Sfinks szuka nowych źródeł przychodów i walczy o stabilizację w pandemii

Sfinks Polska, właściciel sieci gastronomicznych Sphinx, Chłopskie Jadło i Piwiarnia, w trzecim kwartale 2020 r. systematycznie odbudowywał sprzedaż po wiosennym lockdown, dzięki czemu w lipcu przychody porównywalnej sieci restauracji były niższe od tych sprzed roku o 24%, w sierpniu o 21%, a we wrześniu o 17%. Równocześnie wynik EBTDA na koniec września 2020 r. wyniósł, po oczyszczeniu z wpływu MSSF16, -5 mln zł wobec 4 mln zł w 2019 r. Drugie tegoroczne zamknięcie branży gastronomicznej, które nastąpiło 24 października, ponownie spowodowało załamanie obrotów, skutkując utratą 47% przychodów w tym jednym miesiącu. Mimo trudnych warunków spółka realizuje plan, który ma doprowadzić do ustabilizowania sytuacji. Sfinks kontynuuje rozwój sprzedaży w dostawie i na wynos. Przygotowuje się też do uruchomienia nowych źródeł przychodów: sprzedaży dań gotowych w ogólnopolskiej sieci sklepów spożywczych we współpracy z Eurocash oraz oferty cateringowej. Jednocześnie spółka szuka szans na poprawę sytuacji korzystając z przepisów w ramach rządowych tarcz antykryzysowych dla przedsiębiorców.

– Trendy sprzedaży i wyniki na poziomie EBITDA z początku roku, generowanego przez sieć, napawały optymizmem. Niestety lockdown kosztował nas bardzo dużo: EBITDA w okresie wiosennego zamknięcia była ujemna i wynosiła -3,8 mln zł, a po dziewięciu miesiącach roku wynik ten, oczyszczony z wpływu MSSF, pokazuje poziom niższy o 70%. To przekłada się na 11 mln zł utraconej gotówki z sieci w ujęciu rok do roku, a o wiele więcej przy założeniu kontynuacji choćby połowy trendu z pierwszych dwóch miesięcy – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Dynamika sprzedazyW styczniu i w lutym br. sieć zwiększyła przychody średnio o 18% r/r. Dobrze wyglądał też wynik EBITDA sieci (bez wpływu MSSF16), który w dwóch pierwszych miesiącach roku przewyższył poziom ubiegłoroczny. W tym okresie Sfinks miał też 900 chętnych osób do otwarcia restauracji we franczyzie. Trendy te pozwalały spółce liczyć na udany rok. Wiosenny lockdown zaprzepaścił te szanse, jednak po odmrożeniu gastronomii w połowie maja sieć zabrała się za odrabianie sprzedaży i wyniki osiągnięte w lipcu, sierpniu oraz wrześniu pozwoliły na częściowe zasypanie dwumiesięcznej luki przychodowej. Ponowne zamknięcie lokali gastronomicznych wprowadzone przez rząd pokrzyżowało plany dotyczące obrotów spółki w tym roku.

– W ciągu trzech letnich miesięcy pomiędzy zakazami nałożonymi na gastronomię udało nam się odrobić część utraconych przychodów. To w połączeniu z dobrymi trendami z początku roku dowodzi, że nasz biznes operacyjny ma zdrowe podstawy i to jest grunt, na którym możemy opierać nasz plan odbudowy. Warto przy tym pamiętać, że wyniki Sfinksa powinny być oceniane przez pryzmat wszystkich danych i informacji, a nie tylko na podstawie samego wyniku netto, na który zresztą wpływa wiele elementów księgowych oraz garb w postaci długu zaciągniętego jeszcze przed 2009 przez poprzednie władze spółki, a który do tej pory spłacamy – mówi prezes Sfinksa.

Na koniec trzeciego kwartału 2020 r. spółka Sfinks odnotowała przychody jednostkowe w wysokości 63,25 mln zł wobec 119,60 mln zł rok wcześniej. Wynik netto po dziewięciu miesiącach tego roku wyniósł -33,99 mln zł, w porównaniu z -12,44 mln zł po dziewięciu miesiącach 2019 r. Wynik netto obciążyły m.in. niezrealizowane różnice kursowe na wycenie zobowiązań z tytułu leasingu zgodnie z MSSF16 (ok. 4 mln zł) związane głównie z czynszami za lokale w walutach obcych, odpisy dotyczące wartości znaku Chłopskie Jadło (6 mln zł) oraz majątku trwałego (7,2 mln zł) powstałe w wyniku uwzględnienia w projekcjach do wyceny spodziewanych skutków pandemii. Jednostkowy wynik EBITDA (z MSSF16) wyniósł 12 mln zł w na koniec trzeciego kwartału 2020 r. wobec 27 mln zł po trzecim kwartale 2019 r., natomiast po oczyszczeniu z MSSF16, odpowiednio: – 5 mln zł i ok. 4 mln zł.

W okresie trzech kwartałów spółka łącznie otworzyła sześć nowych restauracji, w tym trzy lokale Sphinx oraz trzy Fabryki Pizzy. Po trzecim kwartale jednakże wszystkie uruchomione przez Sfinksa Fabryki przeszły pod zarząd spółki założycieli sieci tej marki. Było to efektem podpisania pod koniec września br. nowej umowy inwestycyjnej, odsuwającej w czasie tę inwestycję i zmieniającej sposób zakupu marki oraz całej sieci przez Sfinksa. Obecnie giełdowa spółka ma opcję nabycia udziałów spółki Fabryka Pizzy do 31 stycznia 2022 r.

Pandemia wpłynęła także na tempo rozwoju przez Sfinksa sprzedaży w dostawie i na wynos. Wcześniejsze inwestycje w tej dziedzinie oraz projekty zrealizowane w tym roku zaowocowały wzrostem o 82% r/r sprzedaży w segmencie delivery – po trzecim kwartale br. wynosiła ona 9 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2019 – 4,9 mln zł. Sfinks wypracował te efekty zwiększając dostępność oferty – rozwijając wirtualne marki i restauracje, tj. bez stacjonarnych lokali. Obecnie operator ma 93 punkty zasięgu wirtualnych marek The Burgers, Da Mamma, YOLO Chicken, Och! PITA i wirtualnych restauracji Chłopskie Jadło. Oprócz tego w dostawie i na wynos sprzedawane są dania flagowej sieci Sphinx. Łącznie Sfinks Polska dysponuje siecią 133 restauracji (stacjonarnych i wirtualnych), których dania można zamawiać poprzez własny portal smacznieiszybko.pl oraz inne popularne platformy online.

– Mimo zamknięcia stacjonarnych lokali mamy ręce pełne roboty, starając się rozwijać dodatkowe kanały sprzedaży. Oprócz pracy nad segmentem delivery, przygotowujemy wprowadzenie dań gotowych pod jedną z naszych marek do dużej sieci sklepów spożywczych. Równolegle pracujemy nad ofertą cateringową. Ponadto, w listopadzie ruszyła sprzedaż bonów podarunkowych do sieci Sphinx i Chłopskie Jadło, ważnych do końca roku 2021, które będą mogły być upominkami świątecznymi – wymienia prezes Sfinksa.

Z uwagi na trudną sytuację płynnościową, szczególnie w kontekście ponownego lockdown, zarząd podjął decyzję o otwarciu uproszczonego postępowanie restrukturyzacyjnego.

– Korzystamy z tego narzędzia, bo chcemy ustabilizować sytuację w spółce. Mamy do tego solidne podstawy biznesowe, ale potrzebujemy czasu i wsparcia adekwatnego do problemów, jakie na nas spadły, zwłaszcza w sytuacji drugiego lockdownu. Dlatego też w ramach innych przepisów pomocowych złożyliśmy wniosek o wsparcie dla przedsiębiorstw w restrukturyzacji w ramach programu „Polityka Nowej Szansy”, prowadzonego przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Jest to program niskooprocentowanej pożyczki, która ma pomóc zapełnić lukę przychodową i w efekcie wesprzeć firmę w stawaniu na nogi. Wierzę, że dostępne narzędzia pomocowe, obiecane przez rząd doraźne wsparcie, praca nad nowymi szansami sprzedażowymi oraz mocne fundamenty operacyjne Sfinksa, pozwolą spółce wyjść na prostą i wrócić do pierwotnych korzystnych trendów – komentuje Sylwester Cacek.

Po trzecim kwartale 2020 r. Grupa Sfinks Polska odnotowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 68,77 mln zł, wobec 127,27 mln zł, co było głównie skutkiem pandemii i zamknięcia lokali gastronomicznych. W efekcie skonsolidowany wynik netto wyniósł -31,98 mln zł wobec -13,38 mln zł rok wcześniej, przy przeliczeniu danych za 2019 r. z uwzględnieniem zmienionej polityki rachunkowości. Skonsolidowany wynik EBITDA (z MSSF16) wyniósł 13,5 mln zł na koniec trzeciego kwartału 2020 r. wobec 27,3 mln zł w analogicznym okresie roku 2019, natomiast po oczyszczeniu z MSSF16 odpowiednio: -4,7 mln zł i 4,0 mln zł.

Donald Trump pogodził się z porażką

Od prezydenckich wyborów w Stanach Zjednoczonych minęło już kilka tygodni, jednak na zmianę prezydenta USA poczekamy jeszcze do 20 stycznia, zgodnie z procedurami. Po wyborach dużo się mówiło o kwestionowaniu zwycięstwa Joe Bidena przez Trumpa, sprawa miała trafić nawet do Sądu Najwyższego. Media donoszą, że Trump powoli zaczyna akceptować przegraną, mimo że wciąż się z nią nie zgadza. Trump zamierza ponownie ubiegać się o prezydenturę za 4 lata, więc może zależeć mu na dobrej opinii publicznej.

Joe Biden wybrał już przyszłego sekretarza skarbu – Janet Yellen, byłą szefową Fed. Yellen jest zwolennikiem luźnej polityki monetarnej, także jej współpraca z Fed powinna się dobrze układać. Jest to pozytywna informacja dla rynków akcji, a także metali szlachetnych w długim okresie.
Ostatni tydzień nie był dobry dla metali szlachetnych. Inwestorzy przesuwają swój kapitał z bezpiecznych przystani, w tym rynku metali szlachetnych oraz obligacji, w inwestycje bardziej ryzykowne, przede wszystkim akcje. Trend ten jest skutkiem pozytywnych informacji odnośnie szczepionek na COVID-19. Możliwe, że jeszcze w tym roku pierwsza szczepionka trafi na rynek. Długoterminowe perspektywy dla metali szlachetnych pozostają solidne. Pojawienia się szczepionki i powrót do normalności powinien przyśpieszyć wzrost cen przy jednoczesnym utrzymaniu obecnych stóp procentowych na niezmienionych poziomach. W takich warunkach rosnąca inflacja będzie napędzać popyt na złoto i srebro.

Polska giełda zakończyła kolejny tydzień zwyżkami. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał 1,81%, a indeks największych spółek WIG20 1,75%. Natomiast indeksy średnich i małych spółek zakończyły ostatni tydzień następująco: mWIG40 zyskał 2,22%, a sWIG80 0,51%. Obecnie trwa jeden z najlepszych miesięcy kalendarzowych od wielu lat – WIG w listopadzie wzrósł aż o 20%.
W kolejnym tygodniu czekają nas dane z Polski dotyczące inflacji CPI r/r (01.12.2020) oraz decyzja w sprawie stóp procentowych (02.12.2020). Na rynek trafią także dane o europejskich oraz amerykańskich PMI z przemysłu (01.12.2020). W piątek (04.12.2020), jak w każdy pierwszy piątek miesiąca, należy oczekiwać danych z amerykańskiego rynku pracy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

38 wybranych do pomocy branż ma 2,5 mld zł zaległości

Kilkudziesięciokrotnie, do 47,8 mln zł, wzrosły w drugim i trzecim kwartale zaległości wypożyczających i dzierżawiących sprzęt rekreacyjny i sportowy. To jedna z 38 branż, które wstępnie znalazły się na liście objętych pomocą państwa w ramach kolejnej Tarczy Finansowej 2.0 PFR. Ale nie we wszystkich 38 branżach sytuacja wygląda równie źle, z punktu widzenia przeterminowanych zobowiązań pozakredytowych i kredytowych – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK. Wciąż jednak 43 proc. firm MSP nie udało się przywrócić poziomu obrotów sprzed pandemii – pokazują badania zrealizowane dla BIG InfoMonitor.  

Od marca do końca września, w okresie, który upłynął w cieniu pandemii, zaległości wszystkich przedsiębiorstw wzrosły o 3,7 proc. do 34,38 mld zł. Zmiana była tylko nieznacznie wyższa niż w analogicznym okresie minionego roku, gdy niepłacone zobowiązania firm podwyższyły się o 3,5 proc. – Nie było aż tak źle jakby się można było spodziewać, ponieważ w warunkach obniżonego popytu wywołanego pandemią przedsiębiorcy zaczęli większą wagę przykładać do terminowego ściągania należności, a sami też starali się, o ile to możliwe, płacić na czas, by nie narażać dostawców na utratę płynności. Do tego doszła pomoc państwa oraz wakacje kredytowe. I przede wszystkim fakt, że konsekwencje pandemii nie dotknęły równie silnie każdej branży, bo gdyby tak się stało zaległości podwyższyłyby się o co najmniej 10 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W ogłoszonej w czwartek 26 listopada nowej odsłonie pomocy* dla poszkodowanych rząd ujął 38 branż przywołując konkretne kody PKD, czyli zakresy działalności, jakie firmy zgłosiły w trakcie rejestracji. Wskazane tu mikro, małe i średnie firmy będą mogły składać wnioski o pomoc w styczniu i lutym przyszłego roku. Rząd nie wyklucza możliwości poszerzenia listy branż pretendujących do wsparcia.

Kto dostanie pomoc

W grupie 38 kodów PKD, które już mogą być pewne, że otrzymają wsparcie znalazła się cała turystyka, niemal cały sektor zakwaterowania i usług gastronomicznych, duża część działalności powiązanych z kulturą, rozrywką i sportem, sprzedaż na targowiskach oraz detaliczny handel odzieżą, organizatorzy targów, wystaw i kongresów, kina i działalność fotograficzna. Z obszaru edukacji wybrana została pozaszkolna edukacja sportowa i artystyczna, z opieki zdrowotnej – fizjoterapeuci i placówki paramedyczne (np. homeopatia, akupunktura), z kolei ze specjalności wynajem i dzierżawa do wsparcia zaklasyfikowały się podmioty operujące sprzętem rekreacyjnym i sportowym.

Komu najbardziej przyrosły zaległości…

Z punktu widzenia przeterminowanych zobowiązań wobec dostawców i banków w grupie 38 branż rekord ustanowiły firmy wypożyczające i dzierżawiące sprzęt sportowy i rekreacyjny. Ich zaległości pozakredytowe (te zgłoszone do BIG InfoMonitor) i kredytowe (raty opóźniane o min. 30 dni na kwotę co najmniej 500 zł w BIK) zwiększyły się w drugim i trzecim kwartale z 2,1 mln zł do 47,8 mln zł. Spektakularną zmianę zanotowała też część turystyki, w postaci „pozostałej działalności usługowej w zakresie rezerwacji, gdzie indziej niesklasyfikowanej”, gdzie przeterminowane zobowiązania podwyższyły się z 9,5 mln zł do 43,5 mln zł. Zaległości podwoiły muzea, choć jest to stosunkowo niska kwota (177 tys. zł) w porównaniu z innymi działalnościami.zaległości

Dwucyfrowe przyrosty opóźnionych płatności od 10 do 47 proc. odnotowały z kolei: zajmujący się pozaszkolnymi formami edukacji sportowej oraz zajęciami rekreacyjnymi, obiekty sportowe oraz służące poprawie kondycji fizycznej, agenci turystyczni, wesołe miasteczka, catering, ruchome placówki gastronomiczne, organizatorzy targów, wystaw i kongresów, przygotowujący i podający napoje oraz działalność paramedyczna.

…a komu nie wzrosły

W co piątej z wybranych do otrzymania pomocy branż, zaległości widoczne w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK spadły. – Nie zawsze kłopoty szybko przekładają się na zaległości. Szczególnie mali przedsiębiorcy długo wahają się, czy informację o długu swojego zleceniodawcy zgłosić do rejestru. Ponadto, trzeba pamiętać, że część firm korzystała z 3 i 6 miesięcznych wakacji kredytowych, co sprawia, że dzięki przełożeniu spłaty rat mogły jeszcze zachować większą swobodę w rozliczeniach, ale już po zakończeniu wakacji kredytowych i utrzymaniu lockdownu może się to nie udać – tłumaczy Sławomir Grzelczak.

Pozytywnie pod względem zmian w zaległych płatnościach przedstawia się np. sytuacja hoteli. Z jednej strony ich przeterminowane zobowiązania w grupie 38 branż są najwyższe, ale w minione pół roku kwota zmniejszyła się z 1,022 mld zł do 0,955 mld zł. Drugą pozycję co do sumy zaległości mają w tym gronie „restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne”. W drugim i trzecim kwartale br. zwiększyły zaległości z 535 do 570 mln zł. Trzecie pod tym względem są sklepy odzieżowe, gdzie przeterminowane płatności wobec dostawców i banków wzrosły o blisko 9 mln zł do 160,8 mln zł.

W całej puli zaległości wszystkich przedsiębiorstw, które po trzecim kwartale wyniosły w bazach BIG InfoMonitor i BIK 34,38 mld zł, te należące do przedsiębiorstw wskazanych w Tarczy Finansowej 2.0 stanowią 7,2 proc. Łączne, przeterminowane długi 38 branż nowej tarczy wyniosły na koniec września 2,485 mld zł i były o 86,5 mln zł (3,6 proc.) wyższe niż po marcu.

Dla MSP z 38 branż, w Tarczy Finansowej 2.0, rząd przygotował ok. 10 mld zł. Skala pomocy uzależniona jest m.in. od poziomu spadku przychodów w okresie od kwietnia do grudnia lub od października do grudnia 2020 r. Na drugą falę pomocy dla mikro, małych średnich oraz dużych firm przewidziane jest w PFR łącznie ok. 35 mld zł. W przypadku wsparcia dużych firm doszło do aktualizacji i wydłużenia istniejącego już programu. Do tej pory z Tarczy Finansowej 1.0 uruchomionej wiosną skorzystało 347 tys. przedsiębiorstw. Uzyskały one 60,6 mld zł z przewidzianych w pomocy 100 mld zł.

43 proc. firm nie udało się przywrócić sprzedaży sprzed pandemii

Z ostatnich badań** przeprowadzonych dla Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że tuż przed ogłoszeniem kolejnego lockdownu w listopadzie 43 proc. mikro, małych i średnich firm nadal nie przywróciło poziomu obrotów sprzed pandemii. Mniej niż połowa z nich liczy, że uda jej się to zrobić w przyszłym roku, a reszta w większości nie potrafi przewidzieć kiedy to nastąpi.43 proc. firm nie udało się przywrócić sprzedaży sprzed pandemii

– Co dziewiąty z poszkodowanych pandemią (11,2 proc.) uważa, że nie podźwignie się już nigdyJedynie w przypadku 27 proc. ankietowanych mikro, małych i średnich firm Covid-19 niczego nie zmienił. Niestety kolejny lockdown nie daje powodów do optymizmu. Choć są też i tacy, którzy dziś mają się lepiej niż przed wybuchem epidemii koronawirusa. O poprawie wspomina niemal 8 proc. przedsiębiorstw i jest ich nieco więcej niż w trzecim kwartale – mówi Sławomir Grzelczak.

*https://pfrsa.pl/aktualnosci/w-styczniu-ruszy-tarcza-finansowa-pfr-20-35-mld-zl-na-pomoc-dla-firm-poszkodowanych-podczas-drugiej-fali-covid-19.html

**Badanie wykonane w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał na próbie N=500 mikro, małych i średnich firm; październik 2020

Polacy spóźniają się z bieżącymi opłatami. Najczęściej ci z dochodami poniżej 1 tys. i od 7 do 9 tys. złotych

Niemal jeden na pięciu dorosłych Polaków ma przez pandemię problem z terminowym regulowaniem bieżących rachunków lub innych stałych zobowiązań finansowych. Częściej z tego typu sytuacjami zmagają się kobiety niż mężczyźni. Trudności z płatnościami widoczne są przede wszystkim w obrębie grupy osób w wieku 23-35 lat. Najczęściej zaległości dotyczą rachunków za prąd, mieszkanie i telefon. Przeszło czterech na dziesięciu rodaków średnio spóźnia się z opłatami od 7 do 14 dni. Największy problem widać wśród osób o dochodach poniżej 1 tys. zł oraz od 7 do 9 tys. zł netto. 

Z badania, wykonanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, wynika, że 81% Polaków w czasie pandemii nie spóźnia się z zapłatą bieżących rachunków lub innych stałych zobowiązań finansowych. Natomiast 16% przyznaje, że ma z tym problem.

– Z naszych danych wynika, że w czasie pandemii nieznacznie zmalała liczba dłużników nieopłacających domowych rachunków, ale za to wzrosło ich zadłużenie. Zaległości za czynsz, prąd, wodę, gaz, wywóz śmieci, telewizję i telefon ma ponad 409 tys. osób o łącznej wartości prawie 1,56 mld zł. To o 100 mln zł więcej niż przed pandemią. Natomiast recesja może spowodować pogłębienie się zadłużenia – komentuje Alicja Hamkało z Krajowego Rejestru Długów.

Potwierdzają to też inni eksperci. Jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, należy spodziewać się wzrostu opóźnień w tego typu płatnościach. Dotyczyć to będzie przedsiębiorców i osób fizycznych. Pierwsza fala pandemii stosunkowo łagodnie obeszła się z firmami, dzięki znaczącej  pomocy udzielonej przez rząd. Tym samym nie doszło do prognozowanego wcześniej pogorszenia sytuacji finansowej Polaków. Jednak obecnie nadchodzi czas recesji, a rząd nie ma żadnych realnych propozycji pomocy dla firm, co wynika ze złej sytuacji budżetu.

– Część dłużników na początku pandemii spłaciła zaległości, ale potem pojawili się nowi zadłużeni z większymi kwotami. One wynikają z różnych powodów, tj. utraty pracy, choć dotyczy to niedużej grupy ludzi, zmniejszenia dochodów i wzrostu cen. To sprawiło, że u części konsumentów domowy budżet przestał się bilansować. Inni przyjęli asekuracyjną postawę gromadzenia pieniędzy na czarną godzinę, nawet kosztem zaległych rachunków. Ale są też tacy, którzy niezależnie od koniunktury, wcale nie chcą płacić. A pandemia jest tylko wygodnym pretekstem – mówi ekspert z KRD.

Z badania również wynika, że problem z terminowym regulowaniem zobowiązań dotyczy 12,2% mężczyzn. W przypadku kobiet odsetek ten wynosi 19,3%. Jak stwierdza Halina Kochalska z BIG InfoMonitor, panie zwykle mniej zarabiają. One również przeważnie samodzielnie wychowują dzieci po rozstaniu z partnerem, w większości przypadków bez wsparcia alimentacyjnego. Ostatecznie jednak częściej wychodzą na prostą niż mężczyźni. Natomiast największe tego typu trudności widoczne są w obrębie grupy osób w wieku 23-35 lat (21,3%), a najmniejsze – 56-80 lat (6,50%).

– Z naszych badań wynika, że młodsze osoby są bardziej skore do zapożyczania się czy unikania płacenia. Ponadto w czasie trwającej epidemii upatrują szansy w tym, że firmy lub instytucje finansowe będą skłonne do rozłożenia spłaty kredytu czy pożyczki w dłuższym okresie. Z kolei Polacy z grupy 55+, od kiedy ogłoszono pandemię, bardziej obawiają się o swoje finanse. Są już mniej chętni, żeby np. zapożyczać się, aby pomóc komuś bliskiemu – mówi Agnieszka Salach z firmy windykacyjnej KRUK.

Z kolei patrząc na deklarowane dochody ankietowanych, to największy problem z płynnością występuje w grupie osób uzyskujących mniej niż 1000 zł netto miesięcznie (31,9%). Tylko nieznacznie lepiej jest wśród Polaków otrzymujących 7000-8999 zł miesięcznie (30,6%).

– Spowolnienie uderzyło w największym stopniu w pracujących na umowy zlecenie czy na część etatu. Jednocześnie ta grupa często nie osiąga wysokich dochodów. Co do zarabiających od 7 tys. zł do prawie 9 tys. zł, to bez względu na posiadany budżet zawsze konieczna jest dyscyplina finansowa. Jeśli ktoś źle gospodaruje pieniędzmi, nawet najwyższe dochody nie uchronią go przed problemami. Ponadto za większymi zarobkami szybko potrafią pójść wyższe zobowiązania, które w chwili zawirowań gospodarczych okazują się dużo trudniejsze do udźwignięcia – analizuje Halina Kochalska.

Uczestnicy badania wskazali również zobowiązania finansowe, które najczęściej regulują po terminie. Każdy mógł zaznaczyć kilka pozycji. I tak zestawienie otwierają rachunki za prąd (31,7%). Dalej są opłaty za czynsz (31,1%), abonament telefoniczny (21,1%) i rachunki za gaz (16,2%). Na końcu jest abonament za Internet (14,9%) oraz rata za pożyczkę lub kredyt gotówkowy (11,2%).

– Polacy najczęściej opóźniają się z zapłatą za prąd, mieszkanie i telefon, z uwagi na świadomość braku większych konsekwencji tego faktu. Odłożenie zapłaty takich zobowiązań jest bardziej tolerowane przez dłużników i wierzycieli.  Inaczej to wygląda w przypadku kredytów. Nawet kilkudniowe opóźnienie może być odnotowywane w biurze informacji kredytowej – zaznacza mec. Parol.

Analiza wyników badania wskazuje, że 40,4% Polaków spóźnia się od 7 do 14 dni z zapłatą. Natomiast 32,9% ankietowanych wskazuje na okres do 7 dni, a 16,2% – od 15 do 21 dni. W przypadku 8,7% respondentów jest to powyżej 21 dni, natomiast 1,9% nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć w tej kwestii. W gronie mieszkańców wsi i miejscowości do 5 tys. najczęściej pojawia się odpowiedź do 7 dni (50%). Patrząc na pozostałe miejsca zamieszkania, przeważają wskazania od tygodnia do dwóch.

