Praca w czasie pandemii

Więcej niż 4 na 10 pracujących osób badanych przez Pracuj.pl obawia się utraty zatrudnienia w konsekwencji pandemii koronawirusa. Jednocześnie aż 77% respondentów jest gotowych przyjąć ofertę od nowego pracodawcy. Co interesujące, badani przy przeglądaniu ofert prawie równie często, co na wysokość pensji, zwracają uwagę na stabilność zatrudnienia. Jej pozycja w rankingu jest znacznie wyższa niż w minionych latach. W kolejnej odsłonie raportu „Praca w dobie koronawirusa” przyglądamy się obawom i postawom zawodowym Polaków w obliczu pandemii.

Najważniejsze informacje:  

  • 44% pracujących badanych obawia się utraty pracy przez pandemię.
  • 77% z nich jest skłonnych przyjąć obecnie nową ofertę pracy.
  • Tylko 29% gotowych jest zaakceptować niższą pensję, by zachować pracę.
  • 64% badanych szukających pracy jest gotowych się przekwalifikować.
  • Kluczowe zachęty do zmiany: wyższa pensja i bezpieczne zatrudnienie.

Praca w dobie koronawirusa

Jak postrzegamy pracę w obliczu pandemii i jak wpływa ona na ich poglądy dotyczące kariery? Aby to sprawdzić, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Praca w dobie koronawirusa”. W dn. 23-28 kwietnia zebraliśmy opinie blisko 2000 użytkowników portalu na temat obecnej sytuacji. W drugiej odsłonie raportu przedstawiamy postawy badanych przyjmowane wobec zmian mających miejsce na rynku pracy, a także plany zawodowe respondentów w obliczu koronawirusa.Praca w czasie pandemii

Obawy i duża otwartość na oferty

Wyniki badań Pracuj.pl ujawniają duży wpływ, jaki mają zmiany związane z pandemią na poglądy kandydatów. Aż 6 na 10 pracujących badanych obawia się obniżek wynagrodzeń lub zmiany zasad zatrudnienia u obecnego pracodawcy w związku z pojawieniem się koronawirusa. Niewiele mniej, niż połowa respondentów (44%) – liczy się z perspektywą utraty obecnej pracy. Ponadto zarówno zatrudnieni, jak i bezrobotni Polacy biorący udział w badaniu są w większości przekonani, że w obecnej sytuacji będzie im trudniej znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, niż wcześniej (75%).Praca w czasie pandemii 2

Badania Pracuj.pl pokazują dużą mobilność zawodową pracowników – przynajmniej na poziomie deklaracji. Aż 77% pracujących respondentów – użytkowników Pracuj.pl zadeklarowało, że zmieni pracę, jeśli otrzyma nową propozycję zatrudnienia. Wśród badanych zaobserwować można także otwartość na obranie zupełnie nowych ścieżek zawodowych. Aż 2 na 3 (64%) badanych szukających pracy deklaruje gotowość do przekwalifikowania się w związku z sytuacją gospodarczą.

Wyniki przedstawione w raporcie są odzwierciedleniem nastroju niepewności, panującego wśród pracowników i kandydatów do pracy w okresie silnego rozwoju pandemii koronawirusa. Jednocześnie jednak dają sporą nadzieję na przyszłość, pokazując gotowość Polaków na zmianę ścieżki zawodowej i przyjęcie nowych wyzwań w karierze. Ta postawa może odgrywać bardzo ważną rolę w okresie odmrażania gospodarki i wychodzenia wielu firm z turbulencji, w które wpędził je koronawirus – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor ds. Rozwoju Sprzedaży w Grupie Pracuj.Praca w czasie pandemii 3

Stabilizacja coraz ważniejsza

Wyniki badań pokazują także bardzo ciekawe tendencje w obszarze czynników, które stanowią dla pracujących kandydatów najlepsze zachęty do przyjęcia nowych ofert. Podobnie, jak w ostatnich kilku latach, najczęściej wybieranym argumentem za zmianą pracy jest propozycja wyższego wynagrodzenia – wybrało ją 69% badanych.Praca w czasie pandemii 4

Niewiele mniej pracujących respondentów wskazało jednak na stabilne i bezpieczne zatrudnienie – to ważny argument dla aż 58% z nich. Ponad połowa uczestników badania (51%) wybrała także stabilną pozycję firmy mimo zmian rynkowych. Na tle tych danych znacznie mniej atrakcyjne jako argumenty za zmianą pracy okazały się możliwość awansu (34%) czy ciekawy zakres obowiązków (31%).

Wyniki badań pokazują, jak bardzo ważnym atutem pracodawcy w najbliższym czasie będzie opinia stabilnej firmy, odpornej na zmiany zachodzące w całej gospodarce. Dziś to drugi najważniejszy czynnik, brany pod uwagę po wysokości wynagrodzenia. Dostrzegają to z resztą także pracodawcy. W ostatnich tygodniach w obszarze komunikacji części pracodawców z kandydatami pojawił się nowy rosnący trend. Jest nim właśnie mocniejsze niż wcześniej podkreślanie stabilności zatrudnienia i prowadzenia nowych rekrutacji, mimo zamrożenia gospodarki – mówi Łukasz Marciniak.

Nowe obowiązki – tak, obniżka pensji – nie

Badacze Pracuj.pl zapytali pracujących respondentów o środki, jakie skłonni byliby podjąć by utrzymać obecne miejsce zatrudnienia. Połowa badanych gotowa jest wykonywać inne obowiązki, niż dotychczasowe. Niewiele mniej (47%) zgodziłoby się pracować w mniejszym wymiarze etatu, a 4 na 10 – wykonywać więcej obowiązków (42%). Zdecydowanie najmniej badanych z tej grupy zgodziłoby się w takiej sytuacji na obniżkę pensji. Taką gotowość deklaruje tylko 29% pracujących respondentów.

Dla pracodawców deklarowana przez kandydatów mała elastyczność w kwestii oczekiwań płacowych może być wyzwaniem. Negocjacje wynagrodzeń to zawsze delikatny temat, niezależnie czy dotyczy nowo zatrudnianych osób, czy wieloletnich pracowników. Także w obecnych okolicznościach powinny być one prowadzone przez pracodawców w przemyślany sposób, przy użyciu rzeczowych argumentów, ale także ze zrozumieniem emocji osób znajdujących się po drugiej stronie – przekonuje Łukasz Marciniak.Praca w czasie pandemii 5

W oczekiwaniu na odwiliż

Choć według dostępnych rynkowych analiz wiele firm w marcu i kwietniu zamroziło procesy rekrutacyjne, na rynku nie brakowało firm, które szukały nowych pracowników. Eksperci prognozują, że następne tygodnie i miesiące, związane z planowym stopniowym odmrażaniem gospodarki, mogą przynieść poprawę nastrojów rynkowych, a co za tym idzie – planów rekrutacyjnych.

Na początku maja 2020 roku na Pracuj.pl dostępnych było około 40 000 aktywnych ofert pracy, w tym połowa prowadzonych w modelu rekrutacji zdalnej. Najbardziej popularnymi grupami specjalistów byli handlowcy i sprzedawcy – dotyczyło ich 27% nowych ogłoszeń na portalu, zamieszczonych w kwietniu. Na podium znaleźli się także eksperci ds. IT (18%) oraz od obsługi klienta (15%).

O BADANIU:

Badanie „Praca w dobie koronawirusa” zostało przeprowadzone przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 23-28 kwietnia 2020 roku na grupie 1894 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (ankieta przeprowadzana online). Grupa respondentów poszukujących pracy (bezrobotnych i pracujących) objęła 1557 osób, grupa respondentów deklarujących posiadanie pracy – 1 129.
Aleksandra Skwarska

BioMaxima S.A. w I kwartale 2020 r. osiągnęła 0,4 mln zł zysku i poprawiła EBITDA o 224% rdr.

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także dystrybutor odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, miał ponad 1 mln zł EBITDA oraz 404 tys. zł zysku netto na poziomie jednostkowym w 1 kw. 2020 r. przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 6.756 tys. zł. Spółka liczy na dalszy wzrost sprzedaży dzięki szerszemu asortymentowi oraz dokonanej rozbudowie mocy produkcyjnych.

Pierwszy kwartał tego roku należał do bardzo udanych dla BioMaxima S.A., ponieważ Emitentowi udało się osiągnąć zysk netto na poziomie jednostkowym w wysokości ponad 404 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku zanotował stratę w kwocie prawie 77 tys. zł. Przychody netto ze sprzedaży Spółki sięgnęły w 1 kw. 2020 r. 6.756 tys. zł wobec blisko 6.958 tys. zł rok wcześniej, co świadczy o wysokim wzroście rentowności. Poziom sprzedaży byłby w minionym kwartale jeszcze wyższy, gdyby nie negatywny wpływ pandemii, który miał swoje odzwierciedlenie w zawirowaniach w międzynarodowych łańcuchach dostaw. Dzięki wprowadzeniu do sprzedaży w drugiej połowie marca szybkiego testu do wykrywania IgG/IgM przeciwko SARS-CoV-2019 możliwe było jednak zdynamizowanie wskaźnika sprzedaży ogółem. Zarząd BioMaxima S.A. uważa, że Spółka jest obecnie bardzo dobrze przygotowana do skokowego zwiększenia skali działalności ze względu na posiadane zaplecze badawczo-rozwojowe, produkcyjne, operacyjne oraz stabilność finansową.

„BioMaxima S.A., dzięki inwestycjom z lat 2018-2019, weszła w 2020 rok przygotowana infrastrukturalnie do obsługi znacznie większych wolumenów sprzedaży niż to było wcześniej możliwe. Poszerzenie oferty w marcu o nowe testy do diagnostyki COVID-19, a także wzmocnienie struktury finansowania poprzez środki z emisji akcji, mają odbicie w kwartalnym wyniku finansowym. Spodziewam się, że nadchodzące kwartały będą jeszcze lepsze zarówno pod względem wskaźnika rentowności, jak i zysku netto.” – ocenia Łukasz Urban, Prezes Zarządu BioMaxima S.A.

Na poziomie skonsolidowanym Spółka wypracowała w I kw. 2020 r. zysk netto przekraczający 281 tys. zł wobec 176 tys. zł straty netto w 2019 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 7.318 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej było to 7.486 tys. zł. Niższy zysk netto Grupy wynika z sezonowości rynku rumuńskiego i co za tym idzie ze straty spółki zależnej. Największy zysk podmiot ten generuje w czwartym kwartale każdego roku.

BioMaxima S.A. jest bardzo dobrze przygotowana do działania w związku z pandemią SARS-CoV-2019. W marcu br. Emitent wprowadził do oferty szybkie testy immunochromatograficzne IgG/IgM do diagnostyki tego wirusa i rozpoczął najpierw jego dystrybucję, a następnie sprzedaż wyrobu własnego a także zarejestrował własny test molekularny do wykrywania SARS-CoV-2019 oparty na metodzie Real Time PCR (test genetyczny). Zgodnie z przewidywaniami analityków rynkowych globalny rynek diagnostyki w kierunku COVID-19 będzie stale rósł i w 2027 r. dla samych tylko szybkich testów osiągnie wielkość 3,91 miliarda USD (Reports and Data, maj 2020). BioMaxima S.A. jest wymieniana przez analityków w powyższym raporcie w gronie globalnych liderów rynku. Emitent realizuje też wcześniejsze plany w zakresie rozwoju testów do badania lekowrażliwości mikroorganizmów, a światowy rynek tych badań jest szacowany już dzisiaj na ok. 3 mld USD.

„Od marca rozszerzyliśmy ofertę diagnostyczną w kierunku COVID-19 o kolejne pozycje i zamierzamy ją dalej uzupełniać. Jesteśmy firmą na tyle jeszcze małą, aby odpowiadając na wyzwania stawiane przez rynek, działać szybko i elastycznie. Nie obawiamy się konfrontacji z dużymi koncernami tam, gdzie mamy przewagę konkurencyjną. Diagnostyka COVID-19 będzie rosła przez najbliższe kilka lat, a my razem z nią. Ale na koniec dnia liczymy na znaczące zwiększenie przychodów również w innych segmentach rynku w miarę, jak będziemy stawali się coraz bardziej rozpoznawalni.” – zakończył Prezes Urban.

W ostatnim czasie BioMaxima S.A. wprowadziła do sprzedaży analizator immunochemiczny o wysokiej wydajności do ilościowego oznaczania przeciwciał IgM/IgG przeciwko SARS-CoV-2019. Analizator jest przeznaczony dla dużych laboratoriów szpitalnych oraz prywatnych laboratoriów sieciowych w kraju. Metoda chemiluminescencyjna CLIA służąca do wykrywania przeciwciał klasy IgM i IgG przeciwko SARS-CoV-2 z wykorzystaniem analizatora iFlash 1800 znajdzie zastosowanie na każdym etapie postępowania diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, a ze względu na wysoką wydajność systemu (180 oznaczeń na godzinę) będzie miała szerokie zastosowanie (równolegle z badaniem RT-PCR) w diagnostyce różnicowej określającej etap choroby COVID-19, w badaniach przesiewowych pacjentów, w badaniach nad terapeutycznym zastosowaniem osocza ozdrowieńców, oraz przy wdrażaniu tzw. „paszportu immunologicznego” w populacji. W porównaniu do testów immunochromatograficznych pozwala na szybkie przebadanie dużej liczby pacjentów z nieporównywalnie większą dokładnością. Analizator ten jest ważnym uzupełnieniem oferty Spółki, która od wielu lat z powodzeniem sprzedaje już aparaty do oznaczeń immunochemicznych Pathfast oraz Ichroma wraz z zestawami diagnostycznymi do immunochemii, mającymi zastosowanie przy łóżku pacjenta (POCT), a także w mniejszych laboratoriach.

Spółka planuje w najbliższym czasie wprowadzić do sprzedaży także szybki test do wykrywania obecności antygenu wirusa SARS-CoV-2, który wykorzystuje wymaz z nosa i gardła osoby, u której podejrzewa się zarażenie koronawirusem, umożliwiając szybką wstępną diagnostykę. Tego typu testy mogą stać się również uzupełnieniem diagnostyki molekularnej PCR, zwiększając wykrywalność zakażeń, zwłaszcza w przypadku konieczności szybkiej diagnostyki personelu medycznego czy osób opiekujących się osobami starszymi lub chorymi. Koszt testu oraz krótki, 30-minutowy czas wykonania badania, daje szanse zwiększenia ilości wykonywanych testów w Polsce i dzięki temu wykrywalności zakażeń COVID-19.

Pandemia koronawirusa zmienia rynek pracy. W cenie będą zawody wykonywane zdalnie

– Na znaczeniu zyskują kierunki studiów, które w przyszłości pozwolą na pracę zdalną, w zawodach kluczowych dla biznesu i gospodarki, rozwijają kompetencje przyszłości oraz pozwalają zdobyć twardą wiedzę i praktyczne umiejętności – wskazuje Joanna Koper, ekspertka edukacyjna z Perspektywy Women in Tech. Eksperci Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” rekomendują 10 „wirusoodpornych” kierunków technicznych i ścisłych, które łączą ścisłą wiedzę z praktyką.

Stworzyłam ideę kierunków „wirusoodpornych”, opierając ją na czterech czynnikach. To kierunki dające nam możliwość pracy zdalnej, która siłą rzeczy stała się naturalnym trybem, w którym funkcjonujemy. Drugi czynnik to ich znaczenie dla biznesu, czyli czy dany kierunek daje takie ścieżki i role zawodowe, które pozwalają nam funkcjonować nawet w czasie globalnej pandemii – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Koper, ekspertka edukacyjna z Perspektywy Women in Tech.

Obecnie, jak wynika z szacunków Antal, blisko 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które pozwalają na pracę zdalną. Ich liczba jednak stopniowo się zmienia, ponieważ w obliczu pandemii wiele osób, które wcześniej nie miały możliwości pracy z domu, obecnie pracuje zdalnie. Dla osób dopiero myślących o przyszłości kluczowy jest wybór takich kierunków, które dadzą większe szanse na pracę niezależnie od sytuacji kryzysowych i pozwalają nabyć kompetencje przyszłości.

To umiejętność elastycznego myślenia, szybkiego uczenia i oduczania się, krytycznego myślenia czy zarządzania projektami. A czwarty czynnik w „wirusoodporności” kierunków stanowią tzw. twarda wiedza i kompetencje transferowalne, czyli czy dany kierunek daje na tyle konkretne umiejętności, że absolwent jest w stanie je od razu wykorzystać na rynku pracy, bez względu na obraną ścieżkę – wymienia ekspertka.

Eksperci Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” rekomendują top 10 „wirusoodpornych” kierunków technicznych i ścisłych. Na liście znalazły się: kierunki informatyczne, cyberbezpieczeństwo, teleinformatyka, elektronika i telekomunikacja, inżynieria biomedyczna, inżynieria i analiza danych, matematyka i statystyka, modelowanie matematyczne i analiza danych, mikroelektronika w technice i medycynie oraz bioinformatyka i biologia systemów. Z drugiej jednak strony, jak zauważa Joanna Koper, kierunek studiów nie jest tożsamy z zawodem, dlatego pandemia koronawirusa choć może, to nie musi wpłynąć na popularność danych kierunków.

Niektóre kierunki zyskują na znaczeniu, np. te związane z C-STEM, czyli inżynieryjne, ścisłe, technologiczne, ale także takie, które rozwijają kompetencje cyfrowe, ale jednocześnie pozwalają pracować z ludźmi. Takim przykładem jest user experience design, bo w tym kierunku bardzo dobrze odnajdują się tzw. humaniści i jest on też jednocześnie bardzo technologiczny – ocenia ekspertka edukacyjna.

Z danych resortu edukacji wynika, że w roku akademickim 2019/2020 studia rozpoczęło ponad 424 tys. osób, z czego 311 tys. na studiach pierwszego stopnia lub na jednolitych studiach magisterskich. Wśród uczelni, w których było najwięcej kandydatów na jedno miejsce, były trzy politechniki – z Warszawy, z Gdańska i z Poznania. Żeby się na nie dostać, trzeba było pokonać sześcioro–siedmioro kandydatów. Tuż za podium znalazł się Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie (5,7 kandydata na miejsce) i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu (5,5 kandydata na miejsce). Wśród kierunków najbardziej oblegane były informatyka, psychologia i zarządzanie.

Internet rzeczy jest stosunkowo nowym kierunkiem, ale na uniwersytetach zagranicznych jest już coraz bardziej popularny. Przyszłościowe są kierunki związane z projektowaniem i architekturą  infrastruktur, czyli właśnie user experience design, wszystkie kierunki związane z połączeniem medycyny i technologii. Teraz widzimy, jak mocno rozwijają się telemedycyna, bioinformatyka, medycyna w informatyce. To kierunki, na które warto teraz zwrócić uwagę – radzi Joanna Koper.

Złoty w najbliższych miesiącach nadal będzie się osłabiał względem głównych walut. W ciągu półtora roku powinien jednak wrócić do neutralnych poziomów

W najbliższym czasie nie można liczyć na umocnienie się złotego wobec euro, dolara czy franka. Pogorszenie nastrojów spowodowane zamrożeniem gospodarek i w konsekwencji bardzo złymi danymi makroekonomicznymi, jak również widmo kolejnej, trzeciej już obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wpłyną na odpływ inwestorów od walut rynków wschodzących, za jaki wciąż uważana jest Polska. Jednak w perspektywie kilkunastu miesięcy złoty powinien się umocnić nawet do 3,80 zł za dolara, uważa analityk walutowy Marcin Kiepas.

– Trwający obecnie w Europie proces odmrażania gospodarki, który w poszczególnych państwach przebiega w różnym tempie, nie powinien mieć bezpośredniego wpływu na zachowanie rynku walutowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy. – Wydaje się bowiem, że proces ten został już wcześniej zdyskontowany, tak samo jak fatalne dane, którymi obecnie zalewany jest rynek. To, co w przyszłości może wpłynąć na zachowanie rynku walutowego, to przede wszystkim twarde dane świadczące o tym, w jakim tempie wraca w Europie aktywność gospodarcza.

Po zamrożeniu europejskich gospodarek i dwóch obniżkach stóp procentowych w Polsce złoty osłabił się w stosunku do głównych walut. Od początku roku euro umocniło się wobec polskiej waluty o prawie 7 proc., zaś amerykański dolar o ponad 10 proc., podobnie jak frank szwajcarski. W kwietniu nastąpiło ustabilizowanie kursów na poziomach 4,55 zł za euro, 4,20 zł za dolara i 4,33 za franka. Zdaniem eksperta nie jest to jednak koniec osłabiania się złotego, a w najbliższych miesiącach nie będzie żadnych przesłanek, które mogłyby ten trend odwrócić.

– Uważam, że na fali pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych, ale też w związku z dość prawdopodobną obniżką stóp procentowych w Polsce. złoty będzie tracił na wartości. W efekcie w scenariuszu minimalnym zostaną przetestowane szczyty z marca, czyli euro podrożeje do 4,63 zł, dolar do 4,30 zł, a szwajcarski frank do 4,40 zł – przewiduje Marcin Kiepas. – Nie jest wykluczone, że te szczyty zostaną przekroczone o kilka groszy na przełomie czerwca i lipca. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że to byłby już koniec osłabienia polskiej waluty.

Rada Polityki Pieniężnej po ponad pięciu latach obniżyła w marcu stopy procentowe, a trzy tygodnie później pogłębiła ten ruch. W efekcie stopa referencyjna spadła z i tak rekordowo niskiego poziomu 1,5 proc. do 0,5 proc., zaś stopa depozytowa spadła do zera. W maju jedyne, decyzyjne posiedzenie RPP odbędzie się wyjątkowo 28 maja zamiast tradycyjnie w pierwszy wtorek i pierwszą środę miesiąca, zapewne dlatego, by jej członkowie mogli poznać jak najwięcej danych przed podjęciem decyzji. W ubiegłym tygodniu rynek otrzymał serię fatalnych danych PMI – w Polsce wskaźnik nastrojów w przemyśle spadł do najniższego w 22-letniej historii indeksu poziomu 31,9 pkt, natomiast w Indiach usługowy PMI runął do poziomu 5,4 pkt po 49,3 pkt w marcu. Byliśmy także świadkami historycznej obniżki stóp w Norwegii – bank centralny tego kraju ściął stopy o 25 punktów bazowych do zera. Była to trzecia z rzędu obniżka; jeszcze dwa miesiące temu główna stopa procentowa pozostawała na poziomie 1,5 proc., podobnie jak w Polsce. Od początku roku norweska korona straciła do euro 11 proc., a do dolara – 14 proc.

– Później oczekiwałbym powolnego umacniania się złotego, w efekcie czego w perspektywie 12 miesięcy wróciłby nie tylko do obecnych poziomów, ale też do tych, które uznaje się za bardziej neutralne z długoterminowego punktu widzenia. W przypadku euro są to okolice 4,30 zł, natomiast jeżeli chodzi o dolara – przy założeniu, że w perspektywie 12–18 miesięcy kurs euro do dolara wzrośnie mniej więcej do 1,13–1,14 – w relacji do złotego mógłby potanieć do 3,80 zł – podsumowuje analityk.

Rzeź na amerykańskim rynku pracy nie popsuła nastrojów na rynkach

W minionym tygodniu poznaliśmy sporo danych z amerykańskiego rynku pracy. W kolejnych dniach odczyty z USA również skupią na sobie uwagę rynku, jednak warte uwagi będą także dane o polskim PKB w I kwartale.

Kluczową publikacją w ubiegłym tygodniu był raport o sytuacji amerykańskiego rynku pracy w kwietniu. Odczyt, z natury rzeczy, okazał się fatalny, ale nie aż tak, jak oczekiwano. Inwestorzy woleli skupić się na pozytywach – po publikacji umocniły się bardziej ryzykowne aktywa. Zachowanie rynku walutowego w zeszłym tygodniu nie było jednak jednolite. Waluty europejskie w większości pozostawały w wąskich korytarzach wahań, kończąc tydzień umiarkowanymi spadkami w parze z dolarem amerykańskim. Bardziej ryzykowne waluty surowcowe (dolary: nowozelandzki, kanadyjski i australijski oraz korona norweska) doświadczyły z kolei wyraźnej aprecjacji. Pozytywny sentyment udzielił się również walutom emerging markets. Rzucającym się w oczy wyjątkiem wśród najważniejszych tego typu walut był real brazylijski, który doświadczył gwałtownej deprecjacji po tym, jak bank centralny Brazylii gwałtownie obciął stopy procentowe, jednocześnie sugerując, że póki co nie obawia się utraty wartości waluty.

W najbliższym tygodniu na pierwszy plan powinny wysunąć się odczyty inflacji, sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w USA opisujące sytuację w poprzednim miesiącu. Spodziewamy się ponurych odczytów wskazujących na negatywny obraz sytuacji. Inwestorzy w najbliższych dniach z pewnością będą zwracać uwagę na to, jak stopniowe luzowanie środków prewencyjnych w części europejskich krajów wpłynie na liczbę notowanych przez nie dziennych zakażeń. Będą również obserwować, jaki wpływ na rentowności obligacji skarbowych USA na długim końcu będzie miała ich spora podaż. Rentowności krótkoterminowych obligacji skarbowych powinny natomiast pozostawać stabilne, czemu sprzyja stanowisko Fedu.

PLN

Polski złoty zakończył tydzień lekkim umocnieniem w relacji do euro. Poza odczytem PMI dla przemysłu, który w kwietniu pokazał spadek do najniższego w historii odczytów poziomu 31,9 pkt., sugerując wyraźne załamanie aktywności w sektorze, ubiegły tydzień nie przyniósł istotnych informacji z Polski. Informacje ekonomiczne z kraju w ostatnich dniach nie miały jednak większego znaczenia dla kształtowania się kursu złotego, co jest sytuacją raczej typową. Nie wydaje się też, żeby bałagan w kontekście wyborów prezydenckich w jakikolwiek istotny sposób wpływał na polską walutę.

W najbliższy piątek poznamy dane o inflacji CPI w Polsce w kwietniu oraz dane o PKB Polski w I kwartale. Pierwsze raczej nie powinny budzić specjalnego zainteresowania. GUS po miesięcznej przerwie wrócił do publikacji odczytów „flash”, więc odczyt w tym tygodniu będzie jedynie bardziej obfitą w szczegóły, ale jednak rewizją. Dane o wzroście gospodarczym będą jednak warte uwagi – konsensus Bloomberga zakłada obecnie, że dynamika PKB spadła o mniej więcej połowę – z notowanych w IV kwartale ubiegłego roku 3,2% do zaledwie 1,7% r/r.

