Czas zakończyć cięcie – branża fryzjerska w trzeci etap odmrażania gospodarki wchodzi mocno poobijana

Jest decyzja. W ramach kolejnego etapu odmrażania polskiej gospodarki od poniedziałku otworzą się salony fryzjerskie i kosmetyczne. Z pewnością przyda się to branży, której niespłacone na czas zadłużenie w marcu 2020 r. wynosiło według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor ponad 86 mln zł. Dobrze wpłynie też na samopoczucie i wygląd milionów Polaków, którzy tęsknią za fryzjerami i kosmetyczkami bardziej niż za wyjazdem, zakupami, kinem, restauracją czy siłownią – pokazuje badanie Maison&Partners, wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor.

W tym tygodniu na stronach Ministerstwa Rozwoju zostaną opublikowane wytyczne dla branż, które mają być odmrożone w drugiej połowie maja, wśród nich mogą pojawić się m.in. salony fryzjerskie, kosmetyczne, a także restauracje. Polacy nie mogą się doczekać. Na pytanie: Co byś zrobił/zrobiła w pierwszej kolejności gdyby zniesione zostały obostrzenia związane z pandemią? wizytę u fryzjera i kosmetyczki (37 proc.) wymieniają na drugim miejscu, za spotkaniem z rodziną i znajomymi (60 proc.). Choć wciąż daleko do normalności, to widać, że z dotychczasowego luzowania obostrzeń społeczeństwo korzysta, na brak klientów zakłady piękności nie powinny więc narzekać. Szczególnie, że z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez agencję Maison&Partners wynika, że dbanie o włosy to jedna z tych usług, których Polakom brakuje bardziej niż wyjazdu na wycieczkę po kraju (21 proc.), zakupów innych niż spożywcze (20 proc.), a także seansu w kinie, koncertu czy spektaklu (19 proc.), nie wspominając o wizycie w klubie fitness, za którą tęskni jedynie 6 proc. respondentów. To nie wróży obiektom sportowym najlepiej.

Według danych na koniec marca 2020 r. 87 505 podmiotów gospodarczych deklarowało prowadzenie działalności zaliczanej do kategorii „Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne”. Stanowią one blisko 2,2 proc. ogólnej liczby podmiotów gospodarki narodowej znajdujących się w rejestrze REGON. Branża ta jest silnie rozdrobniona – 99,6 proc. to mikrofirmy. Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą pracują w lokalach, a część bez jakiegokolwiek adresu. Bo to jeden z tych sektorów, którego usługi doskonale radzą sobie też bez siedziby, świadczone dzięki marketingowi szeptanemu w domach klientów. Nieliczni fryzjerzy i kosmetyczki wykorzystali tę możliwość w okresie blokady usług spowodowanej pandemią i przeszli do szarej strefy. Z jednej strony usługodawcy zdecydowali się podjąć ryzyko, nawet mając na uwadze prawdopodobieństwo kar finansowych, z drugiej, klienci nie zważali na potencjalne zagrożenie zdrowotne.

Większość pracowników branży beauty jednak nie pracuje i zamrożenie gospodarki szybko zaczęła ich wpędzać w finansowe tarapaty. Część firm stanęła na progu upadłości – choć nie miały przychodów, nadal musiały płacić czynsz i inne rachunki, co tylko pogłębiało ich zadłużenie. Stan krytyczny popchnął niektórych nawet do sprzedaży swoich zakładów.

Jak odbiło się to na rozliczeniach z dostawcami i bankami, okaże się wkrótce. W każdym razie między marcem 2019 r. a marcem 2020 – ostatnim miesiącem przed wprowadzeniem ograniczeń – odsetek firm z branży fryzjerskiej i kosmetycznej, które miały problem ze spłatą zaległych zobowiązań, nie zmienił się i wynosił 2,3 proc. Co oznacza, że niesolidność płatnicza zdarza się tu znacznie rzadziej niż w innych branżach czy całej gospodarce (5,8 proc.). – Według BIG InfoMonitor oraz BIK widać jednak przyrost kwoty zaległych zobowiązań – w ciągu roku zwiększyła się ona z 79,3 mln do 86,1 mln – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Krok w stronę normalności i odmrożenie usług beauty nie oznacza automatycznego powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Salony fryzjerskie i kosmetyczne, tak jak wszystkie inne branże objęte złagodzeniem ograniczeń w świadczeniu usług, będą musiały podjąć szereg działań zmierzających do dostosowania się do funkcjonowania w nowych warunkach. A to bezsprzecznie przełoży się na wydatki.

W związku z tym, że dla zapewnienia minimum bezpieczeństwa sanitarnego konieczne będzie stosowanie bardzo dużej ilości środków zabezpieczenia osobistego oraz płynów dezynfekujących, fryzjerzy i kosmetyczki postulują wprowadzenie czasowej regulacji cen tych środków lub innych rozwiązań zapewniających dostęp do nich w umiarkowanych cenach[1]. Ich zdaniem pełna swoboda na tym polu może skutkować podnoszeniem cen oferowanych usług lub poszerzaniem się i tak już niemałej szarej strefy w tej branży.

– Te argumenty jasno pokazują, że samo liberalizowanie ograniczeń może w wielu przypadkach nie wystarczać, i że dla wielu przedsiębiorców powrót do względnie normalnej działalności wiąże się z koniecznością ponoszenia dodatkowych kosztów. A to nie pozostanie bez wpływu na, i tak bardzo poważnie nadwyrężoną, kondycję firm – mówi Sławomir Grzelczak.

[1] https://cechfryzjerow.waw.pl/2020/04/28/tarcza-antykryzysowa-i-odmrazanie-gospodarki-postulaty-rzemiosla-2/

Polacy czarno widzą przyszłość, ponad 90 proc. obawia się wzrostu bezrobocia

Polacy boją się, że masowo trafią na bezrobocie, zostaną bez pieniędzy, a polska gospodarka mocno tąpnie – tak złe nastroje społeczne pokazują najnowsze badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej i Związku Przedsiębiorstw Finansowych, których autorem jest dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. Pod względem obaw o utratę pracy jesteśmy na wysokim, czwartym miejscu w całej Europie.

„Nastroje społeczne wynikające z tego badania można określić jednym słowem: katastrofa” – mówi Główny Ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. „Polacy spodziewają się, że przez polską gospodarkę przewali się tsunami, które zmniejszy ich oszczędności i doprowadzi do gwałtownego wzrostu bezrobocia. Takie odczucia po wprowadzeniu kilku tarcz antykryzysowych, szczególnie z wieloma instrumentami mającymi podtrzymać stan zatrudnienia, to ogromne zaskoczenie. To kolejny dowód na to, że zaufanie obywateli do państwa jest niskie. Nie wierzymy w skuteczność proponowanych rozwiązań. Musimy mieć na uwadze, że to są tylko subiektywne odczucia społeczeństwa, ale są niezmiernie ważne dla odbudowy gospodarki, dla odbudowy popytu. Bez zaufania w stałość miejsc pracy gospodarka będzie się bardzo wolno rozpędzać, jeżeli w ogóle” – mówi dr Dudek.

Szokujące są dane dotyczące wzrostu obaw przed bezrobociem. O ile w styczniu tego  roku tylko 12 proc. pytanych odpowiedziało, że bezrobocie „znacznie wzrośnie”, to w kwietniu już 70,2 proc.! Doliczając odpowiedzi „nieznacznie wzrośnie” łącznie ponad 90 proc. Polaków obawia się wzrostu bezrobocia. Jak zmieni się, Państwa zdaniem, bezrobocie w Polsce w następnych 12 miesiącach

Przewidywania Polaków dotyczące gwałtownego wzrostu bezrobocia są jednymi z najwyższych w Europie, nasz kraj zajmuje pod tym względem czwarte miejsce.

„Widać to pewną konsekwencję zdarzeń” – mówi Dudek. „Gdy ogłaszano pierwszą tarczę antykryzysową, przedsiębiorcy rozczarowali się jej skromnością i ograniczeniami np. limitem zatrudniania co najwyżej 9 osób, czy odroczeniem, a nie umorzeniem składek ZUS. Nie widząc szans na realną pomoc zaczęli zamykać i ograniczać działalność, w tym redukując zatrudnienie na dużą skalę. Dlatego marcowe zwolnienia były najwyższe od dekady. Reakcja pracowników to druga strona tego samego medalu. Ci, którzy mają pracę, boją się podzielić los kolegów” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP.

W kwietniu 2019 roku zaledwie 11,6 proc. pytanych spodziewało się, że ogólna sytuacja gospodarcza „bardzo się pogorszy”, a 22,9 proc. że „pogorszy się trochę”. W kwietniu tego roku było to odpowiednio 48,5 proc. oraz 31,5 proc.Jak, Państwa zdaniem, zmieni się ogólna sytuacja gospodarcza w Polsce w następnych 12 miesiącach

Rok temu tylko 2,9 proc. ankietowanych uważało, że ich sytuacja finansowa „pogorszy się bardzo”, a 24,9 proc. – „trochę”. Dziś to już 18,1 proc. oraz 47,4 proc. „Niemal trzy czwarte ludzi obawia się pogorszenia sytuacji finansowej. Nastroje wśród Polaków są naprawdę niedobre” – mówi dr Sławomir Dudek. Jego zdaniem wyniki ankiety tym bardziej należy potraktować poważnie, ponieważ IRG SGH prowadzi takie badania od 30 lat i dysponuje ogromnym doświadczeniem. „Złe nastroje mogą jeszcze bardziej pogrążyć konsumpcję, co dodatkowo odciśnie się na PKB. Dlatego nie wolno pomijać tej kwestii przy kreśleniu planów wyjścia z kryzysu. Społeczeństwo musi otrzymać pozytywne, realne sygnały. To przyspieszy odbudowę gospodarki” – mówi dr Sławomir Dudek.Jak, Państwa zdaniem, zmieni się sytuacja finansowa Państwa gospodarstwa domowego w następnych 12 miesiącach

Czy dłużnikowi opłaca się nie odbierać awiza – doręczenia KPC

4 lipca 2019 r. została uchwalona nowelizacja Kodeksu Postępowania Cywilnego, która weszła w życie z dniem 7 listopada 2019 r. Zmiany w przepisach dotknęły w szczególności kwestię doręczeń pism, istotnie modyfikując tzw. zasadę fikcji doręczenia. Zmiany rodzą pytanie, czy w obecnym stanie prawnym dłużnikowi opłaca się nie odbierać awiza. Nowelizacją z 4 lipca 2019 r. nie tylko zmodyfikowano szereg przepisów dot. doręczeń, ale także wprowadzono nowy, bardzo istotny art. 139[1], który dotyczy doręczania pozwanemu pozwu lub innego pisma procesowego wywołującego potrzebę podjęcia obrony jego praw.

Odbiorca pisma

Zmiany dotknęły także art. 133 kpc, który dotyczy kwestii odbiorców pism. Wprowadzono m.in. nowe: § 2[1] i 2[2] wspomnianego przepisu. Na ich mocy pisma procesowe lub orzeczenia dla przedsiębiorców mają być doręczane na adres wskazany we właściwym rejestrze (np. CEiDG w przypadku osób fizycznych prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze). Wyjątkiem jest sytuacja, w której przedsiębiorca wskaże inny adres. Wówczas pisma powinny być adresowane na ten nowy adres. Bardzo ciekawa regulacja dotyczy przedsiębiorców wpisanych do rejestrów innych niż CEiDG – jeżeli w rejestrze wpisany był adres, który został wykreślony jako niezgodny z rzeczywistym stanem, a nie złożono wniosku o wpis nowego adresu, wówczas ten wykreślony adres będzie uznawany za udostępniony w rejestrze. W praktyce oznacza to, że doręczenie pism na taki adres będzie uznane za skuteczne.

Fikcja doręczeń

Za najdonośniejsze prawnie należy uznać zrezygnowanie w drodze wspomnianej nowelizacji z zasady określonej w art. 139 dot. tzw. fikcji doręczeń.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że dotychczas funkcjonowała zasada, zgodnie z którą w przypadku braku możliwości osobistego lub zastępczego doręczenia pisma pismo było składane w placówce pocztowej, a adresat otrzymywał tzw. awizo, tj. zawiadomienie ze wskazaniem, gdzie i kiedy podjęta była próba doręczenia pisma oraz informacja, gdzie i kiedy pismo może zostać odebrane. W przypadku braku skutecznego odbioru pisma przez 7 dni procedura musiała być powtórzona, a po upływie drugiego tygodniowego okresu pismo uznawano za doręczone, niezależnie od tego, czy było to pierwsze, czy kolejne pismo w sprawie.

Nowelizacja z lipca 2019 r. zakończyła byt tej zasady w polskim porządku prawnym w odniesieniu do osób fizycznych. Zgodnie z nowymi przepisami, jeżeli nie doszło do doręczenia pisma w sposób wskazany powyżej, a w sprawie nie doręczono pozwanemu wcześniej żadnego pisma i nie mają zastosowania inne przepisy przewidujące skutek doręczenia, przewodniczący zawiadamia o tym fakcie powoda, przesyłając mu przy tym odpis pisma dla pozwanego oraz zobowiązując go do doręczenia tego pisma pozwanemu za pośrednictwem komornika. Zobowiązanie ma postać zarządzenia. Powód ma wtedy dwa miesiące (liczone od dnia doręczenia zobowiązania), by złożyć do akt potwierdzenie doręczenia pisma pozwanemu za pośrednictwem komornika albo by zwrócić pismo i wskazać aktualny adres pozwanego lub dowód, że pozwany przebywa pod adresem wskazanym w pozwie. Brak spełnienia tego wymogu będzie skutkował zawieszeniem postępowania przez Sąd.

Nowa regulacja bez wątpienia wyeliminuje sytuacje, w których pozwany dowiadywał się o orzeczeniach ze znacznym opóźnieniem lub dopiero w trakcie egzekucji. Stwarza jednak istotne pole do nadużyć i nakłada szereg dodatkowych obowiązków na powoda przy dochodzeniu należnych mu praw. Może to znacząco opóźnić, a w niektórych sytuacjach wręcz uniemożliwić egzekucję, bowiem powodowie mogą często rezygnować ze skomplikowanej i zapewne kosztownej procedury poszukiwania adresu pozwanego, celem skutecznego doręczenia mu pisma. Może to również skutkować różnymi unikami ze strony pozwanych, służących celowemu unikaniu odebrania pism. Zgoła inna sytuacja dotyczyć będzie pozwanych będących przedsiębiorcami – jak bowiem wskazano wcześniej, w ich przypadku pisma procesowe lub orzeczenia dla przedsiębiorców mają być doręczane pod adres wskazany we właściwym rejestrze (lub wskazanym przez nich). Ewentualne ustalenie adresu przez komornika, o którym mowa w ww. procedurze, będzie znacznie trudniejsze (i zapewne droższe) w przypadku osób fizycznych. Ponadto nie pozostanie bez wpływu na wysokość dochodzonego roszczenia (jako element kosztu procesu).

Przepisy intertemporalne

Istotnym przepisem wprowadzonym na drodze wspomnianej nowelizacji jest nakaz stosowania oświadczenia o przesłaniu listem poleconym odpisu pisma drugiej stronie przez profesjonalnych pełnomocników w odniesieniu do wszystkich spraw. Przed nowelizacją obowiązek taki dotyczył jedynie spraw, które zostały zainicjowane po dniu 8 września 2016 r. Od listopada 2019 r., niezależnie od dnia wszczęcia postępowania, pełnomocnicy nie muszą doręczać Sądowi dowodów nadania pisma pełnomocnikowi drugiej strony, gdyż wystarczające będzie wspomniane oświadczenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ponad połowa energii wyprodukowanej w I kw. 2020 r. przez Eesti Energia pochodziła ze źródeł odnawialnych

Najniższa cena energii elektrycznej od dekady spowodowała spadek obrotów i zysku Eesti Energia w pierwszym kwartale. Jednocześnie nastąpiła zmiana w strukturze produkcji, ponieważ, po raz pierwszy wolumen energii wyprodukowanej ze źródeł odnawialnych przewyższył wolumen energii z łupków bitumicznych.

W porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku obroty Grupy spadły o 16% do 227 mln euro. EBITDA wyniosła 50 mln euro (spadek o 41%), a strata netto wyniosła 2 mln euro. W tym samym okresie ubiegłego roku zysk netto był równy 9,5 mln euro.

Jak powiedział Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia, na wyniki finansowe miała wpływ nadzwyczajna sytuacja – spadek zużycia energii elektrycznej z powodu najcieplejszej zimy półwiecza połączony z niekorzystnym wpływem kryzysu związanego z koronawirusem na zużycie energii elektrycznej i ropy oraz najniższe ceny energii elektrycznej od otwarcia rynku. Dodatkowym czynnikiem były niskie ceny rynkowe energii elektrycznej na giełdzie Nord Pool spowodowane bardzo wysokim poziomem wód w krajach skandynawskich.

W pierwszych trzech miesiącach roku Eesti Energia sprzedała 2 TWh energii elektrycznej w Estonii, na Łotwie, Litwie, w Polsce, Szwecji i Finlandii, czyli dwa razy więcej niż wyniosła własna produkcja. Z powodu niskiej ceny rynkowej energii elektrycznej i wysokiej ceny uprawnień do emisji CO2, produkcja energii elektrycznej spadła w ciągu roku o 57% do 1 TWh.

Wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych

Energia elektryczna ze źródeł odnawialnych stanowiła połowę wyprodukowanej energii elektrycznej przez Grupę w I kwartale br. Wzrost o 14% w skali roku był spowodowany korzystnymi warunkami wiatrowymi i wysoką sprawnością elektrowni wiatrowych. Druga połowa wyprodukowanego wolumenu energii elektrycznej pochodziła z łupków bitumicznych, gazu łupkowego i odpadów.

W I kwartale emisja CO2 przez Eesti Energia spadła o 65% do poziomu 0,9 mln ton. W ciągu dwóch lat emisje dwutlenku węgla zmniejszyły się prawie czterokrotnie, co uczyniło z Estonii najszybciej ograniczające emisję dwutlenku węgla państwo w Europie.

Andri Avila podkreślił, że w nadchodzących kwartałach większość państw stanie w obliczu kryzysu gospodarczego, który będzie miał bezpośredni wpływ na zużycie energii i ceny. – Sytuacja zmusza nas do dalszego zwiększania wydajności i poszukiwania oszczędności, aby przetrwać kryzys – powiedział Avila.

PAP i GovTech Polska udostępniają oprogramowanie #FakeHunter na zasadzie otwartej licencji

Polska Agencja Prasowa i GovTech Polska udostępniły w otwartym kodzie źródłowym oprogramowanie #FakeHunter do walki z dezinformacją. Po sukcesie projektu #Fakehunter, jego twórcy – PAP i GovTech, zdecydowali o udostępnieniu kodu źródłowego narzędzia do walki z dezinformacją w sieci innym podmiotom. Oprogramowanie aplikacji będzie rozpowszechniane na zasadzie otwartej licencji umożliwiającej kopiowanie, rozwój i dalszą dystrybucję. Celem obu instytucji jest ograniczenie negatywnych skutków rozprzestrzeniania się fałszywych treści przez ich merytoryczną weryfikację i dementowanie.

Platforma #Fakehunter została uruchomiona 8 kwietnia w odpowiedzi na zalew fałszywych informacji związanych z pandemią Covid-19 stanowiących w tym czasie wyjątkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa i zdrowia społeczeństwa. Przykładem takich fake news-ów były oferty fałszywych kuracji, czy informacje negujące istnienie samego wirusa, a co za tym idzie narażające odbiorców na ryzyko zarażenia.

#Fakehunter jest nowatorskim narzędziem do walki z dezinformacją, angażującym społeczność internetową. Internauci mogą zgłaszać za pomocą aplikacji wątpliwe treści do sprawdzenia i po zweryfikowaniu ich przez społecznych weryfikatorów oraz ekspertów PAP otrzymują wiarygodną odpowiedź. Werdykty publikowane są w serwisie fakehunter.pap.pl.

Ideą projektu jest zaangażowanie zróżnicowanych grup społecznych do wspólnej walki z narastającym problemem rozprzestrzeniania się fałszywych informacji w Internecie. Trzon grupy projektowej, która stworzyła system, stanowili wolontariusze. Dzięki nim powstało rozwiązanie składające się z trzech elementów: wtyczki do zbierania zgłoszeń, panelu do ich weryfikacji oraz portalu z wynikami.

– Projekt #Fakehunter wzbudził ogromne zainteresowanie internautów. Dzięki nim codziennie otrzymujemy zgłoszenia – informacje o koronawirusie, które budzą wątpliwości. Wszystkie elementy projektu zostały przetestowane i sprawnie działają, więc nadszedł czas, by z tego narzędzia skorzystały też inne podmioty, które chcą zaangażować się w walkę ze zjawiskiem fake news. Dlatego udostępniamy oprogramowanie na zasadach otwartej licencji. Umożliwienie wykorzystania, kopiowania, rozwoju i dalszego rozpowszechniania tego narzędzia w tym trudnym czasie to element troski o zdrowie i bezpieczeństwo społeczne – tłumaczy Wojciech Surmacz, prezes zarządu PAP.

W ciągu miesiąca od uruchomienia aplikacji #FakeHunter, spośród zgłoszonych przez internautów treści do sprawdzenia, ujawnionych zostało 75 fałszywych informacji na temat pandemii.

– Problem rozprzestrzeniania się nieprawdziwych informacji ma charakter globalny. Na świecie powstają rozmaite inicjatywy integrujące międzynarodowe środowiska innowacyjne w celu poszukiwania rozwiązań do walki ze skalą tego zjawiska. W zorganizowanym niedawno europejskim hackathonie EUvsVirus 2020 w kategorii „Fake news” wygrał zespół (w jego składzie którego był Polak), który stworzył koncepcję platformy do fact checkingu – wyjaśnia Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech. – To pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na wprowadzanie narzędzi, które pozwalają zmierzyć się z zalewem fałszywych wiadomości w Internecie. My zaprojektowaliśmy takie rozwiązanie, zbudowaliśmy sprawnie działający system i oferujemy go na zasadach open source. Zachęcamy też do jego dalszej rozbudowy – dodaje Orłowska.

Colliers International poszerza swoje usługi o doradztwo prawne

Firma doradcza Colliers International wzbogaca ofertę biznesową działów Zarządzania Nieruchomościami, Powierzchni Handlowych oraz Powierzchni Biurowych o doradztwo prawne.

Do tej pory najemcy i właściciele budynków mogli liczyć na pełne wsparcie z zakresu doradztwa transakcyjnego, tworzenia i negocjowania umów, zarządzania nieruchomościami, wdrażania nowych technologii oraz marketingu nieruchomości. W obliczu pandemii koronawirusa Colliers zaoferował klientom z sektora handlowego, biurowego oraz zarządzania nieruchomościami również doradztwo prawne w zakresie nieruchomości. Obejmuje ono: pełne doradztwo transakcyjne, tworzenie, zmiany i negocjowanie umów, doradztwo w zakresie różnych projektów dedykowanych nieruchomościom, takich jak projekty deweloperskie i budowlane oraz prawne zarządzanie projektami.

– Korzystamy nie tylko z wiedzy naszego zespołu prawnego, ale także bezpośrednio współpracujemy ze wszystkimi działami usług biznesowych Colliers. Dlatego też nie jesteśmy tylko prawnikami, ale partnerami prowadzącymi projekty klienta holistycznie i kompleksowo. Nasz zespół reaguje szybko i skutecznie, aby pomóc w znalezieniu efektywnego rozwiązania, które pozwoli firmie skoncentrować się na celach biznesowych, a nie tymczasowych problemach prawych – mówi adw. Małgorzata Jankowska-Blank, dyrektor Działu Prawnego w Colliers International.

Rozwiązanie „all-in-one” daje klientom wszystko w tym samym czasie w jednym miejscu –płynny, efektywny proces i sprawną komunikację oraz, co w czasie kryzysu najważniejsze, umożliwia też optymalizację kosztów usług prawnych.

W dobie kryzysu związanego z wybuchem pandemii COVID-19 potrzeby naszych klientów ewoluowały. Rozumiejąc ich trudną sytuację, rozszerzyliśmy ofertę doradczą o porady prawne w pełni zintegrowane z usługami biznesowymi Colliers. Dysponując najlepszymi ekspertami z branży nieruchomości komercyjnych, łączymy teorię i praktykę, aby przygotowywać indywidualne strategie, dostosowane do konkretnych potrzeb każdego klienta mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzająca Colliers International w Polsce.

