Ewolucja invisible banking

Digital banking ewoluuje do coraz mniej inwazyjnej i niewidocznej formy bankowania. Dzięki sztucznej inteligencji, interfejsom głosowym i pojawiającym się nowym technologiom, bankowanie staje się częścią codziennych czynności z łatwym dostępem przez urządzenia użytkowe.

Technologie bankowości cyfrowej – w tym sztuczna inteligencja, machine learning, analityka, oprogramowanie do zarządzania finansami osobistymi, internet rzeczy (IoT), voice banking i innowacje wprowadzane przez fintechy – zbliżają nas do nowej formy dostępu do usług finansowych, tzw. niewidzialnej bankowości. Jest to bankowość, do której konsument ma dostęp przy okazji korzystania z innych urządzeń.

Prosty obsługa przez komendy głosowe sprawia, że płatności wymagają coraz mniej wysiłku, wystarczy jedno dotknięcie potwierdzające transakcje. Sztuczna inteligencja przypomina o cyklicznych zakupach i wykonuje transakcje rekurencyjne, a klient otrzymuje pożyczkę lub zniżkę na ubezpieczenie w momencie, w którym ich potrzebuje. Granice dostępności i swoboda bankowania są cały czas przesuwane wraz z rozwojem technologii.

Za kilka lat bankowość będzie w pełni osadzona w codziennych czynnościach. Transformacja nie wydarzy się z dnia na dzień, jej pierwsze zarysy widzimy już teraz. Dotyczy to wielu obszarów, które będą tworzyć invisible banking.

Internet rzeczy (IoT)

Internet rzeczy od dawna był opisywany jako kolejny przełom technologiczny, choć w praktyce nie wszystkie projekty udało się zrealizować, np. Google Glass, które nie spełniły oczekiwań użytkowników. Wydaje się jednak, że technologiczni giganci wracają do zalążków koncepcji. Amazon wprowadził na rynek własną wersję okularów czy inteligentny pierścień Echo Loop, które obsługują i są kompatybilne z wieloma urządzeniami i technologiami mającymi dostęp do Alexy, w tym do bankowości.

Według Accenture, płatności całkowicie odejdą od kart i telefonów na rzecz inteligentnych akcesoriów i biometrii do 2025 r. Płatności zegarkiem, spinką do mankietów czy pierścionkiem są już rzeczywistością. Tradycyjna bankowość transakcyjna zniknie.

Na rynku pojawiają się startupy, które tworzą oprogramowanie umożliwiające inteligentnym urządzeniom dokonywanie autonomicznych i rekurencyjnych płatności w imieniu użytkownika. Inteligentna lodówka czy butelka, która dzięki inteligentnym czujnikom sama dokonuje zamówienia produktów i dokonuje rekurencyjnych płatności.

Dobrym, działającym przykładem jest system transportu publicznego w Holandii, który wykorzystuje technologię niewidocznych biletów. System wie na którym przystanku wsiadł podróżny, ile przystanków przejechał i gdzie wysiadł, na tej podstawie naliczana jest opłata – autonomicznie.

Voice banking

W niedługiej przyszłości technologie pozwalające na dokonywanie płatności, ubieganie się o pożyczki czy inne czynności bankowe będą coraz częściej wykonywane przez komendy głosowe, czyli rozmowę z Siri, Alexą lub inną aplikacją samochodową lub telefoniczną.

Cyfrowy asystent pomaga nam już w uzyskaniu bieżących wiadomości, uzyskaniu informacji o najblizszym bankomacie, czy pokierowaniu nas do najbliższej apteki. Voice banking jest kolejnym etapem ewolucji bankowości. Dostawcy wirtualnych asystentów wykazali chęć współpracy i pod koniec grudnia 2020 r. Amazon, Apple, Google i Zigbee Alliance utworzyły grupę roboczą w celu opracowania otwartego standardu dla inteligentnych urządzeń domowych.

Ten rodzaj bankowości, zarządzany przez Alexę, Google Home, Siri, został też określony jako „bankowość bioniczną” (z ang. bionic banking). Bankowość za pośrednictwem takich urządzeń i technologii wyręcza i ułatwia bankowość, jednak stawia też wysokie wymagania i wyzwania. Użytkownicy stają się bardziej zależni od technologii dlatego wszystkie funkcje muszą działać niezawodnie i zapewniać najwyższą obsługę klienta i bezpieczeństwo. Technologie są samowystarczalne do momentu wystąpienia problemu, użytkownicy nadal wolą rozwiązywać reklamacje z pracownikiem a nie z botem, a przerwy w działaniu systemu bankowości muszą być szybko naprawione przez obsługę banku.

Gros ludzi nadal chce podejmować ważne decyzje finansowe, podczas rozmowy z człowiekiem a nie za pośrednictwem technologii. Choć takie wymagania będę powoli się zmieniać, to na pewno zajmie to dużo więcej czasu niż zaznajomienie się z nowa technologią na telefonie.

Partnerstwa z fintechami

Dzisiejsza bankowość nie jest już fizycznym miejscem, do którego udajemy się w celu załatwienia bieżących spraw, a usługą, do której mamy dostęp – tu i teraz, z poziomy każdego urządzenia podłączonego do sieci. Po otwarciu konta nie ma potrzeby wizyt w oddziale, ponieważ takie funkcje jak wpłaty, pożyczki, płatności i przelewy można wykonywać bez osobistej interakcji za pośrednictwem urządzeń mobilnych i podpisać elektronicznie. Aleksander Majchrzak, Prezes Wealthon, lendtechu B2B, podkreśla, że technologie cyfrowe i zaawansowana analityka są składowymi, jakie tworzą invisible banking, a samo doświadczenie jest wspierane sztuczną inteligencją (AI), machine learning. Już na chwilę obecną wirtualni asystenci są integralną częścią codziennego życia konsumentów fintechów i części instytucji bankowych.

Majchrzak dodaje, że przez lata banki i fintechy były odbierane przez rynek jako konkurencyjne organizacje, które równolegle zabiegają o atencję tej samej grupy odbiorców. Dotyczyło to zarówno kwestii kontroli i bezpieczeństwa danych, jak również oferowania konkretnych rozwiązań finansowych dla klientów indywidualnych i firm. Jednak w rzeczywistości banki i fintech uzupełniają się i dopełniają pod wieloma względami: prawnym, technologicznym, jak i szybkością reakcji na zmiany.

W ostatnich latach słyszymy o licznych zmianach i ulepszeniach z zastosowaniem najnowszych technologii. Jednak w centrum zainteresowania do tej pory była bankowość indywidualna, która stworzyła innowacyjne rozwiązania na skalę światową, np. BLIK. COVID-19 obnażył te niedociągnięcia i brak systemowych rozwiązań w bankowości biznesowej i korporacyjnej. Majchrzak dodaje, że do tej pory ten obszar był głównie adresowany przez fintechy, które przecierały drogę systemowym zmianom. Oferowane przez nie technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe zapewniają bezpieczne usługi w połączeniu z szybkim dostępem do finansowania biznesowego i integracją działań księgowych. Niewidzialny bank rozszerza zasięg rozwiązań bankowych poza własne kanały i technologie, włączając je do codziennych funkcji zarządzania finansami. W ten sposób zacierają się granice pomiędzy usługami bankowymi a działami księgowymi.

Według raportu opublikowanego przez KPMG, technologie takie jak Siri, Alexa czy Viv umożliwią jeszcze większe zmiany w bankach i bankowości do 2030 roku. Zamiast ukrywać się w aplikacjach, bankowość stanie się całkowicie niewidoczna z perspektywy konsumentów.

Dzięki ulepszeniom w zakresie zaawansowanej analizy danych, sztucznej inteligencji (AI), urządzeń sterowanych głosem, interfejsu programowania aplikacji (API) i technologii chmury, invisible banking będzie w stanie bezproblemowo zintegrować się z codziennym życiem konsumenta. Będąc ostatecznie dostępnymi „poza urządzeniem”, technologie te umożliwią konsumentom dostęp do bankowości, handlu, codziennych informacji i podejmowania decyzji 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku jako wirtualny, osobisty cyfrowy konsjerż.

Dynamika sprzedaży detalicznej w grudniu 2020 roku

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu 2020 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Po słabym listopadzie, grudzień zeszłego roku okazał się kolejnym trudnym okresem dla handlu, choć już nie taką skalę jak w zeszłym miesiącu. Utrzymująca się wysoka śmiertelność spowodowana zachorowaniami na koronowirusa oraz obostrzenia przywrócone przez rząd od 28 grudnia znalazły swoje odzwierciedlenie w najnowszych danych dotyczących sprzedaży detalicznej. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS odczyt za miesiąc grudzień wskazuje na jej spadek o 0,8 proc. w ujęciu rocznym oraz 19,8 proc. wzrost w ujęciu miesięcznym. Tym samym ostatni miesiąc minionego roku może być wstępem do zapowiadającego się słabo, ze względu na obserwowane wciąż silne oddziaływanie epidemii COVID-19, pierwszego kwartału 2021 roku.

Czynnikiem decydującym o spadku wyników sprzedaży w grudniu w ujęciu rocznym było samoograniczanie się konsumentów do wizyt w galeriach handlowych, wywołane obawą przed wybuchem kolejnej trzeciej fali pandemii, jak też doniesieniami o sytuacji epidemiologicznej w innych europejskich krajach. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że odwiedzalność w grudniu 2020 roku była o około 30 proc. niższa niż przed rokiem, co musiało się przełożyć na odczyt sprzedaży detalicznej.

Najsilniejsze spadki sprzedaży dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w ujęciu rocznym w tej kategorii wyniosła -10,0 proc. Jednocześnie ze względu na ograniczenia mobilności konsumentów wywołane m.in. restrykcjami dotyczącymi spotkań w trakcie świąt, jak i w wieczór sylwestrowy, spadek sprzedaży paliw wyniósł – 10,3 proc. Nie dziwi też grudniowy udziału e-handlu w sprzedaży detalicznej na poziomie 9,1 proc. Konsumenci nadal bardzo chętnie korzystają z tego kanału sprzedaży, choć część z nich wróciła na świąteczne zakupy do tradycyjnych sklepów, stąd odnotowany spadek udziału sprzedaży detalicznej w porównaniu z listopadem z 11,4 proc. do 9,1 proc.

Zaprezentowane przez GUS wyniki grudnia skłaniają do podsumowania całego minionego 2020 roku. Sprzedaż w ujęciu rocznym zmalała o 3,1 proc. Biorąc pod uwagę dwie fale pandemii, wprowadzone przez rząd restrykcje i ograniczenia w działalności galerii handlowych, wynik ten wydaje się umiarkowanie dobry. Niestety musimy pamiętać, że do pełnej oceny wpływu pandemii koronowirusa na sprzedaż detaliczną brakuje nam dwóch miesięcy, gdyż styczeń i luty 2020 były miesiącami normalnego życia przed „erą COVID-19”. Na pełne podsumowanie w ujęciu rocznym wpływu koronowirusa musimy jeszcze poczekać do odczytu sprzedaży detalicznej za luty 2021 roku.

WSA zgodził się z argumentacją Rzecznika MŚP – przedsiębiorca uniknął potrójnej kary pieniężnej z ustawy o SENT

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje organów nakładające potrójną karę pieniężną z ustawy o SENT na przewoźnika. Sąd zgodził się z Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorców: obowiązuje zakaz multiplikowania kar pieniężnych.

Do Rzecznika MŚP zgłosił się z prośbą o interwencję przewoźnik, na którego nałożono, na podstawie ustawy o SENT, łączną karę pieniężną w wysokości 60 000 PLN. Był to rezultat kontroli drogowej podczas której stwierdzono, że przewożony jest olej napędowy w łącznej ilości 12 000 litrów, z czego kierujący cysterną przedstawił dwa zgłoszenia SENT na łączną ilość 5 000 litrów. Stwierdzono zatem rozbieżność w ilości przewożonego towaru (brak zgłoszeń w systemie SENT) na łączną ilość 7 000 litrów. Kierowcy zezwolono na kontynuowanie przewozu po zgłoszeniu brakującego towaru (poprzez dokonanie trzech zgłoszeń SENT) do systemu.

Organ I instancji nałożył na przewoźnika łączną karę pieniężną w wysokości 60 000 PLN uznając, że kara w przedmiotowym przypadku wynosi 20 000 PLN za każde nie przesłane do rejestru zgłoszenie. Organ II instancji utrzymał w mocy to rozstrzygnięcie. Rzecznik MŚP, niezależnie od złożonej skargi przewoźnika, złożył własną skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na rozstrzygnięcie Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w tej sprawie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał argumenty przedstawiane w skargach przez Rzecznika MŚP i przewoźnika uchylając zaskarżoną decyzję oraz utrzymaną nią w mocy decyzję Naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego. W ocenie Sądu organy nieprawidłowo interpretowały art. 21 ust. 1 ustawy o SENT, poprzez uznanie za tożsame pojęcia użyte przez ustawodawcę w art. 2 pkt 16 ustawy o SENT (definiujące pojęcie „zgłoszenia”) oraz w art. 21 ust. 1 ustawy o SENT (posługujący się pojęciem „obowiązek zgłoszenia”). Niezależnie od powyższego WSA stwierdził, że zastosowanie wykładni art. 21 ust. 1 ustawy o SENT prezentowanej przez organy w przedmiotowej sprawie prowadzi do naruszenia konstytucyjnej zasady proporcjonalności wywiedzionej z art. 2 Konstytucji Rzeczpospolitej.

Z uzasadnienia orzeczenia WSA: W związku jednak z przesłaniem do rejestru trzech zgłoszeń organ I instancji nałożył na Skarżącego karę pieniężną 60.000 zł, ustalając jej wysokość odrębnie dla każdej części paliwa objętego trzema zgłoszeniami. Z powyższego wynika, że gdyby Skarżący przesłał do rejestru jedno zgłoszenie (…), zostałaby na Skarżącego nałożona kara pieniężna w wysokości 20.000 zł, pomimo, że obie sytuacje dotyczą tego samego paliwa w tej samej ilości przewożonego jednym środkiem transportu przez Skarżącego. (…)

Dlatego w ocenie Sądu, wykładnia art. 21 ust. 1 ustawy SENT, jaką zastosowały organy w niniejszej sprawie, prowadzi do sytuacji, w której sankcja wynikająca z tego przepisu w stosunku do celu jaki przyświeca jej unormowaniu, stanowi środek zbyt restrykcyjny, pozwala bowiem na multiplikowanie kar pieniężnych w sposób nieakceptowalny w świetle wynikające z art. 2 Konstytucji RP zasady demokratycznego państwa prawnego i związanej z nią zasady proporcjonalności.

ORLEN i NCBR wesprą innowacyjne projekty

PKN ORLEN oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podpisały list intencyjny dotyczący wspólnej organizacji i finansowania różnych koncepcji konkursów grantowych o charakterze badawczo-rozwojowym. Efektem tych działań będzie zwiększenie skali wdrożeń przemysłowych i innowacyjnych rozwiązań w Grupie ORLEN, zgodnie z przyjętą strategią ORLEN2030. Dla NCBR współpraca z PKN ORLEN to kolejny duży krok w realizacji strategii Centrum, odpowiadającej m.in. na politykę Europejskiego Zielonego Ładu.  

– Aktywnie uczestniczymy w transformacji energetycznej, dążąc do osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 roku, a drogę do tego celu wytycza nam strategia ORLEN2030 i zapisane w niej zadania. Są wśród nich inwestycje w nowe technologie i innowacyjne, ekologiczne rozwiązania. Podejmując współpracę z NCBR chcemy wspierać rozwój badań w interesujących nas kierunkach, ponieważ widzimy w tym szansę na powstanie wysokiej jakości nowatorskich projektów, które będziemy mogli wdrażać, skutecznie realizując strategiczne dla przyszłości koncernu przedsięwzięcia – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Współpraca PKN ORLEN z NCBR ma opierać się na opracowaniu i współfinansowaniu różnych formatów konkursów na projekty z zakresu B+R+I, których beneficjentami i realizatorami będą podmioty zewnętrzne – prywatne lub publiczne, ze świata nauki i technologii. Docelowy model działania, który zostanie wypracowany wspólnie w 2021 r., będzie wspierał rozwój skali wybranych rozwiązań i wdrożenia dofinansowanych projektów.

Dla NCBR podjęta współpraca także jest ważnym elementem nowej strategii, zakładającej m.in. wzmocnienie roli Centrum we wspieraniu realizacji strategicznych dla państwa projektów, takich jak transformacja energetyczna, green deal czy Polska Strategia Wodorowa. NCBR jako kluczowy ośrodek wiedzy i kompetencji w obszarze nowych technologii rozwija rozwiązania z zakresu big data, sztucznej inteligencji, cyfryzacji czy automatyzacji.

– Doświadczenie NCBR pokazuje, że wspólne przedsięwzięcia dobrze sprawdzają się jako innowacyjne narzędzia wsparcia zarówno dla poszczególnych podmiotów, jak i całych sektorów kluczowych dla polskiej gospodarki. Dlatego chcemy w nowej formule wykorzystywać te sprawdzone mechanizmy. Jedną z takich aktywności jest właśnie współpraca z PKN ORLEN. Widzimy w niej ogromne szanse na dalszy rozwój sektora paliwowo-energetycznego, zwłaszcza w kluczowym dla nas kierunku tzw. zielonych innowacji – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Według wyliczeń PKN ORLEN, z estymacji długoterminowej dla spółek chemicznych w Europie wynika, że każda złotówka wydana na działalność B+R+I powinna długofalowo przynieść poprawę EBIDTA o 2,3 zł. PKN ORLEN do 2030 r. przeznaczy około 3% wszystkich nakładów inwestycyjnych, łącznie 3 mld zł, m.in. na rozwój funduszu Corporate Venture Capital oraz działalność innowacyjną i badawczo-rozwojową. Pozwoli to zacieśnić współpracę biznesu ze światem nauki i umożliwi koncernowi rozwój oraz wdrażanie własnych technologii w zakresie 11 domen Strategicznej Agendy Badawczej, ze szczególnym akcentem na: technologie procesowe, rozwój miksu produktów petrochemicznych i nowe łańcuchy wartości, niskoemisyjną energetykę, digitalizację produkcji i logistyki oraz kreowanie nowoczesnych standardów stacji przyszłości.

Podpisany list intencyjny otwiera drogę do wspólnych prac nad kolejnymi dokumentami, które odnosić się będą do warunków i szczegółowych kierunków współpracy między PKN ORLEN a NCBR.

Odbicie sprzedaży detalicznej na koniec roku

Sprzedaż detaliczna odbiła w grudniu po zniesieniu ograniczeń funkcjonowania galerii. Na poprawę wpłynęły też dobre wyniki na rynku pracy – w szczególności wysoka dynamika wynagrodzeń.

Dynamika sprzedaży detalicznej wzrosła w grudniu z -5,3 do -0,8% r/r, tj. powyżej mediany rynkowych prognoz (-2,3%). Wynik wspierała sprzedaż dóbr sprzętu RTV i AGD (+3,5%) oraz żywność (+0,7%). Wyraźnie niższe niż rok temu były jednak wydatki świąteczne. W efekcie sprzedaż kosmetyków i farmaceutyków spadła o 0,9%, a sprzedaż w kategorii pozostałe o 9,4%. Wspomniana kategoria agreguje sprzedaż zabawek czy luksusowych prezentów np. biżuterii. Najsłabszy wynik zanotowała sprzedaż paliw (-10,3%), na skutek ograniczonej mobilności.

Styczeń najprawdopodobniej przyniesie słabsze wyniki – spadek dynamiki powinien być głębszy niż w listopadzie. Raport mobilności Google wskazuje, że liczba odwiedzin galerii handlowych oraz sklepów była w styczniu zbliżona do poziomów widocznych w maju. Sprzedaż detaliczna skurczyła się wtedy o prawie 8%. W odróżnieniu od ubiegłych miesięcy nie będziemy też obserwować wsparcia ze strony sprzedaży aut – PZPM wskazał, że liczba rejestracji samochodów w pierwszych dwóch dekadach miesiąca była niższa o 17% niż rok temu.

Nie spodziewamy się jednak, aby osłabienie było trwałe. Kondycja rynku pracy systematycznie poprawia się, a oczekiwania gospodarstw domowych dot. przyszłości są stabilne. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej GUS spadł nieznacznie w styczniu pomimo powrotu restrykcji. Oceny skłonności do dokonywania ważnych zakupów oraz przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego zmieniły się w niewielkim stopniu.

Pozytywnie zaskoczył również wynik produkcji budowlano-montażowej. W grudniu wzrosła ona o 3,4%r/r, podczas gdy rynkowe prognozy sugerowały 2,2% spadek. Komunikat GUS wskazuje, że do wzrostu najbardziej przyczyniły się prace specjalistyczne (+12%) oraz budowa budynków (+4,1%). Słabszy wynik wciąż notują podmioty zajmujące się wznoszeniem obiektów inżynierii lądowej i wodnej (-1,0%).

Polski Instytut Ekonomiczny

Niemiecki lockdown wydłużony nawet do wiosny? Przedsiębiorcy muszą być na to gotowi

Lockdown w Niemczech zostanie przedłużony do 14 lutego, ale przedsiębiorcy są przekonani, że to nie koniec obostrzeń. Najbliższy sąsiad Polski nadal walczy z pandemią koronawirusa i wiele wskazuje na to, że podobnie jak w Niemczech, tak i w Polsce lockdown może potrwać jeszcze wiele tygodni. W opinii Wiceprezesa Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie walka z pandemią trwa, a kolejne obostrzenia będą pogłębiać problemy ekonomiczne zarówno w Polsce jak i w całej Europie.

Spadek wymiany handlowej między Polską, a Niemcami sięga już kilkunastu procent

Sytuacja epidemiczna w Niemczech jest bardzo poważna. Początek roku przynosił wzrosty zakażeń oraz rekordowe liczby zgonów. Kolejne decyzje o przedłużeniu lockdownu nikogo nie zaskakują – choć podobnie jak w Polsce – również niemieccy przedsiębiorcy są coraz bardziej zniecierpliwieni obostrzeniami i utrudnieniami gospodarczymi. Jak mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński nawet krótki lockdown w Niemczech ma znaczenie dla Polskiej gospodarki. Wielomiesięczna stagnacja to poważne problemy, które będą odczuwalne dla zachodniopomorskich przedsiębiorców, pracowników na pograniczu i dla firm, które prowadzą wymianę handlową na linii Polska-Niemcy.

– Pozamykane przedszkola i żłóbki, ograniczenia w handlu, zamknięte zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, do tego w niektórych landach ograniczenia w przemieszczaniu się oraz konieczność noszenia ustandaryzowanych maseczek medycznych. Przedsiębiorcy w Niemczech są świadomi, że lockdown może być wydłużony na kolejne miesiące i godzą się z tą myślą. Wiele mówi się o tym, że może to potrwać nawet do Wielkanocy, czyli do kwietnia – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński.

Północna Izba Gospodarcza już kilka tygodni temu informowała, że lockdown w Niemczech odbije się rykoszetem na gospodarce w Polsce. Pomorze Zachodnie jest na obostrzenia szczególnie wrażliwe. Mowa o takich sektorach jak turystyka czy handel. Problemem jest także ruch pracowników transgranicznych. – Niektórzy tracą już nerwy, pojawiają się emocje, choć społeczeństwo niemieckie jest bardziej zdyscyplinowane i karne w przestrzeganiu przepisów i obostrzeń. Lockdown odbija się na przedsiębiorcach w Polsce i w Niemczech, widać to na pograniczu, ale i w logistyce, eksporcie czy handlu. Spadki sięgają już kilkanaście procent i będą rosły. Nie mówimy jeszcze o załamaniu gospodarczym, ale odczuwalne są np. opóźnienia w dostawach – mówi Wiceprezes Tarczyński.

Praca zdalna odliczona od podatku? „Rozwiązanie, które możemy zastosować”

Niemiecki lockdown przynosi kolejne obostrzenia związane z rynkiem pracy. Pracodawcy mają jeszcze szerzej kierować pracowników na pracę zdalną. Osoby decydujące się na pracę w tym trybie mają otrzymać preferencje podatkowe, a pracodawcy zakupujący sprzęt przeznaczony do pracy zdalnej ulgi finansowe lub rekompensatę kosztów. Takie podejście do pracy zdalnej jest nowością i według ekspertów może być przykładem, który będzie szerzej wykorzystywany w całej Europie.

–  Wcześniej praca zdalna traktowana była bardziej jako forma benefitu, a z dnia na dzień stała się naszą codziennością i postawiła zarówno przed pracodawcami, jak i pracownikami nowe wyzwania. Ta sytuacja pokazała jak wielu uregulowań prawnych brakuje. Pracodawcy stanęli przed decyzją, którą zresztą inicjują sami pracownicy czy i jak rekompensować pracownikom koszty wykorzystywania ich własnego sprzętu, narzędzi i materiałów stanowiących ich własność. A także kosztami jakie pracownicy ponoszą z tytułu mediów jak np. zwiększenie opłaty za prąd, ogrzewanie czy szybsze łącze internetowe. Pojawia się problem po pierwsze z ustaleniem wartości takiego ekwiwalentu – mówi kierownik oddziału Idea HR Anna Sudolska.

– Zanim wypracujemy odpowiednie uregulowania, pojawia się rozwiązanie, które możemy zastosować podpatrując naszych niemieckich sąsiadów, czyli możliwość odliczenia od podatku 5 euro za każdy przepracowany dzień. Ulga podatkowa za wyższe koszty utrzymania domu, który stał się jeszcze biurem i szkołą w jednym. Oczywiście cała pomoc w koronawirusie to ogromne koszty dla Skarbu Państwa, jednak w kryzysie pakiety pomocowe są bezwzględnie potrzebne, również dla osób, które nadal pracują i płacą podatki – dodaje Anna Sudolska.

ABM uruchamia ogólnopolskie badanie nad nową mutacją koronawirusa

Agencja Badań Medycznych na zlecenie Ministra Zdrowia we współpracy z Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego uruchamia ogólnopolskie badanie monitorujące zmienność genetyczną wirusa SARS-CoV-2 w Polsce.

