koniec dnia będą wygrywać ci, którzy oprócz video będą umieli dobrze dobrać słowa, a nie tylko gadać. – Adam Dębowski, CEO Instytutu Liderów Zmian.

Czym jest copywriting?

Copywriting to w skrócie sztuka przemawiania i komunikacji przez słowa pisane. Chociaż wielu osobom kojarzy się jedynie z hasłami reklamowymi opartymi na perswazji, w rzeczywistości jest to pojęcie znacznie szersze. Copywriting to pomost pomiędzy nadawcą a odbiorcą, umożliwiający im dialog i zrozumienie. Pozwala na poznanie danej osoby czy marki, pokazuje jej podejście do klientów, przekazuje historię firmy.

Copywriting pojawia się zawsze wtedy, gdy marka chce dotrzeć do swoich odbiorców z konkretnym komunikatem i wywołać w nich reakcję. Bez dobrze napisanych tekstów nawet najlepsze reklamy video, grafiki czy najładniej zaprojektowane strony internetowe nie dadzą pożądanych rezultatów. Ludzie muszą znaleźć w komunikacie coś, co sprawi, że oderwą się od tego, co robią i zdecydują się poświęcić swój cenny czas na interakcję z marką. – Jan Szustak, copywriter i założyciel agencji Tekstopia. .

Online Summit – wirtualna konferencja o copywritingu

Najnowsza edycja konferencji Online Summit poruszy najważniejsze zagadnienia związane z copywritingiem. 6 ekspertów podzieli się swoimi najlepszymi praktykami i doświadczeniem.

To już kolejna edycja Online Summit w wersji online, bardzo się cieszę, że tym razem będziemy mieć okazję, by poruszyć temat copywritingu. To niezwykle ważna kwestia, nie tylko dla marketingowców, ale również dla właścicieli firm, sprzedawców, ekspertów i wszystkich osób, które chcą lepiej się komunikować. Podczas wydarzenia zajmiemy się między innymi takimi zagadnieniami jak: techniki pisania, treści przyciągające klientów, tworzenie stron sprzedażowychi skutecznych reklam.

Magdalena Pawłowska, ekspertka kursów online, autorka książki „Jedna kampania do wolności”, założycielka Marketing MasterClass i organizatorka Online Summit.

Online Summit odbędzie się w formie wirtualnej już 4 lutego w godz. 9:00 – 16:00. Wydarzenie jest bezpłatne, wystarczy zarejestrować się na stronie https://onlinesummit.pl.

1. https://o-m.pl/artykul/neuromarketing-czyli-jak-wykorzystac-neurobadania-do-tworzenia-skutecznych-kampanii

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu?

Zmianę naszego sposobu kupowania na bardziej zdalny i cyfrowy widać gołym okiem. W niektórych grupach produktów przejście na zakupy online było niemal rewolucyjne. Ostatni raport firm Shoper i SMSAPI pokazuje, że aż co trzeci Polak w czasie pandemii przerzucił się na kupowanie odzieży, kosmetyków i książek w sieci.

Nadzwyczajny wzrost zainteresowania zakupami w sieci potwierdzają ubiegłoroczne wyniki badania opinii przeprowadzonego wspólnie z firmą SMSAPI. Na potrzeby raportu “Komunikacja sklepów internetowych” zapytano 1000 konsumentów, w jaki sposób robią zakupy, ile wydali na produkty z poszczególnych kategorii oraz jak często kupowali online w czasie pandemii koronawirusa.

Uzyskane odpowiedzi wskazują, że wiele osób całkiem niedawno odkryło zalety kupowania przez internet. Przekonało się do niego również sporo osób wcześniej tylko sporadycznie kupujących online.

Dla każdej grupy produktów liczba respondentów, deklarujących, że w ostatnich miesiącach częściej kupują online była wyższa niż tych, którzy w ten sposób kupują rzadziej, a w kilku kategoriach tych pierwszych jest nawet 3-4-krotnie więcej.

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu
Źródło: Raportu “Komunikacja sklepów internetowych” , SMSAPI i Shoper

– Już wcześniej widzieliśmy, że jeden asortyment sprzedaje się w sieci lepiej niż inny, więc sam fakt, że w także pandemii każda z branż ma inna dynamikę wzrostu, specjalnie nie dziwi. Ciekawe jest jednak, że najwięcej klientów zyskały sklepy internetowe z odzieżą, drogerie online, a także z e-sklepy z książkami i multimediami czy akcesoriami hobbystycznymi, jak również dopiero raczkujące internetowe sklepy spożywcze czyli – szeroko patrząc – dotyczące codziennego życia. To pokazuje, że zakupy w sieci stał się sposobem na załatwianie zwykłych sprawunków – zauważa Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Co zmieniło się w zakupach online w 2020?

Raport pokazuje, że największym wzrostem sprzedaży za pośrednictwem internetu cieszyły się produkty z kategorii Zdrowie i uroda. Ponad 34 proc. respondentów zadeklarowało, że w czasie pandemii zaczęło je częściej kupować w sklepach internetowych. Dane firmy Shoper mówią, że liczba transakcji w branży Zdrowie i uroda wzrosła w ubiegłym roku o niemal 60 proc. względem roku 2019.

Na drugim miejscu uplasowała się odzież (34 proc.), a na trzecim książki i multimedia (31,1 proc.). Produkty z tej ostatniej kategorii były również najczęściej wskazywane jako kupowane wyłącznie online (35,4 proc.). Inne branże z dużym udziałem transakcji tylko internetowych to hobby (wzrost o ponad 28 proc.), a także komputery i elektronika (ponad 24 proc.).

Nie wszędzie wysokie wzrosty

Branża Sport i podróże oraz Motoryzacja nie odnotowały większych zmian. Przynajmniej tak wynika z deklaracji respondentów badania Shoper i SMSAPI. Można postawić tezę, że na relatywnie słabe wzrosty w tych kategoriach wpłynęły pandemiczne obostrzenia, które znacząco ograniczały mobilności jak i możliwość uprawiania turystyki i sportu.

– Warto zauważyć, że nawet branże, które nie pozyskały w ubiegłym roku wielu nowych klientów, wciąż dobrze sobie radzą w internecie. Dotychczasowi klienci nie mając często stacjonarnej alternatywy, są bardziej skłonni, by kupować online. Na naszej platformie e-sklepy motoryzacyjne odnotowały w ubiegłym roku ponad 35 proc. więcej transakcji zakupowych niż w 2019, a w przypadku kategorii Sport i podróże ten wzrost wyniósł ponad 60 proc. Spodziewamy się, że w miarę jak pandemia będzie powoli ustępować, one również podążą za falą wzrostów w e-commerce, tak jak teraz odzież czy kosmetyki – mówi Oliwia Tomalik.

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję?

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję? Farma fotowoltaiczna pozwala uzyskać energię elektryczną z odnawialnego źródła energii. Budowa takiej farmy nie jest wcale taka prosta ani tania, jednak możesz liczyć na dofinansowanie jej budowy.

Czym jest farma fotowoltaiczna? Jest to duża instalacja zamontowana na gruntach. Do jej założenia będziesz więc potrzebować sporej ilości wolnej przestrzeni, ale także dużego kapitału początkowego.

Oprócz tego, musisz spełnić wiele wymogów formalno-prawnych (pozwolenie na budowę, decyzje o warunkach zabudowy, koncesję na wytwarzanie energii, raport oddziaływania na środowisko). Farmę fotowoltaiczną może założyć osoba prowadząca odpowiednią działalność gospodarczą – dodaje Tomasz Wykowski z serwisu ekohub.pl.

W jaki sposób działa farma fotowoltaiczna?

W takim przedsięwzięciu panele ustawione są na specjalnych konstrukcjach i są one podłączone ze sobą szeregowo i równolegle. Każdy moduł posiada ogniwa fotowoltaiczne wyprodukowane z materiału półprzewodnikowego. W nich zachodzi tak zwane zjawisko fotoelektryczne. Fotony światła słonecznego doprowadzają do ruchu elektronów w ogniwach, przez co powstaje napięcie elektryczne. W nich wytwarzany jest prąd stały, który następnie zamieniany jest w falowniku na prąd zmienny. Taka elektrownia fotowoltaiczna ma ustaloną moc produkowania energii elektrycznej przy pełnym nasłonecznieniu. Im więcej paneli ustawionych jest na farmie fotowoltaicznej, tym większa wytwarzana moc.

Farma fotowoltaiczna – od czego jak zacząć?

Jeśli chcesz założyć farmę fotowoltaiczną, musisz pamiętać o tym, że niezbędny ci będzie spory kapitał początkowy. Jest to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Oprócz tego czeka cię wiele wymogów formalnych, jakie musisz spełnić. Cały proces można podzielić na parę kroków.

Wybranie odpowiedniej lokalizacji

Na samym początku musisz wybrać jak najlepszą lokalizację dla swojej farmy fotowoltaicznej. Istotne jest przede wszystkim odpowiednie nasłonecznienie, aby móc wytwarzać sporą ilość energii. Miejsce, gdzie ma powstać farma, musi być więc pustą przestrzenią. Nic nie powinno zakłócać przepływu promieni słonecznych. Nie może być więc to teren narażony na duże zapylenie powietrza czy zacienienie. W naszym kraju nie ma tak dużego nasłonecznienia, jak na południu Europy. Właśnie dlatego jakość gruntu jest tak istotna, dzięki dobrej lokalizacji twój zysk z generowanej energii może być jak największy. Cała inwestycja okaże się wówczas opłacalna. Do takiego przedsięwzięcia powinno się posiadać minimum 2 ha gruntu, wtedy farma fotowoltaiczna będzie generowała ok. 1 MW energii.

Przygotowanie projektu

Kolejnym krokiem jest opracowanie projektu. Będzie on zawierał dokumentację obejmującą same urządzenia (panele, falowniki) wizualizację inwestycji oraz całkowity kosztorys. Taka dokumentacja pozwoli na podłączenie do sieci energetycznej i jest niezbędnym elementem. Potem w zakładzie energetycznych musisz jeszcze złożyć wniosek dotyczący warunków przyłączenia. Musisz także mieć tytuł prawny do gruntu. Teren, na którym powstanie farma fotowoltaiczna musi również spełniać pewne ustalone wymagania.

Zobacz też: https://ekohub.pl/inwerter-solarny

Złożenie wniosku o przyznanie promesy wydania koncesji

Na sam koniec musisz jeszcze złożyć wniosek do Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o przyznanie promesy wydania koncesji, uwzględniając potrzebne załączniki. Kiedy już wszelkie wymogi formalnie zostaną spełnione, będziesz mógł przystąpić do rozpoczęcia budowy swojej farmy fotowoltaicznej. Ten proces trochę potrwa, zanim wszystkie konstrukcje i panele zostaną zamontowane.

Dofinansowanie na farmę słoneczną

Na całe szczęście nie musisz sam ponosić wszelkich kosztów związanych z tą inwestycją, gdyż dostępne jest dofinansowanie. Istnieją różne formy wsparcia, wiele zależy od konkretnego województwa. Dofinansowanie można uzyskać między innymi z Regionalnych Programów Operacyjnych.

O czym należy pamiętać, aby farma przynosiła zyski?