EUR

Zeszłotygodniowe orzeczenie niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego dot. skupu europejskich obligacji skarbowych (PSPP) prowadzonego przez Europejski Bank Centralny zaowocowało serią złowieszczo brzmiących nagłówków. Naszym zdaniem zawyża się jednak jego faktyczny wpływ na sytuację. Sędziowie z Karlsruhe nie zrobili nic, aby faktycznie zahamować skup obligacji przez EBC. Trybunał poprosił EBC o uzasadnienie swoich działań oraz zdawał się poddać w wątpliwość zasadę pierwszeństwa unijnego sądownictwa (nad krajowym) w kontekście działań europejskich instytucji. Nie sądzimy, żeby niemiecki polityczny establishment angażował się w potencjalnie szkodliwą narrację. Sądzimy, że konflikt zostanie rozwiązany poprzez wydanie odpowiedniego „uzasadnienia” działań podejmowanych przez EBC, pozwalającego zachować twarz.

Podtrzymujemy też nasz pogląd zakładający umocnienie euro w parze z dolarem amerykańskim ze względu na bardziej ograniczony wpływ epidemii na europejski rynek pracy w porównaniu z istną rzezią miejsc pracy widoczną po drugiej stronie Atlantyku oraz na utrzymujący się spadek liczby nowych zakażeń w Europie (również odwrotnie niż w Stanach Zjednoczonych).

USD

Opublikowany w zeszły piątek raport o amerykańskim rynku pracy w kwietniu wypadł nieco lepiej od oczekiwań – wiele odczytów w ramach raportu pobiło jednak niechlubne historyczne rekordy. To, że zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych wyniesie ponad 20 milionów miejsc pracy, jak i że stopa bezrobocia skoczy o ponad 10 p.p. na przestrzeni miesiąca, nie było dla rynków zaskoczeniem, stąd aktywa ryzykowne umacniały się przed piątkowym zamknięciem rynku. Warto zwrócić uwagę, że dane zostały zebrane w drugim i trzecim tygodniu kwietnia, stąd publikacja ta nie odzwierciedla w pełni skali pogorszenia sytuacji na rynku pracy w poprzednim miesiącu.

Zmiana liczby zatrudnionych w sektorach pozarolniczych w USA (1980 – 2020)

Zmiana liczby zatrudnionych w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 11/05/2020

W kalendarzu ekonomicznym na najbliższy tydzień znajdziemy szereg publikacji za kwiecień, których odczyty pomogą w szacowaniu gospodarczych skutków epidemii koronawirusa. Naszą uwagę przykują również aukcje amerykańskich papierów skarbowych. Istotny będzie ich wpływ na rentowności obligacji skarbowych na długim końcu krzywej dochodowości. Wyniki aukcji dostarczą informacji o tym, jak chętni do finansowania amerykańskich deficytów są inwestorzy.

GBP

Przeprowadzenie stopniowego łagodzenia lockdownu od środy oraz obserwowany wpływ nowej polityki na statystyki dotyczące zakażeń koronawirusem w Wielkiej Brytanii będą kluczowymi informacjami z Wysp, jakie poznamy w najbliższym czasie. Zmiany te nie powinny jednak znaleźć wyraźnego odzwierciedlenia w danych o zakażeniach, przynajmniej przez kilka najbliższych tygodni.

W tym tygodniu poznamy serię danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii. Pozwolą one na rzut oka w przeszłość, w celu określenia skali wpływu pandemii na brytyjską gospodarkę. Wśród nich znajdzie się odczyt PKB w I kwartale, który poznamy w środę. Niemniej nie spodziewamy się, aby najbliższy tydzień miał przynieść informacje mające w istotny sposób przełożyć się na zmiany kursu funta brytyjskiego. Oczekujemy, że w najbliższych dniach szterling w parach z innymi walutami będzie podążał za zachowaniem euro.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ubiegły tydzień lekkim umocnieniem w parze z euro. Para EUR/CHF ponownie zaczęła kierować się w stronę poziomu 1,05. Frank był w stanie umocnić się pomimo kolejnego wzrostu wartości depozytów na żądanie, co pokazały dzisiejsze dane Szwajcarskiego Banku Narodowego. W ubiegłym tygodniu ich wartość wzrosła o 5,3 mld CHF wobec wzrostu o 13,1 mld CHF tydzień wcześniej, sugerując, że SNB kontynuuje interwencje. W ostatnim wywiadzie dla szwajcarskiej gazety „SonntagsZeitung”, prezes SNB, Thomas Jordan stwierdził, że bank koncentruje się na interwencjach na rynku walutowym, jednak nie wykluczył obniżki stóp procentowych.

Ostatnie dane makroekonomiczne opisujące sytuację w szwajcarskiej gospodarce nie są dobre. Inflacja konsumencka staje się coraz bardziej ujemna – w kwietniu wskaźnik CPI pokazał poziom -1,1% w ujęciu rocznym. Stopa bezrobocia w tamtym miesiącu z kolei wzrosła do 3,3%, osiągając najwyższy poziom od trzech lat.  Niemniej, nie wszystkie wieści ze Szwajcarii są negatywne. Patrząc na ostatnie statystyki dot. zakażeń i zgonów z tytułu koronawirusa, kraj zdaje się wygrywać bitwę z COVID-19. Kontynuuje też wysiłki w kontekście otwierania gospodarki. Jeśli proces ten będzie trwał, mocno poturbowana gospodarka Szwajcarii może niedługo zacząć stawać na nogi.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Pandemia rozbudziła w Polakach chęć niesienia pomocy. Wzrosła wartość więzi społecznych

Wielotygodniowa izolacja społeczna negatywnie wpływa na komunikację międzyludzką. Przez brak bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem wzrastają bowiem poczucie wewnętrznego niepokoju, lęk oraz strach. Jednak kryzys spowodowany przez pandemię koronawirusa to również szansa, by na nowo dostrzec i docenić możliwości drzemiące w lokalnych społecznościach. – Ludzie nie mogą obejść się bez więzi społecznych. Im trudniejsze stają się czasy, tym bardziej ich potrzebują – przekonuje dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz, psycholożka z Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Dystans społeczny, który jesteśmy zobowiązani utrzymywać, nie wpływa pozytywnie na jakość kontaktów międzyludzkich. Sposób, w jaki się komunikujemy, zmienia się, ponieważ obecna sytuacja wywołuje w nas lęk. Strach oddziałuje na to, jak się porozumiewamy – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz.

Ekspertka tłumaczy, że aby komunikacja międzyludzka w czasie kryzysu okazała się skuteczna, należy zdać sobie sprawę z tymczasowości pandemii. Warto również potraktować ją jako okres próby i tym samym postarać się zapanować nad własnymi emocjami. Kontrola pozwala bowiem zminimalizować poczucie strachu. Gdy lęk maleje, możliwe staje się porozumienie.

– W ciągu ostatnich miesięcy odkryliśmy, czym jest pomoc sąsiedzka. Zaczęliśmy doceniać również wartość minispołeczności, w których przyszło nam żyć i funkcjonować. Świadomość ryzyka rozbudziła w Polakach potrzebę organizowania się na poziomie najmniejszych, lokalnych wspólnot. Dla przykładu, na klatkach schodowych w blokach wielu miast pojawiają się ogłoszenia z ofertą pomocy. Powstają również osiedlowe grupy w mediach społecznościowych – zauważa specjalistka.

Współpraca uwidacznia się na wielu  poziomach życia społecznego. Troska o to, jak w czasie obecnego kryzysu radzą sobie osoby znajdujące się w grupie podwyższonego ryzyka, pozytywnie świadczy o polskim społeczeństwie. Kryzys spowodował, że świat zwolnił, a Polacy zaczęli się jednoczyć.

– Ludzie czują potrzebę bezpośredniej komunikacji. Jednak pragnienie to zaburzają lęki, które towarzyszą im obecnie na każdym kroku. Wahania można zauważyć, obserwując wydarzenia ostatnich dni dotyczące służby zdrowia. Na początku pracownicy medyczni byli oklaskiwani przez społeczeństwo. Jednak gdy ludzie uświadomili sobie pewne zagrożenia, jakie wiążą się z bezpośrednim kontaktem z nimi, w mediach pojawił się hejt – tłumaczy dr Magdalena Zubiel-Kasprowicz.

Według niej obecnie żyjemy w tak zwanej kulturze strachu. Lęki i fobie, z którymi na co dzień boryka się społeczeństwo, nieustannie się mnożą. Strach bywa narzędziem służącym do kierowania i zarządzania opinią publiczną. Jest wykorzystywany przez polityków oraz współczesne media. Ekspertka tłumaczy, że gdy ludzie się boją, są bardziej podatni na sugestie, ponieważ nie myślą racjonalnie.

– To, co dzieje się obecnie, bardzo dobrze obrazuje, jak wielką rolę w życiu społecznym odgrywa słownictwo, którego używamy. Obrazy, które  widzimy w mediach, bardzo mocno wpływają na to, jak reagujemy i co myślimy. Media przez odpowiedni dobór słów mogą sterować swoimi odbiorcami. Należy o tym pamiętać. To, jak szybko rzeczywistość wróci do normy, zależy przede wszystkim od naszego nastawienia – zwraca uwagę.

Ekspertka podkreśla również, że obecnie kluczowe jest to, w jaki sposób ludzie myślą o swojej przyszłości i czy mają w stosunku do niej poczucie kontroli.

C. Chybowski: W ciągu 3-4 miesięcy spodziewane są upadłości i przejęcia mniejszych firm w trudnej sytuacji. Konsolidacje dotyczyć będą branży hotelarskiej, restauracyjnej i turystycznej

0

Kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa najbardziej dotknął mikrofirmy i średnie przedsiębiorstwa. W wielu branżach może wywołać to falę przejęć i konsolidacji. Większe firmy, będące w lepszej kondycji rynkowej, będą okazyjnie wykupywać mniejsze, upadające przedsiębiorstwa. Stworzy to jednak szansę na uniknięcie fali zwolnień w spółkach, które w innym scenariuszu czekałyby bankructwa. – Myślę, że do końca roku będziemy już mieli mocno skonsolidowany rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny – mówi Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska. Według niego, jeśli obostrzenia potrwają do końca czerwca, podniesienie się z kryzysu może zająć nawet dwa i pół roku.

Kondycja polskich spółek jest w tej chwili dobra, natomiast nie wiadomo, jak długo to potrwa. Jeżeli firmy zabezpieczyły środki na wypłatę świadczeń dla swoich pracowników na kwiecień i maj, a obostrzenia potrwają do czerwca bądź lipca, to sytuacja w tych dwóch ostatnich miesiącach może być ciężka. Z pewnością będziemy świadkami konsolidacji, na pewno wiele firm upadnie, wiele osób straci pracę i musimy być na to przygotowani – mówi Cezary Chybowski, prezes zarządu Reliance Polska.

W najtrudniejszej sytuacji finansowej znalazły się mikrofirmy i średnie przedsiębiorstwa, które nie mają wystarczających środków finansowych, żeby przetrwać przedłużający się kryzys. Ekspert ocenia, że w wielu branżach spowoduje to falę przejęć i konsolidacji – większe firmy, będące w lepszej kondycji rynkowej, będą okazyjnie wykupywać mniejsze, upadające przedsiębiorstwa.

Musimy być przygotowani na to, że większe firmy będą kupowały mniejsze. Otrzymają genialne rozwiązanie, czyli działająca spółkę, która świetnie radziła sobie przed kryzysem. Pytanie, jak przedstawiciele danej firmy przygotowali się na tę sytuację? Wiadomo, że firmy inwestują, więc możliwe, że nie mają bieżących środków, bo one są inwestowane, więc są zamrożone w różnego rodzaju podmiotach i kontraktach – mówi Cezary Chybowski.

Jak podkreśla, fala konsolidacji dotknie zwłaszcza rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny, który najwięcej traci na obecnym kryzysie, a pierwszych przejęć na nim należy się spodziewać w perspektywie kolejnych trzech–czterech miesięcy. Przejęcia w wielu przypadkach pozwolą większym graczom wejść w posiadanie atrakcyjnych podmiotów i aktywów za bezcen, ale stwarzają też szansę na uniknięcie fali zwolnień w spółkach, które w innym scenariuszu czekałyby bankructwa.

W kryzysie rynek zawsze się konsoliduje. Najwięksi gracze przejmują mniejsze spółki i dzięki temu za bezcen przejmują aktywa, które mogą pomnożyć, gdy sytuacja wróci do normalności. Spodziewam się pierwszych konsolidacji za około trzy–cztery miesiące, po wstępnych analizach prawnych sytuacji podmiotów przejmowanych. Do końca roku będziemy już mieli bardzo mocno skonsolidowany rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny. Miejmy nadzieję, że uchroni to wiele miejsc pracy przed upadkiem, przed zamknięciem i likwidacją – mówi prezes zarządu Reliance Polska.

Jak wynika z badania PIE i PFR – 39 proc. polskich firm przewiduje, że posiada zapasy finansowe pozwalające im przetrwać okres powyżej trzech miesięcy. Blisko połowa (47 proc.) ma środki finansowe na maksymalnie kwartał, a 11 proc. nie posiada żadnych rezerw.

Przy tak trudnej sytuacji finansowej co trzecia firma planuje obniżki wynagrodzeń w związku z pandemią koronawirusa, a zwolnienia ma w planach 14 proc. pracodawców. Najbardziej narażeni na redukcje etatów są pracownicy sektora handlu, w którym 38 proc. firm deklaruje plany zwolnienia od 10 do 25 proc. załogi, oraz sektora produkcji, w którym 35 proc. przedsiębiorstw planuje redukcję zatrudnienia o 25–50 proc.

Będziemy świadkiem wielu upadłości, konsolidacji i wielu zwolnień oraz zmian pracodawcy. Wynika to z faktu, że wykwalifikowani pracownicy są dzisiaj łakomym kąskiem na rynku pracy. Firma, która ma zasobny portfel, będzie mogła wykupić takiego wykwalifikowanego pracownika za dużo lepsze pieniądze niż przed kryzysem – mówi Cezary Chybowski.

Jak podkreśla, bieżący kryzys w największym stopniu uderzy m.in. w branże hotelarską, gastronomiczną, turystyczną, transportową oraz wszystkie te, które opierały swój biznes na sprzedaży w kanale dystrybucji, jakim są wielkopowierzchniowe sklepy i galerie handlowe.

To, jak długo firmy będą się podnosić z tej recesji, zależy od tego, jak były na nią przygotowane. Przedsiębiorstwa przeżywające dzisiaj kryzys obfitości, czyli m.in. branża spożywcza, będą podnosiły się z niego krócej. Z kolei w najtrudniejszych sektorach gospodarki, czyli m.in. w branży turystycznej, hotelarskiej i gastronomicznej, potrwa to od jednego do nawet dwóch i pół roku. Zależy to również od tego, jak długo będą obowiązywały obostrzenia.– mówi prezes zarządu Reliance Polska.

Czy można skonsolidować kredyt konsolidacyjny?

Na kredyt konsolidacyjny warto zdecydować się w sytuacji, gdy spłata zobowiązań zaczyna być zbyt dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Dzięki usłudze można połączyć kilka produktów kredytowych w jeden, a nowe warunki spłaty dopasować do swoich możliwości finansowych. Dowiedz się, czy jest możliwa konsolidacja w przypadku, gdy wśród spłacanych zobowiązań jest inny produkt konsolidacyjny.

Kredyt konsolidacyjny jest produktem bankowym przeznaczonym dla osób zadłużonych, które mają do regulowania zbyt wiele zobowiązań. Środki pozyskane z takiego kredytu przeznaczane są na całkowitą spłatę wszystkich innych pożyczek po to, aby zamienić je na jedno większe zobowiązanie z jedną miesięczną ratą.

Jedna rata płacona raz w miesiącu (zamiast kilku dotychczasowych) ułatwia planowanie wydatków i zarządzanie domowymi finansami. Ponadto dzięki ustaleniu odpowiednio długiego okresu kredytowania wysokość nowej raty może być obniżona do wysokości dopasowanej do aktualnych możliwości finansowych kredytobiorcy.

Zaletą konsolidacji jest także to, że wiele banków umożliwia w ramach usługi pożyczenie dodatkowej kwoty pieniędzy, które można przeznaczyć na dowolne wydatki.

Co do zasady kredyt konsolidacyjny dla zadłużonych przeznaczony jest wyłącznie dla osób mających odpowiednią zdolność kredytową, czyli osiągających regularne dochody oraz rzetelnie wywiązujących się ze swoich zobowiązań.

Jakie zobowiązania można spłacić za pomocą kredytu konsolidacyjnego?

Każdy bank określa we własnym zakresie listę produktów podlegających konsolidacji. Przy pomocy najpopularniejszych gotówkowych kredytów i pożyczek konsolidacyjnych najczęściej połączyć można następujące produkty:

Powyższe produkty kredytowe są konsolidowane m.in. w Banku Millennium, PKO BP, Credit Agricole i Pekao.

Instytucje, które oferują produkt konsolidacyjny hipoteczny, dopuszczają także możliwość połączenia w jego ramach kredytów mieszkaniowych i innych zobowiązań zabezpieczonych nieruchomością. Spotkać można również oferty przeznaczone na spłatę produktów pozabankowych – kredyt konsolidacyjny na spłatę chwilówek proponuje m.in. PKO BP oraz T-Mobile Usługi Bankowe.

Konsolidacja kredytu konsolidacyjnego – czy jest możliwa?

Wśród ofert bankowych bardzo trudno znaleźć tę, która wyraźnie wskazywałaby na możliwość skonsolidowania innego kredytu konsolidacyjnego. Jednoznacznie proponuje to m.in. bank Santander Consumer, co nie oznacza, że w innych instytucjach konsolidacja kredytu konsolidacyjnego nie jest możliwa.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że jest to bardzo specyficzna usługa przeznaczona dla osób uwikłanych w spłatę dużej ilości zobowiązań. Właśnie dlatego przy udzielania takiego finansowania banki podchodzą do klienta bardzo indywidualnie, dość wnikliwie badając jego sytuację i zdolność kredytową i biorąc przy tym pod uwagę wiele czynników.

Jeśli więc klient chce połączyć wiele zobowiązań, w tym dość stary kredyt konsolidacyjny, który zaciągany był przy zupełnie innej sytuacji finansowej i na mniej korzystnych warunkach, bank z dużym prawdopodobieństwem zgodzi się na jego spłatę i zamianę na nowy produkt. Jeżeli natomiast klient chce skonsolidować niedawno zaciągnięty produkt konsolidacyjny, ponieważ znowu wziął kilka dodatkowych pożyczek i nie radzi sobie z ich spłatą, bank prawdopodobnie odmówi mu finansowania, uznając, że jest to zbyt ryzykowne.

Czy warto konsolidować kredyt konsolidacyjny?

Konsolidacja innego produktu konsolidacyjnego ma sens tylko wtedy, jeśli połączeniu będą podlegać także inne pożyczki, a dłużnik potrzebuje nowych warunków kredytowania w celu terminowego wywiązywania się ze spłaty zobowiązań. W przypadku gdy problem ze spłatą dotyczy wyłącznie dawno zaciągniętego produktu konsolidacyjnego, warto udać się do banku  i spróbować renegocjować jego warunki. Słowem, kolejny kredyt konsolidacyjny powinien być zaciągnięty wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebny.

Należy też pamiętać, że kolejne połączenie zobowiązań w jedno wiąże się z dodatkowymi kosztami i powiększeniem ogólnej sumy zadłużenia.

Pod względem finansowym kolejna konsolidacja jest mało opłacalna. Jednak w sytuacji, gdy terminowe regulowanie kilku zobowiązań znowu przekracza możliwości osoby zadłużonej i istnieje ryzyko powstania przeterminowanych długów, ponowny kredyt konsolidacyjny może okazać się rozsądnym rozwiązaniem. Warto jednak pamiętać, że aby móc z niego skorzystać, należy mieć odpowiednią zdolność kredytową oraz znaleźć bank, który zgodzi się na konsolidację produktu konsolidacyjnego.

Znalezienie korzystnego produktu bankowego spełniającego oczekiwania jest dzisiaj dość proste, ponieważ wystarczy w tym celu przejrzeć oferty widniejące na stronach internetowych banków. Dobrze też wiedzieć, że coraz więcej instytucji proponuje wygodny kredyt konsolidacyjny online, o który można wnioskować bez wychodzenia z domu.

Koronawirus zwiększył wykorzystanie aplikacji finansowych o 72 proc. To szansa zwłaszcza dla fintechów

Pandemia koronawirusa spowodowała, że dla branży fintechowej otwierają się nowe możliwości. Znacznie szybszy rozwój e-commerce oraz więcej czasu spędzonego przed komputerami w związku z kwarantanną pozwala dotrzeć do większej liczby klientów. Rozwój technologii uczenia maszynowego, systemów automatyzacji pracy oraz narzędzi do przetwarzania obszernych zasobów Big Data przyspieszy z kolei cyfryzację sektora bankowego. Instytucje finansowe coraz chętniej korzystają z pomocy fintechów, aby zyskać na konkurencyjności i stawić czoła wielkim korporacjom technologicznym, które mogą zagrozić pozycji tradycyjnych banków.

Według raportu deVere Group wykorzystanie finansowych aplikacji w Europie po ogłoszeniu szerokich restrykcji, takich jak izolacja i dystansowanie społeczne wzrosło aż o 72 proc. zaledwie w ciągu tygodnia. Tymczasem jednym z liderów rozwiązań fintechowych w Europie jest Polska.

– Polska należy do europejskich liderów pod względem cyfryzacji sektora bankowego. Dość sztywne regulacje, które ograniczają możliwości rozwojowe i elastyczność banków zderzają się z tym, że start-upy, które wdrażają te technologie omijają regulacje. Działając poza sektorem bankowym, nie mają obciążenia starszymi systemami informatycznymi, mogą działać elastycznie. Na razie sektor bankowy nie czuje się z ich powodu zagrożony, stara się z nimi współpracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Polasik, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, dyrektor Centrum Gospodarki i Finansów Cyfrowych UMK.

Przedstawiciele PKO Banku Polskiego opracowali raport „Startup the Bank”, w którym opisali potencjał, jaki drzemie we współpracy środowiska startu-upowego z sektorem finansowym. Z dokumentu wynika, że po zakończeniu programu pilotażowego aż 70 proc. firm zostaje partnerem technologicznym banku, a na sukces mogą liczyć nie tylko fintechy – branża skutecznie przyciąga także przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w analizie Big Data, elektronicznej obsłudze klientów bądź optymalizacji procesów biznesowych.

– Banki zostały zobowiązane do wdrożenia otwartej bankowości i udostępnienia otwartych interfejsów, z których mogą korzystać niebankowi dostawcy, klienci mogą udostępniać wybrane usługi informacji o swoim koncie czy zlecenia płatności. Największym wyzwaniem dla banków będzie konkurencja ze strony tzw. bigtechów, czyli największych graczy cyfrowych, takich jak Google, Apple, Amazon, którzy poprzez posiadanie ogromnych baz klientów są w stanie oferować usługi cyfrowe na wielką skalę. I skorzystanie przez te podmioty z otwartej bankowości może być wyzwaniem relatywnie najpoważniejszym – twierdzi ekspert.

Przedstawiciele bigtechów coraz częściej zwracają się w stronę rynku finansowego, widząc w nim kolejne źródło potencjalnych dochodów. Facebook chce spróbować swoich sił w branży blockchainowej i wdrożyć do użytku internetowy, innowacyjny środek płatniczy. Korporacja pracuje nad powołaniem do życia szeregu kryptowalut Libra przypisanych konkretnym walutom narodowym. Taka nietypowa konstrukcja portfela kryptowalutowego ma zachęcić do współpracy z Facebookiem centralne jednostki nadzoru finansowego.

Z kolei firma Apple w parze z bankiem Goldman Sachs opracowała usługę Apple Card. Jest to hybrydowa usługa finansowa ściśle powiązana z cyfrowym portfelem Apple Wallet, która funkcjonuje zarówno jako fizyczna karta kredytowa, jak i aplikacja mobilna. Korporacja nie pobiera od użytkowników Apple Card żadnej prowizji od transakcji, oferuje za to program cash back, w ramach którego zwraca od 1 do 3 proc. kwoty transakcji.

Nad własnymi kartami płatniczymi pracują także firmy Google i Huawei, które również mają stanowić alternatywę dla tradycyjnych usług bankowych.

– Współpraca z mniejszymi start-upami jest szansą na konkurencję z bigtechami poprzez dostarczanie klientom usług w modelach elastycznych Z drugiej strony, jeśli chodzi o cyfrowe technologie, były pewne obawy związane z technologiami, które mogą zmienić całkowicie funkcjonowanie sektora. Blockchain, sukces kryptowaluty bitcoin powodował różne wątpliwości. W tej chwili wydaje się, że te technologie będą stopniowo asymilowane w różnych wersjach do sektora bankowego. W mojej ocenie w najbliższej dekadzie większą rolę odegra sposób ukształtowania otwartej bankowości tak, aby banki były w stanie wdrażać nowe, bardziej zaawansowane usługi bazując na tej infrastrukturze – tłumaczy Michał Polasik.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku fintechów do 2023 roku wzrośnie do blisko 306 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 22 proc. w skali roku.

Polska na europejskim podium pod względem aktywności deweloperów magazynowych

Popyt brutto osiągnął blisko 950,000 mkw., na rynku dominowały nowe umowy i ekspansje, a do użytku oddano 440 000 mkw. – tak w skrócie przedstawiał się I kwartał w sektorze powierzchni magazynowo-przemysłowych.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec I kwartału 2020.

Popyt

Popyt brutto, który nie uwzględnia umów krótkoterminowych, osiągnął blisko 950 000 mkw. i był prawie 20% wyższy w porównaniu do analogicznego okresu z 2019 roku. Warto jednak podkreślić, że część transakcji albo zostało zamkniętych przed marcem tego roku, albo były one wtedy na zaawansowanym etapie, zatem obecna sytuacja związana z epidemią nie miała na nie większego wpływu. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Rynek wynajmu w ciągu pierwszych trzech miesięcy został zdominowany przez nowe umowy i ekspansje, które stanowiły prawie 90% całkowitej wynajętej powierzchni.
Jak można było się spodziewać, najbardziej aktywnymi rynkami pozostały Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna i Wrocław. Na każdym z nich popyt netto przekroczył 100 000 mkw. W sumie na te lokalizacje przypadło 74% całego nowego popytu w kraju. Wpływ miały na to silne fundamenty rynkowe i rosnąca aktywność logistyczna w największych polskich aglomeracjach.

Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

W pierwszym kwartale roku zawarto znaczącą liczbę dużych transakcji, z czego osiem umów przekroczyło 20 000 mkw. W większości zostały one zawarte przez operatorów logistycznych i sieci handlowe. Te dwie branże po raz kolejny były też najbardziej aktywnym segmentem najemców. Sieci handlowe z udziałem około 45%, przeważały w popycie netto, natomiast drugim najbardziej aktywnym sektorem byli tradycyjnie operatorzy logistyczni (32%). Trzecie miejsce należało z kolei do sektora produkcji (20%).

