Problem łysienia budzi obawy zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet. Dla wielu osób to bardzo wstydliwa dolegliwość, która uderza w ich samoocenę i negatywnie wpływa na funkcjonowanie w życiu prywatnym i zawodowym. Wypadanie włosów może być także objawem poważnych problemów ze zdrowiem, dlatego nie powinno się tego lekceważyć. Polacy mają jednak do tego tendencję – dwie trzecie badanych przez Instytut Trychologii przyznało, że nigdy nie kontrolowało stanu swoich włosów i nie wiedziało, że istnieje specjalista od włosów.
Z badania „Polak u trychologa” przeprowadzonego przez Instytut Trychologii wynika, że co drugi Polak obawia się utraty włosów. Ponad 80 proc. boi się utraty włosów i z tego właśnie powodu zgłasza się po pomoc do specjalisty.
– Do trychologa najczęściej zgłaszają się pacjenci z problemem utraty włosów, czyli łysienia, a drugą najczęstszą przyczyną są problemy z kondycją łodygi włosa, czyli np. kruszenie się, łamanie się włosów. Na trzecim miejscu są problemy ze skórą głowy, czyli np. łuszczyca, łupież, suchość, świąd czy łojotok – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Mackojć, trycholog i biotechnolog z Instytutu Trychologii.
W takich przypadkach pacjenci często sami próbują przeprowadzić kurację domową. Nie zawsze kończy się ona jednak oczekiwanymi rezultatami.
– Pacjenci nie do końca potrafią odróżnić łupież od łuszczycy czy też łojotokowego zapalenia skóry. Dlatego też bardzo często dobierają nieodpowiednie szampony, które dodatkowo przesuszają skórę głowy. Mylnie poprowadzona pielęgnacja domowa tylko pogarsza stan kondycji naszej skóry głowy – przekonuje ekspertka.
Podobnie jak w przypadku wypadania włosów zgłoszenie się do specjalisty odpowiednio wcześnie może być decydujące dla powodzenia całej terapii. Wciąż jednak niewiele osób wie, że istnieje taka specjalizacja.
Problemy z włosami mogą być przyczyną również gorszego samopoczucia. Dla 43 proc. respondentów badania „Polak u trychologa” jest to powód pogorszenia nastroju, a 23 proc. czuje się mniej atrakcyjnie. Według 10 proc. problemy z włosami odbijają się na ich wizerunku w życiu zawodowym i prywatnym, a 8 proc. z tego powodu traci pewność siebie w kontaktach z innymi.
– Wypadanie włosów jest spowodowane różnymi zaburzeniami, np. hormonalnymi, dietetycznymi, czyli niedoborem witamin, minerałów, elektrolitów, anemią, restrykcyjną dietą, odchudzaniem się czy brakiem snu. Na organizm należy jednak spojrzeć holistycznie, ponieważ dopiero zdrowe ciało i jego dobra kondycja pozwala na odrost pięknych włosów i zatrzymuje ich wypadanie. Włosy są barometrem naszego zdrowia. Jeżeli następuje jakiekolwiek zaburzenie w gospodarce naszego organizmu, one wypadają jako pierwsze – wskazuje Anna Mackojć.
Do kontaktu ze specjalistą powinny nas skłonić takie sygnały jak zbyt intensywne wypadanie włosów, duża ich liczba pozostająca na szczotce czy w wannie po umyciu głowy. Szukając przyczyn problemów, warto zrobić komplet dodatkowych badań, jak morfologia krwi, poziom witamin, żelaza, hormonów tarczycy czy określenie poziomu ferrytyny.
– Niektóre rodzaje łysienia powstają przez kilka lat. Prowadzą one do miniaturyzacji mieszka włosowego, co oznacza, że z dnia na dzień staje się on coraz mniejszy, słabszy i wypuszcza coraz cieńszy i krótszy włos. Ten proces trwa wiele lat i takiego łysienia nie jesteśmy w stanie w stu procentach odwrócić. Dlatego istotne jest, aby je jak najszybciej zatrzymać albo przynajmniej jak najszybciej spowolnić. Im szybciej rozpoczniemy terapię, tym będzie ona krótsza i bardziej efektywna – mówi ekspertka z Instytutu Trychologii.
Kiedy restrykcje pandemiczne uniemożliwiły nawiązanie bezpośredniego kontaktu z urzędnikami, rolę fizycznych placówek przejęły urzędy elektroniczne. Ministerstwo Cyfryzacji powołało do życia tymczasowy profil zaufany, który ułatwił korzystanie z e-administracji w czasie pandemii, wdrożono także szereg ułatwień, które pozwolą komunikować się z urzędnikami i przesyłać dokumenty za pośrednictwem narzędzi online.
Od początku roku liczba użytkowników profilu zaufanego zwiększyła się o blisko 2,4 mln. To większy wzrost niż ten zanotowany w całym 2019 roku, a obecnie z możliwości tego profilu korzysta przeszło 7 mln obywateli.
– Ostatnie miesiące to rekordowy czas w historii profilu zaufanego. To efekt nie tylko związanych z pandemią ograniczeń w działaniu urzędu, ale także wciąż rosnącego zaufania i przekonania Polaków do e-administracji. Liczymy na to, że ta tendencja się utrzyma. Chcielibyśmy, aby każdy dorosły Polak, podobnie jak ma dowód osobisty, miał także profil zaufany. Stale pracujemy nad nowymi e-usługami oraz udoskonalaniem obecnych – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski.
Pandemia koronawirusa przyczyniła się do przyspieszenia procesu cyfryzacji administracji. W ramach ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 wdrożono tymczasowe przepisy dopuszczające m.in. osobiste stawienie się w urzędzie za pośrednictwem wideotransmisji realizowanej w czasie rzeczywistym bądź udostępnienie akt w formie elektronicznej.
Kluczowym elementem, który umożliwia przeniesienie spraw administracyjnych z fizycznych placówek do internetu, jest dynamiczny rozwój usług dostępnych za pośrednictwem profilu zaufanego. Jego założenie pozwala korzystać ze wszystkich usług online dostępnych w serwisie GOV.PL, zarówno tych związanych z zakładaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej, jak i składaniem wniosków o szereg świadczeń socjalnych czy logowaniem się do Internetowego Konta Pacjenta bądź Platformy Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
– Profil zaufany można założyć na dwa sposoby. Najprostszy to skorzystanie z bankowości elektronicznej. Umożliwiają to największe banki w Polsce. Drugi – to złożenie wniosku przez internet i potwierdzenie profilu zaufanego w jednym z ponad 1500 punktów potwierdzających, które znajdziemy na terenie całego kraju – mówi minister cyfryzacji.
W czasach pandemii usługi z zakresu e-administracji zyskały na popularności m.in. dzięki wdrożeniu tymczasowego profilu zaufanego. W przeciwieństwie do klasycznego PZ jego założenie nie wymaga posiadania konta w banku ani osobistego stawiennictwa w punkcie potwierdzającym. Wniosek o TPZ można złożyć przez internet i potwierdzić w czasie wideorozmowy z przedstawicielem urzędu weryfikującego, a jego ważność upływa dopiero po trzech miesiącach.
Mimo tak pozytywnych sygnałów płynących z rynku Polska nadal odstaje na tle unijnych państw w sektorze e-administracyjnym. Nasz kraj zajmuje 23. miejsce w rankingu DESI opisującym stan cyfrowego zaawansowania gospodarki oraz społeczeństwa krajów członkowskich. W najnowszym zestawieniu Polska uzyskała blisko 45 punktów na 100, odstając od unijnej średniej wynoszącej 52,6 punktu.
Ministerstwo Cyfryzacji planuje wdrożyć kolejne udogodnienia dla obywateli, które pomogą poprawić pozycję Polski w zestawieniu DESI. Rząd zamierza wprowadzić do powszechnego użytku aplikacje mobilne mUsługi oraz mDokumenty, które pozwolą załatwić większość spraw urzędowych za pośrednictwem urządzeń mobilnych.
– Nieważne, w jakim wieku jesteśmy i czym się w życiu zajmujemy – profil zaufany przyda się wszystkim. Dzięki niemu można – bez wychodzenia z domu – złożyć online wniosek o dowód osobisty nie tylko dla siebie, ale i dla dziecka, zawnioskować o odpisy aktów stanu cywilnego, ale też sprawdzić swoje punkty karne czy zalogować się do aplikacji mObywatel, w której znajdziemy elektroniczne dokumenty – wylicza minister cyfryzacji Marek Zagórski.
W realizacji wizji projektu cyfrowej administracji ma pomóc projekt strony internetowej Portal RP, na której znajdą się wszystkie informacje publiczne udostępniane w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz wszystkie usługi elektroniczne.
W dobie restrykcji pandemicznych na popularności zyskały oferty pracy zdalnej, zwłaszcza w branży IT, która od lat eksploatuje ten model zatrudnienia. Pracodawcy przekonali się, że świadczenie pracy na odległość może być równie skuteczne, co zatrudnienie stacjonarne, a kilka tygodni izolacji społecznej pozwoliło wielu firmom przetestować narzędzia do zdalnej komunikacji. Pierwsi w postpandemicznej rzeczywistości odnajdą się pracownicy IT i to oni przetrą szlak dla upowszechnienia się pracy zdalnej.
– W branży IT od zawsze liczy się to, jak pracujesz i co potrafisz, a nie z jakiego miejsca pracujesz. To widać zwłaszcza w czasie pandemii, bo przed nią 10 proc. stanowiły ogłoszenia o pracę zdalną, co było znakomitym wynikiem, jeśli porównamy to z innymi branżami. W tej chwili odsetek ofert zdalnych publikowanych w No Fluff Jobs wzrósł dwukrotnie. Pracodawcy zauważają, że można pracować zdalnie i efektywnie. Mamy możliwość umówienia się na wizytę u lekarza zdalnie, nauczyciele potrafią i chcą korzystać z Teamsów, Zoomów i radzą sobie z tym świetnie. Pandemia przetarła nowe drogi komunikacji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marta Steiner z No Fluff Jobs.
Pandemia koronawirusa była dla firm technologicznych impulsem, który pozwolił im w dużej mierze przestawić się na pracę zdalną. Większość pracowników Google i Facebooka do końca 2020 roku nie pojawi się w biurze, Microsoft do 2021 roku wszystkie konferencje będzie organizować w trybie online, a przedstawiciel Twittera poinformował, że ich pracownicy nawet po zdjęciu restrykcji pandemicznych będą mogli świadczyć pracę z domu, jeśli wysuną taką prośbę.
Przymusowa izolacja społeczeństwa wymusiła drastyczne ograniczenie kontaktów międzyludzkich, również tych w obrębie zakładów pracy. Z badań przeprowadzonych przez firmę Devire wynika, że w Polsce pracę zdalną udało się wprowadzić w 65 proc. przedsiębiorstw, a najchętniej na taki krok decydowały się firmy z sektora IT, nieruchomości, telekomunikacji czy usług dla biznesu. Co ciekawe, spośród firm, które przed pandemią nie oferowały takiego modelu współpracy, aż 67 proc. umożliwiło zatrudnionym osobom świadczenie pracy zdalnej.
Model pracy zdalnej może na dobre zakorzenić się w społeczeństwie nawet po wygaszeniu pandemii koronawirusa, gdyż pracownicy zaadaptowali się do takiego modelu współpracy. Z raportu „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” autorstwa firmy doradczej Colliers International wynika, że 82 proc. pracowników świadczących pracę zdalną chciałoby po zniesieniu restrykcji pandemicznych co najmniej przez jeden dzień w tygodniu pracować z domu.
Elastyczne ramy zatrudnienia jako jedne z najcenniejszych świadczeń pozapłacowych wskazali także respondenci „Raportu płacowego Hays 2020”. Według niego w 2019 roku dostęp do takiego modelu współpracy deklarowało 40 proc. pracowników oraz 50 proc. pracodawców. Raport „Doświadczenia kandydatów IT” autorstwa No Fluff Jobs wskazuje kolei, że współpraca zdalna jest także atrakcyjna z punktu widzenia osób ubiegających się o nową pracę.
– To, co może być dla kandydatów w branży IT wyzwaniem, to przede wszystkim praca zdalna w ujęciu menadżerskim i zarządzania zespołem – wskazuje ekspertka.
43 proc. ankietowanych uważa, że najlepszym sposobem na kontakt z rekruterem jest kontakt za pośrednictwem e-maila. Z kolei aż 80 proc. pracodawców przeprowadza obecnie rekrutację całkowicie zdalnie, a na początku roku odsetek ten wynosił zaledwie 10 proc.
– Małe firmy otworzą się na rozwiązania online, bo będzie to mniej kosztowne i skuteczniejsze. W tej chwili wizyta w banku ze względu na ograniczenia nie jest popularną formą załatwiania spraw, użytkownicy będą próbować je załatwiać, siedząc w domu przed komputerem. Co z nami zostanie po pandemii? Ludzie zrozumieją i przekonają się na własnej skórze, że zdalny znaczy dostępny i łatwiejszy, co nie znaczy mniej efektywny. A kiedy świat jeszcze szerzej otworzy się na rozwiązania online, przybędzie cyfrowych nomadów, czyli takich ludzi, którzy mogą pracować z każdego miejsca na świecie nie tylko w branży IT – podsumowuje Marta Steiner.
Tegoroczny maj jest kolejnym miesiącem, w którym obserwujemy ograniczenie zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Liczba pracujących, w porównaniu do kwietnia, spadła o 1,4% i wynosiła 6173,9 tys. osób. Rok temu przedsiębiorstwa zatrudniały 6380,2 tys., co oznacza zmniejszenie zatrudnienia o 3,2% w ciągu roku – podał GUS.
GUS nie publikuje informacji dotyczących przyczyn odejścia pracowników – nie wiadomo czy przyczyną są zwolnienia z pracy czy leżą po stornie pracownika np. przejście na emeryturę. W obecnej sytuacji na rynku pracy, ograniczenie liczby pracowników przez przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 9 osób, może być prognostykiem zwiększonego bezrobocia w kolejnych miesiącach. Z uwagi na epidemię koronawirusa raczej nie należy się spodziewać, że te osoby, które zostały zwolnione lub zakończyła się ich umowa, łatwo znajdą zatrudnienia w mikrofirmach lub zdecydują się na podjęcie własnej działalności gospodarczej.
Redukcja liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw może być oznaką zarówno zmniejszenia wielkości produkcji z uwagi na ograniczony popyt jako skutek pandemii, jak i przyspieszenia procesów automatyzacji, które w ostatnim czasie mogą się nasilić z uwagi na rosnące koszty pracy, wcześniejszy niedobór pracowników oraz niepewność co do dalszego przebiegu epidemii, również wśród osób pracujących.
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) wyniosło 5119,94 zł i było wyższe o 1,2% w stosunku do płacy wypłaconej rok wcześniej. Widać wyraźnie, że dynamika wzrostu płac w następstwie sytuacji epidemicznej bardzo wyhamowała. Pracodawcy przede wszystkim ograniczyli wypłatę wszelkiego rodzaju nieobligatoryjnych premii i dodatków. Na wartość wskaźnika przeciętnego wynagrodzenia niewątpliwie wpłynął fakt, ze część przedsiębiorców skorzystała z możliwości, jakie oferowała ustawa antykryzysowa i wprowadziła przestój ekonomiczny lub obniżony wymiar czasu pracy, co wiązało się z redukcją wynagrodzeń pracowników, objętych tymi rozwiązaniami. Dla porównania rok wcześniej wynagrodzenia wzrosły rok do roku wynosił o 7,7%.
Patrząc na sytuację ekonomiczną, wzrost płac jest niższy niż inflacja, co oznacza, realny spadek wartości wynagrodzeń. Być może wskaźnik przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto wzrośnie po zakończeniu obowiązywania rozwiązań antykryzysowych, ale wydaje się, że epidemia koronawirusa zakończyła okres szybkiego wzrostu wynagrodzeń i znacznych rotacji na polskim rynku pracy.
Koniunktura konsumencka w czerwcu nadal znajduje się na minusie (-19,4) – wciąż dominują pesymiści – ale ogólny sentyment konsumentów poprawia się (wzrost wskaźnika ufności o 10,7 pkt. proc.) – podał dzisiaj GUS.
Jest to przyrost niemal identyczny do tego obserwowanego w maju. Pozwala to wnioskować, że sytuacja epidemiczna i gospodarcza daje oddech, ale nie ulega poprawie na tyle, aby Polacy nagle uwierzyli w powrót do starej rzeczywistości i przedkryzysowych wzorców konsumpcji. W szczególności, wciąż jeszcze odracza się dokonywanie ważnych zakupów.
Należy zauważyć, że poprawę widać zarówno w odniesieniu do deklarowanej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego, jak i sytuacji ekonomicznej w kraju. W opinii respondentów, stan gospodarki w horyzoncie roku będzie kiepski, ale relatywna ocena uległa znaczącej poprawie od kwietnia. Szczególnie dobrym sygnałem jest poprawiająca się perspektywa wysokości bezrobocia – po fatalnych wynikach kwietniowych i majowych, w czerwcu odsetek pesymistów nieco spada. Pytanie o indywidualne ryzyko bezrobocia daje podobne (choć systematycznie lepsze) wyniki – 28,3% pracujących widzi takie zagrożenie (w porównaniu do 48,0% w kwietniu).
Przekłada się to na ocenę niższego zagrożenia dla sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – o dużym zagrożeniu mówi 20,7% ankietowanych, o przeciętnym – 41,8%. Jedynie trzech na ośmiu konsumentów uznaje zagrożenie za małe lub żadne. Sygnalizowałoby to, że adekwatność programów pomocowych oraz zaangażowanie samych firm oceniane są dość pozytywnie. Warto podkreślić, że brak wiary konsumentów w stabilność zatrudnienia i dochodów może prowadzić do samospełniającej się prognozy kryzysu. Z tej perspektywy czerwcowe dane mają szczególnie dobry wydźwięk.
Trochę większy niepokój budzi szybko rosnące przekonanie o niewielkim zagrożeniu COVID-19 dla zdrowia osobistego czy publicznego. W tym pierwszym przypadku między kwietniem a czerwcem odnotowaliśmy wzrost o 19,9 pkt proc. (z 10,6 do 30,5%), w tym drugim – o 15,7 pkt proc. (z 3,2 do 18,9%). Naturalnie, przekonanie o bezpieczeństwie jest jednym z czynników sprzyjających konsumpcji. Z drugiej jednak strony dane o wykrytych przypadkach i nowych ogniskach sugerują studzić hurraoptymizm i narzucić większą ostrożność. W przeciwnym przypadku nawet jeśli nie nastąpi drugi lockdown, koszty ekonomiczne tej niefrasobliwości mogą być duże.
Teoretycznie zmian w podatku CIT na 2020 r. nie było wiele, natomiast odzwierciedlają one szersze zmiany systemowe. Jedną z nich jest tzw. ulga na złe długi, która jest elementem pomocy przedsiębiorcom w walce z tzw. zatorami płatniczymi. Z jednej strony jest to ułatwienie dla wierzycieli, którzy przy braku płatności zyskują możliwość efektywnego odzyskania podatku już wykazanego na skutek dostawy towaru lub świadczenia usługi. Z kolei od strony dłużnika brak płatności powoduje obligatoryjną korektę kosztów. Warto także pamiętać o wymogach związanych z tzw. „białą listą” – przelew na niezweryfikowany rachunek może skutkować utratą kosztów podatkowych. Przepisy te będą w najbliższym czasie korzystnie zmienione, jeszcze w trakcie obecnego roku. Jednocześnie wiele firm będzie musiało stawić czoła nowym przepisom w zakresie cen transferowych m.in. z nowymi obowiązkami dotyczącymi składania oświadczenia o sporządzeniu lokalnej dokumentacji.
Charakter i liczba zmian, z którymi mieliśmy do czynienia w latach poprzednich wynikała m.in. z konieczności wdrożenia przez Polskę m.in. regulacji Dyrektywy tzw. ATAD 1, czyli dyrektywy harmonizującej rozwiązanie zmierzające do ograniczenia szkodliwych optymalizacji podatkowych. Natomiast opóźnione pozostaje wdrożenie rozwiązań Dyrektywy ATAD 2, czyli m.in. instrumentów antyhybrydowych – regulacji, które zapobiegają przykładowo rozpoznaniu w jednym państwie kosztu przy braku rozpoznania przychodów po drugiej stronie transakcji (odliczenie bez opodatkowania), czy też sytuacji podwójnego rozpoznania kosztu (podwójne odliczenie).
Liczba tegorocznych zmian w przepisach ustawy o podatku CIT była znacznie niższa w porównaniu do liczby zmian w latach 2018-2019. Nie były to zmiany równie rewolucyjne, niektóre z nich okazują się natomiast w praktyce bardzo istotne dla niemal wszystkich podatników i są elementem szerszych zmian systemowych. Należy zaliczyć do nich np. ulgę na złe długi, powracającą po kilku latach i w nowej odsłonie, a stanowiącą element bardzo istotnej nowelizacji przepisów administracyjnych zwalczających zatory płatnicze. Bezpieczeństwu obrotu i systemu podatkowego mają także w założeniu sprzyjać przepisy nakazujące (w celu rozpoznania kosztów) dokonywanie płatności na rachunek z tzw. „białej listy”, które natomiast zostaną zliberalizowane – np. płatność w split-payment wyłączy dodatkowe obowiązki. Jeśli chodzi o kontrowersyjne przepisy dotyczące podatku u źródła (WHT), to zgodnie z zapowiedziami ma dojść do kolejnego ich odroczenia (do 2021 r.), warto natomiast wykorzystać ten czas aby uzyskać urzędowe opinie o możliwości stosowania zwolnienia z podatku oraz upewnić się, że płatności podlegające opodatkowaniu u źródła dokonywane są przy uwzględnieniu obowiązujących już (nieodroczonych) wymogów należytej staranności – mówi Wojciech Majkowski, dyrektor w zespole ds. podatku dochodowego od osób prawnych w KPMG w Polsce.
W obszarze cen transferowych mamy do czynienia z właściwie pierwszym rokiem, gdy w praktyce mają zastosowanie nowe obowiązki w zakresie składania oświadczenia o sporządzeniu lokalnej dokumentacji oraz o raportowaniu transakcji z podmiotami powiązanymi w formie elektronicznej.
Teraz wszyscy podatnicy, którzy sporządzają dokumentację, muszą oświadczyć nie tylko, że jest ona już gotowa, ale również, że transakcje odbywają się na warunkach rynkowych. Ponadto podatnicy będą musieli zaraportować swoje transakcje w nowej formie z wykorzystaniem elektronicznego formularza TPR. Informacja taka będzie o wiele bardziej obszerna i szczegółowo opisująca nie tylko metodologię cenową, ale również np. wskaźniki zyskowności określone w analizach porównawczych jako rynkowe i mające zastosowanie do danej transakcji. W ten sposób władze podatkowe będą miały dostęp do pełnej informacji o transakcjach z podmiotami powiązanymi. Informacje takie mają zostać wykorzystane nie tylko do analiz statystycznych, ale również do identyfikacji podmiotów, które powinny zostać poddane kontroli z uwagi na generowanie w transakcjach rezultatów odbiegających od standardów rynkowych. Nowe obowiązki podkreślają konieczność weryfikacji rynkowości transakcji już na etapie jej planowania, bowiem wszelkie zaniedbania mogą mieć dla podatnika bolesne konsekwencje – mówi Jacek Bajger, partner, szef zespołu ds. cen transferowych w KPMG w Polsce.
Pandemia koronawirusa odcisnęła mocne piętno na rynku mieszkań w Polsce i na świecie. Chociaż wszyscy spodziewali się znacznych obniżek, póki co nie możemy na nie liczyć. Rewolucja widoczna jest najbardziej na poziomie technologicznym (praca zdalna, mniejsze zapotrzebowanie na najem powierzchni biurowych, przeniesienie do online procesu kupna i sprzedaży nieruchomości), ale także światopoglądowym (nieruchomości jako bezpieczna lokata kapitału i inne priorytety mieszkaniowe Polaków). O tym, czego możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach i latach, porozmawialiśmy z praktykami z branży podczas pierwszej Debaty Otodom. Gośćmi Jarosława Krawczyka byli:
Artur Polak (Naczelnik Wydziału Wspierania Mieszkalnictwa i Analiz, Departament Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju)
Agnieszka Banaszak (Członek Zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich)
Zbigniew Kubiński (Prezydent Powszechnego Towarzystwa Ekspertów i Doradców Rynku Nieruchomości)
dr prof. R. pr. Dariusz Szostek (prof. Uniwersytetu Opolskiego)
Sebastian Wielgus (Pośrednik Roku 2019 w konkursie Lider Nieruchomości Otodom)
Monika Rudnicka (General Manager segmentu nieruchomości na Europę w OLX Group i General Manager Otodom)
Poniżej zestawienie najciekawszych wypowiedzi w poszczególnych sekcjach tematycznych debaty.