Projekt powstał w odpowiedzi na zgłoszoną przez Ministerstwo Zdrowia potrzebę realizacji ogólnopolskiego badania geno-epidemiologicznego wariantów genetycznych SARS-CoV-2, jak również potrzebę monitorowania zagrożenia jakie mogą stwarzać nowe warianty genetyczne wirusa, w szczególności dla efektywności szczepień przeciw COVID-19.

Celem projektu będzie monitoring zmienności oraz ewolucji wirusa SARS-CoV-2 w Polsce w najbliższych 18 miesiącach. Efektem bezpośrednim będzie stała weryfikacja obecności w kraju wariantów potencjalnie niebezpiecznych (VOC, variant of concern), ale również analiza ewolucji wirusa pod kątem skuteczności szczepionki i możliwości reinfekcji, czy też skuteczności dostępnych testów diagnostycznych RT-qPCR. – podkreśla lider projektu prof. Krzysztof Pyrc – Kierownik Pracowni Wirusologii Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mutacje w genach wirusa SARS-CoV-2 mogą wpływać na zwiększenie zakaźności oraz zdolności wywoływania choroby przez wirusa, jak również na jego niższą podatność na przeciwciała ozdrowieńców oraz przeciwciała indukowane w procesie szczepienia. Ponadto mutacje mogą utrudniać prawidłową diagnostykę SARS-CoV-2 dostępnymi narzędziami diagnostycznymi (RT-PCR, testy antygenowe), które powinny być aktualizowane tak by rozpoznawać najnowsze warianty genetyczne wirusa.

Projekt pod kierownictwem prof. dr hab. Krzysztofa Pyrcia  pozwoli na monitorowanie ewolucji wirusa SARS-CoV-2 w Polsce pod kątem wpływu zmienności na epidemiologię, efektywność testów molekularnych i antygenowych, szczepień oraz potencjalnych leków przeciwwirusowych.

Rozpoczęcie badania na zlecenie na Ministra Zdrowia stanowi ważny element dla dalszych decyzji w zarządzaniu pandemią. Wkrótce dowiemy się czy mutacja koronawirusa ma znaczenie dla rozprzestrzeniania, zakażalności i przebiegu pandemii. Dzięki ogólnopolskiemu badaniu będziemy wiedzieli nie tylko punktowo czy mutacja jest w Polsce, ale również jaka jest jej powszechność i czy ma wpływ na rozwój epidemii – komentuje p.o. Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

W ramach projektu planowane jest sekwencjonowanie izolatów wirusa pobranych od pacjentów spełniających kryteria epidemiologiczne oraz analiza bioinformatyczna uzyskanych danych. Na tej podstawie możliwa będzie identyfikacja występujących wariantów genetycznych wirusa SARS-CoV-2 z uwzględnieniem czynników ryzyka.

Kolejny sąd rozpozna roszczenie banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału

W lutym 2021 Sąd Apelacyjny w Warszawie wyda prawomocny wyrok w sprawie roszczenia banku o wynagrodzenie za korzystanie kapitału. Wyrokiem z dnia 5 lutego 2020 roku Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził nieważność umowy kredytu indeksowanego do waluty CHF oraz oddalił powództwo Getin Noble Bank o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału (sygn. XXV C 1669/16). W I instancji orzekał SSR del. Kamil Gołaszewski, którzy rozstrzygał także sprawę Państwa Dziubak po wydaniu orzeczenia TSUE C-260/18.

W sprawie, w której zapadło orzeczenie, Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoznawał powództwo banku przeciwko klientowi z tytułu niespłaconego kredytu. Ostatecznie uznając umowę za nieważną i rozpoznając roszczenie banku z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia obejmujące żądanie zwrotu kapitału i wynagrodzenia za korzystanie z niego, oddalił roszczenie banku ponad wypłacony kapitał.

Sąd wskazał, że uznanie roszczeń banku o zwrot wynagrodzenia za korzystanie z kapitału powodowałoby w istocie kreowanie nowej czynności prawnej, która miałaby zastąpić nieważną umowę – co stanowiłoby obejście przepisów o rygorystycznej sankcji nieważności, która skutkuje obowiązkiem zwrotu jedynie tego, co strony wzajemnie sobie świadczyły.

Sąd podkreślił także, że dopuszczenie takich roszczeń banków wypaczałoby długofalowy efekt odstraszający, który zgodnie z art. 7 dyrektywy 93/13 powinno wywołać usunięcie z umowy postanowień nieuczciwych z konsekwencją w postaci nieważności umowy –. W podobnym duchu wypowiedziała się Komisja Europejska w sprawie C-19/20, w której TSUE ma wydać wyrok odpowiadając m.in. na pytanie nr 5 Sądu Okręgowego w Gdańsku dotyczące tego, czy sądy krajowe powinny informować konsumentów o wszelkich możliwych skutkach nieważności – w tym możliwych roszczeniach banku i to także tych dotyczących wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

„Orzecznictwo dotyczące roszczeń banków o wynagrodzenie za korzystanie  z kapitału dopiero zaczyna się pojawiać. Przygotowaliśmy już kontrargumentację, ale obecnie prowadzimy zaledwie kilka takich spraw. Stanowisko TSUE w sprawie C-19/20 w tym zakresie będzie najprawdopodobniej korzystne dla kredytobiorców – dlatego oceniam, że pozwy banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału – o ile w ogóle będą składane na masową skalę, a nie będą miały charakteru pokazowego – to zakończą się porażką banków. Teraz straszenie tymi pozwami ma na celu jedynie przygotowanie lepszego pola do potencjalnych ugód” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20 i w sprawie, w której zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie oddalający roszczenie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału.

W sprawie C-19/20 TSUE uznał, że przed wydaniem wyroku nie będzie się posiłkował opinią Rzecznika Generalnego, ani też nie będzie rozprawy. Może to sugerować, że TSUE nie odstąpi od swojej korzystnej dla konsumentów linii orzeczniczej. Wyrok jest spodziewany w 2021 roku i jeśli TSUE potwierdzi brak uprawnienia banków do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału – to z jednej strony może to wywołać kolejną lawinę pozwów, a z drugiej skłonić banki do lepszych propozycji ugodowych, aby otrzymać więcej niż sam kapitał po zakończeniu sprawy sądowej.

Polska Strategia Wodorowa zwiększy konkurencyjność w produkcji energii

Rada Ministrów ma przyjąć jeszcze w pierwszym kwartale tego roku Polską Strategię Wodorową, która opisuje rozwój technologii wodorowej w Polsce do 2030 roku. Ma pomóc uzyskać konkurencyjność na rynku europejskim i światowym w nowej dziedzinie produkcji energii. Aktualnie Polska znajduje się w czołówce państw produkujących tak zwany “szary” wodór – czyli pochodzący z gazu ziemnego. Jest on czystszym źródłem energii niż węgiel, ale wciąż jego pozyskanie obciążone jest emisją CO2. Strategia Wodorowa ma nam zapewnić sukces również w produkcji “zielonego” wodoru, czyli całkowicie zeroemisyjnego. 

– Strategia zaplanowana jest na rok 2030, z perspektywą do 2040 roku. Zakłada osiągnięcie celów w różnych sektorach. Do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć 500 autobusów wodorowych, a już 5 lat później: 2 tysiące. Według tej strategii do 2030 roku powinniśmy mieć również zainstalowane 2 gigawaty mocy elektrolizerów, które służą do produkcji wodoru – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, starsza analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Obecnie w Polsce produkuje się około miliona ton wodoru, co plasuje nas jako producentów na 5 miejscu na świecie i 3 w Europie. Jest to jednak “szary” wodór, z którego produkcją wiąże się emisja CO2. Jego produkcja przeciera jednak szlak czystemu wodorowi, tworząc na rynku popyt na nowe źródło energii. Dzięki temu, gdy wraz z rozwojem technologii produkcji będziemy mogli przechodzić na zeroemisyjny wodór – produkowany w elektrolizerach, łatwiej znajdzie on swoje miejsce na rynku. Produkcją “zielonego” wodoru zajmą się najpewniej spółki prywatne. Kilka z nich już mocno zajmuje się tematem i planuje związanie produkcji wodoru w elektrolizerach z produkcją energii odnawialnej. Konkurencyjność zeroemisyjnego wodoru ma zabezpieczyć kontrakt różnicowy, który wprowadziłby mechanizm zrównywania cen wodoru o różnej emisyjności. Wówczas mniej konkurencyjny, czysty wodór, będzie mógł konkurować z dojrzałymi już technologiami produkcji szarego wodoru – tłumaczy Maj.

Rynek biurowy w 2020 roku pod znakiem pandemii (Warszawa)

Rok 2020 przejdzie do historii i jeszcze przez wiele kolejnych lat będzie wspominany. Pandemia, która wstrząsnęła całym światem, odcisnęła swoje piętno na wielu aspektach gospodarki. Z dnia na dzień przedsiębiorcy musieli borykać się z kolejnymi wyzwaniami, zgodnie z rozporządzeniami rządu. Negatywne skutki pandemii Covid-19 rynek nieruchomości biurowych dotkliwiej zaczął odczuwać w III kw. 2020 roku, a ostatni kwartał był ich kontynuacją. Prognozowana w pierwszym półroczu ostrożność najemców i oddanie do użytku kolejnych dużych inwestycji przełożyły się na dalszy wzrost współczynnika pustostanów.

Ostatni kwartał 2020 roku dostarczył na rynek biurowy około 76 000 m kw. powierzchni w ramach dwóch inwestycji: Mennica Legecy Tower należące do Golub GetHouse (48 000 m kw.) oraz dwa budynki wchodzące w skład kompleksu LIXA (28 000 m kw.), zrealizowane przez Yareal Polska, a obecnie należące do Commerz Real AG. Podsumowując nową podaż, która zasiliła rynek w całym roku, Warszawa wzbogaciła się aż o 314 000 m kw., co jest drugim najwyższym wynikiem w historii lokalnego rynku (w rekordowym 2016 roku zrealizowano ponad 400 000 m kw.).

„Warto tutaj zaznaczyć, że tak wysoki wolumen podaży był rezultatem kilku wielkoskalowych projektów, a kolejne planowo oddawane powinny być w bieżącym roku. W 2020 roku ukończono w sumie 12 projektów, a dla porównania w roku poprzednim było ich 17, ale ich skala była znacznie mniejsza – 162 000 m kw. Do największych zrealizowanych inwestycji należy zaliczyć: The Warsaw HUB C i B (Ghelamco Poland, 89 000 m kw.), wspomniana Mennica Legacy Tower oraz Varso I i II (HB Reavis, 46 600 m kw.) – komentuje Bożena Garbarczyk, Straszy Konsultant w Dziale Badań Rynku w Knight Frank, która jednocześnie dodaje, że największe tempo rozwoju w 2020 roku zaobserwowano w podstrefie „Centrum Zachód” w okolicy Ronda Daszyńskiego, gdzie zakończone projekty objęły powierzchnię aż 156 000 m kw., co stanowiło połowę całkowitej nowej podaży oddanej na rynek. Zasoby dynamicznie rozwijającej się okolicy bliskiej Woli przekroczyły 0,5 mln m kw., co stanowi ofertę jedynie o połowę mniejszą niż w Centralnym Obszarze Biznesu.”

Na koniec 2020 roku zasoby powierzchni biurowej osiągnęły poziom 5,9 mln m kw., a największym obszarem koncentracji została strefa „Centrum” (1,55 mln m kw.), wyprzedzając zajmującą do tej pory pierwsze miejsce strefę „Mokotów” (1,46 mln m kw.).

W IV kwartale 2020 roku utrzymywała się widoczna już wcześniej mniejsza aktywność najemców. Firmy obserwując aktualną sytuację, starają się nie podejmować dwufalowych decyzji, a to wiąże się częściej z pozostaniem w zajmowanym obecnie biurze. W ostatnich trzech miesiącach roku na stołecznym rynku wynajęto ok. 160 000 m kw., co było jednym z najniższych kwartalnych wyników ostatnich lat.

„Blisko 44% wolumenu popytu w ostatnim kwartale stanowiły renegocjacje dotychczasowych umów (69 200 m kw.), nierzadko podpisywanych na okres krótszy niż standardowe kontrakty. Średnia dla drugiej połowy była jeszcze większa i wyniosła 46%, podczas gdy w I połowie ubiegłego roku była na poziomie 30%. Ograniczone zainteresowanie nową powierzchnią szczególnie widać po spadku udziału umów przednajmu, które w II połowie roku wyniosły zaledwie 11% wolumenu popytu,” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Przedmiotem najmu w ubiegłym rok było 602 000 m kw. powierzchni, z czego największym zainteresowaniem cieszyły się strefa Centrum, w której wynajęto ponad 41% rocznego popytu (ponad połowa została podpisana w budynkach zlokalizowanych w okolicy Ronda Daszyńskiego) oraz strefa Mokotów z wynikiem 26%, gdzie dominował Służewiec.

Wyraźnym zainteresowaniem coraz częściej cieszy się forma podnajmu. W ostatnim kwartale roku udział podnajmu w całkowitym popycie był już dość wyraźny i odpowiadał za 6% całkowitego wolumenu podpisanych umów.

„Wysoka podaż nowej powierzchni i mniejsze zainteresowanie nią najemców przełożyły się na dalszy wzrost współczynnika pustostanów, który na koniec IV kwartału 2020 roku wyniósł 9,9%, tj. 583 500 m kw. powierzchni biurowej oferowanej na wynajem od zaraz (wzrost o 0,3 pp. kw./kw. oraz wzrost o 2,1 pp. r/r). Przyglądając się bliżej sytuacji w głównych obszarach Warszawy, w strefach centralnych poziom pustostanów wzrósł kwartalnie o 0,1 pp. i wyniósł 8,5%, podczas gdy w strefach pozacentralnych odnotował wzrost o 0,4 pp. kw./kw. do poziomu 10,8%. Mokotów pozostaje strefą z najszerszą ofertą dostępnej powierzchni, gdzie na najemców czeka 222 000 m kw.” – wyjaśnia Bożena Garbarczyk.

Zmieniająca się sytuacja nie wpłynęła dotychczas na zmiany w stawkach czynszu, które utrzymują się na stabilnym poziomie. Czynsze wyjściowe w Centralnym Obszarze Biznesu, w prestiżowych inwestycjach, kształtowały się na poziomie 20-25 EUR/m kw./miesiąc, ale trafiały się również projekty, w których biura na najwyższych kondygnacjach osiągały nawet 27-28 EUR. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 22 EUR/m kw./miesiąc. Ze względu na szeroki pakiet zachęt, który właściciele budynków oferują przyszłym najemcom, szczególnie w dobie pandemii Covid-19 chcąc przyciągnąć najemców, stawki efektywne pozostają o ok. 20% niższe niż poziom wywoławczy.

Warszawski rynek biurowy czeka na stabilizację

Aktywność najemców w 2020 roku była o 31% niższa niż w 2019, a deweloperzy znacznie ostrożniej niż w ubiegłych latach podchodzili do startu nowych inwestycji. W rezultacie, może to doprowadzić do powstania luki podażowej na warszawskim rynku.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec 2020 roku.

Z powodu pandemii przedsiębiorstwa zaczęły bardziej zachowawczo podchodzić do decyzji związanych z zapotrzebowaniem na biura, odkładając je na moment stabilizacji sytuacji. W rezultacie, w porównaniu do oczekiwań z końca 2019 r., popyt na biura w ubiegłym roku był o 29% mniejszy, a wolumen nowej podaży dostarczonej na rynek o 26% niższy. Patrząc jednak na aktualną aktywność po stronie deweloperów, możemy spodziewać się luki podażowej na warszawskim rynku biurowym, szczególnie w lokalizacjach poza centrum, informuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Popyt – przedłużenia i podnajmy

W 2020 roku w Warszawie wynajęto łącznie 602 000 mkw. Największą popularnością cieszyły się Centrum i Mokotów, odpowiedzialne za ponad dwie trzecie całkowitego zapotrzebowania na biura.

Ubiegły rok przyniósł spore przetasowania w strukturze popytu i wzrost znaczenia odnowień kontraktów. Firmy często decydują się na przedłużenie umowy na krótki okres i czekają na powrót do normalności przed podjęciem długoterminowych zobowiązań. Jednym z kluczowych trendów była również wzrastająca podaż powierzchni oferowanej na podnajem. Obecnie w Warszawie na firmy zainteresowane takim rozwiązaniem czeka ok. 130 000 mkw. tego typu przestrzeni, z czego blisko 60% przypada na centralne części stolicy. Udział powierzchni podnajmowanej w całkowitych zasobach oscyluje na poziomie ok. 2%, dodaje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL.

Do największych transakcji najmu w ubiegłym roku należały: rekordowa umowa przednajmu PZU w Generation Park Y – pierwszym budynku wieżowym Skanska w Polsce (46 500 mkw.), umowa typu sale and leaseback DSV na Mokotowie (20 000 mkw.) oraz odnowienie umowy i ekspansja Poczty Polskiej w Domaniewska Office Hub (19 800 mkw.).
Analizując 2020 rok należy zwrócić też uwagę na rosnącą popularność oferty biur elastycznych. Po takie rozwiązanie sięgają zwłaszcza duże firmy, które chcą zapewnić swoim pracownikom wygodę pracy z biura podczas zawirowań w przeprowadzkach lub po prostu stabilizując dynamiczną w obecnych czasach strukturę zatrudnienia. Zabezpieczenie interesów pracowników daje korporacjom możliwość spokojnego poszukiwania tradycyjnej powierzchni biurowej, co widać wyraźnie w statystykach operatorów, u których przeciętne obłożenie w centralnych dzielnicach Warszawy przekracza nawet połowę dostępnych stanowisk, a niektórzy z nich zamknęli rok z wynikami na poziomie 80%, tłumaczy Tomasz Czuba.

Podaż – ponad 300 000 nowego metrażu

W 2020 roku na rynek dostarczono 314 000 mkw. biur w ramach takich projektów, jak kompleks The Warsaw Hub, zrealizowany przez Ghelamco Poland o powierzchni 89 000 mkw. czy Mennica Legacy Tower (47 900 mkw.), której deweloperem jest Golub GetHouse.

Po kilku latach stale rosnącej aktywności deweloperskiej, wolumen powierzchni w budowie spada. W ostatnich latach w realizacji pozostawało od 700 000 mkw. do 800 000 mkw., a teraz jest to niewiele ponad 500 000 mkw. Deweloperzy znacznie ostrożniej podchodzą też do rozpoczynania nowych budów, a w ciągu ostatnich miesięcy nowe inwestycje uruchomiło tylko kilku z nich, mówi Tomasz Czuba.

Rynek inwestycyjny

Pomimo pandemii i jej następstw, rok 2020 na rynku inwestycyjnym okazał się znacznie lepszy niż przypuszczano na początku kryzysu.

Łączna wartość wszystkich transakcji biurowych osiągnęła wartość niemal 2 mld euro, z czego około 66%, czyli 1,3 mld euro przypadło na obiekty w Warszawie. Jest to wynik niemal o połowę niższy od rekordowego rezultatu z roku 2019, ale wciąż wyższy o ponad 21% od 10-letniej średniej z lat 2009 – 2019, komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Podobnie jak w latach ubiegłych największym zainteresowaniem cieszyły się biurowce w Centrum Warszawy (59% ogólnej wartości), a następnie nieruchomości z zagłębia biznesowego na Służewcu (30%), co oznacza wzrost udziału tej lokalizacji w porównaniu do poprzednich lat.

Do największych transakcji na warszawskim rynku biurowym należały: sprzedaż pierwszego etapu kompleksu Lixa (budynki A i B) przez Yareal do Commerz Real, przejęcie Wola Center przez Hines od spółki Develia, kupno T-Mobile Office Park przez AFI Europe od Starwood oraz nabycie Generation Park Z przez fundusz DEKA od firmy Skanska.

Prognozy na obecny rok w dużej mierze zależą od sukcesu programu szczepień, który pozwoliłby na powrót do biur i ograniczenie niepewności na rynku. Co więcej, stopniowy powrót do normalności przyspieszyłby finalizację odroczonych transakcji, napędzając tym samym tegoroczne obroty. Dodatkowym motorem napędowym może być potencjalna luka podażowa spodziewana po 2022 r., która zredukuje i tak mocno ograniczoną, liczbę projektów typu „prime” dostępnych na rynku. Przełożyć się to może na bardziej agresywne podejście inwestorów przy składaniu ofert, a w rezultacie powrót do kompresji stóp kapitalizacji, – dodaje Tomasz Puch.

Pustostany i czynsze

Obecna sytuacja gospodarcza bezpośrednio wpływa na wskaźnik pustostanów. W IV kw. 2020 r. wyniósł on 9,9% w Warszawie (8,5% w strefach centralnych i 10,8% w strefach poza centrum), co stanowi wzrost o 2,1 p.p. w stosunku do końca 2019 r. Tym statystykom towarzyszy zwiększona podaż przestrzeni na podnajem. Co ważne, w perspektywie kolejnych lat na rynek dostarczane będzie mniej nowoczesnej powierzchni biurowej, co przełoży się na stopniową absorpcję dostępnej powierzchni.

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości w szerokim centrum wynoszą od 18 do 24 euro/mkw./m-c, a poza nim do 16 euro/ mkw./m-c.

Biorąc pod uwagę spowolnienie po stronie popytu, wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej, w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się chwilowej redukcji stawek za wynajem powierzchni biurowych, zarówno po stronie czynszów bazowych, jak i efektywnych. Będzie to dotyczyło praktycznie każdej klasy obiektów biurowych, z wyłączeniem tych inwestycji, na których atrakcyjność okres pandemii nie miał znaczącego wpływu. Już dziś obserwujemy duże presje na czynsze w starszych obiektach, a deweloperzy stosują bardzo agresywną politykę finansową próbując zabezpieczyć pierwszych najemców do swoich realizowanych inwestycji, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Agata Sekuła w zarządzie EPP

Od 1 marca 2021 roku Agata Sekuła obejmie stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za sprzedaże i akwizycje w firmie EPP, będącej największym właścicielem centrów handlowych w Polsce pod względem GLA. W EPP będzie odpowiadała za realizowanie strategicznych celów firmy w zakresie pozyskiwania współinwestorów dla portfela handlowego.

Agata Sekuła posiada ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze doradztwa inwestycyjnego dla sektora handlowego i jest jedną z najbardziej znanych ekspertek na rynku nieruchomości handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Od 22 lat jest zawodowo związana z JLL, gdzie sprawuje funkcję wiceprezesa zarządu oraz dyrektora Działu Rynków Kapitałowych firmy w Polsce. Pod jej kierownictwem przez ostatnie 20 lat sfinalizowano transakcje kupna i sprzedaży obiektów handlowych w Polsce, Czechach, Rumunii, na Słowacji i Węgrzech o łącznej wartości ponad 13,5 miliarda euro. Agata Sekuła specjalizuje się w transakcjach sprzedaży i zakupu centrów handlowych, zarówno pojedynczych obiektów, jak i dużych portfeli nieruchomości. Odpowiadała m.in. za przygotowanie marketingowe procesów sprzedaży, analizy due diligence, strukturyzację transakcji, negocjacje komercyjne oraz nadzór nad wypełnianiem uzgodnionych przez strony warunków transakcji.

W trakcie swojej kariery Agata Sekuła doradzała w największych i najsłynniejszych transakcjach, których przedmiotem były nieruchomości handlowe np.: portfel Chariot (28 obiektów sprzedanych za 1 mld euro przez konsorcjum Apollo-Rida, Ares i AXA), portfel Atrium European Real Estate (Atrium Felicity w Lublinie, Atrium Koszalin oraz portfel Tyrion), Galeria Katowicka, Silesia City Center w Katowicach, Manufaktura w Łodzi, Magnolia Park we Wrocławiu, Promenada w Warszawie, Stary Browar w Poznaniu i wiele innych.

Z wielką radością witam Agatę w EPP, ponieważ doskonale znam jej wyjątkowe, w skali naszego regionu, kompetencje i skuteczność działania. Jestem pewien, że powierzona jej strategiczna misja pozyskania współinwestorów dla portfela handlowego EPP jest w najlepszych rękach. Agata świetnie zna większość inwestorów działających na rynkach Europy Środkowej, a także centra EPP, gdyż na przestrzeni lat brała udział w transakcjach, których przedmiotem były prawie wszystkie aktywa handlowe wchodzące obecnie w skład naszego portfela. Jestem przekonany, że Agata przyczyni się nie tylko do pozyskania dla naszej firmy najlepszych partnerów biznesowych, ale także fachowo pokieruje długofalowymi relacjami w ramach planowanych przez nas joint ventures, co przyczyni się do stabilnego rozwoju EPP – mówi Tomasz Trzósło, prezes EPP.

2021 rokiem fundamentalnych zmian na rynku biurowym

2021 rokiem fundamentalnych zmian na rynku biurowym. Nowe podejście do powierzchni w modelu hybrydowym.

Po bardzo udanych dla sektora nieruchomości biurowych latach 2017-2019, na początku roku 2020 branża patrzyła z dużym optymizmem na najbliższe miesiące. Ogólnoświatowa pandemia COVID-19, akademicki przykład nieprzewidywalnego zdarzenia „black swan”, nie tylko ostudziła entuzjazm ale również wymusiła przyspieszone przemodelowanie sposobu korzystania z powierzchni, którego efektem będą strukturalne zmiany w segmencie obiektów biurowych.

Na koniec 2020 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie przekroczyły 5,9 mln m kw. W IV kwartale na stołeczny rynek dostarczono prawie 76 tys. m kw. nowej powierzchni w trzech projektach: Mennica Legacy Tower o powierzchni prawie 48 tys. m kw. i dwóch biurowcach kompleksu Lixa (A i B) o sumarycznej powierzchniach ok. 28 tys. m kw. Wszystkie nowe biurowce usytuowane są w dynamicznie rozwijającej się strefie Centrum – Zachód.