Podaż

W pierwszym kwartale roku w Polsce oddano do użytku 440 000 mkw., co oznacza, że byliśmy trzecim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie, osiągając 11%-owy udział w nowo dostarczonej powierzchni. Łączne zasoby magazynowe w Polsce przekroczyły tym samym 19,1 mln mkw. – dodaje Maciej Kotowski

Nowa podaż dotyczyła jednak tylko kilku wybranych regionów. Był to Górny Śląsk, Polska Centralna, Poznań, Warszawa i Wrocław, oraz Kraków, Kujawy i Szczecin. Udział Wielkiej Piątki wyniósł 86% z 380 000 mkw. dostarczonymi w I kwartale. Największe ukończone inwestycje deweloperskie to P3 Mszczonów i Hillwood Wrocław Wschód II, obie o powierzchni powyżej 50 000 mkw.

Co ciekawe, w pierwszym kwartale 2020 roku nowo rozpoczęte projekty przewyższyły pod względem powierzchni budynki oddane do użytku. Deweloperzy rozpoczęli realizację około 700 000 mkw., w rezultacie czego wolumen powierzchni w budowie wzrósł do ponad 2,1 mln mkw. – podsumowuje Tomasz Mika

Największe projekty w budowie to budynki przeznaczone dla RTV Euro AGD (Prologis Park Janki) oraz A2 Warsaw Park Grodzisk (Panattoni). Najwięcej powierzchni powstaje obecnie w Warszawie (ok. 600 000 mkw.), na Górnym Śląsku (530 000 mkw.) oraz w Trójmieście (280 000 mkw.)

Magazynowy rynek inwestycyjny

Pierwsze trzy miesiące 2020 z wynikiem ponad 1 mld EUR były najlepszym otwarciem roku w historii polskiego rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych. Transakcje sfinalizowane w pierwszym kwartale już teraz stanowią ponad połowę kapitału zainwestowanego w ten segment w całym 2019 roku. Ponadto, rekordowa aktywność inwestorów w sektorze magazynowym oznacza, że odpowiadali oni za ponad 57% całkowitego wolumenu z pierwszego kwartału. Biorąc pod uwagę toczące się obecnie transakcje, możemy prognozować, że cały 2020 rok pobije dotychczasowe rekordy na rynku magazynów. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Ponadto, świetny rezultat w pierwszym kwartale był w dużej mierze efektem dużych transakcji portfelowych przekraczających wartość 100 mln EUR. Wśród nich znalazła się m.in. sprzedaż pięciu parków Panattoni do Savills Investment Management, sprzedaż portfolio parków dystrybucyjnych Hines do CGL i zakup portfolio sześciu parków przez GIC Private Ltd od funduszu zarządzanego przez grupę Apollo Global Management.

Pustostany i czynsze

W pierwszym kwartale tego roku czynsze utrzymały się na dotychczasowym poziomie. Warszawa i inne lokalizacje miejskie pozostały najdroższymi rynkami. W Warszawie czynsze bazowe wahały się między 4,3 a 5,25 EUR/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki oferowane były w pozamiejskich lokalizacjach w ramach Polski Centralnej (2,6-3,2 EUR/mkw./miesiąc).

Średni współczynnik pustostanów w istniejących parkach pozostał stabilny, utrzymując się na poziomie 7,5%.

Rynek apteczny: po marcowych wzrostach kwietniowe spadki

• Po rekordowym, ponad 30 proc. wzroście sprzedaży w marcu br., w kwietniu polski rynek apteczny zanotował prawie 7 proc. spadek.
• Rekordowy marzec nie wpłynął jednak na poprawę sytuacji ekonomicznej aptek, gdyż wiązał się ze znacznym wzrostem kosztów.

Na początku epidemii koronawirusa, Polacy gremialnie rzucili się do aptek, chcąc przygotować się na rozpoczynającą się izolację. Wynikiem tego, w marcu br. wartość sprzedaży brutto na polskim rynku aptecznym wzrosła o 33,1 proc. w stosunku do marca 2019 roku – wynika z danych Pex PharmaSequence. W ujęciu ilościowym (liczba sprzedanych opakowań) rynek wzrósł w marcu br. o 31,1 proc. w stosunku do marca 2019, co pokazuje, że w tym okresie apteki musiały wykonać zdecydowanie większą pracę związaną z zaopatrzeniem pacjentów w niezbędne leki.

Marzec br. okazał się za to bardzo mało spektakularny, jeśli chodzi o wzrost liczby pacjentów w aptekach – była ona wyższa zaledwie o 3,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wynika to z faktu, że szturm na apteki dokonał się w ciągu jednego tygodnia. Między 9 a 15 marca polskie apteki odwiedziło w sumie 18,4 mln osób, co stanowiło wzrost o 31 proc. w porównaniu do tygodni poprzednich. W następnym tygodniu 16-22 marca liczba pacjentów w aptekach spadła zaś o prawie 47 proc. względem rekordowego tygodnia i o 30 proc. względem tygodni przed pandemią. Spektakularny okazał się jednak odpływ pacjentów w kwietniu br., kiedy polskie apteki odwiedziło ponad 26 proc. pacjentów mniej, niż w kwietniu ub. r.

Spadek liczby pacjentów w aptekach w kwietniu br. przełożył się na znaczny spadek wartości sprzedaży w aptekach, która była niższa o 6,9 proc., w stosunku do kwietnia 2019 r. – Spodziewamy się, że w dalszych miesiącach polski rynek apteczny zacznie wracać do swoich „normalnych” poziomów wartości sprzedaży, a cały rok może skończyć się na lekkim plusie – mówi Maciej Rek, Kierownik Praktyki Aptecznej, Pex PharmaSequence. Zwraca jednocześnie uwagę, że rekordowy marzec wcale nie przełożył się na spektakularny wzrost zysków w branży aptecznej. – Apteki musiały ponieść ogromne koszty dostosowania się do działania w warunkach epidemii. Jednorazowy wydatek mógł sięgnąć nawet 10 tys. zł na aptekę – dodaje. Warto zauważyć, że właściciele polskich aptek musieli te koszty pokryć z własnej kieszeni, gdy np. w Wielkiej Brytanii rząd, na zapewnienie działania aptek podczas epidemii, przeznaczył w kwietniu br. 300 mln funtów.

– W związku z pandemią, już pod koniec marca br. inspekcja sanitarna wydała zalecenia, zmieniające sposób pracy aptek. Wraz z jej rozwojem, właściciele aptek musieli ponieść znaczące wydatki, aby zabezpieczyć pacjentów i personel – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, który jest członkiem Konfederacji Lewiatan. Były to wydatki jednorazowe, m. in. montaż szyb czy ścianek z pleksi, których dostępność spadła, a ceny znacznie wzrosły. Wzrostowi uległy jednak także stałe koszty funkcjonowania aptek. – Koszt wyposażenia personelu w maseczki, przyłbice, rękawiczki, środki dezynfekcyjne, ograniczenie dostępu pacjentów do aptek, zapewnienie im rękawiczek i płynu do dezynfekcji rąk, wzrost kosztów osobowych przy jednoczesnym braku pracowników, zmiana organizacji pracy aptek – to wszystko spowodowało skokowy wzrost funkcjonowania aptek – mówi Piskorski.

– Sytuacja powyższa z pewnością odbije się na kondycji ekonomicznej polskich aptek, które od lat borykają się z rosnącymi kosztami, co przy utrzymujących się w ostatnich latach na podobnym poziomie marżach aptecznych, będzie miało wpływ na ich rentowność – mówi Maciej Rek.

Bezrobocie za oceanem niższe niż sądzono. Gwałtowny spadek bitcoina

Wszyscy wiedzieli, że należy się spodziewać gwałtownego wzrostu bezrobocia. Co ciekawe, pomimo tego, że w USA wzrosło ono o 10 punktów procentowych, to i tak był to wyraźnie mniejszy wzrost niż oczekiwali analitycy. Dolar przyjął to raczej neutralnie.

Bezrobocie w USA wyskoczyło w górę

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Zmiany zatrudnienia okazały się mniejsze od oczekiwań. W sektorze pozarolniczym ubyło 20,5 miliona miejsc pracy zamiast oczekiwanych 22 milionów, w sektorze prywatnym odnotowano 19,5 miliona wobec oczekiwanych 21 milionów. Nie zmienia to faktu, że są to rekordowe wyniki. Rezultatem tych danych jest wyższa stopy bezrobocia, która wzrosła z 4,4% do 14,7%. Wzrost bezrobocia o ponad 10% w miesiąc to rzecz niespotykana. Warto pamiętać, że analitycy spodziewali się wyniku 16%, czyli ponad procent gorszego. Dolar przyjął te informacje bardzo spokojnie, powodem była zgodność z oczekiwaniami inwestorów.

Kanada idzie drogą USA

Problemy rynku pracy w USA odbiły się silnym echem w Kanadzie. Tam analitycy przestrzelili swoje negatywne prognozy znacznie bardziej, nie zmienia to sytuacji, że spadki są bardzo wyraźne. Zmiana zatrudnienie to niby tylko niecałe 2 miliony, wobec oczekiwanych 4 milionów, ale pozwoliło to podnieść stopę bezrobocia z 7,8% na 13%. Gdyby obniżka wyniosła owe 4 miliony byłoby to 18%. Bardziej elastyczny rynek pracy w Ameryce Północnej ma jak widać swoje ciemne strony, nie zmienia to faktu, że (podobnie jak dolar amerykański) dolar kanadyjski przyjął te dane bardzo spokojnie.

Gwałtowny spadek bitcoina

Jeszcze w piątek dolarowa cena najpopularniejszej kryptowaluty dosięgnęła 10 000 dolarów. poziom ten został jednak bardzo brutalnie zweryfikowany na dzisiejszym otwarciu rynków. Weekendowe kwotowania, bo takie są dostępne dla kryptowalut, pokazywały lekkie odbicie, ale w nocy z niedzieli na poniedziałek byliśmy świadkami tąpnięcia o około 1000 dolarów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe konsultacje UE w sprawie zrównoważonego finansowania

Komisja Europejska zainicjowała kolejną turę konsultacji społecznych w zakresie zaktualizowanej strategii ożywienia i wzmocnienia odporności europejskiej gospodarki.

Celem konsultacji jest zebranie opinii zainteresowanych stron, w tym przedstawicieli branży budownictwa i nieruchomości, na temat odnowionej strategii Komisji Europejskiej w zakresie zrównoważonego finansowania.

Strategia ma stanowić mapę drogową działań zmierzających do zwiększenia prywatnych inwestycji w zrównoważone projekty określone w europejskim zielonym porozumieniu oraz zintegorowania zagrożeń klimatycznych i środowiskowych z europejskim systemem finansowym. Inicjatywa ma dostarczyć również dodatkowe ramy umożliwiające realizację europejskiego planu na rzecz zielonych inwestycji.

Strategia ma stanowić istotny krok naprzód w kierunku zwiększenia odporności finansowej europejskiej gospodarki, przedsiębiorstw i obywateli: trwająca epidemia Covid-19 ukazuje palącą potrzebę wzmocnienia trwałości i odporności społeczeństw europejskich oraz sposobów funkcjonowania gospodarek poszczególnych krajów.

Podstawą zainicjowanych przez KE konsultacji jest plan działania 2018 na rzecz finansowania zrównoważonego wzrostu, w ramach którego zalecono m.in. utworzenie technicznej grupy roboczej ekspertów UE (TEG) dla opracowania:

  • unijnego systemu klasyfikacji zielonych inwestycji – tzw. taksonomii UE;
  • unijnego standardu zielonej obligacji;
  • metodologii opracowywania wskaźników porównawczych w zakresie zmian klimatu oraz kryteriów tychże wskaźników; i
  • wytycznych dotyczących efektywnego ujawniania informacji przedsiębiorstw na temat zmian klimatu.

Kluczową rolę w zespole TEG odgrywa organizacja RICS, która w ostatnich dwóch latach nadzorowała prace nad określeniem technicznych kryteriów kontroli nowych projektów budowlanych i renowacyjnych oraz w zakresie własności i nabywania nieruchomości, a także narzędzi wsparcia dla decydentów politycznych w zakresie definiowania zielonych inwestycji w sektorze budowlanym i nieruchomości poprzez niedawno opublikowany raport taksonomii UE.

„RICS koordynował wkład przedstawicieli branży budowlanej w przygotowanie kompleksowej strategii UE w zakresie przejścia do zrównoważonej gospodarki stawiając sobie za główny cel opracowanie słownika ‘zielonych inwestycji’ dla firm i inwestorów. Mówienie jednym wspólnym językiem daje pewność, że realizowane w Europie inwestycje będą miały pozytywny wpływ na środowisko i przełamuje bariery nieufności wobec zielonych projektów w zakresie dostępu do kapitału”, wyjaśnia Ursula Hartenberger, globalna dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w RICS i przewodnicząca grupy roboczej TEG ds. budynków.

„Zaangażowanie RICS w umocnienie strategii UE w zakresie zrównoważonego finansowania i jej wdrażania jest bardzo duże, dlatego chcemy zachęcić do szerokiego udziału w zainicjowanych ponownie konsultacjach Komisji Europejskiej”, dodaje Aurora Vicente Herrera, kierownik ds. spraw zewnętrznych UE w RICS.

Nagląca potrzeba działań w kierunku podźwignięcia gospodarki europejskiej z kryzysu wywołanego przez COVID-19 nie może niwelować dotychczasowych efektów osiągniętych przez specjalistów reprezentujących środowisko budowlane i naturalne w zakresie zmian klimatu. Obecna sytuacja wymaga wręcz, aby ten wspólny wysiłek zintesyfikować. Zrównoważony rozwój i odporność na zmiany klimatu muszą znajdować się w centrum jakiegokolwiek długofalowego planu naprawy gospodarki i biznesu, jeśli chcemy zapewnić przyszłym pokoleniom dostęp do lepszych miejsc do życia i pracy, przy jednoczesnym poszanowaniu naszej planety.

Wszystko, co zawsze chciałeś wiedzieć o zakładaniu start-upów, ale bałeś się zapytać

Zbudowanie start-upu i prowadzenie go z powodzeniem i sukcesami, to niemałe wyzwanie. Czy warto się na to decydować? Na co zwracać uwagę, jak postępować, a jakich błędów nie popełniać? 

Trzy filary dobrego początku

Kiedy zaczynamy myśleć o założeniu start-upu, czy po prostu innowacyjnego biznesu, należy zwrócić uwagę na szereg istotnych czynników mogących mieć w przyszłość wpływ na nasz sukces lub porażkę. Skupmy się na trzech z nich.

Znalezienie odpowiednich osób do zespołu może stworzyć lub załamać firmę. To zawsze trudny, wymagający czasu, drogi proces. Rozmowa kwalifikacyjna nie pomoże jednoznacznie określić, czy kandydat będzie cenny w perspektywie długoterminowej.

W dużych firmach nieefektywny pracownik najczęściej pozostaje po prostu niezauważony, a jeśli w końcu dojdzie do zwolnienia go, to odbywa się to w dłuższej perspektywie czasowej. W startupie z ograniczonymi zasobami pensja takiej osoby może być ogromnym obciążeniem dla firmy. Aby ta mogła się szybko i skutecznie rozwijać, wyniki osiągane przez poszczególnych pracowników powinny być doskonałe. To również szansa dla nich – mogę w pełni się zaangażować, wykazać, dać się poznać od najlepszej strony, a przy tym rozwinąć swoje kompetencje.

Fundamentalne dla startupu czynniki to zasoby, pieniądze i czas. Te trzy rzeczy są zawsze trudne do znalezienia. Podczas pracy w pełnym wymiarze godzin można mieć pieniądze na sfinansowanie start-upu, ale za to nie mieć czasu, aby nad nim popracować. Jeśli odejdziesz z bezpiecznej posady, ryzykujesz bardzo szybkie bankructwo. Są też przypadki, w których są zarówno pieniądze, jak i czas, ale nie zasoby, takie jak dostęp do odpowiednich osób. Fundusze venture capital i inwestorzy w pewnym stopniu starają się rozwiązać pierwsze dwa problemy, ale przy okazji przychodzą z własnym zestawem wyzwań.

Myśląc o startupie nie możemy zapomnieć o dopasowaniu rynkowym. Nawet jeśli pomysły brzmią niesamowicie, a do tego znajdą się inwestorzy i niesamowity zespół, porażkę  może spowodować nie do końca potrzebny produkt. To z kolei może doprowadzić do wstrzymania kolejnej rundy  finansowania ze strony VC. Ważny jest również skuteczny pomysł na dotarcie do grupy docelowej – w przeciwnym wypadku fundusze szybko stopnieją,  jeszcze zanim sfinalizujemy transakcję. Dotyczy to zarówno dużych przedsiębiorstw, jak i instytucji rządowych.

Gdzie najlepiej uruchomić start-up?

W tej kwestii USA zdecydowanie wyprzedza cały świat. Łatwiej jest tam otworzyć i prowadzić firmę, o wiele prościej zebrać pieniądze, a na rynku pracy do wyboru jest więcej osób, niezależnie od tego, jak mała jest nisza, w której planujemy prowadzić biznes.

Unia Europejska jako całość jest bardziej biurokratyczna i ograniczająca. Co ciekawe,  Polska łączy wiele pozytywnych cech zarówno UE, jak i USA.

Niższe podatki sprawiają, że otwieranie i prowadzenie działalności jest tutaj bardzo atrakcyjne. Przystępne koszty, zarówno pracowników, jak i powierzchni biurowej, pozwolą startupowi działać znacznie dłużej przy tej samej kwocie finansowania, niż w Dolinie Krzemowej. To ogromna dogodność, gdy firma może sobie pozwolić na dopracowanie produktu przez 2 lata, a nie na przykład 8 miesięcy.

Polska inwestuje w startupy za pośrednictwem PFR, co ułatwia polskim startupom zdobywanie pieniędzy. Dotacje z UE i Polski mogą pomóc w szczególności tym z dziedziny zaawansowanych technologii i innowacji, zapewniając dofinansowanie bez kapitału.

Czy startup jest dla każdego?

Uruchomianie startupu wiąże się z wieloma problemami i wyzwaniami, również natury osobistej. Na początku ilość spraw może przytłaczać i trzeba szybko uczyć się wielu różnych rzeczy i podejmować mądre, szybkie decyzje. Start-up to wysoka stawka, ale też i wysoka wygrana. Jest prawdopodobne, że za pierwszym razem się nie uda i będzie trzeba spróbować jeszcze raz. Wielu milionerów wzbogaciło się dopiero podczas trzeciej, czwartej czy piątej próby.

Poza wszystkim istotne jest to, że trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność. Za firmę, akcjonariuszy, inwestorów i źródła utrzymania swoich pracowników.

Na ile ważny jest pomysł?

Czy zawsze musimy znaleźć lukę na rynku, by odnieść sukces? Czy popularne firmy oferujące produkty mające wysoką konkurencyjność nadal mogą przynosić wysokie zyski? Cóż, oba podejścia działają, ale sukces zależy od wielu parametrów. Istnieje wiele przykładów osób, które znajdują małą niszę i zarabiają setki tysięcy dolarów miesięcznie. Nie można skalować ich działalności w stosunku do tych kwot, ale są zadowoleni ze swojego pomysłu. Dla innych ograniczenie nie jest dobrym kierunkiem.

W świecie start-upów bardzo „chodliwa” stała się specjalizacja w SaaS (Software as a Service). To tu najłatwiej zacząć od najmniejszych budżetów. Biznes skaluje się w nieskończoność bez żadnych wydatków, więc marże najczęściej wynoszą 100%.

Startupy a epidemia COVID-19

Podczas epidemii jednym z głównych wyzwań dla prowadzących start-upy jest zarządzanie ludźmi, którzy pracują w systemie biurowym. Codzienne konferencje wideo przypominają pracownikom, że są częścią prawdziwego zespołu. Praca przez cały dzień głównie „z ekranem” i tekstem, bez ujawnionych emocji, które się za nim kryją, odbija się na ludziach. Należy więc mówić im, kiedy wykonują dobrze swoją pracę, aby ich motywować. Przy pracy zdalnej warto upewnić się też, że istnieje sposób, aby mogli wysłać swoją opinię i opisać problemy, jakie napotykają.

W czasie epidemii, przy konieczności pracy z domu, przypominamy sobie też mocniej o przydatnych narzędziach, które pomagają przedsiębiorcom zarządzać swoimi zespołami i firmami online. Jest ich bardzo wiele i trudno zdecydować się na te, które są najbardziej przydatne. Na pewno przyda się czat na żywo, taki jak Slack, wideo konferencje takie jak Zoom i dobry system zarządzania zadaniami.

Poza wszelkimi kalkulacjami i analizami kluczowe jest, by po prostu zacząć nad start-upem pracować. Nawet jeśli na początku się nie powiedzie, to można nabyć wiele nowych przydatnych umiejętności, których nie da żadna szkoła czy uniwersytet. A po pierwszych próbach wszystkie przyszłe projekty będą już łatwiejsze. Są ludzie, którzy zaczynają czytać o tym, jak założyć firmę i kontynuują czytanie w nieskończoność, nigdy nie rozpoczynając działań. Dlatego najlepsze, co można zrobić, to po prostu zacząć.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, przedsiębiorca, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

4,5 roku czekania na zwrot, bo zdaniem fiskusa spółka nie nabyła nieruchomości a zorganizowaną część przedsiębiorstw

Przedsiębiorca 4,5 roku toczył spór z fiskusem o zwrot podatku od towarów i usług. Pomimo iż przy nabyciu nieruchomości zrezygnował z możliwości skorzystania ze zwolnienia, zgłosił transakcję do opodatkowania VAT i podatek uiścił, fiskus odmówił mu prawa do późniejszego jego odliczenia. Stwierdził bowiem, że przedsiębiorca nie nabył nieruchomości, a zorganizowaną część przedsiębiorstwa. W obronie spółki stanął sąd, pouczając fiskusa, że: „Sam fakt wykorzystywania nieruchomości w działalności gospodarczej – bez wykazania ich organizacyjnego i finansowego wyodrębnienia w ramach prowadzonego przedsiębiorstwa – nie daje podstaw do przyjęcia, że nieruchomości te samodzielnie tworzyły zorganizowaną część przedsiębiorstwa” (wyrok WSA we Wrocławiu, sygn. I SA/Wr 676/17).

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.) dostawa budynków, budowli lub ich części korzysta ze zwolnienia od tego podatku. Ustęp 10 artykułu 43 daje jednak przeprowadzającym transakcję przedsiębiorcom możliwość rezygnacji ze zwolnienia i opodatkowania transakcji VAT-em. Muszą spełnić ku temu dwa warunki: a) być zarejestrowanymi czynnymi podatnikami VAT oraz b) złożyć przed dniem dokonania transakcji właściwemu dla nabywcy nieruchomości naczelnikowi urzędu skarbowego zgodne oświadczenie, że wybierają opodatkowanie VAT dokonywanej dostawy nieruchomości. Rezygnacja ze zwolnienia z VAT niesie za sobą taką korzyść, że przy kolejnym zbyciu tej nieruchomości przedsiębiorca będzie mógł odliczyć podatek zapłacony przy jej nabyciu.

Nabycie dwóch nieruchomości i wniosek o zwrot 3,5 mln zł VAT-u

Tak też w 2014 r. uczyniły strony, które zawarły transakcję sprzedaży/zakupu dwóch nieruchomości. Sprzedającym pierwszej: budynku handlowo-usługowego, posadowionego na dwóch działkach, była spółka komandytowa. Zapewniła ona, że nieruchomość nie stanowi przedsiębiorstwa ani zorganizowanej jego części. Nabywca zadeklarował, że kupuje ją z zamiarem długoletniego wynajęcia. Strony dokonały w ramach rozliczeń zapłaty, potrąceń wzajemnych wierzytelności oraz przelewu pozostałych po tych potrąceniach środków na rzecz zbywcy. Na kupującego przeszły wszelkie ciężary i korzyści związane z nieruchomością, w tym m.in. czynsze z tytułu umów najmu, jakie pobierała spółka komandytowa od najemców położonych w przedmiotowym budynku lokali.

Drugą transakcją była sprzedaż przez spółkę z o.o. gruntu zabudowanego trzema graniczącymi ze sobą budynkami handlowymi. Tu zbywca otrzymał całą cenę sprzedaży, przekazując nabywcy wraz z aktem własności nieruchomości również wszelkie związane z nią korzyści i ciężary, w tym gwarancje bankowe stanowiące zabezpieczenie poszczególnych umów najmu. Tu również nieruchomość nie była przedsiębiorstwem ani jego zorganizowaną częścią, co organ podatkowy ustalił w ramach czynności sprawdzających.

Nabywcą obu tych nieruchomości była spółka z o.o., spółka komandytowa prowadząca działalność gospodarczą w zakresie wynajmu i zarządzania nieruchomościami. Ponieważ wszystkie strony tych transakcji spełniły ww. obowiązki deklaracyjne co do rezygnacji ze zwolnienia z VAT przy ich zawieraniu, spółka w deklaracji VAT-7 za listopad 2014 r. wykazała do zwrotu nadwyżkę podatku od towarów i usług naliczonego nad należnym w kwocie blisko 3,5 mln zł.

Zamiast milionowego zwrotu 80 tys. zł do zapłaty

Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził postępowanie podatkowe, w którym ustalił, że spółka niewłaściwie ujęła w rejestrze zakupu VAT faktury dokumentujące nabycie przedmiotowych nieruchomości jako nabycie środków trwałych. Według niego spółka nabyła co prawda składniki majątkowe, ale umożliwiające prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie wynajmu lokali na takich zasadach jak robili to zbywcy tych składników. Spółka stała się przecież stroną zawartych przez nich umów najmu i przejęła wszelkie zabezpieczenia zapłaty czynszów w postaci gwarancji bankowych.

Zdaniem organu podatkowego spółka nabyła zatem zorganizowane części przedsiębiorstwa. Zaś zgodnie z art. 6 pkt 1 ustawy o VAT przepisów tej ustawy nie stosuje się do transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Z kolei, jak stanowi chociażby przepis art. 88 ust. 3a pkt 2, nie stanowią podstawy do obniżenia podatku należnego oraz zwrotu różnicy podatku lub zwrotu podatku naliczonego faktury i dokumenty celne w przypadku, gdy transakcja udokumentowana fakturą nie podlega opodatkowaniu albo jest zwolniona od podatku. Zamiast więc 3,5-milionowego zwrotu organ określił spółce zobowiązanie za listopad 2014 r. w wysokości 80 tys. zł. Jego stanowisko podtrzymał organ odwoławczy.