Rynek nieruchomości przed 1 marca 2020
Początek 2020 roku miał zadatki na kolejny świetny rok w sektorze nieruchomości w Polsce.
– Rok 2019 był absolutnie rekordowym rokiem jeśli chodzi o mieszkania oddane do użytkowania – 207 tys., z czego 131 tys. oddali deweloperzy. To był najlepszy rok od 1980 roku. A jeśli patrzymy na powierzchnie tych mieszkań, to był ogólnie najlepszy rok w historii polskiego mieszkalnictwa. I właśnie pierwsze dwa, trzy miesiące wskazywały na to, że w 2020 pobijemy kolejne rekordy – powiedział Artur Polak, Naczelnik Wydziału Wspierania Mieszkalnictwa i Analiz, Departament Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju.
Już wtedy dało się jednak zauważyć pewne analogie do kryzysu z 2008 roku.
– Stosunek sprzedanych lokali do tych, które są w ofercie i były wprowadzane jest kluczowy do analizy stanu sprzed i w trakcie pandemii. W 2019 roku wprowadzono do sprzedaży w stosunku do sprzedanych o 2 tys. mniej mieszkań, a w I kwartale tego roku sprzedano o 6 tys. więcej mieszkań niż wprowadzono. W poprzednim kryzysie wprowadzonych pod koniec 2007 roku było o 20 tys. więcej mieszkań niż sprzedano. Ta kwestia podażowa jest bardzo ważna, bo należy podkreślić, że deweloperzy są w zupełnie innym miejscu niż przy poprzednim kryzysie – mówi Agnieszka Banaszak, Członek Zarządu PZFD.
Rynek nieruchomości aktualne
– Po lockdownie wszystkie statystyki w Otodom pikowały w dół. Ruch na stronie drastycznie się zmniejszył, a liczba§ zapytań spadła. Jednak dosyć szybko, bo po ok. tygodniu klienci wrócili na serwis, szukając nieruchomości, w nieco innych kryteriach. Notujemy blisko 100% wzrost jeśli chodzi o zainteresowanie działkami rekreacyjnymi i domami z ogrodami. Takich wyników nie mieliśmy w naszej kilkunastoletniej historii jeszcze nigdy. Widzimy też zwiększone zainteresowanie najmem oraz mieszkaniami o większej powierzchni za niższą cenę. Klienci liczą na korektę cen ze względu na epidemię, jednak w naszych statystykach tych obniżek jeszcze nie widać – dodała Monika Rudnicka, General Manager Otodom.
Epidemia sprawiła, że zupełnie inaczej zaczęliśmy podchodzić do inwestycji.
– Wśród klientów zaobserwowaliśmy pewien mechanizm: szok, wycofanie, a następnie inwestowanie gotówki, np. w walutę, antyki i właśnie w nieruchomości. Rynek więc zareagował tak, jak powinien. Oczywiście zmieniła się też mentalność Polaków, w przyspieszonym tempie rozpoczął się proces cyfryzacji, zarówno dzieci (e-learning), jak i pracy, która przeszła w tryb zdalny. Ma to oczywiście znaczący wpływ na najem nieruchomości, w tym powierzchni biurowych — podkreślał dr hab. r. pr. Dariusz Szostek, prof. Uniwersytetu Opolskiego.
Wykazujemy też dużo większą otwartość na nowinki technologiczne.
— W aspekcie samej cyfryzacji pandemia pokazała, że Polska jest słabo scyfryzowana. Nawet jeśli jakieś aspekty były wdrażane, to słabo. A przez te dwa miesiące pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi. Przywykliśmy do zdalnego komunikowania się, do zawierania umów przy pomocy podpisu elektronicznego, którego popularność w ostatnim czasie wzrosła o kilkaset procent. Zmienia się także myślenie konserwatywnego dotąd notariatu. Dwa miesiące temu, wspólnie z prof. Fryderykiem Zollem i prof. Ewą Rott-Pietrzyk, przygotowaliśmy rekomendacje dla notariuszy. Dotyczyły m.in. możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie obecnych przepisów czy ich ewentualnego liftingu. Spotkaliśmy się wtedy z odpowiedzią odmowną bez uzasadnienia. Jednak po dwóch miesiącach, gdy okazało się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez dwa miesiące były zamknięte, diametralnie zmieniło się podejście notariuszy do nowych technologii. Dyskusja została podjęta, a notariat przyznaje, że nie ma innego wyjścia, jak tylko się zreformować – dodał Dariusz Szostek.
Pandemia zrewolucjonizowała również proces zakupu nieruchomości.
— Wraz z początkiem pandemii rynek zmienił się diametralnie, prawdopodobnie już na stałe. W marcu otrzymaliśmy około 70% zapytań mniej niż rok wcześniej. Następnie rynek był przez 2-3 tygodnie mocno zmrożony. Obecnie mamy więcej zapytań niż w tym samym okresie w 2019 roku. Rynek jest ponownie rozgrzany, a ceny dużo bardziej elastyczne i sprzedający skłonni do negocjacji. Przez to jednak, że część naszych klientów utknęła w domach czy za granicą, na szybko musieliśmy organizować m.in. tłumaczenia, dokumenty online. Przeprowadzaliśmy transakcje na podstawie pełnomocnictwa. W praktyce wyglądało to tak, że organizowaliśmy wideospotkanie klienta z notariuszem. Klient mógł z nim porozmawiać, zadawać pytania, natomiast pełnomocnik podpisywał za niego umowę. Doszło już nawet do tego, że klient nie oglądał mieszkania osobiście. Korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. W okresie marzec-kwiecień przeprowadziliśmy trzy transakcje, w których kupujący zobaczył nieruchomość na żywo, dopiero przed podpisaniem aktu notarialnego. We wszystkich trzech przypadkach cena nieruchomości przekraczała 1,5 mln zł — powiedział Sebastian Wielgus, Kierownik Oddziału White Wood Nieruchomości i Pośrednik Roku 2019 w konkursie Lider Nieruchomości Otodom.
Rynek nieruchomości 2021
Wszystko uzależnione będzie jednak od kondycji gospodarki w kraju.
– Ta perspektywa roku jest za mała. Moim zdaniem w sektorze nieruchomości niewiele się zmieni. Instrumenty prawne zostaną takie, jakie są. Owszem, technologia, innowacje i postęp cywilizacyjny, którego jesteśmy świadkami zostanie, ale nie wywróci do góry nogami branży – mówił Zbigniew Kubiński, Prezydent PTEiDRN.
– Kto wie, czy ten kryzys i spadek transakcji na rynku nie będzie mieć dobrego wpływu na to, jak ukształtuje się on w przyszłości. W ostatnim czasie dostępność mieszkań spadała, bo obserwowaliśmy niepokojący rozjazd między możliwościami dochodowymi Polaków a cenami lokali, które oderwały się od realiów. Może to ratunek przed jeszcze gorszymi konsekwencjami, które nam groziły wraz z pęknięciem bańki cenowej – dodał Artur Polak.
– Jak wynika z danych zgromadzonych przez Otodom, w I kw. 2020 r. średnia cena ofertowa mieszkań w siedmiu największych miastach wyniosła 9,5 tys. zł za m kw., tymczasem cena transakcyjna tylko 7,9 tys. zł. Wydaje mi się, że będziemy z miesiąca na miesiąc obserwowali jeszcze większy „rozjazd” cen. Z ankiet zebranych od użytkowników serwisu Otodom wynika jednak, że obecna fala jest „pozamrożeniowa”. Maj i czerwiec to pokłosie dwóch miesięcy zawieszenia. Przeprowadzane są te transakcje, do których nie doszło w marcu czy kwietniu. Teraz wszystko zależy od kondycji gospodarki. Realne skutki pandemii będą widoczne na rynku mieszkań najwcześniej jesienią — ocenia Monika Rudnicka.
Rynek nieruchomości – idealny scenariusz
– Narzędzia są, a ruch w segmencie cyfryzacji jest większy niż zazwyczaj (nawet większy niż przy RODO). Zmieniła się nasza mentalność. Chcemy być paperless również ze względu na aspekty ekologiczne. Dostrzeżono chaos, bałagan i polską papierologię. Mamy do odrobienia ogromne zaległości w zakresie cyfryzacji, bo to jest nasza teraźniejszość, nie przyszłość, a my jako kraj jesteśmy daleko w tyle – podsumował Dariusz Szostek.
Hakerzy projektując swoje ataki phishingowe potrafią doskonale podszywać się pod osoby prywatne lub firmy, aby ominąć filtry bezpieczeństwa i dotrzeć do sieci korporacyjnych – ostrzegają specjaliści z Check Pointa. Jedna z najbardziej imponujących kampanii phishingowych ostatnich miesięcy obejmowała m.in. przejęcie serwerów Uniwersytetu w Oksfordzie oraz wykorzystanie domeny Samsunga!
Na początku kwietnia 2020 r. badacze z firmy Check Point zaobserwowali wiadomości e-mail zatytułowane „Poczta głosowa Office 365”. Widniała w nich informacja o czekającej wiadomości głosowej w portalu użytkownika. Wiadomości zachęcały odbiorców do kliknięcia przycisku, który rzekomo przekierowywał ich na konto Office 365 w celu podjęcia dalszych działań. Jednak w rezultacie, ofiary zostały przekierowane były jednak na stronę phishingową udającą stronę logowania do Office 365.
W kampanii wymierzonej przeciw firmom z Europy (43%), Bliskiego Wschodu i Azji, hakerzy przejęli serwer pocztowy Uniwersytetu Oksfordzkiego, aby wysyłać złośliwe wiadomości e-mail do ofiar, które zawierały linki przekierowujące na serwer Adobe używany wcześniej przez Samsunga.
Nagłówki wiadomości pokazują, że hakerzy znaleźli sposób na nadużycie jednego z oksfordzkiego SMTP (prosty protokół przesyłania poczty), aplikacji, której głównym celem jest wysyłanie, odbieranie i/lub przekazywanie poczty wychodzącej między nadawcami i odbiorcami wiadomości e-mail. Korzystanie z uniwersyteckich serwerów SMTP pozwoliło hakerom przejść tzw. „kontrolę reputacji” wymaganą przez środki bezpieczeństwa firm.
Hakerzy wykorzystują przekierowania Adobe i Samsunga
W ciągu ostatniego roku kampanie phishingowe korzystały głównie z otwartych przekierowań Google i Adobe w celu zwiększenia wiarygodności adresów URL używanych w wiadomościach spamowych. Otwarte przekierowanie to adres URL witryny, który może być wykorzystywany przez każdego do przekierowywania użytkowników do innej witryny.
W tym przypadku łącza w wiadomości e-mail przekierowały do serwera Adobe, z którego wcześniej korzystał Samsung podczas kampanii marketingowej w 2018 r. Innymi słowy, link osadzony w oryginalnej wiadomości phishingowej był częścią zaufanej podstawy domeny Samsung – takiej, która niestety przekierowywała nieświadome ofiary na stronę hostowaną przez hakerów. Korzystając z określonego formatu linku kampanii Adobe oraz ich legalnej domeny, osoby atakujące zwiększyły szansę na ominięcie rozwiązań zabezpieczeń poczty e-mail opartych na reputacji czy czarnych listach.
– To, co na początku wydawało się klasyczną kampanią phishingową Office 365, okazało się mistrzostwem w oszustwie, dzięki wykorzystaniu znanych i renomowanych marek w celu uniknięcia zabezpieczeń drodze do ofiar. Dostęp do firmowej poczty mógł pozwolić hakerom na nieograniczoną eksplorację transakcji czy raportów finansowych; umożliwiał wysyłanie wiadomości e-mail z wiarygodnych źródeł, przejmowanie haseł, a nawet zasobów firmy w chmurze. Aby przeprowadzić swój atak, haker musiał zdobyć dostęp do serwerów Samsunga i Oxfordu, co oznacza, że miał czas na zrozumienie ich wewnętrznego działania, które pozwoliły mu pozostać niezauważonym. – mówi Lotem Finkelsteen, menedżer wywiadu zagrożeń w Check Point.
Check Point o swoich odkryciach poinformował Uniwersytet Oksfordzki, Adobe oraz Samsunga.
Pogorszyły się dane epidemiologiczne, a jednocześnie poprawiły się nastroje konsumentów. Zarówno w Polsce, jak i w USA. Wydatki gospodarstw domowych są mało przewidywalne, co potwierdza, że obecny kryzys jest wyjątkowy.
Dobre wieści z USA zaskoczyły analityków. W maju sprzedaż detaliczna wzrosła o ponad 17 proc., a więc dwukrotnie więcej niż przewidywali analitycy.
– W USA bardzo wzrosły wydatki konsumentów na ulepszenie domów i ogrodów, a przecież nie są to wydatki pierwszej potrzeby, co tylko potwierdza, że obecny kryzys globalny jest bardzo nietypowy i tym trudniej skonstruować modele przewidujące zachowania konsumentów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB
W Polsce koniunktura konsumencka w czerwcu nadal znajduje się na minusie (-19,4). Wciąż dominują pesymiści , ale jak podał GUS ogólny sentyment konsumentów poprawia się: wzrost wskaźnika ufności o 10,7 pkt. proc.
W kraju szybko rośnie przekonanie o niewielkim zagrożeniu COVID-19 dla zdrowia osobistego czy publicznego. Przekonanie o bezpieczeństwie jest jednym z czynników sprzyjających konsumpcji, choć koszty ekonomiczne tej niefrasobliwości mogą być duże.
– Z tego co przekazują banki o zakupach opłacanych kartami, zwłaszcza podczas długiego czerwcowego weekendu, wynika że polski konsument nie popadł w przesadny pesymizm i jest to dobra wiadomość dla polskiej gospodarki – komentuje ekspert XTB. – Jednak realny jest taki scenariusz, że do konsumentów dopiero dotrze, poprzez pogorszenie ich dochodów, że sytuacja gospodarcza jest trudna, że wzrasta bezrobocie i spadają przeciętne wynagrodzenia.
18 czerwca 2020 roku odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Izby Domów Maklerskich. Podsumowano działalność Izby w 2019 roku oraz zdefiniowano wyzwania, które stoją przed branżą. W br. Izba planuje aktywne uczestnictwo w pracach nad wdrożeniem rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK). Walne Zgromadzenie IDM jednogłośnie wybrało, po raz czwarty z rzędu, Pana Waldemara Markiewicza na stanowisko prezesa Izby.
W 2019 roku IDM bardzo aktywnie uczestniczyła w dyskusjach regulacyjnych oraz wyrażała swoje stanowisko w sprawach kluczowych dla rozwoju rynku kapitałowego i branży biur i domów maklerskich. Przed nami kolejne wyzwania na 2020 rok związane z wdrażaniem Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która jest kluczowa dla budowy silnego rynku kapitałowego, a tym samym dla dalszego rozwoju gospodarczego kraju – mówi Waldemar Markiewicz, Prezes Izby Domów Maklerskich.
KOLEJNA KADENCJA ZARZĄDU
Na kolejną trzyletnią kadencję Prezesa Zarządu IDM, Walne Zgromadzenie jednogłośnie wybrało Pana Waldemara Markiewicza. Decyzją Rady Domów Maklerskich kolejną kadencję na stanowisku Członka Zarządu IDM rozpocznie także Pan Piotr Sobków.
PODSUMOWANIE DZIAŁALNOŚCI IZBY W 2019 ROKU
W 2019 roku, Izba Domów Maklerskich, realizowała swoje statutowe działania, takie jak udział w tworzeniu otoczenia prawnego i gospodarczego korzystnego dla kumulacji i efektywnej alokacji kapitału, współpracę z administracją rządową̨ i instytucjami rynku kapitałowego w inicjowaniu, opracowywaniu i doskonaleniu regulacji dotyczących rynku kapitałowego. Realizując swoje zadania Izba współpracowała z organami administracji państwowej: m.in. Ministerstwem Finansów, Komisją Nadzoru Finansowego, Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz innymi instytucjami rynku m.in. z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych S.A., organizacjami samorządowymi rynku kapitałowego.
W ub. roku Izba zaopiniowała ponad 20 projektów ustaw i rozporządzeń, w tym związanych z implementacją MiFID II. W ramach Izby aktywnie działało 12 Grup Roboczych, które wypracowały szereg rozwiązań dotyczących konsultowanych aktów prawnych oraz zagadnień związanych z bieżącym funkcjonowaniem firm inwestycyjnych.
Najważniejszymi tematami dla środowiska rynku kapitałowego były: ustalenie zasad wynagradzania za dystrybucję funduszy inwestycyjnych, obowiązek weryfikacji przez agenta emisji wprowadzony w ustawie o obrocie publicznym, nowy format Wyciągu z Karty Umowy, a także Program Wsparcia Analitycznego i Technologicznego dla członków giełdy, który został wdrożony w I pół. 2019 roku. Izba przedstawiła także uwagi do projektu Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jednym z kluczowych tematów aktywności Izby była także wprowadzona w 2018 roku interwencja produktowa ESMA. Izba wielokrotnie wskazywała jej negatywny wpływ na konkurencyjność branży i ryzyka dla klientów. W sierpniu 2019 roku Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i uwzględniając specyfikę polskiego rynku, wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, który umożliwił inwestowanie na rynku CFD przy zachowaniu ochrony właściwej klientowi detalicznemu. Jednocześnie Izba wprowadziła dla swoich Członków „Standard jednolitej weryfikacji wiedzy klienta dotyczącej rynku instrumentów CFD”. Ponadto, Izba wprowadziła „Standard IDM dot. klienta profesjonalnego w zakresie metody kalkulacji „znacznej wartości” transakcji na rynku OTC derywatów”.
Istotnym aspektem działalności Izby jest dbanie o wysoki poziom profesjonalizmu kadry maklerskiej. W 2019 roku Izba zorganizowała 8 szkoleń i warsztatów, w których wzięło udział ponad 360 osób, w ramach szkoleń stacjonarnych. Tematami szkoleń były m.in.: obowiązki i zasady działania agenta emisji obligacji, przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu w domach i burach maklerskich, oferowanie, zachęty, czy nowe zasady dokonywania ofert publicznych.
WYZWANIA DLA BRANŻY MAKLERSKIEJ W 2020-2021 ROKU
W br. Izba uczestniczy w pracach Grupy Roboczej Rady Rozwoju Rynku Finansowego do spraw wdrożenia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego pod kierownictwem Antoniego Repy, pełnomocnika Ministra Finansów. Celem IDM jest wypracowanie rozwiązań dobrych dla przyszłości krajowej branży domów i biur maklerskich, które są kluczowe dla zwiększania produktywności i innowacyjności polskiej gospodarki.
Amerykański dostawca platformy wymiany treści, Hyland Software, otworzy w Katowicach centrum B+R, gdzie zatrudni blisko 80 wysokiej klasy specjalistów IT. Wsparcie w zrealizowaniu inwestycji zapewniła spółce Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH).
Hyland Software jest uznawana za jednego z innowatorów i liderów w swojej dziedzinie. W kilkunastu lokalizacjach na całym świecie (m.in. w Londynie, Sao Paulo i Tokio) zatrudnia ponad 3,5 tys. pracowników. W Polsce amerykańska firma planuje utworzyć centrum badawczo-rozwojowe, gdzie blisko 80-osobowy zespół inżynierów będzie rozwijać nowe produkty i usługi na potrzeby całej grupy. Katowickie centrum Hyland ma ruszyć jeszcze w drugim kwartale tego roku.
– Zespół naszego nowego centrum badawczo-rozwojowego w Katowicach odegra kluczową rolę w rozwoju platformy content servisowej, która pomaga tysiącom organizacji na całym świecie doskonalić swoje procesy. Doceniamy niesamowity potencjał wysokiej klasy specjalistów IT w Polsce i cieszymy się, że możemy wzmocnić obecność Hyland w Europie – Bill Priemer, Prezes Zarządu Hyland
Od 2016 roku PAIH wsparła ponad 70 projektów inwestycyjnych ze Stanów Zjednoczonych. Jedna na 4 amerykańskich inwestycji z portfela PAIH dotyczyła działalności związanej z procesami IT lub badawczo-rozwojowymi. Z Hyland PAIH współpracowała od lipca 2019 r. Eksperci Agencji doradzali inwestorowi w znalezieniu jak najlepszej lokalizacji.
Polski sektor IT to marka sama w sobie, a inwestycje takie jak centrum B+R Hyland Software dowodzą ogromnego zaufania globalnych graczy do umiejętności naszych specjalistów. Tym bardziej, że w walce o ten właśnie projekt polscy inżynierowie wygrali z regionalną konkurencją. Jesteśmy dumni, że Polska Agencja Inwestycji i Handlu może wspierać tak wysoko zaawansowane technologicznie i wartościowe dla polskiej gospodarki inwestycje. – Grażyna Ciurzyńska, p.o. Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.
– To bardzo dobra wiadomość, że firma Hyland Software zdecydowała się ulokować swoje centrum R&D w Katowicach. Wybór ten potwierdza naszą silną pozycję w sektorze nowoczesnych usług biznesowych w skali kraju. Dla miasta to również szereg korzyści, nowe, atrakcyjne miejsca pracy, rozwój rynku nieruchomości, przyciąganie młodych ludzi, którzy mogą się zdecydować na zamieszkanie w miejscu pracy i wreszcie wzmocnienie marki Katowic na rynku nowych technologii. Życzę firmie wielu sukcesów w nadchodzących miesiącach. – Marcin Krupa, Prezydent Katowic.
Mamy kolejny, ważny i innowacyjny projekt w Katowicach. W niespełna dwa lata powstanie nowoczesne centrum badawczo-rozwojowe w dziedzinie IT. To kolejne potwierdzenie atrakcyjności inwestycyjnej KSSE i dostępu do doskonałych kadr dla nowoczesnych rozwiązań w regionie. – dr Janusz Michałek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA.
Epidemia COVID-19 w Europie i na świecie zmusiła PAIH do wprowadzenia zmian w tym jak obsługuje inwestorów. Agencja przeniosła wszystkie spotkania na platformy wideo-konferencji. Organizuje swego rodzaju wirtualne wizyty lokalizacyjne, aranżując spotkania z władzami na szczeblu lokalnym i centralnym, gestorami mediów czy dostawcami usług dla potencjalnych inwestorów.
Według nowych danych systemu telematycznego GBOX oraz sieci E-100 stopniowo zwiększa się liczba kilometrów pokonywanych przez polskich przewoźników na trasach na południe Europy – na przykład w Hiszpanii natężenie ruchu wzrosło do poziomu 77 proc. w porównaniu do marca. Notuje się też wyraźny wzrost w tankowaniu paliwa w Niemczech – w maju nawet do ponad 122 proc. w stosunku do wyników z początku marca 2020 roku. Na wzmożony ruch wskazują także opłaty drogowe. Biznes przewozowy powoli wraca na właściwe tory, o czym może świadczyć między innymi stabilizowanie się wymiany handlowej z naszym sąsiadem zza Odry, Francją oraz Włochami.
Co więcej, według analiz Międzynarodowego Fundusz Walutowego (IMF) polskie PKB będzie mniej narażone na skutki postpandemiczne w 2020 roku niż do tej pory prognozowano. Prawdopodobnie odczujemy mniejsze spadki w gospodarce niż cała strefa euro, a odradzanie się rynku może skutkować większą liczbą zleceń w transporcie. Więcej informacji w raporcie rynkowy Grupy INELO.
Jak się ma transport drogowy w Europie w 2020 roku?
