Ponad 90% firm angażuje się w walkę z pandemią, co trzecia wspiera służbę zdrowia

Najnowsze wyniki badania „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” pokazują, że pandemia zmobilizowała nie tylko instytucje państwa, ale również biznes, który aktywnie włączył się w walkę z COVID-19. Najczęściej działania skierowane były wobec własnych pracowników i klientów, a co trzecie przedsiębiorstwo angażowało się w pomoc szpitalom i domom opieki. 57% firm przekazało na walkę z pandemią pieniądze, 59% środki materialne i usługi, a 67% czas i umiejętności pracowników. Aktywnej postawy biznesu wobec epidemii oczekuje 61% dorosłych Polaków.Barometr wyniki – ROK 2020 W LICZBACH

Już po raz piąty przeprowadziliśmy badanie na temat zaangażowania firm w obszar społecznej odpowiedzialności biznesu. Tym razem ankieta została poszerzona o pytania dotyczące działań w czasie pandemii. Jedynie 8% ankietowanych przedsiębiorstw nie włączyło się w walkę z koronawirusem. 85% wspierało w tym czasie swoich pracowników oferując dodatkowe środki ochrony, czy umożliwiając pracę z domu, a 65% pomagało klientom poprzez wprowadzanie nowych procedur bezpieczeństwa, czy produktów i usług dopasowanych do aktualnych wymagań. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji i PR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej. Biznes angażował się nie tylko w zwalczanie samej epidemii, ale również przeciwdziałał skutkom ekonomicznym kryzysu, organizując szereg bezpłatnych webinarów, konsultacji, czy odraczając terminy płatności (44% odpowiedzi). W przypadku 40% firm pandemia wymusiła rezygnację z niektórych zaplanowanych działań społecznych i środowiskowych, ale praktycznie tyle samo respondentów (37%) deklarowało wprowadzenie nowych inicjatyw zaadaptowanych do sytuacji. 13% firm zaczęło angażować się w działania charytatywne lub CSR, mimo iż wcześniej nie prowadziło żadnych projektów w tym obszarze.

Aktywność firm w czasie pandemii wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym. 61% respondentów badania przeprowadzonego równolegle przez Havas Media Group na grupie 1095 dorosłych Polaków, oczekuje od firm zaangażowania w walkę z epidemią. Według nich biznes powinien wspierać w pierwszej kolejności służbę zdrowia (61% odpowiedzi), pracowników (54%) i prowadzić działania ograniczające skutki kryzysu (53%).

Pracownicy, klimat, etyka – kluczowe obszary na najbliższe lata

Mimo niskiego poziomu wiedzy na temat społecznej odpowiedzialności biznesu (69% konsumentów nigdy nie słyszało o tym pojęciu) firmy podejmują szereg projektów skierowanych do różnych grup interesariuszy. Po raz kolejny badanie CSR w praktyce pokazuje, że głównym motywem działań przedsiębiorców jest chęć wzmocnienia swojego wizerunku (83%) i odgórne wytyczne dla całej grupy na poziomie międzynarodowym (49%). Blisko co druga firma chce angażować się w obszar CSR z poczucia obowiązku prowadzenia firmy w sposób zrównoważony, z myślą o środowisku i społeczeństwie. Warto podkreślić, że w pięć lat temu, była to zaledwie co czwarta firma.

80% ankietowanych przedsiębiorstw deklaruje prowadzenie działań CSR wobec swoich pracowników. Jak wynika z analizy konkretnych projektów, są to w zdecydowanej większości aktywności z pogranicza CSR oraz polityki HR, takie jak dodatkowe świadczenia socjalne (90% firm), czy dbałość o rozwój i dostęp do szkoleń (87%). Coraz ważniejszymi obszarami stają się kwestie etyczne i możliwość zgłaszania naruszeń kodeksu etycznego przez pracowników, a także różnorodność.

Tematem, który budzi coraz większe zainteresowanie jest środowisko i oddziaływanie na klimat. 78% firm planuje wdrożyć w  najbliższym czasie działania na rzecz społeczności i ekologii. O ile widzimy zmniejszenie nakierowania na społeczności – wsparcie dla organizacji społecznych deklaruje 70% (w 2019 – 84%), o tyle działania na rzecz ochrony klimat planuje 60% respondentów (vs 50% w 2019). Widoczne jest, że zaangażowanie społeczne, choć nadal popularne wśród badanych firm, traci na znaczeniu, podczas gdy odpowiedzialność klimatyczna zyskuje. To znak, że biznes coraz bardziej zdaje sobie sprawę ze swojej roli w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatycznym i ochrony zasobów naturalnych. – mówi Anna Kowalik-Mizgalska, Dyrektor CSR, Analiz i Wydarzeń w Orange Polska.

Na trzecim miejscu uplasowały się działania wobec klientów (72% odpowiedzi), a najrzadziej firmy angażują się w projekty skierowane do dostawców i partnerów biznesowych (59%).

Zaangażowanie społeczne mniej istotne w czasach kryzysu?

Wyraźne różnice w porównaniu z poprzednimi edycjami wykazują wyniki badania konsumentów przeprowadzonego przez Havas Media Group. Co drugi respondent oczekuje od firm zaangażowania społecznego – jednak te oczekiwania są zauważalnie niższe niż w latach ubiegłych (69% w 2019, 68% w 2018). Również mniejszy odsetek konsumentów (45%) czuje odpowiedzialność, aby uczynić świat lepszym (59% w 2019). Mniej osób zwraca też uwagę na to, w jaki sposób produkty, które kupują oddziałują na społeczeństwo i ekologię (37% w 2020 roku wobec 53% w 2019). Podobnie jak w latach ubiegłych, jedynie co trzeci badany deklaruje, że przy wyborze produktu lub usługi liczy się jedynie jakość i cena, a nie to jaki wpływ ma dana marka na społeczeństwo. 43% respondentów unika kupowania produktów firm, które mają negatywny wpływ na społeczeństwo lub środowisko (56% w 2019 roku). W tym roku – przeciwnie niż w poprzednich edycjach badania, obserwujemy wzrost znaczenia, jakie konsumenci przypisują roli państwa i rządu, natomiast oczekiwania wobec marek i firm są widocznie niższe niż w latach ubiegłych. Nie wiemy jednak czy to trwała zmiana czy też reakcja na trudną, a dla wielu kryzysową sytuację – na taki wniosek jest zdecydowanie zbyt wcześnie. – komentuje Anna Ostrowska, Insight Specialist w Havas Media Group.

Jesteśmy w punkcie wyjścia – pięć lat niewiele zmieniło w kwestii zarządzania CSR w firmach

Od pierwszej edycji badania obszar CSR uległ pewnej profesjonalizacji. Obecnie prawie 20% firm posiada działy dedykowane społecznej odpowiedzialności biznesu, podczas gdy pięć lat temu było ich blisko połowę mniej. Nieznacznie wzrosły wydatki na działania CSR. 21% firm przeznacza rocznie ponad 100 000 PLN, podczas gdy w 2016 było to nieco powyżej 15 %. Jednak w innych obszarach niewiele się zmieniło. Nadal blisko 45% firm nie raportuje swoich działań, 28% nie mierzy odnoszonych korzyści,  40% nie posiada żadnej strategii CSR, a 16% nie komunikuje o prowadzonych projektach.

Badanie CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej zostało przeprowadzone w tym roku po raz piąty. Jest to jedyna cykliczna ankieta skierowana do firm, pokazująca w jaki sposób przedsiębiorstwa zarządzają tematem zrównoważonego rozwoju. W tegorocznej, listopadowej edycji udział wzięło 75 przedsiębiorstw, z czego 49% stanowiły firmy MŚP, a 51% firmy zatrudniające powyżej 250 osób. 38% uczestników ankiety to firmy z kapitałem francuskim. Integralną częścią raportu są wyniki badania przeprowadzonego równolegle przez Havas Media Group wśród 1095 dorosłych Polaków, pokazującego poziom świadomości i nastawienie konsumentów wobec zaangażowania społecznego firm i marek.

Partnerami tegorocznej edycji badania byli: Orange, PwC, Havas Media Group, CSRInfo, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Global Compact Network Poland, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, BIZON – biznes odpowiedzialny i nowoczesny, CEO.com.pl, My Company, PRoto.pl. Partnerami strategicznymi CCIFP są: Auchan, Bank BNP Paribas Polska, Carrefour, Orange, Wyborowa Pernod Ricard.

RAPORT Z BADANIA DOSTĘPNY NA STRONIE CCIFP >>>

Produkcja przemysłowa w Polsce rośnie

Kolejne sygnały znowu powodują osłabienie się dolara. Nie można się dziwić, skoro dane z amerykańskiego rynku pracy po raz kolejny wyraźnie odskoczyły od oczekiwań, a Europa wciąż pozytywnie zaskakuje.

Kolejne gorsze dane zza oceanu

Wczoraj mieliśmy ponownie kolejny wzrost liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Jest to tym ważniejsze, że analitycy co tydzień spodziewają się spadku, a wskaźnik rośnie. Oczekiwania spadków wynikają z tego, że obecne poziomy są zdecydowanie za wysokie jak na stabilizowanie się gospodarki. Jeżeli sytuacja faktycznie się poprawia, powinny one spadać. Reakcja rynków była relatywnie łatwa do przewidzenia. Byliśmy świadkami kolejnego osłabienia się dolara względem euro, taniał on również względem polskiego złotego.

Dane z Polski

Produkcja przemysłowa rośnie w Polsce o 5,4% w skali roku. Jest to nie tylko wynik o 2,4% lepszy od oczekiwań analityków, ale zupełnie przyzwoity rezultat nawet w standardowej sytuacji na rynkach. Uzyskanie go w trakcie pandemii jest tym większym sukcesem. Rezultat ten potwierdza to, co już wiemy z ankiet PMI. Problemy gospodarki w wyniku pandemii znacznie słabiej dotykają przemysłu niż usług.

Lepsze dane z Berlina

Jakby dolar nie miał ostatnio dość strat względem euro, dzisiaj rano poznaliśmy odczyt instytutu IFO z Niemiec. Okazał się on lepszy od oczekiwań, a przede wszystkim rósł kiedy analitycy spodziewali się spadków. W rezultacie mieliśmy kolejny bodziec powodujący, że inwestorzy przychylniej patrzyli na euro niż na dolara. Do maksimów z 2018 roku euro brakuje jeszcze niecałych 3 centów. To spory dystans, ale to mniej niż dolar stracił od początku grudnia względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak menedżerowie motywują swoich pracowników w erze pracy online?

Jednym z głównych wyzwań, które postawiła przed menedżerami pandemia, jest utrudnienie w motywowaniu pracowników. Wiele firm od miesięcy próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, jak motywować pracowników – bez spotkań, imprez i rozmów na żywo. Widać, że to utrudnienie przeszkadza także samym pracownikom, którzy samodzielnie organizują sobie spotkania i imprezy. Badania wskazują, że w letnich i jesiennych miesiącach w wielu firmach pracownicy buntowali się, przychodzili do pracy, albo spotykali się ze sobą poza biurem. Teraz, gdy pandemia znowu przybrała na sile, są jednak uwięzieni w domach. Jakie możliwości mają menedżerowie, by motywować pracowników online?

– Uczymy się organizowania pewnych rzeczy online. Tak, jak spotykamy się z przyjaciółmi onlinowo, tak firmy organizują imprezy onlinowe. Takie “beer party” online, organizowane przez firmy, mają w tej chwili bardzo ciekawy wymiar. Najczęściej są organizowane wokół jakiegoś tematu, żeby ludzie sobie podyskutowali – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Obłój, profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Czyli to nie są wigilie, na których sobie wypijemy i się pobawimy – tylko to jest w pewnym sensie filozoficzno-etyczna, naukowo-biznesowa dyskusja, która ma jedną funkcję: integrować. Podstawowym narzędziem tej integracji stała się komunikacja. Firmy uczą się na nowo komunikować z pracownikami. Pozwalają im wymienić swoje opinie, lepiej się poznać i rozładować najprostsze emocje, które wszyscy mają w pandemii: niepewność i strach – podkreśla Obłój.

Świetnym sposobem na pozapłacowy sposób motywacji zespołu pracującego zdalnie są również gadżety firmowe. Markowy długopis do sporządzania notatek, wygodny t-shirt z logo marki, a może kubek ze śmieszną grafiką lub zdjęciem Waszego teamu? Kiedy pracujemy z domu, tak bardzo potrzebujemy namacalnego kontaktu – prawdziwej łączności z firmą, w której pracujemy. Upominek biznesowy może okazać się dla pracowników na home – office miłym towarzyszem, dzięki któremu wykonywanie codziennych obowiązków w zdalnej pracy stanie się znacznie przyjemniejsze.

Banki odkręciły śrubę kredytową. Na jak długo?

W listopadzie 2020 r. chętnych na kredyty mieszkaniowe było mniej niż przed rokiem, ale banki udzieliły ich więcej. To pokazuje, jak bardzo rynek mieszkaniowy jest uzależniony od prowadzonej przez nie polityki kredytowej.

Rzecz w tym, że chęci kupujących mieszkania nie zawsze idą w parze z możliwościami, a ściślej z wymaganiami banków. Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) w listopadzie Polacy wnioskowali o 31,7 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o ponad 5% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Jednak wówczas banki udzieliły ich 18,1 tys., a w tym roku – 19,4 tys., czyli o ponad 7% więcej.

BIK uwzględnia, że część osób składa kilka wniosków kredytowych więc traktuje je jako jeden. Są też najpewniej wnioskodawcy, którzy rezygnują z zaciągnięcia kredytu. Można jednak założyć, że różnica między liczbą złożonych wniosków i liczbą udzielonych kredytów, to głównie odmowy banków. Ze statystyk BIK wynika zaś, że w listopadzie ich skłonność do pożyczania pieniędzy na zakup mieszkania była wyraźnie większa niż przed rokiem, bo wtedy odprawiły z kwitkiem ok. 47% wnioskujących o kredyt, a ostatnio tylko niespełna 39%.Tabela – Kredyty mieszkaniowe w czasie pandemii Covid 19

Warto też zauważyć, że po wybuchu pandemii COVID-19 udział wniosków, które nie skutkowały udzieleniem kredytu mieszkaniowego wyraźnie się zwiększył. W czerwcu nie otrzymało go już przeszło 56% wnioskodawców.

Oczywiście wyniki listopadowej akcji kredytowej  częściowo odzwierciedlają popyt z okresu września i października. A ponieważ w listopadzie dość gwałtownie się on skurczył, więc perspektywy dla sprzedających mieszkania na najbliższe miesiące nie napawają optymizmem. Sytuację mogłoby pogorszyć przykręcenie przez banki śruby kredytowej. W BIK tego nie wykluczają ze względu na jesienną falę pandemii. BIK zwraca też jednak uwagę, że mimo pandemii jakość portfela kredytów hipotecznych nie tylko się nie pogorszyła, ale nastąpiła niewielka poprawa.

W dużej mierze może to być efektem wakacji kredytowych. Poza tym pod uwagę są brane opóźnienia w spłacie kredytu wynoszące co najmniej 90 dni. Jeśli jesienią część kredytobiorców wpadła w tarapaty finansowe, uwidoczni się to dopiero w najbliższych miesiącach. Dla banków będzie to podstawą do podejmowania decyzji o ewentualnym zaostrzeniu warunków kredytowych, w tym wymogu wysokości wkładu własnego.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Fortinet przejmuje firmę Panopta

Panopta jest twórcą działającej w modelu SaaS platformy do monitorowania i diagnostyki hybrydowej infrastruktury sieciowej, która zapewnia jej wysoką wydajność i bezpieczeństwo dzięki automatyzacji działań operacyjnych zapewniających bezpieczeństwo sieci.

Fortinet, światowy lider w dziedzinie zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, dokonał przejęcia firmy Panopta, twórcy innowacyjnych rozwiązań działających w modelu SaaS (Software-as-a-Service), które zapewniają pełen wgląd w stan sieci korporacyjnych i automatyczne zarządzanie środowiskiem IT, w tym serwerami, urządzeniami sieciowymi, kontenerami, aplikacjami, bazami danych, urządzeniami wirtualnymi i infrastrukturą chmurową.

Proces wdrażania cyfrowych innowacji u klientów przyspiesza, a o jego sukcesie decyduje poprawa komfortu pracy użytkowników. Kluczowe znaczenie ma fakt, czy infrastruktura IT w przedsiębiorstwie jest w pełni sprawna. Bazujące na chmurze rozwiązania firmy Panopta dostarczają pełny obraz każdej usługi, urządzenia sieciowego i aplikacji, niezależnie od miejsca, w którym zostały wdrożone – w kontenerze, chmurze, infrastrukturze klienta czy środowisku hybrydowym. Dzięki architekturze Fortinet Security Fabric, połączonej ze skalowalną, platformą monitorowania i diagnostyki sieci firmy Panopta, Fortinet może zaoferować najbardziej kompleksowe rozwiązania do zarządzania operacjami sieciowymi i bezpieczeństwem dla przedsiębiorstw lub dostawców usług.

Połączenie tych rozwiązań zwiększa poziom bezpieczeństwa i wydajności hybrydowej infrastruktury sieciowej klientów. Ułatwia także monitorowanie sieci w czasie rzeczywistym i poprawia efektywność infrastruktury, na bazie której zbudowane są usługi ochronne Fortinetu, także chmurowe. Przykładowo: usługi bezpiecznego dostępu do infrastruktury brzegowej (SASE), poczty elektronicznej, analizy bezpieczeństwa i internetowe firewalle aplikacyjne (WAF) będą korzystać z ciągłego monitorowania i diagnostyki zapewnianej przez platformę firmy Panopta. Integracja jej rozwiązań z firewallami następnej generacji FortiGate oraz Fortinet Secure SD-WAN jeszcze bardziej zwiększy efektywność sieci SD-WAN. Ponadto, integracja narzędzia Panopta do zautomatyzowanego zarządzania incydentami z platformą Fortinet SOAR dostarczy zespołom IT zunifikowanych informacji, aby mogły proaktywnie diagnozować i rozwiązywać w czasie rzeczywistym incydenty w sieci.

Platforma firmy Panopta została zbudowana w taki sposób, aby zapewniała korzyści partnerom oferującym wartość dodaną oraz dostawcom usług MSSP – ułatwia integrację z ich własną ofertą oraz stworzenie w ten sposób dodatkowych korzyści dla klientów końcowych. Zapewniane przez Panopta rozwiązanie do kontroli dostępu bazującej na rolach, wprowadza dodatkową warstwę zarządzania pomiędzy użytkownikami, a zespołami działów Network Operations Center (NOC) oraz Security Operations Center (SOC).

W obecnym środowisku pracy zdalnej dostępność aplikacji, ich wydajność, bezpieczeństwo i jakość przekładają się na komfort pracy użytkownika końcowego. Rozwiązanie firmy Panopta analizuje wskaźniki dotyczące stanu sieci oraz wydajności aplikacji, aby zidentyfikować potencjalne problemy, które mogą mieć wpływ na dostępność dla użytkowników, a także umożliwia szybką, zautomatyzowaną naprawę (Digital Experience Monitoring, DEM).

Dzięki przejęciu firmy Panopta, Fortinet będzie dostarczać najbardziej kompleksową w branży platformę sieciową bazującą na bezpieczeństwie, zapewniającą nowe funkcje monitorowania sieci, wykrywania incydentów i reagowania na nie:

Ujednolicone monitorowanie i zautomatyzowane zarządzanie incydentami, co skraca czas reakcji na problemy i rozwiązywania ich przez zespoły NOC, a tym samym pomaga w spełnieniu wymogów umów SLA.

Ponad 50 globalnych punktów obecności (PoP) wyposażonych w sondy do symulacji wydajności aplikacji i opóźnień, które mogą mieć wpływ na komfort pracy użytkownika końcowego (proces ten znany jest również jako syntetyczne monitorowanie transakcji).

Natywny monitoring w chmurze dla obciążeń Kubernetes i PaaS (Platform-as-a-Service) w środowiskach AWS i Azure.

W pełni konfigurowalny system ostrzegania o przepływie pracy, gotowy do integracji z rozwiązaniami firm zewnętrznych i nowoczesnymi narzędziami komunikacyjnymi.

Kolejna, przyjazna dla integratorów oferta usług najwyższej klasy, odzwierciedlająca zaangażowanie Fortinet na rzecz swoich partnerów.

Warunki finansowe transakcji nie zostały ujawnione.

Ken Xie, założyciel, prezes zarządu i dyrektor generalny Fortinet

Biorąc pod uwagę złożony i rozproszony charakter wielu środowisk IT, przedsiębiorstwa potrzebują wydajnej i bezpiecznej sieci, aby zrealizować swoje cele biznesowe w cyfrowej gospodarce. Podejście do sieci bazujące na bezpieczeństwie zapewnia konwergencję tych dwóch obszarów, dzięki czemu współczesne hiperpołączone przedsiębiorstwa mogą osiągność kluczowe dla ich ochrony łączność i wydajność. Przejęcie firmy Panopta uzupełnia naszą – najlepszą w swojej klasie – ofertę rozwiązań ochronnych o platformę SaaS, która zapewnia pełniejszy wgląd w stan pracy sieci i skuteczną neutralizację skutków zagrożeń bezpieczeństwa w środowiskach hybrydowych, w tym w sieciach w środowiskach brzegowych i chmurowych, aby zagwarantować jeszcze wyższy poziom ochrony i wydajności biznesowej.

Postrzeganie Polski przez inwestorów i banki finansujące w dobie pandemii

Polska będąca największym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej od lat wiodła prym w wolumenie transakcji inwestycyjnych. Rekordowo zakończony w Polsce rok 2019 pozwalał optymistycznie patrzeć w przyszłość i ostrzyć apetyt na więcej. Jak sytuacja wygląda na zakończenie tego roku? Czy pandemia Covid-19 zmieniła postrzeganie Polski na arenie międzynarodowej?

Podsumowanie trzech pierwszych kwartałów na rynku inwestycyjnym wskazuje na większą odporność tego obszaru na kryzys, którego doświadcza gospodarka w dobie pandemii. Wolumen transakcji zanotował wynik prawie 4 mld euro i był nieco niższy w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku.

„Polska zajmuje pierwsze miejsce w rejonie Europy Środkowej pod względem całkowitej wielkości transakcji w obszarze nieruchomości komercyjnych. Będące na drugim miejscu Czechy zanotowały wynik blisko dwukrotnie mniejszy – 2,1 mld euro. Kolejne kraje są już znacznie dalej – Rumunia z wynikiem 820 mln euro, Węgry – 763 mln euro. To jasno wskazuje, że Polska ma silną pozycję w tej części Europy, a inwestorzy pewnie lokują tutaj swoje środki. Przyglądając się bliżej źródłom kapitału, który w trzech pierwszych miesiącach napłynął do Polski, blisko połowa (49%) pochodziła z Europy, a wzrost o 8% w porównaniu do 2019 roku pozwala przyjąć, że w obecnych czasach bezpieczniej jest inwestować bliżej. Jak się okazuje kapitał z Azji, który ma dość duże wymagania odnośnie całego procesu, również zwiększył swój udział z 19% do 25%. Spadek zaobserwowaliśmy w napływie kapitału z USA, który w 2019 roku był na poziomie 18%, a w tym roku wyniósł 8%” – wyjaśnia Grzegorz Chmielak, Partner, Head of CEE Valuation & Advisory w Knight Frank.

Czy mimo swojej stabilności oraz silnych stron związanych z położeniem, infrastrukturą czy edukacją, Polska może stracić na atrakcyjności? Jak w dobie pandemii Polska jest postrzegana przez inwestorów i banki finansujące?

„Z naszego punku widzenia, obecna sytuacja pandemiczna ma charakter przejściowy – komentuje Hubert Mańturzyk, General Manager Poland w Aareal Bank AG, który dodaje – Oczywiście na obecnym etapie nie jesteśmy w stanie jednoznacznie wskazać jak to się dalej będzie przedstawiało, ale zakładamy, że jest to okres, który nie będzie miał długoterminowego wpływu na Polskę. Innym aspektem, o którym należy wspomnieć jest to, że pandemia dotyka nie tylko Polskę, ale również Europę i resztę świata. W krajach europejskich skutki pandemii wywołują podobne konsekwencje, a to również oznacza, że sytuacja nie powinna mieć na dłuższą metę negatywnego wpływu na Polskę. Warto wziąć pod uwagę siłę naszego kraju, która była widoczna już od czasu przemian ustrojowych oraz dodać położenie łączące zachód ze wschodem Europy i dalej z Azją, dostęp do dużej grupy wykwalifikowanych pracowników czy rosnący rynek zbytu. Te elementy przyciągały i będą przyciągać inwestorów, a za nimi oczywiście podążają banki. Polska ma duży potencjał, a usprawnienie kilku obszarów może dodatkowo wzmocnić jej pozycję. Biorąc pod uwagę ostatnie dane mówiące o udziale Polski w inwestycjach w całej Europie, który na koniec III kwartału wyniósł nieco ponad 2%, w porównaniu do potencjału ludności mógłby się kształtować na poziomie ok. 7%. To potencjał, który mamy szansę wykorzystać w perspektywie kolejnych lat. Przyglądając się bliżej elementom mogącym usprawnić część procesów należy wspomnieć kwestie regulacyjne oraz mechanizm TLTRO 3, który został udostępniony przez Europejski Bank Centralny. Mechanizm polega na tym, że EBC zapewnia praktycznie nieograniczoną płynność bankom w przypadku finansowania kredytobiorcy działającego w strefie euro. Warto tutaj wyjaśnić, że sama nieruchomość może znajdować się poza strefą, ale wymóg ten dotyczy siedziby kredytobiorcy. Polska nie będąca w strefie euro nie może przystąpić do tego mechanizmu, a to daje przewagę innym krajom.”

Istotną rolę Polski podkreśla również Justyna Kędzierska-Klukowska, Head of Warsaw Office w Berlin Hyp AG – „Jako największy kraj w tej części Europy, Polska miała i nadal ma wielki potencjał rozwojowy. W branży nieruchomości należy szczególnie podkreślić silny rozwój sektora BPO i Shared Services, dla których Polska stała się europejskim przyczółkiem. Te obszary są na tyle mocno związane z naszym krajem, że nawet w nieco gorszej sytuacji gospodarczej, ich silna pozycja się obroni. Polska zawsze będzie interesująca dla inwestorów, co jednak nie oznacza, że nie odczuje skutków pandemii. W niepewnym otoczeniu globalnym inwestorzy zwracają się w stronę stabilniejszych rynków, w rezultacie ich wybór może paść na Europę Zachodnią. Dzieje się tak nawet przy znacząco niższych rentownościach w porównaniu z alternatywnymi inwestycjami w Polsce. W Niemczech aktywność inwestycyjna pozostaje na wysokim poziomie, zaś w Polsce mieliśmy do czynienia z transakcjami, które pomimo istotnego zaawansowania ostatecznie nie doszły do skutku.

Warto wskazać jeszcze jeden aspekt, który ma coraz większe znaczenie zarówno dla inwestorów zagranicznych, jak i banków. Chodzi o zrównoważony rozwój i istotną rolę efektywności energetycznej w budownictwie. Inwestorzy coraz częściej wpisują tzw. „green policies” w swoje strategie, a „zielone” papiery dłużne cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Przewagą Polski jest bardzo wysoki udział nowoczesnych powierzchni w całości zasobów, co oczywiście wynika ze stosunkowo młodego wieku naszego rynku nieruchomości. W wielu krajach Europy Zachodniej konieczność odmłodzenia i unowocześnienia istniejących budynków, aby mogły one sprostać obecnym wymogom zielonej polityki, będzie na pewno dużym wyzwaniem w najbliższych latach.”

Znacznych różnic w skutkach kryzysu dla Polski w porównaniu z innymi krajami nie widzi również Marek Kowalski, Director, Head of Real Estate Finance w BNP Paribas Bank Polska S.A. – „W związku z globalnym zasięgiem kryzysu my jako instytucja działająca na wielu rynkach, obserwujemy jego skutki wszędzie tam, gdzie jesteśmy obecni. Rozmawiam z kolegami z innych krajów i wiem, że z trudnościami mamy do czynienia w zasadzie wszędzie, przy czym Polska nie odbiega znacząco od tego, co dzieje się na innych rynkach. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja w Polsce jest nawet lepsza, bo jak wskazują dane, realny spadek PKB w Europie przyjmie średnio poziom 7%, a w Polsce zaledwie 3,5%. W naszym kraju można też nadal trafić na dobrą okazję inwestycyjną, która ma potencjał wzrostu wartości, a stopy zwrotu nadal są wyższe, niż na bardziej rozwiniętych rynkach.

Mamy w Polsce pewną tendencję do „polonocentryzmu” – w ten sposób patrzymy na różne zjawiska, obawiając się chociażby percepcji Polski przez inwestorów zagranicznych w kontekście wysokiej ostatnio temperatury sporów społecznych czy politycznych. Warto sobie jednak uświadomić, że to, co jest w centrum naszej uwagi, nie zawsze jest dostrzegane z innego miejsca. Na przykład z punktu widzenia kraju leżącego nad Zatoką Perską lub z perspektywy Azji, w dalszym ciągu jesteśmy stabilnym krajem należącym do Unii Europejskiej, który odnotowuje wysokie zainteresowanie inwestorów zagranicznych, poszukujących dobrych okazji inwestycyjnych w Polsce. Sytuacja związana z pandemią niewątpliwie zmieniła jednak percepcję poszczególnych segmentów rynku nieruchomości – niektóre z nich stały się jeszcze bardziej atrakcyjne, inne wręcz przeciwnie.”

„Podsumowując jednym zdaniem – różnica w stopach zwrotu, silny rynek wewnętrzny i nowe zasoby stają się siłą Polski, która w dalszym ciągu utrzymuje swoją atrakcyjność” – dodaje Grzegorz Chmielak.

Piwo bezalkoholowe coraz popularniejsze

Jak wynika z danych międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz Centrum Analiz Grupy AdRetail, o ponad 7% wzrosła liczba promocji piwa bezalkoholowego w ciągu ostatnich 11 miesięcy w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Największy skok, przekraczający 30%, odnotowano w formacie convenience. Z kolei hipermarkety miały spadek na poziomie blisko 18%. Komentujący to eksperci dodatkowo zwracają uwagę na fakt, że ww. produkty stanowią obecnie już 4,9% wolumenu całej kategorii. I jak dodają, rynek wciąż rośnie, co z pewnością zauważyły sieci handlowe, stawiając mocniej na poszerzoną aktywność.

Z ogólnopolskiej analizy ponad 12 tys. akcji rabatowych wynika, że sklepy zwiększyły liczbę promocji gazetkowych piwa bezalkoholowego o 7,1%, patrząc rdr. W tym przypadku porównano dane zebrane od 1 stycznia do 30 listopada 2020 roku z analogicznym okresem ubiegłego roku. Pod uwagę wzięto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, cash & carry i hurtownie.