–  Na wsi wciąż mieszka mniej osób niż w dużych miastach. Tam niemal wszyscy dobrze się znają, więc jest większe ryzyko, że informacje o kłopotach finansowych, ludzie sobie przekazują. Ponadto uważam, że mieszkańcy wsi mają inny styl życia i priorytety. Jeszcze przed pandemią w dużych miastach wiele osób spędzało czas, spacerując po galeriach i ulegając pokusie wydawania pieniędzy. Mieszkańcy wsi ze względu na swoje obowiązki i ograniczony dostęp do takich miejsc mają inne nawyki. To przekłada się na mniej okazji do wydawania – podsumowuje Agnieszka Salach.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 20-23.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 010 dorosłych Polaków.

Ailleron poprawia wynik na wszystkich poziomach

Czołowy polski dostawca nowoczesnych produktów technologicznych ma za sobą udane trzy kwartały. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 102,1 mln zł (+7 proc. r/r), EBITDA wzrosła o 23 proc. do 14,1 mln zł a zysk operacyjny wzrósł o 60 proc. do 8,2 mln zł. Skonsolidowany zysk netto wyniósł po trzech kwartałach br. 3,6 mln zł, a bez uwzględniania odpisu na transakcji sprzedaży udziałów w Hoteliga wyniósłby 5,2 mln zł, czyli ponad 50 proc. lepiej r/r.

–  Za nami kolejny udany kwartał. Dobre wyniki, trochę zamazuje odpis na transakcji sprzedaży udziałów w Hoteliga, jednak jest to zapis wyłącznie księgowy, nie mający żadnego wpływu na naszą sytuację płynnościową, która niezmiennie pozostaje bardzo dobra, o czym świadczy zwiększające się saldo środków pieniężnych. Sytuacja związana z koronawirusem sprzyja branży IT. Wiele firm już nie zastanawia się czy realizować projekty związane z kanałami elektronicznymi, ale jak je wdrażać najbardziej efektywnie. Przed nami najgorętszy w roku okres sprzedażowy. Zwykle, historycznie w IV kwartale realizowaliśmy ok. 30-40 proc. rocznych obrotów i w tym roku powinno być podobnie. Jest to już norma w firmach IT, że w ostatnich trzech miesiącach roku kalendarzowego klienci rewidują budżety i wydatki oraz rozpoczynają nowe projekty – powiedział Tomasz Król, członek zarządu Ailleron.

Największy, bo 65-proc. udział w sprzedaży po trzech kwartałach br. miał tradycyjnie pion Enterprise Services, osiągający najwyższą rentowność w Grupie na poziomie wyniku operacyjnego w wysokości 10,8 mln zł. Odpowiada on za kompleksowe usługi budowy, rozwoju i utrzymania systemów informatycznych dla branży finansowej i medycznej, a także produkty oraz usługi dla sektora telekomunikacyjnego takie jak: usługa Ringback Tone, Poczta Głosowa 3Gen, Steering of Roaming oraz usługi utrzymania i rozwoju systemów telekomunikacyjnych operatorów komórkowych.

Pion FinTech skupiający m.in. produkty i usługi dla sektora finansowego oraz systemy wspomagające sprzedaż skomplikowanych produktów finansowych i leasingowych odpowiadał za 31 proc. przychodów po 3 kwartałach 2020 r. (wzrost r/r o 16%). Na uwagę zasługuje poprawa wyniku operacyjnego w obszarze FinTech o 5 mln zł r/r, co pozwala pozytywnie patrzeć na przyszłe okresy. Segment HotelTech odnotował natomiast negatywny wpływ pandemii koronawirusa – przychody w tym obszarze spadły i spółka odnotowała stratę operacyjną w przychodach Grupy HotelTech stanowi zaledwie 2 proc. udział.

W podziale geograficznym eksport niezmiennie zwiększa swój udział w przychodach Grupy – po 3 kwartałach 2020 r. stanowił 46 proc. całości przychodów i zanotował 28-proc. wzrost r/r.

-Jesteśmy bardzo pozytywnie nastawieni jeśli chodzi o całościowy wynik mijającego roku. Obserwujemy zwiększone zainteresowanie naszymi usługami, gdyż oferujemy rozwiązania dobrze wpisujące się w transformację cyfrową. Nasi kontrahenci, którzy wcześniej rozważali zwiększenie inwestycji w tym obszarze, w momencie, gdy koronawirus uniemożliwił im dotarcie do klientów poprzez sieć oddziałów stacjonarnych, postawiło mocniej na rozwój kanałów on-line. Obszary w których my działamy powinny rosnąć, w okolicy 8-9 proc. r/r. My chcemy rosnąć szybciej niż rynek, dlatego również sukcesywnie powiększamy nasz zespół – powiedział Tomasz Król.

Powrót optymizmu

Wczorajsze zawirowania związane z końcem miesiąca są dziś odwracane, co oznacza powrót słabości dolara oraz odbicie rynku akcji. Ogólne nastawienie do ryzyka pozostaje pozytywne, a na starcie nowego okresu inwestorzy mogą znaleźć czas na opóźnioną reakcję na dobre informacje.

Sporo zamieszania i szumu towarzyszyło wczorajszemu handlowi na rynkach. Korekta na rynku akcji znalazła pretekst w informacjach, które w normalnych warunkach byłyby dla szerokiego rynku trzeciorzędne (sankcje wobec chińskich firm, spór w OPEC+). FX zaczął dzień od podtrzymania presji na USD wynikającej z faktu, że listopadowy rajd Wall Street wymusił na inwestorach spoza USA powiększenie zabezpieczeń portfeli przed osłabieniem dolara. Ale jak tylko EUR/USD poniósł porażkę w przełamaniu 1,20, efekt domina przyniósł korektę na większości crossów z USD. Dziś sytuacja wraca do normy z odbudową hossy na rynku akcji i powrotem sprzedaży USD.

Po odrzuceniu na bok wczorajszego szumu, na starcie nowego miesiąca inwestorzy mają okazję nadrobić zaległości w reakcji na pozytywne doniesienia. Tradycyjnie poniedziałek przyniósł kolejne wieści w temacie szczepionek i tym razem Moderna pochwaliła się wysoką skuteczną leku (ponad 94 proc.) i zapowiedziała starania o zatwierdzenie szczepionki w USA i Europie. Utrwalenie nadziei na budowanie odporności przeciwko COVID-19 i tym samym zagwarantowanie ożywienia gospodarczego w 2021 r. powinny być silnymi przesłankami za podtrzymaniem rajdu ryzykownych aktywów w kolejnych tygodniach. Przynajmniej na tyle, na ile pozwoli okołoświąteczne wygasanie aktywności tradingowej, ale to i tak oznacza jeszcze minimum dwa tygodnie w miarę normalnego handlu.

Mamy też ruch w temacie pakietu fiskalnego w USA. Lider Republikanów w Senacie McConnell wyraził chęć wypracowania porozumienia z Demokratami przed końcem roku. Nadal to nie rozwiązuje różnicy w oczekiwaniach obu stronę co do wielkości pomocy (Republikanie chcą 500 mld USD, a Demokraci 2,2 bln USD), ale kontynuowany wzrost liczby zachorowań w kraju wzmaga presję na zawiązanie międzypartyjnej współpracy. To istotny zwrot w sprawie, nawet jeśli dane z USA nie pokazują szkodliwych skutków jesiennej fali pandemii. Ale rajd ryzyka z pewnością znajdzie punkt zaczepienia w informacji, że gospodarka ma zapewnioną tarczę fiskalną.

Dziś poza tym dzień pod znakiem wysypu odczytów aktywności w sektorze przemysłowym. Restrykcje w Europie mocniej uderzyły w usługi, więc dane z przemysłu powinny pozostać optymistyczne. Większa uwaga będzie skupiona na indeksie ISM z USA, gdzie aktywność sektora nie zwalania tempa pomimo wzrostu liczby zakażonych COVID-19. Prezes Fed Powell będzie przemawiał w Kongresie, gdzie razem z sekretarzem skarbu Mnuchinem będą omawiać zmiany w CARES Act i prośbę Mnuchina dot. odzyskania części środków użyczonych Fed. Mnuchin może zasugerować chęć przeznaczenia finansowania na pakiet fiskalny, co byłoby pozytywną informacją. Od Powella oczekuje się deklaracji, że Fed wciąż ma narzędzia do wspierania gospodarki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Od dziś szerszy dostęp do rynku pracy dla cudzoziemców. Skorzystają m.in. Białorusini, którzy opuszczają swój kraj w obawie przed represjami

Obcokrajowcy przebywający w Polsce na podstawie tzw. wiz humanitarnych oraz wiz wydanych w ramach programu Poland. Business Harbour będą mogli ubiegać się o zezwolenie na pracę. Oznacza to szerszy dostęp cudzoziemców do rynku pracy w Polsce i ułatwienia dla pracodawców. Nowe przepisy wprowadzają także obowiązki. Znowelizowana ustawa o cudzoziemcach zobowiązuje obcokrajowców ubiegających się o wizę krajową oraz wjeżdżających do Polski do posiadania podróżnego ubezpieczenia medycznego na cały okres pobytu.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach rozszerza katalog sytuacji, w których obcokrajowcy są uprawnieni do wykonywania pracy w Polsce. Zezwolenia na pracę będą mogli otrzymać cudzoziemcy przebywający w kraju na podstawie wiz Schengen lub krajowych wydanych w celu przyjazdu ze względów humanitarnych, z uwagi na interes państwa lub zobowiązania międzynarodowe (tzw. wizy humanitarne).

– Są to ułatwienia szczególnie istotne dla obywateli Białorusi, którzy w ostatnim czasie przyjeżdżają do Polski w obawie przed represjami. Cudzoziemcy przebywający w Polsce na podstawie tych wiz nie będą musieli ubiegać się o uzyskanie zezwolenia na pracę, jeżeli będą chcieli podjąć pracę zarobkową na terenie naszego kraju – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Dudziak, rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Jak podkreśla, ta nowelizacja ułatwia dostęp do polskiego rynku pracy cudzoziemcom, ale jest także dużym ułatwieniem dla pracodawców.

Kolejną istotną zmianą jest objęcie obowiązkiem posiadania podróżnego ubezpieczenia medycznego wszystkich cudzoziemców, którzy będą chcieli ubiegać się o wizę, lub też przekraczających granice. Również tych, którzy będą chcieli przyjechać do Polski w celu podjęcia pracy.

Takie ubezpieczenie będzie obowiązkowe przez cały okres pobytu na terenie Polski, chyba że cudzoziemiec będzie posiadał ubezpieczenie zdrowotne, czyli będzie zgłoszony do ubezpieczenia w ZUS. Co istotne, minister spraw zagranicznych będzie publikował wytyczne oraz listę ubezpieczycieli, którzy spełniają ustawowe wymogi w zakresie zapewnienia wymaganego ubezpieczenia medycznego – tłumaczy Jakub Dudziak.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach (z dnia 28 października br.) dostosowuje także polskie przepisy do znowelizowanego Wspólnotowego Kodeksu Wizowego, zwłaszcza w zakresie wiz długoterminowych, czyli wiz krajowych wydawanych cudzoziemcom. Dotyczy to m.in. zmian procedowania, wydawania, cofania, unieważniania wiz oraz formularzy ubiegania się o wydanie wizy długoterminowej. Przykładowo decyzja informująca o odmowie wydania wizy krajowej będzie zamieszczana na nowym formularzu, a  wniosek o wydanie wizy krajowej zostanie rozszerzony o dodatkowe rubryki, co usprawni postępowanie wobec cudzoziemców, którzy będą chcieli pracować lub studiować w Polsce.

– Jednym z elementów nowelizacji ustawy jest również spełnienie obowiązku wejścia Polski do programu ruchu bezwizowego, natomiast te zmiany nie dotyczą cudzoziemców, a raczej kwestii proceduralnych czy też w zasadzie urzędników imigracyjnych pracujących w polskich urzędach, którzy procedują sprawy dotyczące cudzoziemców. Ta zmiana, która wchodzi w najnowszej nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, dotyczy rozszerzenia wymogu niekaralności takich urzędników migracyjnych. Obowiązywał on dotychczas, ale dotyczył pracowników zatrudnionych w ramach korpusu służby cywilnej. Obecnie obowiązek niekaralności jest rozszerzony – dodaje rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Jak podaje urząd, liczba obcokrajowców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce przekroczyła 450 tys. osób. W pierwszej połowie tego roku grupa ta wzrosła o prawie 27 tys. obcokrajowców. Z 450 tys. cudzoziemców posiadających ważne dokumenty pobytowe największe grupy stanowią obywatele: Ukrainy – 237 tys. osób, Białorusi – 28 tys., Niemiec – 20,9 tys., Rosji – 12,8 tys., Wietnamu – 11,5 tys., Indii – 10,2 tys., Włoch – 8,5 tys., Chin – 7,9 tys., Gruzji – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,3 tys. Statystyki te nie obejmują jednak osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Około 58 proc. cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce to osoby poniżej 35. roku życia. Nieco ponad 38 proc. stanowią osoby w przedziale wiekowym 35–59 lat, a 4 proc. powyżej 60. roku życia.

Elastyczne powierzchnie biurowe ponownie zyskują na popularności. Coraz częściej korzystają z nich duże korporacje

Rośnie powierzchnia elastycznych biur, podobnie jak popyt na nie. Coworkingi i biura serwisowane rozwijały się szybko już przed pandemią, ale obecna sytuacja, kiedy najemcy szukają elastycznych umów, sprawia, że takie powierzchnie cieszą się coraz większą popularnością. Tym bardziej że minimalny czas najmu wynosi miesiąc, a w niektórych obiektach można wynająć przestrzeń na pojedyncze dni czy godziny. To sprawia, że z elastycznych biur korzystają nie tylko freelancerzy i rozpoczynające działalność firmy, lecz również duże korporacje, które oferują w ten sposób swoim pracownikom możliwość pracy zdalnej nie tylko z domu.

– Rynek elastycznych powierzchni biurowych w Polsce się rozwija. Jeszcze przed pandemią coraz więcej klientów doceniało elastyczność, możliwość zawierania krótkoterminowych kontraktów najmu, a w przypadku biur coworkingowych – także budowy wspólnoty i kojarzenia biznesu pomiędzy firmami zajmującymi tego typu przestrzenie. Obecnie na rynku nieruchomości komercyjnych sytuacja jest specyficzna, ale deweloperzy dostrzegli, że tego typu podmioty są szansą na zapełnienie obiektów i wynajęcie powierzchni – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Strzelecki, partner Walter Herz.

Sytuacja związana z pandemią i niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji wpływa na rynek nieruchomości biurowych, na którym spada liczba najemców, a rośnie liczba pustostanów. Z raportu Walter Herz „Rynek biurowy – Polska 1–3 kw. 2020” wynika, że tylko w Warszawie wskaźnik niewynajętej powierzchni biurowej wzrósł do 9,6 proc., a podpisano umowy na zaledwie 113 tys. mkw. powierzchni, co jest jednym z najniższych wyników w ciągu ostatniej dekady. O ile jednak tradycyjne powierzchnie biurowe na pandemii sporo straciły, o tyle elastyczne biura wciąż się rozwijają. Wyjątkiem były pierwsze miesiące pandemii, które większość pracowników zamknęły w domach na home office. Teraz jednak ich popularność ponownie rośnie.

Z raportu Walter Herz „Co-working i biura serwisowane” wynika, że największa podaż przestrzeni coworkingowych zlokalizowana jest w głównych miastach w kraju, zwłaszcza w Warszawie, która odpowiada za blisko 66 proc. zasobów. Najwięcej takich biur znajduje się w centrum miasta oraz na Mokotowie. Kolejny w zestawieniu Kraków odpowiada za 13 proc. krajowej oferty. Wrocław ma 7 proc. udziału w rynku, a Poznań i Trójmiasto – po 3 proc.

Przed pandemią pojawiło się kilka dużych podmiotów w Polsce, np. WeWork, który zaczął lokować powierzchnie w Warszawie, natomiast też bardzo dynamicznie patrzył na inne miasta w Polsce. Mamy Spaces, Business Link czy polskie podmioty typu Rise, które rozwijają się w miastach regionalnych: w Krakowie, Wrocławiu, Łodzi czy Trójmieście – wymienia Mateusz Strzelecki. – Ten rozwój z każdym kolejnym rokiem będzie nabierał prędkości.

Jak podkreśla ekspert, to dobre rozwiązanie dla start-upów, freelancerów i małych firm, które rozpoczynają działalność. Także duże firmy, które w czasie pandemii zdecydowały się wysłać część pracowników na pracę zdalną, coraz częściej stosują hybrydowy model, łączący długoterminowe umowy najmu z krótkoterminowym wynajmem przestrzeni coworkingowej, oferując pracownikom możliwość pracy zdalnej nie tylko z domu.

– Takie biura zdecydowanie wygrywają elastycznością najmu. W sytuacji, kiedy w ostatnim czasie mamy do czynienia z dość dużą ilością pracy zdalnej, to wiązało się z rozwiązywaniem kontraktów lub zabezpieczaniem doraźnie wyboru miejsca, zależnie od liczby stanowisk, których w danej chwili potrzebowaliśmy – mówi partner Walter Herz.

Elastyczne powierzchnie biurowe są przede wszystkim tańszą i wygodniejszą formą najmu, zwłaszcza w niepewnym czasie pandemii. Minimalny czas najmu często wynosi nawet jeden miesiąc, a w niektórych obiektach można wynająć przestrzeń na dni czy godziny.

Długie umowy w rozumieniu biur coworkingowych czy serwisowanych to kontrakty roczne czy dwuletnie. W przypadku najmu biur klasycznych to tego typu kontrakty, szczególnie w nowych obiektach, zawierane są zazwyczaj na pięć lat – wskazuje Mateusz Strzelecki.

Przeważnie istnieją trze formy wynajmu elastycznych powierzchni biurowych. W formule hot desk najemca zyskuje dostęp do przestrzeni coworkingowej, gdzie może zająć dowolne wolne miejsce rotacyjne. W przypadku dedykowanego biurka najemca dostaje wyznaczone, stałe miejsce w open space lub w gabinecie, dzielone z innymi osobami. Prywatne biuro to gabinet przeznaczony jedynie dla najemcy.

W przypadku biur serwisowanych i coworkingów rozliczenie kosztów jest znacznie prostsze – zamiast płacić czynsz, opłaty eksploatacyjne oraz media, najemca płaci jedną, stałą kwotę, która zawiera wszystkie podstawowe opłaty.

– Koszty są bardzo różne. Możemy mówić o lokalnych, małych, prywatnych inicjatywach, gdzie za pojedyncze biurko zapłacimy 300–350 zł za osobę miesięcznie, po biura duże, coworkingowe, w ścisłym centrum z bardzo ciekawym fit-outem, ładną architekturą i designem, które kosztują ok. 1,5 tys. zł za stanowisko za miesiąc – wylicza partner Walter Herz. – Biura serwisowane czy coworki zabezpieczają w ramach usługi dostęp do internetu, drukarki, w pełni wyposażonej kuchni, kawy i herbaty. Bardzo często również w ramach tej usługi możemy darmowo korzystać z sal konferencyjnych – przypomina.

Wynajmujący mają także zapewnioną obsługę recepcji czy dostęp do zamykanych szafek i budek telefonicznych. Za dodatkową opłatą oferowane są zaś zwykle: obsługa korespondencji, wirtualny adres, obsługa księgowa, prawna i doradcza.

Warszawskie tramwaje przechodzą cyfrową rewolucję. Jedno z rozwiązań będzie nowatorskie w skali europejskiej

Miejski transport stawia na innowacje. W Warszawie pasażerowie komunikacji zbiorowej mogą już sprawdzić w smartfonie rzeczywisty czas przyjazdu tramwaju. Wystarczy zeskanować kod QR albo tag NFC. W planach są kolejne technologiczne udogodnienia, m.in. aplikacja mobilna dla osób niedowidzących, która głosowo przedstawi rozkład jazdy, czy zdalne udostępnianie informacji o nadjeżdżającym tramwaju. – Pod względem innowacji nie ustępujemy korporacjom – podkreślają przedstawiciele Działu Badań i Rozwoju Tramwajów Warszawskich, spółki nagrodzonej niedawno za innowacyjny projekt zielonej fali dla tramwajów, który skraca czas przejazdów.

– Nowe technologie są coraz częściej wykorzystywane w transporcie publicznym. Jak w każdej firmie, która stawia na nowoczesność, także i w Tramwajach Warszawskich digital mocno się wdziera w naszą działalność operacyjną. Mamy coraz więcej usług opartych na informatyce i każde nowe wyzwanie, które przed nami stoi, jest mocno związane z digitalizacją i informatyzacją. Staramy się nadążać za trendem rynkowym i dać pasażerom jak najwięcej z tej nowoczesności – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Kahn, dyrektor Biura Teleinformatyki w Tramwajach Warszawskich.

– Co chwilę wdrażamy kolejne nowe technologie. To niespotykane w skali Polski. Pod względem innowacji nie ustępujemy korporacjom – dodaje Marcin Buszka z Działu Badań i Rozwoju w Tramwajach Warszawskich.

Przykładem informatyzacji w miejskiej spółce jest funkcjonujący już od kilku lat System Informacji Pasażerskiej, dzięki któremu na elektronicznych tablicach rozmieszczonych na przystankach pasażerowie mają możliwość sprawdzenia rzeczywistego czasu odjazdu tramwaju. Od kilku dni taka opcja jest dostępna również na przystankach, gdzie nie ma tablic. Pasażer może to sprawdzić na swoim smartfonie.

– Nowe udogodnienie to precyzyjnie podana informacja, za ile faktycznie przyjedzie dany tramwaj, niekoniecznie musi to być zgodne z rozkładem, który często z różnych powodów rozsynchronizowuje się na trasie. Pasażerowie chcą wiedzieć, czy mają czekać pięć,  czy siedem minut, bo to może zadecydować o zmianie środka transportu albo o tym, że mogą jeszcze załatwić jakąś sprawę w międzyczasie – mówi Bartłomiej Kahn.

Aby sprawdzić w smartfonie rzeczywisty czas przyjazdu tramwaju, wystarczy podejść do tablicy z rozkładem jazdy i zeskanować znajdujący się na niej kod QR albo tag NFC. Po chwili na ekranie smartfona pojawi się czytelna informacja o czasie przyjazdu środków transportu, które odjeżdżają z danego przystanku.

– Żeby ściągnąć najnowsze dane, pasażer musi mieć tylko telefon komórkowy z internetem. Po zeskanowaniu kodu na ekranie pojawi się wirtualna tablica, wizualnie podobna do tych fizycznie rozmieszczonych na przystankach. Będą na niej zawarte informacje o najbliższych odjazdach tramwajów, numery linii, kierunki, ewentualnie informacja, czy jest to pojazd niskopodłogowy. Dodatkowo mogą pojawić się komunikaty, które umieszcza Zarząd Transportu Miejskiego, np. o ewentualnych problemach w ruchu – tłumaczy Marcin Buszka.

– Staraliśmy się maksymalnie uprościć użytkownikowi całą operację. Wystarczy tylko zbliżyć telefon do odpowiedniej kartki umieszczonej na rozkładzie jazdy. Podobnie jak w przypadku płatności zbliżeniowych to połączenie jest szyfrowane i odpowiednio zabezpieczone – dodaje dyrektor Biura Teleinformatyki w Tramwajach Warszawskich.

Tramwaje Warszawskie pracują też nad kilkoma innymi rozwiązaniami, które mają ułatwić życie pasażerom stołecznej komunikacji. Jednym z nich jest aplikacja mobilna dla osób niewidzących i niedowidzących, która będzie głosowo informować m.in. o rozkładach jazdy i czasie, jaki pozostał do odjazdu tramwaju.

– Chcemy wdrożyć w najbliższym czasie moduły pojazdowe, które za pomocą technologii bezprzewodowej będą udostępniać informacje o nadjeżdżającym tramwaju, jego linii i kierunku, w którym się przemieszcza. Chcemy, żeby one mogły trafić do pasażera bezpośrednio, niekoniecznie w postaci zapowiedzi z megafonów. Będziemy udostępniać te dane w postaci otwartej dla wszystkich deweloperów, żeby mogli je dalej przekazywać np. do urządzeń, z których korzystają osoby niewidome, np. smartfonów. Dzięki temu różni producenci oprogramowania będą mogli tworzyć aplikacje dla takich osób, ale też np. dla turystów, co ułatwi im przemieszczanie się po mieście – wyjaśnia ekspert z z Działu Badań i Rozwoju w Tramwajach Warszawskich.

– W najbliższym czasie chcemy też wdrożyć tablice informacyjne oparte na technologii e-papieru, co jest nowatorskie nie tylko w skali Europy, ale i w naszych warunkach klimatycznych, bo ta technologia nie lubi zimna. Zapewnia ona jednak dużą czytelność informacji, którą będziemy chcieli umieszczać na tablicach – mówi Bartłomiej Kahn.

W tym miesiącu Tramwaje Warszawskie zostały wyróżnione prestiżową nagrodą Digital Excellence przyznawaną przez Stowarzyszenie CIONET dla innowacyjnych projektów. Nagrodzony został pomysł zielonej fali, dzięki której tramwaje nie czekają lub czekają krócej na skrzyżowaniach. Zbliżający się do świateł pojazd wysyła przez chmurę informację o swoim położeniu, dzięki czemu na sygnalizatorze szybciej pojawia się zielone światło.

– Dotychczas, żeby stworzyć taki priorytet, potrzebnych było kilka fizycznych urządzeń, które pozycjonowały tramwaj na skrzyżowaniu. To wiązało się z wysokimi kosztami i koniecznością przeprowadzania prac na torowisku, które wymagają wyłączenia go z ruchu, a przez to takie zmiany mogły trwać nawet kilka lat – wyjaśnia Marcin Buszka. – Dzięki naszej innowacji, która nie wymaga fizycznych inwestycji, teraz wdrażamy priorytety na ok. 30 skrzyżowaniach rocznie. To duży skok, który przekłada się na krótszy czas podróży tramwajem z punktu A do punktu B oraz duże oszczędności. Tramwaj, który nie musi się zatrzymywać i ruszać od nowa, zużywa mniej prądu, dzięki temu nasz przewóz jest tańszy. To może w przyszłości wpłynąć na brak podwyżek cen biletów.

– Zielona fala na skrzyżowaniach daje możliwość szybszego przejazdu przez Warszawę. Zarówno my, jako operator, jak i nasi pasażerowie oszczędzają dzięki temu cenny czas. Obliczyliśmy, że w ciągu roku dzięki minimalizacji czasu w podróży pasażerowie zyskują w ten sposób cały jeden dzień – wyjaśnia Bartłomiej Kahn.