Polska turystyka generuje 1,3 proc. PKB. Na ile ucierpi przez pandemię?

Całkowity udział turystyki w tworzeniu krajowego PKB wyniósł w 2018 r. 4 proc. a łączne wydatki krajowych i zagranicznych turystów poniesione w Polsce wyniosły 62,2 mld złotych. Jednocześnie, zaledwie 5 proc. firm działających w sektorze zakwaterowania i gastronomii przeprowadziło jakąkolwiek analizę big data, a 7 proc. skorzystało z płatnych usług obliczeń w chmurze. Taki obraz sektora turystycznego wyłania się z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Branża turystyczna w Polsce. Obraz sprzed pandemii”. W tej chwili sytuacja ulega daleko idącym przeobrażeniom, bo aż 96 proc. światowych destynacji turystycznych zostało objętych restrykcjami epidemicznymi. Przed branżą trudne czasy, a głównym wyzwaniem dla państwa będzie teraz wypracowanie rozwiązań, które pozwolą podmiotom branży turystycznej zminimalizować straty i odnaleźć się w nowej rzeczywistości gospodarczej.

– 28 proc. ruchu turystycznego w Polsce odbywa się w lipcu i sierpniu. Dlatego rzeczywista wartość strat, jakie poniesie polska branża turystyczna w związku ze stanem pandemii zależeć będzie w dużej mierze od tego, czy do tego czasu i w jakim zakresie nastąpi wznowienie wyjazdów turystycznych a także od tego, czy będziemy mieli do czynienia z odbudową popytu na usługi turystyczne. Sprzyjać może temu fakt, że 80 proc. ruchu turystycznego w Polsce generowane jest przez wyjazdy krajowe rezydentów. – twierdzi Paula Kukołowicz z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Turystyka ważnym komponentem polskiej gospodarki, ale do Europy nam daleko

Bezpośrednia wartość dodana wygenerowana przez branżę turystyczną wyniosła w 2018 r. 1,3 proc. PKB. Średnia dla państw OECD to 4,4 proc. Wśród państw członkowskich UE objętych badaniem OECD jedynie Luksemburg wyróżnia się niższym bezpośrednim udziałem turystyki w ogólnej wartości gospodarki (1,1 proc.).

To zestawienie pokazuje, że mamy jako kraj spore rezerwy. Wprawdzie w Indeksie Atrakcyjności i Konkurencyjności Turystycznej awansowaliśmy o cztery pozycje, ale plasujemy się dopiero na 42. miejscu. Głównymi przyczynami takiej sytuacji jest stosunkowo niska priorytetyzacja polityki turystycznej, jakość dostępnej infrastruktury lotniczej, a także warunki prowadzenia działalności gospodarczej – twierdzi Paula Kukołowicz z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z wyliczeń PIE wynika, że w 2018 r. branża turystyczna wygenerowała łącznie 140,92 mld PLN wartości dodanej. Efekt mnożnikowy wyniósł 5,3, co oznacza, że każda złotówka wytworzona w branży turystycznej przyczyniła się do generowania dodatkowych 4,3 PLN wartości dodanej w całej gospodarce. Branża jest również ważnym elementem rynku pracy w Polsce i utrzymuje łącznie blisko 1,36 mln miejsc pracy.

Wciąż jednak odstajemy od krajów UE i OECD pod względem udziału turystyki w gospodarce. Biorąc pod uwagę łączną liczbę noclegów udzielanych w Polsce, udział ten mógłby być znacznie wyższy. W 2018 r. 64 proc. wszystkich noclegów udzielonych w państwach UE przypadło na cztery kraje: Hiszpanię (467 mln noclegów), Francję (443 mln), Włochy (429 mln) i Niemcy (420 mln). Polska w tej klasyfikacji zajęła 9. miejsce z liczbą 88,9 mln udzielonych noclegów, co stawia nas w jednym rzędzie z Chorwacją i Portugalią, odpowiednio 89,6 mln i 74,4 mln. Kraje te wprawdzie należą do najpopularniejszych destynacji turystycznych, są jednak znacznie mniejsze niż Polska. Państwa, których gospodarka jest w największym stopniu zależna jest od branży turystycznej, to Hiszpania (11,8 proc.) i Portugalia (8,0 proc.). Duże znaczenie gospodarcze ma również turystyka na Węgrzech oraz w Niemczech, gdzie generuje odpowiednio 6,7 proc. oraz 3,9 proc. krajowego PKB. Znaczne zróżnicowanie udziału turystyki w generowaniu wartości dodanej poszczególnych państw jest związane między innymi z poziomem otwartości poszczególnych rynków turystycznych na turystów międzynarodowych. W Polsce turyści zagraniczni odpowiadali jedynie za 20 proc. wszystkich udzielonych noclegów. Ta charakterystyka upodabnia nas do Niemiec i Rumunii, z kolei różni od reszty państw UE, gdzie turyści zagraniczni stanowią średnio 47 proc.turystyka koronawirus

Wpływ COVID-19 na branżę

Turystyka jest jedną z branż najbardziej narażonych na skutki koronawirusa. Wraz z rozwojem pandemii w sektor usług turystycznych uderzyły niepewność wpływająca na obniżenie popytu na te usługi oraz restrykcje ograniczające możliwość przemieszczania się. W Europie 43 proc. destynacji było całkowicie lub częściowo niedostępnych z powodu zamknięcia granic, 21 proc. z powodu zamknięcia wjazdu do kraju dla osób przyjeżdżających z określonych państw, zaś w przypadku 27 proc. ograniczenia wynikały ze wstrzymania międzynarodowych połączeń lotniczych. Skutki tej nagłej i niekorzystnej zmiany otoczenia działalności podmiotów z branży turystycznej praktycznie od razu odbiły się na wskaźnikach ich kondycji. Notowania giełdowe niektórych spółek spadły o ponad 60 proc., konsumenci rezygnowali z planów wyjazdowych, a wprowadzone ograniczenia administracyjne praktycznie zamroziły rynek. W przypadku wznowienia wyjazdów od sierpnia, branża utraciłaby 51 proc. rocznego ruchu, co przełożyłoby się na spadek wartości polskiego PKB o 72,2 mld PLN. Słabsza kondycja turystyki to gorsze powodzenie handlu, transportu, magazynowania, rolnictwa czy też rynku nieruchomości. To, w jakiej kondycji wyjdą z niej przedsiębiorstwa i jak zareagują w dłuższej perspektywie konsumenci, będzie rzutować na szybkość wychodzenia sektora z kryzysu. Warto jednak zwrócić uwagę także na bardziej długofalowe wyzwania.

– Po pierwsze, mamy do czynienia z sezonowością ruchu turystycznego w Polsce. W województwie pomorskim w lipcu i sierpniu udzielono 43 proc. łącznej liczby noclegów w ciągu roku, w warmińsko-mazurskim 40 proc., zaś w zachodniopomorskim 36 proc. Kolejnym problemem jest koncentracja terytorialna polskiej turystyki. Aż 80 proc. ruchu turystycznego odbywa się w 76 powiatach przy czym niektóre regiony kraju, na czele z województwami świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim należą do regionów o niewykorzystanym potencjalne turystycznym. Firmy turystyczne wymagają bieżącego wsparcia ze względu na bezpośrednio uderzającą w nie pandemią, jednak trzeba pamiętać także o potrzebie wypracowania strategii dla turystyki, która pozwoli uczynić z tej branży istotny element rozwoju gospodarczego Polski – mówi Krzysztof Kutwa z zespołu strategii PIE.

Cyfryzacja szansą na dynamiczny rozwój

Tylko do 2025 r. proces digitalizacji może przynieść światowej branży turystycznej 305 mld USD wartości dodanej, a najwięcej zyskają firmy implementujące innowacyjne modele biznesowe i wykorzystujące nowe rozwiązania technologiczne. Dostępność oferty w internecie istotnie wpływa na wzrost rezerwacji. Korzystanie z danych pozwala także spersonalizować ofertę i dopasować ją do potrzeb zróżnicowanych odbiorców.

– Polskie firmy odstają na tym tle od średniej europejskiej. Zaledwie 5 proc. krajowych przedsiębiorstw działających w sektorze zakwaterowania i gastronomii korzystało z analiz typu big data, a 7 proc. z płatnych usług obliczeń w chmurze przy średnich europejskich wynoszących odpowiednio 10 proc. oraz 19 proc. – podsumowuje Paula Kukołowicz.turystyka koronawirus 2

Raport ABSL prezentujący warunki prowadzenia biznesu w regionie EMEA

Rola regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) staje się coraz silniejsza na globalnej mapie nowoczesnych usług biznesowych w post-covidowej rzeczywistości. Sektor ciągle się rozwija dzięki aktywności obecnych inwestorów oraz nowym projektom. Według najnowszego raportu dotyczącego regionu EMEA przygotowanego przez ABSL, Deloitte, JLL oraz Randstad Sourceright, poziom kosztów prowadzenia biznesu przestaje odgrywać kluczową rolę. Inwestorzy przy wyborze lokalizacji uwzględniają szersze uwarunkowania biznesowe. 

Z analiz wynika, że sektor usług nowoczesnych w regionie EMEA był dobrze przygotowany do pracy w warunkach pandemii. Jednocześnie nowa rzeczywistość znacząco zmienia środowisko biznesowe. Należy spodziewać się, że centra usług będą powstawały bliżej miejsc, w których biznes jest prowadzony. W dłuższej perspektywie redefinicji ulegną modele biznesowe. Kluczowe dla tych zmian będą dwie grupy czynników – zarówno czynniki twarde jak i miękkie. Wśród pierwszych wymienić trzeba zmniejszenie średniej powierzchni biurowej przypadającej na jednego pracownika, co jest związane z upowszechnieniem pracy zdalnej, nowe procedury dotyczące tzw. dystansu społecznego oraz zwiększone zapotrzebowanie na elastyczną aranżację biur. Krytyczną rolę będą odgrywać centra danych i dostęp do szerokopasmowego internetu. Czynniki miękkie to procedury zapewniające pracownikom bezpieczeństwo zgodnie z lokalnymi przepisami. Pojawi się więcej przestrzeni, co będzie wynikało z reorganizacji pracy oraz rozbudowy bezdotykowej infrastruktury. Eksperci podkreślają, że sukces centrum usług wspólnych w nowej rzeczywistości zależeć będzie od zdolności przystosowawczych firm, usprawnienia procesów i wykorzystania danych do zarządzania powierzchnią biurową.

Przewodnik dla międzynarodowych inwestorów

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) jest organizacją non-profit zrzeszającą lokalne i międzynarodowe firmy świadczące nowoczesne usługi dla biznesu w Europie Środkowej i Wschodniej. Skupia centra obsługi procesów biznesowych (BPO), centra usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centra badawczo-rozwojowe (R&D). Raport ABSL Sektor usług nowoczesnych w regionie EMEA dostarcza najaktualniejszych danych dotyczących warunków prowadzenia biznesu w 18 państwach w regionie.

Nasz raport dostarcza naszym interesariuszom, w tym potencjalnym nowym inwestorom, podstawowych informacji, które pomogą im w podejmowaniu decyzji o dalszym rozwoju oraz o nowych inwestycjach w regionie – mówi Wojciech Popławski, Vice-President Business Intelligence & Thought Leadership, ABSL Poland. – Przedstawiamy w nim kluczowe wskaźniki dla rozwoju usług nowoczesnych w EMEA, jego dynamikę oraz atrakcyjność inwestycyjną poszczególnych lokalizacji.

Raport uwzględnia takie czynniki jak wskaźniki makroekonomiczne, dostępność wykwalifikowanych pracowników, koszty zatrudnienia, kluczowe regulacje dla rynku pracy. Analizy i komentarze dotyczące rynku powierzchni biurowych wskazują dodatkowo na potencjał, jaki w przyciąganiu inwestorów mają miasta w poszczególnych krajach. Celem jest dostarczenie inwestorom zbioru danych, który pozwoli na szybkie ocenienie i porównanie różnych lokalizacji regionu pod kątem ich atrakcyjności inwestycyjnej.

Kompetencje technologiczne w cenie

Najmocniejszym, ciągle rosnącym trendem jest zapotrzebowanie na kompetencje technologiczne. Dotyczy to nie tylko technologicznych start-upów, ale również branży farmaceutycznej, handlu, produkcji przemysłowej i konsumenckiej czy usług biznesowych.

Branża usług biznesowych rośnie w regionie w tempie od 7 do 18 procent rocznie. Taka dynamika rozwoju wpływa na poszukiwanie lokalizacji, które pozwolą na relatywnie szybkie sprostanie celom rekrutacyjnym, a jednocześnie będą w stanie zapewnić kompleksową ofertę inwestycyjną. Jednym z jej strategicznych elementów jest odpowiednio rozwinięty rynek biurowy.

Sektor nieruchomości biurowych jest istotny w kontekście szybkiego wzrostu branży usług dla biznesu. Rynek nie jest już postrzegany wyłącznie przez pryzmat dostępnych metrów kwadratowych, ale przede wszystkim jako plastyczne narzędzie służące zaspokojeniu zmieniających się potrzeb i zapewnieniu realizacji celów biznesowych.  Mowa tu zarówno o elastycznych powierzchniach biurowych typu flex, na które popyt będzie dynamicznie rosnąć, jak i o potrzebie adaptacji istniejących, wynajętych powierzchni do nowych wyzwań. Rzeczywistość post-covidowa będzie wymagała od pracodawców zagwarantowania jeszcze wyższych standardów – przede wszystkim bezpieczeństwa, zgodnie z lokalnymi przepisami oraz rozbudowy bezdotykowej infrastruktury – dodaje Rafał Szajewski – Business Location Consulting Director, JLL

Jak dodaje Rafał Szajewski, region EMEA w czasie kryzysu ponownie okazał się bezpieczną przystanią, oferując inwestorom zdolność dostosowania na wielu płaszczyznach. Udowodniły to zwłaszcza ostatnie tygodnie, które skłoniły większość firm do przejścia na model pracy zdalnej. Odpowiednie zaplecze technologiczne, kompetencje i kultura pracy pozwoliły zachować ciągłość biznesową, dzięki czemu nasz region uzyskał przewagę nad niektórymi krajami azjatyckimi.

Szansa na jeszcze szybszy wzrost

W ciągu trzech najbliższych lat cyfryzacja usług zyska większe znaczenie niż dostępność rąk do pracy. Koncentracja strategiczna na procesach end-to-end, mądrej transformacji oraz odpowiednim modelu wdrożenia – własne centra wspólne, outsourcing czy model hybrydowy – całkowicie zmienią obraz globalnego rynku usług dla biznesu. Jednak to od liderów zlokalizowanych w regionie EMEA centrów usług zależy, czy staną się motorami tej zmiany i w jaki sposób wykorzystają potencjał i swoich partnerów do przeprowadzenia strategicznej, strukturalnej transformacji.

Co ważne, na mapie regionu EMEA widzimy całkiem nowe lokalizacje dla usług biznesowych – mówi Olaf Babinet, Director, Deloitte Consulting – Global Location Strategy. Mogą to być mniejsze ośrodki miejskie w krajach, gdzie sektor jest już dobrze rozwinięty, takie jak węgierski Debreczyn, słowackie Koszyce, litewskie Kowno i Kłajpeda, bułgarska Warna, polski Lublin czy rumuński Sybin. Mogą to być lokalizacje w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej, takie jak Belgrad w Serbii czy ukraiński Lwów albo miasta unijne, które stosunkowo późno pojawiły się na mapie usług biznesowych – choćby łotewska Ryga.

Widzimy też powstawanie wyspecjalizowanych, skupionych na konkretnych branżach centrów usług, np. w przemyśle farmaceutycznym czy firmach z sektora life science. Tego typu przedsięwzięcia potrzebują nie tylko pracowników z ogólnymi kompetencjami biznesowymi czy finansowymi, ale specyficznego zaplecza naukowego i kompetencyjnego, np. w zakresie medycyny, gospodarki morskiej czy logistyki. Ten ostatni trend jest nowym bodźcem rozwojowym dla takich tradycyjnych lokalizacji usług biznesowych jak Barcelona, Lizbona, Warszawa, Bukareszt i Budapeszt – podkreśla Olaf Babinet, Director, Deloitte Consulting – Global Location Strategy.

Atrakcyjne lokalizacje przyciągające talenty i inwestorów

Wśród kluczowych atutów w walce poszczególnych lokalizacji o kolejne inwestycje w centra usług biznesowych, niezwykle ważna jest atrakcyjność miast, przekładająca się na zdolność do przyciągania najzdolniejszych pracowników z kraju i z całego świata.

Chcąc rozwijać szczególnie mniejsze ośrodki miejskie poprzez przyciąganie jakościowych inwestycji i lokowanie w nich centrów usług nowoczesnych, ich włodarze powinni skupić się na zapewnieniu mieszkańcom infrastruktury zapewniającej atrakcyjne warunki do życia. I nie chodzi tu o poziom zarobków, ale przede wszystkim o sprawnie i szybko działającą administrację, jakość powietrza, dostęp do przedszkoli i szkół. Pracownicy mogą wybierać, gdzie chcą żyć i miasta muszą o nich zabiegać – podkreśla Tania De Decker – Managing Director Enterprise Clients and the Company, Randstad Enterprise Group.

Na razie nic nie sugeruje szybkiego powrotu do normalności

Tryb risk-off umacnia się na rynkach finansowych przy powrocie wątpliwości czy wychodzenie z lockdownu rzeczywiście będzie postępować tak szybko, jak obecnie jest to dyskontowane. Dr Fauci nastraszył wczoraj Amerykanów drugą falą zachorowań. Kongres USA zaostrza spór z Chinami, RBNZ jest otwarty na ujemne stopy procentowe. Nic z tych informacji nie sugeruje szybkiego powrotu do normalności.

Wczoraj rynek akcji USA znalazł się pod presją, gdyż inwestorzy zaczęli kwestionować, czy rajd od marcowych dołków nie zaszedł za daleko. Dotychczas uczestnicy rynku liczyli na V-kształtne odbicie ożywienia z pomocą bezprecedensowych działań Fed i rządu, ale do świadomości zaczyna docierać, że samymi pieniędzmi nie wygra się z pandemią. Wiodący w USA ekspert od chorób zakaźnych dr Anthony Fauci przypomniał, że przedwczesne otwieranie działalności gospodarczej wiąże się z niekontrolowanym wybuchem drugiej fali zachorowań, co zniweczy szanse na ożywienie gospodarcze. Pandemia może się nasilić, ale nie musi. Rynki mogą bagatelizować problem lub nie. Humory inwestorów nie raz już potrafiły zaskoczyć, ale niepewność nie jest przyjacielem wycen rynkowych po silnym odbiciu z ostatnich tygodni. I dodając do tego sygnały, że Kongres procesuje projekt ustawy, który może pozwolić na sankcje wobec chińskich przedsiębiorstw, inwestorzy znów mają więcej powodów do ucieczki od ryzyka.

Jak źle jest z gospodarką USA może pomóc ocenić prezes Fed Jerome Powell. Od kliku dni toczy się dyskusja, czy Fed zdecyduje się na ujemne stopy procentowe. Rynek stopy procentowej już zaczął dyskontować taki scenariusz (wycena 5 pb cięcia do stycznia 2021 r.). Z perspektywy polityki monetarnej to niebezpieczny kierunek i po ostatnich wypowiedziach członków Fed można wnioskować, że bank centralny jeszcze nie zamierza iść tą drogą. Stąd wydaje się bardziej prawdopodobne, że Powell ostudzi głowy spekulantów i zasugeruje, że FOMC skupi się na innych narzędziach, a ujemne stopy procentowe pozostawi jako ostatnią deskę ratunku. Fed może być zainteresowany utrzymaniem debaty o ujemnych stopach dla zahamowania aprecjacji dolara lub powstrzymanie rynkowych stóp procentowych przed zbyt agresywnym wycenianiem perspektyw V-kształtnego ożywienia. Ale obecnie obie te kwestie nie zaznaczają się silnie i Powell powinien wybrać mniej „przebiegłe” podejście.

RBNZ utrzymał stopę OCR na 0,25 proc., ale każdy z pozostałych elementów decyzji i komunikatu był gołębi. Bank powiększył portfel planowanego skupu aktywów z 33 mld NZD do 60 mld NZD. Uderzająca była otwartość banku do wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w przyszłości, mimo że stwierdzono, że instytucje finansowe w Nowej Zelandii nie są jeszcze gotowe na taki scenariusz. Ale RBNZ uważa, że jest to ważne narzędzie polityki monetarnej i musi być brane pod uwagę. Bank przedstawił projekcję „nieograniczonej stopy OCR”, która byłaby wymagana dla osiągnięcia celu inflacyjnego oraz optymalnego zatrudnienia i prognozy wyraźnie wskazują obniżenie OCR poniżej 2 proc. To ekstremalny scenariusz, ale pokazuje, że bank wierzy w konieczność dalszego obniżania oprocentowania. Bezprecedensowe nastawienie RBNZ będzie skutkować słabością NZD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Benefity dla pracowników dostosowane do aktualnej sytuacji #ZostańWdomu

Benefity dla pracowników są powszechne w firmach, które dbają o utrzymanie przy sobie najlepszych specjalistów. W dynamicznie rozwijającą się w naszym kraju przedsiębiorczość pandemia uderzyła niczym prawdziwy tajfun. Zmieniło się wszystko. Właściciele większych i mniejszych biznesów zostali postawieni przed koniecznością walki o każdy dzień. Z tego względu wielu z nich zastanawia się, jak w obecnej sytuacji skutecznie wesprzeć swoich pracowników. Chcą dać im jasny sygnał, że mają na uwadze ich dobro niezależnie od zmieniających się warunków zewnętrznych.

Dlaczego warto podjąć współpracę z systemami kafeteryjnymi w Polsce?

Benefity pozapłacowe mają w tym trudnym okresie szczególne znaczenie. Inwestując w nie, pokazujesz pracownikom, że zależy Ci na utrzymaniu ciągłości zatrudnienia. Zatrudnione przez Ciebie osoby, mając dostęp do benefitów pracowniczych, które mogą zrealizować w domu, zyskują też niezbędny spokój. Widząc Twoje starania upewniają się, że obecna sytuacja jest tymczasowa. Mogą być przy tym pewne, że ich pozycja w firmie jest stabilna.

Odpowiadając na ich potrzeby pokazujesz też, że potrafisz dostosować się do zmian. Tym samym dajesz jasny dowód swojego profesjonalizmu i zdobywasz pozycję godnego zaufania lidera. Aby benefity w czasie pandemii przyniosły zatrudnionym korzyść, muszą jednak rzeczywiście rozwiązywać problemy, przed jakimi stoją obecnie Twoi podwładni.

Benefity pracownicze w formie książek i audiobooków cieszą się ogromnym powodzeniem.

Wiele osób wykorzystuje oszczędzony na dojazdach czas na nadrobienie zaległości czytelniczych. Z opcji tej korzystają także ci, którzy dotąd pędzili dość aktywny tryb życia. Z tego względu większym niż zwykle zainteresowaniem obdarza się benefity dla pracowników w formie dostępu do e-booków i audiobooków. Można pośród nich znaleźć zarówno beletrystykę, jak i literaturę fachową, która pozwala na rozwój własnych umiejętności. Oferta czytelnicza pomaga też pracownikom, którzy mają dzieci, zapewnić im stały dostęp do lektur szkolnych podczas zdalnego nauczania.

Benefity pracownicze mogą także uwzględniać potrzeby tradycjonalistów. Z myślą o nich tworzy się vouchery do księgarni stacjonarnych. Można nimi opłacić książki w wersji papierowej z bezpośrednią dostawą do domu.benefity pracownicze

Dzięki dodatkowym benefitom w pracy rozrywka cyfrowa może przybierać różnorodne oblicza.