Sama nieruchomość to po prostu nieruchomość

Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu stwierdził, że do rozstrzygnięcia sporu konieczne jest ustalenie, czy nabywane przez spółkę nieruchomości stanowiły na tyle zorganizowany zespół składników materialnych i niematerialnych, by zdolny był on do realizacji zadań gospodarczych nadanych przedsiębiorstwu. Powinien być wyodrębniony w przedsiębiorstwie zbywcy i przejęty przez nabywcę w kształcie umożliwiającym kontynuowanie jego działalności.

Zdaniem sądu sprzedaż niektórych, a nawet wszystkich nieruchomości wyodrębnionych z przedsiębiorstwa zajmującego się wynajmem nieruchomości, ale bez całej struktury organizacyjnej składającej się na tę działalność (np. pracowników, finansowania, obsługi tej działalności), nie może być uznana za sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa. W wyroku z 20 października 2017 r. WSA uchylił zaskarżoną decyzję organów podatkowych, orzekając:

„Ustalenie, że w ramach swojej działalności nabywca nieruchomości uprzednio wynajmowanych, także wykorzystuje te nieruchomości do działalności w zakresie wynajmu nieruchomości, nie jest wystarczająca do przyjęcia, że nieruchomości te w momencie ich sprzedaży stanowiły zorganizowaną część przedsiębiorstwa i że doszło do zbycia tej zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Sam fakt wykorzystywania nieruchomości w działalności gospodarczej – bez wykazania ich organizacyjnego i finansowego wyodrębnienia w ramach prowadzonego przedsiębiorstwa – nie daje podstaw do przyjęcia, że nieruchomości te samodzielnie tworzyły zorganizowaną część przedsiębiorstwa…” (sygn. akt I SA/Wr 676/17).

4,5 roku wstrzymywania należnych firmie środków

Pomimo rozstrzygnięcia sądu i wskazania w wyroku, co powinien zrobić organ, ten nie zamierzał się do niego stosować, wnosząc skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dopiero 21 maja 2019 r., czyli po 4,5 roku od złożenia deklaracji, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wycofał skargę kasacyjną, na mocy czego NSA postanowieniem z 31 maja 2019 r. umorzył postępowanie w tej sprawie (sygn. akt I FSK 334/18).

W trakcie panującej obecnie epidemii koronawirusa w ramach tarczy antykryzysowej ratującej krajową gospodarkę przedstawiciele rządu obiecali przedsiębiorcom szybsze zwroty VAT – nawet w terminach do 15 dni. Wszystko po to, aby firmy miały z czego żyć i pokrywać swoje zobowiązania. Przedsiębiorcy, występując o nie, powinni pamiętać o tych obietnicach i kontrolować organy, czy w tak kryzysowych czasach przestrzegają prawa, zgodnie z którym przecież to zwrot należnego firmie podatku jest regułą, a nie jego wstrzymywanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sektor handlowy w nowej rzeczywistości

4 maja centra handlowe zostały ponownie otwarte. To światełko w tunelu dla właścicieli i najemców, jednak panująca pandemia i tak wywrze ogromny wpływ na całą branżę. O tym jak wygląda obecna sytuacja, jak zmieniają się nawyki konsumentów i jakie działania podjąć, by mogli oni bezpiecznie wrócić do zakupów stacjonarnych, opowiedziały Sylwia Wiszowata-Łazarz i Joanna Kłusek z międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podczas webinaru pt. „Disconnect to Reconnect, czyli o rynku retail w nowej rzeczywistości”.

Powrót na nowych warunkach

Ogłoszenie stanu epidemicznego w Polsce i związane z nim ograniczenia boleśnie dotknęły wiele branż i handel w całej Polsce. 4 maja centra handlowe zostały ponownie otwarte, jednak na nowych warunkach. Nadal zamknięte pozostają biura podróży, kina, siłownie, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne oraz restauracje w formacie stacjonarnym. Limit odwiedzających we wszystkich sklepach, zarówno w odniesieniu do całego obiektu, jak i pojedynczego sklepu, to 1 osoba na 15 mkw. Na sklepy i zarządców centrów handlowych nałożono liczne obowiązki, w tym konieczność zapewnienia rękawiczek jednorazowych lub środków do dezynfekcji i dostęp środków do dezynfekcji rąk dla odwiedzających.

Przestrzeganie tych obostrzeń jest niezwykle istotne, gdyż budynki niespełniające wymagań mogą zostać zamknięte. Co więcej, Ministerstwo Zdrowia ostrzega, że istnieje możliwość ponownego zamknięcia wszystkich centrów handlowych, jeśli zostanie zanotowany wzrost zachorowań o 4% lub w przypadku, kiedy zajęta będzie ponad połowa szpitalnych łóżek i respiratorów w kraju. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa klientom powinno stanowić priorytet, zarówno dla wynajmujących, jak i dla najemców – zaznacza Joanna Kłusek, partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Prognozy na najbliższy czas

Główny trend zauważalny na rynku handlowym to wysoki wzrost zamówień online w pierwszym kwartale tego roku, w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. Szczególnie widoczny jest wzrost sprzedaży internetowej artykułów spożywczych – sklepy spożywcze zanotowały wzrost aż o 239% w porównaniu z I kw. 2019 r. Pozostaje pytanie – czy kupowanie przez Internet stanie się stałym nawykiem klientów? By sprostać oczekiwaniom rynku, niektóre sieci zdecydowały się na wejście w kanał sprzedaży online, mimo, że wcześniej nie komunikowały takich zamiarów. Są to między innymi: Żabka, Kaufland, Ziaja czy Stokrotka.

Nieunikniony skutek obecnej sytuacji, to niestety znaczny spadek liczby klientów w centrach handlowych i zmiana ich nawyków zakupowych. Oprócz tego, pojawiają się prognozy dotyczące szybszego rozwoju sprzedaży w modelu omnichannel i showroomingu. Niewykluczone są także upadłości bądź restrukturyzacje, a co za tym idzie – wzrost odsetka pustostanów.

Mamy obecnie do czynienia z ewolucją zachowań klienta. Przed epidemią zauważany był hurraoptymizm, spowodowany poprawą jakości życia i stabilną sytuacją materialną wielu konsumentów. W centrach handlowych spędzaliśmy bardzo dużo czasu, nie tylko w celu zrobienia zakupów, ale także ze względów społecznych. Obecnie, konsumenci myślą przede wszystkim o bezpieczeństwie, a kupują głównie najpotrzebniejsze rzeczy. Kluczem do sukcesu dla właścicieli nieruchomości i najemców centrów handlowych jest dostosowanie strategii długoterminowych do zmieniających się potrzeb i oczekiwań klientów, w tym – przede wszystkim – zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa i synergia obu kanałów sprzedaży. To jest czas na budowanie drugiej odnogi galerii handlowych w formie digital – dodaje Sylwia Wiszowata-Łazarz, Associate Director, Poland Asset Services EMEA, Cushman & Wakefield.

Według badań Agencji Inquiry aż 64% ludzi obawia się skupisk i tłumów, a 42% niskich standardów bezpieczeństwa oraz higieny. Aż 40% deklaruje, że nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzić galerii handlowych. Niezbędne jest zatem przygotowanie planu skutecznych działań na czas, kiedy obawy konsumentów zmaleją.

Jak budować poczucie bezpieczeństwa?

Eksperci Cushman & Wakefield stawiają na jasne i przejrzyste przekazy o pozytywnym wydźwięku. W najbardziej znanym warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy o tym jak bezpiecznie robić zakupy przypominają naklejki i bannery w różnych miejscach w centrum. Komunikacja prowadzona jest także za pomocą innych kanałów, tj. media społecznościowe, direct mailing, outdoor i in. O nowych zasadach warto przypominać odwiedzającym zarówno stacjonarnie, jak i za pośrednictwem innych, niestandardowych form przekazu. Im więcej będzie dobrze przygotowanej komunikacji dotyczącej bezpieczeństwa – tym lepiej poczuje się klient.

Działania wspomagające sprzedaż

W tym trudnym czasie, kiedy liczba odwiedzających jest ściśle ograniczona, każdy klient jest na wagę złota. Dlatego jest to czas na niestandardowe, kreatywne i odważne działania. W cenie będą takie rozwiązania, jak interaktywne przymierzalnie, narzędzia łączące online z offline czy przykuwające wzrok ekspozycje sklepów w częściach wspólnych. Warto rozważyć wprowadzenie aplikacji z programem lojalnościowym. Nie zapominajmy też o sprawdzonych mechanizmach, takich jak gazetki produktowe, konkursy, loterie. Wszystkie działania muszą być przeprowadzane w bezpiecznej formie. Ciekawym rozwiązaniem są kampanie ambientowe na ulicach miast – w tym czasie, przy ograniczonym ruchu na ulicach, mogą zostać bardziej zauważone. Jest to także czas na digital, który obecnie sprzedaje jak nigdy. Warto więc zintensyfikować działania w mediach społecznościowych, by kierować ruch do sklepów i zastanowić się nad działaniami CSR-owymi, wspierającymi lokalną społeczność.

Sektor handlowy musi zmierzyć się obecnie z ogromnym wyzwaniem, jednak dzięki dobrze przemyślanej strategii, działaniom wspierającym sprzedaż i dialogowi między najemcami i galeriami handlowymi, jest w stanie wyjść z kryzysu obronną ręką. Cushman & Wakefield przygotował autorski program wsparcia 6 Feet Retail w zakresie przygotowania centrum handlowego do funkcjonowania, wdrożenia wytycznych rządowych w centrach handlowych, renegocjacji warunków umów najmu na warunkach przepisów Tarczy Antykryzysowej, rekomercjalizacji i repozycjonowania centrów handlowych, a także w zakresie przygotowania i implementacji strategii marketingowych oraz PR-owych, stanowiących odpowiedź na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz nawyki zakupowe konsumentów.

Majowa kondycja rynku nieruchomości biurowych

Pierwsze dni maja przyniosły wyczekiwaną stabilizację. Na koniec zeszłego tygodnia powierzchnia wolnych biur wyniosła w Polsce 2.38 mln m kw. – porównywalnie do ostatniego tygodnia kwietnia. Widać jednak rosnącą liczbę małych biur dostępnych na rynku. Jako pierwsi w Polsce publikujemy od dziś także wskaźnik „Months of supply” pokazujący kondycję rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Znalazł się on w cotygodniowych analizach Platformy REDD.

„Months of supply” to znany na świecie wskaźnik. Jest to jeden ze współczynników absorpcji i relacji popytu do podaży. – Months of supply prognozuje, ile miesięcy trwałoby wynajęcie wszystkich obecnie dostępnych modułów biurowych, biorąc pod uwagę aktualne tempo wynajmu. Niski współczynnik może oznaczać, że podaż nie nadąża za popytem, za chwilę może zabraknąć wolnych biur. Wysoki wynik to natomiast sygnał możliwej nadpodaży i dowód na to, że biur jest więcej niż chętnych najemców – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Średnia dla kluczowych rynków w Polsce wynosi obecnie 23 miesiące. Najwyższy wskaźnik notuje Łódź (31.7 mies.), podczas gdy najniższy — Kraków (17.7 mies.). Najbliżej średniej poruszają się Trójmiasto (22.3 mies.) oraz Katowice (22 mies.).  – Liczby te pokazują, że rynek wydaje się stabilny i „zdrowy”. Zaczęliśmy je monitorować i w perspektywie czasowej wyniki będą pokazywały kondycję rynku w Polsce – dodaje Smagała.REDD_1Majowa stabilizacja

W ostatnich tygodniach z niepokojem obserwowaliśmy szybko rosnące zasoby dostępnej powierzchni biurowej, które w szczytowym momencie zwiększyły się o ponad 160 tys. m kw.

Na tym tle, pierwsze dni maja przynoszą wyczekiwaną stabilizację. Na koniec zeszłego tygodnia wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł 2.38 mln m kw. – porównywalnie do poprzedniego tygodnia.REDD_2

Coraz więcej małych biur w Warszawie

W ten ogólnopolski trend wpisuje się również rynek warszawski, gdzie od początku marca nie obserwujemy wyraźnych wzrostów dostępnej powierzchni, mimo że zauważalny jest stabilny przyrost samej liczby wolnych modułów biurowych.

– Analizując rynek warszawski należy jednak przywołać wyraźny trend spadkowy powierzchni wolnych modułów biurowych. Od początku kwietnia średnia powierzchnia wolnego biura w Warszawie zmniejszyła się o ponad 7 proc. i wynosi obecnie 494.1 m kw. – zaznacza Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

– Jedną z hipotez, którą wysunęliśmy, alarmując o tym zjawisku dwa tygodnie temu, jest możliwe zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, co może być efektem kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 – podsumowuje Piotr Smagała.

REDD_3

Rani Raad awansował na stanowisko prezesa CNN Commercial

Rani Raad awansował na globalne stanowisko prezesa CNN Commercial i będzie odpowiedzialny za nawiązywanie nowych kontaktów biznesowych oraz poprawienie jakości współpracy komercyjnej z partnerami na całym świecie.

CNN centralizując zarządzanie i strategię działalności komercyjnej wdraża bardziej zintegrowane, sprawne oraz globalne podejście do oceny potrzeb rynku, opracowywanych rozwiązań i współpracy z partnerami.

Aby w pełni osiągnąć założone cele oraz kontynuować komercyjne sukcesy marki w ciągu najbliższej dekady, Rani Raad będzie ściśle współpracować z działem Sales and International w WarnerMedia w zakresie działalności reklamowej i dystrybucyjnej, a także prowadzić międzynarodowy biznes poprzez CNN International Commercial. Raad będzie czuwał również nad optymalizacją bezpośrednich przychodów CNN Worldwide i maksymalizował komercyjny potencjał rozwoju nowych produktów.

Od tej chwili Raad bezpośrednio podlega Jeffowi Zuckerowi, który obejmuje stanowiska Chairman, WarnerMedia News and Sports oraz President w CNN Worldwide.

To jest idealny czas na to, aby platformy CNN Worldwide generowały dla nas bardziej strategiczne przychody. Jestem pewien, że poprzez zaangażowanie Raniego i odpowiednie dostosowanie jego zespołu do reszty organizacji CNN, możemy pracować jeszcze efektywniej. Ta zmiana z pewnością stworzy też nowe możliwości współpracy z naszymi klientami na całym świecie – powiedział Jeff Zucker.

ABM przeznaczy 100 mln na stworzenie wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych

W ramach ogłoszonego konkursu Agencja Badań Medycznych wybierze projekty przewidujące utworzenie i rozwój Centrów Wsparcia Badań Klinicznych (CWBK). Inicjatywa ma na celu zwiększenie liczby zarówno badań klinicznych, jak i ich uczestników w Polsce, a także wykorzystanie potencjału sektora badań klinicznych dla zwiększenia konkurencyjności krajowej gospodarki.

Konkurs na tworzenie i rozwój CWBK jest realizacją Planu Rozwoju Badań Klinicznych.  Jak podkreśla p.o. Prezesa dr n. med. Radosław Sierpiński – Stworzenie Centrów  Wsparcia Badań Klinicznych jest realizacją ubiegłorocznych obietnic i przyczyni się do poprawy atrakcyjności rynku badań klinicznych w Polsce, a co najważniejsze do wzrostu dostępności do badań dla pacjentów, poprawy ich standardu i bezpieczeństwa.

W Polsce wciąż nie wykorzystujemy w pełni istniejącego potencjału w obszarze badań klinicznych. Biorąc pod uwagę wielkość populacji Polski, wartość polskiego rynku badań klinicznych powinna być trzykrotnie większa niż obecnie 2 mld zł. – tłumaczy Prezes Sierpiński. W związku z tym, jednym z kroków podjętych przez ABM, mających na celu likwidację barier w tym zakresie jest stworzenie w Polsce wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych, funkcjonujących w modelu usług wspólnych zapewniających kompleksowe i systemowe wsparcie realizacji badań zarówno komercyjnych, jak i niekomercyjnych.

Centra Wsparcia Badań Klinicznych, które powstaną pozwolą na realizację badań na najwyższym, europejskim poziomie. To pakiet rozwiązań dla naukowców, lekarzy oraz pacjentów umożliwiający dostęp do najnowszych terapii już na etapie ich wdrożenia przy zachowanych najwyższych standardach jakości i bezpieczeństwa – podsumowuje Prezes ABM – Radosław Sierpiński.

Pierwszym krokiem realizacji projektu przez ABM było określenie standardu modelowego CWBK, kolejnym jest pomoc w rozwoju Centrów poprzez dofinansowanie trzech obszarów: zasobów ludzkich, rozbudowy istniejącej infrastruktury oraz systemów wspierających i jakościowych. Efektem podjętych działań będzie stworzenie sieci ośrodków, w których zostaną wdrożone jednolite, systemowe rozwiązania jakościowe.

Wprowadzone rozwiązania, pozwolą na skrócenie całkowitego czasu przeprowadzenia badania oraz zwiększą jakość uzyskanych danych. Zmiany te, pozwolą na uatrakcyjnienie rynku badań klinicznych w Polsce, co przyczyni się do częstszego wyboru przez sponsorów polskich ośrodków badawczych,  a tym samym wzrost liczby prowadzonych badań i dostępu do nowoczesnych, innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Stworzenie Centrów Wsparcia Badań Klinicznych pomoże w   rozwoju  nauk medycznych i nauk o zdrowiu oraz poprzez zwiększenie m.in. konkurencyjności polskiego rynku w zakresie obsługi badań klinicznych oraz przyczyni się do wzrostu innowacyjności polskiej medycyny.

Kwota przeznaczona na dofinansowanie projektów wyłonionych w ramach konkursu wynosi  100 mln złotych. Nabór wniosków trwa od 11 maja do 30 lipca 2020 r. Wszelkie pytania dotyczące konkursu, należy kierować pod adres mailowy: [email protected]

Szczegóły dotyczące konkursu: https://abm.gov.pl/pl/konkursy/regulaminy-konkursow-in/231,Konkurs-na-wsparcie-tworzenia-i-rozwoju-Centrow-Wsparcia-Badan-Klinicznych-ABM20.html

W związku z ogłoszeniem konkursu, Agencja Badań Medycznych zaprasza do udziału w webinarium informacyjnym. w zakresie założeń konkursu oraz przygotowania i składania wniosków. Webinarium odbędzie się w terminie 19.05, o godz. 11:00. Informacje dotyczące zapisu na wydarzenie dostępne są na stronie: https://abm.gov.pl/pl/aktualnosci/wydarzenia-i-szkolenia

Webinarium: Ceny Transferowe w 2019 i 2020. Wpływ Covid-19.

Zespół Cen Transferowych i Wycen Arena Advisory serdecznie zaprasza już 18 maja o godzinie 10 na webinarium dotyczące cen transferowych w trakcie którego omówimy obowiązki za rok 2019 oraz implikacje Covid-19 na obowiązki za rok 2020. W trakcie wydarzenia poruszone zostaną zagadnienia dotyczące m.in. procedur i wymogów sporządzania dokumentacji podatkowej oraz obowiązków informacyjnych i sprawozdawczych związanych z cenami transferowymi. Omówimy także kwestie rosnącej odpowiedzialności karno-skarbowej członków zarządu i wpływu ewentualnych korekt na rozliczenia VAT i celne. W drugiej części webinarium omówimy wpływ kryzysu wywołanego przez koronawirusa na transakcje z podmiotami powiązanymi.

Termin: 18 maja godz. 10.

Do kogo jest adresowane webinarium?

Webinarium jest kierowane przede wszystkim do członków zarządu, dyrektorów finansowych, managerów działów księgowych oraz innych osób odpowiedzialnych za ceny transferowe i rozliczenia podatkowe.

Agenda:

Blok I: Rok 2019 – punkt wyjścia i podsumowanie najważniejszych założeń.

  • Kto jest zobowiązany do sporządzania dokumentacji?
  • Zakres obowiązków sprawozdawczych.
  • Odpowiedzialność karno-skarbowa członków zarządu i sankcje.
  • Uprzednie porozumienia cenowe (APA) i korekty cen transferowych.

Blok II: Rok 2020, czyli ceny transferowe w czasach kryzysu.

  • Wpływ COVID-19 na transakcje w 2020 roku.
  • Nadzwyczajne okoliczności.
  • Warunki rynkowe.
  • Co robić, aby wypełnić obowiązki za 2020 rok?

Rejestracja:

https://arenaadvisory.clickmeeting.pl/ceny-transferowe-w-2019-i-2020-wplyw-covid-19/register

Prelegenci:

Joanna Żmuda-Trzebiatowska – Tax Managing Partner, Licencjonowany doradca podatkowy z 14-letnim doświadczeniem zawodowym w zakresie cen transferowych i doradztwa podatkowego dla międzynarodowych grup kapitałowych. Odpowiedzialna za projekty dotyczące analiz benchmarkingowych, dokumentacji cen transferowych, polityki cen transferowych i przeglądów cen transferowych na rzecz przedsiębiorstw wielonarodowych oraz spółek notowanych na GPW.

Jakub Patalas – Transfer Pricing & Valuations Manager, specjalizujący się w cenach transferowych i doradztwie dla grup kapitałowych. Przeprowadził szereg projektów w zakresie analiz porównawczych, benchmarkingu instrumentów finansowych, przygotowywania dokumentacji Local File i Masterfile, opracowywania analiz ekonomiczno-finansowych i rynkowej wyceny opłat licencyjnych m.in. dla podmiotów z branży finansowej, technologicznej, farmaceutycznej i deweloperskiej.

W Polsce przybywa najwięcej hoteli czterogwiazdkowych

Zainteresowanie inwestorów sektorem hotelowym w Polsce jest wciąż duże, choć plany związane z wprowadzaniem nowych projektów zostaną teraz dokładnie zweryfikowane

Z najnowszego raportu firmy doradczej Walter Herz wynika, że od 2012 roku liczba skategoryzowanych obiektów hotelowych w Polsce wzrosła o ponad  30 proc. W lipcu minionego roku w kraju było 2635 hoteli. Dominowały wśród nich obiekty z trzema gwiazdkami, które stanowiły prawie połowę placówek. Hotele czterogwiazdkowe, których w połowie ubiegłego roku mieliśmy w kraju 418, to kategoria, która w ostatnich latach odnotowała największy wzrost i w największym stopniu wzbogaciła ofertę rynkową. Od 2012 roku ich ilość wzrosła w Polsce niemal dwukrotnie. Obiektów w najwyższej kategorii 5 gwiazdek mamy natomiast w kraju wciąż niezbyt dużo, bo tylko 76.

– Struktura zaplecza hotelowego w Polsce potwierdza, że nasz rynek opiera się wciąż na obiektach ekonomicznych, a na rozwój sektora decydujący wpływ ma siła nabywcza polskiego społeczeństwa – przyznaje Andrzej Szymczyk, Associate Director, Investment &Hospitality w Walter Herz.

W czołówce Warszawa, Kraków i Gdańsk

Z danych zawartych w opracowaniu Waler Herz wynika, że tradycyjnie najsilniejszymi inwestycyjnie lokalizacjami były główne ośrodki miejskie, wśród których wiodącymi rynkami jest Warszawa, Kraków i Gdańsk.

– Niemniej jednak swoją ofertę rozbudowują także główne miejscowości turystyczne. W widocznym stopniu miały w tym swój udział m.in. inwestycje typu condo z rozproszoną strukturą właścicielską, które w ostatnich latach stały się bardzo popularnym produktem inwestycyjnym na rynku. Związany z ich realizacją model pozyskiwania finansowania pozwolił na stworzenie pewnej liczby obiektów, które prawdopodobnie nie powstałyby przy udziale tradycyjnego finansowania ze względu na ograniczenia związane z lokalizacją czy biznes planem. Wysokie ryzyko związane z inwestowaniem w tego rodzaju projekty, na co we wrześniu zeszłego roku zwracała uwagę Komisja Nadzoru Finansowego, zaowocowało wstrzymaniem przez banki pozytywnych decyzji kredytowych dla wielu zaplanowanych już inwestycji. Mimo, że dla niektórych z nich zostały wydane pozwolenia na budowę i podpisane umowy franczyzowe z sieciami hotelowymi. Ta zmiana z pewnością przyniesie spadek liczby powstających obiektów condo w najbliższych latach – informuje Andrzej Szymczyk.

Inwestorzy zrewidują plany

Ponadto, zdaniem eksperta, wprowadzony w marcu br. stan epidemii, w połączeniu z nasyceniem niektórych lokalnych rynków hotelowych, zaowocuje spadkiem liczby aktywnych obiektów hotelowych w kraju. – Weryfikacja rynku związana z nowymi warunkami funkcjonowania hoteli będzie trudnym sprawdzianem szczególnie dla obiektów z historycznie słabą rentownością, które już wcześniej miały trudności z zapewnieniem odpowiedniej płynności finansowej. Możemy spodziewać się także, że wielu inwestorów zrewiduje swoje plany i zdecyduje się na przesunięcie terminów realizacji nowych projektów lub całkowicie odejdzie od inwestycji – dodaje Andrzej Szymczyk.

W drugiej połowie 2019 roku mieliśmy w kraju prawie 177 tys. pokoi w hotelach i innych obiektach hotelowych. W porównaniu ze stanem sprzed roku zasoby noclegowe wzrosły o 6285 pokoi. Większość krajowego zaplecza zapewniały hotele skategoryzowane, w których było ponad 141 tys. pokoi, z czego ponad 5300 pokoi przybyło od poprzedniego roku. Obłożenie obiektów hotelowych w ostatnich latach rosło. Jak szacują analitycy Walter Herz, średni stopień wykorzystania pokoi hotelowych w 2019 roku w Polsce wyniósł 50,8 proc.

Należy zwrócić przy tym uwagę, że od 2017 roku mogliśmy obserwować nieproporcjonalnie szybszą rozbudowę bazy noclegowej w naszym kraju (wzrost o 9 proc.) w porównaniu ze stopniem jej wykorzystania (wzrost o 2 proc.). Liczba turystów korzystających z obiektów noclegowych w Polsce wzrosła natomiast w ciągu roku o ponad 5 proc. do 35,7 mln osób.

Rynek warszawski z największym wzrostem

Najbardziej gwałtowny rozwój od kilku lat przeżywa rynek hotelowy w Warszawie. W 2019 roku zasoby stolicy wzrosły o prawie 1400 pokoi, które weszły na rynek w 7 nowych obiektach. Do warszawskiej bazy hotelowej dołączyły m.in. hotel moxy Warszawa Praga (141 pokoi), Vienna House Warszawa Mokotów (164 pokoje), Four Points by Sheraton Warszawa Mokotów (190 pokoi), Puro Warszawa Centrum (149 pokoi), czy Motel One (333 pokoje). Po renowacji i rebrandingu na rynek powrócił również hotel sieci Radisson zlokalizowany przy ulicy Grzybowskiej z 311 pokojami, który funkcjonuje obecnie pod marką Radisson Collection.