– Zwiększenie liczby takich działań może wynikać z tego, że trunek ten zdobywa coraz więcej zwolenników wśród konsumentów. Zauważalne jest też to, że w mediach widać więcej reklam z tego typu napojami. Sieci handlowe oczywiście dostrzegają ten trend, mocniej stymulując proces promocji i w konsekwencji – sprzedaży – stwierdza Karol Kamiński, ekspert z Grupy AdRetail.

Z taką narracją zgadzają się też inni eksperci. Jak podkreśla Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland, w ostatnim czasie faktycznie piwa bezalkoholowe stały się bardziej widoczne. Ekspert wierzy, że jest to wynikiem wzrostu świadomości społecznej i próby ograniczenia spożycia. Dodatkowo rosnąca popularność wszystkich napojów smakowych typu radler i podobnych zwiększa tendencję.

– Z biznesowego punktu widzenia mamy reakcję na popyt, bo nie może być inaczej. Ale jednocześnie firmy budują sobie wizerunek, prześcigając się w prezentacji nowego, zdrowego potencjału ofertowego i dokonaniach CSR-owych. I to jest bardzo dobry przykład na to, że można piwo i inne trunki postrzegać poprzez pewne kategorie kulturowe – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Patrząc na poszczególne formaty sklepów, widać, że liczba promocji najbardziej wzrosła w sieciach typu convenience – 30,4%. Dalej są supermarkety – 29,3%, a potem dyskonty – 14,1%. Z kolei największy spadek zaliczyły hipermarkety – 17,7%. Jak zaznacza ekspert z Grupy AdRetail, największą aktywnością w tym zakresie wykazały się sklepy znajdujące się blisko klienta i jego domu.

– W sieciach typu convenience kupuje się piwo, bo to są klasyczne sklepy zakupów uzupełniających. Szybka wizyta i sprawa załatwiona. Nie ma w tym nic dziwnego. Trudno specjalnie iść do hipermarketu po dwie butelki takiego trunku, choć cena może być bardziej atrakcyjna. Taka placówka zazwyczaj jest dalej, niekiedy trzeba do niej podjechać. Tam wybieramy się rzadziej, np. raz na tydzień, a koszyk zakupowy jest zdecydowanie większy – analizuje dr Faliński.

Z kolei ekspert z Hiper-Com Poland zaznacza, że pandemia zmieniła nawyki konsumentów. Sieci w mniejszych formatach stały się bardziej popularne i łatwiej dostępne w stosunku do hipermarketów, często znajdujących się w galeriach handlowych. Natomiast dr Faliński dodaje, że placówki typu convenience są najmniej zatłoczone. Dziś to ma spore znaczenie dla konsumentów, którzy nie chcą ryzykować zakażeniem COVID-19.

– Kategoria piw bezalkoholowych ma wielki potencjał, aby zmienić model spożycia napojów alkoholowych i wpłynąć trwale na bardziej odpowiedzialne wybory konsumentów. Społeczna świadomość w tym zakresie kształtuje się stopniowo, ale na pewno będzie rosnąć. Z danych Nielsena z okresu od stycznia do września 2020 roku wynika, że piwa bezalkoholowe to obecnie 4,9% wolumenu całej kategorii piwnej oraz 5,9% jej wartości – podsumowuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Cena akcji Answear.com w IPO ustalona na 25,00 zł

Oferta publiczna akcji Answear.com spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów. Cena jednej akcji w Ofercie została ustalona na 25 zł. Oznacza to, że wartość oferty minimalnie przekroczy 80 mln zł. Przy uwzględnieniu ceny akcji w Ofercie, kapitalizacja Spółki w momencie debiutu na GPW osiągnie wartość prawie 430 mln zł. Dzięki emisji nowych akcji Answear.com pozyska ok 45 mln zł.

Answear.com to działający od 2011 r. wiodący e-commerce sprzedający modę w Europie Środkowo-Wschodniej. Aktualnie Spółka prowadzi działalność w 7 krajach: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

– Cieszę się z bardzo dużego zainteresowania ofertą Answear.com wśród inwestorów detalicznych do których trafi 20 proc. oferowanych akcji. Liczę na to, że będzie wśród nich wielu nowych klientów naszego sklepu. Cieszymy się również z możliwości pozyskania nowych inwestorów instytucjonalych. Ostatnie dni były dla nas niezwykle intensywne i pracowite. Spotkaliśmy się z wieloma inwestorami, którzy docenili nasze dotychczasowe osiągnięcia, dynamiczny rozwój i co najważniejsze dostrzegają dalszy potencjał do wzrostu skali działalności i budowy wartości firmy. Dziękujemy za zaufanie i możliwość wspólnego rozwoju Answear.com. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Oferta Answear.com obejmuje 1.841.000 nowo emitowanych akcji serii D, a także 1.380.645 akcji serii A należących do funduszu MCI.PrivateVentures FIZ (subfundusz MCI.TechVentures 1.0), stanowiących 8,03 proc. rozwodnionego kapitału Spółki i uprawniających do analogicznej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu.

Poza określeniem ceny sprzedaży, ustalono również liczbę akcji w poszczególnych transzach. Zgodnie z dokonanym podziałem, w transzy inwestorów indywidualnych znajdzie się 644.330 walorów, stanowiących 20 proc. sprzedawanych akcji. Natomiast transza inwestorów instytucjonalnych obejmie pozostałe 2.577.315 akcji. Intencją Answear.com i MCI jest wprowadzenie do obrotu na GPW wszystkich akcji i praw do akcji składające się na Ofertę Publiczną Answear.com, a także pozostałych walorów należących do Forum X i MCI.PrivateVentures FIZ. Spółka, Forum X i MCI zawarły umowę lock-up na 12 miesięcy od dnia debiutu giełdowego. Zgodnie z harmonogramem Oferty, debiut na głównym rynku GPW planowany jest na około 8 stycznia 2021 r.

– W opinii MCI cena 25zł nie oddaje w pełni potencjału Answear.com, dlatego zdecydowaliśmy się ograniczyć wielkość oferty akcji sprzedawanych. Wielkość transakcji jest w tej sytuacji kompromisem pomiędzy chęcią ograniczenia podaży akcji od MCI i uzyskania minimalnej wielkości transakcji umożliwiającej IPO, przy zapewnieniu Spółce środków z nowej emisji akcji, które przyczynią się do dalszego dynamicznego wzrostu jej przychodów. – komentuje Krzysztof Konopinski, Senior Advisor MCI.

– Chciałbym podkreślić, że jesteśmy typowo konsumenckim biznesem, dlatego szczególnie będziemy chcieli zadbać o inwestorów indywidulanych m.in. dlatego przygotowujemy specjalny program lojalnościowy Answear Club Investor. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Zgodnie z harmonogramem Oferty, przydział akcji oferowanych zaplanowany jest na 23 grudnia, a pierwsze notowanie planowane jest około 8 stycznia 2021 roku.

Jak stosować 50% kosztów uzyskania przychodów z tytułu prawa autorskiego

W dniu 18 września 2020 r. Minister Finansów, wydając interpretację ogólną (nr DD3.8201.1.2018), poruszył newralgiczną dla wielu materię dotyczącą zastosowania pięćdziesięciu procent kosztów uzyskania przychodów do honorariów przyznawanych autorom dzieł. Obszar ten do tej pory budził liczne wątpliwości oraz był źródłem szeregu problemów praktycznych, w związku z czym aktywność MF w tym zakresie spotkała się z nieskrywaną aprobatą środowisk twórczych, i nie tylko.

Odrobina teorii

Przechodząc do omówienia najistotniejszych założeń przedmiotowej interpretacji, niezbędne jest objaśnienie kluczowych terminów oraz przytoczenie przepisów stanowiących o istocie analizowanego przez MF zagadnienia.

W pierwszej kolejności należy przywołać treść art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych („ustawa o PIT”), stosownie do którego koszty uzyskania przychodów z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich lub rozporządzania przez nich tymi prawami wynoszą 50% uzyskanego przychodu. Z tym jednak zastrzeżeniem, że koszty te obliczane są od przychodu pomniejszonego o potrącone w danym miesiącu składki na ubezpieczenia społeczne, których podstawę wymiaru stanowi ten przychód.

Idąc dalej, wyjaśnić należy, co jest przedmiotem praw autorskich, wskazywanych w powyższym przepisie. Na gruncie art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. przedmiotem prawa autorskiego jest utwór rozumiany jako każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Co istotne, z utworem podlegającym prawu autorskiemu mamy do czynienia już od chwili jego ustalenia, niezależnie od tego, czy został ukończony, czy też ma postać nieukończoną. Ustalenie utworu oznacza zaś nic innego jak to, że został on już w jakiś sposób zmaterializowany, oraz że z wynikiem tej materializacji mogą zapoznać się osoby trzecie. Podążając za interpretacją, należy zaakcentować, że aby uznać przejaw działalności twórczej za przedmiot prawa autorskiego, musi on spełniać łącznie wszystkie ww. przesłanki określone w ustawie. Szczególny akcent MF położył natomiast na cechę indywidualności jako okoliczność pozwalającą na odróżnienie od „uprzednio wytworzonych produktów intelektualnych”.

Nie bez znaczenia dla interesującego nas przedmiotu pozostają też odrębne od ustawy o prawie autorskim przepisy, przewidujące szczególne zawody o charakterze twórczym, w przypadku których za przedmiot praw autorskich uznawane są rezultaty pracy. Należą do nich m.in. nauczyciele akademiccy, pracownicy naukowi czy pracownicy pionów badawczych.

Zatem kiedy można zastosować te 50%?

MF rozpoczął swoją interpretację od zacytowania przepisu precyzującego art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy o PIT, tj. art. 22 ust. 9b tego aktu. Przewiduje on przypadki szczególne, w których zastosowanie znajduje zasada 50% kosztów. I tak, do katalogu przychodów, względem których można uwzględnić 50% kosztów, należą w szczególności te uzyskane z działalności architektonicznej, literackiej, muzycznej, plastycznej, dziennikarskiej, aktorskiej, publicystycznej czy dotyczącej programów i gier komputerowych. Innym ograniczeniem ustawowym jest wymóg, w świetle którego wysokość 50% kosztów uzyskania przychodów nie może przekroczyć granicy kwotowej ustanowionej w art. 22 ust. 9a i 9aa ustawy PIT. Jakkolwiek regułą jest obowiązek zastosowania 50% kosztów w określonych warunkach, to podatnik w oświadczeniu może zrezygnować z zastosowania tej zasady.

Pracownik jako twórca

W praktyce częstą sytuacją jest powstawanie utworów w ramach realizacji umowy o pracę bądź też umów cywilnoprawnych. Aby jednak wynagrodzenie z powyższych źródeł – albo jego część – mogło zostać uznane za honorarium autorskie w celu zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodów, musi ono spełnić kilka obligatoryjnych warunków. Pierwszym z nich jest oczywiście to, aby rzeczony produkt posiadał wszelkie cechy utworu w rozumieniu prawa autorskiego, a równocześnie był rezultatem wykonania obowiązków wynikłych ze stosunku pracy, a nie poza nim. Idąc dalej, konieczna jest możliwość obiektywnego wykazania faktu, że dany utwór został wykreowany przez pracownika, a należne z tego tytułu honorarium zostało klarownie wyodrębnione z pozostałych części wynagrodzenia określonego pracownika. W tym miejscu należy nadmienić, że zgodnie z legalną definicją utworu pracowniczego, w braku odmiennych, umownych ustaleń, z chwilą przyjęcia przez pracodawcę utworu powstałego w wyniku realizacji obowiązków pracowniczych, nabywa on prawa autorskie majątkowe wywodzone z tegoż utworu, co stanowi ich przeniesienie z pracownika na pracodawcę. Inaczej kształtują się prawa autorskie związane z programem komputerowym utworzonym przez pracownika. Zgodnie z przepisami szczególnymi pracodawca co do zasady nabywa autorskie prawa majątkowe do programu z chwilą ich powstania. Oznacza to pierwotne ich nabycie. Konsekwencją takiej konstrukcji jest okoliczność, że programiście nie przysługuje honorarium autorskie, co z kolei pociąga za sobą brak możliwości wykorzystania instytucji 50% kosztów uzyskania przychodów w odniesieniu do pensji programistów. Podkreślenia wymaga jednakże, iż jest to reguła dyspozytywna i może zostać wyłączona umownie przez strony, skutkując powrotem do ogólnych zasad obowiązujących w stosunku do utworu pracowniczego.

Jednak co w sytuacji, kiedy utwór jednak nie powstanie?

Interpretacja dotyka również prawdopodobnej sytuacji, w której choć utwór ostatecznie nie powstaje, to kwota zaliczki na podatek od honorarium autorskiego wyliczona została z uwzględnieniem 50% kosztów uzyskania przychodów. Okoliczności takie mogą mieć miejsce najczęściej w przypadku przedwczesnego rozwiązania umowy, w oparciu o którą miał powstać utwór – do czego ostatecznie nie doszło, nawet w części. Biorąc pod uwagę ogólną zasadę samoopodatkowania, należy wskazać, że w niniejszej sytuacji podmiot wypłacający honorarium, w tym pracodawca, nie jest zobowiązany do korekty kwot uiszczonych już zaliczek, gdyż spodziewając się powstania utworu, podatnik w danym czasie opłacał je prawidłowo. Jeśli chodzi natomiast o roczne rozliczenie PIT-11, pracodawca w stosownej deklaracji powinien ująć takie koszty uzyskania przychodu, które zostały przez niego faktycznie wykorzystane do określenia zaliczek na podatek. Odmiennego działania wymaga roczna deklaracja PIT-4R – jeśli wykazane w niej przychody oszacowano, uwzględniając 50% kosztów mimo późniejszego niepowstania utworu, błędne wskazanie wysokości należnych zaliczek wymaga dokonania korekty deklaracji.

Honorarium do udokumentowania

Kwestią niepozostawiającą wątpliwości jest to, że przychód tak z tytułu praw autorskich, jak i rozporządzania nimi musi być odpowiednio udokumentowany w celach dowodowych. W tym miejscu wypada nadmienić, że w świetle przepisów Ordynacji podatkowej dowód może stanowić każdy środek, mogący prowadzić do wyjaśnienia sprawy – rzecz jasna, gdy nie jest on sprzeczny z prawem. W odniesieniu do utworów pracowniczych, powyższe uzyskać można poprzez np. ewidencję utworów, dowodzącą momentu samego powstania, ale i przyjęcia utworu przez pracodawcę. Inną formą pozwalającą na realizację zasady dokumentowania przychodu może być oświadczenie pracownika, wskazujące na okoliczności powstania utworu.

Ustawodawca pozostawił podatnikom dowolność także w zakresie ustalenia kwoty honorarium autorskiego – strony mogą przyjąć bądź konkretną kwotę, bądź też procentowe odniesienie do ogólnej wysokości wynagrodzenia, jak również uzależnienie kwoty od zewidencjonowanego czasu pracy nad danym dziełem.

Czy to wystarczy?

Mimo iż przyjęta z entuzjazmem interpretacja ogólna bez wątpienia nie odpowiada na wszystkie pytania podatników związane z materią 50% kosztów, jest to dobry początek i z pewnością niejednokrotnie będzie przywoływana przez podatników oraz płatników, działając w licznych postępowaniach na ich korzyść.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

EY: Ośmiu na dziesięciu dyrektorów finansowych uważa, że wartość organizacji warto mierzyć nie tylko poprzez wskaźniki finansowe

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez EY, 84% dyrektorów finansowych (CFO) uważa, że muszą zbalansować konieczność osiągania dobrych wyników w krótkim okresie z koncentracją na bardziej trwałych wartościach. Również co ósmy dyrektor finansowy przyznaje, że główni akcjonariusze coraz częściej postrzegają funkcję CFO jako przewodnika w tworzeniu długoterminowych wartości w firmach. Oznacza to, że dyrektorzy finansowi mogą odegrać kluczową rolę w kreowaniu postpandemicznej przyszłości przedsiębiorstw.

Respondenci badania EY “DNA CFO 2020” nie mają wątpliwości, że pandemia COVID-19 z jednej strony jest ryzykiem dla organizacji, ale z drugiej szansą na pokazanie strategicznej funkcji CFO. Jak wskazuje 76% badanych, obecne zadania, które znalazły się na ich agendzie są wyjątkowo wymagające, ale jednocześnie nigdy ich rola w firmie nie była tak istotna i ekscytująca.

– Pandemia to czas, który pokazał, że to właśnie dyrektorzy finansowi mogą pełnić strategiczną funkcję w firmach, niezwykle istotną w procesie transformacji całych organizacji. Takie podejście do funkcji CFO wymaga jednak zmiany w myśleniu o właściwych dla niej zadaniach i rozszerzenia ich poza myślenie przede wszystkim o poprawie bieżących lub nadchodzących w krótkim terminie wyników finansowych. Coraz częściej uważa się bowiem, że nastawienie na krótkoterminowe wyniki, chociaż dobre dla części interesariuszy, może mieć negatywny wpływ na długoterminowy rozwój przedsiębiorstwa. Rynek domaga się więc tworzenia wartości, która przynosi korzyści inwestorom, pracownikom, konsumentom i lokalnej społeczności i widzi, że odpowiedzialnymi za budowanie tej właśnie wartości mogą być właśnie CFO. Powinni więc ustalać, które wskaźniki KPI są istotne dla długoterminowej wartości – zarówno w wymiarze finansowym, jak i niefinansowym i starać się promować ściślejszą współpracę między zespołami zajmującymi się sprawozdawczością finansową a osobami zaangażowanymi w raportowanie wyników niefinansowych – mówi Mikołaj Rytel, Partner Lider Zespołu CFO Consulting EY Polska.

79% ankietowanych przez EY dyrektorów finansowych uważa, że inwestorzy coraz częściej wymagają dostarczania większej ilości informacji na temat tego, jak firma tworzy wartości dla wszystkich kluczowych interesariuszy, a nie tylko akcjonariuszy. Taki sam odsetek deklaruje, że w swojej pracy nie koncentruje się wyłącznie na dostarczaniu wartości ekonomicznych dla akcjonariuszy, ale przykłada większą wagę do tworzenia trwałych wartości dla klientów, pracowników, kontrahentów i społeczności.

Nowe postrzeganie funkcji CFO w firmie wymagać jednak będzie nowych aliansów w ramach organizacji. Ponad połowa (52%) CFO przyznaje, że ich współpraca z szefem HR jest ograniczona lub w ogóle jej nie ma. 44% badanych ma podobne relacje z szefem marketingu, a bez współpracy na tym polu wdrożenie zmian skierowanych na przykład do pracowników czy klientów nie będzie możliwe. Co więcej, konieczna może okazać się również bliższa współpraca z partnerami zewnętrznymi, dostarczającymi specjalistyczną wiedzę i/lub technologię. 77% badanych dyrektorów finansowych jest zdania, że za 5 lat większość operacji finansowych przeniesie się do chmury, a 74% wierzy, że będzie częścią ekosystemu opartego na blockchain.

Rys. 1. Na ile Twoim zdaniem finanse będą bardziej otwarte stając się elementem powiększonego ekosystemu? Które z tych scenariuszy są najbardziej prawdopodobne?Na ile Twoim zdaniem finanse będą bardziej otwarte stając się elementem powiększonego ekosystemuNowa organizacja pracy to jednak nie wszystko. Dyrektorzy finansowi będą potrzebować również nowych umiejętności. Sami CFO pytani o tę kwestię zwracają uwagę, że dla sprawowanych przez nich funkcji istotne są umiejętności dostosowywania się do ciągłych zmian (66%) czy na przykład gotowość i odwaga do podejmowania dobrze skalkulowanego ryzyka. Jedna trzecia wskazuje natomiast na odwagę w przełamywaniu dotychczasowych przekonań.

Rys. 2. Które z dwóch cech osobistych i przywódczych są konieczne, by w przyszłości CFO osiągnął sukces?Które z dwóch cech osobistych i przywódczych są konieczne– Transformacja roli i zadań CFO przyspieszyła pod wpływem technologii, zmienności otoczenia i zmieniających się oczekiwań akcjonariuszy. CFO wiedzą, że muszą zaangażować się w tworzenie i wdrażanie strategii rozwoju firmy (podkreśla to 81% respondentów badania EY), tworzenie nowego modelu biznesowego i generowanie nowych źródeł przychodów, a także w transakcje fuzji i przejęć, w tym dotyczące pozyskiwania nowoczesnych technologii. Jako jeden z ważniejszych celów dyrektorzy finansowi wyznaczają sobie również zmianę i dostosowanie kultury działu finansowego do kultury całej organizacji – mówi Anna Zaremba, Partner w Zespole CFO Consulting EY Polska.

O badaniu

W badaniu EY “DNA CFO 2020” wzięło udział ponad 800 CFO i innych członków kierownictwa działów finansowych w firmach z całego świata. Reprezentowali oni 14 branż gospodarki: zaawansowany przemysł i mobilność, sektor konsumencki, rządowy i publiczny, ubezpieczeń, paliwowy i gazowy, private equity, technologii, mediów i rozrywki, telekomunikacji, bankowości i rynków kapitałowych, usług finansowych, ochrony zdrowia, górnictwa i surowców naturalnych, energetyki i usług komunalnych, hotelarstwa, budownictwa, a także zarządzania aktywami.

GPW obniży opłaty za notowanie akcji dla emitentów dotkniętych pandemią koronawirusa

  • GPW wesprze emitentów giełdowych najbardziej dotkniętych kryzysem gospodarczym spowodowanym pandemią
  • O obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. będą mogli ubiegać się emitenci Głównego Rynku GPW oraz rynku NewConnect
  • Spółki muszą spełnić określone warunki dotyczące spadku przychodów, poziomu kapitalizacji i opublikowania w terminie raportu okresowego
  • Emitenci mają czas na złożenie wniosku do 20 stycznia 2021 r.

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podjął uchwałę o wsparciu emitentów giełdowych, którzy najbardziej odczuli negatywne skutki pandemii koronawirusa, poprzez obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. Decyzja dotyczy spółek notowanych na Głównym Rynku GPW oraz rynku NewConnect. Warunki, jakie emitent powinien spełnić, aby skorzystać z obniżki opłat, są następujące:

  • spadek przychodów w okresie styczeń-wrzesień 2020 r. wobec analogicznego okresu w 2019 r. o więcej niż 20%;
  • kapitalizacja emitenta na 31 grudnia 2020 r. jest poniżej 1 mld zł;
  • opublikowanie w terminie raportu kwartalnego za III kw. 2020 r.
  • złożenie wniosku o obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 r. do 20 stycznia 2021 r.

W przypadku spółek, których spadek przychodów w okresie styczeń-wrzesień 2020 r. jest większy niż 20%, ale nie większy niż 50% opłaty za notowanie akcji zostaną obniżone o 50%. Z kolei dla emitentów, których przychody w tym okresie spadły o ponad 50%, opłaty za notowanie zostaną obniżone o 90% w nadchodzącym roku.

Rok 2020 był trudny dla wielu firm, szczególnie spółek giełdowych, które musiały nie tylko sprostać wyzwaniom biznesowym spowodowanym pandemią, ale również kontynuować spełnianie obowiązków wiążących się z obecnością na giełdzie. Jako organizator tego rynku staramy się wspierać naszych uczestników w największym możliwym zakresie. Dlatego też stworzyliśmy i wdrażamy stopniowo projekt „Warto być spółką giełdową”, który z jednej strony zachęca spółki do wejścia na GPW, z drugiej wspiera firmy już obecne na parkiecie. Jestem przekonana, że znaczące obniżenie opłat za notowanie akcji w 2021 roku będzie nie tylko wyrazem odpowiedzialności i solidarności GPW z naszymi emitentami, ale i wymierną cegiełką wspierającą powrót tych firm na ścieżkę rozwoju – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Celem projektu „Warto być spółką giełdową” jest promowanie pozyskiwania kapitału poprzez rynek kapitałowy oraz wsparcie spółek w ich funkcjonowaniu na giełdzie. Projekt skierowany jest zarówno do debiutujących, jak i obecnych na giełdzie spółek. Pierwszy etap „Warto być spółką giełdową” ruszył w drugiej połowie 2020 r., w ramach którego GPW zorganizowała już szereg webinariów dla potencjalnych i obecnych emitentów oraz opracowała pakiety wsparcia dla debiutantów i już notowanych spółek w zakresie: IR, regulacyjnym, korporacyjnym, komunikacyjnym i biznesowym.

Trendy e-commerce na 2021 rok: abonamenty, ekologia i nowe technologie

Rok 2020 był dla e-commerce przełomowy – w jego pierwszej połowie liczba e-sklepów wzrosła o nawet 39% i należy spodziewać się utrzymania tej tendencji. Jak przewidują eksperci PrestaShop, w nadchodzącym roku przybędzie m.in. wyspecjalizowanych małych i średnich e-sklepów. Większą popularność zyska też model zakupów abonamentowych oraz ekologiczne sposoby dostawy. Z kolei standardem stanie się personalizacja relacji z konsumentem oraz korzystanie z nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja – niezależnie od rodzaju oferty czy rozmiaru e-biznesu.

Stacjonarnie czy w sieci?

Tradycyjny podział na sklepy online i stacjonarne będzie się dalej zacierał w duchu podejścia wielokanałowego (omnichannel). Placówki fizyczne będą coraz częściej pełniły rolę salonów pokazowych oraz punktów odbioru i zwrotu zakupów online, niż głównych miejsc sprzedaży. Nie oznacza to jednak całkowitego wycofywania się z przestrzeni fizycznej. Marketerzy postawią na nowe interaktywne formy reklamy outdoorowej, wykorzystujące np. technikę rozszerzonej rzeczywistości (AR). Poprowadzą one klientów z plakatu na przystanku autobusowym czy billboardu bezpośrednio do e-sklepu w smartfonie.

Zakupy na abonament

Model sprzedaży abonamentowej kojarzony jest głównie z telekomunikacją czy prenumeratą magazynów. W nadchodzących latach będzie jednak zyskiwał na popularności także w e-commerce. Konsumenci będą coraz częściej dokonywali subskrypcji do towarów i usług, np. chemii gospodarczej czy artykułów dla dzieci. W Polsce internet podbijają już m.in. pudełka z próbkami kosmetyków i zdrowej żywności, które pozwalają testować rynkowe nowości. Istnieją też abonamenty na dostęp do książek online, zamiast kupowania fizycznych egzemplarzy. Taki model sprzedaży będzie się stale rozwijał i obejmował kolejne branże, wraz z rosnącym udziałem konsumentów z pokolenia 18-24.

Algorytmy na pierwszym planie

Nowatorskie techniki sprzedaży wkraczają do handlu nie tylko w postaci automatycznych kas, ale przede wszystkim sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Wizyty klientów w e-sklepie generują ilości danych, których człowiek nie byłby w stanie przetworzyć. W nadchodzących latach zestawianie informacji z aplikacji mobilnych, strony internetowej czy mediów społecznościowych przejmą więc algorytmy. Programy będą pomagały tworzyć profile zainteresowań oraz analizować zachowania konsumentów. Będą też prognozować zapotrzebowanie na towary i dopasowywać ceny do zmieniającej się popularności produktów lub oferty konkurencji. W nadchodzącym roku na rynku e-commerce, także w Polsce, coraz bardziej popularne będą chatboty. Pomogą one klientom w podejmowaniu decyzji, zwrotach i reklamacjach czy śledzeniu postępu dostawy zamówionych towarów w czasie rzeczywistym.

Ekologia kluczem do serca e-klienta

W 2021 roku e-commerce będzie podążał za trendem zero-waste i umożliwiał bardziej ekologiczne zakupy. Popularne staną się dostawy do punktów odbioru, tworzenie opakowań na wymiar, stosowanie ekologicznych wypełniaczy w miejsce folii bąbelkowej, wykorzystywanie zwrotnych paczek wielokrotnego użytku, ale też np. udostępnianie funkcji wyszukiwania i filtrowania produktów pod kątem ich przyjazności dla środowiska. Według badań już nawet 87% kupujących w sieci dostrzega nieekologiczne zachowania sklepów i dostawców[1]. Świadomość konsumentów rośnie. Coraz częściej w imię zmniejszania wpływu na środowisko będą więc w stanie zaakceptować dłuższy czas oczekiwania na przesyłkę czy wyższe opłaty za ekologiczne opakowania.

Idea zero waste zrodziła się z potrzeby ochrony środowiska naturalnego i nawołuje do zmiany swoich przyzwyczajeń oraz zachowań. Jednym ze sposobów na to, by zostawiać po sobie mniej śmieci, jest zrezygnowanie z jednorazowych opakowań. Klienci e-commerce z pewnością docenią fakt, że dostarczone do nich zamówienie zostało zapakowane w torbę lub woreczek nadający się do ponownego wykorzystania. Torba bawełniana doskonale wpisuje się w zyskujący popularność ruch ekologiczny, dlatego warto pakować zakupy z myślą o środowisko. 

Personalizacja na drodze do standardu

Firmy nie mogą już konkurować jedynie ceną czy produktem, dlatego coraz bardziej kluczowa będzie spersonalizowana obsługa. Wysłanie maila o treści „Dziękujemy za zakup” lub „Zapraszamy ponownie” nie wystarczy, aby klient poczuł się ważny. E-sklepy będą musiały zbudować z nim indywidualną relację i przyciągnąć uwagę dopasowanymi komunikatami. Standardy od dawna wyznacza m.in. Netflix, który dostosowuje propozycje filmów czy miniatury wideo do zainteresowań użytkownika. Także w e-commerce wzrośnie rola komunikacji z wykorzystaniem kreatywnych treści w budowaniu przewagi konkurencyjnej, a zakupy staną się doświadczeniem odpowiadającym na potrzeby i oczekiwania konkretnej osoby.

Luca Mastroianni, Head of International w firmie PrestaShop

[1] Według raportu „Green Generation”, 2020.

Usługi centrów danych w 2021 roku nabiorą krytycznego znaczenia

Wśród kluczowych trendów obserwowanych w cyfrowym ekosystemie znalazły się znacznie przyspieszona digitalizacja przedsiębiorstw oraz wzrost ilości przetwarzanych przez nie danych na brzegu sieci.

W obliczu pandemii COVID-19 świat niemal natychmiast przestawił się na pracę w trybie online. Z tego też powodu do najbardziej strategicznych miejsc zaliczone zostały centra danych, bo to od nich w dobie kryzysu uzależnione stało się funkcjonowanie ludzi i firm. Znaczenie tych placówek wzrośnie jeszcze bardziej w 2021 r., bowiem infrastruktura przesyłania danych, odpowiedzialna za dostęp do informacyjnego ekosystemu, stanie się równie ważna jak media gwarantujące dostawy prądu, wody czy gazu. Według ekspertów z firmy Vertiv, globalnego dostawcy krytycznej infrastruktury cyfrowej i rozwiązań zapewniających ciągłość biznesową przedsiębiorstw, będzie to jeden z głównych trendów dotyczących centrów danych w 2021 r.