Jeździmy w trasy międzynarodowe więcej i bardziej regularnie. Dane z naszego GBOX-a, który monitoruje ponad 30 tysięcy pojazdów w przewozach krajowych i międzynarodowych, pokazują tendencję wzrostową w przewozach realizowanych na terytorium Francji oraz Włoch. Nasz główny partner w wymianie towarowej, Niemcy, stabilizuje gospodarkę, co widoczne jest w liczbie realizowanych frachtów i kilometrów pokonywanych w tym kierunku w każdym tygodniu. Po okresie świąt wielkanocnych notujemy tam wzrosty, porównując tydzień do tygodnia. Polscy przewoźnicy są, obok niemieckich transportowców, najważniejszym ogniwem łańcuchów dostaw. Elastycznie dostosowują się do realiów rynku. Mimo iż rodzimi przedsiębiorcy ostrożnie patrzą w przyszłość, a nastroje są umiarkowanie pozytywne, to nadal stanowią fundament systemu międzynarodowych przewozów drogowych. Ważne jest to, że trudności traktujemy jako wyzwanie i szansę na umocnienie biznesu, a dalej również na jego rozwój – komentuje Bartosz Najman, wiceprezes INELO i OCRK.
Czy kierowcy jeżdżą więcej po Europie?
9 marca 2020 roku Włochy ogłosiły cały kraj strefą zakazu ruchu. Do 16 marca nie było ani jednego niekontrolowanego przejścia granicznego. Od 17 marca zaś najwięksi producenci w branży motoryzacyjnej oraz sektora automotive zaczęli wstrzymywać linie montażowe. Zamykanie fabryk i liczne ograniczenia gospodarcze i społeczne spowodowały, że wolumen handlu między UE a innymi państwami spadł w marcu br. o ponad 10 proc. Tak obliczył Eurostat.
Jednak w drugim kwartale 2020 roku widać już wyraźne odbicie. Nasz partner sieć E-100, z którym niedawno nawiązaliśmy współpracę, oferując przedsiębiorcom kartę paliwowo-serwisową E-100 INELO, podsumował wyniki średniej dziennej aktywności polskich kierowców zawodowych. Okres badania to czas od połowy marca do maja br. Warto zauważyć, że na przykład w przypadku korzystania ze stacji paliwowych w Niemczech nastąpiły gwałtowne wzrosty – w maju z wynikiem 122.77 proc. w porównaniu z danymi z połowy marca. W kwietniu spadek dotyczył jedynie okresu świątecznego. Zwiększoną aktywność w granicach landów niemieckich potwierdzają także dane z opłat drogowych, choć tutaj te wzrosty są mniejsze i jeszcze nieregularne – mówi Aneta Stanaszek, Kierownik Administracji Sprzedaży sieci E-100.
Jak wskazuje BAG,[1] polskie ciężarówki są drugim dostawcą towarów na niemieckim rynku transportowym z udziałem 16,4 proc. w opłatach za przejazdy.[2] Sytuacja operacji przewozowych powoli się normuje, choć najwięksi eksperci prognozują realny spadek o 5 proc. na rynku logistycznym w Niemczech w 2020 roku, a o 3 proc. w 2021 roku. Jednak wszelkie dotychczasowe predykcje z miesiąca na miesiąc są korygowane z tendencją pozytywną.[3]
Dokąd kierowcy zawodowi jeżdżą teraz częściej?
O dobrym trendzie można mówić również w przypadku tras na południe Europy. Przebiegi samochodów ciężarowych są ściśle związane z produkcją przemysłową. W związku z otwarciem granic Włoch i zniesieniem ograniczeń dotyczących transportu drogowego liczba kilometrów realizowanych na terytorium państwa włoskiego będzie sukcesywnie rosnąć. Potwierdzają to dane z systemu telematycznego GBOX – informuje Mirosław Tirak z INELO, dostawcy GBOX Assist 3.0. – Dzięki naszej technologii jesteśmy w stanie dokładnie analizować pozycję pojazdów i ich spalanie w czasie rzeczywistym.
Podobną sytuację mamy obecnie we Francji, gdzie ruszył sektor automotive. Karty paliwowe E-100 pokazują również zwiększoną aktywność na trasach do Hiszpanii, gdzie w maju można było zaobserwować znaczne natężenie ruchu – wzrost do poziomu 77 proc. w porównaniu do początku marca 2020 roku.
Jak będzie wyglądał transport drogowy – prognozy ekspertów, przyszłość transportu
Analitycy Transport Intelligence przewidują, że rynki transportowe Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii mogą zaliczyć spadek o około 5,6 proc. w 2020 roku.[4] Te kraje to główne kierunki destynacji kierowców ciężarówek na polskich tablicach rejestracyjnych. O ile pandemia może doprowadzić do skurczenia się europejskiego rynku przewozów międzynarodowych o około 17 proc.[5], to sytuacja ekonomiczna w Europie i na świecie w ostatnich miesiącach pokazała bardzo ważną prawidłowość. Wymiana handlowa i przewóz drogowy rzeczy są głównymi ogniwami łańcuchów dostaw i pokazują kondycję gospodarek krajów UE. Transport drogowy odpowiada za 6 proc. europejskiego PKB. To ponad 19 miliardów ton towarów przewożonych każdego roku,[6] a dwie trzecie handlu transgranicznego państw Wspólnoty odbywa się w granicach Unii[7]. Okazuje się, że to transport, spedycja i logistyka (TSL) utrzymują gospodarkę w ruchu, dzięki czemu będzie ona w Europie powoli będzie nabierać rozpędu, by według przewidywań Europejskiego Funduszu Walutowego odbić mocno na początku 2021 roku.
Dla polskich przedsiębiorców transporotowych najważniejsze jest teraz to, by nie wypaść z rynku, a wyzwania traktować jako szansę na umocnienie i rozwój swojego biznesu. Istotne jest też mądre korzystanie z narzędzi cyfrowych w celu podnoszenia rentowności firm przewozowych, automatyzowania procesów, by prościej i sprawniej ściągać należności oraz efektywnie eksploatować tabori zarządzać nim – Bartosz Najman, wiceprezes OCRK i INELO, Grupa INELO.
W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wnioskami Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpił do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wprowadzenie przepisu wyłączającego spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, analogicznie do regulacji stosownie do której ze świadczenia postojowego nie dokonuje się potrąceń i egzekucji.
Zdaniem Rzecznika MŚP, te same racje, które przemawiały za wprowadzeniem przez ustawodawcę wyłączenia spod egzekucji środków ze świadczenia postojowego, uzasadniają wprowadzenie analogicznego przepisu, który wyłączałby możliwość dokonania potrąceń i egzekucji, także ze środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”. Podleganie egzekucji środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki” może prowadzić bowiem do sytuacji, kiedy oferowana przedsiębiorcom pomoc Państwa byłaby iluzoryczna.
W odpowiedzi na powyższy wniosek Minister wskazała, że „pomoc dla mikroprzędsiębiorców udzielana ze środków Funduszu Pracy w postaci pożyczki przeznaczona jest na szczególny cel, jakim jest pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i w opinii Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej środki te nie powinny podlegać egzekucji sądowej ani administracyjnej”.
Jednocześnie Minister wskazała, że przedmiotowe wyłączenie spod egzekucji zostało zamieszczone w projekcie ustawy druk Senacki nr 142.
– Brak regulacji, która wyłączałaby spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, stanowił konieczną do uzupełnienia lukę prawną. Jej istnienie uniemożliwiało osiągnięcie celu, jakim była jak najszersza pomoc przedsiębiorcom ponoszącym ekonomiczne skutki sytuacji kryzysowej wywołanej epidemią Covid-19 – komentuje Jacek Cieplak Zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.
Grupa BY MADE wybrała generalnego wykonawcę budynku Legnicka 60C. Na terenie budowy właśnie rozpoczęły się prace główne. W kameralnym budynku zaprojektowanym przez renomowanych architektów znajdzie się 129 wielofunkcyjnych lokali inwestycyjnych.
Legnicka 60C to kameralny i nowoczesny 7-piętrowy budynek z mikroapartamentami inwestycyjnymi o wielkości od 16 do 30 mkw. Znajdą się w nim także: recepcja, strefa do pracy zdalnej, restauracja oraz taras widokowy na dachu. Miejsca parkingowe powstaną natomiast przed budynkiem. Budowa rozpoczęła się w czerwcu. Aktualnie trwają prace przy sieciach podziemnych i płycie fundamentowej, a także prace przygotowawcze do stanu zero, który powinien być gotowy za kilka tygodni, po czym rozpocznie się wykonywanie konstrukcji budynku. Budowa Legnickiej 60C potrwa do końca 2021 roku. Generalnym wykonawcą jest spółka Olejnik Inwestycje.
Bezpieczna lokata kapitału
W przygotowaniu jest 129 mikroapartamentów, które są kompleksowym i bezobsługowym produktem dla inwestorów potrzebujących bezpiecznej lokaty kapitału. Po zakupie przeznaczają takie lokale na wynajem: długoterminowy, średnioterminowy lub krótkoterminowy. Potencjał jest bardzo duży, co wynika z dwóch głównych atutów.
Pierwszym z nich jest lokalizacja. Legnicka 60C powstaje niedaleko ścisłego centrum miasta, tuż przy centrum handlowym Magnolia Park, w samym sercu tzw. zachodniej strefy biznesu, w której znajduje się kilkadziesiąt biurowców z dziesiątkami tysięcy miejsc pracy. W pobliżu są uczelnie wyższe, sklepy, restauracje, miejsca rozrywki i instytucje kultury. Tuż przy budynku zlokalizowane są przystanki komunikacji miejskiej. – Takie położenie stwarza nieograniczone możliwości wynajmu, co ma bardzo duże znaczenie dla inwestorów i zabezpiecza ryzyko utraty płynności wynajmu i spadku wartości nieruchomości w czasie – podkreśla Michał Płoucha z grupy BYMADE, dla której Legnicka 60C to premierowy projekt we Wrocławiu.
Drugim jest wielofunkcyjność mikroapartamentów, które są traktowane jako: mieszkania, pokoje hotelowe, biura do pracy zdalnej, pracownie projektowe albo pokoje studenckie. – Nasze mikroapartamenty są odpowiednie do wynajęcia pracownikom biurowym, freelancerom, osobom na delegacjach, turystom czy studentom. Uniwersalność jest ich największą zaletą – twierdzi Michał Płoucha.
Rentowna inwestycja
Kolejną zaletą jest wygląd budynku. Autorami projektu, a jednocześnie inwestorami, są specjaliści z renomowanego biura AP Szczepaniak, którzy są współtwórcami sukcesu mikroapartamentów w Polsce. – Budynek i otoczenie zaprojektowaliśmy z dbałością o każdy szczegół. Zarówno elewacja, jak i wnętrze będą bardzo eleganckie. Forma i styl została dostosowana do funkcji obiektu – mówi Artur Szczepaniak, projektant główny.
Kilka lat temu architekci z AP Szczepaniak uczestniczyli w realizacji projektu Starter I – pierwszych mikroapartamentów w kraju. – Ideą tego projektu było stworzenie pierwszej na rynku ogólnopolskim oferty mikroapartamentów dedykowanych do szerokiego spektrum końcowych użytkowników – wyjaśnia Artur Szczepaniak. Od tego czasu zaprojektowali we Wrocławiu jeszcze cztery tego typu budynki. Legnicka 60C jest szóstym takim projektem w portfolio pracowni, która tylko w ubiegłym roku zdobyła kilka nagród w prestiżowych konkursach architektonicznych. – Przez kilka ostatnich lat rozwój rynku mikroapartamentów w Polsce przebiegał w szybkim tempie i możemy spodziewać się podobnej dynamiki w kolejnych latach – przewiduje Artur Szczepaniak.
Co jeszcze zachęci inwestorów? Z pewnością szacowany zysk netto 7% w skali roku i możliwość odzyskania podatku VAT po zakupie. Inwestorzy kupują mikroapartament z wykończeniem i pełnym wyposażeniem. Mogą go wynajmować samodzielnie albo przekazać to zadanie profesjonalnemu operatorowi. – Ważną informacją dla nabywców, świadczącą o wiarygodności naszej grupy i projektu, jest to, że inwestycję finansujemy kredytem w Alior Banku – podkreśla Michał Płoucha.
Wszystkie mikroapartamenty w budynku będą urządzone w podobnym stylu. Dominują 18,5-metrowe, które kosztują 231 tys. zł netto z wykończeniem pod klucz.
Według analiz opartych na danych zawartych w bazie GfK Address Points 5,77 mln budynków zamieszkałych przez Polaków stanowi istotną rezerwę finansową mogącą wspomagać i kształtować popyt konsumencki w najbliższych latach.
Mieszkańcy Polski zamieszkują w 5,77 mln budynków, w których w sumie znajduje się prawie 12 mln lokali mieszkalnych. Największe wyzwanie urbanistyczne stanowi województwo mazowieckie, gdzie znajduje się ponad 765 tys. budynków mieszkalnych, z kolei najmniejsze wyzwanie napotkają urbaniści w województwie lubuskim, gdzie znajduje się niemal 150 tys. budynków mieszkalnych.
Oprócz ogólnej liczby budynków, województwa różnią się także strukturą budynków jednorodzinnych i wielorodzinnych. Według danych GfK Address Points najwyższy odsetek budynków jednorodzinnych występuje w województwie podkarpackim (97 proc.), a najniższy w województwie zachodniopomorskim (72 proc.).
Przeciętna siła nabywcza mieszkańca w budynku jednorodzinnym wynosi rocznie 28982 PLN, a w budynku wielorodzinnym 36486 PLN. Kwoty te ilustrują wydatki ludności ponoszone na żywność, mieszkanie, usługi, energię, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki, takie jak np. wakacje, transport.
Przy założeniu, że wdrożony zostanie skuteczny rządowy program (w skali makro) optymalizacji energetycznej budynków mieszkalnych oraz jednocześnie zacznie działać systemowe wsparcie rozwoju mikroinstalacji OZE wytwarzających ciepło oraz energię elektryczną, to oba te fakty nie tylko istotnie przyczynią się do uniezależnienia Polski od paliw kopalnych i poprawy ogólnej jakości powietrza, ale także pozytywnie oddziaływać będą na sferę konsumencką. Uruchomienie krajowych programów realnie wspierających inwestycje w mikroinstalacje OZE oraz optymalizację energetyczną budynków uwolni ukryty potencjał zarówno 5,77 mln budynków, ale także gospodarstw domowych je zamieszkujących. Gospodarczy wpływ inwestycji w unowocześnienie budynków, w technologie produkujące energię cieplną (lub je oszczędzające) byłyby dla użytkujących je gospodarstw domowych źródłem istotnych oszczędności. Środki niewydatkowane na zakup energii mogłyby być przeznaczane na inne cele zwiększając tym samym efektywność gospodarowania zasobami finansowymi ludności. Popyt konsumencki przesunąłby się z artykułów pierwszej potrzeby (paliwa potrzebne do ogrzewania) na dobra wyższego rzędu (usługi, towary przemysłowe). Według szacunków sporządzonych na podstawie danych z bazy GfK Address Points wynika, iż nastąpiłoby przesunięcie w ramach struktury siły nabywczej Polaków, istotnie zwiększając jej komponent dotyczący wydatków w handlu.
Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK, komentuje: – W Polsce budynki w ogóle, a w szczególności budynki jednorodzinne, nadal stanowią niewykorzystany rezerwuar ukrytego potencjału siły nabywczej do pobudzania popytu konsumenckiego. W budynkach jednorodzinnych mieszka obecnie ponad 20 mln osób, a przeciętna siła nabywcza przypadająca w nich na gospodarstwo domowe wynosi niemal 100 tys. PLN w perspektywie roku. Uwolnienie i przekierowanie części tej kwoty, z wydatków przeznaczanych na energię na inne wydatki konsumenckie, bez wątpienia stałoby się istotnym impulsem w procesie wychodzenia polskiej gospodarki z kryzysu wywołanego pandemią.
O badaniu
Baza GfK Address Points
Zawiera dane o strukturze budynków, mieszkańców, siły nabywczej, zakupów, strefy dojazdu do najbliższego centrum handlowego czy innej kategorii punktu sprzedaży. Dane te służą do wzbogacania danych CRM, zwiększania efektywności modeli predykcyjnych, analizy ekspansji i oceny lokalizacji (precyzyjna ocena potencjału strefy oddziaływania i analiza sąsiedztwa), w działaniach marketingowych (analiza profili mieszkańców), w systemach analitycznych Business Intelligence, w Systemach Informacji Geograficznej (GIS).
Siła nabywcza
Analizy dostępne dla 42 europejskich państw, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.
Siła nabywcza jest rozumiana jako dochód rozporządzalny po odjęciu podatków i darowizn, z uwzględnieniem ewentualnych świadczeń państwowych. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowaną. Ranking siły nabywczej GfK jest tworzony w oparciu o nominalny dochód rozporządzalny populacji, co oznacza, że podane wartości nie uwzględniają inflacji. Wyliczenia są przeprowadzane na podstawie danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów i zarobków, świadczeń państwowych oraz prognoz instytucji gospodarczych.
Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą na pokrycie wydatków takich jak żywność, mieszkanie, usługi, energia, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki takie jak wakacje, transport i nabytki konsumenckie.
Konsekwencje pandemii i związanych z nią ograniczeń nie omijają żadnej z branż – w tym również sektora mediowego. Najwięcej zyskają Ci marketerzy, którzy potrafią działać szybko i elastycznie, uwzględniając specyfikę obecnej sytuacji. Jak będzie wyglądała przyszłość sektora mediowego? W jakim kierunku będzie się zmieniał? Na jakie rozwiązania warto postawić w erze nowej normalności?
Zmiana planów
Eksperci wskazują, że marki realizując kampanie powinny bardziej niż do tej pory zwracać uwagę na ewolucję w zachowaniach konsumentów i ich wydatkach, a co za tym idzie również w samej sprzedaży. Na początku pandemii zaczęliśmy poszukiwać więcej informacji na temat jej rozwoju. Zyskały na tym media społecznościowe, internet i telewizja. Reklamodawcy musieli zmienić plany związane z wydatkami na promocję w pierwszym półroczu 2020 roku. Potwierdza to 90% respondentów badania IAB „Wpływ pandemii koronawirusa na branżę reklamy online”.
Wiele marek zetknęło się z rzeczywistością, która wymaga szybkich decyzji i rozwiązań. Obecnie możemy zaobserwować kilka trendów: wstrzymywanie kampanii w oczekiwaniu na lepszy czas, kontynuację dotychczasowych działań albo zmianę komunikacji z uwzględnieniem nietypowych okoliczności – wskazuje w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” Łukasz Matyński, Head of Client Services & Partner.
Historia pokazuje, że marki, które nie zaprzestały komunikacji w czasie poprzednich kryzysów w ostatecznym rozrachunku zyskały. Te, które ją wstrzymały – odnotowały wysokie spadki i długo musiały wracać do stanu sprzed spowolnienia gospodarczego.
Zainteresowanie tematami takimi jak: zakupy, zakupy online, sklepy internetowe oraz zakupy spożywcze znacznie wzrosło w Polsce wraz z początkiem marca, co wyraźnie widać na podstawie wyszukiwań w Google. Jest to jasny sygnał dla marek z tych sektorów, że nie powinny wycofywać się z działań marketingowych, zarówno organicznych (własne kanały komunikacji, kanały social media), jak i działań płatnych (reklamy w Google czy na Facebooku) – wskazuje Paweł Obiedziński, Head of Revenue, Sotrender.
Konkurencja cenowa
Według analityków Kantara, kluczowe w budowaniu konkurencyjności marek staną się strategie cenowe i promocyjne oraz oferowanie wartości dodanej. Spadki dochodów podczas pandemii skutkują znacznie większym zwracaniem uwagi na ceny produktów (68%) i szerzącym się poglądem, że firmy powinny pomagać konsumentom, proponując zniżki i promocje (45%).
Z jednej strony nasz nowy konsument jest bardziej wymagający, a co za tym idzie dobór komunikatów i mediów musi być bardziej precyzyjny. Z drugiej strony istotniejsza stała się dla niego cena, dlatego na rynek reklamowy może wrócić tendencja do komunikacji opartej na konkurencji cenowej – mówi Joanna Gajewska, managing director Animise (AdWise Group)
Telewizja i internet – para idealna?
Choć naturalnym środowiskiem działań komunikacyjnych dla firm, chociażby z branży e-commerce, wydaje się internet, to właśnie w telewizji nastąpił ponad dwukrotny wzrost komunikacji. Trend ten obserwujemy w przypadku wielu marek, które albo działają w internecie, albo kierują swoje produkty do młodszego odbiorcy.
Dzieje się tak nie tylko z powodu masowości telewizji jako medium, ale również unikalnych cech, jakie posiada. Polacy nadal w bardzo wysokim stopniu ufają treściom, z którymi stykają się w telewizji, do tego stopnia, że często kształtuje one ich postawy. Dla przykładu, według danych z badań przeprowadzonych przez Havas Intelligence w kwietniu 2020 roku na potrzeby raportu Meaningful Shift, blisko 90% osób poszukuje informacji na temat COVID-19 właśnie w telewizji vs 40%, które szuka ich w mediach społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter – podkreśla Sergiusz Geller, Video Director, Havas Media Group.
Miejsce i content
Podejmując dalsze decyzje marketingowe, np. odnośnie miejsca prowadzenia płatnych kampanii, warto przeanalizować dane pochodzące z różnych źródeł, choćby z Facebooka i Google i przyjrzeć się swojej dotychczasowej komunikacji przez pryzmat nowych zjawisk i trendów. To na ich podstawie warto opracować kluczowe założenia nowej strategii w obszarze marketingu treści – można przeczytać w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów”.
Musimy zadbać o to, aby nasi odbiorcy znaleźli jak najlepsze treści, które pomogą im rozwiązać konkretny problem. Warto dostarczyć im realnej korzyści w postaci rzetelnej informacji lub porady, a taki kontakt na pewno zaprocentuje w przyszłości i zwiększy szansę konwersji na sprzedaż – dodaje Agnieszka Malesza-Woźniak, Partner, Agencja Triple PR.
Wideo – przyszłość
Epidemia COVID-19 w znacznym stopniu wpłynęła na przeniesienie wielu aktywności do strefy wirtualnej. Powszechna staje się nauka przez internet. Według badania „Nauka+inspiracja+pasja” aż 86% osób ocenia treści edukacyjne i popularnonaukowe online jako pomocne.
W sieci partnerskiej LTTM już w pierwszych dniach epidemii zanotowaliśmy 30% wzrost oglądalności wideo na YouTube i innych treści influencerów zrzeszonych w naszej sieci. Obecna sytuacja zrewiduje rynek reklamy, a trend zmniejszenia się roli ATL-u w stosunku do działań w internecie będzie utrzymywać się przez najbliższe miesiące – wskazuje Izabela Malinowska, International Client Partner w grupie LTTM.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, jak będzie kształtować się rynek produkcji materiałów wideo w najbliższym czasie, w perspektywie 3-6-9 miesięcy. Agencje będą̨ na pewno czuły głód prawdziwych produkcji, dużych
i profesjonalnych planów zdjęciowych czy artystycznych, filmowych ujęć reklamowych. Z drugiej strony klienci – szukając oszczędności – mogą chcieć zachować obecną formułę ze względu na dużo niższe koszt procesu produkcji. Przekonali się, że można skutecznie komunikować się̨ wykorzystując ograniczone zasoby, a treść i przekaz są ważniejsze niż filmowe ambicje dyrektorów kreatywnych czy agencji reklamowych – mówi wskazuje Paweł Zawadzki, Managing Director, Większe Logo.
W mojej ocenie – czeka nas wysyp ciekawych reklam hybrydowych, czerpiących zarówno z dobrodziejstw komunikacji internetowej jak i profesjonalnych produkcji TV. Paradoksalnie wydarzenia ostatnich miesięcy mogą̨ pobudzić́ branżę kreatywną do zmiany sposobu myślenia, klientów do większej odwagi w przygotowywaniu briefów a konsumentom / widzom – dadzą świeże, nowatorskie reklamy na miarę naszych czasów – dodaje.
W e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” można znaleźć:
dane, które pomogą Ci podejmować bardziej trafne decyzje,
opinie ekspertów, które pozwalają lepiej zrozumieć nową normalność,
konkretne przykłady działań marketingowych marek z różnych branż, które udowadniają,
że zmiana rzeczywistości to szansa, którą można dobrze wykorzystać.
E-book jest dostępny na: https://ebook.triplepr.pl/
Tylko 26 proc. polskich firm jest gotowych na zakończenie zdalnej formy pracy[1]. Jednocześnie aż 6 na 10 ankietowanych sądzi, że podejście do pracy zdalnej w Polsce się zmieni i coraz częściej będzie ona standardem[2].