Natomiast w ciągu całego 2020 r. w Warszawie oddano do użytku około 314 tys. m kw. w ramach 15 projektów. Największe z nich to: The Warsaw Hub B i C (łącznie 89 tys. m kw.), Mennica Legacy Tower – wieża (prawie 48 tys. m kw.) oraz Varso I i II (prawie 47 tys. m kw.). Ze względu na przeciągające się procedury administracyjne, spowodowane sytuacją pandemiczną, oddanie do użytkowania kilku nowych biurowców opóźni się i nastąpi w pierwszych miesiącach 2021r. Wysoka aktywność deweloperska

w minionych latach jest odzwierciedlona w wolumenie nowej podaży w 2020 r., który niemal dwukrotnie przewyższył wielkość nowej powierzchni oddanej do użytkowania w 2019 r. i jest o 15% powyżej średniej dla ostatnich 5 lat. Dzięki dobrej koniunkturze ubiegłych lat i wysokiemu poziomowi przednajmu, obiekty dostarczone na rynek w 2020 r. były wynajęte niemal w całości, stąd średni poziom wakatów w biurowcach stanowiących nową podaż nie przekroczył 15%.

Według naszych analiz, również obecny rok – 2021 – będzie obfitował w otwarcia nowych biurowców, stąd wolumen nowej podaży może być wyższy od ubiegłorocznego o 15-25%. Wielkość powierzchni pozostającej w budowie w Warszawie systematycznie jednak maleje. Na koniec IV kwartału 2020 r. na etapie budowy było około 570 tys. m kw. powierzchni, z terminem ukończenia do końca 2022 r., choć finalne oddanie do użytkowania niektórych projektów może przesunąć się nawet na 2023 r.

Strefa Centrum – Zachód, odpowiada za około 35% całkowitego wolumenu obecnie budowanych biur. Rejon ten, po ukończeniu wszystkich realizowanych tam obecnie inwestycji (ok. 200 tys. m kw.), stanie się w 2022 r. największą dzielnicą biznesową Warszawy. Ukończenie The Warsaw Hub, Warsaw Unit, Mennica Legacy Tower, Skyliner, Fabryki Norblina, kolejnych faz Generation Park i kompleksu Lixa spowoduje, że strefa Centrum – Zachód może wyprzedzić Służewiec w tej kategorii. Jest to możliwe zwłaszcza w kontekście planów ogłoszonych przez Echo Investment dotyczących przekształcenia części kompleksu biurowego Empark na funkcje mieszkaniowe. Obecnie obserwowane trendy rynkowe mogą w kolejnych latach być katalizatorem podobnych decyzji w stosunku do innych obiektów biurowych na Służewcu, przedstawiających większy potencjał mieszkaniowy niż biurowy.

W 2020 r., a zwłaszcza w drugiej połowie roku, w strukturze popytu zaobserwowaliśmy wzrost udziału przedłużeń umów najmu. W okresie lipiec – grudzień stanowiły one ok. 46% całkowitego popytu, a szczególna aktywność w renegocjacjach przypadła na letni kwartał, kiedy po zakończeniu pierwszego „lockdownu” najemcy zaczęli „odmrażać” decyzje dotyczące swoich lokalizacji. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. jest to znaczący wzrost o 10.1 p.p.

Jednocześnie obserwowaliśmy również nasilenie zjawiska podnajmu, które jest dość powszechne w dobie kryzysu. Część firm bowiem wprowadziła model pracy hybrydowej i nie planuje wykorzystania całości wynajmowanego metrażu. Według naszych szacunków na koniec 2020 r. na rynku oferowane było na podnajem ok. 100,000. m kw. powierzchni.

Mimo znacząco niższej wielkości popytu w 2020 r. (spadek popytu netto o ok. 31% w stosunku do 2019 r.), na warszawskim rynku biurowym miały miejsce transakcje najmu na rekordowo duże powierzchnie. Do największych z nich zaliczamy umowę przednajmu 46,6 tys. m kw. w budynku Generation Park Y, gdzie najemcą jest PZU, kolejną transakcją opiewającą na 20 tys. m kw jest umowa najmu siedziby głównej polskiego przedstawicielstwa jednego z globalnych dostawców usług transportowych i logistycznych. Natomiast w ostatnim kwartale roku klient poufny przedłużył umowę najmu o powierzchni ponad 12 tys. m kw. w biurowcu Gdański Business Center I A, a Leroy Merlin podpisał umowę najmu 12 tys. m kw. w budowanym kompleksie Forest.

W ciągu 2020 r. nastąpił w Warszawie wyraźny wzrost wskaźnika pustostanów o prawie 2.4 p.p. do poziomu ok. 9.9% na koniec grudnia. W 2021 r., w rezultacie prognozowanego wysokiego poziomu podaży nowej powierzchni oraz spodziewanego wciąż ograniczonego popytu najemców, oczekiwana jest kontynuacja tego trendu.

Wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej w 2020 r. nie zaskoczył ekspertów rynkowych, gdyż już kilkanaście kwartałów wcześniej prognozowaliśmy pogorszenie tego parametru, jeszcze zanim pojawiło się złowrogie słowo COVID-19. Od dłuższego czasu cyfry wskazywały, że na lata 2020 – 2021 przypadnie szczyt dostarczania na rynek nowych biurowców, a dostępność powierzchni będzie wyraźnie wyższa niż w latach 2017-2019. Niższe obecnie apetyty najemców na powierzchnie biurowe, wynikające z zawirowań koniunktury czasu pandemii, są czynnikiem dodatkowym. W efekcie spadku popytu i przyrostu wolumenu powierzchni niewynajętej, spodziewamy się w perspektywie krótkookresowej korekty stawek czynszowych, zarówno bazowych jak i efektywnych. – Małgorzata Fibakiewicz, Head of Office Sector & Strategic Projects w BNP Paribas Real Estate Poland

2020 rok stał również pod znakiem pracy zdalnej. By umożliwić bezpieczne korzystanie z biura i zachowanie zasad dystansu społecznego, część firm wdrożyła system hybrydowy zarówno w trybie pracy jak i strategii najmu.

Spadek popytu na nowe powierzchnie biurowe odnotowywany z kwartału na kwartał 2020, nie jest niczym zaskakującym biorąc pod uwagę nieprzewidywalność związaną z trwającą już od 9 miesięcy sytuacją pandemiczną w kraju i na świecie, która zamknęła nas w domach. Praca zdalna, początkowo traktowana jako rozwiązanie tymczasowe, rozgościła się na dobre, a wraz z nią niski odsetek pracowników w biurach, co wpłynęło bezpośrednio na ilość wynajmowanej powierzchni. Niemniej większość najemców zaczyna dostrzegać negatywne skutki izolacji na home-office, niższą efektywność i demotywację swoich pracowników, dlatego w dłuższym horyzoncie czasowym spodziewamy się wypracowania hybrydowego modelu pracy. Już teraz słyszymy od wielu naszych Klientów, że planują stopniowy powrót do biur w połowie roku. Praca zdalna, dziś wymuszona obostrzeniami oraz indywidualną odpowiedzialnością każdego z nas za innych, pozostanie jednak trwałym elementem biurowej codzienności, chociaż w wymiarze nie tak szerokim jak początkowo zakładaliśmy. To przełoży się na popyt, który nawet jeśli ulegnie korekcie, to w połączeniu z nowymi standardami w projektowaniu biur mającymi na celu bio-bezpieczeństwo pracowników, może oznaczać korektę symboliczną. – Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency w BNP Paribas Real Estate Poland

Kryzys nie wpłynął na zarobki programistów. Raport wynagrodzeń branży IT

12 017 zł na umowę o pracę i 11 088 zł na B2B – tyle wynosi średnia zarobków programisty. To prawie dwa razy więcej niż przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Polsce w ubiegłym roku.* Temat płac w IT zawsze budzi wiele emocji, ale w którym polskim mieście programistom żyje się najlepiej? Raport przygotowany przez Just Join IT** odkrywa karty odnośnie zarobków w branży.

Junior kontra Senior

Staż pracy wpływa na wynagrodzenie, ale w przypadku branży IT, pensja potrafi wzrosnąć prawie trzykrotnie. Junior zatrudniony na umowę o pracę zarabia średnio 6 945 zł, podczas gdy na konto Seniora wpływa miesięcznie kwota 16 719 zł. W przypadku umów B2B kwota wynosi u Juniora do 6 100 zł, a Seniora – 16 069 zł. Pensje tzw. midów zarówno związanych stosunkiem pracy, jak i freelancerów wynoszą ponad 11 tys. złotych (12 387 zł UoP).

Po oferowanych wynagrodzeniach w ofertach na Just Join IT, widać względną stabilizację w branży. Średnio na początku ubiegłego roku Senior mógł liczyć na stawkę 16 115 zł., a kończył go z kwotą 16 540 zł na B2B. Jednocześnie w 2020 roku widzieliśmy wzmożony popyt na zatrudnienie programistów. Liczba opublikowanych ogłoszeń wzrosła ponad dwukrotnie na naszym portalu pracy i znacznie przekroczyła 20 tysięcy. – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Raport wynagrodzeń branży IT

Gdzie płacą najwięcej?

Programista na stanowisku Seniora zarabiający miesięcznie średnio ponad 16 tysięcy złotych może sobie pozwolić na kupno kawalerki w Polsce już po 2,5 roku odkładania połowy pensji (przy cenie 8 966 zł/m kw.).*** Jednak jakie miasto w Polsce jest najlepsze do życia dla pracowników IT?

Programistów najlepiej wynagradza stolica – zarabiają tu średnio 13 117 zł na umowę o pracę i 11 885 zł na B2B. Senior potrafi odnotować zarobki powyżej 17 tys. zł, jednak przekładając to na cenę mieszkań w Warszawie, na kawalerkę o powierzchni zaledwie 20 m kw. musiałby odkładać całą pensję przez niespełna rok. Najlepszym miastem do życia w Polsce pod względem relacji zarobków do cen mieszkań okazał się Wrocław – miesięczna wypłata w branży IT na stanowisku seniora (16 234 zł UoP) to równowartość 2 m kw. mieszkania. Średnie zarobki sięgają tam 11 696 zł na UoP i 10 942 zł na B2B.
gie płacą najwięcej programistom

Lepiej od stolicy w rankingu wypada Kraków – wypłaty są tam bardzo zbliżone do warszawskich (średnio 12 560 zł UoP, 11 133 zł B2B), ale rynek nieruchomości jest tańszy (9 616 zł/m kw.). Na podium płac znalazło się także Trójmiasto, jednak porównując ceny mieszkań nad morzem można stwierdzić, że są zbliżone do tych ze stolicy (9 782 m kw.), a niestety zarobki są średnio o tysiąc złotych mniejsze (11 932 zł na UoP i 10 945 zł na B2B).

Z kolei Katowice nie zachęcają pracowników IT – średnie zarobki w tej branży nie przekraczają tam 10 tysięcy złotych (9 328 zł na UoP i 9 904 zł na B2B) i nawet znacznie tańsze ceny mieszkań nie są w stanie przebić wrocławskiego standardu życia programisty. Katowice pozostały w tyle nawet za Poznaniem, w którym zarobki wynoszą średnio 10 545 zł na umowę o pracę, a freelancer jest w stanie zarobić 10 641 zł.
katowice wynagrodzenia programistów

Nowa praca po weekendzie

Duże zarobki w obecnej firmie nie dają długiego uczucia sytości. Początek tygodnia i powrót do pracy po weekendzie skłania programistów do szukania nowych ofert. Co piąty z nich postanawia wysłać CV do potencjalnego pracodawcy w poniedziałek między 8:00-10:00, czyli tuż po pierwszej kawie i rozpoczęciu pracy. Początek tygodnia jest też ulubionym dniem rekruterów – to wtedy pojawia się najwięcej publikowanych ogłoszeń (21,65%). Z kolei w sobotę odnotowuje się zaledwie 7% aplikacji, a liczba nowych ofert nie przekracza nawet 1%.

Wśród technologii w 2020 dominował JavaScript. To właśnie te oferty były najczęściej przeglądane. Tuż za nimi znalazły się kategorie Java i Testing, co potwierdzają trendy ostatnich dwóch lat. Poprzedni rok negatywnie wpłynął jedynie na technologie mobilne, gdzie zainteresowanie ofertami spadło o 10 punktów procentowych w porównaniu do zeszłego roku.

Cały Raport wynagrodzeń polskich programistów za 2020 rok dostępny jest na stronie: justjoin.it/report

*https://stat.gov.pl/sygnalne/komunikaty-i-obwieszczenia/lista-komunikatow-i-obwieszczen/komunikat-w-sprawie-przecietnego-wynagrodzenia-w-trzecim-kwartale-2020-roku,271,30.html
**Raport wynagrodzeń polskich programistów za 2020 rok przeprowadzony przez Just Join IT na podstawie analizy 7 251 ofert pracy zamieszczonych na job boardzie.
***https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-ofertowe-mieszkan-grudzien-2020-Raport-Bankier-pl-8023570.html

100 DNI, BY URATOWAĆ AMERYKĘ – trzy ścieżki fiskalne dla prezydencji Bidena

20 stycznia Joe Biden objął urząd jako 46. prezydent Stanów Zjednoczonych z obietnicą pakietu stymulującego o wartości 1,9 bln USD i planem dystrybucji 100 milionów dawek szczepionek w trakcie pierwszych 100 dni jego prezydentury.

Zgodnie z wyliczeniami ekonomistów Euler Hermes, drugi z tych celów jest w znacznej mierze osiągalny i pokrywa się z tempem dystrybucji notowanym w USA w ubiegłym tygodniu. W ciągu ostatnich siedmiu dni USA osiągnęły tempo szczepień na poziomie około 1 miliona na dzień (0,3% na dzień). Stany Zjednoczone są więc na dobrej drodze do osiągnięcia odporności stadnej pod koniec 2. kwartału/na początku 3. kwartału. Najbardziej narażona część populacji (osoby w wieku 65+ i przewlekle chore, około 20% ogółu populacji) powinna w tym tempie osiągnąć odporność do końca 1. kwartału, co powinno pozwolić na pewne poluzowanie obostrzeń.

Tym niemniej wirus nadal szybko się rozprzestrzenia, a współczynnik reprodukcji wirusa ciągle przekracza 1. System ochrony zdrowia znajduje się pod dużą presją, gdyż przy liczbie 400 osób hospitalizowanych na milion mieszkańców, presja ta jest dwukrotnie wyższa niż w marcu i lipcu 2020 r. Z tej liczby hospitalizowanych, 72 pacjentów przebywa na intensywnej terapii, co również znacznie przekracza poziom z marca czy lipca. Pokazuje to, że sama kontynuacja obecnej kampanii szczepionkowej nie wystarczy, by zahamować koszty gospodarcze, jak i ludzkie w kontekście obecnego kryzysu sanitarnego w USA.

Rysunek 1: Wyścig po odporność w USA

Wyścig po odporność w USA
Źródła: Raporty krajowe za pośrednictwem Our World in Data, Allianz Research

Jeśli chodzi o Bideno-ekonomię, Euler Hermes uważa, że łagodniejszy bodziec ma większe szanse na pokonanie przeszkody w Kongresie. W naszym głównym scenariuszu (prawdopodobieństwo 60%) Prezydent Biden prawdopodobnie uzyska wystarczające wsparcia dla większej części swego planu, w tym czeków stymulacyjnych o wartości 1 400 USD, ale będzie musiał pójść na kompromis co do zakresu wsparcia lokalnego i stanowego. Po przyjęciu Ustawy CARES (ustawa w sprawie pomocy, ulg i bezpieczeństwa gospodarczego w czasie koronawirusa) w marcu 2020 r. (2,2 bln USD) oraz Ustawy w sprawie reagowania i ulg (0,9 bln USD) w grudniu 2020 r., plan stymulacyjny Prezydenta Bidena opiewający na 1,9 bln USD również koncentruje się na tych samych priorytetach krótkoterminowych: bezpośrednie wsparcie dla osób i rodzin przy pomocy czeków stymulacyjnych oraz lepsze ubezpieczenie dla bezrobotnych; uzupełniające wydatkowanie na opiekę zdrowotną celem zwalczania wirusa; lokalne i stanowe wsparcie finansowe i ulgi podatkowe (Tabela 1). Biden potwierdził, że plan ten nie będzie finansowany poprzez podniesienie podatków.

Tabela 1: Szczegóły planu stymulacyjnego Prezydenta Bidena

Kategorie kosztów Kwota (mld)
„Upusty Naprawcze” w kwocie 1.400$ na osobę, poza już wydanymi na kwotę 600$ 465
Pomoc dla władz stanowych i lokalnych 350
Zwiększenie dodatku ubezpieczeniowego dla bezrobotnych do 400$/tydzień i rozszerzenie nadzwyczajnych rezerw na finansowanie ubezpieczeń dla bezrobotnych do września 350
Finansowanie dla krajowego programu szczepień, testów i innych działań ograniczających skutki COVID 160
Finansowanie ponownego otwarcia szkół i zwiększenie finansowania dla szkół i collegów 170
Rozszerzenie Ulgi Podatkowej na Dziecko do zwrotu 3.000$ na dziecko, 3.600$ dla dzieci poniżej 6. roku życia (na jeden rok) 120
Wsparcie dla najemców i drobnych posiadaczy nieruchomości 30
Wsparcie dla podmiotów zapewniających opiekę nad dziećmi 25
Inne zmiany polityki 200

Źródło: CBO, Komitet Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego, Allianz Research

Tym niemniej, w trakcie swej kampanii Biden obiecał skokowe zwiększenie ogólnych wydatków brutto o kwotę 6,4 bln USD, szczególnie w zakresie infrastruktury, zdrowia i edukacji, co ma być częściowo finansowane przez dodatkowych wpływów podatkowych, niemniejszych niż 3,7 bln USD (po uwzględnieniu nieznacznego zwiększenia ulg podatkowych), przez co jego 10-letni plan stymulacyjny miałby osiągnąć poziom 2,7 bln USD. Takie obietnice ekspansywnej polityki fiskalnej należą jeszcze do świata sprzed COVID-u, w którym niewyobrażalne były takie akty legislacji dotyczących finansów publicznych jak Ustawy w sprawie reagowania i ulg na kwotę 900 mld USD czy Amerykański Plan Ratunkowy na kwotę 1,9 bln USD. Oba te akty dodatkowo zwiększają wydatki w ogólnym 10-letnim programie wydatków, choć nie w pełnej wysokości ich wartości nominalnej, ponieważ część może się zmaterializować w postaci pewnych dopłat bezpośrednich z początkowego pakietu 6,4 bln USD promowanego przez Bidena w jego kampanii. Nadal jednak w naszym scenariuszu centralnym, który zakłada rzeczywistą realizację Amerykańskiego Planu Ratunkowego jedynie na poziomie 60%, przewidujemy bodziec brutto ogółem opiewający na kwotę 8 bln USD (+1,6 bln USD). W scenariuszach wysokim i niskim (opisanych szczegółowo poniżej) bodziec brutto osiągnąłby odpowiednio 8,4 bln USD (+2 bln USD) i 7,8 bln USD (+1,4 bln USD). W wyniku tego dług i deficyt publiczny wyrażone jako procent PKB powinny znacząco wzrosnąć (patrz Rysunek 2 i 3), przez co dług publiczny podążałby ścieżką systematycznie wyższą niż ta początkowo zakładana w naszych badaniach, pomimo powrotu w perspektywie długoterminowej. do rzeczywistego potencjału wzrostu sprzed pandemii. W roku 2030 amerykański dług publiczny mógłby osiągnąć poziom 166% PKB (7 pp powyżej uprzednich prognoz).

Rysunek 2: Amerykański dług publiczny wyrażony jako procent PKB

Amerykański dług publiczny wyrażony jako procent PKB
Źródła: Allianz Research, CBO

Rysunek 3: Amerykański deficyt publiczny wyrażony jako procent PKB

Amerykański deficyt publiczny wyrażony jako procent PKB
Źródła: Allianz Research, CBO

Źródła: Allianz Research, CBO

Choć Prezydent Biden z pewnością skorzysta z impetu, jakiego nada mu inauguracja, jego zdolność do przyjęcia Amerykańskiego Planu Ratunkowego pozostaje niepewna i oczekiwane są pewne przeszkody:

  • Niewielka większość: Choć Demokratom udało się przejąć większość w senacie od Republikanów, nadal daleko im do progu 60 głosów, które pozwoliłyby uniknąć obstrukcji parlamentarnej i przyjmować akty prawne bez wsparcia Republikanów. Prezydent Biden może wykorzystać uzgodnienie budżetu celem obejścia potencjalnej blokady Republikanów, ale będzie to wymagało utraty jego ducha bezstronności, a samo rozwiązanie wykorzystać można tylko raz do roku, co oznacza, że dalsze bodźce fiskalne (projekty infrastrukturalne i jego Nowy Zielony Ład) nie uciekłyby przed trudną rzeczywistością głosowania w senacie.
  • Rozrzutność: Część przedstawicieli Republikanów w kongresie już skrytykowała rozmiar i zakres proponowanej ustawy, szczególnie w zakresie jej wpływu na dług narodowy USA. Większość z nich również argumentuje, że ustawa stymulacyjna przegłosowana już w grudniu, za poprzedniej prezydentury, jest wystarczająca, a nowy bodziec nie jest potrzebny. Tym niemniej część z nich zauważa potrzebę sprowadzenia gospodarki z powrotem na odpowiednie tory oraz polityczny koszt niegłosowania za ustawą, której celem jest pomoc ich wyborcom. Co więcej Republikanie mogą nie chcieć zostać uznanymi obstrukcjonistami od samego początku.
  • Plan pracy Kongresu: Kongres już jest zajęty postępowaniem związanym z impeachmentem, będzie musiał się ponadto skoncentrować na przesłuchaniach dotyczących członków gabinetu Prezydenta Bidena. Debaty dotyczące nowego pakietu stymulacyjnego będą prawdopodobnie musiały poczekać kilka tygodni, szczególnie jeśli pakiet będzie kontrowersyjny w odbiorze. W obecnych okolicznościach im dłużej zajmie wdrożenie nowego bodźca, tym wyższy będzie koszt obecnych utrudnień dla gospodarki, mając na względzie rekordowo wysoką liczbę przypadków Covid-19 i związanych z nim zgonów.

W związku z tym ekonomiści Euler Hermes zdefiniowali trzy ścieżki fiskalne dla prezydencji Bidena:

  1. Scenariusz wysoki: 1,9 bln USD, prawdopodobieństwo 30%

Prezydent Biden i Demokraci są w stanie przeprowadzić całą propozycję, czy to poprzez uzyskanie wystarczającego wsparcia ze strony Republikanów, czy też poprzez negocjacje związane z budżetem. Choć jest to możliwe, scenariusz ten jest mało prawdopodobny mając na względzie wyzwania czekające Prezydenta Bidena w Kongresie. Poziom amerykańskiego długu publicznego wzrósłby do 148,8% PKB w roku 2021 w porównaniu do poziomu 135% PKB przewidywanego za rok 2020. Wzrost osiągnąłby poziom +4,7% r/r w 2021 r. oraz +2,7% r/r w 2022 r., w porównaniu do odpowiednio +3,6% r/r i +3,1% r/r w naszym obecnym scenariuszu. W tym scenariuszu rząd federalny musiałby przewidywać podwyżkę stóp już w drugiej połowie 2022 r., podczas gdy w naszym obecnym podstawowym scenariuszu pierwsze takie ruchy oczekiwane są w drugiej połowie 2023 r.

  1. Scenariusz główny: 1,2 bln USD, prawdopodobieństwo 60%

W tym scenariuszu Prezydent Biden jest w stanie zapewnić sobie wystarczające poparcie dla większej części swojego pakietu stymulacyjnego, szczególnie w zakresie czeków stymulacyjnych na kwotę 1 400 USD, których również domagał się Trump, jednakże musiałby uciec się do kompromisu w odniesieniu do innych zmiennych, szczególnie w zakresie wsparcia władz lokalnych i stanowych, by uzyskać wystarczające poparcie Republikanów. Scenariusz ten oszczędziłby nowemu prezydentowi konieczności skorzystania ze żmudnego procesu uzgodnień (w tym związanych z Budżetem), umożliwiając mu wprowadzenie ponadto nowego bodźca dedykowanego celom średnio- i długoterminowym, takim jak projekty infrastrukturalne oraz „Plan Budowy Nowoczesnej, Zrównoważonej Infrastruktury i Sprawiedliwej Przyszłości z Czystą Energią”. Scenariusz ten wydaje się najbardziej prawdopodobny, ponieważ ustawa przyjęta w drodze kompromisu pozwoliłaby obu partiom ogłosić zwycięstwo polityczne (Demokratom w związku z nowym bodźcem, a Republikanom w związku z osiągniętymi ustępstwami). W tym kontekście wzrost amerykańskiego PKB byłby niższy w roku 2021 w porównaniu do „scenariusza wysokiego” (+4,1% r/r), ale wyższy w roku 2022 (+3,4% r/r), dzięki przegłosowaniu kolejnej rundy bodźców w drugiej połowie 2022 r. W takich okolicznościach rząd federalny może być zmuszony do rozpoczęcia procesu obniżania wsparcia od drugiej połowy 2022 r., a następnie do dokonania pierwszego podniesienia stóp procentowych na początku drugiej połowy 2023 r.

  1. Scenariusz niski: 0,7 bln USD, prawdopodobieństwo 10%

W tym niekorzystnym scenariuszu Prezydentowi Bidenowi udałoby się wprowadzić jedynie niewielką część spośród proponowanych dodatkowych bodźców (poniżej 40%) za pośrednictwem płatności uzupełniających dla gospodarstw domowych oraz częściowo poprzez wsparcie finansowe w celu przeciwdziałania Covid-19, ponieważ Republikanie zgodziliby się jedynie na przyjęcie zupełnego minimum służącemu wsparciu gospodarki. Tym niemniej nawet w takiej konfiguracji wzrost PKB i długu publicznego byłby wyższy niż trajektoria zmian wzrostu i długu przewidywana w naszym obecnym scenariuszu (żółta krzywa na Rysunku 4 poniżej). W tym scenariuszu rząd federalny przewidywałby wzrost stóp procentowych dopiero od końca 2023 roku. W związku z nagromadzeniem długu we wszystkich trzech scenariuszach, jesteśmy przekonani, że potencjał wzrostu gospodarki amerykańskiej będzie pozostawać pod negatywnym wpływem tej sytuacji w perspektywie średnioterminowej, ze spadkiem z 2% r/r w 2020r. do 1,4% r/r w horyzoncie 2030.