Nawet najpoważniejsi z Twoich pracowników mogą potrzebować w domu solidnej porcji zrównoważenia dla swojego profesjonalizmu. Z tego względu warto zaoferować im pośród innych opcji możliwość uzyskania benefitów pozapłacowych w formie kodów aktywacyjnych do gier. Chwila relaksu przy strzelance, czy kilka godzin spędzonych przy wymagającej strategii nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Gry komputerowe to skuteczna forma relaksu dla ludzi w każdym wieku. Daj znać zespołowi, że ma Twoją pełną akceptację dla swoich zainteresowań.

Dla fanów kina ciekawe okażą się z kolei benefity dla pracowników pozwalające na dostęp do wypożyczalni filmów. Gdyby tego było mało, można skorzystać z bonów do sklepów z grami i zabawami, przy których przyjemnie spędzi się czas w gronie najbliższych.

Smaczne benefity pozapłacowe pozwolą uzupełnić kalorie w sposób bezpieczny.

A co, jeśli w Twoim zespole pracowniczym znajdują się osoby, które dotąd nie bardzo udzielały się w kuchni? Z pewnością dużą ulgę sprawi im benefit dla pracowników w formie voucherów do punktów gastronomicznych oferujących bezkontaktową dostawę. Opcja ta sprawdza się rewelacyjnie nie tylko w przypadku home office. Nawet wtedy, kiedy Twój pracownik wykonuje swoje obowiązki w biurze, możesz zaoferować mu posiłek bez konieczności narażania zdrowia poprzez wychodzenie z budynku.

W ramach gastronomicznych benefitów w pracy można skorzystać z restauracji oferujących kuchnię z dowolnego zakątka świata. Jest to więc świetna okazja do poznania nowych smaków i wykroczenia poza dotychczasowe przekonania kulinarne.

Benefity dla pracowników w wersji dla aktywnych pomogą zachować kondycję podczas pandemii.

Nie należy zapominać, że konieczność pozostania w domu może mieć długotrwałe, negatywne skutki ze względu na brak ruchu. Jest to szczególnie uciążliwe dla osób, które podejmowały wcześniej dowolną aktywność sportową. Właśnie dlatego w ramach benefitów dla pracowników warto zaproponować podwładnym bony do sklepów sportowych. Dla wielu osób będzie to niesamowita okazja na zakup wymarzonego sprzętu, który ułatwi utrzymanie kondycji nawet w mało sprzyjających okolicznościach.

Autor: redakcja MyBenefit.pl

Produkcja samochodów osobowych hamuje, duże spadki rejestracji pojazdów

W I kwartale 2020 r. zarejestrowano w Polsce 107,6 tys. nowych samochodów osobowych, 13,4 tys. dostawczych, 4,7 tys. ciężarowych, 4 tys. przyczep i naczep, blisko 400 autobusów oraz 3,1 tys. motocykli i 2,3 tys. motorowerów. Dynamicznie rośnie liczba rejestracji samochodów elektrycznych. Polacy zarejestrowali ich ponad dwa razy więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W całym 2019 r. eksport produktów motoryzacyjnych z Polski wzrósł o 4% r/r, przy czym wartość eksportu samochodów osobowych zmniejszyła się o 1,2% . W I kwartale 2020 r. ulokowane w Polsce fabryki motoryzacyjne wypracowały gorszy wynik . Z taśm montażowych zjechało w tym czasie 148,9 tys. pojazdów samochodowych, co oznaczało spadek aż o 13,2% względem analogicznego okresu poprzedniego roku.

Zwalniają nawet rejestracje nowych samochodów osobowych w segmencie premium+

W I kwartale 2020 r. liczba rejestracji nowych samochodów osobowych w segmencie premium+ wyniosła 19,2 tys. i była niższa o 0,6% w porównaniu z poprzednim rokiem. Cały rynek skurczył się o 23%. Niezmiennie dominują klienci instytucjonalni, których rejestracje wyniosły 72,5 tys. szt. – mniej o ponad jedną piątą w skali roku. W tej grupie 16,8 tys. szt. przypadło na marki premium+ (spadek o 4,5%). Klienci indywidualni w I kwartale 2020 r. zarejestrowali 35,1 tys. wszystkich samochodów i ograniczyli popyt o 27,3%. W tej liczbie kupili 2,4 tys. samochodów premium+, o 38,7% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Już po wynikach pierwszego kwartału widać, że wpływ pandemii na branżę motoryzacyjną będzie bardzo duży. Szacunki mówią, że w drugim kwartale średni spadek sprzedaży wszystkich pojazdów może wynieść nawet 60-70%. Dotyczy to również segmentu premium, bo choć w momentach spadków sprzedaży, samochody premium na ogół sprzedawały się lepiej – tym razem mamy do czynienia z sytuacją nigdy wcześniej nie spotykaną. Obecnie większość firm wstrzymuje się z zakupami i wymianą flot, w tym samochodów premium, które były nabywane dla top managementu. Zakładając, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy sytuacja zacznie się stabilizować, jest nadzieja, że w trzecim i czwartym kwartale spadki będą niższe niż w drugim, jednak na powrót do stanu sprzed pandemii nie należy liczyć – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Auta z napędem elektrycznym jeszcze bardziej popularne

W I kwartale br. zmniejszyła się liczba rejestracji we wszystkich segmentach. Najgłębsze spadki zanotowano w kategorii małych i średnich MPV (-58%), dużych MPV (-47%) oraz kombivanów (- 44%). Według kryterium rodzaju paliwa, jedynie wśród samochodów z napędami alternatywnymi odnotowano wynik dodatni.

Liczba rejestracji samochodów elektrycznych stale wzrasta. W I kwartale 2020 r. zarejestrowano ich 1 278 sztuk. Oznacza to wzrost aż o 101,6%. Polacy coraz bardziej przekonują się do aut z napędami hybrydowymi – w I kwartale br. liczba rejestracji w tej grupie zwiększyła się o 98,4% i wyniosła 13,4 tys. sztuk. Wśród nabywców aut z napędami alternatywnymi zarówno klienci indywidualni (+115,3%), jak i instytucjonalni (+94,6%) zwiększyli zakupy. Spodziewamy się, że duża popularność samochodów z napędami alternatywnymi będzie się utrzymywać, choć z uwagi na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 dynamika rejestracji nowych samochodów w kolejnych miesiącach istotnie spadnie – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Duże spadki rejestracji pojazdów użytkowych

W I kwartale 2020 r. zarejestrowano 13,4 tys. sztuk nowych samochodów dostawczych, co oznaczało spadek o 21,4% w porównaniu do I kwartału 2019 r. Aż o 36,8% r/r, do poziomu 4,7 tys. sztuk, zmniejszyły się rejestracje samochodów ciężarowych. Rynek nowych przyczep i naczep o masie całkowitej powyżej 3,5t spadł z kolei o 45,2% – w I kwartale zarejestrowano 4 tys. sztuk.Duże spadki rejestracji pojazdów

Spadki liczby rejestracji w segmencie jednośladów

W I kwartale 2020 r. liczba zarejestrowanych nowych motocykli wyniosła 3 138 sztuk, czyli 10,9% mniej niż w I kwartale 2019 r. Po czterech z rzędu rosnących kwartalnych wynikach w ubiegłym roku, początek 2020 r. zapowiadał się optymistycznie. Pandemia koronawirusa w Polsce wyhamowała jednak obserwowany wcześniej rozwój rynku motocykli. Znaczący spadek rejestracji odnotowano również na rynku motorowerów, których w pierwszych trzech miesiącach 2020 r. zarejestrowano 2 319 sztuk, co oznaczało spadek aż o 23,3% w porównaniu z 2019 r.

Produkcja samochodów osobowych zwalnia

W I kwartale 2020 r. wyprodukowano w Polsce łącznie 148,9 tys. pojazdów samochodowych, o 13,2% mniej niż w poprzednim roku. Spadła liczba wszystkich produkowanych rodzajów pojazdów. Najbardziej zmniejszył się wolumen produkcji autobusów (spadek o 20% r/r).

Vivid Games konsekwentnie poprawia wyniki

Ponad 3.2 mln zł przychodów ze sprzedaży wypracował Vivid Games w kwietniu bieżącego roku, wynika ze wstępnych danych finansowych. To najwyższa historycznie miesięczna sprzedaż spółki. Zysk netto osiągnął narastająco 1.4 mln zł. 

Przychody ze sprzedaży bydgoskiego developera i wydawcy przekroczyły narastająco 8 mln zł. To o ponad 240% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (styczeń-kwiecień). Zysk netto spółki osiągnął narastająco 1.4 mln zł, a w samym kwietniu 0.4 mln zł. – Największy wpływ na rosnące przychody ma Real Boxing 2, który w kwietniu zarobił dziesięciokrotnie więcej niż w styczniu. Zwiększamy wydatki marketingowe, w kwietniu zainwestowaliśmy 1.4 mln zł. Do zespołu produktowego skierowaliśmy znaczną część wewnętrznych zasobów. Zamierzamy dobrze wykorzystać potencjał, który wytworzyliśmy w ostatnich miesiącach – m.in. usuwając markę Rocky, oraz rozpoczynając pozyskiwanie użytkowników na dużą skalę. – tłumaczy Remigiusz Kościelny, CEO Vivid Games. Marka Real Boxing, najbardziej rozpoznawalny tytuł spółki od 2012 roku trafiła już do 78,5 mln graczy, generując ponad 71 mln zł przychodów.

Osiągnięte po czterech miesiącach wyniki oznaczają, że realizacja prognoz na 2020 r. jest coraz bardziej prawdopodobna. Prognoza spółki zakłada wypracowanie 19 mln zł przychodów ze sprzedaży i 3 mln zł zysku neto. – Patrząc na dynamikę wzrostu i to co planujemy w kolejnych miesiącach, jestem spokojny o jej realizację– podkreśla Kościelny. Świetny debiut gier Vivid Games na platformie Switch (3 pierwsze wydane tytuły zostały pobrane ponad 300 000 razy) czy udany pierwszy soft-launch nowej gry segmentu mid-core Knights Fight 2, potwierdzają przewidywania spółki.

Odpisy aktualizujące z tytułu utraty wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa

W wyniku zamrożenia gospodarki spowodowanej pandemią koronawirusa (COVID-19) wiele przedsiębiorstw utraci część przychodów, co negatywnie wpłynie na ich obecną i przyszłą rentowność, a w konsekwencji także na wartości posiadanych przez nie aktywów. Taka sytuacja bez wątpienia spowoduje, że dyrektorzy finansowi spółek staną przed koniecznością wnikliwego przeanalizowania czy nie nastąpiła utrata wartości firmy oraz innych aktywów.

Pomimo że do dramatycznego załamania rynków giełdowych doszło już po 31 grudnia 2019 roku, który był ostatnim dniem bilansowym dla wielu spółek, w związku z czym jego efekty nie były uwzględnione w rocznych sprawozdaniach finansowych, to jednak w kolejnych śródrocznych raportach finansowych efekty zmian w otoczeniu gospodarczym będą musiały zostać już uwzględnione. W wyniku spadku wybranych indeksów sektorowych w ciągu I kwartału 2020 roku największe straty odniosły: sektor odzieżowy, bankowy, górnictwo oraz energetyka. Spadki, chociaż nie tak duże (ok. 20%), zanotowały również sektory, które w czasie pandemii powinny zyskać na znaczeniu: informatyczny, telekomunikacyjny i spożywczy. Jedynie branża budowlana, która kontynuuje działalność, odniosła kilkunastoprocentowe spadki.

Ze względu na fakt, że test na utratę wartości firmy porównuje wartość odzyskiwalną jednostki wypracowującej przepływy pieniężne do jej wartości bilansowej przedstawionej w sprawozdaniach finansowych, wartość wskaźnika ceny do wartości księgowej – C/WK lub ang. P/BV jest zazwyczaj dobrym miernikiem ryzyka utraty wartości aktywów. W szczególności jeśli wskaźnik C/WK spada poniżej poziomu 1,0x mamy do czynienia ze zwiększonym ryzykiem utraty wartości, bowiem rośnie ryzyko, że wartość godziwa kapitałów własnych jest niższa niż jej wartość rozpoznana w sprawozdaniach finansowych. Nie jest to jednoznaczne z koniecznością dokonania odpisu, jednak wskazuje na wymóg przeprowadzenia testu – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa

W czasie kryzysu premia za kontrolę rośnie

Mając na uwadze, że notowania akcji spółek publicznych odzwierciedlają wartość udziału mniejszościowego bez premii za kontrolę, a wartość ośrodka wypracowującego przepływy pieniężne jest testowana na poziomie odzwierciedlającym kontrolę, często do kapitalizacji rynkowej dodawana jest premia za kontrolę.

Analizy przeprowadzone na rynku amerykańskim wskazują, że w okresach kryzysu finansowego (2008-09) premie za kontrolę były istotnie większe, jednak tylko w wyjątkowych przypadkach osiągały poziomy powyżej 50%. Z kolei regularne analizy premii za kontrolę przeprowadzane przez KPMG na polskim rynku w oparciu o analizy wezwań na GPW, wskazują, że premia za kontrolę w warunkach stabilnej gospodarki kształtuje się średnio na poziomie około 15%, czyli jest istotnie niższa niż w USA. Wynikać to może między innymi z większej świadomości inwestorów na rynkach dojrzałych.

Nawet gdyby przyjąć wyższe premie za kontrolę w czasach kryzysu, zwiększając je o około 10 p.p., a więc podobnie jak w USA, osiągając łączną premię na poziomie 25%, zastosowanie premii za kontrolę w Polsce na poziomie ponad 25% w stosunku do kapitalizacji rynkowej byłoby rzadkością i wymagałoby starannego uzasadnienia – mówi Tomasz Regulski, dyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa 2Analizując poziom wskaźników C/WK dla wybranych indeksów na polskiej giełdzie wydaje się, że zarządy wielu spółek staną przed dużym wyzwaniem, aby obronić się przed utratą wartości aktywów, gdyż średnia C/WK dla indeksu szerokiego rynku WIG wynosiła na koniec grudnia 2019 zaledwie 1,1x by spaść na koniec marca do poziomu 0,9x. Wiele sektorów na 31 marca 2020 (spożywczy, odzieżowy, energetyczny, budowlany i chemiczny) notuje mnożniki poniżej 0,7x. Jedynym sektorem, którego mnożnik zyskał na wartości to WIG – Leki.

Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa 3Premie za kontrolę na poziomie powyżej 25% są rzadko, a powyżej 50% bardzo rzadko spotykane, wobec tego należy się spodziewać, że uwzględnienie ich w testach na utratę wartości na tak wysokim poziomie musiałoby wymagać szczegółowych analiz, znalezienia transakcji porównywalnych z podobnym poziomem premii za kontrolę i właściwego uzasadnienia, aby mogło zostać zaakceptowane przez audytora badającego sprawozdania finansowe spółki.

Należy jednak pamiętać, że takie uzgodnienie jest znacznie bardziej skomplikowane, kiedy dana spółka ma kilka niezależnych ośrodków wypracowujących przepływy pieniężne, gdyż w takiej sytuacji poszczególne założenia trzeba analizować nie na poziomie spółki, a osobno dla każdego z takich ośrodków, gdyż to wartość użytkowa danego ośrodka wyliczona w oparciu o prognozowane przepływy pieniężne jest ostatecznym parametrem branym pod uwagę przy szacowaniu ewentualnego odpisu.

Z doświadczenia KPMG przy wspieraniu klientów w przygotowaniu lub krytycznej analizie testów na utratę wartości wynika, że wiele spółek będzie musiało zmierzyć się z tym wyzwaniem w sytuacji dużej niepewności, gdyż obecnie prognozy co do wyjścia z kryzysu potrafią zmieniać się często i w znaczny sposób. W sytuacji pandemii istniejące testy będą musiały być szczegółowo przeanalizowane i uaktualnione. Kiedy nie będzie możliwe opracowanie jednego wiarygodnego zestawu prognoz, powszechną praktyką będzie przygotowanie testów w ujęciu scenariuszowym: bazowym, pesymistycznym i optymistycznym, a na potrzeby ostatecznego wyniku zważenie ich prawdopodobieństwem wystąpienia – podsumowuje Marcin Łągiewka, dyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Holo4Labs, wprowadzający Mixed Reality do laboratoriów, planuje kampanię crowdfundingu udziałowego

Jeszcze w tym roku sprzedaż gogli do AR/VR wyniesie ponad 7 mln sztuk, co oznacza blisko 25% wzrostu w stosunku do 2019 roku. Zwiększenie zainteresowania technologiami umożliwiającymi profesjonalistom pracę zdalną jest efektem panującej pandemii. Na tej fali rośnie zainteresowanie polskim start–up’em Holo4Labs, oferującym rozwiązania Mixed Reality dla branży laboratoryjnej. Twórcy projektu rozpoczynają przygotowania do kampanii crowdfundingu udziałowego, chcąc pozyskać finansowanie na rozwój jeszcze w tym kwartale.

Wraz ze wzrostem popularności technologii do pracy zdalnej, wzrosło także zainteresowanie technologiami VR, AR czy Mixed Reality. W Polsce wschodzącą gwiazdą tego typu rozwiązań może okazać się spółka Holo4Labs, której produkt już wzbudza zainteresowanie branży laboratoryjnej. Autorskie rozwiązanie sprawia, że praca w laboratorium staje się bardziej efektywna i szybsza, a w pewnych aspektach można nawet wykonywać ją zdalnie. Spółka chce wykorzystać popyt na takie rozwiązania i dokonać skalowania usługi na kolejne rynki, dlatego rozpoczęła przygotowania do kampanii crowdfundingu udziałowego, która ma odbyć się jeszcze przed wakacjami. Szczegóły poznamy w najbliższych tygodniach.

Rozwiązania LabTech – trend, który przyspiesza w czasach pandemii

Innowacje to jedna z gałęzi globalnej gospodarki, która może wyjść obronną ręką z obecnego kryzysu. Polski start–up Holo4Labs, który jest autorem oprogramowania wprowadzającego rozszerzoną rzeczywistość do laboratoriów, idealnie wpisuje się w ten trend. Laboratoria, pomimo że są motorem rozwoju całego świata, często pracują jeszcze analogowo lub stosują rozwiązania znacząco odbiegające od współczesnych standardów. Excel i kartka papieru to przeważnie jedyne narzędzia, jakimi dysponują laboranci, ale obecny kryzys wymusił głębokie zmiany.holo4labs – process

Przyszłość laboratoriów

LabTech to przyszłość zarządzania procesami w laboratoriach. Tak jak w FinTech to rozwiązania cyfrowe: systemy komputerowe, aplikacje mobilne wspierające banki i branżę finansową, tak LabTech wspiera technologicznie branżę laboratoryjną. Wszelkie systemy wspierające pracę laboranta przy analizie danych i zapisywaniu wyników zintegrowane z laboratoryjnym sprzętem badawczym to usprawnienie pracy całego laboratorium. Jednak faktyczną cyfrową transformację w laboratorium widać w momencie, gdy na głowie laboranta zobaczymy gogle przenoszące jego pracę do rozszerzonej rzeczywistości, w której pracuje na hologramach i ekranach wyświetlanych na siatkówce oka. Taki obraz wcale nie jest pieśnią przyszłości, ale realnym rozwiązaniem możliwym dzięki polskiemu start–up’owi.

– Holo4Labs pozwala na pracę z systemem LIMS (laboratory information management system) w ramach rozszerzonej rzeczywistości. W praktyce oznacza to, że laborant ma dostęp do kompletu niezbędnych danych w dowolnym miejscu w laboratorium, ponieważ zawsze może je mieć dosłownie przed oczami. Oprogramowanie dostarcza informacji o kolejnych krokach procedur badawczych, informuje o potencjalnych zagrożeniach lub przeoczonych czynnościach. Umożliwia nawet zdalną kooperację z innymi pracownikami oddalonymi o setki kilometrów, poprzez transmisję tego, co widzi osoba nosząca gogle – tłumaczy Przemysław Budnicki, CEO Holo4Labs.

– Rozwiązanie pozwala na interakcję pomiędzy pracownikami, czyli możliwe jest na przykład wirtualne narysowanie wskazówek w przestrzeni otaczającej drugą osobę. Dzięki Holo4Labs można także rejestrować wyniki analiz bez przemieszczania się od instrumentów laboratoryjnych do komputera. Laborant zawsze wie, co jeszcze i jak musi zrobić, ponieważ interfejs wyświetla mu kolejne kroki procedury. To znacząco usprawnia pracę laboratorium i, co istotne zwłaszcza teraz, podnosi bezpieczeństwo – dodaje Paweł Gawkowski, jeden z twórców Holo4Labs, który odpowiadał za produkt w fazie R&D.

Kampania crowdfundingu udziałowego Holo4Labs jeszcze w tym kwartale

Obecna sytuacja pandemiczna wywołała zwiększenie zainteresowania technologiami wspierającymi pracę zdalną, a także uświadomiła społeczeństwu, jak bardzo istotna jest kwestia bezpieczeństwa w laboratoriach. Jest to także najlepszy moment do akceleracji technologii Mixed Reality i HoloLens. Dzięki pozyskaniu finansowania spółka chciałaby skalować biznes na globalne rynki. Oferta Holo4Labs będzie jednym z ciekawszych otwarć dla polskich inwestorów dostępnym jeszcze w tym kwartale. Tym bardziej, że projekt zyskał już uznanie na arenie międzynarodowej, gdzie podczas prestiżowej gali Emerging Europe w Londynie uzyskał tytuł najlepszej Innowacyjnej Inicjatywy Roku 2019.

Zespół Holo4Labs posiada gotowy produkt w postaci autorskiego rozwiązania. Jak każdy start–up, potrzebuje obecnie paliwa w postaci finansowania do dalszego rozwoju produktu i skalowania biznesu. Wydaje się, że czas na rundę finansowania nie może być lepszy. Laboratoria, ich bezpieczeństwo i wydajność stały się bowiem centrum zainteresowania nie tylko ludzi, dla których ważna jest szybka i jakościowa analiza, ale także dla rządów na całym świecie.

Mocy ci u nas dostatek – stabilność systemu elektroenergetycznego

Jak pokazują analizy udostępnianych przez PSE prognoz bilansu systemu elektroenergetycznego, godzinowe rezerwy mocy w latach 2021-2022 przekraczają wymagane 18-porocentowe minimum długookresowe. W prognozie nie występują okresy poniżej krytycznego, 9 -procentowego progu, przy którym PSE może ogłaszać Okresy Zagrożenia.

Stabilność systemu elektroenergetycznego

Analitycy Enel X wzięli pod uwagę publikowany codziennie przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) planowany bilans mocy netto w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE), dla okresu do 31 grudnia 2022 r. Z analizy wynika, że spadek rezerw mocy (różnicy między prognozowaną produkcją a prognozowanym zużyciem energii) poniżej wymaganego długookresowo minimum 18% może wystąpić jedynie na jesieni 2020 roku. Jest to związane z kumulacją planowanych wyłączeń mocy wytwórczych w celu modernizacji. Rezerwy mocy nie spadną jednak – nawet w krytycznym okresie – poniżej progu 9%, kiedy to PSE może ogłosić tzw. Okres Zagrożenia, a tym bardziej poniżej 5%, kiedy ogłoszenie Okresu Zagrożenia jest ustawowo obowiązkowe.

Jeszcze lepiej wyglądają prognozowane rezerwy dla lat 2021-2022. W tym okresie nie powinny one spaść nawet poniżej 18%.

Spokój odbiorców na Rynku Mocy

– Analizowane przez nas ostatnie prognozy PSE z pewnością ucieszą odbiorców energii, bo oznaczają, że dzięki Rynkowi Mocy i DSR ryzyko deficytu mocy zmalało – komentuje Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający Enel X, największego w Polsce agregatora DSR. – To dobra wiadomość także dla tych odbiorców, którzy chcą czerpać finansowe korzyści z Rynku Mocy i właśnie zastanawiają się nad przyłączeniem do programów DSR

Programy DSR, w których odbiorcy energii w zamian za deklarację zmniejszenia jej poboru w krytycznych sytuacjach otrzymują wynagrodzenie finansowe, są jednym z elementów Rynku Mocy. Mechanizm ten został wprowadzony, aby utrzymać niezawodność dostaw energii. PSE oczekuje, aby rezerwy mocy na dzień przed dostawą wynosiły co najmniej 9%, a kiedy nie zagraża to bezpieczeństwu dostaw – przynajmniej 5%. Jeśli rezerwy spadną poniżej tego poziomu i inne mechanizmy rynkowe okażą się niewystarczające, PSE może ogłosić tzw. Okres Zagrożenia, w trakcie którego odbiorcy energii mogą być wezwani do faktycznego ograniczenia poboru. Aby zarabiać na Rynku Mocy już w roku 2021, odbiorcy muszą przystąpić do programów DSR za pośrednictwem agregatora. Mają na to czas do końca września br.