To oznacza, że rosnące wykorzystanie sieci teleinformatycznych czy energetycznych w gospodarstwach domowych nie będzie przejściowym stanem.
Dostawcy infrastruktury krytycznej, która jest ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, muszą zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, m.in. zmianą struktury obciążenia sieci, ale również zapewnieniem bezpieczeństwa danych przesyłanych z domu.
Pomagają rozwiązania z zakresu cloud i edge computingu. Do 2022 roku już 40 proc. rozwiązań opartych na chmurze będzie miało również komponent brzegowy[3].
Tylko 26 proc. polskich firm jest gotowych na zakończenie zdalnej formy pracy[4]. Jednocześnie aż 6 na 10 ankietowanych uważa, że podejście do tzw. home office w Polsce się zmieni i będziemy częściej pracować spoza biur[5]. To ma swoje konsekwencje. Mimo że w trakcie przymusowej kwarantanny gospodarka w sumie zużywała nawet o 15 proc. mniej prądu, to w gospodarstwach domowych rosło wykorzystanie sieci teleinformatycznych czy energetycznych[6]. Sytuacja powoli się jednak zmienia, co ma związek z rozluźnieniem rządowych restrykcji i próbą rozmrożenia gospodarki. W maju zużycie energii elektrycznej wzrosło o ponad 3 proc.[7] w porównaniu do kwietnia.
Przez ostatnie miesiące wiele osób ograniczyło swoje kontakty do minimum – 95 proc. respondentów stwierdziło, że obecnie wychodzi z domu tylko do pracy, zrobić zakupy w sklepie spożywczym lub aptece, lub w innym naprawdę niezbędnym celu[8]. Nie tylko więc pracujemy zdalnie, uczymy się, studiujemy, ale również kupujemy i szukamy w sieci rozrywki.
To oznacza, że ważne jest zapewnienie użytkownikom sprawnych łączy internetowych
w gospodarstwach domowych, dostępu do aplikacji informatycznych wykorzystywanych w danym przedsiębiorstwie, a także zapewnienie bezpieczeństwa danych przesyłanych, szczególnie poza obszarem firmy. To odgrywa szczególną rolę w branżach, gdzie operowanie na danych wrażliwych jest codzienną rzeczywistością – m.in. w księgowości czy spółkach skarbu państwa. Zarazem rośnie aktywność cyberprzestępców – poziom zagrożeń online w marcu wzrósł nawet sześciokrotnie[9].
Nie można jednak zapominać o bezpieczeństwie zakładów pracy – nawet jeśli nie pracują na 100% swoich możliwości. Na celowniku cyberkryminalistów mogą znaleźć się zarówno poufne dane przetwarzane przez członków zarządu w domach, jak również urządzenia podłączone do sieci w zakładach. To wymaga od dostawców infrastruktury krytycznej dodatkowej elastyczności, aby móc reagować w nagłych sytuacjach i dostosowywać się na bieżąco do potrzeb swoich klientów, które mogą zmieniać się z tygodnia na tydzień. Jednocześnie ważniejsze niż kiedykolwiek jest utrzymanie sprawności infrastruktury wykorzystywanej m.in. w obiektach ochrony zdrowia, instytucjach finansowych, centrach danych czy zakładach produkcji przemysłowej.
– Najważniejsze jest zapewnienie klientom poczucia, że mogą zawsze liczyć na swojego dostawcę niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdą. Nawet kilkugodzinny przestój w działaniu spowodowany cyberatakiem lub awarią sprzętu może znacząco wpłynąć na działalność firmy – podkreśla Małgorzata Kasperska, Secure Power Vice President MEE Cluster, Schneider Electric. – Przykładowo, gdy w szpitalu w Prokocimiu przegrzał się transformator, nasza fabryka w Mikołowie w trybie pilnym, w ciągu 24 godzin wyprodukowała nowy i dokonała operacji wymiany. Tak ważne i pilne wyzwania będą teraz nową codziennością dostawców.
W codziennym funkcjonowaniu zakładów przemysłowych pomagają również rozwiązania z zakresu cloud i edge computingu. Już do 2022 roku 40 proc. rozwiązań opartych na chmurze będzie miało również komponent brzegowy[10].
– Niekiedy przed wdrożeniem takich rozwiązań powstrzymują problemy z istniejącymi instalacjami, które trudno przerobić na nowe cele lub dopasować do sprzętu od wielu dostawców – zauważa Małgorzata Kasperska i dodaje: Z pomocą przychodzą uniwersalne produkty, które można przystosować do różnych konfiguracji. Przykładowo Galaxy VS all-in-one lub platformy dające możliwość integracji z różnym wyposażeniem jak chociażby EcoStruxure IT Expert™. W ten sposób nie trzeba się martwić o technikalia – zamiast tego można skupić się na utrzymaniu płynności działań firmy.
Wdrożenie rozwiązań opartych na chmurze umożliwia obserwację zużycia energii i zasobów na bieżąco. To pierwszy krok do zrozumienia, w jaki sposób działa dany obiekt i jak można zoptymalizować operacje w nim. Analizy danych pozyskanych w ten sposób umożliwiają opracowanie sposobów zabezpieczenia firmy przed potencjalnym przestojem w działalności.
[1] Office reopening czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii, Deloitte
[2] Badanie dla Nexery na panelu Ariadna zrealizowane przez InsightOut Lab. Termin realizacji: 27-30 marca 2020
[3] The emergence of edge computing, Financier Worldwide
[4] Office reopening czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii, Deloitte
[5] Badanie dla Nexery na panelu Ariadna zrealizowane przez InsightOut Lab. Termin realizacji: 27-30 marca 2020
Podmioty zobowiązane do prowadzenia ksiąg rachunkowych jak również te, które dobrowolnie wybrały taki model ewidencjonowania swojej działalności, zobowiązane są m.in. do sporządzania, zatwierdzania, poddawania badaniu i składania do właściwego rejestru sądowego swoich corocznych sprawozdań finansowych. Na ich sporządzenie mają czas do 31 marca roku następnego po roku objętym sprawozdaniem, a na zatwierdzenie do 30 czerwca. Ale w bieżącym roku, z uwagi na panującą epidemię koronawirusa, która przypadła w najgorętszym czasie wypełniania obowiązków sprawozdawczych, Minister Finansów wydłużył te i inne terminy na ich realizację.
Krąg podmiotów zobowiązanych do składania sprawozdań finansowych ze swojej działalności, jak i obowiązujące w związku z tym terminy określa Ustawa z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości (Dz.U. 1994 nr 121 poz. 591, ze zm.). Rozporządzeniem z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie określenia innych terminów wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz w zakresie sporządzenia, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji (Dz.U. 2020, poz. 570) Minister Finansów, z uwagi na panującą epidemię COVID-19, dokonał przesunięcia wskazanych w ustawie terminów. Ministerstwo Finansów wyszło z założenia, że przedsiębiorcy i kierownicy innych zobowiązanych do sprawozdawczości jednostek mają w czasie pandemii większe zmartwienia na głowie. Stąd też w celu umożliwienia prawidłowej realizacji tych obowiązków określiło nowe terminy na ich wypełnienie.
Dwie kategorie podmiotów
Dokonane przesunięcia terminów można podzielić na dwie kategorie, w zależności od podmiotów, których dotyczą:
1) dla jednostek działających w sferze budżetowej, a także jednostek prowadzących działalność, do której stosuje się przepisy ustaw, o których mowa w art. 1 ust. 2 Ustawy z dnia 21 lipca 2006 r. o nadzorze nad rynkiem finansowym, a więc przepisy o nadzorze: bankowym, emerytalnym, ubezpieczeniowym, nad rynkiem kapitałowym, nad instytucjami płatniczymi, nad agencjami ratingowymi, uzupełniającym nad instytucjami kredytowymi, zakładami ubezpieczeń, zakładami reasekuracji i firmami inwestycyjnymi wchodzącymi w skład konglomeratu finansowego, nad spółdzielczymi kasami oszczędnościowo-kredytowymi i Krajową Spółdzielczą Kasą Oszczędnościowo-Kredytową, nad pośrednikami kredytu hipotecznego oraz ich agentami, nad działalnością sekurytyzacyjną oraz o nadzorze w zakresie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych;
2) dla pozostałych jednostek.
Dla pierwszej grupy podmiotów terminy sprawozdawcze wydłużono o dwa miesiące lub 60 dni, a dla drugiej – o trzy miesiące lub 90 dni.
Zamknięcie ksiąg rachunkowych zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o rachunkowości powinno nastąpić nie później niż w ciągu trzech miesięcy od dnia zaistnienia zdarzeń powodujących obowiązek zamknięcia. Na mocy rozporządzenia Ministra Finansów podmioty z pierwszej grupy mogą to zrobić do dwóch miesięcy później, a pozostałe jednostki do trzech miesięcy później. Na sporządzenie zestawienia obrotów i sald kont księgi głównej za rok obrotowy jest 85 dni liczonych po dniu bilansowym. W związku z epidemią COVID-19 termin ten został wydłużony dla zobowiązanych z pierwszej i drugiej grupy odpowiednio: o 60 i 90 dni, czyli o tyle samo, co termin zakończenia inwentaryzacji składników aktywów (z wyłączeniem aktywów pieniężnych, papierów wartościowych, produktów w toku produkcji oraz materiałów, towarów i produktów), którego należy standardowo, ustawowo dokonać do 15 dnia następnego roku obrotowego.
Terminy sporządzania sprawozdań, w tym skonsolidowanych i z płatności
Sprawozdanie finansowe sporządza się na dzień zamknięcia ksiąg rachunkowych lub inny dzień bilansowy, jednak nie później niż przed upływem trzech miesięcy od dnia kończącego rok obrotowy, czyli do 31 marca. W takim samym terminie sporządza się skonsolidowane sprawozdanie finansowe, sprawozdanie z działalności grupy kapitałowej, sprawozdanie z działalności jednostki, sprawozdanie z płatności i skonsolidowane sprawozdanie z płatności. W 2020 r. pierwsze z wyodrębnionych podmiotów mogą wypełnić te obowiązki do 31 maja, a pozostałe do 30 czerwca.
Zatwierdzenie sprawozdania finansowego oraz informacje niefinansowe
Roczne sprawozdania finansowe oraz roczne skonsolidowane sprawozdania finansowe podlegają obowiązkowemu zatwierdzeniu. Dokonuje go organ zarządzający podmiotu sporządzającego sprawozdanie w terminie do sześciu miesięcy od dnia bilansowego. W bieżącym roku termin ten został przesunięty dla pierwszych z ww. podmiotów o dwa miesiące, dla drugich – o trzy miesiące, podobnie jak termin na sporządzenie i zamieszczenie na swojej stronie internetowej odrębnego sprawozdania na temat informacji niefinansowych, w tym odrębnego sprawozdania grupy kapitałowej.
Odpowiedzialność za niezłożenie sprawozdań
Z powyższych przesunięć mogą skorzystać podmioty realizujące obowiązki sprawozdawcze za rok obrotowy kończący się po 29 września 2019 r., jednak nie później niż 30 kwietnia 2020 r., a których termin wykonania nie upłynął przed 31 marca 2020 r. Wydłużenie terminów daje więcej czasu ich kierownikom na realizację tych obowiązków. A to na nich spoczywa w tym zakresie odpowiedzialność. Przykładowo za niesporządzenie sprawozdania finansowego sąd może orzec karę grzywny, pozbawienia wolności do lat dwóch albo obie te kary łącznie. Niedopełnienie innych obowiązków, chociażby niepoddanie sprawozdania finansowego badaniu przez biegłego rewidenta, czy też niezłożenie go do ogłoszenia, zagrożone jest karą grzywny lub ograniczenia wolności. Do odpowiedzialności za szkody wyrządzone niedopełnieniem swoich obowiązków mogą być pociągnięci członkowie odpowiednich organów nadzorujących w spółkach.
Jednak do najistotniejszych dla funkcjonowania przedsiębiorstw, spółek i innych podmiotów konsekwencji niezłożenia w terminach sprawozdania finansowego należą: możliwość wykreślenia spółki z rejestru w przypadku braku jego złożenia w 7-dniowym terminie od doręczenia wezwania sądu do jego złożenia i rozwiązanie spółki, która nie złożyła sprawozdań za dwa kolejne lata obrotowe.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
W opublikowanych danych GUS pojawiają się dwie osobne kwestie. Pierwsza z nich dotyczy spadku zatrudnienie w Polsce, a druga to rosnące płace. To dość niestandardowa zależność, która nie zdarza się często.
Dane z Australii
W nocy poznaliśmy dane z Australii. W maju ubyło 227 tysięcy miejsc pracy, w rezultacie bezrobocie wzrosło do 7,1%. Warto pamiętać, że jeszcze do marca, zanim kryzys uderzył w tamtejszy rynek pracy, bezrobocie znajdowało się w przedziale 5,1%-5,3%. Po słabych danych dolar australijski tracił na wartości względem głównych walut w tym dolara, ale po silnym spadku w ciągu kilku godzin odrobił cały ten ruch.
Rynek pracy w Polsce
GUS opublikował dzisiaj dane na temat wzrostu zatrudnienia i płac w Polsce. Zatrudnienie okazało się nie być wzrostem, ale 3,2% spadkiem. Pensje za to rosną o 1,2% w skali roku. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na metodykę liczenia. Wzrost ten może zarówno wynikać ze wzrostu pensji, jak również z tego, że pracę straciły osoby gorzej wyspecjalizowane, a zarazem zarabiające przeważnie poniżej średniej.
W Szwajcarii bez zmian
Dzisiejsza decyzja Szwajcarskiego Narodowego Banku nie przyniosła zmian. Stopa procentowa pozostała na poziomie -0,75%. Nie ma również zmian innych parametrów. W komunikacie do decyzji pojawiło się kilka banałów o gotowości do działania oraz o świadomości wpływu pandemii koronawirusa. Nie pojawiła się jednak najważniejsza informacja, czyli odpowiedź na pytanie o to, jak dalej będzie się kształtować polityka banku.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Do 27 października 2020 r. średnie firmy (zatrudniające od 50 do 249 pracowników) mają czas na podpisanie umów o zarządzanie Pracowniczymi Planami Kapitałowymi. Dla wielu z nich oznacza to dodatkowe obciążenie związane z kosztami pracy. A te sukcesywnie rosną. Z danych GUS za rok 2018 wynika, że w porównaniu z rokiem 2017 koszty pracy na jednego zatrudnionego i na jedną przepracowaną godzinę wzrosły we wszystkich rodzajach działalności. W sytuacji, gdy wciąż wiele firm zmaga się z finansowymi skutkami pandemii COVID-19, to dobry moment, aby zacząć szukać oszczędności w obszarze zobowiązań odprowadzanych do ZUS. Taką możliwość daje weryfikacja prawidłowości parametrów wpływających na sposób wyliczenia składki wypadkowej.
W opracowanym przez GUS „Roczniku Statystycznym Pracy 2019” czytamy, że przeciętny miesięczny koszt pracy pracownika w 2018 r. wyniósł 6150,58 zł. Największe miesięczne koszty występowały w branży górniczej (10268,27 zł) oraz w informacji i komunikacji (11001,53 zł). Górnictwo to również sektor, w którym maksymalna stopa procentowa składki wypadkowej jest najwyższa i może sięgać aż 5 proc. Ale jednocześnie nie przoduje on w liczbie wypadków przy pracy. W 2018 r. w branży górniczej zgłoszono 2244 wypadki przy pracy ogółem, a przykładowo w sektorze przetwórstwa przemysłowego – niemal 13 razy więcej (28669). Większą wypadkowość odnotowuje również handel, budownictwo, transport czy administracja publiczna. Jednak to w górnictwie należności z tytułu składki wypadkowej są najwyższe. Z czego wynikają te różnice?
Praca w warunkach zagrożenia
Przyczyna zwiększonych zobowiązań leży po stronie warunków zagrożenia, które w sektorze górniczym i wydobywczym są nieporównywalnie większe w porównaniu do innych gałęzi gospodarki. Z analiz Ayming wynika, że kategoria „warunki zagrożenia” odpowiada średnio za 65 proc. nadpłat dotyczących składki wypadkowej. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc. Najpowszechniejszym warunkiem zagrożenia w przedsiębiorstwach w Polsce jest hałas, który zgodnie z danymi GUS z 2018 r. doskwiera 32 osobom na 1000 zatrudnionych. Do innych czynników wpływających na wysokość składki wypadkowej zaliczymy też pyły, drgania mechaniczne, substancje chemiczne, promieniowanie oraz mikroklimat zimny lub gorący.
– Mimo kluczowej roli, jaką odgrywają warunki zagrożenia przy ustalaniu wysokości składki wypadkowej, pracodawcy rzadko sięgają po rozwiązania, które mogłyby zminimalizować ich oddziaływanie na pracowników, a w dalszej perspektywie – obniżyć zobowiązania z tytułu ubezpieczeń społecznych. Nad podjęciem działań zwiększających bezpieczeństwo i komfort w miejscu pracy powinni szczególnie zastanowić się najwięksi przedsiębiorcy, ponieważ koszt składki wypadkowej zależy od masy wynagrodzeń. Im wyższy poziom zatrudnienia, tym wyższe zobowiązania odprowadzane do ZUS – dodaje Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming Polska
Prawidłowa ocena środowiska pracy
Środowisko pracy ma największy wpływ na wysokość opłat z tytułu składki wypadkowej. „Rocznik Statystyczny Pracy 2019” wskazuje, że 45 proc. zagrożeń jest związanych z charakterem wykonywanej pracy. Odsetek pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwach liczących 10 i więcej osób, w których występuje przynajmniej jeden z czynników zagrożenia, wynosi 7,7 proc. Dlatego kwestia bieżącego monitorowania środowiska pracy jest niezwykle ważna. Niestety wielu pracodawców nie wie, że środowisko pracy również wpływa na wysokość ich obciążeń z tytułu składki wypadowej. Konstrukcja algorytmu do obliczenia składki wypadkowej powoduje, że nawet najmniejsza zmiana może wpłynąć na wysokość stopy procentowej składki. Dlatego nie należy bagatelizować kwestii związanej z prawidłową i kompletną oceną środowiska pracy.
– Częstą nieprawidłowością przy ocenie środowiska pracy jest wykonywanie pomiarów środowiska pracy w momencie chwilowego najwyższego lub najniższego obciążenia produkcji. Tymczasem warunkiem przedstawienia prawidłowego i rzetelnego obrazu danego przedsiębiorstwa jest wykonanie pomiarów, które uwzględniają faktyczne parametry narażenia na czynniki szkodliwe występujące w danym roku. Ważną kwestią jest również prawidłowe przygotowanie samego procesu oceny środowiska pracy, co bywa żmudne
i czasochłonne. Dlatego przedsiębiorcy często korzystają z już istniejących wzorców, które są nieadekwatne do zmieniającej się sytuacji w firmie. To z kolei powoduje błędne i często nieaktualne odczyty niektórych parametrów. Jako przykład można wskazać wykonywanie pomiarów na już nieistniejących stanowiskach pracy– tłumaczy Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming Polska.
Case study – analiza składki wypadkowej
Przedsiębiorstwo z branży przetwórstwa przemysłowego zatrudniające 3000 pracowników
Początkowa wysokość stopy procentowej składki wypadkowej: 1,62%
Wysokość stopy procentowej po weryfikacji:
1,47% w roku bieżącym
1,32% w ciągu kolejnych 3 lat
Wysokość oszczędności:
650 tys. zł za lata 2019-2020
1,2 mln zł za lata 2021-2023
Analiza pozwoliła odtworzyć dane odnośnie faktycznej liczby pracowników zatrudnionych w warunków zagrożenia w przeszłości oraz opracować zalecenia, które wpłyną na obniżenie przyszłych zobowiązań z tytułu składki wypadkowej. Tym samym wygenerowane oszczędności dotyczą okresu przeszłego, bieżącego oraz przyszłych okresów składkowych.
Komentarz eksperta
Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska
Działania ukierunkowane na obniżanie składki wypadkowej w przyszłych okresach składkowych mogą przynieść pracodawcom o wiele większe korzyści niż w przypadku skupienia się jedynie na odzyskaniu nadpłat do 5 lat wstecz. Systematyczne dbanie o prawidłową ocenę środowiska pracy i minimalizację czynników zagrożenia automatycznie obniży wysokość płaconej składki wypadkowej, wpływając na poprawę kondycji finansowej przedsiębiorstwa.
Walka z przyczynami i skutkami zmian klimatycznych oraz rozwijanie produkcji przemysłowej nie muszą się wykluczać. Co więcej – rozwój oraz badania w jednej z tych dziedzin przekładają się na zmiany w drugiej. Niezbędna jest jednak współpraca podmiotów związanych z każdym etapem wytwarzania, dystrybucji i wykorzystania energii, ośrodków badawczych oraz think-tanków. W celu stymulowania takiej współpracy oraz zapewnienia przepływu wiedzy i doświadczeń Pracodawcy RP powołali do życia koalicję „Włącz Czystą Energię dla Polski”, której pierwszymi członkami zostali Instytut Jagielloński oraz firma energetyczna Fortum.
Zadaniem Koalicji ma być przede wszystkim zapewnienie wymiany doświadczeń, stworzenie przestrzeni do dyskusji oraz nawiązywanie współpracy, która ma przynosić wymierne gospodarczo efekty. Z tego powodu lider Koalicji, Pracodawcy Rzeczpospolitej Polskiej, zapraszają do zainteresowania się inicjatywą wszystkie firmy, instytucje i organizacje. Wymogiem formalnym jest zgłoszenie chęci uczestnictwa w projekcie oraz zaakceptowanie Deklaracji Czystej Energii dla Polski.
„Wierzymy, że każdy z nas, niezależnie od reprezentowanej branży, ma wpływ na efektywność w wykorzystywaniu energii w różnych obszarach, czy to na poziomie produkcji, logistyki czy po prostu w codziennym prowadzeniu biura. Jesteśmy przekonani, że wzrost efektywności energetycznej, przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu działalności gospodarczej na środowisko, jest możliwy” mówi Andrzej Malinowski, Prezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej. „Do naszej Koalicji zapraszamy zarówno praktyków, jak i teoretyków; przedstawicieli przemysłu, think-tanków, organizacji branżowych, samorządów i administracji. Niech połączy nas chęć zmiany oraz dążenie do wypracowania odpowiedniej dla Polski drogi do Gospodarki Obiegu Zamkniętego” dodaje.
Inicjatorom Koalicji przyświeca cel wprowadzenia realnych zmian odpowiadających na wyzwania stojące przed Polską oraz krajami Unii Europejskiej związane z transformacją energetyczną oraz ochroną środowiska.
„Energetyka i ciepłownictwo są kluczowymi sektorami w każdej gospodarce, a stabilne dostawy energii po konkurencyjnej cenie są niezbędne dla przemysłu. Jest to tym istotniejsze, że Polska, doganiając gospodarczo kraje zachodnie, musi w coraz większym stopniu konkurować także „zielonością” naszych produktów i dodawać jak najwięcej wartości do wytwarzanych dóbr końcowych. Jest to szczególnie istotne w przemyśle high tech i w sektorach innowacyjnych, które stanowią siłę napędową gospodarek, w tym także polskiej. Spojrzenie na energetykę w perspektywie GOZ może oznaczać większe szanse dla polskich przedsiębiorców” komentuje Marcin Roszkowski, Prezes Instytutu Jagiellońskiego.
Pierwszym podmiotem, który odpowiedział na zaproszenie Pracodawców Rzeczpospolitej jest Fortum, firma specjalizująca się w wytwarzaniu czystej energii.
„Jesteśmy firmą o korzeniach skandynawskich, dlatego bardzo praktycznie podchodzimy do realizacji naszej misji tworzenia czystszego świata. Nie tylko w Finlandii, Szwecji czy Norwegii, ale także w Polsce wdrażamy w życie zasady gospodarki obiegu zamkniętego. Wytwarzamy energię elektryczną i ciepło w sposób zero- lub niskoemisyjny. Wykorzystujemy paliwa z odpadów, które zamiast trafiać na wysypiska, służą do produkcji ciepła i prądu. Rozwijamy sieci ładowania pojazdów elektrycznych. Chcemy dzielić się naszymi doświadczeniami i stąd nasz udział w inicjatywie „Włącz Czystą Energię dla Polski” podsumowuje Izabela Van den Bossche, Wiceprezes ds. Komunikacji City Solutions, Fortum.” podsumowuje Izabela Van den Bossche, Wiceprezes ds. Komunikacji City Solutions, Fortum.