W tym roku oferta hotelowa w Warszawie, zgodnie z wcześniejszymi planami firm, powinna zwiększyć się o około 3000 pokoi, które ma zaoferować 16 nowych obiektów hotelowych. Wśród planowanych otwarć są zarówno hotele zlokalizowane w ścisłym centrum miasta, jak Crowne Plaza i Holiday Inn Express przy Rondzie Daszyńskiego, Nobu przy Wilczej, czy NYX w kompleksie Varso, jak również obiekty usytuowane w dzielnicach zewnętrznych jak m.in.: Mercure Warszawa Ursus Station, Staybridge Suites Warsaw Ursynów czy Best Western Plus Warsaw Wawer.

Nowe marki w Krakowie

Kraków niezmiennie od wielu lat cieszy się dużym zainteresowaniem turystów, rośnie też liczba osób przyjeżdżających do miasta w celach służbowych. Dlatego też zainteresowanie inwestorów tą lokalizacją nie spada. W 2019 roku w stolicy Małopolski pojawiło się 11 nowych obiektów hotelowych, w tym 9 obiektów czterogwiazdkowych i 2 hotele pięciogwiazdkowe. Znalazły się wśród nich m.in. Balthazar Design Hotel z 25 pokojami, ibis Styles Kraków Santorini z 63 pokojami, Wawel Queen z 49 pokojami czy hotel mGallery by Sofitel Kraków z 64 pokojami, działający w ramach grupy Bachleda Luxury Hotel.

Wśród zapowiadanych tegorocznych otwarć wymienić można natomiast m.in. hotel AC by Marriott Kraków przy krakowskich Błoniach, który zaoferuje 300 pokoi. W następnych latach wejść na rynek mają z kolei takie hotele jak Autograph Collection Kraków (125 pokoi), Curio Collection by Hilton (113 pokoi), Hyatt Place Kraków (216 pokoi), King Salomon (117 pokoi), Mercure Kraków Fabryczna City (200 pokoi), Indigo Kraków Wawel Castle (76 pokoi), ibis Styles Kraków Mogilska (259 pokoi), Tribe Kraków Stare Miasto (170 pokoi), czy Le Meridien Kraków (dawniej Hotel Royal, około 100 pokoi). Dwa hotele powstaną także przy lotnisku w Balicach: moxy i Hampton by Hilton (173pokoi).

Wrocław unowocześnia bazę

Wrocławski rynek hotelowy charakteryzuje zaś relatywnie uboga i nienowa baza noclegowa. Rozwój biznesu w tej lokalizacji i notowana, coraz większa atrakcyjność turystyczna miasta sprawia, że inwestorzy i hotelarze bardzo mocno interesują się tą aglomeracją. Wielkość bazy noclegowej we Wrocławiu rozwijała się powoli przez szereg lat, by w lipcu 2019 roku zwiększyć się o ponad 600 pokoi, co stanowi wzrost o przeszło 13 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. W 2019 roku wrocławski rynek wzbogacił się o takie hotele jak: Best Western Premier Wrocław z 64 pokojami, zarządzany przez Dobry Hotel, DB Hotel z 149 pokojami, The Bridge mGallery by Sofitel Wrocław ze 184 pokojami, hotel Traffic z 36 pokojami, Korona Hotel Wrocław Market Square ze 115 pokojami, czy ZooHotel z 50 pokojami.

W 2020 roku planowane jest otwarcie kolejnych obiektów, w tym m.in.: hotelu Altus Palace Wrocław (81 pokoi w dawnym Pałacu Leipzigerów) i Q Hotel Wrocław Bielany (209 pokoi). W następnych latach gości ma z kolei powitać Grand Hotel Wrocław (170 pokoi), Hampton by Hilton Wrocław Airport (120 pokoi), Indigo Wrocław (127 pokoi), Vienna House Easy Wrocław (240 pokoi), Holiday Inn Express Wrocław (142 pokoje), czy Puro Wrocław Dworzec Świebodzki (337 pokoi).

Gdańsk trójmiejskim liderem

Na rynku trójmiejskim bardzo mocno przez ostatnie lata rósł Gdańsk. Od 2012 roku liczba pokoi hotelowych w mieście wzrosła o 2143 jednostki, dzięki czemu zasoby Gdańska zwiększyły się o 63 proc. W tym samym czasie w Sopocie liczba pokoi hotelowych wzrosła o 39 proc., a w Gdyni tylko o 3 proc.

W 2019 roku na rynku trójmiejskim przybyło ponad 600 nowych pokoi hotelowych, które dostarczone zostały głównie przez dwa gdańskie obiekty: Radisson Hotel & Suites Gdańsk z 350 pokojami i Holiday Inn Gdańsk Old Town z 240 pokojami.

Na ten rok zaplanowano w Gdańsku m.in. otwarcie kompleksu przy ulicy Pszennej z czterogwiazdkowym hotelem Grano (136 pokoi) oraz częścią apartamentową Grano Residence (141 pokoi). W następnych latach przy ulicy Chmielnej ma powstać obiekt z 350 pokojami w różnych standardach i markach należących do Louvre Hotels Group. Na rynek ma wejść również kompleks Holiday Inn Express i Staybridge Suites przy alei Grunwaldzkiej (246 pokoi).

W 2021 roku przy gdańskim Długim Targu pojawić się ma również hotel Indigo Gdańsk Old Town (67 pokoi) i hotel Reneissance Gdańsk, położony przy Chmielnej (250 pokoi).

W Sopocie z kolei w tym roku ma zostać otwarty m.in. 100 pokojowy hotel Sopotorium Medical Resort & SPA z ofertą skierowaną do osób przyjeżdżających na pobyty medyczne, rehabilitacyjne i kuracyjne. Kurort czeka również na otwarcie hotelu Radisson Blu przy ulicy Bitwy pod Płowcami, który dostarczyć ma 220 pokoi. U zbiegu ulic Haffnera i Niepodległości realizację obiektu hotelowego z 230 pokojami planuje firma Polnord. Hotel Crowne Plaza Sopot ma zostać otwarty w 2022 roku.

Stabilny Poznań i rozwojowe Katowice

Poznań, legitymujący się długą tradycją hotelarską od wielu lat mocno związaną z branżą targową i wystawienniczą, w ostatnich latach odznacza się stabilizacją, zarówno popytową, jak i podażową. W 2019 roku został otwarty hotel Hampton by Hilton Poznań Old Town ze 117 pokojami, a przy lotnisku Ławica zaczął działać obiekt pod marką moxy ze 120 pokojami, należący do Polskiego Holdingu Hotelowego..

Do najbardziej interesujących, zapowiadanych w Poznaniu otwarć należy zaś niewątpliwie pierwszy w naszym kraju hotel sieci Occidental, należącej do hiszpańskiej Grupy Barceló. O funkcję hotelową ma też wzbogacić się Kupiec Poznański, jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w mieście. W 2022 roku powstać ma się w nim hotel AC by Marriott, który zaoferuje około 150 pokoi.

W Katowicach w połowie 2019 roku funkcjonowało 2300 pokoi w obiektach hotelowych. Po otwarciu zapowiadanych hoteli, które obecnie są w trakcie realizacji i lub planowania, podaż w mieście zwiększy się o prawie 1900 pokoi. Zainteresowanie tą lokalizacją ze strony inwestorów determinuje wzrost rynku biurowego i liczne wydarzenia targowo-wystawiennicze organizowane w mieście. W 2020 roku gości przyjąć ma hotel Diament Plaza Katowice, który po rozbudowie zaoferuje 135 pokoi. W 2021r. otworzyć ma się hotel Mercure Katowice City Center z 268 pokojami. A w 2022 roku ma zakończyć się budowa czterogwiazdkowego hotelu Puro, dzięki któremu katowicki rynek wzrośnie o 247 pokoi.

Wśród zapowiadanych w Katowicach otwarć jest również hotel Qubus z 97 pokojami oraz dwumarkowy Kyriad i Première Classe, który zaoferuje łącznie około 200 pokoi. W miejscu wyburzonego, słynnego hotelu Silesia w ścisłym centrum miasta stanie natomiast Nova Silesia. Inwestycja obejmować będzie dwa czternastokondygnacyjne budynki biurowe, które przyniosą 30 tys. mkw. powierzchni i siedmiopiętrowy hotel ze 150 pokojami. Uruchomienie swojego drugiego hotelu w Katowicach planuje również sieć Vienna House. Czterogwiazdkowy obiekt Vienna House R.evo z 203 pokojami ma łączyć funkcje hotelu z apartamentami na dłuższe pobyty.

Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19. Santander Bank Polska zaprasza na webinar dla przedsiębiorców

Santander Bank Polska, wspólnie z ALPLA Opakowania z Tworzyw Sztucznych Sp. z o.o., Korporacja KGL S.A. i Polskim Związkiem Przetwórców Tworzyw Sztucznych zapraszają do wzięcia udziału w otwartym webinarze: „Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19”, który odbędzie się 12 maja o godz. 13:00.

Nowe okoliczności związane z COVID-19 zmuszają przedsiębiorców do zmiany sposobu prowadzenia działalności gospodarczej. Pandemia z dnia na dzień przearanżowała funkcjonowanie firm i całego społeczeństwa. Przedsiębiorcy bardziej niż kiedykolwiek potrzebują wsparcia oraz merytorycznej wymiany wiedzy na temat rynku i gospodarki.

Celem webinaru „Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w erze COVID-19” jest dyskusja na temat obecnej kondycji rynku opakowań z tworzyw sztucznych i dalszych trendów w tej branży.

Dyskusję poprowadzą eksperci: Mariusz Musiał, Dyrektor Zarządzający ALPLA Opakowania z Tworzyw Sztucznych Sp. z o.o., Lech Skibiński, Wiceprezes Zarządu Korporacja KGL S.A., Robert Szyman, Dyrektor Generalny Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych oraz Kamil Mikołajczyk i Maciej Nałęcz z Departamentu Sektorów Strategicznych w Santander Bank Polska.

W trakcie webinaru eksperci postarają się odpowiedzieć na pytania:

  • Czy producenci opakowań z tworzyw sztucznych odczuli zwiększony/zmniejszony popyt na swoje produkty i w jakich kategoriach, branżach?
  • Jakie zmiany w produktach wprowadzają producenci opakowań w związku z pandemią COVID-19 i na jakie trendy/zapotrzebowanie odpowiadają te zmiany?
  • Czy takie popularne dotychczas hasła, jak zrównoważony i odpowiedzialny biznes, GOZ, #zerowaste, #noplastic nie wytracą impetu w konsekwencji obecnego kryzysu i jak mogą wpłynąć na debatę wokół rynku opakowań?
  • Co pandemia koronawirusa zmieniła w działaniu firm i które z tych zmian oceniane są jako potencjalnie trwałe?

Szkolenie jest bezpłatne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Zapisy odbywają się poprzez link: https://www.santander.pl/webinar-opakowania

Branża budowlana nie poddaje się kryzysowi – 92% firm działa dalej

Firmy działające w branży budowlanej nie odczuwają skutków kryzysu tak dotkliwie jak pozostałe. Aż 92% z nich nie przerwało działalności mimo trwającej epidemii. Nie oznacza to jednak, że obecna sytuacja ich nie dotyka, 64% przyznaje bowiem, że zostało zmuszonych do odwołania niektórych zleceń – wynika z badania Oferteo.pl. Przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim o zdrowie swoje i pracowników.

Firmy budowlane nie przerywają działalności

Czy w czasie epidemii zamierza Pan kontynuować działalnośćWedług badania przeprowadzonego wśród polskich przedsiębiorców przez Oferteo.pl, największy polski portal łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wynika, że większość branży budowlanej funkcjonuje bez przerwy pomimo trwającego kryzysu. 92% firm budowlanych nie przerwało działalności w czasie kryzysu. Aż 49% przedsiębiorców zadeklarowało w badaniu, że normalnie realizuje zlecenia w czasie epidemii, 43% zdecydowało się natomiast na ograniczenie zakresu usług. Wygląda więc na to, że obecna ciężka sytuacja na rynku nie odbija się na branży budowlanej tak, jak na pozostałych. Odsetek nieustannie działających firm ze wszystkich sektorów gospodarki jest bowiem nieco niższy i wynosi 88%.

Sam fakt kontynuowania działalności nie oznacza niestety, że kryzys ich nie dotyka. Aż 64% przedsiębiorców budowlanych przyznało, że obecna sytuacja zmusiła ich już do odwołania części zleceń.

Przedsiębiorcy obawiają się o zdrowie

Jakie są Pana największe obawy biznesowe w związku z epidemiąWśród największych wyzwań, właściciele firm budowlanych wskazywali przede wszystkim obawę o zdrowie swoje oraz całego zespołu. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 70% badanych. Na drugim miejscu znalazła się konieczność ograniczenia kontaktu z klientem wskazana przed 57% przedsiębiorców, a na kolejnych – opóźnienia w dostawach materiałów (32%) oraz problemy z ich dostępnością na rynku (26%). 

Jedna trzecia przedsiębiorców nie posiada zabezpieczenia finansowego

Czy posiada Pan zabezpieczenie finansowe na wypadek zmniejszenia przychodówNa pytanie, „czy posiadają Państwo zabezpieczenie finansowe na wypadek zmniejszenia przychodów?”, niemal jedna trzecia (30%) właścicieli firm budowlanych odpowiedziała, że nie posiada żadnych oszczędności. 35% przedsiębiorców przyznało, że zgromadzone środki wystarczą im na pokrycie kosztów funkcjonowania przez miesiąc lub dwa, a 22% respondentów nie będzie w stanie utrzymać się z oszczędności nawet przez miesiąc.

Aż 55% przedsiębiorców prowadzących firmę budowlaną zaznaczyło, że zaczyna już obserwować narastające zatory płatnicze, a 78% przyznało, że w najbliższym czasie spodziewa się ich pogłębienia. 

Obawy przed utratą zleceń i klientów

Jakie są Pana największe obawy biznesowe w związku z epidemiąNajwiększe obawy branży budowlanej w związku z epidemią są bardzo zbliżone do obaw wszystkich przedsiębiorców. Firmy chcą nadal działać i realizować zlecenia, zatem najbardziej boją się ich zmniejszającej się liczby (79%), a także rezygnacji obecnych klientów (53%).

Wielu z nich wśród obaw wskazywało również powstawanie zatorów płatniczych (32%) oraz brak środków potrzebnych na spłatę zobowiązań (26%). Co czwarty badany zaznaczył, że obawia się utrudnionego dostępu do niezbędnych materiałów.

– Przedsiębiorcy w trudnym czasie obawiają się przede wszystkim utraty kolejnych zleceń. Ich brak może prowadzić do narastających zadłużeń i niewydolności finansowej przedsiębiorstwa. Stale napływające i realizowane zlecenia to główny czynnik dający przedsiębiorstwu szansę na przetrwanie kryzysu i stosunkowo szybki powrót do normalności. W obecnych czasach warto rozważyć stosowanie nowych metod poszukiwania klientów, takich jak serwisy onlineradzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Jak walczą z kryzysem?

Jakie środki zaradcze podjął Pan w związku z epidemiąWedług badania Oferteo.pl najczęściej podejmowanymi przez przedsiębiorców krokami mającymi na celu walkę ze skutkami kryzysu są ograniczenie kosztów i inwestycji. Nie inaczej jest w przypadku branży budowlanej. To właśnie te dwa środki zaradcze wskazywane były najczęściej. Właściciele takich firm decydują się również na dzielenie pracowników na mniejsze zespoły (22%), a także próbują pozyskać dodatkowe środki z zewnątrz (12%).

Zapytani o to, czy w związku z epidemią planują zwolnienia pracowników, 23% właścicieli firm budowlanych odpowiedziało twierdząco. 39% nie podjęło jeszcze decyzji w tej kwestii. W ich przypadku kluczowe mogą okazać się najbliższe tygodnie oraz stopniowe odmrażanie gospodarki i wznawianie działania zatrzymanych firm.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w 2020 roku na grupie ponad 1 255 przedsiębiorców działających w branży budowlanej.

Gdyby nie chmura obliczeniowa, firmy byłyby teraz w jeszcze większych tarapatach

COVID-19 wyrządził ogromne spustoszenia w globalnej gospodarce, a jesteśmy dopiero na początku liczenia strat. Dewastacyjny wpływ pandemii na gospodarkę byłby z pewnością jeszcze gorszy, gdyby nie przejście wielu firm i instytucji na model pracy zdalnej, który był możliwy dzięki wcześniejszym lub podejmowanym na szybko inwestycjom w chmurę obliczeniową.

Wpływ koronawirusa bez wątpienia jest katastrofalny ze społecznego i gospodarczego punktu widzenia. Jednak z pewnością byłby on znacznie poważniejszy, gdyby nie inwestycje przedsiębiorstw w cloud computing. Choć przed pandemią w Polsce z chmury korzystało kilkanaście procent przedsiębiorstw, nawet tak niskie zaangażowanie polskich firm należy ocenić pozytywnie, jako dobrą bazę teraźniejszych i przyszłych transformacji. Chmura obliczeniowa zasila dzisiaj niemal wszystko to, co pozwala nam w miarę normalnie funkcjonować w czasach izolacji. Praca zdalna, dostęp do filmów i seriali przez platformy typu Netflix, dostęp do książek z poziomu np. aplikacji Storytel, automatyzacja łańcuchów dostaw sieci retailowych czy po prostu działanie aplikacji zakupowych – to zasługa chmury.

Bohater nieoczekiwanej rewolucji

Na zachodzie od dawna dostrzegano wartość chmury. Według firmy analitycznej Canalys, w 2019 roku organizacje wydały rekordową sumę 107 mld dolarów na wdrożenia lub rozwój infrastruktury chmurowej i było to aż o 37 proc. więcej niż w roku poprzednim. Natomiast Gartner przewiduje, że światowe wydatki na usługi chmury publicznej wzrosną w 2020 roku o 17 proc., do kwoty ponad 266 mld dolarów.

Andrzej Stella-Sawicki_CloudFerro
Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro

To, że dziś firmy korzystające z cloud computingu mogą kontynuować wszystkie lub większość dotychczasowych procesów, zawdzięczają w dużej mierze wcześniejszym inwestycjom w rozwiązania cloudowe. To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie naprawdę szybkie tempo adopcji chmury – mówi Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro, polskiej firmie specjalizującej się w świadczeniu usług chmurowych. Jeszcze kilka lat temu firmom brakowało narzędzi, aby umożliwić pracownikom natychmiastowe przejście na pracę zdalną. Dziś firmy mają właściwie wszystko, czego potrzebują, aby pracownicy mogli wykonywać swoje zadania z domu – szybki internet, przystępne cenowo komputery osobiste, systemy zabezpieczeń w formie zaawansowanych sposobów rejestracji i uwierzytelniania oraz dostępność większości systemów biznesowych w chmurze. Okazuje się, że chmura obliczeniowa, w obliczu dzisiejszego ogromnego wyzwania, dobrze spełnia swoją rolę, zapewniając platformę do pracy zdalnej, współdzielenie dokumentów, możliwość szybkiego skalowania zasobów. Na przykładzie naszej organizacji – od momentu ogłoszenia pandemii dostosowaliśmy model działania przechodząc na pracę zdalną, ale dzięki rozwiązaniom chmurowym nasi klienci nie odczuli żadnej zmiany w jakości świadczonych przez nas usług – dodaje Andrzej Stella-Sawicki.

Co więcej, wydaje się, że ta nagła rewolucja może na stałe zmienić system, w którym funkcjonujemy, pracujemy czy uczymy się. W przyszłości, nawet jak już wrócimy do normalności, pracodawcy, pracownicy, nauczyciele, studenci i uczniowie, dostrzegając zalety towarzyszące pracy zdalnej, z pewnością będą z nich korzystać na szerszą skalę – mówi przedstawiciel CloudFerro.

Gdyby taka sytuacja wydarzyła się dekadę wcześniej, IT byłoby w zupełnie innej sytuacji. Według badań przeprowadzonych przez kierownictwo działu IT firmy Osterman Research, w 2010 roku przeciętna firma wydawała rocznie na przetwarzanie w chmurze zaledwie 6300 dolarów rocznie, co w przeliczeniu na jednego pracownika wynosiło nieco ponad 23 dolary. To niewielki ułamek obecnych nakładów na ten obszar IT.

Praca zdalna lub brak pracy

Jeszcze kilka lat temu chmura to było narzędzie czysto developerskie. Najważniejsze było tworzenie oprogramowania, natomiast podstawy pracy zdalnej – wideokonferencje, współpraca dokumentów i bezpieczna sieć – miały marginalne znaczenie. W 2010 r. przetwarzanie w chmurze, jakie stosowano w firmach, nie byłoby jeszcze w stanie umożliwić pracy zdalnej na szeroką skalę. Dziś okazało się zbawienne i to nie tylko dla firm, ale i dla samych pracowników. Bez realnej możliwości bezpiecznego kontynuowania pracy, wiele firm musiałoby zwalniać pracowników.

Chmura to mobilność, a mobilność to możliwość zdalnej pracy czy nauki. To co do tej pory było przywilejem lub nagrodą dla nielicznych staje się naszą nową normalnością i w końcu przestaniemy pracować w pracy, a zaczniemy po prostu pracować. Wydaje mi się, że w świecie po koronawirusie trudno będzie pracodawcy odrzucić kandydaturę osoby niepełnosprawnej ruchowo tylko dlatego, że nie może przyjechać do biura.  Dzisiejsza sytuacja wyraźnie pokazuje, że sama obecność pracownika w biurze nie jest gwarancją jego skuteczności. Znacznie ważniejszy jest swobodny dostęp do technologii i narzędzi służących do wykonywania naszych obowiązków. Gdzie to robimy jest sprawą drugorzędną – komentuje Stanisław Bochnak strateg biznesowy z VMware Polska.

Chociaż ludzkie i ekonomiczne koszty dzisiejszego kryzysu są ogromne, potencjalne szkody finansowe związane z pandemią zostały zmniejszone dzięki możliwości wykorzystania chmury do wykonywania niektórych działań operacyjnych. Dzięki chmurze pracownicy mogą nie tylko pracować zdalnie, ale także efektywnie współpracować, odbywając konferencje video czy pracując nad tymi samymi dokumentami i projektami jednocześnie.

Korzyści dla wszystkich

Cloud computing to jednak nie tylko ogromne wsparcie dla pracy zdalnej. To także ogromna pomoc dla szkół, które nagle zostały zamknięte. Dzieci na całym świecie realizują swoją edukację online, z domu. Podobnie jest na uniwersytetach.

W ciągu miesiąca firmy, instytucje, urzędy na całym świecie przeszły transformację na jaką nie mogły się zdecydować latami. Zdalna szkoła w Polsce? Każdy kto wpadłby na taki pomysł jeszcze rok temu uznany zostałby za fantastę, ale dzięki nowym technologiom jest to możliwe. Uczelnie na całym świecie umożliwiają naukę online, obrony prac dyplomowych, a nawet udział w specjalistycznych laboratoriach. Wykorzystując technologie chmurowe m.in. VMware wrocławska Wyższa Szkoła Bankowa udostępnia swoich studentom wirtualne laboratoria. Dostęp do nich mają z dowolnego miejsca na ziemi i to nawet ze smartfona – mówi Bochnak.

Ostatnie inwestycje w rozwiązania chmurowe m.in. w opiece zdrowotnej dziś pomagają z kolei wspierać pracowników służby zdrowia w ich niezwykle ważnej pracy na linii frontu. Dodatkowo, dzięki chmurze obliczeniowej naukowcy z całego świata mogą wspólnie pracować nad szczepionką na wirusa, na którą wszyscy czekają.

Pod wieloma względami pandemia koronawirusa stała się impulsem do największego w historii testu przetwarzania w chmurze. Menedżerowie, którzy mogli mieć kiedyś wątpliwości odnośnie zasadności inwestycji w informatykę, przekonali się, jakim wsparciem jest chmura obliczeniowa dla pracy zdalnej.

Sytuacja z COVID-19 z pewnością wiele firm przekona do inwestowania w cloud computing. Jak się dziś okazuje, w wielu przypadkach inwestowanie w chmurę obliczeniową było najlepszą decyzją w zakresie informatyki, jaka kiedykolwiek została podjęta.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o całkowite otworzenie gospodarki najpóźniej od 1 lipca br.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz skierował apel do Premiera od  ponad 100 organizacji przedsiębiorców o wyznaczenie i ogłoszenie daty zakończenia ograniczeń w działaniu przedsiębiorstw najpóźniej na dzień 1 lipca br.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w imieniu organizacji przedsiębiorców zrzeszonych w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku skierował dzisiaj apel do Premiera  o całkowite odmrożenie gospodarki najpóźniej na dzień 1 lipca br. Podkreślił tym samym, że konieczne jest podanie również konkretnych terminów kolejnych etapów wychodzenia z blokady.

Wskazał, że przedsiębiorcy muszą znać maksymalny okres, przez który będą finansować swój przestój. Nie mając natomiast wiedzy nt. konkretnego terminu otworzenia gospodarki, nie będą w stanie oszacować, czy ich na to stać, a w rezultacie utrzymać miejsc pracy. Dalsze mrożenie działalności przedsiębiorstw może w efekcie doprowadzić do załamania się finansów publicznych oraz dwucyfrowego wskaźnika bezrobocia.

Rzecznik powołał się na wzór Czech, Austrii i Danii, które rozpoczęły już ścieżkę systematycznego powrotu do gospodarczej normalności. Jednocześnie zaznaczył, że konieczne jest zastosowanie wszystkich dostępnych metod zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom i klientom. Równolegle ocenił, iż dotychczasowe działania rządu w celu walki z epidemią, wypłaszczania krzywej zachorowań oraz przygotowania służby zdrowia były  w pełni zrozumiałe, dzięki czemu aktualnie jest możliwe przejście do działań na rzecz stopniowego uwalniania gospodarki.

Niezachwiany rozwój rynku nieruchomości magazynowych

Sektor magazynowy, dzięki popularyzacji handlu internetowego w ostatnich tygodniach, jest na rynku nieruchomości określany mianem najbardziej odpornego na negatywne skutki gospodarcze wywołane przez Covid-19. Jak podaje firma doradcza Savills, dane za pierwszy kwartał póki co nie odbiegają znacząco od tych z analogicznego okresu ubiegłego roku, ale wynikające z obecnej sytuacji szanse i zagrożenia dla sektora logistycznego wyklarują się dopiero w kolejnych miesiącach, w zależności od rozwoju pandemii.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2020 r. zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej w Polsce osiągnęły poziom 19,0 mln m kw. Głównymi regionami magazynowymi pozostaje Warszawa (4,4 mln m kw.), Górny Śląsk (3,2 mln m kw.) i Polska Centralna (3,1 mln m kw.).