Rysunek 4: Wzrost PKB w alternatywnych scenariuszach nowego bodźca fiskalnego Joe Bidena

Wzrost PKB w alternatywnych scenariuszach nowego bodźca fiskalnego Joe Bidena
Źródła: IHS, CBO, Allianz Research

Źródła: IHS, CBO, Allianz Research

Bideno-ekonomia wiąże się z poważną kością niezgody: podwojeniem federalnej płacy minimalnej. Niewątpliwie istnieje ryzyko ponownego wystąpienia samonapędzającej się pętli płaca-wypłata przy średnim poziomie inflacji 4% r/r w latach 2021-2026, czasie niezbędnym do zbliżenia się do tego progu. Choć nie ma pewności co do wprowadzenia tego pomysłu w pakiecie 1,9 bln USD, Prezydent Biden wyraził się jasno, iż będzie starał się o podwojenie federalnej płacy minimalnej z 7,25 USD za godzinę do 15 USD za godzinę. Propozycja ta, choć ciesząca się rosnącą popularnością w USA, jest daleka od koncepcji wpisania sie (i uzyskania poparcia) w obecnym schemacie dwupartyjnym. Niejasna jest zmiana netto w jej wyniku liczby miejsc pracy w okresie średnioterminowym, nawet jeśli (pozytywne) efekty tej redystrybucji są już mniej wątpliwe. Zdaniem naszego zespołu badawczego podwojenie płacy minimalnej wydaje się być mniej realistyczną propozycją, biorąc pod uwagę trochę jej trochę „partyzancki” charakter oraz potencjalne ryzyko destabilizacji w procesie tworzenia miejsc pracy na poziomie mikro, jak również konsekwencje w postaci inflacji przy obecnym miksie polityki fiskalno-monetarnej.

Ekonomiści Euler Hermes obliczyli, iż podwojenie płacy minimalnej mogłoby prowadzić do średniej inflacji na poziomie 4% r/r w latach 2021-2026. Rozważając przypadek podwyższenia federalnej płacy minimalnej do 11 USD za godzinę w tym samym horyzoncie czasowym, średni poziom inflacji szacujemy poziomie 2,6% r/r. W uprzednim badaniu przedstawiono model mniej prawdopodobnego scenariusza (15%) reflacji przechodzącej w inflację w USA. By sprawdzić, czy ta jedna decyzja polityczna spowodowałaby uruchomienie (inflacyjnej) pętli ustalania płac i cen, uwzględniono średnie przyspieszenie wzrostu jednostkowych kosztów robocizny po skokach federalnej płacy minimalnej w przeszłości, a także sześcioletni okres przejścia do 15 USD za godzinę – zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Economic Policy Institute („Podniesienie federalnej płacy minimalnej do 15$ do 2025 r. spowodowałoby podniesienie płac dla ponad 33 mln pracowników”, lipiec 2019).

Passus podpisał umowę dystrybucyjną z Nuvias Deutschland i stawia ważny krok na drodze ekspansji zagranicznej

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę dystrybucyjną z Nuvias Deutschland. Jest to jeden z najszybciej rozwijających się w Europie dystrybutorów rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT, posiadający sieć ponad 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach regionu EMEA. Dzięki umowie produkty Passus, pod marką Sycope, będą mogły być sprzedawane na rynku Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. 

Cieszymy z podpisanej umowy z partnerami z Niemiec. To dla nas bardzo ważny etap na drodze ekspansji zagranicznej. Dzięki umowie otwiera się dostęp do wielu partnerów Nuviasa – integratorów IT mających ugruntowaną pozycję na dojrzałych rynkach. Na początku skoncentrujemy się na takich krajach jak Niemcy, Austria oraz Szwajcaria. Jeśli nasze rozwiązania spotkają się z podobnym zainteresowaniem jak w Polsce to w perspektywie kilkunastu miesięcy mamy szansę na znaczne zwiększenie sprzedaży produktów własnych pod marką Sycope. Jest to istotne, gdyż na sprzedaży naszych autorskich rozwiązań generujemy najwyższe marże. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Nuvias jest najszybciej rozwijającym się dystrybutorem nowej generacji w Europie. Specjalizuje się w sprzedaży rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT, a także monitoringu i wydajności sieci przeznaczonych dla firm i instytucji. Nuvias oferuje wsparcie logistyczne, a także szereg usług dodanych, w tym profesjonalne wsparcie techniczne oraz szkolenia. Posiada sieć 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach zaliczanych do regionu EMEA. Jego obroty wynoszą 450 mln USD rocznie.

Nouvias kompleksowo zajmie się naszymi produktami. Oprócz sprzedaży Nuvias zajmie się też promocją, szkoleniami, a także będzie świadczył wsparcie techniczne zarówno użytkownikom jak i obsługującym ich partnerom w lokalnych językach. Pozwoli to nam działać na znacznie szerszą skalę i jednocześnie skupić się na rozwoju naszych rozwiązań. Chcę przy tym podkreślić, że w mojej opinii jest prawdziwie partnerska umowa także na poziomie finansowym – wysokość prowizji nie odbiega od standardów rynkowych w branży. – dodaje Tadeusz Dudek.

Umowa została podpisana na okres 1 roku i będzie odnawiana na kolejne roczne okresy, chyba, że którakolwiek strona umowy złoży na piśmie jej rozwiązanie na 3 miesiące przed datą jej automatycznego odnowienia.

Zwolnienia, obniżki wynagrodzeń i zmiany warunków umów. Handel zaczyna rok mocno pod kreską

Handel zwalnia i obniża wynagrodzenia. „Bez wsparcia lub poluzowania lockdownu na przełomie I i II kwartału czeka nas kolejna fala zwolnień”

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom regularnie trafiają skargi pracowników handlu – powodem jest fala zwolnień oraz obniżki wynagrodzeń. Takie sygnały odbieramy niemal codziennie. Przedsiębiorcy argumentują zwolnienia niepewnością oraz trwającym kolejne miesiące lockdownem. Pracę zwykle tracą osoby zatrudnione w sieciówkach w galeriach handlowych, ale mamy coraz więcej sygnałów o dalszej redukcji zatrudnienia w kinach, obiektach kultury oraz w gastronomii.

  • Handel znalazł się w dramatycznej sytuacji. Otrzymujemy mnóstwo wiadomości o zwolnieniach w znanych sieciówkach. Pracownicy są również zawieszani lub proponuje im się umowy cywilnoprawne
  • W wielu przypadkach wynagrodzenie zostaje obniżone do minimalnej pensji krajowej. Zdarzają się także coraz częściej kolejne opóźnienia w wypłatach np. w sektorze gastronomicznym
  • Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom postuluje o dodatkowe wsparcie dla handlu. Z naszego punktu widzenia Tarcza Finansowa PFR nie jest efektywnym rozwiązaniem i pomija wiele dziedzin gospodarki, które wprost lub rykoszetem są ofiarami trwającego lockdownu.
  • Jeżeli wsparcie lub poluzowanie obostrzeń nie przyjdzie na czas, to w drugim kwartale czeka nas kolejna fala zwolnień.

Handel jest jedną z branż, która jest najmocniej dotknięta gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa. Wielkie sieciówki obecne w galeriach handlowych teoretycznie mają zgromadzony kapitał, który powinien być wykorzystany do utrzymania pracowników w kryzysowym czasie. Niestety z końcem roku wielu pracowników zostało zwolnionych. – Trudno jest oszacować to zjawisko, ale na pewno przyszło do nas kilkadziesiąt pytań o to, czy pracodawca może rozwiązać umowę o pracę, gdy pracownik dobrze wykonywał swoje obowiązki. Niestety tutaj sytuacja jest dość jasna. Jeżeli sklep w galerii handlowej jest zamknięty z powodu lockdownu to oczywiste jest, że pracodawca generuje straty, musi więc optymalizować zatrudnienie – wyjaśnia Prezes Małgorzata Marczulewska. – Moim zdaniem powinny zostać wydzielone specjalne fundusze, które gwarantowałyby wypłaty w firmach handlowych w których obroty drastycznie spadły przez pandemię koronawirusa. Mamy mnóstwo sygnałów, że pracownikom nie przedłużono umów lub pracownicy zostali skierowani na umowy cywilnoprawne. Pracodawcy coraz częściej przekonani są, że lockdown potrwa do wiosny, a w takim przypadku każda umowa o pracę jest poważnym generatorem finansowych zobowiązań. Niesprawiedliwa jest moim zdaniem także Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju, która uzależnia wsparcie przedsiębiorców od kodów PKD. To powoduje, że kilka sektorów „wypadło” z możliwości starania się o wsparcie. Jak to możliwe, że zamknięci są wszyscy, a wsparcie otrzymują wybrani? – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Otrzymaliśmy informację przykładowo o tym, że w jednym z salonów kosmetycznych wszystkie pracownice zostały skierowane na umowy cywilnoprawne. Były sygnały o tym, że całe zespoły otrzymywały zmianę warunków pracy przenoszących je na pół etatu z całego etatu, a umowa podpisywana była na okres trzech miesięcy, bo właściciel punktu handlowego chciał być zabezpieczony na wypadek gdyby lockdown potrwał jeszcze dłużej. Zmian umów o pracę na umowy cywilnoprawne było sporo, podobnie jak obniżek wynagrodzeń lub wprost sytuacji gdy pracodawca obniżał wynagrodzenia na umowie, by sugerować pracownikowi rozliczenia „pod stołem”. To efekt lockdownu, ale i efekt zbyt późnego wsparcia dla sektorów handlowych – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

HoReCa podsumowała rok – w 2020 zadłużenie branży wzrosło o 1/3

W 2020 r. zadłużenie hoteli, restauracji i firm cateringowych wzrosło o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniego roku i wyniosło niemal 280 mln zł, wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Tylko w czasie pandemii wartość zobowiązań zwiększyła się o ponad 58,4 mln zł. Pogorszyła się sytuacja zwłaszcza jednoosobowych działalności gospodarczych i firm, które już przed wybuchem zarazy miały problemy finansowe.

Rok 2020 był dla sektora HoReCa trudny. Już w połowie roku przedstawiciele Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego prognozowali, że do końca roku obostrzeń może nie przetrwać 20% hoteli. Styczeń także na razie nie przynosi możliwości odrobienia strat. Ferie zimowe okazały się dla branży straconym sezonem. Trudną sytuację sektora widać także w danych o zadłużeniu. W 2020 r. wzrosło ono aż o 33%.

Wiosenny lockdown był najtrudniejszym okresem dla branży, co widać także po największym skokowym wzroście zadłużenia. W kwietniu zaległości hoteli i gastronomii wzrosły aż o 8% z miesiąca na miesiąc. Tak dużego przyrostu próżno szukać w poprzednich latach. Natomiast w końcówce roku sytuacja nieco się ustabilizowała i wzrost zadłużenia wyhamował. W grudniu firmy gastronomiczne mogły liczyć chociażby na świąteczne zamówienia. Jednak początek nowego roku nie przyniósł większej poprawy. Ferie właśnie się skończyły, więc hotele i pensjonaty straciły de facto szansę na zarobek. Szczególnie że przynajmniej część obostrzeń może jeszcze pozostać z nami przez dłuższy czas – wskazuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Ponad 10 tys. firm pod kreską

Firmy hotelarskie i gastronomiczne są łącznie winne różnym podmiotom 280,8 mln zł, z czego ponad 102 mln zł oddać muszą bankom, a 73 mln zł firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym. W kolejce po spłatę czekają także dostawcy z branży spożywczej, którzy do odzyskania mają 15,5 mln zł oraz firmy leasingowe, u których dług firm HoReCa sięga blisko 12,6 mln zł. Większość, bo blisko 70% zadłużonych biznesów, to jednoosobowe działalności gospodarcze.

Liczba zadłużonych podmiotów notowanych w Krajowym Rejestrze Długów spadła w 2020 r., choć bardzo nieznacznie, bo o 1%. Należności do spłacenia nadal ma ponad 10,4 tys. firm z sektora. – Nasze dane pokazują, że pandemia postawiła w trudnej sytuacji szczególnie firmy, które były zadłużone jeszcze przed jej nadejściem. Znacząco wzrosła bowiem średnia kwota zadłużenia notowanych w rejestrze, z blisko 20 do 27 tys. zł. O 9% wyższa jest też liczba zobowiązań branży. Przez brak możliwości prowadzenia normalnej działalności, widocznie trudniejsza stała się więc spłata długu – zauważa prezes KRD.

Z najwyższym poziomem niespłaconych należności w sektorze mierzy się rynek województwa mazowieckiego. Blisko co piąta zadłużona firma hotelarska lub gastronomiczna działa w tym regionie. Dalej plasuje się Śląsk i Dolny Śląsk. Najmniejsze długi, ale też znacznie mniejszy rynek usług hotelarsko gastronomicznych, mają przedsiębiorstwa z opolskiego, podlaskiego i lubuskiego.

Rekordzistą pod względem zadłużenia w branży HoReCa jest spółka komandytowa z Dolnego Śląska,  która ma do oddania 4,4 mln zł. Większość tej kwoty stanowią należności wobec firmy leasingowej.

Firmy z sektora HoReCa same mają do odzyskania prawie 3,2 mln zł. To jednak blisko 88 razy niższa kwota niż ich należności i z pewnością nie ona jest główną przyczyną problemów finansowych tej branży.

Catering nie stracił apetytu

Nie wszystkie podmioty z sektora HoReCa utraciły jednak możliwość rozwoju w czasie pandemii. Mimo spowolnienia gospodarczego nadal prężnie rozwijają się niektóre segmenty cateringu. Wg danych Dietly w 2020 r. Polacy zamówili blisko 100 tys. paczek z tzw. cateringiem dietetycznym, o 30% więcej niż w ubiegłym roku.

Firmy cateringowe jeszcze przed pandemią miały już infrastrukturę opartą na dowozie i przygotowywaniu posiłków na wynos. Po krótkotrwałych spadkach w czasie pierwszego lockdownu odrobiły więc szybko straty i rozwijały się w nowych niszach na rynku. W miarę wzrostu popularności diety pudełkowej czy cateringu dietetycznego część firm z obsługi eventów i uroczystości przerzuciła się na ten model dostarczania posiłków. Podobnie przedsiębiorstwa, które zaopatrywały biura – teraz dostarczają pracownikom jedzenie do biura, tyle że domowego – komentuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Branża centrów handlowych apeluje o pilne otwarcie od 1 lutego

  • Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) w imieniu branży apeluje do Rządu o jak najszybsze pełne otwarcie galerii handlowych. Analiza publicznie dostępnych danych nt. liczby przypadków COVID-19 zgromadzonych przez stowarzyszenie pokazuje, że funkcjonowanie sklepów w galeriach nie przekłada się na wzrost zachorowań w kraju.
  • W centrach zachowywane są najwyższe standardy bezpieczeństwa sanitarnego zgodnie z zasadą DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki), a kontakt między klientami jest krótkotrwały.
  • PRCH wskazuje również na wyniszczające dla sektora handlowego skutki 15 tygodni lockdownów – ogromne straty w obrotach sklepów i usług przekraczające 30 mld zł oraz lukę w budżetach właścicieli centrów handlowych sięgającą ok. 5 mld zł, czyli 45 proc. ich rocznych przychodów.
  • Oznacza to także niższe o ok. 6,2 mld zł wpływy z VAT do budżetu państwa oraz negatywne konsekwencje dla rynku pracy.

PRCH w pełni rozumie konieczność podejmowania działań, które prowadzą do zwiększenia bezpieczeństwa wszystkich Polaków, jednak stowarzyszenie podkreśla, że zamknięcie sklepów w centrach handlowych jest bezpodstawne i bardzo dotkliwe dla sektora. Obostrzenia powinny być wprowadzane przy uwzględnianiu konsekwencji ekonomicznych oraz w oparciu o dane i analizy liczby zakażeń, a te zebrane w ostatnich tygodniach nie pokazują związku pomiędzy otwarciem galerii, a liczbą chorych na koronawirusa.liczba zachorowań covid w polsce

Zamknięcie centrów handlowych jest nie tylko nieefektywną metodą walki z pandemią, ale również mechanizmem sukcesywnie wyniszczającym polską gospodarkę. Każdy kolejny dzień lockdownu to dalsze straty dla branży centrów handlowych, która już znacząco ucierpiała podczas trzykrotnego, trwającego  15 tygodni, ograniczania działalności placówek handlowych i usługowych. Wiosenne zamknięcia sklepów w galeriach przyniosły lukę w obrotach galerii na poziomie 17,5 mld zł, jesienny lockdown skutkował zmniejszeniem obrotów o 6 mld zł, a trwający obecnie zakaz działalności sklepów przynosi kolejne 6 mld zł strat. Łącznie to 30 mld zł utraconych przychodów sklepów i usługodawców działających w galeriach. W wyniku zamknięć ucierpiały również budżety wynajmujących – ich roczne dochody spadły o 5 mld zł, czyli ponad 45 proc. rocznych przychodów. Zostali oni także wyłączeni z tarcz pomocowych i jednocześnie obciążeni kosztami abolicji czynszowej. Skutki finansowe wprowadzanych obostrzeń będą widoczne także w budżecie państwa. Wpływy z podatku VAT będą niższe o ok. 6,2 mld zł. Konsekwencje odczuje rynek pracy, na którym zwolnienia będą zauważalne w drugim kwartale br.

PRCH wskazuje także na brak równości w traktowaniu podmiotów gospodarczych poprzez  rozporządzenia epidemiczne zakazujące działalności wybranym placówkom handlowym. Te same sklepy w centrach handlowych o powierzchni powyżej 2 000 mkw. są traktowane inaczej, niż te położone w mniejszych obiektach lub przy ulicach handlowych. Trudno jest też znaleźć uzasadnienie pod kątem epidemiologicznym dla doboru branż, które mogą prowadzić działalność bez ograniczeń. To sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa, dlatego obecne regulacje wymagają pilnej zmiany, a galerie pełnego otwarcia.

Branża oczekuje jak najszybszego pełnego otwarcia obiektów handlowych i prowadzenia działalności w wysokim rygorze sanitarnym. W galeriach wdrożono zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii, WHO i międzynarodowej organizacji certyfikującej bezpieczeństwo w obiektach handlowych, Safe Shopping Centres. Polskie standardy sanitarne są jednymi z najwyższych w Europie, a tysiące kontroli policji i sanepidu nie wykazały nieprawidłowości. Podczas gdy pracownicy galerii regularnie dezynfekują wszystkie powierzchnie wspólne w nieruchomościach i kontrolują przestrzeganie zasady DDM, prowadzone są również działania edukacyjne. PRCH pokazuje jak należy zachować się w galerii handlowej w czasach pandemii – w kampanii społecznej #KupujęBezpiecznie Bezpieczeństwo – Kupuję to!

PRCH w imieniu swoich członków apeluje również do Rządu o objęcie wsparciem w ramach tarcz pomocowych wszystkich najemców, którzy nie mogą prowadzić działalności oraz włączenie właścicieli i zarządców centrów handlowych do programów pomocowych.

***

EBC mniej zaniepokojony siłą euro?

Nastroje na rynkach w piątek pogarszają się przy przerzuceniu uwagi na rozwój pandemii w Chinach. Przygasa wstępny entuzjazm podsycany nadziejami na nowy bodziec fiskalny ze strony nowo zaprzysiężonego prezydenta USA, a inwestorzy przeszli do realizacji zysków przed weekendem. Na FX oznacza do redukcję pozycji sprzedaży USD z wyłączeniem EUR/USD, który znalazł wsparcie w czwartkowym przekazie EBC.

Czwartkowa decyzja EBC nie miała być przełomowa i taką rzeczywiście nie była. Parametry polityki pieniężnej pozostały bez zmian, co oznacza utrzymanie programu skupu aktywów PEPP co najmniej do marca 2022 r. W ocenie sytuacji gospodarczej prezes EBC Christine Lagarde prezentowała ostrożny optymizm. Powtórzyła komentarz z grudnia, że ryzyka dla perspektyw gospodarczych przeważają po negatywnej stronie, ale są „mniej wyraźne”. Zaostrzenie restrykcji nie wpłynęło na ocenę, gdyż zdaniem Lagarde bank nastawiał się na taki scenariusz. Ryzykiem w krótkim terminie pozostaje przedłużanie się lockdownów i nowe szczepy wirusa, ale EBC widzi także pozytywne czynniki, jak dystrybucja szczepionek, finalizacja umowy brexitu, porozumienia nad funduszem odbudowy UE, solidna postawa przemysłu i rozstrzygnięcia w wyborach do Senatu USA. Ogólnie w wypowiedzi Lagarde nie było widać wyraźnego nasilenia gołębiego nastawienia, a raczej wyczuwało się stanowisko ostrożnego obserwowania rozwoju wypadków, choć z optymistycznymi zapatrywaniami na ścieżkę odbicia ożywienia. Takie nastawienie prawdopodobnie miało też wpływ na osłabienie werbalnych interwencji wobec euro. Z komentarzu zniknął fragment, że EBC „bardzo uważnie” monitoruje kurs walutowy. Zapytana na konferencji o euro Lagarde dodała od siebie, że bank faktycznie monitoruje kurs „bardzo ostrożnie”. Wyglądało to jednak jako próba nie wywarcia wrażenia, że bank odpuścił obserwację rynku FX, co mogłoby dać za silny sygnał do aprecjacji. Całość sugeruje, że o ile EUR nie zyskuje za szybko (EUR/USD jest na podobnych poziomach co w czasie grudniowego posiedzenia, a kurs EUR ważony obrotami handlowymi jest nawet niżej), EBC nie będzie zanadto ingerował. Dopiero powrót dyskusji o obniżkach stóp procentowych byłby silnym negatywnym impulsem dla waluty, ale po wczorajszym posiedzeniu nic nie wskazuje, aby miało to szybko nastąpić.

EUR/USD jest nieco wyżej, ale brakuje mu wsparcia w podtrzymaniu szerokie słabości USD. A dolar dziś ma się lepiej przy schłodzeniu rynkowych nastrojów. Sesja azjatycka przywiała informacje o szykowanym lockdownie Hongkongu i nasileniu covidowych restrykcji w Chinach. W takim otoczeniu jest racjonalnym domknąć przed weekendem ryzykowne pozycje, co widać po rynku akcji, ropy naftowej i na crossach walut ryzykownych z USD.
W kalendarzu na koniec tygodnia czeka nas wysyp wstępnych odczytów PMI. W strefie euro zaostrzenie lockdownów w krajach bloku będzie rzutować na zmiany indeksów. Wskaźniki dla sektora usługowego obniżą się mocniej, ale indeksy dla przemysłu pozostaną powyżej 50 pkt., sugerując podtrzymanie rozwoju sektora. W Wielkiej Brytanii wprowadzenie pełnego lockdownu zapewne poskutkuje wyraźnymi spadkami wskaźników PMI z większym spadkiem w usługach. Nowa rzeczywistość brexitu także nie pomoże w poprawie nastrojów przedsiębiorców. W USA odczyty najprawdopodobniej wskażą na słabnącą dynamikę ekspansji w związku z mierzeniem się gospodarki z pandemią. Mimo to wartości wyraźnie powyżej 50 pkt dla indeksów przemysłu i usług wciąż podkreślają podtrzymywany optymizm przedsiębiorców mających nadzieję na szybką poprawę wraz z rozpowszechnianiem szczepień.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zdecydowana większość pracujących uciekła z pracowniczych planów kapitałowych. Mimo wysokich zwrotów z oszczędzania

Po trzech fazach wdrożenia PPK w programach oszczędzania na emeryturę wspólnie z pracodawcą i państwem uczestniczy niespełna jedna trzecia uprawnionych. To mniej, niż pierwotnie zakładał rząd. Choć specjaliści przekonują, że program jest dobrze skonstruowany, Polacy wciąż obawiają się powtórki historii z otwartymi funduszami emerytalnymi. Nawet mimo tego, że wyniki za ubiegły rok pokazują, że w ten sposób są w stanie zaoszczędzić więcej, niż gdyby odkładali sami. Zdaniem Grzegorza Chłopka z Instytutu Emerytalnego to właśnie brak zaufania do oszczędzania przy udziale instytucji jest największą przeszkodą w popularyzacji PPK.

– W programie PPK uczestnik, który zarabia średnią krajową, ma już na swoim koncie około 2,8 tys. zł, przy czym sam wyłożył 1,3 tys. zł, bezpośrednio wpłacając je na swoje konto, oraz musiał zapłacić dodatkowo około 150 zł podatku od wpłat pracodawcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, ekspert Instytutu Emerytalnego. – W efekcie wykładając 1,45 tys. zł, ma czysty zysk w wysokości 1,4 tys. zł. To prawie 100 proc. zwrotu. Gdyby samodzielnie oszczędzał z taką samą skutecznością, jak oszczędzały fundusze PPK, to miałby zaledwie 11 proc. stopy zwrotu. 

Jak wynika z przygotowanego przez eksperta raportu „Podsumowanie wyników PPK na koniec 2020 roku”, nawet osoba, która po pierwszym roku oszczędzania w PPK zdecydowałaby się na zwrot wszystkich środków, zarobiłaby 50 proc. (719 zł wobec wyłożonych 1,45 tys. zł), a dodatkowo jej konto podstawowe FUS zwiększyłoby się o 328 zł, zwiększając przyszłą emeryturę.

Maciej Samcik, autor bloga „Subiektywnie o finansach”, ocenił, że pochopne wypisanie się od razu z PPK (pracownicy są bowiem automatycznie dopisywani do programu, ale na własną prośbę mogą z niego wystąpić) mogło być najgłupszą i najkosztowniejszą decyzją finansową 2020 roku.