Farma fotowoltaiczna powinna być przede wszystkim wydajna. Z tego względu najważniejsze jest wybranie odpowiedniego terenu, który nie będzie nawet w najmniejszym stopniu zacieniony. W Polsce nie istnieją rejony, gdzie instalacja nie byłaby w ogóle efektowna. Decydując się na taką inwestycję, wybierz jednak teren bez drzew i innych zacieniających obiektów, grunt nie powinien być również podmokły.

Farma fotowoltaiczna jest opłacalnym przedsięwzięciem, na które decyduje się coraz więcej inwestorów. Jej założenie wymaga trochę cierpliwości i załatwienia wielu spraw formalnych.

Więcej przeczytasz na stronie: https://ekohub.pl/farma-fotowoltaiczna

Już dziś premiera największej produkcji w historii Bloober Team

The Medium, największa produkcja w historii Bloober Team zadebiutuje już dziś na konsolach Xbox X|S oraz PC w cenie 49,99 EUR/USD. Ponadto gra będzie dostępna w ramach abonamentu Xbox Game Pass Ultimate. Pierwsze oceny recenzentów podkreślają, że mamy do czynienia z najlepszą grą w historii spółki.

The Medium to bez dwóch zdań nie tylko najlepsza gra polskiego studia Bloober Team, ale i jedna z lepszych w swoim gatunku – GryOnline.pl (9/10)

W ciągu ostatnich tygodni media branżowe z całego świata z zapartym tchem śledziły kolejne informacje na temat nadchodzącej produkcji polskich mistrzów horroru. Publikacje na temat The Medium były publikowane w najpopularniejszych i największych portalach gamingowych, w tym m.in. IGN, Eurogamer, czy Gamespot, natomiast trailer stworzony przez Tomasza Bagińskiego na samej platformie YouTube obejrzało ponad 2.7 miliona osób.

  • Od zawsze powtarzałem, że wolę aby nasze gry miały skrajne oceny niż po prostu dobre, ale bez emocji. Rozrzut ocen (od 3/10 do 10/10) pokazuje, że nasze gry poruszają odbiorców, że docierają do ich wnętrza. To taki rodzaj produktu kultury, który albo pokochasz albo znienawidzisz. Bez barw pośrednich.komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team

Pierwsze recenzje gry, które spływają z całego świata, sugerują, że mamy do czynienia z najlepszą dotychczas grą Bloober Team. Obecna średnia (76%) z pewnością może jeszcze wzrosnąć, ponieważ pojawia się coraz więcej opinii głoszących, iż mamy do czynienia z grą wybitną, nie tylko pod względem artystycznym, ale także technicznym.

The Medium makes better use of its hardware than any other game Ive played on my Series X, cooking up a sumptuous visual feast with no noticeable hits to performance or gameplay – The Gamer (10/10)

The Medium jest produkcją przeznaczoną na PC oraz konsolę Xbox Series X|S, która wykorzystuje pionierskie rozwiązania techniczne (historia rozgrywana na dwóch ekranach jednocześnie), połączone z filmową narracją. Tytuł Bloober Team jest porównany do największych i najpopularniejszych serii horrorów – Resident Evil oraz Silent Hill, natomiast sama spółka przyrównywana do twórców japońskich dreszczowców – Capcomu oraz Konami.

– Nasz zespół wykonał fantastyczną pracę, dzięki której The Medium będzie grą, o której będzie rozmawiało się latami.  Uczestniczyliśmy więc w niesamowitej przygodzie odkrywania nowych lądów dla branży gier. Jestem niezwykle dumny z tego jak ten pierwotny pomysł został przez nas zespół zrealizowany. Podkreślałem to już w kilku wypowiedziach ale największą siłą Bloober Team poza jasną i przemyślaną strategią stanowi prawdopodobnie najlepszy team developerski w Polsce. Mam niesamowity przywilej pracować z takimi talentami, przy których jako szef studia mogę czuć się całkowicie bezpiecznie. Żyjemy w czasach dużego niepokoju. Mam nadzieję, że jest w społeczeństwie coraz większa świadomość, że  nikt jeszcze nie zebrał ze sobą niczego na drugą stronę” i najważniejsze jest to co po sobie temu światu zostawimy. The Medium daje mi poczucie, że choć w małej części jest to również Moja Gra – mój wkład w historię elektronicznej rozrywki. Bez względu jak gra zostanie odebrana – jakie będą recenzjem jakie wyniki sprzedażowe – wiem, że dokonaliśmy tego o czym marzyliśmy. Weszliśmy na nigdy niezdobyty szczyt. I to w najbardziej niesprzyjających warunkach. Teraz trzeba tylko szczęśliwie z niego zejść i szukać dalszych niezdobytych jeszcze gór. Nigdy nie byłem tak spokojny o premierę naszej gry jak w przypadku The Medium. – mówi prezes Bloober Team

Przypominamy, że udział w tworzeniu gry ma szereg renomowanych artystów z całego świata, począwszy na znanych amerykańskich aktorach głosowych: Troyu Bakerze (m.in. z Mass Effect 3, Diablo III, The Last of Us czy Bioshock Infinite), Mary Elizabeth McGlynn (serie Silent Hill i Devil May Cry), muzykach – Akirze Yamaoce (Silent Hill), a na znakomitych aktorach – Marcinie Dorocińskim i Weronice Rosati kończąc. Tytuł przybliża historię Marianny – tytułowego Medium, dzięki czemu bohaterka widzi więcej niż zwykli śmiertelnicy.

Clue gry to różne punkty widzenia. Chcieliśmy sprowokować graczy do zadania pytania czy nie za szybko szufladkujemy? Czy nie za szybko wyrabiamy sobie opinię (albo wręcz mamy ją z góry przekazaną) zanim nie wejdziemy w głąb problemu? W czasach kiedy populizm niszczy wolność słowa, a media nie walczą o prawdę tylko  przekonanie do swej racji chcieliśmy dać asumpt do zastanowienia się nad naszą w tym rolą –  mówi Piotr Babieno

Korzystając z tej okazji chciałbym zdemontować plotki o tym, że mamy wkrótce podać więcej informacji na temat projektu Black. Te informacje będą przekazane przez naszego partnera w tym roku, ale nie spodziewałbym się ich bardzo szybko, to właśnie jedna z takich informacji tworzonych “na potrzebę”. Teraz całkowicie skupiamy się na lunchu i suporcie naszej najważniejszej gry. Gry, która – jestem przekonany – przejdzie do historii –  mówi Piotr Babieno.

OZE i atom mogą zastąpić węgiel szybciej, niż przewiduje rząd. Wyzwaniem będzie dostosowanie sieci przesyłowej i gospodarowanie odpadami

Wprowadzenie energetyki jądrowej i połączenie jej z OZE to jedyny realny sposób osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej – wskazuje Instytut Sobieskiego. Eksperci podkreślają, że odejście od węgla może nastąpić szybciej, niż przewidują to plany rządowe. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje to, w jaki sposób zbilansować energię z atomu i odnawialnych źródeł, żeby było to optymalne ekonomicznie. Wyzwaniem będzie również dostosowanie do nowych mocy sieci przesyłowych, a także zagospodarowanie odpadów z elektrowni jądrowej.

– W Polsce mamy energetykę odnawialną, która zapewnia około 20 proc. konsumowanej energii elektrycznej, i węgiel, który zapewnia ok. 70 proc. [pozostały udział mają elektrownie gazowe i wodne – red.]. Skoro odchodzimy od węgla, co jest nieuniknione i moim zdaniem nastąpi nawet szybciej, niż wskazują na to obecne plany rządu, to oznacza, że musimy go czymś zastąpić – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego.

Zaktualizowany projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, który Ministerstwo Klimatu przedstawiło we wrześniu ub.r. i który ma zostać przyjęty jeszcze w tym kwartale, zakłada, że do końca obecnej dekady udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto ma wynieść co najmniej 23 proc., z kolei udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej do tego czasu ma już nie przekraczać 56 proc., a przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2 może spaść nawet do 37,5 proc. Aby zbilansować spadający udział źródeł opartych na węglu, konieczna jest budowa nowych, niskoemisyjnych mocy wytwórczych, które zagwarantują niezawodność dostaw energii.

– Ponieważ Unia Europejska i cały świat idzie w kierunku dekarbonizacji, osiągnięcie tego celu jest istotne i powoduje, że źródła oparte na węglu kamiennym, brunatnym czy gazie są traktowane jako mniej korzystne. Patrząc na różne strategie osiągnięcia tego celu, jakim jest redukcja emisji CO2 i neutralność klimatyczna, widać, że w tych analizach zawsze występuje energetyka atomowa – mówi dr hab. Robert Zajdler.

W listopadowym raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski” Instytut Sobieskiego wskazuje, że wprowadzenie energetyki jądrowej i połączenie jej z OZE jest jedyną realną ścieżką, która umożliwi szybkie i sprawne osiągnięcie neutralności klimatycznej. Już w tej chwili połowa krajów Unii Europejskiej, w tym Polska, wykorzystuje albo ma zamiar rozwijać energetykę jądrową w ramach szybszego i efektywnego programu dekarbonizacji.

– W skali całego świata energetyka odnawialna i energetyka jądrowa w bilansie energetycznym zapewniają po około 10 proc. pokrycia konsumpcji – przypomina ekspert. – W momencie, kiedy z produkcji energii i być może też ciepła wytniemy praktycznie cały węgiel i ograniczymy ilość gazu, to te dwa źródła – czyli energetyka jądrowa i OZE – faktycznie będą mogły ze sobą funkcjonować.

Zgodnie z przyjętym w październiku ub.r. przez rząd programem polskiej energetyki jądrowej do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu. Pierwsza inwestycja powstanie w Lubiatowie–Kopalinie lub Żarnowcu (lokalizacjach wskazanych już we wcześniejszym PPEJ z 2014 roku), ale pod uwagę brane są również Bełchatów i Pątnów. Uruchomienie pierwszego bloku przewidziano na 2033 rok, kolejne będą oddawane w latach 2035 i 2037. Budowa drugiej elektrowni ma wystartować w 2032 roku, a jej trzy reaktory mają być po kolei uruchamiane w latach 2039–2043.

– Teraz problem polega na tym, ile potrzebujemy tych odnawialnych źródeł energii i energetyki atomowej, żeby to wszystko zbilansować, żeby to było ekonomicznie opłacalne i żeby wyprodukowany przez nie prąd był skonsumowany. Rząd musi przyjąć taką strategię, która zapewni, że to wszystko będzie funkcjonowało ze sobą w synergii – mówi Robert Zajdler.

Do 2030 roku rząd planuje także od 8 do 11 GW w morskich farmach wiatrowych na Bałtyku. Do tego dochodzi też szybko rozwijający się segment energetyki odnawialnej na lądzie (głównie wiatr i fotowoltaika), którego moc zainstalowana już w tej chwili wynosi około 12 GW. Według danych URE moc zainstalowana w krajowym systemie elektroenergetycznym wynosi ok. 47 GW.

Ekspert Instytutu Sobieskiego podkreśla, że wyzwaniem będzie dostosowanie sieci przesyłowo-dystrybucyjnej do nowych źródeł wytwórczych.

 W tej chwili może z tym być problem, ponieważ pierwsza planowana elektrownia jądrowa w okolicach Żarnowca znajdzie się dokładnie w tym miejscu, gdzie na ląd mają wychodzić kable, którymi będzie dostarczana energia elektryczna z farm offshore. Jeżeli z dwóch źródeł w jednym miejscu będzie wychodzić duża moc, to sieć musi być tam dość mocno rozbudowana. Problem tej lokalizacji jest też taki, że nie ma tam wystarczająco przemysłu, który by tę ilość energii od razu skonsumował – ocenia ekspert ds. energetycznych.