Centra danych od dawna zapewniają wysoki poziom dostępności, ale postępujący wzrost oczekiwań w tym zakresie będzie widoczny w dwóch obszarach. Po pierwsze, zwiększy się liczba użytkowników – gwarantowanego dostępu do aplikacji online będą oczekiwać także mieszkańcy obszarów wiejskich i oddalonych od dużych miejscowości. Zwiększy to presję na operatorów centrów danych, aby zapewniali nieprzerwaną łączność nawet na brzegu swoich sieci. Po drugie, zniknie rozróżnienie między posiadaniem łączności a czasem jej dostępności. Powszechne będzie oczekiwanie gwarantowanego, bezpiecznego połączenia w coraz bardziej rozproszonych sieciach hybrydowych w takim samym stopniu, jaki dotyczy nieprzerwanej pracy wewnętrznej infrastruktury centrów danych.

Od pewnego czasu od centrów danych oczekuje się gwarancji dostępności usług podobnej jak w przypadku infrastruktury jednostek użyteczności publicznej. Natomiast pandemia skrystalizowała potrzebę zdefiniowania i wdrożenia oficjalnych reguł dostępności tych usług – mówi Gary Niederpruem, dyrektor ds. strategii i rozwoju w Vertiv. – Te gwarancje nie mają dotyczyć tylko pracowników wykonujących swoje obowiązki zdalnie, z domu. Tu chodzi o wspieranie cyfrowej gospodarki w jej najbardziej krytycznych obszarach, jako że w większym stopniu polegamy obecnie na telemedycynie, handlu elektronicznym, narzędziach do globalnej komunikacji i środkach masowego przekazu.

Pandemia skutecznie wpłynęła na wzrost poziomu ucyfrowienia przedsiębiorstw, a branża IT szykuje się obecnie na czasy, gdy będziemy mogli zacząć wycofywać się z globalnego przestoju gospodarki. W tym kontekście eksperci firmy Vertiv zidentyfikowali kilka pojawiających się tredów, na które warto zwrócić uwagę w 2021 r.

Przyspieszona digitalizacja

COVID-19 na trwałe wpłynął na to, aby pracownicy mieli elastyczność wyboru miejsca, z którego wykonują obowiązki służbowe (najczęściej z domu), a także wymusił na działach IT wsparcie dla różnych modeli tej pracy. Eksperci Vertiv przewidują, że spowodowane pandemią projekty i inwestycje w infrastrukturę IT będą kontynuowane i rozszerzane, co umożliwi bardziej bezpieczną, niezawodną i efektywną pracę.

Zdalny wgląd w stan infrastruktury IT oraz funkcje zarządzania nią będą miały kluczowe znaczenie ze względu na fakt, że także administratorzy często muszą pracować z domu. W wielu firmach podejmowane są też już próby zdalnego serwisowania sprzętu IT, aby zminimalizować potrzebę wizyt pracowników w siedzibie przedsiębiorstwa – te praktyki prawdopodobnie będą kontynuowane jeszcze długo po pandemii.

Wszelkie kroki podejmowane ostrożne na początku kryzysu są obecnie przyspieszane, jako że w rok 2021 wchodzimy nadal w stanie pandemii. Wprowadzone zmiany przestały być postrzegane jako tymczasowe i traktowane są obecnie przez zarządy firm jako nowa rzeczywistość, w ramach której konieczne jest dostosowanie się do różnych modeli pracy i prowadzenia działalności. Zmieniają się proporcje w zakresie działań wykonywanych osobiście i zdalnie, zresztą także klienci chcą zminimalizować swoją obecność w siedzibach firm usługodawców. To wymusza stosowanie niezawodnej łączności, zdalnego monitorowania sprzętu IT i oprogramowania wykorzystywanego przez pracowników, prowadzenie analityki gromadzonych danych, a nawet zaangażowanie sztucznej inteligencji w podejmowanie decyzji.

Wychodzenie z kryzysu wymaga zmiany sposobu myślenia w większości przedsiębiorstw – mówi John-David Lovelock, wiceprezes ds. badań w firmie Gartner. – Tu nawet nie ma mowy o działaniach naprawczych. Swoje nastawienie trzeba całkowicie zresetować, aby pójść do przodu.

Przenoszenie funkcji dużych centrów danych do mniejszych jednostek i na brzeg sieci

Dziś infrastruktura brzegu sieci stanowi funkcjonalne rozszerzenie centrum danych – jest znacznie bardziej złożona i krytyczna dla funkcjonowania przedsiębiorstwa, niż w przeszłości. Wcześniej wysokie koszty i poziom jej skomplikowania uniemożliwiały wdrożanie na brzegu sieci najlepszych praktyk, stosowanych dotychczas w centrach danych, ale obecnie to się zmienia.

Eksperci Vertiv spodziewają się, że w infrastrukturze brzegowej pojawią się rozwiązania zapewniające hiperskalowalność i funkcje obecne do tej pory tylko w środowiskach korporacyjnych. W ten sposób zapewniona zostanie większa inteligencja architektury IT i możliwość sprawowania nad nią kontroli. Większy nacisk będzie położony na jej dostępność i odprowadzanie ciepła z serwerowni, a także większa uwaga będzie zwracana na efektywność energetyczną systemów.

Wszędzie tam, gdzie istnieje duże zagęszczenie rozwiązań do przetwarzania danych, będzie istniało zapotrzebowanie na moc obliczeniową także na brzegu inteligentnej i niezawodnej sieci – mówi Giordano Albertazzi, prezes Vertiv w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA). – W wielu krajach obserwujemy ekspansję infrastruktury brzegowej i wiemy, że wkrótce ten trend pojawi się też na rynkach wschodzących. Jej wdrażanie jest również ściśle powiązane ze zdobywającymi popularność sieciami 5G, a także projektami zapewniającymi zrównoważony rozwój środowiskowy. Natomiast podczas integrowania rozwiązań brzegowych z sieciami energetycznymi możliwe jest skorzystanie z odnawialnych źródeł energii.

W kontekście sieci 5G pojawiają się zagadnienia związane z efektywnością energetyczną

Na tym wczesnym etapie planowania i wdrażania sieci 5G dyskusja skupiała się na nowych możliwościach zastosowania oraz oczywistych korzyściach płynących z tej technologii – zwiększonej przepustowości sieci i zmniejszonych opóźnieniach. Ponieważ jednak w wielu krajach sieci 5G będą wdrażane dopiero w 2021 r., ich operatorzy będą też kładli duży nacisk na efektywne ograniczenie znacznego wzrostu zużycia energii, spowodowanego przez nową infrastrukturę.

Zagęszczenie sieci, niezbędne do zapewnienia obiecanych parametrów wydajnościowych sieci 5G, w sposób nieunikniony przyczynia się do wzrostu zapotrzebowania na energię (szacunkowo potrzeba jej 3,5x więcej niż w przypadku sieci 4G). Dlatego w nadchodzącym roku większy nacisk będzie położony na ograniczanie tego znacznego wzrostu zużycia poprzez wdrażanie bardziej efektywnych rozwiązań i stosowanie najlepszych praktyk.

Zrównoważony rozwój na pierwszym planie

5G to tylko jeden z czynników wpływających na konieczność zapewnienia zrównoważonego rozwoju. Wraz z coraz szybszym wzrostem liczby centrów danych, zwłaszcza tych z infrastrukturą hiperskalowalną, dostawcy usług chmurowych i kolokacyjnych będą musieli kontrolować też poziom zużycia energii elektrycznej i wody. Intensyfikacja debat na temat zmian klimatycznych, a także zawirowania polityczne w USA i na świecie tylko spotęgują koncentrację na branży centrów danych, która odpowiada za około 1% światowego zużycia energii.

W nadchodzącym roku będziemy obserwować falę pojawiających się innowacyjnych rozwiązań, skoncentrowanych na efektywności energetycznej i cieplnej w całym ekosystemie centrum danych. Płynące z tego korzyści dla operatorów centrów danych są oczywiste. Wśród nich są: redukcja kosztów, zapewnienie zgodności z istniejącymi i planowanymi regulacjami prawnymi, a także wypracowanie pozycji lidera w globalnym ruchu na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Przedświąteczne porządki. Narodowa kwarantanna nie szkodzi złotemu

Wkraczając w ostatnie takty tegorocznego handlu, pozostaje kilka nierozstrzygniętych kwestii. Wygląda na to, że negocjacje brexitu i pakietu fiskalnego w USA przeciągną się na kolejny tydzień, w efekcie inwestorzy zostali pozbawiani szansy otrzymania dodatkowego pozytywnego impulsu. Pojawia się ryzyko weekendowych informacji, co zachęca do redukcji pozycji w aktywach ryzykownych; na FX odbija dolar.

Jeszcze czwartek upłynął pod znakiem solidnego rajdu ryzyka, co objawiło się nowymi rekordami na Wall Street i przeceną dolara względem walut G10 i rynków wschodzących. Dziś jednak perspektywa weekendu i niedokończonych spraw (brexit, pakiet fiskalny USA) skłania inwestorów do redukcji ryzykownych pozycji. Dolar odbija, ale nieznacznie, gdyż nie dochodzi do zmiany generalnego nastawienia. Mimo to w ciągu następnych dni niewykluczone są rozczarowujące doniesienia, które przejściowo mogą zaszkodzić nastrojom. A przed świętami nie będzie dużo czasu na wyciagnięcie kursów z powrotem w górę. Przezorność ponad chciwość, chciałoby się rzec.

Czas ucieka w negocjacjach umowy handlowej brexitu, ale rynek kupuje funta, licząc na porozumienie w ostatniej chwili. Wczorajsza rozmowa premiera Wielkiej Brytanii Johnsona z szefową Komisji Europejskiej von der Leyen przyniosła te same co zwykle konkluzje – są wyraźne postępy (choć nie wiemy jakie konkretnie), ale wciąż występują trudności w dyskusjach na temat rybołówstwa. Nic nowego, zwykłe polityczne przepychanki. W czasie, który zmarnowano na negocjacje można by było zliczyć wszystkie ryby w łowiskach, o dostęp do których biją się obie strony. Finalnie porozumienie zostanie osiągnięte, ale im później to nastąpi, tym bardziej będzie ono stanowić pustą ramę niż szczegółowy zbiór zasada przyszłej współpracy handlowej. Rajd ulgi funta (choć niewiele zostało jeszcze do zdyskontowania) będzie krótkotrwały, po czym zacznie się kalkulacja, jak trudna będzie przyszłość Wielkiej Brytanii poza UE.

Fiskalny pakiet ratunkowy w USA jest „w zasięgu ręki” usłyszeliśmy od przewodniczącego większości republikańskiej w Senacie USA, ale rozmowy mają być przeciągnięte przez weekend. Odraczanie deadline’u (głosowania miały się odbyć najpóźniej dzisiaj) są frustrujące, ale dobrze, że obie partie chcą dalej rozmawiać, prawda? Tak przynajmniej uważają uczestnicy rynku, gdyż polityczna cena nieuzgodnienia pomocy wydaje się dla wszystkich zbyt wielka. W efekcie ogłoszenie porozumienia może być ostatnim impulsem do pozytywnego zrywu rynków w tym roku. Ale raczej dopiero w przyszłym tygodniu.
Złoty spokojnie przyjął decyzje rządu o wprowadzeniu narodowej kwarantanny od 28 grudnia do 17 stycznia. Przywrócenie zamknięcia galerii handlowych, zamknięcie hoteli i zakaz przemieszczania się w noc sylwestrową to główne punkty nowych restrykcji. Biorąc jednak pod uwagę, jak dobrze gospodarka zniosła listopadowe restrykcje (o czym świadczą pozytywne zaskoczenia w danych z rynku pracy wczoraj i lepsza od prognoz dynamika produkcji przemysłowej dziś rano), nie ma powodu, by w złotym dyskontować ryzyko szoku. Decyzja rządu nie zmienia też wiele w perspektywach ożywienia. Wczesne restrykcje oznacza krótsza w czasie i łagodniejszą kolejną falę zachorowań oraz obniża ryzyko głębszego lockdownu. Przedweekendowa redukcja ryzyka może pchnąć EUR/PLN w kierunku 4,46, ale w przyszłym tygodniu kurs powinien równoważyć się bliżej 4,44.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sektor najmu instytucjonalnego pod lupą

Na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych obserwujemy w ostatnim czasie rozwój najmu instytucjonalnego oraz rosnące zainteresowanie inwestorów tą klasą aktywów. Dla wielu firm jest to jednak zupełnie nowy produkt. Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield i międzynarodowej kancelarii DWF Poland podzielili się swoimi doświadczeniami w tym segmencie rynku podczas inauguracyjnego warsztatu z cyklu Resi LAB.

Budynki mieszkalne w całości dedykowane na wynajem to obecnie ok. 30 obiektów, z łącznym zasobem nieprzekraczającym 4 tys. lokali. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że do końca 2023 roku może powiększyć się o dodatkowe 7 tys. mieszkań. Wśród najistotniejszych czynników wpływających na rozwój sektora mieszkań na wynajem w Polsce wskazuje się między innymi zmianę mentalnościową pokolenia Z, które coraz częściej stawia na „korzystanie” zamiast „posiadania”, wzrost wynagrodzeń oraz rosnącą dostępność tego rodzaju rozwiązania (średnie czynsze są stabilne w długim czasie i nie przekraczają 35-40% średniego wynagrodzenia w danym mieście). Nie można pominąć również wzrostu znaczenia Polski, jako centrum usług serwisowych oraz dodatniej migracji w Warszawie i wybranych miastach regionalnych. Wpływ na rozwój rynku mieszkań na wynajem mają również: zaostrzenie polityki banków dla kredytów hipotecznych oraz wzrost udziału pracy hybrydowej i całkowicie zdalnej, które są skutkami obecnej sytuacji związanej z pandemią i który powoduje zapotrzebowanie na lepszej jakości mieszkania. Aktualne zmniejszenie popytu na wynajmowane mieszkania ze strony studentów oraz wynajmu krótkoterminowego przez turystów jest czasowe i wg ekspertów wróci do poprzedniego poziomu po zakończeniu pandemii spowodowanej COVID-19.

Podczas inauguracyjnego spotkania z cyklu Resi LAB eksperci Cushman & Wakefield oraz DWF Poland opowiedzieli o zdefiniowanych przez nich wyzwaniach związanych z prowadzeniem działalności w zakresie najmu instytucjonalnego w Polsce. Wydarzenie miało kameralny, warsztatowy charakter, pozwalający na wymianę doświadczeń. Podczas spotkania uczestnicy mieli okazję dowiedzieć się, jak wygląda aktualna sytuacja na rynku mieszkaniowym, poznać trendy związane z rozwojem rynku najmu instytucjonalnego w Polsce, najbardziej popularne modele finansowania i pozyskiwania kapitału, a także stosowane modele operacyjne. Aspekty prawno-podatkowe mające wpływ na inwestycje w tym sektorze zaprezentowali eksperci z firmy DWF Poland.

Rynek mieszkaniowy dość łagodnie przechodzi przez pandemię COVID-19. Po znacznym wstrzymaniu aktywności deweloperów w końcówce marca i w kwietniu, w kolejnych miesiącach obserwowaliśmy stopniowe odbudowywanie ich aktywności. Do końca III kw. przekazano do użytkowania o 11% więcej mieszkań niż przed rokiem, liczba rozpoczętych budów spadła o 8% r/r, a liczba lokali, na budowę których wydano pozwolenie spadła o 7% r/r. Nie spełniły się oczekiwania potencjalnych nabywców mieszkań na znaczące spadki cen transakcyjnych. Zarówno w II, jak i w III kwartale 2020 zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym ceny transakcyjne rosły, natomiast ich dynamika wyhamowała. Czynsze najmu w głównych miastach Polski na koniec II kwartału pozostawały stabilne z lekką tendencją spadkową. W III kw. utrwalił się trend spadkowy czynszów – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Consulting & Research Cushman & Wakefield.

Część deweloperów mieszkaniowych dotychczasowo koncentrujących się na budowie mieszkań na sprzedaż dywersyfikuje swoje inwestycje i oferuje inwestorom instytucjonalnym dostarczenie całych budynków przeznaczonych na wynajem, najczęściej w strukturach tzw. forward purchase, forward funding lub JV.

Prywatny sektor wynajmu („PRS”) dynamicznie rozwija się w Polsce jako trend w branży nieruchomości. PRS jest odpowiedzią na potrzeby młodego pokolenia, które ceni sobie elastyczność i mobilność – studentów, młodych specjalistów, młodych rodzin. Wzrost rynku nieruchomości mieszkaniowych, w tym także w sektorze PRS, jest także wynikiem otoczenia prawnego w Polsce, które staje się coraz bardziej przyjazne dla tego typu inwestycji. Transakcje forward purchase, forward funding stanowią najczęściej wybieraną przez naszych klientów formę realizacji tych przedsięwzięć – komentuje Joanna Wojnarowska, partner, kierująca Departamentem Nieruchomości DWF Poland global head of Residential Sector w DWF.

Elementem, który należy wziąć pod uwagę przy ocenie rentowności mieszkaniowych projektów deweloperskich wynajmowanych na podstawie umowy najmu instytucjonalnego, jest wpływ podatku VAT i podatku od nieruchomości na dochodowość całego przedsięwzięcia. Kluczowe jest także zapewnienie właściwych usług zarządzania nieruchomością i usług operatorskich, które pozwolą na utrzymanie stabilnego obłożenia i postrzegania przez potencjalnych najemców danego budynku jako atrakcyjnego miejsca do zamieszkania – podkreśla Mira Kantor-Pikus, Partner w dziale Capital Markets Cushman & Wakefield.

Północna Izba Gospodarcza o narodowej kwarantannie: CZYSTE SZALEŃSTWO

Ogłoszony przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego narodowy lockdown, który potrwa od 28 grudnia do 17 stycznia zaskoczył opinię publiczną i cały świat gospodarki. Spodziewano się delikatnego zaostrzenia restrykcji po świętach, ale to, co zostało ogłoszone mrozi krew w żyłach i wielu przedsiębiorcom odbiera ostatnią nadzieję na to, że pandemię koronawirusa można przetrwać bez bankructwa. Od 28 grudnia przez trzy tygodnie zamknięte będą galerie handlowe, z wyłączeniem sklepów spożywczych, drogerii i aptek. Nieczynne będą salony fryzjerskie i kosmetyczne. Dla wielu branż kolejne zamknięcie wiąże się z niemal pewnym zakończeniem działalności.

Północna Izba Gospodarcza o narodowej kwarantannie: „Decyzja niezrozumiała”, „Gdzie tu sens i logika?”

Najpierw była nadzieja: jest szczepionka, są plany zabezpieczenia populacji przed koronawirusem. Potem było twarde zderzenie się z ziemią: lockdown w Holandii, na Litwie, w Niemczech… To mógł być zwiastun tego, że sytuacja jest poważna.

– Przede wszystkim  to bardzo fatalne wiadomości  dla przedsiębiorców, który po  tak trudnym czasie z nadzieją wyczekiwali momentu otwarcia tych branż  w stosunku do których restrykcje były najostrzejsze.  Wiele firm może po prostu  nie przetrwać,  bo nie  zdążą  otrzymać obiecanej pomocy na czas. Decyzja o „narodowej kwarantannie” jest zupełnie niezrozumiała   i w żadnym stopniu nie odnosi się do  wcześniejszych kryteriów przedstawianych przez  premiera. Pamiętajmy, że na początku listopada rząd przedstawił pięć progów bezpieczeństwa, po których przekroczeniu będzie wprowadzać kolejne ograniczenia w walce z epidemią.  Przedsiębiorcy nie mają poczucia stabilności w decyzjach rządu. Należy przede wszystkich podkreślić, że nikt nie kwestionuje powagi sytuacji i konieczności wprowadzenia restrykcji ale  muszą  one mieć odzwierciedlenie w liczbach  i w realnym zagrożeniu  – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Również dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jednoznacznie wypowiada się na temat restrykcji: – Kolejny raz rząd niespodziewanie  wprowadza lockdown i pogrąża przedsiębiorców. To dość zdumiewające działanie. Limit zachorowań do wprowadzenia narodowej kwarantanny ustalono wówczas na 70 zakażeń na 100 tyś. mieszkańców w ujęciu średnim na tydzień. Tymczasem liczba zachorowań drastycznie zmalała w ostatnich tygodniach, a rząd wprowadza narodową kwarantannę. Gdzie tu sens i logika? Czy może jednak czegoś nie wiemy? – pyta dyrektor Piotr Wolny.   – Dla branży hotelarskiej i gastronomicznej, dla części handlu i wielu powiązanych branż ziszcza się najczarniejszy scenariusz. Nawet uruchomienie Tarczy 6.0 niczego nie zmieni – dodaje.

„Zardzewiały gwóźdź do trumny” i „Strategia na chybił-trafił”

Eksperci współpracujący z Północną Izbą Gospodarczą przyznają, że statystyki dotyczące zakażeń mogą niepokoić i europejskie rządy z różnym skutkiem robią wszystko, by ograniczyć mobilność mieszkańców. Nie da się jednak ukryć, że blokada świąt, sylwestra, ferii zimowych, to działania, które biją w gospodarkę tak silnie, że bez konkretnego wsparcia, większego niż wiosną, fala bankructw i zwolnień jest pewna.

– O ile sektor produkcji przemysłowej radzi sobie ze skutkami pandemii jako tako, o tyle sektory poddane ostatnio lockdownowi selektywnemu, w tym głównie: HoReCa, przemysł czasu wolnego, czyli branże eventowe, kultury, rozrywki, sportu, transportu, ale także handel stacjonarny przeżywają bezprecedensową zapaść. Po 9 miesiącach perturbacji związanych z koronawirusem, wielu przedstawicieli tych branż ocenia, że skończyły się już ich możliwości ratowania firm. Sytuacji nie naprawiają zapowiedzi pomocy w ramach uchwalonej już, ale nadal nieuruchomionej tarczy 6.0 – mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.  – Na tym tle ogłoszenie kwarantanny narodowej na 3 tygodnie to po prostu zardzewiały gwóźdź do trumny, w której już dzisiaj składamy szczątki opisywanych firm. I nie martwi mnie już dalszy spadek PKB z powodu kolejnego lockdownu, martwi mnie teraz skala bankructw w tych branżach. Przed nami bowiem potężna fala upadłości (w 2020 stopa upadłości już wzrosła o 20%) i wzrost bezrobocia. Skutki tych odbiją się na gospodarce w przyszłym roku. To bardzo kiepski start w 2021 rok, który wg prognoz miałby już przywracać polską gospodarkę na ścieżkę wzrostu. To też bardzo kiepski start w 2021 rok dla tysięcy osób i ich rodzin, funkcjonujących w zamykanych branżach – dodaje prof. Aneta Zelek.

Doradca Gospodarczy Katarzyna Michalska zwraca uwagę, że trudno jest popychać przedsiębiorców w stronę optymizmu, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to nie koniec gospodarczych problemów w Polsce i Europie: – Rozum mówił, że należy spodziewać się kolejnych obostrzeń, ale mieliśmy wszyscy nadzieje, że uda się uniknąć rozwiązań totalnych, takich jak kolejne zamykanie sklepów i branż. Rollercoaster, który zafundowano galeriom handlowym czy hotelom jest trudny do zaakceptowania i pokazuje, że strategia walki z pandemią – przynajmniej z gospodarczego punktu widzenia – jest zupełnie rozbieżna z oczekiwaniami przedsiębiorców – mówi Katarzyna Michalska. – Rozmawiam tygodniowo z dziesiątkami zdesperowanych przedsiębiorców. Zdarzają się, że toną w długach, tracą majątki, mają czarne myśli. Jak teraz mówić im, że będzie dobrze? – dodaje Katarzyna Michalska.

Czy w 2020 r. padnie mieszkaniowy rekord?

W bieżącym roku, warunki działania inwestorów mieszkaniowych są trudniejsze niż 12 miesięcy wcześniej. Mimo tego, nie można wykluczyć kolejnych rekordów.  

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami, bieżący rok miał być kolejnym bardzo dobrym okresem dla krajowej „mieszkaniówki”. Epidemia koronawirusa połączona z kryzysem gospodarczym oczywiście zweryfikowała te prognozy. Tym niemniej, wyniki dotyczące liczby rozpoczętych oraz ukończonych mieszkań nie wyglądają tak źle, jak może sądzić wiele osób.

Wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego z całego 2020 r. będą dostępne dopiero pod koniec stycznia. Na razie warto zwrócić uwagę na dane, które dotyczą pierwszych dziesięciu miesięcy bieżącego oraz poprzedniego roku. W przypadku mieszkań (lokali i domów) oddanych do użytkowania, roczne porównanie wygląda następująco:

  • mieszkania oddane do użytkowania ogółem – 166 308 przez 10 miesięcy 2019 r./176 424 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania oddane do użytkowania przez indywidualnych inwestorów – 56 260 przez 10 miesięcy 2019 r./59 324 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania oddane do użytkowania przez deweloperów – 104 397 przez 10 miesięcy 2019 r./114 098 przez 10 miesięcy 2020 r.

Powyższe dane sugerują, że w 2020 r. mimo wszystko padnie rekord dotyczący łącznej liczby ukończonych mieszkań. Będzie on następstwem m.in. dużej liczby nowych inwestycji deweloperskich z lat 2018 – 2019.

Jeżeli natomiast chodzi o rozpoczęte mieszkania, to roczne porównanie przedstawia się następująco:

  • mieszkania rozpoczęte ogółem – 202 539 przez 10 miesięcy 2019 r./186 948 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania rozpoczęte przez indywidualnych inwestorów – 80 823 przez 10 miesięcy 2019 r./78 672 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania rozpoczęte przez deweloperów – 117 445 przez 10 miesięcy 2019 r./105 326 przez 10 miesięcy 2020 r.

Informacje GUS-u wskazują, że pobicie ubiegłorocznego rekordu dotyczącego liczby rozpoczętych mieszkań jest mniej prawdopodobne. W porównaniu z poprzednim rokiem, dość mocno spadła bowiem aktywność deweloperów. Na wysokim poziomie utrzymuje się natomiast liczba domów rozpoczynanych przez osoby prywatne.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W pandemii deweloperzy hamują z budową mieszkań? Nic podobnego!

Firmy deweloperskie nie przestraszyły się koronawirusa i nadal wierzą w mocny popyt na mieszkania. Takie wnioski można wyciągnąć z informacji dotyczących skali budownictwa mieszkaniowego. Deweloperzy co prawda mocno przyhamowali z budowaniem w czasie pierwszego, wiosennego lockdownu, ale już latem nastąpiło odbicie w tym zakresie. Mimo wszystko jednak widać większą ostrożność co do planowania inwestycyjnej przyszłości. Liczba pozwoleń i zgłoszeń budowy, oraz mieszkań których budowę rozpoczęto – zmniejszyła się rok do roku.

Ostatnie dane nie obejmują jeszcze – z wiadomych względów – końcówki roku, ale z informacji, którymi już dysponuje Główny Urząd Statystyczny wynika, że w najbardziej kryzysowym roku od wielu lat – przez 10 miesięcy od stycznia do końca października –  firmy deweloperskie oddały więcej mieszkań niż rok wcześniej.

Podaż mieszkań wzrosła w analizowanym okresie o 6,1 proc. rok do roku, przy czym podaż mieszkań przeznaczonych stricte na sprzedaż lub wynajem była nawet wyższa. Jak podaje GUS: “deweloperzy przekazali do eksploatacji 114,1 tys. mieszkań – o 9,3% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r., natomiast inwestorzy indywidualni – 59,3 tys. mieszkań, tj. o 5,4% więcej”

Przeciętne mieszkanie (w budownictwie indywidualnym i przeznaczonym na sprzedaż) oddane w ciągu ostatnich 10 miesięcy miała 88,7 mkw. powierzchni użytkowej. To nieco więcej niż rok wcześniej, gdy przeciętne mieszkanie miało 88,6 mkw (133,8 mkw. w budynkach jednorodzinnych, 53,1 mkw. – w wielorodzinnych).

Strachy na lachy?

Z danych GUS wynika więc, że po trzech kwartałach roku budownictwo nadal jest mocno rozpędzone. Czy więc firmy deweloperskie faktycznie nie przestraszyły się pandemii?

Dane za pierwszą połowę roku, a więc obejmujące najbardziej kryzysowy czas jeśli chodzi o zatrzymanie gospodarki pokazują, że mocno hamowała również branża deweloperska. Co prawda w ciągu 6 mcy deweloperzy oddali do użytku o ponad 6 proc. mieszkań więcej niż przed rokiem, to jednak spadła liczba pozwoleń na budowę i bardzo mocno – liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto. Jeśli chodzi o pozwolenia i zgłoszenia budowy – tych było mniej o 6 proc. względem analogicznego okresu roku ubiegłego, natomiast liczba mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, których budowę rozpoczęto zmniejszyła się aż o 20 procent.

Widać więc, że w początkowym okresie pandemii hamowanie z inwestycjami było mocne. Z pewnością większy spadek liczby budów, które rozpoczęto wynikał w dużej mierze bezpośrednio z zarządzonego wówczas lockdownu, który stopował inwestycje.

W porównaniu do wiosny dane obejmujące również i jesień do końca października, pokazują że nastroje się poprawiały i zakres prowadzonych inwestycji się zwiększał. W ciągu 10 miesięcy roku liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto była co prawda mniejsza niż w tym samym okresie roku ubiegłego, ale już nie o 20 a o nieco ponad 10 proc. To oczywiście ciągle wyraźny spadek dynamiki po stronie podaży, ale też widać, że w trakcie „pandemicznego” roku liczba inwestycji rosła. Jeśli chodzi o wydane pozwolenia na budowę: tu akurat mamy utrzymanie, a nawet pogłębienie tendencji z jesieni. Liczba wydanych pozwoleń w ciągu 10 mcy roku spadła o 9 proc. rok do roku.

Zachować równowagę

Ostatnie dane wskazują więc, że mimo wszystko branża deweloperska będzie starała się ograniczać front robót i podaż mieszkań. Z czego to może wynikać? Deweloperzy w ten sposób próbują uniknąć nadpodaży i zmiany cen. Zakładając, że jednak popyt będzie mniejszy, reagują ograniczeniem po stronie podaży. W ten sposób – przy zachowaniu równowagi między podażą i popytem uda się utrzymać ceny na dotychczasowych poziomie.

W kryzysowym roku 2020 ceny mieszkań w największych miastach nie tylko nie spadały, ale rosły. Z danych NBP za III kw. 2020 wynika, że na rynku pierwotnym stawki za 1 mkw. mieszkania wzrosły we wszystkich wiodących miastach.

W Warszawie 1 mkw. nowego mieszkania w III kw. 2020 kosztował średnio już 10184 zł, więcej o 700 zł w porównaniu do wcześniejszego kwartału i więcej aż o 1000 zł w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej.