Oprócz Fortum i Instytutu Jagiellońskiego na zaproszenie Pracodawców Rzeczpospolitej odpowiedziały także: Coca Cola HBC, ENERIS Surowce, Fortum, Instytut Jagielloński, Karmar, Kompania Piwowarska, Polmass, Strabag, Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego.
Powiedzieli o koalicji „Włącz Czystą Energię dla Polski”:
„W kodzie genetycznym ENERIS mieści się troska o środowisko i aktywne, odważne podejście do realizacji wizji: czystego powietrza, ziemi i wody. Stąd kierując się takimi zasadami jak synergia, współpraca, etyka, innowacyjność w codziennej pracy w praktyce wdrażamy założenia Zielonego Ładu. W taki sposób rozumiemy rolę zrównoważonego i współodpowiedzialnego biznesu. Naszymi doświadczeniami chcemy dzielić się z innymi, jak również czerpać z wiedzy tych, którzy podzielają nasz sposób myślenia. Dbamy o przyszłość naszych dzieci” komentuje Paweł Augustyn, Prezes ENERIS Surowce.
„Dołączyliśmy do „Koalicji”, ponieważ wspieramy ideę zrównoważonej gospodarki i zrównoważonego budownictwa. Zdajemy sobie sprawę z wpływu, jaki ma branża budowlana na środowisko. Jego degradacja oraz zmiany klimatyczne stały się realnym problem dotyczącym nas wszystkich. Redukcja śladu węglowego czy aktywne wspieranie GOZ muszą być naszym obowiązkiem, a nie wartością dodaną” mówi Joanna MAKOWIECKA-GACA, Prezes Zarządu KARMAR S.A.
Przeszło 3,3 mln wyniosła w marcu br. liczba zarejestrowanych zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w porównaniu z miesiącem wcześniejszym nastąpił wzrost o 36%. Z kolei w okresie od 1 kwietnia do 25 maja wypisano ponad 3 mln takich dokumentów. Ponad 323 tys. zwolnień miało datę wystawienia 16 marca, a od tego dnia zamknięto wszystkie szkoły w Polsce. Zdaniem ekspertów, skala nieprawidłowości mogła być naprawdę duża, ponieważ zdobycie ww. zaświadczenia nie stanowi problemu. Jednak wątpliwe jest, żeby ZUS zajmował się ewentualnymi nadużyciami.
W marcu br. zarejestrowano ponad 3,323 mln zwolnień lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Przeszło 3 mln z nich było z tytułu własnej choroby, 271 tys. – opieki nad dzieckiem oraz 48 tysięcy – opieki nad innym członkiem rodziny. Jak mówi Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS, w porównaniu z lutym zanotowano wzrost o 36%. Z kolei w kwietniu liczba zaświadczeń wyniosła ponad 1,922 mln, a w maju (dane do 25. dnia miesiąca) – 1,138 mln. Od marca, przez niespełna 3 miesiące, to przeszło 6,384 mln takich dokumentów, w tym 5,927 mln z tytułu własnej choroby.
– Od stycznia do czerwca 2018 roku wystawiono ponad 7,5 mln zaświadczeń lekarskich o chorobie własnej, co daje średnią 1,25 mln miesięcznie. Poziom ponad 3 mln w marcu jest bardzo wysoki i ma zapewne bezpośredni związek z koronawirusem. Wiele osób w ten sposób zabezpieczyło siebie i swoje rodziny przed konsekwencjami sytuacji epidemicznej dla rynku pracy. Tak zrobili głównie samozatrudnieni przedsiębiorcy, rzadziej pracownicy etatowi – komentuje dr Stanisław Maksymowicz z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ekspert ds. zdrowia Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i Nowej Konfederacji.
Natomiast Wojciech Bociański, ekspert BCC ds. służby zdrowia, zwraca uwagę na początek pandemii. Wtedy rząd apelował, żeby nie obciążać placówek medycznych. Sugerowano, żeby załatwiać jak najwięcej spraw drogą telefoniczną. Ludzie więc dzwonili z różnych powodów, niekiedy błahych. Jednak lekarzom było trudno zweryfikować prawdziwe przyczyny, dla których trzeba wydać zwolnienie. Jak podkreśla Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, w marcu panowała atmosfera strachu. Docierały dramatyczne informacje o sytuacji m.in. we Włoszech. To sprzyjało stanom lękowym czy depresji. Osoby mniej odporne emocjonalnie potrzebowały wsparcia częściej niż zwykle.
– Na początku epidemii nie było jeszcze tzw. tarczy antykryzysowej. Zamknięto natomiast instytucje opiekuńcze dla dzieci, rozpoczęło się też zamrażanie gospodarki. Zwolnienia mogły być więc formą tymczasowej kompensacji kosztów zatrudnienia, czasem wręcz korzystną dla pracowników, mających wybór pomiędzy zaświadczeniem albo darmowym urlopem lub zawieszeniem działalności. W kwietniu nastąpił już istotny spadek nowych zwolnień. To zapewne miało związek z rozwiązaniami antykryzysowymi, m.in. z zasiłkami opiekuńczymi dla rodziców czy wprowadzeniem tzw. postojowego – mówi dr Maksymowicz.
Analizując wszystkie zaświadczenia z marca, to ponad 323 tysiące z nich miało datę wystawienia 16. dnia tego miesiąca. Ponad 293 tysiące dokumentów wypisano z tytułu choroby własnej, 24 tysiące – opieki nad dzieckiem, a 5 tysięcy – opieki nad innym członkiem rodziny. Jak stwierdza Wojciech Bociański, fizycznie jest nierealne, żeby wystawić tyle zwolnień jednego dnia. Prawdopodobnie ludzie dzwonili też 17. czy 18. marca, a otrzymywali zaświadczenia rozpoczynające się właśnie od 16. Lekarz ma prawo wystawić taki dokument do trzech dni wstecz.
– Trudno się dziwić, że tzw. wysyp zwolnień nastąpił w tym okresie. Od 16 marca, decyzją administracyjną, zamknięto wszystkie szkoły w Polsce. W takiej sytuacji rodzice musieli zadbać o bezpieczeństwo swoich dzieci. Jeżeli nie mieli innej możliwości, to oczywiście korzystali z zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy – stwierdza prezes Federacji Pacjentów Polskich.
Według dr. Maksymowicza, możliwe jest, że pracodawcy wywierali presję na pracownikach, by uzyskali zwolnienie lekarskie. Dotyczy to ewentualnie małych firm, w których od pierwszego dnia to ZUS płaci tzw. chorobowe. Ekspert podkreśla, że uzyskanie zaświadczenia nie zawsze jest poparte istotnymi zdrowotnymi przesłankami. I choć proceder ten zdarza się coraz rzadziej, to zdobycie takiego dokumentu nie jest zbyt trudne. To niewątpliwie poważne źródło nadużyć. Jednak wątpliwe jest, by ZUS sięgał do dokumentów z okresu epidemii, mimo dużej skali ewentualnych nieprawidłowości.
– Myślę, że ZUS może kontrolować zaświadczenia, ale bardziej dla własnej wiedzy. W okresie pandemii i przy tych zaleceniach jakie były, to nie wyobrażam sobie, żeby wyciągano konsekwencje ws. ewentualnych nadużyć. Ból brzucha czy objawy przeziębienia mogły być przecież początkiem choroby wirusowej – dodaje ekspert BCC ds. służby zdrowia.
Natomiast Stanisław Maćkowiak podkreśla, że początkowo wiedza o wirusie była dość ograniczona. Jeśli pojawiały się znamiona mogące świadczyć o COVID-19, to lepiej było izolować danego człowieka niż narażać na zarażenie większą grupę ludzi. Gdyby postępowano swobodniej w takich przypadkach, to mogłoby się okazać, że służba zdrowia nie poradziłaby sobie z natłokiem chorych. I to byłby dramat dla wielu pacjentów.
– Prawdopodobnie wielu lekarzy wydawało zaświadczenie o niezdolności do pracy na tydzień, a później je przedłużało. To powinno być związane z wykonaniem określonych badań czy wizytą kontrolną. W warunkach pandemii mogło dochodzić do nadużyć, tzn. pominięcia pewnych standardowych czynności. Dziś bardzo ważną kwestią jest to, ile krótkotrwałych zwolnień przerodzi się w długotrwałe. Za nie już musi płacić ZUS, a nie wiemy, ile na tym straci – podsumowuje Wojciech Bociański.
Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, podpisała list intencyjny z firmą VR Factory Sławomir Matul prowadzącą działalność w obszarze technologii Virtual Reality, który inicjuje proces negocjacji w sprawie połączenia. Podmioty rozpoczną teraz proces due diligence oraz prace nad przygotowaniem Term Sheet.
SSK S.A. podpisała z firmą VR Factory Sławomir Matul list intencyjny inicjujący proces negocjacji, które w efekcie mogą doprowadzić do połączenia podmiotów. VR Factory zamierza w najbliższym czasie zmienić formę organizacyjną prowadzonej działalności poprzez jej wniesienie wraz z autorskimi prawami majątkowymi do gier rozrywkowych i aplikacji marketingowych VR, prawami do stron i domen internetowych oraz pozostałymi składnikami majątkowymi do spółki VRScreens Sp. z o.o. Strony zdecydowały się rozpocząć negocjacje dostrzegając potencjalne korzyści płynące z zacieśnienia współpracy, wykorzystania efektu synergii płynącej z doświadczenia i potencjału obu stron. Podstawą tej decyzji jest przekonanie, że po połączeniu powstanie podmiot o mocnej pozycji konkurencyjnej w branży producentów gier rozrywkowych i aplikacji marketingowych VR, który będzie posiadał status spółki publicznej. Podpisanie listu intencyjnego otwiera proces due diligence oraz prace nad przygotowaniem Term Sheet (porozumienia w sprawie podstawowych warunków transakcji), którego podpisanie ma nastąpić do 31 lipca br. Ewentualne połączenie obu podmiotów nastąpi po ustaleniu parytetu wymiany akcji i pod warunkiem wyrażenia zgody przez Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy SSK S.A. oraz Zgromadzenie Wspólników VRScreens Sp. z o.o. Zarząd SSK S.A. podchodzi z dużym optymizmem do potencjalnej transakcji i będzie pracował nad procesem due diligence oraz opracowaniem Term Sheet.
„Po wielu latach działalności jako integrator systemów informatycznych i firma świadcząca usługi opieki serwisowej oraz outsourcingu usług IT, Spółka staje przed szansą szybkiego wzrostu poprzez „wejście” na dynamicznie rozwijający się i ceniony przez inwestorów rynek gier i aplikacji wykorzystujących technologię Virtual Reality. Rynkowe wyceny spółek gamingowych notowanych na głównym parkiecie, jak i na rynku NewConnect w pełni te oczekiwania potwierdzają.” – komentuje Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.
W lutym br. Spółka poinformowała o dokonaniu wyboru opcji strategicznej polegającej na połączeniu Emitenta z innym podmiotem w drodze przejęcia przez ten podmiot, po uprzednim wydzieleniu podstawowej działalności do nowo powołanej spółki. Decyzja ta poprzedzona została analizą wariantowych opcji, o których Emitent informował w grudniu 2019 r. oraz konsultacjami z głównymi akcjonariuszami Spółki. Zarząd SSK S.A. będzie rekomendował Walnemu Zgromadzeniu podjęcie uchwały o wyrażeniu zgody na zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci wyodrębnionego „Działu Realizacji Projektów i Usług IT”, poprzez jego przeniesienie na rzecz nowo powołanego podmiotu.
W grudniu ub. roku Spółka poinformowała, że w wyniku oceny aktualnej jej sytuacji oraz analizy trendów i perspektyw rozwoju rynku IT, Zarząd podjął w porozumieniu z głównymi akcjonariuszami decyzję o przeanalizowaniu w najbliższych kilku tygodniach wariantowych opcji strategicznych dla Emitenta. Wśród tych opcji znalazło się m.in. dokapitalizowanie SSK S.A. poprzez prywatną emisję akcji celem budowy i rozwoju działu systemów multimedialnych, w tym m.in. systemów AR (ang. augmented reality), połączenie z innym podmiotem w drodze przejęcia przez ten podmiot, po uprzednim wydzieleniu podstawowej działalności Spółki do nowo powołanego podmiotu oraz stworzenie grupy kapitałowej z Emitentem jako podmiotem dominującym i wydzielenie dotychczasowej działalności w obszarze IT do podmiotu zależnego.
Surfland Systemy Komputerowe S.A. przeprowadziła w ostatnim czasie emisję akcji serii K, z której pozyskała 800 tys. zł. Inwestorzy objęli wszystkie zaoferowane akcje w liczbie 800.000 szt. po cenie emisyjnej wynoszącej 1,00 zł za akcję.
Czas obala mity. Tak właśnie stało się z mitami na temat stanu finansów publicznych. Najpierw runął ten o rzekomo „zrównoważonym budżecie” w 2020. Teraz okazuje się, że sytuacja fiskalna w Polsce w 2019 roku była tylko pozornie bardzo dobra.
W komisjach sejmowych właśnie rozpoczynają się prace nad sprawozdaniem z wykonania ustawy budżetowej za 2019 r. Rada Ministrów informuje w nim Sejm o całokształcie wykonania budżetu, a posłowie dokonują oceny pod kątem zachowania dyscypliny budżetowej, tj. prawidłowego wykonania ustaleń ustawy budżetowej. Sprawozdanie to kluczowy dokument, gdyż zgodnie z Konstytucją (art. 226) na bazie jego oceny i na bazie analizy NIK, Sejm udziela rządowi absolutorium.
Sprawozdanie było też dyskutowane kilka dni temu na zespole ds. budżetu Rady Dialogu Społecznego. Na tym posiedzeniu Minister Finansów poinformował stronę społeczną, że sytuacja finansów publicznych w 2019 r. była dobra. To jednak tylko jedna strona medalu. Deficyt sektora finansów publicznych według obiektywnej metodologii unijnej (ESA 2010) wyniósł w 2019 r. 0,7 proc. PKB, co jest relatywnie niskim poziomem patrząc na dane historyczne. Dług według tej metodologii, wyniósł 46 proc. PKB.
Jeżeli jednak porównamy deficyt do innych krajów UE, to już okazuje się, że mimo działań uszczelniających podatki, mimo wysokiego wzrostu gospodarczego jesteśmy w pierwszej dziesiątce krajów z najwyższym deficytem. Co jest również istotne w aż 16 krajach w 2019 r. zanotowano nadwyżkę w finansach publicznych. O tym w sprawozdaniu już nie napisano.
W przypadku poziomu długu publicznego Polska w 2019 r. uplasowała się na 11 miejscu wśród krajów z najniższym długiem z relacją długu do PKB niższą niż średnia w UE wynosząca ok. 80 proc. W zakresie tego miernika Polska wypada lepiej od większości krajów w UE. Niestety mimo relatywnie niższego długu, średnie koszty obsługi długu należą w Polsce do jednych z najwyższych, wynosiły średnio 3 proc. w 2019 r. Polska pod tym względem jest w pierwszej piątce krajów UE z najwyższym kosztem obsługi długu.
W ostatnim okresie naszym wagonikiem finansów publicznych „jechaliśmy z górki”. Była bardzo dobra koniunktura, dzięki której dochody budżetowe rosły w ponadprzeciętnym tempie. Było to w części efektem uszczelniania podatków, ale w samym 2019 r. luka VAT niestety wzrosła, a efekty uszczelniania były bliskie zeru wobec zakładanych 4,6 mld zł. O tym, też wprost nie napisano w sprawozdaniu. Jednak górka się wypłaszczyła, przed nami wręcz duże wzniesienie (recesja). Tymczasem nasz wagonik jest pełny „sztywnych wydatków socjalnych” na które nie mamy pokrycia w trwałych dochodach. Z tej perspektywy stan finansów publicznych nie wygląda już dobrze.
Pokazuje to tzw. deficyt strukturalny, tj. deficyt oczyszczony o ponadprzeciętne dochody wynikające z bardzo dobrej koniunktury, czy też dochody jednorazowe. Według szacunków KE deficyt strukturalny wyniósł w Polsce w 2019 r. 2,7 proc. PKB (średnia UE: 1,1 proc.), jesteśmy w pierwszej piątce krajów z najwyższym deficytem strukturalnym. Mimo wysokiego wzrostu gospodarczego wraz Węgrami i Rumunią odstajemy od reszty krajów UE jeżeli chodzi o poziom deficytu strukturalnego.
To obrazuje prawdziwe, strukturalne problemy polskich finansów publicznych. W ostatnim okresie wprowadzono wiele nowych, sztywnych wydatków socjalnych i preferencji podatkowo-składkowych, które nie mają pokrycia w trwałych źródłach dochodów.
Niestety w sprawozdaniu nie dowiemy się o deficycie strukturalnym. A jest on bardzo istotnym miernikiem stanu finansów publicznych, o którym powinien być poinformowany Sejm. Oczywiście formalnie nie ma takiego wymogu, ale przecież jesteśmy już od 16 lat w Unii Europejskiej i w ramach semestru europejskiego Komisja Europejska wyznacza Polsce cele w zakresie redukcji deficytu strukturalnego i wylicza dla Polski oraz wszystkich krajów UE właśnie ten miernik. Strona społeczna, w tym Pracodawcy RP, sygnalizowała na RDS Ministrowi Finansów, że biorąc pod uwagę deficyt strukturalny to obraz finansów na tle innych krajów nie jest taki różowy. Warto aby wprowadzić wymóg raportowania w Sprawozdaniu też tego miernika.
Problemy polskich finansów publicznych w 2019 r. dostrzega też Komisja Europejska, która w swojej ocenie w ramach procedury SDP, tj. procedury nadmiernych odchyleń (SDP – Significant Deviation Procedure), stwierdziła że Polska nie spełniła rekomendacji.
W ramach tej procedury KE bada, czy kraje nie biorą na barki finansów publicznych zbyt wiele wydatków nie pokrytych trwałymi dochodami.
Wg oceny roku 2019 jesteśmy na czarnej liście kilku krajów, dla których wszelkie mierniki odnoszące się do deficytu strukturalnego przekroczyły znacząco rekomendacje KE. Przy czym przekroczenia te są znaczące i spowodowały zapalenie „czerwonych lampek” ostrzegawczych.
Komisja Europejska zaleciła Polsce zmniejszenie deficytu strukturalnego w 2019 r. o 0,6 proc. PKB. Niestety w ciągu 2019 r. pojawiły się nowe programy socjalne i w rezultacie deficyt strukturalny zamiast się zmniejszyć, zwiększył się z ok. 2 proc. PKB do 2,7 proc. PKB. Co oznacza przekroczenie rekomendacji KE aż o 1,4 proc. PKB, tj. ok. 30 mld zł.
Komisja Europejska bada również dynamikę wydatków całego sektora finansów publicznych, czy jest ona spójna z redukcją deficytu i czy wydatki mają pokrycie w trwałych dochodach budżetowych. Jest to tzw. „benchmark wydatkowy”, swojego rodzaju reguła wydatkowa, referencyjne tempo wzrostu wydatków gwarantujące stabilność finansów publicznych. To referencyjne tempo wzrostu wydatków, bazuje na obiektywnej metodologii unijnej i jest odporne na kreatywną księgowość i przesuwanie wydatków do funduszy pozabudżetowych, co jest stosowane w przypadku polskiej reguły wydatkowej SRW, co zresztą w swojej analizie wytyka NIK. NIK w ocenie budżetu wprost krytykuje, że przesunięcie wydatków do Funduszu Solidarnościowego miało na celu ominięcie reguły wydatkowej i ją osłabia. Podobnie jak przekazanie obligacji dla telewizji. Te wszystkie działania zaburzają przejrzystość budżetu. NIK wzywa do uszczelnienia zakresu reguły wydatkowej.
Zgodnie z unijnym “benchmarkiem wydatkowym” wydatki całego sektora finansów publicznych w 2019 r. powinny wzrosnąć o 4,2 proc. r/r. A w rzeczywistości wydatki całego sektora wzrosły ponad dwukrotnie szybciej, tj. aż o ok. 10 proc.! To oznacza przekroczenie benchmarku wydatkowego o ponad 40 mld zł.
Tabela: Spełnienie kryteriów procedury SDP
Źródło: KE.
Czerwone lampki ostrzegawcze zapaliły się za 2019 r. tylko dla kilku krajów. Gdyby nie epidemia COVID-19 to Komisja Europejska wszczęłaby wobec Polski procedurę SDP, o czym informowałem już na początku lutego. Tym razem się udało, ale po kryzysie problemy wrócą.
Oczywiście stan finansów publicznych nie jest dramatyczny, ale na pewno nie jest dobry. Mamy bardzo duże problemy strukturalne, które ujawnią się z całą siłą w latach 2021-2022.
Sygnał ostrzegawczy daje już OECD, która w swojej ostatniej prognozie szacuje, że deficyt sektora finansów publicznych w Polsce w 2020 r wzrośnie do ponad 200 mld zł, w skrajnym scenariuszu nawet do 240 mld zł (11 proc. PKB). Co najgorsze OECD uważa, że problemy strukturalne spowodują, że deficyt pozostanie na bardzo wysokim poziomie nawet w 2021 r. (7-10 proc.). Według OECD (w skrajnym scenariuszu) dług zbliży się do 70 proc. PKB, co oznacza, że jego wartość przekroczy 1,5 biliona złotych. A niedawno martwiliśmy się, że dług przekroczył 1 bilion zł. Gdyby ten scenariusz się spełnił, oznaczałoby to , że od 2015 r. dług zwiększy się do 2021 r. o 0,6 biliona złotych, czyli średnio o 100 mld zł rocznie.
Lepiej byłoby dla wszystkich, żeby taki finansowy armagedon nie nastąpił.
Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP
Amerykański Bell jest gotowy, aby dostarczyć Polsce nowoczesne rozwiązania śmigłowcowe dostosowane do Kruka, Perkoza i Kondora, uwzględniając współpracę przemysłową. „Dostrzegamy solidny potencjał oraz kompetencje polskiej branży lotniczej i jesteśmy gotowi do daleko idącego dialogu” – mówi Vince Tobin wiceprezes Bell Textron.
Jako pionier innowacyjnej aeromobilności Bell Textron skutecznie rozwija lotnictwo wojskowe i cywilne w USA, a także w wielu innych krajach. Współpracując przez dekady z interesariuszami rządowymi, wojskowymi i przemysłowymi zyskaliśmy reputację wiarygodnego partnera, który oferuje optymalne rozwiązania do wszystkich rodzajów misji i wymagań modernizacyjnych. Ostatnim przykładem owocnej współpracy jest zamówienie realizowane dla Republiki Czeskiej, która wybrała flotę mieszaną AH-1Z Viper i UH-1Y Venom. Deklarowane potrzeby polskich Sił Zbrojnych wskazują, że Polska – decydując się także na flotę mieszaną – mogłaby stać się drugim co do wielkości użytkownikiem platformy H-1, zaraz po Korpusie Piechoty Morskiej USA (USMC). Co ważne, H-1 są jedynymi śmigłowcami operującymi w połączeniu z myśliwcami F-35 Joint Strike Fighter, które także za pewien czas znajdą się na wyposażeniu polskiej armii.
Jak stwierdza wiceprezes koncernu Bell – Vince Tobin: „Bell może zapewnić Polsce rozwiązania na potrzeby wszystkich śmigłowcowych programów modernizacji polskiej armii”. Tobin podkreśla, że: „Służymy wielu państwom sojuszniczym w budowaniu zdolności uderzeniowych oraz wsparcia, a także mobilności wojsk i transporcie VIP. Dzięki całej gamie specjalnie zaprojektowanych maszyn wojskowych i cywilnych, możemy stworzyć i dopasować ofertę w sposób optymalny do wymagań, także Polski”.