Według przyjętego w ubiegłym roku przez URE „Planu rozwoju systemu przesyłowego”, który zakłada różne scenariusze rozwoju krajowego systemu elektroenergetycznego, do 2030 roku inwestycje w sieć mogą wynieść kilka miliardów złotych, w zależności od wariantu.

Kolejną kwestią, jaką trzeba się będzie zająć, rozwijając energetykę atomową, jest zarządzanie odpadami.

To są odpady, które mają dość wysoką promieniotwórczość, czyli ryzyko dla życia, zdrowia, jeżeli coś się stanie, jest dość istotne. Krótkoterminowo są one składowane w odpowiednich miejscach na terenie elektrowni, natomiast po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach trzeba je przenieść do długoterminowego składowiska odpadów. Takich składowisk nie ma, trzeba je stworzyć. Państwa, które próbują je tworzyć, mają z tym problemy, związane np. z transportem odpadów na duże odległości – wyjaśnia Robert Zajdler.

Jak podkreśla, w elektrowniach atomowych szczególnie groźne – dla życia ludzi i kondycji środowiska naturalnego – mogą być także konsekwencje ewentualnych ludzkich błędów czy zaniedbań. Przykładem może być awaria reaktora w Fukushimie.

To się przekłada na koszty. Jak podkreśla sama branża atomowa, o ile w ostatnich 10 latach koszty technologii odnawialnych, np. wiatraków, paneli fotowoltaicznych, spadły o 70–80 proc., koszty energetyki atomowej wzrosły o 26 proc. To jest kwestia zapewniania odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, szukania odpowiednich procedur, które wykluczą ryzyko awarii – podkreśla ekspert Instytutu Sobieskiego.

Branża turystyczna liczy na poluzowanie restrykcji. Rekordowe zainteresowanie wakacyjnymi wyjazdami pomoże odrobić część strat

Po trzech lockdownach, ograniczeniu możliwości zagranicznych podróży i zamknięciu w domach z pracą zdalną Polacy tęsknią za wyjazdami i już teraz na potęgę bukują pobyty w miejscowościach turystycznych. Z informacji portalu Noclegi.pl wynika, że o ile latem branże hotelarska i gastronomiczna nie będą objęte restrykcjami, mogą liczyć na rekordowy rok.

– To, jaki będzie 2021 rok dla branży turystycznej, zależy od tego, kiedy zostaną zniesione restrykcje. Ale gdybyśmy porównali ten rok z poprzednim, mamy już o 50 proc. więcej rezerwacji na sezon wakacyjny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Jaworska z portalu Noclegi.pl. – Polacy są spragnieni wyjazdów. W przeprowadzonej przez nas ankiecie goście wypowiadali się, dokąd chcieliby wyjechać w 2021 roku, a najczęstszą odpowiedzią, jakiej udzielali, była: dokądkolwiek.

W 2020 roku od stycznia do listopada z bazy noclegowej skorzystało 15,2 mln turystów krajowych (dane Głównego Urzędu Statystycznego). W tym samym okresie 2019 roku liczba ta sięgała przeszło 26,4 mln – to spadek o ponad 42 proc. Liczba gości zagranicznych spadła z prawie 7 mln do 2,2 mln. Nawet w wakacyjnych miesiącach, gdy poluzowano obostrzenia, urlopowicze zostali w kraju, a media pokazywały pełne plaże i kolejki na górskich szlakach, frekwencja była niższa niż rok wcześniej. Z krajowych wczasów skorzystało 5,3 mln osób wobec 6,6 mln w lipcu i sierpniu 2019 roku. Teraz konsumenci chcą sobie odbić ubiegłoroczną przymusową wstrzemięźliwość.

– Rezerwacje na wakacje w tym roku pojawiają się z dużym wyprzedzeniem, mimo tego, że w trakcie pandemii utrzymywał się raczej trend rezerwacji na ostatnią chwilę, czyli widzimy tutaj pewną zmianę. Jednakże z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że hotelarze idą na rękę gościom i robią ukłon w ich stronę, bo dają możliwość odwołania rezerwacji do ostatniej chwili – wyjaśnia ekspertka. – Obecnie ceny są niższe, jednakże jeżeli dostępność maleje, to ceny wzrastają. Ceny wzrosną w wakacje również ze względu na to, że prawdopodobnie hotelarze będą chcieli odbić sobie czas pandemii i ponownie zgromadzić oszczędności, bo w tym czasie z pewnością dużo potracili.

Porównanie ofert z portalu Noclegi.pl wskazuje, że obecnie ceny są od jednej ósmej (Gdańsk) do nawet jednej trzeciej (Zakopane) niższe niż przed rokiem. Przy wyjeździe kilkuosobowej rodziny stanowi to dużą różnicę. Przykładowo tygodniowy pobyt czterech osób w Zakopanem kosztuje 1120 zł zamiast 1708 zł. Popyt na wypoczynek w kraju może napędzić także bon turystyczny. Eksperci serwisu rezerwacyjnego podkreślają, że w połowie stycznia płatności za noclegi bonem wzrosły o 140 proc. w porównaniu do tygodnia wcześniej.

– Branża jest uzależniona od pandemii i tempa szczepień, tak że jeżeli obostrzenia będą się przedłużały, a szczepienia będą wolno postępowały, to musimy się liczyć z tym, że niektóre przedsiębiorstwa turystyczne i obiekty hotelowe po prostu zbankrutują – przewiduje Natalia Jaworska. – Jest kilkadziesiąt tysięcy obiektów, z którymi współpracują Noclegi.pl. Obecnie niewiele z nich informuje, że zamyka swoje działalności. Jednakże to jest jak wróżenie z fusów, nie wiemy, co się wydarzy za miesiąc, dwa czy trzy, bo nie wiemy, jak długo potrwają obostrzenia.

Początek sezonu to zazwyczaj długi weekend majowy, na który też można już zarezerwować miejsce. Przed rokiem liczba Polaków, którzy wykupili noclegi poza domem w maju, była siedmiokrotnie niższa niż w maju 2019 roku. I choć pewien wpływ na ten wybór mógł mieć układ dni w tygodniu (długi weekend trwał bowiem zaledwie trzy dni zamiast pięciu przy jednym urlopowym w 2019 roku), niewątpliwie pandemia odcisnęła na tym wyniku swoje piętno.

Co roku nawet milion osób z zagranicy leczy się w Polsce. Pandemia i nowe technologie mogą przyspieszyć rozwój turystyki medycznej

Wpływ pandemii COVID-19 na przeciążenie służby zdrowia i rozwój nowych technologii sprawił, że coraz częściej zaczyna się mówić o opiece zdrowotnej przyszłości, w której cyfryzacja i sztuczna inteligencja odgrywają kluczową rolę. Przykładowo już teraz, dzięki takim rozwiązaniom jak chociażby telemedycyna czy zdalna diagnostyka, pacjent może być monitorowany na odległość, a opieka nad nim może być przeniesiona ze szpitala w inne miejsce, np. do jego domu. Trend ten powoduje także rozwój i wzrost popularności turystyki medycznej.

Pandemia przyczyniła się do szybkiego rozwoju e-zdrowia i rozwiązań telemedycznych. Z danych Mondial Assistance wynika, że w pierwszych pięciu miesiącach 2020 roku liczba zdalnych konsultacji lekarskich dla klientów ubezpieczeniowych i bankowych wzrosła aż o 172 proc. Duży wzrost odnotowała również Grupa LUX MED, której lekarze i specjaliści w lipcu 2020 roku odbywali 20 tys. porad telemedycznych dziennie.

E-usługi zdrowotne są wygodniejsze dla pacjentów, a dla systemu ochrony zdrowia oznaczają wzrost wydajności i długofalowo niższe koszty. Nowe technologie, które umożliwiają zdalne monitorowanie stanu pacjenta, w połączeniu z ich rosnącą świadomością w kwestii własnego zdrowia i chęcią współuczestniczenia w procesie leczenia, powodują też, że model opieki przechodzi transformację.

–  Pandemia COVID-19 sprawiła, że wiele rozwiązań wydających się być technologiami przyszłości już teraz stało się standardem i znajduje zastosowanie w opiece nad pacjentami. Sztuczna inteligencja oraz algorytmy uczące się bezpośrednio wspierają pracę personelu medycznego, zwiększają skalę działania, dają większą pewność postawienia poprawnej diagnozy już za pierwszym razem, pomagają także zoptymalizować koszty, które w ochronie zdrowia są olbrzymie  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips Health Systems. – Obserwujemy stały rozwój całej gamy rozwiązań opartych na nowych technologiach. Już teraz medyczne urządzenia przenośne pomagają monitorować stan zdrowia pacjenta z każdego miejsca, w którym dany pacjent aktualnie się znajduje. Coraz więcej mówi się o tym, że w przyszłości to dom pacjenta stanowić będzie centralny punkt opieki zdrowotnej, szpital natomiast będzie pełnić funkcję nadrzędnej jednostki zarządzania zdrowiem pacjenta.

Eksperci podkreślają, że rozwój nowych technologii w medycynie może przyczynić się również do wzrostu popularności turystyki medycznej. Chodzi tu o wykorzystanie możliwości, jakie dają zdalna opieka nad pacjentem, zdalna diagnostyka czy zdalne monitorowanie takich parametrów życiowych jak chociażby praca serca czy przebieg snu.

– W ostatnich latach turystyka medyczna w Polsce rozwijała się coraz bardziej. Coraz częściej słyszeliśmy, że ludzie korzystają z turnusów, połączonych z zabiegami czy usługami medycznymi, pozwalającymi na wykonanie monitoringu organizmu za pomocą różnych mobilnych urządzeń. Takie połączenie, zwłaszcza w obecnej sytuacji pandemicznej, powodującej duże kolejki w dostępie do specjalistów, może rozwiązywać wiele problemów zdrowotnych – mówi Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

Foster Travel podaje, że Polska – obok Turcji, Węgier i Czech – jest jedną z najpopularniejszych destynacji turystyki medycznej w Europie, głównie z powodu konkurencyjnych cen w stosunku do takich krajów jak Niemcy czy Wielka Brytania. Szacuje się, że może do niej przyjeżdżać nawet około miliona turystów medycznych, którzy najczęściej korzystają z usług gabinetów stomatologicznych, ale także z zabiegów ortopedycznych czy rehabilitacji. Zaletą polskiego rynku są nie tylko konkurencyjne ceny, ale również wykształcona kadra medyczna i dobra infrastruktura.

Potencjał w tej dziedzinie turystyki został także dostrzeżony przez władze samorządowe Warmii i Mazur, które, by wzmocnić potencjał regionu, rozwijają w nim nową, inteligentną specjalizację, na mocy której powołany został klaster turystyki medycznej „Zdrowe Życie”.

– Klaster powstał w odpowiedzi na zapotrzebowanie władz samorządowych, branży medycznej i hotelarskiej – mówi Jarosław Klimczak, prezes Warmińsko-Mazurskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej w Olsztynie. – Liczymy, że zakres naszego działania wyjdzie poza region Warmii i Mazur i obejmie cały kraj. Już teraz do klastra przyłączyło się kilkadziesiąt podmiotów z całej Polski, są wśród nich m.in. największe na świecie firmy technologiczne, takie jak Philips czy Medtronic – podkreśla.