W Krakowie średnia cen w III kw. 2020 wynosiła 8838 zł i była o 1050 zł wyższa niż rok wcześniej. W Gdańsku za nowe mieszkania płaciło się 9000 zł – o 500 zł więcej niż rok wcześniej. We Wrocławiu z kolei skala podwyżek rok do roku wyniosła średnio 460 zł na metrze kwadratowym. Za 1 mkw. mieszkania płaciło się tam w analizowanym okresie 8100 zł.

Podsumowanie

Jeśli więc wziąć pod uwagę same ceny jako pewne odbicie sytuacji rynkowej, można powiedzieć, że na rynku mieszkaniowym dewastującego wpływu pandemii na razie nie widać. Byłby to jednak obraz nieprawdziwy. Należy pamiętać, że rynek nieruchomości reaguje z opóźnieniem na procesy gospodarcze. Duża podaż mieszkań na pewno wynikała z faktu, że firmy zostały zaskoczone kryzysem na etapie silnej hossy na rynku, gdy popyt był bardzo mocny, ceny mocno też rosły, podobnie jak podaż. Widoczne w danych GUS ograniczenie pozwoleń na budowę pokazuje, że jednak branża przygotowuje się na spowolnienie. Ograniczenie podaży ma być reakcją na zmianę sytuacji rynkowej.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Posłowie pomyli daty. Tarcza 6.0 do znowelizowania?

15 grudnia 2020 r. w Dzienniku Ustaw została opublikowana tzw. Tarcza Antykryzysowa 6.0. Zawiera ona nie tylko nowe przepisy pomocowe, ale także nowelizuje dotychczas obowiązujących rozwiązań. Między innymi poszerza katalog przedsiębiorców, którzy mogą skorzystać ze zwolnienia z ZUS za miesiące od lipca do września 2020 roku, ale tylko teoretycznie – termin na złożenie wniosku według ustawy mija bowiem… 30 listopada bieżącego roku.

Zgodnie z intencjami ustawodawcy nowelizacja z 9 grudnia miała poszerzyć katalog firm, które mogłyby skorzystać ze zwolnienia z ZUS poprzez wpisanie dodatkowych klasyfikacji PKD w art. 31zo ust. 8. Przedsiębiorcy jednak tego nie odczują, ponieważ nowe przepisy dopuszczają możliwość skorzystania ze zwolnienia przez kolejne firmy pod warunkiem złożenia wniosku do dnia 30.11.2020 roku. Co jeszcze dziwniejsze, ustawodawca wskazał inny termin tylko dla dwóch grup PKD – do 15 stycznia 2021 roku.

Warto zwrócić uwagę, że projekt Tarczy 6.0 trafił pod obrady Sejmu już 26 października 2020 r., a do czasu ogłoszenia jej w Dzienniku Ustaw upłynęły prawie dwa miesiące. W tym czasie funkcjonowanie niektórych branż było zawieszane z dnia na dzień, a działające w nich firmy traciły płynność finansową. Co istotne, pomoc wynikająca z tarczy 6.0 nie będzie obowiązywać „tu i teraz”. Na niektóre formy wsparcia trzeba będzie jeszcze poczekać, np. wniosek o dodatkowe świadczenie postojowe, jak i zwolnienie z ZUS za listopad będzie można złożyć dopiero od 30.12.2020 r.

W celu naprawienia błędu niezbędna będzie nowelizacja ustawy z dnia 9 grudnia 2020 r. Co prawda daje ona możliwość, aby w drodze rozporządzenia np. ustalić dodatkowy okres zwolnienia z ZUS. Nie ma jednak możliwości zmiany w taki sposób zawartego w niej terminu na składanie wniosków o zwolnienie za okres lipiec – sierpień.

Tarcza 6.0 to kolejna już nowelizacja ustawy z dnia 2 kwietnia 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Tarcze Antykryzysowe wprowadzają wsparcie dla przedsiębiorców, którzy odczuli negatywne skutki biznesowe związane z pandemią.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Raport o niskoemisyjnych inwestycjach w sektorze budynków – rekomendacje dla decydentów

Warszawski think tank WiseEuropa opracował raport: „Renowacja. Panorama niskoemisyjnych inwestycji w sektorze budynków”, w którym pokazuje, że termomodernizacja budynków odgrywa kluczową rolę nie tylko w zmniejszaniu emisji gazów cieplarniach do atmosfery (budynki są obecnie jednym z największych konsumentów energii w Europie, odpowiedzialnym za ok. 36% emisji w UE), ale może być także bodźcem pobudzającym odbudowę europejskich gospodarek po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19.

– Mając na uwadze, że obecnie projektowane są zarówno krajowe programy wsparcia termomodernizacji budynków (w tym aktualizacja programu Czyste Powietrze), jak i przygotowywane są reformy niezbędne do utworzenia Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, konieczne jest zaprojektowanie i przyjęcie takiego planu działania, w którym poszczególne instrumenty uzupełniając się, pozwalają na efektywne wydatkowanie dostępnych funduszy – piszą w najnowszym raporcie Karolina Marszał, Aleksander Śniegocki oraz Zofia Wetmańska

Duże wyzwanie inwestycyjne

– Polska w najbliższych latach będzie miała dostęp do bezprecedensowych środków na termomodernizacje budynków, jednak dotychczas ograniczony proces monitorowania przepływów finansowych w tym obszarze niesie ze sobą ryzyko niepełnego lub nieefektywnego ich wykorzystania – mówi Zofia Wetmańska, współautorka raportu.

Lata 2014-2019 w polskim sektorze budynków

Autorzy raportu uporządkowali dostępne dane na temat finansowania niskoemisyjnych inwestycji w celu lepszego zrozumienia procesów zachodzących w polskim sektorze budynków w ostatnich latach oraz poprawnego zdefiniowania przyszłych wyzwań i szans dla decydentów, sektora publicznego i prywatnego oraz instytucji finansowych.

Wyniki pokazują, że lata 2014-2019 charakteryzowały się dużym poziomem zmienności jeśli chodzi o skalę nakładów finansowych oraz zaangażowania poszczególnych grup inwestorów w realizację niskoemisyjnych inwestycji w budynkach.

Najwięcej środków, bo ok. 56% (prawie 13 mld PLN) na inwestycje w niskoemisyjne technologie w sektorze budynków w przekroju lat 2014-2019 przeznaczył sektor publiczny, w szczególności samorządy i gminy (43%, prawie 10 mld PLN).

Unia Europejska i banki komercyjne

Do 2018 r. termomodernizacja zasobów budowalnych oraz instalacja odnawialnych źródeł energii była przede wszystkim możliwa dzięki wsparciu pochodzącemu ze środków europejskich (stanowiących 75% wszystkich funduszy publicznych ok. 11 mld PLN). Charakterystyka oraz wymagania związane z wydatkowaniem tych środków przyczyniły się do nierównomiernego rozkładu aktywności inwestorów w czasie, skutkując wzrostem inwestycji w 2016 o co najmniej 50% względem każdego z analizowanych lat.

Sektor publiczny i przedsiębiorstwa realizowały niskoemisyjne inwestycje w budynkach przede wszystkim w oparciu o fundusze europejskie, podczas gdy gospodarstwa domowe w większości polegały na środkach pozyskanym od banków komercyjnych.

Czyste Powietrze w górę  – OZE w dół

Istotną zmianę przyniósł 2019 r., kiedy to środki krajowe (z budżetu centralnego, budżetów lokalnych oraz NFOŚiGW i WFOŚiGW) odpowiadały za ok. 2/3 całkowitego zaangażowania finansowania publicznego w realizację niskoemisyjnych inwestycji w budynkach. Tak znaczący wzrost udziału środków krajowych, pokazuje, że odpowiednio wprowadzone regulacje i zachęty już w bardzo krótkim czasie mogą pozwolić osiągnąć realne zmiany w procesie dekarbonizacji budynków – zaobserwowane zmiany są bezpośrednim efektem wprowadzenia ulgi termomodernizacyjnej i rozszerzenia programu Czyste Powietrze. Jednocześnie warto zauważyć, że o ile interwencja publiczna miała znaczący wpływ na wzrost skali finansowania działań umożliwiających podniesienie efektywności energetycznej w budynkach, nie przełożyła się ona jednak na inwestycje w odnawialne źródła wytwarzania energii – inwestycje w OZE systematycznie malały od 2016 r.

Najlepszy moment na inwestycje!

Znajdujemy się w historycznym momencie, w którym bezprecedensowe środki finansowe z Unii Europejskiej mogą popłynąć w kierunku termomodernizacji budynków. Niemniej jednak fragmentaryczne informacje o skali, źródłach i instrumentach finansowania, a także stopnia zaangażowania poszczególnych grup inwestorów w renowację budynków, utrudniają prowadzenie polityki publicznej w tym obszarze, a także niosą ze sobą ryzyko niepełnego lub nieefektywnego wykorzystania środków europejskich oferowanych w ramach Planu Odbudowy. Sięgnięcie po te środki wymagać będzie precyzyjnego określenia potrzeb inwestycyjnych i instrumentów finansowych dedykowanych tym działaniom.

Rekomendacje dla decydentów:

  • Uzależnienie intensywności wsparcia od głębokości przeprowadzonej termomodernizacji oraz przewidywanych efektów ekologicznych niskoemisyjnych źródeł energii w budynkach, co może pozytywnie wpłynąć nie tylko na wzrost ambicji i tym samym zmniejszenie emisyjności sektora lecz także na poprawę efektywności wydatkowania środków publicznych.
  • Projektowanie długoterminowych programów wsparcia oraz prowadzenie naborów ciągłych. Stabilne warunki i jasne zasady udzielanego finansowania mogą przyczynić się do wzrostu zaufania wszystkich grup inwestorów i w konsekwencji zwiększyć jakość przeprowadzonych przedsięwzięć.
  • Uporządkowanie systemów wsparcia w taki sposób, aby uniknąć konkurowania ze sobą programów. Obecność kilku podobnych programów wsparcia skierowanych do tego samego rodzaju inwestycji końcowej wpływa negatywnie na efektywność wydatkowanych środków. W związku z tym rekomendowane jest ujednolicenie warunków wsparcia, wymagań dotyczących efektów ekologicznych jak i rodzajów kosztów kwalifikowalnych na poziomie poszczególnych typów budynków.
  • Ujednolicenie systemu ewaluacji programów wraz z monitorowaniem przedsięwzięć i przepływów finansowych oraz gromadzenie i udostępnianie danych. Z uwagi na różnorodność dostępnych instrumentów, stworzenie spójnego systemu sprawozdawczości oraz konsekwentne gromadzenie danych związanych z przeprowadzanymi przedsięwzięciami mogłoby przyczynić się do efektywnego monitorowania postępów i obiegu informacji pomiędzy podmiotami zainteresowanymi niskoemisyjnymi inwestycjami w budynkach. Ponadto, obwarowania związane z funduszami europejskimi, którymi w najbliższej dekadzie będzie dysponować Polską, będą przekładały się na konieczność wdrożenia metodologii śledzenia przepływów finansowych skierowanych do niskoemisyjnych inwestycji, w celu umożliwienia przeprowadzenia procesu sprawozdawczości i wykazania udziału zielonych inwestycji w strukturze wydatkowania środków europejskich.
  • Zintensyfikowanie działań promujących inwestycje niskoemisyjne w sektorze budynków, w tym prowadzenie kampanii informacyjnych i szkoleń w zakresie korzyści wynikających z poprawy efektywności energetycznej budynków oraz ich przystosowania do zmian klimatycznych.
  • Poprawa komunikacji oraz usystematyzowanie dialogu między sektorem publicznym, prywatnym oraz instytucjami finansowymi w zakresie finansowania niskoemisyjnych inwestycji w sektorze budynków, w tym wzmocnienie współpracy z bankami.

Analiza uwzględnia dane dotyczące przedsięwzięć mających na celu poprawę efektywności energetycznej oraz inwestycje w niskoemisyjne źródła energii w sektorze budynków, które zostały rozpoczęte w latach 2014-2019.

BIG InfoMonitor: Idą święta, a przed nimi ogromne zakupy. Ale będzie skromniej

Pandemia pandemią, a branża handlowa robi co może, by oczarować klientów bożonarodzeniową aurą i skłonić do jak największych wydatków. Pomoże jej w tym trzecia już handlowa niedziela w grudniu, ale przeszkodzą plany Polaków – 39 proc. mówi, że te święta mają być skromniejsze niż zwykle. Bardziej wystawne niż wcześniej będą jedynie u 2 proc. osób – wynika z badań dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Warto jednak się trzymać za kieszeń, bo wyjątkowy świąteczny czas potrafi skłonić do nieprzemyślanych decyzji.

Czy w okresie pandemii branża handlowa przeżyje taką samą gorączkę przedświątecznych zakupów jak co roku? Na pewno robi co może, by tak się stało. Handlowcom zależy, bo są mocno poobijani po lockdownie wiosną i drugim trzytygodniowym w listopadzie. Przez tę ostatnią przerwę trudniej też było im budować świąteczną atmosferę. Od 27 listopada klienci weszli już jednak do sklepów z odmienionymi wystawami, w międzyczasie zmieniała się też tematyka reklam, w grudniu doszło świąteczne oświetlenie ulic i kolorowe dekoracje. – Nakręcamy się i dajemy się nakręcać – musi być ekstra, bo w końcu święta to coś wyjątkowego. A przy okazji dla handlu najgorętszy czas w roku – mówi psycholog społeczny Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. Sprzedaż z dwóch ostatnich miesięcy roku to często 30 proc. rocznych obrotów, które na razie nie wypadają najlepiej. Od stycznia do października Polacy kupili mniej niż w tym samym okresie 2019. W przypadku odzieży i obuwia odnotowano według GUS spadek o 14,3 proc. licząc w cenach stałych, prasy i książek oraz towarów w wyspecjalizowanych sklepach o 3,8 proc., a nawet żywności o 2 proc. oraz leków i kosmetyków o 1,4 proc. Nie wspominając o samochodach (14 proc.), na których zakup w prezencie niewielu może sobie pozwolić. W samych galeriach handlowych w pierwszych trzech kwartałach tego roku obroty były niższe o 24 proc.

Najrzadziej o oszczędzaniu na tegorocznych świętach mówią mieszkańcy wsi

Sklepom sprzyja teraz brak innych rozrywek. Zamknięte restauracje, kina i teatry pozwalają jak nigdy skoncentrować uwagę kupujących na placówkach handlowych i skorzystać z oszczędności na innych nierealizowanych z powodu ograniczeń wydatkach. Na przeszkodzie może jednak stanąć chęć oszczędzania i mniej okazji do zakupów, bo choćby o hucznych zabawach sylwestrowych w tym roku przecież nie ma mowy – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z badania przeprowadzonego przez Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że 39 proc. Polaków urządzi w tym roku skromniejsze święta Bożego Narodzenia niż wcześniej, 59 proc. ankietowanych deklaruje, że będą takie same, a naprawdę nieliczni, 2 proc., że bogatsze. Wydawałoby się, że może to być konsekwencją mniejszej w tym roku liczby gości przy wigilijnym stole, z powodu pandemicznych restrykcji, ale znaczenie mają też dochody. W przypadku gospodarstw z miesięcznymi wpływami do 5 tys. zł netto, będzie skromniej nawet w połowie domów. Tam, gdzie dochody przekraczają 10 tys. zł, mniej wyda co czwarty badany. Jednocześnie najrzadziej o oszczędzaniu na tegorocznych świętach mówią mieszkańcy wsi, a najczęściej mieszkańcy najmniejszych (do 20 tys. mieszkańców) i największych miast (pow. 500 tys. mieszkańców).

Boże Narodzenie to świetne alibi dla zakupoholików

Czy faktycznie uda się dotrzymać słowa danego swojemu domowemu budżetowi? Szczególnie, że okresy pełnego lockdownu pokazały, że po prostu lubimy samo chodzenie po sklepach i zakupy w tradycyjnym stylu. Jak zwraca uwagę Miron Mironiuk zajmujący się rozwiązaniami dla branży e-commerce, np. w Chinach spora część ruchu z tradycyjnych sklepów wcale nie przeniosła się do internetu, gdy były zamknięte. – Fascynujące jest to, że ta pandemia pozwala nam zrozumieć, dlaczego ludzie kupują. Część zakupów robią, bo uzupełniają zapasy, ale jest też taki zwykły shopping – idę do sklepu po to, żeby spędzić w ten sposób czas. I chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, jakie są proporcje między tymi rodzajami zakupów. Teraz widzimy, że jeżeli ludzie nie mogą iść na shopping do sklepów fizycznych, to nie robią tego także w internecie. To, co widzimy teraz w Chinach, było zaskakujące i fascynujące zarazem, bo pokazało, że ludzie lubią się szwendać po sklepach – mówi Miron Mironiuk[1].

– Rzeczywistość pokazuje też, że przedświąteczne zakupy stanowią alibi dla tych, którzy ulegli obłędnej namiętności zakupoholizmu. Wreszcie nie muszą ukrywać lub usprawiedliwić swej kompulsywnej potrzeby kupowania. Atrakcyjne prezenty to przecież wyraz najgłębszych uczuć, ważnych relacji, szacunku, wdzięczności, pamięci, troski, ale i przyjemności obdarowywania innych – podkreśla Roman Pomianowski. – A tu w dodatku ciągłe okazje, promocje, wieczny „Black Friday”. Jak się powstrzymać, opamiętać? – dodaje i podpowiada, że warto zadać sobie trzy proste pytania, które proponuje Donald Black (2016):

  1. Czy czujesz się nadmiernie zaabsorbowany/a robieniem zakupów i wydawaniem pieniędzy?
  2. Czy kiedykolwiek miałeś/aś wrażenie, że robisz zakupy w sposób nadmierny, niewłaściwy i pozostający poza twoją kontrolą?
  3. Czy twoje potrzeby, myśli i zachowania związane z kupowaniem zajmują ci nadmiernie dużo czasu, przyczyniając się do powstawania poczucia winy i niezadowolenia, a w konsekwencji prowadząc do poważnych problemów w twoim życiu (np. osobistych lub finansowych)?

Pozytywna odpowiedź na którekolwiek z nich powinna być początkiem refleksji, bardziej szczegółowych dociekań na temat zakupów i osobistego stosunku do pieniędzy[2].

– Na szczęście świadomość zagrożeń i ryzyka przymusu kupowania staje się coraz powszechniejsza. Nie tylko na widok pełnych szaf nierozpakowanych przedmiotów czy w związku z falą zwrotów nietrafionych prezentów. Niektórym nawet uświadamia potrzebę poszukiwania fachowej pomocy terapeutycznej. I nie do końca prawdą jest, że problem dotyczy wyłącznie kobiet – mężczyźni zakupoholicy też istnieją, tylko kupują co innego – mówi Roman Pomianowski.

Ubywa niesolidnych dłużników w czasie pandemii

Do rosnącej świadomości istnienia problemu zakupoholizmu i nadmiernego konsumpcjonizmu w tym roku doszła też chęć ograniczania wydatków ze względu na niepewne finansowo czasy. I najwyraźniej to działa, bo z ostatnich danych na temat liczby osób z zaległościami z tytułu nieopłaconych w terminie rachunków i rat kredytowych, wynika, że od września do października ubyło 14,8 tys. niesolidnych płatników, a kwota zaległości obniżyła się o 0,5 mld zł. W okresie pandemii, od marca do końca października, ubyło 26,8 tys. nierzetelnych dłużników. Zaległości jednak wzrosły o 2,9 mld zł, ale jest to podobna skala do tej sprzed roku. – Obecnie według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK problemy z terminowymi rozliczeniami ma 2,806 mln osób, a wartość zaległości to 82,68 mld zł – mówi Sławomir Grzelczak i dodaje: Warto rozsądnie gospodarować pieniędzmi, by jeszcze tym nie przysparzać sobie dodatkowych powodów do zdenerwowania. Jak zauważyli psycholodzy, w zestawieniu zdarzeń powodujących stres[3] „święta z rodziną” są równie stresogenne co trzy solidne mandaty. Dokładanie sobie do tego jeszcze zmartwień, jak wyjść z finansowych tarapatów, które sami sobie zafundowaliśmy, z pewnością nie będzie miało dobrego wpływu na świąteczną atmosferę i czas po świętach.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna w grudniu 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.

[1] https://wyborcza.pl/Jutronauci/7,165057,26381898,zakup-masla-jako-forma-doswiadczania.html pobrano 5.12.2020

[2] Grzegorzewska,I. i Cierpiałkowska,L (2018).Uzależnienia behawioralne PWN.

[3]Sobolewski,A., Strelau,J., Zawadzki,B. (1999) Kwestionariusz Zmian Życiowych (KZŻ): https://www.kul.pl/files/714/media/3.42.1999.art.2.pdf.pdf. Pobrano 5.12.2020

Arena.pl nawiązuje współpracę z genXone. Na platformie pojawią się m.in. testy Real-Time PCR w kierunku SARS-CoV-2

Arena.pl SA, notowany na NewConnect właściciel platformy zakupowej Arena.pl, nawiązał współpracę ze spółką genXone. W myśl podpisanej umowy w serwisie zakupowym pojawią się panele diagnostyczne do wykrywania infekcji układu oddechowego, pokarmowego oraz moczowo-płciowego. Wśród swoich produktów genXone ma między innymi testy na SARS-CoV-2, czyli koronawirusa. Spółka zapowiada kolejne ważne dla jej rozwoju kroki i dalszy rozwój platformy.

– Miło mi poinformować, że podpisaliśmy umowę z genXone, pionierem w zakresie innowacyjnej diagnostyki medycznej w Polsce. W asortymencie genXone znajduje się wiele badań real-time PCR wykrywających infekcje organizmu, w tym także test w kierunku  koronawirusa SARS-CoV-2 – mówi Maria Bogajewska, prezes Arena.pl. – Jest to kolejna bardzo wartościowa kooperacja w tym roku. W jej ramach planujemy stworzenie kampanii świątecznej, która obejmie specjalne pakiety diagnostyczne  oraz pozwoli na wspólne działania edukacyjne – dodaje.

genXone udostępni do sprzedaży na platformie Arena.pl swój asortyment, na który składają się panele diagnostyczne z zakresu infekcji układu oddechowego, układu pokarmowego oraz układu moczowo-płciowego. Dodatkowo, wśród testów znajduje się także ten identyfikujący koronawirusa SARS-CoV-2, który również wykonywany jest metodą multipleks Real-Time PCR. Jest to jeden z niewielu, jeśli nie jedyny, dostępny w Polsce test molekularny wykrywający aż 4 geny koronawirusa. Oznacza to najwyższą możliwą pewność wyniku. Ponieważ w ramach tego badania konieczne jest profesjonalne pobranie wymazu,  oferta ta będzie skierowana do mieszkańców Poznania i okolic, gdzie znajduje się punkt pobrań genXone.

– Czas pandemii niewątpliwie miał wpływ na wzrost zainteresowania molekularnymi metodami testów diagnostycznych, czego dowodem jest między innymi umowa współpracy z Arena.pl. Cieszymy się, że kolejne podmioty widzą potencjał w tej dziedzinie badań i pragną współtworzyć z nami sieć dystrybucji, a tym samym zwiększać świadomość Polaków w zakresie możliwości badań real-time PCR. Nowy kanał sprzedaży pozwoli nam poszerzyć pole działalności.  Cieszymy się, że Klienci portalu arena.pl będą mogli skorzystać z naszych usług. – mówi Michał Kaszuba, Prezes genXone

genXone dołącza tym samym do grona prawie 7 tys. zweryfikowanych sprzedawców Arena.pl. Podjęta współpraca jest zapowiedzią kolejnych działań Areny w ramach ‘nowego startu’ platformy.

Ze względu na panującą sytuację, zarówno w Polsce i na świecie, branża oparta o produkty medyczne jest jedną z najbardziej potrzebnych, ale jednocześnie równie mocno wymagających. Staramy się jak najszybciej reagować na potrzeby rynku, dlatego już niebawem ogłosimy kolejne ważne kroki, które planujemy podjąć na tym polu – mówi Bogajewska.

genXone to biotechnologiczna spółka specjalizująca się w dziedzinie diagnostyki molekularnej oraz usług sekwencjonowania w innowacyjnej technologii nanopore. Jest pierwszym w Polsce i jednym z pierwszych dziesięciu na świecie laboratoriów, wykorzystujących tę technologię komercyjne. Od sierpnia br.  Spółka jest także notowana na NewConnect.

Na Krajowy Rejestr Zadłużonych poczekamy do lipca 2021

W grudniu 2020 r. ruszyć miał internetowy Krajowy Rejestr Zadłużonych. Ale nie ruszy. Ten bardzo ważny dla życia gospodarczego rejestr zacznie działać prawdopodobnie dopiero w lipcu 2021 roku. Winne temu są m.in. zmiany w polskim prawie upadłościowym przewidziane do wdrożenia w tym i przyszłym roku. – Im szybciej wdrożymy ten rejestr, tym lepiej dla zwiększenia bezpieczeństwa w rodzimych relacjach biznesowych i gospodarczych. – przekonują eksperci firmy doradczej Lege Advisors.

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego, Polska i pozostałe kraje Unii zostały zobowiązane do stworzenia takiego rejestru do czerwca 2018 roku. W Polsce prace nad nim zaczęły się w 2016 roku. Na początku miał to być Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości, ale w 2018 roku postanowiono jego formułę rozszerzyć o dłużników. Zmieniła się też nazwa na obecną – Krajowy Rejestr Zadłużonych.

– Krajowy Rejestr Zadłużonych to będzie wielki krok w kierunku poprawy przejrzystości i bezpieczeństwa w naszym życiu gospodarczym. Nie będzie można już ukryć przed bliskimi, wspólnikiem biznesowym lub kontrahentem, że mamy długi lub jesteśmy upadłymi. – mówi Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Do Krajowego Rejestru Zadłużonych trafić mają osoby fizyczne oraz przedsiębiorcy. Rejestr ma zawierać szczegółowe dane m.in. o postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych, w których uczestniczyły firmy, o osobach pozbawionych prawa do pełnienia funkcji kierowniczych lub z zakazem prowadzenia działalności gospodarczej. Dostępne będą także dane osób fizycznych, wobec których toczyły się postępowania upadłościowe. W rejestrze znajdziemy też alimenciarzy unikających płacenia.

– Dane w Krajowym Rejestrze Zadłużonych będą jawne i ogólnodostępne. Znajdzie się jednak grupa informacji, do których dostęp dostaną tylko osoby związane z daną sprawą. Jest to m.in. forma zabezpieczenia przed nadużyciami ze strony osób „postronnych”. Taka otwarta formuła rejestru będzie świetnym narzędziem do zwalczania świadomych nadużyć w biznesie i życiu codziennym. – przekonuje Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Jego zdaniem, Krajowy Rejestr Zadłużonych zwiększy wydajność sądów upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Zwiększy także poziom jawności postępowań z perspektywy wierzycieli – będą mieli łatwiejszy dostęp do dużej liczby danych przez internet.

Źródło: firma doradcza Lege Advisors

Rekordowa inwestycja: 80 mln dolarów dla Brainly od Learn Capital

Brainly to największa na świecie platforma edukacyjna online, pomagająca w zdalnej nauce uczniom i rodzicom. Dotąd pozyskała fundusze w wysokości 150 milionów dolarów, co pozycjonuje ją na pierwszym miejscu wśród polskich startupów. W rundzie D firmę wsparli: dotychczasowi inwestorzy Learn Capital oraz fundusze Prosus Ventures, Runa Capital, General Catalyst Partners i należący do Sebastiana Kulczyka MantaRay. Środki z inwestycji zostaną przeznaczone na rozwój nowych produktów dla wielomilionowej społeczności Brainly na całym świecie. Na poziomie globalnym, Brainly rozszerzy swoją obecność między innymi w Brazylii i Indonezji – dwóch dynamicznie rozwijających się społecznościach platformy.

Zdaliśmy sobie sprawę, że uczniowie potrzebują platformy do nauki w trybie peer-to-peer. Rozwój tego modelu przyspieszył w wyniku globalnej pandemii, na zawsze zmieniając sposób uczenia się. Otrzymujemy pozytywne opinie od uczniów, rodziców i nauczycieli korzystających z Brainly, dlatego zależy nam na dostarczeniu kolejnych bardzo potrzebnych zasobów edukacyjnych online uczniom i rodzicom, którzy wymagają dodatkowej pomocy przy nauce w domu – dodaje Michał Borkowski, CEO i współzałożyciel Brainly.

Od kwietnia 2020 r. baza użytkowników Brainly wzrosła o ponad 75%, umacniając pozycję lidera wśród narzędzi do nauki w domu. Dziś Brainly jest potężnym zasobem dla uczniów i ich rodziców, szukających pomocy wśród szkolnej społeczności i grona ekspertów. Brainly udowodniło już, że potrafi osiągnąć sukces w pomocy z zadaniami domowymi, teraz zapowiada kolejne produkty edukacyjne dla uczniów i rodziców.

W tym roku Brainly osiągnęło rekordowe 350 milionów użytkowników miesięcznie. Pozyskane fundusze zostaną wykorzystane do dalszego rozwoju, ale przede wszystkim do dostarczenia zasobów edukacyjnych setkom milionów uczniów i rodziców na całym świecie – dodaje Borkowski.

Brainly stało się jedną z największych społeczności edukacyjnych na świecie, osiągając znaczący wzrost organiczny w ponad 35 krajach. Ten wzrost jest świadectwem siły społeczności i doświadczeń użytkownika, które umożliwiają uczniom i rodzicom odniesienie sukcesu, uwzględniając ich zróżnicowane potrzeby edukacyjne. Learn Capital jest dumne, mogąc wspierać zespół Brainly zarówno w realizacji ambitnych planów produktowych, jak i w drodze do uzyskania pozycji globalnego lidera – komentuje Vinit Sukhija, Partner w Learn Capital.

Bolesne obrzęki i ryzyko uduszenia to codzienność pacjentów z rzadką chorobą HAE. Od pierwszego ataku do diagnozy mija średnio 13 lat

HAE to dziedziczny obrzęk naczynioruchowy, który objawia się rozległymi i bolesnymi obrzękami dróg oddechowych i układu pokarmowego. Prowadzą one do deformacji twarzy i innych części ciała, ale wiążą się też z wysokim ryzykiem nagłej śmierci wskutek uduszenia w przypadku. gdy obrzęk będzie obejmował górne drogi oddechowe. Wielu chorych doświadcza nawet kilkunastu takich napadowych obrzęków w ciągu roku, a okres między nimi jest wypełniony strachem, który może prowadzić do depresji. W Polsce żyje obecnie ok. 340 pacjentów z tą chorobą, ale drugie tyle wciąż pozostaje niezdiagnozowanych. 

Na choroby rzadkie, których jest w sumie ok. 8 tys., cierpi w Polsce 2,5–3 mln osób. Zalicza się do nich również HAE. Ta choroba wynika z niedoboru aktywnego C1 inhibitora.