Zespół śmigłowców H-1 jest niezawodny technologicznie, łatwy do rozmieszczenia, przystępny cenowo, a przede wszystkim skuteczny na współczesnym polu. To, co w szczególności wyróżnia model szturmowy AH-1Z, obok kompatybilności z F-35, to zdolność przenoszenia i stosowania najbardziej zaawansowanych rodzajów uzbrojenia powietrze-powietrze i powietrze-ziemia. Dla przykładu, AH-1Z Viper to jedyny śmigłowiec uderzeniowy z systemem kierowanych rakiet air-to-air AIM-9 Sidewinder. Zasadniczą zaletą tandemu AH-1Z Viper i UH-1Y Venom jest też unikatowa względem konkurencji 85-procentowa wspólność części i komponentów. To minimalizuje ich obciążenie logistyczne oraz wydłuża cykl życia, a w rezultacie znacznie usprawnia także funkcjonowanie na większych dystansach oraz w warunkach ekspedycyjnych. Wszystkie te cechy czynią z duetu H-1 – Viper i Venom – solidne narzędzie do uzyskiwania dominacji na lądzie i morzu, także w Polsce. Połączona flota sprawdzi się i w ochronie Przesmyku Suwalskiego i obszarów krytycznych na Bałtyku.
Przedstawiciele Bell Textron zapewniają, że inwestycja Polski w konstrukcję H-1, wydatnie zwiększy bezpieczeństwo Polski, podniesie zdolności przemysłowe, a także otworzy ścieżkę do współpracy w ramach Future Vertical Lift.
W tym kontekście, wiceprezes Tobin zaznacza, że: „Dostrzegamy solidny potencjał i kompetencje polskiej branży lotniczej i jesteśmy gotowi do daleko idącego dialogu o współpracy przemysłowej. Wejście Bella w kluczowe programy modernizacji śmigłowców otworzy nowe możliwości dla branży lotniczej, a jednocześnie wzmocni bezpieczeństwo łańcucha dostaw”. Jak konkluduje Tobin: „W opinii Bella, Polska znajduje się w wyjątkowej sytuacji, aby stać się liderem branży wiropłatów w Europie”.
Apetyt na ryzyko ponownie jest ograniczany przez obawy o drugą falę zachorowań wraz z pesymistycznymi doniesieniami z USA i Chin, ale inwestorzy polują na zajawki pozytywnych informacji, by obronić wzrosty. Sugestie, że USA i Chiny dalej rozmawiają o utrzymaniu relacji handlowych daje przeciwwagę wirusowym strachom. Wejście Europy do gry przerzuca uwagę na banki centralne.
Cały tydzień przebiega na wahaniach nastrojów, kiedy inwestorzy przeskakują między pozytywnymi i negatywnymi informacjami. Mix czynników wprowadza niezdecydowanie i wyhamowanie trendów, choć wyczuwalna jest chęć do wyciągnięcia dobrych informacji na powierzchnię. Nie jest łatwo, gdyż dziesięć stanów USA zanotowało najwyższą 7-dniową średnią przyrostu nowych przypadków zachorowań na koronawirusa, a Chiny rozszerzają środki w walce z wirusem rozprzestrzeniającym się w Pekinie, w tym odwołują loty pasażerskie i zamykają osiedla. Szczęśliwie nastroje stabilizują raporty, że spotkanie czołowych oficjeli USA i Chin w sprawie umowy handlowej przyniosło „konstruktywny dialog”. Taka forma opisu relacji nie jest niczym nowym, ale fakt, że inwestorzy skupili dziś rano na tym uwagę, pokazuje, jak duża jest determinacja, by nie popadać w pesymizm. To wystarcza, by rynki nie rozkręciły spirali wyprzedaży, ale może być za mało na uruchomienie silniejszego odbicia. Wydaje się, że do końca tygodnia nic ciekawego na rynkach się nie wydarzy i aktywa ryzykowne ugrzęzną w konsolidacji.
Czwartek powinien zostać poświęcony na analizie stanowisk banków centralnych. Startujemy ze Szwajcarskim Bankiem Narodowym, który utrzyma stopę procentową bez zmian, a w komunikacie powtórzy determinację do walki ze zbyt silnym frankiem. To negatywne dla CHF nastawienie, z którego rynek zwykle nic sobie nie robi. Jak tylko wróci awersja do ryzyka, szczególnie taka z ogniskiem w Europie, EUR/CHF ponownie spotka się z nasileniem sprzedaży. Jednak ostatnia wyraźna poprawa nastrojów przełożyła się na odbicie EUR/CHF z dala od 1,05, więc przynajmniej na razie praca SNB stał się prostsza bez potrzeby interwencji walutowych.
Stopy bez zmian powinien też utrzymać Norges Bank, ale ryzyko leży w prognozach ścieżki stopy procentowej. Utrzymanie stopy depozytowej na 0 proc. nie jest stanem zadowalającym bank centralny, więc w prognozach mogą zasygnalizować oczekiwania startu normalizacji polityki gdzie na koniec horyzontu prognozy. Jeśli szybsze odbicie ożywienia tyczyć ma się także Norwegii, Norges Bank może uwzględnić to w swoich oczekiwaniach. Byłoby to pozytywne zaskoczenie dla NOK.
Bank Anglii także pozostawi stopę procentową bez zmian, ale najprawdopodobniej rozszerzy program skupu aktywów o dodatkowe 200 mld GBP. Z obecnym tempem dokonywania zakupów limit wyznaczony w marcu wyczerpie się w przyszłym miesiącu, zatem decyzja konieczna jest teraz. Jakkolwiek dla GBP nie jest to impuls do zmienności, interesujący dla inwestorów będzie ewentualny rozwój dyskusji o zasadności ujemnych stóp procentowych. Przedstawiciele Monetary Policy Council nie raz wyrażali otwartość dla koncepcji ujemnych stóp procentowych w przyszłości. Bazowo nie oczekujemy wyraźnych wskazówek, że bank szykuje się do kolejnych cięć, toteż w tym widzimy największe gołębie ryzyko dla funta.
Według aktualnych danych przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się w maju o ok. 85 tys. etatów. Łączny spadek od początku kryzysu to już 272 tysiące, jest już prawie dwukrotnie większy niż podczas globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku.
Wówczas zatrudnienie spadło o ok. 140 tysięcy pracowników i było rozłożone w czasie. Teraz spadki są bardzo gwałtowne. Wystarczyły trzy miesiące, aby ubyło ponad ćwierć miliona etatów tylko w sektorze przedsiębiorstw bez małych firm.
Spadek w maju jest jednak mniejszy od zanotowanego w kwietniu. Łącznie od początku kryzysu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się już o ponad 272 tys., tj. 4,2 proc.. Sektor przedsiębiorstw nie obejmuje mikro firm, niektórych sektorów oraz pracujących na umowach cywilnoprawnych, obejmując ok. 6,2 milionów zatrudnionych z 16 milionów wszystkich pracujących. Nie znamy więc pełnego obrazu rynku pracy. Zwolnienia w nieobjętych szybkim monitoringiem firmach mogą być większe i dołożyć co najmniej drugie tyle zwolnionych. Czyli łącznie może to być ponad pół miliona, nawet do 600 tysięcy. Jeżeli chodzi o poziom zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw cofnęliśmy się więc do 2017 r.
Źródło: dr Sławomir Dudek na podstawie danych GUS
Potwierdziły się tym samym oczekiwania firm wyrażone w majowej ankiecie Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej. Jak informowaliśmy w tamtym badaniu ok. 37 proc. spodziewało się w maju zmniejszenia zatrudnienia. Trzeba jednak podkreślić bardzo niepokojący fakt: badanie GUS nie obejmuje mikro przedsiębiorstw, a zgodnie z ankietą CMSG to właśnie te firmy deklarowały w maju największe zmniejszenie zatrudnienia.
Firmy ograniczają też wynagrodzenia, średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw jest już tylko o 1,2 proc. większe niż przed rokiem, a na początku roku było to prawie 8 proc. To oznacza, że płaca minimalna 2600 zł w tym roku przekroczy relację 50 proc. do średniej pensji, a w relacji do mediany to już jest grubo ponad 55 proc. To może stanowić silną presję do zwolnień, szczególnie w mikro firmach. Ubytek zatrudnienia w maju był mniejszy niż w kwietniu, ale perspektywa kolejnych wzrostów minimalnego wynagrodzenia może wywrzeć presję na głębsze zwolnienia. To rodzi niepewność dla firm czy warto utrzymywać zatrudnienie, jeżeli rząd nagle zaskoczy nas „przedwyborczym” wzrostem tego parametru. Dlatego konieczna jest szybka deklaracja władz o zrozumieniu sytuacji firm.
Źródło: ankieta CMSG, maj 2020
Średni (nieważony) spadek zatrudnienia wg wielkości zatrudnienia
Źródło: ankieta CMSG, maj 2020.
dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP
Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wraz z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości przygotowały nowe rozwiązanie, które ma pomóc przedsiębiorcom. Firmy, których sytuacja finansowa uległa pogorszeniu przez pandemię koronawirusa, mogą składać wnioski o bezzwrotne wsparcie w ramach naboru „Dotacje na kapitał obrotowy”. Jakie są warunki przystąpienia i na jakie wsparcie można liczyć? O tym mówili eksperci podczas webinaru odbywającego się w ramach cyklu PARP oraz Ministerstwa Rozwoju „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.
Spotkanie 9 czerwca rozpoczęło wystąpienie on-line wicepremier Jadwigi Emilewicz, która przedstawiła działania, jakie zostały wprowadzone od początku kwietnia br. – W pierwszych tygodniach pandemii nie tylko przygotowywaliśmy rozwiązania ustawowe, ale także wyodrębniliśmy niewykorzystane dotąd środki, które można przeznaczyć na wsparcie dla przedsiębiorców. To przyniosło efekt – w regionach jest 60-70 tys. firm na dany obszar, które już uzyskały wsparcie albo właśnie podpisują umowy. Środki pochodzą z różnych programów – Programu Wiedza Edukacja Rozwój czy Inteligentny Rozwój – powiedziała Jadwiga Emilewicz, wicepremier, minister rozwoju.
– Maksymalnie upraszczamy procedury ubiegania się o wsparcie, po to aby firmy po te środki sięgały. Mam nadzieję, że to będzie też zmiana w procesach aplikacyjnych, która zostanie z nami po pandemii – dodała.
Funduszowy Pakiet Antywirusowy
Funduszowy Pakiet Antywirusowy uzupełnia to, co proponuje Tarcza Antykryzysowa rządu. Jest zestawem działań, które mają poprawić kondycję polskiej gospodarki zmagającej się ze skutkami pandemii. Obejmuje nie tylko zmiany w prawie, zarówno polskim jak i unijnym, ale także fundusze. Zmiany w prawie to m.in. wydłużanie terminów naboru i rozliczeń projektów czy większa elastyczność przy realizacji przedsięwzięć współfinansowanych ze środków unijnych.
– Do tej pory na walkę z pandemią i jej negatywnymi skutkami przeznaczyliśmy z funduszy unijnych ponad 14 mld zł. A to jeszcze nie koniec. Cały czas pracujemy nad kolejnymi programami, przedsięwzięciami i naborami. To co już udało się wygospodarować, to m. in pomoc w utrzymaniu miejsc pracy w firmach. Na ten cel przeznaczyliśmy wspólnie z marszałkami województw ok. 2,5 mld zł. To również pożyczki płynnościowe na bieżącą działalność firm – w pierwszym rzucie 550 mln zł, za chwilę kolejne 500 mln zł. To także granty na badania nad diagnostyką, leczeniem i profilaktyką chorób wirusowych – na ten cel przeznaczyliśmy 200 mln zł. To również granty dla firm, które chcą inwestować w infrastrukturę badawczo rozwojową – powiedziała Małgorzata Jarosińska-Jedynak, Minister Funduszy i Polityki Regionalnej.
W ramach Funduszowego Pakietu Antywirusowego można również ubiegać się o „Dotację na kapitał obrotowy”. To instrument, który będzie wdrażany zarówno na poziomie krajowym (z Programu Polski Wschodniej i z Programu Inteligentny Rozwój), jak i regionalnym (poprzez regionalne Programy Operacyjne zarządzane przez marszałków województw). W tym ostatnim przypadku przygotowano wsparcie także dla mikroprzedsiębiorstw. 500 mln zł z Programu Polski Wschodniej trafi do średnich firm z 5 województw Polski Wschodniej, a kolejne 2 mln trafi do średnich firm z pozostałych 11 województw.
Małgorzata Oleszczuk, Prezes PARP odniosła się bezpośrednio do przedsiębiorców zainteresowanych taką formą pomocy. – Zapraszamy średnich przedsiębiorców do konkursu, który wdrażamy „Dotacje na kapitał obrotowy”. Mamy nadzieję, że będzie to wsparcie, które pomoże firmom w trudnych chwilach. Będziemy mogli sfinansować te wydatki, które ponoszą firmy na swoją codzienną działalność.
Cel instrumentu
„Dotacje na kapitał obrotowy” są przeznaczone dla przedsiębiorców, którzy znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej i potrzebują wsparcia w utrzymaniu płynności finansowej. Środki można przeznaczyć na bieżące wydatki, regulację zobowiązań oraz wszystkie inne koszty, które służą utrzymaniu przedsiębiorstwa.
Warunki
Firma zostanie objęta wsparciem, o ile odnotowała min. 30% spadek obrotów w związku z wystąpieniem pandemii COVID-19 – w odniesieniu do miesiąca poprzedzającego złożenie wniosku albo do analogicznego miesiąca w porównaniu do ubiegłego roku. Przedsiębiorca sam decyduje, jak chce pokazać spadek obrotów. Sytuacja ta musi odnosić się do dowolnego miesiąca po 1 lutego 2020 roku.
Kolejnym warunkiem jest prowadzenie działalności przed 31 grudnia 2019 roku. Przedsiębiorca otrzyma dotację, o ile nie znajdował się wtedy w trudnej sytuacji ekonomicznej. Oznacza to, że jego wszystkie składki były uregulowane, nie zalegał z podatkami i uregulował swoje zobowiązania np. w stosunku do kontrahentów.
Wsparciem mogą zostać objęte firmy zatrudniające co najmniej 50 i mniej niż 250 pracowników. Roczny obrót przedsiębiorstwa nie może przekraczać 50 mln euro lub roczna suma bilansowa nie może przekraczać 43 mln euro.
Określając zatrudnienie w firmie, uwzględniamy samego właściciela oraz liczbę osób zatrudnionych bezpośrednio przez przedsiębiorcę i związanych z nim stosunkiem pracy w przeliczeniu na pełne etaty zgodnie z ustawowym czasem pracy. Inaczej niż przy określeniu statusu średniego przedsiębiorstwa, nie można uwzględnić osób zatrudnionych w podmiotach powiązanych z przedsiębiorcą.
Parametry finansowania
Wartość wsparcia będzie uzależniona od skali zatrudnienia w danym przedsiębiorstwie oraz długości okresu, na jaki firma ubiega się o pomoc. Przedsiębiorca będzie mógł złożyć wniosek o środki na utrzymanie firmy przez miesiąc, dwa lub trzy. Przykładowo średnia firma, zatrudniająca do 249 pracowników, która wnioskuje o wsparcie na 3 miesiące, może ubiegać się maksymalnie o prawie 430 tys. zł.
Nie będzie wymagany wkład własny. Organizator nie przewiduje innego wariantu dofinansowania niż 100%. Przedsiębiorca nie ponosi żadnych kosztów związanych z realizacją projektu.
– Dotacje na kapitał obrotowy można łączyć z innymi formami wsparcia, pochodzącymi z Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach Tarczy Antykryzysowej, o ile łączna wartość tej pomocy nie przekroczy 800 tys. euro. Można również połączyć je z pożyczkami płynnościowymi, które uruchomiliśmy w ramach Programu Inteligentny Rozwój we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego – powiedziała Małgorzata Szczepańska, Dyrektor Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej
Nabór
Nabór wniosków trwa od 15 czerwca do 31 lipca br. lub do momentu, w którym środki zostaną wyczerpane. Za przeprowadzenie konkursu, ocenę wniosków i wypłatę środków odpowiedzialna jest Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Szczegółowe dokumenty znajdują się na stronie internetowej www.parp.gov.pl/kapitalobrotowy.
WIG20 – razem z resztą europejskiego rynku akcji – silnie odbił na fali lepszych nastrojów rynkowych po zapowiedzi rozszerzenia skupu aktywów przez Fed i planach inwestycji infrastrukturalnych Białego Domu za 1 bln USD. Na chwilę, bo brakuje rynkowego konsensusu. Co więc dalej z dolarem i polskim złotym?
Na rynku walutowym zaznaczyło się ponowne cofnięcie od ryzykownych walut w kierunku USD, przy obawach o drugą falę zachorowań. – Apetyt na ryzyko ponownie jest ograniczany przez obawy o drugą falę zachorowań wraz z pesymistycznymi doniesieniami z USA i Chin, ale inwestorzy polują na zajawki pozytywnych informacji, by obronić wzrosty. Sugestie, że USA i Chiny dalej rozmawiają o utrzymaniu relacji handlowych daje przeciwwagę wirusowym strachom. Wejście Europy do gry przerzuca uwagę na banki centralne – uważa Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.
Rynki w większości przechodzą w stan wstrzymania w oczekiwaniu na nowe impulsy. – Wniosek, jaki z tego płynie, to otwartość rynków na dwustronną zmienność – ocenia Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.
Huśtawka nie omija złotego
W przypadku polskiej waluty, należy pamiętać o tym, że dodatkowej „pomocy” udzieliła Rada Polityki Pieniężnej. W komunikacie po posiedzeniu napisano, że ożywienie gospodarcze może być ograniczane przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz luzowania polityki pieniężnej.
– Odniesienie do waluty rzadko występuje w komunikacji Rady i szczególnie zaskakuje, biorąc pod uwagę, że złoty wcale nie wyróżnia się siłą względem innych walut regionu (CZK, HUF). Komentarz sugeruje, że Rada wolałaby słabszego złotego, który mógłby pomóc załagodzić skutki załamania popytu zewnętrznego i wesprzeć eksport. To także sygnał, że dalsze umocnienie złotego może spotkać się z bardziej stanowczą reakcją NBP, nawet w formie bezpośrednich interwencji. Dla traderów na rynku złotego to znak, aby wahania na złotym (np. dla EUR/PLN w przedziale 4,41-4,48) rozgrywać od strony sprzedaży polskiej waluty. Nawet jeśli nastroje na rynkach zewnętrznych będą pozytywne, obawy przed interwencją NBP będą hamować aprecjację złotego – ocenia Białas.
Wahania WIG20
Na wtorkowej sesji widać było euforyczne nastroje. Każda z grona 20 największych spółek była na plusie. Najmocniej, bo ponad 7% do góry wybiła spółka CCC, ponad 5% rosły także kursy Lotos, Pekao i PKN Orlen. Główne polskie indeksy: WIG20, mWIG40 i sWIG80 zaliczyły wzrosty. W środę nie było już tak kolorowo. Chętnych na zakupy zdemobilizowało rynkowe otoczenie i oczekiwanie na sygnały z innych rynków. Wśród największych spółek zyskał m.in. CD Projekt (2,1%), a straciło CCC (-5,0%) oraz JSW (-5,9%). Uwagę zwracały wzrosty Mercatora (7,5%), Ten Square Games (5,6%), 11Bit (5,3%) oraz Biomedu (5,3%). Na europejskich parkietach utrzymywały się nieco lepsze nastroje.
Wpływ na wyceny aktywów z rynków wschodzących, w tym polskich, powinien być jednak per saldo pozytywny. Osłabienie dolara wiązałoby się z przepływami kapitału do innych. Tyle że w zależności od aktualnych nastrojów rynkowych powinny na tym korzystać aktywa z rynków wschodzących lub alternatywne dla dolara bezpieczne przystanie, takie jak jen i frank. Jednak zdaniem ekonomisty Konrada Białasa prognozy znacznego osłabienia dolara pojawiają się od kilku lat i nie sprawdziły się do tej pory.
– Nieznacznego, 3—5-procentowego osłabienia waluty nigdy nie można wykluczyć, jednak do prognoz większego ruchu podchodziłbym ze sporą rezerwą. Fiskalnej stymulacji amerykańskiej gospodarki towarzyszą podobne działania innych rządów — podkreśla Białas.
Ponadto jego zdaniem nasilanie się obaw przed zbyt wysokim zadłużeniem USA byłoby możliwe tylko w scenariuszu niestabilnej sytuacji gospodarczej na świecie. To napędzałoby równocześnie popyt na obligacje USA, czyli także na dolara. W ten sposób czynniki, które mogłyby doprowadzić do osłabienia dolara, zaczęłyby się w pewnym horyzoncie wzajemnie znosić.
– Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, by w roli bezpiecznego schronienia dolara mogły trwale zastąpić jen albo frank. Potencjalnie głównym beneficjentem osłabienia dolara mogłoby być euro, jednak ze względu na problemy strukturalne strefy euro potencjał umocnienia wspólnej waluty oceniłbym co najwyżej jako niewielki — mówi Konrad Białas.
Co dalej z PLN?
Marzec 2020 roku przechodzi do historii jako miesiąc ogromnej presji i najsilniejszych odpływów kapitału z rynków wschodzących. Tylko te kilka tygodni inwestorzy zagraniczni z rynków akcji i obligacji emerging markets wycofali ponad 73 miliardy dolarów.
– To był epizod silniejszej presji nawet niż cały globalny kryzys finansowy. W takich warunkach zawsze najbardziej zagrożone są waluty gospodarek wschodzących, a do tego katalogu wciąż zaliczany jest złoty – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers i zaznacza, że złoty, który tracił około 10 procent, wcale nie był walutą najsłabszą.
– Potężnie przecenione zostały waluty gospodarek, które w momencie wybuchu pandemii zachwiane były przez głębokie nierównowagi wewnętrzne, zewnętrzne, czy też w finansach publicznych. W rezultacie real brazylijski, rubel, czy peso meksykańskie to waluty, które straciły 20% i więcej. W drugiej połowie maja i na początku czerwca dochodzi jednak do odwrócenia sytuacji i wszystkie, a przynajmniej większość walut z koszyka emerging markets, zalicza bardzo dynamiczne odbicie – wyjaśnia Sawicki.
Podobnie jest oczywiście w przypadku złotego i innych walut naszego regionu, czyli forinta węgierskiego i korony czeskiej.
– Można postawić tezę, że te waluty, które w pierwszej fazie pandemii najmocniej traciły na wartości, teraz najmocniej odrabiają straty, i tak będzie w większości przypadków – ocenia Sawicki i dodaje, że można zaliczyć do nich meksykańskie peso, czy też rubla.
W opinii analityków TMS Brokers zakładane odbicie gospodarcze w Polsce i na świecie wyklucza deflacyjny scenariusz. – Wydaje się mało realne, aby RPP miała szybko zmienić kierunek w polityce monetarnej. Oczekujemy, że główna stopa procentowa pozostanie na 0,1 proc. przynajmniej do końca obecnej kadencji RPP, tj. do czerwca 2022 r. Program skupu obligacji może zostać wygaszony wcześniej, pod warunkiem że nie pojawi się podwyższona premia za ryzyko z tytułu zwiększonych potrzeb pożyczkowych rządu. To będzie kulą u nogi złotego w relacji do innych walut rynków wschodzących- oceniają.
– W średnim terminie złoty powinien być mocniejszy, jednak dyskonto przyszłej poprawy globalnego apetytu na ryzyko będzie docierać do złotego z opóźnieniem z powodu premii za niskie stopy procentowe NBP – kwitują.
Pomimo panującej na świecie pandemii koronawirusa, co trzeci Polak planuje wyjechać na urlop w 2020 roku – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii”, zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research. COVID-19 zmusił Polaków do zmiany swoich planów wypoczynkowych, a także wywołał pewne obawy związane z wyjazdami.
W celu ratowania krajowej turystyki rząd zachęca Polaków do wypoczywania w Polsce. Ministerstwo Rozwoju stworzyło program 1000+ na wakacje, skierowany do pracowników zatrudnionych na umowach o pracę, którzy nie zarabiają więcej niż wynosi przeciętne miesięczne wynagrodzenie. Pojawiła się również możliwość wyjazdów zagranicznych bez konieczności odbywania 2 tygodniowej kwarantanny po powrocie. Od 13 czerwca Polacy mogą swobodnie podróżować i przekraczać granice wewnętrzne Unii Europejskiej.