Klaster „Zdrowie Życie” ma się przyczynić do rozwoju turystyki medycznej w regionie Warmii i Mazur po zakończeniu pandemii, wzmocnić potencjał lokalnych placówek medycznych, ale również hoteli czy SPA oraz zachęcić uczestniczące w nim firmy i podmioty do współpracy i badań nad innowacjami, które przyczynią się do rozwoju tej branży.

– Liczymy, że do klastra dołączą również uczelnie i jednostki badawczo-rozwojowe. Chcielibyśmy, aby na Mazurach rozwijała się branża związana z usługami medycznymi, a także, aby powstał tu ośrodek badawczo-rozwojowy pomagający wdrażać nowoczesne technologie, przy jednoczesnej ocenie skuteczności ich działania – mówi Jarosław Klimczak.

Ścisła współpraca pomiędzy sektorem ochrony zdrowia, branżą turystyczną i firmami technologicznymi może przynieść wiele korzyści zarówno dla mieszkańców, jak i dla turystów Warmii i Mazur, dając im możliwość korzystania nie tylko z walorów przyrodniczych regionu, lecz także z usług medycznych oferowanych w szpitalach i innych wysokospecjalistycznych placówkach.

– Niezależnie od tego, czy mówimy o drobnych zabiegach, opiece pozabiegowej, rehabilitacji czy przygotowaniu osób do zabiegu, infrastruktura Warmii i Mazur może być  fenomenalnym miejscem, aby z niego korzystać i ładować swoje baterie zdrowotne – podkreśla Marcin Bruszewski z Philipsa.

Po co ZUS chce zbierać informacje o umowach o dzieło?

Nowy rok przynosi zmiany w funkcjonowaniu umów cywilnoprawnych. Już nie zatrudnimy pracownika na umowę o dzieło, ciesząc się z braku jakichkolwiek obowiązków składkowych i sprawozdawczych do ZUS-u. Ustawa, która weszła w życie 1 stycznia, nakłada na pracodawców obowiązek zgłoszenia takiej umowy do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w ciągu 7 dni od jej wystawienia. Co więcej, formularz wymaga podania przedmiotu dzieła, którego wykonanie rozliczamy daną umową. Jaki jest cel tej ustawy i czemu budzi ona kontrowersje wśród pracodawców i prawników? Wątpliwości budzi również powód wprowadzenia tego przepisu w tarczach antykryzysowych. Nie służy on pomocy przedsiębiorcom, ale może w przyszłości być skutecznym narzędziem podczas kontroli ZUS-u.

– Według ZUS nowe przepisy mają cel statystyczny i analityczny, a także mają ułatwić weryfikację istnienia obowiązku ubezpieczeń społecznych. Jaki jest rzeczywisty cel tych zgłoszeń? Uważa się, że kontrola. Jeżeli ZUS zbiera informacje o przedmiocie dzieła – to może weryfikować, czy umowa jest rzeczywiście umową o dzieło. Może podważać jej charakter w czasie kontroli i wskazywać, że jest to umowa zlecenie, od której musimy odprowadzić składki – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – W czasie kontroli ZUS będzie mógł także żądać okazania wszystkich umów zawartych z daną osobą. Może rozszerzyć kontrolę na umowy z lat przeszłych i kwestionować również ich charakter. Może wydać decyzję o obowiązku uiszczenia przeszłych składek i to z odsetkami. Tutaj pojawia się problem odnośnie kwalifikowania danej umowy. Czasami nawet prawnicy mają wątpliwości, jaki charakter ma dana umowa. Czy powinna być umową zlecenie, czy umową o dzieło. Niektórzy przewidują, że prawdziwą przyczyną wprowadzenia tych przepisów może być dążenie do oskładkowania umów o dzieło na równi z umowami zlecenie – ostrzega Bocianowski.

Powracający do kraju powinni sami się zgłosić do GIS. Kary za złamanie kwarantanny pozostają aktualne

Na polskiej granicy wciąż obowiązują obostrzenia związane z zapobieganiem COVID-19. Jednak od 15 stycznia zmieniły się zasady zgłaszania się na obowiązkową dziesięciodniową kwarantannę po wjeździe do Polski. Dotychczas to przewoźnicy musieli zebrać od podróżnych ich dane osobowe, kontaktowe i adres pobytu lub miejsca zamieszkania, a następnie przekazać te informacje do GIS w celu nałożenia kwarantanny. Teraz podróżni sami muszą dopełnić tego obowiązku. Co ważne, nie zwalnia ich z tego nawet przekazanie swoich danych Straży Granicznej podczas kontroli.

Od 15 stycznia br. obowiązują nowe zasady zgłaszania się na obowiązkową kwarantannę dla osób przekraczających granice Rzeczypospolitej Polskiej. Co do zasady osoba, która przekracza granice wewnętrzne krajów strefy Schengen, jest zobowiązana zgłosić poddanie się kwarantannie do Głównego Inspektora Sanitarnego za pośrednictwem infolinii, przekazując odpowiednie dane wymagane zgodnie z rozporządzeniem – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, adwokat z Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Obowiązkowa dziesięciodniowa kwarantanna po przekroczeniu granicy Polski została wprowadzona od 28 grudnia. Dotyczy ona zarówno cudzoziemców, jak i Polaków wjeżdżających do kraju. Wprowadzono jednak kilka wyjątków – z tego obowiązku zwolnieni są m.in. przedstawiciele zawodów medycznych, którzy przekraczają granicę w celu udzielenia świadczeń zdrowotnych, kierowcy zajmujący się transportem drogowym, członkowie misji dyplomatycznych i przedstawiciele organizacji międzynarodowych oraz członkowie ich rodzin, a także studenci i doktoranci, którzy kształcą się bądź prowadzą działalność naukową w Polsce (pełna lista jest udostępniana na stronie Straży Granicznej).

Z obowiązkowej kwarantanny po przekroczeniu granicy zwolnione są również osoby już zaszczepione na COVID-19, które mają odpowiednie zaświadczenie. Natomiast od 23 stycznia nie muszą odbywać jej również ci, którzy mają negatywny wynik testu w kierunku SARS-CoV-2. Test musi być wykonany przed przekroczeniem granicy i jest ważny przez 48 godzin od momentu otrzymania wyniku.

Co istotne, od piątku 15 stycznia br. pasażerów przyjeżdżających do Polski transportem zbiorowym z zagranicy obowiązują nowe zasady zgłaszania się na kwarantannę. Do tej pory, jeszcze przed przekroczeniem granicy, musieli oni podać przewoźnikowi swoje dane osobowe, kontaktowe i adres (zamieszkania lub pobytu), pod którym będą odbywali kwarantannę po wjeździe do Polski. Następnie przewoźnik przekazywał te dane do GIS. Teraz podróżni sami muszą dopełnić tego obowiązku, dzwoniąc pod całodobową infolinię Głównego Inspektora Sanitarnego.

W przypadku przekroczenia granicy zewnętrznej, czyli spoza strefy Schengen, te informacje de facto powinny zostać przekazane funkcjonariuszowi Straży Granicznej podczas kontroli. Następnie on przekazuje je dalej, do systemu teleinformatycznego – wyjaśnia Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk. – W rozporządzeniu nie ma jednak takiego wyłączenia, że jeśli przekraczamy granicę zewnętrzną, to jesteśmy zwolnieni ze zgłoszenia się do Głównego Inspektora Sanitarnego, aby poddać się kwarantannie. Dlatego z ostrożności – mimo przekazania swoich danych funkcjonariuszowi SG – zawsze warto jeszcze za pośrednictwem infolinii zgłosić się do GIS.

Jeśli bowiem funkcjonariusz nie wprowadzi tych danych do systemu, podróżnemu może grozić kara grzywny. Rozporządzenie Rady Ministrów nie wprowadza wprawdzie sankcji finansowych za brak zgłoszenia na infolinię GIS po przekroczeniu polskiej granicy, nadal jednak obowiązują wprowadzone wcześniej kary za złamanie nakazu kwarantanny lub izolacji.

– Kwarantanna obowiązuje niezależnie od tego, czy dana osoba zgłosi się na infolinię GIS, czy też nie. Zatem złamanie jej jest i tak zagrożone mandatem karnym lub karą administracyjną w wysokości do 30 tys. zł – podkreśla adwokat z Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Przewoźnicy kolejowi, którzy uruchamiają pociągi międzynarodowe, i organizatorzy transportu zbiorowego są zobowiązani poinformować podróżnych o tych nowych zasadach – za pomocą stron internetowych, komunikatów głosowych i wizualnych, w co najmniej dwóch językach.

Brakuje lekarzy, przybywa chorych. W rozwiązaniu problemu może pomagać sztuczna inteligencja

Algorytm stworzony przez polski start-up medyczny w zaledwie kilka sekund przeanalizuje wyniki badania mózgu tomografem komputerowym i wykryje niepokojące zmiany. Dzięki temu diagności medyczni poradzą sobie z lawinowo rosnącą ilością danych, które muszą przeanalizować. Jak wskazują eksperci, sztuczna inteligencja nie wyprze zawodu lekarza, ale zwłaszcza w dobie niedoboru ich na rynku pracy znacznie usprawni pracę m.in. radiologów.

– Nasze badania nie są ukierunkowane na powstanie inteligencji czy na tworzenie autonomicznych algorytmów, które będą w stanie same podejmować decyzje. Przede wszystkim tworzymy narzędzia, które ułatwią człowiekowi podejmowanie tych decyzji i w tym kierunku będzie szła technologia. Już pojawiają się systemy istotnie skracające czas analizy danych, na podstawie których lekarz np. będzie stawiał diagnozę i będzie podejmował leczenie. Te metody już znajdują zastosowanie m.in. w wyszukiwaniu nowych leków, w diagnostyce medycznej, a w naszym przypadku w diagnostyce radiologicznej – mówi agencji Newseria Innowacje Robert Kitłowski, prezes zarządu BrainScan.

Stworzony przez polski start-up medyczny system pozwala na automatyczne wykrywanie i klasyfikację zmian stwierdzonych w obrazach z tomografii komputerowej mózgu. Obrazy zarejestrowane przez TK są wysyłane do serwera, a następnie do chmury. Następnie wspierane przez sztuczną inteligencję algorytmy analizują wyniki pod kątem stwierdzenia nieprawidłowości. Po tej analizie dane odsyłane są z powrotem na serwer. Dzięki temu lekarze radiolodzy otrzymują przeanalizowane dane i mogą szybciej postawić diagnozę. Algorytmy z wysoką skutecznością diagnozują m.in. krwiaki oraz krwotoki podpajęczynówkowe, śródmózgowe i te, które są zlokalizowane w układzie komorowym.

– Informacje zwracamy w ciągu kilku sekund na serwer klienta. W momencie, gdy radiolog siada do tego badania, widzi określone zmiany i prawdopodobieństwo, z jakim one w danym miejscu występują, więc może szybko podjąć decyzję, czy to faktycznie w tym miejscu jest dane schorzenie i czy być może chirurg powinien się zająć tym pacjentem w pierwszej kolejności. Jest to bardzo praktyczny przykład zastosowania naszego rozwiązania, gdzie w bardzo wymierny sposób skracamy czas analizy określonego badania – wskazuje Robert Kitłowski.