– Ze względu na brak jednego z białek krwi dochodzi do pojawiania się obrzęków obejmujących skórę. Mogą się pojawiać masywne obrzęki twarzy, dłoni, stóp i innych części ciała. Są one bardzo bolesne, deformujące, a przede wszystkim nieprzewidywalne – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej Centralnego Szpitala Klinicznego MON – Wojskowego Instytutu Medycznego. – Poza tym, że obrzęk naczynioworuchowy deformuje twarz i inne części ciała, to stanowi też bezpośrednie zagrożenie życia.

Szczególnie niebezpieczne są dla chorych obrzęki w obrębie dróg oddechowych, które wiążą się z bardzo wysokim ryzykiem śmierci wskutek uduszenia, ale też w obrębie układu pokarmowego, którym towarzyszą często nudności i wymioty.

– Praktycznie połowa pacjentów przynajmniej raz w życiu ma obrzęk krtani. To może doprowadzić do śmierci w wyniku uduszenia. Po prostu powietrze nie ma jak przepływać przez krtań. Z kolei obrzęki brzuszne mogą prowadzić do niedrożności przewodu pokarmowego,  co, jeżeli pomoc nie dotrze we właściwym czasie, również może doprowadzić do zgonu pacjenta – wyjaśnia dr Aleksandra Kucharczyk.

Osoby cierpiące na HAE stają się więźniami swojej choroby. Z badań wynika, że strach przed atakami i ryzyko uduszenia wpływają na prawie każdą decyzję, jaką podejmują chorzy – od wyboru pracy po miejsce zamieszkania. Część z nich, nie chcąc przekazywać choroby kolejnym pokoleniom, rezygnuje z posiadania rodziny i dzieci. Wielu chorych boi się podróżować i wyjeżdżać poza miejsce zamieszkania w obawie, że w razie ataku nie będą wiedzieli, gdzie szukać pomocy. Stały lęk przed napadami choroby i trudności w codziennym funkcjonowaniu powodują, że ogromna grupa chorych na HAE cierpi też na depresję.

– Życie osób, które chorują na HAE, jest bardzo trudne i nieprzewidywalne. Nie wiadomo, kiedy obrzęk się pojawi, pacjent nie zna dnia ani godziny. Nie wie, czy do potencjalnie śmiertelnych obrzęków nie dojdzie podczas wycieczki czy wakacji – mówi ekspertka z Centralnego Szpitala Klinicznego MON – Wojskowego Instytutu Medycznego.

Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy jest chorobą rzadką, na którą w Polsce w świetle danych z krajowego rejestru chorych na HAE z 2016 roku cierpi 341 chorych. Eksperci szacują, że około drugie tyle nadal oczekuje na diagnozę. Wynika to z faktu, że ta choroba jest bardzo trudna do zdiagnozowania: od pierwszego ataku do postawienia diagnozy mija średnio 13 lat.

– Osoby chorujące na HAE często słyszą od lekarzy: „widocznie pan tak ma”, ponieważ nawet specjaliści nierzadko nie są w stanie prawidłowo rozpoznać tych objawów, a co dopiero zwykli ludzie, którzy nie są świadomi istnienia tej choroby. Często mylą to z uczuleniami, z użądleniem owadów itd. Kiedy usłyszałem, że pacjenci z HAE czekają średnio 13 lat na prawidłową diagnozę, nie mogłem uwierzyć – mówi aktor Bartłomiej Topa, ambasador kampanii „HAE. Walczyć o oddech. Wytrzymać ból”.

– Chory na HAE zgłosi się do lekarza pierwszego kontaktu albo na SOR wtedy, gdy pojawią się u niego obrzęki albo wystąpią silne, niewyjaśnione bóle brzucha. Przy czym trzeba pamiętać, że obrzęki to generalnie jedna z najczęstszych przyczyn zgłaszania się pacjentów na SOR. Natomiast te występujące przy HAE mają pewną charakterystykę, są inne niż te, z którymi najczęściej zgłaszają się do nas pacjenci. Obejmują różne części ciała, są asymetryczne, nie towarzyszą im inne zmiany skórne, np. zmiany pokrzywkowe. To są obrzęki, które narastają w ciągu kilku godzin i niezależnie od leczenia ustępują w ciągu trzech–pięciu dni. Lekarz powinien skierować takiego pacjenta do ośrodka, który diagnozuje te dolegliwości – wyjaśnia dr Aleksandra Kucharczyk.

Właśnie wystartowała kampania „HAE. Walczyć o oddech. Wytrzymać ból”, której organizatorem jest Polskie Stowarzyszenie Pomocy Chorym z Obrzękiem Naczynioruchowym „Pięknie Puchnę”, a partnerem Krajowe Forum na rzecz Terapii Chorób Rzadkich ORPHAN. Ma ona zwrócić uwagę na tragiczną sytuację pacjentów z HAE. W trakcie pandemii czas oczekiwania na prawidłową diagnozę dodatkowo się wydłuża, bo możliwości korzystania z opieki zdrowotnej są ograniczone. Dlatego lekarze chcą zwrócić uwagę na problem i wyczulić społeczeństwo na objawy tej rzadkiej choroby.

– Oczywista była dla mnie decyzja o zaangażowaniu się w tę kampanię, bo może dzięki niej więcej osób dowie się o chorobie, będzie mogło skojarzyć objawy u siebie, u swoich najbliższych albo znajomych – mówi Bartłomiej Topa. – Na czas realizacji spotu kampanii zostałem ucharakteryzowany. Już samo wytrzymanie przez kilka godzin w takiej charakteryzacji było dużym wyzwaniem, opuchlizna rozlewała się na oko, policzek i część szyi. Dla mnie to była uciążliwa charakteryzacja, a dla nich to jest potężny życiowy problem. Mam świadomość, że – poza tymi objawami – osoby chore na HAE zmagają się też z potwornym bólem i cierpieniem.

– Najważniejsza rzecz to doprowadzić do tego, żeby grupa niezdiagnozowanych pacjentów się zmniejszyła, dzięki czemu będzie w stanie właściwie zareagować. Kolejna kwestia to zmiana podejścia do leczenia tej choroby, co dzieje się już na świecie. Dąży się do tego, aby dzięki optymalnemu leczeniu pacjent nie miał żadnych objawów lub doświadczył ich znacząco rzadziej. Ważne jest to, abyśmy my lekarze mieli szansę tak prowadzić pacjentów, żeby zapobiegać występowaniu obrzęków – dodaje dr Aleksandra Kucharczyk.

W tej chwili w Polsce refundowane są tylko leki dedykowane pacjentom z HAE stosowane doraźnie, wyłącznie w przypadku wystąpienia ostrych napadów choroby. Jednak istnieje możliwość leczenia zapobiegawczego, które mogłoby diametralnie zmienić życie chorych poprzez całkowite lub znaczne ograniczenie napadów choroby. Dzięki temu pacjenci mogliby wrócić do normalnego funkcjonowania. Na razie leczenie zapobiegawcze nie jest jednak w Polsce refundowane.

Wzrost cen energii od stycznia przyszłego roku. Będą wyższe stawki i nowe opłaty

W listopadzie trzyosobowa rodzina płaciła za energię średnio o 11,7 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z zestawienia przygotowanego przez HRE Investments na podstawie danych GUS. Od stycznia ceny ponownie wzrosną. Zgodnie z nowymi taryfami zatwierdzonymi przez URE sprzedawcom energii gospodarstwa domowe zapłacą rachunki wyższe o ok. 3,5 proc. miesięcznie. Nową pozycją, która pojawi się od stycznia na rachunkach za energię, będzie też opłaca mocowa, która dla przeciętnego gospodarstwa domowego wyniesie ponad 10 zł miesięcznie. Co istotne, gospodarstwa domowe nie mają też co liczyć na zapowiadane wcześniej przez rząd rekompensaty za wzrost cen energii, bo Ministerstwo Klimatu i Środowiska wycofało się z tego pomysłu.

– Jak na razie ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii się ustabilizowały. Cały czas cena oscyluje wokół 250 zł za MWh i teraz nie wygląda na to, żeby miały nastąpić jakieś wahnięcia. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że w 2021 roku wejdzie tzw. opłata mocowa, która podniesie rachunki nie tylko przedsiębiorcom, ale również gospodarstwom domowym. Ta podwyżka będzie i wiemy już także w jakim wymiarze – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny i wspólnik w Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy.

Wiadomo, że gospodarstwa domowe czeka także podwyżka taryf. W ubiegłym tygodniu Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził nowe stawki za energię elektryczną na kolejny rok trzem spółkom – Enei, PGE Obrót i Tauronowi, a wczoraj – również spółce Energa Obrót. Taryfy obejmą gospodarstwa domowe korzystające z oferty tzw. sprzedawcy z urzędu (w Polsce korzysta z nich ok. 60 proc. gospodarstw, pozostałe – z ofert rynkowych). W efekcie od nowego roku rachunki gospodarstw o przeciętnym zużyciu energii (grupa G11) będą wyższe co najmniej o ok. 3,5 proc., czyli ok. 1,5 zł miesięcznie. W przypadku odbiorców w grupach taryfowych G12, zużywających znacznie więcej energii elektrycznej niż przeciętnie, nominalny wzrost opłat będzie odpowiednio wyższy.

Regulator uzasadnia, że główny powód zatwierdzenia podwyżek to nieznacznie wyższy – niż uznany przez URE jako uzasadniony – poziom ceny energii elektrycznej nabywanej przez sprzedawców na potrzeby odbiorców z grup G, a także wzrost kosztów zakupu świadectw pochodzenia energii zielonej i efektywności energetycznej.

– Ceny energii są wypadkową wielu czynników. Rachunek, który dostaje gospodarstwo domowe, obejmuje nie tylko cenę hurtową energii, ale chociażby także ceny certyfikatów plus usług systemowych, które musimy płacić, żeby ten rynek był płynny i żeby prąd był cały czas w naszych gniazdkach – mówi Jan Sakławski.

Na rachunek za energię elektryczną składają się dwa podstawowe elementy: koszt faktycznie zużytej energii elektrycznej oraz koszt dystrybucji, czyli dostarczenia jej do odbiorcy. URE wciąż prowadzi postępowanie dotyczące zatwierdzenia nowych taryf na 2021 rok dla dystrybutorów energii.

Do rachunków za energię trzeba będzie też doliczyć nową pozycję – opłatę mocową, która zacznie obowiązywać od stycznia 2021 roku. W założeniu jest to mechanizm, który ma zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i w ramach którego producenci energii będą opłacani za gotowość dostaw, żeby zapewnić wystarczające zasoby mocy w systemie. Minister Klimatu i Środowiska opublikował w połowie listopada rozporządzenie dotyczące pobierania nowej opłaty i wyznaczania godzin doby przypadających na szczytowe zapotrzebowanie na moc w systemie.

– W zależności od zużycia energii dla gospodarstw domowych wymiar tej podwyżki będzie wynosił od niewiele ponad 1 zł do 10 zł. Natomiast dla wszystkich pozostałych odbiorców podwyżka będzie dużo bardziej znacząca, bo wyniesie około 76 zł na MWh. To dotknie szczególnie przedsiębiorstwa, które zużywają duże wolumeny energii – wskazuje radca prawny.

Wysokość opłaty mocowej dla gospodarstw domowych została ustalona jako comiesięczna stawka, uzależniona od rocznego zużycia energii elektrycznej, płatna za punkt poboru energii. Najniższą stawkę (1,87 zł) zapłacą gospodarstwa zużywające poniżej 500 kWh, natomiast najwyższą (10,46 zł miesięcznie) – gospodarstwa zużywające rocznie powyżej 2800 kWh energii. Jak podaje URE, przeciętne gospodarstwo domowe (w grupie G11) w Polsce zużywa rocznie ok. 1800 kWh energii. Dla pozostałych grup odbiorców wysokość opłaty mocowej będzie uzależniona od ilości energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach w ciągu doby (w dni robocze od 7:00 do 21:59) i wyniesie 0,0762 zł/kWh.

Radca prawny wskazuje, że gospodarstwa domowe mają ograniczone możliwości przeciwdziałania podwyżkom rachunków za energię, które sprowadzają się w zasadzie tylko do zmiany sprzedawcy. Dużo szersze możliwości mają jednak przedsiębiorcy.

– Zyskującym na popularności instrumentem są chociażby tzw. Corporate Power Purchase Agreements, czyli umowy CPPA, które pozwalają na zakup energii niemal bezpośrednio od wytwórcy. Takie umowy są zawierane na około 15 lat, dzięki czemu stabilizujemy sobie cenę energii dla naszego zakładu, a jednocześnie uciekamy od odpowiedzialności za to, co się będzie działo na rynku energii w najbliższych latach. Transformację energetyczną ktoś będzie musiał sfinansować i na pewno w części będą to odbiorcy, przede wszystkim biznesowi, o charakterze przemysłowym – mówi Jan Sakławski.

Jak wskazuje, nie będzie też w tym roku obiecanych przez rząd rekompensat za wzrost cen energii. Minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapowiedział ustawę, która miała wprowadzić rekompensaty za podwyżki w 2020 roku, ale Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało o wycofaniu projektu. W zamian ma pojawić się rozwiązanie w postaci dodatku energetycznego dla gospodarstw o najmniejszych dochodach, do wprowadzenia którego Polska – jako kraj członkowski UE – jest zobligowana w ramach wdrażania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 2019 roku w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej.

– W kontekście planowanego uwolnienia cen energii i wyjęcia ich spod taryfowania na pewno będą musiały pojawić się jakieś mechanizmy stabilizujące cenę dla tych najbardziej zagrożonych ubóstwem energetycznym – mówi wspólnik w Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy. – Wydaje się natomiast, że dla przedsiębiorstw nie należy teraz spodziewać się jakiegokolwiek wsparcia. Opłata mocowa została pomyślana w taki sposób, żeby to wsparcie było udzielane dużej, systemowej energetyce właśnie przez biznes, przez konsumentów energii elektrycznej, którzy potrzebują jej na potrzeby własnej działalności gospodarczej. Dlatego nie spodziewałbym się tutaj radykalnych zmian. Aczkolwiek czas pokaże, ponieważ nasza transformacja energetyczna będzie musiała niedługo bardzo mocno przyspieszyć. Być może takie mechanizmy się jednak pojawią, żeby odciążyć przedsiębiorców i żeby dać im nieco oddechu w kontekście finansowania tej transformacji.

Zamknięcie w domach jeszcze mocniej ograniczy aktywność fizyczną Polaków. Brak ruchu już dziś generuje duże straty dla społeczeństwa i gospodarki

Chociaż w ostatnich latach poziom aktywności fizycznej Polaków sukcesywnie rósł, nadal co trzeci nie podejmuje jej w ogóle. W rankingu najbardziej aktywnych państw UE zajmujemy szóstą pozycję od końca. Brak ruchu dodatkowo nasilają pandemia i związane z nią obostrzenia, jak choćby zamknięcie siłowni czy rezygnacja z ferii zimowych. – Ważne, żeby zarówno samorządy lokalne, jak również szkoły i rodzice aktywizowali młode pokolenie do ćwiczeń – podkreśla dr hab. Daniel Puciato, wykładowca wrocławskiej Wyższej Szkoły Bankowej. Skutki braku ruchu po pandemii odczuje nie tylko społeczeństwo, lecz także cała gospodarka.

– Pandemia znacznie ograniczyła aktywność fizyczną Polaków. Wszyscy jesteśmy w domu, pracujemy zdalnie, więc poziom aktywności, związanej choćby z przemieszczaniem się, radykalnie się obniżył. W czasie lockdownu zamknięte były szkoły i przedszkola, siłownie, kluby fitness, jak również parki, lasy i place zabaw, co obniżyło aktywność szczególnie młodego pokolenia. Tymczasem jest ona w okresie pandemii bardzo ważna, ponieważ nie tylko poprawia samopoczucie, ale także oddziałuje pozytywnie na układ odpornościowy organizmu. Zalecane są codzienne, 40-minutowe ćwiczenia o umiarkowanej intensywności – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Daniel Puciato, profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Z najnowszej edycji corocznego badania „Multisport Index 2020” wynika, że na początku tego roku 65 proc. Polaków było aktywnych przynajmniej raz w miesiącu. Blisko połowa z nich (43 proc.) w czasie wiosennego lockdownu ograniczyła treningi, a ogólny poziom aktywności społeczeństwa spadł do 61 proc. Z badania Kantar przeprowadzonego dla Benefit Systems wynika też, że Polacy wyraźnie dostrzegli tego skutki – 3/4 odczuło pogorszenie samopoczucia, a 65 proc. zauważyło negatywny wpływ braku ruchu na zdrowie.

Z majowego badania CBOS („Życie codzienne w czasach zarazy”) wynika z kolei, że w czasie wiosennego lockdownu brak lub niedostatek aktywności fizycznej dla 29 proc. Polaków był najbardziej uciążliwym obostrzeniem, wyprzedzając m.in. zamknięcie większości sklepów, centrów handlowych, szkół, restauracji i ograniczenia w życiu towarzyskim, na które wskazywała średnio 1/4 badanych. Niedostatek aktywności fizycznej gorzej znosili młodzi (44 proc. vs. 26 proc. starsi) oraz mieszkańcy dużych miast (30 proc. vs. 25 proc. mieszkańcy wsi).

– Styl życia, czyli głównie aktywność fizyczna i zdrowe odżywianie, odpowiada za ok. 55 proc. stanu naszego zdrowia. Systematyczna aktywność zmniejsza ryzyko występowania takich chorób jak udar mózgu, nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, niektóre rodzaje nowotworów czy cukrzyca typu II. Rozwija też siłę kości i mięśni, poprawia koordynację ruchową, gibkość i równowagę, co jest szczególnie ważne w przypadku osób starszych, u których występuje większe ryzyko różnego rodzaju upadków i urazów. Ponadto u dzieci aktywność fizyczna aktywizuje procesy rozwoju biologicznego, rozwija koordynację i umiejętności ruchowe, lecz także przyczynia się do nawiązywania kontaktów społecznych – wymienia wykładowca wrocławskiej WSB.

Według badań Eurobarometru w 2017 roku 56 proc. Polaków deklarowało, że nigdy nie ćwiczy ani nie uprawia sportu (przy średniej dla ogółu krajów członkowskich wynoszącej 46 proc.). Regularną aktywność podejmował mniej niż co czwarty, co plasowało Polskę w ostatniej szóstce Unii Europejskiej. Od liderów takich jak Finlandia, Dania, Holandia czy Szwecja, gdzie poziom aktywności społeczeństwa przekracza 90 proc., Polaków wciąż dzieli duży dystans.

– Z badań wynika, że od 40 do 60 proc. Polaków nie spełnia wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia. Co więcej, aktywność fizyczna zmniejsza się wraz z wiekiem, więc w szczególnie trudnej sytuacji są seniorzy. Nie najlepiej sytuacja wygląda też wśród dzieci, wśród których tylko 15 proc. spełnia normy WHO, a na dodatek w ciągu ostatnich czterech lat ten odsetek zmniejszył się z 20 proc., więc jest to bardzo poważny problem. Najwięcej w Unii Europejskiej ruszają się Niemcy, Skandynawowie i Holendrzy, a najmniej mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej oraz Południowej, w tym również Polacy – wskazuje Daniel Puciato.

Według Światowej Organizacji Zdrowia siedzący tryb życia i przewlekły niedobór ruchu – również uznany już za nową chorobę cywilizacyjną – są w tej chwili czwartą przyczyną zgonów na świecie. Tylko w Europie przyczyniają się do śmierci 500 tys. osób rocznie. Minimalna dawka ruchu zalecana dla osób dorosłych przez WHO to 75 minut intensywnej lub 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej w ciągu tygodnia.

– Osoby starsze muszą jeszcze wzbogacać swoją aktywność o ćwiczenia koordynacji, gibkości i równowagi. Natomiast u dzieci rekomendowana jest codzienna aktywność fizyczna w wymiarze 60 minut o intensywności umiarkowanej i wysokiej. Podobnie powinny ćwiczyć osoby z niepełnosprawnościami oraz przewlekle chore, ale muszą to oczywiście robić pod kontrolą lekarza lub fizjoterapeuty – precyzuje ekspert.

Wykładowca wrocławskiej WSB zauważa, że rezygnacja z ferii zimowych w tym roku dodatkowo nasili problem braku ruchu w społeczeństwie. Wielu Polaków spędzało je do tej pory na narciarskich stokach.

– Dotąd na ferie wyjeżdżało ok. 70 proc. młodych Polaków do 24. roku życia i 50 proc. powyżej 24 lat. W tym roku rząd rekomenduje, aby w ferie pozostać w domu, a jest to bardzo wdzięczny czas dla aktywności fizycznej. Przeważają oczywiście sporty zimowe, narciarstwo, ale wyjeżdżający na ferie biegają, pływają, więcej spacerują. Jest ryzyko, że w tym roku zwłaszcza młodsze pokolenie spędzi te ferie w sposób bierny, a więc przed telewizorem, komputerem czy na grach komputerowych. To jest groźne, bo nie dojdzie do pełnej regeneracji sił psychofizycznych. Dzieci i młodzież podczas drugiego semestru mogą być przemęczone, mieć gorsze wyniki w nauce. Ważne więc, żeby zarówno samorządy lokalne, jak i szkoły i rodzice aktywizowali młode pokolenie do ćwiczeń – podkreśla Daniel Puciato.

Jak przekonuje, skutki braku ruchu odczują na własnej skórze nie tylko dzieci, ale też większość Polaków, a także cała gospodarka. Już kilka lat temu koszty hipokinezji (niskiej aktywności fizycznej) wśród mieszkańców naszego kraju szacowano na ponad 2 mld euro rocznie, co stanowiło równowartość 8,4 proc. krajowych wydatków na służbę zdrowia (raport z 2015 roku „Koszty ekonomiczne braku aktywności fizycznej w Europie” ISCA/Centre for Economics and Business Research). Łącznie dla 28 krajów UE brak aktywności ruchowej generuje koszt ekonomiczny na poziomie 80,4 mld euro rocznie. Gdyby jednak 20 proc. nieaktywnych Europejczyków zaczęło się ruszać, wygenerowałoby to oszczędności sięgające 16,6 mld euro, z czego ok. 430 mln rocznie tylko w Polsce.

– Zbyt niska aktywność fizyczna społeczeństwa wpływa negatywnie w pośredni sposób – zarówno w wymiarze mikro, np. na pracowników, gospodarstwa domowe czy przedsiębiorstwa, jak i w obszarze makro, a więc na gospodarkę narodową jako całość. Można wyróżnić dwojakie koszty niskiej aktywności fizycznej. Po pierwsze, są to koszty bezpośrednie, związane z koniecznością leczenia chorób cywilizacyjnych. Po drugie, są to koszty pośrednie, które wiążą się z utratą wartości dobrego, zdrowego życia. Z badań wynika, że jeśli połowa osób nieaktywnych fizycznie zaczęłaby się ruszać, to w Polsce można byłoby zaoszczędzić ok. 0,5 mld zł na samej służbie zdrowia. Natomiast na świecie można by uniknąć 5 mln przedwczesnych zgonów z tego powodu – mówi profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Pandemia utrudniła przedświąteczną zbiórkę żywności dla potrzebujących. W tym roku zebrano prawie ośmiokrotnie mniej artykułów spożywczych niż przed rokiem

Pandemia koronawirusa uniemożliwiła prowadzenie 24. Świątecznej Zbiórki Żywności z udziałem wolontariuszy i jej efekt jest rekordowo niski. Ubiegłoroczna akcja przyniosła prawie 780 ton żywności, a w tym roku udało się zgromadzić 100 ton. – Potrzeby są znacznie większe. Przekazujemy żywność do ponad 3300 organizacji społecznych, które pomagają setkom tysięcy osób w trudnej sytuacji życiowej, a w dobie koronawirusa osób potrzebujących przybywa – mówi Dorota Jezierska z Federacji Polskich Banków Żywności. Z tego powodu w tym roku akcja odbywa się także w formie internetowej.

W tym roku Świąteczna Zbiórka Żywności odbywała się od 23 do 28 listopada po hasłem „Święta godne, a nie głodne” i miała inną formę niż w ubiegłych latach. Produkty można było włożyć do koszy przy kasach, bo z uwagi na pandemię koronawirusa w sklepach nie było wolontariuszy, którzy zachęcali do udziału w akcji.

Organizujemy ogólnopolską zbiórkę żywności od 23 lat i zawsze pomagali nam wolontariusze, przeważnie młodzi ludzie, uczniowie, którzy byli ambasadorami tej idei. To oni informowali ludzi w sklepach o prowadzonej akcji, zachęcali, aby kupić więcej i podzielić się z potrzebującymi. W tym roku 24. Świąteczna Zbiórka Żywności po raz pierwszy odbyła się bez udziału młodzieży i okazało się, że ich rola była nieoceniona. W ubiegłym roku zebraliśmy prawie 780 ton żywności, a w tym roku 100 ton – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

W tym roku został uruchomiony charytatywny sklep online, w którym darczyńcy mogli wpłacić dowolną kwotę i „kupić” w ten sposób wirtualne artykuły. Platforma internetowa www.zbiorkazywnosci.pl, która również daje możliwość wsparcia osób potrzebujących, działa jak wirtualny sklep. Po wejściu na stronę można wybrać bank żywności, który otrzyma pomoc, ponieważ akcja zbiórkowa ma charakter lokalny. Żywność zebrana w sklepie w danym mieście jest przekazywana osobom potrzebującym z okolicy.

Kwota zebrana na koncie danego banku jest mu systematycznie przekazywana. Kupujemy żywność i przygotowujemy paczki. Jeśli nie zdążymy ze wszystkim przed świętami Bożego Narodzenia, to na pewno do sylwestra żywność trafi do osób potrzebujących – zapewnia wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Poza okresem przedświątecznym banki współpracują przede wszystkim z dużymi hurtownikami, sieciami handlowymi, producentami żywności, rolnikami i ratują żywność przed zmarnowaniem. Pozyskują głównie produkty albo z błędami marketingowymi, albo z krótkim terminem przydatności do spożycia. Świąteczne Zbiórki Żywności to akcje charytatywne, podczas których banki żywności zwracają się o pomoc do społeczeństwa.

Podczas Świątecznych Zbiórek Żywności otrzymujemy od społeczeństwa w prezencie produkty żywnościowe z długim terminem przydatności do spożycia, które przekazujemy osobom potrzebującym. Hasłem naszych zbiórek od zawsze jest stwierdzenie, że każdy może być darczyńcą, każdy może pomóc ludziom w potrzebie. Wszystkim darczyńcom jesteśmy ogromnie wdzięczni – zaznacza Dorota Jezierska.

W Polsce działa 31 banków żywności, które tworzą Federację Polskich Banków Żywności. Są organizacjami pozarządowymi i razem tworzą związek stowarzyszeń o statusie organizacji pożytku publicznego. Do banków trafiają tylko organizacje, które opiekują się osobami potrzebującymi wsparcia, np. stowarzyszenia osób z różnymi schorzeniami, ośrodki dla osób bezdomnych, ośrodki wsparcia, organizacje lokalne – koła gospodyń wiejskich, ochotnicze straże pożarne, organizacje przyparafialne, zrzeszające rodziny lub seniorów. Z żywności zgromadzonej w bankach korzystają podopieczni ponad 3300 organizacji społecznych.

Banki żywności są czymś w rodzaju hurtowni charytatywnych. Każda organizacja, która zajmuje się pomocą ludziom w potrzebie, ma podpisaną umowę z bankiem żywności i przekazuje paczki żywnościowe swoim podopiecznym. A tych osób przybywa. Utrata pracy i źródeł dochodu z powodu pandemii, choroby czy samo pozostawanie w izolacji sprawiają, że w ciężkim położeniu są najsłabsi, którzy już wcześniej borykali się z wieloma problemami – dodaje wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Ze wsparcia żywnościowego banków żywności korzystają rodziny wielodzietne, osoby bezrobotne, bezdomne, niepełnosprawne, wychodzące z nałogów i wiele innych, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. W 2019 roku pomoc w postaci 67 tys. ton żywności (odpowiednik 2,5 tys. tirów wypełnionych żywnością) dotarła do 1,6 mln osób potrzebujących.

Naukowcy stworzyli najdokładniejszą i trójwymiarową mapę Drogi Mlecznej. Są w stanie określić m.in. prędkość gwiazd, ich odległości oraz odnaleźć ślady największych zdarzeń z przeszłości

Europejski teleskop kosmiczny Gaia nakreślił dotychczas dokładne pozycje ponad 1,8 mld gwiazd. To wzrost o ponad 100 mln źródeł w porównaniu z poprzednią publikacją danych z 2018 roku. W przypadku większości gwiazd Gaia zna również ich dokładną odległość od Ziemi i ruch po niebie. Każdego dnia na podstawie jego danych publikowane są trzy artykuły naukowe. Nic nie dorównuje mu produktywnością, nawet potężne obserwatorium Hubble’a. Dzięki teleskopowi powstaje trójwymiarowa mapa Drogi Mlecznej.

– Gaia od co najmniej siedmiu lat obserwuje całe niebo po to, żeby zbadać położenia gwiazd, przede wszystkim wyznaczyć ich odległości. Nie jest to więc taka zwyczajna mapa. To trójwymiarowa mapa, na której mamy nie tylko położenia, lecz także głębokości i odległości, więc jesteśmy w stanie zajrzeć w głąb naszej galaktyki – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Łukasz Wyrzykowski z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Europejski teleskop kosmiczny Gaia zbiera dane, aby tworzyć wysokiej rozdzielczości mapy 3D ponad miliarda gwiazd. To tylko około 1 proc. galaktycznej populacji gwiazd. Ze swojego położenia w punkcie L2 Lagrange’a Gaia może obserwować całe niebo, a te niezwykle precyzyjne pomiary pozycji gwiazd pozwoliły naukowcom dowiedzieć się więcej o strukturach galaktyk takich jak Droga Mleczna oraz o ich ewolucji w czasie. Znaczenie odkryć teleskopu jest ogromne. Prof. Martin Barstow z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii określił, że dane pochodzące z teleskopu Gaia są jak tsunami przechodzące przez astrofizykę.

– Misja Gaia zbierając coraz więcej danych, coraz dokładniej mierzy pozycje gwiazd, więc jest w stanie coraz lepiej określić ich położenia. Te mapy stają się coraz lepsze. I to nie jest ostatnie słowo Gai, w tym roku opublikowaliśmy mapę opartą na trzech latach operacji misji. Misja będzie operować jeszcze przez dobrych kilka lat, więc będą one coraz lepsze. W tej chwili jest to najlepsza mapa, jaką astronomowie mają do dyspozycji – ocenia dr hab. Łukasz Wyrzykowski.