– Atrakcyjność uczestnictwa odbiorców energii w programach DSR zależy od tego, jak często można spodziewać się Okresów Zagrożenia, wiążących się z ryzykiem faktycznego wezwania do zmniejszenia poboru mocy. Zarówno prognozy PSE, jak i analizy przygotowane na nasze zlecenie przez KPMG wskazują, że ryzyko to jest bardzo małe i uczestnictwo w programie nie będzie dużym obciążeniem dla odbiorców– dodaje Jacek Misiejuk

Raport KPMG dla Enel X: dobra perspektywa dla DSR

Eksperci KPMG opracowali raport na zlecenie Enel X, w którym przeanalizowali kondycję systemu elektroenergetycznego w latach 2017-2019. M. in. oszacowali liczbę sytuacji, w których PSE mogłoby ogłosić Okres Zagrożenia, oraz tych, kiedy odbiorcy faktycznie musieliby ograniczyć pobór, gdyby w badanym okresie obowiązywały zasady Rynku Mocy. Jak pokazały symulacje, warunki umożliwiające ogłoszenie Okresów Zagrożenia wystąpiłyby tylko przez 2 dni w ciągu trzech lat (łącznie przez 4 godziny). Nawet w najbardziej ostrożnym wariancie nie uwzględniającym wielu dostępnych dla PSE rezerw, łączna liczba dni, w których mogły by być ogłoszone Okresy Zagrożenia spadała z roku na rok z 23 do 4.

Analitycy KPMG porównali też prognozy popytu na energię elektryczną w latach 2021-2024 ze spodziewaną dynamiką jej podaży oraz spodziewaną kondycją systemu elektroenergetycznego. Czynnikiem potencjalnie destabilizującym system może być wzrost udziału w miksie energetycznym energii pochodzącej z OZE, których wydajność zależy od pory roku i pogody. Wzrost ten nie będzie jednak na tyle duży, by mógł wpłynąć na poziom rezerw mocy. Jednocześnie modernizacje oraz budowa nowych mocy wytwórczych, a także udział fotowoltaiki w szczytach letnich, zrekompensuje wyłączenia ze względu na wyeksploatowanie i nie spełnianie norm emisji części najstarszych bloków.

Wnioski te potwierdzają przewidywania Ministerstwa Energii, według którego w ciągu następnych 4 lat przyrost mocy w elektrowniach ma być nawet dwukrotnie większy niż przyrost zapotrzebowania na energię.

Czechy otwierają swoje granice od 25 maja. Polscy hotelarze boją się, że przegrają z nimi walkę o turystę

Tylko 40 proc. Polaków planuje wyjechać na wakacje po wygaśnięciu pandemii, a aż 2/3 z nich zamierza spędzić urlop w kraju – wynika z badania na zlecenie KRD. Bardziej niż na polskich hotelarze liczą jednak na zagranicznych turystów, zwłaszcza z Niemiec. Ci jednak nie przyjadą, jeżeli zamknięcie granic zostanie utrzymane. Tym bardziej że Czechy już zapowiedziały otwarcie granic od 25 maja. W związku z tym branża apeluje do rządu o wypracowanie procedur bezpieczeństwa i utworzenie tzw. korytarzy turystycznych z sąsiednimi krajami. 

– Trzeba zaznaczyć, że istotna będzie data otwarcia granic. Mamy dramatyczne informacje od hotelarzy przygranicznych. Grupy turystów niemieckich, którzy o tej porze roku mieli już wykupione pobyty indywidualne czy biznesowe – chociażby w Świeradowie-Zdroju czy w Szklarskiej Porębie – informują polskich hotelarzy, że jeżeli Czesi wcześniej otworzą granice – co ma nastąpić w pełni 25 maja – to oni nie wrócą już do Polski. Kilka dni temu doszło do strajku hotelarzy w Świnoujściu, w tym regionie hotelarze w 90 proc. bazują na turystach z Niemiec. Jeżeli granice nie będą otwarte, te hotele niestety upadną – mówi Marek Łuczyński, prezes zarządu Polskiej Izby Hotelarstwa.

Jak podkreśla, jeżeli sąsiednie kraje wcześniej otworzą granice dla ruchu turystycznego, polscy hotelarze stracą klientów zagranicznych, być może bezpowrotnie. To z kolei wygeneruje gigantyczne straty finansowe i wizerunkowe dla całego sektora turystyki.

– Musimy przekonać gości z zagranicy, że jesteśmy bezpiecznym krajem, że za tą słynną gościnnością idzie również bezpieczeństwo – mówi ekspert. – Uważam, że powinniśmy dążyć do stworzenia specjalnych korytarzy turystycznych między krajami. Z Europy Zachodniej chociażby od prezydenta Francji Emmanuela Macrona płyną sygnały, że w tym roku Europejczycy nie wyjadą na wakacje z Europy. Będziemy musieli zostać na Starym Kontynencie i podróżować po wewnętrznym rynku albo do najbliższych krajów sąsiednich. Dlatego mam nadzieję, że i polski rząd, i rządy zagraniczne pracują już nad wznowieniem ruchu turystycznego i wypracowaniem odpowiednich procedur.

Wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy poinformował w tym tygodniu, że przed wakacjami resort planuje kampanię, która ma zachęcić Polaków do spędzenia urlopu w kraju. Rozważa również – w ramach specjalnych korytarzy turystycznych – umożliwienie wyjazdów do państw Grupy Wyszehradzkiej, czyli Czech, Słowacji i Węgier. Statystyki zachorowań w tych krajach są zbliżone do polskich, więc ryzyko zakażenia koronawirusem jest niższe niż np. na zachodzie Europy.

– Propozycje w ramach Grupy Wyszehradzkiej są dyskutowane i wiem od prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, że polski rząd ciągle rozmawia z tymi krajami – mówi Marek Łuczyński.

W tej chwili zgodnie z przepisami po przekroczeniu granicy z Polską trzeba odbyć obowiązkową, 14-dniową kwarantannę. Wyjątkiem są jedynie zawodowi kierowcy, a od 4 maja również osoby, które uczą się lub pracują w sąsiednich krajach: w Niemczech, Czechach, na Litwie i Słowacji.

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska zaapelowała do państw członkowskich o utrzymanie zamkniętych granic jeszcze przez ponad miesiąc. Jeśli rządy przychylą się do tego apelu – Europejczycy będą mogli ponownie podróżować w ramach UE od 15 czerwca, jednak każde z państw może wprowadzić własne zasady i procedury chroniące przed rozprzestrzenianiem SARS-CoV-2.

W Polsce hotele i inne miejsca noclegowe decyzją rządu pozostawały zamknięte od 31 marca. Mogły funkcjonować wyłącznie wtedy, jeśli przebywały w nich osoby w kwarantannie lub izolacji albo personel medyczny. Decyzją Rady Ministrów od 4 maja wprowadzony został kolejny etap znoszenia ograniczeń związanych z SARS-CoV-2, który obejmuje hotele i pensjonaty. Mogą one już przyjmować rezerwacje, ale w dalszym ciągu nieczynne pozostają m.in. sale konferencyjne i sale zabaw, hotelowe baseny i SPA oraz bary i restauracje, które mogą przygotowywać i dostarczać posiłki dla gości wyłącznie do pokoi lub na wynos.

– To bardzo istotne, żeby rodzinne, małe i średnie hotele pobytowe były w 100 proc. otwarte najpóźniej do końca maja. Gorąco o to apelujemy do Ministerstwa Rozwoju – podkreśla Marek Łuczyński – Im szybciej polskie hotele się otworzą, tym wcześniej będziemy mogli rywalizować chociażby z państwami sąsiednimi i tym prędzej goście hotelowi z Polski będą mieli pewność, że rynek jest otwarty. To wpłynie na zainteresowanie polskiego społeczeństwa rezerwacjami w hotelach, więc oczekuję, że w ciągu tych najbliższych trzech tygodni sytuacja się unormuje.

Mimo że drugi etap odmrażania gospodarki umożliwił wznowienie działalności hoteli i obiektów noclegowych, to ze względów ekonomicznych do tej pory zdecydował się na to tylko niewielki odsetek hotelarzy. Obiekty, które od 4 maja przyjmują rezerwacje, w dalszym ciągu świecą pustkami. Bez możliwości otwarcia restauracji czy części wypoczynkowych hotelarzom na razie nie opłaca się wznawiać działalności, a większość z nich czeka do końca maja na zniesienie obostrzeń dotyczących gastronomi.

– W dramatycznej sytuacji są obecnie hotele wellness & SPA i hotele pobytowe, ponieważ one opierają się właśnie na części wypoczynkowej. W ostatnich 5–10 latach polska baza noclegowa tego typu hoteli rozwinęła się w porównaniu chociażby do Niemiec – absolutnie nie ustępujemy jakością naszym zachodnim sąsiadom, a nawet przebiliśmy ich na wielu płaszczyznach. Na pewno bardzo duże straty notują też duże hotele konferencyjne, które nie mogą należycie prowadzić swojej działalności i są de facto sparaliżowane – mówi prezes zarządu Polskiej Izby Hotelarstwa.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w połowie kwietnia br. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów – aż 60 proc. Polaków nie zamierza wyjeżdżać na urlop w ciągu pół roku po zażegnaniu kryzysu epidemiologicznego. Tylko 40 proc. planuje wyjechać na wakacje lub wycieczkę po wygaśnięciu pandemii. Aż 2/3 rodaków (66 proc.) chce jednak pozostać w kraju, a tylko co piąty planuje wybrać się za granicę. Badanie pokazuje też, że Polacy chętniej będą wybierać mniejsze i bardziej kameralne miejsca noclegowe: kwatery prywatne (39 proc.), pensjonaty (25 proc.) i agroturystykę (18 proc.).

Według przytaczanego przez KRD raportu („Rynek HoReCa w Polsce 2019. Analiza i prognozy rozwoju do 2024 r.”) w Polsce ten rynek wart jest ok. 30,9 mld zł. W ostatnich trzech latach rósł w tempie 7 proc. rocznie, napędzany m.in. przez rosnącą konsumpcję, zmieniające się nawyki Polaków, wzrost dochodów gospodarstw domowych i świadczenia socjalne, jak 500+. Pandemia koronawirusa może jednak mocno zachwiać rynkiem HoReCa, który jeszcze przed bieżącym kryzysem zmagał się ze znacznym zadłużeniem – na początku kwietnia wynosiło ono 242 mln zł.

Pandemia w niewielkim stopniu uderzyła w budownictwo. Po chwilowym spadku popytu na materiały budowlane rynek wraca do stabilizacji

0

– Polskie firmy mają w swoim DNA umiejętność szybkiego reagowania. Od upadku komunizmu cały czas żyjemy w sytuacji kryzysu albo zmiany – wskazuje Krzysztof Domarecki, prezes giełdowej Seleny. Jak ocenia, w nadchodzących miesiącach największym zagrożeniem dla biznesu będzie spadek popytu na europejskim rynku, ale polskie przedsiębiorstwa przyzwyczajone do funkcjonowania w kryzysowych warunkach powinny sobie poradzić. Selena, mimo chwilowych spadków popytu na materiały budowlane, kontynuuje działalność bez większych zmian i nie odnotowała do tej pory zakłóceń w dostawach surowców i materiałów produkcyjnych. W związku z pandemią spółka przestawiła też swoją produkcję i rozpoczęła wytwarzanie środków dezynfekujących. 

– Krótkoterminowo polskim firmom najbardziej zagraża w tej chwili spadek przychodów i utrata płynności finansowej. Dotyczy to zresztą przedsiębiorstw w Europie i na świecie. W średnim i długim terminie zagrożeniem będzie czekający nas spadek popytu na rynku europejskim, zwłaszcza w połączeniu z gigantycznymi zadłużeniami, które też jakoś trzeba będzie spłacać. Widzę jednak szansę w szybkości działania polskich firm. Pamiętajmy, że my od upadku komunizmu cały czas żyjemy w sytuacji kryzysu albo zmiany. Mamy za sobą 30 lat wzrostu, lecz także różnego rodzaju kłopotów i wyzwań. Polskie firmy mają w swoim DNA umiejętność szybkiego reagowania – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Selena FM SA.

Pandemia SARS-CoV-2 wymusiła zatrzymanie gospodarki, a wiele branż nie jest w stanie prowadzić regularnej działalności i ponosi wielomilionowe straty, które uderzają zwłaszcza w małe i średnie przedsiębiorstwa. W raporcie giełdowym Grupa Selena poinformowała, że w kwietniu i maju br. dostrzegła spadający popyt na materiały budowlane we wszystkich krajach w związku z wprowadzonymi ograniczeniami i spowolnieniem niektórych inwestycji. Jednak jak ocenia prezes spółki na tle ogółu rynku budownictwo ucierpiało w stosunkowo niewielkim stopniu, ponieważ duża część prac budowlanych nie została wstrzymana.

– Co za tym idzie, rynek chemii budowlanej krótkoterminowo się nie zmienił. Jednak w średnim okresie spodziewam się znacznego wzrostu zapotrzebowania budowlańców na takie wyroby chemii budowlanej, które umożliwią szybszą pracę. To znaczy, że wszelkie procesy klejenia, uszczelniania, budowy czy  dotyczące czasu wiązania zaprawy cementowej lub gipsowej będą musiały stać się znacznie szybsze i takiego typu wyroby będą przez rynek poszukiwane – mówi prezes zarządu Selena FM SA.

Firma ma 17 zakładów produkcyjnych na całym świecie i jest obecna na 100 zagranicznych rynkach. Giełdowa grupa nie odnotowała do tej pory poważnych zakłóceń w dostawach surowców i materiałów produkcyjnych ani zagrożeń związanych chociażby z absencją pracowników. W związku z pandemią wprowadzono system pracy zdalnej i wideokonferencje online, zawieszone zostały też wszelkie podróże służbowe. Pracownikom został zapewniony dostęp do środków antybakteryjnych i dezynfekujących, a w zakładach produkcyjnych wprowadzono procedury bezpieczeństwa. Zmiana organizacji pracy nie ma jednak wpływu na działalność spółki, Selena kontynuuje ją bez większych zmian.

W kwietniu niektóre spółki zdecydowały się na kilkudniowe przerwy w działalności produkcyjnej, umożliwiając pracownikom wykorzystanie w tych dniach urlopów wypoczynkowych. Część (m.in. w Kazachstanie, Brazylii, Turcji, Włoszech i Hiszpanii) była też zmuszona chwilowo zawiesić produkcję z uwagi na lokalne zakazy w prowadzeniu działalności.

– Najbardziej dotknięte pandemią zostały nasze biznesy w Hiszpanii i we Włoszech, te kraje ucierpiały najszybciej. Spadki popytu sięgnęły w nich 70–80 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Kraje Europy Środkowej radzą sobie dość dobrze. Ukraina, Turcja, Rosja czy Kazachstan to rynki, na które pandemia dotarła stosunkowo późno. Tam spodziewamy się większych kłopotów teraz – w maju i czerwcu. Z kolei Chiny o pandemii dawno już zapomniały, ok. siedem tygodni temu wróciły do produkcji. Nasz zakład w Foshanie pracuje na 100 proc. mocy i realizuje eksport do Azji, Ameryki Południowej i Północnej. Z kolei zakład w Nantongu, który produkuje na lokalny rynek chiński, też sprzedaje już coraz więcej. Można więc powiedzieć, że Chiny są już po restarcie – mówi Krzysztof Domarecki.

W tym momencie wszystkie zakłady produkcyjne i oddziały Seleny pracują na 100-procentowych obrotach, nie występują opóźnienia w terminach realizacji dostaw. Zamówienia są przyjmowane jak dotychczas, a wysyłki towarów z magazynów są realizowane regularnie. Pandemia SARS-CoV-2 może mieć jednak długoterminowy wpływ na działalność grupy, przekładając się na zatrudnienie i inwestycje.

– Z chwilą, kiedy zaczął się ten kryzys, wstrzymaliśmy wszelkie zatrudnienia – ale na razie nie wprowadzamy też żadnych zwolnień. Musieliśmy też zawiesić inwestycje – choć te już rozpoczęte nadal się toczą. Część z nich na pewno odłożymy o kolejny rok lub nawet dwa lata – mówi.

Selena to jeden z największych w Polsce producentów i dystrybutorów chemii budowlanej. W skład grupy wchodzi 35 spółek i zakłady produkcyjne zlokalizowane na trzech kontynentach. Spółka skupia się na opracowywaniu i wdrażaniu innowacyjnych produktów – czego przykładem jest m.in. wprowadzony na rynek rok temu klej na bazie technologii hybrydowej, który działa osiem razy szybciej od zwykłych klejów montażowych. W związku z pandemią Selena przestawiła jednak swoją produkcję i rozpoczęła – jak na razie na niewielką skalę – wytwarzanie środków dezynfekujących.

– Kiedy pandemia zbliżała się do Europy, uświadomiliśmy sobie, że środki do dezynfekcji będą bardzo potrzebne. Dlatego w ciągu dwóch tygodni przerobiliśmy naszą tradycyjną linię, na której produkujemy kleje dla budownictwa. Nasz zespół R&D opracował recepturę środka do dezynfekcji zgodną ze standardami WHO. Dzięki specjalnym procedurom, które wdrożył polski rząd, otrzymaliśmy zezwolenie na produkcję w absolutnie błyskawicznym tempie – mówi Krzysztof Domarecki.

Żel do dezynfekcji rąk pod marką Tytan Health jest produkowany w należącym do spółki zakładzie w Dzierżoniowie. Pierwsza partia, czyli 10 tys. opakowań po 500 ml, trafiła do dolnośląskich szpitali, gdzie firma ma swoje zakłady i centralę.

– Pierwsze 10 tys. opakowań środka do dezynfekcji trafiło do dolnośląskich szpitali, później wysłaliśmy je też do innych regionów. Zrobiliśmy ukłon dla służby zdrowia i ludzi, którzy pracują w  naprawdę ciężkich warunkach. Mamy bardzo dobre opinie ze szpitali o naszym żelu – że medycy są z niego zadowoleni – mówi Krzysztof Domarecki.

Restauratorzy są gotowi na wznowienie działalności. Wdrożyli procedury i czekają na zielone światło od rządu

0

Gastronomia jest jedną z branż najbardziej poszkodowanych wskutek pandemii. Restauratorzy liczą straty i czekają na decyzję rządu znoszącą obowiązujące w niej obostrzenia. Podkreślają też, że w ciągu minionych dwóch miesięcy wypracowali wysokie standardy i procedury, które pozwolą im bezpiecznie obsługiwać klientów po wznowieniu działalności. Właściciele restauracji obawiają się jednak, że część szykowanych przez rząd obostrzeń sprawi, że będzie to całkowicie nieopłacalne. Tymczasem branża potrzebuje restartu już teraz.

– Ten ośmiotygodniowy przestój kosztował nas już zwolnienie prawie 70 proc. pracowników. Ci ludzie czekają na powrót do pracy u nas, bo nie mają gdzie pójść, nigdzie w gastronomii nie przyjmuje się teraz nowych pracowników – alarmuje Jan Budzyński, współwłaściciel Kafe Zielony Niedźwiedź. – Szczerze mówiąc, wyczerpują się już nasze możliwości przetrwania. To będzie dla nas i tak wielki problem nawet po rozpoczęciu działalności. Zwykle wszystkie zaszłości, straty i problemy ze zbyt wysokimi kosztami odbijają się po jakimś czasie. Dlatego te minione dwa miesiące sprawiły, że z dużym niepokojem patrzymy na czerwiec, który normalnie powinien być dla nas najlepszym okresem – mówi agencji Newseria Biznes Jan Budzyński, współwłaściciel restauracji Kafe Zielony Niedźwiedź.

Restauracje, kawiarnie i bary pozostają zamknięte od połowy marca (mogą serwować jedynie jedzenie na wynos i z dowozem do domu). To oznacza dwumiesięczną przerwę w działalności i radykalny spadek przychodów. Dlatego też restauratorzy liczą straty i niecierpliwie czekają na decyzję rządu znoszącą obostrzenia w gastronomii.

– Restauracje są gotowe na otwarcie, dlatego że cały czas pracują w dość dużym reżimie sanitarnym, kontrolowanym przez sanepid i audyt wewnętrzny. Dodatkowe wymagania ze względu na stan epidemii nie będą trudne do spełnienia, tylko będą po prostu bardziej kosztowne – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska, przewodniczący Związku Pracodawców HoReCa.

– Te ostatnie dwa miesiące, poświęcone na organizację dostaw posiłków na wynos, przygotowały nas na wdrożenie nowych zasad bezpieczeństwa. I udało się to zrobić – dodaje Jan Budzyński.

Restauratorzy wyraźnie podkreślają, że w ciągu minionych dwóch miesięcy wypracowali takie standardy i procedury bezpieczeństwa, które pozwolą im bezpiecznie obsługiwać klientów po wznowieniu działalności. Poza tym branża gastronomiczna podlegająca ciągłym kontrolom sanepidu i tak jest przyzwyczajona do wysokich standardów higieny i bezpieczeństwa żywności.

– Poza tym, że funkcjonuje u nas system HACCP, wdrożyliśmy własny zestaw procedur, który ma zwiększyć bezpieczeństwo gości i pracowników. Ci będą obsługiwać klientów w maseczkach i rękawiczkach, podobnie kucharze. Kelnerzy po wyjściu klienta – i każdorazowo na życzenie – będą dezynfekować stoliki. Goście będą zapraszani tylko do zdezynfekowanych stolików oznaczonych specjalnymi naklejkami, żeby uniknąć pomyłki. Zapewniamy płyny dezynfekujące w toaletach oraz w widocznych miejscach w restauracji. Karty menu będą dezynfekowane każdorazowo po użyciu przez gości, a do tego udostępnimy menu w wersji elektronicznej, które każdy będzie mógł uruchomić na swoim telefonie – wymienia Bartosz Griese, restaurator sieci Sfinks Polska.

– Chcemy też, żeby kelnerzy więcej uwagi poświęcali na wielokrotne dezynfekowanie tych przedmiotów w restauracji, które są wielokrotnie dotykane przez gości, jak np. klamki – dodaje Jan Budzyński – Na pewno będziemy musieli też zadbać, żeby każdy stolik po jego opuszczeniu przez gości został zdezynfekowany. Wielkiego ruchu i tak się nie spodziewamy. Szacujemy, że będzie to około 1/3 gości, co w tym samym czasie rok temu.

Właściciele restauracji i kawiarni podkreślają też, że od tego, kiedy będą mogli wznowić działalność w nowym reżimie sanitarnym, zależy utrzymanie zatrudnienia. W tej chwili z uwagi na brak przychodów są zmuszeni w coraz większym stopniu redukować liczbę pracowników.

– Zależy nam na tym, żebyśmy jak najszybciej mogli wrócić do pracy z gośćmi. Od tego, kiedy to się wydarzy, zależy możliwość utrzymania naszych pracowników. Każdy dodatkowy tydzień zamknięcia naszych lokali przynosi gigantyczne straty – dodaje Bartosz Griese.

Według planów rządu odmrażanie gospodarki będzie przebiegać w trzech etapach. Dwa pierwsze zostały już wdrożone. Trzeci etap obejmujący również gastronomię ma wejść w życie 18 maja, co potwierdziła w tym tygodniu wicepremier Jadwiga Emilewicz. Według nieoficjalnych jeszcze informacji restauracje będą mogły wznowić działalność i serwować posiłki i napoje stacjonarnie – ale wyłącznie w ogródkach gastronomicznych obsługiwanych przez kelnerów. Goście nie będą mogli samodzielnie podchodzić do baru, a stoliki mają być oddalone od siebie co najmniej o 2 metry. Restauratorzy obawiają się jednak, że część szykowanych przez rząd obostrzeń sprawi, że wznowienie działalności będzie zupełnie nieopłacalne.