Za trzy lata 18 proc. firm będzie mieć elektryczne auta w swoich flotach. W dobie pandemii inwestują także w hulajnogi i rowery na prąd dla swoich pracowników

Floty polskich firm będą coraz bardziej zelektryfikowane. Dziś z pojazdów elektrycznych korzysta 3 proc. firm, a za trzy lata będzie to już 18 proc., czyli sześciokrotnie więcej – wynika z ostatniego Barometru Flotowego Arval Mobility Observatory. To niejedyny wyraźny trend w tym segmencie. Coraz więcej pracodawców wdraża alternatywne środki transportu  w firmach. – W dobie pandemii COVID-19 szukają oni bezpieczniejszych form transportu dla pracowników. Na popularności zyskują rozwiązania z obszaru mikromobilności, czyli elektryczne rowery i hulajnogi – mówi Radosław Kitala, consultant & Arval Mobility Observatory manager.

Barometr Flotowy Arval Mobility Observatory pokazał, że dziś 3 proc. firm wykorzystuje w pełni elektryczne samochody w swoich flotach. Prawie co piąta chciałaby je mieć w perspektywie kolejnych trzech lat. Na alternatywne technologie napędu stawia prawie co trzecia firma, a za trzy lata ich odsetek powinien zwiększyć się do 50 proc.

 Firmowe floty będą zatem jednym z motorów rozwoju elektromobilności w Polsce – przewiduje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Radosław Kitala, consultant & Arval Mobility Observatory manager. – Realizowana przez Arval strategia Arval Beyondzakłada, że do 2025 roku jedna czwarta wynajmowanych przez nas pojazdów będzie zelektryfikowana.

Na elektryfikację flot będą miały także wpływ regulacje zewnętrzne, m.in. wprowadzenie nowego standardu badania zużycia paliwa i emisji spalin, czyli norma WLTP. Około 70 proc. menadżerów flot w Polsce przyznało, że ich strategie flotowe będą w związku z tym wymagały zmian.

– Dziś 27 proc. przedsiębiorców zapowiada zmianę w strukturze napędów we flocie właśnie ze względu na nowe normy WLTP. Możemy być również pewni, że za flotami będzie podążać cały rynek, w tym klienci indywidualni. Barometr Nowej Mobilności opublikowany niedawno przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych pokazuje, że osoby fizyczne są bardzo mocno zainteresowane tego typu rozwiązaniami i chciałyby na co dzień użytkować pojazdy elektryczne bądź zelektryfikowane – podkreśla ekspert.

Najczęściej wskazywanym przez menadżerów flot powodem, dla którego wprowadzają do nich alternatywne napędy lub zamierzają to zrobić, jest ograniczenie emisji zanieczyszczeń. Odpowiedź tę wskazało 26 proc. ankietowanych w przypadku aut osobowych i 16 proc. w przypadku dostawczych. Dla 19 proc. powodem jest redukcja kosztów paliwa. Tyle samo osób wskazało na mniejsze koszty utrzymania pojazdów osobowych (odpowiednio 13 proc. i 14 proc. dla aut dostawczych).

 Polsce daleko jest do liderów elektromobilności. W Europie średnio 40 proc. firm ma lub w ciągu najbliższych trzech lat zamierza mieć we flocie pojazdy w pełni elektryczne – wyjaśnia konsultant Arval Mobility Observatory. – Mają na to wpływ liczne bariery wskazywane przez polskich przedsiębiorców. Ponad 60 proc. menadżerów flot wskazuje braki w infrastrukturze, zarówno tej firmowej, jak i publicznej, jako kluczowy czynnik, który zniechęca ich do korzystania z aut elektrycznych. Dla podobnej grupy respondentów zniechęcające są również wyższe koszty zakupu tego typu pojazdów. W Polsce wciąż nie ma atrakcyjnych zachęt, szczególnie podatkowych, do zakupu takich aut.

W innych badanych krajach więcej niż co czwarty respondent wskazywał korzyści podatkowe jako główny czynnik wyboru samochodów elektrycznych.

Na szczęście żadna z tych barier nie jest zjawiskiem stałym. Brak dostępu do ładowarek czy niewielkie zasięgi pojazdów elektrycznych powoli stają się mitami, które są sukcesywnie obalane. Ceny pojazdów elektrycznych również spadają, pojawiają się także pierwsze rządowe programy wsparcia. Dlatego uważam, że rozwój elektromobilności w Polsce w najbliższych latach zdecydowanie przyspieszy – ocenia Radosław Kitala.

Tego rozwoju nie zahamowały nawet pandemia i ogólne pogorszenie nastrojów konsumentów. Dane PSPA i PZPM z końca października wskazują, że przez pierwsze 10 miesięcy tego roku na polskich drogach przybyło prawie 7 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Dynamika wzrostu w ujęciu rocznym to 108 proc.

Pandemia wpłynęła za to na rozwój mobilności alternatywnej. Oferowanie pracownikom środków transportu innych niż służbowy samochód staje się coraz popularniejsze. Takie rozwiązania wdrożyła już połowa firm w Polsce. Do najpopularniejszych należą przejazdy komunikacją miejską i wspólne dojazdy pracowników jednym środkiem transportu. W czasie pandemii koronawirusa pracodawcy szukają jednak bezpieczniejszych form przemieszczania się.

– Na popularności będą zyskiwać rozwiązania mikromobilnościowe, takie jak rowery czy hulajnogi elektryczne. Według deklaracji sprzed pandemii co piąta firma chciałaby w ciągu trzech lat mieć w swojej flocie rowery – mówi ekspert Arval Mobility Observatory.

Jak podkreśla, mobilność alternatywna dostępna w firmach będzie zyskiwała na znaczeniu. Współdzielone rowery czy samochody użytkowane tylko w ramach jednej grupy pracowników są znacznie łatwiejsze do zdezynfekowania i pracownik może mieć pewność, że korzysta z bezpiecznego pojazdu.

Radosław Kitala zaznacza, że takie rozwiązania są dziś potrzebne, ponieważ mało która firma może sobie pozwolić na samochód służbowy dla każdej zatrudnionej osoby, a coraz częściej pracownicy będą oczekiwali, że to właśnie pracodawca zapewni im bezpieczny sposób dojazdu do pracy.

– Firmy zajmujące się wynajmem długoterminowym nie mają innego wyboru, jak aktywnie podążać za trendami, a gdy tylko to możliwe, także je kreować. Na przykładzie Arval i nowej globalnej strategii Arval Beyond mogę powiedzieć, że obecnie wynajem auta to za mało, potrzebne są kompleksowe rozwiązania z zakresu mobilności. W tym roku zaoferowaliśmy firmom możliwość długoterminowego wynajmu rowerów oraz korporacyjny carsharing, bo wiemy, że w dzisiejszych czasach alternatywne formy mobilności będą bardzo potrzebne – podsumowuje manager Arval Mobility Observatory.

W Polsce powstał najgłębszy i najbardziej zaawansowany technologicznie basen na świecie. W Deepspocie będą mogli trenować płetwonurkowie i służby ratownicze

W Polsce powstał najgłębszy basen na świecie. Poziom trudności tej budowy można porównać do budowy metra. Basen ma 45 metrów głębokości i 8 tys. m3 wody. Mogą w nim trenować płetwonurkowie, którzy do tej pory w Polsce nie mieli do dyspozycji basenu głębszego niż 7 metrów. Budowa tak głębokiego obiektu stanowiła ogromne wyzwanie technologiczne. Ściany oporowe głębokiej na 20 metrów niecki basenu muszą wytrzymać siłę 50 t/m2. Cała konstrukcja powstała na bazie polskich rozwiązań technologicznych.  

– Inwestycja Deepspot ma znaczenie dumy narodowej, Będzie to najgłębszy basen na świecie, prawdopodobnie wpisany do „Księgi rekordów Guinnessa” – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas.

W Mszczonowie, blisko Warszawy, powstał najgłębszy basen na świecie. Poziom trudności budowy Deepspot był porównywany do budowy metra. Basen ma 45 metrów głębokości i 8 tys. m3 wody, co znaczy, że zmieści jej tyle, co 27 standardowych basenów o długości 25 metrów. Dla porównania dotychczas najgłębszy basen na świecie – Y-40 „The Deep Joy” we Włoszech – miał 42,15 metra głębokości.Także konstrukcja i wymagania technologiczne przy budowie obiektu były wyjątkowe. Cała budowa pochłonęła 5 tys. m3 betonu. Do wykonania samej niecki basenowej zużyto 3000 m3. Na budowę dostarczono zaś ponad tysiąc ton prętów zbrojeniowych.

Pomysłodawcą Deepspotu jest polska spółka Flyspot.

– Przede wszystkim to polski inwestor. Rozwiązania hydroizolacyjne, układanie płytek, ceramikę, jak również wsparcie techniczne, koordynację – Deepspot i Atlas robią wspólnie. Polskie firmy radzą sobie z tym wyśmienicie, nie ma potrzeby sięgania po rozwiązania teoretycznie bardziej zaawansowane, bo one są tylko teoretycznie bardziej zaawansowane. Polskie firmy, polscy właściciele dzisiaj reprezentują bardzo wysoki poziom techniczny, jakościowy, nie tylko w zakresie wyrobów, ale też prowadzenia inwestycji – przekonuje Paweł Kisiel.

Jak podkreśla, budowa tak głębokiego basenu była ogromnym wyzwaniem technologicznym. Ściany oporowe głębokiej na 20 metrów niecki basenu muszą wytrzymać siłę 50 t/m2. Wymagało to wyprodukowania dwóch klas betonu konstrukcyjnego.

Wyzwaniem było też wykonanie tuby ze względu na ciśnienie, jakie występuje na tak dużej głębokości. Podczas prac ziemnych trzeba było obniżyć lustro wody gruntowej w obrębie wykonywanych robót. Betonowanie krążków tuby o średnicy zewnętrznej 8 metrów odbywało się w taktach o wysokości 4 metrów. Ważący 200 ton fragment został zagłębiony już po usunięciu gruntu. Kluczową kwestią było utrzymanie osiowości konstrukcji tuby, w czym pomogły specjalne prowadnice.

Cała konstrukcja powstała na bazie polskich rozwiązań technologicznych.

– Produkty, które są na rynku polskim, są bardziej innowacyjne i zaawansowane niż te produkty, które są dostępne na rynkach Europy Zachodniej, czego też doświadczamy i czego dowodem jest również Deepspot – przekonuje prezes Grupy Atlas.

W Deepspocie będą mogli trenować profesjonalni płetwonurkowie, którzy do tej pory w Polsce nie mieli do dyspozycji basenu głębszego niż 7 m. W obiekcie ze sztucznymi podwodnymi jaskiniami i ruinami Majów można też znaleźć mały wrak do zbadania. Na głębokości 5 metrów w poprzek basenu zaprojektowano z kolei szklany tunel, w którym można obserwować nurków. Deepspot ma być też bazą treningową dla służb ratowniczych.

– To projekt nieszablonowy, takich projektów na świecie nie ma. Wymagał z jednej strony dużego zaangażowania, z drugiej strony wysiłku intelektualnego, bo nie ma też benchmarków, nie ma pełnej wiedzy. Ale najważniejsze, że wspólnymi siłami ten basen został ukończony, niedługo zostanie oddany do użytku i będzie mógł być używany przez służby ratownicze – mówi Paweł Kisiel.

W obliczu pandemii poziom cyfryzacji jest niewystarczający, ale coraz więcej usług dostępnych jest online. Być może wkrótce przez internet będzie można wziąć ślub

W obliczu kryzysu pandemicznego wzrosło zapotrzebowanie na usługi administracyjne, edukacyjne oraz biznesowe świadczone w trybie zdalnym. Przyspieszyło to proces cyfryzacji globalnej gospodarki we wszystkich jej obszarach. W narzędzia do zdalnej komunikacji zainwestowali zarówno przedstawiciele prywatnych przedsiębiorstw, jak i administracji. Cyfrowe rozwiązania pozwoliły utrzymać kontakt z klientami oraz petentami pozostającymi w izolacji bądź na kwarantannie.

– Poziom ucyfrowienia w sytuacji pandemii jest zawsze niewystarczający, bo w każdym kraju są usługi nieucyfrowione. Kluczowy jest moment, w którym możemy skontaktować się z urzędem cyfrowo. Mamy jeszcze kilka usług, które mogą znaleźć się w internecie. Można wyobrazić sobie, że połączymy się z urzędem przez wideokonferencję, zweryfikujemy tożsamość i załatwimy coś online. Możemy wyobrazić sobie, że usługi cyfrowe będą tańsze w porównaniu z realizowanymi przez urzędy w formule tradycyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z badania „Monitoring gospodarki cyfrowej” przeprowadzonego przez PIE po pierwszej fali pandemii wynika, że w okresie zaostrzonych restrykcji pandemicznych zauważalnie wzrosło zainteresowanie Polaków narzędziami do pracy oraz edukacji zdalnej, streamingu wideo oraz rozwiązaniami z zakresu e-commerce. Ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki miały bezpośredni wpływ na wzrost zapotrzebowania na nowe, innowacyjne technologie. Zanotowano ośmiokrotny skok liczby zapytań do przeglądarki o hasła związane z komunikacją oraz pięciokrotny wzrost liczby zapytań dotyczących zdalnej edukacji.

To wszystko przełożyło się z kolei na gwałtowny wzrost średniego ruchu w sieci. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PIE operatorzy internetowi zaobserwowali całkowity wzrost ruchu o 20 do 30 proc. w skali miesiąca, zarówno w dni powszednie, jak również weekendy. O tym, że był on bezpośrednio związany z sytuacją pandemiczną, najlepiej wskazuje fakt, że szczyt ruchu internetowego notowano w godzinach od 8 do 16.

Na wyjątkową sytuację zareagowali nie tylko przedsiębiorcy, lecz także przedstawiciele administracji publicznej, którzy zwrócili się w stronę rozwiązań online umożliwiających zdalne prowadzenie spraw urzędowych.

– Mamy e-recepty, system informatyczny podłączony do placówek zdrowotnych. Mamy też możliwość kontaktowania się z instytucjami publicznymi i weryfikacji tożsamości przez banki w połączeniu z szyną technologiczną stworzoną przez Ministerstwo Cyfryzacji. Kolejnym etapem jest stworzenie systemu centralnej rejestracji pacjentów i kontaktu pacjenta z jednostką zdrowotną. To jedno z ważniejszych zadań na najbliższe kilka miesięcy i do zrealizowania w 2021 roku. To, co jest do wyobrażenia w kolejnych miesiącach, to realizacja usług, które wymagają stawiennictwa osobistego, np. wprowadzenia ślubów przez internet – prognozuje ekspert.

Ślubu przez internet w formie wideokonferencji w Polsce na razie wziąć nie można, ale można już online załatwić formalności przedślubne wymagane przez Urząd Stanu Cywilnego. Rozwiązania idące o krok dalej są już jednak dostępne na świecie (np. w stanie Nowy Jork ze względu na pandemię ślub można wziąć całkowicie online) i być może także w Polsce taka opcja będzie dostępna.

W międzyczasie proces cyfryzacji usług nabiera tempa w sektorze prywatnym. Z raportu „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska” autorstwa Banku Światowego oraz PARP wynika, że za sprawą pandemii 32 proc. polskich firm sięgnęło po technologie internetowe, aby usprawnić funkcjonowanie biznesu w czasie pandemii. Dzięki nim aż 42 proc. przebadanych podmiotów podniosło swoją sprzedaż, 38 proc. usprawniło funkcjonowanie działu marketingu, a 24 proc. – zarządzanie firmą.

– Pierwsza fala pandemii przyspieszyła cyfryzację po stronie konsumenta. Mieliśmy wzrost do 12 proc. udziału konsumpcji przez e-commerce w stosunku do całkowitej konsumpcji. Do świata cyfrowego przeniosło się wielu konsumentów w Europie Zachodniej. W Polsce mamy bardziej tradycyjny model konsumpcji. Ruch nie powrócił np. w galeriach handlowych do poziomu sprzed pandemii w okresie, kiedy one były normalnie otwarte. Przy drugiej fali znowu widać, że udział e-commerce w koszyku konsumpcji rośnie i sięga blisko 10 proc. Ale nadal 90 proc. konsumpcji jest dokonywana tradycyjnie – wskazuje Piotr Arak.

Tarcza 6.0 tylko dla niektórych

Jesienna fala koronawirusa unieruchomiła wiele biznesów. Normalnie funkcjonować nie mogą przedsiębiorstwa gastronomiczne, eventowe i turystyczne. Znowu pojawia się więc potrzeba finansowego wsparcia rządowego dla firm, które przez epidemię tracą płynność finansową i mogą nie utrzymać się na rynku. Na ten problem ma odpowiedzieć nowa ustawa pomocowa, zwana Tarczą 6.0. Jednak treść proponowanej ustawy – nad której właśnie toczą się prace w sejmie – budzi wiele kontrowersji. Uwagi posłów i komentatorów politycznych dotyczą głównie zakresu pomocy, jaki ma oferować nowa tarcza. W obecnym brzmieniu wsparcie finansowe i ulgi podatkowe mają trafić tylko do niektórych gałęzi gospodarki. W dodatku o przynależności przedsiębiorstwa do konkretnej branży zdecydować ma kod PKD. To może sprawić, że pomoc nie dotrze do tych firm, które jej realnie potrzebują.

– Tarcza 6.0 nie będzie powszechna, tak jak na wiosnę 2020 roku. Adresatami tej pomocy będą tylko określone branże, ustalone na podstawie kodów PKD. To budzi kontrowersje, bo kod PKD nie świadczy o faktycznym przedmiocie działalności danego podmiotu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Kolejne kontrowersje budzi okrojona forma pomocy. Tarcza sprowadza się bowiem do zwolnienia ze składek ZUS za listopad, postojowego – które jednak nie trafi do wszystkich i bezzwrotnej dotacji w kwocie 5000 złotych. Pozostałe formy zależne są zaś między innymi od decyzji Komisji Europejskiej – będą więc odroczone w czasie aż do przyszłego roku. To kolejna słaba strona ustawy, bo realne wsparcie powinno trafić do przedsiębiorców jak najszybciej. Sprzeciw posłów budzą też progi, które decydują o otrzymaniu pomocy. Są wyższe, niż na wiosnę 2020 roku i zależą od obrotu z 2019 roku. To powoduje, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy zarejestrowali swoją działalność w 2020 roku, nie dostaną żadnego wsparcia. Dlatego do ustawy w sejmie zgłaszane są różne poprawki. Jaki będzie efekt tych prac? Oby szybki – ocenia Bocianowski.

ZPP: Uchwalenie podwójnego opodatkowania spółek komandytowych stanowi załamanie pakietu solidarności z biznesem i jest nieuczciwe wobec przedsiębiorców

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od początku procesu legislacyjnego podkreślał, że nie istnieją żadne racjonalne argumenty świadczące o potrzebie opodatkowania spółek komandytowych podatkiem CIT. Zawarte w uzasadnieniu do projektu ustawy tezy okazywały się, jedna po drugiej, fałszywe. Ani spółki komandytowe nie są wykorzystywane na potrzeby optymalizacji podatkowej (podkreślamy po raz kolejny, że sam resort finansów przyznał, że tylko sześciokrotnie podważono w oparciu o klauzulę przeciwko unikania opodatkowania schemat podatkowy wykorzystujący spółki komandytowe), ani ich przyrost w ciągu ostatnich lat nie był nieracjonalny i oderwany od rzeczywistości gospodarczej, ani też obejmowanie tych podmiotów podatkiem CIT nie stanowi ogólnie przyjętej europejskiej praktyki.

Mimo to, Ministerstwo Finansów z pomysłu nie zrezygnowało. W konsekwencji, Sejm w sobotę uchwalił podwójne opodatkowanie spółek komandytowych, a prezydent jeszcze tego samego dnia, w nocy, podpisał ustawę.

Jest to już kolejna danina, którą przedsiębiorcy (a na koniec dnia – gospodarstwa domowe) będą musieli ponosić już od przyszłego roku. Niedawno zdecydowano o uchwaleniu podatku cukrowego, od 1 stycznia odwieszony ma zostać pobór podatku handlowego. Konstrukcja tego ostatniego jest notabene na tyle wadliwa, że w branży sklepów RTV i AGD jedynym jego istotnym płatnikiem będzie jeden, rodzimie polski podmiot.

Nie jesteśmy w stanie zrozumieć uporu, z jakim rząd konsekwentnie wprowadza nowe obciążenia w czasie największego kryzysu od dziesięcioleci. Zakładane wpływy z ich tytułu stanowią kroplę w skali wydatków na rzecz ratowania gospodarki i nawet w „normalnych” czasach nie stanowiłyby czynnika decydującego o równowadze budżetowej. Tym bardziej dzisiaj potencjalnego rezultatu fiskalnego tych obciążeń nie można ocenić inaczej, niż jako mało znaczący.

Wielu przedsiębiorców, wbrew rachunkowi ekonomicznemu, w imię solidarności społecznej w czasie kryzysu utrzymuje miejsca pracy. Nakładanie w tym czasie na nich nowym podatków jest powszechnie odbierane jako nieuczciwe i nie fair.

Widzimy, co dzieje się w Europie. Z przeprowadzonej przez nas kilka tygodni temu analizy wynika, że znaczna część państw OECD w obliczu kryzysu decyduje się na zmniejszanie obciążeń podatkowych. Niemcy obniżyli VAT. Szwedzi zaproponowali kompleksowy pakiet reform mających stymulować gospodarkę do wzrostu, obejmujący m.in. obniżkę podatku PIT, czy obniżki składek na ubezpieczenia społeczne. Czesi już jakiś czas temu obniżyli VAT dla wybranych usług, ostatnio zdecydowali zaś o obniżeniu podatku PIT.

W tym samym czasie, w którym coraz większa grupa państw europejskich decydowała się na redukcję obciążeń i cięcia podatków, polski rząd nie tylko nie dał się przekonać na – wydawałoby się oczywistą – obniżkę VAT od gastronomii, pozwalającą tej branży jakkolwiek przeżyć trudny okres, lecz wręcz przeciwnie – zajmował się raczej projektowaniem nowych obciążeń. Co więcej, Minister Finansów już zapowiedział (wbrew wcześniejszym deklaracjom), że niewykluczone są kolejne podwyżki obciążeń w przyszłym roku.

Uważamy, że wprowadzanie nowych podatków w trakcie kryzysu COVID-19 utrudni odbudowę gospodarki i spowolni proces jej powrotu na tory wzrostu. Przez pewien czas wydawało się, że jest to argumentacja znajdująca zrozumienie części decydentów. Generalny konsensus wokół tego zagadnienia pozwalał mieć nadzieję, że kwestia powstrzymania się od nowych obciążeń będzie stanowiła jedną z kluczowych osi porozumienia pomiędzy biznesem, pracą i rządem. W obliczu ostatnich decyzji i niezrozumiałej determinacji we wprowadzaniu nowych obciążeń utrzymanie tej jedności wobec pandemii wydaje się wątpliwe.

Kredyt – co trzeba o nim wiedzieć?

Czy kredyt na zakup mieszkania to zawsze kredyt hipoteczny? Czy zakup mebli czy sprzętu kuchennego na raty to kredyt czy pożyczka i jakie to ma znaczenie? Wyjaśniamy, czym różnią się kredyt konsumencki, hipoteczny czy komercyjny i jakie prawa i obowiązki ma kredytobiorca.

Pożyczka i kredyt to w potocznym użyciu synonimy. Biorąc jednak pod uwagę przepisy, są to dwa różne terminy. Zasady dotyczące kredytów reguluje Prawo bankowe i ustawa o kredycie konsumenckim, a o pożyczkach mówi Kodeks cywilny i ustawa o kredycie konsumenckim. Czym w praktyce różnią się te dwie formy pożyczania pieniędzy?

Przede wszystkim przedmiotem kredytu są tylko pieniądze, a przedmiotem pożyczki mogą być nie tylko środki pieniężne (możemy pożyczać rzeczy materialne, np. samochód). Kredyt udzielany jest przez przedsiębiorcę, który w zakresie swojej działalności udziela kredytu (np. bank), zgodnie z tzw. zasadą celowości kredytu, czyli na cel wskazany we wniosku kredytowym. Pożyczka natomiast może być udzielona przez przedsiębiorstwo lub osobę fizyczną i może być wykorzystana przez pożyczkobiorcę na dowolny cel. Co za tym idzie – kredytodawca ma prawo kontroli sposobu wykorzystania kredytu, a pożyczkodawca nie. Ponadto umowa kredytu powinna zostać zawarta na piśmie; umowa pożyczki mniejszej niż 500 zł nie ma tego rygoru. Kredyt jest oprocentowany, a pożyczka nie musi generować kosztów.

Kredyty można klasyfikować, biorąc pod uwagę na przykład rodzaj kredytobiorcy czy formę zabezpieczenia stosowaną przez kredytodawcę.

Kredyt konsumencki to kredyt w wysokości nie większej niż 255 tys. zł (lub równowartości tej kwoty w innej walucie). Zasady jego udzielania określone są w ustawie o kredycie konsumenckim. Jak sama nazwa wskazuje, są to kredyty zaciągane przez konsumenta, czyli osobę fizyczną dokonującą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej ewentualną działalnością gospodarczą lub zawodową.

„Odróżnienie czynności związanych z działalnością gospodarczą od konsumenckich może czasami rodzić problemy interpretacyjne. np. kredyt zaciągnięty przez rolnika na naprawę dachu budynku gospodarczego nie jest umową konsumencką, ale jeśli ten sam rolnik weźmie pożyczkę na naprawę dachu domu mieszkalnego, dokonuje tej czynności jako konsument” – wskazuje UOKiK.

Ma to znaczenie, bo ustawa o kredycie konsumenckim gwarantuje kredytobiorcy określone uprawnienia. Konsument ma prawo m.in. do odstąpienia od umowy o kredyt w ciągu 14 dni, prawo do otrzymania projektu umowy o kredyt czy prawo do wcześniejszej spłaty zobowiązania.

Z kolei kredyt komercyjny, udzielany przedsiębiorcom na cele związane z prowadzoną przez nich działalnością gospodarczą, nie podlega ochronie przewidzianej w ustawie o kredycie konsumenckim. Udzielany jest na zasadach określonych w Prawie bankowym.