Nowa mapa zawiera szczegółowe informacje o ponad 1,8 mld źródeł wykrytych przez sondę kosmiczną Gaia. Oznacza to wzrost o ponad 100 mln źródeł w porównaniu z poprzednią publikacją danych (Gaia DR2), która została upubliczniona w kwietniu 2018 roku. W przypadku 1,5 mld gwiazd Gaia zarejestrowała ich odległość i ruch na boki. Podobna liczba ma skatalogowane swoje kolory, co jest ważne dla poznania właściwości takich jak temperatura, skład i wiek.

– To najdokładniejsza mapa pozycji gwiazd i to w trójwymiarze. Znamy nie tylko położenia, ale też odległości gwiazd, ich prędkości. To ogrom danych, mamy do zbadania 2 mld obiektów. Dzięki temu jesteśmy w stanie dużo więcej dowiedzieć się na temat naszej galaktyki, jak jest zbudowana, z czego się składa, gdzie gwiazdy podążają, które poruszają się szybciej, które wolniej, które z nich narodziły się dopiero co, a które pochodzą z innych galaktyk. Takie rzeczy jesteśmy w stanie dopiero teraz dzięki tej mapie powiedzieć – wymienia ekspert.

Nowe dane z Gai pozwoliły astronomom prześledzić różne populacje starszych i młodszych gwiazd na samym skraju naszej galaktyki. Modele komputerowe przewidywały, że dysk Drogi Mlecznej będzie z czasem powiększał się, gdy pojawią się nowe gwiazdy. Nowe dane pozwalają zobaczyć np. relikty dysku sprzed 10 mld lat, a tym samym określić jego rozmiar w porównaniu z obecnym.

– Misja Gaia przesyła codziennie pewną porcję danych, które są analizowane. Nas w szczególności interesują rzeczy, które pojawiły się na tym niebie dopiero co, czyli np. wybuchła supernowa albo pojawiła się nowa gwiazda, albo inna zgasła. Te rzeczy chcemy jak najszybciej wykryć, żeby później za pomocą teleskopów naziemnych prowadzić dokładniejsze badania tych obiektów. Te obiekty trwają czasem kilka dni, czasami znikają po miesiącu, więc mamy krótkie okno czasu, żeby móc je zbadać – tłumaczy Łukasz Wyrzykowski.

Teleskop Gaia został wystrzelony w 2013 roku i ma przed sobą jeszcze cztery lata pracy, znacznie więcej, niż wcześniej przewidywano. Ciągłość obserwacji może przynieść kolejne przełomowe odkrycia. Nad przetwarzaniem pochodzących z niego danych pracują także Polacy.

– Naszą grupę w szczególności interesują czarne dziury, których powinny być miliony w Drodze Mlecznej, a znamy ich jedynie kilkadziesiąt. Wykorzystujemy właśnie tę superprecyzję misji Gaia, żeby zaobserwować subtelne zmiany w położeniu gwiazd wywołane przez obecność czarnych dziur – wskazuje dr hab. Łukasz Wyrzykowski.

Bezzałogowe drony dostarczają już paczki klientom w Wielkiej Brytanii. W Polsce tego typu usługi będzie trudno wdrożyć

Latarnia morska na wyspie Mull na Hebrydach była pierwszym miejscem w Wielkiej Brytanii, do którego paczkę dostarczył bezzałogowy dron. Zdaniem ekspertów technologia ta w Polsce raczej się nie przyjmie z uwagi na to, że większość społeczeństwa zamieszkuje budynki wielorodzinne. Drony mogą być jednak dobrym rozwiązaniem w przypadku dostaw do trudno dostępnych lokalizacji. Bezzałogowe statki powietrzne długo jeszcze nie będą też obsługiwać na szeroką skalę lotów pasażerskich, pomimo że ich pierwsze próby w Korei przebiegły pomyślnie.

– Jeżeli usługi dostarczania przesyłek przez bezzałogowe systemy latające zostaną regularnie uruchomione, to raczej w Stanach Zjednoczonych albo w Wielkiej Brytanii. Jestem sceptykiem, jeśli chodzi o dostarczanie tego rodzaju przesyłek w przypadku krajów europejskich – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa.

Jego zdaniem problem wiąże się z odbiorcami zamieszkującymi budynki wielorodzinne. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w blokach i kamienicach mieszka ponad 55 proc. Polaków. Drony dostarczające do nich przesyłki musiałyby albo zostawiać paczki przed klatką schodową, albo wlatywać do wnętrza budynku. Tego typu rozwiązania są trudne do realizacji.

– Jak taki wielowirnikowiec miałby otwierać drzwi otwierane przez klamkę? Oczywiście można wszystkie drzwi zamienić na działające automatycznie, ale to jest kilka milionów drzwi do wymiany w całej Polsce. Poza tym klatki schodowe są niedostosowane do tego, żeby po nich latały systemy bezzałogowe. Są pomysły, żeby wielowirnikowiec podlatywał do budynku i opuszczał paczkę na lince, która byłaby opuszczana do wysokości okna danego mieszkańca, a on by je otwierał i tę paczkę pobierał – mówi ekspert.

Konstrukcja przeznaczona do transportowania paczek byłaby jednak bardzo niestabilna. Problemem mogłyby też być występujące w pobliżu bloków turbulencje powietrzne. Efektem ich oddziaływania  mogłyby być powybijane w budynkach okna. Nie oznacza to jednak, że rozwijanie usług kurierskich przy wykorzystaniu bezzałogowych środków transportu nie ma uzasadnienia.

– Takich miejsc, gdzie byłoby wygodnie realizować takie usługi, jest stosunkowo niewiele, więc najprawdopodobniej nie staną się one podstawą transportu przesyłek na całym świecie. W miejscach, do których człowiekowi jest trudniej dotrzeć, będą natomiast zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem. Jeśliby sobie wyobrazić np. stację naukową na Antarktydzie, gdzie dostęp jest bardzo ograniczony, to prawdopodobnie najlepszym sposobem przesyłania częstszych przesyłek byłyby właśnie bezzałogowe systemy latające – wskazuje prof. Cezary Galiński.

Tymczasem firma Royal Mail rozpoczęła kilka dni temu w Wielkiej Brytanii realizację usług kurierskich z wykorzystaniem dronów. Pierwsza paczka została dostarczona do stacji morskiej na wyspie Mull wchodzącej w skład archipelagu Hebrydów. Ta wyspa będzie pierwszą, która weźmie udział w pilotażowym projekcie realizacji dostaw przez drony. Z kolei DHL nawiązał współpracę z dostawcą dronów Aerodyne Group w celu ich wykorzystania do realizacji morskich łańcuchów dostaw. Szczególnie istotnym elementem projektu jest usprawnienie dostaw środków ochrony zdrowotnej do wschodniej Malezji.

Kolejnym krokiem w rozwijaniu technologii bezzałogowych pojazdów powietrznych niewątpliwie będzie ich wykorzystanie w transporcie pasażerskim.

– Gdyby ktoś dokładnie przyjrzał się wyposażeniu współczesnego samolotu pasażerskiego, to prawdopodobnie dałoby się wykonać lot w ogóle bez załogi. Samolot byłby w stanie wykołować, wystartować, przelecieć, wylądować i zaparkować na innym lotnisku. Problemem oczywiście jest bezpieczeństwo i niezawodność, w związku z tym na pokładach wszystkich samolotów są załogi z bardzo wysoko wykwalifikowanymi pilotami, głównie po to, żeby dopilnować, by samolot nie zrobił czegoś nieoczekiwanego. Pod względem technicznym nasze samoloty pasażerskie to już są samoloty bezzałogowe, a załoga głównie nadzoruje wykonanie misji i niestety od czasu do czasu okazuje się, że nawet to nie pomaga – mówi naukowiec.

Chińska firma EHang ogłosiła pod koniec listopada, że jej dwumiejscowy autonomiczny samolot pasażerski zakończył próbne loty w trzech koreańskich lokalizacjach Seulu, Daegu i na wyspie Jeju. Testy były elementem projektu przewidującego uruchomienie komercyjnych usług pasażerskich autonomicznymi statkami powietrznymi najpóźniej w 2025 roku. W przypadku większych jednostek latających, a także wykorzystania bezzałogowców w krajach europejskich, droga do pełnej autonomizacji będzie z pewnością dłuższa.

– Pierwsze zmiany w przepisach będą takie, że dopuszczone zostaną samoloty załogowe, które będą latały w zasadzie bezzałogowo, ale pod nadzorem jednego pilota. Potem być może uda się udowodnić, że w pełni bezzałogowy samolot jest w stanie wykonywać loty bezpiecznie. Jeszcze trochę potrwa, zanim osiągniemy ten stopień – przewiduje prof. Cezary Galiński.

Z raportu Fortune Business Insights wynika, że rynek dostaw paczek przez bezzałogowce osiągnie do 2027 roku wartość niemal 7,4 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie sięgającym niemal 42 proc.

7 trendów e-commerce w 2021 roku

Nic nie wskazuje na to, by kolejny rok miał być niesprzyjający dla branży e-commerce, która dzięki pandemii koronawirusa rośnie w galopującym tempie. Wraz z inwestycją w zakupy online sprzedawcy chętniej wdrażają też nowe technologie, które wnoszą e-sklepy na kolejne poziomy zaawansowania i napędzają dodatkowo rozwój całej branży. Jakie trendy i udogodnienia czekają konsumentów w nadchodzących miesiącach? W jakim kierunku podąża e-commerce w Polsce?

O trendach oraz nowych technologiach w e-commerce, które zyskają na znaczeniu w nadchodzącym roku mówi Jakub Koba, CTO Kogifi Digital, partnera technologicznego dla e-commerce, wyspecjalizowanego w budowaniu strategii z zakresu Smart Commerce i Omni-Channel.

  1. Sztuczna inteligencja, czyli skuteczny asystent zakupowy

Sztuczna Inteligencja (AI, Artificial Intelligence) i uczenie maszynowe to od kilku lat rozwiązania, które zdecydowanie napędzają rynek e-commerce. Pozwalają na tzw. hiperpersonalizację i projektowanie precyzyjnego, zgodnego z preferencjami klientów doświadczenia zakupowego z rekomendacją dopasowanych ofert, także w czasie rzeczywistym. Tym samym zyskujemy osobistego i podążającego za naszymi preferencjami wirtualnego asystenta, które doskonale wie, kiedy i jakie rekomendacje produktów może nam polecić. AI pomaga nam także w wizualnym wyszukiwaniu danego produktu, a także wspiera w problemach zakupowych w trybie 24/7, dzięki możliwości konsultacji z chatbotem. W 2021 roku sztuczna inteligencja, poza tym, że stanie się niezbędnym elementem w walce o konsumenta, będzie wkraczać do kolejnych etapów procesu zakupowego, by zautomatyzować i usprawnić ścieżkę komplementacji zamówień w magazynach, uprościć politykę zwrotu czy wymiany towarów, czy też skrócić czas dostawy dzięki „zatrudnieniu” do tego celu dronów. Będzie to też rok postępującej automatyzacji działań marketingowych oraz personalizacji doświadczenia zakupowego we wszystkich kanałach, z których korzystają klienci.

  1. Mobile shopping

Rok 2020 był dobrym okresem dla e-commerce, a wręcz doskonałym dla mobile commerce. Według badań przygotowanych przez AdColony dla agencji Mobiem, nawet 6 na 10 badanych polskich użytkowników korzysta z telefonu do robienia zakupów, a według platformy Shoper już nawet 2/3 wizyt w sklepach internetowych to wejścia z urządzeń mobilnych[1]. Klienci doceniają w zakupach przez telefon m.in. prosty proces płatności czy wygodne i łatwe w obsłudze aplikacje zakupowe. Dodatkowo, sklepy internetowe zachęcają do korzystania ze swoich aplikacji m.in. poprzez dodatkowe bonusy i promocje dla nowych użytkowników. Nadchodzący rok będzie kolejnym intensywnym okresem rozwoju mobile commerce, co oznacza jeszcze więcej aplikacji mobilnych angażujących klientów, jak również inwestycję w przyjazny interfejs i responsywność sklepowych witryn.

  1. AR, czyli wirtualne przymiarki

Epidemia koronawirusa wpłynęła na zmiany przyzwyczajeń zakupowych konsumenta. Dotychczasowa wygoda związana z możliwości obejrzenia danego produktu na żywo zeszła na drugi plan, a priorytetem stało się bezpieczeństwo. Aby maksymalnie zwiększyć komfort użytkownika sklepu i mimo wszystko dać mu możliwość „przymiarki” danego produktu, wielu sprzedawców zainwestowało w rozszerzoną rzeczywistość (AR, Augmented Reality). Zapewnia ona alternatywne, atrakcyjne doświadczenie zakupowe i pozwala na poznanie produktu, a nawet na wejście z nim w interakcje przed podjęciem decyzji o zakupie. To dzięki AR możemy zobaczyć jak dana sofa będzie prezentować się w naszym salonie i czy do twarzy nam w wybranym kolorze szminki. Użyteczność AR potwierdzają badania wskazujące, że 61 proc. klientów woli dokonywać zakupów w sklepach, które oferują rozwiązania z zakresu AR, a dla 45 proc. użytkowników AR jest wsparciem w podjęciu decyzji zakupowej[2]. W kolejnych miesiącach możemy się więc spodziewać jeszcze wygodniejszych rozwiązań podczas zakupów i jeszcze większych nakładów na rozwiązania z zakresu rozszerzonej rzeczywistości.

  1. Greenconsumerism, czyli odpowiedzialne zakupy

Rosnąca świadomość konsumencka i szerząca się dyskusja o zrównoważonym rozwoju sprawia, że ekologia wkracza do kolejnych branż, nie omijając przy tym także rynku e-commerce. Podejście eco-friendly jest mile widziane, a nawet oczekiwane przez coraz większą liczbę konsumentów – zwłaszcza przedstawicieli młodego pokolenia. Stąd też zwrot e-commerce w kierunku zielonej polityki, szczególnie w kontekście pakowania i dostaw. Kolejny rok upłynie z pewnością pod znakiem dalszego, sukcesywnego pozbywania się w dostawach np. plastiku i zastępowania go biodegradowalnymi czy też pochodzącymi z recyklingu opakowaniami i wypełniaczami. Coraz większy nacisk kładzie się także na wybór firm kurierskich pod kątem ich podejścia do zagadnienia ekologii i zrównoważonego rozwoju. Zmienia się także polityka zwrotu – coraz więcej sklepów oferuje możliwość zwrócenia zakupionych produktów w sklepie stacjonarnym, tak by ograniczać niepotrzebne przejazdy firm kurierskich i dodatkowe, ponownie pakowanie zakupów.

  1. Rozkwit zakupów społecznościowych i re-commerce

Kolejnym trendem w e-commerce nawiązującym do podejścia eco-friendly jest też rozwijający się w galopującym tempie obszar znany jako second-hand e-commerce lub też re-commerce. To także efekt rosnącej świadomości konsumentów odnośnie zrównoważonego rozwoju, jak i masowa moda na ubrania i dodatki z drugiego obiegu, m.in. dzięki ich przystępnych cenach. O rosnącej popularności tego obszaru e-commerce świadczy chociażby prawdziwy fenomen platform, takich jak Vinted. Według prognoz ekspertów rynek second-hand w USA ma do 2023 wzrosnąć dwukrotnie[3], możemy więc spodziewać się i w tym przypadku przełożenia zachodnich trendów na rynek Polski. Nad rozwojem tego obszaru zakupów mocno pracuje chociażby Facebook ze swoim Marketplace, jak i Instagram, które umożliwiają sprzedaż bezpośrednio przez social media. I nie chodzi tu jedynie o produkty z drugiego obiegu – na platformy social media wkracza z ofertą sprzedaży coraz więcej firm, zachęconych krótszą i mniej skomplikowaną ścieżką zakupową, a także możliwościami optymalnej ekspozycji marki. Oznacza to, że uwzględnianie w całościowej strategii sprzedaży obszaru social media stanie się w kolejnych latach obowiązkowym elementem działań ecommerce.

  1. Nowa era płatności online

Wygoda i komfort zakupów to istotne elementy, dla których konsumenci wybierają coraz częściej zakupy online. Wpływ na łatwość procesu zakupowego ma kilka elementów, wśród których warto wspomnieć o płatnościach oraz polityce dostaw i zwrotów. Proces płatności to często element decydujący o finalizacji zakupu i tym samym, konwersji. Nierzadko koszyk zakupowy jest przecież porzucany tuż przed realizacją płatności. Stąd też na znaczeniu będzie zyskiwał rozwój płatności online, zarówno w kontekście różnorodnych możliwości realizacji transakcji, a także ich wygody, np. zakupów bez konieczności zakładania konta. Na znaczeniu zyskała integracja z płatnościami mobilnymi typu Apple Pay/Android Pay, w ramach której nie trzeba przekierowywać się na stronę banku i logować. Istotnym trendem są też płatności odroczone, zwiększające satysfakcję i bezpieczeństwo użytkowników i, co istotne, wartość koszyków. W temacie płatności warto wspomnieć także o rosnącej popularności narzędzi do automatyzacji cen i strategii dynamicznych cen. Pozwalają one na balansowanie cenami i tworzenie spersonalizowanych ofert cenowych w zależności od poziomu lojalności, zainteresowań czy zachowań konsumenckich. W efekcie nasza oferta automatycznie wyróżnia się na tle konkurencji.

  1. Bezpieczeństwo przede wszystkim

Wraz z dynamicznym rozwojem e-commerce i zwiększonym ruchem rośnie ilość cyberataków. Dość regularnie w mediach pojawiają się informacje o kolejnych, rozległych wyciekach danych klientów, jak i o związanych z nimi potężnych karach od regulatorów rynku. Stąd też bezpieczeństwo staje się jednym z głównych wyzwań dla e-handlu, a także jednym z najważniejszych obszarów inwestycji. Sprzedawcy muszą dbać o technologie, które zwiększą zaufanie użytkowników i zapewnią bezpieczną realizację procesu zakupowego. Kluczowe jest też sprostanie wyzwaniu bezpiecznego pozyskiwania, przechowywania i zarządzania danymi.

[1] https://admonkey.pl/zakupy-przez-telefon/?fbclid=IwAR35TJmr1IqpLpSk8QyedPN5EjxuiV-56veSv96mrAXwqWOln7A7RKS0w4c

[2] http://www.retailperceptions.com/2016/10/the-impact-of-augmented-reality-on-retail/

[3] https://www.coredna.com/blogs/ecommerce-trends#1

Reklama w internecie wciąż zyskuje. Jak długo potrwa ten trend?

Wyniki rynku reklamy w Polsce za III kw. br. (zbierane przez firmę Publicis Media) wykazują nieznaczne spadki w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Jedynym nośnikiem, który zyskał na zainteresowaniu reklamodawców, był Internet (wzrost o 6,3 proc.). Duże spadki zanotowały: radio (8 proc.), outdoor (24 proc.), prasa (39 proc.) oraz reklama kinowa (88 proc.). Telewizja straciła stosunkowo najmniej (spadek o 1,1 proc.) i tym samym obroniła „pozycję lidera” w wielkości wydatków reklamowych za okres od lipca do września.

Zmiana wartości rynku reklamowego w 2020

Internet z każdym rokiem zyskuje na popularności wśród reklamodawców. Do I kw. 2020 r., według danych Publicis Media, dominowały wydatki na reklamę telewizyjną, a pierwszym okresem dominacji Internetu był II kw. 2020 r. Dane Publicis Media wykazują jednak wyraźnie niższe wartości wydatków na reklamę w sieci niż dane organizacji branżowej IAB Polska. Niewykluczone zatem, że już od dłuższego czasu na reklamę w sieci wydaje się więcej niż na reklamę telewizyjną [9].

Analiza rynku reklamowego pozwala uchwycić zachodzące zmiany w obszarze mediów. Największą z nich w ostatnich dwóch dekadach jest przejście od prasy papierowej do Internetu. Za przenoszącymi się do Internetu treściami przenosi się też uwaga czytelników. Z bezpłatnych stron internetowych codziennie nowe informacje czerpie 44 proc. Polaków, natomiast z mediów społecznościowych – 42 proc. Papierowe wydania gazet są codziennym źródłem informacji dla 4 proc. Polaków [10].

Internetowa reklama to główne źródło przychodu wydawców treści w Internecie. Z ba-dania PIE wynika, że z płatnych subskrypcji serwisów informacyjnych korzysta aktualnie 11 proc. Polaków, w tym jednak duża część osób z subskrypcji służbowych lub wykupionych przez inne osoby. Szczątkowe dane, które przekazują wydawcy stron internetowych, sugerują, że odsetek osób płacących za do-stęp do treści jest niższy, co powoduje dużą zależność mediów cyfrowych od reklamodawców [11].

Otwartą kwestią pozostaje przyszłość reklamy w sieci. Tim Hwang wykazuje w wydanej niedawno książce pt. Subprime Attention Crisis, że rynek reklamy internetowej na świecie ma podobne cechy do rynku kredytów hipotecznych w USA przed 2008 r. Wzrastające obroty gigantów rynku reklamowego – Google’a i Facebooka opierają się na spekulatywnej wycenie wartości uwagi internautów, którzy stopniowo „uodparniają się” na reklamy, ucząc się je ignorować, zasłaniać i pomijać. Możliwe więc, że zamiast dalszego stabilnego wzrostu rynku reklamy w sieci, czeka nas w pewnym momencie jego globalna korekta. Wydawcy treści tym bardziej muszą być gotowi na zastąpienie przychodów z reklam innymi formami finansowania ze strony swoich odbiorców.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[9] Szerszą analizę tego zagadnienia przedstawiliśmy w „Tygodniku Gospodarczym PIE” nr 36/2020 z 10 września br. w artykule pt. Po pandemicznym trzęsieniu ziemi internet wyprzedził telewizję na rynku reklamowym.
[10] Wyniki badania CAWI na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego przeprowadzonego w dniach 7-10.12.2020 na reprezentatywnej próbie 1017 osób korzystających z in-ternetu w wieku 13-74.
[11] Jedyny polski portal, który regularnie podaje liczbą subskrybentów – wyborcza.pl wykazywała w tym roku liczbę 240 tys. osób płacących miesięczną opłatę za do-stęp do treści – źródło: https://www.fipp.com/resource/ global-digital-subscription-snapshot-april-2020/

Pakiet VAT e-commerce, czyli zmiany i nowe obowiązki dla firm w opodatkowaniu VAT w handlu

Ministerstwo Finansów z końcem października 2020 r. przedstawiło obszerny projekt zmian w ustawie o VAT, którego celem jest wdrożenie unijnych przepisów nowelizujących reguły opodatkowania wewnątrzwspólnotowej transgranicznej sprzedaży towarów i usług. Nowe prawo służyć ma uszczelnieniu systemu VAT, ale i zwiększeniu konkurencyjności europejskich firm. Jednakże, jak niemal każda nowelizacja, wiąże się z koniecznością dostosowania przez przedsiębiorców swojej działalności do nowych wymogów i procedur. Nowelizacja znosi przede wszystkim zwolnienie z VAT, jakie dotąd obowiązywało dla przesyłek spoza UE o wartości do 22 euro.

Pakiet VAT e-commerce

Zgodnie z uzasadnieniem projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu UC60) opublikowanego 29 października 2020 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji celem nowelizacji jest zrealizowanie przez Polskę obowiązku zaimplementowania do swoich ustaw podatkowych rozwiązań przewidzianych w unijnym pakiecie VAT e-commerce. Składają się na niego:

  • dyrektywa Rady (UE) 2019/1995 zmieniająca dyrektywę 2006/112/WE w odniesieniu do przepisów dotyczących sprzedaży towarów na odległość i niektórych krajowych dostaw towarów (Dz. Urz. UE L 310 z 2.12.2019, s. 1);
  • rozporządzenie wykonawcze Rady (UE) 2019/2026 zmieniające rozporządzenie wykonawcze (UE) nr 282/2011 w odniesieniu do dostaw towarów lub świadczenia usług ułatwianych przez interfejsy elektroniczne oraz specjalnych procedur dla podatników świadczących usługi na rzecz osób niebędących podatnikami, dokonujących sprzedaży towarów na odległość oraz niektóre krajowe dostawy towarów (Dz. Urz. UE L 313 z 4.12.2019, s. 1), a także:
  • dyrektywa Rady (UE) 2017/2455 zmieniająca dyrektywę 2006/112/WE i dyrektywę 2009/132/WE w odniesieniu do niektórych obowiązków wynikających z podatku od wartości dodanej w przypadku świadczenia usług i sprzedaży towarów na odległość (Dz. Urz. UE L 348 z 29.12.2017, s. 7);
  • rozporządzenie Rady (UE) 2017/2454 zmieniające rozporządzenie (UE) nr 904/2010 w sprawie współpracy administracyjnej i zwalczania oszustw w dziedzinie podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE L 348 z 29.12.2017, s. 1);
  • rozporządzenie wykonawcze Rady (UE) 2017/2459 zmieniające rozporządzenie wykonawcze (UE) nr 282/2011 ustanawiające środki wykonawcze do dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE L 348 z 29.12.2017, s. 1);
  • rozporządzenie wykonawcze (UE) 2020/194 ustanawiające szczegółowe zasady stosowania rozporządzenia Rady (UE) nr 904/2010 w odniesieniu do procedur szczególnych dla podatników, którzy świadczą usługi na rzecz osób niebędących podatnikami, prowadzą sprzedaż towarów na odległość i dokonują niektórych krajowych dostaw towarów (Dz. Urz. UE L 40 z 13.02.2020, s. 114).

Celem zmian ma być uszczelnienie wewnątrzwspólnotowego systemu VAT, ale i uproszczenie obowiązków VAT dla przedsiębiorców prowadzących głównie przez internet transgraniczną sprzedaż towarów lub usług na rzecz odbiorców końcowych, którymi są konsumenci (a więc B2C). Pakiet VAT e-commerce miał zacząć obowiązywać już od 1 stycznia 2021 r., ale z uwagi na szerzącą się pandemię koronawirusa, by w tym kryzysowym dla gospodarki okresie dać przedsiębiorcom więcej czasu na przygotowanie się na wdrożenie nowych procedur, Unia przesunęła ten termin na 1 lipca 2021 r.

Najważniejsze zmiany

Jak wyjaśnia Ministerstwo Finansów, autor projektu nowelizacji, głównymi problemami, jakie ma rozwiązać ustawa, jest poprawa ściągalności VAT i uproszczenie procedur administracyjnych związanych z poborem tego podatku od przesyłek towarów nabytych poza Unią Europejską, a także redukcja związanych z tym kosztów. Wszystko to ma wyrównać szanse europejskich, w tym polskich firm, w konkurencji z przedsiębiorcami spoza UE. Jakie są najważniejsze z proponowanych rozwiązań pakietu VAT e-commerce?

Zdefiniowanie pojęć wewnątrzwspólnotowej sprzedaży towarów na odległość (WSTO) i sprzedaży na odległość towarów importowanych z państw trzecich (SOTI)

Obecnie w ustawie o VAT funkcjonuje definicja sprzedaży wysyłkowej, odrębnie skonstruowana dla dostaw towarów dokonywanych z terytorium Polski, a odrębnie dla dostaw na jej terytorium, a w zależności od tego różnie kształtują się zasady opodatkowania tej sprzedaży. Od 1 lipca 2021 r. ww. dwie definicje zastąpić ma jedna: wewnątrzwspólnotowej sprzedaży towarów na odległość, pod którą należy rozumieć dostawę towarów wysyłanych lub transportowanych przez dostawcę lub na jego rzecz, w tym wtedy, gdy dostawca uczestniczy pośrednio w transporcie lub wysyłce towarów z terytorium państwa członkowskiego innego niż terytorium państwa członkowskiego zakończenia wysyłki lub transportu towarów do nabywcy, który jest:

  1. a) podatnikiem podatku od towarów i usług lub osobą prawną niebędącą podatnikiem podatku od towarów i usług, którzy nie mają obowiązku rozliczania wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, lub
  2. b) podatnikiem podatku od wartości dodanej lub osobą prawną niebędącą podatnikiem podatku od wartości dodanej, którzy nie mają obowiązku rozliczania wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów odpowiadającego wewnątrzwspólnotowemu nabyciu towarów, lub
  3. c) każdym innym podmiotem niebędącym podatnikiem,

przy czym dostarczane towary nie są nowymi środkami transportu ani towarami, o których mowa w art. 22 ust. 1 pkt 2 ustawy o VAT (chodzi o towary instalowane lub montowane, z próbnym uruchomieniem lub bez niego, przez dokonującego ich dostawy lub przez podmiot działający na jego rzecz).

Z kolei nowa definicja SOTI, czyli sprzedaży na odległość towarów importowanych, została skonstruowana niemal identycznie jak definicja WSTO, z tą jedynie różnicą, że należy pod nią rozumieć dostawę na terytorium UE towarów wysyłanych lub transportowanych z terytorium państwa trzeciego.

Rozszerzenie zakresu transakcji B2C, które dla celów VAT mogą zostać rozliczone za pomocą uproszczonej procedury One Stop Shop

Na mocy omawianego projektu zmian od 1 lipca 2021 r. usługi telekomunikacyjne, usługi nadawcze lub usługi świadczone drogą elektroniczną (usługi TBE), funkcjonujące w procedurze małego punktu kompleksowej obsługi MOSS – Mini One Stop Shop, zostaną objęte uproszczoną procedurą OSS – One Stop Shop.

W ramach MOSS podatnik nie jest zobowiązany dokonywać rejestracji do celów VAT w każdym państwie, w którym siedzibę bądź stałe miejsce zamieszkania ma odbiorca usługi. Nowelizacja ustawy o VAT ma system ten rozszerzyć na inne usługi, WSTO, a także na niektóre krajowe dostawy towarów, stając się tym samym jednym punktem kompleksowej obsługi – OSS.

OSS ma na celu uproszczenie obowiązków VAT nałożonych na przedsiębiorców dokonujących dostaw towarów i świadczących usługi konsumentom niebędącym podatnikami VAT na terytorium UE, poprzez umożliwienie im:

  • elektronicznej rejestracji dla celów podatku VAT w jednym państwie członkowskim;
  • deklarowania i płacenia należnego podatku VAT w ramach jednej elektronicznej kwartalnej deklaracji;
  • współpracy z administracją podatkową państwa członkowskiego siedziby działalności gospodarczej, nawet jeśli dokonywane dostawy mają charakter transgraniczny.

Z uproszczonej procedury OSS, a dokładnie IOSS – Import One Stop Shop, będą mogli korzystać również przedsiębiorcy dokonujący sprzedaży na rzecz konsumentów w UE towarów importowanych z państw trzecich w przesyłkach o rzeczywistej wartości nieprzekraczającej 150 euro.