Polacy uciekają z PPK, natomiast ci, którzy zostali, mają potężne zyski. Warto, żeby ta grupa mogła te zyski pokazać sąsiadowi w pracy, że faktycznie kapitał bardzo szybko przyrasta. Nie ma w tej chwili szybszego i lepszego sposobu oszczędzania niż PPK ze względu na to, że sami wykładając pewną kwotę, zmuszamy pracodawcę, żeby dopłacił dodatkowe środki do naszego konta – podkreśla Grzegorz Chłopek.

Po podpisaniu umów przez firmy z trzech pierwszych faz poziom partycypacji, czyli udział osób zapisanych w PPK, to ok. 1,7 mln osób. To nieco ponad 30 proc. uprawnionych. Jeśli doliczyć uczestników pracowniczych programów emerytalnych, to oszczędzających są ponad 2 mln.

Oznacza to jednak, że ponad dwie trzecie zatrudnionych w przedsiębiorstwach objętych etapami I–III zrezygnowało z uczestnictwa w systemie. W największych firmach wskaźnik partycypacji sięgnął niemal 40 proc., ale w średnich już tylko 22–23 proc. Z doświadczeń innych krajów wynika, że im mniejsza firma, tym niższy procent zainteresowanych oszczędzaniem. Tymczasem twórcy ustawy zapowiadali, że długoterminowo liczą na udział nawet 50–75 proc. uprawnionych. Polski Fundusz Rozwoju przekonuje, że część osób może się przekonać do uczestnictwa w późniejszym terminie, tak jak stało się to np. w Wielkiej Brytanii.

– Największym problemem PPK jest brak zaufania do systemu. Pracownicy uznali, że jest to program rządowy, przymusowy, a de facto tak nie jest, bo w każdej chwili możemy wypłacić pieniądze – przekonuje ekspert Instytutu Emerytalnego. – Aby Polacy obdarzyli system PPK zaufaniem, trzeba pokazywać, że można rzeczywiście tymi środkami dysponować.

Jego zdaniem to nie dylemat, czy uczestniczyć w PPK, czy nie, powinien zajmować pracowników, ale to, czy wypłacać co pewien czas środki ze swojego konta na większe zakupy, czy też zachować wszystkie zwolnienia podatkowe i dopłaty z Funduszu Pracy, oszczędzając do 60. roku życia, by mieć ponad 72 proc. więcej kapitału dzięki dopłatom.

– Pracownik nie może sam wybrać PPK, ale już sposób inwestowania jest w jego gestii – to, czy wpłaca minimalne wymagane 2 proc., czy trochę więcej, np. do 4 proc., kiedy chce wypłacić środki, bo możemy to w każdej chwili zrobić. Możemy też zmienić sposób zarządzania na bardziej bezpieczny lub bardziej dynamiczny, który może nam przynieść większe zyski. Jeżeli pracownik przyjdzie po środki do instytucji finansowej, to ma ona kilka dni na to, żeby te środki wypłacić – wyjaśnia Grzegorz Chłopek.

Ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, która weszła w życie na początku 2019 roku, wprowadzana jest stopniowo. Najpierw objęła największe firmy, zatrudniające co najmniej 250 osób (od lipca 2019 roku), a potem co pół roku stopniowo coraz mniejsze podmioty, z tym że zatrudniający od 50 do 249 osób z racji pandemii uzyskali półroczne przesunięcie terminu i wdrażają PPK razem z firmami z fazy trzeciej. Od początku 2021 roku programem zostali objęci zatrudnieni w najmniejszych firmach (1–19 osób) oraz pracownicy sektora budżetowego. Jednostki sektora finansów publicznych muszą podpisać umowę o zarządzanie PPK z wybraną instytucją do 26 marca, a umowę o prowadzenie planów – do 10 kwietnia. Małe firmy prywatne mają na to cztery tygodnie więcej.

Z początkiem tego roku ruszy czwarta fala obejmująca najmniejsze firmy. Tutaj oczekiwania raczej nie są dobre, zwłaszcza że jesteśmy w fazie lockdownu i pracownicy razem z pracodawcami w takich małych zakładach borykają się z problemami – mówi ekspert Instytutu Emerytalnego. – Natomiast de facto jesteśmy też przed piątą falą obejmującą budżetówkę. Doświadczenia z innych krajów uczą, że w sektorze budżetowym partycypacja jest zwykle największa.

UOKiK jeszcze w styczniu wyda pierwsze decyzje ws. zatorów płatniczych. W toku jest 100 postępowań

UOKiK przyspiesza postępowania wobec przedsiębiorców zalegających swoim kontrahentom z płatnościami. – W czasie pandemii zatory płatnicze są coraz poważniejszym problemem, dlatego powinny być skutecznie eliminowane z rynku. Szczególnie jeśli dopuszczają się tego największe firmy, bo często cierpią na tym mali i średni przedsiębiorcy – mówi Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W ciągu roku od uzyskania nowych uprawnień w walce z zatorami płatniczymi urząd rozpoczął 100 takich postępowań, w tym 28 tylko w grudniu 2020 roku, m.in. w branży spożywczej, mięsnej, budowlanej, transportowej oraz kosmetycznej. Pierwsze decyzje mają zapaść jeszcze w tym miesiącu.

Zatory płatnicze w Polsce są bardzo poważnym problemem. Widzimy, że wielu przedsiębiorców, pomimo że umawiają się na odroczony termin płatności, nie realizuje ich, na czym tracą uczciwe firmy. Jeżeli jedna ze stron zrealizowała dostawę produktów i usług, wówczas druga strona powinna w terminie zrealizować płatność – mówi agencji Newseria Biznes prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Dane BIG InfoMonitor z IV kwartału 2020 roku wskazują, że już prawie połowa firm z sektora MŚP uskarża się na faktury przeterminowane nawet o 60 dni. W poprzednich kwartałach odsetek ten wynosił około jednej trzeciej. Najbardziej znacząco sytuacja pogorszyła się w branży handlowej.

 Zatory płatnicze w czasie pandemii ulegają zwiększeniu, dlatego niezwykle ważne jest, aby wyeliminować te generowane przez największe firmy na rynku, bo cierpią na tym mali i średni przedsiębiorcy. Duże firmy najczęściej mają zabezpieczenia prawne i otrzymują płatności. Natomiast zatory kumulują się w całym łańcuchu dostaw i te mniejsze, słabsze podmioty ponoszą dużo poważniejsze skutki gospodarcze niż najwięksi gracze rynkowi – ocenia Tomasz Chróstny.

Prezes UOKiK może interweniować, jeśli suma zaległych świadczeń pieniężnych przedsiębiorcy w ciągu trzech kolejnych miesięcy wyniesie co najmniej 5 mln zł (od 2022 roku będzie to 2 mln zł). Dotyczy to zaległości z faktur wystawionych po 1 stycznia 2020 roku lub wcześniej, jeśli termin ich płatności stał się wymagalny po 1 stycznia ubiegłego roku.

Pod koniec grudnia UOKiK wszczął postępowania wobec kolejnych 28 podmiotów z branż zagrożonych zatorami płatniczymi, m.in. spożywczej (mięsnej), budowlanej, transportowej oraz kosmetycznej, wobec których zachodzi prawdopodobieństwo nadmiernego opóźniania się z płatnościami. Pierwszych decyzji w ramach postępowań można oczekiwać jeszcze w styczniu tego roku. Kary dla przedsiębiorców obliczane są według specjalnego wzoru, a ich wysokość zależy przede wszystkim od wielkości długu i czasu opóźnienia w płatności.

Prowadzimy w urzędzie 100 takich postępowań. Mocno intensyfikujemy je właśnie po to, żeby jak najszybciej wydawać decyzje – deklaruje prezes UOKiK. – To są trudne postępowania. Na naszych barkach spoczywa nie tylko wykazanie dokładnej kwoty i czasu realizowanego zatoru, ale również zweryfikowanie, czy są przesłanki do odstąpienia od ukarania przedsiębiorcy. Dotyczy to sytuacji, gdy suma jego zobowiązań przeterminowanych jest mniejsza niż należności przeterminowanych, a zatem gdy dany przedsiębiorca bardziej cierpi z powodu zatorów ze strony swoich kontrahentów.

Jak podkreśla, ustawodawca nie przewidział np., że należy ocenić, czy zatory generowane na przedsiębiorcy są realizowane w ramach jednej grupy kapitałowej, a zatem czy są schematy tworzone tylko po to, aby występowało obligatoryjne odstąpienie od nałożenia sankcji.

Praktyka z realizacji przepisów pokazuje, że musimy również usprawnić przepisy, żeby postępowania mogły być prowadzone dużo sprawniej, a w związku z tym negatywne zjawisko będzie eliminowane z rynku dużo szybciej na korzyść uczciwych przedsiębiorców – mówi Tomasz Chróstny. – Chcemy wspólnie z Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii wypracować rozwiązania korzystne dla uczciwych przedsiębiorców, którzy są poszkodowani. Dopiero gdy uzgodnimy kształt zmian prawnych, wówczas przedstawimy je do publicznych konsultacji.

Jurek Owsiak: Żeby masowo szczepić Polaków, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, także wolontariuszy. Jesteśmy gotowi wspomóc polską służbę zdrowia w akcji szczepień

W Polsce przeciwko koronawirusowi zaszczepiono pierwszą dawką ok. 600 tys. osób, a w rządowych magazynach czeka ok. 470 tys. szczepionek. To rezerwy na drugie dawki dla tych, którzy zostali zaszczepieni pierwszą. Tempo szczepień nie jest imponujące nie tylko ze względu na mniejsze dostawy od producentów w ostatnich dniach, ale też organizację całej operacji logistycznej. Zdarzały się dni, kiedy dziennie szczepionych jest ok. 11–12 tys. osób. Dlatego Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP w całym procesie. – To moment, kiedy potrzebne są wszystkie ręce na pokład – mówi.

 Mamy ogromny problem ze szczepieniami w Polsce. Mówią o tym ludzie, którzy się na tym znają. Tempo i logistyka prowadzonych szczepień pozostawiają wiele do życzenia – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – To idzie bardzo wolno. Wręcz groteskowo wyglądają obliczenia młodych ludzi z fundacji, kiedy mogą być zaszczepieni.

Dane z 21 stycznia wskazują, że pierwszą dawką szczepionki na COVID-19 zaszczepiono ponad 590 tys. osób. W ciągu ostatniej doby podano niemal 46 tys. szczepionek. Zgodnie z zasadami Narodowego Programu Szczepień rozdysponowanie dawek ma odbywać się w czterech etapach. W etapie „0” szczepieni są m.in. pracownicy sektora ochrony zdrowia. W dalszej kolejności, po 25 stycznia – zgodnie z nowymi propozycjami – będą szczepieni seniorzy po 60. roku życia i osoby młodsze z chorobami przewlekłymi. Szczegóły nowego harmonogramu mają być znane w przyszłym tygodniu.

W poprzednich tygodniach średnio do Polski trafiało 360 tys. dawek dziennie, przy czym połowa była rozdysponowana do punktów szczepień. W ostatnich dniach mamy jednak do czynienia ze zmniejszeniem dostaw o połowę ze względu na decyzję producenta o zmianach w procesie produkcji. To oznacza tymczasowe spowolnienie tempa szczepień, ale już od przyszłego tygodnia mają one wrócić do normy.

 Słyszymy, że na świecie mówimy o milionowych szczepieniach i to w takim krótkim czasie. Nawet kiedy porównamy nasze osiągnięcia z dawnych lat, kiedy była czarna ospa, widzimy, że potrafiono takie akcje przeprowadzać bardzo szybko i skutecznie – mówi Jurek Owsiak. – Kiedy mówimy o kilkunastu tysiącach szczepień dziennie w Polsce, a może i nawet mniej, to widać, że brak jakiejkolwiek logistyki. Stąd był ten nasz list do ministra zdrowia, bo to jest taki moment, kiedy mówimy: wszystkie ręce na pokład.

W późniejszym etapie, kiedy dostawy od Pfizera i innych producentów przyspieszą, wąskim gardłem może okazać się wydolność placówek ochrony zdrowia i personelu medycznego. Eksperci oceniają, że aby uzyskać odporność populacyjną, zaszczepić powinno się zaś 40–70 proc. Polaków. Żeby przyspieszyć całe przedsięwzięcie, Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP, np. przy szczepieniu osób pracujących i przebywających w DPS-ach i hospicjach. List w tej sprawie wysłał do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

– Aby zaszczepić kilkanaście milionów osób, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, non stop i to pracy także wolontariuszy. Zespół pielęgniarek, pielęgniarzy, lekarzy, ludzi, którzy mają prawo szczepić, sam nie da rady, to jest po prostu fizyczną niemożliwością. My możemy takich wolontariuszy zorganizować – zapewnia organizator Finału WOŚP.

Jak przypomina, Medyczny Patrol powołany przez fundację współpracuje z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego. Ratownicy z ukończonym kursem mogą przeprowadzać proste zabiegi, byliby także w stanie pomóc w akcji szczepień.

– To ludzie, którzy dla Orkiestry chętnie coś zrobią. Na hasło „organizujemy takie punkty” są gotowi podjąć się tego wyzwania – mówi prezes Fundacji WOŚP. – Pokojowy Patrol, który wspiera najpiękniejszy przystanek świata, tworzy co roku szpital polowy uznawany przez fachowców jako absolutny ewenement na skalę światową, w którym często wyposażenie jest lepsze niż w okolicznych szpitalach. Mamy w tym doświadczenie.

Kolejna możliwość wsparcia to finansowanie. Fundacja od początku pandemii pomaga w wyposażeniu polskich szpitali. Niedługo po stwierdzeniu pierwszych przypadków zachorowań w Polsce wyposażyła szpitale w urządzenia i środki ochrony osobistej, m.in. 200 łóżek na stanowiska intensywnej opieki medycznej, 34 respiratory (w tym 10 transportowych) i 2,6 mln trójwarstwowych maseczek chirurgicznych. W listopadzie 2020 roku rozpoczęła drugi etap zakupów związanych z koronawirusem, tym razem dla szpitali, które otrzymały nakaz stworzenia oddziałów covidowych. Kupiła 50 respiratorów, 90 kardiomonitorów, ponad 1,3 tys. łóżek do intensywnej terapii, sześć koncentratorów tlenu oraz system zdalnego monitorowania pacjentów z COVID-19.

 Takie decyzje jesteśmy w stanie podjąć w ciągu 24 godzin i pomagać. Nie patrzymy na żadne sytuacje polityczne, po prostu jesteśmy gotowi – podkreśla Jurek Owsiak.

Sztuczne płuca ratują życie chorych na COVID-19. Zebrane w czasie pandemii doświadczenia posłużą opracowaniu nowoczesnych urządzeń medycznych

Dzięki procedurze ECMO, czyli zewnątrzustrojowemu natlenianiu krwi, można uratować życie chorych na COVID-19, którym nie można już podłączyć respiratora. Leczenie to od lat jest znane w kardiochirurgii, ale jak twierdzą specjaliści, zastosowanie go w innej dziedzinie medycyny da dostęp do wiedzy, dzięki której najpóźniej za półtora roku powstaną nowe technologie medyczne. Potrzeba opracowania nowych procedur jest tym większa, że w wyniku pandemii znacznie pogorszyła się opieka nad pacjentami z zawałami serca.

– Kardiochirurdzy dysponują zewnątrzustrojową techniką natleniania krwi. Jest to tzw. procedura ECMO, czyli zewnętrzne sztuczne płuco. W kardiochirurgii to urządzenie jest wykorzystywane od lat w leczeniu ciężkich chorób układu krążenia. W momencie, kiedy nastąpiła pandemia, natychmiast pokazało ono swoje nowe zastosowanie. Podłącza się je u pacjentów w krytycznym etapie chorób. Trwa proces zbierania ogromnej wiedzy dotyczącej leczenia za pomocą ECMO nowej jednostki chorobowej, jaką jest COVID-19 – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr n. med. Grzegorz Suwalski, kardiochirurg i prezes zarządu Quantum Innovations.

W procedurze ECMO krew pacjenta jest pobierana przez kaniulę, wprowadzana do urządzenia i oddawana z powrotem już natlenowana. Samo urządzenie wyglądem przypomina walizkę o wymiarach 60 na 40 cm. Podpięty jest do niego ekran, na którym wyświetlają się funkcje życiowe pacjenta. Do leczenia za jego pomocą choroby COVID-19 kwalifikowani są pacjenci z ciężkim uszkodzeniem płuc, u których nie byłoby skuteczne podłączenie respiratora.

– Jak wiadomo, wirus uszkadza płuca. W momencie kiedy to uszkodzenie jest jeszcze niewielkie, wystarczy leczenie wspomagające – podawany tlen, a później leczenie respiratorem, czyli mechaniczną wentylacją. Natomiast u dużej części tych pacjentów zniszczenie płuc jest tak duże, że nie ma już możliwości wprowadzania tlenu do organizmu poprzez płuca, czyli poprzez mechaniczną wentylację poprzez respirator – tłumaczy Grzegorz Suwalski.

Procedurę ECMO w leczeniu COVID-19 stosuje m.in. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Od października udało się dzięki niej uratować życie pięciu pacjentom. Z kolei Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego w Aninie powołał mobilny zespół ECMO. Może on zaimplantować urządzenie w ośrodkach prowadzących terapię chorych na COVID-19. Po podłączeniu chorego do urządzenia zespół  zapewnia ciągłe wsparcie online, a w razie potrzeby również na miejscu.

– Pandemia przebiega w sposób krytycznie szybki. Wiedza, która teraz jest zbierana, w ciągu roku, najwyżej półtora, zaowocuje nowymi koncepcjami, nowymi pomysłami urządzeń. Zebrana wiedza pokaże, gdzie są problemy, a następnie zrodzą się koncepcje i ruszą projekty, które będą te koncepcje weryfikować pod kątem ich skuteczności i bezpieczeństwa. Kiedy to się stanie, ruszą innowacje sprzętowe, być może pojawią się nowe urządzenia do oksygenacji lub inne, które będą wspomagały procesy decyzyjne – przewiduje kardiochirurg.

Potrzeba opracowania odrębnych procedur dla leczenia krytycznie chorych na COVID-19 jest tym większa, że z uwagi na priorytetowe traktowanie tej choroby cierpią pacjenci zmagający się z innymi schorzeniami. Z badań opublikowanych na stronie American Heart Association wynika, że w Anglii po wybuchu pandemii koronawirusa aż o połowę zmniejszyła się liczba hospitalizacji z powodu ciężkiego zawału serca. Jednocześnie o 56 proc. zwiększyła się częstość występowania pozaszpitalnego zatrzymania krążenia. Polscy lekarze nie obserwują takich tendencji, ale dostrzegają objawy niewydolności służby zdrowia w wyniku obciążenia pandemią.

– Wirus SARS-CoV-2 nie powoduje zawałów serca, nie ma bezpośredniego połączenia. Robi on dużo gorszą rzecz. Wpływa potwornie na system ochrony zdrowia, który jest poddany dużemu obciążeniu i często nie jest w stanie w idealny sposób zapewnić leczenia zawałów serca, które dzieją się ze swoją własną dynamiką. Leczenie, które jest najlepsze w ostrym zawale serca, to jest leczenie inwazyjne. Często bywa ono niestety odraczane, chociażby dlatego że pacjenci boją się zgłosić do szpitala czy wezwać pogotowie. Przez pandemię leczenie zawału serca nie jest optymalne. Jest takie jak 15 lat temu, czyli nie jest oparte na szybkich inwazyjnych technikach. Wiele szpitali apelowało o to, żeby nie lekceważyć objawów innych chorób – mówi prezes Quantum Innovations..

Jak dodaje, lekarze obserwują też coraz więcej przypadków nieleczonego zawału serca, który od kilkunastu lat był schorzeniem o znaczeniu marginalnym.

Z kolei z danych Rejestru Stanu Cywilnego wynika, że w ubiegłym roku drastycznie wzrosła liczba zgonów. W całym 2020 roku w Polsce zmarło ponad 475 tys. osób. Dla porównania w 2019 roku było to około 401 tys. osób. W przeliczeniu na liczbę zgonów w stosunku do liczebności populacji zanotowaliśmy najgorszy wynik od 1951 roku

– Trzeba jak najszybciej zdławić pandemię poprzez szczepienia. Nie ma innego wyjścia, to jest absolutnie najlepsze rozwiązanie. Nie lekceważyć objawów sercowo-naczyniowych. Należy korzystać z przeciążonego, ale jednak cały czas aktywnego systemu ochrony zdrowia. Wszystkie dolegliwości, które kojarzymy z układem sercowo-naczyniowym, musimy traktować tak, jakby nie było pandemii – apeluje Grzegorz Suwalski.

Nowe technologie zacierają różnicę między tradycyjnymi a wirtualnymi zakupami. W innowacyjne systemy inwestują firmy odzieżowe i obuwnicze

Sklepy odzieżowe i obuwnicze w coraz większym stopniu wykorzystują sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. W ten sposób mogą zmaksymalizować doświadczenie zakupowe użytkowników oraz usprawnić procesy sprzedaży za pomocą analiz predykcyjnych i sterowanych procesów sprzedaży. Inteligentni asystenci cyfrowi polecają klientom ubrania na podstawie ich wzrostu i wagi, autonomiczne szatnie same dostarczają wybraną odzież, zaś w sklepach obuwniczych, dzięki skanowi stopy w 3D, klient nie musi mierzyć butów, system sam znajdzie mu odpowiedni rozmiar w zależności od marki.

– Innowacje w przestrzeniach handlowo-usługowych są wymuszane przez technologię, doświadczenia konsumentów w internecie oraz ogólny trend automatyzacji wszystkiego, co się dzieje dookoła, bo nie mówimy tylko o digitalizacji, ale automatyzacji. Ta automatyzacja to może być digitalizacja komunikacji, różnych procesów, ale też robotyzacja – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Badowski, prezes Nanovo.

Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do zwiększania wydajności w produkcji odzieży, a także w prowadzeniu przedsiębiorstw. Nowe i pojawiające się technologie można wykorzystać do poprawy zrównoważonego rozwoju i stworzenia spersonalizowanej, indywidualnej obsługi klienta. Sklepy odzieżowe i obuwnicze, aby skutecznie konkurować z e-commerce, w coraz większym stopniu wykorzystują SI i uczenie maszynowe. Dzięki temu mogą zmaksymalizować doświadczenie zakupowe użytkowników, poprawić wydajność systemów sprzedaży poprzez inteligentną automatyzację oraz usprawnić procesy sprzedaży za pomocą analiz predykcyjnych. Polska firma Nanovo poszła krok dalej. Stworzyła inteligentny system, który całkowicie zastępuje tradycyjną sprzedaż.

– To w pełni zautomatyzowana, magiczna przymierzalnia. Kiedy jesteśmy zapraszani już po wyborze tego, czym jesteśmy zainteresowani, w sposób automatyczny na drzwiach szatni pojawiają się te ubrania. Możemy korzystać z różnego rodzaju oświetlenia: wieczorowego, biurowego, światła dziennego, żeby zobaczyć, jak to wygląda w różnych warunkach. Jeżeli chcemy zmienić rozmiar albo kolor, to w pełni zautomatyzowany sposób wybieramy te opcje na ekranie i po chwili pojawiają się nowe ubrania. To jest pilotowany koncept, początkowo takich sklepów miało być pięć, teraz jest ich już 30 – podkreśla Piotr Badowski.

Nanovo oferuje autorskie oprogramowanie SIGNIO. Cyfrowe rozwiązania całkowicie zastępują fizyczne modele wystawowe w przestrzeni sklepowej. Nie ma też tradycyjnych elementów scenograficznych, wszystko bazuje na monitorach w formie ścian wideo. Zamieniając tradycyjny druk na wideo, sklepy mogą też sporo zaoszczędzić – system zwraca się w około dwa lata od zakupu.

Platforma SIGNIO łączy sprzedaż w sieci z tradycyjną sprzedażą. Integruje procesy i pracę na pięciu typach terminali cyfrowych w przestrzeni sprzedaży, które wspierają proces wyboru produktów, ich dopasowania, zamówienia i sprzedaż, a samoobsługowe stanowiska zlokalizowane są w przestrzeni sprzedaży sklepu oraz w automatycznych przymierzalniach.

– To jest to samo doświadczenie, które mamy, siedząc na kanapie w domu, natomiast natychmiastowo możemy te produkty przymierzyć. Przenosimy i mieszamy te doświadczenia online’u z offline’em, generalnie chodzi o to, żeby to doświadczenie było jak najbardziej wielokanałowe – zaznacza ekspert.

Nanovo stworzyło też innowacyjny system dedykowany sklepom obuwniczym, który pozwala na zeskanowanie stóp klienta w 3D i powiązanie ich cyfrowych parametrów z kontem użytkownika. Dzięki temu w trakcie kolejnych zakupów aplikacja podpowie obuwie i dopasuje jego rozmiar w zależności od marki. Umożliwia to idealne dobranie rozmiaru obuwia, sprawdza się też przy zakupie specjalistycznych butów dla np. sportowców.

– Przenosimy część tego rozwiązania do sklepów tradycyjnych. Kiedy klient nie może znaleźć w sklepie odpowiedniego rozmiaru czy też wariantu, może podejść do tabletu i wybrać produkt, który go interesuje. Takie kategorie jak produkty gospodarstwa domowego mają problem, żeby wystawić wszystkie swoje produkty. Wówczas elektroniczna forma ich pokazywania może się bardzo dobrze sprawdzić – przekonuje przedstawiciel Nanovo.

Jak wskazuje ekspert, pandemia przyspieszyła wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, nie tylko zresztą do sklepów i galerii handlowych.

–  Granica pomiędzy zakupami w internecie i w sklepach tradycyjnych będzie się zacierać. To jest na pewno trend jak największego łączenia wiedzy o tym, co klienci kupują poprzez ekran w domu i w samym sklepie, i system rekomendacji pomiędzy tymi sklepami – ocenia Piotr Badowski.

Pandemia nie taka straszna

Okazuje się, że przynajmniej wg danych GUS wpływ pandemii wcale nie jest taki straszny. Owszem liczba zatrudnionych spadła o 1%, co jest obiektywnie dobrym wynikiem, ale ci, którzy nadal pracują, zarabiają 6,6% więcej.