Kredyt hipoteczny to kredyt, przy którym zabezpieczeniem jest hipoteka, czyli obciążenie nieruchomości prawem, na mocy którego wierzyciel może dochodzić zaspokojenia swoich należności z tej nieruchomości. Upraszczając, bank daje nam kredyt niejako pod zastaw – jeśli okaże się, że nie będziemy mogli go spłacić, może przejąć nieruchomość obciążoną hipoteką i w ten sposób zrekompensuje brak należnych wpłat. Kredytodawcy korzystają z zabezpieczenia hipoteką kredytów o dużej wartości. Nie oznacza to, że takich kredytów udziela się tylko na zakup czy budowę domu, choć w praktyce najczęściej właśnie tak jest.

Na rynku można zetknąć się także z kredytem konsolidacyjnym, który pozwala spłacać inne zobowiązania kredytobiorcy. Oznacza to, że kilka kredytów zamienianych jest na jeden, dzięki czemu konsument zamiast spłacać kilka rat w różnych wysokościach w różnych bankach, musi pamiętać tylko o jednej racie dla banku, który udzielił kredytu konsolidacyjnego.

Niezależnie od rodzaju kredytu, na jaki się decydujemy, trzeba pamiętać, że jest to związane z określonymi kosztami. Oznacza to, iż trzeba wpłacić do banku więcej pieniędzy, niż się pożyczyło. Całkowity koszt kredytu to nie tylko odsetki (uzależnione od oprocentowania), lecz również m.in. opłaty, prowizje, podatki i marże. Może się więc zdarzyć, że kredyt o niskich odsetkach, po uwzględnieniu pozostałych składników, będzie droższy niż kredyt oferujący wyższe oprocentowanie, za to niższą np. marżę. Żeby ułatwić konsumentom porównywanie ofert utworzono rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (RRSO). To wymagane przepisami wyliczenie służące konsumentowi do porównania kosztów kredytów oferowanych przez kredytodawców. RRSO to całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta, wyrażony jako wartość procentowa całkowitej kwoty kredytu w stosunku rocznym Uwzględnia się w nim nie tylko oprocentowanie pożyczanych pieniędzy, lecz także pozostałe koszty kredytu, np. prowizje.

Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego odsetki maksymalne nie mogą wynieść więcej niż dwukrotność odsetek ustawowych, a te są równe sumie stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego (na koniec listopada 2020 r. wynosi ona 0,1 proc.) i 3,5 proc. Obecnie maksymalne odsetki wynoszą więc 7,2 proc.

NCBR ogłasza pierwszy konkurs w ramach programu INFOSTRATEG

Opracowanie uniwersalnych narzędzi do analizy i opisu obrazów medycznych w zakresie diagnostyki schorzeń dróg oddechowych oraz niektórych nowotworów, a także walka z dezinformacją i fake newsami – takie cele stawia przed przedsiębiorcami i naukowcami Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, ogłaszając pierwszy konkurs w programie INFOSTRATEG. Zakres tematyczny przedsięwzięcia dobrze odpowiada na wyzwania epidemicznej rzeczywistości.

Dziś ogłaszany jest pierwszy konkurs programu strategicznego INFOSTRATEG, w ramach którego w latach 2020 – 2029 realizowane będą projekty wspierające rozwój polskiego potencjału SI poprzez opracowanie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję i blockchain w praktyce. Zakładany całkowity budżet Programu to 840 mln zł, z czego 360 mln zł przeznaczone zostanie na projekty zamawiane.

Dzięki INFOSTRATEGowi chcemy rozwijać polski potencjał badawczy nad wybranymi problemami uczenia maszynowego. Wybrane tematy z obszarów robotyzacji rolnictwa, rozpoznawania i analizy obrazów, diagnostyki medycznej czy automatyzacji obsługi pacjenta są bardzo konkretne. Z jednej strony ma to umożliwić praktyczne zastosowanie stworzonych rozwiązań. Z drugiej – wewnętrzną konkurencję, dzięki której te rozwiązania będą jeszcze doskonalsze. Dodatkowo, co ważne, powstałe technologie znajdą w przyszłości szersze zastosowanie w gospodarce i nauce – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

Integracja przedsiębiorców i naukowców

Tematy podejmowane w ramach Programu zostały wyselekcjonowane ze względu na duży potencjał wdrożeniowy oraz konieczność stworzenia zaawansowanych rozwiązań informatycznych. Są to np. Inteligentny system przetwarzania mowy dla lekarzy, rozpoznawanie obrazów medycznych, inteligenta maszyna do zbierania jabłek, inteligentny dyspozytor korespondencji czy asystent obywatela w instytucjach użyteczności publicznej.

Polska ma istotny potencjał badawczy w dziedzinie SI, na co wskazują chociażby liczne publikacje naukowców czy zainteresowanie korporacji naszymi specjalistami, jednakże nie przekłada się to na rodzimą działalność badawczo-rozwojową. INFOSTRATEG będzie stanowił istotny wkład w tę aktywację. To kolejny z wysokobudżetowych programów strategicznych uruchomionych przez NCBR, który przyczyni się do konsolidacji najlepszych zespołów badawczych i integracji środowisk naukowych i gospodarczych wokół zagadnień kluczowych dla rozwoju kraju – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Groźne schorzenia oraz fake newsy na celowniku innowatorów

Budżet I konkursu w ramach programu INFOSTRATEG to 60 mln zł, które podzielono po równo na dwa tematy badawcze: 1. Rozpoznawanie obrazów medycznych w zakresie: dróg oddechowych (w szczególności w związku z zagrożeniami COVID), raka piersi u kobiet, raka prostaty u mężczyzn; 2. Weryfikowanie źródeł informacji i detekcja fake newsów.

Celem projektów realizujących pierwszy temat będzie opracowanie uniwersalnych narzędzi do analizy i opisu różnego typu obrazów medycznych. Warto wspomnieć, że co roku na raka prostaty zapada w Polsce ponad 15 tysięcy mężczyzn, na raka płuc 15 tysięcy mężczyzn i 7 tysięcy kobiet, a na raka piersi około 15 tysięcy kobiet. Wiele z tych osób umiera ze względu na późną diagnozę. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawienia jakości diagnostyki obrazowej, skrócenia czasu oczekiwania na diagnozę, wcześniejszego rozpoczęcia leczenia często występujących postaci raka, a więc również zmniejszenia śmiertelności, a także skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów.

Z kolei drugi temat badawczy ma zachęcić przedsiębiorców i naukowców do pracy nad narzędziami wykrywającymi fałszywe informacje i pozwalającymi na oznaczenie takich informacji w wyszukiwarkach. Stworzone systemy mogą być dla przykładu testowane poprzez monitorowanie wiadomości pojawiających się w mediach społecznościowych w okresie dwumiesięcznym. Podstawą oceny będzie porównanie liczby poprawnie znalezionych fałszywych informacji. Systemy powinny jednak być w stanie śledzić wielorakie popularne systemy komunikacji i rozpowszechniania informacji. Zadanie to przyczyni się do zmniejszenia negatywnego wpływu fake newsów i ograniczenia ich rozprzestrzeniania. Stworzenie takiego systemu może pomóc ograniczyć próby manipulacji opinią publiczną.

Kiedy nabór i dla kogo

Konkurs skierowany jest do przedsiębiorców, jednostek naukowych oraz ich konsorcjów. W ramach tematu z obszaru medycyny maksymalna wysokość dofinansowania projektu to 10 mln zł, a minimalna – 3,5 mln zł. W przypadku tematu mającego na celu walkę z dezinformacją – adekwatnie 8 mln zł i 1,7 mln zł. Wsparcie może uzyskać tylko projekt, w którym przewidziano realizację przynajmniej prac rozwojowych – badania przemysłowe i prace przedwdrożeniowe nie są obligatoryjne do uzyskania dofinansowania.

Nabór wniosków w konkursie będzie trwał od 4 stycznia do 26 lutego 2021 roku (do godz. 16:00). Więcej informacji oraz Regulamin konkursu dostępne są na stronie: https://www.ncbr.gov.pl/programy/programy-strategiczne/aawansowane-technologie-informacyjne-telekomunikacyjne-i-mechatroniczne-infostrateg/infostrateg-i-konkurs/

Na rynkach stan bliski euforii. To dobra wiadomość dla złotego

Ze względu na splot kilku czynników na rynkach obserwujemy stan, który można określić mianem bliskiego euforii. Dolar amerykański i jen japoński doświadczają spadku, podczas gdy zyskuje większość walut emerging markets, w tym polski złoty. W najbliższych dniach kluczowe będą dane o stanie gospodarek.

Popyt na najbardziej ryzykowne aktywa jest pochodną optymizmu związanego ze szczepionkami na COVID-19, zanikających obaw o przekazanie władzy amerykańskiemu prezydentowi elektowi, Joe Bidenowi, oraz przekonania, że polityka monetarna i fiskalna na świecie pozostanie niezwykle luźna.

Po Święcie Dziękczynienia w USA, okresie charakteryzującym się obniżoną aktywnością inwestorów i mniejszą liczbą publikacji makroekonomicznych, uwaga rynku powraca do danych. W tym tygodniu kluczowe będą dwa odczyty. We wtorek poznamy wstępny raport o inflacji w strefie euro w listopadzie. W piątek z kolei opublikowany zostanie listopadowy raport non-farm payrolls, opisujący sytuację amerykańskiego rynku pracy, a jednocześnie chyba najważniejszy raport gospodarczy świata. Będziemy obserwować go z uwagą, aby ocenić czy potwierdzi on utratę momentum widoczną w danych o składanych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych z ostatnich kilku tygodni.

PLN

Miniony tydzień przyniósł lekki wzrost kursu EUR/PLN, jednak już dziś rano złoty odrobił niemal wszystkie straty. Polskiej walucie, podobnie jak innym aktywom ryzykownym, sprzyja pozytywny sentyment do ryzyka.

Ostatnie wieści z kraju są mieszane. Do poprawy widocznej w koronawirusowych statystykach należy podchodzić ostrożnie, biorąc pod uwagę coraz mniejszą liczbę przeprowadzanych testów. Dane o sprzedaży detalicznej potwierdzają, że sytuacja pandemiczna oraz działania zapobiegawcze prowadzą do pogorszenia sytuacji gospodarczej, na co polski rząd stara się odpowiedzieć wdrożeniem dodatkowych środków, w tym tarczy finansowej 2.0 o wartości 35 mld zł, czyli ok. 1/3 pierwszej tarczy. Nie jest to kwota imponująca, zwłaszcza gdy porównamy ostatnie działania z tymi podejmowanymi przez Czechy. Tym niemniej, wszystko wskazuje na to, że druga fala pandemii – mimo że jest znacznie gorsza od pierwszej – nie przyniesie tak dużych strat dla gospodarki. W tym kontekście optymistyczne są szczególnie dane z krajowego rynku pracy: stopa bezrobocia pozostaje stabilna już piąty miesiąc z rzędu. Budzi to nadzieje na względnie szybkie odbicie gospodarcze po wycofaniu restrykcji i wdrożeniu masowych szczepień.

Patrząc na kalendarz ekonomiczny dla Polski, w tym tygodniu oprócz dzisiejszej rewizji danych o PKB w III kwartale czeka nas jeszcze wtorkowa publikacja odczytu PMI dla przemysłu oraz wstępny odczyt inflacji w listopadzie. Na środę zaplanowano z kolei posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. W jego kontekście nie spodziewamy się żadnych przełomowych informacji, ani tym bardziej zmian stóp procentowych.

EUR

Listopadowe dane PMI dla strefy euro, opublikowane w zeszłym tygodniu, były ponure. Przemysł radził sobie dobrze, wykazując ekspansję. Na branżę usług spadł jednak cios w postaci powrotu lockdownów – dane pokazały głębokie załamanie w sektorze. Niemniej jednak, rynki zamiast koncentrować się na złych wieściach, wolały patrzeć w przyszłość i skupić się na coraz bardziej realnych perspektywach dystrybucji szczepionki na COVID-19 w początkach 2021 roku.

Obecnie nasza uwaga kieruje się na listopadowe dane o inflacji w strefie euro, które poznamy we wtorek. Jakikolwiek wzrost inflacji bazowej (która nie uwzględnia wahań cen najbardziej zmiennych komponentów: żywności i energii) z poziomu 0,2% będzie kluczowy dla złagodzenia obaw dotyczących deflacji i może wesprzeć euro. Biorąc pod uwagę, że kurs EUR/USD znajduje się w okolicy poziomu 1,20 można by argumentować, że większość pozytywnych wieści jest jednak zawarta w cenie waluty – przynajmniej jeśli chodzi o krótki okres.

USD

Odczyty indeksów PMI w USA wypadły znacznie lepiej niż oczekiwano, sugerując silną ekspansję gospodarki. W tym kontekście widać wyraźną lukę między nimi a tymi z Europy. Rynki jednak przywiązują większą wagę do kwestii dystrybucji szczepionki w 2021 roku, a dolar amerykański cierpi w związku z lepszym sentymentem do ryzyka.

Obecnie kierujemy naszą uwagę w stronę listopadowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który będzie ostatnią kluczową publikacją, jaką poznamy przed grudniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Do tego czasu będziemy obserwować, czy odwrotna korelacja między rynkowym optymizmem a zachowaniem dolara amerykańskiego, która utrzymywała się w ostatnich kilku tygodniach, odwróci się.

GBP

Negocjacje w sprawie Brexitu przynoszą postępy, pomijając impas w kontekście praw połowowych. Doniesienia prasowe z weekendu sugerowały, że przełom był bliski, co powinno utorować drogę do skromnej umowy handlowej między Unią Europejską a Wielką Brytanią po Brexicie. To jednak w znacznej mierze jest zawarte w obecnej wycenie funta.

Odczyty indeksów PMI dla Wysp nie okazały się tak złe, jak zakładano, lecz indeks zbiorczy i tak spadł do poziomu 47,4 pkt, wskazując na kurczenie się gospodarki w listopadzie. W tym tygodniu nie zostaną opublikowane żadne kluczowe dane z Wielkiej Brytanii, stąd też handel na funcie zdominują nagłówki prasowe dotyczące Brexitu. Nadal oczekujemy ograniczonego umocnienia waluty w przypadku ogłoszenia porozumienia, zwłaszcza w relacji do euro.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu był jedną z najgorzej radzących sobie głównych walut, jednak nie tracił tak mocno jak jen japoński i dolar amerykański. Relatywna siła franka na tle pozostałych dwóch walut safe haven może mieć związek z różnicą w sytuacji pandemicznej między trzema krajami: w Szwajcarii widać wyraźną poprawę. W kraju tym obecnie spada nie tylko liczba nowych przypadków zakażeń, lecz także nowych zgonów związanych z COVID-19.

Najnowsze wieści płynące ze szwajcarskiej gospodarki również są zachęcające. Dane o zatrudnieniu w III kwartale i sprzedaży detalicznej w październiku pokazały wzrost w relacji do poprzedniego okresu. Co istotniejsze, indeksy sentymentu wskazują na oczekiwaną dalszą poprawę. Kluczowy odczyt indeksu wyprzedzającego KOF, który poznaliśmy dziś, pokazał ograniczony spadek w relacji do poprzedniego miesiąca i pozostaje na zdecydowanie wyższych poziomach niż w pierwszej połowie roku.

W najbliższych kilku dniach poznamy dość dużo odczytów ze Szwajcarii: we wtorek opublikowane zostaną dane o PKB w III kwartale i listopadowy raport PMI. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na środowy odczyt inflacji konsumenckiej. Publikacje te jednak najprawdopodobniej będą miały niewielki wpływ na szwajcarską walutę.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Globalne transakcje fuzji i przejęć w 2020 – wpływ COVID-19

DLA Piper spodziewa się w 2021 roku “znaczącego wzrostu” transakcji typu distressed assets i sporów potransakcyjnych.

Kancelaria DLA Piper publikuje raport pt. „Globalne transakcje fuzji i przejęć w 2020: wpływ COVID-19”, który powstał na bazie zagregowanych danych o realizowanych transakcjach przez klientów kancelarii na całym świecie. W skrócie, raport jest „opowieścią” o atrakcyjnych w czasach pandemii sektorach, mitygacji ryzyka, transakcjach dot. distressed assets i sporach potransakcyjnych.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Większość przejęć ma wciąż charakter kupna większościowych udziałów, zauważa się jednak wzrost wykupu mniejszościowych pakietów, zwłaszcza gdy kupujących celem jest redukcja kosztów i mitygacja ryzk w czasie wyjątkowo wysokiej niepewności gospodarczej.
  • W przypadku najbardziej atrakcyjnych firm (np. wybrane firmy farmaceutyczne i technologiczne) obserwujemy bardzo konkurencyjne aukcje z dużą liczbą uczestników chętnych do przejęć i gotowych działać w bardzo krótkich terminach.
  • Transakcje w dużej mierze odzwierciedlają napędzany pandemią rozwój wybranych sektorów gospodarki, gdzie największy udział mają technologie, następnie żywność i napoje oraz e-handel.
  • Oczekuje się, że będzie znaczący wzrost liczby transakcji dot. distressed assets, gdy firmy będą tracić ochronę i subwencje oferowane jako pomoc rządową. Rok 2021 może więc charakteryzować się transakcjami tzw. distressed assets.
  • Powszechną obawą jest, że pandemia będzie prowadzić do zwiększenia ilości sporów o naturze potransakcyjnej. W ponad 60% krajach, które były objęte badaniem zauważa się już wszczynanie postępowań sporów potransakcyjnych.

Marek Sawicki, partner, szef Private Equity i współkierujący praktyką Prawa Spółek, Fuzji i Przejęć warszawskiego biura DLA Piper komentuje: „W drugim kwartale 2020 r. obserwowaliśmy powszechne spowolnienie transakcji, gdy naturalnie większość przedsiębiorstw było skupione na przetrwaniu i dostosowaniu się do precedensowej sytuacji początków pandemii. Rynek zdecydowanie odbił się po miesiącach wakacyjnych, dodatkowo napędzany zmienionymi oczekiwaniami cen i rekordowym poziomem kapitału pod inwestycje w posiadaniu firm private equity oraz dostępnemu finansowaniu długiem. Ale aktualnie mamy do czynienia z rynkiem dwóch prędkości. Atrakcyjne przedsiębiorstwa z puli tzw. distressed assets, które wystawiane są na sprzedaż, szybko znajdują nabywców, którzy szukają okazji inwestycyjnych, zaś inne transakcje ciągną się dłużej i wymagają większej ilości negocjacji niż dotychczas.”

Krzysztof Kycia, partner współzarządzający kierujący praktyką Postępowań Sądowych i Regulacyjnych dodaje: „Sytuacja, w której transakcje realizowane są na rozchwianym rynku niekiedy bez stosownego czasu na analizy „za i przeciw”, mogą skutkować powstawaniem sporów potransakcyjnych. I chociaż prowadzenie sporu wiąże się z nakładem czasu i finansów i nie stanowi kluczowej działalności przedsiębiorstw to już widzimy zwiększenie się ilości spraw, w których nasi nowi klienci, dla których jeszcze nie pracowaliśmy, mimo to decydują się dochodzić swoich roszczeń na tle transakcji z ich udziałem.”

Emerytury są niższe niż oficjalne statystyki. Winna jest niewłaściwa metodologia

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że średnia emerytura w Polsce to niewiele ponad 2400 zł. Najwyższa przeciętna emerytura notowana jest w województwie śląskim i wynosi 2818,79 zł miesięcznie (trzeba pamiętać, że w tym przypadku średnią zawyżają dość wysokie świadczenia górnicze), natomiast najniższa jest województwie podkarpackim i wynosi 2100,72 zł miesięcznie. Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM twierdzi, że pokazywanie średniej dla emerytur w Polsce jest metodologicznie niewłaściwe, a gdyby wziąć pod uwagę inne parametry średnie emerytury byłyby znacznie niższe. O ile? Nawet o kilkaset złotych.

GUS podsumował dane dotyczące średnich emerytur w Polsce w 2019 roku. Okazało się, że przeciętna emerytura wypłacana z pozarolniczego systemu, wynosi w Polsce 2412,17 zł brutto miesięcznie. Jak się okazuje minimum socjalne, czyli comiesięczna kwota pozwalająca na skromne utrzymanie wynosi 1194,75 zł dla jednego emeryta i 1989,83 zł dla pary emerytów. Być może dlatego co dziesiąty senior przyznaje, że żyje mu się źle, a blisko połowa osób starszych uważa, że ich sytuacja finansowa jest przeciętna.[1]

Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM twierdzi, że rzeczywistość jest nieco gorsza niż statystyki. Jego zdaniem średnia emerytura w Polsce jest niższa o kilkaset złotych niż podawana średnia, a to oznacza, że seniorzy mają jeszcze mniej środków na życie i swoje potrzeby.

Warto podkreślić, że takie, a nie inne przedstawianie średniej dla emerytur w Polsce jest metodologicznie niewłaściwe. Rozkład emerytur w Polsce jest bowiem prawostronnie skośny i nie jest rozkładem Gaussa. Lepszą miarą powinny być zatem wskaźniki pozycyjne, np. mediana, czyli środek populacji, wartość, dla której 50 proc. emerytów ma więcej a 50 proc. ma mniej niż mediana. Dla rozkładu prawostronnie skośnego mediana będzie jeszcze niższa niż średnia.

Rys. Struktura emerytów, którym emerytury wypłaca ZUS wg. Wysokości świadczeń i płci świadczeniobiorców w marcu 2020 r.

Struktura emerytów, którym emerytury wypłaca ZUS
Źródło: ZUS

Co to oznacza? Średnia emerytura w marcu 2020 wynosiła 2395,11 zł, ale mediana już tylko 2119,96 zł. Gdyby spojrzeć na dominantę, czyli najczęściej wypłacaną emeryturę (na wykresie jest to pierwszy szczyt od lewej strony) to wynosi ona 1802,07 zł. Trzeba podkreślić, że średnią zawyżają też emerytury resortowe i górnicze, czyli uprzywilejowane dla wąskich grup społecznych. Przykładowo, niezbyt właściwą interpretację byłoby podawanie, że dla 10 osób, z których jedna zarabia milion złotych, a 9 osób po 1000 zł to przeciętnie te 10 osób zarabia ponad 100 tysięcy złotych.

[1] https://www.fakt.pl/pieniadze/finanse/przecietna-emerytura-z-zus-na-co-emeryci-wydaja-pieniadze/yvgg8b1?utm_source=_viasg_fakt&utm_medium=direct&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2#slajd-1

Co organizatorzy przygotowali dla uczestników GMC Live! vol.3?

Już w najbliższy czwartek, 3 grudnia na platformach Facebook i YouTube organizator Golden Marketing Conference, Grupa MTP, zaprezentuje trzynaście tematów marketingowych, które pozwolą na lepsze dopasowanie Twojej oferty biznesowej, komunikacji i obranej strategii do grupy docelowej. Tematem przewodnim wydarzenia jest środowisko #eCommerce. Ponadto, branżowi eksperci zaprezentują prelekcje z obszaru employee advocacy, prawa w marketingu, e-sportu, Facebook Ads, Google Ads, Content & Influence Marketingu.

Do udziału w GMC Live! vol. 3 zaproszono prelegentów:

  • Tymoteusz Stengert, New Business Lead , Sylius
  • Tomasz Grzemski, CEO i Co-Founder, Macopedia
  • Monika Czaplicka, CEO, Wobuzz
  • Krzysztof Marzec, CEO, DevaGroup
  • Dawid Fucia, Sales Team Leader, edrone
  • Marta Burchard, Digital Specialist, ToBilet.pl / r360
  • Karolina Kałużyńska, PR Manager, Gameset
  • Emilia Kusion, Dyrektor, CityDiet
  • Bartosz Pilc, Radca prawny i partner, Core Law
  • Paulina Mazur, Konsultantka HR, Propagatorka Odpowiedzialnego Employer Brandingu, Paulinamazur.com
  • Piotr Bucki, Wykładowca, szkoleniowiec, Bucki Pro
  • Łukasz Sokołowski, Digital Brand Manager, Citi Handlowy
  • Justyna Oracz, Head of Communications, Fantasyexpo
  • Daniel Bossy, Kreator Marketingu Internetowego, danielbossy.pl

Trzecia już odsłona Golden Marketing Conference online – GMC Live! będzie bezpłatnie transmitowana w Internecie na kanałach Facebook oraz YouTube GMC:

FB – https://www.facebook.com/GoldenMarketingConference/

YT – https://www.youtube.com/channel/UCq5BqQRFge4ya7symJ527qQ

Uczestnicy GMC Live vol. 3 będą mogli uzyskać certyfikat za udział właśnie w tym wydarzeniu.

GMC Live! vol. 3 jest objęte akredytacją DIMAQ, co oznacza, że uczestnicząc w nim posiadacze certyfikatów otrzymują punkty recertyfikacyjne.

Zachęcamy do śledzenia wydarzenia, gdzie publikowane są informacje o prelegentach i tematach konferencji.

Link do strony wydarzenia: https://www.facebook.com/events/3232960723496124

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Projekt GMC Live! powstał w odpowiedzi na potrzeby rynku marketingowo-eventowego, który w czasie największych obostrzeń wynikających ze światowej pandemii został zobligowany do przeniesienia swoich stacjonarnych spotkań na inne terminy. By móc kontynuować swoją misję prowadzenia rozmów o najnowszych trendach w branży oraz dzielić się dobrymi praktykami marketingowymi stworzyliśmy formułę spotkań online, które mają zagwarantować możliwość nieustannego wzbogacania wiedzy marketingowców i bezpłatnego podnoszenia kwalifikacji.

Dwie pierwsze edycje GMC Live! w liczbach:

  • 204 177 – Tyle minut widzowie konferencji live obejrzeli łącznie.
  • 23 057- Unikalnych użytkowników relacji live.
  • 5 073 – Stałych widzów w trakcie całej transmisji na FB oraz YouTube.
  • 1 528 – Reakcji pod relacją live.
  • 147 – Udostępnienia transmisji online.*

*Dane przedstawiają moment zakończenia transmisji live w dniu 15 lipca.

Elektryczne auta nie są ekologiczne?

W każdym micie znajduje się ziarno prawdy, dlatego w kontekście pojazdów elektrycznych warto mówić także o tym, że ekologicznych korzyści z takich aut nie można jeszcze mierzyć w dniu zakupu. Ich produkcja wiąże się z większą produkcją CO2, dlatego bilans emisji staje się korzystny dla środowiska po kilkudziesięciu tysiącach przejechanych kilometrów. Im więcej energii będzie pochodzić z odnawialnych źródeł, tym szybciej pojazdy elektryczne będą zyskiwać przewagę nad spalinowymi odpowiednikami i będą lepszym wyborem dla klimatu.