– Zbyt radykalne ograniczenia przestrzenne mogą spowodować nierentowność otwierania restauracji. Osoby, które się spotykają przy jednym stoliku, powinny mieć możliwość siedzenia jak wcześniej, bo jeżeli będą chciały – i tak spotkają się u siebie w domu czy na działce. Zatem zbyt daleko idące restrykcje mogą doprowadzić tylko do tego, że dla ludzi wychodzenie z domu nie będzie żadną atrakcją  – wskazuje Jan Budzyński.

– Klienci przychodzą do restauracji głównie nie po to, żeby coś zjeść – ale żeby się przy tej okazji socjalizować. Restrykcje, o których już słyszymy – np. jeden klient przy jednym stoliku – w praktyce zabiją biznes restauracyjny. Mało kto będzie chciał samotnie jeść. Nie wyobrażam sobie też dwóch osób, które będą chciały rozmawiać ze sobą z odległości kilku metrów – dodaje Sylwester Cacek.

Jeżeli szykowane przez rząd obostrzenia wejdą w życie, po 18 maja zamknięte pozostaną wszystkie bary samoobsługowe i restauracje, które nie mają ogródków. Te będą musiały poczekać na kolejny, czwarty etap odmrażania gospodarki, co oznacza dalszy przestój, a dla wielu z nich – widmo bankructwa.

Jak wynika z badania Konfederacji Lewiatan, opublikowanego w zeszłym tygodniu – przedsiębiorcy bardzo liczą na odmrażanie gospodarki. 71 proc. uważa, że jest to w tej chwili jednym z kluczowych zadań rządu. Blisko 2/3 z nich zaangażowało swoje oszczędności, aby poradzić sobie w bieżącej sytuacji, 5 proc. podjęło już działania w kierunku likwidacji firmy, a 43 proc. wytrzyma jeszcze maksymalnie dwa miesiące. Ponad połowa firm zadeklarowała, że ich sytuacja zdecydowanie się pogorszyła w porównaniu do okresu sprzed pandemii. Bez rządowego wsparcia przedsiębiorcy nie przetrwają długo.

Ponadto aż 75 proc. jest przekonanych, że brak jasnej strategii odmrażania gospodarki ma negatywne konsekwencje gospodarcze i społeczne. Prawie połowa firm wskazała też, że brak współpracy administracji rządowej utrudnia im zarządzanie sytuacją kryzysową.

FZZ: W tarczach antykryzysowych brakuje rozwiązań skierowanych do pracowników. Wątpliwości budzą uprawnienia pracodawcy i przymus pracy dla personelu medycznego

– Propozycje, które zostały zawarte w tzw. ustawie covidowej, budzą bardzo poważny lęk o przyszłość pracowników – ocenia Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji w Forum Związków Zawodowych. Nieograniczone zarządzanie dyspozycyjnością pracowników, wprowadzanie przymusowej pracy dla personelu medycznego, zbyt niskie świadczenia postojowe i brak rozwiązań dla nowych bezrobotnych mogą spowodować trwałe zmiany na rynku pracy. W tarczach antykryzysowych brakuje też rozwiązań dedykowanych wyłącznie pracownikom.

Mamy ustawę „covidową”, która reguluje poszczególne przepisy w zakresie praw pracowniczych i tego, jak mają funkcjonować poszczególne przedsiębiorstwa. Jednak co do zasady w kwestii praw pracowniczych mamy do czynienia z ogólną dekompozycją Kodeksu pracy i relacji, które dotychczas znaliśmy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji  Forum Związków Zawodowych.

Wprowadzone przez rząd tarcze antykryzysowe miały zminimalizować skutki pandemii koronawirusa dla całej gospodarki. Zdaniem FZZ nowe przepisy chronią jednak przede wszystkim pracodawców i firmy, brakuje natomiast rozwiązań skierowanych wprost do pracowników.

Największe wątpliwości budzi nieograniczone zarządzanie dyspozycyjnością pracowników. To także kwestia wprowadzania przymusowej pracy dla personelu medycznego – wskazuje dyrektor ds. komunikacji  FZZ.

Ustawa wprowadza niejako przymus pracy dla pracowników służby zdrowia, co – jak podkreśla ekspert – jest naruszeniem zarówno Konstytucji, jak i konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Nowe przepisy uelastyczniają też czas pracy. Pracodawca może obniżyć wymiar czasu pracy o 20 proc., natomiast w innych przypadkach ma prawo skrócić czas dobowego nieprzerwanego odpoczynku dla pracownika z 11 do 8 godzin i tygodniowego czasu odpoczynku z 35 do 32 godzin. W porozumieniu ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników może też wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin.

Wprowadzono quasi-innowację na rynku pracy, czyli tzw. przerywany stosunek pracy, rozwiązanie polegające na tym, że można pracownika odesłać na pewnego rodzaju przestój. W jego trakcie miał być wypłacany tzw. dodatek solidarnościowy w wysokości 1,2–1,3 tys. zł. Każda tego typu forma zamrażania stosunku pracy w praktyce będzie oznaczać zwalnianie na raty, czyli jest to rozwiązanie skrajnie negatywne – tłumaczy Grzegorz Sikora.

Osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych, które utraciły całość lub część dochodów w efekcie pandemii koronawirusa, mogą liczyć na świadczenie postojowe (2080 lub 1300 zł), wypłacane maksymalnie trzy razy. Jak przekonuje Sikora, to jednak zdecydowanie zbyt mało. W ustawach brakuje też rozwiązań dedykowanych osobom bezrobotnym, tymczasem pod koniec roku stopa bezrobocia może nawet sięgnąć 9–10 proc. Brakuje też przepisów, wzorowanych choćby na tych z Niemiec czy Danii, dzięki którym pracownik może liczyć na bezpośrednie dopłaty do pensji, niezależnie od pracodawcy.

Wprowadzone rozwiązania nie były konsultowane i to jest ich największy problem. Rząd nie słucha organizacji reprezentatywnych, zarówno pracowniczych, jak i pracodawców. Ponadto w obrębie tych tarcz brakuje rozwiązań, które byłyby dedykowane wyłącznie dla pracowników. I byłoby to rozwiązanie najlepsze, bo nie uzależniałoby pracowników od woli pracodawcy – wskazuje dyrektor ds. komunikacji  FZZ.

Jego zdaniem obecne rozwiązania antykryzysowe dają firmom możliwość przetrwania kryzysu, np. obniżanie kosztów pracowniczych, są one jednak doraźne i nie odblokowują polskiej gospodarki.

–  Przede wszystkim powinno się odmrażać gospodarkę i robić wszystko, aby pracodawcy nie opłacało się zwalniać na raty tak jak w przypadku przerywanego stosunku pracy. Nie tworzyć prawa, które będzie zezwalać mu na to, aby pracowników traktować wyłącznie jako koszt – ocenia Grzegorz Sikora. – Rząd robi niewiele, aby odtworzyć pierwotne relacje popytowo-podażowe. W efekcie te rozwiązania nie pobudzają w znaczący sposób relacji gospodarczych, które najbardziej ucierpiały w trakcie stanu epidemii.

Tworzenie stron internetowych w Białymstoku – zaufaj ekspertom!

W dobie cyfryzacji każdy przedsiębiorca obowiązkowo powinien zaopatrzyć się w profesjonalną stronę internetową dla swojej firmy. Bez względu na to czy prowadzisz restaurację, kwiaciarnię czy salon fryzjerski – w internecie nie powinno zabraknąć Twojej wirtualnej wizytówki, jaką jest strona www. Firmowy projekt strony internetowej różni się od projektu serwisu rozrywkowego, dlatego też zlecając stworzenie strony www w Białymstoku, postaw na ekspertów!

Tworzenie stron internetowych Białystok – oferta szyta na miarę!

Kiedy planujesz otworzyć się na klientów wirtualnych, musisz pamiętać przede wszystkim o przygotowaniu serwisu stricte informacyjnego. Firmowa strona internetowa ma za zadanie przekazać wszystkie kluczowe informacje na temat Twojej działalności. Musisz więc zawrzeć w niej to, co najistotniejsze odnośnie oferowanych usług czy towarów, doświadczenia, zakresu działania itp. W projektowaniu ważny jest także odpowiednio dobrany design witryny. Wszyscy jesteśmy wzrokowcami, więc jeśli chcesz, by klienci traktowali Cię poważnie, raczej stroń od różnego rodzaju wodotrysków, które, choć może i ciekawie wyglądają, to jednak w wielu przypadkach odstraszają, zamiast zachęcać.

Pamiętaj, że odwiedzający stronę to potencjalny klient, który wszedł na nią w celach czysto informacyjnych. Dając mu to, czego szuka, zyskasz jego zaufanie i przełoży się to na zadowolenie, a to już krótka droga do sukcesu. Oczywiście Twojego!

Zlecając projekt oraz stworzenie profesjonalnej strony firmowej, postaw na doświadczonych ekspertów ze świeżym umysłem. W taki sposób uzyskasz kompleksową pomoc w przygotowaniu serwisu idealnie dostosowanego do swoich potrzeb i danej branży. Od projektu wyglądu, aż po przygotowanie odpowiedniej treści będziesz mógł liczyć na wszelkie doradztwo oraz pomoc. Doświadczone firmy wykonujące strony internetowe Białystok wiedzą doskonale, na co zwrócić uwagę przy projektowaniu oraz tworzeniu stron dla różnych branż. Dostosowanie serwisu do klienta ma ogromne znaczenie i przekłada się na funkcjonalność strony, co jest kluczem do sukcesu.

Indywidualne strony internetowe Białystok, czyli projekty dedykowane

Każda firma wyróżnia się na tle konkurencji jakimiś detalami. Choć działają w tej samej branży, to jednak ich strony internetowe zdecydowanie się od siebie różnią. Podobnie zresztą jak oferowane usługi czy produkty. Nie trzeba być ekspertem, aby stwierdzić, że każdy fryzjer stosuje inne techniki strzyżenia, które dają różne efekty. Podobnie jest w przypadku tworzenia stron internetowych w Białymstoku. Jest wiele firm świadczących tego typu usługi, a każda opiera się na swoich doświadczeniach, wiedzy i zasadach projektowania. Jeśli nie znasz tematu, ciężko jest podjąć decyzję, której firmie zaufać. Warto wówczas pamiętać o kilku istotnych kwestiach, które wpływają na efektywność wykonanej strony.

Profesjonalne strony www, to przede wszystkim projekty zgodne z aktualnymi normami, wyposażone we wszystkie niezbędne i ważne dla funkcjonowania serwisu elementy, a także zaprojektowane w taki sposób, by spełniać wymagania wyszukiwarek. Wbrew pozorom ma to ogromne znaczenie, ponieważ witryna przyjazna wyszukiwarce i użytkownikowi jest znacznie lepiej oceniana w rankingach, a to zaś przekłada się na szybsze osiąganie sukcesów w pozycjonowaniu. W efekcie Twoja strona szybciej uzyska pierwsze wyniki w wyszukiwarce, co przełoży się na większe zainteresowanie Twoimi usługami czy produktami. Stąd już krótka droga do sukcesu i zwiększenia sprzedaży w firmie, a to przecież podstawowy argument, dla którego właśnie decydujesz się na stronę internetową!

Zatem pamiętaj, by stawiać na doświadczonych ekspertów jak Prograffing, którzy śledzą nowinki i nieustannie wdrażają je w swoich projektach. Wszak tylko strona stworzona w oparciu o kluczowe zasady może spełnić wszystkie wymagania i stać się wartościową, funkcjonalną witryną generującą duży ruch, co przełoży się na wzrost zainteresowania Twoją firmą.

Walka innowacyjnych rozwiązań z pandemią przyspiesza. Testy i środki ochrony osobistej stają się coraz bardziej skuteczne

Na rynek już wkrótce mają trafić inteligentne maseczki, które wykryją obecność koronawirusa. Coraz więcej firm pracuje nad szczepionkami i szybkimi testami, które potwierdzą zakażenie. Większość obecnych na rynku rozwiązań pokazuje jednak tylko, kto obecnie jest zakażony. Izraelska firma BATM Advanced rozpoczęła zaś właśnie sprzedaż w 100 proc. skutecznych testów na obecność przeciwciał na SARS-CoV-2. Testy wykrywają odpowiedź immunologiczną organizmu na infekcję wywołaną przez wirusa. W ten sposób można zidentyfikować tych, którzy zostali zarażeni i wytworzyli przeciwciała mogące chronić przed przyszłym zakażeniem.

Przybywa innowacyjnych rozwiązań na walkę z pandemią. Naukowcy pracują nad inteligentnymi maseczkami, które wykryją wirusy. Drukowane w 3D paski wewnątrz maseczki pochłaniają krople z oddechu użytkownika i sprawdzają je pod kątem infekcji wirusowej lub bakteryjnej. Paski można wyjąć i przebadać w laboratorium, sam proces trwa zaś kilka godzin. Start-upy na całym świecie opracowują superszybkie testy do wykrywania koronawirusa, które wciąż jednak nie zawsze działają ze 100-proc. skutecznością. Trwają prace nad szczepionką i lekami – na skuteczne lekarstwo trzeba jednak poczekać.

Pomóc w opracowaniu terapii mogą testy izraelskiej firmy BATM Advanced.

– Od początku pandemii SARS-CoV-2 konsekwentnie wprowadzamy coraz więcej narzędzi, gdy tylko zostaną one zatwierdzone i certyfikowane przez odpowiednie organy regulacyjne. Najpierw  stworzyliśmy testy antygenowe w celu wykrycia, kto jest zakażony koronawirusem, a teraz oficjalnie uruchomiliśmy testy wykrywające także, kto miał wirusa SARS-CoV-2 – mówi dr Zvi Marom, dyrektor generalny BATM Advanced.

Nowe testy serologiczne metodą ilościową ELISA wykrywają zarówno IgA i IgM, czyli przeciwciała wytwarzane w ciągu czterechpięciu dni od odpowiedzi układu odpornościowego na zakażenie, jak i przeciwciała IgG wytwarzane po kilku tygodniach od zakażenia, które utrzymują się w organizmie przez kilka miesięcy. Testy cechują się skutecznością dochodzącą do 100 proc. W wielu laboratoriach komercyjnych, także polskich, już teraz można wykonać testy na obecność przeciwciał metodą jakościową. Nie dają one jednak 100-proc. pewności, mogąc zwracać wynik zarówno fałszywie pozytywny, jak i negatywny.

Testy serologiczne uzupełniają dwa wcześniej wprowadzone przez BATM testy na SARS-CoV-2: zestaw diagnostyczny dla laboratoriów z wynikami w ciągu 25 minut oraz zestaw domowy.

– Testy serologiczne są obecnie przekazywane naszym klientom, gdy są najbardziej potrzebne – w celu dostarczenia informacji statystycznych decydentom. To, wraz z naszymi innymi innowacyjnymi inicjatywami, pomoże odpowiednim instytucjom zdrowotnym w przygotowaniach do potencjalnej drugiej fali zakażeń SARS-CoV-2 w miesiącach zimowych – wskazuje dr Zvi Marom.

Dzięki testom prace nad lekiem na SARS-CoV-2 mogą znacznie przyspieszyć. Na podstawie przeciwciał można byłoby skutecznie walczyć z koronawirusem. Izraelski Instytut Badań nad Biologią (IIBR) niedawno poinformował o zakończeniu przełomowego odkrycia. Instytut był zaangażowany w pobieranie osocza od Izraelczyków, którzy wyzdrowieli, aby zbadać białka wytwarzane przez ich układ odpornościowy, które mogą atakować wirusa. Opracowane przeciwciało jest monoklonalne, zawiera niski odsetek szkodliwych białek. Instytut po przetestowaniu przeciwciała na SARS-CoV-2 wykazał jego zdolność do neutralizacji koronawirusa. Dzięki temu, nawet jeśli nastąpi kolejny szczyt zachorowań na COVID-19, np. jesienią, uda się skuteczniej walczyć z wirusem.

BATM Advanced rozpoczął już sprzedaż swoich testów w Europie.

Sprzedaż oprogramowania – istotne aspekty prawne

Dynamiczny i nieustający od kilkunastu lat rozwój sektora IT i rynku nowych technologii wiąże się nowymi wyzwaniami także dla prawników. Nowoczesne rozwiązania wymagają wdrożenia odpowiednich rozwiązań prawnych – zarówno na płaszczyźnie legislacyjnej jak i w relacjach pomiędzy uczestnikami obrotu gospodarczego. Cele firm z branży informatycznej nie różnią się od tych przyświecających pozostałym przedsiębiorcom – ich działalność również ukierunkowana jest przede wszystkim na osiągnięcie zysku poprzez sprzedaż produktów (usług). Podstawowym produktem oferowanym przez przedsiębiorców z branży IT jest oprogramowanie. „Sprzedaż” oprogramowania wydaje się jednak nieco bardziej skomplikowana od sprzedaży zmaterializowanego produktu, czy usługi. Kupując telewizor, czy też płacąc fryzjerowi za strzyżenie nie zastanawiamy się przecież nad istotą transakcji, czy też jej prawidłowością od strony formalno-prawnej. W niniejszym artykule postaramy się w przystępny sposób opisać podstawowe aspekty związane z nabyciem oprogramowania.

Oprogramowanie – status prawny

W świetle obowiązujących przepisów niemalże każde oprogramowanie (program komputerowy) stanowi utwór w rozumieniu ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Zgodnie z definicją ustawową utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze ustalonym w jakiejkolwiek postaci. Utwór jako wartość niematerialna, nie musi posiadać nośnika. Co ważne – samo nabycie nośnika utworu nie zawsze jest równoznaczne z prawem do korzystania z niego. Aby zgodnie z prawem używać programu komputerowego należy nabyć do tego stosowne prawo. Co więcej, wobec programów komputerowych zostały wyłączone przepisy o dozwolonym użytku prywatnym, co oznacza, że korzystanie z programu komputerowego na własne potrzeby, bez nabycia stosownej licencji, nie jest zgodne z prawem.

Twórca oprogramowania nabywa do niego autorskie prawa majątkowe i osobiste. Te drugie – jak sama nazwa wskazuje – są niezbywalne, tzn. nie można ich przenieść na inny podmiot. Wśród nich prawo do autorstwa utworu i oznaczenia go imieniem i nazwiskiem twórcy. Autor utworu może jednak umownie zrzec się wykonywania tych praw czy ustanowić szczególne zasady ich wykonywania, co często ma miejsce w przypadku programów komputerowych. Przedmiotem obrotu są natomiast autorskie prawa majątkowe twórcy, a więc prawa do korzystania  i rozporządzania utworem oraz do uzyskiwania wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Nabycie tych praw nazywamy powszechnie „sprzedażą oprogramowania”.

Uzyskanie praw do korzystania z programu komputerowego może nastąpić na postawie umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe (potocznie: umowa sprzedaży oprogramowania) albo umowy licencji.

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe powoduje przejście tychże praw z osoby uprawnionej na nabywcę – w tym przypadku możemy mówić o umowie sprzedaży oprogramowania. Pod rygorem nieważności musi być ona zawarta na piśmie. Nie dojdzie więc do przeniesienia majątkowych praw autorskich na podstawie maila czy rozmowy telefonicznej. Postanowienia dotyczące przeniesienia autorskich praw majątkowych mogą przybrać postać odrębnej umowy, jednak najczęściej są one elementem umowy o stworzenie programu komputerowego. Warto więc już na etapie tworzenia umowy o stworzenie oprogramowania zawrzeć w niej odpowiednie postanowienia dotyczące autorskich praw majątkowych, celem uniknięcia wątpliwości co do zakresu i sposobu korzystania z programu w przyszłości.

Ustawa o prawie autorskim przewiduje, iż przeniesienie praw autorskich następuje na polach eksploatacji określonych w umowie, a ich wskazanie w umowie jest elementem koniecznym. Pola eksploatacji to nic innego jak określenie sposobu korzystania z utworu – innymi słowy: co nabywca oprogramowania może z nim robić. Ustawa nie narzuca sposobu określenia pól eksploatacji, jednak właściwe sformułowanie pól eksploatacji jest niezwykle istotne -niewskazanie ich w umowie może skutkować nieważnością umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe, a ich niewłaściwe sformułowanie powodować spory pomiędzy kontrahentami na etapie wykonywania umowy. Stąd sporządzenie umowy najlepiej powierzyć wyspecjalizowanemu podmiotowi. Ustawa wymienia  przykładowe pola eksploatacji, w tym w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu – wytwarzanie określoną techniką egzemplarzy utworu, w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono – wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy, a także publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie, a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Z uwagi na specyfikę programów komputerowych ustawodawca poświęcił im odrębny rozdział, w którym w sposób szczególny opisał treść autorskich praw majątkowych do programów komputerowych. Zgodnie z art. 74 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego,  obejmują prawo do:

  • trwałego lub czasowego zwielokrotnienia programu komputerowego w całości lub w części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie; w zakresie, w którym dla wprowadzania, wyświetlania, stosowania, przekazywania i przechowywania programu komputerowego niezbędne jest jego zwielokrotnienie, czynności te wymagają zgody uprawnionego;
  • tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub jakichkolwiek innych zmian w programie komputerowym, z zachowaniem praw osoby, która tych zmian dokonała;
  • rozpowszechniania, w tym użyczenia lub najmu, programu komputerowego lub jego kopii.

Niewątpliwie wskazane sposoby korzystania z programu komputerowego stanowią poszczególne pola eksploatacji utworu. Co jednak najważniejsze – treść autorskich praw majątkowych do programu komputerowego przewiduje prawo do dokonywania zmian w utworze, co w przypadku każdego innego utworu stanowi element autorskich praw osobistych.

Oprócz precyzyjnego ustalenia przedmiotu przeniesienia autorskich praw majątkowych oraz pól eksploatacji w umowie sprzedaży oprogramowania należy ustalić wysokość wynagrodzenia z tytułu przenoszonych praw. W ramach swobody kontraktowania wynagrodzenie może w zasadzie zostać ustalone w sposób dowolny. Możemy zatem zastosować honorarium jednorazowe, jak i ustalić, że wynagrodzenie będzie płacone cyklicznie lub procentowo od zysku ze sprzedaży oprogramowania. W praktyce często zdarza się, że wynagrodzenie z tytułu przeniesienia autorskich praw majątkowych do oprogramowania mieści się w ramach wynagrodzenia należnego za wytworzenie takiego oprogramowania na podstawie stosownej umowy o dzieło. Aby jednak uniknąć wątpliwości, w umowie o dzieło powinno znaleźć się odpowiednie postanowienie w tym zakresie – w przeciwnym wypadku autor oprogramowania mógłby wystąpić przeciwko nabywcy z roszczeniem zapłaty dodatkowego wynagrodzenia, gdyż zgodnie z ustawą o prawie autorskim twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia za przeniesienie praw bądź udzielenie licencji na wszystkich polach eksploatacji.

Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe ma ten skutek, iż autor bądź inny uprawniony podmiot, od którego nabyte zostają te prawa, „wyzbywa” się ich na wskazanych w umowie polach eksploatacji. Prawo do korzystania, a także rozporządzania utworem i osiągania z niego korzyści materialnych przechodzi na nabywcę. Najczęściej więc umowy przenoszące są zawierane w przypadku kiedy dochodzi o stworzenia oprogramowania na indywidualne zamówienie. Twórca programu nie będzie mógł go bowiem „sprzedać” innym podmiotom, nie będzie mógł już korzystać z niego choćby do we własnej działalności.

Umowa licencji

Udzielając licencji twórca, bądź inny podmiot posiadający autorskie prawa majątkowe do oprogramowania, zezwala licencjobiorcy na korzystanie z utworu. Prawa majątkowe pozostają w władaniu licencjodawcy, może on nadal korzystać i rozporządzać utworem (wyjątkiem jest licencja wyłączna, o czym niżej). Klasyczną umową licencji jest nabycie systemu operacyjnego Windows, czy pakietu Office.