Ponad 1/3 Polaków planuje wyjechać na urlop w 2020 roku (34% wskazań). Zbliżone odsetki odnotowujemy dla osób, które nie mają w planach wyjazdów wypoczynkowych lub wahają się co zdecydować w obecnej sytuacji (po 33% wskazań dla odpowiedzi ‘nie’ i odpowiedzi ‘nie wiem / trudno powiedzieć’). Większość Polaków deklaruje, że epidemia koronawirusa wpłynęła na ich plany wyjazdowe (65%). Wśród tych osób połowa musiała odwołać swoje wyjazdy (49% wskazań), a część została zmuszona do przełożenia terminu wyjazdu (32%) lub rezygnacji z zagranicznego wyjazdu na rzecz podróży w obrębie kraju (31%).
Zbliżające się wakacje wraz z równoległym znoszeniem obostrzeń, nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Unii Europejskiej, sprawiły, że możliwość wyjazdu na urlop w 2020 roku stała się realna dla Polaków – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Kraje żyjące z turystyki, takie jak Włochy i Hiszpania, zachęcają turystów do przyjazdu na wakacje, pomimo tego, że były największymi ogniskami zachorowań w Unii Europejskiej. Pozostaje pytanie, czy Polacy zdecydują się na wsparcie polskiego sektora turystycznego, czy wybiorą wyjazdy zagraniczne?
Największymi obawami Polaków związanymi z wyjazdem w 2020 roku jest wzrost cen (54% wskazań) i obawa przed zarażeniem się koronawirusem (50%). Ponad 1/3 badanych obawia się ograniczenia w dostępnie do atrakcji i rozrywek (34%). Niewiele niższe są odsetki osób, które jako swoje największe obawy wskazały swoje trudności finansowe (31%), utrudnienia transportowe lub komunikacyjne (30%) lub obowiązek 14 dniowej kwarantanny po powrocie z wyjazdu (30%). Najniższy odsetek odnotowujemy dla nieatrakcyjnej oferty noclegowej (10%). Tylko 8% badanych deklaruje, że nie ma żadnych obaw związanych z wyjazdem w 2020 roku.
Pandemia koronawirusa mocno odbiła się na sektorze turystycznym. Zamknięcie hoteli i atrakcji turystycznych w poprzednich miesiącach doprowadziło do braku wpływów finansowych na początku sezonu – zauważa Zimolzak. Dlatego bardzo prawdopodobna jest największa obawa Polaków związana z wyjazdami – wzrost cen. Być może pomoc rządu w postaci bonu na wakacje w Polsce okaże się wsparciem, które umożliwi przeciętnemu Kowalskiemu realizację swoich planów urlopowych. Kolejne miesiące pozwolą ocenić konsekwencje wakacyjnej mobilności Polaków oraz jej wpływ na wzrost zachorowań na COVID-19, a także czy przyczyni się ona do przewidywanego przez wiele osób powrotu pandemii koronawirusa na jesieni.
Metodologia badania
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 27-31.05.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1010 ankiet z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z piątego pomiaru.
3,5 miliarda dolarów – tyle są warte zapasy diamentów u pięciu czołowych producentów tego surowca na świecie. To efekt ograniczenia sprzedaży w związku z pandemią koronawirusa. Mimo to, polski rynek diamentów stale rośnie. Grupa Goldenmark, wiodący dystrybutor metali szlachetnych i diamentów w Polsce, odnotował 90-procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z okresem sprzed lockdownu.
Zdaniem ekspertów cytowanych przez agencję Bloomberga, pięciu największych światowych producentów diamentów posiada obecnie zapasy o łącznej wartości około 3,5 miliarda dolarów. Do końca roku wartość ta może osiągnąć pułap nawet 4,5 miliarda dolarów, czyli blisko jednej trzeciej rocznej produkcji surowca. Przyczyną są obostrzenia związane z pandemią COVID-19, która w krótkim czasie sparaliżowała transport lotniczy, przekładając się na zmniejszoną dostępność produktu na międzynarodowych rynkach.
– Bijącym sercem branży diamentów na świecie są Indie. Przez położony w zachodniej części kraju Surat przechodzi ok. 90 procent światowej podaży tego surowca – zauważa Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark. – Zamknięcie granic, przerwanie łańcucha dostaw i zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Indiami spowodowały ogromne problemy logistyczne na całym świecie.
COVID-19 wymusił elastyczność
Sytuacja globalna wymusiła na polskich dystrybutorach dodatkową elastyczność działania. Mimo istotnych problemów logistycznych, Grupa Goldenmark, jeden z największych dystrybutorów złota, srebra i diamentów w Polsce, stale sprowadzała te surowce do naszego kraju.
– To w dużej mierze efekt naszych międzynarodowych kontaktów z producentami. Dzięki temu nie jesteśmy zależni od aktualnej sytuacji pojedynczego podmiotu i możemy na bieżąco reagować na rozwój wydarzeń na rynkach światowych, sprowadzając metale szlachetne i diamenty z różnych źródeł – wyjaśnia Michał Tekliński.
Polski rynek diamentów rośnie
Mimo globalnych zawirowań, diamenty niezmiennie pozostają atrakcyjną formą lokowania oszczędności. Przekłada się to na zainteresowanie klientów. Jak podkreślają eksperci Goldenmark, polski rynek diamentów rośnie, a spółka obserwuje coraz większe zainteresowanie diamentami lokacyjnymi wśród swoich klientów.
– Polski rynek diamentów można nazwać „wschodzącym” w porównaniu do innych krajów w Europie, ale popyt na ten surowiec stale rośnie – zauważa Marta Dębska, dyrektor zarządzająca w Grupie Goldenmark. – Tylko w marcu, czyli pierwszym miesiącu lockdownu, w porównaniu do lutego odnotowaliśmy wzrost sprzedaży diamentów lokacyjnych o 90 procent.
Bezpieczna przystań do lokowania oszczędności
Jak pokazują dane historyczne, kryzysy w bardzo niewielkim stopniu wpływają na ceny diamentów, co czyni je pewnym i stabilnym aktywem lokacyjnym. Po pierwsze, doskonale utrzymują swoją wartość w dłuższej perspektywie. Ponadto, są odporne na inflację i kryzysy ekonomiczne.
– Warto przypomnieć, że poprzednie kryzysy wywołały tylko niewielkie korekty w trendzie wzrostowym, w jakim znajdują się ceny rynkowe diamentów. W praktyce oznacza to np. że w okresie ostatniego kryzysu w 2008 r. uśredniona cena dla diamentu jednokaratowego utrzymała się na tym samym poziomie, po czym w kolejnych latach wróciła na ścieżkę wzrostów – przypomina Michał Tekliński. – Choć okresowo ceny surowca mogą ulegać pewnym wahaniom, w długiej perspektywie na tym rynku praktycznie nie występują silne załamania.
Diamenty, w odróżnieniu od wielu instrumentów inwestycyjnych głównego nurtu (np. akcji i obligacji), nie mają formy cyfrowej, co oznacza, że są niezależne od systemów informatycznych, dostępu do internetu czy nawet energii elektrycznej.
– Diamenty są instrumentem inwestycyjnym zupełnie innym od tych tradycyjnych. I jako taki, z pewnością mają wiele do zaoferowania osobom dywersyfikującym portfel inwestycyjny – uzupełnia Marta Dębska.
Według danych raportu Randstad[1] w marcu 26% badanych pracowników obawiało się utraty pracy, a do szansy na szybkie znalezienie nowej podchodzili bardziej pesymistycznie. 16% z nich zastanawiało się natomiast, czy firma nie zostanie zlikwidowana.
Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez portal z ofertami pracy obawa
o negatywne skutki pandemii koronawirusa była powszechna wśród pracowników: 70,8% kobiet i 56,6% boi się utraty pracy, ponad polowa pracowników deklaruje zgodzić się na obniżkę pensji.
Z danych raportu CBOS[2] wynika, że utrata pracy w 45% dotyczyła osób deklarujących najniższe dochody na osobę (do 999 zł / os.) oraz w 52% te, które negatywnie oceniały swoją sytuację materialną już przed pandemią. W szczególnie trudnej sytuacji znalazły się rodziny dotknięte bezrobociem, w których w wyniku epidemii inny jeden członek rodziny stracił pracę, co wskazało 13% badanych. 73% badanych stwierdziło, ze nie dotyczyły ich negatywne konsekwencje stanu epidemicznego, w tym te związane z utratą pracy lub utrudnionymi możliwościami zarobkowania.
Prawie co czwarty pracownik (24%) po ogłoszeniu stanu pandemii zaczął pracować w zmniejszonym wymiarze czasu pracy, a co piąty zmienił jej tryb na home office. Natomiast co jedenasta (9% badanych) osoba musiała przestać pracować lub wykonywać swoje obowiązki zawodowe z domu ze względu na konieczność opieki nad dziećmi.
Według prof. Joanny Tyrowicz, ekonomistki z ośrodka badawczego GRAPE i Wydziału Zarządzania UW strach przed poszukiwaniem pracy może stabilizować polski rynek pracy w dobie kryzysu, zwiększając skłonność pracowników do akceptacji obniżek płac i nowych warunków pracy.
Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej: Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności w nieoczekiwanej sytuacji zachowują spokój, dzięki czemu lepiej potrafią funkcjonować w trudnych warunkach. Zatem, co wpływa na jej poziom? Między innymi takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków (takich, jak cyfryzacja czy umiejętność pracy zdalnej), umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna i poczucie własnej wartości, a przede wszystkim gotowość na zmianę i nowe doświadczenia (również zawodowe).
Jakie zmiany na rynku pracy nas czekają? Czy warto postawić na zmianę i budowanie marki własnej?
Po powrocie do biur w wielu firmach będzie konieczna inwentaryzacja zasobów. Pracownik lub współpracownik, z którym firma się aktualnie rozstaje może za chwilę stać się jej klientem, kontaktem biznesowym pozwalającym dotrzeć do pożądanych osób w branży, ambasadorem lub chodzącą antyreklamą. Wszystko zależy od sposobu zakończenia współpracy.
Według raportu Personal Branding w Polsce 2019[3] w dużej mierze to wiedza wpływa na wiarygodność budującego markę osobistą. Aż 66,8% badanych najbardziej docenia dzielenie się nią za darmo w Internecie.
Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej: Kreowanie silnej marki osobistej przynosi wiele korzyści, takich jak: rozpoznawalność w branży, wizerunek eksperta, bardziej stabilną pozycję na rynku pracy, jak również liczne kontakty biznesowe z przyszłymi pracodawcami, współpracownikami i klientami.
Na budowanie marki własnej coraz częściej stawiają młodzi ludzie, którzy nie chcą wiązać się z jedną firmą. Chcą być ekspertem samym w sobie, a ich celem jest zdobywanie doświadczeń zawodowych w różnych branżach i w różnych firmach.
GIG economy – trend zyskujący na znaczeniu
To gospodarka oparta na „fuchach”, w ramach której pracownicy wykonują konkretne zlecenia, realizują pojedyncze projekty rezygnując z pracy na pełen etat. Wraz ze wzrostem popularności gig economy na ważności zyskuje work-life blending – czyli koniec podziału na życie prywatne i zawodowe – praca zaczyna stanowić integralną część życia prywatnego.
Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej: Trend GIG Economy umocni się na rynku pracy. Staniemy się bardziej niezależni, autonomiczni. Będziemy bardziej wykonawcami, współpracownikami, niż pracownikami. Rozwój marki osobistej zyskuje na znaczeniu.
Już w 2014 roku z badań międzynarodowego ubezpieczyciela przeprowadzonych na grupie m.in. Brytyjczyków – firmy Zurich – wyszło, że zleceniobiorcy, którzy tworzą tzw. gig economy, pracują w kilku zawodach. Jedna trzecia z tak pracujących ma dwie specjalności, a 7% pracuje nawet w trzech zawodach. Z Badania wyszło również, że to mężczyźni chętniej niż kobiety decydują się na pracę w kilku zawodach.
[1] 39. Monitor Rynku Pracy edycja specjalna, Randstad, marzec 2020.
[2] Badanie: Epidemia koronawirusa i ograniczenia dotyczące życia codziennego, Fundacja CBOS i IQS, kwiecień 2020.
[3] Raport Personal Branding w Polsce 2019, Premium Consulting, styczeń 2020.
Formalne postępowanie jest następstwem wstępnego dochodzenia, które dotyczyło warunków działań Apple Pay szkodzących konkurencji oraz ograniczających wyboru i dostęp do innowacji użytkownikom urządzeń mobilnych Apple.
Pierwsza sprawa dotyczy obowiązkowego korzystania z systemu zakupów aplikacji App Store i braku informowania użytkowników iPhonów i iPadów o alternatywnych, również tańszych możliwościach zakupu poza aplikacją. Druga, sposobów integracji Apple Pay z aplikacjami handlowymi i stronami internetowymi na wspomnianych urządzeniach oraz nałożonych ograniczeń w zakresie dostępu do NFC – „tap and go”, czyli funkcji komunikacji bliskiego zasięgu w celu płatności w sklepach.
Margaret Vestager, wiceprzewodnicząca KE, odpowiedzialna za politykę konkurencji, skomentowała, że – Ważne jest, aby Apple nie odmawiał konsumentom korzyści płynących z korzystania z nowych technologii płatności, w tym lepszego wyboru pod względem jakości, innowacji i konkurencyjności cen. Z tego względu postanowiłam przyjrzeć się praktykom Apple dotyczącym Apple Pay i ich wpływowi na konkurencję.
Dostęp do płatności mobilnych jest niezwykle ważny, zwłaszcza ze względu na pandemię i związane z nią obostrzenia.
– Płatności mobilne są nieodzownym elementem każdego biznesu, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy utrzymanie dystansu społecznego jest priorytetem. Ta metoda nie tylko ułatwia zakupy przez internet ale też w sklepach stacjonarnych, a nasz rodzimy BLIK, jako pierwszy na świecie, zapewnił bezpieczne płatności i utrzymanie wymaganego dystansu społecznego, niezależnie od wysokości transakcji – również w płatnościach za przesyłki za pobraniem u kuriera”, dodaje Paweł Działak, CEO Tpay.
W przypadku udowodnienia praktyk będących przedmiotem dochodzenia na światowego giganta będą nałożone kary za nieuczciwe praktyki.
Czy kupujący mieszkania mają dziś trudności z uzyskaniem finansowania w bankach? Jak duże? Czy deweloperzy pomagają klientom w uzyskaniu kredytów? Jaką formę wsparcia jeszcze oferują? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl
Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.
Zaostrzenie polityki kredytowej utrudniło zakup mieszkań szczególnie osobom prowadzących działalność gospodarczą oraz tym, które mają ograniczoną zdolność finansową. Wszystkim naszym klientom oferujemy pomoc w pozyskaniu finansowania, m.in. poprzez współpracę z jedną z wiodących firm doradztwa finansowego na rynku. Dodatkowo, gdyby klient nie otrzyma finansowania, czy zmienią się jego plany życiowe umożliwiamy odstąpienie od umowy bez ponoszenia kosztów.
Zbigniew Juroszek, prezes Atal
Zaostrzenie polityki kredytowej, w tym wprowadzenie większych wymogów dotyczących wkładu własnego, ma bezpośrednie przełożenie na możliwości nabywcze klientów. Może mieć to także wpływ na decyzje o zakupie mniejszych i tańszych lokali w przypadku klientów posiłkujących się kredytami hipotecznymi. Wychodząc naprzeciw potrzebom nabywców w zakresie doradztwa kredytowego współpracujemy z firmą Expander i Private Brokers. Dzięki temu klienci zainteresowani kredytami na wszystkich etapach procedury związanej z ubieganiem się o finansowanie mogą liczyć na pomoc doradców. Co istotne, współpraca z dwiema firmami zapewnia kupującym dostęp do oferty wielu banków, a to gwarantuje wybór najbardziej atrakcyjnej opcji kredytu. W obecnej sytuacji pozwala to także znaleźć bank, który jest skłonny udzielić kredytu. Potwierdzają to sytuację, gdy klienci indywidualnie podejmujący próbę uzyskania finansowania otrzymują negatywną decyzje kredytowe, a po zwróceniu się do współpracujących z nami doradców udaje się pozytywnie zakończyć proces ubiegania się o kredyt. Ponadto, mając na uwadze trudności, z jakimi zmagają się klienci m.in. modyfikujemy transze i terminy płatności.
Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.
Osoby zainteresowane zakupem mieszkania mogą skorzystać z bezpłatnej pomocy niezależnych ekspertów finansowych. Eksperci finansowi oceniają zdolność kredytową kupującego, wybierają banki i sprawdzają warunki kredytu hipotecznego najbardziej odpowiadającego klientowi. Pomoc eksperta obejmuje także przygotowywanie i składanie wniosków kredytowych, a także w negocjacje z bankami. Zawierając umowę kredytową klient może zawrzeć umowę ubezpieczenia na życie oraz od utraty pracy.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Banki odnotowały w kwietniu br. prawie 35 proc. spadek zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w porównaniu z rokiem poprzednim. Mamy sygnały od doradców kredytowych, że banki zacieśniają politykę kredytową, jednak nasi klienci nie doświadczyli jeszcze takich problemów. Doradcy wybierają najlepiej dopasowaną do możliwości klienta ofertę kredytu hipotecznego i realizują wszelkie formalności, dzięki czemu kupujący mają zapewniony pozytywne rozpatrzony wniosek. Mamy nadzieję, że te banki, które dziś ograniczają politykę kredytową, po chwilowym zastoju powrócą do wcześniejszych standardów.
Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska
Zdajemy sobie sprawę z trudniejszej dostępności kredytów. Współpracujemy w tym zakresie z profesjonalnym doradcą, firmą Notus, która oferuje wsparcie naszym klientom w procesie pozyskania finansowania. Warto jednak zauważyć, że w tej chwili na zakup decydują się najczęściej osoby o bardzo stabilnej sytuacji materialnej, dysponujące odpowiednim zapleczem finansowym. To klienci, którzy najczęściej nie mają problemu z uzyskaniem kredytu nawet przy bardziej rygorystycznych warunkach kredytowania.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest
Pomagamy naszym klientom w uzyskiwaniu kredytów poprzez fachowe doradztwo współpracujących z nami ekspertów finansowych. Jeszcze przed zakupem mieszkania dokładnie badana jest sytuacja finansowa klienta i wskazywane banki, w którym klient może uzyskać kredyt hipoteczny. To dziś bardzo ważne, bo poszczególne banki różnie badają zdolność finansową. Zmieniły się także kryteria, jeśli chodzi o wymagany wkład własny. Klienci korzystający z usług naszych ekspertów przy uzyskiwaniu finansowania mogą liczyć na wydłużony harmonogram płatności w przypadku problemów w bankach.
Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development
Być może mamy szczęście obsługiwać wyjątkową grupę klientów, ale nie zdarzył się nam przypadek odwołania rezerwacji z powodu kłopotów na linii klient-bank. Odbieramy natomiast sygnały o wydłużonych procedurach bankowych i w tych sytuacjach staramy się być bardzo elastyczni. Współpracujemy już od dawna z doświadczonymi doradcami finansowymi o ugruntowanej pozycji i z dobrymi relacjami w bankach, którzy zapewniają wsparcie klientom.
Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper
Akcja kredytowa banków rzeczywiście została ograniczona, a klienci zgłaszają nam trudności z uzyskaniem finansowania na zakup mieszkań. Jednocześnie sam proces ubiegania się o kredyt uległ wydłużeniu. Staramy się przeciwdziałać tym tendencjom doradzając naszym klientom w zakresie możliwych działań w uzyskaniu finansowania. Każdorazowo mogą oni liczyć na wsparcie i indywidualne przeanalizowanie sytuacji w celu znalezienia optymalnych rozwiązań.
Aleksandra Goller, dyrektor sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska
Współpracujemy ze sprawdzoną firmą doradczą, która zawsze służy pomocą w ocenie sytuacji i pozyskiwaniu finansowania. Naszym klientom oferujemy również możliwość spotkania wspólnie z handlowcem i doradcą finansowym. Kupujący chętnie korzystają z takiej opcji. Dzięki temu nasi klienci mogą liczyć na profesjonalne wsparcie w badaniu swojej zdolności kredytowej przed kupnem mieszkania i mają pewność, że podejmują świadome, bezpieczne i korzystne finansowo decyzje.
Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic
Banki istotnie zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów, jednak nie mieliśmy sygnałów od klientów żeby mieli problemy z uzyskaniem finansowania.
Agata Zambrzycka, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Aria Development
Zdolność kredytowa jest obecnie niższa w związku ostrzejszą polityką banków. Formalności załatwiane są równie sprawnie, jak przed wybuchem wirusa. Klientom ubiegającym się o kredyt hipoteczny zapewniamy bezpłatną pomoc oraz opiekę naszego eksperta kredytowego. Każdego nabywcę traktujemy indywidualnie i oferujemy wsparcie w przypadku nagłych sytuacji życiowych, jak utrata pracy czy problemy z płynnością finansową.
Ewa Skibińska, marketing manager Grupy BY MADE
Każdego klienta traktujemy indywidualnie. Osoby zainteresowane naszą ofertą mogą być objęte kompleksową opieką profesjonalnych doradców: kredytowego, podatkowego i księgowego. Ich doradztwo okazuje się bardzo korzystne np. w kwestii odliczenia od kwoty zakupu 23 proc. podatku VAT. Po podpisaniu umowy przedwstępnej doradca udziela rad przy możliwości i procedurze uzyskania zwrotu podatku. Inwestorzy mogą liczyć także na pomoc w skompletowaniu dokumentów i zarejestrowaniu się w urzędzie. Poza tym, doradca co miesiąc przypomina o wystawieniu faktury i złożeniu deklaracji. Część inwestorów podpisuje umowy z operatorem, który zajmuje się wynajem lokalu ze stałym zyskiem na poziomie 7 proc. netto rocznie.
W ciągu ostatnich dwóch lat rynek motoryzacyjny przeszedł ogromną przemianę. Odejście od benzyny i oleju napędowego na rzecz zelektryfikowanych pojazdów będzie nadal postępować w błyskawicznym tempie, a zmiana będzie widoczna już w perspektywie najbliższych pięciu lat, wynika z Białej Księgi Elektromobilności opublikowanej przez Grupę Arval, lidera w branży wynajmu pojazdów z pełną obsługą oraz inicjatora zmian w zakresie mobilności.
Aż 95% samochodów zarejestrowanych w Europie w 2018 r. wyposażonych było wyłącznie w silniki spalinowe. W ciągu najbliższych pięciu lat sytuacja ulegnie radykalnej zmianie – do 2025 r. pojazdy zelektryfikowane będą stanowić prawie połowę rynku, a do 2030 r. ich udział wzrośnie do ponad 70%. Jest wiele przesłanek wskazujących na to, że tak jak w ostatnich kilku latach nastąpił odwrót od silników diesla, zacznie się też dynamiczne odejście od pozostałych silników spalinowych. Wybuch epidemii koronawirusa nie zmniejszył zainteresowania pojazdami elektrycznymi. Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), w pierwszym kwartale 2020 r. udział samochodów elektrycznych w sprzedaży wszystkich pojazdów w Europie zwiększył się niemal do 7%, wobec 3% rok wcześniej, a sprzedaż takich aut w pierwszym kwartale podwoiła się rok do roku.
– Mimo pandemii COVID-19 obserwujemy znaczące przyspieszenie działań dotyczących wsparcia elektromobilności w Polsce. Ministerstwo Klimatu ogłosiło właśnie nowy program dopłat do zakupu aut elektrycznych. Obecnie z dotacji lub pożyczek będą mogły skorzystać zarówno osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej, przedsiębiorcy, a także jednostki samorządu terytorialnego – mówi Radosław Kitala, Consultant and Arval Mobility Observatory Manager. – Wciąż rozwija się również infrastruktura służąca do ładowania pojazdów elektrycznych. Nie słabnie zainteresowanie ze strony sektora publicznego, który ma ustawowy obowiązek zwiększenia udziału pojazdów z napędem alternatywnym w swojej flocie. Natomiast Komisja Europejska pracuje nad rozwiązaniami umożliwiającymi zwolnienie takich pojazdów z podatku VAT w przypadku zakupu w krajach członkowskich – dodaje Radosław Kitala.
Według Arval istnieje co najmniej 5 kluczowych czynników, które przyspieszą przejście na pojazdy zelektryfikowane:
Unijne regulacje
Europejskie przepisy zmuszają producentów samochodów do dokonywania znacznych inwestycji w czyste technologie. Od 2021 r. wprowadzone będą wysokie kary, jakie płacić mają koncerny motoryzacyjne, które nie zrealizują celów w zakresie obniżenia średniej emisji dwutlenku węgla w swojej gamie modelowej.