Z danych udostępnionych przez Statista wynika, że w 2020 roku na całym świecie mogło być wygenerowanych nawet ponad 2,3 tys. eksabajtów danych medycznych. Dla porównania w 2013 roku były to nieco ponad 153 eksabajty danych. W związku z gigantycznym przyrostem informacji, które trzeba analizować, wsparcie lekarzy przez sztuczną inteligencję może się okazać konieczne.

– W związku ze starzeniem się społeczeństwa liczba lekarzy, którzy będą w stanie analizować te dane, będzie maleć. W związku z tym trudno oczekiwać, żeby lekarz zwiększył swoją produktywność. Kiedyś tomograf komputerowy robił jeden skan w pół godziny czy godzinę, dzisiaj jest w stanie zeskanować całe ciało w kilka minut. Żaden radiolog nie jest w stanie pracować w takim tempie, żeby przejrzeć skan pacjenta i napisać interpretację w ciągu kilku minut. To trwa zwykle 15–20 minut. Tak więc lekarze są w pewien sposób skazani na zastosowanie nowoczesnych technologii, gdyż w innym wypadku maszyny będą produkować po prostu zbyt dużo obrazów, aby oni byli w stanie je przeanalizować – podkreśla prezes BrainScan.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej z roku na rok przybywa osób z dyplomem ukończenia studiów na kierunku lekarskim. W 2020 roku w zawodzie tym zarejestrowanych było w Polsce ponad 197 tys. osób, a rok wcześniej niespełna 195 tys. osób. Mimo to wciąż mówi się o deficycie w tej grupie zawodowej. Ta tendencja, połączona ze zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi medyczne, również będzie stymulować rozwój zastosowania sztucznej inteligencji w medycynie.

– Jest ogromna luka pokoleniowa. Trudno oczekiwać, by lekarz przed emeryturą chciał pracować 10 lub nawet 12 godzin przed monitorem i analizować te badania. Dlatego wszelkie czynności rutynowe, które tego typu systemy są w stanie zautomatyzować, to jest obszar na którym się koncentrujemy – mówi Robert Kitłowski.

Według Grand View Research wzrost światowego rynku sztucznej inteligencji w diagnostyce w latach 2020–2027 utrzyma się na średniorocznym poziomie ponad 32 proc. Zdaniem twórców raportu głównymi czynnikami napędzającymi rozwój tego rynku będzie niedobór pracowników i wzrost popytu na rozwiązania z zakresu SI w medycynie.

Automatyzacja biznesu pomaga przetrwać w czasach pandemii. Coraz częściej wspiera, a także chroni pracowników przed zwolnieniem

Automatyzacja biznesowa zmienia sposób działania marek, pozwalając im robić więcej za mniej. Wielkość firmy przestaje mieć tak duże znaczenie, a automatyzacja może dać przewagę mniejszym przedsiębiorstwom, które często są w stanie reagować na nowe trendy szybciej niż ich więksi rywale. Przyszłością automatyzacji będzie integracja zautomatyzowanych już wcześniej procesów w jeden łatwy do zarządzania proces główny. Nowym trendem jest też takie wykorzystanie narzędzi typu sztuczna inteligencja, żeby wesprzeć pracownika, a nie go zastąpić.

– Pandemia na pewno zainicjowała powstanie nowych narzędzi związanych z automatyzacją procesów, natomiast wydaje się, że w dużo większym stopniu pokazała, jak ważna jest zwinność w biznesie. Natomiast automatyzacja procesów oznacza zwinność biznesu. Na przykładzie naszych klientów mogę powiedzieć, że praktycznie z dnia na dzień w związku z zaistniałą sytuacją musieli oni zmienić sposób dotarcia do swoich klientów, sposób komunikacji z nimi, a dzięki zautomatyzowanym procesom byli w stanie zrobić to szybko – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wojciech Mikucki-Wituszyński, prezes Sellions.

Automatyzacja biznesowa zmienia sposób działania marek, pozwalając im robić więcej za mniej i błyskawicznie skalować działalność. W teorii oznacza to, że wielkość firmy nie ma tak dużego znaczenia, a automatyzacja może dać przewagę mniejszym markom, które często są w stanie reagować na nowe trendy szybciej niż większe przedsiębiorstwa. Pokazała to już pandemia, kiedy działalność większości firm przeniosła się do sieci. Na znaczeniu zyskały e-commerce i e-usługi. Dla firm oznaczało to konieczność przemodelowania działalności, żeby przetrwać kolejne lockdowny bez większych strat.

Automatyzacja przepływu pracy to inteligentny sposób na zwiększenie zysków firmy. Strony internetowe działają 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Można przyjmować zamówienia o każdej porze dnia i każdego dnia tygodnia. Automatyzacja kluczowych procesów sprawia, że ​​firma działa nawet wówczas, gdy nie ma pracowników. Dlatego po automatyzację procesów sięgają różne branże, nie tylko handel.

– Narzędzia do automatyzacji procesów dostarczają szereg zróżnicowanych korzyści dla różnego rodzaju biznesów. Począwszy od skrócenia czasu dotarcia do klienta, przez skrócenie łańcucha dostaw, lepsze zrozumienie potrzeb klientów i dobranie ofert dopasowanych do oczekiwań, co koniec końców przekłada się np. na podniesienie sprzedaży i podniesienie satysfakcji klientów – przekonuje Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Głównym założeniem automatyzacji jest zidentyfikowanie powtarzalnych zadań lub dowolnego ręcznego procesu, który może być lepiej obsługiwany przez oprogramowanie, aplikacje lub technologię. Zamiast tracić cenne godziny pracy, te same zadania wykonują się automatycznie. We wszystkich działach firmy istnieją procesy, które można zautomatyzować. Automatyzacja np. handlu elektronicznego może usprawnić wszystkie procesy, od zarządzania zapasami po marketing. Jak jednak przekonuje prezes Sellions, automatyzacja nie powinna oznaczać całkowitego zastąpienia człowieka przez maszyny i inteligentne algorytmy.

–  W zakresie innowacji, których możemy się spodziewać we wsparciu sprzedaży, to, po pierwsze, zwrócenie się bardziej w stronę pracowników, którym narzędzia automatyzacyjne powinny ułatwiać pracę. Początkowa gorączka „automatyzujmy, co się da” ustępuje podejściu przez pryzmat potrzeb pracownika i odpowiedzi na pytanie, co dokładnie powinniśmy zrobić, aby w jak największym stopniu podnieść efektywność naszych pracowników i ułatwić im pracę – przekonuje.

Przyszłością są też platformy, które integrują zautomatyzowane już wcześniej procesy. Platforma Sellions Engine umożliwia zarządzanie w jednym miejscu działaniami w kanałach offline i online. Pozwala np. na automatyczne wysyłanie maili czy wiadomości SMS, zarządza przebiegiem procesu zakupowego czy wynikami sprzedaży. Jednocześnie agreguje informacje o kliencie, a dzięki mechanizmom segmentacji i scoringu personalizuje działania w każdym kanale. Analizy i raporty pokazują w czasie rzeczywistym skuteczność prowadzonych działań.

– Od dawna znane są aplikacje do automatyzacji mailingu, SMS-ów czy pracy call center. Obecnie pojawia się nowa fala narzędzi, takich jak np. rozwijana przez nas platforma, które łączą te różne kanały komunikacji z klientem w jeden mechanizm, który decyduje, kiedy do klienta wysłać maila, kiedy SMS-a, kiedy wysłać go do handlowca pracującego w terenie, a kiedy ten klient powinien zostać obsłużony przez pracownika – tłumaczy Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Triggo zapowiada IPO w I kwartale 2021 roku i planuje pozyskać do 2,5 mln EUR

Zarząd Triggo S.A., spółki opracowującej unikatowy w globalnej skali pojazd elektryczny będący odpowiedzią na korki i brak miejsc parkingowych, planuje w najbliższych miesiącach pozyskać środki w drodze oferty publicznej. Wartość emisji wyniesie do ok. 11 mln zł, które będą dedykowane finansowaniu dalszych badań i prac nad wdrożeniem seryjnej produkcji. Spółka zakłada debiut na rynku NewConnect w 2021 roku. W obszarze operacyjnym Triggo S.A. prowadzi rozmowy nt. pilotaży z partnerami branżowymi, przygotowuje założenia produkcyjne i oczekuje w 2021 roku uzyskania homologacji.

Triggo jest polskim, unikatowym w skali światowej w pełni elektrycznym pojazdem, który dzięki swojej innowacyjnej konstrukcji jako pierwszy na świecie łączy zalety wysokiej mobilności (pokonywanie korków) i łatwości parkowania jednośladów (pozwala zaparkować na 1/5 miejsca dla auta) z bezpieczeństwem i komfortem samochodów miejskich. Kluczowa cechą Triggo jest zmienna geometria podwozia, która umożliwia poruszanie się w dwóch konfiguracjach: manewrowej oraz drogowej. Jego konstrukcja jest chroniona patentami o zasięgu międzynarodowym, obejmującymi łącznie obszar zamieszkiwany przez blisko cztery mld ludzi. Projekt jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie w zakresie przyszłościowych usług współdzielenia środków transportu oraz elektromobilności na największych metropolitarnych rynkach świata.

– Decyzja o uzyskaniu statusu spółki publicznej to ważny, a jednocześnie naturalny etap rozwoju projektu Triggo, będący konsekwencją dziesięciu lat rozwoju koncepcji, pięciu lat działalności spółki oraz gotowości produkcyjnej pojazdu. Naszą ambicją jest zostanie polskim globalnym brandem w miejskiej e-mobilności, który efektywnie rozwiązuje dwa kluczowe problemy obecne w każdym mieście – korki i dostępność miejsc parkingowych. Zmienna geometria podwozia warunkująca zalety Triggo może mieć wpływ na transport w największych aglomeracjach UE, USA, Japonii, Chin bądź Indii, czyli rynkach objętych ochroną patentową założeń pojazdu obowiązującą do 2037 roku – mówi Rafał Budweil, Prezes Zarządu i Założyciel Triggo S.A.

– Nasze najbliższe plany to budowa pilotażowej serii informacyjnej pojazdów wraz z ich dostawą do klientów „beta” oraz przeprowadzenie na szeroką skalę działań promocyjnych zmierzających do zainteresowania projektem partnerów strategicznych, w tym licencjobiorców na niezwykle perspektywicznych rynkach Azji południowej i południowo-wschodniej. Przyjęcie z jakim spotykają się informacje na temat Triggo na całym świecie pozwala ufać w realne szanse powodzenia na rynkach azjatyckich – wskazuje Rafał Budweil.

W ocenie Zarządu Triggo S.A. osiągnięcie strategicznej pozycji rynkowej Spółki przyspieszy pozyskanie zewnętrznego kapitału. Emitent planuje w I kwartale 2021 roku przeprowadzić ofertę publiczna akcji, którą zrealizuje w oparciu o memorandum informacyjne pozwalające pozyskać środki do 2,5 mln EUR. W dalszej kolejności Spółka planuje ubiegać się o wprowadzenie akcji do obrotu na NewConnect. Koordynatorem Oferty w procesie będzie Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska.

Obecnie dysponujemy w pełni funkcjonalnymi prototypami, które potwierdziły zakładane cechy użytkowe i stanowią punkt wyjścia do planowanych pilotaży z partnerami branżowymi w I połowie 2021 roku. W dalszej kolejności planujemy rozpoczęcie produkcji seryjnej – uzupełnia Rafał Budweil.