Podobnie jak w przypadku umowy sprzedaży oprogramowania, umowa licencji musi zawierać pola eksploatacji, a także regulować wynagrodzenie za udzielenie licencji. Z założenia umowa licencji jest umową czasową. Zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim, jeśli inaczej się nie umówiono, licencja zostaje udzielona na okres 5 lat. Z koeli jeśli umowa przewiduje okres dłuższy niż pięcioletni to umowę taką po upływie 5 lat uważa się za zawartą na czas nieokreślony. Powyższe wiąże się z ryzykiem wypowiedzenia licencji przez licencjodawcę. Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego każde zobowiązanie zawarte na czas nieokreślony, może być – co do zasady – w każdym czasie wypowiedziane przez stronę. Możliwość wyłączenia na podstawie postanowień umowy licencyjnej zawartej na czas nieoznaczony dopuszczalności wypowiedzenia tej umowy, pozostaje kwestią wysoce kontrowersyjną. Nie mniej doktryna dopuszcza takie rozwiązania w szczególności w przypadku właśnie programów komputerowych (także w obrocie możemy spotkać się z takimi rozwiązaniami, pakiet programu Office można wykupić z tzw. „licencją dożywotnią”).

 

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje dwa typy licencji: wyłączną i niewyłączną. Zgodnie z tą pierwszą właściciel autorskim praw majątkowych udziela licencji na oprogramowanie, a więc prawa do korzystania z niego na określonych polach eksploatacji, wyłącznie jednemu podmiotowi. Umowa taka dla swej ważności wymaga umowy pisemnej. Na podstawie tej umowy nawet licencjobiorca nie jest uprawniony do korzystania z utworu na wskazanych polach eksploatacji. Faktycznie więc skutek podobny jest do umowy przenoszącej autorskie prawa majątkowe. Najczęściej jednak dochodzi o zawarcia umowy licencji niewyłącznej. Oznacza ona, iż twórca oprogramowania (bądź podmiot uprawniony z tytułu autorskich praw majątkowych) może udzielić oprogramowania nieokreślonej licznie podmiotów trzecich. Umowa taka nie wymaga szczególnej formy. Może być więc zawarta w formie e-maila, czy też poprzez nabycie egzemplarza utworu, który zawiera treść licencji.

Odsprzedaż programu komputerowego

Pozostaje jeszcze kwestia odsprzedaży praw do oprogramowania, czyli możliwości przeniesienie praw do programu na inny podmiot. W przypadku nabycia autorskich praw majątkowych do programu  w drodze umowy przenoszącej autorskie majątkowe, nabywca może dokonać dalszego rozporządzenia prawami majątkowymi (przenosić je na dalsze podmioty trzecie), a także udzielać licencji, chyba że umowa wprost tego zabrania. Z kolei w przypadku umowy licencji sytuacja wygląda odwrotnie. Aby licencjobiorca mógł udzielić dalszej licencji na korzystanie z programu (tzw. sublicencji) takie uprawnienie musi wynikać z zawartej umowy. Wyjątek stanowi prawo do sprzedaży oryginalnego egzemplarza programu komputerowego utrwalonego na nośniku materialnym (np. CD). W wyroku TSUE z dnia 12 października 2016 roku (sygn. akt: C-166/15) Trybunał stwierdził, iż legalna odsprzedaż „używanego” programu komputerowego, który został zakupiony na nośniku materialnym może nastąpić wyłącznie z tym oryginalnym nośnikiem. Jeśli natomiast oryginalny nośnik został zniszczony lub zagubiony, a uprawniony do korzystania dysponuje jedynie legalnie wykonaną kopią zapasową, kopia ta nie może być odsprzedana bez wyraźnej zgody producenta oprogramowania.

Autorzy:

Bartosz Karbowski – adwokat, partner zarządzający w kancelarii Karbowski Rasiński & Partners, specjalista z zakresu prawa gospodarczego

Maryla Bywalec – prawnik kancelarii Karbowski Rasiński & Partners, specjalistka z zakresu prawa własności intelektualnej

Jak bardzo gospodarka ucierpi na pandemii? Za wcześnie na prognozy

Dalszy rozwój wydarzeń związanych z epidemią koronawirusa pozostaje pod znakiem zapytania. Jednak wszyscy czujemy potrzebę przewidywania dalszych wypadków. Kierujemy więc pytania do ekspertów z różnych dziedzin, by spróbowali na podstawie dostępnych danych przewidzieć, co będzie się działo na świecie, w Polsce, w gospodarce i na froncie walki z epidemią. Jednak przyszłość kryzysu, w którym teraz żyjemy, może okazać się zbyt trudna do przewidzenia.

– Pytany o to, jaka jest najbliższa przyszłość polskiej gospodarki, odpowiadam uczciwie: nie mam żadnej prognozy w tym momencie. Mogę sformułować trzy scenariusze, których realizacja będzie zależała głównie od tego, jak będzie wyglądał dalszy rozwój epidemii. Dlatego też podstawową informacją, na którą czekam, jest informacja od epidemiologów, a nie od ekonomistów – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Mówię więc uczciwie: nie wiem. Natomiast muszę powiedzieć, że pod pewnym względem jestem optymistą. Uważam, że rynek sobie poradzi. Tak, jak rynek odbudował się po wielkim kryzysie z lat 2008-2009, tak samo odbuduje się i teraz. Pytanie tylko, na ile głęboki czeka nas spadek i na ile trudna będzie ta odbudowa – zastanawia się Orłowski.

Apple z wyższą ceną docelową. iPhone 12 już jesienią?

We wtorek po południu trzy główne amerykańskie indeksy giełdowe odnotowują zwyżki, rosnąc po kilka dziesiątych procent. Sentyment dla rynku akcji w USA może zostać poprawiony przez coraz lepsze relacje z Chinami.

We wtorek Chiny ogłosiły nową listę 79 produktów amerykańskich kwalifikujących się do zwolnienia z ceł odwetowych nałożonych w szczytowym momencie dwustronnej wojny handlowej. Chińskie ministerstwo finansów stwierdziło w oświadczeniu, że nowe zwolnienia wejdą w życie 19 maja i wygasną 18 maja 2021 roku. Najnowszy wykaz uchyla cła na produkty obejmujące rudy metali ziem rzadkich, rudy złota, rudy srebra i koncentraty. Negocjatorzy handlowi z Pekinu i Waszyngtonu przeprowadzili w zeszłym tygodniu rozmowę telefoniczną i omówili realizację podpisanej w styczniu fazy pierwszej umowy handlowej. W jej ramach Chiny zgodziły się zwiększyć zakupy towarów amerykańskich o 200 mld dolarów w ciągu dwóch lat, przy czym w pierwszym roku zwiększono zakupy o około 77 mld dolarów, a w drugim roku o 123 mld dolarów.

Z informacji płynących odnośnie spółek cena docelowa Apple została podniesiona do 350 dolarów z 335 dolarów przez firmę Wedbush. Wskazuje ona na potencjał spółki ze względu na iPhone 12. Chociaż istnieje tylko 10-15 proc. szans, że iPhone 12 wejdzie do sprzedaży w październiku, to powinno być na niego duże zapotrzebowanie, ponieważ pandemia mogła uniemożliwić ludziom aktualizowanie swoich telefonów i wymianę na nowe modele. Na giełdzie za jedną akcję AAPL należy zapłacić obecnie około 316 USD.

Z kolei analitycy Citi podnieśli cel dla ceny akcji spółki matki Google, czyli Alphabet Inc. do 1600 z 1400 USD i utrzymali rekomendację kupna akcji. Nowy poziom docelowy oznacza możliwość wzrostu o 14 proc. w stosunku do wczorajszego zamknięcia. Średni poziom ceny docelowej wynosi 1509,92 USD. Alphabet ma 41 rekomendacji kupna, 3 trzymaj i 0 sprzedawaj – wynika z danych dostarczonych przez Bloomberga.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Z obawą patrząc w portfel – Polacy szykują się mentalnie na ciężkie czasy

Ponad połowa Polaków (54%) negatywnie ocenia zmianę w budżecie swojego gospodarstwa domowego w wyniku panującej epidemii koronawirusa – wynika z najnowszego barometru nastrojów i zachowań konsumenckich autorstwa SW Research „Polacy w czasie epidemii”. Co więcej, rosną obawy o stan gospodarki – 55% obawia się wzrostu cen produktów i usług, a 43% aktywnych zawodowo boi się o swoją pracę.

Epidemia koronawirusa sprowadziła na światową gospodarkę ciężkie czasy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy  przewiduje znaczne spowolnienia krajowych gospodarek przy przewidywanym skurczeniu się światowej gospodarki o 3% w 2020 roku. Stosowane środki bezpieczeństwa, w tym tymczasowe zamykanie lokali usługowych, pozostawiają sporą część Polaków bez źródeł dochodów i wpływają negatywnie na kondycję finansową większości przedsiębiorstw.

Jak bardzo zmieniły się obawy Polaków na przestrzeni pomiarów? W porównaniu do Pomiaru II, w Pomiarze III zaobserwowano istotny wzrost osób aktywnych zawodowo, które obawiają się, że  utracą pracę (Pomiar III – 43%, Pomiar II – 37%). Także wśród trzech największych obaw związanych z epidemią koronawirusa, dwie z nich dotyczą finansów. Pierwszą z nich i jednocześnie największą obawą jest wzrost cen produktów i usług (Pomiar III – 55%), podczas gdy w Pomiarze II odsetek dla tej odpowiedzi wynosił 51%, a w Pomiarze I 45%. Drugą obawą finansową jest globalny krach, kryzys finansowy, który obecnie budzi obawę w 47% Polaków (Pomiar II – 44%).

Co ciekawe, istotnie zmalał odsetek osób obawiających się zarażenia SARS-CoV-2 przez swoich bliskich – obecnie boi się tego 50% Polaków, kiedy w Pomiarze II obawiało się tego 59%, a  w  Pomiarze I 61%.Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji (2)

W obliczu dynamicznie rosnącego bezrobocia na świecie także i w Polce zaczęto obawiać się o ten wymiar gospodarki – zauważa Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Wprowadzane wcześniej restrykcje mają swoje wymierne skutki ekonomiczne, które teraz stają się coraz dotkliwsze dla społeczeństwa. To aspekty gospodarcze takie jak utrata pracy, kryzys czy wzrost cen stały się w  oczach Polaków większym zagrożeniem niż sam wirus, który to wszystko spowodował – dodaje Zimolzak.

Obawy Polaków mają wymierne przełożenie na postrzeganie przez nich domowego budżetu. Polacy coraz bardziej martwią się o swoją sytuację finansową – 54% badanych ocenia, że budżet ich gospodarstwa domowego zmieni się w sposób negatywny. Jest to wynik wyższy o 5 punktów procentowych w porównaniu do Pomiaru II. Istotnie spadł odsetek osób uznających, że budżet domowy nie ulegnie zmianie w porównaniu do poprzedniego pomiaru (Pomiar III – 39%, Pomiar II – 44%), a odsetek osób patrzących negatywnie na swoje domowe finanse istotnie wzrósł w  stosunku do Pomiaru II – obecnie wynosi on 35%, kiedy dla Pomiaru II wyniósł on 30%.Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji (1)

Polacy szykują się mentalnie na ciężkie czasy. Nawet mimo wprowadzenia Tarczy Antykryzysowej, z  niepokojem patrzą oni na stan swoich finansów – komentuje Zimolzak. Pomiar III pokazuje, że  starania rządu aby ratować gospodarkę krajową przed negatywnymi skutkami nie są w oczach Polaków wystarczające. Krótkotrwały spokój psychiczny spowodowany wprowadzeniem Tarczy zaczął powoli przemijać. Można się spodziewać, że następne pomiary ukażą jeszcze większe negatywne nastawienie Polaków co do stanu swojego portfela – sugeruje Zimolzak.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29.04-04.05.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1003 ankiety z reprezentatywną próbą grupą Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z trzeciego pomiaru.

Ile budynków wznieśli deweloperzy w ostatnich latach?

Dobrze wiemy, ile mieszkań co roku oddają do użytku deweloperzy. Warto przyjrzeć się jednak liczbie ukończonych budynków, która jest prezentowana znacznie rzadziej.

W kontekście aktywności inwestycyjnej deweloperów, dużo mówi się o liczbie ukończonych lub rozpoczętych mieszkań, czyli lokali i domów. Znacznie rzadziej są prezentowane informacje na temat liczby budynków, które w danym roku ukończyli deweloperzy. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się takim danym, które również prowadzą do ciekawych wniosków.

Najpierw można przeanalizować ogólnopolskie dane o liczbie budynków wznoszonych na sprzedaż lub wynajem. Przez ostatnie lata, taka liczba oddanych do użytku budynków deweloperskich była następująca:

  • 2013 r. – 6 696 budynków/65 723 mieszkania – lokale i domy (9,82 mieszkania na budynek)
  • 2014 r. – 7 570 budynków/68 928 mieszkań (9,11 mieszkania na budynek)
  • 2015 r. – 9 784 budynki/74 425 mieszkań (7,61 mieszkania na budynek)
  • 2016 r. – 11 466 budynków/91 516 mieszkań (7,98 mieszkania na budynek)
  • 2017 r. – 13 879 budynków/105 027 mieszkań (7,57 mieszkania na budynek)
  • 2018 r. – 15 605 budynków/112 317 mieszkań (7,20 mieszkania na budynek)
  • 2019 r. – 19 200 budynków/131 428 mieszkań (6,85 mieszkania na budynek)

Powyższe informacje GUS-u wskazują, że w 2019 r. liczba ukończonych przez deweloperów budynków mieszkalnych była niemal trzy razy wyższa niż sześć lat wcześniej. Co ciekawe, znacząco spadła natomiast średnia liczba mieszkań w przeliczeniu na budynek. Wiązało się to między innymi z większą liczbą inwestycji polegających na budowie domów jednorodzinnych. Domy jednorodzinne stanowiły sporą część budynków oddawanych do użytku przez deweloperów w 2019 r. Świadczą o tym poniższe dane z miast wojewódzkich:

  • Białystok – 172 budynki ukończone przez deweloperów w 2019 r. (w tym 18% budynków wielorodzinnych)
  • Bydgoszcz – 27 budynków (w tym 100% budynków wielorodzinnych)
  • Gdańsk – 293 budynki (w tym 50% budynków wielorodzinnych)
  • Gorzów Wielkopolski – 6 budynków (w tym 100% budynków wielorodzinnych)
  • Katowice – 99 budynków (w tym 27% budynków wielorodzinnych)
  • Kielce – 93 budynki (w tym 30% budynków wielorodzinnych)
  • Kraków – 500 budynków (w tym 39% budynków wielorodzinnych)
  • Lublin – 103 budynki (w tym 35% budynków wielorodzinnych)
  • Łódź – 293 budynki (w tym 28% budynków wielorodzinnych)
  • Olsztyn – 50 budynków (w tym 42% budynków wielorodzinnych)
  • Opole – 155 budynków (w tym 15% budynków wielorodzinnych)
  • Poznań – 213 budynków (w tym 29% budynków wielorodzinnych)
  • Rzeszów – 255 budynków (w tym 22% budynków wielorodzinnych)
  • Szczecin – 214 budynków (w tym 21% budynków wielorodzinnych)
  • Toruń – 81 budynków (w tym 31% budynków wielorodzinnych)
  • Warszawa – 742 budynki (w tym 43% budynków wielorodzinnych)
  • Wrocław – 584 budynki (w tym 30% budynków wielorodzinnych)
  • Zielona Góra – 179 budynków (w tym 11% budynków wielorodzinnych)

Powyższe informacje pokazują nie tylko bardzo duże zróżnicowanie między skalą budownictwa deweloperskiego dotyczące np. Warszawy oraz Gorzowa Wielkopolskiego. Warto również odnotować, że w minionym roku na terenie Bydgoszczy i Gorzowa Wlkp. deweloperzy oddawali do użytku tylko bloki.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zmiany na bitcoinie. Złoty znów w odwrocie

Początek tygodnia nie był łaskawy dla rodzimej waluty. Złoty tracił względem większości europejskich walut za wyjątkiem funta brytyjskiego. Szczególnie bolesne były spadki względem euro i franka.

Złoty znów traci

Polska waluta ponownie traci na wartości. Euro jest najdroższe od miesiąca za wyjątkiem wyskoku z 1 maja, kiedy to w Polsce mieliśmy dzień wolny i przy mniejszej płynności doszło do silnej przeceny złotego. W górę poszedł również dolar i ku rozpaczy kredytobiorców frankowych również frank. Funt ostatnimi dniami zachowuje się bardzo stabilnie oscylując wokół poziomu 5,20 zł.

Dane z Chin

Poznaliśmy dzisiaj dwa odczyty z Chin. Jest to inflacja zarówno konsumencka jak i producencka. O ile ceny dla konsumentów rosną stabilnie o 3,7%, o tyle ceny producentów spadają o 3,1%.Pokazuje to pewien problem, z którym chińscy producenci się zmagają. Chcą oni utrzymać rozpędzoną machinę na jak najwyższych obrotach. Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie. Z drugiej strony odmrażanie gospodarek daje nadzieję na odbicie się.

Zmiany na bitcoinie

Najpopularniejsza waluta przeszła w kolejny etap. Nagrody za przetwarzanie informacji w systemie spadły o połowę, oznacza to, że należy się spodziewać spadku zainteresowania obsługą systemu. Mniejsze wypłaty z czasem spowodują najprawdopodobniej spadek zaangażowanej mocy obliczeniowej. Przesunięta zostanie prawdopodobnie w inne technologie. Co ciekawe, pomimo spadku kilka dni przed obcięciem wypłat, po samym ruchu nie widać właściwie reakcji. Analitycy wskazują, że po ostatnich takich procesach cena wyraźnie szła w górę. Nie wiadomo jednak dlaczego miałoby teraz również do tego dojść.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ludzkość poszła o krok za daleko. Człowiek w czasach zamknięcia

„Świat zatrzymał się w miejscu, a my wraz z nim. Zamarliśmy w oczekiwaniu na to co dalej, w obawie, że przyszłości takiej, jakiej chcieliśmy, nie będzie i nie będzie już świata, jaki znaliśmy”. Tymi słowami Mariusz Szczygieł, pisarz i dziennikarz, zaczyna film “Połączeni”, opowieść o izolacji w czasach zarazy. Film Fundacji WWF Polska, nagrany w czasie gdy zostaliśmy niemal całkowicie zamknięci w domach, pokazuje zależności między nami – ludźmi a światem przyrody – który eksploatujemy ponad miarę, choć jest jedynym, jaki mamy.

Pandemia COVID-19 pociągnęła za sobą ponad 280 tysięcy ofiar, miliardy ludzi znalazły się w domowym zamknięciu. Pierwszy raz w dziejach, najbardziej ekspansywny i wszędobylski gatunek świata – Homo sapiens, w skali masowej ograniczył swoją aktywność. Globalna pandemia ograniczyła wymianę gospodarczą i napędzającą świat konsumpcję, ucięła podróże, a nasze kontakty międzyludzkie przeniosła do wirtualnego świata. Zachwiała też naszym poczuciem bezpieczeństwa i sprawczości. Każdy z nas doświadczył jakiejś formy izolacji. Bohaterowie filmu to ludzie żyjący i pracujący w różnych częściach świata: na Sardynii, Bali, w Amsterdamie czy Warszawie. Podzielili się swoimi wideo relacjami z czasu izolacji.

Valeria Koshel, pochodzi z Mińska, od 9 lat mieszka w Warszawie: Możliwość wzięcia udziału w projekcie filmowym dla WWF trafiła się akurat w tym momencie, kiedy tego najbardziej potrzebowałam – w okresie największych obostrzeń, związanych z kwarantanną. Czułam się „zatoczona” w betonie, siedząc praktycznie 24/7 w czterech ścianach mieszkania i uzbierałam duży zapas energii, którą chciałam skierować na coś dobrego. Pełna motywacji do działania, od razu weszłam z głową w projekt dla WWF.

Pustka na ulicach, w miejskich parkach, tętniących na co dzień kawiarniach to przytłaczające doświadczenie. Konieczność zamknięcia zakładów pracy, utrata zatrudnienia, zamrożenie działalności artystycznej czy sportowej to ogromne finansowe straty dla całej gospodarki, ale koszty tego zamknięcia nie wszystkich dotkną po równo. Dla tych, którzy tracą swoje źródła utrzymania, pandemia to nie tylko czas lęku o zdrowie i życie swoje i bliskich, ale i finansową przyszłość. Ale szok pandemii to także okazja, by spojrzeć na świat na nowo. Może ograniczając konsumpcję, która w skali świata ma degradujący wpływ na środowisko, i zwalniając w wyścigu o to, kto więcej ma, będziemy szczęśliwsi?

Marcello Cremi, Porto Torres, Sardynia: Nie brakuje mi intensywności mojej pracy.

Jarek Sacharski, Amsterdam, Holandia: To jest zataczanie kręgu, bo wracamy do miejsca, w którym gatunek ludzki spędził ewolucyjnie najwięcej czasu, czyli do lasu, do drzew, do przyrody. W lesie czujemy się lepiej, a las działa dobrze na zdrowie psychiczne.

Hana Medina, Sardynia: Musimy doświadczać w pełni życia i możliwie się nim cieszyć. Niczego nie powinniśmy brać za pewnik.

Katarzyna Boni, pisarka i reporterka pracująca nad książką na Bali: Balijczycy odprawili specjalną ceremonię, która miała na celu przywrócenie harmonii pomiędzy człowiekiem, naturą a kulturą.

Człowiek to najbardziej ekspansywny gatunek świata. Przekształciliśmy już 75% lądów, do 2030 roku wytniemy 27% płuc Ziemi, jakimi jest Puszcza Amazońska, każdego roku do oceanów wrzucamy 8 mln ton plastiku i tracimy 20 tysięcy gatunków zwierząt. Spalając paliwa kopalne stanęliśmy na skraju klimatycznej katastrofy. Globalna pandemia choroby wywołanej przez koronawirusa ukazała nam zależność między nami a światem przyrody. “Najprawdopodobniej ktoś upolował dzikie zwierzę zarażone wirusem, ktoś je komuś sprzedał i odmienił życie milionów ludzi na całym świecie. Splot zdarzeń”, słyszymy głos Mariusza Szczygła. Nielegalny handel dziką przyrodą, który jest jedną z najważniejszych przyczyn wymierania gatunków, tym razem okazał się śmiertelnym zagrożeniem dla naszego gatunku.

Dominika Płońska, pomysłodawczyni i reżyserka filmu: Praca nad tym filmem w pierwszych tygodniach szalejącej pandemii, w zamknięciu, była niezwykle emocjonalnym doświadczeniem. Towarzyszył mi strach o najbliższą przyszłość, tęsknota za bliskością natury, ale też nadzieja. Chcę widzieć w tym trudnym czasie szansę. Chcę wierzyć, że lęk każdego z nas pomoże nam nie zapomnieć o tym, jak bardzo w czasie izolacji brakowało nam kontaktu z naturą. Jak bardzo jej potrzebujemy dla utrzymania balansu psychicznego. Nie doprowadźmy do tego, że kontakt z nią stanie się dobrem ekskluzywnym, dostępnym jedynie tym najbardziej uprzywilejowanym. Ratujmy naturę, jesteśmy jej częścią.

Pandemia pokazuje, że są zagrożenia, których jako ludzkość nie możemy lekceważyć. Chroniąc dziką przyrodę, chronimy także siebie.

Mariusz Szczygieł: Rzadko mówię nie swoim tekstem. A w tym przypadku chętnie podłożyłem głos do nie swoich słów, bo się z nimi bardzo zgadzam.

Katarzyna Karpa-Świderek

Rusza akcja promująca przedsiębiorczość i pomagająca w starcie w biznesie #AIPomagamy

InPost, Brand24, Platige Image, Sukces Pisany Szminką i GLOV to tylko kilka marek, które włączyły się w pomoc osobom chcącym rozpocząć własny biznes i zmagającym się z obecnym kryzysem. AIP startuje z kampanią #AIPomagamy. Każdy, kto ma pomysł na własny biznes, może go bezpłatnie założyć, otrzymując wsparcie prawno-księgowe i mentoring ekspertów.

W ramach akcji #AIPomagamy początkujący otrzyma, całkowicie za darmo, możliwość prowadzenia firmy online z księgowością i usługami prawnymi przez okres 2 miesięcy. Wszystko z ograniczonym ryzykiem i niższymi kosztami, w ramach osobowości prawnej AIP. Dodatkowym benefitem dla przyszłych przedsiębiorców są specjalne oferty na usługi wiodących partnerów akcji, jak InPost, oraz wsparcie ponad 50 mentorów i ekspertów – szczegóły znajdują sie na stronie www.aipomagamy.link
„Mamy przed sobą wiele znaków zapytania i wiele nowych wyzwań. Przyszłość zależy od nas i od tego, jak się zachowamy w obliczu pandemii i kryzysu. Ponad 16.000 firm pod skrzydłami AIP pozwala mi wierzyć, że własny biznes i przedsiębiorczość jest szansą dla tych, którzy ze względu na obecną sytuację poszukują nowych możliwości” – Darek Żuk, CEO AIP.