Zwolnienie z VAT dla przesyłek do 150 euro

W związku z powyższym kolejną istotną zmianą wprowadzaną przez pakiet VAT e-commerce jest zwolnienie z VAT dla importu towarów w przesyłkach o wartości nieprzekraczającej 150 euro, jeżeli VAT będzie deklarowany i rozliczany w IOSS. Jeśli przedsiębiorca się na to nie zdecyduje, będzie mógł skorzystać z innej procedury uproszczenia dla importu towarów w przesyłkach o wartości nieprzekraczającej 150 euro. Podatek zostanie pobrany od osoby, dla której towary są przeznaczone przez osobę dokonującą zgłoszenia celnego (np. operatora pocztowego, firmę kurierską), która wpłaci ten pobrany od odbiorcy VAT organom celnym, poprzez dokonanie płatności miesięcznej.

Likwidacja zwolnienia z VAT dla przesyłek spoza UE o wartości do 22 euro

Niejako dla równowagi powyższych udogodnień w zakresie przesyłek o wartości do 150 euro nastąpi likwidacja zwolnienia z VAT dla importu towarów w przesyłkach o wartości nieprzekraczającej 22 euro, przewidzianego obecnie w art. 51 ustawy o podatku od towarów i usług. Jak tłumaczy Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu projektu ustawy, celem likwidacji tego zwolnienia jest zatarcie zakłóceń konkurencji pomiędzy dostawcami z UE i spoza niej oraz uszczelnienie systemu VAT poprzez unikanie uszczuplenia dochodów podatkowych.

Nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków

Nowe przepisy to jak zwykle nowe obowiązki dla przedsiębiorców, zobowiązanych dostosować się do unijnych wymogów implementowanych do krajowej ustawy o VAT. Niektóre z proponowanych rozwiązań będą dla firm dobrowolne, niemniej chcąc zachować konkurencyjność rynkową, i tak powinny się one co najmniej z tymi regulacjami zapoznać.

Z nowelizacji ustawy przede wszystkim wprost wynika obarczenie przedsiębiorców, podatników ułatwiających dostawy towarów przy użyciu interfejsu elektronicznego – a więc np. platformy handlowe, marketplaces, obowiązkiem poboru i zapłaty VAT, co zapewne zwiększy koszty firm związane z realizowaniem tych obowiązków. Zgodnie z projektowanym art. 109b ust. 1 ustawy o VAT podatnik ułatwiający poprzez użycie interfejsu elektronicznego (platforma handlowa, portal internetowy) dokonanie na terytorium Unii Europejskiej:

1) SOTI, innej niż dostawa na odległość towarów importowanych w przesyłkach o wartości rzeczywistej nieprzekraczającej kwoty 150 euro, lub

2) WSTO lub dostawy towarów na rzecz podmiotu niebędącego podatnikiem VAT, innych niż dostawy towarów na terytorium UE przez podatnika nieposiadającego siedziby lub stałego miejsca prowadzenia działalności na terytorium UE, lub

3) świadczenia usług na rzecz podmiotu niebędącego podatnikiem innego niż świadczenie usług, w przypadku których przyjmuje się, że podatnik uczestniczący w świadczeniu tych usług działa w imieniu własnym zgodnie z art. 9a rozporządzenia 282/2011,

jest obowiązany prowadzić ewidencję tych czynności w postaci elektronicznej, zgodnie z wymogami, o których mowa w art. 54c ust. 2 rozporządzenia 282/2011.

Kolejny krok ku pełniejszej inwigilacji

Dokonując implementacji unijnych przepisów, Ministerstwo Finansów nie omieszkało wykorzystać okazji, by poszerzyć dostęp organów skarbowych do informacji o podatnikach. W ustawie o Krajowej Administracji Skarbowej zostanie wprowadzona zmiana, zgodnie z którą w Centralnym Rejestrze Danych Podatkowych (CRDP) będą gromadzone i przetwarzane dane wynikające z udostępnianych na żądanie właściwych organów podatkowych ewidencji, o której mowa w projektowanym art. 109b ust. 1 ustawy o VAT, a także ewidencji, o których mowa w projektowanych art. 130d ust. 1, art. 134 ust. 1 i art. 138h ust. 1 ustawy o VAT.

Obowiązki RODO

W związku z planowanym wprowadzeniem w życie pakietu VAT e-commerce przedsiębiorcy muszą pamiętać, że ciążyć na nich będą obowiązki RODO (unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych), bo z obawy o wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych administrator gromadzonych danych przed rozpoczęciem ich przetwarzania powinien dokonać oceny skutków w sferze ochrony danych osobowych planowanych operacji przetwarzania.

A omawiana nowelizacja przewiduje nałożenie od 1 lipca 2021 r. m.in. na określonych operatorów interfejsów elektronicznych obowiązku udostępniania drogą elektroniczną, na żądanie organów podatkowych, ewidencji dotyczącej dokonywanych za ich pośrednictwem określonych dostaw towarów i usług na terytorium UE na rzecz podmiotów niebędących podatnikami VAT.

Ewidencja będzie zawierać informacje umożliwiające organom podatkowym sprawdzenie, czy VAT od tych transakcji został rozliczony prawidłowo, a także identyfikację podmiotów, które prowadzą sprzedaż za pośrednictwem tych interfejsów. Niemniej odpowiedzialność finansowa, i to wysoka, za niedochowanie wymogów RODO przy gromadzeniu i administrowaniu tych informacji ciążyć będzie oczywiście na przedsiębiorcach.

Zalecany audyt prawny prowadzonej działalności

Proponowana nowelizacja ma wejść w życie z dniem 1 lipca 2021 r., poza regulacjami umożliwiającymi złożenie zgłoszenia informującego o zamiarze skorzystania z procedury szczególnej OSS oraz IOSS, gdyż to przedsiębiorcy będą mogli zrobić już od 1 kwietnia 2021 r. Już dziś przedsiębiorcy powinni przygotować się do nadchodzących zmian, jako że część z nich, jak zwolnienie z VAT przesyłek do 150 euro czy możliwość realizacji obowiązków VAT w ramach procedury jednego punktu kompleksowej obsługi OSS, może się okazać dla firmy bardzo korzystna. Z drugiej strony bardzo negatywne konsekwencje może na nią sprowadzić niedopełnienie wynikających z tych zmian nowych obowiązków.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

3 kw. 2020 na rynku nieruchomości magazynowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podsumowali trzeci kwartał 2020 roku na rynku nieruchomości magazynowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rynek Europy Środkowo-Wschodniej rozwija się dynamicznie, o czym świadczy obserwowana od początku 2020 roku rekordowo wysoka aktywność najemców. W regionie tym odnotowano najwyższy wzrost popytu na powierzchnie logistyczne w skali całej Europy, który generowały głównie firmy z sektora logistycznego oraz branży e-commerce. Zakup portfela nieruchomości należących do grupy Goodman przez Gazeley był jedną z największych transakcji inwestycyjnych na rynku logistycznym w ostatniej dekadzie w tym regionie i świadczy o rosnącym znaczeniu tego sektora. Stopy kapitalizacji dla najbardziej atrakcyjnych aktywów utrzymują się na najniższym poziomie od 10 lat.

Polska: Rynek magazynowy jest obecnie najprężniej rozwijającym się sektorem nieruchomości komercyjnych w Polsce. Rok 2020 upływa pod znakiem bardzo wysokiego popytu, przy jednoczesnym spowolnieniu aktywności deweloperskiej Rekordowe wartości wolumenu transakcji najmu z 71%-owym udziałem nowych umów i ekspansji są rezultatem wielu czynników, do których należą między innymi: potrzeba utrzymywania wyższych zapasów przez firmy chcące zapewnić ciągłość dostaw czy też dalszy rozwój branży e-commerce i strategii sprzedaży wielokanałowej. Polska zyskuje na znaczeniu jako hub produkcyjny i logistyczny Europy Zachodniej. Firmy, zarówno już obecne na tym rynku, jak i planujące inwestycje w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, będą zabezpieczać dodatkową powierzchnię tak, aby przygotować się na ryzyka potencjalnych zakłóceń w łańcuchu dostaw w przyszłości.

Czechy: Popyt na powierzchnie magazynowe w Czechach zmniejszył się od początku roku o ok. 18% w porównaniu z poprzednim rokiem, przy czym w większym stopniu w regionach zdominowanych przez powierzchnie produkcyjne. Rynek napędzany jest najmocniej przez branżę e-commerce i logistykę. Jednak większość umów najmu w 2020 roku zawarły  firmy produkcyjne powiększające zajmowane powierzchnie w regionie Pilzna, gdzie odnotowano największy wzrost popytu w Czechach w ujęciu rocznym. Renegocjacje stanowiły aż połowę wolumenu transakcji w bieżącym roku i przewidujemy, że w najbliższym czasie trend ten będzie kontynuowany.

Węgry: Budapeszteński rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych rozwija się dynamicznie przy rekordowo wysokim popycie i niewystarczającej podaży nowoczesnej powierzchni, co powoduje dalszy spadek wskaźnika pustostanów. Od początku roku popyt wzrósł aż o 30% w porównaniu z i tak już jego wysokim poziomem w roku 2019. Zachęciło to kolejne firmy planujące realizację nowych inwestycji na zasadach spekulacyjnych oraz w systemie BTS do wejścia na rynek. Prognozy wskazują na utrzymanie się wskaźnika powierzchni niewynajętej na niskim poziomie oraz względnie stabilny popyt.

Rumunia: Popyt na powierzchnie logistyczne w Rumunii bije kolejne rekordy przy wzroście o 94% w ujęciu rocznym. Bukareszt jest uważany za ważny hub regionalny z uwagi na rosnącą liczbę sieci handlowych, które inwestują w duże centra dystrybucyjne w pobliżu stolicy Rumunii. Pandemia Covid-19 przyspieszyła rozwój rynku e-commerce, co spowodowało, że zarówno sklepy prowadzące sprzedaż internetową, jak i firmy dostawcze (kurierskie) poszukiwały nowych magazynów w największych ośrodkach miejskich. Według prognoz rynek ten nadal będzie rozwijać się dynamicznie, ponieważ umowy przednajmu stanowiły aż 62% popytu odnotowanego w okresie od pierwszego do trzeciego kwartału br.

Słowacja: Stały wzrost poziomu absorpcji netto świadczy o dobrej kondycji rynku magazynowego na Słowacji. Czynsze wywoławcze pozostają bez zmian w większości obiektów. Całkowite zasoby powierzchni magazynowej na Słowacji wzrosły w trzecim kwartale o 52 200 mkw. do 2 725 700 mkw., czyli powiększyły się o 2%. Całkowity popyt wyniósł 85 800 mkw., co oznacza spadek o 35% rok do roku. Największe zapotrzebowanie zgłaszały firmy poszukujące powierzchni magazynowej i dystrybucyjnej (w szczególności branża e-commerce). Przewidujemy, że zasoby powierzchni magazynowej wzrosną w kolejnych dwóch kwartałach o 113 000 mkw., co oznaczałoby ich wzrost w ujęciu rocznym o prawie 9%.

Trendy technologiczne według Cisco na rok 2021 i kolejne lata

W mijającym roku technologie przyszłości stały się naszą codziennością szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Zastanawiając się jak będzie wyglądał rok 2021, musimy brać pod uwagę, że trendy prognozowane nawet na odległą przyszłość mogą się ziścić szybciej niż nam się wydaje.

Niezliczone innowacje i inicjatywy technologiczne stanowią zapowiedź wielkich zmian w nowym roku. Pandemia COVID-19 uświadomiła nam, że gotowość na nieoczekiwane jest kluczowa. W biznesie wymaga to niezwykle odpornej, skalowalnej infrastruktury IT, zapewniającej bezpieczeństwo i elastyczność, które umożliwią organizacjom stawienie czoła wyzwaniom, ale i korzystanie z nadążających się okazji.

„Wraz z rozwojem pandemii, pracowaliśmy z naszymi klientami nie tylko nad zapewnieniem im ciągłości biznesowej, ale przede wszystkim zwinności w tych trudnych czasach. Pomagaliśmy firmom, które korzystają z rozwiązań Cisco dostarczać aplikacje i poprawiać wrażenia użytkowników, którzy z nich korzystają. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia, opracowaliśmy 6 trendów, które naszym zdaniem wyznaczą przyszłość branży nowych technologii na najbliższe lata” – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco Polska.

Trend 1: Zasypanie cyfrowej przepaści dzięki 5G i Wi-Fi 6

Dla osób, które mają to szczęście, że posiadają dostęp do sieci, w 2020 roku była ona podstawą kontaktów społecznych, zawodowej aktywności czy ekonomicznej codzienności – zakupów, organizacji spraw administracyjnych, etc. Do grupy tej zalicza się jednak zaledwie połowa światowej populacji. W krajach rozwijających się jedynie 35% osób ma dostęp do sieci, w porównaniu z 80% w krajach rozwiniętych ekonomicznie. W niemal każdym kraju różnice w dostępie do technologii miały szczególnie negatywny wpływ na mieszkańców obszarów wiejskich oraz osoby niezamożne.

Dziś dostęp do sieci stanowi jeden z fundamentów funkcjonowania społeczeństwa i ekonomii, w której uczestniczyć, uczyć się i rozwijać mogą wszyscy obywatele. Dlatego też ogromne nadzieje pokłada się w nowej generacji technologii bezprzewodowych, w tym 5G i Wi-Fi 6. Poprawią one przepustowość, szybkość i przyczynią się do zmniejszenia przestojów sieci. Zwiększą również dostęp do niej wszędzie tam, gdzie zbudowanie infrastruktury przewodowej jest zbyt kosztowne. Korzyści z tych technologii odniosą między innymi pracownicy mobilni, lekarze udzielający teleporad, przedstawiciele branży wytwórczej oraz nauczyciele i wykładowcy. Eksperci Cisco postrzegają postęp w bezprzewodowym dostępie do sieci jako sposób zasypania cyfrowej przepaści, ponieważ technologie te napędzają rozwój i innowację, z których skorzystają miliony ludzi.

Według badań PwC uzyskanie dostępu do sieci przez tych, którzy go obecnie nie mają sprawiłoby, że

do gospodarki światowej trafiłoby dodatkowe 6,7 bilionów USD, a kolejne 500 milionów ludzi wyszłoby z ubóstwa.

Trend 2: Hybrydowa przyszłość pracy

Na początku pandemii, kiedy zaczęły obowiązywać ograniczenia dotyczące kontaktów społecznych, biznes musiał dostosować się do wymogów pracy zdalnej. Jak wynika z raportu Cisco: Workforce of the Future, pracownicy pragną utrzymania wielu pozytywnych zmian, jakie niesie ze sobą nowy sposób wykonywania obowiązków. Przed lockdownem, tylko 5% uczestników badania przez większość czasu pracowała zdalnie. Obecnie aż 83% respondentów z Polski chce mieć możliwość decydowania o miejscu wykonywania obowiązków. Chcą również samodzielnie zarządzać czasem pracy, nawet gdy biura będą otwarte.

A co z osobami, ktόre nie pracują w środowisku biurowym – czyli ponad 60% populacji zatrudnionych?

W handlu detalicznym trend przeniesienia działalności z przestrzeni offline do online utrzymuje się już od jakiegoś czasu, a COVID-19 jedynie te zmiany przyspieszył. Dla osób zatrudnionych w tym sektorze może to oznaczać zmianę profilu pracy. Praca online wymaga kompetencji administracyjnych, potrzebnych do obsługi zamówień, klientów czy zarządzania stanami magazynowymi lub dostawami. Przyszłość służby zdrowia także wykracza poza zdalne konsultacje. Technologie takie jak 5G, sztuczna inteligencja czy wirtualna lub rozszerzona rzeczywistość nadal się rozwijają. Wizja operacji wykonywanych zdalnie może w końcu stać się rzeczywistością. W zakładach produkcyjnych czy przemyśle paliwowym konserwacja zapobiegawcza i predykcyjna stają się powszechnie stosowaną praktyką, gdzie część zadań może być wykonana zdalnie.

Choć tempo zachodzenia zmian w takich sektorach jak transport, przemysł czy rolnictwo nie będzie tak duże, jak przy przejściu z pracy w biurze do pracy zdalnej, to długofalowy wpływ tych zmian na ekonomię prawdopodobnie będzie znaczący.

Trend 3: Aplikacje zwiększające elastyczność i odporność biznesu

We wczesnych miesiącach pandemii wysoce nieprzewidywalne zmiany wymusiły na firmach zdolność do szybkiego przystosowywania się. Chmura była kluczowym narzędziem, które to umożliwiało. Dla wielu firm była to jedyna droga do nabycia nowych zdolności, umożliwiających wyjście naprzeciw gwałtownie zmieniającym się wymaganiom klientów i pracowników.

Dziesięć miesięcy po wybuchu pandemii, aplikacje stanowiące rdzeń biznesu są w powszechnym użyciu. Pracownicy stali się mobilni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. A obciążenia jakim poddawane są systemy IT nie mają precedensu.

Przyszłość, i to całkiem niedaleka, wymusi na zespołach IT jeszcze większą elastyczność. Korzystając z rozwiązań zapewniających wgląd w infrastrukturę IT, pozwoli im przejść od monitorowania wszystkiego, do monitorowania jedynie kluczowych danych. W miarę postępujących przemian, wgląd i automatyzacja staną się podstawą dla przyszłego wzrostu, możliwości konkurowania i odporności na wyzwania w danej branży.

Według badania „Cisco 2021 CIO and IT Decision Makers Trends Pulse”, 68 proc. CIO i decydentów IT w Polsce pragnie lepiej niż dotychczas wykorzystywać w biznesie informacje pochodzące z analizy działania aplikacji.

Trend 4: Satysfakcja klienta to za mało

Ogromny wzrost popularności inteligentnych i mobilnych urządzeń zmienił sposób w jaki żyjemy. Dziś, za pomocą aplikacji mobilnych można zrobić zakupy, wykonać przelew, uczyć się czy zadbać o swoje zdrowie. Ostatnio, stały się one kluczowym narzędziem do monitorowania kontaktów międzyludzkich co stanowiło skuteczny sposób do analizy rozprzestrzeniania się koronawirusa. Aplikacje mobilne umożliwiły również organizacjom z sektora prywatnego i publicznego nawiązywanie kontaktu z użytkownikami w sposób, który był nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Większość procesów biznesowych również działa w oparciu o aplikacje.

Najbardziej zaawansowane z nich pozwalają na nawiązanie spersonalizowanych relacji z klientem, a także umożliwiają natychmiastowe odpowiedzi na zapytania. Aby to było skuteczne, biznes musi nabyć zdolność szybkiego przekuwania ogromnej ilości informacji pochodzących z sieci w wiedzę, która będzie stanowiła podstawę dalszych działań. Dzięki temu firmy są w stanie nawiązać kontakt z klientem zanim pojawi się problem. Do tego celu niezbędne jest połączenie zaangażowania, inteligentnej personalizacji i doskonałych doświadczeń kupującego, który z czasem zacznie czuć ekscytację i stanie się lojalny wobec marki.

56 proc. CIO z Polski, którzy wzięli udział w badaniu „Cisco 2021 CIO and IT Decision Makers Trends Pulse” zgodziło się ze stwierdzeniem, że dobre doświadczenia klienta to coś więcej niż tylko jego satysfakcja – to coraz częściej przyjemność wynikająca z kontaktu z marką.

Trend 5: Cyberbezpieczeństwo bez haseł

Mobilność, praca w rozproszonym środowisku i rosnące wykorzystanie usług w chmurze umożliwiły firmom zarówno skalowalność, jak i ograniczenie kosztów. Jednak konieczność zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa w tej nowej rzeczywistości postawiła przed biznesem nowe wyzwania.

Polityka zero-trust umożliwia stawienie im czoła. Ukradzione lub utracone dane do logowania wciąż stanowią narzędzie w rękach cyberprzestępców, którzy wykorzystują masowe przejście na model pracy zdalnej. Obecnie skuteczną techniką uwierzytelniania jest weryfikacja tożsamości. Użytkownik otrzymuje dostęp do urządzania lub aplikacji na podstawie wizerunku twarzy, zapisu linii papilarnych czy obrazu tęczówki – lub w jeszcze inny sposób, który pozwala w stu procentach potwierdzić jego tożsamość, np. poprzez uwierzytelnianie dwuskładnikowe.

Dostawcy usług z zakresu bezpieczeństwa pracują nad rozwojem biometrii, która niebawem stanie się wszechobecna zarówno w biznesie, jak i wśród użytkowników prywatnych. Organizacje muszą rozpocząć przygotowania do tej zmiany. Niezbędne jest dostosowanie rozwiązań do wymogów nowych sposobów uwierzytelniania, które nie opierają się na haśle.

Jak wynika z raportu „2020 Cisco Duo Trusted Access”, 80 proc. służbowych urządzeń umożliwia logowanie za pomocą cech biometrycznych, odsetek ten wzrósł o 12 proc. w ciągu 5 lat.

Trend 6: Nowe modele konsumpcji technologii

Organizacje przez długi czas inwestowały w uniwersalne rozwiązania technologiczne. W praktyce oznaczało to potrzebę płacenia za funkcje, z których nigdy nie skorzystają. Model software as a service umożliwia organizacjom zakup tylko tych elementów usługi, na których najbardziej im zależy i rozbudowę zakresu świadczeń wraz z rozwojem firmy.

Zmiany w modelu konsumpcji usług IT będą postępować, w szczególności biorąc pod uwagę fakt, że coraz więcej z nich jest dostępne za pośrednictwem aplikacji działających w oparciu o infrastrukturę firmową lub chmurę. Elastyczność i możliwość redukcji kosztów dzięki opłatom tylko za wykorzystane usługi sprawiają, że powrót do starych modeli rozliczeń wydaje się być niemożliwy.

Ponad 81 proc. polskich CIO uczestniczących w badaniu Cisco zgodziła się ze stwierdzeniem, że możliwość przewidywania jaka będzie skala wydatków IT i zarządzenie nimi, dzięki chmurze i elastycznym modelom konsumpcyjnym, jest ważna dla ich biznesu (a dla 40 proc. bardzo ważna).

Rynek pracy w czasie pandemii – najnowszy raport Banku Pekao S.A.

Część zastosowanych podczas pandemii COVID-19 instrumentów ochrony rynku pracy może na stałe wejść do zestawu narzędzi polityki gospodarczej – wynika z raportu przygotowanego przez analityków Banku Pekao S.A. Jak twierdzą eksperci, w kolejnych latach możemy być świadkami mniejszej zmienności liczby pracujących oraz stopy bezrobocia przy szerszym dostosowaniu sytuacji fiskalnej.

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 wymusiła nakładanie obostrzeń epidemicznych, które okresowo silnie ograniczały aktywność ekonomiczną i popyt na pracę. Najnowszy raport Banku Pekao pt. „Mogło być gorzej… czyli rynek pracy w czasie pandemii. Porównania międzynarodowe i wnioski na przyszłość” przedstawia analizę sytuacji związanej z rynkiem pracy w 2020 r. dla wybranych krajów m.in. Polski, Francji, Hiszpanii, Niemiec czy Stanów Zjednoczonych.

Analitycy w raporcie określają rok 2020 jako „bezprecedensowy”. Przebieg cyklu koniunkturalnego był wyjątkowy pod względem charakterystyki, przyczyn i reakcji polityki pieniężnej. W ciągu dwóch miesięcy obserwatorzy życia gospodarczego musieli przejść od rozważań na temat spodziewanej poprawy sytuacji w światowej gospodarce do prognozowania najgłębszego załamania aktywności ekonomicznej od II wojny światowej.

Gospodarki rozwinięte najprawdopodobniej skurczą się w tym roku o 7,5%, a odbicie w 2021 r. będzie niepełne. Ostatnie prognozy wskazują na wzrost jedynie o 4,8%. Poziom aktywności gospodarczej sprzed pandemii będzie osiągnięty, w zależności od gospodarki, od połowy 2021 roku w Polsce i wyraźnie nawet później na południu strefy euro. Innymi słowy, wywołane przez pandemię i walkę z nią skutki, zostaną z nami na dłużej – ocenia Ernest Pytlarczyk, Główny Ekonomista Banku Pekao S.A.

Odpowiedzią na kryzys ze strony polityki gospodarczej było wdrożenie niespotykanych do tej pory, co do skali i zakresu, programów pomocy publicznej. Szczególną rolę odgrywały instrumenty nakierowane na ochronę rynku pracy. Do popularnych instrumentów należały dopłaty do wynagrodzeń oraz dopłaty do skróconego czasu pracy, które miały ochronić zagrożone etaty. Doświadczenia roku 2020 wskazują, że wiele z zastosowanych mechanizmów okazało się skutecznych, niejako „zamrażając” rynek pracy w okresach największego spadku aktywności. W efekcie udało się uniknąć masowych zwolnień i lawinowego wzrostu liczby bezrobotnych.

Rok 2020 niesie także za sobą pewną naukę dotyczącą prognozowania rynku pracy. „Apokaliptyczne scenariusze” dla rynku pracy, w świetle dwucyfrowych spadków PKB, nie spełniły się. W państwach stosujących na dużą skalę wsparcie dla rynku pracy, skala wzrostów bezrobocia była niewielka i znacznie mniejsza niż w poprzednich historycznych epizodach dekoniunktury.

Raport Banku Pekao S.A. można pobrać na stronie: https://media.pekao.com.pl/file/attachment/1799143/f0/raport_specjalny_rynek_pracy_w_czasie_pandemii.pdf .

Index MiU: Pandemia wpływa na zdolność do konkurowania firm

  • Siemens Financial Services w Polsce publikuje nowy na krajowym rynku Index MiU – wskaźnik, który pokazuje zdolność do konkurowania firm z sektora przemysłowego w wybranych branżach, w oparciu o inwestycje w park maszyn i urządzeń.
  • Jak wynika z dwóch pomiarów wykonanych w 2020 r. – pierwszego chwilę przed pandemią i  drugiego, po sześciu miesiącach jej trwania – obecna sytuacja wpływa na to, jak przedsiębiorstwa postrzegają swoją kondycję do konkurowania. Główny Index MiU wynosi w drugim odczycie 43,91 pkt (w skali od 0 do 100).
  • Wartość sub-indeksu dla branży przetwórstwa tworzyw sztucznych wzrosła w tym czasie do 52,28 pkt. Zmiany odnotowano także w branży spożywczej (tu sub-indeks nieznacznie obniżył się do 48,76 pkt). O niższej zdolności do konkurowania informuje odczyt dla firm z branży poligraficznej (33,05 pkt) i obróbki metali (41,57 pkt).

Index MiU to pierwsze na rynku, tak szczegółowe badanie obejmujące branże: spożywczą, poligraficzną, przetwórstwa tworzyw sztucznych i obróbki metali. Istotą indeksu jest dostarczanie rzetelnej informacji o tym, w jakiej „kondycji do konkurowania” są wymienione branże.

Pierwsze badanie producentów inwestujących w maszyny i urządzenia zrealizowano w marcu 2020 r. w przeddzień pandemii, a kolejne – po 6 miesiącach, we wrześniu. Prezentowane wyniki badania pokazują zatem, jak zmieniła się ocena „kondycji do konkurowania” w tym czasie. Sytuacja różni się w zależności od branży.

Główny Index MiU wynosi obecnie 43,91 pkt i w porównaniu do odczytu z marca 2020 roku obniżył się nieznacznie, bo o 5,93 pkt. Uzyskany wynik należy interpretować jako umiarkowanie niską zdolność badanych branż do konkurowania obecnie i w perspektywie kolejnego roku.

Umiarkowanie niska zdolność do konkurowania przejawiać się będzie ograniczonymi możliwościami ekspansji tych branż na nowe rynki w najbliższych miesiącach. Wynika to z faktu, że mniej firm informuje o wzrostach nakładów na odnowienia parku maszyn i urządzeń, a także o ich wzrostach na automatyzację.

 W erze gospodarek transformujących się permanentnie, szerzej niż kiedyś definiowana jest „zdolność do konkurowania”. Do tej pory konkurowało się przede wszystkim jakością, marką, ceną oraz długoletnimi przygotowaniami do zmian. Dziś konkurowanie to także elastyczność i tempo odpowiedzi na oczekiwania klienta. Przyszłość to konkurowanie technologią. Do tego prowadzi automatyzacja, digitalizacja, nowoczesny park maszyn i urządzeń oraz dostęp do technologii i elastycznego finansowania  –– mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Dlatego chcemy dostarczać rynkowi użyteczny wskaźnik, który pokazuje w jakim tempie i kierunku zmienia się zdolność do konkurowania w badanych branżach. Ten aspekt może pomóc firmom w analizowaniu sytuacji oraz podejmowaniu działań dotyczących ich konkurencyjności – dodaje.

indeks główny
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r. N = 400 firm produkcyjnych (MŚP z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych).

Branża przetwórstwa tworzyw sztucznych z wyższym wynikiem sub-indeksu

Najlepszą kondycję do podejmowania konkurencyjnych działań wykazuje aktualnie branża przetwórstwa tworzyw sztucznych. Poziom sub-indeksu wyniósł dla niej  52,28 pkt (wzrost o 6,49 pkt w relacji do pomiaru marcowego).

subineks
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 100 firm produkcyjnych z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych (MŚP).

Według przyjętej metodologii, oznacza to poprawę zdolności do konkurowania firm przetwarzających tworzywa sztuczne. Ponadto, w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się wzrostu ekspansji przedsiębiorstw z tej branży na nowe rynki, a także niższego ryzyka dla współpracujących z nimi firm. Na wzrost sub-indeksu największy wpływ miały przede wszystkim zmiany w obszarze odnowień parku maszyn i urządzeń, który jest jedną z ważnych składowych konstrukcji wskaźnika – mówi Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services w Polsce.

Wrześniowy odczyt sub-indeksu dla branży spożywczej obniżył się nieznacznie, bo z 50,29 do 48,76 pkt. W przypadku tej branży, wpływ na niższy wynik miało przede wszystkim przyhamowanie inwestycji w obszar automatyzacji, natomiast większość producentów utrzymała tempo odnowień parku MiU i na stabilnym poziomie kształtuje się u nich częstotliwość z jaką inwestowali w odnowienia.

Większość firm spożywczych utrzymała wcześniej wypracowaną zdolność do ekspansji, dzięki czemu odnotowano minimalny spadek konkurencyjności przetwórców, w porównaniu do poprzedniego pomiaru.

Poligrafia i obróbka metali ze spadkiem sub-indeksu

subineks metali
wrzesień 2020 r.
N = 100 firm produkcyjnych z branży obróbki metali (MŚP).

O niższej zdolności do konkurowania informuje odczyt dla branży poligraficznej. W aktualnym pomiarze sub-indeks dla niej wynosi 33,05 pkt (spadek o 15,15 pkt). Oznacza to, że przedsiębiorstwa poligraficzne prawdopodobnie będą skupiać się teraz i w najbliższej przyszłości przede wszystkim na utrzymywaniu obecnych parków maszyn i urządzeń, a także mniej inwestować w nowe moce wytwórcze.