Inauguracja prezydenta Bidena

Zwyczajowo inauguracja nowego prezydenta była tylko formalnością. Kolejnym w cyklu automatycznych wydarzeń po wygraniu wyborów. W tym roku jednak (ze względu na specyfikę wyborów, oskarżenia o ich sfałszowanie czy ostatnie zamieszki na Kapitolu) wydarzenie to miało znacznie większą wagę. Istniało realne zagrożenie, że coś się wydarzy, co może utrudnić cały proces. Dolar przed inauguracją wyraźnie umacniał się, po czym do końca dnia powoli wracał w stronę poziomów z rana. Dla rynków jednak najważniejsze jest to, że wracamy do analizy danych makroekonomicznych w kontekście amerykańskiej waluty, a nie napięć pomiędzy dwoma głównymi kandydatami.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy dane GUS na temat zmiany wynagrodzeń oraz zatrudnienia. To ostatnie w skali roku spada obecnie o zaledwie 1%. Biorąc pod uwagę cały kontekst pandemii, jest to bardzo dobry rezultat, którego wiele państw mogłoby nam pozazdrościć. Dodatkowo należy pamiętać, że to liczba zatrudnionych, więc fakt, że bezrobotni nie szukają pracy, nie ma tutaj wpływu na zmanipulowanie wskaźnika (jak może to mieć miejsce chociażby w stopie bezrobocia). Wynagrodzenia z kolei rosną o imponujące 6,6%. Jest to bardzo dobry rezultat pokazujący, że mimo problemów pensje wyraźnie rosną.

Słabsze dane z rynku nieruchomości w USA

Analizując dane ze Stanów, można stwierdzić, że pewne segmenty tych danych są ważniejsze niż na Starym Kontynencie. Przykładem jest chociażby większa waga przykładana do rynku pracy, czy po kryzysie z 2008 roku do rynku nieruchomości. W rezultacie pozornie mniej istotne czynniki takie jak spadek liczby wniosków o kredyt hipoteczny o 1,9%, czy słabszy od oczekiwań indeks rynku nieruchomości NAHB, mogą być jednak znacznie istotniejsze, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Teraz zostały przykryte przez inaugurację prezydenta, ale jeżeli tendencja się utrzyma, powinny działać na niekorzyść dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – Unia Europejska – decyzja EBC,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Debiut InPostu na giełdzie w Amsterdamie

Mamy coraz więcej informacji na temat planowanego debiutu giełdowego InPost w Amsterdamie. Po wejściu na parkiet spółki Allegro ostatniej jesieni i Answear na początku stycznia byłoby takie to kolejne takie wydarzenie z udziałem polskiego lidera branży e-commerce w ciągu kilku miesięcy. Poniżej komentarz dotyczący samego wydarzenia jak i trendu autorstwa eksperta firmy merce.com:

Wczoraj dowiedzieliśmy się o dość wysokiej względem oczekiwań inwestorów wycenie InPostu przekraczającą 30 mld zł. Warto obserwować, co wydarzy się dalej, bo poprzedni, warszawski debiut InPostu i Integera to jedna z ciekawszych historii na polskiej giełdzie. Mimo, że inwestorzy postawili na dobrego konia, finalnie nie okazało się to dla nich dobrą inwestycją. To może być jedna z pośrednich przyczyn decyzji o obecnym debiucie na Euronext. Jednak główną przyczyną wydają się być międzynarodowe ambicje spółki. InPost po związaniu się z Advent, strategicznej współpracy z Allegro i zwinnemu podejściu do zmieniających się warunków rynkowych, kilkanaście lat po pierwszym debiucie znowu jest atrakcyjną spółką.

InPost obecnie jest w samym środku boomu na e-commerce i świetnie go wykorzystuje. W Polsce w 2014 było 1100 Paczkomatów, a teraz ich liczba przekracza w 10 tysięcy. Jeśli dodamy do tego kolejne rynki jak Włochy czy Wielką Brytanię, to mamy interesującą perspektywę na rozwój. Co ciekawe choć debiut giełdowy poza granicami Polski wskazuje jasno na międzynarodowe ambicje InPostu inni liderzy e-commerce chcą mu rzucić wyzwanie na macierzystym rynku. Ostatnio Allegro i Alibaba zapowiedziały zbudowanie własnych sieci automatów pocztowych. Będziemy zapewne świadkami “wojen paczkomatów” które mogą zakończyć się rozejmem i wzajemnym korzystaniem z własnej infrastruktury, co też byłoby interesującym modelem do wyeksportowania za granicę.

Krzysztof Jaciw, prezes zarządu merce.com

JR HOLDING ASI S.A. chce zainwestować w SatRevolution S.A. i wprowadzić spółkę na GPW

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., podpisała list intencyjny ze spółką SatRevolution S.A. JR HOLDING ASI S.A. zamierza zainwestować w ten podmiot oraz wesprzeć go we wprowadzeniu na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW.

JR HOLDING ASI S.A. podpisała list intencyjny ze spółką SatRevolution S.A. dotyczący współpracy w kilku obszarach. Jednym z nich jest doprowadzenie do wejścia SatRevolution S.A. lub podmiotu wchodzącego w skład jej grupy kapitałowej do zorganizowanego obrotu na rynku regulowanym lub w alternatywnym systemie obrotu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Współpraca spółek nie wyklucza także upublicznienia SatRevolution S.A. poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia. JR HOLDING ASI S.A. zamierza także udzielić finansowania tej spółce na jej dalszy rozwój. SatRevolution S.A. działa w branży kosmicznej i zajmuje się kompleksowo projektowaniem, produkcją i umieszczaniem na orbitach okołoziemskich nanosatelitów obserwacyjnych zbierających dane optyczne. Spółka ta zamierza rozwijać swoje technologie oraz usługi w zakresie dostarczania danych optycznych wysokiej rozdzielczości, a także zamierza rozwinąć swoją działalność na rynkach zagranicznych. Szczegółowe zasady, zakres oraz warunki finansowe dotyczące współpracy pomiędzy JR HOLDING ASI S.A. a SatRevolution S.A. zostaną ustalone w umowie o współpracy, której uzgodnienie i podpisanie ma nastąpić w terminie do dnia 31.03.2021 r.

„Podpisanie listu intencyjnego z SatRevolution S.A. stanowi realizację naszej zaktualizowanej strategii rozwoju. Podmiot ten działa w bardzo przyszłościowej branży i osiąga już znaczące sukcesy. Upublicznienie SatRevolution S.A. z pewnością przyczyni się do wzrostu wartości spółki i jej dalszego dynamicznego rozwoju. JR HOLDING ASI posiada ogromne doświadczenie w zakresie wspierania spółek przy wejściu na rynek publiczny poprzez odwrotne połączenie, dlatego jesteśmy przekonani, że także ten projekt uda nam się z sukcesem zrealizować.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

JR HOLDING ASI S.A. jest spółką inwestycyjną notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Spółka dokonała w ostatnim czasie aktualizacji strategii rozwoju na lata 2020-2022. JR HOLDING ASI S.A. zamierza osiągnąć do końca 2022 r. wartość aktywów w portfelu inwestycyjnym na poziomie 3 mld zł oraz rozpocząć pierwsze inwestycje w spółki zagraniczne i globalne, a także zainwestować w latach 2021-2022 środki w wysokości od 200 mln zł do 500 mln zł m.in. w projekty z obszaru Digital Business. Emitent planuje również przenieść notowania na rynek główny GPW w Warszawie.

Badanie ruchu w galeriach: Liczba wizyt i klientów w okresie przedświątecznym spadła o przeszło 60%

Jak wykazało badanie przeprowadzone przez Proxi.cloud i UCE RESEARCH, o ponad 60% spadła bezpośrednio przed świętami zarówno liczba klientów, jak i wizyt w galeriach, centrach oraz pasażach handlowych. Tak wynika z porównania blisko miesięcznego ruchu zanotowanego przed ostatnią Wigilią i w analogicznym czasie 2019 r. Z kolei liczba odwiedzin przypadająca na jedną osobę w zestawianych ze sobą okresach zwiększyła się o ponad 1%. Natomiast średnia liczba wizyt statystycznego klienta wzrosła w 2020 r. do 3,79 z 3,75 w 2019 r.

Z przeprowadzonej analizy na próbie blisko 560 tys. konsumentów, którzy odbyli ponad 2,1 mln wizyt, wynika, że o 60,7% zmniejszyła się liczba klientów w galeriach, centrach i pasażach handlowych od 28 listopada do 24 grudnia ub.r. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. Natomiast patrząc na dane dotyczące liczby wizyt, widać, że nastąpił spadek o 60,2%. To oczywiście nie musi oznaczać niższych obrotów. Klienci mogli robić w czasie pandemii większe, pojedyncze zakupy.

– Dane wyraźnie pokazują, że jest to spowodowane ograniczeniami rządowymi, w tym obostrzeniami dotyczącymi liczby ludzi w sklepie i ilości osób mogących wspólnie spędzać Wigilię. Z tego powodu Polacy nie przygotowywali dużych uroczystości, a więc kupowali mniej prezentów. Za spadek ruchu w sklepach w dużej mierze mogą odpowiadać również zakupy online – prezentowe, ale także spożywcze – komentuje Mateusz Chołuj z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Wizyty w galeriach handlowych w analizowanym okresie 2020 roku były stosunkowo wyrównane, pomijając jedyną niedzielę niehandlową, tj. 29 listopada. Krzysztof Zych z UCE RESEARCH podkreśla, że największy spadek nastąpił 6 grudnia. Zdaniem eksperta, to mogło być spowodowane późną decyzją o otwarciu galerii w niedzielę. Ostateczna zgoda została ogłoszona dopiero 4 grudnia. Wiele osób mogło o tym nie wiedzieć bądź nie zdążyć zaplanować zakupów.

– Najwięcej wizyt odnotowywano w soboty. Co ciekawe, po każdym skoku ruchu w taki dzień, następował widoczny spadek na zakończenie weekendu, mimo zniesienia zakazu handlu w niedziele. Pomimo wyjątkowego otwarcia sklepów, część klientów nie zmieniła swoich przyzwyczajeń i nie odwiedziła placówek handlowych. W przypadku analizowanych okresów w 2019 i 2020 roku liczby wizyt w galeriach zaczęły spadać od 22 grudnia – tłumaczy Adam Grochowski, analityk z Proxi.cloud.

Z kolei Krzysztof Zych zaznacza, że w badanym okresie 2019 roku były dwie niedziele niehandlowe. Oprócz nich, nie odnotowano drastycznych różnic w dziennej liczbie wizyt. Jednocześnie ekspert dodaje, że największe skoki ruchu można było zaobserwować w soboty. To jest zrozumiałe, że dla dużej części społeczeństwa stanowi ona dzień wolny od pracy. Ponadto z zebranych danych wynika, że w analizowanym okresie ub.r. liczba wizyt przypadających na jedną osobę wzrosła dokładnie o 1,05%. Ostatnio średni footfall przypadający na jednego klienta wyniósł 3,8, natomiast wcześniej – 3,7.

– W końcówce ubiegłego roku prawie połowa klientów pojawiła się w galerii tylko raz. Więcej osób zdecydowało się na jednorazowe zakupy w 2019 roku. Mogłoby się wydawać, że opcja ta powinna być popularniejsza w ostatnich tygodniach z powodu pandemii. Jednak badany okres 2020 roku był jedynym, w którym mogliśmy kupić prezenty w sklepach stacjonarnych – analizuje Mateusz Chołuj.

Natomiast Adam Grochowski zaznacza, że przed ostatnią Wigilią jedna trzecia badanych była w galerii 3 lub więcej razy. To pokazuje, że nadal, mimo wszystkich obostrzeń, duża część klientów jest w stanie zapomnieć o pandemii w obliczu nadchodzących świąt. Ekspert dodaje też, że rok wcześniej wynik ten był niemal identyczny.

Analiza została przeprowadzona w oparciu o dane zarejestrowane w okresie od 28.11 do 24.12.2020 roku i analogicznym czasie w 2019 roku przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Badanie zrealizowano w 16 województwach na próbie 685 galerii, centrów handlowych i pasaży. Obserwowano blisko 560 tys. konsumentów (w wieku od 18 do 65 lat), którzy odnotowali łącznie ponad 2,1 mln wizyt. Analiza polegała na zebraniu danych za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie.

By nie zwrócić przedsiębiorcy nadpłaty podatku, organy dochodziły od niego nieistniejących już zobowiązań

Przedsiębiorca miał zobowiązania podatkowe za poszczególne miesiące 2011 roku. Jednak fiskus nie zamierzał ich odpuścić nawet po 7 latach. Dlatego w 2018 r. wydał postanowienie o zaliczeniu powstałych w jego późniejszej działalności nadpłat na poczet tych zaległych zobowiązań. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie podjął Naczelny Sąd Administracyjny, pouczając organy, że skoro upłynął termin przedawnienia, to nie mogą dochodzić zobowiązań podatkowych, które nie istnieją.

Podważenie rozliczeń VAT spółki przez organ

W styczniu 2016 r. naczelnik urzędu skarbowego, odnosząc się do rozliczeń podatkowych spółki za poszczególne miesiące 2011 roku, określił jej do uregulowania zobowiązanie w podatku od towarów i usług. Był to efekt przeprowadzonej w spółce kontroli skarbowej oraz postępowania podatkowego, w wyniku których ustalono, że firma rozliczyła w korektach deklaracji VAT-7 faktury korygujące, do których nie przedstawiła potwierdzenia odbioru korekty przez nabywcę. Dodatkowo organ oskarżył przedsiębiorcę, że ten zaniżył wartość należnego VAT z tytułu importu usług.

Spółka skutecznie zaskarżyła część ustaleń organów

Miesiąc później spółka odwołała się od tej decyzji organu w zakresie dotyczącym zakwestionowania odliczenia VAT z faktur korygujących. A ponieważ dyrektor izby skarbowej utrzymał ją w mocy, wniosła skargę do sądu, który wyrokiem z 26 kwietnia 2017 r. przyznał jej rację, orzekając m.in., że za wystarczający należy uznać każdy rodzaj potwierdzenia, który pozwala stwierdzić, że faktura korygująca dotarła do nabywcy, a więc i taki, jak przedstawiła spółka w formie elektronicznej (wyrok WSA w Warszawie, sygn. akt III SA/Wa 1970/16). Niemniej w pozostałym zakresie spółka nie podważała ustaleń organów. Stąd w rozliczeniach części miesięcy 2011 r. po stronie spółki pozostały do uregulowania zobowiązania podatkowe, a w części objętych korzystnym dla niej wyrokiem sądu powstała nadpłata w VAT.

Dla organów istotna była nie data powstania zobowiązania, a powstania nadpłaty

Organy nie zamierzały jednak odpuszczać. Postanowieniem naczelnika urzędu skarbowego z 18 października 2018 r., podtrzymanym następnie postanowieniem ze stycznia 2019 r. dyrektora izby administracji skarbowej, jako organu odwoławczego, organy podatkowe zaliczyły powstałe w rozliczeniach spółki nadpłaty w latach 2011, 2012 i 2016 na pokrycie pozostałych, spornych zobowiązań podatkowych za 2011 r. Spółka podniosła, że fiskus nie może dochodzić w 2018 r. zobowiązań, które powstały w 2011 r. Organ odpowiedział, że przecież spółka sama skierowała sprawę do sądu w maju 2016 r., a odpis wydanego przez ten sąd wyroku właściwy organ otrzymał w październiku 2017 r. Stąd też zdaniem fiskusa w okresie pomiędzy majem 2016 r. a październikiem 2017 r. nastąpiło zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego spółki za poszczególne miesiące 2011 r., ostatecznie wydłużając upływ tego terminu do 20 maja 2018 r.

W opinii dyrektora izby administracji skarbowej dla skutecznego zaliczenia nadpłaty istotne jest to, aby zaległości, na poczet których nadpłata ma zostać zaliczona, nie były przedawnione w dacie dokonania zaliczenia. A w sprawie spółki, w wyniku skutecznego zaskarżenia do WSA, nadpłaty powstały w maju, czerwcu, lipcu, wrześniu 2011 r., w styczniu 2012 r. oraz w grudniu 2016 r., i w tych samych datach zostały też zaliczone na poczet zaległości.

Organy nie mogą dochodzić od przedsiębiorcy zobowiązań, których już nie ma

Z organem podatkowym częściowo zgodził się sąd, do którego skargę wniosła spółka. W listopadzie 2019 r. przyznał, że termin przedawnienia zobowiązań spółki rzeczywiście upływał 20 maja 2018 r. Jednocześnie orzekł, że fiskus nie mógł zaliczyć spornych nadpłat na pokrycie zaległych zobowiązań spółki z 2011 r., gdyż w tym przedmiocie wydał postanowienie 18 października 2018 r., a więc po upływie terminu przedawnienia tych zobowiązań.

„[…] zarówno skarżone postanowienie, jak i poprzedzające je postanowienie NUS naruszają art. 59 § 1 pkt 9, art. 70 § 1 w zw. z art. 76 § 1 w zw. z art. 76a O.p., skoro bowiem w dacie wydawania przez NUS postanowienia o zaliczeniu z dnia […] października 2018 r. zobowiązania w podatku od towarów i usług za luty, marzec, lipiec, wrzesień, październik i listopad 2011 r. nie istniały, gdyż z dniem […] maja 2018 r. wygasły wskutek upływu terminu przedawnienia, nie było możliwe dokonanie zaliczenia nadpłaty, organy nie mogą bowiem dokonywać zaliczenia na poczet zaległości, których już nie ma” (wyrok WSA w Warszawie z 15 listopada 2019 r., sygn. akt III SA/Wa 806/19).

Organ nie miał podstaw do wydania decyzji wymiarowej

Fiskus ponownie nie dał za wygraną, i tym razem to on wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, podtrzymując swoje wcześniejsze stanowisko co do dat zaliczenia nadpłat na poczet zaległości. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że powyższe rozważania sądu I instancji i organów podatkowych co do skuteczności postanowienia o zaliczeniu nadpłaty na zobowiązania podatkowe wydanego po dacie, w której zobowiązania te uległy przedawnieniu, nie mają dla rozstrzygnięcia sprawy najistotniejszego znaczenia. Bo konsekwencją takich rozważań byłby błędny wniosek, że postanowienia organów można by uznać za zgodne z prawem, gdyby zostały wydane przed dniem 20 maja 2018 r.

Z kolei jak wskazał NSA, istotne jest to, że przyjęta w zaskarżonych postanowieniach wysokość zobowiązań podatkowych za poszczególne miesiące 2011 r. nie wynika z deklaracji złożonych przez spółkę, a z wydanej wobec niej zmieniającej tę wysokość decyzji wymiarowej organu. W decyzji z 9 kwietnia 2018 r. naczelnik urzędu skarbowego określił od nowa wysokość zobowiązań spółki, a decyzję tę 18 maja 2018 r. podtrzymał organ II instancji. To właśnie wysokość zobowiązań podatkowych wynikająca z tych decyzji stanowiła podstawę do rozliczenia spornych nadpłat. Uchylenie przez WSA w Warszawie w kwietniu 2019 r. zaskarżonej decyzji z 18 maja 2018 r., po tym, jak wyrok ten się uprawomocnił, sprawiło, że organ nie miał już podstaw do wydania kolejnej decyzji wymiarowej (wyrok NSA z dnia 9 listopada 2020 r., sygn. akt I FSK 1010/20).

Wszystko po to, by nie zwrócić nadpłaty

Wniosek z niniejszej, trwającej przecież blisko 9 lat, sprawy jest taki, że organy podatkowe chciały wydać kolejną decyzję wymierzającą zobowiązanie podatkowe przedsiębiorcy, pomimo tego, że jego zobowiązania wskutek upływu terminu przedawnienia wygasły. Dzięki temu nie musiałyby zwracać spółce długo wyczekiwanych przez nią pieniędzy. Przedsiębiorcy w ochronie swoich firm muszą bronić się przed takim nieuprawnionym działaniem organów. Być może niektórzy powinni przejrzeć swoje rozliczenia podatkowe, bo może sami padli już ofiarą takiej kreatywnej księgowości fiskusa. Zarówno NSA, jak i wydający wyrok w I instancji WSA w Warszawie stanowczo stwierdziły, że nie można dochodzić od podatników zobowiązań, które nie istnieją.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jakie inwestycje najlepiej napędzą popyt i odnowią gospodarkę?

Podniesienie się gospodarki po zeszłorocznym spowolnieniu będzie wymagać zainwestowania dużej ilości pieniędzy. To nie ulega wątpliwości. Ważny jest jednak sposób ich wydawania. Realizacja długich, dużych inwestycji nie pomoże w zwiększeniu obrotów – gdyż po etapie planowania i organizacji pieniądze trafią do gospodarki dopiero za kilka lat. W sytuacji dużej recesji i potrzeby zwiększenia popytu realizować trzeba krótkie, mniejsze inwestycje. Do tego zaś bardzo dobrze nadają się środki z Funduszy Unijnych.

– Polska gospodarka inwestuje rocznie około 100 miliardów euro. Dodatkowe 60 miliardów z Funduszy Unijnych to ogromne zwiększenie skali inwestycji. To są jednak pieniądze, które muszą być wydane w sposób sprawny, szybki i zgodny z unijnymi kierunkami polityki gospodarczej. W naszej sytuacji nie jest to jednak zła strategia. Tak, jak zaleca Unia – te pieniądze mają sens, jeśli wyda się je w tym roku – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Nie chodzi więc o wielkie programy, takie jak przekop kolejnej mierzei. Trzeba uruchomić programy szybko działające, w których bardzo sprawnie można wydać pieniądze. Prawdopodobnie będą to programy mocno zregionalizowane, masowo wykorzystywane przez firmy i gospodarstwa domowe. Pieniądze z Funduszy Unijnych mogą mieć w tym roku kolosalne znaczenie dla naszej gospodarki. Pod warunkiem, że będziemy umieli z nich skorzystać. Brak dostępu do tych środków nie jest problemem mitycznej unijnej biurokracji. To jest problem tego, co mają w głowach nasi urzędnicy. Dlatego dobrze by było, żeby ci urzędnicy potrafili konsultować się z biznesem i samorządami, by wspólnie ustalać kształt programów – zaleca Orłowski.

Sprzątanie, gotowanie, zakupy – co tak naprawdę robimy podczas pracy zdalnej?

Praca zdalna to dla większości z nas duża oszczędność czasu oraz elastyczność godzinowa. Nie musimy wstawać tak wcześnie, nie stoimy w korkach, dojeżdżając do biura, mamy zdecydowanie więcej swobody. Ale czy podczas wykonywania obowiązków w domu zajmujemy się tylko pracą? Aż 82 proc. ankietowanych przyznaje, że zdarzyło im się wykonywać w domu inne czynności w czasie, który powinien być przeznaczony na pracę zawodową.

Zespół OLX Praca przy współpracy instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia stworzył specjalny dodatek do raportu „Prognozy przyszłości – OLX Praca. Know How 2021”, który z kolei został opublikowany pod koniec ubiegłego roku. Najnowsze opracowanie dotyczy perspektywy pracowników oraz osób poszukujących zatrudnienia. Tematyka związana jest z sytuacją na rynku pracy podczas pandemii, pracą zdalną oraz oceną podejmowanych decyzji przez pracodawców.Sprzątanie, gotowanie, zakupy – co tak naprawdę robimy podczas pracy zdalnej

Obowiązki zawodowe podczas pracy zdalnej? Nie tylko!

W badaniu osoby pracujące zdalnie zapytano o to, czy zdarzało im się wykonywać inne, niezawodowe czynności podczas home office. Ponad 80 proc. osób odpowiedziało, że tak. Jakie dodatkowe zadania wykonujemy w trakcie pracy w domu? Aż 72 proc. zajmuje się sprzątaniem oraz praniem, podobnie jest z gotowaniem – czynności w kuchni podczas pracy wykonuje 69 proc. respondentów. Kolejne obowiązki, które znalazły się na liście chętnie wykonywanych podczas pracy zdalnej, to: zakupy (34 proc.), opieka nad dzieckiem/dziećmi (34 proc.) oraz nadzorowanie nauki zdalnej dzieci (25 proc.).

Jednocześnie podejmowanie dodatkowych czynności w trakcie wykonywania pracy wpływa na zacieranie się granic pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym – ponad połowa ankietowanych (53 proc.) pracujących zdalnie zgadza się z tą tezą. Pewną analogię do większej swobody podczas korzystania z pracy z domu możemy zaobserwować w samej organizacji firm. Wśród osób, które zarządzają pracą innych ludzi, aż 73 proc. nie korzysta z narzędzi do monitorowania czasu pracy pracowników wykonujących swoje obowiązki z domu.

Praca zdalna najważniejszym benefitem?

Pracownicy zauważają spopularyzowanie możliwości korzystania z trybu home office. Z refleksji nad różnymi aspektami pracy zdalnej wyłania się pogląd na temat jej przyszłości. Niemal 70 proc. ankietowanych (68 proc.) zgadza się ze stwierdzeniem, że po uspokojeniu się obecnej sytuacji związanej z pandemią, praca zdalna zyska na znaczeniu i pracodawcy oraz pracownicy nadal będą z niej korzystali. Coraz częściej rekruterzy dopisują do swoich ogłoszeń wzmiankę o możliwości pracy poza biurem, która już teraz jest istotnym benefitem dla kandydatów.

Zdaniem ankietowanych najważniejszymi zaletami pracy z domu są elastyczne godziny pracy (55 proc.) oraz oszczędność czasu (54 proc.). Pracownicy mogą wówczas lepiej zaplanować dzień, a jednocześnie nie muszą codziennie podróżować na trasie dom–biuro. Świadomość, że skorzystanie z pracy zdalnej w większości przypadków zostało umożliwione przez sytuację związaną z koronawirusem, sprawiła, że aż 53 proc. pracowników uważa, że home office daje gwarancję mniejszego ryzyka zarażenia się chorobami. Kolejną zaletą jest możliwość pracy z dowolnego miejsca (53 proc.) oraz indywidualne tempo i metody pracy (49 proc.).