„Pandemia koronawirusa tylko wzmocniła trendy, które nadawały ton rynkowi magazynowemu już od dawna. W wyniku wzrostu obrotów w handlu internetowym zwiększył się popyt na powierzchnię magazynową generowany przez sektor e-commerce. Nasilił się również pęd w kierunku automatyzacji w logistyce, który nabiera teraz zupełnie nowego znaczenia. Pozwala uniezależnić się od rynku pracy już nie tylko w kontekście alternatywy dla trudności w dostępie do pracowników i rosnących wynagrodzeń, ale także niesie za sobą dodatkową zaletę w postaci odporności maszyn na czynniki zdrowotne” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

W pierwszym kwartale na rynek dostarczono ponad 428 000 m kw., z czego blisko połowę w regionie Wrocławia. W budowie na koniec marca w całej Polsce pozostawało 2,2 mln m kw. Coraz więcej nowej powierzchni przybywa w Trójmieście, który to obszar znalazł się na podium pod względem ilości nowobudowanej powierzchni, z rekordowym dla tego rynku wynikiem blisko 290 000 m kw. Rośnie również liczba realizowanych projektów dedykowanych logistyce miejskiej.

„Większa ostrożność deweloperów w stosunku do budów spekulacyjnych, jakiej należy się spodziewać w najbliższym czasie, może spowodować większą konkurencję o powierzchnię dostępną na wynajem w momencie powrotu koniunktury” – dodaje Kamil Szymański.

Jak wynika z raportu firmy Savills, w pierwszym kwartale roku nie był dostrzegalny wpływ koronawirusa na popyt. Od początku stycznia do końca marca wynajęto w Polsce zbliżoną ilość powierzchni magazynowej, co w analogicznym okresie ubiegłego roku (1,1 mln m kw.). Wyraźnie widoczny był wzrost zapotrzebowania na powierzchnię tymczasową.

Na koniec marca 2020 r. stopa pustostanów wyniosła 7,2% i pozostała stabilna w stosunku do poprzedniego kwartału, ale wzrosła rdr. o 1,8 pkt. proc. Poza kilkoma wyjątkami czynsze w całej Polsce były stabilne. Jak podaje Savills, za wynajem nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej, w zależności od regionu, trzeba zapłacić od 2,70 do 4,40 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe, do nawet 5,25 euro/m kw./miesiąc za małe moduły (SBU).

„Na rynku nieruchomości sektor magazynowy niewątpliwie jest jednym z najbardziej odpornych na kryzys związany z koronawirusem, choć nazwanie go beneficjentem obecnej sytuacji byłoby z pewnością określeniem na wyrost. Spowolnienie w przemyśle, problemy z łańcuchem dostaw i spadek konsumpcji, jeśli utrzymałyby się w dłuższym terminie, z pewnością nie będą działały korzystnie na popyt na powierzchnię magazynową. Z drugiej strony, Polska może okazać się atrakcyjną alternatywą dla europejskich firm rozważających przeniesienie produkcji do rejonów bliższych rynkom zbytu, w ramach wdrażania popandemicznych strategii niwelowania ryzyka zaburzeń ciągłości łańcucha dostaw” – podsumowuje Kamil Szymański z Savills.

Państwo pomoże firmom w restrukturyzacji, ale biznes czeka na więcej

Przedsiębiorcy, którzy zastanawiali się nad przeprowadzeniem restrukturyzacji, uzyskali kolejne argumenty, za podjęciem działań naprawczych. Lada dzień sejm powinien przegłosować projekt ustawy o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw. Na firmy czeka dodatkowe wsparcie finansowe i narzędzia ułatwiające proces restrukturyzacji. Zdaniem ekspertów PMR Restrukturyzacje, przedsiębiorcy już teraz powinni przygotowywać się do podjęcia tych działań, rozpoczynając od opracowania planu restrukturyzacyjnego.

Z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że 46 proc. firm w Polsce ma pieniądze umożliwiające działanie firmy przez maksymalnie 3 miesiące. 10 proc. firm nie ma zaś żadnych rezerw finansowych. Odsetek firm zagrożonych utratą płynności finansowej jest więc dziś na bardzo wysokim poziomie.

Po okresie wyczekiwania ze strony sektora przedsiębiorstw, kwestię pomocy w procesie restrukturyzacji firm podjęły polskie władze. 29 kwietnia br. w sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy zakładającej możliwość wsparcia ze środków publicznych procesów restrukturyzacyjnych w firmach, które podejmują działania naprawcze w związku z występującymi sytuacjami kryzysowymi. – Roczna pomoc z budżetu państwa w kwocie 120 mln zł będzie przez 10 lat przeznaczana m.in. na ratowanie, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne i restrukturyzację. To ważny krok w kierunku wsparcia przedsiębiorców, który z pewnością ułatwi przeprowadzenie planów naprawczych. Mamy jednak nadzieję, że będzie to jeden krok z wielu – podkreśla Małgorzata Anisimowicz.

Wszystko wskazuje na to, że projekt zostanie przegłosowany już za kilka dni, jednak wciąż spływają do niego propozycje zmian. 5 maja br. Sejmowa Komisja Gospodarki i Rozwoju zaproponowała poprawki, które jej zdaniem mają na celu maksymalne uproszczenie zasad udzielania pomocy dla przedsiębiorców bez zmiany istoty ustawy. Wśród nich warto wymienić m.in. uproszczenie wniosków o pomoc, usunięcie katalogu obowiązkowych załączników do wniosku oraz zapisy dotyczące zabezpieczenia pożyczki jako elementu fakultatywnego, a nie obowiązkowego, co może wpłynąć na jej wysokość, a nie samo przyznanie.

Dobry plan restrukturyzacyjny kluczem do uniknięcia upadłości

W projekcie ustawy istotne dla uzyskania pomocy finansowej ze środków publicznych jest opracowanie realnego planu ratunkowego. Dobrze przygotowany plan to taki, który zawiera rzeczywiste sposoby rozwiązania problemów i pokazuje ścieżkę ich wdrażania, a także perspektywy finansowe na kolejne lata, które wskażą, jak pomoc od państwa przyczyni się do przywrócenia zdolności do konkurowania na rynku.

Przy opracowaniu planu restrukturyzacyjnego cenne może się okazać zewnętrzne wsparcie doświadczonego w tym zakresie doradcy restrukturyzacyjnego, a także powołanego przez niego interdyscyplinarnego zespołu, w skład którego wchodzą specjaliści z obszarów pozyskiwania finansowania, księgowości, podatków, analiz rynkowych oraz doświadczeni negocjatorzy. – Współpraca w zakresie ochrony przedsiębiorstwa to przede wszystkim świadomość jego specyfiki i indywidualności. Doświadczenie w prowadzeniu procesów restrukturyzacji pozwala na skorzystanie ze sprawdzonych instrumentów oraz często uzyskanie większych efektów, niż przewidywały w decyzji o podjęciu restrukturyzacji zarządy firm. Tym bardziej, jeżeli kompleksowa obsługa restrukturyzacji zapewniona jest w ramach jednej firmy – od etapu decyzji o zamiarze restrukturyzacji do jej wyniku końcowego, uwzględniając wsparcie w pozyskaniu finansowania – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Pomoc z budżetu państwa w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców to od dawna oczekiwane zmiany, bez wątpienia idące w dobrym kierunku. W przypadku przyjęcia poprawek do projektu, ustawa wejdzie w życie 14 dni po jej ogłoszeniu. W sytuacji zagrożenia upadłością czas ma ogromne znaczenie. Dlatego im szybciej przedsiębiorcy rozpoczną planowanie działań naprawczych, tym większa szansa na ich powodzenie.

Bezpłatna Konferencja ONLINE – Cyfrowa Transformacja w Biznesie

Jak rozpocząć proces zmiany i zadbać o rozwój technologiczny firmy?

Już 28 maja odbędzie się Konferencja, podczas której zostaną przedstawione najnowsze trendy w zakresie udoskonalania procesu cyfrowej transformacji. Analityka danych, digitalizacja procesów wewnętrznych, automatyzacja oraz technologie mobilne to obszary, które stają się niezbędne, aby firmy funkcjonowały efektywniej.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję ONLINE

Wśród wystąpień m.in.:

  • Jak technologie zmieniają firmy na przykładzie grupy medialnej Polska Press?

Magdalena Chudzikiewicz – Grupa Polska Press

  • Robotyzacja procesów biznesowych – czy warto?

Wojciech Szremski – Schaeffler Polska Sp. z.o.o.

  • Wpływ cyfrowej transformacji na bezpieczeństwo IT

Tomasz Zalewski – Bird & Bird

  • Nowe środowisko pracy – współpraca ludzkiej i sztucznej inteligencji w różnych obszarach działania organizacji

Rafał Górski – KPMG

Biznesowym celem cyfrowej transformacji jest niewątpliwie redukcja kosztów oraz poprawa jakości i uatrakcyjnienie oferty. Warto zaznaczyć, że zachodząca na naszych oczach cyfrowa rewolucja, zakłada postawienie klienta w centrum uwagi. To stwierdzenie wiąże się ze stałym monitorowaniem i zbieraniem danych o potrzebach i nastawieniu konsumentów, a nawet przewidywaniem ich zachowań, Stosowanie najnowszych rozwiązań technologicznych niewątpliwie wpływa na pozyskiwanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Właśnie te firmy, które staną się przedsiębiorstwami cyfrowymi, będą liderami zmian w biznesie, w swoim sektorze.

Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji ONLINE, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://kongrestransformacji.pl/

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

9:30 | Czwartek, 28 maja 2020
Strona internetowa wydarzenia: https://kongrestransformacji.pl/

Kreditech Polska zmienia nazwę na Monedo

  • Zmiana nazwy firmy na polskim rynku jest konsekwencją rebrandingu globalnego Kreditech na Monedo.
  • Monedo jest międzynarodowym fintechem. Firma jako pierwsza na świecie wdrożyła w pełni automatyczny system oceny kredytowej klientów, wykorzystujący mechanizmy sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego.
  • W Polsce Monedo jest niebankowym pożyczkodawcą, umożliwiającym zakupy na raty i pay-later u swoich partnerów e-commerce oraz właścicielem serwisu pożyczkowego Monedo Now.
  • Monedo działa na rynku indyjskim, polskim, rosyjskim i hiszpańskim, gdzie udzielił już ponad 2 mln pożyczek i obsłużył ponad 1 mln klientów.

Kreditech Polska, właściciel serwisu pożyczkowego Monedo Now i dostawca alternatywnych sposobów finansowania zakupów w e-commerce (raty i płatności odroczone) ogłosił dziś zmianę nazwy firmy na Monedo Polska. Decyzja jest konsekwencją wcześniejszego rebrandingu spółki matki (Monedo Holding GmbH, wcześniej Kreditech Holding GmbH) z siedzibą w Hamburgu, przeprowadzonego w marcu br.

Monedo jest światowym pionierem w zakresie wykorzystania automatycznej analizy danych, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w branży pożyczkowej. Firma wykorzystuje do weryfikacji zdolności kredytowej zaawansowane narzędzia technologiczne, umożliwiające pogłębioną, automatyczną analizę danych o zachowaniach klientów. Stworzony przez Monedo autorski model scoringowy umożliwia obsługę aplikacji kredytowych i wypłatę środków 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dzięki wysokiej trafności oceny zdolności kredytowej klienta, firma jest w stanie skutecznie pozyskiwać i obsługiwać klientów o zróżnicowanym profilu ryzyka, w tym osoby, które z różnych powodów są odrzucane przez tradycyjne procesy kredytowe w bankach.

W Polsce Monedo oferuje pożyczki ratalne na okres do 48 miesięcy, udzielane online. Klientów zdobywa m.in. dzięki sprzedaży POS (Point-Of-Sale), realizowanej we współpracy z największymi operatorami e-commerce. Z Monedo Now swoje zakupy mogą finansować m.in. klienci Allegro. Wspólnie z PayU firma jako pierwsza w Polsce udostepniła konsumentom rozwiązanie „pay-later” (płatności odroczone).

Aktualna strategia firmy zakłada rozwój działalności pożyczkowej dla klientów near-prime – czyli osób legitymujących się dobrą sytuacją finansową, klientów sektora bankowego lub takich, które z różnych powodów nie mogą lub nie chcą korzystać z finansowania w bankach.

Przewagą konkurencyjną Monedo jest mozliwość dokonania oceny kredytowej klienta przy wykorzystaniu alternatywnych danych, w stosunku do tradycyjnych modeli stosowanych przez banki, zdolność do obsługi wniosków i realizacji wypłat w trybie 24/7 oraz krótki czas potrzebny na przekazanie pieniędzy klientowi. Przykładowo w przypadku finansowania zakupów w e-commerce u partnerów Monedo, klient otrzymuje dostęp do środków nawet w ciągu 30 minut od zainicjowania wniosku u pożyczkodawcy.

„W Polsce jesteśmy jedyną niebankową instytucją, która dostarcza usługi finansowania zakupów na raty w e-commerce. Nasze rozwiązania zwiększają konwersję i podnoszą wartość koszyka zakupów. Całkowicie zdalny proces i możliwość zapewnienia konsumentom dostępu do alternatywnego, niebankowego źródła finansowania zakupu to kluczowe czynniki budujace naszą wartość dla partnerów z segmentu handlu online. Jest to ważne zwłaszcza w obecnej sytuacji. W okresie pandemii widzimy wzrost zainteresowania naszymi rozwiązaniami, zwłaszcza płatnościami odroczonymi. Marzec br. był rekordowym miesiącem jeśli chodzi o liczbę transakcji e-commerce opłaconych z wykorzystaniem PayU Monedo „Płacę później”” – podkreśla Krzysztof Komosa, Dyrektor Zarządzający Monedo Polska.

Zmiana nazwy holdingu Monedo Holding jest zwieńczeniem 24 miesięcy strategicznych zmian firmy, w ramach których zarządzanie organizacją przejął nowy zespół (w tym nowy prezes, dyrektor finansowy, dyrektor ds. zarządzania ryzykiem i dyrektor ds. rozwoju technologii). W tym okresie Monedo zebrało również ponad 45 mln EUR finansowania, w rundzie której przewodzili znani międzynarodowi inwestorzy technologiczni m.in. HPE Growth i Runa Capital.

“Przez ostatnie dwa lata pracowaliśmy nad wdrożeniem nowej strategii. Zmiana nazwy firmy wyznacza kolejny etap transformacji Monedo, z fazy startupu do dojrzałego fintechu. Pomimo turbulencji spowodowanych globalną pandemią, koncentrujemy się obecnie na utrzymaniu firmy na ścieżce rozwoju, podnoszeniu wydajności, doskonaleniu procesów związanych z zarządzaniem ryzykiem i kosztami, a także na rozwoju naszych produktów i usług” – mówi David Chan, CEO Monedo.

Monedo jest jednym z niewielu przykładów fintechu o ugruntowanej pozycji, działającego na skalę międzynarodową. Firma zatrudnia ponad 350 osób z ponad 40 krajów w siedmiu lokalizacjach, rozwijając swoje produkty w zespołach w Niemczech, Polsce i Tajlandii. Monedo udziela pożyczek klientom w Indiach, Polsce, Rosji i Hiszpanii oraz posiada centrum serwisowe w Rumunii.

Monedo jest obecne na Polskim rynku od 2012 roku. Codziennie system scoringowy Monedo procesuje ponad 2 tys. wniosków pożyczkowych.

Rusza planowanie infrastruktury lotniska Centralnego Portu Konsultacyjnego

Spółka Centralny Port Komunikacyjny rozpoczęła konsultacje z 35 wytypowanymi firmami i instytucjami w celu zwymiarowania infrastruktury nowego lotniska. Zebranie szczegółowych danych dotyczących m.in. liczby i lokalizacji budynków, ich powierzchni i kubatury, a także zakładanej w 2027 r. liczby pracowników jest elementem prac nad master planem Portu Lotniczego Solidarność. 

Wśród firm zaproszonych do konsultacji znalazły się m.in. Polskie Linie Lotnicze LOT, spółki handlingowe LS Airport Services i Welcome Airport Services, firmy obsługi technicznej LOT AMS i LS Technics, spółki spedycyjno-logistyczne Poczta Polska, DHL, FedEx, UPS i TNT, dostawcy paliw Orlen i Lotos, a także m.in. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, Policja, Straż Graniczna, Główny Inspektorat Sanitarny oraz Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Spółka CPK zapytała dostawców usług lotniczych i instytucje państwowe zarówno o inwentaryzację ich infrastruktury obecnie na Lotnisku Chopina, jak też o prognozy i oczekiwania na koniec 2027 r., kiedy planowane jest oddanie do użytkowania pierwszego etapu Portu Lotniczego Solidarność. Pytania dotyczą m.in.:
Typu budynków
• Minimalnej potrzebnej powierzchni terenu
Liczby i lokalizacji obiektów
• Powierzchni i kubatury budynków
• Wymaganego sąsiedztwa innych elementów infrastruktury
• Zasilania w media
• Zapotrzebowania na parkingi i pola odstawcze
Liczby pracowników w obiektach.

Zbieranie informacji od zaangażowanych podmiotów potrwa do 1 lipca 2020 r. Spółka CPK planuje, że 15 lipca firmy i instytucje otrzymają podsumowanie tego etapu konsultacji.

Do konsultacji zaprosiliśmy szeroką grupę polskich i międzynarodowych podmiotów, które będą użytkownikami przyszłego lotniska. Dzięki temu spółka CPK pozyska szczegółowe informacje m.in. o preferowanej lokalizacji obiektów, wymaganym sąsiedztwie, zapotrzebowaniu na przyłącza i przewidywanej liczbie pracowników – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Zebrane w ten sposób dane zostaną przetworzone i wykorzystane w zakresie określonym w warunkach współpracy z konsultantem wsparcia technicznego ds. master planu (tzw. master plannerem). W spółce trwa obecnie postępowanie przetargowe w celu wyłonienia firmy, która będzie pełnić tę rolę.

W tym roku planujemy podpisać umowę z wybranym wykonawcą. Wtedy ruszą też prace nad master planem portu lotniczego, które będą prowadzone przez zintegrowany zespół CPK i master plannera – mówi Mikołaj Wild, prezes CPK. – Rozpoczęliśmy właśnie pierwszą z planowanych konsultacji na temat infrastruktury na potrzeby master planu – wyjaśnia.

Na master plan CPK będą składały się m.in: wieloletnia strategia etapowego rozwoju lotniska i szczegółowe wymagania w zakresie infrastruktury i zaplecza usługowego. Celem tego procesu planistycznego będzie całkowite zwymiarowanie i lokalizacja planowanej infrastruktury CPK, która w pierwszym etapie będzie miała przepustowość do 45 mln pasażerów i 1 mln ton przewozów cargo rocznie.

Częścią składową przygotowań do master planu jest 350-stronnicowy brief strategiczny CPK, który usystematyzował założenia elementów infrastruktury. Powstał on w oparciu o prawie 10 tys. uwag od prawie 150 podmiotów, które brały udział w poprzednich etapach konsultacji w tym i ubiegłym roku.

Jednocześnie koncepcję przyszłego lotniska opiniują przewoźnicy lotniczy w ramach Komitetu Konsultacyjnego (ACC), który został powołany w ubiegłym roku przez Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) we współpracy z CPK. Dotychczas w ramach ACC miały miejsce w Warszawie dwa spotkania: w lipcu i październiku ub. roku. Teraz ze względu na sytuację epidemiologiczną na świecie spotkania odbywają się online.

Obecnie na etapie uzgodnień rządowych jest Program Wieloletni, który określi planowane wydatki na CPK w kolejnych latach. W planach spółki na najbliższe trzy miesiące jest też m.in. wybór doradcy strategicznego spośród największych i najlepszych pod względem operacyjnym lotnisk przesiadkowych świata.

Zawsze patrz na jasną stronę życia

Po rynkach nie widać silnego przekonania za handlem w którymkolwiek kierunku, ale ponieważ lepiej patrzeć na jasną stronę życia, inwestorzy utrzymują umiarkowanie pozytywne nastawienie, szukając potwierdzenia w informacjach o malejącym tempie przyrostu nowych zachorowań i staraniach restartu kolejnych gospodarek. Tymczasem pojawiają się ryzyka drugiej fali zakażeń.

Potrzeba powrotu do normalności jest silna, stąd z zadowoleniem są przyjmowane doniesienia, że Francja, Włochy i Wielka Brytania odnotowały najmniejszą liczbę zgonów od marca. Do danych makro opisujących przeszłość podchodzi się z dystansem (gdyż wiadomo, że było/jest źle), stąd ograniczona reakcja na dramatyczny raport z rynku pracy USA (spadek zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w kwietniu o 20,5 mln). Ważniejsze jest, że po okresie dostosowania i opanowania sytuacji w drugim kwartale, druga połowa roku przyniesie mocne odbicie gospodarcze. To jednak opiera się na założeniu, że pandemia koronawirusa będzie powoli wygasać. Ale w tym kontekście niepokojące są sygnały z Korei Południowej, która doświadcza nagłego wzrostu przypadku zachorowań powiązanych z nocnymi klubami. W poniedziałek liczba przypadków wynosi 79 i to po wielu tygodniach, gdzie raportowano zaledwie kilka lub kilkanaście przypadków. Druga fala wzrostu zakażeń to obecnie największy czynnik ryzyka, który może zburzyć chęć rynków do dyskontowania lepszego jutra. Ale to też czynnik ryzyka, którego spora grupa inwestorów jest świadoma i dlatego powstrzymuje się od pełnego zaangażowania w rajd ryzyka. Dlatego wolę z dystansem podchodzić do interpretacji wzrostów na rynku akcji, które łatwo mogą zostać przełamane przy powrocie awersji do ryzyka. Póki jednak inwestorzy chcą widzieć w napływających informacjach szklankę do połowy pełną, indeksy mogą piąć się wyżej, a na FX będzie widać przesiadkę w stronę ryzykownych walut.

Od strony impulsów makro dopiero druga połowa tygodnia przyniesie istotniejsze raporty, choć zniszczenia dokonane przez COVID-19 w marcu (i całym I kwartale) są już z dyskontowane. W USA sprzedaż detaliczna (pt) prawdopodobnie pokaże drugi rekordowy spadek z rzędu, podczas gdy produkcja przemysłowa (pt) ma tąpnąć o ponad 20 proc. Odczyty indeksów nastrojów przedsiębiorców (wt, pt) i konsumentów (pt) pozwolą ocenić, jakie są oczekiwania na przyszłość podmiotów gospodarczych. Poza tym głównym driverem dla Wall Street będzie postęp we wznawianiu działalności gospodarczej. W Europie monitorowane będą szacunki PKB za I kw. W danych z Eurolandu (pt) istotne będą rewizje, które mogą być znaczne z uwagi na trudności przy gromadzeniu danych przez urzędy statystyczne. PKB Wielkiej Brytanii (śr) w I kw. prawdopodobnie ucierpiało mniej niż strefa euro z uwagi na późniejszy rozwój pandemii i lockdown dopiero w dwóch ostatnich tygodniach marca, ale to też oznacza, że dużo gorzej będą wyglądać figury za II kw., co będzie ciążyć na GBP w średnim terminie.

W Polsce szybki szacunek PKB za I kw. (pt) prawdopodobnie pokaże najsłabszy wzrost od 2013 r. i jedyny dodatni wynik w tym roku. Spodziewamy się wzrostu o 2,2 proc., powyżej konsensusu 1,8 proc., licząc na nieco mniejsze szkody po stronie konsumpcji prywatnej. Tak czy inaczej odczyt nie będzie źródłem pozytywnego impulsu dla złotego. Pozostałe publikacje w tygodniu – saldo bieżące (czw), rewizja CPI (pt) – powinny przejść bez echa. EUR/PLN pozostaje konsolidacji 4,51-4,57, pozostawiony na uboczu i słabo skorelowany z wahaniami nastrojów na rynkach zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pandemia mocno zachwiała cenami owoców. Najbardziej widać to po jabłkach

Średnie ceny 10 najczęściej eksponowanych w gazetkach promocyjnych owoców wzrosły o przeszło 17 procent, porównując okres od 9 marca do 5 maja ub. i tego roku. Najmocniej zdrożały jabłka – o prawie 94 proc. Gruszki poszły w górę o blisko 31 procent, pomarańcze – o ponad 28 procent, a cytryny i arbuzy – o przeszło 20 proc. Wzrosty na poziomie kilkunastu proc. odnotowały też mandarynki i winogrona. Natomiast najmniej podrożały ananasy, bo o 5 proc. Nieznacznie potaniały tylko banany i grejpfruty – spadki między 1 a 2 proc.

Porównując średnie ceny rabatowe z czasu pandemii i analogicznego okresu ub. roku, widać, że najczęściej promowane owoce na wagę z tzw. TOP 10 poszły w górę o 17,3 proc. Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie warzywa zdrożały o 6,3 proc. Paulina Kopeć ze Stowarzyszenia „Unia Owocowa” uważa, że na te wyniki wpłynął zwiększony popyt na część art. kupowanych na zapas. Klienci nabywali tylko te produkty świeże, które mogli dłużej przechowywać. Zapotrzebowanie na jabłka w pierwszych tygodniach pandemii zostało podwojone przez polskie sieci.

– Owoce poszybowały w górę blisko 3-krotnie bardziej niż warzywa. Moim zdaniem, wpłynęła na to nie tylko panika klientów czy polityka cenowa branży. Wzrosty zostały też potwierdzone na rynku hurtowym. Pokazują one, że ceny w sklepach mogą zmienić się jeszcze bardziej na niekorzyść konsumentów. Zeszłoroczne uprawy były zdziesiątkowane przez czynniki pogodowe. W tym roku mieliśmy rekordowo suchy kwiecień. I dodatkowo zbiory mogą być utrudnione, m.in. z powodu ograniczeń w przemieszczaniu się pracowników ze Wschodu – mówi Karol Kamiński z serwisu DING.pl.

Najbardziej poszły w górę jabłka – aż o 93,7 proc. Kolejne w zestawieniu są gruszki – wzrost o 30,6 proc. O 28,4% proc. zdrożały pomarańcze, o 20,6 proc. – cytryny, a o 20,5 proc. – arbuzy. O kilkanaście proc. podskoczyły mandarynki i winogrona – odpowiednio o 16,7 i 15 proc. Ceny ananasów zwiększyły się tylko o 5 proc.