Kampanię #AIPomagamy promuje spot [LINK] z udziałem czołowych polskich przedsiębiorców i ludzi biznesu, jak: Rafał Brzoska (InPost), Michał Sadowski (Brand24), Olga Kozierowska (Sukces Pisany Szminką) i Monika Żochowska (GLOV). Spot został zrealizowany przez studio Platige Image, znane między innymi z realizacji projektu efektów specjalnych przy serialu “Wiedźmin” Netflixa, serii filmów i teaserów do gier, m.in. seria Total War i Frostpunk czy projektu Legendy Polskie Allegro.

“Nadchodzi czas szybkich zmian stanowiących ogromne wyzwanie, choć dających także szansę. Kryzys stymuluje testy nowych technik dotarcia do klienta, nowych kanałów komunikacji i kreatywnego podejścia do sprzedaży. Wierzę, że akcja #AIPomagamy dołoży istotną cegłę do procesu wsparcia biznesów w przejściu przez ten trudny czas”. – Michał Sadowski, CEO Brand24

“Chciałbym powołać się na słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte, który uważał, że można przegrać bitwę, ale ostatecznie wygrać wojnę. I tego Wam wszystkim życzę!” – Rafał Brzoska, CEO InPost.

Patronem Akcji jest Business Centre Club.

Chętni mogą zgłaszać chęć udziału w programie #AIPomagamy do końca czerwca 2020 roku.

Darmowe webinarium Kuehne + Nagel: Transport lotniczy środków ochrony osobistej z Chin

Kuehne + Nagel organizuje darmowe webinarium w odpowiedzi na wpływ chińskiego rozporządzenia na eksport wszystkich przesyłek pomocy medycznej. Mimo tego, że nowe rozporządzenie zostało wprowadzone ponad miesiąc temu nadal ma to znaczący wpływ na logistykę.

Od kwietnia 2020 r. wszystkie produkowane w Chinach środki ochrony osobistej (PPE) bez certyfikacji wydanej przez NMPA nie mogą opuścić granic ChRL. Wymagane jest, aby wszyscy dostawcy (producenci) otrzymali certyfikat od biura rządowego po kontroli towaru wyprodukowanych środków ochrony osobistej. Dopiero po tej procedurze, przesyłki te mogą zostać zwolnione przez organy celne w celu wywozu. Zarówno producent, jak i dostawca (firma handlowa) muszą wziąć udział w przygotowaniu wymaganej certyfikacji, co może zająć kilka dni roboczych.

Konieczność weryfikacji wszelkich przepisów w kraju nadania i odbioru w połączeniu ze zmniejszoną pojemnością ładunkową spowodowaną ograniczeniami w ruchu lotniczym i morskim generuje wiele zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Aby sprostać licznym wyzwaniom i odnaleźć się w tym regulacyjnym labiryncie potrzebne są sprawdzone modele operacyjne oraz wiedza.

Wszystkich zainteresowanych sprowadzaniem produktów medycznych do Polski, firma Kuehne + Nagel zaprasza na darmowe webinarium: transport lotniczy środków ochrony osobistej z Chin, które odbędzie się w piątek 15 maja 2020 roku o godzinie 10.00. Poprowadzą je wieloletni specjaliści ds. logistyki: Daniel Zieliński, Airfreight Manager oraz Andrzej Polkowski, Project Cargo Manager. Link do rejestracji znajduje się tutaj.

Ponad 42 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej powstanie w Piekarach Śląskich

Hillwood, wiodący deweloper powierzchni komercyjnych, rozpoczął budowę parku logistycznego w Piekarach Śląskich. Magazyn o powierzchni ponad 42 000 mkw. zostanie oddany do użytku w ostatnim kwartale tego roku. To już trzecia od początku roku inwestycja Hillwood w tym regionie. Deweloper rozpoczął także budowę magazynów w Gliwicach i Mysłowicach.

Centrum magazynowe klasy A – Hillwood Piekary Śląskie zlokalizowane jest przy Obwodnicy Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (DW911), prowadzącej do oddalonej o zaledwie 1,5 km autostrady A1. W niewielkiej odległości od parku logistycznego, znajduje się także wjazd na Drogową Trasę Średnicową (12 km) oraz wjazd na prowadzącą z zachodu na wschód autostradę A4 (17,5 km).

Park w Piekarach Śląskich to hala wysokiego składowania o wysokości 10 m, w której oprócz magazynowania można prowadzić lekką produkcję. Podobnie, jak we wszystkich budynkach dewelopera, w powstającym magazynie zostanie zamontowane oświetlenie LED. Budynek będzie posiadał najwyższy standard odporności ogniowej – powyżej 4000 MJ/mkw. Na terenie inwestycji znajdzie się duży i wygodny parking. Dodatkowym atutem dla pracowników są zlokalizowane w pobliżu centrum logistycznego przystanki komunikacji publicznej.

– Górny Śląsk jest drugim po stolicy, najpopularniejszym rynkiem magazynowym w kraju. Atutem regionu jest przede wszystkim jego strategiczna lokalizacja oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa, ułatwiająca połączenia z innymi częściami Polski oraz całą Europą, co z kolei pozwala na znaczne obniżenie kosztów transportu ­– mówi Hubert Michalak, Prezes Zarządu Hillwood Polska.

Śląsk rozwija się bardzo dynamicznie, generując duże zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową. Ogromną przewagą regionu jest również duży rynek pracy i dostęp do wykwalifikowanych pracowników. Atrakcyjność Górnego Śląska i Zagłębia podnoszą też konkurencyjne, w stosunku do innych lokalizacji, ceny najmu.

– Hillwood jest aktywny w województwie śląskim niemal od początku naszej działalności w Polsce. Do końca 2020 roku wybudowana przez nas nowoczesna powierzchnia magazynowa na Górnym Śląsku i w Zagłębiu wzrośnie do prawie 220 tys. mkw. W pierwszym kwartale tego roku rozpoczęliśmy również budowę magazynów w Gliwicach i Mysłowicach, które w sumie dostarczą na rynek ponad 52 tys. mkw. – mówi Hubert Michalak.

Do tej pory firma wybudowała już dwa inne centra magazynowe w województwie śląskim – Hillwood Sosnowiec Zagłębie i Hillwood Ruda Śląska. Jeszcze w tym roku zakończy się ich rozbudowa.

R22 otrzyma prawie 12 mln zł z zysku Vercom

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 otrzyma 11,8 mln zł zysku ze spółki zależnej odpowiadającej za segment omnichannel communication. Na kwotę składa się dywidenda w wysokości 7,3 mln zł oraz 4,4 mln zł wynagrodzenia związanego ze skupem akcji Vercom w celu ich umorzenia.

– Z roku na rok osiągamy coraz lepsze wyniki finansowe w obu głównych segmentach działalności Grupy R22. Wzrosty widać również w generowanej gotówce, którą chcemy dzielić się z akcjonariuszami, stąd dystrybucja zysku w ramach Grupy do spółki notowanej na GPW. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

W formie dywidendy do akcjonariuszy Vercom trafi 69,5 proc. zysku netto, który wyniósł w 2019 r. 14,86 mln zł. Wartość dywidendy wyniesie zatem 10,3 mln zł, z czego do R22 trafi 7,3 mln zł. Pozostała kwota trafi do akcjonariuszy mniejszościowych – zarządu spółki Vercom. W wyniku skupu akcji własnych Vercom w celu ich umorzenia, w którym udział weźmie tylko R22, spółka otrzyma 4,4 mln zł, a jej udział w Vercom spadnie z 71,65 proc. do 70,51 proc.

19 maja 2020 r. Grupa R22 opublikuje wyniki finansowe za I kwartał 2020 r. (III kwartał roku obrotowego, rozpoczynającego się 1 lipca 2019 r.).

Koronawirus cyfryzuje Polskę

Pandemia koronawirusa wpłynęła na gwałtowny wzrost popytu na rozwiązania związane z pracą zdalną i edukacją online, a także streamingiem i rozwiązaniami e-commerce. Hasła związane z komunikacją wpisywane były do wyszukiwarek nawet ośmiokrotnie częściej niż przed wprowadzeniem ograniczeń, a z edukacją – ponad pięciokrotnie. Znaczenie technologii cyfrowych widać też na giełdach, gdzie indeksy firm technologicznych osiągały lepsze wyniki niż średnia dla całego rynku. Pierwsze wydanie “Monitoringu Gospodarki Cyfrowej” Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że sytuacja po gwałtownych zmianach w marcu, w odpowiedzi na wprowadzone ograniczenia, obecnie w pewnej mierze się ustabilizowała, a efekty stopniowego powrotu gospodarki do normalności będą widoczne dopiero w przyszłych edycjach.

Ograniczenia wprowadzone w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 wymusiły przeniesienie wielu aktywności społecznych i działań gospodarczych do internetu. Nauczanie w warunkach domowych oraz praca zdalna wymagają korzystania z rozwiązań do rozmów wideo, stąd nagła popularność aplikacji takich jak Zoom czy Microsoft Teams – tłumaczy Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Trudno się zatem dziwić, że gwałtownie wzrósł ruch w sieciach telekomunikacyjnych, przede wszystkim w godzinach, które normalnie spędzaliśmy w szkole lub biurze. Obserwowany całkowity wzrost ruchu o 20-30 proc. w ciągu miesiąca odpowiada średniemu wzrostowi ruchu w ciągu całego roku – w normalnych czasach.

koronawirus cyfryzuje Polskę
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych EXATEL.

Większy ruch był notowany zarówno w weekendy, jak i w tygodniu. W obu przypadkach największe zmiany odnotowane były w godzinach pracy, tj. między 8 a 16. W dni robocze znaczący wzrost można również zaobserwować w nocy (od północy do 6 rano), natomiast mniej wyraźny w godzinach wieczornych. W weekendy schemat jest nieco inny, tu wzrost w godzinach popołudniowych jest wyższy niż w nocnych. Dane pokazują też względną stabilizację wolumenu ruchu na wysokich poziomach. Trend stabilizacji, a nawet spadku ruchu w sieciach obserwowany jest też na poziomie całej Europy (dane zebrane przez regulatorów rynków telekomunikacyjnych w UE).

Czego szukamy w sieci?

Nowa sytuacja wymusiła przestawienie się na inne kanały komunikacji, zakupów czy edukacji. Największy wzrost dotyczył zainteresowania narzędziami komunikacyjnymi – w drugim tygodniu pandemii (23-27 marca) wyszukiwań takich było osiem razy więcej niż średnio przed pandemią (niektóre wzrosty dzienne były kilkudziesięciokrotne). Podobnie duży wzrost zanotowały wyszukiwania związane z edukacją – średnio nawet ponad 5-krotny w okresie od 16 marca do 27 marca.

Procentowy wzrost wyszukiwań w stosunku do okresu referencyjnego
Źródło: opracowanie własne na podstawie Google Trends

Narzędzia do komunikacji i edukacji były częściej wyszukiwane nie tylko w tygodniu, lecz także w weekendy, choć w nieco mniejszym stopniu. Z kolei wzrost popularności haseł związanych z rozrywką, takich jak Netflix czy Twitch, nie był aż tak znaczący – mówi Jacek Grzeszak, analityk PIE.  Natomiast hasła związane z handlem, takie jak „zakupy online” czy „z dostawą”, były wyszukiwane trzy-czterokrotnie częściej, jednak bez wyraźnych różnic między weekendami a dniami roboczymi.

Firmy technologiczne na giełdach

Większe znaczenie rozwiązań cyfrowych i technologicznych ma też swoje odbicie w wynikach giełdowych. O ile wszystkie  główne indeksy najważniejszych giełd zanotowały w marcu znaczące spadki, tak wartości spółek cyfrowych w większości przypadków odbiły się najszybciej – mówi Filip Leśniewicz, analityk PIE. W Polsce wartość indeksu WIG-Tech jest obecnie wyższa niż była w tegorocznym szczycie,19 lutego, podczas gdy indeks WIG-20 jest cały czas niemal 30 proc. niżej niż przed wprowadzeniem ograniczeń.

Wykresy pokazują zmianę względem najwyższego poziomu indeksu w I kwartale 2020 roku
Źródło: opracowanie własne.
Wykresy pokazują zmianę względem najwyższego poziomu indeksu w I kwartale 2020 roku

Inną wartą odnotowania różnicą jeśli chodzi o WIG 20 w porównaniu do głównych światowych indeksów jest poziom, na jakim oscylował w tym roku. O ile bowiem DAX, CAC 40, S&P czy Nifty 50 albo biły swoje historyczne rekordy albo przynajmniej oscylowały wokół rekordowych poziomów, o tyle WIG 20 operował raczej na średnim poziomie w okolicach 2000 punktów (szczyt osiągnięty w październiku 2007 roku osiągnął wtedy ponad 3900 pkt). Jest to istotne, bo wskazywałoby na to, że warszawski indeks powinien uniknąć tak drastycznych przecen jak jego zagraniczne odpowiedniki – dodaje Filip Leśniewicz. Okazało się jednak, że w najgorszym dla siebie momencie był przeceniony o 40 proc. względem styczniowego szczytu. To największy spadek ze wszystkich analizowanych przez nas indeksów.

Firma zatrudniająca 100 osób może otrzymać średnio 9 złośliwych maili dziennie

Przeciętny pracownik dziennie otrzymuje średnio 121 e-maili. Według analityków FortiGuard Labs oznacza to, że do firmy zatrudniającej 100 osób statystycznie trafia dziewięć wiadomości ze złośliwym oprogramowaniem w ciągu dnia, a kliknięcie w niebezpieczny link przez choćby jednego pracownika może mieć katastrofalne skutki dla całego przedsiębiorstwa. W dalszym ciągu głównym zagrożeniem dla biznesu jest ransomware, zaś w ostatnim czasie pracownicy muszą dodatkowo stawiać czoła zintensyfikowanym atakom socjotechnicznym takim jak phishing, często wykorzystującym motyw koronawirusa.

Nieszczelna ochrona przed atakami

Nawet jeżeli w przedsiębiorstwie wdrożone zostanie rozwiązanie chroniące pocztę elektroniczną przed złośliwymi wiadomościami, część phishingowych e-maili wciąż może się przez nie przedostać. Według specjalistów Fortinet jedna na 3 tys. wiadomości zawiera złośliwe oprogramowanie (w tym ransomware), zaś jedna na 4 tys. ma załącznik z takim kodem, który nie był wcześniej znany. Z tego powodu firmy muszą mierzyć się z zaawansowanymi i niespotykanymi dotąd zagrożeniami, zaś pracownicy – jeszcze uważniej niż kiedykolwiek – powinni sprawdzać otrzymywane e-maile i być wyczuleni na wszelkie podejrzane zawarte w nich elementy.

 

Eksperci Fortinet zbadali również, że jedna na 6 tys. wiadomości zawiera podejrzany adres URL. Nie każdy z tych linków musi prowadzić bezpośrednio do złośliwej zawartości, wiele z nich może stać się pomostem dla przyszłej kampanii ransomware lub próbą działania phishingowego, które ma na celu zdobycie cennych i poufnych danych. Oczywiście liczba otrzymywanych e-maili zależy w dużym stopniu od branży i wykonywanej pracy, ale szacuje się, że przeciętny pracownik otrzymuje ich dziennie 121.[1] Według statystyk oznacza to, że firma zatrudniająca sto osób otrzymuje dziennie średnio dziewięć zainfekowanych maili, w tym: cztery wiadomości ze złośliwym oprogramowaniem, trzy z nieznanym wcześniej złośliwym kodem oraz dwie zawierające podejrzane łącza URL. Problem jest o tyle znaczący, że blokowanie wszystkich podejrzanych lub nieznanych adresów może negatywnie wpłynąć na biznes. Ważne jest zatem, aby przedsiębiorstwa korzystały z rozwiązań ochronnych nowej generacji w celu wyeliminowania tych zagrożeń.

Świadomość ryzyka

Wraz z dynamiką rozwoju biznesu powiększają się jego zasoby, jak np. ilość przetwarzanych danych, które są atrakcyjne dla cyberprzestępców. Należy zatem sprawdzić, czy informacje te są odpowiednio chronione i czy zostały podjęte wszelkie możliwe działania w tym zakresie. Następnie warto przyjrzeć się lukom w zabezpieczeniach aplikacji, które mogą zostać wykorzystane, oraz przeanalizować, jakiego rodzaju złośliwe oprogramowanie atakuje konkretne środowiska. Istotne może okazać się także sprawdzenie, które ataki socjotechniczne, takie jak phishing, mogłyby ominąć obecny system bezpieczeństwa IT.

Na koniec ważne jest, aby pamiętać o regularnym uszczelnianiu zabezpieczeń oraz ich dostosowywaniu do stale zmieniających się warunków, ponieważ nawet najbardziej „cyberświadoma” firma jest narażona na działania hakerów. Oczywiście, aby dowiedzieć się jak duże jest ryzyko powodzenia ataku, należy zweryfikować poprawność pracy obecnie używanego narzędzia do ochrony poczty elektronicznej oraz sprawdzić czy jego dostawca wciąż zapewnia wsparcie na poziomie gwarantującym zabezpieczenie przed najnowszymi rodzajami zagrożeń.

[1] https://www.campaignmonitor.com/blog/email-marketing/2019/05/shocking-truth-about-how-many-emails-sent/

W kwietniu wystawiono o 29% mniej faktur niż w marcu

  • W pierwszych 20 dniach kwietnia mikroprzedsiębiorcy wystawiali o 1/3 mniej faktur niż miesiąc wcześniej (1-20.03). Rok temu w kwietniu, w porównywalne dni, faktur było o 20% więcej.
  • Branże, które epidemia w największym stopniu rozkłada na łopatki, to działalności związane z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi – tam spadek wystawianych faktur wyniósł 54%.
  • Takie dane to jedne z pierwszych realnych i opartych na liczbach wskaźników skali osłabienia gospodarki.

Dane pochodzą z serwisu Faktura.pl, który ma ponad 50 tys. użytkowników codziennie wystawiających za jego pośrednictwem faktury swoim kontrahentom. Portal funkcjonuje na rynku od 19 lat. Korzystają z niego głównie mikro i małe przedsiębiorstwa. Dane sumaryczne podzielono przez liczbę dni.

Coraz więcej firm wstrzymuje działalność

Obostrzenia związane z COVID – 19 zatrzymały ludzi w domach, więc całe sektory gospodarki stanęły. Przede wszystkim dotyczy to hoteli i restauracji (branża HoReCa), ale także prywatnych gabinetów medycznych – od rehabilitantów po lekarzy specjalistów. Brak wpływów doskwiera też instytucjom związanym z kulturą, cierpi również transport czy gospodarka magazynowa. Zastój widać w liczbie wystawianych faktur.

– Faktura.pl to serwis, który w zautomatyzowany sposób odciąża mikroprzedsiębiorstwa w czynnościach administracyjnych i fakturowych. To pozwala nam zweryfikować, jak wiele dokumentów wystawiają jego użytkownicy. Porównaliśmy ich liczbę z pierwszych 20 dni kwietnia, z podobnym okresem w marcu (1-20.03) czyli w przybliżeniu do czasu, kiedy gospodarka działała jeszcze na pełnych obrotach, a faktury za zrealizowane wcześniej prace i dostawy były normalnie wystawiane. Otrzymane dane są jednoznaczne – duży spadek liczby faktur. W kwietniu średnio dziennie było ich o 29% mniej niż w marcu. W tym roku od pierwszego do dwudziestego kwietnia wystawiono jedynie 80,7% faktur, w porównaniu do zarejestrowanych na portalu w tym samym czasie w zeszłym roku. To ogromny regres, tym bardziej, że w lutym i marcu tego roku wystawiano więcej faktur niż w 2019 r. Widać więc, że gospodarka jest chora i zwalnia – mówi Grzegorz Grodek – Prezes Zarządu Faktura.pl.

Epidemia w gospodarce nie oszczędza nawet lekarzy

Największy spadek widać wśród działalności związanych z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi. Przedsiębiorcy prowadzący te działalności wystawili o ponad połowę mniej faktur (dokładnie o 54%). Duże spadki są wśród prywatnych gabinetów branży medycznej (o 43%). Obostrzenia mocno dotknęły też transport i gospodarkę magazynową (ze względu na zamknięte granice i ograniczenia ruchu wewnątrz kraju) – spadek liczby faktur o 38%. Tuż za niechlubnym podium jest kultura i rozrywka (mniej o 37%).

– Trzeba uzmysłowić sobie, że niewystawiona faktura to brak wpływu i środków na koncie. To prosta droga do utraty płynności, zwolnień, a nawet upadku firmy. Codziennie rozmawiamy z wieloma przedsiębiorcami przychodzącymi do nas po finansowanie i widzimy ich rosnący niepokój. Niektórzy nie mają za co wystawić faktury. Za usługi, które jeszcze są w stanie podczas epidemii wykonywać oczekują szybszej zapłaty. Jeśli ich kontrahenci na to się nie godzą, starają się skracać czas oczekiwania na pieniądze poprzez finansowanie zewnętrzne, np. w postaci faktoringu. Nie stać ich po prostu na wielotygodniowe oczekiwanie na pieniądze z faktur, które im pozostały – mówi Robert Barański z eFaktor.

Test dla gospodarki

Dane z Faktura.pl to realny miernik stanu mikroprzedsiębiorstw w czasie kryzysu. Duża liczba użytkowników portalu pozwala wyciągać wnioski o trendach w gospodarce. Problemy małego biznesu potwierdzają też dane BIG InfoMonitora: według badania przeprowadzonego przez firmę Research&Grow aż 87% badanych przedsiębiorstw przewiduje spadek obrotów w związku z epidemią.

Wg Krajowego Rejestru Długów (KRD) na początku kwietnia niezapłacone zobowiązania wobec kontrahentów miało 20 839 przedsiębiorstw, o 602 więcej niż pół roku temu. Zwiększyło się również średnie zadłużenie. Teraz wynosi 43 000 złotych wobec 39 304 złotych w październiku ub.r.

– Najbliższe miesiące to czas testu zaufania przedsiębiorców do instytucji finansowych. My, w przeciwieństwie do banków, staramy się nie ograniczać finansowania, choć konieczne jest dokładniejsze weryfikowanie wnioskujących o faktoring. Pamiętajmy, że wkrótce następować będzie odmrażanie gospodarki – w związku z brakiem przychodu wielu firm tu i teraz, firmy mogą mieć problem z rozpoczęciem realizacji nowych zamówień w związku z wcześniejszym spadkiem przychodów. Jednym z rozwiązań może być faktura z dłuższym terminem płatności i jej natychmiastowe sfinansowanie u nas – mówi Robert Barański z eFaktor.

CIMA wprowadziła egzaminy zdalne jako pierwsza organizacja zrzeszająca specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości w Polsce

Umożliwienie studentom zdalnego zdawania egzaminów ma na celu wsparcie ich w nauce i dążeniu do zdobycia tytułu Chartered Global Management Accountant® (CGMA®), a także zwiększenie liczby specjalistów ds. finansów, którzy będą w stanie wspierać firmy w obliczu nadchodzących wyzwań i w dalszej przyszłości.

Od maja 2020 r. Instytut Rachunkowości Zarządczej CIMA (The Chartered Institute of Management Accountants®) po raz pierwszy umożliwia zdalne zdawanie egzaminów. Jest to reakcja na zamknięcie w marcu br. wielu centrów egzaminacyjnych na świecie, co uniemożliwiało zdobywanie tytułu Chartered Global Management Accountant® (CGMA®). CIMA jest pierwszą organizacją zrzeszającą specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości w Polsce, która zdecydowała się na takie rozwiązanie.

Wiele szkół, uniwersytetów i organizacji profesjonalnych na świecie odłożyło lub odwołało egzaminy z powodu pandemii koronawirusa. Instytut CIMA szukał najlepszego rozwiązania, by podtrzymać zaangażowanie studentów i pod koniec marca podjął decyzję o umożliwieniu im zdawania egzaminów CIMA z zacisza domowego, stwarzając alternatywną ścieżkę zdobycia Kwalifikacji Profesjonalnej CIMA.