Wytworzenie każdego samochodu to proces energochłonny, wiążący się z emisją CO2 do atmosfery. W przypadku aut elektrycznych ta emisja jest wyższa, czasem nawet dwukrotnie, niż w przypadku ich spalinowych odpowiedników. Ma to przede wszystkim związek z produkcją baterii zasilającej pojazd elektryczny. Dlatego początek użytkowania takiego samochodu to czas, w którym bilans emisji CO2 nie jest jeszcze korzystny. Jednak, w przeciwieństwie do aut spalinowych, z biegiem lat samochód elektryczny staje się coraz bardziej ekologiczny.

Wiele zależy od użytkowania

Gdyby założyć, że samochód będzie zawsze ładowany za pomocą prądu powstałego wyłącznie z odnawialnych źródeł energii, wyrównanie różnic w produkcji pojazdu spalinowego i elektrycznego wymagałoby przejechania elektrykiem 50-60 tys. km. Tak byłoby jednak w idealnym świecie. W rzeczywistości, patrząc na miks energetyczny w Polsce, takim autem trzeba przejechać ponad 75-90 tys. km, aby wyrównać emisję CO2 względem pojazdów spalinowych. Jednak z każdym przejechanym kilometrem staje się ono coraz bardziej ekologicznym wyborem, a użytkownik takiego samochodu może zdecydowanie poczuć, że robi coś dobrego dla środowiska. To mocny argument na rzecz inwestowania w odnawialne źródła energii i kompleksowe podejście do elektromobilności.

Korzyści po czasie

Dobrą wiadomością jest to, że już dziś wiele osób decydujących się na pojazd elektryczny to klienci bardzo świadomi, dbający o ekologiczne podejście w każdej dziedzinie życia. Często są to osoby korzystające np. z własnych instalacji fotowoltaicznych, które wykorzystują je także do ładowania pojazdów. Dzięki temu ich auta osiągną zeroemisyjność dużo wcześniej.

Radosław Kitala, Consultant & Arval Mobility Observatory Manager

Prawie połowa pracowników branży handlowej chciałaby pracować poza handlem

Pracownicy branży handlowej, a zwłaszcza kasjerzy i sprzedawcy, przez lata byli jedną z najmniej docenianych grup zawodowych. Przy dużym bezrobociu nawet firmy borykające się z poważnymi kryzysami wizerunkowymi nie narzekały na brak rąk do pracy. Te czasy jednak minęły i nawet trwająca pandemia, która pozbawiła pracy wiele osób, nie poprawiła znacząco sytuacji wielu pracodawców.

MJCC przeprowadziło badanie osób zatrudnionych w branży: kasjerów sprzedawców, doradców klienta, kierowników i innych, aby poznać m.in. ich motywację do pracy, czynniki decydujące o wyborze pracodawcy czy plany na przyszłość. Wyniki opublikowano w raporcie „Praca i pracodawcy w branży handlowej”.Praca i pracodawcy w branży handlowej_2 (1)

Pilna potrzeba pracy najczęstszą motywacją do podjęcia pracy w handlu

Jak pokazują badania, większość respondentów (51%) rozpoczęła pracę w branży handlowej z przyczyn ekonomicznych, ponieważ pilnie potrzebowała jakiegokolwiek zatrudnienia. W tej grupie dominowały osoby do 25. roku życia był to główny powód zatrudnienia dla aż 63% z nich. Co ciekawe, aż 40% z badanych wskazywało na kontakt z ludźmi jako ważny powód podjęcia pracy w branży handlowej, a trzecim w kolejności czynnikiem okazała się dogodna lokalizacja (26%).Praca i pracodawcy w branży handlowej_1 (1)

Prawie połowa badanych nie chce w przyszłości pracować w handlu

Wyniki badań nie są optymistyczne dla pracodawców, zwłaszcza jeśli chodzi o utrzymanie pracowników. Aż 48% zatrudnionych w handlu planuje swoją dalszą drogę zawodową w innej branży. Z kolei ci, którzy chcą w niej pozostać, przy kolejnym wyborze pracodawcy zwracają uwagę na: wysokość wynagrodzenia (66%), rodzaj umowy (57%) i lokalizację miejsca pracy. Raport MJCC wskazuje też liczne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o podejście i oczekiwania w stosunku do pracy. Np. motywacja finansowa, która jest istotna dla 89% mężczyzn, została wskazana przez 63% kobiet.

Uzyskane wyniki bardzo jasno pokazują skalę wyzwania, przed którym stoją pracodawcy w branży handlowej. Kandydaci trafiający do handlu przypadkowo, niewykształcony etos pracy handlowca, brak motywacji do rozwoju w sektorze – połączenie tych czynników sprawia, że zadanie działów HR jest naprawdę karkołomne. Przyciągnięcie odpowiednich ludzi, zaangażowanie ich i zapewnienie potencjału rozwojowego wymaga kompleksowej i długotrwałej pracy wewnątrz i na zewnątrz organizacji – mówi Adrian Juchimiuk, Employer Branding Director i Partner w MJCC.

Najczęściej wybierane – sieci spożywcze, najmniej atrakcyjne – sklepy specjalistyczne

Nie bez znaczenia dla respondentów pozostaje też profil sklepu. Ci, którzy chcą nadal pracować w handlu, najchętniej wskazywali na sklepy spożywcze (24%), odzieżowo-obuwnicze (23%) oraz sklepy z kosmetykami i chemią gospodarczą (20%). Najmniej popularnością cieszyły się sklepy, w których wg badanych konieczna jest wiedza specjalistyczna, np. z artykułami zoologicznymi lub budowlanymi i ogrodniczymi.

Te obszary najrzadziej wybierają nawet ci respondenci, którzy chcą na dłużej związać się z branżą handlową. To wyniki zbieżne z tym, co widzimy w licznych badaniach jakościowych, które prowadzimy dla naszych klientów. Badani preferują w nich takie segmenty jak spożywka, odzież czy kosmetyki – i trudno nie zauważyć, że ma to związek z dwoma czynnikami: aktywnością pracodawców na rynku pracy i strukturą zatrudnienia. Z jednej strony liczne kampanie rekrutacyjne i wizerunkowe sieci spożywczych, intensywna komunikacja skupiona na benefitach, poprawiają wizerunek sieci z tego sektora handlu. Na korzyść sklepów odzieżowych czy drogerii działa z kolei fakt, że większość pracowników branży to kobiety – bliski im produkt i czysta praca z mniejszym obciążeniem powodują, że czują się bardziej komfortowo w sprzedaży i doradztwie w tych segmentach – komentuje Anna Mikulska, Employer Branding Director i Partner w MJCC.

Metodologia badania:

Badanie prowadzone było w formie ankiety internetowej (CAWI). Wzięło w nim udział 502 respondentów. Szczegółowe informacje nt. respondentów znajdują się w raporcie podsumowującym badanie.

Euro najdroższe względem dolara od września

Ostatnie sygnały z państw należących do kartelu OPEC wskazują, że możliwe jest ponowne zwiększenie produkcji cen ropy. Nadwyżka surowca na rynku mogłaby spowodować korektę ostatnich wzrostów cen.

Brak zgody w OPEC

Ostatnie sygnały napływające do nas z negocjacji państw OPEC nie uspokajają rynków. Problemem jest zapowiadane na styczeń przywrócenie wydobycia do poprzednich poziomów. W takim scenariuszu na rynek trafi znacznie więcej surowca, co może spowodować obniżkę cen. Z drugiej strony warto spojrzeć na fakt, że wielu producentów ropy ma poważne problemy gospodarcze. Domagają się oni możliwości zwiększenia produkcji, by ratować gospodarkę. Niewykluczone, że jeżeli nie dojdzie do podwyżki wydobycia ropy część państw i tak się wyłamie i zwiększy produkcję po cichu. W rezultacie strachu przed takim scenariuszem ropa drugi dzień z rzędu traci na wartości.

EURUSD znów zbliża się do 1,20?

Euro jest obecnie najdroższe względem dolara od września. Do przekroczenia tamtych poziomów dużo już jednak nie zostało. Przed wrześniem poprzednio euro było tak drogie w styczniu. Powodem słabości amerykańskiej waluty jest rosnące napięcie pomiędzy dwoma partiami politycznymi. Już teraz widać, że dojdzie do bardzo silnego klinczu, mogącego powodować impas decyzyjny. Nie wiadomo, jak daleko zajdą obie formacje, stąd inwestorzy podchodzą ostrożnie do tematu.

Lepsze dane ze Szwecji

Piątek był dobrym dniem dla Szwecji z punktu widzenia danych makroekonomicznych. Najpierw opublikowano dane na temat wzrostu PKB za 3 kwartał. Okazał się on lepszy od oczekiwań. Wzrost o 4,9% to bardzo dobry wynik, ale ze względu na bardzo słaby wynik 2 kwartału w skali roku to nadal 2,5% spadku. Sprzedaż detaliczna w październiku również przyspieszyła i wzrost wynosi już 3,6% w skali roku. Co ciekawe, pomimo obiektywnie dobrych danych rynki walutowe pozostały niemal obojętne na te odczyty. Korona właściwie nie zmieniła swojej wartości po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak Covid-19 wpłynął na trendy technologiczne

Pandemia pokazała, że technologie odgrywają kluczową rolę w rozwoju i wspieraniu społeczeństwa podczas aktualnie zachodzących zmian. Nowe rozwiązania pomagają konsumentom zrobić zakupy przez internet, zapłacić online, jak również utrzymać wymagany dystans społeczny. COVID-19 znacząco zmienił również sposób prowadzenia biznesu i uświadomił firmom, jak ważne jest błyskawiczne reagowanie na potrzeby rynku.

W wyniku pandemii cała branża technologiczna wspierająca sektor biznesowy przechodzi zmiany. Nowe technologie oferowane są coraz częściej przez fintechy – spółki tworzące oprogramowanie czy działające w obszarze cyfrowych płatności. Wiele firm z branży fintechowej bada również, w jaki sposób technologia może pomóc skuteczniej zarządzać kapitałem obrotowym, ponieważ blokady i zakłócenia w łańcuchu dostaw ograniczają płynność finansową przedsiębiorstw.

COVID-19 przyspieszył wdrażanie nowych rozwiązań i napędza tworzenie kolejnych innowacji. Oto trzy obszary technologii, które okazały się szczególnie ważne w trakcie pandemii.

Software as a Service – SaaS

Zachowanie bezpieczeństwa danych od zawsze było jednym z największych wyzwań branży IT. W wyniku pandemii ten obszar jeszcze bardziej zyskał na znaczeniu. W szczególności branża IT skupiła się na dwóch kierunkach: DPaaS (ang. Data Privacy as a Service) oraz CyberSecurity.

Według Allied Market Research rynek ochrony danych, do którego globalnego wzrostu przyczyniły się zmienione wymagania w zakresie przechowywania i ochrony danych, osiągnie 28,87 miliarda dolarów do 2022 roku. Dodatkowo, ten obszar w rozumieniu usług zyskał na atrakcyjności w związku z wybuchem pandemii COVID-19 i powszechnym przejściem na pracę zdalną.

Obecna sytuacja stawia przedsiębiorstwa w konieczności lepszego zabezpieczenia się przed cyberatakami, których liczba i skala szkód stale rośnie. Choć kwestia bezpieczeństwa pracy zdalnej nie jest nowością, to w aktualnej sytuacji wiele firm zostało zmuszonych do dostosowania i aktualizacji zabezpieczeń w zwiększonej liczbie rozproszonych urządzeń.

Adwokat Łukasz Wądołowski, Partner Zarządzający w Kancelarii Wądołowski i Wspólnicy podkreśla, że przedsiębiorcy zostali zmuszeni do wprowadzenia swoistych środków ochrony prawnej pozwalających na skuteczne zabezpieczenie gromadzonych przez nich danych. W efekcie, każda z firm musiała indywidualnie zaadresować tą kwestię, wziąć pod uwagę profil swojej działalności i to w jaki sposób, i  w jakim celu przetwarza dane klientów. Nowe przepisy zunifikowały standardy w całej UE, co dla firm świadczących usługi PaaS oraz CyberSecurity otworzyło dodatkowe rynki zbytu stając się szansą na rozwój i tworzenie nowych miejsc pracy.

W obliczu zagrożenia, jakie niesie za sobą kradzież danych, firmy, organizacje oraz osoby prywatne, które poprzez rozwój technologii i istniejące w nich luki (np. w IoT, sztucznej inteligencji) przechowują i dzielą się ogromną ilością danych w sieci, stają przed koniecznością zabezpieczenia swoich systemów i infrastruktury chmury. Cyberataki stają się coraz bardziej wyrafinowane, a przez to trudne do wyśledzenia, co za tym idzie stają się niezwykle szkodliwe. Tylko w Polsce w 2019 roku, według raportu CERT, liczba incydentów wyraźnie wzrosła. Odnotowano ich 6484, co w porównaniu rok do roku stanowi wzrost o 73%.

Ataki sieciowe dotykają nie tylko przedsiębiorstw, banków, czy osób prywatnych, ale są stosowane również przeciwko Państwom i wykorzystywane przez służby specjalne. W 2007 roku miał miejsce atak na system bankowy oraz łączności w Estonii, a w 2017 roku akcja hakerska sparaliżowała instytucje państwowe i prywatne na Ukrainie.

Jakub Sitarz, prezes Venture INC, funduszu VC, który inwestuje w firmy tworzące oprogramowanie w modelu SaaS, twierdzi, że rosnący popyt na implementację zabezpieczeń przed cyberatakami szczególnie w branżach takich jak bankowość, czy opieka zdrowotna wskazuje na zwiększenie wielkości rynku w najbliższych latach. W zależności od metodologii badań jego wartość jest różna – od 152 mld USD do 184 mld USD, jednak prognozy wskazują jasno: globalny rynek cyberbezpieczeństwa wzrośnie. Analitycy szacują, że wartość tego rynku do 2023 roku wzrośnie do 208-248 mld USD. Cyberbezpieczeństwo staje się wyzwaniem dla całego świata bez względu na to, czy dotyczy małych przedsiębiorstw, rządów, czy międzynarodowych gigantów.

Interfejsy programowania aplikacji (API)

Pandemia podkreśliła znaczenie i wartość API w komercyjnej przestrzeni bankowej. Systemy oparte na interfejsach programowania aplikacji umożliwiają szybkie płatności, ale również mogą posłużyć w dostępie do kapitału obrotowego i wsparcia operacyjnego firm zmagających się z presją utrzymania płynności finansowej.

Jednym z przykładów są szyte na miarę wdrożenia płatności online dla sklepów internetowych. Interfejs API jest uniwersalnym narzędziem, które może być zintegrowane z m.in. dowolną platformą sprzedażową, a nawet crowdfundingową. Dzięki dopasowaniu do indywidualnych potrzeb sklepu, płatności nie zaburzają ścieżki zakupu – zapewniają odpowiednie customer journey.

Płatności internetowe są wdrażane przez zewnętrznych dostawców, np. Tpay, który odpowiada za bezpieczną integrację płatności na stronie internetowej czy w przypadku bezdotykowych płatności – BLIKIEM u kuriera. Klienci zamawiający online, trafiają na stronę transakcyjną, dzięki której mogą wybrać ulubioną metodę płatności i bezpiecznie sfinalizować swoje zamówienie. Metody płatności można jednak wdrożyć także bezpośrednio na stronie sklepu. Tak zwany Panel on-site umożliwia klientom szybką płatność BLIKIEM i\lub kartą. Jego wygląd e-commercy mogą dostosować do swojej witryny. Takie rozwiązanie znacznie skraca czas dokonywania płatności i ma pozytywny wpływ na przywiązanie klientów do marki. Internauci płacący BLIKIEM – których liczba wzrasta w niezwykle szybkim tempie – finalizują wówczas zamówienie prawie jednym kliknięciem. Właścicielom e-biznesów takie skrócenie ścieżki zakupowej często pomaga także minimalizować liczbę porzuconych koszyków.

Według badania Lloyds Bank dotyczącego nastrojów instytucji finansowych, które zbiera opinie od banków, firm zarządzających aktywami i majątkiem, ubezpieczycieli i pośredników – API jest wymieniane jako jeden z trzech najważniejszych obszarów inwestycji technologicznych w nadchodzącym roku, wraz z rozwojem cyberbezpieczeństwa i chmury.

Fintech is a king

Ekscytująca i owocna współpraca między fintechami i tradycyjnymi bankami stała się w ostatnim czasie powszechnym zjawiskiem. Tendencja ta utrzymywała się podczas całej pandemii i będzie nadal rosnącym trendem. Dotyczy to w szczególności partnerstw, skupiających się na rozwiązaniach problemów biznesu, który bardzo ucierpiał na skutek pandemii.

Dzięki rozwiązaniom AI, data science czy machine learning stosowanych w scoringu fintechowym, możliwe jest znaczące przyspieszenie przetwarzanie wniosków kredytowych. Przykładem jest system scoringowy Wealthon, na podstawie którego szacowana jest maksymalna kwota pożyczki. Klient wypełnia formularz online, w którym wpisuje swój NIP, następnie system zaciąga wszystkie niezbędne dane z baz BIK, BIG, KRD. Algorytm weryfikuje historię transakcji z ostatnich 12 miesięcy oraz proponuje maksymalną kwotę pożyczki, która przyznawana jest w przeciągu 30 minut.

Według Aleksandra Majchrzaka, prezes Wealthon, system automatycznie łączy się ze wszystkimi bazami oraz  kontami bankowymi. Takie działanie pozwala w rzeczywisty sposób potwierdzić transakcję, w przeciwieństwie do standardowych procedur opierających się na wykorzystaniu dokumentów typu KPiR czy PIT. Te ostatnie zawierają jedynie deklaracje transakcji, nie pokazując rzeczywistych przepływów pieniężnych. Decyzja jest szybka, bo sztuczna inteligencja robi swoje. Po stronie przedsiębiorcy pozostaje tylko spłata zobowiązania.

System scoringowy jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, jak dodaje Majchrzak. Wspólnie z zespołem venture builder Innovatika spółka pracuje nad wprowadzeniem nowego lendtechowego rozwiązania rewolucjonizującego rynek pośrednictwa kredytowego B2B. Nowy system Simple.pl, oparty na algorytmach, ma w pełni zautomatyzować obsługę klienta i  łączyć się z bankami. Docelowo pozwoli to przedsiębiorcom na wzięcie szybkiego kredytu online w każdym banku za pośrednictwem platformy.

1 mln zł odszkodowania za piractwo TV – zapadł przełomowy wyrok

Sąd Rejonowy w Wieliczce Wydział II Karny wydał wyrok w głośnej sprawie mieszkańca powiatu krakowskiego, który zajmował się procederem nielegalnego udostępniania sygnału płatnych platform telewizyjnych (tzw. „sharing”). Zgodnie z wyrokiem Sądu oskarżony musi naprawić wyrządzone szkody i zapłacić pokrzywdzonym – CANAL+ Polska oraz Cyfrowemu Polsatowi – kwotę ponad 1 miliona złotych. To rekordowa kwota w historii walki z procederem sharingu w Polsce. Mężczyzna został skazany również na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres trzech lat. Wyrok jest prawomocny.

Mężczyzna został zatrzymany w marcu 2018 roku w domu jednorodzinnym na terenie powiatu krakowskiego, gdzie zbudował całą infrastrukturę służącą do nielegalnego dzielenia sygnału telewizyjnego. Policjanci zabezpieczyli tam sprzęt elektroniczny pełniący rolę serwerów „sharingowych” oraz dekodery i komputery. Do serwera wpiętych było kilkadziesiąt kart abonenckich, umożliwiających odbiór płatnej, kodowanej telewizji, która następnie za pomocą internetu była udostępniana nieuprawnionym osobom. Organizator „sharingu” za udostępnianie płatnej telewizji innym pobierał opłaty, które były znacznie niższe niż przy zawarciu legalnej umowy. W trakcie przeszukania policjanci znaleźli gotówkę w kwocie prawie 180 tys. zł.

Oskarżony został uznany za winnego popełnienia zarzucanego mu aktem oskarżenia czynu. Polegał on na tym, iż – działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – świadczył usługi niedozwolone przy użyciu uprzednio zaprojektowanych i przystosowanych przez siebie urządzeń niedozwolonych, umożliwiając osobom nieuprawnionym nielegalny dostęp do programów płatnych platform satelitarnych Cyfrowego Polsatu S.A. i nc+ (obecnie CANAL+ Polska), co stanowi przestępstwo z art. 6 ust. 1 i 2 w zw. z art. 7 ust. 1 Ustawy z dnia 5 lipca 2002 roku o ochronie usług świadczonych drogą elektroniczną opartych lub polegających na dostępie warunkowym (Dz.U. 2002 nr 126 poz. 1068).

Sąd na mocy art. 46. § 1 k.k. zasądził wobec oskarżonego obowiązek naprawienia szkody w części poprzez zapłatę na rzecz pokrzywdzonych:

  • Cyfrowy Polsat S.A. kwoty 526.299,53 złotych
  • Canal+ Polska S.A. kwoty 526.299,53 złotych

Sprawa miała charakter rozwojowy i w toku postępowania zatrzymano jeszcze jednego podejrzanego w tej sprawie. Drugi z mężczyzn został również prawomocnie skazany na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres próby oraz zapłatę odszkodowania na rzecz pokrzywdzonych.

Drastyczny wzrost blokad środków na kontach przedsiębiorców

Pandemia pandemią, ale państwo musi z czegoś żyć. Tylko od czerwca do połowy października 2020 r. fiskus zablokował ponad pięć razy więcej środków na kontach podatników niż w całym 2018 r. oraz niemal tyle samo (10 mln zł mniej) co w roku 2019.

Głównym źródłem utrzymania państwa są wpływy z podatków. A kto płaci najwięcej podatków? Rzecz jasna przedsiębiorcy. Są oczywiście nieuczciwe firmy, które w sposób niezgodny z prawem nie płacą podatków, lub – co gorsza dla fiskusa – wyłudzają ich wartość. To właśnie pod pretekstem przeciwdziałania takim nieuczciwym podatnikom zrodziło się hasło walki o uszczelnianie systemu podatkowego, pod którym fiskus tłumaczy każde nowowprowadzane wobec przedsiębiorców restrykcje i obostrzenia.

System teleinformatyczny izby rozliczeniowej

W połowie stycznia 2018 r. weszła w życie Ustawa z dnia 24 listopada 2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych (Dz.U. 2017 poz. 2491), dzięki której skarbówka otrzymała STIR. System teleinformatyczny izby rozliczeniowej (STIR) to nadane Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej narzędzie do śledzenia rachunków bankowych oraz rachunków w SKOK-ach należących do przedsiębiorców, mające służyć wykrywaniu nieprawidłowości i oszustw podatkowych. Najpierw STIR przesyłał do KAS informacje na temat zlikwidowanych oraz nowo otwartych rachunków rozliczeniowych tzw. podmiotów kwalifikowanych, a więc: przedsiębiorców, osób prawnych, osób fizycznych prowadzących działalność zarobkową na własny rachunek oraz jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym ustawa przyznaje zdolność prawną. Natomiast od 30 kwietnia 2018 r. na podstawie tych danych Szef KAS może już zajmować zgromadzone na kontach przedsiębiorców środki na okres do 72 godzin (do okresu tego nie wlicza się jednak sobót ani dni ustawowo wolnych od pracy).

Blokada rachunków firm

A każdy, kto prowadził kiedyś firmę, wie, że blokada środków to represja bardzo dotkliwa. Może znacząco nadszarpnąć lub spowodować całkowitą utratę płynności finansowej. Zwłaszcza że na wniosek Szefa KAS, w pewnych sytuacjach, np. powzięcia przez niego uzasadnionej obawy, że przedsiębiorca nie wykona ciążącego na nim zobowiązania podatkowego, a szacowana kwota zobowiązania podatkowego przekroczy równowartość 10 tys. euro, blokada konta może zostać przedłużona na okres do trzech miesięcy.

Fiskus znów blokuje konta

W obliczu pandemii, a także w związku ze związanym z nią lockdownem polskiej gospodarki władze wyciągnęły w tym trudnym czasie ku przedsiębiorcom rękę, przyznając im środki pomocowe w ramach Tarczy Antykryzysowej, wydłużając terminy na spełnienie obowiązków podatkowych, ale również nie blokując im kont rozliczeniowych. Jak informuje Business Insider w artykule z 27 października 2020 r., powołując się na dane przekazane przez Ministerstwo Finansów, przez pierwszych pięć miesięcy tego roku administracja skarbowa zablokowała na kontach firm jedynie 19 mln zł.

Ale stan ten nagle diametralnie się zmienił. Tylko od początku czerwca do połowy października skarbówka zablokowała rachunki przedsiębiorców na kwotę 57 mln zł. Łącznie w 2020 r. suma zajęć wyniosła 76,4 mln zł. Dla porównania skali wzrostu dokonywanych przez skarbówkę blokad rachunków firm, w 2018 r. Szef KAS zabezpieczył w ten sposób 10,2 mln zł, a w całym 2019 r. – 67,2 mln zł.

A blokad może być jeszcze więcej

Jak widać, tendencja dokonywania przez skarbówkę blokad rachunków firm jest mocno wzrostowa. Co więcej, w planach fiskusa jest już nowelizacja przepisów, która ma zezwolić organom skarbowym na blokowanie również prywatnych kont oszczędnościowych obywateli, jeśli tylko urzędnicy powezmą podejrzenia, że mogą być wykorzystywane do oszustw podatkowych. Bo w tej chwili STIR nie śledzi przepływów finansowych ani rachunków osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, stąd nie są monitorowane transakcje pomiędzy rachunkami firmowymi a prywatnymi. Fiskus chce również zwiększyć okres pierwszej blokady z 72 do 96 godzin.

To Szef KAS ocenia, czy blokować konto, czy nie

W komunikacie z dnia 16 października 2020 r. Ministerstwo Rozwoju Pracy i Technologii poinformowało, że w ramach państwowych programów pomocowych Tarczy Antykryzysowych od początku roku do przedsiębiorców trafiło już 145 mld zł. Mając na względzie wzmożone blokowanie kont przez administrację skarbową, można wysnuć hipotezę, że teraz państwo chce te pieniądze odzyskać.