– Na jabłka jest największy popyt, bo są twardymi owocami. Można je dokładniej umyć i mniej obawiać się o zakażenie. W dobie pandemii ich sprzedaż napędza też patriotyzm zakupowy. Podobnie jest w przypadku gruszek. Kolejne owoce są importowane. Koszty zagranicznych produktów rosną przez ograniczenia w ruchu międzynarodowym. Dlatego klienci automatycznie sięgają po krajowe produkty – wyjaśnia Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

Zdaniem Pauliny Kopeć, wzrosty cen jabłek są spowodowane niedoszacowaniem ich od początku sezonu. Mniejsze zbiory i zwiększony popyt na rynku lokalnym sprawił, że surowiec automatycznie zdrożał, co oczywiście miało wpływ na promocje. – Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał od popytu na jabłka krajowe i eksportowe, które są teraz wyjątkowo drogie. Za dwa tygodnie możemy zaobserwować korektę cen na rynku hurtowym, ale to niekoniecznie przełoży się na rabaty w sklepach – informuje Paweł Soska z Grupy Producentów Owoców Polskie Sady.

– W analizowanym okresie spadły tylko ceny bananów i grejpfrutów – odpowiednio o 1,8 i 1,4 proc. – W czasie pandemii banany nie mogły być kupowane na zapas, bo szybko się psują. Natomiast grejpfruty nie są najpopularniejsze w Polsce ze względu na swój smak. Klienci wolą kupować inne cytrusy. Wyraźnie widać, że wybory konsumentów silnie wpływały na strategie promocyjne w tym trudnym czasie. Stąd też sieci podejmowały odpowiednie dla siebie decyzje – podsumowuje Bartłomiej Domański z Hiper-Com Poland.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl. Porównano średnie ceny promocyjne 10 najczęściej eksponowanych w gazetkach owoców na wagę (winogron, jabłek, pomarańczy, bananów, cytryn, gruszek, arbuzów, ananasów, grejpfrutów i mandarynek). Sprawdzono 1183 promocji w dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sieciach convenience i cash&carry. Analizowany materiał był wydawany na przestrzeni blisko 60 dni na przełomie marca i maja 2019 r. oraz w analogicznym okresie br.

Spadek PKB i recesja coraz bliżej

W 2020 roku w polskiej gospodarce będziemy mieli pierwszą od 30 lat recesję. Już teraz wiadomo, że sprawa ta jest przesądzona, a kryzys okaże się głęboki. To, jak dotkliwy okaże się spadek PKB, zależy głównie od tego, w jakim kierunku będzie rozwijała się epidemia koronawirusa. Jeżeli jako kraj poradzimy sobie z nią w najbliższych 2-3 miesiącach – wówczas może to być mniej o ok. 4pp. W przypadku, gdyby na jesieni pojawiła się druga fala zachorowań i konieczność ponownego zamykania poszczególnych sektorów gospodarki – wtedy PKB mogłoby spaść nawet aż o 7 punktów procentowych. Komisja Europejska w swojej prognozie zakłada, że spadek PKB w Polsce będzie najniższy spośród wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej.

– Warto zauważyć, że prognozowany dla Polski spadek PKB jest i tak niższy niż wyniki zapowiadane w innych krajach. Dla państw strefy euro spodziewana jest recesja nawet na poziomie minus 7-8pp. – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Ten optymistyczny scenariusz dla naszego kraju wynika ze stabilnej sytuacji makroekonomicznej Polski jeszcze przed kryzysem. Weszliśmy w niego ze stosunkowo niskim długiem publicznym, niskim zadłużeniem zagranicznym i w miarę zrównoważonym saldem wymiany międzynarodowej. W ostatnich 10 latach najważniejszym motorem wzrostu naszej gospodarki był popyt zewnętrzny. W tej chwili jednak bardzo dotyka go kryzys. Już teraz widać, że ten ważny element wzrostu gospodarczego Polski jest zaburzony. Jednocześnie prognozowane spadki w innych krajach unijnych nie napawają optymizmem. Do tego dochodzi jeszcze istotny cios wymierzony w popyt wewnętrzny. Konsumenci nie mogą realizować części swoich potrzeb zakupowych. Te dwa czynniki będą więc równo wpływać na obniżenie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce, o 7-8 pp. w porównaniu do tego, co prognozowano jeszcze w styczniu – analizuje Sawulski.

Nowy 7-osobowy SUV Toyota Highlander debiutuje w Europie

  • Europejska gama SUV-ów Toyoty zostanie wzbogacona o nowy hybrydowy model;
  • Highlander Hybrid ma przestronne 7-osobowe wnętrze i bagażnik o pojemności 658 l;
  • Wydajny napęd hybrydowy 4. generacji z inteligentnym napędem na 4 koła AWD-i;
  • Moc 244 KM* i emisja CO2 od 146 g/km (WLTP)*;
  • Nowy Highlander zapewnia najlepszą równowagę między dynamiką i niską emisją CO2.

Highlander, największy hybrydowy SUV Toyoty, od przyszłego roku po raz pierwszy będzie dostępny w Europie Zachodniej i Środkowej. Model oferowany wyłącznie z napędem hybrydowym jeszcze bardziej rozbuduje europejską gamę SUV-ów marki, dołączając do RAV4 z segmentu D-SUV, Toyoty C-HR z klasy C-SUV i reprezentującego segment B-SUV Yarisa Cross, który niedługo trafi do salonów.

Toyota Highlander 2021 (1)Po 23 latach doświadczenia w rozwijaniu technologii hybrydowej, 15 milionach sprzedanych hybryd, 9 hybrydowych modelach na europejskim rynku i 44 na świecie oraz po wprowadzeniu na rynek 4. generacji napędów hybrydowych, Toyota ma niekwestionowaną pozycję lidera rynku hybryd. Highlander Hybrid łączy najbardziej zaawansowane na świecie technologie hybrydowe Toyoty, ogromne doświadczenie marki w produkcji SUV-ów i aut terenowych ze słynną jakością i niezawodnością produkowanych przez nią samochodów.

Highlander w pełni wykorzystuje atuty platformy GA-K i architektury TNGA, które gwarantują komfort, łatwość prowadzenia i bezpieczeństwo oraz niskie zużycie paliwa i niewielką emisję spalin opracowanego w technologii TNGA napędu hybrydowego. Inteligentny napęd AWD-i zapewnia bardzo dobrą przyczepność i stabilność oraz zwiększa możliwości ciągnięcia przyczepy do 2 ton.

Projekt nadwozia i wnętrza

Toyota Highlander 2021 (3) Toyota Highlander 2021 (2)Highlander Hybrid to potężny SUV o długości 4950 mm i 20-calowych aluminiowych kołach, który łączy opływowe nadwozie o dynamicznej stylistyce SUV-a klasy premium z siłą i wytrwałością rasowego auta terenowego 4×4.

Wnętrze zostało zaprojektowane, by połączyć praktyczność i trwałość z przestronnością, komfortem i wysoką jakością wykończenia na poziomie 7-miejscowego SUV-a dla wymagających. Drugi rząd siedzeń można przesuwać do przodu i do tyłu w zakresie 180 mm, co zapewnia komfortową przestrzeń oraz łatwe wejście do auta wszystkim pasażerom, w tym także dwóm dorosłym osobom zajmującym trzeci rząd siedzeń.

Bagażnik o pojemności 658 l ma dodatkowy schowek pod podłogą, a jego pojemność można radykalnie zwiększyć, składając oparcia drugiego i trzeciego rzędu siedzeń. Po ich złożeniu powstaje przestrzeń bagażowa z płaską podłogą o pojemności 1909 l. Tylna klapa bagażnika otwiera się i zamyka automatycznie i może zostać uruchomiona ruchem stopy.

We wnętrzu zaprojektowano przemyślany układ pojemnych schowków, zaś wejścia USB zamontowano przy pierwszym i drugim rzędzie siedzeń. Kolorystyka wnętrza może być utrzymana w czarnej lub grafitowej tonacji.

Bogate wyposażenie w podwyższonym standardzie obejmuje 12,3-calowy ekran dotykowy na konsoli centralnej, służący do obsługi systemu multimedialnego i nawigacji satelitarnej, wyświetlacz HUD na przedniej szybie, Apple CarPlay i Android Auto, bezprzewodową ładowarkę telefonu, wentylowane fotele oraz wirtualne lusterko wsteczne o poszerzonym polu widzenia.

Napęd hybrydowy

Pełny napęd hybrydowy 4. generacji Toyoty Highlander to napędzający przednią oś układ 2,5-litrowego silnika benzynowego, pracującego w oszczędnym cyklu Atkinsona, oraz dwóch silników-generatorów. Współpracuje z nimi elektryczny silnik przy tylnej osi, tworząc inteligentny napęd AWD-i (All-Wheel Drive-intelligent). Mocna bateria niklowo-wodorkowa została umieszczona pod drugim rzędem siedzeń.

Całkowita moc napędu wynosi 244 KM*, zaś średnia emisja CO2 to tylko 146 g/km* (WLTP) lub 117 g/km* (Correlated NEDC). Średnie zużycie paliwa wynosi od 6,6 l/100 km* wg testu WLTP lub od 5,2 l/100 km* w cyklu Correlated NEDC. Highlander Hybrid zapewnia najkorzystniejszą korelację mocy do emisji CO2 w swoim segmencie.

Przełącznik trybów jazdy (Drive Mode Select) umożliwia kierowcy wybór pomiędzy trybami ECO, NORMAL, SPORT i TRAIL. Wszystkie cztery można aktywować także gdy samochód użytkowany jest w oddzielnie wybieranym trybie elektrycznym (EV).

Akustyczna przednia szyba oraz materiały wygłuszające w dachu, podłodze i desce rozdzielczej, a także nakładki na błotniki i wykładziny w bagażniku powodują, że kabina jest bardzo dobrze wyciszona. Dzięki temu można w pełni docenić płynną, cichą pracę napędu hybrydowego.

Nadwozie zbudowane na platformie GA-K w technologii TNGA jest lekkie i sztywne, a przy tym ma nisko położony środek ciężkości. Dzięki temu nowy SUV jest zwinny i pewnie się prowadzi, zarówno w mieście i na krętych drogach, jak i na autostradzie.

Systemy bezpieczeństwa

Nowy Highlander Hybrid jest wyposażony w ulepszony pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense drugiej generacji, którego zadaniem jest zapobieganie kolizjom lub ograniczanie ich skutków. Pakiet zawiera układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia z funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów oraz zapobiegania kolizjom na skrzyżowaniach (PCS), pełnozakresowy inteligentny tempomat adaptacyjny z funkcją uwzględniania znaków drogowych (IACC), system rozpoznawania znaków drogowych (RSA), asystenta utrzymania pasa ruchu (LTA) oraz automatyczne światła drogowe (AHB).

Sprzedaż Toyoty Highlander Hybrid na europejskich rynkach rozpocznie się na początku 2021 roku.

* Wstępne wyniki, przed ostateczną homologacją.

Karambol w motoryzacji. Co 17. firma handlowa i co 15. produkcyjna była już zadłużona przed pandemią

Sytuacja finansowa w motoryzacji nie napawa optymizmem. W kryzys z niespłaconymi długami weszła co 17. firma handlująca pojazdami i co 15. firma produkcyjna. Na koniec marca zaległości tego sektora przekroczyły 1,2 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK. Sprzedaż aut drastycznie spada, podobnie jak rejestracja pojazdów. Wyhamowała też produkcja. Do tego mówi się o podwyżkach cen samochodów. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode, aż dwie trzecie firm handlowych w tej branży jest w słabej i złej kondycji. Najbliższa przyszłość pokaże czy branża utrzyma się na powierzchni.

Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych działów polskiej gospodarki. Jak wynika z obliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego, odpowiada za 3,4 proc. PKB w Polsce oraz zapewnia miejsca pracy 0,5 mln osób. Branża ta jest silnie uzależniona od zagranicznego popytu na samochody oraz części i akcesoria motoryzacyjne.

Według PIE łącznie z tytułu spadku popytu krajowego i zagranicznego powstałoby mniej wartości dodanej o 18,1 mld zł, a pracę straciłoby 167 tys. osób. Oznaczałoby to 1,3 proc. mniej wartości PKB w całej polskiej gospodarce i 1,1 proc. mniej ogółu zatrudnionych. Szacunki te uwzględniają nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale również działy z nim współpracujące – takie jak np. produkcję metali, tworzyw sztucznych, sprzedaż i naprawę samochodów. Od początku tego roku do końca marca zarejestrowano w Polsce 107 641 samochodów osobowych, o 23 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (-32 163 szt.). Z badania 4P Research Mix wynika, że z powodu pandemii i wynikających z niej konsekwencji finansowych z zakupu samochodu zrezygnowało 4 proc. badanych. Tymczasem zaległości branży motoryzacyjnej rosną. Przez rok zwiększyły się o 107 mln zł (ponad 9 proc.) – podaje Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK.

Sytuacja finansowa sprzed pandemii nie napawa optymizmem

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wynika, że na koniec marca zaległości miało 6 proc. podmiotów zajmujących się handlem hurtowym i detalicznym pojazdami samochodowymi oraz naprawą pojazdów. Wśród firm produkcyjnych niesolidnych dłużników było 6,7 proc. Oznacza to, że płatności opóźnione o co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł wobec partnerów biznesowych i banków wykazywała co 17. firma handlowa i co 15. produkcyjna. Zaległe zobowiązania wobec banków i kontrahentów na koniec marca miało 13 554 firm z tych sektorów ( w zestawieniu brane są pod uwagę firmy aktywne, zawieszone i zamknięte), a ich zaległości przekroczyły 1,2 mld zł i przypadają głównie na firmy zajmujące się sprzedażą. Najwyższy odsetek firm z zaległościami odnotowali jednak producenci ciężarówek – 18,9 proc. i samochodów osobowych – 13,5 proc. W handlu najwięcej ryzykownych firm ma sprzedaż hurtowa i detaliczna pozostałych pojazdów samochodowych z wyłączeniem motocykli, oraz sprzedaż hurtowa i detaliczna samochodów osobowych i furgonetek, odpowiednio 11,2 proc. i 9,9 proc. O ile jednak przez rok o 4 proc. wzrosła liczba firm handlowych z problemami ze spłatą kredytów, bieżących rachunków oraz względem kontrahentów, to wśród producentów ubyło złych płatników o 7 proc. Za sprawą handlu pojazdami łączny dług branży powiększył się o 101,9 mln zł. Średnia zaległość przypadająca na firmę zajmującą się sprzedażą pojazdów wynosi obecnie prawie 83 tys. zł. Jednak gdy mowa o producentach jest to już 577 tys. zł.

branża motoryzacyjna
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK
branża motoryzacyjna 2
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

– Branża motoryzacyjna jest szczególnie podatna na zmiany koniunktury gospodarczej, bo w okresie kryzysu popyt na samochody gwałtownie maleje. Do tego dochodzą ograniczenia w przemieszczaniu się mieszkańców i obawy o pogorszenie się ich sytuacji finansowej w najbliższym czasie, a także utrudnienia w rejestrowaniu nowych pojazdów. Z kolei zamykanie fabryk samochodów w krajach UE doprowadziło do spadku produkcji pojazdów oraz coraz większych problemów poddostawców części i akcesoriów motoryzacyjnych, zarówno na potrzeby krajowych zakładów, jak i producentów za granicą – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. –Sytuacji nie sprzyjają zaległości. Na jedną firmę handlową przypada już średnio 83 tys. zł, a produkcyjną niemal 577 tys. zł. Nasze analizy szeroko pojętej branży motoryzacyjnej pokazują jednak obraz jeszcze sprzed pandemii, bo statystyki dotyczące zaległości uwzględniają co najmniej 30 dniowe opóźnienia w rozliczeniach między firmami, stąd kłopoty wywołane koronawirusem dopiero będą widoczne w najbliższych miesiącach – wyjaśnia.

Dwie trzecie firm z branży motoryzacyjnej jest w raczej słabej i złej kondycji

Jeszcze przed pandemią kondycja finansowa firm handlowych związanych z rynkiem motoryzacyjnym była  słaba. Dotyczy to wszystkich składowych branży: sprzedaży aut, części zamiennych, naprawy i konserwacji, sprzedaży hurtowej i detalicznej. Dzisiaj zaledwie 3 proc. ze zbadanych przez Bisnode firm z branży motoryzacyjnej jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, 31 proc. w dobrej. 6 proc. w bardzo złej i aż 60 proc. w słabej. To właśnie te ostatnie będą w najbliższej przyszłości decydować o tym, czy branża utrzyma się na powierzchni.

branża motoryzacyjna 3
Źródło: Bisnode Polska

Niepewne prognozy przewidują wzrost cen i liczą na szybki rozruch gospodarki

W opinii firmy zajmującej się wynajmem samochodów Carsmile, prawdopodobieństwo spadku cen nowych aut wynosi 5 proc., natomiast prawdopodobieństwo podwyżki, która ma pokryć rosnące koszty produkcji, a także koszty przestojów w fabrykach z powodu pandemii, to 60 proc. W marcu średnia cena nowego samochodu osobowego sprzedanego w Polsce wyniosła 124,7 tys. zł. W skali roku nowe samochody zdrożały średnio o 11,3 proc., a w stosunku do grudnia 2019 r. – o 3,8 proc. Gdyby w kolejnych miesiącach tego roku ceny rosły w takim samym tempie, jak w pierwszym kwartale, w całym 2020 r. mowa byłaby o podwyżkach średnio o 15,4 proc. Hamująca sprzedaż nowych samochodów, będąca skutkiem epidemii koronawirusa, teoretycznie powinna powstrzymać producentów od podnoszenia cen, a nawet spowodować, że ceny zaczną maleć, aby zachęcić klientów do zakupu. Jednak według analityków Carsmile, producenci podniosą ceny, aby pokryć rosnące koszty produkcji aut, a także koszty przestojów w fabrykach do jakich doszło z powodu koronawirusa. Pomimo spadku sprzedaży będą więc dążyli do tego, aby w miarę możliwości obronić swoje marże.

Wyniki Grupy Banku Millennium po 1 kwartale 2020 r.

W 1 kwartale 2020 roku skonsolidowany zysk netto Grupy Banku Millennium wyniósł 18,1 mln zł (-89% r/r). Z pominięciem pozycji nadzwyczajnych wyniósłby 190 mln zł i utrzymał się na ubiegłorocznym poziomie. Liczba aktywnych klientów detalicznych przekroczyła 2,6 mln (+708 tys. r/r). Bank odnotował rekordową sprzedaż kredytów hipotecznych (1,34 mld zł; +57% r/r) i wzrost wartości portfela kredytów korporacyjnych (19,6 mld zł; +6% r/r). Od połowy marca bezprecedensowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19 w poważny sposób zakłócił funkcjonowanie gospodarki i życia społecznego. Bank natychmiast uruchomił działania pomocowe skierowane do swoich klientów.

W dobie pandemii COVID-19 najważniejsze stało się bezpieczeństwo pracowników i klientów oraz płynność obsługi. Większość pracowników Millennium pracuje zdalnie, przy zachowaniu reguł bezpieczeństwa otwarte są oddziały, normalnie funkcjonuje bankowość internetowa i mobilna. Pomimo negatywnego tła ekonomicznego płynność i pozycja kapitałowa Grupy pozostają silne. Jako jeden z pierwszych banków wdrożyliśmy czasowe odroczenie spłat rat pożyczek gotówkowych, kredytów hipotecznych i kredytów dla firm. W ramach programu Tarcza Finansowa PFR udostępniliśmy wnioski o wsparcie finansowe bezpośrednio w systemie Millenet – mówi Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium. – 92% ankietowanych w kwietniu klientów było zadowolonych z działalności Banku. Większość z nich nie doświadczyła żadnych problemów i doceniła możliwość bankowości internetowej i aplikacji mobilnej*.

– Fundacja Banku Millennium wsparła finansowo Instytut Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, który opracował pierwszy polski test na obecność COVID-19 i prowadzi prace badawczo-rozwojowe nad testami nowej generacji.  Wierzę, że pomoc w zwiększeniu skali i przyspieszeniu procesu testowania Polaków jest warunkiem niezbędnym powrotu do prawdziwej normalności w życiu społecznym i gospodarczym – dodał prezes.

Główne dane finansowe i biznesowe

Zysk pod wpływem kosztów integracji i rezerw nadzwyczajnych

  • W 1 kw. 2020 r. odnotowano zysk netto w wysokości 18,1 mln zł lub po korekcie o pozycje nadzwyczajne/zdarzenia jednorazowe (*) 190 mln zł, tj. na poziomie podobnym jak w poprzednim roku
  • 30 mln zł (24 mln zł po podatku) kosztów integracji związanych z Euro Bankiem, synergii 24 mln zł
  • 55 mln zł wzrostu rezerw na ryzyko prawne walutowych kredytów hipotecznych
  • 60 mln zł (49 mln zł po podatku) wyprzedzająca rezerwa związana z Covid-19
  • Znormalizowany* ROE w wys. 8,4%, a koszty/dochody na poz. 48,3%

(*) bez zdarzeń jednorazowych: w I kw. 2020 r.: 1) koszty integracji (30.1 mln zł), 2) 55,3 mln zł rezerw na ryzyko prawne walutowych kredytów hipotecznych, 3) wyprzedzająca rezerwa na Covid-19 w wys. 60 mln zł, 4) liniowa dystrybucja składki na fundusz przymusowej restrukturyzacji BFG w wys. 58,2 mln zł; w I kw. 2019 r.: 1) koszty integracji (2 mln zł), 2) 26,9 mln zł uwolnienie rezerwy na podatek od aktywów, 3) liniowa dystrybucja składki na fundusz przymusowej restrukturyzacji BFG w wys. 73,3 mln zł;

Wyższe dochody i koszty po połączeniu

  • Przychody operacyjne wzrosły o 24% r/r
  • Wynik z pozycji odsetek wzrósł o 38% r/r
  • Wynik z tytułu prowizji wzrósł o 19% r/r
  • Koszty operacyjne wzrosły o 28% r/r bez kosztów integracji (raportowany wzrost o 35% r/r) i spadły o 5% kw./kw. po korekcie o koszty integracji i BFG

Utrzymana wysoka jakość aktywów i płynność

  • Wskaźnik kredytów z utratą wartości na poziomie 4,75%
  • Koszt ryzyka** na poziomie 108 b. (75 p.b. po wyłączeniu rezerwy na Covid-19)
  • Wskaźnik kredyty/depozyty na niskim poziomie 86%

(**) od kredytów brutto

Solidna pozycja kapitałowa i niższe bufory regulacyjne

  • Łączny wskaźnik kapitałowy (TCR) Grupy na poziomie 19,5% oraz wskaźnik CET1 na poziomie16,5% uwzględniając zysk za drugą poł. 2019 r. i znacznie powyżej poziomów wymaganych przez regulatora (odpowiednio 15,4% i 12,2%)
  • KNF zredukował bufor powiązany z kredytami hipotecznymi w walutach obcych do 4,9% w listopadzie 2019 r.
  • Obniżenie bufora na ryzyko systemowe do 0% z 3% w marcu 2020 r.

Bankowość detaliczna

  • 2,6 mln aktywnych klientów (34% r/r); 708 tys. nowych klientów po 1 roku, z uwzględnieniem 494 tys. klientów przejętych wraz Euro Bankiem
  • Roczny wzrost depozytów o 32%
  • Roczny wzrost kredytów o 47% (72% r/r bez walutowych kredytów hipotecznych)
  • Wysoka, 1,3 mld zł, produkcja nowych kredytów hipotecznych oraz pożyczek gotówkowych przekładająca się na wzrost r/r/ portfeli kredytowych o odpowiednio +57% i +31%
  • Przyśpieszenie tempa wzrostu rachunków dla mikroprzedsiębiorstw, wzrost netto aktywnych rachunków o 20 000 r/r (24% nowych rachunków zostało otwartych przez Internet)
  • 96 000 klientów mikrobiznesowych

Bankowość przedsiębiorstw

  • Wolumeny na rachunkach bieżących wzrosły o +39% r/r
  • Wzrost kredytów dla przedsiębiorstw: +7% r/r
  • 6% roczny wzrost wolumenów w faktoringu
  • Rosnąca liczba i wolumen transakcji na wszystkich głównych produktach dla przedsiębiorstw

Działania pomocowe w związku z pandemią koronawirusa COVID-19 (marzec/kwiecień 2020)

Od momentu pojawienia się zagrożenia Bank Millennium włożył ogromny wysiłek technologiczny i organizacyjny w kompleksowe wsparcie klientów. Ci, zachęcani do zdalnego bankowania, w dużo większym stopniu niż w poporzednich miesiącach korzystali z bankowości elektronicznej i mobilnej. Liczba logowań do bankowości mobilnej klientów detalicznych wzrosła w marcu do rekordowych 36 mln (33 mln w lutym), a do systemu Millennet do 12 mln (10 mln w lutym).

 

Udogodnienia dla klientów indywidualnych:

  • Czasowe odroczenie spłaty kredytu dla klientów pożyczek gotówkowych i kredytów hipotecznych znajdujących się w trudnej sytuacji (zawieszana jest cała rata kapitałowo-odsetkowa, a okres kredytowania wydłuża się o czas zawieszenia). Na dzień 4 maja, zatwierdzono 41 900 wniosków o wakacje kredytowe, dotyczące funkcjonujących pożyczek gotówkowych, 16 000 wniosków dla kredytów hipotecznych o wartości kredytów odpowiednio 1 191 mln zł i 4 486 mln zł. Liczba wniosków stopniowo spada od czasu wprowadzenia oferty.
  • Płatności zbliżeniowe do 100 zł bez PIN – Bank zwiększył maksymalną kwotę płatności zbliżeniowych bez podawania PIN-u. Posiadaczom kart Visa udostępnił płatności Garmin Pay, w których limit nie obowiązuje.
  • Otwarcie konta za pomocą selfie – możliwość zdalnego otwierania konta osobistego z wykorzystaniem potwierdzenia tożsamości na podstawie zdjęć dowodu osobistego i selfie.

 

Dla przedsiębiorców:

  • Czasowe odroczenie spłaty rat kredytu dla mikroprzedsiębiorstw i firm które doświadczyły przejściowych problemów spowodowanych pandemią. Program obejmuje również faktoring i leasing. Liczba wakacji kredytowych dla klientów korporacyjnych wynosiła około 800 (MŚP: 700) na koniec kwietnia, z łączną wartością kredytów z odroczoną spłatą na poziomie poniżej 500 mln zł.
  • Gwarancje de minimis na bardzo atrakcyjnych warunkach w ramach pakietu pomocowego dla małych i średnich firm we współpracy z BGK (do 80% kwoty kredytu przy odnowieniu lub podwyższeniu kwoty kredytu, wydłużenie okresu gwarancji do 39 miesięcy dla kredytu obrotowego).
  • Pomoc w utrzymaniu płynności dla średnich i dużych firm – po podpisaniu kolejnej umowy z BGK mogą one skorzystać ze wsparcia w postaci gwarancji płynnościowych zabezpieczających transakcje kredytowe z Funduszu Gwarancji Płynnościowych.
  • Udział w programie Tarcza Finansowa PFR dla mikro, małych i średnich firm, które ucierpiały wskutek pandemii. Bank udostępnił możliwość wnioskowania o subwencję bezpośrednio w bankowości internetowej Millenet. Całość procesu, w tym otrzymanie decyzji i podpisanie umowy z Polskim Funduszem Rozwoju, odbywa się online w serwisie Millenet.
  • Możliwość w pełni elektroniczngo podpisywania umów dla firm. Cyfrowy obieg dokumentów oparty jest o podpis kwalifikowany z kwalifikowanym znacznikiem czasu. Dotyczy umów kredytowych i ich zabezpieczeń, bankowości transakcyjnej, faktoringu, finansowania handlu i produktów skarbowych.