Członkowie i studenci CIMA dysponują nieocenionymi umiejętnościami i mogą odegrać istotną rolę w opracowywaniu nowych strategii biznesowych, które pomogą organizacjom przetrwać nawet najbardziej niepewne czasy. Specjaliści ds. finansów mają teraz szansę pomóc swoim firmom i pokazać, jak wielką wartość wnoszą – powiedział Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, Association of International Certified Professional Accountants. –Jesteśmy dumni z ogromnej motywacji do ciągłego rozwoju kariery, którą wykazują nasi studenci. Pracowaliśmy ciężko wraz z naszymi partnerami, by w bardzo krótkim czasie dostarczyć im rozwiązanie egzaminacyjne umożliwiające kontynuowanie studiów poprzez rezerwację i zdawanie egzaminów CIMA z domu. Skorzystali z niego studenci już z ponad 70 krajów, przybliżając się w ten sposób do zdobycia tytułu CGMA – dodał.

– Umożliwienie przez CIMA zdalnego zdawania egzaminów było świetnym pomysłem. Daje to studentom możliwość realizacji założonych celów rozwojowych nawet w tych trudnych czasach. Niedostępność egzaminów trwająca kilka miesięcy miałaby bardzo negatywny wpływ na mój proces uczenia się. Teraz, gdy udało mi się zdalnie zdać egzamin czuję się zmotywowany do kontynuowania nauki, bo wiem, że na końcu tej ścieżki istnieje możliwość podejścia do kolejnego egzaminu – powiedział Krzysztof Czarnecki, który 5 maja br. zdał egzamin E3 Strategic Management. – Samo doświadczenie egzaminacyjne było pozytywne. Oprogramowanie testujące działało dobrze, a ogólne wrażenie było bardzo zbliżone do egzaminu na miejscu (lub nawet lepsze, ponieważ nie wiązało się z kosztami transportu). Była to okazja do przystąpienia do egzaminu w dogodnych i bezpiecznych warunkach, i w żaden sposób nie został naruszony poziom bezpieczeństwa egzaminu, ponieważ obowiązywały takie same elementy kontrolne, jak w centrum egzaminacyjnym – dodał.

Wiele osób studiujących CIMA ma ustalony harmonogram nauki, więc cieszę się, że umożliwiono opcję zdawania egzaminów w domu. Ja skorzystałam już w pierwszym dostępnym terminie i tym sposobem mogę dalej kontynuować swój plan kształcenia. Doceniam również bardzo szybką i regularną komunikację ze strony CIMA na temat podejmowanych kroków – od samego początku zamknięcia centrów egzaminacyjnych. Zapisy na egzamin przebiegały bardzo sprawnie, a doświadczenie egzaminacyjne było identyczne jak to w centrum – powiedziała Magdalena Fiszer, która 4 maja br. z sukcesem podeszła do zdalnego egzaminu F3 Financial Strategy.

Miały być startupy miało być elektronicznie i może będzie ale za rok

W dniu 13 lutego 2020 r. podczas piątego posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX Kadencji przyjęto Ustawę o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r., poz. 288), dalej: „ustawa o zmianie k.p.c.”, która z pewnymi wyjątkami wejdzie w życie z dniem 1 lipca 2020 r. W tym miejscu należy podkreślić, że powyżej przywołany akt normatywny w swoim brzmieniu zawiera przepisy o zmianie wejścia w życie ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U z 2019 r., poz. 1655), dalej: „ustawa o zmianie k.s.h.”, która to miała wprowadzić do polskiego obrotu prawnego nowy typ spółki, tj. Prostą Spółkę Akcyjną (dalej: „PSA”), co jest bardzo istotne dla przedsiębiorców.

Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem i polscy przedsiębiorcy na PSA muszą poczekać jeszcze rok. Powyższe przesunięcie wejścia w życie nowej formy spółki jest konsekwencją poselskich poprawek przyjętych na sejmowej komisji sprawiedliwości, która odbyła się w dniu 7 stycznia 2020 r., co odzwierciedla aktualne brzmienie dyspozycji określonej w art. 15 pkt 12 ustawy o zmianie k.p.c. To właśnie ten artykuł przedmiotowej ustawy oznacza dla przedsiębiorców, iż wprowadzenie do obrotu prawnego PSA nastąpi dopiero w dniu 1 marca 2021 r., a nie – jak było to ujęte w projekcie ustawy – przed zgłoszonymi poprawkami i w treści ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U z 2019 r., poz. 1655), dalej: ustawa o zmianie k.s.h. z dniem 1 marca 2020 r.

Korzyści i ułatwienia wynikające z przeprowadzanej reformy

Wprowadzenie do obrotu prawnego nowej formy prowadzenia działalności gospodarczej było częścią reformy zapowiedzianej jeszcze w 2016 r. przez ówczesnego Ministra Rozwoju i Finansów Mateusza Morawieckiego, jako „100 zmian dla firm – Pakiet ułatwień dla przedsiębiorców”. Konsekwencją wprowadzenia tego pakietu było podpisanie w dniu 2 sierpnia 2019 r. przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ustawy o zmianie k.s.h. To właśnie ten akt normatywny w sposób bezpośredni miał wprowadzić PSA z dniem 1 marca 2020 r. W uzasadnieniu projektu powyżej przywołanej ustawy wskazano, że PSA jako nowoczesna forma niepublicznej spółki kapitałowej ma być przeznaczona dla innowacyjnych przedsięwzięć. Tym, co ma odróżniać tę spółkę od innych, jest duża dowolność kształtowania wzajemnych relacji pomiędzy wspólnikami czy systemem zarządzania nią. Ponadto według ustawodawcy jej zaletą jest wyłączenie osobistej odpowiedzialności wspólników za jej zobowiązania.

Jakie korzyści i ułatwienia może dać polskim przedsiębiorcom PSA? Nowa forma prowadzenia działalności gospodarczej przewiduje następujące usprawnienia:

  • minimalny kapitał zakładowy ustalono na 1 zł (art. 30031 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • umożliwiono obejmowanie akcji w zamian za świadczenie pracy lub usług na rzecz spółki (art. 30022 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • stworzono łatwą i przejrzystą konstrukcję dotyczącą zakładania tej formy spółki (art. 3004 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • dopuszczono brak konieczności powoływania rady nadzorczej (art. 30052 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • przewidziano uproszczoną likwidację (art. 300120 – 300122 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • wprowadzono 24-godzinną ścieżkę rejestracji online (art. 3007 1-3 i §5 oraz art. 30012 §5 ustawy o zmianie k.s.h.);
  • dopuszczono swobodę w przedmiocie kształtowania umowy spółki (art. 3005 ustawy o zmianie k.s.h.).

Startupy i nowoczesne technologie powodem reformy

W czasie, gdy ustawa o zmianie k.s.h. była procedowana jako projekt, w jej uzasadnieniu stwierdzono, że coraz ważniejszym elementem współczesnej gospodarki stają się inwestycje oparte o nowoczesne technologie. Polski ustawodawca przy opracowywaniu przepisów wprowadzających PSA dokonał analizy otoczenia prawnego funkcjonowania w Polsce tzw. startupów. Konsekwencją powyższej analizy była konkluzja, że startupy mają potencjał do bardzo szybkiego wzrostu, co zawdzięczają przewadze technologicznej, jak również niszy rynkowej nieodkrytej i niezagospodarowanej jeszcze w Polsce. W dalszej części przedmiotowego uzasadnienia wskazano, że PSA ma za zadanie zlikwidować problemy wskazywane przez środowiska związane z działalnością typu startup, które w sposób bezpośredni ograniczają rozwój tego typu działalności gospodarczych. Najczęściej wymienianymi problemami były m.in. trudności w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, w pozyskiwaniu kapitału oraz trudności związane z likwidacją spółek w razie niepowodzenia przedsięwzięcia (Deloitte, Diagnoza ekosystemów startupów w Polsce, czerwiec 2016 r.). Ponadto według danych Ministerstwa Rozwoju wprowadzenie do Kodeksu Spółek Handlowych nowej formy prowadzenia działalności gospodarczej stworzy przedsiębiorcom korzystne warunku do rozwoju, co w szacowanej perspektywie czasowej do 2023 r. przyczyni się do wygenerowania przychodów gospodarstw domowych na poziomie ok. 757 mln zł.

W konsekwencji wobec przytoczonej powyżej argumentacji można stwierdzić, że obecnie istnieje potrzeba ułatwienia polskim przedsiębiorcom prowadzenia działalności gospodarczej w dziedzinach nowych technologii czy startupów. W związku z powyższym nasuwa się zasadnicze pytanie, dlaczego opóźniono o rok wprowadzenie PSA do obrotu prawnego? Wiceminister Sprawiedliwości Marcin Romanowski, uzasadniając poprawkę poselską, której przyjęcie opóźniło wprowadzenie PSA, stwierdził, że w chwili obecnej należy przesunąć o rok przedmiotowe przepisy, tak aby przedsiębiorcy dostosowali się do nowego funkcjonowania podmiotów takich jak: KRS, o co postulował m.in. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Rzecznik wskazywany w uzasadnieniu Wiceministra Zdrowia w rozmowie z Business Insider Polska stwierdził, że nie był zwolennikiem opóźniania wejścia w życie przepisów o elektronicznym postępowaniu rejestrowym przed KRS. Ponadto Rzecznik MiŚP poinformował, że skierował w tej sprawie pismo o wyjaśnienia do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Z czego wynika przesunięcie w czasie reformy?

Analizując powyżej przedstawione uzasadnienie dla poprawki poselskiej, można stwierdzić, że roczne opóźnienie wynika z faktu, iż nie zdążono na czas przygotować systemów informatycznych umożliwiających m.in. rejestrację PSA za pośrednictwem kanałów teleinformatycznych. W wyniku tego przepisy dotyczące przesunięcia terminu wprowadzenia PSA dołączono do projektu nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, który wówczas był procedowany w Sejmie. Jednak główny powód przedmiotowego opóźnienia jest inny. W tym samym akcie normatywnym w art. 12 ustawy o zmianie k.p.c. przesunięto również termin wejścia w życie przepisów ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym (tj. Dz.U. z 2019 r. poz. 1500 z późn. zm.) wprowadzających obligatoryjne elektroniczne postępowanie rejestrowe w zakresie rejestru przedsiębiorców KRS oraz fakultatywne elektroniczne postępowanie rejestrowe w zakresie podmiotów wpisywanych wyłącznie do rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz publicznych zakładów opieki zdrowotnej KRS. Warto wspomnieć, że na mocy przepisów ustawy o zmianie KRS Krajowy Rejestr Sądowy czekała rewolucja w postaci całkowitej informatyzacji. Jednak wydaje się, że polski rząd nie przygotował się na realizację tego przedsięwzięcia, dlatego też termin wejścia w życie przepisów dotyczących elektronicznego KRS został przesunięty o rok. W konsekwencji ta sytuacja spowodowała konieczność przesunięcia również terminu wejścia w życie przepisów dotyczących PSA.

Podsumowanie

Podsumowując, nowa forma prowadzenia działalności gospodarczej tj. Prosta Spółka Akcyjna ma pomóc polskim przedsiębiorcom, których przedsięwzięcia są oparte o nowe technologie lub też są prowadzone jako startupy poprzez likwidację dotychczasowych problemów m.in. związanych z trudnościami w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, w pozyskiwaniu kapitału oraz trudnościami związanymi z likwidacją spółek w razie niepowodzenia przedsięwzięcia. Polski rynek związany z tą dziedziną działalności ma duży potencjał do rozwoju i przynoszenia zysków, na co zwrócił uwagę ustawodawca. Dlatego właśnie Prosta Spółka Akcyjna wydaje się ciekawym rozwiązaniem. W przepisach regulujących nową formę spółki umożliwiono rejestrację elektroniczną w przeciągu 24 godzin czy też brak kapitału zakładowego, który zastąpi kapitał akcyjny w wysokości co najmniej 1 zł. Jednak na to wszystko przedsiębiorcy muszą poczekać do 1 marca 2021 r. Ponadto otwarte pozostaje pytanie, czy okoliczności uzasadniające opóźnienie o rok wprowadzenia PSA do obrotu prawnego zostaną zlikwidowane do tego czasu, czy też nie?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tak źle w Polsce jeszcze nie było! Kampanie spamowe dotyczące koronawirusa powracają.

W kwietniu nastąpił znaczny wzrost ataków na polskie komputery. Najnowsze badanie firmy Check Point wskazują, że Polska znajduje się na szarym końcu (27 miejsce) europejskiego rankingu bezpieczeństwa sieciowego. Kwiecień był najgorszym okresem dla polskich internautów od wielu miesięcy m.in. za sprawą kolejnych niebezpiecznych kampanii spamowych wykorzystujących temat koronawirusa.

Irlandia i Wielka Brytania to obecnie dwa najbezpieczniejsze kraje w Europie pod względem bezpieczeństwa sieciowego. Najbardziej niebezpieczne to Litwa i Łotwa. Polska, znalazła się w dopiero w trzeciej dziesiątce rankingu (miejsce 27) – wynika z danych przedstawionych przez Check Point Research. Z indeksem zagrożeń na poziomie 46,5 pkt., nasz kraj znalazł się w TOP 50 (47 miejsce) państw o najwyższym poziomie zagrożeń na świecie!

Analiza bieżących zagrożeń cybernetycznych wykazała, że hakerzy wciąż chętnie wykorzystują do ataków kampanie spamowe związane z koronawirusem (COVID-19). W kwietniu za ich pomocą starali się dystrybuować nowy wariant trojana zdalnego dostępu Agent Tesla, który uplasował się na trzecim miejscu listy najpowszechniejszego malware, wpływając na 3 % organizacji na całym świecie.

Nowy wariant Agenta Tesla został zmodyfikowany w celu kradzieży haseł Wi-Fi oraz innych informacji – takich jak poświadczenia e-mail programu Outlook. Jedna z tego typu kampanii podszywała się pod Światową Organizację Zdrowia (WHO), a w temacie wiadomości pojawił się tytuł: „PILNE LISTY INFORMACYJNE: PIERWSZY TEST SZCZEPIONKI COVID-19 DLA LUDZI – WYNIKI/AKTUALIZACJA WYNIKÓW”. Sposób dystrybucji pokazuje w jaki sposób hakerzy wykorzystają globalne wydarzenia i obawy opinii publicznej, aby zwiększyć sukces ataku.

Choć kampanie spamowe wykorzystujące Agenta Tesla rosną w siłę, globalnym numerem jeden był trojan bankowy Dridex (wykryty w 4% firm na świecie). To jednocześnie najczęściej wykorzystywane oprogramowanie do ataków na polskie firmy. W przypadku polskiej sieci Dridex spadł w kwietniu z pierwszego na czwarte miejsce „najpopularniejszych szkodników” z udziałem na poziomie 2,4%. Tym razem najpowszechniejszym zagrożeniem w polskich organizacjach okazał się trojan Emotet.

Kampanie malspamowe (od malware + spam – przyp. red.) Agent Tesla, które wykryliśmy w kwietniu, podkreślają, jak elastyczni mogą być cyberprzestępcy, jeśli chodzi o wykorzystywanie wydarzeń informacyjnych i nakłanianie niczego niepodejrzewających ofiar do kliknięcia zainfekowanego łącza – powiedziała Maya Horowitz, dyrektor ds. Analizy i badań zagrożeń w Check Point Software Technologies

Wykorzystując Agenta Tesla, jak i Dridex, przestępcy koncentrują się na kradzieży danych osobowych i biznesowych użytkowników, by móc wykorzystać je w celach zarobkowych. Stąd ważne jest, aby organizacje przyjęły proaktywne i dynamiczne podejście do edukacji użytkowników, informując swoich pracowników o najnowszych narzędziach i technikach, zwłaszcza że większość pracowników pracuje obecnie z domów.

Zespół badawczy ostrzega również przed powszechnymi podatnościami w systemach komputerowych. „Zdalne wykonanie kodu MVPower DVR” pozostaje najczęstszą wykorzystywaną luką, a jej zakres zwiększył się w ostatnich tygodniach, obejmując 46% organizacji na całym świecie. Zaraz za nią uplasował się “OpenSSL TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure” o globalnym wpływie 41%, natomiast trzecią najpowszechniejszą podatnością jest “Command Injection Over HTTP Payload” wykorzystywaną w przypadku 40% organizacji na całym świecie.

Firma Zebra Technologies nagradza najlepsze pomysły wykorzystania technologii dla służby zdrowia

Firma Zebra Technologies nagradza pielęgniarki i pielęgniarzy oraz osoby uczące się tego zawodu za najlepsze pomysły wykorzystania technologii dla służby zdrowia w celu usprawnienia opieki nad pacjentem.

LINCOLNSHIRE, w stanie Illinois, USA – 12.05.2020r. – Firma Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA), innowator oferujący rozwiązania klasy korporacyjnej i umożliwiający, wraz ze swoimi partnerami, uzyskanie przez firmy przewagi nad konkurencją, w ramach świętowania Roku Pielęgniarki i Położnej, zaprasza pielęgniarki i pielęgniarzy oraz studentów pielęgniarstwa na całym świecie do podzielenia się pomysłami na wykorzystanie technologii w usprawnianiu opieki nad pacjentami.

„Nadszedł czas, aby zakwestionować i usprawnić status quo w ochronie zdrowia” — powiedział Wayne Miller – Healthcare Director EMEA w firmie Zebra Technologies. „Pielęgniarki i pielęgniarze pracujący na pierwszej linii w opiece nad pacjentami, są idealnymi osobami do wskazania, jakie zmiany w technologii skierowanej do służby zdrowia mogą poprawić doświadczenie pacjenta. Ze względu na obciążenie ponad granice możliwości naszych systemów opieki zdrowotnej oraz lekarzy, nadszedł czas, żeby na nowo spojrzeć na tę kwestię i wywrzeć realny wpływ poprzez bezpieczniejszą i skuteczniejszą opiekę nad pacjentem”.

Zachęcamy pielęgniarki, pielęgniarzy i studentów pielęgniarstwa na całym świecie do przedstawienia swoich pomysłów wykorzystania technologii w rozwiązaniu niektórych z największych współczesnych problemów w dziedzinie ochrony zdrowia. Zgłoszenia są przyjmowane w jednym z dwóch formatów – wideo (maksymalnie dwie minuty) i eseju (obejmującego maksymalnie 500 słów) – w których uczestnicy opiszą aktualne potrzeby opieki zdrowotnej wraz z pomysłem, w jaki sposób technologia może pomóc w ich realizacji.

Pięć zwycięskich zgłoszeń zostanie wybranych w oparciu o innowacyjne podejście i możliwe zastosowanie w dzisiejszym środowisku opieki zdrowotnej. Każdy z pięciu zwycięzców otrzyma stypendium w wysokości 1000 USD, do wykorzystania na uzyskanie dyplomu, dokształcenia, pożyczki studenckie czy naukę w szkole pielęgniarskiej. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa we wtorek, 30 czerwca 2020 r., a zwycięzcy zostaną ogłoszeni w sierpniu 2020 r.

„Od łatwiejszego lokalizowania sprzętu w szpitalu po nowe usprawnienia, które pozwalają pielęgniarkom i pielęgniarzom spędzać więcej czasu przy łóżku pacjenta, żaden pomysł nie jest zbyt duży  ani ani zbyt mały w swojej skali” – dodał Miller. „Dziękujemy dzisiejszym bohaterom pierwszej linii – oraz tym, którzy jeszcze się szkolą – za wszystko, co robią, aby zapewnić nam bezpieczeństwo, i czekamy na ich pomysły, dzięki którym sektor opieki zdrowotnej będzie jeszcze bardziej bezpieczny, wydajny i skuteczny w przyszłości”.

Na naszej stronie internetowej można znaleźć więcej informacji o konkursie, m.in. sposób dostarczania propozycji, opcje językowe, tekst regulaminu konkursu oraz inne informacje.

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE

  • W ramach obchodzonego Roku Pielęgniarki i Położnej firma Zebra Technologies zaprasza pielęgniarki, pielęgniarzy oraz studentów kierunków pielęgniarskich na całym świecie do prezentowania pomysłów na wykorzystanie technologii do usprawnienia opieki nad pacjentami.
  • Wybranych zostanie pięć najlepszych propozycji, a każdy z pięciu zwycięzców otrzyma stypendium naukowe w wysokości 1 tys. dolarów.
  • Termin składania propozycji upływa 30.06.2020r., a informacje szczegółowe dostępne są tutaj.

Błądzenie

Po nerwowym przebiegu handlu w Azji Europa zaczyna dzień z postawą niezdecydowania. Doniesienia o pogorszeniu relacji handlowych Chin z Australią i chłodne komentarze prezydenta Trumpa w sprawie umowy handlowej z Chinami wprowadzają nerwowość. Ogólnie nic nowego, ale też nie pomaga to w umacnianiu apetytu na ryzyko.

Dominuje błądzenie i niezdecydowanie. Wczoraj płaski finisz handlu na Wall Street; później bujanie w nocy na rynkach azjatyckich; dziś rano czerwone otwarcie rynku akcji w Europie, ale bez większego przekonania, co zaraz może odmienić się w powrót entuzjazmu. Na rynku walutowym sytuacja wygląda podobnie– trochę risk-off w nocy (szczególnie przecena AUD po doniesienia o zakazie importu mięsa do Chin), który jednak jest już częściowo wygaszany. Doniesienia są wystarczająco negatywne, by wywołać domykanie pro-ryzykownych pozycji, ale nie mają takiej siły, by zainicjować świeżą korektę.

EUR/USD szczególnie cierpi na niezdecydowaniu inwestorów, co prowadzi do wyraźnego spadku zmienności. Wynika to też z tego, że za dużo ruchomych elementów jest w otoczeniu EUR/USD, by stwierdzić z silnym przekonaniem, co dokładnie przyniosą kolejne tygodnie. Od strony euro hamulcem są krytyczne głosy wobec opieszałości rządów w kwestii przygotowania pakietu fiskalnego z prawdziwego zdarzenia. Brak szybkiej odpowiedzi na kryzys wywołany przez COVID-19 oznacza wolniejszą odbudowę ożywienia, co fundamentalnie osłabiają walutę w długim terminie. Do tego dochodzi ostatnie orzeczenie niemieckiego TK kwestionującego niektóre elementy programu skupu aktywów EBC. Wątpliwe jest, że EBC będzie respektował orzeczenia z Niemiec, kiedy wcześniej Trybunał Sprawiedliwości UE dał zielone światło, ale niezerowe ryzyko ukrócenia możliwości banku centralnego w odniesieniu do interwencji na rynku długu podnosi premię za ryzyko na europejskich aktywach i samym EUR.

USA teoretycznie powinny szybciej wyciągnąć się z kryzysu, mając już 3 pakiety fiskalne w działaniu i tylko pośpiech w odmrażaniu gospodarki może podnieść ryzyka drugiej fali zachorowań. Lepsze rezultaty w walce z koronawirusem nie oznaczają jednak wprost lepszych perspektyw dla USD, który w trakcie marcowej paniki jako waluta rezerwowa przyciągnął sporo kapitału. Wzrost apetytu na ryzyko na nadziejach odbicia ożywienia będzie dolarowi szkodził. Widać to było we wstępnej reakcji rynku na lepsze od oczekiwań wyniki raportu NFP w piątek. W międzyczasie dochodzi jeszcze dyskusja o ujemnych stopach procentowych Fed i rynkowa wycena kontraktów futures na stopę rezerw federalnych poniżej zera. Jakkolwiek wydaje się nam mało prawdopodobne, aby polityka Fed poszła w tym kierunku i w ostatnich komentarzach członkowie Fed (Bostic, Evans) odrzucili ideę ujemnych stóp procentowych, to rynkowe oczekiwania kierują wyceną dolara.
Zatem mamy wiele kwestii, które mogą się odmienić z dnia na dzień, a co utrudnia budowanie wielomiesięcznej strategii. Mnogość opinii tworzy środowisko, w którym stanie z boku wydaje się jedynym słusznym podejściem. Dopóki nie wykrystalizuje się jednostronny konsensus, EUR/USD będzie dryfował w bok.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.