Oczywiście każdemu, komu nie podoba się to, że skarbówka może w każdej chwili zablokować mu dostęp do pieniędzy niezbędnych do prowadzenia firmy, fiskus odpowie, że jeśli będzie uczciwym podatnikiem, to nie musi się niczego obawiać. Tylko że kryteria oceny tej uczciwości są mocno uznaniowe. Zgodnie z art. 119zv. § 1 Ordynacji podatkowej Szef KAS może zablokować rachunek, jeżeli posiadane informacje wskazują, że przedsiębiorca może wykorzystywać działalność banków lub SKOK-ów do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub nawet tylko do czynności zmierzających do takich wyłudzeń.

Jeśli zatem ktoś nie chce powierzać losu swoich pieniędzy, a poniekąd i losu swojej firmy, ufności w obiektywizm i przychylność oceny dokonywanej przez skarbówkę, to chyba jedynym remedium na to jest konto zagraniczne w jednym z państw oferujących private banking na najwyższym poziomie bezpieczeństwa.

Autor: Kinga Hanna StachowiakWspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Co daje Polakom poczucie bezpieczeństwa w finansach?

Z badania Santander Bank Polska[1] wynika, że tylko co drugi Polak ma oszczędności, które pozwalają mu czuć się spokojnie. Nasze poczucie bezpieczeństwa finansowego zależy od wieku, wielkości miasta, w którym mieszkamy, a także liczby osób w gospodarstwie domowym.

Badani mają różne podejście do tego, jaka wartość oszczędności, wyrażona
w wielokrotności wynagrodzenia, zapewnia im poczucie bezpieczeństwa. Ponad połowa Polaków nie posiada oszczędności, które pozwalałyby im czuć się bezpiecznie. Głównie są to osoby, które deklarują, że w ogóle ich nie mają (37 proc.). Kolejne 19 proc. to badani, którzy mają zasoby finansowe, ale ich wysokość nie pozwala im odczuwać spokoju finansowego. Może to wynikać z wysokości osiąganych dochodów – aż 87 proc. ankietowanych z dochodem do 2 000 zł miesięcznie nie ma oszczędności lub nie czuje się bezpiecznie z ich wysokością.

–  Ocena finansowego poczucia bezpieczeństwa jest bardzo subiektywna, jednak z raportu „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wynika, że bezpieczniej ze swoimi oszczędnościami czują się mężczyźni, którzy też częściej od kobiet mają odłożone jakiekolwiek pieniądze. Najbezpieczniej czują się osoby będące członkami 3 lub 4-osobowych gospodarstw domowych – odpowiednio 49 i 53 proc. deklaruje dobre samopoczucie w tej sferze – mówi Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.Co daje nam poczucie finansowego bezpieczeństwa

Wielkość miasta i wiek mają znaczenie

Raport „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” Santander Bank Polska wskazuje również, że większe poczucie finansowego bezpieczeństwa mają mieszkańcy dużych miast, spośród których ponad połowa (57 proc.) wskazała taką odpowiedź. .

Poza wielkością miasta, w którym mieszkamy, także wiek zwiększa poczucie bezpieczeństwa finansowego. Z badań wynika, że ponad połowa osób między 40 a 49 rokiem życia (54 proc.) czuje się dobrze ze swoimi oszczędnościami. Może to wynikać z zachowawczego stylu odkładania pieniędzy przez Polaków, który wymaga znacznie dłuższego horyzontu czasowego, aby móc obserwować efekty pomnażania majątku – tłumaczy Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Doceniamy automatyzację

Zgodnie z wynikami badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” co piąty ankietowany korzysta z różnych form automatycznego oszczędzania niewielkiej kwoty po każdej lub po wybranych transakcjach. Co ciekawe, taki sam odsetek badanych deklaruje, że chętnie by z takiej możliwości skorzystało, gdyby była dostępna. 30 proc. badanych nie korzysta z automatycznego oszczędzania, mimo że jego bank oferuje taką możliwość.

Oszczędzanie „mimochodem” staje się coraz popularniejsze, szczególnie w grupie młodszych klientów, osób o niższych dochodach oraz rodzin wieloosobowych. Jest to dobre rozwiązanie na początek dla tych klientów, którzy mającym problem z systematycznym odkładaniem pieniędzy. Warto sprawdzić co oferuje w tym zakresie nasz bank – szczególnie, że z naszych badań wynika, że niemal jedna trzecia badanych Polaków nie orientuje się, czy taki produkt jest dla nich dostępny – podsumowuje Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania został powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA.

Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska.

Wpływ wyników wyborów w USA na globalny rynek nieruchomości

Region EMEA jest zróżnicowany pod względem geopolitycznym, co w kontekście wygranej Joe Bidena i Partii Demokratycznej oznacza szereg konsekwencji natury ekonomicznej i biznesowej, które należy wziąć pod uwagę. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że za kadencji prezydenta Bidena Unia Europejska oraz rządy państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) zacieśnią współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Poza EOG – w przypadku Bliskiego Wschodu, Afryki, Rosji i Turcji – relacje będą bardziej zróżnicowane.

Na gospodarki i rynki nieruchomości komercyjnych w regionie EMEA wpływ będą mieć 3 kluczowe elementy:

  1. Handel międzynarodowy | Obniżone cła będą wspierać europejskie przedsiębiorstwa importowe i eksportowe oraz napędzać i stabilizować popyt na nieruchomości przemysłowe.

Obóz Bidena jasno dał do rozumienia, że podejmie konkretne kroki, aby zakończyć „sztuczną wojnę handlową” Trumpa z Unią Europejską przy jednoczesnym niwelowaniu deficytów handlowych między partnerami. Poprawa funkcjonowania NATO i relacji w ramach sojuszu powinna w krótkim okresie zmniejszyć niepewność dotyczącą gospodarki i handlu, jednak nie wpłynie to na potrzebę większej niezależności Europy i konieczność ponoszenia przez nią nakładów na budowanie własnego bezpieczeństwa. W średnim okresie będzie to oznaczać wyższe podatki, które negatywnie przełożą się na produkcję przemysłową, ale umożliwią Europie rozwijanie relacji handlowych zarówno z Zachodem, jak i ze Wschodem. Podziały wokół kwestii irańskiej będą mniej widoczne za prezydenta Bidena, a Wielka Brytania nie będzie odczuwać aż takiej presji związanej z brexitem i ryzykiem surowszych amerykańskich sankcji. Z drugiej strony przyszła umowa handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią wisi na włosku, ponieważ zależy od podpisania i warunków umowy handlowej między Wielką Brytanią a Unią Europejską.

  1. Inwestycje korporacyjne | Na poziom inwestycji w Europie wpłynie zakres zmian regulacyjnych i podatkowych wprowadzonych przez Bidena.

Jeśli Biden będzie w stanie przeforsować zmiany, większy pakiet stymulacyjny prawdopodobnie złagodzi presję podatkową i regulacyjną, zwłaszcza dla konsumenta amerykańskiego, co pozwoli również ograniczyć negatywne skutki dla eksportu z Europy. Jednakże zmiany podatkowe w krótkiej perspektywie mogą skutkować niższymi przychodami amerykańskich spółek, zwłaszcza w sektorze technologicznym. Biorąc pod uwagę znaczącą obecność amerykańskich spółek technologicznych na europejskich rynkach biurowych, zwłaszcza tzw. grupy „FAMANG” (Facebook, Amazon, Microsoft, Apple, Netflix, Google), mniejsze amerykańskie inwestycje bezpośrednie (FDI) w regionie EMEA mogą negatywnie wpłynąć na popyt na europejskim rynku biurowym. Ponieważ sektor technologiczny skupia 15% pracowników biurowych i stanowi 18% gospodarki biurowej w miastach europejskich, należy go bacznie obserwować. Biorąc to pod uwagę, w 2021 r. duże przedsiębiorstwa europejskie powinny odnotować wyższy wzrost przychodów niż ich amerykańskie odpowiedniki oraz wykorzystać możliwości rozwoju, zwłaszcza w sektorach takich jak energia odnawialna.

  1. Zmiany klimatu | Większa efektywność energetyczna ma poważne implikacje dla sposobów korzystania z nieruchomości, elastyczności/możliwości dostosowania oraz lokalizacji, a zwłaszcza dla budownictwa oraz zarządzania projektami i aktywami. Trend ten dodatkowo wzmacnia konieczność dostosowania się miast do funkcjonowania w nowej rzeczywistości w następstwie pandemii COVID-19.

Zwycięstwo Bidena nie tylko wspiera plan walki z globalnym ociepleniem, lecz także przyspiesza rozwój sektora energii odnawialnej, który stanowił główny element zagranicznych inwestycji bezpośrednich w regionie EMEA w ostatnich latach. Energia odnawialna jest jednym z fundamentów nowego budżetu UE w perspektywie finansowej do roku 2027. W budżecie tym założono pozyskanie 500 GW energii ze źródeł odnawialnych oraz powstanie 3 mln nowych stacji ładowania aut hybrydowych i 1000 stacji ładowania aut z ogniwami wodorowymi do 2030 r. W Holandii zostały już wprowadzone przepisy ograniczające najem komercyjny jedynie do obiektów spełniających wysokie normy efektywności energetycznej. Podobne przepisy mają zostać uchwalone w Wielkiej Brytanii. Z uwagi na duże zapotrzebowanie na energię elektryczną szczególnym nadzorem pod kątem spełniania norm związanych ze środowiskiem, społeczeństwem i ładem korporacyjnym (ang.  Environment, Social, Governance – ESG) zostaną objęte centra przetwarzania danych.

Zwycięstwo Bidena wspiera rozwijanie i wdrażanie bardziej spójnych strategii z zakresu ESG w Ameryce Północnej i Europie, a nawet na całym świecie, zważywszy na dość zaskakującą deklarację Chin z września tego roku o tym, że Państwo Środka planuje całkowite odejście od węgla do 2060 r.

Dla globalnych podmiotów zarządzających inwestycjami stanowi to zachętę, by w większym stopniu uwzględniać w swoich portfelach nieruchomości spełniające normy zrównoważonego rozwoju, które są coraz ważniejsze dla najemców i inwestorów.

Brytyjski minister finansów Rishi Sunak niedawno poinformował o planach wprowadzenia tzw. zielonych obligacji w celu sfinansowania projektów infrastruktury niskoemisyjnej i wzmocnienia pozycji Wielkiej Brytanii jako czołowego na świecie centrum finansowego dla takich inwestycji. Wielka Brytania dołącza do 16 krajów, które już wyemitowały takie obligacje, w tym Niemiec i Szwecji. Popyt na nie był wyższy niż wartość emisji, co pokazuje duże i stale rosnące zapotrzebowanie na inwestycje przyjazne dla środowiska naturalnego.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć w raporcie A Tale of Two Outcomes Part 2, w którym omówiono wpływ wygranej Joe Bidena na Stany Zjednoczone, Daleki Wschód oraz region EMEA, z zastrzeżeniem, że sytuacja od chwili obecnej do momentu zaprzysiężenia może się znacząco zmienić.

Komentarz Damiana Harringtona, dyrektora Colliers International ds. badań w regionie EMEA

Które formy rządowej pomocy dla przedsiębiorców nadal są dostępne?

Parlament przyjął już sześć Tarcz Antykryzysowych i wielu przedsiębiorców zastanawia się, z których form rządowej pomocy może jeszcze skorzystać. Eksperci inFakt przygotowali zestawienie świadczeń, które nadal obowiązują.

Świadczenie postojowe – jest to zwolniona z opodatkowania kwota w wysokości 2 080 zł dla osób, które prowadzą działalność gospodarczą lub były zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych (zlecenie i o dzieło). Można o nie wnioskować co miesiąc, ale nie więcej niż trzy razy. Maksymalna kwota otrzymanego wsparcia to 6 240 zł.

Katalog branży, które mogą skorzystać ze świadczenia postojowego, był poszerzany na mocy kolejnych Tarcz (5.0 i 6.0).

Mikropożyczka 5 000 zł – bezzwrotna pomoc w wysokości 5 000 zł dla osób, które prowadzą działalność gospodarczą. Pożyczka jest automatycznie umarzana po 3 miesiącach od dnia jej otrzymania pod warunkiem, że przedsiębiorca nadal prowadzi działalność. Ta forma pomocy jest także zwolniona z opodatkowania. Wniosek o mikropożyczkę o nazwie PSZ-PKDG można składać na stronie praca.gov.pl.

Dofinansowanie do działalności bez pracowników – jest to bezzwrotne świadczenie przyznawane przez starostę na trzy miesiące. – Kwota dofinansowania uzależniona jest od spadku obrotu przedsiębiorcy, który wylicza się, porównując obroty z dwóch kolejnych miesięcy 2020 roku do analogicznych miesięcy 2019 roku. Za miesiąc uważane jest dowolne 30 dni następujących po sobie – tłumaczy Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt. – Jeśli spadek wyniósł 30%, dofinansowanie wyniesie 1 300 zł miesięcznie, 50% spadku to 1 820 zł wsparcia, a 80% spadku – 2 340 zł.

Wniosek o przyznanie tego świadczenia, o nazwie PSZ-DKDG, również należy składać na stronie praca.gov.pl.

Dofinansowanie do działalności zatrudniających pracowników – działalności gospodarcze, które zatrudniają pracowników, mogą skorzystać z dofinansowania zarówno z Powiatowego jak i Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Dofinansowanie z PUP dotyczy dopłat do wynagrodzeń pracowników i składek ZUS przez 3 miesiące. Jego wysokość także zależy od spadku obrotu i wyliczane jest na takiej samej zasadzie, jak dofinansowanie do działalności bez pracowników. Można składać je na wniosku o nazwie PSZ-DKWP. Dofinansowanie przysługuje na każdego z pracowników w wysokości nie większej niż 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia wraz ze składkami na ubezpieczenie społeczne.

Również na 3 miesiące przyznawane jest dofinansowanie z WUP. Wnioski o nazwie VIA-WOMP przyjmowane będą do 10 czerwca 2021 r., ale dofinansowanie będzie udzielane maksymalnie do 30 czerwca 2021 r. Można je składać na stronie praca.gov.pl.

ORLEN wyznacza kierunki rozwoju Grupy do 2030 roku

Energetyka odnawialna i nowoczesna petrochemia wytyczą drogę transformacji Grupy ORLEN do 2030 roku. Rozwój nowych obszarów będzie napędzany poprzez maksymalizację zysków i przebudowę dotychczasowej działalności, uwzględniającą nowe technologie, trendy środowiskowe i konsumenckie. Realizacja strategii ORLEN2030 doprowadzi do dalszej dywersyfikacji źródeł przychodów Koncernu, wpisując się w długofalowy cel osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Strategia zakłada również powrót do wzrostowej ścieżki dywidendy, która od przyszłego roku wyniesie minimum 3,5 zł na akcję.

– Otwieramy nowy rozdział w historii Grupy ORLEN. Kierunki zmian wytycza strategia ORLEN2030, która jest odpowiedzią na globalne trendy. Budujemy nowy Koncern multienergetyczny, zdolny do konkurowania w obliczu wielkich przemian. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że segmenty biznesowe, w których dzisiaj jesteśmy najsilniejsi, będą wymagały niezwykle głębokich zmian. Jesteśmy na nie przygotowani. W ciągu ostatnich lat konsekwentnie i skutecznie prowadziliśmy działania wzmacniające Grupę ORLEN i przygotowujące ją do nadchodzącej transformacji. Na realizację naszych strategicznych celów wydamy łącznie ok. 140 mld zł, co wygeneruje łącznie 195 mld zysku EBITDA w ciągu następnych 10 lat. Zdywersyfikowana działalność zapewni nam stabilną sytuację finansową i pozwoli konsekwentnie budować wartość dla naszych akcjonariuszy. ORLEN2030 będzie efektywnym, zintegrowanym koncernem, opartym o czyste technologie i zeroemisyjne źródła energii – podkreśla Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

140 mld zł nakładów inwestycyjnych

Transformacja Koncernu w kierunku grupy multienergetycznej, będzie oparta o energetykę odnawialną i gazową, efektywną, niskoemisyjną produkcję rafineryjno-petrochemiczną, własne wydobycie węglowodorów oraz zintegrowaną ofertę dla klientów indywidualnych. Do 2030 roku Grupa ORLEN przeznaczy na inwestycje łącznie 140 mld zł, aktywnie zarządzając portfelem działalności biznesowych. Największa część nakładów inwestycyjnych zostanie przeznaczona na segmenty, które w najlepszy sposób realizują ambicje strategicznego rozwoju Spółki. Około 85 mld zł zostanie zaalokowane w nowe, perspektywiczne obszary związane przede wszystkim z energetyką odnawialną i zaawansowaną petrochemią. Z kolei na zwiększenie efektywności obecnych aktywów Grupa przeznaczy 55 mld zł.

Dążenie do zeroemisyjności netto wpisane w strategię

W strategię ORLEN2030 wpisane jest zobowiązanie osiągnięcia długofalowego celu Grupy, czyli całkowitej neutralności emisyjnej w 2050 roku. Do 2030 roku Koncern zredukuje emisje CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% w obszarze energetyki. Efektem finansowym strategii ORLEN2030 będzie dwuipółkrotny wzrost wyniku EBITDA, do poziomu ok. 26 mld zł w 2030 roku. Segmenty energetyki, petrochemii oraz rafinerii będą generowały po ok. 7 mld zł zysku EBITDA, segment detaliczny ok. 5 mld zł, natomiast segment wydobycia ok. 1 mld zł.

Energetyka głównym obszarem rozwoju

Kluczowym obszarem rozwoju Grupy ORLEN w najbliższej dekadzie będzie energetyka, oparta głównie o odnawialne źródła energii i wspierana mocami gazowymi. Do 2030 roku Koncern zamierza osiągnąć poziom 2,5 GW mocy zainstalowanych w źródłach odnawialnych. 1,7 GW zapewnią morskie farmy wiatrowe, natomiast 0,8 GW źródła lądowe – elektrownie wiatrowe i fotowoltaika. Grupa ORLEN zwiększy również z 1,1 GW do 2,0 GW moc zainstalowaną w nowoczesnych elektrowniach gazowych. W perspektywie 2030 roku do 20% gazu wykorzystywanego przez Grupę ORLEN będzie pochodziło z własnych, zasobów Koncernu. Uzupełnieniem mocy wytwórczych będzie rozbudowana, nowoczesna sieć przesyłowa Grupy ORLEN, dająca dostęp do szerokiego grona klientów indywidualnych i generująca stabilne zyski. Koncern będzie wdrażał również pilotażowe magazyny energii, umożliwiające optymalizację kosztów dystrybucji energii elektrycznej.

Inwestycje w moce petrochemiczne w produktach specjalistycznych i recyklingu

W perspektywie 2030 roku segment petrochemiczny będzie generował około połowę zysków Grupy ORLEN pochodzących z przerobu ropy naftowej. Umocnienie pozycji wiodącego producenta petrochemii w Europie Środkowej będzie możliwe dzięki rozwojowi obecnego portfolio produktowego oraz wejściu w nowe obszary biznesowe. Koncern rozbuduje moce w olefinach i pozostałych produktach bazowych. Wzmocni także pozycję w perspektywicznym obszarze polimerów, wydłużając łańcuch wartości i wchodząc w obszar compoundingu i koncentratów. Jednocześnie udział specjalistycznych, wysokomarżowych produktów, takich jak fenol i pochodne aromatów, zwiększy się w portfelu Grupy z obecnych 16% do około 25%. Nową gałęzią segmentu petrochemicznego będzie recykling oraz biomateriały. Do 2030 roku Grupa ORLEN osiągnie moce w recyklingu – przede wszystkim plastików – na poziomie do 0,4 mln ton. Będzie również wdrażać zaawansowane technologie gospodarki obiegu zamkniętego.

Utrzymanie pozycji regionalnego lidera w segmencie rafineryjnym z istotnymi inwestycjami w biopaliwa

Do 2030 roku rafineria pozostanie ważnym segmentem działalności Grupy ORLEN. Fundamentem jego transformacji będzie zwiększenie efektywności energetycznej, pogłębienie przerobu ropy, integracja z Grupą LOTOS. Istotnym elementem będzie również zwiększenie produkcji biopaliw i paliw wodorowych. W perspektywie najbliższej dekady Koncern stanie się jednym z wiodących producentów biopaliw w regionie, w tym zaawansowanych biopaliw drugiej generacji, z mocami produkcyjnymi na poziomie 2 mln ton rocznie. W ramach realizacji strategii ORLEN2030 kontynuowane będą prace nad hubami wodorowymi we Włocławku i Płocku, a także realizowane działania pod kątem produkcji zielonego wodoru.

Wzmocnienie sieci sprzedaży detalicznej oraz rozbudowa segmentu pozapaliwowego

Strategia ORLEN2030 zakłada dynamiczny rozwój segmentu detalicznego, oparty o rozbudowę sieci sprzedaży i znaczące poszerzenie oferty. Do 2030 roku w Europie Środkowej pod polską marką ORLEN będzie działać co najmniej 3,5 tysiąca stacji. Rozwój sieci Grupy ORLEN będzie mieć miejsce przede wszystkim za granicą – udział stacji zagranicznych w całej sieci wzrośnie z 37% do 45%. Koncern będzie zwiększać dostępność paliw alternatywnych, między innymi poprzez budowę minimum 1000 szybkich ładowarek elektrycznych oraz rozwój sprzedaży paliwa wodorowego i LNG/CNG. Grupa ORLEN będzie konsekwentnie pozyskiwać nowe grupy klientów, dzięki szerokiej, zintegrowanej ofercie pozapaliwowej. Na bazie sieci Ruch, Koncern rozwinie formaty sklepowo-gastronomiczne poza stacjami paliw, rozbuduje własną sieć punktów odbioru paczek i ofertę e-commerce. Integracja z Grupą Energa pozwoli na budowę centrów kompleksowej obsługi klientów detalicznych i biznesowych w obszarze sprzedaży paliw i energii elektrycznej oraz rozwiązań z zakresu energetyki rozproszonej. Realizacja działań zapisanych w strategii ORLEN2030 pozwoli na zwiększenie masy marży pozapaliwowej o 50% w stosunku do 2019 roku.

Nowy model zarządzania Grupą i znaczące inwestycje w B+R

Realizacja celów strategii ORLEN2030 będzie wymagała transformacji wewnątrz organizacji. Kluczowym obszarem będą badania i rozwój oraz innowacje, na które Koncern w ciągu dekady przeznaczy łącznie ok. 3 mld zł, czyli około 3% wszystkich nakładów inwestycyjnych. Środki te zostaną przeznaczone m.in. na rozwój funduszu Corporate Venture Capital oraz działalność Centrum Badawczo-Rozwojowego Grupy ORLEN. Istotnym elementem zmiany będzie proces cyfryzacji, wspierający podniesienie efektywności produkcji i dystrybucji, ograniczenie śladu środowiskowego oraz budowę relacji z klientami. Grupa ORLEN wdroży nowy model zarządzania, dostosowany do skali działania i uwzględniający prowadzone procesy akwizycyjne. ORLEN2030 będzie organizacją opartą na wiedzy i wszechstronnych kompetencjach, inwestującą w rozwój talentów i kapitału ludzkiego.

Rozwój Grupy ORLEN przy utrzymaniu stabilnych fundamentów finansowych

Strategia ORLEN2030 to również stabilne fundamenty finansowe prowadzonej działalności. Budowa wartości Grupy ORLEN będzie oparta o rentowne inwestycje, zrównoważone źródła finansowania i stabilny bilans. Koncern planuje utrzymanie wskaźnika dług netto/EBITDA na poziomie nie wyższym niż 2,5x, dostosowując plany inwestycyjne do bieżących możliwości finansowania. Źródła finansowania będą zbilansowane dzięki uzupełnieniu bieżących przepływów finansowych dodatkową pojemnością dłużną. Grupa ORLEN będzie wykorzystywać również alternatywne źródła finansowania, takie jak project finance, finansowanie unijne związane z innowacjami i transformacją energetyczną oraz współfinansowanie wybranych projektów przez partnerów zewnętrznych. Inwestycje bezpośrednio wpisujące się w cel neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje zrównoważonego rozwoju i zielone obligacje emitowane na europejskim rynku kapitałowym.

OZE w sektorze MŚP. 87 proc. firm rezygnuje z OZE przez koszty inwestycji

Na rozwój odnawialnych źródeł energii w segmencie MŚP największy wpływ ma koszt zielonej inwestycji. Jego znaczenie jest jednak coraz mniejsze wraz ze wzrostem wielkości przedsiębiorstwa, na rzecz możliwej do wyprodukowania energii – wynika z raportu EFL „Zielona energia w MŚP. Pod lupą”. To właśnie wysokie koszty początkowe instalacji, w opinii 87 proc. mikro, małych i średnich firm, najbardziej hamują ich decyzje o inwestycji w OZE. 8 na 10 przedsiębiorców do wejścia na „zieloną drogę” zniechęca zbyt długi okres zwrotu, a ponad połowę brak lub niska kwota dofinansowania.

– Największy wpływ na decyzję o inwestycji w instalację energii odnawialnej ma cena początkowa. Możliwa do wyprodukowania ilość energii schodzi na dalszy plan. Jednak im większa firma i tym samym większe zapotrzebowanie na prąd, tym mniejsze znaczenie ma koszt, a większe – ilość zielonej energii, jaką można dzięki danej instalacji wyprodukować. Dla 94 proc. mikrofirm ten czynnik ma bardzo mały wpływ, podczas gdy dla ponad połowy średnich – umiarkowany. Trwająca pandemia może jednak sporo namieszać i na tym rynku. Wiele firm wstrzyma się z dodatkowymi inwestycjami, w tym z OZE, które w piramidzie podstaw nie zajmują miejsca w czołówce i są ujmowane jako dodatkowy koszt. Tymczasem należy wziąć pod uwagę, że fotowoltaika to inwestycja, która zwróci się w przyszłości i przyniesie znaczne oszczędności. A wskazywany koszt początkowy instalacji można znacznie zmniejszyć korzystając ze wsparcia finansowego, które przygotowaliśmy w EFL – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL S.A.