Wyższe ceny samochodów z silnikami spalinowymi
Koszty narzucone przez regulatorów mogą sprawić, że ceny pojazdów spalinowych wzrosną. Z kolei spadek kosztów akumulatorów i coraz większa liczba dostępnych modeli pojazdów z napędem elektrycznym (battery electric vehicle – BEV) powodują, że auta ekologiczne stają się atrakcyjną alternatywą. W efekcie łączna liczba pojazdów z napędem hybrydowym z możliwością doładowania z gniazdka (plug-in hybrid), pojazdów elektrycznych o napędzie akumulatorowym (BEV) i w mniejszym stopniu pojazdów napędzanych ogniwami paliwowymi, może wzrosnąć z obecnych ok. 100 modeli do 214 modeli w 2021 r. i do 325 modeli do 2025 r.
Akumulatorowe pojazdy elektryczne mają teraz rzeczywisty zasięg ponad 300 km, a niektóre ok. 500 km
Wiele nowych pojazdów elektrycznych o napędzie akumulatorowym ma obecnie zasięg powyżej 300 km, a czasami nawet do 500 km, co pozwala wyruszyć w długie trasy. Obawy klientów związane z zasięgiem samochodów elektrycznych zmniejszyły się także dzięki rozwojowi infrastruktury do ładowania. Na popularności zyskują też rozwiązania typu car sharing (wspólne użytkowanie samochodów) i vehicle switching (wymiana samochodów).
Pogarszający się wizerunek silników spalinowych
Problemy wizerunkowe, jakie wiążą się z silnikami diesla i generalnie z silnikami o wewnętrznym spalaniu, będą raczej narastać niż znikać, dlatego popyt na pojazdy zelektryfikowane będzie rósł. W miastach coraz częściej powstają strefy niskoemisyjne, w których obowiązuje całkowity zakaz jazdy pojazdami z silnikami diesla lub nawet dopuszczone są wyłącznie samochody zelektryfikowane. Przewiduje się, że takie strefy powstaną w wybranych obszarach miejskich do 2025 r.
Zachęty fiskalne
Zachęty finansowe, które mają stymulować sprzedaż pojazdów zelektryfikowanych, dostępne są w 24 z 28 państw UE (wliczając jeszcze Wielką Brytanię – dane z 2019 r.). Jednocześnie 12 państw Unii oferuje nabywcom dodatkowe premie w momencie zakupu, a większość krajów proponuje odliczenia lub zwolnienia samochodów elektrycznych z podatku.
– W obliczu postępujących zmian klimatycznych, chcemy być kluczowym inicjatorem transformacji energetycznej. Dlatego nie tylko inwestujemy w społeczną odpowiedzialność biznesu, ale też zachęcamy naszych klientów, by zawsze brali pod uwagę pojazdy elektryczne, gdy jest to zasadne ze względu na przeznaczenie samochodu, całkowity koszt jego utrzymania oraz zadowolenie pracowników – deklaruje Shams-Dine El Mouden, Arval Consulting Director.
– Arval w Polsce jest gotowy by dostarczać klientom zarówno elektryczne samochody jak i ładowarki. Od ręki dostępne mamy np. elektryczne Jaguary i-Pace. Razem z samochodem możemy sfinansować wynajem zestawu EVBox, czyli inteligentnej ładowarki, montowanej w firmie lub w domu – informuje Radosław Kitala, Consultant and Arval Mobility Observatory Manager.
Technologiczna spółka z branży medycznej InventionMed podpisała umowę z Proster Company Limted. Firma specjalizująca się w dermatologii klinicznej zajmie się dystrybucją symulatorów medycznych w technologii VR i AR w na terytorium Korei Południowej. Nowy kontrahent zadeklarował również wsparcie w pracach nad TutorDerm.
Proster Company Limited specjalizuje się w dziedzinie skomplikowanych ran skórnych. Firma posiada możliwości techniczne i osobowe związane z dystrybucją symulatorów InventionMed na terytorium Korei Południowej. W przypadku zamówienia na łączną kwotę ponad 5 mln USD, Proster Company Limited otrzyma wyłączność na dystrybucję produktów polskiej spółki w tym kraju.
– Widzimy bardzo duży potencjał jeśli chodzi o zapotrzebowanie symulatory medyczne na rynku azjatyckim. Umowa z Proster Company Limited otwiera szerokie możliwości w zakresie dystrybucji naszych urządzeń w tym regionie. Liczymy, że dzięki wsparciu naszego nowego kontrahenta już niedługo będziemy mogli rozpocząć pierwsze wdrożenia symulatora TutorDerm a następnie wirtualnej strzykawki w Korei Południowej – komentuje Tomasz Kierul, prezes InventionMed.
Dodatkowo, koreański kontrahent deklaruje merytoryczne wsparcie w rozwoju symulatorów medycznych – szczególnie tych, dedykowanych dermatologii klinicznej i estetycznej. Oprócz prac nad obecnie realizowanymi projektami, firmy nie wykluczają dalszych działań przy kolejnych projektach spółki. Dodatkowo, InventionMed wraz Proster Company Limited opracują wspólny projekt – symulator medyczny dotyczący zjawisk związanych z wirusem SARS CoV2.
Obecnie InventionMed pracuje nad rozwojem symulatora TutorDerm oraz wirtualnej strzykawki. Równolegle, przy wsparciu technologicznej firmy z branży IT SoftBlue, przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. „Wirtualny szpital” będzie wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.
Wydaje się, że Bank Anglii szykuje się do zwiększenia programu QE w celu wsparcia brytyjskiej gospodarki w obliczu negatywnych konsekwencji pandemii COVID-19.
Już dziś zostanie opublikowana decyzja brytyjskiego komitetu decydującego o polityce pieniężnej (ang. Monetary Policy Council – MPC). Sądzimy, że decydenci nie zdecydują się na natychmiastowe obniżenie stóp procentowych. Spodziewamy się jednak, że będą oni skłonni rozszerzyć rozmiar programu skupu obligacji. Stanowiłoby to drugą tego typu decyzję Banku Anglii od początku kryzysu zdrowotnego związanego z pandemią koronawirusa.
Jeszcze w marcu, gdy koronawirus pustoszył Europę, Bank Anglii podjął znaczne działania stymulujące gospodarkę. Stopa referencyjna została wówczas ścięta do rekordowo niskiego poziomu 0,1%. Bank centralny zobowiązał się również do zwiększenia programu skupu aktywów o 200 mld funtów, do docelowej kwoty 645 mld funtów. W jego ramach BoE skupuje głównie obligacje skarbowe (tzw. Gilts). Od czasu ogłoszenia tych działań, brytyjska gospodarka doświadczyła znacznego załamania. W kwietniu PKB Zjednoczonego Królestwa spadło o 20,4% (Wykres 1) – to największy spadek odkąd publikowane są te dane. Kwietniowy odczyt prawdopodobnie obejmuje najgorszy moment kryzysu, jednak naszym zdaniem bank centralny pozostanie przy akomodatywnej polityce pieniężnej, zwłaszcza że ożywienie po kryzysie prawdopodobnie będzie następowało stopniowo.
Wykres 1: Dynamika PKB Wielkiej Brytanii w ujęciu miesięcznym (2013 – 2020)
Źródło: Refinitv Datastream Data: 15/06/2020
Ostatnie dane dotyczące skupu aktywów sugerują, że przy zachowaniu obecnego tempa zakupów program QE wyczerpałby się w lipcu, tj. przed cyklicznym spotkaniem MPC planowanym na sierpień. W związku z powyższym sądzimy, że obecnie niezbędne będzie zwiększenie (czyli właściwie wydłużenie) programu, aby utrzymać niskie rentowności obligacji i zapewnić, że uczestnicy życia gospodarczego posiadają dostęp do taniego finansowania.
W związku z powyższym oczekujemy, że program skupu aktywów zostanie zwiększony o 100 mld funtów, do docelowego poziomu 745 mld funtów. Uważamy jednocześnie, że tempo zakupów Banku Anglii powinno nieco zwolnić w porównaniu z sytuacją między marcem a czerwcem, w związku z czym program nie powinien wyczerpać się do wrześniowego, czy nawet listopadowego spotkania MPC.
Wykres 2: Wartość obligacji skarbowych skupionych przez Bank Anglii w ramach programu skupu aktywów (2011 – 2020)
Źródło: Refinitv Datastream Data: 17/06/2020
Jesteśmy zdania, że rozszerzenie brytyjskiego programu QE o 100 mld funtów jest mniej więcej uwzględnione w obecnej rynkowej wycenie aktywów – zwłaszcza po tym, jak w poprzednim tygodniu, Andrew Bailey, prezes BoE, stwierdził, że bank centralny jest „gotów do podjęcia działań”. Uważamy zatem, że sama decyzja o takiej skali nie powinna przyczynić się do istotnej zmiany kwotowań brytyjskiej waluty.
Jeśli bank zdecydowałby się na ogłoszenie większego rozszerzenia skupu aktywów, najpewniej wsparłoby to szterlinga. Z drugiej strony ogłoszenie zwiększenia pułapu skupu aktywów o mniejszą kwotę albo brak informacji o rozszerzeniu programu, w naszej ocenie, mogłoby doprowadzić do osłabienia funta brytyjskiego. Dla brytyjskiej waluty istotny w kontekście decyzji dotyczącej programu QE może być również rozkład głosów decydentów.
Oprócz ogłoszeń dotyczących zmiany parametrów polityki monetarnej, rynek będzie zwracał uwagę na dodatkowe komunikaty ze strony banku centralnego – szczególnie te dotyczące możliwości wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Sygnały ze strony reprezentantów BoE z ostatnich tygodni sugerują, że nie należy wykluczać takiej możliwości, ale również, że do tej pory w banku centralnym nie wyklarowało się jednoznaczne stanowisko na temat tego, czy taki krok byłby efektywnym dopełnieniem dotychczas prowadzonej polityki pieniężnej. Jeśli ton MPC będzie gołębi, a decydenci zasugerują, że obniżenie stóp poniżej zera może w przyszłości nadejść, funt może zareagować negatywnie.
Decyzja Banku Anglii wraz z towarzyszącym jej komunikatem i „minutkami” zostanie opublikowana dziś o godzinie 13:00.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
Szybsze konsultacje, łatwiejszy dostęp do specjalistów, niezależnie od miejsca, gdzie przebywamy – tak telemedycyna zmienia współczesną opiekę zdrowotną, a co najważniejsze przyczynia się do poprawy zdrowia całego społeczeństwa. Kryzysy od zawsze były bodźcami do wprowadzania innowacji, a obecna pandemia spowodowała, że nasz wzrok padł na potencjał drzemiący w telemedycynie. Umożliwienie lekarzom zdalnej opieki nad pacjentami, unikanie kontaktu fizycznego, wpisuje się w strategie utrzymywania dystansu społecznego, koniecznego do ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wielu Polaków miało okazję przekonać się o korzyściach tego rozwiązania, odbywając wizyty lekarskie za pomocą telefonu lub komputera. Poly postrzega pandemię jako czynnik otwierający oczy na możliwości, które daje nam technologia w zakresie zapewnienia równej, dostępnej i trwałej opieki zdrowotnej – nawet po zakończeniu obecnego kryzysu zdrowotnego.
W Polsce telemedycyna jest dosyć nowym fenomenem. Dopiero od 2016 r. prawo umożliwia udzielania świadczeń zdrowotnych na odległość. Z badań firmy PMR, polski rynek usług telemedycznych w 2018 r. był wart ponad 4 mln złotych. Jednak zgodnie z przypuszczeniami ekspertów do 2023 r. ma osiągnąć aż 143,4 mln złotych. Technologia posiada wielki potencjał w rozwiązywaniu problemów z zapewnieniem dostępności do opieki zdrowotnej na całym świecie. Coraz więcej osób zaczęło korzystać z porad lekarskich na odległość za pośrednictwem wideo, a tendencja ta występuje niezależnie od szerokości geograficznej. Obecny kryzys zdrowotny i konieczność zachowania bezpiecznej odległości od siebie zwróciły uwagę placówek świadczących opiekę i pacjentów na tę możliwość, co może stanowić poważny bodziec do rozwoju tego sektora również po zakończeniu obecnej pandemii.
Rozwiązania Poly w zakresie współpracy w dziedzinie opieki zdrowotnej i wideokonferencji mogą pomóc placówkom medycznym i lekarzom poprawić jakość usług- mówi Jakub Abramczyk, Sales Director Eastern Europe w firmie Poly.
– Dzięki umożliwieniu ekspertom medycznym dotarcia nawet na obszary wiejskie i słabo zaludnione i umożliwienie natychmiastowych konsultacji fachowa pomoc lekarska staje się bardziej dostępna i powszechna, co może przekładać się na poprawę zdrowia wielu ludzi. Pokonanie barier geograficznych to także obniżenie kosztów opieki medycznej – podsumowuje Abramczyk.
USA – Szpital Orlando Health i Departament Zdrowia Psychicznego Południowej Karoliny
Szpital Orlando Health na Florydzie dzięki wprowadzeniu diagnostyki za pomocą telekonferencji ułatwił szybką diagnostykę udaru, co jest kluczowe by zapobiec trwałym uszkodzeniom mózgu u pacjenta. Z kolei Departament Zdrowia Psychicznego Południowej Karoliny zdołał zwiększyć swoją wydajność o 200% i przeprowadził ponad 25 000 telekonsultacji w obszarze psychiatrii. Jednocześnie skrócono czas pobytu w placówkach medycznych, w tym na ostrym dyżurze o połowę, a koszty diagnostyki jednej osoby obniżono o 3000$.
Holandia – Uniwersyteckie Centrum Medyczne w Utrechcie
W Utrechcie wprowadzenie rozwiązań opartych o wideokonferencje zwiększyło dostęp do szkoleń w zakresie stereoskopowej chirurgii 3D. Dzięki temu ta rewolucyjna metoda stała się łatwiej dostępna dla wszystkich lekarzy, którzy chcieli poszerzyć swoje kompetencje w tym zakresie, a jednocześnie obniżono koszty kursów medycznych. Sieć ta pozwoliła stworzyć międzynarodową społeczność, która współpracuje w celu skutecznej diagnostyki i leczenia pacjentów.
Wielka Brytania – NHS
W Wielkiej Brytanii NHS rozwiązania telemedyczne były w stanie zapewnić szybką diagnostykę udaru u 500 pacjentów, a tym samym obniżyć wskaźnik śmiertelności o 45%. Dzięki telemedycynie liczba przyjęć na ostry dyżur zmniejszyła się o 20%. Dzięki tym zmianom Wielka Brytania osiągnęła oszczędności w wysokości 30 000 funtów na jednego pacjenta.
Chiny – Szpital Xuanwu
W chińskim szpitalu Xuanwu działa sztab ekspertów, który wspiera przeprowadzanie skomplikowanych operacji przez personel pracujący, dzięki łączenia się z nimi za pomocą telekonferencji. Utworzenie ogólnokrajowej sieci zmniejszyło czas potrzebny na leczenie pacjentów w często niedostępnych i odległych terenach kraju, tym samym zwiększając przeżywalność.
Wietnam – Departament Zdrowia prowincji Quang Ninh
Blisko tysiąc pracowników wietnamskiego departamentu zdrowia w prowincji Quang Ninh zostało przeszkolonych za pomocą wideokonferencji w obszarze ratownictwa. Pozwoliło to na znaczne oszczędności, dzięki bardziej efektywnemu przepływowi pracy w zakresie opieki nad pacjentami, a także przez zmniejszenie kosztów wyjazdów na szkolenia.
Republika Południowej Afryki – Szpital Dziecięcy Czerwonego Krzyża
Pracujący w tym szpitalu lekarze otrzymali możliwość zdalnej nauki i uzyskania dostępu do doświadczenia i wiedzy kardiologów dziecięcych praktykujących w innych krajach. W efekcie zastosowania telekonferencji znacząco skrócono kolejki oczekujących na zabiegi małych pacjentów.
Brazylia – Unimed
Dzielenie się wiedzą w czasie rzeczywistym i rozszerzenie zasięgu do 20 milionów klientów i 110 tys. lekarzy przy spadku kosztów o 18 milionów R$ było wynikiem przyjęcia wideokonferencji dla brazylijskiego Unimedu, któremu udało się również obniżyć emisję gazów przez zrezygnowanie z podróży na konwencje.
Choć dzisiaj już z dużym dystansem spoglądamy na wydarzenia, które miały miejsce w marcu, to nadal w branży e-commerce pojawiają się pytania dotyczące nadchodzących miesięcy. Po boom’ie na online oraz uwolnieniu handlu widać wyciszanie się dynamicznych wzrostów. Grupa Domodi przeprowadziła badanie, w którym sprawdziła, jak jej partnerzy, przeważnie z branż moda oraz dom i ogród, działali podczas kryzysu oraz jak widzą nadchodzące miesiące.
Jak działały marki w trakcie lockdown’u?
Badanie miało na celu pokazanie, w jaki sposób rodzime marki poradziły sobie w tym okresie, w co inwestowały, a z jakich narzędzi postanowiły zrezygnować. Jednym z pytań było także to, jaki wpływ miał koronawirus na finanse w polskim e-commerce. Tutaj, aż 46% ankietowanych wskazało, że impakt był negatywny, a dla 8% – bardzo negatywny. Pozytywne aspekty zanotowało 18% badanych, a te wyjątkowo korzystne – wskazało 13%. Wśród badanej grupy 15% nie zauważyło wpływu wirusa na sytuację finansową swojej firmy.
Największe obawy wiązały się jednak z potencjałem zakupowym konsumentów i zyskami sklepów. Dla 28% badanych przychody, od momentu ogłoszenia pandemii, wzrosły, a 18% firm zauważyło, że wzrost ten był znaczny. Według 24% badanych w ich sytuacji nie zmieniło się nic. Natomiast 31% ankietowanych wskazało na spadki, w tym 25% na lekkie, a 6% – znaczące.
Jakie działania podjęły marki?
W tym czasie weryfikacji uległo wiele działań oraz obszarów w firmach, gdzie aż dla 75% podmiotów objęły one decyzje marketingowe. Jak się dzisiaj okazuje, bardzo ważnym element pozostała aktywność reklamowa osadzona w realiach online’owych oraz wcześniejsze, przetestowane narzędzia, które nie zawiodły. Takim schematem postanowiło działać 36% badanych, stosując strategię stabilności i inwestycji w sprawdzone źródła. Drugie tyle badanych (36%) skupiło się na narzędziach, które w najskuteczniejszy sposób generowały sprzedaż, ograniczając przy tym inne wydatki na marketing internetowy. W opozycji do tych bezpiecznych metod działania pozostało 25% ankietowanych, którzy poczynili odważne inwestycje w nowe źródła, po to by pozyskać użytkowników.
Naturalną konsekwencją pandemii było przeniesie się użytkowników do internetu, gdzie rozgrywała się reklamowa batalia o zwrócenie uwagi na wybraną markę. Tym samym dla 36% badanych wydatki na reklamę wzrosły, gdzie 30% wskazuje lekki, a 6% znaczący ich skok.
Wyzwania dla branży e-commerce
Końcówka I i II kwartał 2020 roku były niekwestionowanym testem dla wielu firm. Uwidocznił on nie tylko słabości, ale przede wszystkim wyzwania, z jakimi marki musiały się zmierzyć. Dla większości największym z nich było zaopatrzenie magazynów, co wiązało się ze wstrzymaniem procesów produkcji czy dostaw. Niskie stany magazynowe były zagrożeniem dla płynności handlowej wielu sklepów. Idealnym rozwiązaniem okazała się informacja o wydłużonych zwrotach połączona z dodatkowym rabatem. To pozwoliło na kontynuację sprzedaży. Część sklepów spotkała się także z potrzebą zmiany polityki finansowej, problemami z usługami kurierskimi czy komunikacją z klientami. Wyzwaniem okazało się także pozyskiwanie ruchu, gdyż zwiększył się koszt jego zakupu. Podobnie było z transakcyjnością gdzie wyzwaniem okazała się niższa konwersja. Co cieszy, to fakt, że gro badanych marek wyszło z tej sytuacji silniejszymi. To bardzo optymistyczne, patrząc na dane udostępnione na początku maja przez Ministerstwo Rozwoju, według których w kwietniu podmiotów, które zakończyły działalność było 6,7 tys. Dla porównania w marcu zamknięto aż 11,7 tys. firm.
Najważniejsze pytania dotyczą jednak tego, co przed nami. I choć głosy predykcji w e-commerce nie milką, to badanie Grupy Domodi pokazuje, że 68% podmiotów uważa, że zwiększy się popyt w internecie, 11% stwierdza, że nic się nie zmieni w porównaniu z tym, z czym mierzyliśmy się do marca. Natomiast tylko dla 10% popyt w sieci będzie niższy.
W Grupie Domodi zauważamy wzrost liczby nowych oraz powracających sklepów. To sygnał że nasi partnerzy są zainteresowani ponownie inwestycjami w reklamę internetową. Kanały e-commerce w dużych firmach fashion szybko rosną – miesiąc do miesiąca są to kilkunasto procentowe wzrosty. Wynika to z faktu zmniejszenia zainteresowania konsumentów galeriami handlowymi – mówi Paweł Piekarski, Manager B2B w Grupie Domodi. – Stabilizująca się sytuacja z koronawirusem powoduje, że konsumenci wracają do swoich sentymentów zakupowych tym samym widzimy zwiększającą się transakcyjność ruchu w internecie. W najbliższych dniach zaobserwujemy wzrost zakupów odzieży letniej, dlatego na Domodi przygotowujemy akcję specjalną Summer Sale 2020, dzięki której w jednym miejscu w sieci zbierzemy najlepsze promocje na kolekcje letnie – dodaje.
Szczegóły badania
W badaniu wzięło udział 100 podmiotów e-commerce, które są partnerami Grupy Domodi i współpracują z serwisami Domodi.pl, Allani.pl oraz Homebook.pl. Zostało ono przeprowadzone w dniach 25-31.05.2020 wśród przedstawicieli firm e-commerce, z których 71% stanowiło małe polskie firmy, 14% to średnie polskie firmy (do 100 osób), 11% należało do dużych, polskich przedsiębiorstw (powyżej 100 osób), a 4% – do firm z zagranicznym kapitałem.
Osoby w większości reprezentowały obszar zarządczy, zajmując stanowiska prezesa firmy lub będąc właścicielem (62% badanych). Z działu e-commerce pochodziło 15% odpowiadających, a 11% – z marketingu. 2% inne.
Wśród badanych branż znalazły się: moda z udziałem 42%, dom i ogród – 45%, biżuteria i dodatki – 7% oraz 6% inne branże. 64% badanych pracuje w firmie, która działa tylko w otoczeniu online’owym. 12% zaznaczyło, że posiada sklepy stacjonarne w galeriach handlowych, a 24%- głównie sklepy poza galeriami.
Firma Atende Software, operator platformy redGuardian, kolejny raz wygrała ogłoszony przez NASK PIB przetarg na świadczenie usług ochrony Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej przed atakami typu DDoS. Przedmiotem zamówienia jest zabezpieczenie infrastruktury Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE) przed atakami wolumetrycznymi.
Platforma redGuardian od Atende Software spełniła wszystkie wymagania zamawiającego – między innymi w zakresie pojemności (do 100 Gbit/s ruchu oczyszczonego), listy mitygowanych ataków, czasu aktywacji i dezaktywacji ochrony oraz mechanizmów wykrywania ataków i anomalii ruchu. Całkowita wartość umowy wynosi 1,37 mln zł brutto.
Ogólnopolska Sieć Edukacyjna to szybki, bezpieczny i bezpłatny Internet w każdej szkole. Projekt powstał dzięki staraniom Ministerstwa Cyfryzacji, a jego Operatorem jest NASK Państwowy Instytut Badawczy. Platforma redGuardian ochrania sieć przed atakami typu DDoS, zapewniając dotarcie do szkół ruchu oczyszczonego. Usługa działa w dwóch trybach: na żądanie oraz ciągłym. W przypadku ataku typu DDoS, ruch jest automatycznie kierowany na węzły redGuardian.
– Cieszymy się z wygranego przetargu. To kolejne potwierdzenie, że technologia opracowana w Polsce może z powodzeniem konkurować z globalnymi liderami branży. – komentuje Przemysław Frasunek, Wiceprezes Zarządu Atende Software.