Spółka w 2020 roku rozpoczęła kolejne etapy rozwoju projektu, m.in. obejmujące rozmowy z podmiotami zainteresowanymi dystrybucją pojazdu w UE i na świecie i koncernami motoryzacyjnymi w zakresie potencjalnej współpracy. Została także podpisana umowa z renomowanym włoskim studiem projektowym ItalDesign Giugaro, które wesprze Triggo w budowie relacji z producentami OEM w Chinach.

– NewConnect dla Triggo to pierwszy krok ku obecności na rynkach kapitałowych. W dalszej perspektywie zamierzamy przejść na rynek główny GPW. Triggo jest unikatowym projektem w skali światowej. Globalne trendy na międzynarodowych rynkach kapitałowych są niezwykle sprzyjające dla spółek z branży e-mobilności, co jest odzwierciedlone w niezwykle atrakcyjnych wycenach jakie osiągają. Nie wykluczamy zatem dual listingu na wybranym rynku zagranicznym. – dodaje Rafał Budweil.

Model biznesowy Triggo skupia się na II fundamentach. Pierwszy zakłada koncentrację na dostawach pojazdów na potrzeby flot profesjonalnych odbiorców, w tym operatorów usług car sharing i służb publicznych. Projekt jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie w zakresie przyszłościowych usług współdzielenia środków transportu oraz elektromobilności na największych metropolitarnych rynkach Europy, Azjach i Ameryk. II filarem jest wdrożenie własnych platform usługowych Robo-taxi. To przyszłościowy rynek usług przewozów osób, umożliwiający połączenie wysokiej nominalnej marży brutto obserwowanej w systemach car sharingowych, ze znaczącymi przychodami jednostkowymi (Uber, Bold itd.). Kluczowym aspektem jest autonomiczne przebazowanie pojazdów, prowadzące do wzrostu średniej liczby przejazdów poszczególnych pojazdów przy ograniczeniu pracy człowieka. Triggo już dzisiaj dysponuje całkowicie cyfrowym układem sterowania drive-by-wire, tj. punktem wyjścia do instalacji systemów autonomizacji jazdy.

Jednym krokiem w nowoczesność. Czy e-sprzedaż można uefektywnić?

Od dłuższego czasu konsekwentnie przenosimy usługi do sieci. Internetowa sprzedaż zyskuje nie tylko coraz więcej zwolenników, ale też jest szansą na rozkręcenie lub uratowanie niejednego biznesu. Biznes on-line ma wiele zalet. Umożliwia m.in. zredukować koszty, przyciągnąć szersze grono klientów, skutecznie zareklamować swoje produkty lub usługi oraz w prosty sposób przeprowadzać badania rynkowe.

Podczas badania Nielsena „Wpływ Covid-19 na zachowania konsumentów” ponad 30 proc. Polaków przyznało, że zwiększyło swoją aktywność w zakresie zakupów online. Obecna sytuacja niesie korzyści nie tylko dla klientów, ale dla oferentów uczestniczących w wymianie handlowej. Rozwój technologii i poszukiwanie usług/produktów on-line stało się tak samo modne, jak korzystanie ze sklepów stacjonarnych. Bezpieczne i skalowalne rozwiązania upraszczają wejście na rynek on-line. Dzisiaj szukamy łatwych w obsłudze stron internetowych, skrzynek subskrypcyjnych i kanałów promocji, takie jak media społecznościowe oraz łatwych w integracji systemów płatności. Takie rozwiązania pozwalają na dostępność biznesu dla klientów z całego kraju a nawet zza granicy i to zaledwie w kilka kliknięć. Szacuje się, że do 2022r. Globalny rynek on-line osiągnie 200 miliardów dolarów. Takie statystyki udowadniają, że udostępnione technologiczne możliwości przełożą się na biznesowe korzyści a każdy mały biznes może zacząć zarabiać.

Wiele mikro i małych przedsiębiorców za powód wstrzymania się od decyzji przeniesienia usług w sieci wskazuje koszty, które musi ponieść w ramach integracji usług ze sklepem czy bramkami płatniczymi. Wielu klientów przedkłada zaufanie przy wyborze sprzedawcy i często dostępność metody płatności jest czynnikiem decydującym o jego wyborze. Jest to szczególnie ważne przy stronach www bez funkcji sklepu czy cieszących się coraz większym powodzeniem transakcji w mediach społecznościowych.  Dobrym wyjściem z tej sytuacji jest bramka LoanByLink oferująca m.in. prostą integrację nie tylko z kanałami e-commerce. Dużym powodzeniem cieszy się tzw. generator linku płatności. Decydując się na sprzedaż w mediach społecznościowych wystarczy, że pobierzesz link z panelu partnera i udostępnisz na twojej aukcji „kup z LoanByLink”. Możesz go (link) też wysłać dowolnym komunikatorem. Klient dostaje pożyczkę lub opłaca zamówienie szybkim przelewem, dostaje zakupiony towar, a partner środki. Status płatności widoczny jest w panelu partnera. LoanByLink nie pobiera opłat w ramach integracji i sprzedaży. Taka forma integracji uefektywni sprzedaż w sieci.

Tak naprawdę niezależnie od wybranych form udostępniania usług nadrzędne jest dotarcie do odpowiedniej grupy klientów. Rynek on-line jest pełen nowych rozwiązań i możliwości. Odrobina wiedzy praktycznej, stosowanie się do porad doświadczonych specjalistów oraz wykorzystywanie najnowszych, dopasowanych do naszych potrzeb rozwiązań, to gwarancja prężnego rozwoju internetowej sprzedaży.

Monika Krukowska, Project Manager w Provema

Nowy unijny „podatek od plastiku”. Ile wynosi i kto zapłaci?

Od 1 stycznia 2021 r. budżet UE jest zasilany nową opłatą od opakowań plastikowych wytworzonych w kraju członkowskim, których nie poddano recyklingowi. Wpływy z tego tytułu, szacowane na ok. 3 mld euro rocznie mają wesprzeć walkę z Covid-19.

Decyzję dotyczącą zmian w systemie finansowania budżetu UE (tj. systemu zasobów własnych) podjęła Rada Europejska na posiedzeniu w dniach 17–21 lipca 2020 r. Jednak zmiany zostały ostatecznie potwierdzone na posiedzeniu 10 grudnia 2020 r. W konsekwencji nowa kategoria wpłaty do budżetu UE oparta na masie odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych niepoddanych recyklingowi (tzw. wpłata od plastiku) została wprowadzona od 1 stycznia 2021 r.

Ze względu na konieczność ratyfikacji przepisów dotyczących finansowania budżetu UE (tj. decyzji nr 2020/2053 z 14 grudnia 2020 r. w sprawie systemu zasobów własnych UE) wpłaty od plastiku będą miały charakter retroaktywny. Oznacza to, że niezależnie od terminu wdrożenia unijnej regulacji przez kraje członkowskie, opłata będzie naliczana automatycznie od początku roku.

Wysokość wpłaty ponoszonej przez państwa członkowskie będzie wynosiła 0,80 EUR za każdy kilogram niezrecyklingowanych odpadów z plastiku w danym roku.

Państwa członkowskie o PKB poniżej średniej UE wynegocjowały specjalną obniżkę wpłat. W przypadku Polski oznacza to oszczędność 117 mln EUR rocznie. Każde euro powyżej tej kwoty trafi do unijnego budżetu.

Wiceminister finansów Piotr Patkowski wyjaśnił, że nowa kategoria dochodów budżetu UE nie stanowi w całości dodatkowego obciążenia dla Polski. Jak zaznaczył, w przypadku niewprowadzenia wpłaty od plastiku część tej kwoty i tak zostałaby poniesiona przez Polskę zgodnie z udziałem PL w DNB UE.

„Wpłata dokonywana będzie z budżetu państwa przez Ministerstwo Finansów, tak jak odbywa się to do tej pory w odniesieniu do pozostałych elementów składki członkowskiej” – podkreślił Patkowski w odpowiedzi na poselską interpelację w tej sprawie.

Wiceminister dodał, że utworzenie nowej kategorii dochodów budżetu UE nie oznacza wprowadzenia unijnego podatku od plastiku oraz nałożenia bezpośrednio na konsumentów lub producentów plastiku nowych obowiązków lub obciążeń fiskalnych.

Patkowski przypomniał, że nowy zasób własny ma zachęcać państwa członkowskie do zwiększania poziomu recyklingu odpadów z tworzyw sztucznych lub/i zmniejszać ilość odpadów nieprzetworzonych, celem ograniczenia negatywnych skutków wpłaty od plastiku dla budżetów państw członkowskich.

Prace nad wprowadzeniem takich rozwiązań w Polsce prowadzi Ministerstwo Klimatu i Środowiska w związku z implementacją pakietu legislacyjnego UE dotyczącego odpadów.

Zdaniem przedstawicieli polskiej branży recyklerów polski rząd przeniesie całość kosztów nowej opłaty na producentów opakowań z tworzyw sztucznych w ramach rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Branża recyklerska czeka na rozporządzenie w tej sprawie.

„Takie rozwiązanie skłoni producentów plastikowych opakowań, głównie z zagranicznym kapitałem, do sięgania po wytwarzane w Polsce recyklaty, zwiększy popyt na rodzime surowce wtórne” – ocenił Szymon Dziak – Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Jego zdaniem przy obecnym deficycie nie można obciążać kosztami daniny od tworzyw sztucznych budżetu państwa. „Tym bardziej, że UE już przymierza się do wprowadzenia obowiązku używania 30 procent granulatu z surowców z recyklingu w produkcji opakowań” – dodał.

mp

Źródło informacji: EuroPAP News

Amazon wchodzi do Polski [komentarze ekspertów]

Dziś rano Amazon oficjalnie ogłosił plany uruchomienia strony Amazon.pl, co oznacza przede wszystkim udostępnienie swojej platformy zakupowej polskim sprzedawcom internetowym. Oto jak to wydarzenie komentują przedstawiciele czołowych polskich firm z branży e-commerce.

Artur Halik, Head of Sales Shoper:

Od ponad trzech lat, co pewien czas słyszymy elektryzujące wieści o mającym nastąpić “już za chwilę” pełnym wejściu Amazona do Polski. Pełnym, czyli także dla sprzedawców, bo dla kupujących opcja zamawiania na niemieckim Amazon.de dostępna jest już nawet dłużej. Parokrotne opóźnienie premiery serwisu na naszym rynku może jednak nie wyjść amerykańskiemu gigantowi na dobre, ponieważ w dużych marketplace’ach konkurencja odbywa się przede wszystkim na poziomie cenowym, a polski e-commerce zdążył już powoli wyrosnąć z wojen o to u kogo jest najtaniej. Coraz więcej sprzedawców dba o budowanie swoich marek zwracając uwagę nie tyle na niskie ceny, a wszystkie aspekty doświadczenia zakupowego.