Zielone hamulce

W najnowszym raporcie „Zielona energia w MŚP. Pod lupą” EFL zidentyfikował trzy największe bariery hamujące decyzje przedsiębiorców o inwestycjach w OZE. W opinii 87 proc. zapytanych są to zbyt wysokie koszty początkowe, 79 proc. – długi okres zwrotu z inwestycji, a ponad połowę firm (56 proc.) hamuje zbyt niska kwota lub brak dofinansowania. Mikrofirmy zdecydowanie częściej niż pozostali badani wskazują, że wydatki na energię stanowią zbyt małą część kosztów, aby inwestować w OZE. Natomiast wraz ze wzrostem wielkości firmy przedsiębiorcy częściej wskazywali na skomplikowane procedury i regulacje prawne oraz brak wiedzy i miejsca do zamontowania instalacji energii odnawialnej.

bariery inwestycji w oze

Zielone motywatory

Pieniądze z jednej strony hamują przechodzenie MŚP na zieloną energię, z drugiej, mogą przyczynić się do przyspieszenia tego procesu. TOP3 czynników, które przekonałyby firmy do decyzji o własnych instalacjach OZE, stanowią zachęty finansowe. 7 na 10 przedsiębiorców oczekuje łatwiejszego dostępu do finansowania, 6 na 10 – tańszych technologii, a blisko połowa – wyższych dopłat. Najmniejsze przedsiębiorstwa najczęściej wskazywały na łatwiejszy dostęp do finansowania, natomiast wraz z wielkością firmy rośnie rola wsparcia w finansowaniu inwestycji.

zachęty inwestycji w oze– Z perspektywy przedsiębiorcy, który dzięki fotowoltaice może częściowo zrezygnować z coraz droższej energii z sieci, energetyka słoneczna jest już konkurencyjnym rozwiązaniem. Nawet teraz, kiedy ekoświadomość w Polsce nie jest jeszcze w pełni powszechna. Odnawialne źródła energii są konkurencyjne cenowo w stosunku do energii konwencjonalnej, pochodzącej w Polsce w 75% z węgla. Można się zatem spodziewać istotnego przyrostu mocy w fotowoltaice. Przyczyna jest prosta – chodzi nie tyle o ekologię, chociaż ona też jest ważna, co o oszczędności, które dzięki OZE przedsiębiorcy mogą osiągać – zwraca uwagę Marcin Ścigan, aktualnie zastępca dyrektora departamentu ds. OZE w Ministerstwie Klimatu, a poprzednio kierownik ds. OZE z Forum Energii.

Zapraszamy do zapoznania się z pełnym raportem EFL „Zielona energia w MŚP. Pod lupą”: https://media.efl.pl/reports/16870.

Z czym może się wiązać utrata środków unijnych?

W odniesieniu do ostatnich wydarzeń w Brukseli Polacy zastanawiają się, z czym wiązałaby się utrata środków Unijnych. Ekonomiści podkreślają, że jest to trudny i skomplikowany temat. Nie ma jednoznacznych odpowiedzi na pytanie, z jaką stratą finansową wiązałoby się wyjście z Unii lub stracenie dostępu do jej funduszy. Udział w finansach UE jest bowiem dwustronny. Około 1% naszego PKB stanowi składka, którą przekazujemy do unijnego funduszu – zaś środki otrzymywane z tego funduszu stanowią 3% PKB.

– W sytuacji, w której pojawi się pretekst, żeby te fundusze uciąć – nasza sytuacja będzie dosyć niekorzystna. Jest to istotna kwota, którą dostajemy z Unii. Natomiast z drugiej strony nie możemy sytuacji demonizować. Nie jest tak, że jeżeli nagle zabraknie funduszy unijnych, w Polsce nie zostanie kamień na kamieniu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Dla całej gospodarki to jest sporo, ale to nie jest nic dominującego. My – jako obywatele, administracja i przedsiębiorcy – inwestujemy sami wielokrotnie więcej, niż dostajemy z funduszy unijnych. Należy pamiętać, że unijne strumienie przepływów to nie jest tylko nasza składka i środki, które dostajemy. To są także bardzo duże strumienie środków, które opłacają administrację. Jeżeli nie mielibyśmy tego elementu unijnego i sami, jako obywatele, zabezpieczylibyśmy sumę na finansowanie inwestycji – te wydatki na administrację pozostałyby jako strumień dochodów u nas na rynku – wskazuje Soroczyński.

Krok do tyłu na rozbieg

Na finiszu miesiąca przeważa awersja do ryzyka, która bierze się że skupienia uwagi inwestorów na drugorzędnych czynnikach ryzyka, kiedy przycichły pierwszoplanowe tematy. Szczepionkowy rajd ryzyka ma potencjał, by być kontynuowany w kolejnych tygodniach i miesiącach, nawet jeśli dziś przyjdzie dzień korekty.

Po imponującym listopadzie, kiedy globalny rynek akcji zyskał ok. 13 proc., nie trudno o dyskusję o wykupieniu rynku i potrzebie oczyszczającej korekty. Zagubienie kierunku i niezdecydowanie z ubiegłego tygodnia stworzyło próżnię, którą mogą zapełnić drugorzędne czynniki ryzyka. Takimi są np. spór OPEC+ w sprawie odroczenia planowanego na styczeń przywrócenia wydobycia oraz wpisanie na czarną listę przez USA 89 chińskich firm, które posądza się powiązania z chińskim wojskiem. W pierwszym przypadku, rozmowy OPEC+ trwają i większość państw (w tym najważniejsze Arabia Saudyjska i Rosja) chcą utrzymać dotychczasowe limity wydobycia. Inaczej od przyszłego roku doszłoby do nagłego skoku podaży surowca, co by zaprzepaściło ostatnie odbicie cen. Ale niektóre kraje chcą mieć większy udział w odbudowie globalnego popytu na paliwa, stąd po weekendzie brak szybkiej zgody. Ropa brent traci dziś ponad 2 proc., ale trwające do wtorku negocjacje powinny zakończyć się sukcesem, co stworzy okazję do pozytywnego odreagowania.

Temat chińskich firm wygląda na ostatnią szarżę administracji Trumpa, by przypomnieć o twardym stanowisku prezydenta względem Chin. Choć rodzi to wątpliwości, że przed styczniową inaguracją Bidena Trump może jeszcze „namieszać” w stosunkach handlowych, rynki powstrzymują się od dyskontowania trwałości ewentualnych decyzji, które mogą zostać odwrócone przez przyszłą administrację. Jakkolwiek Joe Biden nie zrezygnuje całkowicie z sankcjonowania Chin, cokolwiek mogłoby zaszkodzić globalnemu handlowi nie wpisuje się w główny nurt polityki prezydenta-elekta.

Zatem dzisiejsze pogorszenie nastrojów powinno być przejściowe. W szerszym ujęciu pozostajemy na trajektorii umacniania się aktywów ryzykownych w krótkim i średnim terminie. Optymizm związany z opracowaniem i dystrybucją szczepionek przeciwko COVID-19 nie słabnie. W najbliższych tygodniach leki powinny zyskać akceptacje urzędów kontroli w USA i Europie. W porównaniu do sytuacji sprzed miesiąca istotnie zmalało ryzyko polityczne w USA, co pomaga w odbiciu Wall Street. Globalna druga fala zachorowań mija punkt kulminacyjny dzięki stanowczej reakcji władz. To solidne postawy dla powrotu apetytu na ryzyko i zaprzęgnięcia do pracy kapitałów inwestycyjnych, które od miesięcy czekały z boku.

EUR/PLN zaczyna tydzień na względnie wysokich poziomach powyżej 4,48. W piątek brakowało typowego dla ostatnich dni popytu na złotego ze strony inwestorów z USA i nie doszło do odreagowania przedpołudniowej słabości. Prawdopodobnie przepływy związane z rozliczeniami na koniec miesiąca także stały za osłabieniem złotego. Oczekujemy, że nastroje globalne pozostaną głównym determinantem zmienności złotego z rosnącymi szansami na spadek EUR/PLN poniżej 4,46, jak tylko minie przejściowa presja związana z rozliczeniami na koniec miesiąca.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nierzetelne działania e-sklepów nie tylko w Cyber Monday

Przed Black Friday, Cyber Monday czy Dniem Darmowej Dostawy e-sklepy kuszą internautów promocjami. Jednak wyniki badania Rzetelnej Firmy pokazują, że aż 70 proc. konsumentów podchodzi do nich sceptycznie. Klienci są wyczuleni na sztuczki sprzedawców, zwracają natomiast uwagę na rzetelność e-sklepów. Blisko co trzeci konsument doświadczył przypadku nierzetelności ze strony internetowych sprzedawców. Mimo to, prawie połowa badanych deklaruje, że będzie robić świąteczne zakupy właśnie przez Internet.

Polacy coraz częściej robią zakupy online. A amerykański czarny piątek i cybernetyczny poniedziałek na dobre przyjęły się w rodzimym kalendarzu wyprzedaży. W szale zakupów warto zachować zdrowy rozsądek. Zwłaszcza że, jak przyznało 31% kupujących w sieci, nierzetelność sklepów internetowych nadal jest powszechna.

– Dla niemal 99 proc. badanych duże znaczenie ma wiarygodność sklepu internetowego. Najważniejsze są wiarygodne opinie (97,7 proc.). Popularnym sposobem weryfikacji jest ich lektura w takich serwisach jak Opineo czy Ceneo, a także na Allegro. Warto też sprawdzić, czy e-sklep nie jest zadłużony. Kupowanie w takim sklepie może być ryzykowne. Certyfikat Rzetelności jest potwierdzeniem, że dany e-sklep nie jest dłużnikiem notowanym w KRD i można bezpiecznie robić tam zakupy. 17 proc. respondentów zwraca uwagę właśnie na certyfikaty rzetelności i kodeksy etyczne e-sklepu. Kupujący zwracają także uwagę, czy dany e-sklep jest znany (54 proc.), czy jego strona internetowa zawiera komplet informacji kontaktowych (49 proc.) i jak długo działa na rynku (43 proc.). Blisko co trzeci klient e-sklepu przyznaje, że doświadczył nierzetelnego działania ze strony sprzedającego. Widać więc, że świadomość wśród klientów odnośnie rzetelności takich sklepów jest coraz większa  – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Grzeszki i grzechy e-sklepów

Niezadowolenie z zakupionej rzeczy to największy problem klienta. Ci, którzy spotkali się z nierzetelnością e-sklepów, wymieniają ich najczęstsze grzechy. Należą do nich: nieterminowość (30%), zła jakość produktu (29%) czy niezgodność produktu z opisem (28%). 15% ankietowanych doświadczyło także oszustwa. Co szósty badany przyznaje, że opłacone zamówienie w ogóle nie dotarło do kupującego.

Klientom sklepów internetowych zdarzyło się też, że trafili na niekompetentną obsługę (12%), sklep utrudniał zwrot towaru, jego wymianę czy reklamację (12%). Prawie 12% ankietowanych otrzymało wybrakowany produkt.

Warto pamiętać, że kupujący przez Internet lub telefonicznie ma możliwość rezygnacji z wybranego towaru lub usługi. Jeśli umowa została zawarta poza siedzibą firmy, a w przypadku zakupów internetowych tak właśnie się dzieje, można złożyć oświadczenie o rezygnacji z zakupu do 14 dni. Po złożeniu takiego oświadczenia kupujący zyskuje kolejne 14 dni na odesłanie towaru. Co ważne, towar kupiony w sieci można zwrócić w ciągu 14 dni od daty jego odbioru. Jeśli sprzedający nie poinformuje kupującego o możliwości odstąpienia od umowy, termin ten wydłuża się do roku – dodaje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Obawy i konsekwencje

Wśród osób kupujących przez Internet są i takie, które mają pewne obawy. Najwięcej, bo 54% boi się wycieku danych osobowych. Połowa z nich martwi się, że zapłaci za towar, ale go nie otrzyma. 41% obawia się, że sklep, w którym kupuje, jest fikcyjny. 32% zastanawia się, czy otrzyma produkt nieuszkodzony i zgodny z opisem. Niepokój wzbudza także zwrot towaru, jego wymiana czy reklamacja (27%), problemy z bezpieczeństwem płatności (22,7%), obawa o to, że towar nie dotrze na czas (14%) lub będzie złej jakości (9%).

Nieetyczne działania sklepów internetowych mają swoje konsekwencje w postaci zdenerwowania klienta (64%) i straty czasu (51%). 35% kupujących przyznaje, że musiało odesłać produkt, często na własny koszt. Co trzeci oszukany przez sklep internetowy poniósł straty finansowe. Zaledwie 7% pokrzywdzonych przez nieuczciwych sprzedawców zdecydowało się zgłosić przestępstwo na policję, a niecałe 7% przekazało sprawę do rzecznika praw konsumenta.

E-sklepy odrobiły zadanie domowe

Jak wynika z podobnego badania Rzetelnej Firmy, przeprowadzonego w 2015 roku, na skutek nierzetelnego zachowania sklepu internetowego, 43% kupujących zaczęło częściej weryfikować wiarygodność sprzedawców. Co czwarty badany przestał kupować w sklepie, na którym się zawiódł, a 10% przez pewien czas w ogóle nie robiło zakupów online.

Wydaje się, że dzisiaj e-sklepy odrobiły lekcję, klienci zwracają dużą uwagę na ich wiarygodność, więc sprzedawcy dbają o swoją reputację. Wygląda na to, że z powodu pandemii częściej będziemy robić zakupy w sieci i większość sprzedawców jest tego świadoma.

Ogólnopolskie badanie IMAS International było przeprowadzone w październiku 2020 r. na grupie 1016 osób w wieku 16-74 lata robiących zakupy w Internecie.

Znaczny spadek liczby kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom

W październiku 2020 r., w porównaniu do października 2019 r., banki udzieliły dużo mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-34,7%), jak i wartościowym (-21,9%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-41,5%) mniej kredytów w rachunku bieżącym, o (-29,0%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-25,8%) inwestycyjnych. Spadła także wartość udzielonych w październiku 2020 r. kredytów inwestycyjnych o (-32,5%), obrotowych (-21,0%) oraz kredytów w rachunku bieżącym (-12,8%).

W dziesięciu miesiącach 2020 r. banki udzieliły łącznie 109,3 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom (-32,2%) na łączną kwotę 14,346 mld zł (-27,9%), w tym: 7,7 tys. kredytów inwestycyjnych (-27,4%) na kwotę 2,354 mld zł (-37,3%), 38,4 tys. kredytów obrotowych (-30,0%) na kwotę 6,146 mld zł (-23,2%) oraz 29,6 tys. (-35,3%) kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 3,803 mld zł (-24,6%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Październikowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 3,83% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w październiku kształtowały się w ujęciu wartościowym – kredyty inwestycyjne 1,45%, kredyty obrotowe 7,62% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,26%. W październiku 2020 r. w porównaniu do września 2020 r. poprawił się (spadł) ogólny indeks jakości (-0,34). Również indeks polepszył się (spadł) w okresie 12 miesięcy o (-1,79).

Obecnie pozytywnym zjawiskiem jest jego polepszenie pomimo niekorzystnego stałego trendu pogarszania się od czterech lat. Osiągnął on w październiku najniższą (najlepszą) wartość od 2016 r. Źródłem polepszenia są dwa czynniki: tarcze finansowe pozwalające zachować płynność finansową w obliczu spadku sprzedaży oraz korzystanie z wakacji kredytowych. Zmiana wartości Indeksu w okresie 12 miesięcy jest jednak zróżnicowana co do wartości. Najwyższe polepszenie o (-3,02) wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych oraz inwestycyjnych (-2,03). Najniższe w przypadku kredytów w rachunku bieżącym (-0,52).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 10,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w październiku br., 5,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47%) i 2,9 tys. handlowe (27%). Łącznie więc 73% udzielonych w październiku kredytów przypada na te dwa sektory. Z łącznej kwoty 1,560 mld zł, banki udzieliły 672 mln zł (43,1%) kredytów firmom z sektora usług oraz 427 mln zł (27,4%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 70,5% łącznej wartości udzielonych kredytów w październiku 2020 r.
W okresie styczeń – październik 2020 r. najwyższe spadki liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-34,1%). W przypadku produkcji spadek wyniósł (-33,3%), a handlu (-32,1%). W ujęciu wartościowym w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. najwyższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora produkcyjnego (-30,6%) oraz usług (-30,4%). W październiku w stosunku do września (m/m) wzrost w ujęciu liczbowym, i to niewielki (+1,9%), odnotowaliśmy jedynie w handlu. W ujęciu wartościowym wzrosty dotyczyły kredytów udzielanych firmom już z dwóch sektorów: handlu (+8,0%) oraz usług (+5,1%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w październiku 2020 r. spłacane były kredyty przez firmy handlowe – w październiku wartość indeksu wyniosła 4,26%. Wartość Indeksu dla wszystkich branż jest najniższa w okresie ostatnich pięciu lat (od 2016 r.).

W okresie ostatnich 12 miesięcy Indeks polepszył się (spadł) dla wszystkich czterech branż, najwięcej w usługach o (-2,31). Najlepszy (najniższy) odczyt w październiku odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on tylko 2,67%.

Opodatkowanie najmu: rząd pomoże firmom?

Opodatkowanie najmu to dość skomplikowana kwestia – m.in. ze względu na niejasny podział działalności prywatnej i firmowej. Rząd zamierza wprowadzić zmiany.

Niedawno na portalu NieruchomosciSzybko.pl ukazał się artykuł dotyczący zasad opodatkowania prywatnego oraz firmowego wynajmu. Wspomniany tekst nie dostarcza jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy najem więcej niż jednego mieszkania zawsze trzeba rozliczać w ramach działalności gospodarczej. Trudno się temu dziwić, bo stanowisko organów podatkowych w praktyce bywa dość uznaniowe. Nie tylko interpretacje podatkowe fiskusa są rozbieżne. Ten sam problem dotyczy również orzecznictwa sądów administracyjnych. W ramach odpowiedzi, rząd zamierza wprowadzić pewną zmianę, która ma sprawić, że opodatkowanie najmu będzie nieco prostszą kwestią dla właścicieli mieszkań i domów. Wbrew pozorom, nie chodzi jednak o precyzyjne rozgraniczenie pomiędzy najmem prywatnym oraz najmem firmowym.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  1. Rząd chce umożliwić rozliczanie firmowego najmu nieruchomości w ramach ryczałtu (8,50%/12,50%).
  2. Taka zmiana zmniejszy liczbę wątpliwych sytuacji związanych z rozróżnieniem pomiędzy najmem prywatnym i firmowym.
  3. Nie wszystkim przedsiębiorcom będzie się jednak opłacało rozliczenie ryczałtowe.
    Poniżej dowiesz się więcej o tym, dlaczego niektóre firmy nie skorzystają na nowym ryczałcie.

Teraz część wynajmujących woli zaryzykować

Nowe przepisy, które niedawno już zaakceptował Sejm mają sprawić, że opodatkowanie najmu w ramach prywatnej działalności będzie mniej atrakcyjne (względem wynajmu firmowego). Chodzi przede wszystkim o właścicieli więcej niż jednej nieruchomości, którzy obecnie zastanawiają się nad prywatnym lub firmowym rozliczeniem. Opodatkowanie najmu bez rejestracji firmy jest bardziej ryzykowne dla takich osób ze względu na możliwość zastrzeżeń fiskusa, ale jednocześnie zapewnia możliwość rozliczenia podatkowego z wykorzystaniem stawki ryczałtowej. „Po zmianach z początku 2018 roku, taka forma opodatkowania cechuje się dwoma stawkami: 8,50% (dla sumy przychodów do 100 000 zł) oraz 12,50% (dla nadwyżki ponad 100 000 zł rocznie)” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto wspomnieć, że podany limit na poziomie 100 000 zł/rok obejmuje obydwoje małżonków. Co ważne, stutysięczny limit nie dotyczy jednak przychodów z najmu, dzierżawy i innych umów o podobnym charakterze, związanych z dzierżawą gospodarstwa rolnego lub jego składników na cele rolnicze. Do wspomnianego limitu są kwalifikowane natomiast przychody wynikające z najmu, podnajmu, dzierżawy oraz poddzierżawy zarówno mieszkań i domów, jak i pozostałych nieruchomości. „Trzeba o tym pamiętać, bo ryczałtowe opodatkowanie najmu prywatnego zwykle kojarzy się tylko z nieruchomościami mieszkaniowymi” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zniknie zachęta do prywatnego wynajmowania

Uchwalona niedawno przez Sejm ustawa z dnia 28 października 2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw likwiduje zachętę podatkową związaną z zarezerwowaniem ryczałtowego rozliczenia tylko dla osób wybierających prywatny najem. Zgodnie ze wspomnianą ustawą, świadczenie usług wynajmu i obsługi nieruchomości własnych lub dzierżawionych (PKWiU 68.20.1) od 1 stycznia 2021 r. będzie mogło podlegać opodatkowaniu stawką ryczałtową na poziomie 8,50% przychodów (do 100 000 zł rocznie) oraz 12,50% przychodów (powyżej 100 000 zł/rok). „Warto dodać, że identyczne stawki podatku ryczałtowego będą dotyczyły także świadczenia usług związanych z zakwaterowaniem (PKWiU dział 55) oraz przychodów z najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy oraz z innych umów o podobnym charakterze dotyczących składników majątku związanych z działalnością gospodarczą” – wymienia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie każda firma skorzysta z nowych przepisów

Generalnie rzecz biorąc, ryczałtowe opodatkowanie najmu domów i mieszkań na podobnych zasadach dla prywatnych wynajmujących oraz przedsiębiorców jest dobrą wiadomością. Opisywana modyfikacja przepisów zwiększa bowiem podatkowe pole manewru dla osób, które zarejestrowały działalność gospodarczą. Co więcej, od 2021 roku prawdopodobnie zmniejszy się liczba kłopotliwych przypadków, w których urząd skarbowy lub sąd administracyjny będzie musiał rozstrzygać, czy najem dwóch lokali stanowi działalność gospodarczą o charakterze zaplanowanym, ciągłym i zorientowanym na zysk. „Równocześnie trzeba jednak pamiętać, że z nowej oferty podatkowej nie będzie chciało skorzystać wielu przedsiębiorców działających w branży najmu nieruchomości. Wynika to z kwestii, które opisaliśmy poniżej” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Przede wszystkim, stawka ryczałtowa na poziomie 12,50% dla przychodów powyżej 100 000 zł rocznie jest o wiele mniej korzystna od liniowej stawki 8,50%, która w całym zakresie obowiązywała przed 2018 rokiem. Właśnie dlatego wielu wynajmujących przedsiębiorców będzie musiało sprawdzić, czy podatek wynoszący 8,50%/12,50% przychodów będzie dla nich rzeczywiście bardziej korzystny niż często wykorzystywana stawka dochodowa 17,00% lub 19,00% uwzględniająca również wydatki oraz amortyzację nieruchomości. „Ryczałtowe opodatkowanie najmu firmowego mieszkań może być dobrą opcją dla przedsiębiorców, którzy z różnych przyczyn mają niskie koszty podatkowe” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto też pamiętać o jeszcze jednym aspekcie. Mowa o dodatkowych formalnościach powiązanych z rejestracją i prowadzeniem firmy. Mogą one sprawić, że osoby, które są pewne swojego statusu jako prywatnego wynajmującego (np. w związku z najmem jednego mieszkania), po prostu nie będą rejestrować działalności gospodarczej. „Takim wynajmującym nie opłaci się zmiana statusu najmu na firmowy, skoro ryczałtowe opodatkowanie wynajmu w ramach działalności gospodarczej nie będzie dla nich korzystniejsze” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Przez pandemię do lekarzy trafia więcej pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty. Wcześniejsza diagnoza pozwala na skuteczne leczenie m.in. za pomocą robota da Vinci

Rak prostaty jest najczęstszym nowotworem złośliwym wśród mężczyzn, ale wielu z nich przed zgłoszeniem się do lekarza powstrzymuje wstyd i strach. Pandemia wpłynęła na dodatkowe opóźnienia w diagnostyce tego nowotworu – podkreślają urolodzy. Tymczasem wykrycie raka prostaty w początkowym stadium daje dużą szansę na całkowite wyleczenie i pozwala zastosować u pacjenta nowoczesne, mniej inwazyjne metody, takie jak operacje robotyczne. Zabiegi w asyście robota chirurgicznego da Vinci są bardziej precyzyjne i w większości przypadków pozwalają pacjentom na powrót do normalnego funkcjonowania, ograniczając liczbę komplikacji.

– Diagnostyka raka prostaty w dobie pandemii koronawirusa znacznie się pogorszyła, dlatego że utrudnił się dostęp do lekarzy, przede wszystkim do lekarzy tzw. ambulatoryjnych, działających w ramach poradni, którzy zwykle wykonywali dużo badań przesiewowych, biopsji. Jeszcze rok temu było to niewyobrażalne, że pacjenci w takim stadium zaawansowania trafiają do ośrodka wysokospecjalistycznego – a aktualnie panowie, których poziom PSA oscyluje wokół kilkuset, jeszcze nie mają wykonanych żadnych innych badań i dopiero dowiadują się o tym, czym jest prostata. To jest duży problem, który, miejmy nadzieję, niedługo będziemy mieli za sobą – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Paweł Salwa, urolog, kierownik Oddziału Urologii Szpitala Medicover w Warszawie.

Każdego roku diagnozuje się około 15 tys. przypadków raka prostaty, a codziennie z jego powodu umiera w Polsce około 10 mężczyzn. Ryzyko zachorowania rośnie wraz z wiekiem – szacuje się, że w grupie wiekowej 75+ aż 80 do 90 proc. mężczyzn jest dotkniętych tą chorobą. Często rozwija się ona w ukryciu i przez długi czas przebiega bezobjawowo, a wstyd oraz strach przed leczeniem i dolegliwościami wciąż powstrzymują wielu pacjentów przed zgłoszeniem się do lekarza. Wczesna diagnoza i wykrycie nowotworu prostaty w początkowym stadium, kiedy obejmuje on tylko gruczoł krokowy, daje jednak dużą szansę na całkowite wyleczenie.

– Jeżeli chodzi o nowoczesne metody diagnozowania raka prostaty, to kluczowe miejsce zajmuje rezonans magnetyczny, który jest stosowany po to, żeby następnie móc wykonać biopsję tzw. fuzyjną i celowaną. Obrazy uzyskane z rezonansu wgrywamy do dużej maszyny dedykowanej do pobierania celowanych, precyzyjnych biopsji i na podstawie diagnozy spod mikroskopu, której dokonuje histopatolog, możemy określić, czy dany pacjent wymaga leczenia oraz jakiego – tłumaczy dr Paweł Salwa.