Wśród największych wad pracy zdalnej respondenci najczęściej wskazują ograniczony kontakt ze współpracownikami, alienację (44 proc.), rozpraszanie uwagi przez domowników (41 proc.) i trudności ze skupieniem (39 proc.), co może się wiązać także z chęcią pracowania w przyszłości w systemie hybrydowym. Ciekawostką jest jednak inny wynik – jedynie 13 proc. pracowników przedstawia jako wadę brak kontaktu z przełożonym.

Zainteresowani najczęściej chcieliby mieć wybór dotyczący miejsca wykonywania obowiązków zawodowych. Z przeprowadzonych badań wynika, że tylko 11 proc. respondentów chciałoby w przyszłości pracować wyłącznie zdalnie. Zdecydowana większość (60 proc.) opowiada się za pracą częściowo w biurze, a częściowo poza nim. Na wykonywanie obowiązków wyłącznie z biura liczy 29 proc. pracowników.

Niezależnie od nastrojów, wad oraz zalet, wyniki badania pokazują, że praca zdalna wzbudziła u pracowników duże zainteresowanie. W przyszłości pracodawcy oraz rekruterzy zapewne będą zwracać większą uwagę na możliwość zaoferowania wykonywania pracy w trybie home office. Niewykluczone, że największą popularność zyska system rotacyjny.

Branża targowa z apelem do rządu: czeka nas rychła śmierć!

Poszerzenia zakwalifikowanej do pomocy sektorowej w Tarczy 6.0 listy branż o firmy projektujące i budujące stoiska targowe, a także zajmujące się logistyką targową, przedłużenia okresu „pomocowego”, przedstawienia konkretnego planu odmrażania poszczególnych branż gospodarki czy rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla przedsiębiorstw branży targowej – m.in. tego domagają się działający w sektorze targowym właściciele firm zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej. – Rząd nas ominął, powinien to jak najszybciej skorygować. Inaczej niemal czeka nas rychła śmierć – mówią przedsiębiorcy targowi. 

Znane w Polsce i na świecie targowe imprezy jak Polagra czy Amberif jeszcze na początku zeszłego roku stanowiły dla przedsiębiorców doskonałą okazje do prezentacji swoich ofert czy nawiązywania biznesowych kontaktów, a dla rządzących – do chwalenia się sukcesami czołowych gałęzi polskiej gospodarki. Wszystko jednak brutalnie zakończyło się wraz z nastaniem pandemii i, mimo częściowego odblokowania targów na wiosnę 2020 roku, trwa do dziś. Działający w tym sektorze przedsiębiorcy czują się dziś zapomniani przez władze, która – oprócz ogólnej pomocy dla całej gospodarki – pominęła znaczną cześć tzw. przemysłu targowego w programach wsparcia sektorowego.

– Mimo uwzględnienia nas dopiero ostatnio w przygotowanej przez PFR Tarczy 2.0., rząd nas po prostu ominął, co powinien jak najszybciej skorygować. Inaczej niemal czeka nas rychła śmierć.  Walczymy jednak cały czas. Chcemy przede wszystkim, aby rząd objął pomocą firmy, które w związku z pandemią poniosły dotkliwe straty, a takich są w naszej branży tysiące, i zrezygnował z wyłącznego kryterium przyznawania wsparcia, jakim są określone numery PKD – mówi Krzysztof Szofer  przedsiębiorca około targowy, zasiadający w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego, a jednocześnie współzałożyciel Komitetu Obrony Branży Targowej. Przypomina, że to właśnie sprawa PKD budzi największe emocje, bowiem np. numer 73.11.Z grupujący przedsiębiorstwa projektujące i budujące stoiska targowe został w czasie letnich i jesiennych prac parlamentarnych nad Tarczą 6.0 usunięty.

Właściciele firm około targowych z takim PKD są więc rządowej pomocy sektorowej pozbawieni. Jak wskazywała w grudniu prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego – bez wsparcia pozostawać może przez to nawet 90 procent całej branży targowej. Dlatego pierwszym żądaniem Komitetu jest poszerzenie listy branż uprawnionych do pomocy z tarczy 6.0 o PKD 73.11.Z oraz rezygnacji z uzależniania przyznania pomocy od wiodącego PKD. – Będziemy postulować, żeby w ślad za rozwiązaniami PFR, zostało pomięte, czy dane PKD jest wiodące, czy też było wpisane na liście PKD związanych z działalnością danej firmy – tłumaczy Krzysztof Szofer i przypomina kolejne postulaty branży:

  • przedłużenie środków pomocowych z tarczy 6.0 dla branży targowej oraz całej spotkań przynajmniej o kolejne 3 miesiące
  • przedstawienie konkretnego planu odmrażania poszczególnych branż gospodarki, w związku z przyjętym planem szczepień, biorąc pod uwagę wzajemne powiązania gospodarcze. – Ten punkt jest szczególnie ważny dla branży targowej oraz całego przemysłu spotkań, gdyż restart naszych działalności musi zostać poprzedzony kilkumiesięcznym okresem prowadzenia prac przygotowawczych – wyjaśnia Krzysztof Szofer.
  • rozważenia przedsiębiorstw z branży targowej w jak najwcześniejszym etapie planu szczepień przeciwko COVID 19. Jako najmocniej poszkodowana przez COVID 19, branża będzie miała szansę powrotu do normalnej pracy na rynkach polskich i europejskich tylko wówczas, gdy pracownicy naszych firm będą zaszczepieni. – Już teraz słychać zapewnienia linii lotniczych oraz coraz częstsze głosy organizatorów targów, na temat przyszłych warunków współpracy. Niektóre linie lotnicze już ogłosiły, że wstęp na pokład samolotów będą miały tylko osoby zaszczepione. Prawdopodobnym jest, że podobne warunki udziału w imprezach targowych postawią na nogi niektóre ośrodki wystawiennicze w Europie. Stąd konieczność uwzględnienia naszej branży jako jednej z najbardziej potrzebującej wysokiego poziomu wyszczepialności przeciwko COVID 19 – wyjaśnia Krzysztof Szofer.
  • rekompensatę w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego ich przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • zajęcie się jak najszybciej rozwiązaniem problemu jednoosobowych działalności gospodarczych. Gros firm okołotargowych, czyli tzw. podwykonawców, z uwagi na konieczność współpracy z wieloma dużymi firmami targowymi, preferuje taką formę prowadzenia działalności gospodarczej. – Mimo dużego znaczenia i wpływu na rynek usług okołotargowych, firmy te zostały pozbawione pomocy rządowej. Będziemy apelowali do rządu o znalezienia rozwiązania pomocowego dla tych właśnie firm – zapowiada Krzysztof Szofer i nawiązuje do przeprowadzonej przez Komitet samochodowej pikiety na podpoznańskim odcinku autostrady: – Naszą zmorą okazał się numer PKD, gdyż przez niego upadają firmy około targowe. Dlatego określenie Polska Klasyfikacja Dyskryminacji jest cały czas w pełni uzasadniona, tym bardziej, że mimo ostatnich telewizyjnych zapewnień premiera o znajomości bardzo trudnej sytuacji naszych firm, rząd zdecydował dopisać do listy branż poszkodowanych i zasługujących na pomoc kolejne, a nas znowu zlekceważył – stwierdza Krzysztof Szofer.

Zdaniem jego oraz współpracujących z Komitetem ekspertów, wszystko wskazuje na to, że autorzy tworzonego na ten temat kilkanaście lat temu rozporządzenia omyłkowo przyporządkowali numer 73.11.Z firmom budującym stoiska. Teraz Komitet będzie chciał to zmienić lub przekonać rządzących, że głównymi kryteriami przyznawania pomocy przedsiębiorstwom około targowym powinny być drastyczny spadek obrotów i związanie tych podmiotów z targami w przeważającej mierze swojej działalności. Zarówno Krzysztof Szofer, jak i inni przedsiębiorcy około targowi będą wraz z branżą spotkań (MICE) także o tym rozmawiać z przedstawicielami ministerstwa rozwoju. Teraz czekają na informację o terminie takich rozmów.

Sztuczna inteligencja: trendy na 2021 rok

Analizując nadchodzące trendy w obszarze sztucznej inteligencji (AI), nie można nie zwrócić uwagi na pandemię, która zdominowała ostatni rok i wpłynęła na wszystkie aspekty życia ludzi na całym świecie. Jak wynika z badań Capgemini, ponad połowa firm oferujących usługi finansowe prowadzi prawie 40 proc. interakcji z klientem przy wsparciu AI. Z drugiej strony, aż 54 proc. kupujących każdego dnia wchodzi w interakcje z algorytmami sztucznej inteligencji m.in. za pośrednictwem wirtualnych agentów, skanerów biometrycznych, interaktywnych przymierzalni, czy hiperpersonalizowanych ofert. Żyjemy w czasach wyjątkowego postępu naukowo-technologicznego, którego dynamika stale przyspiesza. Te aspekty mają wpływ również na trendy panujące w obszarze sztucznej inteligencji w roku 2021.

Porównanie tempa wdrożeń AI

Z końcem ubiegłego roku firma O’Reilly, chcąc oszacować poziom adopcji rozwiązań AI, przebadała ok. 1500 firm z różnych sektorów. Badania miały na celu nie tylko odpowiedzieć na pytanie czy firmy są zainteresowane rozwiązaniami AI, ale podjęto próbę oszacowania poziomu dojrzałości tych rozwiązań oraz trendów w tym obszarze.

  • Głównym wnioskiem z badań było stwierdzenie, iż w chwili obecnej około 85 proc. organizacji rozpatruje lub rozpoczyna pierwsze przymiarki do produkcyjnych zastosowań AI. Co ciekawe, ponad połowa badanych firm uznała się za dojrzałych odbiorców z pierwszymi wdrożeniami, gdzie jedna trzecia to firmy na etapie rozpoznawania potencjalnych opcji i rozwiązań. Analizując podobne badania z roku wcześniejszego można zobaczyć niemalże lustrzane odbicie. Dane z roku 2019 pokazywały tylko 27 proc. badanych uznających się za dojrzałych, a ponad 54 proc. to firmy wkraczające na ścieżkę AI. Widzimy też duży wzrost samego zainteresowania i szukania biznesowych szans w oparciu o sztuczną inteligencję. W roku ubiegłym tylko 15 proc. firm nie widziało sensu w odkrywaniu potencjalnych korzyści płynących z AI, co jest znaczącym spadkiem do lat wcześniejszych (o ponad 20 proc.) – mówi Tomasz Cieślar, manager w dziale Cloud Infastructure Services w Capgemini.

Jak reagują branże?

Porównując tempo wdrożeń w zestawieniu z branżami, w których te wdrożenia występują, niewiele zmienia się w stosunku do roku ubiegłego. Nadal kluczowymi obszarami są marketing i sprzedaż, gdzie firmy w poszukiwaniu nowych możliwości i sposobów pozyskiwania klientów sięgają po rozwiązania z obszaru SI, co przekłada się bezpośrednio na wzrost przychodów. Silnym i chłonnym obszarem, gdzie AI znajduje zastosowanie, jest szeroko pojęty rozwój produktów i usług. Jeżeli z kolei popatrzymy na część kosztową i oszczędności w tych obszarach, to główny z nich stanowi obszar łańcucha dostaw.

  • Patrząc na tempo wdrożeń i przymiarek do sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach, to już przed pandemią było ono duże – około 85 proc. przedsiębiorstw testowało lub wykorzystywało AI. Co istotne, firmy, które dostrzegły potencjał w tych rozwiązaniach, zaczynały zwiększać nakłady na tego typu produkty, głównie, aby dostarczyć nową wartość – konieczną w zmieniającym się otoczeniu, albo też, aby niwelować potencjalne koszty lub ograniczenia. W wielu obszarach, tam gdzie sztuczna inteligencja dopiero raczkowała, pandemia paradoksalnie stała się akceleratorem do bardziej dynamicznego wzrostu i pewnym stymulatorem pozytywnych zmian – mówi Ruslan Korniichuk, ekspert IT i doktorant na Wydziale Nauk Ścisłych i Technicznych Uniwersytetu Śląskiego.

Nadchodzi czas hiperautomatyzacji

Analizując trendy rynkowe w obszarze IT, automatyzacja procesów i AI są integralnym elementem tych prognoz już od pewnego czasu. Nadchodzi jednak czas, kiedy oba trendy połączą się, stanowiąc hiperautomatyzację. To zastosowanie kombinacji szeregu narzędzi informatycznych, wzbogaconych wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i zasadne o mechanizmy uczenia maszynowego (szerzej: AI), mające na celu wzmocnienie potencjału pracowników.   Wzrost i tempo zmian przekłada się na budowanie świadomości, że czeka nas nie tylko rewolucja w obszarze marketingu i sprzedaży, ale coraz częściej będziemy się stykać z AI mówiąc o zdrowiu, bezpieczeństwie, rolnictwie i innych dziedzinach i branżach otaczającego nas świata.

Co stanowi największy hamulec w rozwoju sztucznej inteligencji?

Szanse i zagrożenia, które niesie za sobą AI wymagają nie tylko odpowiedniej edukacji w tym obszarze, ale i właściwej legislacji, która zapewni regulacje i zagwarantuje bezpieczeństwo. Prawodawstwo stanie się też kamieniem węgielnym w budowaniu zaufania, które często stanowi hamulec dla tych rozwiązań. Unia Europejska pracuje nad pierwszym pakietem przepisów adresującym te szanse i zagrożenia.

  • Prace w obszarze regulacji prawnych dla rozwiązań opartych na AI to krok we właściwą stronę – ponad 22 proc. badanych uważa, że brak legislacji w tym obszarze jest główną barierą dla bardziej dynamicznego tempa wzrostu i adopcji rozwiązań – komentuje Ruslan Korniichuk.

Wśród pozostałych czynników hamujących wzrost, wymienić można niewystarczającą liczbę ekspertów ze znajomością AI oraz jakość danych, które stanowią wkład do budowania inteligentnych rozwiązań.

Profit, jaki niosą nowe rozwiązania

Mówiąc o korzyściach płynących ze sztucznej inteligencji i szansach, które daje, warto zwrócić uwagę na bezpieczeństwo, które potencjalnie może się zwiększyć, gdy rozwiązania, których używamy na co dzień wzbogacone są o elementy AI. Mowa tu także o istotnych korzyściach dla biznesu.

  • Nie chodzi o pojawienie się nowej generacji produktów i usług, ale co istotniejsze, planowany wzrost wydajności pracy o ok. 11-37 proc. Należy też pamiętać o wpływie na usługi publiczne, transport, edukację, czy energetykę i gospodarkę odpadami – mówi Tomasz Cieślar.

Ludzie mają skłonność do uczłowieczenia AI i rozwiązań bazujących na jej implementacji. Często zakłada się, że dojrzała AI to ta, która w zachowaniu przypomina reakcje człowieka. Maszyny zaczną dążyć w tym do doskonałości, a marzeniem staje się posiadanie duszy. Od kilku dostrzegalne jest jednak, co dodatkowo uświadamia obecna sytuacja, że sztuczna inteligencja rozwija się w kierunku obszarów, które nie tylko przewyższają ludzką inteligencję, ale i reprezentują jej zupełnie inne oblicze.

Autorzy:

Tomasz Cieślar

Kierownik zespołu odpowiedzialnego za wytwarzanie oprogramowania w Capgemini Polska, nauczyciel, blogger. Doświadczony menadżer, od początku swojej kariery zawodowej związany z procesem tworzenia oprogramowania, początkowo jako programista, a w tym momencie jako osoba kierująca zespołem świetnych ekspertów i pasjonatów. Na co dzień obraca się w technologiach dostarczanych przez firmę Microsfot. W wolnych chwilach coraz częściej używa Pythona, głównie w celach edukacyjnych.

Ruslan Korniichuk

Architekt rozwiązań IT w Capgemini Polska, pochodzący z Ukrainy. Główne obszary jego działań to tworzenie oprogramowania i przetwarzanie w chmurze. Szczególnie zainteresowany jest tematem sztucznej inteligencji. Ma na swoim koncie sukcesy w działaniach w wielu branżach, w tym w obszarze bankowości, opieki zdrowotnej, edukacji, startupów. Doktorant na Wydziale Nauk Ścisłych i Technicznych Uniwersytetu Śląskiego. Prowadził zajęcia z technologii server-side i projektowania systemów informatycznych. Prelegent na PyCon PL, PyCode, DataOps Polska, Silesian AI, Data Science Silesia, Kariera IT.

Branża centrów handlowych ma mocne podstawy do podjęcia kroków prawnych przeciwko Skarbowi Państwa

  • 20 stycznia br. podczas spotkania zorganizowanego przez Polską Radę Centrów Handlowych przedstawiciele właścicieli i zarządzających obiektami handlowymi analizowali różne scenariusze i możliwości podjęcia kroków prawnych przeciwko Skarbowi Państwa w związku z niekonstytucyjnymi i dyskryminującymi przepisami regulującymi zasady działalności podmiotów w czasie pandemii.
  • Zdaniem ekspertów z kancelarii Dentons sektor centrów handlowych ma mocne podstawy do wystąpienia z roszczeniami zarówno w postaci pozwów zbiorowych, jak i indywidualnych, uwzględniających sytuację poszczególnych podmiotów. Stosowane obecnie przepisy naruszają nie tylko w sposób istotny krajowy porządek prawny, ale także umowy międzynarodowe o ochronie wzajemnych inwestycji – Bilateral Investment Treaty.

Ponad stu przedstawicieli branży centrów handlowych wzięło udział w zorganizowanym przez Polską Radę Centrów Handlowych spotkaniu, podczas którego omówiono możliwości występowania z roszczeniami wobec Skarbu Państwa w związku ze znaczącym ograniczeniem działalności centrów handlowych z powodu epidemii COVID-19.

Obecnie branża centrów handlowych mierzy się z dotkliwymi konsekwencjami rozporządzeń ograniczających działalność galerii i niekonstytucyjnego zapisu 15 ze (tzw. abolicji czynszowej) ustawy covidowej. Ograniczenia w działalności galerii w czasie pandemii pozbawiły wpływów znaczącą liczbę najemców oraz właścicieli i zarządców. Dotychczasowa łączna strata w obrotach sklepów i punktów usługowych, działających centrach handlowych, wynikająca z 15 tygodni lockdownu, to około 30 mld zł. W wyniku trzech lockdownów przychody wynajmujących będą niższe o prawie 5 mld zł, a więc o około 45 proc. ich rocznej wartości.

Ogromne wątpliwości budzi niezgodny z ustawą zasadniczą artykuł 15ze ustawy covidowej, który w obecnym kształcie ustawowego wsparcia jednej grupy podmiotów – najemców, kosztem innej grupy – wynajmujących – nie powinien obowiązywać w polskim systemie prawnym. Naruszenie przez ustawodawstwo covidowe gwarantowanej przez Konstytucję równości wobec prawa, swobody działalności gospodarczej, ochrony prawa własności przy jednoczesnym braku wsparcia adekwatnego do ponoszonych strat, może skutkować skierowaniem pozwów wobec Skarbu Państwa.

Sektor centrów handlowych oczekuje traktowania podmiotów działających na polskim rynku w sposób równy i zgodny z prawem. Niezrozumiałe jest, dlaczego sklepy i punkty usługowe zlokalizowane poza centrami handlowymi mogą swobodnie działać. Dodatkowo trudno jest znaleźć uzasadnienie pod kątem epidemiologicznym dla doboru branż, które mogą prowadzić działalność bez ograniczeń. Jest to dyskryminacja podmiotów ze względu na miejsce i przedmiot prowadzonej działalności. Obecnie zarówno na gruncie krajowym, jak i w sferze prawa międzynarodowego istnieją realne przesłanki do wystąpienia z roszczeniami odszkodowawczymi.

Dodatkowym argumentem wzmacniającym istotnie roszczenia właścicieli obiektów handlowych jest arbitralność i nieprzewidywalność wprowadzanych ograniczeń, pomimo ogromnych wysiłków podejmowanych przez branżę w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób odwiedzających centra handlowe oraz wykluczenie wynajmujących ze wsparcia w ramach tarcz antykryzysowych i finansowych.

Wartość transakcji zrealizowanych przez Savills IM w 2020 roku przekroczyła 2,5 mld EUR

  • W 2020 roku transakcje nabycia aktywów osiągnęły wartość niemal 1,7 mld EUR. Równocześnie, firma sprzedała nieruchomości o łącznej wartości 833 mln EUR.
  • Wartość aktywów zarządzanych przez Savills IM w ramach europejskiej platformy logistycznej osiągnęła ok. 4,7 mld EUR
  • W 2020 r. na polskim rynku firma nabyła nieruchomości o łącznej wartości 430 mln EUR.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny rynku nieruchomości, zrealizował w 2020 roku na całym świecie transakcje o wartości ponad 2,5 mld EUR, w tym około 2,1 mld EUR w Europie oraz około 457 mln EUR w Azji. W skali globalnej transakcje objęły niemal 1,7 mld EUR w zakresie akwizycji i 833 mln EUR w zakresie sprzedaży, co odpowiada inwestycji netto na poziomie 842 mln EUR. Savills IM zarządza obecnie aktywami o łącznej wartości około 21,2 mld EUR (ponad 25 mld USD), co stanowi rekord w historii firmy.

W 2020 r. Savills IM zrealizował 74 transakcje w 14 krajach, z których 8 przekroczyło wartość 100 mln EUR. Najważniejsze z nich to nabycie parku logistycznego Łódź City VI w centralnej Polsce w ramach nowego strategicznego partnerstwa z Kajima Properties, zakup kompleksu logistycznego w Ansbach w Niemczech w imieniu European Logistics Fund 2 oraz przejęcie portfela 38 supermarketów w Danii.

Savills IM skoncentrował się na zwiększaniu ekspozycji na bardziej odporne sektory, wprowadzając nowe fundusze łączone (pooled funds) oraz dyskrecjonalne, które cechują się wyższą odpornością na recesję. Wśród nich należy wyróżnić dyskrecjonalny pan-europejski fundusz logistyczny VESALF I oraz European Food Retail Fund, koncentrujący się na segmencie spożywczym, w którym inwestorzy dążą do zwiększenia swojej ekspozycji zgodnie z prognozami przedstawionymi przez Savills IM w raporcie Outlook 2021.1

Rok 2020 był szczególnie pomyślny dla europejskiej platformy logistycznej Savills IM. Wartość aktywów logistycznych zarządzanych przez Savills IM osiągnęła ok. 4,7 mld EUR. Oprócz uruchomienia funduszu VESALF I, kontynuowano pozyskiwanie kapitału dla ELF 2 i ELF 3 oraz zrealizowano szereg transakcji logistycznych dla innych funduszy i klientów w ramach partnerstw strategicznych, m.in. we Włoszech i w Polsce. Fundusz ELF 2 zakończył alokację kapitału po zakupie budynku logistycznego w Venray w Holandii. Łącznie posiada on 28 nieruchomości w sześciu krajach.

Po ostatnich transakcjach w Holandii i Francji, następca ELF 2 – fundusz ELF 3, może pochwalić się portfelem siedmiu nieruchomości w trzech krajach i kapitałem własnym w wysokości ponad 375 mln EUR. Z ponad 1,9 mld EUR kapitału zgromadzonego globalnie w 2020 r., największa część przypadła właśnie na ELF 3.

Piotr Trzciński, Head of Investment – Poland w Savills IM, skomentował:

„Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie osiągnęliśmy w trudnym 2020 roku. Wartość transakcji, zrealizowanych przez nas w Polsce w imieniu kapitału europejskiego i azjatyckiego stanowiła ok. 25% naszej globalnej wartości transakcji, co jest bezprecedensowym wynikiem i wyrazem naszej wiary w polski sektor logistyczny. Wysoka aktywność transakcyjna idzie w parze z osiągnięciami w zarządzaniu aktywami – w 2020 roku w zarządzanym przez nas portfelu zostały podpisane umowy najmu na ponad 100,000 m kw., obejmujące aktywa biurowe, magazynowe i handlowe, co jest najlepszym wynikiem leasingowym w historii Savills IM w Polsce. Te świetne rezultaty nie byłyby możliwe bez zaangażowania naszych zespołów, partnerów i doradców w Europie i w Polsce, za które chciałbym im podziękować.”

Kiran Patel, Global CIO and Deputy Global CEO w Savills IM, podsumował:

Wpływ pandemii COVID-19 utrzyma się również w 2021 r., jednak w dalszej perspektywie ulegnie on osłabieniu. Inwestorzy, którzy  trafnie interpretują krótkoterminowe skutki pandemii, odniosą korzyści w perspektywie długofalowej. Pojawiają się okazje inwestycyjne w sektorach rynkowych wykazujących większą odporność, takich jak: logistyka, sektor mieszkaniowy czy rynek handlowy w segmencie spożywczym. Na tle długotrwale niskich stóp procentowych, stopy zwrotu z nieruchomości komercyjnych są jeszcze bardziej atrakcyjne.

Okazje inwestycyjne najszybciej i najtrafniej potrafią określić eksperci posiadający szeroką wiedzę na temat lokalnego rynku, dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do naszej sieci 17 biur w 13 krajach”.

1: Raport Savills IM Outlook 2021: „Budowanie odporności globalnych portfeli nieruchomości” https://www.savillsim.com/research/outlook-2021.aspx

Przewoźnicy mogą „odbić” na krajowym rynku

Polski sektor TSL mocno odczuje regulacje dla transportu drogowego, wprowadzane przez Unię. Czeka nas mała rewolucja w polskiej branży transportowej. Polscy przewoźnicy mogą stracić na konkurencyjności, która dotychczas była ich motorem napędowym i będą musieli zmagać się ze zwiększonymi kosztami pracy. Dla najmniejszych przewoźników to może być koniec działalności na terenie Unii, a i ci więksi mogą zdecydować się na przesunięcie swoich usług na krajowy rynek.