 

Dla nas wszystkich:

  • Finansowe wsparcie walki z pandemią – Fundacja Banku Millennium przekazała 500 tys. zł Instytutowi Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, który opracował pierwszy polski test na obecność COVID-19 i prowadzi dalsze prace badawczo-rozwojowe nad testami nowej generacji.
  • Wsparcie pracowników i ich rodzin – Bank utworzył Specjalny Fundusz Wsparcia dla Pracowników na wypadek zarażenia koronawirusem w kwocie 1 mln zł ze środków banku.
  • Mecenat kultury w ramach akcji #zostanwdomu – Bank bezpłatnie udostępnia online filmy festiwalowe Millennium Docs Against Gravity oraz wersje online spektakli teatralnych emitowanych przed laty przez TVP w ramach Pereł Millennium.
  • Fundacja Banku Millennium przygotowała internetową wersję programu edukacyjnego Finansowy Elementarz dla dzieci w wieku przedszkolnym.

*Opinie klientów cytowane przez CEO pochodzą z wywiadu telefonicznego przeprowadzonego wśród ca. 1 000 klientów detalicznych Banku Millennium w dniach 3.04 – 4.05.2020. Próba odzwierciedla strukturę bazy klientów pod względem płci i wieku.

Okienka dla seniorów już nie ma, ale przyzwyczajenia pozostały

Tegoroczne zakupy na majówkę potwierdzają obserwowany od dwóch miesięcy trend „duże zakupy w małych sklepach” – kupujemy tam rzadziej, ale więcej. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że liczba wizyt w małych sklepach utrzymuje się na obniżonym poziomie względem okresu sprzed kryzysu epidemicznego, podczas gdy średni koszyk stabilizuje się na poziomie podwyższonym o 30%. Równocześnie, wzrosty w poszczególnych kategoriach wskazują na coraz większe urozmaicenie tegoż koszyka. Dane wskazują też, że zmiana rytmu pracy w tradycyjnych sąsiedzkich sklepach związana z okienkiem dla seniorów również wpłynęła na przyzwyczajenia konsumentów, którzy po niedawnym zniesieniu ograniczeń nie powrócili jeszcze do poprzednich trendów.

Pandemia koronawirusa zmieniła obyczaje zakupowe konsumentów. Jednym z efektów są rzadsze odwiedziny w małych lokalnych sklepach, ale powiązane z dużo większymi zakupami niż poprzednio, zarówno jeśli chodzi o sumę wydatków jak i o średnią wartość każdorazowego zakupu. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że po intensywnych zakupach wielkanocnych, obroty w handlu tradycyjnym spadły, by ponownie wzrosnąć przed majówką do poziomu o 19% wyższego niż przed kryzysem. Druga połowa kwietnia przyniosła też pewną stabilizację średniego koszyka, który nadal jednak był aż o 30% większy niż przed rozpoczęciem kryzysu i o 26% większy niż rok temu. Liczba paragonów, świadcząca o częstotliwości wizyt w małych sklepach, odbiła nieznacznie w górę w ciągu minionych dwóch tygodni zapewne w skutek zarówno przygotowań do majówki, jaki i częściowego poluzowania niektórych obostrzeń zakupowych, niemniej nadal była o 9% niższa niż przed kryzysem i o 16% niższa niż rok temu. Czy tendencja ta utrzyma się dłużej? Na pewno pierwsza połowa maja będzie kluczowa w tej kwestii.Comp_Mat. prasowy (1)

Od dwóch miesięcy obserwujemy w małych lokalnych sklepach umacniający się trend – kupujemy rzadziej, ale więcej. Zakupy na majówkę, podobnie jak przedświąteczne, kiedy można było spodziewać się powrotu do sklepów wielkopowierzchniowych, nie zmieniły tego trendu, a wręcz go umocniły. Potwierdza to, że w dobie koronawirusa tradycyjne lokalne sklepy stały się głównym źródłem zaopatrzenia dla wielu z nas. Są postrzegane jako wygodne i przede wszystkim bezpieczne – mówi Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A.

Co kupowaliśmy? Majówkowy koszyk w tym roku okazał się bardziej „domowy”

Przede wszystkim, jak przystało na sezon, wzrosła sprzedaż lodów, o 487% względem średniej sprzed wprowadzenia ograniczeń związanych z epidemią. Równoczesny wzrost koszyka zaledwie o 8% sugeruje intensywny wzrost penetracji konsumpcji związanej z rozpoczęciem sezonowych kampanii dystrybucji tych produktów. Jednakże w ujęciu rocznym majówka 2020 nie była dla lodów tak łaskawa jak zeszłoroczna (obroty -17% rdr) pomimo tego, że pogoda rok temu mniej sprzyjała konsumpcji mrożonych przysmaków. Wpływa na to zapewne fakt, że konsumujemy ich więcej w dni wolne od pracy, a tegoroczna majówka była po prostu krótsza. Wydaje się potwierdzać to podobny spadek sprzedaży innych produktów impulsowych, takich jak słone przekąski (-21% rdr), cukierki (-11% rdr) i napoje bezalkoholowe (-9% rdr).

Jak co roku, z okazji majówki wzrosła też sezonowa sprzedaż piwa (39% obrotu względem średniej sprzed kryzysu, ale tylko +2% rdr), przy czym wzrost średniej wartości koszyka o 29% potwierdza, że tę popularną kategorię również kupujemy rzadziej, ale w większych ilościach. Podobny trend wykazały musztardy i ketchupy, popularnie utożsamiane z majówką.

Tegoroczną majówkę najwyraźniej też wielu konsumentów spędziło gotując w domu, o czym świadczy istotny wzrost w porównaniu z analogicznych okresem poprzedniego roku zaobserwowany na mące, dodatkach do wypieków i cukrze (odpowiednio o 43%, 29% i 27%),

dżemach i powidłach o 35%, wędlinach o 32%, konserwach rybnych, mięsnych i warzywno-owocowych (odpowiednio o 28%, 21% i 20%), mrożonkach o 27%, serach homogenizowanych, żółtych, białych i pleśniowych (odpowiednio o 38%, 26%, 23% i 19%), a także przyprawach oraz koncentratach i przecierach (o 18% i 16%).

Warto zwrócić też uwagę, że nastąpił spadek obrotów artykułów medycznych i higienicznych (odpowiednio -23% i -12% w porównaniu do lutego), co może oznaczać, że konsumenci nie czują się już zagrożeni pandemią tak bardzo jak we wcześniejszych tygodniach.

Okienko dla seniorów już nie obowiązuje, ale… przyzwyczajenie pozostało

Średnie obroty podczas okienka dla seniorów (między godziną 10 a 12), które przestało obowiązywać od tego tygodnia, wykazywały w minionych tygodniach poziom niższy aż o 34% od analogicznych okresów sprzed wprowadzenia tego ograniczenia. Obserwacja minionych dwóch sobót (przypomnijmy, że od 20 kwietnia godziny dla seniorów przestały obowiązywać w weekendy) pokazuje, że obroty odbiły się już w górę, ale zaledwie o 10% względem sobót, gdy ograniczenie to obowiązywało. Sugeruje to, że konsumenci częściowo przyzwyczaili się do nowego rytmu zakupów i, pomimo że godziny dla seniorów już nie obowiązywały, nadal miały wpływ na weekendowe obroty w godzinach 10-12. Na pytanie, czy po całkowitym zniesieniu okienka również w dni robocze tradycyjny trend godzinowy powróci, czy też pozostawi ono bardziej długotrwałe ślady w naszych obyczajach zakupowych, będzie można odpowiedzieć dopiero w najbliższych dniach.

Kolejne znoszenie ograniczeń i odbudowująca się stopniowo częstotliwość wizyt powodują, że tym bardziej należy zadbać o bezpieczeństwo klientów i personelu w sklepach. W ramach wsparcia dla sklepów tradycyjnych działających na M/platform w tym tygodniu rozpoczęliśmy we współpracy z Grupą Żywiec dystrybucję 10 tysięcy przyłbic ochronnych w prezencie dla personelu tych placówek, a od dwóch tygodni testujemy z pilotową grupą 250 lokalnych sklepów bezpłatną aplikację mobilną e-Mka Twoje Zakupy, która umożliwia im pracę w modelach „zamów i odbierz” oraz „zamów do domu”. W połowie maja natomiast uruchamiany kolejny duży program promocyjny we współpracy z grupą dziesięciu wiodących producentów spożywczych, aby w sąsiedzkich sklepach nie zabrakło dobrych produktów po dobrych cenach. To jest nasz wkład w walkę z koronawirusem – podsumowuje Tomasz Jasinkiewicz.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród sklepów, które przystąpiły do programu Promo+. Analizę opracował dział analityki Comp Centrum Innowacji, dostawcy systemu M/platform, na zlecenie Comp Platforma Usług S.A., operatora usługi Promo+.

Nastroje polskich pracowników i pracodawców w czasie epidemii

Pracodawcy przyznają, że COVID-19 jest zagrożeniem dla zdecydowanej większości prowadzonych przez nich biznesów, jednak 18% widzi w nim szansę na rozwój swojej firmy. Epidemia rozwiała obawy o efektywność pracy zdalnej, a kryzys wpłynął pozytywnie na motywację pracowników. Ale i w tej grupie nie brakuje niepokojów. Czego dokładnie dotyczą – o tym m.in. mówią wyniki badania agencji Insight Lab z Grupy Komunikacja+.

Ekonomiści przewidują, iż recesja gospodarcza może dorównać tej z 1990 roku i być największą w ciągu ostatnich 30 lat. Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Konfederacja Lewiatan szacują straty gospodarcze sięgające 79,3 mld zł (okres 16.03 – 20.04.2020). Duża dynamika zmian i brak jednoznacznych analiz związanych z rozwojem wirusa powodują niepewność zarówno wśród przedsiębiorców, jak i pracowników.

Czas epidemii i trwającego w związku z nią lockdownu jest szczególnie trudny dla przedsiębiorców – mówi Ewa Eron-Gorzała, Operations Director w Insight Lab. – Ponad połowa badanych, którzy prowadzą głównie działalność biurową, musiała ograniczyć dotychczasowe działania, a 1/5 z nich wstrzymać działalność do odwołania. Pracodawcy są zgodni co do tego, że COVID-19 jest zagrożeniem dla większości prowadzonych przez nich biznesów. Firmy poddają się kolejnym restrykcjom, pracują zdalnie, jednak nie pozostaje to bez wyraźnego negatywnego wpływu na ich obawy związane zarówno z sytuacją gospodarczą, osobistą jak i emocjonalną– dodaje.

Pracownicy najbardziej obawiają się o zdrowie swoje i rodziny (75%), w dalszej kolejności o kondycję firm, w których pracują (68%) oraz ryzyka redukcji pensji (53%). Na tym etapie pandemii to pracodawcy są grupą, która bardziej odczuwa utratę stabilności firm. Wstrzymują procesy rekrutacyjne (71%) i ograniczają  wydatki.

Badanie Insight Lab przynosi też kilka pozytywnych danych. U większości pracowników wzrósł poziom motywacji do pracy. – Zwiększyło się zaangażowanie liderów. Monitorują sytuację COVID-19 i dbają o przekazywanie pracownikom bieżących informacji. Dbają o komfort pracy na home office, udostępniając pracownikom niezbędne narzędzia do pracy zdalnej, zapewniając wysoki poziom managementu i planowania zadań oraz bieżącej komunikacji w firmie – wylicza Ewa Eron-Gorzała.

Najwyraźniej sprawdza się też system pracy zdalnej – większość respondentów uważa, że wykonując zadania z domów są tak samo lub nawet bardziej efektywni niż wcześniej, kiedy pracowali w biurach. Są też przedsiębiorcy (18% badanych), którzy w tej niełatwej dla większości sytuacji  widzą szansę na rozwój swoich firm.

Każdy dzień obostrzeń wywołanych przez pandemię pustoszy budżety samorządów. Konieczne mogą okazać się cięcia inwestycji

Każdy dzień restrykcji przynosi straty na biletach komunikacji miejskiej, płatnym parkowaniu, opłatach za żłobki czy z powodu zamknięcia obiektów sportowo-kulturalnych. Samorządy muszą się też liczyć ze spadkiem dochodów z tytułu PIT, CIT i podatków lokalnych. Ubytki w dochodach sprawiają, że już zaczęły szukać oszczędności i ciąć wydatki, żeby uzupełnić dziurę dochodową. Warszawa na razie nie planuje ciąć inwestycji – ale część miast może być do tego zmuszona.

– Na tym etapie nie ma żadnych decyzji co do ewentualnych ograniczeń w inwestycjach miejskich. Przetargi, które były procedowane wcześniej, są realizowane. To pobudza gospodarkę i dzięki temu tworzymy miejsca pracy, co w czasie kryzysu jest jednak bardzo ważne. Z drugiej strony oszczędności i ograniczenia rozpoczynaliśmy sami od siebie, tzn. od Biura Marketingu, od promocji, wszelkiego rodzaju imprez stricte komercyjnych czy zakupu gadżetów. Odwołaliśmy wiele imprez plenerowych, które siłą rzeczy w tym momencie i tak nie mogą się odbyć. W tych obszarach wprowadziliśmy jak największe ograniczenia – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Gałecka, rzeczniczka m.st. Warszawy.

Jak podkreśla, trudno jeszcze ocenić, jakie dokładnie przełożenie będzie mieć pandemia koronawirusa na budżet Warszawy, ale z pewnością niższe będą dochody miasta z tytułu podatków PIT, CIT oraz z biletów komunikacji miejskiej.

– Gdy porównamy marzec 2020 roku do analogicznego miesiąca rok wcześniej, wpływy z biletów komunikacji miejskiej były dużo niższe. Ale z drugiej strony od 17 kwietnia zauważamy już tendencję wzrostową, coraz więcej osób je kupuje – mówi Karolina Gałecka.

Co istotne, sytuacja samorządów miast była zła jeszcze przed wybuchem pandemii SARS-CoV-2. Wiele z nich nie uporało się jeszcze ze skutkami tzw. piątki Kaczyńskiego i wprowadzonych przez rząd zmian w podatku PIT. Obniżka stawki z 18 do 17 proc. oraz zerowy PIT dla młodych ograniczyły ich dochody. Na to dodatkowo nałożyły się problemy związane m.in. z niedoszacowaniem subwencji oświatowej, wzrostem płacy minimalnej czy cen energii.

Każdy dodatkowy dzień obostrzeń wywołanych przez pandemię pustoszy budżety samorządów, które tracą nie tylko na biletach komunikacji miejskiej, ale i płatnym parkowaniu, opłatach za żłobek i zamknięciu obiektów sportowych czy kulturalnych (utracone przychody np. za bilety na basen czy odwołane imprezy). Muszą liczyć się też ze spadkiem dochodów z tytułu PIT, CIT, podatków lokalnych i użytkowania wieczystego, a z drugiej strony ze zwiększonymi wydatkami, chociażby na zakupy środków ochrony osobistej dla urzędników czy pracowników służb zaangażowanych w walkę z koronawirusem.

– Podobnie jak inne samorządy w Polsce, zwracaliśmy się już z prośbą o pomoc do administracji rządowej. Apelowaliśmy przede wszystkim o wzrost subwencji ogólnej – jako rekompensata tego spadku dochodów, które ponoszą samorządy w związku z SARS-CoV-2 – ale także o zawieszenie janosikowego do końca 2023 roku. Warszawa ponosi największe koszty i wpłaca największe sumy właśnie w związku z janosikowym. Wystosowaliśmy też apel do administracji rządowej o udzielenie takiego wsparcia, rekompensaty z budżetu miasta za gospodarowanie odpadami komunalnymi. To również mogłaby być realna pomoc dla samorządu warszawskiego – mówi rzeczniczka m.st. Warszawy.

Stan finansów samorządowych dodatkowo pogorszy jeszcze recesja, której ekonomiści spodziewają się w następstwie pandemii koronawirusa. O wsparcie i pakiet specjalnych rozwiązań przeznaczonych dla JTS-ów do rządu zaapelował już także Związek Miast Polskich. Jednak ubytki w dochodach powodują, że te na własną rękę zaczęły już szukać oszczędności i ciąć wydatki, żeby uzupełnić dziurę dochodową.

– Każdy zdaje sobie sprawę, że skutkiem koronawirusa będzie kryzys gospodarczy. My w Warszawie mamy finanse w dobrym stanie, ale tam, gdzie możemy wprowadzać pewne ograniczenia, już to robimy, żeby poczynić oszczędności. To m.in. 8 mln zł, które zostały już zaoszczędzone w tegorocznym budżecie Biura Marketingu i Centrum Komunikacji Społecznej – mówi Karolina Gałecka.

Jak podkreśla, stolica nie ma na razie w planach cięcia inwestycji. Wręcz przeciwnie – miasto zamierza dalej inwestować w nowoczesne rozwiązania i technologie, które pozwolą wprowadzić oszczędności w dłuższej perspektywie. Przykładem jest m.in. wymiana oświetlenia na LED-owe.

– Nie idziemy wzorem Krakowa, nie wyłączamy oświetlenia w porze nocnej w ramach oszczędności, bo na bezpieczeństwie mieszkańców Warszawa absolutnie oszczędzać nie może. Pamiętajmy, że ludzie pracują również w nocy, pracują na zmianę czy wracają w porze nocnej do domu. Dlatego absolutnie takich kroków nie wykonamy. Idziemy w zupełnie innym kierunku – do końca 2022 roku planujemy wymienić całe oświetlenie w Warszawie na LED-owe, energooszczędne. Tym samym zaoszczędzimy bardzo dużo pieniędzy właśnie dzięki wprowadzeniu nowoczesnych technologii. I to jest rozwiązanie dla Warszawy optymalne: nie oszczędzanie na bezpieczeństwie, ale inwestowanie w nowoczesne technologie, które pozwolą zaoszczędzać pieniądze na trudne czasy – mówi rzeczniczka m.st. Warszawy..

Stolica nie może zaoszczędzić też na wydatkach na komunikację miejską. Rządowe obostrzenia dotyczące przemieszczania się publicznym transportem wręcz wymusiły wzrost wydatków w tym obszarze.

– Wciąż obowiązuje rozporządzenie Ministra Zdrowia, które wprowadza konkretne obostrzenia w komunikacji miejskiej i dotyczy m.in. liczby pasażerów przypadających na dany skład komunikacji i taboru. Jeżeli mamy skład przewidziany na 30 miejsc siedzących, to zajęta może być tylko połowa. Jesteśmy zobligowani, żeby wszystkie te wytyczne wdrożyć, ale to niesie za sobą konsekwencje, jak konieczność uruchomienia jak największego taboru, aby spełnić te obostrzenia. Dlatego nie oszczędzamy na komunikacji miejskiej. Zresztą zauważamy większe natężenie ruchu, coraz więcej osób kupuje bilety miejskie – mówi Karolina Gałecka.

Rzeczniczka podkreśla, że miasto stara się też wspomóc przedsiębiorców poszkodowanych przez pandemię koronawirusa. Mogą oni liczyć m.in. na obniżki czynszów sięgające nawet do 90 proc. Taka ulga przysługuje warszawskim przedsiębiorcom po złożeniu stosownego wniosku w Urzędzie Miasta, w tej chwili ich liczba jest już dość duża.

6 maja Komisja Budżetu i Finansów Publicznych kontynuowała prace nad rozwiązaniami osłonowymi w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. W trakcie posiedzenia prezes Związku Miast Polskich, senator Zygmunt Frankiewicz zgłosił projekt tzw. tarczy samorządowej – czyli pakietu rozwiązań dedykowanych JTS-om w związku z pandemią.

Proponowane przepisy przewidują m.in.: rekompensatę niektórych ubytków w dochodach własnych, spowodowanych restrykcjami stanu epidemii (subwencja rekompensująca), korekty przepisów dotyczących sposobu wyliczania subwencji, VAT-u od opłat za użytkowanie nieruchomości, możliwości zawieszenia (w całości albo w części) realizacji budżetu obywatelskiego, a także przygotowania do budżetu obywatelskiego na rok 2021, jeżeli byłoby to konieczne w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem SARS-CoV-2.

Mimo rosnącej świadomości Polacy nie przykładają wagi do zdrowego żywienia. Aż 1/3 cierpi na choroby wywołane złą dietą

12 mln Polaków cierpi na różnego rodzaju choroby związane z nieprawidłowym żywieniem. Chociaż mamy na ten temat coraz większą wiedzę, zbilansowanej diety nie ma wśród naszych priorytetów. – Sposób żywienia powinien być traktowany jako długofalowa inwestycja w nasze zdrowie fizyczne i psychiczne – mówi psycholog społeczny, prof. Janusz Czapiński. Tym bardziej że – jak wynika z nowego raportu przedstawicieli grupy spółek DANONE, „Planeta. Zdrowie. Przyszłość” – ma to ogromne znaczenie nie tylko dla naszej kondycji, lecz również dla stanu środowiska naturalnego.

– W kontekście naszej wizji One Planet. One Health przeprowadziliśmy analizę ponad 20 tys. notatek prasowych, postów i informacji związanych z trendami żywieniowymi i zdrowiem pojawiających się w ostatnim roku w różnych mediach. Na podstawie tej analizy wyciągnęliśmy wnioski, które pokazują, co jest ważne dla Polaków w kwestiach odżywiania, zdrowia i stanu naszej planety – mówi agencji Newseria Biznes Marek Sumiła, dyrektor Rynku Polska i Kraje Bałtyckie, Danone.

– Raport przygotowany przez grupę spółek DANONE wyraźnie pokazuje, że trzy główne ogniwa życia, czyli stan naszej planety, nasze psychiczne i fizyczne zdrowie oraz przyszłość nasza i naszych dzieci, są niesamowicie silnie ze sobą powiązane. Na wszystkie te trzy elementy człowiek ma decydujący wpływ – mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, opiekun merytoryczny raportu „Planeta. Zdrowie. Przyszłość”.

Wynika z niego, że kluczowy dla naszego zdrowia jest brak zbilansowanej diety. Mimo rosnącej świadomości na temat żywienia Polacy nie przykładają do tego wystarczającej wagi. Nie traktują posiłków jako ważnych elementów dnia, które muszą zaplanować i wygospodarować na nie czas. Nieprawidłowe żywienie i brak zbilansowanej diety to duży społeczny problem.

– Ponad 1/3 Polaków cierpi na różne choroby dietozależne. Nieprawidłowe żywienie powoduje 80 różnych chorób – mówi dyrektor Rynku Polska i Kraje Bałtyckie w Danone.

Przykładowo, tylko niespełna 12 proc. Polek spożywa produkty będące źródłem wapnia, ale problem niedoborów tego pierwiastka dotyczy nie tylko ich, ale także mężczyzn i dzieci. Co istotne, Polacy są też daleko od podium pod względem długości życia w zdrowiu.

– Na przestrzeni kilku ostatnich dekad średnia długość życia Polaków znacząco się wydłużyła. Niestety trend ten został zahamowany w ostatnich latach. Musimy zacząć patrzeć na sposób odżywiania się i aktywność fizyczną jako inwestycję w przyszłość. Wiemy, że właściwe odżywianie przekłada się na znaczące podniesienie komfortu życia – mówi Marek Sumiła.

Czynniki związane z dietą (bez otyłości) odpowiadają w Polsce średnio za utratę 14,2 proc. lat przeżytych w zdrowiu. Dlatego też zmiana nawyków żywieniowych powinna być traktowana jako długofalowa inwestycja w zdrowie i przyszłość.

 Związek między dietą i aktywnością fizyczną a naszą kondycją psychiczną jest niezwykle silny. Silniejszy niż związek z ilością pieniędzy, które mamy na koncie, i tym, ile zarabiamy. Jedynym elementem, który może konkurować z dietą, są dobre relacje społeczne. Innymi słowy, istnieje zależność przyczynowo-skutkowa między zmianą diety i poprawą dobrostanu psychicznego – dodaje prof. Janusz Czapiński.

Raport grupy spółek DANONE wskazuje, że decyzje zakupowe i żywieniowe podejmowane przez konsumentów mają także ogromne przełożenie na stan środowiska naturalnego. To, co jemy, kupujemy i co robimy z przeterminowaną żywnością lub resztkami jedzenia, ma wpływ na kondycję planety. Tymczasem tylko w Polsce każdego roku na śmietnik trafia ok. 9 mln ton żywności.

– Niewątpliwie zaśmiecamy środowisko naturalne i to w pewnym momencie musi się odbić na zmianach klimatu, z którymi już mamy do czynienia. Niektórzy mówią wręcz o klęsce klimatycznej. Susza, która trwa dzisiaj w Polsce, też jest w pewnej mierze rezultatem naszego obchodzenia się ze środowiskiem w nie najlepszy sposób – mówi badacz. – Zmieniając dietę na bardziej zrównoważoną i łącząc to z większą aktywnością fizyczną, możemy sprawić, że nie tylko będziemy czuli się lepiej, ale i planeta odetchnie, a nasze dzieci będą żyły w lepszym świecie, nie obawiając się stopnienia lodowców czy braku dostępu do żywności.

Polacy zdecydowanie zbyt małą wagę przykładają do profilaktyki zdrowotnej. Zamiast zapobiegać, wolą leczyć ewentualne choroby spowodowane złym stylem życia, kiedy te już się pojawią.

– Niestety strategia leczenia jest zdecydowanie częściej wybierana przez Polaków. Nie zważamy na to, co jemy, czy uprawiamy aktywność fizyczną, na to, w jakim żyjemy środowisku. Jeżeli już zachorujemy, po to jest przecież system ochrony zdrowia, żeby pójść do lekarza i zrekompensować te wszystkie braki, które sami w dużej mierze sprowokowaliśmy. Tymczasem druga strategia – zapobiegania – jest, po pierwsze, zdecydowanie tańsza, po drugie, nie obciąża systemu ochrony zdrowia, a jej stosowanie leży tylko w naszej gestii – podsumowuje prof. Janusz Czapiński.