Wejście Amazona z pewnością wpłynie ożywczo na rynek, co z kolei przełożyć się powinno na pozytywne doświadczenia zakupowe konsumentów. Nie spodziewałbym się jednak, iż Amazon będzie głównym rozgrywającym za dwa lata, a każdy kupujący w sieci rozpocznie od razu zakupy poprzez ten serwis. Nie zapominajmy, że na naszym rodzimym rynku istnieje już marketplace, znany od wielu lat, a jednocześnie otwierają się cały czas kolejne sklepy internetowe, cieszące się wielką popularnością i lojalnością klientów, przywiązanych do marki. Jeśli więc właścicielom zależy na budowaniu rozpoznawalnego biznesu i prezentowaniu produktów w indywidualny sposób, powinny inwestować w pierwszej kolejności we własne kanały, pozostałe traktując jako wspierające sprzedaż. Rozpoczęcie sprzedaży na Amazon to dobry krok w dywersyfikacji ryzyka – trzeba pamiętać jednak, że rozgrywającym jesteśmy tylko na swoim boisku. Jeśli właścicielom e-biznesów zależy na budowaniu rozpoznawalnej marki, prezentowaniu produktów w indywidualny sposób, eksponowaniu historii założycieli, powinny inwestować przede wszystkim we własne kanały, takie jak własny sklep internetowy, który może działać niezależnie od marketplace’ów, pozostałe traktując jako wspierające sprzedaż.

Paweł Szewczyk, Wiceprezes Zarządu merce.com:

Dla polskiego sektora e-commerce pełne wejście Amazona na nasz rynek może mieć pozytywny wpływ. Idealnie byłoby, gdyby amerykański gigant zaistniał u nas na tyle mocno, by zaznaczyć swoją pozycję i skłonić konkurencję do walki o klienta, ale nie zdobył przy tym dominującej pozycji w polskim e-handlu. Zresztą Allegro ze swoją usługą Allegro Smart, bardzo szerokim wyborem produktów i świetną aplikacja ma duże szanse odeprzeć ten atak. Jako polska firma zapłaci też podatki w kraju, działający tam sprzedawcy również, co wydaje się mieć znaczenie dla coraz szerszego grona konsumentów.

Przy takim obrocie spraw Amazon stałby się dla polskich sprzedawców internetowych przede wszystkim wygodnym sposobem do ekspansji za granicę. Już wcześniej część z nich rozpoczęła współpracę z tym serwisem, właśnie po to, by otworzyć sobie drogę na rynki europejskie – globalny marketplace zawsze był dobrym pomysłem na pilotażową sprzedaż za granicą. Teraz zaczną dołączać do nich nieprzekonani i tzw. długi ogon. Do tej pory support Amazona nie był jednak dostępny w języku polskim i rodziło to pewne ograniczenia, teraz powinno być już łatwiej. Spodziewam się zatem dużego zainteresowania i masowego testowania tego nowego kanału przez polskie sklepy internetowe.

Krzysztof Bartnik, założyciel firmy logistycznej Imker:

O oficjalnym pojawieniu się Amazon w Polsce była już mowa tyle razy w ostatnich latach, że kiedy wreszcie ten moment nastąpił to raczej nie spotykam się z olbrzymimi zachwytami, tylko z lekkim uśmiechem, że wreszcie można się tam oficjalnie dostać. Dla sklepów internetowych Amazon jest świetnym kanałem sprzedaży i nie mogę doczekać się, kiedy rozpocznie się przeciąganie liny pomiędzy firmą Jeffa Bezosa a Allegro. Oby z korzyścią dla sprzedających, a nie tylko kupujących.

Nie rekomenduję robienia biznesu wyłącznie na samym Amazonie, tak samo jak nie rekomenduję obecności tylko na Allegro. Świadome podmioty z branży e-handlu powinny traktować te miejsca jako dodatkowe – choć często naprawdę spore – źródła zamówień, a główną działalność koncentrować na swoich stronach. Wizja docierania do milionów klientów kusi, ale trzeba pamiętać, że taka sprzedaż jest obarczona wysoką prowizją. Niezależnie od tego, i tak warto przetestować Amazon, by przekonać się, jak wygląda współpraca z tym gigantem i czy w przypadku naszej działalności przełoży się to na efekty.

Robert Stolarczyk, prezes zarządu PromoTraffic:

Od dawna przepowiadano, że trzeci największy amerykański inwestor w Polsce, zatrudniający w naszym kraju 18 tysięcy pracowników w końcu wykona ważny ruch w celu oficjalnego otwarcia się na nasz rynek. Co prawda już od kilku lat polski konsument mógł relatywnie wygodnie kupować w spolszczonym Amazon.de, ale uruchomienie polskiej wersji to istotny krok w kierunku przyciągnięcia do platformy także polskich e-sprzedawców.

Allegro strategicznie i taktycznie od dawna przygotowywało się na ten moment. Wydaje się, że pozycja lokalnego lidera jest silna, a sama firma jest przygotowana na rywalizację z globalnym graczem. Co ciekawe, inwestorzy momentalnie zareagowali powodując nawet 6% spadek akcji Allegro na GPW.

Wszystkie sygnały wskazują na to, że na końcu zwycięski powinien być polski e-konsument oraz e-biznes. Sprzedaż transgraniczna z naszego kraju musi wzrosnąć, a możliwości globalnego handlu, jakie otwiera przed polskim sprzedawcą Amazon są gigantyczne. W najbliższym roku na pewno wzrośnie popyt na usługi oraz systemy związane ze skalowaniem i optymalizacją sprzedaży na Amazonie.

Próżne oczekiwanie na spadki cen mieszkań

Zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym mieszkań miniony rok upłynął pod znakiem wzrostów cen. Nie ustaje zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi, a rynek kredytów hipotecznych mimo pandemii odnotowuje bardzo dobre rezultaty. To wnioski z najnowszego raportu za IV kw. 2020 r. przygotowanego przez Metrohouse, Gold Finance i RynekPierwotny.pl.tabelka_ceny_pierwotny tabelka_średnie_ceny

Niezbyt dobre informacje dla kupujących

Pandemia koronawirusa spotęgowała w potencjalnych nabywcach mieszkań nadzieje na to, że na rynku nieruchomości w końcu pojawią się spadki. Jednak jak pokazują dane transakcyjne Metrohouse z rynku wtórnego oraz analiza bazy serwisu RynekPierwotny.pl w największych polskich miastach ceny mieszkań nadal rosną. – Jak na razie osoby oczekujące korekt mogą czuć się mocno zawiedzione. W porównaniu do okresu sprzed 12-stu miesięcy ceny mieszkań na rynku wtórnym, w zależności od lokalizacji wzrosły średnio od 4 do 15 proc. Tymczasem deweloperzy lokale sprzedawali drożej średnio od 4 do 11 proc., mówi Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance. Jednocześnie na wysokim poziomie pozostaje wskaźnik zakupów inwestycyjnych, które w dalszym ciągu stoją u podstaw podtrzymywania dość wysokiego zapotrzebowania na nieruchomości.

– Według naszych analiz 35 proc. zakupów na rynku wtórnym można zakwalifikować jako inwestycyjne. Tak wysoki poziom utrzymuje się jeszcze sprzed czasów pandemii, a obecna sytuacja nie przełożyła się na spadek zainteresowania mieszkaniami jako lokatą kapitału, nawet mimo znacznego obniżenia rentowności z wynajmu, tłumaczy Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Wysokie ceny mieszkań sprawiają, że coraz częściej zaczynamy interesować się zakupem innych nieruchomości – działkami budowlanymi i domami. Rynek działek, który dotychczas podlegał sezonowości, w ostatnich miesiącach cieszy się nieustającym zainteresowaniem. Według danych Metrohouse w IV kw. 2020 r. zainteresowanie gruntami na stronie www biura wzrosło ponad dwukrotnie w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r.

Na rynku wtórnym kolejne rekordy cenowe

Choć właściciele mieszkań na wynajem nie zaliczą 2020 r. do udanych, to już klienci sprzedający lokale nie mają zbyt dużych powodów do narzekań. Wszystko to dzięki utrzymującym się wzrostom cen na rynku wtórnym. Trudno w obecnej sytuacji oczekiwać spektakularnych podwyżek, ale jak wskazują analizowane dane z transakcji, we wszystkich największych miastach ceny są wyższe niż w III kw. 2020 r. Według raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance za IV kw. 2020 r. największe różnice widoczne są w przypadku Gdańska, gdzie za m kw. płaciliśmy więcej o 5,2 proc. niż w poprzednim kwartale (8238 zł).

Na drugim miejscu pod względem podwyżek plasuje się Wrocław (2,9 proc., 7867 zł), a na trzecim Warszawa (2,4 proc., 10912 zł). W Poznaniu za m kw. płaciliśmy średnio 7236 zł (wzrost o 2,1 proc.). Najmniejsze zmiany, nie przekraczające 1 proc. dotyczą Krakowa i Łodzi. W skali ostatnich 12-stu miesięcy największe wzrosty cen dotyczyły Łodzi (14,9 proc.), a we Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu przekroczyły 9 proc. Stosunkowo najwolniej rosły ceny mieszkań w Gdańsku (5,4 proc.) i Krakowie (3,9 proc.).

W III kw. 2020 r. nabywaliśmy lokale o dość zbliżonej powierzchni, pomiędzy 51 a 56 m kw. Wyjątkiem jest Kraków, gdzie kupowaliśmy mieszkania o średniej powierzchni 61 m kw. W Warszawie i Krakowie na zakup przeznaczamy ponad pół miliona złotych. Spośród największych polskich miast jedynie w Łodzi średnia cena mieszkania w transakcjach nie przekracza jeszcze 300 tys. zł.

IV kw. 2020 r., jak można się było spodziewać, nie przyniósł wzrostu aktywności potencjalnych nabywców mieszkań. – Paradoksalnie, pod względem sprzedażowym, ostatni kwartał można zaliczyć na rynku do udanych. Choć wysokości Indeksu Popytu za IV kw. 2020 r. są daleko odbiegające od odczytów z analogicznego okresu 2019 r. obecni na rynku klienci wykazywali się większą decyzyjnością i pomimo mniejszego napływu nowych nabywców tempo sprzedaży utrzymywało się na satysfakcjonującym poziomie, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Przed rokiem odczyty IV kw. wynosiły od 120 do 125 pkt., w końcowym kwartale 2020 r. to tylko od 64 do 86 pkt. Być może ograniczony przyrost nowych klientów poszukujących mieszkań jest wynikiem przetoczenia się przez rynek w III kw. klientów gotówkowych, którzy poszukiwali sposobu na ulokowanie swoich nadwyżek finansowych.

Gorąco na rynku pierwotnym

Według ekspertów serwisu RynekPierwotny.pl także mieszkań z segmentu deweloperskiego nie ominęła fala wzrostów cen. Najwyższe wzrosty dotyczą rynku mieszkań w Krakowie, gdzie średnia cena za m kw. wzrosła w ciągu roku o 12,6 proc. do poziomu 9830 zł. Ponad 10-proc. roczne wzrosty odnotowano także w Łodzi (10,8 proc., 6749 zł za m kw.) i we Wrocławiu (10,6 proc., 8960 zł). – W świetle wcześniejszych analiz portalu RynekPierwotny.pl fakt, że Kraków jest liderem cenowych wzrostów nie wzbudza zaskoczenia. We wspomnianym mieście pod koniec 2020 r. już 38% nowych lokali miało cenę ofertową ponad 10 000 zł/mkw. Wyższy wynik był notowany tylko na terenie Warszawy, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert serwisu RynekPierwotny.pl.