Wczesna diagnostyka i wykrycie raka prostaty w początkowej fazie są ważne również dlatego, że pozwalają na zastosowanie u pacjenta nowoczesnych i mniej inwazyjnych metod leczenia.

– Rak prostaty jest najczęstszym nowotworem złośliwym u mężczyzn, przez co wykonuje się bardzo dużo badań naukowych i bardzo duże nakłady inwestowane są po to, żeby stworzyć i unowocześnić metody jego leczenia. Aktualnie najbardziej nowoczesną, skuteczną i technologicznie zaawansowaną metodą jest usuwanie raka prostaty w asyście robota da Vinci przez doświadczonego operatora, czyli takiego, który wykonał co najmniej 500–1000 tego rodzaju operacji – podkreśla kierownik Oddziału Urologii Szpitala Medicover w Warszawie.

Roboty da Vinci są obecnie wykorzystywane w wielu dziedzinach chirurgii, zwłaszcza w ginekologii, kardiochirurgii i właśnie urologii. Pozwalają na bardzo precyzyjne wykonywanie zabiegów chirurgicznych także w trudno dostępnych rejonach ciała pacjenta. Robot składa się z czterech ramion, z których jedno zawiaduje pracą kamery endoskopowej, a trzy pozostałe są wyposażone w narzędzia chirurgiczne i funkcję tzw. sztucznego nadgarstka, imitującą ruchy ludzkiej ręki. Robot jest obsługiwany z poziomu konsoli chirurgicznej, która umożliwia manewrowanie ramionami oraz podgląd operowanego fragmentu ciała w technologii 3D i rozdzielczości HD. Konsolę obsługuje operator – lekarz, który wcześniej musi przejść kilkunastomiesięczne szkolenie.

Radykalna prostatektomia (usunięcie gruczołu krokowego poprzez powłoki brzuszne) wykonywana przez robota da Vinci jest uznawana za najnowocześniejszą i najbardziej zaawansowaną technologicznie metodę leczenia raka prostaty. Taki zabieg jest nawet 10-krotnie bardziej precyzyjny, co ułatwia całkowite usunięcie nowotworu. Jest on przeprowadzany w znieczuleniu ogólnym i polega na wykonaniu kilku około 1,5-centymetrowych otworów na skórze brzucha, przez które do ciała pacjenta wprowadzane są ramiona robota. Co istotne, taki zabieg przeprowadzany w asyście robota eliminuje np. zmęczenie osoby wykonującej operację, zmniejsza liczbę komplikacji i jest przy tym mniej obciążający dla organizmu pacjenta, który traci mniej krwi.

– Dzięki zastosowaniu robotów w urologii udało się nie tylko zwiększyć skuteczność leczenia onkologicznego, ale przede wszystkim poprawić jakość życia pacjentów po operacji. Chodzi o tzw. wynik funkcjonalny, czyli to, jak pacjent będzie oddawał mocz, jakie będzie trzymanie tego moczu, żeby nie musiał korzystać z wkładek, pieluch, tego typu pomocy, oraz żeby zachował erekcję, czyli możliwość satysfakcjonującego życia seksualnego. I w tych dziedzinach zastosowanie robota przez doświadczonego operatora daje ogromne przewagi w stosunku do starszych metod – przekonuje dr Paweł Salwa.

Jak podkreśla, urologia jest dziedziną medycyny, która bardzo szybko adaptuje nowe technologie i robotyka znalazła w niej bardzo szerokie zastosowanie. W tej chwili praktycznie każdą operację urologiczną można wykonać w asyście robota da Vinci.

– W naszej praktyce stosujemy roboty przede wszystkim do skomplikowanych operacji onkologicznych, tzn. raka prostaty. Wykonujemy tego typu operacji najwięcej w kraju, więcej niż wszystkie inne ośrodki robotyczne razem wzięte. Jednak robotem można leczyć także raka nerki, pęcherza oraz choroby niezłośliwe. Doświadczony operator jest w stanie w asyście czy za pomocą robota przeprowadzić każdą operację – wskazuje urolog ze Szpitala Medicover w Warszawie.

W Polsce jest tylko kilkanaście szpitali dysponujących tą technologią, w tym warszawski Szpital Medicover, który z wykorzystaniem robota da Vinci przeprowadza zabiegi operacyjne pacjentów we wszystkich stadiach raka prostaty. Urządzenie, którym dysponuje placówka, jest też wyposażone w laser FireFly pomagający wykrywać przerzuty do węzłów chłonnych oraz ocenić ukrwienie brzegów tkanki w zabiegach rekonstrukcyjnych.

– Przyszłością leczenia urologicznego będzie na początek unowocześnienie diagnostyki, aby była ona na jeszcze wcześniejszym etapie jeszcze bardziej precyzyjna, co umożliwi nam zastosowanie metod minimalnie inwazyjnych, takich jak stosowany w Szpitalu Medicover robot da Vinci. Kolejnym krokiem będzie dalsza miniaturyzacja, zastosowanie nanorobotów czy też urządzeń, które w sposób zautomatyzowany będą w stanie wykonywać operacje. Jest to niewątpliwie jeszcze pieśń przyszłości, ale w ciągu kilku dekad pewnie się o tym przekonamy – zapowiada dr Paweł Salwa.

Na koronakryzysie najmocniej ucierpi młode pokolenie dopiero wchodzące na rynek pracy. Rządy już dziś powinny pracować nad planem pomocy

Po kryzysie lat 2007–2008 bezrobocie wzrosło w większości krajów UE, najmocniej na południu Europy. Jednak obecny koronakryzys uderzył w rynek pracy nawet 10 razy mocniej niż poprzedni. W najgorszej sytuacji znalazła się generacja wchodząca dopiero na rynek pracy. Ten fakt będzie rzutował na całe ich życie zawodowe. Dlatego też, zdaniem Andrzeja Kubisiaka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, już teraz powinny powstać programy wsparcia dla młodych.

Zdecydowanie koronawirus i kryzys przez niego wywołany w największym stopniu uderzył w osoby młode. Widać to właściwie w większości krajów rozwiniętych. Dane OECD opisujące te kraje mówią o tym, że wzrost bezrobocia wśród młodych wzrósł w nich z 12 do 18 proc. na przestrzeni okresu pandemicznego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora ds. badań i analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To nie jest duże zaskoczenie, bo większość branż, które były zamykane w czasie lockdownu, są dosyć mocno nasycone osobami młodymi. Co więcej, młode osoby relatywnie łatwo jest zastępować w organizacjach, bo jeszcze nie mają unikalnych umiejętności czy kompetencji, na których instytucja może się opierać.

Najmocniej dotknięte zostały takie dziedziny jak turystyka, hotelarstwo, gastronomia, rozrywka, usługi fryzjerskie czy kosmetyczne, branża spa.

Jak wylicza OECD, w ciągu trzech pierwszych miesięcy pandemii liczba przepracowanych godzin, o które spadły rynki pracy w kilku wybranych krajach skupionych w tej organizacji, była mniejsza nawet o 15 proc. niż przed lockdownem. W czasie poprzedniego kryzysu sprzed 12 lat były to spadki rzędu 1–2 proc. Natomiast w efekcie kryzysu zadłużenia bezrobocie wzrosło w Portugalii z 3,8 proc. w 2001 roku do 16,2 proc. w 2013 roku, zaś wśród młodych wynosiło 35,4 proc. We Włoszech zwiększyło się z 9,6 proc. do 12,1 proc., ale wśród najmłodszych sięgało 42,7 proc. W Hiszpanii wskaźniki te wynosiły 10,5 proc. w 2001 roku, 26,1 proc. w 2013 roku oraz 53,9 proc. (młodzi w 2013 roku). Nie lepiej było w Grecji, gdzie aż 56,8 proc. absolwentów nie mogło znaleźć pracy przy wskaźniku bezrobocia ogółem na poziomie 27,5 proc. (wzrost także z 10,5 proc. w 2001 roku). Tym razem jednak nie skończy się na krajach południa Europy.

– Jest to specyfika, która wystąpiła w bardzo różnych gospodarkach, np. w Szwecji, która ma dosyć silne zabezpieczenia socjalne, USA, Izraelu, we Francji czy w Polsce. To bardzo zróżnicowane kraje i gospodarki, a wszędzie tam wśród młodych występuje zjawisko bezrobocia oraz dezaktywizacji zawodowej części osób – informuje zastępca dyrektora ds. badań i analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jest to o tyle niepokojące, że odbudowa rynku pracy po tak silnym kryzysie często zajmuje wiele lat. Szereg badań, które mówią nam o doświadczeniach z kryzysu finansowego, który choć głęboki, to 10 razy słabiej uderzył w rynek pracy niż ten obecny, pokazują, że często młodzi długofalowo wypadają z rynku pracy, bądź ich warunki zatrudnieniowe w długim horyzoncie czasowym są dużo słabsze.

Ekspert dodaje, że nie jest to jedynie chwilowy problem, który może się rozwiązać, gdy gospodarki wrócą do wzrostu sprzed pandemii (a i to ma nastąpić najwcześniej w 2022 roku), ponieważ rozpoczynanie ścieżki kariery w otoczeniu kryzysowym, niemożność otrzymania pracy, godnego wynagrodzenia czy szkoleń już na samym początku może rzucić cień na całą drogę zawodową. Może to także skutkować frustracją młodych osób, a nawet trwałym wykluczeniem z rynku pracy i to w warunkach, gdy społeczeństwa w szybkim tempie się starzeją, a liczba emerytów rośnie. Dlatego zdaniem Andrzeja Kubisiaka zarówno poszczególne kraje, jak i organizacje międzynarodowe już teraz powinny zacząć opracowywać strategie zwalczania tego zjawiska, bo może ono mieć bardzo poważne konsekwencje społeczne w przyszłości.

– Powrót do odpowiednio pracującego i funkcjonującego rynku pracy wymaga jeszcze wielu kwartałów. Prawdopodobnie rok 2022 to będzie czas, kiedy wiele strat po pandemii będziemy w stanie odrobić, ale żeby te prognozy się spełniły, sytuacja epidemiologiczna nie może aż tak bardzo się zaostrzać, żebyśmy wracali np. do kolejnych lockdownów – komentuje.

Wyniki „Badania aktywności ekonomicznej ludności” (BAEL) wskazują na lekką stabilizację na rynku pracy w III kwartale br. GUS podaje, że wprawdzie zaobserwowano znacznie większy wzrost liczby bezrobotnych niż w II kwartale (według BAEL 3,4 proc. versus 3,1 proc.), ale jednocześnie zwiększyła się liczba osób pracujących, a zmniejszyła się liczba osób biernych zawodowo. Świadczy to nie tylko o ożywieniu na rynku pracy, lecz także aktywizacji osób nieposzukujących pracy lub niegotowych do jej podjęcia.

Według BAEL stopa bezrobocia osób w wieku 15–24 lata wynosiła 13 proc. (wobec 3,4 proc. ogółem). Kwartał wcześniej było to 9,5 proc. W grupie wiekowej 25–34 lata wyniosła ona 4,1 proc. Z kolei wskaźnik aktywności zawodowej (pracujący plus bezrobotni) w tych grupach to odpowiednio 32,1 proc. (rok temu było to 36,8 proc.) oraz 85,2 proc.

Osoby aktywne zawodowo stanowiły w III kwartale 2020 roku 56,9 proc. ludności w wieku 15 lat i więcej. Wskaźnik ten zwiększył się w porównaniu z II kwartałem br., jak też nieznacznie w odniesieniu do III kwartału 2019 roku (odpowiednio o 1,4 pkt proc. oraz 0,2 pkt proc.). Wśród osób bezrobotnych (poprzednio pracujących) 111 tys. osób (26,9 proc.) jako przyczynę zaprzestania ostatnio wykonywanej pracy podało sytuacją spowodowaną pandemią COVID-19 (w poprzednim kwartale było to 83 tys., tj. 20,1 proc.).

Z kolei w zbiorowości biernych zawodowo (liczącej nieco ponad 13 mln osób) 124 tys. osób wskazało, że podana przez nich przyczyna nieposzukiwania pracy miała bezpośredni związek z pandemią COVID-19. Z tego 27 tys. osób jako powód nieposzukiwania pracy podało opiekę nad dzieckiem lub inną osobą wymagającą opieki, a 21 tys. osób było przekonanych, że w związku z sytuacją związaną z pandemią nie znajdą odpowiedniej pracy.

W styczniu ma ruszyć druga tarcza finansowa. PFR skontroluje firmy, które uzyskały pomoc w pierwszej transzy

0

Przedstawione założenia tarczy finansowej 2.0 zakładają, że tym razem wsparcie trafi do przedsiębiorców z 38 branż, które najbardziej ucierpiały na skutek pandemii. PFR przeznaczy na pomoc dla mikro-, małych i średnich firm 10 mld zł. Przewiduje również możliwość umorzenia 100 proc. subwencji dla MŚP z pierwszej tarczy. Pomoc uzyskają również duże przedsiębiorstwa. Od początku pandemii w ramach tarczy finansowej do firm trafiło ponad 60 mld zł. Teraz PFR skontroluje wybranych beneficjentów dotacji.

Zakładamy, że kontrole PFR-u i to, co PFR powinien sprawdzać, można podzielić na kilka etapów. Pierwszy z nich to etap weryfikacyjny złożenia wniosku. Tutaj będzie sprawdzane, czy nastąpił faktyczny spadek obrotów ze sprzedaży, który został zadeklarowany we wniosku o uzyskanie danej subwencji finansowej. Co ważne, będzie to porównywane z deklaracjami VAT-owskimi. Kolejna kwestia, która będzie sprawdzana, to czy podane zatrudnienie jest zgodne z faktycznym zatrudnieniem u danego przedsiębiorcy – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Aleksiejuk, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Jak podkreśla, na tym etapie kontrolerzy będą sprawdzać także to, czy przedsiębiorca nie zalegał na koniec 2019 roku z żadnymi daninami publicznymi, np. składkami na ZUS, podatkiem dochodowym czy solidarnościowym. W ramach weryfikacji kryteriów uprawniających do złożenia wniosku urzędnicy PFR sprawdzą także, czy spółka nie była w tzw. trudnej sytuacji majątkowej, czyli nie było prowadzone wobec niej postępowanie restrukturyzacyjne. Kontrolowany będzie również fakt, czy przedsiębiorstwo w momencie składania wniosku o dofinansowanie spełniało kryterium zaliczenia firmy do sektora MŚP (w trakcie naboru wniosków nastąpiła zmiana definicji statusu MŚP z polskiej na unijną)

Kolejny etap kontroli będzie dotyczył sposobu wykorzystania dofinansowania.

W jaki sposób środki zostały wykorzystane, czy na koszty związane z działalnością gospodarczą, czy na wynagrodzenia pracowników, zakup materiałów, czy też zostały wykorzystane w sposób niezgodny, np. na wypłaty właścicielskie czy inne wydatki, których nie można przyporządkować do kosztów związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą – mówi Piotr Aleksiejuk.

Zaznacza, że na ten aspekt przedsiębiorcy powinni zwrócić szczególną uwagę w czasie przygotowań do kontroli PFR.

Firmy powinny także pamiętać o obowiązku złożenia odpowiednich dokumentów do banku, za pośrednictwem którego otrzymały wsparcie PFR. Do 31 grudnia br. beneficjent musi dostarczyć dokumenty potwierdzające, że umowę subwencji finansowej podpisała osoba do tego uprawniona. Bez tego PFR może zobowiązać beneficjenta do zwrotu całości subwencji.

– Wiele kryteriów w aplikacjach o dofinansowanie było przedstawianych w formie oświadczeń. Teraz więc trzeba sprawdzić w dokumentacji z danego okresu, czy dane kryteria zostały spełnione – wyjaśnia radca prawny. – Przewidujemy, że kontrole mogą rozpocząć się jeszcze w tym roku albo na początku następnego, więc kluczowe jest, żeby dopełnić tych obowiązków formalnoprawnych wymaganych przez bank jak najszybciej. W przypadku spółek osobowych należy pamiętać o przedłożeniu zgody odpowiedniego organu na zaciągnięcie zobowiązania, w przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w formie indywidualnej chodzi o zgodę współmałżonka, jeśli funkcjonuje ustrój majątkowy, który tego wymaga.

Jak ocenia ekspert, w dobie pandemii kontrole będą raczej przeprowadzane zdalnie. Kontrolerzy PFR będą mogli korzystać ze wsparcia urzędników administracji skarbowej, a także funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przysługują im uprawnienia wynikające z ustaw, które regulują funkcjonowanie danych organów.

Zdaniem Piotra Aleksiejuka w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w trakcie kontroli możliwe są dwa rodzaje konsekwencji.

– Po pierwsze, jest to zwrot subwencji w trybie natychmiastowym – PFR przewiduje na to 14 dni – oraz odsetek od pozyskanej kwoty. Po drugie, możliwe są sankcje karne związane z tzw. oszustwem dotacyjnym oraz ze składaniem fałszywych deklaracji i oświadczeń. Będą one dotyczyły nieuczciwych przedsiębiorców, którzy składali wnioski o dofinansowanie, a w przypadku spółek prawa handlowego przede wszystkim reprezentanci, którzy o takie dofinansowanie występowali – wymienia partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Pompy ciepła coraz popularniejsze w polskich domach. W tym roku padły rekordy sprzedaży takich urządzeń

0

Na koniec ubiegłego roku w polskich domach było zainstalowanych 128 tys. pomp ciepła, które pracowały na potrzeby centralnego ogrzewania i podgrzewania wody. W optymistycznym wariancie ich liczba do 2030 roku może wrosnąć już do prawie 2,1 mln – wynika z szacunków Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła. Rozwojowi rynku sprzyjają m.in. rządowy program Czyste Powietrze, wzrost świadomości ekologicznej Polaków, unijne regulacje ukierunkowane na energooszczędne budownictwo i realne korzyści tej technologii, które przekładają się na wymierną oszczędność. W ubiegłym półroczu wzrost sprzedaży takich urządzeń w kilku segmentach rynku pobił wyniki za cały 2019 rok.

– Rynek pomp ciepła jest obecnie w fazie dynamicznego wzrostu. W tym roku przewidujemy dynamikę na poziomie około 100 proc. w segmencie pomp typu powietrze–woda, czyli służących do centralnego wodnego ogrzewania budynków i korzystających z powietrza jako źródła ciepła. To oznacza wzrost sprzedaży do blisko 40 tys. urządzeń. Natomiast w przypadku innych segmentów, droższych pomp ciepła, np. typu solanka–woda, tzw. gruntowych pomp ciepła, wzrost będzie nieznaczny, na poziomie kilku procent – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Lachman, prezes zarządu Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła (PORT PC).

2019 rok był już dziewiątym z rzędu, kiedy w Polsce odnotowano duży wzrost sprzedaży takich urządzeń (łącznie 42,8 tys. sztuk, co oznaczało wzrost całego rynku o 37 proc. r/r). W I półroczu 2020 roku cały rynek pomp ciepła w Polsce odnotował wzrost na poziomie ok. 60 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. W przypadku pomp ciepła do centralnego ogrzewania ten wzrost wyniósł ok. 80 proc. – wynika z danych PORT PC. Organizacja podaje, że w kilku segmentach tego rynku wyniki sprzedaży za pierwsze półrocze br. zrównały się z wynikami osiągniętymi za cały ubiegły rok. Nieznaczny, około 10-proc. spadek odnotował jedynie rynek gruntowych pomp ciepła. Z kolei pompy typu powietrze–woda biją w ostatnich miesiącach rekordy popularności.

– Głównym elementem, który na to wpływa, jest większa dostępność tej technologii niż w przypadku gruntowych pomp ciepła. Koszty zakupu takich urządzeń są wyraźnie niższe niż jeszcze trzy–pięć lat temu, szczególnie w przypadku pomp ciepła korzystających z powietrza jako źródło ciepła. Wpływa na to także rosnące zainteresowanie rozwiązaniami bezemisyjnymi, ponieważ pompa ciepła zamontowana w budynku nie powoduje żadnej niskiej emisji. Trzecim elementem jest rosnące zainteresowanie produkcją energii elektrycznej na własne potrzeby, np. poprzez montaż fotowoltaiki na dachach budynków – wymienia Paweł Lachman.

Wzrosty są napędzane także przez relatywnie niskie koszty takiej inwestycji i późniejszej eksploatacji pomp powietrze–woda, a także możliwość zintegrowania pompy ciepła z własną instalacją fotowoltaiczną, co przekłada się na wymierne oszczędności.

– Główne korzyści z zamontowania pompy ciepła to w wielu przypadkach wyraźnie niższe rachunki. W budynku z instalacją ogrzewania podłogowego lub ściennego koszty ogrzewania mogą być nawet 40 proc. niższe niż w przypadku ogrzewania gazem – wskazuje prezes PORT PC. – Inną korzyścią jest też możliwość współpracy z instalacją fotowoltaiczną w ramach systemu opustu. Dzięki takiemu rozwiązaniu koszty ogrzewania ciepłej wody i chłodzenia oscylują wokół kilkunastu złotych miesięcznie. Dodatkowo program Mój Prąd i dodatkowe wsparcie w postaci ulgi termomodernizacyjnej czynią taką inwestycję naprawdę opłacalną.

PORT PC prognozuje, że wyniki rynku za II półrocze br. mogą okazać się jeszcze lepsze, bo czynnikiem napędzającym sprzedaż okazała się właśnie nowa wersja programu Czyste Powietrze, która wystartowała 15 maja br. Zwiększenie dofinansowania do pomp ciepła o wysokiej efektywności znacząco napędziło zainteresowanie potencjalnych inwestorów.

Wyraźnie widać też, że do wzrostu sprzedaży przyczynia się wsparcie z programu Czyste Powietrze dla budynków już istniejących. Mamy nadzieję, że zgodnie z założeniami głównych strategii Europejskiego Zielonego Ładu to wsparcie dla technologii pomp ciepła pojawi się też w odniesieniu do nowych budynków jedno- i wielorodzinnych – podkreśla Paweł Lachman.

Z kolei w przyszłym roku do rozwoju tego rynku może przyczynić się wejście w życie nowych warunków technicznych dla budynków i ich usytuowania (WT2021), dotyczących efektywności energetycznej. Nowe przepisy zaczną obowiązywać od 1 stycznia i wymuszą m.in. spadek zużycia energii pierwotnej w budynkach mieszkalnych. Co istotne, pompy ciepła – jako najbardziej efektywna technologia grzewcza – wpisują się też w nową strategię Komisji Europejskiej dotyczącą integracji sektorów energetycznych.

– W ramach głównej strategii polityki klimatycznej, czyli osi Zielonego Ładu, wyraźnie wskazany jest kierunek rozwoju produkcji energii elektrycznej z OZE. W 2030 roku ma być na poziomie ok. 60 proc. Podkreślony został też duży wzrost produkcji tej energii ze względu na łączenie sektorów, ale też rola pomp ciepła, które w 2030 roku mają stanowić ok. 40 proc. zasobu w budynkach mieszkalnych, a w 2050 roku już ok. 70 proc. To duże wyzwanie. Komisja Europejska planuje odejście od stosowania paliw kopalnych w budynkach i żeby ten plan można było zrealizować, działania trzeba zacząć już teraz. To wyraźne wskazanie kierunku działań przez KE pomoże rynkowi pomp ciepła również w Polsce – ocenia prezes PORT PC.

Mimo kolejnego roku wzrostów prawie 43 tys. pomp ciepła sprzedanych w ubiegłym roku to wciąż zaledwie ok. 10 proc. całkowitej sprzedaży na rynku urządzeń grzewczych w Polsce. W porównaniu z innymi krajami UE, np. Szwecją, Austrią czy Niemcami, krajowy rynek wciąż jest dopiero w początkowej fazie rozwoju. Dlatego też prezes PORT PC wskazuje, że potrzebna jest szeroka edukacja i kampanie informacyjne.

– Inwestorów interesuje głównie to, czy ta technologia jest niezawodna, jak długo pracuje takie urządzenie, jakie są realne koszty napraw czy serwisu. Jest bardzo wiele niewiadomych, na które przeciętny Kowalski nie jest w stanie sobie sam odpowiedzieć. Dlatego potrzebna jest kampania informacyjna, żeby uświadomić te główne korzyści, ale też ograniczenia stosowania pomp ciepła. Ograniczeniem jest m.in. to, że takie urządzenie nie nadaje się do każdego typu budynku – mówi Paweł Lachman.

Jak wynika z analiz organizacji, rynek pomp ciepła rozwija się też po stronie producentów. W Polsce inwestycje już rozpoczęli lub planują rozpocząć światowi potentaci w produkcji niskoemisyjnych urządzeń grzewczych. PORT PC zwraca też uwagę na duży potencjał firm pośredniczących, czyli np. polskich przedsiębiorstw wytwarzających komponenty do pomp ciepła i firm usługowych.

– Producenci pomp ciepła w Polsce to jest segment, który zaczyna się mocno rozwijać. Dotychczasowa polityka sprzed dwóch–trzech lat, pokazująca kierunek rozwoju urządzeń grzewczych, była niestety błędna. Dlatego cieszy fakt, że teraz mamy wyraźne wskazanie w kierunku technologii bezemisyjnych. To powoduje, że spora część producentów urządzeń grzewczych, głównie kotłów na paliwa stałe, zaczyna przestawiać się na produkcję pomp ciepła. Tu potrzebne jest solidne wsparcie ze strony państwa – nie tylko na poziomie badań i rozwoju, ale też m.in. wsparcie informacyjne i szkoleniowe producentów, którzy zmieniają swoją ofertę. To duże wyzwanie nie tylko dla organów państwa, ale i dla organizacji branżowych – mówi prezes PORT PC.

Według szacunków Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła w 2019 roku w polskich domach było zainstalowanych już łącznie 128 tys. pomp ciepła, które pracowały na potrzeby centralnego ogrzewania lub centralnego ogrzewania i przygotowania ciepłej wody użytkowej. Organizacja szacuje, że do 2030 roku – w bazowym, realistycznym scenariuszu – ta liczba wzrośnie już do ok. 1,09 mln, a średni udział pomp ciepła we wszystkich budynkach sięgnie 10 proc. Z kolei w scenariuszu optymistycznym, który zakłada wyeliminowanie istniejących obecnie barier dla tego rynku, całkowita liczba zainstalowanych pomp ciepła mogłaby sięgnąć ok. 2,08 mln (udział 22,8 proc.). Zależnie od scenariusza zatrudnienie w sektorze produkcji, instalacji i serwisu takich urządzeń znajdzie od 11 do 20 tys. osób.