Poziom zdolności do konkurowania spadł również w branży obróbki metali, dla której sub-indeks wynosi 41,57 pkt wobec 55,08 pkt w odczycie marcowym. Obecny wynik wskazuje, że w kolejnych miesiącach można spodziewać się mniejszej aktywności w zakresie ekspansji, szczególnie eksportowej, firm z tej branży. Największe zmiany odnotowano w skali nakładów firm na odnowienia parków maszynowych. Wyraźne są tu spadki sprzedaży krajowej i eksportu, co ma wpływ na osłabienie kondycji do konkurowania tej branży.

Spadki sprzedaży i eksportu w większości branż

Pandemia wpłynęła na wszystkie badane branże również pod względem sprzedażowym. Niższe wyniki na rynku krajowym odnotowało ponad 44 proc. przedsiębiorstw, podczas gdy 33 proc. firm utrzymało je na tym samym poziomie, a jedynie 16 proc. z nich zwiększyło sprzedaż. Przedsiębiorcy liczą jednak na wzrosty w przyszłości. Co czwarta firma spodziewa się większej sprzedaży krajowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, z kolei niższej co piąta.

Nieco lepiej jest w eksporcie. Blisko 20 proc. firm podaje, że – pomimo pandemii – zwiększyło sprzedaż zagraniczną między marcem a wrześniem. W tym samym czasie ponad 38 proc. producentów zanotowało spadki w tym obszarze. Wzrostów w 2021 r. spodziewa się 35,5 proc., a spadków jedynie 14 proc. ankietowanych.

Część firm automatyzuje i odnawia parki MiU mimo pandemii

Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, blisko co czwarte przedsiębiorstwo zwiększyło nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń, mimo trudnych okoliczności gospodarczych spowodowanych pandemią. W dwóch trzecich firm inwestycje utrzymano na tym samym poziomie. O spadkach informuje zaledwie 7 proc. Co ważne, 17 proc. podmiotów zwiększyło częstotliwość samych odnowień MiU, a 19,5 proc. podniosło także poziom automatyzacji produkcji.

automatyzacja
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 400 firm produkcyjnych (MŚP z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych).

Część firm planuje inwestować również w kolejnych miesiącach. Wyższe nakłady na park maszyn i urządzeń chce przeznaczyć blisko 32 proc. badanych, a zwiększyć automatyzację procesów produkcji ponad 28 proc.

– Ostatnie miesiące wpłynęły na zmianę podejścia przedsiębiorstw do inwestycji w maszyny i urządzenia. Firmy coraz rzadziej chcą kupować używany sprzęt. Znacznie więcej przedsiębiorców w przyszłości planuje inwestować przede wszystkim w nowe technologicznie maszyny, co pozwoli im budować konkurencyjność na rynku i dostosowywać się do nagłych zmian Grzegorz Jarzębski, Szef Sprzedaży Siemens Financial Services w Polsce.

inwestycje w urządzenia
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 102 firm produkcyjnych, które planują inwestycje w ciągu najbliższych 12 miesięcy (MŚP z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych).

Dywersyfikacja źródeł finansowania sprzyja budowaniu konkurencyjności

Przedsiębiorstwa z badanych branż finansują inwestycje w maszyny i urządzenia z różnych źródeł. Wyłącznie z wypracowanych zysków korzysta 45,1 proc. Z kolei ponad 42 proc. firm dywersyfikuje źródła finansowania – część pochodzi ze środków własnych, a część to kapitał zewnętrzny. W całości ze środków zewnętrznych korzysta 12,6 proc. ankietowanych.

źródła finansowania
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 357 firm produkcyjnych (MŚP z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych)

W przypadku zewnętrznego kapitału przedsiębiorcy najczęściej sięgają po leasing. Do sfinansowania całości lub części parku maszyn i urządzeń, korzysta z niego łącznie 38,3 proc. Analogicznie 15,9 proc. wykorzystuje dotacje, a 14,8 proc. kredyty.

Jak wynika z badania Simens Financial Services w Polsce, szczególnie istotna w budowaniu konkurencyjności jest dywersyfikacja źródeł finansowania. Przedsiębiorstwa, które różnicują źródła finansowania częściej podają, że odnawiają park maszyn i urządzeń oraz zwiększają automatyzację. Planują również większe inwestycje w przyszłości w tych obszarach. Lepiej także oceniają swoje przygotowanie do konkurowania. Potwierdzają to wyniki zarówno przed, jak i w trakcie trwania pandemii.

– Inwestycje w nowe technologie pomagają w budowaniu konkurencyjności, elastyczności oraz odporności na zmiany rynkowe. Dlatego w tej wymagającej sytuacji dla przedsiębiorców tak ważny staje się dostęp do finansowania zewnętrznego, umożliwiającego realizację planów inwestycyjnych. Finansowania dostarczanego przez partnera, rozumiejącego technologię, specyfikę danej branży i posiadającego niezbędne doświadczenie – podsumowuje Tomasz Kukulski.

 

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o  zdolności do konkurowania producenta.  Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 400 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2020 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski,  posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę  standaryzowanych wywiadów telefonicznych  (CATI).

Badanie PayPal: Ponad 60 proc. Polaków robi zakupy online, aby poprawić sobie humor

Dla 57 proc. badanych Polaków kupowanie online zastąpiło chodzenie do galerii handlowych jako formę rozrywki, a ponad 30 proc. uważa czekanie na dostawę za bardziej ekscytujące niż samo korzystanie z zakupionego produktu. Z kolei 65 proc. respondentów wybrało zakupy w sieci, aby zachować bezpieczeństwo podczas pandemii.Ponad 60 proc. Polaków robi zakupy online, aby poprawić sobie humor

Rok 2020 zostanie zapamiętany jako czas, gdy większość naszych codziennych aktywności przenieśliśmy do sfery cyfrowej. Pracę w biurze zamieniliśmy na home office, zajęcia z pilatesu na treningi online, a zakupy spożywcze na zakupy w internecie. W momencie, gdy globalny rynek handlu online osiąga kolejne rekordowe wyniki sprzedaży, a za rogiem już czeka świąteczna gorączka zakupów, PayPal przedstawia wyniki badania przeprowadzonego we współpracy z SW Research. Rozmowy z ponad tysiącem Polaków i Polek odkrywają zaskakujące emocjonalne aspekty kupowania w sieci po wybuchu pandemii COVID-19.

Jak wynika z badania PayPal, zakupy online w 2020 roku miały przede wszystkim wymiar terapeutyczny. Co ciekawe, dla wielu kupujących bardziej atrakcyjne od celu, czyli zakupionego produktu czy usługi, był sam proces zakupowy – zwłaszcza moment zatwierdzenia zamówienia czy czas oczekiwania na paczkę:

  • Niemal 40 proc. badanych stwierdziło, że zakupy stanowią dla nich rodzaj nagrody za zły dzień w pracy czy w domu;
  • Dla 2/3 badanych moment potwierdzenia zamówienia jest bardziej ekscytujący niż cały proces zakupowy, ponieważ zwiększa to ich poczucie sprawczości;
  • 40 proc. biorących udział w badaniu respondentów sądzi, że czas oczekiwania na dostarczenie paczki jest dla nich bardziej atrakcyjny i wywołuje więcej emocji niż korzystanie z zamówionego produktu;
  • Połowa respondentów deklaruje, że możliwość wypełnienia koszyka zakupowego sprawia, że czują kontrolę nad swoimi finansami;
  • Dla 1 na 5 badanych samo dodawanie produktów i usług do koszyka jest przyjemne, nawet jeśli nie planują niczego kupować.

Sezonowe rabaty i wyprzedaże online również żywo interesują Polaków i wywołują u nich ciekawe reakcje:

  • 53 proc. badanych przyznaje, że mogą kupić produkt, którym nie byli zainteresowani, tylko ze względu na sam fakt, że pojawił się on na wyprzedaży;
  • 77 proc. respondentów stwierdziło, że dzięki kupowaniu przecenionych towarów czują się odpowiedzialni finansowo.

– Internet nigdy wcześniej nie odgrywał tak znaczącej roli w kształtowaniu zachowań ludzi na całym świecie. Zależało nam na tym, aby przeanalizować kształtujące się na nowo nawyki konsumenckie, szczególnie to, w jaki sposób Polacy i Polki zachowują się i reagują podczas całego procesu kupowania w sieci – mówi Efi Dahan, dyrektor generalny PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej i Izraelu i dodaje: Wyniki potwierdzają, że cała koncepcja konsumpcji została zredefiniowana – samo „kupowanie” przestało być jedynie prostą codzienną czynnością, a stało się przeżyciem. Konsumenci oczekują dziś bowiem tak emocjonalnego doświadczenia w trakcie dokonywania zakupów, jak i prostego dotarcia do celu.

W zgodzie z duchem czasów, w których obecnie żyjemy, jedną z głównych potrzeb w trakcie zakupów jest poczucie bezpieczeństwa. 65 proc. respondentów stwierdziło, że czują się bezpieczniej robiąc zakupy w sieci, zamiast stresować się koniecznością zachowania dystansu społecznego w sklepie stacjonarnym.

Bezpieczeństwo zakupów było zawsze podstawową wartością dla PayPal i tym co nas wyróżniało na rynku, a także kluczową motywacją do korzystania z usług PayPal zarówno dla polskich konsumentów, jak i sprzedawców – podsumowuje Efi Dahan, dyrektor generalny PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej i Izraelu. W 2020 roku zmieniło się pojęcie bezpieczeństwa, które dla nas wyszło poza program Ochrony Kupujących, zwłaszcza w związku z przejściem Polaków do kupowania online jako sposobu na utrzymanie dystansu społecznego oraz uniknięcia tłumów – dodaje.

Postulaty branży fitness i ocena ich racjonalności – stanowisko Instytutu Staszica

Poszczególne branże polskiej gospodarki, dotknięte drugą falą pandemii, oczekują szybkich i racjonalnych decyzji w dwóch obszarach. Pierwszy – to przyjęcie jasnych, uzasadnionych badaniami i twardymi danymi kryteriów ograniczania działalności firm oraz ich znoszenia. Drugi obszar to działania rekompensujące straty, bądź to w postaci dostępu do środków finansowych, bądź w postaci różnego rodzaju ulg i zwolnień. Rzecz jasna, w głównej mierze decydenci powinni zająć się tymi branżami, w których dominują firmy o polskim kapitale – ich zysk nie jest bowiem transferowany za granicę. Przykładem takiego segmentu rynku, w opinii ekspertów Instytutu Staszica wymagającego wdrożenia pilnych rozwiązań, jest branża fitness.

Struktura branży

Z danych przedstawionych przez Federację Pracodawców Fitness[1] wynika, że w kraju funkcjonuje ok. 10 tysięcy obiektów sportowo-rekreacyjnych, z czego jedna trzecia przypada na kluby fitness. Kluby te zatrudniają, wedle różnych szacunków, od ok. 50 tys. do nawet 150 tys. osób, przy czym zatrudnienie na podstawie umów o pracę nie jest formą dominującą. Wynika to m.in. ze specyfiki pracy trenerów.

Przed pierwszą falą pandemii szacowano, że członkostwo w klubach fitness miało wykupionych ok. 3 mln Polaków[2]. Wskutek zamknięcia obiektów i ograniczeń wdrożonych przez pracodawców liczba ta latem / jesienią br. spadła o około 1 mln. W oczywisty sposób przełożyło się to na problemy dla branży, pogłębione jeszcze przez faktyczne zamknięcie klubów w październiku br.

Rynek klubów fitness jest rozdrobniony: do dużych graczy rynkowych (czyli posiadających co najmniej 4 kluby) należy 13% rynku. Dla porównania, we Francji duzi mają 35-proc. udział w rynku. W Polsce 16% korzysta w obiektów sieciowych, podczas gdy we Francji 42%. Te liczby są jeszcze wyższe w krajach skandynawskich. Co istotne, większość podmiotów na rynku (zarówno małych, jak i dużych) to firmy z polskim kapitałem. Polska branża fitness jest odporna na próby komasowania klubów przez międzynarodowe korporacje, co jest postępującym zjawiskiem w większości państw UE. Problemy, spowodowane przez kryzys roku 2020 i niepewność co do rozwoju sytuacji w roku przyszłym, są poważnym zagrożeniem dla utrzymania dominacji polskich firm w sektorze. A dodać należy do tego wprowadzanie cięć przez firmy odczuwające skutki kryzysu (m.in. na finansowanie zajęć sportowych dla pracowników) i oszczędności w budżetach domowych.

Żeby zrozumieć skalę zagrożenia, trzeba odwołać się do struktury kosztów w branży. 70% kosztów operacyjnych w klubach fitness stanowią koszty stałe: wynajmu powierzchni (w zależności od klubu, 30-50% kosztów operacyjnych), leasingu sprzętu i jego konserwacji (ok. 5%), umów z pracownikami (ok. 30%). Koszty te muszą być ponoszone niezależnie od tego, ile osób uczęszcza do klubów i czy w ogóle są one czynne. Wg przedstawicieli branży tegoroczne straty wywołane pandemią mogą wynieść (w zależności od scenariusza) 2,2-3 mld zł.

Od około 2 miesięcy znakomita większość klubów ponosi wyłącznie koszty, nie wiedząc, kiedy będzie mogła wznowić działalność choćby w ograniczonym zakresie. Właściciele klubów nie wiedzą również, czy i w jakim zakresie będą mogli liczyć na wsparcie publiczne.

Postulaty branży fitness i ocena ich racjonalności

Przedstawiciele branży, zrzeszeni w organizacjach pracodawców, formułują następujące postulaty, których pilna realizacja jest w ich ocenie warunkiem przetrwania sektora i zachowania jego polskiego charakteru:

  • Wprowadzenie regulacji, które zagwarantują solidarne podejście najemców i wynajmujących do kwestii wzajemnych rozliczeń. Jeszcze wiosną, w związku z pierwszą falą COVID-19, przedstawiciele branży fitness proponowali 8-proc. poziom wspólnych rozliczeń, liczony od przychodu jako od całkowitej opłaty ponoszonej przez najemców na rzecz wynajmujących. Ten próg miałby obowiązywać do chwili osiągnięcia poziomu 90% przychodów z 2019 r.
  • Uwzględnienie specyfiki zatrudnienia w branży, w której zatrudnienie na podstawie umów o pracę nie jest formą dominującą. Jak wspomniano, ma to związek ze specyfiką pracy trenerów i ich planami rozwoju zawodowego (nie chcą się wiązać na stałe z jednym podmiotem, budują swoją osobistą markę). Tymczasem wsparcie w ramach kolejnych odsłon tzw. tarczy antycovidowej pomija samozatrudnienie i kierowane jest w zasadzie do przedsiębiorstw zatrudniających pracowników na etacie i związane z wymogiem zachowania poziomu zatrudnienia. Dlatego podmioty z branży fitness mają bardzo ograniczone szanse na otrzymanie wsparcia.
  • Przygotowanie – w drodze dialogu pracodawców i decydentów – jasnych, klarownych reguł wprowadzania ograniczeń w funkcjonowaniu klubów i ich znoszenia, z jak najszybszym otwarciem klubów przy zachowaniu reżimu sanitarnego. Branża powołuje się na badania z Wielkiej Brytanii[3] i Norwegii[4] wskazujące, że kluby fitness odpowiadają za niewielki odsetek zakażeń. Z kolei na Wyspach od grudnia kluby zostały ponownie otwarte i zaliczone do tzw. niezbędnej infrastruktury ze względu na zdrowie mieszkańców[5].
  • Rekompensata pewnej części utraconych w okresie pandemii przychodów.
  • Zwiększenie współpracy instytucji państwowych z sektorem prywatnym w zakresie profilaktyki zdrowotnej i promocji aktywności fizycznej[6].

W ocenie ekspertów Instytutu Staszica powyższe postulaty powinny stać się przedmiotem jak najszybszego efektywnego dialogu z rządem. Oczywiście, należy je traktować jako punkt wyjścia, a wypracowane w drodze porozumienia rozwiązanie musi uwzględniać trzy elementy:

  • Zabezpieczenie polskiej branży fitness przed przejęciem przez międzynarodowe korporacje;
  • Możliwości budżetu państwa w zakresie rekompensat;
  • Specyfikę zatrudnienia w sektorze (przewaga form innych, niż umowa o pracę);
  • Rozwiązania, z których mogą korzystać inne sektory – tak, by branża fitness nie była ani dyskryminowana, ani traktowana preferencyjnie w zakresie wprowadzanych rozwiązań.

Wydaje się zasadne skorzystanie również z tak ważnego forum dyskusji, jakim jest Rada Dialogu Społecznego, do której decydenci odwołują się w ocenie IS zbyt rzadko.

Ponieważ każdy tydzień zwłoki to kolejne policzalne straty i pogłębienie trudnej sytuacji firm i osób związanych z branżą, Instytut Staszica rekomenduje jak najszybsze podjęcie konstruktywnych rozmów między przedstawicielami rządu a organizacjami branżowymi i reprezentantami największych polskich firm z omawianego sektora.

[1] Raport „Klub nieczynny do odwołania”, Federacja Pracodawców Fitness, kwiecień 2020; link do strony: http://www.federacjapracodawcowfitness.pl/#raport

[2] Raport „The European Health & Fitness Market 2020”, Deloitte i EuropeActive, 2020; link do strony: https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/press-releases/articles/fitness-rynek-czeka-reorganizacja.html

[3] UK ACTIVE, https://www.ukactive.com/news/fitness-and-leisure-sector-reports-covid-rate-of-0-34-per-100000-visits-since-reopening-in-england/

[4] A Randomised Trial of Covid-19 Transmission in Training Facilities, Uniwersytet Oslo; https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.06.24.20138768v3

[5] COVID-19 Winter Plan, Wielka Brytania, strona rządowa: https://www.gov.uk/government/publications/covid-19-winter-plan

[6] Raport „Ocena korzyści społecznych i n w e s t y c j i   w   s p o r t   w   o d n i e s i e n i u  do ponoszonych kosztów”, Instytut Badań Strukturalnych dla MSiT, 2016, źródło: https://ibs.org.pl/news/jesli-co-drugi-nieaktywny-polak-zaczalby-cwiczyc/

Michał Lubina: „Nowy Jedwabny Szlak to wyjątkowo świetny chiński PR”

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: W oczach wielu komentatorów Chiny są uznawane już za mocarstwo. Czy według pana Chiny faktycznie zasługują na taki tytuł?

Dr hab. Michał Lubina: Na pewno Chiny są mocarstwem, do dyskusji jest jakiego przymiotnika użyjemy. Bez wątpienia są mocarstwem z ambicjami globalnymi i bez wątpienia są mocarstwem azjatyckim. Nie są jednak supermocarstwem, są wciąż wyraźnie słabsze niż USA, choć skracają dystans. Jednak dziś jeszcze nie ma układu bipolarnego, w którym Chiny stanowiłyby równorzędnego rywala do USA, mimo iż sytuacja międzynarodowa w tę stronę zmierza. Wciąż jednak jest inaczej niż w czasach zimnej wojny, gdyż wtedy były dwa równoległe, oddzielne od siebie światy. Dzisiaj jest odmiennie, chociażby z tego powodu, że Chiny jednocześnie są i nie są częścią systemu świata zachodniego. Są, ponieważ korzystają z globalizacji, wolnego rynku, a nie są, ponieważ ograniczają dostęp do swojego rynku podmiotom zewnętrznym. Widać to na przykładzie chociażby cyfrowym (wielki mur cyfrowy).

Jednocześnie są dla USA poważnym konkurentem, gdyż potencjał gospodarczy Chin jest znacznie większy niż wszystkich rywali USA w historii, i dlatego Stany, zorientowawszy się, trochę nie w porę, iż Chiny nie akceptują amerykańskiego prymatu i rozsadzają system od środka, zaczęły w ostatnich latach prowadzić politykę powstrzymywania Chin.

M.M.: Jaką politykę prowadzą Chiny wobec swoich sąsiadów?

M.L.: Historycznie Chiny mają problem ze zrozumieniem sąsiadów, ponieważ przed epoką kolonialną, będąc najsilniejszym państwem w Azji, nigdy nie traktowały sąsiadów równoprawnie. Uznawały ich albo za podporządkowanych, albo za obojętnych. Po części było to zrozumiałe, historyczna rola Chin w tej części świata była ogromna. Państwo Środka – ta nazwa mówi wszystko – wytworzyło taką kulturę i cywilizację, jaką było Cesarstwo Rzymskie dla Europy. Znaczna część kultur państw Azji Wschodniej jest pod znacznym wpływem chińskiej kultury. Chińczycy mają tego świadomość, chętnie to innym uzmysławiają, często przesadzając jednak z tym wpływem: był on znaczny, ale nie wszechogarniający.

Przechodząc do przeglądu sąsiadów, zacznijmy od jedynego formalnego sojusznika Chin, jakim jest Korea Północna. Chiny podpisały z nią traktat obronny w 1961 r. i po czasie pożałowały. Od ostatnich kilku dekad Chińczycy starają się nie wiązać traktatowymi zobowiązaniami, bo to odbiera państwu elastyczność działania i możliwość wyboru. A Koreańczycy dodatkowo są nieobliczalni i niesterowalni – w ogóle nie słuchają się Pekinu, rozwijają program nuklearny, dokonują prób jądrowych i rakietowych wbrew chińskim sugestiom. To też w wyraźny sposób podkopuje chiński autorytet nie tylko w Azji ale i w świecie. Z drugiej strony, Korea Północna jest buforem strzegącym dostępu do Chin i środkiem skupiającym uwagę Zachodu, co dla Pekinu jest w pewnym sensie korzystne. Za fasadą dobrych relacji kryją się jednak wzajemna nieufność i obawa. Jedyny formalny sojusznik nie jest więc przyjacielem Chin, raczej irytującym, nieobliczalnym, niekontrolowalnym wasalem. Paradoksalnie istotniejsze, przynajmniej gospodarczo, są relacje z Koreą Południową, która jest obecnie drugim, po Japonii, największym partnerem handlowym Chin w Azji. Dodatkowo Korea Południowa jest ważna ze względu na dostęp do nowoczesnych technologii. Z drugiej strony, na terytorium Korei Płd. znajdują się amerykańskie bazy i instalacje wojskowe, co bardzo irytuje Chińczyków. Korei Południowej, mimo jej silnych związków gospodarczych i kulturowych z Chinami, Pekin również nie zalicza do grona swoich sprzymierzeńców.

Sąsiadem, z którym Chiny mają najlepsze stosunki, jest Pakistan. Chiny traktują Pakistan jako strategicznego partnera w wymiarze gospodarczym, dodatkowo jest jednym z głównych odbiorców chińskiej zbrojeniówki. Jednak rdzeniem „strategicznego partnerstwa” Pekinu i Islamabadu jest w pewnym sensie „antyrelacja” z Indiami, z którymi oba te państwa mają złe relacje. Opierają się w pewnym sensie na starożytnej maksymie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Dobre relacje z Pakistanem pomagają Chinom w wyjściu na Ocean Indyjski oraz w zabezpieczeniu wrażliwych granic południowych Xinjiangu.

Drugie państwo, z którym Chiny mają dobre relacje, to Laos. Jest to jednak mały, górski kraj, niemal w pełni uzależniony od Chin ekonomicznie (podobnie jest z trochę mniej zdominowanym Nepalem). Na trzecim miejscu pod względem dobrosąsiedzkich relacji jest Birma, dużo bardziej niezależna niż Laos. Relacje chińsko-birmańskie mają silne podstawy gospodarcze: duża wymiana handlowa, współpraca surowcowa (ropociąg, gazociąg), powstające chińska specjalna strefa ekonomiczna i projekty infrastrukturalne. Birma jest też znana w Chinach jako ważny eksporter kamieni szlachetnych. Jednak Birmańczycy obawiają się zdominowania przez Chiny, więc starają się równoważyć relacje poprzez wzmożone kontakty z Japonią czy Koreą, przy jednoczesnym utrzymywaniu dobrych relacji z Pekinem. Na razie im to wychodzi.

Kolejnymi ważnymi partnerami, głównie ze względu na projekty tranzytowe i surowcowe, są państwa Azji Centralnej. Tu najlepsze relacje Chiny mają z Kazachstanem, niezłe z Kirgistanem i Tadżykistanem (choć te dwa wyraźnie się Chin obawiają). Takie sobie mają za to Chiny relacje z nieufną wobec nich Mongolią.

Po drugiej stronie barykady są Japonia i Indie. Japonia to najważniejszy partner handlowy Chin w Azji, a jednocześnie ich główny azjatycki przeciwnik. Nad Jangcy pamięta się ogromne, i w większości nierozliczone, krzywdy wyrządzone Chinom w czasie drugiej wojny światowej. Nie ma dla Chińczyków innego państwa na świecie, do którego żywiono by większą urazę niż do Japonii, co tłumaczy silną chęć rewanżyzmu wobec Tokio, będącego jeszcze, co gorsza, najważniejszym sojusznikiem USA w regionie. Dlatego relacje z Japonią są najtrudniejsze spośród sąsiadów Chin.

Drugimi, najbardziej problematycznymi, są relacje z Indiami. Jednak Chiny nie czują aż takich resentymentów wobec Indii jak wobec Japonii. Wręcz trochę Indusów lekceważą, pozwalając sobie na wiele, m.in. prowadząc politykę faktów dokonanych w toczącym się od siedemdziesięciu lat sporze o granicę w Himalajach, co doprowadziło w czerwcu do najpoważniejszych od dekad incydentów zbrojnych. Z kolei Indie mają pewien kompleks Chin, bo chińska modernizacja przyćmiła indyjską; wzrost i potęga jest nieporównywalna. Indie traktują Chiny jako głównego rywala i największe niebezpieczeństwo regionalne. Nie mają jednak dobrego pomysłu na poradzenie sobie z Pekinem i dopóki nie wejdą w antychiński sojusz z USA, Australią i Japonią (jego zręby powstają, ale do sukcesu daleka droga), Chiny mogą spać spokojnie.

M.M.: Zostawiliśmy na koniec jednego z większych i potężniejszych sąsiadów Chin, czyli Rosję. Jak wyglądają te relacje?

M.L.: Stosunki niedźwiedzia ze smokiem ewoluowały. Ongiś były wyłącznie „antyrelacją” wobec Zachodu, sposobem na wzmacnianie swojej pozycji względem USA i Europy Zachodniej. Z czasem jednak, od 2008, a szczególnie od 2014 r., nabrały konkretów. Rosja stanowi ważną bazę surowcową dla Chin (ropa, gaz, węgiel, drewno i in.), zaś dalekowschodnie regiony Federacji są uzależnione od Chin gospodarczo. Po drugie, Rosja jest główną dostarczycielką broni do Chin. Po trzecie, Moskwa i Pekin wzajemnie wspierają się na arenie międzynarodowej (m.in. wspólnie wetują w RB ONZ, czy dają odpór demokratycznym naciskom). Po czwarte wreszcie, Chiny i Rosja są dla siebie „strategicznymi tyłami”, pozwalającymi na koncentrację na innych, ważniejszych odcinkach: Azja-Pacyfik dla Chin i „bliskiej zagranicy” dla Rosji. Jest to układ dość trwały, choć asymetryczny – Chiny więcej zyskują finansowo, ale nie można powiedzieć, że Rosja na tym traci. To, parafrazując ulubione hasło chińskiej dyplomacji: „asymetryczne win-win”.

M.M.: Przejdźmy do jednego z głównych, a przynajmniej najbardziej medialnego, projektu infrastrukturalnego na świecie, czyli projektu Jednego Pasa i Szlaku. Jak wygląda obecnie realizacja tego projektu?

M.L.: Nowy jedwabny szlak to kilka elementów: ambicje osobiste Xi Jinpinga, rywalizacja chińskich regionów i prywatnych spółek o dostęp do dofinansowania, rozwój infrastruktury, ekspansja kapitału chińskiego oraz fenomenalny PR. Dlaczego PR? Bo ogłaszając ten projekt w 2013 roku, Xi Jinping sprzedał odgrzewany kotlet: coś, co już istniało od ponad 20 lat, choć nie miało tak chwytliwej nazwy, czyli pomysł rozbudowy infrastruktury łączącej głównie kraje azjatyckie. Dobrym przykładem jest port Gwadar w Pakistanie, który powstał, zanim oficjalnie zaczęto mówić o nowym jedwabnym szlaku, jednak teraz port ten widnieje we wszystkich oficjalnych dokumentach jako efekt właśnie jedwabnego szlaku.

Poprzedni przywódca Chin, Hu Jintao ogłosił tak zwane wyjście na zewnątrz, czyli ekspansję chińskiego kapitału za granicą. W 2013 r. zmieniono więc nazwę na lepiej brzmiącą dla globalnego ucha, nawiązującą do jedwabnego szlaku, sugerując mityczne bogactwa ze Wschodu i podprogowo serwując przekaz: współpracujcie z nami, to się wam opłaci. W tym sensie jest to genialny, globalny marketing chińskich inwestycji. Dlatego tak daliśmy się złapać na tę wizję.

Jednocześnie pojawia się problem metodologiczny: skoro nawet Chile może być na Jedwabnym Szlaku, to trudno odróżnić, co jest jedwabnym szlakiem, a co po prostu polityką zagraniczną Chin.

W końcu wspieranie własnych firm, akwizycje, zmniejszenie barier handlowych, stworzenie nowych rynków zbytu, odpowiednie sformatowanie działalności w zależności od części świata, to wszystko elementy po prostu polityki zagranicznej Pekinu. Na przykład Europa jest ważna pod względem dostępu do (i przejmowania) technologii, w przypadku Afryki mamy eksploatację zasobów naturalnych.

M.M.: A czy sam projekt jest szansą czy zagrożeniem dla jego ewentualnych uczestników?

M.L.: To debata, która toczy się na świecie od co najmniej dwudziestu lat, a Chińczycy wpłynęli na nią „jedwabnym” PR-em, przez co początkowo wzmocnili myślenie w tej pierwszej kategorii: otwarcia na Chiny, które ma dać bogactwo. Ostatnio jednak, przynajmniej na Zachodzie, silniej do głosu dochodzi narracja o zagrożeniu (w globalnym Południu wciąż przeważa szansa, choć nie tak jednoznacznie). W rzeczywistości są i szanse i zagrożenia. Zależy w jakich sferach, zależne jest też to od kraju. Trzeba to oceniać chłodno, na konkretnych przykładach w poszczególnych państwach, co nie jest łatwe, bo obraz zaciemniają zarówno propaganda prochińska jak i antychińska.

Dr hab. Michał Lubina, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Zajmuje się relacjami rosyjsko-chińskimi i Birmą. Jest autorem ośmiu książek, w tym bestselleru naukowego – „Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014” (Kraków, 2014) oraz jego anglojęzycznej wersji „Russia and China. A Political Marriage of Convenience” (Oppladen-Berlin-Toronto 2017), a także sześciu książek o Birmie, w tym politycznej biografii Pokojowej Noblistki Aung San Suu Kyi („A Hybrid Politician”, Routledge: London-New York 2020). Miesiąc temu w Birmie wydano birmańskojęzyczne tłumaczenie jego pracy habilitacyjnej.