Wraz z coraz wyższymi cenami w największych miastach, zmniejsza się odsetek lokali dostępnych w cenie poniżej 10000 zł za m kw. W IV kw. 2020 r. jedynym miastem cechującym się znaczącym spadkiem udziału lokali kosztujących ponad 10 000 zł za m kw. był Gdańsk. –Jednocześnie gdańscy deweloperzy wprowadzili do oferty sporo nowych mieszkań z przedziału cenowego 7000-9000 zł za mkw. W drugim mieście, gdzie odnotowano największą kwartalną zmianę średniej ceny 1 mkw., czyli we Wrocławiu, uwagę zwraca natomiast rozbudowa oferty najdroższych mieszkań, mówi Andrzej Prajsnar z RynekPierwotny.pl.

Mocna końcówka roku na rynku kredytów hipotecznych

Jak twierdzą eksperci finansowi ogromnym sukcesem jest fakt, że w żadnym momencie w 2020 roku, banki nie wstrzymały całkowicie możliwości udzielania przez siebie kredytów. Dodatkowo za znacznym obniżeniem poziomu stóp procentowych, nie szły za tym duże podwyżki marż na kredytach hipotecznych. – Średnia różnica marż w stosunku do 2019 roku mieści się w przedziale 0,2-0,3%. Pozytywną informacją jest to, że w IV kwartale 2020 dwa banki (BNP Parias i Santander) wyraźnie zaczęły walczyć o rynek poprawiając cenowo swoją ofertę kredytów hipotecznych. Usłyszeliśmy też od przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej, że do czerwca 2022 roku nie jest planowana podwyżka stóp procentowych a wręcz w I kwartale 2021 rozważana jest możliwość ich dalszej obniżki, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert Gold Finance.

Mając na uwadze wartość nowych umów kredytowych podpisanych przez ekspertów kredytowych Gold Finance i Alex T. Great można oszacować, że w ostatnim kwartale 2020 r. mieliśmy do czynienia z rekordowo wysokimi wynikami, które mogły nawet przekroczyć wolumen 18 mld zł. Może to być nie tylko najlepszy wynik sprzedażowy w 2020 r., ale także rekordowy rezultat w ostatnich latach. Jeżeli prognozy odnośnie IV kw. potwierdzą się, to wartość nowych umów kredytowych w 2020 r. pokrywa się z wynikiem z 2019 r., co w kontekście towarzyszących warunków (pandemia) należy uznać za świetny rezultat.

Cyfrowa transformacja, która dzieje się na naszych oczach. Czego koronawirus nauczył biznes?

73% pracowników[1] deklaruje, że dzięki implementacji i odpowiedniemu wykorzystaniu rozwiązań IT ich firmom udało się przetrwać kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Jak na nowe realia zareagował polski biznes? Czego możemy spodziewać się w 2021 roku?

IT daje przewagę

Rok 2020 z pewnością zapisze się w annałach jako niezwykle trudny. Pandemia COVID-19 zmusiła wszystkich do zmiany spojrzenia na świat. Abstrahując od globalnej recesji oraz zapaści ekonomicznej, jednym z największych wyzwań biznesu w 2020 roku był przymusowy lockdown. Z dnia na dzień wiele firm musiało zamknąć swoje fizyczne oddziały i oddelegować pracowników do pracy zdalnej. Niewiele z nich było odpowiednio przygotowanych na taką sytuację.

Największym wyzwaniem dla firm spowodowanym lockdownem było zapewnienie pracownikom odpowiedniego zaplecza informatycznego i zdalnego dostępu do dokumentówmówi Sylwia Pyśkiewicz, CEO Iron Mountain PolskaBadania[2] potwierdzają, że co trzecia polska firma nie dysponowała odpowiednimi zasobami sprzętowymi, natomiast 8% z nich nie stworzyło procedur pracy zdalnej, a także nie posiadało bezpiecznego łącza VPN dla pracowników przebywających poza firmą. Jednak aż 67% firm zdecydowało się ich oddelegować do pracy zdalnej, co oczywiście było decyzją mającą na celu ochronę zdrowia. Stworzyło to jednak wiele problemów w bieżącym funkcjonowaniu biznesu. Outsourcing oraz digitalizacja dokumentów pociągnęła za sobą konieczność digitalizacji całych procesów jak chociażby zarządzanie obiegiem umów, faktur, dokumentów pracowniczych, korespondencji itd. To z kolei oznaczało konieczność implementacji platform workflow do zarządzania zdigitalizowanymi procesami.

Niektóre firmy mniej boleśnie odczuły konieczność przejścia na model pracy zdalnej. Wynikało to z faktu, iż znaczna część ich pracy realizowana już była w oparciu na rozwiązaniach cyfrowych. Najszybciej i najchętniej model home office wprowadziły przedsiębiorstwa z branży nieruchomości (92%), IT (86%), usług dla biznesu (84%) oraz SSC/BPO (80%)[3].

Dowodami tego, że szeroko rozumiana informatyzacja przedsiębiorstw jest dla biznesu niezwykle istotna, są oferty pracy. W porównaniu do 2019 o 63% wzrosła liczba rekrutacji na stanowisko specjalistów ds. ochrony danych osobowych[4].

Szybka adaptacja kluczem do sukcesu

Według badań Atman, 33% firm biorących udział w ankiecie stwierdziło, że są dobrze przygotowane na kryzys pod względem organizacyjnym, jak i technologicznym. 66% z nich oceniło, że ich organizacje dość sprawnie poradziły sobie z początkowymi problemami (najczęściej wskazywanymi były niedostatek narzędzi do pracy zdalnej i niewystarczająca przepustowość Internetu) i szybko przystosowały się do działania w warunkach pandemii. 32% firm zaczęło wykorzystywać platformy cyfrowe, 18% zdecydowało się na inwestycję w infrastrukturę IT[5].

Branża HR stawia na cyfryzację

Jedną z gałęzi biznesu, która w 2020 roku przeszła największą i najbardziej dynamiczną zmianę był HR. 94% pracowników potwierdziło, że rola działów HR była kluczowa w zarządzaniu kryzysowym[6]. Według prowadzonych badań w związku z pandemią COVID-19 niezwykle widocznym trendem była cyfryzacja (wskazana przez 70% ankietowanych) oraz automatyzacja (72%)[7]. Digitalizacja zdjęła z działów personalnych ciężar zadań administracyjnych i przyspieszyła szereg procesów, w tym m.in. rekrutację na nowe stanowiska.

Branża HR została postawiona przed trudnym wyzwaniemkomentuje Sylwia PyśkiewiczKonieczność zdalnego zarządzania zasobami ludzkimi wymusiła implementację szeregu rozwiązań informatycznych. W tym kontekście szczególną uwagę należy zwrócić na tzw. e-teczkę personalną. Na to rozwiązanie decyduje się coraz większy odsetek naszych klientów. Dzięki niej działy kadrowe mają stały dostęp do dokumentów pracowniczych z każdego miejsca z dostępem do Internetu.

Jak pokazują dane, 50% HR-owców korzysta z dedykowanego systemu ATS, czyli oprogramowania do zarządzania procesami rekrutacyjnymi, 28% z modułów oprogramowania klasy ERP, a 37% z zewnętrznych narzędzi wspierających wybrany proces HR[8]. Co więcej, aż 72% pracodawców przewiduje, że działania związane z pozyskiwaniem talentów w najbliższej dekadzie, zostaną całkowicie zautomatyzowane[9].

E-pieczęć, e-podpis, czyli nowe realia

W porównaniu do ubiegłego roku o 17% wzrosła liczba certyfikatów kwalifikowanych, co potwierdza coraz większą popularność tzw. e-pieczęci i mechanizmów identyfikacji elektronicznej (eID)[10]. Niemal 50% polskich firm chce w najbliższej przyszłości wdrożyć możliwości elektronicznej identyfikacji oraz usług zaufania[11].

Wśród naszych klientów obserwujemy coraz większą chęć wykorzystania podpisów czy pieczęci elektronicznychmówi Sylwia PyśkiewiczWynika to z faktu, iż pozwalają one na zachowanie odpowiedniego tempa realizowania działań, które dla wielu branż jest kluczowym elementem, a także z coraz większej liczby narzędzi gwarantujących odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Obserwujemy rozkwit tzw. przemysłu 4.0. Biznes zaczyna stosować technologie opierające się na koncepcjach Internetu Rzeczy, sieci 5G czy blockchainów.

Czego jeszcze możemy spodziewać się w nadchodzący roku?

Pandemia przyspieszyła wdrażanie zmian, które i tak były nieodzowne w kontekście rozwoju biznesu dodaje Sylwia PyśkiewiczZ pewnością będziemy obserwować wzrost znaczenia analityki danych w kontekście podejmowania decyzji. Sprawdził się outsourcing oraz praca zdalna, co doprowadziło do digitalizacji procesów a stąd już tylko mały krok do wykorzystania sztucznej inteligencji. Już teraz Iron Mountain oferuje Insight’a – rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które potrafi walidować wnioski kredytowe, wyszukiwać rozproszone dane i zbierać je formując analizy predyktywne dla naszych klientów. Potrafi analizować informacje z nośników video, audio, dokumentów papierowych oraz na nośnikach elektronicznych. Takie wsparcie jest niezwykle cenne w codziennej pracy – sztuczna inteligencja może przejąć uciążliwe obowiązki, które będą sprawnie realizowane, pozostawiając tym samym przestrzeń czasową dla pracowników na działania strategiczne biznesowo.

Przed wybuchem pandemii COVID-19 aż 73% firm nie inwestowało w nowe technologie. Jednak już teraz trend ulega zmianie. 69% przedsiębiorstw ma zamiar korzystać z nowoczesnych form komunikowania się z klientem, a 27% z systemów do zarządzania i monitorowania pracy zdalnej[12].

Jednym z niewielu pozytywnych skutków pandemii jest akceleracja rozwoju technologii w biznesie. Cyfrowy podpis oraz możliwość zawierania umów online pozwala 72-krotnie przyspieszyć procesy sygnowania dokumentów i 70% redukcję kosztów. W najbliższym czasie możemy spodziewać się także rozwoju usług z zakresu elektronicznego zarządzania dokumentami (DMS), procesami biznesowymi (BMP) oraz przepływem pracy (tzw. workflow). Coraz większą popularnością będą cieszyć się platformy takie jak M-Files, eVault czy Kofax. Przewiduje się, że synergia tych rozwiązań pozwoli zredukować liczbę błędów pracowników o 43%, natychmiastowy wzrost wydajności o 36% przy jednoczesnej redukcji kosztów administracji o 23%[13].

[1] https://www.atman.pl/blog-post/firmy-ucyfrowione-dobrze-zniosly-lockdown-i-sa-pelne-optymizmu/

[2] https://kodilla.com/pl/blog/praca-zdalna-w-czasach-pandemii

[3] https://kodilla.com/pl/blog/praca-zdalna-w-czasach-pandemii

[4] Rynek pracy w czasie koronawirusa w październiku, Grant Thornton 2020

[5] Badanie COVID-19 Business Pulse Survey – Polska, WBG, PARP, sierpień 2020

[6] HR w dobie pandemii, ICAN, listopad 2020

[7] Tamże

[8] Trendy HR 2020/21, Grow, 2020

[9] https://www.occupop.com/blog-pl/5-top-trendow-w-rekrutacji-w-2020

[10] Trusted economy w nowej rzeczywistości, Obserwatirium.biz, 2020

[11] https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1493326,cyfrowe-firmy-odporne-na-pandemie.html

[12] Nowoczesne technologie w przedsiębiorstwach przed, w trakcie i po pandemii COVID-19, PIE, 2020

[13] 15 technologicznych rozwiązań w czasach pandemii COVID-19, EY, 2020