Nowa dekada przyniesie być może najpoważniejsze i najdalej idące zmiany w całej historii transportu. To cały szereg nowych wyzwań, z którymi trzeba będzie się zmierzyć: wejście w życie kolejnych zapisów Pakietu Mobilności, chaos związany z Brexitem, niesłabnące zapotrzebowanie na zawodowych kierowców, nadchodząca rewolucja ekologiczna czy wreszcie – automatyzacja i cyfryzacja sektora, bez których straty spowodowane przez lockdown mogłyby być dla branży TSL o wiele bardziej dotkliwe. Miniony rok pokazał nam już, że rynek premiuje elastyczność i operatywność, a więc nagradza tych, którzy dobrze odnaleźli się w nowych, trudnych realiach i przygotowali plan „B”. Jednocześnie weryfikuje firmy, które nie potrafiły się dostosować do nowej, dynamicznej sytuacji i nie miały alternatywy. Wygrali ci, którzy, zamiast czekać na najgorsze, postawili na rozwój, bo kryzysową sytuację potraktowali jako impuls, a nie zagrożenie.

Regulacje, na których stracimy

I choć pandemia przyniosła poważne straty dla branży, to nie ona i jej skutki stanowią największe „zmartwienie” dla branży logistycznej. O wiele więcej uwagi poświęca się dziś szeroko pojętemu wzrostowi kosztów, który – choć rozkłada się na kilka lat – jest nieuchronny. Składa się na niego kilka czynników – to Brexit czy stopniowe wchodzenie w życie kolejnych zapisów Pakietu Mobilności, które zaostrzają restrykcje wobec przewoźników działających na terenie Unii. Konieczność powrotu do bazy przez kierowcę po 8 tygodniach, obligatoryjne wprowadzenie tachografów nowej generacji, podniesienie kosztów wynagrodzenia czy brak możliwości odbierania odpoczynku przez kierowcę w kabinie oznacza znaczący wzrost kosztów po stronie pracodawcy. Wielu mniejszych przewoźników, których dotychczasową siłą były konkurencyjne stawki, uzna to za ograniczenie dostępu do rynku i stwierdzi, że w nowej rzeczywistości przewozy międzynarodowe staną się mało opłacalne. Ci, którzy „pozostaną” będą musieli liczyć się z otwarciem biur w innych krajach – bo zarządzanie całą flotą z bazy w Polsce nie będzie dłużej wykonalne. Według różnych prognoz i zapowiedzi, udział pracy przewozowej polskich przewoźników w transporcie międzynarodowym może spaść o nawet 13 % wobec poziomu w ubiegłych latach. Przypomnijmy: z danych Eurostatu za 2018 rok wynika, że polskie firmy przewiozły 23 proc. całego unijnego transportu drogowego – 270 milionów ton ładunków!

Zamiast zagranicy – przewozy krajowe

Nie oznacza to oczywiście, że nastąpi załamanie na rynku, a setki przewoźników krajowych będzie musiało zmierzyć się z widmem bankructwa. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przesunięcie usług tylko i wyłącznie na krajowy rynek. Nawet przy mocno nasyconym rynku transportu krajowego pojawienie się nowych graczy może być dodatkowym bodźcem stymulującym rozwój branży. Wszystko zależy jednak od wzrostu gospodarczego – m.in. wzrostu produkcji krajowej, a co za tym idzie, rozwoju krajowych rynków i łańcuchów dostaw. Pamiętajmy jednak, że i tutaj pojawia się poważne wyzwanie – na rynku, tak polskim, jak i europejskim, stale brakuje profesjonalnych i doświadczonych kierowców. Ich dostępność na rynku jest w interesie wszystkich – tak producentów, jak i spedytorów czy przewoźników, a skoro są dobrem deficytowym, cała branża powinna walczyć o pracownika… Nie ze sobą, a wspólnymi siłami.

Kto poradzi sobie po „migracji” z tras międzynarodowych na rynek krajowy? Wszyscy, którzy są operatywni, elastyczni i nie dynamicznie dostosowują do nowych realiów bez względu na okoliczności. Rynek nagradza taką postawę – w ubiegłym roku branża zdążyła się już o tym przekonać.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Nowe rekordy na Wall Street. Reflacja wraca jako motyw przewodni dla rynków

Rynki globalne przywitały nowego prezydenta USA pozytywnymi nastrojami i umacnianiem się ryzykownych aktywów, gdyż inwestorzy liczą na wsparcie ożywienia gospodarczego dodatkowym planem fiskalnym i wyraźny spadek ryzyka nagłych zwrotów w polityce. Reflacja wraca jako motyw przewodni dla rynków.

Nowe rekordy na Wall Street i na niektórych rynkach w Azji. Rynek FX obserwuje powrót słabości dolara z poprawą wycen walut surowcowych i rynków wschodzących. Wśród powodów powrotu risk-on wymienia się obietnice nowego prezydenta USA J. Bidena odnośnie pomocy dla gospodarki w kwocie 1,9 bln USD. Trend reflacyjny nie jest na rynkach nowy i nie dotyczy tylko USA, ale na początku stycznia został na chwilę zapomniany i przysłonięty m.in. obawami, że Fed popsuje rajd ryzykownych aktywów przedwczesnym zacieśnianiem polityki. Dziś jednak wiemy, że Fed nie spieszy się z redukcją skupu aktywów (nie wspominając nawet o podwyżkach stóp procentowych), a ambitne plany fiskalne Bidena mogą spotkać opór Republikanów w Kongresie (a kluczowe wydatki budżetowe nie przejdą bez ich poparcia). Gospodarka USA, jak i światowa, powoli wychodzi z pandemicznego dołka, zatem minie jeszcze sporo czasu, aby wolne moce wytwórcze były w pełni zaspokojone, by zaistniało zagrożenie wysoką inflacją. Inflacja w końcu przyspieszy, ale nie na tyle, by zmuszać banki centralne do zaciągania hamulca. A to najważniejsze dla podtrzymania rajdu ryzykownych aktywów i presji na dolarze.

Po dzisiejszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego nie spodziewamy się zmian w polityce, biorąc pod uwagę, że dopiero co w grudniu bank dokonał rekalibracji swojej polityki. Można oczekiwać, że na konferencji prezes Lagarde pojawią się komentarze o stanie gospodarki w dobie zaostrzonych restrykcji i sile euro, ale raczej bez sygnałów nowych działań. Ciekawszym tematem może być jednak opinia o sile euro. W grudniowym komunikacie „zwracano uwagę, że nominalny efektywny kurs walutowy jest obecnie najwyższy w historii, a ostatnia aprecjacja może znacząco przyczynić się do osłabienia perspektyw inflacji”. W opublikowanym w ubiegłym tygodniu protokole po posiedzeniu napisano również, że „wyrażano obawy o ryzyko związane ze zmianami kursu walutowego, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla perspektyw inflacji”. Jednak ostatnie cofnięcie się EUR/USD pod 1,21 (kurs jest mniej więcej na tych samych poziomach, co podczas grudniowego posiedzenia banku) z pewnością osłabiło zaniepokojenie EBC kursem, szczególnie że nie widać negatywnego wpływu aprecjacji na oczekiwania inflacyjne, które w ostatnich tygodniach wzrastały. W rezultacie możemy oczekiwać podtrzymania języka, że kurs jest obserwowany, ale ogólnie rzecz biorąc nie powinniśmy usłyszeć żadnego zaostrzenia języka mającego na celu zbić wartość euro.

Podtrzymanie gołębiego przekazu EBC, ale bez sygnalizacji nowych narzędzi, nie powinno być zaskakujące i stać się pretekstem do dalszej redukcji długich pozycji w EUR/USD. Możliwe, że wydarzenie przyniesie tzw. sprzedaż faktów i przywróci popyt na EUR w ramach realizacji długoterminowej strategii opartej o odbicie ożywienia gospodarczego w kolejnych kwartałach i pozytywną korelację EUR/USD z rynkiem akcji. W obliczu optymizmu rozkręcanego po zaprzysiężeniu Bidena, dziś może być łatwiej o taki rozwój wypadków.
Styczniowe posiedzenie Norges Banku jest spotkaniem odbywanym pomiędzy publikacjami nowych prognoz, przez co nie jest to moment na podejmowanie kluczowych decyzji. Nowe informacje z gospodarki wspierają oczekiwania banku do podwyżki stopy procentowej na początku 2022 r., ale na ten moment bank powtórzy w komunikacie, że wokół perspektyw ożywienia utrzymuje się duża niepewność. Dla NOK śledzenie trendu cen ropy naftowej powinno być ważniejsze.

Złoty w ograniczonym stopniu korzysta na poprawie nastrojów na rynkach zewnętrznych i generalnie EUR/PLN kontynuuje ruch boczny w przedziale 4,52-4,54. Wczoraj opublikowano wywiad z członkiem Rady Polityki Pieniężnej Cezarym Kochalskim, zdaniem którego przestrzeń do obniżek stóp procentowych istnieje, ale aktualne dane przemawiają za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie. Komentarz wpisuje się w dominujący w RPP przekaz o stabilizacji stóp, ale z podkreśleniem większych szans obniżki. Dziś pozytywny odbiór decyzji EBC przez euro może pośrednio wspierać złotego i waluty regionu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co piąty restaurator szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca

Do końca stycznia w Polsce została przedłużona tzw. Narodowa Kwarantanna. Tej decyzji obawiało się wielu przedsiębiorców, jednak największy cios odczuła branża gastronomiczna. Jeżeli obowiązujące ograniczenia działalności w sektorze HoReCa zostaną utrzymane w kolejnych miesiącach, co piąta firma (20,8 proc.) szacuje, że nie przetrwa na rynku dłużej niż około miesiąca.[1]

Branża gastronomiczna nie będzie dobrze wspominać ubiegłego roku. W listopadzie i grudniu odnotowano najwyższe wskaźniki (odpowiednio 54,9 proc. i 43,2 proc.) obaw o wpływ negatywnych skutków pandemii zagrażających stabilności firm od czasu pierwszej fali.[2] Na niepewność wśród przedsiębiorców wpłynęło przede wszystkim przedłużające się od 24 października zamknięcie restauracji, barów i kawiarni. Wprowadzony wtedy z dnia na dzień zakaz miał obowiązywać teoretycznie tylko dwa tygodnie, w rzeczywistości mijają już 3 miesiące. Obecnie 7,5 proc. (średnia krajowa: 3,7 proc.) spośród 68,3 tys. wciąż funkcjonujących firm gastronomicznych na rynku posiada poważne zadłużenie. Łączna wartość zobowiązań, wg danych BIK, na koniec września 2020 r. wynosiła 695,6 mln zł.[3]

– Szacujemy, iż w grudniu minionego roku suma długów przekroczyła już 700 mln zł, a liczba zadłużonych firm gastronomicznych jest bliska 10 proc. Co jednak najbardziej nas niepokoi to ponad połowa (57,1 proc.) przedsiębiorców z sektora HoReCa, którzy oceniają, że nie przetrwają na rynku dłużej niż 3 miesiące, jeśli obostrzenia się utrzymają. Co piąta firma (20,8 proc.) szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca.[4] wylicza Jan Enno Einfeld, dyrektor generalny Finiata Group.Co piąty restaurator szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca

Nowe obowiązki, podatki i koszty

Wchodząc w 2021 rok, większość Polaków patrzyła z nadzieją, że będzie to dla nich lepszy i spokojniejszy czas. Niestety dla przedsiębiorców nowy rok przygotował podwyżki podatków i kolejne opłaty. Wśród nich m.in. podatek cukrowy (obciążający producentów napojów słodzonych, ale także ich odbiorców), podniesiony koszt energii elektrycznej oraz opłata mocowa (firmy mają płacić 80 proc. całego jej wolumenu, czyli około 4,5 mld złotych rocznie – dla wielu przedsiębiorstw oznacza to nawet podwojenie kosztów prądu), a także wyższe daniny od nieruchomości czy wywozu śmieci. Dla właścicieli firm, którzy chcieli tylko przetrwać czas ograniczonej działalności, nowe podatki to kolejny krok do zakończenia działalności.

1 stycznia minął termin zakupu kasy online przez przedsiębiorców z branży gastronomicznej i restauracyjnej. Data była już jednokrotnie przekładana przez Ministerstwo Finansów z powodu pandemii, jednak resort nie zgodził się na dalsze odroczenie obowiązku. Jedynie dla przedsiębiorców, w szczególnie trudnej sytuacji umożliwiono wydłużenie terminu o konkretnie określony przez nich  czas. Zgodę jednak na to musiał wyrazić pracownik urzędu skarbowego.

W kilkunastu przypadkach przedsiębiorcom rzeczywiście udało się oddalić termin wdrożenia kas o kilka tygodni. – komentuje Jan Enno Einfeld, Finiata Group – Poznaliśmy jednak historie przedsiębiorców, którzy otwierając firmy 2-3 lata temu chcieli zainwestować w kasy online, jednak tych nie było jeszcze na rynku. Kupili więc zwykłe kasy, mimo że wiedzieli o nadchodzącym obowiązku wymiany. W międzyczasie przyszła pandemia, ich obroty spadły nawet o 70-80 proc., byli zmuszeni zwolnić pracowników, a restrykcje ograniczyły działalność do minimum. Próby odroczenia obowiązku wdrożenia kas online niestety kończyły się odmową urzędu skarbowego, ze względu na wytyczne naczelnika.

Nie sposób pominąć dodatkowego skutku ubocznego powszechnej wymiany kas, czyli gwałtownej nadprodukcji elektrośmieci. Kasy starego typu nie nadają się do odsprzedania, nawet jeśli mają zaledwie dwa lata, ponieważ program digitalizacji dotyczy wszystkich branż prowadzących sprzedaż. Co więcej przedsiębiorca jest zobowiązany do zwrotu ulgi otrzymanej na zakup kasy fiskalnej, gdy zlikwiduje działalność w przeciągu 3 lat od momentu jej rozpoczęcia.

Nie liczy się konkurencja a przetrwanie

Od wprowadzenia wiosennego lockdownu minie niedługo rok, a dla branży gastronomicznej niezmiennie brakuje rozwiązań, które umożliwiłyby przetrwanie okresu postoju. Według danych GUS, od kwietnia do września 2020 r. z rynku zniknęło 2055 firm gastronomicznych, a ponad 4,3 tys. przedsiębiorców zawiesiło działalność.[5] Decyzja o dalszym przedłużeniu obostrzeń spowoduje, że straty będą już dla wielu nie do odrobienia.

– Zdecydowana większość firm gastronomicznych jest w sytuacji, w której osiągany obroty nie pokrywają ani kosztów stałych, ani wynagrodzenia pracowników. Co czwarty restaurator obawia się pojawienia lub nasilenia problemów z cash flow. –  mówi Jan Enno Einfeld Największą stratą dla firm gastronomicznych jest utrata czasem wieloletnich i lojalnych pracowników. Szacuje się, że pandemia kosztowała już branżę ponad 130 tys. miejsc pracy.[6] Pozostałym pracownikom zmniejszono z kolei wynagrodzenia.

Sytuacja panująca w branży gastronomicznej jest trudna dla wszystkich podmiotów, niezależnie od skali działania. Niedawno jeden z największych graczy na rynku, spółka AmRest, odnotowała spadek obrotów w III kwartale o 12,6 proc. r/r. Po trzech miesiącach funkcjonowania w zamknięciu przedsiębiorcy nie myślą już o rywalizowaniu z konkurencją, bo ta również boryka się z brakiem przychodów. Firmy walczą o przetrwanie każdego kolejnego dnia, aby nie dołączyć do grona ok. 7-8 tys. lokali gastronomicznych, które w zeszłym roku ogłosiły upadłość w wyniku pandemii.[7]

[1] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[2] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[3] Dane BIK, październik 2020

[4] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[5] Dane GUS, kwiecień-wrzesień 2020

[6] Dane Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej

[7] Dane Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej

Polacy gotowi na zmianę pracy

Blisko 9 na 10 Polaków jest otwartych na nowe oferty pracy, a główną motywacją do jej zmiany pozostają zarobki – wynika z najnowszych badań Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”, towarzyszących nowej kampanii portalu. Jak wykazują badania, obok pensji do nowych miejsc pracy przyciągają nas ciekawe obowiązki i możliwości rozwoju. Najważniejszym narzędziem poszukiwania ofert pozostają portale z ogłoszeniami, ale na znaczeniu zyskują media społecznościowe.

Wyniki badań w skrócie:

  • 86% Polaków jest otwartych na nowe oferty pracy.
  • Najczęstszą przyczyną chęci zmiany pracy są lepsze zarobki (71%).
  • Co trzeci szukający zatrudnienia czuje się niedoceniony w obecnej pracy.
  • Top 3 atuty ofert pracy: wysoka pensja, ciekawe obowiązki i łatwy dojazd.
  • Portale z ofertami i social media to kluczowe narzędzia szukania pracy.
  • Idealny pracodawca? Wspiera rozwój, awanse i dba o work-life balance.

Polacy w środowisku pracy

Rynek pracy przechodzi dynamiczne zmiany, a motywacje i cele zawodowe Polaków ewoluują. Nowe pokolenia, rodzące się zawody i sytuacja na świecie sprawiają, że kandydaci stają przed licznymi wyzwaniami. Jak do tej sytuacji odnoszą się Polacy i jak postrzegają życie zawodowe? By tego się dowiedzieć zespół Pracuj.pl przygotował badanie „Polacy w środowisku pracy”, przeprowadzone na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca osób.

W pierwszej odsłonie wyników badań respondenci opowiadają m.in. o gotowości na zmianę pracy, sposobach jej szukania, a także kluczowych atutach pracodawców. Raport towarzyszy kampanii „W środowisku Pracuj.pl”, w której portal z przymrużeniem oka przedstawia animowany świat zwierząt, symbolizujących wiele doświadczeń i zachowań pracowników.Polacy gotowi na zmianę pracy

Gotowi na nowy krok zawodowy

Więcej, niż co trzeci Polak (35%) badany przez Pracuj.pl deklaruje, że aktywnie rozgląda się za nowym miejscem zatrudnienia. Jednocześnie jednak grupa osób, które potencjalnie mogłyby zmienić pracodawcę jest znacznie większa. Aż 86% respondentów jest otwartych na przyjęcie nowej, ciekawej oferty pracy. Wyniki pokazują, że o ile mniejszość z nich podejmuje proaktywne działania rekrutacyjne, zdecydowana większość byłaby gotowa na podjęcie decyzji o przejściu do innego pracodawcy, jeśli byłaby atrakcyjna.

To kolejne badanie Pracuj.pl, które konsekwentnie pokazuje duży potencjał mobilności zawodowej Polaków. Otwartość na nowe oferty pracy utrzymuje się na wysokim poziomie mimo dużych wyzwań i niepewności wynikającej z ostatnich doświadczeń w czasie pandemii. Po niemal roku funkcjonowania w nowych okolicznościach większość z nas przyzwyczaiła się do nowych „zasad gry”. Obawy związane z niepewnymi perspektywami rynku pracy nie powstrzymują Polaków przed chęcią poszukiwania nowych, atrakcyjnych miejsc zatrudnienia. Dotyczy to wszystkich grup wiekowych, choć nieco większą odwagą wykazują się najmłodsi pracownicy. Z zewnętrznych danych dostępnych na rynku można wnioskować także, że nowe okoliczności mogą zwiększać skłonność do migracji za pracą, zachęcając Polaków do szukania zatrudnienia w innych miejscowościach niż te, w których mieszkają – komentuje Agata Dzierlińska, HR Business Partner w Grupie Pracuj.

Słowa ekspertki potwierdzane są przez wyniki badań. Dużą otwartość na przyjęcie nowej oferty pracy wykazują zarówno przedstawiciele Generacji Z (92%), jak i osoby powyżej 45. roku życia (81%). Jednocześnie jednak widać dysproporcję między pracownikami do 18-34, a starszymi uczestnikami rynku pracy.nowa praca 2021

Motywacja do zmiany i kluczowe aspekty pracy

Dlaczego Polacy decydują się na zmianę pracy? Zdecydowanie dominującą przyczyną jest oczekiwanie lepszych zarobków – wyraża je 71% respondentów deklarujących poszukiwanie nowego pracodawcy. Ważną motywacją pozostają także ambicje zawodowe – 33% badanych czuje się niedocenionych w obecnym miejscu zatrudnienia, a 28% nie ma możliwości awansu i rozwoju.powód zmiany pracy 2021

Poszukiwanie lepiej płatnych stanowisk jest uniwersalną motywacją kandydatów, którą obserwujemy w wynikach badań od wielu lat. Od jakiegoś czasu widzimy, że drogą do uzyskania wyższych zarobków jest dla kandydatów przebranżowienie. Co piąty badany deklaruje, że przeglądanie ofert wiąże się właśnie z chęcią zmiany branży. Elastyczny czas pracy, praca zdalna to trendy na rynku pracy, które znacząco przyspieszyła pandemia. Coraz częściej poszukujemy miejsc pracy, które nam to umożliwią – zauważa Małgorzata Skonieczna, Ekspert ds. Badań Kandydatów w Grupie Pracuj.

Badacze zapytali także respondentów o to, jakie kwestie są w ich ocenie najważniejsze przy poszukiwaniu pracy i wyborze nowego pracodawcy. Respondenci uszeregowali je w kolejności od 1 (najważniejsze) do 9 (najmniej ważne). Tu również wynagrodzenie okazuje się zdecydowanie najbardziej istotnym aspektem branym pod uwagę (średni wynik 2,6). Na pierwszym miejscu wskazała je aż blisko połowa (47%) badanych, w tym 50% mężczyzn i 42% kobiet, a na jednym z 3 pierwszych miejsc – aż 77% respondentów.najważniejsze kwestie zmiany pracy

Na podium priorytetów znalazły się także ciekawy zakres obowiązków (średnia 4,1) oraz łatwy i szybki dojazd do pracy (4,3). Warto zauważyć, że mimo deklarowanej w ostatnich miesiącach przez Polaków chęci pracy zdalnej, możliwość jej dowolnej realizacji znalazła się dopiero na 7 miejscu (5,8) – za np. benefitami pozapłacowymi (4,8) czy opinią pracodawcy wśród znajomych i pracowników (5,2). Można wnioskować, że choć w wyniku pandemii model pracy zdalnej zyskał na popularności, a pracownicy odnoszą się do niego pozytywnie, na liście priorytetów rekrutacyjnych wciąż plasuje się ona stosunkowo nisko.

Idealny pracodawca wspiera rozwój

Nie samym wynagrodzeniem pracownik żyje. Dlatego badacze zapytali respondentów o to, z jakimi cechami – nie związanymi bezpośrednio z zarobkami – charakteryzuje się idealny pracodawca. Polacy najczęściej wskazują w tym wypadku kwestie związane z karierą – dawanie możliwości rozwoju (58%) i awansu (52%), a także wspieranie samodzielności i rozwoju pomysłów pracowników (36%).idealny pracodawca

Ważną rolę odgrywają także czynniki związane ze swobodną organizacją pracy oraz równowagą. Według 39% badanych idealny pracodawca ma siedzibę blisko ich miejsca zamieszkania, a 37% – pozwala zapomnieć o obowiązkach po formalnych godzinach pracy. Co ciekawe, co czwarty badany (24%) oczekuje od idealnego pracodawcy możliwości pracy zdalnie w dowolnym wymiarze. To szczególnie istotna kwestia w obliczu zmian z ostatnich miesięcy, związanych z nową normalnością.

Pracy szukamy na portalach i w… social media

Sieć stała się w ostatnich latach zdecydowanie dominującą przestrzenią poszukiwania pracy – co potwierdzają odpowiedzi badanych. Głównym źródłem pozostają portale z ofertami zatrudnienia (np. Pracuj.pl) – sięga po nie blisko 2/3 osób deklarujących proaktywną chęć zmiany pracodawcy. Dużą popularnością cieszą się jednak także wyszukiwarki (46%), popularne serwisy społecznościowe takie jak np. Facebook i Instagram (41%), aplikacje mobilne (31%), a najrzadziej z tej grupy – strony internetowe pracodawców oraz specjalistyczne, biznesowe serwisy społecznościowe jak np. LinkedIn.gdzie szukają pracy

Badania Pracuj.pl potwierdzają, że to najmłodsze osoby najczęściej spośród wszystkich grup wiekowych poszukują pracy przez serwisy społecznościowe (np. Facebook, Instagram). Wśród grupy 18-24 deklaruje to 59% respondentów, 25-34 – 41%, a w grupach 35-44 i 45-65 – tylko co trzeci. Dodajmy jednak, że choć przedstawiciele tzw. Generacji Z są najbardziej aktywnymi użytkownikami mediów społecznościowych pod względem rekrutacyjnym, portale z ofertami pracy pozostają dla nich kluczowym źródłem ofert. Korzysta z nich 67% badanych szukających pracy w grupie 18-24.media społecznościowe szukanie pracy

Z pozostałych źródeł wspierających poszukiwanie pracy Polacy najchętniej sięgają po rekomendacje oraz rady znajomych i rodziny – konsultowanie się z nimi deklaruje blisko co drugi badany (47%).

Nasze badania pokazują wyraźnie wpływ nowych mediów na zwyczaje rekrutacyjne Polaków. Chcąc dotrzeć do kandydata, pracodawca powinien być tam, gdzie on zagląda na co dzień. Po pierwsze są to wysoko pozycjonowane w wyszukiwarkach serwisy pracy i dobrze oceniane aplikacje mobilne. Po drugie budowanie marki pracodawcy na Facebooku czy Instagramie. Te kanały trafiają nie tylko do młodych, ale również do doświadczonych specjalistów. To dobre miejsce by pokazać firmę i zainteresować nią kandydatów. Tradycyjna zakładka kariera na stronach pracodawców nie będzie gwarantowała szerokich zasięgów. Do ogłoszeń zamieszczanych na stronach karier docierają najczęściej osoby, które dobrze znają daną firmę i regularnie zaglądają na firmową witrynę. Zmieniające się zwyczaje kandydatów to wyzwanie, ale też szansa dla firm, które chcą się wyróżnić – podsumowuje Małgorzata Skonieczna.

O BADANIU

Badanie „Polacy w środowisku pracy” zostało zrealizowane w grudniu 2020 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie portalu Pracuj.pl metodą CAWI (profesjonalnego formularza internetowego). Pomiar został przeprowadzony na próbie 1022 osób, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku, poziomu wykształcenia i wielkości miejscowości. Celem projektu było poznanie opinii czynnych zawodowo Polaków na temat rynku pracy, kariery, sposobów poszukiwania pracy i zawodowego stylu życia.